Dobre prognozy dla warszawskiego rynku hotelowego

Warszawa znacznie łagodniej niż inne główne rynki hotelowe w regionie CEE znosi skutki pandemii COVID-19 i umocniła tym samym swoją pozycję jako najbardziej atrakcyjnego rynku w regionie. Co więcej, według ekspertów Cushman & Wakefield na horyzoncie widoczne jest znaczne ożywienie warszawskiego rynku hotelowego w drugiej połowie 2021 r. – wynika z raportu Marketbeat Warsaw Hospitality H2 2020.

W 2020 wskaźnik RevPAR (przychód na jeden dostępny pokój) w Warszawie spadł o blisko 74%. Niemniej jednak stolica Polski była jednym z najmniej dotkniętych przez COVID-19 głównych rynków w regionie CEE, ze względu na silny popyt krajowy i większą odporność polskiej gospodarki. Podaż na rynku hotelowym w Warszawie wzrosła w 2020 r. o 7,4%. Przewiduje się, że w ciągu najbliższych dwóch lat będzie ona nadal rosnąć, lecz w nieco niższym średniorocznym tempie – ok.6,1%.

Pandemia COVID-19 spowodowała opóźnienia lub nawet anulowanie kilku projektów w regionie CEE / SEE, co może być dobrą wiadomością dla hotelarzy, ponieważ prawdopodobnie ograniczy to wzrost podaży i ułatwi szybsze ożywienie na rynku. Niemniej jednak lista zaplanowanych inwestycji w Warszawie była bardzo obszerna jeszcze przed wybuchem pandemii wirusa. Kilka projektów, które były wówczas w budowie, jak Nobu Warsaw czy Crowne Plaza & Holiday Inn Express Warsaw Hub, zostało otwartych w 2020 roku. Większość realizowanych projektów, takich jak NYX Warsaw, ma opóźnienia, ale są one kontynuowane.

Popyt turystyczny w Warszawie w 2020 roku spadł znacznie mniej widocznie w porównaniu z innymi głównymi rynkami (o około 65% według STR). Stało się tak między innymi dzięki silnemu popytowi krajowemu, który nawet w czasach przed pandemią COVID-19 (2019) stanowił aż 62% noclegów turystycznych. W przyszłości oczekuje się kontynuacji tego obiecującego trendu. Oxford Economics spodziewa się, że popyt w Warszawie osiągnie poziom sprzed kryzysu do 2022 roku.

W 2020 roku w Warszawie, jak i w Polsce, nie odnotowano żadnej większej transakcji hotelowej. Biorąc pod uwagę powagę skutków kryzysu związanego z COVID-19, inwestorzy stosowali strategię „wait and see”, podczas gdy właściciele nie byli skłonni pozbywać się aktywów w tym czasie, zwłaszcza po obniżonej cenie. Powyższe, w połączeniu z ograniczonym dostępem do finansowania przejęć hoteli, spowodowało zamrożenie transakcji hotelowych w Polsce. Po niezwykle trudnym 2020 roku, w najbliższych miesiącach hotelarze staną przed wieloma wyzwaniami operacyjnymi związanymi z poziomem popytu na usługi hotelarskie i konferencyjne. Sytuację komplikuje widmo trzeciej fali COVID-19 oraz dynamicznie zmieniające się ograniczenia. Warszawa charakteryzuje się jednak silnym popytem krajowym i mniejszą zależnością od rynków międzynarodowych w porównaniu z innymi rynkami Europy Środkowo-Wschodniej i Południowo-Wschodniej, co powinno przyspieszyć ożywienie. Miasto ma być jedną z pierwszych stolic, w których nastąpi odbicie popytu do poziomu sprzed pandemii. Podczas gdy niektórzy inwestorzy przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych stosują wciąż strategię „wait and see”, aktywność innych pozostaje wysoka. Z drugiej strony mamy do czynienia z ograniczoną podażą hoteli na sprzedaż, co było również charakterystyczne dla lokalnego rynku w poprzednich latach. Niemniej jednak przewiduje się wzrost aktywności inwestycyjnej na lokalnym rynku hotelowym w 2021 roku, gdzie już w lutym została zamknięta transakcja sprzedaży Regent Warsaw Hotel – komentuje Łukasz Bondyra, Senior Hospitality Advisor, Poland.

Pełna treść raportu do pobrania pod linkiem: https://info.cushmanwakefield.com/l/263412/2021-03-01/3hyb4r/263412/1614595488CVsCQbKu/CW_MarketBeat_HOSPITALITY_Warsaw_2020H2_EN.pdf

Związkowiec na bruku – oświadczenie Związku Zawodowego Kontrolerów Ruchu Lotniczego

  • Po doniesieniach medialnych o nieprawidłowościach Polska Agencja Żeglugi Powietrznej (PAŻP) zwalnia związkowca
  • Związek Zawodowy Kontrolerów Ruchu Lotniczego (ZZKRL) właśnie złożył doniesienie do prokuratury

Polska Agencja Żeglugi Powietrznej (PAŻP) zwolniła chronionego prawem członka Związku Zawodowego Kontrolerów Ruchu Lotniczego (ZZKRL), który alarmował o łamaniu procedur bezpieczeństwa w Agencji. Kontroler z ponad 25-letnim stażem od niemal roku reprezentował ZZKRL w kontaktach z kierownictwem PAŻP.

Zwolniony pracownik w 2012 roku pełnił funkcję Specjalisty ds. Operacyjnego Zarządzania Bezpieczeństwem w Ruchu Lotniczym i uzgadniał analizę bezpieczeństwa dotyczącą pracy na połączonych stanowiskach, o której głośno było w ostatnim czasie w mediach. Gdy PAŻP z początkiem pandemii zaczęła na szeroką skalę stosować SPO (Single Person Operations) wskazywał on na uchybienia, niezgodności z akceptowaną przez siebie w przeszłości analizą i wynikające z tego potencjalne zagrożenia dla bezpieczeństwa ruchu lotniczego. Już w czerwcu 2020 roku p.o. Prezesa PAŻP podjął próbę dyscyplinarnego pozbycia się z firmy kontrolera, jednak po sprzeciwie ZZKRL i formalnej odmowie udzielenia zgody na zwolnienie działacza związkowego, odstąpiono od tego zamiaru.

Już wówczas działające w PAŻP organizacje pracownicze odebrały te działania jako próbę zastraszenia i uciszenia pracowników zaniepokojonych możliwością obniżenia poziomu bezpieczeństwa, w związku ze stosowaniem pracy na połączonych stanowiskach operacyjnych.  Kontrolerzy, czując odpowiedzialność, jaka na nich spoczywa, a także zwyczajnie obawiając się pracy w warunkach w sposób niesprawdzony wymaganymi analizami bezpieczeństwa, nadal starali się zaalarmować swojego pracodawcę i instytucje nadzorcze. Aktywnie wspierał ich w tym swoją ekspercką wiedzą i doświadczeniem wyrzucony w ostatnich dniach z pracy kontroler.

W listopadzie 2020 roku, kiedy w PAŻP problemy z wdrożeniem SPO i liczne nieprawidłowości, które temu towarzyszyły były już wśród pracowników wiedzą powszechną, firma na podstawie  wątpliwych i niepotwierdzonych zarzutów, wręczyła po raz kolejny wypowiedzenie temu samemu działaczowi związkowemu. Przez ostatnie 3 miesiące przedstawiciele pracowników starali się w sposób polubowny odwieść p.o. Prezesa PAŻP od zamiaru bezprawnego rozwiązania stosunku pracy z zasłużonym dla PAŻP kontrolerem. W tym celu związkowcy odbyli szereg rozmów i zainicjowali liczne spotkania z kierownictwem Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Podejmowane przez strony negocjacje do ostatniego dnia dawały nadzieję na pozytywne zakończenie, w tym odstąpienie Agencji od zamiaru zwolnienia chronionego pracownika i finalnie powrót będącego na wypowiedzeniu kontrolera do służby. Wszystko zmieniło się, gdy w ostatnich tygodniach, do tej pory nieznane na zewnątrz problemy Agencji, zaczęły wypływać na światło dzienne za sprawą licznych publikacji medialnych. Mamy powody przypuszczać, że nagła zmiana nastawienia pracodawcy, zerwanie rozmów i ostatecznie bezprawne zwolnienie działacza związkowego ma z tym bezpośredni związek.

