Niewykorzystany potencjał biometanu, Polska może stać się liderem

Polski rynek biogazowy, z ponad 300 instalacjami, jest jednym z mniejszych w Europie. Co więcej, w naszym kraju nie ma obecnie instalacji produkujących biometan, który mógłby być tłoczony do sieci gazowej. Tymczasem nasz kraj stać na to, by zostać potentatem w produkcji tego paliwa odnawialnego. Jak prognozuje Uniwersytet Przyrodniczy z Poznania, w optymistycznym wariancie, w Polsce można wyprodukować około 8 mld m3 biometanu rocznie, co oznacza, że ponad 60% importowanego z zagranicy gazu ziemnego, może zostać zamienionych paliwem odnawialnym z polskich odpadów. Impulsem do zmian jest przedsięwzięcie „Innowacyjna biogazownia” Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Niewykorzystany potencjał

Na kontynencie europejskim działa około 18 tys. biogazowni. Najwięcej jest ich w Niemczech – ok. 10 tys., ponad 1500 we Włoszech, niemal 900 we Francji i przeszło 600 w Wielkiej Brytanii. W Polsce, pomimo tak dużego potencjału surowcowego, wybudowanych jest niewiele ponad 300 biogazowni (w tym 99 rolniczych), a żadna z nich nie wytwarza biometanu, który mógłby zostać wtłoczony jako paliwo do sieci gazowej. Jakie są zatem największe przeszkody, by Polska mogła rozwinąć się jako potentat w produkcji biometanu na szeroką skalę? Do głównych ograniczeń eksperci zaliczają m.in. wymagający proces obsługi instalacji, a także brak odpowiednich regulacji prawnych. Obecnie inwestycja w biogazownie wymaga uzyskania bardzo dużej liczby pozwoleń oraz zgromadzenia szerokiego zakresu dokumentacji, w związku z czym zablokowana zostać może na wielu etapach jej realizacji. Rząd pracuje jednak nad tym, by precyzyjnie uregulować kwestie prawne związane z rynkiem biogazu i biometanu w naszym kraju. Zmiana regulacji prawnych pozwoliłaby na przykład na możliwość uzyskiwania przez przedsiębiorców dodatkowych systemów wsparcia, co bez wątpienia zwiększyłoby atrakcyjność inwestycji w tego typu technologie. Problemem, który również napotyka wielu krajowych inwestorów oraz właścicieli instalacji biogazowych są protesty społeczne, wywołane najczęściej wydzielaniem się nieprzyjemnych zapachów z terenu biogazowni lub obawą przed takimi emisjami wśród lokalnych społeczności.

Bogactwo surowców

Biometan, który powstaje w procesie uzdatniania biogazu, by móc być tłoczonym do sieci dystrybucyjnych, powinien spełnić wszystkie parametry gazu wysokometanowego. Dzięki temu odbiorcy końcowi nie odczuwają żadnej różnicy w działaniu urządzeń zasilanych gazem, niezależnie od tego, jak dużą cześć dostarczanego im paliwa stanowi to paliwo odnawialne. Do jego produkcji potrzebny jest surowiec organiczny (tzw. substrat), a koszt jego pozyskania zależy od rodzaju danego surowca. Podstawowe, najbardziej wydajne źródła biogazu stanowią surowce takie jak: obornik i gnojowica, pomiot ptasi, kiszonki z traw, odpady owocowo-warzywne, odpady z ubojni i rzeźni, a także odpady z cukrowni, gorzelni, i mleczarni, odpady z przetwórstwa żywności oraz przeterminowana i zepsuta żywność (refood). Naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu oszacowali możliwość wykorzystania odpadów z przemysłu rolno-spożywczego w naszym kraju na równowartość blisko 8 mld m3 metanu rocznie. Krajowe zużycie gazu ziemnego wynosi obecnie około 17 mld m3 rocznie, z czego 13,5 mld stanowi import spoza Unii Europejskiej (najczęściej z Rosji). Oznacza to, że ponad 60% importowanego przez Polskę gazu ziemnego, zastąpione może zostać produkowanym na krajowym podwórku paliwem gazowym – biometanem.

Impuls od NCBR

Z inicjatywą zrewolucjonizowania polskiego sektora biogazowego, w celu wykorzystania jego bardzo wysokiego potencjału, wyszło Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR), które w grudniu ogłosiło przedsięwzięcie o nazwie „Innowacyjna Biogazownia”. Zadaniem wybranych przez NCBR podmiotów będzie opracowanie uniwersalnej, zautomatyzowanej i prostej w obsłudze, samowystarczalnej energetycznie technologii, która nie będzie emitowała do środowiska uciążliwych dla człowieka odorów. Celem nadrzędnym przedsięwzięcia, które zakończone zostanie w 2023 roku, jest oczywiście uzyskanie technologii pozwalającej na produkcję oraz wtłaczanie biometanu do sieci gazowej. Na jego osiągnięcie NCBR przeznaczyło budżet w wysokości 29,5 mln zł.

– Zakładamy, że pojawienie się na rynku innowacyjnej technologii, opracowanej w toku prac badawczo-rozwojowych może stanowić impuls dla rozwoju polskiego sektora biogazu i biometanu, a także wpisać się we wzrostowy trend wykorzystania tego źródła energii odnawialnej w Europie i w Polsce. Dzięki naturalnym warunkom i wydajności źródeł mamy wielki potencjał, by stać się potentatem. Polska technologia to również szansa dla polskich firm na eksport na szeroką skalę informuje Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Opracowana technologia usprawni dekarbonizację polskiego systemu energetycznego, a tym samym skrócenie łańcucha dostaw paliw kopalnych. Obydwa te działania są wymagane przez Unię Europejską w strategii „Europejskiego Zielonego Ładu”. Jest to plan mający na celu przekształcenie Unii w nowoczesną i konkurencyjną gospodarkę, która w 2050 r. ma osiągnąć zerowy poziom emisji gazów cieplarnianych. Planowane efektywne i zrównoważone wykorzystywanie biomasy doskonale wpisuje się w te założenia.Biogazownia

Trwa nabór, powstanie także centrum badawcze

Firmy i podmioty chcące wziąć udział w przedsięwzięciu „Innowacyjna Biogazownia” zgłaszać się mogą do 8 lutego 2021 roku w otwartym naborze. Do 1 kwietnia 2021 roku NCBR dokona wyboru 4 wykonawców technologii, którzy wejdą do I etapu. W I kwartale 2021 roku nastąpi także wybór partnera strategicznego, który udostępni teren pod realizację przedsięwzięcia i będzie nim zawiadywał. W rekomendowanym przez niego miejscu powstanie centrum technologiczno-badawcze, w którego skład wejdą prototypy stworzone przez uczestników przedsięwzięcia, a także zwycięski demonstrator biogazowni. Do NCBR będą mogły zgłaszać się instytucje, które dysponują odpowiednim potencjałem w tym zakresie.

