SatRevolution chce rozwijać polski przemysł kosmiczny. W najbliższym czasie planuje pozyskać inwestorów z Polski

SatRevolution chce rozwijać polski przemysł kosmiczny. W najbliższym czasie planuje pozyskać inwestorów z Polski 1
SatRevolution chce zrewolucjonizować polski rynek kosmiczny. W 2018 roku firma ma zamiar wynieść na orbitę trzy obiekty – Światowida i dwa towarzyszące mu nanosatelity w klasie PhoneSat. W przyszłości firma chce też opracować własny system wynoszenia rakiet. Obecnie SatRevolution ma podpisaną umowę na wyniesienie satelitów z amerykańską firmą. Celem jest jednak rozwijanie polskiego przemysłu kosmicznego.

– Udało nam się pozyskać kapitał na rozwiniecie spółki. W przyszłości chcielibyśmy skłonić kolejnych inwestorów do wejścia do nas do spółki. Zależy nam na polskich inwestorach, bo poza wykonaniem całego projektu i jego rozwijaniem, celem jest rozwijanie polskiego przemysłu kosmicznego. Stąd nasze dążenia, żeby polski kapitał zaangażować w polską spółkę, która ma szansę zaistnieć globalnie w kosmosie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Damian Fijałkowski, współzałożyciel SatRevolution.

Wrocławska spółka chce się stać największym polskim przedsiębiorstwem w przemyśle kosmicznym. Firma tworzy autorskie i kompletne rozwiązania, obecnie pracuje nad wysłaniem na orbitę nanosatelitów typu PhoneSat działających na bazie znanego systemu Android oraz nad Światowidem – pierwszym polskim komercyjnym satelitą.

– Pierwszym etapem rozwoju firmy jest doprowadzenie do końca projektu Światowida z jego dodatkowymi satelitami. Chcielibyśmy, żeby satelitów docelowo było dużo więcej. Celem jest stworzenie dużej liczby satelitów na orbicie, które mogą ze sobą współpracować i przez to osiągnąć dużo lepsze wyniki niż pojedynczy satelita – wskazuje Fijałkowski.

Przedsiębiorstwo ma w planach nie tylko projektowanie i budowanie satelitów, lecz także ich samodzielne wynoszenie na orbitę. Obecnie SatRevolution podpisało umowę z amerykańską firmą Interorbital Systems, która umieści w przestrzeni kosmicznej satelity przez rakietę Neptune N3 z pływającej platformy na Oceanie Spokojnym. Wedle planów satelity znajdą się 310 km nad powierzchnią Ziemi w I kw. 2018 roku.

Jak wskazuje współzałożyciel SatRevolution, panuje przekonanie, że wszystkie działania związane z podbojem kosmosu muszą być drogie. Spółka przyjęła jednak inną strategię i w możliwie jak największym stopniu chce się oprzeć na już istniejących technologiach.

– Bardzo dużo rzeczy już zostało wymyślonych, przetestowanych i teraz tak naprawdę musimy w odpowiedni sposób użycia dostępnych technologii. Nie musimy wymyślać koło na nowo. Dzięki połączeniu odpowiednich elementów jesteśmy w stanie już po kilku miesiącach działalności spółki być na etapie poprawek do pierwszego prototypu, a nie dopiero zastanawiania się, jak ten pierwszy prototyp powinien wyglądać – zaznacza Fijałkowski.

Światowid ma być drukowany w technologii 3D z tworzywa bardziej wytrzymałego od aluminium. Towarzyszące mu satelity będą zaś wykorzystywać technologie dostępne w telefonach komórkowych. Dzięki temu spółka ogranicza koszty programu kosmicznego.

Światowid i towarzyszące mu PhoneSaty należą do grona nanosatelitów. Zdaniem współzałożyciela spółki wysyłanie małych satelitów jest obecnie bardziej opłacalne niż satelitów normalnej wielkości.

– Dotychczas biznes opierał się na dużych satelitach, bardzo drogich rozwiązaniach. Zarówno marże, koszty, jak i zyski liczone są zupełnie inaczej. My chcemy świadczyć takie usługi możliwie jak najtaniej, żeby dotrzeć do jak najszerszej grupy odbiorców. Jednostkowa marża jest oczywiście mniejsza, natomiast skala takiego rozwiązania daje naprawdę niesamowite przełożenie – przekonuje ekspert.

Przygotowana także przez rząd Polska Strategia Kosmiczna zakłada, że największy potencjał dla komercyjnego wykorzystania mają nanosatelity umieszczane na niskiej orbicie. Na rynku mikro- i nanosatelit konkuruje obecnie 110 firm, a rynek wart jest ok. 90 mln dol.

Rozwój przemysłu kosmicznego to w dużej mierze zasługa wstąpienia Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Od momentu wejścia do ESA polscy przedsiębiorcy otrzymali finansowanie w wysokości prawie 42 mln euro.

– Najważniejszy dla nas jest kontakt z Polska Agencją Kosmiczną, bo wiem, że jesteśmy w stanie tutaj bardzo szybko pewne rozwiązania wykorzystać i wdrożyć. W ESA procesy trwają nieco dłużej, dlatego skupiamy się przede wszystkim na kontaktach w Polsce. Są firmy i jednostki naukowe, które tworzą zaplecze naukowe i technologiczne, jest więc możliwość korzystania z dorobku naukowego – ocenia Damian Fijałkowski.

Program Mieszkanie Plus w najbliższych kwartałach nie wpłynie negatywnie na biznes deweloperów

Program Mieszkanie Plus w najbliższych kwartałach nie wpłynie negatywnie na biznes deweloperów 2
Wpływ programu Mieszkanie Plus na sytuację największych polskich firm deweloperskich w krótkim terminie nie będzie negatywny, jednak w przyszłości może się to zmienić, ostrzega Mateusz Mucha, wiceprezes zarządu Navigator Debt Advisory. 

– Na liście 17 miast, które mają uczestniczyć na początku w programie Mieszkanie Plus, znajdują się tylko dwa duże ośrodki: Poznań i Katowice. Te rynki nie należą do najważniejszych polskich rynków deweloperskich. Tymczasem czołowi deweloperzy operują głównie w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście – mówi Mateusz Mucha, wiceprezes zarządu Navigator Debt Advisory.

W ramach programu Mieszkanie Plus, którym będzie zarządzała spółka BGK Nieruchomości, będą budowane tanie mieszkania na wynajem (również z opcją ich nabycia). Inwestycje będą realizowane na nieruchomościach obecnie należących do jednostek samorządu, Skarbu Państwa i spółek z jego udziałem, oraz inwestorów prywatnych. Z programu będą mogli korzystać wszyscy obywatele, ale preferowane będą rodziny wielodzietne. Realistyczny termin rozpoczęcia pierwszych budów to połowa 2017 roku, a ich zakończenie to koniec 2018 roku.

Oprócz Poznania i Katowic tanie mieszkania mają powstać w Białej Podlaskiej, Chorzowie, Dębicy, Gliwicach, Kobyłce, Nowej Dębie, Pelplinie, Radomiu, Skawinie, Stalowej Woli, Starogardzie Gdańskim, Trzebini, Tychach, Wałbrzychu i Wrześni.

– Sytuacja deweloperów może ulec zmianie w długim terminie, jeżeli program będzie kontynuowany i zostaną do niego włączone duże miasta, a jego skala się znacząco zwiększy – ostrzega Mateusz Mucha.

Rok 2016 może być jednym z najlepszych w historii polskich firm deweloperskich. W I połowie br. dziewięciu największych deweloperów sprzedało ponad 6,1 tys. lokali – to wynik o 14 proc. lepszy, niż w analogicznym okresie 2015 roku. Od początku stycznia tego roku do końca października indeks WIG-Deweloperzy urósł o blisko 17 proc., podczas gdy indeks szerokiego rynku WIG poszedł w górę ledwie o 4,4 proc.

Firmom deweloperskim sprzyja środowisko niskich stóp procentowych. Niedawno prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński zapowiedział, że nie przewiduje zmian stóp do końca 2017 roku. Czyli można założyć, że stopa referencyjna pozostanie na poziomie 1,5 proc. aż do końca przyszłego roku.

– Dzięki środowisku niskich stóp procentowych nabywcy mieszkań mogą korzystać z tanich kredytów, mają większą zdolność kredytową. Również deweloperzy mają tańszy dług, co zachęca ich do emisji obligacji – tłumaczy Mucha. – Sporo klientów firm deweloperskich decyduje się te z na zakup mieszkania za gotówkę. Czyli są to zakupy inwestycyjne. Mieszkania jako lokata wygrywają z niskooprocentowanymi depozytami bankowymi. To zjawisko bardzo dobrze wpływa na wyniki finansowe deweloperów – dodaje wiceprezes zarządu Navigator Debt Advisory.

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Rynki wschodzące wracają do łask. Na GPW warto się przyjrzeć spółkom najmniejszym, deweloperce i wybranym blue chipom

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Rynki wschodzące wracają do łask. Na GPW warto się przyjrzeć spółkom najmniejszym, deweloperce i wybranym blue chipom 3
Akcje i indeksy rynków wschodzących, w tym małych polskich spółek i wybranych, bardzo przecenionych uczestników WIG20 mogą być dobrym pomysłem na inwestycje w najbliższym czasie. Wciąż korzystnym wyborem mogą być spółki deweloperskie, natomiast eksperci zaznaczają, że pamiętać trzeba o nie najlepszych wskaźnikach makroekonomicznych z polskiej gospodarki, co może obciążać inne, zwłaszcza średnie podmioty.

– Dziś rynki wschodzące wracają do łask. To związane jest z rosnącą presją inflacyjną na świecie. Widzimy, co się dzieje na rynkach surowców i jakie są wyceny na rynkach rozwiniętych Stanów Zjednoczonych czy choćby Japonii. Po części również w Europie Zachodniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ. – Kiedy rynki wschodzące są tańsze, akcje na rynkach wschodzących, w tym również na GPW, bardzo przecenione przecież ostatnimi czasy były nasze duże krajowe spółki, dlatego rynki wschodzące powinny się lepiej zachowywać niż rynki rozwinięte.

W ciągu ostatniego roku indeks WIG20 stracił niemal 11,5 proc. W ciągu półtora roku – prawie 30 proc. Zupełnie inaczej zachowywał się natomiast indeks średnich spółek mWIG40, który w ciągu roku zyskał przeszło 8 proc., a od początku lipca 21 proc. Nie najgorzej zachowywały się także małe spółki, tu jednak analityk widzi jeszcze potencjał wzrostu.

– Jeżeli spojrzymy na wyceny na naszym podwórku, to w najbliższych miesiącach raczej należy zwracać uwagę na spółki najmniejsze, a niekoniecznie te średnie, których wyceny może nie są bardzo wysokie, ale relatywnie nie są aż tak atrakcyjne, jak to wyglądało w czerwcu, czyli zaraz po brexicie, kiedy wyceny naszych średnich spółek jeszcze spadły i były relatywnie atrakcyjne – wskazuje Bugaj.

Zastrzega także, że na zachowanie polskich firm mogą mieć wpływ warunki makroekonomiczne, które nie są ostatnio najlepsze. W dwóch pierwszych kwartałach roku dynamika PKB ledwie przekroczyła 3 proc. Na III kw. prognozowany jest odczyt rzędu 2,9 proc., najsłabiej od IV kw. 2013 r. Odczyt PMI, czyli wskaźnika nastrojów w przemyśle wśród menedżerów logistyki za październik był na poziomie 50,2 pkt – ledwo przekraczającym 50-punktowy próg oddzielający rozwój sektora od jego kurczenia się. Przewidywano 52,9 pkt.

– To wpisuje się w tendencję raczej nie najlepszych danych z krajowej gospodarki. Można powiedzieć, że to spodziewane przyspieszenie wzrostu w drugim półroczu odeszło w niepamięć, a teraz mówimy o spowolnieniu wręcz i takie środowisko makroekonomiczne dla spółek niestety specjalnie korzystne nie jest, o czym warto pamiętać –  przestrzega Bugaj.

Jednocześnie zwraca jednak uwagę na pewne sektory, przed którymi otwierają się perspektywy rozwoju. Jednym z nich jest wciąż jeszcze będący na fali sektor deweloperski. Przez ostatni rok indeks WIG-deweloperzy urósł o 19 proc. i jest najwyżej od pięciu lat. Nie oznacza to jednak kresu ich możliwości, ze względu na opublikowany przed kilkoma dniami projekt ustawy regulującej funkcjonowanie REIT-ów, czyli funduszy nieruchomościowych. Dadzą one możliwość inwestowania nawet drobnym inwestorom w duże projekty komercyjne.

– Z drugiej strony cały czas zwracał bym uwagę choćby na spółki deweloperskie czy związane z rynkiem nieruchomości, gdzie koniunktura wygląda cały czas całkiem nieźle, a ostatnio nawet dyskusja na temat wprowadzania REIT-ów, czyli spółek typowo nieruchomościowych, które są zwolnione z podatku, ale muszą się dzielić dywidendami z akcjonariuszami, powoduje, że spółki chcą wydzielać swoją część nieruchomościową i być może będzie ona notowana w formie REIT-ów – podkreśla Łukasz Bugaj.

Zarazem analityk DM BOŚ radzi rozważanie inwestycji w każdą ze spółek z osobna, włącznie z mocno w ostatnich kilkunastu miesiącach niedocenianymi członkami indeksu WIG20. Nad indeksem największych spółek ciążyły w ostatnich miesiącach podatek bankowy, niedoszły na razie podatek handlowy, groźba przymusowego przewalutowania kredytów frankowych, niskie ceny surowców i pomysły ratowania górnictwa siłami spółek energetycznych.

– Zalecałbym indywidualne podejście do spółek, czyli nie nawet konkretne branże, ale raczej skupianie się na indywidualnych podmiotach i czasami nawet rzeczywiście tych najmniejszych podmiotach, gdzie te ceny są relatywnie niższe niż w przypadku średnich spółek, i po części do życia zaczęły wracać też duże spółki, nasze blue chipy, które były bardzo przecenione w ostatnich miesiącach. Warto się zastanowić, czy tutaj selektywnie, bardzo ostrożnie również rozejrzeć za pewnymi spółkami, ale bardzo selektywnie i raczej bym stronił od mówienia o jakimś sektorze, że już odżywa.

Coraz więcej Polaków kupuje prezenty świąteczne przez internet. Przed zakupem warto sprawdzić wiarygodność e-sklepu

Coraz więcej Polaków kupuje prezenty świąteczne przez internet. Przed zakupem warto sprawdzić wiarygodność e-sklepu 4
Z roku na rok przybywa osób, które decydują się na zakup bożonarodzeniowych prezentów w sieci. W przedświątecznej gorączce łatwiej trafić na fałszywe promocje. Dlatego eksperci radzą, by zachować czujność. Warto przed zakupem sprawdzić opinie innych internautów o danym sklepie i zapoznać się z jego regulaminem. Zaniepokoić powinny nas brak pełnych danych kontaktowych i brak informacji o możliwości odstąpienia od umowy w ciągu 14 dni.

– Zdecydowana większość polskich sklepów internetowych to bezpieczna, atrakcyjna i wygodna alternatywa dla tradycyjnych sklepów. Nie dziwi zatem fakt, że coraz więcej Polaków chętnie kupuje prezenty świąteczne w internecie, zwłaszcza że w dzisiejszych czasach wiarygodność e-sklepu można zweryfikować w prosty sposób, stosując się do kilku zasad – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Jędrzejak z Trusted Shops, europejskiej firmy oceniającej jakość e-sklepów.

Z badania Eniro Polska wynika, że w tym roku wartość rynku e-commerce w Polsce może wzrosnąć o 15 proc. i sięgnąć 35,8 mld zł, a w 2020 roku – 63 mld zł. Eksperci szacują, że w ciągu najbliższych miesięcy liczba e-sklepów przekroczy 23 tys.

Badania przeprowadzone przez TNS Polska na zlecenie Trusted Shops wskazują, że prawie co drugi Polak robi zakupy online przynajmniej raz w roku. Zanim jednak zrobimy zakupy w danym sklepie po raz pierwszy, należy sprawdzić jego wiarygodność.

 Bardzo dobrą praktyką jest czytanie opinii o e-sklepie oraz zwracanie uwagi na niezależne znaki jakości, zwłaszcza takie, które przyznawane są danemu sprzedawcy dopiero po spełnieniu szeregu kryteriów – przekonuje Jędrzejak.

Choć kilka negatywnych komentarzy nie musi oznaczać, że zakupy będą się wiązać z niebezpieczeństwem, to dobrze zobaczyć, czego dotyczyły.

– Jeżeli sprzedawca reaguje na negatywne komentarze i stara się wyjaśnić problem lub przyznaje się do błędu, oznacza to, że poważnie traktuje swoich klientów – podkreśla ekspert Trusted Shops. – Warto zawsze zwrócić uwagę na regulamin sklepu, czy znajduje się w nim informacja o możliwości odstąpienia od umowy w terminie 14 dni od jego otrzymania i zwrotu towaru.

Europejskie Centrum Konsumenckie podaje, że 66 proc. sklepów informuje konsumentów o ich prawie do odstąpienia od umowy w sposób zgodny z aktualnymi przepisami prawa oraz udostępnia im odpowiedni formularz. W 67 proc. regulaminów e-sklepów jest wyraźnie wskazane, kto ponosi koszty przesyłki zwrotnej.

– Tym, co jednak powinno zaniepokoić, jest brak wymaganych przepisami prawa informacji identyfikujących sprzedawcę oraz danych kontaktowych. Jeśli w zakładce kontakt na stronie sklepu, poza anonimowym elektronicznym formularzem, nie ma żadnych danych, powinno nas to mocno zaniepokoić – ocenia przedstawiciel Trusted Shops.

Według danych ECK 65 proc. sklepów udostępnia swoje pełne dane do kontaktu w widocznym dla konsumenta miejscu. Pozostałe e-sklepy ograniczają możliwości kontaktu, np. podając wyłącznie adres e-mail lub numer fax. Zdarzają się pojedyncze przypadki, gdy sprzedawca nie podaje żadnych danych identyfikujących firmę czy też danych kontaktowych.

 W takiej sytuacji lepiej wstrzymać się od zakupu bądź dodatkowo sprawdzić sklep w sieci. Z pomocą przychodzą wówczas fora internetowe oraz portale społecznościowe, na których konsumenci wzajemnie się informuje i przestrzegają przed nieuczciwymi sprzedawcami – wskazuje ekspert.

Jak przekonuje Jędrzejak, warto z pewnym dystansem podchodzić do wszelkiego rodzaju promocji i dokładnie sprawdzić ich warunki. Jeśli sprzedawca wskazuje, że dany rabat czy obniżka obejmuje cały asortyment, to powinien również dotyczyć produktów, które są objęte innymi promocjami.

– Niedozwolone jest sztuczne zawyżanie cen tuż przed promocją i podawanie nieprawidłowych informacji o cenach obowiązujących wcześniej. Dodawane czasem gratisy do produktów muszą być rzeczywiście darmowe, sprzedawcy nie mogą na nich zarabiać. Jeżeli chcemy zweryfikować, czy dany gratis jest rzeczywiście przyjemną niespodzianką, powinniśmy sprawdzić cenę produktu bez gratisu – mówi Marcin Jędrzejak.

Strażacy, żołnierze, policjanci i ratownicy medyczni coraz częściej są postrzegani jako współcześni bohaterowie oraz patrioci

Strażacy, żołnierze, policjanci i ratownicy medyczni coraz częściej są postrzegani jako współcześni bohaterowie oraz patrioci 5
Polacy jako patriotów i bohaterów postrzegają dziś nie tylko tych, którzy walczyli o ojczyznę, lecz także tych, którzy poświęcają się służbie innym – strażaków, policjantów, żołnierzy i ratowników. To zawody, których wykonywanie wiąże się z dużym ryzykiem – dla ratowania innych często ryzykują własne życie. Dlatego rodziny osób, które zginęły lub straciły zdrowie podczas wykonywania służby, powinny być objęte szczególną opieką – podkreślają przedstawiciele Fundacji „Dorastaj z nami”, która zapewnia kompleksową pomoc takim rodzinom.

Zwykle postrzegamy bohaterów i patriotów jako osoby, które w przeszłości walczyły za wolność ojczyzny, osoby związane z naszą historią. Fundacja „Dorastaj z nami” przeprowadziła badania, z których wynika, że powoli zmienia się sposób patrzenia na bohaterstwo i patriotyzm. Współczesnym bohaterem jest dla nas strażak, policjant, żołnierz, ratownik, czyli osoby, które postanowiły pełnić służbę – mówi agencji Newseria Magdalena Pawlak, prezes Fundacji „Dorastaj z Nami”. – To osoby, które każdego dnia walczą z czasem i żywiołem, które nie mogą myśleć tylko o sobie i swoich najbliższych. Dlatego my staramy się dać im poczucie, że ich rodziny nie zostaną pozostawione same sobie.

