Samochody firmowe: zmiany w rozliczaniu VAT na korzyść przedsiębiorców

Od pierwszego lipca przedsiębiorcy zapłacą mniej za paliwo. Dlaczego? Do tej pory właściciele służbowych aut osobowych mogli odliczać VAT wyłącznie od wydatków związanych z ich eksploatacją. Wyjątkiem był zakup paliwa. Od lipca to się zmienia. Przedsiębiorca jeżdżący samochodem osobowym będzie mógł od faktury za zakupione paliwo odliczyć połowę zapłaconego VAT-u.

Adam Głos, Prezes Tax Care
Adam Głos, Prezes Tax Care

Obecnie, korzystając z samochodu o przeznaczeniu mieszanym, czyli na potrzeby prywatne i na potrzeby prowadzonej działalności, podatnik miał prawo odliczyć 50 proc. podatku VAT wyłącznie od nabycia, importu, wynajmu i leasingu auta, a także zakupu części oraz kosztów jego naprawy i konserwacji.

– W świetle nowych przepisów paliwo zacznie być traktowane tak samo, jak inne wydatki ponoszone na naprawę lub konserwację samochodu. Zatem przedsiębiorca jeżdżący samochodem osobowym i korzystający z niego zarówno w pracy, jak i poza nią, będzie mógł od faktury za zatankowane paliwa odliczyć połowę zapłaconego VAT-u – tłumaczy Adam Głos, Prezes Tax Care.

Ile zaoszczędzimy?

Na tę regulację czekało ponad 2 miliony polskich przedsiębiorców. Dlaczego? Bo niesie spore oszczędności dla firmy.

– Od lipca każdy przedsiębiorca tankując paliwo do służbowego auta osobowego, zapłaci za nie około 10 proc. mniej, niż obecnie. Przykładowo, płacąc 123 złote brutto za benzynę, odliczymy 11,50 złotych, czyli połowę podatku VAT. Z kolei drugą połowę zaliczymy do koszów prowadzenia działalności gospodarczej, które obniżą nam podstawę opodatkowania. W sumie zaoszczędzimy 14 zł. W skali roku może to generować naprawdę spore oszczędności dla firmy – komentuje Adam Głos, Prezes Tax Care.

Uwaga! Odliczenie tylko od aut osobowych

Podatku VAT nie odliczymy od zatankowanego paliwa do motoroweru czy ciągnika. Ustawa o podatku od towarów i usług dokładnie definiuje pojęcie samochodu osobowego, którym jest „pojazd samochodowy w rozumieniu przepisów o ruchu drogowym o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 tony, konstrukcyjnie przeznaczony do przewozu nie więcej niż 9 osób łącznie z kierowcą”. Jednak są tu też pewne wyjątki. I tak samochodem osobowym nie jest też pojazd specjalny (np. koparka) czy van, przeznaczony do przewozu towarów[1].

Kiedy odliczymy cały VAT?

Od paliwa i innych wydatków eksploatacyjnych ponoszonych w przypadku auta osobowego, można uzyskać też pełne odliczenie podatku VAT. Należy tu jednak spełnić szereg warunków. Pierwszy i podstawowy to używanie samochodu firmowego wyłącznie w celach związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą. Kolejne to zgłoszenie auta na druku VAT-26 do urzędu skarbowego. Ostatni warunek, to prowadzenie ewidencji przebiegu pojazdu, czyli tzw. „kilometrówki”, w której rozpisywane są kilometry, które przedsiębiorca pokonuje w celach służbowych. Ewidencja ta musi być prowadzona bardzo precyzyjnie.

[1] Więcej wyjątków w treści Ustawy z dnia 11.03.2004 r. o podatku od towarów i usług.

Korporacja Budowlana Dom podpisała kontrakty o wartości 110 mln zł

0

Spółka Korporacja Budowlana Dom, notowany na GPW generalny wykonawca oraz producent prefabrykowanych elementów betonowych, w ostatnich tygodniach podpisał cztery nowe kontrakty o łącznej wartości ponad 110 mln zł.

W ramach dwóch pierwszych umów Spółka wybuduje na warszawskim Wilanowie nowoczesne, wielorodzinne budynki mieszkalne z częścią usługową wraz z garażami podziemnymi oraz osiedlową infrastrukturą. Termin zakończenia realizacji ustalony został na IQ 2017r. Miasteczko Wilanów to jeden z najbardziej prestiżowych i wymagających projektów inwestycyjnych realizowanych na terenie Polski, uznany przez Urban Land Institute w 2010 r. za jedną z pięciu najlepszych inwestycji na świecie.

Kolejna umowa dotyczy realizacji trzech wielorodzinnych budynków mieszkalnych zlokalizowanych w Gdańsku. Termin zakończenia tej inwestycji został ustalony na koniec października 2016r.

Natomiast w ramach ostatniej czwartej umowy KB DOM wybuduje, do połowy 2017 roku, w charakterze generalnego wykonawcy, wielorodzinny budynek mieszkalny w Rumi z częścią usługową, garażem podziemnym oraz infrastrukturą osiedlową.

Na dzień dzisiejszy nasza Spółka jest w trakcie realizacji projektów mieszkaniowych, w ramach których powstanie ok 1.700 mieszkań i lokali usługowych. Podpisane umowy zapewniają nam stabilność działania oraz potwierdzają kompetencje KB DOM. Naszym celem jest dalszy rozwój, stąd cały czas pracujemy nad pozyskaniem nowych kontraktów  – mówi Małgorzata Dzięgielewska z Zarządu KB DOM.

Narzędzia windykacji – czy istnieją naprawdę skuteczne?

Determinacja wierzycieli do odzyskania gotówki, szczególnie w przypadku roszczeń o znacznej wartości, jest wystarczająca. Zdaniem windykatorów problemem jest raczej brak wiedzy na temat skutecznych narzędzi odzyskiwania długów. Firmy na własną rękę działają zwykle ad hoc, a windykację rozumieją jako spontaniczną aktywność kilka tygodni po bezskutecznym upływie terminu płatności.

Danuta Czapeczko – Dyrektor ds. Marketingu i Sprzedaży Pragma Inkaso SA.
Danuta Czapeczko – Dyrektor ds. Marketingu i Sprzedaży Pragma Inkaso SA.

Jak wynika z ostatniego raportu Bisnode regulowanie należności od kilku do nawet kilkunastu tygodni po terminie płatności wcale nie jest polską specjalnością. Firmy na całym świecie płacą ze znacznym opóźnieniem, a wierzyciele nie dysponują odpowiednim know – how ani wsparciem, aby skuteczne walczyć z zatorami płatniczymi. Polska wraz z Grecją i Portugalią we wspomnianym zestawieniu plasuje się w gronie krajów o najgorszej moralności płatniczej. Pod koniec ubiegłego roku tylko 44,4 proc. faktur zostało w naszym kraju opłaconych w terminie.

Zanim będzie za późno

Podstawowym problemem wierzycieli jest brak jakichkolwiek działań prewencyjnych. Prewindykacja to szereg aktywności, które poodejmowane systematycznie dyscyplinują płatników i w dużym stopniu eliminują ryzyko powstania zatorów płatniczych. Oznacza to, że prześwietlając kooperanta przed zawarciem umowy, a potem kontrolując terminowość spłat, często jesteśmy w stanie w ogóle wyeliminować konieczność windykacji. Firmy windykacyjne i wywiadownie gospodarcze na zlecenie klientów prześwietlają sytuację finansową przyszłego partnera biznesowego i na tej podstawie rekomendują lub odradzają współpracę z niewypłacalnym lub nierzetelnym podmiotem. Narzędziem prewencji jest ścisły monitoring płatności polegający na telefonicznym kontakcie z płatnikiem kilka dni przed terminem płatności, a w przypadku bezskutecznego upływu terminu płatności najdalej 3 dni od wymagalności faktury. Windykatorzy przekonują, że płatności objęte monitoringiem są traktowane przez płatników priorytetowo.

Koszty można minimalizować

Straty wynikające z nieterminowego regulowania należności są poważnym obciążeniem. W Polsce blisko 10 proc. faktur jest regulowana powyżej 90 dni. Koszty wyłączania tak długo znacznych sum z obrotu, które kredytują działalność dłużnika, są niebagatelne. Przedsiębiorcy, aby utrzymać płynność w czasie oczekiwania na gotówkę od nierzetelnych płatników często zaciągają kredyt obrotowy. Do tego większość firm musi doliczyć pomniejsze koszty takie jak czas pracy osób odpowiedzialnych za windykacje w firmie, telefonów, wysyłki monitów i wyjazdów do dłużników. Jakiego rodzaju to wartości łatwo skalkulować za pomocą np. opracowanego przez Pragma Inkaso internetowego kalkulatora dostępnego na stronie www.oszczedzajnawindykacji.pl. Wsparciem dla wierzycieli jest ustawa o terminach zapłaty w transakcjach handlowych uprawniająca ich do dochodzenia od dłużnika kosztów windykacji. Na jej mocy wierzyciel może się domagać od dłużnika równowartości 40 euro jako zryczałtowanych kosztów windykacji, a także kwoty przewyższającej tą wartość czyli np. prowizji firmy windykacyjnej, jeżeli skorzystał z profesjonalnej pomocy.

Na czym polega profesjonalna windykacja

Skuteczność firm windykacyjnych działających w segmencie B2B polega na wykorzystaniu sprawdzonych procedur odzyskiwania należności przez wykwalifikowany personel. Profesjonalne firmy zwykle oferują kompleksową windykację z wykorzystaniem wszystkich dostępnych metod odzyskiwania długów: polubownych i sądowych. W trakcie prowadzenia przez windykatora negocjacji z dłużnikiem dział prawny, wyspecjalizowany w sądowym prowadzeniu procesów o zapłatę, przygotowuje dokumentację potrzebną do skierowania pozwu do sądu. Jednocześnie wobec dłużnika prowadzony jest skip-tracing czyli śledzenie majątku – pomocne zarówno w negocjacjach jak i później wspierające skuteczną egzekucję komorniczą. Windykatorzy terenowi są skuteczni bo mają odpowiednią wiedzę ekonomiczną, prawniczą i posiadają znajomość technik negocjacji, a dzięki swojemu doświadczeniu potrafią negocjować w oderwaniu od kontekstu i napięć pomiędzy wierzycielem i dłużnikiem. Zlecenie windykacji w okresie nie przekraczającym 3 miesięcy od powstania wymagalności faktury daje największe szanse na polubowne czyli najszybsze odzyskanie gotówki. Z danych Pragma Inkaso wynika, że w przypadku wierzytelności przeterminowanych poniżej 90 dni liczba spraw zakończonych polubownie sięga nawet 85 proc.

 

Wizerunek w sieci – Lubię To!

Rozrywka, miejsce kontaktów ze znajomymi oraz wygodna forma autoprezentacji – oto czym są dla nas media społecznościowe i internet. Mogą one mieć i coraz częściej mają niebagatelny wpływ  na nasze życie zawodowe. Przecież nie można zapominać o budowaniu swojego profesjonalnego wizerunku w sieci, ani o zarządzaniu nim.

Piotr Dziedzic
Piotr Dziedzic

Proces rekrutacji na dobre przeniósł się do cyberprzestrzeni. Internet odgrywa obecnie olbrzymią rolę w poszukiwaniu pracy. Stale rośnie popularność internetowych wyszukiwarek CV, elektronicznych profili zawodowych, czy serwisów z ogłoszeniami. Dla osób poszukujących pracy internet to doskonała szansa zwrócenia na siebie uwagi. Firmy coraz częściej, oprócz kompetencji, akcentują znaczenie dopasowania danej osoby do reprezentowanych wartości. Warto więc zadbać o to, by wyłaniająca się z naszych internetowych profili sylwetka była jednoznacznie pozytywna.

– Często nie zdajemy sobie sprawy lub bagatelizujemy wpływ mediów społecznościowych na życie zawodowe. A przecież nierozważne podejście do kształtowanego w nich wizerunku może mieć negatywne konsekwencje dla naszej kariery. Warto pamiętać o tym zwłaszcza, gdy jesteśmy na etapie poszukiwania pracy marzeń. Efektywne zarządzanie wizerunkiem w sieci sprawia, że stajemy się widoczni i bardziej atrakcyjni dla pracodawców – przekonuje Piotr Dziedzic z Page Personnel.

Jak wyglądać atrakcyjnie dla pracodawców? Oto kilka wybranych podpowiedzi, których poszukującym pracy udziela międzynarodowa firma doradztwa personalnego Page Personnel:

  1. Kreowanie siebie. Zarządzaj swoim wizerunkiem i bądź widoczny. Zastanów się jakie informacje na Twój temat może w Internecie znaleźć potencjalny pracodawca. Jeśli jesteś specjalistą, pasjonatem konkretnej dziedziny – rozważ założenie profesjonalnego bloga tematycznego. Atrakcyjne, kompletne profile na portalach takich, jak Linkedin i Goldenline powinny być punktem startowym do poszukiwania nowego pracodawcy. Warto także dołączyć do branżowych forów internetowych.
  2. Wolność ekspresji. Internet zapewnia wolność wypowiedzi, staraj się jej jednak nie nadużywać. Złośliwe komentarze, co do kolegów z pracy, szefa, czy firmy, w której pracujesz są niedopuszczalne. Każdy musi czasem rozładować negatywne emocje, ale umieszczając swoje uwagi w sieci nigdy nie możesz mieć całkowitej pewności co do tego, kto je przeczyta.
  3. Selekcja i monitoring. Dokonuj selekcji zdjęć, które zamieszczasz na swoim profilu. Przyjrzyj się także tym, na których oznaczyli Cię Twoi znajomi. Zwracaj uwagę na posty i komentarze dotyczące Ciebie. Nieodpowiednie zdjęcie czy filmik mogą negatywnie wpłynąć na odbiór Twojej osoby przez potencjalnego pracodawcę.
  4. Portale prywatne vs zawodowe. Staraj się nie łączyć kont na portalach zawodowo-biznesowych (np. Linkedin czy Goldenline) z typowo rozrywkowymi (np. Facebook). Zostały stworzone w odrębnych celach i warto pozostawić je jako oddzielne. Jeśli jednak zależy Ci na powiązaniu kont wykorzystaj zabezpieczenia i filtry by ograniczyć dostęp do niektórych publikowanych przez Ciebie treści.
  5. Prywatność i bezpieczeństwo. Zawsze ustawiaj odpowiedni poziom prywatności swojego profilu. Większość portali społecznościowych pozwala na wprowadzanie ograniczeń, co do tego, kto może oglądać i komentować publikowane przez Ciebie treści. Pamiętaj, że brak odpowiednich ustawień prywatności sprawia, że informacje i treści, które publikujesz w sieci nie są chronione. Co jeśli zostaną udostępnione i trafią do niewłaściwej osoby?
  6. Znajomi z sieci. Zastanów się, kogo dodajesz do swoich kontaktów. Upewnij się, że rzeczywiście znasz tę osobę i możesz jej zaufać. Treści dostępne w Twoim profilu nie zawsze powinny trafiać do każdego.

