Jakie strony internetowe zamawiają przedsiębiorcy, co jest dla nich ważne?

Firmy coraz częściej zlecają specjalistom kompleksowe wykonanie dedykowanej strony internetowej. Powinna ona pozwalać właścicielowi na edytowanie treści i posiadać formularz kontaktowy. Widoczna jest też świadomość wzrostu ruchu mobilnego w internecie – 57% poszukujących wykonawcy strony www interesuje się wersją na urządzenia mobilne  – wynika z analizy serwisu Oferteo.pl.

Całkiem nowe strony

Rodzaj usługiJak wynika z badań przeprowadzonych przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług z ich dostawcami, w ciągu ostatniego roku klienci zlecali wykonawcom przede wszystkim stworzenie od podstaw nowej strony internetowej. Taki charakter miało aż 77% wszystkich zleceń. Jedynie 17% dotyczyło przebudowy istniejącej już witryny. Jest to bardzo wyraźna zmiana w stosunku do poprzedniego roku, kiedy to praca nad istniejącą już stroną była częściej poszukiwaną usługą.

– Wyniki badania wskazują, że w ciągu ostatniego roku specjaliści zajmowali się przede wszystkim tworzeniem całkiem nowych stron www dla klientów, którzy do tej pory nie posiadali własnej witryny lub uznali, że lepiej będzie stworzyć nową stronę niż przebudować dotychczasową komentuje Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. – Widać, że zleceniodawcy są coraz bardziej świadomi tego, jak ważne jest posiadanie firmowej strony internetowej oraz jakie funkcje powinna ona spełniać. Większość z nich wymaga, aby witrynę można było przeglądać za pomocą urządzeń mobilnych, które obecnie generują większy ruch w sieci niż komputery.

Strona ma być dostosowana do urządzeń mobilnych

Funkcjonalność stronyWśród najważniejszych dla zleceniodawców funkcji, jakie powinna posiadać strona, były wymieniane: możliwość samodzielnej edycji wskazywana przez 72% badanych oraz formularz kontaktowy, którego życzyło sobie 63% z nich. Możliwość przeglądania strony na urządzeniach mobilnych jako wymóg zaznaczyło 57% wszystkich badanych, ale wśród klientów zlecających budowę całkiem nowej witryny odsetek ten wynosił 65%. Widać więc, że większość klientów jest świadoma tego, jak wielu internautów korzysta dziś ze smartfonów i tabletów i stara się dostosować do ich wymagań. Badania pokazują, że jest to bardzo słuszny ruch, gdyż urządzenia mobilne odpowiadają już za 51% całego ruchu w sieci[1].

Z analizy Oferteo.pl wynika również, że dla właścicieli stron ważne jest także, żeby były one responsywne (36%), czyli dostosowywały się do rozmiaru okna, a także aby dawały użytkownikom możliwość rejestracji (31%).

Nie ma czasu do stracenia

Termin realizacjiKlienci nie chcą zwlekać z tworzeniem własnych stron www. Większość (56%) liczy na jak najszybszą realizację takiego zlecenia, a 19% jest w stanie poczekać miesiąc. Tylko 8% może pozwolić sobie na trzy miesiące oczekiwań lub dłużej.

Taki pośpiech nie jest zaskakujący, ponieważ strona internetowa jest dziś niemal niezbędnym narzędziem dla osób prowadzących działalność. Umożliwia ona potencjalnym klientom nie tylko odnalezienie firmy, ale także szybkie nawiązanie z nią bezpośredniego kontaktu – mówi Karol Grygiel.

Metodologia badań

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 700 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl od sierpnia 2018 roku do końca lipca 2019 roku przez podmioty zlecające wykonanie bądź przebudowę strony www.

[1] https://interaktywnie.com/biznes/artykuly/biznes/mobile-zaczyna-dominowac-nad-desktopem-trend-potwierdzaja-dane-globalne-259198?fbclid=IwAR11vA_e_uDAd6iYLCn4OjZwNJ-i2MN0zulCszK8_GviAapyumZ5jyBOiLc

Dlaczego nabywcy nowych mieszkań rezygnują z zakupu – deweloperzy odpowiadają

Jakie są przyczyny rezygnacji z zakupu mieszkań na rynku deweloperskim? Z jakich powodów nabywcy odchodzą od kupna zarezerwowanych lokali? Jak często się to zdarza? Sondę przygotował serwis nieruchomości Dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Zdecydowanie, najczęstszym podwodem odstąpienia od zakupu mieszkania jest brak zdolności nabywczej klientów, która weryfikowana jest na etapie rezerwacji. Procent rezygnacji zależy od inwestycji. Najniższy w inwestycjach, w których dominują zakupy za gotówkę, a lokale nabywane są głównie w celach inwestycyjnych. Większy odsetek rezygnacji notowany jest w projektach, gdzie zakup odbywa się przy wsparciu kredytowym.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Powody, dla których klienci rezygnują z zakupu zarezerwowanego mieszkania bywają różne. Część osób jest zmuszona do zaniechania kupna lokalu z uwagi na trudności związane z pozyskaniem finansowania. Motywem takich decyzji bywają również względy osobiste, w tym zmiany potrzeb kupujących. Rezygnacje z kupna zarezerwowanego lokalu nie są jednak częstymi przypadkami.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Klienci na ogół nie rezygnują z podpisanej umowy rezerwacyjnej na mieszkanie. Zdarza się, ale niezwykle rzadko, że klient zmienia decyzję, bo uzależniał kupno nowego mieszkania od sprzedaży posiadanego, a transakcji sprzedaży nie udało mu się przeprowadzić. Kupujący rezygnują też z powodu zmiany planów życiowych lub inwestycyjnych. Sporadycznie zdarzają się również rezygnacje z przyczyn finansowych. Klienci korzystają z naszego bezpłatnego doradztwa kredytowego. Doradca wybiera najlepiej dopasowaną do możliwości kupującego ofertę kredytu i realizuje wszelkie formalności, dzięki czemu zapewnia nabywcy pozytywną decyzję banku.

Andrzej Gutowski, wiceprezes i dyrektor ds. sprzedaży Ronson Development

Główną przyczyną wycofania rezerwacji jest brak finansowania ze strony banku. Klienci poszukujący mieszkania zazwyczaj wstępnie sprawdzają swoją zdolność kredytową, natomiast dopiero po podpisaniu umowy z deweloperem jest ona weryfikowana przez bank i czasem okazuje się niższa niż wstępnie zakładana.

Wojciech Duda, wiceprezes Duda Development

Rezygnacja z zakupu mieszkania to sytuacja, która zdarza się rzadko, a jeśli do niej dochodzi, przyczyną zazwyczaj jest odmowa przyznania kredytowania. Dla zapewnienia maksymalnego komfortu zakupu naszym klientom, posiłkującym się kredytem hipotecznym, gwarantujemy możliwość odstąpienia od umowy deweloperskiej w przypadku braku pozytywnej oceny banku.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Klienci bardzo rzadko wycofują się z zakupu zarezerwowanego mieszkania. Jedynym czynnikiem wymuszającym czasem takie zachowanie są problemy z uzyskaniem kredytu na zakup lokalu. Dotyczy to 5-10 procent klientów, którzy dokonali rezerwacji.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Rezygnacje, z którymi mamy do czynienia w naszych inwestycjach są głównie spowodowane brakiem zdolności kredytowej oraz przyczynami życiowymi i osobistymi. Stanowią zaledwie kilka procent wszystkich rezerwacji.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Najczęstszą przyczyną takiej sytuacji jest brak możliwości uzyskania kredytu przez klientów. Jednak nie zdarza się to zbyt często, ponieważ na etapie zainteresowania naszą ofertę zapewniamy nabywcom fachową pomoc eksperta finansowego, który bada zdolność kredytową i z reguły jest w stanie zdobyć finansowanie.

Monika Foremniak, specjalista ds. sprzedaży mieszkań w firmie Peira

Rezygnacje z rezerwacji mieszkań zdążają się rzadko. Jeśli klienci decydują się na podpisanie umowy rezerwacji są najczęściej już po kilku rozmowach dotyczących inwestycji, dobrze ją znają i ich decyzje są wiążące. Najczęstszym powodem rezygnacji z zakupu jest brak uzyskanego kredytu na mieszkanie.

Weronika Chylarecka, specjalista ds. marketingu w Blockpol Developer

Myślę, że co najmniej jedna trzecia klientów odchodzi od zakupu z powodu zmiany decyzji odnośnie lokalizacji, zbyt wysokiej ceny lub braku zdolności kredytowej.

Katarzyna Nowicka, prezes zarządu w firmie Akord

Najczęstszą przyczyną rezygnacji z zakupu mieszkania są zmiany planów życiowych oraz trudności ze sprzedażą nieruchomości na rynku wtórnym.

Marta Drozd-Piekarska, pełnomocnik zarządu Allcon Osiedla

Dzięki dostępowi do informacji klienci bardzo świadomie podchodzą do zakupu. Pierwszą, szeroką analizę dostępnych ofert przeprowadzają na stronach internetowych deweloperów, a następnie kontaktują się z tymi firmami, których propozycje spełniają ich oczekiwania. Przychodząc na spotkanie są dobrze przygotowani i często uzupełniają jedynie wiedzę o szczegóły dotyczące umowy, kosztów administrowania, czy kondycji finansowej firmy. Klienci dokonujący rezerwacji często są już związani z daną inwestycją i zwykle decydują się na zawarcie transakcji.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Klienci rezygnują z zakupu sporadycznie. Są to jednostkowe przypadki na przykład w sytuacji, gdy bank odmówi finansowania lub klient musi zmienić plany z przyczyn losowych.

Autor: Dompress.pl

Od 2020 r. będą zmiany w VAT od dostaw towarów. Na dobre i na złe

1 stycznia 2020 r. wejdą w życie kolejne zmiany w podatku VAT. Tym razem są spowodowane zmianami prawa europejskiego. Dotyczą tzw. transakcji wewnątrzwspólnotowych.

System opodatkowania tych transakcji, obowiązujący od 1993 r. jest tymczasowy i cały czas jest trudny w obsłudze dla przedsiębiorstw, podatny na wyłudzenia i oszustwa.

Na razie UE proponuje cztery doraźne rozwiązania:

  • harmonizację przepisów dotyczących magazynowania towarów (magazyny konsygnacyjne),
  • uproszczenie transakcji łańcuchowych, podmiot pośredniczący organizujący transport będzie mógł zdecydować, która z transakcji jest wewnątrzwspólnotowa,
  • zmiany w zakresie znaczenia informacji podsumowujących przekazywanych organom podatkowym,
  • uproszczenia w wymaganej dokumentacji transakcji wewnątrzwspólnotowych.

– Wprowadzane rozwiązania są korzystne dla części przedsiębiorstw, ale też rodzą nowe ryzyka podatkowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 Piotr Leonarski, starszy prawnik i doradca podatkowy w kancelarii Zięba i Partnerzy.

Strach wśród inwestorów podbija cenę złota. Jak daleka droga do historycznego rekordu?

Złoto konsoliduje się po dwóch tygodniach wzrostów. Możliwe są niewielkie spadki cen. Jednak narastający strach wśród inwestorów powinien długoterminowo windować cenę tego metalu szlachetnego.

Przełom lipca i sierpnia przyniósł bardzo duże wzrosty cen ze względu na cięcie stóp procentowych przez Fed. W ciągu miesiąca były to wzrosty o 10 proc. I złoto osiągnęło cenę ponad 1 500 USD za uncję.

– Te poziomy nie były notowane od 2012 r., dlatego można się spodziewać jakiejś korekty – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB.

Czego powinni się spodziewać inwestorzy długoterminowi? Ze względu na prawdopodobne kolejne obniżki stóp procentowych w USA i dodatkowe drukowanie pieniędzy nie tylko przez bank centralny Stanów Zjednoczonych, złoto powinno zyskiwać.

– Strach wśród inwestorów może się przełożyć na kupowanie złota – komentuje M.Stajniak.

Do historycznego rekordu, gdy przed dziewięciu laty złoto kosztowało ponad 1 800 USD za uncję, droga wydaje się daleka, ale ceny mogą się zbliżać do rekordowego poziomu.

Nowe zapisy dla prosumentów, które pojawiły się w nowelizacji ustawy o OZE

Przedsiębiorstwa obniżą swoje rachunki za prąd dzięki temu, że staną się producentami energii elektrycznej czyli prosumentami. Co najmniej kilkaset firm ma już gotowe do realizacji projekty, najczęściej są to instalacje fotowoltaiczne.

W nowelizacji ustawy o OZE pojawia się rozszerzona definicja „prosumenta energii odnawialnej”. Będzie to odbiorca końcowy, wytwarzający energię elektryczną z OZE na własne potrzeby w mikroinstalacji, który może tą energię magazynować lub sprzedawać, albo sprzedawcy zobowiązanemu, albo innemu sprzedawcy. Warunkiem jest, by dla odbiorcy nie będącego gospodarstwem domowym, sprzedaż energii z własnej mikroinstalacji nie była przedmiotem przeważającej działalności gospodarczej w myśl ustawy o statystyce publicznej. Wytwarzanie energii przez prosumenta nie będącego przedsiębiorcą nie będzie działalnością gospodarczą.

– Na takie rozwiązania czekało bardzo wiele firm, a kilkaset ma już gotowe projekty do realizacji – mówi w rozmowie z MarketNews24 Magdalena Skłodowska, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Ustawa precyzuje, że ceny zakupu energii (z aukcji czy FiT) są cenami netto – bez VAT. Wprowadza też bardziej precyzyjne definicje biogazu rolniczego (nie może on powstawać z substratów z jakichkolwiek oczyszczalni ścieków, w tym zakładowych. Hydroenergia będzie całą „energię mechaniczną wód”, a nie tylko energią „spadku śródlądowych wód powierzchniowych”.

W ostatniej chwili do projektu wprowadzono też poprawkę zgłoszoną przez Ministerstwo Rolnictwa. Dotyczy ona możliwości tworzenia na obszarach gmin wiejskich i wiejsko-miejskich spółdzielni energetycznych, mających prawo do rozliczania się na zasadach prosumenckich, w systemie opustów.

Wprowadzono modyfikuje dotyczące tzw. ustawy odległościowej. Zgodnie z jej zapisami pozwolenia na budowę nowych turbin wiatrowych, wydane przed jej wejściem w życie zachowują ważność do 16 lipca 2021 r. Nowy termin to 5 lat od wejścia w życie projektowanej nowelizacji, czyli połowa roku 2024 r.

Ważność umów przyłączeniowych ma zostać przedłużona. Podstawą do jej wypowiedzenia będzie niedostarczenie energii do sieci po raz pierwszy do 31 maja 2021 r.

Projekt daje też URE podstawę i pieniądze do zorganizowania aukcji w 2019 r. Urząd będzie mógł liczyć maksymalnie na 0,5 mln zł w tym roku na Internetową Platformę Aukcyjną.

– Minusem ustawy jest to, że rządowi nie udało się ujednolicić stawki VAT na panele fotowoltaiczne, co może prowadzić do tego, że przedsiębiorcy będą płacić wyższy podatek – komentuje M.Skłodowska.

Silniejsze uwierzytelnienie dla transakcji bezgotówkowych

Nie przy wszystkich transakcjach konieczne będzie stosowanie silnego uwierzytelniania. Do wyjątków należą płatności zbliżeniowe, opłaty za przejazd w biletomatach, na autostradzie i parkingach.

14 września wchodzi w życie Rozporządzenie Delegowane Komisji Europejskiej w zakresie regulacyjnych standardów technicznych (tzw. RTS) dotyczące między innymi silnego uwierzytelnienia klienta. Główną przesłanką wdrażanych rozwiązań jest zwiększenie bezpieczeństwa korzystania z usług płatniczych oferowanych drogą elektroniczną i tym samym ograniczenie możliwości wystąpienia oszustw związanych z tymi usługami.

Rozporządzenie wprowadza konieczność stosowania procedur silnego uwierzytelnienia czyli minimum dwuelementowego potwierdzania tożsamości klientów. Opiera się ono na zastosowaniu co najmniej dwóch elementów należących do 3 kategorii:

  • Kategoria „wiedza” – to kod (np. PIN), hasło lub inny element, który jest i powinien być znany tylko klientowi – posiadaczowi danego instrumentu płatniczego lub bankowości internetowej,
  • Kategoria „posiadanie” – to element, który dany użytkownik ma w posiadaniu (np. karta plastikowa, telefon z kartą SIM) i który może zostać użyty w trakcie dokonywania płatności lub korzystania z bankowości internetowej,
  • Kategoria „cecha klienta” – to specyficzna dla danego klienta cecha, którą tylko on dysponuje i która go jednoznacznie wyróżnia. Dobrym przykładem jest biometria w postaci np. odcisku palca, tęczówki oka czy układu żył.

Stosowanie procedur silnego uwierzytelnienia będzie przy dokonywaniu płatności w terminalach płatniczych (POS), płatnościach za zakupy w internecie (e-commerce, m-commerce) oraz logowaniu i korzystaniu z bankowości internetowej czy mobilnej.

– Nie oznacza to jednak, że przy dokonywaniu każdej transakcji konieczne będzie stosowanie silnego uwierzytelniania. Rozporządzenie określa wyjątki, w których dostawcy usług płatniczych, w tym wydawcy kart nie muszą stosować silnego uwierzytelnienia klienta w zakresie płatności – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Barbrich ze Związku Banków Polskich. – Pierwszy wyjątek dotyczący płatności zbliżeniowych, który funkcjonuje już w Polsce od wielu lat i daje możliwość płacenia w terminalach z funkcją zbliżeniową do 50 PLN (limit w Polsce). Rozporządzenie określa ten górny limit na poziomie 50 EUR) bez konieczności podawania kodu PIN. Kolejny wyjątek to tzw. liczniki transakcji, które mogą być albo ilościowe albo wartościowe. Licznik ilościowy pilnuje warunku określającego, że po przekroczeniu 5, następujących po sobie transakcji zbliżeniowych (bez względu na kwotę) musi nastąpić silne uwierzytelnienie klienta. Licznik wartościowy z kolei określa że po przekroczeniu określonej przez wydawcę instrumentu płatniczego kwoty następujących po sobie transakcji zbliżeniowych musi nastąpić silne uwierzytelnienie klienta. Chociaż Rozporządzenie określa kwotę takiego limitu na 150 EUR to wydawca danego instrumentu może określić ten limit na niższym poziomie. Polscy wydawcy (banki) skorzystają z tej możliwości i będą ustawiać go niżej.

W przypadku dokonywania elektronicznych płatności za zakupy w internecie (m-commerce, e-commerce kwota pojedynczej transakcji nie może przekroczyć 30 EUR, licznik wartościowy łącznych kwot transakcji nie może przekroczyć 100 EUR a licznik ilościowy liczby następujących po sobie transakcji jest analogiczny jak w płatnościach zbliżeniowych i wynosi 5. W tym obszarze wyjątkiem od powyższych reguł jest możliwość ujęcia danego sprzedawcy na liście tzw. zaufanych klientów co pozwala na zastosowanie nieco innych (wyższych) limitów określonych szczegółowo w Rozporządzeniu.

Istotnym wyłączeniem spod rygorów silnego uwierzytelnienia jest dokonywanie transakcji w terminalach samoobsługowych służących do regulowania opłat za transport np. biletomaty czy autostrady lub postój. Często w takich urządzeniach nie ma możliwości użycia kodu PIN stąd niemożliwe lub bardzo utrudnione byłoby zrealizowanie silnego uwierzytelnienia.

– Główna przesłanka wprowadzenia silnego uwierzytelniania to bezpieczeństwo dokonywania elektronicznych transakcji płatniczych – wyjaśnia ekspert. – Warto uważnie przeczytać korespondencję jaka została wysłana od dostawców usług płatniczych (banków) bo w niej można odnaleźć między innymi jaki rodzaj i wysokość limitów dany dostawca będzie stosował od 14 września, po przekroczeniu których wymagane będzie silne uwierzytelnienie.

Srebro kusi inwestorów. Notowania i ceny pozostaną w trendzie wzrostowym

Polska pod względem produkcji srebra zajmuje siódme miejsce na świecie, a jego ceny są najwyższe od lutego 2017 r. Przekroczyły 17 USD za uncję. W ciągu roku wzrosły o ponad 14 proc.

Szczególnie dynamiczne wzrosty przyniosły miesiące wakacyjne. Wyższa cena metalu oznacza większy zarobek dla jego największych producentów. Eksperci porównują, że dzięki KGHM jesteśmy na rynku srebra tak silnym potentatem, jak Arabia Saudyjska na rynku ropy naftowej.

– Ceny metali szlachetnych rosną w ostatnich tygodniach bardzo konsekwentnie, to dlatego, że wobec obaw o spowolnienie gospodarcze nasila się presja na banki centralne, aby obniżały stopy procentowe, pomimo tego, że są one w okolicach historycznych minimów – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Niskie stopy procentowe zwykle sprzyjają cenom metali szlachetnych, takich jak złoto i srebro, ponieważ inwestorzy są zniechęceni do bardzo nisko oprocentowanych lokat. Przykładem szczególnym jest obecnie Szwajcaria, gdzie trzeba dopłacać bankom za przechowywanie pieniędzy.

Perspektywy dla złota czy srebra wydają się dobre, bo nadzieje na ożywienie gospodarcze, które spowodowałaby wzrost cen innych aktywów, takich jak akcje, są mało realne.

– Ceny srebra powinny pozostać w trendzie wzrostowym – komentuje ekspert.

NFZ, Medicover i LUX MED szukają start-upów do współpracy przy wprowadzaniu cyfrowych rozwiązań

NFZ oraz Medicover i LUX MED przygotowały wyzwania na Digital Health Hackathon. Konkurs odbędzie się w Trójmieście w dniach 18-19 września 2019 r. w ramach Forum e-Zdrowia. Udział w Hackathonie to realna szansa dla małych firm na współpracę z kluczowymi instytucjami obszaru zdrowia w Polsce.

Digital Health Hackathon to konkurs dla mikro, małych i średnich firm, w tym start-upów gotowych do podejmowania wyzwań z obszaru e-zdrowia. Do udziału w Hackathonie zaproszone są przedsiębiorstwa, które chcą nawiązać współpracę w obszarze cyfrowej transformacji w opiece zdrowotnej z podmiotami formułującymi wyzwania.

Wyzwania przygotowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia, Medicover i LUX MED dotyczą analityki danych z obszaru ochrony zdrowia, a także informatycznych rozwiązań, które będą wsparciem dla lekarza podczas wizyty pacjenta w gabinecie. Nagroda w przypadku każdego z wyzwań wynosi 10 000 PLN.

Zespoły konkursowe będą miały dwa dni na opracowanie swoich rozwiązań, które oceni jury złożone z ekspertów, przedstawicieli instytucji  formułujących wyzwania oraz organizatorów
Forum e-Zdrowia. Ogłoszenie wyników i wręczenie nagród nastąpi 20 września 2019, podczas drugiego dnia konferencji w Sopocie.

Więcej szczegółów na www.forumezdrowia.pl/2019/hackathon

Budownictwo mieszkaniowe – komentarz Jarosława Jędrzyńskiego do danych GUS

Najnowsze statystyki GUS, będące podsumowaniem wyników budownictwa mieszkaniowego w okresie od stycznia do lipca bieżącego roku, wskazują na bardzo pracowite tegoroczne wakacje inwestorów z rynku pierwotnego. Letnie odbicie wolumenów nowych budów i pozwoleń na ich rozpoczęcie to zjawisko o tyle rzadkie co ciekawe, choć nie najłatwiejsze w obecnych czasach pod względem interpretacji.

Po zaledwie kosmetycznym osłabieniu statystyk inwestycyjnych w tegorocznym czerwcu, już miesiąc później inwestorzy mieszkaniowi powrócili do intensywnej pracy, efektem której jest odwrócenie trendów danych w kierunku wartości bliskich maksymalnym dla okresów miesięcznych. Tym samym, jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl, zarówno miesiąc do miesiąca jak i rok do roku rynek pierwotny notuje wyraźny progres aktywności inwestycyjnej, mierzony wolumenem mieszkań rozpoczętych i nowych pozwoleń na budowę.

Najbardziej spektakularnym dowodem trwania inwestycyjnej prosperity w pierwotnym segmencie mieszkaniówki, jest ewolucja statystyk mieszkań rozpoczętych. Tym razem wynik za 7 miesięcy br. osiągnął poziom 137,3 tys. lokali, co oznacza poprawę rok do roku o 3,6 proc. Z kolei wypracowany wspólnie przez wszystkie formy budownictwa rezultat lipcowy na poziomie blisko 22 tys. lokali, ponownie jest jednym z zaledwie kilku najlepszych historycznie wyników miesięcznych.

