Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 25.01 – 29.01.2020

Średnioterminowe nadzieje ścierają się z krótkoterminowymi ryzykami, co utrudnia zawiązanie stabilnego trendu wzrostowego ryzykownych aktywów. Optymizm podparty zaszczepieniem ludności i planami fiskalnego wsparcia ożywienia nie powinien zaniknąć, ale z rozwinięciem nowej fali wzrostów inwestorzy czekają na silny impuls – być może od Fed w środę?

Przyszły tydzień: FOMC, nastroje konsumentów/PKB z USA, Ifo z Niemiec, włoska polityka, rynek pracy z Wlk. Brytanii, produkcja z Polski, CPI z Australii

USA

W USA posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (wt-śr) nie powinno przynieść zmian w polityce pieniężnej. Ostatnie tygodnie przebiegły pod znakiem licznych komentarzy przedstawicieli FOMC wskazujących na różnice zdań co do przyszłości programu skupu aktywów. Jednak głos członków zarządu (Powell, Clarida, Brainard) był spójny i wyraźnie wskazywał, że dyskusja o ograniczaniu tempa skupu nie rozpocznie się jeszcze przez wiele miesięcy. Oczekujemy, że na konferencji prasowej prezes Powell powtórzy, że obecnie nie jest jeszcze czas na rozważanie odejścia od ultra-łagodnego nastawienia. Jednocześnie pogorszenie w danych z rynku pracy i o wydatkach konsumentów mogą wpłynąć na bardziej pesymistyczny wydźwięk FOMC. Ryzyka dla USD przeważają po negatywnej stronie.

W danych otrzymamy informacje o sytuacji gospodarstw domowych. Indeks zaufania konsumentów (wt) ma spaść, na co wpływ może mieć pogorszenie sytuacji na rynku pracy i mieszane reakcje (ze w względu na poglądy polityczne) na wynik wyborów uzupełniających do Senatu. Nowe restrykcje, zwolnienia i brak zapomogi będą skutkować spadkiem dochodów Amerykanów w grudniu (pt), podczas gdy rozczarowujące tąpnięcie sprzedaży detalicznej sugeruje słabą dynamikę wydatków. Po odczycie PKB w IV kw. oczekuje się „unormowania” wzrostu (prog. 4,1 proc. zannualizwoane) po silnym odbiciu w III kw. (33,4 proc.).

Strefa euro

W Europie głównym tematem pozostaje postęp pandemii, przedłużanie restrykcji i realizacja szczepień, w obliczu czego dane makro schodzą na drugi plan. Odczyt PKB za IV kw. (z Francji, Niemiec i Hiszpanii, pt) czy inflacja (z Niemiec) nie powinny mieć istotnego wpływu na EUR. W indeksie Ifo (pon) obniżenie oceny bieżącej (zaostrzenie lockdownu) będzie równoważone przez poprawę oczekiwań wraz z zapowiedziami kanclerz Merkel zaszczepienia wszystkich chętnych do końca września. Polityka także będzie przyciągać uwagę – mającego problemy z ustabilizowaniem koalicji włoskiego premiera Conte czeka kolejna runda trudnych głosowań w parlamencie (śr). W przypadku przegranej Conte nie wykluczył rozważenia przyspieszonych wyborów. Niepewność może ponownie ciążyć na nastrojach wokół euro, jak to miało miejsce na początku tego tygodnia.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii (wt) oczekiwany jest spadek zatrudnienia w listopadzie wraz z wprowadzeniem drugiego lockdownu, co będzie wstępem przed kolejną falę zwolnień w reakcji na styczniowe zaostrzenie restrykcji. Płace powinny zaliczyć podobny spadek. Pomimo nadziei na intensyfikację szczepień (14 mln osób do lutego) średnioterminowe perspektywy gospodarcze Wielkiej Brytanii wyglądają ponuro. Sądzimy, że na tym tle funt jest za drogi.

Polska

W Polsce dobra passa grudniowych danych sugeruje również pozytywne zaskoczenia w odczycie produkcji przemysłowej (pon), szczególnie że sektorowi w mniejszym stopniu niż usługom doskwierają restrykcje. W tygodniu (nie ma jeszcze oficjalnego terminu) GUS powinien podać też wstępny szacunek dynamiki PKB za 2020 r. Konsensus zakłada całoroczny spadek o 2,6 proc., ale lepsze dane grudniowe, szczególnie zaskakujące odbicie produkcji budowlano-montażowej, podnoszą oczekiwania. Kurs złotego ustabilizował się w wąskim przedziale 4,52-4,55 za euro, skąd docelowo liczymy na wyjście dołem, do czego jednak przydałby się silniejszy apetyt na ryzyko na rynkach zewnętrznych.

Australia

Dane z Australii wypadają ostatnio dobrze i odbicie ożywienia po lokalnych lockdownach w III kw. stwarza szanse na pozytywne zaskoczenia w odczytach CPI i indeksu nastroju biznesu (wt). Szczególnie wyższy CPI może utemperować oczekiwania wobec obniżki stóp procentowych i wzmocnić AUD.

Nowa Zelandia, Japonia, Norwegia, Szwecja, Kanada

Bilans handlowy z Nowej Zelandii (wt) prawdopodobnie przejdzie niezauważony, podobnie jak produkcja przemysłowa z Japonii (pt), czy odczyty sprzedaży detalicznej z Norwegii (czw) i Szwecji (czw). PKB z Kanady jest za listopad i traci na znaczeniu, kiedy dopiero co w ubiegłym tygodniu poznaliśmy stanowisko Banku Kanady. Ogólnie bardziej niż dane dla walut ryzykownych liczyć się będzie nastawienie inwestorów do perspektyw ożywienia i narracji wokół tempa szczepień.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wchodzi w życie Pakt Neutralności Klimatycznej Centrów Danych

Europejscy operatorzy centrów danych oraz dostawcy chmury obliczeniowej mobilizują się wspólnie do podjęcia konkretnych kroków w celu uczynienia swoich kampusów klimatycznie neutralnymi do 2030r. Pakt podpisało 25 firm oraz 17 stowarzyszeń ze Starego Kontynentu.

