Spada popyt na złoto. Kluczowe będą kondycja Chin oraz decyzje Fed

CEO Magazyn Polska

Sprzedający na rynku złota wciąż mają więcej argumentów: popyt na metal ze strony Chin i Indii pozostaje słaby, a Fed niedługo podniesie stopy procentowe. Obecna cena rynkowa jest już jednak blisko kosztu wydobycia kruszcu, co istotnie zmniejsza możliwość dalszych spadków. Niewykluczony jest także scenariusz odbicia, które może nastąpić w wyniku problemów w sektorze bankowym w Chinach lub eskalacji konfliktów na świecie.

Głównymi sprawcami tego słabszego popytu na złoto są Indie i Chiny, które generują około 50 proc. popytu na metale szlachetne. W 2013 roku inwestorzy w Chinach po dużych spadkach cen złota zaczęli masowo inwestować w ten kruszec. W efekcie nakupowali złota i niestety ponieśli stratę. Stąd też nauczeni smutnym doświadczeniem w dziś nie inwestują z taką wielką ochotą, jak robili to dwa lata temu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Paweł Grubiak, doradca inwestycyjny i członek zarządu Superfund TFI.

Nie bez znaczenia jest również coraz wolniejszy wzrost gospodarczy w Chinach – po raz ostatni rozwijały się one w tempie co najmniej 10 proc. rocznie w II kwartale 2010 r. W pierwszych 3 miesiącach bieżącego roku było to 7 proc. w ujęciu rocznym. Ogromny wzrost wartości indeksu Shanghai Composite – ponad 110 proc. w ciągu ostatnich 12 miesięcy – pokazuje jednak, że chińska gospodarka może stać na progu silnego ożywienia. Atrakcyjne stopy zwrotu na rynku akcji powstrzymują na razie chińskich inwestorów od kupowania złota.

Obok tych pozytywnych sygnałów chińskiej gospodarce wciąż szkodzi niepewność związana z możliwym załamaniem na rynku nieruchomości, co skutkowałoby problemami w sektorze bankowym i gwałtowną przeceną na rynkach finansowych. W takim scenariuszu złoto mogłoby szybko zdrożeć jako tzw. bezpieczna przystań. Na razie obstawiającym wzrost notowań kruszcu nie sprzyja w krótkim terminie także popyt z Indii.

Inwestorzy są rozczarowani decyzją rządu w Delhi, który nie obniżył cła na import złota. Niski popyt z Indii wynika również z faktu, że warunki pogodowe w Indiach były w tym roku gorsze, niż oczekiwano, stąd też farmerzy mają mniej pieniędzy, a więc jest mniejszy popyt na złoto w formie fizycznej. To dlatego, że w dalszym ciągu farmerzy i producenci w Indiach traktują złoto jako lokatę kapitału porównywalną do lokaty bankowej – wyjaśnia Grubiak.

W krótkim terminie fundamentalnym czynnikiem jest także oczekiwana podwyżka stóp procentowych w USA, czyli początek długo oczekiwanej normalizacji polityki monetarnej. Nastawienie Fed pod kierownictwem J. Yellen pozostaje łagodne, jednak zarówno wartość inflacji bazowej (1,8 proc. rok do roku w marcu) oraz wzrost rentowności obligacji USA w ostatnim miesiącu wskazują na to, że prawdopodobieństwo podniesienia stóp procentowych jest coraz wyższe. Podobnie jak w przypadku innych towarów bardziej restrykcyjna polityka Fed prowadzi do spadku ich cen liczonych w dolarze, gdyż sprzyja umocnieniu amerykańskiej waluty.

W związku z tym z punktu widzenia inwestorów kluczowy jest moment podniesienia stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Ważna, jeżeli chodzi o złoto. jest również sytuacja geopolityczna. W dalszym ciągu straszy nas Grecja i niepewność związana z państwem islamskim – wskazuje Grubiak.

Większość czynników fundamentalnych nie sprzyja obecnie silnemu odbiciu na rynku złota, jednak również możliwość dalszych, głębokich spadków jest ograniczona. To dlatego, że aktualna cena złota jest dość blisko dolnej bariery wyznaczonej przez koszt jego pozyskania.

Koszty wydobycia złota są dosyć wysokie. Różne źródła mówią o różnych poziomach, według niektórych koszt wydobycia sięga w tej chwili 1100 dol. za uncję. W związku z tym, jeżeli porównamy ten koszt wydobycia do obecnej ceny, to widzimy, że ta cena jest relatywnie blisko kosztu wydobycia złota. W związku z tym 1100-!000 dol. za uncję to taka granica wartości złota na dziś – twierdzi członek zarządu Superfund.

Z punktu widzenia analizy technicznej długoterminowy trend spadkowy na rynku złota wciąż nie został przełamany. Wykres notowań pokazuje jednak, że po gwałtownej przecenie z 2013 r. rynek stabilizuje się, choć w krótkim terminie zmienność pozostaje wysoka. W rezultacie według Pawła Grubiaka najbardziej prawdopodobne są dwa scenariusze: pierwszy z nich zakłada, że po wyraźnym przebiciu poziomu 1220 dol. za uncję rynek będzie zmierzał do tegorocznych szczytów, a więc 1300 dol.

– Drugim scenariusz zakłada odbicie się od tego oporu. Wtedy również możemy mieć do czynienia z dynamicznymi przecenami cen złota i tutaj zasięg może się kształtować na poziomie tegorocznych minimów z marca, czyli 1150 dol. za uncję. Tak mówi nam analiza techniczna – podsumowuje Paweł Grubiak.

NIK o wykorzystaniu środków PFRON

System finansowania potrzeb osób niepełnosprawnych ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON) pomaga identyfikować te potrzeby, lecz ich nie zaspokaja. Samorządy mają swobodę w dysponowaniu otrzymanymi z Funduszu środkami na rehabilitację zawodową i społeczną, ale ani PFRON, ani Pełnomocnik ds. Osób Niepełnosprawnych nie prowadzą ewaluacji dotyczącej skuteczności i efektywności wykorzystania tych pieniędzy. W badanym okresie samorządy przeznaczyły aż połowę na dofinansowanie warsztatów terapii zajęciowej, które w ocenie NIK są mało skuteczną formą rehabilitacji społecznej i zawodowej. Jednocześnie NIK zwraca uwagę, że tworzenie miejsc pracy dla osób niepełnosprawnych w badanym okresie wydano zaledwie 10-13 proc. środków PFRON.

W latach 2011-2013 samorządy powiatowe otrzymały na rehabilitację osób niepełnosprawnych ok. 2,5 mld zł.  Z kwoty tej samorządy przeznaczyły zaledwie 10-13 proc. środków na tworzenie miejsc pracy dla osób niepełnosprawnych.

Wykres: Wykorzystanie środków PFRON przez samorządy powiatowe w latach 2011-2013

Prawie połowę środków PFRON i aż 94 proc. środków własnych samorządy wykorzystały na warsztaty terapii zajęciowej, których podstawowym celem jest rehabilitacja społeczna i zawodowa uczestników. Kontrola NIK wykazała jednak, że warsztaty nie spełniały swojej roli. W latach 2011-2013 w powiatach objętych kontrolą tylko 1-2 proc. osób biorących udział w warsztatach podjęło pracę. Jednocześnie z 23 proc. do 33 proc. wzrósł udział osób uczestniczących w zajęciach dłużej niż 9 lat. NIK podkreśla, że częstą przyczyną długotrwałego uczestnictwa niepełnosprawnych w warsztatach terapii zajęciowej jest brak miejsc w zakładach pracy chronionej dla osób, które nie rokują postępów w rehabilitacji.

18 proc. środków na rehabilitację otrzymanych z PFRON samorządy przeznaczyły na zakup sprzętu rehabilitacyjnego, w tym dofinansowanie zakupu wózków inwalidzkich i sprzętu ortopedycznego o podwyższonym standardzie. W ocenie NIK finansowanie rehabilitacji leczniczej jest domeną innych instytucji, takich jak NFZ, i nie powinno być realizowane przez PFRON, pomimo formalnej zgodności z obowiązującym prawem. Również w opinii organizacji pozarządowych reprezentujących interesy osób niepełnosprawnych, obciążanie PFRON wydatkami na rehabilitację leczniczą zmniejsza pulę środków na rehabilitację zawodową i społeczną. Środki te mogłyby być wykorzystane na inne priorytetowe cele, jak np. usuwanie barier architektonicznych, czy pomoc na rzecz zatrudniania tych osób.

W badanym okresie Zarząd PFRON nie prowadził tzw. ewaluacji, czyli oceny efektywności i skuteczności wykorzystania środków przekazanych według algorytmu, mimo iż w objętych kontrolą powiatach stanowiły one prawie 85 proc. kwoty przeznaczonej na rehabilitację. Prowadzone przez Fundusz badania ewaluacyjne i audytowe dotyczyły wyłącznie programów uchwalonych przez Radę Nadzorczą. Także Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych nie prowadziło analiz skuteczności i efektywności finansowania poszczególnych form rehabilitacji realizowanych przez samorządy. Według Pełnomocnika to samorządy są odpowiedzialne za prowadzenie takiej analizy i ewaluacji. NIK nie podziela tego poglądu, nie widzi przeszkód w wykonywaniu takich analiz na szczeblu krajowym przez Biuro Pełnomocnika.

W latach 2011-2013 PFRON prowadził natomiast kontrole wykorzystania środków przekazanych samorządom. Kontrola NIK wykazała, że środki przyznane według algorytmu były rzadziej kontrolowane niż środki przyznane w ramach programów Rady Nadzorczej Funduszu. W ocenie NIK – biorąc pod uwagę dużo większe kwoty przyznawane według algorytmu niż w ramach programów Rady Nadzorczej – wskazane jest odwrócenie proporcji w tym zakresie. Poza tym kontrole środków przekazywanych według algorytmu – pomimo tego, iż były rzadsze – ujawniały nieprawidłowości dużo częściej niż kontrole środków przyznawanych powiatom z innych tytułów.

Kontrola NIK wykazała przypadki naruszenia przepisów. Najważniejszy zarzut Izby dotyczył przekazania przez 6 spośród 13 starostów i prezydentów miast środków PFRON w wysokości 30,5 mln złurzędom starostw lub miast. Z tej kwoty ok. 9 mln zł wydatkowano na sfinansowanie wyposażenia stanowisk pracy dla zatrudnianych osób niepełnosprawnych, a ponad 5 mln zł na rozpoczęcie przez te osoby działalności gospodarczej. NIK podkreśla, że przekazanie środków PFRON samorządom było działaniem nielegalnym, ponieważ zgodnie z ustawą to powiatowe centra pomocy rodzinie i powiatowe urzędy pracy są uprawnione do wykonywania zadań z zakresu rehabilitacji osób niepełnosprawnych, a tym samym do otrzymywania środków PFRON na te cele. Izba zwraca też uwagę, że w związku z korzystaniem przez przedsiębiorców z bezzwrotnej pomocy ze środków publicznych istnieje podwyższone ryzyko zachowań korupcyjnych.

Wnioski NIK:

  • podjęcie przez Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych działań, na rzecz zwiększenia udziału środków PFRON wykorzystywanych przez samorządy powiatowe na rehabilitację zawodową;
  • prowadzenie przez Biuro Pełnomocnika, Prezesa Zarządu PFRON i powiaty ewaluacji, ukierunkowanej na ocenę skuteczności wykorzystania przez samorządy środków przekazanych im według algorytmu;
  • zidentyfikowanie i popularyzowanie przez Prezesa Zarządu PFRON lub Pełnomocnika dobrych praktyk, które mogą pomóc samorządom powiatowym w ocenie efektywności i zwiększaniu skuteczności działań wspierających osoby niepełnosprawne;
  • wdrożenie przez PFRON projektowanego systemu informatycznego, identyfikującego końcowych beneficjentów według numeru PESEL. Działanie to powinno uwzględniać:
    • wcześniejsze ustalenie wskaźników pomiaru skuteczności udzielanej pomocy;
    • dostosowanie do ww. wskaźników zakresu sprawozdawczości wymaganej przez PFRON od powiatów, w związku z wykorzystaniem środków przekazywanych według algorytmu;
    • wymianę informacji z innymi instytucjami udzielającymi pomocy osobom niepełnosprawnym;
    • zaniechanie przekazywania przez rady powiatów środków PFRON urzędom starostw i miast powiatowych oraz przekazanie realizacji zadań z zakresu rehabilitacji osób niepełnosprawnych jednostkom do tego uprawnionym.

Ustawa antysmogowa zakaże używania pieców węglowych?

0

Masz stary piec, którym ogrzewasz dom? Być może podczas tegorocznej zimy nie będziesz go mógł używać. A to za sprawą ustawy antysmogowej, nad którą pracuje rząd. Ma ona ograniczyć stężenie niebezpiecznego dla zdrowia pyłu zawieszonego, który unosi się nad wieloma miastami.

Spośród 65 miast w Polsce, które zostały przebadane przez Światową Organizację Zdrowia, tylko sześć spełnia normy czystości powietrza. Najmniej skażony jest Gdańsk (gdzie stężenie pyłu PM10 wynosi 18 μg/m3), najbardziej – Kraków (64 μg/m3).

Trują nas nie tylko komunikacja i przemysł, ale przede wszystkim przestarzały system ogrzewania domów. Jak mówi w wywiadzie dla serwisu infoWire.pl poseł Tomasz Arkit: „Nowelizacja Prawa ochrony środowiska zakłada, że sejmiki wojewódzkie będą mogły decydować o rodzaju paliwa używanego do ogrzewania oraz parametrach samych kotłów”. Tym samym mogą zakazać eksploatacji pieców wypuszczających do atmosfery szkodliwe substancje i powodujących tzw. niską emisję.

Ustawa antysmogowa nie zakaże palenia węglem. Jej celem jest doprowadzenie do wymiany starych pieców, w których Polacy często spalają co popadnie, na nowe. Jeśli przepisy wejdą w życie, nabywca kotła spełniającego limity otrzyma 50% dofinansowania.

Sektor bankowy stawia na edukację finansową młodzieży

0

Korzystanie z konta bankowego, pomaganie dziadkom w dokonywaniu przelewów internetowych, wpływanie na decyzje majątkowe rodziców – młodzi ludzie stale mają kontakt z finansami i usługami finansowymi. Dlatego tak ważne jest nauczanie dzieci i młodzieży o tym, jak obchodzić się z pieniędzmi.

Program „Bakcyl” to inicjatywa sektora bankowego, której celem jest przekazywanie młodym osobom praktycznej wiedzy, tak by zrozumiały świat pieniądza i w dorosłym życiu minimalizowały ryzyko finansowe.

W ramach programu wolontariusze, którymi najczęściej są pracownicy banków, prowadzą w szkołach lekcje. „Zajęcia podzielone zostały na cztery bloki tematyczne: »Twoje pieniądze«, »Pożyczaj z głową«, »Mądre inwestowanie« i »Finanse na całe życie«” – mówi serwisowi infoWire.pl Urszula Szulc, dyrektor programu „Bakcyl”. Dotychczas, przez dwa lata trwania programu, odbyło się 206 lekcji w 67 klasach z 31 szkół. Zajęcia cieszą się ogromnym zainteresowaniem uczniów.

„Bakcyl” skierowany jest do gimnazjalistów. Na razie program realizowany jest w czterech województwach: mazowieckim, małopolskim, łódzkim i śląskim. W przyszłym roku jego zasięg ma zostać poszerzony.

Chcesz zarabiać więcej? Ucz się języków obcych!

Płynna znajomość języka obcego, głównie angielskiego, już w pierwszym roku pracy pozwala na średnie zarobki o ok. 5% wyższe niż w przypadku osób, które posługują się wyłącznie językiem ojczystym – później ta wartość przekracza nawet 30%[1]. Jaką metodą nauki wybrać, aby szybko i efektywnie poprawić swoje kompetencje językowe i przyspieszyć rozwój kariery zawodowej?

Wyższe zarobki

Osobom, które posługują się przynajmniej jednym językiem obcym na poziomie zaawansowanym, łatwiej jest znaleźć dobrą pracę. Z danych portalu Pracuj.pl wynika, że w pierwszym kwartale 2014 roku ok. 45% pracodawców poszukiwało kandydatów płynnie posługujących się językiem angielskim[2]. Na drugim miejscu pod względem popularności był język niemiecki (ok. 9%), na kolejnych m.in. francuski (2%), włoski (1,2%) i hiszpański (0,9%)[3]. Zapotrzebowanie na pracowników dobrze znających język angielski jest najwyższe. Coraz częściej jednak dodatkowym atutem dla pracodawców jest znajomość innego języka obcego.

Poligloci zarabiają więcej

Płynna znajomość jednego języka obcego, głównie angielskiego, pozwala na średnie zarobki o 10-20% wyższe niż w przypadku osób, które posługują się wyłącznie językiem ojczystym[4]. Osoba, która płynnie posługuje się językiem angielskim i jeszcze innym językiem (przede wszystkim: francuskim, hiszpańskim i włoskim) może liczyć często na ponad 30% większe wynagrodzenie niż pracownik, który nie zna języków obcych[5].

Z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń (OBW) za rok 2013 wynika, że w branży usług dla biznesu średnia wysokość wynagrodzenia dla osób posługujących się płynnie językiem angielskim wyniosła 5600 zł brutto. Natomiast ci pracownicy, którzy znali go słabiej, mogli liczyć na średnie wynagrodzenie rzędu 4000 zł brutto[6]. Podobnie jest także w innych sektorach. Dla przykładu, główny księgowy bez znajomości języka obcego zarabia średnio 5000 tys. zł brutto, natomiast wynagrodzenie dla pracownika na podobnym stanowisku, który bardzo dobrze posługuje się językiem obcym, w niektórych przedsiębiorstwach, przekracza nawet 9000 zł brutto[7]. Co ciekawe, główny księgowy, który bardzo dobrze zna język angielski, może liczyć na wyższą pensję niż osoba zatrudniona w innej firmie na wyższym stanowisku (np. dyrektorskim) posługująca się wyłącznie językiem ojczystym[8].

Rynek pracy wciąż potrzebuje wykwalifikowanych pracowników, a płynna znajomość języków obcych uznawana jest za atut. Nawet w branży IT, czyli najszybciej rozwijającej się gałęzi gospodarki, w 2013 r. znaczną barierę w zatrudnieniu i awansie stanowił brak płynnej znajomości przynajmniej jednego języka obcego[9].

Znajomość więcej niż jednego języka obcego również wpływa na wysokość wynagrodzenia. Jednak dotyczy to przede wszystkim osób zatrudnionych na stanowiskach kierowniczych, dyrektorskich i menadżerskich. Płace kierowników, którzy płynnie posługują się językiem angielskim, a oprócz tego także innym językiem obcym, są o ok. 20% większe niż u pracowników na takich samych stanowiskach, znających dobrze wyłącznie język angielski[10].

Nauka może być przyjemna

Kompetencje językowe wciąż są często traktowane są jako atut, który potrafi zadecydować o pozytywnym przebiegu procesu rekrutacji i dalszym rozwoju kariery zawodowej. Naukę języków obcych rozpoczyna się obecnie na wczesnym etapie szkolnym i kontynuuje najczęściej przez kilkanaście lat. Jednak wciąż często zdarza się tak, że na koniec procesu edukacji osiągany poziom znajomości języka obcego odbiega od oczekiwań. Rozwiązaniem jest poprawa kompetencji językowych we własnym zakresie. Najlepiej takim sposobem, który sprawi, że nauka języka będzie i szybka, i skuteczna.

Z pomocą przychodzą nowoczesne technologie nauczania. Pomagają one połączyć przyjemne z pożytecznym. Niewiele osób ma czas, żeby po pracy uczęszczać na regularne kursy językowe. W dodatku bardzo często wyglądają one podobnie do zajęć w szkole czy na uczelni. Tymczasem metoda SITA pozwala na efektywną naukę w domowym zaciszu. Urządzenie SITA pomaga wprowadzić organizm w stan odprężenia. Wówczas szybciej zapamiętuje się nowe informacje. Potrzeba tylko kilku lekcji, żeby zacząć porozumiewać się w danym języku obcym.