Co warte podkreślenia, takie dane i wynikający z nich progres to zasługa przede wszystkim deweloperów, którzy w okresie siedmiu miesięcy br. ruszyli z budową prawie 79 tys. lokali, co oznacza wzrost rok do roku o prawie 4 proc. oraz wolumen o bez mała połowę większy od osiągniętego w tym samym okresie przez inwestorów indywidualnych.

Tradycyjnie od dłuższego czasu bardzo mocnym ogniwem bieżących danych GUS pozostaje sytuacja dotycząca mieszkań oddawanych do użytkowania. Jak wskazuje portal RynekPierwotny.pl ogółem w okresie styczeń – lipiec br. oddano ponad 110 tys. mieszkań, czyli o niemal 11 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Z kolei sami deweloperzy oddali w tym czasie ponad 68 tys. lokali, co jest wynikiem lepszym rok do roku aż o 16 proc. Statystyki mieszkań ukończonych, będąc wypadkową mieszkań rozpoczętych w przeszłości, są najbardziej przewidywalną kategorią danych mieszkaniowych GUS. W związku z tym systematyczna dynamika wzrostów nie powinna tu dziwić ani obecnie, ani w przewidywalnej przyszłości.

Zdecydowanie mniej przewidywalne, za to dużo bardziej przydatne w prognozowaniu przyszłych trendów rynku mieszkaniowego, są dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. Tych inwestorzy wspólnie zgromadzili od początku roku już prawie 154 tys., czyli o półtora proc.  więcej niż w analogicznym okresie 2018 roku. Sami deweloperzy od stycznia do lipca br. uzyskali 93 tys. pozwoleń, czyli prawie tyle samo co w analogicznym okresie ub. roku. Uwagę jednak zwraca sam wynik lipcowy, który przekroczył 14 tys. jednostek, czyli wolumen zbliżony do rekordowych osiągnięć miesięcznych deweloperów w tej kategorii danych .

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są naturalnym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez inwestorów, głównie tych budujących na sprzedaż lub wynajem. Lipcowy wynik, wyższy o ponad 30 proc. rdr,  mówi sam za siebie o mocno utrwalonym na dziś dzień optymizmie inwestycyjnym deweloperów mieszkaniowych.

Lektura najnowszej informacji GUS, komunikującej bieżące statystyki pierwotnego rynku mieszkaniowego, ponownie rysuje obraz inwestycyjnej prosperity na obrotach zbliżonych do maksymalnych. Jest ona na obecnym etapie cyklu koniunkturalnego praktycznie wyłączną zasługą inwestorów budujących na sprzedaż i ich wciąż bardzo wysokich oczekiwań utrzymania w przewidywalnej perspektywie zdecydowanie ponadprzeciętnych parametrów popytu na nowe mieszkania.

Z każdym miesiącem i kolejnym kwartałem taka polityka inwestycyjna deweloperów może wydawać się coraz bardziej ryzykowna, przede wszystkim z uwagi na nieodwracalność rynkowej cykliczności. Tymczasem jednak wg portalu RynekPierwotny.pl wciąż na rynek docierają sygnały niesłabnącego popytu na rynku mieszkaniowym. Jak bowiem ostatnio zakomunikował Związek Banków Polskich, w II kwartale br. odnotowano silny wzrost wolumenu umów kredytów mieszkaniowych oraz ich wartości w odniesieniu do kwartału pierwszego. Z całą pewnością nie jest to prognostyk hamowania koniunktury przynajmniej w średniej perspektywie.

Nieuchronnie zbliża się koniec lata i schyłkowy, jesienny okres roku. Jest to tradycyjnie najlepszy czas dla deweloperów pod względem liczby sprzedawanych mieszkań. Tym samym statystyki sprzedażowe za trzeci a następnie ostatni kwartał 2019 roku będą bardzo wiarygodnym czynnikiem oceny zasadności optymizmu przedsiębiorców, którzy wciąż utrzymują statystyki swoich osiągnięć inwestycyjnych na rekordowych poziomach.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Biurokracja, zastane kody i przestarzałe systemy stoją na drodze modernizacji pracy IT

Największe bolączki działów IT w automatyzacji prac stanowi przerost formalności, przejęte po dawnych zespołach kody oraz anachroniczne systemy. Eksperci DevOps, Ops oraz innych dziedzin IT, wskazali je w ankiecie przeprowadzonej przez F5 Networks, jako główne przeszkody w skutecznym wdrażaniu metodologii DevOps w organizacjach.[1]

Najwięcej trudności nowe metodologie IT spotykają tam, gdzie konieczne są biurokratyczne zmiany – w systemach, obsłudze procesów manualnych itp. Twierdzi tak aż 40% ankietowanych. 25% z nich poważnym problemem określa stare kody, zaś 21% identyfikuje przeszkody w niezgodności środowisk produkcyjnych. Jedynie dla 14% ekspertów IT wyzwanie stanowi monitoring wydajności aplikacji.

„DevOps odgrywa znacznie większą rolę niż kiedykolwiek wcześniej” – powiedział Rodrigo Albuquerque, DevOps Solution Developer w F5 Networks. „Dzieje się tak, ponieważ łączenie funkcji deweloperskich i operacyjnych zwiększa efektywność dostarczania aplikacji. Metodologia DevOps steruje też wydajnością poprzez optymalizację procesów, usuwanie silosów, korzystanie z narzędzi automatyzacji, standaryzacji platform – tworzy silną kulturę współpracy. Ponieważ w wielu organizacjach jest to nowe podejście – nie dziwi fakt, że niedostosowana biurokracja czy starsze systemy stanowią tak duży problem”.

Zgodnie z raportem F5 na podstawie niedawnej ankiety przeprowadzonej wśród praktyków NetOps i DevOps[2] ponad trzy czwarte pracowników tych działów zauważa, że nadawanie priorytetów zadaniom wynika z wyższych celów – dobrych dla całej organizacji, a nie tylko poszczególnych zespołów. Widzą w tym wspólną płaszczyznę i możliwość zacieśniania współpracy. Obie te grupy uznały, że są odpowiednio dostosowane do wymaganego tempa dostarczania aplikacji oraz usług. Znaczna większość z nich, tj. 70% DevOps i 74%NetOps jest zadowolonych z częstotliwości wdrożeń. Twierdzą również, że rola automatyzacji  w procesie produkcyjnym aplikacji jest wysoka – 4,0 (w skali do 5) wg. DevOps oraz 3,5 w przypadku NetOps. Wszyscy ankietowani mają zaś większe zaufanie do niezawodności, wydajności i bezpieczeństwa aplikacji, gdy pipeline produkcyjny jest w ponad 50% zautomatyzowany.

„Żeby omawiana metodologia była skuteczna należy ją prawidłowo wdrożyć. Trzy etapy obejmują automatyzację: istniejącego środowiska, migracji do chmury, a następnie usług natywnych.” – dodał Albuquerque.

Zdolność F5 do wspierania i wpływania na społeczność DevOps została znacznie zwiększona dzięki niedawnemu przejęciu NGINX, lidera branży infrastruktury aplikacji open source dla deweloperów i zespołów DevOps.[3]

Wspólne portfolio F5 I NGINX pozwala wszystkim firmom budować zintegrowane mikrousługi dla aplikacji sieciowych w rozproszonej architekturze. Po raz pierwszy na rynku funkcjonują razem technologie obejmujące całą ścieżkę dostarczania aplikacji – od kodu przez usługi transportowe – zapewniając jednocześnie, że ruch i punkty końcowe są w pełni monitorowane, zgodne i bezpieczne.

[1] 510 odpowiedzi zebranych wśród 170 uczestników DevOps Amsterdam 2019 – określonych jako eksperci DevOps, Ops oraz innych działów IT

[2] https://www.f5.com/company/news/features/f5-devops-and-netops-survey-report-automation-is-key-to-bridging-the-digital-divide

[3] Ankieta The Web Server Survey wymienia obecnie NGINX jako najczęściej używany serwer WWW na świecie.

3-miliardowy wkład Coca-Cola w polską gospodarkę

Coca-Cola opublikowała dane dotyczące wpływu społeczno-ekonomicznego w Polsce
w raporcie zrównoważonego rozwoju za 2018 rok. Przedstawiają one wyniki systemu firm Coca-Cola w Polsce oraz kierunki dalszego rozwoju portfolio i biznesu. Pokazują także efekty prowadzonych przez firmy programów, które pomagają w rozwiązaniu problemów środowiskowych i społecznych.

  • 1 mld zł wyniosą inwestycje Coca-Cola w Polsce między 2012 a 2020 r. To tyle, ile potrzeba, by kupić ok. 500 autobusów elektrycznych.
  • Łączny wkład Coca-Cola w polską gospodarkę, wraz z podatkami, to 2,95 mld zł rocznie. Za tę kwotę można wybudować ponad 300 hal sportowych.
  • 1 miejsce pracy w Coca-Cola wspiera 7 miejsc pracy w innych sektorach gospodarki (łącznie to 16 550 miejsc pracy). Tyle osób pracuje w około
    110 średnich przedsiębiorstwach.
  • W ramach podejmowanych inicjatyw, skierowanych do młodych i społecznych Coca-Cola w Polsce wsparła aktywizację 557 tys. kobiet i młodych osób.
    To więcej niż mieszkańców ma Poznań – piąte co do wielkości miasto
    w Polsce.
  • 63% opakowań Coca-Cola, które trafiły do konsumentów w 2018 roku, zostało zebranych i poddanych recyklingowi.

Wkład firm Coca-Cola w polskie PKB od lat systematycznie się zwiększa. W 2018 r. wyniósł on 2,95 mld zł, czyli o 35 mln więcej niż w 2016 r. Kwota ta stanowi 0,14% PKB Polski. Ponad 40% z niej, czyli 1,325 mld zł, stanowią podatki, które Coca-Cola rocznie odprowadza do budżetu państwa. Ich suma wystarczyłaby, żeby zakupić aż ok. 500 nowoczesnych i ekologicznych autobusów elektrycznych.

Polska to dla nas ważny rynek i nieustannie rozwijamy na nim swoją obecność. Aktualnie aż 92% produktów Coca-Cola sprzedawanych w Polsce jest produkowanych
w tutejszych fabrykach, a 74 grosze z każdej złotówki wydanej na produkty Coca-Cola zostaje w kraju
– mówi Jaak Mikkel, dyrektor generalny Coca-Cola Hellenic Bottling Company na Polskę i Kraje Bałtyckie. – W naszych zakładach produkcyjnych nieustannie wprowadzamy innowacyjne rozwiązania, które mają na celu ograniczenie emisji CO2
i zużycia wody oraz energii elektrycznej w procesie produkcji. Robimy to, ponieważ chcemy prowadzić nasz biznes nie w sposób łatwy, lecz zrównoważony i właściwy

– dodaje Mikkel.

Dzięki podjętym przez Coca-Cola działaniom, np. wymianie lodówek
na energooszczędne, roczne zapotrzebowanie na energię spadło o ponad 16 mln KWH.
Z kolei, modernizacja linii produkcyjnej w Radzyminie pozwoliła zaoszczędzić 86 400 m3 wody rocznie.

W 2018 r. 1 miejsce pracy w Coca-Cola wsparło 7 miejsc pracy w innych sektorach gospodarki, co przekładając na skalę działania firmy, pozwoliło wygenerować łącznie
aż 16 550 miejsc pracy. Za pomocą swoich programów dedykowanych dwóm grupom stanowiącym największe rezerwy na rynku pracy, Coca-Cola pomogła w aktywizacji zawodowej ponad 557 tys. kobiet i młodych ludzi z Polski. To więcej niż liczba mieszkańców Poznania, piątego co do wielkości miasta w Polsce.

Ambicją Coca-Cola jest także „Świat bez Odpadów”. Koncern deklaruje, że do 2030 r. będzie zbierać i przekazywać do recyklingu tyle opakowań, ile trafia od niego
do konsumentów.

Stoyan Ivanov, Dyrektor generalny Coca-Cola Poland Services
Stoyan Ivanov, Dyrektor generalny Coca-Cola Poland Services

Tylko w ubiegłym roku zebrano i poddano recyklingowi aż 63% opakowań, które trafiły od nas do konsumentów. Nieustannie pracujemy nad tym, by zwiększyć ten odsetek
– mówi Stoyan Ivanov, Dyrektor generalny Coca-Cola Poland Services.
O tym, jak istotnym rynkiem jest dla nas Polska, świadczy również fakt, że to tu uruchomiliśmy globalną kampanię społeczną #WCIĄŻZMIENIAMY. W jej ramach mówimy o tym, jak Coca-Cola odpowiada na wyzwania społeczne i środowiskowe,
z jakimi mierzy się współczesny świat
– dodaje Ivanov.

Obecnie na polskim rynku Coca-Cola oferuje produkty 13 znanych marek na każdą okazję. Ważnym krokiem dla rozszerzenia portfolio Coca-Cola było w 2018 r. nabycie przez The Coca-Cola Company sieci kawiarni Costa Coffee. W tym roku na polski rynek trafiły też pierwsze kawy gotowe do spożycia pod marką Costa. Decyzja ta jest spójna
z wizją Coca-Cola, by jako lider rynku napojów bezalkoholowych oferować produkty
na każdą okazję i porę dnia.

Poszerzanie portfolio jest odpowiedzą na zmieniające się potrzeby konsumentów, którzy oczekują nie tylko szerokiego wyboru napojów w opakowaniach różnej wielkości, ale również wariantów o niskiej lub zerowej kaloryczności. W ramach podjętego europejskiego zobowiązania redukcji zawartości cukru do 2020 r., koncern obniży kaloryczność swojego portfolio o 10% w stosunku do 2015 r. Coca-Cola nieustannie realizuje też politykę transparentności wobec konsumenta. W tym roku na opakowaniach produktów firmy pojawił się nowy, intuicyjny system oznaczeń wartości odżywczej, który za pomocą kolorów określa zawartość kluczowych dla zdrowia składników odżywczych.

5 powodów, dla których powinieneś zainteresować się gamifikacją

Transformacja cyfrowa to termin, który w ostatnim czasie jest odmieniany przez wszystkie przypadki. Oczywiście nie bez powodu, szczególnie w czasach, gdy „termin ważności” kompetencji, które zdobywamy, skrócił się do około 3 lat. Wprowadzanie nowych technologii do organizacji to dziś konieczność dla firm, które chcą rozwijać swój biznes i liczyć się na rynku.

Jednym z narzędzi cyfrowej transformacji, które może wnieść do firmy wiele dobrego, jest platforma gamifikacyjna. O grywalizacji powiedziano już wiele – opiera się ona na wykorzystaniu mechanizmów znanych z gier do zmiany zachowań ludzi w określonych sytuacjach lub by skłonić ich do pewnych aktywności. Nie każdy zdaje sobie jednak sprawę z potencjału gamifikacji – za pomocą narzędzia, jakim jest dobrze przygotowana platforma grywalizacyjna, firma może osiągnąć szereg korzyści. Poniżej znajdziesz 5 powodów, dla których Twoja organizacja powinna zainteresować się gamifikacją.Gamifikacja_Westhill_Consulting

  1. Wpływ na employer branding

Grywalizacja to bez wątpienia narzędzie, jakim posługują się firmy chcące określać siebie mianem innowacyjnych. Jeśli potencjalny kandydat wejdzie na stronę karierową i znajdzie tam platformę gamifikacyjną dotyczącą np. wiedzy o firmie lub branży, z jaką ta jest związana, to wówczas zobaczy, że w tym miejscu wprowadzane są nowoczesne rozwiązania, a firma dba o jego pozytywne doświadczenia. Z pewnością przełoży się to na wizerunek organizacji w jego oczach.

  1. Usprawnienie procesu onboardingu

Pojawienie się na firmowym pokładzie nowego pracownika wiąże się z obowiązkiem wdrożenia go w nowe zadania, z przedstawieniem mu kultury organizacyjnej. Jednocześnie jest to zarówno transfer nowej wiedzy produktowej i procesowej. Platforma gamifikacyjna to idealne narzędzie, jakim można się wówczas posłużyć.

„Na każde tysiąc złotych wydane na rekrutację przypada… 10 złotych wydane na efektywny onboarding” – ocenia Arkadiusz Siechowicz Partner Zarządzający firmy szkoleniowo-doradczej Westhill Consulting i Prezes spółki informatycznej Gamehill. „A nawet może i ta druga wartość jest przeszacowana. Gamifikacja ma trzy główne korzyści dla uporządkowanego procesu onboardingu. Po pierwsze jest procesem liniowym, podobnie jak struktura gier. Dzięki temu porządkuje w etapy i misje »nieskończoną« wiedzę do zdobycia. Po drugie gamifikacja powoduje retencję wiedzy w firmie, dzięki temu najlepsze praktyki nie odchodzą z pracownikami, ale są sprawnie przekazywane nowym. Po trzecie – fun factor, czyli gamifikacja energetycznie angażuje dzięki fabule i błyskawicznemu feedbackowi” – wylicza Arkadiusz Siechowicz.

  1. Zbudowanie nawyków ciągłego pozyskiwania wiedzy wśród pracowników

Twoja firma ma wiele produktów czy usług, które pracownicy powinni znać od podszewki? Nauka z „suchych”, papierowych poradników czy slajdów prezentacji nie dla każdego brzmi zachęcająco. Dlatego również i w tym przypadku możesz wesprzeć się gamifikacją. Wówczas treści edukacyjne „opakujesz” w atrakcyjną dla pracowników formę. Należy pamiętać o odpowiednim podziale całego materiału, aby pracownik mógł etap po etapie (jak w grze) zdobywać wiedzę na temat produktów czy usług organizacji. Ponadto dobrze jest też wprowadzić inne elementy znane z gier, jak np. pasek postępu czy punkty za osiągnięte „levele”.

  1. Budowanie zaangażowania

Edukacja pracowników to jedno, ale budowanie ich zaangażowania, to kolejne wyzwanie, w realizacji którego można wesprzeć się grywalizacją. Jeśli pracownik wie, że w dane dni – np. w „inspiracyjne piątki” czeka na niego na platformie jakieś zadanie do wykonania, to po pewnym czasie aktywność „wejdzie mu w krew”. Gdy te zadania będą opracowane w atrakcyjny sposób, to jest duża szansa, że będzie wręcz wyczekiwał na to, by móc zmierzyć się z kolejnym wyzwaniem.

  1. Zarządzanie talentami i ich rozwój

Obecnie, kiedy w wielu branżach mamy do czynienia z rynkiem pracownika, pracodawcy prześcigają się w wymyślaniu sposobów na to, aby zbudować lojalność swoich ludzi względem organizacji. Tutaj również świetnym rozwiązaniem może okazać się zastosowanie grywalizacji.

„High potentials to grupa pracowników, którzy decydują o tym, JAK twoja firma będzie wyglądać za 2 lata, a nawet CZY będzie w ogóle istnieć. Platforma gamifikacyjna może być elementem łączącym działania skierowane do tej najcenniejszej grupy w firmie” –  twierdzi Krzysztof Filarski, Partner Zarządzający Westhill Consulting i Członek Zarządu Gamehill. „Podobne rozwiązanie zastosowałem w firmach z branży retail: fabularna grywalizacja online łączyła wiedzę ze szkoleń, proces coachingów i mentoringów, a nawet wspierała zespoły w wewnątrzorganizacyjnych projektach doskonalących” – wyjaśnia Krzysztof Filarski.

Jak pokazują powyższe przykłady, gamifikacja może mieć wiele zastosowań i ułatwić firmie wejście w erę cyfrowej transformacji. Skrojona na miarę i właściwie wdrożona platforma grywalizacyjna może okazać się wielką szansą na rozwój samej organizacji, jak i jej pracowników.

Fiskus nie chciał wydać zaświadczenia, by tym samym nie potwierdzić, że zobowiązanie podatkowe uległo przedawnieniu

Organy podatkowe dwóch instancji odmówiły podatniczce wydania zaświadczenia o upływie terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego. Stwierdziły, że nawet jeśli upływ terminu nastąpił, to nie mają one prawa do merytorycznego rozstrzygania o tym w tego typu postępowaniu. Mogą to zrobić dopiero w postępowaniu ustalającym zobowiązanie podatkowe, które nigdy nie nastąpiło, a które uruchomiła podatniczka swoim wnioskiem o stwierdzenie przedawnienia. Dla podatniczki miało to oznaczać, że bieg terminu przedawnienia dopiero z tą chwilą się rozpocznie. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie, uchylając 4 lipca 2019 r. postanowienia organów, orzekł: „…organ II instancji z jednej strony uznaje, że niedopuszczalnym było rozważanie, jako merytorycznej, kwestii przedawnienia prawa do ustalenia zobowiązań podatkowych, z drugiej zaś przyznaje, że organ I instancji miał do tego prawo” (wyrok WSA w Rzeszowie, sygn. akt I SA/Rz 333/19).

Upływ 5-letniego terminu od nabycia spadku

W 2013 r. córka nabyła spadek po zmarłych rodzicach. W styczniu 2019 r. wystąpiła do naczelnika urzędu skarbowego o wydanie zaświadczenia stwierdzającego, że w związku z nabytym spadkiem nie jest zobowiązana w podatku od spadków i darowizn, z uwagi na upływ 5-letniego terminu przedawnienia tego zobowiązania. Wcześniej nie dokonała zgłoszenia nabycia spadku ani nie złożyła zeznania podatkowego, w którym nabycie to zostałoby ujawnione.

Termin mógł upłynąć, ale nie przedawniło się uprawnienie organu

Naczelnik urzędu skarbowego odmówił wydania wnioskowanego zaświadczenia. Na wstępie wskazał, że w ramach postępowania o wydanie zaświadczenia nie jest uprawniony do wydawania merytorycznych rozstrzygnięć co do praw podatnika. Poinformował jednak, że podatniczka nie może korzystać ze zwolnień w opodatkowaniu dla nabytego w drodze spadku majątku na podstawie art. 4a ustawy o podatku od spadków i darowizn (dalej: u.s.d.), albowiem w określonym w tym przepisie terminie nie dokonała zgłoszenia nabycia. Z kolei zgodnie z art. 6 ust. 4 u.s.d. zd. 2: „W przypadku gdy nabycie nie zostało zgłoszone do opodatkowania, obowiązek podatkowy powstaje z chwilą powołania się przez podatnika przed organem podatkowym na fakt nabycia” (Dz.U. 1983 nr 45 poz. 207, ze zm.).

W związku z powyższym NUS stwierdził, że w przedmiotowej sprawie chwilą powołania się podatniczki na fakt nabycia spadku był właśnie złożony przez nią w styczniu 2019 r. wniosek o wydanie zaświadczenia stwierdzającego brak zobowiązania w podatku od spadku i darowizn. Tym samym nie przedawniło się uprawnienie organu do wydania decyzji ustalającej zobowiązanie podatkowe.

Organ nie wyda zaświadczenia, bo nie ma wiedzy, by przedawnienie nastąpiło

Dyrektor Izby Administracji Skarbowej, po rozpoznaniu zażalenia podatniczki, utrzymał w mocy postanowienie NUS. Pouczył, że postępowanie o wydanie zaświadczenia ma charakter uproszczony, a samo zaświadczenie nie rozstrzyga o istnieniu obowiązku, a jedynie potwierdza to, co jest wiadome organowi. Stąd przedmiotem takiego postępowania nie może być podejmowanie ocen prawnych. „…żądania skarżącej sformułowane w jej wnioskach nie mogą zostać uwzględnione, albowiem z żadnych ewidencji organu, rejestrów lub innego rodzaju danych nie wynika, iż podatek od spadków i darowizn został rozliczony, albo że nastąpiło przedawnienie tego prawa” (I SA/Rz 333/19). Dodatkowo DIAS wskazał, że organ pierwszej instancji był uprawniony do dokonania oceny, że złożony przez podatniczkę wniosek stanowił „powołanie się przed organem na fakt nabycia”. Niemniej nie w jego gestii leży rozpatrywanie słuszności zarzutów podniesionych przez podatniczkę w tym zakresie, bowiem zarzuty te będą mogły zostać rozpatrzone dopiero w postępowaniu podatkowym dotyczącym nabycia spadku. WSA w Rzeszowie, przychylając się do skargi podatniczki, orzekł, że z przepisów art. 306a i 306b Ordynacji podatkowej jasno i jednoznacznie wynika, że organ, udzielając odpowiedzi na żądanie wydania zaświadczenia przez podatnika, zobowiązany jest ustosunkować się do niego, opierając się o posiadane i dostępne dla siebie dane. Przy czym chodzi tutaj nie tylko o stan faktyczny, ale także prawny. A w niniejszej sprawie organ dysponował danymi na temat daty śmierci spadkodawców i uprawomocnienia się postanowienia o nabyciu spadku.