Rok po przyjęciu Europejskiego Zielonego Ładu (European Green Deal) wiodący dostawcy infrastruktury chmurowej i operatorzy centrów danych utworzyli pakt na rzecz neutralnych klimatycznie centrów danych. Dwadzieścia pięć firm i siedemnaście stowarzyszeń przyjęło inicjatywę samoregulacji, której celem jest zapewnienie centrom danych w Europie neutralności klimatycznej do 2030 r. Firmy przystępujące do Paktu reprezentują najważniejszych graczy branżowych w obszarze infrastruktury chmurowej i centrów danych. Jest to historyczne i bezprecedensowe zobowiązanie branży do aktywnego przewodzenia w konsekwentnym budowaniu gospodarki nieoddziałującej na środowisko naturalne.

Stefano Cecconi, dyrektor generalny Aruba S.p.A oraz wiceprezes CISPE (Cloud Infrastructure Services Providers in Europe): „Zarówno efektywność energetyczna, jak i lokalna energia wytwarzana samodzielnie przez wykorzystanie odnawialnych źródeł energii są zgodne z poglądem Aruby na zrównoważoną przyszłość. W rzeczywistości dzięki naszym własnym instalacjom paneli fotowoltaicznych i elektrowniom wodnym już teraz produkujemy więcej zielonej energii niż faktycznie potrzebujemy do zasilenia naszych centrów danych. Umożliwia to eliminację śladu węglowego we wszystkich naszych działaniach i pozwala oferować rozwiązania z gwarancją ich zero-emisyjności. To również bardzo istotny aspekt, gdyż wybierając centra danych neutralne dla klimatu, każdy może aktywnie przyczyniać się do budowania lepszej przyszłości naszej planety”.

Frans Timmermans, wiceprzewodniczący wykonawczy ds. Europejskiego Zielonego Ładu: „Obywatele w całej Europie wykorzystują coraz więcej technologii w życiu codziennym i chcą, aby te technologie pomogły również w zapewnieniu zrównoważonej przyszłości ludziom i naszej planecie. Dzisiejsze zobowiązanie ze strony przedstawicieli branży centrów danych stanowi obietnicę dla społeczeństwa oraz mile widziany pierwszy krok w kierunku realizacji naszych wspólnych ambicji dotyczących inteligentnej i zrównoważonej przyszłości”.

Alban Schmutz, prezes CISPE: „Mamy świadomość tego, że infrastruktura chmurowa leży u podstaw gospodarki cyfrowej Unii Europejskiej, więc nasza branża jest zgodna co do faktu, że ​​wszyscy musimy odgrywać główną rolę w przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym. To zobowiązanie stanowi podstawę planu działania dla europejskiej branży infrastruktury chmurowej, która ma oferować klientom usługi neutralne dla klimatu do 2030 r”.

Apostolos Kakkos, prezes EUDCA (European Data Center Association): „Centra danych są filarami wspierającymi czwartą rewolucję przemysłową i, jak daje się zauważyć podczas

pandemii COVID-19, są fundamentami globalnej gospodarki, nie tylko tej cyfrowej. Wobec tego, naszym obowiązkiem było podjęcie działań na rzecz samoregulacji, która pomoże zapewnić dostępność operacyjną, zrównoważony rozwój i zadba o przyszłość naszej branży”.

Pakt neutralnych klimatycznie centrów danych ustanawia inicjatywę samoregulacji, która została opracowana we współpracy z Komisją Europejską. Wspiera zarówno Europejski Zielony Ład, którego celem jest uczynienie z Europy pierwszego neutralnego dla klimatu kontynentu do 2050 r., jak i Europejską Strategię Danych zakładającą zniwelowanie wpływu na środowisko centrów danych znajdujących się na Starym Kontynencie do 2030 roku.

Pakt wyznacza ambitne cele, które ułatwią Europie istotne przejście na bardziej ekologiczną gospodarkę. Zobowiązuje sygnatariuszy do zapewnienia neutralności klimatycznej ich centrów danych do 2025 oraz 2030 poprzez następujące działania:

 

  • Weryfikacja osiągnięć w zakresie efektywności energetycznej za pomocą mierzalnych celów
  • Zakup energii w 100% wolnej od emisji dwutlenku węgla
  • Położenie nacisku na oszczędzanie wody
  • Ponowne wykorzystywanie i naprawa serwerów zamiast ich wymiany na nowe
  • Aktywnie poszukiwanie metod odzysku ciepła

Postęp w osiąganiu neutralnych klimatycznie centrów danych będzie monitorowany przez Komisję Europejską dwa razy w ciągu roku. Po więcej informacji na temat nowego paktu neutralnego dla klimatycznych centrów danych, zapraszamy na stronę:
www.ClimateNeutralDataCentre.net

Sygnatariusze paktu:

Dostawcy chmury oraz operatorzy centrów danych:

  • 3DS Outscale (Dassault Systèmes)
  • Altuhost
  • Aruba
  • Atos
  • AWS (Amazon Web Services)
  • CyrusOne
  • Data4
  • Digiplex
  • Digital Realty/Interxion
  • Equinix
  • FlameNetworks
  • Gigas
  • Google
  • Ikoula
  • Ilger.com
  • Infoclip
  • Irideos
  • ITnet
  • LCL
  • Leaseweb
  • NTT
  • OVHcloud
  • Register
  • Scaleway
  • Seeweb

Stowarzyszenia branżowe:

  • CISPE, the association of Cloud Infrastructure Services in Europe
  • EUDCA, the European Data Centre Association
  • Cloud28+
  • Cloud Community Poland
  • Danish Cloud Community
  • Datacenter Industrien
  • Data Centre Alliance
  • Dutch Data Center Association
  • Dutch Hosting Providers Association (DHPA)
  • Eco – Alliance for strengthening digital infrastructures in Germany
  • EuroCloud Croatia
  • EuroCloud France
  • France Datacenter
  • Host in Scotland
  • IKN Norge
  • ISPConnect
  • TechUK

Lepsze perspektywy Europy

Dzisiaj dostajemy odczyty danych PMI dla głównych gospodarek. Poranne dane z Unii Europejskiej przekroczyły oczekiwania analityków. Nie zmienia to faktu, że złotówka od rana mimo dobrych danych jest w odwrocie.

