Właściciel sieci sklepów Stokrotka, chce przekazać udziałowcom po 1,33 zł dywidendy na każdą, wartą ok. 70 zł, akcję. Taka wypłata pozwoli spółce zachować środki na dalsze inwestycje, w tym intensywną rozbudowę sieci.
Do Emperii należy sieć ponad 250 sklepów Stokrotka, zarówno supermarketów o powierzchni handlowej od 400 do 1000 mkw., jak i mniejszych marketów pod szyldem Stokrotka Market, które zamierza intensywnie rozwijać. Ich atutem w konkurencji z dyskontami ma być lokalizacja.
– To, co jest naszą przewagą dzisiaj, to nowy format sklepów, który zaczęliśmy rozwijać w ubiegłym roku, czyli sklepy marketowe, nieco mniejsze od naszych standardowych supermarketów o powierzchniach powyżej 400 mkw. – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Cezary Baran, wiceprezes zarządu i dyrektor finansowy Emperii Holding. –Nasz market to sklep od 200 do 400 mkw. powierzchni sprzedaży i te sklepy lokujemy bardzo blisko skupisk ludzkich. One są bardzo wygodne, a nie różnią się ani polityką cenową, ani szerokością asortymentu na tyle istotnie od supermarketów, żeby przeciętny klient dostrzegał jakieś negatywne strony robienia w nich zakupów.
Obrany kierunek rozwoju jest zgodny z kierunkiem rozwoju rynku. Po okresie boomu hipermarketowego, kiedy klientów przyciągała mnogość produktów i promocje, a potem okresu zainteresowania dyskontami, kuszącymi niską ceną i innymi niż w pozostałych sklepach produktami, coraz większe znaczenie dla polskich konsumentów ma bliskość sklepu i krótki czas robienia zakupów. Stąd coraz większa moda na sklepy convenience.
– Dzisiaj klient lubi wygodę– ocenia Cezary Baran. –Chce, żeby zaoferować mu cenę, która u nas jest tak samo ważna, jak w dyskontach, a my dbamy o to, żeby klient u nas znalazł produkty w podobnych cenach jak te, które może znaleźć w dyskontach. Ale dodatkowo oferujemy mu większy wybór usług, szerszy ich zakres, a to daje nam pewną przewagę. Najważniejsza jest jednak lokalizacja, która jest dzisiaj głównym aktywem w tym biznesie. Trzeba być blisko klienta, żeby te lokalizacje dawały zarobić pieniądze.
Taka lokalizacja pozwala na uruchomienie o wiele większej liczby placówek niż w przypadku hipermarketów czy dyskontów. Zgodnie ze strategią Emperii, Stokrotek do końca przyszłego roku ma być niemal 630, w tym 80 we franczyzie. Mimo tej przewagi w potencjale wzrostu Emperia cały czas obserwuje przedsięwzięcia konkurentów.
– Wszelkie działania w zakresie asortymentu prowadzone przez naszych konkurentów mają wpływ na to, jak postrzegają tę ofertę nasi klienci, którzy dzisiaj bardzo często dzielą zakupy i dokonują wyborów, uwzględniając swoje indywidualne preferencje – podkreśla wiceprezes zarządu i dyrektor finansowy Emperii Holding. –Każda zmiana w asortymencie czy każda zmiana w ofercie, którą przeprowadza konkurencja, mają wpływ na nasze działania. Bacznie wszystko obserwujemy i staramy się reagować za każdym razem, dostosowując ofertę lub zmieniając naszą politykę.
W 2014 roku po wzroście o 0,5 proc. sprzedaż spółki była bliska 2 mld zł. Zysk Empreii wzrósł o 131 proc., sięgając 32 mln. I kwartał obecnego roku przyniósł spółce jeszcze lepsze wyniki. Sprzedaż wzrosła o 1,4 proc., porównując do wyników z przed roku, i sięgnęła 486 mln. Zysk był jednak wyższy aż o 487 proc. i przekraczał 18 mln zł. Mimo inwestycji spółka chce kontynuować wypłatę dywidendy.
– Na ten rok zarekomendowaliśmy jako zarząd wypłatę maksymalnie możliwiej na ten moment dywidendy– informuje Cezary Baran z Emperii Holding. –To będzie 1,33 zł na akcję. Konsekwentnie od dłuższego czasu realizujemy tę politykę, starając się wytransferować do naszych akcjonariuszy nadwyżkę środków pieniężnych, które pozostały nam po transakcjach, które robiliśmy w 2011 roku, sprzedając nasz segment dystrybucyjny. Jesteśmy przekonani, że to dobry ruch i nadal zachowujemy nadwyżkę środków pieniężnych, która pozwala nam się rozwijać.
Walne Zgromadzenie spółki ws. podziału zysku za 2014 rok odbędzie się 27 maja.
Polska spółka PiLab szykuje globalną premierę swojej platformy pozwalającej na kompleksową kontrolę procesów zachodzących w firmie. To technologia skierowana m.in. do instytucji finansowych, która pozwala wykryć szkodzące firmom działania wewnętrzne. W kwietniu spółka pozyskała 6 mln zł na pierwszy pilotaż w USA. Ma się rozpocząć w II połowie roku.
– W tym roku rozpoczynamy pierwsze pilotażowe projekty w Stanach Zjednoczonych i to ma nas przybliżyć do premiery naszego produktu na rynkach globalnych, na najbardziej zaawansowanym rynku informatycznym świata – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Paweł Wieczyński, prezes zarządu PiLab. – Równolegle w Polsce, w naszym mateczniku, rozpoczynamy sprzedaż, właśnie mieliśmy premierę produktu.
Pod koniec kwietnia spółka notowana na NewConnect pozyskała 6 mln zł z emisji akcji dla dotychczasowych inwestorów i prowadzi rozmowy z kolejnymi, nowymi inwestorami o znacznie wyższych kwotach. Posłużyć mają zademonstrowaniu, a potem sprzedaży na świecie platformy PiLab/BI, która jest narzędziem informatycznym służącym bezpieczeństwu, zarządzaniu ryzykiem, wykorzystaniu skomplikowanych zasobów i umożliwieniu menadżerom analizowanie danych z wielu połączonych źródeł.
– To pozwala odpowiedzieć sobie na pytania, co ma wpływ na moją sprzedaż, gdzie uciekają mi pieniądze, kto próbuje naszą firmę oszukać i jakiego rodzaju metody wykorzystuje się do tego, żeby naszą firmę narazić na straty. To są straty, których do tej pory trudno było uniknąć.
Jak zapewnia Wieczyński, platforma przygotowana przez PiLab jest tańsza i łatwiejsza do wprowadzenia od podobnych rozwiązań stosowanych na świecie. Firma takich projektów pilotażowych przeprowadziła w Polsce już ponad 20, a kilka tygodni temu produkt miał swoją polską premierę. Jej przekonuje szef, wdrożenie tej technologii nie jest ani pracochłonne, ani czasochłonne. Zajmuje kilka tygodni, choć w przypadku skomplikowanych systemów w wielkich korporacjach może potrwać kilkanaście miesięcy.
– Wchodzimy do dużej instytucji i mówimy: „Wiemy, że mamy system, który dzisiaj rozwiązuje bardzo poważne problemy. Pozwólcie, że wdrożymy wam go za darmo w trakcie pilotażowego wdrożenia. Pokażemy wam, jak wygląda to, jak działa. Będziecie mogli sobie korzystać z tych danych, zdejmuję z was to całe ryzyko wdrożeniowe, możecie od razu ocenić efekty z wykorzystania takiego systemu. Jeżeli się wam to spodoba, jeżeli będziecie widzieli te efekty, to my wam to sprzedamy w cenie, która jest dużo bardziej konkurencyjna od tego, co do tej pory widzieliście na rynku, dlatego że nas wdrożenie kosztuje bardzo niewiele”.
Jeszcze w tym roku pozyskane pieniądze wykorzystane zostaną na przeprowadzenie pilotażu w Stanach Zjednoczonych. Pierwszy etap tej inwestycji sfinansowany zostanie właśnie z kwietniowej emisji.
– Nasza technologia ma zastosowanie w spółkach, które mają zaawansowane problemy związane z zarządzaniem ryzykiem, detekcją defraudacji, czy to są właśnie instytucje bankowe, instytucje inwestycyjne, firmy ubezpieczeniowe. Również duże firmy produkcyjne, które chcą identyfikować zależności między różnymi procesami związanymi z produkcją, logistyką, łańcuchem dostaw – zapewnia Wieczyński.
Według wstępnych danych GUS, produkcja sprzedana przemysłu w kwietniu 2015 r. była o 2,3 proc. wyższa w porównaniu z analogicznym miesiącem 2014 r. Wynik był znacznie niższy od oczekiwań MG.
W porównaniu z kwietniem 2014 r. produkcja sprzedana przemysłu była wyższa w 26 spośród 34 działów przemysłu. Znaczący wzrost odnotowano w produkcji urządzeń elektrycznych (o 13,2 proc.), a także pojazdów samochodowych przyczep i naczep (o 10,6 proc.). Najwyraźniej natomiast spadła sprzedaż w dziale produkcji artykułów spożywczych (o 7,2 proc.).
W kwietniu 2015 r w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku wzrosła także – o 8,5 proc. – sprzedaż przedsiębiorstw budowlanych.
Ceny produkcji sprzedanej przemysłu w kwietniu 2015 r. były niższe niż przed rokiem o 2,6 proc., w porównaniu ze spadkiem o 2,5 proc. (po korekcie) w marcu. W porównaniu z marcem 2015 r. ceny spadły o 0,3 proc.
Analitycy MG prognozują, że w maju 2015 r., przy jednym dniu roboczym mniej w porównaniu z 2014 r., wzrost produkcji przemysłowej powinien powrócić do tempa w granicach 5 proc.
Międzynarodowy rynek ropy w ciągu najbliższych dni i tygodni czeka stagnacja lub lekki spadek – oceniają eksperci. Ceny przestały się zmieniać, bo czynniki wpływające na ich wzrosty i spadki się równoważą. Po wzrostach z ostatnich tygodni można oczekiwać, że część inwestorów zdecyduje się zrealizować zyski.
Na początku roku ceny ropy spadły do poziomów niewidzianych na rynku od sześciu lat. W styczniu za baryłkę ropy Brent płacono poniżej 50 dolarów. Później notowania tego surowca ruszyły w górę, by na początku maja przekroczyć poziom 67 dolarów za baryłkę. Teksańska ropa Crude jeszcze w marcu była warta poniżej 45 dolarów i w ciągu półtora miesiąca podrożała o jedną trzecią. Maj przyniósł jednak zastopowanie wzrostów.
– Ropa znajdowała się w ostatnim czasie w trendzie wzrostowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Paweł Grubiak, doradca inwestycyjny i członek zarządu Superfund TFI. –Obecnie mamy taką sytuację, że ropa znajduje się w konsolidacji. To, że ropa nie ma siły do dalszych wzrostów, wynika między innymi z czynników makroekonomicznych, czyli niezbyt dobrych danych płynących z krajów OPEC. Dlatego że kraje OPEC nie wstrzymują, nie ograniczają produkcji, wręcz przeciwnie, zwiększają ją.
Paweł Grubiak zwraca też uwagę na zmianę sytuacji w Zatoce Perskiej.
– Bardzo ważnym elementem dla strony podażowej jest to, co się dzieje w Iranie. Czyli zapowiedzi ministra rządu irańskiego, że w sytuacji, gdy rządy zachodnie ograniczą sankcje ekonomiczne nałożone na ten kraj, ten zwiększy zdecydowanie produkcję ropy naftowej.
Niskie ceny na świecie utrzymywane są głównie dzięki Stanom Zjednoczonym, które rozpoczęły masową sprzedaż surowca w zeszłym roku, po zajęciu przez wspieranych przez Rosję separatystów części Ukrainy. Utrzymując ceny ropy na niskich poziomach, Amerykanie pozbawili Kreml pokaźnej części dochodów eksportowych, ograniczyli finansowanie modernizacji rosyjskiej armii i tym samym jej zdolności ofensywne. Od podpisania przed trzema miesiącami rozejmu rosyjsko-ukraińskiego rozpoczęły się wzrosty cen ropy.
– Z drugiej strony mamy informacje sprzyjające wzrostowi cen ropy, płynące ze Stanów Zjednoczonych, czyli malejące zapasy w Stanach Zjednoczonych i zmniejszenie produkcji w USA spowodowane mniejszą liczbą odwiertów ropy łupkowej– zwraca uwagę doradca inwestycyjny i członek zarządu Superfund. – Tak że te dwa elementy się na razie znoszą, w związku z tym ropa znajduje się w konsolidacji cenowej.
Sytuacja na Ukrainie wciąż jest niepewna, o czym świadczy ostrzał Mariupola, a ceny czarnego złota są najwyższe od grudnia, stąd można się spodziewać w najbliższym czasie ich schodzenia w dół. Analitycy Goldman Sachs przewidują nawet, że w ciągu kolejnych pięciu miesięcy ceny mogą powrócić do poziomów z początku roku. Takiego scenariusza nie wyklucza także rozmówca Newserii Inwestor.
–Wydaje mi się, że teraz może też dojść do pewnej realizacji zysków, dlatego że ropa była jednym z lepszych instrumentów do zarabiania w ubiegłym miesiącu– ocenia Paweł Grubiak z Superfund. –W związku z tym będzie siłą rzeczy tendencja do zamykania pozycji długich i otwierania pozycji krótkich.
Przewlekły stres w miejscu pracy zwiększa ryzyko choroby wieńcowej, zawału serca i nadciśnienia. Praca w wymuszonej pozycji lub dźwiganie zbyt dużych ciężarów prowadzi natomiast do urazów układu mięśniowo-szkieletowego. W Europie 30 proc. miejsc pracy ma negatywny wpływ na zdrowie osób je zajmujących.
Według Światowej Organizacji Zdrowia na zdrowie człowieka wpływają cztery kategorie czynników: predyspozycje genetyczne, środowisko zewnętrzne, działania służby zdrowia oraz zachowania prozdrowotne. Te ostatnie stanowią 50 proc. wszystkich czynników. Zachowania prozdrowotne to m.in. sposób odżywiania się, aktywność fizyczna, niestosowanie używek, umiejętność odpoczywania i odreagowywania stresu. Zdrowy tryb życia należy prowadzić od najwcześniejszych lat życia. To rodzice powinni uczyć swoje dzieci zachowań prozdrowotnych, przekazując im wiedzę na temat odpowiedniego odżywiania, uprawiania sportu, konieczności odpoczynku, oraz służyć im przykładem.
Eksperci podkreślają, że kolejne pokolenia wchodzące na rynek pracy będą musiały pracować dłużej, a zbliżający się kryzys demograficzny związany ze starzeniem się społeczeństwa wymusi traktowanie wydatków na zdrowie jako inwestycji w utrzymanie produktywności i konkurencyjności gospodarki. Do tego potrzebna też będzie poważna zmiana codziennych nawyków.
– Dzisiaj w Europie, a szczególnie w naszej części Europy, to przygotowanie jest dosyć słabe. Uczymy się na wzorcach, a one jeszcze są bardzo słabe. Musimy to zmienić i musimy pracować nad tym, żeby pokazywać, jakie konsekwencje może przynieść takie niedbałe i niehigieniczneżycie – mówi agencji informacyjnej Newseria Danuta Jazłowiecka, posłanka do Parlamentu Europejskiego Ziemi Opolskiej i Dolnośląskiej.
Dla zachowania dobrego zdrowia bardzo ważna jest także higiena pracy. Zagrożenia wynikające z pracy mogą mieć dwojaki charakter: psychiczny lub fizyczny. Obciążenia psychiczne najczęściej wynikają z przewlekłego stresu, co może skutkować także pogorszeniem stanu fizycznego. Stres bowiem, zaburzając nerwowe i hormonalne mechanizmy regulujące funkcjonowanie serca, zwiększa ryzyko rozwoju choroby wieńcowej. Według naukowców z Uniwersytetu Harvarda kobiety wykonujące stresujące prace są o 43 proc. bardziej podatne na zawał, nadciśnienie i zatrzymanie akcji serca niż panie mające spokojniejsze obowiązki zawodowe.
