AI przejmuje coraz większą część pracy programistów. Greg Brockman mówi o zmianie modelu tworzenia kodu

Sztuczna inteligencja to już nie tylko dodatek dla programistów, ale główny element tworzenia oprogramowania – uważa współzałożyciel i prezes OpenAI, Greg Brockman. Na konferencji Sequoia AI Ascent 2026 wskazał on, że agentyczne systemy nie ograniczają się już do podpowiadania kodu, ale coraz częściej samodzielnie realizują złożone, wieloetapowe procesy inżynieryjne.

Zdaniem Brockmana branża technologiczna stoi przed koniecznością całkowitego przemodelowania struktur zespołów deweloperskich. AI przestaje być jedynie opcjonalnym dodatkiem w edytorze tekstu, stając się integralnym elementem łańcucha produkcyjnego. Taka transformacja wymusza ewolucję roli człowieka: programista jutra to przede wszystkim architekt systemu, audytor i ekspert od walidacji, a nie rzemieślnik piszący kod od podstaw.

Szef OpenAI zaznaczył, że za obecnym skokiem jakościowym nie stoi jedna, rewolucyjna zmiana, lecz suma drobnych, konsekwentnych udoskonaleń. To efekt synergii między ewolucją modeli bazowych, precyzyjnym dostrajaniem w fazie post-treningu oraz rozbudową narzędzi, które umożliwiają agentom realizację coraz bardziej wielowątkowych operacji. Brockman zwrócił uwagę, że dzięki tej kumulacji usprawnień modele znacznie lepiej radzą sobie z analizą założeń projektowych i operacjami na poziomie systemowym, co pozwala im generować kod spełniający rygorystyczne standardy profesjonalnych środowisk produkcyjnych.

Wypowiedź Brockmana dotyczyła również platformy Codex, którą OpenAI rozwija jako narzędzie wykraczające poza samo programowanie. Według niego technologia ta ma służyć szerzej rozumianemu rozwiązywaniu problemów, obejmując także pracę z arkuszami kalkulacyjnymi, prezentacjami oraz innymi zadaniami wymagającymi analizy i organizacji wiedzy.

Rozwój agentów kodujących wpisuje się w szerszy trend w branży technologicznej. Największe firmy coraz częściej informują, że istotna część nowego kodu jest generowana przez narzędzia AI, a następnie sprawdzana i zatwierdzana przez inżynierów. Zmienia to proporcje między ręcznym pisaniem kodu a nadzorem nad systemami automatyzującymi część procesu programistycznego.

Taki model pracy może zwiększać produktywność zespołów, zwłaszcza przy zadaniach powtarzalnych, testach i integracjach. Jednocześnie wymaga bardziej rygorystycznych procedur kontroli jakości, bezpieczeństwa, przeglądu kodu i zarządzania odpowiedzialnością za błędy.

W praktyce rola programistów może coraz bardziej przesuwać się w kierunku architektury systemów, formułowania wymagań, oceny ryzyka i walidacji efektów pracy AI. Umiejętność precyzyjnego definiowania zadań, rozumienia ograniczeń modeli i wychwytywania błędów może stać się równie ważna jak samo pisanie kodu.

Samsung rzuca wyzwanie Meta. Nadchodzą inteligentne okulary Galaxy

Samsung Electronics oficjalnie potwierdził, że przyszłość koncernu jest nierozerwalnie związana z nowymi kategoriami urządzeń napędzanych sztuczną inteligencją. Przy okazji prezentacji wyników finansowych za pierwszy kwartał 2026 roku, południowokoreański gigant zdradził ambitne plany dotyczące rozwoju segmentu wearables, w którym kluczową rolę mają odegrać inteligentne okulary oraz nowatorskie akcesoria audio.

