Polacy wydadzą w tym roku na święta zdecydowanie więcej niż w poprzednim. Łącznie przeznaczą na ten cel 22 mld zł

Polacy wydadzą w tym roku na święta zdecydowanie więcej niż w poprzednim. Łącznie przeznaczą na ten cel 22 mld zł 1

Średnio polska rodzina wyda w tym roku na święta Bożego Narodzenia nieco ponad 1,6 tys. zł – wynika z badania MilleŚwięta, przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie Banku Millennium. Szacowane łączne wydatki polskich gospodarstw domowych wyniosą prawie 22 mld zł, czyli o blisko 10 proc. więcej niż przed rokiem. Świąteczne zakupy spożywcze najczęściej zrobimy w dyskontach, a prezentów będziemy szukać w supermarketach i internecie.

 Statystyczna rodzina wyda na święta Bożego Narodzenia 1615 zł, czyli prawie 10 proc. więcej niż w roku ubiegłym. Rodziny, które korzystają z programu Rodzina 500+, wyróżnią się na tym tle, ponieważ deklarują wydać 5 proc. więcej niż statystyczna rodzina – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Iwona Jarzębska z Banku Millennium.

Z badania MilleŚwięta, przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie Banku Millennium, wynika, że szacowane łączne wydatki polskich gospodarstw domowych na Boże Narodzenie wyniosą ok. 22 mld zł, czyli o 1,9 mld zł więcej niż rok wcześniej.

– Zdaniem ekonomistów Banku Millennium ten optymistyczny stosunek do życia wynika dzisiaj głównie z bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy, a także z faktu, że nasze realne przychody rosną. W związku z tym bardziej optymistycznie patrzymy na życie i więcej wydajemy na konsumpcję – tłumaczy Iwona Jarzębska.

Wzrost wydatków może wynikać nie tylko z coraz lepszej sytuacji gospodarczej, ale także rosnącej inflacji. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że listopadowa inflacja wyniosła 2,5 proc. w skali roku, natomiast w ujęciu miesięcznym – 0,5 proc. W ciągu roku ceny żywności wzrosły o 6,5 proc.

– Przed świętami kupujemy przede wszystkim jedzenie i prezenty. Artykułów spożywczych szukamy w dyskontach i supermarketach, natomiast w internecie poszukujemy okazji cenowych, porównujemy różne oferty, korzystając z wyszukiwarek i aplikacji. Przykładem takiej aplikacji jest goodie, smartshopingowa platforma stworzona przez Bank Millennium, która pozwala klientom wyszukiwać najlepsze oferty – mówi Jarzębska.

Z raportu MilleŚwięta wynika, że świąteczne zakupy robimy przede wszystkim w dyskontach (43 proc. pytanych) oraz hiper- i supermarketach (blisko 43 proc.). Co czwarty Polak kupi potrzebne produkty na bazarku, a zaledwie 2,7 proc. w internecie. W przypadku prezentów dominują zakupy w internecie (dostępnym w komputerze) i supermarketach (odpowiednio 49 i 42 proc.). Przy pomocy smartfona lub tabletu planuje kupić w tym roku prezent zaledwie co dwudziesty pytany. Większość osób deklaruje, że przed zakupem sprawdza promocje, obniżki i porównuje ceny produktów.

– Najczęściej na prezent świąteczny kupujemy kosmetyki, ale na drugim miejscu znajdują się zabawki – to dzieci najbardziej cieszą się ze świąt i to one najbardziej oczekują na podarunek pod choinką. Na trzecim miejscu wśród prezentów jest pozycja, która powinna cieszyć, czyli książki – mówi Iwona Jarzębska.

Większość Polaków spędzi święta w domu (nieco ponad 58 proc.) lub u rodziny (38 proc.). Tylko niewielki odsetek planuje świąteczny wypoczynek poza domem lub spędzi czas u przyjaciół.

Stan zdrowia i styl życia młodych ludzi pozostawiają wiele do życzenia. Ministerstwo Zdrowia chce to zmienić

Stan zdrowia i styl życia młodych ludzi pozostawiają wiele do życzenia. Ministerstwo Zdrowia chce to zmienić 2

Złe nawyki żywieniowe, zbyt dużo alkoholu i papierosów oraz brak ruchu – to główne czynniki ryzyka zdrowotnego młodych Polaków, które mają przełożenie na ich stan zdrowia. Resort zdrowia chcąc to zmienić, postanowił zachęcić młodych ludzi do dbania o własne zdrowie, wykonywania badań profilaktycznych i wyrabiania pozytywnych nawyków. Temu służy kampania edukacyjna „Profilaktyka, człowieku!”. Akcja prowadzona jest głównie w internecie, a obok grona ekspertów, wspierają ją znani youtuberzy.

 Palenie papierosów to bardzo duży czynnik ryzyka, wpływający właściwie na większość chorób, z którymi się stykamy, takich jak nowotwory czy choroby układu krążenia. Spożywanie alkoholu to kolejny czynnik ryzyka, dlatego trzeba zwracać uwagę na swoje zdrowie. Więcej ruchu, więcej warzyw i owoców, mniej papierosów i alkoholu – to ważne przesłania kampanii – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes wiceminister zdrowia Piotr Gryza.

Główny Urząd Statystyczny opublikował w tym roku badanie, w którym sprawdził, jak często Polacy sięgają po używki. Wynika z niego, że 19 proc. codziennie pali papierosy albo inne wyroby tytoniowe, a 6 proc. robi to okazjonalnie. W sumie do palenia przyznaje się co czwarty dorosły Polak. Natomiast co trzeci kilka razy w miesiącu sięga po alkohol. 16 proc. przyznaje się do picia średnio raz w tygodniu.

Alkohol i papierosy są jedną z głównych przyczyn poważnych chorób, takich jak nowotwory, astma czy nadciśnienie tętnicze, na które cierpi ponad 10 mln Polaków. To schorzenia, które dotykają coraz młodsze osoby.

 Choroby układu krążenia u młodych ludzi to złożony problem. Są osoby, które wcale nie wiedzą, że są chore. Przy nadciśnieniu tętniczym czy podwyższonym stężeniu cholesterolu nie ma dolegliwości bólowych, ale ich konsekwencje są poważne. Nieprawidłowe działania rozpoczynają się właśnie w dzieciństwie czy w młodości. Jest sporo czynników ryzyka, których możemy unikać, takich jak palenie papierosów, nieprawidłowe odżywianie, otyłość czy brak aktywności ruchowej – mówi kardiolog dr hab. n. med. Tomasz Hryniewiecki, prof. nadzw. IK, dyrektor Instytutu Kardiologii im. Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego.

Dietetyk kliniczny Hanna Stolińska-Fiedorowicz podkreśla, że na stan zdrowia młodych ludzi duże przełożenie mają ich nawyki żywieniowe.

– Cały czas obserwujemy spadek spożycia warzyw wśród osób młodych, a z drugiej strony duże spożycie produktów wysokoprzetworzonych, gotowych dań, produktów typu fast food, słodkich napojów i słodyczy. Nasza młodzież po prostu tyje, bo w ciągu dnia sięga po różne przekąski, batonika, chipsa lub bułeczkę. Nie jest to regularne pięć posiłków dziennie – mówi Hanna Stolińska.

W przypadku młodych ludzi kluczowa jest profilaktyka nadwagi i otyłości, bo one pociągają za sobą inne schorzenia – cukrzycę, choroby układu krążenia, niektóre nowotwory, problemy z kośćmi i stawami czy depresję.

– Takie tendencje widać szczególnie u młodych mężczyzn koło 30 roku życia, którzy są bardzo aktywni fizycznie, natomiast źle się odżywiają. Oni nie są otyli, bo tkanka tłuszczowa nie odkłada się pod skórą, tylko na narządach wewnętrznych, co przekłada się na większe ryzyko chorób układu krążenia w przyszłości – zwraca uwagę Hanna Stolińska-Fiedorowicz.

Ważnym elementem profilaktyki są też rutynowe badania i wizyty u lekarza. Eksperci kampanii zwracają uwagę na to, że bardzo często młodzi ludzie po sporządzeniu bilansu zdrowia osiemnastolatka, przez okres 15–20 lat znikają z systemu opieki zdrowotnej, nie wykonują badań kontrolnych i nie odwiedzają lekarza medycyny rodzinnej. Pojawiają się dopiero wtedy, kiedy zaczynają chorować, często na schorzenia, którym można było zapobiec.

Ministerstwo Zdrowia, chcąc zmienić nawyki młodych osób oraz zachęcić ich do regularnych badań i dbałości o własne zdrowie, realizuje kampanię „Profilaktyka, człowieku”. Głównym elementem akcji edukacyjnej jest strona internetowa profilaktykaczłowieku.pl, która stanowi rzetelne źródło informacji na temat czynników ryzyka chorób układu krążenia i układu oddechowego oraz szeregu realizowanych obecnie programów profilaktycznych.

Uwagę młodych ludzi ma przykuć zaskakujący spot z udziałem coacha – człowieka w masce konia – oraz działania promocyjne w internecie realizowane we współpracy ze znanymi influencerami: Stuu, Trenuj z Krzychem, Matura to Bzdura, Blowkiem, Zuzanną Borucką, Kaiko, Marcinem Dubielem. Nad merytoryką kampanii czuwają eksperci. Patronat nad kampanią objęło Polskie Towarzystwo Kardiologiczne, Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce oraz Towarzystwo Internistów Polskich.

Przemysł mleczarski stawia na innowacje. Branża coraz bardziej skupia się na naturalności produktów

Przemysł mleczarski stawia na innowacje. Branża coraz bardziej skupia się na naturalności produktów 3

Przemysł mleczarski coraz częściej stawia na naturalne produkty i przykłada coraz większą wagę do innowacji. Valio, największy i najbardziej innowacyjny producent w Finlandii, jest już obecny w Polsce. Fińska marka opracowała wiele technologii wykorzystywanych obecnie w produkcji nabiału na całym świecie, jak np. mleko bez laktozy. Niedługo zamierza wprowadzić do Polski kolejne żywieniowe innowacje.

– Innowacje w przemyśle mleczarskim są bardzo istotne, ponieważ w ten sposób możemy się wyróżnić na tle konkurencji i wypromować jakiś produkt. Obecnie obserwujemy w branży dwa główne trendy. Pierwszy to dążenie do naturalności produktów, a drugi to uwolnienie ich od niektórych składników, takich jak laktoza, cukier czy sól – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Lev Rubinstein, menadżer ds. eksportu w Valio, odpowiedzialny za rozwój na polskim rynku.

Największy w Finlandii producent nabiału, z przychodami przekraczającymi 1,6 mld euro rocznie, w czerwcu wszedł na polski rynek. Valio jest firmą założoną przez spółdzielnie mleczarskie (obecnie zrzesza 17 spółdzielni i około 6 tys. mleczarskich rodzin, które zatrudniają łącznie 30 tys. pracowników). W Finlandii i na całym świecie ma 15 zakładów produkcyjnych, a swoje produkty eksportuje do 60 krajów. Nieco ponad jedna piąta sprzedaży (20,5 proc.) fińskiego giganta przypada na rynki Unii Europejskiej.

– W Polsce chcemy wdrożyć wszystkie nasze najlepsze technologie i innowacje, począwszy od redukcji poziomu soli i cukru. Chcemy również wprowadzić na polski rynek nasze produkty ze zwiększoną zawartością protein, które są niezwykle popularne w Skandynawii i stanowią tam składnik codziennej diety –mówi Lev Rubinstein.

Po dobrym przyjęciu przez polskich konsumentów klasycznego masła marka Valio zdecydowała się rozszerzyć portfolio produktów. Niedługo na półki największych sieci handlowych w Polsce ma trafić fińskie miękkie masło z dodatkiem oleju rzepakowego, produkt z kategorii premium, który zdobył najwyższą nagrodę w konkursie Nantwich Cheese Awards w Wielkiej Brytanii. Kolejną nowością wprowadzaną na polski rynek może być ser Valio Finnish Havarti – najpopularniejszy w tej kategorii produkt w Finlandii, szczególnie wśród rodzin z dziećmi.

– Przy produkcji miękkiego masła fińskiego od Valio wykorzystujemy naszą technologię pod nazwą ValSa, której celem jest obniżenie zawartości sodu w produktach mlecznych. Chciałbym podkreślić, że to unikalna koncepcja w technologii mleczarskiej, ponieważ wykorzystuje naturalną zawartość soli, którą możemy znaleźć w mleku – tłumaczy Lev Rubinstein.

ValSa to opracowana przez Valio innowacyjna technologia, która pozwala ograniczyć ilość soli w produktach nabiałowych aż o 80 proc.

Ponieważ Valio zostało założone przez hodowców, stawia mocny akcent na zrównoważoną hodowlę trzody (na nieskażonych terenach wiejskich) i naturalną produkcję mleka. Wyroby Valio są wytwarzane z fińskiego, czystego mleka (Valio produkuje około 1,9 mld litrów mleka rocznie) i pozbawione barwników, konserwantów czy oleju palmowego.

Z drugiej strony Valio przoduje pod względem innowacji w branży mleczarskiej. Fińska marka opracowała wiele technologii wykorzystywanych obecnie w produkcji nabiału na całym świecie, jak na przykład produkty bez laktozy.

– Mleko bez laktozy oferuje dziś praktycznie każda firma w Polsce czy na jakimkolwiek innym europejskim rynku. Rzecz w tym, że Valio było pionierem w tej dziedzinie i nasze mleko ma bardzo unikalny smak, praktycznie identyczny jak mleko zawierające laktozę – mówi Lev Rubinstein.

Innowacje żywieniowe Valio odpowiadają na globalne trendy prozdrowotne. Pięć z nich zostało nominowanych do nagród SIAL Innovation Awards 2016, które przyznawane są najlepszym innowacjom w zakresie żywienia na świecie.

– Dla Valio innowacje to kluczowy element biznesu, jego integralna część. Wydajemy blisko 30 mln euro na badania i rozwój oraz kontrolę jakości. Historia naszych innowacji zaczyna się w latach 40., kiedy dyrektorem działu R&D był Artturi Virtanen, laureat Nagrody Nobla. Jego innowacje dotyczyły karmienia krów – opracował technologię, którą pozwoliła ustabilizować produkcję mleka w skali całego roku. Każdego dnia pytał swoich pracowników: „Co nowego?”. Tego staramy się trzymać, wnosić coś nowego, wyjść naprzeciw oczekiwaniom konsumentów. Te nowe koncepcje pozwalają naszym odbiorcom zdrowiej się odżywiać – mówi Lev Rubinstein.

Strategia Valio zakłada długofalową obecność na polskim rynku, który jest jedną z mleczarskich potęg w UE. Rozwojowi marki w Polsce ma sprzyjać rosnąca pozycja klasy średniej, dobra koniunktura i coraz silniejszy trend zdrowego odżywiania. W tej chwili firma analizuje polski rynek również pod kątem zdrowych przekąsek proteinowych Valio PROfeel – jogurtów, napojów mlecznych i białka, które cieszą się bardzo dużą popularnością w Finlandii.

Rośnie liczba danych przechowywanych w smartfonach i komputerach oraz ryzyko ich utraty. Coraz więcej firm specjalizuje się w ich odzyskiwaniu

Rośnie liczba danych przechowywanych w smartfonach i komputerach oraz ryzyko ich utraty. Coraz więcej firm specjalizuje się w ich odzyskiwaniu 4

W 2025 roku będziemy generować 463 mld gigabajtów danych dziennie. Dane przechowywane w komputerze, smartfonie czy tablecie, są jednak narażone na utratę, np. poprzez uszkodzenie urządzenia, czy w efekcie działań osób trzecich. Istnieje wiele darmowych i płatnych programów do odzyskiwania utraconych danych. Cięższymi przypadkami zajmują się wyspecjalizowane w tym obszarze firmy. Są w stanie odzyskać dane z każdego cyfrowego nośnika, nawet po ich trwałym usunięciu.

W 2017 roku populacja użytkowników internetu zwiększyła się do 3,8 mld. W ciągu trzech ostatnich lat liczba internautów zwiększyła się o 1,4 mld. Według firmy badawczej IDC, w 2025 roku będziemy dziennie generować 463 mld gigabajtów danych. Obecnie niemal wszystkie dane są zapisywane cyfrowo.

– W dzisiejszych czasach cała masa rzeczy jest zapisywanych cyfrowo. Idąc do dentysty, robimy sobie zdjęcie rentgenowskie, tu też informatyka i zapis danych jest wykorzystywany. Idąc do dyskontu, nasz wizerunek jest zapisywany na jakichś rejestratorach danych. Umowa ubezpieczenia, umowa w banku itd., te wszystkie dane mają swoją postać cyfrową, my właściwie każdą z takich informacji jesteśmy w stanie odzyskiwać, podobnie zdjęcia, czy prace dyplomowe studentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sebastian Małycha, prezes zarządu firmy Mediarecovery.

Według międzynarodowego badania przeprowadzonego przez Kaspersky Lab, 79 proc. ludzi przechowuje różnego rodzaju dokumenty na komputerach, 50 proc. w smartfonach, a 35 proc. w tabletach. Najbardziej wrażliwe dane przechowują w komputerach. 48 proc. respondentów przechowuje w komputerze skany paszportu, prawa jazdy czy ubezpieczenia.

Co ciekawe, jak wynika z badania, dla ludzi bardziej stresujące okazuje się zgubienie lub kradzież urządzenia oraz nieodwracalna utrata wszystkich zdjęć, niż np. zerwanie z partnerem, czy choroba zwierzaka.

– Coraz więcej użytkowników, szczególnie dziś, szczególnie młodszych, zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli coś zostało usunięte albo w jakiś sposób zniknęło z dysku twardego czy nośnika pamięci, to te dane można próbować odzyskać. To, że nie ma czegoś w koszu to tylko informacja dla systemu operacyjnego żeby pamiętać, że to miejsce można wykorzystać jako puste – twierdzi Sebastian Małycha.

Za odzyskanie danych trzeba zapłacić co najmniej kilkaset złotych, a cena usługi zależy głównie od typu nośnika, rodzaju systemu operacyjnego, typu uszkodzenia itp. Wyspecjalizowane firmy są w stanie odzyskać dane najróżniejszego typu, od prostych plików tekstowych po zdjęcia rentgenowskie.

– Z punktu widzenia odzyskiwania danych, nie ma znaczenia jakie są to dane, czy to są bazy danych, prosty plik Word czy Excel. Z naszej perspektywy to są po prostu zera i jedynki, jakaś informacja binarnie zapisana na dysku, który my próbujemy wyciągnąć i ułożyć w jedną całość – tłumaczy Sebastian Małycha.

Współczesna gospodarka wytwarza coraz więcej danych, które w coraz większym stopniu przechowywane są w formie elektronicznej. Dane takie są niejednokrotnie niezwykle cenne, dlatego też stosuje się różne techniki ich ochrony, w tym ochrony przed usunięciem. Zdarza się jednak, że stracimy dostęp do danych zapisanych na nośniku, co nie oznacza jednak, że dane te całkowicie z niego zniknęły. Niejednokrotnie informacje takie można odzyskać, a zajmują się tym wyspecjalizowane firmy.

– To nie jest magia, to technologia, nauka i wiedza. Daleko stąd do seriali kryminalnych, które możemy oglądać w telewizji, gdzie to wszystko ma postać trochę magiczną, niezrozumiałą. My jednak mocno opieramy się o to, co dostarcza nam wiedza i technologia – twierdzi ekspert.

Firma MarketsandMarkets w raporcie „Data Backup and Recovery Market – Global Forecast to 2022” podaje, że do roku 2022 wartość tego rynku zwiększy się z obecnych 7,13 mld dol. do 11,59 mld dolarów.

Wątpliwości co do projektu ustawy reprywatyzacyjnej. Rodziny dawnych właścicieli majątków ziemskich apelują o kompromis

Wątpliwości co do projektu ustawy reprywatyzacyjnej. Rodziny dawnych właścicieli majątków ziemskich apelują o kompromis 5

Dawni właściciele majątków ziemskich i ich spadkobiercy apelują do Ministerstwa Sprawiedliwości o wypracowanie nowego projektu ustawy reprywatyzacyjnej, który będzie uwzględniał wszystkie grupy społeczne poszkodowane przez dekrety nacjonalizacyjne po II wojnie światowej. Aktualny projekt, który resort zaprezentował w październiku, wyklucza kilka grup właścicieli z prawa do rekompensaty za zagarnięte przed laty mienie.

W momencie, w którym został opublikowany projekt dużej ustawy reprywatyzacyjnej, okazało się, że jest radykalnie inny niż wcześniejsze zapowiedzi. Dlatego mamy szereg wątpliwości i uwag dotyczących tego projektu, który w naszym przekonaniu jest po pierwsze niesprawiedliwy, a po drugie w wielu miejscach sprzeczny z prawem – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Schirmer, prezes Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego.

Projekt dużej ustawy reprywatyzacyjnej Ministerstwo Sprawiedliwości zaprezentowało w październiku. To pierwszy po 1989 roku projekt przepisów, które mają ukrócić tzw. dziką reprywatyzację i uregulować status nieruchomości przejętych przez władze komunistyczne.

Resort zaproponował m.in.: wypłatę odszkodowań do 20 proc. wartości nieruchomości w chwili nacjonalizacji (z potrąceniem długów hipotecznych), które można zamienić na 25 proc. w obligacjach oraz zakaz zwrotów w naturze. Jak podkreślił w trakcie prezentacji projektu minister Patryk Jaki, obejmuje to też bezwzględny zakaz zwrotu kamienic wraz z lokatorami. Spadkobiercy będą mieli rok na złożenie roszczeń, które po tym czasie automatycznie wygasną (w tej chwili są bezterminowe). Projekt zakłada też zakaz handlu roszczeniami, likwidację dekretu Bieruta i przyznaje prawo do rekompensaty tylko dawnym właścicielom, ich małżonkom albo spadkobiercom w pierwszej linii.

Duża ustawa reprywatyzacyjna miała zadośćuczynić wszystkim poszkodowanym grupom, w wysokości podobnej, jak to miało miejsce w przypadku Zabużan. Okazało się, że projekt eliminuje pewne grupy społeczne, nie umożliwiając im nawet odszkodowania w wysokości tych 20 proc. Są to m.in. osoby poszkodowane z tytułu dekretu o reformie rolnej, czyli ziemianie nie mogą się ubiegać ani o rekompensatę, ani o zwrot mienia w naturze, co jest z naszego punktu widzenia bardzo ważne – mówi Marcin Schirmer.