Metoda SITA jest rozwiązaniem, które zwiększa zasób słownictwa i przełamuje bariery w rozmowie w języku obcym z innymi osobami. Polepszanie umiejętności językowych metodą SITA pomoże w rozwoju kariery zawodowej. Dzięki niej można, dla przykładu, poprawić sprawność w posługiwaniu się językiem angielskim i rozpocząć naukę innego języka (np. niemieckiego, francuskiego, hiszpańskiego czy włoskiego). Metoda SITA pozwala na efektywną nauką dwóch języków obcych. Przyswajanie nowych informacji odbywa się w stanie relaksu, dzięki czemu wysiłek włożony w naukę jest mniejszy niż przypadku tradycyjnych kursów językowych, a sam proces nauki języka obcego przebiega znacznie szybciej. Na zdobycie umiejętności posługiwania się językiem obcym w stopniu podstawowym potrzebujemy niespełna 44 godzin. Czy osiągniemy ten cel w 7 dni poświęcając na naukę 6,5 godziny dziennie czy zdecydujemy się uczyć przez 20 dni po niespełna 2,5 godziny dziennie, zależy wyłącznie od naszych indywidualnych preferencji.

Pokolenie Y woli używać niż kupować

Według TNS Polska, jedna czwarta Polaków twierdzi, że kupuje za dużo produktów, z których nie korzysta. Biegle poruszający się w cyfrowym świecie Milenialsi mają szansę zmienić ten stan rzeczy. Jak wskazują badania, ponad co trzeci przedstawiciel pokolenia Y woli płacić za dostęp do dóbr lub usług wtedy kiedy ich potrzebuje niż kupować. W odpowiedzi na potrzeby tej grupy zmieniają się współczesne miejsca pracy i biznes, m.in. przemysł motoryzacyjny.

Dlaczego młodzi wolą „wypożyczać” niż kupować?

Przedstawiciele pokolenia Millenium w dużej mierze odpowiadają za rozwój jednego z trendów, który zmienia kształt światowej gospodarki – access economy, czyli „ekonomii dostępu”. Termin ten opisuje model, w którym konsument zamiast stać się właścicielem danego dobra, płaci jedynie za czasowy dostęp do niego.

– Zmienia się nasze podejście do własności. Według „The Economist” wartość rynku tzw. konsumenckiego współdzielenia zakładającej bezpośrednią wymianę dóbr i usług pomiędzy konsumentami w 2013 r. wyniosła 26 mld dolarów. Widać więc wyraźnie, że powstaje silna potrzeba znalezienia alternatywy dla tradycyjnego modelu konsumpcji. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka. Jednym z nich jest spowolnienie gospodarcze. Innym, wysoki poziom bezrobocia wśród młodych, wpływający na ich sytuację finansową.komentuje Zuzanna Mikołajczyk, Dyrektor ds. Handlu i Marketingu, Członek Zarządu Mikomax Smart Office.

Innym istotnym czynnikiem, który utorował drogę rosnącej popularności ekonomii dostępu jest rozkwit cyfrowych mediów. Zwłaszcza pokolenie Y przyzwyczajone jest, do cyfrowych plików, które wypierają m.in. inne nośniki muzyki czy tradycyjne książki. Co więcej, nie przeszkadza im, jeśli nie są właścicielami muzyki, filmów lub książek lecz tylko ich czasowymi użytkownikami. Dowodem jest rozkwit serwisów takich jak Spotify czy Netflix.

Podziel się biurkiem

Idea „access economy” przenika również do współczesnych miejsc pracy. Jak pokazują badania, przedstawiciele pokolenia Y chcą pracować w otwartych, elastycznych biurach, sprzyjających interakcji i współpracy. Według danych Oxygenz, prawie 1/3 z nich nie ma nic przeciwko shared deskingowi.

Własne biurko powoli przestaje być oznaką statusu. Chcemy pracować tam gdzie jest nam wygodnie i w miejscu, które spełnia nasze potrzeby w danym momencie. Dlatego coraz częściej w aranżacji współczesnych biur stosuje się model shared deskingu. W tak zaaranżowanej przestrzeni pracownicy nie mają własnych biurek, korzystają za to z różnorodnych stref przypisanych do poszczególnych form aktywności: małych salek konferencyjnych, miejsc do nieformalnych spotkań,  pomieszczeń do pracy cichej, rozmów telefonicznych czy po prostu odpoczynku.  – mówi Zuzanna Mikołajczyk.  

Innym przejawem wpływu „access economy” na miejsca pracy jest rosnąca popularność coworkingu. Jednym z czynników wpływających na jego popularność jest upowszechnienie się modelu pracy opartego na freelancingu. Amerykańskie Bureau of Labor Statistics szacuje, że do 2020 r. około 65 mln. Amerykanów będzie pracować jako wolni strzelcy, pracownicy tymczasowi czy kontraktowi.  Dla takich osób coworking to wygodna i efektywna kosztowo opcja wygospodarowania własnego miejsca do pracy.

Jak podaje IDC w 2015 roku liczba osób pracujących w modelu pracy mobilnej wyniesie aż 1,3 miliarda. Jednak żeby mogły one skutecznie wykonywać swoje obowiązki pracując w domach czy centrach coworkingowych, zleceniodawcy coraz częściej wykorzystują m.in. aplikacje mobilne oraz technologię chmury obliczeniowej, dzięki czemu pracownicy zdalni mogą bezpośrednio uczestniczyć w realizacji projektów wewnątrz firmy.  Rozwiązania takie jak aplikacja Xerox PrintBack, która pozwala na drukowanie zdjęć i dokumentów prosto ze smartfona i tabletu, zdalne kopiowania danych z repozytoriów w chmurze do komputera w firmie, czy też przechowywanie zadań drukarki na komputerze do momentu zlecenia drukowania umożliwiają wspólne realizowanie zadań. Wszystko to sprawia, że zespoły projektowe mogą wykonywać swoje zadania z dowolnego miejsca na świecie  – mówi Maciej Nuckowski, Dyrektor Działu Usług, Xerox Polska.

Niemniej ważnym aspektem coworkingu jest efekt synergii pomiędzy pracującymi w takich centrach przedsiębiorcami. Dobrze widać to na przykładzie akceleratorów dla start-upów, które stają się ośrodkami budującymi społeczność. Często organizacje tworzące dany akcelerator oferują o wiele więcej niż coworking, m.in. mentoring i know how. Jak wykazało badanie przeprowadzone przez Deskmag, osoby pracujące w przestrzeniach coworkingowych uważają, że są dzięki temu bardziej produktywne (71 proc. ankietowanych), pewne siebie (90 proc.) i kreatywne (62 proc.).

Śmierć własnych czterech kółek?

Niechęć konsumentów do kupowania wpływa na różne gałęzie ekonomii. Oprócz przemysłu rozrywkowego dostosować musiał się również sektor motoryzacyjny.

– W USA, w latach 2007-2011 o 30 proc. spadła sprzedaż samochodów w grupie wiekowej 18-34 lata. Dziś użytkownicy szukają sposobów na bardziej efektywne kosztowo korzystanie z samochodu. Pojawiają się więc inicjatywy takie jak carpooling, polegający na tym, że użytkownicy podróżujący w jednym kierunku oferują przejazd innym, zazwyczaj w zamian za udział w kosztach paliwa. Komunikacja pomiędzy kierowcą a pasażerami odbywa się często za pomocą serwisów internetowych. Z drugiej strony na trend access economy reagują też najwięksi gracze rynku motoryzacyjnego. Przykładem może być usługa BMW DriveNow, w ramach której producent oferuje możliwość wypożyczenia swoich własnych aut – mówi Kamil Jakacki, Dyrektor ds. sprzedaży Cartrack Polska.

Access economy to dziś jeden z kluczowych trendów zmieniających światowy biznes, na pojawienie się którego zareagowały największe światowe marki.  Od tego czy organizacje efektywnie dopasują swój model świadczenia usług i ofertę produktową zależy przyszłość wielu z nich.

Ja i moja starość – Polacy o swojej przyszłości

Starość przestaje być tematem tabu. Według badań CBOS z 2012 roku, aż 72 proc. z nas myśli
o swojej przyszłości. Świadomość ta wzrasta wraz z wiekiem. W grupie wiekowej 25-34 lat kwestię starości rozważa około 24 proc. osób, a w przedziale 45-54 lat już 39 proc. Polacy obawiają się starości – 73 proc. badanych utożsamia wiek podeszły z chorobami, niedołężnością oraz utratą pamięci, 56 proc. – obawia się niesamodzielności i bycia ciężarem dla innych, a 32 proc. – złych warunków życia i utraty bliskich.

W ostatnich latach można zaobserwować zmianę w podejściu do ośrodków opieki długoterminowej, w tym również w kontekście własnej przyszłości. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez ARC Rynek i Opinia, na zlecenie MEDI-system we wrześniu 2014 roku, Polacy po 35. roku życia, myśląc o swojej przyszłości, poważnie rozważają wybór ośrodka opieki długoterminowej. „Stygmat porzucenia wygasa na rzecz postrzegania domów opieki jako gwarancji bezpieczeństwa i profesjonalnego serwisu, trudnego do zagwarantowania w domu” – wyjaśnia dr Małgorzata Gałązka-Sobotka z Uczelni Łazarskiego.

Zmiana podejścia do kwestii ośrodków może wynikać ze wzrastającej świadomości dotyczącej konsekwencji wynikających z opieki rodzinnej nad niesamodzielnym bliskim. Badanie firmy MEDI-system pokazuje, że respondenci zdają sobie sprawę ze skutków poświęcenia się opiece nad bliskim w domu. Tylko 6 proc. ankietowanych nie dostrzega żadnych konsekwencji. Większość widzi jednak bolesne następstwa – 63 proc. obawia się zmniejszenia zarobków lub utraty pracy, a prawie 60 proc. złego stanu psychicznego lub depresji. Ponad połowie badanych opieka w domu kojarzy się z ograniczeniem kontaktów towarzyskich. „Osoby, które dziś są w wieku produkcyjnym, mają inny pogląd na życie. Są świadomi obciążeń i kosztów, jakie wiążą się z opieką nad niesamodzielnym bliskim, ale również własnych możliwości. To prawdopodobnie rzutuje na ich decyzję względem własnej ewentualnej niesamodzielności” – podsumowuje Beata Leszczyńska, prezes MEDI-system. Polacy obawiają się też ograniczeń związanych z zapewnieniem profesjonalnej opieki  w domu nad niesamodzielnym bliskim. Dla 62 proc. to najważniejszy argument za skorzystaniem z opcji ośrodka.

Aż 57 proc. osób, które w przeszłości miały do czynienia z ośrodkiem opieki długoterminowej w związku z bliską osobą, chciałoby skorzystać z pomocy takiej placówki osobiście. Również co trzeci badany, który podjął w przeszłości decyzję o opiece rodziny bądź pielęgniarki lub który nie miał podobnych doświadczeń, skłania się ku opcji ośrodka opieki. Podobnie procentowo rozkładają się preferencje związane z opieką rodziny. Za taką opcją było 31 proc. osób, które nie znalazło się wcześniej w sytuacji wyboru opieki oraz 29 proc. respondentów, które w przeszłości wybrało opiekę w domu lub pielęgniarkę. Jednak zaledwie 4 proc. respondentów, którzy w przeszłości podjęli decyzję o wyborze ośrodka dla bliskiej osoby z rodziny, chciałoby, aby nimi zaopiekowała się rodzina. „Ostatnio obserwuje się coraz większą skłonność osób dziś jeszcze sprawnych do tego, by nie obarczać rodziny obowiązkiem opieki nad sobą w przyszłości” – zauważa prof. dr hab. Piotr Błędowski ze Szkoły Głównej Handlowej. „Daje się przy tym zauważyć istotny wpływ postawy wobec instytucjonalizacji opieki nad własnymi rodzicami: ci, którzy wybrali ośrodek, bez porównania częściej są skłonni widzieć siebie w tym samym miejscu, a znacznie rzadziej byliby gotowi skorzystać z pomocy rodziny” – dodaje.

Nasza przyszłość może jednak nie być kwestią wyboru lecz zostanie zdeterminowana przez sytuację demograficzną i społeczną. Starzenie się społeczeństwa jest faktem. Według prognoz GUS do 2035 roku udział osób w wieku 60+ i 65+ w strukturze ludności ogółem wzrośnie z 16,8 proc. do 26,7 proc. Najbardziej spektakularny wzrost nastąpi w grupie wiekowej 70+, z 3,8 mln do 6,3 mln osób. Zmienia się również model rodziny. Polacy odchodzą dziś od modelu familio centrycznego, liczba gospodarstw domowych z licznym potomstwem (tj. z ponad dwojgiem dzieci) w ostatnich latach stopniowo zmniejsza się, wzrasta liczba osób samotnych.

„Zjawisko podwójnego starzenia się ludności spowoduje, że w rodzinie zmieni się obraz kobiety, która w wieku 60+, wciąż aktywna zawodowo, będzie sprawować opiekę nad matką w wieku 80+. Inny obraz to kobieta 50+, przed którą stoi zadanie opieki nad wnukami i rodzicami 75+. To nieliczne przykłady tego, jak demografia wpływa na życie poszczególnych członków rodziny” – mówi Beata Leszczyńska, prezes zarządu MEDI-system. Zmiany demograficzne i społeczne, w tym proces podwójnego starzenia się społeczeństwa to problemy, z którymi będzie musiało zmierzyć się polskie społeczeństwo. „Wyzwania, przed którymi stoimy w kontekście starzejącego się społeczeństwa, wymagają stworzenia sprawnego systemu opieki długoterminowej, który zapewni dostęp do różnych form wsparcia i wyręczy opiekunów w opiece nad osobami starszymi, pozwalając na pełnienie innych ról w społeczeństwie” – dodaje Beata Leszczyńska.

 

*Badanie opinii na temat ośrodków opieki długoterminowej zostało przeprowadzone metodą wywiadów internetowych, czyli CAWI (ang. Computer-Assisted Web Interview) w dniach 10-15 września 2014 roku przez firmę badawczą ARC Rynek i Opinia na zlecenie MEDI-system. Przyjęto próbę celową. W badaniu wzięło udział ogółem 513 respondentów w wieku od 35 lat, którzy mają rodziców w wieku powyżej 60 lat.

Obietnice, półprawdy i nieprawdy

W pierwszej debacie telewizyjnej poprzedzającej drugą turę wyborów prezydenckich Andrzej Duda złożył obietnicę, że będzie zabiegał o opodatkowanie wielkich zagranicznych sieci handlowych. Wcześniej, w trakcie kampanii wyborczej, wielokrotnie podkreślał, że firmy z kapitałem zagranicznym w ogóle płacą za niskie podatki, a ogromne zyski wyprowadzają z Polski.

Wartość sprzedaży zagranicznych sieci handlowych wynosiła w ubiegłym roku ok. 220 – 230 mld zł (53 proc. rynku handlu wielkopowierzchniowego, reszta przypadała na polskie sieci handlowe i niezależne firmy, ok. 12 – 15 proc.).

Zagraniczne sieci handlowe zapłaciły w 2014 roku ok. 4 mld zł podatku CIT i ok. 5 mld zł PIT. Prawie 24 mld zł pochodziło z VAT. Łącznie więc z tytułu podatków (bez akcyzy i podatków lokalnych) zagraniczne sieci handlowe odprowadziły do budżetu ok. 33 mld zł, co stanowiło połowę podatku zapłaconego przez cały handel. Przeczy to więc tezie, że zagraniczne sieci handlowe unikają płacenia podatków.

W zagranicznych sieciach handlowych pracuje obecnie ok. 500 tys. osób. Umowy terminowe (sezonowe) stanowią ok. 22-23 proc., przy średniej krajowej 27 proc. W ciągu ostatnich trzech lat najniższe wynagrodzenie w sklepach wielkoprzemysłowych wzrosło z 1700 zł do 2200 zł. Najniższe wynagrodzenie w sieciach było o ok. 30 proc. wyższe niż w tradycyjnym handlu. W ubiegłym roku otwarto 400 nowych sklepów. Od 1995 roku zagraniczne sieci handlowe zainwestowały w Polsce 45 mld euro.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika również, że w 2013 roku większość podmiotów z kapitałem zagranicznym płaciła w Polsce wyższe podatki niż podmioty bez kapitału zagranicznego. Miały one też wyższą efektywną stopę podatkową, która wynosiła 16 proc. Dla firm bez kapitału zagranicznego było to 13,9 proc. Każde 1000 zł przychodu firm z kapitałem zagranicznym generowało wyższy podatek dochodowy.
Podatek dochodowy zapłacony w 2013 roku przez podmioty z kapitałem zagranicznym i bez kapitału zagranicznego wyniósł ogółem 19,3 mld zł. Firmy z kapitałem zagranicznym zapłaciły ponad 40 proc. tego podatku, mając ponad 24 proc. udział w grupie firm, które wykazały zysk brutto. Z kolei firmy bez kapitału zagranicznego zapłaciły prawie 60 proc. tego podatku, przy udziale 75 proc. w grupie firm, które odnotowały zysk brutto.

29 proc. firm z kapitałem zagranicznym nie wypracowało zysku brutto. W przypadku firm bez kapitału zagranicznego zysku brutto nie miało 17 proc.

 

Konfederacja Lewiatan

WB Electronics spodziewa się szybkiego rozwoju rynku obronnego i znaczącego wzrostu przychodów z zamówień krajowych. Zwiększa też eksport

CEO Magazyn Polska

Wielka modernizacja polskiej armii powinna spowodować wzrost zamówień na systemy dla wojska. Działająca na tym rynku firma WB Electronics liczy na taki scenariusz i oczekuje wzrostu przychodów z rynku krajowego.

Dotąd gros przychodów spółki pochodziło ze sprzedaży na rynkach zagranicznych. Grupa, którą tworzy pięć firm, poza WB Electronics, gdyńskie Radmor i Arex, gliwicka Flytronic oraz MindMade z Warszawy, sprzedaje swoje wyroby na całym świecie, zaczynając od Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej.

– Wielu naszych sąsiadów z południa, północy i innych kierunków kupuje nasze wyroby mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Wojciechowski, prezes spółki WB Electronics. Ale najważniejszym w tej chwili i najbardziej dynamicznym klientem jest Azja, to m.in. Malezja, gdzie uczestniczymy w bardzo dużym programie rozwojowym 8×8 pojazdu pancernego. Afryka w tej chwili się rozwija. W zasadzie tutaj trudno wskazać konkretny kontynent. Zaczynamy sprzedawać na wszystkie kontynenty.

W rezultacie grupa miała w zeszłym roku ok. 280 mln zł przychodów, w większości pochodzących z kontraktów zagranicznych.

Mamy dynamiczny wzrost przychodów, ale bardzo istotne jest to, że stoimy również eksportem – podkreśla Piotr Wojciechowski. Czyli w ramach przychodu skonsolidowanego, 52 proc. to są przychody z eksportu, sama spółka WB Electronics ma jest około 80 proc. przychodów z eksportu. Mamy nadzieję, że w tej chwili w związku z problemami zbrojeniowymi, czyli wielką modernizacją armii, rynek krajowy się obudzi i dorówna rynkom eksportowym.

