Emperia w ciągu najbliższego półtora roku intensywnie będzie rozwijać sieć Stokrotka. Mimo inwestycji chce nadal dzielić się zyskiem z inwestorami

CEO Magazyn Polska

Właściciel sieci sklepów Stokrotka, chce przekazać udziałowcom po 1,33 zł dywidendy na każdą, wartą ok. 70 zł, akcję. Taka wypłata pozwoli spółce zachować środki na dalsze inwestycje, w tym intensywną rozbudowę sieci.

Do Emperii należy sieć ponad 250 sklepów Stokrotka, zarówno supermarketów o powierzchni handlowej od 400 do 1000 mkw., jak i mniejszych marketów pod szyldem Stokrotka Market, które zamierza intensywnie rozwijać. Ich atutem w konkurencji z dyskontami ma być lokalizacja.

To, co jest naszą przewagą dzisiaj, to nowy format sklepów, który zaczęliśmy rozwijać w ubiegłym roku, czyli sklepy marketowe, nieco mniejsze od naszych standardowych supermarketów o powierzchniach powyżej 400 mkw. – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Cezary Baran, wiceprezes zarządu i dyrektor finansowy Emperii Holding. Nasz market to sklep od 200 do 400 mkw. powierzchni sprzedaży i te sklepy lokujemy bardzo blisko skupisk ludzkich. One są bardzo wygodne, a nie różnią się ani polityką cenową, ani szerokością asortymentu na tyle istotnie od supermarketów, żeby przeciętny klient dostrzegał jakieś negatywne strony robienia w nich zakupów.

Obrany kierunek rozwoju jest zgodny z kierunkiem rozwoju rynku. Po okresie boomu hipermarketowego, kiedy klientów przyciągała mnogość produktów i promocje, a potem okresu zainteresowania dyskontami, kuszącymi niską ceną i innymi niż w pozostałych sklepach produktami, coraz większe znaczenie dla polskich konsumentów ma bliskość sklepu i krótki czas robienia zakupów. Stąd coraz większa moda na sklepy convenience.

Dzisiaj klient lubi wygodę ocenia Cezary Baran.  Chce, żeby zaoferować mu cenę, która u nas jest tak samo ważna, jak w dyskontach, a my dbamy o to, żeby klient u nas znalazł produkty w podobnych cenach jak te, które może znaleźć w dyskontach. Ale dodatkowo oferujemy mu większy wybór usług, szerszy ich zakres, a to daje nam pewną przewagę. Najważniejsza jest jednak lokalizacja, która jest dzisiaj głównym aktywem w tym biznesie. Trzeba być blisko klienta, żeby te lokalizacje dawały zarobić pieniądze.

Taka lokalizacja pozwala na uruchomienie o wiele większej liczby placówek niż w przypadku hipermarketów czy dyskontów. Zgodnie ze strategią Emperii, Stokrotek do końca przyszłego roku ma być niemal 630, w tym 80 we franczyzie. Mimo tej przewagi w potencjale wzrostu Emperia cały czas obserwuje przedsięwzięcia konkurentów.

Wszelkie działania w zakresie asortymentu prowadzone przez naszych konkurentów mają wpływ na to, jak postrzegają tę ofertę nasi klienci, którzy dzisiaj bardzo często dzielą zakupy i dokonują wyborów, uwzględniając swoje indywidualne preferencje – podkreśla wiceprezes zarządu i dyrektor finansowy Emperii Holding. Każda zmiana w asortymencie czy każda zmiana w ofercie, którą przeprowadza konkurencja, mają wpływ na nasze działania. Bacznie wszystko obserwujemy i staramy się reagować za każdym razem, dostosowując ofertę lub zmieniając naszą politykę.

W 2014 roku po wzroście o 0,5 proc. sprzedaż spółki była bliska 2 mld zł. Zysk Empreii wzrósł o 131 proc., sięgając 32 mln. I kwartał obecnego roku przyniósł spółce jeszcze lepsze wyniki. Sprzedaż wzrosła o 1,4 proc., porównując do wyników z przed roku, i sięgnęła 486 mln. Zysk był jednak wyższy aż o 487 proc. i przekraczał 18 mln zł. Mimo inwestycji spółka chce kontynuować wypłatę dywidendy.

Na ten rok zarekomendowaliśmy jako zarząd wypłatę maksymalnie możliwiej na ten moment dywidendy informuje Cezary Baran z Emperii Holding. To będzie 1,33 zł na akcję. Konsekwentnie od dłuższego czasu realizujemy tę politykę, starając się wytransferować do naszych akcjonariuszy nadwyżkę środków pieniężnych, które pozostały nam po transakcjach, które robiliśmy w 2011 roku, sprzedając nasz segment dystrybucyjny. Jesteśmy przekonani, że to dobry ruch i nadal zachowujemy nadwyżkę środków pieniężnych, która pozwala nam się rozwijać.

Walne Zgromadzenie spółki ws. podziału zysku za 2014 rok odbędzie się 27 maja.

Polska platforma PiLab/BI trafi na globalny rynek. Spółka po pozyskaniu 6 mln zł rozmawia z inwestorami o kolejnych emisjach

0

CEO Magazyn Polska

Polska spółka PiLab szykuje globalną premierę swojej platformy pozwalającej na kompleksową kontrolę procesów zachodzących w firmie. To technologia skierowana m.in. do instytucji finansowych, która pozwala wykryć szkodzące firmom działania wewnętrzne. W kwietniu spółka pozyskała 6 mln zł na pierwszy pilotaż w USA. Ma się rozpocząć w II połowie roku.

– W tym roku rozpoczynamy pierwsze pilotażowe projekty w Stanach Zjednoczonych i to ma nas przybliżyć do premiery naszego produktu na rynkach globalnych, na najbardziej zaawansowanym rynku informatycznym świata – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Paweł Wieczyński, prezes zarządu PiLab. – Równolegle w Polsce, w naszym mateczniku, rozpoczynamy sprzedaż, właśnie mieliśmy premierę produktu.

Pod koniec kwietnia spółka notowana na NewConnect pozyskała 6 mln zł z emisji akcji dla dotychczasowych inwestorów i prowadzi rozmowy z kolejnymi, nowymi inwestorami o znacznie wyższych kwotach. Posłużyć mają zademonstrowaniu, a potem sprzedaży na świecie platformy PiLab/BI, która jest narzędziem informatycznym służącym bezpieczeństwu, zarządzaniu ryzykiem, wykorzystaniu skomplikowanych zasobów i umożliwieniu menadżerom analizowanie danych z wielu połączonych źródeł.

To pozwala odpowiedzieć sobie na pytania, co ma wpływ na moją sprzedaż, gdzie uciekają mi pieniądze, kto próbuje naszą firmę oszukać i jakiego rodzaju metody wykorzystuje się do tego, żeby naszą firmę narazić na straty. To są straty, których do tej pory trudno było uniknąć.

Jak zapewnia Wieczyński, platforma przygotowana przez PiLab jest tańsza i łatwiejsza do wprowadzenia od podobnych rozwiązań stosowanych na świecie. Firma takich projektów pilotażowych przeprowadziła w Polsce już ponad 20, a kilka tygodni temu produkt miał swoją polską premierę. Jej przekonuje szef, wdrożenie tej technologii nie jest ani pracochłonne, ani czasochłonne. Zajmuje kilka tygodni, choć w przypadku skomplikowanych systemów w wielkich korporacjach może potrwać kilkanaście miesięcy.

Wchodzimy do dużej instytucji i mówimy: „Wiemy, że mamy system, który dzisiaj rozwiązuje bardzo poważne problemy. Pozwólcie, że wdrożymy wam go za darmo w trakcie pilotażowego wdrożenia. Pokażemy wam, jak wygląda to, jak działa. Będziecie mogli sobie korzystać z tych danych, zdejmuję z was to całe ryzyko wdrożeniowe, możecie od razu ocenić efekty z wykorzystania takiego systemu. Jeżeli się wam to spodoba, jeżeli będziecie widzieli te efekty, to my wam to sprzedamy w cenie, która jest dużo bardziej konkurencyjna od tego, co do tej pory widzieliście na rynku, dlatego że nas wdrożenie kosztuje bardzo niewiele”.

Jeszcze w tym roku pozyskane pieniądze wykorzystane zostaną na przeprowadzenie pilotażu w Stanach Zjednoczonych. Pierwszy etap tej inwestycji sfinansowany zostanie właśnie z kwietniowej emisji.

