Baterie przyszłości będą czyste i ładowane w ciągu kilku minut. Nadchodzi rewolucja w branży mobilnej i samochodowej

Przestarzałe systemy zasilania bateryjnego są jednym z największych problemów, z którymi zmaga się obecnie cała branża technologiczna. Klasyczne ogniwa litowo-jonowe nie są w stanie sprostać wyzwaniom, jakie stawiają im zarówno współczesne urządzenia mobilne, jak i pojazdy elektryczne. Rozwiązaniem problemów branży mogą okazać się ogniwa nowej generacji o większej gęstości oraz wyższej żywotności. Polskie Impact Clean Power Technology wyrasta na jednego z liderów tego sektora globalnej gospodarki.

– W Impact oferujemy najnowsze na świecie rozwiązania, jeżeli chodzi o gęstość energii, moc i szybkość ładowania. Mamy dwa kierunki rozwoju, pierwszy to poprawianie gęstości energii w istniejących ogniwach, aby wyprodukować w tej samej objętości i masie ogniwo o większej pojemności, co się przekłada na zasięg pojazdu. Zasięgi w samochodach elektrycznych jeszcze nie są wystarczające, nie możemy przejechać 800900 km tak jak w przypadku samochodów spalinowych, ale tę drogę już widzimy w przyszłości – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Bartłomiej Kras, prezes zarządu Impact Clean Power Technology.

Jedną z najświeższych technologii, które mogą przyspieszyć rozwój tej perspektywicznej branży, jest nowy system bateryjny UVES Energy GEN 2 wykonany w technologii NMC o 30 proc. większym zagęszczeniu energii niż konkurencyjne rozwiązania. Wykorzystanie go do produkcji pojazdów elektrycznych może obniżyć koszty ich eksploatacji oraz zauważalnie zwiększyć zasięg efektywny. Firma opracowała także system bateryjny wysokiej gęstości mocy, UVES Power GEN 2. Według inżynierów nowa technologia pozwoli obciążyć baterię mocą wyższą nawet o 60 proc. niż uprzednio stosowane rozwiązania. Dzięki temu ogniwa te sprawdzą się do konstruowania najbardziej wymagających pojazdów o dużym zapotrzebowaniu na energię elektryczną.

– Drugim typem rozwoju jest utechnologicznienie ogniw poprzez pozbycie się materiałów ziem rzadkich. Dzisiaj pierwiastki trudno dostępne jak kobalt muszą wystąpić w ogniwach, żeby zapewnić ich parametry. Pracujemy nad następnymi generacjami ogniw, które pojawią się na rynku w okresie pięciuośmiu lat, które będą miały wysoką gęstość energii, ale bez tych trudnych pierwiastków. Pracujemy również nad ogniwami z bezpieczniejszymi elektrolitem stałym, już nie będzie lotnych frakcji, których opary są palne. Baterie z elektrolitem stałym w kolejnym 10-leciu przejmą pałeczkę od obecnych litowo-jonowych – przekonuje ekspert.

W prace nad stworzeniem ogniw o wyższej sprawności zaangażowały się firmy z całego świata, w tym m.in. inżynierowie Xiaomi, którzy eksperymentują z ultrawydajnymi ładowarkami na potrzeby sektora mobilnego. Chińska korporacja zaprezentowała w październiku bezprzewodową ładowarkę o mocy 80 W zdolną do naładowania telefonu w niespełna 20 minut.

Jak się okazuje, równie efektywne czasy ładowania można wypracować w sektorze elektromobilności. Pod koniec 2019 roku uczeni z Electrochemical Engine Center na Pennsylvania State University opracowali innowacyjny akumulator samochodowy, który rozgrzewa się, aby drastycznie przyspieszyć tempo ładowania. Na łamach magazynu „Joule” zespół naukowców pracujących nad tym projektem wykazał, że stosując system bateryjny tego typu, można skrócić czas ładowania ogniw do 10 minut, które pozwolą na przejechanie od 300 do 450 km. Wstępne testy wykazały, że nowe akumulatory charakteryzują się żywotnością rzędu 2500 cykli i wdrożenie ich na szeroką skalę mogłoby gwałtownie przyspieszyć rozwój sektora prywatnych pojazdów elektrycznych. Baterie tego typu pozwoliłyby przejechać nawet do 800 tys. km, zanim należałoby je wymienić.

Podobne technologie są już dostępne, jednak na razie nie na rynku komercyjnym.

– W bateriach szybko ładowanych stosujemy ogniwa litowo-tytanowe, niedostępne dla aplikacji konsumenckich. To specyficzne ogniwo, z którym pracujemy ponad sześć lat, umożliwia szybkie naładowanie w ciągu pojedynczych minut. Ono ma również swoje ograniczenia, jest trochę cięższe, ale jego żywotność jest dla odmiany bardzo długa. System bateryjny oparty na ogniwach tytanowych może przeżyć między 12 a 15 lat w pojeździe, czyli tyle, ile wymaga od niego cała żywotność autobusu – wyjaśnia Bartłomiej Kras.

Według analityków z firmy Verified Market Research wartość globalnego rynku baterii dla pojazdów elektrycznych w 2019 roku wyniosła 48,19 mld dol. Przewiduje się, że do 2027 roku wzrośnie do 71,74 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5,5 proc.

Co piąty uraz u piłkarzy jest spowodowany uderzeniami piłki głową. Nowe badania pokazują, że ryzyko kontuzji można zmniejszyć nawet o 20 proc.

Nawet co piąty uraz u piłkarzy może być spowodowany przez uderzenie piłki głową. – Jeśli piłka ma zbyt wysokie ciśnienie, jest zbyt mokra lub jedno i drugie, w rzeczywistości zamienia się w broń. Główkowanie taką piłką to jak uderzanie w mur – przekonuje Eric Nauman z Uniwersytetu Purdue. Badanie przeprowadzone przez naukowców wykazało, że nadmuchiwanie piłek do ciśnień na dolnym końcu zakresów może zmniejszyć siły związane z potencjalnym urazem głowy o 20 proc.

