Uroczyste rozpoczęcie prac w Elektrowni Turów

18 maja 2015 roku na budowie nowego bloku energetycznego w Elektrowni Turów odbyła się uroczystość wbicia pierwszej łopaty. Inwestycję o wartości 3 mld 250 mln złotych netto realizuje konsorcjum firm: Mitsubishi Hitachi Power Systems Europe GmbH (lider konsorcjum z 55,38% udziałów), Budimex SA (partner konsorcjum z 22,31% udziałów) oraz Tecnicas Reunidas SA (partner konsorcjum z 22,31% udziałów).

Polecenie rozpoczęcia prac PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, spółka wchodząca w skład Grupy kapitałowej PGE, wydała 1 grudnia 2014 roku. Po uzyskaniu tej decyzji Budimex przystąpił do prac projektowych oraz przygotowania terenu budowy i zaplecza. Obecnie na terenie inwestycji wyburzane są misy chłodni kominowych. Prace te potrwają jeszcze kilka miesięcy. Kolejne prace to przełożenie torów kolejowych (służących do transportu z rejonu transformatorów istniejącej elektrowni). Konieczne będzie również usunięcie wszelkich instalacji kolidujących z nowoprojektowanymi obiektami oraz wykonanie nowych sieci wodno- kanalizacyjnych i przemysłowych.

Po etapie projektowania, wykonaniu robót demontażowych, rozbiórkowych i przekładkowych Budimex przystąpi do robót budowlanych, tj. wykonywania wykopów i fundamentów.

– To dla nas bardzo ważny kontrakt i największy spośród obecnie realizowanych przez Budimex w branży energetycznej. Mamy odpowiedni potencjał, żeby sprawnie zrealizować tę inwestycję – powiedział Andrzej Goławski, dyrektor Budownictwa Energetycznego i Przemysłowego w Budimeksie. Planujemy dalszy rozwój w segmencie energetycznym i w związku z tym zwiększenie zatrudnienia specjalistów z tej branży – dodał.

Łączna wartość podpisanych przez Budimex kontraktów energetycznych wynosi 814,5 mln złotych netto. Obecnie spółka realizuje kontrakty dla Grupy PGE, a także dla EDF i PGNiG.

Umowa na wykonanie nowego bloku energetycznego o mocy elektrycznej netto 450 MWe (megawat mocy elektrycznej), w tym zabudowę przepływowego kotła na nadkrytyczne parametry pary, turbiny kondensacyjnej z generatorem i mokrego układu odsiarczania spalin, została podpisana 10 lipca 2014 roku. Na realizację inwestycji konsorcjum ma 56 miesięcy od daty wydania polecenia rozpoczęcia prac.

Zakres prac Budimeksu i Tecnicas Reunidas obejmuje:

  • projektowanie,
  • roboty budowlane i montażowe wraz z dostawami konstrukcji stalowych,
  • dostawy i montaż części elektrycznej oraz montaż aparatury kontrolno- pomiarowej i automatyki,
  • budowę układu chłodzenia z zastosowaniem chłodni kominowej z układem odprowadzenia spalin oczyszczonych,
  • zabudowę układu odpopielania i odżużlania,
  • pozostałe dostawy i roboty w zakresie gospodarek pomocniczych.

Mitsubishi Hitachi Power Systems Europe dostarczy wysokosprawny kocioł parowy, kompletne wyposażenie instalacji oczyszczania spalin, rurociągi, turbinę wraz z generatorem oraz układy AKPiA. Dodatkowo, MHPSE przeprowadzi również rozruch bloku.

Nowy blok w elektrowni to jeden z projektów programu inwestycyjnego Grupy Kapitałowej PGE o łącznej wartości ok. 50 mld zł, który poprzez znaczącą redukcję emisji dwutlenku węgla, dwutlenku siarki, tlenków azotu oraz pyłów, w istotny sposób ograniczy wpływ przedsiębiorstwa na środowisko. W latach 2014-2020 na budowę nowych i modernizację istniejących aktywów wytwórczych, Grupa planuje wydać ok. 30 mld zł.

 

Analitycy DNB prognozują cenę ropy Brent w roku 2015

Analitycy Banku DNB prognozują cenę ropy Brent na poziomie 65 USD za baryłkę w roku 2015, nie wykluczając jednocześnie okresowych spadków poniżej 50 dolarów, i stopniowy wzrost ceny – do 90 dolarów za baryłkę w roku 2020.

Łupkowa rewolucja nadal zaskakuje na plus

Najważniejszą przyczyną spadających cen ropy naftowej jest nadwyżka podaży na rynku, wynikająca zasadniczo z rewolucji łupkowej w Stanach Zjednoczonych. Jednym z naprawdę niezwykłych osiągnięć przemysłu naftowego w USA jest to, że nawet po upływie trzech lat od rozpoczęcia tej rewolucji, ciągle zaskakuje na plus. Po drugim w historii tego przemysłu szczycie produkcji, który wyniósł 9 milionów baryłek dziennie na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, produkcja ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych zmniejszała się przez dziesięciolecia. Później, w ciągu ostatnich trzech lat, wykres przedstawiający wielkość produkcji wystrzelił niemal pionowo w górę. Wzrost produkcji jest tak silny, że wykres wygląda tak, jakby krzywa prawie zawracała.

Od początku tego procesu w roku 2012 pojawiają się analizy dotyczące historii ropy naftowej uzyskiwanej z łupków w USA zapewniające, że dynamika spadku jest tak wysoka, że niemożliwe jest utrzymanie wskaźnika wzrostu, ponieważ „żeby stać w miejscu trzeba biec coraz szybciej”. Efekt bieżni jest tak silny, że aby produkcja rosła – musiałaby powstawać olbrzymia liczba nowych odwiertów, ale z drugiej strony – niemożliwe jest wykonywanie tak wielu nowych odwiertów. Wciąż pojawiają się te same argumenty – ale od chwili kiedy zaczęto ich używać dwa lata temu, produkcja z łupków wzrosła ponad dwukrotnie. Dla przykładu – wiosną 2012 roku, kiedy pole Bakken produkowało około 0,5 miliona baryłek dziennie, twierdzono, że w szczycie produkcji to pole nigdy nie przekroczy 600-700 tys. baryłek dziennie, z powodu efektu bieżni i faktu, iż operatorom skończą się najlepsze miejsca na odwierty. No cóż, w chwili obecnej pole Bakken produkuje ponad 1,1 miliona baryłek dziennie i wygląda na to, że jedynym czynnikiem, który może zatrzymać wzrost tej produkcji w przyszłości jest niska cena ropy naftowej.

Od pewnego czasu niektórzy sceptycy łupkowi twierdzą, że ceny ropy będą rosły, ponieważ wzrost produkcji z łupków zmniejszy się, po czym ceny ropy wzrosną z poziomu znacznie powyżej 100 dolarów za baryłkę. Zgadzamy się co do tego, że cena ropy naftowej ponownie wzrośnie, jeśli wzrost rynku łupkowego nie będzie dość duży, ale naszym zdaniem, wzrost ten rozpocznie się na znacznie niższym poziomie początkowym. Cena nie wzrośnie ze 110 dolarów za baryłkę do 120-130 dolarów, jak sugerują pewne analizy, ale z 50-60 dolarów do 80-90.

Wzrost globalnego popytu na ropę – cena powyżej 100 USD za baryłkę wydaje się zbyt wysoka
Znacznie niższa cena ropy naftowej może być postrzegana jako zasadniczy czynnik stymulujący światową gospodarkę i powinna ona wspierać globalny wzrost gospodarczy. Różnica pomiędzy 110 dolarami a 65 dolarami za baryłkę przy rocznym zużyciu na poziomie około 90 milionów baryłek dziennie daje kwotę 1500 bilionów dolarów. Można to postrzegać jako ekwiwalent obniżenia podatków o taką właśnie kwotę, co zwiększy dostępny dochód zwykłych obywateli w krajach, gdzie rynek kształtuje ceny i złagodzi problemy budżetowe w krajach, które dofinansowują konsumpcję ropy naftowej.

Średnia cena ropy Brent przekraczała poziom 100 dolarów za baryłkę tylko przez okres trzech lat w całej historii przemysłu naftowego, między 2011 a 2013 rokiem. Naszym zdaniem 2013 był ostatnim rokiem w tym dziesięcioleciu ze średnią ceną ropy powyżej 100 dolarów za baryłkę.

W ciągu minionych dziesięciu lat występowały dłuższe okresy kiedy dynamika wzrostu zapotrzebowania na ropę naftową kształtowała się w zakresie pomiędzy 2 a 4%. W latach 2004-2005 doszła do całych 4%. Podobne poziomy widzieliśmy też w 2010, ale było to wówczas spowodowane nadrabianiem spadków po głębokiej recesji w latach 2008-2009. Średni wzrost popytu na ropę między 2004 a 2008 rokiem wyniósł ponad 2%, ale kiedy ceny ropy przekroczyły poziom 100 dolarów za baryłkę, wzrost zapotrzebowania był już znacznie słabszy, na poziomie 1%. Mimo to, oczekujemy, że wzrost zapotrzebowania będzie wyższy przy znacznie niższej cenie ropy. Globalne wydatki na ropę naftową spadną, szczególnie w Stanach Zjednoczonych gdzie potrzeba bardzo krótkiego czasu, aby zmiany światowych cen ropy dotarły do konsumentów przy dystrybutorze paliwa, spadnie również prawdopodobnie zapotrzebowanie. Ponieważ podatki są w Stanach Zjednoczonych bardzo niskie, zmiany światowych cen ropy naftowej także mają bardzo silny wpływ na ceny, które odbiorcy końcowi płacą na stacjach paliw. Średnia cena paliwa w USA jest bardziej skorelowana z ceną ropy Brent niż ceną WTI, ponieważ rynek paliw jest rynkiem światowym, a rynek WTI – rynkiem regionalnym. Znacznie niższa cena ropy Brent skutkowała znacznie niższą ceną paliwa w Stanach Zjednoczonych dla tamtejszych klientów, co będzie stymulować wzrost popytu na paliwa w USA w przyszłości. Efekt ujemnej inflacji na stacjach paliw jest widocznym czynnikiem stymulującym zwiększoną konsumpcję paliw.

Ponieważ większość rynków wschodzących dotuje paliwa na stacjach, zmiany światowych cen ropy naftowej nie mają wpływu na koszty ponoszone przez dużą część konsumentów. A skoro podatki dla paliw i oleju napędowego są tak wysokie w Europie, nie obserwujemy tak samo dużego spadku cen paliw i oleju napędowego dla klientów w Europie jak w USA. Pozytywny efekt spadku cen ropy naftowej (Brent) na świecie jest zatem mniejszy poza Stanami Zjednoczonymi. Jednakże, przewidujemy, że wzrost zapotrzebowania na ropę w Chinach także będzie większy w 2015 roku z powodu niższych cen końcowych. W ostatnich miesiącach można już było zaobserwować w Chinach niższe ceny zarówno dla oleju napędowego, jak i paliwa, a także wzrost popytu.

Podaż rośnie o wiele szybciej niż popyt
Kiedy porównamy światową dynamikę wzrostu popytu ze wzrostem podaży z krajów spoza OPEC, oczywistym będzie, że od pewnego czasu podaż ta rośnie szybciej niż popyt. Jednakże, trend ten jest mniej widoczny z powodu nieplanowanych przestojów, które skutkowały zwiększeniem produkcji ropy z łupków w USA w latach 2011-2013. Niemniej, sytuacja ta zmieniła się w 2014 roku. Podaż z krajów spoza OPEC rośnie o wiele szybciej niż światowy popyt. Potrzebne jest lepsze zrównoważenie tych dwóch elementów, a cena jest czynnikiem regulującym, który może pomóc to osiągnąć.

Równoważenie rynku nie było problemem dopóki nieplanowane przestoje w wydobyciu w Libii, Syrii, Jemenie, Nigerii, Sudanie Południowym, Kolumbii, itd. nie złożyły się na powstanie dysproporcji na rynku. Ale ich zakres przestał się zwiększać w 2014 roku, a późniejszy brak równowagi między podażą a popytem stał się lepiej widoczny i doprowadził do bardzo dużej nadwyżki podaży w basenie Oceanu Atlantyckiego.

Można tylko zgadywać jaką rolę odegrają nieplanowane przestoje w wydobyciu w przyszłości, ale ich poziom był rekordowo wysoki na początku 2014 roku i sądziliśmy, że bardziej logiczne będzie przewidywanie, że ten wysoki poziom raczej się ustabilizuje, a nie będzie dalej zwiększał. Oczywiście, istnieje pewne prawdopodobieństwo, że światowe przerwy w wydobyciu będą się dalej zwiększać, ale tak naprawdę, aby coś takiego mogło się wydarzyć, musiałoby się na to złożyć wiele niepowodzeń występujących w wielu miejscach na całym świecie jednocześnie. Nieplanowane przerwy w produkcji zwiększyły się w latach 2011-2013 o około 3 mln baryłek dziennie. Żeby coś takiego się powtórzyło w najbliższych kilku latach, musielibyśmy być świadkami w pełni rozwiniętego kryzysu w Wenezueli, który zredukowałby produkcję tego kraju o ponad połowę, Państwo Islamskie musiałoby przejąć i kontrolować duże pola naftowe w południowym Iraku, który jest twierdzą Szyitów, negocjacje w sprawie broni jądrowej z Iranem musiałby zakończyć się całkowitym fiaskiem, a Libia musiałaby być całkowicie wyłączona z rynku. Poza rynkiem musiałoby pozostać około 400-500 tys. baryłek dziennie nigeryjskiej ropy, zaś Syria, Jemen, Sudan i Kolumbia musiałyby utrzymać całą swoją obecnie wstrzymywaną produkcję poza rynkiem. Czy ten scenariusz jest prawdopodobny? Naszym zdaniem nie.

OPEC nie zmniejszył produkcji
Większość analityków oczekiwało znaczącej redukcji wydobycia w krajach OPEC późną jesienią ub. roku, do czego jednak nie doszło. OPEC zdecydował się utrzymać cel produkcyjny na poziomie 30 mln baryłek dziennie. A kolejne decyzje odnośnie wielkości produkcji mogą zostać podjęte dopiero w czerwcu 2015. Nagle szerszy rynek zdał sobie sprawę, że bez interwencji ze strony OPEC, zostanie pozostawiony sam sobie. Cena będzie czynnikiem, którego zadaniem będzie równoważenie podaży i popytu. Jakie korzyści dla Arabii Saudyjskiej wynikają z dopuszczenia do spadków cen ropy? Jest ich wiele. Tak naprawdę, w obecnej sytuacji, kiedy rynek przejęła rewolucja łupkowa, niemądre byłoby redukowanie przez Arabię Saudyjską produkcji, aby utrzymać cenę na poziomie powyżej 100 dolarów za baryłkę. Zamiast tego lepiej pozwolić, aby siły rynku same znalazły odpowiedni poziom cen.

Przede wszystkim Arabia Saudyjska nie potrzebuje jakiejś konkretnej ceny ropy, potrzebuje jednak dochodów. A dochody są funkcją zarówno ceny, jak i wolumenu. Załóżmy, że Arabia Saudyjska eliminuje całą nadpodaż w celu zatrzymania wzrostu zapasów ropy naftowej. Przyjmijmy także, że taka redukcja pozwoli utrzymać ceny na poziomie 100 dolarów za baryłkę. Cena 100 dolarów za baryłkę nadal doprowadziłaby do bardzo wysokiego wzrostu produkcji w krajach spoza OPEC i słabszego wzrostu popytu, niż ten, który wystąpiłby, gdyby ropa była tańsza. A zatem, konieczne byłoby kontynuowanie takich cięć jeszcze w roku 2016, 2017, 2017, itd. W ostatnich dwóch latach widzieliśmy już spadek zapotrzebowania na ropę OPEC, który prawdopodobnie wystąpi dalej przy cenach powyżej 100 dolarów za baryłkę.

Naszym zdaniem, mówiąc o OPEC ważne jest wyraźne rozróżnienie między tzw. rdzeniem OPEC (Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt), a pozostałymi krajami tej organizacji. Dlaczego? Dlatego, że rodziny rządzące krajami „rdzenia” OPEC będą nimi nadal rządzić za dziesięć lat. Tak przynajmniej sądzą, a to bardzo ważna kwestia, jeśli chodzi o proces podejmowania decyzji. Rodzina Ibn Sauda panuje w Arabii Saudyjskiej od chwili powstania tego kraju w 1932 roku. Od tamtej pory widzieliśmy pięciu króli, z których wszyscy byli synami Ibn Sauda. Jeśli zaś chodzi o Wenezuelę, Iran, Irak, Nigerię, itd., nikt nie wie kto będzie tam u władzy za kilka lat. Władze w takim kraju chcą, żeby ceny ropy były na jak najwyższym poziomie, który można obecnie osiągnąć, ponieważ potrzebują tych pieniędzy, aby zwiększyć swoje szanse pozostania u władzy.

Na przykład, dla władz w Nigerii czy Angoli nie ma sensu, z punktu widzenia finansów państwa, ograniczenie wydobycia w celu zabezpieczenia cen ropy. Jeśli Nigeria zredukuje wydobycie o 150 tys. baryłek dziennie, nie będzie to miało żadnego wpływu na cenę ropy naftowej, o ile pozostali członkowie także nie wprowadzą znacznych cięć, a nie istnieje żaden sposób, aby jeden członek organizacji mógł sankcjonować innych członków, którzy nie zmniejszą produkcji. Tak więc Nigeria ryzykuje, że na skutek redukcji eksportu zmniejszy się jej dochód i nie spowoduje to zwrotu w postaci zmiany ceny. Wiemy także, że członkowie kartelu nie ufają sobie, jeśli chodzi o publikowane dane na temat produkcji i eksportu. Dlatego właśnie administracja OPEC przy ocenie całkowitej produkcji kartelu korzysta ze średnich danych przygotowywanych przez firmy zewnętrzne. Czy w tym kontekście można oczekiwać, że Nigeria, Angola czy jakikolwiek inny kraj poza głównym rdzeniem OPEC będzie chciał brać udział w redukcji wydobycia, skoro nie są pewne, czy pozostali członkowie też to zrobią? Naszym zdaniem to niemożliwe.