Prezes WB Electronics liczy na to, że wzrost przychodów będzie znaczny. Zwraca bowiem uwagę na to, co w tej chwili dzieje się w polskiej branży zbrojeniowej. Rosną nakłady na wojsko, a polska armia zaopatrywana jest w nowoczesne uzbrojenie. Trwa konsolidacja spółek, głównie Skarbu Państwa, które wchodzą w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Dla nas jest to partner strategiczny, współpracujemy z nim przy wielu programach, głównie z Hutą Stalowa Wola, z Siemianowicami Śląskimi, z Pitem Radwarem. Tutaj nie tyle skorzystamy z konsolidacji, bo konsolidacja objęła głównie spółki Skarbu Państwa, ile skorzystamy z tego, że ten partner wzmocni również swoją pozycję rynkową, w związku z tym wolumen sprzedaży wzrośnie, a tym samym nasza współpraca również będzie bardziej korzystna.

Prezes WB Electronics ocenia, że ma dobre jakościowo produkty, a potwierdza to ich sprzedaż na całym świecie. Według Piotra Wojciechowskiego kapitałem firmy jest zaufanie, które ona zdobyła u odbiorców na bardzo trudnym rynku uzbrojenia.

– Przede wszystkim jest duża konkurencja międzynarodowa zwraca uwagę prezes spółki Piotr Wojciechowski. Poza tym mamy pewne ograniczenia związane z różnymi certyfikatami i autoryzacją do działania na tym rynku, zarówno w eksporcie, jak i na rynku krajowym. Ale również, co jest bardzo istotne, rynek ten jest bardzo wymagający pod względem jakościowym. Oznacza to, że utrzymują się tylko bardzo dobre spółki, czyli te, które oferują produkty bardzo wysokiej, oraz te, które budzą zaufanie klienta. My na tym zaufaniu pracujemy już kilkanaście lat.

Sprawozdanie KNA za 2014 r.

0

Sprawozdanie Komisji Nadzoru Audytowego (KNA) za rok 2014 zawiera podstawowe dane o rynku usług audytorskich w Polsce, w tym prezentuje udział największych firm audytorskich w badaniach sprawozdań finansowych w sektorze giełdowym, bankowym i ubezpieczeniowym, oraz opisuje działalność KNA i nadzorowanych przez nią organów Krajowej Izby Biegłych Rewidentów, w obszarze w jakim wykonują działania z zakresu nadzoru publicznego. System nadzoru, stanowiący efekt wdrożenia prawa wspólnotowego, ma przyczynić się do zapewnienia wysokiej jakości rewizji finansowej, kluczowego elementu dla wiarygodnej informacji finansowej, która jest niezbędna dla bezpieczeństwa obrotu gospodarczego.

Obok kompleksowej informacji o wynikach kontroli przeprowadzonych w podmiotach uprawnionych do badania sprawozdań finansowych oraz o wynikach postępowań dyscyplinarnych wobec biegłych rewidentów, sprawozdanie przedstawia również funkcjonowanie systemu nadzoru publicznego nad ww. podmiotami i biegłymi w 6. roku jego działalności w Polsce. W ubiegłym roku KNA w szczególności koncentrowała się na nadzorowaniu kontroli w podmiotach uprawnionych do badania sprawozdań finansowych, wykonujących czynności rewizji finansowej w jednostkach zainteresowania publicznego, do których należą m. in. spółki giełdowe, banki i zakłady ubezpieczeń.

Podejmowała również działania związane z planowanym przyjęciem w Polsce Międzynarodowych Standardów Rewizji Finansowej a także wypracowywała stanowisko w związku z reformą audytu na poziomie UE, przewidującą również wzmocnienie nadzoru publicznego.

Dokument, przyjęty uchwałą nr 62/2015 z dnia 29 kwietnia 2015 r. w sprawie przyjęcia Sprawozdania Komisji Nadzoru Audytowego za rok 2014, wraz ze sprawozdaniami organów Krajowej Izby Biegłych Rewidentów oraz Komisji Egzaminacyjnej dla kandydatów na biegłych rewidentów, są dostępne w zakładce Komisja Nadzoru Audytowego / Sprawozdania.

Dlaczego Polak nie może znaleźć pracy?

Co piąty badany (22%) uważa, że przyczyną niepowodzenia w szukaniu pracy jest brak odpowiednich kwalifikacji bądź doświadczenia – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Przeszkodą jest także duża konkurencja na rynku pracy (27%) oraz brak odpowiedzi ze strony potencjalnych pracodawców (25%). Może jednak nie zawsze potrafimy umiejętnie zaprezentować nasze mocne strony w CV?

Badanie pokazało, że aż 74% Polaków aktywnych zawodowo nie ma aktualnego życiorysu. Okazuje się również, że regularne wprowadzanie zmian w CV i gotowość do rekrutacji idzie w parze z poziomem wykształcenia. Im jest ono wyższe, tym częściej dostrzegamy potrzebę posiadania aktualnego dokumentu. Najbardziej „mobilni” na rynku pracy i przygotowani do procesu rekrutacji są młodzi ludzie. Osoby w wieku 18-29 lat posiadają aktualne CV częściej niż te, które ukończyły 30 lat – 48% w stosunku do 5-35% w pozostałych grupach wiekowych.

Na Pracuj.pl liczba zamieszczanych ogłoszeń regularnie rośnie, jest ich miesięcznie ponad 30 000. Jednak Polacy nie zawsze są świadomi, jak ważne w procesie rekrutacji jest właśnie CV. Powinniśmy zadbać, aby zawarte w przesyłanych dokumentach aplikacyjnych informacje były sprofilowane i dopasowane do konkretnego miejsca pracy i oferty, na którą odpowiadamy. CV jest naszą wizytówką i to właśnie dzięki niemu otwieramy sobie drogę do kariery zawodowej – opisuje Urszula Zając – Pałdyna, HR Business Partner w Grupie Pracuj.

Polak potrafi czy nie potrafi?

Zdaniem badanych, pokazanie swoich mocnych stron w CV nie jest wcale takie trudne. Takiej odpowiedzi udzieliło 68% osób. Jednak czy rekruterzy uważają, że CV Polaków są dobrze przygotowane?

„Niestety najczęściej kandydaci nie odpowiadają na potrzeby potencjalnego pracodawcy. Wiąże się to z tym, że nie potrafią odpowiednio pokazać swojego doświadczenia w CV. Niejednokrotnie, to właśnie rekruter musi znaleźć w przesłanym dokumencie, to co może stanowić realną wartość. Często bowiem, dopiero na pierwszym spotkaniu, okazuje się, że kandydat posiada wiele umiejętności, które w sposób szczególny go wyróżniają, ale niestety nie zostały umiejętnie przedstawione w CV”  – komentuje Sylwia Zadumińska, Mensys Polska.

„Zdarza się, że nawet połowa kandydatów jest dyskwalifikowanych ze względu na niewłaściwe przygotowanie dokumentów rekrutacyjnych. Dlatego warto przygotować CV pod kątem danego ogłoszenia, podkreślając adekwatne doświadczenie i kompetencje. Dobre CV to nie zawsze długi, wielostronicowy życiorys zawierający szczegółowe informacje dotyczące kompetencji, których przyszły pracodawca nie poszukuje. Zaskakująco dużo starannie przygotowanych CV otrzymuję od młodych, mniej doświadczonych na rynku pracy osób. Może to wynikać z szerszej świadomości wśród tej grupy  osób wokół tematów związanych z rekrutacją, a także dostępu do informacji, które otrzymują w ramach warsztatów, specjalnych szkoleń czy w internecie” – komentuje Aleksandra Grajczyk, BNP Paribas Securities Service.

„Większość kandydatów potrafi zaprezentować swoje kompetencje w CV. Ciągle jednak pojawiają się osoby, które wymagają instruktażu w zakresie poprawnego przygotowania aplikacji. Zdarza się, że pomijają istotne informacje – takie, jak opis zadań na stanowisku, czy szczegóły dotyczące zrealizowanych projektów – lub prezentują je niewłaściwie”komentuje Joanna Przybylska, Sigmar Recruitment Poland.

Bardzo ważną kwestią jest umiejętność właściwego zaprezentowania najważniejszych atutów przed przyszłym pracodawcą. Osiągnięcie sukcesu w procesie rekrutacji ułatwi Kreator CV oferowany przez Pracuj.pl (www.cv.pracuj.pl). To bezpłatne narzędzie pozwalające przygotować przejrzyste i profesjonalne CV.

Okazuje się, że blisko 80% Polaków z nikim nie konsultuje swojego CV. Tylko co piąty badany przyznaje, że sięgał po poradę drugiej osoby. Najczęściej na taką konsultację decydowały się osoby młode, w wieku 19-29 lat (29%). Treść i kształt CV omawiamy najczęściej z rodziną (53%) lub ze znajomymi (33%). Tylko 22% badanych udaje się do doradcy zawodowego.

*Badanie opinii publicznej, przeprowadzone w kwietniu 2015 roku przez TNS Polska, na zlecenie Pracuj.pl, metodą wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo (CATI), na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 1000 pracujących Polaków, bądź osób pozostających bez pracy nie dłużej niż pół roku.

Cytowanie wyników badania możliwe tylko za podaniem źródła: badanie TNS Polska na zlecenie Pracuj.pl

Polski rynek zaczął wyceniać innowacyjne spółki znacznie wyżej od tradycyjnych firm

CEO Magazyn Polska

Firmy inwestujące w innowacje są dziś na polskiej giełdzie wyceniane o średnio 60 proc. drożej niż podobne przedsiębiorstwa, które się z tym wstrzymują. By na tym zjawisku zarobić, Trigon TFI utworzył pilotażowy fundusz venture, który ma się zająć inwestowaniem w takie właśnie spółki.

Inwestycje w spółki innowacyjne są od dawna bardzo popularne na dojrzałych rynkach, np. w USA. Ta moda, jak wynika z badań Trigon TFI, dotarła też do Polski. W rezultacie firmy, które promują innowacje i z sukcesem je wdrażają, są lepiej postrzegane i wyżej wyceniane.

– Inwestorzy dostrzegają bardzo duży potencjał w innowacjach i podmiotach, które inwestują w innowacje mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Paweł Burzyński, wiceprezes Trigon TFI. W związku z tym są coraz bardziej skłonni inwestować w takie projekty, bo widzą, że w długim terminie innowacje, badania i rozwój powodują, że dzięki tym aspektom rosną przewagi konkurencyjne polskich przedsiębiorstw, a tylko takie przedsiębiorstwa w długim terminie są w stanie rywalizować z globalnymi graczami, którzy na tę ścieżkę weszli już kilka dekad wstecz.

Jak podkreśla, jeszcze kilka lat temu w wycenie polskich spółek trudno było się doszukać premii za innowacje. Obecnie jednak taka działalność jest zachętą do tego, żeby inwestować, mimo że to jest proces długofalowy, bo prace badawczo-rozwojowe kosztują, a profity przynoszą dopiero po pewnym czasie.

Z każdym rokiem postępuje zaznajamianie się inwestorów z nowymi inicjatywami, z inicjatywami z sukcesem wdrożonymi, a ta premia za innowacje rośnie – zauważa Paweł Burzyński. Badania, które przeprowadziliśmy, wskazują, że te firmy, które inwestują w innowacje w tym samym obszarze, są średnio o blisko 60 proc. wyżej wyceniane niż porównywalne firmy, które nie inwestują. W związku z tym to jest bardzo wymierne.

Uruchamiając swój pilotażowy fundusz Venture, Trigon TFI stara się odnaleźć na rynku spółki, które warto wesprzeć, bo pomysły, jakie realizują, mogą przynieść w przyszłości spore profity.

– Jedno z podstawowych kryteriów inwestycyjnych decydujące o tym, czy w daną inwestycję, daną spółkę wchodzimy kapitałowo, jest to, czy ona uwzględnia aspekt innowacyjności, czy daje szanse na zaangażowanie się w działania innowacyjne, tak by móc rywalizować w przyszłości i nie być skazanym na pożarcie przez globalne firmy podkreśla wiceprezes Trigon TFI.

Innowacyjny fundusz to projekt uruchomiony niedawno. Jest skierowany do klientów funduszy publicznych Trigon TFI, wśród których jest wielu przedsiębiorców i dużych inwestorów. Wiceprezes Paweł Burzyński zwraca uwagę na to, że są to podmioty znające specyfikę firm innowacyjnych.

Mając wielu przedsiębiorców, bardzo dużych inwestorów, którzy wiedzą, co to jest inwestowanie w innowacje, świadomie z nami inwestują bezpośrednio bądź pośrednio jako koinwestor. W związku z tym my, w odróżnieniu od podmiotów, które w tym obszarze działają, inwestujemy w konkretne projekty. Oznacza to, że zbieramy środki pod projekty o podwyższonym ryzyku, wpasowujące się w tę definicję.

Polskie społeczeństwo wśród najszybciej starzejących się w Europie

CEO Magazyn Polska

Do 2035 roku polska gospodarka straci blisko cztery miliony osób w wieku produkcyjnym. Przybędzie natomiast seniorów, czyli emerytów i rencistów. To wymusza kreowanie nowej polityki senioralnej. Nad jej założeniami pracuje m.in. Rada Polityki Senioralnej. Chodzi m.in. o profilaktykę zdrowotną, promocję zdrowego stylu życia i diagnostyki oraz wsparcie państwa w tym zakresie.

Rada Polityki Senioralnej to opiniujące ciało doradcze ministra pracy i polityki społecznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zuzanna Grabusińska z Departamentu Polityki Senioralnej MPiPS. – W radzie zasiadają przedstawiciele różnych środowisk, profesji, organizacji pozarządowych, świata nauki, zdrowia, edukacji, kultury i wszystkich innych.

W opublikowanym niedawno przez Komisję Europejską raporcie „The 2015 Ageing Report”, odnoszącym się do prognoz ekonomicznych i demograficznych do 2060 roku, Polska została wskazana jako jeden z krajów, który w największym stopniu zostanie dotknięty zjawiskiem starzenia się społeczeństwa. W ciągu najbliższych czterech dekad populacja kraju zmniejszy się o ok. 5 mln osób. Towarzyszyć temu będzie znacząca zmiana struktury demograficznej.

Zdaniem Komisji stosunek osób niepracujących (w wieku 65+) do ogółu zatrudnionych wzrośnie z obecnych 33 proc. do ponad 80 proc. w 2060 roku. Będzie to najwyższy wzrost wśród krajów UE, dla których średnia wartość tego współczynnika ma wzrosnąć z 41,5 proc. do 64,5 proc. Oznacza to, że gdy dzisiaj na jednego emeryta przypadają w Polsce trzy osoby pracujące, tak w drugiej połowie wieku na czterech niezatrudnionych będzie pięć aktywnych zawodowo.

Aby przeciwdziałać temu zjawisku, resort pracy i polityki społecznej podejmuje działania, które łączą wczesną profilaktykę zdrowotna, kreowanie zdrowego stylu życia oraz skuteczną diagnostykę.

To dziedziny, które wymagają kooperacji różnych służb, struktur, również mediów – zauważa Grabusińska. – Chodzi o promocję określonego stylu zachowań, który sprawiłby, że choroby zawodowe i cywilizacyjne w mniejszym, niż ma to miejsce obecnie, stopniu dotykałyby Polaków.

Co roku przybywa pacjentów z chorobami przewlekłymi. Wyniki badania NATPOL wskazują, że roczny przyrost chorych na nadciśnienie tętnicze wynosi 2 proc., zaś na cukrzycę 2,5 proc. Choroby układu krążenia są odpowiedzialne za blisko 27 proc. zgonów przed 65. rokiem życia.

Przedwczesnych zgonów i niepełnosprawności można w dużym stopniu uniknąć, inwestując w kompleksową opiekę nad cukrzykami i osobami z chorobą wieńcową. Jeśli nie podejmiemy żadnych działań, to w 2030 r. w Polsce będzie o 38 tys. więcej zawałów niż w roku 2012. Konieczna jest także skuteczna prewencja wtórna, bez tego system nie wytrzyma – przekonywali w marcu w Sejmie kardiolodzy.

Zgodnie z raportem Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego liczba osób z rozpoznaną chorobą wieńcowa sięga 1,5 mln. Cukrzyków jest jeszcze więcej, a związane ze źle kontrolowaną chorobą powikłania odbijają się na funkcjonowaniu wielu organów wewnętrznych – w tym serca, mózgu i nerek. Blisko co czwarty Polak traci zdolność do pracy przed 65. rokiem życia, co oznacza, że nie jest w stanie pracować do emerytury.

Aby temu przeciwdziałać, tworzone i realizowane są rządowe programy adresowane zarówno do seniorów, jak i osób wciąż czynnych zawodowo. Mają one na celu zachęcenie do jak najdłuższego zachowania aktywności zawodowej, społecznej i kulturalnej.

Rządowy Program na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020 zakłada zwiększanie wymiaru zaangażowania społecznego zarówno osób starszych, jak i niepełnosprawnych lub o ograniczonej sprawności ruchowej. Środkiem do osiągnięcia tego celu jest włączenie ich w różne formy edukacji oraz tzw. współpraca międzypokoleniowa. Program zakłada wsparcie ofert organizacji oraz instytucji działających na rzecz takich osób przy wykorzystaniu istniejącej infrastruktury społecznej oraz ścisłą współpracę z jednostkami samorządowymi (placówki oświatowo-kulturalne). Ważne jest bowiem – według autorów programu – włączenie osób starszych i niepełnosprawnych w funkcjonowanie społeczności lokalnych.

Program skupia się wokół czterech priorytetów, w ramach których z jednej strony mamy łączność międzypokoleniową między młodymi a starszymi osobami, z drugiej mówimy o aktywnym stylu życia, pracy zawodowej i edukacji – wskazuje Zuzanna Grabusińska. – Ma to zachęcać obywateli do tego, aby zmieniali sposób funkcjonowania. Wszystko po to, aby ich samodzielność i sprawność w późniejszym okresie starości, była jak największa.

Rada Polityki Senioralnej przy Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej została utworzona w lutym 2013 roku.

PKB w Polsce wzrośnie o 3,5 proc., ale deflacja zagraża gospodarce

CEO Magazyn Polska

Międzynarodowy Fundusz Walutowy podtrzymuje prognozę wzrostu PKB dla Polski na poziomie 3,5 proc. To jeden z wniosków po misji tej instytucji w naszym kraju. MFW ostrzega jednak, że zagrożeniem może być utrzymująca się deflacja lub niska inflacja, dlatego zaleca kontynuację łagodnej polityki pieniężnej i równoczesne ograniczanie deficytu.

Po raz kolejny otrzymujemy potwierdzenie, że polska gospodarka jest na bardzo solidnej ścieżce rozwoju. Rzeczywiście perspektywy wzrostu gospodarczego na najbliższe lata są optymistyczne, na 2015 rok nawet bardziej optymistyczne niż rządowe prognozy. Jednocześnie Międzynarodowy Fundusz Walutowy zaleca z jednej strony kontynuację łagodnej polityki pieniężnej, z drugiej – dalszy ciąg konsolidacji fiskalnej – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria minister finansów Mateusz Szczurek.

Coroczne wizyty ekspertów MFW w Polsce są zawsze okazją do wymiany doświadczeń i poznania oceny naszej gospodarki z innej perspektywy. Dlatego pozytywne wnioski analityków cieszą polski rząd. Szczurek zaznacza, że Polska jest w komfortowej sytuacji, bo eksperci MFW nie przyjeżdżają kontrolować wydawania środków tej instytucji, jak ma to miejsce np. w Grecji.

Minister finansów dodaje, że zalecenia MFW są zgodne z planami polskiego rządu. Planów dalszej redukcji deficytu budżetowego nie zmienia zniesienie procedury nadmiernego deficytu – Komisja Europejska po 6 latach od objęcia Polski tym mechanizmem zarekomendowała jego zakończenie.

Ograniczenie deficytu budżetowego to coś, co rząd planuje również na kolejne lata po wieloletnim już ograniczaniu deficytu od 2010 roku – tłumaczy Szczurek.

Na koniec 2014 r. polski deficyt budżetowy spadł do 3,2 proc. PKB i był tym samym najniższy od 2007 r. W 2010 r. wynosił nawet 7,9 proc. PKB. Analitycy MFW szacują, że deficyt spadnie do 2,75 proc. PKB na koniec tego roku. Rząd prognozuje, że w tym roku deficyt uda się ograniczyć o ok. 0,5 pkt proc., co dałoby poziom 2,7 proc. PKB.