Sąd, wydając wyrok uchylający postanowienia organów pierwszej i drugiej instancji, wskazał na wyraźną hipokryzję fiskusa: „Dyrektor Izby Administracji Skarbowej (…) stwierdził, że z dostępnych mu informacji w żaden sposób nie wynika fakt przedawnienia prawa do wydania decyzji ustalających. Dodał również, że organ I instancji miał prawo do przyjęcia, że złożenie wniosków o wydanie zaświadczeń, jest powołaniem się przed organem na nabycie spadków. Jednocześnie organ odwoławczy, w konkluzji swoich rozważań kategorycznie stwierdził, że w ramach prowadzonych postępowań, brak było podstaw do rozpatrzenia merytorycznych zarzutów (…) Stanowisko takie jest niewątpliwie wewnętrznie sprzeczne, jako że organ II instancji z jednej strony uznaje, że niedopuszczalnym było rozważanie, jako merytorycznej, kwestii przedawnienia prawa do ustalenia zobowiązań podatkowych, z drugiej zaś przyznaje, że organ I instancji miał do tego prawo” (I SA/Rz 333/19).

Jeśli fiskus się z Tobą nie zgadza, nie znaczy, że ma rację

Sprawa potwierdza jedno – każdy podatnik, który uzyskał niekorzystną dla siebie decyzję, postanowienie, interpretację organu podatkowego jednej czy obu instancji nie musi godzić się z podjętym w tym akcie rozstrzygnięciem. Jak bowiem widać, organy chwytają się wszelkich możliwych sposobów na efektywny pobór podatku, bez względu na to, czy mają do tego podstawy prawne, czy nie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Branża cyfrowa przedstawiła rekomendacje do krajowej strategii cyberbezpieczeństwa

Związek Cyfrowa Polska przesłał do Ministerstwa Cyfryzacji stanowisko do projektu Strategii Cyberbezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej na lata 2019-2024. Zwraca w niej uwagę m.in. na potrzebę doprecyzowania modelu współpracy na linii administracja publiczna – sektor prywatny oraz kwestie związane z edukacją na temat cyfryzacji i idących za nią cyberzagrożeń.

Michał Kanownik, Prezes Cyfrowej Polski
Michał Kanownik, Prezes Cyfrowej Polski

Jak zaznacza prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik w piśmie do ministra Marka Zagórskiego, zapewnienie cyberbezpieczeństwa to wspólne wyzwanie dla państwa oraz sektora prywatnego. Związek Cyfrowa Polska chętnie włączał się w przeszłości w projekty realizowane przez Ministerstwo Cyfryzacji i deklaruje dalszą współpracę m.in. przy realizacji Strategii. „W naszej ocenie zapewnienie cyberbezpieczeństwa będzie efektywne jedynie przy szerokiej współpracy ekspertów z doświadczonych firm działających w tym obszarze” – napisano w piśmie.

Zdaniem Związku należy doprecyzować projekt Strategii w zakresie modelu współpracy z samorządami, podmiotami prywatnymi oraz organizacjami pozarządowymi m.in. „w doborze, wdrażaniu i utrzymaniu środków technicznych zwiększających cyberbezpieczeństwo, w tym korzystania z nowoczesnych i bezpiecznych modeli przetwarzania w chmurach obliczeniowych, tworzenia bezpiecznych aplikacji oraz korzystania z bezpiecznych systemów mobilnych”.

Związek zwraca też uwagę na potrzebę doprecyzowania kwestii finansowania celów zawartych w Strategii. „Cyberbezpieczeństwo powinno być zarówno dla administracji publicznej, jak również dla przedsiębiorców i wszystkich obywateli kwestią nadrzędną, dlatego należy zainwestować wszelkie, możliwe środki z budżetu państwa, które są niezbędne do osiągnięcia tego celu” – czytamy w opinii Związku. Prezes Kanownik zaznacza, że trudno bowiem założyć – jak jest w Strategii – że przyjęte rozwiązania nie spowodują̨ dodatkowych skutków finansowych dla sektora finansów publicznych. Prezes Związku przypomina, że kilka miesięcy temu Komisja Europejska w nowym programie wspierającym cyfryzację w krajach Unii na lata 2021-2027 założyła, że na ochronę gospodarki cyfrowej, społeczeństwa i demokracji w UE poprzez budowanie cyberobrony i unijnego sektora cyberbezpieczeństwa oraz finansowanie najnowocześniejszych urządzeń i infrastruktury cyberbezpieczeństw trzeba będzie przeznaczyć 2 mld euro. Z całą pewnością są to koszty, które warto ponieść. Bo inwestycje w cyfryzację i cyberbezpieczeństwo są niezbędne do dalszego rozwoju innowacji i nowoczesnej gospodarki konkurencyjnej dla Europy i Świata” – argumentuje prezes Związku.

Kolejną kwestią, na którą zwraca uwagę Cyfrowa Polska jest edukacja na temat cyberzagrożeń – zarówno konsumentów, jak i urzędników administracji publicznej. Związek rekomenduje wprowadzenie specjalnych programów edukacyjnych, które zwiększałyby wiedzę konsumentów o cyberzagrożeniach wynikających ze stosowania urządzeń elektronicznych oraz wskazywały na praktyczne rozwiązania chroniące urządzenia przed cyberatakami. Powinny też powstać specjalne wytyczne stosowane przez administrację państwową przy przetargach i zamówieniach publicznych na sprzęt elektroniczny, które dotyczyłyby właśnie cyberbezpieczeństwa. Wymogiem powinno stać się̨ także to, że administracja publiczna wykorzystuje tylko sprzęt elektroniczny posiadający specjalny krajowy certyfikat bezpieczeństwa, który powinien zostać wprowadzony przez polski rząd.

5 powodów, dla których firewall jest nadal podstawą systemów cyberbezpieczeństwa

Analitycy Gartnera przewidują, że wartość rynku zapór sieciowych (ang. firewall) wzrośnie z 12,5 mld USD w 2018 r. do 16,2 mld USD w 2023 r. Oznacza to, że będzie to jeden z największych rynków produktów związanych z cyberbezpieczeństwem. Specjaliści Cisco podkreślają, że zapora sieciowa jest niezbędnym elementem systemu bezpieczeństwa sieci korporacyjnych, a nowa generacja firewalli pozwala biznesowi zapewnić wyższy poziom ochrony.

Zapory sieciowe nowej generacji to obecnie wszechstronne rozwiązania, które pozwalają zapewnić bezpieczeństwo na wielu poziomach. Są wyposażone w zintegrowane źródła danych o najnowszych zagrożeniach, zapobiegają włamaniom, gwarantują zaawansowaną ochronę przed złośliwym oprogramowaniem, filtrowanie adresów URL i posiadają funkcje weryfikacji tożsamości użytkownika. Przykładem firewalli nowej generacji są urządzenia i oprogramowanie z serii Cisco Firepower. Dzięki bogatej telemetrii sieciowej, dają one najpełniejszy wgląd w informacje o sieci i pozwalają wykrywać nawet subtelne zagrożenia.

Biznes nie może tracić czasu na obsługę systemów cyberbezpieczeństwa

Jak wynika z raportu Cisco „CISO Benchmark Study 2019”, priorytetem specjalistów ds. bezpieczeństwa jest konsolidacja informacji pochodzących od rozwiązań różnych dostawców.

„Firmy nie powinny tracić czasu na obsługę systemów bezpieczeństwa. Jeżeli w danej organizacji funkcjonuje kilka niezależnych produktów, zwykle oznacza to, że musi je obsługiwać kilku specjalistów, co w realiach, gdy biznes musi zmagać się z niedoborem talentów IT stanowi duży problem. Ponadto, jeśli produkty pochodzą od różnych dostawców, nie mogą one komunikować się między sobą ani automatycznie przekazywać sobie informacji o potencjalnych zagrożeniach” – mówi Mateusz Flak, menedżer ds. sprzedaży rozwiązań cyberbezpieczeństwa w Cisco Polska. „Zapory sieciowe nowej generacji to odpowiedź na te wyzwania. Stanowią zintegrowany system bezpieczeństwa, dzięki czemu specjaliści na stanowiskach CISO (ang. Chief Information Security Officer) nie muszą żonglować wieloma różnymi narzędziami”.

Specjaliści Cisco wskazują 5 powodów, dla których firewall jest nadal podstawą systemów cyberbezpieczeństwa:

  1. Gotowość na realny cyberatak – ochrona zapobiegawcza to za mało. Zapora sieciowa powinna stanowić źródło najnowszych informacji o zagrożeniach i posiadać funkcje dodatkowe, takie jak wykrywanie adresów URL czy zaawansowane wykrywanie złośliwego oprogramowania, na wypadek, gdyby pokonało ono pierwszą linię obrony.
  2. Kompleksowy wgląd w sieć – zapora sieciowa nowej generacji prezentuje całościowy obraz wszystkich działań, niezależnie od tego, czy dotyczą one użytkowników, hostów, sieci, aktywnych aplikacji, stron internetowych czy platform do przesyłania plików.
  3. Elastyczne opcje zarządzania i wdrażania – konfigurowalna zapora sieciowa nowej generacji może być zainstalowana w ramach infrastruktury w siedzibie organizacji lub w chmurze. Dodatkowo obsługuje szeroki zakres prędkości przepustowości, a także pozwala na scentralizowane zarządzanie wszystkimi urządzeniami lub poszczególnymi rozwiązaniami.
  4. Krótki czas wykrywania zagrożeń – średni czas wykrywania zagrożeń wynosi obecnie od 100 do 200 dni. To zdecydowanie za długo. Zapora nowej generacji powinna wykrywać potencjalne zagrożenia w ciągu kilku sekund. Dodatkowo rozwiązanie samo nadaje priorytety wygenerowanym alertom, aby można było podjąć szybkie i precyzyjne działania.
  5. Element zintegrowanej architektury bezpieczeństwa – nowoczesna zapora sieciowa powinna komunikować się i współdziałać z resztą architektury bezpieczeństwa, zapewniając możliwość integracji z innymi narzędziami tego samego dostawcy. Zapory sieciowe nowej generacji dają możliwość automatycznego udostępniania informacji o zagrożeniach, danych o zdarzeniach i ich kontekście.

Dobre nie jest dobre, złe nie jest złe

Podczas gdy szeroki rynek wyczekuje wystąpienia prezesa Fed Powella na sympozjum w Jackson Hole pod koniec tygodnia, europejskie rynki doświadczyły chwilowego przerywnika w postaci doniesień ze sfery polityki. Interesujące jest to, że pozytywna informacja ws. brexitu wcale taka nie jest, a i negatywna z Włoch nie do końca powinna być powodem do zmartwień.

Wczoraj funt wzmocnił się po słowach kanclerz Niemiec Angeli Merkel, zdaniem której nie ma potrzeb ponownego otwarcia umowy brexitu, by znaleźć praktyczne rozwiązanie w spornych kwestiach. Merkel nawiązywała do irlandzkiego backstopu (rozwiązań na granicy między Irlandią a Irlandią Północną, by uniknąć stawiania faktycznych granic), który premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson nazwał we wtorek niedemokratycznym i apelował o „alternatywne ustalenia”. Słowa Merkel zostały odebrane jako cień nadziei, że UE może przemyśleć swoje twarde stanowisko w sprawie backstopu i pójdzie na kompromis z Wielką Brytanią. Osobiście nie szedłbym tak daleko z wnioskami. Prawdą jest, że UE nigdy nie zamknęła drogi dla przedstawienia lepszego wyjścia z sytuacji granicznej niż backstop; problem w tym, że jak dotąd strona brytyjska nie zaproponowała innego rozwiązania. Wczoraj nie zrobił tego też i Johnson. Stąd Merkel mogła tylko przypomnieć coś, co wiadomo od zawsze. Ponadto taktycznym błędem byłoby rozważanie przez UE kompromisu teraz, kiedy czekamy na ostatni zryw zwolenników porozumienia w brytyjskim parlamencie, którzy na początku września planują zablokować dążenia Johnsona do „no-deal brexit”. W konsekwencji nie sądzę, aby wczoraj cokolwiek się zmieniło w rozkładzie szans wystąpienia bezumownego brexitu, a umocnienie funta jest błędną reakcją, która powinna być wygaszana.

Rezygnacja premiera Włoch Giuseppe Conte na pierwszy rzut oka wygląda na kłopot nie tylko dla Włoch, ale i dla całej strefy euro (i samego EUR), ale rzeczywistość może być mniej ponura. We Włoszech rozwiązanie rządu nie oznacza do razu rozpisania nowych wyborów, za to teraz prezydent Mattarella ma dwa tygodnie na rozmowy z przedstawicielami wszystkich partii i poszukiwanie alternatywnego rządu. I podobno już Ruch Pięciu Gwiazd Conte prowadzi rozmowy z Partią Demokratyczną, z którą dzieli cele gospodarcze. Choć taki rząd nie będzie miał większości w obu izbach parlamentu, będzie możliwe przygotowanie projektu budżetu na przyszły rok w terminie (nowe wybory by na to nie pozwoliły), zatem uniknięty zostanie nowy konflikt z UE. Sprawą otwartą pozostaje, na ile nowy budżet (a przede wszystkim deficyt) wzbudzi protest Brukseli, ale jakiś plan budżetu jest lepszy niż żaden i na razie sytuacja we włoskiej polityce bynajmniej nie jest powodem do zmartwień dla inwestorów na rynku EUR.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Strona nie działa na urządzeniach mobilnych? To w Google raczej się już nie pojawi…

Uruchamiasz nową stronę lub sklep internetowy? Upewnij się, że zawarte tam treści wyświetlają się prawidłowo na urządzeniach mobilnych, bo to właśnie wersja mobilna witryny jest od lipca br. automatycznie indeksowana przez wyszukiwarkę Google. Jeśli pojawią się tam błędy, strona nie tylko nie ma co liczyć na wysokie miejsce w wynikach wyszukiwania, ale może nawet w ogóle nie pojawić się w Google – ostrzega firma hostingowa Linuxpl.com.

Indeksowanie stron przez Google w oparciu o „Mobile First Index” działa wprawdzie już od marca 2018 roku, ale do tej pory bot Google’a najpierw określał, czy dla witryny korzystniejsze będzie zaindeksowanie jej wersji desktopowej, czy też mobilnej. Od lipca br. dla wszystkich nowych witryn bot z automatu indeksuje wyłącznie wersję mobilną przyjmując, że każda nowa strona w internecie musi ją mieć.

Czy muszę zrobić nową stronę?

„Zmiana dotyczy wyłącznie witryn, na które bot Google’a natyka się po raz pierwszy, czyli np. wszystkich udostępnianych pod nowymi domenami. Dlatego tak ważne jest tworzenie stron i sklepów internetowych w wersjach responsywnych, czyli takich, które działają równie dobrze zarówno na laptopach i komputerach stacjonarnych, jak i na smartfonach” – mówi Artur Pajkert z Linuxpl.com.

Według przedstawiciela Linuxpl zmiana wprowadzona przez Google wynika z faktu, że prawie wszystkie nowe strony internetowe są już obecnie przystosowane do działania na urządzeniach mobilnych. Stworzenie takiej strony ułatwia szereg popularnych narzędzi, jak np. system WordPress czy Joomla.

„Nie potrzebujesz nowej strony www, jeśli obecna prawidłowo wczytuje się na urządzeniach mobilnych. Google wciąż będzie też wysyłać ostrzeżenia – przez Google Search Console – dla webmasterów, których strony nie wczytują się prawidłowo w urządzeniu mobilnym” – wyjaśnia Artur Pajkert.

Co to jest responsywność strony?

Responsywność to zdolność strony www do dopasowania się do urządzenia, na którym jest wyświetlana. Dotyczy to zachowania czytelności, odpowiedniego układu bloków, czcionek, przycisków itp. To, co jest w pełni czytelne na komputerze stacjonarnym, powinno się też wyświetlić np. w telefonie. Wyzwanie polega na tym, że proporcje i wielkość ekranu w różnych urządzeniach są różne.

Dlatego – mówiąc w uproszczeniu – strona powinna „rozplanować” wszystkie elementy, tak jak będzie to najlepsze dla użytkownika. Np. na ekranie komputera trzy produkty mogą być pokazane obok siebie, ale w telefonie powinny być już pokazane jeden pod drugim.

„Witrynę przy pomocy np. WordPressa można stworzyć w ciągu kilku godzin i to bez specjalistycznej wiedzy. Większość nowych motywów zapewnia dziś responsywność od razu. Do łatwego uruchomienia strony i zapewnienia sprawnego działania wystarczy z kolei wybrać odpowiedni pakiet od firmy hostingowej. Przykładowo my oferujemy tego typu pakiety w wersji  dedykowanej właśnie dla witryn opartych o WordPress’a czy sklepów działających na PrestaShop. Potrafią one przyśpieszyć ich działanie nawet kilkunastokrotnie w porównaniu do standardowej oferty” – mówi Artur Pajkert.

Zdaniem przedstawiciela Linuxpl, zmiana w sposobie indeksowania nowych stron przez Google to naturalna konsekwencja wcześniejszej polityki tej firmy, której celem jest zachęcenie właścicieli stron do tworzenia wersji mobilnych.

Mobile first – nie ma odwrotu

Obecnie już około połowa wszystkich istniejących witryn została zaindeksowana w oparciu o mechanizm „mobile first”. Pozostałe witryny mają jeszcze najwyżej kilka lat na stworzenie poprawnych wersji mobilnych. Potem „Mobile First Index” zostanie zastosowany dla wszystkich witryn. Strony, które nie zdążą się dostosować, albo w ogóle znikną z wyników wyszukiwania Google, albo ich pozycja tam będzie systematycznie obniżana – przewiduje Linuxpl.

Według danych firmy Hootsuite, obecnie z internetu na urządzeniach mobilnych korzysta już 5,112 miliardów użytkowników na świecie. Łączna liczba wszystkich użytkowników internetu to 7,677 miliardów. Z kolei w Polsce w styczniu br. było 30,07 miliona użytkowników internetu, a na jednego mieszkańca Polski przypadało 1,33 karty SIM! Z mediów społecznościowych na urządzeniach mobilnych korzystało 16 milionów Polaków.

Tylko 4 na 10 pracowników firm finansowych dostrzega działania na rzecz równouprawnienia

Aż 61% pracowników w branży finansowej twierdzi, że ich firma nie prowadzi widocznych działań wyrównujących szanse kobiet i mężczyzn, a 26% mówi wprost, że takich regulacji nie ma – wynika z raportu „Kobiety w finansach” powstałego we współpracy Antal, CFA Society Poland oraz partnera strategicznego – Banku BPH. Tymczasem polityka równościowa przekłada się na realne wskaźniki biznesowe – mniejszą rotację pracowników, szybsze powroty z urlopów macierzyńskich, lepszy wizerunek firmy i większe szanse na rekrutacje najlepszych specjalistów.

– Różnorodność korzystnie wpływa na kondycję przedsiębiorstw, pomaga zwiększyć efektywność i poprawiać wyniki – dzięki korzystaniu z szerokiej palety doświadczeń i wiedzy pracowników, wynikających między innymi z różnic płci, doświadczeń życiowych czy zawodowych. Badania pokazują też, że przedsiębiorstwa kierowane co najmniej w 50% przez kobiety są lepiej postrzegane w obszarze strategii, komunikacji i misji – co w dobie walki o najlepszych pracowników buduje ich przewagę. Na przykładzie naszego banku, gdzie połowa składu zarządu oraz połowa stanowisk menedżerskich jest obsadzona przez kobiety widzimy to bardzo wyraźnie – mówi Małgorzata Romaniuk, Wiceprezes Zarządu Banku BPH.

Znoszenie barier to wciąż wyzwanie

Zdaniem 94% kobiet i mężczyzn pracujących w branży finansowej, respondentów pytanych w ramach drugiej edycji raportu „Kobiety w finansach” firm Antal, CFA Society Poland oraz Banku BPH, w sektorze wciąż występują bariery mające wpływ na przebieg kariery kobiet. Aż 6 na 10 osób twierdzi, że nie dostrzega działań swojej firmy, które mogą te bariery znosić, 29% nie wie, czy cokolwiek dzieje się w tym obszarze w ich instytucji, a 26% przyznaje, że takich procesów nie ma.

Artur Skiba, prezes agencji Antal
Artur Skiba, prezes agencji Antal

– Realizacja działań z zakresu polityki równościowej to obecnie wyzwanie biznesowe, a nie HR-owe. Skuteczne inicjatywy przekładają się nie tylko na prestiż organizacji, ale także na zyski finansowe. Wzrost zaangażowania pracowników to zmniejszone wskaźniki rotacji i absencji pracowniczej, niższe koszty rekrutacji, sprawniej działający system rekomendacji pracowniczej i wiele innych. By skutecznie wdrażać politykę równościową, trzeba najpierw poznać najważniejsze postawy dotyczące pełnienia funkcji zawodowych przez kobiety i mężczyzn oraz determinujące ich karierę. Następnie należy  podejmować działania, które pozwolą wydobyć maksimum ich potencjału i będą odpowiadać na ich oczekiwaniamówi Artur Skiba, prezes Antal.

Kobiety chcą konkretów

Wyższe dochody, strategiczne stanowiska i elastyczny czas pracy – to aspekty, które według raportu „Kobiety w finansach” znacznie ułatwiają kobietom rozwijanie kariery. Rosnące zarobki to przede wszystkim możliwość zatrudnienia opiekunki dla dziecka, opłacenia dobrego przedszkola lub żłobka – wskazało na to aż 85% respondentów. Większa reprezentacja kobiet na strategicznych stanowiskach w biznesie może być ważnym czynnikiem dla skutecznego wypracowania i wdrażania rozwiązań ułatwiających karierę – na ten czynnik wskazało 83% zapytanych osób. Tyle samo badanych za kluczowy uznało elastyczny czas pracy, możliwość pracy zdalnej, czyli efektywnego łączenia życia zawodowego z np. opieką nad dzieckiem.

Działania na rzecz równych szans kariery kobiet i mężczyzn w finansach– Świadomość społeczna kluczowych zadań wykonywanych przez specjalistki i menedżerki na rynku finansowym rośnie zbyt wolno. By to zmienić trzeba pokazywać korzyści ze wspierania różnorodności  na faktycznych przykładach i danych, tworzyć wspólne przestrzenie, w których kobiety mogą wymieniać się doświadczeniami oraz wspierać siebie nawzajem w rozwijaniu kompetencji – mówi Monika Grabek, Executive Director CFA Society Poland.

Popularne aplikacje na celowniku cyberprzestępców

Analitycy z laboratorium FortiGuard firmy Fortinet odkryli w ostatnim czasie niebezpieczne luki w programie Adobe Photoshop oraz trojana zaszytego w plikach Microsoft Word.

Podatności w Photoshopie

Analitycy Fortinet w maju tego roku zgłosili firmie Adobe wykrycie wielu tzw. luk dnia zerowego (czyli takich, o których nie wiedział producent oprogramowania i które mogą być wykorzystane do przeprowadzenia ataku) w programie Photoshop CC 2019. We wtorek 13 sierpnia Adobe opublikował odpowiednie łatki zabezpieczające, które miały wyeliminować te problemy. Luki mają różne przyczyny źródłowe, ale wszystkie są związane z wtyczkami Photoshopa. Ze względu na ich krytyczne znaczenie zdecydowanie zalecane jest, aby użytkownicy jak najszybciej zastosowali ostatnio wydane poprawki Adobe.

Cyberprzestępcy mogą wykorzystywać wykryte luki w niezałatanym oprogramowaniu do zdalnych ataków, w trakcie których byliby w stanie uzyskać dostęp do przesyłanych informacji, plików oraz wykonania dowolnego kodu w aplikacji za pomocą spreparowanych plików graficznych U3D.

Trojan ukryty w plikach Word

Analitycy z FortiGuard przechwycili również wiele dokumentów Word, w których ukryta była nowa wersja trojana Ursnif. – Jest to zagrożenie, które aktywnie się rozprzestrzenia. Z tego powodu zachęcamy, aby użytkownicy prywatni i biznesowi byli wobec niego szczególnie czujni – apeluje Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet w Polsce.

Trojan Ursnif jest znany od lat, także pod nazwami Dreambot, Gozi oraz ISFB. Służy cyberprzestępcom do wykradania informacji z zainfekowanych urządzeń.

W nowej kampanii zainfekowane dokumenty Worda zawierają złośliwy kod VBA. Nazwy plików dokumentów są w formacie: „info_[date].doc”. Kiedy użytkownik otwiera dokument Word, wyświetla się mu komunikat ostrzegawczy, mający na celu ochronę przed złośliwymi makrami (kod VBA).  Jednakże zawartość dokumentu manipuluje ofiarę w celu kliknięcia przycisku „Włącz zawartość”. Po wykonaniu tej operacji, złośliwy kod VBA jest uruchamiany, ponieważ znajduje się w module automatycznego otwierania dokumentu.