Podczas rozmowy z inwestorami przedstawiciele Samsunga zarysowali wizję urządzeń oferujących tzw. multimodalne doświadczenia AI. Firma zamierza wyjść poza tradycyjny ekran smartfona, stawiając na formaty, które pozwalają na bardziej naturalną interakcję z asystentami cyfrowymi w świecie rzeczywistym. Decyzja ta oznacza bezpośrednie wejście Samsunga w segment inteligentnych okularów, w którym obecnie pozycję lidera próbuje budować Meta we współpracy z marką Ray-Ban.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że autorski projekt okularów Samsunga funkcjonuje pod nazwą kodową „Jinju”. Urządzenie ma stać się integralną częścią ekosystemu Galaxy i pracować pod kontrolą dedykowanego systemu Android XR. Pod względem technicznym konstrukcja ma bazować na wydajnym układzie Snapdragon AR1 oraz 12-megapikselowym sensorze Sony, co umożliwi wysokiej jakości rejestrację obrazu oraz zaawansowane rozpoznawanie obiektów przez sztuczną inteligencję. Ciekawym rozwiązaniem ma być zastosowanie głośników wykorzystujących przewodnictwo kostne, co pozwoli na obsługę asystenta głosowego bez konieczności zasłaniania kanałów słuchowych.

Pierwsza generacja Galaxy Glasses ma pełnić rolę akcesorium towarzyszącego smartfonom Galaxy, które przejmą na siebie lwią część procesów obliczeniowych. W przeciwieństwie do bardziej rozbudowanych gogli Galaxy XR, pierwsze okulary Samsunga najprawdopodobniej nie zostaną wyposażone we wbudowany wyświetlacz. Zamiast tego producent postawi na obsługę głosową i kontekstową za pomocą asystenta Google Gemini, co pozwoli zachować lekką i tradycyjną formę oprawek. Strategia ta sugeruje, że Samsung chce najpierw zawalczyć o masowego klienta poszukującego urządzenia do komunikacji i dyskretnego korzystania z AI, zanim wprowadzi na rynek znacznie droższe i cięższe modele z rozszerzoną rzeczywistością.

Równolegle do prac nad okularami, Samsung szykuje rewolucję w segmencie audio. Analizy nadchodzącego oprogramowania One UI wskazują na istnienie nowego formatu słuchawek o nazwie Galaxy Buds Able. W odróżnieniu od znanych dotychczas modeli dokanałowych, wersja Able ma cechować się otwartą konstrukcją zakładaną na ucho. Taka dywersyfikacja oferty wearables pokazuje, że Samsung dąży do stworzenia kompleksowej infrastruktury sprzętowej, która ma za zadanie utrzymać użytkownika w ekosystemie Galaxy dzięki unikalnym funkcjom sztucznej inteligencji dostępnym „na zawołanie”.

Kryptowaluty jako narzędzie rosyjskich rozliczeń zagranicznych

Rosja intensyfikuje budowę alternatywnego systemu rozliczeń zagranicznych, w którym pierwsze skrzypce grają kryptowaluty oraz stablecoiny powiązane z rublem. W centrum operacji znajduje się tajemniczy token A7A5, który mimo zachodnich sankcji mógł już obsłużyć transakcje o wartości przekraczającej 100 mld dolarów, skutecznie omijając przy tym zachodnie restrykcje oraz blokadę systemu SWIFT.

Fundamentem tego mechanizmu stał się A7A5, czyli stablecoin powiązany z rublem, który zadebiutował na rynku na początku 2025 roku. Instrument ten jest ściśle łączony z rosyjskim operatorem płatności transgranicznych A7 oraz Promsvyazbankiem – instytucją finansową objętą sankcjami przez USA, Unię Europejską oraz Wielką Brytanię. Według ustaleń firmy analitycznej Elliptic, token został zarejestrowany w Kirgistanie i operuje przede wszystkim w oparciu o sieci TRON oraz Ethereum. Według ustaleń dziennikarzy Proekt – rosyjskiego portalu śledczego – z platformą A7 mają być powiązani miliarder Roman Abramowicz oraz magnat farmaceutyczny Wiktor Charytonin.