W przypadku państw tworzących rdzeń OPEC sytuacja jest inna, szczególnie jeśli chodzi o Arabię Saudyjską. Budżet tego państwa był zrównoważony przy cenie ropy na poziomie 83-84 dolarów za baryłkę w 2014 roku i żeby zrównoważyć go w przypadku zmniejszenia produkcji, w przyszłym roku wymagana byłaby nawet wyższa cena, ale nie oznacza to, że Saudyjczycy będą za wszelką cenę bronić poziomu 100 dolarów za baryłkę. Naszym zdaniem korelacja pomiędzy cenami ropy a cenami ropy na progu rentowności budżetu jest odwrotna. Kiedy ceny ropy rosną, państwo wydaje więcej pieniędzy uzyskanych do budżetu ze sprzedaży ropy, w konsekwencji czego zwiększa się poziom cen progu rentowności.

Naszym zdaniem Saudyjczycy obecnie zdają sobie sprawę z tego, że przychody z ropy naftowej w kilku kolejnych latach będą mniejsze. Muszą się tylko zdecydować, czy spadek przychodów będzie rezultatem niższych cen, czy niższego eksportu. Zawsze myśleliśmy, że zaakceptują cenę poniżej 100 dolarów za baryłkę. Należy pamiętać o tym, że finanse Arabii Saudyjskiej są w bardzo dobrym stanie i wytrzymają jeszcze prawdopodobnie kolejne pięć lat cen poniżej 70-80 dolarów za baryłkę. Gospodarka królestwa jest w o wiele lepszej kondycji niż w latach 80-tych ubiegłego wieku, prawie nie ma zadłużenia i dysponuje funduszem ropy naftowej wielkością prawie dorównującym swojemu norweskiemu odpowiednikowi, ale bez zobowiązań emerytalnych takich jak w Norwegii.

Saudyjczycy nie postrzegają dużych cięć produkcji Arabii Saudyjskiej w latach 1980-85 jako sukcesu. Spadek wolumenu okazał się zbyt duży dla ówczesnych cen ropy naftowej, aby zrekompensować utracone przychody. W 1986 roku królestwo zmieniło strategię i zaczęło zalewać rynek stosując system wyceny metodą netto, aby odzyskać stracony udział w rynku. Po roku 1991 ich udział w rynku wahał się w okolicach 12-14%.

 

Czy przemysł łupkowy w Stanach Zjednoczonych odciąży i zrównoważy rynek?
W 2015 roku gospodarka sektora łupkowego w Stanach Zjednoczonych zostanie poddana próbie. Na podstawie danych, które zebraliśmy, cena ropy Brent poniżej 70 dolarów za baryłkę prawdopodobnie zmniejszy wzrost produkcji z powodu zarówno słabszej opłacalności odwiertów, jak i mniejszych przepływów pieniężnych, co z kolei zmniejszy zdolności kredytowe wielu operatorów. Choć nawet jeśli wzrost produkcji byłby zbyt wolny, musiałaby minąć duża część roku 2015 zanim spadek wolumenu byłby wystarczający, aby skutkować zwiększeniem cen. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, negatywny wpływ przepływu pieniężnego na operatorów nie wystąpi natychmiast. PIRA Energy szacuje, że 40% produkcji dla 2015 ma zabezpieczone ceny. Ponadto, słabszy przepływ pieniężny doprowadzi do tego, że operatorzy będą redukować marginalne i najdroższe projekty, skupiając się na tych, które przynoszą największy zwrot. Istnieje ponadto pewna liczba odwiertów, które są już wykonane, ale czekają na ukończenie. Dlaczego operatorzy nie mieliby zrealizować kontraktów na odwierty, które zostały już podpisane? Ogólna liczba odwiertów powinna zacząć spadać kiedy owe kontrakty nie zostaną dalej przedłużone.

Na polach Bekken na przestrzeni ostatnich 6 miesięcy dodawano średnio 200 nowych odwiertów miesięcznie. Nawet jeśli przyjmiemy, że liczba odwiertów wykonywanych każdego miesiąca spadnie o 25%, nasz model pokazuje, że produkcja z Bekken wzrośnie do 1,7 mln baryłek dziennie. A zatem, aby po jakimś czasie zatrzymać wzrost przemysłu łupkowego w Stanach Zjednoczonych, potrzebna będzie redukcja działalności przekraczająca 25%. Jednakże, rentowne koszty odwiertów mogą nie być czynnikami decydującymi o tym jak nisko może spaść cena ropy naftowej zanim sektor ten zacznie odczuwać znaczące dotkliwe skutki. Jeśli uwzględnialibyśmy tylko wewnętrzną stopę zwrotu dla każdego projektu, cena ropy naftowej typu Brent musiałaby spaść w okolice 60 dolarów za baryłkę, aby spowodować spadek produkcji poniżej 500 tys. baryłek dziennie w ciągu kolejnych dwóch lat. Założyliśmy jednak, że najsłabsi operatorzy będą zmuszeni ograniczyć działalność pomimo pozytywnej stopy zwrotu, z uwagi na to, że wystąpią ograniczenia w przepływie pieniężnym, które potencjalnie mogą wpłynąć na ich zdolność kredytową.

Analitycy rynku ropy naftowej na całym świecie korygują swoje prognozy mocno w dół
W październiku ub. roku mieliśmy najbardziej pesymistyczną prognozę cen ropy naftowej spośród wszystkich analityków ankietowanych przez Reutersa. Zgodnie z naszymi przewidywaniami, w 2015, baryłka ropy Brent miała kosztować 80 dolarów, a mediana miała osiągnąć poziom 93 dolarów za baryłkę. Od tamtej pory wielu analityków mocno skorygowało swoje prognozy w dół. Barclays zszedł o 21 dolarów, z 93 dolarów za baryłkę do 72, BNP Paribas o 20 dolarów – z 97 dolarów za baryłkę do 77, Citigroup o 15,5 dolara – schodząc z 95,5 dolara do 80 dolarów za baryłkę, Credit Suisse o 16,2 dolara – z 91,5 do 75,3 dolara za baryłkę, Societe Generale zrewidował prognozę o 20 dolarów za baryłkę – z 91 do 70, Standard Chartered o 20 dolarów – korygując cenę ze 105 dolarów za baryłkę do 85 dolarów za baryłkę. JP Morgan z kolei obniżył swoją prognozę średnich ceny ropy typu Brent w 2015 roku o aż 33 dolary, z 115 do 82 dolarów za baryłkę, Morgan Stanley obniżył przewidywania o 28 dolarów – z 98 do 70 dolarów za baryłkę, po czym później obniżył tę prognozę jeszcze bardziej, do 65 dolarów za baryłkę.

Rozumiemy skąd wzięły się te korekty w dół i wierzymy, że są one uzasadnione, ponieważ sytuacja nie jest podobna do korekty z 2012 roku, ceny nie wskoczą szybko z powrotem na poziom 110 dolarów za baryłkę. Od spotkania OPEC wiele rzeczy się zmieniło i obecnie zwiększanie wzrostu popytu i zmniejszanie wzrostu podaży będzie regulowane przez same ceny. Obecnie prognozujemy dla roku 2015 cenę ropy naftowej Brent na poziomie 65 dolarów za baryłkę. Jednak trzeba pamiętać o tym, że niemożliwe jest dokładne obliczenie kiedy ceny zaczną znów rosnąć, i dość prawdopodobny jest scenariusz, że dojdzie do ujemnego rozregulowania rynku w procesie korekty. Ceny ropy naftowej typu Brent mogą spaść w ciągu kolejnych 6 miesięcy poniżej 50 dolarów za baryłkę, ale nie jest to nasz podstawowy scenariusz.

 

Zastępca Sekretarza Handlu USA z wizytą w Citi Service Center Poland

14 maja Citi Service Center Poland przy ulicy Marynarskiej 12 gościło misję handlową na czele której stanął Zastępca Sekretarza Handlu USA Bruce Andrews. Celem misji było zapoznanie amerykańskich firm oraz organizacji branżowych z najważniejszymi kwestiami związanymi z ochroną kluczowej infrastruktury państw w regionie Europy Środkowo-Wschodniej oraz zapewnienie rozwiązań dla zagrożeń w obszarze cyberbezpieczeństwa w tych krajach. Citi w Polsce zostało wybrane jako rynkowy lider, z którym spotkała się delegacja.

Citi Service Center Poland znajdując się w gronie wybranych i zaproszonych do rozmów firm potwierdziło wysokie standardy w zakresie cyberbezpieczeństwa. Organizacja dysponuje wysokiej klasy specjalistami IT, którzy na co dzień odpowiadają za bezpieczeństwo systemów bankowych nie tylko w Polsce, ale i w kilkudziesięciu krajach na całym świecie. Ponadto CSC Poland może pochwalić się powstałym w ubiegłym roku nowoczesnym centrum zarządzania, czyli tzw. Command Center. Tym samym Polska to jedno z kluczowych miejsc na mapie Citi.

Cieszy mnie wizyta zastępcy Sekretarza Handlu USA, bo to pokazuje jak ważnym podmiotem na polskim rynku jest Citi. Mamy wysokiej klasy ekspertyzę w zakresie rozwiązań technologicznych. Jesteśmy innowacyjni – jako pierwsi na polskim rynku z sukcesem wprowadziliśmy nowy model bankowości oddziałowej nazywany Bankowym Ekosystemem Smart. Pozostajemy przy tym jednym z największych amerykańskich pracodawców na polskim rynku. Dzisiaj w ramach Citi w Polsce zatrudnionych jest łącznie ponad 7500 osób. Tylko w ostatnim roku zwiększyliśmy zatrudnienie o 800 nowych osób, a znakomita większość z nich to ludzie młodziabsolwenci, powiedział Sławomir S. Sikora, Chief Country Officer Citi w Polsce.

Dzisiaj CSC Poland jest jednym z największych centrów serwisowych działających na polskim rynku i jednym z największych w Citi. W ciągu 3 lat chcemy w ramach CSC w Polsce zwiększyć liczbę pracowników z 3500 do 5000 osób. Znakomita większość naszych specjalistów to wysokiej klasy informatycy dodała Terri Gerrosa, szefowa Citi Service Center Polska.

Należące do Citibanku Citi Service Center w Warszawie i to co robi na rzecz ochrony krytycznej infrastruktury jest doskonałym przykładem tego, jak firmy amerykańskie przyczyniają się do zwiększenia cyberbezpieczeństwa Polski i rozwoju polskiej gospodarki powiedział Zastępca Sekretarza Handlu USA Bruce Andrews. Z wielka przyjemnością osobiście zwiedziłem nowe centrum zarządzania, czyli tzw. Command Center w CSC w Polsce i dowiedziałem się o podejmowanych wysiłkach zmierzających do pozyskania i utrzymania najlepszych specjalistów IT w regionie.

Oprócz Zastępcy Sekretarza Handlu USA, wśród gości spotkania obecny był również ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Stephen Mull, a także William Czajkowski, radca handlowy w Ambasadzie USA, Marcus Jadotte, asystent sekretarza handlu ds. przemysłu i analiz, oraz Skip Jones, dyrektor wykonawczy na Europę i Eurazję w Amerykańskim Departamencie Handlu. Gospodarzem wizyty w CSC Poland był Sławomir S. Sikora, Chief Coutry Officer Citi w Polsce oraz Terri Gerosa, szefowa Citi Service Center Polska.

Kurs USD zgodnie z odczytami

Trwająca od publikacji w środę słabego amerykańskiego raportu w sprawie sprzedaży detalicznej wyprzedaż USD traci na sile, jednak jeszcze nie na tyle, by sugerować przejęcie inicjatywy przez byki dolarowe. Dodatkowy rajd USD mógłby jednak zneutralizować związane z wyprzedażą zagrożenie dla waluty w większości par.

Dzisiejsze dane ze Stanów Zjednoczonych mają trzeciorzędne znaczenie, jednak mocne odczyty – w szczególności dane Empire dotyczące sektora wytwórczego i produkcji przemysłowej – mogą wywołać większą reakcję, niż zwykle, ponieważ rynek nie jest w stanie ocenić, o ile słabszy powinien być obecnie USD.

Jednak podobnie jak mocne dane amerykańskie mogą umożliwić dolarowi podjęcie walki i odwrócenie złej passy, również i słabe odczyty spowodują nową falę sprzedaży amerykańskiej waluty, a w efekcie test minimów cyklu.

Najważniejsze poziomy w głównych parach z USD:

EUR/USD: ważnym lokalnym poziomem wsparcia jest wczorajsze minimum nieco poniżej poziomu 1,1350, natomiast dopiero ruch poniżej poziomu 1,1250 może wskazywać na neutralizację zagrożenia squeeze’em. W przypadku umocnienia ważnym obszarem i poziomem psychologicznym jest 1,1500, natomiast poziom 1,1808 to zniesienie Fibonacciego o 38,2% z ogólnej fali wyprzedaży, od maksimum nieco poniżej poziomu 1,4000, odnotowanego dokładnie rok temu. 200-dniowa średnia ruchoma szybko spada i znajduje się obecnie znacznie poniżej poziomu 1,2000.

Wykres: EUR/USD

USD/JPY: wszyscy inwestorzy już dawno usnęli, jednak wyprzedaż po słabym odczycie na początku tygodnia nie zdołała wygenerować impetu, a zatem na razie powracamy do obserwowania przedziału 118,50/120,50.

GBP/USD: rajd wyniósł tę parę tak daleko, że zmiana technicznego kierunku wymagałaby gigantycznej wyprzedaży. Mamy oznaki spadku impetu i podejrzewam, że jeżeli w najbliższym czasie USD jeszcze bardziej straci na wartości, para ta nie umocni się zanadto. W przypadku, gdyby USD dążył do rajdu, pierwszym godnym uwagi poziomem spadkowym już od miesięcy jest 1,5500, jednak jeszcze przed nim mamy 200-dniową średnią ruchomą w okolicy poziomu 1,5600, mimo iż nie budziła większego zainteresowania w okresie wzrostu.

USD/CHF: wczorajsze zamknięcie nastąpiło tuż przy zniesieniu Fibo o 61,8% z fali rajdu 0,8500-1,0130, przypadające na poziom 0,9123. Zniesienie to i ostatnie minima to ważne poziomy w przypadku spadku, natomiast główne poziomy wzrostowe są nadal bardzo oddalone; jedynie znaczący, gwałtowny rajd spowodowałby przesunięcie uwagi w górę, na początek powyżej poziomu 0,9300.

AUD/USD: po ostatnim bardzo gwałtownym rajdzie para wydaje się dość wrażliwa; dziś rano powróciła poniżej poprzednich maksimów na obszarze 0,8075. W tym momencie ważnym pod względem psychologicznym poziomem jest 0,8000, natomiast pełne odwrócenie w dół nastąpi po pokonaniu obszaru 0,7975/50. W przypadku wzrostu konieczne byłyby słabe dane ze Stanów Zjednoczonych i zamknięcie ponownie powyżej obszaru 0,8100/25, które uwiarygodniłoby ten rajd, przez co docelowym kierunkiem byłaby 200-dniowa średnia ruchoma (obecnie w okolicach poziomu 0,8320).

USD/CAD:  niedźwiedzie już trzykrotnie nie doczekały się na spadek poniżej poziomu 1,1950, co coraz bardziej oddala zagrożenie wyprzedażą i utrzymuje wykres techniczny na neutralnym poziomie. Powrót do rajdu wymagałby pokonania poziomu 1,2100, a ostatecznie oporu na poziomie 1,2200.

Podsumowanie w koszyku G-10

USD: kluczowe poziomy wymieniłem powyżej. Waluta może gwałtownie reagować na dzisiejsze odczyty, ponieważ rynek waha się po mocnej reakcji na dane dotyczące sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych z początku tego tygodnia.

EUR: wszystko wskazuje na to, że ryzyko niskiego pozycjonowania jest nadal wysokie i może spowodować dalszy squeeze nawet z obecnych poziomów. Mamy też jednak mocną korelację z apetytem na ryzyko (w istocie – negatywną korelację pomiędzy EUR a apetytem na ryzyko), a wczoraj bardzo gwałtownie zyskały na wartości akcje spółek amerykańskich i europejskich, co powoduje znaczne napięcie.

JPY: prezes Kuroda z Bank of Japan oświadczył ubiegłej nocy, że nie widzi konieczności dalszego luzowania ilościowego – brak związanej z tym akcji w niektórych parach z JPY jest zaskakujący. Wydaje się, że rynek chwilowo stracił zainteresowanie kursem JPY.

GBP: para GBP/USD lokalnie wydaje się nadmiernie wykupywana, jednak wszystko zależy obecnie od danych amerykańskich. Niedźwiedzie inwestujące w parę EUR/GBP mogą spodziewać się wejścia do gry po ostatnim odbiciu.

CHF: waluta wydaje się czekać ze wszelkimi znaczącymi ruchami na rozstrzygnięcie problemu Grecji– zasadniczo skłaniam się ku deprecjacji CHF, jednak najpierw należy pokonać obszar 1,0500/25 w parze EUR/CHF.

AUD: para AUD/USD może mocno – pozytywnie lub negatywnie – zareagować na dane amerykańskie; 0,8000/50 to istotna strefa wsparcia, jeżeli ten rajd miałby się utrzymać.

CAD: para USD/CAD najprawdopodobniej będzie podążać w tym samym kierunku, co dane ze Stanów Zjednoczonych, a przede wszystkim – w tym samym kierunku, co ceny ropy. Wsparcie wydaje się stabilne, o ile nie okaże się inaczej.

NZD: próba powrotu pary NZD/USD nieco traci na sile, jednak para ta musi zdobyć się na większy wysiłek. W parze AUD/NZD w dolnych rejonach jest miejsce na konsolidację, jednak w średnim okresie rajd ten ma większy potencjał wzrostu ze względu na zmianę relatywnych oczekiwań w stosunku do banku centralnego.

SEK: szwedzkie stopy są na niskim poziomie – w parze EUR/SEK może nastąpić test obszarów powyżej poziomu 9,50, mimo iż z perspektywy wyceny nic nie wskazuje na osiągnięcie istotnych nowych minimów SEK względem EUR.