W ciągu ostatnich kilku lat wiele uwagi poświęcono znaczeniu i konsekwencjom urazów głowy w sporcie. Naukowcy z Purdue University twierdzą, że nawet 22 proc. kontuzji lub wstrząsów mózgu podczas gry w piłkę nożną jest wynikiem używania przez graczy głowy do zagrywania piłką. Im bardziej nasiąknięta wodą i cięższa, tym większe jest ryzyko kontuzji. Badania pokazują, że zawodowi piłkarze zagrywają piłkę głową około 12 razy podczas jednego meczu i ok. 800 razy w ciągu całego sezonu. Choć prędkość piłki ma największy wpływ na siłę jej uderzenia, łatwiej kontrolować jej ciśnienie powietrza i poziom wchłaniania wody.

– Nie można kontrolować tego, jak mocno piłkarz kopie piłkę. Są jednak inne sposoby, aby zmniejszyć te siły i nadal móc grać swobodnie w piłkę – przekonuje Eric Nauman, profesor inżynierii mechanicznej i podstawowych nauk medycznych na Uniwersytecie Purdue w Indianie.

FIFA czy NCAA już regulują ciśnienie piłki, jej rozmiar, masę i wchłanianie wody na początku meczu, ale laboratorium Naumana jako pierwsze przeprowadziło badanie, które ocenia wpływ każdego z tych czynników na potencjalne zmiany neurofizjologiczne. Z eksperymentu jednoznacznie wynika, że nadmuchiwanie piłek do ciśnień na dolnym końcu zakresów może zmniejszyć siły związane z potencjalnym urazem głowy o blisko 20 proc.

– Przeprowadziliśmy bardzo prosty eksperyment. Do tej pory nie było zbyt wielu danych dotyczących tych zagadnień, a ich brak to ogromny problem – wskazuje Eric Nauman.

W tym badaniu w jego laboratorium przetestowano trzy rozmiary piłek poprzez kopnięcie ich w płytkę siłową. Obejmowało ono 50 prób dla każdego rozmiaru piłki przy czterech różnych ciśnieniach, w zakresie 4–16 psi. Zakres ten obejmuje ciśnienia poniżej standardowych specyfikacji produkcyjnych i bliskie limitowi przepisów FIFA.

Aby przetestować wchłanianie wody, naukowcy zanurzali piłkę w każdym rozmiarze na 90 minut, czyli regulaminowy czas meczu. Ważyli i obracali każdą kulkę co 15 minut. Badanie wykazało, że zmniejszenie ciśnienia i ograniczenie wchłaniania wody miało największe znaczenie dla wszystkich trzech rozmiarów piłek.

– Nasze badanie rzuca nowe światło na kwestię tego, jak może zmieniać się waga i siła uderzenia piłki w różnych warunkach. Organy zarządzające sportem i producenci mogą wykorzystać te badania, aby jeszcze bardziej zmniejszyć ryzyko trwałego uszkodzenia funkcjonalnego lub strukturalnego mózgu w wyniku uderzeń głowy podczas gry w piłkę nożną – wskazuje Francis Shen, profesor prawa na Uniwersytecie Minnesoty.

Część organizacji sportowych już zmieniła zasady gry lub uznała za niedopuszczalne niektóre zagrania. Wszystko po to, by zwiększyć bezpieczeństwo. Przykładem może być liga NFL, gdzie wprowadzono zmiany zasad wykopu piłki. W 2018 roku ograniczenia te spowodowały 35-proc. spadek kontuzji podczas rozgrywek rozpoczynających grę w porównaniu z sezonem 2017.

– Istnieje wiele przykładów w sporcie, gdzie organizacje zmieniły zasady, aby gra była bezpieczniejsza. To nowe badanie wskazuje potrzebę wprowadzenia dalszych zmian na rzecz bezpieczniejszego sprzętu i rozgrywki – twierdzi Francis Shen.

Zablokowanie unijnego budżetu będzie miało katastrofalne skutki dla Polski

  • Jutro rozpoczyna się szczyt Unii Europejskiej, na którym zapadną decyzje dotyczące budżetu na lata 2021-2027. Liczymy, że dojdzie do porozumienia i Polska oraz Węgry nie zgłoszą weta.
  • Polska wetując budżet UE mogłaby stracić nawet 27,8 mld euro w formie grantów. Trwająca od tygodni dyskusja o wecie i pryncypiach praworządności już pogorszyła wizerunek naszego kraju, zaszkodziła przedsiębiorcom i finansom publicznym – uważa Konfederacja Lewiatan.

Rada Przedsiębiorczości, do której należą największe organizacje pracodawców, od początku debaty przestrzega że zablokowanie unijnego budżetu będzie miało katastrofalne skutki dla Polski – zarówno jeśli chodzi o sytuację wewnętrzną, jak i międzynarodową. Rząd mógłby w ten sposób pozbawić Polaków dostępu do wartego blisko 800 mld euro specjalnego funduszu Next Generation EU, którego celem jest ożywienie gospodarek krajów członkowskich poturbowanych obecnym kryzysem.

– Z punktu widzenia polskich firm unijne pieniądze są niezbędne. W inny sposób nie uzyskamy tych środków, chyba że podnosząc podatki, ale wówczas jedną ręką będziemy pomagać, a drugą zaciskać na gardle polskiej gospodarki. Już teraz takie kraje jak Hiszpania, Grecja, Portugalia i Włochy są na nas wściekłe, bo każdy dodatkowy dzień dyskusji o budżecie opóźnia wypłatę pieniędzy, których oni potrzebują jeszcze bardziej niż my – mówi Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan.

– Sygnały z ostatnich godzin dają nadzieję na kompromis. To ważne bo już sama ogólnoeuropejska debata o Polsce w kontekście braku szacunku do praworządności negatywnie wpływa na zaufanie inwestorów szkodząc gospodarce, przedsiębiorcom i naszym finansom publicznym – dodaje Maciej Witucki.

Rada Przedsiębiorczości apeluje do liderów Zjednoczonej Prawicy

Apel Rady Przedsiębiorczości do liderów Zjednoczonej Prawicy: Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina w sprawie pożądanych zmian w podatku od niektórych instytucji finansowych.

