Polskie drogi jednymi z najniebezpieczniejszych w Europie. Sytuację mogłyby poprawić wyższe mandaty i obniżenie maksymalnej prędkości

Polskie drogi jednymi z najniebezpieczniejszych w Europie. Sytuację mogłyby poprawić wyższe mandaty i obniżenie maksymalnej prędkości 1

W ubiegłym roku w Polsce zginęło w wypadkach drogowych 76 osób na milion mieszkańców – o 2 proc. więcej niż przed rokiem. To czyni polskie drogi jednymi z najniebezpieczniejszych w Unii Europejskiej. Koszty wypadków sięgają nawet 52 mld zł rocznie. Konieczna jest nie tylko edukacja kierowców, lecz także skuteczne odstraszanie – mandaty w Polsce należą do najniższych w Europie – podkreśla Adam Sobieraj z Fundacji Drogi Mazowsza.

– Mazowsze traci 4,5 mld zł w wyniku tego, że dochodzi do wypadków drogowych. 52 mld zł to koszt wypadków w całym kraju. Dla porównania program 500+ kosztuje nas 25 mld zł, a piątka Kaczyńskiego będzie kosztowała 40 mld zł. Nikt nie protestuje, że 52 mld zł wydajemy na wypadki, natomiast większość osób krzyczy, że pakiet socjalny jest za drogi. Nie zauważamy wydatków, które sami generujemy jako uczestnicy ruchu drogowego. Ubezpieczyciele pokrywają z tego raptem 8 mld zł, reszta jest z naszej kieszeni – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Sobieraj z Fundacji Drogi Mazowsza.

Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w 2018 roku doszło w Polsce do 31,6 tys. wypadków drogowych, w których zginęło 2,8 tys. osób.

Polskie drogi należą do jednych z najniebezpieczniejszych w UE. Dane Komisji Europejskiej wskazują, że w ubiegłym roku w wypadkach drogowych ginęło w naszym kraju średnio 76 osób na milion mieszkańców. Pod tym względem wyprzedza nas tylko Rumunia (96 zabitych), Bułgaria (88), Łotwa (78) i Chorwacja (77). Poza Łotwą wszystkie te kraje zmniejszyły jednak liczbę ofiar śmiertelnych. Polska zanotowała jednak niewielki wzrost (o 2 proc.).

– Jeśli wzrośnie statystyka, to nie mówmy o tym, że to jest wahnięcie, tylko zróbmy wszystko, aby wizja zero, o której wszyscy mówią, była naprawdę realna. Dziś w Polsce na pewno nie jest ona realna – ocenia Adam Sobieraj.

Inicjatywa „Wizja zero” ma na celu sukcesywnie zmniejszanie liczby ofiar śmiertelnych w wypadkach drogowych. W realizacji założeń mogłoby pomóc np. wprowadzanie w miastach specjalnych stref z dopuszczalną maksymalną prędkością 30 km/h. Zdjęcie nogi z gazu znacznie poprawiłoby bezpieczeństwo. O ile zderzenie pieszego lub rowerzysty z pojazdem jadącym 30 km/h daje nawet 90 proc. szans na przeżycie, o tyle przy prędkości 70 km/h spada do zaledwie 5 proc. Problemem jest też nieprzestrzeganie przez kierowców ograniczeń prędkości.

– Musimy nauczyć kierowców jeździć z prędkością 50 km/h. Do tego jest nam potrzebna dobra infrastruktura, która wymusi tę prędkość, policja, która wymusi przestrzeganie tego, oraz edukacja. Te 50 km/h nie jest po to, żeby utrudnić życie kierowcy. Aby poprawić bezpieczeństwo w ruchu drogowym poprzez przepisy, tak naprawdę trzeba je kompleksowo przeanalizować i porównać z innymi krajami – mówi Sobieraj.

W Polsce brakuje też skutecznie odstraszających kar za przewinienia, bo mandaty opiewają na kilkaset złotych. W wielu krajach na Zachodzie wysokość mandatów jest uzależniona od stanu portfela. W państwach skandynawskich za niektóre wykroczenia nie ma górnej granicy grzywny dla kierowców, w Polsce można dostać maksymalnie 5 tys. zł.

– Perspektywa, że można dostać nie 100 zł, a 100 euro mandatu, nie 500 zł za potrącenie pieszego, a 5 tys. czy 50 tys. zł, na pewno zredukuje pewną liczbę wypadków z punktu widzenia ekonomicznego – przekonuje Adam Sobieraj. – Tak było w przypadku pijaństwa na drodze. Świadomość konsekwencji jazdy po alkoholu jest duża, w związku z tym wypadki z udziałem osób będących pod wpływem stanowią raptem kilka procent [8,8 proc. w 2018 roku – red.].

Zdaniem eksperta przykładem może być Słowacja, której udało się w ostatnich latach znacznie ograniczyć liczbę ofiar wypadków drogowych. Obniżono tam prędkość w miastach i przyjęto nowe przepisy ruchu drogowego. Podniesiono również kary za ich naruszenia. Wprowadzono podwyżki dla policjantów, aby zminimalizować ryzyko korupcji. Wprowadzono też wytyczne dla miast, jak skuteczniej zadbać o bezpieczeństwo. W Polsce problemem jest brak współpracy między instytucjami.

– Osobno policja, osobno Inspekcja Transportu Drogowego, osobno ministerstwa, osobno samorządy – większa współpraca na pewno przyniosłaby dużo lepszy efekt – przekonuje Sobieraj.

Kiedy w 2015 roku zlikwidowano możliwość kontroli drogowej przez samorządy, liczba wypadków wzrosła. Tylko faktycznie nakładane kary mogą spowodować, że kierowcy będą bardziej uważni.

– Przed wyborami w 2015 roku zlikwidowano możliwość kontroli drogowej przez samorządy i skutek jest taki, że po roku czy dwóch mamy wzrost wypadków, ponieważ kierowcy przestali na danych skrzyżowaniach przestrzegać prędkości – podkreśla ekspert Fundacji Drogi Mazowsza. – Weźmy przykład Poznania, gdzie w ciągu 3 miesięcy tego roku sfotografowano milion kierowców, którzy przekroczyli prędkość, ale nie można im wysłać mandatu, bo nie jest to w gestii władz samorządowych. Nie można bezpieczeństwa ruchu drogowego traktować jak wabik wyborczy.

