Grupa IGLOTEX uruchomiła inwestycję o wartości 190 mln zł – supernowoczesny zakład produkcyjny i oddział dystrybucyjny w Skórczu

Grupa IGLOTEX uruchomiła w Skórczu najnowocześniejszą w tej części Europy fabrykę żywności mrożonej i chłodzonej oraz oddział dystrybucyjny, które zatrudniają 700 pracowników.


Iglotex kompleks produkcyjno-dystrybucyjny w Skórczu_2

 

Grupa IGLOTEX S.A. w ciągu zaledwie dziewięciu miesięcy od uzyskania pozwolenia na budowę, uruchomiła w Skórczu najnowocześniejszy w tej części Europy zakład produkcyjny oraz oddział dystrybucyjny, które zatrudniają łącznie niemal 700 pracowników. Całkowita wartość inwestycji wyniosła 190 mln złotych.

Inwestycja powstała w Skórczu, przy ulicy Leśnej 2 – w lokalizacji, w której w maju ubiegłego roku spłonął doszczętnie jeden z głównych zakładów produkcyjnych i oddziałów dystrybucyjnych Grupy IGLOTEX. Zarząd spółki błyskawicznie podjął strategiczną decyzję o budowie nowego, supernowoczesnego zakładu produkcyjnego, który z racji zaawansowania technologicznego zapewni firmie szereg przewag konkurencyjnych i umożliwi realizację ambitnej strategii rozwoju, zarówno w Polsce, jak i – poprzez eksport – na ponad 50 rynkach na świecie, na czterech kontynentach.


tłumaczenia angielski


“W rekordowym tempie, w ciągu zaledwie dziewięciu miesięcy od uzyskania pozwolenia na budowę (w końcu lutego 2020 roku) uruchomiliśmy w pełnym zakresie produkcję w nowej fabryce w Skórczu. Jest to jeden z najnowocześniejszych zakładów produkcyjnych żywności mrożonej i chłodzonej w tej części Europy. Zakład wykorzystuje najnowsze i unikalne na polskim rynku technologie produkcji, supernowoczesny park maszynowy oraz zaawansowane systemy automatyzacji, robotyzacji, digitalizacji i bezpieczeństwa produkcji od renomowanych światowych producentów. Inwestycja była ogromnym wyzwaniem, ale dzięki kompetencjom, zaangażowaniu i wysiłkowi całego zespołu oraz naszych partnerów, w tym generalnemu wykonawcy firmie Dekpol S.A., udało nam się z sukcesem ten cel zrealizować. W nowym zakładzie produkcyjnym i oddziale dystrybucyjnym pracę znalazło łącznie niemal 700 osób, mieszkańców Skórcza i gmin sąsiadujących. Inwestycja o tej skali to krok milowy w historii rozwoju Grupy IGLOTEX” – komentuje Maciej Włodarczyk, prezes zarządu IGLOTEX S.A.

Rada Nadzorcza, aktywnie wspierała zarząd spółki we wdrażaniu działań naprawczych po tragicznym w skutkach pożarze w maju 2019 roku oraz w procesie decyzyjnym o budowie nowego zakładu. Jesteśmy dumni z fantastycznej postawy i zaangażowania całego zespołu firmy, który tuż po pożarze błyskawicznie przeorganizował całą działalność, uruchomił produkcję zastępczą tak, aby w jak największym stopniu zminimalizować negatywne skutki dla klientów firmy i zachować ciągłość realizacji zamówień. Równolegle – mimo przeszkód związanych z lockdownem i kryzysem gospodarczym wskutek pandemii Covid 19 – realizowano sukcesywnie kolejne etapy budowy nowego zakładu. To ogromny sukces całego zespołu IGLOTEX i istotny krok w rozwoju firmy, ale również solidne wsparcie i impuls do rozwoju gospodarki i rynku pracy w Skórczu i w regionie” – komentuje Tadeusz Włodarczyk, założyciel i Przewodniczący Rady Nadzorczej IGLOTEX S.A.  

Realizacja inwestycji o tej skali i w tak rekordowym tempie była możliwa również dzięki ogromnemu wsparciu ze strony lokalnych władz oraz sprawnemu działaniu partnerów ubezpieczeniowych – Mercurius Brokers, TU ERGO Hestia S.A. i TUiR Warta S.A. i instytucji bankowych. Nie do przecenienia jest również wsparcie udzielone przez Pomorską Specjalną Strefę Ekonomiczną. Cieszy nas, że dzięki świetnej organizacji procesu i ogromnemu wysiłkowi zespołu IGLOTEX S.A. oraz wszystkich zaangażowanych podmiotów – powstał zakład hi-tech, który zapewnia firmie IGLOTEX szereg unikalnych kompetencji i przewag konkurencyjnych” – dodał Mateusz Słabosz, członek Rady Nadzorczej IGLOTEX S.A.Iglotex kompleks produkcyjno-dystrybucyjny w Skórczu 3

Nowa fabryka w Skórczu to kompleks HI-TECH i PRO-EKO

Nowy zakład produkcyjny IGLOTEX w Skórczu to zintegrowany kompleks hal produkcyjnych oraz magazynowych typu mroźnie, wraz z zapleczem socjalno-biurowym i towarzyszącą infrastrukturą techniczną oraz oddziałem dystrybucyjnym:

  • 24,4 tys. mkw. – łączna powierzchnia kompleksu, w tym zakład produkcyjny o powierzchni 13,6 tys. mkw. magazyny o powierzchni 9 tys. mkw., budynek administracyjno-biurowy o powierzchni 1,8 tys. mkw. oraz oddział dystrybucyjny z flotą ponad 70 pojazdów,
  • fabryka posiada 6 linii produkcyjnych i wytwarza mrożone oraz chłodzone pierogi, pizzę, zapiekanki, uszka, warzywa, owoce oraz dania gotowe,
  • estymowana roczna produkcja wyniesie 38 tys. ton,
  • w magazynach znajduje się około 12 tys. miejsc paletowych,
  • fabryka oraz centrum dystrybucyjne zatrudniają łącznie niemal 700 pracowników,
  • fabryka współpracuje z kilkuset dostawcami i obsługuje większość sieci handlowych w Polsce,
  • oddział dystrybucyjny współpracuje z kilkoma tysiącami klientów detalicznych i gastronomicznych w Polsce i za granicą.

Hale produkcyjne wraz z liniami technologicznymi zostały zaprojektowane w oparciu o technologię Lean Industry 4.0, co umożliwia precyzyjne i elastyczne zarządzanie produkcją na każdym jej etapie oraz szybkie wprowadzanie niezbędnych zmian.

Zakład posiada liniową organizację ciągów produkcyjnych z wykorzystaniem systemów modułowych i szybkiego przezbrojenia maszyn. W połączeniu z zaawansowaną automatyzacją i digitalizacją, która daje dostęp do szeregu danych o procesie produkcji w czasie rzeczywistym – zwiększyliśmy elastyczność i wydajność produkcji oraz jej bezpieczeństwo. Możemy sprawniej i elastyczniej zmieniać asortyment, kształty produktów i smaki, produkować krótkie serie w zdecydowanie bardziej opłacalny sposób. W efekcie uzyskujemy istotny wzrost efektywności kosztowej produkcji, przy zachowaniu najwyższej i powtarzalnej jakości wytwarzanych produktów. Możemy sprawniej reagować na zmieniające się oczekiwania naszych klientów i trendy na rynku FMCG” – komentuje Mirosława Podszucka, dyrektor zakładu produkcyjnego IGLOTEX S.A. w Skórczu.

Bardzo ważnym elementem inwestycji jest również powstanie pierwszego o tej skali i zaawansowanego technologicznie centrum badawczo-rozwojowego dla całej Grupy IGLOTEX. Będą tu prowadzone badania nad rozwojem nowych produktów, testy usprawniające procesy technologiczne i udoskonalające produkty.