Fundacja „Dorastaj z Nami” powstała sześć lat temu po to, by pomagać rodzinom, których bliscy zginęli lub stracili zdrowie podczas pełnienia służby publicznej.

 Rodziny osób, które poległy na służbie, potrzebują dwóch rodzajów wsparcia: po pierwsze wsparcia społeczeństwa, które uzna, że poświęcenie życia, tych osób nie było na marne, po drugie wymiernego wsparcia w przeżywaniu żałoby oraz w wychowywaniu dzieci – wymienia Magdalena Pawlak. – Fundacja dba o to, żeby rodziny mogły się podnieść psychicznie po stracie. Zapewniamy pomoc psychologiczną, psychoterapię na każdym etapie, nie tylko po wypadku, ale nawet wiele lat po nim, bo czasami pewne problemy pojawiają się znacznie później.

Fundacja do tej pory pomogła 192 dzieciom w wieku od 2 do 25 lat, z różnych regionów Polski, głównie z mniejszych miejscowości.

Jako swój najważniejszy cel postawiliśmy edukację i wspieranie całego procesu edukacyjnego oraz rozwoju dziecka – podkreśla prezes Fundacji „Dorastaj z Nami”.

Wsparcie fundacji ma wymiar finansowy, ale nie tylko. Doradcy edukacyjni pomagają rodzinom dobrać najlepszą formę pomocy.

 Kiedy dziecko dorasta, pomagamy mu w znalezieniu odpowiedniej pracy. Doradzamy młodzieży, jak odnaleźć swoje mocne strony, w jakim kierunku warto się rozwijać, jakiego rodzaju staże i praktyki powinni zdobyć, żeby później jak najlepiej i najszybciej wejść na rynek pracy – mówi Magdalena Pawlak.

Jak podkreśla, celem fundacji jest także budowanie etosu służby publicznej i uczenie społeczeństwa szacunku dla osób, które narażają swoje życie dla ratowania innych.

– Chcemy, żeby fundacja dawała pewność tym, którzy na co dzień ryzykują zdrowie i życie, by ratować innych, że ich żony, mężowie, dzieci nie zostaną sami i otrzymają należyte wsparcie. Chcemy pokazać żołnierzom, strażakom, policjantom i ratownikom górskim, że są dla nas ważni, że ich praca jest nieoceniona – podkreśla Magdalena Pawlak.

Profesor Jerzy Hausner: Biznes musi dokonać zwrotu w kierunku wartości społecznych. Prosta sprzedaż produktów tylko krótkoterminowo buduje pozycję firmy

Profesor Jerzy Hausner: Biznes musi dokonać zwrotu w kierunku wartości społecznych. Prosta sprzedaż produktów tylko krótkoterminowo buduje pozycję firmy 6
Firmy nie mogą opierać swojej działalności na maksymalizacji sprzedaży produktów i wykorzystywaniu pracowników, bo to buduje wartość przedsiębiorstwa tylko w krótkim okresie – mówi prof. Jerzy Hausner. Dlatego potrzebny jest zwrot w stronę wartości społecznych – chodzi o traktowanie klienta jak partnera oraz koncentrację uwagi na rozwoju pracowników. Wdrażanie Open Eyes Economy, czyli ekonomii opartej na wartościach, oraz budowa kapitału intelektualnego i społecznego pozwolą przełamać słabości polskiej gospodarki – ocenia ekonomista.

Wydaje się, że obecnie jesteśmy na takim etapie rozwoju, w którym rośnie znaczenie wartości jako wyznacznika działalności gospodarczej, a nie tylko ceny, wyceny i zysku. Zaczynamy to dostrzegać coraz wyraźniej – mówi agencji informacyjnej Newseria były wicepremier i minister finansów prof. Jerzy Hausner, współtwórca idei Open Eyes Economy.  Rozmawiałem z prezesem jednego z dużych polskich banków, który podkreślał, że przez ostatnie lata przemysł bankowy został ukierunkowany na masowe sprzedawanie produktów, de facto stał się „poganiaczem” pracowników.

W ostatnich latach sektor bankowy w Polsce odczuwa konsekwencje związane zarówno z masowym udzielaniem klientom kredytów hipotecznych wyrażonych w CHF, jak i sprzedawaniem im polisolokat czy angażowaniem firm w opcje walutowe. Z kolei na obrzeżach sektora bankowego system finansowy wyhodował aferę Amber Gold.

Banki zajmowały się sprzedawaniem produktów. To oczywiście przynosiło określone rezultaty, ale też doprowadziło do różnego rodzaju negatywnych zjawisk i rodziło zagrożenia – zarówno dla konkretnego banku, jak i dla całego systemu finansowego. Globalny kryzys finansowy wziął się z pogoni za nowymi produktami i wynikami sprzedaży produktów – wskazuje ekonomista.

Jak podkreśla, takie podejście nie buduje wartości firmy w długim okresie, dlatego potrzebna jest zmiana priorytetów.

Chodzi o to, żeby klient był traktowany nie jako ktoś, komu wciskamy produkt, ale jako nasz partner, z którym działamy po to, by wspólnie wytwarzać wartość i się nią dzielić – mówi prof. Hausner. To jest ta zasadnicza zmiana, którą dostrzegamy zarówno na poziomie makro, widząc niestabilność gospodarki rynkowej w tej oportunistycznej formie, jak i na poziomie firm.

Według danych prezentowanych przez polski sektor bankowy w 2015 roku na trzech pozyskanych klientów dwóch odeszło. Jednocześnie rozwój technologii pogłębia zmasowaną migrację z banku do banku, gdyż coraz łatwiej jest zmienić instytucję. Dodatkowo w Polsce saldo kredytu konsumenckiego do PKB przekracza już 8 proc. Biorąc pod uwagę to, że poziom ten przewyższa wskaźnik dla Unii Europejskiej (6 proc.), nie należy oczekiwać dalszego dynamicznego wzrostu. Analitycy są również sceptyczni w kwestii dalszego pozyskiwania nowych klientów bankowych.

Kolejna zasadnicza zmiana – niezbędna w biznesie – to postawienie na kapitał intelektualny i społeczny. Chodzi o to, aby firmy nie bazowały na czasowym zaangażowaniu pracowników, ale na ich potencjale intelektualnym. Ekonomista ocenia, że ta reorientacja pozwoli firmom poradzić sobie z największymi słabościami polskiej gospodarki. Wśród nich wymienia niską innowacyjność i kreatywność oraz niedostateczne wynagrodzenie wzrostu wydajności pracy.

Według badania Work Service „Postawy Polaków wobec rynku pracy” wśród pracowników niezadowolonych ze swojej pracy aż 60 proc. wskazuje na brak możliwości realizowania zawodowych ambicji, a ponad 37 proc. uważa, że ich pracodawca nie zapewnia im możliwości rozwoju.

Wchodzimy w fazę bardzo głębokiego niżu demograficznego na rynku pracy. Szansą zyskiwania silniejszej pozycji gospodarczej jest więc wyłącznie wzrost produktywności, a to oznacza, że musimy inaczej spojrzeć na to, jak traktujemy pracowników, jak ich wynagradzamy, czego od nich oczekujemy, jak firma jest zorganizowana – mówi prof. Jerzy Hausner. Musimy dokonać zwrotu w kierunku wartości społecznych, czyli miękkich kapitałów.

W 10. edycji badania „Niedobór talentów” ManpowerGroup wskazuje, że aż 41 proc. pracodawców Polsce ma problemy z pozyskaniem pracowników o odpowiednich kompetencjach na dane stanowisko. Grupy zawodowe, które najtrudniej jest zrekrutować w naszym kraju, to wykwalifikowani pracownicy fizyczni i inżynierowie.

Oczywiście możemy sięgać do różnych wzorców, bo nie ma jednej idealnej pod tym względem gospodarki. System kształcenia zawodowego w Niemczech, zorientowany na wysokie kompetencje pracowników, jest przykładem, który możemy absolutnie wykorzystać. Inne doświadczenia mają np. firmy skandynawskie, które wdrażają tzw. zarządzanie wiekiem – wskazuje były minister finansów.

Z badań przeprowadzonych przez Work Service wynika, że ponad 76 proc. pracodawców w Polsce nie ma programów rozwoju dostosowanych do osób w wieku 50+. Według OECD wskaźnik zatrudnienia osób w wieku 55–64 lata wynosi w Polsce 41 proc., podczas gdy średnia dla krajów OECD to 55 proc.

Często w dużych korporacjach pracownik jest traktowany jako pożyteczny i przydatny tak długo, jak długo jest dyspozycyjny w nieograniczony sposób. Ale potem się go wymienia na innego, młodszego, jeszcze bardziej zdeterminowanego, mówiąc wprost: od czterdziestki jesteś już coraz mniej przydatny. Ci, którzy nie weszli do struktur zarządczych, de facto są skazani na zredukowanie. Natomiast w firmach skandynawskich mamy do czynienia z myśleniem o wartości firmy, która wynika z wartości wnoszonej przez pracowników z każdej generacji. Ci starsi stają się coachami tych najmłodszych. Tam udało się wykształcić płynność generacyjną – wskazuje prof. Hausner.

Potrzeba reorientacji biznesu będzie głównym tematem Open Eyes Economy Summit – kongresu, który odbędzie się w Krakowie w dniach 15–16 listopada 2016 roku.

Aplisens stawia na sprzedaż zagraniczną. Mniejszy popyt w Polsce wynika z braku dotacji unijnych oraz ograniczenia inwestycji

Aplisens stawia na sprzedaż zagraniczną. Mniejszy popyt w Polsce wynika z braku dotacji unijnych oraz ograniczenia inwestycji 7
Specjalizująca się w produkcji aparatury kontrolno-pomiarowej spółka Aplisens stawia przede wszystkim na eksport swoich rozwiązań. Głównym rynkiem pozostaje Unia Europejska, ale ważna dla niej jest także Wspólnota Niepodległych Państw. Jak tłumaczy Adam Żurawski, prezes zarządu przedsiębiorstwa, z powodu braku funduszy unijnych i ograniczenia inwestycji krajowy rynek jest problematyczny.

– Najbardziej perspektywicznym i przewidywalnym jest dla nas rynek Unii Europejskiej, największym odbiorcą – Niemcy – informuje agencję Newseria Inwestor Adam Żurawski, prezes zarządu w spółce Aplisens. – W tym okresie bardzo dynamicznie rośnie sprzedaż na północy Europy do Skandynawii, Anglii, na Pribałtikę, czyli do krajów, które bardzo dobrze sobie poradziły w ostatnim okresie. Trochę gorzej jest na południu Europy. Sądzę jednak, że cała Unia powinna być bazą wzrostu w najbliższych latach.

Aplisens jest notowaną na giełdzie od 2009 roku spółką dostarczającą rozwiązania w zakresie przemysłowej aparatury kontrolno-pomiarowej. Produkuje urządzenia do pomiaru ciśnienia, różnicy, poziomu oraz temperatury wykorzystywane w wielu gałęziach przemysłu. Dodatkowo świadczy usługi doradcze związane z aplikacjami produkowanej aparatury. Laboratorium ciśnień przedsiębiorstwa świadczy usługi wzorcowania przetworników ciśnienia i różnicy ciśnień własnej produkcji oraz innych producentów.

 Na rynku Unii Europejskiej chcielibyśmy rosnąć na poziomie 15-20 proc. – zapowiada Adam Żurawski. – Na terenie Wspólnoty Niepodległych Państw, co jest bardziej przewidywalne, chcielibyśmy rosnąć chociaż kilkanaście proc. rok do roku, ale to bardzo ambitne. Natomiast pozostałe rynki świata, gdzie jesteśmy najmniej obecni – Ameryka Południowa czy Azja, chcielibyśmy tam zwiększać skalę działalności o około 30 proc. Chcielibyśmy cały czas iść do przodu, jeśli chodzi o eksport.

W związku z tym spółka musi, jak twierdzi Adam Żurawski, wciąż doskonalić swoje produkty. Obecnie firma wprowadza dwa nowe wyroby, które mają pomóc nie tylko na krajowym rynku, ale również za granicą.

– Nowe produkty, modernizacja istniejących, certyfikaty na rynku amerykańskim – podsumowuje Adam Żurawski. – Stawiamy głównie na eksport. Wiadomo, że u nas nie ma wydobycia ropy, z czego wynika specyfika naszych odbiorców. Natomiast inne branże: ekologia czy przemysł spożywczy, mają podobne wymagania. Oczywiście mamy problemy z certyfikatami, inne są na Unię Europejską, inne na rynek amerykański i WNP. Ale to kwestia do załatwienia. Wyrób jest podobny.

Dwa lata temu przedsiębiorstwo uruchomiło halę produkcyjną z budynkiem biurowo-socjalnym o łącznej powierzchni 5,6 tys. mkw. na terenie radomskiej specjalnej strefy ekonomicznej. Potencjał produkcyjny zakładu jest stopniowo zwiększany. Na dzień 30 września br. wydatki inwestycyjne na tym terenie przekroczyły 29,7 mln zł, a firma zatrudniała 52 osoby.

– W przyszłym roku chcielibyśmy wykorzystać potencjał produkcyjny, który stworzyliśmy w Radomiu – zapowiada Adam Żurawski. – Mamy zamiar generalnie postawić na zwiększenie eksportu do Unii Europejskiej, ale też pozostałych krajów świata.

Zdaniem prezesa Aplisensu obecnie jednak, ze względu na brak funduszy unijnych oraz ograniczenia inwestycji, rynek krajowy jest dla przedsiębiorstwa problematyczny.

– Dotacje unijne zniknęły, perspektywa, że się pojawią jest dopiero w 2018 roku – wyjaśnia Adam Żurawski. – Problem mamy także w energetyce, która w jakiś sposób finansowała górnictwo. Generalnie kraj mniej inwestuje. Przedsięwzięcia w spółkach skarbu państwa przełożą się zapewne na mniejsze inwestycje w firmach prywatnych. Tu jest problem, który w perspektywie najbliższych kwartałów, mamy nadzieję, rozwiążemy, inwestycje, które są motorem napędowym naszej sprzedaży w Polsce, jednak powrócą. Natomiast, jeśli chodzi o eksport, to ceny surowców, ropy są tym elementem, który będzie napędzał naszą sprzedaż. Nie tylko na terenie WNP, ale także rynkach Bliskiego Wschodu, gdzie inwestycje w wydobycie ropy pozostają duże.

Przychody ze sprzedaży spółki Aplisens po trzech kwartałach tego roku wyniosły przeszło 72,5 mln zł i były o ponad 10 proc. wyższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku (65,3 mln zł). Przedsiębiorstwo wypracowało zysk netto na poziomie 11,7 mln zł, o 17 proc. wyższy niż dwanaście miesięcy temu (10,4 mln zł).

Rząd chce zachęcić Polaków do odkładania na emerytury. Dobrowolne oszczędności wciąż są mało popularne

Rząd chce zachęcić Polaków do odkładania na emerytury. Dobrowolne oszczędności wciąż są mało popularne 8
Polacy odkładają rocznie średnio 2,5 mld zł na emerytury. Choć popularność służących do tego kont i pracowniczych programów emerytalnych rośnie, to rynek dobrowolnych oszczędności emerytalnych wciąż wypada słabo. Eksperci podkreślają, że Polacy będą zmuszeni w większym stopniu przejąć ciężar oszczędzania na przyszłe emerytury, bo za kilka lat obecny system czekają poważne problemy. Dlatego rząd planuje reformę, która zakłada zlikwidowanie OFE i przeniesienie zgromadzonych w nich środków do III filaru oraz utworzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych, aby zachęcić Polaków do oszczędzania.

– Rynek dobrowolnych oszczędności emerytalnych w Polsce wygląda dosyć blado, ale widać pewne sygnały poprawy. Polacy w tej chwili odkładają średnio 2,5 mld zł rocznie w trzech produktach: pracowniczych programach emerytalnych, indywidualnych kontach emerytalnych oraz na indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego. IKZE jest najbardziej dynamicznie rozwijającym się produktem w III filarze – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Chłopek, prezes PTE Nationale-Nederlanden Polska.

W ramach II filaru systemu emerytalnego oszczędza 2,5 mln Polaków, którzy przesyłają swoje składki do otwartych funduszy emerytalnych. Aktualnie w OFE zgromadzonych jest prawie 140 mld zł. Na III filar składają się IKE (indywidualne konta emerytalne), IKZE (indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego) i PPE (pracownicze programy emerytalne). Według statystyk Komisji Nadzoru Finansowego w 2015 roku było 742 tys. aktywnych kont, na których Polacy oszczędzają na emeryturę w ramach III filaru (łącznie odłożonych jest w nim ponad 17 mld zł). Coraz większą popularnością cieszą się IKZE, na rzecz których w ubiegłym roku odliczenia od podstawy opodatkowania dokonało ponad 100 tys. osób, co oznacza 70-procentowy wzrost w porównaniu z 2014 rokiem.

– Sądzę, że w tym roku padnie rekord, a w 2017 roku IKZE będzie najpopularniejszym produktem w III filarze – przewiduje Grzegorz Chłopek.

Przedstawiona w połowie roku przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego propozycja reformy systemu emerytalnego zakłada między innymi przeniesienie większości składek zgromadzonych dotychczas w OFE do III filaru (103 mld zł) i przekształcenie ich w środki prywatne. Pozostała część (35 mld zł) ma trafić do Funduszu Rezerwy Demograficznej w ZUS.

Plan zakłada również utworzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK), na które pracownik przekazywałby 2–4 proc. środków z obowiązkowej składki emerytalnej, pracodawcy dokładaliby kolejne 2–3 proc. Każdy pracownik w wieku 19–55 lat miałby domyślnie zostać przypisany do PPK i na powitanie dostać z budżetu państwa dofinansowanie w wysokości 250 zł. Według planów rządu reforma miałaby wejść w życie w 2018 roku.

Zdaniem prezesa PTE Nationale-Nederlanden zmiany zaproponowane przez rząd zmierzają w kierunku systemu, jaki obowiązuje w wielu krajach rozwiniętych, na przykład w Holandii, gdzie ważną rolę w systemie emerytalnym odgrywają właśnie dobrowolne programy pracownicze. Zwrot środków zgromadzonych w OFE na indywidualne konta emerytalne mógłby zachęcić Polaków do dobrowolnego oszczędzania.

– Plan, który został zaproponowany, wypełnia lukę drugofilarowego produktu i powinien zachęcić ludzi do wpłat dobrowolnych. Trzeba pamiętać, że obecna propozycja nie jest skierowana do wszystkich klientów – mówi Grzegorz Chłopek.

Jak podkreśla, w tym roku otwarte fundusze emerytalne radzą sobie dość dobrze, uwzględniając sytuację na warszawskiej giełdzie.

 Wynik jest pozytywny, aczkolwiek mógłby być wyższy. Mamy jeszcze dwa miesiące, by go poprawić. Natomiast warto podkreślić, że dobrowolne fundusze emerytalne, którymi PTE zarządzają od 2012 roku, radzą sobie w tym roku świetnie. Nasz fundusz dobrowolny, w którym oferujemy konta IKE i IKZE, ma stopę zwrotu przekraczającą 12 proc. od początku roku – dodaje prezes PTE Nationale-Nederlanden.

Za pięć lat szacunkowo będzie 600 tys. mniej osób w wieku produkcyjnym, za to liczba osób starszych zwiększy się o 450 tys. Dlatego eksperci podkreślają, że Polacy będę musieli w większym stopniu wziąć na siebie ciężar oszczędzania na przyszłą emeryturę.

– Polaków do dobrowolnego oszczędzania może skłonić, po pierwsze, odbudowa zaufania do rynku kapitałowego i systemu emerytalnego. Tutaj trzeba pewnej stabilności. Druga kwestia to edukacja. Polaków trzeba wyedukować i uczciwie im powiedzieć, na jakie emerytury mogą liczyć z I filaru. Problem z I filarem jest taki, że zbliża się demograficzne tsunami, które zmieni obraz społeczeństwa w 2050 roku. To oznacza, że Polacy muszą oszczędzać i muszą mieć wsparcie, najlepiej również ze strony pracodawców – mówi Grzegorz Chłopek.