Od instytucji zapewniającej bezpieczeństwo w ruchu lotniczym mamy prawo oczekiwać poważnego i rzetelnego potraktowania wszystkich informacji, które mogą mieć na to bezpieczeństwo wpływ. Niestety, obecne kierownictwo Agencji zamiast kontynuować dialog z pracownikami i podjąć dalsze starania w celu wyjaśnienia wątpliwości oraz wdrożyć działania naprawcze, decyduje się na bezprawne zwolnienie z pracy jednego ze specjalistów alarmujących w dobrej wierze o zagrożeniach. Jesteśmy dziś świadkami próby zastraszenia i uciszenia pracowników bezpośrednio odpowiedzialnych za bezpieczeństwo operacji lotniczych w Polsce.

Wczoraj (1 marca 2021 roku) ZZKRL złożył doniesienie do prokuratury dot. utrudniania działalności związkowej przez kierownictwo Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej.

Zarząd Związku Zawodowego Kontrolerów Ruchu Lotniczego

Bioceltix opublikował memorandum i rozpoczyna emisję akcji przed debiutem na NewConnect

  • Biotechnologiczny Bioceltix, opracowujący leki biologiczne dla zwierząt towarzyszących, opublikował memorandum informacyjne.
  • Spółka od 1 marca br. prowadzi ofertę publiczną do 360 000 akcji nowej emisji, z której planuje pozyskać do 7,4 mln zł.
  • Środki z emisji zapewnią dalszy rozwój firmy i jej produktów, m.in. umożliwią wprowadzenie leków w zaawansowane fazy badań klinicznych oraz doprowadzą do ich rejestracji przez Europejską Agencję Leków.
  • Bioceltix planuje debiut na NewConnect w II kwartale br.

Bioceltix SA – spółka biotechnologiczna rozwijająca leki biologiczne dla zwierząt towarzyszących – 1 marca rozpoczęła publiczną emisję akcji o wartości do 7,4 mln zł. Pozyskane środki planuje wykorzystać na dalszy rozwój swoich produktów, w tym na finansowanie badań klinicznych. Zapisy na akcje dla inwestorów indywidualnych będą przyjmowane od 5 marca 2021 r.

Naszym celem strategicznym jest wprowadzenie do obrotu w procedurze scentralizowanej (Europejska Agencja Leków) weterynaryjnego produktu leczniczego zawierającego jako substancję czynną komórki macierzyste. W pierwszej kolejności skupiamy się na produkcie stosowanym w leczeniu zmian zwyrodnieniowych stawów u psów. Równolegle rozwijamy dwa kolejne produkty oparte na komórkach macierzystych: pierwszy stosowany w leczeniu atopowego zapalenia skóry u psów oraz lek stosowany w leczeniu zapalenia stawów u koni – wyjaśnia Łukasz Bzdzion, prezes zarządu i współzałożyciel Bioceltix SA.

Przełomowa technologia

Przełomowa technologia ALLO-BCLX bazującą na allogenicznych (jeden dawca – wielu biorców) mezenchymalnych komórkach macierzystych (MSC) stanowi platformę dla rozwoju leków dedykowanych w leczeniu chorób o podłożu zapalnym i autoimmunologicznym.

– MSC modulując środowisko zapalne przywracają stan równowagi immunologicznej wyciszając stan zapalny, co umożliwia uruchomienie naturalnych procesów związanych z regeneracją zniszczonej chorobą tkanki. Opracowana technologia umożliwia seryjną produkcje leku bez konieczności każdorazowego pobierania komórek macierzystych od pacjenta. Dzięki temu nasze leki będą dostępne od ręki i gotowe do podania pacjentowi bezpośrednio po rozmrożeniu – mówi Łukasz Bzdzion.

Docelowy model biznesowy spółki oparty jest na dwóch silnych fundamentach: udziale w przychodach generowanych przez dużego dystrybutora o globalnym zasięgu oraz własnej wytwórni farmaceutycznej. W międzyczasie spółka pracuje nad nawiązaniem współpracy z partnerem branżowym przy dalszym, wspólnym rozwoju produktów, co pociągnie za sobą dodatkowe wpływy z tytułu udzielenia wyłączności i osiągania kolejnych kamieni milowych.

Nowoczesne terapie

Bioceltix posiada własną, objętą zezwoleniem na wytwarzanie, wytwórnię leków na bazie komórek macierzystych. Uzyskanie farmaceutycznego standardu jakości cGMP (ang. Current Good Manufacturing Practice) w zakresie wytwarzania weterynaryjnych leków biologicznych somatycznej terapii komórkowej lokuje Bioceltix w światowej czołówce spółek biotechnologicznych o profilu weterynaryjnym.

Opracowana przez nas technologia, w połączeniu z izolowaną linią produkcyjną i farmaceutycznym standardem jakości, daje nam unikalną przewagę na rodzącym się rynku biotechnologii weterynaryjnej. Nasza infrastruktura produkcyjna pozwala nam na szybkie skalowanie technologii do standardu farmaceutycznego po zakończeniu prac badawczo-rozwojowych. Mając własną, przeskalowaną technologię i certyfikowaną wytwórnię jesteśmy w stanie budować solidy fundament biznesowy w oparciu o produkcję własną. To wyróżnia nas na tle światowych firm biotechnologicznych na porównywalnym etapie rozwoju podkreśla prezes Bioceltix SA.

Nasze dwa produkty BCX-CM-J, stosowany w leczeniu zmian zwyrodnieniowych stawów u psów, oraz BCX-CM-AD stosowany w leczeniu atopii u psów znajdują się obecnie w fazie badania bezpieczeństwa, która jest odpowiednikiem I fazy badań klinicznych u ludzi.

Tuż po zakończeniu fazy bezpieczeństwa przejdziemy do badania skuteczności, czyli do właściwej fazy klinicznej będącej odpowiednikiem III fazy badań klinicznych u ludzi. Przygotowujemy się do tej chwili z dużym wyprzedzeniem, zarówno od strony organizacyjnej planując wspólne działania z firmą typu Clinical Research Organization, jak i od strony formalnej, konsultując protokoły kliniczne z Europejską Agencją Leków. Ostatnim etapem będzie uzyskanie od europejskiego regulatora rynku farmaceutycznego pozwolenie na dopuszczenie do obrotu naszego pierwszego leku. Według naszego harmonogramu rejestracja pierwszego produktu planowana jest na 2024 r. dodaje Łukasz Bzdzion.

Perspektywy rynkowe

Według niezależnych analiz, w 2020 r. wartość światowego rynku leków weterynaryjnych wyniosła 29,2 mld USD, a do 2028 r. rynek rosnąć ma w tempie 7,4 proc. rocznie. O potencjale rynku pośrednio świadczy także m.in. warte 245 mln USD przejęcie w 2019 r. notowanej na Nasdaq spółki Aratana Therapeutics przez Elanco Animal Health. Aratana posiadała w swoim portfolio m.in. Galliprant, niesteroidowy lek przeciwzapalny stosowany w leczeniu choroby zwyrodnieniowej stawów u psów. Podobnych transakcji w ostatnich latach było co najmniej kilka.

