Początki kłopotów – dane GUS dotyczące sytuacji na rynku pracy

Mijające wakacje nie przyniosły spodziewanego ożywienia na polskim rynku pracy. Pomimo możliwości zwiększenia poziomu zatrudnienia za sprawą prac sezonowych, nie odnotowujemy poprawy sytuacji na rynku pracy. Najnowsze dane GUS wskazują, że zatrudnienie w polskich przedsiębiorstwach nieznacznie zmalało, a wzrost płac może wywołać jedynie decyzja o podniesieniu płacy minimalnej.

Najnowsze dane publikowane przez Główny Urząd Statystyczny wskazują na zwiększenie poziomu zatrudnienia rok do roku w sektorze przedsiębiorstw o przeszło 3,1% do poziomu 5,520 mln osób.

Dane publikowane przez GUS stanowią podsumowanie niezbyt udanego sezonu letniego na polskim rynku pracy. W sierpniu odnotowaliśmy minimalny spadek liczby nowych miejsc pracy, co jest nienaturalne w okresie wakacyjnym, kiedy wymiernie wzrasta popyt na pracowników tymczasowych. Brak poprawy sezonowej będzie tylko wzmagał trudności na rynku pracy wywołane podniesieniem płacy minimalnej, która przekłada się na wyższe koszty zatrudnienia, co jest dodatkowym impulsem do wyhamowania tworzenia nowych miejsc pracy – komentuje Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service SA.

Poziom wynagrodzeń na przestrzeni ostatniego miesiąca uległ nieznacznej pogorszeniu na poziomie 0,06% i wynosi obecnie 3591,23 zł. W porównaniu do sierpnia zeszłego roku obecny wynik jest lepszy o 5,4%.

Prognozy dotyczące Polski mówią o dynamice PKB na poziomie 4%. W skali europejskiej jest to wynik zadowalający, jednak dla wyraźnej poprawy sytuacji na rynku pracy potrzebujemy wzrostu na poziomie 5,5 – 6%.

Największy wpływ, na poziom wynagrodzeń w Polsce w najbliższych miesiącach, będzie miała decyzja o podniesieniu płacy minimalnej. Zwiększenie jej poziomu o ponad 8% w perspektywie przyszłego roku, będzie przekładało się na silny wzrost presji płacowej. Obecne dane wskazują, że minimalne wynagrodzenia w ciągu roku wzrosną niemal dwa razy szybciej niż średnia płaca w Polsce, co będzie wymuszało na pracodawcach podnoszenie stawek za pracę – podsumowuje Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service SA.

Pijemy mało, inwestujemy dużo.

Jak wynika z raportu przygotowanego przez Wealth Solutions i The IWSR spożycie wina w Polsce systematycznie rośnie. Jednak tempo tego procesu nie jest imponujące i nie przekracza kilku procent rocznie. Znacznie szybciej rosną winne inwestycje Polaków. Do tej pory w ten sposób ulokowaliśmy już ponad 100 mln zł!

W roku 2010 wielkość rynku wina spokojnego (niemusującego wina gronowego) wzrosła o 4,3%. Jest to wynik nieco poniżej oczekiwań. Przyczyny to brak prawdziwej kultury picia wina i jego wysokie ceny, a także niskie ceny wódek. Rosnące bezrobocie, wysoka inflacja i zagrożenie recesją dodatkowo zniechęcają konsumentów. Znacznie szybciej rośnie nasze zaangażowanie inwestycyjne na rynku wina. Do końca zeszłego roku w Polsce było ok. 800 winnych inwestorów, w chwili obecnej jest ich już prawie 1900. Łącznie w portfelach Polaków znajduje się blisko 14 tysięcy skrzynek bordoskich win o wartości ponad 100 mln złotych. Nowych inwestorów przyciągają zyski, jakie niezależnie od sytuacji na rynkach finansowych oferują najlepsze bordoskie trunki.

WSE w Krakowie stawia na edukację marketingową

Bazując na badaniach dotyczących zapotrzebowania na rynku pracy, Wyższa Szkoła Europejska im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie przygotowała na rok akademicki 2011/2012 siedem kierunków z zakresu reklamy i marketingu na poziomie licencjackim, magisterskim oraz podyplomowym.

Umiejętności marketingowe można rozwijać na studiach I stopnia z Zarządzania – specjalność Reklama i komunikacja społeczna, na studiach II stopnia ze Stosunków międzynarodowych – specjalność Public Relations międzynarodowy oraz na kierunkach podyplomowych: Dziennikarstwo, Grafika reklamowa i prasowa, Marketing w sieci, Public Relations oraz Zarządzanie projektem marketingowym.