– Ponad 30 proc. miejsc pracy w Europie to miejsca, które wymagają niewygodnego ułożenia ciała, które wymagają powtarzalności czynności, które są niebezpieczne dla zdrowia, które wymagają przenoszenia ciężkich przedmiotów. To powinniśmy zmienić – mówi Danuta Jazłowiecka. – Powinniśmy też wzmocnić pozycję lekarzy medycyny pracy, którzy szczególnie w przypadku osób dojrzałych i starszych powinni częściej obserwować ich stan zdrowia, żeby one czuły się bardziej bezpieczne w miejscu pracy.
Najczęstsze skutki pracy w wymuszonej pozycji ciała to zmęczenie fizyczne, a co za tym idzie obniżenie wydajności i tempa pracy. Pracownik może także przyzwyczaić się do niewłaściwej pozycji, co z kolei może prowadzić do trwałych zmian, takich jak skrzywienie kręgosłupa czy garbienie się.
Na ogół problem ten dotyczy kierowców, stomatologów, mechaników samochodowych oraz osób bardzo dużo pracujących na komputerze. Także długotrwałe pozostawanie w jednej pozycji ma negatywny wpływ na zdrowie: może prowadzić do urazów karku, ramion lub nadgarstków. Dlatego tak ważne jest zapewnienie pracownikom regularnych przerw.
W Polsce obywatele nie są specjalnie aktywni, a organizacje pozarządowe mogą liczyć na nielicznych aktywistów. Zaangażowanie deklaruje ok. 20-30 proc. społeczeństwa, a odsetek aktywnych obywateli jest jeszcze niższy, co plasuje nas na dole rankingu w UE. To kwestia niedojrzałej demokracji – podkreślają eksperci i apelują o większe wsparcie państwa dla tego typu inicjatyw.
Jak wynika z wielu badań, Polacy, inaczej niż przedstawiciele innych nacji z Unii Europejskiej, niechętnie angażują się w publiczne działania, podejmują wspólny wysiłek i w mniejszym stopniu ufają innym ludziom. Aktywności obywatelskiej poświęcony jest projekt badawczy Instytutu Sobieskiego, którego częścią była konferencja towarzysząca V edycji Kongresu Polska Wielki Projekt.
– W Polsce zaangażowanie w organizacje pozarządowe deklaruje w zależności od statystyk od 20 do 30 proc. społeczeństwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes, prof. Piotr Gliński, socjolog. – Aktywnych obywateli jest znacznie mniej. Niestety, to są nie najlepsze wyniki, jesteśmy w ogonie Europy.
Problemem jest również niski poziom kapitału społecznego, czyli wzajemnego zaufania między ludźmi.
– Kapitał społeczny jest podstawą funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego, bo obniża koszty jego funkcjonowania, koszty korzystania z dóbr publicznych, z instytucji publicznych. Po prostu państwo jest lepiej zorganizowane i lepiej funkcjonuje. I tu znowu jesteśmy na końcu w statystykach europejskich – mówi prof. Gliński.
Jak podkreśla, zmiany w tym zakresie przyspieszyłaby reforma instytucjonalna, ale powiązana z reformą polskiej demokracji. Jego zdaniem to właśnie niedojrzała demokracja wpływa negatywnie na stan świadomości obywatelskiej. Wśród potrzebnych zmian wymienia reformę mediów publicznych, które nie spełniają dziś swojej roli, oraz zwiększenie praw opozycji politycznej, co przyczyniłoby się do większej kontroli sprawujących władze.
Problemem jest także sytuacja organizacji pozarządowych.
– Rozmawialiśmy o wsparciu organizacji pozarządowych przez państwo – informuje Piotr Krygiel z Instytutu Sobieskiego. – To jest wsparcie nie tylko finansowe, lecz także materialne, np. w postaci lokali czy czasu antenowego. Głównym zagadnieniem jest jednak wsparcie dotacjami, czyli chodzi o środki publiczne. To jest nadal bardzo ważne źródło utrzymania dla polskich organizacji pozarządowych. Publiczne środki samorządowe i rządowe to kilkadziesiąt procent budżetu III sektora. Rozmawialiśmy o tym, jakie problemy w tym systemie wsparcia organizacje dostrzegają i jak można ten system poprawiać.
Eksperci byli zgodni, że potrzebna jest edukacja obywatelska i historyczna, ale tu napotykane są kolejne bariery, związane ze wsparciem ze strony państwa.
– Po pierwsze edukacja historyczna i obywatelska wiąże się z tym, że jesteśmy identyfikowani bardzo ideologicznie. System trochę nie ma zaufania do tego typu organizacji, bojąc się, że do systemu edukacji zostaną przemycone różnego rodzaju nacjonalizmy – mówi Izabela Szeląg z Fundacji Instytut Aurea Libertas z Krakowa. – Po drugie, żeby dobrze działać, potrzebujemy przede wszystkim fachowości, niezależności i pieniędzy. Bez pieniędzy nie jesteśmy w stanie zatrudniać, angażować fachowych ludzi i nie jesteśmy w stanie być niezależni.
Dostęp do pieniędzy jest jednak utrudniony. Edukację obywatelską można finansować m.in. przy współudziale środków unijnych, ale tu z kolei jest szereg obostrzeń.
– Dobrze by było, żeby te pieniądze były nasze i żebyśmy na naszych warunkach je mogli wydawać. Chodzi więc o to, żeby każda z organizacji ze względu na potrzeby, jakie realnie są identyfikowane, miała pulę środków do dyspozycji – mówi Szeląg.
Poza tym problemem jest to, że polski system edukacji spycha kwestie obywatelskie i historyczne na dalszy plan, są one traktowane jako uzupełniające czy hobbystyczne – dodaje przedstawicielka Fundacji Instytut Aurea Libertas z Krakowa.
W czerwcu opublikowany zostanie raport Instytutu Sobieskiego zawierający wnioski i rekomendacje dotyczące zaangażowania obywateli w sprawy publiczne.
Patriotyzm ekonomiczny to trend, który jest coraz popularniejszy na świecie. Społeczeństwa zachodnie zwracają coraz większą uwagę na to, by kupować towary wyprodukowane w ich kraju, a patriotyzm konsumencki jest promowany także przez polityków. Wielu Polakom takie świadome wybory są bliskie, jednak w praktyce nie bardzo im się to udaje. Wyjątkiem jest branża spożywcza.
Zdecydowana większość Polaków deklaruje, że decyzje o zakupie chce podejmować z uwzględnieniem warunków i miejsca wyprodukowania towaru.
– Polacy chcą być świadomymi konsumentami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Joanna Szalacha-Jarmużek z Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu. – 85 proc. badanych odpowiada, że uważa siebie za świadomych konsumentów, czyli za osoby, które w swoich decyzjach ekonomicznych i zakupowych kierują się po pierwsze, racjonalnością ekonomiczną, co zrozumiałe, po drugie wartościami stojącymi za danym produktem.
Jak podkreśla, to ogromny potencjał, który jednak rozprasza się w zderzeniu z rzeczywistością. Patriotyzm ekonomiczny bywa bardzo różnie rozumiany. Mimo że mniej więcej połowa badanych uważa, że polega on na kupowanie polskich produktów, to większość ma problem ze zidentyfikowaniem takiego wyrobu.
– Konsumenci nie są pewni, czy produkt, który pochodzi z fabryki ulokowanej w Polsce, ale należy kapitałowo do firmy zagranicznej, jest polski – mówi dr Joanna Szalacha-Jarmużek. – Około 17 proc. badanych odpowiada, że patriotyzm konsumencki to kupowanie produktów regionalnych, lokalnych. A więc bardzo wąsko rozumieją pojęcie patriotyzmu, ograniczając je do swojej małej ojczyzny. Tylko 1 proc. badanych uważa, że oznacza to kupowanie polskich marek.
W rozwijaniu patriotyzmu gospodarczego przeszkadza nam niskie poczucie własnej wartości. Zdarza się, że Polacy postrzegają swoje produkty gorzej, niż są one postrzegane za granicą. Ekspertka nazywa to zjawisko negatywnym autostereotypem.
– Polacy w międzynarodowym sondażu społecznym ISSP znaleźli się w grupie sześciu krajów o najniższym stopniu akceptacji i zadowolenia ze swoich osiągnięć politycznych i ekonomicznych. To jest bardzo zła wiadomość – zauważa Szalacha-Jarmużek. – Inną blokadą, która może utrudniać rozwój patriotyzmu ekonomicznego, jest zachowanie samych przedsiębiorców, którzy ukrywają się pod nazwami obcojęzycznymi.
Trzecim problemem jest przyjęta u progu transformacji polityka konkurowania niskim cenami i niskimi kosztami pracy, co może mieć przełożenie na niższą jakość finalnego produktu, a tym samym utwierdzać konsumentów w przekonaniu, że polskie produkty są gorsze.
Na tym tle pozytywnie wyróżnia się branża spożywcza. W tym obszarze Polacy bardzo chętnie wybierają rodzime produkty, podkreślając, że polskie są lepsze niż zagraniczne. Zjawisko patriotyzmu konsumenckiego często jest też wiązane z rynkiem żywności ekologicznej, który w Polsce dynamicznie rośnie. Jego wartość jest szacowana na 700 mln zł.
– Jest coraz więcej certyfikowanych gospodarstw, które zajmują się właśnie tego typu produkcją – zwraca uwagę dr Joanna Szalacha-Jarmużek. – Te produkty trafiają zarówno do supermarketów, dyskontów, jak i małych lokalnych punktów handlowych, gdzie – jak pokazują inne badania – Polacywolą kupować produkty, jeżeli zależy im na ich świeżości.
Zjawisko patriotyzmu gospodarczego jest zdecydowanie bardziej rozwinięte w krajach zachodnich, gdzie promują je również politycy. Zdaniem ekspertki to pokłosie kryzysu, który uświadomił Amerykanom, Chińczykom czy Niemcom, jak ważna jest ta gra zespołowa.
– W Stanach Zjednoczonych od 2008 roku możemy obserwować, że krajowi producenci wracają do USA z produkcją, co jest też silnie wspierane przez państwo. Produkty „made in USA” są lepiej wyeksponowane w hipermarketach i lepiej przyjmowane przez konsumentów. Trend patriotyzmu ekonomicznego został podjęty przez liderów światowej gospodarki i szkoda by było, żeby polscy decydenci przegapili ten moment – podkreśla Joanna Szalacha-Jarmużek.
W ciągu najbliższych lat technologie biometryczne znajdą szerokie zastosowanie w bankowości. Dzięki systemowi skanującemu naczynia krwionośne w dłoni czy siatkówkę oka wypłaty z bankomatów i korzystanie z kart stanie się znacznie bezpieczniejsze. Biometria to tylko jedna z innowacji, która w centrum stawia potrzeby ludzkie. Na tego typu rozwiązaniach skupia się firma Fujitsu.
Innowacje ukierunkowane na człowieka to łączenie trzech wymiarów: technologii, informacji i ludzi. Dzięki takim rozwiązaniom jak przetwarzanie danych w chmurze, mobilność, internet rzeczy czy big data firmy tworzą nową wartość dodaną dla społeczeństwa.
– Inteligentne społeczeństwo ukierunkowane na człowieka to możliwy do stworzenia świat, gdzie wszystko jest lepiej zabezpieczone, bardziej zrównoważone, gdzie ludziom lepiej się powodzi i mogą żyć pełnią życia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes David Gentle, director of foresight and planning, Fujitsu. – Wszystko to umożliwiają technologia i informacje, więc chcemy w nie inwestować i chcemy pracować z klientami nad rozwijaniem technologii, które mogą nam pomóc zrealizować tę wizję.
Takie spojrzenie na rozwijające się technologie daje niemal nieskończone możliwości, w dodatku w wielu różnych segmentach. Przykładem może być służba zdrowia – dzięki platformom wymiany informacji między firmami farmaceutycznymi, szpitalami czy lekarzami, możliwe będzie dostosowanie usług medycznych do potrzeb pacjenta. Nowe technologie mogą też służyć zwiększaniu bezpieczeństwa. Przykładem jest aktywny monitoring globalnych zagrożeń, możliwość ograniczenia skutków katastrof naturalnych, jak trzęsienia ziemi, tsunami czy powodzie, szanse na lepsze radzenie sobie z niedoborami żywności czy emisją dwutlenku węgla.
– Nie chodzi o zmniejszanie liczby trzęsień ziemi, bo one będą się zdarzały – podkreśla Adel Rouz, executive vice president, Fujitsu Laboratories of Europe. – Bardziej chodzi o to, jak szybko reagować na katastrofy, jak przewidywać ich skutki, np. poprzez inteligentne budynki, nowy rodzaj komunikacji, poprzez technologie sensoryczne z czujnikami, które będą wykrywały wycieku gazu czy nadchodzącego tsunami. Kluczowe jest przewidywanie oraz szybka reakcja.
Inna technologia Fujitsu jest pomocna w radzeniu sobie z pożarami – dzięki inteligentnym czujnikom pozwala w gęstym dymie wykryć źródło ognia, a także obecność ludzi, co zwykle jest niemożliwe przy użyciu tradycyjnego sprzętu.
Human Centric Innovations, czyli innowacje tworzone z myślą o człowieku, mogą też ułatwiać albo po prostu uprzyjemniać życie.
– Mamy tablet, który zapewnia zupełnie nowy komfort użytkowania. Jego interfejs dotykowy daje wrażenie tekstury, masz uczucie, jakbyś naciskał przyciski – wymienia David Gentle. – Mamy nową technologię, która dopiero co została wprowadzona w Japonii. To czujnik biometryczny, którym można skanować tęczówki. Można więc odblokować telefon, po prostu na niego patrząc.
Eksperci Fujitsu podkreślają, że technologia biometryczna jest jedną z kluczowych innowacji. W ciągu najbliższych lat może ona zrewolucjonizować bankowość w Polsce, w znaczący sposób zwiększając bezpieczeństwo operacji bankowych. Skan niepowtarzalnego układu naczyń krwionośnych dłoni zagwarantuje, że bez względu na to, gdzie jest dokonywana transakcja, autoryzuje ja właściwa osoba.
– Dziś musimy się identyfikować inaczej: raz to jest login z hasłem, innym razem karta z PIN-em, czyli klient banku musi dysponować wieloma tożsamościami. Łączy je jeden element, czyli jego tożsamości, więc naturalną rzeczą jest wykorzystywanie elementów ciała, czyli elementów biometrycznych, do jednolitej identyfikacji tożsamości we wszystkich kontaktach z bankiem poprzez wszystkie kanały – zwraca uwagę Jerzy Sorokowski, konsultant w Fujitsu Polska, odpowiedzialny za obszar rozwiązań biometrycznych.
Human Centric Innovations były tematem przewodnim warszawskiego spotkania w ramach Fujitsu World Tour 2015. W okresie od kwietnia do sierpnia zespół Fujitsu i partnerzy firmy odwiedzą 20 miast na całym świecie, pokazując, jak zaawansowane technologie i rozwiązania podnoszą zdolności jednostek i wpływają na sprawność organizacji.
Przedstawiciele centrów handlowych pracują nad dobrymi praktykami dotyczącymi wynajmu powierzchni przez sieci handlowe. Nieprecyzyjne określenie rozliczania kosztów wspólnych może prowadzić do konfliktów między zarządzającym centrum handlowym a najemcą, a co za tym idzie – może skutkować stratami dla obu stron.
– Podstawowym warunkiem owocnej współpracy pomiędzy właścicielem, zarządcą centrum handlowego a jego najemcą jest sukces sprzedażowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Radosław Knap, dyrektor operacyjny Polskiej Rady Centrów Handlowych. – Przyjęcie i stosowanie dobrych praktyk w zakresie transparentnego rozliczania kosztów wspólnych jest kluczem do zdrowych relacji pomiędzy stronami rynku. Zazwyczaj w sytuacji kiedy właściciel centrum i najemcy są zadowoleni z osiąganych obrotów, kwestie te nie są głównym tematem rozmów, ale stanowią podstawę współpracy. Diabeł tkwi w szczegółach, a tych w umowie między zarządcą a najemcą jest bardzo dużo.
– Fundamentem wypracowania dobrej współpracy pomiędzy zarządcą a najemcą jest przede wszystkim zrozumienie wspólnego interesu, którym jest sprawnie działające centrum handlowe, czyli takie, które notuje wzrost odpowiedzialności i obrotów najemców. Interes obydwu stron, najemców i zarządców, jest tożsamy i jest to baza do budowania partnerskich relacji opartych na dialogu, współpracy i cyklicznych spotkaniach – mówi Justyna Kur, dyrektor ds. zarządzania nieruchomościami w Apsys Polska.