NOK: waluta będzie wrażliwa w przypadku spadku cen ropy, w szczególności, jeżeli rynek błędnie prognozuje dalsze decyzje Norges Bank – mimo iż dowiemy się tego dopiero po posiedzeniu Norges Bank 18 czerwca.

Główne nadchodzące wydarzenia ekonomiczne (wszystkie godziny według czasu Greenwich)

  • Wielka Brytania: wyniki branży budowlanej w marcu (08:30)
  • Kanada: sprzedaż w sektorze wytwórczym w marcu (12:30)
  • Stany Zjednoczone: wskaźnik Empire dla sektora wytwórczego w maju (12:30)
  • Kanada: sprzedaż istniejących domów w kwietniu (13:00)
  • Stany Zjednoczone: produkcja przemysłowa i wykorzystanie mocy produkcyjnych w kwietniu (13:15)
  • Stany Zjednoczone: wstępne wyniki ankiety Uniwersytetu Michigan dotyczącej nastrojów w maju (14:00)
  • Nowa Zelandia: wskaźnik wyników sektora usługowego (Performance of Services Index) w kwietniu (niedz. 22:30)
  • Australia: wystąpienie Lowe’a z RBA (niedz. 23:30)

John J Hardy, Saxo Bank

saxo bank

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 18.05.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Akcje Banku BGŻ BNP Paribas notowane na GPW

Od poniedziałku 18 maja br. akcje Banku BGŻ BNP Paribas (ticker: PLBGZ) notowane są na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Bank BGŻ BNP Paribas powstał w wyniku połączenia Banku BGŻ i BNP Paribas Banku Polska, dwóch banków należących do międzynarodowej grupy BNP Paribas, które nastąpiło 30 kwietnia 2015 r. Zarówno akcje Banku BGŻ, jak i BNP Paribas Banku Polska były wcześniej notowane na warszawskiej giełdzie. Ich obrót został zawieszony – w przypadku pierwszego banku 23 grudnia 2014 r., a drugiego 27 kwietnia br.

 

Obecnie, kapitał zakładowy Banku BGŻ BNP Paribas dzieli się na 84 238 318 akcji. Właścicielem 88,33% (74 409 509 akcji) jest BNP Paribas (bezpośrednio i pośrednio), 6,66% (5 613 875 akcji) należy do Rabobank International Holding B.V., a 5,01% (4 214 934 akcji) do pozostałych inwestorów.

 

Od końca kwietnia działamy pod nazwą Bank BGŻ BNP Paribas S.A. Od dziś inwestorzy mogą kupować i sprzedawać akcje połączonego banku na giełdzie. Zgodnie z zapowiedziami, w kolejnych latach zamierzamy zwiększyć udział akcji znajdujących się w wolnym obrocie. Do połowy 2016 r. udział ten wzrośnie do co najmniej 12,5%, a do końca 2018 r. do co najmniej 25% plus jedna akcja” – powiedział Józef Wancer, Prezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas.

Turecki Indeks ogłosił wyniki finansowe za Q1 2015

0

Indeks Bilgisayar, turecka spółka należący do portfela funduszu MCI.EuroVentures 1.0 zarządzanego przez Grupę PEManagers, opublikował dobre wyniki finansowe za I kwartał br. Zysk netto wyniósł 10,6 mln tureckich lir, czyli o 78 proc. więcej niż przed rokiem. Przychody ze sprzedaży miały wartość 748 mln tureckich lir i były wyższe o 51 proc. r/r. Opublikowane wyniki były wyższe od oczekiwań analityków.

Dom maklerski Garanti Securities prognozuje, że w 2015 r. Indeks wypracuje prawie 2,8 mld tureckich lir przychodów (względem 2,2 mld przed rokiem) oraz zysk netto w wysokości 35 mln tureckich lir. Jego analitycy wystawili dla spółki rekomendację KUPUJ ustanawiając cenę docelową na poziomie 7,90 TL. Obecnie kurs akcji wynosi ok 6 TL.

Warimpex sprzedaje nieruchomości i inwestuje. Spółka myśli o kolejnych budowach w Polsce

0

CEO Magazyn Polska

Austriacki Warimpex planuje w tym roku sprzedać przynajmniej dwie nieruchomości, m.in. berliński hotel Andel’s. Spółka zapowiada kolejne inwestycje w Polsce.

Jedyny duży projekt spółki w Niemczech, czyli hotel Andel’s w Berlinie, powinien zostać sprzedany w połowie lata tego roku. W tej sprawie jest już podpisany list intencyjny. Sprzedaż projektów, które zostały już wybudowane i dobrze funkcjonują, jest częścią strategii biznesowej Warimpeksu.

– Mamy w swoim portfelu osiemnaście hoteli rozsianych w Europie Środkowej i po części w Europie Zachodniej mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Christoph Salzer, dyrektor regionalny Warimpeksu. – Wszystkie są na wysokim poziomie, głównie są to hotele z kategorii czterogwiazdkowej i czterogwiazdkowej z plusem, mamy też jeden hotel pięciogwiazdkowy (InterContinental w Warszawie) i jeden hotel trzygwiazdkowy w Krakowie. W sektorze biurowym realizujemy projekty w Polsce i mamy też trochę biurowców na Węgrzech i w Rosji.

Działalność na rynku rosyjskim negatywnie odbiła się na zeszłorocznych wynikach spółki. Warimpex odnotował ponad 35 mln euro straty netto wobec ponad 7 mln euro zysku w 2013 roku. O 18 proc. spadły też przychody spółki w 2014 roku, przekraczając 73 mln euro. Poprawę wyniku spółka osiągnęła natomiast w działalności hotelarskiej, tu bowiem może się pochwalić 2 proc. wzrostem przypadającego na każdy pokój zysku operacyjnego po opodatkowaniu.

Na wyniki za rok ubiegły należy patrzeć dwojako przekonuje Christoph Salzer.Z jednej strony mamy dwa główne rynki, jeden rynek, którego część znajduje się pod wpływem kryzysu rosyjskiego i tu ponieśliśmy dość znaczne straty. Z drugiej strony jest rynek niedotknięty tym kryzysem. Tu odnieśliśmy duży sukces, nasze wyniki netto w sektorze hotelarskim na tych rynkach wzrosły o 12 proc. Ogólnie w całej grupie, czyli na wszystkich rynkach, na których jesteśmy obecni, jest to 2-proc. wzrost. Są to wyniki operacyjne sektora hotelowego.

W Polsce spółka podsiada dziś 7 istniejących i działających obiektów, głównie hoteli. W realizacji ma trzy następne, a w planach, jak informuje dyrektor regionalny Warimpeksu, kolejne.

W Polsce mamy dwa projekty biurowe w Krakowie, jeden projekt z sektora handlu detalicznego w Białymstoku i myślimy o kolejnych projektach w Polsce, jednak jest jeszcze zbyt wcześnie, by o nich mówić.

Także działalność Warimpex w innych krajach planowana jest w tym roku z rozmachem, więc spółka oczekuje z optymizmem na wyniki, jakie uda się osiągnąć w tym roku.

Mamy ważne budowy również w Niemczech, finalizujemy bardzo dobry projekt biurowy w Budapeszcie, gdzie rynek dopiero rusza na nowo i jest to jeden z bardzo niewielu projektów, który już jest w trakcie budowy, więc wystartowaliśmy tam w odpowiednim czasie zapowiada Christoph Salzer z Warimpex. Z drugiej strony w tym roku prawdopodobnie sprzedamy jeden lub dwa obiekty, więc myślę, że mamy jeszcze trochę pracy do wykonania na ten rok, co znajdzie odzwierciedlenie także w niezłych wynikach.

HSBC: Ekspansja zagraniczna to szansa na rozwój polskich firm. Ci, którzy spróbowali, nie żałują

0

CEO Magazyn Polska

Wejście na nowe rynki to najlepszy sposób na szybki rozwój polskich firm. Potencjał do ekspansji zagranicznej można znaleźć w niemal każdej branży. Polskie firmy, które zdecydowały się na podobny krok, bardzo zadowolone są z tej decyzji.

– Te firmy nie są już zależne tylko od jednej gospodarki, a to zaleta nawet w przypadku tak dużej i tak dobrej gospodarki, jak polska – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor John Rendall, wiceprezes i dyrektor zarządzający HSBC Polska. – Widzimy również, że firmy, które umiędzynarodawiają swój biznes, w wielu przypadkach zdobywają w nowych krajach wiedzę, którą mogą potem spożytkować w innych krajach, w tym w swojej ojczyźnie, co zwiększa ich konkurencyjność. Kolejny powód dla którego warto umiędzynarodowić firmę, to status, który towarzyszy możliwości nazywania siebie międzynarodową firmą wobec klientów, dostawców czy pracowników.

Z badań Fundacji Kronenberga wynika, że co trzecia polska firma podjęła takie ryzyko i stara się odnieść międzynarodowy sukces. Ponad 90 proc. z nich jest zadowolonych z tej decyzji i rozważa ekspansje na kolejnych rynkach. Podobne spostrzeżenia mają przedstawiciele HSBC Polska, banku specjalizującego się we wspieraniu firm szukających nowych rynków.

Jak przekonuje wiceprezes i dyrektor zarządzający HSBC, ważne jest, żeby szefowie firm byli świadomi swoich przewag konkurencyjnych. Równie istotne jest to, żeby firmy przeprowadziły badania rynku, którym są zainteresowane. Firmy deklarują bowiem, że ważną częścią składową ich sukcesu jest odpowiednie połączenie ich wiedzy eksperckiej w firmie z lokalnym doświadczeniem i rozpoznaniem danego terenu.

 Nie można też zapominać o planowaniu finansowym. Często się zdarza, że osiągnięcie sukcesu zajmuje więcej czasu, niż przewidywano na początku, więc konserwatywne planowanie i zapewnienie sobie jakiegoś buforu finansowego to mechanizm, który działa w przypadku wielu firm.

HSBC oferuje pomoc polskim firmom, które myślą o tym, żeby umiędzynarodowić swój biznes, poprzez zapewnianie im finansowania. Bank ma oddziały na całym świecie, w 60 krajach, dzięki czemu finansowanie możliwe jest za pośrednictwem innej części grupy w kraju, w którym firma chce działać.

 Kolejny wkład, jaki możemy wnieść, to pomóc wyeliminować niektóre z czynników ryzyka związanych z działaniami transgranicznymi – podkreśla John Rendall z HSBC Polska. Umożliwiamy firmom kontrolowanie ich pieniędzy za granicą. Możemy dać dyrektorowi finansowemu, skarbnikowi czy głównemu księgowemu możliwość dowiedzenia się, gdzie w danym miejscu na świecie znajdują się pieniądze ich firmy i zarządzania tym, gdzie one się znajdują, oraz zarządzania płatnościami, tak aby mogli zachować część władzy przy lokalnych procesach realizacji płatności, nawet jeśli źródło jest za granicą.

Ożywienie na rynku nieruchomości

Jak wynika z raportu „Rynek mieszkaniowy w Polsce I kwartał 2015 r.”, sprzedaż mieszkań w kraju systematycznie rośnie. W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2015 roku sprzedano ich łącznie o 2,2% więcej niż w poprzednim kwartale. Duży wzrost zainteresowania swoją ofertą zauważają też developerzy z województwa podlaskiego.

Analiza raportu przygotowanego przez REAS, firmę doradczą specjalizującą się w zagadnieniach związanych z rynkiem mieszkaniowym, przynosi kilka ciekawych wniosków. Jak się okazuje, początek 2015 roku zaowocował kolejnym rekordem pod względem liczby sprzedanych mieszkań w Polsce.

– Liczba transakcji wyniosła łącznie 11,5 tys., czyli o 2,2 proc. więcej niż w poprzednim kwartale. W perspektywie poszczególnych miast absolutnym zwycięzcą w tej kategorii jest Kraków, w którym odnotowano wzrost sprzedaży o 34 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału – czytamy we wnioskach autorów raportu.

Odpowiedzialne za to przede wszystkim jest ożywienie gospodarcze. Pozytywne sygnały płynące z rynku w połączeniu z zapowiadanym wydłużonym okresem obowiązywania niższych stóp procentowych pozytywnie wpływają na konsumentów i skłaniają do zaciągania kredytów i zakupu nieruchomości.

Wzrost popytu na mieszkania widać chociażby na przykładzie białostockiej firmy Eko-System. Podczas organizowanych niedawno przez developera dni otwartych padł bowiem rekord frekwencyjny.

– W ostatni weekend kwietnia z ofertą mieszkań w zabudowie szeregowej na Eko-Osiedlu na Bagnówce zapoznało się ponad dwa razy więcej osób, niż miało to miejsce w trakcie poprzednich tego typu imprez – informuje Dorota Trochimowicz, przedstawicielka Eko-System.

Oczywiście tak ogromne zainteresowanie nie przekłada się wprost na szybki wzrost sprzedaży. W przypadku nieruchomości, od momentu prezentacji do decyzji o nabyciu mija na ogół od 2 do 4 miesięcy – tak przynajmniej wynika z danych raportowych.

– Nie mniej jednak rosnąca w lawinowym tempie liczba zapytań i rezerwacji pozwala nam być dobrej myśli – ocenia Dorota Trochimowicz.

W województwie podlaskim optymizm zakupowy widać właśnie m.in. na białostockiej Bagnówce. Podczas ostatnich dni otwartych na Eko-Osiedlu dokonano tam rezerwacji na ponad 2/3 wszystkich dostępnych w tym miejscu lokali.

– Wielu odwiedzających korzystało przy tym z pomocy doradców kredytowych. Dużym zainteresowaniem cieszyły się także porady architekta, który prezentował kilka różnych sposobów aranżacji oferowanych przez nas mieszkań – dodaje przedstawicielka Eko-System.

Oprócz możliwości obejrzenia nieruchomości, części wspólnych oraz terenów znajdujących się wokół budynków czy dokonania rezerwacji, goście ostatnich dni otwartych mogli też liczyć na atrakcyjne rabaty i szereg dodatkowych atrakcji.

Firmy z branży e-papierosów szykują się na zmiany w prawie

0

Papierosów elektronicznych możemy używać praktycznie wszędzie. Samorządy biorą jednak sprawy w swoje ręce i zaczynają wprowadzać zakazy „palenia”. Obowiązują one np. w środkach komunikacji miejskiej w Poznaniu i Warszawie. Także rząd pracuje nad odpowiednimi regulacjami.

Osoby z branży e-papierosów nie spodziewają się, by w najbliższym czasie całkowicie zakazano używania tych urządzeń w miejscach publicznych. Producenci dmuchają jednak na zimne i starają się dopasować swoje towary do ewentualnych zmian. „Wyprodukowano olejek, który w czasie »palenia« nie wydziela dymu. Dzięki temu osoby znajdujące się w otoczeniu »palącego« nie tylko nie czują zapachu, ale nawet nie widzą dymu” – mówi serwisowi infoWire.pl Artur Bieliński z firmy Ofir Group.

Uregulowanie kwestii zakazu używania papierosów elektronicznych przez osoby nieletnie, wyznaczenie miejsc dla „palących” oraz wprowadzenie obostrzeń dotyczących składu chemicznego liquidów – to najważniejsze ze zmian, które narzuca unijna dyrektywa. W Polsce mają one obowiązywać od 2016 r. „Zmiany mają uporządkować branżę, czyli pozostawić na rynku sprawdzonych producentów i dystrybutorów oraz wyeliminować produkty szkodliwe, a także nieznanego pochodzenia” – podkreśla ekspert.

Na początku 2014 r. w Polsce było ok. 900 tys. użytkowników e-papierosów. Obecnie jest ich ok. 1,5 mln. Regulacje prawne w sytuacji tak znaczącego wzrostu są niezbędne.

Wchodzą w życie przepisy zaostrzające kary dla kierowców

0

Od 18 maja przekroczenie dozwolonej prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym jest karane utratą prawa jazdy na trzy miesiące – to najważniejsza zmiana, którą wprowadza nowelizacja Kodeksu karnego oraz niektórych innych ustaw. Na taki sam czas stracą uprawnienia osoby przewożące większą liczbę osób, niż pozwala im na to zapis w dowodzie rejestracyjnym samochodu.

Jeśli kierowca, któremu zabrano prawo jazdy za przekroczenie prędkości, zostanie złapany na prowadzeniu auta, okres utraty dokumentu wydłuża się do sześciu miesięcy. Gdy osoba dalej będzie używała pojazdu, starosta wyda decyzję o cofnięciu uprawnień do kierowania samochodem.

Ponadto prowadzenia samochodu bez prawa jazdy nie uznaje się już teraz za wykroczenie, tylko przestępstwo. „Jest to zagrożone karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch” – mówi serwisowi infoWire.pl adwokat Paweł Osik z kancelarii prawnej Pietrzak Sidor i Wspólnicy.

Zmiany prawne uderzają również w nietrzeźwych kierowców. Do ograniczenia ich liczby powinno się przyczynić między innymi wprowadzenie przepisu nakazującego montowanie blokad samochodowych, które uniemożliwiają uruchomienie pojazdu przez osoby mające powyżej 0,1 mg alkoholu w 1 dm3wydychanego powietrza. W urządzenia te będą obowiązkowo wyposażane auta skazanych za kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości.

Nowelizacja podnosi także kary finansowe dla pijanych kierowców i wprowadza dożywotni zakaz używania auta przez osoby przyłapane na jeździe samochodem pod wpływem alkoholu, które zostały już wcześniej za to przestępstwo skazane.

International Paper Kwidzyn: Wielcy producenci mogą się przenieść na inne kontynenty z powodu nadmiernej interwencji UE

CEO Magazyn Polska

Obostrzenia nakładane na przemysł w Europie są zbyt wielkie – ocenia prezes International Paper Kwidzyn. Jeżeli nie zmieni się stosunek polityków unijnych do gospodarki, wielcy producenci mogą za kilka lat przenieść się na inne kontynenty.

International Paper to największa korporacja papiernicza na świecie, która działa na wszystkich kontynentach. Na razie wyrobom z Kwidzyna nie grozi tańsza konkurencja papierni indyjskich czy chińskich, bowiem transport tak masowych towarów jak papier za mocno podnosi koszty i to się nie opłaca. Jeżeli jednak koszty w Europie będą nadal podnoszone, może się to zmienić.

