Polskie firmy VR przodują na liście najlepszych na świecie. Projektują gry i narzędzia biznesowe stosowane globalnie

Polskie firmy VR przodują na liście najlepszych na świecie. Projektują gry i narzędzia biznesowe stosowane globalnie 1

Rozwiązania z zakresu wirtualnej rzeczywistości zyskują w Polsce na popularności. Narzędzia VR coraz częściej wykorzystywane są nie tylko w grach, lecz także w biurach architektonicznych czy firmach meblowych. Polskie firmy eksperymentują z nowatorskimi narzędziami i uczestniczą w realizacji projektów VR, które cieszą się globalną popularnością.

– Polska jest jednym z najważniejszych graczy na rynku VR, dlatego że bardzo szybko zaczęliśmy efektywnie wdrażać te technologie. W Polsce od samego początku tej nowej ery VR-u, która zaczęła się około roku 2013-2014, zaczęły pojawiać się firmy, które robią aplikacje VR i gry. I w tym momencie firmy te są wśród światowych liderów, tworząc aplikacje biznesowe dla największych firm na świecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Baczyński, prezes zarządu Immersion VR.

Polskie firmy VR coraz częściej doceniane są za granicą. Immersion VR zaprojektowało niedawno na zlecenie Smithsonian Channel i we współpracy z NASA aplikację Apollo’s Moon Shot AR z okazji 50. rocznicy lądowania misji Apollo na Księżycu. Oprogramowanie pozwala przenieść się na powierzchnię Księżyca w wirtualnej rzeczywistości, przeprowadzić 11 eksperymentów naukowych i odpalić rakietę Saturn V w rzeczywistości rozszerzonej. Aplikacja pełni także funkcję biblioteki archiwalnych filmów i zdjęć poświęconych misji Apollo. Firma ma też na swoim koncie aplikację T-Rex – The Ultimate Predator opracowaną dla Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku, w której można oglądać Tyranozaura w jego naturalnym środowisku.

Polscy deweloperzy z branży VR skupiają się także na lokalnych produkcjach, które mają wypromować wirtualną rzeczywistość w Polsce. W projekcie Wykreślona Warszawa od Pictureworks, użytkownicy mogą przespacerować się po modernistycznej makiecie Warszawy, stworzonej w oparciu o plany architektoniczne z lat 30.

– Wirtualna rzeczywistość przyjmuje się w Polsce dość dobrze. Są branże, które bardzo dużo zyskują na wykorzystaniu tej technologii. Przede wszystkim te, które potrzebują pokazać swój produkt, swoją ofertę w skali rzeczywistej, w skali 1:1, czyli np. deweloperzy nieruchomości, firmy sprzedające meble, wyposażenie wnętrz. Polskie firmy są często w tych obszarach bardziej zaawansowane niż ich konkurencja z Zachodu – twierdzi ekspert.

W produkcji aplikacji VR dla biznesu wyspecjalizowali się deweloperzy z Cinematic VR. Firma realizuje oprogramowanie VR oraz AR dostosowane do indywidualnych potrzeb klienta. Na swoim koncie ma już m.in. aplikację wizualizacyjną dla The Beds, która pozwala osadzić meble producenta w rzeczywistości rozszerzonej czy film VR opracowany na zlecenie Ośrodka Kształcenia Lotniczego Politechniki Rzeszowskiej, który ma być jednym z elementów szkolenia przyszłych pilotów.

– Do tej pory gogli VR było niewiele na rynku, były dosyć drogie, wymagały specjalistycznego sprzętu i wyszkolonej załogi, żeby je obsługiwać. W związku z tym głównie kierowaliśmy naszą ofertę do firm. W tym momencie to się zmienia. Pojawiają się gogle VR, które są bardzo efektywne, tanie i powszechnie dostępne. Nowe gogle Oculus, dostarczają wszystkiego, czego wymagamy od VR-u, a kosztują około dwóch tysięcy złotych, także bariera wejścia w VR bardzo się zmniejszyła. Z kolei rozszerzona rzeczywistość stała się standardową funkcją praktycznie wszystkich smartfonów i tabletów – przekonuje Piotr Baczyński.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku wirtualnej rzeczywistości w 2018 roku wyniosła 7,9 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie ona do 55,7 dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 33,5 proc.

Technologia 5G zmieni rynek usług telekomunikacyjnych. Przyspieszy przesyłanie danych i ułatwi powstawanie innowacyjnych serwisów

Technologia 5G zmieni rynek usług telekomunikacyjnych. Przyspieszy przesyłanie danych i ułatwi powstawanie innowacyjnych serwisów 2

Ekspansja i upowszechnienie sieci 5G to proces nieunikniony. W ramach sieci komórkowych realizuje się coraz więcej połączeń, co w dłuższej perspektywie może doprowadzić do przeładowania sieci LTE. Wdrożenie nowej infrastruktury przesyłu danych nie tylko uchroni państwa przed blackoutem telekomunikacyjnym, lecz także umożliwi przyspieszenie transferu danych, a co za tym idzie – powstanie nowych usług, które nie mogłyby swobodnie funkcjonować w obrębie sieci 4G.

– Obecnie operatorzy i producenci smartfonów znajdują się w tym samym miejscu, analizując możliwe zastosowania technologii 5G. Wiemy na pewno, że 5G zapewnia większą przepustowość i krótszy czas oczekiwania. Technologia ta znajdzie zastosowanie w wielu różnych obszarach, w tym prawdopodobnie w sektorze gospodarstw domowych, które będą korzystać z usług opartych na technologii 5G m.in. w grach czy na portalach społecznościowych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Wei Luo, wiceprezes ZTE Corporation.

Według badań przeprowadzonych przez ekspertów z Ericsson Consumer Lab wdrożenie technologii 5G umożliwi komunikowanie się z internetem nawet 100 urządzeniom na metr kwadratowy. Znacząca poprawa zasięgu i wydajności sieci komórkowej umożliwi wdrożenie na szeroką skalę projektów inteligentnych miast oraz domów, w ramach których funkcjonuje wiele urządzeń wchodzących w skład Internetu Rzeczy. Z siecią będą łączyć się nasze urządzenia mobilne, inteligentne pojazdy, sprzęt gospodarstwa domowego oraz najróżniejsze czujniki – od tych wykorzystywanych w systemach monitoringu, po urządzenia biometryczne monitorujące stan zdrowia pacjentów.

Podłączenie do internetu tak dużej liczby urządzeń byłoby niemożliwe w ramach sieci LTE. Technologia 5G otworzy się nie tylko na szerszą gamę elektroniki, znacząco przyspieszy także przesył samych danych. Firma ZTE we współpracy ze słowackim operatorem SWAM Mobile przeprowadziła testy wydajnościowe sieci nowej generacji. W ich ramach wykonano pierwszą rozmowę wideo za pośrednictwem 5G oraz dokonano pomiaru maksymalnej przepustowości sieci.

Już na obecnym etapie rozwoju tej technologii można przesyłać dane z prędkością do 1 Gb/s. Tymczasem według czerwcowych badań przeprowadzonych przez UKE średnia prędkość przesyłania danych w ramach polskich sieci komórkowych oscyluje wokół 25 Mb/s. Jest to wynik kilkudziesięciokrotnie niższy niż teoretyczna przepustowość sieci 5G.

Na rynku już pojawiają się pierwsze urządzenia z modułami łączności 5G, jednak infrastruktura wciąż na razie jest jedynie testowana.

– Być może teraz nie jesteśmy na to całkiem gotowi, nie opracowano jeszcze wszystkich aplikacji i zastosowań sieci 5G, ale sadzę, że proces ten będzie bardzo szybki. Być może już za rok lub dwa aplikacje będą gotowe do użytkowania przez konsumentów. Musimy przygotować się na tę chwilę – przekonuje ekspert.

Branża mobilna powoli przygotowuje się do nadejścia nowej infrastruktury komunikacyjnej. Huawei jest pierwszym producentem smartfonów, który wprowadził na polski rynek telefon obsługujący sieć 5G – Mate 20 X. W telefony 5G inwestuje również Samsung, który na początku roku zaprezentował Galaxy S10 5G, telefon który tylko w Korei Południowej sprzedał się w liczbie miliona egzemplarzy. Sprzęt ten był jednak sprzedawany wyłącznie na kilku rynkach, firma chce wypromować technologię 5G na skalę globalną za pośrednictwem modelu Galaxy A90 5G, który zadebiutuje na rynku jeszcze w tym roku.

Według firmy badawczej ResearchsandMarkets wartość globalnego rynku technologii 5G do 2025 roku wzrośnie do 251 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie blisko 97 proc. w skali roku.

Strach z jakiegokolwiek powodu

Nie brakuje ponurych wiadomości, które przywiane z odległych zakątków są w stanie wzniecić obawy inwestorów. Wpływ doniesień z Hong Kongu i Argentyny na główne rynku pokazuje, jak zdestabilizowane są rynki i jak mało potrzeba, by podsycić awersję do ryzyka.

Fakt, że zamknięcie lotniska w Hong Kongu i przegrana prezydenta Argentyny w prawyborach są pretekstami do wzniecenia awersji do ryzyka na rynkach, pokazuje, gdzie jesteśmy w kontekście stabilności sentymentu. Antyrządowe zamieszki w Hong Kongu trwają już dziesiąty tydzień, a kryzys gospodarczy w Argentynie nie jest czymś, co pojawiło się z dnia na dzień, ale trwa już lata. Przegrana przyjaznego rynkom Mauricio Macri w prawyborach w Argentynie stała się powodem do paniki na lokalnym rynku z wtórnymi wstrząsami odczuwalnymi na Wall Street. Można poświęcić sporo miejsca na opisanie sytuacji w Argentynie i dla czego inwestorzy boją się zmiany władzy w kraju. Prowadząca w sondażach opozycja na czele z Alberto Fernandezem rodzi obawy o przywrócenie polityki nacjonalizacji prywatnych aktywów, kontroli przepływu kapitału i wstrzymanie spłaty zagranicznego zadłużenia. Jednak z perspektywy głównych rynków jedyny skutek to straty funduszy zaangażowanych w argentyńskie aktywa. Ale wątpię, czy rzeczywiście ten rynek był tak atrakcyjny, żeby ekspozycja funduszy była tak ogromna, aby zatrząść całym Wall Street? To tylko pokazuje, jak przy obecnym nagromadzeniu negatywnych informacji niewiele trzeba, by wzbudzić popłoch wśród inwestorów. Pozostajemy w klimacie podwyższonej zmienności i poszukiwania bezpieczeństwa.

Bez wątpienia głównym zadaniem dla inwestorów na najbliższe godziny będzie wyłuskiwanie informacji związanych z wojnami handlowymi, sytuacją w Argentynie, Hong Kongu. Do tego jeszcze dołączyć można dyskusję nad sytuacją polityczną we Włoszech (gdzie blisko jest rozwiązania rządu). Wczoraj liderzy klubów parlamentarnych nie byli w stanie uzgodnić terminu głosowania nad wotum zaufania i dziś to zadanie zostało zlecone Senatowi. Wygląda na to, że ewentualne głosowanie prawdopodobnie odbędzie się w przyszły wtorek. Powszechnie oczekuje się, że głosowanie utoruje drogę dla przedterminowych wyborów lub wyznaczenia technokratycznego rządu. Jednak droga do nowych wyborów jest daleka i wyboista. Przeciągający się okres bez wyłonienia rządu może spowodować, że Włochy nie zdążą przedstawić Komisji Europejskiej założeń przyszłorocznego budżetu i konflikt z Brukselą wybuchnie na nowo. Na razie jednak nic nie jest przesądzone. Patrząc na zachowanie EUR i włoskich obligacji wydaje się, że przynajmniej w tym jednym temacie inwestorzy nie zamierzają przesadnie reagować.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jak przyspieszyć rozwój transportu elektrycznego i autonomicznego? Potrzebne dobre prawo

Możliwość korzystania z pojazdów autonomicznych, jak i rozwój floty elektrycznej na polskich drogach zależy w dużej mierze od legislacji w państwie i w Europie. Technologia mocno wyprzedza już stan prawny w państwach europejskich, a decyzje na poziomie Unii także w tym temacie zapadają bardzo wolno. Wyprzedziła już nas Kalifornia, Izrael i Chiny, gdzie rozwój rynku autonomicznego jest coraz szybszy. Na dobrej drodze jest też Holandia i Szwecja – lecz Polska wciąż pozostaje w tyle, zarówno pod względem badawczym, jak i legislacyjnym. Mimo, że instytucje chcą rozwijać autonomiczną technologię, brakuje im podstawy prawnej i – co najważniejsze – pieniędzy. W Polsce projekty autonomiczne i elektromobilne mogą być realizowane, ale do działania musi dołączyć państwo.

– Potrzebujemy bardzo dobrego prawa i narzędzi, które to prawo wspierają. Od 22 lutego 2018 roku mamy ustawę o elektromobilności i o paliwach alternatywnych. Mieliśmy więc już jej rocznicę, a cały czas nie widać zmian – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Mazur, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. – Finansowanie projektów ma swoje podwaliny w postaci Funduszu Niskoemisyjnego Transportu – ale cały czas czekamy na rozporządzenia wykonawcze, które pozwolą uruchomić konkursy. Zostały już zapowiedziane dopłaty w wysokości do 30% wartości samochodu, a w przypadku infrastruktury nawet do 50% jej wartości. Ale to są tylko zapowiedzi – bo do chwili obecnej cały czas nie mamy rozporządzenia obowiązującego. Apelujemy do Ministerstwa Energii i do władzy centralnej, by jak najszybciej podejmować decyzje w tym zakresie – podkreśla Mazur.

Grupa Recykl w I połowie roku z ponad 10 mln zł operacyjnych przepływów. Budowa zakładu w Chełmie zbliża się do końca

Grupa Recykl S.A., lider rynku zagospodarowywania odpadów poużytkowych w postaci zużytych opon, odnotował w I półroczu 2019 roku 1,1 mln zł zysku netto przy 25,4 mln zł przychodów i 19 proc. marży EBITDA. Spółka w tym okresie pozyskała z emisji akcji 6 mln zł i realizowała kluczowe etapy budowy zakładu produkcyjnego w Chełmie, który rozpocznie działalność w ciągu kilku miesięcy.