Duże firmy poszukują nowych, skuteczniejszych terapii na najczęściej występujące choroby zwierząt. Od tego trendu nie ma odwrotu, presja ze strony opiekunów zwierząt na zwiększenie jakości leczenia jest bardzo silna. Stąd np. GST, która jako pierwsza w historii w 2019 r. zarejestrowała lek weterynaryjny na bazie komórek macierzystych, została niemalże natychmiast przejęta przez jednego z liderów branży, Boehringer Ingelheim Animal Health. To tylko potwierdza słuszność naszej strategii wyjaśnia dr Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix SA i dodaje:

Niewiele dzieli nas od rozpoczęcia komercjalizacji gotowych produktów. Jeśli popatrzymy na pierwszą siódemkę największych firm z branży weterynaryjnej, to jesteśmy po słowie ze wszystkimi, przeszliśmy pierwsze technologiczne due diligence, rozpoczynamy kolejne. Różne firmy mają różne perspektywy i zwracają uwagę na różne produkty i aspekty naszej działalności, ale wszyscy zgadzają się co do jednego: potencjał sprzedaży produktów opracowanych w oparciu o naszą technologię przekracza 100 mln EUR rocznie.

Dla Polaków najważniejsza w zrównoważeniu pracy zdalnej i życia prywatnego jest elastyczność w sposobie wykonywania obowiązków

Pandemia COVID-19 to zapowiedź tego, że częste i nagłe zmiany, a także długotrwałe zakłócenia staną się normą, a organizacje muszą nauczyć się, jak się do nich szybko dostosować. Jak wynika z raportu „Global Human Capital Trends 2021” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, 21 proc. firm na świecie i 12 proc. Polsce nie było przygotowanych na nadejście obecnego kryzysu. Wyjście z kolejnych nieprzewidywalnych sytuacji nie będzie możliwe bez uwzględnienia potrzeb pracowników i przemodelowania ich dotychczasowej pracy. To oni powinni odgrywać znaczącą rolę w tworzeniu i realizacji strategii przedsiębiorstwa. Nieustannie wzrastać będzie również rola zespołów HR. Globalnie 21 proc. menadżerów bardzo wierzy w to, że to właśnie pracownicy działów odpowiedzialnych za kapitał ludzki będą wyznaczać kierunek zmian w organizacji w perspektywie najbliższych 3-5 lat.

W badaniu przeprowadzonym na potrzeby raportu wzięło udział 6 tys. profesjonalistów z różnych sektorów gospodarki z 99 państw, w tym z Polski. Wśród nich 56 proc. stanowi kadra kierownicza zarządzająca obszarami biznesowymi, a pozostali respondenci to menedżerowie HR. Globalnie członkowie zarządów stanowili 5 proc. respondentów, natomiast w Polsce był to prawie dwa razy większy odsetek (9 proc.).

W tegorocznej edycji raportu eksperci Deloitte głębiej przeanalizowali trendy, które wytypowali na 2020 rok. Są to: holistyczny dobrostan pracowników, uwolnienie potencjału zatrudnionych, superzespoły łączące pracę ludzi oraz nowych technologii, nowe strategie zarządzania talentami i szybsze przeprojektowanie modelu pracy.

Życie prywatne i praca pod jednych dachem

Menadżerowie już od dłuższego czasu zdawali sobie sprawę z tego, jak ważny jest well-being, czyli dobrostan pracowników. Jednak dopiero pandemia COVID-19 i powszechna praca zdalna spowodowały, że dla kadry kierowniczej zdrowie psychiczne zatrudnionych mocno zyskało na znaczeniu.

Nasze badanie pokazało, że nie każdy pracownik postrzega działania swojej firmy jako zmierzające do zachowania zdrowego balansu pomiędzy obowiązkami zawodowymi a życiem prywatnym. Globalnie 15 proc., a w Polsce aż 38 proc. menedżerów uważa, że praca zdalna negatywnie wpływa na ich dobre samopoczucie. Coraz trudniej jest ustalać godziny pracy, skoro cały czas mamy dostęp do telefonu i komputera, a na wiadomość możemy odpisać w każdej chwili. Potrzeba jasno wytyczonych reguł dotyczących godzin pracy, ale również ich konsekwentnego egzekwowania – mówi John Guziak, partner, lider zespołu ds. kapitału ludzkiego w Europie Środkowej.

Ankietowanych zapytano również, jakie są najistotniejsze czynniki, które sprawiają, że praca zdalna nie wpływa tak negatywnie na ich dobrostan i życie prywatne. Większość z nich wskazała na rozwiązania z zakresu organizacji pracy. 39 proc. odpowiedziało, że wprowadzenie cyfrowych platform do współpracy, 36 proc. wskazało na dowolność w sposobie wykonywania swoich obowiązków, a 31 proc. na potrzebę stworzenia nowych norm dotyczących planowania i wyznaczania spotkań. Polscy respondenci także wytypowali właśnie te obszary, jednak inaczej rozłożył się ich udział procentowy. Najważniejsza okazała się być dowolność w sposobie wykonywania swoich obowiązków (60 proc.), dalej wprowadzenie cyfrowych platform do współpracy (48 proc.) i w końcu potrzeba stworzenia nowych norm dotyczących planowania i wyznaczania spotkań (32 proc.).

Wszechstronny pracownik w elastycznym zespole

W czasie pandemii liderzy coraz częściej oczekują od pracowników, że ci ostatni będą zwiększać zakres swoich obowiązków i wykonywać zadania w obszarach, gdzie akurat jest na to zapotrzebowanie. Zdaniem ekspertów Deloitte, zatrudnieni w pełni wykorzystują swój potencjał, kiedy mogą połączyć swoje pasje z potrzebami organizacji. Dostrzeżenie tego jest niezbędne, jeśli firma chce rozwijać się w dłuższej perspektywie czasu.

Według raportu, globalnie 72 proc. menedżerów wskazało na umiejętność ich pracowników do adaptacji, przekwalifikowania i przyjmowania nowych ról jako najważniejszy czynnik pomocny w radzeniu sobie z kolejnymi zakłóceniami. Wśród polskich ankietowanych odsetek ten wyniósł 44 proc.

To pandemia uświadomiła menedżerom, jakie cechy i talenty posiadają ich pracownicy. Wyzwaniem dla organizacji jest wypracowanie nowych strategii rozwoju kadr. Celem jest stworzenie takich zespołów, które będą reagować dynamicznie na niespodziewane utrudnienia biznesowe. Należy jednak pamiętać, że musi się to dziać z poszanowaniem zdania pracowników, bo to oni najlepiej potrafią określić swoje potrzeby i wiedzą, jak działa organizacja u samych podstaw – mówi Joanna Świerzyńska, partnerka w dziale doradztwa podatkowego, Talent partnerka, Deloitte.

Ostatnie miesiące pokazały również, jak ważna jest praca zespołowa. Dziś liderzy mają szansę wykorzystać to, czego nauczyli się przez ostatnie miesiące, żeby stworzyć „super-zespoły”, które łączą pracę ludzi z technologią. Jak wskazują eksperci Deloitte, wiele organizacji postrzega technologię jako narzędzie, a nie członka zespołu, co powinno zmienić się w najbliższych latach.

Menadżerów zapytano również o to, jakie działania podejmą w celu transformacji dotychczasowych modeli pracy. Prawie połowa odpowiedziała, że wdroży budowę kultury organizacyjnej, która skupia się na rozwoju, przystosowaniu i elastyczności. Niewiele mniej, bo 42 proc. wskazało na poszerzanie możliwości pracowników poprzez podnoszenie lub zmianę kwalifikacji i mobilność. 35 proc. przejdzie przez proces transformacji dzięki wdrożeniu nowych technologii. Wśród polskich respondentów inicjatywy zyskały odpowiednio: 44 proc, 49 proc. i 39 proc.