Wyjątkowa sytuacja ekonomiczna kraju powstała po wybuchu epidemii koronawirusa w 2020 r., w tym zwłaszcza trudności finansowe części przedsiębiorstw spowodowane drastycznymi zmianami rynkowymi bądź wprowadzeniem przez Rząd RP ograniczeń w życiu publicznym wymaga podjęcia działań osłonowych i naprawczych z aktywnym udziałem instytucji finansowych.

Dlatego też Rada Przedsiębiorczości zwraca się z apelem o pilne wprowadzenie zmian w zasadach funkcjonowania podatku od niektórych instytucji finansowych, polegających w szczególności na wyłączeniu z podstawy opodatkowania tego podatku wartości aktywów bankowych powstałych w wyniku:

  • zaangażowania banków w proces restrukturyzacji przedsiębiorstw,
  • finansowania przedsięwzięć realizowanych w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności (KPO),
  • finansowania nowych projektów inwestycyjnych w ramach realizacji szeroko rozumianego Europejskiego Zielonego Ładu na rzecz tworzenia zrównoważonej gospodarki UE

Rada Przedsiębiorczości zwraca się o wprowadzenie powyższych zmian w podatku bankowym w celu ratowania sytuacji gospodarczej poprzez stworzenie bankom warunków finansowych umożliwiających finansowanie restrukturyzacji kredytobiorców oraz kredytowanie nowych inwestycji ważnych dla rozwoju kraju, w tym inwestycji współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej. Możliwości takiego finansowania mogą w wielu przypadkach przesądzić o istnieniu wielu firm, a nawet branż. Rada Przedsiębiorczości jest przeciwna obowiązywaniu wysokich obciążeń fiskalnych banków, które uniemożliwiają w praktyce finansowanie restrukturyzacji polskich przedsiębiorstw i dostosowanie polskiej gospodarki do nowych realiów gospodarki światowej.

Rząd przyjął projekt wprowadzający e-licytacje komornicze nieruchomości

Rada Ministrów przyjęła wczoraj (8 grudnia br.) przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt nowelizacji ustawy – Kodeks postępowania cywilnego, który przewiduje wprowadzenie e-licytacji komorniczej nieruchomości. To rozwiązanie szczególnie ważne w czasie trwania pandemii COVID-19.

E-licytacja komornicza nieruchomości została opracowana na wzór sprawdzonych już przepisów umożliwiających sprzedaż ruchomości w takim trybie. Zaakceptowany przez rząd projekt wpisuje się w cyfryzację usług publicznych.

Wprowadzenie elektronicznej licytacji nieruchomości niesie same zalety, dlatego wobec sytuacji pandemicznej i utrudnień w tradycyjnych licytacjach zdecydowaliśmy się na pilne przeprowadzenie prac legislacyjnych we współpracy z Krajową Radą Komorniczą. Zyskują na tym wierzyciele i dłużnicy, ponieważ dzięki łatwej formie licytowania zwiększy się zainteresowanie licytacjami. Nie ma przy tym potrzeby tworzenia nowego systemu, ponieważ licytacje będą prowadzone w oparciu o istniejący system licytacji ruchomości – podkreśla wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta, który nadzoruje w resorcie problematykę komorniczą.

Większa transparentność

Umożliwienie prowadzenia sprzedaży nieruchomości w drodze e-licytacji zapewni wyższy poziom bezpieczeństwa dla uczestników czynności procesowych i pozwoli obniżyć koszty. W znaczący sposób przyczyni się również do przyspieszenia egzekucji z nieruchomości, która ze względu na wielofazowość oraz potencjalnie dużą liczbę podmiotów w niej uczestniczących jest szczególnie długotrwała. Ponadto zaproponowane rozwiązanie zwiększy transparentność przetargów i pozwoli skutecznie wyeliminować zmowy licytantów.

– Przeprowadzona przez nas reforma systemu funkcjonowania komorników przyniosła wielki sukces. Znacząco poprawiła się skuteczność, ale przede wszystkim zlikwidowaliśmy patologie, które obniżały zaufanie do komorników. Elektroniczna licytacja to kolejny krok w usprawnianiu tego systemu. Liczymy, że projekt spotka się w Sejmie z poparciem ponad podziałami politycznymi – dodaje wiceminister Sebastian Kaleta.

Najważniejsze rozwiązania

Przetarg w drodze elektronicznej ma odbywać się wyłącznie na wniosek wierzyciela. W razie braku wskazania takiej formy odbycia przetargu odbywałby się on w trybie dotychczasowym. Wniosek o przeprowadzenie przetargu w drodze elektronicznej mógłby zostać złożony zarówno w pierwszym jak i drugim terminie licytacji.

Przetarg będzie przeprowadzany w systemie teleinformatycznym. Komornik udostępniać będzie obwieszczenie o licytacji na stronie internetowej Krajowej Rady Komorniczej.

E-przetarg będzie trwał tydzień, wzorem funkcjonujących aukcji elektronicznych. Takie rozwiązanie zapewni licytantom większy komfort i warunki do podjęcia przemyślanej decyzji. Natomiast z perspektywy toczącej się egzekucji pozwoli na uzyskanie możliwie najwyższej ceny ze sprzedaży nieruchomości.

SFDR wchodzi w życie 10 marca 2021. Czy branża finansowa jest gotowa?

Już 10 marca 2021 roku, w Polsce i pozostałych krajach UE wchodzi w życie Rozporządzenie w sprawie ujawniania informacji finansowych związanych ze zrównoważonym rozwojem (SFDR – Sustainable Finance Disclosure Regulation).

Większość podmiotów działających na rynku finansowym w Europie ma świadomość, czego dotyczy Rozporządzenie w sprawie ujawniania informacji związanych ze zrównoważonym rozwojem. Nie wszyscy czują się jednak wystarczająco przygotowani do wypełnienia nowych obowiązków w tym zakresie. 75 proc. przedstawicieli banków obawia się braku spójności pomiędzy dotychczas raportowanymi wskaźnikami ESG (z zakresu kwestii środowiskowych, społecznych i dotyczących ładu korporacyjnego), a obowiązkami informacyjnymi stawianymi przez Rozporządzenie. Z raportu firmy doradczej Deloitte „Sustainable Finance Disclosure Regulation. Is the financial industry ready for the Big One?” wynika też, że podobne obawy ma 69 proc. zarządzających aktywami.

