Zakres czynności objętych PCC (podatkiem od czynności cywilnoprawnych)

Dokonując czynności cywilnoprawnych powinno się rozważyć skutki podatkowe w zakresie ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych. Z praktyki wynika, że zakres czynności opodatkowanych PCC często budzi wątpliwości i jest powodem sporów pomiędzy fiskusem, a podatnikiem.

Przedmiot opodatkowania

Przedmiotem opodatkowania określonym w art. 1 ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych są następujące czynności: umowa sprzedaży, zamiany, pożyczki, darowizny, dożywocia, umowy o dział spadku oraz umowy o zniesienie współwłasności, ustanowienie odpłatnego użytkowania, w tym także nieprawidłowego, ustanowienie hipoteki, depozyt nieprawidłowy czy umowy spółki wraz z ich zmianami.

Powyższa lista jest katalogiem zamkniętym. Ponadto opodatkowaniu podlegają zmiany wyżej wskazanych umów o ile prowadzą one do podwyższenia podstawy opodatkowania PCC.

Opodatkowaniu podlegają także orzeczenia prawne sądów (także ugody i orzeczenia sądów polubownych) o ile wywołują skutki podobne do umów określonych powyżej.

Terytorialny zakres PCC

Dodatkowo, aby czynności podlegały opodatkowaniu PCC w Polsce, to prawa majątkowe powinny być wykonywane lub rzeczy powinny znajdować się na terytorium Polski, albo rzeczy lub prawa znajdują się poza granicą Polski, lecz nabywca ma miejsce zamieszkania lub siedzibę na terytorium Polski oraz czynność cywilnoprawna została dokonana na terytorium Polski. W przypadku umów zamiany wystarczy, aby przynajmniej jedna z rzeczy znajdowała się na terytorium Polski.

Wokół powyższych stwierdzeń powstało kilka wątpliwości. Dla przykładu można wskazać kwestię pożyczek, które uznawane są przez fiskusa jako rzeczy (środki pieniężne) i decydujące jest fizyczne miejsce położenia (ulokowania) pieniędzy, będących przedmiotem umowy. [por. z interpretacją z 17.04.2018 r. sygn. 0111-KDIB2-2.4014.27.2018.1.PB).

Wartość firmy, a PCC

W ustawie o podatku od czynności cywilnoprawnych brak jest definicji wartości firmy. W związku z tym bazować należy na innych przepisach, a także bogatym dorobku doktryny i orzeczniczym w tym zakresie. W orzecznictwie sądów administracyjnych widoczne są dwa poglądy. Pierwszy wskazuje, że wartość firmy jest prawem majątkowym i powinna zostać opodatkowana PCC w momencie sprzedaży przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części. Takie podejście wynika m.in. z wyroków WSA w Gdańsku z dnia 13.06.2018 r., sygn. I SA/Gd 357/18 czy WSA w Krakowie z dnia 23.06.2017 r., sygn. I SA/Kr 443/17. Drugi pogląd (mniejszościowy) zakłada, że wartość firmy (ang. goodwill) jest stanem faktycznym, niestanowiącym prawa podmiotowego, czyli nie może być przedmiotem samodzielnego obrotu gospodarczego (Wyrok NSA z dnia 28.06.2018 r., sygn. II FSK 1932/16).

Cash-pooling

Transakcje finansowe polegające na udostępnianiu środków finansowych w ramach grupy, budzą wiele kontrowersji na gruncie opodatkowania PCC. Z jednej strony sądy administracyjne podatkowe twierdzą, że taka umowa, jest umową pożyczki pomiędzy podmiotami z grupy i jako taka podlega opodatkowaniu PCC (wyrok NSA z dnia 26.07.2017 r., sygn. II FSK 1774/15). Drugi pogląd zakłada, że czynności dokonywane w ramach umów cash-poolingu nie są umowami pożyczki i w związku z tym, że nie zostały wymienione literalnie w ustawie o podatku od czynności cywilnoprawnych, nie podlegają PCC (przykładowo interpretacja Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 30.05.2018 r., sygn. 0111-KDIB2-2.4014.64.2018.1.MZA).

Rozwiązanie umowy, a PCC

Fakt rozwiązania umowy oraz odstąpienie od jej realizacji nie uzasadniają zwrotu prawidłowo naliczonego i uiszczonego podatku PCC. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku późniejszego rozwiązania ważnie zawartej umowy na skutek zgodnych oświadczeń stron. Do powyższych konkluzji doszedł Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 11.04.2017 r. sygn. II FSK 3528/15.

Czynności wyłączone z PCC

Ustawa o PCC w art. 2 przewiduje zakres czynności wyłączonych z PCC. Są to w szczególności czynności o charakterze społecznym związane z zatrudnieniem, nauką, obowiązkiem obrony, ubezpieczeniami społecznymi, obowiązkiem alimentacyjnym, opieki czy kurateli. Ponadto wyłączone z opodatkowania są czynności odbudowy i remontów wykonywane w związku ze zniszczeniami lub uszkodzeniami wywołanymi przez żywioł.

Kolejna grupa to wyłączenie z opodatkowania umów sprzedaży nieruchomości lub prawa użytkowania wieczystego zawieranych w związku z roszczeniami wynikającymi z ograniczeń na podstawie ustawy o ochronie środowiska.

Wyłączone z opodatkowania są także czynności opodatkowane VAT albo czynności gdzie jedna ze stron jest zwolniona z VAT za wyjątkiem umów sprzedaży i zamiany nieruchomości oraz umów sprzedaży udziałów i akcji w spółkach handlowych.

Kolejna kategoria obejmuje umowy spółki i jej zmiany związane z łączeniem spółek kapitałowych, ich przekształceniem lub wniesieniem przedsiębiorstwa lub zorganizowanej części.

Powyższe, niektóre kategorie wyłączeń wskazanych w ustawie, w zestawieniu z wcześniej omówionym zakresem opodatkowania PCC, sprawiają, że rozliczenie tego podatku jest skomplikowane. Warto więc przy każdej dużej transakcji zabezpieczyć swoją pozycję podatkową i skonsultować temat z doradcą podatkowym.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Giełda aptek i brak bezpieczników. Ustawa o Zawodzie farmaceuty

Powołana przez przedstawicieli korporacji aptekarskiej giełda aptek wraz z promowanymi przez nią zmianami w prawie, które w bieżącym tygodniu będą procedowane w Sejmie, może doprowadzić do faktycznego przejęcia polskiego rynku przez niektóre hurtownie farmaceutyczne lub likwidacji aptek na dużą skalę. A to wszystko to w środku pandemii COVID-19, gdy apteka jest często jedynym miejscem, w którym Polacy mogą zasięgnąć osobiście porady w kwestiach ratowania zdrowia.