– Nasza technologia ma zastosowanie w spółkach, które mają zaawansowane problemy związane z zarządzaniem ryzykiem, detekcją defraudacji, czy to są właśnie instytucje bankowe, instytucje inwestycyjne, firmy ubezpieczeniowe. Również duże firmy produkcyjne, które chcą identyfikować zależności między różnymi procesami związanymi z produkcją, logistyką, łańcuchem dostaw – zapewnia Wieczyński.

Produkcja sprzedana przemysłu w kwietniu 2015 r. – komentarz MG do danych GUS

Według wstępnych danych GUS, produkcja sprzedana przemysłu w kwietniu 2015 r. była o 2,3 proc. wyższa w porównaniu z analogicznym miesiącem 2014 r. Wynik był znacznie niższy od oczekiwań MG.

W porównaniu z kwietniem 2014 r. produkcja sprzedana przemysłu była wyższa w 26 spośród 34 działów przemysłu. Znaczący wzrost odnotowano w produkcji urządzeń elektrycznych (o 13,2 proc.), a także pojazdów samochodowych przyczep i naczep (o 10,6 proc.). Najwyraźniej natomiast spadła sprzedaż w dziale produkcji artykułów spożywczych (o 7,2 proc.).

W kwietniu 2015 r w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku wzrosła także – o 8,5 proc. – sprzedaż  przedsiębiorstw budowlanych.

Ceny produkcji sprzedanej przemysłu w kwietniu 2015 r. były niższe niż przed rokiem o 2,6 proc., w porównaniu ze spadkiem o 2,5 proc. (po korekcie) w marcu.  W porównaniu z marcem 2015 r. ceny spadły o 0,3 proc.

Analitycy MG prognozują, że w maju 2015 r., przy jednym dniu roboczym mniej w porównaniu z 2014 r., wzrost produkcji przemysłowej powinien powrócić do tempa w granicach 5 proc.

Ministerstwo Gospodarki (MG)

Ropa ostatnio drożała, ale teraz koniec wzrostów. Eksperci oczekują stabilizacji cen lub ich spadków

CEO Magazyn Polska

Międzynarodowy rynek ropy w ciągu najbliższych dni i tygodni czeka stagnacja lub lekki spadek – oceniają eksperci. Ceny przestały się zmieniać, bo czynniki wpływające na ich wzrosty i spadki się równoważą. Po wzrostach z ostatnich tygodni można oczekiwać, że część inwestorów zdecyduje się zrealizować zyski.

Na początku roku ceny ropy spadły do poziomów niewidzianych na rynku od sześciu lat. W styczniu za baryłkę ropy Brent płacono poniżej 50 dolarów. Później notowania tego surowca ruszyły w górę, by na początku maja przekroczyć poziom 67 dolarów za baryłkę. Teksańska ropa Crude jeszcze w marcu była warta poniżej 45 dolarów i w ciągu półtora miesiąca podrożała o jedną trzecią. Maj przyniósł jednak zastopowanie wzrostów.

Ropa znajdowała się w ostatnim czasie w trendzie wzrostowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Paweł Grubiak, doradca inwestycyjny i członek zarządu Superfund TFI. Obecnie mamy taką sytuację, że ropa znajduje się w konsolidacji. To, że ropa nie ma siły do dalszych wzrostów, wynika między innymi z czynników makroekonomicznych, czyli niezbyt dobrych danych płynących z krajów OPEC. Dlatego że kraje OPEC nie wstrzymują, nie ograniczają produkcji, wręcz przeciwnie, zwiększają ją.

Paweł Grubiak zwraca też uwagę na zmianę sytuacji w Zatoce Perskiej.

– Bardzo ważnym elementem dla strony podażowej jest to, co się dzieje w Iranie. Czyli zapowiedzi ministra rządu irańskiego, że w sytuacji, gdy rządy zachodnie ograniczą sankcje ekonomiczne nałożone na ten kraj, ten zwiększy zdecydowanie produkcję ropy naftowej.

Niskie ceny na świecie utrzymywane są głównie dzięki Stanom Zjednoczonym, które rozpoczęły masową sprzedaż surowca w zeszłym roku, po zajęciu przez wspieranych przez Rosję separatystów części Ukrainy. Utrzymując ceny ropy na niskich poziomach, Amerykanie pozbawili Kreml pokaźnej części dochodów eksportowych, ograniczyli finansowanie modernizacji rosyjskiej armii i tym samym jej zdolności ofensywne. Od podpisania przed trzema miesiącami rozejmu rosyjsko-ukraińskiego rozpoczęły się wzrosty cen ropy.

– Z drugiej strony mamy informacje sprzyjające wzrostowi cen ropy, płynące ze Stanów Zjednoczonych, czyli malejące zapasy w Stanach Zjednoczonych i zmniejszenie produkcji w USA spowodowane mniejszą liczbą odwiertów ropy łupkowej zwraca uwagę doradca inwestycyjny i członek zarządu Superfund. Tak że te dwa elementy się na razie znoszą, w związku z tym ropa znajduje się w konsolidacji cenowej.

Sytuacja na Ukrainie wciąż jest niepewna, o czym świadczy ostrzał Mariupola, a ceny czarnego złota są najwyższe od grudnia, stąd można się spodziewać w najbliższym czasie ich schodzenia w dół. Analitycy Goldman Sachs przewidują nawet, że w ciągu kolejnych pięciu miesięcy ceny mogą powrócić do poziomów z początku roku. Takiego scenariusza nie wyklucza także rozmówca Newserii Inwestor.

Wydaje mi się, że teraz może też dojść do pewnej realizacji zysków, dlatego że ropa była jednym z lepszych instrumentów do zarabiania w ubiegłym miesiącu ocenia Paweł Grubiak z Superfund. W związku z tym będzie siłą rzeczy tendencja do zamykania pozycji długich i otwierania pozycji krótkich.

30 proc. stanowisk pracy w Europie ma szkodliwy wpływ na zdrowie zajmujących je ludzi

CEO Magazyn Polska

Przewlekły stres w miejscu pracy zwiększa ryzyko choroby wieńcowej, zawału serca i nadciśnienia. Praca w wymuszonej pozycji lub dźwiganie zbyt dużych ciężarów prowadzi natomiast do urazów układu mięśniowo-szkieletowego. W Europie 30 proc. miejsc pracy ma negatywny wpływ na zdrowie osób je zajmujących.

Według Światowej Organizacji Zdrowia na zdrowie człowieka wpływają cztery kategorie czynników: predyspozycje genetyczne, środowisko zewnętrzne, działania służby zdrowia oraz zachowania prozdrowotne. Te ostatnie stanowią 50 proc. wszystkich czynników. Zachowania prozdrowotne to m.in. sposób odżywiania się, aktywność fizyczna, niestosowanie używek, umiejętność odpoczywania i odreagowywania stresu. Zdrowy tryb życia należy prowadzić od najwcześniejszych lat życia. To rodzice powinni uczyć swoje dzieci zachowań prozdrowotnych, przekazując im wiedzę na temat odpowiedniego odżywiania, uprawiania sportu, konieczności odpoczynku, oraz służyć im przykładem.

Eksperci podkreślają, że kolejne pokolenia wchodzące na rynek pracy będą musiały pracować dłużej, a zbliżający się kryzys demograficzny związany ze starzeniem się społeczeństwa wymusi traktowanie wydatków na zdrowie jako inwestycji w utrzymanie produktywności i konkurencyjności gospodarki. Do tego potrzebna też będzie poważna zmiana codziennych nawyków.

Dzisiaj w Europie, a szczególnie w naszej części Europy, to przygotowanie jest dosyć słabe. Uczymy się na wzorcach, a one jeszcze są bardzo słabe. Musimy to zmienić i musimy pracować nad tym, żeby pokazywać, jakie konsekwencje może przynieść takie niedbałe i niehigieniczne życie – mówi agencji informacyjnej Newseria Danuta Jazłowiecka, posłanka do Parlamentu Europejskiego Ziemi Opolskiej i Dolnośląskiej.