Praca tymczasowa pomoże zdobyć doświadczenie

Tak płynie gotówka od Polonii

0

Według danych Banku Światowego Polska jest w pierwszej dwudziestce krajów, do których przekazywane jest najwięcej gotówki – głównie od emigrantów pracujących za granicą. Co roku przekazują oni za pośrednictwem bezpośrednich transferów gotówkowych do swoich rodzin w Polsce ok. 30 mld zł (7,5 mld dolarów)! Co ciekawe głównym źródłem tych pieniędzy nie jest Wielka Brytania, która zajmuje drugie miejsce, a Niemcy. Stany Zjednoczone, gdzie ciągle mieszka największa grupa Polonii, zajmują pod tym względem dopiero trzecie miejsce. Imigranci pracujący w Polsce z kolei wysyłają pieniądze głównie na Ukrainę. W samym 2014 roku przekazano tam z terenu naszego kraju ok. 1,2 mld zł (374 mln dolarów) – podaje MoneyGram w specjalnym raporcie na temat rynku przekazów pieniężnych na świecie.

Poza granicami Polski mieszka według różnych szacunków od 15 do 20 milionów Polaków lub osób polskiego pochodzenia – to trzecia najliczniejsza diaspora świata. Największe skupiska Polonii to Stany Zjednoczone (ok. 10 mln osób), Niemcy, Brazylia, Ukraina, Francja i Białoruś, Wielka Brytania, Kanada, Rosja i Litwa.  Według danych GUS, w 2012 roku z Polski wyjechało w celach emigracyjnych ok. 20 tys. osób, aż 32 tys. w roku 2013 i podobna liczba w roku 2014. Emigranci z Polski osiedlają się na stałe lub czasowo głównie w Niemczech, Wielkiej Brytanii, USA, Holandii i Irlandii. Opuszczają przede wszystkim województwa położone na południu kraju – śląskie, małopolskie, podkarpackie i dolnośląskie. W 2014 roku w naszym kraju przybyło jednocześnie około 12 tys. imigrantów.

W ubiegłym roku co trzeci przekaz pieniężny skierowany do Polski pochodził z Niemiec, skąd w sumie trafiło do naszego kraju ok. 9,2 mld zł (2,3 mld dolarów). Zachodni sąsiad był głównym celem emigracji zarobkowej Polaków przed akcesją do Unii w roku 2004. Dziś w Niemczech mieszka i pracuje ok. 680 tys. obywateli polskich. Stanowią oni 8 proc. wszystkich obcokrajowców w tym kraju. W przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, emigracja do Niemiec ma charakter czasowy. Od roku 1989 przykładowo stale rośnie liczba mieszkańców Górnego Śląska, którzy regularnie przekraczają polsko-niemiecką granicę w celu wykonywania pracy zarobkowej. Okresy przebywania za granicą mogą trwać latami, albo być ograniczone do których interwałów (np. praca sezonowa).

Roczna wartość przekazów z Wielkiej Brytanii do Polski szacowana jest przez Bank Światowy na prawie 5 mld zł (ok. 1,2 mld dolarów). Pieniądze z Wysp stanowią 17 procent wszystkich przekazów skierowanych do naszego kraju. Polscy rezydenci są dziś w Zjednoczonym Królestwie najliczniejszą grupą narodową, poza obywatelami Brytyjskimi – przy populacji ok. 726 tys. osób stanowią 14,8 proc. mieszkających tam obcokrajowców. Osoby urodzone w Polsce są druga największą grupą mieszkańców Londynu urodzonych poza granicami Wielkiej Brytanii (jest ich tam ok. 134 tys.) i zdecydowanie największą taką grupą we wschodniej i południowej Anglii, Szkocji i Walii. Ok. 260 tys. Polaków, którzy pojawili się na Wyspach w ciągu pierwszych dwóch lat po wejściu do Unii stanowiło aż 70 proc. wszystkich obcokrajowców z krajów „nowej” Europy, którzy zdecydowali się na emigrację w tym kierunku.

Trzecim pod względem liczby przekazów pieniężnych wysłanych do Polski krajem są Stany Zjednoczone, skąd trafia do nas niecałe 4 md zł (ok. 0,9 mld dolarów). To ok. 13 proc. wartości rocznej wszystkich transferów gotówkowych kierowanych do naszego kraju.

Imigranci mieszkający i pracujący w Polsce i sami Polacy przesłali z kolei w 2014 roku z naszego kraju za granicę prawie 7 mld zł (ok. 1,7 mld dolarów). Populacja obcokrajowców w Polsce to zaledwie 2 proc. stałych mieszkańców. Największe grupy imigrantów pochodzą ze wschodu, głównie z Ukrainy. Nie dziwi więc, że jak pokazują dane Banku Światowego w 2014 roku to właśnie na Ukrainę trafiło z Polski za pośrednictwem przekazów gotówkowych najwięcej pieniędzy – ok.  1,1 mld zł (275 mln dolarów). Oznacza to, że aż 20 proc. gotówki wysyłanej z Polski skierowane było właśnie tutaj. Złotówki zarabiane w naszym kraju są istotnym materialnym wsparciem dla rodzin imigrantów mieszkających na Ukrainie, w sytuacji silnej deprecjacji wartości hrywny (w 2014 straciła ona do złotego aż 33 proc.). Jak pokazują dane MoneyGram Ukraińcy nadają pieniądze głównie z największych miast – Warszawy, Krakowa i Wrocławia. Drugim krajem pod względem wartości przekazanej bezpośrednimi transferami gotówki z Polski jest Francja (1,3 mld zł, 329 mln dolarów w 2014 r.), a trzecim Niemcy (ok. 1,2 mld zł, 310 mln dolarów).

MoneyGram, lider w dziedzinie przekazów pieniężnych świadczy niezbędne usługi dla klientów, którym nie wystarczają możliwości oferowane przez tradycyjne instytucje finansowe. W Polsce przekazy pieniężne MoneyGram realizowane są we współpracy z Bankiem Pocztowym, Bankiem BGŻ, Bankiem BPS, sklepami Pepco oraz firmą PlanB International. W sumie sieć obejmuje prawie 6 tys. lokalizacji. Innowacyjne usługi przekazów pieniężnych MoneyGram są dostępne w sieci ponad 350 tysięcy  punktów w ponad 200 krajach i terytoriach zależnych na całym świecie.

Co czwarty pracownik MoneyGram na świecie pracuje w Warszawie

0

Irlandia, Czechy i Bułgaria – to kraje, które Polska pokonała w wyścigu o lokalizację Global Business Center MoneyGram. Dziś jedna czwarta wszystkich pracowników firmy na świecie pracuje w Warszawie. MoneyGram planuje jeszcze w tym roku zwiększyć liczbę etatów w  warszawskim centrum o kolejne 15 proc.

– Wybraliśmy Warszawę, ze względu na dostęp do wielokulturowej, dobrze wykształconej kadry, przyjazne dla inwestorów zagranicznych środowisko biznesowe i dobrą sytuację ekonomiczną – mówi Pam Patsley, Prezes Zarządu MoneyGram. – Dziś obsługa operacyjna biznesu MoneyGram jest zlokalizowana w Warszawie, stąd koordynowane są kluczowe procesy. Tu również powstają nowe, innowacyjne rozwiązania, które sprawiają, że nasze usługi dla klientów z ponad 200 krajów świata świadczone są coraz bardziej nowocześnie i wydajnie. Dotyczy to np. rozwoju kanałów zdalnych, jak przekazy z wykorzystaniem samoobsługowych kiosków i smartfonów, które są dla nas dziś naszym strategicznym priorytetem – podkreśla Pam Patsley.

W pierwszym kwartale 2015 roku udział przekazów pieniężnych realizowanych przez klientów MoneyGram z wykorzystaniem kanałów samoobsługowych wyniósł 11 proc. Firma chce, aby do 2017 roku wynosił on miedzy 15 a 20 proc.

Andrzej Wilk, senior vice president MoneyGram, szef biura firmy w Warszawie
Andrzej Wilk, senior vice president MoneyGram, szef biura firmy w Warszawie

Global Business Center firmy zatrudnia dziś ponad 550 osób, 10 proc. więcej, niż planowano w momencie jego otwarcia w styczniu 2015 r. W najbliższych miesiącach powstanie tu kolejne 100 etatów. Docelowo zespół ma liczyć 800 osób do końca 2016 r. Pracownicy centrum obsługują agentów i klientów MoneyGram we wszystkich strefach czasowych, posługując się 24 językami (w tym m.in. arabskim, greckim, hindi, koreańskim, mandaryńskim, swahili, tureckim, urdu czy wietnamskim). Aż 30 proc. zespołu to obcokrajowcy, reprezentujący 39 narodowości. Spośród nich najliczniejszymi grupami są Hiszpanie, Włosi i Egipcjanie. – Wielokulturowość naszego centrum dowodzi, że Warszawa jest dziś atrakcyjnym rynkiem pracy nie tylko dla Polaków, ale również dla obcokrajowców. Niektórzy z nich przyjechali do Polski specjalnie dla pracy w MoneyGram – mówi Andrzej Wilk, Senior Vice President MoneyGram, szef biura firmy w Warszawie.

– Centrum biznesowe firmy MoneyGram w Polsce jest doskonałym przykładem inwestycji, która była w równym stopniu oparta o dostęp do dużego rynku zasobów ludzkich – ‘man power’, jak i możliwości znalezienia kadr o najwyższych kwalifikacjach – ‘brain power’. Pozwoliło to spółce w pełni skorzystać z potencjału intelektualnego kraju – mówi Iwona Chojnowska-Haponik, Dyrektor Departamentu Inwestycji Zagranicznych PAIiIZ. – To właśnie w ostatniej dekadzie wśród inwestorów rozpowszechniło się postrzeganie polskiego sektora usług nowoczesnych dla biznesu (BSS) jako branży generującej miejsca pracy o dużej wartości dodanej. Polska stała się liderem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej pod względem zarówno liczby powstających centrów usług, jak i wzrostu zatrudnienia wykwalifikowanych pracowników, którzy są w stanie obsługiwać coraz bardziej złożone i wszechstronne procesy biznesowe. Szacuje się, że dynamika wzrostu miejsc pracy przekracza 18 proc. rocznie – dodaje.

Misją firmy MoneyGram jest zbliżanie ludzi – rodzin, przyjaciół i bliskich poprzez niezawodne, docierające w dowolny zakątek świata transfery pieniężne, które można odebrać już po kilku minutach. Według danych Banku Światowego dziś 1 osoba na 7 mieszka i pracuje poza miejscem swojego urodzenia, w tym 200 milionów ludzi poza rodzinnym krajem. Jednocześnie ponad 2 mld konsumentów na świecie, czyli około połowa dorosłej populacji globu, nie ma dostępu do usług banków lub z nich nie korzysta.

– Nasze usługi są odpowiedzią na wyzwania współczesnej, globalnej gospodarki, która charakteryzuje się wysoką mobilnością pracowników. Zmieniamy sposób, w jaki świadczone są usługi przekazów pieniężnych. Klienci mogą dziś przesyłać i odbierać pieniądze online, z wykorzystaniem swoich telefonów, w samoobsługowych kioskach, placówkach banków czy lokalnym sklepie – w zależności od tego, jaka forma jest dla nich najwygodniejsza – podkreśla Pam Patsley.

Bank Światowy szacuje, że globalny rynek przekazów pieniężnych osiągnie w tym roku wartość ok. 600 mld dolarów. Trzy kraje świata, do których wędruje tą drogą najwięcej gotówki to Indie, Chiny i Filipiny (odpowiednio 70, 64 i 28 mld dolarów w 2014 roku). Z kolei najwięcej pieniędzy wysyła się ze Stanów Zjednoczonych (przede wszystkim do Meksyku), Rosji i Arabii Saudyjskiej (odpowiednio 54, 37 i  35 mld dolarów).

W Polsce przekazy pieniężne MoneyGram realizowane są we współpracy z Bankiem Pocztowym, Bankiem BGŻ/BNP Paribas, Bankiem BPS, sklepami Pepco oraz firmą PlanB International. W sumie sieć obejmuje prawie 6 tys. lokalizacji. Według danych Banku Światowego Polska zajmuje 18 pozycję wśród wszystkich krajów jeśli chodzi o wartość odbieranych przelewów pieniężnych (ok. 7,5 mld dolarów w 2014 roku). Rocznie z naszego kraju wysyłane jest ok. 1, 7 mld dolarów. Te same dane pokazują, że w 2014 roku najwięcej przekazów z Polski zrealizowano na Ukrainę (375 mln dolarów – co stanowi 22 proc. wszystkich przekazów wychodzących), do Francji (329 mln dolarów) i do Niemiec (310 mln dolarów). Do Polski z kolei najwięcej gotówki trafiło z Niemiec (2,328 mln dolarów – 31 proc. wszystkich przekazów otrzymanych), Wielkiej Brytanii (1,255 mln dolarów) i Stanów Zjednoczonych (990 mln dolarów).

Didier Leroy został pierwszym wiceprezesem i członkiem zarządu Toyota Motor Corporation spoza Japonii

0

Dotychczasowy Prezes i CEO Toyota Motor Europe, Didier Leroy, obejmuje stanowisko wiceprezesa Toyota Motor Corporation (TMC) i zostaje pierwszym w historii członkiem zarządu firmy spoza Japonii. 

Didier Leroy, obejmuje stanowisko wiceprezesa Toyota Motor Corporation (TMC)
Didier Leroy, obejmuje stanowisko wiceprezesa Toyota Motor Corporation (TMC)

Didier Leroy otrzymuje stanowisko Executive Vice President Toyota Motor Corporation i odpowiedzialność za tzw. „pierwszy obszar regionalny” w strukturze globalnej Toyoty, obejmujący Amerykę Północną, Europę i Afrykę. Dotychczasowy prezes i CEO Toyota Motor Europe będzie odpowiadał za prace badawczo-rozwojowe (R&D), produkcję i sprzedaż, planowanie produktu, prace projektowe i motorsport Toyoty w tych regionach świata.