Szczurek podkreśla, że wnioski po misji MFW są nieco bardziej optymistyczne niż prognozy rządu w zakresie wzrostu PKB w tym roku, który miałby wynieść 3,4 proc.

Jesteśmy świadomi, że jest to prognoza konserwatywna. Dane z rynku pracy są bardzo budujące, odnotowujemy nie tylko wzrost zatrudnienia i spadek bezrobocia, lecz także dosyć solidny wzrost płac. W sytuacji ekstremalnie niskiej inflacji, deflacji wręcz, jest to ważnym punktem, który pokazuje, że dochody realne do dyspozycji polskich rodzin rosną, a to dobrze rokuje na przyszłość – tłumaczy Szczurek.

Dodaje jednak, że w przyszłym roku Polska może osiągnąć wyższy wzrost niż zakładany przez MFW. Analitycy tej instytucji oczekują utrzymania dynamiki na poziomie 3,5 proc.

W kwietniu odsetek bezrobotnych spadł do 11,3 proc. – to 0,4 pkt proc. mniej niż w marcu i o 1,7 pkt proc. mniej niż w kwietniu 2014 r. Natomiast średnie wynagrodzenie w I kwartale wyniosło ponad 4050 zł i było o więcej niż 100 zł wyższe niż w ostatnich trzech miesiącach 2014 r.

To, co liczy się dla Polaków, to łatwość i możliwość znalezienia zatrudnienia oraz tendencje na rynku związanym z płacami. Zarówno pod jednym, jak i pod drugim względem polski rynek pracy jest mocny, było to widać już w 2014 roku i będzie to kontynuowane – prognozuje Szczurek.

Codziennie w Polsce 280 tys. komputerów jest infekowanych wirusami

CEO Magazyn Polska

Aż 280 tys. urządzeń dziennie w Polsce jest infekowanych przez złośliwe oprogramowanie – wynika z danych CERT Polska. Najbardziej narażone są nadal komputery z systemem Windows, szczególnie w starszych wersjach. Rośnie jednak także liczba ataków na urządzenia mobilne, zwłaszcza te z Androidem. Wirusy mogą np. przejąć kontrolę nad kontami w mediach społecznościowych lub wykraść dane bankowe. Coraz więcej jest ataków wymuszających okup.

Według danych CERT w Polsce każdego dnia infekowanych jest około 280 tys. komputerów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Iwan, dyrektor zarządzający F-Secure Polska. – Obserwujemy wiele wirusów, które są nowe, ale obserwujemy też te, które pojawiły się już 7-8 lat temu i ciągle są obecne. Na przykład takim wirusem jest Conficker, który od 2008 roku dominuje na komputerach. Ponad 30 proc. wszelkich zagrożeń to ten wirus.

Jak podkreśla Iwan, złośliwe oprogramowanie może dostać się na komputery i urządzenia mobilne w wiele różnych sposobów: bezpośrednio z internetu, poprzez pocztę elektroniczną lub poprzez urządzeniami pamięci USB.

Różne są też konsekwencje ataków. Nowy wirus Kilim przejmuje częściową kontrolę nad kontami w portalach społecznościowych i może lajkować strony. Z tego powodu internetowi przestępcy mogą sprzedawać takie oprogramowanie działającym nielegalnie firmom. Dużym zagrożeniem są wirusy, które wykradają dane z systemu bankowości internetowej. Użytkownik, który zaloguje się na swoje konto w banku z zainfekowanego komputera, może nieświadomie przekazać swoje hasło, numery konta i kart przestępcom. Podobne zagrożenie jest związane z płatnościami internetowymi.

W ostatnich latach obserwujemy nowe zagrożenia, np. oprogramowanie wymuszające okupy od użytkowników. Po zainfekowaniu komputera zostają na nim zaszyfrowane pliki i od zaatakowanego użytkownika wymagane jest uiszczenie opłaty na rzecz hakera, aby te dane zostały odblokowane – dodaje Iwan.

Podkreśla, że na ryzyko najbardziej narażeni są niezmiennie użytkownicy systemu operacyjnego Windows. Laboratoria F-Secure codziennie otrzymują ponad 200 tysięcy próbek szkodliwego oprogramowania na system operacyjny Microsoftu. Najbardziej zagrożeni są ci, którzy korzystają ze starszych wersji tego systemu.

Jak wynika z raportu F-Secure podsumowującego cyberzagrożenia w II połowie 2014 roku, na ataki coraz częściej narażone są również urządzenia mobilne. Więcej ataków jest przypuszczanych na system Android – do laboratoriów F-Secure wpływa ich ponad 9 tys. dziennie, a liczba ta cały czas się zwiększa. Nieco bezpieczniejsi są użytkownicy komputerów i urządzeń mobilnych Apple&HASH39;a, choć również i oni są coraz częściej narażeni na złośliwe oprogramowanie.

– Powinniśmy starać się temu zapobiegać, instalując odpowiednie, czyli bardzo dobrze zabezpieczającego komputer, oprogramowanie antywirusowe. Zwracajmy uwagę na to, czy producent od wielu lat jest obecny na rynku i jak to oprogramowanie w różnego rodzaju testach wypada – przekonuje Iwan. – Na urządzeniach mobilnych zabezpieczamy się w taki sam sposób, jak na komputerach czy laptopach, czyli stosujemy odpowiednie oprogramowanie antywirusowe, które kompleksowo zabezpiecza nasze urządzenie.

Iwan dodaje, że właśnie ze względu na poziom zabezpieczeń więcej wirusów atakuje komputery w biedniejszych częściach świata. Użytkownicy korzystają tam często ze starszych systemów i niedostatecznie chronią komputery.

Oprogramowanie antywirusowe to jednak tylko jeden ze sposób ochrony. Zarówno na urządzeniach stacjonarnych, jak i mobilnych należy zachowywać ostrożność podczas korzystania z internetu. Oznacza to, że nie powinniśmy wchodzić na podejrzane strony i ściągać plików z nieznanego źródła. Przy braku ostrożności nawet najlepszy program antywirusowy nie uchroni przed cyberatakiem.

Dobrym nawykiem jest regularne tworzenie kopii zapasowej danych. W przypadku niektórych wirusów jedynym rozwiązaniem może okazać się sformatowanie, czyli usunięcie wszystkich danych z dysku twardego – kopia zapasowa pozwoli nam wtedy zminimalizować straty danych.

Więcej gmin będzie mogło skorzystać z dofinansowania wymiany przestarzałych pieców węglowych

CEO Magazyn Polska

Trwa nabór wniosków do trzeciej edycji programu poprawy jakości powietrza KAWKA. Budżet całego programu to 800 mln zł, ale przy dużym zainteresowaniu zostanie on zwiększony. Do tej pory dzięki niemu poprawiło się powietrze w ponad 50 gminach w Polsce, głównie na południu kraju. Kryteria programu zostaną skorygowane tak, by więcej gmin mogło z niego skorzystać.

Program „KAWKA – Likwidacja niskiej emisji wspierająca wzrost efektywności energetycznej i rozwój rozproszonych odnawialnych źródeł energii”, który ruszył w ubiegłym roku, doprowadził do poprawy jakości powietrza w ponad 50 polskich miastach.

W czerwcu prawdopodobnie nieco skorygujemy program KAWKA, tak żeby jeszcze te gminy, które przekroczyły wyłącznie niektóre wskaźniki zanieczyszczeń powietrza, mogły również aplikować do tego programu – deklaruje minister środowiska Mikołaj Grabowski.

Trwa już nabór do trzeciej edycji programu. Jego budżet to 800 mln zł, ale minister zapowiada, że w przypadku zwiększonego popytu na dotacje może on zostać zwiększony.

Z dofinansowania mogą skorzystać miasta powyżej 10 tys. mieszkańców, w których występuje przekroczenie stężeń szkodliwych związków w powietrzu.

Program KAWKA trwa już kilka lat i cieszy się dużą popularnością, przede wszystkim w gminach południowej Polski. Doprowadził do wymiany kotłów w 18 tys. gospodarstw domowych, co z kolei spowodowało poprawę jakości powietrza w dwóch województwach: małopolskim i śląskim – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mikołaj Grabowski.

Przestarzałe piece i palenie złej jakości węglem czy śmieciami wpływają na nie najlepszy stan powietrza. Dane Ministerstwa Środowiska wskazują, że indywidualne ogrzewanie budynków w 88 proc. odpowiada za emisję szkodliwego dla zdrowia pyłu PM10. Dlatego KAWKA ma na celu walkę z zanieczyszczeniem powietrza właśnie z tych źródeł.

Dofinansowujemy wymiany kotłów w przydomowych piecach. Inne działania są związane z komunikacją, czyli wymianą taboru na bardziej ekologiczny albo z wprowadzaniem systemu zarządzania ruchem, bo to także ogranicza emisję liniową, pochodzącą właśnie z transportu miejskiego. Te działania dominują, choć część środków przeznaczana jest też na termoizolację – tłumaczy minister środowiska.

Dzięki dwóm pierwszym edycjom programu w samorządach na terenie 12 regionów zlikwidowanych zostanie 34,5 tys. pieców węglowych. Obiekty zostaną podłączone do miejskiej sieci ciepłowniczej albo zastąpione 9 tys. niskoemisyjnych źródeł ciepła (ogrzewanie elektryczne, kotły gazowe, pompy ciepła). Pieniądze z programu pozwoliły na termomodernizację kilkuset budynków, zamontowano również ponad tysiąc kolektorów słonecznych.

Problem ochrony powietrza staje się coraz bardziej istotny, rośnie świadomość społeczna i więcej osób uważa, że należy żyć w lepszym środowisku. Po dużych sukcesach związanych z ograniczeniem emisji przemysłowych należy podjąć działania, które ograniczą emisję z naszych domowych pieców – przekonuje Mikołaj Grabowski.

Dzięki modernizacji sektora przemysłowego zmniejszono emisję dwutlenku siarki i tlenków azotu, wciąż natomiast przekraczane są normy zanieczyszczeń pyłowych. Program KAWKA pozwolił na redukcję PM10 o 850 ton i PM2,5 o 817 ton.

Przemysł kosmiczny dzięki innowacjom może napędzić całą gospodarkę

CEO Magazyn Polska

Dzięki rozwojowi przemysłu kosmicznego w Polsce korzyści może odnieść cała gospodarka. Wiele technologii stosowanych w codziennym życiu wykorzystuje infrastrukturę satelitarną. Lepiej zatem, żeby Polska wspierała własny przemysł, niż korzystała z produktów innych krajów. Tym bardziej że koszty wyniesienia na orbitę satelity nie są poza zasięgiem finansowym Polski.

Koszt budowy i wysłania w kosmos satelity średniej wielkości wynosi w tej chwili kilkaset milionów złotych. To nie są środki, którymi takie państwo jak Polska nie dysponuje. Ale oczywiście jest też kwestia opłacalności ekonomicznej. Jeżeli sami nie będziemy dysponować taką infrastrukturą, to będziemy musieli za nią płacić, a więc skorzystają na tym inne gospodarki. A sektor kosmiczny jest kołem zamachowym nowoczesnych technologii w całej gospodarce – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Kosiec, dyrektor Programu Kosmicznego w Creotech Instruments SA i wiceprezes zarządu Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego.

Kosiec zwraca uwagę na to, że Polska i tak musi korzystać z infrastruktury satelitarnej. Satelity są wykorzystywane chociażby do zapewniania łączności, monitorowania pogody czy rejestrowania zbiorów w rolnictwie. Są też niezbędne do ochrony przed meteorytami i innymi zagrożeniami z kosmosu, choć te są bardzo rzadkie. Ponieważ Polska nie ma własnych satelitów zapewniających te funkcje, koszty są znacznie wyższe z uwagi na konieczność wynajmu.

Do tego dochodzi aspekt bezpieczeństwa. Satelity mogą dostarczać również informacji o innych krajach, a w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa krajowa łączność opiera się na infrastrukturze satelitarnej. Dlatego Polska nie może być zależna od innych krajów, powinna dysponować własną, suwerenną infrastrukturą satelitarną.

Według eksperta wspieranie przemysłu kosmicznego to ważne zadanie nie tylko z punktu widzenia bezpieczeństwa i niezależności kraju, lecz także dobra inwestycja.

Można jednoznacznie wykazać, na przykładach krajów rozwiniętych, że jedna złotówka wydana na rozwój technologii kosmicznych zwraca się kilkukrotnie w innych działach gospodarki – przekonuje Kosiec. – Większość osób pewnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że na co dzień ma styczność z technologiami kosmicznymi, chociażby w swoim smartfonie, korzystając z nawigacji czy łączności satelitarnej, np. oglądając telewizję.

Ekspert podkreśla, że dzięki rozwojowi przemysłu kosmicznego duże korzyści odniesie krajowa informatyka i inne sektory związane z nowymi technologiami. Powstałe w trakcie prac nad satelitami produkty i procesy mogą być potem zastosowane w życiu codziennym, z czego skorzystają wszyscy Polacy. Fundusze konieczne do wyniesienia satelity na orbitę nie znajdują się poza zasięgiem finansowym Polski.

Jacek Kosiec zauważa, że rozwój przemysłu kosmicznego mógłby także korzystnie wpłynąć na planowanie w polskiej gospodarce. Według niego brak kilkuletnich strategii jest dużą bolączką naszego kraju, a przy inwestycjach w przemyśle kosmicznym należy myśleć na wiele lat wprzód.

Nawet projekt bardzo małego satelity wymaga 4-5 lat pracy od momentu, kiedy zacznie się go projektować, do momentu wyniesienia na orbitę – wyjaśnia Kosiec. – To wymaga bardzo ścisłych procedur, zaawansowanych technik planistycznych i organizacyjnych. Tu także przemysł kosmiczny może wnieść bardzo duży wkład w rozwój polskiej gospodarki, bo akurat te słabości organizacyjne bardzo się odbijają na jakości naszych wyrobów i konkurencyjności.

Dodaje, że w przypadku satelitów wysyłanych w dalsze rejony kosmosu proces planowania i budowy może potrwać nawet 20 lat. Wymaga on zatem starannie zaplanowanego finansowania oraz systemu zarządzania..

Rozwój polskiego przemysłu kosmicznego ma przyspieszyć dzięki powołanemu już niemal rok temu Klastrowi Inżynierii Kosmicznej i Satelitarnej. Jak podkreśla Kosiec, który zasiada w Radzie klastra, dzięki wspólnemu działaniu przemysłu i nauki w ramach tego klastra rośnie konkurencyjność polskich podmiotów. Mogą one wspólnie zdobywać cenne doświadczenia na rynkach światowych, które potem będą mogły być wykorzystane przy polskich projektach.

Bez takich działań nie będziemy w stanie sami, mówię o pojedynczych firmach czy nawet pojedynczych instytutach, przebić się na rynku europejskim, a tym bardziej światowym. Współpraca to jest nasz potencjał – przekonuje Kosiec.

Polska do tej pory nie ma własnego satelity obserwacyjnego, ale na orbicie znajduje się już kilka małych satelitów. Pierwszym sztucznym satelitą był PW-Sat zbudowany przez studentów Politechniki Warszawskiej i wyniesiony na orbitę 13 lutego 2012 r. Półtora roku później, w listopadzie 2013 r., na orbitę trafił pierwszy polski satelita naukowy Lem.

Rośnie liczba ofert sprzedaży działek budowlanych

CEO Magazyn Polska

Liczba ofert sprzedaży działek budowlanych w okolicach miast od kilku lat dynamicznie rośnie. Ceny za 1 mkw. wahają się od 300 do 1200 zł, a w centrum Warszawy wzrastają do 2,5 tys. zł. Działek szukają nie tylko inwestorzy indywidualni, lecz także deweloperzy, którzy chcą tam wybudować osiedle domków jednorodzinnych lub bliźniaków. Kupując działkę, trzeba zwrócić szczególną uwagę na jej stan prawny oraz plan zagospodarowania przestrzennego w danej gminie.

Jak wynika z danych portalu Domiporta.pl, ceny gruntów budowlanych na obrzeżach Warszawy (w gminach tzw. wianuszka stolicy) zamykają się w przedziale od 300 zł za mkw. do 1,2 tys. zł. W centrum miasta są dużo wyższe i sięgają 2,5 tys. zł za mkw.

W ostatnim czasie podaż działek budowlanych znacząco wzrosła – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Górka, ekspert ds. nieruchomości portalu Domiporta.pl. – Wynika to z faktu, że wiele gruntów, szczególnie takich, które leżą wokół miast, kiedyś było terenami rolnymi. Dopiero niedawno, na skutek znaczącego wzrostu cen i popytu, zostały przekształcone na działki budowlane. Obecnie ich właściciele próbują wyprzedać posiadane grunty. Podaż więc od kilku lat systematycznie rośnie.

Duży wpływ na cenę ma otoczenie działki, uzbrojenie i dostęp do drogi dojazdowej.

Ceny gruntów budowlanych rosną tam, gdzie już jest przynajmniej zalążek jakiejś infrastruktury, czyli na obrzeżach dużych miast, które są dobrze skomunikowane – twierdzi Maciej Górka. – Jeżeli mamy dobrą drogę do centrum lub komunikację miejską, jest zalążek inwestycyjny, czyli mikroinwestorzy, klienci indywidualni, którzy budują domy, to musimy się liczyć z tym, że ceny gruntów w danej lokalizacji będą szły do góry.

Poszukując gruntu budowlanego, należy zwrócić uwagę na kilka kluczowych elementów. Jednym z najważniejszych jest miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, który zawiera informacje na temat planowanej zabudowy i infrastruktury w okolicach działki. Dzięki temu wiadomo, jakiego rodzaju nieruchomość na danym terenie może zostać wybudowana.

Na podstawie planu zagospodarowania przestrzennego można oszacować, jak drogi będzie projekt budowlany, oraz sprawdzić, czy grunt jest uzbrojony w podstawowe media – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Górka, ekspert ds. nieruchomości portalu Domiporta.pl. – Ważnym elementem jest nachylenie gruntu (konieczność odprowadzania wody deszczowej – red.), otoczenie i kontakt z drogą dojazdową. To wszystko może znacząco podnieść albo obniżyć cenę zaraz po zakupie.

Kluczowe znaczenie ma także sprawdzenie stanu prawnego gruntu. Najważniejszym dokumentem, dzięki któremu potwierdzimy własność, jest odpis z księgi wieczystej, który powinien posiadać sprzedający. Aktualny jest jednak tylko ten, który został wydany w ciągu ostatnich trzech miesięcy.

Inwestycja taka jednak z reguły nie ogranicza się tylko do uregulowania wartości nieruchomości. Dochodzą kwestie związane z uzbrojeniem (jeżeli działka nie ma dostępu do wody, sieci gazowej, kanalizacji oraz elektryczności) i dodatkowe należności, takie jak np. opłata adiacencka z tytułu wzrostu wartości nieruchomości w wyniku podziału, budowy drogi, ułożenia przewodów i urządzeń wodociągowych, kanalizacyjnych itp. Trzeba także brać pod uwagę podatek od nieruchomości, którego wysokość zależy od lokalizacji.

Na ożywienie rynkowe mogą wpłynąć zmiany w prawie.  Od czerwca na skutek zmian w ustawie Prawo budowlane nie będzie wymogu uzyskania pozwolenia na budowę dla domów jednorodzinnych. Jeżeli obszar oddziaływania takiej inwestycji nie wykracza poza granice działki, wystarczające będzie samo zgłoszenie projektu budowlanego do urzędu danej gminy. Jeżeli w ciągu 30 dni starostwo nie wniesienie sprzeciwu, można rozpocząć realizację inwestycji w trybie tzw. domniemanej zgody budowlanej. Konieczność uzyskania dokumentu na dotychczasowych zasadach wymagana będzie w przypadku negatywnego wpływu na środowisko. Obowiązek dotyczyć będzie również budynków, których wysokość przekroczy 12 metrów, o kubaturze większej niż 5 tys. metrów sześciennych.

