LC Corp sprzedaje dwa biurowce i zapowiada nową strategię

Firma LC Corp SA podpisała przedwstępne umowy sprzedaży dwóch kompleksów biurowych – katowickiego Silesia Star oraz wrocławskiego Retro Office House. To pierwsza tego typu transakcja w historii LC Corp SA, która zwiastuje zmianę strategii dotyczącej obiektów biurowych. Wartość umów zawartych ze spółkami Ingadi i Artigo, należącymi do międzynarodowego podmiotu inwestującego w nieruchomości komercyjne, to ponad 113 mln euro. Podpisanie umów przyrzeczonych zaplanowano do 15 sierpnia 2019 roku.

Silesia Star Katowice
Silesia Star Katowice

Silesia Star to kompleks biurowy klasy A, składający się z dwóch budynków o łacznej powierzchni 27 tys. mkw. Obiekty połączone wspólnym ogólnodostępnym pasażem wyróżniają się nowoczesną i prostą architekturą. Biurowiec położony jest przy ul. Uniwerysteckiej, w ścisłym centrum Katowic, bezpośrednio przy Drogowej Trasie Średnicowej, Uniwersytecie Śląskim oraz Muzeum Śląskim. Kompleks zakończył proces komercjalizacji w 2016 roku. Umowa sprzedaży Silesia Star ze spółką Artigo opiewa na ponad 54,3 mln euro.

Retro Office House to usytuowany w centrum Wrocławia prestiżowy biurowiec, wyróżniający się modernistycznym stylem. Portfolio najemców obiektu tworzy 13 polskich i międzynarodowych firm rozlokowanych na 21 tys. mkw.  Na parterze obiektu ulokowano lokale handlowo-usługowe. W podziemiach przygotowano 155 miejsc parkingowych. Obiekt został w pełni skomercjalizowany, w zaledwie 6 miesięcy po oddaniu do użytku. Kwota tej transakcji została ustalona ze spółką Ingadi na poziomie 58,8 mln euro.

– Sprzedaż  biurowców Silesia Star i Retro Office House to pierwsza tego typu transakcja w historii naszej spółki – mówi Tomasz Wróbel, Członek Zarządu LC Corp SA. Proces negocjacji ze spółkami Ingadi i Artigo, rozpoczęty w lutym 2019 przebiegł wyjątkowo sprawnie. Chciałbym przy tej okazji podkreślić profesjonalizm naszych partnerów oraz pozytywną atmosferę, w której odbywały się rozmowy – dodaje Tomasz Wróbel.

W sprzedaży obu biurowców pośredniczyła firma doradcza Knight Frank oraz kancelaria Dentons.

– Cieszymy się, że możemy wspierać LC Corp w procesie sprzedaży nieruchomości. Transakcja zakupu budynków biurowych Retro Office House oraz Silesia Star, potwierdza niesłabnące zainteresowanie inwestorów rynkami regionalnymi – mówi Marcin Purgal, Dyrektor Działu Capital Markets w Knight Frank. – W krótkim czasie udało nam się skutecznie przeprowadzić cały proces począwszy od podpisania listu intencyjnego, poprzez due diligence, aż do etapu umów przedwstępnych, co  potwierdza, iż obie strony były w pełni skoncentrowane i zaangażowane w finalizację transakcji – dodaje Marcin Purgal.

Transakcja, jaką realizujemy dla naszego klienta potwierdza najnowszy trend, jaki w ciągu ostatnich latach zauważamy na rynku nieruchomości biurowych w Polsce. Aktywność inwestycyjna, zwłaszcza we Wrocławiu i Katowicach jest imponująca i stale rośnie – mówi Bartłomiej Kordeczka, partner w dziale nieruchomości kancelarii Dentons.

–  Jesteśmy przekonani, że znakomita lokalizacja biurowców należących do LC Corp, zapewni przyszłym nabywcom doskonałe warunki do dynamicznej ekspansji. Cieszymy się nie tylko z roli, jaką nasza kancelaria pełni przy tej transakcji, ale przede wszystkim z przebiegu całego procesu, który na tym pierwszym etapie został wyjątkowo szybko sfinalizowany – podsumowuje Maciej Jodkowski, counsel w kancelarii Dentons.

Oprócz Silesia Star i Retro Office House w portfolio nieruchomości biurowych LC Corp znajdują się zlokalizowane we Wrocławiu Sky Tower oraz Arkady Wrocławskie, a także warszawskie Wola Center i Wola Retro, której planowana data oddania do użytku to III kwartał 2019. W sumie spółka zarządza 158 955 mkw. powierzchni biurowej. W 2018 roku LC Corp pochwaliło się najlepszym wynikiem w historii firmy – podpisano 32 umowy najmu na 32 900 mkw. powierzchni biurowej.

– Podczas realizacji każdego z naszych obiektów komercyjnych stawiamy na innowacyjność, funkcjonalność i dobrą lokalizację. Dokładamy starań, aby biura w naszych kompleksach odpowiadały najwyższym standardom i indywidualnym wymaganiom potencjalnych najemców. Najlepszym dowodem naszego sukcesu jest to, że sprzedawane przez nas obiekty zostały w 100% skomercjalizowane w stosunkowo krótkim czasie – mówi Piotr Pirogowicz, Dyrektor Działu Komercjalizacji LC Corp SA.

Dlaczego warto zatrudnić pracownika 50+

Liczba pracujących emerytów wzrosła o około 30% w ciągu ostatnich czterech lat – wynika z najnowszych danych ZUS. Aż 56% takich osób stanowią kobiety, a 9 na 10 jest wieku 60-65 lat i więcej. Wieloletnie doświadczenie, opanowanie, przywiązanie do stanowiska i firmy, większa elastyczność ze względu na mniej intensywny tryb życia, niższe koszty pracy – to główne zalety starszych pracowników. Jak wskazują eksperci Personnel Service, powrót do modelu uczeń – mistrz opartym na czerpaniu z wiedzy i doświadczenia przyniesie ogromne korzyści polskiemu rynkowi pracy.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service

– Nastawienie na pracowników 50+ to bardzo dobry sposób radzenia sobie z niedoborem rąk do pracy, szczególnie w branżach i na stanowiskach, które wymagają większego doświadczenia. Dzisiejsi 50-latkowie są w dużo lepszej kondycji psychofizycznej, niż osoby w takim wieku jeszcze 20 lat temu. Żyjemy coraz dłużej, coraz lepiej dbamy o swoje zdrowie, a szeroki dostęp do wiedzy i środków masowego przekazu ułatwia nadążanie za tzw. nowinkami technologicznymi. Widać to w najnowszych danych ZUS, które pokazują duży skok aktywności zawodowej emerytów. To zjawisko, z którego polscy pracodawcy powinni czerpać pełnymi garściami, dając starszym pracownikom zatrudnienie na dobrych warunkach i korzystając z ich wiedzy i doświadczenia przy rozwijaniu tych młodszych – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service, ekspert rynku pracy.