Didier Leroy pełni funkcje kierownicze w strukturach Toyoty od 1998 roku. W 2005 roku został prezesem francuskiej fabryki Toyota Motor Manufacturing France, a w 2007 roku także wiceprezesem Toyota Motor Europe oraz Managing Officer Toyota Motor Corporation. W lipcu 2010 roku jako pierwszy Europejczyk w historii objął stanowisko prezesa Toyota Motor Europe, odpowiadając za całość operacji koncernu na 56 rynkach europejskich.

Popyt na nieruchomości premium jest stabilny. Połowa apartamentów w Cosmopolitan znalazła już nabywców

Karolina Kaim, prezes zarządu firmy Tacit Development Polska
Karolina Kaim, prezes zarządu firmy Tacit Development Polska

Zapotrzebowanie na najwyższej klasy nieruchomości w prestiżowych lokalizacjach (tzw. prime location) w mniejszym stopniu zależy od koniunktury gospodarczej, dlatego jest stabilne zarówno podczas rozwoju, jak i kryzysu. Dzięki temu połowa apartamentów w 44-piętrowym Cosmopolitan w Warszawie, zaprojektowanym przez Helmuta Jahna, znalazła już nabywców. Lokale oddawane właścicielom są wykończone. Tacit Development Polska, właściciel budynku, przygotowuje się do kolejnych realizacji.

W tej chwili sprzedaż apartamentów w Cosmopolitan sięga 50 proc. – informuje agencję Newseria Inwestor Karolina Kaim, prezes zarządu firmy Tacit Development Polska, która jest właścicielem budynku. – Ten segment rynku [ekskluzywnych nieruchomości, leżących w najbardziej prestiżowych lokalizacjach, oferujących bogaty program usług dodatkowych – red.] jest odporny na kryzysy i różnego rodzaju fluktuacje. Popyt jest na nim bardzo stabilny.

Cosmopolitan przy ulicy Twardej 4 w Warszawie został zaprojektowany przez Helmuta Jahna, jednego z największych architektów XXI wieku, autora m.in. siedziby Unii Europejskiej w Brukseli czy Sony Center w Berlinie. Projekt przy Twardej jest jego pierwszą realizacją w Polsce.

Ukończony w 2014 roku Cosmopolitan ma 160 metrów wysokości, 44 piętra, 236 wykończonych i wyposażonych mieszkań (od 54 do 380 mkw.) oraz 299 miejsc parkingowych. Powierzchnia mieszkalna budynku (od ósmego piętra wzwyż) wynosi 25 tys. mkw. a komercyjna – 7 tys. mkw. Nabywcy apartamentów w Cosmopolitan kupują gotowe i całkowicie wykończone lokale.

Proszę sobie wyobrazić, jak funkcjonowałaby wieża, gdyby połowa apartamentów była wykończona, a drugie 50 proc. znajdowało się w tzw. stanie deweloperskim – przekonuje Kaim. – Jest to absolutnie niemożliwe na rynku, który dopiero tak naprawdę tworzymy. Cosmopolitan jest prekursorem na rynku i tworzy zupełnie nową kategorię produktu.

Jak podkreśla, mieszkania w takich lokalizacjach kupuje klient zamożny, który lubi życie w mieście i chce być w centrum wydarzeń.

Nasi klienci są bardzo mobilni, dużo podróżują. Mieszkanie w Cosmopolitanie nigdy nie jest ich pierwszym apartamentem. To przeważnie druga, trzecia albo kolejna lokalizacja. Dlatego też nasi nabywcy lubią rozwiązania proste. Nie chcą tracić czasu, czekając na gotowy produkt dwa albo trzy lata – charakteryzuje grupę docelową inwestycji Karolina Kaim.

Kolejnym budynkiem stawianym przez Tacit Development Polska, także w stolicy, jest kameralna kamienica przy ulicy Podchorążych (Park Lane Apartments), w okolicy Łazienek Królewskich. Znajduje się tam tylko dwanaście mieszkań o powierzchni od 170 do 330 mkw.

– Przy Podchorążych, zarówno jeśli chodzi o lokalizację, jak i typ budynku, możemy mówić o topowej, prestiżowej realizacji. Wartość inwestycji wynosi kilkadziesiąt milionów złotych. Poza tym projektujemy hotel we Wrocławiu, na Ostrowie Tumskim. Jesteśmy na etapie uzyskiwania pozwolenia na budowę – wymienia Kaim. – Cosmopolitan finansowany był z kapitału własnego, co świadczy o dużej stabilności Grupy Tacit. W przyszłości możemy ewentualnie wspomagać się kredytami, ale raczej prostymi, hipotecznymi.

Po słabszym kwietniu odczyt sprzedaży detalicznej za maj powinien być wyższy. Wzrósł popyt na dobra trwałego użytku

Krystian Jaworski, ekonomista Crédit Agricole
Krystian Jaworski, ekonomista Crédit Agricole

W maju sprzedaż detaliczna mogła wzrosnąć o ponad 3 proc. w skali roku. W dużej mierze powinno to wynikać z większej niż w 2014 roku sprzedaży dóbr trwałego użytku, przede wszystkim samochodów. Dynamika wzrostu powinna też być znacznie większa niż w kwietniu, kiedy dynamika sprzedaży w cenach stałych była niższa od oczekiwań i spadła do poziomu 1,5 proc. wobec 6,6 proc. w marcu. Wpływ miał na to układ dni roboczych i przede wszystkim wcześniejsze święta wielkanocne.

Oczekuję, że sprzedaż detaliczna nominalnie wzrośnie o 3 proc. rok do roku. Ten odczyt będzie wolny od zaburzeń związanych z przesunięciem daty świąt wielkanocnych. W tym roku Wielki Tydzień wypadał na początku kwietnia, a nie pod koniec, jak w 2014 roku. Tym samym część gospodarstw domowych zdecydowała się zrobić zakupy jeszcze w marcu, mieliśmy więc podwyższoną dynamikę w marcu, a niższą w kwietniu – mówi agencji Newseria Inwestor Krystian Jaworski, ekonomista Crédit Agricole.

Dane GUS-u wskazują, że w kwietniu wzrost sprzedaży detalicznej w cenach stałych wyniósł 1,5 proc. przy 6,6 proc. w marcu. W porównaniu do poprzedniego miesiąca spadła ona o 2,6 proc. Spadek sprzedaży w kwietniu był widoczny przede wszystkim w sektorze spożywczym (o 1,2 proc.), podczas gdy w marcu wzrosła o ponad 14 proc. rok do roku.

To efekt świąt, statystycznie podbijających dynamikę dla sprzedaży żywności, sprzedaży w hipermarketach – ocenia ekspert. – W maju wracamy już na normalną trajektorię, która pozwala ocenić, jak ta sprzedaż będzie się rozwijać. Może to być nawet 3,5 proc., a to całkiem dobry wynik.

W cenach bieżących eksperci ostrożnie szacują, że wzrost nie przekroczy 2 proc., jednak ze względu na deflację (0,9 wedle GUS) wzrost w cenach stałych będzie wyższy.

W okresie od stycznia do kwietnia sprzedaż detaliczna zwiększyła się w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. o 3,4 proc. W następnych miesiącach wzrost powinien być jeszcze większy, zdaniem eksperta Crédit Agricole przede wszystkim ze względu na rosnącą sprzedaż samochodów. W ubiegłym roku po wzroście z pierwszych miesięcy związanym z korzyściami podatkowymi dla kupujących firm w połowie roku dynamika znacznie spadła – w maju o prawie 4, a w czerwcu o 7 proc. w skali roku.

Sprzedaż detaliczna to najlepszy wyprzedzający wskaźnik konsumpcji, którą później widzimy w produkcie krajowym brutto. Tak naprawdę ponad połowa PKB. Im wyższa realna sprzedaż detaliczna, tym wyższa konsumpcja i wzrost gospodarczy, a więc o wiele lepsza koniunktura w całym państwie – podkreśla Jaworski.

Ministerstwo Finansów pracuje nad strategią, która ujednolici interpretacje podatkowe i usprawni rozliczanie podatników z fiskusem

Jacek Kapica, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów
Jacek Kapica, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów

Resort finansów pracuje nad opracowaniem strategii dla administracji podatkowej. Będzie ona opierać się na rekomendacjach Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Przede wszystkim ma doprowadzić do stworzenia przyjaznego dla podatników systemu rozliczania. Do założeń strategii będą dostosowane wszystkie działania resortu w ciągu najbliższych lat.

Rozpoczęliśmy prace nad strategią administracji podatkowej. Bo oprócz dokumentów ustawowych i rozporządzeń im towarzyszących musimy wprowadzać to w życie. Strategia wprowadzi zmianę kultury organizacji – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Kapica, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów. – Do tej strategii wpiszemy sobie wszystkie działania, jakie chcemy przeprowadzić w ciągu najbliższych kilku lat, które ukierunkowują administrację podatkową na obsługę klienta, wspieranie go w prawidłowym rozliczaniu podatków i dostarczanie mu właściwej wiedzy podatkowej.

Kapica przypomina, że w raporcie po misji w Polsce Międzynarodowy Fundusz Walutowy wskazał problemy polskiego systemu podatkowego. Wśród nich znalazła się bardzo niska skuteczność ściągania podatków VAT, CIT i PIT. To właśnie te kwestie ma poprawić nowa strategia resortu finansów.

Podstawowym jej celem będzie zmiana administracji podatkowej w taki sposób, by była ona bardziej przyjazna płatnikom. Kapica podkreśla, że obejmuje to zarówno wsparcie w rozliczaniu podatków, jak i stworzenie jednolitej i publicznie dostępnej interpretacji prawa podatkowego, która będzie obowiązywała płatników i urzędników.

Żeby nie było wątpliwości, że jest jakaś wiedza tajemna dla urzędników. Ona musi być dostępna w internecie, myślę, że dzięki temu tych sporów interpretacyjnych będzie dużo mniej. To jest właśnie specjalizacja Krajowej Informacji Podatkowej w odpowiednich tytułach podatkowych, w związku z czym będzie większa jednolitość wydawania interpretacji – mówi Kapica.

Ujednolicenie interpretacji i praktyki urzędów skarbowych będzie również możliwe dzięki szerszemu wykorzystaniu narzędzi informatycznych i elektronicznego systemu rozliczeń podatkowych.

Wiceminister finansów dodaje, że po zmianach każdy podatnik będzie rozliczał się tylko w jednym urzędzie skarbowym. Obecnie zdarzają się sytuacje, w których ta sama osoba rozlicza CIT i VAT z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej w jednym mieście, a PIT w innym, w którym mieszka. Takie sytuacje mają zostać zlikwidowane.

Chcemy wszystko skoncentrować tak, żeby podatnik miał de facto w swym zakresie jeden urząd skarbowy do pierwszego kontaktu – podkreśla Kapica.

Zmieni się także sposób obsługi cudzoziemców prowadzących działalność gospodarczą w Polsce. Obecnie zajmują się nimi wyspecjalizowane urzędy skarbowe. Kapica zapowiada jednak, że wkrótce te placówki zajmą się jedynie największymi podatnikami, a obcokrajowcy prowadzący niewielkie firmy będą obsługiwani razem z obywatelami Polski.

Chcemy odciążyć te urzędy od obsługi podmiotów z kapitałem zagranicznym, bo często jest to jednoosobowa działalność gospodarcza obywateli, którzy przyjechali do Polski, założyli tutaj małą firmę, często związaną z gastronomią. Oni niczym się nie różnią od polskich podatników prowadzących tego typu działalność – argumentuje Kapica.

Wyspecjalizowane urzędy skarbowe zajmą się jedynie tymi podmiotami, których roczne obroty przekraczają 3 mln euro. Ma to poprawić obsługę dużych i średnich firm z zagranicznym kapitałem.

Dominik Smyrgała, Collegium Civitas: Odchodzący minister skarbu miał krótką, ale owocną kadencję. Jego atutem było zdecydowanie

Dominik Smyrgała z Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Zrównoważonego Rozwoju Collegium Civitas
Dominik Smyrgała z Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Zrównoważonego Rozwoju Collegium Civitas

Największą zaletą odchodzącego ministra skarbu była jego odwaga w podejmowaniu strategicznych decyzjiuważa Dominik Smyrgała z Collegium Civitas. Dzięki niej – mimo krótkiej kadencji – Włodzimierz Karpiński rozwiązał kilka problemów polskiej energetyki oraz osłonił gospodarkę przed niektórymi skutkami konfliktu z Rosją.

– To była krótka kadencja, bo ona de facto trwała tylko dwa lata, w związku z tym na pewno wszystkich planów się nie dało zrealizować mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dominik Smyrgała z Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Zrównoważonego Rozwoju Collegium Civitas. Natomiast nie można panu ministrowi odmówić aktywności. Miały miejsce wydarzenia, w których widać było jego osobistą interwencję. Był osobą, która potrafiła podejmować decyzje.

Poważnym problemem dla polskiej energetyki były przestarzałe elektrownie, które wręcz groziły, że w kraju mogło zabraknąć prądu. Ich modernizacja jednak jest bardzo kosztowna, a jej koszt liczony jest w miliardach złotych. Gdy minister Karpiński obejmował resort skarbu, co piaty blok energetyczny w Polsce miał ponad 50 lat i wymagał zastąpienia nowym. Koszt tej operacji szacowano na niemal 10 mld zł. Alternatywą były wyłączenia prądu z powodu nieuchronnych awarii.

Udało się rozpocząć inwestycje w bloki węglowe w Elektrowni Opole i w innych miejscach przypomina Dominik Smyrgała. –  Ten zastój w budowie nowych bloków, który mógł się skończyć blackoutami, czyli odcięciami w dostawach prądu z powodu tego, że stare bloki trzeba odłączać, te najbardziej trujące, najbardziej przestarzałe, i zastąpić jakąś inną mocą, tego zagrożenia w najbliższej przyszłości nie będzie, bo nowe bloki jednak powstaną.

Podczas swej krótkiej kadencji Włodzimierz Karpiński musiał się zmierzyć m.in. z próbą przejęcia przez rosyjską spółkę Acron udziałów w Grupie Azoty. Zdołał powstrzymać Rosjan i tu, i w kolejnym starciu o gazociągi.

– W zeszłym roku także sytuacja była trochę kryzysowa, kiedy się nie udawało wyłonić zarządu EuRoPol GAZ-u, czyli operatora, gdzie udziały mają PGNiG i Gazprom, który operuje Gazociągiem Jamalskim przypomina ekspert Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Zrównoważonego Rozwoju Collegium Civitas. I wtedy – mimo dość trudnej i napiętej sytuacji – pan minister zdecydował się na odważny krok, tzn. wprowadzenie zarządu komisarycznego. Dzięki temu nie doszło może do kryzysu w kwestii wyboru tych władz i to też było stanowcze podjęcie decyzji własnej.