NCBR zauważa przynajmniej trzy możliwe kierunki rozwoju technologii po zakończeniu przedsięwzięcia, są to: stworzenie technologii dla gmin, która uniezależni je energetycznie, stworzenie krajowej sieci biogazowni, a także opracowanie technologii mającej indywidualne zastosowanie dla rolników i inwestorów posiadających bazę surowcową. Projekt NCBR wpisuje się m.in. w ambitne plany PGNiG, największego krajowego przedsiębiorstwa zajmującego się poszukiwaniami i wydobyciem gazu ziemnego oraz jego importem, którego prezes zapowiedział w sierpniu ubiegłego roku, iż w ciągu 10 lat w Polsce powstanie od 1500 do 2000 biogazowni. PGNiG spodziewa się, że do 2025 roku około 1,5 mld m3 biometanu będzie wtłaczane do sieci gazowej grupy.

„Innowacyjna Biogazownia” jest tylko jednym z kilku przedsięwzięć prowadzonych przez NCBR, które mają na celu zmianę reguł gry polskiej gospodarki. W ramach tej transformacji, opracowane mają być również m.in. nowoczesne oczyszczalnie ścieków czy budynki efektywnie energetyczne. Wszystkie przedsięwzięcia zostały wybrane pod kątem ich potencjału masowego wdrożenia i możliwości stania się polską specjalnością.

Aktualne informacje oraz dokumentację przedsięwzięcia „Innowacyjna biogazownia” można znaleźć na stronie internetowej Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Projekt realizowany jest w ramach projektu pozakonkursowego pn. Podniesienie poziomu innowacyjności gospodarki poprzez realizację przedsięwzięć badawczych w trybie innowacyjnych zamówień publicznych w celu wsparcia realizacji strategii Europejskiego Zielonego Ładu (w ramach poddziałania 4.1.3 Innowacyjne metody zarządzania badaniami Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój).

Projekt realizowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

Warunki oceny, czy transakcja kontrolowana ma charakter jednorodny

Przepisy w zakresie dokumentacji cen transferowych zmieniają się praktycznie co roku. Fiskus coraz większą wagę przykłada do tego tematu, stąd też potrzeba licznych zmian. Jedną z nich jest zmiana w zakresie podmiotów zobowiązanych do raportowania transakcji. Przy wypełnieniu obowiązku przygotowania dokumentacji cen transferowych za 2019 r. nie jest już ważna wysokość przychodów i kosztów wygenerowanych przez podatnika czy też wartość transakcji z jednym podmiotem, ale wysokość poszczególnych transakcji o charakterze jednorodnym. Może to mieć istotne znaczenie przy ustalaniu, czy podmiot w danym roku będzie w ogóle zobowiązany do przygotowania dokumentacji cen transferowych.

Kiedy powstaje obowiązek przygotowania dokumentacji TP?

Obowiązek przygotowania lokalnej dokumentacji cen transferowych powstaje dla kontrolowanych transakcji jednorodnych o wartości przynajmniej 10 mln zł w przypadku transakcji towarowej lub finansowej, o wartości 2 mln zł w przypadku transakcji usługowej lub innej transakcji oraz 100 tys. zł w przypadku transakcji z podmiotami z tzw. rajów podatkowych.

Wartość transakcji jednorodnych ustalana jest bez względu na liczbę dokumentów księgowych. Bez znaczenia jest także fakt, czy transakcja realizowana jest z jednym, czy z wieloma podmiotami powiązanymi. Istotne jest natomiast wypełnienie kryteriów transakcji jednorodnej określonych w art. 11k ust. 5 ustawy o CIT / art. 23w ust. 5 ustawy o PIT.

Istotne jest zatem, aby przy weryfikacji, czy podmiot zobowiązany jest do przygotowania dokumentacji cen transferowych, prawidłowo ustalić transakcje jednorodne podlegające obowiązkowi raportowania. Przy kwalifikacji transakcji do transakcji jednorodnych należy wziąć pod uwagę cztery istotne elementy opisane poniżej.

Jednolitość transakcji w ujęciu ekonomicznym

Jednolitość ekonomiczną należy rozumieć jako dokonywanie transakcji na podobnych warunkach wynikających z umów, w oparciu o podobny przebieg transakcji czy model współpracy. Co istotne, analizy należy dokonać w oparciu o wszystkie transakcje łącznie, nie pojedyncze, oderwane od całej transakcji. Innymi słowy, podatnicy, przygotowując dokumentację, powinni patrzeć na dokonywane transakcje bardzo szeroko, a o jednorodności decyduje analiza całości warunków współpracy i transakcji. Tytułem przykładu można wskazać na sytuację sprzedaży części zamiennych do pojazdów. Transakcją jednorodną w ujęciu ekonomicznym będzie zarówno sprzedaż silnika, jak i sprzedaż pojedynczej lampy, ponieważ sensem ekonomicznym obu transakcji jest sprzedaż części zamiennych. Jeżeli jednak podatnik oprócz dokonywania sprzedaży nowych części zamiennych dokonywałby jeszcze regeneracji i sprzedaży używanych części, wtedy takie transakcje mogą mieć różne ekonomiczne znaczenie.

Kryteria porównywalności określone w przepisach wykonawczych

W zakresie określenia kryteriów porównywalności wydane zostało rozporządzenie Ministra Finansów w sprawie cen transferowych w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych z dnia 21 grudnia 2018 r. (Dz.U. z 2018 r. poz. 2491). W ramach badania jednorodności i kryteriów porównywalności transakcji pod uwagę należy wziąć:

  • cechy charakterystyczne usług, towarów albo innych świadczeń;
  • pełnione funkcje, ponoszone ryzyka, zaangażowane aktywa w przeprowadzanych transakcjach;
  • warunki transakcji wynikające z umowy albo innego dokumentu;
  • warunki ekonomiczne występujące w danym miejscu i danym czasie;
  • strategię gospodarczą.

W przypadku wystąpienia znaczących, istotnych różnic przy analizie powyższych kryteriów takie transakcje nie będą kwalifikowane jako jednorodne.

Dodatkowo ustawodawca w wyżej wymienionym rozporządzeniu wskazał kryteria porównywalności dla transakcji obejmujących wartości niematerialne, gdzie dodatkowo uwzględnia się zdolności do pełnienia funkcji i ponoszenia ryzyka w zakresie posiadania tytułu prawnego do danej wartości niematerialnej, jej tworzenia, rozwijania, ulepszania czy wykorzystania.