Już 10 marca 2021 roku, w Polsce i pozostałych krajach UE obowiązywać zaczną nowe przepisy dotyczące ujawniania informacji związanych ze zrównoważonym rozwojem w sektorze usług finansowych. Rozporządzenie SFDR ma na celu osiągnięcie większej przejrzystości w odniesieniu do sposobu analizowania ryzyk dla zrównoważonego rozwoju, które występują w ramach działalności prowadzonej przez podmioty operujące na rynku finansowym i doradców finansowych.

Zachodzące na naszych oczach zmiany klimatu są uważane za jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla stabilności sektora finansowego, który musi podjąć szybkie działania w celu ograniczenia przewidywanych negatywnych skutków. Ostatnie regulacje prawne na szczeblu unijnym chcą zaangażować sektor finansowy w proces budowy gospodarki niskoemisyjnej. Temu właśnie ma służyć m.in. rozporządzenie SFDR.

– Respondenci naszego badania deklarują wysoki poziom zaufania do kierunku zmian w sektorze zrównoważonych inwestycji. Wskazują na jednolitą komunikację oraz uwzględnienie potrzeb klientów mających skorzystać na planowanych zmianach. Problemem może się jednak okazać niedostateczna spójność między wymogami Rozporządzenia, a dostępnymi na dziś danymi sprawozdawczymi oraz brak jednolitych standardów w tym zakresie. Zmian na tym polu oczekuje większość uczestników rynku finansowego prowadzących działalność w Europie – mówi Tomasz Gasiński, nowy Dyrektor w zespole ds. zrównoważonego rozwoju, Deloitte, odpowiedzialny za wsparcie klientów w dostosowaniu biznesu do nowych wymogów z zakresu zmian klimatu i zarządzania ryzykiem ESG w Polsce i Europie Środkowej.

Trudna ocena skali zrównoważenia inwestycji

Unijne regulacje zakładają, że uczestnicy rynku finansowego powinni wykazać, w jaki sposób i w jakim zakresie procentowo inwestycje spełniają wymogi działań zrównoważonych środowiskowo. Jak wynika z badania Deloitte, przy obecnym stanie prawnym możliwość takiej weryfikacji przewidują przede wszystkim banki i zarządzający aktywami.. Według nich, zmiany zachodzące w zakresie raportowania usprawnią ten proces lub też na szczeblu regulacji europejskich zostanie wprowadzone rozwiązanie, które ułatwi spełnianie tych wymagań przez wszystkich zainteresowanych. W tym zakresie najmniejszy optymizm deklarują przedstawiciele doradców finansowych, z których aż 60 proc. wskazuje duże prawdopodobieństwo, że ich branża nie będzie w stanie właściwie określić zakresu inwestycji, które kwalifikują się jako zrównoważone środowiskowo.

– Celem badania było zmierzenie poziomu gotowości sektora na najważniejsze zmiany przewidziane w nowym rozporządzeniu. Respondenci badania w różnych krajach wykazują zaufanie do zmian w sektorze zrównoważonych inwestycji, doceniając spójną komunikację i dużą uwagę poświęcaną klientom instytucji finansowych, którzy są głównymi beneficjentami planowanych zmian. Jednak widać także wyraźnie, że większość graczy oczekuje większej spójności między różnymi inicjatywami regulacyjnymi a istniejącymi standardami raportowania – mówi Irena Pichola, Partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Współpraca europejska i krajowa

75 proc. uczestników badania z sektora bankowego uważa, że europejskie urzędy nadzoru powinny współpracować z właściwymi organami krajowymi w celu opracowania realistycznego planu dotyczącego jednolitych dokumentów sprawozdawczych. Musiałby on w pełni uwzględniać nadzorczą rolę właściwych instytucji w danym państwie oraz ich wiedzę na temat możliwości sprostania przez podmioty branżowe niedawnym zmianom. Z tym stwierdzeniem zgadza się 60 proc. doradców finansowych i połowa przedstawicieli sektora ubezpieczeń. Ci ostatni najczęściej wskazują jednocześnie na konieczność zastosowania okresów przejściowych, obowiązujących różne podmioty działające na rynku finansowym w różnym stopniu.

– Obecnie tylko nieliczni zainteresowani opracowali odpowiednie narzędzia i procesy, aby naprawdę ocenić swoje kwalifikacje w zakresie ochrony środowiska, dbania o społeczeństwo i ład korporacyjny. Wraz ze wzrostem znaczenia zrównoważonego i odpowiedzialnego inwestowania większość zarządzających aktywami zmierza w kierunku pełnej integracji celów środowiskowych ze swoimi produktami i procesami. Wciąż jednak jest wiele do zrobienia na tym polu i jest to bardzo dogodny moment dla działających na rynku finansowym, aby opracować i wdrożyć adekwatne i skuteczne rozwiązania – podsumowuje prawo europejskie unia europejska, Partner, lider sektora finansowego Deloitte w Polsce.

Raport „Sustainable Finance Disclosure Regulation. Is the financial industry ready for the Big One?” prezentuje wyniki badania przeprowadzonego przez Deloitte w Luksemburgu między czerwcem a wrześniem 2020 r. W badaniu wzięli udział przedstawiciele podmiotów zarządzających aktywami, banków, zakładów ubezpieczeń oraz doradcy finansowi objęci zakresem Rozporządzenia SFDR z 21 krajów.