Po skróconej kadencji Włodzimierza Karpińskiego jego następca przejmuje też kilka problemów do rozwiązania, a najpilniejszy z nich – zdaniem Smyrgały to zakończenie budowy terminala gazowego w Świnoujściu. Pozostała też decyzja strategiczna dotycząca kierunków rozwoju polskiej energetyki. Wobec trwającej modernizacji bloków węglowych i konieczności wprowadzania OZE trzeba się zastanowić, czy Polska nadal potrzebuje energetyki jądrowej.

– Jeśli będziemy mieli węgiel, rozwinie się atom, a także sektor odnawialnych źródeł energii, bo do tego nas będzie zmuszała Unia Europejska, to może się okazać, że będziemy mieli sytuację, w której dużo państwowych firm konkuruje ze sobą, i wtedy może się okazać, że przeinwestujemy przestrzega Dominik Smyrgała z Collegium Civitas.

MoneyGram szuka pracowników do warszawskiego Global Business Center. Firma zamierza obsługiwać znaczną część swojego biznesu z Polski

0
Andrzej Wilk, senior vice president MoneyGram, szef biura firmy w Warszawie
Andrzej Wilk, senior vice president MoneyGram, szef biura firmy w Warszawie

MoneyGram zapowiada systematyczny rozwój swojej nowej polskiej filii. Do końca roku zamierza zatrudnić w warszawskim Global Business Center jeszcze sto osób, a w przyszłym roku ok. 140. Jeden z liderów światowego rynku pieniężnych przekazów międzynarodowych chce, by coraz więcej operacji firmy obsługiwano z Polski.

– MoneyGram Polska to już ponad 20 proc. tzw. workforce, czyli co piąty pracownik MoneyGram pracuje w Warszawie mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Wilk, senior vice president MoneyGram, szef biura firmy w Warszawie. – Z uwagi na wysoką jakość procesów, które dostarczamy do naszych odbiorców, możemy planować dalsze zatrudnienia. To jest laurka dla nas, przede wszystkim dla pracowników, którzy tu pracują, oznacza to bowiem, że zadania im powierzone realizują na najwyższym poziomie, znacznie wyższym niż były one realizowane gdzieś wcześniej.

Obecnie Global Business Center w Warszawie zatrudnia 560 osób. Do końca roku ta liczba wzrośnie do około 660, a docelowo jak deklaruje Andrzej Wilk będzie to ponad 800 do końca 2016 roku.

– Obsługujemy już 35 procesów, w biurze w Warszawie są osoby reprezentujące 39 narodowości, pracujemy w 24 językach, obsługujemy wszystkie zakątki świata. 70 proc. naszych pracowników to Polacy, 30 proc. to obcokrajowcy. Warto wyróżnić takie grupy jak Hiszpanie, Włosi czy Egipcjanie, którzy bardzo chętnie zatrudniają się w naszym centrum.

MoneyGram zdecydował się otworzyć Global Business Center w Warszawie nie tylko ze względu na niewygórowane płace akceptowane przez polskich pracowników, lecz także ze względu na to, że Polacy konkurują innowacyjnością i gotowością do rozwoju zawodowego.

– Polska i Warszawa wygrała z Irlandią, Bułgarią i Czechami informuje senior vice president MoneyGram i szef biura firmy w Warszawie. – Po pierwsze, dzięki dostępowi do kadry – to wykształceni, młodzi profesjonaliści, chętni do pracy. Po drugie, infrastruktura i otoczenie biznesowe są bardzo pozytywne i obiecujące. Po trzecie, infrastruktura w postaci dostępności biur, połączeń lotniczych Warszawy ze światem, a także współpraca z agendami rządowymi takimi jak PAIiIZ.

MoneyGram szacuje, że międzynarodowy rynek przekazów pieniężnych będzie rósł w tempie ok. 5 proc. rocznie. Firma, której przychody przekraczały w zeszłym roku 1,4 mld dolarów, chce systematycznie poprawiać wyniki. A ponieważ stawia na rozwój usług samoobsługowych i liczy, że z tego kanału pochodzić będzie w 2017 roku nawet 20 proc. jej przychodów, znaczenie centrów, takich jak warszawskie, będzie rosło.

– Warszawa zdecydowanie spełniła nasze oczekiwania podkreśla Andrzej Wilk z MoneyGram. – Myślę, że nawet je przewyższyła. Największym pozytywnym zaskoczeniem jest jakość i możliwość pozyskania świetnych ludzi. W przeciągu około 1,5 roku będzie tu pracować 800 osób. Na ten moment nie planujemy nowych powierzchni, ale na pewno będą nowe procesy obsługiwane stąd, z Warszawy.

MoneyGram rozwija się wraz z systematycznie rosnącą liczbą klientów korzystających z usług firmy. Ludzie coraz więcej podróżują, coraz częściej podejmują pracę w innych krajach, coraz łatwiej robią zakupy na innych kontynentach. W rezultacie coraz więcej pieniędzy wędruje pomiędzy różnymi krajami, a rynek przekazów pieniężnych rośnie niemal nieprzerwanie od 30 lat. To oznacza też rozwój firm działających na tym rynku, a MoneyGram należy tu do najważniejszych graczy.

Wydatki firm technologicznych na badania i rozwój są niedoszacowane. Nie obejmują wielu prac wykonywanych na rzecz podmiotów zewnętrznych

0
Jacek Kosiec, dyrektor Programu Kosmicznego Creotech Instruments
Jacek Kosiec, dyrektor Programu Kosmicznego Creotech Instruments

Krajowe firmy wydają na badania i rozwój (B+R) więcej niż wynika z ich bilansów. Wiele projektów wymaga prowadzenia tego rodzaju przedsięwzięć, choć wprost nie są one zaliczane do tej kategorii. B+R wymagają także pomocy publicznej, bo wiążą się z wysokim ryzykiem. Kapitał prywatny w Polsce nie jest w stanie finansować prac, z których tylko część można będzie w przyszłości skomercjalizować.

Polskie firmy technologiczne nie raportują prawidłowo swoich nakładów na B+R – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Kosiec, dyrektor Programu Kosmicznego Creotech Instruments. – Większość przedsięwzięć to nowe projekty, które są prowadzone na zamówienia wielkich ośrodków naukowych, takich jak CERN czy Europejska Agencja Kosmiczna. Aby je zrealizować, trzeba przeprowadzić badania, podczas których powstaje coś, co nie ma jeszcze swojego odpowiednika w rzeczywistości. Niestety, z różnych względów nie jest to kwalifikowane jako B+R.

Jak wynika z tegorocznego raportu „Opłacalność inwestowania w badania i rozwój” firmy doradczej PwC oraz Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, pomimo optymistycznych danych z ostatnich lat i zwiększenia zaangażowania przedsiębiorców w B+R Polska na tle reszty Europy ma jeszcze wiele do zrobienia. Według Głównego Urzędu Statystycznego w 2012 roku wydatki na badania i rozwój stanowiły 0,9 proc., a rok później nawet tylko 0,87 proc. produktu krajowego brutto (PKB). Daje to Polsce miejsce daleko poza pierwszą trzydziestką zestawiania Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) i zdecydowanie poniżej średniej zarówno dla OECD, jak i pozostałych państw Unii Europejskiej.

Transfer wiedzy technicznej do biznesu, zdaniem dyrektora Creotech Instruments, nie przebiega łatwo. Gdyby było inaczej, w Polsce funkcjonowałoby mnóstwo firm zbudowanych w oparciu o osiągnięcia technologiczne, a jest ich stosunkowo niewiele. Innowacje są bowiem ściśle związane z ryzykiem. Część przedsięwzięć przynosi straty.

Bardzo mało się o tym mówi w dyskusjach publicznych, ale nie wiem, czym to jest spowodowane, być może nie do końca ten temat jest jeszcze dobrze rozumiany – zauważa Jacek Kosiec. – Innowacje mają to do siebie, że tylko z pewnym prawdopodobieństwem mogą zakończyć się z sukcesem. Im wcześniej się na tę drogę wchodzi, zaczynając komercjalizację, tym przedsięwzięcie jest bardziej ryzykowne.

W ostatnich latach jednak nakłady samych przedsiębiorstw na B+R szybko rosną. W 2011 roku wyniosły około 3,5 mld zł, a rok później już ponad 5,3 mld zł, zaś w 2013 roku 6,29 mld zł, co stanowi ponad 43,5 proc. nakładów na badania i rozwój ogółem. Według Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, jeżeli ten trend się utrzyma, to perspektywy rozwoju polskiego przemysłu rysują się bardzo optymistycznie. Tym bardziej że w nowej unijnej perspektywie finansowej jest poświęcony wyłącznie tego rodzaju przedsięwzięciom program Inteligentny Rozwój. Zgodnie z Umową Partnerstwa, dokumentem określającym kierunki wydawania przez Polskę funduszy unijnych, zostało na ten cel zapisane ponad 7,6 mld euro.

Bardzo ważne jest to, żeby osiągnięcia naukowe móc przekuć w technologię, oczywiście przy wsparciu publicznym – ocenia Kosiec. – Tylko w ten sposób można ograniczyć ryzyko i zainteresować prywatny kapitał czy osoby, żeby dalej takie przedsięwzięcia ciągnęły.

Zawsze istnieje także ryzyko technologiczne, czyli kwestia opanowania danej technologii. Krajowe firmy jednak, jak uważa Jacek Kosiec, potrafią już sobie z nim radzić.

Trzeba mieć zdolnych ludzi, odpowiednią aparaturę, czas na przeprowadzenie badań i środki do tego konieczne – zauważa dyrektor Kosiec. – Znacznie istotniejsze i stanowiące większe wyzwanie jest ryzyko biznesowe, czyli kwestia odbioru rozwiązania technologicznego na rynku. Chodzi o to, jak dotrzeć do konkretnych odbiorców i przekonać ich do tego, że nowe rozwiązanie jest lepsze. Tu potrzebne są pewne umiejętności, których ciągle w Polsce brakuje. Dotyczy to zarówno wysokotechnologicznego marketingu rozwiązań naukowych, jak i osób, które znają rynek światowy, potrafią się na nim poruszać i mają odpowiednie kontakty, które spowodują, że w ogóle będzie możliwość zaprezentowania takiego innowacyjnego rozwiązania potencjalnym odbiorcom.

W Polsce co roku wyrzucanych jest 9 mln ton jedzenia. Marnotrawstwo wynika także ze złego przetwarzania żywności

Tomasz Lis, rzecznik prasowy firmy Philipiak Milano
Tomasz Lis, rzecznik prasowy firmy Philipiak Milano

Niezjedzoną, przeterminowaną lub kupioną w nadmiarze żywność wyrzuca 35 proc. Polaków. Generuje to nie tylko większe wydatki gospodarstw domowych, lecz także przyczynia się do marnowania wody i energii potrzebnych przy produkcji żywności. Nie wykorzystujemy jedzenia należycie także dlatego, że przetwarzamy je i gotujemy w sposób, który prowadzi do utraty cennych składników odżywczych.

Na całym świecie wyrzucana jest 1/3 produkowanej żywności. W skali Europy to 100 mln ton żywności, która co roku trafia do śmieci. Z danych Eurostatu wynika, że w Polsce co roku marnowanych jest blisko 9 mln ton żywności. Za dużą część wyrzuconej żywności odpowiada produkcja, gospodarstwa domowe marnują natomiast ok. 2 mln ton. Sytuuje to Polskę na 5. miejscu w Unii Europejskiej. Więcej żywności marnują tylko Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Holandia. Badania Millward Brown pokazują, że w Polsce do wyrzucania niezjedzonej żywności przyznaje się 35 proc. badanych, głównie mieszkańcy dużych miast. Najczęściej wyrzucane są takie produkty, jak chleb, owoce, wędliny, warzywa i jogurty.

– Marnowanie żywności to przypadłość społeczeństw zachodnich, zamożnych. Z jednej strony chcemy posiadać dużo rzeczy, czujemy potrzebę gromadzenia zapasów, z drugiej strony nie potrafimy ich w sposób sprawny i rozsądny wykorzystać – mówi agencji informacyjnej Newseria Tomasz Lis, rzecznik prasowy firmy Philipiak Milano.

Żywność wyrzucana jest głównie z powodu przegapienia terminu przydatności do spożycia, niewłaściwego przechowywania, złego planowania zakupów lub braku pomysłu na wykorzystanie poszczególnych składników.

Marnowanie jedzenia ma także drugi, mniej oczywisty wymiar. Mowa tu o nieefektywnych sposobach przetwarzania żywności, które pozbawiają ją wartości odżywczych. W efekcie, aby uzyskać odpowiedni bilans dietetyczny i zaspokoić potrzeby organizmu, trzeba kupować więcej produktów.

Ważne są techniki przygotowywania żywności, które pomagają zachować substancje odżywcze w wykorzystywanych produktach. W przypadku mięs lub niektórych warzyw, gotując w dużej ilości wody, możemy stracić nawet 75 proc. wartości odżywczych. Przygotowując posiłki na parze, możemy natomiast zachować nawet 100 proc. substancji odżywczych wykorzystywanych produktów.

Z badań przeprowadzonych przez TNS Polska i markę Philipiak wynika jednak, że Polacy nie są świadomi marnotrawienia wartości odżywczych. 45 proc. badanych wprawdzie sięga po świeże i ekologiczne produkty, ale nie wie, jak je prawidłowo przyrządzać.

– Okazuje się, że Polacy znają niewiele technik zdrowego gotowania. Smażenie bez tłuszczu zna zaledwie 2 proc., gotowanie na parze też tylko dwadzieścia kilka procent. Nie są to techniki popularne, dlatego mamy wrażenie, że na tym etapie nie zdiagnozowaliśmy problemu jako społeczeństwo – mówi Tomasz Lis.

Marnowanie żywności to jeden z wiodących tematów tegorocznej wystawy Expo, która odbywa się w Mediolanie. Bierze w niej udział blisko 150 krajów z całego świata. Przedstawiają one własne, często bardzo oryginalne, pomysły na umiejętne przetwarzanie żywności i zapewnienie takiej jej ilości, która byłaby wystarczająca dla wszystkich mieszkańców świata.

Fundusz MCI.TechVentures inwestuje w Azimo, spółkę w sektorze usług finansowych online (FinTech)

0

Azimo, spółka z siedzibą w Londynie, oferująca międzynarodowe transfery pieniężne online, ogłosiła dzisiaj rundę finansowania Serii B w wysokości 20 mln dolarów.Transakcja zrealizowana została przez brytyjski fundusz Frog Capital oraz fundusz MCI.TechVentures 1.0 (zarządzany przez Private Equity Managers) oraz dotychczasowych inwestorów instytucjonalnych*, w tym fundusze Greycroft, eVentures oraz Accion. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na realizację strategii rozwoju Spółki mającej na celu budowę pozycji Azimo jako globalnego operatora transferów pieniężnych.