Niektórzy przedstawiciele korporacji aptekarskiej od lat podejmują działania, mające na celu usunięcie z rynku właścicieli aptek, którzy nie są farmaceutami. Narzędziami tych działań są hejt, zmiana znaczenia przepisów prawa bez zmiany ich treści, dezinformacja, forsowanie zmian legislacyjnych oraz składanie donosów do Inspekcji Farmaceutycznej pod pozorem prowadzenia przez właścicieli – nie farmaceutów aptek z naruszeniem prawa. W Internecie można nawet znaleźć dwie listy z nazwami i adresami 2,3 tys. aptek, likwidacji których domagają się niektórzy farmaceuci.

Donosy takie, zwłaszcza ostatnio, są ochoczo podejmowane przez organy inspekcji farmaceutycznej. Jej urzędnicy to także członkowie korporacji aptekarskiej, pozostający często w ścisłych relacjach zawodowych, osobistych, koleżeńskich etc. z innymi osobami ze środowiska (znane są przykłady, kiedy osoby pełniące funkcje w inspekcji farmaceutycznej są następnie członkami władz samorządu aptekarskiego). Nie bez znaczenia pozostają także –kwestionowane sądowo –porozumienia zawarte przez Głównego Inspektora Farmaceutycznego z Naczelną Izbą Aptekarską, które umożliwiają szeroką wymianę informacji o prowadzonych postępowaniach administracyjnych (co jest istotne, z uwagi na fakt, że korporacja zrzesza także właścicieli aptek, czyli konkurencję dla aptek przeciwko którym prowadzone są działania inspekcji). W przypadku wielu postępowań, inicjatorzy lub ich rodziny posiadają apteki znajdujące się w pobliżu placówek, których zamknięcia się domagają, co sugerowałoby, że donosy stanowią narzędzie nieczystej gry konkurencyjnej.

Ogromna większość takich postępowań kończy się uznaniem przez Naczelny Sąd Administracyjny racji przedsiębiorców. Pomimo, iż przez lata poddawani są sądowo-administracyjnej gehennie, która odbija się na ich zdrowiu, rodzinie i kondycji ich przedsiębiorstw, w dzisiejszej rzeczywistości prawnej wychodzą z opresji obronną ręką. Tę sytuację mogą jednak, zdaniem pracodawców, znacznie pogorszyć dwie poprawki wprowadzone na etapie sejmowym do Ustawy o Zawdzie farmaceuty (która jest właśnie procedowana w parlamencie) przez przedstawicieli korporacji.

Skoro przez lata nie udaje się doprowadzić do usunięcia z rynku 2,3 tys. aptek z listy proskrypcyjnej przedstawicieli korporacji, gdyż nad ich właścicielami rozpostarty jest sądowy parasol państwa, to należy tan parasol zwinąć. Kombinacja wspomnianych poprawek umożliwia bowiem likwidację każdej apteki pod pozorem walki o niezależność farmaceuty w trybie decyzji administracyjnej – mówi Marcin Piskorski, Prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET.

W toku prac parlamentarnych do dobrze ocenianego projektu rządowego, pod wpływem korporacji aptekarskiej wprowadzono dwie poprawki. Pierwsza z nich umożliwiała inspekcji farmaceutycznej rozpoczęcie procedury skutkującej odebraniem zezwolenia na prowadzenie apteki za naruszenie samodzielności zawodowej farmaceuty praktycznie w każdej sytuacji, nie wymagając przy tym wykazania intencjonalności działania właściciela apteki (poprzez usunięcia z projektu kwantyfikatora „uporczywości” jako warunku rozpoczęcia procedury). Druga z nich mówiła, że w przypadku podejrzenia uniemożliwienia kierownikowi hurtowni, apteki, lub punktu aptecznego pełnienia swoich funkcji przez właściciela, przedsiębiorstwo takie można zamknąć na trzy miesiące w trybie decyzji administracyjnej z rygorem natychmiastowej wykonalności.

Tak „pojemne” rozwiązanie mogłoby być wykorzystywane do walki konkurencyjnej czy zemsty na pracodawcy. Brak odpowiednich bezpieczników, w kontekście obecnej na rynku aptecznym praktyki donosów – oraz najwyższej możliwej sankcji, tj. odebrania przedsiębiorcy apteki – budziło i nadal budzi duże obawy ze strony pracodawców – mówi Marcin Nowacki, Wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Urzędnik, wraz z niebezpiecznie dużą sferą uznaniowości, dostawał do ręki także dodatkowe narzędzie, które pozwoliłoby mu zlikwidować każdą hurtownię, aptekę lub punkt apteczny w Polsce. Unieruchomienie na trzy miesiące, w trybie natychmiastowym wspomnianej placówki oznacza bowiem w praktyce jej zamknięcie i bankructwo właściciela – dodaje.

Co istotne, jedna z organizacji zwalczających aptekarzy niebędących farmaceutami, otworzyła nawet giełdę aptek. – Partnerem (…) w giełdzie aptek są hurtownie farmaceutyczne. One finansują te aktywność – czytamy na stronie organizacji.

Czy mechanizm, umożliwiający łatwe rozpoczęcie procedury zamknięcia każdej apteki pod byle pozorem nie będzie takiej giełdzie przysparzał klientów gotowych do pozbycia się majątku po zaniżonej cenie? Przedsiębiorca, mający przed sobą wizję bankructwa i wielusettysięcznych długów pomnożonych przez każdą „zaatakowaną” placówkę w przypadku sieci aptecznej (likwidacja apteki to koszt kilkuset tysięcy złotych –leków z apteki nie można odsprzedać – trzeba je zutylizować, zapłaciwszy za nie uprzednio dostawcom, wypłacić odprawy pracownikom, zapłacić kary za zerwanie umowy najmu etc.) może dla ratowania czegokolwiek ulec „aptekarskiemu układowi zamkniętemu”.

Uznając wagę powyższych zagrożeń, Senat na posiedzeniu 27 listopada br. dokonał poprawek w projekcie, przywracając w przypadku art. 103 Prawa farmaceutycznego, mówiącego o rozpoczęciu procedury odebrania zezwolenia za naruszanie samodzielności zawodowej farmaceuty, przymiotnik „uporczywości”, a w przypadku art. 120 Prawa farmaceutycznego, dotyczącego pełnienia funkcji kierownika apteki, czas na usunięcie naruszeń przed zastosowaniem natychmiastowego unieruchomienia.

Poprawki w żaden sposób nie „wywracają” ustawy, za której przyjęciem od samego początku opowiadają się organizacje pracodawców. Wprowadzają jednak minimalne bezpieczniki, chroniące przedsiębiorców przed wyrzuceniem z rynku w trybie administracyjnym, z rygorem natychmiastowej wykonalności – mówi Maciej Witucki, Prezydent Konfederacji Lewiatan. – Tym bardziej, że wymóg „uporczywości” jest stosowany w prawie farmaceutycznym jako warunek podjęcia określonego działania przez inspekcję farmaceutyczną – dodaje.