Słodycze firmy Colian są już dostępne w 50 krajach świata

0

CEO Magazyn Polska

Grupa Colian jest obecna już w 50 krajach na całym świecie. W ubiegłym roku producent takich marek jak Jutrzenka, Hellena czy Goplana nie tylko zanotował wyższe przychody ze sprzedaży, lecz także zwiększył eksport. Dalszą ekspansję na zagraniczne rynki o dużej konsumpcji ma umożliwić decyzja o unowocześnieniu parku maszynowego.

Sprzedajemy do ponad 50 krajów na całym świecie. Dużym rynkiem jest Unia Europejska, ale sprzedajemy też do Afryki, Ameryki Północnej i Południowej, nawet do Australii – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Jan Kolański, prezes zarządu Colian Holding.

W ubiegłym roku producent takich marek jak Jutrzenka, Goplana, czy Solidarność zanotował blisko 884 mln zł przychodów netto ze sprzedaży. To ok. 10 proc. wzrost (807 mln w 2013 roku).

Firma zanotowała także wyższe przychody z eksportu – wzrosły one o 5,5 proc. rok do roku, do 113 mln zł (13 proc. całkowitych obrotów grupy). Spółka planuje dalszą ekspansję na zagraniczne rynki. Budowa nowego zakładu i reorganizacja produkcji w Bydgoszczy pozwoliły na poprawę efektywności produkcyjnej. Postanowiono także unowocześnić park maszynowy, co może być przydatne w zwiększeniu eksportu.

Chciałoby się być wszędzie, ale najpierw trzeba sprawdzić, jaka w danym kraju jest konsumpcja słodyczy, napojów i przypraw. Jako kraje priorytetowe staramy się wybierać te, do których łatwiej można wejść, oraz te, które nie mają tak rozwiniętej technologii jak Colian – podkreśla Kolański.

Produkty są dostosowywane do rynku, m.in. mieszanka przypraw Vigora (cieszy się dużym zainteresowaniem na Litwie) czy baton Alibi (sprzedawany w Mongolii) nie są dostępne w Polsce. Kolański nie wyklucza jednak, że niektóre z nich zostaną też wprowadzone na polski rynek. Produkty Colian są dostępne też tam, gdzie żyje dużo skupisko Polonii.

Oryginalne Jeżyki można kupić w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych. Ale te same produkty w tej samej szacie graficznej sprzedajemy też jako Clue na te same rynki – tłumaczy ekspert.

Rynek reklamy w tym roku wzrośnie od 2 do 4 procent

CEO Magazyn Polska

Wydatki na reklamę w pierwszym kwartale br. wyniosły blisko 1,7 mld zł, po 3,5-proc. wzroście rok do roku – wynika z szacunków Agory. To pozwala prognozować ok. 2-4-proc. wzrost rynku w tym roku. Reklamodawcy zwiększyli nakłady na promocję we wszystkich segmentach rynku z wyjątkiem prasy. W kolejnych miesiącach skala spadków w czasopismach i dziennikach ma być jednak coraz mniejsza.

Ten rok zaczął się bardzo dobrze dla rynku reklamowego – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartosz Hojka, prezes zarządu spółki medialnej Agora SA, wydawcy „Gazety Wyborczej”. – Reklamodawcy zwiększyli swoje wydatki na reklamę o 3,5 proc. Co ważne, wzrost dotyczy w zasadzie wszystkich sektorów rynku mediowego, z wyjątkiem prasy.

Jak wynika z szacunków Agory, w pierwszym kwartale wartość wydatków reklamowych ogółem w Polsce wyniosła blisko 1,7 mld zł. Medium, w którym dynamika wzrostu była najwyższa, jest radio. Wydatki na promocję w eterze wzrosły o 15 proc., podczas gdy na reklamę telewizyjną jedynie o 3,5 proc. W tym samym czasie nakłady na promocję w czasopismach spadły o 9 proc., a dziennikach – o 10,5 proc.

Rozpowszechnianie płatne tych ostatnich zmniejszyło się o ponad 8,0 proc. Największe spadki dotknęły segment ogólnopolskich dzienników ogólnoinformacyjnych, do których należy „Gazeta Wyborcza”. Ona sama, jak wynika z raportu spółki, za sprawą m.in. podwyżki ceny, przychodów ze sprzedaży wydań cyfrowych oraz dołączanych dodatków odnotowała wyższe o 3,1 proc. przychody ze sprzedaży egzemplarzowej, choć o 10,1 proc. zmniejszyły się jej przychody reklamowe.

Warto zwrócić uwagę na to, że dynamika spadku wydatków na reklamę prasową, jakkolwiek nadal się utrzymuje, to jednak z kwartału na kwartał spowalnia – zauważa Hojka. – Jest to krzepiące i pozwala z większym optymizmem spoglądać w przyszłość. Wydaje nam się, że w całym roku pozytywna dynamika rynku reklamowego zostanie utrzymana.

Agora podtrzymuje szacunki tegorocznego wzrostu wartości wydatków na reklamę w Polsce w przedziale od 2 do 4 proc. Biorąc jednak pod uwagę pozytywne sygnały płynące z gospodarki oraz wyższy od oczekiwanego wzrost wydatków na promocję między styczniem i marcem, spółka nie wyklucza, że będzie to raczej górna granica przewidywanego zakresu.

Wierzymy, że to będzie bliżej 4 niż 2 proc. – potwierdza Bartosz Hojka. – Dla większości biznesów pozaprasowych dynamika będzie bardzo pozytywna, porównywalna z ubiegłorocznymi. Natomiast w prasie sytuacja powinna się poprawiać. Oczekujemy, że spadki wydatków w tym segmencie rynku reklamowego spowolnią.

W pierwszym kwartale br. całkowite przychody Grupy Agora wyniosły 282,8 mln zł i wzrosły o 11,3 proc. w stosunku do tego samego okresu rok wcześniej. Wpływy ze sprzedaży usług reklamowych w Grupie zwiększyły się o 4,1 proc. i wyniosły 115,5 mln zł. Przychody reklamowe były wyższe w większości segmentów operacyjnych Grupy. Ich największy wzrost został odnotowany w obszarze działalności internetowej (grupa Gazeta.pl). Zmniejszyły się jedynie przychody reklamowe w segmencie prasowym.

W ciągu pierwszych trzech miesięcy roku Grupa Agora wypracowała zysk (netto) w wysokości 1,3 mln zł. Podczas tego samego okresu raportowania rok wcześniej odnotowała stratę w wysokości 8,9 mln zł.

Tylko połowa menadżerów inwestuje w językowe umiejętności pracowników

CEO Magazyn Polska

64 proc. szefów firm wskazuje, że bariery kulturowe i językowe stanowią przeszkodę w prowadzeniu własnego biznesu. Znajomość języków jest również istotna w pracy zespołów multikulturowych, które zwiększają innowacyjność firm. Zależność między komunikacją a wynikami sprzedażowymi zauważa 90 proc. menadżerów wyższego szczebla, mimo to tylko połowa badanych inwestuje w językowy rozwój pracowników.

Według ostatniego badania, które Education First przeprowadziło z „The Economist” na próbie prawie 600 menadżerów z całego świata, bariery językowe i kulturowe to  oprócz oczywiście kompetencji technologicznych  największe przeszkody w ekspansji międzynarodowej. Na te elementy wskazuje ponad 60 proc. menadżerów – mówi agencji Newseria Piotr Majdan, country manager w Education First w Polsce.

Raport „Competing across borders” wskazuje, że zła komunikacja z lokalnymi partnerami i klientami to główna przyczyna niepowodzeń firmy na zagranicznych rynkach. Zdaniem 46 proc. menadżerów o sukcesie decyduje swobodne porozumiewanie się. To znacznie bardziej istotny czynnik niż umiejętności techniczne pracownika (32 proc.). Co trzeci badany przyznaje, że liczy się również kulturowe podobieństwo.

Chodzi przede wszystkim o zrozumienie tego, gdzie chce się prowadzić interesy. Nie zawsze sposób prowadzenia biznesu w Polsce zadziała, np. w Niemczech. Tam ludzie są bardziej bezpośredni i skrupulatni, do tego polski przedsiębiorca powinien się dostosować. Najważniejsza jednak jest możliwość komunikacji, czyli płynne porozumiewanie się w języku niemieckim – podkreśla Majdan.

Język angielski to wciąż najważniejszy język biznesu (tego zdania jest 68 proc. badanych). Za drugi najważniejszy język badani uznali chiński (mandaryński), choć tylko 8 proc. menadżerów potrzebuje, by ich pracownicy płynnie posługiwali się tym językiem. O sukcesie ekspansji firm decyduje często umiejętność komunikacji w języku lokalnym.

90 proc. menadżerów wyższego szczebla widzi zależność pomiędzy komunikacją językową a zwiększeniem sprzedaży. Mimo to połowa z nich nie inwestuje w rozwój pracowników w zakresie uniwersalnej komunikacji w biznesie – zaznacza Piotr Majdan.

47 proc. menadżerów uznało, że trudności w relacjach z partnerami zagranicznymi wynikają z faktu, że firmy nie zapewniają pracownikom wystarczająco dużo szkoleń związanych z nauką języka obcego.

Umiejętności kulturowe i językowe są istotne także w zespołach multikulturowych, coraz częściej tworzonych przez firmy. 90 proc. menadżerów przyznaje, że lepsza komunikacja w takich zespołach przekłada się na większe przychody.

Takie kompetencje będą zyskiwały na znaczeniu, bo dziewięć na dziesięć ankietowanych firm zamierza w najbliższych trzech latach zwiększyć liczbę klientów zagranicznych. 77 proc. chce zwiększyć obecność za granicą, a co za tym idzie – zwiększy się również liczba międzynarodowych zespołów pracujących w danej firmie.

VERVA Street Racing powróci do stolicy 24 października 2015

Szybkie i drogie super auta, niewiarygodne pokazy kaskaderskie, eksplozje i niewybredne poczucie humoru – kilkadziesiąt tysięcy widzów czeka pełne atrakcji motoryzacyjny spektakl. Clarkson, Hammond i May zaprezentują w Warszawie nowy program.

Polska widownia pokochała trójkę Brytyjczyków, która gościła już na VERVA Street Racing przed dwoma laty. Myślę, że ze wzajemnością, dlatego tym bardziej cieszymy się, że będziemy ich gościć na Stadionie Narodowym po raz kolejny – mówi Leszek Kurnicki, Dyrektor Wykonawczy ds. Marketingu PKN ORLEN. – Również w tym roku na wszystkich fanów motoryzacji czekać będzie widowisko na najwyższym poziomie. Sprowadzimy wyjątkowe maszyny i gwiazdy sportu. Planujemy wiele atrakcji, których szczegóły będziemy stopniowo zdradzać w najbliższym czasie – dodaje.

Tradycyjnie dzień z VERVA Street Racing rozpocznie się od Pit Party, zlokalizowanego na zewnętrznej promenadzie Stadionu Narodowego, gdzie na miłośników motoryzacji będą czekać wyczynowe auta różnych kategorii. Wieczór otworzą pokazy możliwości ekstremalnych pojazdów, z czołowymi kierowcami świata za kółkiem. Następnie płytę Stadionu Narodowego opanuje słynne trio by zaprezentować widowisko Clarkson, Hammond & May Live.

Richard Hammond wspomina ostatni występ w Warszawie w 2013: – Występowaliśmy przed 60-tysięczną widownią i to dopiero były emocje. W występach na żywo uwielbiamy to, że nie można nic poprawić – mówi.

Dzięki gościnnym występom możemy poczuć się jak gwiazdy rocka. Tyle, że gwiazda rocka umie grać na jakimś instrumencie, a my nic nie umiemy. Cała nasza trójka przegrywa każdy wyścig. I to jest dopiero osiągnięcie. – dodaje James Clarkson. – Widownia czeka w napięciu, myśląc, że na pewno coś pójdzie nie tak, bo zawsze nam coś nie wychodzi, z nadzieją, że i tym razem nie wyjdzie. I się nie myli.

Swoje wspomnienia z wizyty w Polsce na również James May: – Wcześniej dawaliśmy tylko jeden występ i tak też będzie tym razem, mamy więc tylko jedną szansę, żeby wszystko poszło dobrze. Występowanie na żywo to coś niepowtarzalnego. Podczas nagrań telewizyjnych myślimy: w razie czego się wytnie. Podczas występu na żywo wszystko widać i słychać, musi się udać za pierwszym razem. Widownia wybaczy drobne potknięcia, ale mimo wpadek trzeba grać dalej. Jest w tym element ryzyka i coś podniecającego.

Cała trio prezenterów bardzo ciężko pracuje, by mieć pewność, że show będzie lepsze niż kiedykolwiek. Już nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak robią to, w czym są najlepsi. Jeśli kochacie tych trzech gości, to musicie być z nami tego wieczoru na Stadionie Narodowym! – mówi Rowland French, dyrektor kreatywny „Clarkson, Hammond and May LIVE”.

Bilety będzie można kupić już od 13 maja za pośrednictwem sieci sprzedaży eBilet.pl oraz w salonach Empik na terenie całego kraju.

VI edycja konferencji ,,Private Equity Forum & Awards Gala”

Niecały miesiąc dzieli nas od VI edycji konferencji ,,Private Equity Forum & Awards Gala” organizowanej przez Executive Club w Hotelu InterContinental w Warszawie. Patronat merytoryczny nad wydarzeniem objęło Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych. Całodzienna konferencja będzie połączona z uroczystą galą rozdania ,,Diamentów Private Equity”, które w tym roku zostaną przyznane w jedenastu kategoriach.

Organizowana od 5 lat przez Executive Club konferencja ma na celu koncentrację środowiska branżowego w debacie na najbardziej kluczowe tematy dla rozwoju sektora Private Equity w Polsce.

W czasie VI edycji wydarzenia poruszane będą między innymi kwestie: innowacyjnych rozwiązań w branży, rewolucji w zarządzaniu PE, miejsca polskiego PE w architekturze rynku globalnego.

,,Branża Private Equity jest jedną z najciekawszych gałęzi gospodarki, która w naszym regionie przeżywa szczególnie dynamiczny rozwój. Zagadnienia dyskutowane w trakcie konferencji są uniwersalne biznesowo i powinny zainteresować nie tylko przedstawicieli podmiotów PE, ale wszystkie osoby zainteresowane najbardziej aktualnymi procesami gospodarczymi oraz nowymi  trendami w zarządzaniu” – mówi Beata Radomska, Prezes Executive Club.

Wśród potwierdzonych prelegentów, którzy wezmą udział w konferencji są między innymi: Marcin Benbenek – Partner Royalton Partners, Piotr Grauer – Dyrektor w Zespole Corporate Finance KPMG w Polsce, Krzysztof Kulig – Managing Partner at Innova Capital, Dieter Lobnig – Dyrektor Zarządzający, Szef Departamentu Finansowania Strukturyzowanego i Nieruchomości Komercyjnych, Banku Pekao, Polski Czlonek Grupy UniCredit, Aster Papazyan – Commercial Director, PayU CEE, Michał Popiołek – Dyrektor Departamentu Finansowania Strukturalnego i Mezzanine w mBanku SA (dawniej BRE Banku SA), Commerzbank Group, Paweł Tamborski – Prezes Giełdy Papierów Wartościowych, PIKA Technologie Rafał Wiza – Szef Zespołu Doradczego dla sektora Private Equity KPMG w Polsce, Alistair de Villiers – Członek Zarządu, DNB Bank Polska S.A.

1 czerwca rozpoczyna się Pomorski Tydzień na Wystawie Światowej EXPO 2015 w Mediolanie

0

Pomorskie jako pierwszy polski region pokaże się na najbardziej prestiżowych targach na świecie. Będzie gospodarzem polskiego pawilonu na EXPO 2015 od 1 do 7 czerwca. Przez tydzień  zaprezentuje swój potencjał turystyczny i gospodarczy. Będzie zachęcać Włochów, i nie tylko, by właśnie na Pomorzu spędzali wakacje i robili biznes. 

Pomorskie wakacje

Pomorskie hotele, gospodarstwa agroturystyczne, zabytki, atrakcje rozrywkowe i kulturalne, z których można korzystać przez cały rok, pokazane będą na EXPO 2015 podczas seminarium turystycznego w środę, 3 czerwca. Organizator, Pomorska Regionalna Organizacja Turystyczna, chce zaprezentować kompleksową ofertę całego regionu, nawiązując przy tym bezpośrednie relacje biznesowe. Dlatego na spotkanie zaprasza włoskich touroperatorów, agencje turystyczne, organizatorów podróży, a także dziennikarzy.

Swatanie biznesu

Żeby współpracować, trzeba się poznać, a EXPO 2015 daje takie możliwości. Pomorscy i włoscy przedsiębiorcy oraz inwestorzy wezmą udział w biznesowej giełdzie kooperacyjnej w czwartek, 4 czerwca. Podczas spotkania poświęconego potencjałowi gospodarczemu regionu przedstawiciele pomorskich firm będą mieli okazję, żeby w formule rozmów B2B dotrzeć do wiodących włoskich odbiorców z branż nowych technologii, budownictwa, a także gospodarki morskiej i logistyki. Dzień później w siedzibie Konsulatu Generalnego RP w Mediolanie zaplanowano Pomorską Galę Biznesu.

Trójmiasto razem

Połączone siły Gdańska, Gdyni i Sopotu, partnerów Pomorskiego Tygodnia, zadbają o to, by przez siedem dni polski pawilon na EXPO 2015 dostarczał zwiedzającym ciekawych doznań. Gdańsk zaprezentuje wystawę bursztynu. Gdynia pokaże „Smak przedmiotu”, czyli ekspozycję współczesnego designu i jego kulinarnych interpretacji. Za aranżację przestrzeni na zewnątrz pawilonu odpowiada Sopot, który zaprosi gości na sopocką plażę. Od rana do wieczora zwiedzający będą mogli odetchnąć na prawdziwym nadmorskim piasku i posłuchać klubowej muzyki, prosto z Trójmiasta.

Tam trzeba być

Organizatorzy Wystawy Światowej EXPO 2015 spodziewają się, że odwiedzi ją łącznie aż 20 milionów osób. W wydarzeniu uczestniczy 147 państw. Miasto goszczące imprezę jest najważniejszym włoskim ośrodkiem gospodarczo-finansowym i przemysłowym. Są w nim siedziby licznych banków, towarzystw ubezpieczeniowych oraz giełdy. Mediolan jest również ważnym węzłem komunikacyjnym tej części Europy. – Na EXPO 2015 po prostu trzeba być – mówi Anna Golec z Departamentu Rozwoju Gospodarczego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. – Znam dobrze tamte realia, bo sama spędziłam w Mediolanie sześć lat, pracując w polskim konsulacie. Jestem przekonana, że to idealny kierunek dla pomorskich przedsiębiorców, dlatego w naszym udziale w wystawie widzimy potencjał wymiernych korzyści dla regionu – dodaje Anna Golec.

Liderem projektu jest Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego. Partnerami Pomorskiego Tygodnia –  obok Gdańska, Gdyni i Sopotu – są również Agencja Rozwoju Pomorza oraz Invest in Pomerania, Pomorska Regionalna Organizacja Turystyczna, a także Stowarzyszenie Wolna Przedsiębiorczość z ośrodkiem  Europe Enterprise Network. Projekt jest finansowany w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego dla Województwa Pomorskiego na lata 2007-2013. Więcej informacji o przygotowaniach i uczestnictwie w EXPO 2015 można znaleźć na bieżąco na Facebooku, na profilu „Pomorskie na EXPO 2015 w Mediolanie”.