Wieloletnie doświadczenie

Lata doświadczenia to umiejętność szerokiego spojrzenia na każdą sytuację. Osoby, które „widziały już wiele”, potrafią łatwiej i szybciej znaleźć rozwiązanie problemu. Wielowymiarowo analizują sytuację, wskazują różne możliwości i rzadziej popełniają pomyłki. Jeśli do tego są otwarte na „świeże” pomysły młodszych i potrafią o nich konstruktywnie dyskutować, mogą stanowić ogromną wartość dla instytucji. Umiejętne budowanie zespołu zgodnie z modelem „uczeń – mistrz” często pozwala firmom osiągać lepsze wyniki.

Opanowanie

Duże doświadczenie przekłada się na opanowanie w podejściu do pojawiających się zadań i problemów. Chłodniejsze spojrzenie pozwala dojrzalszym pracownikom lepiej ocenić sytuację i zaproponować sprawdzone rozwiązanie. W instytucjach opartych przede wszystkim na bardzo młodych pracownikach seniorzy mogą równoważyć nadmierne emocje, ograniczając liczbę popełnianych błędów.

Przywiązanie do stanowiska lub firmy

W starszych pokoleniach nikogo nie dziwi praca w jednej firmie lub na jednym stanowisku przez dziesiątki lat, a nawet pozostawanie w tej samej instytucji od początku kariery zawodowej do emerytury. Wśród młodszych, żądnych zmian i szukających coraz lepszych możliwości, takie przywiązanie do pracodawcy wręcz zanika. W związku z tym współcześnie wiele przedsiębiorstw boryka się z dużą rotacją pracowników, potrzebą częstego wdrażania kolejnych i ryzykiem związanym z niepewnością jak nowa osoba poradzi sobie w firmie. Dlatego zatrudnienie starszego pracownika może być najkorzystniejszym rozwiązaniem, szczególnie na kluczowych stanowiskach, na których częste zmiany mogą w większym stopniu wpływać na funkcjonowanie przedsiębiorstwa.

Większa elastyczność i zaangażowanie

Osoby 50+ i starsze często mają już dorosłe dzieci, które żyją własnym życiem. Nierzadko tę „lukę” w obowiązkach i więcej czasu wolnego chętnie wypełnią zajęciami, które pozwolą im zaspokoić potrzeby samorealizacji i bycia potrzebnym. Dzięki tym czynnikom są w stanie lepiej dopasować się do wymogów i warunków pracy, angażując się w nią w większym stopniu, niż młodsi, których czas w ogromnym stopniu pochłaniają obowiązki rodzinne. Dodatkowo, niektórzy seniorzy chętnie podejmują pracę na część etatu, by dorobić do emerytury, ale mieć też trochę czasu np. dla wnuków.

Niższe koszty pracy

Firmy zatrudniające seniorów mogą liczyć na różne ulgi, które obniżają koszty zatrudnienia.  Na przykład nie muszą płacić na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych za mężczyzn, którzy ukończyli 60 lat i za kobiety w wieku powyżej 55 lat. Dodatkowo, za zwolnienie lekarskie pracownika 50+ pracodawca płaci tylko przez 14 dni, podczas gdy przy osobach młodszych ZUS przejmuje wypłatę świadczeń dopiero po 33 dniach nieobecności pracownika.

Ograniczenia emisji CO2 na 2021 rok spowodują miliardy euro kar dla producentów samochodów w Europie

Szanse dużych producentów działających na europejskim rynku na uniknięcie ogromnych kar za sprzedawanie zbyt wysoko emisyjnych samochodów są już nikłe. W ubiegłym roku średnie emisje większości marek wzrosły zamiast spadać, a do wejścia w życie limitu 95 g/km zostały już tylko dwa lata. Wśród dużych marek najlepiej radzi sobie pod tym względem Toyota, której średnia emisja spadła w 2018 roku poniżej 100 g/km. Do tej pory udało się to tylko marce Smart i oczywiście Tesli.

Od 2021 roku producenci samochodów działający na europejskim rynku prawdopodobnie będą płacić wysokie kary za przekroczenie poziomu emisji CO2 swoich aut. Mogą one sięgnąć łącznie 33,6 miliardów euro. Tak wynika z raportu portalu analitycznego JATO, opartego na średnich poziomach emisji samochodów sprzedanych w 2018 roku oraz na wysokości kar nakładanych przez Komisję Europejską od 2019 roku. W ubiegłym roku średnia emisja samochodów sprzedanych w Europie wzrosła. Jeśli nic się nie zmieni w ciągu najbliższych dwóch lat, najwięksi producenci będą musieli się zmierzyć z poważnymi problemami, gdyż żaden z nich nie zbliża się do celów wyznaczonych na 2021 rok.

Władze unijne jasno dały do zrozumienia, że do 2021 roku średnia emisja CO2 wszystkich nowych samochodów musi zmieścić się w limicie 95 g/km. To o 24,7 g/km mniej niż wyniosła średnia emisji 11 producentów, którzy sprzedali na europejskim rynku w 2018 roku powyżej 300 000 samochodów.jato_top_average_co2_emissions_1

Rośnie przepaść między celami CO2 a rzeczywistością

W ubiegłym roku tylko 12 na 50 producentom obecnym w Europie udało się obniżyć średnią emisję CO2 sprzedanych samochodów. Emisja wzrosła u 36 producentów – w przypadku Mercedesa, Land Rovera, Infiniti, Maserati i Alpiny aż o dwucyfrowe wyniki, sięgające nawet 26,2%. Średnia emisja Volkswagen Group, PSA, Renault Group, Nissan Group, BMW Group, Hyundai-Kia, Forda, FCA, Daimlera, Toyoty i Volvo wyniosła 119,7 g/km, o 2,4 g/km więcej niż rok wcześniej. W tej grupie dużych producentów tylko Toyota zanotowała spadek emisji CO2.