Skala operacji prowadzonych przy użyciu A7A5 budzi poważne zaniepokojenie zachodnich regulatorów. Z publikowanych raportów wynika, że instrument ten mógł posłużyć do obsługi transakcji, których łączna wartość liczona jest w dziesiątkach, a według niektórych szacunków nawet w setkach miliardów dolarów. Dziennik „The Guardian” wskazuje, że mimo wpisania tokena na listy sankcyjne w najważniejszych zachodnich jurysdykcjach, pozostaje on w powszechnym użyciu w rozliczeniach powiązanych z rosyjskim handlem zagranicznym.

Cały proces opiera się na rozbudowanej sieci pośredników i wykorzystaniu specyfiki technologii blockchain. Rosyjscy importerzy i eksporterzy wpłacają ruble, które następnie są konwertowane na aktywa cyfrowe. Środki te krążą między portfelami i giełdami działającymi w państwach trzecich, gdzie ostatecznie są wymieniane na waluty lokalne niezbędne do sfinalizowania kontraktów. Wykorzystanie blockchaina TRON zapewnia uczestnikom rynku nie tylko szybkość transferów, ale przede wszystkim możliwość działania poza klasycznym obiegiem bankowym, choć publiczny charakter tej sieci pozwala firmom analitycznym na coraz skuteczniejsze śledzenie podejrzanych przepływów.

Według Proektu z usług A7 korzystać miało co najmniej 25 rosyjskich firm objętych sankcjami. Pięć z nich – Aidi Solution, Rustakt, Transport Budushchego, Bespilotnyye Sistemy oraz Legion Komplekt – ma produkować lub dostarczać drony bojowe wykorzystywane w wojnie przeciwko Ukrainie. Przez platformę miały one transferować setki milionów, a nawet miliardy rubli.

Na te działania reaguje Unia Europejska, która w najnowszych pakietach restrykcji rozszerzyła nadzór nad rosyjskim sektorem krypto. Nowe ograniczenia uderzają bezpośrednio w dostawców usług aktywów cyfrowych oraz podmioty z państw trzecich zaangażowane w obsługę rosyjskiego kapitału. Analitycy Chainalysis podkreślają, że pod lupą Brukseli i Waszyngtonu znajduje się już nie tylko system A7A5, ale także inne instrumenty rublozależne, takie jak RUBx, a także postępujące prace nad wdrożeniem cyfrowego rubla przez rosyjski bank centralny.

Równolegle Moskwa podejmuje kroki w celu formalnego uregulowania tego procederu wewnątrz kraju. Nowe przepisy mają umożliwić licencjonowanie wybranych platform dopuszczonych do obsługi płatności transgranicznych w kryptowalutach, przy jednoczesnym utrzymaniu zakazu ich wykorzystywania w rozliczeniach krajowych. Taka strategia ma z jednej strony udrożnić handel zagraniczny, a z drugiej chronić stabilność wewnętrznego systemu monetarnego przed niekontrolowanym odpływem kapitału.

Eksport BYD osiągnął rekordowy poziom. Sprzedaż w Chinach pod presją

Chiński koncern BYD dostarczył w kwietniu 321 123 pojazdy z segmentu NEV (auta elektryczne i hybrydy typu plug-in). Wynik był wyższy niż w marcu, ale jednocześnie niższy niż rok wcześniej.

Najmocniejszym punktem kwietniowych wyników okazał się eksport. Zagraniczna sprzedaż samochodów osobowych i pickupów BYD wyniosła 134 542 sztuki. To wzrost o około 71 proc. rok do roku i jednocześnie rekordowy miesięczny poziom w historii spółki. Sprzedaż poza Chinami odpowiadała już za ponad 40 proc. całkowitego miesięcznego wolumenu producenta.