Dane z Polski

Dzisiaj poznaliśmy dwa ważne odczyty z Polski. Była to sprzedaż detaliczna oraz produkcja budowlano-montażowa. Sprzedaż detaliczna (pomimo bardzo dobrego odczytu w ujęciu miesięcznym, co w grudniu nie jest niczym nadzwyczajnym) okazała się minimalnie słabsza od oczekiwań. W skali roku mamy spadek o 0,8%. Lepiej z kolei wypadła produkcja budowlano-montażowa, która wzrosła o 3,4% w ujęciu rocznym, podczas gdy spodziewano się spadku o 2,2%.

Indeksy PMI w Europie

Dzisiaj poznaliśmy dane na temat indeksów PMI w głównych gospodarkach Unii Europejskiej. Zarówno subindeks dla przemysłu, jak i usług wypadły lepiej od oczekiwań. Nie były to duże różnice, ale pokazujące, że optymizm inwestorów nie gaśnie. Dane te były publikowane w tym samym momencie co indeksy z Polski. Nie można zatem jednoznacznie rozdzielić, które z nich odpowiadają za reakcję na EURPLN. Widać natomiast, że złoty traci od rana względem euro około 1 grosza.

Bezrobotnych w USA wciąż dużo

Cotygodniowe dane na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych teoretycznie są dobre, gdyż okazały się lepsze od oczekiwań. Poziom 900 tysięcy wniosków to faktycznie mniej niż sądzili analitycy. Z drugiej strony mieliśmy już w pandemii odczyty poniżej 700 tysięcy, co powoduje, że ciężko brać obecny poziom za korzystny. Przed pandemią były to zresztą okolice 200-300 tysięcy. Dolar słabł po tych danych, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę istotność danych z rynku pracy w USA.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:45 – USA – indeksy PMI dla przemysłu i usług.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wzrost płac przyspieszył pomimo kryzysu

Ostatnie dni były stosunkowo ubogie, jeśli chodzi o ważne dane, które mogłyby mieć fundamentalny wpływ na polską gospodarkę czy kurs złotego. W mijającym tygodniu odbyło się posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, ale nie doszło na nim do znaczących zmian. Już na grudniowym posiedzeniu EBC opublikował prognozę makroekonomiczną i rozszerzył program skupu aktywów. Dlatego, w przeciwieństwie do NBP, EBC nie miało nas czym zaskoczyć.

W tym tygodniu opublikowano kilka wyników dla polskiej gospodarki. Najbardziej zaskakujący był grudniowy wzrost płac o 6,6% rok do roku, podczas gdy oczekiwano wzrostu na poziomie 4,7%. To znacząca różnica, pokazująca, że problemy gospodarcze, związane z wprowadzeniem środków przeciw rozprzestrzenianiu się koronawirusa, dotykają stosunkowo niewielu polskich pracowników w porównaniu z innymi krajami europejskimi. Co więcej, w grudniu zatrudnienie spadło o 1% rok do roku, ale w porównaniu miesięcznym nieznacznie wzrosło. Stopa bezrobocia utrzymuje się na poziomie 6,1%.

Kurs złotego nie zmienił się w tym tygodniu znacząco, a w piątek rano znajdował się na poziomie 4,54 PLN/EUR. Eurodolar w tym samym czasie był notowany na poziomie 1,216 USD/EUR. Osłabieniu dolara w tym tygodniu nie przeszkodziła nawet inauguracja nowego prezydenta Bidena.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Najwięcej zwolnień w transporcie, strat finansowych w turystyce i gastronomii

Kryzys związany z pandemią koronawirusa najdotkliwiej odczuły branże: gastronomiczna, turystyczna i reklamowa, a najlepiej poradziły sobie firmy budowlane i działające w sektorze IT – wynika z raportu Oferteo.pl. Pracę najczęściej tracili kierowcy oraz osoby zatrudnione w przedsiębiorstwach z branży eventowej.

Epidemia upadłości w Polsce

Według danych podawanych przez Główny Urząd Statystyczny, od początku kwietnia do końca czerwca 2020 roku (czyli na samym początku epidemii) w Polsce odnotowano 157 upadłości podmiotów gospodarczych. To o prawie 20% więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku[1].

Oferteo.pl, największy portal łączący poszukujących usług z ich dostawcami, przeprowadził badanie wśród polskich przedsiębiorców, aby sprawdzić, w jakim stopniu kryzys wpłynął na poszczególne branże.

Branża budowlana i IT poradziły sobie najlepiej

Odsetek badanych firm, które zadeklarowały poniesienie strat finansowych w czasie pandemiiWyniki badania pokazują, że ogólnie aż 70% przedsiębiorców w Polsce odczuło negatywny wpływ pandemii na sytuację finansową ich firmy.

Największy odsetek firm deklarujących stratę widać wśród przedsiębiorstw działających w branży gastronomicznej, turystycznej oraz reklamowej, w których wszyscy ankietowani przyznali, że ich sytuacja finansowa pogorszyła się w ciągu ostatnich miesięcy. Co więcej, w gastronomii w aż 86% przypadków było to znaczne pogorszenie. Niewiele lepiej sytuacja wyglądała w firmach zajmujących się organizacją imprez oraz transportem. Straty poniosło 90% z nich.

Badanie pokazało także, że kryzys gospodarczy nieco bardziej dotknął firmy zajmujące się transportem międzynarodowym niż krajowym.

Branże budowlana, wykończeniowa oraz IT okazały się nieco bardziej odporne na kryzys niż pozostałe. W tej pierwszej znalazło się 27% przedsiębiorców, którzy zadeklarowali, że pandemia w żaden sposób nie wpłynęła na ich biznes. Większość (59%) specjalistów budowlanych pracowała normalnie nawet w czasie lockdownu. Natomiast ponad jedna trzecia przedsiębiorstw w branży IT odnotowała nawet wzrost zysków w stosunku do okresu przed epidemią. W jej przypadku 18% firm nie odczuło skutków ograniczeń.

Kto stracił najwięcej?

Według Oferteo.pl największe straty finansowe odnotowały branże: turystyczna, gastronomiczna i transport międzynarodowy. W tych trzech przypadkach około 60% przedsiębiorców zadeklarowało przychody zmniejszone o ponad połowę. Znaczne spadki wystąpiły też w firmach zajmujących się transportem krajowym, organizacją imprez, ale także IT.