Studia w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie charakteryzuje innowacyjny program kształcenia, praktyczny wymiar zajęć przyciągający ludzi z całej Polski, zajęcia z doświadczonymi wykładowcami-praktykami, kameralna atmosferę i indywidualne podejście do każdego studenta. Rekrutacja trwa do 30.09. Więcej szczegółów na www.wse.krakow.pl.

Przygotowania do e-nnovation w toku

Międzynarodowe spotkanie e-nnovation już za trzy tygodnie. Znamy kolejnych prelegentów konferencji. Do ich grona dołączył ostatnio Don Dodge, związany z takimi gigantami jak AltaVista, Microsoft czy Google. A także Michael Sauer, twórca innowacyjnej platformy reCommerce, Brian Kalma, ceniony specjalista w zakresie User Experience, czy Alex Puig, który doradzał prezydentowi FC Barcelony.

Przygotowania do e-nnovation idą pełną parą. Podczas dwóch dni konferencji goście rozmawiać będą o sytuacji na rynku e-commerce, nowych trendach, kierunkach i barierach rozwoju branży. Spotkanie z uznanymi ekspertami i praktykami pozwoli w krótkim czasie nie tylko zdobyć wiedzę, ale również wymienić się doświadczeniami. Na liście prelegentów pojawiły się kolejne nazwiska osób z czołówki światowego e-commerce, takie jak Don Dodge, który z biznesem internetowym i software’owym związany jest od ponad 25 lat, m.in. jako członek grupy zarządzającej AltaVista, ewangelista Microsoftu, a obecnie doradca developerów budujących aplikacje dla Google. Na e-nnovation będzie można spotkać także Michaela Sauera, założyciela i CEO FLIP4NEW, serwisu internetowego, który wykorzystuje najnowszy trend w e-handlu – reCommerce, Briana Kalmę, który przez kilka lat zarządzał User Experience sklepu internetowego Zappos.com, wykupionego przez Amazon za 1,2 mld dolarów. Na konferencji pojawi się także Alexa Puig odpowiedzialny za rozwój Softonic – platformy umożliwiającej darmowe i legalne pobieranie aplikacji, który także doradzał w zakresie działań w sieci Sandro Rosellowi, prezydentowi FC Barcelony.

– E-nnovation to wydarzenie, na którym powinien pojawić się każdy, kto podąża za najnowszymi trendami związanymi z internetem – mówi Alex Barrera, inwestor i doradca w zakresie e-biznesu, który w tym roku po raz drugi będzie gościem e-nnovation. – Daje niezwykłe możliwości spotkania i rozmowy z wybitnymi prelegentami, a także interakcji między uczestnikami. To właśnie świeże spojrzenie na internetowy rynek i duże możliwości networkingu powodują, że e-nnovation wyróżnia się na tle innych wydarzeń branżowych w Europie Środkowo-Wschodniej – dodaje.

Do udziału w konferencji zaproszone są osoby zajmujące się e-biznesem – przedstawiciele branży z Europy Środkowo-Wschodniej, właściciele sklepów internetowych, dostawcy rozwiązań i technologii wspierających e-commerce, początkujący e-przedsiębiorcy. E-nnovation to wartościowe spotkanie dla przedstawicieli branży retail, którzy są zainteresowani nowymi kanałami sprzedaży, a także dla firm, które chcą inwestować w dynamicznie rozwijający się rynek nowych technologii i internetu.
Spotkanie odbywa się w dniach 10-11 października w Poznaniu w salach konferencyjnych hotelu IBB Andersia. Wykłady i panele dyskusyjne będą prowadzone w języku polskim i angielskim z symultanicznym tłumaczeniem.

Dla uczestników e-nnovation, organizatorzy przygotowali zniżkę na nocleg w wybranych hotelach. Przy rezerwowaniu pokoju w hotelu IBB Andersia lub Novotel Centrum wystarczy podać hasło e-nnovation, a cena noclegu na czas konferencji będzie niższa.

Więcej informacji o konferencji na stronie http://e-nnovation.pl/.

 

Innowacyjny lek – na gospodarkę

Wpływ branży farmaceutycznej na polską gospodarkę systematycznie rósł w ciągu ostatnich pięciu lat. W 2010 roku sektor ten w sposób bezpośredni i pośredni odpowiadał za prawie 1 procent PKB, czyli 11,1 mld złotych, w tym blisko 2/3 tego efektu wytworzyły innowacyjne firmy farmaceutyczne. Okazuje się, że wpływ ten nadal może rosnąć i to szybciej niż cała gospodarka. W ciągu najbliższych pięciu lat branża farmaceutyczna ma potencjał wytwarzać ponad 1 procent PKB. Warunkiem wzrostu jest jednak usprawnienie systemu opieki zdrowotnej w Polsce.