– Polityka klimatyczna może spowodować, że poziom kosztów, który stworzyliśmy sobie w Europie, będzie jeszcze wyższy. A to spowoduje, że ten przemysł będzie się powoli wyprowadzał – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marek Krzykowski, prezes International Paper Kwidzyn, i dodaje, że przedstawiciele przemysłu z niepokojem obserwują, jak szybko tworzy się w Unii niekorzystne dla producentów przepisy.

Za 5-10 lat może się okazać, że ten przemysł zniknął. A wtedy pojawi się wysokie bezrobocie, spadek PKB i wiele negatywnych zjawisk, które mogą bardzo zagrozić Europie.

Na razie jednak jego zdaniem europejski przemysł ma rację bytu. Choćby przykład papierni w Kwidzynie pokazuje, że można działać mimo wielu bardzo ostrych limitów i restrykcji, które są nakładane na producentów.

Przemysł ma ogromną witalność, w związku z tym ludzie pracujący w nim robią wszystko, aby to funkcjonowało w dłuższej perspektywie czasu przekonuje Marek Krzykowski. To ma ogromne znaczenie. W Polsce zrozumienie rządu [dla problemów przemysłu] jest relatywnie wysokie. Tak samo mediów, które pokazują w sposób dość obiektywny zagrożenia i trudności, jakie występują, są otwarte dyskusje z przedsiębiorcami i biznesmenami, a to daje jakąś perspektywę, możliwość dyskusji.

Gorzej jest na poziomie europejskim, gdzie z jednej strony próbuje się zwiększyć konkurencyjność Europy wobec reszty świata, a z drugiej strony zaostrza się konkurencję wewnątrzeuropejską.

Mnóstwo polityków bardzo utożsamia się z regionem, z którego pochodzi ocenia prezes International Paper Kwidzyn. I na poziomie europejskim stara się tworzyć regulacje, które są w jakiś sposób korzystne dla poszczególnych państw czy regionów. Jesteśmy w dość trudnej sytuacji, dołączyliśmy jako część wschodnia do Europy później, w związku z tym obowiązujące regulacje oparte są o doświadczenia Europy Zachodniej. Działamy w trochę innych warunkach.

Jako gospodarka, która próbuje nadrobić technologiczne zapóźnienie, Polska ma zupełnie inne potrzeby niż państwa zachodnie.

– Z jednej strony musimy dużo inwestować, więcej niż firmy z Zachodu zwraca uwagę prezes Marek Krzykowski z International Paper Kwidzyn. – Z drugiej strony przez to inwestowanie unowocześniamy naszą bazę przemysłową szybciej niż tamta część Europy. Co powoduje, że upatruje się w tym zagrożenia. I tu pojawia się polityka, a polityka nigdy nie sprzyjała rozwojowi przedsiębiorczości.

Instytut Sobieskiego: Państwo nie wykorzystuje potencjału Polaków do wzmacniania bezpieczeństwa

CEO Magazyn Polska

W Polsce działa wiele obywatelskich organizacji proobronych, które mogłyby zostać włączone w system bezpieczeństwa państwa. To m.in. Ochotnicze Straże Pożarne i związki paramilitarne. Zdaniem Instytutu Sobieskiego potencjał tych organizacji jest znacznie większy niż możliwości ich wykorzystania przez państwo. Eksperci podkreślają, że w polskim systemie nie ma też struktur opartych na wolontariacie, chociaż woli ze strony mieszkańców nie brakuje.

Potencjał istniejących organizacji proobronnych i wola ze strony Polaków, żeby w takich organizacjach uczestniczyć, są znacznie większe niż państwo dziś jest w stanie zaabsorbować. Obecnie nie jest ono w stanie włączyć tych organizacji do systemu ani zachęcić obywateli do przyłączania się do systemu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Soloch, prezes zarządu Instytutu Sobieskiego. – Mamy całe mnóstwo organizacji zajmujących się ochroną ludności, które częściowo działają w ramach aktualnego systemu bezpieczeństwa państwa. Związki paramilitarne, o których ostatnio wiele się mówi, w ogóle w nim nie funkcjonują.

Według autorów przygotowanego przez Instytut raportu „Organizacje proobronne w systemie bezpieczeństwa Państwa” samo pojęcie tego rodzaju związków powinno dotyczyć szerszego spektrum niż jedynie organizacje paramilitarne. Proobronne są także zrzeszenia byłych wojskowych i kombatantów, organizacje ratownicze, edukacyjno-kulturalno-wychowawcze oraz sportowe.

Do włączenia w system bezpieczeństwa państwa kwalifikują się dwa typy organizacji: ratownicze (zajmujące się ochroną ludności, działające w ramach zarządzania kryzysowego i obrony cywilnej) oraz paramilitarne, które mogą być częścią systemu rezerw mobilizacyjnych, a także tworzyć obronę terytorialną.

Pozostaje kwestia włączenia organizacji paramilitarnych w system obrony kraju, czyli działania mobilizacyjne, budowanie rezerw oraz związane z tym szkolenie i kontrola nad tymi organizacjami, co na dziś nie jest do wykonania – przekonuje Soloch.

Jak dowodzą eksperci Instytutu Sobieskiego, jedyną w pełni zintegrowaną z systemem bezpieczeństwa organizacją są Ochotnicze Straże Pożarne (OSP). Mimo imponujących, w porównaniu z innymi, struktur, systemu finansowania oraz uregulowań prawnych działalność OSP jest ograniczona. Stanowią one tylko część krajowego, opartego na strukturach straży pożarnej, systemu ratowniczego. Natomiast słabo lub wcale nie są zintegrowane z innymi podmiotami realizującymi tego rodzaju zadania (np. Pogotowiem Ratunkowym).

Poza tym struktury OSP obejmują głównie obszary wiejskie, natomiast praktycznie są nieobecne w dużych miastach (z wyjątkiem przedmieść), gdzie system bezpieczeństwa opiera się niemal wyłącznie na służbach profesjonalnych. Zdaniem autorów raportu brak wolontariatu w większych ośrodkach stanowi poważne zagrożenie. Niebezpieczne zdarzenia o charakterze masowym trudno jest bowiem opanować, opierając się tylko na profesjonalistach.

W miastach nastąpił uwiąd obrony cywilnej – uważa Soloch.

Związki paramilitarne, które mogłyby być włączone w system bezpieczeństwa państwa, w relacjach z Ministerstwem Obrony Narodowej formalnie mają taki sam status, jak pozostałe organizacje pozarządowe i inni współpracujący z resortem partnerzy społeczni. Wszystkim tym inicjatywom MON udziela wsparcia w wysokości około 8,5 mln zł rocznie. Dla porównania OSP z budżetu otrzymują około 100 mln zł. A do tego dochodzą liczone w dziesiątkach milionów złotych dotacje ze strony poszczególnych jednostek samorządu terytorialnego, na terenie których prowadzą działalność.

Konieczna jest reorganizacja systemu ochrony ludności, obrony cywilnej kraju. Mówi się o tym od dawna, ale nie wykonuje – twierdzi Paweł Soloch. – Konieczna jest także edukacja powszechna, nie wybiórcza, w szkołach. Obecnie prowadzi ona anachroniczne przysposobienie obronne. Tymczasem edukacja powinna raczej przygotowywać uczniów do obrony cywilnej, a nie bycia żołnierzami. Elementy szkolenia paramilitarnego mogą być włączone, ale w drugim rzędzie.

Prof. Marek Góra: Polacy są zmuszeni dłużej pracować, bez względu na politykę

CEO Magazyn Polska

Wiek emerytalny będzie coraz wyższy i to niezależnie od decyzji politycznych. Przyczyni się do tego demografia. W 2050 roku na jednego emeryta będzie przypadać jeden pracujący. Dlatego żeby dłużej pozostać aktywnym, również zawodowo, trzeba zacząć dbać o zdrowie i posiadane kwalifikacje, a z tym Polacy jeszcze nie najlepiej sobie radzą.

Bank Światowy podaje, że średnia długość życia w Polsce sięga obecnie 78 lat, przy czym kobiety dożywają przeciętnie ponad 80 lat, a mężczyźni 75 lat. Według prognoz za 30 lat średnia długość życia Polaków wzrośnie o ok. 5 lat. Pozostaje pytanie o jakość tego dłuższego życia. Blisko co czwarty Polak traci zdolność do pracy przed 65. rokiem życia (Polska jest krajem o jednym z najwyższych odsetków rencistów w populacji), a więc nie będzie w stanie pracować do emerytury. Rośnie liczba chorych na cukrzycę, a choroby układu krążenia są odpowiedzialne za 26,9 proc. zgonów przed 65. rokiem życia oraz za 23,8 proc. przypadków niepełnosprawności, która prowadzi do utraty zdolności do pracy, dlatego niezwykle ważne jest inwestowanie w zdrowie.

Myśląc o wieku emerytalnym, pamiętajmy, że on jest na takim poziomie, jakby był ustalony w XIX wieku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Marek Góra, kierownik Katedry Ekonomii Szkoły Głównej Handlowej. – To jest zupełny absurd. Dzisiaj funkcjonujemy zupełnie inaczej i warto mieć świadomość, że wiek emerytalny na poziomie 65 lat jest zdecydowanie zbyt niski.

Zdaniem ekonomisty Polacy powinni pamiętać o tym, że będą zmuszeni pracować coraz dłużej. Wpłynie na to nie polityka, lecz demografia. Prognozy mówią o tym, że za kilkadziesiąt lat na jednego emeryta przypadać będzie tylko jeden pracujący, a nie jak dzisiaj trzech.

W przyszłości nie będzie środków pochodzących od ludzi młodych, bo ich jest za mało na to, żeby finansować wczesne wychodzenie z rynku pracy. Żeby młodzi mogli coś zarobić dla siebie, to starsi muszą też pracować trochę dłużej na siebie – mówi prof. Góra. – Sześćdziesięciolatek to nie jest stary człowiek. Będzie mógł z jednej strony korzystać z życia, a z drugiej strony normalnie pracować jako członek społeczeństwa, które wspólnie wytwarza to, co potem wszyscy razem konsumujemy.

To jednak oznacza, że Polacy powinni zmienić tryb życia na zdrowszy. Chodzi nie tylko o dzisiejszych 30-40-latków, lecz także o nastolatków. Jak podkreśla prof. Marek Góra, podstawą jest ruch i zdrowe odżywianie. To są proste rzeczy, jednak niewielu Polaków przykłada do tego wagę.

To problem o gigantycznej skali nie tylko w Polsce, bo pewne trendy cywilizacyjne dotyczące całego obszaru Europy u nas przebiegają dość podobnie. Ruszamy się mało, za to zbyt dużo jemy i w dodatku często byle co. Wszystko to prowadzi do tego, że potem potrzeba znacznych środków na leczenie różnego rodzaju schorzeń, a z drugiej strony w mniejszym zakresie możemy efektywnie pracować w dłuższym horyzoncie – mówi ekonomista.

Dodaje, że stan swojego zdrowia można łatwo kontrolować, wykonując dwa proste badania – mierzenie obwodu w pasie i ciśnienia krwi. To dwa wskaźniki, na które każdy powinien zwracać uwagę.

Gdyby takie badania potem były rozbudowywane o kolejne, bardziej wyrafinowane metody diagnostyczne, toby pomogło nam wszystkim dbać o swoje zdrowie od wczesnej młodości – mówi profesor.

Jak podkreśla, dłuższa aktywność Polaków na rynku pracy zmusi ich też do dbania o swoje kompetencje, które bez względu na dziedzinę szybko się starzeją.

Prawie połowa Polaków krytycznie ocenia zakupy sprzętu dla armii

CEO Magazyn Polska

49 proc. Polaków negatywnie ocenia program modernizacji wojska – wynika z raportu Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych. Najlepsze oceny zebrało kupno transportera Rosomak i systemu Patriot. Najgorzej oceniony został zakup śmigłowców Caracal.

Polacy oczekują znacznie bardziej dynamicznego procesu, wyrażonego szczególnie w szybciej i sprawniej przeprowadzanych przetargach – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Duma, prezes Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych.

Z przeprowadzonej przez IBRiS ankiety wynika, że w opiniach na temat działań rządu dotyczących zakupów dla wojska Polacy są podzieleni. Raczej źle i zdecydowanie źle ocenia je 49 proc. respondentów. Pozytywny stosunek do prowadzonych w tym zakresie inwestycji deklaruje 43,8 proc. ankietowanych.

Wokół przetargów na uzbrojenie zawsze jest dużo zamieszania, szczególnie ostatnio – zauważa Marcin Duma. – Niedawno mieliśmy rozstrzygnięcia dwóch dużych postępowań: na system obrony przeciwlotniczej oraz śmigłowce. Procesom decyzyjnym w obu przypadkach towarzyszyło dużo publikacji medialnych, niejasności, protestów, wątpliwości strony społecznej, związkowej, specjalistów. Dla obywateli nie są to rzeczy zupełnie przejrzyste.

IBRiS zapytał ankietowanych o opinie na temat poszczególnych, największych programów modernizacyjnych. Najgorzej oceniony został zakup śmigłowców Caracal. W sumie 51,7 proc. respondentów zdecydowanie źle i raczej negatywnie odniosło się do tej inwestycji.

Francuzi nie są oceniani jako źli producenci uzbrojenia. Myślę jednak, że powodem takiego rozkładu odpowiedzi są problemy związane z tym, że to nie jest jak dotychczas śmigłowiec produkowany w Polsce i że przegrały dwa zakłady, które już w Polsce są zlokalizowane, czyli PZL Mielec i PZL-Świdnik – mówi Marcin Duma.

Ponad jedna czwarta (26,6 proc.) ankietowanych uważa, że niedobrą decyzją było przejęcie od Niemców używanych czołgów Leopard. Lepszą opinią cieszy się natomiast decyzja o wyborze amerykańskiego systemu rakietowego Patriot. Zakup ten zdecydowanie dobrze oceniło 21,3 proc. ankietowanych.

Z największym poparciem spotkało się kupno transporterów Rosomak. Blisko połowa Polaków (47,1 proc.) oceniła tę decyzję zdecydowanie pozytywnie.

Wynik ten może wiązać się z obecnością tej maszyny na większości misji zagranicznych, w których udział brali Polacy, i dość dobrą opinią, jaka jest o niej wyrażana – uważa Marcin Duma. – Zaledwie 4 proc. respondentów, czyli bardzo blisko błędu oszacowania, stwierdza, że był to zły zakup. Przytłaczająca większość uważa go za zdecydowanie lub raczej dobry. To świetny rezultat.

Polacy mają też bardzo różnią się w ocenie wpływu decyzji zakupowych rządu na krajową gospodarkę. Dobrze i zdecydowanie dobrze oceniło go 43,4 proc. Polaków. Z kolei 44,7 proc. źle klasyfikuje skutki ekonomiczne podejmowanych w tym zakresie działań.

IBRiS zbadał również opinię na temat jakości produkowanego za granicą uzbrojenia. Najgorszy sprzęt – zdaniem respondentów – wytwarzają Hiszpania oraz Chiny. Największym zaufaniem Polaków cieszą się natomiast produkty zbrojeniowe ze Stanów Zjednoczonych, Niemiec oraz Wielkiej Brytanii.

Myślę, że pozytywne opinie o zakupie systemu Patriot można tłumaczyć tym, że jest to produkt amerykański, a uzbrojenie pochodzące z tego kraju Polacy oceniają najlepiej – informuje Marcin Duma.

Polskie siły zbrojne dysponują największym od lat budżetem na modernizację. Do 2022 roku łączne wydatki na ten cel mają wynieść 130 mld zł. Armia ma otrzymać nowy sprzęt i technologie, między innymi samoloty bezzałogowe, okręty podwodne, śmigłowce i systemy obrony przeciwrakietowej.

Ubezpieczyciele angażują się w rehabilitację osób niepełnosprawnych

0

CEO Magazyn Polska

Rośnie liczba zgłaszanych szkód osobowych i wypłacanych z tego tytułu świadczeń. W 2014 roku ubezpieczyciele komunikacyjni przekazali ponad 1,1 mld zł, czyli o 16 proc. więcej niż rok wcześniej. Firmy ubezpieczeniowe angażują się również w rehabilitację osób niepełnosprawnych po wypadkach. Z 3,2 mln osób dotkniętych kalectwem 2 mln to osoby w wieku produkcyjnym.

W Polsce i całej Europie obserwujemy od wielu lat wzrastającą tendencję w wypłatach szkód osobowych. Świadczenia wypłacane z tytułu szkody poniesionej przez osobę przekroczyły już 1 mld zł – mówi agencji Newseria Biznes Dorota Fal z Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). – Ale nie tylko kwota jest istotna. Sam problem osób niepełnosprawnych z powodu wypadku jest niezwykle istotny. Jest to problem istotny nie tylko dla ubezpieczycieli komercyjnych, lecz także dla instytucji publicznych i społeczeństwa.

Według opublikowanego przez GUS Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) za IV kw. 2014 roku w Polsce żyje 3,2 mln osób niepełnosprawnych, z czego blisko 2 mln to osoby w wieku produkcyjnym. Współczynnik aktywności zawodowej wynosi w grupie produkcyjnej 27,1 proc., zatrudnionych jest 22,8 proc. Dla społeczeństwa oznacza to duże koszty, dlatego tak ważne jest wspieranie osób, które mogą powrócić do normalnego funkcjonowania, również na rynku pracy.

Wyzwaniem dla wszystkich instytucji zarówno publicznych, jak i prywatnych jest przywracanie osób niepełnosprawnych do normalnego funkcjonowania, tak dobrego, jak to jest tylko możliwe. I tu przechodzimy do rehabilitacji. Chodzi nie tylko o rehabilitację medyczną, którą trzeba rozpocząć jak najszybciej i która potrafi czasami zdziałać cuda, lecz także o rehabilitację zawodową i społeczną – podkreśla ekspertka. – Możliwość przystosowania stanowisk pracy tak, żeby osoby niepełnosprawne mogły pracować, żeby były wciąż aktywne zawodowo i żeby były aktywnymi członkami społeczeństwa.