Z kolei w przypadku trudnych do wyceny wartości niematerialnych pod uwagę należy wziąć dodatkowo informację, czy podmiot niepowiązany w porównywalnych okolicznościach renegocjowałby pierwotne warunki ustalone przez strony, przyjąłby w rozliczeniu transakcji płatności warunkowe czy dokonałby rekalkulacji ceny w oparciu o klauzulę umowną dotyczącą zmiany ceny.

Metody weryfikacji cen transferowych

Transakcje można uznać za jednorodne, jeżeli sposób ustalenia ceny transferowej był ten sam. Ceny transferowe można ustalać w oparciu o jedną z metod: porównywalnej ceny niekontrolowanej; koszt plus; ceny odprzedaży; podziału zysku; marży transakcyjnej netto lub w przypadku, gdy nie jest możliwe zastosowanie powyższych metod w oparciu o inną metodę najbardziej odpowiednią w danych okolicznościach. Zatem kolejną przesłanką za uznaniem, że transakcja ma charakter jednorodny, jest zastosowanie tej samej metody ustalania ceny.

Ponadto podatnicy w przypadku analizy jednorodności transakcji powinni także uwzględnić inne istotne okoliczności transakcji kontrolowanej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Brexit zmienia logistykę. Droższa wymiana handlowa i zdecydowanie większa biurokracja

Zmiany są wielkie – zarówno pod kątem podatkowym jak i administracyjnym. Pierwszy miesiąc Brexitu to próba odnalezienia się w nowej sytuacji i problem ten dotyczy zarówno Wielkiej Brytanii jak i krajów z którymi Zjednoczonej Królestwo prowadziło wymianę handlową. – Po pierwszym miesiącu mogę powiedzieć, że Wielka Brytania nie była przygotowana na Brexit.  Zmiany są ogromne i o ile pewne rzeczy w zakresie logistyki są proste, tak przygotowanie klientów do warunków współpracy przy eksprcie i imporcie jest zupełnie nowym, często bardzo trudnym zadaniem. Klienci przygotowali się do pewnego systemu działania, który teraz działać będzie już zupełnie inaczej. Musimy liczyć się ze wzrostem kosztów wymiany handlowej oraz zwiększoną biurokracją, która będzie dotkliwa dla firm zajmujących się rozliczaniem oraz podatkami – mówi Laura Hołowacz, Prezes Grupy CSL.

Dzięki „Grupie Brexitowej” CSL radzi sobie z nowym systemem działania w kontekście zmian w Wielkiej Brytanii

Wielka Brytania nie jest już członkiem Unii Europejskiej. Nie ma zaskoczenia w tym, że Brexit doszedł do skutku, ale jego formuła „rzutem na taśmę” powoduje, że po nowym roku nastąpił wielki chaos w relacjach handlowych i gospodarczych. Rykoszetem dostało się również logistyce, która niemal do ostatniego momentu nie wiedziała jak wyglądać będą nowe relacje gospodarcze, w tym przekraczanie granicy, opłaty celne, pozwolenia czy rozliczenia podatkowe. Jak mówi Prezes Grupy CSL Laura Hołowacz chaosu w tym temacie jest mnóstwo i tylko sprawnie działające przedsiębiorstwa, które od dawna przygotowywały się na Brexit są w stanie dynamicznie sprostać operatorom zajmującym się importem i eksportem z i do Wielkiej Brytanii.

– Grupa CSL wypracowała swoje mechanizmy działania w relacjach z Wielką Brytanią. Mamy procedury dla klientów zarówno pod kątem celnym jak i podatkowym. Od jesieni 2020 przybyło trzech klientów, a rozmawiamy z kolejnymi. Zostali oni poniekąd „porzuceni” przez firmy, które obsługiwały ich dotychczas, a stwierdziły, że meandry nowego systemu handlowego są zbyt trudne do opanowania w tak szybkim tempie. My również wszystkiego się uczymy, ale powołana przez CSL Grupa Brexitowa od kilku miesięcy przygotowywała się na różne scenariusze Brexitu. Wdrażamy więc w życie ustalenia jednego z analizowanych wariantów. Jesteśmy krok do przodu – mówi Laura Hołowacz, Prezes Grupy CSL.

Więcej administracji, wyższe ceny, mniejsze zainteresowanie firm logistycznych współpracą handlową z Wielką Brytanią

Po miesiącu faktycznego Brexitu trudno mówić o podsumowaniach i prognozach, ale można mówić o wrażeniach, a te nie są najlepsze. – Jestem zaniepokojona gospodarczym losem Wielkiej Brytanii. Brexit i Koronawirus to jest duet morderczy dla brytyjskiej gospodarki. Nie jestem przekonana czy efektem tych dwóch sytuacji nie będzie poważna recesja – mówi Prezes Grupy CSL Laura Hołowacz.

Konsekwencje Brexitu będą bolesne dla mieszkańców Wielkiej Brytanii, ale i dla gospodarki w całej Unii Europejskiej: – Ceny pójdą mocno w górę, bo taryfy towarowe nie zostały kompletnie wynegocjowane i są duże różnice w porównaniu z tymi, które obowiązywały do tej pory. Brytyjczycy odczują Brexit w swoich kieszeniach. Do tego postoje na granicach, nowe zobowiązania celne, brak odpowiednich procedur dla przewoźników. Jestem pewna, że będzie to skutkowało wzrostem cen oraz zmniejszeniem zainteresowania obrotem handlowym z Wielką Brytanią. Zmieniły się wszystkie zasady i na pewno ten pierwszy czas, będzie czasem próby dla brytyjskiej administracji – mówi Prezes Laura Hołowacz.

– Polska jako wielki producent ma dużą szansę na przejęcie pewnych rynków. Jestem przekonana, że będziemy wysyłać do Wielkiej Brytanii więcej towarów. Dla Grupy CSL to jest szansa, bo wiele firm logistycznych jest nieprzygotowanych do obsługi klientów spoza Unii Europejskiej. Jesteśmy w bieżącym kontakcie z Krajową Administracją Skarbową, Polską Izbą Spedycji i Logistyki oraz naszymi partnerami z Wielkiej Brytanii. Spodziewam się w 2021 rozwoju na tym rynku dla naszej grupy, choć oczywiście dla całej gospodarki lepiej byłoby, gdyby do Brexitu nie doszło – dodaje Prezes Laura Hołowacz.

Kryzys kryzysowi nierówny – jak koronawirus traktuje różne branże?