Strategia zorientowana na człowieka

Z raportu wynika, że 21 proc. organizacji na świecie nie było przygotowanych na nadejście pandemii. W Polsce ten odsetek był prawie dwa razy mniejszy i wyniósł 12 proc. Menadżerów poproszono również o odpowiedź, w jaki sposób zamierzają przygotowywać się na kolejne niespodziewane sytuacje. 46 proc. wszystkich badanych wskazało na identyfikowanie wielu prawdopodobnych scenariuszy biznesowych i tworzenie wielu planów łagodzenia skutków, 33 proc. na identyfikowanie prawdopodobnych, narastających zdarzeń i tworzenie planów ciągłości działania oraz 17 proc. na identyfikowanie mało prawdopodobnych zdarzeń o dużym wpływie na biznes i tworzenie wielu planów łagodzenia ich skutków.

Eksperci firmy doradczej Deloitte zwracają uwagę na odpowiedzi dotyczące działań koniecznych do osiągnięcia wspomnianej gotowości na zakłócenia. Dopiero na czwartym miejscu globalnie i na szóstym w Polsce znalazło się podnoszenie kwalifikacji zawodowych i rozwój pracowników. Natomiast jako najistotniejsze wskazano zachowanie liderów.

Inwestycje w pracowników powinny być priorytetem w organizacji, bo to właśnie oni w dużej mierze radzić sobie będą z kolejnymi kryzysami na pierwszym froncie. Co więcej, menadżerowie muszą tak przemodelować swoje strategie, żeby to zatrudnieni pełnili w nich kluczową rolę. Dzięki temu liderzy będą mogli podejmować szybsze i lepsze decyzje w oparciu o aktualne informacje na temat tego, do czego są zdolni ich pracownicy i jak postrzegają funkcjonowanie organizacji – mówi Joanna Świerzyńska.

Nowa rola specjalistów ds. HR

COVID-19 wymusił pracę w zupełnie nowych warunkach zarówno jeśli chodzi o pracę zdalną, jak również zachowanie społecznego dystansu w biurze. Wdrożenie tych zmian pozostawało w obowiązkach liderów HR, którzy w rezultacie zyskali w oczach członków zarządu. Wraz z zakończeniem pandemii, działy HR mają możliwość zmienić swoją rolę – z zarządzania procesami do projektowania strategii w firmie.

Co ciekawe, globalnie ponad jedna piąta badanych nie uważa, że zmiany w polityce organizacji, dotyczące takich obszarów jak praca zdalna czy benefity, należały przed pandemią do działów HR. Z kolei wszyscy polscy respondenci zgodzili się, że wchodziło to w zakres obowiązków pracowników human resources.

Z raportu wynika, że według 75 proc. badanych w czasie pandemii działy HR miały wpływ na ochronę zdrowia i bezpieczeństwa pracowników, 58 proc. wskazało na zwiększenie komunikacji z pracownikami, 42 proc. na promowanie dobrego samopoczucia pracowników, a 36 proc. na przeprojektowanie polityk i strategii pracowniczych w krytycznych obszarach, t.j. praca zdalna, świadczenia itp. W Polsce te odsetki wyniosły odpowiednio: 68 proc., 73 proc., 41 proc. i 32 proc. Ankietowanych zapytano, czy w związku z dużym wpływem HR na funkcjonowanie organizacji w czasie kryzysu, są oni pewni, że działy te mogą wyznaczać kierunek zmian w czasie najbliższych 3-5 lat. Globalnie dużą nadzieję pokłada w to 21 proc. menadżerów, natomiast w Polsce tylko 5 proc.

Wyniki naszego badania pokazują, że rola ekspertów HR w organizacji jest kluczowa do jej sprawnego funkcjonowania. Istotne jest ich proaktywne podejście. Przede wszystkim ważne jest jednak, abyśmy przestali tylko mówić o przyszłości pracy, a zaczęli wspierać się dostępnymi danymi, projektowali ją z wykorzystaniem współpracy ludzi i nowych technologii, sztucznej inteligencji, a także z jasnym zrozumieniem tego, w jaki sposób nasi klienci będą chcieli z nami pracować w przyszłości – mówi John Guziak .

Jak podsumowuje ekspert, jednym z priorytetowych wyzwań jest dziś zbudowanie kultury organizacyjnej wokół zespołów. Te z nich, które poradzą sobie dobrze w pracy hybrydowej, w swojej strukturze będą miały określone wyraźne DNA i zestaw wartości.

Izba o Krajowym Planie Odbudowy: popieramy, ale gdzie jest tu miejsce dla przedsiębiorców?

„Oczekujemy większej ilości konkretów” – Północna Izba Gospodarcza o Krajowym Planie Odbudowy

Krajowy Program Odbudowy został zaprezentowany przez Premiera Mateusza Morawieckiego w ubiegły piątek. Jest to zbiór informacji na temat tego, jak wyglądać będzie obudowywanie gospodarki po pandemii COVID-19. Mówimy o redystrybucji środków unijnych, które Polska ma otrzymać w najbliższych latach. Premier Mateusz Morawiecki przedstawił pięć filarów, które prezentują się interesująco, choć na ten moment trudno powiedzieć, by spełniały one oczekiwania przedsiębiorców w zakresie wsparcia po trudach pandemii. – Jestem wielką zwolenniczką rozmów o polskiej gospodarce po COVID-19, to bardzo ważne byśmy poza „tu i teraz” żyli również przyszłością. Trudno jednak komentować propozycję Premiera Morawieckiego pozytywnie lub negatywnie. Najbardziej adekwatny będzie jeden z komentarzy publicystów: póki co to nie jest Krajowy Program Odbudowy, a Krajowy Program Ogólników – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

Prezes Mojsiuk: zabrakło konkretnej informacji jaka jest przewidziana pomoc dla przedsiębiorców

Krajowy Plan Odbudowy to dokument, który będzie podstawą do otrzymania środków z unijnego Instrumentu na Rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności. Wskazuje on przeznaczenie pieniędzy na konkretne reformy, programy i inwestycje. Polska do końca 2026 r. otrzyma: 23,9 mld euro w postaci bezzwrotnych dotacji oraz 34,2 mld euro w formie ewentualnych pożyczek. Premier Mateusz Morawiecki zaprezentował pięć filarów na których ma opierać się program: odbudowa konkurencyjności polskiej gospodarki, cyfryzacja, sprawny sektor zdrowia, mobilna Polska i zmiany w zakresie klimatu.

– Poziom ogólności przedstawionych w piątek postulatów jest tak duży, że trudno jest w tej chwili powiedzieć czy oceniamy Krajowy Program Odbudowy pozytywnie czy negatywnie. Pan Premier omawiając każdy z filarów odnosił go do bieżącej sytuacji gospodarczej. Rzeczywiście sprawna walka z pandemią, inwestycje w zieloną gospodarkę czy dalsza cyfryzacja przedsiębiorstw to ważne wyzwania czasu po pandemii, ale czy w tych postulatach nie zabrakło jasnego sygnału: drodzy przedsiębiorcy, robimy to dla Was i dla Was będą konkretne środki i programy? Moim zdaniem zabrakło takiej informacji – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Przedsiębiorcy bardzo czekają na Krajowy Program Odbudowy jako projekt, który pomoże im wrócić do lepszego funkcjonowania po trudach pandemii: – Wielu przedsiębiorców myśląc o programie odbudowy zapewne spodziewało się zapowiedzi dofinansowań, pożyczek płynnościowych oraz inicjatyw, które będą konkretnie wspierać ich walkę o przetrwanie. Zdajemy sobie sprawę, że to pierwsza zapowiedź i liczymy na to, że kolejne konferencje Premiera Mateusza Morawieckiego przyniosą więcej konkretnych informacji dla przedsiębiorców – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Plusy: priorytet dla konkurencyjności. Minusy: mało informacji o przedsiębiorcach

Jak mówi Dyrektor Biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie dr Piotr Wolny kwoty, którymi dysponować będzie Polska do 2026 roku są znaczące i jest to realna szansa na to, by Krajowy Program Odbudowy stał się kołem zamachowym rozwoju przedsiębiorstw. Czy piątkowa zapowiedź daje taką wizję? Według dyrektora Izby zapowiedzi są jeszcze zbyt mgliste.