Podstawą jest dobra komunikacja, która pozwoli stronom dojść do porozumienia i sprawnie współpracować przy realizacji umowy najmu. Jak podkreśla Justyna Kur, zarządca musi pamiętać o tym, że najemca jest jego partnerem w biznesie. Z drugiej strony najemca musi mieć świadomość tego, że zarządca ma zdecydowanie szersze spojrzenie na centrum handlowe niż on, z perspektywy pojedynczego sklepu.
Najważniejszym aspektem, który często staje się kością niezgody, jest kwestia płatności, czynszu oraz rozliczania kosztów eksploatacyjnych. Sklepy płacą bowiem nie tylko za wynajętą powierzchnię, lecz także za media, ochronę i sprzątanie, a także marketing, ubezpieczenie budynku czy opłaty publiczno-prawne.
– Bardzo ważnym elementem są zapisy mówiące o sposobach rozliczania kosztów eksploatacyjnych, istotne jest to, by najemca miał świadomość, jakie pozycje wchodzą w skład kosztów wspólnych i za co będzie ponosił opłaty – mówi Seweryna Afanasjew, członek zarządu organizacji branżowej RICS Polska.
Na polskim rynku brakuje jednoznacznych regulacji w tym zakresie. Stowarzyszenie, jakim jest Polska Rada Centrów Handlowych, trzy lata temu wypracowywało Kodeks Dobrych Praktyk w zakresie umów najmu, którym posiłkuje się część uczestników tego rynku i chce kontynuować misję w tym zakresie poprzez korzystanie ze sprawdzonych wzorców. Teraz polski oddział międzynarodowego stowarzyszenia RICS zapowiada, że przygotuje dostosowane do lokalnego rynku standardy, które obowiązują już na świecie.
– RICS opracowuje globalnie standardy dotyczące rozliczania i zarządzania kosztami eksploatacyjnymi w budynkach komercyjnych i mieszkaniowych. W tym roku będziemy je wdrażać – zwraca uwagę Seweryna Afanasjew. – Polski rynek nieruchomości staje się coraz bardziej dojrzały. Wszystkie strony rynku, zarówno deweloperzy, właściciele nieruchomości, jak i najemcy oczekują, że standardy usług świadczonych przez firmy istniejące na tym rynku będą na coraz wyższym poziomie. Żeby to było możliwe, potrzebne są standardy – zwraca uwagę Seweryna Afanasjew.
O korzyściach ze standaryzacji, które mają wpływ na uregulowanie relacji pomiędzy najemcami i zarządzającymi centrami handlowymi, członkowie RICS i PRCH zamierzają dyskutować podczas paneli towarzyszących branżowym targom ReDI, które odbędą się w dniach 10-11 czerwca na Stadionie Narodowym w Warszawie.
Z obserwacji ZAiKS wynika, że coraz mniej firm unika opłat za odtwarzanie muzyki w lokalu. Zdarzają się przedsiębiorcy, którzy z muzyki rezygnują zupełnie, bo miesięczne koszty są zbyt wysokie. Netia ma pomysł, jak je obniżyć. Chce zaoferować przedsiębiorcom tanie pakiety z muzyką, za odtwarzanie których nie trzeba dodatkowo płacić. Miesięczne oszczędności mogą sięgać nawet 1 tys. zł.
– Nie odtwarzam muzyki w salonie ze względu na wysokie koszty, jakie trzeba ponieść z tytułu podpisania licencji. Dowiadywałem się, że są to koszty rzędu 500 zł miesięcznie, a w skali roku jest to 6 tys. zł. Nie żyję z puszczania muzyki, tylko z usługi fryzjerskiej. Muzyka jest tylko dodatkiem umilającym klientom pobyt w salonie. Gdyby to były mniejsze koszty, z chęcią puszczałbym muzykę – mówi Marcin Szybejko, właściciel studia fryzjerskiego La Como.
Opłaty za prawa autorskie musi uiszczać każdy przedsiębiorca, który odtwarza publicznie muzykę, np. w salonie fryzjerskim, restauracji czy hotelu. Stawki te są bardzo zróżnicowane, zależą m.in. od typu przedsiębiorstwa, wielkości miasta, w którym się znajduje, i wielkości samego lokalu.
Dla przykładu, opłata za odtwarzanie muzyki podczas meczu na stadionie mieszczącym 10 tys. osób wynosi 444,97 zł. Właściciel sklepu o powierzchni 10 tys. mkw. zapłaci 681,08 zł. Właściciel restauracji w Warszawie, która może pomieścić jednocześnie 100 osób, zapłaci za sam ZAIKS 352,80 zł miesięcznie. A to nie jedyne opłaty, bo w Polsce działa 15 organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, w tym cztery związane z zarządzaniem prawami związanymi z wykorzystywaniem muzyki. Dlatego łączne koszty stają się jeszcze wyższe. Na przykład restaurator po zsumowaniu wszystkich opłaty związanych z pozwoleniem na puszczenie muzyki w lokalu będzie musiał uiścić opłatę w wysokości 777,01 zł. To ponad 650 zł więcej niż koszt oferty Netii.
– „Muzyka dla Firm” jest to usługa dla wszystkich klientów Netii, którzy chcą publicznie oraz bez dodatkowych opłat odtworzyć muzykę w swoich lokalach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Wierzbicki, kierownik produktu w Netia. – Jest to muzyka na licencji royalty free – klient dostaje 10 predefiniowanych playlist, które zmieniają się co kwartał, urządzenie Set Top Box oraz możliwość odtwarzania utworów muzycznych w aplikacji online.
Jak podkreśla, w Polsce powstaje rocznie ok. 300 tys. firm, kilkadziesiąt tysięcy stanowią lokale gastronomiczne, zakłady fryzjerskie czy kosmetyczne, więc baza potencjalnych klientów jest bardzo duża.
– Klienci są w stanie zaoszczędzić do 1 tys. zł miesięcznie dzięki usłudze „Muzyka dla Firm” – mówi Wierzbicki. – Cała usługa kosztuje w Netii 79,90 zł netto miesięcznie i w opłacie znajduje się urządzenie Set Top Box, znajduje się aplikacja online do odtwarzania muzyki oraz 10 predefiniowanych playlist, które zmieniają się co kwartał.
Netia liczy więc, że na jej usługę jest w Polsce spore zapotrzebowanie, a rynek cały czas rośnie. Sam ZAiKS zebrał ponad pół mld zł – jak wynika ze sprawozdania finansowego organizacji za 2013 rok. Jednocześnie Stowarzyszenie podkreśla, że prowadzi przed sądami ok. 2 tys. procesów przeciwko firmom niepłacącym należnych zdaniem organizacji tantiem.
200 mln zł z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej ma trafić w tym roku poprzez banki na dofinansowanie mikroinstalacji OZE. Pierwsza transza – 20 mln zł udostępnione przez BOŚ Bank – została wyczerpana już pierwszego dnia, więc bank będzie wnioskował o zwiększenie środków. NFOŚiGW chce zaprosić do współpracy także inne banki.
– Pierwsza alokacja, czyli 20 mln zł, została wyczerpana pierwszego dnia – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Skucha, prezes zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. – W tej chwili BOŚ Bank, który zajmuje się dystrybucją dotacji, ma już alokację na poziomie kilkudziesięciu milionów, więc będzie występował do nas o zwiększenie środków.
Warunkiem uruchomienia przez NFOŚiGW kolejnej transzy jest podpisanie przez bank umów wyczerpujących 80 proc. alokacji.
Jak podkreśla prezes Funduszu, tak duże zainteresowanie prawdopodobnie sprawi, że 200 mln zł, jakie w tym roku zaplanowano na Prosumenta, zostanie szybko wykorzystane.
– Chcemy zaprosić do współpracy inne banki, tak aby dostępność tego programu była jak największa, podobnie jak miało to miejsce w programie kolektorowym czy domach energooszczędnych – mówi Małgorzata Skucha.
Dofinansowanie przedsięwzięć w ramach prowadzonego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) programu Prosument obejmuje zakup i montaż nowych małych lub mikroinstalacji odnawialnych źródeł energii (OZE) do produkcji energii elektrycznej lub prądu skojarzonego z ciepłem na potrzeby jednorodzinnych lub wielorodzinnych budynków mieszkalnych.
Finansowane są instalacje wykorzystujące źródła ciepła opalane biomasą, pompy ciepła oraz kolektory słoneczne o zainstalowanej mocy cieplnej do 300 kWt, systemy fotowoltaiczne, małe elektrownie wiatrowe oraz układy mikrokogeneracyjne (w tym mikrobiogazownie) o zainstalowanej mocy elektrycznej do 40 kWe. Obecnie program nie przewiduje dofinansowania przedsięwzięć polegających na zakupie i montażu wyłącznie instalacji źródeł ciepła, natomiast rozdzielenie ciepła i energii elektrycznej w programie jest obecnie konsultowane.
– Program Prosument ma trzy ścieżki, którymi może trafić dofinansowanie do gospodarstwa domowego – wskazuje Małgorzata Skucha. – Pierwszą, która była uruchomiona w ubiegłym roku, są samorządy. Gmina swoim obywatelom może zagwarantować dofinansowanie dotacyjno-pożyczkowe z naszych środków. Druga, to wojewódzkie fundusze ochrony środowiska. Część z nich, współpracując z nami, również oferuje dofinansowanie, głównie spółdzielniom mieszkaniowym, wspólnotom czy bezpośrednio osobom fizycznym. Trzecia ścieżka została uruchomiona 24 kwietnia br. przez Bank Ochrony Środowiska.
Efektem ekologicznym Prosumenta ma być coroczne ograniczenie emisji dwutlenku węgla oraz wzrost produkcji energii z odnawialnych źródeł. Budżet programu na lata 2014-2020 wynosi 800 mln zł z możliwością wypłat środków do 2022 roku.
Bliskość ogromnych rynków zbytu oraz coraz szybszy wzrost gospodarczy powodują, że Meksyk staje się atrakcyjny dla polskich firm. Szczególnie korzystne perspektywy stwarza firmom motoryzacyjnym i górniczym. Tamtejszy sektor automotive jest jednym z największych na świecie, a prywatne nakłady na inwestycje wydobywcze w ciągu najbliższych czterech lat mają ulec potrojeniu.
– Meksyk to bardzo perspektywiczny i ciekawy rynek. Decyduje o tym m.in. jego położenie, to taki most między Ameryką Północną i Południową. Po drugie, bardzo stabilny wzrost gospodarczy. Prognozy mówią, że w kolejnych latach możemy się spodziewać niemal 4-proc. wzrostu PKB co roku. I po trzecie, stabilna sytuacja społeczno-polityczna – mówi Piotr Dylak, dyrektor ds. finansowania handlu w Banku Zachodnim WBK.
Według najnowszych prognoz Banku Światowego wynika, że dynamika PKB Meksyku w latach 2016–2017 wynosić będzie 3,8 proc. rocznie. Równie korzystne są długoterminowe prognozy analityków. Do roku 2050 Meksyk ma wejść do pierwszej dziesiątki największych gospodarek świata (HSBC daje jej 8. miejsce, PwC nawet 4.).
– Z naszej perspektywy jest to rynek w dużym stopniu wciąż jeszcze niewykorzystany. Patrząc na wartość bezwzględną eksportu do Meksyku, mówimy tu o ok. 0,5 mld dol., czyli kwocie porównywalnej z naszym eksportem do Chorwacji. Tutaj jest jeszcze dużo do zrobienia, bo potencjał do dalszej ekspansji jest duży – zaznacza Piotr Dylak.
Głównymi produktami wysyłanymi przez Polskę do tego kraju były w ubiegłym roku części i akcesoria samochodowe, maszyny i urządzenia elektryczne, a także urządzenia mechaniczne, meble i sztućce. Z kolei dominującymi elementami wartego 415 mln dol. importu były m.in. maszyny i urządzenia elektryczne, samochody oraz pojazdy nieszynowe.
– Mówiąc o konkretnych branżach, które mogłyby zaistnieć w Meksyku, na pewno wymienić trzeba automotive: z jednej strony producenci części do samochodów, z drugiej strony, firmy, które dostarczają linie technologiczne dla tego przemysłu – mówi agencji informacyjnej Newseria dyrektor w BZ WBK.
Przemysł motoryzacyjny jest jednym z najważniejszych sektorów gospodarki Meksyku. Statystyki Międzynarodowej Organizacji Producentów Pojazdów Samochodowych (OICA) mówią, że Meksyk zajmuje obecnie 7. miejsce pod względem wartości wyprodukowanych pojazdów (3,4 mld dol.). Branża w ostatnim roku wzrosła o ponad 10 proc.
– Meksyk jest też ciekawy dla firm działających w branży okołowydobywczej, czyli firm, które produkują, sprzedają maszyny i urządzenia dla górnictwa. To jest segment rynku meksykańskiego, która zdecydowanie się wyróżnia. Szacuje się, że w 2015 roku inwestycje w tej branżę osiągną 8 mld dol. Polskie przedsiębiorstwa mają potencjał, żeby w tej branży działać – mówi Dylak.
Górnictwo to czwarte co do wielkości źródło dochodów Meksyku, a wydobycie srebra w tamtejszych kopalniach jest największe na świecie. Według rządowych szacunków prywatne nakłady inwestycyjne w sektor wydobywczy mogą do 2018 roku wzrosnąć ponadtrzykrotnie, osiągając wartość nawet 25 mld dol.
Z racji swojego położenia Meksyk może być traktowany jako brama zarówno na rynek północnoamerykański, jak i do krajów Ameryki Łacińskiej i Południowej. Demografia regionu sprawia, że baza konsumentów będzie tam rosnąć znacznie szybciej niż w Europie. Do inwestycji zachęca także członkostwo w układzie NAFTA oraz względna stabilność prawna i regulacyjna.
– Meksyk ma też podpisaną z Unią Europejską umowę o wolnym handlu, dzięki czemu polskie i unijne firmy mają preferencje celne w handlu z Meksykiem. Widzimy też dużą działalność agencji takich jak ProMéxico, które bardzo intensywnie promują inwestycje zagraniczne w Meksyku i efekty tego są widoczne – mówi Piotr Dylak.
W rankingu Doing Business, który ocenia kraj pod kątem łatwości prowadzenia biznesu, Meksyk znajduje się na 39. miejscu (Polska jest 32.).
Akcje spółek budowlanych są coraz chętniej kupowane przez inwestorów na warszawskiej giełdzie – tylko od początku roku branżowy indeks wzrósł o 1/3. Poza ożywieniem inwestycji prywatnych oraz infrastrukturalnych rynek dostrzega także rosnące nakłady w energetyce. Potrzeby w zakresie modernizacji konwencjonalnych elektrowni i sieci przesyłowych są wciąż ogromne, podobnie jak niewykorzystany potencjał OZE.
– Widzimy dużą poprawę w zakresie budownictwa drogowego, kolei i przede wszystkim budownictwa dla energetyki, w którym Polska stała się najlepszym rynkiem budowlanym w Europie. Konkurencja jest znacząca, ale musimy sobie dać radę jako lokalny partner – mówi agencji informacyjnej Newseria Dariusz Grzeszczak, prezes zarządu Erbudu.
Spodziewany wzrost inwestycji infrastrukturalnych wiąże się z rozpoczynającymi się projektami w ramach nowej perspektywy finansowej UE na lata 2014–2020. Impuls inwestycyjny w przypadku infrastruktury prawdopodobnie nie będzie tak silny, jak poprzednio, ponieważ priorytetem w obecnych programach jest wspieranie innowacyjności i konkurencyjności. Sektor budowlany będzie jednak korzystał z rosnących inwestycji, m.in. w energetyce, co pomoże niektórym firmom lepiej dywersyfikować ryzyko, a więc nie ograniczać się tylko do np. segmentu drogowego.
Na poprawę koniunktury w branży budowlanej wskazuje także indeks WIG-budownictwo, który od początku br. wzrósł o ponad 30 proc. i kontynuuje trend wzrostowy od połowy 2012 r. To nie tylko pochodna oczekiwanego przyspieszenia inwestycji drogowych czy kolejowych, lecz także efekt solidnego wzrostu całej gospodarki, który w ostatnich kwartałach był mocno wspierany przez wysoki przyrost inwestycji prywatnych, a więc również w budynki i budowle.