Jak podkreślają eksperci, tego typu wsparcie jest niezbędne, bo niepełnosprawność to nie tylko stan ciała, lecz także – a czasem przede wszystkim – stan ducha. Istotne jest motywowanie osoby niepełnosprawnej do powrotu do normalnego funkcjonowania.

Zadaniem ubezpieczycieli i instytucji może być m.in. pomoc w radzeniu sobie ze skomplikowanymi przepisami prawnymi.

Są ubezpieczyciele, którzy aktywnie wyszukują osoby, które są osobami niepełnosprawnymi, i oferują im badanie, rehabilitację, a potem rehabilitację zawodową. Takich przypadków jest bardzo wiele i jest to dobry kierunek – wskazuje Fal.

To istotne, zwłaszcza że według prof. Bickenbacha, współtwórcy międzynarodowej klasyfikacji niepełnosprawności, starzenie się to nic innego, jak stopniowe nabieranie niepełnosprawności. W Polsce sytuacja demograficzna jest niekorzystna – dane GUS wskazują, że współczynnik obciążenia ludności w wieku produkcyjnym emerytami będzie wzrastał. Teraz na 100 osób pracujących przypada 28 emerytów, w 2050 roku będzie ich 50.

Demograficzne prognozy mówią, że w roku 2060 co trzecia osoba będzie osobą powyżej 65. roku życia, w związku z powyższym problem niepełnosprawności dotyczy nie tylko tych osób i ich rodzin, lecz także nas wszystkich – przekonuje Dorota Fal.

Przybywa Polaków potwierdzających swoją rzetelność płatniczą

0

CEO Magazyn Polska

Już ponad pół miliona informacji pozytywnych o terminowym opłacaniu rachunków, faktur i innych zobowiązań finansowych otrzymują firmy i konsumenci – informuje Rejestr Dłużników ERIF Biuro Informacji Gospodarczej. To oznacza, że systematycznie rośnie zainteresowanie możliwością potwierdzenia swojej wiarygodności płatniczej. 21 maja został ogłoszony Dniem Informacji Pozytywnej.

Przepływ informacji pozytywnej jest źródłem wzrostu gospodarczego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Edyta Szymczak, prezes zarządu Rejestru Dłużników ERIF BIG SA. – Możemy to stwierdzić na podstawie doświadczeń międzynarodowych agencji kredytowych. Blisko 80 proc. z nich równolegle przetwarza informacje pozytywne i negatywne. To zwiększa zaufanie na rynku, sprzyja bezpieczeństwu zawieranych transakcji i ogranicza ryzyko nietrafionych decyzji finansowych.

Rejestr Dłużników ERIF zachęca konsumentów i firmy, aby zgadzali się na przekazywanie do biur informacji gospodarczej danych pozytywnych o swoich terminowych płatnościach. Takie dane mogą przekazywać banki, instytucje pożyczkowe czy inni usługodawcy.

Informacja pozytywna nie jest niczym innym, jak stwierdzeniem faktu, że terminowo i regularnie płacimy swoje zobowiązania – podkreśla Edyta Szymczak. – To oznacza, że jesteśmy wiarygodnym klientem i partnerem na rynku usług. Na takich klientach zależy bankom, instytucjom pożyczkowym i wszystkim usługodawcom. Jest to więc swego rodzaju inwestycja w przyszłość. Gdy jest się odpowiedzialnym i płaci się na czas, to w przyszłości korzystanie z różnych usług może stać się łatwiejsze, tańsze i szybsze.

Konsumenci mogą w ten sposób budować swoją wiarygodność dobrego płatnika na rynku. Z pozytywnych informacji gospodarczych korzystają różne firmy, instytucje finansowe i usługowe.

Zapewniamy wszystkim firmom korzystającym z bazy danych biur informacji gospodarczej wiedzę na temat ich potencjalnego kontrahenta. To pozwala ograniczać ryzyko współpracy z niewypłacalnym kontrahentem – tłumaczy prezes Rejestru Dłużników ERIF.

Wymiana pozytywnej informacji gospodarczej na dobre już zaistniała na rynku. Od końca 2013 roku taki przepływ danych dotyczących firm i konsumentów mocno zyskuje na popularności. W Rejestrze Dłużników ERIF na koniec pierwszego kwartału zanotowano ponad pół miliona informacji pozytywnych.

Liczba osób i firm w Polsce dbających o swoją pozytywną historię płatniczą stale rośnie, ale mimo wszystko wciąż jest niewielka. Dlatego m.in. Rejestr Dłużników ERIF podejmuje szereg akcji edukacyjnych, które mają na celu rozpowszechnienie samej idei wymiany informacji pozytywnych. W najbliższej przyszłości na pewno możemy spodziewać się napływu takich danych – wyjaśnia Edyta Szymczak. – Zależy nam na tym, żeby edukować rynek, edukować konsumentów o znaczeniu i wadze informacji pozytywnej w ich codziennym życiu, dlatego zainaugurowaliśmy specjalną akcję – Ogólnopolski Dzień Informacji Pozytywnej, który będzie przypadał 21 maja.

Rodziny z dziećmi wybierają na wakacje apartamenty zamiast hoteli

CEO Magazyn Polska

Z roku na rok apartamenty stają się w Polsce coraz popularniejsze. Decydują się na nie zwłaszcza rodziny z małymi dziećmi. Powstają też pierwsze parki wakacyjne, czyli ośrodki wypoczynkowe zapewniające wszelkie możliwe rozrywki podczas rodzinnego urlopu. Najchętniej wybierane przez rodziców małych dzieci destynacje to miejscowości nad polskim morzem.

Rodziny z małymi dziećmi najchętniej wypoczywają w Polsce. Najpopularniejszy kierunek wyjazdowy to Wybrzeże, zwłaszcza Trójmiasto, Władysławowo i Jastrzębia Góra, a w Zachodniopomorskiem – Kołobrzeg i Świnoujście. Nieco większym zainteresowaniem latem cieszą się góry – ich miłośnicy najchętniej wybierają Zakopane, Szklarską Porębę i Karpacz.

Rodziny z dziećmi coraz częściej rezerwują apartamenty zamiast hoteli.

Apartament to taki drugi dom. Jest pełne wyposażenie AGD, więc można przygotowywać posiłki. W łazienkach są pralki, przy dłuższych pobytach ma to tę korzyść, że można zrobić pranie, więc nie trzeba zabierać ze sobą dużych ilości ubrań dla dzieci – mówi agencji informacyjnej Newseria Tatiana Kałużniacka z firmy Sun & Snow. – Ponadto można zamówić łóżeczko turystyczne z pościelą, krzesełko do karmienia, podgrzewacz do jedzenia, czyli wszystkie rzeczy, które są potrzebne w czasie wypoczynku z dzieckiem. Dzięki temu nie musimy tych wszystkich rzeczy wozić ze sobą.

Największą popularnością wśród rodziców z dziećmi cieszą się apartamenty dwupokojowe. Na większe, trzy- lub czteropokojowe decydują się wielopokoleniowe lub zaprzyjaźnione rodziny, które wspólnie wybrały się na wakacje. Ceny wynajmu liczone są za apartament, a nie od osoby. Nad morzem w okresie letnim koszt wynajmu waha się od 200 do 400 zł za apartament dwupokojowy. W górach ceny zaczynają się od 160 zł.

Przy apartamentowcach najczęściej znajdują się bezpieczne place zabaw, sale, w których znajdują się zabawki, gry planszowe i komputerowe, a nawet baseny. Takie atrakcje przydają się szczególnie wtedy, kiedy zawodzi pogoda.

Nowością w Polsce są parki wakacyjne, czyli nowoczesne ośrodki wypoczynkowe obejmujące budynki apartamentowe przeznaczone dla gości i budynek hotelowy.

Budynek hotelowy ma pełne zaplecze restauracyjne i rozrywkowe, tam często znajdują się strefy zabaw dla dzieci, baseny, a na terenie ośrodka jest mnóstwo tego typu atrakcji, np. miejsca do wspinaczki czy organizowania ognisk – mówi Tatiana Kałużniacka. – Taki ośrodek w Polsce powstaje w Szklarskiej Porębie i właśnie w ten sposób będzie zorganizowany. Będą tam trzy budynki apartamentowe i hotel, a na terenie działki różne atrakcje dla mniejszych i dużych.

Coraz więcej właścicieli budynków apartamentowych decyduje się także na organizowanie zajęć dla dzieci z udziałem animatora. Dzięki temu rodzice mogą zostawić pociechy pod fachową opieką i spędzić trochę czasu sami.

Taka oferta – zdaniem specjalistów – powinna być dostępna jak najwcześniej w sezonie, ponieważ nie wszystkie rodziny wyjeżdżają na wakacje w tym samym czasie. Rodzice z dziećmi w wieku szkolnym najczęściej wypoczywają w apartamentach w lipcu i sierpniu, natomiast rodzice młodszych dzieci zaczynają wakacyjne wyjazdy już w czerwcu.

Wartość polsko-bułgarskiej wymiany handlowej co roku zwiększa się o kilkanaście procent

CEO Magazyn Polska

Eksport polskich towarów do Bułgarii od 2010 roku wzrósł blisko dwukrotnie do 720 mln euro. Bułgarscy konsumenci cenią polską żywność i meble. Polacy szukają też okazji do inwestowania w Bułgarii – będą współuczestniczyć m.in. w modernizacji tamtejszej kolei. Także bułgarscy przedsiębiorcy, którzy chcą się rozwijać na większych rynkach, coraz częściej decydują się na Polskę.

Wymiana pomiędzy Polską a Bułgarią stale rośnie, o ok. 10 proc. każdego roku. Dążymy do przekroczenia granicy miliarda euro. Myślę, że jest to wynik do osiągnięcia, bo potencjał wymiany jest ogromny i nie był dotychczas wykorzystywany – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Yordan Draganchev, członek zarządu Polsko-Bułgarskiej Izby Handlowej.

Z danych Ministerstwa Gospodarki wynika, że w ubiegłym roku wartość polskiego eksportu do Bułgarii wyniosła 720 mln euro. W ciągu ostatnich 5 lat polski eksport wzrósł o 310 mld euro. Coraz większą dynamikę wzrostu notuje eksport urządzeń mechanicznych (150 mln euro, wzrost o 116 proc.) i produkty spożywcze (80 mln euro, wzrost o 108 proc.).

Branża spożywcza jest bardzo pozytywnie odbierana przez konsumentów w Bułgarii. Na bułgarskim rynku nieruchomości często spotyka się polskie firmy. Bardzo popularne są polskie meble, dlatego zachęcamy cały czas do wzbogacenia oferty – podkreśla Draganchev.

Polska z Bułgarii sprowadza przede wszystkim produkty będące podstawą produkcji. Import jest jednak znacznie niższy – wynosi ok. 420 mln euro, a w ostatnich dwóch latach wzrósł o ok. 100 mln euro.

– Działania, w których widzimy ogromny potencjał, to są różne przetargi ogłaszane w Bułgarii. Mamy w tym zakresie sukcesy – znajdujemy konkretnego partnera wśród polskich przedsiębiorców, tworzymy konsorcja polsko-bułgarskie, które występują w przetargach. Mogę się pochwalić ostatnim sukcesem w branży kolejowej. Polsko-bułgarskie konsorcjum powstałe z naszej inicjatyw ma dwa wygrane przetargi – mówi Draganchev.

Polscy przedsiębiorcy często wybierają Bułgarię ze względu na niskie podatki – stawka wynosi 10 proc., ale w części regionów o wysokim stopniu bezrobocia stosowana jest zerowa stawka. Izba zachęca też do inwestycji w Polsce bułgarskich przedsiębiorców, dla których pierwszym rynkiem, na jaki wchodzą, jest Rumunia. Kiedy szukają większych rynków, wybierają Polskę.

Jest obecnie kilka inwestycji, które prowadzimy i w które zaangażowany jest niemały kapitał, ale jeszcze za wcześnie, by o tym mówić – zaznacza ekspert i dodaje, że obecnie organizowana jest misja gospodarcza z odpowiednikiem Krajowej Izby Gospodarczej w Bułgarii. – Będziemy szukać partnerów dla konkretnych przedsiębiorców. Cały proces kojarzenia będzie tworzony na zasadzie misji gospodarczej połączonej z wyjazdem do Bułgarii – tłumaczy Draganchev.

Pod egidą Izby w Warszawie powstał właśnie Klaster Doradczy, który ma wspierać zacieśnianie współpracy mikro-, małych i średnich firm z Polski i Bułgarii. W tym tygodniu zostanie otworzony jego odpowiednik w Sofii.

Lokalne biogazownie to tańszy prąd dla odbiorców

CEO Magazyn Polska

Energetyka rozproszona, oparta o małe lokalne źródła, to optymalne rozwiązanie dla Polski ocenia spółka Bio Power, która przy współudziale partnerów zamierza budować na Zamojszczyźnie sieć biogazowni, tworząc tam spółdzielnię energetyczną. Pierwsza biogazownia Spółdzielni Nasza Energia ma ruszyć w przyszłym roku.

Bio Power zajmuje się m.in. budową i eksploatacją obiektów energetycznych wykorzystujących różne produkty pochodzenia organicznego. Specjalizuje się w pozyskiwaniu biogazu w procesie fermentacji. W zarejestrowanej w zeszłym roku spółdzielni spółka jest partnerem strategicznym.

Mamy przyjęty harmonogram – cały kompleks budowy kilkunastu biogazowni ma się zakończyć w 2020 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Ryszard Rabiega, prezes Bio Power. – Chcieliśmy w przyszłym roku uruchomić i oddać do eksploatacji przynajmniej jedną biogazownię, a także wybrać kolejne lokalizacje na rozpoczęcie procesu projektowania.

Bio Power ma siedzibę w Zamościu i tamten region uznaje za doskonałe miejsce do budowy biogazowni. Lokalne rolnictwo jest bowiem doskonałym źródłem surowca energetycznego i powołana spółdzielnia będzie miała do niego łatwy dostęp.

Spółdzielnia będzie budowała pierwszy w Polsce lokalny system elektroenergetyczny oparty o biogazownie rolnicze. Tamte tereny są bardzo przyjazne dla tego typu źródeł, ponieważ jest dobre rolnictwo, jest dobra gleba i tego surowca do produkcji energii jest wystarczająco dużo – ocenia Ryszard Rabiega.

Zaznacza, że jego firma musi się tam zmierzyć także z pewnymi problemami. Jednym z nich jest wybór lokalizacji – nie wszystkie gminy mają uporządkowane kwestie planów zagospodarowania przestrzeni.

Dlatego też w tej chwili trwa proces wyboru, ewentualnie przystosowania obowiązujących planów do takich lokalizacji – mówi prezes Bio Power.

Pierwsze lokalizacje, które spełniają wszystkie kryteria formalno-prawne, są już wybrane. Spółka mogła więc rozpocząć proces przygotowywania dokumentacji technicznej do wystąpienia o pozwolenia na budowę.

Celem inwestycji jest budowa kompleksu 12 elektrowni biogazowych połączonych autonomiczną siecią. Podzielona jest na kilka etapów, w których wybudowane zostaną węzły trzech jednostek wytwórczych na terenie jednej gminy. Prąd, który powstanie z tych źródeł, ma zasilać budynki użyteczności publicznej, oświetlenie uliczne i większość gospodarstw domowych.

Co czwarty polski gimnazjalista nie opanował żadnego języka obcego nawet na poziomie podstawowym

Gimnazjaliści, którzy uczą się języka obcego wyłącznie w szkole, osiągają słabe wyniki na testach – pokazują badania. Dużo lepsze oceny dostają ci, którzy chodzą na korepetycje czy dodatkowe zajęcia językowe, na przykład w prywatnych szkołach. Zdaniem ekspertów polski system edukacji nie pozwala na efektywną naukę. Klasy są przepełnione, a zajęcia monotonne i skoncentrowane na nauce gramatyki. Uczniowie nie mają więc rzeczywistego kontaktu z językiem.

Poziom znajomości języka u co czwartego polskiego ucznia to -A1, czyli poniżej najniższego stopnia znajomości w skali Rady Europy. Z Europejskiego Badania Kompetencji Językowej wynika, że na tle innych państw UE jest to jeden z najgorszych wyników. W rankingu dużo wyżej plasuje się m.in. Estonia, Słowenia, Hiszpania czy Portugalia.

Wyniki są zatrważające. Zdecydowana większość uczniów w polskim systemie edukacji publicznej nie opanowuje języka nawet w stopniu podstawowym. Problem wynika w dużej mierze z tego, że podejście do nauczania języków obcych musi być zupełnie inne niż do nauczania innych przedmiotów, takich jak geografia, historia czy matematyka. Posługiwanie się językiem obcym to umiejętność, a nie wiedza. Języka nie da się wykuć – mówi agencji informacyjnej Newseria Magdalena Rowecka, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Jakości w Nauczaniu Języków Obcych PASE.

Trzy czwarte polskich uczniów lekcje języka obcego ma tylko w szkole. Najczęściej wybierają angielski (90 proc.) i niemiecki (30 proc.) – wynika z badania TNS Polska na zlecenie PASE

Badania pokazują, że takim minimalnym progiem, powyżej którego możemy mówić o skutecznej nauce języka, są cztery godziny efektywnego kontaktu z językiem tygodniowo. Zwykle jest ich mniej i jest to duży problem – mówi Magdalena Rowecka.

Magdalena Rowecka podkreśla, że w przypadku nauki języka obcego, to nie teoria, a praktyka czyni mistrza. Polskie szkoły nie radzą sobie jednak z tym wyzwaniem.

Nauka języka to są lata ćwiczeń, indywidualne zaangażowanie i ciągły aktywizujący trening. Musimy mówić w danym języku, natomiast w warunkach polskiej klasy, która często liczy aż 24 osoby i nie jest dzielona na grupy, to jest po prostu niemożliwe. Jeśli lekcja trwa 45 minut, to jak dużo czasu ma każdy z uczniów, żeby coś powiedzieć? Myślę, że w rzeczywistości czasem większość klasy przesiedzi całą lekcję, nie otworzywszy nawet ust – tłumaczy Magdalena Rowecka.

Dlatego co czwarty uczeń dodatkowo korzysta z korepetycji lub lekcji w szkołach językowych. Za takie zajęcia trzeba zapłacić od 100 do 300 zł miesięcznie, a nie wszystkich rodziców na to stać.