Kryzys gospodarczy, spowodowany epidemią koronawirusa, każdego traktuje inaczej. Szczególnie widać to na przykładzie przedsiębiorstw, które muszą radzić sobie z nową sytuacją. Specyficzne okoliczności, w jakich żyjemy – jednym dają nowe możliwości rozwoju, a innym odbierają klientów i pole działania. Ci, którzy pracują w branży IT, zajmują się komunikacją cyfrową i e-commercem – święcą triumfy. Niewiele kłopotów mają również sektory produkcyjny i budowlany. Jednak ci przedsiębiorcy, którzy zajmują się usługami, turystyką, gastronomią czy hotelarstwem – zostali przyparci do muru. Dużą rolą państwa jest więc wprowadzenie takich działań osłonowych, by w maksymalnym stopniu chroniły przedsiębiorstwa tracące na kryzysie najwięcej. Ma on bowiem kształt litery K: są branże, które radzą sobie relatywnie dobrze, i te, które są w bardzo trudnej sytuacji. Nie jest winą przedsiębiorców, że znaleźli się w tych gałęziach, które idą w dół – a nie wybrali tych, które dzisiaj zyskują na znaczeniu i mają dobre wyniki finansowe.

– Sektor usługowy to jedna z tych branż, które raportują największe trudności płynnościowe. To także jeden z niewielu sektorów, który dzisiaj ma ujemny bilans jeśli chodzi o plan zatrudnieniowy: planuje zwalniać więcej osób, niż zatrudniać – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Granica między firmami, które mocniej lub słabiej odczuwają skutki kryzysu, przebiega też na osi wielkości. W zupełnie innej sytuacji są dzisiaj duże firmy – które mają relatywnie dobrą płynność finansową, niż mikro i małe przedsiębiorstwa – gdzie sytuacja płynnościowa jest najtrudniejsza. Oczywiście, żadne subwencje i działania odraczające koszty nie zastąpią wolnego rynku. Do momentu, aż sytuacja epidemiczna się nie ustabilizuje, kondycja przedsiębiorców będzie bardzo trudna. Działanie państwa w tym zakresie jest bardzo istotne – żeby tym przedsiębiorcom, którzy przed pandemią mieli dobrze wyregulowane biznesy, pomóc utrzymać się na powierzchni. To bardzo ważne – bo poczucie niesprawiedliwości wśród przedsiębiorców, często uzasadnione, jest dosyć wyraźne – wskazuje Kubisiak.

PPK – przekonać nieprzekonanych mogą tylko pieniądze

Z badań przeprowadzonych przez PFR TFI wśród pracowników dużych firm wynika, że ok. 75% z nich oszczędza z myślą o emeryturze. Ciągle jednak najczęściej odkładamy pieniądze na lokatach bankowych, inwestując w euro lub dolary albo po prostu trzymając gotówkę na czarną godzinę. Polacy coraz chętniej sięgają po wyspecjalizowane produkty emerytalne, wciąż jednak z rezerwą podchodzą do inwestowania.PPK – przekonać nieprzekonanych mogą tylko pieniądze

Dane dotyczące sposobów i form oszczędzania i inwestowania zostały opublikowane w raporcie Motywacja do oszczędzania i uczestnictwa w Pracowniczych Planach Kapitałowych w grudniu 2020 r. Badanie przeprowadzono na grupie ponad 400 osób pracujących w przedsiębiorstwach zatrudniających powyżej 250 pracowników, czyli tych, które do PPK przystąpiły najwcześniej. Co czwarty badany (24%) deklaruje uczestnictwo w Pracowniczych Planach Kapitałowych, a 16% osób odkłada środki w ramach Pracowniczych Planów Emerytalnych (PPE). Z dodatkowych programów emerytalnych, takich jak IKE lub IKZE, korzysta 14% przyszłych emerytów. Z kolei po polisy ubezpieczeniowe sięga 16% respondentów. Zdecydowana większość, bo aż 42%, oszczędza jednak przede wszystkim na lokatach bankowych. Także tych, które dziś oprocentowane są na umowne 0% i do których – biorąc pod uwagę inflację – dopłacamy. Według danych NBP na koniec listopada 2020 r. wartość depozytów gospodarstw domowych wyniosła 953,48 mld zł.

Przekonać nieprzekonanych mogą tylko pieniądze

Na program Pracownicze Plany Kapitałowe większość pracowników nadal patrzy z dystansem i ogranicza swoje zaangażowanie właściwie tylko do obserwowania. To nic nowego. Tego rodzaju rozwiązania, które dobrze sprawdzają się m.in. w Wielkiej Brytanii, Holandii, Islandii, czy Nowej Zelandii, w pierwszym okresie wprowadzania również były traktowane przez zatrudnionych z dużą rezerwą i ostrożnością.

– Na zmianę nastawienia musimy poczekać. Warto przypomnieć, że Pracownicze Plany Kapitałowe to niezwykle ważny projekt, dzięki któremu miliony Polaków otrzymało narzędzie do gromadzenia i pomnażania oszczędności w perspektywie długoterminowej. Uważam, że z czasem także i u nas PPK realnie wpłyną na standard życia na emeryturze. Dlatego misją, jaką sobie wyznaczyliśmy, jest nie tylko skuteczne zarządzanie programem, lecz także promowanie oszczędzania długoterminowego i edukacja finansowa. Jestem przekonana, że PPK mogą być skutecznym narzędziem w budowaniu poduszki finansowej na przyszłość – podkreśla Ewa Małyszko, prezes PFR TFI.

Pierwsze efekty, pierwsze podsumowania

Oczywiście musimy pamiętać, że PPK to program długoletni, a jego efektywność zależy m.in. od wieku pracownika oraz od tego, kiedy przystąpił do PPK. Tutaj nie da się niczego przyspieszyć ani skrócić. Żeby kapitał nabrał wymiernego znaczenia i stanowił dla nas dodatkowe źródło utrzymania, gdy przejdziemy na emeryturę, musimy go budować latami. Dlatego rok to z jednej strony zdecydowanie za mało, żeby wyciągać daleko idące wnioski, a z drugiej – wystarczający okres, by zobaczyć, że w PPK warto pozostać.

Według danych na koniec trzeciego kwartału 2020 r. przeciętnie w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2020 roku uczestnik PPK na swoim koncie prócz własnych wpłat zgromadził o 86%, a po czterech kwartałach – już o 95% środków więcej niż wynoszą jego wpłaty. Mówiąc inaczej, po roku oszczędzania w programie na koncie statystycznego pracownika jest o 1378 zł więcej niż wyniosły jego własne wpłaty. Poza środkami, które do wpłat każdego zatrudnionego (minimum 2% wynagrodzenia) dołożył pracodawca (minimum 1,5% wynagrodzenia pracownika), na rachunki oszczędzających wpłynęły wpłaty powitalne od państwa w wysokości 250 zł, dopłata roczna 240 zł i zysk wypracowany przez instytucje finansowe zarządzające programem, szacowany średnio na ok. 325 zł. Na początku 2021 r. na rachunkach w PPK zebrano już 2,75 mld zł. Ponad połowę tej kwoty (50,8%) wpłacili pracownicy. Reszta, czyli 49%, pochodzi z wpłat pracodawców i Skarbu Państwa.

