USD stara się zwiększyć impet

Dolar amerykański zdołał wczoraj ponownie się umocnić, mimo iż rajd zasadniczo nie umożliwił osiągnięcia kluczowych poziomów w pozostałych parach walutowych z USD. Dla byków dolarowych fakt, że ten comeback nastąpił po słabym zamknięciu w piątek spowodowanym słabymi danymi ze Stanów Zjednoczonych i po gwałtownym wzroście apetytu na ryzyko (indeks S&P 500 odnotował rekordowo wysokie zamknięcie) był jednak zachęcający.

Opublikowany w nocy protokół z posiedzenia Reserve Bank of Australia nieco osłabił AUD, mimo iż wyjaśnienie przyczyn przyjęcia przez bank centralny bardziej neutralnego podejścia nie przyciągnęło większej uwagi. Para AUD/USD szybko ustabilizowała się w nerwowej strefie zwrotu pomiędzy poziomami 0,7950 i 0,8000 w oczekiwaniu na ukierunkowanie.

RBA wyraźnie preferuje neutralne stanowisko, jednak w komunikacie oświadczono, że „brak wytycznych nie ogranicza zakresu przyszłej zmiany poziomu stóp”. W komunikacie skupiono się również na ryzyku spadkowym, trudno zatem dostrzec jakiekolwiek zmiany na rzecz bardziej agresywnej retoryki:

„członkowie uznali, że cięcia stóp można dokonać w maju lub w czerwcu (…)”, „przewiduje się, że warunki handlowe w Australii jeszcze bardziej się pogorszą (…)”, „termin ożywienia inwestycji innych niż wydobywcze wiąże się z kluczowym ryzykiem”.

Najnowsze informacje z Grecji nadal wskazują na możliwość porozumienia, ponieważ w miarę upływu czasu wierzyciele Grecji coraz bardziej dokręcają śrubę Aleksisowi Tsiprasowi i spółce. Wczoraj minister finansów Janis Warufakis oznajmił, że już wkrótce zostanie osiągnięte porozumienie i że należy oczekiwać rozstrzygnięcia już za kilka tygodni, ponieważ finanse Grecji dosłownie „jadą na oparach”.

Dla inwestorów walutowych główne pytanie brzmi: w którym miejscu reakcja będzie najbardziej odczuwalna? Zwróćmy uwagę, że mocny wczorajszy rajd greckich obligacji z krótszymi terminami wykupu nie zapewnił wsparcia parze EUR/USD, a zatem jakiekolwiek umocnienie pary EUR/USD po ogłoszeniu porozumienia może okazać się ograniczone, natomiast większą reakcję zaobserwujemy w takich parach, jak EUR/CHF, o ile obecne poziomy zawdzięczają one właśnie sytuacji w Grecji.

Porozumienie byłoby również korzystne dla apetytu na ryzyko, a tym samym dla transakcji carry w EUR.

Wykres: AUD/USD

Para AUD/USD przetrwała test strefy zwrotu poniżej poziomu 0,8000 w oczekiwaniu na sygnały potwierdzające możliwość wzrostu lub spadku. To pierwsza z głównych par walutowych z USD, która może zagrozić najważniejszym poziomom wsparcia (opór wobec mocnego USD) i która dotychczas przetrwała test; zobaczymy, czy USD zaskoczy nas dziś pozytywnie.

Należy podkreślić, że obszar 0,7925 jest istotny pod względem technicznym, w tym ze względu na zniesienie Fibo o 61,8% z lokalnej fali oraz na zniesienie o 38,2% z większej fali od poziomu minimów cyklu, a także na wsparcie dla linii trendu.

Spadek i pokonanie tego obszaru może być ważnym argumentem dla niedźwiedzi.

Podsumowanie w koszyku G-10:

USD: czy to fałszywy alarm, czy też dolar naprawdę zmierza w dobrym kierunku? Nie wiadomo, czy protokół z posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku okaże się interesujący, ale warunki na rynku sprzyjają rajdowi USD, jeżeli dane amerykańskie i protokół FOMC będą wystarczająco mocne.

EUR: wzrost apetytu na ryzyko i większa stabilizacja na europejskich rynkach obligacji umożliwiają rynkowi zmianę pozycjonowania na wypadek spadku kursu EUR – uwaga na poziom 1,1250 w parze EUR/USD, którego osiągnięcie będzie pierwszym sygnałem przełamania w dół przed ważnym pod względem strukturalnym obszarem 1,1000/50.

JPY: waluta tradycyjnie odgrywa rolę niższej bety wobec USD (np. para EUR/JPY odzwierciedla kierunek pary EUR/USD). Czekamy na ewentualną reakcję w parze USD/JPY na zdarzenia ryzyka w Stanach Zjednoczonych do końca tego tygodnia oraz na posiedzenie Bank of Japan w piątek (nie przewiduje się większych wstrząsów po ostatnich uwagach Kurody na temat podtrzymania obecnego stanowiska).

GBP: wczorajszy mocny comeback względem euro sugeruje, że mogliśmy powrócić na ścieżkę wyprzedaży w kierunku minimów cyklu nieco powyżej poziomu 0,7000 w parze EUR/GBP, natomiast para GBP/USD może pozostać w wyższym przedziale. Ciekawe będą reakcje w tej parze na ewentualny test 200-dniowej średniej ruchomej, obecnie poniżej poziomu 1,5600, natomiast ważnym obszarem pod względem strukturalnym wydają się rejony 1,5500.

CHF: para EUR/CHF wydaje się gotowa do przełamania w górę – czy czekamy na sygnał z Grecji, czy na dalsze uwagi SBN, czy też na jedno i drugie? Uwaga na obszar 1,0500/25 w parze EUR/CHF i na dzisiejsze wystąpienie wiceprezesa SBN, Jeana-Pierre’a Danthine’a.

AUD: opublikowany w nocy protokół z posiedzenia RBA spowodował krótką wyprzedaż AUD, nie wystarczy to jednak na poparcie tezy o przełamaniu w dół w parze AUD/USD – wykres omówiłem powyżej.

CAD: mocniejszy USD i spadek cen ropy znacznie osłabiły CAD – kolejna strefa oporu znajduje się powyżej poziomu 1,2200, a obszar aż do rejonów 1,2350/1,2400 jest ważny do ustalenia, czy uda nam się w pełni przywrócić rajd sekularny USD. Uwaga na dzisiejsze wystąpienie prezesa Bank of Canada, Stephena Poloza.

NZD: waluta w nocy umocniła się po lepszych niż przewidywano wynikach badania oczekiwań inflacyjnych, które spowodowały squeeze krótkich pozycji. Rajd podtrzymał również niepewność co do kierunku w najbliższym czasie, ponieważ od końca stycznia znajdujemy się jedynie nieco poniżej połowy przedziału. Osobiście nadal preferuję spadek, jednak osiągnijmy najpierw lokalne minimum na poziomie 0,7320.

SEK: szwedzkie stopy są wyjątkowo niskie, a jednak para EUR/SEK spadła z powrotem do połowy przedziału – jest to dowód na odporność SEK, ale od jakiegoś czasu wykres jest bardzo chaotyczny. Na dziś przewidziano wystąpienie prezesa Riksbank, Stefana Ingvesa.

NOK: NOK powinna być zasadniczo wrażliwa na spadek cen ropy, a ryzyko dotyczące wytycznych banku centralnego jest raczej spadkowe, jednak para EUR/NOK chwilowo zachowuje się obojętnie.

Główne nadchodzące wydarzenia ekonomiczne (wszystkie godziny według czasu Greenwich)

  • Wielka Brytania: CPI/RPI/PPI w kwietniu (08:30)
  • Strefa euro: saldo obrotów towarowych w marcu (09:00)
  • Niemcy: wyniki badania ZEW (09:00)
  • Strefa euro: CPI w kwietniu (09:00)
  • Szwecja: wystąpienie prezesa Ingvesa z Riksbank (11:00)
  • Stany Zjednoczone: rozpoczęte budowy domów i pozwolenia na budowę wydane w kwietniu (12:30)
  • Kanada: wystąpienie Poloza z Bank of Canada (15:30)
  • Szwajcaria: wystąpienie Danthine’a z SBN (16:00)
  • Japonia: PKB w I kw. (23:50)
  • Australia: wskaźnik zaufania konsumentów Westpac w maju (00:30)

John J Hardy, Saxo Bank

saxo bank

Od słów do czynów. Dyskusja o misji służby cywilnej w MF

Administracji państwowej potrzebni są ludzie z pasją. Dzięki nim można realizować nowoczesne przedsięwzięcia, które służą obywatelom i wychodzą naprzeciw ich oczekiwaniom. To myśl przewodnia konferencji „Od słów do czynów. Projekty sektora publicznego zmieniają Polskę”, która odbyła się 18 maja br. w Ministerstwie Finansów. Podczas konferencji odsłonięto tablicę upamiętniającą Tadeusza Wydrę, jednego z zasłużonych przedstawicieli służby cywilnej i administracji samorządowej, b. dyrektora generalnego Ministerstwa Finansów, który zmarł w 2013 r.

W konferencji wzięli udział dyrektor generalna Ministerstwa Finansów Mirosława Boryczka, szefowa Służby Cywilnej Claudia Torres-Bartyzel, dyrektor Krajowej Szkoły Administracji Publicznej i b. szef Służby Cywilnej w latach 1997-2006 Jan Pastwa, dyrektor Centrum Nauki Kopernik Robert Firmhofer, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w latach 2009-2015 Zbigniew Derdziuk oraz wiceminister finansów, szef Służby Celnej Jacek Kapica. Uczestnicy przedstawili wybrane projekty, rozwijane w ostatnich latach przez służbę cywilną. Były one możliwe do realizacji również dzięki wizji ich twórców i chęci unowocześniania polskiej administracji, tak by była w stanie sprostać wymogom współczesnego społeczeństwa. Uczestnicy wspominali w tym kontekście Tadeusza Wydrę jako człowieka, który na różnych stanowiskach w służbie państwu potrafił odcisnąć trwały ślad swych działań. „Pamiętamy go jako człowieka, który mówił: od słów do czynów” – powiedziała dyrektor generalna MF Mirosława Boryczka i dodała, że ludzie tacy jako on udowadniają, że urzędnicy, którzy traktują swoją pracę jako misję, osiągają konkretne efekty.

Robert Firmhofer podkreślał, że sukces jaki odniosło Centrum Nauki Kopernik nie byłby możliwy bez osobistego zaangażowania pracowników, ich współpracy, uczciwości i zaufania, ale także prawa do popełniania błędów. Dodał, że ważny jest potencjał ludzi, a nie tylko ich kompetencje. „Istotna jest koncentracja na ludziach, a nie na ideach” – ocenił dyrektor Centrum. Podobnie uważa b. szef ZUS Zbigniew Derdziuk. Jego zdaniem kluczową kwestią w transformacji organizacji publicznej do e-urzędu jest „przełamywanie granic mentalnych zespołu”. Dodał, że zmiany w ZUS nie byłyby możliwe, gdyby nie z jednej strony zaangażowanie ludzi i ich poczucie misji, a z drugiej – efektywne i transparentne zarządzanie środkami publicznymi i wykorzystanie nowych technologii.

Przykład Centrum Przetwarzania Danych jako bazy dla elektronicznych usług publicznych podał z kolei wiceminister finansów Jacek Kapica. Ten supernowoczesny kompleks umożliwia informatyczną obsługę corocznego przyjmowania kilkudziesięciu milionów elektronicznych zeznań podatkowych.

Spotkanie było także okazją do dyskusji o samej istocie i powołaniu służby cywilnej. Jej były szef Jan Pastwa zauważył, że od początku była ona pomyślana tak, by gwarantować jasne i przejrzyste reguły naboru. Kryteriami są kompetencje i otwarcie na wszystkich zainteresowanych służbą publiczną, a nie wykluczanie kogokolwiek.

Ważnym punktem konferencji była uroczystość odsłonięcia przez ministra finansów Mateusza Szczurka tablicy upamiętniającej Tadeusza Wydrę. „Bardzo się cieszę, że tablica na stałe zagości w Ministerstwie Finansów. Będzie nam przypominać o etosie służby Tadeusza Wydry i jego dorobku, abyśmy wszyscy mogli to podtrzymywać” – powiedział minister Szczurek.

Tadeusz Wydra był m.in. dyrektorem generalnym Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego od 1999 r., a od w 2002 r. dyrektorem Departamentu Zarządzania Kadrami Korpusu Służby Cywilnej w Urzędzie Służby Cywilnej. W latach 2004–2006 był menedżerem w spółkach Polskich Sieci Elektroenergetycznych w Warszawie, tj. PSE Operator i PSE Serwis, a następnie w latach 2006-2008 dyrektorem generalnym w Ministerstwie Finansów. Pełnił również funkcję dyrektora generalnego Urzędu Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, a od roku 2008, Dyrektora Biura Prezydialnego Urzędu Dozoru Technicznego w Warszawie. Zmarł w marcu 2013 r.

Atak phishingowy na użytkowników serwisu Allegro – cyberprzestępcy wyłudzają dane logowania

Kaspersky Lab Polska informuje o pojawieniu się ataku phishingowego na użytkowników popularnego portalu aukcyjnego Allegro. Cyberprzestępcy próbują nakłaniać odbiorców sfałszowanej wiadomości e-mail do kliknięcia odsyłacza otwierającego podrobioną stronę logowania do serwisu. Wprowadzone tam dane logowania trafiają wprost w ręce atakujących. Sfałszowana strona została przygotowana starannie i stanowi potencjalne zagrożenie dla wielu użytkowników. 
Atak phishingowy na użytkowników serwisu Allegro
Wiadomości docierające do potencjalnych ofiar ataku posiadają temat „Komentarz do transakcji: (Negatywny)” i mogą wprowadzić potencjalną ofiarę w błąd. Cyberprzestępcy wykorzystali oficjalny wygląd wiadomości wysyłanych przez serwis Allegro (łącznie z charakterystycznym formatowaniem i logo firmy). Nawet jeżeli ofiara nie kupowała przedmiotu, którego rzekomo dotyczy wiadomość, może kliknąć odnośnik, by sprawdzić, co się pod nim kryje.