Nowy zakład produkcyjny w znacząco mniejszy sposób oddziałuje na środowisko naturalne. Wykorzystanie odpowiednio wyskalowanych i energooszczędnych maszyn, istotnie zmniejszyło energochłonność procesu produkcji. Zakład jest zasilany w energię elektryczną, parę oraz ciepło na potrzeby centralnego ogrzewania i ciepłej wody z wysoce wyspecjalizowanego systemu, niezależnego od zewnętrznych dostawców, w efekcie czego emituje istotnie mniej dwutlenku węgla. Dodatkowo dzięki wysoce zaawansowanej automatyzacji procesu produkcyjnego oraz liniowej organizacji produkcji (od surowca do magazynu wyrobów gotowych) – zdecydowanie zminimalizowano ilość odpadów i marnotrawstwo surowców.

“Bez wątpienia, inwestycja w nowy zakład produkcyjny zapewni nam solidne i trwałe przewagi konkurencyjne. Naszym celem jest długofalowe i znaczące wzmocnienie pozycji rynkowej Grupy IGLOTEX w kategorii produktów mrożonych oraz rozwinięcie sprzedaży w kategorii produktów chłodzonych oraz dań gotowych. Dodatkowo – w obszarze dystrybucji uruchamiamy sprzedaż online, aby jeszcze skuteczniej i szerzej docierać do aktualnych i nowych klientów detalicznych oraz z rynku HoReCa, a w efekcie do konsumentów w całej Polsce” – komentuje Maciej Włodarczyk, prezes zarządu IGLOTEX S.A.

Choć sztuczna inteligencja przynosi już dziś ogromne korzyści organizacjom świadczącym usługi finansowe, to wciąż jest wyzwaniem

Mimo, że pandemia staje się siłą napędową do wdrażania rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję (AI) w celu poprawy jakości obsługi klienta, to jej potencjał wciąż nie jest w pełni wykorzystywany. Ponad połowa firm oferujących usługi finansowe prowadzi prawie 40 proc. interakcji z klientem przy wsparciu AI, jednak oczekiwania odbiorców wciąż są znacznie większe. Sztuczna inteligencja generuje oszczędności, usprawnia procesy, przyspiesza działanie. Firma Capgemini w swoim raporcie zbadała, dlaczego najsłabiej w zestawieniu branż wdrażających rozwiązania AI, wypada branża finansowa.

Wdrożenie sztucznej inteligencji w celu poprawy jakości obsługi klienta znacznie wzrosło w branży usług finansowych w ciągu ostatnich trzech lat. Ponad połowa firm prowadzi dziś prawie 40 proc. interakcji z klientami wykorzystując AI – trzy lata temu była to tylko jedna interakcja na 100. Nieco ponad połowa klientów banków i firm ubezpieczeniowych codziennie korzysta z AI (np. rozmawia z chatbotem). Staje się to tym ważniejsze, że większość klientów (78 proc.) spodziewa się nasilenia tego rodzaju interakcji w miarę przedłużania się kryzysu związanego z pandemią.

Firmy wykorzystują AI, aby poprawić obsługę klienta, ale to wciąż wyzwanie

Dla firm świadczących usługi finansowe spełnianie oczekiwań klientów ma kluczowe znaczenie dla biznesu. 94 proc. organizacji twierdzi, że poprawa jakości obsługi klienta jest głównym celem wprowadzania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Jednak pojawia się rozdźwięk, ponieważ oczekiwania klientów mimo wprowadzanych zmian nie są spełniane. Klienci coraz częściej szukają bardziej ludzkiego doświadczenia podczas interakcji z systemami opartymi na AI, a 35 proc. twierdzi, że obecnym interakcjom brakuje tzw. ludzkiej ręki.

  • Zmiany zachowań klientów wywołane przez pandemię dają firmom okazję do przyspieszenia wdrażania AI. 78 konsumentów spodziewa się częstszego korzystania z interakcji bezdotykowych za pośrednictwem asystentów głosowych, rozpoznawania twarzy lub aplikacji – w porównaniu z zaledwie 61 proc. przed pandemią. Aż 45 proc. klientów deklaruje zwiększenie wykorzystania płatności zbliżeniowych. Zauważalna jest również poważna zmiana w zachowaniu starszych konsumentów – przyjęcie płatności zbliżeniowych wzrosło o 37 proc. w grupie wiekowej 61-65 lat i o 33 proc. w przypadku osób powyżej 66 roku życia – komentuje Piotr Siuda, Vice President, Head of Financial Services Strategic Business Unit w Capgemini Polska.

Firmy świadczące usługi finansowe muszą wykorzystać tę możliwość, aby zapewnić spełnienie cyfrowych oczekiwań klientów. Okazuje się, że ponad jedna trzecia (36 proc.) respondentów znalazła nowego dostawcę w czasie kryzysu i pozostanie przy nim w przyszłości.

Rachunek zysków i strat

Inwestycje w sztuczną inteligencję banków i firm ubezpieczeniowych spotkały się ze znacznym wpływem globalnego kryzysu gospodarczego, ale prawie dwóch na trzech dyrektorów twierdzi, że wstrzymało inwestycje w AI lub wycofało te o niskim potencjale z powodu kryzysu finansowego. Dlatego zidentyfikowanie najistotniejszych możliwości użycia AI zorientowanych na klienta staje się kluczowe. AI przejęła takie kanały, jak strony internetowe, e-mail czy usługi czatu. Zdarza się, że firmy wdrażają sztuczną inteligencję w mediach społecznościowych, aby oceniać preferencje klientów m.in. przez analizę nastrojów. Nawet w przypadku fizycznych miejsc interakcji z klientami, obserwuje się pojawienie się AI, a rozwiązania te upraszczają procesy, takie jak składanie wniosków o karty kredytowe i otwieranie nowych kont. To właśnie te procesy są uważane za najbardziej problematyczne z perspektywy klientów.

Niewystarczające jest już wąskie skupienie się na poprawie efektywności operacyjnej w kontaktach z klientami. Sztuczna inteligencja powinna być używana do bardziej złożonych interakcji, takich jak tworzenie person klientów w celu zrozumienia potrzeb i tworzenia relacji. Rozwiązania te przynoszą największe korzyści, ale są rzadkie w branży, jeśli chodzi o wdrożenie na dużą skalę. Aby zapewnić prawdziwą moc AI, organizacje muszą zidentyfikować nowe sposoby personalizacji doświadczeń, a nie tylko zastępować istniejące procesy sztuczną inteligencją.

Sztuczna inteligencja a emocje – czy takie połączenie jest możliwe?

Najwięcej korzyści klientom przynoszą kontekstowe przypadki użycia sztucznej inteligencji. Mowa o działaniach, które oferują większą personalizację i kontrolę, a dodatkowo są łatwe w użyciu. Kluczem jest zapewnienie takiego doświadczenia obcowania ze AI, które uwzględni momenty wymagające empatii i emocji.

  • Aby zdobyć zaufanie i lojalność klientów, sztuczna inteligencja musi być wspomagana przez ludzi w kluczowych punktach styku. Te punkty to starannie opracowane mikrointerakcje, które wspierają klientów i oferują im wartość w potrzebie, np. po utracie członka rodziny lub doświadczeniu oszustwa. Organizacje muszą w tym czasie oferować wsparcie i empatię. Te punkty styku mają olbrzymie znaczenie dla klientów, ponieważ zapamiętają oni, w jaki sposób firmy współpracowały z nimi
    w kluczowych momentach. 45 konsumentów twierdzi, że ich interakcja z inteligentnym systemem byłaby lepsza, gdyby sztuczna inteligencja miała bardziej ludzkie zachowania i osobowość – dodaje Piotr Siuda, Vice President, Head of Financial Services Strategic Business Unit w Capgemini Polska.

Firmy świadczące usługi finansowe powinny identyfikować przypadki, które wymagają współdziałania człowieka oraz sztucznej inteligencji i oddzielać je od przypadków, które wymagają tylko sztucznej inteligencji. Niezwykle ważne jest edukowanie konsumentów, nie tylko w zakresie działania AI, ale także pozytywnego wpływu, jaki może ona mieć na kluczowe dla odbiorcy procesy.