Zobaczyć i uwierzyć

Uwierzyć na słowo? Dać się przekonać opowieściami? Nie. To tak nie działa. Polacy lubią konkrety. Dlatego tak istotnym elementem PPK jest serwis umożliwiający bezpośredni dostęp do informacji o stanie rachunku, historii wpłat i złożonych dyspozycji.

– Pracownicy, którzy już rok temu przystąpili do programu, widzą efekty oszczędzania. To są konkretne kwoty, które co miesiąc zasilają ich prywatne rachunki PPK – zapewnia prezes Ewa Małyszko i dodaje: – Jestem przekonana, że tylko właściwa i odpowiedzialna komunikacja może przesądzić o powodzeniu programu – zarówno dla pracodawcy, jak i dla pracownika. Oszczędzającym daje gwarancję, że zarządzająca ich środkami instytucja finansowa traktuje ich z należytą uwagą, pracodawcom – że zawsze mogą liczyć na pomoc i wsparcie, a instytucji finansowej – że nagrodą za dobrze i efektywnie prowadzony program będą pracownicy przystępujący do niego w kolejnych latach.

Liczyć na siebie czy liczyć na ZUS?

Nie ma wątpliwości – emerytura z ZUS będzie niska. W 2020 r. średnia wysokość wypłacanej emerytury wynosiła 2200 zł i stanowiła ok. 54% przeciętnego wynagrodzenia. Według prognoz za 30 lat przyszli emeryci otrzymają średnio 1200 zł emerytury, co będzie stanowić już tylko 29% przeciętnego wynagrodzenia. Lepiej więc raczej nie będzie.

– A mimo to Polacy wykazują umiarkowane zainteresowanie dodatkowymi metodami oszczędzania na przyszłość, wybierając zazwyczaj dobrze znane, ale mało efektywne produkty finansowe. Motywacja do oszczędzania zmienia się wraz z wiekiem. Dla młodszych emerytura jest wciąż odległą perspektywą, ich uwagę pochłaniają bieżące wydatki i plany, takie jak np. zakup mieszkania czy założenie lub powiększenie rodziny. Wraz z wiekiem i osiąganiem życiowej stabilizacji troska o środki finansowe na emeryturę wyraźnie rośnie – podsumowuje prezes E. Małyszko.

Zdecydowana większość badanych (74%), którzy do programu przystąpili w pierwszej turze, deklaruje, że zamierza pozostać w PPK aż do osiągnięcia 60. roku życia, co pozwoli na maksymalne wykorzystanie zalet i korzyści programu. Przy czym bardziej zdecydowani są mężczyźni oraz osoby w wieku 50–55 lat, a więc ta grupa uczestników, której do 60. urodzin pozostało stosunkowo mało czasu. Niewielu spośród badanych zdecydowało się na odprowadzanie dodatkowych wpłat na PPK. Zarówno pracownik, jak i pracodawca mają możliwość zwiększenia wpłat do poziomu maksymalnie 4% wynagrodzenia. Aż 83% pracowników odprowadza jedynie wpłaty podstawowe, tylko 14% osób decyduje się na ich zwiększenie. Warto dodać, że uczestnik PPK może wielokrotnie zmieniać wartość dodatkowej wpłaty składając odpowiednią dyspozycję.

Każdą decyzję można zmienić

Pod koniec 2020 r., po wdrożeniu trzech pierwszych etapów, partycypacja w Pracowniczych Planach Kapitałowych wynosiła 30,4% ogółu zatrudnionych. Nie są to jednak pełne dane. Umów nadal nie podpisało ok. 8 tys. firm. Z kolei w tym roku do programu PPK będą przystępować najmniejsze firmy, zatrudniające do 19 osób, urzędy centralne, administracja wojewódzka i samorządowa oraz jednostki samorządowe, czyli np. szkoły, przedszkola, szpitale czy przychodnie. W sumie to ponad 830 tys. podmiotów zatrudniających ok. 6 mln osób.

Eksperci zakładają też, że część pracowników, którzy zrezygnowali z programu po kilku miesiącach, ostatecznie zdecyduje się na udział w nim. Z badań PFR TFI wynika, że taką opcję rozważa 16% osób, które wypisały się z PPK. Rozważając ewentualny ponowny udział w PPK, respondenci wymieniają szereg oczekiwań zarówno wobec programu, jak i dotyczących ich sytuacji życiowej. Najczęściej wymienianą kwestią jest stabilność zatrudnienia, a także wyższe zarobki, co według respondentów zwiększy ich skłonność do oszczędzania. Dla respondentów ważna jest także gwarancja prywatności i nienaruszalności środków. Przy czym warunek ten jest już spełniony, gdyż środki zgromadzone na koncie PPK są prywatną własnością uczestnika i podlegają dziedziczeniu.

Na trudne chwile i dla potomnych

Podobnie jak w badaniach PFR TFI, według tych przeprowadzonych przez Insurance Europe we współpracy z Polską Izbą Ubezpieczeń, oszczędzając na emeryturę, Polacy oczekują przede wszystkim bezpieczeństwa inwestycji – zadeklarowała to prawie połowa ankietowanych. Ważna jest też możliwość dziedziczenia odłożonych pieniędzy przez bliskich (46%) oraz wypłaty środków finansowych w momencie, kiedy będą potrzebne – nawet przed przejściem na emeryturę (43%).

Pomysłodawcy PPK uwzględnili takie rozwiązania. Przede wszystkim każdy uczestnik programu może wycofać zgromadzone oszczędności w dowolnym momencie przed 60. rokiem życia bez konieczności podawania przyczyny. Wypłata nie obejmie jednak całości zgromadzonych środków – odliczone zostaną od niej bowiem dopłaty pochodzące ze środków publicznych (wpłaty powitalna i roczne), 30% środków pochodzących z wpłat pracodawcy oraz 19-procentowy podatek od zysków kapitałowych wypracowanych przez pozostałą część środków pochodzącą z wpłat pracodawcy oraz wpłaty pracownika.

W wyjątkowej sytuacji losowej, takiej jak poważna choroba uczestnika, jego współmałżonka lub dziecka, a także w przypadku całkowitej niezdolności do pracy bądź umiarkowanego lub znacznego stopnia niepełnosprawności każdy oszczędzający w PPK ma możliwość wypłaty do 25% środków (jednorazowo lub w ratach). Możliwa jest też wypłata do 100% zgromadzonych pieniędzy na cele mieszkaniowe. Z tej możliwości mogą skorzystać tylko ci uczestnicy, którzy w dniu złożenia wniosku o wypłatę środków nie ukończyli 45 lat. Całość zgromadzonych na rachunku PPK pieniędzy podlega dziedziczeniu.