Dla zachowania dobrego zdrowia bardzo ważna jest także higiena pracy. Zagrożenia wynikające z pracy mogą mieć dwojaki charakter: psychiczny lub fizyczny. Obciążenia psychiczne najczęściej wynikają z przewlekłego stresu, co może skutkować także pogorszeniem stanu fizycznego. Stres bowiem, zaburzając nerwowe i hormonalne mechanizmy regulujące funkcjonowanie serca, zwiększa ryzyko rozwoju choroby wieńcowej. Według naukowców z Uniwersytetu Harvarda kobiety wykonujące stresujące prace są o 43 proc. bardziej podatne na zawał, nadciśnienie i zatrzymanie akcji serca niż panie mające spokojniejsze obowiązki zawodowe.

Ponad 30 proc. miejsc pracy w Europie to miejsca, które wymagają niewygodnego ułożenia ciała, które wymagają powtarzalności czynności, które są niebezpieczne dla zdrowia, które wymagają przenoszenia ciężkich przedmiotów. To powinniśmy zmienić – mówi Danuta Jazłowiecka. – Powinniśmy też wzmocnić pozycję lekarzy medycyny pracy, którzy szczególnie w przypadku osób dojrzałych i starszych powinni częściej obserwować ich stan zdrowia, żeby one czuły się bardziej bezpieczne w miejscu pracy.

Najczęstsze skutki pracy w wymuszonej pozycji ciała to zmęczenie fizyczne, a co za tym idzie obniżenie wydajności i tempa pracy. Pracownik może także przyzwyczaić się do niewłaściwej pozycji, co z kolei może prowadzić do trwałych zmian, takich jak skrzywienie kręgosłupa czy garbienie się.

Na ogół problem ten dotyczy kierowców, stomatologów, mechaników samochodowych oraz osób bardzo dużo pracujących na komputerze. Także długotrwałe pozostawanie w jednej pozycji ma negatywny wpływ na zdrowie: może prowadzić do urazów karku, ramion lub nadgarstków. Dlatego tak ważne jest zapewnienie pracownikom regularnych przerw.

Instytut Sobieskiego: Dla dobra demokracji państwo powinno wspierać aktywność obywatelską

CEO Magazyn Polska

W Polsce obywatele nie są specjalnie aktywni, a organizacje pozarządowe mogą liczyć na nielicznych aktywistów. Zaangażowanie deklaruje ok. 20-30 proc. społeczeństwa, a odsetek aktywnych obywateli jest jeszcze niższy, co plasuje nas na dole rankingu w UE. To kwestia niedojrzałej demokracji – podkreślają eksperci i apelują o większe wsparcie państwa dla tego typu inicjatyw.

Jak wynika z wielu badań, Polacy, inaczej niż przedstawiciele innych nacji z Unii Europejskiej, niechętnie angażują się w publiczne działania, podejmują wspólny wysiłek i w mniejszym stopniu ufają innym ludziom. Aktywności obywatelskiej poświęcony jest projekt badawczy Instytutu Sobieskiego, którego częścią była konferencja towarzysząca V edycji Kongresu Polska Wielki Projekt.

W Polsce zaangażowanie w organizacje pozarządowe deklaruje w zależności od statystyk od 20 do 30 proc. społeczeństwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes, prof. Piotr Gliński, socjolog. – Aktywnych obywateli jest znacznie mniej. Niestety, to są nie najlepsze wyniki, jesteśmy w ogonie Europy.

Problemem jest również niski poziom kapitału społecznego, czyli wzajemnego zaufania między ludźmi.

Kapitał społeczny jest podstawą funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego, bo obniża koszty jego funkcjonowania, koszty korzystania z dóbr publicznych, z instytucji publicznych. Po prostu państwo jest lepiej zorganizowane i lepiej funkcjonuje. I tu znowu jesteśmy na końcu w statystykach europejskich – mówi prof. Gliński.

Jak podkreśla, zmiany w tym zakresie przyspieszyłaby reforma instytucjonalna, ale powiązana z reformą polskiej demokracji. Jego zdaniem to właśnie niedojrzała demokracja wpływa negatywnie na stan świadomości obywatelskiej. Wśród potrzebnych zmian wymienia reformę mediów publicznych, które nie spełniają dziś swojej roli, oraz zwiększenie praw opozycji politycznej, co przyczyniłoby się do większej kontroli sprawujących władze.

Problemem jest także sytuacja organizacji pozarządowych.

Rozmawialiśmy o wsparciu organizacji pozarządowych przez państwo – informuje Piotr Krygiel z Instytutu Sobieskiego. – To jest wsparcie nie tylko finansowe, lecz także materialne, np. w postaci lokali czy czasu antenowego. Głównym zagadnieniem jest jednak wsparcie dotacjami, czyli chodzi o środki publiczne. To jest nadal bardzo ważne źródło utrzymania dla polskich organizacji pozarządowych. Publiczne środki samorządowe i rządowe to kilkadziesiąt procent budżetu III sektora. Rozmawialiśmy o tym, jakie problemy w tym systemie wsparcia organizacje dostrzegają i jak można ten system poprawiać.

Eksperci byli zgodni, że potrzebna jest edukacja obywatelska i historyczna, ale tu napotykane są kolejne bariery, związane ze wsparciem ze strony państwa.

Po pierwsze edukacja historyczna i obywatelska wiąże się z tym, że jesteśmy identyfikowani bardzo ideologicznie. System trochę nie ma zaufania do tego typu organizacji, bojąc się, że do systemu edukacji zostaną przemycone różnego rodzaju nacjonalizmy – mówi Izabela Szeląg z Fundacji Instytut Aurea Libertas z Krakowa. – Po drugie, żeby dobrze działać, potrzebujemy przede wszystkim fachowości, niezależności i pieniędzy. Bez pieniędzy nie jesteśmy w stanie zatrudniać, angażować fachowych ludzi i nie jesteśmy w stanie być niezależni.

Dostęp do pieniędzy jest jednak utrudniony. Edukację obywatelską można finansować m.in. przy współudziale środków unijnych, ale tu z kolei jest szereg obostrzeń.

Dobrze by było, żeby te pieniądze były nasze i żebyśmy na naszych warunkach je mogli wydawać. Chodzi więc o to, żeby każda z organizacji ze względu na potrzeby, jakie realnie są identyfikowane, miała pulę środków do dyspozycji – mówi Szeląg.

Poza tym problemem jest to, że polski system edukacji spycha kwestie obywatelskie i historyczne na dalszy plan, są one traktowane jako uzupełniające czy hobbystyczne – dodaje przedstawicielka Fundacji Instytut Aurea Libertas z Krakowa.

W czerwcu opublikowany zostanie raport Instytutu Sobieskiego zawierający wnioski i rekomendacje dotyczące zaangażowania obywateli w sprawy publiczne.

Polacy chcą być świadomymi konsumentami i popierają patriotyzm ekonomiczny, ale nie umieją dokonywać takich wyborów

CEO Magazyn Polska

Patriotyzm ekonomiczny to trend, który jest coraz popularniejszy na świecie. Społeczeństwa zachodnie zwracają coraz większą uwagę na to, by kupować towary wyprodukowane w ich kraju, a patriotyzm konsumencki jest promowany także przez polityków. Wielu Polakom takie świadome wybory są bliskie, jednak w praktyce nie bardzo im się to udaje. Wyjątkiem jest branża spożywcza.

Zdecydowana większość Polaków deklaruje, że decyzje o zakupie chce podejmować z uwzględnieniem warunków i miejsca wyprodukowania towaru.

Polacy chcą być świadomymi konsumentami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Joanna Szalacha-Jarmużek z Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu. – 85 proc. badanych odpowiada, że uważa siebie za świadomych konsumentów, czyli za osoby, które w swoich decyzjach ekonomicznych i zakupowych kierują się po pierwsze, racjonalnością ekonomiczną, co zrozumiałe, po drugie wartościami stojącymi za danym produktem.

Jak podkreśla, to ogromny potencjał, który jednak rozprasza się w zderzeniu z rzeczywistością. Patriotyzm ekonomiczny bywa bardzo różnie rozumiany. Mimo że mniej więcej połowa badanych uważa, że polega on na kupowanie polskich produktów, to większość ma problem ze zidentyfikowaniem takiego wyrobu.

Konsumenci nie są pewni, czy produkt, który pochodzi z fabryki ulokowanej w Polsce, ale należy kapitałowo do firmy zagranicznej, jest polski – mówi dr Joanna Szalacha-Jarmużek. – Około 17 proc. badanych odpowiada, że patriotyzm konsumencki to kupowanie produktów regionalnych, lokalnych. A więc bardzo wąsko rozumieją pojęcie patriotyzmu, ograniczając je do swojej małej ojczyzny. Tylko 1 proc. badanych uważa, że oznacza to kupowanie polskich marek.