Eksperci firmy doradczej PwC obliczyli, że tylko w 2010 roku branża farmaceutyczna zasiliła budżet państwa kwotą 1 miliarda złotych w formie podatków i innych opłat. Większość tego ciężaru (prawie dwie trzecie) poniosły firmy produkujące leki innowacyjne. W raporcie „Wkład innowacyjnego przemysłu farmaceutycznego w rozwój polskiej gospodarki” specjaliści PwC wskazują obszary, w których sektor ten najbardziej kształtuje realia gospodarcze.

Z analizy ekspertów PwC wynika, że spośród firm farmaceutycznych działających w naszym kraju, największe przełożenie na gospodarkę mają te przedsiębiorstwa, które posiadają zakłady produkcyjne w Polsce. Jednakże również i te, które sprowadzają leki z zagranicy istotnie wpływają na gospodarkę i społeczeństwo. Składa się na to: działalność operacyjna i tworzenie miejsc pracy, edukacja lekarzy i pacjentów, transfer „know-how”, ogólne podnoszenie poziomu wiedzy medycznej w kraju itp.

Mariusz Ignatowicz, partner w PwC, lider zespołu ds. sektora farmaceutycznego i ochrony zdrowia, skomentował:

„Poza wpływami do budżetu w postaci podatków i innych opłat, poza utworzeniem ponad 100 tys. miejsc pracy w samej branży i w sektorach pokrewnych, jest jeszcze jeden istotny obszar wpływu firm farmaceutycznych, zwłaszcza innowacyjnych: badania kliniczne. To właśnie dzięki badaniom klinicznym następuje transfer wiedzy i technologii do naszego kraju. A co to oznacza w praktyce? Dają one pacjentom dostęp do najnowocześniejszych terapii, przy czym są one finansowane przez firmy prowadzące badania, a nie z publicznych środków NFZ.”

Sektor farmaceutyczny i biotechnologiczny jest według raportu Komisji Europejskiej najbardziej innowacyjną branżą w Europie, przeznaczającą ok. 16% swoich przychodów na działalność badawczo-rozwojową. Według badań naukowych stosowanie zaawansowanych metod terapeutycznych ma pozytywny wpływ na długość życia, a stosowanie leków innowacyjnych przyczynia się w 40% do tego efektu.

Autorzy raportu PwC podkreślają, że możliwe jest jeszcze większe zaangażowanie firm farmaceutycznych, szczególnie innowacyjnych, w generowanie wzrostu polskiej gospodarki. W 2016 roku całościowy wkład sektora farmaceutycznego ma przekroczyć 1 procent PKB. W tym celu jednak niezbędne jest usprawnienie systemu ochrony zdrowia oraz zwiększenie nakładów przeznaczonych na jego finansowanie.

Eksperci PwC zwracają uwagę na brak długofalowej polityki lekowej oraz przeszkody administracyjne np. opóźnienia przy podejmowaniu decyzji refundacyjnych. Zjawiska te prowadzą do ograniczeń w dostępie polskich pacjentów do innowacyjnych leków.

Mariusz Ignatowicz dodał:

„W obecnej sytuacji niezbędne jest jasne zdefiniowanie terapeutycznych potrzeb społeczeństwa polskiego, określenie oczekiwań administracji państwowej i rozpoczęcie dialogu z innowacyjnymi firmami farmaceutycznymi, które oczekiwaniom tym muszą sprostać.”

***
Raport o wpływie innowacyjnej branży farmaceutycznej na polską gospodarkę po raz pierwszy zaprezentowano na specjalnym panelu w trakcie Forum Ekonomicznego w Krynicy.

W Europie Środkowej i Wschodniej rosną firmy z branży produkcyjnej

Niemal 80% największych firm w Europie Środkowej odnotowało wzrost przychodów w 2010 roku. Jest to ogromna zmiana w porównaniu z rokiem poprzednim kiedy tylko 16% przedsiębiorstw zwiększyło swoje przychody. Liderami pod względem wielkości przychodów pozostają firmy z branży energetycznej – PKN Orlen i MOL, tuż za nimi plasuje się koncern samochodowy Skoda. W gronie największych firm regionu najbardziej wzrosła liczba przedsiębiorstw z sektora produkcyjnego, zmalała natomiast reprezentacja branży TMT oraz dóbr konsumpcyjnych i transportu – to główne wnioski z kolejnej edycji Rankingu CE TOP 500 przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte oraz dziennik „Rzeczpospolita”.