Platformy VoD i gry komputerowe coraz popularniejsze. Informacje o końcu tradycyjnej telewizji są jednak przesadzone

Platformy VoD i gry komputerowe coraz popularniejsze. Informacje o końcu tradycyjnej telewizji są jednak przesadzone 2

Choć niemal połowa Polaków codziennie ogląda telewizję, to pod względem popularności szybko gonią ją płatne serwisy VoD, z których przynajmniej raz w miesiącu korzysta blisko 70 proc. osób – wynika z badania „Od Netflixa do Fortnite’a – jak Polacy spędzają czas przed ekranem” Ogólnopolskiego Panelu Badawczego Ariadna. Przy rosnącej popularności portali VoD, telewizję czekają zmiany. Telewizja przyszłości ma być oparta na spersonalizowanych informacjach.

– Telewizja trzyma się nadal dobrze i wszelkie zapowiedzi o jej śmierci są przedwczesne, ale niewątpliwie serwisy VoD bardzo mocno przyciągają uwagę konsumentów. Co więcej, coraz częściej płacimy za korzystanie z tych treści. Obecnie tylko mniej więcej połowa osób nie płaci za treści wideo – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Tomasz Baran z Ogólnopolskiego Panelu Badawczego Ariadna i Wydziału Psychologii UW.

Z badania „Od Netflixa do Fortnite’a – jak Polacy spędzają czas przed ekranem” przeprowadzonego na panelu Ariadna dla „Media & Marketing Polska” wynika, że w ramach rozrywki coraz częściej wybieramy serwisy VoD i gry, ale telewizja wciąż jeszcze trzyma się mocno. Codziennie telewizję ogląda 44 proc. osób, a przynajmniej raz w miesiącu niemal każdy (95 proc.).

– Jedna trzecia badanych internautów przyznaje, że gdyby musieli wybierać, to za wszelką cenę chcieliby znaleźć czas na oglądanie telewizji. Telewizja ma tę zaletę, że jest bezpłatna i można ją oglądać bez angażowania większych zasobów uwagowych – podkreśla dr Tomasz Baran.

Aby jednak w przyszłości móc skutecznie konkurować z platformami VoD, telewizja potrzebuje zmian.

– Postrzegałbym telewizję jako ekran informacji – i tak bym definiował telewizję przyszłości, składający się z wielu wątków informacyjnych, które są dobierane i personalizowane pod kątem zainteresowań danej osoby i danej grupy docelowej. Czyli profilowanie treści wideo i informacji zamiast – tak jak obecnie – układanego dziś programu, który być może nam będzie pasował, a być może nie – przekonuje dr Tomasz Baran.

Wśród bezpłatnych serwisów prym wiedzie YouTube, gdzie materiały wideo codziennie ogląda 23 proc. badanych. Spośród płatnych serwisów zdecydowanie wygrywa Netflix. Za oglądanie wideo w tym serwisie płaci 15 proc. badanych, dla porównania dostęp do Player.pl opłaca 7 proc., a Ipla.pl i HBO Go – po 6 proc. Respondenci najchętniej oglądają seriale i filmy fabularne (odpowiednio 61 proc. i 50 proc.). Wśród największych zalet serwisów VoD wymieniają brak reklam, duży wybór treści i możliwość oglądania na dowolnym urządzeniu.

– Okazuje się, że oglądanie treści VoD nie jest postrzegane jako marnowanie czasu w takim stopniu jak np. poświęcanie czasu na gry wideo. Serwisy VoD konkurują o uwagę i czas na rozrywkę bardziej z różnymi grami elektronicznymi niż między sobą – wskazuje ekspert.

Blisko 70 proc. Polaków korzysta z serwisów VoD przynajmniej raz w miesiącu, a 16 proc. codziennie lub prawie codziennie. Z kolei w gry elektroniczne, czy to na komputerze, konsoli, czy smartfonie lub tablecie, gra przynajmniej raz w miesiącu 57 proc., a codziennie 15 proc. badanych. Raport finansowy Netflixa wskazuje, dla platformy większym zagrożeniem niż HBO jest Fortnite, czyli komputerowa gra survivalowa z liczbą zarejestrowanych kont przekraczającą 200 mln.

Opracowane przez polski start-up elektrody pozwalają wykryć o 20 proc. więcej zawałów serca niż klasyczne EKG. Zamiast 10 elektrod wystarczy jedna naklejka

Opracowane przez polski start-up elektrody pozwalają wykryć o 20 proc. więcej zawałów serca niż klasyczne EKG. Zamiast 10 elektrod wystarczy jedna naklejka 3

Choroby kardiologiczne są przyczyną niemal połowy zgonów w Polsce, a co roku do szpitala trafia prawie 80 tys. Polaków z zawałem serca. Badanie EKG dostarcza informacji na temat tętna i rytmu serca, może też wskazywać na ryzyko zawału serca. Nie przewidzi jednak ryzyka przyszłego zawału serca. Opracowane przez polski start-up elektrody nowej generacji, wraz ze specjalną aplikacją na smartfony, są znacznie skuteczniejsze od zwykłego badania. Wykryją o 20 proc. zawałów serca więcej niż zwykłe EKG.

– Projekt SmartMedics jest innowacją na polskim rynku, koncentrującą się głównie w obszarze nowej elektrody do akwizycji sygnałów biometrycznych z ciała człowieka. W obecnej fazie projektu dotyczy to przede wszystkim sygnałów pochodzenia sercowego, a więc elektrokardiogramu powszechnie nazywanego EKG. Chcemy stworzyć rozwiązanie wygodne dla pacjenta, nową formę elektrody EKG, taki patch naklejany na ciało człowieka – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Łukasz Kołtowski, współzałożyciel SmartMedics.