Korzyści finansowe dla organizacji są oczywiste

Nawet przy niższym tempie wdrażania AI w porównaniu z innymi branżami, firmy finansowe osiągnęły znaczące korzyści. Koszty operacyjne zmniejszone zostały o 13 proc., a przychody na klienta wzrosły średnio o 10 proc. po wdrożeniu sztucznej inteligencji w funkcjach skierowanych do klientów. AI pomogła również zwiększyć satysfakcję konsumentów. Około jedna na pięć firm (25 proc. dla banków i 19 proc. dla ubezpieczycieli) odnotowała wzrost zaangażowania klientów o 20–40 proc..

  • Firmy świadczące usługi finansowe mogą wiele zyskać na wdrażaniu AI w kontaktach z klientami, ale należy podjąć pewne kroki, zanim korzyści zostaną w pełni zrealizowane zarówno dla firm, jak i konsumentów. Aby w pełni wykorzystać tę potężną technologię, potrzebne będą inwestycje oraz praca nad zaufaniem konsumentów. Aby zapewnić odpowiednie doświadczenie oparte na sztucznej inteligencji, skupione wokół klienta, firmy muszą zapewnić, że wprowadzą wyższe role kierownicze odpowiedzialne za wewnętrzne i zewnętrzne wdrażanie i przyspieszanie AI – mówi Piotr Siuda, Vice President, Head of Financial Services Strategic Business Unit w Capgemini Polska.

W usługach finansowych w ostatnich latach szeroko rozpowszechniono rozwiązania AI skierowane do klientów, a dzisiejsze okoliczności pandemiczne tylko przyspieszają ten trend. Podczas gdy organizacje skorzystały na sztucznej inteligencji, klienci oczekują coraz więcej. Jednocześnie branża jest w tyle, jeśli chodzi o osiągnięcie skali przy wdrażaniu rozwiązań AI w obsłudze klientów. Istnieje wiele wyzwań, z którymi muszą się zmierzyć firmy, od oporu organizacyjnego po brak zaufania odbiorców. Branża pozostaje obecnie w tyle w tej dziedzinie pod względem odbioru konsumentów, dlatego musi przyspieszyć postęp i działania edukacyjne, by sprostać wymaganiom wszystkich odbiorców.

Brak wigilii firmowych i imprez mikołajkowych to kolejny cios w branżę kreatywną

Hotele, restauracje, organizatorzy eventów, firmy cateringowe, konferansjerzy, artyści, animatorzy zabaw dla dzieci… trudno jest wymienić jednym tchem wszystkie sektory gospodarki, które w grudniu zostały kolejny raz uderzone przez pandemię koronawirusa. Ostatni miesiąc w roku to czas imprez integracyjnych, spotkań wigilijnych, kolacji pracowniczych czy imprez mikołajkowych dla dzieci. Z powodu pandemii koronawirusa liczba takich spotkań spadła niemal do zera. – Gdybym miał ocenić spadek organizacji takich imprez, to na podstawie rozmów z przedstawicielami branży kreatywnej zaryzykowałbym stwierdzenie, że odwołano ponad 99% zaplanowanych imprez, a wiele w ogóle nie było w planach z powodu obawy przed chorobą i oszczędności – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

W czasie pandemii nikt nie myśli o mikołajkach i firmowych wigiliach

Północna Izba Gospodarcza występuje w obronie wszystkich branż, które cierpią przez restrykcje wynikające z pandemii koronawirusa. Ostatnie miesiące to ogromny kryzys takich branż jak gastronomia, hotelarstwo, turystyka, transport, usługi. Jedną z najmocniej dotkniętych branż jest również sektor targowy, rozrywka, kultura i branża eventowa. Grudzień to czas, gdy organizowano ogromną ilość spotkań firmowych, wigilii, imprez mikołajkowych. W roku 2020 odbędzie się zaledwie… 1% takich wydarzeń w porównaniu z rokiem 2019.

– Ze względu na reżim sanitarny spotkania opłatkowe są niemożliwe. Odbywać się mogą tylko spotkania w kameralnym gronie kilku osób, a i to nie jest opcją preferowaną przez firmy. Przedsiębiorstwa zrezygnowały z kolacji, spotkań integracyjnych oraz wspólnego świętowania. To kolejne, gigantyczne straty dla firm eventowych, restauracji, hoteli, sal bankietowych. To branże, które nie zarabiają na weselach, imprezach okolicznościowych, a w grudniu na wigiliach. To straty idące w miliony, trudno sobie wyobrazić jak te firmy mają przetrwać czas pandemii – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Przedsiębiorcy w dużej mierze zdecydowali, by oszczędzać środki przeznaczone dotychczas na imprezy okolicznościowe. W tych czasach mało kto może pozwolić sobie na jakąkolwiek rozrzutność. Wielu przedsiębiorców wypłaci swoim pracownikom premie, ale na pewno będą one skromniejsze niż w latach ubiegłych – mówi dyrektor Wolny.

Dla wielu firm grudzień to miesiąc, który przypieczętował ich upadek. Dla branży eventowej to „koniec świata”

Brak wszelkiego rodzaju imprez świątecznych, wigilijnych spotkań integracyjnych czy spotkań mikołajkowych to bardzo poważny cios dla branży eventowej oraz rozrywki. Jak mówią specjaliści z branży kreatywnej wakacje i czas przed świętami to zwykle żniwa dla firm, które zajmują się organizacją imprez oraz cateringiem. W ostatnich latach wigilie izbowe i spotkania integracyjne mocno wpisały się w plany firm, w tym sezonie z powodu pandemii odwołane zostały niemal wszystkie wydarzenia. W niektórych hotelach w grudniu nie ma żadnych rezerwacji na spotkania biznesowe. Ich menadżerowie twierdzą, że w ubiegłym roku terminy świąteczne rezerwowane były w sierpniu.

Fatalną kondycję branży potwierdza właściciel firmy UStudio Wojciech Miziewicz: – Jest kilka małych cateringów, jakieś wstępne zamówienia, ale jakiekolwiek spotkania w firmach zwykle do ostatniej chwili stoją pod znakiem zapytania. Z oczywistych powodów nie są uskuteczniane wszelkie wydarzenia integracyjne, spotkania czy bankiety, właściwie wszystko jest odwołane. Zdarzały się zlecenia, że wigilie firmowe były podzielone na bardzo małe spotkania, ale to kilka przypadków, szczątkowa ilość w porównaniu z ubiegłym rokiem – mówi Wojciech Miziewicz. – Dla branży eventowej to jest tragedia, to jest koniec świata. To był miesiąc, który generował przychód, który pozwalał przetrwać kolejne miesiące – dodaje przedsiębiorca.

Organizator eventów i konferansjer Marcin Jarczyński przyznaje, że od października nie odbywają się niemal żadne wydarzenia eventowe. Brak wigilii firmowych i mikołajek to kolejny cios dla mocno poturbowanej branży: – Jest to przykre, bo wigilie firmowe były wspaniałymi wydarzeniami, pełnymi pozytywnych emocji, integrujące pracowników. To jest wielka strata dla gospodarki, traci branża eventowa, ale tracą też firmy, które mocno zyskiwały na organizacji takich spotkań. Branża kreatywna z każdym kolejnym miesiącem znajduje się w coraz większych tarapatach, redukcja etatów, zaległości w płatnościach, wyprzedaż sprzętu to jest codzienność – mówi Marcin Jarczyński.

Smartney wchodzi w finansowanie w e-commerce

Smartney, innowacyjny fintech, który zadebiutował na polskim rynku dwa lata temu oraz operator płatności Blue Media rozpoczęły współpracę. Jej efektem jest nowy, dedykowany produkt, dzięki któremu klienci kupujący w Internecie mogą zapłacić za swoje zakupy później lub w ratach.  Właścicielem firmy Smartney jest Oney Bank, który jest ekspertem m.in. w zakresie kredytów konsumenckich, płatności oraz innych rozwiązań finansowych i ubezpieczeniowych. Krok polskiej instytucji pożyczkowej Smartney jest odzwierciedleniem strategii Grupy w dążeniu do zapewniania konsumentom wsparcia oraz szytych na miarę rozwiązań.