Projekt dużej ustawy reprywatyzacyjnej wymienia szereg wyjątków – grup wyłączonych z prawa do rekompensaty, którym nie będzie przysługiwać żadna forma odszkodowania za znacjonalizowane mienie. Są to właściciele i ich spadkobiercy, którym majątki zabrano na podstawie dekretów dotyczących zdrajców narodu, wrogiego elementu, volksdeutschów oraz reformy rolnej z 1944 roku, na podstawie której właścicielom ziemskim odebrano i rozparcelowano ok. 3,5 mln hektarów ziemi.

Nie można pozwolić na to, żeby rodziny albo grupy zostały pozbawione własności prywatnej tylko dlatego, że byli albo za bogaci, bo tak uznało państwo, albo dlatego, że byli ze względów ideologicznych czy politycznych uznawani za wrogów poprzedniego reżimu. Jednym z fundamentalnych praw własności prywatnej jest to, że każdy ma prawo do swoich nieruchomości, które nabył, stworzył lub zbudował – niezależnie od poglądów politycznych, od tego, do jakiej partii należy i jakie miejsce do życia wybrał, w Polsce czy za granicą. Osoby, których rodziny już nie przebywają w Polsce, też powinny mieć święte prawo do przynajmniej częściowej rekompensaty – ocenia Tomasz Wróblewski, prezes Warsaw Enterprise Institute, think tanku Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Pozbawianie prawa do rekompensaty osób, które nie mają polskiego obywatelstwa, a ich rodziny mieszkały przez wiele lat za granicą – to kolejne założenie do ustawy reprywatyzacyjnej, które wzbudza wątpliwości i kontrowersje. Polskie Towarzystwo Ziemiańskie zauważa, że po II wojnie światowej wielu przedstawicieli ich środowiska pozostało na emigracji ze względu na represje komunistyczne. Ich potomkowie bez polskiego obywatelstwa nie będą mogli się ubiegać o rekompensatę za zagarniętą przed laty własność.

PTZ podkreśla też, że dla byłych właścicieli i ich rodzin szczególnie dotkliwy jest zakaz zwrotów w naturze, który oznacza, że nie będą mogli się ubiegać o odzyskanie historycznych domów czy pałacyków, które pozostawały w ich posiadaniu przez wiele pokoleń, a dziś w wielu przypadkach niszczeją.

Osoby, które prowadzą w tej chwili postępowania sądowe, na mocy tej ustawy zostaną wyeliminowane z gry. Projekt zakłada wygaszenie roszczeń i zamknięcie ścieżki prawnej. To jest sprzeczne z prawem i budzi nasze wątpliwości. Nie można zamykać ludziom ścieżki prawnej, szczególnie że część z nich prowadzi już swoje sprawy na drodze administracyjnej czy cywilnej od wielu lat, a niektórzy z nich są już bliscy finału. Powinni mieć możliwość dokończenia tych spraw tak, aby uzyskać pełne zadośćuczynienie, co w niektórych wypadkach jest wciąż możliwe – podkreśla Marcin Schirmer.

Prezes Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego zwraca uwagę na to, że wszystkie dotychczasowe propozycje ustaw reprywatyzacyjnych zakładały pewien dualizm – osoby, które chciały skorzystać z ustawy, miały do tego prawo. Natomiast te, które wolały prowadzić swoje sprawy na drodze sądowej bądź administracyjnej – również miały taką szansę. Najnowszy projekt dużej ustawy reprywatyzacyjnej zakłada obowiązkowe – a nie dobrowolne – umarzanie toczących się w tej chwili postępowań reprywatyzacyjnych w sądach.

Apelujemy o wprowadzenie ustawy reprywatyzacyjnej, ale uważamy, że powinna ona być wynikiem szerokiego kompromisu między administracją rządową a poszkodowanymi. Dlatego apelujemy, aby przystąpić do rozmów i na drodze kompromisu wypracować taki projekt, który z jednej strony będzie akceptowalny dla wszystkich stron tego porozumienia, a z drugiej – możliwy do zrealizowania, sprawiedliwy i zgodny z prawem. Powinien on równo traktować wszystkie grupy poszkodowane, wszystkie dekrety nacjonalizacyjne po II wojnie światowej powinny być w nim ujęte. To podstawowy element – podkreśla Marcin Schirmer.

Projekt ustawy reprywatyzacyjnej zakłada, że rekompensaty dla właścicieli i spadkobierców będą wypłacane sukcesywnie, „z uwzględnieniem możliwości finansowych państwa”. Nie precyzuje ani konkretnych terminów, ani obciążeń finansowych, które z tego tytułu poniesie budżet państwa – co zdaniem większości ekspertów jest głównym mankamentem. W ocenie Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego dowolność w tym zakresie spowoduje, że wypłaty odszkodowań będą się ciągnąć całymi latami.

Własność prywatna jest święta i należy to honorować. To jest fundament każdej demokracji i funkcjonowania każdego państwa. Im bardziej ona była rozkradana czy przejmowana, tym bardziej należy dołożyć wszelkich starań, żeby te nieruchomości zostały zwrócone. Nie tylko dlatego, że tym ludziom się to należy, ale po to, żeby pokazać skutki wszystkim tym, którym kiedykolwiek w przyszłości przyszedłby do głowy pomysł kradzieży nieruchomości, czyli podważania prawa do własności prywatnej. Powinni widzieć, jakie są tego konsekwencje, choćby nawet po 50–60 latach – podkreśla Tomasz Wróblewski.

Rozwój telemedycyny zmniejszy kolejki do lekarzy. Rejestracja on-line oraz elektroniczne recepty najbardziej oczekiwane przez pacjentów

Rozwój telemedycyny zmniejszy kolejki do lekarzy. Rejestracja on-line oraz elektroniczne recepty najbardziej oczekiwane przez pacjentów 6

Cyfryzacja polskiej służby zdrowia wciąż jest na początkowym etapie. W przypadku rynku publicznego obejmuje około jedną czwartą podmiotów. Jednak najczęściej dostęp do danych medycznych ma jedynie jedna strona, czyli lekarz. Pacjenci oczekują od nowoczesnej służby zdrowia przede wszystkim błyskawicznej rejestracji online oraz recept, wystawianych drogą elektroniczną. Rozwój telemedycyny może znacząco zmniejszyć kolejki do lekarzy. Liczą na to zwłaszcza seniorzy.

– Starsi ludzie wcale nie mają oporów przed korzystaniem z nowości – nie boją się używać nowych technologii, takich jak telefony komórkowe czy Internet. Dzięki temu jesteśmy przekonani, że pozytywne skutki wprowadzenia telemedycyny w Polsce odczują wszyscy – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Miluski, menedżer projektu w firmie LekSeek Polska.

O tym, że cyfryzacja służby zdrowia w naszym kraju jest słabo rozwinięta mówi ponad 65 proc. Polaków. Tak wynika z raportu „E-zdrowie oczami Polaków”, przygotowanego przez firmę LekSeek. Blisko trzy czwarte osób w wieku powyżej 60 lat uważa, że rozwój telemedycyny przyniósłby wiele korzyści. Są jednak pewne bariery, które utrudniają rozwój medycyny na odległość.

– Na dzień dzisiejszy telemedycyna w Polsce jest jeszcze w powijakach. Prawo medyczne w Polsce to określone uwarunkowania, których nie można przeskoczyć, z drugiej strony – niektóre firmy generują oprogramowanie dla końcowego użytkownika, które tylko w połowicznym sensie rozwiązuje problemy – twierdzi ekspert.

Według raportu „E-zdrowie oczami Polaków”, jako rozwiązania, które usprawniłyby pracę lekarzy i placówek medycznych, ankietowani wymieniają najczęściej wprowadzenie rejestracji on-line oraz zintegrowanego systemu przechowującego dane dotyczące całej historii chorób pacjentów. Trzy czwarte Polaków w wieku powyżej 50 lat proponuje wprowadzenie recepty otrzymywanej drogą elektroniczną.

– Telemedycyna może diametralnie pomóc pacjentom w codziennym życiu, ponieważ każdy z nas chce wiedzieć na bieżąco, jaki jest stan jego zdrowia, a nie mamy na to czasu, aby pokazywać się u lekarza z każdą dolegliwością – mówi Piotr Miluski z firmy LekSeek.

Jak zauważa ekspert, sposób dostarczania takich informacji medycznych dla pacjenta powinien być przejrzysty i szeroko dostępny. Zastosowanie znajdują tutaj aplikacje mobilne i internetowe, z których można skorzystać wszędzie tam, gdzie jest Internet. Istotnym aspektem jest także aspekt ekonomiczny.

– Aplikacje powinny być bezpłatne. Nie chcemy, aby użytkownik końcowy był obciążany kosztami za informacje, które mu się z definicji należą. Ważne jest także to, aby te informacje były w pełni wiarygodne. Muszą być na tyle sprawdzone i w sposób odpowiedni wybrane z rynku, aby nie zarzucać odbiorcy informacjami, które są dla niego nieważne lub mogą wprowadzać w błąd, co w przypadku zdrowia ma ogromne znaczenie – zaznacza Piotr Miluski.

Ankietowani wskazują, że rozwój telemedycyny mógłby przynieść wiele korzyści. Wśród nich wymienia się zmniejszenie kolejek i zwiększenie czasu, który lekarze mogliby poświęcić pacjentowi dzięki usprawnieniu m.in. przepływu informacji.

– W dłuższej perspektywie myślę, że telemedycyna w Polsce stworzy takie rozwiązania, które w dużej mierze odciążą lekarzy i spowodują, że pacjenci będą mogli pełniej otrzymywać informacje o swoim stanie zdrowia – podkreśla ekspert z firmy LekSeek.

Największy w Polsce pośrednik finansowy startuje z nową linią biznesową. To odpowiedź na zmiany w prawie oraz na rynku finansowo-ubezpieczeniowym

Największy w Polsce pośrednik finansowy startuje z nową linią biznesową. To odpowiedź na zmiany w prawie oraz na rynku finansowo-ubezpieczeniowym 7

W przyszłym roku Grupa Open Finance otworzy pierwsze placówki w modelu franczyzowym obejmujące ofertę finansową, nieruchomościową i ubezpieczeniową. Za pięć lat sieć franczyzowa ma obejmować 150 takich oddziałów. Open Finance podkreśla, że ze względu na nowe regulacje prawne i zmiany zachodzące na rynku to najlepszy moment na start nowego konceptu biznesowego.

 Nasz nowy model biznesowy jest innowacyjny, ponieważ łączymy w jednym oddziale trzy światy – nieruchomości, ubezpieczenia i finanse. Mamy jeden stały koszt i trzy branże, w których mogą działać nasi partnerzy franczyzowi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Dul, dyrektor zarządzający franczyzą w Open Finance.

Grupa Open Finance startuje z nowym modelem biznesowym. Pod koniec stycznia 2018 roku powstaną pierwsze jej placówki w modelu franczyzowym, które będą obejmowały trzy marki – Open Finance (pośrednictwo finansowe), Home Broker (pośrednictwo nieruchomości) oraz Open Brokers (doradztwo ubezpieczeniowe).

– Nasze własne sieci nadal są podstawą naszej działalności, natomiast obserwujemy też zachodzące na rynku zmiany. Był okres, kiedy rynek był bardzo rozdrobniony, część działających na nim osób po jakimś czasie samodzielnie podpisywała umowy z bankami, z ubezpieczycielami. Dzisiaj rynek podlega konsolidacji, wchodzą nowe regulacje prawne, jak RODO czy ustawa o kredycie hipotecznym i nadzorze nad pośrednikami. Kilkuosobowe, małe firmy, które działają na tym rynku, mogą nie sprostać tym obostrzeniom. Dlatego uważamy, że to idealny moment, aby uruchomić nową linię biznesową – mówi Grzegorz Dul.

Połączenie trzech marek oznacza, że klienci w jednym oddziale będą mieć bezpośredni dostęp do oferty 19 banków obejmującej kredyty gotówkowe i  hipoteczne, 700 inwestycji deweloperskich, 35 tys. ofert nieruchomościowych z rynku pierwotnego i wtórnego w 20 największych portalach oraz 23 towarzystw ubezpieczeniowych.

W przyszłym roku ma powstać 25 takich oddziałów. Natomiast docelowo, w ciągu najbliższych pięciu lat, sieć ma obejmować już 150 placówek franczyzowych. Lokalizacja kolejnych punktów ma być szczegółowo planowana, tak żeby nie powstawały w zbyt bliskim sąsiedztwie i nie konkurowały ze sobą bezpośrednio.

 Po zainteresowaniu firm, które wysyłają do nas zapytania o współpracę w ramach franczyzy, jesteśmy przekonani, że to właściwy moment, który gwarantuje nam sukces tej linii biznesowej. My tworzymy parasol ochronny, dajemy partnerom możliwość prowadzenia biznesu i zarabiania jak na indywidualnej działalności gospodarczej. Z drugiej strony ograniczamy bardzo ważny czynnik, jakim jest ryzyko. Partnerzy są traktowani jak nasi pracownicy, mają komplet narzędzi i cały komfort działania, który daje grupa kapitałowa oraz silny brand – mówi Grzegorz Dul.

Po stronie partnerów franczyzowych przewidywana kwota inwestycji w placówkę ma wynosić 30–40 tys. zł, w zależności od jej modelu biznesowego.

– Najważniejsze korzyści, które płyną ze współpracy z nami, to atrakcyjny system wynagrodzeń, jasne i przejrzyste warunki współpracy, wiarygodny partner oraz rozpoznawalne marki – podkreśla Grzegorz Dul.

Partnerzy franczyzowi będą otrzymywać usługę szytą pod ich oczekiwania. Grupa zajmie się znalezieniem odpowiedniego lokalu, zapewnieniem ekipy wykończeniowej i zorganizuje wyposażenie tak, aby nowy partner otrzymywał gotową placówkę pod klucz. Pomoże też w rekrutacji oraz szkoleniach pracowników i wszystkich innych aspektach związanych z uruchomieniem i prowadzeniem oddziału.

 Dodatkowo przygotowaliśmy pakiety marketingowe na start i szereg bonusów, jak pakiety ubezpieczeniowe, medyczne czy preferencyjna oferta floty służbowej. Staraliśmy się stworzyć jak najwięcej narzędzi, żeby nasi partnerzy czuli, że dostają z jednej strony świetną ofertę, jeśli chodzi o dostęp do szerokiej palety usług, a z drugiej strony wiele profitów wynikających ze współpracy z naszą grupą – mówi Grzegorz Dul.

Poza gotowym know-how biznesu Open Finance będzie też dostarczać partnerom szereg narzędzi niezbędnych w codziennej pracy i wsparcie szkoleniowe. System szkoleń ma być identyczny – zarówno dla sieci własnej, jak i franczyzowej.

– Dajemy pełen dostęp do naszych CRM-ów, banku wiedzy, porównywarek kredytowych, jak ktorykredyt.pl, platform, na których publikujemy profile naszych pracowników. W ramach Home Broker zapewniamy dostęp do aplikacji e-baza nieruchomości i CRM-u, gdzie są dostępne wszystkie oferty z rynku pierwotnego, jak i wtórnego. Jeśli chodzi o Open Brokers, to system i aplikacje do zarządzania sprzedażą, które są zintegrowane z towarzystwami ubezpieczeniowymi, dzięki czemu stwarzają możliwość wydrukowania tak naprawdę gotowej polisy – mówi Grzegorz Dul.

Dyrektor zarządzający kanałem sprzedaży w Open Finance zauważa, że ze względu na elastyczność i korzyści finansowe na prowadzenie własnej działalności decyduje się coraz więcej osób.

 Trzy najważniejsze zalety prowadzenia własnego biznesu to: samodzielność podejmowanych decyzji, poczucie niezależności i możliwość uzyskiwania wyższych zarobków. Na dziś najbardziej popularne sektory to usługi i handel, natomiast patrząc branżowo – są to właśnie nieruchomości, finanse, ubezpieczenia i gastronomia – mówi Grzegorz Dul.

Rozszerzona rzeczywistość to szansa dla biznesu. Pozwala zwizualizować przed zakupem wystrój mieszkania czy dobrać rozmiar pudełka

Rozszerzona rzeczywistość to szansa dla biznesu. Pozwala zwizualizować przed zakupem wystrój mieszkania czy dobrać rozmiar pudełka 8

Coraz częściej rzeczywistość rozszerzona jest tym, czego oczekują klienci. Skomplikowane technologie można zastosować nawet w bardzo prostych rozwiązaniach oraz branżach, które z nowoczesną technologią się nie kojarzą. Aplikacje AR są wykorzystywane np. w branży meblarskiej, w której sprzedawcy pozwalają umeblować mieszkanie klienta przed zakupem mebli. Niedawno rozszerzona rzeczywistość trafiła także na rynek sprzedaży pudełek. Pozwala wirtualnie zmierzyć, czy konkretna rzecz zmieści się w wybranym pudełku.

Z raportu przygotowanego przez firmę DigitalBridge dowiadujemy się, że na samym tylko rynku handlu detalicznego 9 proc. klientów oczekuje wdrożenia sztucznej inteligencji w postaci botów, z którymi można porozmawiać, kolejne 30 proc. chce podczas zakupów wspomagać się rzeczywistością wirtualną, a aż 61 proc. najchętniej skorzystałaby z rzeczywistości rozszerzonej.

– Nasza najnowsza aplikacja wykorzystuje rozszerzoną rzeczywistość i udostępniony przez Apple ARKit, który pozwala zwizualizować sobie wirtualne obiekty w prawdziwej rzeczywistości, na prawdziwej powierzchni, tak też rzeczywiście funkcjonuje nasza aplikacja, czyli umożliwia zwizualizowanie zaprojektowanego wcześniej pudełka na płaskiej powierzchni, np. biurku tudzież stole – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Konrad Kwiatkowski z Zapakuj.to.

Po uruchomieniu aplikacji użytkownik ma możliwość zwizualizowania pudełka na zwykłej, płaskiej powierzchni u siebie w mieszkaniu. Bryła wirtualnego pudełka jest odzwierciedleniem faktycznego rozmiaru pudełka co do milimetra. Dzięki temu użytkownik może zobaczyć, jak taki design pudełka będzie wyglądał na prawdziwej bryle w prawdziwym otoczeniu.

– Druga, ważniejsza sprawa, jest taka, że klient może włączyć tryb przezroczystości i wsuwając coś w ten obrys bryły może zobaczyć, czy rzeczywiście przedmiot, który sprzedaje, będzie się do tego pudełka mieścił – tłumaczy Konrad Kwiatkowski.

Coraz więcej sprzedawców detalicznych udostępnia własne aplikacje do rzeczywistości rozszerzonej. Szczególnie aktywni są tutaj sprzedawcy mebli i elementów wyposażenia wnętrz. Dzięki aplikacji klient może sprawdzić, jak będzie po zakupie wyglądało wnętrze jego mieszkania. To ułatwia podjęcie decyzji, dobór wzorów, kolorów czy formy.

Rynek rzeczywistości rozszerzonej w 2016 r. był warty 2,39 mld dol. Według raportu „Augmented Reality Market – Global forecast to 2023” w ciągu najbliższych sześciu lat średnioroczny wzrost jego wartości ma wynieść blisko 56 proc., by w 2023 roku osiągnąć wartość 61,39 mld dol.

Małe i średnie przedsiębiorstwa nadal nie dostosowały się do zmian przepisów o ochronie danych osobowych. Od maja grożą im wysokie kary

Małe i średnie przedsiębiorstwa nadal nie dostosowały się do zmian przepisów o ochronie danych osobowych. Od maja grożą im wysokie kary 9

Dostosowanie do nowych przepisów o ochronie danych osobowych, które wprowadzi od maja 2018 roku unijna dyrektywa RODO (GDPR), oznacza dla firm wielomiesięczne przygotowania, zarówno od strony organizacyjnej, jak i technicznej. Zanim nowe przepisy wejdą w życie, przedsiębiorstwa muszą dokonać analizy ryzyka, przeszkolić pracowników, wdrożyć rozwiązania i infrastrukturę IT, która zagwarantuje bezpieczeństwo danych osobowych oraz wymienić większość klauzul i formularzy. Na pół roku przed RODO tylko duże firmy zaczęły przygotowania do prawnej rewolucji. Wśród podmiotów z sektora MSP ich skala jest niewielka.

– Adaptacja do wymagań stawianych przez RODO może być kosztowna dla firm. To zależy od świadomości, dojrzałości i skomplikowania procesów biznesowych. Na pewno trzeba będzie ponieść koszty związane z analizą ryzyka, zmianami w organizacji czy stworzeniem stanowiska oficera danych osobowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Perz, menadżer działu Systemy CRM i Integracja w Hicron.

RODO, czyli ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, zacznie obowiązywać od 25 maja 2018 roku. Unijna regulacja ma ujednolicić przepisy w tym zakresie na terenie wszystkich dwudziestu ośmiu państw członkowskich Wspólnoty. Przygotowana na jej podstawie polska ustawa zastąpi dotychczasowy akt prawny, który obowiązuje od 20 lat.

Ekspert Hicron ocenia, że niecałe pół roku przed wejściem w życie RODO stan przygotowań polskich firm z sektora MSP do nowej regulacji jest marginalny. Z kolei duże przedsiębiorstwa i koncerny podjęły już kroki, które mają im pomóc zaadaptować się do nowych przepisów.

Stan przygotowań polskich firm zależy od wielkości organizacji. W tych większych prowadzone są analizy wewnętrzne, definiowane są obszary, które powinny w pierwszej kolejności podlegać zmianom. Są również wdrażane pierwsze rozwiązania i zmiany. Natomiast w mniejszych organizacjach ten problem jest prawie całkowicie marginalizowany. Biorąc pod uwagę bliski termin wdrożenia tej regulacji i skalę wymagań, które niesie za sobą RODO, stopień zaawansowania tych przygotowań jest naprawdę niewielki – mówi Przemysław Perz.