Branża elektroniki użytkowej szczególnie narażona na oszustwa podatkowe. Firmom brakuje narzędzi, by z tym walczyć

Branża elektroniki użytkowej szczególnie narażona na oszustwa podatkowe. Firmom brakuje narzędzi, by z tym walczyć 9
Firmom z branży elektroniki użytkowej brakuje narzędzi, które umożliwiłyby im ochronę przed oszustami wyłudzającymi VAT. Ze względu na konsekwencje prawne i finansowe, jakie wiążą się z udziałem w karuzeli podatkowej, nawet nieświadomym, unikają więc pozyskiwania nowych kontrahentów. Związek Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego – ZIPSEE „Cyfrowa Polska” proponuje wprowadzenie listy czynności, które przedsiębiorca może wykonać we własnym zakresie, by zweryfikować swoich partnerów biznesowych.

– Przedsiębiorca powinien mieć wykaz prostych procedur formalnych, jak oświadczenia, zaświadczenia, kopie deklaracji VAT-owych, skończywszy na rejestrowaniu wejścia i wyjścia z magazynu numerów seryjnych towarów objętych fakturowaniem – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Kanownik, prezes zarządu Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego – ZIPSEE „Cyfrowa Polska”. –Pozwoliłoby to szybko zweryfikować ścieżkę, jaką podejrzany o nadużycia VAT-owskie towar przeszedł w Polsce. Dzięki temu możliwe byłoby wyśledzenie faktycznego pomysłodawcy karuzeli podatkowej, a nie nieświadomego, niewinnego przedsiębiorcy, który być może się skusił i kupił taniej na rynku podejrzany towar.

Chodzi o nadużycia podczas płacenia podatku od towarów i usług VAT. Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że skala będących w obrocie fikcyjnych faktur, wykorzystywanych do wyłudzeń, jest ogromna. Tylko w ubiegłym roku urzędy kontroli skarbowej w całym kraju wykryły 360 tys. tego rodzaju dokumentów opiewających na kwotę niemal 82 mld zł. Ubiegłoroczne wpływy z VAT wyniosły ok. 120 mld zł.

Walka z tego rodzaju oszustwami jest jednym z priorytetów Ministerstwa Finansów. Pod koniec października rząd przyjął projekt dużej nowelizacji ustawy o podatku VAT. Przewiduje ona objęcie mechanizmem odwróconego obciążenia podatkiem VAT transakcji dotyczących kolejnych produktów i usług (m.in. procesorów, usług budowlanych, niektórych produktów ze złota, srebra i platyny). Z kolei solidarna odpowiedzialność zostanie wprowadzona w obrocie m.in. dyskami twardymi.

ZIPSEE od kilku miesięcy przekonuje resort finansów do wprowadzenia wykazu narzędzi i czynności sprawdzających, które przedsiębiorca mógłby wykonać we własnym zakresie, aby zweryfikować kontrahenta. To pozwoli mu uniknąć wejścia w relacje handlowe z potencjalnym oszustem podatkowym.

– Do tej pory nie udało nam się jednak przekonać do tego ministra finansów – wskazuje Kanownik. – Chodzi o to, aby firmy miały poczucie stabilności, bezpieczeństwa. Dzięki temu mogłyby swobodnie działać na rynku, nie martwiąc się o to, co będzie jutro czy pojutrze. Bez jasnej definicji tego, co trzeba zrobić, aby dochować tzw. należytej staranności, nie da się uspokoić przedsiębiorców w kontekście ewentualnych kontroli skarbowych.

Według ZIPSEE przedstawiona przez ministerstwo nowela zawiera przepisy, które mogą uderzyć w uczciwych przedsiębiorców. Chodzi m.in. niejasne sformułowania w przepisach dotyczących sankcji za tzw. puste faktury, czyli takie, które zostały wystawione za dzieło, które faktycznie nie miało miejsca. W przekonaniu ZIPSEE „Cyfrowa Polska” może się to negatywnie odbić na uczciwych firmach, bo na podstawie takich zapisów organy podatkowe będą mogły nadal zarzucać uczciwym organizacjom (tym nieświadomym, że uczestniczą w transakcji towarem, który podlegał na wcześniejszym etapie obrotu wyłudzeniom VAT), że prawo do odliczenia podatku naliczonego nie jest w ich przypadku zgodne z prawem.

– Przestrzegający zapisów prawa przedsiębiorcy unikają dzisiaj pozyskiwania nowych kontrahentów, bo się tego obawiają – zauważa Michał Kanownik. – Korzystają raczej ze sprawdzonych kooperantów, współpracujących z nimi od lat. Zapewniają oni bowiem podstawowe poczucie bezpieczeństwa, dają gwarancję, że nikt nie zarzuci im braku weryfikacji takiego podmiotu. Przygotowanie wykazu narzędzi do sprawdzenia kontrahentów pozwoliłoby pozyskiwać nowych kooperantów, także zagranicznych. To zapewniłoby rozwój polskiej branży, na przykład dystrybucji IT.

W myśl projektu ustawy urzędnicy skarbowi mają zyskać prawo sprawdzenia zasadności zwrotu VAT w odniesieniu nie tylko do złożonego przez podatnika rozliczenia, lecz także do zeznań podatkowych przedstawionych przez inne podmioty biorące udział w obrocie danym towarem. Istnieje więc ryzyko –zdaniem ZIPSEE – że firmy będą bardzo długo czekać, być może nawet w nieskończoność, na zwrot podatku VAT.

– Jesteśmy szczególnym krajem, gdzie dystrybucja sprzętu IT jest niemal wyłącznie w rękach polskich. To krajowe, zbudowane od podstaw firmy, o które trzeba dbać, stwarzając im możliwości dalszego rozwoju – argumentuje Kanownik. – Chodzi o to, aby utrzymać wysoki potencjał takich podmiotów na rynku, wspomóc tworzenie nowych miejsc pracy, inwestycje nie tylko w dystrybucję, lecz także usługi, co wiąże się również ze wsparciem start-upów. To wszystko są działania, które powinny ułatwiać start młodym przedsiębiorcom i umożliwiać im zarabianie.

Konsumenci coraz chętniej wybierają ryby i owoce morza z certyfikatem. Stanowią one 10 proc. rynku

Konsumenci coraz chętniej wybierają ryby i owoce morza z certyfikatem. Stanowią one 10 proc. rynku 10

Rybołówstwo z potwierdzającym zachowanie standardów chroniących środowisko naturalne certyfikatem MSC w latach 2015–2016 odpowiadało za połów ponad 9,3 miliona ton ryb i owoców morza, co stanowi niemal 10 proc. całkowitego wolumenu. Z roku na rok ta liczba rośnie, bo rośnie też popyt na certyfikowane produkty. Przyczynia się do tego rosnąca świadomość konsumentów. Z drugiej strony dostępność certyfikowanych produktów jest coraz większa, m.in. za sprawą popularnych sieci handlowych.
Polski konsument jest coraz bardziej odpowiedzialny i świadomy ekologicznie. Zdaje sobie sprawę z tego, że są problemy z przełowieniem mórz i oceanów oraz z potrzeby ochrony tych zasobów – mówi agencji Newseria Biznes Anna Dębicka z organizacji pozarządowej Marine Stewardship Council. – Prawie 70 proc. polskich konsumentów deklaruje, że wybór certyfikowanego produktu to pomoc w ochronie mórz i oceanów. Podobna liczba badanych stwierdza, że muszą one być certyfikowane przez niezależne organizacje pozarządowe.

Według raportu organizacji pozarządowej Marine Stewardship Council rybołówstwo z potwierdzającym zachowaniem standardów chroniących środowisko naturalne certyfikatem MSC odpowiadało w latach 2015–2016 za połów ponad 9,3 miliona ton ryb i owoców morza, co stanowi niemal 10 proc. całkowitego, światowego wolumenu. Według stanu na 31 marca br. 286 rybołówstw na świecie miało taki dokument.

Dane MSC wskazują, że 83 proc. (2,6 mln ton) ryb złowionych w północno-wschodnim Atlantyku ma tego rodzaju certyfikat.

Zdecydowanym liderem w zakresie certyfikowanych połowów jest szeroko pojęta północna półkula, czyli zarówno północny Atlantyk – połowy dorsza, ryb białych, krewetek, jak i pacyficzne połowy mintaja czy łososia – wyjaśnia Dębicka.

W roku 2015–2016 nowy certyfikat MSC otrzymało 38 rybołówstw, w tym kilku liderów: hiszpańskie cechy rybackie w Asturii jako pierwsze dla połowów ośmiornicy, zaś China Southern Fishing zostało chińskim liderem rybołówstwa z certyfikatem MSC poławiającym tuńczyka. Także Kanada dokonała takiego kroku, uzyskując pierwszy w kraju certyfikat MSC dla stada dorsza atlantyckiego.

Polska nie jest typowym krajem poławiającym ryby. W Morzu Bałtyckim króluje śledź, szprot i dorsz. Połowy tych trzech gatunków są najbardziej popularne, ale niestety nie są one w tej chwili certyfikowane – mówi Anna Dębicka. – W ostatnich latach rybacy dokonali bardzo dużego postępu w kierunku certyfikowanych połowów. Kluczowe w tym roku było przyjęcie planu zarządzania dla tych gatunków, więc mamy nadzieję, że już w przyszłym roku będzie możliwość certyfikowania śledzia, jak ma to miejsce w Niemczech, Szwecji czy Danii.

Jak wynika z ostatniego raportu MSC, wolumen połowów z certyfikatem od roku 2014–2015 wzrósł o 6 proc. W 97 krajach sprzedawanych jest ponad 20 tys. wyrobów z logo tej organizacji, z czego ponad 1,3 tys. powstaje w Polsce. Produkty te wytwarzane są w 3334 firmach (wzrost w wysokości 16 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem) w aż 82 krajach świata. 88 takich przedsiębiorstw pochodzi z Polski.

Ze wzrostem liczby certyfikowanych połowów i rosnącą świadomością konsumentów idzie w parze także coraz większa dostępność tego typu produktów na rynku. Krajowi konsumenci mogą wybierać certyfikowane ryby i owoce spośród ponad 350 produktów z niebieskim certyfikatem MSC. Jak podkreśla Anna Dębicka, duża w tym zasługa popularnych sieci handlowych.

Potencjał rozwoju programu MSC w Polsce jest bardzo duży. Do tej pory mieliśmy wzrosty, choć wciąż nie są to liczby idące w tysiące czy w miliony jak np. w Niemczech. Odpowiedzialne sieci obecne na rynku polskim, takie jak Kaufland, Aldi, Lidl czy Carrefour, zmieniają swoją strategię zakupową. Idą za swoimi partnerami z krajów zachodnich, które już ustanowiły strategię tylko 100 proc. produktów własnych certyfikowanych. Mamy nadzieję, że kolejne sieci do nich dołączą – mówi ekspertka MSC.

Jak taniej uzyskać kredyt mieszkaniowy, choć minimalny wkład własny wzrośnie

Od nowego roku wzrośnie po raz kolejny minimalny wymagany wkład własny potrzebny do uzyskania kredytu hipotecznego. Istnieje kilka sposobów, aby bank nie wymagał większej gotówki, jednym z nich jest kupno własnej działki budowlanej.
– Taką działkę można później wnieść jako wkład własny – mówi w rozmowie z MarketNews24 Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon. Więcej szczegółów w materiale video.

Jak ratować udział UE w gospodarce światowej

Udział Unii Europejskiej w światowym PKB zmalał z 30 do 17 proc. Istnieje niebezpieczeństwo, że za 10-15 lat udział ten będzie wynosił zaledwie 10 proc. Jak kraje UE mogą się przed tym bronić?
– Jeżeli UE chce odgrywać ważną rolę w światowej gospodarce, to powinna bardziej integrować się z innymi krajami poprzez umowy handlowe, takie jak CETA – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Trzeciakowski, ekspert FOR.

Po panice ani śladu

Jeśli wczoraj miała nastąpić tragedia, to analitycy znowu pomylili się. Główne rynki finansowe zakończyły dzień zupełnie inaczej niż można był się tego spodziewać, po pierwszej reakcji na wyniki wyborów.

Środowy poranek zaskoczył cały świat wygraną Donalda Trumpa w amerykańskich wyborach prezydenckich. W pierwszej reakcji dolar mocno tracił – podobnie jak i giełdy. Ostatecznie jednak straty szybko zostały odrobione i rynki zawróciły. Dolar amerykański zakończył dzień na plusie, podobnie jak i giełdy amerykański(i nie tylko). Zapowiadana panika nie nastąpiła – świat kręci się nadal. Inwestorzy czekać teraz będą na pierwsze polityczne komentarze nowego prezydenta lub jego otoczenia(tu czekamy na nominacje).

Co ciekawe, również i rynek finansowy musiał pogodzić się z porażką. Od kilku dni brokerzy walutowi podwyższali wymagania depozytów, w obawie przed dużą zmiennością. Widocznie to wyczulenie pochodzi jeszcze z 2015, po słynnej decyzji SNB. Pomylili się też bukmacherzy oraz spreadbeterzy, dający Hilary Clinton bardzo duże szanse na wygraną oraz niskie wypłaty w związku z jej sukcesem. A analitycy? Ankieta Reutersa pokazuje, iż nadal oczekują podwyżki stopy procentowej Fed na grudniowym posiedzeniu.

usdpln10112016r

Zawirowania dolara widoczne są też na wykresie USD/PLN. Po początkowych spadkach, dolar wybił się na wzrosty, zostawiając za sobą długi, dolny cień. Sięga on poziomu 3.85 i tutaj(być może nawet na 3.9) znajduje się wsparcie. Pierwszym oporem jest poziom 4.05. Wskaźnik RSI oscyluje ponad poziomem 50pkt, jednak nie widać na nim specjalnych chęci do dalszych wzrostów.

Sylwester Majewski, Forex-Desk

Plan wydatków fiskalnych Donalda Trumpa wywołał euforię na giełdach akcji i metali

Indeksy akcyjne i surowce przemysłowe zyskują mocno na wartości po tym, gdy początkowy szok związany z wyborem na prezydenta Donalda Trumpa został zastąpiony optymizmem, dotyczącym jego planów odnośnie stymulusu fiskalnego wspierającego globalną gospodarkę. Można powiedzieć, iż rynki wykonały zwrot o 180 stopni w porównaniu z wczorajszym porankiem, kiedy to zapanowała paniczna wyprzedaż aktywów. Kluczową była przemowa prezydenta elekta, podczas której odciął się on od agresywnej retoryki stosowanej podczas kampanii wyborczej. W swoim przemówieniu Trump skupił się na obietnicy cięcia podatków i zapowiedzi ogromnych wydatków na poprawę infrastruktury. Szacuje się, iż w ciągu najbliższych 5 lat może być wydane na te cele ponad 500 mld dolarów, czyli znacznie więcej niż zapowiadane przez Hillary Clinton 275 mld wydatków na drogi, mosty i lotniska.  

Europejskie indeksy zyskują, podobnie jak amerykańskie – na fiskalnych zapowiedziach Donalda Trumpa. Niemiecki DAX zyskuje 0,6 proc. handlując powyżej poziomu 10700 punktów. Francuski CAC 40 zyskuje 0,7 proc. handlując powyżej poziomu 4570 punktów. Brytyjski FTSE 250 zyskuje aż 1,7 proc. handlując w pobliżu poziomu 17900 punktów. Kontrakty na amerykańskie indeksy, które mocno zyskały w dniu wczorajszym, również dziś wskazują na plusowe (około 0,5 proc.) otwarcie rynku giełdowego. WIG 20 zalicza kolejną silną sesję, wsparty ponownie przez silnie rosnące akcje KGHM. Indeks zyskuje 1,7 proc. handlując w pobliżu poziomu 1820 punktów.

Akcje europejskich banków rosną na zapowiedziach uproszczenia regulacji dla ich amerykańskich operacji. Chodzi tu głownie o uchylenie Dodd-Frank Act, czyli restrykcyjnych wymogów kapitałowych dla zagranicznych banków operujących na terenie Stanów Zjednoczonych oraz o wprowadzenie czasowego memorandum dla nowych finansowych regulacji.  Dzięki tym zapowiedziom, akcje UBS Group AG zyskują ponad 8 proc., najmocniej od 2011 roku.  Natomiast akcje spółek wydobywczych rosną dzięki silnym wzrostom na rynku metali przemysłowych.

Kontrakty na miedź, notowane na amerykańskiej giełdzie towarowej Chicago Mercantile Exchange, zyskują ponad 3,5 proc. handlując już w okolicy poziomu 2,55 dolarów z funta. Od połowy października miedź zyskała już ponad 20 proc., dzięki zapowiedziom Donalda Trumpa odnośnie olbrzymich wydatków na infrastrukturę w nadchodzących latach. Oznacza to większe zużycie metali wykorzystywanych do budowy dróg, mostów czy lotnisk. Na mocno drożejącej miedzi zyskują dziś akcje KGHM – ponad 7 proc. i handlują obecnie powyżej poziomu 85 zł, a zahaczały nawet o poziom 90 zł. Ceny niklu rosną 2,7 proc. a ceny cynku 2,4 proc. handlując po raz pierwszy w historii powyżej 2500 dolarów za tonę.

Indeks dolarowy agencji Bloomberg, odzwierciedlający wycenę amerykańskiej waluty względem koszyka głównych walut, zyskuje dziś 0,6 proc. osiągając najwyższy poziom od marca, po tym jak zyskał wczoraj 1,4 proc. Prezydencja Donalda Trumpa jest prodolarowa, gdyż zapowiedzi fiskalne mogą wywołać presję inflacyjną, co może zmusić Fed do szybszej ścieżki podwyżki stóp procentowych. Para EURUSD traci dziś 0,2 proc. handlując w pobliżu poziomu 1.0900. Para USDJPY zyskuje 1 proc. handlując w pobliżu poziomu 106,60, co jest najwyższym poziomem od lipca. Meksykańskie peso traci dziś ponad 2 proc. do dolara a para USDMXN handluje ponownie powyżej osiągniętego wczoraj rano historycznie wysokiego poziomu 20 peso. Polski złoty walczy dziś z poziomem 4,0 za dolara, ostatnio widzianym w czerwcu.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Zmiany w składzie Zarządów TGE i IRGiT

  • Rada Nadzorcza Towarowej Giełdy Energii SA oddelegowała Izabelę Olszewską – Członka Rady Nadzorczej TGE do pełnienia funkcji Prezesa Zarządu TGE na okres nie dłuższy niż 3 miesiące
  • Rada Nadzorcza Izby Rozliczeniowej Giełd Towarowych SA oddelegowała Marka Wodnickiego – Członka Rady Nadzorczej IRGiT do pełnienia funkcji Prezesa Zarządu IRGiT na okres nie dłuższy niż 3 miesiące

Większa ulga podatkowa dla innowacyjnych firm

Zaledwie co czwarta firma w Polsce prowadząca działalność badawczo-rozwojową skorzystała do tej pory z jakiejkolwiek formy wsparcia innowacyjności. 96% firm nie wykorzystało ulgi na nowe technologie. Na Litwie firmy mogą obniżyć swe opodatkowanie wliczając w koszty nawet trzykrotnie powiększone wydatki na innowacyjność. W Polsce o wiele mniej, ale nowa ustawa to zmienia, choć jeszcze w skromnym stopniu.
Blisko połowa firm nie jest świadoma, że w styczniu 2016 roku weszła w życie nowa ulga podatkowa na badania i rozwój – wynika z raportu EY. A 4 listopada Sejm uchwalił tzw. małą ustawę o innowacyjności, która wprowadza ułatwienia dla firm, które chcą inwestować w badania i rozwój.
O tych zmianach w rozmowie z MarketNews24 opowiada Honorata Ścisłowicz-Skraba, starszy menedżer w Zespole Ulg i Dotacji Inwestycyjnych międzynarodowej firmy doradczej EY.

Ustawa o refundacji leków wymaga zmian

Projekt ustawy o refundacji leków wymaga dalszych prac legislacyjnych. Wątpliwości wzbudza nowy sposób obliczania kwoty tzw. payback, czy przepisy dotyczące zmiany lub cofnięcia decyzji refundacyjnej, wydawanej minimum na dwa lata, w trakcie jej obowiązywania – uważa Konfederacja Lewiatan.

Pracodawcy z zadowoleniem przyjęli propozycję zmiany terminu wydawania obwieszczeń refundacyjnych z dwóch na trzy miesiące. Postulat ten, zgłaszany przez środowiska, pozwoli na bardziej stabilne podejście do prowadzonych działań.