Średnia emisja samochodów marki Toyota w 2018 roku wyniosła 99,9 g/km. To najlepszy i jedyny poniżej 100 g/km wynik wśród dużych marek samochodowych, oferujących szeroką gamę modeli. Smart uzyskał wynik 89,8 g/km, choć nie oferuje dużych sedanów, aut dostawczych, SUV-ów czy terenówek, zaś Tesla oczywiście 0 g/km.

Grupa Volkswagena i PSA najbardziej ucierpią na nowych limitach

Gdyby limity CO2 z 2021 roku zostały nałożone dziś na podstawie wyników z 2018 roku, wielu producentów znalazłoby się w bardzo trudnej sytuacji. Portal JATO odkrył, że w takim wypadku kary pochłonęłyby niemal połowę łącznych zysków tych producentów. Grupa Volkswagena musiałaby zapłacić niemal 2525 euro za każdy sprzedany samochód, co daje łącznie 9,2 miliarda euro. W ubiegłym roku firma uzyskała zysk po opodatkowaniu 12,15 miliarda euro. Zatem kara wyniosłaby trzy czwarte zeszłorocznych zysków niemieckiego producenta.

W koncernie PSA sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Średnia emisja CO2 tego producenta wyniosła w ubiegłym roku 114,2 g/km, o 2,3 g/km więcej niż rok wcześniej. Wynik ten jest za wysoki o 23,1 g/km w stosunku do normy na 2021 rok, co przełożyłoby się na konieczność zapłaty 2194 euro za każdy samochód, czyli 5,4 miliarda euro rocznie. Jednak zysk netto w ubiegłym roku francuskiego producenta wyniósł 2,83 miliarda euro, a zatem jeśli nic się nie zmieni, firmę czekają w niedalekiej przyszłości znaczące straty.

Pozytywnym przykładem jest Toyota, której dobra pozycja wynika z dwóch czynników. Po pierwsze Toyota Motor Europe (Toyota i Lexus) ma najniższą średnią emisję CO2 wśród dużych producentów (101,3 g/km), głównie za sprawą szerokiej gamy hybryd. Po drugie, Toyota w mniejszym stopniu niż inni producenci opiera się na europejskim rynku.

Jak uniknąć wysokich kar?

Z raportu JATO wynika, że producentów samochodów działających w Europie czekają trudne czasy. Przewidywania analityków portalu opierają się jednak na założeniu, że do 2021 roku producenci nie poprawią swoich wyników emisji CO2, co niekoniecznie musi być prawdą. Wielu producentów planuje intensywną elektryfikację swojej gamy modelowej, lecz z drugiej – wzrost średniej emisji w 2018 roku u większości z nich budzi niepokój.

Prawdopodobnie część modeli zostanie wycofanych z rynku, jeśli koszty dostosowania ich napędów do nowych wymagań przekroczą generowane przez nie zyski. Cięcia obejmą także zapewne wiele mocnych silników spalinowych, dużych i ciężkich samochodów oraz aut niszowych.

Ostatnia wspólna Wielkanoc. Co dalej? Funt będzie mocniejszy

Po wielu miesiącach niełatwych negocjacji na temat opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię warto przedstawić prognozy dla brytyjskiej waluty.

Jakub Makurat – dyrektor generalny Ebury Polska
Jakub Makurat – dyrektor generalny Ebury Polska

Gdy cztery lata temu Brytyjczycy i Polacy szykowali się do Wielkanocy, kurs GBP/PLN oscylował w okolicy 5,5. Wtedy wydawało się, że to okazja na „promocyjny” zakup brytyjskiej waluty. W dalszej części 2015 roku funt się umacniał. Jednak pod koniec wspominanego roku zapadła decyzja, która doprowadziła do znacznego spadku wartości funta. 17 grudnia 2015 r. zarządzono referendum w sprawie Brexitu. Od tego czasu wszystkim przedsiębiorcom używającym brytyjskiej waluty do rozliczeń biznesowych zaczęła towarzyszyć duża niepewność.

Dzień, który zmienił wszystko

Niepewność zmieniła się w nerwowość, gdy niemal trzy lata temu Brytyjczycy zagłosowali w referendum za opuszczeniem Unii Europejskiej.

Przewaga głosów była minimalna: 51,9% było za opuszczeniem Wspólnoty, a 48,1% za pozostaniem w UE. Był to niewątpliwy szok. „Dzisiaj rano obudziła nas szokująca informacja ze Zjednoczonego Królestwa. Obywatele Wielkiej Brytanii zagłosowali we wczorajszym referendum za opuszczeniem Unii Europejskiej. (…) Funt doświadcza kilku najgorszych godzin od co najmniej 1992 r., notując spadek o 11% podczas sesji azjatyckiej i obniżając się do najniższego poziomu od 31 lat względem dolara. Brytyjska waluta straciła na wartości 8% względem euro i pozostałych głównych walut. Rynki akcji notują poziomy niższe o około 5-10% już w momencie otwarcia, w związku ze zmniejszaniem ekspozycji większości inwestorów. Ze względu na wydarzenia w Wielkiej Brytanii pieniądze są większym stopniu lokowane w rządowe obligacje i gotówkę” – pisał 24 czerwca Enrique Díaz-Álvarez, dyrektor ds. oceny ryzyka w Ebury.

To co wydarzyło się później stanowi bogaty materiał na wielostronicowe analizy i książki. Spróbujmy jednak w kilku zdaniach podsumować ostatnie miesiące. Premier Wielkiej Brytanii – Theresa May – nie zdołała przekonać brytyjskich parlamentarzystów do porozumienia w sprawie opuszczenia Wspólnoty, które zdołała uzgodnić z Unią Europejską. Przy pierwszej próbie, 432 parlamentarzystów zagłosowało przeciwko tzw. Withdrawal Agreement, a zaledwie 202 opowiedziało się „za” umową proponowaną przez May. Była to niewątpliwa klęska premier Wielkiej Brytanii (przewaga głosów z jaką projekt został odrzucony była niespotykana w historii brytyjskiego parlamentu). Theresa May jeszcze dwukrotnie próbowała zyskać przychylność Izby Gmin – bezskutecznie. Na szczęście posłowie odrzucili scenariusz tzw. Brexitu bez umowy, co miałoby katastrofalne skutki dla gospodarki Wielkiej Brytanii.