Nowe prawo narzuci szereg obowiązków podmiotom, które gromadzą i przetwarzają informacje o swoich klientach. Dla firm RODO oznacza więc wielomiesięczne przygotowania, m.in. konieczność przejrzenia i wymiany formularzy, klauzul i zgód na przetwarzanie danych osobowych klientów, zweryfikowania wewnętrznych procesów pod kątem bezpieczeństwa tych informacji, wdrożenia infrastruktury IT, która to zagwarantuje, przeszkolenia pracowników oraz utworzenia stanowiska administratora danych osobowych, który będzie czuwał nad ich bezpieczeństwem i przestrzeganiem nowej regulacji.

Jak podkreślają eksperci Hicron, sprawne przygotowanie do wdrożenia nowych przepisów obejmuje pięć najważniejszych kroków.

Pierwszy to zbudowanie w organizacji świadomości i wiedzy na temat wymagań stawianych przez nowe przepisy. W kolejnym kroku należy przeprowadzić analizę i zidentyfikować potencjalne ryzyko naruszeń tych przepisów. Dalej należałoby się zastanowić nad rozwiązaniami, które adresują te ryzyka. One powinny dotyczyć obszaru prawnego, IT, ale też zmiany procedur i funkcjonowania organizacji, choćby przez wprowadzenie stanowiska oficera danych osobowych czy współpracy z organami nadzorującymi – mówi Przemysław Perz.

Czwartym krokiem w przygotowaniach do RODO jest wdrożenie rozwiązań, które wynikają z tej regulacji. Na koniec firma nie może też zapomnieć o monitorowaniu ryzyka, ciągłym analizowaniu ryzyka i zagrożeń, które stoją przed organizacją w kontekście zapewnienia bezpieczeństwa danych osobowych.

Głównym celem RODO jest legislacyjne potwierdzenie, że ochrona danych osobowych jest podstawowym prawem obywateli UE, podstawowym prawem człowieka. Dlatego RODO niesie też szereg korzyści dla osób prywatnych, nadaje im więcej praw. Po drugie, mamy też większą transparentność w odniesieniu do użycia naszych danych osobowych, wiemy, kto i kiedy, w jakim procesie i dlaczego je wykorzystał – mówi Przemysław Perz.

Zgodnie z wymogami RODO firmy będą musiały przekazywać klientom bardzo szczegółowe informacje o przetworzeniu ich danych osobowych bądź prosić o zgodę na ich wykorzystanie w kontekście konkretnego procesu biznesowego (legitim interest). Jednym z największych wyzwań będzie tzw. prawo do bycia zapomnianym (right to be forgotten), które oznacza, że dane osób, które sobie tego zażyczą, muszą zostać w całości usunięte z systemów administratora. Dotyczy to także kopii, linków, odniesień i dokumentacji papierowej, na przykład wydruków czy skanów dokumentów. Jeżeli wcześniej te dane zostały udostępnione albo trafiły do internetu, administrator musi się upewnić, że wszystkie ich kopie i linki zostały skasowane i usunięte na dobre, nawet jeżeli są już w posiadaniu innych podmiotów.

Wszystko zależy od skali skomplikowania procesów biznesowych, które są na styku z osobami prywatnymi, konsumentami czy pracownikami, oraz od skali złożoności systemów IT, dojrzałości organizacji i tego, jak dba ona o prawa osób prywatnych – mówi przedstawiciel Hicron.

Olfaktometr zbada emocje wywoływane przez zapachy. Urządzenie znajdzie zastosowanie przy wykrywaniu chorób Parkinsona czy Alzheimera

Olfaktometr zbada emocje wywoływane przez zapachy. Urządzenie znajdzie zastosowanie przy wykrywaniu chorób Parkinsona czy Alzheimera 10

Opracowano specjalne urządzenie do precyzyjnego podawania bodźców zapachowych. Olfaktometr umożliwia dokładne określenie, w którym momencie badany czuje zapach. Połączenie go z systemami obrazowania aktywności mózgu daje możliwość zarejestrowania konkretnych reakcji. Poznanie reakcji ludzkiego układu nerwowego na konkretne zapachy to informacje, które mogą być przydatne zarówno w marketingu, jak i w medycynie.

– Olfaktometr to urządzenie, które służy do precyzyjnego podawania bodźców zapachowych. Bodźce zapachowe są podawane pacjentowi bądź osobie badanej w taki sposób, żebyśmy mogli dokładnie stwierdzić, w którym momencie badany czuje ten zapach. Takie urządzenie może działać w połączeniu z systemami do obrazowania aktywności mózgu, takimi jak rezonans magnetyczny czy elektroencefalografia, wówczas jesteśmy w stanie zaobserwować, w jaki sposób mózg reaguje na odczuwany zapach – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Krzysztof Madej, kierownik ds. sprzedaży w firmie Neuro Device Group.

Wynalazek znajduje zastosowanie w medycynie. Jak wynika z danych Światowej Organizacji Zdrowia, z chorobą Alzheimera żyje blisko 44 mln osób na całym świecie, a do 2030 roku liczba ta ma wzrosnąć do 65 mln. W Polsce jest to ponad 300 tys. osób, część jeszcze niezdiagnozowana.

– Badania nad zapachami mogą być mocno związane z medycyną i wczesnym wykrywaniem chorób neurodegeneracyjnych, takich jak Parkinson czy Alzheimer. W przypadku tych chorób pierwszym zmysłem, który ulega zaburzeniu, jest właśnie zmysł powonienia, więc badania z wykorzystaniem olfaktometru mogą stać się wkrótce narzędziem diagnostycznym w badaniach przesiewowych przy wczesnym rozpoznawaniu tego typu zaburzeń – prognozuje Krzysztof Madej.

Medycyna to jednak nie jest jedyny obszar, w którym bodźce zapachowe są istotne. Olfaktometr to urządzenie, dzięki któremu można sprawdzić reakcję np. na zapach jedzenia, mieszanki zapachowe używane w kosmetykach, środkach czyszczących czy sklepach. Bodźce zapachowe mogą bowiem wpływać w różny sposób na zachowanie człowieka. To bezcenna wiedza dla specjalistów od marketingu.

– Badania zaczęliśmy od sprawdzenia, w jaki sposób zapachy wpływają na emocje i czy w ogóle możemy zmierzyć emocje wywoływane przez dane zapachy. Udało się to osiągnąć, dzięki czemu mamy takie możliwości jak wykorzystanie tego w marketingu. Sprawdzamy, czy dany zapach wpływa pozytywnie na odbiór produktu, czy może wręcz przeciwnie – twierdzi ekspert.

Olfaktometr został zaprojektowany tak, aby badanie mogło zostać przeprowadzone także podczas rezonansu magnetycznego, co pozwoli na zarejestrowanie konkretnych reakcji układu nerwowego. Jak podkreślają twórcy, zaletami urządzenia są precyzja czasowa oraz szerokie możliwości synchronizacyjne. To szczególnie ważne, bo przy wielu pomiarach potrzebna jest dokładność rzędu milisekund.

– Chcemy wiedzieć dokładnie, w którym momencie badany czuje zapach, bo tylko dzięki temu jesteśmy w stanie precyzyjnie rozpoznać, czy dana reakcja, która zaszła w mózgu, wiąże się z odczuciem tego konkretnego zapachu. Urządzenie zapewnia możliwość synchronizacji z rytmem oddechowym, więc naturalnie wiemy, w którym momencie badany wciąga zapach, wiemy, w którym momencie powinna się pojawiać reakcja w mózgu – dodaje przedstawiciel firmy Neuro Device Group.

Według firmy analitycznej Research and Market globalny rynek urządzeń neurologicznych w latach 2017–2022 ma rosnąć w tempie 9,1 proc. średniorocznie. Z prognoz Transparency Market Research wynika, że rynek ten w 2019 roku będzie wart 13,6 mld dol.

Służby USA i Wielkiej Brytanii nie szpiegowały obywateli Niemiec

Śledztwo prowadzone przez federalnego prokuratora Niemiec nie potwierdziło istnienia dowodów na to, aby amerykańskie i brytyjskie służby wywiadowcze inwigilowały obywateli niemieckich na masową skalę. Rzecznik prokuratury oświadczył, że zarówno prokurator, jak i specjalna komisja Bundestagu nie potwierdzili rewelacji zawartych w dokumentach ujawnionych przez Edwarda Snowdena, jakoby systematycznie i masowo inwigilowano niemieckich operatorów telekomunikacyjnych i Internetu.

Zdaniem prokuratora wszystkie globalne wywiady na świecie prowadzą monitoring danych telekomunikacyjnych i aktywności internetowej, ale działania Wielkiej Brytanii i USA nie były w jakiś szczególny sposób ukierunkowane na Niemcy. W oświadczeniu wskazano, iż informacje opublikowane przez Snowdena dotyczą jedynie technik i potencjalnych zdolności amerykańskiej NSA i brytyjskiego GCHQ, które wszakże były wcześniej znane władzom odpowiedzialnym za obronę narodową.

Konkluzja oznacza, że dochodzenie w tej sprawie zostanie zamknięte. Jego koniec następuje po długim, trwającym od początku 2013 r. okresie napięć pomiędzy Berlinem, Waszyngtonem i Londynem. Doniesienia, iż podsłuchiwano osobisty telefon Angeli Merkel, wywołały oburzenie i spowodowały wszczęcie dochodzenia. Kanclerz Merkel oświadczyła wówczas, iż nie szpieguje się wśród przyjaciół, a zimna wojna już dawno się skończyła. Jednak prokuratura w 2015 r. wycofała się z drążenia tego zarzutu, kiedy wyszły na jaw informacje sugerujące, że niemiecka zagraniczna agencja wywiadowcza BND pomagała od lat NSA szpiegować europejskie firmy i polityków.

Inwigilacja jest tematem szczególnie wrażliwym dla Niemiec, które mają za sobą doświadczenia związane z aktywnością wszechobecnej wschodnioniemieckiej służby STASI.

Źródło: The Independent z 5.11.2017 r.

Australia w obliczu bezprecedensowych zagrożeń szpiegowskich

Australijski wywiad (Australian Security Intelligence Organisation – ASIO) poinformował, że kraj doświadcza szpiegostwa i obcego wpływu na sprawy wewnętrzne na bezprecedensową skalę. W corocznym raporcie przedstawionym parlamentowi ASIO ujawnił, iż brakuje mu środków, aby przeciwstawić się „szkodliwemu szpiegostwu” i „złośliwej aktywności” skierowanym przeciwko Australii.

W raporcie wskazano, że oficerowie wywiadu zidentyfikowali pewną liczbę państw i innych aktorów, którzy prowadzą szpiegostwo i starają się wpływać na wewnętrze sprawy kraju. Wielu z nich to obce agencje wywiadowcze, które usiłują różnymi metodami szukać „dostępu do klasyfikowanych informacji dotyczących australijskich sojuszy i partnerstwa”. Gromadzą również informacje dotyczące stanowiska Canberry w kwestiach ekonomicznych, dyplomatycznych i militarnych oraz polityki energetycznej kraju. Dodatkowo, wykryto szpiegostwo przeciwko australijskim ośrodkom naukowym i technicznym.

Raport charakteryzuje kontrwywiadowcze dochodzenia i operacje jako prowadzone z dużym rozmachem, podkreślając, iż z usług kontrwywiadowczych korzystają w większym niż kiedykolwiek zakresie agencje rządowe i sektor przemysłowy. Z uwagi na te fakty wskazano potrzebę utrzymania rozbudowanych sił i środków służb wywiadu i kontrwywiadu.

W poprzednich latach – jak zapisano w raporcie – agencja zidentyfikowała obce państwa, które potajemnie starały się wpłynąć na australijską opinię publiczną i kształtować poglądy australijskich specjalistów od mediów i przemysłu oraz urzędników rządowych w taki sposób, aby przyczyniali się oni do wspierania interesów innych krajów. Odnotowano również szpiegostwo przeciwko członkom społeczności etnicznych w Australii.

Raport nie precyzuje, o jakie państwa chodzi, jak również nie wskazuje, czy zagraniczni agenci byli w analizowanym okresie aresztowani, uwięzieni lub wydaleni z kraju za akty szpiegostwa.

Źródło: portal intelNews.org z 18.10.2017 r.
Autor: Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Expose Morawieckiego – bez nowego gabinetu nic się nie zmieni

Premier Morawiecki jest niewątpliwie dobrym mówcą. Jego wystąpienia zawsze są pełne cytatów, osobistych odniesień, których dobrze się słucha. Jednak to nie jedyny powód, dla którego wyczekiwane było jego expose. Spodziewano się przede wszystkim wyjaśnienia, które tłumaczyłoby powód zmiany na stanowisku premiera. W expose powtórzone zostały główne cele, do których dążył dotychczasowe wicepremier. Przedstawiając je nie rozpoczął jednak od gospodarki ale od polityki społecznej. Wskazał na konieczność rewolucyjnych zmian w służbie zdrowia oraz istotne kwestie środowiska naturalnego. Zapowiedź podwyższenia kwot w budżecie, które będą przeznaczane na zdrowie jest bardzo ważna, bo aby cokolwiek zmienić, potrzeba odpowiednich środków.

– Brak wyjaśnienia był rozczarowujący. Jedyna nowa wiadomość, to decyzja, że rząd podporządkuje się orzeczeniu Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Jeszcze niedawno władza szła w zaparte, jednak perspektywa kar w wysokości 100 tys. euro dziennie zapewne zmieniła decyzję premiera – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej –Nie dowiedzieliśmy się jednak, co nastąpi w samym systemie organizacji służby zdrowia, aby zagwarantować, że pieniądze te nie zostaną zmarnowane, a pacjenci rzeczywiście odczują poprawę. W kwestii ochrony środowiska nie została wspomniana trudna sytuacja ludzi, którzy zainwestowali w odnawialne źródła energii. Ich sytuację pogorszyły ustawy przyjęte przez rząd, w którym Mateusz Morawiecki był wicepremierem. W expose nie poruszył on także tematu obronności. Oprócz zapewnień o bezpieczeństwie wynikającym z członkostwa w NATO, nie odniósł się do sytuacji w Ministerstwie Obrony Narodowej i podległym mu sektorze. Bez komentarza pozostała także kwestia sparaliżowanej obecnie współpracy między prezydentem, jako zwierzchnikiem sił zbrojnych, a Szefem MON. Plany Premiera Morawieckiego można więc nazwać kontynuacją dotychczasowych działań rządu. Być może wkrótce nastąpi reorganizacja gabinetu. Mówi się o wymianie niektórych ministrów na początku przyszłego roku, co może przynieść nowy asumpt. Jeśli pozostaną ci sami ludzie i ten sam program – właściwie nic się nie zmieni – podsumował Arendarski.

Opóźnienia w płatnościach to problem 70% MŚP

Prawie 70 proc. polskich przedsiębiorców z sektora MŚP nie otrzymuje płatności za wystawione faktury w terminie. Problem zatorów płatniczych jest powszechny. A jak z nim walczą firmy?

Sektor MŚP jest szczególnie mocno wrażliwy na brak terminowych płatności ze strony swoich kontrahentów. Podstawowym problemem sektora MŚP jest niska kapitalizacja, czyli brak zaplecza finansowego, które pozwoliłoby bez stresu przetrwać opóźnienia w płatnościach.

W efekcie firmy z segmentu MŚP, których dotknął ten problem,  same zaczynają opóźniać płatności względem swoich dostawców. To z kolei może wiązać się z ograniczeniem dostępności do kredytu kupieckiego, ograniczenia zakupów niezbędnych materiałów oraz usług i w efekcie braku możliwości konkurowania na rynku

75 proc. badanych firm próbuje przeciwdziałać opóźnieniom w płatnościach. – Jak wynika z badania Bibby MSP Index, nadal główną metodą zabezpieczania się (w 65,4% przypadków) jest sprawnie działający dział księgowy monitorujący i pilnujący należnych zaległości – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tomasz Rodak, ekspert Bibby Financial Services w Polsce.

Jako główne sposoby zabezpieczania się przed niewypłacalnymi kontrahentami badani wskazali weryfikację klienta w KRD lub BIG przed podpisaniem umowy (57,3%) oraz ubezpieczanie transakcji (10%). Warto zwrócić uwagę, że nadal aż ponad 22% respondentów nie zabezpiecza się przed zagrożeniami wynikającymi ze współpracy z niewypłacalnymi kontrahentami.

Co zmienia nowa ustawa o rynku mocy

Relacja z Responsible Business Awards Gala

8 grudnia 2017 w Pałacu i Folwarku Łochów po raz trzeci została nagrodzona społeczna odpowiedzialność biznesu. Podczas „Responsible Business Awards Gala” zostały uhonorowane przedsiębiorstwa, które wyróżniły się wybitnymi osiągnięciami w zakresie działalności społecznej i CSR. Gościem Specjalnym był Kamil Wyszkowski, Przedstawiciel i Dyrektor Generalny Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ Global Compact Network Poland.

„Chcemy rozwijać praktykę wdrażania działań odpowiedzialnego biznesu w korporacjach, dlatego dzisiejsza uroczystość ma podkreślić ogromne zaangażowanie przedsiębiorstw w programy i projekty prospołeczne oraz pokazać ich wpływ na budowanie lepszego społeczeństwa” – mówiła na wstępie Beata Radomska, prezes Executive Club.

Wyjątkową niespodzianką w dniu było uhonorowanie Prezes Beaty Radomskiej odznaką Honoris Gratia nadaną przez Prezydenta Miasta Krakowa, Pana Jacka Majchrowskiego. Odznaczenie wręczył Ks. Andrzej Augustyński, Przewodniczący Zarządu Stowarzyszenia SIEMACHA.

Wydarzenie zainaugurował Cezary Pietrasik, Head of CEE, Warburg Pincus, Prezes Zarządu Fundacji „Efekt Motyla”, który pouczał o tym jak dawać wędkę zamiast ryby. Jako przykład przywołał działalność Fundacji, która wspiera młodych ludzi przyznając im stypendia, organizując kursy językowe oraz wyjazdy motywacyjne mające zachęcić ich do dalszego rozwoju.

Plenarna dyskusja prowadzona przez dra Grzegorza Malinowskiego z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego dotyczyła wpływu CSR na rozwój organizacji oraz odpowiedzialności wobec środowiska. Robert Daniluk, Dyrektor ds. Jakości, Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju, Lyreco Polska zwrócił uwagę na ewolucję narzędzi CSRowych jakie dostarczają nowe technologie. „Niezwykle istotne jest by przekazywać informację o realizacji celów dotyczących społecznej odpowiedzialności biznesu przy pomocy różnych mediów, które stanowią ważny element komunikacyjny we współczesnym świecie” – mówił Dyrektor.  Joanna Stankiewicz, Manager w obszarze komunikacji, marketingu oraz produkcji mediów cyfrowych, Canon Polska zwróciła uwagę, że oblicze CSR w przedsiębiorstwach bardzo zmieniło się na przestrzeni ostatnich lat. Firmy przykładają większą uwagę do budowania strategii społecznej odpowiedzialności biznesu. Działania pro-społeczne nie leżą jedynie w kwestii przeznaczania środków finansowych, ale i skupiają się na budowaniu strategii, przekazywaniu pewnych wartości oraz angażowaniu swoich pracowników. Karolina Sołowow, Przewodnicząca Rady Fundacji „Fabryki Marzeń” na pytanie moderatora w jaki sposób układa się współpraca fundacji z przedsiębiorcami  oraz jak zmieniła się ona w ciągu ostatnich lat, odpowiedziała, że firmy coraz częściej decydują się na współpracę z organizacjami non-profit. Pomoc powinna być dla każdej firmy nie tyle obowiązkiem, ale przywilejem do dzielenia się tym co posiada. Zauważyła jednak, że o wiele łatwiej jest rozmawiać i nawiązywać współpracę z firmami, których właścicielem jest osobą zarządzająca niż z przedsiębiorstwami, które mają jedynie swoje przedstawicielstwa w naszym kraju. Władysław Grochowski, Prezes Grupy Arche przywołał hasło turkusowej organizacji oraz rozwijanie firmy w sposób organiczny, co skutkuje widocznym wzrostem przedsiębiorczości przy jednoczesnym podejmowaniu działań filantropijnych.

Kolejna część spotkania rozpoczęła się krótkim wywodem Dr hab. Bolesława Roka z Katedry Przedsiębiorczości i Etyki w Biznesie, Akademii Leona Koźmińskiego. Podkreślił, że naturą przywództwa jest to, że za liderem zawsze ktoś podąża. To właśnie inni ludzie go tworzą. Doktor przytoczył 3 metafory przywództwa, które ukazują różne modele działania. Pierwszym z nich był szef korporacji, który rządzi z pozycji wysokiego piętra w wieżowcu, emanując swoją wiedzą z góry, przekazując ją kaskadowo w dół hierarchii. Drugim przykładem był lider na czele pochodu, bądź maratonu, za którym podąża tłum. Trzecia metafora natomiast pokazuje, że liderami w zespole stajemy się w zależności od potrzeb, jak np. zespół jazzowy- raz króluje trąbka, innym razem kontrabas. Tymi słowami Doktor zrobił wprowadzenie do panelu drugiego Etyka w biznesie – Przywództwo oparte na wartościach. Pierwsze pytanie zostało skierowane do Małgorzaty Zdzienickiej- Grabarz, Prezes Zarządu Fundacji BGŻ BNP Paribas i brzmiało: Na ile pracownicy oczekują postępowania zgodnego z etyką, jak to okazują? Czy są potrzebne procedury, aby wdrażać takie modele zachowań? Według Prezes ludzie zawsze oczekują od innych, żeby byli wobec nich etyczni. Nie dotyczy to tylko miejsca pracy. To nie procedury są najważniejsze, ale oczywiście są potrzebne. Porządkują kulturę zachowań. Ważna jest osobista odpowiedzialność. Etyka to również proces wzajemnej rozmowy. Po tej wypowiedzi kolejne pytanie „Skąd biorą się etyczni ludzie?” padło pod adresem Księdza Andrzeja Augustyńskiego, Przewodniczącego Zarządu, Dyrektora Generalnego Stowarzyszenia SIEMACHA. Dowiedzieliśmy się wówczas, że etyki można się wyłącznie nauczyć. Między etyką, a wiedzą można postawić znak równości. Mądry = dobry. Bycie odpowiedzialnym bierze się z dawania odpowiedzi. Odpowiedzialnym jest ten, kto umie mądrze odpowiedzieć. O etyce nie da się mówić w oderwaniu od procesów poznawczych. Powstało następnie pytanie co robić z nieetycznymi ludźmi w organizacji? Ks. Andrzej Augustyński odpowiedział konkretnie, że kto nie buduje, ten musi burzyć. Jeżeli pozbędziemy się nieetycznego człowieka z naszej struktury, pójdzie gdzieś indziej. To nie jest odpowiedzialna postawa. Musimy podejmować próbę edukowania takiej osoby, nie anihilacji.