Dobrą stroną korepetycji czy systemu prywatnych szkół językowych jest to, że rzeczywiście dzieci uczą się tam języka. To jest atut, którego nie sposób kwestionować. Natomiast w związku z tym, że nie każdego stać na korepetycje, polski system edukacji wymaga niezwłocznej reformy, żeby język nie był tylko towarem dla bogatych – mówi Magdalena Rowecka.

W 2018 roku wyniki sprawdzianu egzaminu gimnazjalnego z języków obcych będą brane pod uwagę w procesie rekrutacji do liceów i szkół ponadgimnazjalnych.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. zadebiutuje na New Connect

0

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. zadebiutuje na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, na rynku New Connect.

Jest jedną z nielicznych łódzkich spółek obecnych na giełdzie i jedyną z woj. łódzkiego firmą z branży obecną na giełdzie.

Kancelaria Prawna – Inkaso WEC S.A. jest częścią Grupy Kapitałowej WEC. Od 1995 roku świadczymy kompleksową obsługę wierzytelności począwszy od weryfikacji kontrahenta i monitoringu płatności, po windykację.

PKB Polski wzrósł o 3,5%

W pierwszym kwartale 2015 roku produkt krajowy brutto Polski zwiększył się o 3,5% rdr – wynika ze wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego.

Odczyt był lepszy od szacunków ekonomistów, którzy spodziewali się dynamiki polskiego PKB na poziomie 3,3% rdr. Rezultat za poprzedni kwartał GUS zrewidował w górę z 3,1% do 3,3% rdr. Po uwzględnieniu czynników o charakterze sezonowym wzrost PKB wyniósł 1,0% kdk i 3,4% rdr wobec 0,8% kdk i 3,5% rdr w IV kwartale 2014 r. 

– Nieco silniejsze od oczekiwań przyspieszenie wzrostu PKB to dobra wiadomość. Ponadto wzrost gospodarczy opiera się na zdrowych fundamentach: mamy niską inflację, rozsądny wzrost akcji kredytowej i malejący deficyt na rachunku obrotów bieżących. Ale jeśli chcemy dogonić kraje bogatego Zachodu, to w okresie ożywienia gospodarczego Polski PKB powinien rosnąć w tempie ok. 7%.

Wyższy od spodziewanego wzrost gospodarczy zaskoczył ekonomistów. Od kilku tygodni największe instytucje rewidują swoje prognozy gospodarcze dla Polski. Wg najnowszych projekcji Komisji Europejskiej wzrost gospodarczy w naszym kraju w 2015 roku wyniesie 3,3%. Pod względem wysokości dynamiki jesteśmy w czołówce państw UE. Gospodarka Wspólnoty w tym roku wzrośnie o 1,8%.

– Dobre wyniki wzrostu polskiego PKB, to nie jest przypadek. Niska inflacja, spore sukcesy eksporterów, w miarę stabilna sytuacja kursowa, a przede wszystkim wysoka ocena Polski jako kraju bezpiecznego dla inwestycji zagranicznych – to wszystko w końcu musiało przełożyć się na wskaźniki. Wiele wskazuje na to, że na koniec roku polski wzrost PKB wyniesie ok. 4%. Jednak nas bardziej powinna interesować realna poprawa dobrobytu Polaków. Pensje rosną, ale ich tempo wciąż jest niezadowalające. To samo dotyczy oszczędności, które są na bardzo niskim poziomie. Ponad połowa obywateli w razie straty pracy może zapewnić sobie ciągłość finansowania na co najwyżej miesiąc. Powinniśmy wykorzystać moment poprawy koniunktury na stworzenie mechanizmów zachęcających pracodawców do podnoszenia pensji swoim pracownikom. W końcu nie chcemy być bogatym krajem biednych ludzi.

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

ASM GROUP: wyniki finansowe Q1 2015

Adam Stańczak, Prezes ASM GROUP
Adam Stańczak, Prezes ASM GROUP

ASM GROUP – lider w outsourcingu usług wsparcia sprzedaży – w pierwszym kwartale 2015 roku wygenerował skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 41,255 mln zł. Spółka w tym okresie wypracowała zysk netto na poziomie 1,105 mln zł. Wskaźnik EBITDA wyniósł zaś 2,333 mln zł.

„Konsekwentne umacnianie pozycji ASM GROUP na rynku usług wsparcia sprzedaży w Polsce oraz we Włoszech pozwala na regularny wzrost przychodów Grupy. Przyrost wynika przede wszystkim z pozyskania nowych kontraktów oraz rozszerzenia zleceń już posiadanych, głównie w segmencie field marketingu. Outsourcing wsparcia sprzedaży cieszy się coraz większą popularnością, a nasi Klienci doceniają efekty kompleksowych usług oferowanych przez ASM GROUP” – mówi Adam Stańczak, Prezes Zarządu ASM GROUP SA.

Strategia ASM GROUP zakłada zarówno konsekwentne umacnianie pozycji rynkowej w obszarze kompleksowych usług wsparcia procesów sprzedaży za sprawą przejęć podmiotów w Polsce, jak
i rozszerzanie zasięgu terytorialnego działalności spółki przez ekspansję na kolejne rynki zagraniczne w wybranych krajach europejskich.

ASM GROUP S.A. wraz ze spółkami zależnymi tworzy grupę kapitałową specjalizującą się w świadczeniu kompleksowych usług wsparcia sprzedaży. ASM GROUP działa na terenie Polski oraz Włoch. Grupa Kapitałowa prowadzi swoją aktywność w ramach czterech linii biznesowych: outsourcingu sił sprzedaży, merchandisingu, field marketingu i badań marketingowych. Dzięki znajomości rynku, zasięgowi działania, szerokim kompetencjom oraz know-how krajowych i zagranicznych ekspertów realizuje każdy projekt ukierunkowany na zwiększenie sprzedaży lub pomoc w promocji towarów. Z usług Grupy korzysta już ponad 600 klientów. ASM GROUP S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect w Warszawie.

 

USD traci w związku ze spadkiem sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych

USD znalazł się pod nową presją po rozczarowującym raporcie w sprawie sprzedaży detalicznej w kwietniu. W parze EUR/USD zaczął się rajd z poziomu dziennych minimów, natomiast para AUD/USD odnotowała nowe maksimum cyklu, najwyższe od stycznia.

Ponadto raport w sprawie inflacji Bank of England nie przyczynił się do dalszej aprecjacji i tak już mocnego funta szterlinga – para GBP/USD nieco straciła na wartości po osiągnięciu nowych maksimów, a w parze EUR/GBP miała miejsce wyprzedaż funta, powodując powrót tej pary powyżej poziomu 0,7200.

Wyprzedaże w parze EUR/CHF były szczególnie powierzchowne, mimo iż para ta nadal znajduje się w przedziale i nie jest interesująca pod względem technicznym, o ile nie zdoła powrócić powyżej obszaru 1,0500/15 w nadchodzących dniach. W odniesieniu do pary USD/CHF, ostatnią lokalną nadzieją byków jest poziom 0,9180, który stanowi zniesienie Fibonacciego o 61,8% z linii rajdu z minimów poniżej poziomu 0,9100 do najnowszych maksimów powyżej poziomu 0,9350.

Złoto bardzo mocno zareagowało na słabe dane ze Stanów Zjednoczonych, które nie tylko wpływają na dolara amerykańskiego, ale również oznaczają mniejsze prawdopodobieństwo podwyżki realnych stóp, ponieważ przewidywany termin pierwszej podwyżki Fed został jeszcze bardziej przesunięty w czasie.

Wykresy: 

EUR/USD

W parze EUR/USD rajd skutkował pokonaniem większości lokalnych poziomów zniesień, ponieważ byki czekają z działaniami na test maksimum cyklu nieco poniżej poziomu 1,1400 i na umocnienie w rejonach poziomu 1,1500, który stanowił wąskie gardło na drodze do spadku. Niedźwiedzie powstrzymują się od działań do ewentualnej wyprzedaży i pokonania rejonów 1,1250/00 w nadchodzących sesjach.

AUD/USD

Para AUD/USD mocno zareagowała na słabe dane ze Stanów Zjednoczonych po tym, jak rynek podwyższył swoją ocenę wytycznych Reserve Bank of Australia oraz po utrzymujących się wysokich cenach głównych surowców przemysłowych w ostatnich tygodniach. W przypadku kontynuacji tej tendencji, byki powinni skupić się na 200-dniowej średniej ruchomej. Już wkrótce zbiegnie się ona z ważnym obszarem 0,8250, który podczas konsolidacji w styczniu stanowił główne pole bitwy.

XAU/USD

Złoto zareagowało na słaby odczyt ze Stanów Zjednoczonych brutalnym rajdem. Widzieliśmy już jednak kilka falstartów, a najbliższym celem dla złota będzie przełamanie granic przedziału i obszaru 1225. Może to być ważniejsze niż 200-dniowa średnia ruchoma, która spadła w granice przedziału i znajduje się obecnie w zasięgu dzisiejszej akcji.

John J Hardy, Saxo Bank

 

saxo bank

Dolar kontynuuje spadki

Jak wynika z informacji opublikowanych wczoraj przez GUS, dynamika inflacji CPI w Polsce wzrosła w kwietniu o 0.4% m/m, co jest najlepszym wynikiem od dwóch lat. W dalszym ciągu tempo wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych pozostaje jednak znacznie wolniejsze niż zakładano – w ujęciu rocznym dynamika inflacji CPI nadal utrzymuje  się na ujemnym poziomie, wynosząc -1.1% r/r.

Popołudniu uwagę inwestorów przyciągnęły natomiast wiadomości napływające zza Oceanu, gdzie w ostatnim tygodniu liczba osób ubiegających się po raz pierwszy o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła 264K. Widoczny spadek dynamiki inflacji PPI w Stanach Zjednoczonych – z 0.2% m/m w marcu do -0.2% w kwietniu – przyczynił się jednak do dalszego osłabienia wartości amerykańskiego dolara. W efekcie, kurs EUR/USD wzrósł podczas czwartkowej sesji do poziomu 1.1442.

Rano poznaliśmy informacje na temat polskiego PKB w I kwartale, a także inflacji bazowej i salda rachunku bieżącego. Istotne znaczenie dla przebiegu dzisiejszej sesji będzie miała także publikacja danych obrazujących dynamikę produkcji przemysłowej (prognoza 0.1% m/m) w Stanach Zjednoczonych.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

 

saxo bank

Drony zastąpią kurierów? Przyszłość rynku e-commerce

Na rynku e-commerce wszystko się może jeszcze wydarzyć. Bardzo duże zmiany po stronie technologii powodują, że trudno jest coś przewidzieć. Wystarczy popatrzeć na to co robią najwięksi gracze np. Amazon, który wdraża drony dowożące towar – mówi Michał Gembicki, Prezes Zarządu CDP.pl.

Kolejnym krokiem w ocenie ekspertów może okazać się big data, czyli przetwarzanie w chmurze. Zastosowanie algorytmów do wspomagania decyzji zakupowych.

O rozwoju technologii jako czynniku poprawy konkurencyjności, o wykorzystaniu innowacji w kontekście e-commerce rozmawiano w czasie cyklicznego spotkania Executive Club poświęconego tematyce handlu elektronicznego „Nowa ekonomia  – E-commerce dźwignią handlu”.

Orbis kupił sieć 38 hoteli

0

Po zawarciu z Accor strategicznej transakcji, która przyspieszyła rozwój Spółki i powiększyła sieć o 38 hoteli działających w 5 nowych krajach, odnotowaliśmy znaczny wzrost skali naszej działalności i wzmocniliśmy pozycję – powiedział Gilles Clavie, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Orbis SA.

W styczniu 2015 r. Orbis podpisał ostateczną umowę z Accor, swoim strategicznym partnerem i akcjonariuszem, na podstawie której nabył sieć 38 hoteli o łącznej liczbie ponad 7 tys. pokoi. Hotele te stanowiły własność Accor bądź działały na podstawie umów dzierżawy lub franczyzy. Ponadto Orbis został wyłącznym licencjodawcą wszystkich hotelowych marek Accor w 16 krajach regionu.

– Mamy w tej chwili trend wzrostowy na rynku polskim i to już od kilku kwartałów. Podobnie wyglądał początek roku. Prognozy na najbliższe miesiące i kwartały także zapowiadają się bardzo dobrze – mówi newsrm.tv Ireneusz Węgłowski, wiceprezes Orbis S.A. – U nas akurat połowa gości, to są goście podróżujący w biznesie. Chcielibyśmy uatrakcyjnić przez nasze oferty cenowe pobyty gości w czasie weekendu. Weekendy historycznie w miastach polskich powodowały, że hotele się wyludniały, frekwencja spadała do 40 proc. Poprzez lepszą ofertę, lepszą komunikację, lepszy transport mamy do czynienia z zapełnianiem okresów weekendowych.

Linedata przedstawia nowe produkty dla polskiego rynku finansowego

Polski system finansowy dojrzewa. W obecnym klimacie marże kurczą się, a rynek staje się bardziej konkurencyjny. Klienci Linedata mówią nam o potrzebie zwiększenia skali działalności i dywersyfikacji oferty bez jednoczesnego wzrostu kosztów. Potrzebują również wysoko wykwalifikowanych pracowników na stanowiskach generujących wartość , podczas gdy zadania przypisane do stanowisk administracyjnych mogą zostać zautomatyzowane i zarządzane przez oprogramowanie.

W odpowiedzi na te potrzeby, Linedata wprowadza zestaw narzędzi komplementarnych do dostępnego obecnie rozwiązania Linedata do rozliczeń i księgowości instytucji finansowych Mfact, obecnego na polskim rynku od 20 lat. Narzędzia te są unikalne w polskim sektorze finansowym, wspierając wzrost efektywności procesów i strumieni pracy, dzięki czemu pomagają klientom w poprawie pozycji konkurencyjnej i dywersyfikacji na dojrzałym rynku.

14 maja 2015r. Linedata zaprezentowała następujące rozwiązania dla rynku polskiego:

Linedata Optima – oprogramowanie BPM (business process management) zaprojektowane specjalnie dla wsparcia procesów administracyjnych funduszy. Umożliwia ono ocenę procesów w czasie rzeczywistym, identyfikację błędów i poprawę efektywności – w tym zadań wykonywanych ręcznie – aby zoptymalizować strumienie pracy, procesy i wydajność. W efekcie automatyzujemy strumienie zadań i ograniczamy ryzyko operacyjne.

  • Linedata Web Portal – umożliwia szybką wizualizację danych w systemie Linedata Mfact z dostępem w czasie rzeczywistym, w bezpieczny sposób na urządzeniach mobilnych. Web Portal umożliwia raportowanie wszystkich aspektów strumieni pracy w wielu formatach nie wymagając wprowadzania zmian w podstawowym systemie. Dzięki temu, możliwe jest efektywne współdzielenie informacji w organizacji, przyspieszenie procesów rekoncyliacji oraz poprawa kontroli danych.
  • Przeprojektowany Task Scheduler dla Linedata Mfact, rozszerzony o nowe procesy i większą elastyczność w zakresie istniejących procesów.

Michael Galvin, Product Manager dla Linedata Mfact tłumaczy: Bardzo cieszymy się z wprowadzenia na polski rynek narzędzi poprawiających produktywność i efektywność. Linedata ma w Polsce ugruntowaną pozycję wśród głównych instytucji finansowych, w tym jednego z największych polskich depozytariuszy. Wierzymy, że nowe rozwiązania pomogą naszym klientom w poprawie efektywności poprzez automatyzację i optymalizację procesów”.

Bartłomiej Polewczyk, kierujący Fund Services Operations w Deutsche Bank dodaje: Linedata jest wieloletnim partnerem Deutsche Bank w Polsce. Cieszymy się z perspektywy dalszego ujednolicania i automatyzacji naszych operacji w czasie, gdy chcemy umocnić naszą pozycję jako wiodącego depozytariusza w Polsce.”

Spam i phishing w I kwartale 2015 r.: nowe domeny wskrzeszają stary spam

Nowy wachlarz domen najwyższego poziomu, uruchomiony w styczniu 2015 r. i przeznaczony dla określonych społeczności oraz organizacji, okazał się łakomym kąskiem dla spamerów – tak wynika z analizy krajobrazu spamu i phishingu przeprowadzonej przez Kaspersky Lab w pierwszym kwartale 2015 r. Dla cyberprzestępców te nowe domeny stanowią doskonałe narzędzie do promowania niechcianych lub nielegalnych kampanii reklamowych.

Dane statystyczne dotyczące spamu i phishingu

      • Odsetek spamu w ruchu e-mail, według danych obejmujących pierwszy kwartał 2015 r., wynosił 59,2% – co stanowi spadek o 6 punktów procentowych w stosunku do poprzedniego kwartału.
      • Stany Zjednoczone utrzymały swoją pozycję największego źródła spamu, wysyłając 14,5% niechcianych wiadomości.
      • Produkty firmy Kaspersky Lab zarejestrowały 50 077 057 przypadków ataków phishingowych. Jest to o 1 milion więcej niż w poprzednim kwartale.
      • Phishing skierowany przeciwko klientom organizacji finansowych stanowił 37,06% wszystkich zarejestrowanych incydentów.

Oszustwa wykorzystujące nowe domeny

Nowy program do rejestracji domen najwyższego poziomu (ang. gTLD) pozwala organizacjom wybrać strefę domen, która jest zgodna z ich działalnością oraz tematyką ich stron. Na przykład strony związane z pracą mogą teraz wykorzystywać domenę .work, a strony naukowe mogą znaleźć się w domenie .science. Możliwości biznesowe, jakie zapewnia nowy program gTLD, zostały entuzjastycznie przyjęte przez społeczność internetową i obecnie obserwujemy aktywną rejestrację nowych nazw domen.

Na ten nowy trend równie szybko zareagowali również spamerzy i cyberprzestępcy. Na skutek ich działalności nowe strefy domen niemal natychmiast stały się areną dystrybucji spamu reklamowego, wiadomości phishingowych oraz zawierających szkodliwe programy na ogromną skalę.