W czasie epidemii COVID-19 nie należy dyskutować nad rozwiązaniami prawnymi, które mogłyby doprowadzić do likwidacji bardzo wielu aptek, ze szkodą dla pacjentów, farmaceutów, a także polskich przedsiębiorców – zauważa Anna Potocka Domin, wiceprezeska BCC.

Mając na uwadze powyższe zagrożenia, organizacje pracodawców proszą o uwzględnienie poprawek Senatu w czasie sejmowych głosowań nad Ustawą o Zawodzie Farmaceuty, które odbędą się jeszcze w tym tygodniu.

Niekoniecznie stacjonarnie – Polacy o pracy po doświadczeniach pandemii

Nieco ponad połowa Polaków mogłaby po ustaniu pandemii pracować w systemie hybrydowym, a co szósty ankietowany mógłby wykonywać swój zawód nawet w całości zdalnie – wynika z sondażu Krajowego Ośrodka Zmian Klimatu (KOZK). Przekrojowe badanie dotyczące zmian postaw społecznych na bardziej przyjazne środowisku w kontekście ograniczeń związanych z epidemią COVID-19 wykazało też, że w czasie pierwszej fali koronawirusa w Polsce prawie co drugi ankietowany był w stanie częściowo lub w całości pracować zdalnie. Upowszechnienie pracy w trybie zdalnym, którego test odbył się podczas wiosennej kwarantanny, może mieć istotny wpływ na ograniczenie emisji z transportu.Polak-w-pracy-a-pandemia_badanie_KOZK

Z badania KOZK wynika, że 16 proc. badanych jest gotowych wykonywać swoją pracę w pełni zdalnie w przyszłości, 21 proc. ankietowanych może pracować zdalnie w bardzo dużym lub dużym stopniu, a 21 proc. – w stopniu umiarkowanym.  Dla co czwartego Polaka (26 proc. badanych) wykonywanie pracy zdalnie nie jest możliwe w żadnym stopniu, a co szósty (16 proc. ankietowanych) mógłby pracować „na odległość” tylko w niewielkim wymiarze.

„Analizowaliśmy postrzeganie sposobów wykonywania pracy przez Polaków także w ramach naszych badań jakościowych – rozmówcy często podkreślali, że szeroko pojęta praca zdalna ma dla nich mimo wszystko więcej zalet niż wad, dlatego widzą możliwość kontynuowania tego trybu rozwiązania w przyszłości” – mówi koordynatorka badania, dr Justyna Orłowska z Krajowego Ośrodka Zmian Klimatu,  działającego przy Instytucie Ochrony Środowiska – Państwowym Instytucie Badawczym (IOŚ-PIB). Jak wyjaśnia ekspertka, wśród plusów takiego stanu rzeczy badani wymieniali często warunki pracy i jej efektywność, a wśród minusów często podawano nienormowany czas pracy, który prowadzi do trudności w wyraźnym i stałym oddzieleniu życia zawodowego od prywatnego.

Zmiana trybu pracy nie przyszła do nas ani z woli pracowników, ani pracodawców. Wymusiła ją pierwsza fala pandemii i, jak wynika z sondażu KOZK, 20 proc. Polaków było wówczas w stanie pracować w pełni zdalnie, a 24 proc. – częściowo zdalnie. „Okazało się więc, że aż 44 procent badanych – można powiedzieć, że niemal co drugi Polak – mogło wykonywać swój zawód w systemie hybrydowym!” – mówi dr Orłowska i dodaje, że wymuszenie pracy zdalnej przyczyniło się do jej popularyzacji wśród pracodawców. „Wielu z nich, z różnych przyczyn, przekonało się do tego rozwiązania, a to pozwala prognozować kontynuację tego trendu oraz rozwój hybrydowych form pracy” – komentuje ekspertka.  

 

„Z dzisiejszego punktu widzenia brzmi to wręcz niesamowicie, że przed epidemią koronawirusa praca zdalna była bardzo mało popularnym rozwiązaniem. To zjawisko zmienia nasz zawodowy świat i, jak się okazuje, ma o wiele większy potencjał do zmian” – mówi dr Orłowska zauważając, że upowszechnienie pracy zdalnej i wpisanie jej na stałe w nasz sposób życia mogłoby przynieść bardzo duże korzyści z ekologicznego punktu widzenia. „Zdalny czy hybrydowy tryb pracy powodują, że przestajemy się przemieszczać lub znacznie zmniejszamy liczbę przejazdów do pracy i w ramach obowiązków zawodowych. Mniejsza mobilność przekłada się wprost na ograniczenie emisji spalin i dwutlenku węgla ze środków transportu, z samochodami na czele – a naszych badań wynika, że dokładnie połowa Polaków ma w zwyczaju dojeżdżać do pracy autem” – wyjaśnia ekspertka KOZK. „W sytuacji pandemii część z nich musiała zostać w domu. To praca zdalna była głównym powodem, dla którego wiele osób mocno ograniczyło jazdę samochodem lub nawet zrezygnowało z niej całkowicie” – dodaje.

 

„Nasze badania pokazują wyraźnie, że aktywność zawodowa to kategoria bardzo mocno wpływająca na organizację i styl życia jako taki. Życie zawodowe ma przemożny wpływ na nasze codzienne zachowania i nasze nawyki, w tym na sposób docierania do pracy. Widać więc jednocześnie, że zmiana kultury działania czy nawyków w jednej kategorii codzienności tworzy przestrzeń do reorganizacji. A to może odbywać się z wielką korzyścią dla środowiska” – podkreśla dr Justyna Orłowska.

Badanie zrealizowane w kwietniu i maju 2020 r. składało się z dwóch uzupełniających się części: ilościowej i jakościowej. Badanie ilościowe przeprowadzono na reprezentatywnej grupie Polaków (N=1091). Badanie jakościowe objęło 150 pogłębionych wywiadów zrealizowanych online z osobami zróżnicowanymi pod kątem wielkości zamieszkiwanej miejscowości, regionu Polski oraz sytuacji życiowej (pod kątem regionalnym wybrano trzy pasy: północny [woj. pomorskie, warmińsko-mazurskie, podlaskie], centralny [wielkopolskie, łódzkie, mazowieckie] i południowy [śląskie, małopolskie i podkarpackie]).