W II kwartale 2019 roku Grupa Recykl osiągnęła 12,9 mln zł przychodów (wobec 12,4 mln zł r/r), przy 2,6 mln zł EBITDA (2,7 mln zł r/r) i 0,6 mln zł zysku netto (0,9 mln zł r/r). Niższe wyniki są spowodowane m.in.: czasowym wstrzymaniem pracy zakładu w Chełmie (spadek przychodów o 0,3 mln zł – w związku z realizowaną inwestycją), przesunięciem sezonu handlowego o kilka miesięcy w obszarze najwyżej marżowych granulatów SBR i wysokim stanem zapasów u odbiorców spółki oraz wzrostem niektórych pozycji kosztowych (głównie energia elektryczna i wynagrodzenia, także wynikające ze wzrostu nominalnej liczby pracowników).

I połowa 2019 roku w ujęciu rynkowym i wewnętrznym była dla Grupy Recykl wymagającym okresem, na który wpłynęło kilka przejściowych czynników, rzutujących na nasze wyniki. Jednakże ostatni okres oceniamy pozytywnie z uwagi na sukcesywną realizację kluczowego projektu inwestycyjnego w Chełmie. Obecnie trwa montaż linii technologicznej o wartości ponad 5 mln EUR oraz mają miejsce prace związane z zagospodarowaniem terenu. Późną jesienią chcemy rozpocząć rozruch zakładu, a z początkiem 2020 roku prowadzić w nowym obiekcie standardową działalność operacyjną – mówi Maciej Jasiewicz, Wiceprezes Grupy Recykl S.A.

Operacyjne przepływy pieniężne w I półroczu 2019 roku były wyższe o ponad 150 proc. wobec analogicznego okresu sprzed roku i przekroczyły 10 mln zł (10,7 vs. 4,2 mln zł r/r), co stanowi zbliżoną wartość do wyniku całego 2018 roku. To pozwoliło w pewnej części realizować budowę nowego zakładu w Chełmie z własnych środków (w I półroczu br. nakłady inwestycyjne przekroczyły 14 mln zł). Dług finansowy netto wzrósł z 19,7 do 27,3 mln zł i stanowił wykorzystanie części środków kredytowych.

Dobra sytuacja płynnościowa umożliwiła nam realizację relatywnie sporej części prac inwestycyjnych ze środków Grupy, choć w bilansie naturalnie widzimy już wzrost zadłużenia kredytowego. W osiągnięciu struktury finansowania pomogła także zakończona pozytywnie emisja akcji, co zaliczamy do sukcesów I półrocza 2019 roku – dodaje Maciej Jasiewicz.

Suma bilansowa Grupy istotnie wzrosła i przekroczyła 110 mln zł (po stronie aktywów zidentyfikowano pozycję środków trwałych w budowie w wys. 35,1 mln zł, po stronie pasywów wzrosła skala zadłużenia finansowego oraz bieżącego – co wynika z nakładów na chełmską inwestycję).

Ostatnie miesiące to także realizacja szeregu istotnych prac przygotowawczych w spółce zależnej Rekoplast Kompozyt. M.in. pracowaliśmy nad dokumentacją produktów (karty techniczne, atesty, badania) i ich recepturami produkcyjnymi oraz polityką cenową. Kontynuowane były także dalsze prace rozwojowe w celu poprawy ich właściwości (podniesienie klasy palności i wzrost samoprzylepności). Dysponujemy już kilkoma własnymi markami, jak Rekosquere, czy Rekoflat HDD – uzupełnia Maciej Jasiewicz.

Rekoplast Kompozyt kieruje swoją ofertę gumowych wyrobów gotowych do takich branż jak transport, drogownictwo, sport i budownictwo. W ich ramach prowadzi indywidualne analizy rynkowe i przeprowadza akcje ofertowe, prowadząc sprzedaż hurtową. Jednocześnie trwa budowa relacji z dystrybutorami detalicznymi i hurtowniami. Intencją właścicieli spółki celowej jest rozpoczęcie z początkiem 2020 roku oczekiwanej działalności operacyjnej projektu.

Rynek powierzchni magazynowych w Polsce na koniec I półrocza 2019

Całkowite zasoby magazynowe w Polsce sięgnęły 16,9 mln mkw. Popyt brutto w I półroczu tego roku przekroczył 1,6 mln mkw., do użytku oddano ponad 1,1 mln mkw. nowej powierzchni, a w budowie pozostaje 2,2 mln mkw.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowych w Polsce na koniec I półrocza 2019.

Popyt

Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych JLL w Polsce
Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych JLL w Polsce

Zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe widoczne było na niemal każdym rynku w Polsce. Popyt brutto przekroczył 1,6 miliona mkw. i – co ciekawe – został wygenerowany przez szereg umów średniej wielkości, a nie przez spektakularne skalą transakcje. Z kolei popyt netto, czyli uwzględniający nowe umowy i ekspansje – sięgnął 1,1 mln mkw.
W pierwszym półroczu zaobserwowaliśmy spadek udziału nowych umów i ekspansji w całkowitym popycie. Natomiast blisko 350 000 mkw. zostało wynajętych w ramach renegocjacji kontraktów. Jednym z czynników tej sytuacji był bez wątpienia kończący się okres umów najmu podpisanych w latach 2013-2014, kiedy rynek przeżywał okres wzmożonego rozwoju. – Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych JLL w Polsce

Maciej Kotowski, Konsultant w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL
Maciej Kotowski, Konsultant w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Najbardziej aktywnym segmentem najemców byli operatorzy logistyczni, sieci handlowe i lekka produkcja, którzy łącznie odpowiadali za prawie 80% popytu netto w I poł. 2019.
Popyt na powierzchnie magazynowe był widoczny w całym kraju, a największą aktywność najemców zarejestrowaliśmy w Okolicach Warszawy, gdzie podpisano umowy na łącznie 460 000 mkw., we Wrocławiu – 276 000 mkw. oraz Polsce Centralnej – 216 000 mkw. Z kolei na rynkach spoza Wielkiej Piątki popyt brutto sięgnął 240 000 mkw., z czego na nowe umowy przypadło 186 000 mkw. Coraz bardziej widać rozwój Kielc, Podkarpacia czy Białegostoku. Deweloperzy zabezpieczają tam kolejne grunty pod przyszłe projekty. – Maciej Kotowski, Analityk Rynku, JLL

Wybrane transakcje najmu, I półrocze 2019

Najemca Park Powierzchnia (mkw.)
Pantos Logistics Panattoni Park Wrocław XI 60 500
Pepsico P3 Mszczonów 58 500
Gefco Panattoni Wrocław X North Gate 32 500
Raben A2 Warsaw Park Grodzisk 30 100
RTV Euro AGD Goodman Warsaw Logistics Centre 26 400

Źródło: www.magazyny.pl

Podaż – o krok od 17 milionów mkw.

Utrzymujące się od kilku kwartałów wysokie wyniki popytowe znajdują odzwierciedlenie we wzmożonej aktywności na rynku deweloperskim.

Od stycznia do czerwca do użytku oddano ponad 1,1 mln mkw. i było to historycznie najlepsze I półrocze pod względem nowej powierzchni na rynku. W rezultacie, całkowita podaż powierzchni magazynowej w Polsce osiągnęła poziom 16,9 mln mkw. – Maciej Kotowski, Analityk Rynku, JLL

Liderem pod względem wolumenu nowej podaży pozostaje Polska Centralna, gdzie w I poł.2019 ukończono ponad 250 000 mkw. Był to najszybciej rozwijający się rynek w Polsce,którego zasoby przez ostatni rok powiększyły się o ponad 35%.
Na koniec I półrocza w budowie pozostawało 2,2 mln mkw., z czego 86% realizowanychpowierzchni przypadało na największe lokalizacje – Górny Śląsk, Wrocław, Polskę Centralną, Warszawę oraz Poznań. Warto zaznaczyć, że deweloperzy są pewni polskiego rynku, co potwierdza wolumen powierzchni budowanej spekulacyjnie, której udział wyniósł 45%. Jest to szczególnie widoczne w największych aglomeracjach – ponad 270 000 mkw. powstawało spekulacyjnie na Górnym Śląsku, około 175 000 mkw. w Warszawie oraz we Wrocławiu i 140 000 mkw. w Polsce Centralnej. Duże, niezabezpieczone umowami inwestycje znaleźć można także w Trójmieście, Szczecinie, Krakowie i na Kujawach. – Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych JLL w Polsce

Pustostany i czynsze

Wzrost powierzchni budowanej spekulacyjnie doprowadził do nieznacznego wzrostu wskaźnika powierzchni niewynajętej. Średni współczynnik pustostanów w Polsce wyniósł 6,3% na koniec I półrocza (5,7% w I kw.). Sytuacja ta może szybko ulec zmianie, gdyż niewynajęte powierzchnie są na bieżąco wchłaniane dzięki dużemu zapotrzebowaniu ze strony najemców. Dobrym przykładem jest Białystok, gdzie wskaźnik pustostanów spadł z 36% do 22% w okresie jednego kwartału.

W I kw. najemcy mogli zaobserwować stopniowy wzrost czynszów, który nadal ograniczany jest jednak przez dynamiczną nową podaż. Wzrost odczuwalny był szczególnie w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Szczecinie oraz w Opolu i w województwie lubuskim. Najwyższy czynsz w strefie Warszawa Okolice wzrósł do poziomu 3,8 euro/mkw./miesiąc. Najdroższym rynkiem pozostaje Warszawa Miasto, gdzie czynsze bazowe wahają się pomiędzy 4,3 a 5,25 euro/mkw./miesiąc. Natomiast najbardziej atrakcyjne czynsze oferowane są w podmiejskich magazynach typu big-box w Polsce Centralnej (2,6 – 3,2 euro/mkw./miesiąc).

Rynek inwestycyjny

Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL
Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Wartość sfinalizowanych w okresie od stycznia do czerwca transakcji kupna/sprzedaży obiektów magazynowych i logistycznych sięgnęła 374 mln euro. To historycznie najlepsze I półrocze pod względem aktywności inwestycyjnej, a uwagę zwraca napływ kapitału azjatyckiego, szczególnie z Korei Południowej. Spodziewamy się utrzymania zainteresowania polskim rynkiem w nadchodzących miesiącach, czego odzwierciedleniem są toczące się transakcje, których przedmiotem są zarówno pojedyncze obiekty, jak portfele nieruchomości. – Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Największe transakcje inwestycyjne w I półroczu to kupno Amazon we Wrocławiu i Eurocash w Koninie przez Hines/Mirae od Blackstone za 130 mln euro, centrum dystrybucyjnego Zalando Lounge przez Hines/IGIS AM od Hillwood (85 mln euro) oraz Castoramy w Strykowie przez Tritax od Panattoni (55 mln euro).

Stopy kapitalizacji dla obiektów magazynowych typu prime wynoszą 6,25% z tendencją spadkową do poziomu poniżej 6%, dla najlepszych, długoterminowo wynajętych projektów znacznie poniżej 5%, a dla obiektów miejskich w Warszawie 5,5%.

Mikropersonalizacja będzie rządzić w świecie PSD2

Już za miesiąc dane dotyczące operacji finansowych klientów polskich banków, po raz pierwszy w historii, opuszczą w majestacie prawa systemy bankowe. Od 14 września 2019 roku pozabankowi dostawcy usług płatniczych, tzw. TPP, za zgodą klientów będą mieli możliwość wglądu w ich rachunki bankowe oraz inicjowania, w ich imieniu, płatności. Zdaniem ekspertów ITMAGINATION sam moment wejścia w życie przepisów dyrektywy PSD2, która to umożliwia, nie przyniesie rewolucji. Niemniej jeszcze w tym roku zobaczymy zmiany na rynku finansowym. ITMAGINATION ocenia, że banki będą w coraz większym stopniu budować swoją konkurencyjność wykorzystując możliwości mikropersonalizacji ofert.

Już za miesiąc, 14 września, banki w Polsce muszą być gotowe do udostępnienia fintechom i innym podmiotom trzecim w pełni funkcjonalne API. Pozabankowi dostawcy usług płatniczych (TPP) będą musieli chronić tajemnicę bankową klientów analogicznie, jak tradycyjne instytucje finansowe. Jest to bezpośredni skutek wymagań drugiej dyrektywy dotyczącej usług płatniczych, PSD2, wymuszającej otwarcie systemu bankowego. Dyrektywa wymaga od banków, aby udostępniały dane na temat rachunków swoich klientów TPP i umożliwiały im złożenie, w imieniu klienta, zlecenia płatniczego.

Czy banki są gotowe do walki o klienta?

Zgodnie z wymogami PSD2 banki w UE do 14 marca 2019 roku miały obowiązek udostępnienia środowiska testowego API. Ze swojego obowiązku wywiązała się większość instytucji działających w Polsce. Niektóre z nich, takie jak Alior Bank, Getin Bank, BNP Paribas czy Bank Pekao SA już w maju i czerwcu udostępniły TPP środowiska produkcyjne. Natomiast ogólnie w Unii panują obawy dotyczące zgodności banków z regulacją. Tink, międzynarodowy agregator usług dostępu do rachunku, podjął próbę zintegrowania 84 interfejsów API reprezentujących 2500 banków na 12 rynkach UE. Mimo, że 69 proc. API produkcyjnych było dostępnych 14 czerwca, to ani jeden interfejs nie okazał się wystarczająco dobrej jakości, aby spełnić standardy regulacyjne wymagane do integracji.

– Ten rok dla banków w Polsce jest wyjątkowo pełen wyzwań. Wejście w życie PSD2 we wrześniu pokaże, które z nich poradziły sobie najlepiej. Nowa regulacja zmusiła banki do szukania nowych partnerstw i pomysłów, co wymagało dużych nakładów pracy. Dobra wiadomość jest taka, że zbliża się moment, kiedy klienci odczują pozytywne aspekty PSD2. Możliwości dla banków widzimy szczególnie w kanałach cyfrowych sektora detalicznego. Dzięki wykorzystaniu takich rozwiązań, jak analityka behawioralna i sztuczna inteligencja, mogą zaopiekować się każdym klientem indywidualnie, co znacznie zwiększy jego lojalność. Nie spodziewam się jednak ani rewolucji, ani nagłego wysypu rozwiązań FinTechowych. Ale jeszcze w tym roku zobaczymy kilka ciekawych projektów – przewiduje Marzena Sokołowska, Banking Services Product Manager w ITMAGINATION.