Wiadomość e-mail docierająca do użytkowników w ramach nowego ataku phishingowego

W swojej wiadomości cyberprzestępcy wykorzystali oryginalny szablon wiadomości wysyłanych przez serwis Allegro w odniesieniu do otrzymania komentarza przez kupującego lub sprzedającego. Rzekomy komentarz otrzymany przez ofiarę jest negatywny, co prawdopodobnie ma dodatkowo sprowokować do kliknięcia celem wyjaśnienia sprawy.

Wszystkie odnośniki znajdujące się w wiadomości phishingowej prowadzą do sfałszowanej kopii strony logowania do serwisu Allegro. Strona ta jest wierną kopią prawdziwej witryny logowania i nic nie wskazuje na niej na oszustwo. Jeżeli użytkownik poda dane logowania, na ekranie komputera pojawi oficjalny komunikat serwisu Allegro o błędzie, a wszystkie wpisane wcześniej dane trafią wprost w ręce cyberprzestępców.

Niektóre wiadomości phishingowe wysyłane w ramach omawianego ataku posiadają uszkodzone odnośniki – kliknięcie ich nie spowoduje wejścia na sfałszowaną stronę.

„Wiadomość jest poprawna stylistycznie – błędy językowe pojawiają się jedynie w samym komentarzu, co normalnie również zdarza się w korespondencji między użytkownikami. Czujny odbiorca e-maila może zauważyć brak polskich znaków w kilku miejscach, co nie zmienia jednak faktu, że na pierwszy rzut oka wiadomość wygląda przekonująco, a użycie przez atakujących informacji o negatywnym komentarzu może dodatkowo wpłynąć na chęć kliknięcia odnośnika przez potencjalną ofiarę” – skomentował Maciej Ziarek, ekspert ds. bezpieczeństwa IT, Kaspersky Lab Polska.

Kaspersky Lab Polska podkreśla, że serwis Allegro nie ma nic wspólnego z wysyłaniem omawianych wiadomości e-mail. Jest to typowy atak phishingowy mający na celu wyłudzenie informacji od użytkowników. Cyberprzestępcy nielegalnie wykorzystali wizerunek popularnego serwisu.

Źródło: Kaspersky Lab

Audyt ważny dla startupów

O zbliżających się zmianach w systemie nadzoru publicznego, a także istotnej dla start-upów współpracy z biegłymi rewidentami mówiła wiceminister finansów Dorota Podedworna-Tarnowska podczas inauguracji konferencji „Audyt dla bezpieczeństwa i rozwoju biznesu. Start-up z przyszłością”. Spotkanie z udziałem przedstawicieli biznesu, Krajowej Izby Biegłych Rewidentów (KIBR) oraz rządu odbyło się 19 maja 2015 r. w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie.

Minister Podedworna-Tarnowska przypomniała, że w obecnym stanie prawnym duża część zadań związanych ze sprawowaniem nadzoru nad biegłymi rewidentami i firmami audytorskimi powierzona jest samorządowi zawodowemu. Podkreśliła też, że w niedalekiej przyszłości czekają nas modyfikacje systemu nadzoru publicznego. Wiąże się to z nowymi unijnymi przepisami, nad których wdrożeniem pracuje Ministerstwo Finansów.

„Zmiany te zakładają powierzenie organom władzy publicznej więcej bezpośrednich zadań w zakresie nadzoru nad jakością usług świadczonych przez firmy audytorskie. Mają doprowadzić do bardziej skutecznego nadzoru, a ich celem jest zapewnienie większej gwarancji wysokiej jakości usług świadczonych przez firmy audytorskie” – powiedziała minister Podedworna-Tarnowska.

Jak mówiła w dalszej części inauguracyjnego wykładu, mogłoby się wydawać, że z perspektywy start-upów biegły rewident, a tym bardziej nadzór publiczny nad jego działalnością to nie mające odniesienia kwestie. „Jednak na którymś etapie rozwoju firmy od start-upu, pojawi się konieczność współpracy z biegłym rewidentem. Wynikać to będzie z osiągnięcia odpowiednio dużej działalności, przekształcenia w spółkę giełdową lub dobrowolnego poddania się badaniu przez biegłego rewidenta. Jest to istotne na przykład w celu zwiększenia swojej wiarygodności wobec inwestorów lub instytucji kredytowych” – podkreśliła wiceminister.

W swoim wystąpieniu zaakcentowała, że współpraca z firmami audytorskimi nie tylko musi wiązać się z weryfikacją sprawozdawczości finansowej. Przy zachowaniu zasad niezależności i bezstronności biegłych rewidentów podmioty mogą skorzystać także z innych usług przez nich świadczonych, na przykład w zakresie doradztwa prawnego, strategicznego czy podatkowego. Minister Podedworna-Tarnowska zachęciła uczestników konferencji do bieżącego monitorowania wyników kontroli w firmach audytorskich, czy to poprzez analizowanie publicznie dostępnych sprawozdań z wyników działalności systemu nadzoru publicznego lub poprzez zadawanie w tym zakresie pytań bezpośrednio firmie audytorskiej badającej sprawozdania finansowe jednostek.

Na koniec przypomniała, że w ubiegłym roku z sukcesem udało się wdrożyć zmiany w prawie polegające na ułatwieniach w sprawozdawczości finansowej dla tzw. podmiotów mikro. Kolejnym krokiem są procedowane obecnie w Sejmie zmiany upraszczające tę sprawozdawczość dla trochę większych podmiotów – tzw. małych jednostek oraz organizacji pozarządowych.

Ułatwienia dla firm i uszczelnienie systemu podatkowego

0

Uproszczenie i unowocześnienie procedur podatkowych oraz uszczelnienie systemu poboru podatków przewiduje projekt nowelizacji Ordynacji podatkowej, który rząd przyjął 19 maja 2015 r.

Zmiany przewidują m.in. wprowadzenie pełnomocnictw ogólnych w procedurach podatkowych, co oznacza uproszczenie reprezentowania strony przez pełnomocnika oraz ograniczenie biurokracji w organach podatkowych. Pełnomocnictwo będzie podatnik mógł złożyć tylko raz. Będzie ono uprawniać do reprezentowania we wszystkich sprawach podatkowych i przed wszystkimi organami, w tym samorządowymi. Pełnomocnictwo ogólne będzie składane w formie elektronicznej do centralnego rejestru i nie będzie podlegać opłacie skarbowej. Nadal będzie istnieć opcja złożenia pełnomocnictwa szczególnego (papierowego lub elektronicznego) ważnego tylko do konkretnej sprawy. Aktualnie pełnomocnictwo składane jest w urzędzie skarbowym do każdej sprawy.

Projekt przewiduje także wprowadzenie ujednoliconej formy elektronicznych raportów z ksiąg podatkowych oraz dowodów księgowych, w której podatnicy, którzy prowadzą dokumentację elektronicznie będą przekazywać dane na żądanie organu podatkowego w ramach trwającej procedury. Pozwoli to na szybszą analizę danych, skróci czas kontroli i ograniczy angażowanie podatnika. Zmiana będzie wprowadzana stopniowo.

Zakłada się także wprowadzenie nowego rozwiązania umożliwiającego wyznaczenie jednego „wiodącego” urzędu w sprawach powiązanych podmiotów objętych właściwością miejscową różnych urzędów. Rozwiązanie to będzie stosowane w przypadku uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa skarbowego lub zabezpieczenia dowodów jego popełnienia i podniesie efektywność postępowań podatkowych (kontroli).

Nowością jest też zwiększenie rozpiętości stawek odsetek za zwłokę. Stawka obniżona jak i podwyższona będzie miała symetryczną relację do stawki podstawowej. W przypadku odsetek obniżonych spowoduje to wzmocnienie samodzielnego korygowania błędów w deklaracjach. Natomiast w odniesieniu do odsetek podwyższonych istotne jest wzmocnienie prewencji przed uchylaniem się od obowiązków dotyczących płacenia podatków o podwyższonym ryzyku, tj. VAT, akcyzy i cła.

Z kolei możliwość składania grupowego wniosku o indywidualną interpretację podatkową pozwoli na wyjaśnienie wątpliwości dotyczących transakcji dla wszystkich kontrahentów. Dopracowana zostanie również formuła interpretacji ogólnej. Zamiast powielania interpretacji indywidualnych po wydaniu interpretacji ogólnej proponuje się tylko potwierdzanie stosowania w przedstawionej sprawie interpretacji ogólnej.

Nowe przepisy wejdą w życie 1 stycznia 2016 r.

Bielska spółka Inelo, producent systemów kontroli pracy kierowców, wygrała przetarg w Irlandii Północnej

W samochodach ciężarowych przewożących towary w Europie czasu pracy kierowców pilnują coraz bardziej zaawansowane systemy. Mierzą one nie tylko to, jak długo człowiek pracuje bez odpoczynku, lecz także to, jak to się ma do aktualnych przepisów obowiązujących w Unii Europejskiej. Produkująca je polska spółka Inelo ma już 10 tys. klientów z branży transportowej i 17 ogólnokrajowych służb i jednostek kontrolujących w Europie. W tym tygodniu poinformowała o wygraniu kolejnego przetargu, tym razem w Irlandii Północnej.

– Koncentrujemy się cały czas na naszym głównym zadaniu biznesowym, czyli dostarczaniu służbom kontrolnym i przedsiębiorcom najlepszych narzędzi do analizy i rozliczania czasu pracy kierowców mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jakub Gieruszczak, członek zarządu Inelo. Nasza międzynarodowa współpraca, obecność w takich organizacjach jak m.in. CORTE czy obecność naszych ekspertów przy Komisji Europejskiej, powoduje, że cały czas mamy dostęp do najnowszych wiadomości i najnowszych interpretacji, dzięki temu jesteśmy w stanie nasze produkty dopasowywać idealnie pod kątem służb kontrolnych i przewoźników.

Z usług spółki korzystają firmy transportowe, głównie w Polsce, oraz instytucje kontrolne w dziesięciu krajach Unii Europejskiej. Poza Polską są to Niemcy, Czechy, Rumunia, kraje bałtyckie, Wielka Brytania, Holandia i Luksemburg. W tym tygodniu Inelo poinformowało o wygraniu przetargu rozpisanego przez rządową agencję Ministerstwa Środowiska Irlandii Północnej.

– W tej chwili obsługujemy ponad 10 tys. firm transportowych oraz 17 inspekcji i służb kontrolnych [nie licząc miejskich i wojewódzkich – red.], jesteśmy obecni na 10 rynkach Unii Europejskiej – informuje Jakub Gieruszczak. Jeżeli chodzi o naszą sprzedaż za granicą, to tam koncentrujemy się głównie na dostarczaniu rozwiązań służbom kontrolnym. Przedsiębiorstwa transportowe stanowią w naszym obrocie kilka, kilkanaście procent.

Pozycję na rynku Inelo utrzymuje także dzięki temu, że na bieżąco śledzi zmiany legislacyjne, które związane są z pracą kierowców, i polskie, i europejskie. Po ewentualnych zmianach przepisów jest w stanie natychmiast skorygować pracę urządzeń, tak by kierowca nawet nieświadomie nie złamał prawa.

My do obowiązujących przepisów i zmian musimy się dostosowywać zwraca uwagę członek zarządu Inelo. Nasze oprogramowanie oparte jest zawsze o najnowsze przepisy, najnowsze regulacje i ich interpretacje. Każda zmiana, czy to w ustawie, rozporządzeniu, czy w wytycznych, powoduje automatycznie zmianę w naszym oprogramowaniu, jeżeli jest to konieczne.

Firma podkreśla, że starając się utrzymywać ceny na niezmienionym poziomie, cały czas unowocześnia swoje usługi. Klientom oferuje np. system GBOX, który pozwala kierowcom koncentrować się na pracy, a nie żmudnych wyliczeniach tego, jak jechać, by nie złamać któregoś z przepisów dotyczących czasu pracy.

Wprowadzamy komputer pokładowy, który oprócz komunikacji kierowcy z firmą ma bardzo ważną funkcję z punktu widzenia czasu pracy kierowcy zapewnia Jakub Gieruszczak z Inelo. Pokazuje kierowcy w czasie rzeczywistym jego dostępny czas pracy, ile on może jeszcze jechać, kiedy musi się zatrzymać, na jak długo, kiedy może rozpocząć swoją jazdę po przerwie tak, żeby nie naruszyć przepisów o czasie jazdy kierowców.

Z rynku pracy płyną dobre wiadomości

W kwietniu br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było o 1,1 proc. wyższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, zaś przeciętne miesięczne wynagrodzenie (brutto) było wyższe o 3,7 proc. – podał GUS.

Komentarz dr Grzegorza Baczewskiego, dyrektora departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan

Dane o zatrudnieniu i wynagrodzeniach w sektorze przedsiębiorstw wskazują na utrzymujący się pozytywny trend na rynku pracy. Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw utrzymało się na poziomie odnotowanym w marcu i wyniosło 5575,1 tys. Oznacza to wzrost w ujęciu rocznym o ok. 1.1 proc. czyli niemal 60 tys. osób. Utrzymuje się zatem tempo wzrostu zatrudnienia liczone r/r na poziomie z początku roku. Również w przypadku przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw odnotowano wyraźny wzrost. W całym okresie styczeń – kwiecień 2015 wyniósł on 3,8 proc. w stosunku do tego samego okresu przed rokiem.
Poprawę wskaźników na rynku pracy można wiązać z pozytywnym wpływem koniunktury gospodarczej na zatrudnienie. Stopa bezrobocia spadła w kwietniu do poziomu 11,3 proc., a liczba bezrobotnych jest o niemal 300 tys. mniejsza niż przed rokiem. Warto jednak zauważyć, że wartość wskaźnika PMI za kwiecień wskazuje na nieznaczne ochłodzenie nastrojów. Wskaźnik ma nadal pozytywny wydźwięk, ponieważ jego wartość przekracza granicę 50 punktów (dokładnie 54 pkt.), ale jest to ponad 1 pkt. mniej niż przed miesiącem. Spadek ten w znacznym stopniu wynika ze zmniejszenia subwskaźników zamówień i zatrudnienia do poziomu 50,2. Niemniej w kolejnych miesiącach zatrudnienie nadal powinno rosnąć, a poziom bezrobocia już w wakacje spadnie poniżej 10 proc. O ile nie stanie się nic co mogłoby radykalnie pogorszyć warunki zatrudnienia jest szansa, żeby stopa bezrobocia do końca roku utrzymała się poniżej tej granicy.