Norwegia już od 2025 roku nie będzie rejestrować samochodów spalinowych

Jedną z możliwości administracyjnego ograniczenia emisji CO2 w państwie jest zmniejszenie liczby samochodów spalinowych. Coraz więcej państw czyni kroki w tym kierunku – zapowiadając zakaz rejestracji samochodów konwencjonalnych. Zakaz ten najszybciej ma się pojawić w Norwegii. Już w 2025 roku nie będzie można zarejestrować tam nowego samochodu wyposażonego w silnik spalinowy bądź diesla. Rejestrowane będą tylko pojazdy zeroemisyjne. Za Norwegią idą kolejne kraje – w 2030 zakaz mają wprowadzić Dania, Islandia, Irlandia, Holandia i Szwecja. Do tego grona dołączyła również Wielka Brytania, która w wyniku długiej dyskusji w parlamencie skróciła czas oczekiwania na zakaz aż o 10 lat.

– Trend wprowadzenia zakazu rejestracji samochodów spalinowych postępuje bardzo szybko. W Wielkiej Brytanii trwająca 10 miesięcy dyskusja spowodowała znaczne przyspieszenie wprowadzenia ograniczeń. Pierwotnie mówiło się o zakazie od 2040 roku, następnie wprowadzono bardziej ambitny cel – 2035 rok, by wreszcie ostatnio ogłosić cel na 2030 rok – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Mazur dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. – To będzie cel, który zdynamizuje rozwój zeroemisyjnego transportu. Kolejne państwa będą dołączały do tych, które wprowadzą ograniczenia. W 2040 roku będzie to między innymi Francja i Hiszpania. Czekamy na moment, w którym dyskusja na temat ograniczeń pojawi się również w Polsce. Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych już we wrześniu tego roku zaproponowało uruchomienie takiej dyskusji. Chcielibyśmy porozmawiać szeroko na temat programu Bonus Malus, który funkcjonuje w większości państw europejskich. To system obliczania składki ubezpieczeniowej, jaki może wspierać rozwój pojazdów zeroemisyjnych i wprowadzać dodatkowe obostrzenia dla tych, które są najbardziej negatywne dla środowiska naturalnego. Mamy nadzieję, że ta dyskusja w Polsce będzie się rozwijała i że dołączymy do grona państw, w których będą wprowadzone podobne ograniczenia – wskazuje Mazur.

PKN ORLEN przejmuje Polska Press

PKN ORLEN rozszerza działalność w obszarze mediowym. Akwizycja jednej z największych grup wydawniczych w Polsce, w połączeniu z wykorzystaniem kompetencji i potencjału agencji mediowej Sigma Bis oraz spółki Ruch, umożliwi Koncernowi stworzenie elastycznej, spersonalizowanej i kompleksowej oferty, która znacząco poprawi satysfakcję klientów. Transakcja wpisuje się w strategiczne plany PKN ORLEN w zakresie wzmacniania sprzedaży detalicznej, w tym pozapaliwowej.  Poprzez przejęcie Polska Press od niemieckiej Verlagsgruppe Passau Capital Group, Koncern uzyska m.in. dostęp do 17,4 milionów użytkowników internetu i możliwość pozyskania nowych klientów.

– Konsekwentnie poszerzamy obszary naszej działalności. Na bazie Sigma Bis zbudowaliśmy od podstaw profesjonalną agencję mediową, która sukcesywnie zdobywa nowych klientów, w tym komercyjnych. Przejęliśmy spółkę Ruch, co ułatwi nam wejście na rynek nowych punktów sprzedaży i rozwój usług e-commerce. Z kolei dostęp do 17,4 milionów użytkowników portali zarządzanych przez Polska Press, skutecznie wzmocni sprzedaż całej Grupy ORLEN, zoptymalizuje koszty marketingowe i umożliwi dalszą rozbudowę narzędzi big data. Podejmujemy działania, które wpisują się w nową strategię PKN ORLEN do 2030 r. i będą efektywnie wspierać dynamiczny rozwój sieci detalicznej – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

PKN ORLEN, zgodnie ze strategią do 2030 r., będzie rozwijał sprzedaż detaliczną poprzez rozwój nowoczesnych kanałów komunikacji, ekspansję sieci punktów odbioru paczek, digitalizację formatów sprzedaży oraz budowę platformy e-commerce w oparciu o sieć RUCH. Pozyskanie Polska Press wpisuje się w założenia tej strategii w szczególności w zakresie budowy zintegrowanej platformy usług cyfrowych w oparciu o bazę klientów. Działania te przyczynią się do wzmocnienia relacji z klientami oraz przełożą się na zwiększenie zysków osiąganych przez koncern. Według badania Mediapanel Polska za listopad 2020 r., serwisy internetowe Polska Press czyta 17,4 mln użytkowników miesięcznie. Dla PKN ORLEN to solidna grupa dotarcia, która umożliwi zwiększenie bazy o nowych i lojalizację dotychczasowych klientów.

PKN ORLEN przejmuje jednego z największych wydawców w Polsce, który w 2019 r. osiągnął przychody na poziomie ponad 398,4 mln zł. Polska Press posiada 20 z 24 wydawanych w Polsce dzienników regionalnych oraz blisko 120 tygodników lokalnych. Funkcjonują z powodzeniem w 15 z 16 województw w Polsce, a w większości z nich zajmuje pozycję lidera pod względem czytelnictwa i sprzedaży. Portfolio Grupy to także 500 witryn online, co czyni ją liderem polskiego internetu w kategorii informacje i publicystyka oraz niekwestionowanym liderem w kategorii informacje lokalne i regionalne. Na przestrzeni ostatnich lat, liczba unikalnych użytkowników Polska Press wykazuje tendencję wzrostową, rosnąc w samym listopadzie 2020 r. 45 proc. rok do roku. Patrząc z perspektywy pojedynczych witryn, największą liczbę realnych użytkowników na poziomie 10,4 mln posiada naszemiasto.pl.

PKN ORLEN rozbuduje narzędzia big data w oparciu o zasoby Polska Press, ORLEN VITAY, Stop Cafe, ale też Grupę Energa czy RUCH. Polska Press posiada bazę wiedzy na temat preferencji klientów, prowadzonych transakcji czy wartości koszyka w odniesieniu do grupy 60,07% użytkowników internetu w całej Polsce. Dzięki temu w ramach Grupy ORLEN możliwe będzie utworzenie nowych modeli biznesowych, które pozwolą na lepsze pokrycie geograficzne oraz dopasowanie oferty dla docelowej grupy klientów. Tworzenie wewnętrznych baz danych to kluczowy trend na rynku reklamy, ale również sprzedaży detalicznej. W celu lepszego zarządzania bazą klientów i szybszej odpowiedzi na ich potrzeby, na przeniesienie kompetencji sprzedażowych do wewnątrz organizacji zdecydował się m.in. Walmart – jeden z największych sprzedawców detalicznych na świecie. W 2019 r. również PepsiCo uznała, że pozyskiwanie danych będzie kluczowe dla rozwoju firmy i zbudowała własne kompetencje planowania mediów.