Korzyści PSD2, których większość nie jest świadoma

Wiedza o otwartej bankowości w Polsce i w krajach Europy nie jest tak powszechna, jak w teorii być powinna. Według wyników ostatniego badania “Finansowy Barometr ING” tylko 36 proc. Polaków i 32 proc. Europejczyków ma świadomość, że banki, na wniosek klienta, muszą udostępnić ich dane zewnętrznemu podmiotowi. Tylko 22 proc. Polaków i 27 proc. mieszkańców Europy wyraziło gotowość na to.

Jak zaznacza ekspertka ITMAGINATION, niewielu konsumentów wie, że dyrektywa PSD2 uregulowała zasady świadczenia usług wymagających dostępu do rachunku bankowego i wyeliminowała metody, które przez nadzór finansowy były uznawane za wysoce ryzykowne. Chodzi o metodę screen scraping, która była i ciągle jeszcze jest stosowana przez podmioty FinTech. Służy ona do zautomatyzowanego pozyskiwania danych (np. historii operacji na rachunku), które inna aplikacja (np. bankowa) przedstawia użytkownikowi na ekranie urządzenia. Problematyczną kwestią jest to, że operacja ta wymaga podania loginu i hasła do konta bankowego zupełnie obcemu podmiotowi. Komisja Nadzoru Finansowego uznała metodę screen scraping za niezgodną z przepisami. W rezultacie większość banków oraz innych instytucji prowadzących rachunki płatnicze zaczęła blokować tę metodę. Po wejściu w życie PSD2 pozabankowi dostawcy usług płatniczych będą mogli pozyskiwać dane o klientach pod nadzorem i w ramach obowiązującej regulacji.

Mikropersonalizacja oferty – trend technologiczny 2019

Ponad połowa badanych przez KPMG i ZBP banków uważa, że regulacja i standaryzacja usług dostępu do rachunków otwiera drzwi do wszystkich rynków UE jednocześnie. To z kolei przyciąga uwagę światowych gigantów technologicznych GAFAA (Google, Amazon, Facebook, Alibaba, Apple). Z tym, że to, co banki i FinTechy dopiero zaczęły dostrzegać, firmy GAFAA już skutecznie wykorzystują na co dzień. Chodzi o dopasowanie oferty do indywidualnych potrzeb klienta i rezygnację z tych szablonowych, skierowanych „do wszystkich”.

Co zatem pomoże bankom spersonalizować ofertę? Odpowiedź jest prosta: analityka danych. Dzięki niej bank może oferować usługi w momencie, kiedy klient tego potrzebuje. Przykład? Oferta 14 dniowego ubezpieczenia AC zaraz po rezerwacji apartamentu wakacyjnego, dla klienta, który porusza się własnym samochodem.

– Za pomocą aplikacji mobilnej bank może ułatwić klientowi proces wnioskowania o kredyt poprzez automatyczną i szybką ocenę jego zdolności kredytowej bez konieczności załączania dodatkowych zaświadczeń od pracodawcy. A spłacanie kredytu może się odbywać z poziomu tej samej aplikacji, automatycznie i bez potrzeby odwiedzania stron innych banków. Dzięki analityce danych bank jest również w stanie wysyłać powiadomienia o zaległościach w tych dniach, kiedy jest największe prawdopodobieństwo spłaty, np. w dniu otrzymania wynagrodzenia. Dlatego na PSD2 mogą zyskać wszyscy: konsumenci, przedsiębiorcy oraz banki. Dzięki nowej regulacji zwiększy się liczba przetwarzanych transakcji, a produkty, takie jak pożyczka czy faktoring, będą jeszcze mniej kosztowne i bardziej dostępne wtedy, kiedy klient ich faktycznie potrzebuje – podsumowuje Marzena Sokołowska.

Podwyżki cen energii mogą postawić pod znakiem zapytania konkurencyjność polskiego przemysłu. Firmy szukają innych źródeł energii

Podwyżki cen energii mogą postawić pod znakiem zapytania konkurencyjność polskiego przemysłu. Firmy szukają innych źródeł energii 3

Przedsiębiorstwa z powodu podwyżek cen energii są zmuszone do szukania własnych źródeł energii i poprawy efektywności energetycznej. Wzrosty najdotkliwiej odczuwa przemysł energochłonny. – W dłuższej perspektywie mogą one zagrozić konkurencyjności polskich firm – uważa Aneta Muskała, wiceprezes International Paper. Jak ocenia, potrzebna jest długoterminowa i spójna strategia, żeby energia dla przemysłu była pewna, stabilna i w konkurencyjnej cenie. Sytuację na rynku mogłyby też ustabilizować kontrakty PPA i uwolnienie importu.

– Dla przemysłu, szczególnie energochłonnego, wzrost cen energii jest znaczący w całej strukturze kosztów. Rosną ceny surowców, uprawnień do emisji CO2, więc podwyżki cen energii końcowej dla konsumenta są uzasadnione. My, jako przemysł, nie mamy możliwości ich zrekompensowania w cenach swoich produktów. Musimy znajdować sposoby na redukowanie kosztów, aby pozostać przy naszych marżach, bo nie zawsze istnieje możliwość podniesienia ceny sprzedaży – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aneta Muskała, wiceprezes zarządu International Paper.

Przemysł energochłonny, czyli m.in. branża chemiczna, wytwarzanie papieru i włókien sztucznych, hutnictwo, cementownie i rafinerie, najdotkliwiej odczuwa w kosztach podwyżki cen energii, windowane m.in. przez uprawnienia do emisji CO2. Zwłaszcza że zapotrzebowanie na energię rośnie. Raport „Koszty energii. Wyzwania i szanse dla przedsiębiorstw” Kantar Millward Brown na zlecenie Ayming Polska pokazuje, że Polska wciąż musi nadrabiać dystans dzielący ją od najbardziej energooszczędnych krajów europejskich, a dla 93 proc. przedsiębiorstw energochłonnych wydatki na energię elektryczną odgrywają istotną rolę w kosztach produkcji.

W sumie przemysł odpowiada za około 1/3 całkowitego zużycia energii w Polsce. Ta jest jednym z głównych czynników wpływających na koszty produkcji, a w efekcie – konkurencyjność przedsiębiorstw.

– Jeżeli ceny energii będą rosły w dłuższej perspektywie, pod znakiem zapytania stanie konkurencyjność firm, które mają zróżnicowany potencjał do redukcji kosztów. Proste sposoby zostały już wykorzystane, dzisiaj musimy sięgać głębiej. Oczekujemy więc, że taki sam proces zajdzie też po stronie producentów energii – mówi Aneta Muskała.

Podwyżki cen energii są czynnikiem, który zmusza przedsiębiorstwa do koncentracji na szukaniu własnych źródeł produkcji i poprawie efektywności energetycznej, ale – jak podkreśla wiceprezes International Paper – nie ma na razie szybkich i łatwo dostępnych rozwiązań, które pozwoliłyby się przed nimi zabezpieczyć. W dłuższej perspektywie mogłoby nim być uwolnienie importu energii. Jak ocenia Instytut Energetyki Odnawialnej (raport „Prognoza cen energii elektrycznej do 2040 roku”), rosnące ceny energii mogą okazać się zachętą do stosowania umów PPA (Power Purchase Agreements) umożliwiających zakup energii elektrycznej bezpośrednio od jej producentów ze źródeł odnawialnych.

– Na dzisiaj nie możemy kupować energii bezpośrednio z importu, a to mógłby być jeden ze sposobów ograniczania kosztów. Na rynku zaczynają się pojawiać kontrakty PPA i myślę, że to jest przyszłość, ale nie na jutro ani pojutrze – mówi Aneta Muskała. – Jest też możliwość własnej produkcji. Nasz sektor generuje większość energii na własne potrzeby, ale i tak stosunkowo dużo kupuje z rynku. Tu potrzebna jest długoterminowa strategia, oparta o racjonalne działania, żeby energia, którą dostajemy od sektora zawodowej energetyki była pewna, stabilna i w konkurencyjnej cenie. Tego byśmy oczekiwali.

Umowa PPA jest zawierana bezpośrednio pomiędzy wytwórcą energii z OZE a jej odbiorcą końcowym, z pominięciem operatora systemu dystrybucyjnego. Stąd głównym wyzwaniem w przypadku tego typu kontraktów jest konieczność bezpośredniego połączenia między producentem i odbiorcą. Umowę PPA zawarł w połowie ubiegłego roku Mercedes-Benz, którego fabryka silników w Jaworze ma być w całości zasilana zieloną energią z oddalonej o kilka kilometrów farmy wiatrowej Taczalin.

Wiceprezes International Paper ocenia, że jak na razie alternatywą dla przedsiębiorstw są inwestycje we własne źródła energii. Sprzyja im ustawa o wspieraniu wysokosprawnej kogeneracji, ponieważ wiele źródeł przemysłowych działa właśnie w oparciu o kogenerację. Ustawa, która zaczęła obowiązywać w tym roku, wprowadziła warunek sprzedaży prądu do sieci, podczas gdy przemysł produkuje przede wszystkim na potrzeby własne.

– Postulujemy, żeby zrewidować ten pogląd na wsparcie wysokosprawnej kogeneracji, bo daje to też inny efekt poza odciążeniem systemu energetycznego – podkreśla Aneta Muskała. – W długim terminie jako przemysł oczekujemy też spójnej polityki przemysłowej, która będzie integrowała kwestie zmian klimatycznych, polityki energetycznej i konkurencyjności przemysłu.

Ceny energii na rynku hurtowym w Polsce należą do jednych z wyższych w Europie i najwyższych w porównaniu z uprzemysłowionymi krajami sąsiednimi. Ustawa o systemie rekompensat dla sektorów i podsektorów energochłonnych pozwoli przyznać rekompensaty finansowe (stanowiące pomoc publiczną) dla około 300 firm z sektora energochłonnego, których rentowność i konkurencyjność obniżyła się w wyniku wzrostu cen energii elektrycznej, spowodowanych unijną polityką klimatyczno-energetyczną (m.in. wzrostem cen zakupu uprawnień do emisji CO2). Rekompensaty będą przyznawane począwszy od tego roku, ale wypłacane dopiero w 2020. Limit środków przeznaczonych na ten cel wyniesie 890 mln zł w tym i tyle samo w przyszłym roku i będzie stanowił nie więcej niż 25 proc. przychodów ze sprzedaży uprawnień do emisji gazów cieplarnianych.

Innowacje w administracji będą koncentrować się na ułatwianiu pracy urzędników. Jedna z nich pomoże walczyć z przemytem na granicach

Innowacje w administracji będą koncentrować się na ułatwianiu pracy urzędników. Jedna z nich pomoże walczyć z przemytem na granicach 4

Głównym wyzwaniem w procesie informatyzacji państwa jest obecnie przygotowanie narzędzi, które umożliwiają szybkie i sprawne wdrażanie innowacji, a także ułatwią pracę urzędnikom – ocenia Justyna Orłowska, dyrektor programu GovTech Polska. Urzędy i instytucje państwa już zaczynają takie narzędzia zamawiać. Przykładem może być konkurs GovTech Polska, w ramach którego powstanie system kontrolujący przewożone przez granice towary z wykorzystaniem urządzeń RTG. Automatycznie będzie on identyfikować przedmioty, co usprawni pracę funkcjonariuszy KAS w trakcie kontroli granicznej.

– Jest dużo pilnych zadań do realizacji w informatyzacji. Z perspektywy programu GovTech Polska jest to przygotowanie narzędzi, które umożliwiają sprawne wdrażanie innowacji. Kiedy urzędnik ma do zrealizowania swoje zadanie, musi wiedzieć, że może to przeprowadzić innowacyjnie, cyfrowo – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Justyna Orłowska, dyrektor programu GovTech Polska, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.

Wyszukiwaniem takich innowacyjnych projektów (w formule konkursowej) zajmuje się program GovTech Polska. Ma on zacieśnić relacje administracji publicznej z przedsiębiorcami MŚP i start-upami, mającymi pomysł na nowoczesne rozwiązania informatyczne i technologiczne, które mogą zaadresować istotne społecznie wyzwania i poprawić efektywność działania sfery publicznej.

Przykładem może być konkurs przeprowadzony przez GovTech Polska we współpracy z resortem finansów, który miał na celu stworzenie aplikacji wspierającej ochronę polskich granic z wykorzystaniem urządzeń RTG. Wygrała go spółka Tensorflight Poland, której system z duża precyzją analizuje zdjęcia rentgenowskie i identyfikuje obecne na nich przedmioty, odróżniając te, które stwarzają zagrożenie lub ich przewóz przez granicę jest całkowicie zabroniony. Pozwoli to wzmocnić ochronę granic przed nielegalnym przemytem.

– Na granicach naszego państwa dysponujemy ciężarówkami ze skanerami rentgenowskimi, które prześwietlają ciężarówki na granicy wschodniej, a kontenery na terminalu w Gdańsku. Zamiast zatrudniać dodatkowych celników, minister finansów zdecydował się na pilotażowe zamówienie innowacyjnego elementu, który rozwiąże wyzwanie analizy potencjalnych przemytów na granicach państwa i Unii Europejskiej – mówi Justyna Orłowska. – Mam nadzieję, że pilotaż tego rozwiązania, wdrażany przez Ministerstwo Finansów, zakończy się sukcesem. Realizuje go firma, która ma umiejętności, specjalizuje się w automatyzacji analizy zdjęć i machine learning, również w AI.

Teraz resort finansów poszukuje wykonawców platformy e-learningowej, która umożliwi kształcenie operatorów urządzeń RTG z wykorzystaniem elementów wirtualnej rzeczywistości. Konkurs ponownie odbywa się w ramach programu GovTech Polska, a chętni mogą przesyłać zgłoszenia do 19 sierpnia.

Jak podkreśla Justyna Orłowska, w trakcie realizacji znajduje się wiele projektów z zakresu e-administracji i innowacyjnych rozwiązań, które mają usprawnić funkcjonowanie państwa.

– Głównym wyzwaniem związanym z cyfryzacją państwa jest to, że ta dziedzina jest w tym momencie wszechobecna, dotyczy każdego elementu naszego życia: od budzenia  poprzez zamawianie transportu czy jedzenia, po służbę zdrowia. Wyzwaniem jest wszechobecność i skala, stąd potrzebna jest priorytetyzacja – od czegoś powinniśmy zacząć, bo oczywiście potrzeby są nieograniczone – mówi Justyna Orłowska.