Azimo jest liderem rynku transferów pieniężnych w kanałach online i mobilnym, oferującym szybkie, łatwe i tanie przesyłanie pieniędzy za granicę. Założona w 2012 roku spółka w krótkim czasie rozwinęła najbardziej rozbudowaną sieć transferów pieniędzy online do ponad 200 krajów w 77 walutach, obejmującą ponad 5 miliardów ludzi **.

400-procentowy wzrost skali operacji, zrealizowany przez spółkę w 2014 roku jest odzwierciedleniem kluczowych zmian zachodzących na wartym 600 mld dolarów globalnym rynku transferów międzynarodowych, polegających na konwersji z modelu tradycyjnego – tj. obsługiwanego przez sieć placówek fizycznych – do kanału online oraz mobilnego. Za pośrednictwem Azimo pracownicy z innych krajów, mieszkający w np. Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji czy w regionie Skandynawii mogą za pomocą telefonu komórkowego tanio, łatwo i szybko przesyłać pieniądze bezpośrednio do swoich rodzin. Ogłoszenie zamknięcia rundy finansowania zbiega się z Międzynarodowym Dniem Przelewów Rodzinnych*** (ang. World Remittance Day), którego celem jest podniesienie świadomości znaczenia międzynarodowych transferów pieniężnych w rozwoju globalnej gospodarki i wsparciu społeczności lokalnych na całym świecie.

Pozyskane środki spółka przeznaczy na utrzymanie wysokiego tempa rozwoju na rynku europejskim oraz rozpoczęcie ekspansji na nowych rynkach Ameryki Północnej i Azji. Kluczowe znaczenie dla powodzenia globalnej ekspansji Azimo ma doświadczenie jej założyciela i Prezesa, Michaela Kenta – m.in. założona przez niego w 2005 roku spółka Small World zdobyła pozycję największego niezależnego operatora transferów tradycyjnych w Europie.

To fantastyczne móc ogłosić naszą ostatnią rundę finansowania w dniu Międzynarodowego Dnia Przelewów Rodzinnych, kiedy możemy zwrócić uwagę na istotną rolę, którą w gospodarce pełnią osoby dokonujące transferów pieniężnych do swoich rodzin za granicą – powiedział Michael Kent, założyciel CEO Azimo.

Azimo już teraz obsługuje setki tysięcy klientów i zbudowało najbardziej rozwiniętą sieć transferów online na świecie. Pozyskane środki pozwolą nam jeszcze szybciej rozwijać spółkę, jednocześnie pozwalając na uatrakcyjnienie naszej oferty dla milionów osób pracujących poza ich rodzinnym krajem – dodał.

– Globalny rynek międzynarodowych transferów pieniężnych to ponad 600 mld dolarów rocznie. Dzięki korzyściom w postaci krótszego czasu, niższego kosztu i większej wygodzie, obserwujemy coraz dynamiczniejszą konwersję tego rynku na rozwiązania online. Rozwój kanału mobilnego tylko przyspieszy ten trend – powiedział Iyad Omari, partner w funduszu Frog Capital. Byliśmy pod wrażeniem dotychczasowych osiągnięć Azimo. Jesteśmy też bardzo zadowoleni z wysokiej lojalności klientów Spółki oraz skali, w jakiej polecają oni usługi spółki kolejnym użytkownikom. Cieszymy się, że możemy wesprzeć zespół Azimo w transformacji tak wzrostowego rynku.

Azimo to przykład spółki z segmentu FinTech (tj. innowacyjnych usług finansowych realizowanych w kanale online oraz mobilnym), która łączy w sobie sprawdzony model biznesowy, silny, międzynarodowy zespół i doświadczonego lidera jakim jest założyciel spółki. Cieszymy się z tego, że możemy uczestniczyć w realizacji planów wzrostu spółki, zmieniającej rynek usług finansowych – powiedział Sylwester Janik, Partner w Private Equity Managers oraz zarządzający funduszu MCI.TechVentures. Azimo jest również kolejnym przykładem na to, jak polscy przedsiębiorcy skutecznie konkurują na globalnym rynku. Dwoje z czterech założycieli spółki to Polacy (Marta Krupińska – General Manager, Marek Wawro – CTO), ponadto zaplecze technologiczne spółki oraz back-office znajduje się w Krakowie. Z naszej strony, jako inwestor przynosimy do spółki doświadczenie i rozumienie rynku usług finansowych w CEE, gdzie stosowane rozwiązania online i mobile wyprzedzają rynki Europy Zachodniej – dodał.

* Dotychczasowi inwestorzy to Greycroft Partners, Accion’s Frontier Investments Group, eVentures, TA Ventures, RI Digital Ventures oraz KRW Schindler Investments.
** Ostatnie badania Azimo wykazały, że spółka posiada najbardziej najbardziej rozwiniętą sieć na świecie.
*** Rada Prezesów IFAD (Investing in Rural People) ustaliła datę 16 czerwca jako Międzynarodowy Dzień Przelewów Rodzinnych (the International Day of Family Remittances)

 

Popołudniowy komentarz walutowy z 16.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 16.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

W. Karpiński: Ratunek dla polskiego górnictwa, rozwój LOT-u i konsolidacja banków to zadania dla kolejnego ministra skarbu

Włodzimierz Karpiński, ustępujący minister skarbu państwa
Włodzimierz Karpiński, ustępujący minister skarbu państwa

Ustępujący po ponad dwóch latach urzędowania minister skarbu państwa Włodzimierz Karpiński ma na swoim koncie restrukturyzację PLL LOT i Stoczni Gdańsk. Za jego kadencji do budżetu wpłynęło 10 mld zł dywidend, a ponad 4 mld pozyskano z prywatyzacji. Następca Karpińskiego – Andrzej Czerwiński – będzie musiał natomiast stawić czoła sytuacji w górnictwie oraz przygotować IPO Poczty Polskiej i Banku Pocztowego.

– Moim zdaniem największe wyzwania dla mojego następcy to zdecydowanie sprawy górnictwa, czyli dokończenie procesu budowy nowej Kompanii Węglowej, wspieranie procesu konsolidacji banków polskich przez polski podmiot, aby decyzje biznesowe, finansowe, w jeszcze jednym silnym podmiocie zapadały na terenie Polski, a także bardzo ciekawy projekt IPO Banku Pocztowego, który jest rozwiązaniem dla osób narażonych na ewentualne turbulencje w SKOK-ach oraz przygotowanie procesu IPO Poczty Polskiej, która ma przejść pod nadzór ministra skarbu – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria ustępujący minister skarbu Włodzimierz Karpiński.

Włodzimierz Karpiński stał na czele resortu skarbu 778 dni. W tym czasie ministerstwu udało się uniknąć najczarniejszego scenariusza, przed jakim stały Polskie Linie Lotnicze LOT, scenariusza bankructwa. Wypracowanie i wdrożenie we współpracy z Komisją Europejską planu restrukturyzacji sprawiło, że spółka po raz pierwszy od siedmiu lat wypracowała zysk na działalności podstawowej. Dziś minister Karpiński, oceniając te działania, zwraca uwagę na to, że dzięki programowi udało się uratować kilkanaście tysięcy miejsc pracy.

– Stocznia Gdańsk to kolebka naszej wolności w sensie politycznym, a także określony podmiot gospodarczy, który wpisuje się w dobry rozwój przemysłu okrętowego czy przemysłu stoczniowego. Przez ostatnie 6 lat w tym przemyśle przybyło 8 tys. miejsc pracy – mówi Karpiński.

Jak podkreśla minister, okres jego urzędowania to kontynuacja wielkiego procesu prywatyzacyjnego, gdy co roku prywatyzacją objętych było około 150 spółek. Ale ostatnie lata w spółkach nadzorowanych przez Skarb Państwa stała bardziej pod znakiem polityki dywidendowej.

Spółki Skarbu Państwa zasiliły budżet kwotą 10 mld 200 mln zł, a jednocześnie podniosły swoją wartość, czyli ta roztropna polityka dywidendowa spowodowała, że właściciel zyskiwał, a spółki się rozwijały – mówi Karpiński.

Szef resortu szacuje, że tylko w 2014 roku wartość spółek na giełdzie, które nadzoruje MSP, wzrosła o 2,5 mld zł. W kolejnych latach ich wartość może dalej rosnąć, między innymi przez rozpoczęty ogromny program inwestycyjny w energetyce. Według tego planu do 2020 roku spółki energetyczne zrealizują projekty inwestycyjne o wartości około 100 mld zł. To budowa między innymi nowych bloków energetycznych w Turowie, Opolu, Stalowej Woli, Jaworznie czy Zakładów Chemicznych w Policach.

– Te projekty oprócz swojej imponującej wartości dają tysiące miejsc pracy, a więc oddziałują na rynek pracy. Podnoszenie wartości tych spółek z dobrym, mądrym planem inwestycyjnym powoduje, że jesteśmy liderem czy największym placem budowy, a także najsilniej rozwijającą się gospodarką w Unii Europejskiej – mówi Karpiński.

SAP Polska: międzynarodowe sukcesy polskich firm dzięki pracownikom i kadrze menadżerskiej z sektora nowych technologii

0
Kinga Piecuch, prezes SAP Polska
Kinga Piecuch, prezes SAP Polska

Menedżerowie są jednym z najcenniejszych zasobów polskich firm. Dzięki dobrze wykształconej kadrze są one w stanie sprawnie wprowadzać najnowsze rozwiązania i strategie biznesowe. To pozwala im odnosić sukces w świecie, w którym liczą się ci, którzy są w stanie dotrzymać tempa rozwojowi technologicznemu i dynamicznie zmieniającym się oczekiwaniom rynku.

Mamy świetnych menadżerów i to jest na pewno bardzo duży kapitał, bo firma to ludzie i na to bym stawiała – mówi agencji informacyjnej Newseria Kinga Piecuch, prezes SAP Polska podczas SAP Forum 2015. – Mamy menadżerów sprawnych, bystrych bardzo dobrze przygotowanych do prowadzenia biznesu, także od strony technologicznej, innowacyjnej. Jesteśmy rynkiem, gdzie po ludzi specjalizujących się w nowoczesnych technologiach sięga rynek amerykański, sięgają rynki międzynarodowe. To pokazuje, jak dobrze mamy wykształconych ludzi, którzy na tych technologiach się znają.

Kadra menadżerska to kapitał, który polskie firmy zgromadziły przez ostatnie lata. Nie tylko procentuje on dziś, lecz także jak ocenia prezes Kinga Piecuch z SAP Polska pozwoli im zmierzyć się z wyzwaniami w przyszłości.

– Jesteśmy moim zdaniem sprawni od strony menadżerskiej, żeby wdrażać technologie, tak by pomagały w funkcjonowaniu naszego biznesu. Myślę, że mamy też przed sobą parę wyzwań w tych obszarach gospodarki, które zależą od sytuacji geopolitycznej w naszym kraju.

O tym, jak dobrze radzą sobie polskie firmy, świadczy systematyczny wzrost PKB. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w pierwszym kwartale wzrosło ono o 3,6 proc. Takie wyniki udaje się osiągnąć m.in. dzięki eksporterom, którzy  jak szacuje Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych w kwietniu zwiększyli sprzedaż zagraniczną o 8,7 proc. W ocenie SAP Polska, specjalizującej się w dostarczaniu nowoczesnego oprogramowania dla przedsiębiorstw polskim firmom w sukcesach bardzo pomaga umiejętność sprawnego wprowadzania najnowszych rozwiązań technologicznych.

– Na tym konkurencyjnym rynku, nie tyle trudnym, co wymagającym, z bardzo wymagającymi klientami, niezwykle dobrze wyedukowanymi, przedsiębiorczymi, jesteśmy bliżej, mamy większe szanse być konkurencyjni i realizować swoje cele biznesowe mówi Kinga Piecuch.

W praktyce sprawne korzystanie z nowoczesnych rozwiązań pozwala polskim firmom radzić sobie z poważną bolączką współczesnej gospodarki, czyli nadmiernym skomplikowaniem prowadzenia biznesu. Technologie pozwalają uprościć procedury i dzięki nim przedsiębiorcy mogą działać sprawniej i szybciej podejmować istotne dla prowadzenia biznesu decyzje podkreśla Kinga Piecuch.

– Nadmiernego skomplikowania biznesu nie traktujemy jako bolączki, jest to dla nas raczej wyzwanie, które dzisiaj stawiają przed nami rynki międzynarodowe i polskie. To jest taka pozytywna bolączka, bo motywuje do gonitwy za klientem, rynkiem i realizacją celów. Jeśli spojrzymy na możliwości innowacyjne i technologiczne, to niewątpliwie rozwój technologii sprawia, że jesteśmy bliżej klienta i że jesteśmy w stanie konkurować na rynku.

Drony mają coraz więcej zastosowań. Za ich pomocą polska firma będzie kontrolować czystość powietrza

Tomasz Kierul, prokurent w Softblue
Tomasz Kierul, prokurent w Softblue

Poszerza się zakres wykorzystania dronów w codziennym życiu. Specjalizująca się w komercjalizacji efektów badań naukowych firma Softblue wprowadza na rynek bezzałogowca, który zanalizuje skład dymu pod kątem spalanych w piecach substancji. Takim rozwiązaniem jest zainteresowanych wiele polskich miast, co jest dobrą informacją dla spółki przed jej debiutem na NewConnect.

W zeszłym roku odezwało się do nas kilkanaście miast w Polsce, które są zainteresowane testowaniem naszego urządzenia i wdrożeniem u siebie. Jest wśród nich kilka dużych miast powyżej 300 tys. osób – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Kierul, prokurent w Softblue.

To urządzenie to AirDron, czyli dron, który umożliwia analizę składu dymu z kominów. Pozwala to na szybką identyfikację osób czy zakładów przemysłowych spalających zabronione materiały. Jak przypomina Tomasz Kierul, około 5 proc. tego, czym pali się w polskich piecach, to substancje zakazane .

AirDron jest efektem współpracy z Uniwersytetem Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy i docelowo ma pozwolić na zdalne i natychmiastowe badanie składu dymu. Dzięki temu możliwe będzie skuteczniejsze egzekwowanie prawa dotyczącego spalania szkodliwych substancji – do tej pory jedyną bronią w walce z trucicielami były wizyty funkcjonariuszy straży miejskiej w prywatnych domach.

Kierul podkreśla, że to unikalny na skalę europejską produkt, ponieważ dotychczas większość firm produkujących drony skupiała się na możliwościach wykorzystania ich w wojsku.