Rosnący eksport BYD to efekt globalnego zwrotu ku autom elektrycznym, napędzanego przez drożejące paliwa i obawy o bezpieczeństwo energetyczne. Przewaga BYD wynika jednak z połączenia atrakcyjnych cen, szybkiego odświeżania gamy modelowej oraz sprawnej budowy struktur sprzedaży poza Chinami, co skutecznie przełamuje barierę nieufności wobec nowych marek.

BYD rozwija obecność m.in. w Europie, Ameryce Południowej, Azji Południowo-Wschodniej i na Bliskim Wschodzie. W pierwszych miesiącach 2026 roku do ważnych rynków eksportowych należały m.in. Brazylia, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Wielka Brytania. Spółka sygnalizuje również dalsze plany zwiększania sprzedaży zagranicznej, co może stopniowo zmniejszać jej zależność od rynku chińskiego.

Sytuacja w Chinach pozostaje jednak trudniejsza. Całkowita sprzedaż BYD w kwietniu była niższa niż rok wcześniej, co oznacza kontynuację spadków w ujęciu rocznym. Na wyniki wpływają słabszy popyt krajowy, zmiany w systemie wsparcia dla pojazdów elektrycznych oraz bardzo silna konkurencja cenowa.

Chiński rynek pojazdów NEV pozostaje jednym z najbardziej konkurencyjnych na świecie. Presję na BYD wywierają m.in. Geely, Xiaomi, Leapmotor, Zeekr, Nio i XPeng. Część tych producentów szybko zwiększa dostawy, zwłaszcza w wybranych segmentach cenowych i technologicznych.

Dodatkowym problemem dla BYD jest presja na rentowność. Konkurencja w Chinach wymusza promocje i obniżki cen, a rozwój eksportu wiąże się z kosztami logistyki, homologacji, budowy sieci dealerskich oraz lokalnych struktur sprzedażowych. Oznacza to, że szybki wzrost sprzedaży zagranicznej nie musi automatycznie przekładać się na proporcjonalny wzrost marż.

Parlament Europejski apeluje o szybsze egzekwowanie Aktu o rynkach cyfrowych

Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą Komisję Europejską do szybszego i bardziej konsekwentnego egzekwowania Aktu o rynkach cyfrowych. Dokument wskazuje, że szczególnej uwagi wymagają m.in. narzędzia wyszukiwania oparte na sztucznej inteligencji oraz usługi chmurowe.

Rezolucja została przyjęta 30 kwietnia. Europosłowie wezwali Komisję do pełnego korzystania z dostępnych instrumentów, w tym dialogu regulacyjnego, dochodzeń rynkowych, postępowań dotyczących nieprzestrzegania przepisów oraz kar finansowych. Parlament wskazał, że praktyki części dużych platform internetowych mogą nadal ograniczać konkurencję, innowacje oraz wybór konsumentów.

W dokumencie odniesiono się do działań wybranych firm objętych regulacjami DMA. W przypadku Google europosłowie zwrócili uwagę na problem preferowania własnych usług w wynikach wyszukiwania, w tym w obszarach zakupów, podróży, wideo i reklam produktowych. Parlament wskazał, że takie praktyki mogą utrudniać konkurencję innym podmiotom działającym na rynku cyfrowym.

Rezolucja porusza również kwestię ekranów zgody stosowanych przez TikToka. Według europosłów sposób ich projektowania może wpływać na decyzje użytkowników i prowadzić do uzyskiwania zgód w sposób budzący wątpliwości regulacyjne. Microsoft został wymieniony w kontekście ustawień domyślnych i dostępu do konkurencyjnych usług, natomiast Booking.com w związku z dalszym stosowaniem klauzul parytetowych.

Parlament Europejski zwrócił także uwagę na ryzyko presji politycznej ze strony państw trzecich, które mogą dążyć do osłabienia unijnych przepisów cyfrowych. W rezolucji podkreślono, że egzekwowanie DMA powinno pozostać elementem suwerennej polityki regulacyjnej Unii Europejskiej.