W tym roku w Warszawie ma być oddane 400 tys. mkw. powierzchni biurowej, czyli ponad dwa razy więcej niż w 2019 roku

Jesienna fala pandemii COVID-19 przekreśliła szansę na szybki powrót do biur. Jak wynika z pierwszej edycji badania „Warsaw Crane Survey – Lato 2020”, obecna sytuacja nie wpłynęła jednak na liczbę rozpoczętych projektów i prac konstrukcyjnych. W najbliższych latach to Wola utrzyma swoją pozycję wiodącej lokalizacji takich inwestycji w Warszawie. W 2019 r. 5 z 7 pozwoleń na budowę dla nowoczesnych projektów biurowych dotyczyło właśnie tej dzielnicy. Eksperci firmy doradczej Deloitte i spółki biurowej Skanska podkreślają, że konieczna będzie ponowna aranżacja powierzchni biurowych, a nowe projekty będą powstawać w duchu zrównoważonego rozwoju i dbałości o środowisko.

Od 2014 roku zauważalny jest trend spadkowy w liczbie wydawanych pozwoleń na budowę dla nowoczesnych budynków biurowych w Warszawie. Nie oznacza to jednak zmniejszenia planowanej powierzchni. W 2018 roku była ona wyższa niż w latach poprzednich. Deweloperzy na rynku warszawskim planują realizację coraz większych i bardziej spektakularnych projektów.

Warto zaznaczyć, że pandemia COVID-19 wydłużyła procedury administracyjne, ale nie wpłynęła na liczbę rozpoczętych projektów oraz prac konstrukcyjnych przy projektach biurowych w Warszawie. Oznacza to, że zarówno deweloperzy, jak i potencjalni najemcy wierzą, że w niedalekiej przyszłości wrócimy do biur, choć prawdopodobnie w modelu hybrydowym – mówi Dominik Stojek, Partner Associate, dział Doradztwa Nieruchomościowego, Deloitte.

Jednak spory odsetek osób z wielu względów nie chce wracać do biura. To duże wyzwanie przede wszystkim dla pracodawców. Obecnie najważniejszą kwestią jest zapewnienie bezpieczeństwa użytkownikom powierzchni biurowych. Firmy przyjrzały się dostępnym rozwiązaniom i wdrożyły w pierwszej kolejności te, które pozwolą zachować im wszystkie zasady dystansu społecznego. Mało prawdopodobna jest rezygnacja z otwartych przestrzeni i powrót do układu gabinetowego. W biurach konieczna jest jednak ponowna aranżacja i podział powierzchni za pomocą paneli akustycznych czy roślin. Pandemia wymusiła ewolucję przestrzeni biurowych, a nie ich całkowitą rewolucję.

Dobrze zaprojektowany budynek posłuży też w pandemii

Jeśli deweloper myśli o powierzchni biurowej długofalowo i zaprojektował budynek w przemyślany sposób, to niewielkim nakładem sił wspólna przestrzeń sprawdzi się również w czasie pandemii.

W obecnej chwili niezwykle ważne jest bezpieczne poruszanie się po budynku. Odpowiednie planowanie przestrzeni i proste graficzne oznaczenia w kontekście nowych procedur to dziś standard. Oprócz tego, w dobie pandemii, szczególną rolę pełnią też technologie. Już parę lat temu stworzyliśmy jedną z najbardziej zintegrowanych platform na rynku biurowym Connected by Skanska, której zakres funkcjonalności z łatwością dostosowaliśmy do dzisiejszych potrzeb najemców. Dzięki niej i powiązanej z nią aplikacji na telefony, użytkownicy naszych budynków mogą bezdotykowo poruszać się po nieruchomościach. Pracownicy mogą za pomocą naszego rozwiązania otwierać drzwi elektroniczną kartą dostępu czy zarezerwować salę konferencyjną, wykorzystując do tego swój smartfon – mówi Katarzyna Zawodna-Bijoch, prezes spółki biurowej Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej.

Powstawanie budynków warunkują pojawiające się wytyczne z różnych branż, płynące np. od organizacji eksperckich na rynku nieruchomości. Skanska we współpracy z epidemiologiem i architektami już w maju przygotowała swoje biura na bezpieczny powrót pracowników. Na bazie swoich doświadczeń, także związanych z tym, co w praktyce się sprawdza, a co jest trudne do wykonania, przygotowała zbiór rekomendacji dot. biur bezpiecznych w kontekście zagrożeń związanych z pandemią. „Care for Life Office Concept” prezentuje holistyczne podejście do człowieka i jego środowiska pracy.

Budownictwo w służbie środowiska

Obecnie miasta to obszary, które najbardziej zanieczyszczają powietrze, ale mają również największą moc sprawczą, żeby przeciwdziałać zmianom klimatu. Zrównoważone budownictwo, w tym niskoemisyjne budowle są niezwykle istotnym czynnikiem w inteligentnych miastach. Deweloperzy mogą więc odegrać ogromną rolę w walce z globalnym ociepleniem.

W swojej działalności muszą zwracać uwagę nie tylko na finalny etap inwestycji, ale również na cały łańcuch dostaw.

Proces zaczyna się od wydobycia materiałów, które następnie należy przetransportować na miejsce budowy. To deweloper decyduje, jakie surowce wybierze i w jaki sposób je dostarczy. Branża budowlana ma ogromny wpływ na to, w jakim kierunku będzie rozwijać się gospodarka niskoemisyjna.

O raporcie
Autorzy badania „Warsaw Crane Survey” przeanalizowali zasoby biurowe w poszczególnych dzielnicach stolicy Polski. Eksperci Deloitte przyjrzeli się również pozwoleniom na budowę wydane w ciągu ostatniej dekady. Dzięki temu powstał kompletny obraz trendów wpływających na działalność deweloperską.

Czy technologia może wnieść jeszcze więcej w branżę e-commerce?

Wywiad z Małgorzatą Szulik; współtwórcą oferty LoanByLink, Business Project Manager w Provema.

Pytanie zadane nie bez powodu. Ostatnimi czasy media stale informują o bardzo dynamicznym rozwoju sektora e- sklepów. Jest to m.in. wynik marcowego lockdownu i zamkniętej sieci sklepów stacjonarnych, ale także zasługa bogatej oferty rozwiązań dla rynku marketplace. Czy w tak dużej branży można uruchomić z powodzeniem nowy projekt?

Wiele osób zadawało sobie pytanie jak będzie wyglądał biznes, kiedy wszystko zacznie wracać do normy. Jak według Pani zmienił się handel?