– Rynek e-commerce rośnie bardzo dynamicznie, a my zaczynamy testować rozwiązania dopasowane do naszych warunków oraz partnerów, z którymi planujemy współpracować. Na pewno chcemy, by płatności w sieci przez Pay Smartney stały się ciekawą alternatywa dla konsumentów – mówi Katarzyna Jóźwik, Dyrektor Generalna Smartney. Teraz Smartney uruchomił testy wraz z operatorem Blue Media.

– To dopiero początek naszych działań. W naszej ofercie królują kredyty konsumenckie, które wciąż udoskonalamy o kolejne funkcjonalności. Jednak jako dostawca finansowania chcemy być tu, gdzie nasi klienci, a więc nie mogło nas zabraknąć w finansowaniu zakupów w e-commerce. Pracujemy nad docelowymi rozwiązaniami współpracując z ekspertami tego rynku – dodaje Katarzyna Jóźwik.

Pay Smartney

Nowy produkt Smartney jest kierowany do osób, które robią zakupy online. Konsument, w momencie dokonywania płatności może wybrać opcję Pay Smartney, a więc zakupić towar teraz i zapłacić wybraną przez siebie metodą później. Obecnie usługa testowana jest w wybranych sklepach, które mają wdrożone u siebie Płatności Online Blue Media. Formularz wniosku, który należy wypełnić jest prosty i krótki, ze znacznie mniejszą liczbą pól niż w przypadku standardowego wniosku pożyczkowego. Smartney weryfikuje osoby starające się o płatności odroczone z wykorzystaniem usługi AIS od Blue Media, który jest licencjonowanym przez KNF podmiotem. Wystarczy wiec, że klient zaloguje się do swojej bankowości elektronicznej w trakcie procesu zakupowego, a decyzja o pożyczce i przelew środków odbędzie się w pełni automatycznie. Skorzystanie z Pay Smartney nie wymaga od klienta żadnych dodatkowych czynności. W krótkim czasie środki za zamówione towary trafiają na konto sklepu i towar jest wysyłany do klienta. Jeśli kupujący w ciągu 30 dni dokona pełnej spłaty kwoty, za którą dokonał zakupu, nie poniesie żadnych kosztów pożyczki. Po tym terminie może dokonywać płatności w ratach, których wysokość znana jest już w momencie wybrania usługi Pay Smartney.

– Mamy nadzieje, że różne oferty finansowania płatności za zakupy pod parasolem Pay Smartney w niedługim czasie będą dostępne w wielu sklepach online w Polsce. Pracujemy nad tym z naszymi partnerami. Doświadczenia rynków zachodnich wskazują, że to bardzo pożądane przez klientów rozwiązania, czego symptomy zdecydowanie widać już teraz w Polsce – podsumowuje Katarzyna Jóźwik, Dyrektor Generalna Smartney.

Relacja z debaty „Innowacyjność – Chmura – Cyberbezpieczeństwo”

8 grudnia odbyła się debata klubowa, zorganizowana przez Executive Club. Po raz kolejny eksperci w dziedzinie technologii chmury oraz cyberbezpieczeństwa spotkali się w celu omówienia istotnych kwestii dotyczących innowacji cyfrowych i bezpieczeństwa w sieci. Spotkanie odbyło się online, a transmisję na żywo można było śledzić na kanale YouTube.

Debatę zainaugurowało wystąpienie gościa specjalnego, Profesora Michała Kleibera, Przewodniczącego Rady Executive Club, Prezydenta The European Community on Computational Methods in Applied Sciences. Profesor wskazał wagę cyfryzacji na drodze rozwoju i innowacyjności, podkreślając również, że na tę progresywność składa się wiele działań – od edukacji i badań naukowych, poprzez regulacje państwowe, aż do poparcia społecznego dla innowacyjności. Jako klucz do sukcesu w erze post-cyfrowej Profesor wymienił zestaw technologii DARQ, w którego skład wchodzą: technologia rozproszonych rejestrów, sztuczna inteligencja, rozszerzona rzeczywistość oraz technologia obliczeń kwantowych.

Po wystąpieniu inauguracyjnym rozpoczęła się dyskusja, której moderatorem był Xawery Konarski – Wiceprezes Polskiej Izby Informatyki i Komunikacji. Wśród dyskutantów znaleźli się: Rafał Jaczyński – Regional Cyber Security Officer, CEE&Nordics, Huawei, Jakub Jagielak – Dyrektor ds. rozwoju Cyber Security, Atende S.A. oraz dr hab. inż. Tomasz Nasiłowski – Prezes Zarządu, InPhoTech. Podczas panelu dyskusyjnego zaproszeni prelegenci skupili się na trzech blokach tematycznych. Jako pierwszy podjęto temat korzyści i zagrożeń, wynikających z przyjęcia przez organizacje rozwiązań opartych na chmurze. Usługi te pozwalają na lepsze zarządzanie bezpieczeństwem. Widocznym problemem przedsiębiorstw w Polsce jest natomiast brak zatrudnionych ekspertów z dziedziny cyberbezpieczeństwa, którzy będą za tę kwestię odpowiedzialni. Należy też zadbać o strategię działań na wielu płaszczyznach, nie zapominając o zabezpieczeniu warstwy fizycznej przed próbami odczytania danych przez osoby trzecie. Następnie paneliści omówili rozwiązania oparte na chmurze w obliczu pracy zdalnej. Pandemia jest czasem, który ukazuje efekty działań dotychczas podjętych w kierunku cyfrowych innowacji. Dzisiaj szczególnie widać potrzebę zwiększenia przepustowości łącza, a dużym wyzwaniem jest ochrona przed prowadzonymi kampaniami phishingowymi i wykradaniem informacji. W celu ograniczenia ataków w cyfrowym świecie konieczne jest prawidłowe przygotowanie pracownika do pracy zdalnej. Ważna jest również odpowiednia organizacja, a także wdrożenie podstawowych rozwiązań, takich jak chociażby dwuskładniowe uwierzytelnianie. Ostatnia część debaty poświęcona została trendom technologicznym. Eksperci poddali pod dyskusję m. in. prognozy rozwoju Internetu rzeczy oraz kwestię inwestycji firm w szkolenia pracowników. Bezpieczeństwo wciąż błędnie postrzegane jest jako koszt, który należy ponieść, a nie dbałość o wartość firmy. Aby odpowiednio zadbać o bezpieczeństwo, organizacje powinny zdecydować się na oddzielenie działu bezpieczeństwa od struktur działu IT. Mówcy podkreślili również istotę własności intelektualnej, od której zabezpieczenia należy zacząć, aby nie stracić wypracowanego potencjału innowacyjnego i zachować konkurencyjność.

Trzy możliwe scenariusze rozwoju logistyki w Europie. Branża znacząco wpłynie na kształt światowej gospodarki

Od tego, jak będzie przebiegał rozwój logistyki, zależeć będzie przyszłość globalnej gospodarki. Sektor ten bowiem ma bezpośredni wpływ na zarządzanie łańcuchem dostaw w większości branż. Dlatego też FM Logistic wspólnie z ekspertami w dziedzinie foresightu strategicznego z 4CF opracowała raport „Logistyka 2040”, który zakłada trzy różne scenariusze rozwoju branży logistycznej w Europie. Wskazuje on m.in., jakie znaczenie dla sektora będą mieć rozwój technologiczny, dekarbonizacja oraz kondycja gospodarki.

– Przygotowane przez nas hipotetyczne koncepcje rozwoju branży logistycznej jednoznacznie wskazują, jak będzie się poszerzać wpływ tej dziedziny na wiele innych obszarów, dla których logistyka jest istotną częścią działalności operacyjnej i modelu biznesowego. Digitalizacja i automatyzacja procesów, strategia dla logistyki omnichannel, wzmocnienie wagi zrównoważonego rozwoju i logistyki miejskiej czy też konieczność zapewniania jak najlepszego customer experience w obliczu nowych modeli życia i pracy oraz nowych potrzeb konsumentów – to tylko przykłady wielu wyzwań, z jakimi będziemy się mierzyć w bliższej i dalszej przyszłości – wymienia Daniel Franke, managing director w FM Logistic Central Europe.