Wyniki piątej edycji rankingu pokazują, że przychody największych firm w Europie Środkowej i Wschodniej wzrosły w 2010 roku średnio o 11% w euro i 7% w walucie lokalnej. To bardzo dobry wynik w porównaniu z poprzednią edycją, w której średnia zmiana przychodów w stosunku do 2008 roku była ujemna i wyniosła -12% w euro przy zerowej zmianie w walucie lokalnej. Nie udało się jednak osiągnąć obrotów sprzed kryzysu – przychody 500 największych firm z regionu o wartości 612 mld euro były wyższe o 17% w porównaniu do roku 2009, jednak ciągle niższe o 4% w stosunku do 2008 roku.

Najdynamiczniej rozwijają się przedsiębiorstwa z branży wyrobów przemysłowych, która odnotowała blisko 23% wzrostu przychodów w 2010 roku. Odpowiedzialny za to był głównie wzrost cen surowców oraz poprawa popytu na dobra produkcyjne zarówno na rynkach eksportowych (przede wszystkim w Niemczech), jak i w regionie. Nowością w bieżącej edycji rankingu CE TOP 500 jest wzrost reprezentacji przedsiębiorstw z Czech (było ich o 7 więcej niż w roku ubiegłym) oraz Rumunii (dodatkowe 6 firm w zestawieniu). Liczba polskich przedsiębiorstw zmniejszyła się o 7, między innymi w wyniku postępującej konsolidacji w sektorze energetycznym.

„Wyniki branży energetycznej i zasobów naturalnych potwierdzają znaczący wpływ zmian cen surowców na największe przedsiębiorstwa regionu. Średnie przychody firm tej branży wzrosły o 13% w euro (10% w walucie lokalnej). Decydującym czynnikiem była cena ropy naftowej, która przełożyła się na dynamiczny wzrost przychodów producentów paliw. W przypadku polskiego PKN Orlen (pierwsze miejsce w rankingu) oraz węgierskiego MOL (drugie miejsce) wzrost przychodów wyniósł odpowiednio około 33% i 34%, a PKN Orlen zwiększył dystans wobec MOL o blisko 1,3 mld euro” – mówi Tomasz Ochrymowicz, partner w dziale doradztwa finansowego Deloitte.

Pomimo recesji lub bardzo ograniczonego wzrostu gospodarczego, aktywa 50 największych banków w regionie zanotowały 5% wzrost. Wpływ ostatnich wydarzeń na rentowność banków jest jednak widoczny, a dwucyfrowy zwrot z kapitału pozostaje ciągle poza zasięgiem wielu z nich. Niektórym krajom udało się przetrwać kryzys lepiej niż innym, co znalazło swoje odbicie w rankingu. Liczba polskich banków w zestawieniu zwiększyła się z 13 do 14. Rumunię reprezentują tylko dwa banki – o dwa mniej niż w roku poprzednim. Co ciekawe, pomimo dużych trudności, z jakimi borykała się gospodarka ukraińska, a w szczególności sektor bankowy, kraj zwiększył liczbę tych instytucji w rankingu o dwie.

„Dobrą kondycję polskiego sektora bankowego widać na liście 50 największych banków regionu. Dwa banki z pierwszej dziesiątki, które jako jedyne awansowały w rankingu wywodzą się z Polski (BRE przesunął się z miejsca 8 na 7, a ING na miejsce 10 z 11). Dodatkowo w tym roku w gronie dziesięciu największych instytucji znalazły się cztery banki z Polski, w tym PKO Bank Polski, który po raz kolejny potwierdził swoją pozycję największego banku w Europie Środkowej” – dodaje Tomasz Ochrymowicz.

Liderem wśród firm ubezpieczeniowych pozostaje PZU, na drugim miejscu znalazła się Ceska Pojistovna. Warto zaznaczyć, że miniony rok był trudny dla branży, dlatego 11 z 50 największych ubezpieczycieli odnotowało stratę; jest to o 6 więcej niż w 2009 roku. Ponadto 20 firm wypracowało niższy zysk netto niż w 2009 r. Niezmiennie jednak lista największych ubezpieczycieli pozostaje zdominowana przez firmy z Polski (16 firm) i Czech (11 firm).

W rankingu, spółką o największej kapitalizacji giełdowej w regionie pozostał czeski CEZ, wyprzedzając o około 50% drugi w kolejności bank PKO BP. Kolejne 2 miejsca wśród spółek o największej kapitalizacji zajmują PGE oraz Bank Pekao. Na piąte miejsce awansował KGHM, którego wycena rynkowa zwiększyła się o ponad 80% w stosunku do końca 2009 roku, na co wpływ miała bardzo dobra koniunktura na rynku miedzi.