– Z obawą przyjmujemy natomiast propozycje dotyczące sposobu obliczania kwoty tzw. payback. Chodzi o zwrot przekroczonej kwoty refundacji w danej grupie limitowej. Zgodnie z proponowanymi zmianami w przypadku przekroczenia limitu nadwyżkę mają pokryć wytwórcy leków. Do tej pory musieli to robić producenci tych leków, których sprzedaż wzrosła ponad zakładany plan. Teraz wytwórcy importowanych leków innowacyjnych zawierając tzw. umowy dzielenia ryzyka będą nadal z paybacku zwolnieni. To niesprawiedliwe, aby firmy nieobniżające bezpośrednio ceny leku, a oferujące w zamian tzw. instrument dzielenia ryzyka o tych samych skutkach finansowych nie uczestniczyły w ustawowym paybacku. To rozwiązanie prowadzi do zachwiania równowagi w traktowaniu podmiotów – mówi dr Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Zdaniem Lewiatana algorytm, który ma oceniać działalność inwestycyjną producenta leku na terenie Polski, nie powinien dotyczyć tylko zagranicznych firm innowacyjnych, ale znaleźć też zastosowanie przy negocjacjach refundacyjnych krajowych producentów leków.
Krajowa branża farmaceutyczna ma ogromne znaczenie dla gospodarki. Przyczynia się do wytworzenia 1 % PKB, generuje bezpośrednio i pośrednio 100 tys. miejsc pracy. Zmniejsza też ujemny bilans w handlu zagranicznym. Przepisy zawarte w projekcie ustawy są niespójne z zapowiedziami w zakresie wspierania produkcji leków w Polsce oraz ich eksportu. To może skutkować zahamowaniem rozwoju krajowych wytwórców, ograniczeniem inwestowania w badania i rozwój.

Ogromny niepokój producentów budzi też przepis pozwalający resortowi zdrowia na zmianę lub cofnięcie decyzji refundacyjnej wydawanej minimum na dwa lata w trakcie jej obowiązywania. Taki przepis nie pozwala na prowadzenie planowanej i racjonalnej działalności biznesowej, która w branży farmaceutycznej wiąże się zapewnieniem ciągłości produkcji gwarantującej chorym dostęp do leków. Firmy negocjując cenę leku konstruują budżety w szerszej perspektywie czasowej uwzględniając wielkość produkcji dla konkretnych produktów.

Konfederacja Lewiatan

Jak stać się zmotywowanym liderem?

Lidera przedstawia się często jako kreatywne przeciwieństwo menedżera-administratora. Czy można jednak coś zrobić, by świadomie zmienić swój klasyczny styl zarządzania na taki, który stanie się autentycznym przywództwem? I skąd czerpać energię do inspirowania innych?

Zacznijmy od tego, że stawianie menedżera po przeciwnej stronie barykady, za którą stoi lider, nie ma żadnego uzasadnienia. Ideałem byłoby, gdyby w każdym przedsiębiorstwie funkcjonował i jeden, i drugi. Gdy jednak jest to niemożliwe, dotychczasowy menedżer może spróbować wzbogacić swój styl zarządzania, rozwijając swoje umiejętności w zakresie przywództwa.

– Menedżerowie są potrzebni. To dzięki nim rzeczy dzieją się tak, jak powinny się dziać. Stosowanie procedur pozwala osiągać pożądane rezultaty, co z kolei zapewnia firmie odpowiednią jakość działania – wyjaśnia Magdalena Robak, trenerka w firmie szkoleniowej Effect Group. – Lider przyjmuje inną perspektywę. Zadaje pytania o to, dokąd powinniśmy dążyć i jak stworzyć warunki, które spowodują, że ludzie rzeczywiście zechcą tam iść – dodaje.

Aby być liderem, trzeba chcieć

Pracownicy, szczególnie młodzi, dziś nie akceptują już tak łatwo środowiska, które jest nastawione tylko na wyniki. Coraz częściej wymagają, by dostrzegać ich indywidualność, a nie traktować jedynie jako „zasoby ludzkie”. Dla szefa, który jest jednocześnie autentycznym liderem, nie będzie to stanowiło problemu. Lider widzi w pracowniku przede wszystkim człowieka, z jego indywidualnymi potrzebami, oczekiwaniami, marzeniami i celami. I pomaga mu je zrealizować. A jeśli ramy, w których działa, przeszkadzają w tym – stara się je zmienić.

To, czy menedżer może stać się również liderem, zależy przede wszystkim od niego samego – od tego, w jaki sposób on sam zdefiniuje swoją rolę i swoje zadania. Wbrew temu, co można sądzić, nie trzeba mieć wrodzonych cech przywódczych, by wspierać, motywować i inspirować innych ludzi.

– Wiele osób słysząc słowo lider wyobraża sobie osobę charyzmatyczną, która zaraża swoją energią innych. Taki przywódca potrafi świetnie przemawiać, jest elokwentny, widoczny. Potrafi sprawić, że ludzie pójdą za nim w ogień… – mówi Magdalena Robak. – Ale jest pewien problem. Gdy taki lider pewnego dnia odejdzie, jego ludzie zostaną niczym dzieci we mgle; bezradne, bo zniknął ten, który nadawał im kierunek, ale nie nauczył samodzielności – podkreśla.

Nie to powinno być celem dobrego przywódcy. Lider to osoba, która pomaga pracownikom odkryć ich własny potencjał, znaleźć motywację, rozwijać się, a także tworzyć bezpieczne i przyjazne środowisko, które sprzyja efektywności. To ktoś, komu możemy zaufać, bo wiemy, że zawsze działa dla dobra zespołu, a do tego jest spójny w myślach, słowach i czynach. Taki lider trwale wzmacnia ludzi i firmę. Pomaga znaleźć swoje miejsce i nawet gdy odchodzi, pracownicy wiedzą gdzie są, dlaczego i co powinni robić dalej, by wszystko sprawnie działało.

Na szczęście takiego przywództwa także można się nauczyć, o ile dany menedżer naprawdę pragnie stać się dla swojego zespołu również liderem. Jeśli tak, powinien zacząć od zadania sobie podstawowych pytań, np.  „Jakim liderem chcę być?”, „Co chcę dać ludziom?”, „Na jakich wartościach chcę oprzeć moje działania?”.

– Potem należy nałożyć na to konkretne umiejętności pracy z innymi na poziomie „ja – pracownik” oraz „ja – zespół”. To są umiejętności, których możemy się nauczyć na różnych szkoleniach z zakresu zarządzania czy umiejętności interpersonalnych – zauważa trenerka Effect Group.

Czy można zmotywować samego siebie?

Problem w tym, że od lidera oczekuje się, że to on będzie nieustannie motywował pracowników – kto natomiast zmotywuje jego samego? Bardzo ważna może się okazać umiejętność odpowiedniej automotywacji.

– Na lidera raczej nie zadziałają przyznawane samemu sobie nagrody czy, tym bardziej, kary. Jeśli mówimy o rzeczywistej, trwałej motywacji (takiej, której nie skruszy pierwsza porażka), warto przypomnieć sobie, co nas nakręcało, kiedy byliśmy młodsi i wykorzystać to w dorosłym życiu – podpowiada Magdalena Robak.

Daniel Pink w książce „Drive” przestawił model automotywacji, który może być z powodzeniem stosowany przez liderów. Jego podstawę stanowi poszukiwanie odpowiedzi na trzy zasadnicze pytania.

  1. Po co to robisz? Motywacja wewnętrzna pojawia się nie wtedy, gdy „tu i teraz” realizujemy konkretne zadania, ale gdy posiadamy misję. Działanie z misją to działanie kreujące naszą rzeczywistość. Przekierowuje ono nasze myślenie z „muszę” na „chcę”.
  2. Na co masz wpływ? Kolejny aspekt to przeanalizowanie sytuacji, w jakiej jesteśmy i doprecyzowanie na co mamy całkowity wpływ, na co częściowy a na co nie mamy go wcale. Skoncentrować należy się na tym, na co wpływ mamy oraz na tych aspektach, w których swój wpływ możemy powiększyć. Jeśli skupiamy się na tym, czego nie jesteśmy w stanie zmienić, jedynym efektem jest utrata motywacji.
  3. Jak może Cię to rozwijać? Czymś co zabija naszą motywację jest także rutyna. W natłoku zadań i kryzysów nie mamy czasu pomyśleć o tym, jakie wnioski możemy wyciągnąć z tego, co robimy i co nas spotyka. Przestajemy być ciekawi siebie i świata. A to z ciekawości bardzo często bierze się nasza motywacja.

– Co więc może zrobić lider, by zmotywować siebie? To samo, co może zrobić, by zmotywować zespół – zmienić perspektywę: określić sensowny wartościowy cel, koncentrować się na obszarze wpływu i każde działanie wykorzystywać jako okazję do samorozwoju – podsumowuje trenerka.

Inni także mogą motywować lidera

Warto jednak zauważyć, że lider nie działa w próżni, a więc nie jest skazany wyłącznie na samego siebie. W firmie działa w otoczeniu swoich szefów, podwładnych, osób na podobnym stanowisku z innych działów. Jeśli klimat w przedsiębiorstwie sprzyja myśleniu przywódczemu, wystarczy poprosić o wsparcie, by je otrzymać. Gdy filozofia firmy jest inna, lider może albo próbować ją zmienić, albo zwrócić się do zespołu, którym kieruje (a więc na który ma największy wpływ).

Poza tym lider – jak każdy – funkcjonuje nie tylko w sferze zawodowej. Gdy więc potrzebuje wsparcia, może (i powinien) szukać go również w rodzinie i wśród znajomych. Do dyspozycji są także specjaliści, którzy profesjonalnie zajmują się rozwojem innych (coachowie, mentorzy, konsultanci).

Wszystko to prowadzi do wniosku, że menedżer, który naprawdę tego zechce, przeważnie będzie w stanie stać się również liderem. A gdy kiedyś zabraknie mu motywacji do motywowania innych lub nawet samego siebie, przypływ pozytywnej energii i inspiracji także szybko wokół siebie znajdzie. Szybciej niż wówczas, gdy pozostanie jedynie menedżerem-administratorem.

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. po 3 kw. 2016 r.

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., zajmująca się świadczeniem usług ekonomiczno-finansowych, wypracowała 106 tys. zł zysku netto w 3 kw. 2016 r. przy przychodach netto w wysokości 274 tys. zł w tym samym okresie. Spółka cały czas poszukuje i wdraża nowe możliwości generowania przychodów.

Po trzech kwartałach 2016 r. osiągnięty przez Emitenta zysk netto wynosi 35 tys. zł, a wartość przychodów netto ze sprzedaży sięga blisko 671 tys. zł. W minionym kwartale Spółka realizowała usługi doradcze w zakresie dotacji unijnych i przygotowywała dla swoich klientów dokumentacje aplikacyjne w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój oraz Regionalnych Programów Operacyjnych Województwa Śląskiego, Podlaskiego i Małopolskiego. Od 4 kw. 2015 r. Beskidzkie Biuro Consultingowe zauważa widoczny wzrost liczby naborów na dofinansowania z Perspektywy Budżetowej UE na lata 2014-2020, co powinno w pozytywny sposób oddziaływać na wyniki finansowe Spółki. Emitent świadczy także usługi dla klientów ubiegających się o uzyskanie dofinansowania ze środków niepochodzących z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej oraz przygotowuje się do złożenia wniosków aplikacyjnych w konkursach w relacjach B2B, jak i do projektów własnych.

„Minione trzy kwartały pokazały, że ubieganie się o dotacje przez przedsiębiorców to proces znacznie trudniejszy niż w ostatnich 10 latach, ale dzięki temu wzrasta rola firm doradczych, które muszą podwyższać swoje kompetencje. Pojawiły się też nowe możliwości finansowania działalności przez przedsiębiorców, co przekłada się z kolei na dłuższy proces świadczenia usług doradczych i mocniejszą współpracę z klientem. BBC chce skutecznie wykorzystać te możliwości w najbliższych latach.” – ocenia Bogdan Pukowiec, Prezes Zarządu Spółki Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A.

Dla Spółki bardzo duże znaczenie utrzymuje nadal segment biznesowy związany z rynkiem kapitałowym, zarówno od strony doradczej, jak i inwestycyjnej. Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. świadczy usługi Autoryzowanego Doradcy, a w ostatnim czasie portfolio klientów Emitenta rozszerzyło się w tym zakresie o dwa nowe podmioty: OUTDOORZY S.A. oraz ArtP Capital S.A. Spółka prowadzi aktywną działalność inwestycyjną i w 3 kw. 2016 r. zanotowała na niej dodatni wynik finansowy, zwiększając tym samym łączną wartość swojego portfela inwestycyjnego do blisko 5.162 tys. zł. W jego skład na koniec września 2016 r. wchodziło 18 spółek – 13 publicznych oraz 5 niepublicznych.

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. pozytywnie ocenia perspektywy dalszego rozwoju i konsekwentnie poszukuje, a także wdraża nowe możliwości generowania przychodów. Emitent obniża także swoje zadłużenie kredytowe, które na koniec 3 kw. 2016 r. wynosiło 342 tys. zł. Z kolei łączna wartość zobowiązań Spółki na dzień 30.09.2016 r. sięgnęła 731 tys. zł. Świadczy to o bardzo dobrej kondycji finansowej Emitenta.

„Strategia działania BBC nie ogranicza się tylko do realizowania projektów unijnych. W najbliższych latach Polska w dużej mierze przestanie być beneficjentem środków pomocowych, zwłaszcza przedsiębiorcy, dlatego też prowadzimy konsekwentną politykę poszukiwania innych źródeł przychodów. Inwestycje kapitałowe to cały czas ważna „gałąź” realizowana w powiązaniu z ABS Investment S.A., która pozwala na generowanie strumieni dywidend i osiąganie zysków z dokonywanych inwestycji. Wejścia kapitałowe w nowe projekty to także przychody z dodatkowych usług doradczych realizowanych dla przedsiębiorców. Pierwsze znaczące efekty w poziomie przychodów powinny pojawić się już w 2017 roku.” – podsumowuje Prezes Pukowiec.

Spółka podtrzymuje swoje prognozy finansowe na 2016 r., które przewidują, że jej zysk brutto wyniesie od 800 tys. zł do 1.000 tys. zł. Głównym źródłem przychodów BBC ma być sprzedaż usług doradczych związanych z pozyskiwaniem dotacji, pełnieniem roli Autoryzowanego Doradcy oraz realizowaniem specjalistycznych usług doradczych, m.in. przygotowywaniem wycen, business planów oraz analiz. W 2015 r. zysk netto Spółki wyniósł 444 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 643 tys. zł.

11.11 – chińskie antywalentynki, czyli wielkie święto zakupów internetowych

Zbliża się kolejna, ósma z kolei edycja największego na świecie zakupowego święta – Singles Day Shopping Festival. W ubiegłym roku, dnia 11 listopada, w ciągu 24h dokonano zakupów na zawrotną kwotę 14.3 miliardów dolarów, ustanawiając niepodważalny rekord świata w eCommerce.

Geneza Dnia Singla

Singles Day Shopping Festival ustanowiono w Chinach na dzień 11 listopada ponad 20 lat temu. Młodzi obywatele konsumpcyjnych Chin coraz częściej z własnego wyboru nie chcą poświęcać się rolom rodzinnym na rzecz wolności i samorozwoju. Cztery jedynki w dacie 11 listopada symbolizują „nagie gałęzie”, kojarzące się Chińczykom z osobami niebędącymi w związkach, które tego dnia postanowią sprawić sobie samym drobne prezenty. Akcja marketingowa zorganizowana w 2009 roku przez chińskiego giganta e-commerce AliExpress ukierunkowana na wywołanie w tym dniu zakupowego szału zakończyła się pozytywnym odbiorem i doczekała kontynuacji. Inspiracją twórców akcji były też popularne w Stanach Zjednoczonych „święta zakupów” – Czarny Piątek i następujący po nim Cyfrowy Poniedziałek. Dziś Singles Day Shopping Festival jest największą na świecie 24 godzinną promocją oferującą rabaty na zakupy online.

Światowy rekord w eCommerce

Obroty podczas pierwszej edycji Singles Day Shopping Festival wyniosły około 100 mln dolarów. Od tamtej pory, popularność akcji stale rośnie i rokrocznie przyciąga coraz więcej osób z całego świata, oczywiście już nie tylko singli. 11 listopada ubiegłego roku, Grupa Alibaba zaledwie w ciągu pierwszych kilku godzin odnotowała sprzedaż na poziomie 5,7mld dolarów, wyprzedzając wszystkie inne największe portale e-commerce na świecie. W ciągu 24h dokonano zakupów na zawrotną kwotę 14.3 miliardów dolarów, ustanawiając niepodważalny rekord świata w eCommerce. Jako, że AliExpress nieustannie zdobywa klientów aktywnie otwierając się na nowe kraje, wielce prawdopodobne jest tegoroczne, ponowne pobicie rekordu sprzedaży. Z pewnością przyczynią się do tego również polscy kupujący.

Jak kupować z Polski?

Gigant eCommerce z Państwa Środka z powodzeniem funkcjonuje w naszym kraju, nie tylko dzięki przetłumaczeniu strony na język polski. Rodzimi kupujący mogą bowiem dokonać płatności w najdogodniejszy możliwy sposób – automatycznym przelewem w złotówkach (PLN), bez żadnych kosztów dodatkowych oraz bez konieczności zakładania konta walutowego, karty kredytowej, czy rejestrowania się u operatora. Dzięki serwisowi Przelewy24, polscy konsumenci dokonują natychmiastowej płatności z konta swojego banku, unikając niekorzystnych przewalutowań czy kilkudniowych opóźnień w księgowaniu. Schemat płatności jest identyczny z procesem zakupowym znanym z polskich e-sklepów.

Promocje, które przygotował Chiński Gigant

Specjalnie przygotowana na okoliczność święta, strona 1111.aliexpress.com informuje o milionach produktów w najatrakcyjniejszych możliwych cenach. Poza wyjątkowymi rabatami (na poszczególnych aukcjach zniżki sięgają nawet 90%.), AliExpress oferuje klientom mnóstwo atrakcji i akcji promocyjnych, które pozwolą 11 listopada zaoszczędzić jeszcze więcej:

  1. Game Land – Gra, polegająca na odwiedzaniu promowanych sklepów i granie u nich w Flip’n’Win, czyli odkrywanie losowych kart. Do wygrania w tej grze są kupony do wykorzystania u danego sprzedawcy oraz kupony ogólne od AliExpress.
  2. Zadania dzienne – Gra polega na codziennym wykonywaniu zadań ustalonych przez twórców. Realizacja 14 dziennych zadań poskutkuje otrzymaniem kuponu o wartości 5$. Na wykonanie poszczególnego Daily Task, każdy użytkownik ma 24h.
  3. Lista marzeń – Powtórzenie zabawy z poprzednich lat. Zadaniem do wykonania jest utworzenie tzw. funlisty i udostępnienie jej publicznie w mediach społecznościowych. Zwycięzców wyłoni liczba polubień przez innych użytkowników, a nagrodą jest kupon o wartości 50$, oczywiście do wykorzystania na zakupy 11.11.
  4. 100$ zniżki – Posiadacze aplikacji mobilnej mają możliwość uzyskania kuponów zniżkowych do wydania na zakupy u dowolnego sprzedawcy. Liczba wydawanych kuponów to maksimum 150tys. na dzień.
  5. Rabat dla nowych użytkowników – każda osoba, która założy konto i zrobi zakupy na AliExpress za minimalną kwotę 39$ otrzyma rabat w wysokości 5$. Liczba kuponów jest limitowana (10 tys. sztuk dziennie). Akcja trwa od 20.10.2016, a ostatecznym dniem zarówno na zdobycie, jak i wykorzystanie kuponu, jest 11.11.

Na co uważać?

Należy pamiętać, że wyprzedaż na taką skalę, stanowi dla sprzedawcy okazję do sztucznego obniżania cen produktów, po ich uprzednim krótkotrwałym podniesieniu. Warto więc porównać wartość danego przedmiotu u różnych sprzedawców

MLP Group publikuje wyniki za trzy kwartały 2016 r.

MLP Group opublikowało skonsolidowane wyniki za trzy kwartały 2016 r. W tym okresie Grupa wypracowała 22,7 mln zł zysku netto oraz 67,0 mln zł przychodów. Wartość aktywów netto wyniosłą 630,6 mln zł. Aktualnie w skład portfela nieruchomości MLP Group wchodzi siedem parków logistycznych, trzy kolejne są w przygotowaniu. Docelowa powierzchnia 10 parków MLP Group sięga 1,2 mln mkw.

MLP Group, deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych, na koniec września br. posiadał wartość aktywów netto (kapitałów własnych) na poziomie 630,6 mln zł. Przez pierwsze trzy kwartały 2016 roku Grupa wypracowała 22,7 mln zł zysku netto. Z kolei skonsolidowane przychody wyniosły 67,0 mln zł. W tym okresie Grupa podpisała umowy najmu na 19,6 tys. mkw., w efekcie przez pierwszych dziewięć miesięcy wielkość wynajmowanej powierzchni zwiększyła się do łącznie 333,4 tys. mkw.