W rozwijaniu patriotyzmu gospodarczego przeszkadza nam niskie poczucie własnej wartości. Zdarza się, że Polacy postrzegają swoje produkty gorzej, niż są one postrzegane za granicą. Ekspertka nazywa to zjawisko negatywnym autostereotypem.

Polacy w międzynarodowym sondażu społecznym ISSP znaleźli się w grupie sześciu krajów o najniższym stopniu akceptacji i zadowolenia ze swoich osiągnięć politycznych i ekonomicznych. To jest bardzo zła wiadomość – zauważa Szalacha-Jarmużek. – Inną blokadą, która może utrudniać rozwój patriotyzmu ekonomicznego, jest zachowanie samych przedsiębiorców, którzy ukrywają się pod nazwami obcojęzycznymi.

Trzecim problemem jest przyjęta u progu transformacji polityka konkurowania niskim cenami i niskimi kosztami pracy, co może mieć przełożenie na niższą jakość finalnego produktu, a tym samym utwierdzać konsumentów w przekonaniu, że polskie produkty są gorsze.

Na tym tle pozytywnie wyróżnia się branża spożywcza. W tym obszarze Polacy bardzo chętnie wybierają rodzime produkty, podkreślając, że polskie są lepsze niż zagraniczne. Zjawisko patriotyzmu konsumenckiego często jest też wiązane z rynkiem żywności ekologicznej, który w Polsce dynamicznie rośnie. Jego wartość jest szacowana na 700 mln zł.

Jest coraz więcej certyfikowanych gospodarstw, które zajmują się właśnie tego typu produkcją – zwraca uwagę dr Joanna Szalacha-Jarmużek. – Te produkty trafiają zarówno do supermarketów, dyskontów, jak i małych lokalnych punktów handlowych, gdzie – jak pokazują inne badania – Polacy wolą kupować produkty, jeżeli zależy im na ich świeżości.

Zjawisko patriotyzmu gospodarczego jest zdecydowanie bardziej rozwinięte w krajach zachodnich, gdzie promują je również politycy. Zdaniem ekspertki to pokłosie kryzysu, który uświadomił Amerykanom, Chińczykom czy Niemcom, jak ważna jest ta gra zespołowa.

W Stanach Zjednoczonych od 2008 roku możemy obserwować, że krajowi producenci wracają do USA z produkcją, co jest też silnie wspierane przez państwo. Produkty „made in USA” są lepiej wyeksponowane w hipermarketach i lepiej przyjmowane przez konsumentów. Trend patriotyzmu ekonomicznego został podjęty przez liderów światowej gospodarki i szkoda by było, żeby polscy decydenci przegapili ten moment – podkreśla Joanna Szalacha-Jarmużek.

W ciągu najbliższych lat upowszechnią się bankomaty skanujące sieć naczyń krwionośnych dłoni czy siatkówkę oka

CEO Magazyn Polska

W ciągu najbliższych lat technologie biometryczne znajdą szerokie zastosowanie w bankowości. Dzięki systemowi skanującemu naczynia krwionośne w dłoni czy siatkówkę oka wypłaty z bankomatów i korzystanie z kart stanie się znacznie bezpieczniejsze. Biometria to tylko jedna z innowacji, która w centrum stawia potrzeby ludzkie. Na tego typu rozwiązaniach skupia się firma Fujitsu.

Innowacje ukierunkowane na człowieka to łączenie trzech wymiarów: technologii, informacji i ludzi. Dzięki takim rozwiązaniom jak przetwarzanie danych w chmurze, mobilność, internet rzeczy czy big data firmy tworzą nową wartość dodaną dla społeczeństwa.

Inteligentne społeczeństwo ukierunkowane na człowieka to możliwy do stworzenia świat, gdzie wszystko jest lepiej zabezpieczone, bardziej zrównoważone, gdzie ludziom lepiej się powodzi i mogą żyć pełnią życia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes David Gentle, director of foresight and planning, Fujitsu. – Wszystko to umożliwiają technologia i informacje, więc chcemy w nie inwestować i chcemy pracować z klientami nad rozwijaniem technologii, które mogą nam pomóc zrealizować tę wizję.

Takie spojrzenie na rozwijające się technologie daje niemal nieskończone możliwości, w dodatku w wielu różnych segmentach. Przykładem może być służba zdrowia – dzięki platformom wymiany informacji między firmami farmaceutycznymi, szpitalami czy lekarzami, możliwe będzie dostosowanie usług medycznych do potrzeb pacjenta. Nowe technologie mogą też służyć zwiększaniu bezpieczeństwa. Przykładem jest aktywny monitoring globalnych zagrożeń, możliwość ograniczenia skutków katastrof naturalnych, jak trzęsienia ziemi, tsunami czy powodzie, szanse na lepsze radzenie sobie z niedoborami żywności czy emisją dwutlenku węgla.

Nie chodzi o zmniejszanie liczby trzęsień ziemi, bo one będą się zdarzały – podkreśla Adel Rouz, executive vice president, Fujitsu Laboratories of Europe. – Bardziej chodzi o to, jak szybko reagować na katastrofy, jak przewidywać ich skutki, np. poprzez inteligentne budynki, nowy rodzaj komunikacji, poprzez technologie sensoryczne z czujnikami, które będą wykrywały wycieku gazu czy nadchodzącego tsunami. Kluczowe jest przewidywanie oraz szybka reakcja.

Inna technologia Fujitsu jest pomocna w radzeniu sobie z pożarami – dzięki inteligentnym czujnikom pozwala w gęstym dymie wykryć źródło ognia, a także obecność ludzi, co zwykle jest niemożliwe przy użyciu tradycyjnego sprzętu.

Human Centric Innovations, czyli innowacje tworzone z myślą o człowieku, mogą też ułatwiać albo po prostu uprzyjemniać życie.

Mamy tablet, który zapewnia zupełnie nowy komfort użytkowania. Jego interfejs dotykowy daje wrażenie tekstury, masz uczucie, jakbyś naciskał przyciski – wymienia David Gentle. – Mamy nową technologię, która dopiero co została wprowadzona w Japonii. To czujnik biometryczny, którym można skanować tęczówki. Można więc odblokować telefon, po prostu na niego patrząc.

Eksperci Fujitsu podkreślają, że technologia biometryczna jest jedną z kluczowych innowacji. W ciągu najbliższych lat może ona zrewolucjonizować bankowość w Polsce, w znaczący sposób zwiększając bezpieczeństwo operacji bankowych. Skan niepowtarzalnego układu naczyń krwionośnych dłoni zagwarantuje, że bez względu na to, gdzie jest dokonywana transakcja, autoryzuje ja właściwa osoba.

Dziś musimy się identyfikować inaczej: raz to jest login z hasłem, innym razem karta z PIN-em, czyli klient banku musi dysponować wieloma tożsamościami. Łączy je jeden element, czyli jego tożsamości, więc naturalną rzeczą jest wykorzystywanie elementów ciała, czyli elementów biometrycznych, do jednolitej identyfikacji tożsamości we wszystkich kontaktach z bankiem poprzez wszystkie kanały – zwraca uwagę Jerzy Sorokowski, konsultant w Fujitsu Polska, odpowiedzialny za obszar rozwiązań biometrycznych.

Human Centric Innovations były tematem przewodnim warszawskiego spotkania w ramach Fujitsu World Tour 2015. W okresie od kwietnia do sierpnia zespół Fujitsu i partnerzy firmy odwiedzą 20 miast na całym świecie, pokazując, jak zaawansowane technologie i rozwiązania podnoszą zdolności jednostek i wpływają na sprawność organizacji.

Rozliczanie kosztów punktem spornym między centrami handlowymi a najemcami

0

CEO Magazyn Polska

Przedstawiciele centrów handlowych pracują nad dobrymi praktykami dotyczącymi wynajmu powierzchni przez sieci handlowe. Nieprecyzyjne określenie rozliczania kosztów wspólnych może prowadzić do konfliktów między zarządzającym centrum handlowym a najemcą, a co za tym idzie – może skutkować stratami dla obu stron.