Sektor transportu i logistyki, który zapewnia około 6-proc. wkład do polskiego PKB, już od lat notuje dynamiczny wzrost, co odzwierciedla chociażby rozwój infrastruktury. Według raportu Cushman & Wakefield na koniec września 2020 roku polski rynek magazynowy liczył 20,4 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. W budowie jest kolejne 1,5 mln mkw. To wprawdzie o 18 proc. mniej niż rok temu, ale eksperci przewidują, że to tylko tymczasowe spowolnienie. Na wysoki popyt firm na powierzchnie magazynowe wpływ ma m.in. potrzeba zapewnienia ciągłości dostaw, a co za tym idzie utrzymywania wyższych zapasów, a także dynamiczny rozwój branży e-commerce i strategii sprzedaży wielokanałowej, która w okresie pandemii zyskuje na znaczeniu.

Z drugiej strony sektor stoi przed wieloma wyzwaniami, a do najważniejszych zaliczają się m.in. unijny pakiet mobilności, brexit, postępująca digitalizacja, brak pracowników oraz zachwiane łańcuchy dostaw w wyniku pandemii koronawirusa. To powoduje, że firmy z branży muszą dostosowywać się do nowych warunków, reorganizować swoje modele biznesowe i podążać za trendami. Te najważniejsze, które będą w dwóch kolejnych dekadach wpływać na sektor, przedstawia raport „Logistyka 2040” opracowany przez międzynarodowego operatora FM Logistic i 4CF Strategic Foresight.

– Stworzyliśmy scenariusze do 2040 roku, by dać impuls do dyskusji na temat przyszłości logistyki i jej roli w gospodarce Europy na przestrzeni najbliższych dwóch dekad. Lata 40. obecnego wieku są wystarczająco odległe, aby spodziewać się dużych zmian, a jednocześnie wystarczająco bliskie, aby już teraz operatorzy logistyczni i ich klienci podejmowali działania przygotowujące do tego, co nadejdzie – mówi Kacper Nosarzewski, partner w 4CF Strategic Foresight.

Raport „Logistyka 2040” pokazuje trzy hipotetyczne, zupełnie różne koncepcje rozwoju tej branży w perspektywie kolejnego 20-lecia. Scenariusze opisują europejski rynek logistyczny ze szczególnym uwzględnieniem krajów Europy Środkowej (Czechy, Polska, Słowacja i Węgry). Pierwszy z nich zakłada dalszy, bardzo szybki rozwój hi-tech. W 2040 roku większość problemów zostanie rozwiązana dzięki postępowi technologicznemu: zwiększy się poziom automatyzacji i robotyzacji, możliwe będzie przejście z węgla na tańsze odnawialne źródła energii, co przyczyni się do spadku cen za prąd.

W takich realiach logistyka będzie jedną z podstaw dla globalnej gospodarki. Konsumenci będą oczekiwać, że ich zakupy zostaną dostarczone do dokładnego miejsca i w dokładnie takim czasie, w jakim chcą je otrzymać (dostawa just-in-time i door-to-door), a logistyka – żeby tym wymaganiom sprostać – będzie korzystać z autonomicznych środków transportu dalekobieżnego (ciężarówki, pociągi, hyperloop i samoloty), w pełni zautomatyzowanych magazynów oraz dronów, kompaktowych samochodów elektrycznych i robotów dostawczych. Czynnikiem przesądzającym o konkurencyjności firm logistycznych będą natomiast wysokie technologie, własne algorytmy SI i autonomiczne technologie nawigacyjne.

– W tym scenariuszu w ciągu ostatnich 20 lat logistyka – podobnie jak inne branże – stała się neutralna pod względem emisji dwutlenku węgla i przyjazna dla środowiska. Wszystkie systemy transportowe opierają się na energii elektrycznej pozyskiwanej z czystych, odnawialnych źródeł energii. Zdecydowana większość budynków magazynowych w UE jest pozytywna energetycznie, a pozostałe nieliczne są odbiorcami energii netto o zerowym bilansie energetycznym. Jednak jeszcze ważniejsze jest to, że wysoce zautomatyzowane operacje logistyczne just-in-time umożliwiły skuteczną zbiórkę odpadów, zarządzanie nimi, ich ponowne wykorzystanie i recykling – podkreśla Kacper Nosarzewski.

Na kwestiach środowiskowych opiera się też drugi scenariusz, który zakłada, że w 2040 roku gospodarka i społeczeństwo będą podporządkowane dekarbonizacji i walce ze zmianami klimatycznymi. W takim modelu logistyka odegra decydującą rolę w umożliwieniu swoim klientom osiągnięcia neutralności klimatycznej, która jest warunkiem dostępu do rynków zbytu państw rozwiniętych.

– Posiadając kontrolę nad zrównoważonymi środkami transportu i rozbudowaną sieć kontaktów z lokalnymi dostawcami, korporacje logistyczne w 2040 roku oferują swoim klientom usługi doradcze w zakresie zrównoważonego rozwoju operacyjnego i projektowania łańcucha dostaw. Co więcej, są one w stanie zapewnić dostęp do europejskich rynków lokalnych dzięki platformom współpracy i sprzedaży producentów, za które są odpowiedzialne – prognozuje Daniel Franke.

– Sektor logistyczny w Europie w 2040 roku jest przyjazny dla środowiska. Logistyka zeroemisyjna została niemalże osiągnięta dzięki nowym sposobom transportu i znacznemu obniżeniu skali tradycyjnych operacji logistycznych wymuszonych przez nowy paradygmat ekonomiczny i przepisy. Większość budynków magazynowych jest neutralna pod względem emisji CO2, a pozostała flota pojazdów dostawczych większości operatorów – używanych w mniejszych miastach i na wsi – składa się z samochodów ciężarowych, które wykorzystują energię elektryczną lub wodór jako paliwo – dodaje partner w 4CF Strategic Foresight.

Ostatni, najbardziej pesymistyczny scenariusz dla branży zakłada przedłużającą się recesję po kryzysie wywołanym obecną pandemią, zwiększenie protekcjonizmu w odpowiedzi na zawirowania gospodarcze i polityczne, wynikający z niego stosunkowo powolny rozwój technologiczny, częste klęski żywiołowe wywołane globalnym ociepleniem i rosnące nierówności społeczne.

– W tym scenariuszu świat w 2040 roku jest podzielony, nierówny, nękany przez kryzysy gospodarcze i borykający się z poważnymi konsekwencjami globalnego ocieplenia – wskazuje managing director w FM Logistic Central Europe. – Warunki te okazały się szczególnie niekorzystne dla firm logistycznych działających w Europie. Doświadczały one eskalacji kosztów prowadzenia działalności ze względu na niespełniające wymogów rozwiązania IoT stosowane w różnych krajach członkowskich. W takim scenariuszu autonomiczne pojazdy odpowiednie do działania na jednym rynku mogły nie funkcjonować lub nawet zostać zakazane w krajach sąsiednich. Zróżnicowane systemy operacyjne i platformy dystrybucyjne sprawiły, że obsługa przesyłek wewnątrzeuropejskich stała się prawdziwym wyzwaniem.

Eksperci FM Logistic i 4CF Strategic Foresight prognozują, że takie realia będą wymagać od firm logistycznych stworzenia całkiem nowych modeli biznesowych. Kluczowymi czynnikami budującymi ich przewagę konkurencyjną będą własność infrastruktury transportowej i koncesji, własność obiektów magazynowych oraz umiejętności marketingowe i optymalizacyjne.

– W takim scenariuszu tylko najlepsi operatorzy logistyczni, którzy dzięki wysokiej optymalizacji i sile przebicia są w stanie uzyskać kluczowe koncesje na więcej niż jednym rynku krajowym, dają partnerom możliwość prowadzenia działalności na skalę międzynarodową zbliżoną do tego, co dawniej nazywano po prostu dostawą towarów na rynku wewnętrznym UE – wyjaśnia Kacper Nosarzewski.