 „W ostatnich tygodniach bardzo mocno zintensyfikowaliśmy nasze działania, podpisaliśmy wiele istotnych umów najmu, a kolejne są w trakcie negocjacji. W przygotowaniu mamy także trzy kolejne parki logistyczne: w Czeladzi, pod Poznaniem oraz w okolicy Łodzi. Efekty tych działań będą widoczne w wynikach kolejnych okresów” – dodał Radosław T. Krochta.

Aktualnie w skład portfela nieruchomości MLP Group wchodzi siedem parków logistycznych zlokalizowanych w Polsce: MLP Pruszków I, MLP Pruszków II, MLP Poznań, MLP Lublin, MLP Wrocław, MLP Gliwice oraz MLP Teresin. Potencjał do zabudowy w tych 7 parkach wynosi 904,9 tys. mkw. Wskaźnik powierzchni wynajętej to 92%. Uwzględniając trzy planowane parki w Czeladzi, Łodzi oraz Poznaniu docelowa powierzchnia 10 parków MLP Group sięga 1,2 mln mkw.

Plast-Box po III kwartałach 2016 r.

Grupa Plast-Box, producent opakowań z tworzyw sztucznych, po III kwartałach 2016 roku zwiększyła zysk netto o 68,5 % w stosunku do roku ubiegłego, osiągając wartości 8,3 mln zł, oraz EBITDA o 13,8 % do wartości 17,1 mln zł.

Narastająco po dziewięciu miesiącach spółka Plast-Box zanotowała 116,2 mln zł skonsolidowanych przychodów w stosunku do 108 mln przed rokiem, co oznacza wzrost o blisko 8 % r/r.

Po 3 kwartałach br. jednostkowe przychody ze sprzedaży spółki matki Plast-Box S.A. w Słupsku wspięły się do 102,6 mln zł i były wyższe o 11,1 % r/r. Przy takim poziomie przychodów słupska spółka podniosła EBITDA o 33,2 % r/r do 12,5 mln zł, jednocześnie podnosząc zysk netto o  77,4 %  do 5,9 mln zł.

W tym samym okresie 9 miesięcy spółka córka Plast-Box zlokalizowana na Ukrainie przyniosła blisko 172,5 mln UAH przychodów ze sprzedaży, 28 mln UAH EBITDA oraz 12 mln UAH zysku netto. Osiągnęła wyrażony w hrywnach 17,5 % wzrost sprzedaży a także 59,3 % wzrost zysku netto.

Stabilizacja sytuacji na Ukrainie nam sprzyja. Spółka córka, która tam produkuje i sprzedaje swoje produkty zwiększa przychody i zyski. Należy zaznaczyć, że naszym priorytetem jest bezpieczeństwo sprzedaży i prowadzonych tam interesów, a zatem mówimy o wzroście realnym, pewnym – stwierdza Krzysztof Pióro, wiceprezes zarządu.

Opakowania Plast-Boxu trafiają do zdecydowanej większości krajów europejskich. Od stycznia do września grupa zwiększyła sprzedaż eksportową na rynkach Unii Europejskiej o 7,8 % do 41,4 mln zł.  W efekcie udział sprzedaży do państw UE  w tym do Francji, Niemiec, po III kwartałach roku sięgnął 35,7 % skonsolidowanych przychodów. Udział całego eksportu w sprzedaży grupy Plast-Box za 9 miesięcy wyniósł natomiast 58,6 %.

Grupa kapitałowa Plast-Box produkuje opakowania z tworzyw sztucznych, których odbiorcami zarówno w Polsce jak i za granicą są renomowane firmy z branży spożywczej i chemicznej. Główną pozycję asortymentową stanowią zaawansowane technologicznie, zamykane wiadra, które w okresie 3 kwartałów br. odpowiadały za 81,8 % w strukturze skonsolidowanych przychodów. Poza tym w ofercie spółki znajdują się skrzynki i produkty użytkowe, sprzedawane w sieciach handlowych.

Planowane zmiany właścicielskie w Ronson Europe

  • Global City Holdings (GCH), jeden z dwóch głównych akcjonariuszy Ronson Europe, zamierza opuścić akcjonariat giełdowego dewelopera. GCH otrzymało pozwolenie na budowę pierwszych etapów kompleksu Park of Poland. Inwestycja będzie się wiązać z istotnymi nakładami, w związku z czym GCH zamierza skoncentrować swoje wysiłki i zasoby na realizacji tego projektu.
  • GCH, w porozumieniu z drugim znaczącym akcjonariuszem – Luzon Group (dawniej U. Dori Group) – zaproponowało Zarządowi Spółki sposób wyjścia GCH z akcjonariatu. Po przeanalizowaniu proponowanych warunków transakcji, Zarząd i Rada Nadzorcza Spółki uznali, że będzie ona korzystna dla wszystkich akcjonariuszy. Jej sfinalizowanie będzie możliwe pod warunkiem uzyskania poparcia akcjonariuszy mniejszościowych.
  • W wyniku planowanej transakcji ustabilizuje się sytuacja w akcjonariacie Ronson Europe. Spółka będzie mieć jednego wiodącego akcjonariusza branżowego – Luzon Group. Efektywnie, w sposób istotny, wzrosną także udziały wszystkich akcjonariuszy mniejszościowych.
  • Warunkowa umowa zawarta pomiędzy Ronson Europe i GCH przewiduje, że Ronson odkupi od GCH w celu umorzenia pakiet blisko 40% akcji własnych. W zamian sprzeda na rzecz GCH projekt Nova Królikarnia. W wyniku rozliczenia transakcji Ronson zrealizuje około 45 mln zł zysku przed opodatkowaniem, który powiększy wyniki Spółki za 2016 r. (przy założeniu sfinalizowania transakcji do końca br.). Otrzyma ponadto około 21 mln zł w gotówce.
  • Zmiany właścicielskie w Ronson Europe nie będą się wiązać ze zmianami w Zarządzie giełdowej spółki. Luzon Group to doświadczony inwestor na rynku nieruchomości mieszkaniowych w Izraelu. Ronson ma stać się dla Luzon Group platformą do rozwoju biznesu w Polsce.

Ronson Europe oraz jeden z dwóch głównych akcjonariuszy Spółki – Global City Holdings (GCH) – zawarli warunkową umowę, w wyniku której GCH opuści akcjonariat giełdowego dewelopera. GCH zamierza skoncentrować się na rozwoju biznesu rozrywkowego, a jednym z jego priorytetowych projektów jest realizacja Park of Poland, czyli parku rozrywki na dużą skalę, który powstanie w okolicach Mszczonowa koło Warszawy. GCH uzyskało już pozwolenie na realizację pierwszych etapów Park of Poland, w związku z czym zamierza skoncentrować swoje wysiłki i zasoby w Polsce właśnie na tym przedsięwzięciu.

Transakcja: akcje i gotówka w zamian za jeden z projektów

Zawarta umowa przewiduje, że – po spełnieniu określonych warunków – wszystkie należące do GCH akcje Ronson Europe (tj. 108.349.187 akcji) zostaną odkupione przez Spółkę po cenie 1,30 zł za akcję, czyli prawie 140,9 mln zł za cały pakiet. Spółka będzie więc mieć możliwość odkupienia akcji własnych z istotnym dyskontem wobec średniego kursu z ostatnich 6 miesięcy (około 1,42 zł), jak i wartości księgowej przypadającej na jedną akcję (1,68 zł na koniec czerwca 2016 r.).

Rozliczenie ceny nabycia akcji własnych nastąpi poprzez jednoczesną sprzedaż na rzecz GCH projektu Nova Królikarnia, obejmującego budowę osiedla mieszkaniowego przy ul. Jaśminowej w Warszawie, za cenę 161,8 mln zł. Wartość bilansowa projektu w księgach Ronson Europe wynosi natomiast ponad 112 mln zł. Oznacza to, że w wyniku rozliczenia transakcji i uwzględnieniu związanych z nią kosztów, Ronson zrealizuje około 45 mln zł zysku przed opodatkowaniem.

Cena za projekt Nova Królikarnia (czyli za spółki prowadzące inwestycje oraz nieruchomości) zostanie częściowo zapłacona przez GCH w gotówce. Szacuje się, że płatność ta wyniesie około 21 mln zł (ostateczna kwota zostanie ustalona w momencie finalizacji transakcji, po uwzględnieniu dotychczasowych nakładów związanych z realizacją projektu).

Umowa z GCH przewiduje, że Ronson będzie wciąż zarządzać projektem Nova Królikarnia, tj. jego dalszą realizacją i sprzedażą mieszkań, na zasadach komercyjnych. Ronson i GCH dołożą starań, aby przejęcie Novej Królikarni przez GCH było praktycznie nieodczuwalne dla kontrahentów, jak i nabywców mieszkań.

Zmiana układu sił w akcjonariacie

Kapitał zakładowy Ronson Europe dzieli się obecnie na 272.360.000 akcji. Global City Holdings oraz Luzon Group posiadają pośrednio po 108.349.187 akcji Spółki, czyli po około 39,8%.

W wyniku planowanego odkupienia akcji własnych należących do GCH, z których Ronson Europe nie będzie mógł wykonywać prawa głosu, efektywne udziały pozostałych akcjonariuszy wzrosną. Luzon Group będzie mieć około 66% udział w głosach, a łączny udział akcjonariuszy mniejszościowych sięgnie około 34% (wobec około 20,4% obecnie).

Akcje własne, które nabędzie Spółka od GCH w ramach planowanej transakcji, zostaną następnie umorzone.

Niezbędne poparcie mniejszościowych akcjonariuszy

Zawarta umowa jest umową warunkową, a jej finalizacja zależy m.in. od uzyskania zgody walnego zgromadzenia na transakcję. Walne zgromadzenie, podczas którego mają zapaść stosowne decyzje, odbędzie się 22 grudnia w siedzibie Spółki w Rotterdamie. Wstępne walne zgromadzenie odbędzie się natomiast 19 grudnia w Warszawie.

Podczas walnego zgromadzenia pod głosowanie zostaną poddane m.in. uchwały dotyczące:

  • wyrażenia zgody na zawarcie przez Spółkę transakcji odkupienia akcji własnych należących do GCH w celu ich umorzenia; oraz
  • wyrażenia zgody na przejęcie wyłącznej kontroli przez Luzon Group bez konieczności ogłoszenia publicznego wezwania na wszystkie akcje Spółki;

O ile pierwsza z powyższych uchwał wymaga zwykłej większości głosów, o tyle dla podjęcia drugiej uchwały konieczne jest uzyskanie zgody 90% akcjonariuszy mniejszościowych obecnych na walnym zgromadzeniu.

Transakcja została pozytywnie zaopiniowana przez Zarząd i Radę Nadzorczą Spółki. Jednogłośnie rekomendują akcjonariuszom głosowanie „za” proponowanymi uchwałami.

Przed wydaniem powyższej rekomendacji, powołany został Komitet Specjalny złożony z niezależnych członków Rady Nadzorczej, który po konsultacjach uznał, że planowana transakcja jest korzystna zarówno dla Spółki, jak i jej wszystkich akcjonariuszy. W ramach konsultacji sporządzona została m.in. niezależna wycena projektu Nova Królikarnia. Renomowany rzeczoznawca – firma Cushman and Wakefield – oszacował bieżącą wartość rynkową projektu na 147,2 mln zł, czyli istotnie poniżej ceny, jaką za ten projekt ma zapłacić GCH.

W opinii Zarządu Spółki, realizacja transakcji będzie neutralna dla obligatariuszy – nie naruszy warunków wyemitowanych obligacji i nie będzie mieć negatywnego wpływu na możliwość obsługi zadłużenia przez Spółkę.

Korzyści dla Spółki i akcjonariuszy

– W wyniku planowanej transakcji ustabilizuje się sytuacja w akcjonariacie Ronson Europe. Zniknie element niepewności, gdyż Spółka będzie mieć teraz jednego wiodącego akcjonariusza – Luzon Group, na czele której stoi Pan Amos Luzon, przedsiębiorca izraelskiego pochodzenia z bogatym, wieloletnim doświadczeniem na rynku nieruchomości mieszkaniowych. To strategiczny inwestor z jasną wizją rozwoju, spójną ze strategią realizowaną przez Zarząd. Deklaruje długoterminowe zaangażowanie w Spółkę. Jednocześnie będziemy kontynuować współpracę z Global City Holdings przy projekcie Nova Królikarnia – powiedział Shraga Weisman, prezes Ronson Europe.

– Co ważne, transakcja odkupienia akcji należących do Global City Holdings zostanie połączona z jednoczesną sprzedażą projektu Nova Królikarnia na rzecz GCH. Nie będzie się zatem wiązać z wydatkami po stronie Ronsona. Wręcz przeciwnie, umożliwi nam realizację natychmiastowego zysku z tego projektu zamiast w perspektywie czterech czy pięciu lat. Oznacza ponadto zastrzyk około 21 mln zł w gotówce, który będziemy mogli przeznaczyć np. na zakup nowych działek. Dodatkowo, nabycie akcji własnych po cenie niższej od wartości księgowej i ich umorzenie przy jednoczesnej realizacji znaczącego zysku z projektu Nova Królikarnia przełoży się na wzrost wartości księgowej przypadającej na jedną akcję do około 2,16 zł, czyli o ponad 28% w porównaniu z końcem czerwca 2016 r. – wskazał Tomasz Łapiński, członek zarządu i dyrektor finansowy Spółki.

 

Stabilny inwestor długoterminowy

Planowana transakcja i związane z nią zmiany właścicielskie w Ronson Europe nie będą wiązać się ze zmianami w Zarządzie giełdowej Spółki. Wiodący akcjonariusz zamierza wspierać dalszy rozwój Ronson Europe i deklaruje poparcie dla realizowanej strategii.

– Jako jeden z głównych akcjonariuszy, a od kilku miesięcy również jako członek Rady Nadzorczej Ronson Europe, miałem okazję bardzo dobrze poznać biznes Spółki, ocenić umiejętności, doświadczenie i kompetencje Zarządu oraz realizowaną przez niego strategię. Dzięki udziałowi w akcjonariacie Ronsona, uzyskaliśmy dostęp do bardzo obiecującego rynku nieruchomości w Polsce. Jest to dla nas rynek o strategicznym znaczeniu. Ma on przed sobą doskonałe perspektywy i jestem przekonany, że Ronson ma wszelkie predyspozycje, by umacniać na nim swoją pozycję – powiedział Amos Luzon, członek Rady Nadzorczej i pośrednio jeden z głównych akcjonariuszy Ronson Europe. – Zaangażowanie w akcje Spółki traktuję jako perspektywiczną inwestycję długoterminową. Moją intencją jest utrzymanie Spółki na GPW i zachowanie pakietu większościowego po planowanej transakcji – dodał.

Bank Pekao SA po trzech kwartałach 2016

Skonsolidowany zysk netto po trzech kwartałach 2016 r. wyniósł 1 785 mln zł, rosnąc o +13,6% r/r z  wyłączeniem podatku bankowego. W trzecim kwartale bank osiągnął 521 mln zł zysku netto, co z wyłączeniem podatku bankowego oznacza wzrost o +5,1% r/r. Bank osiągnął dwucyfrowy wzrost zarówno kluczowych kredytów detalicznych (+10,5% r/r) jak i depozytów detalicznych (+11,5% r/r).

Po trzech kwartałach bieżącego roku Pekao osiągnął zysk netto w wysokości 1 785 mln zł ( -3,8% r/r). W warunkach porównywalnych, z wyłączeniem podatku bankowego zysk wzrósł o +13,6% w ujęciu rocznym. Za trzeci kwartał zysk netto wyniósł 521 mln zł.

Po trzech kwartałach zysk operacyjny brutto odnotował dwucyfrowy wzrost o +10,4% do 3 168 mln zł i był wsparty dobrą dynamiką trzeciego kwartału, w którym osiągnął poziom 962 mln zł (+6,8%  r/r).

Dochody operacyjne wyniosły 5 586 mln zł (+5,6% r/r),  a dochody podstawowe wzrosły w trzecim kwartale o +3,3% r/r. Wynik odsetkowy po 9 miesiącach wzrósł o +5,3% r/r do poziomu 3 269 mln zł, dzięki systematycznemu wzrostowi wolumenów. Marża odsetkowa netto w trzecim kwartale wzrosła do 2,81 %.

Dochody z tytułu opłat i prowizji bankowych z działalności podstawowej wyniosły po 9 miesiącach 1 196 mln zł (+0,1% r/r). Dochody z tytułu opłat i prowizji z działalności na rynku kapitałowym, będące pod presją widoczną w całej branży, uległy obniżeniu o -14,4% r/r, wykazując stopniową poprawę dynamiki w porównaniu do raportowanej w poprzednich kwartałach.

Kluczowe kredyty detaliczne wzrosły o +10,5% r/r do poziomu 50 310 mln zł, podczas gdy kluczowe kredyty korporacyjne wzrosły o +1,8% r/r do poziomu 44 845 mln zł.

W trzecim kwartale nowe kluczowe kredyty detaliczne wzrosły do rekordowego poziomu 3,9 mld zł, dzięki zarówno rekordowemu poziomowi nowych pożyczek gotówkowych, jak również wysokiemu poziomowi nowych kredytów hipotecznych.

Bank osiągnął po trzech kwartałach 2016 r. dwucyfrowy wzrost depozytów detalicznych o +11,5% r/r do poziomu 67 590 mln zł. Depozyty korporacyjne wyniosły 60 582 mln zł i odzwierciedlały koncentrację na marży, przy jednoczesnym utrzymaniu solidnego poziomu płynności Banku.

Po trzech kwartałach 2016 r. koszty operacyjne były stabilne i wyniosły 2 418 mln zł (-0,1% r/r). Bank Pekao cały czas poprawia efektywność kosztową, wskaźnik koszty/dochody wyniósł 43,3%.

Jakość aktywów Banku Pekao utrzymała się na wysokim poziomie. Koszty ryzyka w trzecim kwartale wyniosły 48 pb., wskaźnik kredytów nieregularnych wyniósł 6,4%, natomiast wskaźnik pokrycia rezerwami wzrósł do 74,3%.

“Kolejny raz osiągnęliśmy solidne wyniki dzięki pracy naszych ludzi. Wierzę, że to ta stworzona przez nas kultura pozwala od lat dotrzymywać obietnic. To prawdziwa wartość naszego Banku.” – powiedział Luigi Lovaglio, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Zwiększony popyt na dolara australijskiego

W bieżącym miesiącu bardzo ciekawą parą walutową może okazać się dolar australijski. Co prawda od kilkunastu tygodni można powiedzieć, że znajduje się w sporej konsolidacji, jednakże coraz więcej argumentów podpowiada nam, że para walutowa AUD/USD wybije się górą. Pierwszym argumentem, który skłania mnie do takiej prognozy jest bardzo duże prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych na grudniowym posiedzeniu. Wynosi ponad 80 procent.

Reasumując, podwyżka stóp procentowych jest już w cenach i nie widzę argumentu, który odpowiadałby za dalsze umocnienie dolara amerykańskiego. Kolejnym argumentem jest zaprzestanie dalszych obniżek stóp procentowych w Australii.

Zwiększony popyt na dolara australijskiego 11

Źródło: Bloomberg

Bank Centralny Australii przez najbliższy czas utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie, moim zdaniem do dalszych już nie dojdzie. Trzecim argumentem jest rosnąca cena rudy żelaza, która jest skorelowana z siłą dolara australijskiego.

Zwiększony popyt na dolara australijskiego 12

Źródło: Bloomberg

Na żółto oznaczono notowania rudy żelaza, na biało parę walutową AUD/USD. Jeżeli zielona linia pozioma zostanie pokonana przez notowania żelaza, to bez problemy zobaczymy kontynuację wzrostów na dolarze australijskim. Od kilku miesięcy mówię o tej parze ze względu na bardzo tanie surowce, być może w najbliższych tygodniach dany scenariusz zostanie zrealizowany. Ostatnim powodem do kontynuacji wzrostów są fundusze lewarowane oraz inwestycyjne. Od kilku tygodni na kontraktach terminowych podkupują dolara australijskiego. Wykres poniżej.Zwiększony popyt na dolara australijskiego 13

Źródło: Bloomberg

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

IPF Group planuje rekrutację na nowych rynkach. W grę wchodzi Portugalia oraz Rosja i kraje z nią sąsiadujące

IPF Group planuje rekrutację na nowych rynkach. W grę wchodzi Portugalia oraz Rosja i kraje z nią sąsiadujące 14
Agencja Doradztwa Personalnego i Pracy Tymczasowej IPF Group, działająca na rynkach polskim, niemieckim i francuskim, planuje pozyskiwanie pracowników z Portugalii, ubogich regionów Rosji oraz jej krajów ościennych niezbyt odległych od Polski. Nie zamierza natomiast na razie wychodzić poza branżę produkcyjną.