Podstawowym warunkiem owocnej współpracy pomiędzy właścicielem, zarządcą centrum handlowego a jego najemcą jest sukces sprzedażowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Radosław Knap, dyrektor operacyjny Polskiej Rady Centrów Handlowych. –  Przyjęcie i stosowanie dobrych praktyk w zakresie transparentnego rozliczania kosztów wspólnych jest kluczem do zdrowych relacji pomiędzy stronami rynku. Zazwyczaj w sytuacji kiedy właściciel centrum i najemcy są zadowoleni z osiąganych obrotów, kwestie te nie są głównym tematem rozmów, ale stanowią podstawę współpracy. Diabeł tkwi w szczegółach, a tych w umowie między zarządcą a najemcą jest bardzo dużo.

Fundamentem wypracowania dobrej współpracy pomiędzy zarządcą a najemcą jest przede wszystkim zrozumienie wspólnego interesu, którym jest sprawnie działające centrum handlowe, czyli takie, które notuje wzrost odpowiedzialności i obrotów najemców. Interes obydwu stron, najemców i zarządców, jest tożsamy i jest to baza do budowania partnerskich relacji opartych na dialogu, współpracy i cyklicznych spotkaniach – mówi Justyna Kur, dyrektor ds. zarządzania nieruchomościami w Apsys Polska.

Podstawą jest dobra komunikacja, która pozwoli stronom dojść do porozumienia i sprawnie współpracować przy realizacji umowy najmu. Jak podkreśla Justyna Kur, zarządca musi pamiętać o tym, że najemca jest jego partnerem w biznesie. Z drugiej strony najemca musi mieć świadomość tego, że zarządca ma zdecydowanie szersze spojrzenie na centrum handlowe niż on, z perspektywy pojedynczego sklepu.

Najważniejszym aspektem, który często staje się kością niezgody, jest kwestia płatności, czynszu oraz rozliczania kosztów eksploatacyjnych. Sklepy płacą bowiem nie tylko za wynajętą powierzchnię, lecz także za media, ochronę i sprzątanie, a także marketing, ubezpieczenie budynku czy opłaty publiczno-prawne.

Bardzo ważnym elementem są zapisy mówiące o sposobach rozliczania kosztów eksploatacyjnych, istotne jest to, by najemca miał świadomość, jakie pozycje wchodzą w skład kosztów wspólnych i za co będzie ponosił opłaty – mówi Seweryna Afanasjew, członek zarządu organizacji branżowej RICS Polska.

Na polskim rynku brakuje jednoznacznych regulacji w tym zakresie. Stowarzyszenie, jakim jest Polska Rada Centrów Handlowych, trzy lata temu wypracowywało Kodeks Dobrych Praktyk w zakresie umów najmu, którym posiłkuje się część uczestników tego rynku i chce kontynuować misję w tym zakresie poprzez korzystanie ze sprawdzonych wzorców. Teraz polski oddział międzynarodowego stowarzyszenia RICS zapowiada, że przygotuje dostosowane do lokalnego rynku standardy, które obowiązują już na świecie.

RICS opracowuje globalnie standardy dotyczące rozliczania i zarządzania kosztami eksploatacyjnymi w budynkach komercyjnych i mieszkaniowych. W tym roku będziemy je wdrażać – zwraca uwagę Seweryna Afanasjew. – Polski rynek nieruchomości staje się coraz bardziej dojrzały. Wszystkie strony rynku, zarówno deweloperzy, właściciele nieruchomości, jak i najemcy oczekują, że standardy usług świadczonych przez firmy istniejące na tym rynku będą na coraz wyższym poziomie. Żeby to było możliwe, potrzebne są standardy – zwraca uwagę Seweryna Afanasjew.

O korzyściach ze standaryzacji, które mają wpływ na uregulowanie relacji pomiędzy najemcami i zarządzającymi centrami handlowymi, członkowie RICS i PRCH zamierzają dyskutować podczas paneli towarzyszących branżowym targom ReDI, które odbędą się w dniach 10-11 czerwca na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Netia zaoferowała niższe opłaty za odtwarzanie muzyki w lokalach

0

CEO Magazyn Polska

Z obserwacji ZAiKS wynika, że coraz mniej firm unika opłat za odtwarzanie muzyki w lokalu. Zdarzają się przedsiębiorcy, którzy z muzyki rezygnują zupełnie, bo miesięczne koszty są zbyt wysokie. Netia ma pomysł, jak je obniżyć. Chce zaoferować przedsiębiorcom tanie pakiety z muzyką, za odtwarzanie których nie trzeba dodatkowo płacić. Miesięczne oszczędności mogą sięgać nawet 1 tys. zł.

Nie odtwarzam muzyki w salonie ze względu na wysokie koszty, jakie trzeba ponieść z tytułu podpisania licencji. Dowiadywałem się, że są to koszty rzędu 500 zł miesięcznie, a w skali roku jest to 6 tys. zł. Nie żyję z puszczania muzyki, tylko z usługi fryzjerskiej. Muzyka jest tylko dodatkiem umilającym klientom pobyt w salonie. Gdyby to były mniejsze koszty, z chęcią puszczałbym muzykę – mówi Marcin Szybejko, właściciel studia fryzjerskiego La Como.

Opłaty za prawa autorskie musi uiszczać każdy przedsiębiorca, który odtwarza publicznie muzykę, np. w salonie fryzjerskim, restauracji czy hotelu. Stawki te są bardzo zróżnicowane, zależą m.in. od typu przedsiębiorstwa, wielkości miasta, w którym się znajduje, i wielkości samego lokalu.

Dla przykładu, opłata za odtwarzanie muzyki podczas meczu na stadionie mieszczącym 10 tys. osób wynosi 444,97 zł. Właściciel sklepu o powierzchni 10 tys. mkw. zapłaci 681,08 zł. Właściciel restauracji w Warszawie, która może pomieścić jednocześnie 100 osób, zapłaci za sam ZAIKS 352,80 zł miesięcznie. A to nie jedyne opłaty, bo w Polsce działa 15 organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, w tym cztery związane z zarządzaniem prawami związanymi z wykorzystywaniem muzyki. Dlatego łączne koszty stają się jeszcze wyższe. Na przykład restaurator po zsumowaniu wszystkich opłaty związanych z pozwoleniem na puszczenie muzyki w lokalu będzie musiał uiścić opłatę w wysokości 777,01 zł. To ponad 650 zł więcej niż koszt oferty Netii.

„Muzyka dla Firm” jest to usługa dla wszystkich klientów Netii, którzy chcą publicznie oraz bez dodatkowych opłat odtworzyć muzykę w swoich lokalach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Wierzbicki, kierownik produktu w Netia. – Jest to muzyka na licencji royalty free – klient dostaje 10 predefiniowanych playlist, które zmieniają się co kwartał, urządzenie Set Top Box oraz możliwość odtwarzania utworów muzycznych w aplikacji online.

Jak podkreśla, w Polsce powstaje rocznie ok. 300 tys. firm, kilkadziesiąt tysięcy stanowią lokale gastronomiczne, zakłady fryzjerskie czy kosmetyczne, więc baza potencjalnych klientów jest bardzo duża.

Klienci są w stanie zaoszczędzić do 1 tys. zł miesięcznie dzięki usłudze „Muzyka dla Firm” – mówi Wierzbicki. – Cała usługa kosztuje w Netii 79,90 zł netto miesięcznie i w opłacie znajduje się urządzenie Set Top Box, znajduje się aplikacja online do odtwarzania muzyki oraz 10 predefiniowanych playlist, które zmieniają się co kwartał.

Netia liczy więc, że na jej usługę jest w Polsce spore zapotrzebowanie, a rynek cały czas rośnie. Sam ZAiKS zebrał ponad pół mld zł – jak wynika ze sprawozdania finansowego organizacji za 2013 rok. Jednocześnie Stowarzyszenie podkreśla, że prowadzi przed sądami ok. 2 tys. procesów przeciwko firmom niepłacącym należnych zdaniem organizacji tantiem.

Duże zainteresowanie dofinansowaniem do mikroinstalacji OZE

0

CEO Magazyn Polska

200 mln zł z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej ma trafić w tym roku poprzez banki na dofinansowanie mikroinstalacji OZE. Pierwsza transza – 20 mln zł udostępnione przez BOŚ Bank – została wyczerpana już pierwszego dnia, więc bank będzie wnioskował o zwiększenie środków. NFOŚiGW chce zaprosić do współpracy także inne banki.