Z obserwacji ruchu e-mail przez Kaspersky Lab wynika, że w pierwszym kwartale 2015 r. nastąpił znaczny wzrost liczby nowych domen rozsyłających treści spamowe.

Wiadomości wysyłane z domen .work zwykle zawierały oferty przeprowadzenia różnego rodzaju prac, w tym związanych z utrzymaniem lub budową domu czy instalacją sprzętu. Natomiast wiele wiadomości z domen .science reklamowało szkoły oferujące naukę na odległość, szkolenia przygotowujące do zawodu pielęgniarki, adwokata do spraw kryminalnych oraz innych zawodów.

W pierwszym kwartale ruch spamowy zawierał również wiele e-maili wysyłanych z „kolorowych” domen, takich jak .pink, .red, czy .black. Domeny te były często wykorzystywane w celu reklamowania azjatyckich portali randkowych.

„Analiza ogólnych danych dla pierwszego kwartału oraz informacji dotyczących rodzaju spamu w nowych domenach pokazuje, że działalność ubezpieczeniowa była jednym z najpopularniejszych tematów pod względem liczby wiadomości oraz liczby zmieniających się domen w masowych wysyłkach. Spam ten dotyczył wszystkich typów ubezpieczenia – na życie, zdrowotnego, mienia, pojazdów, zwierząt oraz na wypadek pogrzebu” – powiedziała Tatjana Szczerbakowa, starszy analityk spamu, Kaspersky Lab.

Pełny raport dotyczący spamu i operacji phishingowych w pierwszym kwartale 2015 r. będzie dostępny już wkrótce w języku polskim w serwisie SecureList.pl prowadzonym przez Kaspersky Lab.

Kaspersky Lab

Ile dla sekretarki, ile dla referenta – czyli płace w zawodach biurowych

Z przeanalizowanych przez portal wynagrodzenia.pl zarobków na stanowiskach biurowych wynika, że w 2014 roku najwięcej miesięcznie zarabiali pracownicy administracyjni i sekretarki – przeciętnie po 2 500 PLN brutto miesięcznie. Wśród tych pierwszych pracowników co czwarty zarabiał 3 410 PLN brutto i więcej. Zatrudnieni na stanowisku referenta otrzymywali w ubiegłym roku przeciętnie wynagrodzenie miesięczne na poziomie 2 400 PLN brutto.

Spośród przeanalizowanej grupy zawodów najniższe zarobki oferowano fakturzystkom – 2 130 PLN. Co czwarta z nich zarabiała w 2014 roku niewiele więcej od minimalnej krajowej.

Osoby pracujące przy zapewnieniu sprawnego funkcjonowania biura, czyli pracownicy administracyjni otrzymywali najwyższe wynagrodzenie w województwie mazowieckim. Miesięcznie brutto zarabiali oni 3 000 PLN. Pensje na poziomie około 2 650 PLN oferowano w województwach: dolnośląskim, wielkopolskim oraz zachodniopomorskim. Natomiast o około 150 PLN mniej zarabiali pracownicy administracyjni w województwach: małopolskim, pomorskim oraz opolskim.

Niskie płace, nieco poniżej 2 200 PLN otrzymywali pracownicy biurowi ze świętokrzyskiego i lubelskiego. Najmniej natomiast miesięcznie oferowano w województwie podlaskim – 2 070 PLN oraz kujawsko-pomorskim 2 033 PLN.

Mapa 1 . Mediany wynagrodzeń pracowników administracyjnych w poszczególnych województwach w Polsce w 2014 roku (brutto w PLN)
wynagrodzenia

Źródło: Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń (OBW) przeprowadzone przez Sedlak & Sedlak w 2014 roku

Mateusz Rachucki
Wynagrodzenia.pl

Właściciel, a nie kierujący autem, zapłaci karę

Przedsiębiorcy, zwłaszcza z branż leasingu, wynajmu, i transportowej, krytykują poselski projekt nowelizacji ustawy – Prawo o ruchu drogowym. Konfederacja Lewiatan uważa, że to zły pomysł, aby właściciele, a nie kierujący samochodem płacili mandaty za przekroczenie prędkości.

Na ostatnim posiedzeniu Podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia m.in. poselskiego projektu nowelizacji ustawy – Prawo o ruchu drogowym (druk nr 3222) odbyła się dyskusja o jego wadach i zaletach. Przedsiębiorcy stwierdzili, że jest on trudny do zaakceptowania, z powodów prawnych, biznesowych, ale także z punktu widzenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym.
Głównym założeniem projektu jest zamiana postępowania mandatowego na postepowanie administracyjne, w przypadku nakładania kar za przekroczenie dozwolonej prędkości lub poruszanie się niezgodnie ze wskazaniami sygnalizacji świetlnej, ujawnionego przy użyciu urządzeń rejestrujących, potocznie nazywanych fotoradarami.

– Zamiana kwalifikacji czynu polegającego na „przekroczeniu prędkości”, z wykroczenia na delikt administracyjny i to tylko wówczas, gdy czyn wykryty zostanie przy użyciu fotoradarów, mimo że budzi uzasadnione wątpliwości natury prawnej (jako że ogranicza prawa procesowe osób obwinionych), nie stanowi istoty problemu. Podstawowe pytanie brzmi, kto ma być karany – osoba, która dopuściła się naruszenia, czy też inny podmiot, np. właściciel samochodu, jak proponuje się w projekcie? Karanie właściciela samochodu, a nie osoby „winnej” wykroczenia spowoduje, że nakładana kara przestanie spełniać swoje podstawowe funkcje – represyjną i prewencyjną. Zmiany spowodują więc z jednej strony, że co do zasady wysokie kary finansowe obowiązani będą płacić właściciele samochodów – najczęściej przedsiębiorcy. Z drugiej zaś, wbrew intencjom ustawodawcy, nie zwiększy się bezpieczeństwo w ruchu drogowym, bowiem de facto zmiany spowodują zaniechanie poszukiwania sprawców wykroczeń, a w konsekwencji na osoby te, nie będą nakładane punkty karne, które mogłyby spowodować np. zatrzymanie prawa jazdy – mówi Bartosz Wyżykowski, radca prawny zastępca dyrektora departamentu prawnego Konfederacji Lewiatan.

Dyrektor Generalny Związku Polskiego Leasingu, Andrzej Sugajski także poddaje w wątpliwość założenia projektu: – Czy niewydolność systemu, o którym piszą autorzy projektu w uzasadnieniu, jest wystarczającym powodem, aby rezygnować z karania sprawców nagminnie przekraczających prędkość, w kraju o wysokim wskaźniku śmiertelności na drogach? Idąc dalej: czy przedsiębiorcy dysponujący dużymi flotami aut są najwłaściwszą grupą, która w imieniu powołanych do tego instytucji, miałaby ścigać i karać sprawców wykroczeń? – dodaje.

– Oczekujemy rozsądnego stanowiska rządu na temat rozwiązań zaproponowanych w projekcie – mówi Maciej Wroński, przewodniczący Transport i Logistyka Polska. Przy dobrej woli, bazując na rozwiązaniach zaproponowanych przez posłów, można wprowadzić zapisy które skorygują najbardziej kontrowersyjne zasady zaproponowane w projekcie. I tak można wprowadzić zasadę, iż w przypadku przekazania organowi prowadzącemu postępowanie dokumentów potwierdzających fakt kierowania lub używania przez konkretną osobę pojazdu w danym miejscu i czasie, kara nakładana byłaby na kierującego pojazdem. Takimi dokumentami mogłyby być dokumenty związane ze stosowaniem tachografów cyfrowych (wykresówki, wydruki z kart kierowcy, wydruki z tachografu cyfrowego itp.), ewidencje wykorzystania pojazdów służbowych, umowy krótkotrwałego wynajmu lub użyczenia pojazdu. Jeżeli jednak projekt będzie forsowany w brzmieniu przedłożonym, bez uwzględnienia uwag pracodawców to wielu z nich będzie musiało zweryfikować celowość prowadzenia dalszej działalności gospodarczej w zakresie transportu drogowego.

Konfederacja Lewiatan

GUS: kwartalne wskaźniki zmian cen nieruchomości

Sejm przyjął rządowy projekt ustawy, która umożliwi Głównemu Urzędowi Statystycznemu ogłaszanie wskaźników zmian cen nieruchomości. Rozpoczęcie publikacji wskaźników pozwoli na dokonywanie waloryzacji kwot przysługujących obywatelom z tytułu różnych działań związanych z ich nieruchomościami przy pomocy wskaźnika uwzględniającego zmiany zachodzące na rynku nieruchomości.

Celem zmian jest doprecyzowanie zasad ogłaszania wskaźników zmian cen nieruchomości oraz zasad dokonywania waloryzacji tymi wskaźnikami. Realizacja zmian pozwoli na sukcesywne ogłaszanie pierwszych wskaźników zmian cen nieruchomości określonych dla poszczególnych ich rodzajów. Pozostawi równocześnie możliwość stosowania, tak jak dotychczas miało to miejsce, wskaźników zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych w przypadkach tych rodzajów nieruchomości, dla których wskaźniki zmian cen nie zostały jeszcze opracowane.

Wskaźniki będą ogłaszane odrębnie dla każdego województwa nie później niż w ciągu 4 miesięcy od zakończenia kwartału, którego dotyczą. Opracowywane będą dla nieruchomości sklasyfikowanych w rejestrze cen i wartości nieruchomości, z uwzględnieniem danych wynikających z ewidencji gruntów i budynków. Nowe rozwiązania mają poprawić efektywność zarządzania i gospodarowania mieniem publicznym przez dostarczanie wiarygodnych informacji o dynamice zmian cen nieruchomości. W konsekwencji waloryzacja zobowiązań i należności obywateli (np. w przypadku zwrotu wywłaszczonych nieruchomości albo zbycia przed upływem karencji lokali mieszkalnych nabytych od gminy z bonifikatą) obliczana będzie na podstawie wskaźników zmian cen nieruchomości. Oznacza to, że będzie ona powiązana bezpośrednio z sytuacją na rynku nieruchomości, a nie z poziomem inflacji, jak obecnie.

Wskaźniki zmian cen nieruchomości posłużą także do monitorowania kondycji rynku nieruchomości, w szczególności nieruchomości mieszkalnych, jak również pozwolą uczestnikom tego rynku na podejmowanie decyzji gospodarczych w oparciu o wiarygodne informacje.

Ponadto proponowane zmiany dotyczą wyciągów z opinii o wartości nieruchomości (operatów szacunkowych), które rzeczoznawcy majątkowi przekazują organom prowadzącym kataster nieruchomości. Wyciągi z operatów szacunkowych mają być przekazywane w formie elektronicznej przez ePUAP według określonego wzoru. Dodatkowo z 3 do 2 miesięcy skrócono termin na przekazanie tych wyciągów

Źródło: Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju

Wicepremier Piechociński na otwarciu DCT Gdańsk S.A.

– Dzięki takim inwestycjom jak gdański terminal kontenerowy tworzymy unikatową ofertę oraz zmieniamy model logistyczny w regionie- powiedział wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński podczas uroczystego rozpoczęcia budowy drugiego głębokowodnego nabrzeża w terminalu kontenerowym DCT Gdańsk. Inauguracja odbyła się 15 maja 2015 r. w Gdańsku.

DCT Gdańsk S.A. jest najnowocześniejszym polskim terminalem kontenerowym, w którym  rocznie przeładowywane są kontenerowce o łącznej pojemności prawie 1,2 mln TEU. Oficjalne otwarcie terminalu nastąpiło 1 października 2007 r. Od stycznia 2010 r., zaś jest on jedynym polskim terminalem głębokowodnym obsługującym statki oceaniczne w ramach  bezpośrednich regularnych połączeń z Dalekim Wschodem. W maju 2011 r. zaczął on obsługiwać największe statki na świecie, m.in.  kontenerowce klasy E o pojemności 15.500 TEU należące do Maersk Line. Dzięki temu, spółka dołączyła do prestiżowej grupy głębokowodnych portów kontenerowych w Europie Północnej. Należy zaznaczyć, że gdański terminal jest jedynym takim portem przeładunkowym na wschód od Cieśnin Duńskich.

Nowe głębokowodne nabrzeże o długości 650 m dwukrotnie zwiększy zdolność przeładunkową gdańskiego terminalu. Wartość inwestycji realizowanej przez belgijską spółkę N.V. Besix  wynosi 290 mln euro. Termin zakończenia budowy nabrzeża przewidywany jest na 2016 r.

Ministerstwo Gospodarki (MG)

TAURON Ciepło buduje nowe kotły w ZW Katowice

TAURON Ciepło realizuje inwestycję o wartości około 55 milionów złotych w Zakładzie Wytwarzania Katowice. Buduje tam trzy kotły olejowo-gazowe o mocy sumarycznej około 114 MWt. Inwestycja, która zostanie przekazana do eksploatacji z końcem 2015 roku, ma zapewnić klientom spółki bezpieczeństwo energetyczne i wysokiej jakości dostawy ciepła.

Celem realizacji inwestycji jest dostosowanie zdolności wytwórczej ZW Katowice do wielkości mocy zamówionej w tym źródle, z jednoczesnym zastosowaniem najlepszych praktyk w zakresie wytwarzania ciepła i ochrony środowiska. W efekcie realizacji inwestycji powstaną trzy kotły gazowo-olejowe, zbiorniki oleju opałowego, gospodarka olejowa, przyłącze gazu i niezbędna infrastruktura.

– TAURON Ciepło konsekwentnie realizuje strategię biznesową Grupy i wynikający z niej plan zapewnienia bezpieczeństwa dostaw ciepła. Dlatego stale modernizujemy i rozbudowujemy miejską sieć ciepłowniczą oraz realizujemy nowe inwestycje w obrębie źródeł. Budowa kotłów olejowo-gazowych w Zakładzie Wytwarzania Katowice umożliwi nam pokrycie rosnącego zapotrzebowania na moc cieplną w aglomeracji śląsko-dąbrowskiej po 2015 roku mówi Henryk Borczyk, prezes zarządu TAURON Ciepło.

W pierwszym kwartale br. zakończono prace fundamentowe w obszarze gospodarki gazowej, olejowej wraz ze zbiornikami magazynowymi i stacją rozładunkową oleju, hali kotłowni i komina.

– Aktualnie trwają prace związane z montażem hali kotłowni oraz prace fundamentowe estakad oleju i gazu. Najważniejsze zadania związane z realizacją tej inwestycji dopiero przed nami. Jeszcze w maju planujemy rozpoczęcie montażu zbiorników magazynowych oleju, na czerwiec zaplanowane są dostawy poszczególnych komponentów kotłów na budowę – mówi Sebastian Czarnik, kierownik projektu w TAURON Ciepło.

Zakład Wytwarzania Katowice jest podstawowym źródłem energii cieplnej dla Katowic, Siemianowic Śląskich, Sosnowca i Czeladzi. Produkcja energii elektrycznej i ciepła w bloku w katowickiej elektrociepłowni odbywa się w procesie wysokosprawnej kogeneracji – czyli produkcji energii elektrycznej oraz ciepła w skojarzeniu.

W skład instalacji energetycznego spalania paliw w ZW Katowice wchodzą obecnie trzy kotły: kocioł fluidalny– opalany węglem kamiennym i mułem węglowym wraz z możliwością współspalania biomasy o mocy cieplnej wprowadzanej w paliwie 378 MWt, oraz dwa  kotły wodne – opalane węglem kamiennym, każdy o mocy cieplnej wprowadzanej w paliwie 158,8 MWt.

Budowane trzy nowe olejowo- gazowe kotły szczytowe, o łącznej mocy cieplnej około 114 MWt, zastąpią podlegające derogacji kotły wodne. Z końcem roku 2015 przewidziane jest podpisanie protokołu przejęcia całej inwestycji  do eksploatacji.

 

Ile będzie kosztować spełnienie obietnic Komorowskiego i Dudy

Wiek emerytalny, przyjęcie euro i kwota wolna od podatku – to te z gospodarczych postulatów, o których w kampanii prezydenckiej jest najgłośniej. Money.pl sprawdził, jakie zdanie mają i ile obiecują obaj kandydaci w kwestiach ekonomicznych.

Znacznie bardziej rozrzutny jest Andrzej Duda. Jego deklaracje wyborcze kosztują około 70-80 miliardów złotych, czyli prawie jedną czwartą wszystkich dochodów budżetu państwa. Jak wylicza portal Money.pl, to mniej więcej tyle, ile wystarczyłoby na zakup 500 składów Pendolino czy wybudowanie 35 Stadionów Narodowych. Z kolei w obietnicach Bronisława Komorowskiego ciężko dopatrzyć się konkretów. Trudno więc mówić o jakiejkolwiek wycenie jego obietnic.

Wiek emerytalny. Duda za obniżeniem

Kwestia emerytur i wieku, w jakim Polacy będą mogli na nią przejść, to jeden z najgorętszych tematów trwającej kampanii.

– Podniesienie wieku emerytalnego było wielką niesprawiedliwością – to wymaga zmiany! Jeśli zostanę prezydentem Rzeczypospolitej, przywrócę poprzedni wiek emerytalny – zapowiedział podczas konwencji Andrzej Duda. Później wielokrotnie powtarzał swoją obietnicę, na przykład podczas telewizyjnej debaty przed pierwszą turą wyborów.

– Spełnienie tej obietnicy kosztowałoby polski budżet 15 miliardów złotych rocznie – szacuje w rozmowie z Money.pl Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka Konfederacji Lewiatan. Według jej wyliczeń taki koszt byłby realny, gdyby połowa pracowników, którzy zyskaliby na nowo prawo do emerytury (a więc są w takim wieku, że teraz nie mogą na nią przejść, a po obniżeniu mieliby do tego prawo) zdecydowało się na rezygnację z pracy. – Jeśli założylibyśmy, że właśnie tak na obniżkę wieku zareagują wszyscy uprawnieni, to koszt byłby dwukrotnie wyższy i wyniósłby 30 miliardów rocznie.