Stosunkowo dobrze poradziły sobie przedsiębiorstwa budowlane, handlowe oraz zajmujące się zdrowiem i urodą. W ich przypadku straty wynosiły zwykle 26-50% lub 10-25%.

Najwięcej zwolnień w branży eventowej i transporcie

Jaki odsetek pracodawców z danej branży zdecydował się na zwolnienia w związku z pandemiąDo października 2020 roku zwolnień udało się uniknąć trzem na czterech badanych pracodawców, mimo iż znaczna część z nich poważnie rozważała taki krok.

Pracę najczęściej tracili pracownicy w branży organizacji imprez (56% przypadków) oraz kierowcy (w transporcie międzynarodowym – 50%, krajowym – 42%). Zwolnienia często zdarzały się także w handlu, który z powodu kilkukrotnie zamykanych sklepów miał bardzo utrudnioną działalność.

Najmniej powodów do obaw mieli pracownicy firm zajmujących się doradztwem finansowym, IT oraz reklamą.

W utrzymaniu miejsc pracy przedsiębiorcom miały pomóc tarcze antykryzysowe oraz ulgi oferowane przez rząd. Najczęściej korzystali oni ze zwolnienia z ZUS (56% badanych), mikropożyczki (51%) oraz świadczenia postojowego (27%). Co piąta firma nie skorzystała z żadnej formy pomocy.

Brak specjalistów w budowlance, problemy finansowe w gastronomii

Podczas badania przedsiębiorcy zostali zapytani o największe wyzwania, jakie postawiła przed nimi pandemia. Okazuje się, że bardzo trudno było im poradzić sobie z niepewnością wynikającą z dynamicznie zmieniającej się sytuacji (60% badanych) oraz z pozyskaniem nowych klientów (54%).

Oprócz tego przedsiębiorcy wskazywali też na wyzwania charakterystyczne dla swoich branży. Co trzecia firma budowlana miała poważny problem z dostępnością specjalistów na rynku pracy, a gastronomia i handel bezustannie mierzyły się z utrzymaniem płynności finansowej. Firmy transportowe znacznie częściej niż pozostałe (w 35% przypadków) borykały się z zapewnieniem bezpieczeństwa sanitarnego swoim pracownikom.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w październiku 2020 roku na grupie 872 przedsiębiorców.

[1] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/podmioty-gospodarcze-wyniki-finansowe/przedsiebiorstwa-niefinansowe/rejestracje-i-upadlosci-podmiotow-gospodarczych-w-drugim-kwartale-2020-roku,29,6.html

Polacy chcą pracować na etacie

Jak wynika z badania „Workforce View 2020” przeprowadzonego przez firmę ADP, globalnego lidera usług kadrowo-płacowych, aż czterech na pięciu Polaków za preferowaną formę zatrudnienia uznaje umowę o pracę. Co ciekawe, najmniej zwolenników takiego rozwiązania jest nie tylko wśród najmłodszych pracowników, ale także tych po 55. roku życia.

Pokolenie X wybiera stabilizację

Gdyby postawić Polaków przed wyborem, w jakiej formie chcą być zatrudnieni, aż 79 proc. zdecydowałoby się na etat zamiast umowy cywilnoprawnej lub kontraktowej – wynika z badania „Workforce View 2020”. Zwolenniczkami tego rozwiązania zdecydowanie częściej są kobiety, wśród których aż 82 proc. wybrałoby tę formę zatrudnienia (wśród mężczyzn odsetek wynosi 75 proc.). Dominującą grupę wiekową zwolenników „pracy na etat” stanowią osoby w wieku od 41 do 54 roku życia – aż 81 proc. z nich wybrałoby umowę o pracę. Co ciekawe, na drugim biegunie są nie tylko najmłodsi (wynik dla osób w wieku 18-24 to 76 proc.), ale także pracownicy powyżej 55. roku życia, wśród których odsetek ten wynosi 72 proc.

Najstarsi pracownicy często traktują pracę jako sposób dodatkowego zarobku do emerytury bądź renty, dlatego forma zatrudnienia nie jest dla nich tak istotna. Z kolei większa otwartość na inne możliwości zatrudnienia niż umowa o pracę wśród młodych pracowników, wynika z faktu, że zdobywając pierwsze doświadczenie często pracują oni w niepełnym wymiarze czasu. Zgodnie z przepisami prawa umowy cywilnoprawne są dla nich również opłacalne finansowo ze względu na zerowy PIT – mówi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Polacy na etacie czują się bezpieczniej

Zwolennicy umowy o pracę doceniają ją zwłaszcza za to, że dzięki niej łatwiej otrzymać kredyt w banku, co bywa niemożliwe w przypadku zatrudnienia czasowego – taką odpowiedź wskazało 71 proc. badanych. Ponadto etat daje im poczucie bezpieczeństwa finansowego – stwierdziło tak aż 70 proc. Polaków. Wiąże się to między innymi z gwarancją otrzymania minimalnego wynagrodzenia, płatnymi urlopami, dodatkowym wynagrodzeniem za pracę w godzinach nadliczbowych czy wynagrodzeniem
za czas choroby.

Ważnym aspektem umowy o pracę są również regularne godziny pracy – tak wskazało 66 proc. respondentów. Poza tym, ta forma zatrudnienia w przeciwieństwie do umowy kontraktowej gwarantuje pracownikom szereg innych uprawnień wynikających bezpośrednio z prawa pracy, np. ochronę przed zwolnieniem w wieku przedemerytalnym czy ochronę kobiet ciężarnych przed wypowiedzeniem umowy.

Giggiem być

W czasach, kiedy model gig economy staje się nie tylko modny, ale również praktyczny i funkcjonalny, polscy pracownicy coraz bardziej się do niego przekonują. W badaniu „Workforce View 2020” ponad połowa ankietowanych (54 proc.) wskazuje na możliwość uzyskiwania większych zarobków, jako freelancer lub pracownik kontraktowy. Takiego zdania są w szczególności osoby młode w przedziale wiekowym od 18 do 24 lat – spośród nich takiej odpowiedzi udzieliło 65 proc. Badanie pokazuje,
że zdecydowanie najbardziej naturalnym środowiskiem dla freelancerów jest branża medialna. Aż 91 proc. ankietowanych uznało, że praca w mediach na podstawie umowy cywilnoprawnej zamiast etatu zapewni odpowiednie dla nich zarobki.