Specjaliści Fortinet przypominają, że należy zachować wzmożoną czujność wobec załączników przesyłanych drogą mailową – w szczególności plików ZIP, EXE oraz dokumentów pakietu Office (Word, Excel czy PowerPoint). Jeżeli nadawca wiadomości nie jest nam znany, lepiej w ogóle ich nie otwierać Trzeba również pamiętać, żeby nie zezwalać na włączanie makr w dokumentach Office – to jedna z podstawowych zasad zachowania higieny cyberbezpieczeństwa, zarówno w odniesieniu do użytkowników prywatnych, jak i biznesowych.

Udział inwestorów w obrotach instrumentami finansowymi na GPW – pierwsze półrocze 2019 r.

  • W pierwszej połowie 2019 r. inwestorzy indywidualni wygenerowali 13 proc. (+1 p.p. rdr) obrotów na Głównym Rynku (GR) akcji GPW. Inwestorzy zagraniczni odpowiadali za 59 proc. obrotów (+3 p.p. rdr), a instytucjonalni za 28 proc. (-4 p.p. rdr)
  • Na rynku NewConnect główną rolę niezmiennie odgrywają inwestorzy indywidualni, których udział w obrotach wyniósł 84 proc. w pierwszym półroczu 2019 r., więcej o 4 p.p. rdr. Udział inwestorów instytucjonalnych spadł do 13 proc. (o 3 p.p. rdr), a inwestorów zagranicznych o 1 p.p. do 3 proc.
  • Na rynku kontraktów terminowych w pierwszej połowie 2019 r. wiodącą rolę wciąż mają krajowi inwestorzy indywidualni z udziałem 50 proc. w obrotach (+3 p.p. rdr). O 7 p.p. spadł udział inwestorów instytucjonalnych (30 proc.), zaś udział inwestorów zagranicznych wzrósł do poziomu 20 proc. (+4 p.p. rdr)

Główny Rynek GPW

Na Głównym Rynku akcji GPW największy udział w obrotach w I półroczu 2019 r. mieli inwestorzy zagraniczni. Wygenerowali oni 59 proc. obrotów akcjami, o 3 p.p. wobec tego samego okresu przed rokiem. Udział krajowych inwestorów instytucjonalnych wyniósł 28 proc., o 4 p.p. mniej niż tym okresie przed rokiem, ale wzrósł udział inwestorów indywidualnych, którzy wygenerowali 13 proc. obrotów, o 1 p.p. rdr i o 1 p.p. półrocze do półrocza w pierwszej połowie 2019 r.

W I półroczu 2019 r. wśród krajowych instytucji w czołówce, pierwszy raz od czterech lat, uplasowały się podmioty świadczące usługi animatorów (udział na poziomie 33 proc.), a tuż za nimi znalazły się TFI z wynikiem 31 proc. Podium w pierwszej połowie 2019 r. zamykają Członkowie Giełdy z 14 proc. udziałem w obrotach.

Tabela 1. Struktura inwestorów na Głównym Rynku akcji (w proc.)

Struktura inwestorów na Głównym Rynku akcjiŹródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

NewConnect

Na rynku NewConnect to inwestorzy indywidualni odgrywają największą rolę, a ich udział systematycznie rośnie. W pierwszej połowie tego roku odpowiadali za 84 proc. obrotów, więcej o 4 p.p. rdr. Inwestorzy zagraniczni w tym samym czasie wygenerowali 3 proc. obrotów, o 1 p.p. mniej rdr. Instytucje odpowiadały za 13 proc. obrotów – o 3 p.p. mniej niż w tym okresie przed rokiem i o 1 p.p. więcej niż w drugim półroczu 2018 r. Pierwsze półrocze zdecydowanie należało do TFI, które osiągnęły 51 proc. udziału w obrocie. Animatorzy wygenerowali 17 proc., a firmy 12 proc.

Tabela 2. Struktura inwestorów na rynku NewConnect (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku NewConnectŹródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Rynek Instrumentów Pochodnych

W pierwszej połowie 2019 r. krajowi inwestorzy indywidualni odegrali dominującą rolę także na rynku derywatów, gdzie ich udział w wolumenie obrotów kontraktami terminowymi kształtował się na poziomie 50 proc. (+3 p.p. rdr), a opcjami 40 proc. (-5 p.p. rdr). Udział inwestorów zagranicznych wzrósł o 4 p.p. na kontraktach (20 proc.) i o 1 p.p. na opcjach (26 proc.). Udział w obrotach kontraktami terminowymi inwestorów instytucjonalnych spadł w pierwszym półroczu tego roku do 30 proc. (o 7 p.p.), ale na rynku opcji zwiększył się do 34 proc. (o 4 p.p. rdr). Zarówno na rynku kontraktów terminowych, jak i opcji dominującą rolę odgrywali animatorzy w pierwszym półroczu 2019 r., którzy wygenerowali odpowiednio: 53 proc. i 51 proc.

Tabela 3. Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowych (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowychŹródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Tabela 4. Struktura inwestorów na rynku opcji (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku opcjiŹródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Catalyst

Udział krajowych inwestorów indywidualnych w obrocie obligacjami na rynku Catalyst wzrósł do 40 proc. (o 2 p.p. rdr) w pierwszej połowie 2019 r. Udział inwestorów instytucjonalnych spadł o 3 p.p. rdr do 59 proc., natomiast zagranicznych wzrósł do 1 proc. Przeważającą rolę odgrywają na nim animatorzy z udziałem na poziomie 43 proc.

Tabela 5. Struktura inwestorów na rynku obligacji (w proc.)

Struktura inwestorów na rynku obligacjiŹródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Jakie benefity zatrzymają pracowników w firmie

Prywatna opieka medyczna, dodatkowe ubezpieczenie na życie, karta na siłownię – to wg polskich pracowników najbardziej atrakcyjne dodatki do pensji – wynika z badania „Confidence Index” przeprowadzonego w II kwartale 2019 r. przez firmę rekrutacyjną Michael Page. Co jeszcze zwiększa atrakcyjność miejsca pracy i jakie aspekty mogą skutecznie przyciągnąć kandydatów do nowej firmy?

Rozwojowe i elastyczne środowisko pracy

Jak wynika z badania „Confidence Index”, przeprowadzonego w II kwartale 2019 r. przez firmę rekrutacyjną Michael Page, większość Polaków (63 proc.) jest zadowolona z ogólnych warunków zatrudnienia. Niemal połowa (46 proc.) jest usatysfakcjonowana wysokością swojej pensji, a 47 proc. dobrze ocenia także stabilność swojej pracy. Pozytywne nastroje wśród pracowników przekładają się na wzrost oczekiwań względem pracodawcy, a silna pozycja kandydatów na rynku pracy sprawia, że konkurowanie wysokością wynagrodzenia staje się coraz trudniejsze. Na znaczeniu zyskują zatem aspekty pozafinansowe. Do najważniejszych z nich należą m.in. dostęp do szkoleń, który jest istotny dla niemal 93 proc. respondentów, możliwość korzystania z elastycznych godzin pracy (73 proc.) oraz z pracy zdalnej (63 proc.).

Benefity na czasie

Z badania „Confidence Index” wynika, że spośród szerokiej gamy benefitów dla Polaków najważniejszy jest dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej (89 proc.). Tylko niecałe 8 proc. respondentów przyznało, że czynnik ten nie ma znaczenia przy wyborze miejsca zatrudnienia. Niewiele mniej, bo 75 proc. ankietowanych chciałoby otrzymać od pracodawcy dodatkowe ubezpieczenie na życie. Aspekt ten jest szczególnie istotny zwłaszcza dla osób powyżej 50 r.ż. (76 proc.). Karta sportowa to atrakcyjny dodatek do pensji dla 49 proc. ankietowanych, przy czym wśród osób poniżej 30 r.ż. odsetek ten wynosi aż 66%, a pracownicy w wieku 50+ są zainteresowani nim trzy razy rzadziej.

Służbowe sprzęty

Wykonywanie pracy często wiąże się z eksploatacją różnych narzędzi czy sprzętów, które powinny zostać zapewnione przez pracodawcę. Z badania Michael Page wynika, że 7 na 10 ankietowanych liczy na to, że otrzyma służbowy laptop i telefon. Z kolei 53 proc. pracowników chciałoby mieć do dyspozycji również służbowy samochód. Firmowe auto jest szczególnie pożądane przez pracowników na stanowiskach menedżerskich (77 proc.) oraz wśród osób powyżej 50 r.ż (62 proc. wskazań w tej grupie wiekowej w porównaniu do 39 proc. wskazań wśród respondentów poniżej 30 r.ż.).

Piotr Dziedzic
Piotr Dziedzic

 – Oferowanie pracownikom benefitów pozapłacowych jest coraz częściej spotykane w polskich firmach, dlatego dla wielu kandydatów takie dodatki jak karty sportowe, czy pakiety medyczne są już standardem. Wobec tego, wielu pracodawców inwestuje w mniej popularne benefity, które jednak mogą bardziej zaskoczyć pracowników. Należą do nich np. dodatki do posiłków, zapewnianie przekąsek w biurze, czy obdarowywanie pracowników specjalnymi punktami wymienialnymi na bilety do kina czy do teatrów – komentuje Piotr Dziedzic, dyrektor w firmie rekrutacyjnej Michael Page.

„Na koszt firmy”

Jak wynika z badania Michael Page, dodatek na lunch to atrakcyjny benefit dla 44 proc. respondentów, natomiast do darmowych przekąsek i owoców w biurze przekonanych jest mniej niż 28 proc. badanych. Większą aprobatą cieszą się za to: dostęp do programu oszczędnościowego (50 proc), karty podarunkowe (42 proc.) czy zniżki pracownicze (38 proc.).

– Polskim pracownikom zależy na utrzymaniu równowagi w życiu. Na ten aspekt zwraca uwagę niemal 92 proc. ankietowanych. Dlatego, na kandydatach duże wrażenie może zrobić zaoferowanie im dodatkowych dni urlopowych. Z naszego badania wynika, że jest to atrakcyjny bonus już dla co drugiego pracownika (51 proc.). Dodatkową motywacją do podjęcia pracy w danej firmie może być również możliwość zaoferowania pracownikom płatnego, dłuższego urlopu przeznaczonego na rozwój zawodowy i poszerzanie umiejętności, które w przyszłości mogą być przydatne także dla organizacji. W Polsce tego typu udogodnienia nie są jeszcze powszechnie stosowane, dlatego dla wielu firm może być to dodatkowy wyróżnik na rynku pracy – komentuje Piotr Dziedzic.

Czy chatbot zastąpi człowieka? Czy maszyna nas rozumie?

Jak wynika z danych Gartnera, do 2020 r. ponad 50% średnich i dużych przedsiębiorstw wdroży chatboty produktowe. Oznacza to, że użytkownicy Internetu będą coraz częściej wchodzić w interakcje z komputerem, a nie pracownikiem biura obsługi klienta, aby rozwiązać dany problem lub zadać pytanie. Ponadto analitycy przewidują, że w biznesie do 2022 r. 70% tzw. białych kołnierzyków, czyli pracowników niezajmujących się pracą fizyczną będzie na co dzień korzystało z platform służących do komunikacji. Zdaniem ekspertów SAS o tym czy chatboty zastąpią konsultantów zdecyduje nie tyle biznes, co klienci.

(21 sierpnia 2019 r.) – Chatboty to inaczej boty internetowe służące do prowadzenia konwersacji z wykorzystaniem języka naturalnego. Rozwiązania te są na tyle powszechne, że niemal każdy użytkownik sieci miał z nimi kontakt, np. odwiedzając stronę internetową, na której wyświetlił się komunikat: „Zadaj nam pytanie” lub „Jak możemy Ci pomóc?”. Najczęściej chatboty działają na różnego rodzaju czatach. Są one w stanie prowadzić konwersację w ramach komunikatorów internetowych, takich jak Messenger, Slack czy Whatsapp. Funkcję chatbota spełniają także wirtualni asystenci, tacy jak Siri czy Alexa, którzy są w stanie podać zarówno aktualną prognozę pogody dla danego miejsca, jak i sprawdzić czy w kalendarzu użytkownika wpisane są jakieś spotkania.

Z kolei w biznesie wirtualni asystenci pozwalają m.in. uzyskać dostęp do zestawień określonych danych na podstawie otrzymanych zapytań, opisywać duże zbiory korporacyjnych i publicznych informacji lub dzielić się wynikami analiz biznesowych z innymi użytkownikami. Mogą także sugerować jakie dodatkowe informacje warto uwzględnić na podstawie analizy wzorów danych i archiwalnych powiązanych zapytań. Użytkownik może wydawać komendy głosowe, np. „sprawdź, która kampania marketingowa wygenerowała najwięcej leadów w tym kwartale”. Chatboty to technologia, która sprawia, że ludzie mogą wykorzystywać potencjał analityki, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Co sprawia, że maszyna nas rozumie?

Chatboty są w stanie komunikować się z człowiekiem dzięki przetwarzaniu języka naturalnego. Technologie z tego zakresu stanowią dziedzinę sztucznej inteligencji, za ich sprawą maszyny są w stanie czytać, analizować i interpretować język ludzki. Pozwala im to zrozumieć zarówno jego strukturę, jak i znaczenie poszczególnych zdań, a także sformułować odpowiedź, która będzie korespondowała z postawionym pytaniem. Im więcej interakcji chatbota z użytkownikiem, tym więcej maszyna będzie rozumiała, a sama konwersacja będzie bardziej płynna i naturalna. Odpowiedzi na pytania klienta są formułowane na podstawie analizy podobnych zapytań z przeszłości.

Efektywny kontakt z klientem w trybie 24/7

Dzięki chatbotom firmy są w stanie udzielać natychmiastowych odpowiedzi na pytania w trybie 24/7. Korzyści biznesowe wynikające z wykorzystania chatbotów są przede wszystkim związane z możliwością redukcji zespołów, a co za tym idzie kosztów obsługi klienta. Jak wynika raportu „Barometr zawodów 2019” dla Warszawy, pracownicy telefonicznej i elektronicznej obsługi klienta są w grupie zawodów deficytowych.

Chatboty stanowią istotne wsparcie dla działów obsługi klienta, m.in. zawężając problem i sugerując rozwiązanie na podstawie archiwalnych zapisów kontaktów. Przykładowo lider branży telekomunikacyjnej w Szwajcarii, firma Swisscom otrzymuje 10 000 zapytań dziennie. Obsłużenie tak ogromnej liczby wiadomości zajmowało konsultantom bardzo dużo czasu. Dzięki platformie analitycznej SAS firma jest w stanie stworzyć bardziej kompletny profil klienta, na podstawie analizy historii kontaktów w mediach społecznościowych, transkrypcji rozmów prowadzonych za pośrednictwem call center oraz treści zapytań. Informacje te służą do tworzenia spersonalizowanych ofert. Co ciekawe, system automatycznie rozpoznaje i kategoryzuje określone sformułowania i jest w stanie stwierdzić czy dotyczą one tego samego rodzaju problemu.

Chatbot nie rozwiąże każdego problemu

Sami klienci nie podchodzą tak entuzjastycznie do kontaktów z chatbotami. Jak podaje raport „Klient w Świecie Cyfrowym” autorstwa PwC, wiele zależy od tego, jakiego rodzaju sprawę chce załatwić użytkownik. Rozwiązanie umowy, zwrot towaru czy pytania odnośnie faktury to przykłady kwestii, które klienci wolą załatwić korzystając z tradycyjnych kanałów komunikacji. 68% ankietowanych zwraca uwagę, że elektroniczne i tradycyjne kanały obsługi mają odmienne funkcje. Ich zdaniem, elektroniczne są skuteczniejsze podczas rozwiązywania mniej skomplikowanych problemów, natomiast te zawiłe klienci wolą zgłaszać przez kanały tradycyjne np. za pośrednictwem poczty e-mail.

Należy pamiętać, że o formie kontaktu z firmą decyduje sam klient. Biznes musi się dostosować do jego oczekiwań i oferować różne formy interakcji. Inwestycja w chatboty może przyczynić się do odciążenia działu obsługi klienta, ale nie sprawi, że biznes będzie mógł z niego zrezygnować podsumowuje Miłosz Trawczyński, Business Consulting Manager w SAS Polska.

Zasady PPK – co każdy pracodawca wiedzieć powinien?

Ustawa o Pracowniczych Planach Kapitałowych nakazuje, aby każda firma lub instytucja, która zatrudnia co najmniej jedną osobę podlegającą ubezpieczeniom emerytalnym i rentowym utworzyła PPK dla swoich pracowników. Pracodawcy mają coraz mniej czasu na dostosowanie do wymogów ustawy.

1 lipca 2019 roku ustawa zaczęła obowiązywać przedsiębiorstwa, które na dzień 31 grudnia 2018 roku zatrudniały min. 250 pracowników. Firmy te mają czas do 25 października 2019 roku na podpisanie z wybraną instytucją finansową umowy o zarządzanie PPK.

Pracodawcy zatrudniający mniej pracowników mają więcej czasu. Do 1 stycznia 2020 roku PPK muszą utworzyć firmy zatrudniające co najmniej 50 pracowników, a do 1 lipca 2020 roku czas mają podmioty zatrudniające od 20 osób. Pozostali pracodawcy powinni utworzyć PPK do 1 stycznia 2021 roku.

Istnieją jednak dwa wyjątki. Obowiązek tworzenia PPK nie obejmie przedsiębiorców zatrudniających mniej niż 10 osób, o ile wszyscy pracownicy złożą deklarację rezygnacji z uczestnictwa w PPK. Drugi wyjątek dotyczy przedsiębiorstw, które prowadzą pracownicze programy emerytalne (PPE) ze składką na poziomie min. 3,5% wynagrodzenia pracownika, a uczestnikami programu jest przynajmniej 25% zatrudnionych. Tego typu informacje są już powszechnie znane, ale taka wiedza nie wystarczy, aby we właściwy sposób spełnić wymogi ustawy.

– Największym zagrożeniem oraz problemem jest brak wiedzy uprawnionych osób na temat PPK. Zarówno pracodawcy, jak i pracownicy nie znają podstawowych założeń tej ustawy – mówi Krzysztof Stucke, trener w firmie Effect Group, autor szkolenia „Pracownicze Plany Kapitałowe – nowe obowiązki pracodawców”. – Dostępne informacje są lakoniczne, często nieprecyzyjne. Takie sytuacje wzbudzają nieufność, która bazuje również na błędnym łączeniu PPK z projektem OFE – podkreśla.

Pracownicy powinni uczestniczyć w wyborze PPK

Bardzo ważną kwestią jest sposób, w jaki pracodawca dokona wyboru instytucji finansowej zarządzającej PPK w danej firmie. Wybór powinien nastąpić przy udziale pracowników. Jeśli w zakładzie pracy działa zakładowa organizacja związkowa, pracodawca powinien w porozumieniu z tą organizacją dokonać wyboru instytucji zarządzającej. Jeśli w przedsiębiorstwie nie ma organizacji związkowej, konsultacje powinny zostać przeprowadzone z reprezentacją osób zatrudnionych.

– Wymóg wyboru instytucji zarządzającej PPK „w porozumieniu” z zakładową organizacją związkową lub reprezentacją osób zatrudnionych należy interpretować jako dążenie do ustalenia wspólnego stanowiska w tym zakresie – podkreśla Krzysztof Stucke. – Należy zwrócić uwagę, że w sytuacji, gdy w przedsiębiorstwie nie działa zakładowa organizacja związkowa, wyboru instytucji finansowej dokonuje się nie z reprezentacją pracowników, lecz reprezentacją osób zatrudnionych, z założenia obejmującą także m.in. zleceniobiorców, członków rad nadzorczych oraz osoby wykonujące pracę nakładczą – podkreśla.

Brak porozumienia nie stanowi jednak przeszkody do utworzenia PPK. Jeśli porozumienie z zakładową organizacją związkową lub reprezentacją osób zatrudnionych nie zostanie osiągnięte na 1 miesiąc przed terminem, w którym organizacja jest zobowiązana zawrzeć umowę o zarządzanie PPK, wówczas pracodawca samodzielnie dokonuje wyboru instytucji finansowej i zawiera z nią umowę.

Pomimo, że pracownicy powinni mieć wpływ na wybór instytucji zarządzającej, to jednak sama umowa o prowadzenie PPK na rzecz każdego pracownika jest zawierana przez pracodawcę bez udziału osoby zatrudnionej (nie składa ona podpisu na umowie). Otrzymuje ona natomiast od instytucji finansowej informację o warunkach uczestnictwa w PPK.

Co ważne, jeden pracodawca może w jednym czasie mieć podpisaną umowę tylko z jedną instytucją finansową obsługującą PPK.

Instytucję zarządzającą PPK można zmienić

Pracodawca podpisuje umowę z wybraną firmą zarządzającą, ale nie musi być to decyzja podjęta „na zawsze”. Podmiot zatrudniający może wypowiedzieć umowę o zarządzanie PPK na warunkach określonych w umowie. Ustawa nie reguluje okresów wypowiedzenia takiej umowy.

W sytuacji, w której dana organizacja podejmie decyzję o wypowiedzeniu umowy, przede wszystkim powinna dokonać wyboru innej instytucji zarządzającej PPK. W tym przypadku także powinno zostać osiągnięte porozumienie z reprezentacją osób zatrudnionych. Zmiana operatora PPK musi dokonać się w sposób płynny, oczywiście z uwzględnieniem określonego umową okresu wypowiedzenia.

Umowę o prowadzenie PPK należy zawrzeć w terminie maksymalnie 7 dni, licząc od dnia zawarcia nowej umowy o zarządzanie PPK.  Pracodawca zawiera z nową instytucją umowę o prowadzenie PPK w imieniu i na rzecz każdej osoby zatrudnionej, która miała zawartą umowę o prowadzenie PPK na dzień poprzedzający dzień zawarcia nowej umowy.

– Uczestnicy PPK muszą zostać powiadomieni, że podmiot zatrudniający złoży w ich imieniu wnioski o wypłaty transferowe środków zgromadzonych na ich rachunkach w PPK prowadzonych przez dotychczasową instytucję finansową do nowej instytucji finansowej – mówi trener Effect Group. – Informacji tej należy udzielić uczestnikom niezwłocznie, nie później niż w terminie 7 dni od dnia zawarcia nowej umowy o zarządzanie PPK. Uczestnik PPK będzie miał prawo w terminie 7 dni od dnia otrzymania takiej informacji poinformować pracodawcę w formie pisemnej o niewyrażeniu zgody na wypłatę transferową środków.

Jeśli uczestnik PPK poinformuje o tym, że nie wyraża zgody na wypłatę transferową, wówczas jego środki pozostaną na dotychczasowym rachunku PPK prowadzonym przez instytucję finansową, której wypowiedziano umowę. Do nowej instytucji będą natomiast trafiały nowe środki.

W odniesieniu do tych uczestników PPK, którzy nie poinformują pracodawcy o braku zgody, złoży on w imieniu każdej z tych osób wnioski o wypłaty transferowe środków. Wnioski będą składane już za pośrednictwem nowej instytucji finansowej.

Kary za niespełnienie wymogów ustawy o PPK

Warto mieć świadomość konsekwencji, jakie mogą być skutkiem zlekceważenia wymogów nałożonych przez ustawę. W przypadku pracodawców, którzy nie dochowają terminu przewidzianego w ustawie na zawarcie umowy o zarządzanie PPK, mogą oni zostać ukarani grzywną w wysokości do 1,5% funduszu wynagrodzeń u danego podmiotu zatrudniającego w roku obrotowym poprzedzającym popełnienie czynu zabronionego. Tego rodzaju karą jest zagrożony pracodawca, ale również osoba działająca w jego imieniu.

Pracodawca (albo osoba obowiązana do działania w imieniu podmiotu zatrudniającego) będzie zagrożony otrzymaniem grzywny od Państwowej Inspekcji Pracy w wysokości od 1.000 zł do 1.000.000 zł w sytuacji, gdy:

  1. nie dopełni obowiązku zawarcia w imieniu i na rzecz osoby zatrudnionej umowy o prowadzenie PPK w przewidzianym terminie,
  2. nie dopełni obowiązku dokonywania wpłat do PPK w przewidzianym przepisami terminie,
  3. nie zgłosi wymaganych ustawą danych lub zgłosi nieprawdziwe dane albo udzieli w tych sprawach nieprawdziwych wyjaśnień lub odmówi ich udzielenia,
  4. nie prowadzi dokumentacji związanej z obliczaniem wpłat do PPK.

W związku z tym, do tematu wdrożenia PPK warto podejść z dużą starannością. Aby przedsiębiorstwo poprawnie dostosowało się do wszystkich wymogów ustawy, wskazane jest objęcie odpowiednim szkoleniem wszystkich pracowników odpowiedzialnych za wdrażanie i obsługę PPK w firmie. Kolejna ważna sprawa, to konieczność przystosowania programów kadrowo-płacowych w taki sposób, aby uwzględniały one wszystkie finansowe kwestie związane z PPK.