Do rozmowy włączył się Head of CEE, Warburg Pincus, Prezes Zarządu Fundacji „Efekt Motyla”- Cezary Pietrasik. Przybliżył model działania swojej fundacji, w której stara się pokazywać podopiecznym pozytywne relacje w rodzinie oraz przedstawić fantastyczną rolę ojca. Kolejne pytanie Bolesława Roka dotyczyło tego, na ile społeczeństwo oczekuje pozytywnych wzorów? Według Cezarego Pietrasika są to powszechne oczekiwania, szczególnie wśród ludzi, którzy osiągają jakąś pozycję społeczną. Wielu przedsiębiorców ze względu na swoja rozpoznawalność- staje pod presją oczekiwań z zewnątrz. Po tym komentarzu paneliści przeszli do rozważań o tym, czy osoby z dużymi zasobami pieniężnymi odczuwają większą przyjemność w wydawaniu pieniędzy na dobra luksusowe, niż na działania charytatywne. Temat rozwinął szerzej Tomasz Wiśniewski, Partner KPMG. Przekazał publiczności dane raportowe, które ujawniły, że osoby zarabiające średnio 20tys. miesięcznie, twierdzą, że powinny być szczodrymi filantropami. Kolejnym pytaniem w dyskusji było na ile etyczność w firmach poprawi ustawa antykorupcyjna w przyszłym roku? Z odpowiedzią przyszedł Tomasz Wiśniewski. Wprowadzenie tych regulacji będzie generowało koszty, niektóre osoby będą mniej produktywne, bo zostaną odsunięte od swoich funkcji. Jeżeli poprawi się poziom etyki, zwiększy się jednak zaufanie w obrocie gospodarczym, a co za tym idzie- wartość rynkowa firmy.

Na zakończenie dyskusji, Ksiądz Andrzej Augustyński podkreślił, że kształtowanie postaw etycznych wymaga trwałych punktów odniesienia, co pozwala na eksperymentowanie. Nawet, jeżeli pogubimy się w kreowaniu nowej rzeczywistości, zawsze będziemy mieli trwałe wartości, dzięki którym będziemy mogli wrócić na właściwą drogę.

Po części merytorycznej przyszła chwila przerwy, po której przywitaliśmy na scenie Kamila Wyszkowskiego- Przedstawiciela i Dyrektora Generalnego Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ Global Compact Network Poland, który w swoim przemówieniu mówił o prawach człowieka w przedsiębiorstwach. Podkreślał i apelował, aby w miejscu pracy królowała etyka i transparentność, a nie pogoń za maksymalizacją zysków.

Następnie konferencja skupiła się na szczególnej części tego wieczoru, czyli wręczeniu nagród dla zwycięzców konkursu „To My Tworzymy Świat”, organizowanego przez Canon Polska. Projektu adresowanego do młodych ludzi, którzy chcą uwolnić swoją kreatywność, dzielić się historiami z innymi i przez swoje prace inspirować do działania.

Po tych wrażeniach czas było rozpocząć ceremonię rozdania nagród „Responsible Business Awards”, podczas której zostały wyróżnione te podmioty, które w sposób szczególny wyróżniły się pod kątem działań w duchu zrównoważonego rozwoju, podejmowały inicjatywy charytatywne i wdrażały idee odpowiedzialnego biznesu.

Laureatami i wyróżnionymi zostali:

Odpowiedzialna Firma Roku

  • Bank BGŻ BNP Paribas laureat
  • Kaufland Polska Markety wyróżnienie

Mecenas Kultury i  Sztuki   

  • Fundacja Lotto laureat
  • Kulczyk Foundation laureat kategoria specjalna Mecenas Kultur Świata
  • Universal Music Polska wyróżnienie

Lider Zrównoważonego Rozwoju

  • Nowy Styl laureat
  • Toyota Motor Poland wyróżnienie

Strategia CSR Roku

  • Kompania Piwowarska

Mecenas Sportu

  • Murapol

Lider Zaangażowania Pracowniczego

  • Auchan Polska laureat
  • Orange Polska laureat

Lider Etyki w Biznesie 

  • Skanska laureat
  • ING Bank wyróżnienie

Agnieszka Wilczyńska nową szefową marketingu w Banku Pekao

Jak przeprowadzić rekrutację nowych pracowników?

W życiu każdej firmy przychodzi taki moment, kiedy trzeba wybrać i przyjąć do pracy nowych pracowników. Poszukiwanie oraz dobór najlepszych kandydatów na dane stanowisko to właśnie rekrutacja pracowników. Jak prawidłowo przeprowadzić proces rekrutacji nowych podwładnych i jakie są jego etapy?

Ogłoszenia o poszukiwaniu pracowników

Każda rekrutacja pracowników zazwyczaj rozpoczyna się od zamieszczenia ogłoszeń o naborze. W dzisiejszych czasach najczęściej wykorzystuje się do tego celu popularne portale ogłoszeniowe, na których przedstawia się ofertę pracy i wymagania odnośnie kandydatów. Jeśli zależy nam na dużym odzewie, warto zamieścić nasze ogłoszenia na co najmniej kilku stronach, tak abyśmy mogli dotrzeć do jak najszerszego grona potencjalnych kandydatów.

W ogłoszeniu należy zawszeć najważniejsze wymagania odnośnie pracownika, którego poszukujemy, krótko opisać naszą firmę i stanowisko, na które prowadzimy nabór oraz przedstawić swoją ofertę. Im będzie ona atrakcyjniejsza, tym więcej zgłoszeń otrzymany. Jeśli na tym etapie chcemy uniknąć osobistego kontaktu ze strony kandydatów nie zamieszczajmy danych firmy ani numeru kontaktowego.

Weryfikacja nadesłanych CV

Kandydaci skontaktują się z nami za pośrednictwem e-maila lub formularza dostępnego na stronie. W następnym kroku będziemy musieli przejrzeć i przeanalizować wszystkie nadesłane Curriculum Vitae i listy motywacyjne oraz wyłonić spośród nich tych kandydatów, którzy mają odpowiednie wykształcenie, doświadczenie oraz kwalifikacje do pracy na konkretnym stanowisku. Tylko z takimi osobami skontaktujemy się osobiście i umówimy ich na kolejny etap rekrutacji, jakim jest rozmowa kwalifikacyjna.

Rozmowa kwalifikacyjna

Jeśli mamy taką możliwość, rozmowę kwalifikacyjną warto zorganizować bezpośrednio w siedzibie naszej firmy. Udział w niej powinny wziąć wszystkie osoby, które będą kierowały pracą poszukiwanego pracownika. Pozwoli to im poznać nowych kandydatów i spośród nich wyłonić tych, którzy najlepiej sprawdzą się na danym stanowisku.

Przed rozmową kwalifikacyjną, warto przygotować zestaw pytań, które zadamy poszczególnym kandydatom. Pytania te powinny weryfikować podejście kandydatów do pracy w naszej firmie, ich doświadczenie i umiejętności, a także oczekiwania względem nowej pracy.

Warto także dać możliwość kandydatom na zadanie własnych pytań, co pozwoli ocenić ich zaangażowanie oraz zainteresowane otrzymaniem oferowanej przez nas posady. Rekrutacja pracowników podczas rozmowy kwalifikacyjnej może być zarówno jednoetapowa, jak i kilkuetapowa. Jej celem jest wyłonienie kandydata, który najlepiej będzie nadawał się do pracy na danym stanowisku.

Rekrutacja pracowników – samodzielnie czy z zaufaną firmą?

Kto choć raz szukał nowych pracowników, ten z pewnością wie, jak skomplikowany i pracochłonny jest to proces. Podczas rekrutacji spotykamy się bowiem z wieloma osobami, o tak różnym doświadczeniu i predyspozycjach zawodowych, że niezwykle trudny jest ostateczny wybór najlepszego kandydata. Ma to szczególne znaczenie, kiedy prowadzimy nabór do naszej firmy po raz pierwszy i nie mamy doświadczenia w prowadzeniu rekrutacji. W takiej sytuacji warto powierzyć przeprowadzenie całego procesu rekrutacyjnego wyspecjalizowanej firmie. Rekrutacja pracowników w BlueIdea.pl to także znakomita opcja dla tych przedsiębiorców, którzy chcą mieć pewność, że w szeregach ich firmy znajdą się same kompetentne i starannie wybrane osoby.

Wizerunek firmy – dlaczego jest taki ważny i jak można go budować?

Kreowanie wizerunku to długotrwały i skomplikowany proces, który odpowiada za to, jak nasza firma jest widziana i odbierana przez swoich klientów. Proces ten rozpoczyna się już w momencie, kiedy zaczynamy myśleć o własnej działalności gospodarczej. Już sam wybór nazwy firmy, hasła i logo to bowiem podstawowe elementy, które wraz z pozostałymi działaniami składają się na wizerunek firmy. Czym jest wizerunek firmy i dlaczego jego kreowanie jest tak istotne?

Wizerunek firmy – czym właściwie jest?

Budowanie wizerunku rozpoczyna się już na samym początku istnienia każdej firmy. Działalność gospodarcza, aby przynosiła odpowiednie zyski, zdobywała kolejnych klientów i miała szansę na rozwój, musi bowiem nie tylko zaistnieć, ale przede wszystkim utrwalić się w pamięci ludzi oraz zdobyć ich zaufanie.

Każda firma posiada swoją własną tożsamość, która odróżnia ją od konkurencji i innych podobnych podmiotów gospodarczych obecnych na rynku. Na tę tożsamość składa się szereg działań, które firma podejmuje w swojej codziennej pracy. To, jakie posiada ona logo, jakim hasłem reklamowym się posługuje, jaki ma stosunek do swoich klientów i współpracowników, jak radzi sobie w trudnych sytuacjach – to wszystko ma wpływ na to, jak dana firma jest postrzegana na zewnątrz.

Wizerunek firmy to więc nic innego, jak zespół wrażeń, które w związku z daną firmą odczuwają odbiorcy jej usług. Kreowanie wizerunku jest z kolei takim budowaniem tych wrażeń, aby na ich podstawie w umysłach odbiorców powstał pożądany obraz firmy lub jej konkretnego produktu.

Jak właściwie kreować wizerunek swojej firmy lub marki?

Wizerunek firmy może być kształtowany w taki sposób, aby był on jak najlepszy w oczach odbiorców. Aby firma była pozytywnie odbierana przez klientów, jej wizerunek musi być przede wszystkim spójny w każdym aspekcie działań, jakie na co dzień podejmuje przedsiębiorstwo. Ma to szczególne znaczenie w przypadku działań marketingowych na szeroką skalę, np. w przypadku, kiedy firma jest obecna w mediach, w Internecie, na spotkaniach biznesowych itp.

Kreowanie wizerunku to systematyczne realizowanie długoterminowych działań, które komunikują odbiorcy tożsamość firmy i umożliwiają jej wyróżnienie się na tle konkurencji, zaprezentowanie swojego indywidualnego charakteru oraz konsekwencja w komunikowaniu takiej tożsamości odbiorcom.

Kreowanie wizerunku – łatwe tylko pozornie

Mimo, że kreowanie wizerunku wydaje się być łatwe, wiele firm ma jednak duży problem z konsekwencją w swoich działaniach oraz popełnia sporo błędów, które w efekcie negatywnie wpływają na zaufanie ze strony jej klientów. Popełniane błędy i sprzeczne komunikaty kierowane do odbiorców często sprawiają bowiem, że klienci rezygnują z usług firmy.

Dlatego jeśli zależy nam na właściwym kreowaniu wizerunku swojej firmy i budowaniu trwałych, pozytywnych relacji z odbiorcami jej usług, powinniśmy powierzyć budowanie wizerunku naszej firmy w ręce profesjonalistów. Jeśli chodzi o kreowanie wizerunku CluePR.pl to doświadczona firma, której specjalizacją jest właśnie dbanie o spójny i konsekwentny wizerunek firmy.

Faktoring to już połowa kredytów

  • Już 132 mld zł przelały w tym roku na konta przedsiębiorców firmy faktoringowe
  • To niemal połowa kwoty jaka została w tym samym okresie wypłacona firmom w postaci kredytów
  • Powodem poszukiwania przez przedsiębiorców finansowania są długie terminy na zapłatę faktur – uciążliwe i powszechnie stosowane w polskiej gospodarce

Raport Forum Obywatelskiego Rozwoju informuje, że już ponad 25% polskich przedsiębiorców przyznaje, że zatory płatnicze są jedną z kluczowych barier hamujących wzrost inwestycji – to dzień powszedni polskiego biznesu. Powstają one w wyniku opóźnień w płatnościach między przedsiębiorcą, a jego klientami, podwykonawcami czy partnerami. 

Długie terminy zapłaty, a tym bardziej nie dotrzymywanie tych wcześniej ustalonych, to w naszym kraju prawdziwa plaga. Takie realia zmuszają firmy do szukania finansowania pomostowego, które pozwoli przedsiębiorcy utrzymać płynność i inwestować. Najczęściej jest to kredyt, ale coraz częściej także faktoring.

Faktoring to już połowa kredytów

W trzech kwartałach tego roku branża faktoringowa sfinansowała faktury o łącznej wartości 132,1 mld zł*. To wzrost o 17,3% w stosunku do analogicznego okresu 2016 roku. Z faktoringu skorzystało 8,5 tys. przedsiębiorców, czyli o 13,2% więcej w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku. Faktorzy sfinansowali blisko 6,4 mln faktur.

Kwota przelana przez faktorów na konta przedsiębiorców jest bardzo duża. Dla porównania w ciągu pierwszych trzech kwartałów tego roku wolumen kredytów zaciągniętych przez firmy w Polsce wyniósł 271 mld zł (wg danych Narodowego Banku Polskiego). Dodatkowo finansowanie udzielone przedsiębiorstwom w postaci faktoringu rosło niemal dwukrotnie szybciej niż w formie kredytu bankowego.

– To pokazuje rosnącą popularność faktoringu. W rzeczywistości faktorzy przekazali na konta przedsiębiorców więcej niż połowę kwoty wypłaconej w kredytach, bo liczba 132 mld pochodzi od faktorów zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów (PZF), tym czasem znacząca część branży działa poza strukturami organizacji. W dodatku jest to bardzo dynamiczna część rynku, która wprawdzie odpowiada za mniejsze obroty niż najwięksi faktorzy należący do PZF, ale rozwija się szybciej niż najwięksi – mówi Bartosz Widomski – Dyrektor Sprzedaży eFaktor S.A.

Usługami faktoringowymi najbardziej zainteresowane są dziś firmy z branży spożywczej, chemicznej i metalowej. Są też faktorzy, którzy nie boją się finansować bardziej ryzykownych branż jak budowlanka czy transport. Po faktoring najczęściej sięgają firmy średnie. Rynek takich usług ma duży potencjał i kolejne lata powinny być dalszym okresem dynamicznego rozwoju faktoringu w Polsce.

– Zwiększanie płynności firm poprzez przekazywanie im środków pieniężnych pozwala na stabilny rozwój, inwestycje i ekspansję. Coraz więcej firm zaczyna traktować faktoring nie tylko jako narzędzie poprawy płynności w trudnych okresach, ale i skuteczny instrument wspierający inwestycje w czasie dobrej koniunktury, z jaką mamy obecnie do czynienia. Taki model jest podejściem dojrzałym biznesowo i świadczącym o wysokiej świadomości przedsiębiorcy, który wie, jak korzystać z finansowania zewnętrznego. Zmiany charakterystyki usługi idą w kierunku jak najszybszej decyzyjności na temat przyznawania finansowania. My robimy to w 24 godziny – wyjaśnia Bartosz Widomski – Dyrektor Sprzedaży eFaktor.

*Dane Polski Związek Faktorów

Wdrożenie RODO jak produkcja samochodu

Proces wdrożenia i utrzymania zgodności z unijnym rozporządzeniem o ochronie danych osobowych (RODO), można porównać do procesu produkcji i eksploatacji samochodu. Podobnie jak auto, system ochrony danych osobowych powinien być dobrze zaprojektowany, przetestowany i podlegać przeglądom, a w razie potrzeby – naprawom. Niezależnie od przyjętej koncepcji pracy, pewnych etapów wdrożenia RODO – podobnie jak produkcji samochodu – nie da się ominąć.

I WDROŻENIE RODO – FAZA PRODUKCJI SAMOCHODU

  1. Opracowanie koncepcji wdrożenia RODO – Zaprojektowanie samochodu

Podobnie jak na rynku projektowania samochodów, również i usługi wdrożenia RODO oferuje wielu specjalistów. Ponieważ jakość koncepcji rzutuje na wszystkie pozostałe etapy, dobór projektanta jest kluczowy dla całego procesu.

  1. Audyt otwarcia i analiza ryzyka – Testowanie projektu

Wstępny projekt samochodu – jeszcze przed konstrukcją prototypu – testuje się przy użyciu wirtualnych symulatorów. Podobnie ocenia się funkcjonowanie dotychczasowego systemu ochrony danych osobowych, wskazując, które elementy wymagają dostosowania do RODO i jak należy to zrobić.

  1. Dostosowanie procesów, zasobów i dokumentacji – Konstrukcja prototypu

Aby skonstruować samochód, należy nie tylko wyprodukować poszczególne elementy, ale także złożyć je w zgraną całość i opisać ich funkcjonowanie. Analogicznie, wdrożenie RODO nie kończy się na dostosowaniu samych procesów przetwarzania danych osobowych, ale wymaga także dostosowania zasobów uczestniczących w operacjach przetwarzania oraz przyjęcia odpowiednich polityk i procedur.

  1. Audyt zamknięcia – Testowanie prototypu

Przed dopuszczeniem do użytkowania, zawsze przeprowadza się testy prototypu samochodu. Dzięki nim producent może wykryć ostatnie niedociągnięcia i uniknąć odpowiedzialności lub utraty reputacji. Analogicznie, sam fakt wykonania zadań składających się na proces wdrożenia RODO nie wystarczy, aby uznać, że organizacja osiągnęła już zgodność i uniknie kar administracyjnych. W tym celu należy zbadać poziom wdrożenia rekomendacji oraz jeszcze raz przeprowadzić audyt systemu ochrony danych osobowych i wydać rekomendacje.

  1. Wdrożenie rekomendacji z audytu zamknięcia – Produkcja modelu końcowego

Po testach prototypu samochodu przeprowadza się dalszą analizę i udoskonala ostateczny produkt. Podobnie, wdrożenie RODO jest na tyle skomplikowanym procesem, że również audyt zamknięcia może wykazać potrzebę dalszego doskonalenia.

  1. Opcjonalnie: Certyfikacja

Na rynku samochodowym występują różne rodzaje certyfikacji – np. dotyczące bezpieczeństwa, czy standardów emisji spalin. Również w branży ochrony danych osobowych dostępne będą mechanizmy certyfikacji oraz znaki jakości i oznaczeń, mające świadczyć o zgodności z RODO.

II UTRZYMANIE RODO – FAZA EKSPLOATACJI SAMOCHODU

  1. Funkcjonowanie systemu ochrony danych osobowych – Wykorzystanie samochodu

Samochód powinien prowadzić dobrze przeszkolony kierowca, który nie tylko stosuje się do przepisów, ale też jest w stanie odpowiednio zareagować na zmieniające się okoliczności na drodze. Podobnie, prawidłowe funkcjonowanie systemu ochrony danych osobowych wymaga przeszkolenia pracowników nie tylko z treści nowych regulacji, ale także z praktycznych aspektów ochrony danych osobowych w codziennej pracy.

  1. Odpowiedzialność personelu – Odpowiedzialność kierowcy

Podobnie jak producent odpowiada za ewentualne wady techniczne pojazdu, kierowca odpowiada za bezpieczną jazdę i zgłaszanie usterek. Analogicznie, pracownicy powinni być nie tylko odpowiedzialni stosowanie się do wewnętrznych regulacji ochrony danych, ale także zgłaszać wszelkie incydenty Inspektorowi Ochrony Danych.

  1. Monitorowanie i utrzymywanie zgodności – Okresowe przeglądy i serwis samochodu

Nawet najlepszy samochód jest podatny na usterki i może ulegać wypadkom. Aby zmniejszyć ich ryzyko, a w razie potrzeby – przywrócić sprawność samochodu – należy korzystać w usług dobrych mechaników.

W przypadku systemu ochrony danych osobowych, podatnościami są luki w zabezpieczeniach danych osobowych, natomiast wypadkami – incydenty i na przykład wyciek danych osobowych – mówi dr Paweł Mielniczek, ODO 24.  Aby im zapobiec, system ochrony danych osobowych powinien być utrzymywany przez dobrze przeszkolony zespół działający wewnątrz organizacji, jak również podlegać okresowym przeglądom niezależnych ekspertów – dodaje.

Botnet Necrus powraca tworząc nowe zagrożenie ransomware

W listopadowym zestawieniu bezpieczeństwa sieciowego firmy Check Point Software Technologies, Polska ulokowała się na 12 miejscu w Europie, natomiast jej wskaźnik zagrożeń spadł aż o 13,1 punktu – oznacza to, że aktywność hakerów w naszej sieci była najniższa od wielu miesięcy! Mniej optymistycznym akcentem jest powrót botnetu Necurs, który dystrybuuje nowy rodzaj ransomware.

ThreatcloudMapBadacze z firmy Check Point po przeanalizowaniu zeszłomiesięcznych danych uznali, że głównym ogniwem ataków hakerskich na świecie był Necurs – uznawany za najpotężniejszy botnet spamowy – który użyty został tym razem do dystrybucji stosunkowo nowego ransomware Scarab (który pierwszy raz pojawił się w czerwcu 2017 roku).

Botnet Necurs rozpoczął masową dystrybucję Scarab podczas Święta Dziękczynienia w USA, wysyłając ponad 12 milionów e-maili w ciągu jednego ranka. Do tej pory Necurs używany był m.in. do dystrybucji jednych z najbardziej podstępnych i złośliwych wariantów złośliwego oprogramowania, głównie rodzin Locky i Globeimposter.

W Europie bezpieczniej!