GUS o detalu i e-handlu w grudniu – eksperci komentują

Według najnowszych danych GUS sprzedaż detaliczna w grudniu była wyższa o 19,8 proc. w porównaniu z listopadem 2020 r.  Miesiąc do miesiąca odnotowano nieznaczny spadek wartości sprzedaży przez internet (o 4,1 proc.), co w efekcie zmniejszyło udział tej sprzedaży z 11,4 proc. w listopadzie do 9,1 proc. w grudniu,

Poniżej komentarz Grzegorza Rudno-Rudzińskiego z Unity Group do tych danych:

– Spadek udziału e-commerce w handlu detalicznym w grudniu to z pewnością efekt czasowego otwarcia galerii handlowych w tym miesiącu (ponownie zamknięto je 28.12) i wygaszenia gorączki przedświątecznych zakupów. Co przyniesie styczeń i cały rok? Trudno o jednoznaczną odpowiedź, bo zmiennych jest zbyt wiele. Takim czynnikiem, który może być zarówno negatywną siłą, jak i pozytywnym impulsem jest niepewność w trendach globalnych. Jeszcze nie wiemy na ile faktycznie ograniczeniu ulegnie globalizacja w handlu – poprzez dostrzeżenie ryzyka związanego z załamaniem się łańcuchów dostaw przez Covid, wznawianiem kontroli granicznych, Brexitem czy ocleniem sprzedaży z Azji. Lockdown prawdopodobnie potrwa do kwietnia, a liderzy rynku, np. LPP, doszli do poziomu obrotów online, które zasypały „tylko” połowę skutków zamknięcia galerii. Co z resztą utraconych w wyniku ograniczeń obrotów? Duzi gracze i ci, którzy do transformacji cyfrowej podeszli systemowo, wdrażając etapami kolejne jej elementy, są przygotowani na kontynuację lockdownu w kolejnych miesiącach. Jednak jest na rynku olbrzymia grupa sprzedawców, którym do tej pory nie udało się zbudować znaczącej skali online, a ich przychody z e-handlu „zasypały” zaledwie 10-15 proc. skutków zamknięcia galerii handlowych. Ich pogarszająca się kondycja może doprowadzić do fali upadłości w branży handlowej.

Nie zmienia to faktu, że sam kanał online będzie zapewne w 2021 r. dalej kroczył drogą dużych wzrostów. Jaka będzie skala tego zjawiska pokażą najbliższe miesiące. Dlaczego? Ponieważ do sprzedaży internetowej przymierza się również wielu producentów, nie traktujących poważnie tego kanału sprzedażowego do tej pory, wcześniej kierujących swoją ofertę przede wszystkim do grup o tradycyjnych przyzwyczajeniach zakupowych. Teraz myślą oni o uruchomieniu kanału D2C, bo już zdążyli się przekonać o sensowności tej inwestycji. Ciekawszy może być za to 2022 r. – obecnie wszyscy wyciągają wnioski z 2020 r., firmy które stać, inwestują w nowe rozwiązania, ale skutki systemowe tych działań będą mierzalne dopiero w przyszłym roku – powiedział Grzegorz Rudno-Rudziński, Managing Partner w Unity Group.

Mieszkania wciąż w cenie

Roczna sprzedaż nowych mieszkań na sześciu największych rynkach przekroczyła 53 tys., a zaledwie 19% r/r spadek w dobie pandemii jest wynikiem wyjątkowo dobrym. Utrzymanie poziomu cen sprawiło, że pod względem wartości sprzedaży rok ten był porównywalny z dobrymi latami hossy.rynek mieszkań q4 2020

Działający na sześciu największych rynkach mieszkaniowych w Polsce deweloperzy zakończyli rok poprawiając o 5% wyniki sprzedaży sprzed kwartału. Sprzedaż 14,0 tys. mieszkań w IV kwartale i 53,0 tys. w całym 2020 roku, to rezultat wyjątkowo dobry, zaledwie o 19% gorszy niż ubiegłoroczny. Nieco trudniej było firmom nadrobić zaległości w uruchamianiu nowych inwestycji. Na rynek trafiło o 24% mniej nowych lokali niż w 2019 r. – czytamy w najnowszym raporcie JLL Rynek mieszkaniowy w Polsce Q4 2020.

W momencie wybuchu pandemii w Polsce, największą obawą deweloperów i ludzi związanych z rynkiem mieszkaniowym był radykalny spadek zainteresowania zakupem mieszkań. Mając w pamięci poprzedni kryzys w tym sektorze, doświadczenie fali zwrotów i rosnącej z kwartału na kwartał liczby mieszkań, które przez wiele miesięcy nie mogły znaleźć swoich nabywców z uwagą obserwowali relację popytu i podaży.

Spadki sprzedaży w całym 2020 r. w porównaniu z rokiem poprzednim poza Trójmiastem (9%) i Łodzią (14%) wyniosły w granicach 20%. To oczywiście sporo, ale jeśli podaż także proporcjonalnie maleje, a oferta zbliża się do poziomu rocznej sprzedaży, to zdaniem ekspertów JLL świadczy o względnej równowadze i dobrej kondycji rynku.

Sprzedałoby się w rok

Na koniec grudnia oferta na sześciu rynkach wynosiła 48,tys i była o 5% niższa niż przed rokiem. We wszystkich analizowanych przez JLL miastach, poza najszybciej wyprzedającą się Warszawą, była też bliska wielkości rocznej sprzedaży – nawet w Trójmieście i Łodzi gdzie na koniec roku padły rekordy wprowadzeń. W przypadku Trójmiasta poprawiony został wynik kwartalny (3,3 tys. lokali wprowadzonych w IV kwartale 2020 r.). Łódź z nową podażą wynoszącą 4,7 tys. pobiła roczny rekord z 2018 r.