Pamiętać warto także o tym, by temat planów kapitałowych był zrozumiały dla wszystkich pracowników, którzy zostaną objęci programem. Pracodawca powinien zadbać o przekazanie im rzetelnych informacji w tym zakresie, tak aby rozumieli wpływ PPK na wysokość ich przyszłej emerytury, zasady działania programu oraz konsekwencje ewentualnej rezygnacji z uczestnictwa w PPK.

Aby jednak odpowiednio informować pracowników, wcześniej właściwą wiedzę powinni zdobyć sami pracodawcy. Warto o nią zadbać już teraz, tym bardziej, że czasu pozostało niewiele.

Chwila spokoju dla złotego

Złotówka przestała tak gwałtownie tracić na wartości. Niestety prawdopodobnie nie jest to spowodowane odczytami z polskiej gospodarki, które pokazują bardzo dobrą (a nawet lepszą od oczekiwań) sytuację nad Wisłą, ale raczej ogólnymi nastrojami na światowych rynkach. Ponieważ w tej chwili są one bardzo zmienne, to w krótkiej perspektywie możemy spodziewać się wszystkiego.

Drogo, ale chociaż na moment stabilnie

Z dnia na dzień amplituda wahań na notowaniach złotówki w stosunku do głównych walut maleje. Co prawda nie należą one aktualnie do najtańszych, jednak widać chwilową stabilizację cen. Wygląda na to, że jeśli nie napłyną do nas kolejne negatywne wiadomości, to nie powinniśmy obserwować dalszego osłabienia złotówki. Dodatkowo w tym tygodniu otrzymamy sporą dawkę wiadomości z polskiej gospodarki. Już wczoraj zobaczyliśmy pozytywny odczyt z rynku pracy. Zatrudnienie rośnie rok do roku o 2,7%, a wynagrodzenie w ujęciu rocznym wzrosło o 7,4%, co jest wynikiem lepszym od oczekiwań. Z kolei dziś poznamy dynamikę w sektorze produkcji, a jutro opublikowana zostanie dynamika sprzedaży detalicznej oraz protokół z posiedzenia RPP. Tymczasem w środowe przedpołudnie euro wyceniane jest na 4,35 zł. Frank szwajcarski kosztuje niecałe 4,01 zł, a dolar amerykański 3,92 zł. Cena funta wynosi 4,76 zł.

Przed nami ciekawy dzień

Dzisiejsze popołudnie i wieczór zapowiadają się interesująco dla inwestorów. Najpierw ukaże się odczyt inflacji konsumenckiej w Kanadzie. Będzie to dobry moment na zwrócenie uwagi na pary walutowe związane z kanadyjskim dolarem. Jednak mimo wszystko więcej uwagi powinny przykuć późniejsze dane ze Stanów Zjednoczonych. Najpierw poznamy sytuację na rynku nieruchomości, z kolei o 20:00 przedstawiony zostanie protokół z posiedzenia FOMC. Jeżeli żaden polityk nie zaskoczy wpisem w mediach społecznościowych, to wieczorne wydarzenie może się okazać najważniejszym w tym tygodniu. Dzięki tzw. minutkom będzie można rozszyfrować nastroje członków Rezerwy Federalnej, dotyczące przyszłych ruchów polityki monetarnej za oceanem. Jest to o tyle ciekawy moment, że FED został już po raz kolejny podstawiony pod ścianą, a oczekiwania obniżki stóp procentowych są coraz większe. Z pewnością w godzinach wieczornych warto śledzić notowania dolara amerykańskiego.

Seria danych

Końcówka tygodnia również nie będzie należała do najnudniejszych. Już jutro, poza publikacjami z naszej gospodarki, czeka nas seria odczytów dotyczących indeksów PMI dla przemysłu i usług w strefie euro oraz w USA. Dodatkowo poznamy protokół z posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego.

Mateusz Wielewicki, analityk walutowy Internetowykantor.pl

Problemy z budową dróg

Pojawiają się coraz poważniejsze zagrożenia w kwestii realizacji kontraktów na budowę dróg i kolei w ramach projektów współfinansowanych z funduszy europejskich. Źródłem problemów jest gwałtowny wzrost cen materiałów budowlanych i urządzeń, a także kosztów pracy – jaki nastąpił po 2016 roku. Z tego powodu obecnie zrywane są umowy na realizację niektórych odcinków dróg krajowych i  autostrad. Federacja Przedsiębiorców Polskich przedstawiła raport w tej sprawie. Zidentyfikowano w nim 12 zagrożonych przedsięwzięć, jednak liczba to może niestety wzrosnąć. FPP podkreśla potrzebę waloryzacji kontraktów na realizację tych inwestycji.

– Wynagrodzenie wykonawców powinno zostać odpowiednio dostosowane, aby odzwierciedlało nowe realia gospodarcze, w jakich zawarte umowy są realizowane – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). –  W ten sposób uda się uniknąć zjawiska zrywania kontraktów na prace budowlane. Z analizy FPP wynika, że w przypadku konieczności wybrania wykonawcy zastępczego dochodzi do znacznego opóźnienia realizacji projektów. Wynosi ono około 20 miesięcy. Wzrasta także finalny koszt inwestycji – aż o 89 proc. Oferty składane przez nowych wykonawców opiewają na znacznie wyższe kwoty, niż te proponowane przed 2016 roku. Dla sektora finansów publicznych waloryzacja obecnych umów jest więc bardziej opłacalna, niż pośpieszne dokańczanie projektów, kiedy dojdzie do ich zerwania. Pojawia się także ryzyko związane z rozliczaniem środków po zakończeniu obecnej perspektywy finansowej Unii Europejskiej. Może dojść do utraty dofinansowania z Funduszu Spójności na budowę dróg w kwocie nawet 4,2 miliarda złotych. Waloryzacja zawartych już kontraktów jest więc korzystna także po to, aby uniknąć takiego scenariusza – zaznaczył Kozłowski.

Jak płatności kartą zmienią się po 14 września 2019? – kompendium Mastercard

14 września 2019 r. wchodzi w życie dyrektywa PSD2, która zmienia sposób, w jaki będziemy płacić za zakupy. Nowe przepisy mają na celu zwiększyć bezpieczeństwo finansów klientów w dobie postępującej cyfryzacji. W związku z tym, że pojawia się wiele pytań i wątpliwości, jak będą wyglądać płatności w sklepach fizycznych i online od drugiej połowy września, Mastercard przygotował praktyczny przewodnik, w którym odpowiadamy na najważniejsze pytania.

Zakupy w sklepach stacjonarnych

  • Czy to prawda, że będzie konieczne potwierdzanie PIN-em transakcji także tych nieprzekraczających kwoty 50 PLN?

Od 14 września[1] kodem PIN trzeba będzie autoryzować również niektóre transakcje na kwoty nieprzekraczające 50 PLN. Banki będą zobowiązane do stosowania tzw. silnego uwierzytelnienia klienta (ang. strong customer authentication, SCA) przy co szóstej transakcji (piąta może być bez SCA) lub jeśli skumulowana wartość transakcji bez silnego uwierzytelniania przekroczy 150 euro. Każda transakcja powyżej 50 PLN, która automatycznie wymaga kodu PIN spowoduje, że licznik transakcji (lub kwoty) będzie startował od początku.

  • Skąd bierze się ta zmiana? Dlaczego będę teraz płacić inaczej?

Zmiany są efektem nowych przepisów. Nieustający rozwój cyfrowości i pojawiające się nowe rozwiązania w zakresie płatności wymagają jednocześnie nowych zabezpieczeń. Zmiany w sposobie autentykacji płatności wynikają z dyrektywy PSD2, która wprowadza jednolity rynek płatności we wszystkich krajach Unii Europejskiej.

  • W jakich przypadkach/kiedy terminal poprosi mnie o autoryzację transakcji?

Zależy to od zastosowanego kryterium przez bank-wydawcę karty.

Pierwszym z nich jest autoryzacja kodem PIN co szóstej transakcji – o ile wcześniej nie zapłacimy za coś kwoty powyżej 50 PLN, co automatycznie wymaga kodu PIN i zeruje licznik.

Drugie kryterium dotyczy łącznej wartości kolejnych płatności kartą. Gdy przekroczy ona próg 150 euro, autoryzacja PIN-em będzie wymagana. 150 euro jest jednak kwotą maksymalną, a wydawcy kart, czyli przede wszystkim banki, mogą ustalić dla swoich kart próg poniżej 150 euro. Jeśli bank zastosuje to właśnie kryterium, to – jak wynika ze statystyk Mastercard – patrząc z perspektywy konsumenta niewiele się zmieni. Zanim bowiem drobne transakcje przekroczą limit 150 euro (ponad 600 PLN), klient statystycznie zrobi transakcję przekraczającą wartość 50 PLN, która i tak wymaga podania kodu PIN.

Każda transakcja z PIN „zeruje licznik” (zarówno w przypadku stosowanego kryterium liczby transakcji, jak i łącznej kwoty transakcji bez SCA).

  • Kto decyduje o tym, jakie kryterium wymogu autoryzacji (liczba transakcji lub ich suma) będzie zastosowane?

Decyduje o tym wydawca karty. O szczegóły warto więc zapytać w swoim banku/instytucji finansowej.

  • Czy transakcje zliczają się do szóstej w skali jednego dnia/tygodnia, czy też wszystkich transakcji?

Brane są pod uwagę wszystkie kolejne transakcje poniżej 50 PLN. Przykładowo, jeśli trzy takie transakcje wykonamy w poniedziałek, a dwie we wtorek, to pierwsza transakcja na niską kwotę w środę będzie wymagała autoryzacji kodem PIN. Jednocześnie ta transakcja „zeruje licznik”, podobnie jak każda przekraczająca kwotę 50 PLN, która automatycznie wymaga wpisania kodu PIN na terminalu.

  • Chciałbym autoryzować transakcje dokładnie tak samo, jak do tej pory (czyli tylko te przekraczające kwotę 50 PLN). Czy to możliwe?

Nie, nie będzie to możliwe. Nowe przepisy dotyczą wszystkich użytkowników kart płatniczych.

  • Czy nowe wymogi obowiązują także dla zbliżeniowych płatności mobilnych?

Tak, silne uwierzytelnienie obejmuje mobilne transakcje zbliżeniowe, gdy cyfrowy odpowiednik karty płatniczej jest zapisany w smartfonie, a płatność jest realizowana za pomocą aplikacji bankowej (standard HCE) lub tzw. portfela mobilnego, takiego jak np. Google Pay. Nawet jeśli dany portfel mobilny nie stosuje uwierzytelniania dla wszystkich transakcji (za pomocą kodu PIN, odcisku palca itp.), identyfikacja użytkownika przy płatności na kwotę poniżej 50 PLN może być konieczna.

  • Czy przy płatnościach Apple Pay, przy których każda transakcja jest autoryzowana biometrycznie, także będą obowiązywały wymogi z potwierdzaniem PIN-em co szóstej transakcji?

W przypadku Apple Pay wszystkie płatności są identyfikowane biometrycznie, więc dodatkowe uwierzytelnianie nie jest potrzebne.

  • Czy będą jakieś wyjątki od zastosowania tych wymogów?

Tak, wyjątkiem zostaną objęte transakcje w samoobsługowych biletomatach (np. w komunikacji miejskiej), parkomatach oraz samoobsługowych bramkach autostradowych.

  • Czy płacąc kartą za granicą będą obowiązywały te same wymogi, co w Polsce?

Przepisy dyrektywy PSD2 obowiązują tylko w państwach Europejskiego Obszaru Gospodarczego (UE oraz Norwegia, Liechtenstein i Islandia). Poza tym obszarem płatności zbliżeniowe będą działać tak, jak do tej pory.

  • Czy to oznacza, że płatności kartą w sklepie będą teraz bezpieczniejsze?

Już wcześniej płatności zbliżeniowe były bardzo bezpieczne. Warto wspomnieć, że oferują one wyraźnie wyższy poziom bezpieczeństwa niż te stykowe, a Polska od lat znajduje się na szczycie listy krajów europejskich o najniższej liczbie oszustw kartowych. Niezmiennie posiadacze kart są też chronieni przez rozwiązania technologiczne (np. szyfrowanie danych i standard EMV) oraz przez standardy branżowe i przepisy prawa (np. usługa chargeback, bądź ograniczenie odpowiedzialności posiadacza karty za nieuprawnione transakcje do kwoty 50 EUR w ciągu 24 godzin do zgłoszenia zaginięcia karty). Najnowsze zmiany dodatkowo podnoszą poziom bezpieczeństwa, sprawiając, że nawet gdy karta płatnicza znajdzie się w niepowołanych rękach, skutki w postaci ewentualnych strat finansowych będą mniej poważne.

  • Czy to oznacza, że płatności kartą w sklepie będą teraz bardziej czasochłonne?

W doświadczeniu użytkownika zmieni się to, że przy szóstej kolejnej transakcji poniżej kwoty 50 PLN będzie musiał wpisać kod PIN, co trwa maksymalnie kilka sekund. Nie jest to więc zbyt czasochłonne, a z drugiej strony gwarantuje większe poczucie bezpieczeństwa konsumenta. Warto pamiętać, że w 2020 r. limit transakcji bez PIN w Polsce powinien wzrosnąć do 100 PLN. To oznacza, że płatności wymagających podania czterocyfrowego kodu będzie mniej.

Zakupy w sklepach online

  • Jak będą wyglądały płatności kartą online po 14 września 2019 r.?

Zmiany nastąpią w zakresie autentykacji użytkownika – od tej pory będzie ona musiała być dwustopniowa, czyli obejmować dwa różne elementy opisane w przepisach.

  • Na czym polega tzw. silne uwierzytelnienie klienta?

Silne uwierzytelnienie klienta polega na weryfikacji co najmniej dwóch elementów należących do trzech kategorii: „wiedza” (co wie posiadacz karty, np. hasło zdefiniowane przez klienta), „posiadanie” (co ma posiadacz karty, np. telefon, na którym znajduje się aplikacja bankowa) i „cechy klienta” (element biometryczny, np. odcisk palca).

  • Kto decyduje o tym, które z tych trzech elementów będę musiał zastosować?

Będą o tym decydować banki-wydawcy kart. Oczekuje się, że rozwijane będą rozwiązania bazujące na bankowej aplikacji mobilnej i wybranej funkcji biometrycznej. O szczegóły warto zapytać w swoim banku.

  • Jak będzie wyglądać płatność krok po kroku? Czy zawsze tak samo?

W trakcie płatności online konsument będzie musiał wprowadzić dane swojej karty płatniczej i kliknąć przycisk „Zapłać”. W następnym kroku zrealizowane zostanie silne uwierzytelnienie, które może mieć następujący przebieg:

– Użytkownik otrzyma powiadomienie push z aplikacji bankowości mobilnej i będzie musiał wprowadzić swój osobisty kod mPIN lub użytkownik otrzyma powiadomienie push z aplikacji bankowości mobilnej i będzie musiał potwierdzić swoją tożsamość za pomocą odcisku palca lub innych danych biometrycznych.

– Jeśli kod mPIN, odcisk palca (bądź inne dane biometryczne) lub kod jednorazowy SMS zostanie zidentyfikowany pomyślnie, bank zatwierdzi płatność.

  • Mam już kartę z aktywnym rozwiązaniem SecureCode (3D Secure) i korzystam z haseł jednorazowych otrzymywanych w wiadomościach SMS. Czy coś się dla mnie zmieni?

Zgodnie z nowymi przepisami banki będą mogły oferować identyfikację przez swoją aplikację mobilną, za pomocą odcisku palca lub unikalnego kodu. Jeśli natomiast klient nie ma odpowiedniego urządzenia z aplikacją banku, w dalszym ciągu będzie musiał wprowadzać hasła otrzymywane w wiadomościach SMS, ale będzie też potrzebował dodatkowej metody uwierzytelnienia. Zostanie to określone przez wydawcę karty. O szczegóły warto więc zapytać w swoim banku.

  • Czy każda transakcja online będzie autoryzowana z wykorzystaniem dwóch elementów?

Z założenia tak, przy czym w kilku przypadkach jest możliwe zastosowanie wyjątków. Mogą one dotyczyć: niskich kwot transakcji (do 50 PLN), płatności cyklicznych (np. abonament za usługi cyfrowe, opłaty za rachunki), wybranych sklepów, którym konsumenci ufają, transakcji o niskim ryzyku oszustwa czy też bezpiecznych płatności korporacyjnych.

  • Kupuję po raz kolejny buty w moim ulubionym sklepie online. Co się dla mnie zmieni po 14 września?

W przypadku regularnych zakupów u konkretnego sprzedawcy wydawcy kart płatniczych mogą zastosować jeden z wyjątków zdefiniowanych w dyrektywie PSD2. Również sprzedawcy wspólnie ze swoim dostawcą płatności mogą w takich sytuacjach zasugerować bankowi wybrany wyjątek. Decyzja o zastosowaniu wyjątku należy do banku – wydawcy karty, ale informacja od sprzedawcy, że transakcja jest bezpieczna, znacząco zwiększa szansę odstąpienia banku od silnego uwierzytelnienia.

  • Dlaczego potrzebne jest dodatkowe uwierzytelnienie?

W dobie postępującej cyfryzacji bezpieczeństwo w sieci jest coraz ważniejszą kwestią i dlatego Unii Europejskiej zależy na zwiększeniu bezpieczeństwa płatności i pieniędzy konsumentów. Stąd też dodatkowy element uwierzytelnienia. Zgodnie z wynikami badania Mastercard[2] aż 76% polskich konsumentów uważa, że silna autoryzacja płatności online jest potrzebna, a 28% deklaruje, że dzięki temu będzie częściej robić zakupy w e-commerce.

  • Co jeśli nie mam przy sobie telefonu lub jego bateria się rozładowała?

W takim przypadku klient nie będzie w stanie przeprowadzić silnego uwierzytelniania, więc płatność online nie zostanie zrealizowana.

  • Czy teraz banki będą częściej proponować rozwiązania biometryczne?

Banki mają teraz ku temu większe możliwości. Biorąc pod uwagę ich wysoki poziom innowacyjności oraz fakt, że rozwiązania biometryczne są bezpieczniejsze i bardziej wygodne od haseł i kodów, których zdarza się zapominać, możemy się spodziewać popularyzacji tej formy uwierzytelniania w najbliższych latach. W efekcie, biometria pozwoli pogodzić bezpieczeństwo transakcji, którego wymagają przepisy, oraz wygodę i szybkość płatności, których oczekują klienci e-commerce.

  • Jak działają rozwiązania biometryczne? Czy są bezpieczne?

Rozwiązania biometryczne polegają na identyfikacji fizycznych, unikalnych cech użytkownika, takich jak odcisk palca, zdjęcie twarzy czy skan tęczówki oka. W niedawnym badaniu Mastercard konsumenci uznali, że odcisk palca jest bezpieczniejszą metodą potwierdzania płatności (75%) niż kody jednorazowe (66%), a już niemal połowa ankietowanych (47%) chciałaby w ten sposób uwierzytelniać płatności kartą.

  • Czy to oznacza, że płatności kartą w sieci będą teraz bezpieczniejsze?

Płatności kartą w internecie już wcześniej były bezpieczne, a korzystając z tej metody płatności konsumenci mogli korzystać m.in. z chargebacku (prawa do reklamacji w przypadku niepowołanej transakcji), czego nie zapewniają inne metody płatności internetowych. Dodatkowo, ci którzy korzystali z portfeli cyfrowych, takich jak Masterpass, mogli bezpiecznie zapisywać dane swoich kart. Od połowy września dodatkowy poziom bezpieczeństwa, związany z dwuelementową autentykacją, tylko zwiększy naszą ochronę przed oszukańczymi transakcjami.

  • Czy to oznacza, że płatności kartą w sieci będą teraz bardziej czasochłonne?

Dla części klientów nie zmieni się nic, ponieważ w wielu sklepach płatności są uwierzytelniane przez wydawcę karty np. za pomocą jednorazowego hasła otrzymywanego w wiadomości SMS lub w aplikacji bankowości mobilnej. W efekcie wdrożenia dyrektywy PSD2 wprowadzone zostaną dodatkowe opcje uwierzytelniania, które mogą przyspieszyć ten proces. Tak jest w przypadku uwierzytelnienia biometrycznego, które umożliwia konsumentom potwierdzenie tożsamości przez zwykłe dotknięcie palcem własnego telefonu.

[1] Na podstawie wytycznych Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego, Komisja Nadzoru Finansowego może wprowadzić okres przejściowy dla uczestników rynku, w związku z czym opisane w dokumencie sytuacje mogą zacząć być wdrażane w niektórych przypadkach już po 14 września br.

[2] Badanie Mastercard „Bezpieczne e-zakupy”, czerwiec 2019 r.

Polska branża sportowa jest warta blisko 10 mld złotych

Wartość światowego rynku sportu wynosiła w 2018 roku prawie pół biliona dolarów, a w perspektywie 4 lat wzrośnie nawet o 1/4. Według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego polski rynek sportu wygenerował w ubiegłym roku prawie 10 mld zł wartości dodanej, a związane z nim inwestycje budżetowe sięgają blisko 1,8 mld zł. Polacy wydają coraz więcej na sport i rekreację, ale ich aktywność ruchowa spada: tylko 28 proc. regularnie uprawia sport, a 56 proc. nie uprawia go w ogóle. Brak aktywności fizycznej mieszkańców Polski przynosi naszej gospodarce 7 mld zł strat rocznie.

Według The Business Research Company w 2018 roku globalna wartość rynku sportowego wynosiła 488,5 mld dolarów. Szacuje się, że w 2022 roku wzrośnie do ponad 614 mld dolarów. Największy udział rynkiem sportu jest Ameryka Północna, której udział w światowym rynku wynosi ponad 30 procent. W Polsce branża sportowa wygenerowała w 2018 roku 9,63 mld złotych wartości dodanej, utrzymując tym samym łącznie 109 tysięcy miejsc pracy i zapewniając 2,98 mld PLN wynagrodzeń. Każdy złoty wydany na sport nie tylko ma efekt mnożnikowy dla gospodarki, lecz także pozwala zredukować koszty m.in. w obszarze ochrony zdrowia – mówi Krzysztof Kutwa, analityk Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Polska branża sportowa jest warta blisko 10 mld złotychWydatki budżetowe na sport i rekreację wyniosły w Polsce w 2017 roku 1,77 mld euro – nieco poniżej średniej w UE-28, która w tym samym czasie wynosiła 1,83 mld euro. Wydajemy więcej niż Belgowie, Finowie czy Duńczycy, ale mniej od Francuzów, Niemców czy Włochów – mówi Mateusz Rafał, Ministerstwo Sportu i Turystyki. Polskie gospodarstwa domowe przeznaczają średnio 458 PLN, co oznacza, że wydatki na cele sportowe i rekreacyjne wzrosły na przestrzeni czterech lat o 40 złotych.

Polska branża sportowa stoi przed szeregiem wyzwań. Jak zwracają uwagę analitycy PIE, niezbędne są zmiany w systemie kształcenia, które pomogą w profesjonalizacji kompetencji kształtowanych w sporcie po zakończeniu edukacji wyższej, a także odpowiedzą na zapotrzebowanie w zakresie nowoczesnych technologii wprowadzanych do sportu. Potrzebne są także nowe zachęty finansowania klubów sportowych, które umożliwią im budowanie wizerunku.

Ponad połowa Polaków w ogóle nie uprawia sportu

Tylko co czwarty mieszkaniec Polski (28 proc.) regularnie uprawia sport, podczas gdy w krajach unijnych jest to ok. 40 proc. osób. 56 proc. Polaków w ogóle nie uprawia sportu, co oznacza, że od 2004 roku brak aktywności ruchowej w naszym kraju wzrósł o 10 pkt. proc. Polacy częściej (53 proc.) niż pozostali obywatele UE (39 proc.) uważają, że władze lokalne nie robią dostatecznie wiele, by zapewnić im możliwość aktywności fizycznej.

Polska branża sportowa jest warta blisko 10 mld złotych -2Koszty braku aktywności szacuje się na 7 mld złotych rocznie. Gdyby co druga osoba, która nie jest aktywna fizycznie, zaczęła regularnie uprawiać sport, przełożyłoby się to na co najmniej 11 tys. zawałów mniej, 2,2 tys. mniej zachorowań na nowotwór jelita grubego czy 1,5 tys. mniej przypadków raka piersi – mówi Krzysztof Kutwa. Koszty opieki zdrowotnej spadłyby w skali roku o 440 mln złotych, a koszt absencji pracowniczych zmalałby o 3 mld złotych.

Mimo spadającej liczby aktywnie uprawiających sport, w ostatnich latach można zaobserwować znaczny wzrost zainteresowania klubami fitness. Obecnie należy do nich w Europie ponad 62 mln osób (wzrost o 3,5 pkt. proc. r/r), z czego 3 mln stanowią mieszkańcy Polski (wzrost o 2,7 pkt. proc. r/r). Trend zwyżkowy przypisuje się po części pracodawcom, którzy oferują karnety sportowe swoim pracownikom. Należy jednak pamiętać, że przynależność do klubu nie oznacza, że zapisana do niego osoba regularnie korzysta z jego usług.