W Polsce Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje około 1,5 mld zł na leczenie chorób wynikających z zanieczyszczeń powietrza. Co roku z ich powodu umiera około 28 tys. osób. W całej Europie ta liczba wynosi około 600 tys. Łącznie straty gospodarki 53 państw europejskich są szacowane na około 1,6 bln dol. Można więc sobie wyobrazić, jaki jest potencjał zastosowania tego urządzenia w Europie – przekonuje Kierul.

Podkreśla jednocześnie, że spółka ma już podpisane pierwsze listy intencyjne z władzami miast i komendantami straży miejskich dotyczące testowania systemu AirDron. Duże zainteresowanie to dobra wiadomość dla spółki, która liczy, że sukces jednego z jej flagowych rozwiązań przełoży się na zainteresowanie inwestorów podczas planowanego debiutu na NewConnect.

Już w kwietniu Softblue zebrało od funduszy inwestycyjnych 10 mln zł w zamian za 22,55 proc. akcji spółki. Między innymi dzięki tym środkom firma chce rozwinąć i ustabilizować działalność, a potem zadebiutować na alternatywnym rynku GPW. Spółka liczy, że dzięki obecności na NewConnect łatwiej będzie jej pozyskiwać kapitał na dalsze badania i innowacje.

W ofercie Softblue – poza AirDronem – są też inne drony, m.in. ForestDron umożliwiający np. wykrycie pożaru w lesie, a także oprogramowanie komputerowe, technologie medyczne czy usługi konsultingowe.

Konsumenci chętniej sięgają po smakowe alkohole o mniejszych pojemnościach. Prawdziwym hitem ostatnich lat są jednak nalewki

Krzysztof Kouyoumdjian, dyrektor ds. relacji zewnętrznych CEDC International
Krzysztof Kouyoumdjian, dyrektor ds. relacji zewnętrznych CEDC International

Polacy kupują coraz mniej tradycyjnej czystej wódki. Choć wciąż jesteśmy w czołówce pod względem jej spożycia, większą popularnością cieszą się alkohole smakowe o mniejszej objętości. Ważnym segmentem rynku stają się gatunkowe, importowane napoje alkoholowe, jak whisky czy burbon. Coraz częściej konsumenci sięgają też po nalewki, a producenci liczą na większą konsumpcję nie tylko w kraju, lecz także na zagranicznych rynkach.

Obserwujemy większą popularność alkoholi o mniejszej zawartości procentów oraz mniejszej pojemności. Polscy konsumenci nie sięgają już tak często po półlitrowe butelki, ale chętnie kupują te 100 czy 200 ml – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Kouyoumdjian, dyrektor ds. relacji zewnętrznych CEDC International, jednego z największych producentów wódki oraz dystrybutorów alkoholu.

Wódka niezmiennie cieszy się dużym zainteresowaniem Polaków, jest drugim po piwie najchętniej spożywanym alkoholem. W ubiegłym roku jej sprzedaż jednak zmalała, liczona w litrach o ok. 4 proc. O ile jednak popyt na tradycyjną czystą wódkę spada, o tyle w ubiegłym roku sprzedaż smakowych wódek w mniejszych pojemnościach – 100 czy 200 ml – zanotowała 4-proc. wzrost  (dane CMR).

Konsumenci odkrywają również importowane napoje spirytusowe, whisky i burbon, które jeszcze kilka lat temu były niszowymi alkoholami.

Polacy w ramach budowania pewnego poziomu zamożności, ale też edukacji i przyswajania stylu życia, zwiększają konsumpcję alkoholi tzw. brand spirit, czyli whisky, burbona. Widać to w wynikach sprzedażowych. Nawet na półkach dyskontów, czyli sklepów nastawionych na mniej zamożnych klientów, zaczęły się pojawiać marki whisky, czyli alkoholu z tego nieco wyższego segmentu – ocenia ekspert.

Z raportu KPMG „Rynek napojów alkoholowych w Polsce 2014” wynika, że w 2013 roku sprzedano 19 mln litrów whisky o wartości 1,8 mld zł, sześciokrotnie więcej niż w 2004 roku pod względem wolumenu sprzedaży i pięciokrotnie pod względem wartości. W tym roku spodziewany jest dalszy wzrost, nawet ok. 10 proc. Mimo to – zdaniem Kouyoumdjiana – mocne alkohole i czyste wódki mają niezagrożoną pozycję.

Polska jest w trójce największych rynków, jeśli chodzi o konsumpcję czystej wódki, alkoholi 40-proc. na całym świecie. Te firmy, które mają mocną pozycję na rynku polskim, siłą rzeczy są także liczącą się siłą na rynku światowym – mówi ekspert i przypomina, że wedle danych sprzedażowych za 2014 rok, Żubrówka jest siódmą największą marką sprzedających się wódek. – To pokazuje, że mimo zmieniających się trendów i tego, że Polacy chętniej eksplorują nowe alkohole o mniejszej zawartości procentów, jak whisky czy wina, to nadal jest to rynek, w którym mocną pozycję mają czyste wódki.

Polacy polubili nowe smaki, w miesiącach letnich dużą popularnością cieszą się wina musujące i słabsze smakowe alkohole. Prawdziwym odkryciem ostatnich lat są jednak nalewki, napoje oparte na spirytusie i owocach. Część osób produkuje je samodzielnie na własne potrzeby, chętnie kupowane są też nalewki dostępne na sklepowych półkach. Trend zauważyli producenci alkoholi, Soplica ma już blisko 10 smaków nalewek, niedawno na rynek trafił kolejny.

Myślę, że to może być pewnego rodzaju polska specyfika. Z jednej strony nalewki znajdują bardzo wielu konsumentów na rynku rodzimym, z drugiej strony stwarzają dobre perspektywy dla eksportu na rynki zagraniczne – podkreśla Krzysztof Kouyoumdjian.

Meksyk, Kenia, Kuba, Majorka, Seszele i Turcja Egejska to najatrakcyjniejsze kierunki podróży poślubnej

Magda Plutecka-Dydoń, rzecznik prasowy Neckermann Polska
Magda Plutecka-Dydoń, rzecznik prasowy Neckermann Polska

To nie są zwykłe wakacje, ale podróż, która zostaje w pamięci na całe życie – kierując się tą dewizą, nowożeńcy wybierają najbardziej atrakcyjne zakątki świata i nie szczędzą pieniędzy na przyjemności. Liczy się błogi odpoczynek, niezapomniane wrażenia i czas miło spędzony we dwoje. Poza Majorką, Cyprem czy Wyspami Kanaryjskimi dużym zainteresowaniem cieszą się bardziej odległe miejsca, jak Meksyk, Kuba, Kenia czy Bali.

Te wyjątkowe chwile nowożeńcy chcą spędzić w sposób szczególny, w wymarzonym miejscu. Dlatego z reguły tego typu podróż jest planowana na kilka miesięcy przed wyjazdem. Turkusowe morze, piaszczysta plaża i piękne widoki to nieodzowna sceneria romantycznych podróży we dwoje. Planując podróż poślubną, młode pary są skłonne zazwyczaj wydać więcej niż w przypadku standardowych wakacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Magda Plutecka-Dydoń, rzecznik prasowy Neckermann Polska.

Kolorowe katalogi kuszą atrakcyjnymi zdjęciami i rzeczywiście wybór ofert jest ogromny, natomiast pracownicy biur podróży zdecydowanie nie polecają nowożeńcom wczasów typu last minute. Nie zawsze spełniają one oczekiwania i często tylko z pozoru są najtańsze. Podróż poślubna powinna być dobrze przemyślana i zaplanowana.

Dużym zainteresowaniem cieszą się Wyspy Kanaryjskie, malownicza Majorka, Cypr uważany za jedno z najbardziej romantycznych miejsc na świecie, bo tu narodziła się bogini miłości Afrodyta. Popularne są także wyspy greckie i Turcja Egejska, która jest uważana za jeden z najpiękniejszych zakątków Turcji – podkreśla Magda Plutecka-Dydoń.

Tygodniowe wakacje w tych rejonach, w czterogwiazdkowym hotelu z wyżywieniem all inclusive to koszt rzędu około 1,5 tys. zł, w bardziej komfortowym hotelu – od 2,5 do 3 tys. zł.

Coraz częściej na podróże poślubne wybieramy również dalekie egzotyczne zakątki świata. Kenia, Dominikana, Meksyk czy Kuba to miejsca najchętniej wybierane na romantyczne wyjazdy. Tygodniowe wyjazdy na Dominikanę z pobytem w czterogwiazdkowym hotelu z all inclusive będzie kosztować nas od około 5 tys. zł. wzwyż. Notujemy również wzrost zainteresowania wyjazdami do miejsc uważane za luksusowe – Malediwy, Seszele, Małe Antyle czy Bali – mówi Magda Plutecka-Dydoń.

W przypadku podróży poślubnej wybór hotelu ma duże znaczenie. Musi to być obiekt, który gwarantuje relaks i dobrą zabawę – najlepiej tylko dla dorosłych.

– Wyselekcjonowaliśmy specjalne hotele dla nowożeńców, które charakteryzują się bardzo dobrą lokalizacją, kuchnią, bogatym pakietem zajęć dodatkowych, a przede wszystkim te, które oferują zniżki dla młodych par, sięgające nawet 30 proc. Kolacja przy świecach, specjalnie udekorowany pokój czy butelka szampana na przywitanie to atrakcje, na jakie nowożeńcy mogą liczyć w tego typu obiektach – tłumaczy Magda Plutecka-Dydoń.

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Boryszew S.A. zawarł umowę kredytu z Bankiem Gospodarstwa Krajowego na kwotę EUR 10.000.000

Finansowanie udzielone przez BGK wspiera strategiczny kierunek rozwoju Grupy Boryszew, jakim jest dalsze zwiększanie obecności w sektorze automotive. Zgodnie ze światowymi trendami firmy dostarczające komponenty dla koncernów samochodowych, takich jak Volkswagen czy GM, globalizują się wraz z ekspansją geograficzną swoich klientów.

Wiceprezes Zarządu Boryszew S.A. Cezary Pyszkowski
Wiceprezes Zarządu Boryszew S.A. Cezary Pyszkowski

Decyzja o budowie zakładu produkcyjnego w Meksyku jest konsekwencją przyjętej przez nas drogi rozwoju. Chcemy być blisko naszych kluczowych partnerów biznesowych na najbardziej perspektywicznych rynkach motoryzacyjnych. Meksyk jest dla nas bramą do krajów NAFTY, których potencjał trudno oszacować. – mówi Wiceprezes Zarządu Boryszew S.A. Cezary Pyszkowski. Planujemy także znaczącą rozbudowę mocy produkcyjnych w naszych zakładach w Indiach i Chinach. Pozyskane w ostatnich latach kontrakty, między innymi dla BMW zaczynają wchodzić w fazę produkcji seryjnej i w najbliższych kwartałach będą widoczne w naszych wynikach finansowych. – dodaje Wiceprezes Boryszewa.

Struktura finansowania zastosowana przy tej transakcji jest pierwszą tego typu w Polsce. Kredytobiorcą jest polska firma – Boryszew S.A., ale zabezpieczenie kredytu w całości opiera się na aktywach zagranicznych. Taka struktura finansowania nie była dotychczas stosowana przez banki działające w Polsce, które co do zasady oczekują zabezpieczenia finansowania długoterminowego na aktywach znajdujących się w Polsce.

– Udzielając finansowania jednej z największych polskich grup przemysłowych, jaką jest Boryszew, liczymy na długoterminową współpracę, która zaowocuje w przyszłości kolejnymi kredytami przeznaczonymi na rozwój działalności Grupy, zarówno w kraju jak i zagranicą. Należy przy tym podkreślić, że wieloletni kredyt oparty jedynie na aktywach zagranicznych, bez ubezpieczenia KUKE S.A., stanowi nowy rozdział w historii wspierania szeroko rozumianego eksportu. Jest to kolejna transakcja, po kredytach dla Inpost Canada i Wielton S.A., w której BGK stosuje innowacyjne rozwiązania nakierowane na wsparcie operacji zagranicznych polskich spółek. Potwierdzamy tym samym naszą rolę banku rozwoju, będącego partnerem pierwszego wyboru dla spółek chcących rozwijać swoją działalność zagraniczną – powiedział Dariusz Kacprzyk, prezes Zarządu BGK.

Grupa Boryszew to jedna z największych Grup przemysłowych w Polsce z zakładami produkcyjnymi zlokalizowanych w 13 krajach na 3 kontynentach i zatrudniająca ponad 8 000 pracowników. Grupa specjalizuje się w produkcji komponentów do produkcji samochodów oraz przetwórstwie metali nieżelaznych. W 2014 r Grupa miała ponad 5 mld zł przychodów a zysk netto przekroczył 155 mln zł.

Bank Gospodarstwa Krajowego to państwowy bank rozwoju, który inicjuje i realizuje programy służące wzrostowi ekonomicznemu Polski. Stanowi centrum kompetencyjne w finansowaniu projektów infrastrukturalnych, eksportu, spółek komunalnych i samorządów. Rozwija systemy poręczeń i gwarancji mające na celu pobudzanie przedsiębiorczości. Angażuje się w programy służące poprawie sytuacji na rynku mieszkaniowym i dostępu Polaków do mieszkań. Zarządza programami europejskimi i dystrybuuje środki unijne w skali krajowej i regionalnej. Jest instytucją wiodąca w procesie konsolidacji finansów publicznych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 11.06.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

W przyszłym roku wiele zmian w urzędach skarbowych. Lepsza obsługa podatników i jednolite interpretacje

0
Jacek Kapica, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów
Jacek Kapica, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów

W Senacie trwają prace nad ustawą o administracji podatkowej. Ma ona wprowadzić od przyszłego roku nowy system obsługi i wsparcia podatnika w urzędach skarbowych. Na dodatkową pomoc asystenta będą mogły liczyć m.in. osoby rozpoczynające działalność gospodarczą. Dzięki specjalizacji biur Krajowej Informacji Podatkowej zwiększyć ma się jednolitość wydawanych interpretacji. Zmiany powinny zakończyć się do końca 2016 roku.

W kwietniu weszła w życie zmiana ustawy o urzędach i izbach skarbowych, która wprowadziła konsolidację procesów pomocniczych, czyli kadrowych, finansowo-księgowych i logistycznych na poziomie izby skarbowej. Izby i urzędy stały się jednostką budżetową, co pozwala nam ograniczyć liczbę osób zaangażowanych w proces, a jednocześnie przesunąć je do obsługi klienta. Ten proces trwa, monitorujemy go i będziemy wyciągali z niego wnioski – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Kapica, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów.