„Z rankingu CE Top 500 wynika, że poszczególne kraje Europy Środkowej radzą sobie w tych zmiennych czasach w zróżnicowany sposób. Wzrost PKB w ostatnim roku w Polsce, Czechach czy na Słowacji przewyższał ten w Chorwacji, Rumunii czy Bułgarii. Ogłoszone ostatnio dane makroekonomiczne pokazują wyhamowanie wzrostów dwóch głównych gospodarek Unii Europejskiej – Niemiec i Francji. Wyniki te z pewnością wpłyną także na koniunkturę gospodarczą w 19 krajach Europy Środkowej, jak również kształt przyszłorocznej listy 500 największych przedsiębiorstw w regionie. W tej chwili najważniejszym pytaniem jest, czy wyższe przychody za rok 2010 są wiarygodnym wskaźnikiem powrotu stabilizacji w regionie, czy stanowią tylko chwilę wytchnienia przed kolejnymi zawirowaniami w gospodarce.” – podsumowuje Tomasz Ochrymowicz.

Więcej informacji na temat rankingu CE Top 500 można znaleźć na stronie www.deloitte.com/cetop500
Ranking CE TOP500 powstał we współpracy Deloitte i dziennika „Rzeczpospolita”.

Euro 2012 – Konsument na zakupach w Polsce i na Ukrainie

Zwrot rzeczy, która przestała się podobać? W Polsce taka możliwość zależy tylko od sprzedawcy, na Ukrainie – mamy na to aż dwa tygodnie od zakupu. Na 274 dni przed pierwszym meczem, UOKiK oraz Ukraińska Federacja Wszystkich Konsumentów Pulse informują o prawach kibiców na zakupach.

690 kilometrów dzieli Warszawę od Kijowa, 10 godzin podróży samochodem, 60 minut różnicy w czasie, w jednym mieście mecz otwarcia Euro 2012, w drugim – finałowy. Polska i Ukraina są odmienne także pod innymi względami, w tym prawa chroniącego konsumentów-kibiców. Na co mogą więc liczyć słabsi uczestnicy rynku podczas zakupów w Polsce lub na Ukrainie? O prawach konsumentów przed Euro 2012 wspólnie przypominają instytucje chroniące konsumentów w obu krajach. To kolejna odsłona porad dla kibiców.

Kart płatniczych nie przyjmujemy – to napis, który każdy kibic może często spotkać w Polsce i na Ukrainie. W obu krajach można swobodnie płacić gotówką – w wielu miejscach (np. większych sklepach, restauracjach) również kartami płatniczymi. Często klient może spotkać przy kasie pewne ograniczenia dotyczące sposobu płatności – np. karty możesz użyć, gdy wartość zakupów przekroczy 10 zł, płatność kartą – 2 zł dodatkowo. Gdy nie masz wystarczającej ilości gotówki, spytaj wcześniej, czy sklep wprowadził ograniczenia dotyczące płatności kartą – zwłaszcza u polskiego sprzedawcy. Podczas zakupów na Ukrainie warto spytać, czy terminal w sklepie działa. Pamiętaj! Drobni sprzedawcy – handlujący na bazarach, przed stadionami, na ulicy, w kioskach z prasą, w małych punktach gastronomicznych, czy sprzedający bilety autobusowe zazwyczaj przyjmują płatności tylko gotówką!

W Polsce płacisz złotówkami (PLN), 1zł=100 groszy, na Ukrainie – hrywnami (UAH), 1 hrywna=100 kopiejek. Większość sklepów w Polsce jest czynna od poniedziałku do piątku, od 9:00 do 17:00. W soboty – do 14:00, a w niedzielę i święta otwarte są tylko niektóre placówki. Centra handlowe otwarte są przez 7 dni w tygodniu od 10:00 do późnych godzin wieczornych. W dużych miastach na Ukrainie sklepy zazwyczaj otwarte są przez całą dobę, przez 7 dni w tygodniu. Ale można znaleźć też takie, które są otwarte od 10:00 do 21:00. W weekendy sklepy są otwarte krócej – zazwyczaj od 11:00 do 20:00.

Kupujesz, płacisz – weź paragon!
Gdy zapłacisz za produkt kupiony od polskiego czy ukraińskiego sprzedawcy zawsze powinieneś dostać paragon. Jest on podstawą do złożenia reklamacji, gdyby się okazało, że np. kupiłeś zepsuty jogurt, niedziałający sprzęt elektroniczny, parasolkę, która się nie rozkłada. Bez względu na to, ile czasu zamierzasz spędzić w naszych krajach, zachowaj paragon. Nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać. Pamiętaj, żeby po zakupach zawsze sprawdzić, czy ich wartość zgadza się z tym, co jest napisane na paragonie.

Kupiłeś koszulkę z nadrukiem logo ulubionego klubu, które wyblakło? Co możesz zrobić?