Nowe technologie zmieniają oblicze medycyny. Dotyczy to także chorób kardiologicznych, pacjentów z chorobą wieńcową i narażonych na choroby niedokrwienne serca. Na rynku są już np. dostępne inteligentne koszulki do pomiaru EKG. Przeznaczone dla osób w trakcie rehabilitacji, mogą się łączyć z urządzeniami mobilnymi i tam w czasie rzeczywistym prezentować pomiary EKG i przesyłać je do lekarzy zdalnie monitorujących pacjentów. Nie brakuje też inteligentnych czujników, które na bieżąco monitorują puls, wykrywają anomalie i nieprawidłowy rytm serca. Specjalne opaski czy zegarki mierzą puls, sprawdzają się zwłaszcza przy arytmii – dzięki wbudowanemu sensorowi EKG działają z podobną dokładnością, co urządzenia medyczne.

Nowoczesne zegarki zaalarmują też o możliwym ataku serca. Po odczytach kilku różnych parametrów, jak np. zawartość tlenu, krążenie, sztuczna inteligencja ostrzeże pacjenta, dodatkowo poinformuje służby ratunkowe, a także wcześniej wskazane osoby. Dzięki wbudowanemu GPS działającemu także niezależnie od dostępu do sieci wskażą dokładną lokalizację.

Projekt polskiego start-upu idzie krok dalej, bo przede wszystkim jest znacznie dokładniejszy od obecnych na rynku urządzeń do EKG.

– To taki patch naklejany na ciało człowieka. Jest mało inwazyjny, pacjent może go długo nosić na ciele, a jednocześnie oferuje wysokiej jakości sygnał. Dotychczas EKG i elektrody EKG składały się z 12 odprowadzeń, my się koncentrujemy na odprowadzeniach z większą liczbą punktów sczytywania, jesteśmy w stanie sczytać więcej informacji o sercu pacjenta. Klasyczne elektrody nie mogą być długo noszone, pacjenta boli, gdy się je odkleja, a do tego mają kable. Nasza elektroda nie ma ani kabla, ani zewnętrznego urządzenia do podłączenia – przekonuje Łukasz Kołtowski.

SmartMedics jako pierwszy na rynku stworzył 18-odprowadzeniowy patch EKG ze specjalną aplikacją na smartfony. Algorytmy sztucznej inteligencji na bieżąco sprawdzają odczyty i w czasie rzeczywistym rozpoznają anomalie w rytmie serca. Dzięki nowym technologiom nowe elektrody pozwalają wykryć nawet o 20 proc. więcej zawałów serca. Co więcej, ponieważ elektroda nie ma oprzyrządowania w postaci kabla i zewnętrznego urządzenia do podłączenia, może być stosowana zarówno w szpitalach, jak i w domu.

– Kiedy pacjenci potrzebują przewlekłego monitorowania, wówczas elektroda jest podłączona do klasycznego EKG czy stacji monitorowania przy łóżku pacjenta. Jest też wersja mobilna, gdzie pacjent może chodzić po szpitalu i sygnał jest przesyłany zdalnie. Druga forma zastosowania tej elektrody to dom pacjenta. Myślimy o rehabilitacji kardiologicznej, próbach wysiłkowych, ale wykonywanych ambulatoryjnie, monitorowaniu arytmii, a więc zaburzeń rytmu, a także o pacjentach podwyższonego ryzyka – wymienia współzałożyciel SmartMedics.

Jak przekonuje Kołtowski, urządzenie jest rewolucyjne w skali świata. Przede wszystkim jest bezinwazyjne, bardzo dokładne, a elektrody w żaden sposób nie hamują ruchów.

– W tej elektrodzie przede wszystkim liczy się komfort. Mała grubość, to około 25 mikrometrów, to pewnego rodzaju tatuaż, komfort dla pacjenta. To także czas rzeczywisty monitorowania pacjenta i przesyłania tych danych do centrum telemonitoringu – wskazuje ekspert.

Nowo opracowana elektroda jest też niskokosztowa – rocznie w średniej wielkości szpitalu zużywa się kilkadziesiąt tysięcy kompletnych zestawów elektrod. Większość elektrod jest do siebie zbliżona, ma podobne właściwości. Ta opracowana przez polski start-up to jedna naklejka, co oznacza dla szpitala znaczne oszczędności.

– Patrząc na technologię, której używamy, masowa produkcja tego typu elektrod ma szansę być tańsza od klasycznych elektrod, zwłaszcza biorąc pod uwagę możliwość zamiany 10 klasycznych elektrod na jeden patch – podkreśla Łukasz Kołtowski.

Według Allied Market Research globalny rynek urządzeń EKG do 2023 r. osiągnie wartość 6,6 mld dol.

Latające i autonomiczne taksówki to przyszłość transportu. Wymagają jednak poważnych zmian w prawie, by mogły się upowszechnić

Latające i autonomiczne taksówki to przyszłość transportu. Wymagają jednak poważnych zmian w prawie, by mogły się upowszechnić 4

Najwięksi producenci pracują nad latającymi pojazdami, które łatwo ominą korki i szybko dotrą na miejsce. Obecnie rozwijanych jest nawet około 20 różnych typów pojazdów latających zarówno przez duże firmy, takie jak Airbus i Boeing, jak i mniejsze, takie jak niemiecki Volocopter. Eksperci podkreślają, że konieczne jest jednak uregulowanie dostępu do przestrzeni powietrznej. Nawet małe, kilogramowe drony, mogą doprowadzić do katastrofy trudnej do wyobrażenia. Przy latających taksówkach, bez wyznaczenia korytarzy, w których mogłyby się poruszać, wypadki mogłyby się stać codziennością.

– Nowe technologie w lotnictwie wywołują dreszcz emocji wśród normalnych obywateli. Jeżeli ktoś zaczyna mówić o bezzałogowych taksówkach, które miałyby wozić ludzi od punktu A do B, to zaraz rodzi się pytanie, czy to będzie bezpieczne dla innych użytkowników. Wystarczające problemy rodzi wolny dostęp do przestrzeni powietrznej, kiedy każdy może kupić sobie jakaś motolotnie czy paramotolotnię i próbować rozwijać swoje lotnicze hobby – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje płk dypl. pil. Cezary Wasser, szef Szefostwa Służby Ruchu Lotniczego Sił Zbrojnych RP.