Chcę wiedzieć więcej

Przedstawione wyniki pochodzą z badania Motywacja do oszczędzania i uczestnictwa w Pracowniczych Planach Kapitałowych, przeprowadzonego we wrześniu przez agencję badawczą Difference we współpracy z PFR TFI SA. Badanie zrealizowano na reprezentatywnej próbie osób w wieku 18–55 lat, pracujących w dużych firmach (zatrudniających ponad 250 osób). W badaniach wykorzystano pogłębione wywiady indywidualne oraz ankiety internetowe zrealizowane metodą CATI. Próba wyniosła 417 osób.

Czego boją się Polacy? Na pewno nie sztucznej inteligencji

Zaledwie co trzeci Polak obawia się rozwoju sztucznej inteligencji, wynika z raportu Pew Research Center. W zestawieniu z innymi krajami nadwiślański entuzjazm wydaje się zaskakująco wysoki. Tylko 28% respondentów uważa, że ekspansja SI to coś złego. Czy pomoże nam to odbudować się po kryzysie?

Polacy sztucznej inteligencji się nie boją! Przynajmniej tak wynika z ostatnich badań Pew Research Center. Ośrodek badawczy z siedzibą główną w USA opublikował raport, z którego wynika, że zaledwie mniej niż jedna trzecia (28%) naszych rodaków obawia się rozwoju sztucznej inteligencji.

Po przeciwnej stronie znajdują się entuzjaści SI, których jest u nas aż 40%. Skąd taka różnica i dlaczego tak wielu zwolenników ma ta technologia? Grzegorz Kosiński, CEO Audience Network uważa, że powodów może być kilka, ale najważniejszy jest jeden – O Sztucznej Inteligencji mówi się od dawna i ludzie przywykli do samego terminu i technologii. Te pozytywne nastroje przekładają się również na aktywność biznesu. Firmy coraz śmielej wykorzystują sztuczną inteligencję. Szacujemy, że tegoroczna wartość polskiego rynku danych wyniesie blisko 40 mln USD, co oznacza ponad 22% wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. Dane są tym dla SI, czym ropa dla silnika spalinowego, tj. paliwem, który pozwala na jej efektywne działanie.

Grzegorz Kosiński uważa, że prawdziwym poligonem doświadczalnym dla SI była reklama internetowa. Dzięki Big Data oraz programatycznemu zakupowi mediów komunikacja on-line całkowicie zmieniła swoje oblicze. Algorytmy SI zaczęto wykorzystywać do tworzenia spersonalizowanych kampanii, które osiągają dużo lepszą skuteczność, niż działania o szerokim zasięgu. Korzystając z uczenia maszynowego i analizy dużych zbiorów anonimowych danych, SI jest w stanie zapewnić firmom głęboki wgląd w profile swoich klientów. Biznes może nie tylko hiper-personalizować interakcje, ale jest również w stanie przewidzieć przyszłe zachowania klientów, wykorzystując zebrane informacje.

Champion innowacji?

W tej nietypowej statystyce Polacy okazują się jednym z najbardziej otwartych na rozwój SI narodów. Niewiele jest europejskich krajów, które mogą pochwalić się niższym wskaźnikiem negacji rozwoju sztucznej inteligencji. W zasadzie ustępujemy tylko duetowi hiszpańsko-szwedzkiemu, który osiągnął odpowiednio 26 i 24 procent.

Również odnosząc się do globalnych statystyk, bliżej nam do prymusów w zakresie mentalnego wsparcia dla developmentu sztucznej inteligencji. Według PRC światowa mediana wynosi odpowiednio 33% dla sceptyków do 53% dla entuzjastów. Grzegorz Kosiński z Audience Network zwraca uwagę na regionalizację nastrojów: – Zagłębiając się w wyniki badań, szybko zauważymy, że w zależności od położenia geograficznego, odczucia respondentów związane z rozwojem SI mogą być skrajnie różne. Stary kontynent “stanął” na granicy pomiędzy krajami azjatyckimi, które okazują się bardzo liberalnie podchodzić do rozwoju SI, a sąsiadami zza wielkiej wody. USA, Kanada i Brazylia zaskakująco sceptyczne w tym kontekście.

Cyber-optymiści w przewadze

Jak wynika z badania PRC, ponad połowa wszystkich respondentów (53%) uważa, że rozwój sztucznej inteligencji lub wykorzystanie systemów komputerowych zaprojektowanych w celu naśladowania ludzkich zachowań jest dobrą rzeczą dla społeczeństwa, podczas gdy tylko co trzeci z nich (33%) uważa, że jest to coś złego. Czy ten wynik można nazwać zaskakującym? Grzegorz Kosiński z Audience Network – agencji, która wykorzystuje algorytmy bazujące na sztucznej inteligencji w swojej codziennej działalności, zwraca uwagę na okoliczności, w jakich realizowano badania – Od pewnego czasu możemy mówić o fali transformacyjnych technologii, które automatyzują miejsca pracy i wiele codziennych czynności, jak jazda samochodem, zakupy czy dostęp do treści. Nic, na co trafiamy dziś w sieci, nie jest przypadkowe. Cała konstrukcja instytucji, jaką jest internet, została obecnie dostosowana do możliwości sztucznej inteligencji – tłumaczy ekspert, a następnie dodaje: – Nic co widzisz w ekranie telefonu lub komputera, nie jest dziełem przypadku. Banery z reklamami, posty na Facebooku czy powiadomienia o nowych promocjach, wszystkie te formy komunikacji marki z klientem, realizowane są przy użyciu sztucznej inteligencji i danych behawioralnych, na co pozwala reklama w modelu programmatic.

Amerykańska firma konsultingowa Pew Research Center, która specjalizuje się w badaniach nastrojów i opinii społecznych zaprezentowała właśnie wyniki swoich najnowszych globalnych badań. Do wypełnienia ankiety zaproszono osoby z 20 krajów w Europie, Azji, Ameryce Północnej i Południowej. Na liście nie zabrakło również Polski. Zbieranie danych odbywało się na przełomie lat 2019-2020, jednak ich opracowanie i publikacja nastąpiły dopiero teraz.