– Rozważamy różne rynki. Jeżeli chodzi o Francję, to wiemy, że pracownicy delegowani są np. z Portugalii, więc analizujemy możliwość otwarcia przedstawicielstwa w Portugalii. Tego rynku jeszcze nie znamy, natomiast takie są nasze pomysły rozwojowe –  mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jan Starzyk, dyrektor generalny IPF Group. – Rozważaliśmy kraje trochę dalsze niż Polska, takie jak Kazachstan czy może nawet Indie, natomiast tutaj dystans jest na tyle duży, odległość geograficzna i też kulturowa, że realistycznie nie rozważamy tamtych kierunków.

IPF Group zajmuje się rekrutowaniem pracowników w krajach uboższych do pracy na rynkach, na których pensje są wyższe. Przykładem mogą być Ukraińcy pracujący w Polsce czy Polacy – w Niemczech lub Francji.  Na polskim rynku, zwłaszcza w niektórych regionach bezrobocie spadło tak bardzo, że pracodawcy nie mogą znaleźć rąk do pracy. W październiku stopa bezrobocia wyniosła według MRPiPS 8,2 proc., najmniej od maja 1991 r.  Przy tym są obszary – jak Poznań, w którym siedzibę ma spółka – gdzie wynosi zaledwie 2 proc.

Cała ściana wschodnia, kraje, które sąsiadują z Rosją, tutaj widzimy, że podaż jest cały czas, że jest bardzo duży potencjał arbitrażu płacowego, że zarobki tam są sporo niższe –  tłumaczy Starzyk. – To samo dotyczy Rosji, w Rosji są takie regiony, w których się zarabia bardzo dużo, natomiast są też rejony takie, w których ludzie są bardzo ubodzy i tutaj też nawiązujemy współpracę z agencjami z Rosji, żeby pozyskiwać pracowników stamtąd.

IPF Group specjalizuje się w znajdowaniu wykwalifikowanych pracowników fizycznych do pracy w przemyśle, m.in. przy produkcji żywności, maszyn, branży motoryzacyjnej, w przemyśle drzewnym i metalurgicznym, budowlance oraz mechanice precyzyjnej. Największe zapotrzebowanie na pracowników zgłaszają branże mięsna i drzewna, poszukiwani są także spawacze i tokarze. Choć IPF Group ma także dział zajmujący się szukaniem personelu medycznego, nie zamierza wchodzić w kolejne branże usługowe.

– Obsługujemy bardzo dużo zakładów produkcyjnych. Na razie nie rozważamy wchodzenia w branże np. usługowe, chociaż w ramach grupy spółek IPF mamy spółkę IPF Medical, która wynajmuje fizjoterapeutów, pielęgniarki do Niemiec, do Francji, do Szwajcarii – wyjaśnia dyrektor generalny spółki. – Natomiast na razie to jest dla nas rozwijający się biznes. Nie planujemy rekrutować informatyków czy wysoko wykwalifikowanych inżynierów, na razie się jeszcze na tym nie znamy, nie planujemy rozwoju w tym kierunku. Widzimy bardzo duże zapotrzebowanie na pracowników fizycznych do zakładów produkcyjnych, mięsnych, ogrodnictwa itd., i to jest nasza kompetencja, na tym się znamy.

K. Maliszewski: obniżka stóp procentowych w Polsce jest bardziej prawdopodobna niż podwyżka

K. Maliszewski: obniżka stóp procentowych w Polsce jest bardziej prawdopodobna niż podwyżka 15
Eksperci wskazują, że obecny poziom cen i ich prognozy na najbliższe miesiące wskazują, że bardziej prawdopodobna w perspektywie najbliższych kwartałów może się wydawać obniżka stóp procentowych niż podwyżka – uważa Kamil Maliszewski, główny analityk Domu Maklerskiego mBanku.

Deflacja w Polsce nie ustępuje. W październiku według szybkiego szacunku GUS spadek cen wyniósł 0,2 proc. w ujęciu rocznym wobec 0,5 proc. rok do roku we wrześniu. W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 0,5 proc. w październiku.

– Im dłużej wskaźnik cen konsumpcyjnych będzie pozostawał na minusie, tym bardziej będzie to niepokojąca sytuacja. Z pewnością nie jest tak, że nie ma w naszym kraju negatywnych skutków deflacji. One się pojawiają, chociaż na razie nie są silne – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Kamil Maliszewski, główny analityk Domu Maklerskiego mBanku.

Zdaniem Maliszewskiego obecny brak perspektyw wzrostu cen przemawia za tym, że w najbliższych kwartałach nie zobaczymy podwyżki stóp procentowych w kraju. Analityk DM mBanku jest przekonany, że stopy pozostaną bez zmian lub pójdą w dół o symboliczne 0,25 pkt. bazowych. Obecnie główna stopa procentowa (referencyjna) wynosi 1,5 proc. i utrzymuje się na tym poziomie od marca 2015 roku. Cykl obniżek stóp trwa w Polsce od końca 2012 roku.

– Konsensus wśród ekonomistów wskazuje, że stopy procentowe pozostaną bez zmian przez cały 2017 rok. Sugerują to jasno również wystąpienia członków Rady Polityki Pieniężnej. Tylko silny impuls negatywny z zagranicy mógłby zmienić nastawienie RPP, a więc i opinię ekspertów – uważa Maliszewski.

Według eksperta wybór Adama Glapińskiego na nowego prezesa Narodowego Banku Polskiego nic nie zmienia z punktu widzenia perspektyw dla poziomu stóp procentowych w Polsce. Maliszewski podkreśla, że Glapiński od dnia nominacji już kilka razy opowiadał się za utrzymaniem konsensusu obowiązującego w RPP (o niezmienianiu głównej stopy co najmniej do końca przyszłego roku).

W opinii eksperta DM mBanku jedynie seria podwyżek stóp w USA, która wywołałaby nagłe osłabienie się złotego do dolara, mogłaby zmusić RPP do podwyższenia stopy referencyjnej. Maliszewski uważa, że prezes NBP i inni członkowie Rady Polityk Pieniężnej doskonale zdają sobie sprawę z tego, że już w grudniu może dojść do podwyżki stóp za oceanem (rynek ocenia prawdopodobieństwo tego zdarzenia na 70 proc.) i biorą to pod uwagę w swoim scenariuszu, a mimo to nie naruszają konsensusu.

– Po grudniowej podwyżce stóp w USA para dolar–złoty może zacząć iść w górę. Złoty w relacji do euro nie powinien się jednak osłabiać. Nie ma wyraźnego powodu, dla którego inwestorzy mieliby się zupełnie odwrócić od polskiej waluty. Dlatego jedna podwyżka stóp w USA raczej nie jest zagrożeniem dla złotego. Pytanie, czy w 2017 roku zobaczymy tylko dwie podwyżki, tak jak obecnie wskazują oczekiwania członków Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, czy więcej – zastanawia się Maliszewski.

Główna stopa procentowa w USA od grudnia 2015 roku pozostaje na poziomie 0,25–0,5 proc. Wtedy poszła w górę o 0,25 pkt. bazowych. Na poziomie 0–0,25 proc. pozostawała przez 6 lat.

Brexit zdecydowanie wpłynął na plany migracyjne Polaków. Spadło zainteresowanie wyjazdem do pracy w Wielkiej Brytanii

Brexit zdecydowanie wpłynął na plany migracyjne Polaków. Spadło zainteresowanie wyjazdem do pracy w Wielkiej Brytanii 16
Decyzja o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej będzie miała niemały wpływ na europejski rynek zatrudnienia i plany migracyjne Polaków. W ostatnich miesiącach spadła liczba osób chętnych do wyjazdu i pracy na Wyspach. Obecnie tylko 14 proc. rodaków rozważa ten kierunek emigracji zarobkowej, co oznacza spadek o 10 pkt proc. w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej – wynika z raportu Work Service „Migracje zarobkowe Polaków V”, który zaprezentowany zostanie w całości 21 listopada na konferencji Komitetu Dialogu Społecznego KIG.

– Wielka Brytania do tej pory była na pierwszym miejscu wśród krajów, do których chcieliśmy wyjeżdżać – przedstawia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Witucki, przewodniczący Komitetu Dialogu Społecznego KIG. – Wcześniej jedna czwarta ankietowanych była chętna do takiej migracji, dziś tylko 14 proc. W krótkim czasie, dwóch–trzech miesięcy, widzimy wyraźny spadek.

To najniższy wynik, jaki Wielka Brytania osiągnęła w trakcie czterech poprzednich edycji badania Work Service. Jak twierdzą autorzy raportu, tak znacząca zmiana może być efektem podjęcia przez obywateli Wielkiej Brytanii decyzji o wyjściu z Unii Europejskiej i związanej z tym niepewności.

Cały raport Work Service „Migracje zarobkowe Polaków V” zostanie zaprezentowany 21 listopada podczas konferencji pt. „Dokąd zmierza rynek pracy? W poszukiwaniu najlepszego kierunku” organizowanej przez Komitet Dialogu Społecznego KIG. Wśród dominujących tematów dyskusji ekspertów z branży HR i firm doradczych będą m.in. zmiany zachodzące na rynku pracy i jego kształt w perspektywie kolejnych 10–15 lat oraz najbardziej i najmniej perspektywiczne zawody.

Z badania wynika, że co drugi Polak uważa, że brexit powinien być procesem rozłożonym na wiele lat. Z drugiej strony co czwarty jest zdania, że rozstanie powinno nastąpić tak szybko jak to tylko możliwe.

 W opiniach Polaków mamy dwa wyraźne trendy: połowa Polaków mówi, że brexit powinien być rozciągnięty w czasie, bo chcą tam wyjechać, mają już kogoś lub pracują w Wielkiej Brytanii. Zależy im, by bezpieczny okres przejściowy był jak najdłuższy – precyzuje Maciej Witucki. – Kolejne 25 proc. Polaków jest zdania, że skoro Brytyjczycy podjęli taką decyzję, to sytuacja powinna jak najszybciej się rozstrzygnąć, a proces powinien być jak najkrótszy.

Taki pogląd częściej wyrażają mężczyźni. 28 proc. z nich jest za szybkim opuszczeniem struktur unijnych przez Wielką Brytanię. Takie rozwiązanie popiera 18 proc. kobiet. Za szybkim brexitem częściej opowiadają się osoby z wykształceniem wyższym i średnim (po 26 proc.) niż osoby słabiej wyedukowane.

Brytyjski Office for National Statistics podaje, że liczba Polaków na Wyspach Brytyjskich przekroczyła 830 tys. Do tej pory był to najpopularniejszy kierunek migracji zarobkowej rodaków. Eksperci Work Service podkreślają, że wpływały na to łatwość znalezienia zatrudnienia i wielokrotnie wyższe wynagrodzenia. Istotną zachętą jest także posiadanie rodziny i znajomych na emigracji (35 proc.).

– Większość wyjeżdżających jest zdania, że rynek brytyjski będzie się zamykał – podsumowuje Maciej Witucki. – Ale z drugiej strony jako dynamiczni migranci mieszkańcy naszego kraju szybko znajdują nowe miejsca. Nawet jeśli Brexit zredukuje możliwości pracy w Wielkiej Brytanii, to i tak będą wyjeżdżać, tylko w inne miejsca.

Prezes Narodowego Centrum Studiów Strategicznych pozywa Miasto jest Nasze. Oskarża Jana Śpiewaka o pomówienia w związku z reprywatyzacją w Warszawie oraz relacjami z Rosją

Prezes Narodowego Centrum Studiów Strategicznych pozywa Miasto jest Nasze. Oskarża Jana Śpiewaka o pomówienia w związku z reprywatyzacją w Warszawie oraz relacjami z Rosją 17
Przeprosiny, sprostowanie, wycofanie nieprawdziwych informacji i 150 tys. zł na cele społeczne – tego Jacek Kotas, prezes Fundacji Narodowe Centrum Studiów Strategicznych, domaga się od Jana Śpiewaka i stowarzyszenia Miasto jest Nasze. To reakcja na umieszczenie postaci prezesa NCSS na tzw. mapie reprywatyzacji. – Nie mam żadnych związków z reprywatyzacją, ani ja osobiście jako Jacek Kotas, ani jako przedstawiciel organów spółek, w których pracowałem – podkreśla.

– Dobre imię ma się tylko jedno i nie mam innej możliwości przeciwstawić się pomówieniom, fałszywym informacjom i oszczerstwom przedstawianym przez pana Jana Śpiewaka i stowarzyszenie Miasto jest Nasze. Pozostaje mi droga sądowa – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Kotas, prezes zarządu Fundacji Narodowe Centrum Studiów Strategicznych. – Złożyłem dwa pozwy w postępowaniu cywilnym i akt oskarżenia w postępowaniu karnym.

We wrześniu stowarzyszenie opublikowało tzw. mapę reprywatyzacji, w której Jacek Kotas, były wiceminister obrony, występuje w sieci nieczystych powiązań, m.in. z osobami z przestępczego półświatka czy osobami robiącymi interesy w Rosji.

– Jan Śpiewak poprzez swoje działania w bardzo dużym stopniu uniemożliwił mi moją działalność zawodową i działalność publiczną – mówi Kotas. – Jan Śpiewak często mówi o tym, że to, co robi, robi w interesie społecznym. Żaden interes społeczny nie usprawiedliwia pomawiania niewinnych ludzi i instytucji o nieuczciwe i niezgodne z prawem lub nieetyczne zachowania.

Jacek Kotas szefuje fundacji NCSS, zajmującej się kwestiami bezpieczeństwa państwa i doradzającej resortowi obrony narodowej. Przez 14 lat, do lata 2016 roku był w zarządzie spółki deweloperskiej Radius Projekt. W połowie października firma złożyła w sądzie pozew przeciwko stowarzyszeniu MJN. W oświadczeniu wówczas wydanym firma Radius podkreśliła, że żadna ze spółek należących do grupy „nigdy nie uzyskała od Skarbu Państwa bądź Miasta Stołecznego Warszawy żadnych korzyści z tzw. roszczeń reprywatyzacyjnych”.

– Sama dzika reprywatyzacja na pewno wymaga potępienia i ukarania. Ale trudno mi powiedzieć, dlaczego pan Jan Śpiewak łączy mnie z reprywatyzacją, łączy grupę Radius, w której do niedawna pracowałem, łączy NCSS i próbuje niszczyć te podmioty, nadwyrężyć ich wiarygodność i zaufanie do nich – mówi Jacek Kotas.

Prezes Fundacji NCSS domaga się od Śpiewaka przeprosin i 100 tys. zł wpłaconych na cel społeczny oraz kolejnych 50 tys. zł na cel społeczny od stowarzyszenia MJN.

Polacy ruszają na podbój kosmosu. Satelita Światowid ma trafić na orbitę okołoziemską już za kilkanaście miesięcy

Polacy ruszają na podbój kosmosu. Satelita Światowid ma trafić na orbitę okołoziemską już za kilkanaście miesięcy 18
Spółka SatRevolution podpisała umowę na wyniesienie na orbitę okołoziemską pierwszego polskiego satelity komercyjnego pod nazwą Światowid. Obiekt ma na nią trafić już na początku 2018 roku. Jak twierdzi Grzegorz Zwoliński, współzałożyciel przedsiębiorstwa, celem firmy jest stworzenie całej serii satelitów służących do zbierania danych, między innymi pogodowych oraz związanych z polem grawitacyjnym Ziemi.

– Podpisaliśmy umowę z firmą Interorbital, która zajmuje się wynoszeniem nanosatelitów na orbity. Nasze obiekty zostaną umieszczone na rakiecie w 2018 roku i wylecą z Pacyfiku w pierwszej połowie roku – informuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Grzegorz Zwoliński, współzałożyciel spółki SatRevolution. – Ich docelowa wysokość wyniesie około 350–400 kilometrów.

Ukierunkowana na działalność kosmiczną spółka SatRevolution jest młodym przedsiębiorstwem, stworzonym w lipcu tego roku przez założycieli firmy T-Bull, zajmującej się produkcją gier mobilnych. Spółka jest skoncentrowana na rozwoju nowych technologii i ma się specjalizować w projektowaniu i seryjnej produkcji sztucznych satelitów na potrzeby międzynarodowych agencji kosmicznych oraz innych odbiorców z sektora prywatnego i publicznego. Będzie również prowadzić prace badawcze nad nowymi rozwiązaniami z zakresu technologii kosmicznych.

Niedawno spółka SatRevolution podpisała z amerykańską firmą Interorbital Systems umowę dotyczącą wyniesienia na orbitę okołoziemską wykonanego w technice trójwymiarowego druku pierwszego polskiego komercyjnego satelity Światowid oraz dwóch towarzyszących mu obiektów. Trafić one mają na orbitę dzięki przystosowanej do transportu małych ładunków nośnych rakiecie Neptune N3.

– Firma pośrednicząca, zajmująca się takimi wylotami, liczy sobie około 300 tys. dol. za trzy kilogramy ładunku – twierdzi Grzegorz Zwoliński. – Takie mniej więcej są rynkowe ceny wyniesienia na orbitę. Udało nam się wynegocjować trochę lepsze warunki. Wyniesienie będzie dopiero początkiem naszego życia, bo od tego czasu będziemy mogli zarabiać pieniądze na danych, które będą pozyskiwane z satelity. Rozmawiamy z kilkoma firmami zajmującymi się obróbką i przygotowaniem systemu do ich sprzedaży.

Jak wynika z informacji spółki, głównymi zadaniami Światowida będzie badanie pola magnetycznego i grawitacyjnego Ziemi oraz zmian pogody i zjawisk zachodzących w atmosferze. Na pokładzie satelity znajdzie się system optyczny, który dostarczy wysokiej jakości zdjęcia Ziemi. SatRevolution liczy, że z wyników badań będą korzystać uczelnie oraz instytuty badawcze. Do tej pory w przestrzeni kosmicznej znalazły się trzy polskie satelity niekomercyjne: dwa naukowe obiekty (Lem i Heweliusz) oraz PW-Sat, będący rezultatem studenckiego projektu.

– Chcemy wysłać pierwszego satelitę, na którym będzie można zarabiać, i dwa dodatkowe służące badaniom wewnętrznym w firmie – zapowiada Grzegorz Zwoliński. – Mamy zamiar stworzyć całą serię takich obiektów. Aktualnie jesteśmy w trakcie wprowadzania poprawek do pierwszego prototypu. Wydaje nam się, że powinniśmy ukończyć je do stycznia. Będziemy mogli wtedy rozpocząć testy na wytrzymałość elektromagnetyczną całego sprzętu, które prawdopodobnie zakończą się w połowie przyszłego roku.

Rynek usług sprzątania dynamicznie rośnie. Jego wartość przekracza 2 mld zł

Rynek usług sprzątania dynamicznie rośnie. Jego wartość przekracza 2 mld zł 19
W Polsce rynek usług sprzątania nie jest tak dobrze rozwinięty jak na zachodzie Europy, ale ma duży potencjał i dynamicznie się rozwija. Wzrost ten jest szacowany na 20 proc. rocznie, a wartość rynku na 2 mld zł. Miesięcznie na najpopularniejszych polskich portalach ogłoszeniowych pojawia się ponad 6 tysięcy ogłoszeń o sprzątaniu.

Polski rynek usług sprzątania jest dość młodym rynkiem w porównaniu do naszych zachodnich sąsiadów. Patrząc na akwizycje mniejszych start-upów przez większe firmy sprzątające, widzimy, że jest to dość obiecująca branża również na naszym polskim rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Nesterowicz, country manager MyRendi.pl, węgierskiej platformy łączącej klientów z osobami sprzątającymi, która kilka tygodni temu weszła na polski rynek. – Mamy dosyć duże oczekiwania wobec naszej obecności w Polsce.

Jak podkreśla, potencjał rynku pokazuje fakt, że co miesiąc na najpopularniejszych portalach ogłoszeniowych pojawia się 6 tys. ogłoszeń o sprzątaniu.

Rozwój tego biznesu jest w dużej mierze uzależniony od podejścia indywidualnego do klienta. Firmy w USA tracą każdego roku 55 proc. klientów ze względu na niską jakość świadczonych usług. Teraz klient oczekuje tego, że firma sprzątająca zaoferuje cały zakres sprzątania i wywiąże się z danych obietnic – mówi Nesterowicz.

Ze statystyk MyRendi.pl wynika, że najczęściej sprzątanie przez internet zamawiają osoby w wieku 25–40 lat. To aż 80 proc. wszystkich zleceń. Co czwarta osoba regularnie zamawia mycie okien, a co piąta – piekarnika lub lodówki. Sprzątanie po remontach lub przeprowadzkach to 10 proc. zamówień. Za to rzadko pojawiają się zlecenia na zmywanie naczyń, pranie czy porządkowanie szaf.