Istotnym zagrożeniem jest zbyt szybki wzrost poziomu wynagrodzeń spowodowany nadmiernym wzrostem wynagrodzenia minimalnego. Związki zawodowe postulują podniesienie płacy minimalnej do 50 proc. przeciętnej. Biorąc pod uwagę wskaźniki z kwietnia 2015 r. byłoby to ponad 2060 zł. Oznacza to skokowy wzrost o ponad 300 zł. Byłby to szok dla gospodarki. Obniżyłby skłonność do zatrudniania pracowników o niskich kwalifikacjach, a nawet spowodował utratę pracy przez część osób zatrudnionych. Nie powinno natomiast negatywnie wpłynąć na rynek pracy minimalne wynagrodzenie na poziomie 1800 zł.

Konfederacja Lewiatan

Szkolenia – jakie najpopularniejsze w Polsce?

Choć szkolenia dofinansowane z Unii Europejskiej przez pewien czas nie były dostępne, rynek szkoleniowy w Polsce nie popadł w marazm. Firmy, szczególnie te większe, nie zrezygnowały z dokształcania swoich pracowników, a nawet zaczęły kierować się w stronę nowych, wcale nie darmowych, rozwiązań proponowanych przez organizatorów szkoleń.

To, jakie tematy szkoleń cieszą się większą popularnością w danym okresie, zależy od wielu czynników. Ten podstawowy, który powinien mieć największy wpływ na decyzje szkoleniowe, to aktualne potrzeby przedsiębiorstw.

Spada zainteresowanie windykacją

Firmy na różnych etapach rozwoju potrzebują rozwiązywać odmienne problemy wynikające np. z zatrudnienia nowej kadry, czy też ze zmian organizacyjnych. Drugi ważny czynnik to sytuacja finansowa przedsiębiorstwa, a często także subiektywna ocena sytuacji ekonomicznej w kraju.

– Duży wpływ na popularność niektórych szkoleń ma aktualna sytuacja gospodarcza – mówi Marcin Wrzosek – prezes firmy szkoleniowej Effect Group. – Dobrym przykładem są szkolenia z zakresu windykacji. W kryzysie był to temat cieszący się zainteresowaniem klientów, którzy mieli problemy ze ściąganiem płatności lub przygotowywali się na wypadek, gdyby takie kłopoty się pojawiły. Dzisiejszy brak zainteresowania tym tematem utwierdza nas w przekonaniu, że sytuacja w gospodarce i nastroje uległy znaczącej poprawie – dodaje.

Coraz popularniejsze szkolenia „miękkie”

Wielu ekspertów obawiało się tego, w jaki sposób firmy z branży szkoleniowej poradzą sobie w okresie przejściowym, po wyczerpaniu się puli środków na szkolenia w ramach perspektywy unijnej na lata 2007-2013, a przed uruchomieniem szkoleń ze środków na lata 2014-2020.

Okazało się jednak, że firmy nie zrezygnowały ze szkoleń pracowników, a po prostu skierowały się w stronę ofert komercyjnych. Może to świadczyć o coraz większej dojrzałości polskiego rynku i wiążącej się z tym, rosnącej świadomości przedsiębiorców i menedżerów co do znaczenia, jakie ma dla ich biznesu merytoryczne przygotowanie zatrudnionych osób.

Wskazuje na to także tematyka najpopularniejszych szkoleń, wśród których częściej niż kiedyś pojawiają się tematy „miękkie”, a nie związane ze ściśle technicznymi umiejętnościami, choć nie oznacza to, że szkolenia „twarde” przestały być potrzebne.

– Aktualnie największym zainteresowaniem cieszą się szkolenia dla działów personalnych związane zmianami w kodeksie pracy – mówi Marcin Wrzosek, którego firma ma w ofercie około 200 tematów szkoleń z większości dostępnych na rynku kategorii, przez co obserwowane przez nią tendencje mogą odzwierciedlać sytuację na całym rynku. – Na dalszych miejscach plasują się szkolenia związane z planowaniem produkcji oraz szkolenia interpersonalne dotyczące zwiększania umiejętności w obszarach związanych z komunikacją, zarządzaniem czasem, obsługą klienta, a także wzmacnianiem umiejętności kierowniczych – dodaje prezes Effect Group.

Szkolenie wyjazdowe jako alternatywa

Firmy szkoleniowe starają się na bieżąco odpowiadać na zapotrzebowanie firm. To dlatego zaproponowano klientom na przykład vouchery na usługi szkoleniowe, które pozwalają wykupić dostęp do wybranych kursów w jednym roku, a wykorzystać je na dowolne zajęcia w roku następnym.

Rośnie także popularność szkoleń wyjazdowych. Rozwiązanie to polega na tym, że firma szkoleniowa organizuje całą serię zajęć z wielu tematów w jednym miejscu. Dzięki temu, że kursy przeprowadzane są w tym samym czasie i dotyczą bardzo wielu różnych obszarów, firma-klient może jednocześnie zgromadzić wszystkich pracowników, których chce przeszkolić. Szkolenia są otwarte, więc można na nie wysłać tak jednego, kilku pracowników z jednego działu, jak również wiele osób z różnych działów, a każdy uczestnik może zostać zapisany na inne szkolenie.

Dla przedsiębiorstwa jest to rozwiązanie bardzo ekonomiczne, choćby ze względu na jeden koszt transportu czy też absencje wszystkich szkolonych pracowników w jednym czasie, a nie wymiennie, co skutkowałoby sytuacją, że wciąż niedostępny byłby inny specjalista, dezorganizując w ten sposób pracę firmy.

Rosnąca popularność szkoleń wyjazdowych sprawiła, że firma Effect Group dodała do oferty szkoleń wyjazdowych w Gdańsku (organizowanych w czerwcu) oraz w Zakopanem (organizowanych w grudniu) także majową edycję na zamku w Mosznej. W tym ostatnim przypadku przeprowadzonych zostanie jednocześnie dziewięć szkoleń wybranych spośród tych, które cieszą się szczególnie dużą popularnością.

Idzie nowe – ale czy lepsze?

A na jakie zmiany na rynku można liczyć w najbliższej przyszłości?

– Dodatkowe pieniądze, które pojawią się na rynku szkoleniowym w związku z nowymi dofinansowaniami unijnymi, podobnie jak w poprzednich latach, będą miały wpływ na całą branżę – uważa Marcin Wrzosek.

To, czy będzie to wpływ pozytywny, czy negatywny, zależy już od punktu widzenia. Teoretycznie większa dostępność szkoleń powinna pomóc firmom, szczególnie tym najmniejszym, w profesjonalnym kształceniu kadry, ale z drugiej, jak zwykle pojawią się wątpliwości co do niektórych ofert szkoleniowych przygotowanych wyłącznie „pod projekty unijne”.

Pozostaje nadzieja, że rosnąca świadomość klientów sprawi, że przy wyborze odpowiedniej oferty będą kierowali się nie tylko ceną, ale również jakością oraz doświadczeniem organizatorów poszczególnych kursów.

Zagraniczne firmy poszukują dostawców z Polski

Organizatorzy Międzynarodowej Giełdy Kooperacyjnej Sourcing Day Poland 2015 opublikowali listę zagranicznych firm, które 25 czerwca w Centrum Konferencyjnym Haston City Hotel we Wrocławiu będą poszukiwały polskich dostawców z branż takich jak m.in. maszynowa, metalowa, przetwórstwa tworzyw sztucznych. Wśród firm znajdują się duże zagraniczne przedsiębiorstwa m.in. Weber Hydraulik, Tetra Pak Processing, Metabo, Continental, a także austriacka poczta.

Na stronie www.sourcing-days.com opublikowane zostały profile zagranicznych firm, które zgłosiły swój udział w giełdzie. Zawierają one szczegółowe informacje na temat oczekiwań względem polskich dostawców chcących podjąć współpracę z zagranicznym partnerem. Ich analiza może pomóc polskim firmom ocenić szanse na podjęcie współpracy jeszcze przed wysłaniem zgłoszenia.

Wśród zagranicznych firm, które już potwierdziły udział w tegorocznej edycji Międzynarodowej Giełdy Kooperacyjnej Sourcing Day Poland 2015 znajdują się przede wszystkim przedsiębiorstwa poszukujące polskich dostawców z branży maszynowej i metalowej. Szczególnie dużym zainteresowaniem cieszą się usługi obróbki skrawaniem, obróbki blach, tłoczenia, produkcji konstrukcji spawanych. Poszukiwani są również dostawcy półproduktów z gumy i tworzyw sztucznych, a także odkuwek, odlewów żeliwnych i ciśnieniowych. Szansę na znalezienie partnera mają także polscy dostawcy usług i rozwiązań dla branży spożywczej. Firma Tetra Pak poszukuje m.in. partnerów oferujących montaż urządzeń i aparatury oraz dostawców systemów automatyki dla branży spożywczej.

„Obecnie lista zagranicznych firm, które we Wrocławiu będą poszukiwać polskich dostawców zawiera 9 przedsiębiorstw i wspólnie z naszym partnerem, z austriacką firmą BMÖ, wciąż pracujemy na tym, aby do tej grupy dołączyły kolejne. Otrzymaliśmy również pierwsze zgłoszenia polskich kontrahentów, którzy uczestnicząc w naszej giełdzie chcą ograniczyć koszty i czas na pozyskanie nowych klientów. Efekty pierwszej edycji Sourcing Day zorganizowanej przez nas we Wrocławiu w 2012 roku pokazują, że możliwość spotkania i zaprezentowania swojej oferty przed potencjalnymi klientami może zaowocować podjęciem współpracy, lub cennymi kontaktami na przyszłość.” – powiedział Bartłomiej Bącik, Partner w firmie OptiBuy specjalizującej się we wdrażaniu strategii Global Sourcing.

Formuła Międzynarodowej Giełdy Kooperacyjnej Sourcing Day Poland 2015 opiera się o dwustronne, półgodzinne spotkania pomiędzy dobranymi w pary firmami, podczas których polscy dostawcy będą mieli okazję zaprezentować swoją firmę, oferowane produkty i technologie oraz nawiązać kontakt z potencjalnymi klientami z zagranicy.

Na stronie internetowej wydarzenia – www.sourcing-days.com można znaleźć szczegółowe informacje na temat spotkania, w tym m.in. formularz zgłoszeniowy oraz profile klientów zagranicznych. Koszt uczestnictwa w wydarzeniu jednego przedstawiciela dostawcy wynosi 985 złotych.

Komentarz walutowy BossaFX 20 maja 2015r.

Komentarz walutowy BossaFX 20 maja 2015r.

Konrad Ryczko

Zagadnienia związane ze zrównoważonym rozwojem są coraz częściej wpisane w strategie polskich firm

0

44 firmy zostały laureatami IV edycji Listków CSR Polityki za działania podejmowane w 2014 r. Firma doradcza Deloitte od tego roku jest partnerem merytorycznym projektu.  W kolejnym zestawieniu Listków widać, że z roku na rok zwiększa się świadomość firm w zakresie zrównoważonego rozwoju i konieczności włączenia tej koncepcji w strategię zintegrowanego zarządzania firmą. Trend ten obrazuje fakt, że ponad 85 proc. firm, które zgłosiły się do rankingu, posiada dokument określający strategiczne kierunki swojej działalności w tym obszarze. Dodatkowym elementem obecnej edycji jest wskazanie nowych trendów w zarządzaniu wpływem biznesu na otoczenie społeczne i gospodarcze.

Na ankietę, która została skierowana do około 800 największych firm w Polsce o przychodach powyżej 250 mln zł, odpowiedziało w tym roku 113 spółek. Około 80 proc. z nich brało udział we wcześniejszych edycjach zestawienia. Wśród przedsiębiorstw, które wzięły udział w inicjatywie, najliczniej reprezentowana była branża finansowa (22 proc.). Na drugim miejscu uplasował się przemysł spożywczy i handel (po 9 proc.), a na trzecim energetyka i budownictwo (po 7 proc.).

Pytania zamieszczone w kwestionariuszu dotyczyły siedmiu najważniejszych dla zrównoważonego rozwoju aspektów: ładu korporacyjnego, praw człowieka, zachowania wobec pracowników, ochrony środowiska, dbałości o klienta, uczciwości biznesowej i zaangażowania społecznego. Bazują one na wytycznych międzynarodowej normy społecznej odpowiedzialności ISO 26 000. Dodatkowo, po raz pierwszy ankieta została uzupełniona o pytania dotyczące wyzwań, które stoją przed firmami w 2015 r. Przedstawiciele tygodnika „Polityka” i firmy doradczej Deloitte przyznali w tym roku 44 Listki: Złote Listki CSR zdobyło 11 firm, Srebrne Listki CSR – 8 firm oraz Białe Listki CSR – 25 firm.

„W tym roku, razem z redakcją „Polityki” chcieliśmy jeszcze bardziej zmotywować firmy do działania na rzecz zrównoważonego rozwoju i dzielenia się swoimi doświadczeniami oraz dobrymi praktykami. Dlatego zdecydowaliśmy się na zaostrzenie kryteriów oceny dla poszczególnych kategorii wyróżnionych. Stąd w porównaniu z poprzednim rokiem uhonorowaliśmy mniejszą liczbę firm” – wyjaśnia Rafał Rudzki, Starszy Menedżer w zespole Sustainability Consulting Central Europe Deloitte.

Przesłane przez firmy zgłoszenia wyraźnie pokazują, że przedsiębiorstwa działające w Polsce coraz częściej wpisują w swoje strategie biznesowe i zarządcze zagadnienia związane z CSR. Aż 85 proc. firm deklaruje posiadanie dokumentu definiującego kierunki strategiczne w tym obszarze, a 80 proc. wskazuje, że posiada osobę dedykowaną do koordynacji działań CSR. Taki sam odsetek spółek wskazał, że ujawnia informacje i rezultaty związane z tą działalnością w Polsce np. w postaci informacji na stronie internetowej lub w broszurach firmowych.

„Z jednej strony z zadowoleniem obserwujemy coraz większe zaangażowanie firm w działalność związaną z CSR i ze zrównoważonym rozwojem. Z drugiej, widzimy, że zmieniające się otoczenie regulacyjne, społeczne i gospodarcze oraz relacje z interesariuszami stale motywują firmy  do dostosowania zakresu oraz sposobu działania do stojących przed nim  wyzwań społeczno-ekonomicznych” – podkreśla Irena Pichola, Partner, Lider zespołu Sustainability Consulting Central Europe Deloitte.