Dane dostarczone przez Check Point Software Technologies, jednoznacznie pokazują stosunkowo niską aktywność hakerów w krajach europejskich. W listopadzie najbezpieczniejszym krajem w Europie okazała się Litwa (drugie miejsce na świecie), z wskaźnikiem zagrożeń na poziomie 24,4 pkt. Za jej plecami ulokowała się Chorwacja (25,4) oraz Cypr (26,6), będący liderem ostatniego zestawienia.

Polska tym razem znalazła się na 12 pozycji i ze wskaźnikiem 38,4 wyprzedziła m.in. Serbię (39,6), Szwajcarię (39,8) czy Austrię (40,4). Choć pozycja naszego kraju jest gorsza niż w zeszłym miesiącu (miejsce 7), to tzw. znormalizowany indeks zagrożeń okazał się niższy, co wskazuje na mniejszą aktywność hakerów – zarówno w Polsce jak i średnio w całej Europie.

Kraj Znormalizowany indeks zagrożeń
1 Litwa 24,4
2 Chorwacja 25,4
3 Cypr 26,6
4 Łotwa 28,1
5 Irlandia 32,5
6 Czechy 32,8
7 Estonia 34,0
8 Niemcy 34,6
9 Szwecja 34,7
10 Macedonia 35,9
11 Norwegia 37,6
12 Polska 38,4
13 Serbia 39,6
14 Szwajcaria 39,8
15 Austria 40,4

W listopadzie najbardziej zagrożone komputery na świecie należały do sieci Republiki Dominikany. W tym urokliwym karaibskim kraju w zasadzie każda maszyna znajdująca się w sieciach firmowych odnotowała próbę ataku. Z kolei w Europie największym polem aktywności hakerskiej była sieć albańska, gdzie ilość infekcji aż o 88 proc. przewyższała dane z Polski!

Co nas atakuje?

Eksperci od bezpieczeństwa wskazują, że najpopularniejszymi typami malware na świecie były w listopadzie RoughTed, Rig ek oraz osławiony Conficker. W Polsce czołowa trójka wyglądała trochę inaczej: poza szeroką kampanią malvertisingową RoughTed, na podium znalazł się również Fireball, który w tym roku zaraził już około 300 mln komputerów, oraz Pushdo – trojan pozwalający na nieautoryzowany dostęp i kontrolę nad zainfekowanym komputerem.

Wśród najpowszechniej używanych narzędzi hakerskich, skierowanych przeciwko urządzeniom mobilnym znajdują się backdoor Triada, pozwalający na przyznanie uprawnień super user do pobierania złośliwego oprogramowania; trojan bankowy Lokibot oraz Leakerlocker, będący mobilnym ransomware, czyli narzędziem szyfrującym nasze pliki oraz żądającym okupu za możliwość ich odszyfrowania.

Huckleberry Games S.A. coraz bliżej debiutu na rynku NewConnect

Huckleberry Games S.A., Spółka z branży gier komputerowych, zadebiutuje w najbliższym czasie na rynku NewConnect. GPW w Warszawie podjęła Uchwałę o wprowadzeniu akcji Spółki do obrotu na alternatywnym rynku.

W dniu 12 grudnia 2017 roku Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie podjął Uchwałę o wprowadzeniu do alternatywnego systemu obrotu na rynku NewConnect 499.999 akcji serii C oraz 102.439 akcji serii E Huckleberry Games S.A. Spółka z oferty publicznej akcji serii E pozyskała ponad 2 mln zł, które zostaną przeznaczone na produkcję nowych gier na komputery PC, konsole i urządzenia VR oraz na przygotowanie aplikacji mobilnej do gry „Edengrad”. Cena emisyjna akcji serii E wynosiła 20,00 zł. Zarząd Huckleberry Games S.A. uważa, że dzięki wejściu na rynek NewConnect Spółka będzie mogła kontynuować realizację przyjętej strategii rozwoju.

„Ten sukces to kolejny dowód na to, że wytrwałość i determinacja popłaca. Innowacyjny pomysł może wydawać się z początku nieosiągalnym marzeniem, jednak z czasem pokazujemy – jako Polska, że jest dla nas miejsce w prężnie rozwijającej się i postępowej branży, jaką jest Gamedevelopment. Wejście na rynek na NewConnect to dla nas ogromne osiągnięcie i kolejny etap w rozwoju Spółki. Jesteśmy dumni i wdzięczni inwestorom za okazane zaufanie.” – komentuje Patryk Borowski, Prezes Zarządu Spółki Huckleberry Games S.A.

W kwietniu 2017 r. Huckleberry Games S.A. rozpoczęła sprzedaż gry „Edengrad” za pośrednictwem platformy dystrybucji cyfrowej Steam. Produkcja ta została wprowadzona do dystrybucji w wersji Alpha, a więc w fazie wczesnego dostępu, co jest związane z chęcią budowania wokół niej szerokiej społeczności oraz umożliwienia graczom realnego wpływu na proces tworzenia tej gry.

Spółka otrzymała również dofinansowanie z programu sektorowego GameINN w kwocie ponad 1,57 mln zł. Pozyskane środki pozwolą Spółce na realizację nowego oraz innowacyjnego projektu związanego ze stworzeniem Algorytmu Prawdziwego Życia (APŻ). Całkowita wartość kosztów kwalifikowanych projektu wynosi 2.561 tys. zł, a kwota przyznanej dotacji sięga 1.578 tys. zł. Pozyskanie dofinansowania przez Huckleberry Games S.A. stanowi jeden z elementów długoterminowej strategii rozwoju Spółki w zakresie rozwoju na różnych płaszczyznach w sektorze gier video.

Huckleberry Games S.A. zajmuje się produkcją innowacyjnych gier typu MMORPG. Spółka do produkcji swoich gier wykorzystuje nowoczesny silnik unity3d. Serwer użyty przy produkcji gry „Edengrad” jest autorską technologią Spółki, a metody w nim wykorzystane są innowacyjne na skalę światową. Spółka chce również przygotować aplikację mobilną dla graczy „Edengradu”, w której będą się oni komunikować z innymi graczami oraz otrzymywali powiadomienia o akcjach dziejących się w grze, m.in. rozpoczęciu wojen, sprzedanym przedmiocie na aukcji (w grze) oraz promocjach w sklepie z przedmiotami premium. Strategia Rozwoju Huckleberry Games S.A. zakłada dalsze realizowanie bardzo innowacyjnych gier. W najbliższym czasie Spółka będzie zajmowała się produkcją gry „Edengrad: Arena”, która będzie przeznaczona na urządzenia VR. Następną bardzo ważną produkcją studia Huckleberry Games S.A. będzie gra RPG „Stay Hungry” przeznaczona na komputery PC oraz konsole.

Jednym z Akcjonariuszy Huckleberry Games S.A. jest notowany na rynku NewConnect fundusz kapitałowy – ERNE VENTURES.

Kiedy zatrzyma się wyprzedaż metali szlachetnych?

Przez ostatnie kilka tygodni metale szlachetne znalazły się pod presją sprzedających. Przyczyn jest kilka, niektórzy dopatrują się odpływu kapitału z metali szlachetnych (a szczególnie od złota) w stronę Bitcoina. Niemniej jednak głównym powodem jest względny spokój na rynku reprezentowany indeksem strachu (VIX), który w ostatnim czasie spadł na rekordowe minima. Oprócz tego wyprzedaż metali jest wspierana przez silniejszego dolara amerykańskiego oraz brak jakiegokolwiek niebezpieczeństwa na rynku (chociaż w ostatnim czasie i tak wszystko jest ignorowane – mamy hossę).

Złoto – rentowność obligacji USA

Kluczem do znalezienia końca ewentualnej wyprzedaży na rynku złota jest rentowność obligacji USA. Rosnąca rentowność długu zachęca inwestorów do przenoszenia oszczędności w obligacje, dają lepszy hedge inflacyjny. W drugim przypadku, gdy rentowność obligacji spada, inwestorzy poszukując ochrony przed negatywnymi stopami procentowymi zwracają się w stronę kruszcu. Poniżej została przedstawiona korelacja pomiędzy rentownością obligacji USA (linia żółta, zmienna została odwrócona do lepszego zobrazowania korelacji) a notowaniami złota (zmienna biała).

gold rentownosc

Źródło: Bloomberg

Rentowność obligacji USA rosła od października do listopada, natomiast złoto zaliczyło przecenę tylko w trakcie jednego miesiąca. Zatem ostatnia wyprzedaż może zostać powiązana z poprzednim wzrostem rentowności obligacji. Dalszy wzrost oprocentowania długu powinien sprzyjać wyprzedaży złota i odwrotnie. W związku z tym warto przyjrzeć się cenie obligacji USA (spadek ceny = wzrost rentowności ; wzrost ceny = spadek rentowności).

notowania obligacji

Źródło: Admiral Markets

Od czterech miesięcy cena obligacji znajduje się pod presją sprzedających, aczkolwiek w pobliżu widać mocne wsparcie na poziomie 122USD. Prawdziwa wyprzedaż złota mogłaby zacząć się dopiero po przebiciu tego poziomu, ale na chwile obecną jest to bardzo mało prawdopodobne. Przyszły koniec wyprzedaży zwiastuje także oscylator stochastyczny, który wskazuje na wyprzedanie rynku.

Gold i fundusze ETF

Fundusze ETF przechowują fizyczne złoto. Dlatego warto czasem zobaczyć, czy inwestorzy lokują kapitał w fizyczny metal. Poniżej przedstawiono notowania złota na tle ilości uncji przechowywanych przez fundusze ETF (zmienna żółta).

etf i gold

Źródło: Bloomberg

Wyprzedaż złota nie wystraszyła inwestorów długoterminowych, co daje większe prawdopodobieństwo zakończenia spadków. Oprócz powyższych informacji warto śledzić notowania indeksu dolara amerykańskiego (USDX), ponieważ jego dalsze umocnienie przełoży się na dalszą wyprzedaż złota.

Gold – analiza techniczna

notowania zlota

Źródło: Admiral Markets

Po nieudanym wybiciu 1300 USD sprzedający przejęli kontrolę nad notowaniami złota. Wszystko wskazuje na to, że kurs zamierza przetestować strefę wsparcia 1203-1217. Następnie strona podażowa może próbować zejść nawet do 1100 dolarów za uncję ,ale jest to mało prawdopodobne. Najpierw cena obligacji musiałaby być wyprzedana poniżej poziomu 122 USD.

W związku z tym bazowym scenariuszem pozostanie obrona wsparcia, co również sugerowane jest przez oscylator stochastyczny. Po udanej obronie wsparcia notowania kruszcu mogą zacząć zmierzać w okolicę 1300 USD.

Umocnienie dolara

Amerykański dolar umocnił się po tym, jak podano dane o inflacji producenckiej, która była wyższa od oczekiwań oraz w związku z oczekiwaniami dotyczącymi dzisiejszego ewentualnego podniesienia stóp procentowych przez Fed. W szczególności do dolara tracił brytyjski funt, który był najsłabszy od 28 listopada. W dół wraz z walutami rynków wschodzących poleciała także złotówka, co jest efektem bardziej właśnie umocnienia amerykańskiej waluty niż sytuacji w kraju. Poza dolarem australijskim jedynie szwedzka korona zyskiwała do dolara amerykańskiego po odczycie danych inflacyjnych w Szwecji i była najsilniejsza od 4 dni.  

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do dolara australijskiego (-0,27%), a zyskuje do euro (+0,27%), brytyjskiego funta (+0,17%), dolara kanadyjskiego (+0,16%) oraz japońskiego jena (+0,04%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,175, GBP/USD – 1,333, USD/CAD – 1,286, AUD/USD – 0,757 i USD/JPY – 113,4. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,21%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,3, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,881. Złotówka traci do głównych walut. W środę rano dolar kosztuje ponad 3,58 zł, euro – 4,21 zł, funt – 4,78 zł, a frank szwajcarski – 3,62 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru zielonego. We wtorek w Europie londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,63%, frankfurcki indeks DAX – o 0,46%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,75%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,15%, meksykański indeks Bolsa – 0,02%, a brazylijski indeks Bovespa – 1,39%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 0,47%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,68%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 1,56%.

Ropa i złoto: Po kilkudniowych wzrostach ceny ropy naftowej idą w dół. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,34 USD (-2,13%), a ropy WTI – 57,14 USD (-1,49%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca obniżyła się o 1 USD do 65 USD. Także ceny złota spadają. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1242 USD. To 3 USD mniej (-0,24%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Niemcy – Inflacja CPI (r/r), listopad – 1,8% (prognoza 1,8%)
  • 9:00 – Węgry – Produkcja przemysłowa (r/r), październik – 7,6% (prognoza 7,6%)
  • 9:00 – Słowacja – Inflacja CPI (r/r), listopad – 1,9% (poprzednio 1,7%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Stopa bezrobocia, październik (prognoza 4,3%)
  • 11:00 – Strefa euro – Produkcja przemysłowa (r/r), październik (prognoza 3,4%)
  • 14:30 – USA – Inflacja CPI (r/r), listopad (prognoza 2,2%)
  • 20:00 – USA – Projekcje makroekonomiczne FOMC i decyzja ws. stóp procentowych

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Sztuczna inteligencja pozwala zwalczać fake newsy w social media

Media społecznościowe są postrzegane przez 58% polskich użytkowników Internetu jako jedno z głównych źródeł informacji. Dzisiaj każdy może kreować rzeczywistość udostępniając w swoich kanałach social media treści własne lub innych użytkowników. Na fali popularności tego trendu rośnie też negatywne zjawisko, którym jest fake news. Nieprawdziwe informacje towarzyszą nam właściwie od zawsze, ale obecnie docierają do wyjątkowo szerokiego grona odbiorców za sprawą nowych technologii i metod komunikacji, przez co stanowią realne zagrożenie dla biznesu. Systemy wykorzystujące sztuczną inteligencję pomagają lokalizować i zwalczać fake newsy, a także boty odpowiedzialne za ich generowanie.

W związku z rosnącą popularnością fake newsów, twórcy brytyjskiego słownika Collins Dictionary uznali je za „słowo 2017 roku”. Według oficjalnej definicji najpopularniejszy obecnie wyraz oznacza fałszywą, częstokroć sensacyjną wiadomość, rozpowszechnianą jako przekaz informacyjny[1]. Szerszą definicję przygotowali twórcy raportu „Fake news, czyli jak kłamstwo rządzi światem”, definiując fake news jako informację opublikowaną przez media, sprawiającą wrażenie zweryfikowanej oraz opisującej fakty, która w rzeczywistości wprowadza opinię publiczną w błąd, uwiarygadniając zawarte w niej niepotwierdzone informacje, dane oraz niezweryfikowane źródła[2].

Brak kontroli treści w social media

Osoby aktywne w mediach społecznościowych często mają świadomość, że codziennie przekazują do sieci dane, które są zapisywane i będą używane w przyszłości przez właścicieli serwisów np. do wyboru treści, które następnego dnia wyświetlą się na stronie głównej użytkownika. Wiele osób nie zdaje sobie jednak sprawy, że informacje te mogą zostać wykorzystane do stworzenia ich bardzo intymnego profilu, zawierającego zarówno informacje ogólne takie jak wiek, rasa, płeć, poziom edukacji czy zawód, ale także dane psychologiczne, np. dotyczące emocji, poglądów politycznych, postaw, a nawet inteligencji czy osobowości. Profile te mogą stać się narzędziem doboru odbiorców fałszywych treści, za których publikacje odpowiadają boty, automatycznie klasyfikujące użytkowników jako potencjalnie zainteresowanych konkretną nieprawdziwą informacją.

Jednym z powodów, dla których media społecznościowe cieszą się popularnością wśród twórców fałszywych informacji jest fakt, że nie zawierają one żadnych systemów kontroli jakości i wiarygodności zamieszczanych treści. Przykładowo algorytmy Facebooka odpowiadają za dobieranie treści w taki sposób, żeby były one potencjalnie atrakcyjne dla użytkowników, co sprzyja nadużyciom. Ich zasięg jest ogromny, jak wynika z raportu Reuters Institute for the Study of Journalism 58% polskich użytkowników mediów społecznościowych uważa je za istotne źródło codziennych informacji. Problemem Twittera jest natomiast duża liczba fałszywych profili, za pomocą których boty publikują nieprawdziwe treści. Według szacunków, odsetek zautomatyzowanych kont na Twitterze waha się od 9 do 15 proc., co przy 328 milionach użytkowników[3] tego mikrobloga daje aż 29-49 milionów kont[4]. Twitter jest narzędziem powszechnie wykorzystywanym przez dziennikarzy, a potencjalne promowanie przez nich fałszywych treści może kształtować fikcyjną rzeczywistość.

Jak zwalczać fake newsy w social media?

Co ciekawe, analityka i automatyzacja procesów jest narzędziem stosowanym nie tylko przez twórców nieprawdziwych treści, ale również organizacje, które chcą zwalczać zjawisko fake newsów. Według ekspertów z firmy SAS, administratorzy mediów społecznościowych powinni wykorzystać potencjał platform analitycznych oraz technologii machine learning do usuwania lub blokowania botów rozpowszechniających fake newsy. Dzięki automatyzacji procesów analitycznych i samodzielnym wykrywaniu wzorców zawartych w danych, zastosowanie metod uczenia maszynowego pozwala na identyfikowanie kont publikujących fałszywe informacje. System analizuje m.in. częstotliwość i rodzaj publikowanych treści, a następnie wykorzystując algorytmy, samodzielnie klasyfikuje konto jako prawdziwe lub stworzone na potrzeby rozpowszechniania nieprawdziwych informacji. Program ocenia m.in. wagę publikowanych newsów, mierząc ich współczynnik wpływu. Najbardziej wpływowe informacje wymagają dogłębnej analizy pod kątem prawdziwości treści.

Wyzwaniem, z którym muszą się zmierzyć analitycy danych, jest umiejętne wykorzystanie technik uczenia maszynowego do zwalczania fake newsów. Nieprawdziwe informacje rozprzestrzeniają się niczym wirus infekujący konta coraz większej rzeszy użytkowników Internetu. Niezwykle ważne jest szybkie zidentyfikowanie takiej informacji i usunięcie lub zablokowanie kont, z których jest ona dystrybuowana. Człowiek nigdy nie będzie w stanie przeanalizować takiej ilości treści, jak może zrobić to maszyna wyjaśnia Patryk Choroś, Business Development Director w SAS Polska.

Fake newsy zagrożeniem dla biznesu

W związku z rosnącą popularnością fake newsów biznes musi podejmować działania mające na celu zwalczanie nieprawdziwych informacji, gdyż  konsekwencje ich rozpowszechniania mogą być wyjątkowo dotkliwe. Potwierdza to przypadek amerykańskiego giganta branży spożywczej PepsiCo, który wciąż odczuwa skutki wywołane jedną fałszywą wiadomością dotyczącą zakażenia wirusem HIV napojów firmy. Informacja spowodowała spadek cen akcji, które nawet po potwierdzeniu, że informacja nie jest prawdziwa, normowały się przez kilka kolejnych miesięcy.

Chcąc walczyć z fake newsami firmy muszą przede wszystkim nauczyć się skutecznie je lokalizować. Po wykryciu takich informacji przedsiębiorstwa powinny umiejętnie zarządzać ich wpływem oraz zgłaszać je administratorom portali lub mediów społecznościowych jako „zakwestionowane przez zewnętrznego kontrolera faktów”.

Pierwsze próby unormowania zwalczania fake newsów widać już w strategiach rządów niektórych państw. W Danii została utworzona specjalna jednostka działająca w celu ujawniania dezinformacji. Zadaniem powołanej przez rząd komórki „The 3 FTY” jest zapobieganie rozpowszechnianiu fałszywych informacji dyskredytujących i osłabiających wartości zachodnich demokracji. W celu wykrywania fake newsów została ona wyposażona w narzędzia wykorzystujące zaawansowaną analitykę. Jeżeli dalej będziemy obserwowali rozwój zjawiska celowego umieszczania w Internecie fałszywych informacji, możemy spodziewać się podobnych działań ze strony innych krajów oraz instytucji międzynarodowych.

Źródło: Tooling up to combat super-charged fake news

[1] The Collins word of the year 2017 is… fake news, 2017

[2] Raport „Fake news, czyli jak kłamstwo rządzi światem”, przygotowany przez agencję informacyjną Newseria oraz firmę doradczą Szapiro Business Advisory, 2017

[3] Stan na pierwszy kwartał 2017 roku.

[4] University of Southern California and Indiana University, https://arxiv.org/pdf/1703.03107.pdf, 2017

Sztuczna inteligencja i zmiana paradygmatu cyberbezpieczeństwa

Leszek Tasiemski – lider centrum cyberbezpieczeństwa F-Secure w Poznaniu
Leszek Tasiemski – lider centrum cyberbezpieczeństwa F-Secure w Poznaniu

Sztuczna inteligencja (AI, artificial intelligence) lub precyzyjniej mówiąc, algorytmy uczenia maszynowego (ML, machine learning), gwałtownie przechodzą ze strefy science-fiction do użytkowego mainstreamu. Choć podstawy matematyczne i algorytmy (chociażby tak bardzo popularne teraz sieci neuronowe) istnieją od wielu dziesięcioleci, dopiero od niedawna moc obliczeniowa pozwala w pełni wykorzystać ich potencjał. Pierwsze cyberataki na szeroką skalę, które ingerowałyby w sztuczną inteligencję, są dopiero przed nami, jednak budowanie świadomości, uwzględnianie nowego modelu zagrożeń oraz zabezpieczenia są potrzebne już teraz.

Nikogo już nie dziwi asystent głosowy w smartfonie pomagający znaleźć restaurację w pobliżu, trafne rekomendacje w serwisie filmowym, autonomiczne pojazdy, które same podejmują decyzję, jak uniknąć niebezpieczeństw czy algorytmy pomagające wykryć nowotwory na podstawie wyników obrazowania diagnostycznego. Już niedługo to sztuczna inteligencja określi zdolność kredytową, wyznaczy ryzyko ubezpieczeniowe czy zoptymalizuje inwestycje naszego kapitału.

Inteligencja owiana tajemnicą

W samym sercu sztucznej inteligencji tkwi jednak mroczna tajemnica. Algorytmy podejmują bardzo trafne decyzje. Potrafią z ogromną dozą dokładności nie tylko wykryć komórki nowotworowe, ale także określić, jak prawdopodobne jest, że osoba popełni przestępstwo czy nawet jaka jest jej orientacja seksualna – wyłącznie na podstawie zdjęcia tej osoby.