– Widzimy, że rentowność segmentu kubaturowego jest według planu, a deweloperski poprawił swoją rentowność. Wiemy, że I kwartał w inżynierii i budownictwie dla energetyki jest sezonowo najtrudniejszym kwartałem, ale tym razem wyniki są lepsze niż w zeszłym roku. Jeżeli te dwa segmenty, czyli inżynieryjny i energetyczny, dołożą do kubaturowego i deweloperskiego, to myślę, że w następnych kwartałach poprawimy rentowności – przewiduje Grzeszczak.
W szczytowym okresie wydatkowania środków z poprzedniego budżetu UE – w latach 2010–2011 – inwestycje publiczne w Polsce w relacji do PKB podskoczyły do ponad 5,5 proc., by następnie spaść poniżej 4 proc. w 2013 r. Silne ograniczenie wydatków inwestycyjnych sektora publicznego po 2012 r. (wymuszone wcześniejszym ich zwiększeniem przed Euro 2012) i wadliwie stosowane Prawo zamówień publicznych przyczyniły się do zapaści w branży w budowlanej. Choć upadło wiele przedsiębiorstw, to według prezesa Erbudu nie można mówić o mniejszym natężeniu konkurencji.
– Rzeczywiście mieliśmy boom budowlany, który zamiast stworzenia potęgi firm budowlanych, raczej spowodował u niektórych dużych graczy kłopoty lub nawet bankructwo. Natomiast konkurencja w dalszym ciągu jest i to nie zmieni się na pewno. Myślę, że teraz inne jest podejście zleceniodawcy, czyli GDDKiA, do realizacji tych przedsięwzięć i dlatego widzę szansę także dla nas na zaistnienie w tym segmencie – twierdzi Grzeszczak.
W przypadku budownictwa kubaturowego prezes Erbudu prognozuje wzrost przetargów na budowę centrów handlowych, szpitali, muzeów, hal sportowych oraz biurowców.
– Portfel mieszkaniowy stanowi u nas około 10 proc., ponieważ rentowności w tym segmencie są dla firmy budowlanej raczej poniżej 1,5 proc., co nie jest naszym celem, dlatego ten segment interesuje nas mniej – mówi Dariusz Grzeszczak.
MCI. EuroVentures 1.0, subfundusz zarządzany przez Grupę Kapitałową Private Equity Managers S.A., zrealizował pierwszą cześć transakcji z lifebrain AG (Spółka) i obejmie za 10 mln EUR połowę przysługujących mu akcji. Spółka przeznaczy kapitał na dalszy rozwój.
Dzięki spełnieniu się warunków zawieszających, umowa inwestycyjna zawarta w kwietniu br. między MCI. EuroVentures 1.0 a Spółką może być finalizowana. 19 maja fundusz zarządzany przez Grupę PEManagers zrealizował pierwszą transzę inwestycji o wartości 10,13 mln EUR i obejmie akcje Spółki w ramach podwyższenia kapitału. W sumie fundusz przeznaczy na tę inwestycję 20 mln EUR. Warunkiem wejścia umowy w życie było m.in. podjęcie odpowiednich uchwał przez Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Spółki.
– lifebrain jest kolejną inwestycją funduszu MCI. EuroVentures 1.0 realizowaną w obszarze tzw. digital adaptation w regionie DACH. Za jej profesjonalne przeprowadzenie odpowiadał zespół składający się międzynarodowych specjalistów. Obejmując akcje nowej emisji, zainwestowaliśmy razem z dotychczasowymi i nowymi inwestorami – powiedział Cezary Smorszczewski, Wiceprezes Zarządu Private Equity Managers S.A – Nowa inwestycja zapewni nam ekspozycję na bardzo perspektywiczny rynek cyfrowych usług medycznych– dodaje.
Środki pozyskane w drodze podwyższenia kapitału zostaną przeznaczone na realizację strategii wzrostu.
– Dzięki nowemu inwestorowi i pozyskanemu kapitałowi będziemy w stanie realizować nowe przejęcia i zwiększyć tempo rozwoju naszej platformy – powiedział Prof. Dr Michael Havel, CEO lifebrain AG.
O Lifebrain:
Lifebrain, z siedzibą w Wiedniu, jest dynamicznie rosnącą platformą konsolidującą podmioty z rynku laboratoriów diagnostycznych. Została założona i jest kierowana przez twórców grupy laboratoryjnej FutureLAB, która stała się częścią europejskiego lidera Synlab.Według doniesień zagranicznej prasy cytującej analityków branżowych, wartość Spółki przekracza 100 mln EUR.
– Międzynarodowa Karta Energetyczna to nie tylko wyznacznik zmieniającej się globalnej architektury w sektorze energii, ale również narzędzie do dalszej promocji zasad funkcjonowania sektora, w szczególności w Azji, Afryce, Ameryce Południowej i na Bliskim Wschodzie – powiedział wiceminister gospodarki Andrzej Dycha podczas sesji plenarnej Konferencji Ministrów ds. Energii, która odbyła się 20 maja 2015 r. w Hadze. W trakcie spotkania uczestnicy podpisali Międzynarodową Kartę Energetyczną.
Międzynarodową Kartę Energetyczną podpisali wysokiej rangi przedstawiciele kilkudziesięciu państw, w tym Chiny, Stany Zjednoczone, Iran, Nigeria, Meksyk, Japonia, Korea Południowa i Turkmenistan oraz Unia Europejska.
Odbywające się w dniach 20-21 maja 2015 r. posiedzenie ministerialne w Hadze jest ostatnim etapem realizacji tzw. „Procesu Warszawskiego”, który zainicjowany został podczas posiedzenia Konferencji Karty Energetycznej w Warszawie w listopadzie 2012 r. Konferencja Karty Energetycznej, będąca najwyższym organem decyzyjnym w procesie Karty Energetycznej, zadecydowała wówczas o aktualizacji Europejskiej Karty Energetycznej z 1991 r. i zastąpieniu jej nową deklaracją polityczną, która w sposób wymierny odzwierciedlałaby zmiany w funkcjonowaniu globalnego rynku energii.
Warto zwrócić uwagę, że przyjęcie nowej deklaracji politycznej może okazać się skutecznym instrumentem dla przekonania większej ilości państw do podpisania w przyszłości i ratyfikacji Traktatu Karty Energetycznej (TKE), zwłaszcza Państw G20 i Państw posiadających status obserwatora przy TKE.
Międzynarodowa Karta Energetyczna podkreśla wagę współpracy w obszarze energii pomiędzy państwami odwołując się do najważniejszych zasad ujętych w Traktacie Karty Energetycznej, tj. wolności handlu, tranzytu, potrzeby poprawy klimatu inwestycyjnego w sektorze energii, ochrony środowiska i efektywności energetycznej. Szczególny nacisk położony został na kwestie dostępu do energii, poprawy bezpieczeństwa energetycznego, stosowania zasady niedyskryminacji wobec inwestorów, walki z ubóstwem energetycznym, efektywnego wykorzystania surowców energetycznych. Nowa Karta podkreśla wagę wymiany doświadczeń i wzmacniania współpracy w kontekście zarówno globalnym, jak i regionalnym.
Podsekretarz stanu Zofia Szalczyk uczestniczyła wczoraj w spotkaniu ministrów rolnictwa państw Grupy Wyszehradzkiej, w rozszerzonej formule o Bułgarię, Rumunię i Słowenię.
Fot. Ministrowie państw Grupy Wyszehradzkiej w rozszerzonej formule o Bułgarię, Rumunię i Słowenię
Spotkanie zorganizowane zostało w Bratysławie przez ministra rolnictwa Słowacji, sprawującej obecnie przewodnictwo w Grupie Wyszehradzkiej i poświęcone było trzem tematom: poprawie pozycji rolników w łańcuchu żywnościowym, uproszczeniu Wspólnej Polityki Rolnej oraz porozumieniu o lasach w Europie w ramach procesu FOREST EUROPE.
Omawiając temat pozycji poszczególnych uczestników łańcucha dostaw żywności, wszystkie delegacje były zgodne co do faktu, że należy wzmocnić pozycję przetargową producentów rolnych i przeciwdziałać nieuczciwym praktykom handlowym, które obecne są we wszystkich państwach członkowskich UE biorących udział w spotkaniu. Ministrowie zgodzili się, że konieczne jest podjęcie określonych działań na poziomie UE poprzez zdefiniowanie i zakazanie najbardziej typowych, nieuczciwych praktyk handlowych.
Wynikiem dyskusji w tym temacie było przyjęcie Wspólnego oświadczenia Ministrów Rolnictwa Republiki Czeskiej, Węgier, Polski, Słowacji, Bułgarii, Rumunii i Słowenii w sprawie poprawy pozycji rolników w łańcuchu dostaw żywności, w którym wezwano Komisję Europejską do jak najszybszego przedstawienia konkretnych propozycji legislacyjnych.
W następnej kolejności ministrowie omówili dalsze kroki w kwestii uproszczenia WPR, w kontekście konkluzji Rady przyjętych na majowej Radzie Ministrów Rolnictwa i Rybołówstwa UE w tym zakresie. Delegacje były zgodne co do tego, że w niektórych obszarach konkluzje okazały się mało ambitne i nieuwzględnianą wszystkich postulatów zgłaszanych przez państwa Grupy Wyszehradzkiej, szczególnie w odniesieniu do definicji aktywnego rolnika oraz zazielenienia. Minister Szalczyk podkreśliła, że Polska od samego początku wskazywała na potrzebę uproszczenia WPR i zmniejszenia tym samym biurokratycznych obciążeń dla rolników. Z punktu widzenia Polski rok 2015 powinien być traktowany przez Komisję Europejską, jako rok przejściowy przy wdrażaniu zreformowanej WPR, a ewentualne naruszenia nie powinny spotkać się z dotkliwymi sankcjami dla rolników. Konieczne są dalsze zmiany, jeszcze przed terminem wakacyjnym, w takich obszarach jak zazielenienie, obszary proekologiczne, kary za przedeklarowanie powierzchni do płatności obszarowych w II filarze, w przypadku maksymalnych limitów dla tego typu płatności. Podsekretarz stanu poprosiła Prezydencję słowacką o rozważenie przygotowania wspólnego wystąpienia poszerzonej Grupy Wyszehradzkiej wskazującego propozycje uproszczeń aktów delegowanych i wykonawczych wymagających pilnego wprowadzenia.
Ostatnim tematem omawianym na spotkaniu była przyszłość procesu FOREST EUROPE i przyjęcie wiążącego porozumienia o lasach w Europie. Prezydencja słowacka przygotowała wspólne stanowisko Grupy Wyszehradzkiej rozszerzonej o Bułgarię, Rumunię i Słowenię, które zostało zaakceptowane przez wszystkie uczestniczące delegacje, jako wyraz poparcia dla kontynuowania procesu FOREST EUROPE i przyjęcia stosownego porozumienia w tym obszarze.
Zgodnie z zapowiedziami Benoita Coeure, członka zarządu EBC, frankfurcka instytucja planuje w najbliższym czasie zwiększyć skalę skupu obligacji państw strefy euro. „Jesteśmy świadomi sezonowych zmian na rynku obligacji w postaci spadku aktywności przypadającego na okres od połowy lipca do sierpnia (…). Jeżeli będzie trzeba, to wzmożone zakupy zrównoważymy potem we wrześniu, kiedy płynność na rynku znów się poprawi” – powiedział Coeure w czasie przemówienia wygłoszonego wczoraj w Londynie.
Wiadomość o planowanym przez ECB zwiększeniu poziomu zakupów w maju i czerwcu, w istotny sposób wpłynęła na sytuację panującą na europejskich parkietach. W efekcie wczorajsza sesja zakończyła się znaczącymi wzrostami większości głównych indeksów, wśród których na pierwsze miejsce wysunął grecki Athex Composite z wynikiem +3.56%.
W ciągu dnia uwagę inwestorów znad Wisły przyciągną informacje o dynamice produkcji przemysłowej (prognoza 6% r/r) oraz sprzedaży detalicznej (prognoza 1.1% r/r) w Polsce. Istotny wpływ na przebieg dzisiejszej sesji może mieć także popołudniowa publikacja protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC.
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
Po dobrym marcu, dynamika produkcji przemysłowej w kwietniu wyraźnie wyhamowała. Publikowane przez GUS dane zdecydowanie rozminęły się z oczekiwaniami analityków. Nieoczekiwanie spadła też sprzedaż detaliczna.
Główny Urząd Statystyczny opublikował dziś dane dotyczące produkcji przemysłowej w kwietniu. Wynika z nich, że w ujęciu rocznym nastąpił wzrost o 2,3%. W ujęciu miesięcznym zanotowano natomiast spadek o 8,1%. Analitycy prognozowali wzrost o 6% rdr, więc dzisiejszy odczyt można uznać za poważny zawód. Uwzględniając czynniki sezonowe produkcja przemysłowa wzrosła w kwietniu o 2,7% rdr i 2% mdm. Odnotowany dziś rezultat to najgorszy odczyt od listopada 2014 r. oraz najgorszy kwiecień od 2008 r.
Z kolei sprzedaż detaliczna w cenach bieżących spadła o 1,5% wobec wzrostu w marcu o 3%. Rynkowy konsensus dla ubiegłego miesiąca zakładał wzrost o 1,1% rdr, więc możemy mówić o negatywnej niespodziance. W stosunku do marca sprzedaż spadła natomiast o 2,1%. Ze względu na utrzymującą się w Polsce już od 10 miesięcy deflację, warto zwrócić także uwagę na dane w cenach stałych. Tu widzimy wzrost sprzedaży w ujęciu rocznym o 1,5% wobec wzrostu o 6,6% w marcu. W porównaniu z marcem miał miejsce spadek sprzedaży w cenach stałych o 2,6%.
– Pierwszy gorszy odczyt nie musi być zwiastunem stałego pogorszenia koniunktury. Biorąc pod uwagę dobre odczyty pozostałych wskaźników makro, m.in. zatrudnienia, czy dynamiki PKB, to na razie nie ma dużych powodów do obaw. Dane o produkcji są mocno powiązane z kalendarzem, zatem na spadki wpływ mogła mieć większa liczba dni wolnych. Niewykluczone, że słabsze odczyty są wynikiem wzrostu zapasów. Przy sprzedaży detalicznej istotne znaczenie ma deflacja. Być może jest to odreagowanie po silnym wzroście w marcu. Korzystnie prezentują się dane dotyczące produkcji budowlano-montażowej, co pokrywa się z informacjami nadsyłanymi m.in. przez deweloperów. Mimo wszystko dynamika roczna wciąż prezentuje się nieźle, ale warto trzymać rękę na pulsie – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.
Mateusz Adamkiewicz HFT Brokers Dom Maklerski S.A.
Ropa ma za sobą kilka udanych tygodni. Po dramatycznej przecenie z drugiej połowy 2014 r. i początku obecnego roku ceny tego surowca w trzy miesiące odbiły o ponad 40 proc.
Czarne złoto ma za sobą dobrą passę, ale ostatnio wzrosty wyhamowały. Na horyzoncie widać co najmniej kilka czynników, które mogą doprowadzić do kontynuacji trendu spadkowego.
Po pierwsze nadal znajdujemy się w fundamentalnej nierównowadze na tym rynku, czyli podaż wciąż jest zbyt duża w stosunku do popytu. Spadek cen ropy doprowadził do zamknięcia wielu odwiertów i wstrzymania dużej liczby inwestycji – przede wszystkim tych o najwyższym koszcie krańcowym wydobycia ropy. To ograniczy nieco wzrost podaży tego surowca w najbliższych latach, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Jest to sukces Arabii Saudyjskiej, która pragnąc utrzymać swoją mocną pozycję na rynku surowcowym, była głównym przeciwnikiem ograniczenia wydobycia przez kraje OPEC. Długoterminowo potencjał wzrostowy podaży na rynku został zatem ograniczony, ale z drugiej strony w krótkim terminie Arabia Saudyjska zwiększyła wydobycie i eksport surowca. Wojna z amerykańską konkurencją trwa w najlepsze i na razie to kraje arabskie są na prowadzeniu. Wracając do równowagi rynku, trudno liczyć na znaczące odbicie popytu. Sytuacja gospodarki chińskiej nadal pozostaje niepewna, Stany Zjednoczone złapały zadyszkę, zaś Europie trudno będzie w szybkim tempie zwiększyć swoją konsumpcję.