Spojrzenie na grę popytu i podaży w poszczególnych miastach w kolejnych kwartałach pozwala stwierdzić, że deweloperzy działający na tych rynkach zachowują się racjonalnie. W Łodzi, zarówno w III jak i w IV kwartale nowa podaż i liczba transakcji niemal idealnie się równoważyły. Z kolei w Trójmieście rekordowe wprowadzenia odbyły się po zdecydowanie niższych cenach niż w pierwszej połowie minionego roku. Pozwala to sądzić, że deweloperzy zdecydowali się uzupełnić ofertę o lokale z innego segmentu jakościowego, skierowane do nabywców kupujących mieszkania na własne potrzeby, a nie jak wcześniej z myślą o najmie. Wyniki sprzedaży potwierdzają, ze to jak na razie dobra taktyka, komentuje Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego JLL.

Z analiz JLL wynika też, że na stabilnym poziomie utrzymuje się liczba lokali, których budowę ukończono, a które wciąż nie znalazły nabywców. Na koniec roku stanowiły one zaledwie 12% wszystkich mieszkań, z których nabywcy mogli wybierać.

W warunkach niepewności mieszkania, których termin oddania przypada szybciej, lub w których można zamieszkać od razu, są chętniej wybierane przez kupujących. Skraca to potencjalny okres oczekiwania na przekazanie kluczy i minimalizuje potencjalne ryzyka, które mogą się wydarzyć w międzyczasie. To działa wprawdzie w jakimś stopniu na niekorzyść deweloperów, bo wydłuża czas komercjalizacji projektów, ale z drugiej strony sprawia, że oferta rynkowa jest zdrowa i dopasowana do oczekiwań nabywców. Trzyma również w ryzach odsetek zwrotów, które wróciły do poziomu sprzed pandemii, dodaje Katarzyna Kuniewicz.

Stabilizacja cen podtrzymuje zakupy

Średnie ceny mieszkań czekających na nabywcę na koniec 2020 r. pozostały na poziomie zbliżonym do tego z końca września. Wzrosty nie przekroczyły nigdzie 2%. Oznacza to jednak, że nabywcy nie doczekali się zapowiadanych w tym roku spadków cen. Nawet w Trójmieście, gdzie średnia cena dla oferty spadła k/k o niecałe 3%, dało to jedynie wyrównanie poziomu cen ofertowych sprzed roku. Na pozostałych rynkach średnie ceny mieszkań oferowanych do zakupu na koniec grudnia były wyższe niż przed rokiem. Począwszy od Warszawy, gdzie wzrost wyniósł 4%, aż do Krakowa, w którym za 1m2 trzeba zapłacić średnio 12% więcej.

Bardzo ważną grupą, która pozwoliła deweloperom na osiągnięcie tak dobrych rezultatów sprzedażowych byli w tym roku inwestorzy. Nie ci jednak, którzy wzorem lat ubiegłych chcieli zarabiać na najmie kupionych lokali, a ci, którzy w zakupie widzieli bezpieczną lokatę dla tracących na wartości oszczędności.

Nie dość, że skłonni byli oni do zakupów lokali relatywnie droższych: lepiej usytuowanych i z wyższych segmentów jakościowych, które wciąż stanowią dużą pulę w ofercie deweloperów, to jeszcze stabilizacja cen była dla nich wyznacznikiem bezpieczeństwa dokonywanej inwestycji. W końcu zakup miał przechować wartość ulokowanego kapitału. Ta grupa nabywców będzie w nadchodzącym okresie ważna dla utrzymania stabilności na rynku mieszkaniowym. By jednak na nim pozostała, ceny powinny pozostać stabilne, komentuje Kazimierz Kirejczyk, Wiceprezes Zarządu JLL.

Inwestowanie wbrew nastrojom?

Wiele wskazuje na to, że popyt w 2021 r. utrzyma się na poziomie z roku ubiegłego, a może nawet nieco wzrośnie. Silnie wspierany jest dążeniem części Polaków do poprawy warunków zamieszkania na wypadek kolejnych nawrotów pandemii oraz bliskimi zeru stopami procentowymi, w warunkach kilkuprocentowej inflacji skłaniającymi do przenoszenia kapitału na rynek nieruchomości.

Nabywcy mieszkań wydają się niewzruszeni w swoich zamiarach nawet wobec ogólnego pogorszenia nastrojów konsumenckich powodowanych kolejnymi nawrotami pandemii i widmem recesji w gospodarce. Jest to pierwszy od wielu lat przypadek, kiedy wskaźnik ufności konsumenckiej badany przez GUS ma przeciwstawny zwrot ze wskaźnikiem sprzedaży. Wszystko wskazuje na to, że coraz mniej zakupów na rynku mieszkaniowym determinowanych jest dążeniem do zaspokojenia podstawowych potrzeb mieszkaniowych, a coraz więcej podejmowanych jest w oparciu o racjonalną kalkulację finansową, komentuje Kazimierz Kirejczyk, czołowy ekspert Zespołu Mieszkaniowego JLL.

Kluczowa dla zaspokojenia tego popytu będzie zdolność deweloperów do uzupełniania oferty. Widać to jak w soczewce na grupie największych spółek notowanych na GPW. Ci, którzy byli w stanie uzupełniać ofertę i odpowiadać na zapotrzebowanie ze strony różnych grup nabywców, byli w stanie utrzymać bardzo wysoką sprzedaż. Lepszą niż liczona dla ogółu rynku.

Rynek mieszkaniowy wchodzi w rok 2021 w zaskakująco dobrej formie. Chociaż wypadałoby raczej powiedzieć: w zasłużenie dobrej formie, będącej owocem doświadczenia nabytego w czasie poprzednich kryzysów, cierpliwego budowania potencjału firm deweloperskich i równie cierpliwego budowania zaufania wśród nabywców i innych uczestników rynku. Pozostaje tylko życzyć nam wszystkim, aby ta odporność utrzymała się także w całym 2021 r., komentuje Kazimierz Kirejczyk.

Brak przepisów i zbyt mały nakład na B+R blokują rozwój gospodarki wodorowej w Polsce

Polska dopiero rozpoczyna budowę gospodarki wodorowej. Z badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że 67 proc. ekspertów z tego obszaru za jedną z barier w jej rozwoju uważa aktualne przepisy prawne. Trzy czwarte ekspertów źle ocenia też nasz potencjał infrastruktury i zasobów do jej rozbudowy. Rozwiązaniem jest szybkie wdrożenie strategii wodorowej, która uregulowałaby funkcjonowanie interesariuszy i wprowadziła ułatwiające mechanizmy prawno-rynkowe. To wnioski płynące z raportu PIE „Gospodarka wodorowa w Polsce. Obserwacje na podstawie ram badawczych Technologicznego Systemu Innowacji”.