Tworzenie własnych platform komunikacyjnych, jako wsparcie dla działalności biznesowej i dotarcie do nowych klientów, przez firmy to światowy trend, który obserwujemy już od lat. Najstarszy amerykański dziennik „Washington Post”, został kupiony przez założyciela i prezesa Amazon.com. W 2018 roku AT&T, amerykańskie przedsiębiorstwo telekomunikacyjne, zakupiło koncern medialny Time Warner. Z kolei w 2016 r. globalna firma elektroniczna Arrow Electronics zakupiła UBM (teraz Informa) czyli całą platformę mediów drukowanych i internetowych w obszarze elektroniki. Jeszcze w 2015 roku duża amerykańska firma telekomunikacyjna Verizon za kwotę 4,4 mld dol. przejęła spółkę internetową AOL. Dwa lata później ten sam telekom za 4,5 mld dolarów przejął inny portal internetowy Yahoo. Marc Benioff, współzałożyciel i prezes koncernu Salesforce oraz jego żona Lynne Benioff kupili od wydawnictwa Meredith tygodnik „Time”. Kwotę transakcji ustalono na 190 mln dolarów. Z kolei Patrick Soon Shiong w 2018 kupił gazety „Los Angeles Times” i San Diego Union Tribune”. W 2017 koncern samochodowy Renault nabył 40 proc. udziałów we francuskiej grupie medialnej Challenges. Celem zarówno Challenges Group, jak również Renault jest współpracą w zakresie stworzenia wspólnego pola do testowania innowacji oraz tworzenia nowych treści redakcyjnych i technologicznych.

Włączenie do portfolio usług podmiotu mediowego w istotny sposób rozszerzy ofertę Grupy ORLEN w obszarze reklamy dla klientów zewnętrznych. Akwizycja grupy mediowej, oferującej usługi reklamowe w prasie drukowanej i segmencie online, przyczyni się do wygenerowania dodatkowych oszczędności z tytułu zakupu reklam. Potencjał w tym obszarze najlepiej pokazują wyniki rynku reklamy w Polsce. Według szacunków Publicis Groupe, w 2019 r. był on wart był blisko 10 mld zł, co oznacza wzrost o 3,2% w porównaniu do roku poprzedniego. Rynek reklamy rośnie zresztą nieprzerwanie od 2013 r. Przejęcie Polska Press Grupy przez PKN ORLEN zwiększy efektywność działań reklamowych i marketingowych Grupy.

Na transakcji skorzystają też firmy zewnętrzne, które aktywnie korzystają z usług reklamodawców. Uzupełnienie portfolio mediowego PKN ORLEN o podmiot zarządzający prasą drukowaną i mediami cyfrowymi, umożliwi stworzenie kompleksowej i konkurencyjnej oferty w obszarze reklamy.

Znaczące oszczędności przejęcie Polska Press przez PKN ORLEN może wygenerować w obszarze usług produkcji materiałów wideo w ramach całej Grupy. Wydawnictwo posiada sieć nowoczesnych studiów wideo zlokalizowanych w całej Polsce, a tego typu usługi wiążą się ze znacznymi kosztami. W zakresie mediów społecznościowych te usługi dla PKN ORLEN świadczy Sigma Bis, koncern stworzył też własne kompetencje przy produkcji mediów wewnętrznych. To istotne synergie kosztowe, które mogą zostać przeniesione na całą Grupę ORLEN. Tylko w Polsce to 53 spółki, z których duża część prowadzi szeroką działalność biznesową i ma własne struktury i budżety na marketing i komunikację.

W ramach działalności Grupy ORLEN na rynku mediów i reklamy możliwa jest również duża optymalizacja kosztów logistyki. Dla maksymalnego wykorzystania synergii rozważone zostanie stworzenie centrów logistycznych spółki Ruchu przy nowoczesnych drukarniach Polska Press. Do tego należy uwzględnić własne zaplecze drukarskie do pełnej dyspozycji w ramach Grupy ORLEN, m.in. w przypadku szeroko zakrojonych akcji marketingowych.

Edukacyjny startup Novakid pozyskał 4,25 mln USD na rozwój platformy językowej dla dzieci

Novakid – edukacyjny startup z branży EdTech specjalizujący się w nowatorskiej nauce języka angielskiego dla dzieci opartej na nowych technologiach – ogłosił zakończenie rundy finansowania serii A. Firma, dla której Polska jest jednym z głównych rynków, pozyskała od inwestorów z Europy, Azji i USA łącznie 4,25 mln USD. Środki zostaną przeznaczone na dalsze innowacje produktowe oraz rozwój działań marketingowych.

Novakid Inc. to internetowa szkoła językowa założona w 2017 roku w Stanach Zjednoczonych, która pomaga dzieciom w wieku 4-12 lat w nauce języka angielskiego online. Podstawą edukacji na platformie jest komunikacja i metoda pełnego fizycznego reagowania (tzw. total physical response), polegająca na użyciu gestów i mimiki, odpowiadająca przyswajaniu języka ojczystego. Proces nauczania wzbogacony jest m.in. o wirtualną rzeczywistość (wirtualne wycieczki online), interakcję i grywalizację, aby zapewnić dzieciom pełne zaangażowanie i atrakcyjne przyswajanie wiedzy. Rdzeniem platformy jest zautomatyzowana metoda oceny postępów ucznia za pomocą uczenia maszynowego, oparta na ponad 900 parametrach, testach oraz innych komponentach wielkoskalowych, pozwalających na uzyskanie precyzyjnych wskaźników efektywności uczenia się.

– Metoda Novakid opiera się na teoriach nabywania języków opracowanych przez Ashera, Thornbury’ego, Krashena, Chomsky’ego i jest dopasowana do dzieci w wieku 4-12 lat. Dzięki unikalnemu i praktycznemu podejściu do nauki, Novakid ma do zaoferowania spersonalizowane doświadczenie dla tego pokolenia, które już zna się na technologii cyfrowej – komentuje Amy Krolevetsky, dyrektorka programu nauczania w firmie Novakid.

Dynamiczny rozwój platformy na polskim rynku

Obecnie Novakid świadczy usługi dla uczniów z ponad 30 krajów, w tym Polski, Rosji, Hiszpanii, Niemiec i Turcji. Nieprzypadkowo główny oddział na rynku europejskim znajduje się w Krakowie. Z polskiej platformy korzysta już ponad 10 tys. osób, podczas gdy na całym świecie firma odnotowuje już 26 tys. aktywnych użytkowników. Mają oni do dyspozycji ponad 150 anglojęzycznych nauczycieli z całego świata. Język angielski jest ich językiem ojczystym (native) albo drugim ojczystym (near-native).