Jeżeli kupiona rzecz posiada wady (np. brak guzików, nieaktywny bilet), masz prawo do reklamacji – w Polsce i na Ukrainie. Pamiętaj o różnych terminach! W Polsce rzeczy możesz reklamować w ciągu dwóch lat od momentu zakupu. Na Ukrainie – w ciągu okresu przydatności do użycia albo okresu gwarancyjnego. Jeżeli produkt nie posiada gwarancji, czas na reklamację to 2 lata. Reklamację składasz sprzedawcy na piśmie, dołączasz do niej paragon. Czego możesz żądać? W Polsce: naprawy, wymiany, zwrotu pieniędzy. Na Ukrainie dodatkowo: obniżenia ceny, zwrotu pieniędzy za poniesione koszty (np. za naprawę na własny rachunek). 14 dni to także czas, w którym powinieneś dostać od sprzedawcy odpowiedź na reklamację (w Polsce) lub sprzedawca powinien podjąć określone czynności (na Ukrainie). Gdy przekroczy ten termin – zgodnie z polskim prawem – uznał on twoje roszczenia, zgodnie z ukraińskim – sprzedawca powinien wypłacić za każdy dzień spóźnienia karę 1 proc. ceny wadliwego produktu.

Jak zgłosić reklamację?

W obu krajach na piśmie, u sprzedawcy, w dwóch egzemplarzach – jeden dla sklepu, drugi dla konsumenta, potwierdzający zgłoszenie reklamacji. Możesz skorzystać z gotowych formularzy, które posiada większość polskich sklepów – na Ukrainie sprzedawcy rzadko posiadają gotowe druki. Pamiętaj, że są one sporządzone w językach danego kraju. Może się także zdarzyć, że przedsiębiorca nie będzie mówił płynnie po angielsku.

Kupiłeś szalik, który jednak chciałbyś zwrócić? Czy możesz?

Prawo do zwrotu towaru, który nie ma wad, a np. przestał się nam podobać zależy od kraju. W Polsce – taka możliwość istnieje tylko wtedy, gdy zgodzi się na to sprzedawca. Nie ma on obowiązku przyjąć lub wymienić rzeczy. Jeżeli sklep przewiduje taki przywilej, może go uzależnić od spełnienia określonych warunków, np. dostarczenia metek, opakowania, dowodu zakupu. Informację o tym, czy sklep przyjmuje zwroty znajdziesz przy kasie. Jeżeli jej nie ma, spytaj sprzedawcę. Gdy zgodzi się na zwrot, poproś o potwierdzenie tej możliwości np. na paragonie wraz z pieczątką sklepu. Kupując na Ukrainie, konsument może zwrócić lub wymienić produkt w ciągu 14 dni od momentu zakupu. Nie musi podawać żadnego powodu, ale obowiązkowo trzeba dołączyć paragon oraz metki. Rzecz nie może być używana przez konsumenta – w przeciwnym wypadku sprzedawca ma prawo odmówić wymiany lub zwrotu. Trzeba pamiętać o grupach produktów, których oddać nie można. Są to m.in. perfumy, kosmetyki, biżuteria.

Reklamacja w restauracji

Menu wraz z cennikiem powinieneś znaleźć przed lokalem. W restauracjach w popularnych wśród turystów miejscach dodatkowo występuje po angielsku. W innych – musisz się liczyć z tym, że nazwy potraw będą zapisane w ojczystym języku. Przed zamówieniem poproś obsługę o wyjaśnienie, co oznacza nazwa danej potrawy, ile ostatecznie zapłacisz i jakiej ilości dotyczy cena (np. cena ryby w karcie może dotyczyć 100 g, gdy obsługa przyniesie całą ważącą 500 g). Jeżeli kelner dolicza serwis, musi o tym poinformować przed złożeniem zamówienia. Na Ukrainie 10 proc. opłata za serwis jest automatycznie doliczana do rachunku. Pamiętaj! Jeżeli restauracja nie wywiązała się ze złożonego zamówienia – czyli np. kelner pomylił zamówienie, potrawa nie zawierała takiej ilości składników jak podano w menu, zbyt długo czekałeś na zamówienie, masz prawo do reklamacji. Składasz ją od razu kelnerowi lub szefowi lokalu. Masz prawo do żądania posiłku zgodnego z zamówieniem lub obniżenia ceny.

300 mln zł wynoszą długi firm budowlanych

Firmy budowlane choć najsłabiej oceniają swoją bieżącą sytuację finansową, to w przyszłość spoglądają z optymizmem. Mimo tego, że 30% faktur nie jest regulowanych w terminie lub wcale, a na zapłatę trzeba czekać ponad 5 miesięcy, 42% przedsiębiorców z tej branży spodziewa się poprawy swojej sytuacji finansowej w najbliższych miesiącach.