Brak konsensusu sprawił, że odkładano dzień opuszczenia Wielkiej Brytanii z UE (pierwszy termin był wyznaczony na 29 marca br., później 12 kwietnia). Obecnie został on wydłużony do 31 października br. Elastyczny element porozumienia oznacza, że faktyczna data opuszczenia UE może nadejść znacznie wcześniej, jeśli May w międzyczasie uda się przekonać większość parlamentarną do poparcia jej porozumienia.

Oczywiście cała ta niełatwa sytuacja komplikuje planowanie handlu zagranicznego, zarówno polskim, jak i brytyjskim, przedsiębiorcom.

Funt będzie mocniejszy

Dziś kurs GBP/PLN znajduję się nieco poniżej poziomu 5. Co go czeka w kolejnych miesiącach?

Jak podkreślają analitycy Ebury, do końca 2019 r. zmiany kursu funta brytyjskiego w relacji do złotego będą zależały niemal wyłącznie od postępów w kwestii Brexitu. Odrzucenie przez Izbę Gmin scenariusza „twardego” Brexitu jest oczywiście bardzo optymistycznym sygnałem, jednak nie wyklucza możliwości wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej bez umowy regulującej dalsze relacje kraju z UE. „No deal” byłby katastrofalny dla szterlinga i najpewniej doprowadziłby do gwałtownej wyprzedaży funta względem wszystkich pozostałych walut.

Na drugim końcu spektrum możliwych scenariuszy jest przeprowadzenie drugiego referendum. Zdaniem analityków Ebury takie rozstrzygnięcie byłoby bardzo pozytywne dla funta i najpewniej doprowadziłoby do jego umocnienia.

Faktyczny rezultat znajdzie się prawdopodobnie gdzieś pomiędzy wspomnianymi scenariuszami. Zapewne premier May ostatecznie uda się uzyskać akceptację większości brytyjskiego parlamentu w dalszej części roku. Dlatego prognoza Ebury na koniec roku (uwzględniająca również lekkie umocnienie złotego w parze z euro) zakłada kurs GBP/PLN na poziomie 5,15.

Autor: Jakub Makurat, Dyrektor generalny Ebury Polska

Game Jam Square, czyli impreza dla twórców gier i fanów wirtualnej rozrywki

Już 26 kwietnia rusza Game Jam Square. Impreza jest skierowana do twórców gier oraz przedstawicieli biznesu, a jej organizatorami są Agencja Rozwoju Przemysłu oraz ARP Games. Wydarzenie jest inwestycją polskiego rządu w rozwój branży gier komputerowych. Impreza trwa trzy dni na Torze Służewiec w Warszawie, a w jej trakcie możemy spodziewać się zawodów dla programistów oraz rozgrywek esportowych.

Według raportu Forbesa polska branża gier jest warta 26 mld zł, co daje jej 23. miejsce na świecie. Newzoo i Wargaming wskazują Polskę jako 8. na świecie pod względem wydatków na gry. Ale jedną z barier rozwoju, na którą wskazało badanie przeprowadzone przez Krakowski Park Technologiczny jest brak właściwych kompetencji na rynku talentów w obszarze GameDevu. Dlatego jako ARP Games zaangażowaliśmy się w stworzenie game jamu z atrakcyjną pulą nagród. Jest to okazja dla twórców gier, by z jednej strony zaprezentować swoją kreatywność i specjalistyczne umiejętności, a z drugiej pracować pod dużą presją czasu -Remigiusz Kopoczek, prezes ARP Games.

W trakcie imprezy twórcy gier będą mogli stworzyć zupełnie nowy projekt, a fani e-sportu zobaczyć w akcji swoje ulubione drużyny.

Gry komputerowe. Branża z miliardowym potencjałem

Impreza organizowana jest przez Agencję Rozwoju Przemysłu i ARP Games, we współpracy z Totalizatorem Sportowym i Polską Fundacją Narodową, a partnerem technologicznym wydarzenia są AMD oraz Actina.

ARP Games, to jedyny w Polsce akcelerator gier wideo, który wspiera młodych twórców gier wideo. Spółka powstała w 2016 r. Została założona przez Agencję Rozwoju Przemysłowego S.A. SPIN-US sp. z o.o. – spółkę celową Uniwersytetu Śląskiego oraz Powiat Cieszyński.

Według 4. edycji raportu Polish Gamers Research przygotowanego na zamówienie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego aż 79% badanych respondentów deklaruje, że w wolnym czasie zdarza im się grać w gry. Badania świadczą o bardzo wysokim poziomie zainteresowania Polaków rozrywką wirtualną oraz wysokim potencjale branży gier w naszym kraju.

Sektor gier jest szczególny, bo bazuje na konkretnych, ludzkich umiejętnościach, które są dużo ważniejsze niż kapitał finansowy. Inwestowanie w „ludzi” jest naturalnym kierunkiem dla naszej gospodarki, między innymi dlatego powołaliśmy spółkę ARP Games. Jej celem jest nie tylko wsparcie finansowe młodych twórców gier wideo, ale także merytoryczna opieka mentorów z branży -mówi Dariusz Śliwowski, wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu S.A.

ARP Games ma w założeniu wesprzeć finansowo i merytorycznie startupy działające na rynku gier wideo. Wsparcie projektów zorganizowane jest w formie programu akceleracyjnego. Uczestnicy mogą liczyć na wsparcie finansowe, pomoc mentora, specjalistyczne szkolenia i udział w branżowych wydarzeniach. Aktualnie zakończono cztery edycje programu, z których w ramach programu akceleracyjnego zostało założonych 6 spółek. Pierwsze gry mają ukazać się jeszcze w tym roku.

Sukces polskich gier obudził ambicje w młodych, ambitnych ludziach. Codziennie przed komputerami starają się spełnić swoje marzenia i stworzyć nowego Wiedźmina. Każdego dnia dopisują nowy kod, często w wirtualnych zespołach, połączonych przez sieć. Wierzymy w sieć, ale spotkanie twarzą w twarz z innym deweloperami i użytkownikami z pewnością ma co najmniej taką samą wartość! Dlatego zaprosiliśmy twórców gier na te kilka dni na warszawski Służewiec. Jestem przekonany, że to wyjątkowe miejsce będzie źródłem inspiracji dla uczestników Game Jame Square -dodaje Śliwowski.

Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. (ARP S.A.) to spółka Skarbu Państwa, działająca w ramach Grupy Polskiego Funduszu Rozwoju. Od początku swojej działalności (1991 r.) odpowiada na najważniejsze potrzeby polskiej gospodarki. W okresie transformacji ARP S.A. uratowała tysiące miejsc pracy, unowocześniając duże i średnie przedsiębiorstwa. Portfel spółek ARP S.A. obejmuje m.in. przedsiębiorstwa produkcyjne działające w sektorach: budowlanym, energetycznym, elektromaszynowym, a także w obszarze wzornictwa przemysłowego czy innowacji.