Drugim istotnym czynnikiem w kontekście cen ropy jest możliwość zniesienia sankcji państw zachodnich na Iran. Kwestia ostatecznego porozumienia przeciąga się, ale umowa powinna zostać sfinalizowana jeszcze w tym roku. Władze Iranu zapowiadają, że w przeciągu 3 miesięcy od porozumienia eksport Iranu powinien wrócić do poziomu około 2,5 miliona baryłek dziennie. To może oznaczać kilkudolarowy spadek cen ropy na światowych rynkach. Pozostając w regionie, warto wspomnieć również o niestabilnej sytuacji w Jemenie. O ile Jemen nie jest czołowym eksporterem, o tyle jest bliskim sąsiadem głównych graczy na rynku ropy.
Na koniec trzeba spojrzeć również na rynek walutowy, który ostatnio był dla ropy łaskawy. Naturalnie osłabienie dolara amerykańskiego sprzyjało wzrostowi cen surowca kwotowanego w tej walucie. Jednak w dłuższej perspektywie dolar powinien powrócić do łask inwestorów, ponieważ Stany Zjednoczone i tak pozostają pierwszym kandydatem do podwyżek stóp procentowych wśród krajów rozwiniętych. Odbicie kursu amerykańskiej waluty to kolejna szansa na kilkuprocentowe spadki cen ropy.
Podsumowując, perspektywa długoterminowa dla ropy nie zmieniła się w sposób diametralny od początku roku. Nadal więcej czynników przemawia za spadkami cen czarnego złota, choć oczywiście trzeba zauważyć ograniczenie wydobycia w Ameryce Północnej. Obecne poziomy mogą okazać się w dłuższej perspektywie lokalnym szczytem, a powrót w okolice tegorocznych minimów byłby w dużej mierze uzasadniony.
Rynek czeka na publikację zapisu z ostatniego posiedzenia Rezerwy Federalnej. Bardzo słabe dane z krajowej gospodarki zauważalnie przeceniają rodzimą walutę.
Polacy coraz częściej zadają sobie pytanie, co będzie lepszą inwestycją, dom czy mieszkanie? Westwing Home & Living przeprowadziła badania, w których zapytano Polaków o ich wymarzone cztery kąty. Większość z nich (60 proc.) zdecydowanie wskazała dom wolnostojący. 35 proc. z nas wybrałaby mieszkanie w locie, kamienicy czy apartamentowcu.
Dom w wielu kulturach ma znaczenie symboliczne, Dlatego nie powinno dziwić nas dążenie do posiadania własnych czterech ścian. Szczególnie posiadanie własnego domu daje nam poczucie niezależności, swobody i bezpieczeństwa. – Rosnący poziom życia, coraz wyższe wynagrodzenia pozwalają nam na spełnianie marzeń o własnym miejscu na ziemi. Kupując dom, angażujemy się w aranżację przestrzeni wewnątrz, jak i wokół niego, pielęgnujemy ją i grodzimy – budujemy twierdzę, która zapewnia nam swobodę i bezpieczeństwo – mówi Marta Suchodolska Dyrektor ds. Stylu Westwing Polska.
Nie wszyscy jednak mamy czas, chęci i potrzebę aranżowania wokół siebie przestrzeni. Nie wszyscy lubimy prace w ogrodzie, wolimy ten czas spędzać inaczej. Aż 35 proc. ankietowanych opowiedziało się za chęcią posiadania mieszkania. Jak zauważa Marta Suchodolska – Mieszkanie zaś daje poczucie anonimowości i większego bezpieczeństwa wśród sąsiadów. Jeśli jednak myślimy o zakupie mieszkania, wybieramy odpowiednią powierzchnię. W badaniu Westwing okazało się, że preferowaną wielkością mieszkania jest najczęściej powierzchnia od 100 do 150 mkw. mieszkania. Rzadziej decydujemy się na 80-100m kw., bądź ciut większe (150-200). Ankietowani najrzadziej wskazywali metraż 60-80 mkw.
Urządzając wnętrza staramy się tak zaaranżować przestrzeń, by czuć się w niej wygodnie i dać upust swoich gustom. – Urządzanie domu czy mieszkania to w dzisiejszych czasach sama przyjemność. Oferty firm zajmujących się wyposażeniem wnętrz są bardzo zróżnicowane. Dostęp do znanych i pożądanych marek jest bardzo szeroki i daje nieskończone możliwości aranżacji – mówi Marta Suchodolska z Westwing Polska.
– Wnętrze naszego domu, coraz częściej ma odzwierciedlać naszą osobowość.Aż 96 proc. naszych ankietowanych zadeklarowało, że urządzenie domu lub mieszkania, sprawia im przyjemność. Uczymy się stylu, trendów i rozpoznajemy nazwiska i prace projektantów światowej klasy – dodaje.
Mimo że wyniki sondażowe Westwing pokazują, że połowa Polaków (46 proc.) często kupuje wyposażenie pod wpływem impulsu, nie zdarza się jednak, że nabędą przedmiot nie pasujący do wystroju. Śmiałe decyzje zakupowe to wypadkowa zdobywanej wiedzy i poczucia estetyki Polaków, którzy coraz bardziej otwierają się na różnorodność i design.
Bardzo chętnie, bo aż 79 proc. ankietowanych zadeklarowało, że drobne produkty wyposażenia wnętrz i dekoracje kupują na prezent dla rodziny i przyjaciół. – Elementy dekoracyjne zawsze będą doskonałym prezentem, pod warunkiem, że znamy gust obdarowywanego: świece zapachowe, filiżanki, komplet pościeli, ozdobne poduszki, czy komplet kieliszków do wina są trafionym prezentem, który sprawi przyjemność bliskim – podpowiada Marta Suchodolska.
Ruszył, współfinansowany przez Unię Europejską, międzynarodowy projekt Accelerate! Ma on na celu promocję kobiet w zarządach firm. W ramach projektu zrealizowane zostanie badanie oraz odbędą się wydarzenia, promujące różnorodność w zarządzaniu.
17 czerwca br. w Warszawie, w hotelu Sofitel, odbędzie się konferencja pod tytułem „Kobiety w zarządach, kobiety w mediach – wybór czy przeznaczenie?”,organizowana w ramach projektu ACCELERATE!
W trakcie wydarzenia zostanie uruchomiony proces rekrutacyjny do międzynarodowej bazy „Women on Board”, której partnerem jest St. Gallen’s University ze Szwajcarii.
„Nasza inicjatywa ma na celu umożliwienie kontaktu firmom, poszukującym wysokiej klasy specjalistów do zarządów i rad nadzorczych z grupą utalentowanych i wykształconych kobiet, które mają kwalifikacje i są gotowe do objęcia najwyższych stanowisk w spółkach” – tłumaczy Jowita Bukowińska, prezes stowarzyszenia Professional Women’s Network Warsaw, które bierze udział w projekcie Accelerate!, mającym na celu promocję kobiet w zarządach.
Hiszpańska firma Iberdrola powierzyła firmie Schneider Electric zadanie zaprojektowania oraz wdrożenia platformy technologicznej, która umożliwi administrowanie i sterowanie danymi generowanymi każdego dnia przez ok. 11 milionów inteligentnych liczników. Zostaną one zamontowane w krajowej sieci niskiego napięcia do roku 2019.
Nowa platforma oparta na technologii Schneider Electric Titanium pozwoli gromadzić dane z inteligentnych urządzeń pomiarowych i monitoringu sieci niskiego napięcia zgodnie ze standardami PRIME. Co więcej dane te będą zbierane w ramach jednego, scentralizowanego rozwiązania. W efekcie tego, firma Iberdrola uzyska niezawodny dostęp do informacji o zużyciu energii w czasie rzeczywistym, co umożliwi wydajne i efektywne zarządzanie siecią.
Zbieranie i zarządzanie informacją
System zdalnego sterowania będzie pełnić funkcję centralnego punktu komunikacji dla wszystkich urządzeń rozsianych w terenie. Włączane są w to zaawansowane systemy monitoringu i inteligentne mierniki, gromadzące dane napływające z sieci niskiego napięcia. Platforma pozwoli również na wydajne zbieranie i administrowanie olbrzymimi ilościami informacji, w tym kodami bezpieczeństwa wykorzystywanymi podczas komunikacji w trybie chronionym. Dodatkowo zostanie ona wyposażona w funkcje niezbędne do utrzymania ciągłości i dynamicznego rozwoju procesów zdalnego zarządzania oraz operacji pomiarowych i zarządzania zasobami. System umożliwi także przeprowadzanie zdalnej konfiguracji urządzeń terenowych, wczesne wykrywanie i monitoring incydentów oraz generowanie stosownych raportów.
Spadek ceny a wzrost mocy
Dzięki inteligentnym rozwiązaniom pomiarowym Schneider Electric, Iberdrola będzie mogła korzystać z elastycznego, dynamicznego i wydajnego kosztowo systemu do zarządzania i monitoringu danych. Napływać będą one każdego dnia z milionów inteligentnych liczników i zaawansowanych urządzeń monitorujących. Z kolei klienci hiszpańskiego dostawcy odczują korzyści płynące z szybszego i bardziej elastycznego zarządzania systemem (zmiany taryf, wzrost mocy itd.) oraz możliwością odczytu w czasie rzeczywistym poboru energii.
Platforma zostanie opracowana specjalnie na potrzeby hiszpańskiego operatora, a jej wdrożenie przeprowadzą eksperci z globalnego centrum kompetencyjnego Schneider Electric z Sewilli. Zespoły z Centrum Innowacji zrealizowały już wcześniej szereg udanych projektów obejmujących między innymi wdrożenie i administrowanie rozległą infrastrukturą zaawansowanych, inteligentnych mierników dla fińskiego miasta Caruna oraz dla szwedzkiego operatora Vattenfall.
Od lat to duże firmy są głównym odbiorcą dla dostawców rozwiązań ICT, szczególnie w obszarze usług i oprogramowania. Co istotne, największe firmy w Polsce inwestują relatywnie najwięcej w zaawansowane wdrożenia i to pomimo relatywnie najwyższego nasycenia rozwiązaniami ICT. Mają też najkrótszy cykl wymian sprzętu. Z drugiej strony obecna sytuacja makroekonomiczna zmusza największe firmy do optymalizacji wydatków, szukania oszczędności i realizacji większych inwestycji etapami.
W pierwszym kwartale roku 2015 firma PMR, specjalizująca się w badaniach B2B, przeprowadziła kolejną falę badania dużych firm w Polsce. Badanie w sposób kompleksowy podejmuje tematykę wykorzystania rozwiązań IT i usług telekomunikacyjnych w największych przedsiębiorstwach w kraju. W zakres badania wchodzi określenie zarówno nasycenia sprzętem i infrastrukturą, outsourcing i korzystanie z poszczególnych typów usług IT, centrów danych czy chmury, jak również rodzaj wykorzystywanych przez firmy aplikacji biznesowych. Z innych istotnych zagadnień, poruszona jest również kwestia wydatków i planów zakupowych w obszarze ICT. Poniżej prezentujemy kilka interesujących wniosków z badania.
Niemal każda duża firma w Polsce wykorzystuje sieć lokalną przewodową LAN (99%), ponadto posiada własny serwer (96%) oraz serwerownię lub inne dedykowane pomieszczenie serwerowe (95%). Niemal dziewięć na dziesięć dużych firm w Polsce użytkuje lokalną sieć bezprzewodową WLAN (87%), a przeszło trzy czwarte korzysta z urządzeń do zapewnienia bezpieczeństwa sieciowego typu UTM lub podobnych (77%).
W tegorocznej edycji badania przedstawicielom dużych firm zadaliśmy pytanie, czy w ich przedsiębiorstwie wykorzystuje się smartfony jako terminale dostępowe do aplikacji biznesowych. Tego typu rozwiązanie jest realizowane w ponad jednej piątej (22%) firm, co jest wynikiem wyraźnie lepszym niż choćby dwa lata wcześniej i wyraźnie potwierdza trend mobilności widoczny na rynku.
Naszych respondentów zapytaliśmy również o to, po jakim czasie wymienia się w ich firmie komputery i inne urządzenia IT. W dużych przedsiębiorstwach komputery stacjonarne użytkuje się średnio 5 lat, a nieco krócej (4,6 roku) korzysta się z komputerów przenośnych. W przypadku telefonów komórkowych, ich dwuletni cykl wymiany powiązany jest z typowym czasem trwania umowy z operatorem sieci komórkowej. Wniosek ten potwierdzają odpowiedzi respondentów o rodzaj płatności za telefon – zdecydowana większość firm ma umowę na abonament, który zazwyczaj daje możliwość wymiany telefonu po okresie zobowiązania.
Spośród analizowanych typów urządzeń, najdłużej, bo ponad 6 lat, wynosi przeciętny cykl życia firmowego serwera. Analizując średnią liczbę lat, po których wymienia się sprzęt na nowy, można też zauważyć, że okres wymiany sprzętu nie jest uzależniony od liczby pracowników czy posiadania inwestora zagranicznego.
Zakończył się sezon publikacji wyników finansowych spółek, których akcje notowane są na warszawskiej giełdzie. Raporty dotyczące pierwszego kwartału 2015 r. są szczególnie interesujące dla inwestorów, którzy szukają w nich potwierdzenia sygnałów poprawy w gospodarce, widocznej już od pewnego czasu i przełożenia się dobrej koniunktury makroekonomicznej na efekty ich ulubieńców. Efekty, jak zwykle, są zróżnicowane. Nie brakuje jak dotąd zarówno niespodzianek pozytywnych, jak i mocnych rozczarowań. Zbyt wcześnie jeszcze na dokonywanie modyfikowanie strategii w oparciu o całościowe analizy i podsumowania, ale na kilka ciekawych zjawisk, czy przypadków, warto zwrócić uwagę.
Przede wszystkim jednak, należy zauważyć, że widoczna wyraźnie względna niezależność zachowania się naszych indeksów, od tego, co dzieje się na głównych parkietach światowych, miała swoje źródło właśnie w publikacji wyników spółek. Dobrze to świadczy o naszym rynku i inwestorach, którzy kierują się racjonalną oceną, a nie ogólnymi nastrojami, które ostatnio nie są najlepsze. Polska gospodarka nie dostarcza powodów do zmartwień, co nie znajdowało dotąd należytego odzwierciedlenia na giełdzie. Być może nadchodzi czas, gdy dostrzeże to poważniejszy kapitał, także zagraniczny.
Wracając do spółek, charakterystyczna jest kontynuacja niekorzystnych tendencji w sektorze surowcowym. Gorsze wyniki osiągnął KGHM, ale kur akcji przez to się nie załamał i mimo wahań, trzyma się poziomów osiągniętych w trakcie niedawnej zwyżki. Zwracał uwagę silny wzrost notowań walorów JSW, tuż przed publikacją fatalnego raportu, z którego wynika, że spółka poniosła niemal 200 mln zł stratę, dwukrotnie ją zwiększając, w porównaniu do początku ubiegłego roku. Zróżnicowane są opublikowane dotąd wyniki banków. Zysk Pekao obniżył się jedynie o 2 proc., a PKO uzyskał rezultat aż o 20 proc. gorszy. Trudno więc o uogólnienia dla tego sektora, mimo przewagi niekorzystnych przesłanek na kolejne kwartały. Dobrym przykładem zadyszki niedawnych gwiazd, może być LPP, który poniósł ponad dwukrotnie większą stratę niż w pierwszym kwartale 2014 r. Bardzo pozytywnie za to zaskoczył CCC, zwiększając zysk z 0,4 do 6,4 mln zł. O jedną czwartą poprawił wyniki Tauron, a PGE aż o 38 proc. Energetyka wciąż więc może być silną branżą na GPW, pomagając indeksom.
Interesujących obserwacji nie brakuje, jednak dopiero głębsza analiza danych pozwoli na trafną ocenę kondycji i perspektyw poszczególnych spółek, branż i całego rynku.
————
Michał Stanek
Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej
W 2014 roku dywizja Dachser Air & Sea Logistics działająca w Azji i rejonie Pacyfiku, zajmująca się frachtem lotniczym i morskim, uzyskała wzrosty wszystkich wskaźników efektywności. Wolumen towarów przetransportowanych przez operatora był większy o 20 proc. w stosunku do roku poprzedniego, a liczba przesyłek wzrosła o 7,8 proc.
Fracht morskiwzrósło 20, do 203.900TEU
Przychód skonsolidowany wyniósł 336 mln euro
Wzrost liczby przesyłek lotniczych i morskich o 7,8%, do 355 600
Przychody operatora wyniosły 336 mln euro i były wyższe o 1,85 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Dachser otworzył w regionie 3 nowe oddziały, których liczba wzrosła do 61. Zatrudnienie wzrosło o 4 proc. i wynosi obecnie ponad 1,5 tys.