Jak najkorzystniej sfinansować studia

Maj to szczególny czas nie tylko dla młodzieży, która zdaje maturę, ale również dla ich rodziców. Ci zwykle nie tylko nerwowo trzymają kciuki, ale nierzadko martwią się już tym czy ich domowy budżet wytrzyma utrzymanie dziecka na studniach. Najlepszym wyjściem jest oczywiście wcześniejsze zgromadzenie odpowiednich oszczędności. Nie wszystkim się to jednak udało. Expander podpowiada jak wygospodarować środki na ten cel.

Studia to ogromne wyzwanie finansowe zwłaszcza w przypadku, gdy wybrana uczelnia nie znajduje się w pobliżu miejsca zamieszkania. Wiąże się to bowiem z wysokimi kosztami zakwaterowania przyszłego studenta lub jego codziennych dojazdów na zajęcia. Pokój w akademiku to wydatek ok. 300 zł – 400 zł miesięcznie. Jeśli jednak nie uda się tam zdobyć miejsca i trzeba będzie wynająć mieszkanie to koszt jeszcze wzrośnie. Do tego dochodzą opłaty za komunikacje miejska, jedzenie, pomoce naukowe oraz przysłowiowe studenckie życie, czyli zabawa. Warto dodać, że to, ile łącznie wyda żak na comiesięczne utrzymanie w dużej mierze zależy miasta, w którym będzie się uczył oraz tego, jakie życie będzie prowadził. Rozsądnie można jednak przyjąć, że będzie to ok. 1200 zł, oczywiście pod warunkiem, że studia są bezpłatne. W przeciwnym razie za semestr nauki trzeba będzie jeszcze dodatkowo zapłacić od 1400 zł do nawet 7000 zł.

Oszczędności

Dochody wielu rodziców nie pozwalają na ponoszenie tak wysokich wydatków. Najlepszym sposobem sfinansowania studiów dziecka jest wcześniejsze zgromadzenie oszczędności. Dla par, których dzieci obecnie piszą maturę jest już na to oczywiście za późno. Ci, którzy posiadają syna lub córkę w młodszym wieku mogą jednak odłożyć pieniądze na ten cel nie nadwyrężając domowego budżetu. Muszą jednak zacząć oszczędzanie odpowiednio wcześnie. Dla przykładu jeśli założymy, że chcemy zgromadzić 50 000 zł na ten cel, to zaczynając 5 lat przez maturą potomka musielibyśmy co miesiąc odkładać aż po 775 zł miesięcznie. Jeśli jednak zaczniemy np. 15 lat przed egzaminem dojrzałości dziecka, to wystarczy ok. 220 zł.

Stypendium

Pomocne w sfinansowaniu studiów może być też stypendium socjalne i naukowe. Pierwsze z nich jest przyznawane tylko studentom pochodzącym z rodzin o niskich dochodach. Próg uprawniający do jego otrzymania w roku akademickim 2014/2015 wynosił 592,80 zł netto na osobę w rodzinie. Uczelnie mają jednak prawo ten limit podwyższyć i w wielu przypadkach w praktyce było to ok. 850 zł na osobę. To ile wyniesie takie stypendium zależy od decyzji rektora oraz dochodów rodziny studenta. Poza tym jeśli student będzie miał bardzo dobre oceny może też liczyć na stypendium naukowe. Jest ono przyznawane niezależnie od wysokości zarobków rodziców.

Kredyt studencki

Kolejnym rozwiązaniem może być zaciągnięcie kredytu studenckiego. Jego zaletą jest to, że dzięki wsparciu państwowemu jest bardzo tani. Początkowo jest on w ogóle nieoprocentowany. Dopiero po dwóch latach po ukończeniu studiów zaczyna się naliczanie odsetek, ale są one bardzo niskie. Oprocentowanie wynosi zaledwie połowę stopy redyskontowej NBP, czyli obecnie jest to tylko 0,87%. Pieniądze są wypłacana wszystkim kredytobiorcom w takiej samej kwocie – co miesiąc po 600 zł przez 10 miesięcy w roku. Jego raty są niskie nie tylko dzięki preferencyjnemu oprocentowaniu, ale również dzięki przyjaznemu systemowi spłaty. Liczba rat które trzeba spłacić jest dwukrotnie większa niż ta jaka została wypłacona. W uproszczeniu można więc powiedzieć, że jeśli student otrzymywał po 600 zł miesięcznie to będzie spłacał raty wynoszące 300 zł plus niewielkie odsetki.

Praca

Dobrym sposobem na uzyskanie dodatkowych środki na studia jest też podjęcia przez młodego człowieka pracy. Jeśli studia są w trybie dziennym to zwykle żacy pracują w weekendy. Coraz popularniejsza opcją są też wakacyjne wyjazdy za granicę. Przez trzy letnie miesiące są w stanie zarobić tam pieniądze, które wystarczają na 9 miesięcy życia w Polsce. Jeśli natomiast zdecyduje się na studia zaoczne, to nie ma przeszkód aby zdobyć zatrudnienie na pełen etat. Praca ma tą dodatkową zaletę, że pomaga zdobyć doświadczanie i umiejętności, które w późniejszym życiu bywają równie przydatne jak wiedza wyniesiona z uczelni.

Jak ja nie lubię poniedziałków – syndrom pierwszego dnia tygodnia

Tak naprawdę poniedziałek dla wielu z nas rozpoczyna się już w niedzielny wieczór. W innych krajach stan ten dopracował się specjalnej nazwy – Sunday Night Blues”, a oznacza on stres i podenerwowanie wynikające z konieczności poniedziałkowego powrotu do pracy. Według globalnej ankiety Monster.com niepokój odczuwa aż 65% badanych. To tylko potwierdza, że pierwszy dzień tygodnia stanowi dla wielu z nas spore wyzwanie – mentalne i energetyczne. Jak więc pokonać taki syndrom lub przynajmniej – nieco złagodzić jego objawy?

Tylko 22% ankietowanych spokojnie czeka na poniedziałek. Reszta musi znaleźć sposób na to, jak ograniczyć negatywny wpływ tego zjawiska na swoje życie, nie tylko zawodowe.

Nauczmy się odpoczywać

Specjaliści radzą, żeby rozwiązywaniem problemu zająć się już w piątek.  Czas wolny od pracy poświęcamy bowiem na myślenie o sprawach zawodowych, planowanie tygodnia czy analizowanie konfliktów personalnych. W efekcie dręczące myśli nie pozwalają się rozluźnić, weekend szybko mija, a czas, który powinien służyć na regenerację, paradoksalnie sprawia, że jesteśmy jeszcze bardziej zmęczeni. W poniedziałek z trudem zmuszamy się do wstania, a pracę zaczynamy od odliczania dni do kolejnej soboty i niedzieli. I mamy efekt błędnego koła – wyjaśnia Małgorzata Majewska, ekspert portalu monsterpolska.pl. Warto więc w piątkowe popołudnie wyłączyć telefon służbowy i spróbować przestawić się na tryb odpoczynku. Najlepiej zaplanować sobie takie atrakcje, jakie lubimy, w gronie osób życzliwych lub na świeżym powietrzu, tak, aby czas ten dobrze nam służył.   Nie warto marnować energii na myślenie o pracy – jest to podwójnie frustrujące.

Zapanujmy nad chaosem organizacyjnym

W piątki w większości firm panuje miła atmosfera rozluźnienia. Siłą rzeczy część zadań automatycznie jest przenoszonych na poniedziałek, co kończy się poczuciem przeładowania obowiązkami i frustracją już na początku nowego tygodnia. Dlatego najważniejsze to rozłożyć odpowiednio siły, nawet jeśli wizja nadchodzącego weekendu skutecznie nas rozprasza. Jeśli z wyprzedzeniem zaplanujemy każdy dzień i podzielimy obowiązki na priorytetowe oraz takie, które mogą chwilę poczekać – łatwiej będzie nam dopilnować wszystkich terminów. Warto zmobilizować się w piątek do nieco większej aktywności i nie zostawiać zbyt dużo spraw na poniedziałek – podkreśla Małgorzata Majewska, ekspert portalu monsterpolska.pl.

Myślmy pozytywnie

Znacznie trudniej wraca się do pracy, której nie lubimy. By ułatwić sobie start w nowy tydzień, warto skupić się na zaletach wykonywanego zajęcia i korzyściach jakie się z tym wiążą. Postarajmy się odnaleźć dobre strony. Zadbajmy o pozytywne relacje ze współpracownikami i szefem. Szukajmy inspiracji w innych. Róbmy sobie krótkie przerwy. Nie zapominajmy o lunchu. Zobacz, jakie możliwości daje nam firma. Może warto rozważyć zaangażowanie się w inny projekt, wolontariat pracowniczy lub zapisać się na studia podyplomowe – podkreśla Małgorzata Majewska, ekspert portalu monsterpolska.pl.

Odłóżmy na wtorek

Czasem dobrym sposobem na poniedziałkową chandrę jest rozłożenie pracy na dwa dni. Nie zalecam odkładania wszystkiego na później, ale jeśli czujemy, że nic nam nie wychodzi, a zadania nas przerastają – warto dać sobie odrobinę wytchnienia i nie być względem siebie zbyt surowym. Część zadań na pewno może poczekać do jutra  – zachęca Małgorzata Majewska, ekspert portalu monsterpolska.pl.

Pomyślmy o zmianie pracy

W przypadku, gdy syndrom poniedziałku staje się chroniczny, a dodatkowo towarzyszą mu pierwsze objawy wypalenia zawodowego, najlepszym rozwiązaniem będzie rozważenie zmiany pracodawcy. Powinniśmy jednak z tej lekcji wyciągnąć wnioski i zastanowić się, co spowodowało, że sytuacja stała się tak niebezpieczna. To pomoże w przyszłości uniknąć podobnego problemu.

Slow Market Nad Wisłą

Fast food odchodzi do lamusa. Ba, to slow food wypiera go z kulinarnej mapy Warszawy. Od połowy maja, nad brzegiem Wisły, będą obywały się letnie targi spożywcze Slow Market, promujące lokalne, zdrowe i rozsądne podejście do konsumpcji.

Slow Market Nad Wisłą to targ spożywczy, podczas którego swoje produkty zaprezentuje 50 lokalnych producentów żywności i stołeczne lokale gastronomiczne. Wszystkie wyroby dostępne na targach będą nosić znak jakości „Slow”, czyli wyróżniać się rodzimym pochodzeniem i najlepszą jakością.

Nadchodząca odsłona Slow Marketu odbędzie się na warszawskim skwerze Kahla, przy wyjściu z Metra Centrum Nauki Kopernik (obok warszawskiej Syrenki). W każdy weekend, od 16 maja aż do 13 września, będą się pojawiać tu miłośnicy dobrego jedzenia, którzy swoje produkty sprzedają tylko na niewielką skalę. Skrupulatna selekcja wystawców sprawi, że zarówno każdy mięsożerca, jak też wegetarianin czy wegan, zaspokoi swoje kulinarne gusta. Nie zabraknie domowych wędlin, nabiału, pieczywa, warzyw i owoców. Wyjątkiem od lokalności będą świeże ryby, które specjalnie na tę okazję przyjadą prosto znad morza. A to wszystko na miejscu i na wynos!

Ale Slow Market Nad Wisłą to nie tylko miejsce, gdzie na świeżym powietrzu, nie śpiesząc się, zjemy śniadanie, obiad, a nawet wczesną kolację. Łączy on w sobie najlepsze tradycje lokalnych jarmarków z wesołą atmosferą pikniku z przyjaciółmi. Slow Market funkcjonuje w grupie inicjatyw kulturalno-rozrywkowych, dzięki czemu warszawiacy będą mogli uczestniczyć w towarzyszących mu imprezach, koncertach, spektaklach teatralnych i filmowych, targach mody czy też aktywnościach sportowych.

Slow Market Nad Wisłą to kolejny obok targów Slow Fashion i Slow Weekend projekt realizowany przez Grupę Slow. -Filozofia „Slow” dotyczy nie tylko mody czy designu, ale także jedzenia. Dzięki inicjatywie, jaką jest Slow Market, lokalni producenci mogą pokazać swoje produkty szerokiemu odbiorcy. A on, świadomie i rozsądnie, wybierze najlepsze z nich. Bo Slow Market to coś więcej niż jedzenie. To styl i sposób życia – mówi Dominik Damaziak, z Grupy Slow.

Targi Slow Market będą odbywały się w każdy weekend, od 16 maja do 13 września br. w godzinach od 10 do 18, na skwerze im. Tadeusza Kahla w Warszawie.

Projekt współorganizują: Plac Zabaw, Powiekszenie i Plan B, Pomost 511, Klub Komediowy, BarKa, Dwa Osiem, Wszystko Płynie.

Maturzysto wybierz dobrze – ponad połowa Polaków zmieniłaby profil nauki, gdyby tylko mogła

Z badania Millward Brown przeprowadzonego na zlecenie Work Service S.A. wynika, że w Polsce mamy duży problem z niedostosowaniem edukacji do oczekiwań rynku pracy. Aż 53% zapytanych Polaków pracuje na stanowisku, które nie jest zgodne z ukończonym kierunkiem wykształcenia. Ponad połowa zapytanych zmieniłaby profil nauki, gdyby tylko mogła, a 75% respondentów uważa, że kierunkowe wykształcenie pomaga w znalezieniu pracy. Eksperci Work Service podkreślają, że polski rynek pracy szybko się zmienia, podczas gdy edukacja i szkolnictwo wyższe żyją własnym życiem.

– Egzamin maturalny i wybór kierunku studiów kiedyś stanowił klucz do późniejszej kariery zawodowej. Dziś wyraźnie widzimy, że obecny system edukacji nie do końca spełnia tę rolę, bo ponad połowa Polaków nie pracuje już w swoim wyuczonym zawodzie. To pokazuje, jak szybkim zmianom podlegają mechanizmy rynku pracy. Powstają nowe zawody i profesje, a uczelnie nie nadążają ze zmianą programów nauczania i dopasowaniem do aktualnych potrzeb pracodawców – mówi Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service S.A. – Potwierdzają to wyniki zrealizowanego przez nas badania, które pokazują, że Polacy muszą być bardzo często mobilni zawodowo i podejmować pracę w innym obszarze niż wyuczonym. W dzisiejszym świecie proces edukacji trwa całe życie i wiele praktycznych umiejętności zdobywamy dopiero podczas pracy zawodowej – dodaje Hanczarek.

Humaniści częściej niż technicy pracują w zawodzie

Ponad połowa zapytanych przez Work Service S.A. Polaków pracuje na stanowisku, które nie pokrywa się z ukończonym profilem wykształcenia (53% odpowiedzi). Tylko jedna trzecia respondentów deklaruje, że pracuje w wyuczonym zawodzie (32%), a co szósta osoba podkreśla, że praca i nauka pokrywają się tylko częściowo. Także 51% zapytanych przez nas pracowników odpowiedziała, że zmieniłaby profil nauki, gdyby tylko mogła cofnąć się w czasie. To pokazuje, jak ważną decyzję muszą podejmować młodzi ludzie jeszcze na etapie szkół średnich. Późniejsza zmiana profilu wykształcenia jest oczywiście możliwa, ale warto już na początku kierować się potrzebami rynkowymi, a nie tylko aktualną modą i zainteresowaniami – mówi Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu i Dyrektor Działu Rozwoju Rynków w Work Service S.A.

Co ciekawe, najbardziej ze swojego wykształcenia są zadowoleni humaniści. Po pierwsze, osoby z wykształceniem humanistycznym częściej niż posiadające wykształcenie techniczne pracują w miejscu zgodnym z ukończonym kierunkiem nauczania (odpowiednio 43% i 28%). Po drugie, podczas gdy aż 52% techników chciałoby zmienić swoje wykształcenie, taką chęć wyraziło tylko czterech na dziesięciu humanistów. Na polskim rynku pracy znajdziemy wiele ofert pracy w branży usługowej i biurowej, w której odnajdują się humaniści. Często ich wiedza i kompetencje są uzupełniane podczas szkoleń oraz warsztatów organizowanych przez pracodawców. W innej sytuacji są osoby o kompetencjach technicznych. W ich przypadku, na rynku występuje duże zapotrzebowanie na ekspertów o specjalistycznej wiedzy, którą należy zdobywać jeszcze na etapie studiów wyższych. Dlatego w ich przypadku źle dobrany kierunek studiów może stanowić duże wyzwanie na przyszłość. W najbliższych latach możemy się spodziewać wzrostów deficytów wśród inżynierów, informatyków czy energetyków – wyjaśnia Inglot.

Maturzysto wybierz dobrze – ponad połowa Polaków zmieniłaby profil nauki, gdyby tylko mogła

Kierunkowe wykształcenie atutem na rynku pracy

Aż 75% respondentów uważa, że zgodność profilu wykształcenia z profilem stanowiska pracy stanowi atut podczas rozmowy o pracę. Jak podkreśla Olgierd Bałtaki, Dyrektor HR w Samsung Electronics Poland Manufacturing, ta liczna grupa pracowników może wkrótce spotkać się z dużym zaskoczeniem. Sytuacja w polskim szkolnictwie musi szybko ulec zmianom, w przeciwnym wypadku wyższe wykształcenie straci na znaczeniu, a pracodawcy podczas rekrutacji będą zwracać jedynie uwagę na kompetencje wyniesione z wcześniejszej kariery zawodowej. Wówczas niestety rację będą mieć Ci pracownicy, którzy dziś odpowiedzieli, że edukacja nie ma znaczenia w czasie ubiegania się o pracę – mówi Bałtaki. Tak odpowiedziało w badaniu Work Service S.A. 23% Polaków.

Metodologia badania:

Dane zaprezentowane w materiale prasowym są częścią Barometru Rynku Pracy 3 i zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Millward Brown S.A. Badanie zrealizowano na próbie osób pracujących (N=522) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1004 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania). Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,4%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w styczniu 2015 r.

Były redaktor naczelny ,,Newsweeka” poprowadzi debatę o gospodarce elektronicznej dla elity polskiego biznesu

Michał Kobosko będzie moderatorem dyskusji w ramach Spotkania Klubowego Executive Club poświęconego gospodarce elektronicznej. Spotkanie odbędzie się 14 maja w Hotelu Sheraton. W dyskusji wezmą udział liderzy czołowychprzedsiębiorstw realizujący strategie e-commerce.

Wśród panelistów biorących udział w debacie pod hasłem: ,,Nowa Ekonomia e-commerce dźwignią handlu” będą: Dorota Bachman, Prezes Zarządu Ravelo Sp. z o.o., Michał Gembicki, Prezes Zarządu CDP.pl, Aster Papazyan, Dyrektor Handlowy PayU S.A., Dariusz Stolarczyk, Wiceprezes Zarządu RUCH S.A., Arkadiusz Świerczewski, Dyrektor Biura Projektów Innowacyjnych, PKN ORLEN S.A. W trakcie debaty, prowadzonej przez aktualnego Dyrektora polskiego biura think tanku Atlantic Council, e-commerce będzie rozpatrywany między innymi przez pryzmat swojej konkurencyjności i budowania innowacyjności.

Inicjatywa spotkań klubowych Executive Club jest nieodłącznym elementem strategii organizacji, która od ponad 10 lat zrzesza przedstawicieli top managementu polskich przedsiębiorstw oraz wybitne osobistości świata nauki i polityki. Spotkania odbywają się średnio raz na kwartał, a ich tematyka jest skoncentrowana wokół najbardziej aktualnych tematów gospodarczych. W czasie ostatniego spotkania Executive Club w Hotelu Sheraton, 3 marca bieżącego roku, rozmawiano na temat inwestycji na Bliskim Wschodzie.