– Novakid w nowatorski sposób podchodzi do nauczania języka angielskiego dzieci z krajów, w których angielski nie jest pierwszym językiem mówionym. Tam angielski jest zazwyczaj nauczany jako przedmiot z naciskiem na gramatykę i z niewielką ilością praktycznych ćwiczeń na żywo. Novakid wdraża unikalną metodę, która łączy interaktywny program nauczania z indywidualnymi lekcjami online, podczas których uczniowie i lektorzy mówią wyłącznie po angielsku, aby w pełni zanurzyć się w języku. Takiego doświadczenia zwykle nie da się zapewnić w warunkach offline lub wiąże się to ze sprowadzaniem nauczycieli z USA lub z Wielkiej Brytanii, co jest bardzo kosztowne – mówi Max Azarov, współzałożyciel i dyrektor generalny Novakid.

Potencjał i wyniki docenione przez inwestorów

Runda finansowania została poprowadzona przez PortfoLion z siedzibą na Węgrzech (część OTP, wiodącej grupy bankowej w Europie Wschodniej), do której dołączył amerykański fundusz LearnStart, skupiający się głównie na rynku EdTech (część rodziny LearnCapital VC, która w ostatnich latach wspierała wiele znanych firm, w tym VIPKID i Brilliant.org), a także renomowane firmy TMT Investments i Xploration Capital. We wspomnianej rundzie finansowania wzięli również udział obaj inwestorzy zalążkowi – firma BonAngels z Korei Południowej i LETA Capital. Startup przyciągnął uwagę inwestorów ze względu na ponad 500 proc. wzrost r/r, zarówno pod kątem przychodów, jak i liczby uczniów, a także z uwagi na międzynarodowy zasięg, wysoką retencję klientów oraz solidną monetyzację dzięki płatnym subskrypcjom.

Novakid wykorzysta pozyskany kapitał do wspierania swojego wzrostu poprzez rozwój działań marketingowych i dalszych innowacji produktowych, które obejmują cyfrowy program nauczania, wirtualne wycieczki w formacie 360 stopni, gry edukacyjne, kreatywne zadania domowe i inne rozwiązania, zwiększające zaangażowanie młodych uczniów.

Akademia Leona Koźmińskiego najlepszą szkołą biznesu w Polsce wg. „Financial Times”

„Financial Times” opublikował ranking 90 najlepszych uczelni biznesowych w Europie. Jedyną polską uczelnią w tym rankingu, a równocześnie pierwszą wśród szkół z regionu Europy Środkowo-Wschodniej jest Akademia Leona Koźmińskiego (Kozminski University), która znalazła się na 45. Miejscu, awansując o trzy pozycje w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Studia MBA w Akademii Leona Koźmińskiego

Najstarsza uczelnia ekonomiczna w Europie, ESCP Business School, która działa w aliansie strategicznym z Akademią Leona Koźmińskiego i realizuje program kształcenia także w Warszawie za pośrednictwem ALK, znalazła się na 8. miejscu wśród najlepszych uczelni biznesowych Europy. Trzy najlepsze uczelnie to: HEC Paris, London Business School i Insead. One od lat zajmują miejsca na podium, co zachęca studentów z całego świata, by podjąć studia w Paryżu lub Londynie. Absolwenci, którzy trzy lata temu ukończyli studia MBA w HEC Paris, zarabiają dziś średnio o 133 proc. więcej niż przed rozpoczęciem nauki. Po uzyskaniu dyplomu Executive MBA lub tytułu magistra zarządzania płace absolwentów HEC Paris wzrosły o 80 proc. Dla porównania, absolwenci studiów magisterskich z zarządzania w ALK po trzech latach pracy odnotowali 112-procentowy przyrost zarobków.

„Pomimo dużej konkurencji umocniliśmy pozycję lidera kształcenia menedżerów w regionie środkowo-wschodniej Europy, a dzięki wspólnym programom z ESCP Business School zaznaczyliśmy też swoją obecność w Europie Zachodniej, której uczelnie zdecydowanie dominują w rankingu >>FT<<. Awans o trzy miejsca w porównaniu z rokiem ubiegłym zawdzięczamy przede wszystkim absolwentom studiów magisterskich z zarządzania. W zestawieniu karier wszystkich absolwentów europejskich szkół biznesu osiągnęli oni znakomite wyniki, zajmując czwarte miejsce w kategorii >>rozwój kariery zawodowej<<. Chciałbym im szczególnie pogratulować dotychczasowych osiągnięć i życzyć dalszych sukcesów” – powiedział prof. dr hab. Grzegorz Mazurek, rektor Akademii Leona Koźmińskiego. Ranking szkół biznesu publikowany przez dziennik „Financial Times” należy do bacznie obserwowanych przez środowisko akademickie i kandydatów na studia. Jest tworzony na podstawie wyników pięciu odrębnych, wcześniej publikowanych rankingów: stacjonarnych studiów MBA, niestacjonarnych Executive MBA, stacjonarnych studiów magisterskich z zarządzania i dwóch programów „executive education”. Każdy z rankingów powstaje na bazie własnych analiz „FT” oraz ankiet wysyłanych przez redakcję do osób, które trzy lata wcześniej ukończyły studia. W przypadku Akademii Leona Koźmińskiego o wysokiej 45. pozycji w tegorocznym zestawieniu zdecydowały wyniki dwóch rankingów: EMBA, w którym uczelnia znalazła się na 36. miejscu w Europie oraz studiów magisterskich z zarządzania, które dały jej 31. miejsce w Europie. „Ten rok jest wyjątkowo trudny z powodu pandemii. Europa przeżywa największy kryzys społeczny i ekonomiczny. Wiele osób straciło pracę, całe branże gospodarki są pozbawione przychodów. Ranking >>FT<< pokazuje, że nawet w tak trudnych okolicznościach absolwenci najlepszych uczelni dają sobie radę” – komentuje rektor ALK.

Uczelnie z Europy Środkowo-Wschodniej coraz skuteczniej przebijają się w rankingach „FT”, jednak w tegorocznym zestawieniu najlepszych europejskich szkół biznesu znalazły się zaledwie cztery z nich. Oprócz Akademii Leona Koźmińskiego są to: Uniwersytet Ekonomiczny w Pradze (50. miejsce), Uniwersytet Petersburski (51. miejsce) i moskiewska IBS (58. miejsce).

Brexit ciąży funtowi

Negocjacje brexitowe dotychczas nie wpływały szczególnie negatywnie na brytyjską walutę. Mocna deklaracja Francji o możliwym zawetowaniu porozumienia spowodowała jednak wyraźny problem dla brytyjskiej waluty.