Jeszcze dalej idzie w tych szacunkach zapytany przez nas prof. Marian Noga. – Osiemdziesiąt procent Polaków, którzy przekroczyli wiek emerytalny, chciałoby dalej pracować i zarabiać, a tylko 20 procent z nich zdecydowałoby się na odpoczynek – twierdzi były członek RPP. – Po co więc cofać reformę emerytalną dla tych 20 procent ludzi? To tak naprawdę niewiele zmieni, a tylko obniży wysokość wypłacanych obecnie świadczeń i wydrenuje nasz budżet o kolejne miliardy złotych.

Komorowski proponuje staż pracy

Obecnie urzędujący prezydent, który podpisał przecież ustawę podwyższającą wiek emerytalny, krytykuje kontrkandydata za populistyczne postulaty. – Jeżeli mówią: cofnijmy wiek emerytalny, to znaczy, nie mówią starszym osobom, że to oznaczałoby zmniejszanie się emerytur. Natomiast młodym nie mówią, że trzeba będzie odprowadzać większą składkę z tytułu utrzymania emerytur starszego pokolenia. Tego nie mówią, bo to jest szkodliwe wyborczo – twierdził w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową.

Komorowski ma jednak inny pomysł na ulżenie w pracy najstarszym obywatelom. Pomysł prezydenta zakłada, że kryterium decydującym o momencie przejścia na emeryturę byłby nie wiek, ale staż pracy. I tak uprawnienia emerytalne uzyskaliby mężczyźni po przepracowaniu 40, a kobiety – 35 lat. Propozycja jest też popierana przez związkowców z „Solidarności”.

– Nie byłabym przeciwko takiemu rozwiązaniu, natomiast wolałabym, żeby najpierw przeanalizować koszty takiej zmiany i jej przełożenie na stan finansów publicznych – komentuje Starczewska-Krzysztoszek. – Faktem jest, że wydłuża się średnia życia w Polsce i w związku z tym pracować też powinniśmy dłużej. Lepszym rozwiązaniem od rzucania konkretnego stażu pracy byłoby stopniowe dostosowanie go do średniej wieku, na przykład wskaźnikiem procentowym.

Kwota wolna od podatku

Polska pod względem kwoty wolnej od podatku jest na szarym końcu wśród krajów UE. Od siedmiu lat jest to zaledwie około 750 euro. Zwolennikiem podniesienia limitu jet Andrzej Duda. – Na początku powinna ona wynosić przynajmniej 8 tysięcy złotych, a następnie trzeba stopniowo podwyższać ją jeszcze mocniej – deklarował wielokrotnie.

– Nie ulega wątpliwości, że kwotę wolną od podatku trzeba podnieść – przyznaje w rozmowie z Money.pl Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. – Przestrzegałabym jednak przed gwałtowną zmianą, bo może ona bardzo negatywnie wpłynąć na finanse publiczne. Koszty takiej decyzji opiewałyby na około 14 miliardów złotych. Pamiętajmy jednak, że 80 procent kwoty wróci do gospodarki. Zatem realny koszt netto dla polskiej gospodarki wyniósłby około 10-11 miliardów złotych rocznie.

Postulaty dotyczące tego aspektu ostro krytykuje Bronisław Komorowski. – Kwota wolna od podatku jest pożądana i wartościowa z punktu widzenia pobudzania rynku i mechanizmu zachęty do zarabiania pieniędzy i od tej strony powinna być rozpatrywana. Natomiast jeżeli to robią kandydaci na prezydenta, to jest to dziwne – argumentował w rozmowie z radiem TOK FM. – Prezydent z mocy konstytucji nie podpisuje budżetu, nie ma prawa go wetować

Przyjęcie euro

Wspólna waluta to trzeci z najgorętszych aspektów kampanii wyborczej. Temat dość szybko ucina urzędujący prezydent, który nie chce wypowiadać się w tej kwestii. – Zapowiedziałem odsunięcie debaty o kwestiach euro na czas po wyborach parlamentarnych, dlatego, że szkoda bić pianę. Nie ma możliwości wejścia Polski do strefy euro w tej chwili, dopóki Polska nie spełni kryteriów – mówił Komorowski jeszcze w marcu w rozmowie z Radiem Zet.

Dużo więcej o wprowadzeniu euro mówi w kampanii Andrzej Duda. – Moje zdanie jest takie, że to nie powinno mieć miejsca do czasu, gdy sytuacja gospodarcza w naszym kraju, a w efekcie poziom życia Polaków, nie będzie na takim poziomie, jak średnia w zachodnich krajach UE – deklarował w marcu. – W tej chwili taka decyzja jest dla Polski niekorzystna.

Z postulatami o niewprowadzenie wspólnej waluty nie zgadza się prof. Marian Noga, którego zdaniem euro może być sposobem na ściągnięcie emigrantów z powrotem do Polski. – Ludzie, którzy w ostatnich latach wyjechali za granicę, nie chcą wracać między innymi ze względu na płynny kurs walutowy – twierdzi były członek RPP w rozmowie z Money.pl. – Gdyby w Polsce było euro, to emigranci mogliby wrócić, bo nie musieliby patrzeć na kurs złotego i zastanawiać się, czy w tej chwili opłaca im się powrót.

Czy i jak pomagać frankowiczom?

Skok kursu franka wstrząsnął rynkiem walutowym w połowie stycznia. Od tego czasu szwajcarska waluta się osłabiła, podobnie jak szum wokół frankowiczów. Co jednak w przypadku, gdyby taka sytuacja się powtórzyła? Tu konkretniejszy w formułowaniu rozwiązań jest obecnie urzędujący prezydent. Komorowski opowiadał się za wsparciem dla osób, mających czasowe problemy w spłacie kredytów mieszkaniowych. O sytuacji zadłużonych rozmawiał z prezesem Narodowego Banku Polskiego Markiem Belką i ministrem finansów Mateuszem Szczurkiem.

Prezydent poparł też stanowisko Związku Banków Polskich, który opowiadał się za zmniejszeniem spreadów, czyli różnic pomiędzy kursem kupna i sprzedaży walut. Opowiedział się też za tym, że banki nie powinny zmuszać spłacających kredyty do dodatkowego ubezpieczania nieruchomości, jeśli wartość mieszkania jest niższa niż wartość kredytu. Zaproponował też stworzenie funduszu restrukturyzacji kredytów hipotecznych.

Znacznie mniej aktywny był w tym temacie Andrzej Duda. Kandydat PiS wypowiadał się co prawda w kontekście frankowiczów, ale nie potrafił zaproponować konkretnego rozwiązania dla zadłużonych. Zażądał tylko od Komisji Nadzoru Finansowego wymuszenie na bankach obniżenia opłat i prowizji dla klientów i stwierdził, że bankom nie powinna zostać udzielona pomoc z budżetu państwa.

W tym kontekście ważne jest też wprowadzenie euro w Polsce. Mówi o tym prof. Marian Noga – Wspólna waluta sprawiłaby, że frankowicze nie tylko nie straciliby na kredytach, ale jeszcze sporo by na tym zyskali – kwituje były członek RPP.

Referendum, niższe podatki, budownictwo dla młodych

W ostatnich dniach najgłośniejszym tematem kampanii jest referendum w sprawie wprowadzenia w wyborach do sejmu jednomandatowych okręgów wyborczych. Prezydent złożył 13 maja wniosek do marszałka senatu o przeprowadzenie głosowania w całym kraju. Oprócz tego, Komorowski chce również zapytać Polaków o zdanie w kwestii likwidacji finansowania partii z budżetu oraz zmian w systemie podatkowym, wzmacniającym pozycję obywatela.

Według obliczeń Money.pl, dziś ogólnopolskie referendum mogłoby kosztować około 110 milionów złotych. Jeśli jednak obywatele dodatkowo opowiedzieliby się w nim za zniesieniem dotacji dla partii politycznych, to budżet zaoszczędziłby około 55 milionów złotych.

Niższy podatek dla przedsiębiorców

Zmniejszenie stawki podatku do 15 procent dla mikroprzedsiębiorców, którzy zatrudniają przynajmniej trzech pracowników, to postulat Andrzeja Dudy. – Pomysł sam w sobie nie jest pozbawiony sensu, bo może skłaniać przedsiębiorców do wyjścia z szarej strefy – komentuje pomysł Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. – Z drugiej jednak strony mam wątpliwość, dotyczącą zakresu takiej obniżki. Co bowiem w przypadku, gdy firma będzie się rozrastać? Przedsiębiorcy mogą wzbraniać się przed zatrudnianiem dziesiątego i kolejnego pracownika, bo stracą przywilej niższego podatku.

Duda obiecuje też po 500 złotych na każde dziecko dla niezamożnych rodzin i tyle samo na drugie i kolejne dla tych bogatszych. To najdroższa z obietnic kandydata PiS, bo pomoc miałaby zostać przyznawana aż do osiągnięcia przez dziecko pełnoletniości.

– Andrzej Duda nie sprecyzował jednak, co oznacza termin „zamożny”, więc trudno oszacować, ile by to dokładnie kosztowało nasz budżet – mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. – Gdyby jednak założyć, że każde dziecko otrzyma 500 złotych, niezależnie od poziomu dochodów, to ta obietnica kosztowałaby około 46 miliardów złotych. W zależności od tego, jak ustalony zostałby próg dochodowy, kwota będzie odpowiednio niższa.

Ile naprawdę może zrobić prezydent

Przy analizowaniu obietnic wyborczych Dudy i Komorowskiego trzeba jednak pamiętać o ograniczeniach, które przy stanowieniu prawa ma Prezydent RP. Prezydent może oczywiście zgłosić do parlamentu każdy projekt, kłopot w tym, że potem musi on zdobyć poparcie większości. Poglądy gospodarcze są jednak o tyle ważne, że prezydent ma przecież również prawo weta wobec ustaw, które trafiają do niego z parlamentu. I to w tym kontekście należy patrzeć na przekonania Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy.

A te, w wielu aspektach zdecydowanie się różnią, choć mają jedną wspólną cechę. – Obietnice kandydatów są rzucane nieprecyzyjnie, ciężko w nich znaleźć konkretne założenia – mówi  Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka z Konfederacji Lewiatan. – Chciałabym, żeby kandydaci przedstawiali bardziej sprecyzowane postulaty, jak choćby te w odniesieniu do wieku emerytalnego.

– Propozycje dotyczące wieku emerytalnego, czy kwoty wolnej od podatku są w tej kampanii bardzo niestosowne – twierdzi w rozmowie z Money.pl prof. Marian Noga, ekonomista i były członek Rady Polityki Pieniężnej. – Przecież to nie są prerogatywy prezydenckie, te kwestie należą do zadań rządu i parlamentu. Co więcej, prezydent nie może przecież nie podpisać na przykład ustawy budżetowej. Pomijam już fakt, że koszt tych obietnic tak wydrenuje budżet, że Polski najzwyczajniej w świecie na to nie stać.

Pomysł na znalezienie pieniędzy ma z kolei prof. Konrad Raczkowski z Instytutu Ekonomicznego Społecznej Akademii Nauk. – Luka podatkowa w Polsce wynosi około 148 miliardów złotych. Wystarczy zlikwidować ją choćby w połowie i pieniądze na obietnice się znajdą – wskazuje w rozmowie z Money.pl i zapytany o sposób na ich odzyskanie proponuje zmiany w ustawie o VAT. – Jest taki pomysł, żeby podatek VAT przy transakcji kupujący wpłacał od razu na konto urzędu skarbowego, a sprzedawca otrzymywał „gołą” kwotę netto. Pozwoli to uniknąć nadużyć, których w przypadku VAT jest w Polsce, ale również w innych krajach UE, mnóstwo.

Banki mogą zarabiać więcej. Potrzeba jednak zmian w procesach wyceny innowacji i podwyżek cen

Zgodnie z wynikami Międzynarodowego Badania Cenowego – Global Pricing Study 2014 tylko 23% nowo wprowadzanych produktów bankowych odnosi sukces na rynku. W porównaniu do wyników innych branż uczestniczących w badaniu, sektor bankowy uzyskał jeden z najgorszych wyników. Co to oznacza w praktyce? Banki mają wyraźny problem z egzekwowaniem wyższych cen dla oferowanych przez siebie produktów. Czy nadszedł czas na krytyczną autorefleksję?

Badanie Global Pricing Study 2014 – przeprowadzone przez globalną firmę doradczą Simon – Kucher & Partners, światowego lidera doradztwa cenowego – pokazało, że sektor bankowy wydaje się mieć spore trudności w obszarze wprowadzania podwyżek cen na produktach, które banki oferują klientom. Co więcej, banki zdecydowanie mniej efektywnie, w porównaniu do innych branż, wyceniają nowości produktowe, które w większości nie przynoszą bankom zamierzonych zysków. Informacje te zostały zdiagnozowane na podstawie specjalnej analizy międzynarodowego badania cenowego Global Pricing Study 2014 uwzględniającej wyłącznie sektor finansowy1.

Okazuje się, że banki realizują mniej niż 1/3 planowanych podwyżek cen, a co więcej niemal firm z sektora finansowego odczuwa silniejszą presję cenową. Bankowcy twierdzą, że wspomniane słabe wyniki są spowodowane wysoką konkurencją na rynku oraz tym, że dzięki lepszemu dostępowi do informacji i możliwości porównywania ofert, klienci stali się bardziej krytyczni. Zdaniem ekspertów Simon – Kucher & Partners doszukiwanie się przyczyn niepowodzeń w trudnych warunkach rynkowych jest jednak pójściem na skróty. W rzeczywistości banki same są sobie winne doprowadzenia do tak nieefektywnego wskaźnika realizacji podwyżek cen. Zarządzający bankami będą największymi wrogami zyskowności banków, dopóki będą przekonani, że produkty, które oferują to „commodity”. Branża bankowa musi jak najszybciej dojrzeć do konieczności dostarczania swoim klientom produktów odbieranych w ich percepcji, jako prawdziwie wartościowych, odróżniających się od konkurencji, a tym samym tak ustalać ceny oferowanych produktów, aby tę wartość odzwierciedlały.

Silna presja cenowa i brak zysków z nowych produktów

Bardzo silna presja cenowa i brak wyraźnie określonej wartości dostarczanej klientom to nie jedyny problem branży! Aż 59% uczestników badania Global Pricing Study 2014 z branży bankowej stwierdza, że są zaangażowani w wojnę cenową. Paradoksalnie, aż 88% z tych respondentów jest przekonana, że to konkurencja, a nie oni sami, rozpoczęła wojnę cenową. Banki muszą niewątpliwie zabezpieczać się przed agresywnymi cenowo konkurentami. Problemu jednak z pewnością nie da się rozwiązać przez popadanie w nierentowną spiralę obniżek cenowych lub oferowanie klientom różnego rodzaju zachęt zakupowych i promocji, które z ekonomicznego punktu widzenia są nie do utrzymania. Takie działania są bowiem destrukcyjne nie tylko dla marżowości obniżającego ceny banku, ale przede wszystkim mają niszczący wpływ na całą branżę.

Sektor usług finansowych wypada gorzej na tle innych branż biorących udział w badaniu również w obszarze zysków osiąganych w wyniku wprowadzania na rynek nowych produktów. Tylko 23% wszystkich nowych produktów bankowych osiąga założone cele pod względem zyskowności. Ponadto 33% firm z sektora finansowego nie było w stanie zrealizować założonych celów finansowych na żadnym z nowowprowadzonych produktów. Pod tym jednak względem znalazły się branże, które wypadły gorzej, tj. branża energetyczna (34%), branża transportowo – logistyczna (35%) oraz dostawcy usług dla przemysłu (39%).

Znajomość produktu i komunikacja jego wartości dla klienta są kluczowe

Jak banki mogą skutecznie konkurować z agresywniejszymi cenowo konkurentami, z sukcesem wdrażać podwyżki cen istniejących produktów i wprowadzać na rynek nowe produkty w sposób zyskowny? Zdaniem eksperta Simon – Kucher & Partners Mateusza Matłoki kluczowe jest efektywne wyróżnienie oferowanych klientom produktów, a podejmowane wyłącznie w oparciu o przeczucie decyzje o podwyżkach cenowych są skazane na porażkę. Zdecydowanie bezpieczniej jest dokonać przemyślanych zmian w obszarze istniejącego portfolio produktów, aby było dla klienta atrakcyjniejsze, a tym samym zwiększyć skłonność klienta do zapłaty za produkt.

Wycena usług dodatkowych stanowi kolejny element oferty, któremu warto się przyjrzeć. Takie wartości dodane dla klienta, jak na przykład serwis, przez wiele banków oferowane bezpłatnie, kryją w sobie ogromny potencjał do poprawy zysków. W oparciu o globalne doświadczenie Simon – Kucher & Partners wypracowane na wielu dojrzałych rynkach, eksperci firmy utrzymują, że inteligentne konstruowanie oferty i różnicowanie cen może zwiększyć zysk banków nawet o 30%. Potencjał pozostaje więc znaczący.

W odniesieniu do wprowadzania nowych produktów na rynek w sposób zyskowny, Mateusz Matłoka zauważa, że dla sektora bankowego absolutnie kluczowe jest uwzględnianie ceny już na samym początku procesu tworzenia innowacji. Aby wycenić produkt zyskownie, banki muszą zrozumieć obiektywną wartość produktu, który następnie chcą zaoferować swoim klientom oraz sprawdzić skłonność klienta do zapłaty za taki produkt. Wszystko to należy jednak wykonać we wczesnej fazie projektowania produktu, na długo zanim pojawi się on na rynku.

Równie kluczowy jest sposób przedstawienia nowego produktu klientowi. Poza wspomnianym wcześniej różnicowaniem cen, decydującym czynnikiem jest komunikacja wartości, jaką nowy produkt dostarcza klientowi, niezależnie od tego czy jest to oferta łączona, czy pojedynczy produkt bankowy. Banki muszą więc potrafić skutecznie określić jakie wartości oferują swoim klientom, a następnie skutecznie je komunikować.

Mateusz Matłoka jest ekspertem z obszaru bankowości w warszawskim biurze Simon – Kucher & Partners.

Global Pricing Study

W Międzynarodowym Badaniu Cenowym Golobal Pricing Study wzięło udział 1 600 uczestników z 40 krajów świata. Specjalna analiza badania dla sektora finansowego objęła 200 menedżerów. Badanie jest przeprowadzane cyklicznie co 2 lata we współpracy z niezależnym stowarzyszeniem Professional Pricing Society (PPS).