Apel Parlamentu pojawił się po publikacji pierwszego przeglądu Aktu o rynkach cyfrowych przez Komisję Europejską. Komisja uznała, że rozporządzenie pozostaje adekwatne do zakładanych celów i nie wymaga obecnie nowelizacji. Jednocześnie wskazała, że rozwój usług AI oraz rynku chmurowego będzie wymagał dalszego monitorowania.

Osobnym obszarem pozostają postępowania dotyczące usług chmurowych. Komisja bada, czy Amazon Web Services i Microsoft Azure powinny zostać uznane za strażników dostępu w rozumieniu DMA, mimo że usługi te nie spełniają wszystkich ilościowych progów przewidzianych w rozporządzeniu. Zakończenie tych analiz spodziewane jest w 2026 roku.

Europosłowie odnieśli się również do wysokości dotychczasowych kar nakładanych na największe platformy. W rezolucji wskazano, że sankcje powinny być skuteczne, proporcjonalne i wystarczająco odstraszające, aby zapobiegać dalszym naruszeniom. Część organizacji branżowych, w tym przedstawiciele wydawców i firm technologicznych, osobno apelowała do Komisji o szybsze zakończenie postępowań dotyczących praktyk wyszukiwarki Google.

Apple ostrzega przed wyższymi kosztami pamięci. Presja ze strony AI może uderzyć w marże

Apple spodziewa się wyraźnego wzrostu kosztów pamięci w kwartale kończącym się w czerwcu. Prezes spółki Tim Cook poinformował o tym podczas rozmowy z inwestorami po publikacji wyników za drugi kwartał roku fiskalnego 2026. Jak wskazał, drożejące komponenty będą coraz bardziej widoczne w działalności firmy.

Dotychczas Apple częściowo amortyzował wzrost cen dzięki wykorzystaniu wcześniej zgromadzonych zapasów. Wraz z ich stopniowym wyczerpywaniem presja kosztowa może jednak coraz silniej oddziaływać na marże. Spółka nie przedstawiła szczegółowego planu działań, które miałyby ograniczyć skutki tej sytuacji.

Cook zaznaczył jedynie, że Apple analizuje różne możliwości zarządzania wyższymi kosztami. Według analityków w praktyce mogą one obejmować podwyżki cen wybranych produktów, zmianę konfiguracji urządzeń, ograniczenie dostępności niektórych wariantów pamięci lub częściowe przejęcie dodatkowych kosztów przez samą spółkę.

Presja na rynku pamięci wynika przede wszystkim z rosnącego popytu ze strony centrów danych i infrastruktury sztucznej inteligencji. Najwięksi operatorzy chmurowi oraz firmy technologiczne zwiększają inwestycje w serwery AI, które wymagają znacznie większej ilości pamięci niż tradycyjne systemy obliczeniowe. W efekcie producenci tacy jak Samsung, SK Hynix i Micron kierują coraz większą część mocy produkcyjnych na pamięci HBM oraz zaawansowane moduły DDR5.

Zmiana struktury popytu ogranicza dostępność części typów pamięci wykorzystywanych w elektronice konsumenckiej. Może to podnosić koszty produkcji smartfonów, komputerów i innych urządzeń, szczególnie w okresach zwiększonego popytu na nowe modele.

Mimo presji kosztowej Apple pokazał solidne wyniki kwartalne. Przychody spółki w drugim kwartale roku fiskalnego 2026 wyniosły 111,2 mld dolarów, a zysk na akcję osiągnął 2,01 dolara. Wyniki okazały się lepsze od oczekiwań rynku. Sprzedaż iPhone’ów przyniosła około 57 mld dolarów przychodów, segment Mac odpowiadał za 8,4 mld dolarów, a usługi wygenerowały 30,98 mld dolarów.

Spółka przedstawiła również pozytywną prognozę na kolejny kwartał, zakładając wzrost przychodów o 14–17 proc. Jednocześnie wskazała, że ograniczenia podażowe i wyższe ceny pamięci mogą wpływać na dostępność części produktów oraz poziom marż.