Branża usług sprzątania jest podzielona na dwa sektory. Jeden to jest sektor indywidualny, a drugi biznesowy. My bardziej skupiamy się na sektorze indywidualnym, ale nie zamykamy się na współpracę z mniejszymi biurami – mówi country manager MyRendi.pl

Nesterowicz prognozuje, że segment biznesowy będzie zyskiwać na znaczeniu. Ciekawym trendem na rynku  jest współpraca z gospodarzami z Airbnb, czyli osób, które wynajmują swoje mieszkania na krótki okres.

To jest zazwyczaj standardowe sprzątanie, często zamawiane bez wyprzedzenia. Dziś takie zlecenia dla gospodarzy Airbnb stanowią 5 proc. naszej bazy zamówień, ale liczba ta stale rośnie – mówi Marcin Nesterowicz.

Ubezpieczyciele inwestują w start-upy. Nowe technologie wymusiły rewolucję na rynku ubezpieczeń

Ubezpieczyciele inwestują w start-upy. Nowe technologie wymusiły rewolucję na rynku ubezpieczeń 20
Rozwój nowych technologii i mediów społecznościowych wymaga od branży ubezpieczeniowej innowacyjnego podejścia, dlatego od kilku lat w ubezpieczeniach rozwija się tzw. insurtech. Ubezpieczyciele inwestują w start-upy, które wykorzystują cyfrowe narzędzia i oferują całkiem nowe usługi. Podobne rozwiązania pojawiają się również w Polsce, jednak na tle innych państw europejskich wciąż wypadamy słabo pod względem innowacyjności.

– Branża ubezpieczeniowa nie jest innowacyjna. Wprawdzie różnie to wygląda w różnych krajach. Ubezpieczyciele muszą jednak patrzeć na rynek. Zmieniają się potrzeby klientów i sposób, w jaki technologia wpływa na ich zachowania klientów, więc muszą też być różne produkty ubezpieczeniowe. Ubezpieczyciele muszą się do tego ubezpieczyciele dostosowywać – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Pluta, partner zarządzający i współzałożyciel Sollers Consulting, firma specjalizująca się w usługach wdrożeniowych dla branży finansowej, ubezpieczeń i bankowości. – Dziś tylko 2 proc. rynku na świecie jest ubezpieczone, więc ubezpieczyciele mogą szukać nowych miejsc na wykorzystanie swoich produktów, a także nowych produktów.

Innowacje w branży ubezpieczeń są ściśle związane z rozwojem nowych technologii, które wpływają na poziom bezpieczeństwa, zwiększają wiedzę ubezpieczycieli o klientach oraz wymuszają stworzenie całkiem nowych produktów ubezpieczeniowych.

– Na świecie bardzo ważne są rozwiązania takie jak autonomiczne samochody czy telematyka, które wpłyną na ubezpieczenia majątkowe, w szczególności komunikacyjne. Telematyka umożliwi lepsze dostosowanie rozwiązań do potrzeb klienta. W przyszłości młodzi kierowcy, którzy będą bezpiecznie prowadzić samochód, będą mogli płacić znacznie mniej niż dzisiaj dzięki temu, że ubezpieczyciel będzie więcej wiedział o ich stylu jazdy – mówi Marcin Pluta.

Jak przewiduje współzałożyciel Sollers Consulting, nowe technologie i wprowadzenie na rynek samochodów autonomicznych spowodują przesunięcie ubezpieczeń komunikacyjnych z indywidualnych w stronę korporacyjnych. Obecnie ubezpieczenia korporacyjne stanowią około 20 proc. sprzedaży.

 Ubezpieczyciele muszą mieć nowy pomysł na te produkty. Możliwe, że w przyszłości klient w ogóle nie będzie musiał ubezpieczać swojego samochodu, bo zrobi to za niego korporacja czy producent oprogramowania – uważa Marcin Pluta.

Na branże ubezpieczeniową wpływa też rozwój internetu rzeczy i technologii wspierających tzw. inteligentny dom. Dzięki urządzeniom i czujnikom, które mogą ostrzegać przed nieprzewidzianymi zdarzeniami i im zapobiegać, ubezpieczyciele będą mieli większą kontrolę nad ryzykiem. Firma Gartner wskazuje, że do 2018 roku na całym świecie będzie ok. 6 mld urządzeń, które będą samodzielnie sygnalizować potrzebę naprawy czy przeglądu. Obowiązek ubezpieczenia domu w przyszłości przejmie zaś firma zarządzająca domem i systemami elektronicznymi.

Media społecznościowe i nowe narzędzia w komunikacji spowodowały z kolei zmiany w postawach konsumenckich. Dla ubezpieczycieli istotna jest generacja millenialsów, która oczekuje innych kanałów kontaktu i elastycznych produktów ubezpieczeniowych, a z drugiej strony rozwój big data spowodował, że ubezpieczyciele dysponują większą liczbą danych o swoich klientach i mogą nimi efektywnie zarządzać.

Zmiany w otoczeniu rynkowym, postęp technologiczny i rozwój narzędzi cyfrowych wymuszają na branży ubezpieczeniowej innowacyjne podejście i konieczność szybkiej adaptacji. Stąd od kilku lat w ubezpieczeniach rozwija się nowy segment, tzw. insurance tech. Ubezpieczyciele zaczynają inwestować w start-upy, które wykorzystują nowe technologie i oferują całkiem nowe rozwiązania.

Z raportu firmy Gartner wynika, że już 2/3 największych światowych firm ubezpieczeniowych zainwestowało w insurtech. W kolejnych dwóch latach w ich ślady pójdzie reszta ubezpieczycieli.

Innowacje widzimy w wielu ubezpieczeniowych start-upach technologicznych. Przykładem mogą być ubezpieczenia typu peer to peer, ubezpieczenia krótkoterminowe, ubezpieczenia płatne według użycia i sposobu w jaki np. kierowca prowadzi samochód. Ubezpieczyciele muszą zdecydować, które z tych rozwiązań chcą wdrożyć, które mogą wdrożyć przy współpracy z partnerami, a które nie sprawdzą się w przyszłości – mówi Marcin Pluta.

Liderem ubezpieczeń peer to peer (inaczej ubezpieczenia społecznościowe) jest obecnie start-upowa platforma Friendsurance, w której grono przyjaciół może stworzyć własną grupę ubezpieczeniową. Część ich składki jest rezerwowana na opłacenie mniejszych szkód, natomiast większe są pokrywane z tradycyjnego ubezpieczenia. Jak zauważa Marcin Pluta, na świecie pojawia się coraz więcej podobnych narzędzi, natomiast polski rynek w segmencie insurtech wciąż raczkuje.

W Polsce nie mamy bardzo dużo start-upów typu insurtech. Nasze firmy ubezpieczeniowe są bardzo zaawansowane, jeżeli chodzi o systemy podstawowe informatyczne w ubezpieczeniach, natomiast brakuje nowinek technologicznych, których bardzo dużo widzimy w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech. Jest kilka dobrych pomysłów, jak np. Janosik, aplikacja dla kierowców, z którą ubezpieczyciele zaczynają współpracować. Chodzi o to, żeby myśleć, jak te nowoczesne rozwiązania połączyć z ubezpieczeniami – mówi Marcin Pluta.

O nowych trendach w ubezpieczeniach majątkowych i innowacjach w branży ubezpieczeniowej goście z całego świata – już po raz piąty – będą rozmawiać podczas międzynarodowej konferencji „Innovation in Insurance”, która odbędzie się w Warszawie 21 listopada. W spotkaniu, którego organizatorem są Sollers Consulting i Guidewire Software, wezmą udział przedstawiciele największych firm ubezpieczeniowych z całego świata.

Radiologia interwencyjna szansą na wyleczenie większej liczby chorych z nowotworami. Niestety w Polsce wciąż mało dostępna

Radiologia interwencyjna szansą na wyleczenie większej liczby chorych z nowotworami. Niestety w Polsce wciąż mało dostępna 21
W Polsce co roku wykrywa się nowotwory u 150 tys. osób. Te złośliwe są drugą przyczyną zgonów. U części chorych guza można wyleczyć metodą małoinwazyjną, m.in. poprzez zabieg embolizacji, który niszczy komórki nowotworu. Choć zabieg jest skuteczne, w Polsce, poza kilkoma ośrodkami, nie jest metodą rutynową. Dzięki otwarciu Pracowni Radiologii Zabiegowej i Interwencyjnej z systemem Allura Clarity w Centrum Onkologii-Instytucie im. M. Skłodowskiej-Curie w Gliwicach możliwość takiego leczenia zyskali chorzy na Śląsku.

W Centrum Onkologii – Instytucie im. M. Skłodowskiej-Curie w Gliwicach została otwarta Pracownia Radiologii Zabiegowej i Interwencyjnej z systemem Allura Clarity firmy Philips. Jak podkreślają eksperci, ośrodków wykonujących procedury radiologii interwencyjnej, zwłaszcza u chorych na nowotwory złośliwe, jest w Polsce zbyt mało.

– Nowo otwarta pracownia pozwoli wykonywać procedury terapeutyczne u chorych na nowotwory złośliwe, u których do tej pory w naszym instytucie nie mogliśmy wykonywać i do których dostęp na Śląsku był ograniczony, a niektóre nie były wykonywane. Mamy nadzieję, że dzięki temu poprawi się skuteczność leczenia chorych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Barbara Bobek-Billewicz, kierownik Zakładu Radiologii i Diagnostyki Obrazowej Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Gliwicach.

Nowa pracownia to jedna z najlepiej wyposażonych i najnowocześniejszych sal zabiegowych w Polsce. System Allura Clarity otworzył drogę do wykonywania u pacjentów onkologicznych zabiegów embolizacji i ablacji, czyli metod małoinwazyjnych skutecznych w leczeniu niektórych nowotworów.

– Embolizacja to zamknięcie dopływu krwi do guza, doprowadzenia do jego martwicy, a więc zniszczenia komórek nowotworu. Zwykle dodatkowo będzie podawany chemioterapeutyk czy radioizotop, który poprawia skuteczność tej metody, a jednocześnie oszczędza zdrowe tkanki. Ablacja zaś to niszczenie guza przez fale radiowe czy temperaturę. Wykonywana jest przez wkłucie igły bezpośrednio do guza – tłumaczy ekspertka.

Radiologia zabiegowa stanowi uzupełnienie podstawowych metod leczenia chorób onkologicznych: chirurgii, chemioterapii i radioterapii. Część pacjentów ze względu na rodzaj nowotworu, jego lokalizację lub zły stan ogólny nie może być leczena żadną z podstawowych metod. Wówczas można wypróbować metodę małoinwazyjną. Skuteczność embolizacji czy ablacji zostały potwierdzone w wielu badaniach, jednak w Polsce poza kilkoma ośrodkami nie są to metody stosowane rutynowo.

– Obecnie każdy chory na nowotwór złośliwy powinien być leczony wielospecjalistycznie, kilkoma metodami – przekonuje prof. Barbara Bobek-Billewicz.

Radiologia interwencyjna u pacjentów nieoperacyjnych często jest jedyną możliwością leczenia. Chemoembolizacja, czyli zablokowanie naczyń odżywczych guza nowotworowego z równoczesnym podaniem chemii do guza, pozwala na precyzyjne leczenie zmian nowotworowych przy redukcji dawki leku. Radiologia zabiegowa może także wspomagać chirurgię.

– Nowa pracownia rozszerza naszą ofertę leczniczą. Dzięki radiologii interwencyjnej chirurgia, radioterapia i chemioterapia otrzymują ogromne wsparcie, można uzyskać lepszą odpowiedź na guza nowotworowego poprzez zastosowanie zabiegu radiologii interwencyjnej. Ten guz może być później doszczętnie usunięty, jeżeli pierwotnie był nieoperacyjny. Może zostać skutecznie napromieniony i zlikwidowany. Metodami radiologii zabiegowej leczymy również tzw. chorobę oligometastatyczną – podkreśla Krzysztof Składowski, dyrektor oddziału gliwickiego Centrum Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie.

System Allura Clarity, w jaki została wyposażona pracownia, pozwala na użycie minimalnej objętości środka cieniującego i ekspozycji na promieniowanie podczas badania, bez utraty informacji istotnych dla skutecznego planowania leczenia i zabiegu interwencyjnego. Dzięki technologii Clarity IQ dawka promieniowa może zostać obniżona o 70–80 proc. w stosunku do innych systemów.

– Pacjenci onkologiczni bardzo często mają wykonywane badania obrazowe, gdzie dawka promieniowania już jest dość duża. Każde obniżenie promieniowania jest niezwykle istotne. Mając tak nowoczesny aparat angiograficzny, będziemy mogli podawać mniejszą ilość środka kontrastowego podczas zabiegów, które nie są obojętne dla pacjentów, zwłaszcza onkologicznych. To będą zabiegi bezpieczne dla pacjentów – wskazuje dr n. med. Justyna Rembak-Szynkiewicz, radiolog Centrum Onkologii-Instytutu im. M. Skłodowskiej-Curie, Oddział w Gliwicach.

System pozwala na trójwymiarowe obrazowanie struktur naczyniowych w czasie rzeczywistym z jednoczesnym ograniczeniem czasu trwania badania, dawki promieniowania rentgenowskiego i ilości podanego środka kontrastowego. Skorzystają także lekarze. Jakość obrazu, ergonomia urządzenia i precyzja podczas zabiegów dają większe poczucie bezpieczeństwa.

– System Allura Clarity spełnia trzy podstawowe oczekiwania lekarza. To przede wszystkim bezpieczeństwo, zarówno dla pacjenta, jak i obsługi, jakość obrazu wpływająca bezpośrednio na jakość wykonywanych zabiegów oraz ergonomia pracy. Skan rotacyjny z rekonstrukcją 3D daje możliwość oglądania wszelkich zmian, które podlegają leczeniu w technologii 3D. Allura Clarity ma software’y pozwalające na wszelkiego rodzaju pomiary czy możliwość nawigowania dostępu do zmiany wymagającej leczenia. To sprzęt wysokospecjalistyczny redukujący dawkę promieniowania, ilość używanego środka kontrastowego i zapewniający bardzo dobrą jakość obrazowania – wymienia Wiesław Klatt, dyrektor linii biznesowej Philips w Polsce i w krajach bałtyckich.

Fundacja Rak’n’Roll remontuje poczekalnie onkologiczne. Odpowiednie kolory i meble mają poprawiać samopoczucie pacjentów

Fundacja Rak'n'Roll remontuje poczekalnie onkologiczne. Odpowiednie kolory i meble mają poprawiać samopoczucie pacjentów 22
Poczekalnie onkologiczne mało komu kojarzą się pozytywnie. Przygnębiająca atmosfera, wszechobecna szarość, wielogodzinne oczekiwanie wizyty i diagnoza, której nikt nie chciałby usłyszeć. By choć trochę umilić czas pacjentom, którzy czekają na wizytę, i odwrócić ich uwagę od bieżących problemów, Fundacja Rak&Roll znacząco zmienia wizerunek tych miejsc. Celem programu „Poczekalnie Onkologiczne” jest ich remont, odnowienie ścian i wyposażenie w kolorowe, dodające optymizmu meble.

Pacjent, który zderza się z informacją o chorobie nowotworowej, bardzo często popada w depresję, jest w złym stanie psychicznym, wychodzi z gabinetu w Centrum Onkologii, gdzie wszystkie ściany są obdrapane, szare, brzydkie. Takie otoczenie tylko może pogłębić tę depresję – mówi agencji Newseria Lifestyle Joanna Łojko, dyrektor zarządzająca Fundacji Rak&Roll.

Jednym z celów Fundacji Rak&Roll jest zmiana wizerunku poczekalni onkologicznych. W 2011 roku założycielka Fundacji Magda Prokopowicz podkreślała: „W ramach akcji uczłowieczania poczekalni onkologicznych będziemy chcieli wstawić tam wygodne fotele, kolorowe zdjęcia oraz informacje dotyczące osób, które wygrały walkę z rakiem”.

Dla naszej Fundacji celem jest uczłowieczanie poczekalni onkologicznych, co było marzeniem Magdaleny Prokopowicz. Chodzi o odnowienie poczekalni w centrach onkologii, nadanie im takiego koloru, który ich uspokoi i sprawi, że zaczną trochę bardziej pozytywnie myśleć. Stawiamy na kolory, w których będą się dobrze czuli, które dodadzą energii, czyli wszelkie pastele, delikatne kolory, optymistyczne, które pomogą im w tym trudnym czasie. Kolor ma w tym przypadku ogromne znaczenie – mówi Joanna Łojko.

Do tej pory w ten sposób udało się wyremontować poczekalnie m.in. w Katowicach, Olsztynie, Poznaniu, Zielonej Górze i Warszawie.

Musimy też pamiętać, że są inni pacjenci, którzy przychodzą na leczenie, czasami dniami, miesiącami, latami. Musimy dobrać takie kolory, żeby oni w tych wnętrzach czuli się dobrze, żeby czuli się zrelaksowani i żeby ten czas upływał im w nieco lepszych okolicznościach – dodaje Joanna Łojko.

Aplikacje mobilne w komunikacji miejskiej coraz popularniejsze. Pasażerowie wyszukują w ten sposób połączenia, kupują bilety, zamawiają taksówki

Aplikacje mobilne w komunikacji miejskiej coraz popularniejsze. Pasażerowie wyszukują w ten sposób połączenia, kupują bilety, zamawiają taksówki 23
Polacy narzekają na korki w mieście, ale i tak często wybierają samochód, mimo że jego miesięczne utrzymanie czterokrotnie przewyższa cenę biletów komunikacyjnych. Jednak nie tylko publiczne środki transportu mogą usprawnić poruszanie się w miejskiej dżungli, lecz także korzystanie z inteligentnych aplikacji. Można dzięki nim wyszukać najlepsze połączenie, zamówić transport i za niego zapłacić. Najpopularniejsze wśród Polaków są aplikacje pozwalające na wyszukiwanie połączeń komunikacji miejskiej, korzysta z nich ponad 60 proc. – wynika z badania mytaxi.

 To, czy sprawnie i szybko jesteśmy w stanie poruszać się po naszych miastach, zależy nie tylko od tego, jak to miasto zaprojektujemy, lecz także od tego, jak skutecznie jesteśmy w stanie korzystać z nowych rozwiązań technologicznych. Są to m.in. aplikacje do wyszukiwania i zamawiania transportu, a także płacenia za tę usługę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający mytaxi.

W badaniu „Komunikacja w aglomeracjach – sytuacja i innowacje” zrealizowane przez SW Research na zlecenie mytaxi, aplikacji taxi 69 proc., respondentów wskazało, że korzystało z aplikacji do wyszukiwania połączeń komunikacji miejskiej, a 80 proc. słyszało o takiej usłudze.

W największych polskich miastach jedna czwarta mieszkańców skorzystała z aplikacji do zamawiania taksówek, a 53 proc. o niej słyszało. Natomiast bilety komunikacji miejskiej kupuje online jedna czwarta ankietowanych, a połowa mieszkańców słyszała o tej możliwości – wymienia Krzysztof Urban.

Coraz więcej osób płaci też bezgotówkowo za kurs taksówką. W mytaxi opcja „płać przez aplikację” wybierana jest w 3/4 przypadków.

Za najszybszy środek transportu 57 proc. osób mieszkających w dużych aglomeracjach uważa własny samochód. Tylko 19 proc. za najszybszą uznało komunikację miejską, a 15 proc. – taksówki, podczas gdy kierowcy autobusów i taksówek mogą skutecznie omijać korki dzięki możliwości przejazdów buspasami i nie tracą czasu na parkowanie. Według mytaxi dowodzi to niskiej świadomość Polaków w kwestii efektywnego poruszania się po mieście.

– Łącząc rozwiązania technologiczne z transportem w mieście, można zobaczyć, że tak naprawdę przemieszczanie się w dużej aglomeracji jest intermodalne, tzn. łączy różne sposoby transportu, które możemy dobierać według potrzeb. Dlatego dla odkorkowania miast ważne jest właśnie wspieranie transportu publicznego, promowanie aplikacji związanych z transportem, a także systemów współdzielenia, które mogą zastąpić samochody prywatne – podkreśla Krzysztof Urban.

Systemy związane z ekonomią współdzielenia to w Polsce wciąż nowość. Najpopularniejszy z nich jest carpooling, czyli wspólne korzystanie z samochodów. Aplikacje, które ułatwiają korzystanie z tej opcji, są znane 58 proc. mieszkańców miast, ale korzysta z nich tylko połowa tej grupy. Bike-sharing to zjawisko znane 42 proc. badanych, podczas gdy co piąty Polak skorzystał z tej usługi. Badanie mytaxi wskazuje również, że znajomość bike-sharingu bardziej znana jest w Warszawie niż w innych miastach kraju.