W procesie budowania zaufania bardzo istotna jest forma, w której firmy ujawniają dane na temat swojej działalności i co dokładnie, o sobie mówią. Nadesłane ankiety pokazują, że 61 proc. z nich publikuje i udostępnia – w postaci broszury marketingowej lub w formie elektronicznej – materiały na swój temat. Tylko niecałe 30 proc. ujawnia dane pozafinansowe w sposób ustrukturyzowany – w formie raportu w oparciu o rozpoznawalny, międzynarodowy standard Global Reporting Initiative (GRI) czy wytyczne International Integrated Reporting Counsil (IIRC). Tymczasem, coraz częściej raportowanie tych informacji jest wpisywane do porządków prawnych państw, m.in. poprzez dyrektywę UE o ujawnianiu danych pozafinansowych. Aktualnie polski rząd pracuje nad wdrożeniem tego unijnego wymogu, który ma zacząć obowiązywać od 2017 roku.

Kolejnym ważnym obszarem są relacje z partnerami biznesowymi i współpraca w łańcuchu dostaw. Z tegorocznych deklaracji wynika, że ok. 80 proc. firm stawia swoim partnerom biznesowym pozafinansowe wymagania (np. dotyczące BHP), zanim podejmie z nimi współpracę. Zarazem jednak planowanie projektów na rzecz budowania zrównoważonego łańcucha dostaw zajęło ostatnie miejsce (1 proc. wskazań) jako wyzwanie, któremu czoła będą stawiać firmy w 2015 roku.

„Dobrze zarządzany łańcuch dostaw nie tylko może generować oszczędności, ale także pozwoli uchronić firmę przed niepożądanymi zdarzeniami u dostawców, które często przyczyniają się do kryzysów komunikacyjnych” – mówi Rafał Rudzki.

W tym roku ponad 25 proc. firm zadeklarowało, że będzie wdrażać innowacje dotyczące procesów, usług czy produktów, które będą współtworzone z udziałem interesariuszy. Przedsiębiorstwa będą również skupiały się na długoterminowym budowaniu wartości spółki, umacnianiu kultury organizacyjnej (po ok. 15 proc. głosów) oraz rozwijały relacje z kluczowymi interesariuszami (ok. 12 proc. odpowiedzi).

„W zrównoważonym rozwoju priorytetową rolę odgrywa transformacja myślenia o kapitale ludzkim, intelektualnym czy środowiskowym, które dla budowania wartości firmy są równie istotne jak kapitał finansowy. Zestawienie Listków CSR Polityki pokazuje, że największe firmy działające w Polsce podzielają to myślenie. Dzięki ich otwartości i zaangażowaniu, większe grono podmiotów gospodarczych zrozumie, że odpowiedzialność za swój wpływ to nie abstrakcja, a chleb powszedni” – podsumowuje Irena Pichola.

 

Kategorie wyróżnień i kryteria ocen:

Złote Listki CSR Polityki – otrzymują firmy, dla których realizacja wytycznych zawartych w normie ISO 26000 jest kluczowym elementem strategicznych działań w biznesie i w relacjach z interesariuszami. Firmy te często opierają się o najlepsze lokalne i globalne praktyki oraz stosują międzynarodowe standardy. Dodatkowo istotnym elementem jest ich system zarządzania etyką oraz spisany i publiczny dokument, który definiuje zasady postępowania biznesowego oraz najwyższe standardy zarządzania personelem. O efektach swoich działań, których część podlega niezależnej weryfikacji, informują cyklicznie w raportach pozafinansowych lub zintegrowanych.

Laureatami w tej kategorii są (kolejność alfabetyczna): CEMEX Polska Sp.z.o.o., Danone Sp.z.o.o., Energa SA, Grupa LOTOS SA, Grupa Żywiec SA, Kompania Piwowarska SA, Orange Polska, PKN Orlen SA, Polpharma SA, Provident Polska SA, Schenker Sp.z.o.o.

Srebrne Listki CSR Polityki – otrzymują firmy, które w swojej codziennej działalności operacyjnej deklarują uwzględnianie wszystkich kluczowych rozwiązań normy ISO 26000. Firmy te często opierają się o najlepsze lokalne i globalne praktyki oraz stosują międzynarodowe standardy. Dodatkowo istotnym elementem jest ich system zarządzania etyką oraz najwyższe standardy zarządzania personelem. O efektach swoich działań cyklicznie informują interesariuszy.

Laureatami w tej kategorii są (kolejność alfabetyczna): Bank BGŻ SA, Bank Millenium SA, GlaxoSmithKline w Polsce, ING Bank Śląski SA, Nestle Polska SA, PGNiG SA, Tesco Polska Sp.z.o.o., Volvo Polska Sp.z.o.o.

Białe Listki CSR Polityki – otrzymują firmy, które deklarują wdrażanie wszystkich najistotniejszych kategorii zarządczych rekomendowanych przez normę ISO 26000 oraz ciągle doskonalą swoje działania w tym zakresie na rzecz efektywnego zarządzania wpływem swojej firmy.

Laureatami w tej kategorii są (kolejność alfabetyczna): ABB Sp.z.o.o., Adamed Sp.z.o.o., ANWIL SA, Bank Handlowy w Warszawie SA, Bank Spółdzielczy w Ostrowi Mazowieckiej, Calsberg Polska, EDF Polska, Grupa Aviva w Polsce, Grupa GPEC, Grupa Raben Polska, Grupa Sanofi w Polsce, Henkel Polska, ING Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie SA, Jeronimo Martins Polska SA, KGHM Polska Miedź SA, PGE Polska Grupa Energetyczna SA, PKP SA, Polskie LNG SA, Samsung Electronics Polska Sp.z.o.o., Solaris Bus & Coach SA, TAURON Polska Energia SA, Unilever Polska, WIKA Polska Sp.z.o.o. Sp.k., Zakłady Mięsne Silesia SA, Zespół Elektrociepłowni Wrocławskich KOGENERACJA SA.

Link do ankiety, którą wypełniały firmy.

Zespół Sustainability Consulting Central Europe Deloitte to 15 ekspertów, którzy zrealizowali kilkaset projektów i przeprowadzili ponad 1000 godzin warsztatów dla prawie 200 klientów. To zespół, który koncentruje swoje działania na transformacji firm i organizacji sektora publicznego w celu przygotowania ich do stawienia czoła lokalnym i globalnym wyzwaniom społeczno-ekonomicznym. Pracuje dla klientów w 17 krajach regionu Europy Środkowej. Wspiera klientów z sektora prywatnego i publicznego w transformacji z organizacji skupionych na efektach ekonomicznych w podmioty świadomie budujące wartość, poprzez proaktywne zarządzanie swoim wpływem gospodarczym, społecznym i środowiskowym. Podejście ekspertów Sustainability Consulting Central Europe jest spójne z globalną wizją Deloitte, która koncentruje się wokół hasła „Zostaw po sobie ślad” (ang. „Impact that matters”).

Summa Linguae chce być numerem jeden na polskim rynku tłumaczeń

0

CEO Magazyn Polska

Summa Linguae chce skonsolidować rozdrobniony polski rynek usług tłumaczeniowych. Spółka, która na początku maja zadebiutowała na NewConnect, deklaruje, że pieniądze od inwestorów w tej emisji i kolejnych emisjach zamierza zainwestować w akwizycję firm z branży.

Strategicznym celem spółki jest zostać największą polską grupą tłumaczeniową. Na razie rynek jest mocno rozdrobniony, a giełdowy debiutant szacuje swoją pozycję w połowie pierwszej dziesiątki.

– Chcemy zostać liderem i to wbrew pozorom nie jest specjalnie trudne zadanie, ponieważ już jesteśmy na 5. lub 6. miejscu mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Krzysztof Zdanowski, prezes zarządu Summa Linguae SA. Chcemy być po prostu najwięksi, chcemy rozwijać się też za granicą, chcemy być polską marką tłumaczeniową rozpoznawalną na rynku europejskim. Dzisiaj nie ma takiej marki. Jesteśmy dzisiaj jednym z największych podmiotów, pierwszym notowanym na warszawskim parkiecie. Bardzo ważne jest dla nas to, żeby zachować ten rodzimy charakter przy globalnej skali działalności.

Przychody spółki w I kwartale przekroczyły 1 mln zł i były o 4,5 proc. wyższe niż przed rokiem. Działalność spółki przyniosła w tym czasie prawie 0,25 mln zł straty netto, co zarząd tłumaczy zmianą polityki księgowania wynagrodzeń tłumaczy, które stanowią znaczny koszt dla spółki.

Nasza działalność skupia się dzisiaj przede wszystkim na rozwoju akwizycyjnym – podkreśla Krzysztof Zdanowski. Jesteśmy pionierem konsolidacji rynku usług tłumaczeniowych w Polsce, robimy to po raz pierwszy. Konsolidujemy ten bardzo rozdrobniony i duży rynek w Polsce. Dlatego debiut jest niejako początkiem, ale i kolejnym krokiem w drodze do pozyskania kolejnych emisji, kolejnych rund finansowania, które są niezbędne do rozwoju poprzez akwizycję.

Polski rynek tłumaczeń powoli, ale systematycznie się rozwija. Obecnie aktywnie działa tu około 1,5 tys. biur tłumaczeń. W większości są to małe podmioty, jednoosobowe działalności, o przychodach rzędu kilkuset tysięcy złotych rocznie. GUS wprawdzie zarejestrował kilkadziesiąt tysięcy podmiotów deklarujących tłumaczenia jako jeden z rodzajów działalności, jakie prowadzą, ale w ocenie prezesa Summa Linguae, większość to firmy multibranżowe, albo takie, które na wszelki wypadek wpisują do deklaracji każdą możliwą działalność.

– Takich liczących się polskich biur tłumaczeń jest 35. Jest kilka zagranicznych, dużo większych biur tłumaczeń, ale to spółki, z którymi trochę nie konkurujemy, ponieważ one świadczą usługi, np. w ramach outsourcingu dla spółek matek za granicą. To trochę inny sektor.

Dla Summa Linguae celem jest konsolidacja polskiego rynku tłumaczeń, a wyzwaniem przekonanie innych, że zamiast konkurować, lepiej współpracować.

– Zależy nam na pokazaniu, że to jest branża, która się konsoliduje, w której możliwe są synergie, przekonanie właścicieli biznesów tłumaczeniowych, którzy prowadzą swoje biznesy kilkanaście czy kilkadziesiąt, że może warto się sprzedać, może warto połączyć siły – deklaruje prezes Krzysztof Zdanowski z Summa Linguae. I to jest z jednej strony duża szansa, bo potrafimy te biznesy kupić na pewno taniej, niż gdyby ten rynek był już bardzo rozwinięty. Ale też wymaga to dużej pracy edukacyjnej. To jest dla nas ogromne wyzwanie, bo jesteśmy pierwsi.

Za 30 lat średnia długość życia Polaków wzrośnie o 5 lat

CEO Magazyn Polska

Elementem polityki senioralnej powinny być zarówno polityka zdrowotna i społeczna, jak i przedłużanie aktywności zawodowej osób starszych – przekonują eksperci. Tak zwana srebrna gospodarka to wyzwanie nie tylko dla rządu, lecz także dla samorządów. Na szczeblu lokalnym inicjatywy wspierać mają Gminne Rady Seniorów.

Odpowiedzialni politycy muszą reagować na prognozy demograficzne – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Szczerba, poseł PO, przewodniczący sejmowej Komisji Polityki Senioralnej. – Wielkim wyzwaniem jest kreowanie polityki wobec starości w naszym kraju. Stąd wzięła się inicjatywa powołania stałej Komisji Polityki Senioralnej, która będzie współpracować z rządem w podejmowaniu działań na rzecz zdrowej, aktywnej i godnej starości.

Utworzona w maju ubiegłego roku komisja podejmuje szereg działań z różnych obszarów, m.in. zdrowia, samodzielności, aktywności zawodowej osób 50+, edukacji, aktywności społecznej i kulturalnej oraz wolontariatu.

Zgodnie z założeniami polityki senioralnej państwa do 2020 roku powinna ona integrować różne polityki publiczne, w szczególności zdrowotną i społeczną. Wprawdzie średnia długość życia w społeczeństwie zwiększa się, jednak wciąż problemem pozostaje stan zdrowia seniorów.

Polityka senioralna wymaga też spojrzenia na nowy obszar wyzwań, jakie stanowi srebrna gospodarka czy przedłużanie aktywności zawodowej osób starszych – mówi Michał Szczerba.

Z danych Banku Światowego wynika, że średnia długość życia w Polsce sięga obecnie 78 lat, przy czym kobiety dożywają przeciętnie ponad 80 lat, a mężczyźni 75 lat. Za 30 lat średnia długość życia Polaków wzrośnie o ok. 5 lat.

Blisko co czwarty Polak traci zdolność do pracy przed 65. rokiem życia (Polska jest krajem o jednym z najwyższych odsetków rencistów w populacji), a więc nie będzie w stanie pracować do emerytury. Rośnie liczba chorych na cukrzycę, a choroby układu krążenia są odpowiedzialne za 26,9 proc. zgonów przed 65. rokiem życia oraz za 23,8 proc. przypadków niepełnosprawności, która prowadzi do utraty zdolności do pracy, dlatego niezwykle ważne jest inwestowanie w zdrowie.

Będziemy żyć dłużej. Chodzi więc także o to, żebyśmy przede wszystkim żyli dłużej w zdrowiu, byli bardziej aktywni zawodowo i użyteczni społecznie – podkreśla Szczerba.

Raport organizacji Pracodawcy RP oraz Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce wskazuje, że wpływ zmian demograficznych na krajową gospodarkę i budżet państwa związany jest z dwoma głównymi czynnikami: spadkiem liczby ludności wynikającym z obniżenia tzw. współczynnika dzietności oraz starzeniem się społeczeństwa. Ma to również znaczenie dla spadku liczby osób w wieku produkcyjnym (z 25,9 mln ludzi w 2010 roku do 21,8 mln w 2035 roku), co już obecnie ma wpływ na dostępność wolnych zasobów pracy.

Polityka senioralna jest nie tylko postępowaniem wobec dziś żyjących osób starszych, lecz także przygotowaniem do starości osób młodych, czyli pokazywaniem młodemu pokoleniu, że społeczeństwo i człowiek, jego życie, składa się z różnych faz, które powinny być równoprawne – tłumaczy Michał Szczerba. – Do starości musi przygotowywać się każdy z nas, ale także rząd, parlament i samorząd terytorialny.