Pierwsza alokacja, czyli 20 mln zł, została wyczerpana pierwszego dnia – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Skucha, prezes zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. – W tej chwili BOŚ Bank, który zajmuje się dystrybucją dotacji, ma już alokację na poziomie kilkudziesięciu milionów, więc będzie występował do nas o zwiększenie środków.

Warunkiem uruchomienia przez NFOŚiGW kolejnej transzy jest podpisanie przez bank umów wyczerpujących 80 proc. alokacji.

Jak podkreśla prezes Funduszu, tak duże zainteresowanie prawdopodobnie sprawi, że 200 mln zł, jakie w tym roku zaplanowano na Prosumenta, zostanie szybko wykorzystane.

Chcemy zaprosić do współpracy inne banki, tak aby dostępność tego programu była jak największa, podobnie jak miało to miejsce w programie kolektorowym czy domach energooszczędnych – mówi Małgorzata Skucha.

Dofinansowanie przedsięwzięć w ramach prowadzonego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) programu Prosument obejmuje zakup i montaż nowych małych lub mikroinstalacji odnawialnych źródeł energii (OZE) do produkcji energii elektrycznej lub prądu skojarzonego z ciepłem na potrzeby jednorodzinnych lub wielorodzinnych budynków mieszkalnych.

Finansowane są instalacje wykorzystujące źródła ciepła opalane biomasą, pompy ciepła oraz kolektory słoneczne o zainstalowanej mocy cieplnej do 300 kWt, systemy fotowoltaiczne, małe elektrownie wiatrowe oraz układy mikrokogeneracyjne (w tym mikrobiogazownie) o zainstalowanej mocy elektrycznej do 40 kWe. Obecnie program nie przewiduje dofinansowania przedsięwzięć polegających na zakupie i montażu wyłącznie instalacji źródeł ciepła, natomiast rozdzielenie ciepła i energii elektrycznej w programie jest obecnie konsultowane.

– Program Prosument ma trzy ścieżki, którymi może trafić dofinansowanie do gospodarstwa domowego – wskazuje Małgorzata Skucha. – Pierwszą, która była uruchomiona w ubiegłym roku, są samorządy. Gmina swoim obywatelom może zagwarantować dofinansowanie dotacyjno-pożyczkowe z naszych środków. Druga, to wojewódzkie fundusze ochrony środowiska. Część z nich, współpracując z nami, również oferuje dofinansowanie, głównie spółdzielniom mieszkaniowym, wspólnotom czy bezpośrednio osobom fizycznym. Trzecia ścieżka została uruchomiona 24 kwietnia br. przez Bank Ochrony Środowiska.

Efektem ekologicznym Prosumenta ma być coroczne ograniczenie emisji dwutlenku węgla oraz wzrost produkcji energii z odnawialnych źródeł. Budżet programu na lata 2014-2020 wynosi 800 mln zł z możliwością wypłat środków do 2022 roku.

Dynamiczny rozwój gospodarki Meksyku szansą dla polskich eksporterów

CEO Magazyn Polska

Bliskość ogromnych rynków zbytu oraz coraz szybszy wzrost gospodarczy powodują, że Meksyk staje się atrakcyjny dla polskich firm. Szczególnie korzystne perspektywy stwarza firmom motoryzacyjnym i górniczym. Tamtejszy sektor automotive jest jednym z największych na świecie, a prywatne nakłady na inwestycje wydobywcze w ciągu najbliższych czterech lat mają ulec potrojeniu.

Meksyk to bardzo perspektywiczny i ciekawy rynek. Decyduje o tym m.in. jego położenie, to taki most między Ameryką Północną i Południową. Po drugie, bardzo stabilny wzrost gospodarczy. Prognozy mówią, że w kolejnych latach możemy się spodziewać niemal 4-proc. wzrostu PKB co roku. I po trzecie, stabilna sytuacja społeczno-polityczna – mówi Piotr Dylak, dyrektor ds. finansowania handlu w Banku Zachodnim WBK.

Według najnowszych prognoz Banku Światowego wynika, że dynamika PKB Meksyku w latach 2016–2017 wynosić będzie 3,8 proc. rocznie. Równie korzystne są długoterminowe prognozy analityków. Do roku 2050 Meksyk ma wejść do pierwszej dziesiątki największych gospodarek świata (HSBC daje jej 8. miejsce, PwC nawet 4.).

Z naszej perspektywy jest to rynek w dużym stopniu wciąż jeszcze niewykorzystany. Patrząc na wartość bezwzględną eksportu do Meksyku, mówimy tu o ok. 0,5 mld dol., czyli kwocie porównywalnej z naszym eksportem do Chorwacji. Tutaj jest jeszcze dużo do zrobienia, bo potencjał do dalszej ekspansji jest duży – zaznacza Piotr Dylak.

Głównymi produktami wysyłanymi przez Polskę do tego kraju były w ubiegłym roku części i akcesoria samochodowe, maszyny i urządzenia elektryczne, a także urządzenia mechaniczne, meble i sztućce. Z kolei dominującymi elementami wartego 415 mln dol. importu były m.in. maszyny i urządzenia elektryczne, samochody oraz pojazdy nieszynowe.

Mówiąc o  konkretnych branżach, które mogłyby zaistnieć w Meksyku, na pewno wymienić trzeba automotive: z jednej strony producenci części do samochodów, z drugiej strony, firmy, które dostarczają linie technologiczne dla tego przemysłu – mówi agencji informacyjnej Newseria dyrektor w BZ WBK.

Przemysł motoryzacyjny jest jednym z najważniejszych sektorów gospodarki Meksyku. Statystyki Międzynarodowej Organizacji Producentów Pojazdów Samochodowych (OICA) mówią, że Meksyk zajmuje obecnie 7. miejsce pod względem wartości wyprodukowanych pojazdów (3,4 mld dol.). Branża w ostatnim roku wzrosła o ponad 10 proc.

Meksyk jest też ciekawy dla firm działających w branży okołowydobywczej, czyli firm, które produkują, sprzedają maszyny i urządzenia dla górnictwa. To jest segment rynku meksykańskiego, która zdecydowanie się wyróżnia. Szacuje się, że w 2015 roku inwestycje w tej branżę osiągną 8 mld dol. Polskie przedsiębiorstwa mają potencjał, żeby w tej branży działać – mówi Dylak.

Górnictwo to czwarte co do wielkości źródło dochodów Meksyku, a wydobycie srebra w tamtejszych kopalniach jest największe na świecie. Według rządowych szacunków prywatne nakłady inwestycyjne w sektor wydobywczy mogą do 2018 roku wzrosnąć ponadtrzykrotnie, osiągając wartość nawet 25 mld dol.

Z racji swojego położenia Meksyk może być traktowany jako brama zarówno na rynek północnoamerykański, jak i do krajów Ameryki Łacińskiej i Południowej. Demografia regionu sprawia, że baza konsumentów będzie tam rosnąć znacznie szybciej niż w Europie. Do inwestycji zachęca także członkostwo w układzie NAFTA oraz względna stabilność prawna i regulacyjna.

Meksyk ma też podpisaną z Unią Europejską umowę o wolnym handlu, dzięki czemu polskie i unijne firmy mają preferencje celne w handlu z Meksykiem. Widzimy też dużą działalność agencji takich jak ProMéxico, które bardzo intensywnie promują inwestycje zagraniczne w Meksyku i efekty tego są widoczne – mówi Piotr Dylak.

W rankingu Doing Business, który ocenia kraj pod kątem łatwości prowadzenia biznesu, Meksyk znajduje się na 39. miejscu (Polska jest 32.).

D. Grzeszczak (Erbud): Polskie inwestycje w energetyce to najlepszy rynek budowlany w Europie

CEO Magazyn Polska

Akcje spółek budowlanych są coraz chętniej kupowane przez inwestorów na warszawskiej giełdzie – tylko od początku roku branżowy indeks wzrósł o 1/3. Poza ożywieniem inwestycji prywatnych oraz infrastrukturalnych rynek dostrzega także rosnące nakłady w energetyce. Potrzeby w zakresie modernizacji konwencjonalnych elektrowni i sieci przesyłowych są wciąż ogromne, podobnie jak niewykorzystany potencjał OZE.