W ubiegłym roku firma Dachser przejęła udziały w spółkach w Indiach i Tajlandii oraz została większościowym udziałowcem w spółce w Bangladeszu. W ostatnich latach operator zrealizował również szereg inwestycji w Indonezji, Singapurze, Tajlandii, Wietnamie i Malezji, a także rozszerzył swoją działalność w Chinach i Korei.
Edoardo Podesta, dyrektor zarządzający Dachser Air & Sea Logistics Azja i region Pacyfiku powiedział: Mimo ogólnego spowolnienia wzrostu gospodarczego w regionie Azji Pacyficznej w zeszłym roku, udało nam się zwiększyć wolumen przesyłek zarówno lotniczych jak i morskich. Mamy ambitny plan rozszerzenia globalnej sieci oddziałów i magazynów, a nasze ostatnie wyniki pokazują, że mamy spore szanse aby ten cel osiągnąć.
Dzięki inwestycjom Dachser we własne lokalizacje w Azji, wysokiemu stopniowi integracji całej sieci oraz dopasowanym rozwiązaniom, klienci operatora zyskują poprawę efektywności łańcuchów dostaw i optymalizację kosztów.
Cały czas staramy się, aby nasi klienci mogli korzystać z naszych wysokiej jakości usług w dowolnym miejscu na świecie. Naszymi inwestycjami w Azji potwierdzamy zaangażowanie w usprawnienie sieci i usług w tym regionie – dodał Podesta.
Co robi senior w obliczu nieprzewidzianych wydatków takich jak nierefundowana przez NFZ rehabilitacja czy nagła wymiana instalacji gazowej w mieszkaniu? Skąd weźmie potrzebne tu i teraz, nadprogramowe 2 000 zł? Z najnowszego raportu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych wynika, że polscy seniorzy nie radzą sobie z nagłymi wydatkami i nie mają z czego odkładać. W jaki sposób temu przeciwdziałać?
Według danych GUS, ponad połowa polskich emerytów ma do dyspozycji mniej niż 1 600 zł brutto. Na zaspokojenie podstawowych potrzeb może i wystarczy, jednak co w przypadku pojawienia się nieplanowanego wydatku? Z opublikowanego właśnie raportu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, przygotowanego na podstawie cokwartalnego badania „Sytuacja na rynku consumer finance w Polsce. Barometr KPF-IRG SGH”[1] wynika, że ponad 41 proc. gospodarstw domowych deklaruje, że nie jest w stanie poradzić sobie z niespodziewanym wydatkiem w wysokości 2 000 zł. Tyle samo osób deklaruje, że sprosta temu, ale z mniejszymi (16 proc.), bądź większymi problemami (25 proc.).
– Właśnie upubliczniany raport specjalny ma na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej na kapitalną rolę ustawodawcy, który poprzez dobre inicjatywy legislacyjne, bez angażowania środków budżetowych na zwiększenie pomocy społecznej, może przyczynić się do poprawy sytuacji bardzo dużej grupy gospodarstw domowych w Polsce. Raport pokazuje dobitnie, że problemy finansowe i nieplanowane wydatki to coś, z czym sporo polskich rodzin sobie nie radzi. Szczególne trudno radzą sobie z takimi sytuacjami seniorzy, których świadczenia emerytalne należą do najniższych w Europie. Dlatego tak palące jest, aby Państwo wspierało rozwiązania umożliwiające emerytom bezpieczne korzystanie z zewnętrznych źródeł finansowania m.in. odwróconej hipoteki w modelu sprzedażowym. Tymczasem – ustawa regulująca dożywotnie świadczenie pieniężne utknęła w martwym punkcie – mówi Andrzej Roter, Dyrektor Generalny w Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.
Na co seniorom brakuje gotówki?
Przytoczone w raporcie badania Funduszu Hipotecznego DOM[2] pokazują, że aż 60 proc. seniorów wydaje posiadane środki pieniężne na pokrycie wydatków bieżących (w tym czynszu, opłat mieszkaniowych, podstawowych zakupów). Co trzeci senior wydaje je na zakup leków, a tylko 5 proc. na m.in.: hobby, kino, działkę, pomoc rodzinie. To właśnie na te, podstawowe wręcz potrzeby, niejednokrotnie brakuje środków finansowych seniorom. Jednak w świetle badania KPF i Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH szczególnej trudności nastręczają przede wszystkim nieprzewidziane i nagłe wydatki.
Raport nakreśla cztery obszary, w których gospodarstwa domowe borykają się z problemami ze sfinansowaniem potrzeb. Oczywiste może wydawać się, że największy odsetek gospodarstw domowych, gdzie głową rodziny jest senior[3] miało problemy ze sfinansowaniem zakupu leków (43 proc.) oraz czynszu i opłat mieszkaniowych (33 proc.). Dodatkowo, co trzeci emeryt nie był w stanie pokryć kosztów dodatkowej opieki medycznej lub stomatologicznej. W najmniejszym stopniu problemy finansowe ujawniły się w przypadku potrzeby zakupu żywności (blisko 20 proc.).
Nasuwa się wniosek, że problemy pojawiają się w obszarach o szczególnej wrażliwości dla seniorów (leki, opieka medyczna, czynsz). Uderza to zatem w podstawy ich egzystencji i wymaga pilnego rozwiązania, często przy wykorzystaniu zewnętrznych źródeł finansowania np. w postaci pożyczki, kredytu czy odwróconej hipoteki.
Jak seniorzy radzą sobie z nieplanowanym wydatkiem?
Według tegorocznej edycji badania KPF, najczęściej wskazywanym przez seniorów sposobem radzenia sobie z niespodziewanym wydatkiem w wysokości 2 000 zł jest pożyczka od rodziny lub znajomych
(39 proc.). Co trzeci ankietowany deklaruje, że sięga w takiej sytuacji do własnych środków pieniężnych, a co czwarty posiłkuje się pożyczką lub kredytem.
Z drugiej jednak strony badania pokazały także, że gospodarstwa domowe prowadzone przez osoby starsze charakteryzują się niską zdolnością do oszczędzania. W I kw. 2015 roku oszczędzanie w niewielkim stopniu deklarowało co czwarte gospodarstwo, a dużymi oszczędnościami chwaliło się zaledwie 2 proc. takich gospodarstw. Pozwala to negatywnie zweryfikować możliwość skorzystania z własnych środków w przypadku potrzeby sfinansowania nieprzewidzianego, nagłego wydatku.
Na co głównie pożyczają pieniądze?
Niepokojące jest, że w przypadku kredytów lub pożyczek zaciąganych przez seniorów w wieku 64+, najczęściej przeznaczane były one na spłatę innych zobowiązań (aż 38 proc. wskazań). Drugim w kolejności celem (pomijając kategorię inne) były wydatki na nagłe potrzeby (22 proc.). Dopiero na miejscu trzecim znalazł się zakup drobnych dóbr trwałych (zaledwie 15 proc.).
Nasuwa się przykry wniosek, który powinien dać sporo do myślenia ustawodawcy. Gospodarstwa domowe osób 64+ nie są w stanie w ramach własnego budżetu poradzić sobie z przejściowymi, nagłymi wydatkami. Dodatkowo, niepokojące jest, iż blisko 40 proc. badanych seniorów kolejną pożyczkę zaciąga, aby spłacić poprzednią. To z kolei jest pierwszym krokiem, aby wpaść w pętle zadłużenia. Dlatego tak paląca jest potrzeba znalezienia innego rozwiązania niż kredyt czy własne oszczędności, których de facto większość Polaków nie posiada. W świetle zmian demograficznych, nie można też założyć dynamicznego wzrostu świadczeń emerytalnych, a także – szerokiej dostępności pożyczek dla osób starszych, jak ma to miejsce obecnie.
– W takiej sytuacji, bezpiecznym rozwiązaniem byłaby renta dożywotnia. Niestety w Polsce rynek hipoteki odwróconej nie został w pełni uregulowany, co stwarza barierę dla rozwoju tego sektora. Zaprezentowane w raporcie KPF wnioski stanowią ważny argument na rzecz pilnego wprowadzenia ustawy o dożywotnim świadczeniu pieniężnym – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Taka regulacja umożliwiłaby seniorom w pełni bezpieczne korzystanie z renty dożywotniej, obligując wszystkie podmioty działające na rynku do stosowania jednolitych, transparentnych standardów obsługi klienta, niosąc tym samym efektywne narzędzie do samodzielnego radzenia sobie z nagłymi problemami finansowymi – dodaje Majkowski.
Działania rządu na rzecz poprawy sytuacji emerytów
Rząd w wyniku kwotowo-procentowej waloryzacji emerytur i rent zdołał podnieść najniższe emerytury „o 36 złotych, a w celu poprawy sytuacji bytowej zaproponował seniorom stworzenie sieci dziennych domów opieki, za pobyt w których niestety trzeba będzie dopłacić. Jednak ustawa o dożywotnim świadczeniu pieniężnym, które stanowi realne rozwiązanie dla seniorów o niskich emeryturach, wciąż nie doczekała się realizacji. – Rząd zapowiadał, że do końca bieżącej kadencji skończy prace nad ustawą, jednak prace wciąż się przeciągają. Ciągle mamy nadzieję, że ustawa będzie jednym z priorytetów, przecież projekt jest już gotowy, po konsultacjach i pozytywnym ich rezultacie, wystarczy jedynie ją uchwalić – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. Renta dożywotnia to rozwiązanie dla seniorów, którzy są właścicielami nieruchomości i chcą niejako „odmrozić” kapitał zamknięty w mieszkaniu, czy domu. Dedykowana jest głównie dla tych z nich, których comiesięczny budżet nie wystarcza na realizację ich podstawowych potrzeb.
Dodatkowo statystyki Eurostatu[4] pokazują, że w nowych krajach Unii Europejskiej, w tym w Polsce, zaledwie 1,5 proc. mieszkań, których właścicielami są emeryci, jest obciążona hipoteką. Z kolei w krajach „starej unii” to aż 10 proc. Dane te jednoznacznie pokazują ogromny potencjał drzemiący w polskim rynku hipoteki odwróconej.
[1] Badanie realizowane co kwartał przez Konferencje Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce wraz z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH od 2006 roku na reprezentacyjnej grupie gospodarstw domowych. Wskazane w tekście dane pochodzą z tegorocznej edycji badania, przeprowadzonego w I kwartale 2015 roku.
[2] Badanie przeprowadzone przez Fundusz Hipoteczny DOM S.A. w 2013 roku na grupie 1 928 respondentów w wieku 65+. za: Raport Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce: „Możliwości samodzielnego radzenia sobie z nieprzewidzianymi problemami finansowymi przez gospodarstwa domowe osób starszych” Gdańsk, maj 2015.
[3] Wyniki dotyczą gospodarstw domowych osób starszych z głową rodziny powyżej 64 lat.
[4] za:”Living conditions in Europe”, Eurostat, Luxemburg 2014.
Z danych badania Antal Global Snapshot 2014, przeprowadzonego przez firmę Antal International, wynika, że 68 proc. firm planuje zatrudnić specjalistę w zakresie programowania. Taki wynik jest efektem postępującego rozwoju gospodarczego, powstawania nowych firm z obszaru IT, jak również zapotrzebowania na innowacyjne technologie oraz aplikacje. Jak pokazuje badanie, tylko 11 proc. firm zamierza zwolnić specjalistę z tej branży w najbliższych kwartałach.
Dynamiczny rozwój sektora IT sprawia, że stale wzrasta zapotrzebowanie na specjalistów
i ekspertów z tej branży. Atrakcyjne wynagrodzenie oraz znaczna ilość miejsc pracy powoduje, że to właśnie praca w sektorze IT jest jedną z najczęściej poszukiwanych. Według badania Computerworld rynek pracy w tej branży mógłby spokojnie przyjąć o 20, a nawet 30% więcej specjalistów. Dlatego też mówimy o rynku pracownika, nie zaś pracodawcy, gdyż to właśnie wykwalifikowany pracownik decyduje, z którą z firm chce współpracować. Zadaniem zaś pracodawcy jest stworzenie na tyle optymalnych i korzystnych warunków, aby takiego pracownika przyciągnąć i zatrzymać.
Outsourcing jako skuteczne rozwiązanie
Naturalną konsekwencją dysproporcji pomiędzy liczbą specjalistów na rynku a liczbą miejsc pracy jest duża konkurencja oraz rywalizacja o najlepszych pracowników z obszaru IT. Obecnie coraz bardziej popularną praktyką w tej branży staje się outsourcing pracowników. W ramach zawartej umowy, specjaliści w zakresie IT kierowani są do firmy, gdzie realizują projekty dla tych klientów. Powoduje to nie tylko ograniczenie kosztów, ale i ryzyka związanego z poszukiwaniem i zatrudnieniem własnych specjalistów. – Nasza firma od wielu lat świadczy usługi outsourcingowe. Dysponujemy bazą delegowanych ekspertów, którzy są kierowani do konkretnych zadań, kiedy tylko pojawi się potrzeba po stronie naszego klienta. Po stronie pracodawcy leży obowiązek zadbania o swoich pracowników, którzy tam pracująchociażby poprzez dostarczenie im pizzy czy pączków na miejsce pracy, zatelefonowanie czy wszystko jest w porządku. W znacznej mierze chodzi o to, aby specjalista pracujący na miejscu u klienta czuł, że firma, w której pracuje dba o niego, a z drugiej strony, aby nie zapomniał, kto jest jego faktycznym pracodawcą. Korzyścią dla delegowanego specjalisty w zakresie IT jest dostęp do wiedzy oraz wymiana doświadczeń. Specjalista od IT może rozwijać swoje umiejętności i kompetencje, a to w istocie jest dla niego najważniejsze – mówi Monika Pobrotyń, Dyrektor działu HR i administracji w Transition Technologies.
Atrakcyjne wynagrodzenie to nie wszystko
Aktualnie dobre wynagrodzenie oferowane przez firmę, czy atmosfera pracy nie są już jedynymi bodźcami stymulującymi do pracy. Branża IT ma swoją specyfikę. Możliwość rozwoju, realizacja celów zawodowych oraz certyfikowane szkolenia stają się elementem decydującym przy zmianie pracy. Z danych raportu „Specjalista IT na rynku pracy” przygotowanego przez Computerwold wynika, że dla specjalistów w zakresie IT wynagrodzenie w mniejszym stopniu jest elementem na stałe wiążącym go z miejscem pracy. Pracodawca chcący zatrzymać pracownika w firmie, musi liczyć się z tym, że zaproponowanie podwyżki nie zatrzyma na długo takiego pracownika w firmie. Specjalista niezadowolony z pracy przy podwyżce o 5% wynagrodzenia, nie zdecyduje się zostać. Podobnie wygląda kwestia z pracownikami z wieloletnim stażem. Ponadto dane wskazują, że pracownik, który jest silnie związany z daną firmą również jest w stanie zmienić środowisko zawodowe, nawet, gdy zaproponowany zostanie mu wzrost płac o 10%. Pracodawca musi mieć świadomość, że wyzwania w postaci rozwijających projektów, rozbudowa własnego portfolio, poprzez certyfikowane szkolenia oraz wymiana doświadczeń są dla pracownika IT kwestiami priorytetowymi.
Współpraca z młodym pokoleniem
W firmach, które swoje działania opierają na najnowszych technologiach z zakresu IT poszukiwani są specjaliści – ci z kolei są na ogół świeżymi absolwentami uczelni. Dlatego też aktualnym wyzwaniem dla wielu firm jest odpowiedni sposób podejścia do młodego pokolenia. Współczesne miejsca pracy mają znacznie większą dynamikę niż w poprzedniej dekadzie, wszystko dzieje się szybciej, modyfikacji ulegają wartości i standardy. Młode pokolenie nie patrzy wstecz, reprezentuje zupełnie nowy zestaw oczekiwań i potrzeb. Pracodawcy muszą, więc stosować nowe metody zarządzania, które do nich trafią. Myślę, że sposobem na przedstawicieli pokolenia Y jest angażowanie ich w ciekawe projekty i stwarzanie możliwości rozwinięcia skrzydeł. W naszej firmie, w której funkcjonuje Centrum Badawczo-Rozwojowe – powstają projekty, które wychodzą z inicjatywy pracowników – dodaje Konrad Świrski.