 

Pełna wersja raportu „Logistyka 2040” znajduje się na stronie: https://info.fmlogistic.com/Logistyka_2040

Dwie trzecie właścicieli spółek komandytowych rozważa zmianę formy działalności. To efekt wprowadzanego w przyszłym roku opodatkowania CIT

Dla 73 tys. polskich przedsiębiorców objęcie podatkiem CIT spółek komandytowych będzie oznaczało wzrost obciążeń podatkowych. Dlatego blisko 28 proc. przedsiębiorców współwłaścicieli rozważa zamknięcie biznesu, a prawie 66 proc. zmianę formy działalności – wynika z ankiety przeprowadzonej przez InfoCredit, CRIDO oraz ZPP. – Przekształcenie spółki nie musi oznaczać utraty dotacji z tarczy finansowej PFR, ale rekomendujemy, by decyzja o przekształceniu była ostatecznością – radzi radca prawny Piotr Aleksiejuk.

Zgodnie z ustawą podpisaną przez prezydenta Andrzeja Dudę 30 listopada br. od nowego roku spółki komandytowe staną się płatnikami CIT. Ich wspólnicy będą mogli podjąć decyzję o tym, żeby przesunąć ten obowiązek na maj 2021 roku.

– W związku z nowelizacją dotyczącą opodatkowania spółek komandytowych CIT-em pojawia się wiele różnych koncepcji co do przyjęcia formy prawnej przez te spółki. Natomiast decyzja o tym, czy przekształcić ją w inną spółkę osobową, np. jawną, czy też w kapitałową spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, powinna być podjęta na podstawie właściwej analizy. Sam proces przekształcenia jest już etapem finalnych decyzji – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Aleksiejuk, radca prawny, partner zarządzający w Kancelarii Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy.

Będą one musiały płacić podatek od uzyskanych dochodów na takich samych zasadach jak spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, akcyjne czy komandytowo-akcyjne (stawka 9 lub 19 proc., jeżeli przychód spółki przekracza 2 mln euro). Oznacza to, że właściciele spółek komandytowych zostaną podwójnie opodatkowani, bo płacą już podatek od osób fizycznych. Zgodnie z przepisami wspólnikom – komplementariuszom i komandytariuszom – będą przysługiwały preferencje związane z obniżeniem podatku.

Zdaniem przedsiębiorców ankietowanych przez InfoCredit we współpracy z CRIDO oraz Związkiem Przedsiębiorców i Pracodawców dalsze prowadzenie biznesu w formie spółki komandytowej przestaje mieć rację bytu. Obawiają się oni spadku konkurencyjności wobec innych podmiotów, zmniejszenia możliwości inwestowania i zatrudniania. Blisko 66 proc. rozważa zmianę formy działalności gospodarczej.

– Najprostszym rozwiązaniem jest przekształcenie w spółkę jawną, bo jest to spółka transparentna podatkowo i utrzymuje opodatkowanie takie jak w przypadku spółek komandytowych. Natomiast należy mieć na uwadze, że spółka jawna niesie za sobą wiele innych ryzyk, które spółka komandytowa eliminuje. Nie mamy też pewności, czy ustawodawca w następnym roku nie rozszerzy swojego projektu i przykładowo nie obejmie opodatkowaniem CIT-em spółek jawnych – mówi partner zarządzający w Kancelarii Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy.

Nowelizacja przepisów nałożyła obowiązek płacenia CIT-u na spółki jawne o nieujawnionych wspólnikach.

Innym rozwiązaniem może być przekształcenie spółki komandytowej w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, a następnie podział na kilka mniejszych spółek, albo podział spółki komandytowej na mniejsze podmioty. Nie pozwoli to co prawda na całkowite uniknięcie płacenia CIT-u, ale umożliwi jego obniżenie do 9 proc. zamiast 19 proc.

– Z przekształceniem wiąże się informowanie kontrahentów. Często ma to również reperkusje w umowach finansowych. Choć mamy sukcesję uniwersalną, czyli wszystkie prawa i obowiązki przechodzą z mocy prawa, to wiele umów indywidualnych wymaga również uzyskania zgód, akredytyw oraz innych czynności faktycznych – przekonuje radca prawny.

Jak podkreśla, przekształcenie spółki komandytowej nie pozbawi jej prawa do otrzymanych wcześniej subwencji z Polskiego Funduszu Rozwoju w ramach tarczy finansowej.

– Wszelkie zmiany mogące wpływać na projekt wymagają akceptacji PFR-u. Natomiast pojawiło się oficjalne stanowisko funduszu, że przekształcenia nie wymagają uprzedniej zgody. Aby jednak zachować transparentność i profesjonalizm, rekomendujemy, żeby przed przekształceniem wystąpić z pismem informacyjnym do PFR-u – mówi Piotr Aleksiejuk.

W przypadku dużych przedsiębiorstw, które uzyskały pożyczki preferencyjne, umowy co do zasady przewidują, że powinny one uzyskać zgodę na przeprowadzenie reorganizacji – przekształcenia, połączenia czy podziału.

– Artykuł 553 kodeksu spółek handlowych i kolejne stanowią, że mamy tu do czynienia z kontynuacją praw i obowiązków. Aby jednak nie mieć później reperkusji, również duże spółki powinny wystąpić z takim pismem informacyjnym i sprawdzić, czy przedstawiciele PFR-u nie mają zastrzeżeń do dokonanej czynności – ocenia partner zarządzający w Kancelarii Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy.

Pandemia zmieniła postrzeganie zmian klimatu i ich skutków. Do walki z nimi potrzebne jest zaangażowanie nie tylko polityków, ale też całych społeczeństw

Zdaniem ponad 70 proc. badanych w długoterminowej perspektywie zmiany klimatu są tak samo poważnym kryzysem jak COVID-19. Pandemia wpłynęła na postrzeganie kwestii klimatycznych i ich wpływu na jakość życia i zdrowia. Jednocześnie pokazała też, że systemy społeczne, gospodarcze i polityczne nie są zaprojektowane tak, aby umożliwić odpowiednią reakcję na tego typu zagrożenia. Przykładem mogą być globalne łańcuchy dostaw, które zostały zerwane przez zamknięcie granic. – Konieczne są systemowe innowacje, opracowane przy wspólnym zaangażowaniu polityków, przedsiębiorców i obywateli – mówi Aneta Skubida z EIT Climate-KIC. Projekty Deep Demonstrations, które są oparte na takim podejściu,  wdrażane są w kilkunastu najbardziej innowacyjnych i odważnych europejskich miastach – w tym w Rybniku.

– Pandemia wpłynęła na postrzeganie zmian klimatu. Sprawiła, że uświadomiliśmy sobie w dużo większym stopniu, iż te niewidoczne zagrożenia jak najbardziej istnieją i mogą być bardzo dotkliwe. Przykładem mogą być pogłębione badania społeczne, tzw. deep listening, w ramach projektu Rybnik 360, z których wynika, że mieszkańcy są dużo bardziej skłonni podejmować działania związane z niewidocznymi zagrożeniami – mówi agencji Newseria Biznes Aneta Skubida, system innovation design manager CEE w EIT Climate-KIC. – Zauważyliśmy, jak olbrzymi wpływ mogą mieć zagrożenia  niedostrzegalne gołym okiem, a które mogą być dla nas dotkliwe tak jak pandemia. Taki wpływ ma właśnie kryzys klimatyczny.

Z sondażu Ipsos przeprowadzonego w 14 krajach wynika, że zdaniem ​​71 proc. dorosłych na świecie w długoterminowej perspektywie zmiany klimatu są tak poważnym kryzysem jak COVID-19. Blisko 40 proc. wymienia je jako jeden z trzech najważniejszych problemów środowiskowych. Ankietowani wyrazili szerokie poparcie dla działań rządów skierowanych na walkę ze spowolnieniem gospodarczym właśnie poprzez inwestycje prośrodowiskowe.

Pandemia udowodniła też, że zmiana naszego trybu życia w znaczący sposób przekłada się na poprawę klimatu. Międzynarodowa Agencja Energetyczna ocenia, że w wyniku pandemii koronawirusa globalne zapotrzebowanie na energię w całym 2020 roku spadnie o ok. 5 proc., a emisje CO2 związane z energią będą o ok. 7 proc. mniejsze. Spadek o 2,4 gigaton przywrócił zaś roczną emisję dwutlenku węgla do stanu sprzed dekady.