Ważnym aktem prawnym, w którego uchwaleniu brała udział Komisji Polityki Senioralnej, jest nowela ustawy o samorządzie gminnym. Na jej mocy w jednostkach samorządu terytorialnego mogą powstawać Gminne Rady Seniorów, ciała przede wszystkim konsultacyjne i doradcze. Ich zadaniem jest reprezentowanie interesów osób starszych i niesamodzielnych.

Kredytobiorcy we frankach nie zapłacą podatku od korzyści związanych z restrukturyzacją zadłużenia

CEO Magazyn Polska

Minister finansów zapowiada podpisanie najpóźniej do piątku rozporządzenia w sprawie zwolnienia z podatku dochodowego korzyści z tytułu zrestrukturyzowanych kredytów oraz ujemnych rat kredytowych. To duże ułatwienie dla osób zadłużonych m.in. we frankach szwajcarskich, które mają problemy ze spłatą rat. Banki z kolei będą mogły zakwalifikować straty poniesione z tytułu restrukturyzacji kredytu jako koszt uzyskania przychodu.

– Ograniczeniem, które wskazywane było często przez ekspertów, banki oraz przez osoby fizyczne zadłużone we frankach szwajcarskich, było to, że jakakolwiek restrukturyzacja tego zadłużenia, choćby ustalenie kursu, który nie jest rynkowy, rodzi konsekwencje podatkowe. Czyli korzyść, którą kredytobiorca ma z tytułu restrukturyzacji kredytu jest opodatkowana jako zwykły dochód – wyjaśnia Mateusz Szczurek, minister finansów. – Z tego opodatkowania zwolnimy podatników w ramach rozporządzenia, które podpiszemy do piątku.

Projekt nowego rozporządzenia zakłada, że również w przypadku ujemnych rat kredytowych kredytobiorca będzie zwolniony z obowiązku podatkowego. Obecny poziom stawki referencyjnej LIBOR, stanowiącej podstawę do obliczenia wysokości oprocentowania kredytów hipotecznych, wynosi -0,8 proc.

 W przypadku niektórych kontraktów kredytowych LIBOR plus marża daje ujemne stopy procentowe, ujemne odsetki. Jest to rzecz jeszcze do niedawna nie do pomyślenia. Dziś niektórzy klienci mają ujemne oprocentowanie swoich kredytów i to bank dopłaca im do obsługi, niejako płaci odsetki od kredytu, który sami zaciągnęli – informuje Szczurek. – Ta sytuacja również stanowi dochód klienta i ten dochód zwalniamy z podatku.

Zwolnienie z podatku będzie dotyczyło kredytów zaciągniętych przed 15 stycznia 2015 roku, czyli przed decyzją Szwajcarskiego Banki Narodowego. Innym warunkiem jest to, żeby kredytobiorca w momencie umorzenia wykorzystywał daną nieruchomość na własne cele mieszkaniowe.

Nowe rozporządzenie to dobra wiadomość zarówno dla kredytobiorców, jak i dla banków. Według badań przeprowadzonych przez KNF wynika, że największy udział kredytów denominowanych w walutach obcych miały Millenium Bank oraz Getin Noble Bank i to one były w największym stopniu narażone na koszty ewentualnej restrukturyzacji zadłużenia.

– Utrata korzyści banku związana z restrukturyzacją zadłużenia będzie mogła być kosztem uzyskania przychodu. W ten sposób chcemy zachęcać do restrukturyzacji, do ulżenia kredytobiorcom we frankach szwajcarskich, ale także w innych walutach oraz w złotym – wyjaśnia Mateusz Szczurek.

Restrukturyzacja zadłużenia może obejmować m.in. wydłużenie okresu spłaty kredytu, zmniejszenie rat czy też nawet umorzenia części kredytu, w tym części kapitałowej.

Kwestia umorzenia opodatkowania to kolejna inicjatywa, która ma poprawić sytuację kredytobiorców zadłużonych we frankach szwajcarskich. Jeszcze w styczniu – parę dni po decyzji SNB o uwolnieniu kursu tej waluty, co wywołało panikę na rynkach – banki zgodziły się m.in. na uwzględnianie ujemnych stawek LIBOR-u, od którego zależy część kosztów raty. Jak podkreśla minister, umożliwiły one spadek kosztów obsługi zadłużenia lub miesięcznych rat dla „frankowiczów”.

– Kredyty hipoteczne nie są dziś większym obciążeniem niż przed tym ruchem na rynku walutowym w Szwajcarii. Co więcej, jako procent dochodów rozporządzalnych dziś Polacy płacą mniej, obsługując swoje zadłużenie hipoteczne, niż płacili w 2008 roku – mówi agencji Newseria Mateusz Szczurek. – Ale pozostaje kwestia ewentualnej restrukturyzacji kredytów, kiedy jest to potrzebne, i kwestia wyceny bieżącej związanej z ruchem kursowym, a więc nie rat, a całości kredytu. Tutaj rzeczywistość mocnego franka jest nieubłagana.

Ok. 900 tys. osób w Polsce jest zadłużonych we frankach szwajcarskich. Według danych Europejskiego Banku Centralnego Polska jest na drugim, zaraz po Austrii, miejscu w Unii Europejskiej pod względem liczby zaciągniętych kredytów w szwajcarskiej walucie. Łączna wartość zobowiązań przekracza 34 mld euro. W wyniku styczniowej decyzji Szwajcarskiego Banku Narodowego znoszącej minimalny kurs wymiany franka szwajcarskiego w stosunku do euro, polski złoty gwałtownie stracił na wartości. Choć potem odzyskał część mocy, wciąż jest słabszy wobec franka o niemal 10 proc. niż na początku roku.

Gen. Roman Polko o programie modernizacji wojsk: za dużo obietnic, za mało konkretów

CEO Magazyn Polska

Program modernizacji polskich sił zbrojnych jest niespójny i nie odpowiada na zagrożenia, przed którymi staje Polska – ocenia gen. Roman Polko, były dowódca GROM-u i wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Ekspert zarzuca, że to raczej tworzenie kosztownych obietnic niż budowa zdolności obronnych kraju.

Warty miliardy program rozwojowy nie jest spójnym. Jest właściwie pokazywaniem różnego rodzaju obietnic, a nie konkretnymi programami, które są systematycznie i konsekwentnie wdrażane – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes gen. Roman Polko.

W ciągu najbliższych siedmiu lat Polska wyda na zbrojenia 130 mld zł. Rząd zamierza zbudować system odstraszający i planuje m.in. zakup śmigłowców wielozadaniowych, rakiet samosterujących dalekiego zasięgu, systemu obrony przeciwlotniczej, a także okrętów podwodnych. Były dowódca GROM-u ocenia ten program krytycznie.

Cały problem polega na tym, że od 2008 roku mamy do czynienia ze zwiększonym zagrożeniem ze strony Rosji, która bardzo intensywnie się zbroi. Natomiast zamiast w odpowiedzi na to budować systematycznie nasze zdolności obronne tak, żeby w każdym momencie być gotowym do obrony, to zbudowaliśmy co najwyżej tylko programy, które kiedyś w przyszłości będą realizowane. Nic w praktyce, dużo obietnic – podkreśla Roman Polko.

Twórca GROM-u zwraca uwagę na to, że obecne zagrożenia militarne są zupełnie inne niż te, z którymi mierzono się w XX wieku. Zarzuca politykom sprawującym obecnie władzę, że Polska nie idzie do przodu, nie jest inicjatorem strategicznych zmian, które mogłyby odpowiedzieć na współczesne wyzwania.

Ostatni szczyt NATO podkreślał właściwie trzy rzeczy. Po pierwsze, są to siły i służby specjalne, czyli działalność wywiadowcza i możliwość reagowania na działania nieregularne. Po drugie, walka w cyberprzestrzeni – tu również jest bardzo wiele do zrobienia. I po trzecie, obrona powietrzna – wymienia gen. Polko.

Jak podkreśla, we wszystkich tych obszarach mamy wiele zaległości. Wprawdzie sytuacja w służbach specjalnych znacznie się poprawiła, ale to nie oznacza, że nie ma czego poprawić.

Siły specjalne też powstały tylko dlatego, że zabiegał o to śp. Lech Kaczyński, który doprowadził do integracji jednostek specjalnych. Ale niestety rok temu ten system, który bardzo dobrze funkcjonował, w który mocno się zaangażowali również Amerykanie, wspierając rozwój naszych sił specjalnych, został rozbity przez tzw. zreformowanie, a w istocie zdeformowanie systemu dowodzenia. Dowództwo wojsk specjalnych, które dowodziło w istocie 2-3 tys. żołnierzy, zostało podzielone na dwie części o niejasnych kompetencjach – podkreśla ekspert.

Gen. Roman Polko był jednym z uczestników panelu „Bezpieczeństwo: co może zrobić Polska, co powinna zrobić Europa” podczas V edycji Kongresu Polska Wielki Projekt, współorganizowanego przez Instytut Sobieskiego.

Ponad 1,1 mld euro obrotów między Polską a Portugalią

CEO Magazyn Polska

Wymiana handlowa z Portugalią notuje dwucyfrowe wzrosty. W ubiegłym roku polskie firmy wyeksportowały towary o wartości ponad 600 mln euro, a import do kraju wyniósł blisko 500 mln euro. Portugalscy klienci chętnie kupują polską żywność: jogurty, sery czy ogórki, a także wódkę. Z kolei Portugalczycy sprzedają u nas z powodzeniem wina, oliwę i owoce morza. Coraz częściej też portugalskie firmy chcą inwestować nad Wisłą.

Polska jest dziś celem przedsiębiorców z różnych sektorów, nie tylko handlu i bankowości, lecz także m.in. branży budowlanej i produkcji. Portugalskie firmy umacniają swoje pozycje w Polsce i regionie. Widzimy ostatnio wzrost tego rodzaju aktywności i możemy spodziewać się jej rozwoju w najbliższej przyszłości – mówi Pedro Pereira da Silva, prezes Polsko-Portugalskiej Izby Gospodarczej.

Dane warszawskiego biura agencji AICEP wskazują, że rośnie liczba firm z kapitałem portugalskim zarejestrowanych w Polsce. W ubiegłym roku było ich 146. Największe to m.in. Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci Biedronka, Banco Comercial Português, właściciel Banku Millennium, czy Mota-Engil, firma budowlana.

Z informacji Banku Portugalii wynika, że bezpośrednie inwestycje zagraniczne portugalskich firm w Polsce na koniec 2014 roku wyniosły 1,9 mld euro (wzrost o 32,4 mln euro). To stawia nasz kraj na dziewiątej pozycji w rankingu najchętniej wybieranych kierunków portugalskich BIZ (pierwsza pozycja wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej i piąta wśród krajów UE – po Hiszpanii, Niemczech, Francji i Luksemburgu). Na tym tle polskie BIZ w Portugalii nie wypadają dobrze – wartość aktywów na koniec ubiegłego roku wyniosła 20 mln euro.

Ostatnio mogliśmy obserwować wzmożoną aktywność i ożywienie w relacjach handlowych pomiędzy Polską a Portugalią. Wyraźnie widać, że coraz więcej portugalskich firm interesuje się polskim rynkiem. Od kilku lat widzimy także, że polskie przedsiębiorstwa aktywnie poszukują nowych rynków zbytu. Stąd ich rosnące zainteresowanie Portugalią – mówi Pedro Pereira da Silva.

Portugalia to dla polskich producentów nie tylko dziesięciomilionowy rynek zbytu. Portugalczycy mogą dla nich być także oknem na bardziej egzotyczny świat – dzięki rozwiniętym kontaktom handlowym z krajami Ameryki Południowej i Afryki. Eksportem do Portugalii zajmuje się już ponad 1,3 tys. polskich firm.

W ubiegłym roku obroty handlowe między Polską a Portugalią wyniosły 1,1 mld euro. Polska od lat ma dodatni bilans handlowy (103,7 mln euro), ale zarówno eksport, jak i import rosną dwucyfrowo – odpowiednio o 20 i 10 proc. W eksporcie znaczący udział (13,3 proc.) mają artykuły rolno-spożywcze.

Słynna polska wódka jest doceniana w Portugalii, coraz bardziej widać jej obecność na portugalskim rynku. W sklepach można jednak znaleźć wiele innych polskich produktów spożywczych, np. ogórki, jogurty czy sery – wymienia prezes Polsko-Portugalskiej Izby Gospodarczej. – Z kolei na polskim rynku najczęściej możemy znaleźć portugalskie owoce i warzywa, wino, oliwę i owoce morza. Dostępna oferta jest coraz większa.

Żywność ma w imporcie 12-proc. udział. I choć większy mają m.in. wyroby przemysłu elektromaszynowego, drzewno-papierniczego i chemicznego, to właśnie z kuchnią krajowi konsumenci bardziej kojarzą Portugalię. Ten obraz przybliża im również Polsko-Portugalska Izba Gospodarcza, która co roku organizuje Tydzień Portugalski „Flavours of Portugal”, czyli wydarzenie dla fanów tamtejszej kuchni. A tych jest coraz więcej, bo Portugalia – m.in., dzięki coraz większej siatce połączeń lotniczych – staje się popularną destynacją turystyczną.

Przy takich wydarzeniach ważne jest, by wszyscy zaangażowani robili to, co do nich należy, najlepiej jak umieją, bo w ten sposób osiąga się najlepszy rezultat. Sukces mierzy się nie tylko liczbą organizatorów i uczestników, lecz także jakością wydarzenia: przepisów, posiłków, występów i muzyki. Chcemy, by każdy, kto będzie uczestniczył w tym wydarzeniu, miał wrażenie, że to najlepsza w historii tego typu impreza – mówi Pedro Pereira da Silva.

Orbis liczy na rekordowo dobre wyniki w tym roku

0

CEO Magazyn Polska

W 2015 roku zyski Orbisu powinny znacząco wzrosnąć. Spółka przekonuje, że większa strata netto w I kwartale związana jest z sezonowością branży i wynika z powiększenia hotelowego portfolio Orbisu. Już w wynikach majowych po stracie nie powinno być śladu, a rezultat za cały rok – przez zwiększenie skali działalności – ma być rekordowo wysoki.