Raport Komisji Europejskiej oceniający stopień cyfryzacji 28. państw UE („The Digital Economy and Society Index”, DESI 2018) plasuje Polskę dopiero na 24. pozycji pod względem cyfrowych usług publicznych. Proces cyfryzacji postępuje jednak szybko, a wiele projektów z zakresu e-państwa jest w trakcie realizacji. W ramach portalu Gov.pl działa już 19 witryn poszczególnych ministerstw, w tym serwisy z e-usługami dla obywateli i przedsiębiorców (m.in. Platforma Usług Elektronicznych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych PUE ZUS, portal obywatel.gov.pl, portal biznes.gov.pl, system Elektronicznych Ksiąg Wieczystych). W ciągu najbliższych 2–3 lat ich zakres znacząco się rozszerzy, a docelowo wszystkie je zintegruje Portal Rzeczypospolitej Polskiej gov.pl.

– W 2023 roku administracja publiczna w naszym kraju będzie administracją sprawną, sprawnie zamawiającą rozwiązania informatyczne czy innowacje. Z drugiej strony obecne na rynku firmy, z których 96 proc. stanowią małe przedsiębiorstwa, będą wiedziały, że zamówienia publiczne są dla nich. To nic innego jak wyzwania wagi państwowej do rozwiązania i zrealizowania. W 2018 roku na zamówienia publiczne zostały wydane 202 mld złotych, czyli firmy będą wiedziały, że istnieje taki fundusz, który można nazwać funduszem venture capital, z którego mogą korzystać innowacyjne przedsiębiorstwa, żeby dostarczać te innowacyjne rozwiązania – mówi dyrektor programu GovTech Polska.

Rak piersi dla Polek to wciąż temat tabu. Strach przed chorobą i reakcją bliskich powstrzymuje je przed regularnymi badaniami

Rak piersi dla Polek to wciąż temat tabu. Strach przed chorobą i reakcją bliskich powstrzymuje je przed regularnymi badaniami 5

Mimo świadomości na temat konieczności wykonywania samobadania piersi oraz niezbędnych badań takich jak USG, czy mammografia, Polki nadal nie wykonują regularnych badań. Najczęstszymi powodami są lęk przed otrzymaniem diagnozy, trudnym leczeniem, naznaczeniem społecznym, czy obawa przed brakiem dostępu do terapii. Ten lęk każdego roku skutecznie powstrzymuje Polki przed regularnymi badaniami, rozmową o zdrowiu, a także poinformowaniem najbliższych o diagnozie raka piersi. Choroba jest wciąż tematem tabu, szczególnie gdy diagnoza ma postać zaawansowaną.

Eksperci podkreślają jednak, że rak piersi wykryty we wczesnym stadium, kiedy zmiany mają poniżej 1 cm, jest prawie całkowicie uleczalny, a obok właściwego leczenia pacjentki potrzebują też wsparcia swoich rodzin i partnerów.

– Profilaktyka raka piersi jest niezmiernie ważna, bo nowotwór wychwycony na wczesnym etapie jest niemal w 100 procentach wyleczalny. Niestety, wiemy że kobiety w Polsce nie do końca korzystają z tej wiedzy, nawet jeśli ją posiadają. Boją się śmierci, stygmatyzacji, własnych lęków i wreszcie, boją się tego, jak będzie wyglądało ich leczenie. Boją się okaleczenia i tego, że emocjonalnie sobie nie poradzą. Często doprowadzają do takiego momentu, w którym potrzebne jest już radykalne leczenie. Wielu takich przypadków można by uniknąć, gdyby guz został wykryty na wczesnym etapie. Zmiany w piersi powyżej jednego centymetra wymagają już większych ingerencji i długotrwałego leczenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej.

Od początku działalności Fundacji OnkoCafe nadrzędnym celem jest budowanie świadomości na temat profilaktyki i istotności wczesnego wykrywania raka piersi. Te działania Fundacja łączy ze zwiększaniem społecznego zrozumienia potrzeb kobiet z zaawansowaną lub przerzutową postacią tej choroby. Tegoroczny, najnowszy spot kampanii „BreastFit. Kobiecy biust. Męska sprawa” pokazuje, że największym marzeniem kobiet chorujących na zaawansowaną postać raka piersi może stać się wpisanie do kalendarza wakacyjnego wyjazdu, czy zaplanowanie przyjęcia urodzinowego dla dzieci. Niepewność jutra sprawia, że nadal są niedostrzegane przez społeczeństwo. Pacjentki, zmagając się z rakiem piersi, chcą żyć, pracować, kochać i być kochane.

– Rak piersi to wciąż temat tabu, który paraliżuje niejedną pacjentkę, niejedną rodzinę. Tak naprawdę staramy się unikać tego tematu, nie mówić o chorobie ani o profilaktyce, bo się boimy. Obawiamy się jakie będą konsekwencje choroby, leczenia. Niestety, fakt że nie poruszamy tego tematu nie sprawia, że problem znika. Chociaż tak wiele mówimy o chorobach nowotworowych – to ten strach, obawy i nieumiejętność rozmawiania z pacjentami wciąż istnieją – mówi Adrianna Sobol, psychoonkolog z Fundacji OnkoCafe.

Podkreśla również, że – oprócz właściwego leczenia – pacjentki potrzebują wsparcia rodziny i przyjaciół. Szczególna rola spoczywa na ich rodzinach, znajomych i partnerach, którzy wspierają i motywują do walki z chorobą.

– Najważniejsze, aby kobieta wiedziała, że mężczyzna jest przy niej. Nieważne co będzie się z nią działo, czy pójdzie na miesiąc do szpitala, czy będzie w złej formie – powinna wiedzieć, że obok niej jest mężczyzna, który jest wsparciem dla niej i rodziny. Dlatego na naszej stronie internetowej Breastfit.pl dajemy mężczyznom wskazówki jak rozmawiać na trudne tematy oraz jak pomóc kobiecie komfortowo przebrnąć przez proces leczenia – mówi Jakub Popławski, Project Manager kalendarza „Power of Community 2020” realizowanego w ramach kampanii „BreastFit. Kobiecy biust. Męska sprawa”.

Kampania „BreastFit. Kobiecy biust. Męska sprawa” ma zachęcić kobiety do profilaktyki raka piersi i systematycznych badań, a z drugiej strony – zwiększyć świadomość wagi wsparcia kobiety przez mężczyznę w trakcie choroby. Dlatego kampania jest skierowana zarówno do kobiet, jak i do mężczyzn. W tegorocznej edycji po raz 4. powstanie charytatywny kalendarz „Power of Community 2020”.

– Chcemy, żeby mężczyźni wzięli ciężar choroby również na swoje barki i dali kobiecie pewność, że wszystko jest pod kontrolą. Zachęcamy mężczyzn, aby – jeśli nie wiedzą, co zrobić w danej sytuacji – szukali pomocy i porady, żeby być wsparciem dla swojej partnerki – podkreśla Jakub Popławski.

Jak wynika z danych Globocan, międzynarodowej agencji ds. badań nad rakiem, rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem wśród kobiet na świecie – rocznie rozpoznaje się około 2 mln nowych przypadków. W Polsce stanowi ok. 23 proc. wszystkich zachorowań na nowotwory złośliwe u kobiet. Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów, Centrum Onkologii-Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie, w 2016 roku u Polek wykryto blisko 19 tysięcy nowotworów piersi oraz uznano go za przyczynę prawie 6,5 tys. zgonów. Do postaci zaawansowanej rak piersi rozwija się aż u 30 proc. kobiet – wynika z raportu Niewidoczna kobieta. Dzieje się tak ponieważ nadal wykrywany jest na zbyt późnym etapie – u około 5-10 proc. pacjentek dopiero wówczas, gdy choroba daje przerzuty do innych organów.

– Gros pacjentek jest dobrze zaopiekowanych, niemniej w Europie leczy się trochę inaczej. Pacjentki w Europie czy Stanach Zjednoczonych mają szybszy dostęp do leków. Natomiast w Polsce dostęp do nowoczesnych, często przełomowych terapii mamy dopiero po kilkunastu miesiącach albo i po kilku latach od momentu, kiedy zostaną zarejestrowane – mówi Anna Kupiecka.

Przykładem jest grupa pacjentek z HER-ujemnym hormonozależnym rakiem piersi, których standard opieki jest podobny, jak ponad dekadę temu.

– Te pacjentki są często niepotrzebnie leczone chemioterapią, która ogromnie obciąża i wyniszcza organizm – podkreśla Anna Kupiecka. – Wierzymy, że sytuacja ulegnie zmianie już 1 września.

Novartis

 

W mniejszych miastach zysk z wynajmu mieszkań może przekraczać 10 proc. Inwestycje tam są jednak bardziej ryzykowne niż w dużych

W mniejszych miastach zysk z wynajmu mieszkań może przekraczać 10 proc. Inwestycje tam są jednak bardziej ryzykowne niż w dużych 6

Jak wynika z analizy portalu Rentier.io inwestycje w mieszkania najkorzystniejsze są w mniejszych miejscowościach. Przykładowo w Piekarach Śląskich można liczyć na ponad 12 proc. zysk z inwestycji. W największych miastach stopa zwrotu wynosi ok. 8 proc. Mniejsze miasta charakteryzuje jednak większe ryzyko inwestycyjne związane z mniejszą stabilnością makroekonomiczną – przekonuje Anton Bubiel, prezes rentier.io.

– Według naszych ostatnich analiz najlepszą lokalizacją inwestycyjną w przypadku mieszkań na wynajem są małe miejscowości, np. Będzin czy Piekary Śląskie. Ogólnie miasta z Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego wypadły dość wysoko i mówimy tutaj o stopach zwrotu brutto powyżej nawet 10 proc. przy pełnym obłożeniu mieszkania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anton Bubiel, prezes Rentier.io.

Według analiz platformy Rentier.io inwestycje w mieszkania opłacają się przede wszystkim w mniejszych miastach. W 2018 roku w Piekarach Śląskich zysk z inwestycji przekroczył 12,2 proc. Lokale w tym mieście są oferowane po 2,3 tys. zł za mkw., a mediana stawki najmu za mkw. to blisko 24 zł. W Będzinie i Świętochłowicach przy wynajmie mieszkania można liczyć na ponad 11 proc. zysku.

– Jeśli podaż mieszkań na rynku jest stosunkowo mniejsza niż popyt, czyli jest dużo osób chętnych, by nieruchomość wynająć, właściciele nieruchomości mogą podwyższać ceny i uzyskać większe dochody z najmu. Z kolei na rynkach, gdzie konkurencja jest większa, wynajmujący konkurują cenami i mogą je obniżać po to, żeby jak najszybciej wynająć mieszkanie, co niekoniecznie oznacza uzyskiwanie wyższej stopy zwrotu – tłumaczy Anton Bubiel.

W Polsce relacja cen najmu do cen sprzedaży korzystnie kształtuje się przede wszystkim w małych miastach. Zdaniem eksperta nie oznacza to jednak, że każda inwestycja będzie opłacalna. W mniejszych miejscowościach ogólna koniunktura jest w dużej mierze uzależniona od dostępności miejsc pracy. Wraz z zamknięciem pobliskich dużych firm sytuacja na lokalnych rynkach może się znacznie pogorszyć.

– Tego rodzaju problem zazwyczaj nie występuje w dużych miastach, takich jak Warszawa, Gdańsk, Wrocław, Łódź czy Poznań. Jest tam bardzo dużo uczelni i firm, dzięki którym do miast wciąż napływają studenci, osoby poszukujące pracy, w związku z czym stabilność wynajmu jest dużo większa. Niestety ze względu na dużą konkurencję na tych rynkach trzeba się liczyć z nieco niższą rentownością najmu w dużych miastach, która oscyluje w okolicach 7-8 proc. – wskazuje Bubiel.

Wpływ na zyski ma nie tylko wielkość mieszkania, ale również jego lokalizacja, sposób wynajmowania i to, jak długo stoi ono puste.

Prezes Rentier.io przekonuje, że zakup mieszkania na wynajem to wciąż dobry sposób na zainwestowanie wolnych środków. Zgodnie z raportem Expandera i Rentier.io koszty najmu mieszkań rosną. W II kwartale 2019 roku największe wzrosty dotyczyły małych mieszkań (wzrost o 7 proc. rdr.), a średnia rentowność wynosiła ok. 8 proc. brutto. Inwestorów może zniechęcać wzrost cen nieruchomości, ale w perspektywie długoterminowej nie powinno to być czynnikiem determinującym decyzję o zakupie takiego lokum.

– Inwestycje w nieruchomości na wynajem w perspektywie długoterminowej, czyli 10-letniej i dłuższej, są opłacalną inwestycją, przy tym dość bezpieczną, bo ryzyko całkowitej utraty kapitału, jak w przypadku rynku kapitałowego lub dłużnego, tutaj praktycznie nie występuje – przekonuje Anton Bubiel.

Polacy chcą się zdrowo odżywiać. Już ponad połowa ma problem z nadmiarem kilogramów

Polacy chcą się zdrowo odżywiać. Już ponad połowa ma problem z nadmiarem kilogramów 7

Chęć zmiany nawyków żywieniowych przegrywa z szybkim tempem codziennego życia. Polacy stawiają zdecydowanie na gotowe dania, łatwe do przyrządzenia także w pracy. Eksperci przekonują jednak, że nawet prowadząc aktywny tryb życia, można się zdrowo odżywiać. Wymaga to dobrego planowania posiłków i zwracania uwagi na jakość gotowych dań.

Już ponad połowa Polaków ma problem z nadmiarem kilogramów. Jak pokazują badania przeprowadzone na potrzeby kampanii edukacyjnej „Otyłość kontra zdrowie”, nadwaga dotyczy 68 proc. polskich mężczyzn i 53 proc. kobiet. Otyłych jest natomiast ponad 25 proc. Polaków. Zdaniem ekspertów winę za ten stan rzeczy ponosi przede wszystkim niehigieniczny tryb życia, a więc niedostatek snu, brak aktywności fizycznej, przewlekły stres i nieodpowiednia dieta. Choć Polacy odznaczają się coraz większą świadomością dotyczącą zdrowego odżywiania, teoria najczęściej przegrywa z codziennością i szybkim tempem życia, w którym nie ma czasu na przygotowywanie zbilansowanych posiłków. Polacy stawiają więc na potrawy proste i szybkie do przyrządzenia.

– Najczęściej wybieramy proste rozwiązania, kusimy się na to, co daje rynek, czyli proste kanapki od Pana Kanapki. One najczęściej są z białego pieczywa, jest tam bardzo niewielka ilość warzyw, a przecież warzywa i owoce powinniśmy spożywać właściwie w każdym posiłku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Sypnik-Pogorzelska, dietetyk z Dietosfera.