Według  Gideona Lichfielda, redaktora naczelnego „MIT Technology Review”, nawet 20 różnych typów pojazdów latających jest obecnie rozwijanych różnymi metodami przez zarówno duże firmy, takie jak Airbus i Boeing, jak i mniejsze, takie jak niemiecki Volocopter. Niektóre mają działać podobnie do dronów napędzanych wirnikiem, inne to samoloty o stałych skrzydłach ze śmigłami skierowanymi w górę z możliwością pionowego startu i lądowania. Niektóre mają działać niczym autonomiczne taksówki – same odbiorą pasażerów, dostarczą na miejsce, a wszystko bez udziału pilota. Już w 2020 roku na ulice mają wyjechać robotaksówki Tesli, działające podobnie jak Uber, które – jeśli właściciel wyrazi zgodę – będą zarabiać działając w sieci pasażerskiej. W wersji latającej takie taksówki mogą się pojawić niewiele później.

Choć latające taksówki nie są jeszcze produkowane, to pierwsze testy już trwają. Jeszcze w tym roku pierwsze latające przewozy będą realizowane w Singapurze, są także zapowiedzi testowych lotów w Londynie i niemieckich miastach. Zanim jednak latające samochody wejdą do użytku, niezbędne są odpowiednie regulacje. Już choćby przykład dronów pokazuje, że stworzenie mapy powietrznej, przypominającej system świateł na ulicach, jest konieczne.

– O ile nad przestrzenią wyżej położoną, na pewnej wysokości, panuje Polska Agencja Żeglugi Powietrznej i jej systemy, a wojsko to widzi na swoich radarach, to koordynacja ruchu, który jest poddany takiej wolności, jest trudna. Doświadczamy właśnie kolejnego obszaru bardzo nowego technologicznie, czyli popularnych dronów – wskazuje płk Cezary Wasser.

Biała Księga Rynku Bezzałogowych Statków Powietrznych przygotowana przez Polski Instytut Ekonomiczny wskazuje, że obecnie w polskiej przestrzeni powietrznej znajduje się ok. 100 tys. dronów, a wartość polskiego rynku dronów konsumenckich w latach 2017–2026 sięgnie 1,08 mld zł. Liczba sprzedanych urządzeń przekroczy zaś 386 tys. Jak podkreśla ekspert, w kwestii legislacyjnego uregulowania rynku dronów, Polska jest jednym z europejskich liderów. Jako pierwsza wprowadza też rozwiązania, które pomagają kontrolować przestrzeń powietrzną.

– Jest takie rozwiązanie, tzw. DroneRadar na telefony komórkowe, w którym łatwo możemy uzyskać informację: czy na danym terenie można latać, czy też, jest czerwona plamka na ekranie, informująca, że latać nie wolno. To tak, jak czerwone światło na drodze. Każdy, kto ma poszanowanie dla prawa i zdaje sobie sprawę z konsekwencji, raczej się wstrzyma z wykonywaniem operacji – wskazuje płk Wasser.

Aplikacja była koniecznością, bo beztroscy operatorzy dronów nie są rzadkością. Choćby w 2015 roku samolot niemieckiej Lufthansy niemal nie zderzył się z dronem, który przeleciał zaledwie 100 metrów od samolotu. Z kolei w lutym 2018 roku w Południowej Karolinie rozbił się śmigłowiec, którego pilot próbował uniknąć kolizji z dronem.

– Zderzenie z dronem ważącym nawet około kilograma, którego najcięższym elementem jest bateria, przy prędkości zbliżenia chociażby 200–300 km na godzinę, może mieć konsekwencje prowadzące do katastrofy. Taka bateria czy dron może zniszczyć śmigło czy wpaść do wlotu silnika odrzutowego i zniszczyć konstrukcję w mgnieniu oka. Szczególnie na małej wysokości, gdzie nie ma czasu na reakcję – przekonuje ekspert.

DroneRadar bardzo łatwo pozwala się zorientować, czy w danym miejscu w danym momencie można bezpiecznie operować dronem. Aplikacja może też zaalarmować operatora drona o konieczności opuszczenia danej strefy, np. przy przelocie śmigłowca ratunkowego. Tylko w 2018 roku aplikację pobrano ok. 100 tys. razy.

– To jakieś kilkadziesiąt tysięcy operacji w ciągu roku. A w niektórych wojskowych strefach wokół lotnisk wojskowych aktywowano przykładowo 2 tys. razy taką aplikację. To świadczy o lawinowym wzroście zapotrzebowania na regulacje i  o tym, że potencjalne ryzyko zderzenia jest bardzo realnym zdarzeniem – podkreśla płk Cezary Wasser.

Wyniki finansowe MOL za I kw. 2019 r.

  • W pierwszym kwartale 2019 r. Grupa MOL osiągnęła 514 mln USD oczyszczonego wyniku CCS EBITDA
  • Wynik segmentu Upstream osiągnął poziom 283 mln USD, podobnie jak w pierwszym kwartale 2018 r.
  • Oczyszczony wynik CCS EBITDA segmentu Downstream okazał się słabszy niż przed rokiem i wyniósł 138 mln USD
  • Segment Usług konsumenckich kontynuował dwucyfrowy wzrost EBITDA osiągając w pierwszym kwartale rekordowy poziom
  • Zysk netto Grupy w pierwszym kwartale wyniósł 174 mln USD

Grupa MOL podała dziś wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2019 r. Zgodnie z planem na rok bieżący, wynik EBITDA po pierwszym kwartale przekroczył poziom 500 mln USD.

Wynik EBITDA w segmencie Upstream pozostał bez zmian wobec wyniku sprzed roku, notując 283 mln USD, m.in. dzięki utrzymaniu wysokiego poziomu produkcji, co zniwelowało negatywny wpływ innych czynników. W pierwszym kwartale 2019 r. produkcja wzrosła do najwyższego od siedmiu lat poziomu 116 tys. baryłek ekwiwalentu ropy naftowej dziennie, głównie dzięki dobrym wynikom osiąganym na brytyjskich złożach.

Niższy niż przed rokiem wynik dostarczył z kolei segment Downstream, na co wpływ miały pogarszające się warunki w sektorze rafinacji, częściowo zrównoważone dzięki poprawie efektywności operacji. 138 mln USD oczyszczonego wyniku CCS EBITDA, to o 37% mniej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.