Sprzyjająca rozwojowi sztucznej inteligencji atmosfera jest ważna, ponieważ nareszcie stopień jej zaawansowania i efektywności pozwala realnie rozszerzyć tradycyjne ludzkie możliwości. SI już dziś można wykorzystać w oprogramowaniu, które wspiera działanie firm, a koszty i trudność wdrożenia tego typu rozwiązań znacznie zmalały, co wpłynęło na liberalizację w dostępie. Jest to szczególnie ważne w sektorach, w których synteza lub przetwarzanie danych jest realizowane. Jednak wąskim gardłem może okazać się w tym przypadku luka kompetencyjna. Microsoft ostrzega, że dwie trzecie pracowników, ​​nie ma odpowiednich umiejętności cyfrowych, aby pełnić nowe i pojawiające się role w swoich organizacjach.

Polski przemysł – czy podda się czwartej rewolucji?

Wśród wielu odbiorców usług z sektora przemysłowego popularne jest stwierdzenie „digitalizacja fabryk” – rozumiane jako wdrażanie wszelkich rozwiązań związanych z przetwarzaniem danych i usprawnieniami procesów, ale stosowane w halach fabrycznych. Z drugiej strony zaobserwować można fakt stosunkowo słabego poddawania się polskiego przemysłu czwartej rewolucji przemysłowej. A jak w praktyce wygląda rzeczywistość? I jakie rozwiązania są wdrażane? O tym poniżej.

Powolna ewolucja, zamiast rewolucji?

W wielu halach fabrycznych technologie produkcji są unowocześniane, jednak w zakresie organizacji produkcji i logistyki wewnętrznej częściej spotyka się rozwiązania z epoki „trzeciej rewolucji przemysłowej” tzn. generowania za pomocą systemów klasy ERP krótkoterminowych planów produkcyjnych, a dalej produkcja dzieje się w dużej części w sposób „szamański”, czyli tak jak dawniej – na bazie wiedzy, praktyki i doświadczenia wybranych pracowników. Przyglądając się zmianom na rynku światowym, śmiało można wysnuć tezę mówiącą o tym, że polskie firmy także powinny być zainteresowane nowoczesnymi rozwiązaniami. Obecne nie spełniają bowiem potrzeb ich użytkowników i nie pozwalają efektywnie funkcjonować. Nieprzemyślane systemy logistyczne, brak odpowiedniego planu negatywnie wpływają na ocenę i kontrolę działań. W efekcie w firmie brakuje podstawowych informacji – kiedy i jaka czynność została wykonana, a to z kolei uniemożliwia ewentualną optymalizację działań, czy naprawę błędów. Odpowiedzią na to może być wdrożenie oprogramowania klasy MES przeznaczonego do zarządzania procesami produkcyjnymi i zarządzania logistyką wewnątrzzakładową oparte o nowoczesne metody oznaczeń (wspierającego obszartraceability” produktów). System MES informuje osoby odpowiedzialne za produkcję o jej faktycznym stanie, co pozwala rzetelnie ocenić efektywność działań. Można zatem powiedzieć, że łączy wirtualny świat planowania produkcji z rzeczywistym światem hali produkcyjnej.

Intralogistyka pomaga ciąć koszty

– Z uwagi na niski poziom automatyzacji logistyki w polskim przemyśle szczególny nacisk położony jest także na dotarcie do klientów w zakresie autonomicznych systemów intralogistyki. Sukces wdrożenia takiego systemu u jednego z naszych klientów, gdzie przewozi on tysiące palet miesięcznie, zupełnie bez ingerencji ludzi, skłania nas do przekonania co do celowości jego wdrożenia. Uzyskano spore oszczędności w zakresie kosztów osobowych i podniesiono jakości funkcjonowania procesów intralogistycznych – mówi Grzegorz Krupa – Dyrektor ds. Nowych Technologii firmy Etisoft.

A jaka będzie przyszłość w branży?

Przyszłość opiera się na trzech filarach: mierzalności, porządkowaniu, i ostatnim z nich, który nie może istnieć bez wcześniejszych – automatyzacji. Przyszłością logistyki są zatem projekty, których celem jest automatyzacja procesu kontroli, w tym kontroli produkcji oraz kontroli jakości (np. optymalizacja wydajności systemów intralogistycznych – automatyczna, bezobsługowa wymiana baterii w pojazdach typu AGV/AMR i zaawansowane algorytmy optymalizacji ruchu i kooperacji grupy pojazdów).

A co rozważać poza logistyką wewnętrzną?

Warto także pochylić się nad tematem systemów kontroli wizyjnej, choć jak mówi ekspert z Etisoft:

Trudniej jest nam przebić się z zaawansowanymi systemami wizyjnej kontroli jakości do osób zarządzających produkcją. Jest to dla nas trochę niezrozumiałe, gdyż potencjalne korzyści są jasne, konkretne i mierzalne. Systemy wizyjne nie tylko zmniejszają koszty kontroli jakości, ale według badań naukowych, osiągają dokładność ponad 94%, podczas gdy człowiek wykonujący tę samą czynność nie przekracza 70%. Na bazie kilku dokonanych przez nas wdrożeń w branży AGD możemy stwierdzić, że nasi klienci, którzy używają takich systemów, zamawiają je na kolejne linie produkcyjne i rozszerzają ich zakres działania.

PIE: Dobre wyniki produkcji na koniec 2020

Sektor przemysłowy osiągnął dwucyfrowy wzrost w grudniu. Kolejne miesiące dalej powinny przynosić dobre wyniki przetwórstwa, zwłaszcza w branżach nastawionych na eksport.

Dynamika produkcji przemysłowej wzrosła w grudniu z 5,9 do 11,2%r/r, znacznie powyżej mediany rynkowych prognoz (8,3%). Bardzo wysoki wzrost po części wynika z dodatkowych 2 dni roboczych względem ubiegłego roku – efekty kalendarzowe podniosły łączną dynamikę o ponad 4pp. Niemniej, nawet po ich pominięciu widzimy wyraźną poprawę produkcji zarówno w przypadku dóbr konsumpcyjnych, jak i inwestycyjnych.

Po raz kolejny bardzo dobre wyniki osiągnęli eksporterzy. Produkcja najmocniej wzrosła wśród producentów elektroniki (39,3%), sprzętu elektrycznego (39,1%) i tworzyw sztucznych. Przewaga tych sektorów nad pozostałymi branżami najprawdopodobniej utrzyma się także w kolejnych miesiącach. Zamówienia eksportowe wzrosły w listopadzie o 20,7%r/r, podczas gdy łączny portfel był większy o 15,1%. W efekcie popyt zagraniczny będzie napędzał aktywność sektora na początku roku.