Nowelizacja ustawy o urzędach i izbach skarbowych przyczyniła się do zmniejszenia liczby pracowników biurokracji wewnętrznej. Z danych resortu finansów wynika, że dzięki temu prawie 2 tys. osób zostało przeniesionych do obsługi podatnika.

To tylko początek zmian w urzędach skarbowych. W Senacie trwają prace nad przyjętą 27 maja przez Sejm ustawą o administracji podatkowej. Kapica podkreśla, że nakłada ona obowiązek odpowiedniego podejścia do podatnika we wszystkich urzędach. Standardy obsługi bezpośredniej mają zostać ujednolicone w całej administracji. Ponadto urzędy mają odpowiadać na potrzeby indywidualnych klientów, dlatego będą funkcjonować stanowiska do obsługi i wsparcia podatnika, tylko dla konkretnych grup.

Wiąże się z tym utworzenie funkcji asystenta podatnika dla osób rozpoczynających działalność gospodarczą. To także inna forma obsługi w centrach, gdzie chcemy koncentrować obsługę podatnika nie tylko w zakresie podatków, lecz także w przyszłości w zakresie akcyzy i płatności składek dla ZUS. Ten proces będzie trwał cały rok – zapowiada Kapica.

Od września ma działać Centralny Rejestr Danych Podatkowych, ma też zostać utworzony wspólny rachunek bankowy do poboru podatków i innych należności.

Nowa ustawa wzmacnia też funkcje informacyjne administracji podatkowej. Stworzony zostanie nowy organ, który zapewni powszechnie dostępną informację podatkową. Większy ma być też nadzór nad prezentowaną treścią w różnych kanałach komunikacji. W tym celu z izb skarbowych mają zostać wyodrębnione biura Krajowej Informacji Podatkowej, zostanie także utworzony nowy organ – Dyrektor Biura Krajowej Informacji Podatkowej.

Nastąpi specjalizacja biur na odpowiednich podatkach. W związku z tym większa będzie jednolitość i prawidłowość wydawanych interpretacji – wskazuje ekspert Ministerstwa Finansów.

Zmiany w administracji podatkowej, które stopniowo wprowadzane są od 2013 roku, powinny zakończyć się pod koniec przyszłego roku.

Wysokie koszty pracy hamują innowacyjność, szczególnie w małych i średnich firmach

Władysław Halbersztadt, założyciel i członek zarządu Grupy Investin
Władysław Halbersztadt, założyciel i członek zarządu Grupy Investin

Nawet 2/3 kosztów kwalifikowanych przez firmy jako wydatki na badania i rozwój mogą stanowić koszty osobowe. Tym bardziej że wysoko wykwalifikowani pracownicy to podstawa tego typu działalności. Dlatego obniżenie kosztów zatrudnienia może zwiększyć polską innowacyjność, która dziś nie wygląda najlepiej na tle krajów UE. Pomóc mogłoby też wprowadzenie ulg podatkowych.

Innowacyjność i komercjalizacja wyników prac badawczo-rozwojowych to w dużym stopniu praca ludzi, a kluczowym elementem są koszty pracy. Wydatki na badania i rozwój to przede wszystkim wynagrodzenia wysoko wykwalifikowanego personelu: inżynierów, programistów, informatyków, specjalistów – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Władysław Halbersztadt, założyciel i członek zarządu Grupy Investin, która finansuje i rozwija zaawansowane technologie, partner zarządzający w Pitango Investin Ventures.

Koszty pracy w Polsce utrzymują się na wysokim poziomie – podatek dochodowy i składki na ZUS stanowią blisko 70 proc. pensji netto. To oznacza, że na każdy 1 tys. zł, który pracownik dostaje do ręki, 700 zł pracodawca dopłaca państwu. To problem przede wszystkim dla mniejszych firm, które żeby się rozwijać, muszą zatrudniać, a wysokie koszty pracy sprawiają, że często rezygnują z zatrudniania nowych pracowników.

Co najmniej 2/3 kosztów, które ostatecznie firmy zakwalifikują jako wydatki na B+R, to koszty osobowe. Pozostała 1/3 to koszty ogólnego zarządu, marketingu, business developmentu. Jeżeli firma ma zatrudnić programistów czy inżynierów do pracy nad nowym produktem, to nie jest to działalność, którą można wykonać w trzy miesiące. To kwestia inwestycji na rok, dwa czy nawet trzy lata – tłumaczy ekspert.

Przekonuje, że wysokie koszty pracy przekładają się na wydatki na badania i rozwój. W rankingu Komisji Europejskiej zajmujemy 25. miejsce pod względem innowacyjności wśród państw UE. Jeszcze gorzej wypadamy pod względem zgłoszeń patentowych – 12 na milion przy unijnej średniej 131 zgłoszeń plasują nas na 28. pozycji w Europie. W Globalnym Rankingu Innowacyjności, wspólnym raporcie Cornell University, INSEAD oraz WIPO, Polska zajęła 45. miejsce, m.in. za takimi krajami jak Mołdawia czy Barbados.

Skoro chcemy wspierać innowacyjność to wszystkie rozwiązania systemowe powinny być nakierowane na to, żeby młodym i dużym przedsiębiorstwom, które autentycznie inwestują w badania i rozwój, zmniejszyć koszty pracy pracowników, którzy te prace prowadzą. Z drugiej strony mowa też o różnego rodzaju ulgach podatkowych, zwłaszcza ulgach w CIT – podkreśla Halbersztadt.

Wyjaśnia, że podobne rozwiązania funkcjonują już w innych krajach europejskich. We Francji, Belgii czy Niemczech przedsiębiorcy nawet przez kilka lat albo nie płacą składek na ZUS, albo płacą je niższe za wysoko wykwalifikowanych pracowników zatrudnionych przy pracach badawczo-rozwojowych.

W naszym kraju wciąż takich udogodnień brakuje. Przygotowana przez prezydenta ustawa o wspieraniu innowacyjności jest krokiem w dobrym kierunku, jednak zdaniem Halbersztadta niewystarczającym. Ustawa proponuje ulgę podatkową na innowację. Mali i średni przedsiębiorcy, którzy wydaliby na ten cel 100 tys. zł, mogliby odliczyć od przychodu 150 tys. zł. W przypadku dużych firm byłoby to 120 tys. zł odliczenia.

W mojej ocenie to minimalne korekty w zakresie wspierania innowacyjności – mówi ekspert. – Mam jednak nadzieję, że pojawią się takie rozwiązania jak w Europie Zachodniej. Na razie jestem umiarkowanym optymistą, widząc jak zachowawczą postawę przyjmuje Ministerstwo Finansów i inne ośrodki – podkreśla założyciel i członek zarządu Grupy Investin.

Co godzinę na świecie dochodzi do ponad 100 nowych cyberataków na firmy. Skala zagrożeń drastycznie rośnie

Krzysztof Wójtowicz, country manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce
Krzysztof Wójtowicz, country manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce

Istotnie zwiększyła się liczba i skala cyberzagrożeń. Z raportu Check Point wynika, że w ciągu godziny przeprowadzanych jest 106 ataków na firmy i instytucje za pomocą nieznanego dotąd złośliwego oprogramowania. To 48 razy więcej niż przed rokiem. Większość badanych firm odnotowała w ubiegłym roku incydenty związane z utratą danych.

Po raz trzeci przygotowaliśmy Security Report o zagrożeniach w cyberprzestrzeni. Po tegorocznym raporcie widać, że nastąpiły wzrosty i to niebagatelne – informuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Wójtowicz, country manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Jak wynika z Security Report 2015, drastycznie rośnie liczba ataków hakerskich z użyciem nieznanego dotąd złośliwego oprogramowania. W ciągu każdej godziny przeprowadzanych jest na świecie 106 różnego rodzaju działań wymierzonych w firmę lub organizację. W stosunku do 2013 roku ich liczba wzrosła 48-krotnie.

W tym roku dominują zdecydowanie ataki APT, czyli ataki kierowane, z wykorzystaniem malware’u, którego sygnatury nie są znane. Czyli dominują zagrożenia, na które jeszcze nie ma szczepionki. Co miesiąc powstają wielkie liczby nowych wirusów, z którymi obecne systemy sobie nie radzą – mówi Wójtowicz.

Cyberprzestępcy coraz częściej korzystają z aplikacji antywirusowych lub działających automatycznie programów typu bot w celu pozyskania poufnych danych. W ubiegłym roku 83 proc. firm padło ofiarą tego rodzaju ataków. Drugim poważnym zagrożeniem są stosowane przez pracowników urządzenia mobilne, do których równie łatwo się włamać, jak do zwykłego komputera. W 2014 roku 42 proc. firm padło ofiarami ataków BYOD (wykorzystujących słabe zabezpieczenie urządzeń mobilnych), które kosztowały je każdorazowo ponad 250 tys. dolarów.

Przed zagrożeniami trzeba chronić się przede wszystkim wielopłaszczyznowo – wskazuje Krzysztof Wójtowicz. – Choć coraz częściej mamy do czynienia z nowymi wirusami, to wcale nie oznacza, że stara technologia, czyli antywirusy czy systemy intrusion prevention, mogą pójść w zapomnienie.

Cyberprzestępcy co godzinę dokonują 12,7 ataków na firmowe aplikacje, jak np. zdalny dostęp administratora (RATs) czy programy przechowania danych. Wiele organizacji jest narażonych na zagrożenia na skutek błędów pracowników. To nie tylko podłączanie do sieci urządzeń mobilnych, lecz także korzystanie z niezabezpieczonych aplikacji. Analitycy Check Point wskazują, że 81 proc. firm zanotowało w ubiegłym roku incydenty utraty danych na skutek wewnętrznych problemów sieci lub braku przestrzegania zasad bezpieczeństwa przez pracowników. To o 41 proc. więcej niż w 2013 roku.

72 proc. firm na świecie uznało poufne dane firmowe za najbardziej wrażliwy i zagrożony ze strony cyberprzestepców element.

Ostatnio podano, że w USA doszło do wycieku 4 mln danych osobowych. Były to informacje dotyczące urzędników, a więc pozyskane zostały w ten sposób także dane, które są klasyfikowane jako ściśle tajne albo tajne. Za tego typu informacje można uzyskać duże pieniądze – tłumaczy country manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Najbardziej narażone na ataki są jednak instytucje finansowe.

Jak prognozuje Krzysztof Wójtowicz, z roku na rok skala zagrożeń będzie rosła.

W ubiegłym roku ataki typu DDoS, które zablokowały kilka polskich banków czy stron aukcyjnych, były zrealizowane za pomocą dość skomplikowanych systemów, a teraz tego typu atak można za parę dolarów kupić sobie w sklepach internetowych – twierdzi Wójtowicz. – To pokazuje skalę zagrożenia.

Unilever wprowadził rozwiązania przyjazne środowisku. W skali globalnej dały one koncernowi 400 mln euro oszczędności

0
Harm Goossens, prezes zarządu Unilever w Europie Środkowo-Wschodniej
Harm Goossens, prezes zarządu Unilever w Europie Środkowo-Wschodniej

Zrównoważony rozwój to dla firm nie tylko sposób na osiągniecie korzyści wizerunkowych, lecz także wymiernych korzyści finansowych. Unilever dzięki ekorozwiązaniom stosowanym w produkcji od 2008 roku ograniczył koszty o 400 mln euro w skali globalnej. Marki koncernu, które realizują cele społeczne, rosną dwukrotnie szybciej niż pozostałe.

Unilever od czterech lat realizuje globalny plan „Życie w sposób zrównoważony”, który zakłada dwukrotny wzrost biznesu, przy jednoczesnym zmniejszeniu negatywnego wpływu firmy na środowisko i zwiększeniu pozytywnego wpływu społecznego. W Polsce koncern zdołał podnieść efektywność ekologiczną we wszystkich czterech zakładach produkcyjnych przy jednoczesnej redukcji emisji dwutlenku węgla na tonę produkcji o 14 proc. w porównaniu z 2013 rokiem i o 72 proc. od 2008 roku.

Jako globalna firma staramy się działać odpowiedzialnie, by zmniejszyć wpływ naszej działalności na środowisko – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Harm Goossens, prezes zarządu Unilever w Europie Środkowo-Wschodniej. – Po drugie, rozwijamy się szybciej dzięki zrównoważonemu podejściu, a nasze koszty spadają. Myślę więc, że taka działalność jest dobra dla środowiska, a przy tym korzystna dla naszego rozwoju i naszych pracowników.

Dzięki podejmowanym inicjatywom koncern zwiększył efektywność swojego transportu. Przykładowo, w efekcie projektu przeprowadzonego w dziale sprzedaży średnio o 12 proc. zmniejszył się dystans przemierzany przez agentów handlowych firmy na polskich drogach. Jednocześnie o 60 proc. wzrosła liczba odwiedzanych klientów.

– Promujemy zrównoważony rozwój w markach Dove, Flora czy Domestos i widzimy ich szybki wzrost – deklaruje Harm Goossens.

To przykłady marek, które realizują określone cele społeczne. Program „Proaktywnie dla serca” Flory pro.activ pomaga Polakom w walce z wysokim poziomem cholesterolu. Z bezpłatnych badań skorzystało prawie 45 tys. osób, a ponad 850 tys. sięgnęło po pakiet startowy, chcąc pozyskać więcej informacji na temat profilaktyki chorób serca. Z kolei projekt edukacyjny „Wzorowa łazienka” marki Domestos miał zachęcić najmłodszych do dbania o higienę i czystość w szkolnych toaletach. W skali światowej marki rozwijane zgodnie z ideą zrównoważonego rozwoju odnotowują dwukrotnie wyższe wzrosty.

Unilever prowadzi też program Lamplighter skierowany do pracowników we wszystkich oddziałach koncernu. Mogą oni skorzystać z badań lekarskich, porad lekarzy, fizjoterapeutów, dietetyków oraz warsztatów zdrowotnych.

Odpowiedzialny biznes daje szereg korzyści. Najbardziej znane są te wizerunkowe, ale nie są one jedyne.

Poczyniliśmy duże postępy pod względem zarówno wzrostu, jak i kosztów. Od 2008 roku, dzięki skoncentrowaniu się na zrównoważonym rozwoju, zaoszczędziliśmy 400 milionów euro w naszych zakładach produkcyjnych na całym świecie – mówi Goossens.