Nie jest oczywista odpowiedź, ponieważ handel jako bardzo duża gałęź gospodarki swoimi zmaganiami przypominała sinusoidę. Handel to nie tylko obraz sklepów, który mamy przed oczami, ale cała dystrybucja i stojący za nią kapitał ludzki. Niemniej jednak większość przedsiębiorców, szczególnie stacjonarnych musiała przenieść usługi do sieci i odnajdywać się w nowej dla nich rzeczywistości. Tej samej rzeczywistości uczyli się również klienci, bo mimo deklaracji sporej liczby społeczeństwa do dokonywania zakupów on-line w trakcie narodowej kwarantanny 20% Polaków pierwszy raz zrobiło zakup w sieci. Tak przynajmniej podaje badanie przeprowadzone przez Accenture i Fashion Biznes. Całość sprowadza się jednak do tego, że przechodzimy płynnie w modele on-line’owe.

Będziemy powoli wracać do starych nawyków i stacjonarnych zakupów czy jednak zostaniemy w sieci?

Wszystko wskazuje na to, że model zakupowy w sieci nam się podoba. Zdaje się, że zaczęliśmy cenić proste rozwiązania, szybkie przesyłki i atrakcyjne finansowanie. Większość zakupów możemy zrobić on-line z dostawą do domu. Nie zrezygnujemy z tego. Myślę, że chętnie będziemy wracać do tradycyjnych modeli zakupowych, to ten sektor będzie się cały czas rozwijał. Podobnie wygląda sektor usługowy, który cieszy się powodzeniem. Nie wiem, czy wcześniej z takim zainteresowaniem były wykorzystywane szkolenia w sieci J

Czy możemy mówić o wygranych i przegranych w takim przypadku?

Nie. Nawet nie wypada, bo pamiętajmy, że była to sytuacja, która jednak zaskoczyła przedsiębiorców. Owszem, mogliśmy skorzystać z doświadczenia sąsiadów, ale nawet to nie przygotowałoby biznesmenów, szczególnie nowicjuszy na tak głębokie obostrzenia. Część firm płynnie przeszła w nowy model zarządzania a część potrzebowała motoru napędowego i też rozwiązań, które nie obciążyłyby budżetu, który i tak rozplanowany często był zupełnie inaczej. W takiej sytuacji mogę powiedzieć, że naszym obowiązkiem jest być solidarnym. Szczególnie firmy, który udostępniają innowacje i technologie.

A nie uważa Pani, że to właśnie technologia przynosi zmierzch dla stacjonarnych placówek?

Zdecydowanie nie. Dzięki technologii możemy opracowywać takie rozwiązania, które będą upraszczały skomplikowane procesy. Nie tylko umożliwiamy konsumentom korzystania z nowych bezpiecznych, propozycji. Stawiamy przed firmami gotowe rozwiązanie dostosowane do tego co dzieje się na rynku. Wiele firm myśli o przekształceniu swoich firm w mniejsze e-sklepy, ale odbiją się do procedur. Często ograniczają je środki. Tu z pomocą przychodzą innowacje.

Czy to właśnie sytuacja na rynku e-sklepów zainspirowała Was do stworzenia własnego modułu dla sieci on-line?

Nasz moduł LoanByLink miał premię w ubiegłym roku. Od tego czasu sukcesywnie poszerzamy jego możliwości i staramy się, aby był skuteczny i prosty. Nie chcemy uwikłać naszych partnerów w skomplikowane umowy i długie procesy a przy tym chcemy zapewnić maksymalne bezpieczeństwo dla wykonywanych transakcji no i szybką integrację. Tak się złożyło, że w tym okresie LoanByLink okazał się dopasowany do potrzeb rynkowych. Naszymi partnerami są zarówno małe lokalne firmy, ale i też rynkowi potentaci. Pokazuje to skalę na jaką działa nasz moduł.

W okresie, kiedy wydawałoby się, że na rynku jest już wszystko, łatwo jest prezentować nowe rozwiązanie? Możecie mówić o sukcesie?

Mało skromnie,  ale dobre rzeczy często bronią się same. Tak jest z LoanByLink. Chyba najważniejsze było przekazanie, że to jest naprawdę proste. Wiele osób zadawało pytania: Jak to możliwe, że ze zwykłej strony internetowej będę miał sklep internetowy i raty bez długiego oczekiwania? No da się. My to zrobiliśmy. Pamiętam pierwszego partnera, który się rejestrował i zaskoczenie, że w ciągu jednego dnia zostały podpięte wtyczki. Całość to zasługa naszych programistów. To fantastyczni ludzie.

Mam rozumieć, że dzięki takiemu i podobnym rozwiązaniom firmy, które wciąż szukają wyjścia z sytuacji mają szansę, na przetrwanie lub nawet większy sukces swojej marki?

Dokładnie tak. To jest właśnie zaleta prawdziwie innowacyjnych rozwiązań. Są multizadaniowe i dają nieograniczone możliwości. Jedyne co może zahamować działanie i rozwój jest ewentualny brak pomysłu. Akurat w naszej firmie jest ich nadmiar i dlatego dzielimy się nimi. Mamy nadzieje, że LoanByLink dociera jak najdalej i będzie cały czas otwierać możliwości przed firmami, które ich szukają.

Polska Grupa Energetyczna uruchomiła pierwszy w Polsce magazyn energii elektrycznej z wykorzystaniem modułów Powerpack Tesla

PGE Polska Grupa Energetyczna uruchomiła w Rzepedzi na Podkarpaciu pierwszy w Polsce magazyn energii elektrycznej z wykorzystaniem modułów Powerpack Tesla. To początek długofalowego programu magazynowania energii Grupy PGE, zapowiedzianego w nowej strategii Grupy.