Funt w odwrocie

Negocjatorzy unijni zgodnie z belgijskim prawem zeszli właśnie z kwarantanny i mogą kontynuować negocjacje twarzą w twarz. Czasu na ustalenie warunków umowy handlowej jest jednak coraz mniej, a negocjacje zdalne nie okazały się tak skuteczne. Dodatkowym problemem okazała się wypowiedź francuskiego ministra ds. europejskich. Powiedział on, że jeżeli umowa handlowa nie będzie wystarczająco dobra, Francja skorzysta z prawa weta. Z jednej strony wiadomo, nikt nie chce jednostronnej umowy i logiczne jest, że musi uwzględniać interesy obu. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę na wydźwięk tej wiadomości w mediach. Mocno poprawia to pozycję negocjacyjną negocjatorów unijnych, którzy mogą mocniej naciskać, tłumacząc się potencjalnym wetem Paryża. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. Funt od rana traci na wartości około 1%, tym samym jest najtańszy od początku października.

Poniedziałek pod hasłem korekt

Po tygodniu wyraźnych wzrostów na zarówno EURUSD, jak i ropie naftowej dzisiaj od rana trwa wyraźna korekta na obu instrumentach. Nie jest to niczym nadzwyczajnym, biorąc pod uwagę skalę zmian minionego tygodnia. Dobrym potwierdzeniem jest fakt, że dane piątkowe z USA były niemal dokładnie równe oczekiwaniom, zatem nie powinny mieć nadmiernego wpływu na rynki. Wzrost liczby wież wiertniczych był relatywnie niewielki, zatem nie powinien znacząco wpływać na kurs czarnego złota.

Dobre dane z Kanady

W piątek poznaliśmy odczyty z kanadyjskiego rynku pracy. Były one wyraźnie lepsze od oczekiwań. Powstało więcej miejsc pracy, niż oczekiwano, czego skutkiem był spadek stopy bezrobocia do 8,5% względem oczekiwanych 8,9%. Co ważne, nie tylko wzrosła liczba osób zatrudnionych, ale spadła ilość osób pracujących na ułamek etatu. Oznacza to, że nie tylko rośnie ilość osób pracujących, ale też osoby dotychczas pracujące na ułamek etatu otrzymują pełny etat. Reakcja rynków była pozytywna i dolar kanadyjski wyraźnie zyskiwał na wartości po tych danych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dzień Darmowej Dostawy już 10 grudnia

Zgodnie z przewidywaniami, grudzień tego roku bije wszelkie rekordy sprzedaży online. Czy tak będzie też w przypadku Dnia Darmowej Dostawy? Odpowiedź poznamy 10 grudnia. Już dziś wiadomo, że to ostatni bezpieczny termin na zrobienie w internecie przedświątecznych zakupów, jeśli chcemy aby doszły na czas. Darmowa dostawa jest dodatkową zachętą.

Dzień Darmowej Dostawy to cykliczne święto e-commerce. Biorą w nim udział zarówno małe rzemieślnicze sklepy, jak i duże sieciówki. W tegoroczną edycję zaangażowało się już około 1000 sklepów. Ogromny wybór – zwłaszcza w kategoriach zdrowie i uroda, dla dzieci, czy delikatesy – pozwoli klientom wybrać najodpowiedniejsze prezenty spośród 3 mln produktów. I jednocześnie odciąży kupujących z kosztów dostawy, jakie musieliby ponieść. Partnerami akcji organizowanej co roku przez eKomercyjnie.pl są IdoSell, IMKER, Grupa Domodi i Shoper.

Na czym polega Dzień Darmowej Dostawy?

Klienci zainteresowani skorzystaniem z darmowej wysyłki, robiąc tego dnia zakupy w e-sklepach biorących udział w akcji, mogą wybrać dowolną formę wysyłki dostępną w danym sklepie, a opłata za dostawę nie zostanie naliczona. Co ważne, sklepy nie mogą podwyższać cen produktów, aby zrekompensować sobie koszty dostawy. Taki zapis widnieje w regulaminie Dnia Darmowej Dostawy, którego przestrzeganie jest monitorowane przez organizatorów. Sklepy przyłapane na nieprzestrzeganiu zasad, są automatycznie wykluczane z akcji. Sprzedawcy mają możliwość ustalenia minimalnej wartości zamówienia, od której obowiązuje darmowa dostawa (20 zł lub 50 zł). Jednak wielu sprzedawców realizuje darmową wysyłkę zamówienia bez względu na jego wartość. Warto doprecyzować, że darmowa dostawa obowiązuje na terenie Polski.

Dzień Darmowej Dostawy to wydarzenie o przejrzystych regułach, cieszące się co roku dużym zainteresowaniem zarówno sklepów jak i klientów. Jest rodzimą odpowiedzią na takie zagraniczne komercyjne wydarzenia takie jak Black Friday i Cyber Monday. Celem akcji DDD jest promocja zakupów w internecie.

– Z naszych wieloletnich obserwacji rynku e-commerce wynika, że darmowa dostawa, może być decydująca przy podejmowaniu decyzji zakupowej. Gdy klienci finalizując zamówienie, szczególnie o małej wartości, dowiadują się, że za dostawę muszą dopłacić kilkanaście zł, porzucają swój koszyk, bo oferta przestaje być atrakcyjna. Zniesienie tej bariery sprawia, że sprzedawcy mogą zrealizować więcej transakcji, a klienci cieszyć się przystępnym cenowo zakupem – komentuje Krzysztof Bartnik, inicjator akcji DzieńDarmowejDostawy.pl w Polsce. – Bezpłatna przesyłka to też bardzo dobry sposób na zwiększenie sprzedaży poprzez pozyskiwanie nowych klientów, którzy są bardziej otwarci na zakupowe eksperymenty, jeśli czują, że dostają coś ekstra. Tym bonusem jest tu właśnie bezkosztowa dostawa – dodaje.

Jak zaoszczędzić najwięcej?

DDD może się okazać największą oszczędnością dla osób, które są zainteresowane kupnem dużych i ciężkich przedmiotów – mebli, dużego sprzętu RTV, akcesoriów ogrodniczych itp., których koszt dostawy może wynosić kilkadziesiąt złotych. A także dla tych, którzy chcą zrobić drobne zakupy w wielu różnych sklepach. Zsumowanie zwykłych kosztów dostawy, pozwala sobie uświadomić, że taka akcja to prawdziwa okazja.

Listę sklepów biorących udział w Dniu Darmowej Dostawy można znaleźć na stronie dziendarmowejdostawy.pl. E-sklepy zostały podzielone na 30 kategorii. Kupujący mogą korzystać z wyszukiwarki sklepów i produktów. Wszystkie sklepy zostały zweryfikowane pod kątem zgodności oferty z regulaminem DDD.