Spotkanie Klubowe Executive Club, prócz elementu merytorycznego, zawiera w sobie również aspekt budowania więzi biznesowych. W trakcie majowego spotkania będzie można między innymi wysłuchać prezentacji pt. ,,Szkocki rynek whisky” z ramienia Stilnovisti, a także wziąć udział w degustacji tego trunku. Całe wydarzenie zakończy stand up Tadeusza Drozdy zatytułowany: ,,Polityczno-gospodarcze romanse”. Partnerami wydarzenia są: Xerox, PayU S.A., PKN Orlen S.A., Ruch S.A.

Patroni medialni Spotkania Klubowego Executive Club to: Forex Times, Manager, Polish Market, Warsaw Business Journal, newsrm.tv.

Inteligentne miasta potrzebują inteligentnej wody

W dyskusji na temat funkcjonowania samorządów wiele miejsca poświęca się kwestiom transportu drogowego, infrastruktury miejskiej czy sprawom finansowym. Wciąż za mało dyskutuje się o innych kwestiach takich jak: energia czy koszty związane z dostarczaniem wody i utrzymaniem sieci wodno–kanalizacyjnych. Sprawny dostęp do wody jest podstawą egzystencji ludzi jak i wielu procesów związanych z rozwojem życia gospodarczego samorządów i kraju. W tym aspekcie niezbędne jest efektywne zarządzanie jej wykorzystaniem za pomocą najnowszych rozwiązań w tym zakresie. O problemach samorządów związanych z zasobami wodnymi oraz sposobami ich rozwiązania rozmawiali specjaliści panelu „Inteligentne miasta i metropolie XXI w. Rzeczywistość czy przyszłość?”, który odbył się w ramach Europejskiego Kongresu Samorządów.

Sytuacja miast będzie w najbliższych latach diametralnie się zmieniać, również w Polsce. Obecnie na świecie miasta zajmują jedynie 2% powierzchni Ziemi, ale mieszka w nich 54% światowej populacji. Szacuje się, że do 2045 roku w miastach będzie mieszkać 70% światowej populacji. To z kolei wiązać się będzie z nowymi wyzwaniami  skoncentrowanymi wokół zabezpieczenia dostaw wody dla mieszkańców i efektywnego jej wykorzystania w miastach. Obecna sytuacja ekonomiczna samorządów i przedsiębiorstw dostarczających mieszkańcom wodę rzadko jest przedmiotem dogłębnych analiz. W najbliższych latach sektor wodno–kanalizacyjny będzie potrzebować szczególnej uwagi władz rządowych oraz samorządowych. W Polsce obecnie funkcjonuje 1600 spółek  wodno–kanalizacyjnych, a każda z nich boryka się z podobnymi problemami. Pokazuje to, na jaką skalę należy podjąć działania, aby uchronić polskie miasta i gminy przed problemami z gospodarką wodną stojącymi u naszych drzwi.

Z danych raportu „Bezcenna woda” przygotowanego przez Ernst&Young wynika, iż w latach 1998-2012 zużycie wody w Polsce zmniejszyło się  blisko o 20%. Dla firm z sektora wodno–kanalizacyjnego każdorazowy spadek zużycia wody powoduje wzrost jej kosztów. W ciągu ostatnich 14 lat odprowadzanie ścieków podrożało o 220%, a wody o 145%. Obecnie, Polacy wydają średnio około 2,1% swojego dochodu na wodę i odprowadzenie ścieków. Tak wysokiego wskaźnika nie ma prawie żaden kraj w Europie. Z tego względu konieczne jest podjęcie inwestycji, które pomogą zahamować ten rosnący wskaźnik kosztów, właśnie dzięki inteligentnym rozwiązaniom dla sektora wodnego.

Z danych zebranych przez firmę Schneider Electric wynika, że 72% operatorów obiektów infrastruktury wodno–ściekowej wskazuje na szeroko rozumianą efektywność, jako absolutny priorytet w swoich działaniach. W praktyce oznacza to konieczność minimalizowania strat wody, zwiększenie efektywności sieci wodociągowej oraz zmniejszenie zużycia energii elektrycznej. – Zadania są o tyle trudniejsze, że muszą być realizowane przy szeregu ograniczeń takich jak: starzejąca się infrastruktura, ograniczone zasoby, rosnąca liczba ludności. Przedsiębiorstwa wodno–kanalizacyjne w Polsce stają w efekcie przed koniecznością pogodzenia dwóch przeciwstawnych celów, tj. potrzeby redukcji kosztów operacyjnych oraz zapewnienia ciągłości dostaw wody – powiedział Ireneusz Martyniuk, Wiceprezes Pionu Przemysłu w Schneider Electric Polska.

Niezbędnym działaniem dla poprawy efektywności sieci wodociągowych jest ich monitoring oraz odpowiedni system zarządzania, który zapewnia odpowiednie ciśnienie w sieci bez nadmiernego marnowania zasobów wody. Rozwiązaniem tej kwestii jest zastosowanie inteligentnych rozwiązań w zakresie minimalizowania strat wody, zwiększenie efektywności sieci wodociągowej, zmniejszenie zużycia energii elektrycznej. Dla przykładu system do zarządzania sieciami wodociągowymi AquisWW, dzięki precyzyjnym informacjom o stanie sieci, a także danych archiwalnych, umożliwia stałą eksploatację sieci przy ciśnieniu odpowiadającym rzeczywistemu zapotrzebowaniu – dodał Ireneusz Martyniuk.

Biorąc pod uwagę rosnące koszty zużycia wody i wzrost liczby ludności gospodarka wodno-ściekowa powinna stać się bardziej efektywna, a z drugiej strony bardziej wydajna. Należy podjąć wszelkie działania, aby w dalszej perspektywie czasowej uniknąć zagrożenia w postaci przerw w dostawach wody. W związku z tym, skutecznym remedium na palące problemy sektora wodno-kanalizacyjnego są innowacyjne rozwiązania w obszarze stacji uzdatniania wody, wieży ciśnień, przepompowni oraz oczyszczalni ścieków. Zdaniem ekspertów Schneider Electric przyczyniają się one do wzrostu wydajności operacyjnej o blisko 25%, do 30% oszczędności w konsumpcji energii oraz do 20% redukcji kosztów operacyjnych. Wdrożenia te zaadoptowane na szczeblu samorządowym pozwolą na znaczne oszczędności.

Polskie gminy  stoją więc przed dużym wyzwaniem, jakim jest z jednej strony usprawnienie dostaw wody zaś z drugiej obniżenie jej kosztów. Część z tych zadań została już wdrożona przez Schneider Electric w Zakładzie Wodociągu Centralnego w Warszawie, gdzie wykonana została modernizacja całego układu zasilania wraz z systemem monitoringu i wizualizacji. Zasadniczo realizacja tych wyzwań wymaga czasu, środków oraz współpracy wielu podmiotów m.in. firm, przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych oraz władz samorządowych, ale jest to możliwe do wdrożenia w każdej jednostce samorządowej już dziś.

Toyota i Mazda podejmują długofalową współpracę

Toyota i Mazda podpisały dziś porozumienie, zgodnie z którym podejmą długofalową współpracę w dziedzinie napędów i systemów bezpieczeństwa.

Na początek Toyota udostępni partnerowi technologię wodorowych ogniw paliwowych (FCV) oraz napęd hybrydowy typu plug-in. Mazda przekaże Toyocie technologię SKYACTIV, dzięki której jej samochody są bardzo oszczędne, mimo braku turbodoładowania. Toyota prawdopodobnie wykorzysta SKYACTIV do udoskonalenia napędów hybrydowych. Jest to odpowiedź japońskich producentów na coraz bardziej restrykcyjne normy emisji spalin, narzucane przez władze po obu stronach Atlantyku.

Firmy będą współpracowały także w dziedzinie systemów bezpieczeństwa. Wygląda więc na to, że pomimo różnicy potencjałów – Toyota jest największym producentem samochodów na świecie, w Japonii zajmuje 42% rynku samochodów, podczas gdy Mazda 9,7% – obie firmy mają sobie wiele do zaoferowania.

Współpraca Toyoty i Mazdy ma już swoją historię – w 2010 roku Toyota udostępniła partnerowi technologię hybrydową, zaś w 2012 roku skorzystała z fabryki Mazdy w Meksyku do produkcji swoich samochodów kompaktowych.

Podpisując porozumienie, Akio Toyoda, prezydent Toyoty, powiedział:

„Mazda dowiodła, że zawsze patrzy w przyszłość motoryzacji, jednocześnie pozostając wierną swoim korzeniom. Potwierdzają to technologia SKYACTIV i język stylistyczny KODO. W ten sposób Mazda w praktyce realizuje wartości bliskie Toyocie, by stale tworzyć coraz lepsze samochody. Bardzo mnie cieszy, że nasze przedsiębiorstwa mogą dzielić tę samą wizję i pracować razem nad udoskonalaniem samochodów. Najwspanialsze jest to, że możemy wspólnie pokazać światu, że następne stulecie motoryzacji może być tak samo zabawne i fascynujące, jak pierwsze”.

Prezydent Mazdy, Masamichi Kogai, dodał: „Toyota okazała się niezłomna w podejmowaniu odpowiedzialnych działań na rzecz rozwiązywania globalnych problemów ochrony środowiska i rozwoju przemysłu. Darzę wielkim szacunkiem zaangażowanie Toyoty w stałe tworzenie coraz lepszych samochodów poprzez bezustanne innowacje. Mazda widzi pokrewieństwo z Toyotą jako firmą, która ceni swoje korzenie i szanuje wszystkie społeczności, w których działa. Nic dziwnego, że Toyota także spotyka się z powszechnym szacunkiem. Wierzę, że możemy wspólnie tworzyć coraz lepsze samochody, zyskać jeszcze większe uznanie dla naszych produktów w oczach klientów oraz zwiększyć możliwości produkcyjne naszego miasta, Hiroshimy, a także innych społeczności, z którymi współdziałamy”.

 

Więcej miejscowości ma szanse na dotacje z programu Kawka

Wszystkie województwa będą mogły sięgnąć po dofinansowanie inwestycji, służących poprawie jakości powietrza. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej  proponuje obniżenie wymogu, dotyczącego liczby mieszkańców oraz koncentrację działań na inwestycjach, służących likwidacji przestarzałych źródeł niskiej emisji.

Do konsultacji z Wojewódzkimi Funduszami Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (WFOŚiGW) trafia dziś zweryfikowany program priorytetowy Kawka „Poprawa jakości powietrza Część 2) Kawka – Likwidacja niskiej emisji wspierająca wzrost efektywności energetycznej i rozwój rozproszonych odnawialnych źródeł energii” . Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej  przeprowadził jego weryfikację w kontekście zapewnienia komplementarności finansowania działań ze środków unijnych.

NFOŚiGW proponuje, aby główny nacisk położyć na finansowanie wymiany przestarzałych i nieefektywnych źródeł ciepła i podłączanie mieszkańców do miejskich sieci ciepłowniczych. Fundusz zrezygnował ze wsparcia inwestycji termomodernizacyjnych i transportowych, które są uwzględnione w Regionalnych Programach Operacyjnych.  W programie Kawka będą mogły uczestniczyć miasta, liczące co najmniej 5 tys. mieszkańców, podczas gdy do tej pory finansowane były inwestycje w miastach powyżej 10 tys. mieszkańców.

Nowe zapisy są zgodne z wytycznymi Prawa ochrony środowiska, dotyczącymi pełnego wykorzystania funduszy unijnych w kontekście finansowania inwestycji ze środków krajowych.

– Szczegółowo przeanalizowaliśmy Regionalne Programy Operacyjne i dostosowaliśmy Program Kawka tak, aby wszystkie regiony mogły skorzystać z finansowania inwestycji, służących likwidacji niskiej emisji, poprawie jakości powietrza i rozwojowi odnawialnych źródeł energii – mówi Dorota Zawadzka – Stępniak, Zastępca Prezesa Zarządu Narodowego Funduszy Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Do wykorzystania z programu Kawka pozostało jeszcze ok. 120 mln zł.  NFOŚiGW chce najpóźniej na początku trzeciego kwartału tego roku rozpocząć kolejny nabór wniosków dla WFOŚiGW.

W dwóch pierwszych edycjach programu Kawka na poprawę jakości powietrza przyznanych zostało łącznie prawie 637 mln zł. Z finansowania skorzystało ponad 60 miast w 12 regionach kraju. Zlikwidowanych zostało prawie 34,5 tys. pieców węglowych i zastąpiono je przyłączami do miejskich sieci ciepłowniczych i prawie 9 tys. niskoemisyjnymi źródłami ciepła, takimi jak:  kotły gazowe, pompy ciepła, ogrzewanie elektryczne.

Celem  Programu priorytetowego Kawka jest zmniejszenie narażenia ludności na oddziaływanie zanieczyszczeń powietrza, w szczególności pyłów PM10, PM2,5 oraz benzo(a)pirenu zagrażających zdrowiu i życiu ludzi w strefach, w których występują znaczące przekroczenia dopuszczalnych i docelowych poziomów stężeń tych zanieczyszczeń i dla których opracowane zostały programy ochrony powietrza. Pieniądze z dotacji płyną do samorządów, ale ostatecznym odbiorcą dofinansowania mogą być m.in. osoby fizyczne, wspólnoty mieszkaniowe, deweloperzy. Dofinansowanie wynosi do 90% kosztów kwalifikowanych inwestycji.

Program Kawka służy m.in. wsparciu realizacji postanowień Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/50/WE z dnia 21 maja 2008 r. w sprawie jakości powietrza i czystszego powietrza dla Europy (CAFE), która wprowadza zasady zarządzania jakością powietrza w strefach i aglomeracjach. Dyrektywa została transponowana do prawa polskiego ustawą z dnia 13 kwietnia 2012 r. o zmianie ustawy – Prawo ochrony środowiska.

 

O połowę wzrośnie liczba motocykli na polskich drogach

Ponad 650 tys. Polaków marzy o zakupie motocykla – wynika z badań TNS Polska wykonanych na zlecenie Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor. Plany sfinansują pożyczając pieniądze od rodziny, z własnych oszczędności lub kredytem. 

Rozmach motoryzacyjnych planów robi wrażenie. Jeśli zostaną zrealizowane, liczba motocykli i motorowerów na polskich drogach wzrośnie o ponad połowę. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale dzięki nowym przepisom, obowiązującym od końca sierpnia 2014 r., jest to możliwe. Zgodnie ze znowelizowanym prawem o ruchu drogowym, kierowcy posiadający prawo jazdy kategorii B przynajmniej od trzech lat, mogą bez zdobywania dodatkowych uprawnień prowadzić jednoślady o pojemności silnika do 125 cm3 i mocynieprzekraczające11 kW. Wpływ nowej legislacji już widać.

W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2015 roku Polacy kupili i zarejestrowali 4 097 motocykli, o ponad 140 proc. więcej niż przed rokiem. Wraz z motorowerami (o pojemności silnika do 50 cm3) liczba nowych rejestracji w trzy miesiące przekroczyła 9,1 tys. – zwraca uwagę Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar. W tym samym czasie liczba zarejestrowanych aut, w porównaniu do  zeszłego roku, spadła o blisko 6 proc. do 91 371 sztuk.

Park pojazdów według stanu na koniec 2014 roku ( w tysiącach )
Rodzaj pojazdu  Ogółem  W tym pojazdy aktywne * 
Motocykl 1 190 600
Motorower (pojazd o pojemności do 50 cm3) 1 220 1 070
Samochód osobowy 19 980 15 330

Źródło: Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar

O zmianach kodeksu drogowego więcej wiedzą panowie

Według danych zebranych przez TNS dla BIG InfoMonitor, największą świadomość nowelizacji przepisów ruchu drogowego mają mieszkańcy środkowego i południowego regionu Polski. Częściej o tych zmianach słyszeli mężczyźni
(58 proc.) niż kobiety (33 proc.). Zdecydowanie lepiej zorientowane są osoby z młodszych grup wiekowych. Zakupem jednośladu w największym stopniu zainteresowane są osoby w wieku od 18 do 31 lat (pokolenie Y). I właśnie aż 262,3 tys. Polaków reprezentujących pokolenie Y zadeklarowało chęć zakupu motocykla w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Jako główne źródło finansowania wskazali pożyczkę od znajomych lub rodziny (38 proc.), kredyt bankowy (25 proc.) i zakup z bieżących środków (25 proc.).

Kredyt na motocykl czy pożyczka gotówkowa?

Jeśli nie ma pieniędzy a rodzina odmówi pożyczki, pozostają kredyty. Decydujący się na zakup motocykla na kredyt mogą wziąć specjalny kredyt na motocykl pod zastaw pojazdu, tak jak wygląda to w przypadku kredytów samochodowych.  W grę wchodzi też pożyczka gotówkowa, której banki udzielają na  dowolny cel.

Zaciągając kredyt na pojazd trzeba się liczyć, że bank zabezpieczy się i zrobi przewłaszczenie, będzie wówczas widniał jako współwłaściciel w dowodzie rejestracyjnym pojazdu lub zrobi w sądzie zastaw rejestrowy na kredytowanym motocyklu.  Poza tym dokona też cesji polisy ubezpieczeniowej pojazdu. Ze względu na większą liczbę formalności zainteresowany kredytem na motocykl musi być przygotowany na dłuższe procedury niż przy zwykłej pożyczce gotówkowej. Tu wystarczy się wykazać odpowiednią zdolnością i wiarygodnością kredytową.

Kredyt pod zastaw pojazdu ma jednak swoje plusy, zazwyczaj jest tańszy od pożyczki gotówkowej. RRSO, czyli Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania – wartość, najlepiej opisująca kredyt dla ofert specjalnie na motocykl, wyniesie od kilku do kilkunastu procent. Dla pożyczki gotówkowej będzie to już przeważnie około 20 proc. i więcej. Biorąc pod uwagę, że RRSO uwzględnia wszystkie koszty kredytu jakie ponosi klient: oprocentowanie, prowizje, ubezpieczenia i inne opłaty bankowe, to im jej wartość wyższa tym gorzej. Porównując oferty ważne  jest jednak, aby pożyczki/kredyty wyliczone były na ten sam okres i spłacane w tych samych odstępach czasu.

– Na pewno podejmując wszelkiego rodzaju decyzje finansowe nie należy działać pochopnie. Dobrze jest porównać koszty ofert kredytowych z kilku banków i wybrać najkorzystniejszą, pamiętając, że im taniej pożyczymy, tym łatwiej będzie oddać. A dobrze spłacony kredyt umożliwi nam budowanie pozytywnej historii w Biurze Informacji Kredytowej. Terminowe regulowanie zobowiązań, buduje korzystny wizerunek w oczach banków i dzięki niemu możemy liczyć w przyszłości na brak problemów przy zaciąganiu kredytu i atrakcyjne warunki cenowe – mówi Alina Stahl, dyrektor w Biurze Informacji Kredytowej.

Jak wynika z danych Komisji Nadzoru Finansowego, na koniec marca Polacy spłacali kredyty motoryzacyjne (głównie samochodowe) na kwotę przekraczającą 4,1 mld zł. Statystyki KNF pokazują, że popularność tego typu finansowania z roku na rok spada. Obecnie w ogólnej wartości kredytów konsumpcyjnych wynoszącej 132,4 mld zł stanowią one niewiele ponad 3 proc.. Jeszcze trzy lata temu kwota kredytów samochodowych sięgała 6,5 mld zł, a jej udział w rynku kredytów konsumpcyjnych przekraczał 5 proc..

Najchętniej kupowane motocykle: Romet, Junak i Yamaha

A jakie motocykle najczęściej wybierają Polacy? Niekwestionowanym liderem rynku jest Romet. Za nim plasuje się Junak i Yamaha – podaje Instytut Samar. W I kwartale zarejestrowanych zostało prawie 1,9 tys. właśnie tych trzech marek. Oferowane przez nich motocykle kosztują od 3 do blisko 18 tys. zł.