Takie wyniki przynosi najnowszy raport „Portfel Należności Polskich Przedsiębiorstw” przygotowany wspólnie przez Krajowy Rejestr Długów i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Od kilku miesięcy obserwujemy w Polsce niekorzystną koniunkturę w branży budowlanej. Potwierdza to najnowszy raport KPF „Procesy upadłościowe przedsiębiorstw w Polsce w I półroczu 2011 r.” oraz raport upadłości polskich firm za II kwartał 2011 r., przygotowany przez wywiadownię Dun & Bradstreet. Wynika z nich, że liczba upadłości firm jest najwyższa właśnie w sektorze budowlanym i na przestrzeni roku wzrosła o kilkanaście procent.

Jednym z efektów spowolnienia może być fakt, że klienci i kontrahenci firm budowlanych nie regulują względem nich swoich płatności na czas.

5 miesięcy czekania na zapłatę

Na tle innych branż przedsiębiorstwa budowlane mają największy problem z uzyskaniem zapłaty za sprzedane towary i wykonane usługi. W drugim kwartale roku właśnie w tym sektorze zaobserwowano największy odsetek nieterminowo regulowanych faktur. Firmy wskazywały na udział przeterminowanych należności wynoszący aż 29,7% ogółu (jeszcze jedynie w usługach odnotowano odsetek należności przeterminowanych przekraczający średnią dla kraju wynoszącą 25,3%. Przeciętny okres oczekiwania na płatności od klientów i kontrahentów w budownictwie wynosi 5,1 miesiąca, podczas gdy średnia w gospodarce wynosi 4 miesiące, a w najlepszej pod tym względem branży handlowej sięga 3,3 miesiąca.

– Z tego powodu, 17,9 procent firm budowlanych jest zmuszonych zredukować zatrudnienie, a ponad połowa ograniczyć inwestycje – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA. – Największym problemem są jednak dla nich utrudnienia w realizowaniu własnych płatności. Ponad 70 procent przedsiębiorstw budowlanych ma problem z płynnością finansową, która jest efektem zatorów spowodowanych przez niewypłacalność ich partnerów biznesowych. W tej branży tylko jedna na pięć firm nie odczuwa konsekwencji wynikających z problemów z odzyskiwaniem należności – dodaje Adam Łącki.

Optymizm mimo wszystko

Pomimo trwającego spowolnienia, kolejny kwartał z rzędu obserwujemy jednak w branży budowlanej rosnący optymizm przedsiębiorców. Potwierdza to, że obecne problemy sektora związane z niedostatecznym popytem mają charakter przejściowy, a sami przedsiębiorcy spodziewają się w niedługim czasie powrotu koniunktury – 41,9% firm uważa, że ich sytuacja finansowa ulegnie poprawie, a 53,3% jest zdania, że się nie zmieni. Pogorszenie sytuacji zwiastuje zaledwie 4,7% badanych przedsiębiorstw – to spadek w porównaniu do poprzedniego kwartału, kiedy negatywne prognozy snuło 7% firm z branży budowlanej.

Budowlańcy w Krajowym Rejestrze Długów

Długi firm budowlanych notowanych w Krajowym Rejestrze Długów wynoszą prawie 300 mln zł. Liczba przedsiębiorstw borykających się z problemami finansowymi wzrosła na przestrzeni ostatniego roku o 2499 firm i sięga obecnie 7865. Najwięcej dłużników z branży budowlanej pochodzi z województwa mazowieckiego (1269 firm) i śląskiego (1099 firm).

Jak wynika ze statystyk KRD największym dłużnikiem jest przedsiębiorstwo z Płocka – jego długi wobec kontrahentów to prawie 4 mln zł. Firmy wobec których budowlańcy mają największe zaległości to: inne firmy budowlane działające w charakterze podwykonawców (29,6%), sprzedawcy materiałów budowlanych (29,5%) oraz spedycja (4,33%).

Nie tak łatwo przekształcić się w spółkę kapitałową

Uchwalona przez Sejm ustawa deregulacyjna miała pomóc przedsiębiorcom w przekształceniu ich działalności w spółkę kapitałową. Pracodawcy RP od początku popierali nowelizację przepisów. – Zwracamy jednak uwagę, iż przeprowadzenie takiej zmiany wcale nie jest takie łatwe, jak mogłoby się wydawać – podkreśla Emilia Podębska, ekspert Pracodawców RP.

Trzeba pamiętać o tym, że samo przekształcenie nie zwalnia od poprzednich zobowiązań. Pomoże jednak zmniejszyć ryzyko, jakie przedsiębiorca ponosi prowadząc konkretną działalność. – Od dnia przekształcenia, za zobowiązania zaciągnięte w trakcie prowadzenia działalności gospodarczej, przez okres trzech lat, przedsiębiorca odpowiada solidarnie ze spółką. Po tym czasie odpowiedzialność spoczywa jedynie na przedsiębiorcy – mówi Emilia Podębska.