Segment Usług Konsumenckich kontynuował dwucyfrowy wzrost, notując wzrost wyniku EBITDA o 10% r/r, do poziomu 89 mln USD. Wpływ na to miały wyższe wolumeny sprzedaży paliw oraz wyższe wpływy z oferty pozapaliwowej. Sprzedaż paliw w Europie Środkowo-Wschodniej wzrosła w omawianym okresie o 3% (na Węgrzech i w Chorwacji o 5%), co stworzyło korzystne warunki dla całego segmentu.

Segment gazowy Midstream przynisół z kolei 66 mln USD EBITDA, co oznacza spadek o 23% r/r.

Zsolt Hernádi
Zsolt Hernádi

Prezes i CEO Grupy MOL, Zsolt Hernádi tak skomentował wyniki pierwszego kwartału: „Pierwszy kwartał przyniósł wynik EBITDA na poziomie ponad 500 mln USD oraz dodatnie przepływy gotówkowe, co wpisuje się w plan na cały rok 2019 i pozwala na realizację zaplanowanych inwestycji w ramach prowadzonej w firmie transformacji. Niższe niż przed rokiem zyski są efektem wysokiej bazy oraz słabszych niż przed rokiem marży na produktach rafinacji, co tylko częściowo udało się zrównoważyć dobrą efektywnością operacyjną we wszystkich segmentach. Segment Usług Konsumenckich kontynuował dwucyfrowy wzrost EBITDA, m.in. dzięki kolejnym otwarciom punktów Fresh Corner, których działa już 700. W tym czasie segment Upstream zanotował najwyższą produkcję od roku 2012”.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – kwiecień 2019 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 3,6% rdr do 13,7 mld zł w kwietniu 2019 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 20,8% rdr do poziomu 413,9 tys. szt. w kwietniu 2019 r.
  • Wzrost łącznej wartości obrotu akcjami na rynku NewConnect o 26,5% rdr do poziomu 99,9 mln zł w kwietniu 2019 r.
  • Wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 60,1% rdr do 89,9 mln zł w kwietniu 2019 r.
  • Wzrost obrotu ETF-ami o 108,3% rdr do 11,0 mln zł w kwietniu 2019 r.
  • Wzrost obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 3,3% rdr do poziomu 189,8 mln zł w kwietniu 2019 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu energią elektryczną na rynku spot o 30,2% do poziomu 2,9 TWh w kwietniu 2019 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 96,1% rdr do 11,2 TWh w kwietniu 2019 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia[2] na rynku spot o 3,8% do 6,1 TWh w kwietniu 2019 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 14,0 mld zł w kwietniu 2019 r., czyli o 3,1% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w kwietniu 2019 r. o 3,6% rdr do poziomu 13,7 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła w kwietniu 2019 r. 686,2 mln zł, o 3,6% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec kwietnia 2019 r. wyniosła 60 145,50 pkt i była o 0,4% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w kwietniu 2019 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 26,5% rdr do poziomu 99,9 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w kwietniu wzrosła o 16,3% rdr i wyniosła 85,1 mln zł.

W kwietniu 2019 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 413,9 tys. szt., czyli o 20,8% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 26,2% rdr do poziomu 223,7 tys. szt.

W kwietniu 2019 r. zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 60,1% rdr do poziomu 89,9 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 108,3% rdr do 11,0 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 90,0 mld zł na koniec kwietnia 2019 r. wobec 79,1 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła w kwietniu 2019 r. o 3,3% rdr do poziomu 189,8 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w kwietniu 2019 r. 33,3 mld zł i była o 5,9% niższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w kwietniu 2019 r. wyniósł 18,2 TWh, co oznacza wzrost o 0,3% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 30,2% rdr do poziomu 2,9 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 3,9% rdr do poziomu 15,3 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł w kwietniu o 96,1% rdr do 11,2 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 23,9% do poziomu 2,3 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 131,7% rdr do poziomu 8,9 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[3], na rynku spot wyniósł w kwietniu 2019 r. 6,1 TWh, co oznacza wzrost o 3,8% rdr. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wzrósł o 173,0% rdr osiągając w kwietniu 2019 r. poziom 38,1 ktoe[4].

Kapitalizacja 410 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec kwietnia 2019 r. wyniosła 639,92 mld zł (149,17 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 461 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec kwietnia 2019 roku 1 266,9 mld zł (295,3 mld EUR).

Na Głównym Rynku w kwietniu 2019 r. zadebiutowała spółka Pharmena (przejście z NewConnect bez oferty akcji).

Na NewConnect w kwietniu 2019 r. zadebiutowały spółki Massmedica (oferta prywatna o wartości 1,14 mln zł) oraz CM International (oferta prywatna o wartości 120 tys. zł).

W kwietniu 2019 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, tyle samo co rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] Z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)

[3] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[4] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Co dalej z cenami paliw?

Ceny paliw znów budzą zainteresowanie. Chodzi nie tylko o ich wzrost, za którym stoją dynamicznie rosnące ceny ropy i nieco słabszy kurs walutowy ale także o to, że benzyna drożeje bardziej, niż olej napędowy. I to wbrew oczekiwaniom, że dostosowania do wymogów regulacji IMO zwiększą popyt na olej napędowy i opłacalność jego produkcji poprawi się w stosunku do benzyny.

Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen
Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen

Zacznijmy od oczekiwań dotyczących cen benzyny i diesla.

W telegraficznym skrócie: Regulacja IMO, która wejdzie w życie z początkiem 2020 r. wygeneruje dodatkowy popyt na olej napędowy, ze strony transportu morskiego, więc jego cena w relacji do ceny ropy (tzw. marża crack) powinna wzrosnąć. Zaspokojenie tego popytu będzie wymagać zwiększenia przerobu ropy w rafineriach, więc pojawi się presja na wzrost jej ceny. Na rynku pojawi się też więcej benzyny, na którą nie ma dodatkowego popytu i jej sprzedaż będzie się wiązać z obniżeniem ceny w relacji do ceny ropy. Zmiana relacji cenowych (wzrost marż crack na dieslu i spadek na benzynie) uruchomi w rafineriach procesy dostosowawcze, które ze względu na cykl inwestycyjny rozpoczęły się  przed datą wejścia regulacji IMO i potrwają, jak się oczekuje, około dwóch lat. Z kolei zmiana relacji ceny benzyny i oleju napędowego spowoduje dostosowania popytu na te paliwa u odbiorców finalnych, na przykład w segmencie samochodów osobowych i lekkich samochodów dostawczych. Te dostosowania potrwają znacznie dłużej, gdyż wiążą się z wymianą floty pojazdów ale już widać, że droższy diesel ustępuje miejsca benzynowym hybrydom.