Zwiększenie roli wodoru w różnych gałęziach gospodarki może przyczynić się do osiągnięcia neutralności klimatycznej i zmniejszenia uzależnienia od importu paliw kopalnych. Głównymi zaletami wodoru jako paliwa jest potencjalnie zerowa emisja gazów cieplarnianych, a także niewyczerpane zasoby i szerokie zastosowanie.

Potencjał gospodarki wodorowej w Polsce

Polska na tle krajów wysoko rozwiniętych posiada stosunkowo niewielki potencjał technologiczny w obszarze niskoemisyjnej gospodarki wodorowej. Wskazuje na to niewielka liczba wyspecjalizowanych firm, jak i dane dotyczące dedykowanych wydatków na badania i rozwój. Eksperci biorący udział w badaniu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazują, że największym problemem dla rozwoju systemu innowacji w obszarze wodoru jest niska dojrzałość rynku (przede wszystkim brak wystarczających przepisów prawnych oraz instrumentów wsparcia) i niedostateczne ukierunkowanie poszukiwań (głównie niejasne cele i procedury ich ustalania).

Według danych Międzynarodowej Agencji Energii środki przeznaczone na badania i rozwój w zakresie wodoru i ogniw paliwowych w Polsce w wartościach nominalnych są ok. 40-krotnie mniejsze, a w porównaniu do PKB 15-krotnie mniejsze niż w czołowych krajach UE w tej dziedzinie, tj. w Niemczech i Francji. Stanowią one 2 proc. wszystkich środków przeznaczonych w kraju na B+R, co już nie aż tak wyraźnie odbiega od wartości we wcześniej wymienionych krajach. Oznacza to, że w Polsce przeznacza się znacznie mniej środków całościowo na badania i rozwój, ale i podobnie proporcjonalnie mniej na B+R w dziedzinie wodoru i ogniw paliwowych – mówi Magdalena Maj, analityk zespołu energii i klimatu Polskiego Instytutu Ekonomicznego.zbyt mały nakład środków na B+R blokują rozwój gospodarki wodorowej w Polsce

Głównymi uczestnikami systemu innowacji w Polsce są administracja rządowa, spółki Skarbu Państwa oraz organizacje wspierające, finansowane z kapitału państwowego. Gospodarka wodorowa budowana jest w oparciu o podejście odgórne (top-down), polegające na inicjowaniu i realizacji polityki publicznej na szczeblu centralnym. Zaletami tego podejścia może być lepsza synergia pomiędzy działaniami głównych uczestników systemu oraz zapewnienie większej dźwigni finansowej na realizację projektów wodorowych dzięki skumulowaniu kapitału. Wadami takiego podejścia są duży nacisk niektórych uczestników systemu na utrzymanie aktywów nieperspektywicznych (opartych na paliwach kopalnych) oraz asymetria informacji między spółkami Skarbu Państwa, a firmami prywatnymi.

Obciążenie państwowych spółek paliwowo-energetycznych zaangażowanych w rozwój gospodarki wodorowej „brudnymi aktywami” czyli opartymi o wykorzystanie paliw kopalnych będzie ograniczać ich środki na „zielone innowacje”. W efekcie, dystans dzielący Polską gospodarkę od światowych liderów może rosnąć, a nie maleć. Z kolei uprzywilejowany dostęp spółek Skarbu Państwa do wiedzy i większa możliwość wpływu, np. na regulacje i instrumenty wsparcia, mogą skutkować zakłóceniem mechanizmów rynkowych i osłabieniem konkurencyjności firm prywatnych wbrew celowi nadrzędnemu, jakim jest budowanie pozycji polskich firm w międzynarodowych łańcuchach dostaw gospodarki wodorowej. – powiedział Aleksander Szpor, kierownik zespołu energii i klimatu Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Rekomendacje na przyszłość

Wyniki analizy strukturalnej i funkcjonalnej oraz doświadczenia zagraniczne wskazują, że szybkie przyjęcie polskiej strategii wodorowej może wspomóc rozwój polskiej gospodarki wodorowej. Umożliwiłoby to skoordynowanie działań interesariuszy gospodarki wodorowej i zapewniłoby stabilne warunki do inwestycji.

W polskiej strategii wodorowej szczególnie ważne będzie zapewnienie przepływu informacji między administracją publiczną i spółkami Skarbu Państwa a polskimi firmami mogącymi budować łańcuchy dostaw gospodarki wodorowej. Ograniczyłoby to problem asymetrii informacji oraz uchroniło obecny model rozwoju od uzyskiwania przewagi na rynku przez spółki Skarbu Państwa kosztem innych polskich firm – komentuje Aleksander Szpor, kierownik zespołu energii i klimatu Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Z badania PIE wynika ponadto, że zalecane jest wypracowanie właściwych mechanizmów wsparcia rynkowego gospodarki wodorowej, takich jak kontrakty różnicowe, FIT (Feed-In Tariff), FIP (Feed-In Premium) czy feebate oraz wykluczenie lub ograniczenie wsparcia publicznego dla projektów bazujących wyłącznie na produkcji „szarego” („brązowego”) wodoru. Dzięki temu możliwe byłoby obniżenie kosztów interwencji publicznej niezbędnej do osiągnięcia przez technologie wodorowe (rozwijane z udziałem polskich firm) dojrzałości rynkowej oraz uniknięcie ryzyka efektu zamknięcia w technologiach wysokoemisyjnych.

222 tys. mieszkań i domów w 2020 r. Nowy rekord cieszy, ale…

W 2020 r. oddano do użytkowania blisko 222 tys. mieszkań i domów. To najlepszy wynik od 40 lat. Jednak czy utrzymujący się od sześciu lat silny trend wzrostowy uda się utrzymać?