Co zobaczymy podczas Game Jam Square?

W trakcie Game Jam Square twórcy gier sprawdzą się w 40-godzinnym hackathonie, czyli zawodach w tworzeniu gier komputerowych na czas. Zmagania wystartują w piątek 26 kwietnia. Wówczas zostanie ogłoszony temat zadania. Uczestnicy będą mieli 40 godzin na stworzenie prostej i ciekawej gry. Ich poczynania oceniać będzie jury, które nominuje najlepszych w siedmiu kategoriach: Best Game Play, Best 2D Art, Best 3D Art, Best Audio, Best Story, Best Small Team, Best Multiplayer Game. Najlepsze zespoły otrzymają Grand Prix i dwa równorzędne wyróżnienia. Na uczestników czekają nagrody o łącznej wartości 250 tysięcy PLN.

Dla wszystkich zainteresowanych Game Jam Square, organizator oprócz hackathonu przygotował wiele atrakcji, które będzie można śledzić podczas transmisji live na kanale Piotra “Izaka” Skowyrskiego w Twitch.tv. Każdy fan sportów elektronicznych będzie mógł oglądać e-sportowy turniej najlepszych polskich drużyn Counter-Strike: Global Offensive. Zostanie on zorganizowany przy wsparciu Totalizatora Sportowego.

Dodatkowo w trakcie imprezy obecne będą stoiska startupów gamingowych wspieranych przez ARP Games. Przy wsparciu  Polskiej Fundacji Narodowej zostali zaproszeni zagraniczni Youtuberzy, a całość wydarzenia wzbogaci relacja live ze specjalnego studia, w którym głównym tematem dyskusji będzie polski rynek GameDev.

W hackathonie Game Jam Square wezmą udział zespoły zaproszone po dokonaniu rejestracji. Impreza jest zamknięta dla widzów.

Łapiąc wielkanocnego króliczka

  • Na tegoroczne święta Wielkiej Nocy Polacy planują przeznaczyć aż o 43 zł więcej niż w roku poprzednim, czyli średnio 563 zł.
  • Jednocześnie pojawiają się sezonowe rekrutacja pomagające uzupełnić domowy budżet.
  • Zapotrzebowanie na personel w centrach logistycznych może wzrosnąć nawet o 100 proc., a na kasjerów o 50 proc.

Okres wielkanocny to szczególny czas, nie tylko pod względem przygotowań do świąt czy samego świętowania, ale także pod kątem zatrudnienia. Wzmożona ilość pracy dla wszystkich podmiotów związanych z FMCG i produkcją sezonową powoduje wzrost zatrudnienia i umożliwia zwiększenie wynagrodzenia pracowników. Przykładem dla takiego stanu rzeczy może być produkcja tradycyjnych świątecznych figurek – jajek i króliczków z czekolady. To typowo sezonowy biznes realizowany zarówno przez największe firmy zajmujące się produkcją słodyczy, jak i wyspecjalizowane małe firmy zwiększające zatrudnienie o 800 – 900 proc., a czasem otwierające produkcję tylko w tym okresie.

  • Czas przed świętami Wielkiej Nocy, to dogodny moment, aby zarobić dodatkowe pieniądze na świąteczne zakupy. Jak przewidują analitycy firmy Provident w tym roku jesteśmy gotowi przeznaczyć na nie aż o 43 zł więcej niż w 2018 r., czyli średnio 563 zł. Gdzie znaleźć dodatkowe źródło dochodów? Okazuje się, że możliwości jest wiele. Potrzebie sezonowej rekrutacji podlega także np. Poczta Polska oferująca zatrudnienie dodatkowym 600 osobom w marcu i kwietniu. Są to miesiące charakteryzujące się wzrostem zakupów internetowych a także wysyłanych kartek z życzeniami świątecznymi. – mówi Piotr Modliński, szef działu outsourcingu personalnego w ASM Sales Force Agency, spółki należącej do ASM Group.

Przygotowane figurki czekoladowe od razu po spakowaniu zostają przygotowane do wysyłki.   Razem z innymi szybko zbywalnymi produktami, niezbędnymi w okresie świąt jak majonez, kajmak, jajka, napoje, a także chemia gospodarcza czy ozdoby świąteczne, trafiają do centrów logistycznych. To tutaj zostają odpowiednio przesortowane, przepakowane i skompletowane do wysyłki do sklepów, marketów czy stoisk handlowych. Co roku, operatorzy logistyczni na 4 – 5 tygodni przed świętami wielkanocnymi odnotowują wzrost zapotrzebowania na personel nawet do 100%. Stan utrzymuje się jeszcze chwile po świętach.

  • Wielkanoc, mimo całej swojej powagi jest świętem, do którego przygotowujemy się krócej i mniej ekspansywnie. Zapotrzebowanie na pracowników jest niższe niż w grudniu, jednak często bardziej długotrwałe. Przyczyniają się do tego wolne dni na początku maja. Osoby znajdujące zatrudnienie w sezonie świątecznym mogą liczyć na utrzymanie go przynajmniej do drugiego tygodnia maja w przypadku TSL i handlu. – dodaje mówi Piotr Modliński.

Co następnie dzieje ze świątecznym króliczkiem? Za pośrednictwem firmy logistycznej trafia do punktów sprzedaży. Pierwsze świąteczne aranżacje, dekoracje oraz atrakcje dla klientów dostępne są w sklepach już na 2 – 3 tygodnie przed Wielkanocą. Osoby zajmujące się ekspozycją dbają, aby czekoladowy króliczek znalazł się na półce w przygotowanymi dla siebie miejscu i wyeksponowany, jak przystało na symbol świąteczny. Z drugiej strony,  osoby zajmujące się promocją starają się, aby nie został ominięty przy realizacji świątecznej listy zakupów. W tym także okresie, właściciele sklepów odczuwają potrzebę dodatkowych rąk do pracy. Z jednej strony wydłużają godziny obecności promotorów pracujących na stałe, z drugiej zatrudniają dodatkowych, którzy organizują degustacje oraz animacje mające na celu zwrócenie uwagi konsumentów na konkretne produkty wykorzystywane w okresie świątecznym. Również zapotrzebowanie na kasjerów zwiększa się o ponad 50 proc.