Sylwia Dunn z ID Logistics o największych wyzwaniach rynku dedykowanej logistyki kontraktowej

Sylwia Dunn, business development director, ID Logistics Polska
Sylwia Dunn, business development director, ID Logistics Polska

Co dziś jest największym wyzwaniem dla operatorów logistycznych specjalizujących się w dedykowanej logistyce kontraktowej? Komentarz Sylwii Dunn, business development director, ID Logistics Polska.

Rynek pracy

Operator logistyczny specjalizujący się w dedykowanych rozwiązaniach logistycznych, przede wszystkim musi być przygotowany na utrzymującą się od dłuższego czasu dużą rotację pracowników magazynowych, a w niektórych rejonach kraju nawet ich brak. Naszą odpowiedzią jest proaktywna polityka HR, ukierunkowana na pozyskanie i utrzymanie zasobów ludzkich. Obsługując wymagających klientów, jakimi z pewnością są sieci handlowe czy koncerny FMCG, wiemy jak ważne jest to, aby każda operacja logistyczna była wykonana starannie przez specjalistów, którzy dobrze znają specyfikę ich obsługi. Taką jakość można osiągnąć dążąc do maksymalizacji udziału w zatrudnieniu stałych i długoletnich pracowników, którzy oprócz dobrego wynagrodzenia i opieki socjalnej, będą mieć zagwarantowany odpowiedni komfort pracy. W obszarze poprawy ergonomii i warunków pracy często wykorzystujemy innowacyjne rozwiązania. Magazyny ID Logistics wyposażone są w np. wideo rejestratory procesu kompletacji produktów tzw. mobilaizery połączone z systemem „put to light”, antykolizyjne oświetlenia na skrzyżowaniach dróg wewnętrznych, mobilne foliarki, systemy składowania pustych palet czy przyjazne, szczególnie dla osób nie znających języka polskiego, systemy voice picking „TechSpeechPro”, umożliwiające komunikację w różnych językach. Jak wynika z naszych obserwacji, dbałość o komfort pracy zatrudnionych osób przez wdrażanie innowacyjnych rozwiązań bezpośrednio przekłada się na niższy procent rotacji kadry. To z kolei wpływa korzystnie nie tylko na koszty, ale przede wszystkim na zadowolenie klientów z jakości obsługi.  Teraz pracujemy nad nowymi możliwościami poprawy warunków pracy. Mimo trudnego rynku, to podejście pozwala nam utrzymać wysokie standardy zatrudnienia oraz opinię dobrego pracodawcy i rzetelnego operatora logistycznego na polskim rynku.

Kompleksowość obsługi

Kolejnym wyzwaniem jest przygotowanie dedykowanych rozwiązań dla klientów, które w inny niż dotychczas sposób odnoszą się do pojęcia ‘kompleksowość obsługi’. Mam tu na myśli głównie obsługę e-commerce. W 2018 oraz pierwszym kwartale tego roku praktycznie każdy nasz klient z branży retail i FMCG miał w planach wprowadzenie obsługi e-commerce dla swoich finalnych odbiorców. Od 2-3 lat, na rynkach Europy Zachodniej, we Francji, Hiszpanii, Portugalii, Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Polsce, obserwujemy też nowy trend, związany z rozwojem handlu elektronicznego i sieci sklepów tzw. convenience. Oprócz dużych, wyspecjalizowanych centrów dystrybucyjnych, klienci coraz częściej zainteresowani są uruchamianiem mniejszych, ale za to wielofunkcyjnych magazynów, gdzie składowane są różne artykuły, od suchych po mrożone. Zlokalizowane bliżej centrów miast zapewniają krótszy czas zaopatrzenia sklepów w cały asortyment. Zapewnienie wielokanałowej obsługi dostaw produktów staje więc warunkiem dominującym we wszystkich naszych nowych projektach. Spełnienie tych wymagań, w połączeniu z zaletami rozwiązań dedykowanych jak holistyczne zarządzanie procesami w magazynie, transparentność kosztów sprzyjająca prognozowaniu elementów pochodnych czy idealne położenie centrum dystrybucyjnego dostosowane do sieci dostaw, lokalizacji produkcyjnej i całego łańcucha dostaw klientów, znacznie wpływa na wzrost liczby pozyskiwanych kontraktów.

Innowacje

Coraz większym zainteresowaniem cieszą się projekty typu ‘in-house logistics’ w lokalizacjach magazynowych i przyprodukcyjnych klientów. Częściowo wynika to ze zmiany strategii klientów, także z coraz większych problemów z dostępnością pracowników czy chęcią oddania obsługi w ręce profesjonalistów. Przy ich realizacji często przejmujemy część lub cały zespół pracowników klienta, jednocześnie optymalizując procesy. To często generuje oszczędności w kosztach osobowych. Dzięki wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań w ramach ‘in-house logistics’ i wypracowanym oszczędnościom wzrasta nasza konkurencyjność, co sprzyja długoletniej współpracy. Oczywiście przejęcie operacji może odbywać się też bez implementacji zmian procesowych. Wówczas istotne znaczenie ma dostosowanie procesów logistycznych do standardów i norm obowiązujących obecnie w magazynie klienta. Często korzystamy też z jego systemów informatycznych, na ściśle określonych zasadach.

Rozwój powierzchni magazynowych

Dalszemu rozwojowi logistyki kontraktowej w Polsce i Europie sprzyja, utrzymująca się od kilku lat, tendencja wzrostowa na rynku powierzchni magazynowych. Planując kolejne projekty jesteśmy w stanie zaproponować klientom optymalne lokalizacje dla rozwiązań dedykowanych, dzięki czemu utrzymujemy przewagę konkurencyjną. Dziś jest to jeden z kluczowych elementów wyboru partnera logistycznego. Z raportu z ostatniego kwartału 2018 roku Jones Lang LaSalle wynika, iż na rynku polskim obecnie jest w budowie 1 900 500 mkw. powierzchni magazynowych ogółem, z czego ponad 63,8 proc. czyli 1 213 000 mkw. stanowią powierzchnie już objęte umową tzw. przednajmu, pozostałe 36,2 proc. czyli 687 500 mkw. stanowią powierzchnie jeszcze niezakontraktowane. Na rynku mamy obecnie do czynienia z najniższym od dawna poziomem pustostanów. Zgodnie ze statystykami jest to około 5 proc. powierzchni, w porównaniu z 10 proc. w 2017 roku. Obecnie buduje się spekulacyjnie około 36 proc. powierzchni, a podaż pustostanów nadal spada, co oznacza ogromne zainteresowaniem wynajmem. Udział samych operatorów logistycznych w całym rynku nieruchomości magazynowych wynosi około 40 proc. (w 2018 roku wynajmowali oni łącznie 1 422 000 mkw. magazynów w Polsce), a tendencja jest wciąż wzrostowa. Najwyższe pozycje zajmuje centralna Polska i Mazowsze, okolice Poznania oraz Górny i Dolny Śląsk. Biorąc pod uwagę dostępność i zainteresowanie powierzchniami magazynowymi w Europie, ponad 52 proc. udziału w całkowitym rynku tzw. wynajmu netto należą do Niemiec, Holandii i Polski. Tuż za tą czołówką podążają w Europie takie kraje jak Hiszpania oraz Rosja.

TenderHut z najlepszym wynikiem finansowym w historii

Grupa Kapitałowa TenderHut podsumowała 2018 rok. Firma uzyskała największy przychód oraz zysk netto w swojej dotychczasowej historii. Rekordowe tempo wzrostu dostrzeżone zostało także przez analityków Deloitte oraz redakcję Financial Times.

W 2018 roku Grupa TenderHut wypracowała skonsolidowane przychody na poziomie 23,7 mln złotych, co stanowi wzrost o 47% w stosunku do poprzedniego roku. Spółka odnotowała także wzrost skonsolidowanego zysku netto, który wyniósł 1,77 mln złotych (zmiana: 72%). Natomiast na skonsolidowanym wyniku EBITDA firma uzyskała zmianę na poziomie 98% – wzrósł on do 2,47 mln złotych.

Robert Strzelecki, prezes spółki TenderHut S.A.
Robert Strzelecki, prezes spółki TenderHut S.A.

Początek ubiegłego roku dla całej grupy był trudnym okresem. Po tragicznej śmierci Waldemara Birka, dotychczasowego prezesa (zmarł 26 lutego 2018 roku), stery spółki objął Robert Strzelecki dotychczas pełniący funkcje COO. – Waldemar podłożył podwaliny dla naszych najważniejszych kontraktów i najbardziej dochodowych biznesów. Jego śmierć była dla nas dużym zaskoczeniem, ponieważ mimo swojego wieku był to człowiek pełen niekończącej się energii – wspomina Strzelecki, obecny prezes TenderHut. Mimo nieoczekiwanej zmiany spółka obronną ręką zakończyła szereg projektów, które w efekcie przyczyniły się do uzyskanych w 2018 roku wyników finansowych.

Od tego momentu grupa dokonała akwizycji 4 kolejnych firm IT (GSW Tech, Order of Code, Javeo Software, Olsoft) oraz otworzyła 3 oddziały developerskie w Polsce: Szczecin, Wrocław i Przemyśl. W efekcie realizacji strategii rozwoju powstała także 5 spółka wchodząca w skład grupy – ExtraHut, realizująca projekty z zakresu UX&Design. Zasoby firmy zostały także skupione na ekspansji zagranicznej. Firma otworzyła kolejne – 8. biuro poza Polską. Francuski oddział ma za zadanie powiększenie dotychczasowego portfolio klientów spółki. TenderHut w 2018 roku rozpoczęła także prace nad otwarciem biura na Dalekim Wschodzie. Zaawansowane rozmowy z 2018 roku doprowadziły w sierpniu 2019 roku do otwarcia pierwszego azjatyckiego oddziału firmy mieszczącego się w chińskim Guangzhou.

Osiągnięcia Grupy TenderHut zostały dostrzeżone przez ranking Deloitte Technology Fast 50 Central Europe, w którym spółka zajęła 1. miejsce wśród polskich firm i 7. w Europie, jako najszybciej rozwijająca się spółka technologiczna w regionie. TenderHut zajął 23. miejsce w rankingu FT 1000 Financial Times z pośród najdynamiczniej rozwijających się firm w Europie, a zarazem uplasował się na pierwszym miejscu spośród polskich spółek.

TenderHut nie zwalnia tempa – W tym roku pragniemy skupić się na optymalizacji portfela produktowego, a w szczególności na produktach Zonifero i Holo4Labs, zmianach organizacyjnych porządkujących naszą wewnętrzną strukturę, a także na konsekwentnej kontroli kosztów – podsumowuje Strzelecki.

We wrześniu ruszy nabór wniosków w programie „Mój Prąd”. Gospodarstwa domowe dostaną do 5 tys. zł na fotowoltaikę

We wrześniu ruszy nabór wniosków w programie „Mój Prąd”. Gospodarstwa domowe dostaną do 5 tys. zł na fotowoltaikę 1

Do 50 proc. wartości instalacji fotowoltaicznej, ale nie więcej niż 5 tys. zł – o dotację w takiej wysokości będą mogły ubiegać się gospodarstwa domowe w rządowym programie „Mój Prąd”. Według szacunków ma skorzystać z niego 200 tys. gospodarstw, a nabór wniosków ruszy we wrześniu. Jak ocenia ekspert, rządowa inicjatywa powinna zachęcić gospodarstwa domowe do inwestycji w fotowoltaikę, ale na zainteresowanie tą technologią – oprócz czynników ekonomicznych – wpływa przede wszystkim świadomość ekologiczna społeczeństwa.  A ta w Polsce wciąż jest niska.

Program „Mój Prąd” z pewnością korzystnie wpłynie na rozwój OZE, ale powstaje pytanie o skalę tego wpływu. W mojej ocenie może być on niewielki, bo borykamy się z niską świadomością i niskim poziomem zrozumienia dla konieczności transformacji energetycznej. W wymiarze stricte ekonomicznym – ze względu na konieczność zaangażowania własnego kapitału – wpływ programu raczej nie będzie znaczący. Jest to tylko jeden z wielu kroków na drodze do ekologicznej transformacji naszej energetyki – mówi agencji Newseria Biznes Jan Sakławski, radca prawny, wspólnik w Kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy.

Rządowy program dofinansowania instalacji fotowoltaicznych „Mój Prąd” został oficjalnie ogłoszony przez premiera Morawieckiego w końcówce lipca. Jego autorami są resorty środowiska i energii. Jak podaje ten ostatni, nabór wniosków do programu ma ruszyć na początku września tego roku (będzie prowadzony przez NFOŚiGW).

„Mój Prąd” jest skierowany do gospodarstw domowych (osób fizycznych), które mogą uzyskać dotacje do 50 proc. wartości instalacji fotowoltaicznej, ale nie więcej niż 5 tys. zł. Wsparciem zostaną objęte instalacje o mocy zainstalowanej 2-10 kW. Całkowity budżet programu to 1 mld zł. Ta kwota ma wystarczyć na dofinansowania dla fotowoltaiki dla ok. 200 tys. gospodarstw domowych. W założeniu „Mój Prąd” ma zwiększyć produkcję energii z mikroźródeł fotowoltaicznch i pobudzić rynek OZE.

Ten program jest dedykowany konkretnej grupie, tzn. osobom fizycznym, które prowadzą gospodarstwo domowe. Nie jest to więc program, który w jakiś sposób odciąży te elementy naszego systemu energetycznego, które w największym stopniu wpływają na niedobory mocy. W drugiej kolejności warto wskazać, że wysokość dotacji, którą można uzyskać w programie „Mój Prąd”, jest dość ograniczona – mówi Jan Sakławski.

Jak ocenia, rządowa inicjatywa powinna zachęcić gospodarstwa domowe do inwestycji w fotowoltaikę, ale na zainteresowanie tą technologią – oprócz czynników ekonomicznych – wpływa przede wszystkim świadomość ekologiczna społeczeństwa.

– Borykamy się w tej chwili z niedoborem mocy w ramach energetyki rozproszonej, energetyki prosumenckiej, więc to jest z pewnością krok w dobrą stronę. Natomiast dopiero czas pokaże, czy będzie on kluczowym elementem determinującym wzrost zainteresowania tego rodzaju technologią – mówi Jan Sakławski

W tej chwili koszt instalacji, na którą można uzyskać dofinansowanie w ramach tego programu, waha się od 10 do 20 tys. zł. Więcej muszą wydać ci, którzy postawią na bardziej zaawansowane technologie.

Te 5 tys. zł dotacji jest znaczącym dodatkiem, ale nie wyłącza konieczności zaangażowania własnego kapitału. Siłą rzeczy, on zwróci się dopiero po jakimś czasie. Okres amortyzacji takiej inwestycji może być różny – zależy od tego, jak dużą moc zainstalujemy na dachu, jakiej jakości będą panele. Być może te 5 tys. zł będzie stanowiło jedynie 25 proc. kosztów kwalifikowanych całej inwestycji, a pozostałe 15 tys. będzie musiało się zwrócić w rachunkach. Taka kwota będzie się zwracać przez dłuższy czas. Jeżeli kupimy nieco tańszą instalację, to ona oczywiście może mieć mniejszą żywotność i jakość, ale z drugiej strony szybciej się zwróci. Wszystko rozbija się o zwykłą kalkulację inwestycyjną – mówi Jan Sakławski.

Z danych Ministerstwa Energii wynika, że w ubiegłym roku w Polsce powstało łącznie 28,36 tys. mikroinstalacji fotowoltaicznych o łącznej mocy 173 MW. To ponad dwukrotnie więcej niż w 2017 roku. Według raportu Instytutu Energetyki Odnawialnej Polska już w tym roku ma szansę znaleźć się na 4. miejscu w UE pod względem rocznych przyrostów nowych mocy fotowoltaicznych (raport „Rynek Fotowoltaiki w Polsce 2019”). Dane przytaczane przez koalicję „Więcej niż energia” pokazują z kolei, że w Polsce co najmniej 4 mln budynków ma warunki techniczne do zainstalowania mikroinstalacji OZE.

Program „Mój Prąd” wspiera energetykę prosumencką. Do tego mamy także rozwiązania związane ze sprzedażą prądu przez prosumentów opisane w ustawie o odnawialnych źródłach energii, wsparcie dotacyjne z różnego rodzaju funduszy, pozwalające na wznoszenie inwestycji o nieco większej mocy, które mają zastępować energetykę konwencjonalną. Mamy też systemy wsparcia już na etapie operacyjnym, czyli system aukcyjny. Jest też wsparcie dla kogeneracji, czyli jednoczesnego wytwarzania ciepła i prądu w jednym procesie technologicznym. Tak więc dostępnych na rynku instrumentów, które mają wspierać rozwój energetyki rozproszonej, jest bardzo dużo. Jednak poziom produkcji takiej energii wciąż nie jest zadowalający – podkreśla Jan Sakławski.

Jak ocenia, w Polsce energetyka prosumencka jest nadal „raczkująca” i nie ma takiego społecznego zainteresowania tym tematem jak chociażby u naszych zachodnich sąsiadów. To m.in. jeden z powodów, dla których Polska będzie mieć problem z osiągnięciem celu wymaganego przez Unię Europejską, czyli 15-proc.o udziału OZE w miksie energetycznym do 2020 roku.

– Rozwój OZE jest w tej chwili przyhamowany przez bariery regulacyjne, jak tzw. ustawa antywiatrakowa i problemy z nowymi inwestycjami w elektrownie wiatrowe na lądzie. Z drugiej strony widzimy rosnącą świadomość polityczną i biznesową, że odejście od dużej, systemowej energetyki opartej na paliwach konwencjonalnych jest absolutną koniecznością. Stąd m.in. zaawansowane rozmowy o dedykowanych rozwiązaniach dla energetyki wiatrowej na morzu. W Niemczech i na przybrzeżnych terenach Danii funkcjonują farmy wiatrowe o łącznej mocy 1 GW. W Polsce też zmierzamy w tym kierunku i staramy się rozwijać tę technologię, natomiast wciąż jest jeszcze tutaj daleka droga przed nami – mówi Jan Sakławski.

Prosta spółka akcyjna wcale nie taka prosta. Nowa forma działalności ma pobudzić działalność innowacyjnych firm, ale na początku może stwarzać problemy

Prosta spółka akcyjna wcale nie taka prosta. Nowa forma działalności ma pobudzić działalność innowacyjnych firm, ale na początku może stwarzać problemy 2

W 2023 roku potencjał polskich start-upów sięgnie 2,2 mld zł wartości dodanej dla gospodarki, ponad 50 tys. miejsc pracy i 757 mln zł przychodów dla gospodarstw domowych – pokazują dane Deloitte przytaczane przez MPiT. Żeby ułatwić start-upom działalność i pozyskiwanie kapitału, resort stworzył prostą spółkę akcyjną, która zafunkcjonuje od marca 2020 roku. Nowa i elastyczna forma prowadzenia działalności ma być następcą obecnej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.

Prosta spółka akcyjna jest korzystnym rozwiązaniem. Pojawi się w polskim ekosystemie prawnym od 1 marca 2020 roku. Bardzo polecam obserwowanie reakcji tych wspólników, którzy już założyli prostą spółkę akcyjną, bo na samym początku może to powodować pewne problemy czy uciążliwości, i skonsultowanie się z prawnikiem. PSA – mimo że jest bardzo interesującym i ciekawym podmiotem – nie jest tak do końca prosta i zawiera szereg postanowień, które wymagają konsultacji i uwagi – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Jaraczewski, radca prawny, partner w Lawmore.

Prosta spółka akcyjna (PSA) została wprowadzona w nowelizacji Kodeksu spółek handlowych, którą prezydent podpisał na początku sierpnia. PSA jest rozwiązaniem, które resort przedsiębiorczości opracował wspólnie ze środowiskiem start-upowym (prace nad nim trwały od 2016 roku). W badaniu przeprowadzonym przez PARP aż 73 proc. z nich wskazało na potrzebę nowej formuły prawnej dla innowacyjnych firm.

PSA jest bytem pośrednim pomiędzy spółką z o. o., która jest dość prosta, ale jednocześnie mocno skostniała i niedopasowana do dzisiejszych realiów, a spółką akcyjną, która jest dość droga w utrzymaniu i bardzo skomplikowana – mówi Marcin Jaraczewski. – Idea polegała na tym, aby powstała spółka, która będzie wykorzystywana przez młodych przedsiębiorców, przede wszystkim przez start-upy, do rozpoczęcia działalności, zdobywania finansowania na rynku i swobodnego rozporządzania akcjami przez jej akcjonariuszy.

Radca prawny podkreśla też, że prostą spółkę akcyjną należy traktować jako bezpośrednią konkurencję dla spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, a być może nawet następcę tej formy.

PSA wprowadza sporo korzystnych rozwiązań, na pewno będzie znakomita pod kątem prowadzenia akcji crowdfundingowych, zbierania kapitału z rynku i wprowadzania w takich spółkach akcjonariatów pracowniczych, czyli tzw. ESOP-ów. To są rozwiązania bardzo trudne do realizacji w przypadku spółki z o.o. – mówi Marcin Jaraczewski.

Resort liczy, że to rozwiązanie wspomoże rozwój polskich start-upów i zwiększy ich konkurencyjność, a przede wszystkim zatrzyma je w kraju. Zwłaszcza że – jak wynika z szacunków z Deloitte przytaczanych przez MPiT – w 2023 roku potencjał polskich start-upów sięgnie 2,2 mld zł wartości dodanej dla gospodarki, ponad 50 tys. miejsc pracy i 757 mln zł przychodów dla gospodarstw domowych.

Prosta spółka akcyjna ma ułatwić łączenie inwestorów i start-upów oraz pomóc tym drugim w zdobywaniu finansowania. To jest dla start-upów bardzo ważna rzecz – mieć elastyczną i nowoczesną formę prawną prowadzenia działalności, która umożliwia łatwe emitowanie akcji, łatwe obejmowanie ich przez akcjonariuszy i w efekcie łatwy dopływ pieniędzy do takiej spółki ze strony drobnych, detalicznych inwestorów czy większych podmiotów – mówi Marcin Jaraczewski.

Jak ocenia, wprowadzenie PSA jest dobrym rozwiązaniem także z perspektywy inwestorów, którym ułatwi obejmowanie akcji w takiej spółce i uprości cały proces inwestycyjny.

Być może dla małych, detalicznych inwestorów sam fakt niskiego kapitału akcyjnego i łatwości wypłacania środków z takiej spółki może być trochę odstraszający. Natomiast ci najważniejsi inwestorzy są w stanie na prostej spółce akcyjnej zyskać. W projekcie umożliwiono odroczone wpłacanie kapitału na pokrycie akcji do trzech lat od momentu, kiedy te akcje zostaną utworzone. To dla inwestorów, szczególnie zalążkowych, może okazać się korzystne, bo nie będą musieli wpłacać pieniędzy na pokrycie utworzonych akcji od razu, ale mogą np. uzależnić kolejne wpłaty od spełnienia określonych warunków – mówi Marcin Jaraczewski.

PSA powstała z myślą o start-upach, ale będzie dostępna dla każdej firmy, dla której tradycyjne ramy organizacyjne są zbyt sztywne i skomplikowane. Jej główne zalety to m.in. szybka rejestracja elektroniczna, brak barier wejścia (1 zł kapitału na start, dla porównania – w przypadku spółki z o.o. to 5 tys. zł), duża swoboda i elastyczność w określaniu rodzajów akcji i zasad działania spółki oraz brak skomplikowanych wymogów organizacyjnych (wystarczy 1-osobowy zarząd, nie ma obowiązku tworzenia rady nadzorczej).

Rekrutacja studentów i absolwentów wyzwaniem dla firm. Zmienia się proces poszukiwania i kryteria oceny młodych kandydatów

Rekrutacja studentów i absolwentów wyzwaniem dla firm. Zmienia się proces poszukiwania i kryteria oceny młodych kandydatów 3

Dla niemal 80 proc. menadżerów i HR-owców proces rekrutacyjny dwudziestoparo- i trzydziestolatków stanowi wyzwanie – wynika z badania Bigram. Znalezienie odpowiedniego pracownika wymaga od rekruterów zmiany sposobu działania i myślenia, także o obowiązkach pracowników. Zacząć należy od aktywnych poszukiwań tam, gdzie młodzi ludzie realizują swoje pomysły na życie.

Bigram przeprowadził w czerwcu badanie wśród 150 menadżerów z różnych firm i osób zajmujących się oceną kwalifikacji i przyjmowaniem do pracy. Okazało się, że 77 proc. z nich postrzega rekrutację młodych ludzi jako wyzwanie, a tylko dla 12 proc. nie jest ona problemem.