Widzimy dużą poprawę w zakresie budownictwa drogowego, kolei i przede wszystkim budownictwa dla energetyki, w którym Polska stała się najlepszym rynkiem budowlanym w Europie. Konkurencja jest znacząca, ale musimy sobie dać radę jako lokalny partner – mówi agencji informacyjnej Newseria Dariusz Grzeszczak, prezes zarządu Erbudu.

Spodziewany wzrost inwestycji infrastrukturalnych wiąże się z rozpoczynającymi się projektami w ramach nowej perspektywy finansowej UE na lata 2014–2020. Impuls inwestycyjny w przypadku infrastruktury prawdopodobnie nie będzie tak silny, jak poprzednio, ponieważ priorytetem w obecnych programach jest wspieranie innowacyjności i konkurencyjności. Sektor budowlany będzie jednak korzystał z rosnących inwestycji, m.in. w energetyce, co pomoże niektórym firmom lepiej dywersyfikować ryzyko, a więc nie ograniczać się tylko do np. segmentu drogowego.

Na poprawę koniunktury w branży budowlanej wskazuje także indeks WIG-budownictwo, który od początku br. wzrósł o ponad 30 proc. i kontynuuje trend wzrostowy od połowy 2012 r. To nie tylko pochodna oczekiwanego przyspieszenia inwestycji drogowych czy kolejowych, lecz także efekt solidnego wzrostu całej gospodarki, który w ostatnich kwartałach był mocno wspierany przez wysoki przyrost inwestycji prywatnych, a więc również w budynki i budowle.

Widzimy, że rentowność segmentu kubaturowego jest według planu, a deweloperski poprawił swoją rentowność. Wiemy, że I kwartał w inżynierii i budownictwie dla energetyki jest sezonowo najtrudniejszym kwartałem, ale tym razem wyniki są lepsze niż w zeszłym roku. Jeżeli te dwa segmenty, czyli inżynieryjny i energetyczny, dołożą do kubaturowego i deweloperskiego, to myślę, że w następnych kwartałach poprawimy rentowności – przewiduje Grzeszczak.

W szczytowym okresie wydatkowania środków z poprzedniego budżetu UE – w latach 2010–2011 – inwestycje publiczne w Polsce w relacji do PKB podskoczyły do ponad 5,5 proc., by następnie spaść poniżej 4 proc. w 2013 r. Silne ograniczenie wydatków inwestycyjnych sektora publicznego po 2012 r. (wymuszone wcześniejszym ich zwiększeniem przed Euro 2012) i wadliwie stosowane Prawo zamówień publicznych przyczyniły się do zapaści w branży w budowlanej. Choć upadło wiele przedsiębiorstw, to według prezesa Erbudu nie można mówić o mniejszym natężeniu konkurencji.

Rzeczywiście mieliśmy boom budowlany, który zamiast stworzenia potęgi firm budowlanych, raczej spowodował u niektórych dużych graczy kłopoty lub nawet bankructwo. Natomiast konkurencja w dalszym ciągu jest i to nie zmieni się na pewno. Myślę, że teraz inne jest podejście zleceniodawcy, czyli GDDKiA, do realizacji tych przedsięwzięć i dlatego widzę szansę także dla nas na zaistnienie w tym segmencie – twierdzi Grzeszczak.

W przypadku budownictwa kubaturowego prezes Erbudu prognozuje wzrost przetargów na budowę centrów handlowych, szpitali, muzeów, hal sportowych oraz biurowców.

Portfel mieszkaniowy stanowi u nas około 10 proc., ponieważ rentowności w tym segmencie są dla firmy budowlanej raczej poniżej 1,5 proc., co nie jest naszym celem, dlatego ten segment interesuje nas mniej – mówi Dariusz Grzeszczak.

Grupa PEManagers sfinalizowała pierwszą część inwestycji w austriacki lifebrain AG

MCI. EuroVentures 1.0, subfundusz zarządzany przez Grupę Kapitałową Private Equity Managers S.A., zrealizował pierwszą cześć transakcji z lifebrain AG (Spółka) i obejmie za 10 mln EUR połowę przysługujących mu akcji. Spółka przeznaczy kapitał na dalszy rozwój.

Dzięki spełnieniu się warunków zawieszających, umowa inwestycyjna zawarta w kwietniu br. między MCI. EuroVentures 1.0 a Spółką może być finalizowana. 19 maja fundusz zarządzany przez Grupę PEManagers zrealizował pierwszą transzę inwestycji o wartości 10,13 mln EUR i obejmie akcje Spółki w ramach podwyższenia kapitału. W sumie fundusz przeznaczy na tę inwestycję 20 mln EUR. Warunkiem wejścia umowy w życie było m.in. podjęcie odpowiednich uchwał przez Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Spółki.

– lifebrain jest kolejną inwestycją funduszu MCI. EuroVentures 1.0 realizowaną w obszarze tzw. digital adaptation w regionie DACH. Za jej profesjonalne przeprowadzenie odpowiadał zespół składający się międzynarodowych specjalistów. Obejmując akcje nowej emisji, zainwestowaliśmy razem z dotychczasowymi i nowymi inwestorami – powiedział Cezary Smorszczewski, Wiceprezes Zarządu Private Equity Managers S.A – Nowa inwestycja zapewni nam ekspozycję na bardzo perspektywiczny rynek cyfrowych usług medycznych– dodaje.

Środki pozyskane w drodze podwyższenia kapitału zostaną przeznaczone na realizację strategii wzrostu.

– Dzięki nowemu inwestorowi i pozyskanemu kapitałowi będziemy w stanie realizować nowe przejęcia i zwiększyć tempo rozwoju naszej platformy powiedział Prof. Dr Michael Havel, CEO lifebrain AG.

 

O Lifebrain:

Lifebrain, z siedzibą w Wiedniu, jest dynamicznie rosnącą platformą konsolidującą podmioty z rynku laboratoriów diagnostycznych. Została założona i jest kierowana przez twórców grupy laboratoryjnej FutureLAB, która stała się częścią europejskiego lidera Synlab.Według doniesień zagranicznej prasy cytującej analityków branżowych, wartość Spółki przekracza 100 mln EUR.

Międzynarodowa Karta Energetyczna podpisana

Międzynarodowa Karta Energetyczna to nie tylko wyznacznik zmieniającej się globalnej architektury w sektorze energii, ale również narzędzie do dalszej promocji zasad funkcjonowania sektora, w szczególności w Azji, Afryce, Ameryce Południowej i na Bliskim Wschodzie – powiedział wiceminister gospodarki Andrzej Dycha podczas sesji plenarnej Konferencji Ministrów ds. Energii, która odbyła się 20 maja 2015 r.  w Hadze. W trakcie spotkania uczestnicy podpisali Międzynarodową Kartę Energetyczną.

Międzynarodową Kartę Energetyczną podpisali wysokiej rangi przedstawiciele kilkudziesięciu państw, w tym Chiny, Stany Zjednoczone, Iran, Nigeria, Meksyk, Japonia, Korea Południowa i Turkmenistan oraz Unia Europejska.

Odbywające się w dniach 20-21 maja 2015 r. posiedzenie ministerialne w Hadze jest ostatnim etapem realizacji tzw. „Procesu Warszawskiego”, który zainicjowany został podczas posiedzenia Konferencji Karty Energetycznej w Warszawie w listopadzie 2012 r. Konferencja Karty Energetycznej, będąca najwyższym organem decyzyjnym w procesie Karty Energetycznej, zadecydowała wówczas o aktualizacji Europejskiej Karty Energetycznej z 1991 r. i zastąpieniu jej nową deklaracją polityczną, która w sposób wymierny odzwierciedlałaby zmiany w funkcjonowaniu globalnego rynku energii.

Warto zwrócić uwagę, że przyjęcie nowej deklaracji politycznej może okazać się skutecznym instrumentem dla przekonania większej ilości państw do podpisania w przyszłości i ratyfikacji Traktatu Karty Energetycznej (TKE), zwłaszcza Państw G20 i Państw posiadających status obserwatora przy TKE.

Międzynarodowa Karta Energetyczna podkreśla wagę współpracy w obszarze energii pomiędzy państwami odwołując się do najważniejszych zasad ujętych w Traktacie Karty Energetycznej, tj. wolności handlu, tranzytu, potrzeby poprawy klimatu inwestycyjnego w sektorze energii, ochrony środowiska i efektywności energetycznej. Szczególny nacisk położony został na kwestie dostępu do energii, poprawy bezpieczeństwa energetycznego, stosowania zasady niedyskryminacji wobec inwestorów, walki z ubóstwem energetycznym, efektywnego wykorzystania surowców energetycznych. Nowa Karta podkreśla wagę wymiany doświadczeń i wzmacniania współpracy w kontekście zarówno globalnym, jak i regionalnym.