Dlaczego jest to tajemnica? Rezultat działania algorytmu jest dokładny, jednak nawet jego twórcy nie potrafią odpowiedzieć na pytanie: dlaczego algorytm zrobił to, co zrobił? Algorytm poprawnie zdiagnozował nowotwór, jednak nie mamy pojęcia, na jakiej podstawie tak się stało. Zasady matematyczne są dobrze znane, jednak sam proces decyzyjny to matematyczna czarna skrzynka.

Dzieje się tak, ponieważ sztuczna inteligencja uczy się na przykładach. Jeśli – przyjmijmy – chcemy nauczyć sztuczną inteligencję rozpoznawać kota, nie musimy programować jego cech szczególnych. Po prostu trenujemy algorytm na dziesiątkach, setkach tysięcy zdjęć kotów i nie-kotów, aż miliony matematycznych wskaźników wewnątrz algorytmu same ustawią się tak, żeby odróżniać kota od nie-kota. Wynik będzie w większości przypadków poprawny. Co do niego doprowadziło? Jaka jest wewnętrzna reprezentacja cech typowych dla kota wewnątrz algorytmu? Tego niestety nie wiemy.

Cyberataki na sztuczną inteligencję

Jest to szczególnie ważna kwestia ze względu na cyberbezpieczeństwo. Już teraz widzimy niewinne ataki na sztuczną inteligencję, gdzie np. reklama aktywuje asystenta głosowego, żeby wykonał pewne akcje. Problem będzie jednak dużo poważniejszy kiedy czarne skrzynki sztucznej inteligencji zaczną podejmować decyzje biznesowe. Musimy być przygotowani na zmianę paradygmatu myślenia o cyberbezpieczeństwie w erze uczenia maszynowego oraz na zupełnie nowe klasy ataków polegające na zatruwaniu świadomości sztucznej inteligencji przez hakerów.

Wyobraźmy sobie, że atakujący w ten sposób preparuje dane dla algorytmu, żeby osłabić jego czułość, oswoić z czymś, co jest anomalią. Jaki może być efekt? Beztrosko udzielane kredyty, bardzo niska stawka ubezpieczenia, autonomiczne pojazdy, które mylą czerwone światło z zielonym czy same się kradną, ponieważ haker wyznaczył inne miejsce jako bazę. Pomyślmy też o wirtualnych asystentach w naszych telefonach czy domach, którzy – po ingerencji w bazę wiedzy przez hakera – po cichu zaczynają wykonywać za nas transakcje finansowe czy dokonywać zakupów.

Dlaczego to zmiana paradygmatu? Same algorytmy sztucznej inteligencji są matematyczną czarną skrzynką nawet dla ich twórców, zatem wykrywanie i walka z tego typu atakami będzie niezwykle trudna i prawdopodobnie będzie wymagała… sztucznej inteligencji, która będzie dbać o cyberbezpieczeństwo i sprawować nadzór nad biznesowymi algorytmami, alarmując w momencie, kiedy zaczną podejmować dziwaczne decyzje.

Nowe techniki odpierania ataków

Już w tej chwili prowadzone są badania nad zastosowaniem specjalnych technik polegających na symulowanym generowaniu ataków, aby dany algorytm sztucznej inteligencji mógł być bardziej odporny na próby zatrucia jego świadomości przez hakera. Cała dziedzina jest jednak nowa i niesamowicie intensywnie się rozwija. Żaden z producentów samochodów autonomicznych nie chce być tym, którego pojazd na skutek manipulacji bazy wiedzy przez hakera przestanie dostrzegać przeszkody na drodze. To tylko jeden z przykładów, bo sztuczna inteligencja wkracza w wiele obszarów zarówno gospodarki, jak i naszego życia.

Informacje o ekspercie:
Leszek Tasiemski obecnie jest odpowiedzialny za Rapid Detection Center oraz rozwijanie produktów związanych z wykrywaniem ataków i podatności w firmie F-Secure. Posiada wieloletnie doświadczenie w przeprowadzaniu testów penetracyjnych oraz analiz powłamaniowych, głównie dla europejskiego sektora finansowego. Entuzjasta zastosowań sztucznej inteligencji w wykrywaniu cyberataków. Absolwent Informatyki, Ekonomii oraz MBA. Obecnie studiuje psychologię. Działa również jako mentor dla start-upów i jest certyfikowanym nauczycielem jogi.

Świąteczny prezent – kupiony w galerii handlowej i warty maksymalnie 100 zł

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez firmę Wyjątkowy Prezent, aż 75 proc. zapytanych Polaków dokonuje zakupu świątecznych upominków w galeriach handlowych. Co drugi respondent wyda w tym roku na jeden prezent maksymalnie do 100 zł. Wśród wymarzonych podarunków ankietowani wskazują najczęściej karty podarunkowe, elektronikę, kosmetyki i perfumy. Z kolei na liście nietrafionych prezentów można znaleźć skarpety, świąteczne swetry i… przeterminowane produkty spożywcze.

Średnio co trzeci respondent badania przeprowadzonego przez firmę Wyjątkowy Prezent zakupi w tym roku upominki dla co najmniej 5 osób. Niecałe 10 proc. ankietowanych planuje świąteczny podarek dla jednej osoby, a dla dwóch, trzech lub czterech bliskich – mniej więcej co piąty zapytany Polak. Co drugi ankietowany wyda na prezent dla jednej osoby średnio do 100 zł. Co trzecia badana osoba przeznaczy na ten cel nieco więcej – między 100 a 200 zł, a 14 proc. uczestników badania wyda na jeden podarunek między 200 a 400 zł. Na zakup upominku o wartości powyżej 500 zł zdecyduje się jedynie 4 proc. respondentów.

Gdzie dokonujemy zakupu świątecznych prezentów?

Aż 75 proc. ankietowanych wybiera w tym celu sklepy stacjonarne w galeriach handlowych, a 15 proc. te poza galeriami. Do supermarketów i dyskontów udaje się po wybór upominków 10 proc. respondentów. Dużą popularnością cieszą się także zakupy przez internet – aż 42 proc. zapytanych Polaków nabywa prezenty w sklepach online, a 18 proc. badanych na aukcjach bądź giełdach internetowych – mówi Michał Kaleta, dyrektor ds. rozwoju i sprzedaży w firmie Wyjątkowy Prezent, oferującej upominki w formie przeżyć.

Największą trudność sprawia przebadanym Polakom wybór świątecznego prezentu dla rodziców bądź dla „drugiej połówki” – deklaruje tak odpowiednio po 31 proc. ankietowanych. Dla 18 proc. respondentów problem stanowi wybór upominku dla rodzeństwa, a dla 11 proc. – dla dzieci. Nieco mniej problemów sprawia zakup prezentów dla dziadków (10 proc.), dalszej rodziny (10 proc.) i przyjaciół (7 proc.). Z kolei 11 proc. ankietowanych deklaruje, że zakup prezentów dla bliskich nie przysparza im żadnych kłopotów.

Prezent idealny, czyli jaki?

Zgodnie z wynikami badania, aż 70 proc. zapytanych Polaków uważa, że idealny prezent świąteczny to taki, który przede wszystkim spełnia marzenia i sprawia radość. Z kolei dla 30 proc. ankietowych najbardziej istotne jest, by upominek był praktyczny, przydatny i funkcjonalny.

Na jakie prezenty liczą zapytani Polacy?

Zgodnie z wynikami naszego badania, 30 proc. respondentów chciałoby znaleźć pod choinką kartę podarunkową. Odpowiednio po 26 proc. ankietowych wskazuje jako wymarzony, świąteczny prezent elektronikę lub sprzęt AGD (np. tablet, komputer, konsola do gier), kosmetyki lub perfumy, jak również upominki z kategorii moda (odzież, bielizna, obuwie) – mówi Michał Kaleta z firmy Wyjątkowy Prezent. Co czwarty przebadany chciałby otrzymać na święta książkę. Dla 18 proc. ankietowanych najbardziej oczekiwanym podarunkiem jest biżuteria lub zegarek, dla 16 proc. osób bilety do kina/teatru, a dla 15 proc. – sprzęt sportowy. Co ciekawe, niemal co piąty przebadany Polak chciałby dostać w ramach prezentu… gotówkę. Cieszące się najmniejszą popularnością upominki to artykuły do domu, meble i gry komputerowe.

Wśród nietrafionych prezentów, które znaleźli kiedykolwiek pod choinką uczestnicy badania, często pojawiają się skarpety, świąteczne swetry, bielizna, perfumy o nietrafionym zapachu, krawaty, zdublowane książki oraz porcelanowe figurki. Do najbardziej niekonwencjonalnych przykładów niekoniecznie udanych upominków można zaliczyć: zepsuty pasztet z królika, dwie mandarynki, przeterminowane słodycze, owsiankę, drewnianego ptaszka, ozdobne rogi zwierzęce, gąbki do mycia naczyń czy sztuczny mózg.

Informacja o badaniu

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę Wyjątkowy Prezent wśród losowo wybranych klientów sieci w dniach 12 października – 28 listopada 2017 r. Ankietą objęto grupę 802 respondentów.

Jak wygrać na rynku pracy z maszynami? Odpowiedzią jest praca nad sobą

Sztuczna inteligencja zmieni warunki gry w każdej gałęzi przemysłu. Co zrobić, by nie stracić pracy? Postawić na… siebie.

Era maszyn myślących nadchodzi szybciej, niż się wydaje. Automatyzacja procesów produkcji i usług sprawi, że miliony miejsc pracy zajmą roboty. Naukowcy z Oksfordu prognozują, że do 2025 roku 35 proc. zawodów przejmą maszyny. W pierwszej kolejności narażone na automatyzację są przemysł i przetwórstwo, sprzedaż i handel oraz biura i urzędy. Chodzi głównie o proste, rutynowe, powtarzalne zadania. Ale nie tylko. Okazuje się, że wśród najmocniej zagrożonych zastąpieniem przez roboty są m.in. księgowy, recepcjonista i bibliotekarz. Najmniej zagrożona jest praca terapeuty, analityka danych IT i pielęgniarki.

Żeby nie wypaść z rynku, trzeba postawić na to wszystko, co odróżnia nas od robotów i czego – jeszcze przez jakiś czas – maszyny nie będą mogły osiągnąć – podkreśla Joanna Żukowska, ekspertka serwisu pracy MonsterPolska.pl.

Obsługuj je

To oczywiście rada nie dla każdego – ale trzeba to podkreślić – zawsze będą potrzebne osoby do obsługi maszyn, na wielu poziomach. Popyt na pracowników z kompetencjami cyfrowymi utrzymuje się na stabilnym, wysokim poziomie – mówi Żukowska. Z prognoz Komisji Europejskiej wynika, że do 2020 roku na unijnym rynku może powstać nawet 800 tys. nowych miejsc pracy dla specjalistów od teleinformatyki. Rozwojową branżą jest tzw. internet rzeczy (komunikacja między urządzeniami) i rynek aplikacji mobilnych. Praca czeka więc na specjalistów – dodaje.

Postaraj się zrozumieć

Ta sama Komisja Europejska prognozuje, że w przyszłości najlepiej na rynku pracy poradzą sobie osoby, które będą umiały analizować dane i wyciągać z nich wnioski. Jeśli do tego dołożymy zdolności biznesowe – praca murowana. Rzecz w tym, że w natłoku informacji, kluczowe staje się sprawne ich przetwarzanie. A co więcej wyłapywanie tych najważniejszych i łączenie różnych, z pozoru niepołączonych ze sobą wątków. Tak powstają innowacje.

Słuchaj, ale tak naprawdę

Żeby to w ogóle było możliwe, trzeba umieć słuchać. Choć brzmi to szokująco, większość z nas nie słucha efektywnie – nie słyszymy tego, co mówi druga osoba, bo już układamy w głowie to, co sami odpowiemy. By dobrze funkcjonować w zespole, trzeba naprawdę słuchać. Wtedy praca pójdzie znacznie łatwiej.

Takie skuteczne słuchanie nazywa się słuchaniem refleksyjnym. Polega ono na reagowaniu na to, co mówi rozmówca, podążaniu za jego tokiem rozumowania. Co jakiś czas dopytujemy i podsumowujemy to, co usłyszeliśmy, tak by mieć pewność, że dobrze zrozumieliśmy, co ta druga osoba ma na myśli. Nie spieszymy się do wygłaszania własnych opinii, ale ustalamy, jak brzmią te rozmówcy.

Otwórz się na innych

Zawody oparte na kreatywności i empatii bez trudu przetrwają rewolucję maszyn. Roboty łatwo nie dościgną nas w umiejętności zadawania odpowiednich pytań, wyciąganiu wniosków, współodczuwaniu, budowaniu głębokiego kontaktu z drugim człowiekiem – zauważa Żukowska.  Jasne, na tych cechach opiera się praca pielęgniarki, psychologa czy opiekunki do dzieci. Ale warto ćwiczyć je w każdej branży. Trzeba tylko otworzyć się na innych – podkreśla ekspertka.

Kiedy za mocno skupiamy się na sobie, gubimy perspektywę. Wnikamy we własne obawy, uprzedzenia, lęki i poprzez nie widzimy innych. Jeśli spróbujemy wyciszyć własne ego, otworzyć umysł na innych, przestaniemy przybierać postawę obronną. To spowoduje, że łatwiej będzie usłyszeć potrzeby przełożonych, kolegów, klientów i na nie odpowiedzieć. Taka otwartość oznacza umiejętność swobodnego przyswajania i przetwarzania informacji. Jeśli dodatkowo nauczymy się panować nad emocjami – sukces murowany.

Znajdź dobre miejsce

Ta cała praca nad sobą na niewiele się zda, jeśli trafimy na niewłaściwego pracodawcę. Jak rozpoznać, czy jest gotowy na Erę Myślących Maszyn? Wystarczy przeanalizować kulturą firmy i znaleźć odpowiedzi na kilka pytań. Czy dobrze widziane jest wyrażanie własnych opinii, także tych krytycznych? Czy przełożeni zabiegają o to, by usłyszeć takie uwagi? Czy komunikacja jest przejrzysta na wszystkich szczeblach? Jeśli ktoś ma innowacyjny pomysł, czy może łatwo go wdrożyć,czy raczej ginie on w biurokracji? Czy pracownicy przyjaźnią się ze sobą także po pracy?

Bycie istotą myślącą opiera się właśnie na słuchaniu, otwartości, empatii. Te cechy mierzy się nie ilością – np. liczbą informacji, książek, kursów, ale jakością – myślenia, uczenia się, budowania relacji. To praca nad sobą, na którą warto postawić.

We wtorek w nocy Sejm bez poprawek przyjął rządową nowelizację ustawy o akcyzie

Ustawa o podatku akcyzowym wprowadza akcyzę na płyny do e-papierosów i wyroby nowatorskie. W toku wcześniejszych prac sejmowych oraz w odpowiedzi na obawy zgłaszane przez producentów płynów do elektronicznych papierosów, Komisja Finansów Publicznych oraz Ministerstwo Finansów wprowadziły kilka zmian w projekcie ustawy. Stawka akcyzy na liquidy została obniżona z 0,70 zł/ml do 0,50 zł/ml płynu. Ponadto, przez cały 2018 rok będzie obowiązywać tzw. zerowa stawka podatku. Aktualnie proponowana przez Ministerstwo Finansów akcyza na płyny do e-papierosów w wysokości 0,50 zł/ml (500 zł/l) oraz 300 zł/kg na wyroby nowatorskie (liczona jako 141,29 zł za każdy ich kilogram i 31,41 proc. średniej ważonej detalicznej ceny sprzedaży tytoniu do palenia) ma obowiązywać od 1 stycznia 2019 r. .

Wysokość stawki akcyzy (1)

Justyna Lipowicz, Prezes LIPRO e-Liquid Production
Justyna Lipowicz, Prezes LIPRO e-Liquid Production

Jako producenci płynów do elektronicznych papierosów byliśmy za wprowadzeniem akcyzy od początku 2018 roku z zerową stawką przez pierwsze 12 miesięcy. Cieszymy się, że udało się przekonać Rząd do części zgłaszanych przez nas postulatów, jednak nadal bardzo istotną kwestią jest niższa stawka podatku ze względu na cenę finalnego produktu na półkach sklepowych. Zabiegamy o to, aby stawka akcyzy na płyny do elektronicznych papierosów została wyrównana ze stawką na wyroby nowatorskie – mówi Justyna Lipowicz z LIPRO e-Liquid Production.

(Nie)równe traktowanie

Ministerstwo Finansów podaje, że celem projektu ustawy o podatku akcyzowym jest m.in. zagwarantowanie równego traktowania podatkowego przedsiębiorców działających w branży tradycyjnych wyrobów tytoniowych oraz podmiotów z branży papierosów elektronicznych i wyrobów nowatorskich.

Producenci wskazują jednak na dużą dysproporcję w wysokości planowanej stawki akcyzy na płyny do elektronicznych papierosów w stosunku do podatku na wyroby nowatorskie. Jak wylicza Stowarzyszenie Obrony Praw Przedsiębiorców, aktualnie podatek na liquidy jest ponad dwa razy wyższy od stawki na wyroby nowatorskie:

  • buteleczka płynu do e-papierosa (10 ml) – 5 zł akcyzy,
  • opakowanie wyrobów nowatorskich (20 sztuk) – 1,91 zł akcyzy.

Planowany podatek na płyn do elektronicznych papierosów stanowi 30% ceny finalnego produktu, a dla wyrobów nowatorskich produkowanych przez międzynarodowy koncern – zaledwie 10%.

– Proponowana stawka akcyzy na płyny do e-papierosów wynosi 0,50 zł/ml, czyli 500 zł/litr, podczas gdy wprowadzana stawka w tym samym czasie na wyrób nowatorski, produkowany przez globalny koncern tytoniowy, wynosi niespełna 300 zł/kg. Trudno jest nam, małym i średnim polskim przedsiębiorcom, pogodzić się z tym, że pomimo deklaracji o wsparciu sektora MŚP, np. podczas Kongresu 590, polski Rząd proponuje takie zróżnicowanie stawek. Odbieramy to jako preferowanie globalnego gracza tytoniowego kosztem konkurujących z nim polskich firm – tłumaczy Justyna Lipowicz, przedstawiciel branży polskich producentów liquidów.

Regulacja rynku na pierwszym miejscu

Zakładane wpływy do budżetu państwa z tytułu nowego podatku wynoszą 75 mln złotych. Jednak Ministerstwo Finansów przekonuje, że ustawa o podatku akcyzowym nie ma celu fiskalnego, ale ma zadanie regulacyjne, zwiększające kontrolę obrotu liquidów oraz wyrobów nowatorskich na rynku. Planowane wpływy do budżetu stanowią zaledwie 0,4% przychodów akcyzowych od papierosów tradycyjnych (18,5 mld zł).

Stanowisko polskich producentów liquidów w te kwestii jest dokładnie sprecyzowane. Chcą regulacji rynku, ale na wyrównanych warunkach. Wysokość składanego zabezpieczenia podatkowego będzie wyliczana od wartości podatku. Dlatego, aby móc spełnić ten obowiązek, apelują o obniżenie wysokości akcyzy na płyny do elektronicznych papierosów do 0,30 zł/ml, a tym samym wyrównanie jej ze stawką podatku na wyroby nowatorskie. Taka zmiana ma przynieść pozytywne rezultaty. Wśród nich branża e-papierosowa wymienia m.in.: dalszy rozwój małych i średnich polskich przedsiębiorców, zahamowanie powstania szarej strefy, co pozwoli na osiągnięcie zakładanych wpływów z akcyzy do budżetu państwa, większą akceptację stopniowego wzrostu cen przez konsumentów oraz łatwiejszy dostęp do wyrobów obarczonych mniejszym, w stosunku do tradycyjnych papierosów, ryzykiem negatywnego oddziaływania na zdrowie.

FOMC zdecyduje się na podwyżki stóp o 25 pb

  • FOMC podejmie dziś decyzję w sprawie stóp procentowych w USA. Dotychczasowe wypowiedzi członków Komitetu wskazują, na graniczące z pewnością prawdopodobieństwo podwyżki stóp o 25 pb(która jest już w pełni wyceniania) w reakcji na solidny wzrost gospodarczy i rynek pracy bliski pełnego zatrudnienia. W centrum uwagi znajdzie się natomiast prognozowana przez członków ścieżka stóp w kolejnych latach.
  • Ostateczny odczyt powinien potwierdzić przyspieszenie inflacji w Niemczech w listopadzie przy dużym udziale cen energii.
  • Dane o produkcji przemysłowej za październik, w ślad za odczytami indeksów koniunktury, zapewne pokażą dobrą kondycję sektora wytwórczego w strefie euro.
  • Kontynuacja wzrostu cen ropy zapewne podniosła inflację CPI w USA w listopadzie. Odczyt pokaże czy utrzymała się „zaskakująco niska” inflacja bazowa.

Przegląd wydarzeń:

Premier Mateusz Morawiecki przedstawił expose rządu: kurs polityki gospodarczej nie uległ istotnym zmianom.

Inflacja bazowa, po wyłączeniu cen żywności i energii wzrosła w listopadzie do 0,9% r/r z 0,8% r/r. Prawdziwego przyspieszenia inflacji bazowej spodziewamy się dopiero w przyszłym roku, w reakcji na rosnące koszty pracy.

Inflacja CPI w Wielkiej Brytanii przyspieszyła w listopadzie do 3,1% r/r z 3,0% r/r (konsensus 3,0%, najwyżej do marca 2012 r.), do czego przyczyniły się ceny transportu (lotniczego). Dynamika procesów inflacyjnych nie odbiega od oczekiwań Banku Anglii. Po osiągnięciu szczytu w 4q17 inflacja powinna spadać ze względu na malejący efekt słabego funta. Dane są więc wsparciem dla scenariusza, zakładającego, że listopadowa podwyżka stóp nie była początkiem cyklu, lecz jednorazowym dostosowaniem.projekcja banku anglii

Indeks ZEW spadł w grudniu do 17,4 pkt. z 18,7 pkt. w listopadzie, pokazując mniejszy optymizm niemieckich inwestorów i analityków. ZEW utrzymuje się poniżej średniej długoterminowej, co wynika z dojrzałej fazy ożywienia w Niemczech (ciężko spodziewać się dalszego przyspieszenia PKB), może być też odzwierciedleniem niepewności związanej z rozmowami koalicyjnymi (wg autorów wpływ ten jest niewielki) oraz obaw o kształt brexitu i reformy UE. Oceny sytuacji bieżącej są wciąż bardzo wysokie (wzrost do 89,3 pkt. z 88,8 pkt.). Pozytywne są też perspektywy wzrostu wyłaniające się z innych, bardziej miarodajnych i bijących rekordy badań koniunktury (Ifo, PMI).