– Bardzo podoba mi się zdanie, że priorytetem powinna być odbudowa konkurencyjności polskiej gospodarki. To powinien być nasz priorytet gospodarczy od dekad, widziałbym tu szanse na wsparcie dla przemysłu, dla turystyki oraz dla inteligentnych specjalizacji w których bardzo dobrze poruszają się nasi przedsiębiorcy. Oczekiwałbym, że dla tych branż przygotowany zostanie silny, dedykowany im program wsparcia – mówi dyrektor Piotr Wolny.

– Przedsiębiorcy oczekują konkretnych informacji na jaką bezpośrednią pomoc mogą liczyć. To, że będzie ona potrzebna to sprawa bardziej niż oczywista. Premier w kontekście programu odbudowy mówił np. o Centralnym Porcie Komunikacyjnym czy o przekopie Mierzei Wiślanej. Należy zastanowić się czy są to inicjatywy, które są priorytetem jeżeli chodzi o odbudowywanie gospodarki – dodaje dyrektor Wolny.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie deklaruje chęć współpracy przy tworzeniu wytycznych kierunkowych dla Krajowego Programu Odbudowy. Uważamy, że do prac nad nim powinny być włączone samorządy oraz organizacje otoczenia biznesu.

Polacy wydają na prywatne leczenie więcej niż Niemcy czy Czesi

  • W Polsce 29% kosztów medycznych pokrywamy z własnej kieszeni. W Czechach to jedynie 17%, a w Niemczech 15%.
  • Po prywatne leczenie sięgamy dlatego, że nie chcemy czekać w kolejce do NFZ. W efekcie już ponad 3 mln Polaków korzysta z dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych.
  • Najpilniejszymi problemami, na których się obecnie skupiamy, są wady kręgosłupa i zdrowie psychiczne. Zainteresowanie pomocą psychologiczną wzrosło 36% r/r.

Po III kwartałach 2020 r. liczba Polaków posiadających prywatne ubezpieczenie zdrowotne wzrosła o 10,6% (r/r), a wartość składki przekroczyła łącznie 665 mln złotych, poinformowała niedawno Polska Izba Ubezpieczeń (PIU). Ponadto, z opublikowanego przez GUS Narodowego Rachunku Zdrowia wynika, że wydatki prywatne Polaków (w tym zakup leków), to prawie 29% wszystkich kosztów medycznych. Kiedy porównamy to z grudniowymi wynikami Eurostat dla całej UE, okazuje się, że w Polsce wydaje się więcej środków prywatnych na zdrowie niż w Czechach (17%) i niemal dwukrotnie więcej niż za naszą zachodnią granicą – w Niemczech tylko 15% kosztów pokrywanych jest z budżetów domowych.

Prywatne ubezpieczenia jako rozwiązanie?

Uznawane za modelowe Czechy wydają na ochronę zdrowia 5,3% PKB, podczas gdy my 3,9%. Zanim nadrobimy tę różnicę, doraźnym rozwiązaniem wydają się wydatki prywatne, w tym dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, coraz częściej włączane do systemu benefitów przez polskich pracodawców. Według nowych danych PIU posiada je już 3,1 mln Polaków. Łatwa dostępność badań, szybkość konsultacji specjalistycznych i brak obowiązkowych skierowań to w wielu przypadkach korzyści, które bardzo cenią polscy pacjenci. Według ekspertów wielu Polaków szuka pomocy poza systemem publicznym po prostu dlatego, że nie chce lub wręcz nie może czekać w długiej kolejce do świadczeń opłacanych przez NFZ. System publiczny – w ramach którego wciąż odbywa się leczenie większości poważnych problemów – został dotknięty w ub. roku prawdziwą zapaścią. Wychodzenie z niej może zająć znacznie więcej czasu, niż się dziś wydaje. W szczególności dotyczy to wizyt u specjalistów, w kolejce do których możemy czekać wiele miesięcy, o ile nie lat.

To powód numer jeden – łatwy i niemal natychmiastowy dostęp do wysokiej jakości opieki medycznej. Zwłaszcza teraz, gdy dostęp do niej jest dodatkowo ograniczony przez pandemię. Co więcej, mimo wciąż niepewnej sytuacji gospodarczej obserwujemy, że kolejne firmy decydują się na zakup grupowego ubezpieczenia zdrowotnego, który stał się najważniejszym benefitem pracowniczym w ogóle. Wśród pracodawców szczególnie wzrasta poziom zainteresowania dodatkową profilaktyką, m.in. psychologiczną, wad postawy i kardiologiczną. To pokłosie pracy zdalnej, izolacji i dodatkowego stresu – mówi Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.

Mimo że wracamy do przychodni, to nadal chętnie korzystamy z pomocy zdalnej

W 2020 r. duża część opieki medycznej świadczona była zdalnie, zwłaszcza podczas pierwszej fali pandemii, co spowodowało też, że wiele osób rezygnowało lub odkładało pomoc na później. Jednak po spadkach związanych z lockdownami, od września ub. roku liczby wizyt lekarskich zaczęły znacząco rosnąć, w październiku wracając do poziomów z 2019 r. Nie oznacza to jednak, że telemedycyna poszła w odstawkę. Porady zdalne nadal cieszą się wysokim zainteresowaniem i stanowią ponad 30% konsultacji internistycznych i specjalistycznych – zwłaszcza te mające pomóc ratować złą kondycję psychiczną spowodowaną izolacją. Zainteresowanie poradami psychiatrycznymi i psychologicznymi nadal pozostaje wysokie, wzrosło o 36% r/r. Polacy potrzebują pomocy i chcą się leczyć.

 

O stanie zdrowia Polaków i ich chęci naprawy problemów wynikających z izolacji i braku ruchu, świadczy też liczba badań rezonansu magnetycznego i tomografii kręgosłupa wykonanych w zeszłym roku. W drugiej połowie 2020 r. była ona praktycznie równa z tym samym okresem 2019 r., a w IV kwartale nawet większa. Oznacza to, że większość ludzi zdaje sobie sprawę z konieczności zadbania o ewentualne wady postawy i stara się z nimi walczyć najlepiej jak może w obecnych warunkach – dodaje Xenia Kruszewska z SALTUS Ubezpieczenia.

Źródło: SALTUS Ubezpieczenia

Rok 2021 na rynku nieruchomości – jedna wielka niewiadoma

Obyś żył w ciekawych czasach – brzmi starożytne chińskie przekleństwo. Nie ma wątpliwości, że tym razem zostało wypowiedziane skutecznie. Żyjemy w ciekawych czasach, także na rynku nieruchomości. W minionym roku spodziewano się krachu spowodowanego koronawirusem, a mieszkania nadal drożeją i świetnie się sprzedają. Teraz eksperci prognozują ciąg dalszy hossy i wzrostów cen. Prawda jest jednak taka, że w ciekawych czasach dalszy rozwój sytuacji rynkowej pozostaje po prostu zagadką.