Zmiana działalności wiąże się ze spełnieniem kilku formalnych wymogów, które mogą powodować pewne trudności, jak i generować dodatkowe koszty. Chodzi tu przede wszystkim o sporządzenie planu przekształcenia w formie aktu notarialnego, do którego potrzebna jest również opinia biegłego rewidenta. Należy również złożyć oświadczenie o przekształceniu, powołać członków organu spółki przekształconej, zawrzeć umowę spółki albo podpisać statut spółki przekształconej, dokonać wpisu w Krajowym Rejestrze Sądowym. Od tego momentu następuje wykreślenie przedsiębiorcy z centralnej ewidencji.

Już na samym początku problem może stanowić plan przekształcenia. Wymaga się bowiem, aby przedstawiał on wycenę składników aktywów i pasywów. Dla tych, którzy prowadzą podatkowe księgi przychodów i rozchodów, może być to trudne. Będą musieli dokonać dodatkowym obliczeń.

W przekonaniu Pracodawców RP przepisy powinny iść w kierunku, który pozwoli na zmniejszenie biurokracji, co z pewnością ułatwi przedsiębiorcom funkcjonowanie. Dobrym przykładem może być w tym przypadku możliwość założenia spółki z o.o. przez Internet, co możliwe będzie już od przyszłego roku.

Wyższa płaca minimalna problem dla polskich przedsiębiorców

W dniu 13 września, na 4 tygodnie przed wyborami parlamentarnym, rząd podjął decyzję o podniesieniu płacy minimalnej. Przyjęte dzisiaj rozporządzenie przewiduje podniesienie najniższych stawek płac o ponad 8 proc. w skali rok do roku. Obecnie płaca minimalna będzie stanowić ponad 40% średniego wynagrodzenia w Polsce. Stawia to nasz kraj w czołówce nowych państw członkowskich Unii Europejskiej posiadających najwyższy poziom minimalnego wynagrodzenia.

Rada ministrów podjęła decyzję o podniesieniu płacy minimalnej do poziomu 1500 zł. Zwiększenie wynagrodzeń wpłynie na wzrost kosztów zatrudnienia, jak i wydatki związane z prowadzeniem mikro przedsiębiorstw. Szczodrość rządzących niestety nie poprawi sytuacji najgorzej sytuowanych Polaków, bo spowoduje wzrost bezrobocia, głównie w regionach borykających się z największymi problemami z zatrudnieniem oraz przełoży się na zwiększenie szarej strefy.

– Podniesienie płacy minimalnej stanowi duży problem dla polskich przedsiębiorców. Wzrost wynagrodzeń przekłada się na wyższe koszty zatrudnienia, co jest impulsem do wyhamowania procesów rekrutacyjnych. Brak nowych miejsc pracy przekłada się na wzrost bezrobocia, szczególnie w regionach, w których występują największe trudności ze znalezieniem zatrudnienia. Dla wielu osób pracujących za minimalne wynagrodzenie, odgórne podniesienie ich stawek płac będzie oznaczało redukcję etatów i wymuszenie funkcjonowania w szarej strefie – komentuje Krzysztof Inglot, Dyrektor Działu Rozwoju Rynków w Work Service SA.

– Należy pamiętać, że przyjęty wzrost płacy minimalnej o 8,2% ponad dwukrotnie przewyższa obecny poziom inflacji. Zwiększanie presji płacowej za pomocą odgórnych decyzji wpływa na wzrost kosztów i cen we wszystkich sektorach gospodarki. Przez to narasta poziom inflacji, która w największym stopniu dotyka właśnie osoby o najniższych zarobkach – dodaje Krzysztof Inglot.

Rozwiązania przyjęte przez stronę rządową trafiają w bardzo trudny czas na rynku pracy. Zakończony został okres wakacyjny, który poprzez dodatkowe prace sezonowe powinien sprzyjać znacznemu zmniejszeniu poziomu bezrobocia, jednak przyniósł jedynie jego lekkie wyhamowanie. W perspektywie kolejnych kwartałów można się spodziewać wzrostu bezrobocia, a podniesienie płacy minimalnej tylko pogłębi ten problem

– W trudnej sytuacji na rynku pracy, z jaką mamy obecnie do czynienia, powinny być wprowadzane rozwiązania sprzyjające zwiększaniu zatrudnienia przez przedsiębiorców. Podnoszenie płacy minimalnej i zakończenie funkcjonowania ustawy antykryzysowej, są działaniami idącymi w odwrotnym kierunku – podsumowuje Krzysztof Inglot z Work Service SA.