Prognozujemy, że przemysł dalej osiągać będzie 4-5% wzrost na początku bieżącego kwartału, pomimo niesprzyjających efektów sezonowych. W marcu wynik będzie dwucyfrowy z uwagi na niską bazę porównawczą. Spodziewamy się dobrej kondycji eksportu. Dynamikę powiększać będzie też produkcja sektora energetycznego. Prawdopodobnie odbijać też będzie aktywność MSP – dotychczas odbudowa w tym segmencie jest wolniejsza względem dużych przedsiębiorstw.

Coccodrillo optymalizuje sieć sprzedaży

CDRL, właściciel marki Coccodrillo optymalizuje sieć sprzedaży stacjonarnej zarówno w Polsce jak i na rynkach zagranicznych. Mimo pandemii, w II półroczu 2020 r. zostało otwartych 12 nowych salonów franczyzowych. Obecnie na rynku Polskim spółka posiada łącznie 243 salony – większość z nich znajduje się przy ulicach, w związku z czym ok 150 salonów nie zostało objętych obowiązującym obecnie zakazem handlu. W trosce o bezpieczeństwo klientów, firma wprowadza szereg udogodnień.

Coccodrillo skupia się obecnie na umacnianiu sklepu internetowego, który w związku z pandemią i ograniczeniami, odnotowuje rekordowe wyniki sprzedaży. Równolegle, trwa optymalizacja sieci stacjonarnej. Spółka nie planuje otwierania kolejnych sklepów własnych w galeriach handlowych – wraz z zakończeniem umów, zostanie zamkniętych kilka sklepów. Coccodrillo nie rezygnuje jednak z rozbudowywania sieci stacjonarnej w formule franczyzowej – w ostatnim półroczu powstało 12 takich salonów w Polsce.

W minionym półroczu, Coccodrillo otworzyło również trzy sklepy franczyzowe w na Słowacji a także na Łotwie i we Włoszech. Firma rozwija się również poza Unią Europejską W ostatnich miesiącach otwarte zostały dwa sklepy monobrandowe w Rosji oraz dwa w Kazachstanie.

Coccodrillo nieustannie monitoruje sytuację związaną z pandemią koronawirusa i podejmuje szereg działań, dzięki którym klienci – szczególnie ci w sklepach stacjonarnych – mogli czuć się bezpiecznie. Spółka umożliwiła składanie zamówień przez telefon – usługa ta cieszy się dużym zainteresowaniem wśród klientów.

Trzymamy się tego, co znamy

Ostrożny optymizm stara się przeważać na rynkach. Powody pozostają wciąż te same – inwestorzy pokładają duże nadzieje w planach fiskalnych prezydenta USA Bidena, co z pomocą ultra-luźnej polityki Fed zapewni idealne warunki do umocnienia ryzykownych aktywów. Tło jest wszystkim znane, choć brakuje konkretnego impulsu, by wyrwać rynki do mocniejszego ruchu.

W rozkręceniu rajdu nie pomaga też fakt, że generalny optymizm jest zakłócany przez okresowe ryzyka związane z rozwojem wirusa i kłopotami z dystrybucją szczepionek. Podtrzymywanie oczekiwań, że za pół roku wszystko będzie wyglądać lepiej to jedno, ale nie da się całkowicie zagłuszyć obaw, że w międzyczasie lockdowny nie pogłębią recesji tak bardzo, że późniejsze odbicie będzie rozwleczone na dłuższy okres. Szum informacyjny wokół pandemii jest głośny, jednak patrząc ponad chwytliwe nagłówki pozostaję przy zdaniu, że pozytywny scenariusz dla globalnej gospodarki pozostaje bazowym. Pandemia nie uderza już w sektor przemysłowy, czego dowodzą ostatnie silne odczyty PMI dla tego sektora z Europy i USA. Także w USA fiskalny bodziec jest kwestią czasu niż szansą zależną od międzypartyjnego porozumienia. W weekend media donosiły, że Demokraci są gotowi forsować wydatki w trybie rekoncyliacyjnym, do czego potrzeba tylko 51 głosów w Senacie zamiast tradycyjnych 60. Nie wszystko z proponowanych przez Bidena 1,9 bln USD da się uchwalić w tym trybie, ale determinacja Demokratów pokazuje, że polityczne gierki (tj. opóźnianie legislacji, by obwiniać za to Republikanów) schodzą na dalszy plan.

Co jeszcze w tym tygodniu? Dane makro przestały istotnie wpływać na rynki – wiadomo, że przez COVID-19 odczyty aktywności wypadają słabo tam, gdzie restrykcje odciskają piętno. Ewentualne reakcje rynków pojawiają się przy odczytach PMI/ISM i raporcie NFP, ale na te przyjdzie poczekać do pierwszego tygodnia lutego. W tym tygodniu mamy posiedzenie FOMC (wt-śr), ale nie oczekuję niespodzianek. Ostatnie tygodnie przebiegły pod znakiem licznych komentarzy przedstawicieli FOMC wskazujących na różnice zdań co do przyszłości programu skupu aktywów, jednak głos członków zarządu (Powell, Clarida, Brainard) był spójny i wyraźnie wskazywał, że dyskusja o ograniczaniu tempa skupu nie rozpocznie się jeszcze przez wiele miesięcy. Oczekujemy, że na konferencji prasowej prezes Powell powtórzy, że obecnie nie jest jeszcze czas na rozważanie odejścia od ultra-łagodnego nastawienia. Przekaz powinien pozostać gołębi z przewaga negatywnych ryzyka dla USD.

Dziś w niemieckim indeksie Ifo obniżenie oceny bieżącej (zaostrzenie lockdownu) będzie równoważone przez poprawę oczekiwań wraz z zapowiedziami kanclerz Merkel zaszczepienia wszystkich chętnych do końca września. W tym tygodniu startuje też szczyt w Davos, tym razem całkowicie wirtualny. Prezes EBC Lagarde przemawia dziś dwukrotnie, ale jest mało prawdopodobne, aby mogła dodać coś więcej ponad to, co usłyszeliśmy w zeszłym tygodniu na konferencji po posiedzeniu banku. Pozostajemy pozytywnie nastawieni dla kierunku wzrostowego euro.

W Polsce dobra passa grudniowych danych sugeruje również pozytywne zaskoczenia w odczycie produkcji przemysłowej, szczególnie że sektorowi w mniejszym stopniu niż usługom doskwierają restrykcje. W piątek GUS poda też wstępny szacunek dynamiki PKB za 2020 r. Konsensus zakłada całoroczny spadek o 2,6 proc., ale lepsze dane grudniowe, szczególnie zaskakujące odbicie produkcji budowlano-montażowej, podnoszą oczekiwania. Kurs złotego ustabilizował się w wąskim przedziale 4,52-4,55 za euro, skąd docelowo liczymy na wyjście dołem, do czego jednak przydałby się silniejszy apetyt na ryzyko na rynkach zewnętrznych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.