Więcej informacji:

Ministerstwo Gospodarki (MG)

Spotkanie ministrów rolnictwa Grupy Wyszehradzkiej w Bratysławie

Podsekretarz stanu Zofia Szalczyk uczestniczyła wczoraj w spotkaniu ministrów rolnictwa państw Grupy Wyszehradzkiej, w rozszerzonej formule o Bułgarię, Rumunię i Słowenię.

Fot. Ministrowie państw Grupy Wyszehradzkiej w rozszerzonej formule o Bułgarię, Rumunię i SłowenięFot. Ministrowie państw Grupy Wyszehradzkiej w rozszerzonej formule o Bułgarię, Rumunię i Słowenię

Spotkanie zorganizowane zostało w Bratysławie przez ministra rolnictwa Słowacji, sprawującej obecnie przewodnictwo w Grupie Wyszehradzkiej i poświęcone było trzem tematom: poprawie pozycji rolników w łańcuchu żywnościowym, uproszczeniu Wspólnej Polityki Rolnej oraz porozumieniu o lasach w Europie w ramach procesu FOREST EUROPE.

Omawiając temat pozycji poszczególnych uczestników łańcucha dostaw żywności, wszystkie delegacje były zgodne co do faktu, że należy wzmocnić pozycję przetargową producentów rolnych i przeciwdziałać nieuczciwym praktykom handlowym, które obecne są we wszystkich państwach członkowskich UE biorących udział w spotkaniu. Ministrowie zgodzili się, że konieczne jest podjęcie określonych działań na poziomie UE poprzez zdefiniowanie i zakazanie najbardziej typowych, nieuczciwych praktyk handlowych.

Wynikiem dyskusji w tym temacie było przyjęcie Wspólnego oświadczenia Ministrów Rolnictwa Republiki Czeskiej, Węgier, Polski, Słowacji, Bułgarii, Rumunii i Słowenii w sprawie poprawy pozycji rolników w łańcuchu dostaw żywności, w którym wezwano Komisję Europejską do jak najszybszego przedstawienia konkretnych propozycji legislacyjnych.

W następnej kolejności ministrowie omówili dalsze kroki w kwestii uproszczenia WPR, w kontekście konkluzji Rady przyjętych na majowej Radzie Ministrów Rolnictwa i Rybołówstwa UE w tym zakresie. Delegacje były zgodne co do tego, że w niektórych obszarach konkluzje okazały się mało ambitne i nieuwzględnianą wszystkich postulatów zgłaszanych przez państwa Grupy Wyszehradzkiej, szczególnie w odniesieniu do definicji aktywnego rolnika oraz zazielenienia. Minister Szalczyk podkreśliła, że Polska od samego początku wskazywała na potrzebę uproszczenia WPR i zmniejszenia tym samym biurokratycznych obciążeń dla rolników. Z punktu widzenia Polski rok 2015 powinien być traktowany przez Komisję Europejską, jako rok przejściowy przy wdrażaniu zreformowanej WPR, a ewentualne naruszenia nie powinny spotkać się z dotkliwymi sankcjami dla rolników. Konieczne są dalsze zmiany, jeszcze przed terminem wakacyjnym, w takich obszarach jak zazielenienie, obszary proekologiczne, kary za przedeklarowanie powierzchni do płatności obszarowych w II filarze, w przypadku maksymalnych limitów dla tego typu płatności. Podsekretarz stanu poprosiła Prezydencję słowacką o rozważenie przygotowania wspólnego wystąpienia poszerzonej Grupy Wyszehradzkiej wskazującego propozycje uproszczeń aktów delegowanych i wykonawczych wymagających pilnego wprowadzenia.

Ostatnim tematem omawianym na spotkaniu była przyszłość procesu FOREST EUROPE i przyjęcie wiążącego porozumienia o lasach w Europie. Prezydencja słowacka przygotowała wspólne stanowisko Grupy Wyszehradzkiej rozszerzonej o Bułgarię, Rumunię i Słowenię, które zostało zaakceptowane przez wszystkie uczestniczące delegacje, jako wyraz poparcia dla kontynuowania procesu FOREST EUROPE i przyjęcia stosownego porozumienia w tym obszarze.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi

ECB zwiększy skup obligacji

Zgodnie z zapowiedziami Benoita Coeure, członka zarządu EBC, frankfurcka instytucja planuje w najbliższym czasie zwiększyć skalę skupu obligacji państw strefy euro. „Jesteśmy świadomi sezonowych zmian na rynku obligacji w postaci spadku aktywności przypadającego na okres od połowy lipca do sierpnia (…). Jeżeli będzie trzeba, to wzmożone zakupy zrównoważymy potem we wrześniu, kiedy płynność na rynku znów się poprawi” – powiedział Coeure w czasie przemówienia wygłoszonego wczoraj w Londynie.

Wiadomość o planowanym przez ECB zwiększeniu poziomu zakupów w maju i czerwcu, w istotny sposób wpłynęła na sytuację panującą na europejskich parkietach. W efekcie wczorajsza sesja zakończyła się znaczącymi wzrostami większości głównych indeksów, wśród których na pierwsze miejsce wysunął grecki Athex Composite z wynikiem +3.56%.

W ciągu dnia uwagę inwestorów znad Wisły przyciągną informacje o dynamice produkcji przemysłowej (prognoza 6% r/r) oraz sprzedaży detalicznej (prognoza 1.1% r/r) w Polsce. Istotny wpływ na przebieg dzisiejszej sesji może mieć także popołudniowa publikacja protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

saxo bank

Produkcja przemysłowa wyhamowała. Spadła też sprzedaż detaliczna

Po dobrym marcu, dynamika produkcji przemysłowej w kwietniu wyraźnie wyhamowała. Publikowane przez GUS dane zdecydowanie rozminęły się z oczekiwaniami analityków. Nieoczekiwanie spadła też sprzedaż detaliczna.

Główny Urząd Statystyczny opublikował dziś dane dotyczące produkcji przemysłowej w kwietniu. Wynika z nich, że w ujęciu rocznym nastąpił wzrost o 2,3%. W ujęciu miesięcznym zanotowano natomiast spadek o 8,1%. Analitycy prognozowali wzrost o 6% rdr, więc dzisiejszy odczyt można uznać za poważny zawód. Uwzględniając czynniki sezonowe produkcja przemysłowa wzrosła w kwietniu o 2,7% rdr i 2% mdm. Odnotowany dziś rezultat to najgorszy odczyt od listopada 2014 r. oraz najgorszy kwiecień od 2008 r.

Z kolei sprzedaż detaliczna w cenach bieżących spadła o 1,5% wobec wzrostu w marcu o 3%. Rynkowy konsensus dla ubiegłego miesiąca zakładał wzrost o 1,1% rdr, więc możemy mówić o negatywnej niespodziance. W stosunku do marca sprzedaż spadła natomiast o 2,1%. Ze względu na utrzymującą się w Polsce już od 10 miesięcy deflację, warto zwrócić także uwagę na dane w cenach stałych. Tu widzimy wzrost sprzedaży w ujęciu rocznym o 1,5% wobec wzrostu o 6,6% w marcu. W porównaniu z marcem miał miejsce spadek sprzedaży w cenach stałych o 2,6%.

– Pierwszy gorszy odczyt nie musi być zwiastunem stałego pogorszenia koniunktury. Biorąc pod uwagę dobre odczyty pozostałych wskaźników makro, m.in. zatrudnienia, czy dynamiki PKB, to na razie nie ma dużych  powodów do obaw. Dane o produkcji są mocno powiązane z kalendarzem, zatem na spadki wpływ mogła mieć większa liczba dni wolnych. Niewykluczone, że słabsze odczyty są wynikiem wzrostu zapasów. Przy sprzedaży detalicznej istotne znaczenie ma deflacja. Być może jest to odreagowanie po silnym wzroście w marcu. Korzystnie prezentują się dane dotyczące produkcji budowlano-montażowej, co pokrywa się z informacjami nadsyłanymi m.in. przez deweloperów. Mimo wszystko dynamika roczna wciąż prezentuje się nieźle, ale warto trzymać rękę na pulsie – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.