– Pandemia pokazała, że systemy, w których funkcjonujemy: społeczne, gospodarcze czy polityczne, nie są zaprojektowane w taki sposób, który umożliwia nam reagowanie na tego typu zagrożenia. Dlatego właśnie potrzebne są zmiany na poziomie wszystkich tych systemów – ocenia ekspertka z EIT Climate-KIC.

Sposobem na walkę ze zmianami klimatycznymi mogą być takie projekty jak Deep Demonstrations EIT Climate-KIC. To innowacje systemowe, które mają pomóc Europie w zielonej transformacji. Organizacja współpracuje z 15 europejskimi miastami, aby zaprojektować takie rozwiązania, które mogą odblokować głęboką zmianę we wszystkich systemach miejskich – transformację, która będzie odpowiedzią na współczesne wyzwania.

– Posługujemy się specjalną metodologią przygotowaną przez naszych ekspertów. Jest ona celowo zaprojektowana w taki sposób, by dostosować się do specyfiki danego miejsca. Jest to podejście „szyte na miarę” – nie ma tu mowy o podejściu jednakowym dla wszystkich – wskazuje Aneta Skubida. – Opieramy się na myśleniu systemowym. Postrzegamy miasto jako całość. Za pomocą badań i analiz – w tym specjalnej metody tzw. deep listening – mapowań, foresightu strategicznego, dziesiątek warsztatów i setek rozmów z mieszkańcami i interesariuszami Rybnika, a także z Urzędem Miasta przygotowaliśmy propozycję kluczowych dla Rybnika interwencji. To taka miejska akupunktura, trafiająca precyzyjnie w punkty, które uzdrowią system – w odróżnieniu od nieskoordynowanych interwencji na chybił trafił.

Projekt wykorzystuje innowacje społeczne. To właśnie sami mieszkańcy, instytucje pozarządowe i przedsiębiorcy określają potencjał miasta, jego słabe i mocne strony i w ten sposób wskazują kierunki zmian. Dzięki temu organizacja ma nadzieję na wspólne wypracowanie nowej wizji miasta.

– Drugim filarem innowacji systemowych jest silny udział społeczeństwa, kokreacja. To głębokie wsłuchanie się w tych, którzy tworzą miasto, i w ich potrzeby. Z drugiej strony to też zaproszenie do procesu tworzenia rozwiązań, parametrów tych rozwiązań, a później do ich wspólnego wdrażania – wskazuje ekspertka.

Przy wykorzystaniu metody deep listening w projekcie mapuje się system miejski i weryfikuje zależności między różnymi obszarami. W ten sposób można znaleźć rozwiązania, które będą jednocześnie oddziaływać na cały system. Podobne podejście do tworzenia  innowacyjnych rozwiązań zastosowano m.in. w Amsterdamie, Edynburgu, Madrycie, Mediolanie czy Wiedniu.

– W Rybniku  jednym z kluczowych wyzwań jest problem smogu. Jest to pochodna wielu elementów, które nie działają we właściwy sposób w mieście, np. to, że wielu mieszkańców nie jest w stanie sobie uświadomić, jak dużym zagrożeniem dla życia i zdrowia ich samych jest zanieczyszczenie powietrza, ale też jak bardzo rzutuje ono na rozwój całego miasta, np. na przyciąganie inwestorów – zaznacza Aneta Skubida. – Z drugiej strony Rybnik jest idealnym  miejscem pilotażowego wdrażania innowacyjnych rozwiązań, które pozwolą jak najszybciej uporać się z wyzwaniem. Solidna baza stworzona przez projekt Rybnik 360, ale też widoczność miasta, to, że często się o nim mówi i pisze, sprawia, że zmiana tu będzie zauważona przez całą Polskę, to może niczym magnes przyciągać najtęższe umysły i stać się katalizatorem dalszych zmian.

Długofalowy projekt jest nastawiony na wydobycie potencjału miasta oraz całego regionu i zapewnienie jego lepszej przyszłości. Ma to być możliwe dzięki równoczesnemu wdrożeniu bardzo celowo zaprojektowanych i połączonych innowacji w różnych wymiarach (tzw. portfolio): gospodarczym, społecznym, politycznym, technologicznym, prawnym czy finansowym.

– Standardowo w organizacjach różnego typu różne departamenty wykonują dużą pracę, ale w oderwaniu od siebie. Dlatego bywa tak, że robią rzeczy, które de facto są przeciwstawne, albo – w najlepszym wypadku – nie powstaje  efekt synergii. Tak samo często funkcjonują samorządy, w oderwaniu od mieszkańców i innych interesariuszy, takich jak  biznes, organizacje pozarządowe czy świat nauki. Jednym z naszych głównych zadań jest łączenie, tworzenie ekosystemów, szerokich sieci współpracy, wspólnej wizji miasta, bo tylko wtedy uda nam się zaprojektować dobre miejsca do życia i wspólnie realizować tę wizję – podkreśla ekspertka z EIT Climate-KIC.

Za pomocą projektu Rybnik 360, finansowanego przez EIT Climate-KIC, śląskie miasto chce przetransformować się pod względem energetycznym, ekonomicznym i społecznym, osiągając neutralność klimatyczną i zapewniając dobrobyt mieszkańcom.  Urzędnicy rozmawiają już z nowymi inwestorami ze Skandynawii, działającymi w obszarze czystych technologii, m.in. producentem dachów fotowoltaicznych, a także producentem samochodów elektrycznych. Dzięki metodzie Deep Demonstrations Rybnik, we współpracy ze wszystkimi, którzy tworzą miasto, ale też z zewnętrznymi ekspertami, projektuje strategię i konkretne interwencje, które pozwolą na osiągnięcie stawianego sobie celu.

Jak podkreśla Aneta Skubida, transformacja całych miast czy regionów to jedyna skuteczna droga, by powstrzymać zmiany klimatyczne na szeroką skalę. Z drugiej strony miasta odporne klimatycznie będą dużo lepiej przygotowane na kolejne epidemie.

Owocowe czwartki schodzą na drugi plan. W dobie koronawirusa firmy oferują konsultacje z psychologiem i wsparcie w opiece nad dziećmi

– Pracownicy częściej niż kiedykolwiek doświadczają stresów związanych z pandemią, pracą zdalną, opieką nad dziećmi i potrzebują wsparcia psychologicznego – mówi Joanna Kotzian, współzałożycielka Well.hr. Dlatego też programy wellbeingowe w firmach w dobie koronawirusa koncentrują się na innych kwestiach niż do tej pory, ale są tak samo ważne dla pracowników, a nawet ważniejsze niż kiedykolwiek. Firmy wciąż inwestują w benefity, ale inaczej – organizują konsultacje z psychologiem, wsparcie w zdalnym nauczaniu, a zdrowe przekąski wysyłają pracownikom do domu.

– Pandemia koronawirusa przesunęła akcenty w programach benefitów dla pracowników na zupełnie inne kwestie. Nagle okazało się, że pewnych działań obszaru wellbeingu nie da się zrealizować, np. nie ma możliwości zorganizowania owocowych czwartków w biurze, pracownicy nie mogą korzystać z kart sportowych. Jednak firmy wciąż inwestują w wellbeing, nawet bardziej niż wcześniej, bo zdają sobie sprawę, że ze względu na stres związany z pandemią ich pracownicy potrzebują wsparcia – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Joanna Kotzian.

W dobie koronawirusa okazało się, że pracownicy najbardziej potrzebują wsparcia psychologicznego, bo muszą sobie radzić z własnymi lękami o zdrowie swoje i najbliższych, uporać się z frustracją, która wynika np. z trudności w miejscu pracy, ograniczonych aktywności, łączenia pracy zdalnej z opieką nad dziećmi. Jak wynika z badania ARC Rynek i Opinia dla marki Kneipp, u ponad połowy Polaków poziom stresu wzrósł w czasie pandemii. Co trzeci wiąże z tym nasilenie się swoich dolegliwości takich jak bóle pleców, problemy z zasypianiem czy przybieranie na wadze. Blisko połowa badanych deklaruje, że koronawirus negatywnie wpłynął na ich samopoczucie.