Od dziś wchodzą nowe regulacje w obszarze e-fakturowania

Ruszyła Platforma Elektronicznego Fakturowania. Od północy administracja publiczna ma obowiązek przyjmowania od dostawców usług i wykonawców zamówień publicznych, automatycznych e-faktur. Tym samym Polska staje się jednym z pierwszych krajów, które zaczynają w pełni wdrażać europejską dyrektywę o obowiązkowym przyjmowaniu e-faktur w administracji publicznej.

Są drogie w obsłudze, często zawierają błędy i zwiększają ryzyko finansowych wyłudzeń – z tego powodu faktury papierowe a także te przesyłane w postaci pliku PDF, mają być w UE stopniowo zastępowane przez faktury automatyczne. Komisja Europejska chce w ten sposób m.in. ustandaryzować metodę wymiany i dokumentowania rozliczeń w Unii oraz uszczelnić system podatkowy.

Kilkaset podmiotów

Od dziś, 18 kwietnia, polska administracja ma obowiązek przyjmowania od dostawców towarów i wykonawców zamówień publicznych faktur w jednolitym, europejskim standardzie. Tym samym Polska stała się jednym z pierwszych krajów, które wdrożyły unijną dyrektywę 2014/55/UE o e-fakturowaniu w dostawach publicznych.

To duża zmiana, która w długofalowej perspektywie może wpłynąć na popularyzację automatycznych faktur wśród przedsiębiorców i wyeliminowanie problemów wynikających z przetwarzania faktur papierowych lub tych przesyłanych w plikach PDF. Mam tu na myśli zmniejszenie opóźnień w płatnościach, wyeliminowanie błędów czy obniżenie kosztów obsługi przetwarzania faktur – komentuje Tomasz Kuciel, prezes zarządu firmy Edison będącej członkiem konsorcjum PEF Expert, które na zlecenie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii przygotowało Platformę Elektronicznego Fakturowania.

Pośredniczy ona w bezpłatnej wymianie automatycznych e-faktur pomiędzy wykonawcami zamówień publicznych a administracją publiczną. Umożliwia także składanie zamówień, awizowanie dostaw, potwierdzanie ich odbioru, a także wystawianie faktur korygujących i not księgowych. Także za granicę. – Faktury automatyczne można od dziś wysyłać za pośrednictwem strony WWW lub aplikacji. Można też zintegrować platformę z własnymi systemami IT – tłumaczy Tomasz Kuciel z PEF Expert.

Na razie powyżej 30 tys. EUR

Nowe przepisy o e-fakturach dotyczą wszystkich podmiotów, które realizują zamówienia publiczne w trybie ustawy Prawo zamówień publicznych, ustawy o partnerstwie publiczno-prywatnym oraz ustawy o umowie koncesji na roboty budowlane i usługi. W praktyce oznacza to, że obowiązkiem przyjmowania automatycznych faktur są objęte m.in. organy władzy publicznej wszystkich szczebli, w tym jednostki samorządu terytorialnego, urzędy, państwowe szkoły i uczelnie oraz placówki medyczne. Regulacje dotyczą na razie zamówień o wartości powyżej 30 000 Euro. Od 1.08. br. zamawiający będzie miał jednak obowiązek przyjmować także automatyczne faktury na kwotę poniżej 30 000 Euro. Oczywiście oba te przypadki dotyczą zamówień publicznych wszczętych po 18 kwietnia 2019. Co istotne, decyzja o wystawieniu jednolitej e-faktury należy tylko do dostawcy (wykonawcy), gdyż w przypadku zamówień publicznych nie jest już wymagana zgoda nabywców na wystawianie faktur elektronicznych.

To kolejny krok w stronę informatyzacji państwa. Chcielibyśmy, aby z nowego rozwiązania korzystała nie tylko strona publiczna, która jest do tego prawnie zobowiązana, ale również biznes. Kolejnym krokiem będzie wymiana faktur między przedsiębiorcami, a następnym w relacjach biznes–klient – mówiła podczas prezentacji portalu Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii.

Zastosowanie ustrukturyzowanych e-faktur sprawia, że dokumenty handlowe wymieniane są automatycznie, a po stronie człowieka jest wyłącznie ich akceptacja. Szacuje się, że wdrożenie takiego systemu zmniejsza koszty obsługi zamówień i fakturowania nawet o 60-80%.

Rejestracji i wymiany dokumentów można dokonywać na stronie https://brokerpefexpert.efaktura.gov.pl/. Korzystanie z Platformy jest bezpłatne.

W Poznaniu powstaje najwięcej biur od dekady

Obecny rok ma być dla stolicy Wielkopolski rekordowy pod względem podaży nowej powierzchni biurowej. W budowie znajduje się ponad 80 tys. mkw. biur, czyli najwięcej od dekady. W 2018 roku w Poznaniu oddano ich do użytku ponad 21 tys. mkw.

Według szacunków Colliers International obecne zasoby biurowe Poznania przekroczą magicznie 0,5 miliona mkw., co plasuje miasto na piątym miejscu wśród rynków regionalnych, po Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście i Katowicach.

Sebastian Bedekier, partner, dyrektor regionalny Colliers International w Poznaniu
Sebastian Bedekier, partner, dyrektor regionalny Colliers International w Poznaniu

— Prawie 40% istniejącej powierzchni biurowej zlokalizowane jest w centrum między ulicami Solną, Małe Garbary, Matyi, Królowej Jadwigi, Roosevelta oraz rzeką Wartą. Jednocześnie właśnie w tej części miasta występuje luka podażowa, czyli przewaga popytu nad podażą. Pozostałe dwa obszary o dużej koncentracji biurowców to okolice Jeziora Maltańskiego oraz zachodnia część miasta, przy ul. Bułgarskiej, gdzie znajduje się kompleks Business Garden — mówi Sebastian Bedekier, partner, dyrektor regionalny Colliers International w Poznaniu.

Dwie największe realizowane w mieście inwestycje biurowe w Poznaniu to Nowy Rynek (Skanska Property) oraz Business Garden II (Vastint). Pozostałe inwestycje planowane do oddania do użytku w nadchodzących kwartałach to Giant Office (15,2 tys. mkw., Giant), Zajezdnia Poznań (6,5 tys. mkw., REF Eastern Opportunities) oraz rozbudowa projektu Mercator (6 tys. mkw., Mercator).