Źródło: PKO Bank Polski

Posiedzenie Fed powinno przynieść trzecią w tym roku podwyżkę stóp procentowych

Dane z USA pobudzają wzrost rentowności obligacji. W oczekiwaniu na posiedzenie Fed rynek walutowy szuka wskazówek w amerykańskich danych.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Wtorek, 12 grudnia 2017 roku na rynku walutowym przyniósł osłabienie kursu euro wobec dolara oraz kursu złotego wobec tych obu walut. Kurs EURUSD z ok. 1,1770 zszedł poniżej 1,1740 a kurs EURPLN z około 4,20 wzrósł do około 4,21.

Rynki walutowe od kilku dni wyczekują na środkowe posiedzenie Fed. O ile sama podwyżka stóp nie budzi większych emocji, gdyż jest szeroko oczekiwana, o tyle rynek czeka na to, co Fed powie na temat perspektyw zacieśnienia polityki monetarnej w 2018 roku. Kluczowymi kwestiami będzie odniesienie się do ewentualnego wpływu cięć podatkowych na perspektywy inflacji w USA oraz zapowiedziana ilość podwyżek stóp procentowych w 2018 roku. Biorąc pod uwagę narastające w ostatnim czasie wątpliwości w ramach Fed, co do długoterminowych trendów inflacyjnych, już samo potwierdzenie wcześniejszej woli trzykrotnego podniesienia stóp w przyszłym roku powinno być odczytane jako jastrzębie. W tym kontekście w oczekiwaniu na Fed rynek walutowy wskazówek szuka przede wszystkim w danych amerykańskich.

I tak, wtorkowe dane o cenach producentów z USA (3,1% w skali rok do roku w listopadzie wobec 2,8% poprzednio) pomagały umacniać dolara (podobnie jak lepszy od oczekiwań indeks zaufania małych firm w USA: 107,5 vs. 103,8 poprzednio), natomiast mocniejszy indeks ZEW z Niemiec odnośnie oceny bieżącej sytuacji gospodarczej został zignorowany. Podobnie sytuacja wyglądała w przypadku publikacji polskiej inflacji bazowej za listopad. Odczyt mocniejszy niż poprzednio (0,9% rok do roku vs. 0,8% w październiku) nie pomógł złotemu, aczkolwiek w tym przypadku duże znaczenia ma również gołębie nastawienie RPP w kwestii perspektyw podwyżek stóp w 2018 roku, które powoduje, że polski złoty w poszukiwaniu trendu patrzy w tym momencie przede wszystkim na dane globalne. Spodziewamy się, że jastrzębi Fed będzie miał w najbliższych dniach negatywny wpływ na kurs złotego zarówno wobec dolara jak i euro.

Na rynku stopy procentowej ostatnia sesja nie przyniosła istotnych zmian, gdyż uczestnicy rynku skupiają się na wspomnianym posiedzeniu Fed. Nowe prognozy członków Fed mogą potwierdzić, że w przyszłym roku kontynuowane będzie zaostrzanie polityki monetarnej, co powinno wywierać presję na wycenę papierów dłużnych. We wtorek w USA doszło do przesunięcia krzywej dochodowości w górę o około 2pb, na co wpływ miało przyspieszenie wskaźnika PPI.

W Polsce również nieznacznie rosły rentowności obligacji skarbowych, odzwierciedlając ruchy na rynkach bazowych. Rentowności obligacji krótkoterminowych pozostają na umiarkowanym poziomie, gdzie pomimo wzrostu inflacji bazowej do 0,9% r/r w listopadzie retoryka RPP będzie wskazywała, że wzrost głównego wskaźnika CPI do 2,5% r/r wynikał w dużym stopniu ze wzrostu cen paliw. Na dłuższym końcu krzywej dochodowości polskie obligacje nie wykazują potencjału do dalszego spadku, gdzie papiery 10-letnie odsunęły się od granicy 3,20% i powinny powrócić powyżej 3,30% do końca roku. Solidna sytuacja fiskalna budżetu nie powinna prowadzić do dalszego spadku rentowności na polskim rynku dłużnym, a zagraniczna polityka monetarna oraz zmiany w systemie podatkowym w USA będą wywierały negatywny wpływ na wyceny obligacji rynków wschodzących.Posiedzenie Fed powinno przynieść trzecią w tym roku podwyżkę stóp procentowych

Autorzy: Jarosław Kosaty, Arkadiusz Trzciołek – PKO Bank Polski

Polki czują się kreatywne. Dlaczego jest ich tak mało w branży technologicznej?

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Microsoft ponad 50% Polek uważa, że jest wyjątkowo lub bardzo kreatywna. Skłonność do innowacji jest bez wątpienia jedną z ważniejszych cech w zawodach związanych z nauką, technologiami, inżynierią czy matematyką (en. STEM – Science, Technology, Engineering and Mathematics). Mimo to według danych Komisji Europejskiej jedynie 30% pracowników branży teleinformatycznej w Europie stanowią kobiety.

Badanie Microsoft przeprowadzono wśród 11500 dziewcząt i kobiet z Europy w wieku od 11 do 30 lat. W projekcie wzięły udział kobiety m.in. z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Rosji, Włoch, Holandii czy Polski. Jednym z głównych wniosków badania jest ścisły związek kreatywności z zainteresowaniem naukami ścisłymi, czyli karierą w obszarze technologii, inżynierii czy matematyki.

Klasa kreatywna

Kreatywność, czyli umiejętność tworzenia nowych idei, pomysłów lub skojarzeń jest obecnie jedną z bardziej pożądanych cech na rynku pracy. W każdym społeczeństwie funkcjonuje odsetek osób, które wykazują się wyjątkową skłonnością do innowacji. Amerykański ekonomista Richard Florid nazywa tę grupę klasą kreatywną, która jest charakterystyczna dla nowoczesnej, postprzemysłowej gospodarki opierającej się na usługach. Polacy należą do wyjątkowo kreatywnych nacji, o czym chociażby świadczy duża liczba starupów odnoszących międzynarodowe sukcesy m.in. w finale konkursu Imagine Cup w 2006, 2008, 2013 i 2016 roku.

„Microsoft podejmuje wiele aktywności, które mają za zadanie pokazać, że kształtując twórcze myślenie, wszyscy uczniowie bez względu na płeć zyskują kompetencje, które ułatwią im start w dorosłe życie w przyszłości. Przykładem takich działań może być chociażby projekt Godzina Kodowania z Minecraft: Education Edition w ramach, którego tylko w zeszłym tygodniu przeszkoliliśmy ponad 4000 uczniów” – tłumaczy Cecylia Szymańska-Ban – odpowiedzialna ze sektor edukacji w polskim oddziale Microsoft.

Według badania młode Polki uważają, że kreatywność nie ma zastosowania do przedmiotów takich jak nauka i technologia. To ważne, aby stworzyć takie możliwości i otoczenie w Polsce, w którym dziewczęta będą mogły zdobyć praktyczne umiejętności i doświadczyć, w jaki sposób STEM może pomóc rozwiązać niektóre z największych problemów na świecie. Ogromną rolę gra tu również możliwość obserwowania i uczenia się od kobiet, które w tych branżach odniosły sukces. To wymaga reformy programu nauczania i inwestycji w działania mające na celu pokazanie większej liczbie dziewcząt i młodych kobiet możliwości jakie otwierają przed nimi nauki ścisłe i jak bardzo twórcza może być praca w tych obszarach.

Microsoft od lat buduje i wspiera społeczność najbardziej innowacyjnych nauczycieli, którzy rozwijają w swoich uczniach pasje do przedmiotów STEM. Microsoft Innovative Educators Experts gromadzi nauczycieli z całego świata, którzy dzielą się swoimi najlepszymi praktykami. W Polsce do tego wyjątkowego grona należy aż 130 nauczycieli.  W tej grupie jest również Barbara Halska, nauczycielka informatyki, wyróżniona na liście 100 osób w ramach Szerokiego Porozumienia na rzecz umiejętności cyfrowych w Polsce, oraz Nauczyciel Roku 2014. W Zespole Szkół nr. 6 w Jastrzębiu Zdroju prowadzi damską klasę informatyczną.

„Przede wszystkim pokazuję uczennicom zawody jakie mogą wykonywać, jeżeli w informatyce znajdą coś co je zainteresuje i wciągnie na tyle, że staną się specjalistami. Staram się też przekuć technologię w coś potrzebnego i dlatego w naszej szkole powstaje mnóstwo projektów społecznych np: aplikacja dla autystów, kontroler dla osoby sparaliżowanej, kamizelka dla osoby niewidomej, leczenie fobii przy wykorzystaniu gogli VR, które w połączeniu z Kinectem pomagają w walce z lękiem wysokości” – mówi Barbara Halska.

Kreatywność nie ma płci

Mimo, że nie ma badań, które wiązałyby skłonność do kreatywności z płcią, odsetek kobiet w jednej z najbardziej kreatywnych branż jaką są nowoczesne technologie wciąż jest bardzo niski. Zdaniem ekspertów z firmy Microsoft powodem tego stanu rzeczy jest m.in. brak kobiecych wzorów do naśladowania oraz możliwości twórczego wyrażania siebie.

Badanie przeprowadzone przez Microsoft pokazuje również, że polscy młodzi profesjonaliści w dziedzinach związanych z naukami ścisłymi deklarują wyższą kreatywność w porównaniu do tych, którzy pracują w stereotypowo kreatywnych dziedzinach, takich jak sztuka czy nauki humanistyczne. W badaniu podkreślono potrzebę współpracy firm prywatnych, publicznych i trzeciego sektora na rzecz wspierania młodych dziewczyn chociażby przez organizowanie spotkań i mentoringu z przedstawicielkami zawodów z obszaru STEM.

„Najbardziej w technologii podoba mi się to, że dzięki niej mamy coraz większe pole do wykazania się kreatywnością. Według mnie warto rozwijać się w jakimkolwiek obszarze, który nas interesuje. Jeśli obiektem westchnień jest informatyka, to wygraliśmy życie, bo to na niej bazuje dzisiejszy świat” – mówi Martyna Rajwa uczennica w Zespole Szkół nr 6 w Jastrzębiu Zdroju.

Utrata zainteresowania naukami ścisłymi w szkole

Jednym z powodów niewielkiej reprezentacji kobiet w branży nowych technologii jest utrata zainteresowania dziewczyn naukami ścisłymi w szkole. We wszystkich krajach biorących udział w badaniu Microsoft dziewczyny w wieku 11 – 16 latdeklarowały najwyższy poziom kreatywności. Niestety, w kolejnych latach (w wieku 17 – 25 lat) spada ich skłonność do określania siebie jako osoby kreatywne. W Polsce dziewczyny w wieku 14-16 deklarują, że czują się najbardziej kreatywne. I chociaż wraz z wiekiem to poczucie się nieznacznie zmniejsza, to jednak Polki podobnie oceniają swoją kreatywność od momentu rozpoczęcia edukacji do etapu wkraczania w życie zawodowe.

Dlatego niezwykle istotne jest zainteresowanie dziewczyn naukami ścisłymi, w tym informatyką we wczesnym etapie edukacji oraz dopingowanie do rozwoju w tym obszarze. W rzeczywistości młode adeptki nauk ścisłych natrafiają na wiele barier, a niekiedy są wręcz zniechęcane przez nauczycieli lub rodziców. Wynika to z faktu, że według powszechnie panujących stereotypów kobiety lepiej realizują się w zawodach o charakterze humanistycznym, takich jak sekretarka, przedszkolanka, nauczycielka, architekt czy lekarz.

Utrzymanie tej tendencji ma negatywne skutki społeczne i ekonomiczne dla samych kobiet. Jak wynika z danych firmy Hays, świadczącej usługi HR, wśród trzech najwyżej opłacanych zawodów w 2017 roku znalazły się: programista, specjalista IT w obszarze bezpieczeństwa oraz inżynier.

„Rozwijanie kreatywności, to jedyna pewna inwestycja w przyszłość współczesnych dzieci i młodzieży. Szybki postęp technologiczny sprawia, że trudno przewidzieć, w jakich zawodach będą pracowali obecni uczniowie. Kreatywność to jedyna polisa ubezpieczeniowa, która pozwoli szybko przystosować się do każdej zmiany na rynku” – zwraca uwagę Cecylia Szymańska-Ban z Microsoft.

Praca w branży technologicznej napędza kreatywność

W Polsce jako jedynym kraju biorącym udział w badaniu Microsoft, sektor technologii na tle wszystkich innych został oceniony najwyżej jako ten, w którym respondentki czują się innowatorkami. Polki, które określiły siebie jako wyjątkowo kreatywne, najczęściej pracowały w branży inżynieryjnej (25% odpowiedzi) technologicznej (24,3% odpowiedzi) i naukowej (23,8% odpowiedzi). Najniższą skłonność do innowacji wykazały kobiety pracujące w produkcji i przemyśle (jedynie 4,2% odpowiedzi).

„Mamy do czynienia ze swoistym obwodem zamkniętym. Najbardziej kreatywne osoby trafiają do pracy w nowych technologiach, zostają inżynierami czy naukowcami, a codzienne zadania wpływają na jeszcze większy rozwój kreatywności. Problem jednak polega na tym, że wiele osób mających innowacyjne pomysły nie podejmuje pracy w sektorze STEM, na skutek czego poziom ich kreatywności spada. Prowadzone przez nas inicjatywy mają na celu zmianę tego stanu rzeczy i wyłowienie talentów, które w przyszłości zasilą szeregi polskich programistów, naukowców czy inżynierów” – podsumowuje Cecylia Szymańska-Ban z Microsoft.

Jest inflacja, jest Fed i jest Alabama

Rynek dolara pogrążył się w dylematach. Wygrana kandydata Demokratów w specjalnych wyborach w Alabamie podnosi ryzyko wokół przyszłorocznych planów reform. Z drugiej strony oznaki przyspieszenia inflacji dają nadzieję na konstruktywny przekaz FOMC dziś wieczorem.

Niespodziewanie kandydat Republikanów Roy Moore przegrał walkę o miejsce w Senacie USA z Demokratą Dougiem Jones’em. Niespodzianka bierze się z tego, że stan Alabama jest uznawany za silny bastion Republikanów i większość sondaży wskazywała na zwycięstwo Moore’a. Wyniki jednak są, jakie są i co najważniejsze, od przyszłego roku większość Republikanów w Senacie kurczy się do 51-49. Ile wart jest każdy głos pokazały ostatnie batalie o przegłosowanie ustawy podatkowej, gdzie w samym obozie Republikanów brakowało jednomyślności. Postęp na polu reformy podatkowej umniejsza negatywne skutki wyborów w Alabamie w krótkim terminie, ale pod kątem przyszłorocznych prac nad budżetem i reformą systemu ubezpieczeń zdrowotnych perspektywy sukcesu Republikanów stają pod dużym znakiem zapytania.

W nocy dolar negatywnie przyjął wyniki wyborów w Alabamie, ale nim Europa na dobre się obudziła, sytuacja się ustabilizowała. Perspektywa decyzji FOMC dziś wieczorem zdaje się równoważyć ryzyka wokół USD. Rynek liczy na optymistyczny przekaz, a apetyt wzrósł po wczorajszej publikacji danych o inflacji. W listopadzie PPI wzrósł o 0,4 proc. m/m wobec oczekiwanych 0,2 proc. To podkręciło oczekiwania przed dzisiejszym odczytem CPI (prog. 0,4 proc.) i w przypadku potwierdzenia rynek z większym zaufaniem podejdzie do zapewnień prezes Fed Yellen, że słabość inflacji ma przejściowy charakter.

Problem w tym, na ile rynek zechce poważne angażować się w pozycje w USD na dwa tygodnie przed końcem roku? Czy tak łatwo zrezygnuje ze sceptycyzmu wobec długoterminowych prognoz FOMC? Jest prawdopodobne, że podtrzymana dziś prognoza ścieżki trzech podwyżek w 2018 r. nie będzie miała dla rynku większego znaczenia. Jako że kolejna podwyżka dziś zdaje się przesądzona, dyskusja przenosi się na szanse na kolejny ruch w marcu. I wydaje się zbyt wcześnie na to, być Fed zasugerował wysokie prawdopodobieństwo kolejne podwyżki za trzy miesiące. A bez tego będzie trudno dać mocny impuls dla USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Unia Europejska inwestuje 130 mld euro w pracownicze programy oszczędnościowe

Dla pracodawców i pracowników korzystne jest otoczenie, które pozwala na realizowanie wspólnych idei. Środki, które można przeznaczyć na akcjonariat pracowniczy, są o wiele łatwiej dostępne we Francji niż na Ukrainie. Marka Auchan jest dziś obecna w czternastu krajach. Ma akcjonariuszy we Francji, Włoszech, na Węgrzech, w Hiszpanii, Polsce, Rosji, Chinach, Luksemburgu, a od przyszłego roku także na Ukrainie. Najlepsze systemy akcjonariatów pracowniczych istnieją we Francji. Do ich wprowadzenia potrzebna jest znajomość aktualnego systemu prawnego.

– W Polsce warunki też nie są sprzyjające. Kiedy firma rozdaje akcje w naszym kraju, musi zapłacić podatek. We Francji, kiedy akcje są zamrożone na 5 lat, nie ma takiego obowiązku. To element, który powinien zostać zmieniony także w innych krajach, aby system mógł funkcjonować – powiedział serwisowi eNewsroom Françoise Colombie, Przewodniczący Rady Nadzorczej Auchan Polska i Ukraina – W tym rozwiązaniu istotne są trzy strony.Pierwszą są przedsiębiorcy – im bardziej pracownicy są zaangażowani w sprawy firmy i zachowują się jak akcjonariusze, tym łatwiej jest z nimi współpracować. Sami widzą większy sens w swojej pracy i nowej roli, dzięki budowaniu długofalowego majątku. Zyskuje także państwo, kiedy obywatele gromadzą długoterminowe oszczędności, które później mogą być ich zabezpieczeniem na emeryturze oraz zostać przeznaczone na konsumpcję, dzięki czemu wrócą do gospodarki. Przykładem są Stany Zjednoczone. W Unii Europejskiej w pracownicze programy oszczędnościowe inwestowane jest już ok. 130 mld euro, z czego połowa nie zakłada udziału w akcjonariacie przedsiębiorstw. We Francji 4 proc. wartości indeksu CAC40, który odpowiada polskiemu WIG20, należy do pracowników firm. System ten jest też kierowany do firm rodzinnych, które zaczynały 40 lat temu i mimo wzrostu nie są notowane na giełdzie, jednak mogą nadal rozwijać się w tym systemie – wyjaśnił Colombie.

Rolnicy coraz chętniej ubezpieczają swoje mienie. To efekt wyższych rządowych dopłat do ubezpieczeń i częstszych anomalii pogodowych

Rolnicy coraz chętniej ubezpieczają swoje mienie. To efekt wyższych rządowych dopłat do ubezpieczeń i częstszych anomalii pogodowych 11

Nawet o jedną czwartą wzrosło zainteresowanie rolników ubezpieczeniami upraw po wprowadzeniu dopłat do składek z budżetu państwa w maksymalnej wysokości 65 proc. Do kupowania polis skłaniają farmerów także coraz częściej występujące zjawiska pogodowe, jak huragany, nawałnice, przymrozki, które niszczą uprawy i budynki. Rosnące zainteresowanie powoduje, że ubezpieczyciele wprowadzają coraz bogatszą ofertę dla sektora agro.

 Największym zainteresowaniem spośród ubezpieczeń dla klientów z sektora agro w ostatnich czasach cieszą się ubezpieczenia upraw z dopłatą z budżetu państwa – powiedziała podczas debaty Newserii Anna Kaczyńska-Zielińska, kierownik Zespołu Produktowego w PZU. – Na pewno sprzyja temu nowa ustawa o ubezpieczeniach upraw i zwierząt gospodarskich, która została uchwalona w tym roku. Wprowadziła ona maksymalne dopłaty do składek dla rolników w wysokości 65 proc. Tak naprawdę rolnik płaci tylko 35 proc. składki dla zakładu ubezpieczeń, więc to na pewno sprzyja wzrostowi sprzedaży.

Jak dodaje, w tym roku co piąty klient ubezpieczający swoje uprawy jest klientem nowym. Od 2017 roku państwo dopłaca rolnikom z budżetu niemal dwie trzecie składki. Produkty takie ma pięć zakładów ubezpieczeń, które podpisały umowę z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi na 2017 rok. Są to PZU, Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych „TUW”, Concordia Polska Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych, Pocztowe Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych oraz InterRisk Towarzystwem Ubezpieczeń SA Vienna Insurance Group.

 Dużym zainteresowaniem cieszą się także ubezpieczenia mienia ruchomego w gospodarstwach rolnych, jak również ubezpieczenia agrocasco dla klientów, czyli ubezpieczenie maszyn rolniczych w ofercie all risk – mówi przedstawicielka największego polskiego ubezpieczyciela. – Nasza oferta dla klientów agro jest bardzo szeroka. Oferujemy ubezpieczenia obowiązkowe – jesteśmy liderem na polskim rynku w segmencie ubezpieczeń obowiązkowych budynków i OC rolników. Około 70 proc. rolników w Polsce jest ubezpieczonych w PZU.

Z danych Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa wynika, że polscy rolnicy najczęściej ubezpieczają budynki w gospodarstwie rolnym (90 proc.) oraz wykupują polisy odpowiedzialności cywilnej (88 proc.). 40 proc. rolników decyduje się na zapewnienie sobie ochrony przed finansowymi skutkami uszkodzenia lub zniszczenia ruchomości rolniczych. Jedynie 10–12 proc. rolników ubezpiecza swoje uprawy, a tylko 5–8 proc. żywy inwentarz.