Specyfika stosunku pracy
Większość ekspertów pracujących w branży IT ceni sobie elastyczny i nienormowany czas pracy oraz wyższe zarobki. Dlatego też coraz częściej spotykaną praktyką jest zawieranie umowy o dzieło lub zlecenie. Inną często spotykaną formą jest zakładanie przez specjalistów IT własnych działalności gospodarczych, a następnie zawieranie współpracy na zasadzie B2B (business to business). Główną korzyść, jaką widzą specjaliści IT w takim rozwiązaniu to możliwość decydowania samemu o swoim wolnym czasie, określanie wysokości zarobków oraz możliwość wzięcia urlopu w dowolnej chwili. Przewiduje się, że ta tendencja przeniesie się także na inne branże, nie tylko IT.
Światowa gospodarka jest bardzo dynamiczna. Polityka gospodarcza każdego państwa jest nastawiona na rozwój w dziedzinie nowoczesnych technologii. Przy aktualnie dużym zapotrzebowaniu firm na specjalistów IT z jednej strony, i niewystarczającej liczbie specjalistów IT w tej branży z drugiej, dochodzi do sytuacji, gdzie to pracownik dyktuje warunki współpracy i realizacji projektów. Biorąc pod uwagę dużą konkurencję na rynku, firma powinna dążyć do tego, aby zapewnić sobie jak najlepiej wykwalifikowaną bazę ekspertów, których później może delegować do współpracy z klientem. Z drugiej stronny powinna dołożyć wszelkich starań, aby zapewnić stały rozwój kadrze pracowniczej.
Ciasne mieszkania i blokowiska odchodzą do lamusa? Tylko przez pierwsze trzy miesiące 2015 roku uzyskaliśmy ponad 15 proc. więcej pozwoleń na budowę domków jednorodzinnych niż przed rokiem, a liczba mieszkań deweloperskich oddanych do użytku spadła o 14 proc. Szukając przestrzeni, wybieramy życie poza miastem.
Tendencję pokazują dane Głównego Urzędu Statystycznego z pierwszego kwartału 2015 roku. Potwierdzają ją badania Westwing Home and Living. Wynika z nich, że ponad 60% Polaków marzy w zamieszkaniu w wolnostojącym domu o powierzchni od 100 do 150 mkw. z ogródkiem. Z drugiej strony zainteresowaniem nie cieszą się bardzo duże domy o powierzchni ponad 200 mkw.
Uciekamy z miast
Co decyduje o popularności własnej budowy? Szacuje się, że taka inwestycja jest tańsza od kupna porównywalnego mieszkania w zabudowie wielorodzinnej o nawet 20 proc. To nie wszystko. Budujemy poza miastem, bo szukamy przestrzeni. – Dane Centrum Badania Opinii Społecznej pokazują, że na przedmieściach i wsi odnajdujemy spokój oraz przestrzeń, której nie mogą już zapewnić zatłoczone centra dużych miast – mówi Rafał Osiński, architekt i ekspert ds. okuć budowalnych w firmie Häfele. Wśród wymarzonych mieszkań, najrzadziej wskazywane są te o 40-60 mkw. powierzchni. To metraże, na których zwykle żyjemy. 53% Polaków zajmuje mieszkania 2-3 pokojowe, 16% 4-pokojowe. – Biorąc uwagę, że chcemy mieszkać coraz piękniej i cieszyć się przestronnymi kuchniami, salonami i sypialniami, nie dziwi fakt, że mieszkania
w blokowiskach wolimy przeznaczyć na wynajem lub sprzedać, by zdobyć dodatkowe środki na budowę pod miastem – dodaje Rafał Osiński. Warto zaznaczyć, że lokum w zabudowie wielorodzinnej staje się wyborem młodych ludzi, którzy w dużych miastach kształcą się, rozwijają kariery i dopiero rozważają stały pobyt w danym miejscu lub założenie rodziny.
Architekci nie są bierni
Sytuacja polskich miast zaczyna przypominać tę w zagranicznych aglomeracjach. Według rankingu Tom Tom Traffic Index Warszawa znajduje się na 4. miejscu najbardziej zatłoczonych miast Europy. Wyprzedza tym samym Rzym, Londyn, Paryż, czy Ateny. To stwarza wyzwanie nie tylko przed urbanistami, ale też architektami. Muszą bowiem planować budynki, które sprostają warunkom nowoczesnych miast i wymaganiom ich mieszkańców. Rozwiązaniem może być nowe podejście do projektowania wnętrz. Nastawione na maksymalną ergonomię, kompaktowość i pojemność na minimalnej przestrzeni. – Już teraz rozwiązania w stylu mebli wielofunkcyjnych, systemów wysuwanych blatów w kuchniach, czy drzwi przesuwnych są chętnie stosowane. Ich popularność będzie tym większa, im wzrastać będzie potrzeba oszczędności miejsca w zabudowie wielorodzinnej – prognozuje Tomasz Sowiński, ekspert bloga wnętrzarsko-meblowego domo-kracja.pl. Opinię specjalisty potwierdzają wydarzenia branżowe w rodzaju nadchodzących targów meblarskich Interzum w Kolonii, gdzie jednym z tematów przewodnich będzie właśnie maksymalnie efektywne zagospodarowanie małych przestrzeni.
Zdaniem części architektów oraz planistów, trend odpływu mieszkańców z miast na wsie i przedmieścia ma charakter przejściowy. Wiąże się to z ciągłym rozwojem nowoczesnych aglomeracji. Rafał Osiński: – W krajach wysoko rozwiniętych już widać silne tendencje reurbanizacyjne. Mieszkańcy powracają do zmieniających się miast, które stają się bardziej ekologiczne, czystsze i przestrzenne, a więc wygodniejsze do życia. Mieszkania na miejskich osiedlach, podobnie jak nowoczesne domy jednorodzinne, dzięki nowoczesnemu wyposażeniu wnętrz stają się wygodniejsze i inteligentne. Można więc podejrzewać, że jeszcze długo będą atrakcyjnymi miejscem do życia. Ich popularność na rynku pierwotnym i wtórnym wciąż będą jednak kształtowały ceny.
Z analizy przeprowadzonej przez Biuro Informacji Kredytowej (BIK) wynika, że obecnie w Polsce 480 tys. osób poręcza łącznie 391 tys. kredytów. Wśród nich 10,4% jest spłacanych z opóźnieniem przekraczającym 90 dni, co niesie negatywne konsekwencje nie tylko dla właściciela kredytu, ale również dla jego żyranta.
Analiza przeprowadzona przez ekspertów BIK pokazuje, że Polacy najczęściej poręczają jeden kredyt, ale co dziesiąty z nich zdecydował się na poręczenie 2 lub więcej kredytów. Osoby, które same mają zobowiązania w bankach/SKOK-ach, nieco częściej poręczają jednocześnie większą liczbę kredytów aniżeli osoby, które nie finansują się w tych instytucjach.
Najczęściej poręczane są kredyty konsumpcyjne[1] – 87% wszystkich poręczeń dotyczy właśnie kredytów konsumpcyjnych. Kolejne 11% to kredyty mieszkaniowe. Inne rodzaje kredytów są poręczane rzadko. Średnia kwota poręczanego kredytu wynosi 33,9 tys. zł. Oczywiście najwyższe kwoty są poręczane w przypadku kredytów mieszkaniowych – średnia kwota poręczanego kredytu wynosi 107,4 tys. zł, przy czym dla kredytów złotowych wynosi ona 86,6 tys. zł, zaś dla kredytów walutowych 157,1 tys. zł. W przypadku kredytów konsumpcyjnych średnia kwota poręczanego kredytu to 28,1 tys. zł.
– Średnio, każda z osób posiadająca dodatkowo własny kredyt ma do spłaty z tego tytułu jeszcze 35 tys. zł. Jeśli popatrzymy na kwoty, które pozostały do spłaty dla kredytów przez nich poręczanych, to średnio na poręczyciela może przypaść dodatkowe 20 tys. zł. Zatem osoba rozważająca poręczenie kredytu powinna brać pod uwagę nie tylko to, czy poręczany kredyt ma duże szanse być poprawnie spłacony, co jest determinowane sytuacją osoby zaciągającej kredyt, ale również swoją sytuację kredytową. Nałożenie się problemów ze spłatą swoich zobowiązań i zobowiązań poręczanych, może być niekiedy niemożliwe do udźwignięcia dla poręczyciela – mówi Mariusz Cholewa, prezes zarządu Biura Informacji Kredytowej.
Wśród poręczycieli jest nieco więcej kobiet niż mężczyzn (53% vs 47%). Ich skłonność do poręczania kredytów rośnie wraz z wiekiem i w obu grupach osiąga maksimum w wieku 55-64 lat. Tendencja ta jest niezależna od płci, ale również od typu kredytu jaki jest poręczany.
Zadłużenie z tytułu własnych kredytów posiada aż 72% poręczycieli. Co ciekawe, wśród tych osób wraz ze wzrostem liczby poręczanych kredytów rośnie liczba posiadanych kredytów oraz kwota pozostająca do spłaty z tytułu tych zobowiązań.
Obecnie w systemie Biura Informacji Kredytowej znajdują się informacje wskazujące, że spośród 391 tys. kredytów, które są poręczane, 10,4% to kredyty mające opóźnienia w spłacie min. 90 dni. Te opóźnione kredyty poręcza 42,7 tys. osób, co stanowi 8,9% wszystkich poręczycieli
– Skutecznym narzędziem weryfikacji terminowości spłaty poręczonego przez nas kredytu, jest skorzystanie z raportu BIK, dostępnego na portalu Biura Informacji Kredytowej.Pozwala on nie tylko kontrolować swoją historię kredytową, czyli terminowość spłaty zaciągniętych przez nas zobowiązań, ale sprawdzać również, czy kredyt który poręczyliśmy nie ma opóźnień w spłacie, a tym samym czy nie obniża naszej wiarygodności finansowej – dodaje prezes BIK.
Jeśli poręczyciel posiada i dobrze obsługuje swoje kredyty to ryzyko tego, że poręczy kredyt, który będzie źle spłacany jest niewielkie. W grupie osób posiadających jedynie kredyty spłacane poprawnie, tylko niecałe 3,5% osób poręcza kredyty spłacane nieregularnie. Z kolei wśród kredytobiorców, którzy niesolidnie obsługują swoje kredyty, odsetek osób, które poręczają kredyty spłacane z opóźnieniami wynosi aż 51,1%. Spośród osób, które nie finansują się jednocześnie w sektorze bankowym, 9,9% poręcza kredyty, które są obsługiwane z opóźnieniami.
Prawo konsumenta do reklamacji nie może być w żaden sposób ograniczane. Nie wolno też sugerować, że nie będzie możliwości jej złożenia w przypadku utraty paragonu – przypominał UOKiK w decyzji wydanej w sprawie Auchan Polska
Postępowanie UOKiK przeciwko Auchan Polska zostało wszczęte w marcu, po ustaleniu, że spółka umieszczała na paragonach informację: Paragon jest niezbędny do reklamacji.
Zgodnie z prawem podstawą złożenia reklamacji jest wada zakupionego towaru lub usługi. Paragon jest jednym z wielu możliwych dowodów zakupu, jaki konsument może przedstawić sprzedawcy zgłaszając reklamację. Gdy paragon zniszczył się, wyblakł albo zaginął, dowodem może być np. potwierdzenie płatności, wyciąg z rachunku bankowego, e-mail czy zeznanie świadków.
W ocenie Urzędu, Auchan mógł wprowadzać konsumentów w błąd przekazując na wydrukach z kasy fiskalnej informacje, które klienci mogli odbierać jako pouczenie o obowiązującym stanie prawnym i rezygnować z przysługującego im uprawnienia do składania reklamacji bez paragonu.
W toku postępowania Auchan zaniechał stosowania praktyki, a UOKiK przyjął zobowiązanie spółki do podjęcia działań mających na celu wyeliminowanie jej negatywnych skutków dla konsumentów i nałożył obowiązek jego wykonania. Przez dwa lata od zaniechania zakwestionowanej praktyki Auchan umieszczać będzie na paragonach informację: „Paragon może ułatwić złożenie reklamacji, ale nie jest niezbędny do jej złożenia”. Podobne informacje znajdą się również na stronie internetowej spółki, w ogólnopolskich gazetkach ofertowych, na ladzie w Punktach Obsługi Klienta oraz serwisowo-gwarancyjnych we wszystkich sklepach stacjonarnych w formie ogłoszenia o formacie A4.
Informacja dla konsumentów
Jeżeli kupiony towar ma wadę, masz prawo złożyć reklamację, żądając doprowadzenia towaru do stanu zgodności z umową (przez naprawę lub wymianę) lub zwrotu całości lub części pieniędzy (przez obniżenie ceny czy odstąpienie od umowy). Podstawą reklamacji może być rękojmia (zawsze) albo gwarancja (o ile została udzielona).
Sprzedawca nie może uzależniać przyjęcia reklamacji od dostarczenia paragonu fiskalnego. To jeden z wielu możliwych dowodów nabycia rzeczy w danym sklepie i w danej cenie. Inne to: świadkowie, wydruki z karty płatniczej czy kredytowej, e-maile. Niemniej trzeba pamiętać, że paragonznacznie ułatwia złożenie reklamacji.
Elektrobudowa prognozuje, że czeka ją 10 pomyślnych lat. Jej najważniejszy klient, czyli polska energetyka, będzie inwestować w budowę kilku nowych siłowni, a projekty unijne odciągną z rynku, na którym działa spółka, część konkurencji.
– My z pieniędzy unijnych korzystamy w minimalnym stopniu, pochodzi stąd kilka procent naszych przychodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jacek Faltynowicz, prezes zarządu Elektrobudowy. –Dla nas bardziej istotna jest inna rzecz: część naszych konkurentów odchodzi do realizacji projektów unijnych, w związku z tym trochę zmniejsza się konkurencja na naszym tradycyjnym rynku.
W I kwartale Elektrobudowa potwierdziła, że skutecznie korzysta z dobrej koniunktury na polskim rynku. Przychody spółki ze sprzedaży wzrosły o 60 mln zł w porównaniu z wynikami sprzed roku i przekroczyły 245 mln zł. Zysk netto sięgał niemal 10 mln, po ponad 3 mln zł straty netto w pierwszych miesiącach 2014 roku. To w ocenie Jacka Faltynowicza początek pomyślnego okresu.
– Na najbliższe 10 lat perspektywy są doskonałe, bo w tym czasie powstanie kilka bardzo dużych bloków z dużą częścią energetyczną. To jest modernizacja wielu obiektów, modernizacja całego Bełchatowa i innych elektrowni. To jest takie naturalne pole działania Elektrobudowy.
Elektrobudowa to firma, która świadczy usługi budowlano-montażowe, realizując inwestycje związane z przemysłem energetycznym, petrochemicznym, wydobywczym oraz budownictwem obiektów użyteczności publicznej w systemie pod klucz. Spółka liczy na to, że jej przychody z rynku krajowego zostaną uzupełnione dzięki działalności eksportowej.
– W zakresie eksportu usług to są oczywiście rynki Unii Europejskiej, to naturalne, bo taki jest kierunek rozwoju– deklaruje prezes zarządu Elektrobudowy. – W zakresie eksportu produktów wydaje się, że rynki wschodnie, wszędzie tam, gdzie jest ropa.
Szczególny nacisk spółka kładzie na opanowanie coraz nowocześniejszych technologii, by móc oferować kontrahentom usługi jakich oczekują. Licząc na dobrą koniunkturę, spółka pamięta też o własnych inwestycjach.
– To są plany rzędu 20-25 mln zł rocznie związane przede wszystkim z odtworzeniem majątku oraz budową kompetencji w nowych dziedzinach, w których zaczynamy być aktywni– zapowiada prezes Jacek Faltynowicz z Elektrobudowy. –Na przykład wprowadzenie technologii izolacji gazowej do rozdzielnic średniego napięcia, podwyższenie parametrów rozdzielni 110 kV i wprowadzenie izolacji stałej do rozdzielnic średnich napięć.
Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym, ustawy Prawo bankowe oraz niektórych innych ustaw, przedłożony przez ministra finansów.
Podstawowym celem zmienianych przepisów jest zwiększenie poziomu ochrony konsumentów korzystających z usług firm udzielających kredytów i pożyczek konsumenckich, które nie muszą posiadać zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego na prowadzenie takiej działalności. Projekt noweli ma także umożliwić skuteczne eliminowanie z obrotu gospodarczego podmiotów wykonujących działalność reglamentowaną na rynku finansowym bez zezwolenia, tj. nielegalnie, w szczególności firm prowadzących działalność z zamiarem oszustwa.