W końcu grudnia mieliśmy za sobą spektakularny zjazd cen ropy, z ponad 86 dolarów za baryłkę (4 października), który zakończył się 28 grudnia, parę dni po jego publikacji, na poziomie 50 dolarów za baryłkę (najniższa cena od września 2017). Powodem były czynniki geopolityczne, nie związane ani z regulacją IMO ani z fundamentami rynku ropy. Ropa Brent staniała o 36 dolarów (o 42%) a w ślad za nią obniżyły się giełdowe ceny benzyny (o 38%) i oleju napędowego (o 34%). Zmieniła się także relacja cen tych paliw: od 5 października olej napędowy stał się droższy od benzyny. Biorąc pod uwagę strukturalne przyczyny, stojące za odwróceniem się relacji cen spodziewałem się, że ta sytuacja utrzyma się przez pewien czas.

Od daty tego wpisu minęły cztery miesiące. W tym czasie doszły do skutku cięcia wydobycia przez kartel OPEC oraz amerykańskie sankcje na eksport ropy z Iranu oraz Wenezueli. W rezultacie wojny domowej w Libii spadł istotnie jej eksport z tego kraju. Wymienione czynniki geopolityczne, ograniczyły podaż ropy, która spotkała się z nadal silnym popytem ze strony gospodarek wschodzących oraz z powodu regulacji IMO.  Od początku roku nadwyżka podaży ropy skurczyła się blisko o 1 mbd a skutkiem tego był praktycznie nieprzerwany wzrost cen ropy o 24 dolary (o 48%). Jak należało się spodziewać, w ślad za wzrostem cen ropy podrożały też paliwa. Olej napędowy podrożał na rynku ARA o ponad 30%, mniej niż ropa, co jest zjawiskiem normalnym, gdy presja cenowa bierze się ze wzrostu cen ropy. Rosnąca cena ropy popycha w górę cenę paliwa i marża  crack się zawęża, podczas gdy w czwartym kwartale 2018 rosnąca cena oleju napędowego ciągnęła cenę ropy za sobą, powodując wzrost marży crack. Zaskakujący jest natomiast wzrost ceny benzyny w relacji do ceny ropy. Paliwo to od początku roku zdrożało na rynku ARA o ponad 50%, wyprzedzając wzrost ceny ropy. Skąd się wziął tak silny popyt na benzynę? Czyżby relacja cen tych paliw już powróciła do „normy” i benzyna znów będzie droższa od diesla? Jestem zdania, że na to jeszcze nie pora.

Niespodziewanie wysoki wzrost marży crack na benzynie jest pochodną równie nieoczekiwanego, głębokiego spadku tej marży w drugiej i trzeciej dekadzie stycznia, kiedy to nadmiar benzyny na rynku nie pozwolił na przeniesienie wzrostu cen ropy na cenę tego paliwa. Wtedy crack na benzynie spadł praktycznie do zera i wiele rafinerii ograniczyło z tego powodu produkcję benzyn, wyłączając odpowiednie instalacje i prowadząc na nich prace remontowe. Przestoje nałożyły się na końcówkę sezonu zimowego i sytuację na rynku podtrzymywała sezonowa wyprzedaż paliwa zimowego, by przygotować magazyny na benzynę w specyfikacji letniej. Wprowadzenie paliwa letniego wywołało efekt odwrotny, gdyż oprócz tankowania pojazdów trzeba zgromadzić odpowiednie zapasy tego paliwa i popyt na benzynę silnie wzrósł. Pech chciał, że w tym czasie strajkowały rafinerie Shella. Niedobór benzyn na rynku doprowadził do wzrostu jej ceny w tempie wyższym niż cena ropy a poprawa opłacalności benzyny skłoniła rafinerie do uruchomienia produkcji. Wraz ze wzrostem produkcji benzyny powinien nastąpić spadek jej cen w relacji do cen ropy.

Kiedy można się spodziewać tańszej ropy?

Na początku marca minister energetyki Arabii Saudyjskiej Khalid Al Falih poinformował, że skłania się ku przedłużeniu umowy o ograniczeniu produkcji do końca 2019 r. Od tego czasu ropa zdrożała o 10 dolarów i w ocenie rynkowej obecnie jest droga, gdyż cena spot przewyższa o 10 dolarów cenę „fundamentalną”, szacowaną w pobliżu 65 dolarów za baryłkę. Pozycja backwardation, w której ponownie znajduje się rynek ropy, mimo, że jest nietrwała, bardzo zachęca do spekulacji podtrzymujących wysoką cenę. Jednak doświadczenie uczy, że droga ropa, jeśli jej cena utrzymuje się przez dłuższy czas, zarówno przyspiesza strukturalny, czyli trwały spadek popytu, jak i pobudza wzrost podaży. Wiedzą o tym kraje OPEC i na pewno ten czynnik będzie brany pod uwagę podczas czerwcowego spotkania kartelu.

Podsumowanie: Perturbacje cen benzyny są skutkiem dostosowań do regulacji IMO a proces ten potrwa jeszcze kilka lat. Za głębokimi zmianami cen ropy z kwartału na kwartał stoją czynniki geopolityczne, trudne do przewidzenia oraz do uniknięcia. Jaki będzie kolejny ruch cen? Moim zdaniem w dół! Potencjał dalszego wzrostu cen ropy jest bliski wyczerpania i oczekiwałbym w drugim półroczu spadku ceny, za sprawą wzrostu amerykańskiego wydobycia, pobudzonego wysokimi obecnie cenami. Obniżyć powinna się także relacja cen benzyny do cen ropy, co jest dobrą wiadomością dla kierowców.