Aby zdrowo się odżywiać, należy zwracać uwagę zarówno na to, co się je, jak i kiedy. Eksperci zalecają spożywanie co najmniej trzech posiłków w ciągu dnia, najlepiej o stałych porach. Nie należy wychodzić z domu bez śniadania, w skład którego wchodzić powinny podstawowe składniki odżywcze: białko, tłuszcze i węglowodany złożone. Tak skomponowany pierwszy posiłek dostarczy organizmowi energię i zapewni niezbędną w pracy koncentrację. Do biura warto zabrać dwie mniejsze przekąski i większy posiłek lunchowy – jeśli obiad planujemy zjeść już w domu, na lunch możemy ograniczyć się do sałatki na zimo.

– Natomiast warto zwrócić uwagę, żeby ta sałatka nie była tylko i wyłącznie z warzyw czy owoców, ale żeby był tam dodatek węglowodanów złożonych, np. kasza gryczana, która jest świetnym i bogatym źródłem magnezu, wspierającego pracę i koncentrację naszego mózgu – mówi Ewa Sypnik-Pogorzelska.

Po dodaniu sosu i pestek z dyni lub słonecznika, również zawierających składniki stymulujące pracę mózgu, sałatka stanie się posiłkiem zarówno wartościowym, jak i smacznym. Wbrew pozorom zachowanie zdrowej diety w pracy nie wymaga wysiłku, o ile dobrze rozplanuje się przygotowanie posiłków. Kaszę do sałatek można ugotować w większej ilości, tak by starczyło jej na kilka dni, dzięki temu zmieniając dodatki w postaci warzyw i sosów, można szybko przygotować ciekawe potrawy.

– To jest bolączka naszych czasów, że zawsze spalamy się na pracy i innych obowiązkach wokół, natomiast o sobie myślimy na samym końcu. A to jest jednak podstawa racjonalnego i dobrego żywienia – mówi Ewa Sypnik-Pogorzelska.

W wyjątkowych sytuacjach można skorzystać z gotowych dań, o ile nie będzie to żywność typu fast food. Na rynku dostępne są takie produkty jak sałatki, risotta i kaszotta przeznaczone do odgrzania w mikrofalówce, o ograniczonej ilości konserwantów, barwników i dodatków w postaci cukru lub soli. Niektóre z tych dań można samodzielnie zmodyfikować np. zastępując gotowy sos oliwą z oliwek lub olejem rzepakowym, poprawiając ich wartość odżywczą i zmniejszając kaloryczność.

– Trzeba czytać etykiety. Bardzo zwracam uwagę na to, żeby być świadomym konsumentem i wymagać również od producentów dobrych jakościowo produktów – mówi Ewa Sypnik-Pogorzelska.

Sztuczna inteligencja wkracza do branży gamingowej. Będzie wykorzystywana w procesie projektowania gier, weźmie też udział w rozgrywkach

Sztuczna inteligencja wkracza do branży gamingowej. Będzie wykorzystywana w procesie projektowania gier, weźmie też udział w rozgrywkach 8

W ostatnich miesiącach na rynku gier komputerowych pojawiło się wiele technologii, które mają charakter rewolucyjny. Prowadzi się szeroko zakrojone badania związane ze sztuczną inteligencją, która może zarówno usprawnić proces projektowania gier, jak i nauczyć komputerowych przeciwników logicznego myślenia. Rozwijane są także technologie streamingowe, które uniezależnią graczy od mocy obliczeniowej sprzętu.

– W branży gier zdecydowanie umacnia się sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe. To wpływa na samą rozgrywkę, na jej powtarzalność. Za każdym razem gra tak naprawdę może stawiać przed graczem zupełnie nowe wyzwania. Przeciwnicy uczą się zachowań gracza i gra sama dostosowuje się do tego jak gracz rozgrywa – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Róziecki, współzałożyciel Play2Chill.

Szeroko zakrojone badania sztucznej inteligencji prowadzi m.in. firma OpenAI, o której zrobiło się głośno przy okazji testów przeprowadzonych w Dota 2. Inżynierowie opracowali boty komputerowe, które za pośrednictwem technologii uczenia maszynowego nauczyły się podstawowych zasad rozgrywki. Następnie wystawiono je do starcia z profesjonalnymi graczami e-sportowymi, aby przekonać się, czy sztuczna inteligencja będzie w stanie pokonać mistrzów świata.

OpenAI nie funkcjonuje tak, jak klasyczne boty, które analizują ruchy przeciwnika nawet wtedy, gdy go nie widzą. Wykorzystuje i analizuje wyłącznie te informacje, które wyświetlają się na ekranie. Dzięki temu podejmuje decyzje w oparciu o taki sam zakres danych, do których mają dostęp gracze. Mimo tych ograniczeń algorytmy OpenAI pokonały profesjonalnych graczy zarówno w starciu jeden na jeden, jak i w grze zespołowej.

Firma opracowała także innowacyjne narzędzie szkoleniowe Gym dla deweloperów, którzy chcieliby wykorzystać sztuczną inteligencję w swoich produkcjach. Na bazie OpenAI zbudowano oprogramowanie ułatwiające szkolenie botów komputerowych.

Z kolei inżynierowie z korporacji Nvidia sięgnęli po algorytmy SI, aby opracować nowy proces generowania trójwymiarowych obiektów. Firmie udało się tak wyszkolić sztuczną inteligencję, aby przetwarzał obraz zarejestrowany na filmie w trójwymiarowe środowisko. Jeśli uda się dopracować tę technologię, w przyszłości przenoszenie rzeczywistych obiektów do świata gier stanie się znacznie łatwiejsze i nie będzie wymagało zastosowania specjalistycznych skanerów.

– Jest to dość dynamiczna branża, ciężko jest określić jej przyszłość. Myślę, że w najbliższym czasie, mocno zaskoczy nas Google Stadia i to będzie zapowiedź dużych zmian, choć tak naprawdę jeszcze niewiele wiemy, jak Google będzie świadczył swoje usługi dla deweloperów. Dla graczy jest to zmiana na plus, dlatego że znikną ograniczenia sprzętowe. To dostarczyciel usługi będzie hostował gry na swoim sprzęcie, więc tak naprawdę na każdym, nawet najsłabszym chromebooku będzie można uruchomić grę wysokiej klasy – tłumaczy ekspert.

Google Stadia to usługa strumieniowania obrazu z gry wideo, bezpośrednio z serwera Google na ekran urządzenia gracza za pomocą łącza internetowego. Obraz wyświetlany będzie zatem bez zacinania w wysokiej konfiguracji graficznej, nawet pomimo słabego sprzętu. Pomysł na streamingowanie gier nie jest jednak nowy. Nvidia z kolei od kilku lat eksperymentuje z podobnym serwisem, GeForce Now, zaś Apple w tym roku uruchomi własną usługę subskrypcyjną dla graczy, Arcade. W jej ramach za pośrednictwem opłaty abonamentowej będzie można uruchomić kilkadziesiąt gier na wszystkich platformach od Apple.

Również sami deweloperzy coraz chętniej eksperymentują z różnymi rynkami. Warto wspomnieć tu m.in. przykład Epic Games – kiedy Fortnite zyskał popularność na pecetach, szybko został przeniesiony na platformę mobilną, aby dotrzeć do szerszego grona graczy. Podobną strategię przyjmują również polscy deweloperzy, także ci określani mianem twórców niezależnych. Firma Play2Chill dywersyfikuje swoje działania i pracuje nad tytułami przeznaczonymi zarówno na rynek pecetowy, jak i mobilny, projektując gry dla konsoli Nintendo Switch.

– Polacy dzielą się na kilka segmentów. Gracze 30+ to zdecydowanie gracze casualowi, którzy wracają do domu po pracy, godzina 17.00 i rozpoczynają rozgrywkę. Tutaj nie ma jasno sprecyzowanego rynku, tak samo dobrze sprzedają się niezależne produkcje, jak i te duże. Natomiast dużym rynkiem są gry mobilne i tutaj znaczącą rolę odgrywają młodsi gracze, 12+, którzy dużo czasu spędzają przy mniejszych lub większych tytułach mobilnych – zauważa Tomasz Róziecki.

Według firmy badawczej ResearchAndMarkets wartość globalnego rynku gamingowego do 2023 roku wzrośnie do niemal 265 mld dol. W najbliższych latach ma się on rozwijać w tempie blisko 15,7 proc. w skali roku.

Algorytm polskiej firmy analizuje wiadomości i komentarze pod kątem emocji. Dla firm to nieocenione źródło badania satysfakcji klienta

Algorytm polskiej firmy analizuje wiadomości i komentarze pod kątem emocji. Dla firm to nieocenione źródło badania satysfakcji klienta 9

Podczas zakupów niemal 80 proc. klientów zwraca uwagę na opinie o sprzedawcy. Niezadowolony z obsługi nie tylko rezygnuje z zakupu, ale swoimi emocjami dzieli się z innymi. Dlatego firmy inwestują w nowoczesne techniki monitorowania satysfakcji klienta. Część sklepów stacjonarnych wykorzystuje nagrania, by sprawdzić mimikę klienta. Sklepy internetowe monitorują call center, co jednak pozwala zbadać tylko część komunikacji. Rozwiązanie polskiej firmy, dzięki wykorzystaniu uczenia maszynowego, ocenia pod kątem satysfakcji całą komunikację. Algorytm analizuje komunikaty klientów, przedstawia średnią emocji i wskazuje, który obszar może okazać się niekorzystny dla firmy.

– Analizujemy konwersacje z klientem za pomocą maila, czatu lub też konwersacji audio, np. z call center. Algorytm ocenia, na ile istnieje ryzyko, że dany klient wystawi negatywną opinię, np. z powodu źle działającej usługi, słabej obsługi czy zbyt długiego czasu oczekiwania. Dzięki temu właściciel firmy, menadżer produktu lub obsługi klienta jest w stanie ocenić, gdzie leży problem, czy to wina produktu, czy wina obsługi samej, czy też może klient miał zły dzień  – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Krzysztof Guz, prezes firmy Deep Clue.

Większość firm zdaje sobie sprawę, że ocena klienta jest kluczowa. Stąd np. nagrywanie rozmów czy monitorowanie korespondencji. Zwykłe metody nie zawsze się jednak sprawdzają, a negatywne odczucia łatwo zignorować. Pomocne okazują się nowe technologie. W USA pojawiają się już rozwiązania, które na podstawie monitoringu i mimiki twarzy klienta oceniają jego poziom zadowolenia z obsługi, czy nawet samego wystroju sklepu. Jeszcze inne sprawdzają, czy klient przechodząc obok sklepu, jest zainteresowany produktem patrząc wyłącznie na wystawę. Rozwiązanie polskiej firmy sprawdza się przede wszystkim w e-commerce.

– Wykorzystujemy machine learning, tzn. pracujemy nad algorytmem, który wyciąga wnioski z tekstów, nie tylko po słowach kluczowych, które są jednoznacznie określane jako negatywne, także z całego kontekstu. Nawet ironia typu: bardzo wam dziękuję za stratę czasu używając waszego serwisu także zostanie odczytana jako negatywna emocja i też zapali się czerwona lampka przy tej wiadomości – tłumaczy Krzysztof Guz.

Algorytm opracowany przez Polaków analizuje komunikaty klientów i pokazuje ich zadowolenie, wskazuje też kiedy rośnie poziom negatywnych emocji. Aplikacja podpowiada gdzie jest problem, przedstawia średnią emocję wiadomości i sortuje je według poziomu negatywnych emocji. Na tej podstawie firma może skupić się na najważniejszych problemach klientów.

– W przypadku sklepów internetowych mamy produkt, który jest aplikacją do analizy maila. Właściciel sklepu czy menadżer obsługi klienta instaluje sobie tę aplikację, która analizuje wszystkie maile przechodzące przez skrzynki. W przypadku wykrycia złych emocji, dostaje on powiadomienie: zwróć uwagę na tego klienta, być może coś się dzieje nie tak – mówi ekspert.

Pakiet podstawowy, czyli monitoring przychodzących wiadomości, to koszt 29 dolarów miesięcznie. Deep Clue oferuje też ocenę czatu, gdzie co miesiąc analizuje ok. 10 tys. wiadomości. Tu także w przypadku oceny, że dany klient może nie być zadowolony z obsługi, właściciel firmy dostaje powiadomienie.

– Kolejny produkt jest do analizy audio. Na razie pracujemy nad jego rozwojem i wprowadzeniem. Myślę, że w okolicach końca roku będzie już taka wersja, którą będzie można pokazać – zapowiada Guz.

Analiza satysfakcji klienta jest kluczowa, bo to opinia o sklepie i obsłudze decyduje, czy klient jeszcze wróci. Negatywna ocena, czy komentarz mogą dla firmy stanowić straty liczone w setkach tysięcy. Troska o wizerunek jest więc kluczowa.

– Ponad 80 proc. ludzi przy zakupie na Allegro oprócz ceny bierze pod uwagę historię transakcji i opinie o sprzedawcy – podkreśla Krzysztof Guz. – W innych firmach w przypadku dużych nakładów na marketing, na budowanie jakiegoś wizerunku każdy komentarz w social mediach, który bardzo łatwo się rozpowszechnia jest ogromnym kosztem – dodaje.

GPW w dół. Światowe spowolnienie na horyzoncie?

Wojny handlowe w połączeniu ze spowolnieniem gospodarczym w krajach UE, tworzą niebezpieczną mieszankę, która już szkodzi polskiej gospodarce i cenom akcji. Czy wieloletni okres ekonomicznej prosperity, do którego się przyzwyczailiśmy, może być zagrożony?

Europejska gospodarka coraz wyraźniej pogrąża się w stagnacji. W lipcu dynamika PKB w Strefie euro spadła do poziomu 1,1%, najniższego od 18 miesięcy. W Niemczech odczuwalny jest niższy popyt na nowych pracowników. Pogłębia się też ryzyko „twardego brexitu”, co dodatkowo pogarsza nastroje europejskich przedsiębiorców. Relatywnie dobrze przedstawia się sytuacja w USA, gdzie w celu wsparcia gospodarki Rezerwa Federalna obniżyła stopy procentowe. Jednak w pierwszych dniach sierpnia panikę spowodował prezydent Donald Trump, zapowiadając cła na kolejne towary z Chin.