Instalacja o mocy ok. 2,1 MW i pojemności 4,2 MWh została zaprojektowana w celu wspierania niezawodności lokalnej sieci dystrybucyjnej. Kontenerowy, stacjonarny magazyn energii powstał w ramach projektu innowacyjnych usług sieciowych poprawiających jakość i niezawodność dostaw energii elektrycznej, realizowanego przez PGE Polską Grupę Energetyczną wspólnie z PGE Dystrybucja. PGE Polska Grupa Energetyczna – Powerpack Tesla

„Modułowy magazyn energii w podkarpackiej Rzepedzi to pierwsza inwestycja w Europie Środkowej i Wschodniej, wykorzystująca rozwiązania modułowe Tesla w lokalnej sieci elektroenergetycznej. Zastosowane rozwiązanie zapewni elastyczną pracę systemu elektroenergetycznego i zwiększy możliwości przyłączania źródeł odnawialnych. Zgodnie z nową Strategią Grupy PGE, do 2030 roku planujemy budowę co najmniej 800 MW nowych magazynów energii. Inwestycja w Rzepedzi to pierwszy krok w realizacji tego celu. Kolejne projekty są już w fazie planowania. Jeszcze w tym roku składamy wniosek o określenie technicznych warunków przyłączenia do sieci magazynu energii elektrycznej w Żarnowcu o mocy 205 MW i pojemności 820 MWh. W styczniu projekt weźmie udział w certyfikacji ogólnej do rynku mocy. Dużym wyzwaniem dla projektów magazynowania energii jest rentowność oraz źródła finansowania. Dlatego duże nadzieje pokładamy w zmianach w obszarze regulacji, które mogą być zachętą inwestycyjną dla projektów magazynowania energii i jednocześnie pozwolą na lepsze wykorzystanie funduszy unijnych w transformacji energetycznej – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes Zarządu PGE Polska Grupa Energetyczna. – Powodem do satysfakcji jest to, że rozpoczynamy realizację programu magazynowania energii w oparciu o technologię o światowej renomie, która zastosowana w naszej inwestycji przyniesie wymierne oszczędności dla segmentu dystrybucji PGE i stanowi tańszą i szybszą w realizacji alternatywę dla rozbudowy sieci elektroenergetycznej” – dodaje Wojciech Dąbrowski.

Wzrost udziału odnawialnych źródeł energii w wytwarzaniu energii elektrycznej spowoduje zwiększone zapotrzebowanie na technologię magazynowania energii. Powstałe dotychczas polskie magazyny energii były projektowane i wykonywane głównie w celach badawczych (R&D). Budowa magazynu w Rzepedzi to pierwsza inwestycja, będąca odpowiedzią na konkretne potrzeby odbiorców PGE, związane z poprawą jakości energii oraz zapewnieniem zasilania rezerwowego na wypadek awarii lub prac planowych.

Wykonawcą projektu modułowego magazynu energii w Rzepedzi jest firma Griffin Group Energy.

„Przystępując do przetargu na budowę magazynu energii pod konkretne zapotrzebowanie PGE wybieraliśmy technologię, która najefektywniej zrealizuje założone zadania – mówi Dariusz Wawrzynów, wiceprezes Zarządu Griffin Group Energy. – Szukaliśmy sprawdzonego i rzetelnego partnera z doskonałymi referencjami oraz posiadającego masowe, biznesowe wdrożenia magazynów energii. Szczegółowa analiza rynku wskazała nam markę o światowej renomie, czyli firmę Tesla. Technologia zastosowana w Powerpack Tesla o pojemności 4 MWh, najlepiej odpowiadała inwestycji i spełniała założone przez nas warunki oraz standardy” – podkreśla.

PGE Polska Grupa Energetyczna jest największym przedsiębiorstwem elektroenergetycznym w Polsce. Gwarantuje bezpieczne i stabilne dostawy energii elektrycznej i ciepła do ponad 5 milionów klientów. Udział Grupy PGE w produkcji energii elektrycznej w Polsce wynosi ok. 40 proc.

PGE jest również największym krajowym producentem energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, posiadając 10-cio procentowy udział w rynku. W kolejnych latach PGE stawia na dynamiczny rozwój odnawialnych źródeł energii – w szczególności w oparciu o energię wiatru i słońca. Priorytetem dla PGE jest Program Offshore Grupy PGE, który zakłada wybudowanie do 2030 roku dwóch morskich farm wiatrowych o łącznej mocy do 2,5 GW oraz kolejnych 4 GW do 2040 roku. Program inwestycyjny Grupy PGE do 2030 roku obejmie również 3 GW w fotowoltaice oraz rozbudowę portfela lądowych farm wiatrowych o co najmniej 1 GW. Nowa Strategia Grupy PGE, opublikowana w październiku 2020 r., została oparta na trzech filarach: energia przyjazna dla środowiska, nowoczesne usługi energetyczne oraz sprawna i efektywna organizacja. PGE przedstawiła plan transformacji Grupy, ogłosiła cel osiągnięcia neutralności klimatycznej oraz 100 proc. zielonej energii dla klientów PGE w 2050 roku. Zgodnie z nową Strategią do 2030 roku w portfolio Grupy PGE powstanie co najmniej 800 MW magazynów energii, których zadaniem będzie usługa magazynowania dla źródeł rozproszonych, wsparcie integracji systemowej wielkoskalowych źródeł OZE oraz zapewnienie elastyczności i niezawodności sieci dystrybucyjnej.

Skąd nadejdą kryzysy wizerunkowe 2021 roku?

Znaczący i negatywny wpływ polityki na życie organizacji, kryzysy wywodzące się z Internetu oraz trudności gospodarcze związane z pandemią COVID-19 – to główne zagrożenia, jakich w 2021 roku spodziewają się specjaliści ds. komunikacji z ponad stu wiodących polskich firm, instytucji i organizacji pozarządowych. Rośnie też poziom obaw rzeczników prasowych i managerów public relations. Kryzysometr – indeks opracowywany corocznie przez Agencję Alert Media Communications – wzrósł z 52 do 55%.

Kryzys wizerunkowy jest coraz bardziej prawdopodobny – zwłaszcza w instytucjach publicznych

Osoby odpowiadające za komunikację w wiodących polskich firmach, instytucjach i organizacjach pozarządowych, bardziej obawiają się kryzysów wizerunkowych niż przed rokiem. Taki główny wniosek płynie z badania przeprowadzonego przez Alert Media Communications – warszawską agencję PR, specjalizującą się w komunikacji kryzysowej i strategicznym PR.