Benzyna najdroższa od 4 lat

Dane Komisji Europejskiej pokazują, że benzyna w Polsce jest najdroższa od czterech lat. Tymczasem na światowym rynku ropy popyt wspiera napięta sytuacja wokół Iranu oraz Wenezueli, a także cięcia produkcji przez kraje OPEC i Rosję. Z drugiej jednak strony amerykańskie wydobycie szaleńczo rośnie. W USA zapasy są najwyższe od dwóch lat. Co to wszystko oznacza dla polskich kierowców? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

5,20 zł – tyle trzeba płacić przeciętnie za litr benzyny bezołowiowej w Polsce, według danych Komisji Europejskiej z 29 kwietnia. To wzrost o 3 gr w porównaniu z odczytami sprzed dwóch tygodni i jednocześnie najwyższa cena od października 2014 r. Diesel natomiast w relacji do notowań z połowy ub. miesiąca podrożał zaledwie o 1 gr, osiągając poziom 5,16 zł/litr.

Ceny paliw w Polsce niewiele się różnią w odniesieniu do przeciętnej w UE, gdy pominiemy inne stawki akcyzy czy podatki. Diesel jest w naszym kraju minimalnie droższy niż średnio w UE (ok. 0,3 eurocenta na litrze), a benzyna marginalnie tańsza (o 0,5 eurocenta/litr). Ogólnie widać, że ceny na rynku krajowym są praktycznie takie same jak średnio we Wspólnocie.

Sankcje na Iran podnoszą ceny

W porównaniu do sytuacji sprzed dwóch tygodni niewiele zmieniła się marża na przerobie ropy naftowej na paliwa. Cały czas jest ona wysoka. Zarówno w przypadku diesla, jak i benzyny na rynku amerykańskim przekracza 20 dolarów na baryłce. Wysoka marża na oleju napędowym to efekt zmniejszonych dostaw ropy z Wenezueli oraz Kanady, a w przypadku benzyn – awarii amerykańskich rafinerii.

Sam podstawowy surowiec, i to niezależnie już od miejsca jego wydobycia, także jest stosunkowo drogi. Przede wszystkim USA postawiły sobie za cel, by przydusić gospodarczo Teheran. Amerykanie nie zdecydowali się na przedłużenie możliwości eksportu Irańskiej ropy do Chin czy Indii od początku maja.

W rezultacie Iran, według danych Bloomberga, wydobywał w kwietniu tylko 2,63 miliona baryłek ropy każdego dnia (b/d), co oznacza spadek o ok. 1,2 mln b/d w porównaniu z ubiegłym rokiem. Niewiele brakuje, by produkcja Iranu spadła poniżej 2,5 mln b/d, czyli do najniższej wartości od prawie 30 lat.

Wraz ze spadającym wydobyciem maleje także eksport irańskiej ropy. W kwietniu wynosił on poniżej 900 tys. b/d. Teheranowi dziś znacznie trudniej niż kilka lat temu omiajać sankcje. Najprawdopodobniej eksport irańskiej ropy dalej będzie spadać, powodując ubytek światowej podaży.

Wenezuelska ropa przestaje płynąć

Globalny rynek ropy naftowej traci także dostawy tego surowca z Wenezueli. Częściowo, podobnie jak w przypadku Iranu, jest to efekt amerykańskich sankcji. Drugim elementem jest fatalne zarządzanie sektorem wydobywczym przez władze w Caracas. W rezultacie wydobycie ropy z tego kraju wynosiło tylko 840 tys. b/d w kwietniu, a to o 650 tys. b/d mniej niż rok temu. Eksport netto z tego kraju prawdopodobnie spada poniżej 500 tys. b/d,co oznacza, że Wenezuela stała się marginalnym producentem tego surowca.

Warto także pamiętać, że nadal obowiązują ograniczenia w produkcji nałożone przez OPEC oraz Rosję. Co prawda Moskwa powoli dostosowuje się do limitu (przekracza ustalony poziom produkcji), ale jednak wydobycie z Rosji sukcesywnie się obniża. Czy są więc jakieś argumenty, które mogą przeszkodzić ropie we wzrostach?

Szaleństwo wydobycia w USA

Obecnie jednym poważnym argumentem powstrzymującym ceny ropy od sięgnięcia wartości 100 dolarów za baryłkę są wydarzenia w USA. Tam wydobycie surowca nieustannie rośnie i osiąga kolejne rekordowe poziomy. W porównaniu do początkowych pięciu miesięcy ub. r. dzienna produkcja ropy jest wyższa o 1,75 mln b/d. To oznacza, że Stany Zjednoczone stają się praktycznie energetycznie samowystarczalne.

Jeszcze rok temu Amerykanie importowali średnio 3,5 mln b/d ropy i jej produktów, a teraz jest to zaledwie 1,4 mln b/d. Mniejszy popyt globalny na surowiec generowany z USA kompensuje światu ubytki z Wenezueli i Iranu. Dodatkowo daje także Waszyngtonowi olbrzymią przewagę w rozgrywaniu swoich geopolitycznych interesów, gdyż Amerykanie stają się niezależni od globalnej podaży na rynku ropy.

Środowe dane EIA (Amerykańska Agencja Energetyczna) pokazują, że zapasy komercyjne ropy w USA przekroczyły 470 mln baryłek w ostatnim tygodniu kwietnia i były najwyższe od prawie dwóch lat. Jeżeli spojrzymy na kwietniowe dane IEA (Międzynarodowa Agencja Energetyczna), to globalne zapasy ropy wcale nie spadają mimo obniżki wydobycia z Iranu oraz z Wenezueli i utrzymują się blisko 5-letnich średnich.

Wysokie ceny, ale bez katastrofy

Ceny paliw na krajowych stacjach prawdopodobnie pozostaną wysokie. Diesel będzie kosztował ok. 5,20 zł za litr, a benzyna bezołowiowa kilka groszy powyżej tego poziomu. Ogólnie jednak mimo drastycznego spadku wydobycia ropy przez Iran oraz Wenezuelę globalny rynek tego surowca jest wystarczająco dobrze zaopatrzony dzięki silnemu wzrostowi produkcji w Stanach Zjednoczonych. Jeżeli więc nie pojawią się jakieś nadzwyczajne wydarzenia, to globalne ceny ropy oraz paliw prawdopodobnie przestaną rosnąć. To także oznacza, że polscy kierowcy nie powinni płacić dużo więcej za benzynę i olej napędowy niż obecnie.