– Wojny handlowe, a przede wszystkim trudna sytuacja w Strefie euro, na czele z Niemcami, w najbliższym czasie mogą uderzyć w polską gospodarkę – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets. – Przemysł niemiecki mocno się kurczy, co może mieć przełożenie na sytuację w Polsce. Indeks PMI obrazujący koniunkturę w polskim przemyśle wykazał w lipcu wartość najniższą od ponad 6 lat.

Słabsza gospodarka przekłada się na niższe wyceny polskich akcji.

– Trudna sytuacja na globalnych rynkach sprawia, że indeks WIG20 silnie zniżkuje – komentuje ekspert CMC Markets. – Od szczytów z drugiej połowy lipca, gdy wartość WIG20 kształtowała się powyżej 2300 pkt., indeks stracił już około 17%. Dopiero w okolicach 2000 pkt. może znaleźć wystarczająco silne wsparcie, aby powstrzymać dalsze zniżki.

Benzyna alkilatowa – ekologiczne paliwo dostępne na polskim rynku

Spalanie tradycyjnej benzyny, która napędza m.in. samochody osobowe i ciężarowe, przyczynia się do wysokiej emisji dwutlenku węgla do atmosfery i jest jedną z głównych przyczyn ocieplenia klimatycznego. Rynek paliwowy jest tego świadomy, dlatego – póki co na potrzeby mniejszych silników, np. do kosiarek spalinowych, pił lub motorówek – zaoferował rozwiązanie w postaci paliw alkilatowych, których spalanie nie tylko jest o wiele bardziej przyjazne dla atmosfery, ale też w mniejszym stopniu powoduje powstawanie smogu oraz nie zawiera substancji szkodliwych dla zdrowia.

Skandynawski wynalazek

Benzyny alkilatowe (od ang. Alkylate gasoline) na początku obecnego stulecia jako pierwsi zaczęli produkować Szwedzi. Cały region skandynawski jest terenem mocno zalesionym i bogatym w wody śródlądowe, stąd zapotrzebowanie na ekologiczne paliwa, z których korzystać może np. leśnictwo, ale też użytkownicy łodzi czy skuterów wodnych. Skandynawski pomysł, będący nieszkodliwą dla środowiska odpowiedzią branży paliwowej na zmiany klimatyczne, powoli zaczęły zaszczepiać u siebie też inne kraje. Jednak obecnie na świecie jest tylko pięć rafinerii produkujących alternatywne, ekologiczne paliwa do małych, benzynowych silników spalinowych. Jedna z nich znajduje się w Polsce.

Paliwo dla środowiska

Benzyna alkilatowa w odróżnieniu od benzyn samochodowych, jest całkowicie pozbawiona węglowodorów aromatycznych, w tym kancerogennego benzenu oraz olefin i związków tlenowych (alkoholi, eterów). Zawiera wyłącznie stabilne chemicznie węglowodory parafinowe i izoparafinowe. Produktami całkowitego spalania parafin i izoparafin jest tylko dwutlenek węgla i woda. Spalanie tych węglowodorów jest najbardziej ekologicznym procesem spalania.

Dzięki temu kancerogenne i toksyczne produkty spalania benzyny alkilatowej są ograniczane w porównaniu do benzyn samochodowych nawet o 90%.

Benzyna alkilatowa jest również znacznie bardziej trwała niż zwykła benzyna – można ją dłużej przechowywać (nawet do 2 lat po otwarciu opakowania). Gwarantuje łatwy rozruch silnika nawet po wielu miesiącach. Wszechstronne paliwo o wysokiej wydajności prowadzi do niższej emisji, łatwiejszej konserwacji i dłuższej żywotności silnika.

Warter FulesW dobie galopujących zmian klimatycznych to przede wszystkim przedstawiciele sektora paliwowego powinni myśleć o ekologii i dawać w ten sposób przykład pozostałym. Paliwa ekologiczne to naszym zdaniem przyszłościowy kierunek. Proces alkilacji sprawia, że paliwa nie zawierają rakotwórczych związków, udało nam się też uzyskać produkt o znacznie mniejszej emisji podczas spalania, niż w przypadku tradycyjnej benzyny – mówi dr Janusz Pilarczyk, wice-prezes oraz dyrektor działu technologicznego w Warter Fuels, jedynego na rodzimym rynku producenta benzyn typu eco-friendly.

Warto zaznaczyć, że małe silniki maszyn ogrodniczych nie posiadają katalizatorów spalin, w odróżnieniu od nowoczesnych układów katalitycznych stosowanych w układach spalania silników samochodowych.

Bez uszczerbku na zdrowiu

Nauka już dawno udowodniła, że aromaty wydzielane podczas procesu spalania tradycyjnych paliw zawierają wysokooktanowe komponenty, które są szkodliwe dla środowiska i zdrowia. Mogą powodować uszkodzenie nerwów, bóle głowy, zmęczenie i nudności. Szczególnie niebezpiecznym związkiem występujących w „klasycznym” paliwie jest benzen.

To jedna z najgroźniejszych trucizn przemysłowych, ze względu na dużą lotność i możliwość tworzenia wysokich stężeń w powietrzu. Benzen wchłania się głównie z dróg oddechowych, rzadko przez skórę i z przewodu pokarmowego. Wyniki licznych badań epidemiologicznych pozwalają uznać benzen za czynnik kancerogenny dla układu krwiotwórczego i chłonnego u człowieka. Związek ten jest zresztą oficjalnie uznawany za rakotwórczy dla ludzi przez USA i większość państw europejskich. W benzynie alkilatowej zawartość benzenu wynosi poniżej 0,01%v/v – w stosunku do średniej zawartości benzenu wynoszącej ok. 0,90% v/v (wymóg normowy to < 1%) w tradycyjnej benzynie samochodowej. To prawie sto razy mniej– dodaje dr Pilarczyk.

Ekologia i ekonomia

Ograniczenie zawartości aromatów w benzynie korzystnie wpływa na eksploatację silnika i czystość komór spalania. Paliwa czystsze o ponad 90% to jednak nie tylko inwestycja w zdrowie swoje, otoczenia i planety, ale też oszczędność na naprawach tudzież wymianie silnika na nowy.

Dzisiaj ważne jest, by każdy człowiek minimalizował ślad węglowy, który po sobie pozostawia. Jeśli postęp zmian klimatycznych będzie bardziej drastyczny, niż przewidywali jeszcze niedawno naukowcy, bardzo możliwe, że przyszłością rynku naftowego będą właśnie benzyny alkilatowe – kończy dr Pilarczyk.

Pierwsze na polskim rynku ekologiczne paliwa pojawiły się w sprzedaży w połowie tego roku. Na razie można je nabyć on-line, choć producenci planują rozszerzenie sieci dystrybucji m.in. o stacje benzynowe i sklepy specjalistyczne.

Przepychanki ws. rozliczania kosztów leasingowych. Zmiany w umowach pod lupą fiskusa

Można stracić prawo do korzystniejszego rozliczania leasingu zawartego przed 1 stycznia 2019 roku. Aby tak się stało, musi nastąpić istotna zmiana umowy. Według Ministerstwa Finansów, jest nią np. skrócenie lub wydłużenie harmonogramu płatności rat. Część prawników i doradców podatkowych ma inne zdanie w tej kwestii. Mniej kontrowersji wzbudza podejście urzędników do cesji, choć ona nie zawsze musi się łączyć z korzyściami podatkowymi. Resort wskazuje przekształcenia, które nie skutkują obowiązkiem stosowania nowych regulacji. Trzeba też wskazać, że wciąż nie zostały opublikowane objaśnienia dot. rozliczania tego typu umów, w stosunku do samochodów osobowych. A na to czekają tysiące przedsiębiorców w całym kraju.

Istotna zmiana

Z początkiem stycznia br. weszły w życie zmiany dotyczące kosztów uzyskania przychodów. Sprawa dotyczy wydatków i opłat związanych z samochodami osobowymi wykorzystywanymi w działalności gospodarczej. Wprowadzone regulacje obejmują też ww. pojazdy będące przedmiotem leasingu. Do umów zawartych przed tym okresem stosuje się dotychczasowe przepisy, tj. w brzmieniu obowiązującym do 31 grudnia 2018 roku. Nowe reguły znajdują zastosowanie w przypadku leasingów zawartych przed 1 stycznia 2019 roku, jeżeli po 31 grudnia 2018 roku umowy zostały zmienione lub odnowione.

– Utrata prawa do stosowania dotychczasowych przepisów może nastąpić na skutek istotnej modyfikacji treści stosunku prawnego łączącego strony. Będzie to np. zmiana przedmiotu leasingu, wysokości opłat, a także skrócenie lub wydłużenie harmonogramu płatności poszczególnych rat – informuje Paweł Jurek, rzecznik prasowy Ministra Finansów.

Jak stwierdza Michał Borowski, prawnik i doradca podatkowy, ekspert BCC ds. podatków, to przepisy komplikujące położenie przedsiębiorców i efektywnie podwyższające opodatkowanie ich działalności. Z kolei Maciej Kordalewski, prawnik i starszy konsultant podatkowy z kancelarii Martini i Wspólnicy, podkreśla, że resort miał początkowo liberalne stanowisko ws. przechodzenia na nowe zasady rozliczania. Jednak ostatnie interpretacje indywidualne, wydawane przez KIS, pokazują odejście od tego kierunku. Problemem jest ciągły brak zapowiadanych przez ministerstwo objaśnień dot. zasad rozliczania samochodów osobowych. Jak zapewnia Paweł Jurek, ich projekt został przygotowany, natomiast data jego publikacji nie jest jeszcze znana.

– Regulacje te z pewnością miały na celu zapobieganie nadużyciom, tj. modyfikacjom umów umożliwiających osiągnięcie przez podatnika korzyści podatkowej. Niemniej przesłanka nie została w przepisie przejściowym wskazana jako element determinujący konieczność stosowania nowych zapisów do umów leasingowych zawartych przed 1 stycznia 2019 roku. Zatem biorąc pod uwagę wyłącznie wykładnię językową obowiązujących przepisów, każda zmiana umowy leasingu będzie prowadziła również do zmiany reżimu prawnego, w oparciu o który sytuacja podatnika zostanie oceniona – mówi Marek Niczyporuk, radca prawny i doradca podatkowy z Kancelarii Ars AEQUI.

Spłata pod lupą

W ocenie fiskusa, zmiana harmonogramu spłat leasingu oznacza utratę prawa do dotychczasowego sposobu rozliczania. Zdaniem prof. Witolda Modzelewskiego, istotą rozstrzygającą w tej sprawie jest przepis przejściowy, który mówi o braku zmian w stosunku do umów zawartych przed 1 stycznia 2019 roku. Problem należy rozpatrywać w kategoriach prawnych, a nie słusznościowych. Ustalenie nowego terminu spłat jest istotną zmianą treści umowy. Chodzi o prawa i obowiązki stron. W opinii eksperta, stanowisko resortu finansów jest zgodne z treścią przepisu i przyjętą zasadą.

– W mojej opinii, sama zmiana harmonogramu spłat nie powinna powodować konieczności przejścia na nowe zasady rozliczeń, jeśli nie są przekształcane inne postanowienia umowy. Zgodnie z obowiązującymi definicjami dot. korzyści podatkowych, musielibyśmy mieć do czynienia z działaniem sztucznym, nakierowanym wyłącznie na ich osiągnięcie. Przyspieszenie spłaty rat może mieć natomiast różne przyczyny. Dlatego wiele zależy od konkretnych okoliczności. Niemniej tak stanowcze stanowisko wydaje się być dyskusyjne, w co najmniej części spraw – komentuje Michał Borowski.

Zmiana harmonogramu może mieć wpływ na rozliczenia podatkowe. Jak wskazuje Marek Niczyporuk, skrócenie terminu spłaty, a co za tym idzie zwiększenie poszczególnych miesięcznych rat leasingowych, może przynieść korzyści podatnikowi. Będzie to widoczne np. u przedsiębiorców, których działalność wykazuje cechy sezonowości i nie korzystają oni z tzw. zaliczek uproszczonych. Zwiększając wysokość rat leasingowych, mogą w pewnych sytuacjach osiągać korzyści . Mowa tu o obniżeniu wysokości zaliczek na podatek dochodowy w okresach, w których osiągają najwyższe obroty.

Cesja bez korzyści

– Interpretacja skarbówki, że cesja umowy zawartej w 2018 roku lub starszej powoduje przejście na zasady obowiązujące od 1 stycznia 2019 roku, będzie budziła zastrzeżenia. Należy tego oczekiwać, zwłaszcza gdy celem takiego działania nie będzie osiągnięcie korzyści podatkowej. Przykładowo, może nastąpić przeniesienie umowy rodzącej koszty podatkowe z podmiotu przynoszącego straty do innego. Poważne wątpliwości należy również mieć, kiedy cesja jest wynikiem obiektywnie złego stanu majątkowego cedenta i dokonana została pomiędzy podmiotami w żaden sposób niepowiązanymi – podkreśla ekspert z Kancelarii Ars AEQUI.

W przypadku cesji zmienia się strona umowy. Dotychczasowa między leasingodawcą i firmą X przestaje istnieć, na co zwraca uwagę prof. Modzelewski. Jak podkreśla były wiceminister finansów, w takiej sytuacji mamy do czynienia z nowym stosunkiem prawnym. Uzasadnione jest rozliczanie kosztów uzyskania przychodów według nowych zasad. Jak dodaje Maciej Kordalewski, w tym przypadku mamy niewątpliwie do czynienia z istotną zmianą. Ekspert jest w stanie sobie wyobrazić działania podatników mające na celu wyłącznie skorzystanie z oferty przed 1 stycznia br. i później dokonanie cesji, aby zyskać na poprzednich regulacjach.

– W przypadku cesji mamy do czynienia z efektywnym przejęciem ogółu praw i obowiązków wynikających z umowy. W związku z tym istnieją argumenty, by twierdzić, że również korzystniejsze zasady rozliczenia podatkowego takiej umowy mogą być przeniesione na nowy podmiot. W tym przypadku wątpliwości jest jednak wiele, dlatego zalecałbym szczególną ostrożność – dodaje ekspert z BCC.

Uchylona furtka

Istnieją modyfikacje, które nie powodują obowiązku stosowania nowych regulacji. Jak informuje Paweł Jurek, to np. zmiany będące elementem wykonania umowy leasingu. Stanowią realizację jej zapisów i miały swoją podstawę w niej. To również wpisy o charakterze technicznym (numeru VIN, specyfikacji pojazdu) oraz dotyczące zakresu usług niezwiązanych z finansowaniem, np. ubezpieczenia pojazdu. W tym katalogu mieszczą się też modyfikacje warunków finansowych, będących efektem skoków kursowych w umowach denominowanych w obcych walutach.