Gdy w marcu 2020 roku koronawiurs uderzył w życie społeczne i gospodarkę prognozowano, że rozgrzany do czerwoności kilkuletnią hossą rynek nieruchomości „odczuje” to boleśnie. Ludzie w obawie o przyszłość mieli wstrzymywać się z kupnem mieszkań i ograniczać kredyty hipoteczne. Spodziewano się głębokiej korekty cen, które dotychczas rosły jak na drożdżach.

I rzeczywiście – wydawało się, że tak właśnie będzie się działo. Marzec, kwiecień, maj – kryzysowy drugi kwartał ubiegłego roku upłynął pod znakiem bardzo mocnego hamowania, nieomal zastopowania obrotu mieszkaniami. W dużych miastach spadki sprzedaży nowych mieszkań sięgały nawet 60 proc.

Spadły też ceny mieszkań, co miało zwiastować głęboką korektę. W Warszawie stawki zmniejszyły kwartał do kwartału o 4 proc. (z 9800 do 9400 zł/mkw.). Wydawało się, że to początek mocnych zjazdów cenowych. Latem 2020 firma doradcza Emmerson prognozowała, że mieszkania będą tanieć przez najbliższe 2,5 roku w tempie 5-7 proc. rocznie.

Spodziewamy się obniżek rzędu 5-7% rocznie. Do końca 2022 r. mogą one sięgnąć do 15-20% względem szczytowego okresu, jaki przypadał na przełom 2019/2020 r. Prognozowane przez nas spadki cen mieszkań będą trwały przez najbliższe 2-2,5 roku. Aby zrównoważyć podaż do popytu, deweloperzy w ciągu tego czasu będą sukcesywnie wyprzedawać obecną dużą ofertę. Równocześnie będą mniej budować, co doprowadzi do istotnego zmniejszenia za ok. 2 lata podaży, w porównaniu z czasami prosperity. Kupujący będą mieli mniejszy wybór. Konsekwencje łatwo przewidzieć – deweloperzy rozpoczną ponowny cykl podwyżek. Oczywiście przy założeniu, że wyjdziemy z kryzysu epidemiologicznego – mówił Dariusz Książek, prezes Emmerson Evaluation.

Letnie odbicie

Przynajmniej na razie te prognozy się nie sprawdziły. Już w trzecim kwartale minionego roku nastąpiło wyraźne odbicie na rynku. Wg Amron-Sarfin (raport za III kw. 2020), spadek popytu wyrażony przez wyniki akcji kredytowej finalnie w pandemicznym 2020 roku może nie być tak głęboki, jak pierwotnie sądzono.

„Wyniki akcji kredytowej po trzech kwartałach, w postaci 151 tysięcy kredytów o łącznej wartości ponad 44 mld zł, pozwalają na oszacowanie wyników zakładających spadek wartości o 6-7 procent oraz spadek liczby nowych kredytów o 11-12 proc. względem rekordowego wyniku roku 2020” – napisano w podsumowaniu raportu.

Duży wpływ na poprawę wyników akcji kredytowej miały same banki, które po początkowym, mocnym zaostrzeniu wymogów kredytowych (m.in. wkład własny do 30 a nawet 40 proc., wstrzymanie finansowania dla przedstawicieli branż narażonych na skutki pandemii i lockdownu), już latem i jesienią mocno złagodziły większość wymogów, dzięki czemu dostęp do finansowania wrócił w dużym stopniu do stanu sprzed pandemii.

W efekcie – już latem nastąpiło mocne odbicie cenowe. W III kwartale 2020 roku stawki na rynku pierwotnym w największych miastach rosły. Wg Amron-Sarfin, średnia cena 1 mkw. nowego mieszkania na sprzedaż w Warszawie była wyższa o 9 proc. od stawek w „niepandemicznym” roku 2019. Wyniosła 9568 zł/mkw.

Takie same wnioski dostarczył nam ostatni raport NBP. W III kw. 2020 roku nie było mowy o taniejących mieszkaniach. Wg informacji banku centralnego, średnio za metr kwadratowy mieszkania w stolicy płaciło się 10184 złote. Stawki z kwartału na kwartał wzrosły o blisko 750 zł, czyli o niecałe 8 proc. Z kolei w porównaniu do tego samego okresu roku poprzedniego, nowe mieszkania w stolicy podrożały o ponad 1000 zł na metrze kwadratowym, czyli o prawie 11 procent.

Mieszkania drożały także w innych dużych miastach. W Krakowie w III kw. 2020 metr kwadratowy nowego mieszkania kosztował 8838 zł. Rok do roku mieszkania na krakowskim rynku podrożały o ponad 1000 zł. W Gdańsku w III kw. 2020 za 1 mkw. płaciło się 9024 zł. Rok wcześniej było to 8534 zł. We Wrocławiu stawka za 1 mkw. nowego mieszkania w III kw. 2020 wynosiła 8100 zł. Rok wcześniej 7661 zł/mkw.

Według danych z bazy CBN PKO BP, w 3q20 na rynku pierwotnym ceny transakcyjne znacząco rosły w Warszawie i mniejszych stolicach wojewódzkich (odpowiednio o ok. 7% k/k i 9% k/k), natomiast w 9 największych miastach (bez Warszawy) wzrost był niewielki. Na rynku wtórnym wzrost cen w wyróżnionych trzech grupach kształtował się w granicach 2-4% k/k – napisano w raporcie PKO BP z rynku mieszkaniowego za III kw. 2020.

Podaż jak na drożdżach

W pandemicznym 2020 roku deweloperzy budowali mieszkania jak szaleni. Jedynie wiosną było wyhamowanie, generalnie jednak w najbardziej kryzysowym od wielu lat roku dla polskiej gospodarki został pobity rekord podaży mieszkań po 1989 roku! W minionych 12 miesiącach oddano do użytku 222 tys. mieszkań wobec 207,4 tys. w 2019. Ostatnio poziom 200 tys. mieszkań przekroczono w 1980, a najwyższy wynik 284 tys. mieszkań został osiągnięty w 1978 i 1979 roku.

Dominującym „budowniczym” w Polsce nie są już prywatni właściciele, a deweloperzy. Oni dostarczyli ponad 64 proc. z rekordowej podaży w minionym roku.

W 2021 oczekujemy kontynuacji wysokiej liczby mieszkań oddawanych do użytku, z roczną produkcją na poziomie ponad 200 tys. mieszkań. Wskazuje na to duży portfel mieszkań w budowie. Jednocześnie, obserwowany spadek liczby rozpoczynanych projektów i wystąpień o pozwolenia na budowę, może oznaczać wolniejszy wzrost produkcji w kolejnych latach – napisali w komentarzu do danych o podaży mieszkań analitycy PKO BP.

Czy więc – w obliczu zarysowanej wcześniej sytuacji, żadnego kryzysu, poza jedynie „wahnięciem” w II kw. 2020 roku, nie widać? Czy mamy do czynienia z ciągle trwającą hossą na rynku mieszkaniowym? Co prawda nie znamy jeszcze pełnych danych dotyczących sprzedaży mieszkań i akcji kredytowej za rok 2020, ale wszystko wskazuje, że będą one przynajmniej nie tak złe, jak można było sądzić jeszcze wiosną.

Wynajem na minusie

Wygląda na to, że mocny popyt na mieszkania utrzymał się w trudnych czasach i to pomimo wyraźnej zadyszki rynku najmu mieszkań. Tu – w przeciwieństwie do sprzedaży nieruchomości – kryzys pandemiczny był mocniej odczuwalny. Brak studentów, turystów, pracowników – wszystko to przełożyło się na wyraźny spadek popytu na mieszkania ze strony najemców i w efekcie na spadek czynszów najmu.