Najważniejsze zmiany:
nadanie uprawnień Komisji Nadzoru Finansowego do prowadzenia postępowania wyjaśniającego wobec podmiotów, co do których zachodzi podejrzenie, że wykonują działalność na rynku finansowym bez wymaganego
zezwolenia, w szczególności z zamiarem oszustwa;
zaostrzenie sankcji karnych za gromadzenie bez wymaganego zezwolenia środków finansowych innych osób, w celu obciążania ich ryzykiem;
usprawnienie współpracy Komisji Nadzoru Finansowego z organami ścigania w zakresie składania zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa (chodzi o możliwość udostępniania przez KNF informacji
stanowiących tajemnicę bankową przy kierowaniu do prokuratury zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstw z zakresu funkcjonowania rynku finansowego);
wprowadzenie ustawowych wymogów, których spełnienie jest warunkiem wykonywania działalności polegającej na udzielaniu kredytów konsumenckich;
wprowadzenie maksymalnej wysokości pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego;
wprowadzenie maksymalnej wysokości odsetek za opóźnienie w spłacie kredytu konsumenckiego oraz odsetek od odsetek (sześciokrotność wysokości stopy kredytu lombardowego Narodowego Banku Polskiego) maksymalny limit odsetek za opóźnienie w spłacie będzie również obejmować opłaty z tytułu zaległości w spłacie kredytu, np. opłaty
windykacyjne;
określenie zasad dostępu, przekazywania i wymiany informacji o udzielonych kredytach konsumenckich przez banki i pozabankowe firmy pożyczkowe.
Nowe rozwiązania są korzystne dla konsumentów i branży pożyczkowej. Przede wszystkim będą skutkować niższymi kosztami pożyczek i kredytów konsumenckich oraz większym bezpieczeństwem na rynku pożyczkowym.
Konsument będzie lepiej chroniony przez wyeliminowanie stosowanych przez przedsiębiorców praktyk związanych z pobieraniem nadmiernych, nieuzasadnionych opłat związanych z udzieleniem i obsługą pożyczki. Lepsza ochrona klienta ma też dotyczyć sytuacji, gdy będzie zalegał ze spłatą pożyczki. Stanie się to możliwe, bo projekt doprecyzowuje zasady pobierania przez przedsiębiorców odsetek za opóźnienie w spłacie i zapobiega obciążaniu klienta nadmiernie wysokimi kosztami windykacji.
Korzyścią dla rynku będzie zwiększenie wiarygodności i zaufania do branży pożyczkowej, wobec której zostaną sformułowane określone wymogi, których spełnienie będzie warunkowało możliwość prowadzenia tej działalności.
Chodzi o działanie spółki we wskazanej formie prawnej (musi to być spółka kapitałowa), obowiązek posiadania kapitału zakładowego w wysokości co najmniej 200 tys. zł (utworzonego ze środków niepochodzących z pożyczki, kredytu, emisji obligacji lub źródeł nieudokumentowanych) oraz niekaralność za określone przestępstwa osób będących we władzach spółki i prokurentów.
Komentarz eksperta: Bogusław Półtorak – redaktor naczelny Grupy Bankier.pl: Nowe przepisy nie uchronią konsumentów przed firmami żerującymi na ich finansowej niewiedzy
Proponowane przez rząd zmiany mogą przyczynić się do poprawy sytuacji konsumentów pożyczek pozabankowych, ale wcale nie muszą. Przede wszystkim nadal nie dają konsumentom łatwej ścieżki obrony przed ponadprzeciętnymi kosztami pożyczek. Warto zauważyć, że dotychczasowe przepisy, w tym Kodeks cywilny lub Ustawa o kredytach konsumenckich, też teoretycznie dają możliwości ochrony konsumenta. W praktyce prawa konsumenta są trudne do wyegzekwowania przed sądem.
W Polsce nie działa sprawnie sądowa ochrona konsumentów usług finansowych przed nieuczciwymi oferentami usług. Zwiększenie uprawnień nadzoru finansowego i organów ścigania nie rozwiąże więc problemu braku ochrony prewencyjnej, która polegałaby na przerzuceniu na wierzyciela dowodu w zakresie dochodzenia ponadprzeciętnych kosztów pożyczek.
Ministerstwo Finansów przedstawiło do konsultacji społecznych projekt nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Zakłada on zmiany w zakresie dokumentacji transakcji pomiędzy podmiotami powiązanymi, w szczególności w zakresie przepisów nakładających obowiązek sporządzania i przekazywania jej organom podatkowym. Konfederacja Lewiatan uważa, że część rozwiązań zawartych w projekcie jest wadliwych.
Z obowiązku przygotowywania dokumentacji podatkowej transakcji z podmiotami powiązanymi wyłączeni mają być podatnicy prowadzący działalność w skali mikro, tj. o przychodach lub kosztach nieprzekraczających 2 mln. euro. Podmioty średnie i duże zobowiązane natomiast zostaną do sporządzania dokumentacji bardziej szczegółowej. W ocenie Konfederacji Lewiatan zaproponowane wyłączenie jest wadliwe, ponieważ kryterium nałożenia dodatkowych obowiązków dokumentacyjnych, powinien stanowić obrót w zakresie transakcji i jej istotności z punktu widzenia podatkowego. Natomiast w oparciu o proponowane w projekcie kryterium, podatnik który nie przekroczył 2 mln euro przychodów lub kosztów, a wystąpiły u niego transakcje z podmiotami powiązanymi, np. na poziomie 1,9 mln. euro nie będzie zobowiązany do sporządzania dokumentacji podatkowej, w przeciwieństwie do sytuacji, gdy podmiot mający przychody, np. na poziomie 20 mln. euro, w tym z podmiotami powiązanymi w wysokości 10 euro, będzie objęty już takim obowiązkiem praktycznie w pełnym zakresie.
– Ponieważ sporządzanie dokumentacji transakcji z podmiotami powiązanymi, wiąże się z dużym obciążeniem administracyjnym i wysokimi kosztami po stronie podatnika, uważamy za konieczne wyłączenie z tego obowiązku także podatników, którzy pomimo przekroczenia progu przychodów lub kosztów ponad 2 mln. euro, realizują transakcje z podmiotami powiązanymi o niskiej wartości, które w stosunku do wartości przychodów lub kosztów nie mają istotnego znaczenia – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej.
Wskazane w projektowanych przepisach obowiązki dokumentacyjne, które nałożone zostaną na średnich i dużych podatników są w wielu przypadkach niewykonalne. Np. w przypadku zawarcia unikatowej transakcji nie ma możliwości sporządzenia opisu zgodności warunków transakcji oraz innych zdarzeń, które ustaliłyby między sobą niezależne podmioty, ponieważ takich transakcji nie zawierały. Podobnie z koniecznością sporządzenia realizowanej strategii gospodarczej, w tym przeprowadzonych w roku podatkowym lub w latach poprzednich przeniesień pomiędzy podmiotami powiązanymi istotnych ekonomicznie funkcji lub aktywów lub ryzyk mających wpływ na dochód (stratę). Wprowadzenie obowiązku wstecznej identyfikacji danych zdarzeń i to nieokreślonych czasowo, tworzy istotne obciążenie administracyjne i kosztowe związane z uzyskaniem (o ile jest to możliwe) danych z przeszłości. W tym przypadku zasadne jest doprecyzowanie zapisu, że powyższy obowiązek odnosi się do roku podatkowego za który dokumentacja jest przygotowywana.
Nie ma zgody Konfederacji Lewiatan na zbyt krótki termin na sporządzenie i przekazanie organom podatkowym szczegółowej i rozbudowanej dokumentacji podatkowej. Biorąc pod uwagę obszerność omawianej dokumentacji oraz dodatkowe obowiązki sprawozdawcze wynikające z regulacji o zagranicznych spółkach kontrolowanych (koniec września), termin na złożenie dokumentacji transakcji z podmiotami powiązanymi powinien zostać wydłużony do co najmniej jednego roku od końca roku podatkowego.
Według najnowszych badań zdecydowana większość klientów korzystających z bankowości elektronicznej używa do tego celu smartfonu. Okazał się on na tym polu bezkonkurencyjny i zostawił daleko w tyle zarówno komputer jak i tablet.
Bankowość elektroniczna pozyskuje coraz więcej klientów. W Polsce dostęp do niej posiada ponad 27 mln osób a ponad 11 mln korzysta z niej przynajmniej raz w miesiącu. Angielski bank Halifax, będący własnością Grupy Lloyds, pokusił się o przeprowadzenie badań pokazujących, jakiego urządzenia najchętniej używają ich klienci w celu skorzystania z usług bankowych. Wyniki nie są zaskakujące, bowiem prawie dwie trzecie badanych (64,6%) wskazało smartfon na pierwszym miejscu. Rzadziej wybierany był komputer (26,4%) a najrzadziej tablet (9%). Blisko jedna piąta badanych (21%) zadeklarowała, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy nie używała żadnego innego urządzenia z wyjątkiem smartfona.
Przy okazji zbadano również kiedy w ciągu dnia klienci banku logują się do swoich kont. Większość z nich wybierała godziny poranne pomiędzy 8:00 a 9:00 rano. Oznacza to przesunięcie „ulubionej” pory z godziny między 9:00 a 10:00 rano, która jeszcze rok temu przeważała wśród konsumentów. Jak wynika z badania poszczególnych grup wiekowych, praktycznie w każdej zauważalny jest wzrost ilości osób korzystających z dostępu internetowego.
Wyniki badania, które przeprowadził Halifax, nie są zaskoczeniem, bo trend przechodzenia do bankowości mobilnej jest zauważalny już od dłuższego czasu. Niespełna pół roku temu podobne badanie przeprowadziła firma Bain and Company. Różnica była taka, że swoim zasięgiem objęła ona 22 kraje i we wszystkich zaobserwowano wzrost znaczenia kanałów mobilnych.
Z zakupem nieruchomości jest jak z wyborem partnera. Jeśli nie chcesz, żeby twoje życie zmieniło się w koszmar, nie daj się zwieść pierwszemu wrażeniu.
Prawdziwe okazje to rzadkość. Jeśli znalazłeś idealne mieszkanie w wyjątkowo niskiej cenie, trzy razy zastanów się, co z nim jest nie tak. Nie spiesz się. Zanim podejmiesz decyzję, zbadaj dokładnie, czy sprzedający nie chce ukryć niewygodnych faktów. Niespodziewane remonty, walka z plagą szkodników czy awanturujący się sąsiedzi mogą kosztować cię nie tylko sporo pieniędzy i czasu ale i zdrowia. Home Broker podpowiada jak zminimalizować ryzyko takich niespodzianek.
Poszerz horyzonty
Szukając mieszkania nie ograniczaj się tylko do obejrzenia czterech ścian, które wybrałeś. Rozejrzyj się dokładniej. Przekonaj się, czy zalety wybranej lokalizacji nocą nie zmienią się w wady. Spytaj przyszłych sąsiadów o klientelę okolicznych sklepów i restauracji, a także zwyczaje pozostałych mieszkańców budynku. Przecież nie chcesz, by co noc budziły cię pijackie burdy czy rodzinne awantury. Zwróć uwagę na to, co znajduje się za oknem – warsztat samochodowy może generować spory hałas właśnie wtedy, gdy twoje dziecko będzie chciało spać.
Nie bądź naiwny
Nie łudź się, że niezabudowany kawałek terenu przed domem na zawsze taki zostanie. Miasto nie lubi próżni. Prowizoryczny parking czy trawiasty wybieg dla psów może wystrzelić w górę i zmienić się w wieżowiec, halę marketu spożywczego lub dwupasmową drogę. Jeśli chcesz być pewien, że twoje słoneczne mieszkanie na zawsze takim zostanie, prześledź dokładnie plany zagospodarowania przestrzennego okolicy.
Kieruj się węchem
Jeśli chcesz naprawdę wiedzieć co kupujesz, zamknij oczy i weź głęboki wdech. Czujesz zapach stęchlizny? To wilgoć. I nie ważne czy jest tylko w piwnicy, czy w całym budynku. Prawdopodobnie towarzyszy jej grzyb. Nie dość, że paskudnie wygląda, to może stanowić poważne zagrożenie dla twojego zdrowia. Nie chcesz skuwać ścian? Zanim podpiszesz umowę zajrzyj pod wykładzinę, za szafki i zejdź do piwnicy. Uwaga! Szczególnie weź pod lupę lokale na parterze i na ostatnim piętrze.
Wytrop wroga
Upewnij się, czy unoszący się w mieszkaniu intensywny zapach odświeżaczy powietrza nie służy zatarciu śladów po środkach na insekty. Jeśli nie masz ochoty iść na wojnę z mrówkami, karaluchami czy innymi insektami zajrzyj do szafek z jedzeniem i w okolice kosza na śmieci. Wychodząc sprawdź czy na klatkach schodowych lub w piwnicy nie ma pułapek lub trutek na gryzonie. Korzystnym dla karaluchów środowiskiem rozwoju są zsypy w blokach. Jeśli mieszkanie jest właśnie w takim budynku, zwiększ czujność.
Znajdź dziurę w całym
Jeżeli nie chcesz na gwałt przepychać rur kanalizacyjnych, wymieniać instalacji elektrycznej, czy doklejać odpadających płytek w łazience, upewnij się jaki jest rzeczywisty stan techniczny budynku. Zażądaj dokumentów z przeprowadzonych remontów i kontroli, zajrzyj do skrzynki z bezpiecznikami, zbadaj stan wentylacji. Zwróć uwagę na stan mebli z tyłu i od dołu – ślady zalania lub grzyba powinny zaświecić ci żarówkę bezpieczeństwa. Podobnie jak w przypadku zakupu używanego samochodu, warto poznać opinię fachowca. Wynajmij specjalistę, który będzie w stanie ocenić stan budynku i mieszkania. Owszem, to kosztuje, ale na pewno mniej niż późniejsze remonty.
Minister Finansów podpisał dwa rozporządzenia zmieniające zasady wydawania interpretacji przepisów prawa podatkowego. Zmiany wejdą w życie 1 lipca 2015 r. Zmieni się również wzór wniosku o wydanie interpretacji oraz sposób uiszczania opłat.
Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 22 kwietnia 2015 r. w sprawie upoważnienia do wydawania interpretacji przepisów prawa podatkowego i zaproponowane w nim regulacje stanowią pierwszy etap realizacji koncepcji centralizacji i specjalizacji rzeczowej Krajowej Informacji Podatkowej. Ministerstwo Finansów zdecydowało się odejść od modelu właściwości miejscowej na rzecz specjalizacji rzeczowej organów upoważnionych do wydawania interpretacji. W ramach przeprowadzonych analiz zaobserwowano, że wydawanie interpretacji indywidualnych w taki sposób jak dotychczas, czyli przez pięć niezależnych organów upoważnionych w zakresie wszystkich podatków prowadzić może do powstania problemów zarówno w zakresie prawidłowości, jak i niejednolitości interpretacji.
Zawarte w rozporządzeniu rozwiązanie jest pierwszym etapem procesu wdrażania specjalizacji rzeczowej. W perspektywie kliku lat prowadzone działania mają doprowadzić do tego by interpretacje w zakresie każdego z tytułów podatkowych były wydawane wyłącznie przez wyznaczone ośrodki Krajowej Informacji Podatkowej. Harmonijne wdrażanie tych rozwiązań przyczyni się do podniesienia stopnia jednolitości i prawidłowości interpretacji.
Drugim aktem podpisanym przez Ministra Finansów jest rozporządzenie z dnia 22 kwietnia 2015 r. w sprawie wzoru wniosku o wydanie interpretacji przepisów prawa podatkowego oraz sposobu uiszczenia opłaty od wniosku. Jest ono konsekwencją zmian płynących z opisanego wyżej rozporządzenia, a proponowane zmiany mają na celu dostosowanie wzoru wniosku do planowanych zmian w zakresie właściwości organów upoważnionych do wydawania interpretacji indywidualnych.
Wprowadzenie objaśnień do wzoru wniosku ORD-IN dotyczących właściwości organów upoważnionych do wydawania interpretacji wspomoże wnioskodawców w ustalaniu organu właściwego do wydania interpretacji indywidualnej bez konieczności analizy tekstu rozporządzenia. Dodatkowo w projekcie przewidziano rezygnację z obsługi kasowej opłat od wniosków o wydanie interpretacji, wpływ na to miał znikomy popyt na tę usługę oraz koszty generowane przez stanowiska obsługi kasowej.