Tylko 3 proc. Polaków twierdzi, że w ich mieście z przemieszczaniem się nie ma żadnych problemów. Jako największe utrudnienia komunikacyjne najczęściej wskazywane są zbyt duże korki oraz brak miejsc parkingowych. W wyniku tych utrudnień 70 proc. mieszkańców polskich miast zdarza się porzucać jazdę samochodem na rzecz komunikacji miejskiej, a połowa idzie pieszo.

Prokuratorzy zyskali dużą władzę nad sądami i niewinnymi obywatelami

Z inicjatywy ministra sprawiedliwości uchwalona została ustawa, dzięki której prokuratorzy uzyskali władzę nad sądem. Ograniczone zostały też prawa obywatelskie, jeżeli prokurator nie zgodzi się z wyrokiem sądu pierwszej instancji, to sprawa nie będzie rozpatrywana przez sąd wyższej instancji, tak jak to było dotąd.

– Osoba uniewinniona znajdzie się w dużo gorszej sytuacji – mówi w rozmowie z MarketNews24, Michał Magdziak, ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR).

– Nie można być w stałym stanie oskarżenia, obywatel ma prawo do tego, aby uzyskać wyrok uniewinniający, ale to prawo zostało mu teraz ograniczone.

Jak wybory w USA i Brexit wpływają na rynek nieruchomości w Polsce

Wybór D.Trumpa na prezydenta nie będzie miał wpływu na rynek nieruchomości w Polsce, w przeciwieństwie do Brexit. I ten wpływ będzie pozytywny, zainteresowanie nieruchomościami już wzrasta.

– Szczególnie zmienia się londyński rynek nieruchomości, część aktywów przenoszonych jest na Kontynent i wzrasta zainteresowanie polskimi nieruchomościami, gdyż stopa zwrotu z inwestycji jest 2-3 – krotnie wyższa niż w Europie Zachodniej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon.

Trump nie taki straszny

Zaskakujące zwycięstwo Donalda Trumpa w wyścigu o fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych to już drugi w tym roku szok, po brytyjskim referendum, jaki inwestorom zafundowali wyborcy. Trzeba jednak przyznać, że ten najnowszy rynki zniosły na razie bardzo spokojnie. Największa fala paniki rozpoczęła się tuż po trzeciej nad ranem, jeszcze w momencie niewielkiej przewagi Hillary Clinton i trwała zaledwie około dwóch godzin. W tym czasie kontrakty na amerykańskie i europejskie indeksy zniżkowały po 3-5 proc., Nikkei tracił ponad 6 proc., a meksykańskie peso przeceniano o więcej niż 10 proc.

Początek handlu na naszym kontynencie nie był już tak dramatyczny, a skala zmian indeksów giełdowych, notowań surowców i kursów walut w kolejnych godzinach zupełnie nie kojarzyła się z atmosferą nadzwyczajnych wydarzeń.

Choć okres niepewności i podwyższonej zmienności na rynkach zapewne jeszcze się nie skończył, to jednak doświadczenia, zarówno z brytyjskiego referendum, jak i amerykańskich wyborów wskazują, że emocje nie są najlepszym doradcą i często szybko ustępują chłodniejszej kalkulacji. Najbliższe dni i tygodnie z pewnością będą skłaniały do spokojnych przemyśleń dotyczących własnej strategii i jej ewentualnych zmian, dostosowujących skład portfela do nowej sytuacji, której elementy powoli zaczną się krystalizować.

Michał Stanek, AgioFunds TFI S.A.

Rynek e-aptek 2016

W porównaniu do 2015 roku z internetowych aptek korzysta się coraz częściej; na stronach WWW e-aptek jest coraz większy ruch. W tym roku korzystają na tym preparaty ziołowe. Ale w ramach Omnichannel jest jeszcze wiele pracy przed rynkiem. To tylko kilka wybranych obserwacji z  projektu Rynek e-aptek 2016.

E-apteki 2016 to wieloźródłowy, syndykatowy projekt opisujący rynek sprzedaży leków i suplementów diety w polskim internecie obejmujący kluczowe trendy, mapowanie graczy, opis i segmentacja użytkowników, analizę produktów i rekomendacje strategiczne i taktyczne do działań w kanałach cyfrowych.

Garść obserwacji z tego rocznej edycji:

  • DOZ i Gemini – największe apteki mają jeszcze więcej użytkowników/klientów, ale coraz rzadziej są obecne w social media. Apteki, które je goniły w 2015, też mają więcej użytkowników, i są coraz bardziej popularne w social media.
  • social media są ważne, ponieważ wskazując powody wyboru aptek użytkownicy najczęściej wskazują opinie znajomych/rodziny (28%). Apteki rozwijające się na rynku (Melissa, Cefarm24) – korzystają z tej szansy rozwoju w social media. Za to o najbardziej widocznej aptece – Gemini – mówi się nieco mniej (podobnie do największej – DOZ).

Rynek e-aptek 2016 24

  • Customer Journey – świadomość marki aptek internetowych jest bardzo ważna – aż 37% użytkowników, aby kupić leki, od razu bezpośrednio wchodzi na stronę WWW apteki i dopiero szuka produktów.
  • Omnichannel Tylko 23% użytkowników e-aptek korzysta z tych samych aptek w fizycznych punktach sprzedaży.
  • Ceny i promocje – DOZ spadły ceny , a w Gemini – nieco wzrosły; ceny najszybciej rosną w SFD i Aleleki. Spadają ceny suplementów dietyrosną ceny suplementów diety na seksualność. Ceny leków są kluczowe – niemal wszyscy deklarują, że korzystają z promocji na stronach WWW (89%) i w gazetkach promocyjnych (81%).
  • Produkty – W 2015 najbardziej urosła liczba osób kupujących witaminy/minerały i preparaty ziołowe.
  • Cross-sell – połowa użytkowników (50%) chciałaby kupować w e-aptekach również kosmetyki.
  • Telemedycyna w eptekach – ma przed sobą jeszcze przyszłość – tylko 37% chciałoby kupować usługi medyczne na stronach e-aptek, 34% – technologie do monitorowania zdrowia.

Źródła danych w projekcie: Deklaracje – badanie CAWI zrealizowane na próbie celowej n=1020 użytkowników aptek internetowych. Badanie zrealizowane w październiku 2016, Pollster. Ceny w aptekach – skan oferty produktowej ankiet internetowych, zrealizowany przez Price Panorama. Stan cen na październik 2016. Dyskusje w social media – skan dyskusji na temat aptek offline i online w mediach społecznościowych. Dane obejmują okres styczeń – październik 2016. Google – korzystanie z wyszukiwarek i trendy w korzystaniu ze słów kluczowych. Dane pochodzące z narzędzi Key Word Planner Tool i Trends udostępniane przez Google. Traffic i źródła ruchu na stronach aptek – dane estymowane z adserwerów. Źródło: Similarweb

Źródło: IRCEnter

Eksperci Fidelity International komentują wynik wyborów w USA pod kątem rynków

Po zaciekłym i kontrowersyjnym wyścigu prezydenckim zwycięzcą okazał się pan Donald Trump. W 2016 r. wyścig na fotel prezydencki był na pewno jednym z najbardziej spornych i niepewnych od bardzo wielu lat.

Angel Agudo, Zarządzający funduszem – Akcje amerykańskie

Bez względu na wstępną reakcję rynku nie uważam, by wynik amerykańskich wyborów prezydenckich wpłynął na długoterminową sytuację na rynkach. Przeprowadzono szereg badań, które pokazały, że wyniki wyborów prezydenckich mają ograniczony wpływ na rynek amerykański i moim zdaniem tym razem nie będzie inaczej. Ponadto zanim omówimy potencjalne oddziaływanie rezultatu wyborów na różne sektory, należy powtórzyć, że uprawnienia Prezydenta Stanów Zjednoczonych są ograniczone ze względu na podział władzy na wykonawczą, legislacyjną i sądową. Przed wdrożeniem wszystkie federalne przepisy ustawodawcze muszą przejść przez Kongres. W związku z powyższym nawet jeżeli pan Trump promowałby jakieś ekstremalne rozwiązania, trudno byłoby je wprowadzić w życie, biorąc pod uwagę amerykańską strukturę legislacyjną. Dlatego też istotne jest, by inwestorzy w dalszym ciągu koncentrowali się na zasadniczych elementach spółek, a nie poddawali się zgiełkowi/zmiennym nastrojom generowanym przez tego typu zdarzenia.

Jako że rynek jako podstawową możliwość rozważał wygraną Clinton, istnieje prawdopodobieństwo, że zwycięstwo Trumpa przyczyni się na wstępie do większych wahań. Z fiskalnego, monetarnego, handlowego i legislacyjnego punktu widzenia pan Trump jest ogólnie postrzegany jako osoba, która mogłaby doprowadzić do bezprecedensowego wzrostu niepewności politycznej. W efekcie papiery skarbowe i złoto mogłyby na wstępie odnieść korzyści płynące z „bezpiecznych przystani”, ponieważ inwestorzy będą starać się unikać ryzyka. W krótkim okresie ze względu na niepewność polityki handlowej spodziewam się także większych wahań kursu dolara amerykańskiego. Pozycję dolara, w szczególności w stosunku do meksykańskiego peso i chińskiego renminbi, powinny wzmocnić takie czynniki, jak większy bodziec fiskalny, repatriacja i protekcjonizm. Pan Trump kilkakrotnie za cel ataku wybierał umowy handlowe z Meksykiem i Chinami. Także drastyczna kontrola imigracji była kluczowym punktem jego kampanii. Sektory, które są w największym stopniu narażone na jego propozycje imigracyjne, to obszary charakteryzujący się najwyższym udziałem taniej siły roboczej. Najlepszym przykładem jest rolnictwo (farmerstwo, rybołówstwo i leśnictwo), gdzie znaczna liczba pracowników nie posiada dokumentów.

W przypadku akcji po wstępnym okresie wahań, w niedalekim i średnim okresie pomocne może okazać się obniżenie stopy podatku od podmiotów prawnych (jeżeli zostanie ona wdrożona zgodnie z propozycjami). Sektor opieki zdrowotnej powinien na wstępie, po przegranej pani Clinton w wyborach, odnotować wzrost, a jego przyszłe losy rozstrzygną się, gdy pan Trump wyraźniej przedstawi swoje plany dotyczące ustawy o taniej opiece (Affordable Care Act; Obamacare) i cenach leków. Jeżeli dotrzyma obietnicy wyborczej i ograniczy przepisy, skorzystać mógłby na tym także sektor finansowy.

W trakcie wyborów charakteryzujących się znacznymi różnicami poglądów na temat polityki istniał jeden, wyjątkowy obszar porozumienia pomiędzy Clinton i Trumpem: wydatki fiskalne. Zważywszy, że polityka monetarna jest ogólnie postrzegana jako sięgająca swoich wartości granicznych, kolejnym elementem nacisku, jaki należy uruchomić, będzie prawdopodobnie bodziec fiskalny, a w szczególności wydatki infrastrukturalne. Po dziesięcioleciach, w których inwestycje infrastrukturalne były poniżej przeciętnej, przestarzała infrastruktura amerykańska wyraźnie hamuje wzrost PKB. Także budżet obronny odnotował w ostatnich latach cięcia, dlatego dalsze znaczące cięcia są raczej mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę bieżące obawy o bezpieczeństwo globalne. Ogólnie mówiąc, Republikanie są uznawani za sprzyjających polityce obronnej i dlatego też nie jest zaskoczeniem, że Donald Trump opowiedział się za zwiększeniem budżetu na obronność. Biorąc pod uwagę fakt, że Trump i Clinton wyrazili w tej kwestii taki sam pogląd, zostało to już w pewnym zakresie uwzględnione przez rynek, ale w dalszym ciągu w obydwu obszarach istnieją znaczne możliwości inwestycyjne.

Ponieważ rynek dochodzi teraz do siebie po wyborczym szumie i wynikach wyborów, kolejnym przedmiotem zainteresowania będzie amerykańska Rezerwa Federalna i następny wzrost stóp procentowych. Ze względu na utrzymujący się w Stanach Zjednoczonych wzrost inflacji i wynagrodzeń, do niedawna bardzo prawdopodobna była grudniowa podwyżka stóp. Będziemy musieli jednak poczekać, by przekonać się, czy nieprzewidziane zwycięstwo Trumpa będzie miało wpływ na tę decyzję. W 2017 roku amerykańska gospodarka powinna utrzymać dobry poziom i nadal w umiarkowanym tempie posuwać się do przodu. Jest prawdopodobne, że wzrost ten wspierany będzie przez silny rynek pracy, wysoki poziom konsumpcji i dalszą poprawę sytuacji na rynku mieszkaniowym. Ogólnie rzecz ujmując, w dalszym ciągu w Stanach Zjednoczonych jest wiele możliwości inwestycyjnych, ale należy pamiętać, że znajdujemy się na zaawansowanym etapie cyklu gospodarczego i marże w sumie są wysokie, tak samo jak mnożniki wyceny. W aktualnym środowisku rynkowym należy więc stosować podejście o charakterze selektywnym.

Bryan Collins, Zarządzający funduszem – azjatyckie papiery wartościowe o stałych dochodach

Z Donaldem Trumpem jako nowym Prezydentem-elektem oraz w wyniku zmiany administracji istnieje możliwość, że aktualny rozmach na rynkach podlegać będzie korektom jeszcze przed oficjalnym przejęciem władzy w 2017 r. Amerykańskie papiery skarbowe mogą na wstępie odnotować gwałtowny wzrost, a następnie, gdy opadną oczekiwania dotyczące dalszego wzmocnienia dolara amerykańskiego w stosunku do pozostałych podstawowych walut, osiągnąć szczytowe pułapy. Ponowna koncentracja na bodźcach finansowych może doprowadzić do wprowadzenia większej liczby przepisów wspierających nakłady infrastrukturalne, co będzie miało pozytywne znaczenie dla amerykańskiego wzrostu w dłuższym okresie. Jednak w najbliższym czasie łagodniejsza inflacja i potencjalnie wyższe wydatki fiskalne w USA mogą przyczynić się do spadku kursu dolara w stosunku do euro. Dla gospodarek azjatyckich słabszy dolar w stosunku do euro może oznaczać ogólne korzyści, biorąc pod uwagę fakt, że region ten w znacznym stopniu polega na imporcie ropy, co będzie tłumić naciski inflacyjne. Region azjatycki nadal rozwija się znacznie szybciej niż jego zachodnie odpowiedniki, gdyż większość banków centralnych w dalszym ciągu jest w stanie stymulować wzrost poprzez zastosowanie rozwiązań monetarnych i fiskalnych.

Chociaż handel pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Azją prawdopodobnie będzie nieznacznie mniej korzystny w dłuższym okresie, w dalszym ciągu istnieją możliwości inwestowania w azjatyckie papiery wartościowe o stałych dochodach. Azjatyckie papiery wartościowe o stałych dochodach – w porównaniu do innych klas aktywów o stałych dochodach – oferują interesujące zwroty skorygowane o ryzyko w oparciu o prężne podstawy korporacyjne i atrakcyjne wyceny. Chociaż konwergencja kosztów finansowania chińskich kredytów w kraju i za granicą ostatnio doprowadziła do wzrostu emisji na rynkach kredytów amerykańskich, zarówno dla nowych jak i istniejących emitentów, warunki techniczne dotyczące wysokich zysków w Azji i Chinach nie powinny stracić na sile przy utrzymującym się deficycie popytu do podaży. Obligacje w RMB są jedną z najszybciej rozwijających się klas aktywów charakteryzujących się wysokiej jakości bazowymi papierami wartościowymi, mniejszą wrażliwością na ruchy stóp procentowych na Zachodzie oraz niską korelacją (zarówno krajowych, jak i zagranicznych obligacji w RMB) w stosunku do pozostałych klas aktywów o stałych dochodach. Ponadto RMB jako najnowsza waluta rezerwy wykazuje niski poziom zmienności, a w powiązaniu z innymi podstawowymi walutami stwarza możliwości dywersyfikacyjne.

Dierk Brandenburg, Senior Sovereign Analyst – Papiery wartościowe o stałych dochodach

Ludzie pragną zmiany i są przygotowani przyjąć ryzyko, jakie niesie ze sobą Trump. Jego nieprzewidywalne zachowanie w trakcie całej kampanii i niekonwencjonalne poglądy nie wpłyną dobrze na rynki, przynajmniej krótkoterminowo.

Wybór Trumpa to zastrzyk nowej energii dla ruchów populistycznych na całym świecie. Z pewnością doda to odwagi tym, które głosowały za wyjściem Wielkiej Brytanii z UE, ponieważ będą oni postrzegać w Trumpie przyjaźniejszego rozmówcę w trakcie negocjacji umów handlowych. W ciągu kolejnych 12 miesięcy planowanych jest kilka kluczowych kampanii wyborczych w Europie, dlatego nadal możemy oczekiwać niespodzianek.

Nowe motto protekcjonistyczne administracji negatywnie wpłynie na kluczowe umowy handlowe, których USA jest stroną. Możliwość wprowadzenia wyższych ceł nie będzie dobrą wiadomością dla tych krajów, szczególnie na rynkach wschodzących, które postrzegają handel globalny jako źródło wzrostu. Dodatkowo Trump będzie się starał spełnić wszystkie swoje obietnice wyborcze, szczególnie w obszarach, w których będzie potrzebował wsparcia silnie niejednolitej Partii Republikańskiej czy podzielonego Kongresu.

Minie kilka dni, zanim sytuacja się unormuje, jednak najprawdopodobniej będziemy obserwować tendencję wyprzedaży aktywów amerykańskich w bezpośredniej reakcji na wynik wyborów, co może zaważyć na amerykańskich obligacjach stałodochodowych i akcjach.

Wybiegając jednak poza początkową reakcję, wynik wyborów nie oznacza całkiem złych wieści dla akcji amerykańskich. Republikański prezydent silnie opowiadał się za obniżeniem podatków zarówno dla przedsiębiorstw, jak i dla osób fizycznych. Jeżeli takie rozwiązanie zostanie wprowadzone, amerykański sektor korporacyjny na pewno na tym skorzysta.

Mniej restrykcyjna polityka fiskalna nie ułatwi rządowi Stanów Zjednoczonych zbilansowania budżetu, a planowana na marzec 2017 roku debata poświęcona pułapowi zadłużenia będzie znacznie częściej tematem rozmów Waszyngtonu. W ramach początkowych szacunków przyjmuje się, że proponowany bodziec fiskalny doprowadzi do podwojenia zadłużenia federalnego w kolejnej dekadzie oraz dramatycznego podwyższenia podstawowego deficytu Stanów Zjednoczonych (w oparciu o model budżetu Penna-Whartona).

Wyższa zmienność i niepewność mogą zmusić Fed do utrzymania stóp na posiedzeniu grudniowym, przeciwnie do niedawnych oczekiwań rynku.

Perspektywicznie rynek wkrótce odczuje bardziej drapieżne podejście FOMC [Federalnego Komitetu ds. Otwartego Rynku], choćby w odpowiedzi na silny bodziec fiskalny dostarczony przez nową administrację. Reasumując, nie jest to dobra sytuacja dla amerykańskich obligacji skarbowych, które znajdą się pod presją, w wyniku czego nachylenie krzywej będzie rosło.

Nick Peters, Zarządzający funduszem – Fidelity Multi Asset

Wbrew komentatorom politycznym – Demokratom, ale w dużej mierze także Republikanom – Donald Trump będzie kolejnym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Może to zostać odczytane negatywnie przez rynki ze względu na restrykcyjną politykę Trumpa w kwestii imigracji oraz wolnego handlu, co potencjalnie zaszkodzi wzrostowi gospodarczemu USA.

Prezydentura Trumpa przyczyni się do większej niepewności politycznej i podważy zaufanie do otwartości systemu międzynarodowego. Chociaż jest to ryzyko abstrakcyjne, trudno ocenić, w jaki sposób przełoży się ono na rynki. Z pewnością przyczyni się jednak co najmniej do obniżenia nastrojów. Najlepszą opcją prezydentury Trampa jest to, że jego polityka zostanie ograniczona przez Kongres, ponieważ nawet Republikanie prawdopodobnie będą przeciwni niektórym propozycjom.

Ryzyko jest jednak istotne dla rynków wschodzących. Prezydentura w Stanach Zjednoczonych wywiera istotny wpływ na delikatną politykę tych rynków, na przykład w zakresie taryf celnych lub barier, renegocjowania NAFTA czy wyznaczania podmiotów manipulujących walutą (patrz Chiny i Korea). I chociaż gospodarcze względy praktyczne mogą przyczynić się do ograniczenia negatywnego wpływu, nastroje automatycznie się obniżą, szczególnie w Meksyku.