Zarząd Apple zatwierdził dodatkowy program skupu akcji własnych o wartości 100 mld dolarów oraz podwyższył kwartalną dywidendę o 4 proc. Decyzje te pokazują, że mimo rosnącej presji kosztowej spółka utrzymuje mocną pozycję finansową. W kolejnych kwartałach rynek będzie jednak uważnie obserwował, czy wyższe ceny pamięci i ograniczenia podażowe przełożą się na rentowność oraz politykę cenową Apple.

Japonia interweniuje na rynku: Jen odbija od psychologicznej bariery

Japonia miała przeprowadzić interwencję na rynku walutowym po tym, jak jen osłabił się poniżej psychologicznej bariery 160 za dolara. Według doniesień dziennika „Nikkei” władze w Tokio skupowały krajową walutę i sprzedawały dolary, próbując ograniczyć skalę przeceny jena.

Jeżeli informacje te zostaną potwierdzone, byłaby to pierwsza bezpośrednia interwencja walutowa Japonii od blisko 21 miesięcy. Po doniesieniach o działaniach władz kurs USD/JPY gwałtownie spadł — w ciągu kilku godzin o ponad 2 proc. Umocnienie jena przełożyło się także na szerszy rynek walutowy, osłabiając dolara wobec części głównych walut.

Presja na jena utrzymywała się w ostatnich tygodniach głównie z powodu dużej różnicy stóp procentowych między Japonią a Stanami Zjednoczonymi. Rezerwa Federalna utrzymuje relatywnie wysokie stopy, podczas gdy Bank Japonii podchodzi do dalszego zacieśniania polityki pieniężnej znacznie ostrożniej. Na ostatnim posiedzeniu japoński bank centralny pozostawił stopę referencyjną na poziomie 0,75 proc.

Przed domniemaną interwencją kurs USD/JPY wzrósł w okolice 160,67. Japońscy przedstawiciele rządu już wcześniej sygnalizowali gotowość do działania w przypadku nadmiernych wahań kursowych. Minister finansów Satsuki Katayama zapowiadał możliwość podjęcia zdecydowanych kroków, a Atsushi Mimura, główny urzędnik odpowiedzialny za politykę walutową, zwracał uwagę na rosnącą aktywność spekulacyjną.

Po tych wypowiedziach jen wyraźnie się umocnił, schodząc w okolice 155 za dolara. Skala i tempo ruchu zostały przez część uczestników rynku odebrane jako sygnał interwencji władz. Według szacunków Bloomberga wartość operacji mogła wynieść około 34,5 mld dolarów, czyli 5,4 bln jenów.

Działania Japonii mogły mieć wpływ również na inne pary walutowe. Osłabienie dolara było widoczne nie tylko wobec jena, ale także wobec części pozostałych głównych walut. Analitycy zwracają uwagę, że podobne interwencje w przeszłości często prowadziły do krótkoterminowego zamykania pozycji opartych na silnym dolarze.

W piątek rano kurs USD/JPY znajdował się już w pobliżu 157, co oznaczało częściowe odwrócenie wcześniejszego umocnienia jena. Zdaniem części strategów bez kolejnych działań władz efekt interwencji może okazać się ograniczony. Głównym czynnikiem osłabiającym japońską walutę nadal pozostaje bowiem różnica w poziomie stóp procentowych między Japonią a USA.

Rynek będzie teraz obserwował, czy Tokio zdecyduje się na kolejne działania. W przeszłości japońskie władze interweniowały etapami, gdy uznawały, że ruchy kursowe są nadmierne i oderwane od fundamentów. Kluczowe znaczenie będą miały także kolejne sygnały z Banku Japonii oraz Rezerwy Federalnej dotyczące dalszego kierunku polityki pieniężnej.

Czerwiec kluczowy dla stóp procentowych w strefie euro

Członek Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego Olli Rehn ocenił, że EBC powinien być gotowy do szybkiej reakcji, jeśli w strefie euro pojawią się wyraźne sygnały utrwalania się inflacji.