Z raportu Amron-Sarfin za III kw. 2020 wynika, że głęboka korekta czynszów miała miejsce w Krakowie. Spadek średniego poziomu czynszów rok do roku wyniósł ponad 10 procent. Aktualnie średnia cena mieszkania do wynajęcia w Krakowie wynosi 1342 zł. W Warszawie średni czynsz wyniósł nieco ponad 1700 zł. Stawki spadły rok do roku o 8 procent. 6 – procentowy spadek średnich czynszów zanotowano natomiast we Wrocławiu (1492 zł – przeciętna cena najmu). W pozostałych miastach wojewódzkich spadki czynszów były mniejsze 1- 2 procentowe, ale były – co już jest sytuacją wyjątkową.

Co ciekawe – przynajmniej na razie niższa opłacalność inwestycji na wynajem nie uderzyła w sprzedaż mieszkań, co oznacza, że kupujący inwestycyjne dziś kierują się innymi względami niż zarabianie na wynajmie. W dobie rekordowo niskich stóp procentowych i wysokiej inflacji widzą w mieszkaniach po prostu bezpieczną przystań, która ma im zapewnić zachowanie wartości kapitału.

Taniej już było?

Czy w obliczu faktu, że rynek mieszkaniowy najwyraźniej „uciekł spod topora”, w obecnym roku czeka nas dalej utrzymująca się koniunktura i wzrost cen mieszkań?

Tak właśnie prognozują analitycy Credit Agricole. Wg nich, już w 2023 roku średnia cena metra kwadratowego mieszkania w 7 największych miastach Polski wyniesie 11 tysięcy złotych. Ceny mieszkań będą nadal rosły przez kolejne 3 lata. Co prawda tempo wzrostów będzie nieco hamować, ale i tak ma wynieść 6,8 proc. w 2023 roku. Zdaniem analityków Credit Agricole wpływ na zwyżkę cen, oprócz silnego popytu, będzie miało również stopniowe ograniczanie podaży przez deweloperów.

Wygląda więc na to, że przed kupującymi nieciekawa wizja sprowadzająca się do stwierdzenia, że „taniej już było”. Nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że analitycy, którzy w ciągu jednego tylko roku przenieśli nas z zapowiadanego kryzysu i korekty cen, do utrzymującej się hossy i wzrostu cen, budują swoje prognozy na podstawie sytuacji obecnej, zakładając stabilność pewnych trendów i zapominając, że nie żyjemy w komforcie stabilności zdrowotnej, gospodarczej, społecznej i politycznej.

Karty w tej grze rozdaje pandemia. Nie wiemy, jak gospodarka zniesie rok 2021, czy będziemy mieli do czynienia z kolejnymi lockdownami, co z bezrobociem i innymi wskaźnikami makroekonomicznymi? W bezpiecznych warunkach można przyjmować, że wskaźniki nie będą zmieniać się szybko, ale sytuacja nie jest stabilna, dlatego też na chwilę obecną nie sposób powiedzieć, jaka sytuacja i nastroje będą panowały na rynku nieruchomości na koniec 2021 roku.

Autor: Marcin Moneta , ekspert portalu Gethome.pl

Dane z sądów: Tarcze na razie chronią przed bankructwem. Eksperci: Najgorsze dopiero przed nami

W ub.r. do sądów w całej Polsce wpłynęło prawie 31% mniej wniosków o ogłoszenie upadłości firm w porównaniu z wcześniejszym rokiem. Zdaniem znawców tematu, do tego spadku przyczyniły się miliardy złotych z tarcz antykryzysowych. Dzięki temu wsparciu, a także własnym środkom wiele przedsiębiorstw uniknęło bankructwa. Ponadto działalność sądów była mocno ograniczona. Istotna okazała się również nowelizacja przepisów regulujących upadłość konsumencką. Eksperci prognozują, że w tym roku wzrośnie liczba ww. wniosków, zwłaszcza wśród mikroprzedsiębiorstw i małych firm. Problem najbardziej może być widoczny w woj. małopolskim, mazowieckim i śląskim. 

Jak wynika ze wstępnych danych Ministerstwa Sprawiedliwości, w 2020 roku do sądów w całej Polsce wpłynęło 2860 wniosków o ogłoszenie upadłości firm. To o 1278 mniej niż rok wcześniej, kiedy było ich 4138.

– W pierwszej chwili można pomyśleć, że to paradoks. W kryzysie mamy przecież mniej wniosków o ogłoszenie upadłości firm. Jednak dane nie są zaskakujące, bo dzięki działaniu państwa udało się ograniczyć problem. Miliardy złotych, które zostały przelane przedsiębiorcom w ramach tarcz antykryzysowych, to główny powód spadku – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Silna obrona przed bankructwem była zadaniem numer 1 dla wielu przedsiębiorców, co podkreśla prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów. I dodaje, że pomoc ze strony państwa sprzyjała realizacji tego celu. Ale firmy sięgały również po własne środki, które w ciągu roku znacznie się zmniejszyły. To oznacza przesunięcie zagrożeń na 2021 rok, zwłaszcza w branżach, które najbardziej odczuwają skutki pandemii. Ale ekspert zwraca też uwagę na sytuację w przemyśle i budownictwie, gdzie nastąpiło bardzo duże odbicie w trzecim i czwartym kwartale ub.r.

– Jeśli popatrzymy na wyniki przemysłu, to one nie tylko wróciły do dynamiki sprzed pandemii, ale wręcz były lepsze. Mamy więc pozytywną sytuację. Zobaczymy, co będzie dalej, bo przemysł jest związany z eksportem, a pod koniec roku mieliśmy mocne mrożenie gospodarki w Niemczech. W temacie związanym z upadłościami dochodzi też kwestia ograniczenia działalności sądów. To bardziej mogło opóźniać składanie wniosków w kwietniu czy maju, bo potem już to lepiej funkcjonowało – dodaje Zuber.

Z kolei jak stwierdza Andrzej Głowacki, prezes zarządu DGA Kancelarii Restrukturyzacji i Upadłości, przedsiębiorcy czekali na wsparcie z tarcz antykryzysowych. Ponadto wiedzieli o moratorium na składanie wniosków o upadłość na skutek pandemii, które wynikało z ustawy o COVID-19. Dodatkowo preferowali otwarcie postępowań restrukturyzacyjnych. Do tego ekspert zwraca uwagę na to, że część wniosków o ogłoszenie upadłości jest oddalanych. Najczęściej dzieje się to ze względu na brak środków na koszty postępowania.

– Spadek liczby ww. wniosków był do przewidzenia. To efekt wejścia od 24 marca ub.r. nowelizacji przepisów regulujących upadłość osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej, tj. konsumentów. Obecnie mogą z niej skorzystać również byli przedsiębiorcy. Większość firm jest prowadzona przez osoby fizyczne. Wystarczy wykreślić działalność z CEDiG, aby uzyskać możliwość skorzystania z uproszczonego trybu ogłoszenia upadłości – podkreśla Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Jak prognozuje Marek Zuber, wyraźny wzrost upadłości zobaczymy dopiero w bieżącym roku. Kiedy skończą się otrzymane pieniądze i przedsiębiorcy zaczną rozliczać uzyskane pożyczki. Wtedy też  zapewne wzrośnie bezrobocie, choć nie musi to być niesamowity wysyp upadających firm. W wybranych branżach zmieniono bowiem zasady umorzenia. Ono może być całkowite, a nie do 75%. Może też się okazać, że właśnie dzięki tym środkom i restrukturyzacji część firm stanie na nogi.

– W przemyśle zatrudnienie nie jest ogromne. Inaczej sytuacja wygląda w sektorze usług, gdzie mamy dużo mikrofirm i małych przedsiębiorstw. W związku z tym w 2021 roku można spodziewać się większej liczby bankructw i wzrostu bezrobocia, mimo że PKB nie będzie już spadać. Te negatywne efekty ujawnią się w sektorach najbardziej dotkniętych pandemią – prognozuje prof. Gomułka.