 Przede wszystkim młode talenty powinniśmy rekrutować tam, gdzie one występują, czyli na przykład docierać do nich poprzez social media – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sonia Zakrzewska, employer branding team manager w firmie doradztwa personalnego Bigram. – Powinniśmy bywać na targach pracy, targach kariery. Ważne jest, żeby firmy wychodziły do młodych ludzi, coraz dalej od biura i szukały ich na uniwersytetach, uczelniach. Warto organizować różnego rodzaju spotkania, standy, warsztaty na uczelniach, zapraszać studentów do siebie. Dzięki temu pokażemy również, że jesteśmy firmą otwartą.

Wchodzenie młodego pokolenia na rynek pracy powoduje, że zmieniają się sposoby rekrutacji, a także kryteria, jakimi kierują się firmy przy wyborze pracownika. Coraz częściej pracodawcy patrzą na zainteresowania kandydatów, ich aktywność pozauczelnianą, np. w kołach naukowych, stażach czy praktykach.

– To może być bardzo ważny sygnał, że taki człowiek ma inicjatywę, nie boi się wyzwań i być może będzie dobrym kandydatem do pracy. Nową metodą, która na pewno będzie się rozwijać, jest zapraszanie studentów do pracy, wspólnych projektów po to, żeby zbliżyć ich do biznesu, konkretnej branży. Dzięki temu możemy też obserwować ich podczas pracy, która pozwoli nam ocenić ich potencjał – podkreśla Sonia Zakrzewska.

Z badania Bigramu wynika, że większość pracodawców podejmuje dodatkowe działania. 22 proc. publikuje ogłoszenia na sprofilowanych portalach, a 16 proc. prowadzi profile rekrutacyjne w mediach społecznościowych. Niewiele mniej, bo 14 proc., współpracuje z organizacjami studenckimi, takimi jak Enactus, z którym współdziała Bigram, a także prowadzi zajęcia na uczelniach czy warsztaty podczas studenckich konferencji.

Rekruterzy coraz częściej zwracają uwagę również na osobowość kandydata. Już tylko mniej niż co czwarta osoba odpowiedzialna za rekrutację uważa, że wywiad telefoniczny i rozmowa w biurze wystarczą do wybrania odpowiedniej osoby do pracy. Dla 59 proc. to działania niewystarczające.

Aktywność i wysoko rozwinięte umiejętności personalne u młodych ludzi to cecha ważniejsza od wiedzy specjalistycznej dla 70 proc. pytanych menadżerów. Za trzy najbardziej pożądane zalety młodych ludzi uznano umiejętność pracy w zespole (23 proc.), wysoką energię i aktywność (18 proc.) oraz umiejętność szybkiego dostosowania się do zmieniających się warunków (17 proc.).

– Cechy, które się wyróżniają u młodych ludzi, to odwaga, gotowość do działania, inicjatywa, zorientowanie na cel – tłumaczy ekspertka Bigram. – Oni bardzo szybko chcą widzieć efekty swojej pracy, dzięki czemu szybko też działają i są zdeterminowani w działaniu. Są bardzo mobilni, elastyczni, świetnie funkcjonują w social mediach i szeroko pojętych nowych technologiach. Natomiast oczekują zaufania i faktycznego wpływu na to, co się dzieje w organizacji.

Dla młodych pracowników liczy się także elastyczność ze strony pracodawcy. Wolą mieć możliwość pracy zdalnej, poza biurem.

To wcale nie oznacza, że oni chcą unikać pracy, wręcz przeciwnie, ta praca jest czasem bardziej efektywna niż godziny spędzane w biurze – mówi Sonia Zakrzewska.

Nietoperze mają być lepiej chronione. W Polsce występuje 26 gatunków, ale ich populacja jest coraz mniejsza

Nietoperze mają być lepiej chronione. W Polsce występuje 26 gatunków, ale ich populacja jest coraz mniejsza 4

W Polsce występuje 26 gatunków nietoperzy. 16 z nich można spotkać na terenie Nadleśnictwa Jabłonna. Dofinansowanie z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej umożliwi nadleśnictwu monitoring latających ssaków występujących na tym terenie oraz aktywną ochronę. Więcej ma być miejsc rozrodu, noclegowisk i schronień w okresach migracji. Wszystko po to, by zwiększyć wciąż malejącą populację nietoperzy. Te zwierzęta są niezastąpione w gospodarce leśnej, ale i dla ludzi – w ciągu nocy jeden nietoperz zjada nawet kilka tysięcy komarów.

 Obszar Nadleśnictwa Jabłonna ma szereg walorów, które pozwalają mu być wyjątkowym w zakresie chiropterofauny, czyli nietoperzy. To obszar, na którym znajdują się zarówno tereny zurbanizowane, jak i lasy. Po drugie, na jego terenie znajduje się obszar Natura 2000 Forty Modlińskie, który został ustanowiony dla ochrony gatunków nietoperzy, które zimują w fortyfikacjach – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Bartłomiej Popczyk z Wydziału Nauk o Zwierzętach Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Obecnie w Polsce żyje 26 gatunków nietoperzy – wszystkie objęte są ścisłą ochroną. Dla 7 gatunków wyznaczane są obszary Natura 2000. Obejmują one kolonie i żerowiska takich gatunków, jak podkowiec mały, podkowiec duży, mopek, nocek łydkowłosy, nocek orzęsiony, nocek duży i nocek Bechsteina. Na terenie Nadleśnictwa Jabłonna mieszka aż 16 gatunków.

– To gatunki, które są cenne z uwagi na ich znaczenie w ramach sieci Natura 2000. Mówimy tutaj głównie o mopku albo nocku dużym, które są gatunkami szczególnie chronionymi przez Unię Europejską. W Fortach Modlińskich mamy duże zimowiska mopka, ale także mamy jedną z bardzo nielicznych kolonii rozrodczych nocka dużego, który występuje pod ziemią – wymienia Bartłomiej Popczyk.

Nadleśnictwo monitoruje kolonie nietoperzy. Rozwieszane są też dla nich specjalne schrony. Dzięki dofinansowaniu z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w ramach programu „Monitoring populacji oraz czynna ochrona nietoperzy na terenie Nadleśnictwa Jabłonna” nadleśnictwo planuje zwiększyć liczbę miejsc rozrodu, noclegowisk i schronień w okresach migracji.

– Będziemy wieszać budki i specjalne schrony dla nietoperzy w okresie jesiennym, które mają zwiększyć dostępność schronień w drzewostanach stosunkowo młodych, gdzie naturalnych schronień, czyli dziupli, jeszcze nie ma – zapowiada ekspert SGGW.

Obecnie trwa I etap prac – monitoring populacji nietoperzy poprzez prowadzenie odłowów, przede wszystkim na obszarze terenów Natura 2000. Dotychczas odłowiono 200 nietoperzy, każdy został szczegółowo opisany (gatunek, płeć, wiek) i zmierzony (kości przedramienia oraz masa ciała), a następnie wypuszczony na wolność.

 Metoda odłowu nietoperzy jest jednym z najskuteczniejszych narzędzi do określenia składu gatunkowego. One są do siebie na pierwszy rzut oka bardzo podobne, ale dla osób, które się nimi zajmują, każdy jest inny, każdy gatunek inaczej wygląda. W większości przypadków jesteśmy w stanie na podstawie cech morfologicznych bez większego problemu rozpoznać gatunek. Ale żeby to zrobić, musimy go mieć w ręku – tłumaczy Bartłomiej Popczyk.

Prowadzone działania w nadleśnictwie mają pomóc chronić populację nietoperzy, zwłaszcza że w Polsce jest ich coraz mniej, mimo że żyją pod ochroną. To m.in. efekt likwidowania ich letnich kryjówek czy stosowania dużej ilości pestycydów. Tymczasem nietoperze są bardzo pożyteczne dla całego leśnego ekosystemu. Pełnią też ważną funkcję z punktu widzenia człowieka – dorosły nietoperz zjada w ciągu nocy kilka tysięcy komarów.

 Większość ptaków jest nieaktywna nocą, a szkodniki leśne w dużej mierze to owady, które są aktywne w nocy. Im więcej nietoperzy w kompleksach leśnych, tym bardziej naturalny sposób eliminacji tych szkodników, np. motyli nocnych, których gąsienice są foliofagami, czyli zjadają liście – podkreśla Bartłomiej Popczyk. – To także chrząszcze, np. chrabąszcz majowy jest dość dużym problemem, szczególnie jego larwy, które zjadają korzenie roślin.

Mężczyźni częściej niż kobiety mają problem z agresją. Na terapiach przybywa jednak także pań

Mężczyźni częściej niż kobiety mają problem z agresją. Na terapiach przybywa jednak także pań 5

– Uczestnikami zajęć zastępowania agresji wbrew pozorom nie są tylko mężczyźni, panie stanowią ok. 30–40 proc. uczestników – mówi trenerka Marta Hendzel. Ich mniejsza liczba może wynikać z tego, że kobiety częściej chowają swoją złość, nie wyrażają jej agresją, a raczej krzykiem. Jednak treningi zastępowania agresji są wskazane nie tylko przy zbytniej impulsywności i nadaktywności, lecz także dla osób nieśmiałych, uległych i wycofanych w kontaktach z innymi. Psychologowie tłumaczą, że w skrajnych sytuacjach trzeba się nauczyć wypracowania kompetencji, dzięki którym będzie można zastąpić powyższe zachowania innymi, prospołecznymi. 

– W treningach zastępowania agresji z dorosłymi mam doświadczenia w dwóch światach. W więzieniach pracuję głównie z mężczyznami, więc jest to trochę specyficzne środowisko. Ci ludzie są kierowani na taki kurs dlatego, że zaświadczenie o jego odbyciu otwiera im drzwi do pracy czy przepustek. Natomiast moim drugim doświadczeniem są grupy komercyjne, do których ludzie zapisują się dobrowolnie, bo potrzebują jakiejś zmiany, z czymś sobie nie radzą i szukają rozwiązania. Motywacja w obu przypadkach jest zupełnie inna – mówi agencji informacyjnej Newseria Marta Hendzel, pedagożka, trenerka umiejętności miękkich z Pracowni z oknem na świat.

Trening zastępowania agresji jest nie tylko dla osób, które zachowują się agresywnie, lecz także dla tych, które wchodzą w rolę ofiary – nie potrafią być asertywne, są wycofane i zupełnie nie potrafią zadbać o swoje granice w relacjach z innymi. Może dlatego wśród uczestników jest coraz więcej kobiet.

W przypadku kobiet jest inna dynamika związana ze złością, bo one bardziej ją chowają, społecznie nie jest akceptowane, że kobiety się złoszczą i to okazują, więc one często w ogóle nie chcą nawet pomyśleć o sobie jako osobie agresywnej. Mężczyznom jest łatwiej wyrazić te emocje, walną pięścią w stół, trzasną drzwiami, natomiast u kobiet częściej jest krzyk – mówi Marta Hendzel.

Agresywne zachowania z reguły kojarzą się z mężczyznami. Ekspertka zaznacza, aby jednak nie ulegać stereotypom. Agresja wśród kobiet jest bardzo powszechna, przybiera natomiast inną formę.

Problem pojawia się wtedy, kiedy relacje zaczynają się sypać. Często to właśnie kobiety zaczynają szukać w internecie programów rozwijania takich umiejętności i radzenia sobie ze złością, i to one są takim przyczynkiem, żeby ci mężczyźni poszli na warsztaty – mówi Marta Hendzel.

Zaznacza, że aby poradzić sobie zarówno z zachowaniami agresywnymi, jak i tymi uległymi, przede wszystkim trzeba się nauczyć akceptowania złości. Jest to bowiem naturalna emocja, która jest konieczna do tego, abyśmy przetrwali.

– Kiedy pojawia się złość, obserwuj, co się dzieje z twoim ciałem. Ciało dużo szybciej nas informuje, że coś się dzieje złego wokół nas, niż umysł. My często w tym świecie przeintelektualizowujemy sobie różne rzeczy, ale ciało zawsze jest bez pudła, zawsze mówi prawdę. Więc jeśli czujemy walenie serca, skurcz w brzuchu, zamglone oczy, to jest dla nas informacja, że coś złego się dzieje i jesteśmy źli po prostu – mówi Marta Hendzel.

W każdej sytuacji należy umieć dać sobie czas na reakcję. Niewskazane jest podejmowanie decyzji w stanie złości. Krótka przerwa na złapanie oddechu może mieć kluczowe znaczenie.

Mamy prawo powiedzieć do drugiej osoby: Słuchaj, bardzo się zdenerwowałam, potrzebuję 5 minut przerwy, wyjdę na chwilę na balkon, za chwilę wrócę, to porozmawiamy. To jest absolutnie zachowanie prospołeczne, bo my informujemy tę osobę, w jakim jesteśmy stanie, ale dajemy sobie czas. W ten sposób możemy o siebie zadbać, żeby nie zrobić głupoty, której potem będziemy żałować. To zresztą widać w więzieniach, ci ludzie często siedzą dlatego, że kiedyś się nie zatrzymali – mówi Marta Hendzel.

Trenerka radzi też, aby przeanalizować intencję naszego działania czy naszego komunikatu.

Warto się zastanowić, po co to w ogóle robię czy mówię, czy chcę komuś wbić szpilkę, czy chcę tę relację podtrzymać, zbliżyć się do tej osoby. To jest w ogóle rada dla wszystkich, nie tylko w kontekście treningu zastępowania agresji. Jeśli masz świadomość intencji i twój komunikat jest spójny z tą intencją, to ta druga osoba będzie się z tobą dobrze czuła, nawet jeśli powiesz jej coś, co ci przeszkadza, zwrócisz na coś uwagę, ale nadal to będzie spójne i naturalne – mówi Marta Hendzel.

Piąta zasada polega na nabraniu do siebie dystansu. Jak zaznacza Hendzel, w wielu sytuacjach warto działać bez zbędnego napięcia. Trzeba też porzucić takie nastawienie, że w każdym aspekcie musimy być idealni, najlepsi i niezastąpieni.

Trzeba zaakceptować to, że nasze zachowania będą przeróżne i czasami one nie będą wcale idealne, ale to jest zupełnie naturalne, bo my się cały czas uczymy, rozwijamy. Mamy też różne stany, codziennie się budzimy w innym humorze, co innego dzieje się u nas w domu, co innego w pracy, więc potrzeba przy tym dużo luzu dla siebie i akceptacji, że to jest naturalne – mówi Marta Hendzel.

IV Kongres Next Generation już 17-18 października w Poznaniu

Sukcesorzy dorastający pod czujnym okiem rodziców chcą wprowadzać do przedsiębiorstw nowatorskie rozwiązania realizując własne pomysły. Dla firm rodzinnych sukcesja oznacza niemałe zmiany. Ten złożony proces wdrażania nowego pokolenia w zarządzanie przedsiębiorstwem rodzinnym wymaga czasu, wiedzy i kompetencji.

IV Kongres Next Generation już 17-18 października w PoznaniuWychodząc naprzeciw potrzebom rynku Instytut Biznesu Rodzinnego, 17- 18 października 2019 r. w Poznaniu organizuje 4. edycje największy w Polsce Kongresu adresowanego tylko do sukcesorów z przedsiębiorstw rodzinnych – Kongres Next Generation,  (www.nextg.pl).

To wyjątkowe dwa dni, które mają na celu budowanie kompetencji, wymianę doświadczeń, nawiązanie trwałych relacji biznesowych i inspirowanie młodych liderów. Nadchodzą zmiany w postaci Rewolucji nextGEN, na którą warto się odpowiednio przygotować czerpiąc wiedzę od sukcesorów, którzy przeszli już przez proces sukcesji. Podczas Kongresu masz okazję spotkać się z sukcesorami z całej Polski, wymienić doświadczenia i czerpać inspiracje.

Rejestracja na Kongres już otwarta! Dołącz do uczestników wydarzenia by usłyszeć głos sukcesorów m.in. takich jak: Patrycja Krzanowska (Grupa Nowy Styl), Michał Wojas (Wojas S.A.) czy Karolina Kubara (Kubara sp. z o.o.), Marcin Nowicki (CHEM-GLAS), Krystian Szczęsny (Zbych-Pol & Mobet Sp. z o.o.).

Finanse, prawo, komunikacja interpersonalna a może marketing? Program wydarzenia stworzono z myślą o potrzebach dzisiejszych sukcesorów, by dać im jak najwięcej możliwości wyboru obszarów szlifowania kompetencji.

Podczas wydarzenia omówimy takie tematy jak:

  • Twoja nowa GLOBALNA rzeczywistość
  • My Sukcesorzy – Rewolucja #nextGEN
  • #nextGen SPEED NETWORKING – innowacyjna integracja, którą możesz przenieść do rzeczywistości Twojej firmy
  • Gdy nagle musiałem przejąć odpowiedzialność za rodzinny biznes… Przemyślenia sukcesora
  • Akademia Sukcesora. NextGen w procesie mentoringu
  • Co zrobić, gdy w firmie rodzinnej jest pięcioro sukcesorów? Jak maksymalnie wykorzystać efekt synergii młodego pokolenia?
  • Oczekiwania zarządu firmy rodzinnej od młodego pokolenia.
  • RING DYSKUSYJNY: Czy jesteśmy gotowi na przyszłość i GLOBALNE wyzwania?
  • Kreatywne warsztaty – wspólnie poszukajmy innowacji
  • Rzeczywistość sukcesora XXI wieku – grywalizacja!

Podczas Kongresu Next Generation uczestnicy przejdą prawdziwą metamorfozę – agenda w dużej mierze opiera się na kreatywnych warsztatach, networkingu, grywalizacji, psychodramie… W 24 godziny (od 12.00 w czwartek do 12.00 w piątek) uczestnicy przejdą prawdziwą przemianę – a w piątek, w samo południe, wyjadą z Poznania bogatsi o wiedzę, inspiracje i nową wizję przyszłości – swojej i rodzinnego biznesu.

Pokolenie Next Generation nie boi się ryzyka, nowych rozwiązań i nowoczesnych technologii. Zdolni, kreatywni, wykształceni następcy są gotowi na biznesowe podróże, internacjonalizację, rozwój w świecie rzeczywistym i wirtualnym. Świat jest dla nich globalną wioską – komentuje dr Adrianna Lewandowska.

Jesteś sukcesorem? Przejąłeś zarządzanie firmą rodzinną lub dopiero przygotowujesz się do roli prezesa? Chcesz dowiedzieć się, jak przeżyć sukcesję i nie zwariować? Szukasz wsparcia w rozwijaniu swoich mocnych stron?

Dołącz! Zapisz się na
www.nextG.pl
IV Kongres Next Generation
17-18 października 2019
Poznań, Hotel Blow Up Hall 5050
Agenda i rejestracja:
www.nextG.pl

Polska branża venture capital rośnie w siłę. Fundusze inwestują setki milionów złotych w nowe start-upy, zwłaszcza z obszaru fintech i medycyny

Polska branża venture capital rośnie w siłę. Fundusze inwestują setki milionów złotych w nowe start-upy, zwłaszcza z obszaru fintech i medycyny 6

W dobie dynamicznego rozwoju innowacyjnych narzędzi technologicznych młodzi przedsiębiorcy coraz częściej rozpoczynają swoją karierę na rynku venture capital. Zachęcają ich do tego liczne organizacje, które wspierają rozwój start-upów i pomagają znaleźć środki na sfinansowanie inwestycji. Tylko w drugim kwartale 2019 roku wsparto inwestycje na łączną kwotę 444 mln zł. To dwukrotnie więcej niż w całym 2018 roku. Wśród start-upów najszybciej rozwijają się te z branży fintech i medycyny.

– W Polsce widzimy coraz więcej start-upów związanych przede wszystkim z obszarami fintech, czyli technologii finansowych, ale też coraz częściej technologii medycznych, biotechnologii. W Startup Poland widzimy, że najszybciej rosną te start-upy, które budują solidne zespoły. Menadżerowie start-upów muszą przykładać dużą wagę do budowania zespołu, w którym lojalność i długofalowe zaangażowanie pracowników oparte jest na udziale w zysku, który start-up w razie powodzenia dostarczy swoim pracownikom – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Julia Krysztofiak-Szopa ze Startup Poland.

Z badania European Start-up Survey przeprowadzonego przez Münster University of Applied Sciences oraz PwC wśród 540 start-upów działających w regionie EMEA wynika, że rodzimy rynek jest dla młodych przedsiębiorców równie atrakcyjny co konkurencyjne rynki. Warszawa została uznana przez 83 proc. ankietowanych za miasto, w którym łatwo prowadzić innowacyjny biznes, plasując się tym wynikiem nieznacznie poniżej średniej wynoszącej 85 proc.

W celu stymulowania rozwoju tej młodej i obiecującej branży powołano do życia wiele instytucji, które mają ułatwić początkującym przedsiębiorcom zaistnienie na rynku start-upowym. Fundacja Startup Poland jest jednym z największych think tanków technologicznych Europy Centralnej, który specjalizuje się we wspieraniu innowacyjnego biznesu. Pełni rolę pośrednika pomiędzy branżą start-upową a przedstawicielami rządu i Komisji Europejskiej, pomaga usuwać bariery prawne oraz tworzyć rozwiązania, które ułatwią młodym start-upom rozwój zarówno na rynku lokalnym, jak i globalnym.

– Start-up powinien z założenia rosnąć bardzo szybko, czyli trzy razy powinien wzrosnąć dwukrotnie, a potem dwa razy trzykrotnie, jeśli chodzi o swoją skalę działalności, o swoje przychody po to, aby być atrakcyjnym celem inwestycyjnym dla funduszy venture capital. Kiedy mówimy o hodowaniu jednorożców czy o tworzeniu ekosystemu silnych, bogatych spółek technologicznych, to wzrost musi następować bardzo szybko. Jeżeli w ciągu roku czy w ciągu 2 lat firma start-upowa nie rośnie i trend ewolucji jest taki wypłaszczony, to znaczy, że jednak nie był to optymalny pomysł – tłumaczy ekspertka.

Nie tylko start-upy z wielkich miast mają szansę na osiągnięcie sukcesu finansowego. O zrównoważony rozwój branży dbają także lokalne organizacje. Dobrym przykładem jest tu Białostocki Park Naukowo-Technologiczny, który w ramach projektu Hub of Talents 2 wesprze 34 najlepiej rokujące start-upy z Polski Wschodniej. Po pomyślnym zakończeniu procesu inkubacyjnego firmy mogą liczyć nawet na wsparcie finansowe rzędu miliona złotych, które pomoże im zaistnieć na rynku globalnym.

Potencjał start-upów dostrzegł także polski oddział operatora telefonicznego Orange, który powołał do życia program akceleracyjny Orange Fab. W ramach akceleratora młodzi przedsiębiorcy otrzymają wsparcie merytoryczne ze strony zarówno Orange, jak i podmiotów partnerskich. Firma udostępni im ponadto własną infrastrukturę oraz umożliwi korzystanie z takich platform, jak Live Objects czy Flexible Engine. Firma liczy na to, że program akceleracyjny pomoże dotrzeć do twórców innowacyjnych rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji, przetwarzania big data czy rozwiązań blockchainowych oraz fintechowych.

Funkcjonowanie start-upów może ułatwić także nowelizacja Kodeksu spółek handlowych wprowadzająca w ramach pakietu „100 zmian dla firm” Prostą Spółkę Akcyjną. Nowe prawo znacząco ułatwi funkcjonowanie start-upów na polskim rynku, gdyż nowy rodzaj spółki będzie można założyć w ciągu 24 godzin, jej kapitał początkowy będzie mógł wynosić zaledwie 1 zł, a do prowadzenia rejestru akcjonariuszy będzie można wykorzystać technologię blockchain. Uproszczono również m.in. procedury funkcjonujące w ramach takiej spółki, w tym procedurę likwidacyjną.

– Start-upy są magnesem dla najbardziej wykwalifikowanych ekspertów technologicznych. Redukują też koszty pewnych procesów, z którymi na co dzień mamy do czynienia. 15–20 lat temu każdy bank musiał mieć w każdej gminie oddział i tam fizycznie kogoś zatrudniać. Dzisiaj wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do robienia czynności bankowych z naszego telefonu. To właśnie dzięki innowacjom, dzięki tego typu projektom nasza wygoda życia jest coraz większa i też podmioty gospodarcze są w stanie zaoferować coraz większą liczbę usług swoim konsumentom i dzięki temu też coraz więcej zarabiać – wyjaśnia Julia Krysztofiak-Szopa.

Według firmy badawczej Research and Markets wartość globalnego rynku venture capital do 2022 będzie rosnąć w tempie 27,5 proc. w skali roku. Z danych Inovo Venture Partners wynika, że tylko w drugim kwartale tego roku fundusze VC wsparły inwestycje na łączną kwotę 444 mln zł. To więcej niż zainwestowano w całym 2017 i 2018 roku, w których łączna kwota transakcji wyniosła odpowiednio 397 i 213 mln zł.