Po zawarciu w styczniu strategicznej transakcji z francuską siecią Accor i zakupie 38 hoteli działających w pięciu krajach, w których Orbis nie był dotąd obecny, rozwój spółki przyśpieszył – przekonuje zarząd spółki. W pierwszym kwartale przychody Orbisu wzrosły o ponad 100 mln zł w porównaniu z początkiem ubiegłego roku, przekraczając 229 mln. Spółka zwiększyła w tym czasie stratę z niemal 10 mln zł do przeszło 22 mln zł.

Spowolnienie w I kwartale każdego roku to typowe zjawisko w branży hotelarskiej, więc sytuacja w tym roku jest dokładnie taka sama jak w poprzednich latach – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Gilles Clavie, prezes zarządu i dyrektor generalny Orbis SA. – Jedyną różnicą jest wielkość tej straty, na co wpływ miała transakcja zwiększająca skalę naszej działalności. Spółka nabyła sieć hoteli o wielkości porównywanej do już posiadanej. To przyczyniło się do naszej straty w pierwszym kwartale, jednak będzie poprawiało nasze wyniki w drugim, trzecim i czwartym kwartale roku.

By przekonać akcjonariuszy o tym, że sytuacja jest wyjątkowa, a perspektywy spółki dobre, zarząd przedstawił symulację pro forma, uwzględniającą wyniki nabytych spółek z Europy Wschodniej, tak jakby dane te podlegały konsolidacji od stycznia 2014 roku.

Pokazaliśmy w ten sposób, że gdybyśmy powiększyli sieć hoteli w styczniu 2014 roku, to strata, którą zanotowaliśmy w pierwszym kwartale br., byłaby dużo mniejsza od ubiegłorocznej. W odniesieniu do wyników pro forma zwiększyliśmy skonsolidowane przychody ze sprzedaży netto o 13 proc., EBIDTAR [zysk operacyjny przed uwzględnieniem odsetek, podatków, amortyzacji i czynszów – red.]  o 39 proc., a zysk operacyjny EBITDA – o blisko 190 proc. – mówi Gilles Clavie.

W większości państw regionu Orbis zanotował istotny wzrost frekwencji w porównaniu do wyników pro forma w I kwartale 2014 r. Łączna frekwencja wyniosła 53,5 proc., dzięki czemu przychód na jeden dostępny pokój (RevPAR) wzrósł o 14 proc.

To dopiero początek roku, więc w kolejnych miesiącach spodziewamy się także dobrych wyników. Po pierwszym kwartale była strata, ale w maju przekroczyliśmy już próg rentowności, co oznacza, że grupa jest na plusie. W kolejnych tygodniach spodziewamy się dalszej poprawy, co pokażą już wyniki po drugim kwartale. To będzie dopiero wstęp do bardzo dobrych wyników za cały rok – podkreśla Clavie.

Gilles Clavie podkreśla, że Orbis zamierza pozostać spółką dywidendową. Jak deklaruje, celem firmy jest jej dalszy rozwój i zwiększenie wartości dla akcjonariuszy. Przekonuje, że najlepszą metodą, by w sposób zrównoważony zwiększać zyski, jest presja na wzrost zysku netto z działalności operacyjnej. W czerwcu Walne Zgromadzenie zadecyduje o przeznaczeniu na dywidendę ponad 69 mln zł z 80-milionowego ubiegłorocznego zysku netto.

Po odkupieniu od Accoru sieci 38 hoteli o łącznej liczbie ponad 7 tys. pokoi Orbis ma największą sieć w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Oferuje 19 tys. pokoi w ponad 100 obiektach w 9 krajach.

Zarówno przy ogłoszeniu zakupu sieci, jak i przy jego finalizacji powtarzaliśmy, że to idealna transakcja, wpisująca się w naszą strategię – przypomina prezes Orbisu. – Podtrzymuję to zdanie. Jestem przekonany, że to była dobra decyzja, która przełoży się na dalszy wzrost grupy i dobre wyniki w całym roku.

Hitachi chce rozwijać się w Polsce dzięki innowacyjnym produktom

0

CEO Magazyn Polska

Hitachi zamierza się rozwijać w Polsce i całym regionie Europy Środkowej. Spółka do tej pory miała stosunkowo niewielki udział w tym rynku, ale chce to zmienić dzięki inwestycjom w innowacje. Planuje uczestniczyć we wszystkich najważniejszych procesach zachodzących w Polsce, związanych m.in. z rozwojem technologii IT i urbanizacją.

Europa Centralna jest jednym z rynków, na którego rozwoju w szczególności się skupiamy. Jest tu duża baza know-how, szczególnie w Polsce, co przy obserwowanym od kilku lat wzroście gospodarczym, zasobach wykwalifikowanej kadry oraz zaawansowanych technologicznie firmach sprawia, że jest to jeden z naszych rynków docelowych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Pablo Hofelich, chief operating officer w Hitachi Europe.

Wywodzący się z Japonii koncern jest obecny na wielu rynkach m.in. w segmencie rozwiązań IT, a także sprzętu medycznego, przemysłowego, budowlanego i systemów dla infrastruktury i transportu. W Polsce poza głównym oddziałem grupy działają trzy spółki zależne Hitachi – zajmująca się przetwórstwem danych, sprzedażą narzędzi budowlanych oraz dostarczaniem systemów transportowych.

Jak jednak podkreśla Hofelich, w kolejnych latach Hitachi chce również inwestować w pozostałe obszary. Zaznacza, że na całym świecie zachodzą obecnie podobne zjawiska związane m.in. z coraz szerszym wykorzystywaniem informatyki, globalizacją oraz urbanizacją. Dzięki swoim produktom, Hitachi chce włączyć się w te procesy w Polsce.

Podstawą działania spółki mają być innowacje.

Bez innowacji nie ma produktów, nie ma klientów, a więc nie ma biznesu. Innowacje były przez ostatnie 100 lat integralną częścią strategii Hitachi. I tak jest również dzisiaj – działalność innowacyjna społecznie to jeden z kluczowych elementów naszej strategii – tłumaczy Hofelich. – Musimy realizować nasz plan, który obejmuje prace nad innowacjami i wprowadzanie ich na rynek. Dotyczy to również rynków, na których nie jesteśmy jeszcze bardzo silni, jak np. w Europie Środkowej i Polsce.

Działalność innowacyjna społecznie obejmuje prace nad innowacjami, które uwzględniają takie kwestie, jak bezpieczeństwo konsumentów czy stan środowiska i zasobów naturalnych. Dotyczy to wszystkich obszarów, w których działa koncern, zarówno logistyki, ochrony zdrowia, energetyki, jak i finansów.

Hofelich podkreśla, że w tej chwili Hitachi jest w Polsce ma niewielki udział rynkowy, ale liczy na to, że właśnie dzięki innowacjom w ciągu kolejnych lat spółce uda się to zmienić.

Chcielibyśmy w Polsce wzrastać i mieć większy wkład w lokalną wartość dodaną. Chcielibyśmy również być partnerem we współpracy i być postrzegani jako integralna część polskiego biznesu w zakresie rozwoju i innowacji – mówi Hofelich.

Ocieplenie domów jednorodzinnych może zmniejszyć zużycie węgla o 6 mln ton rocznie

CEO Magazyn Polska

Dzięki termomodernizacji starych budynków mieszkalnych w Polsce można by zmniejszyć zużycie węgla o nawet 6 mln ton rocznie. Ponad 80 proc. budynków w Polsce to domy jednorodzinne, a trzy czwarte z nich zostało zbudowanych przed 1989 r. To właśnie te starsze nieruchomości mają najniższy standard energetyczny i mogą najwięcej skorzystać na termomodernizacji.

Koszt ogrzewania budynku o powierzchni np. 100 mkw. bez termomodernizacji w przeliczeniu na ilość spalanego węgla to około 6 ton węgla rocznie na potrzeby centralnego ogrzewania. Po termomodernizacji można zejść co najmniej do 50 proc. tej wartości, czyli ok. 3 ton węgla – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Konrad Witczak, specjalista ds. norm i standardów w Rockwool.

Jak wynika z danych GUS, w Polsce spośród 6,05 mln budynków aż 5,5 mln to domy jednorodzinne. Mieszka w nich 19,5 mln osób, czyli ponad połowa Polaków. Większość z tych nieruchomości jest jednak dość stara: 21,9 proc. powstało jeszcze przed 1944 r. (głównie w województwach wzdłuż granicy z Niemcami i w województwie opolskim), a kolejne 50 proc. w latach 1945-1988. Zaledwie niecałe 10 proc. powstało po 2003 r., kiedy standardy energetyczne były wyższe.

W Polsce do tej pory zaniedbywano systemową termomodernizację budynków jednorodzinnych. Było kilka programów dotyczących termomodernizacji budownictwa, jednak w większości skupiały się one głównie na budynkach użyteczności publicznej i budynkach wielorodzinnych – podkreśla Witczak.

Współczynnik przenikania ciepła, czyli standardowa miara strat ciepła, dla domu wybudowanego po 2003 r. może być nawet trzykrotnie niższy niż dla budynku sprzed 1944 r. To przekłada się na koszty. Jak wynika z raportu Rockwool, nieocieplony mały dom jednorodzinny o powierzchni 82 mkw. może rocznie pochłaniać prawie 600 kWh/mkw., co przekłada się na 5,1 tys. zł kosztów ogrzewania i prawie 7 ton zużytego węgla.

Jak jednak przekonuje Rockwool w raporcie, przy inwestycji w termomodernizację za 21,5 tys. zł – obejmującej m.in. ocieplenie ścian i dachu oraz wymianę okien – właściciel domu może szybko zmniejszyć wydatki na ogrzewanie. Oszczędności sięgają nawet 3,3 tys. zł rocznie. Do tego o ponad połowę – do 2,4 tony – może spaść ilość zużywanego węgla, co ma także pozytywne skutki dla środowiska naturalnego.

– W wyniku termomodernizacji 2 mln takich budynków, czyli połowy tego zasobu, który można termomodernizować, zaoszczędzamy 6 mln ton węgla rocznie. Przyjmuje się, że na ogrzewanie indywidualne w budynkach inwestorzy indywidualni co roku kupują około 12 mln ton węgla – mówi Witczak. – Inną sprawą jest oczywiście spalanie węgla w elektrociepłowniach, czyli w ciepłowniach w systemowym ogrzewaniu.

W skali statystycznej gminy wiejskiej termomodernizacja wszystkich nadających się do tego budynków, głównie jednorodzinnych, mogłaby zmniejszyć koszty ogrzewania z 7 do 2,2 mln zł – wynika z raportu Rockwool. Zapotrzebowanie na energię zmalałoby z 263 do 105 TJ rocznie, a zużycie węgla do 4,2 tys. ton rocznie. Do atmosfery trafiałoby 8,4 tys. ton dwutlenku węgla, czyli znacznie mniej niż obecnie (18,7 tys. ton).

Na termomodernizacji najbardziej skorzystać mogą mieszkańcy starych domów, bo tam standardy są niższe. Im lepszy punkt wyjścia, tym dłuższy czas zwrotu z inwestycji – przyznaje Witczak.

Jeżeli jest to budynek w dosyć kiepskim stanie, np. z lat 60. i 70., to zwrot z inwestycji w termomodernizację w takich obiektach wynosi około 6-7 lat. Natomiast jeżeli docieplamy budynek z końca lat 80. lub początku 90., to te zwroty z inwestycji oczywiście będą dłuższe i one mogą wynieść kilka lat więcej – mówi ekspert.

 

Roboty mogą zastąpić ludzi w 700 różnych zawodach

CEO Magazyn Polska

Nowe generacje robotów mogą spowodować, że z rynku pracy zniknie 700 zawodów. Mimo to dwie trzecie pracowników nie boi się, że zastąpią ich maszyny. 12 proc. twierdzi, że już dziś ich zadania mogłyby wykonywać roboty. Postępu technologicznego najbardziej obawiają się Niemcy – wynika z ankiety Monster.com.

Naukowcy z Uniwersytetu w Oksfordzie twierdzą, że w przeciągu najbliższych 10-20 lat zniknie aż 700 zawodów. Przestaną one bowiem wymagać obecności człowieka, który zostanie zastąpiony przez maszynę. Szczególnie zagrożone są zawody niewymagające wysokich kwalifikacji np. sprzedawca, recepcjonista, bibliotekarz, taksówkarz czy kurier. Obawiać się o swoją przyszłość nie muszą natomiast przedstawiciele zawodów wymagających kontaktu emocjonalnego z drugim człowiekiem, kompetencji miękkich lub zdolności manualnych. Z badań przeprowadzonych przez Monster.com wynika, że pracownicy nie boją się jednak zastąpienia ich pracy przez maszyny – tego zdania jest 63 proc. ankietowanych.

Jesteśmy optymistami i z nadzieją patrzymy w naszą przyszłość. Z naszych badań wynika, że automatyzacji czy robotyzacji najbardziej obawiają się mieszkańcy Niemiec  aż 40 proc. Natomiast najbardziej optymistycznie do tego zjawiska podchodzą mieszkańcy Ameryki Północnej czy Indii. 37 proc. ankietowanych twierdzi, że ich zawody mogą być zastępowane w przeciągu dwóch najbliższych dekad – mówi agencji informacyjnej Newseria Małgorzata Majewska, dyrektor ds. marketingu w Monsterpolska.pl.

Robotyzacja pracy na całym świecie ma miejsce już od dłuższego czasu. Zjawisko to wynika z dużej konkurencji na rynku – zakłady produkcyjne dążą do zwiększenia produkcji i podniesienia jakości produkowanych wyrobów przy jednoczesnej redukcji kosztów. Z tego powodu ludzie coraz częściej zastępowani są przez inteligentne maszyny, co znacznie poprawia wydajność pracy, zwiększa moc produkcyjną i ogranicza przestoje. Maszyny mogą bowiem pracować 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu.

Obecnie osoby pracujące w fabrykach to przede wszystkim pracownicy odpowiedzialni za obsługę maszyn wykonujących pracę, a nie produkcję, jak to miało miejsce jeszcze 20 lat temu. Zdaniem ekspertów ludzie nie powinni się jednak obawiać wyparcia z rynku pracy przez roboty.

Roboty nigdy nas nie zastąpią w stu procentach. Nie mają one inteligencji emocjonalnej, umiejętności miękkich, nie uczą się tak szybko jak my, bo uczą się na podstawie z góry określonych algorytmów. Poza tym ktoś te maszyny będzie musiał naprawiać, czyli zapotrzebowanie na mechaników i inżynierów również będzie bardzo duże – mówi Małgorzata Majewska.