Wypowiedź Rehna wpisuje się w ostrożniejszy ton komunikacji EBC po ostatnim posiedzeniu, na którym bank centralny pozostawił stopy procentowe bez zmian. Stopa depozytowa utrzymana została na poziomie 2 proc. Prezes EBC Christine Lagarde informowała po decyzji, że była ona jednomyślna, choć w trakcie dyskusji pojawił się również temat ewentualnej podwyżki stóp.

Sygnały gotowości do bardziej zdecydowanej reakcji płyną także od innych przedstawicieli banku centralnego. Prezes Bundesbanku Joachim Nagel wskazał, że jeżeli perspektywy inflacyjne nie poprawią się w widoczny sposób, Rada Prezesów może rozważyć odpowiednie działania już na kolejnym posiedzeniu. Podobnie wypowiadał się szef estońskiego banku centralnego Madis Müller, który zaznaczał, że podwyżka stóp może stać się bardziej prawdopodobna, jeśli presja cenowa okaże się uporczywa.

Najnowsze dane pokazują, że inflacja w strefie euro ponownie przyspieszyła. Według wstępnych szacunków Eurostatu w kwietniu 2026 r. wyniosła 3,0 proc. rok do roku, wobec 2,6 proc. w marcu. Głównym czynnikiem wzrostu były ceny energii, które zwiększyły się o 10,9 proc. rok do roku. Jednocześnie inflacja w usługach obniżyła się do 3,0 proc. z 3,2 proc., a ceny towarów przemysłowych z wyłączeniem energii wzrosły o 0,8 proc.

Dla EBC kluczowe pozostaje pytanie, czy wzrost cen energii będzie miał charakter przejściowy, czy przełoży się na szerszą presję inflacyjną w gospodarce. Szczególnie istotne są tzw. efekty drugiej rundy, czyli sytuacja, w której wyższe ceny surowców prowadzą do wzrostu oczekiwań inflacyjnych, żądań płacowych i kolejnych podwyżek cen w innych sektorach.

Na razie obraz sytuacji pozostaje niejednoznaczny. Inflacja zasadnicza wzrosła, ale część wskaźników bazowych pozostaje bardziej stabilna. To może skłaniać EBC do utrzymania ostrożnego podejścia i oczekiwania na kolejne dane przed podjęciem decyzji o ewentualnym zaostrzeniu polityki pieniężnej.

Uwaga rynku koncentruje się obecnie na czerwcowym posiedzeniu EBC. Inwestorzy będą analizować przede wszystkim nowe projekcje inflacyjne, sytuację na rynku energii, dane o wynagrodzeniach oraz kondycję gospodarki strefy euro. Od tych informacji zależeć będzie, czy bank centralny pozostanie przy obecnym poziomie stóp, czy zdecyduje się na bardziej zdecydowany ruch.

Eksport ropy z Wenezueli najwyższy od 2018 roku

0

Eksport ropy naftowej z Wenezueli wzrósł w kwietniu do poziomu około 1,23 mln baryłek dziennie. Według danych państwowego koncernu PDVSA, na które powołuje się Reuters, jest to najwyższy miesięczny wynik od 2018 roku, oznaczający 14-procentowy wzrost w stosunku do marca. Zwiększone wolumeny sprzedaży trafiły przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych, Indii oraz Europy.

Ożywienie nastąpiło w okresie globalnego poszukiwania alternatywnych źródeł dostaw. W obliczu niepewności na rynkach energii i napięć geopolitycznych, wenezuelska ropa – szczególnie jej ciężkie gatunki – ponownie zyskała na znaczeniu dla rafinerii wyspecjalizowanych w przerobie takiego surowca.