Najwięcej renegocjacji wśród miast regionalnych

W skali ostatnich 9 lat zapotrzebowanie na nową powierzchnię biurową było w ubiegłym roku wysokie, choć o 11% niższe niż w rekordowym pod tym względem roku 2017. Całkowity wolumen transakcji najmu wyniósł 70,4 tys. mkw.

— Cechą charakterystyczną rynku poznańskiego jest największy spośród wszystkich miast regionalnych udział renegocjacji w zawartych kontraktach (38%). Wśród największych najemców odnawiających swoje umowy, a zarazem naszych klientów, znalazł się Bank Santander w Poznań Business Garden (10,2 tys. mkw. plus ekspansja na 4,5 tys. mkw.), Carlsberg Shared Services w Nowych Garbarach (4 tys. mkw.) oraz Grant Thorton w Malta Office Park F (3,1 tys. mkw.). W 2018 roku Colliers International umocnił pozycję lidera na poznańskim rynku biurowym osiągając najwyższy wynik przeprowadzonych transakcji wśród firm doradczych — mówi Sebastian Bedekier.

Nowe kontrakty stanowiły w 2018 r. 44% najmów, a umowy typu pre-let odpowiadały za 17% całkowitego popytu. Poziom wynajęcia projektów oddanych do użytku wynosił 61%.

Czynsze wysokie, ale stabilne

Poznański rynek biurowy oferuje stabilne warunki najmu. W najnowszych projektach czynsze wywoławcze wynoszą średnio od 13,25 do 15,5 euro za mkw. miesięcznie. Tym samym stolica Wielkopolski pod względem stawek plasuje się na drugim miejscu wśród ośrodków regionalnych po Wrocławiu, który jest nieco droższy (od 13,25 do 15,5 euro za mkw. miesięcznie). Poznański rynek był do tej pory rynkiem wynajmującego, a prognozy dotyczące najbliższych kwartałów nie przewidują większych zmian w tym zakresie.

Współczynnik powierzchni niewynajętej pod koniec ubiegłego roku osiągnął najniższą wartość od 2010 r. i wyniósł 7,3%. Ten wynik oznacza zarazem spadek o 1,3% w porównaniu do IV kw. 2017 r. i wiąże się między innymi z faktem stopniowego wchłaniania oddawanej w ostatnich latach powierzchni biurowej. Zdaniem ekspertów Colliers International w kolejnych kwartałach bieżącego roku pustostany powinny utrzymywać się na poziomie zbliżonym do minionego roku. Obecnie w Poznaniu jest prawie 35 tys. mkw. wolnych biur – zarówno w klasie A, jak i B/B+.

Polski pacjent czeka dłużej. Gorzej tylko w Grecji

18. kwietnia obchodzimy Europejski Dzień Praw Pacjenta. Z tej okazji warto pokazać, jak opieka zdrowotna w Polsce wypada na tle Europy. Jak można się spodziewać, znajdujemy się w ogonie nie tylko pod względem liczby lekarzy i dostępnego sprzętu, ale także czasu poświęcanego pacjentom. Ponadto, czas oczekiwania na wizytę u specjalisty wydłużył się o około dwa tygodnie w porównaniu do ubiegłego roku. Dlatego coraz częściej pacjenci decydują się na opiekę prywatną i dodatkowe zabezpieczenie oferowane przez ubezpieczycieli.

W większości krajów europejskich pacjenci są zadowoleni z jakości opieki zdrowotnej. Według badania  „European Quality of Life Survey” na prowadzenie w tym względzie wysuwają się Austria, Luksemburg i Malta, w okolicach średniej europejskiej znajdują się też nasi sąsiedzi – Litwa i Czechy. Lepsza jakość opieki zdrowotnej jest zazwyczaj związana z wyższymi wydatkami publicznymi. Średnia całkowitych wydatków zdrowotnych dla krajów Unii Europejskiej wynosi 2 773 euro – prawie o połowę więcej niż w Polsce (z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej PPP). Dla porównania w 2016 roku w Luksemburgu wydatki te wyniosły aż 4 713 euro.

Subiektywnie gorzej tylko w Grecji

Zgodnie z przypuszczeniami Polska znajduje się w ogonie państw europejskich pod względem zadowolenia pacjentów. Jedynie Grecy oceniają służbę zdrowia gorzej niż Polacy. Z raportu OECD „Health at Glance: Europe 2018” wynika, że 60 proc. pacjentów w naszym kraju uważa, że lekarze poświęcają im wystarczającą ilość czasu, podczas gdy za naszą zachodnią granicą twierdzi tak już 86 proc. pacjentów. Wśród analizowanych krajów europejskich jesteśmy jedynym, w którym mniej niż połowa pacjentów deklaruje, że lekarze biorą pod uwagę ich zdanie przy podejmowaniu decyzji dotyczących leczenia.

Tyle samo wizyt, mniej lekarzy

Mimo, że w większości rankingów negatywne postrzeganie rzeczywistości jest domeną Polaków, to niska jakość służby zdrowia może być potwierdzona za pomocą wielu obiektywnych danych i wskaźników. Mamy do dyspozycji średnio 2,4 lekarzy na 1000 mieszkańców, podczas gdy średnia europejska to 3,6. Zajmujemy w tym aspekcie niechlubne ostatnie miejsce wśród krajów Unii. Gabinety lekarskie odwiedzamy przeciętnie równie często co mieszkańcy innych krajów, co oznacza, że lekarze w Polsce przyjmują znacznie więcej pacjentów niż ich zachodni sąsiedzi. Bardziej obciążeni są jedynie węgierscy i słowaccy medycy.

Czas oczekiwania na wizytę u lekarza coraz dłuższy

Przodujemy również pod względem czasu oczekiwania na wizyty u specjalistów i zabiegi operacyjne. Dla przykładu w 2016 roku czas oczekiwania na usunięcie zaćmy wynosił w Polsce 484 dni, na kolejnym miejscu znalazła się Estonia z czasem oczekiwania równym 283 dni. W Holandii na podobny zabieg czeka się jedynie nieco ponad miesiąc. Zraportu Fundacji Watch Health Care wynika, że czas oczekiwania na wizytę u specjalisty w Polsce wynosi obecnie około cztery miesiące, czyli o około dwa tygodnie dłużej niż w ubiegłym roku.

Ubezpieczyciele w stronę europejskich standardów

Nadzieją może napawać fakt, że spada liczba skarg złożonych do Rzecznika Praw Pacjenta. W 2017 roku wyniosła 61 218 zgłoszeń, a rok wcześniej – 68 832. Jednak dziesięć lat temu podobnych wniosków składano zdecydowanie mniej, co może wynikać z rosnącej świadomości pacjentów co do przysługujących im praw.