Gdy już dokonamy trudnego wyboru marki, modelu i sposobu finansowania, ważne jest też, aby wybrać sprzedawcę, który daje gwarancję nawet na używany model motocykla. Kluczowe jest więc sprawdzenie opinii o danej firmie oraz jej kondycji finansowej, co uchroni nas przed zakupem sprzętu u sezonowych sprzedawców, bez możliwości zwrotu motocykla lub zgłoszenia reklamacji w przypadku wady mechanicznej.

– Zawsze planując zakupy wiążące się z większymi wydatkami, warto sprawdzić, czy sprzedawca jest wiarygodny. Każda osoba korzystająca z Internetu, może to zrobić w ciągu kilku chwil – wystarczy sprawdzić, czy i jakie certyfikaty posiada firma, czy jest np. Firmą Wiarygodną Finansowo. Często kupując używane maszyny, otrzymujemy od sprzedawcy gwarancję, jednak jest ona możliwa do wykorzystania, tylko jeśli dana firma istnieje. Informacje, które znajdują się w Rejestrze BIG InfoMonitor dają szansę uniknięcia transakcji z przedsiębiorcą, który znajduje się na granicy bankructwa – podkreśla Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor.

Badanie TNS Polska zostało realizowane na reprezentatywnej próbie tysiąca mieszkańców Polski w wieku powyżej 15 lat w technice bezpośredniego wywiadu CAPI w dniach 27 marca – 1 kwietnia 2015 roku.

Ranking 30 uczelni w Polsce, po których można zarobić najwięcej

W bieżącym roku do egzaminu maturalnego przystępuje około 311 tys. maturzystów. Większość z nich staje przed wyborem uczelni, na której będą kontynuować edukację. Decyzja podejmowana jest z uwzględnieniem przede wszystkim zainteresowań przyszłych studentów oraz posiadanych umiejętności. Często również dalsza edukacja oraz kariera zawodowa planowana jest w oparciu o przyszłe zarobki. Rodzaj uczelni, jak również miejsce jej ukończenia, są ważnymi determinantami wysokości wynagrodzenia.

W oparciu o wyniki Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń 2014 powstało zestawienie 30 polskich uczelni, po ukończeniu których mediana pensji jest najwyższa(1). Podobnie jak w ubiegłych latach, zestawienie otwiera Szkoła Główna Handlowa. Mediana wynagrodzeń absolwentów tej uczelni wyniosła w 2014 roku 8 700 PLN. Na drugim miejscu uplasowała się również uczelnia ze stolicy – Politechnika Warszawska. Co drugi zatrudniony po tej uczelni zarabiał powyżej 7 700 PLN. Ważna jest jednak pewna zależność – większość absolwentów tych szkół zatrudnionych jest w stolicy, co niewątpliwie ma istotny wpływ na wysokość pensji. Warszawa jest miastem o najwyższych wynagrodzeniach w kraju.

W pierwszej dziesiątce znalazły się również szkoły wyższe z Wrocławia – Politechnika Wrocławska, z Gdańska – Politechnika Gdańska, z Poznania – Politechnika Poznańska oraz Uniwersytet Ekonomiczny, z Łodzi – Politechnika Łódzka, z Gliwic – Politechnika Śląska, oraz Akademia Górniczo-Hutnicza z Krakowa.

Tabela 1. Zestawienie całkowitych wynagrodzeń absolwentów wybranych uczelni wyższych w Polsce w 2014 roku (w PLN brutto)

próba 25% zarabia poniżej mediana 25% zarabia powyżej średnia
1 Szkoła Główna Handlowa 1 278 5 700 8 700 15 000 11 828
2 Politechnika Warszawska 1 974 5 000 7 700 12 412 10 090
3 Politechnika Wrocławska 2 607 4 380 6 500 9 900 7 929
4 Politechnika Gdańska 1 275 4 000 6 500 10 000 8 337
5 Uniwersytet Warszawski 2 575 4 000 6 000 9 600 8 146
6 Politechnika Poznańska 1 403 4 200 6 000 9 000 7 664
7 Akademia Górniczo-Hutniczaw Krakowie 2 564 3 808 5 942 9 375 7 781
8 Politechnika Łódzka 1 229 3 900 5 900 9 200 7 806
9 Politechnika Śląska (Gliwice) 1 796 3 980 5 800 8 800 7 492
10 Uniwersytet Ekonomicznyw Poznaniu 1 079 3 808 5 700 9 800 8 186
11 Politechnika Krakowskaim. Tadeusza Kościuszki 1 212 3 655 5 600 8 533 7 021
12 Uniwersytet Ekonomicznywe Wrocławiu 1 123 3 800 5 500 8 500 7 387
13 Uniwersytet Ekonomicznyw Krakowie 1 559 3 500 5 400 8 800 7 529
14 Uniwersytet Ekonomicznyw Katowicach 1 030 3 500 5 275 8 200 7 258
15 Uniwersytet Gdański 1 330 3 400 5 000 8 000 7 307
16 Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiegow Warszawie 710 3 500 5 000 8 000 6 978
17 Politechnika Częstochowska 544 3 500 4 939 8 000 6 302
18 Uniwersytet Łódzki 1 768 3 110 4 600 7 530 6 614
19 Politechnika Rzeszowskaim. Ignacego Łukasiewicza 746 3 200 4 590 7 100 5 934
20 Uniwersytet Jagiellońskiw Krakowie 1 907 3 100 4 500 7 360 6 312
21 Uniwersytet im. Adama Mickiewiczaw Poznaniu 1 470 3 000 4 500 7 200 6 214
22 Uniwersytet Wrocławski 1 414 3 109 4 500 7 000 6 187
23 Politechnika Lubelska 688 3 100 4 500 7 000 5 934
24 Uniwersytet Mikołaja Kopernikaw Toruniu w Toruniu 893 2 900 4 300 7 350 6 266
25 Uniwersytet Szczeciński 955 2 883 4 200 6 500 5 685
26 Uniwersytet Zielonogórski 531 2 800 4 155 6 700 5 530
27 Uniwersytet Śląskiw Katowicach 1 242 2 920 4 132 6 500 5 701
28 Politechnika Białostocka 728 2 825 4 075 6 024 5 430
29 Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiejw Lublinie 1 556 2 778 4 000 6 300 5 555
30 Uniwersytet Warmińsko-Mazurskiw Olsztynie 838 2 650 3 700 5 500 5 186

Opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń 2014
*próba powyżej 500 osób

Sylwia Radzięta
Sedlak & Sedlak Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń

Porównanie zarobków informatyków w Polsce i w Europie

Większość firm, niezależnie od profilu działalności i branży, w której działa, potrzebuje wsparcia pracowników IT. Postęp technologiczny sprawia, że specjaliści z sektora IT są ciągle poszukiwani, a zarobki im oferowane są znacznie wyższe od średniej krajowej. Jednak na tle innych europejskich krajów osoby pracujące w IT na terenie Polski zarabiają niewiele.

Między innymi dlatego wielu z nich ciągle decyduje się na pracę na emigracji, gdzie otrzymują znacznie wyższe wynagrodzenie. Trzeba jednak pamiętać, że w takich krajach jak Szwajcaria czy Anglia zarobki są wysoki, ale koszty życia nie należą do niskich. Przedstawione dane o zarobkach są oparte o informacje z portalu glassdoor.com.

W Polsce inżynier oprogramowania zarabia 20 870 EUR rocznie. Klasyfikuje nas to prawie na samym końcu zestawienia, mniej o 4% zarabiali tylko Węgrzy. Natomiast bardzo podobne zarobki oferowano w Grecji, Włoszech i Portugalii. Hiszpanie otrzymywali prawie o połowę więcej od nas. Fińscy, irlandzcy, holenderscy i angielscy inżynierowie oprogramowania zarabiali dwa razy więcej niż polscy.

Wykres 1. Roczne wynagrodzenia brutto inżynierów oprogramowania w Polsce na tle krajów europejskich (Polska=100%)

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie glassdoor.com

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie glassdoor.com

Specjalista ds. IT w Polsce rocznie zarabia 18 692 EUR. W przypadku tego stanowiska stawki oferowane w naszym kraju klasyfikują się trochę lepiej na tle wybranych krajów Europejskich. Słowacy zarabiają o 30% mniej od nas, a Grecy i Portugalczycy mają bardzo podobne stawki. Włosi zarabiali więcej o około 34%, natomiast Hiszpanie i Irlandczycy o połowę. Dwa razy więcej od naszych specjalistów zarabiają Francuzi, a 2,5 Holendrzy oraz Niemcy.

Wykres 2. Zróżnicowanie wynagrodzeń rocznych specjalisty ds. IT w Europie (Polska=100%)
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie glassdoor.com
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie glassdoor.com

W Polsce programiści Java przeciętnie zarabiają 18 502 EUR rocznie. W porównaniu z Grecją to o połowę więcej. Portugalscy programiści otrzymują mniejsze wynagrodzenie od Polaków o 47%, a pensje Hiszpanów są niższe o niecałe 20%. Natomiast zarobki Włochów oscylują na tym samym poziomie, Francuzów są dwa razy wyższe. Na wysokie wynagrodzenie prawie 2,5 razy większe od polskiego mogą liczyć programiści z Holandii i Anglii.

Wykres 3. Zróżnicowanie wynagrodzeń rocznych programisty Java w Europie (Polska=100%)
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie glassdoor.com
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie glassdoor.com

Mateusz Rachucki
wynagrodzenia.pl Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń

Od 18 maja 2015 zmiana przepisów dotyczących przewożenia dzieci

Przypominamy, że od dnia dzisiejszego zmieniły się przepisy dotyczące przewożenia dzieci w fotelikach. W porównaniu do dotychczasowych przepisów zniknęło kryterium wieku dziecka, a pozostało jedynie kryterium wzrostu, tj. poniżej 150 cm. Tak więc również dziecko, które ukończyło 12 lat, a jednocześnie nie osiągnęło wymaganego wzrostu, powinno być przewożone w foteliku bezpieczeństwa lub urządzeniu przytrzymującym dla dzieci.

Wprowadzonych zostało również kilka odstępstw od ogólnych zasad przewożenia dzieci. Dopuszczono m.in., aby dzieci mieszczące się w przedziale wzrostu 135–150 cm, podczas przewożenia na tylnym siedzeniu były przytrzymywane za pomocą pasów bezpieczeństwa pojazdu, a więc bez fotelika oraz urządzenia przytrzymującego, jeżeli ze względu na masę i wzrost tego dziecka nie jest możliwe zapewnienie mu odpowiedniego urządzenia. W praktyce dotyczy to przewożenia dziecka mieszczącego się w powyższym przedziale wzrostu, którego waga ciała przekracza 36 kg, a więc przewidzianą w przepisach maksymalną wagę dla urządzenia przytrzymującego dla dziecka. Powyższe wyłączenie nie dotyczy przewożenia dziecka na przednim siedzeniu pojazdu, co powinno każdorazowo odbywać się z wykorzystaniem fotelika lub urządzenia przytrzymującego.

Kolejny wyjątek od ogólnych zasad przewożenia dzieci samochodem osobowym oraz małym samochodem ciężarowym dopuszcza przewożenie na tylnym siedzeniu trzeciego dziecka w wieku co najmniej 3 lat, przytrzymywanego za pomocą pasów bezpieczeństwa pojazdu, w przypadku, gdy dwoje dzieci jest przewożonych w urządzeniach przytrzymujących zainstalowanych na tylnym siedzeniu i nie ma możliwości zainstalowania trzeciego urządzenia. W praktyce ten przepis ma zastosowanie dla przewozu typowym samochodem osobowym, a więc przeznaczonym dla maksymalnie 5 osób łącznie z kierowcą. W samochodach osobowych o liczbie miejsc 6-9 i dwóch rzędach tylnych siedzeń, ze względu na odpowiednio duże wymiary (w tym szerokość siedzeń), zainstalowanie urządzenia przytrzymującego dla każdego przewożonego dziecka nie stwarza już żadnych problemów.

Nowe przepisy zakazują przewożenia dziecka w wieku poniżej 3 lat w pojeździe niewyposażonym w pasy bezpieczeństwa i fotelik lub w pasy bezpieczeństwa i inne urządzenie przytrzymujące. Aktualny pozostaje zakaz przewożenia dziecka tyłem do kierunku jazdy na przednim siedzeniu pojazdu, z tą jednak różnicą, że przepis ten dostosowano do postępu technicznego. Nie jest już istotny sam fakt wyposażenia pojazdu w poduszkę powietrzną dla pasażera, co dotychczas wykluczało możliwość przewożenia dziecka w taki sposób, lecz to, czy jest ona aktywna. Ponadto – w odróżnieniu od dotychczasowego brzmienia – przepis ten umożliwia przewożenie dziecka na przednim siedzeniu pojazdu z wykorzystaniem zarówno fotelika bezpieczeństwa, jak również innego urządzenia przytrzymującego.

źródło KGP

Bank Zachodni WBK ma ambicję być bankiem nr 1 dla korporacji

Bank Zachodni WBK chce być bankiem pierwszego wyboru dla korporacji. W najbliższym czasie skoncentruje się na umacnianiu pozycji w obsłudze handlu zagranicznego, aby za dwa lata mieć w portfolio większość dużych firm ze wszystkich branż. BZ WBK zamierza wykorzystać swój unikalny podwójny status: banku obecnego w całej Polsce a jednocześnie – dzięki przynależności do Grupy Santander – globalnego.

To, że Bank Zachodni WBK może konsekwentnie i skutecznie zmierzać w kierunku banku nr 1 dla korporacji pokazał już miniony rok.– W 2014 r. pozyskaliśmy prawie 500 nowych klientów. Wolumeny kredytowe w Centrach Bankowości Korporacyjnej wzrosły o 14 proc. i znacznie przekroczyły dynamikę rynku. Saldo depozytów zwiększyło się o 17 proc. r/r, podczas gdy rynek urósł o 9,4 proc. Początek tego roku był spokojniejszy, ale zakładam, że w kolejnych kwartałach umocnimy się dzięki współpracy z firmami zajmującymi się handlem zagranicznym – mówi Michael McCarthy, Członek Zarządu Banku Zachodniego WBK nadzorujący Pion Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej.

Bank Zachodni WBK właśnie od koncentracji na obsłudze eksporterów i importerów zaczyna realizację swojej strategii banku nr 1 dla korporacji. – Mamy jasny cel: dostarczać takich narzędzi i takich rozwiązań, aby zainteresowanie polskich przedsiębiorców zagranicznymi rynkami mogło szybko i skutecznie wchodzić w fazę realizacji konkretnych działań. Nasze możliwości w tym zakresie są unikalne w porównaniu do innych polskich banków. Bycie częścią Grupy Santander oznacza, że możemy wspierać klientów poprzez globalną sieć, która dosięga nie tylko jednego, ale wielu rynków. Co więcej, zakres pomocy, który oferujemy, wychodzi daleko poza sferę produktów– podkreśla Michael McCarthy.Jerzy Śledziewski, dyrektor Obszaru Zarządzania Strategią Sprzedażową oraz Sprzedażą Produktów Banku Zachodniego WBK

Wśród pozafinansowych elementów wsparcia eksporterów i importerów Bank Zachodni WBK oferuje m.in. portal informacyjny SantanderTrade.com zapewniający kompleksową informację na temat 185 krajów, SantanderTrade Club, który umożliwia klientom uczestniczenie w szkoleniach online z zakresu poszczególnych narzędzi finansowych, regulacji prawnych i innych zagadnień, oraz daje dostęp do wirtualnych i tradycyjnych (wyjazdowych) misji handlowych i konferencji tematycznych. – W ostatnim czasie zorganizowaliśmy misje wirtualne do Hiszpanii dla branży rolno-spożywczej (owoce i warzywa) oraz do Meksyku dla branży motoryzacyjnej. We wrześniu 2014 oraz w listopadzie 2014 miała miejsce tu w Warszawie konferencja dotycząca kierunków afrykańskich – Angola i Maroko. W tych eventach wzięło udział ok. 200 firm. Regularnie zapraszamy klientów na webinaria, jesteśmy także z polskimi firmami na większości misji gospodarczych organizowanych przez MSZ i MG, ostatnio w Turcji– wymienia Jerzy Śledziewski, dyrektor Obszaru Zarządzania Strategią Sprzedażową oraz Sprzedażą Produktów Banku Zachodniego WBK.

Arkadiusz Bruliński rzecznikiem prasowym Grupy Ergo Hestia

ERGO Hestia postanowiła rozdzielić funkcje dyrektora Biura Komunikacji i rzecznika prasowego. Zmiana ma na celu usprawnienie komunikacji z mediami, rozwój mediów własnych oraz zwiększenie efektywności działań w mediach społecznościowych.

Arkadiusz BrulińskiNowym rzecznikiem prasowym został Arkadiusz Bruliński.

Arkadiusz Bruliński wcześniej przez 4 lata pełnił funkcję rzecznika prasowego Gdańskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej a od ponad 3 lat jest pracownikiem Biura Komunikacji STU ERGO Hestia. Specjalizuje się w komunikacji kryzysowej oraz komunikacji i zarządzaniu zmianą. Z wykształcenia jest tłumaczem j. niemieckiego, absolwentem studiów MBA.

Popołudniowy komentarz walutowy z 18.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 18.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Kolejny atak na klientów PKO BP

ESET ostrzega przed kolejną falą wiadomości phishingowych, których celem są klienci PKO BP. Pułapka ma za zadanie przechwycenie danych potrzebnych do logowania w serwisie iPKO oraz jednorazowych kodów umożliwiających zrealizowanie dowolnego przelewu z konta ofiary.

Pierwsze wiadomości phishingowe laboratorium antywirusowe ESET przechwyciło wczoraj wieczorem. Pułapka tym razem przygotowana została z dużą dbałością o warstwę graficzną i tekstową. Pierwszym sygnałem, który może wzbudzić podejrzenia internauty, jest inny adres WWW, który wyświetla się po najechaniu kursorem na link przesłany w  fałszywej wiadomości mailowej. Strona phishingowa nie szyfruje również połączenia (w przeglądarce nie wyświetla się ikona kłódki oznaczająca bezpieczne połączenie).

Kolejny atak na klientów PKO BP

Kolejny atak na klientów PKO BP

Treść przejętej wiadomości phishingowej sugeruje odbiorcy, że jego dostęp do konta został zablokowany i aby odzyskać do niego dostęp, musi zalogować się na stronie, do której prowadzi link. Kliknięcie w odnośnik umieszczony w mailu przekierowuje internautę do spreparowanego serwisu, która przypomina ten prawdziwy iPKO. Po podaniu przez ofiarę wszystkich danych potrzebnych do logowania oraz kilku jednorazowych kodów (potrzebnych do wykonania transakcji), strona automatycznie przekierowuje internautę do prawdziwej witryny iPKO, a dokładnie do ekranu logowania się do rachunku bankowego. Internauta, który przez nieuwagę zaloguje się na fałszywej stronie i postąpi zgodnie z instrukcjami cyberprzestępców, tj. poda kody jednorazowe, powinien błyskawicznie skontaktować się z bankiem. Niewykluczone bowiem, że cyberprzestępcy bardzo szybko zrobią użytek z informacji pozyskanych w opisany powyżej sposób.

Zawsze przed zalogowaniem do naszego konta w banku należy zweryfikować adres widniejący w przeglądarce – czy to na pewno adres naszego banku. Poza tym należy sprawdzić, czy przeglądarka nawiązała bezpieczne szyfrowane połączenie z serwisem banku, zanim podamy jakiekolwiek nasze dane mówi Kamil Sadkowski, analityk zagrożeń z firmy ESET.

Aby zabezpieczyć się przed podobnymi atakami, nie należy klikać w linki ani załączniki, które wzbudzają nasze wątpliwości. Warto przypomnieć, że banki oraz inne zaufane instytucje nigdy nie wysyłają do swoich klientów próśb o logowanie się w swoim serwisie WWW. Strony z opisywaną pułapką phishingową blokowane są przez programy antywirusowe firmy ESET (m.in. ESET NOD32 Antivirus oraz ESET Smart Security).