Kluczową rolę w odbudowie sprzedaży odgrywają zagraniczni partnerzy PDVSA. Znacząca część eksportu realizowana jest przez koncern Chevron w ramach wspólnych przedsięwzięć (joint ventures) z wenezuelską stroną. Równolegle Caracas zacieśnia współpracę z nowymi podmiotami z USA – firmy Hunt Overseas Oil Company oraz Crossover Energy podpisały memoranda dotyczące działalności w Pasie Orinoko, jednym z najbogatszych w ropę regionów świata.

Na wenezuelski rynek wracają także koncerny europejskie:

  • BP zawarło porozumienie w sprawie rozwoju morskich złóż gazu Cocuina-Manakin na granicy z Trynidadem i Tobago, analizując jednocześnie potencjał złoża Loran.
  • Eni oraz Repsol pracują nad zwiększeniem wydobycia gazu ze złoża Cardon IV.
  • Eni dodatkowo podpisało umowę dotyczącą wznowienia projektów wydobycia ciężkiej ropy w Pasie Orinoko.

Te działania sygnalizują determinację Wenezueli w przyciąganiu kapitału po latach sankcji, izolacji i głębokich problemów operacyjnych. Dla kraju wzrost eksportu to szansa na zwiększenie wpływów do budżetu, jednak trwałość tej odbudowy stoi pod znakiem zapytania. Dalszy rozwój sektora będzie zależał od stabilności przepisów, dostępu do nowoczesnych technologii oraz – co najważniejsze – od decyzji politycznych dotyczących licencji i sankcji międzynarodowych.

Strefa euro balansuje na granicy recesji. EBC ma coraz trudniejsze zadanie

Gubernator Banku Grecji Yannis Stournaras stwierdził, że ryzyko recesji w strefie euro jest realne i nie można go lekceważyć. W rozmowie z cypryjskim dziennikiem „Phileleftheros” podkreślił, że europejska gospodarka pozostaje pod presją rosnących cen energii, napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie oraz możliwych zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw.

Według Stournarasa wysokie koszty energii wywierają podwójną presję: hamują wzrost gospodarczy, a jednocześnie stymulują inflację. Jest to sytuacja szczególnie dotkliwa dla strefy euro, która pozostaje silnie uzależniona od importu surowców energetycznych. Szef greckiego banku centralnego zauważył, że obecny szok energetyczny nakłada się na okres słabszej koniunktury, zaostrzonych warunków kredytowych oraz ograniczonej przestrzeni fiskalnej w wielu państwach członkowskich.

Najnowsze dane Eurostatu potwierdzają wyhamowanie aktywności gospodarczej. W pierwszym kwartale 2026 roku PKB strefy euro wzrósł o zaledwie 0,1% w ujęciu kwartalnym (wobec 0,2% w poprzednim okresie), co przełożyło się na wzrost o 0,8% rok do roku.

Równolegle inflacja w eurolandzie przyspieszyła w kwietniu do 3,0% (z poziomu 2,6% w marcu). Głównym motorem tego wzrostu były ceny energii, które według wstępnych szacunków są o 10,9% wyższe niż przed rokiem.

W odpowiedzi na tę sytuację Europejski Bank Centralny podczas posiedzenia 30 kwietnia pozostawił stopy procentowe bez zmian (stopa depozytowa wynosi 2%). EBC przyznał jednak, że ryzyka inflacyjne przesunęły się w górę, przy jednoczesnym pogłębieniu się zagrożeń dla wzrostu PKB.

Taka konfiguracja danych stawia EBC w trudnym położeniu. Bank centralny musi balansować między walką z inflacją przekraczającą cel 2% a ryzykiem, że zbyt restrykcyjna polityka pieniężna wepchnie znajdującą się w stagnacji gospodarkę w głęboką recesję.

Stournaras zaznaczył, że dalsze kroki EBC będą zależeć od trwałości szoku energetycznego. Jeśli wzrost cen okaże się przejściowy i nie utrwali oczekiwań inflacyjnych, korekta kursu może nie być konieczna. Jednak w scenariuszu uporczywie wysokiej inflacji, konieczna może okazać się bardziej zdecydowana reakcja ze strony banku centralnego.