Fed rozwiewa nadzieje na obniżki stóp

FOMC rozwiał rozbudzone w ostatnim czasie rynkowe oczekiwania na obniżki stóp Fed. Co prawda obniżono(do 2,35% z 2,40%)oprocentowanie środków banków ponad rezerwę obowiązkową (IOER), ale jest to zmiana o charakterze technicznym (podobne ruchy następowały w czerwcu i grudniu 2018). Główna stopa procentowa pozostała w przedziale 2,25-2,50%.Fed z większym optymizmem niż w marcu ocenił kondycję gospodarki (solidny wzrost PKB mimo wyhamowania wydatków konsumpcyjnych i inwestycji). Ponownie podkreślono słabość inflacji, ale J.Powell stwierdził podczas konferencji prasowej, że może to być przejściowe. W konsekwencji kluczowa deklaracja FOMC co do cierpliwości w kwestii decyzji dotyczących zmian stóp procentowych nie uległa zmianie. Szef Fed powiedział, że obecnie FOMC nie dostrzega żadnych przesłanek, które skłaniałyby do zmiany stóp procentowych w którąkolwiek ze stron. W naszej ocenie najbardziej prawdopodobne jest utrzymanie stóp Fed bez zmian co najmniej do końca 2019.

ISM dla amerykańskiego przemysłu w kwietniu niespodziewanie spadł do 52,8 pkt, najniższego poziomu od 4q16. Obniżyła się zdecydowana większość komponentów indeksu (m.in. oceny poziomu produkcji i zatrudnienia), a najsilniejszy spadek odnotował subindeks nowych zamówień (spadek z 57,4 pkt. do 51,7 pkt., najniżej od grudnia 2018), przy nieco mniejszym spadku zamówień eksportowych. Cytowane przez ISM komentarze ankietowanych firm wskazują na rosnące obawy i faktyczne ograniczenia w handlu międzynarodowym, wynikające m.in. z utrudnień na granicy pomiędzy USA i Meksykiem, napięć na linii USA-Chiny oraz brexitu. Indeks od sierpnia 2018 pozostaje w trendzie spadkowym i po okresie przeszacowywania dynamiki PKB konwerguje do faktycznego tempa wzrostu gospodarczego.

Stopa bezrobocia LFS w Polsce w marcu spadła do 3,4%z 3,5% w lutym i był to czwarty najniższy poziom w UE (ex aequo z Węgrami). Średnio w UE stopa bezrobocia wyniosła 6,4%, a w strefie euro 7,7%; w obu przypadkach nastąpił spadek o 0,1pp wobec lutego.

Ministerstwo Finansów poinformowało, że w marcu 2019 zaangażowanie inwestorów zagranicznych w krajowe obligacje skarbowe wzrosło o 3,5 mld PLN do 175,8 mld PLN, a ich udział w zadłużeniu w krajowych SPW wzrósł do 26,3% z 26,0% na koniec lutego. Ministerstwo poinformowało, że ze względu na wysoki stopień sfinansowania potrzeb pożyczkowych (70%) oraz dobrą sytuację płynnościową (69 mld PLN na rachunkach budżetowych na koniec kwietnia), organizowane w maju przetargi będą przetargami zamiany, bez przetargów sprzedaży obligacji.

inflacja w polsce
Źródło / Autor: PKO Bank Polski

Inflacja CPIw kwietniu wzrosła do 2,2% r/r z 1,7% r/r w marcu, znacząco powyżej naszych i rynkowych prognoz. W kolejnych miesiącach dynamika cen może nadal rosnąć (w tym za sprawą inflacji bazowej), ale na razie nie wywołuje to niepokoju w RPP.

Kronika 15 lat unijnego VAT-u w Polsce: rozliczenia VAT na samochody

1 maja 2004 r. Polska została członkiem Unii Europejskiej. Tego samego dnia zaczęła obowiązywać ustawa dostosowująca polskie prawodawstwo w zakresie VAT do prawa unijnego. Przez 15 lat najwięcej emocji wzbudziły zasady opodatkowania samochodów.

– Zgodnie z zasadą powszechności opodatkowania niemal każda czynność podlega opodatkowaniem podatkiem VAT, ale to właśnie opodatkowanie samochodów budziło największe kontrowersje przez ostatnich 15 lat. To nie dziwi skoro ustawodawca od lat próbuje ograniczyć zakres prawa do odliczeń przy nabyciu czy użytkowaniu tych samochodów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Roman Namysłowski, partner zarządzający odpowiedzialny za zespół podatkowy w CRIDO.

Po naszych ulicach jeździły samochody z kratką, bo to kratka dawała pełne prawo do odliczeń. Dla przypomnienie, ta “kratka” to był sposób na oddzielenie przednich foteli od tylnych, jej zamontowanie powodowało, że prywatny samochód zmieniał się w służbowy, czyli wykorzystywany do działalności gospodarczej.

Jak się później okazało, prawdziwa batalia pomiędzy fiskusem, a podatnikami miała dopiero nastąpić. W 2005 r. „wzór Lisaka” zastąpiono „wzorem Nenemana”. Chodziło o zdefiniowanie kategorii samochodów osobowych przy nabyciu których podatnikowi nie przysługiwało pełne prawo do odliczenia podatku naliczonego. Zmiana ta jeszcze bardziej skomplikowała rzeczywistość związaną z samochodami osobowymi na gruncie ustawy o VAT i była przedmiotem licznych interpretacji indywidualnych i sporów sądowych.

– Zasady rozliczania VAT na samochody w Polsce były jednym z pierwszych tematów, którym zajął się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej – przypomina ekspert z CRIDO. – Obecnie te zasady są bardziej ucywilizowane i budzą mniej wątpliwości, ale podatnicy nadal pytają – i będą nadal to robili – o interpretację zasad dotyczących rozliczenia VAT na samochody.

A więcej na ten temat w raporcie przygotowanym przez ekspertów z CRIDO: “Kronika 15 lat unijnego VAT-u w Polsce”.