Sztuczna inteligencja i VR pomagają ćwiczyć głos i przygotować się do wystąpień. Rozwiązanie opracowane przez Polaków w czasie rzeczywistym potrafi wyłapywać i wskazywać popełniane błędy

Sztuczna inteligencja i VR pomagają ćwiczyć głos i przygotować się do wystąpień. Rozwiązanie opracowane przez Polaków w czasie rzeczywistym potrafi wyłapywać i wskazywać popełniane błędy 7

Wiele osób marzy o tym, aby osiągnąć sukces w branży muzycznej. Udoskonalenie techniki wokalnej może doprowadzić na szczyt. Pomocne mogą być aplikacje do treningu emisji głosu, nie tylko dla tych, którzy chcą poprawić umiejętności wokalne. Inne, wykorzystujące sztuczną inteligencję i wirtualna rzeczywistość, pozwalają ćwiczyć przemowy przed dużym gronem odbiorców. Opracowana przez Polaków technologia wskaże nieprawidłowości oraz podpowie, co i jak poprawić. Z rozwiązania mogą skorzystać nie tylko wokaliści i mówcy, lecz także osoby z wadami wymowy.

–Vocaly jest opartym na sztucznej inteligencji asystentem do samodzielnego treningu prawidłowej emisji i rozwoju głosu. Pomaga wokalistom, także osobom, które pracują głosem zawodowo, np. aktorom czy nauczycielom, samodzielnie ćwiczyć w prawidłowy i zdrowy sposób. Nieprawidłowe ćwiczenie, po pierwsze, nie przynosi efektów, a po drugie, często kończy się chrypą, co długoterminowo może mieć katastrofalne skutki, np. polipy na strunach głosowych – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Karolina Borner, prezes Vocaly Pro.

Aplikacje oparte na sztucznej inteligencji i wirtualnej rzeczywistości pomagają w emisji głosu, pozwalają potrenować umiejętności wokalne, a przy okazji przezwyciężyć stres przed publicznymi występami. VirtualSpeech pomaga poprawić umiejętności mówienia, a realistyczne środowisko rzeczywistości wirtualnej sprawia, że można się poczuć, jakby stało się przed tłumem. W ten sposób można przećwiczyć swoje przemówienie z wirtualną publicznością. Podobnie działa symulator wystąpień publicznych. Dzięki wirtualnej rzeczywistości można poćwiczyć mowę i przemówienia będąc w wirtualnym centrum uwagi.

Voice Tutor to z kolei aplikacja zaprojektowana specjalnie dla tych, którzy chcą poprawić swoje umiejętności wokalne. Pro Metronome pomaga utrzymać tempo osobom, które mają problem z prawidłowym przepływem słów. Ummo zaś to osobisty trener mowy. Aplikacja nagrywa mowę i generuje zapis podkreślający dodatkowe słowa, których należy unikać następnym razem.

Opracowana przez Polaków technologia Vocaly nie tylko pozwala ćwiczyć głos, lecz także podpowiada, co należy poprawić.

– Inne aplikacje do nauki śpiewu pokazują jedynie, czy ktoś śpiewa czysto. My w Vocaly idziemy dalej i pytamy, dlaczego ktoś śpiewa nieczysto. Czyli oprócz tego, że pokazujemy użytkownikowi, czy osiąga dany dźwięk, to jeżeli sztuczna inteligencja wykryje nieprawidłowość w wykonywaniu ćwiczenia, pokazuje się korekta i użytkownik dostaje natychmiastowy feedback – tłumaczy Karolina Borner.

Z rozwiązania skorzystają nie tylko osoby, które pracują głosem. To także przydatna aplikacja dla tych, którzy mają problem z wystąpieniami publicznymi czy osób z problemami wymowy – sepleniące, niewymawiające poszczególnych głosek czy mające problem z prawidłowym akcentowaniem. Jak podkreśla Borner, aplikacja jest wciąż rozwijana, a skierowanie jej do pacjentów to kolejny krok.

– Przewidujemy, że produkt będzie gotowy w ciągu roku – zapowiada Karolina Borner.

Fixly – polski startup, który znajdzie dla Ciebie fachowca

Fixly - serwis do usługO tym, że znalezienie fachowca nie jest najłatwiejsze doskonale wiedzą osoby poszukujące ekipy do remontu, hydraulika czy stolarza wykonującego meble na wymiar. Z pomocą przychodzi technologia, a konkretnie Fixly.pl. Polski startup w sektorze usług łączy zlecających z fachowcami – prosto, szybko i wygodnie.

Fixly – serwis do usług

Trudności ze znalezieniem fachowców na rynku to złożony problem. Wyjazd wielu doświadczonych specjalistów za granicę czy brak następców w postaci absolwentów szkół zawodowych z wyuczonym fachem to tylko wierzchołek góry lodowej. W dodatku mijają czasy proszenia o pomoc w układaniu płytek lub montażu mebli wujka czy szwagra. Nad pozorne oszczędności coraz więcej osób ceni profesjonalizm, gwarantujący jakość wykonanej usługi. Jednocześnie brakuje czasu na przeglądanie setek ogłoszeń, a później dzwonienie do kolejnych fachowców.

Fixly jest odwróconym modelem biznesowym tradycyjnego serwisu ogłoszeniowego. To użytkownik informuje, że chce zlecić usługę, a wykonawca zgłasza się, jeśli jest zainteresowany jej realizacją. Dzięki temu zyskują obie strony – zlecający nie muszą wykonywać dziesiątków telefonów, oszczędzając tym samym czas na szukaniu, a fachowcy wybierają tylko te prace, które mogą i chcą wykonać.

Jesteśmy zabiegani w wykonywaniu codziennych obowiązków, dlatego coraz bardziej cenimy swój czas. Wtedy sprawdza się Fixly. Na Fixly nie musisz szukać fachowca – dajesz nam tylko znać, jaką usługę masz do wykonania. My informujemy wybranych wykonawców o Twoim zleceniu i łączymy Cię z tymi, którzy są naprawdę zainteresowani pracą dla Ciebie – wyjaśnia General Manager Fixly, Marcin Dakowski.

fixly-stronaglowna

Na Fixly do wyboru użytkowników jest 229 usług podzielonych na 12 kategorii, takich jak Budowa domu, Remont, Montaż i naprawa, Meble i zabudowa, Sprzątanie czy Usługi prawne i administracyjne. Za rozwojem Fixly stoi poznański zespół Grupy OLX, do której należą również marki OLX, Otodom i OTOMOTO.

Jak działa Fixly?

Pierwszy etap to wybór usługi, w której zostanie dodane zapytanie oraz wskazanie miejscowości, gdzie ma zostać wykonana. Następnie zlecający odpowiada na kilka pytań, które doprecyzowują treść zapytania, dzięki czemu fachowcom łatwiej jest oszacować zakres prac. Pytania zależą od specyfiki danej usługi, jednak zawsze jest wśród nich pytanie o preferowany termin. Jest również pytanie otwarte, w którym można podać dodatkowe szczegóły zlecenia i załączyć plik, np. zdjęcie pokoju do remontu lub wymarzonego mebla, który ma wykonać stolarz.

Tak przygotowane zapytanie trafia do wykonawców, którzy świadczą daną usługę. Fachowcy podejmują decyzję, czy są w stanie zrealizować zlecenie. Jeśli tak – kontaktują się ze zlecającym. Użytkownik otrzymuje do pięciu zgłoszeń od zainteresowanych fachowców. Ważne jest, że Fixly dostarcza natychmiast wszelkich potrzebnych informacji o wykonawcach, w tym opis działalności, galerię zdjęć, a przede wszystkim opinie i rekomendacje od wcześniejszych klientów, które dla wielu są kluczowe przy wyborze fachowca.

dodawaniezapytania

Serwis rozwijany wspólnie z użytkownikami

Kluczem do dobrego produktu w branży internetowej jest to, aby jak najlepiej odpowiadał na potrzeby użytkowników. Na rozwój Fixly duży wpływ mają osoby, które korzystają z serwisu – zarówno zlecający, jak i fachowcy.

Nasz zespół odbywa miesięcznie niemal 1000 rozmów telefonicznych z fachowcami, którzy szukają zleceń i realizują je dzięki Fixly. Rozmawiamy z nimi o funkcjonowaniu serwisu, o trudnościach, jakie napotykają i podpowiadamy, jak kontaktować się z klientami i zarządzać swoim profilem, żeby mieli więcej zleceń. Osoby poszukujące fachowca sprawdzają rekomendacje na profilach, dlatego też przypominamy wykonawcom o tym, jak ważne jest zdobywanie ocen – mówi Jacek Kaczmarek, Lider zespołu Obsługi Użytkownika Fixly – Zapisujemy informacje, które otrzymujemy od użytkowników, wyciągamy wnioski z rozmów i tworzymy na ich podstawie hipotezy, które pomagają rozwijać produkt – dodaje.

Perspektywa Fixly na rynku usług

Czy Fixly ma szansę zmienić sytuację na rynku usług budowlanych i remontowych? Trudno jeszcze prognozować, jednak jeśli spojrzeć na liczbę ocen, które otrzymują wykonawcy, to nastroje mogą być tylko optymistyczne. Obecnie jest łącznie ponad 35 tysięcy opinii na profilach fachowców na Fixly, a ich liczba z miesiąca na miesiąc rośnie.

Jednym z naszych atutów jest to, że stoi za nami Grupa OLX, która odpowiada za bardzo mocne na rynku marki w sektorze ogłoszeń, motoryzacji oraz nieruchomości. Od 2 lat intensywnie pracujemy nad Fixly, żeby dostarczać wartościowy produkt dla użytkownika w obszarze usług. Mamy agile’owe podejście do rozwoju produktu, dlatego ciągle go udoskonalamy, poprawiając istniejące i wprowadzając nowe funkcjonalności – ocenia Agnieszka Wojtaszek, odpowiedzialna za rozwój produktu w Fixly.

Obecnie na Fixly działa ponad 50 tysięcy fachowców, a miesięcznie serwis odwiedza niemal pół miliona użytkowników potrzebujących pomocy wykonawcy.

10 korzyści posiadania strony internetowej

Insurance broker or salesman making offer to couple in cafePewnie nie raz słyszałeś popularny już slogan “Nie ma Cię w Internecie – nie istniejesz”. Oczywiście nie każdy musi i chce być obecny w wirtualnej przestrzeni. Jeżeli jednak prowadzisz swój biznes, szybko okazuje się, że właściwie nie masz innego wyjścia – musisz być w Internecie, a Twoja firma powinna dobrze w nim funkcjonować, aby zaistnieć w jakiejkolwiek branży.

Postęp technologiczny jest nieunikniony. Praktycznie każdy ma już dostęp do Internetu i jeśli chcesz wyjść naprzeciw zmieniającej się rzeczywistości, powinieneś rozwijać swoją działalność także na tym polu. Strony internetowe są obowiązkowe dla przedsiębiorców i firm chcących zdobywać nowych klientów, rozszerzać swój zasięg i budować pozytywny wizerunek. Obecność w sieci to nie tylko dodatek do strategii marketingowej – to konieczność, aby nie dać się wyprzedzić konkurencji i móc czerpać korzyści z możliwości, jakie daje Internet.

Zastanawiasz się, czy strona internetowa jest Ci potrzebna? Myślisz, że nie pasuje do charakteru Twojej działalności? Zadaj sobie kilka podstawowych pytań – czy chcesz mieć więcej klientów? Czy chcesz działać na większą skalę? Prowadzić sprzedaż internetową? Czy chcesz budować pozytywny wizerunek swojej firmy i być zawsze dostępny dla klientów? Chcesz wiedzieć, czego szukają i sprawić, żeby trafili do Ciebie?

Zatem znasz już odpowiedź!

Wiemy, że budowanie wizerunku marki w Internecie nie jest proste, zwłaszcza gdy chcesz robić to sam. Nie martw się tym i zaufaj ekspertom z Premium Digital (https://www.premiumdigital.pl/)! Zapoznaj się z dziesięcioma najważniejszymi korzyściami, jakie według nas daje Tobie i Twojej firmie strona internetowa:

 

  • Widoczna wizytówka Twojej firmy

Jeżeli prowadzisz biznes z pewnością chcesz, aby dowiedziało się o nim jak najwięcej potencjalnych klientów. Strona internetowa pomaga w osiągnięciu tego celu – to Twój prywatny kawałek Internetu, wizytówka Twojej firmy dostępna dla wszystkich o każdej porze dnia i nocy. Dzięki niej będziesz widoczny, a ludzie odnajdą Twój biznes w kilka chwil, niezależnie od tego, gdzie są. Atrakcyjna wizualnie strona, która jest łatwo dostępna i  pozycjonuje się wysoko w wyszukiwarce Google sprawi, że Twoja marka stanie się zauważalna, a dzięki temu w krótkim czasie czeka Cię…

 

  • Większy zasięg i nowi klienci

Niezależnie od tego, czy działasz na rynku lokalnym, czy globalnym, zawsze warto umacniać na nich swoją pozycję i stopniowo zwiększać zasięg. Strona zdecydowanie ułatwia Ci zareklamowanie swojej firmy wśród nowych klientów. Dzięki niej nie masz żadnych ograniczeń geograficznych, możesz dotrzeć do szerszego grona odbiorców i działać na większą skalę. Jak wiadomo – większe pole działania oznacza więcej klientów. To ogromny krok w budowaniu Twojej firmy i w jej ekspansji. Sieć daje Ci nieograniczone możliwości rozwoju, z których warto korzystać!

 

  • Reklama, która jest skuteczna

Mało kto jeszcze szuka ogłoszeń w gazetach albo telewizji! W czasach, gdy dostęp do Internetu jest praktycznie nieograniczony i korzysta z niego prawie każdy, wszelkie informacje i pytania pojawiają się właśnie tutaj. Dlatego szczególnie warto zareklamować swój biznes w sieci – tworzy ona nieograniczone pole do działań marketingowych, a własna strona internetowa służy jako skuteczny element kampanii reklamowej. Tak, Twoja strona może być świetnym nośnikiem reklamy i przyczynić się do budowania widoczności Twojej marki w Internecie!

 

  • Twoja oferta i  informacje o firmie dostępne przez cały czas

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że strona internetowa to najlepsze źródło informacji dla wszystkich zainteresowanych ludzi. Warto ją mieć – to prawie tak, jakby klienci przychodzili do Twojego biura, aby dowiedzieć się więcej, z tym, że dzięki stronie internetowej nie muszą się nigdzie ruszać. Aby wiedzieć, co oferuje Twoja firma, zobaczyć Twoje produkty albo realizacje i poznać godziny, w których można się z Tobą skontaktować, wystarczy po prostu odwiedzić stronę, która jest dostępna 24/7 🙂 Ludzie zdecydowanie docenią, że udostępniasz ważne informacje i dbasz o ich wygodę.

 

  • Nieograniczona sprzedaż internetowa

Twoja strona może być także Twoim najskuteczniejszym narzędziem do sprzedaży. Jeżeli sprzedajesz swój produkt przez Internet w zasadzie nie ma dla Ciebie granic, możesz działać globalnie. Twoja strona będzie idealnie działać jako sklep internetowy! Daje to Twojej marce ogromne możliwości – poszerza pole działania firmy i umożliwia jej ekspansję na nowe tereny. Klient ma całodobowy dostęp do Twojej oferty, a profesjonalna strona z wartościową treścią może go do tego zachęcić.

 

  • Wiarygodność i dobre wrażenie

Wyjdź naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów – daj się im poznać! Dzięki temu, że masz stronę i jesteś obecny w sieci, stajesz się także bardziej wiarygodny w ich oczach. Dodatkowo, profesjonalna strona internetowa kreuje pozytywny wizerunek Twojej firmy. Zazwyczaj mamy większe zaufanie do stron, które robią na nas lepsze wrażenie, są czytelne i przejrzyste. Budowanie dobrego wizerunku dzięki stronie jest zdecydowanie szybsze i bardziej skuteczne. Pamiętaj – pierwsze dobre wrażenie można zrobić tylko raz!

 

  • Lepsza komunikacja z klientem

Strona to dla Ciebie najlepszy sposób na nawiązanie kontaktu z klientem. Często jest to pierwszy kanał komunikacji, przez jaki się kontaktujecie i warto, aby był, wiarygodny, wygodny i działał sprawnie. To szczególnie ważne, bo dzięki stronie możesz stworzyć relację z klientem zanim jeszcze zaczniecie rozmawiać. Koniecznie zadbaj o formularz kontaktowy – to świetny sposób na ułatwienie i przyspieszenie kontaktu z Tobą. Jaką masz z tego korzyść? Klient zyskuje przekonanie, że jesteś dostępny, pomocny i można się do Ciebie zwrócić w każdej chwili. To zdecydowanie pozytywnie wpływa na odbiór Twojej marki i kreuje…

 

  • Profesjonalny wizerunek Twojej firmy

Jeżeli strona internetowa jest przejrzysta, a treści na niej są interesujące i pomocne, Twoja firma rysuje się w oczach potencjalnego klienta jako profesjonalna i kompetentna. To daje również wrażenie, że marka jest innowacyjna i podąża z duchem czasu. Na pozytywny odbiór wpływa także przedstawienie portfolio – zapoznanie odwiedzającego z Twoją działalnością, pokazanie dotychczasowych dokonań i realizacji. Dzięki stronie internetowej więcej osób może natknąć się na to, co oferujesz i poznać historię, którą chcesz przekazać 🙂

 

  • Wiesz, czego szukają Twoi klienci

W Internecie masz możliwość, aby monitorować działania Twoich klientów. Czego szukają, jakie frazy wpisują w wyszukiwarce Google, aby znaleźć Twoją firmę? Wszystkie te informacje są dla Ciebie dostępne! Możesz śledzić preferencje odwiedzających Twoją stronę i modyfikować ją tak, aby była bardziej dostosowana do ich zachowań. Dzięki stronie możesz analizować potrzeby na rynku i wychodzić naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów – poznać ich i stworzyć swoją grupę docelową.

 

  • Korzyści większe niż koszty

Mamy nadzieję, że udało nam się przekonać Cię, jak wiele korzyści dla Twojej firmy przynosi strona internetowa. W dzisiejszych czasach to must have dla każdej firmy, która chce rozpocząć ekspansję na rynku! To także najbardziej opłacalne działanie marketingowe, jakie możesz podjąć. Stosunkowo niewielki nakład finansowy, z jakim wiąże się stworzenie strony, jest w stanie zapewnić Ci znaczny progres w rozwoju marki! Taka inwestycja z pewnością zwróci się Twojej firmie!

Mamy nadzieję, że rozwialiśmy wszelkie wątpliwości co do tego, czy warto zakładać stronę internetową. Jeżeli chcesz zdobyć nowych klientów, wzbudzać zaufanie i osiągnąć satysfakcjonujące zyski, masz jedno rozwiązanie – zacznij od strony, która będzie godnie reprezentować Twoją firmę. Pozwól, aby eksperci z Premium Digital stworzyli ją dla Ciebie!

Grupa Trei Real Estate zwiększyła wolumen inwestycyjny do 730 milionów euro w pierwszym półroczu 2019 r.

  1. Grupa Trei Real Estate podsumowuje I półrocze 2019 r. na wszystkich swoich sześciu międzynarodowych rynkach
  2. Wartość portfela nieruchomości pozostała na niezmiennym poziomie 1.1 miliarda euro
  3. Portfolio aktywów, którymi zarządzała spółka na koniec czerwca br. liczyło 383 nieruchomości, z czego 36% w Polsce (136 nieruchomości), a 32% w Niemczech (123 nieruchomości)
  4. W przygotowaniu i realizacji znajduje się 3 300 mieszkań, z czego najwięcej w Polsce (1 600 lokali)
  5. W II półroczu Trei planuje dynamiczny rozwój projektów mieszkaniowych w Polsce i USA

Trei Real Estate GmbH (Trei) jest międzynarodowym inwestorem, deweloperem oraz zarządcą nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych z Niemiec, który działa na sześciu rynkach globalnych, takich jak Niemcy, Polska, Czechy, Słowacja, Portugalia i USA. W pierwszej połowie 2019 r. firma zwiększyła wolumen projektów w budowie do 730 milionów euro, odnotowując wzrost o 45 milionów euro względem końca ubiegłego roku (grudzień 2018: 685 mln euro). W skali roku deweloper zwiększył inwestycje o 230 milionów euro (I półrocze 2018 r. Trei zakończył wynikiem 500 mln euro), co daje 46% wzrost rok do roku. W całkowitym wolumenie inwestycyjnym o wartości 730 mln euro, 600 mln euro przypada na mieszkania, a 130 mln euro na obiekty handlowe.

W sumie w fazie planowania i realizacji znajduje się obecnie 3 300 mieszkań zlokalizowanych na międzynarodowych rynkach – w Niemczech, Czechach, Polsce i Stanach Zjednoczonych. Najwięcej, bo aż 1 600 mieszkań Trei dostarczy w Polsce, 1 000 w Niemczech, 600 w Stanach Zjednoczonych i około 100 w Czechach. Lokale mieszkalne w Polsce i Czechach są przeznaczone na sprzedaż, a osiedla zlokalizowane w Niemczech mają pozostać w portfelu firmy jako własność długoterminowa. Z kolei projekty mieszkaniowe w USA mają być sprzedawane w formie umów pakietowych.

Po pierwszym półroczu 2019 r. łączna wartość portfela nieruchomości Trei pozostała na poziomie 1.1 mld euro. Portfolio aktywów, którymi zarządza spółka, liczyło 383 nieruchomości, z czego 36% znajduje się w Polsce (136 nieruchomości), a 32% w Niemczech (123 nieruchomości).

W pierwszym półroczu br. w ramach przyjętej strategii koncentrowaliśmy się przede wszystkim na rozwoju projektów mieszkaniowych. Na początku roku inwestycją mieszkaniową w Charlotte w Północnej Karolinie rozpoczęliśmy działalność deweloperską w Stanach Zjednoczonych. W tym samym czasie zadebiutowaliśmy na polskim rynku mieszkaniowym projektem we Wrocławiu, a kolejne realizacje planujemy w Łodzi, Poznaniu i Warszawie. – Pepijn Morshuis, CEO Trei Real Estate

Trei kontynuuje również działalność deweloperską w segmencie nieruchomości handlowych, rozwijając sieć parków handlowych pod wspólną marką Vendo Park. W międzynarodowym portfolio Trei znajduje się obecnie 36 Vendo Parków, 20 z nich zostało otwartych, a pozostałe są w fazie realizacji. „Zamierzamy osiągnąć pozycję lidera i zostać największym inwestorem parków handlowych w Europie Środkowo-Wschodniej, ze szczególnie silną obecnością w Polsce”, dodaje Pepijn Morshuis.

Jacek Wesołowski, Prezes Trei Real Estate Poland
Jacek Wesołowski, prezes Trei Real Estate Poland

W marcu z sukcesem otworzyliśmy park handlowy w Bytowie, a jeszcze w sierpniu mieszkańcy Pułtuska zrobią pierwsze zakupy w kolejnym naszym Vendo Parku. Aktualnie w budowie mamy obiekty w Łasku, Ostrołęce i Jaworze, rozpoczynamy także inwestycję w Kobyłce. Cały czas intensywnie szukamy działek pod kolejne parki handlowe, w pierwszej połowie roku kupiliśmy grunty w Kutnie, Kobyłce, Bolesławcu i Sierpcu, gdzie również planujemy projekty handlowe. Koncentrujemy się w Polsce na nieruchomościach handlowych, jednak mocno wchodzimy również w rynek mieszkaniowy. – Jacek Wesołowski, Dyrektor Zarządzający Trei Real Estate Poland

Łączna kwota transakcji grupy Trei do końca I półrocza 2019 r. wyniosła 75 mln euro, z czego 63 mln euro zostały przeznaczone na zakup nieruchomości, 12 mln euro to wynik sprzedaży nieruchomości. „Nasze transakcje związane z zakupem aktywów dotyczyły głównie działek przeznaczonych pod kolejne Vendo Parki oraz projekty mieszkaniowe w Polsce”, komentuje Pepijn Morshuis.
Wyznaczając strategię grupy na II połowę 2019 r., Morshuis dodaje:
Planujemy kolejne inwestycje w Stanach Zjednoczonych przy jednoczesnej kontynuacji projektów w Niemczech. Polska jest naszym głównym celem inwestycyjnym w segmencie mieszkaniowym. To właśnie tutaj mamy najwięcej mieszkań w fazie rozwoju. Ponadto rynek ten jest również najważniejszym krajem docelowym dla naszych projektów handlowych, budowanych pod marką Vendo Park. W porównaniu do rynku niemieckiego, w Polsce zauważyliśmy niedobór powierzchni handlowych w średnich oraz małych miastach i zamierzamy wypełnić tę lukę. – Pepijn Morshuis, CEO Trei Real Estate