 To sprawiło, że nagle opieka psychologiczna stała się popularnym benefitem pracowniczym. Mam na myśli wsparcie psychologa, psychoterapeuty lub coacha świadczone nie tylko pracownikom, ale także członkom ich rodzin – uściśla współzałożycielka Well.hr.

Wellbeing był popularny jeszcze przed pandemią. W 2018 roku został w badaniach Deloitte uznany za najlepszą inwestycję w obszarze HR. Świadomość firm w tym obszarze w ostatnich latach bardzo wzrosła. Przed pandemią ponad 50 proc. z nich zapowiadało tego rodzaju inwestycje.

– Wtedy organizacje stawiały na aktywność sportową, inwestowały w zdrowie pracowników, teraz realizowane są inne projekty, np. badania kondycji psychicznej pracowników, dostarczanie im online ćwiczeń po to, żeby zapewnić im pewną aktywność fizyczną. Część firm dostarcza pracownikom zdrowe przekąski do domów – wymienia ekspertka.

Kolejna kwestia to pomoc pracownikom w opiece nad dziećmi. Jak wynika z raportu Nationale-Nederlanden „Rodzina przyszłości”, prawie 40 proc. rodziców pracujących z domu ma trudności z łączeniem obowiązków zawodowych z zajmowaniem się dziećmi. Blisko połowa przyznaje, że nie czuje się kompetentna, by wspierać ich edukację zdalną.

– Wsparcie rodziców w opiece nad dziećmi, dostarczenie dzieciom różnych propozycji spędzania czasu w domu oraz pomoc w zdalnym nauczaniu to działania, na które postawiła część najlepszych pracodawców – dodaje Joanna Kotzian.

Jej zdaniem programy wellbeingowe realizowane w pandemii świadczą o tym, w jaki sposób pracodawcy uporali się z obecną, trudną sytuacją. To bardzo istotna kwestia dla osób zatrudnionych. Już dwa lata temu w badaniach CBRE 80 proc. respondentów przyznało, że oferta firmy w zakresie dbałości o dobre samopoczucie pracowników będzie czynnikiem decydującym przy podjęciu decyzji o zatrudnieniu.

Myślę, że pracownicy podchodzą świadomie do działań pracodawców i  coraz bardziej doceniają ich wysiłki, choć ich priorytety zmieniają się pod wpływem sytuacji rynkowej. Bardzo ważne staje się obecnie bezpieczeństwo zatrudnienia i jeśli firma je oferuje, to owocowe czwartki stają się mniej istotne. Ważniejsze będzie poczucie, że w trudnej sytuacji firma o nich zadba – podkreśla współzałożycielka Well.hr.

Spowolnienie gospodarcze to czas, kiedy firmy uważnie przyglądają się swoim wydatkom. Nie powinno to jednak wpłynąć na redukcję programów wellbeingowych. Da się je realizować nawet bezkosztowo. Żeby inwestycja w taki program była trafiona, firmy i ich działy HR powinny najpierw rozeznać się w potrzebach pracowników.

 Każda firma, bez względu na wielkość i budżet, jakim dysponuje, może wdrażać różnego rodzaju działania z obszaru wellbeing. Mniejsze firmy mogą podjąć we własnym zakresie działania, które sprawią, że pracownicy poczują się lepiej, np. zapewnić właściwą komunikację, poczucie bezpieczeństwa oraz częstsze kontakty z przełożonym czy kolegami, niekoniecznie tylko w kwestiach związanych z pracą. Mam na myśli stworzenie takiego środowiska, które będzie przyjazne mimo pandemii, które pozwoli dać wsparcie i sprawi, że ludzie poczują się lepiej – zauważa Joanna Kotzian.

Dzikie wysypiska zastępują legalne składowiska. To olbrzymie zagrożenie dla środowiska

Proces unieszkodliwiania odpadów – w dobie systematycznego wzrostu ilości wytwarzanych śmieci – wymaga kompleksowego podejścia. Tymczasem w polskim systemie z roku na rok spada liczba funkcjonujących składowisk. Problemem są również pojawiające się jak grzyby po deszczu dzikie wysypiska i niedobory nowoczesnych spalarni, umożliwiających odzysk energii.

Informacje dotyczące odpadów nie są optymistyczne. Jak pokazują dane Głównego Urzędu Statystycznego, Polacy produkują ich coraz więcej. Przeciętny mieszkaniec naszego kraju w 2019 r. wytworzył aż 332 kg śmieci. Problemem jest nie tylko stały trend wzrostowy, ale także skala. Jeszcze pięć lat temu na jedną osobę przypadały 283 kg odpadów (aż o 49 kg mniej).

Najnowsze dane powinny niepokoić nas wszystkich. Śmieci przybywa, a liczba składowisk z każdym kolejnym rokiem się zmniejsza. I to w bardzo szybkim tempie. Na przestrzeni lat 2015-2019 w Polsce zamknięta została co piąta tego typu instalacja. Dodatkowo, należy pamiętać o tym, że w 2020 r. statystyki dotyczące produkcji odpadków mogą być znów rekordowe. Pandemia COVID-19 spowodowała znacznie wyższe zużycie środków ochrony osobistej i dezynfekcyjnych, wymagających unieszkodliwienia – mówi Felice Scoccimarro, prezes Amest Otwock Sp. z o.o.

Nic w przyrodzie nie ginie?

Spadek liczby legalnie funkcjonujących składowisk, działających w ramach restrykcyjnych przepisów i z poszanowaniem środowiska naturalnego, skorelowany jest z pojawianiem się kolejnych dzikich wysypisk, które zagrażają przyrodzie. Jak podaje GUS, na koniec 2019 r. działało aż 1868 tego typu obiektów. To o 261 więcej niż rok wcześniej. Porażająca jest również powierzchnia zajmowana przez nielegalne śmietniska – ponad 197 ha (stan na 31 grudnia 2019 r.). Dla porównania, jest to obszar równy około 280 boiskom do piłki nożnej.

Ilość odpadów, które trzeba unieszkodliwić, rośnie z roku na rok. W połączeniu z coraz wyższymi opłatami za wywóz śmieci, sprawia to, że niestety niektórzy ulegają pokusie pozbycia się „za darmo” zanieczyszczeń w pobliskim lesie bądź domowym kominku. Biorąc pod uwagę statystyki, części osób nie odstraszają nawet ewentualne kary. Tymczasem trzeba pamiętać, że konsekwencje takiego działania są bardzo dotkliwe. To m.in. niebezpieczeństwo zachwiania funkcjonowania całego lokalnego ekosystemu, zagrażające wielu gatunkom roślin i zwierząt – tłumaczy Maciej Kłos z firmy doradczej BCO Poland.

Organizowanie dzikich wysypisk to także wymierne straty finansowe, które ponoszą wszyscy Polacy. Zgodnie z wyliczeniami Lasów Państwowych, każdego roku na uprzątniecie lasów wydawanych jest około 20 mln złotych.

Potrzebne kompleksowe rozwiązania

Jedną z recept na obecny stan rzeczy jest rozbudowa systemu wyspecjalizowanych spalarni, dzięki którym możliwe będzie nie tylko unieszkodliwianie odpadów, ale także odzyskiwanie energii – cieplnej bądź elektrycznej. Jednym z liderów tego procesu jest Dania, gdzie ponad połowa zebranych śmieci trafia do takich obiektów. O ich bezpieczeństwie może świadczyć fakt, że duży zakład znajduje się w samej stolicy. Spalarnia w Kopenhadze może rocznie przetworzyć nawet 400 000 ton odpadów, a sama służy również mieszkańcom jako stok narciarski.

W Polsce funkcjonuje zaledwie kilka nowoczesnych spalarni, których wydajność jest znacznie mniejsza nić chociażby wspomnianej Amager Bakke. Niedawno jednak pojawił się promyk nadziei. Podpisana została umowa na modernizację istniejącego obiektu w Warszawie. Po rozbudowie ma on unieszkodliwiać w ciągu roku ponad 300 000 ton odpadów, czyli około 30 proc. odpadów produkowanych w naszej stolicy.