Oddawanie do użytku ponad 200 tys. mieszkań rocznie nie będzie już kojarzone wyłącznie z PRL, a ściślej  z epoką Edwarda Gierka w latach 70.  Wygląda bowiem na to, że tak dobre wyniki budownictwa mieszkaniowego stają się standardem także w III RP. GUS poinformował właśnie, że w 2020 r. powstało 221 978 mieszkań, czyli najwięcej od 1980 r. Jednak wciąż czeka na pobicie rekord z 1978 r., kiedy GUS odnotował blisko 284 tys. nowych lokali.GUS-2020 mieszkania

Nie nastąpi to już w 2021 r. Wynika to z danych o rozpoczętych mieszkaniach. Wprawdzie od 2014 r. ich liczba systematycznie rosła, ale jeszcze nie na tyle, aby możliwe było powtórzenie wyników z drugiej połowy lat 70. GUS-2020 mieszkania1

Co gorsza, GUS wskazuje na spadek liczby rozpoczętych mieszkań w 2020 r., co nie wróży dobrze na przyszłość. Z drugiej strony trzeba mieć na uwadze, że pandemia COVID-19 mocno zaburzyła harmonogramy wielu inwestycji. Szczególnie widać to w budownictwie deweloperskim.GUS-2020 mieszkania2

W kwietniu i maju deweloperzy zareagowali ograniczeniem inwestycji. Jednak w czerwcu znów włączyli wyższy bieg. We wrześniu zaczęli budowę przeszło 17 tys. mieszkań, czyli o ponad jedną trzecią więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.  Mimo to ten rok deweloperzy zakończyli na minusie. GUS podał, że w całym 2020 r. zaczęli budowę ok. 130,2 tys. mieszkań, co jest wynikiem o 8,3% słabszym niż 2019 r.

Stabilizacji można się natomiast spodziewać w budownictwie jednorodzinnym. Inwestorzy indywidualni rozpoczęli bowiem budowę takiej samej liczby mieszkań jak rok wcześniej, czyli 90,3 tys.

Lekkim optymizmem mogą jednak napawać dane GUS w pozwoleniach na budowę. W 2020 r. wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia budowy 101,6 tys. mieszkań w budownictwie indywidualnym. Jest to wynik o 5% lepszy niż w 2019 r.

Niestety w najbliższych latach należy spodziewać się dalszego spadku liczby budowanych mieszkań czynszowych. Już ubiegłoroczne wyniki są złe. Natomiast dane GUS  o mieszkaniach rozpoczętych są wręcz katastrofalne. Nie ma jeszcze końcowych danych dla powiatów, ale po 11 miesiącach zanosiło się, że w 95% z nich nie rozpocznie się w 2020 r. budowa ani jednego mieszkania komunalnego!

O przeszło 23%% gorsze niż przed rokiem są też wyniki towarzystw budownictwa społecznego (są to spółki należące głównie do gmin) –1163 rozpoczętych mieszkań. Martwią również dane o pozwoleniach na budowę – objęły one 714 mieszkań komunalnych (spadek o 54%) oraz 847 społecznych mieszkań czynszowych (o ok. 20% mniej).

  Oddane do użytkowania Zmiana

r/r

Rozpoczęte Zmiana r/r Pozwolenia na budowę Zmiana r/r
Mieszkania komunalne 1035 -43,7% 365 -72,9% 714 -54%
Mieszkania społeczne czynszowe 1508 -38,9% 1163 -23,2% 847 -19,8%

Źródło: GUS

Jarosław Jędrzyński, ekspert RynekPierwotny.pl

Styczniowa informacja GUS, komunikująca kompletne już statystyki budownictwa mieszkaniowego w zakończonym 2020 roku, z pewnością nie budzi większych zastrzeżeń co do stanu rynkowej koniunktury z inwestycyjnego punktu widzenia.

Tym razem najmocniejszym punktem sprawozdania okazały się rekordowe dane dotyczące mieszkań oddanych do użytkowania, lepsze o równe 7 proc. rok do roku ogółem, a w przypadku deweloperów prawie o jedną dziesiątą.

Statystyki mieszkań oddawanych do użytku nie zależą jednak od aktualnej sytuacji rynkowej, ale są efektem stanu koniunktury sprzed około dwóch lat, a wiec okresu odpowiadającego etapowi budowlanemu cyklu inwestycyjnego w mieszkaniówce. Stąd ich wartość analityczna czy prognostyczna jest nieco ograniczona.

Znacznie większe znaczenie dla oceny bieżącego stanu koniunktury i jej perspektyw mają dane dotyczące mieszkań rozpoczętych i nowych pozwoleń na budowę. Tu ogromną niespodzianką jest gigantyczny, przekraczający 25 tys. jednostek grudniowy wynik pozwoleń deweloperskich. To zapewne pokłosie zmian warunków technicznych w 2021 r. W efekcie także i ta kategoria danych zaowocowała rekordowymi wolumenami.

Z kolei w przypadku mieszkań rozpoczętych inwestorzy indywidualni ruszyli w ub. roku z identyczną ilością budów co rok wcześniej, natomiast deweloperzy zanotowali ich spadek rdr rzędu 8 proc., a więc raczej symboliczny. Jeśli dodatkowo uwzględnić rekordowo wysoką bazę roku 2019 oraz ubiegłoroczne środowisko gospodarcze pogrążone w recesji wywołanej przez COVID, to otrzymamy obraz koniunktury inwestycyjnej pierwotnego segmentu mieszkaniówki w postaci „zielonej wyspy” rodzimej gospodarki. Pytanie, czy aby na pewno jest to jednoznacznie optymistyczny sygnał dla rynkowych perspektyw roku bieżącego.

Niestety regres deweloperskiej kontraktacji w roku 2020 okazał się istotnie głębszy od spadków wolumenów nowych budów, wynosząc wg. danych portalu RynekPierwotny.pl w 2020 roku dla całego kraju ponad 12 proc. Biorąc pod uwagę pozostałe dwie kategorie danych GUS, oznacza to dość wyraźne wyprzedzenie parametrów koniunktury inwestycyjnej w stosunku do sprzedażowej. A to może być wstępnym sygnałem ryzyka kreowania niebezpiecznego dla stanu rynkowej równowagi nawisu podażowego. Jeśli popyt na nowe mieszkania nie ulegnie szybkiej rekonstrukcji do poziomów sprzed pandemii, pewne ograniczenie produkcji mieszkań deweloperskich stanie się przesądzone. I prawdopodobnie taki scenariusz, co najmniej kilkuprocentowych spadków inwestycyjnych statystyk deweloperki mieszkaniowej, należy przyjąć w bezpośredniej perspektywie 2021 roku za bazowy.