Pacjenci coraz częściej wybierają prywatną opiekę zdrowotną oferowaną najczęściej w formie benefitów przez zakłady pracy. Szacuje się, że nawet 60 proc. Polaków korzysta równocześnie z opieki w ramach NFZ, jak i prywatnej służby zdrowia. W segment usług medycznych coraz częściej wchodzą również  ubezpieczyciele. W ramach polis zdrowotnych i dodatków do polis na życie zapewniają pełne wsparcie na etapie diagnozy, leczenia i dochodzenia do zdrowia.

– Potrzeby pacjentów w Polsce są ogromne. Coraz częściej nawet w prywatnych przychodniach musimy czekać na konsultację lekarską, co wiąże się z ogromnym stresem. Dlatego proponujemy naszym klientom kompleksową pomoc również w umówieniu wizyty i znalezieniu najlepszych specjalistów – mówi Edyta Fundowicz, Dyrektor ds. Marketingu i Produktów w Nationale-Nederlanden. – Mogą oni liczyć także na konsultacje u dietetyka i psychologa, a także organizację procesu rehabilitacyjnego.

Dywersyfikacja i polaryzacja, czyli rynek handlowy w obliczu zmian

Deweloperzy weryfikują swoje strategie rozwoju. Rozwija się rynek centrów convenience i projektów wielofunkcyjnych. W 2019 r. może przybyć 430 000 mkw. nowej powierzchni handlowej w całym kraju.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku nieruchomości handlowych w Polsce na koniec I kwartału tego roku.

Podaż – deweloperzy poszukują nowych opcji rozwoju

„Rynek dużych centrów handlowych stopniowo się nasyca, w związku z czym deweloperzy zmieniają swoje strategie biznesowe. Obecnie jesteśmy świadkami sukcesywnej polaryzacji rynku pomiędzy dużymi galeriami handlowo-rozrywkowymi a obiektami typu „convenience”. Mniejsze centra i parki handlowe powoli wypełniają niszę rynkową, co ma odzwierciedlenie zarówno w obiektach oddanych do użytku w I kwartale, jak również tych planowanych do ukończenia w dalszej części roku”, tłumaczy Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL.

Na razie na rynku przybyło niewiele ponad 38 000 mkw. powierzchni, z czego największym nowo otwartym projektem był Silesia Outlet w Gliwicach (12 000 mkw. GLA). Wśród obiektów otwartych w minionym kwartale znalazły się także mniejsze centra handlowe: ATUT Ruczaj w Krakowie (6 800 mkw.) i Galeria Hosso w Drawsku Pomorskim (9 000 mkw.).

Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL
Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL

„Całkowita podaż nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce wynosi 14,3 mln mkw. z czego 10,1 mln mkw. oferują 422 centra handlowe. Pozostałe formaty, czyli parki i wielkopowierzchniowe magazyny handlowe oraz centra wyprzedażowe odpowiadają odpowiednio za 3,9 mln mkw. oraz blisko 300 000 mkw. Choć I kwartał – tradycyjnie już – nie obfitował w nowe otwarcia, to w całym 2019 roku może przybyć 430 000 mkw. nowej powierzchni w ramach wszystkich formatów”, komentuje Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL.

Największym nowym projektem w 2019 roku będzie Galeria Młociny w Warszawie (78 500 mkw. i 6 200 mkw. powierzchni biurowej), której otwarcie zaplanowano na maj.

Popyt – „phygital” na topie

Polski rynek handlowy nadal oczekuje debiutów znanych marek, takich jak Abercrombie & Fitch, Banana Republic i Urban Outfitters. Póki co w I kwartale tego roku zadebiutowały u nas dwie sieci – czeski TEPfactor otworzył pierwszy park rozrywki w warszawskim Blue City, natomiast niemiecka grupa Deichmann zadebiutowała ze swoim najnowszym konceptem My Shoes jednocześnie w trzech lokalizacjach (w Galerii Mokotów, Galerii Katowickiej i Galerii Echo Kielce).

„Analizując trendy na rynku handlowym w Polsce i Europie nie sposób nie wspomnieć o wciąż rosnącej popularności zakupów online. Z tego powodu wiele marek, mając na względzie zapewnienie klientom pozytywnych doświadczeń, decyduje się na kombinację fizycznych narzędzi z bogactwem cyberświata, czyli tzw. „phygital”. Przykładem jest tzw. HubStyle, który otwiera stacjonarne sklepy marek Sugarfree i Cardio Bunny”, dodaje Joanna Tomczyk.

Czynsze i pustostany

Czynsze „prime”[1] są tradycyjnie najwyższe w Warszawie (do 130 euro/ mkw./ miesiąc). Na większości rynków lokalnych poziom czynszów „prime” wynosi od 42 do 60 euro za mkw. miesięcznie.

Średni poziom pustostanów w centrach handlowych w ośmiu głównych aglomeracjach w kraju wyniósł 3,5% według stanu na koniec 2018 roku.

Anna Wysocka JLL
Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL

„Wzrost siły nabywczej i wydatków konsumpcyjnych Polaków to dobry prognostyk dla przyszłości rynku handlowego w Polsce. To z tego powodu zakaz handlu w niedzielę nie wpłynął w tak znaczący sposób na kondycję wielu centrów handlowych w kraju. Odwiedzalność w większości galerii faktycznie spadła, jednak obroty w wielu lokalizacjach nieznacznie wzrosły. Potencjał handlowy niedziel, z uwagi na zakaz handlu, jest jednak niewykorzystany a wzrosty obrotów mogłyby być znacznie większe. Według Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, zakaz handlu w niedziele doprowadził także do bankructwa ok. 16 000 małych sklepów, czyli tych, których miał najbardziej chronić”, informuje Anna Wysocka.

Jednocześnie, już od dłuższego czasu właściciele dużych centrów handlowych dostosowują swoją ofertę do zmieniających się oczekiwań konsumentów poprzez zwiększenie oferty rozrywkowej, usługowej i gastronomicznej. Dzięki temu centra stają miejscem nie tylko robienia zakupów, ale także spędzania wolnego czasu, również w niehandlowe niedziele miesiąca.

[1] Czynsze prime odnoszą się do najlepszych lokali handlowych o powierzchni około 100 mkw. przeznaczonych dla branży moda i dodatki, w wiodących centrach handlowych.