– Uważam, że wszelkie próby podatników związane z korzystniejszą interpretacją znowelizowanych przepisów będą się spotykać ze zdecydowaną reakcją organów skarbowych. Jednak nie oznacza to, że wszyscy powinni poddać się restrykcyjnej interpretacji albo nawet nadinterpretacji fiskusa. Należy pamiętać o tym, że przepisy pozostają bardzo niejasne i nieprecyzyjne, więc zgodnie z dyrektywami wykładni powinny być rozstrzygane na korzyść podatnika – podkreśla Michał Borowski.

Z kolei Marek Niczyporuk przywołuje interpretację Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 20 marca 2019 r. dotyczącą dokonywania w umowach drobnych zmian. Wskazuje ona, że w pewnych kwestiach organy skarbowe interpretują przepisy na korzyść podatnika. Natomiast zdaniem Macieja Kordalewskiego, to resort tak naprawdę będzie decydować, co jest istotną zmianą, a co nią ewidentnie nie będzie. Jeśli podatnik pragnie się zabezpieczyć, to może wystąpić o interpretację indywidualną, aczkolwiek istnieje ryzyko otrzymania negatywnego rozstrzygnięcia. W takim wypadku, podatnik może ją ewentualnie zaskarżyć. Tylko to wiąże się niestety z czasem, a zanim dojdzie do rozstrzygnięcia w sądzie, to trzeba stosować nowe zasady. Dopiero po ewentualnej wygranej przed sądem będzie można mówić o korektach.

Firma przyszłości – firma 4.0?

Prognozy specjalistów z dziedziny HR nie pozostawiają złudzeń – przedsiębiorcy muszą skupić się na wprowadzeniu realnych zmian w organizacjach w odpowiedzi na toczące się na całym świecie transformacje społeczne i gospodarcze. Takie wnioski zostały postawione w tegorocznym raporcie firmy Deloitte „Global Human Capital Trends 2019”. O odpowiedzialnej firmie 4.0 mówi Krzysztof Inglot, prezes firmy rekrutacyjnej Personnel Service. Zdaniem eksperta tego rodzaju przedsiębiorstw będzie coraz więcej.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy

Firmy zdają sobie sprawę z utrzymującego się rynku pracownika. Przetrwają ci, którzy rozumiejąc istotę problemu, wprowadzą rozwiązania zgodne z obowiązującymi trendami – komentuje Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service.

Identyfikowane przez twórców raportu kwestie wymuszające opisywane zmiany społeczne i gospodarcze to przede wszystkim rozwój nowych technologii, rozwój gospodarczo-polityczno-kulturowy oraz rewolucja przemysłowa 4.0. Wszystkie te czynniki znacząco wpływają na szeroko pojęty rynek pracy – działające na nim firmy, pracowników.

Firma 4.0

W odpowiedzi na zachodzące procesy rynek, dotychczas zwrócony ku automatyzacji i skupiony przede wszystkim za wzroście gospodarczym, kieruje swoją uwagę na kwestie dotychczas pozostające na dalszym planie. Firma 4.0. to organizacja, która oprócz na generowaniu zysków skupia się także na dbaniu o swoje otoczenie i interesariuszy – w tym pracowników. Firmy wychodzą poza deklaracje wynikające z ich określonej misji czynią starania, by wynikiem ich działań były mądre i etyczne decyzje ukierunkowane na drugiego człowieka.

Jak wynika z raportu, taka postawa jest wręcz wymogiem w dzisiejszych czasach, gdy coraz trudniej pozyskać i jeszcze trudniej utrzymać na dłużej pracownika. Świadomy przedsiębiorca nie może zaniedbywać interesu zatrudnionych, stąd nie tylko coraz szerszy wachlarz dodatkowych benefitów, ale także inwestowanie w ich rozwój i stawianie na określanie drogi rozwoju w organizacji – mówi Krzysztof Inglot.

Na jakich zasadach działa firma 4.0?

Firma 4.0 kieruje się konkretnymi zasadami. Wszystkim im przyświeca główna myśl, by człowiek

stał w centrum zainteresowania:

  1. Cel i sens – zarówno organizacja, jak i pracownicy do niej należący, muszą mieć określony cel swojej pracy oraz poczucie sensu, tego co robią. Należy pamiętać, że ma on wykraczać poza generowanie zysku i przede wszystkim być nastawiony na innych.
  2. Etyka i uczciwość – korzystając z dostępnych technologii i systemów, organizacja powinna postępować w sposób etyczny i uczciwy. Dzisiejszy przedsiębiorca dba o odpowiedni monitoring danych i to, w jaki sposób są przetwarzane. Wymuszają to na nim regulacje prawne jak chociażby RODO, ale także świadomość ryzyka, jakie niesie za sobą brak kontroli nad danymi.
  3. Rozwój i pasja – pracownicy rozwijają swoje pasje i mają możliwości rozwoju osobistego.
  4. Współpraca i więzi osobiste – istotna jest także wymiana opinii pomiędzy pracownikami, którzy w zespołach budują więzi osobiste. Pomimo rozwijającej się automatyzacji, wciąż widoczny jest aspekt ludzki.
  5. Przejrzystość i otwartość – organizacja jest transparentna, wymiana informacji zachodzi w sposób otwarty.

Pracodawcy chętniej inwestują w pracowników

Chęć zmiany nastawienia na propracownicze potwierdza także coroczny raport 2019 Employee Benefits Survey sporządzany na podstawie badań przeprowadzanych przez Society for Human Resource Management. Według niego ankietowani pracodawcy zdecydowanie chętniej zwiększali budżet na benefity pracownicze – tylko 3% ankietowanych obniżyło budżet na benefity w którejkolwiek z omawianych kategorii. Najbardziej popularnym obszarem, który był deklarowany jako ten, gdzie będą zwiększane wydatki, był obszar zdrowia i dobrego samopoczucia.

W Polsce 87% pracowników pobiera benefity pozapłacowe. Najczęściej jest to prywatna opieka zdrowotna, karta sportowa i dofinansowanie szkoleń. Wymienione dodatki stają się powoli standardem, dlatego pracodawca, żeby wyróżnić się spośród konkurencji musi opracować taką politykę benefitów, by odpowiadała na realne potrzeby pracowników. W takiej sytuacji należy zwrócić uwagę na to, czy pracownicy to osoby pracujące fizyczne, czy mają rodziny, czy ich miejsce pracy oddalone jest od ich miejsca zamieszkania.

Człowiek vs automatyzacja

Inna grupa badawcza, PwC, alarmuje, że do 2025 r. luka pracownicza znacząco się pogłębi.  Z szacunków PwC wynika, że do 2025 r. na rynku pracy może brakować nawet 1,5 mln osób.

Problem ten rozwiązać może sztuczna inteligencja. Rzeszę osób czeka przekwalifikowanie. Specjaliści z McKinsey alarmują, że skala tego zjawiska może być większa niż w przypadku transformacji w przeszłości związanej z produkcją i rolnictwem. Pocieszającym faktem jest to, że nawet jeśli pewne grupy zawodowe zostaną wyparte przez maszyny, człowiek wciąż będzie potrzebny – będzie miał tylko nowe zadania do wykonania. Pojawią się także zupełnie nowe zawody związane z ciągłym rozwojem przemysłu i miast. Wobec tak postawionych hipotez zasadnym wydaje się skierowanie większej uwagi na czynnik ludzki w pracy – mimo rosnącej wokół automatyzacji to pracownik w dalszym ciągu odgrywać będzie nieocenioną rolę.

Prognozy na przyszłość

Choć branża rekrutacyjna zdaje sobie sprawę z tego, jak istotne są to zmiany do wprowadzenia, jedynie 14% szefów firm w Polsce jasno deklaruje gotowość wprowadzenia biznesu odpowiedzialnego 4.0. – Liczba ta z całą pewnością będzie wzrastać – mówi Krzysztof Inglot – jest to nieuniknione wobec obecnych napięć na rynku pracy związanych z nierównymi wynagrodzeniami i obawami dotyczącymi automatyzacji. Mimo tego, że jesteśmy świadkami postępu technologicznego, jakiego jeszcze nie było, w dalszym ciągu to człowiek jest faktycznym motorem sprawczym wszelkich działań.

Zródła:

Global Human Capital Trends 2019 – Deloitte

Jobs lost, jobs gained: What the future of work will mean for jobs, skills, and wages – Mc Kinsey Global Institute

Rosnąca luka na rynku pracy w Polsce. Jak ją zniwelować? – Styczeń 2019 PwC

Przegląd wydarzeń tygodnia 12-16 VIII

Rynki coraz bardziej obawiają się recesji, a zaplanowane na ten tydzień dane (głównie w Europie) ujawnią, jak blisko niej jesteśmy. Piątkowe dane z Wlk. Brytanii pokazały, że nawet bez brexitu w 2q19 brytyjski PKB zaczął spadać. W środę o włos od recesji może być gospodarka Niemiec (wg konsensusu nieoczyszczone o efekty kalendarzowe dane za 2q19 pokażą spadek PKB w ujęciu r/r). Rewizja wstępnego szacunku PKB dla całej strefy euro obnaży najpewniej słabość inwestycji i eksportu wskazując na konsumpcję jako kluczowy komponent podtrzymujący wzrost gospodarczy.

USA

W USA szansę weryfikacji pesymistycznych rynkowych oczekiwań dadzą pierwsze miesięczne odczyty danych ze sfery realnej za 3q19 i regionalne indeksy koniunktury za sierpień (czw.). Wyniki sprzedaży powinny potwierdzić, że optymizm gospodarstw domowych (w pt. wstępny odczyt indeksu U.Michigan) wciąż stymuluje konsumpcję. Mniej optymistyczną wymowę mogą mieć dane o produkcji przemysłowej – wskaźniki koniunktury sugerują coraz większą presję ze strony słabszego popytu zagranicznego i ograniczeń handlowych.

Inflacja PPI w lipcu zgodnie z oczekiwaniami utrzymała się na poziomie 1,7% r/r. Bazowy wskaźnik cen producentów (bez cen energii i żywności) spadł do 2,1% r/r z 2,4% r/r i był najniższy od lipca 2017. Wyraźne hamowanie bazowej inflacji PPI odzwierciedla m.in. słabszy popyt w przetwórstwie i sygnalizuje ograniczoną przestrzeń do napędzanego czynnikami lokalnymi wzrostu inflacji CPI.

Polska

Z minorowymi nastrojami na świecie wyraźnie kontrastować będą wciąż bardzo dobre dane z Polski. Według nas szybki szacunek PKB (śr.) wskaże na jedynie nieznaczne wyhamowanie tempa wzrostu gospodarczego do 4,4%r/r z 4,7%r/r w 1q19. Na informacje o strukturze wzrostu poczekamy do końca miesiąca. Roboczo zakładamy, że za wolniejszą dynamiką PKB stało spowolnienie inwestycji częściowo kontrowane przez wzmocnienie popytu konsumpcyjnego. Ceną szybkiego wzrostu gosp. jest inflacja. Finalne dane o inflacji CPI w lipcu (wt.) potwierdzą wstępny odczyt (wzrost do 2,9% r/r z 2,6% r/r w czerwcu), przy nietypowym dla tego okresu wzroście cen żywności, ale także przy dalszym narastaniu inflacji bazowej (oczekujemy 2,1%-2,2% r/r). Jutrzejsze dane o rachunku obrotów bieżących za czerwiec mogą pozostawać pod wpływem obniżonej aktywności gospodarczej w tym miesiącu, co zaowocuje gwałtownym (i przejściowym) wyhamowaniem dynamiki eksportu i importu, ale nie zburzy równowagi (saldo całego rachunku pozostanie dodatnie).

Wielka Brytania

PKB w Wlk. Brytanii w 2q19 odnotował pierwszy spadek od 2012 (-0,2% k/k). W ujęciu rocznym tempo wzrostu gospodarczego wyhamowałodo 1,2% r/r z 1,8% r/r przed kwartałem i było słabsze od oczekiwań (1,4% r/r). Jedynym sektorem brytyjskiej gospodarki, który w 2q19 utrzymał (marginalny) wzrost były usługi. Spadki w sektorze produkcyjnym napędzało przede wszystkim przetwórstwo. Odczyt plasuje się poniżej ostatnich oczekiwań Banku Anglii (zakładał stagnację a nie spadek PKB) i zwiększa prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych. Warto jednak zaznaczyć, że brytyjski urząd statystyczny podkreśla silną zmienność danych z brytyjskiej gospodarki na przestrzeni ostatnich dwóch kwartałów, za którą stoi brexit. W 1q19 wyniki gospodarki były w wielu obszarach napędzane przygotowaniami do planowanego na koniec marca brexitu. W 2q19 redukcja zgromadzonych wcześniej zapasów stała się jedną z przyczyn silnego ograniczenia dynamiki PKB. Dodatkowo wg urzędu część sektora motoryzacyjnego przesunęła coroczne przerwy produkcyjne na kwiecień (także w ramach wcześniejszych przygotowań do brexitu), co zmieniło sezonowy rozkład produkcji niekoniecznie świadcząc o jej aktualnych trendach. Na analogiczne czynniki powołał się w piątek brytyjski Minister Finansów, który przekonywał, że fundamenty gospodarki Wlk.Brytanii wciąż są silne. Nie do końca przekonało to inwestorów – dane zaowocowały kolejną falą przeceny brytyjskiej waluty, która wobec USD jest najsłabsza od pierwszej połowy lat 80-tych. Premier B.Johnson wezwał w piątek urzędników służby cywilnej, aby potraktowali przygotowania do wyjścia Wielkiej Brytanii z UE bez umowy za „główny priorytet”. Zdecydowano także o odwołaniu urlopów wszystkich najbliższych współpracowników.

Autor/Źródło: PKO Bank Polski

Jak znaleźć nowego pracownika?

Przy szukaniu nowej pracy niemal 33 proc. respondentów kieruje się etycznymi działaniami firmy, a ponad 29 proc. twierdzi, że to atmosfera w pracy, poziom generowanego stresu, relacje ze współpracownikami i work-life balance są dla nich najważniejsze. Coraz rzadziej skupiamy się tylko na wysokości wynagrodzenia (spadek o 2,6 p.p. w porównaniu do deklaracji z II kwartału 2018 roku), bo istotniejsze stają się inne aspekty – wynika z badania Confidence Index przeprowadzonego w II kwartale 2019 r. przez Michael Page.