Dodatkowo mamy ubezpieczenia specyficzne, np. dla hodowców zwierząt, mamy ubezpieczenia od ryzyka chorób i padnięcia. Mamy ubezpieczenia dla drobnych przedsiębiorców rolnych, np. producentów pasiek, ryb w chowie stawowym, zwierząt futerkowych. Dodatkowo mamy jedno z najlepszych ubezpieczeń na rynku dla sektora drobiarskiego. Jesteśmy głównym ubezpieczycielem kurników i dodatkowo ubezpieczamy drób, który znajduje się w kurnikach – wylicza Anna Kaczyńska-Zielińska.

Mimo niekorzystnych w tym roku warunków pogodowych kwota odszkodowań rolnych wypłaconych w ciągu trzech kwartałów 2017 roku przez PZU była niższa niż przed rokiem, gdy z powodu nawałnic ubezpieczyciel wypłacił o 230 mln zł więcej, niż wynosiła średnia z poprzednich trzech lat. Głównie dzięki temu czynnikowi zysk z ubezpieczeń masowych PZU wzrósł w ciągu trzech kwartałów 2017 roku o 559 mln zł, czyli dwuipółkrotnie.

 Zachęcamy producentów zbóż do ubezpieczenia upraw. Do tej pory nie byli oni tym zainteresowani, bo nie czuli takiego zagrożenia. Teraz coraz częściej – z uwagi na duże anomalie pogodowe, występujące właściwie co kilka miesięcy – widzimy rosnące zainteresowanie. Więcej klientów ubezpiecza swoje uprawy, np. od ryzyka gradobicia, deszczu nawalnego, huraganu – mówi kierownik Zespołu Produktowego w PZU. – U producentów rzepaku widzimy także bardzo duży rozwój. W tym segmencie 90 proc. klientów ubezpiecza swoje uprawy od ryzyka złego przezimowania.

Ministerstwo Rozwoju będzie premiować firmy farmaceutyczne, które inwestują w kraju i zatrudniają polskich naukowców. Dzięki nim gospodarka staje się bardziej innowacyjna

Ministerstwo Rozwoju będzie premiować firmy farmaceutyczne, które inwestują w kraju i zatrudniają polskich naukowców. Dzięki nim gospodarka staje się bardziej innowacyjna 12

Branża farmaceutyczna jest jednym z motorów innowacyjności polskiej gospodarki. Dlatego Ministerstwo Rozwoju chce premiować firmy, które najmocniej przyczyniają się do jej rozwoju. Te, które inwestują w Polsce i zatrudniają polskich naukowców, będą mogły liczyć na wsparcie w polityce refundacyjnej. Jedną z innowacyjnych firm jest działająca w Polsce od 25 lat firma Servier. Poza rozwijaniem produkcji oraz działalności badawczo-rozwojowej spółka stawia też na edukację społeczeństwa w zakresie badań profilaktycznych i ochrony zdrowia.

 Jeśli polska gospodarka ma się stać bardziej innowacyjna i mniej imitacyjna, to obecność firm farmaceutycznych i biotechnologicznych w Polsce może być warunkiem, który pozwoli zrealizować ten projekt – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jadwiga Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Przemysł farmaceutyczny odpowiada za 1 proc. PKB Polski, co czyni go największym rynkiem w regionie i szóstym co do wielkości w Unii Europejskiej. Branża farmaceutyczna jest drugim po przemyśle obronnym sektorem, który inwestuje największe środki w badania i rozwój. Dlatego Ministerstwo Rozwoju planuje działania, które zwiększą zainteresowanie branżowych inwestorów polskim rynkiem.

– Chcielibyśmy zbudować taki system współpracy pomiędzy globalnymi graczami na rynku farmaceutycznym a polską gospodarką, aby wybierali oni inwestowanie w Polsce nie ze względu na koszty pracy, ale na jakość naszych pracowników naukowych czy przyjazną politykę refundacyjną, która sprawi, że nowe leki opracowywane w Polsce zyskają wsparcie w polityce refundacyjnej – wskazuje Jadwiga Emilewicz.

Rządowa Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju uznaje ochronę zdrowia za jedną z kluczowych dziedzin innowacyjnej gospodarki. Podkreśla też znaczenie rozwoju prac badawczo-rozwojowych w przemyśle farmaceutycznym. Zdaniem ekspertów przemysł farmaceutyczny w Polsce już odgrywa znaczącą rolę gospodarczą, może być ona jednak znacznie większa po stworzeniu odpowiednich mechanizmów i zachęt dla inwestujących.

– Jeszcze w I kwartale 2018 roku będziemy chcieli nadać firmom farmaceutycznym, zagranicznym i polskim, status „Przyjaciół polskiego przemysłu”. Będziemy premiować tych, którzy mają centra badawczo-rozwojowe w Polsce i zatrudniają w nich polskich naukowców. Sprawdzimy, jak i gdzie płacą podatki, ile spośród nowych leków zostało opracowywanych w Polsce. Taka firma będzie mogła liczyć na status „Przyjaciela przemysłu”, a wówczas będzie miała uproszczoną ścieżkę negocjacyjną z NFZ, jeżeli chodzi o refundację leków – zapowiada Jadwiga Emilewicz.

Z raportu McKinsey „Polska 2025 – Nowy motor wzrostu w Europie” wynika, że największy udział w wartości dodanej w tej branży stanowi produkcja (nawet do 90 proc.), dystrybucja generuje do 15 proc. wartości sektora (handel detaliczny i hurtowy), a logistyka 3–5 proc.

Jedną z firm farmaceutycznych inwestujących w Polsce jest Servier. Jak szacuje PwC, dotychczasowy wkład tej firmy w polską gospodarkę wynosi ponad 733,7 mln zł.

– Inwestujemy bardzo mocno w badania i rozwój. Od 1990 roku mamy w Polsce Międzynarodowy Ośrodek Badań Klinicznych, w którym daliśmy szansę także polskim naukowcom na prowadzenie tego typu dużych, wieloośrodkowych badań, a także na udział w różnych międzynarodowych projektach. Od tego roku ośrodek badań klinicznych prowadzi też badania nie tylko dla Polski, lecz także dla Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Joanna Drewla, dyrektor generalna Servier Polska.

Firma inwestuje też w Zakład Produkcyjny na Białołęce, który jest obecnie piątą co do wielkości fabryką w Grupie (zaraz po Francji, Irlandii, Rosji i Chinach). Dotychczas na rozwój fabryki przeznaczono 150 mln zł, w tym m.in. na nowoczesną linię butelkującą i pakującą. A teraz przyszedł czas na nowoczesne laboratorium kontroli jakości, które będzie świadczyć usługi także na rzecz firm z innych krajów UE.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z decyzji o zlokalizowaniu naszego nowego laboratorium w Polsce. Podjęto ją w oparciu o know-how, jakim dysponuje zespół, jego doświadczenie i wysoką jakość – mówi Colm Murphy, dyrektor Zakładu Produkcyjnego Servier Polska. – Produkujemy tu głównie leki sercowo-naczyniowe, nowotworowe i antydepresanty. Stanowią one około 80 proc. naszego portfolio. Reszta to mniejsze grupy produktowe.

– Dziś w Polsce milion pacjentów dziennie jest leczonych lekami produkowanymi w naszym zakładzie produkcyjnym. Jednak produkujemy leki nie tylko dla Polski. Poszerzamy też bardzo eksport. W tej chwili 40 proc. naszej produkcji przeznaczamy na eksport do UE, a także otwieramy się na rynki afrykańskie – wskazuje Joanna Drewla.

Servier zatrudnia w Polsce około 500 osób, w większości wykwalifikowanych specjalistów odpowiedzialnych m.in. za działalność badawczo-rozwojową i edukację. Firma już od 15 lat prowadzi kampanie edukacyjne. Jak podkreślają jej przedstawiciele, edukacja obok badań klinicznych i produkcji jest głównym filarem działalności spółki.

„Servier dla Serca” to organizowana od 2003 roku jedna z największych polskich kampanii profilaktyczno-edukacyjnych. Każdego roku w ramach akcji w trasę po Polsce wyrusza Mobilna Poradnia Kardiologiczna, która przeprowadza bezpłatne badania i konsultacje lekarskie. Do tej pory skorzystało z nich blisko 41 tys. pacjentów w 70 polskich miastach. Servier organizuje także „Forum Przeciwko Depresji”, a w tym roku ruszyła kampania onkologiczna – „Servier – Wyłącz Raka”.

– Onkologia to temat, w który Servier dopiero wkracza. Będzie to dla nas jeden z priorytetów na najbliższe lata, dlatego rozpoczęliśmy kampanię onkologiczną „Servier – Wyłącz Raka”. Pierwsza kampania będzie poświęcona rakowi jelita grubego. Jej druga edycja odbędzie się w marcu przyszłego roku. Jest to jedna z tych chorób, w których profilaktyka ma gigantyczne znaczenie. Dzięki niej możemy uchronić pacjentów przed rozwojem tego nowotworu, dlatego mamy poczucie, że jest to jedno z naszych najważniejszych zadań – zapewnia Katarzyna Urbańska, dyrektor komunikacji i spraw zewnętrznych Servier Polska.

– Edukacja prozdrowotna społeczeństwa i uzmysłowienie ludziom, jaki mamy wpływ na to, żeby nie zachorować, to musi być praca na pokolenia i kampania rozłożona na wiele lat – tłumaczy dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii.

Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2016 roku odnotowano w Polsce rekordową liczbę zachorowań, która przekroczyła 180 tys. W sumie w ciągu ostatnich 30 lat liczba zachorowań na nowotwory wzrosła w Polsce dwukrotnie. Raport „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania” Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny wskazuje, że w latach 2000–2009 zaledwie 43 proc. chorych onkologicznie żyło 5 lat od wykrycia choroby. Gorzej było tylko w Bułgarii.

Zdaniem ekspertów profilaktyka i edukacja – zwłaszcza przy chorobach nowotworowych – mają kluczowe znaczenie. Szybkie rozpoznanie choroby zwiększa bowiem szanse na wyleczenie.

– W Polsce blisko 80 proc. chorych zgłasza się w zaawansowanej chorobie nowotworowej, gdzie koszty leczenia są niewyobrażalne, szczególnie jeśli chodzi o nowe technologie. Chodzi o to, żeby w tych kampaniach przede wszystkim zmniejszyć liczbę pacjentów, którzy przychodzą zbyt późno, a z drugiej strony jak najbardziej oddalić w czasie możliwość zachorowania na choroby cywilizacyjne – mówi dr Janusz Meder.

Inteligentny kask może uratować życie. Chroni głowę i poinformuje o miejscu wypadku

Inteligentny kask może uratować życie. Chroni głowę i poinformuje o miejscu wypadku 13

Polacy stworzyli inteligentny kask, który nie tylko chroni przed urazami głowy, lecz także powiadomi przełożonych o wypadku lub innym zdarzeniu, zagrażającym życiu i zdrowiu pracowników budowy. Dzięki temu możliwe jest sprawne przygotowanie akcji, która pomoże poszkodowanym w niebezpiecznej sytuacji. Kask wyposażono w mikrokontroler z GPS-em, akcelerometrem, czujnikiem temperatury i modułem łączności bezprzewodowej. Czujniki zbierają informacje, które przekazują do aplikacji zainstalowanej na telefonie przełożonego. Rozwiązanie jest już dostępne na rynku.

– Kask może ratować życie pracowników na budowie, ponieważ skraca czas potrzebny do udzielenia pierwszej pomocy, do wykonania pierwszego rozpoznania tego, co się zdarzyło, w ogóle poinformowania osób o wystąpieniu danego zdarzenia. Takim zdarzeniem może być zarówno upadek, jak i uderzenie, potrącenie, wstrząsy. Wszelkiego rodzaju sytuacje, które potencjalnie są groźne dla zdrowia pracowników – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Rafał Rudnicki z firmy Cybercom.

Inteligentny kask czerpie z technologii przeznaczonych dla internetu rzeczy. Jego działanie opiera się na zestawie wielu sensorów połączonych w układ generujący informacje i wysyłający je za pomocą sieci bezprzewodowej. Rozwiązanie jest zoptymalizowane pod kątem zużycia baterii, dzięki czemu może działać kilka tygodni na jednym ładowaniu. Za przechowywanie i przetwarzanie danych odpowiada część serwerowa, a zwieńczeniem systemu jest aplikacja mobilna dla kierownictwa sprawującego nadzór nad daną budową. To na aplikację mobilną wysyłane są powiadomienia, dotyczące używanych kasków. Pewnym ograniczeniem może być konieczność zapewnienia w miejscu pracy łączności bezprzewodowej wi-fi.

– Jednym z elementów z których korzystamy, jest specjalny router w technologii LoRa. Jest to urządzenie bardzo zbliżone do tych, jakie instalujemy w domach po to, żeby korzystać z sieci wi-fi. Różni się tylko tym, że router, który my wykorzystujemy, ma dużo większy zasięg, liczony nawet do kilkunastu kilometrów – podkreśla przedstawiciel firmy Cybercom.

W kasku zamontowanych jest kilka czujników. Mikrokontroler zintegrowany jest z GPS-em, akcelerometrem, czujnikiem temperatury oraz modułem łączności bezprzewodowej. Czujniki sprawdzają, czy pracownik założył kask na głowę, wykrywają nagłą zmianę jego pozycji (np. podczas upadku), a także monitorują czy pracownik nie znajduje się na niedozwolonej dla niego wysokości.

Kask jest już oferowany zainteresowanym przedsiębiorstwom jako gotowe rozwiązanie. Jego cena zależy od wielkości zamówienia.

– Dla nas istotne jest, żeby była ona na takim poziomie, aby pozwalała używać tego kasku powszechnie. Żeby pracodawca mógł zakupić go dla całej swojej kadry, więc jego cena jest na tym samym poziomie jak para dobrych butów dla pracownika – dodaje Rafał Rudnicki.

Według raportu Głównego Urzędu Statystycznego to właśnie w budownictwie i transporcie dochodzi do największej liczby śmiertelnych wypadków w czasie pracy. Z tych danych wynika, że w pierwszych trzech kwartałach tego roku na budowach zgłoszono 3,4 tys. wypadków, ich następstwem była śmierć 31 osób. W całym ubiegłym roku było to 5,4 tys. zdarzeń z 52 ofiarami śmiertelnymi.

Według danych GUS wartość rynku produkcji budowlano-montażowej na terenie naszego kraju w 2016 roku wyniosła ponad 170 mld zł. Z raportu Euler Hermes wynika, że po I półroczu 2017 roku odnotowano wzrost rdr. o 7,6 proc.

Firmowe wigilie coraz popularniejsze. W tym roku zorganizuje je blisko połowa pracodawców

Firmowe wigilie coraz popularniejsze. W tym roku zorganizuje je blisko połowa pracodawców 14

Polscy przedsiębiorcy wolą organizować wigilijne spotkania dla pracowników, niż wręczać im świąteczne premie lub bony – wynika z badania Randstad. W tym roku tego rodzaju imprezę zorganizuje 40 proc. firm, decydując się na nieformalną zabawę w restauracji lub pubie. W menu królować będą tradycyjne potrawy, takie jak pierogi czy kapusta z grzybami. Popularność zyskują także miniaturowe kanapki i desery z ciasta korzennego do jedzenia na stojąco.

Jak wynika z badania „Plany pracodawców” przeprowadzonego przez Instytut Badawczy Randstad, 82 proc. polskich przedsiębiorców szykuje dla swoich podwładnych bożonarodzeniowe niespodzianki. Największą popularnością wciąż cieszą się tzw. christmas party – na zorganizowanie firmowego spotkania świątecznego zdecydowało się w tym roku 40 proc. pracodawców. Na jednego pracownika większość firm wyda od 100 do 300 zł. Wigilie firmowe coraz częściej organizowane są poza miejscem codziennej pracy, głównie w restauracjach lub pubach, gdzie łatwiej o swobodny nastrój.

– Zainteresowanie imprezami firmowymi jest bardzo duże. Myślę, że kluczem do sukcesu jest rozpoczęcie odpowiednio wcześnie rozmów o dostępności terminów – mówi agencji informacyjnej Newseria Robert Skubisz, wiceprezes i szef kuchni restauracji Amber Room.

Miejsce na świąteczne spotkanie należy rezerwować z dużym, nawet kilkumiesięcznym, wyprzedzeniem. W kwestii menu większość firm powstrzymuje się przed kulinarnymi eksperymentami i decyduje się na tradycyjne polskie potrawy, m.in. barszcz z uszkami, kapustę z grzybami, śledzie, karpia w galarecie oraz pierogi.

– Przed świętami każdy marzy o takich potrawach jak: pierogi z kapustą i grzybami, barszcz czy kapusta wigilijna. Należy wspomnieć też o rybach w galarecie czy różnego rodzaju śledziach, które podajemy naszym gościom – od karpia, sandacza, szczupaka po zwykłą sałatkę jarzynową połączoną ze śledziami – mówi Robert Skubisz.

Wśród polskich pracodawców coraz większą popularnością cieszą się jak najmniej formalne świąteczne spotkania, które pełnią zarazem funkcję integracyjną. Odchodzi się więc od wspólnej biesiady przy jednym stole, na rzecz opcji umożliwiającej swobodne kontakty towarzyskie. Na tego typu imprezach podaje się nieco inne menu, choć nadal związane ze świętami Bożego Narodzenia. Mogą to być np. miniaturowe kanapki i desery, które można jeść na stojąco.

– Może być to malutki piernik połączony z kremem śmietanowym i delikatnym musem śliwkowym albo tradycyjne ciasto korzenne, z którego możemy wypiec różnego rodzaju ciasteczka, udekorować je lukrem i posypkami, które dodatkowo wzbogacają nasze wizualne odczucia, a przy tym dobrze smakują – mówi Robert Skubisz.

Czwarty kwartał roku to dla branży gastronomicznej okres wytężonej pracy nie tylko ze względu na firmowe spotkania świąteczne. W tym czasie Polacy znacznie chętniej jedzą poza domem, choćby podczas bożonarodzeniowych zakupów w galeriach handlowych. Coraz więcej osób decyduje się ponadto zamówić gotowy catering na wigilijną kolację, zamiast samodzielnie przygotowywać wszystkie potrawy.

Drony wykorzystujące termowizję ratują życie ludziom i zwierzętom. Zastosowanie znajdują m.in. w straży pożarnej i rolnictwie

Drony wykorzystujące termowizję ratują życie ludziom i zwierzętom. Zastosowanie znajdują m.in. w straży pożarnej i rolnictwie 15

Do 2021 roku na rynek ma trafić 30 milionów dronów. Bezzałogowe, niewielkie statki powietrzne sterowane za pomocą joysticka zyskują zupełnie nowe znaczenie, dzięki umieszczonych w nich kamerom termowizyjnym. Wychwytywanie źródła ciepła pozwala operatorowi maszyny zlokalizować np. człowieka pod gruzami lub gromadę zwierząt na polu, na które za moment może wjechać kombajn. Drony z termowizją mogą być wykorzystywane przez strażaków, rolników i inspektorów budowlanych. Zakres ich zastosowań jest bardzo szeroki.

Termowizja, czyli możliwość zobaczenia w obrazie kamery źródła ciepła, jest coraz częściej wykorzystywana w tandemie z najnowszymi technologiami. Zamontowana w dronie kamera termowizyjna pozwala w zupełnie nowy sposób wykorzystywać latające statki powietrzne, które do tej pory głównie były wykorzystywane w celach rozrywkowych.

– Drony z termowizją to tak naprawdę zwykłe drony, które są wyposażone dodatkowo w kamerę termowizyjną. Kamera zamontowana jest z tyłu drona i w momencie, kiedy podlatujemy do obiektu i wciskamy jeden przycisk, dron obraca się o 180 stopni i przełączamy się na obraz z kamery termowizyjnej. Jesteśmy wówczas w stanie obserwować obraz połączony, zarówno z kamery zwykłej, jak i termowizyjnej, więc widzimy nie tylko krawędzie obiektów, lecz także to, co najważniejsze – temperatury i hotspoty – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Dominik Wójcik, menadżer ds. sprzedaży w firmie Parrot.

Połączenie możliwości dronów i termowizji pozwala łatwo, szybko i tanio zajrzeć w miejsca, do których dotychczas dostęp był utrudniony i kosztowny. Można przeprowadzić dokładną inspekcję budynków i przekonać się, gdzie ucieka ciepło. Można przeprowadzić przegląd farm słonecznych i bardzo szybko sprawdzić, które z ogniw nie działają. Zastosowań dronów z termowizją jest znacznie więcej.

– Termowizja ma szerokie spektrum możliwości, pierwsza rzecz, która przychodzi na myśl, to zastosowanie przez straż pożarną. Urządzenia pomagają im w momencie, kiedy przyjeżdżają na akcję sprawdzić, czy np. do danego obiektu można się już zbliżyć, czy nie ma przypadkiem tak wysokiej temperatury, że jest to niebezpieczne dla pracowników. Wykorzystywane są przy poszukiwaniu ludzi bądź zwierząt – mówi Dominik Wójcik.

Znaczenie dronów dla gospodarki będzie rosło. Zdaniem analityków z Business Insider Intelligence wartość usług i prac wykonanych przez drony w dziale infrastruktury wyniesie w najbliższych latach 45 mld dol., w rolnictwie będzie to 32,4 mld dol., w transporcie – 13 mld dol., a na rynku bezpieczeństwa wartość tę szacuje się na 10 mld dol. W rolnictwie zastosowanie znajdują także drony z termowizją.

– Mieliśmy niedawno ciekawy przykład rolników w Niemczech, którzy kupowali drony z kamerą termowizyjną, aby przed rozpoczęciem prac dużymi maszynami, kombajnami, móc sprawdzić, czy przypadkiem gdzieś nie przebywają zwierzęta na polu. Oni po prostu sprawdzają, czy nie ma zbiorowiska zwierząt, które należałoby najpierw przegonić, bo duże maszyny potrafią rozgonić i rozdzielić np. rodzinę – opowiada ekspert.

Analitycy z BI Intelligence przewidują, że cywilny rynek dronów będzie rósł w średniorocznym tempie 7,6 proc., a jego wartość zwiększy się z 8,5 mld dol. w ubiegłym roku do 12 mld dol. w 2021 roku.

Eksperci przewidują, że do 2021 roku na rynek konsumencki trafi 29 mln dronów, a na rynek przedsiębiorstw zostanie zakupionych 805 tys. takich urządzeń.