W ostatnich dniach listopada agencja przeprowadziła kolejną edycję badania Kryzysometr, pozwalającego ocenić poziom prawdopodobieństwa wystąpienia kryzysów wizerunkowych.  Jest on szacowany przez specjalistów ds. komunikacji[1], którzy oceniają ryzyko wybuchu kryzysu wizerunkowego w swoich organizacjach w skali od 1 do 100. Ze średniej opinii wszystkich uczestników badania powstaje indeks: Kryzysometr, który w 2021 wyniósł aż 55%. Oznacza to, że ankietowani uważają, że jest bardziej prawdopodobne, że kryzys w ich organizacjach wystąpi, niż że nie wystąpi.

Większe obawy przed kryzysem wizerunkowym mają przedstawiciele instytucji publicznych, którzy prawdopodobieństwo wystąpienia negatywnych zdarzeń w swoich organizacjach oceniają aż na 69% (wzrost o 8 punktów procentowych w stosunku rok do roku). Bardziej optymistycznie na rozpoczynający się rok patrzą przedstawiciele biznesu
– w tym gronie prawdopodobieństwo wystąpienia kryzysu oceniane jest na 46% (identyczny wynik, jak w ubiegłym roku).

Kryzysometr to wskaźnik, który tworzymy w kolejnym już roku, na wzór indeksów badających nastroje inwestorów giełdowych. Sprawdza on skalę optymizmu lub obaw, z jakimi specjaliści od komunikacji wchodzą w kolejny rok oraz pozwala na porównania do wcześniejszych okresów i pokazanie trendów. Obecnie widzimy, że prognozy są dość pesymistyczne, a ponadto ankietowani wskazują na szereg nowych zagrożeń, z jakimi będą musiały mierzyć się ich organizacje” – powiedział Adam Łaszyn, Prezes Zarządu Alert Media Communications.

Gdzie licho się czai, czyli lista prognozowanych zagrożeń

Uczestnicy badania określali również prognozowane źródła kryzysów wizerunkowych na 2021 rok. Zdecydowanie wyróżniają się tutaj trzy przyczyny. Po pierwsze jest to znaczący wpływ polityki na życie organizacji, czyli na przykład kwestie światopoglądowe, niekorzystne regulacje, czy ataki polityków – na takie ryzyko wskazało aż 59% respondentów. Ponad połowa ankietowanych (55%)[2] obawia się także kryzysów online, czyli takich których źródło leżeć będzie w Internecie oraz problemów komunikacyjnych wynikających z trudności gospodarczych związanych z pandemią COVID-19 (51%  wskazań).

Dużo mniejsze obawy wiążą się z „tradycyjnymi” przyczynami występowania kryzysów, czyli zdarzeniami, od których większość firm zaczynała dotychczas tworzenie swoich instrukcji zarządzania komunikacją w sytuacjach kryzysowych. Na niewłaściwą obsługę Klienta, jako przyczynę kryzysów wskazało 22,5% ankietowanych; konflikty
z pracownikami, w tym związkami zawodowymi to 14% wskazań, a problemy z produktem: 12%. Duży spadek obaw dotyczy kwestii związanych z ochroną środowiska.
W ubiegłorocznym badaniu ryzyko oskarżeń o zanieczyszczanie środowiska, jako główne źródło kryzysów wizerunkowych wskazało, aż 61% ankietowanych, w tym roku tylko 15%.

„Rok 2020 pokazał wszystkim, że kryzysy „czają się za rogiem”, a organizacje mają coraz mniejszy wpływ na ich wystąpienie. Stąd nie dziwi relatywnie niski poziom obaw przed kryzysami wynikającymi z własnych błędów, takich jak problemy z produktami, jakością obsługi, czy standardami środowiskowymi. Specjaliści, po doświadczeniach z tego roku, bardziej obawiają się problemów zewnętrznych. Paradoksalnie jest to dobra wiadomość dla działów komunikacji, bo o sukcesie w skutecznym zarządzaniu kryzysem decyduje nie samo wydarzenie, ale nasz sposób reakcji na nie. A przygotowanie i wdrożenie odpowiedniej reakcji to właśnie miejsce dla osób zajmujących się komunikacją i agencji Public Relations  – komentuje Krzysztof Tomczyński, Partner i Account Director w Alert Media Communications.

Więcej przygotowań kryzysowych, mniej eventów – plany na 2021 rok

W badaniu sprawdzono również plany rzeczników prasowych i managerów Public Relations w zakresie narzędzi komunikacyjnych wykorzystywanych w 2021 roku. Na uwagę zasługuje przede wszystkim zakładany wzrost zastosowania narzędzi komunikacji kryzysowej. Blisko połowa ankietowanych (47%) planuje zwiększyć częstotliwość organizacji szkoleń online z komunikacji kryzysowej; 33% respondentów zamierza częściej niż dotychczas tworzyć dokumenty QA do bieżących sytuacji kryzysowych, a 32% ankietowanych zakłada wzrost częstotliwości aktualizacji lub tworzenia manuali kryzysowych.

W związku z sytuacją COVIDową ponad połowa ankietowanych (57%) planuje ograniczać organizację konferencji prasowych oraz eventów. Częściowo może to być kompensowane przez zakładaną większą ilość informacji prasowych: 36% specjalistów od komunikacji, chce wysyłać je częściej niż dotychczas.

***

W badaniu Kryzysometr 2021, przeprowadzonym przez agencję Alert Media Communications, wzięło udział 113 rzeczników, dyrektorów i managerów PR z wiodących polskich firm, instytucji państwowych i samorządowych oraz organizacji pozarządowych. Badanie zostało przeprowadzone w drugiej połowie listopada 2020 roku.

[1] [1]W badaniu respondentami byli wyłącznie specjaliści PR tzw. in house, czyli zatrudnieni w korporacjach lub instytucjach. Nie brali w nim udziału usługodawcy PR, czyli pracownicy agencji PR.

[2] W odpowiedzi na pytanie można było wskazać do trzech ryzyk – dlatego procenty nie sumują się do 100