Święta w tym roku skromniejsze, prezenty kupimy w sieci

  • Tylko 3 na 4 Polaków kupi w tym roku prezenty świąteczne – to spadek o niemal 9 pkt proc. w porównaniu do zeszłego roku. Główny powód – pogorszenie sytuacji finansowej podczas pandemii (35%).
  • Przeciętna polska rodzina wyda w tym roku na prezenty 471 zł, w porównaniu do 541 zł w roku 2019.
  • 41 proc. badanych wyda na prezenty mniej niż w roku ubiegłym. Wynika to m.in.
    z budżetu nadszarpniętego przez COVID-19 (58%), ale też mniejszej liczby osób przy świątecznym stole (40%).
  • Jeden na czterech Polaków deklaruje, że zdarza mu się kupować prezenty świąteczne „z drugiej ręki”. Badani są jednak otwarci na tę możliwość, bierze ją pod uwagę co piąty z nas.

Mniej na prezenty

W tym roku nie w każdym polskim domu prezenty pojawią się pod choinką. Tylko 75% Polaków kupi upominki świąteczne – to spory spadek w porównaniu z prawie 84% w 2019. Dlaczego tak wielu Polaków nie planuje zakupu prezentów? U co trzeciego zapytanego z tej grupy na taki wydatek nie pozwala pogorszenie sytuacji finansowej, szczególnie odczuwalne podczas pandemii. Respondenci podają też inne powody: brak takiej tradycji w rodzinie (17%), minimalizm i niechęć do konsumpcjonizmu (16%), a także brak potrzeby obdarowywania się prezentami w święta (15%)Co dziesiąta osoba z grupy niekupujących podkreśla, że wykonuje świąteczne podarunki własnoręcznie.

Święta w tym roku skromniejsze, prezenty kupimy w sieci (2) Święta w tym roku skromniejsze, prezenty kupimy w sieci (1)

Wśród tych Polaków, którzy będą kontynuować tradycję kupowania prezentów, aż 41% wyda na ten cel mniej niż w zeszłym roku. W 58% przypadków jest to efekt nadszarpnięcia budżetu przez COVID-19. Na tym wpływ pandemii się nie kończy – 40% zapytanych, tłumacząc mniejsze wydatki, mówi, że spotka się przy świątecznym stole w mniejszym gronie. Badanymi kierują również inne motywacje – 14%. zmniejszyło swój budżet, uznając, że kupowanie drogich prezentów to wypaczanie idei świąt, a 11% z tych, którzy wydadzą mniej, chce postawić na własnoręcznie zrobione upominki lub podarunki „z drugiej ręki”.

Te święta będą inne niż zwykle. Przy wigilijnym stole zasiądzie mniej osób, niektóre rodziny spotkają się wyłącznie zdalnie. Ograniczenia dotyczące zgromadzeń i niepewna sytuacja finansowa milionów Polaków przełożą się na nieco skromniejszą Gwiazdkę niż w ostatnich latach – komentuje Katarzyna Merska, Koordynator ds. Komunikacji Gumtree.pl.

Przeszło czterech na dziesięciu Polaków przeznaczy na prezent dla najbliższej osoby od 50 do 100 zł. Niewiele mniej, bo 36%, wyda między 100 a 250 zł. Prawie 60% badanych uzależnia wydaną kwotę od tego, dla kogo kupuje upominek. Najwięcej pieniędzy jesteśmy skłonni wydać na podarunki dla dzieci (40%) oraz żony/męża lub partnerki/partnera (36%).

W sumie na świąteczne upominki polska rodzina wyda w tym roku średnio 471 złotych. To spadek aż o 13% w stosunku do zeszłorocznych wydatków, które wyniosły przeciętnie 541 złotych.

Zakupy online – sprawniej i bezpieczniej

Mimo tego, że finalnie galerie handlowe zostały otwarte przed Świętami, Polacy w tym roku po sklepach będą buszować wirtualnie. Aż 77% chce kupić upominki w sklepach internetowych, co stanowi ponad dwukrotny wzrost w porównaniu z zeszłorocznym wynikiem (37%). Średnio co trzeci planuje polowanie na prezenty w tradycyjnych sklepach – zarówno w galeriach handlowych, jak i poza nimi. 11% bierze pod uwagę internetowe portale aukcyjne i ogłoszeniowe.

Dwóch na trzech badanych, którzy zapowiedzieli unikanie zakupów w tradycyjnych sklepach, robi tak z powodu sytuacji pandemicznej. Inni omijają tradycyjne obiekty m.in. z uwagi na przedświąteczne tłumy (48%), oszczędność czasu związaną z zakupami online (43%) czy lepsze ceny w sieci (42%).

Warto zauważyć, że motywacje kupujących prezenty w sieci związane są nie tylko z wyjątkowym okresem pandemii. Wiele osób, decydując się na e-zakupy, chce po prostu oszczędzić czas czy trafić na lepsze promocje. Pozwala to postawić wniosek, że Polacy z roku na rok są coraz bardziej przekonani do zakupów online, a koronawirus tylko przyspieszył ten proces – zaznacza Katarzyna Merska z Gumtree.pl.

Dobre gospodarowanie czasem jest dla Polaków szczególnie ważne – tylko 13% kupuje prezenty świąteczne na ostatnią chwilę, tuż przed Bożym Narodzeniem. Większość (49%) robi to w ciągu dwóch tygodni przed świętami, a 39% jeszcze wcześniej – prawdopodobnie korzystając z przedświątecznych promocji, takich jak m.in. Black Friday czy Cyber Monday.

Prezenty z drugiej ręki? Czemu nie!

Najpopularniejszymi prezentami dla najbliższych w te święta będą kosmetyki i perfumy (52%), ubrania i akcesoria (33%), książki, płyty, gry planszowe (30%) oraz elektronika i akcesoria (24%). Coraz życzliwiej patrzymy również na kupowanie prezentów świątecznych „z drugiej ręki” – jedna czwarta Polaków już to robi, a jedna piąta planuje otworzyć się na tę możliwość w niedalekiej przyszłości.

Połowa badanych byłaby skłonna do kupna upominku „z drugiej ręki”, gdyby był to wyjątkowy produkt, a jeden na trzech zrobiłby to, gdyby w sklepie zabrakło nowego egzemplarza poszukiwanego towaru. Dla 24% motywująca byłaby niższa cena, a dla 15% możliwość nadania przedmiotowi „drugiego życia” – co wiąże się z ekologicznym podejściem do konsumpcji.

Raport Gumtree.pl pt. „Prezenty świąteczne” powstał na podstawie wyników badania ilościowego zrealizowanego przez agencję badawczą SW Research w listopadzie 2020 roku metodą CAWI (wywiady on-line) na reprezentatywnej grupie 1222 Polaków w wieku 18+.