W ten sposób biznes prowadzi coraz więcej firm. Okazuje się, że jest to także zyskowne. To pewna filozofia zarządzania, którą największe światowe firmy umieszczają w swoich strategiach i starają się w jak najlepszy sposób przestrzegać i wykonywać. Dla firmy to często oszczędność, lepsze wykorzystanie zasobów, ale przede wszystkim pobudzenie innowacyjności, czyli tego, co najbardziej się liczy, żeby istnieć na rynku i być coraz bardziej konkurencyjnym. Innowacyjność bardzo często wypływa właśnie z takiego myślenia o tym, w jaki sposób rozwiązać największe problemy, przed którymi stoimy jako społeczeństwa – mówi Mirella Panek-Owsiańska, prezes zarządu Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Idea zrównoważonego rozwoju jest coraz ważniejsza dla konsumentów na całym świecie. Wielu z nich zwraca uwagę na to, w jaki sposób był wyprodukowany towar. Zanim dokonają zakupu, upewniają się, czy jest on przyjazny dla środowiska oraz czy przy jego produkcji nie były łamane prawa człowieka.

Prowadzenie biznesu w sposób zrównoważony oznacza, że firma bierze odpowiedzialność za swój wpływ na ludzi i środowisko naturalne. Unilever ma bardzo ambitny globalny plan, w jaki sposób zwiększyć swoją firmę dwukrotnie i jej pozytywny wpływ społeczny, a jednocześnie zniwelować negatywny wpływ na środowisko. Plan jest rozpisany, ma swoje mierniki, swoje określone cele i jest planem bardzo ambitnym – dodaje Panek-Owsiańska.

Przełom w leczeniu raka skóry. Chorym w późnym stadium czerniaka skóry z mutacją genu BRAF pomóc może terapia celowana w skojarzeniu

Iwona Ługowska, lekarz onkolog z Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich Kości i Czerniaków z Centrum Onkologii Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie
Iwona Ługowska, lekarz onkolog z Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich Kości i Czerniaków z Centrum Onkologii Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie

Onkolodzy mówią o przełomie w leczeniu czerniaka skóry. Terapie celowane w skojarzeniu są w stanie znacznie wydłużyć życie chorych w zaawansowanym stadium choroby oraz poprawić jego jakość. Dotyczy to pacjentów posiadających mutację genu BRAF, czyli połowy chorych na czerniaka. W Polsce co roku odnotowywanych jest 3 tys. nowych przypadków czerniaka.

Czerniak skóry to złośliwy nowotwór. Czynniki sprzyjające jego tworzeniu to: predyspozycje genetyczne, np. rodzinny zespół znamion atopowych, intensywne eksponowanie skóry na działanie promieniowania ultrafioletowego, zarówno naturalne, jak i sztuczne (np. w solariach), czy niski poziom barwnika w skórze.

– Ok. 3 tys. osób to populacja, która jest rokrocznie rozpoznawana w Polsce. Niepokojące jest to, że co 10 lat ta liczba się podwaja – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Iwona Ługowska, lekarz onkolog z Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich Kości i Czerniaków z Centrum Onkologii Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Jeszcze kilka lat temu leczenie pacjentów chorych na czerniaki w stadium rozsiewu ograniczało się do chemioterapii, która nie dawała zbyt dobrych wyników. Opracowanie nowoczesnych terapii możliwe było dzięki odkryciu mutacji genu BRAF, upośledzającej funkcję białka odpowiedzialnego za wzrost komórek. Prowadzi ona do niekontrolowanego podziału komórek i szybkiego wzrostu nowotworu. Leki molekularne hamują aktywność nieprawidłowego białka, a tym samym nie dopuszczają do szybkiego wzrostu nowotworu. Mutacja ta występuje u połowy chorych na czerniaka skóry.

Musimy najpierw zweryfikować, czy ta mutacja jest, czy jej nie ma. Chorzy, którzy mają mutację, będą kandydatami do leczenia ukierunkowanego molekularnie z inhibitorami BRAF – mówi Iwona Ługowska.

Chorzy z tą mutacją w Polsce mają obecnie dostęp do jednej monoterapii celowanej, jednak przyszłością dla pacjentów z mutacją BRAF jest terapia celowana w skojarzeniu. Podczas tegorocznego ASCO (spotkania Amerykańskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej) przedstawiono m.in. wyniki badań porównujące skuteczność monoterapii celowanej z terapią celowaną skojarzoną. W przypadku leczenia skojarzonego, czyli działania jednocześnie na dwa inhibitory BRAF oraz MEK, wykazano istotne statystycznie wydłużenie czasu przeżycia całkowitego nawet o średnio 2 lata.

– Najnowsze wyniki badania (COMBI-d), które przedstawiono na tegorocznym kongresie ASCO, wykazały, że u chorych na przerzutowe czerniaki z obecnością mutacji BRAF zastosowanie kombinacji inhibitora BRAF i MEK (dabrafenib z trametynibem) przynosi lepsze efekty niż monoterapia inhibitorem BRAF bez zwiększenia toksyczności. Mediana przeżyć przy kombinacji tych leków wydłużyła się do ok. 25 miesięcy (czyli około 2 lat), a jeszcze trzy lata temu wynosiła 6 miesięcy – mówi prof. dr hab. n.med. Piotr Rutkowski, kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków w Centrum Onkologii Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Badania pokazują, że zastosowanie celowanej terapii molekularnej w skojarzeniu pozwala zahamować wzrost nowotworu u około 70 proc. chorych z mutacją BRAF. W Polsce refundowany jest tylko jeden lek w monoterapii, w dodatku dostępny tylko w pierwszej linii leczenia. Zarówno pacjenci, jak i lekarze czekają na poszerzenie wachlarza terapii, a przede wszystkim na dostępność terapii skojarzonej.

Konieczne jest oznaczenie statusu mutacji BRAF w każdym przypadku przerzutowego czerniaka (stopnie IIIC-IV) i zapewnienie polskim chorym dostępności kombinacji inhibitora BRAF i MEK w sytuacji stwierdzenia przerzutowego czerniaka z obecnością mutacji BRAF – podkreśla prof. Piotr Rutkowski.

Nowoczesne leki molekularne są w stanie nie tylko w znaczący sposób przedłużyć życie pacjentów z zaawansowanym czerniakiem, lecz także ze względu na dobrą tolerancję przez organizm ludzki w znacznym stopniu poprawić jakość życia chorych.

Golf sprzyja nawiązywaniu relacji biznesowych. W Polsce szybko przybywa graczy

Robert Zagożdżon, właściciel spółki Energia dla Firm
Robert Zagożdżon, właściciel spółki Energia dla Firm

Spędzają na grze kilka godzin i to w terenach, których inni sportowcy mogą im tylko pozazdrościć. Z pola schodzą wypoczęci, zrelaksowani i często bogatsi o nowe, cenne znajomości, również biznesowe. Z roku na rok na polskich polach jest coraz więcej golfistów. Ci, którzy już dołączyli do klubów golfowych, przekonują, że wbrew pozorom wcale nie jest to sport tylko dla wybranych. 

Duża grupa golfistów to biznesmeni i właściciele firm. To często osoby, które wiedzą, że czas to pieniądz. Dlatego świadomie wybierają właśnie tę dyscyplinę, bo czas spędzony na polu nie jest – ich zdaniem – czasem straconym. Pozwala się zrelaksować i uczy cierpliwości.

Mówi się, że golf jest sportem managementu czy biznesmenów właśnie z tego względu, że oni jednocześnie prowadzą wiele projektów, które trwają czasami przez kilka miesięcy. Trudno zamknąć choćby część prac wraz z zakończeniem dnia. A w golfie każde uderzenie jest zamkniętą historią. I dlatego golf jest tak ceniony przez tych ludzi – tłumaczy biznesmen, coach i wieloletni golfista Robert Zagożdżon, właściciel spółki Energia dla Firm.

W ten sposób na polu często spotykają się osoby nie tylko o podobnych zainteresowaniach, lecz także pracujące w podobnych branżach. To pozwala na łatwe nawiązanie znajomości, które mogą zakończyć się współpracą biznesową. Tym bardziej że czas spędzony na polu golfowym to najczęściej kilka godzin.

W ciągu tych 4-5 godzin, kiedy gram z daną osobą, kiedy podejmujemy różnego rodzaju decyzje, doskonale się poznajemy. Golf świetnie pokazuje wartości, jakimi kierujemy się w życiu i zdolność, np. do podejmowania ryzyka. To ważne informacje o partnerze biznesowym czy życiowym – mówi Robert Zagożdżon.

W Polsce Golf niewątpliwie bardzo szybko się rozwija. Z roku na rok przybywa nam graczy, a dynamika ta jest coraz większa. Pole golfowe to wyjątkowe miejsce do odpoczynku i rozmów na naprawdę różne tematy. Niektórzy cenią rzeczywiście to miejsce również pod kątem rozmów biznesowych – mówi Piotr Szymański, dyrektor pola golfowego Sobienie Królewskie Golf & Country Club, gdzie w pierwszy weekend czerwca odbył się turniej PZU Press Golf Cup 2015.

Polski Związek Golfowy skupia w swoich szeregach ponad 3,8 tys. golfistów i prawie 70 klubów golfowych. Ale zainteresowanych tym sportem jest znacznie więcej, bo coraz więcej osób dostrzega, że wbrew powszechnym opiniom nie jest to drogi sport. Wydatki związane z przygotowaniem do wejścia na pole często porównywane są do kosztów, jakie tenisiści muszą ponieść na rakietę, ubranie i dostęp do kortu. Tym samym koszty przygotowania się do gry w golfa to na początek około kilkuset złotych.

Jedna gra, w której gracze muszą trafić do osiemnastu dołków, to koszt wynajęcia pola za kwotę około 120 złotych. Taka cena sprawia, że golf może być alternatywą dla wyjścia do kina czy spędzenia czasu w kawiarni.

Staramy się popularyzować golfa, żeby odczarować powszechny mit, że jest to sport jedynie dla biznesmenów. Dzisiaj grają tu dziennikarze z bardzo różnych redakcji. To druga edycja turnieju golfowego PZU Press Golf Cup i cieszy nas, że z roku na rok rośnie zainteresowanie uczestnictwem w tym wydarzeniu czy samą nauką gry, bo taką możliwość też stwarzamy w trakcie tego spotkania – mówi Bartosz Soja, dyrektor marketingu miesięcznika „Press”.

Często w pobliżu ogólnodostępnych pól golfowych funkcjonują także kluby golfowe. W zależności od klubu koszt członkostwa to średnio 4 500 zł dla dorosłych bądź około 1 500 zł dla dzieci (w zależności od wieku). Dostępne są również karnety rodzinne – koszt około 7 500 zł. Klubowicze oprócz zniżki na korzystanie z pól mogą także uczestniczyć w cyklicznych turniejach.

Wyniki prac badawczych, umiejętność ich wdrażania i pozyskiwanie finansowania coraz ważniejsze dla pozycji uczelni na rynku

Waldemar Siwiński, prezes Fundacji Edukacyjnej Perspektywy
Waldemar Siwiński, prezes Fundacji Edukacyjnej Perspektywy

Już nie same warunki kształcenia, kadra naukowa i wyniki absolwentów na rynku pracy decydują o wysokiej pozycji danej uczelni. Coraz większa waga przykładana jest do innowacyjności, czyli liczby patentów i licencji, umiejętności wdrażania rezultatów badań czy pozyskiwania środków zewnętrznych. W najnowszym rankingu szkół wyższych Perspektywy 2015 liderami zostały Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Warszawski.

Uczelnia warszawska i krakowska znalazły się ex aequo na pierwszym miejscu zestawienia. Na podium znalazł się jeszcze Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Za pierwszą trójką notowane są najlepsze politechniki, czyli ex aequo Politechnika Warszawska i Politechnika Wrocławska, a na szóstym miejscu Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie.

Bierzemy pod uwagę wszystkie elementy, które zdaniem kapituły, a również zgodnie z praktyką światową, są kluczowe dla oceny jakości pracy uczelni. To jest grupa kryteriów naukowych: mamy i potencjał naukowy, i efekty prac, bo nie ma uczelni bez działalności naukowej – mówi agencji Newseria Biznes Waldemar Siwiński, prezes Fundacji Edukacyjnej Perspektywy, która tworzy polskie rankingi edukacyjne. – Jest także grupa kryteriów związanych z prestiżem, czyli tego, jak nas oceniają pracodawcy, kadra akademicka, jak nas oceniają na świecie.

Szczególnie istotne jest postrzeganie uczelni przez pracodawców, czyli przez odbiorców „produktów” danej placówki. Dla studentów przy wyborze szkoły ważne są warunki kształcenia, czyli m.in. dostępność kadry naukowej i zbiorów bibliotecznych. Z tym wiąże się także kolejne kryterium, czyli umiędzynarodowienie uczelni.

Kończąc uczelnię, chcielibyśmy być przygotowani do robienia kariery globalnej, do działania na arenie międzynarodowej. Im więcej jest studentów zagranicznych, profesury zagranicznej, programów studiów w językach obcych, kontaktów międzynarodowych, tym lepiej dla naszego późniejszego skutecznego poruszania się w świecie – mówi Siwiński.

W ostatnich latach przy ocenie uczelni wyższych coraz większego znaczenia nabiera nowa grupa kryteriów, związana z innowacyjności.

Chodzi m.in. o to, jak uczelnia kontaktuje się z otoczeniem, jak rezultaty badań i działań uczelni są wdrażane w otoczeniu, czyli patenty, licencje, pozyskiwanie środków zewnętrznych – w rankingu uwzględniamy 31 wskaźników. To jest tak, jakbyśmy patrzyli na jakieś zjawisko pod tyloma kątami. To daje nam szansę przygotowania prawidłowego przestrzennego obrazu – podkreśla prezes Fundacji Edukacyjnej Perspektywy.

Akademia Leona Koźmińskiego w tym roku obroniła tytuł najlepszej niepublicznej uczelni w Polsce. Na kolejnych miejscach znalazły się warszawskie SWPS Uniwersytet Humanistycznospołeczny oraz Polsko-Japońska Akademia Technik Komputerowych.

Uczelnie niepubliczne, te dobre, z uprawnieniami akademickimi, są bardzo istotne, dlatego że one po pierwsze tworzą konkurencję dla uczelni publicznych, dlatego że publicznym uczelniom łatwiej jest o środki. Po drugie istotnie wzbogacają ofertę edukacyjną. Są szybsze we wprowadzaniu różnych innowacji edukacyjnych, szybsze w wyciąganiu wniosków i we wprowadzaniu korekt – podkreśla Waldemar Siwiński.

Kapituła przyznała w tym roku nagrodę specjalną Kuźnia Kadr 2015 dla uczelni, która zanotowała największe postępy w kształceniu kadr naukowych. Zdobyła ją Akademia Obrony Narodowej.

Kapituła oceniła 87 uczelni akademickich, 70 magisterskich uczelni niepublicznych, 30 państwowych wyższych szkół zawodowych oraz 43 kierunki studiów. Ranking Perspektywy 2015 ma służyć maturzystom przy wyborze dalszej drogi edukacyjnej.