Eksperci są zdania, że automatyzacja może być szansą, a nie zagrożeniem. Roboty pomagają ludziom się rozwijać – dzięki nim ludzie mogą nabywać nowe umiejętności i zdobywać nowe kwalifikacje, stając się w ten sposób bardziej atrakcyjnymi pracownikami czy kandydatami do pracy. W miejsce zawodów wypartych z rynku przez inteligentne maszyny pojawi się wiele nowych, dziś jeszcze ludziom nieznanych.

Greenpeace: W Polsce masowo wzrasta zużycie pestycydów

CEO Magazyn Polska

Długotrwały kontakt z pestycydami – podczas pracy w polu i ogrodzie czy poprzez spożywanie produktów zawierających ich pozostałości – zwiększa ryzyko wystąpienia wielu chorób nowotworowych, neurologicznych i zaburzeń w układzie hormonalnym. Najbardziej narażone są kobiety w ciąży i niemowlęta. Dlatego Greenpeace wzywa do zatrzymania chemizacji rolnictwa w Polsce i wykluczenia z użycia syntetycznych pestycydów.

Z badań przeprowadzonych przez Greenpeace wynika, że w latach 2000-2013 zużycie pestycydów w Polsce wzrosło o ok. 150 proc. Co więcej, wciąż nie została odpowiednio wdrożona dyrektywa na rzecz zrównoważonego używania szkodliwych substancji.

W raporcie pt. „Negatywny wpływ pestycydów na zdrowie. Rosnący problem” prezentowane są wyniki badań przeprowadzonych na całym świecie wskazujące na szkodliwy dla zdrowia wpływ kontaktu z pestycydami stosowanymi nie tylko w rolnictwie, lecz także np. w amatorskiej pielęgnacji ogrodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Jagiełło, koordynatorka kampanii „Rolnictwo ekologiczne” w Greenpeace Polska.

Zagrożenie dotyczy przede wszystkim rolników i pracowników szklarni, którzy na co dzień mają bezpośredni kontakt z pestycydami, przygotowują opryski i wdychają skażone powietrze. Ale narażeni są również konsumenci, bo szkodliwe substancje mogą również przeniknąć do miąższu lub pozostać na powierzchni warzyw i owoców.

Konsekwencje zdrowotne wynikające z kontaktu z pestycydami mogą być bardzo poważne. Mówimy o różnego rodzaju nowotworach, szczególnie nowotworach prostaty oraz płuc, chorobach neurodegeneracyjnych, np. o chorobie Parkinsona czy Alzheimera. Mówimy o zaburzeniach funkcjonowania układu hormonalnego oraz odpornościowego – wymienia Katarzyna Jagiełło.

Długotrwały kontakt z pestycydami może też zwiększać ryzyko zachorowania na niektóre choroby przewlekłe, np. astmę czy alergie.

Szczególnie wrażliwe grupy to dzieci i kobiety w ciąży. Jeżeli kobiety ciężarne lub karmiące piersią mają kontakt z pestycydami, ich dzieci również są narażone. Niektóre pestycydy mogą pokonać barierę krew-łożysko i dostać się do płodu, a także przeniknąć do mleka matki. Dzieci z kolei nie są w stanie pozbyć się toksycznych substancji z organizmu tak szybko, jak dorośli.

Konsekwencje dla płodów i małych dzieci mogą być bardzo poważne. Mówimy o różnego rodzaju wadach rozwojowych, opóźnieniach rozwoju poznawczego, zaburzeniach behawioralnych oraz np. o szeregu różnego rodzaju białaczek dziecięcych – mówi Katarzyna Jagiełło.

Katarzyna Jagiełło podkreśla, że w grupie ryzyka są nie tylko mieszkańcy wsi. Na szkodliwe działanie pestycydów narażony jest niemal każdy. Płody pochodzące z upraw, w których stosuje się szkodliwe substancje trafiają do tysięcy sklepów.

Z pestycydami możemy mieć kontakt także poprzez picie wody na terenach skażonych pestycydami czy np. podczas spacerów w parku miejskim, w którym dokonywano oprysków. Zależnie od tego, w jaki sposób mamy kontakt z pestycydami i od ich stężenia, będą one miały na nas różny wpływ. Należy jednak pamiętać, że niektóre np. chloroorganiczne czy fosforoorganiczne bywają tak szkodliwe, że nawet niewielki kontakt z nimi może mieć negatywny wpływ na zdrowie – dodaje Katarzyna Jagiełło.

Jednym rozwiązaniem tego problemu jest wyeliminowanie lub znaczne ograniczenie stosowania syntetycznych pestycydów i pójście w stronę rolnictwa ekologicznego.

Większość Polaków korzysta z usług płatnej telewizji

Mimo dynamicznego rozwoju oferty darmowej cyfrowej telewizji naziemnej zdecydowana większość gospodarstw domowych w Polsce korzysta z usług płatnej telewizji – satelitarnej lub kablowej (średnia dla Polski – 79 proc.). Jednocześnie penetracja użytkowników płatnej telewizji jest bardzo zróżnicowana geograficznie.Większość Polaków korzysta z usług płatnej telewizji

Mapa prezentuje zróżnicowanie penetracji płatnej telewizji w powiatach. Na mapie kolorem czerwonym zaznaczone zostały obszary o wysokim nasyceniu płatną telewizją, a kolorem niebieskim – powiaty o niskiej penetracji płatnej telewizji. Wskaźnik prezentowany na mapie to zindeksowana do średniej dla Polski liczba abonentów płatnej telewizji na tysiąc gospodarstw domowych. Rynek płatnej telewizji w Polsce wyraźnie koncentruje się w miastach oraz w powiatach zlokalizowanych na zachodzie kraju. Są to obszary, w których penetracja płatnej telewizji jest powyżej średniej dla Polski. Oznacza to, że na tysiąc gospodarstw domowych przypada ponad 789 abonentów płatnej telewizji kablowej bądź satelitarnej. marcu).

Informacje o badaniu
Dane prezentowane na mapie pochodzą z drugiej edycji analizy rynku płatnej telewizji na poziomie lokalnym w Polsce prowadzonej przez dział Customer Analytics & Sales Strategies instytutu GfK Polonia, który zajmuje się szacowaniem potencjałów i wartości rynku dla mikroobszarów. Dane zostały wyliczone na podstawie danych geomarketingowych GfK, Media Efficiency Panel GfK oraz danych z Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Każdy powiat i gmina zostały opisane informacją o liczbie abonentów płatnej telewizji w podziale na telewizję satelitarną i kablową co w połączeniu z zmiennymi geomarketingowymi pozwala oszacować potencjał rynku dla każdego obszaru.

Dobre tempo składania wniosków o dopłaty bezpośrednie

Minister rolnictwa Marek Sawicki spotkał się dzisiaj z grupą rolników, która uczestniczyła w szkoleniu dotyczącym nowej unijnej perspektywy finansowej na lata 2014-2020. Minister Sawicki podziękował rolnikom za sprawne składanie wniosków o płatności obszarowe za 2015 rok.

Fot. Minister Marek Sawicki przedstawia nowe rozwiązaniami zawarte w Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020Fot. Minister Marek Sawicki przedstawia nowe rozwiązaniami zawarte w Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020

– W tym roku na dopłaty bezpośrednie jest 3,5 mld euro i podobnie jak w latach ubiegłych należy się spodziewać, iż ubiegać się o nie będzie ok. 1 mln 350 tys. polskich rolników. Jak na razie Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa otrzymała 844 tys. wniosków. Tempo składania dokumentów jest więc niezłe. A przypomnę, że z naszych doświadczeń wynika, że 60% rolników składa wnioski na 2 tygodnie przez końcem terminu, który w tym roku upływa 15 czerwca. Po tej dacie wnioski będzie można składać jeszcze do 15 lipca, ale za każdy dzień opóźnienia będziemy potrącać 1%. – przypomniał minister Sawicki.

Minister Sawicki odniósł się także do ostatnio pojawiających się żądań, aby Polska wprowadziła zakaz upraw GMO.

– Taki zakaz już dawno funkcjonuje. A jeżeli ktoś udaje, że tego nie wie, to zwyczajnie okłamuje ludzi. Owszem cały czas sprowadzamy pasze GMO, ale robią to wszystkie kraje UE. Jeżeli wszystkie państwa członkowskie zgodziłyby się na wstrzymanie takiego importu, to ja bym się podpisał pod takim dokumentem. Ale wszystkie, bez wyjątku – zadeklarował minister Sawicki.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi

Spotkanie przemysłu spożywczego z sieciami handlowymi

Na zaproszenie ministra Marka Sawickiego w ministerstwie rolnictwa spotkali się dzisiaj przedstawiciele przemysłu spożywczego oraz sieci handlowych, aby powrócić do rozmów na temat dobrowolnej regulacji wzajemnych relacji.

Fot. Spotkanie ministra Marka Sawickiego z przedstawicielami UOKiK oraz sieci handlowychFot. Spotkanie ministra Marka Sawickiego z przedstawicielami UOKiK oraz sieci handlowych

Ministerstwo rolnictwa i rozwoju wsi liczy, że w najbliższym czasie uda się wypracować kompromis, których będzie do zaakceptowania zarówno przez przemysł spożywczy jak i przez sieci handlowe. Kodeks Dobrych Praktyk byłby szansą na zażegnanie wieloletniego sporu jaki toczą między sobą przetwórcy oraz handel. Konflikt ten wybuchł ze zdwoją siłą po wygaśnięciu unijnego systemu kwotowania produkcji mleka, gdy handel zażądał od przetwórców 20% obniżek za dostarczane do sieci produkty mleczarskie.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi

Projekt ustawy o wspieraniu zrównoważonego rozwoju sektora rybackiego przyjęty przez Radę Ministrów

Rada Ministrów przyjęła dziś projekt ustawy o wspieraniu zrównoważonego rozwoju sektora rybackiego z udziałem Europejskiego Funduszu Morskiego i Rybackiego. Wejście w życie tej ustawy umożliwi realizację Programu Operacyjnego „Rybactwo i Morze” (PO RYBY 2014-2020).

Ustawa będzie regulować sposób wdrażania Programu dla polskiego sektora rybackiego na lata 2014-2020. Należy podkreślić, iż większość rozwiązań przyjętych w projekcie ustawy opiera się o rozwiązania funkcjonujące w okresie programowania 2007-2013. Jest tak m. in. w przypadku systemu instytucjonalnego, warunków przyznawania i zwrotu pomocy finansowej, sprawozdawczości, monitoringu oraz ewaluacji. Jednakże, przyszły okres zawiera nowe komponenty w postaci kontroli, gromadzenia danych połowowych, wprowadzania do obrotu i przetwarzania produktów rybołówstwa oraz zintegrowanej polityki morskiej.

W projekcie ustawy określono zadania i kompetencje organów wdrażających program oraz wskazano jego priorytety. Projekt Programu zakłada realizację sześciu priorytetów, na które zostały podzielone środki finansowe:

  • promowanie rybołówstwa zrównoważonego środowiskowo, zasobooszczędnego, innowacyjnego, konkurencyjnego i opartego na wiedzy;
  • wspieranie akwakultury zrównoważonej środowiskowo, zasobooszczednej, innowacyjnej, konkurencyjnej i opartej na wiedzy(chodzi o chów i hodowlę organizmów wodnych);
  • wspieranie wdrażania Wspólnej Polityki Rybołówstwa;
  • zwiększenie zatrudnienia i spójności terytorialnej;
  • wspieranie obrotui przetwarzania (chodzi o produkty rybołówstwa i akwakultury);
  • wspieranie wdrażania zintegrowanej polityki morskiej;

oraz pomoc techniczną.

Program Operacyjny „Rybactwo i Morze” będzie współfinansowany ze środków   Europejskiego Funduszu Morskiego i Rybackiego (EFMR), ustanowionego na lata 2014-2020. Zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej z dnia 11 czerwca 2014 r. kwota przyznanych Polsce środków finansowych z EFMR wynosi ponad 531 mln euro, co łącznie z wkładem z budżetu krajowego (ok. 179 mln euro) daje w sumie ponad 710 mln euro, czyli blisko 3 mld zł. Oznacza to, że nasz kraj jest w czołówce państw, które otrzymały najwięcej środków. Polska plasuje się tuż za Hiszpanią, Francją i Włochami.

Program został już oficjalnie przekazany Komisji Europejskiej.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi

WHO i EFPIA za jawnością badań klinicznych

Europejska Federacja Przemysłu i Stowarzyszeń Farmaceutycznych (EFPIA) poparła wyrażone przez WHO dążenie do jawności i rejestracji wszystkich inwazyjnych badań klinicznych. Zdaniem obu organizacji stanowi to naukowy i etyczny obowiązek podmiotów je prowadzących. Dzięki wypracowaniu przez innowacyjne firmy farmaceutyczne zbioru zasad dotyczących przejrzystości badań klinicznych pacjenci, środowisko naukowe oraz medyczne uzyskają pełny dostęp do danych i wniosków z badań.

Wydane przez Światową Organizację Zdrowia oświadczenie dotyczące podawania do publicznej wiadomości informacji na temat wyników badań klinicznych zostało z satysfakcją przyjęte przez EFPIA. Federacja oraz skupione w niej podmioty przywiązują ogromną wagę do przejrzystości realizowanych działań i od dawna działają na rzecz transparentności w obszarze badań klinicznych.

Dążenia innowacyjnej branży farmaceutycznej do prowadzenia otwartej polityki informacyjnej w obszarze badań klinicznych znalazły odzwierciedlenie we wspólnych zasadach odpowiedzialnej wymiany danych na temat badań klinicznych przyjętych przez EFPIA i PhRMA i obowiązujących od 1 stycznia 2014 r. (oryg. Joint EFPIA-PhRMA Principles for Responsible Clinical Trial Data Sharing).