Natomiast mec. Parol przewiduje, że na pewno wzrośnie liczba wniosków o ogłoszenie upadłości osób prawnych. To będzie wiązało się z koniecznością znaczącego zaangażowania syndyków w proces likwidacji masy upadłości, w sprawy sądowe. Oni będą prowadzić upadłości formalnie ogłaszane jako konsumenckie, które w rzeczywistości będą gospodarczymi.

– W Polsce mamy w sumie ok. 2 mln przedsiębiorstw. Przeważnie są to mikrobiznesy i małe firmy, zatrudniające do 50 pracowników. I to one są najbardziej zagrożone upadłością. W tej chwili rząd się wstrzymuje z kontynuacją pomocy na wielką skalę. I mamy sytuację bardzo dramatyczną, np. w szeroko pojętej gastronomii czy hotelarstwie – zaznacza główny ekonomista BCC.

Do tego Adrian Parol nie spodziewa się, że w Polsce wzrośnie liczba wniosków w tej kwestii od osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Jednak duże przyrosty mogą być w woj. śląskim, mazowieckim oraz małopolskim. Spowodowane to jest strukturą gospodarczą tych terenów.

– W Małopolsce ten problem będzie dotyczył nie tylko miejscowości górskich, ale również samego Krakowa, który ewidentnie jest nastawiony na turystów, zwłaszcza zagranicznych. W ubiegłym roku wyglądało to katastrofalnie – podsumowuje Marek Zuber.

„Stróżowie” majątków rodzinnych

Mała część zamożnych rodzin w Polsce nie martwi się już o swój majątek samodzielnie. Ich sytuacją i bezpieczeństwem materialnym członków rodziny zarządzają tzw. Family Office, czyli zespoły wykwalifikowanych menedżerów, które mają za zadanie utrzymać, a nawet poprawiać wysoki status swoich klientów. Książkę o tej nowej – w polskich realiach – usłudze napisał zespół naukowców z Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego pod kierownictwem Pani Profesor Małgorzaty Janickiej. Jest to efekt współpracy z firmą LONG TERM MANAGEMENT (LTM), którą zarządza absolwent VIP UŁ, Pan Michał Zawisza.

Opiekunowie majątków

Nic, co jest zdobyte, nie jest na wieczność i w związku z tym o majątek również trzeba dbać. Potrzebni są do tego przede wszystkim specjaliści od inwestycji kapitałowych oraz zarządzania strategicznego, ale także: prawnicy, podatkowcy, audytorzy, księgowi i menedżerowie operacyjni. – Michał Zawisza, prezes zarządu LTM.

Family Office (międzypokoleniowe, kompleksowe zarządzanie majątkiem najzamożniejszych rodzin) jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się segmentów rynku usług w krajach wysoko rozwiniętych. Analiza trendów rozwoju polskiej gospodarki na tle gospodarki światowej nie pozostawia wątpliwości, że także na rynku polskim, w ciągu najbliższych lat, należy oczekiwać znaczących zmian w tym zakresie.

– Kluczową sprawą jest zabezpieczenie sukcesji operacyjnej majątku wypracowanego w pokoleniu pierwszych przedsiębiorców, aby kolejne pokolenia mogły czerpać korzyści z tego majątku, utrzymywać lub powiększać jego wartość. Stabilny majątek to nie tylko element komfortu życia, ale przede wszystkim, jeżeli jest mądrze zarządzany, bezpieczeństwo życia. Family Office zapobiega również rozdrobnieniu majątku na skutek jego rozdziału na większą ilość jego beneficjentów w kolejnym pokoleniu (dzieci/wnuki) – mówi prezes LTM, Michał Zawisza.

Nauka i biznes

Efektem współpracy naukowców i menedżerów praktyków jest pierwsza polska monografia naukowa opisująca ten obszar działalności gospodarczej – Family Office. Teoria i praktyka działania na rynkach polskim i międzynarodowym, wydana tuż przed końcem w ubiegłego roku przez Wydawnictwo Naukowe PWN. Książka cieszy się tak dużym zainteresowaniem, że bardzo szybko trzeba było zwiększyć jej nakład.

Autorami są pracownicy Katedry Finansów i Inwestycji Międzynarodowych UŁ – dr hab. Małgorzata Janicka, prof. UŁ; dr Artur Sajnóg oraz dr Tomasz Sosnowski, których zainteresowania naukowe koncentrują się wokół finansów międzynarodowych, finansów korporacji oraz finansów zrównoważonych.

– Opracowanie łączy dwa istotne wątki – teorię i praktykę, naukę i biznes, jest zatem przeznaczona dla szerokiego grona odbiorców. Zawarte w książce treści mogą w szczególności zainteresować osoby prowadzące firmy rodzinne, a także osoby pracujące w podmiotach świadczących usługi na rzecz zamożnych klientów, takich jak firmy consultingowe, banki i inne wyspecjalizowane instytucje finansowe – mówi Pani Prof. Małgorzata Janicka, kierowniczka Katedry Finansów i Inwestycji Międzynarodowych UŁ oraz menedżer Centrum Badań Inwestycji Kapitałowych UŁ (CBIK UŁ).

Pierwsza gra Exit Plan Games zadebiutuje już jutro w Early Access

Pierwsza produkcja ambitnego, doświadczonego studia Exit Plan Games –
Bang-On Balls: Chronicles zadebiutuje już jutro w Early Access na platformie Steam. Gra będzie dostępna w cenie 12.5 EUR/ 15 USD.

Exit Plan Games to studio założone przez Damiena Monniera oraz Jose Teixeirę – doświadczonych gamedeweloperów, którzy pracowali m.in. przy produkcjach CD Projekt RED – Wiedźminie 3 oraz Cyberpunku 2077. Wraz z zespołem tworzą gry, których głównym wyróżnikiem ma być przystępność:

– Chcemy tworzyć gry, w które każdy może zagrać, a przede wszystkim dobrze się bawić. Ludzie mają obecnie coraz mniej czasu, dlatego chcemy tworzyć proste, dynamiczne produkcje, które nie wymagają wielogodzinnych treningów i tłumaczenia niuansów rozgrywki. Te wartości świetnie przedstawia Bang-on Balls: Chronicles, która zadebiutuje już jutro – tłumaczy Jose Teixeira, współzałożyciel i Art Director Exit Plan Games

Gra jest połączeniem trójwymiarowej platformówki z elementami arcade’owej walki, co na myśl przywodzi takie tytuły jak chociażby Crash czy Spyro, a bohaterami gry są tytułowe kulki, reprezentujące poszczególne nacje. Premiera Bang-on Balls: Chronicles odbędzie się we wczesny, który będzie trwał przez około 2 lata – twórcy podkreślają, że długość Early Access, będzie w dużej mierze zależała od feedbacku zebranego od graczy.

Gracze wersji wczesnego dostępu nie zobaczą jeszcze całej gry – obecnie produkcja zawiera około 1/4 docelowej zawartości. W dzień premiery Steam Early Access, w Bang-on Ball: Chronicles będzie dostępny etap osadzony w kulturze wikingów, a co za tym idzie gracze wezmą udział w dynamicznych walkach, korzystając z interesujących przedmiotów – broni, narzędzi użytkowych, czy też elementów wyróżniających avatary użytkowników. – kończy Jose Teixeira

Przypominamy, że spółka jest w trakcie przekształcenia formy prawnej na spółkę akcyjną. Gdy tylko ten proces się zakończy, Exit Plan Games chce rozpocząć proces wejścia na NewConnect, który wg prognoz, powinien zostać zakończony jeszcze w tym roku.