Na ich podstawie dane kliniczne, pełne raporty oraz protokoły z badań klinicznych dotyczących leków zatwierdzonych w USA i UE mają być udostępniane badaczom z dziedziny nauk medycznych – z zastrzeżeniem prywatności pacjenta oraz poufnych informacji handlowych. Streszczenia sprawozdań z badań klinicznych przekazane do Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA), Europejskiej Agencji Leków (EMA) lub krajowych organów państw członkowskich UE, będą upubliczniane po zatwierdzeniu nowego leku lub jego nowego wskazania. Innowacyjna branża farmaceutyczna potwierdza także ww. dokumentem swoje zobowiązanie do publikowania rezultatów badań klinicznych, niezależnie od tego, czy były one pozytywne, czy negatywne – odnosi się to przynajmniej do III fazy badań oraz badań o wyjątkowym znaczeniu dla medycyny. Jednym z najistotniejszych elementów polityki przejrzystości prowadzonej przez branżę w tym obszarze będzie ponadto planowana współpraca z organami regulacyjnymi nad stworzeniem skutecznego mechanizmu przekazywania merytorycznych wniosków z badań klinicznych pacjentom, którzy wzięli w nich udział.

Wypracowane przez innowacyjny przemysł farmaceutyczny zasady odpowiedzialnej wymiany danych na temat badań klinicznych uzupełniają istniejące przepisy UE mówiące o rejestrowaniu wszystkich badań i publikowaniu ich ogólnych wyników. EFPIA i jej członkowie dostosowują się też do nowych wymogów w sprawie przejrzystości danych klinicznych wynikających z European Medicines Agency’s policy 70 on Publication and Access to Clinical-Trial Data (Polityka nr 70 ws. publikacji i dostępu do danych z badań klinicznych przyjęta przez Europejską Agencję Leków), a także z nowego Rozporządzenia UE nr 536/2014. Celem tych działań jest stymulowanie wymiany wiedzy oraz wprowadzenie jednolitych standardów, które przełożą się na korzyści dla pacjentów oraz środowiska naukowego.

Wpływ Rozporządzenia UE nr 536/2014 na rynek badań klinicznych w Unii Europejskiej, m.in. w zakresie transparentności prowadzonych działań, ułatwionego dostępu środowiska naukowego oraz pacjentów do wyników jest szeroko komentowany we wszystkich krajach członkowskich. Dyskusja ta ma również miejsce w Polsce. Podczas organizowanej z okazji Międzynarodowego Dnia Badań Klinicznych konferencji „Badania kliniczne – nowe otwarcie!” nad skutkami implementacji tej regulacji dyskutować będą przedstawiciele administracji publicznej, środowiska medycznego, firm faramceutycznych oraz organizacji zajmujących się realizacją badań.

Związek Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA reprezentuje 29 działających w Polsce wiodących firm sektora farmaceutycznego, prowadzących działalność badawczo-rozwojową i produkujących leki innowacyjne, w tym biotechnologiczne. INFARMA jest członkiem European Federation of the Pharmaceutical Industries and Associations (EFPIA).

Zrównoważony wzrost polskiej gospodarki

Wiadomości o wzroście polskiego PKB w I kwartale z 3.3% r/r do 3.5% r/r przyczyniły się w piątek do umocnienia wartości krajowej waluty. Zdaniem wiceprezes GUS, Haliny Dmochowskiej, ostatnie dane potwierdzają, że utrzymuje się pozytywny wpływ ze strony trzech kluczowych komponentów, a więc popytu wewnętrznego, popytu inwestycyjnego i eksportu netto, co oznacza to, że wzrost polskiej gospodarki pozostaje zrównoważony. Lepsze od prognozowanych okazały się także dane o saldzie rachunku bieżącego – jak wynika z informacji opublikowanych przez NBP w marcu nadwyżka w obrotach wyniosła 1938 mln euro wobec 225 mln euro nadwyżki w lutym. W efekcie, podczas piątkowej sesji kurs EUR/PLN spadł o 0.69%, do poziomu 4.0363, natomiast USD/PLN – o 1.01%, do 3.5241.

Dzisiejsza sesja rozpoczęła się od publikacji danych obrazujących aktualną sytuację ekonomiczną w Japonii. Rano uwagę inwestorów na Starym Kontynencie przyciągnęły także informacje dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w Szwajcarii. Popołudniu zza Oceanu napłyną natomiast wiadomości o kondycji amerykańskiego rynku pracy.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

saxo bank

W tym tygodniu kurs USD może nie być zależny od danych

W piątek kurs USD zamknął się na niskim poziomie po kolejnej niezbyt inspirującej serii danych, w szczególności po znacznym spadku wyników wstępnego badania nastrojów w maju, opublikowanych przez Uniwersytet Michigan. W kwietniu odczyt ten nie okazał się niższy niż poprzedni ze względu na wyniki badania zaufania konsumentów opracowanego przez Conference Board. Reakcja USD w piątek po południu została jednak częściowo zrównoważona pierwszymi transakcjami z początku tego tygodnia, mimo iż para EUR/USD pozostaje w okolicach maksimów cyklu, co sugeruje, że jest coraz bardziej osamotniona w umacnianiu się względem USD.

W tym tygodniu dane ze Stanów Zjednoczonych będą stosunkowo skromne; najbardziej interesującym odczytem będą dane dotyczące rynku mieszkaniowego po gwałtownym spadku liczby rozpoczętych budów w lutym i w marcu. W połowie tygodnia opublikowany zostanie protokół z ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, który może okazać się nieco bardziej wyważony, a tym samym bardziej agresywny, niż przewiduje/ocenia to rynek, mimo iż nie należy się spodziewać szczególnych fajerwerków.

Być może najważniejszym czynnikiem w tym tygodniu będzie ewentualne zakończenie ostatniego gwałtownego wzrostu rentowności obligacji rządowych i awersji do ryzyka, w szczególności w odniesieniu do akcji spółek europejskich, które miałoby znacznie większy wpływ na akcję na rynkach walutowych, niż jakiekolwiek zdarzenie związane z ryzykiem przewidziane na ten tydzień.

Wykres: NZD/USD

W nocy para NZD/USD straciła na wartości po ostatniej próbie umocnienia w efekcie doniesień o opodatkowaniu nieruchomości mieszkaniowych będących w posiadaniu właściciela przez okres krótszy niż dwa lata podatkiem od zysków kapitałowych, dzięki czemu rząd chce uniknąć ryzyka wzrostu bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości. Taki ruch umożliwi Reserve Bank of New Zealand kontynuację łagodnej retoryki. Lokalna sytuacja techniczna, w tym akcja ubiegłej nocy i dziś rano, wskazuje na nacisk na zniesienie o 61,8% z linii rajdu rozpoczynającego się na poziomie ostatnich minimów – w przypadku, gdyby poziom ten został osiągnięty, będzie to argument za testem minimów cyklu poniżej obszaru 0,7200.

Podsumowanie w koszyku G-10:

USD: piątkowe osłabienie zrównoważyła dzisiejsza akcja, trudno jednak mówić o rajdzie. USD może w tym tygodniu być nadal wrażliwy, jeżeli dane dotyczące amerykańskiego rynku mieszkaniowego okażą się rozczarowujące. Wyważony protokół z posiedzenia FOMC w środę mógłby jednak wesprzeć kurs tej waluty, w szczególności w przypadku uspokojenia sytuacji na rynkach obligacji i akcji.

EUR: pomiędzy obecnym kursem a poziomem 1,2000 Europejski Bank Centralny głośno zaprotestuje, dlatego należy uważać na wszelkie przeszkody na drodze do dalszej aprecjacji EUR, nawet jeżeli za wcześnie jest mówić o osiągnięciu wierzchołka cyklu w parze EUR/USD.

JPY: wydaje się, że rynek zrezygnował z wyceniania pary USD/JPY, co oznacza, że kurs JPY jedynie słabo podąża za ruchem USD w parach walutowych. Nie wiadomo, jaki może być następny katalizator dla tej pary – w piątek odbędzie się posiedzenie Bank of Japan, jednak nie są z nim związane szczególne oczekiwania, a w ubiegłym tygodniu prezes Kuroda zdecydowanie zapowiedział, że nie zamierza jeszcze zmienić swoich wytycznych.

GBP: aprecjacja z ubiegłego tygodnia jest już zawyżona, dlatego w parze GBP/USD należy skoncentrować się na lokalnym wsparciu. Inna sytuacja jest jednak w parze EUR/GBP: konsolidacja wydaje się wystarczająca i inwestorzy wydają się preferować nowy spadek i kontynuację z poziomu odnotowanego po wyborach w Wielkiej Brytanii.

CHF: w piątek miał miejsce interesujący ruch – para EUR/CHF sięgnęła obszaru 1,0500 pomimo braku jakichkolwiek widocznych czynników tego umocnienia. Para ta jest nadal interesująca pod względem technicznym, a czas na osiągnięcie porozumienia w sprawie Grecji się kończy.

AUD: waluta nieco straciła na wartości po uwagach wiceprezesa Lowe’a ubiegłej nocy. Dziś w nocy opublikowany zostanie protokół z posiedzenia Reserve Bank of Australia – czy rynek zbyt szybko zmienił swoje oczekiwania wobec RBA na neutralne? W przypadku zamknięcia w parze AUD/USD znacznie poniżej poziomu 0,8000 i dalszego negatywnego wpływu protokołu z posiedzenia RBA na AUD, niedźwiedzie uzyskają dodatkowe argumenty przemawiające za wejściem do gry.

CAD: para USD/CAD nadal nie dokonała przełamania w dół, jednak rajdy nie są przekonujące – nie jestem pewien, co mogłoby posłużyć za katalizator, skłaniam się jednak ku umocnieniu, i to znacznemu w przypadku, gdyby parze tej udało się pokonać obszar 1,2100/1,2200 w nadchodzących tygodniach.

NZD: rząd zapowiedział obłożenie nieruchomości mieszkaniowych nowym podatkiem od zysków kapitałowych – jest to działanie makroostrożnościowe (w przeciwieństwie do stanowiska RBNZ), którego celem jest uspokojenie sytuacji na rynku mieszkaniowym i umożliwienie podtrzymania umiarkowanych wytycznych przez RBNZ bez jakichkolwiek obaw o wpływ tej retoryki na ceny domów.

SEK: kolejne fałszywe przełamanie w parze EUR/SEK, tym razem w górę, zdezorientowało inwestorów. Czekamy na następne sygnały ze strony Riksbank.

NOK: przychylam się do zdania, że kurs NOK jest zagrożony spadkiem ze względu na ryzyko, że rynek błędnie odczytuje potencjał dalszego złagodzenia polityki nieprzewidywalnego Norges Bank – być może wzrost w parze USD/NOK byłby lepszy, niż aprecjacja pary EUR/NOK?

Najważniejsze dane ekonomiczne

  • Nowa Zelandia: wskaźnik wyników sektora usługowego (Performance of Services Index) w kwietniu wyniósł 56,5 w porównaniu z odnotowanym w marcu 57,6
  • Japonia: zamówienia na maszyny w marcu wykazały +2,9% m/m i +2,6% r/r w porównaniu z przewidywanymi odpowiednio +1,5%/-6,0% oraz odnotowanym w lutym wynikiem +5,9% r/r

Główne nadchodzące wydarzenia ekonomiczne (wszystkie godziny według czasu Greenwich)

  • Stany Zjednoczone: indeks rynku nieruchomości NAHB w maju (14:00)
  • Australia: publikacja protokołu z posiedzenia RBA (01:30)

John J Hardy, Saxo Bank

saxo bank

Złoto coraz droższe

Początek tygodnia na rynku surowców upłynął pod znakiem znaczącego umocnienia wartości złota, którego cena wzrosła podczas poniedziałkowej sesji do najwyższego poziomu od trzech miesięcy, wynoszącego 1218.60 USD za uncję.

Zdaniem ekonomistów, powodem wyraźnej aprecjacji złotego kruszcu są słabsze od prognozowanych dane napływające ze Stanów Zjednoczonych, gdzie w I kwartale 2015 roku PKB wzrosło zaledwie o 0.2% k/k, natomiast dynamika sprzedaży detalicznej spadła do 0.0% m/m. Wiele wskazuje na to, że perspektywa trwałego spowolnienia amerykańskiej gospodarki będzie w dalszym ciągu wspierała notowania tego surowca.

Rano zostały opublikowane dane obrazujące dynamikę inflacji CPI oraz inflacji PPI w Wielkiej Brytanii. W ciągu dnia uwagę inwestorów z Europy przyciągną także wiadomości o bilansie handlu zagranicznego (prognoza 23 mld euro) oraz inflacji HIPC (prognoza 0.6% m/m i 0.0% r/r) w strefie euro. Popołudniu poznamy natomiast informacje na temat aktualnej sytuacji na polskim rynku pracy.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

saxo bank

Przeciętne wynagrodzenie znów poniżej 3 tys. zł netto

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w kwietniu 4123,26 zł i było o 3,7% wyższe niż rok wcześniej – poinformował Główny Urząd Statystyczny.

Ekonomiści spodziewali się wzrostu o 3,8% wobec 4,9% odnotowanych w marcu. Należy pamiętać, że dane podane dziś przez GUS dotyczą przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób. Nie obejmują zatem ani najmniejszych firm, ani sektora publicznego.

– Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w kwietniu w skali miesiąca spadło o 2,2%. W kwocie netto znów nie przekroczyło 3 tys. zł (2939 zł). Duży wzrost w marcu spowodowany był jednorazowymi przesunięciami w sektorze górniczym. W kwietniu wartość dynamiki wzrostu przeciętnego wynagrodzenia bardziej pokrywa się z odnotowanym wzrostem PKB, który w I kw. 2015 roku wyniósł 3,5% rdr – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zwiększyło się o 1,1% rdr, co było wynikiem takim samym jak w marcu i zgodnym z szacunkami analityków.

– Obecnie zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wynosi 5575,1 tys. osób, a to oznacza, że w skali miesiąca praktycznie nie uległo ono zmianie. Nie zmienia to faktu, że odnotowany wynik to rekord wielkości zatrudnienia w przedsiębiorstwach zatrudniających więcej niż 9. pracowników. Niestety, spory spadek bezrobocia rejestrowego z 11,5% do 11,3% nie pokrywa się proporcjonalnie z liczbą nowozatrudnionych, co pozwala domniemywać, że większość nowych miejsc pracy powstaje poza większymi przedsiębiorstwami. Ewentualnie spora grupa bezrobotnych udaje się na emigrację lub traci status bezrobotnego z przyczyn formalnych. Ponadto zahamowanie wzrostu zatrudnienia przy sporym wzroście PKB, mimo wszystko świadczy o niepewności na rynku. Obecnie trwająca kampania obietnic wyborczych wprowadza szum informacyjny nt. otoczenia prawno-podatkowego w Polsce, a to szkodzi biznesowi, który najbardziej lubi ciszę – dodaje Piechowiak.