Rynek pracy dynamicznie się zmienia i jest coraz bardziej przychylny pracownikom. To pracodawcy walczą o kandydatów i starają się ich przyciągnąć atrakcyjnymi ofertami zatrudnienia. Wynika to z utrzymującej się niskiej stopy bezrobocia oraz dużego zapotrzebowania na specjalistów. Przez to kandydaci mają większe oczekiwania względem miejsca pracy i ciężej ich do niego przyciągnąć.

Jak zachęcić?

Na dzisiejszym rynku coraz trudniej zrekrutować pracownika. Pracodawcy prześcigają się więc w oferowanych udogodnieniach i słusznie, że to robią. Okazuje się, że właśnie te czynniki mają decydujące znaczenie w procesie wyboru miejsca pracy. Zachowanie równowagi między życiem prywatnym a zawodowym jest ważnym elementem satysfakcjonującej i przyjemnej pracy. Niemal 15 proc. Polaków twierdzi, że szuka nowej pracy, aby zadbać o swój work-life balance, a dla 92 proc. jest to czynnik decydujący o przyjęciu nowego stanowiska. Kandydaci poszukują firm, gdzie będą mieli poczucie spełnienia zarówno zawodowego, jak i prywatnego. Ważne są dla nich elastyczne godziny pracy (73 proc.) i możliwość pozabiurowej pracy zdalnej (63 proc.). 79 proc. respondentów badania Confidence Index przewiduje, że w ciągu najbliższego roku ich work-life balance będzie na takim samym lub lepszym poziomie niż obecnie.

Piotr Dziedzic
Piotr Dziedzic

Firmy, które chcą pozyskać i zatrzymać na dłużej najlepsze talenty, muszą wykazać się zrozumieniem potrzeb swoich pracowników i zapewnić im komfortowe warunki zatrudnienia, bo te elementy stają się coraz ważniejsze dla kandydatów – mówi Piotr Dziedzic, dyrektor w Michael Page i członek zarządu Polskiego Forum HR.

Chcę pracować dla dobrej firmy

Także działania z obszaru CSR są ważne dla kandydata, który szuka nowego miejsca zatrudnienia. Jest to kluczowy aspekt dla niemal 79 proc. osób decydujących o podjęciu nowej pracy, a blisko 33 proc. zmienia pracę, ponieważ poszukuje jeszcze bardziej etycznej struktury. Firmy, które są odpowiedzialne społecznie, są lepiej postrzegane przez kandydatów i oczekuje się od nich etycznych zachowań.

– Warto być społecznie odpowiedzialną firmą, bo pozwala to nie tylko pomagać innym i zmieniać świat na lepsze, ale też kształtuje wizerunek przedsiębiorstwa w oczach zarówno jego klientów i pracowników. Aktywności z obszaru odpowiedzialności społecznej wpływają na budowanie zaufania, lojalności i zwiększają zaangażowanie, a także integrują zespoły pracowników – dodaje Piotr Dziedzic.

Polska liderem w Europie Środkowo-Wschodniej – to do nas napłynęło najwięcej kapitału

W pierwszym półroczu 2019 r. w polskie nieruchomości komercyjne zainwestowano aż 2,76 mld euro – to najwięcej w Europie Środkowo-Wschodniej, wskazują najnowsze dane inwestycyjne CBRE. Na drugim miejscu znalazły się Czechy, w których zainwestowano 1,6 mld euro, a trzecie miejsce zajęły Węgry – z 0,43 mld euro inwestycji w I połowie br. roku. Na polski rynek najwięcej kapitału napłynęło z Azji, następnie z Europy Zachodniej i Afryki.

– Polski rynek inwestycyjny systematycznie powiększa się o nowych inwestorów zagranicznych. Sprzyja temu przede wszystkim bardzo dobra sytuacja ekonomiczna w Polsce oraz silne fundamenty rynku najmu zarówno w sektorze biurowym i logistycznym, wyróżniające się na skalę europejską. Obserwujemy wzmacniającą się rolę inwestorów z Azji, których udział w rynku z prawie 29% w 2018 r. wzrósł do 38% w dwóch pierwszych kwartałach 2019. W samym drugim kwartale 2019 r. najwięcej zainwestowanego kapitału pochodziło z Korei Południowej oraz z Republiki Południowej Afryki. Widoczna jest coraz większa aktywność także inwestorów z CEE – jeszcze w tym roku spodziewamy się dużych zakupów Węgrów oraz jeszcze większego udziału Czechów – mówi Przemysław Felicki, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych, CBRE.

Polska górą

Z analiz CBRE wynika, że w pierwszej połowie br. do Polski napłynęło aż 2,76 mld euro, co stanowi niemal połowę całej kwoty zainwestowanej w nieruchomości w regionie CEE. Drugie były Czechy z 1,6 mld euro, a trzecie Węgry z 0,43 mld euro inwestycji w I połowie br. roku. W Rumunii i Słowacji ulokowano odpowiednio 0,3 mld euro i 0,26 mld euro.

Przemysław Felicki, Dyrektor, Rynki Kapitałowe, CBRE
Przemysław Felicki, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE

Po drugim kwartale br. Polska może być drugą najszybciej rozwijającą się gospodarką Unii Europejskiej ze stopą wzrostu 4,4% w skali roku. Polska przełamuje spowolnienie strefy Euro mocnym popytem konsumpcyjnym oraz dobrą sytuacją na rynku inwestycji, która ma się utrzymać przynajmniej do końca roku – dodaje Przemysław Felicki z CBRE.

Biura wiodą prym

Na rynku inwestycji biurowych wolumen transakcji opiewał na 1.7 mld euro w pierwszej połowie roku, w tym 1.1 mld euro w drugim kwartale – to najlepszy wynik pomiędzy sektorami – aż 60% całej kwoty, ale również najlepszy wynik od lat. Najpoważniejszymi transakcjami drugiego kwartału była sprzedaż West Station I&II przez HB Reavis inwestorowi z Singapuru oraz sprzedaż części portfolio EPP inwestorom z Wielkiej Brytanii. Na drugim miejscu znalazł się sektor handlowy, na którym zainwestowano 408,5 mln euro, szczególnie przy sprzedaży Galerii Leszno oraz części portfolio grupy Chariot. Transakcje na rynku nieruchomości przemysłowych wyniosły 329 mln euro – najpoważniejszą była sprzedaż dużego portfolio grupy Blackstone. W perspektywie całego roku spodziewamy się utrzymania silnej pozycji biur oraz wzrostu udziału transakcji magazynowych. Obecnie w tych obu sektorach toczą się zarówno portfelowe jak i pojedyncze transakcje o znaczących wolumenach.

Zmiana strategii?

Jak wskazują eksperci CBRE, powoli obserwujemy zmiany zachodzące w podejściu strategicznym funduszy obecnych na naszym rynku. Do tej pory gracze na polskim rynku inwestycyjnym byli mocno skupieni na transakcjach typu core, czyli polegających na lokowaniu kapitału w stabilne, nowe produkty w centralnych lokalizacjach na długoletnich umowach najmu albo tzw. budynkach oportunistycznych, które z uwagi na wysoki poziom pustostanu, krótkie umowy najmu, opcję przebudowy czy inne ryzyka oferowały dyskonto cenowe. Teraz natomiast pojawia się coraz więcej podmiotów zainteresowanych rozwiązaniem pośrednim, gdzie nabyte budynki niekoniecznie muszą być nowo oddane, mogą oferować krótsze umowy najmu, a sam budynek może być zlokalizowany poza ścisłym centrum.

Rekordy polskich obligacji. Kurs franka znów idzie na 4 zł

Inwestorzy szukają bezpiecznych miejsc dla swoich pieniędzy, więc wszystkie inwestycje uważane za niskiego ryzyka idą w górę. Dotyczy to zarówno obligacji, jak i tzw. “bezpiecznych walut” czy kruszców.

Historyczne rekordy polskich obligacji

Rentowność polskich obligacji spadła poniżej 2%. Tak nisko była tylko raz, pod koniec 2014 roku. Rentowność obligacji to minimalna premia, jakiej oczekują inwestorzy, by warto było zainwestować w obligacje. Niska rentowność oznacza, że polskie papiery dłużne są bardzo atrakcyjne dla zewnętrznych inwestorów. Nigdy bowiem nie oczekiwali oni tak niskiej premii za trzymanie swoich pieniędzy w naszych obligacjach. Warto zwrócić uwagę, że  rentowności obligacji spadają na całym świecie, nie tylko w Polsce. Niemieckie papiery przebiły już poziom -0,5%. Oznacza to, że inwestor jest skłonny dopłacić, by przetrzymać pieniądze w euro, ponieważ trzymanie ich w gotówce będzie jeszcze droższe.

Frank znów idzie na 4 zł

Kurs franka, po chwilowym uspokojeniu się na początku zeszłego tygodnia, znów idzie w górę. Obecnie znajduje się powyżej poziomu 3,97 zł, mniej więcej na tej samej wysokości co maksimum podczas ostatniego ruchu wzrostowego. Tak drogi CHF widzieliśmy ostatnio w pierwszej połowie 2017 roku. Dlaczego waluta Szwajcarii tak drożeje? Inwestorzy uważają ją za bezpieczne miejsce do inwestowania kapitału na trudne czasy. W rezultacie im gorzej na rynkach i im widmo recesji bliżej, tym więcej zapłacą kredytobiorcy walutowi. Uratować może ich decyzja banku Szwajcarii o osłabieniu swojej waluty, co zapewniłoby gospodarce chwilę oddechu.

Niespodziewane dane z kanadyjskiego rynku pracy

Zaskakujące okazały się piątkowe odczyty dotyczące sytuacji na rynku pracy w Kanadzie. Bezrobocie wzrosło do 5,7% z 5,5% pomimo oczekiwanej stabilizacji. Do tego fatalnie wypadła zmiana zatrudnienia – zamiast wzrostu liczby miejsc pracy o 12,5 tysiąca, nastąpił spadek o 24,2 tysiąca. Dolar kanadyjski początkowo zareagował na to dużą zmiennością, ale finalnie wrócił do niemal tego samego poziomu co przed publikacją danych.

Dzisiaj dni wolne w Japonii oraz Turcji, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Projekt nowelizacji polskiej ustawy normującej prawo własności przemysłowej

Do Sejmu trafił kolejny już w tym roku projekt nowelizacji ustawy prawo własności przemysłowej. Jednym z celów nowelizacji jest dostosowanie przepisów krajowych do Konwencji o udzielaniu patentów europejskich i ujednolicenie definicji wynalazku.

W założeniu, po zmianach Urząd Patentowy ma rozpatrywać zgłoszenia wynalazków w sposób podobny do Europejskiego Urzędu Patentowego, ujednolicając praktykę obu instytucji.

– Zwolennicy zmian od lat podkreślają, iż nie jest zasadne utrzymywanie rozbieżności co do przedmiotu potencjalnie chronionego rozwiązania występujących pomiędzy Urzędem Patentowym RP i EPO – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Stępkowski, prawnik, radca prawny w kancelarii Zięba&Partners. – W projekcie podkreślono, iż w praktyce stanowi to wyłącznie ograniczenie dla polskich podmiotów starających się o lokalną ochronę, podczas gdy np. patenty europejskie podlegające procedurze walidacji w RP nie spotykają się z takimi ograniczeniami.

W trakcie prac nad nowelizacją powrócił m.in. temat zmiany podejścia UPRP w kwestii zastrzegania wynalazków dotyczących programów komputerowych. Taką możliwość już od dłuższego czasu dopuszcza bowiem w swojej praktyce EPO, który dosyć liberalnie podchodzi do kwestii tzw. wynalazków urzeczywistnianych za pomocą programów komputerowych i przyjmuje, że wyłączeniu spod patentowania podlegają jedynie programy komputerowe niewykazujące tzw. dalszego efektu technicznego. Także NSA w nowszym opowiedział się za liberalizacją wyłączenia patentowania programów komputerowych w prawie polskim.

Jakkolwiek UPRP w swojej praktyce wyjątkowo dopuszcza możliwość zastrzeżenia takich rozwiązań, to jest dużo bardziej restrykcyjny w tym zakresie aniżeli EPO. Należy przy tym podkreślić, iż ochrona takiego wynalazku co do zasady nie dotyczy programu komputerowego jako takiego i zmodyfikowany art. 28 PWP wciąż przewidywać będzie wprost, że za wynalazki nie uważa się programów komputerowych.

Projekt przewiduje szereg zmian proinnowacyjna mająca na celu wspieranie uprawnionych, w szczególności osób fizycznych i przedsiębiorców na starcie przy rozpoczynaniu działalności gospodarczej.

Nowelizacja przewiduje wprowadzenie instytucji tzw. poszukiwania międzynarodowego, która ma umożliwić już na etapie zgłoszenia uzyskanie przez zgłaszającego bardziej szczegółowych informacji na temat stanu techniki. Dzięki czemu w stosunkowo wczesnej fazie postępowania zgłaszający będzie mógł podjąć decyzję o ewentualnym staraniu się o ochronę międzynarodową w ramach układ o współpracy patentowej.

Novum jest również wprowadzenie instytucji ograniczenia patentu poprzez zmianę zastrzeżeń patentowych już po udzieleniu patentu. Ma ona umożliwiać uprawnionym podjęcie obrony w przypadku kwestionowania ważności patentu i ograniczenie ryzyka jego pełnej utraty.

– Nowelizacja przewiduje też rozszerzenie możliwość zwolnienia małych i średnich przedsiębiorców z opłat okresowych za ochronę wzorów przemysłowych i znaków towarowych, za okres nieprzekraczający dziesięciu lat od zgłoszenia, co ma na celu dalsze wsparcie przedsiębiorców na początkowym etapie prowadzenia działalności gospodarczej – wyjaśnia prawnik z Zięba&Partners.

Projekt zakłada również dalsze poszerzenie uprawnień radców prawnych i adwokatów, przewidując, iż będą oni mogli być pełnomocnikami stron w postępowaniach przed Urzędem Patentowym dotyczących rejestracji wzorów przemysłowych i oznaczeń geograficznych.

Andrzej Gibas nowym Dyrektorem Zarządzającym SAP Polska

SAP Polska, oddział globalnego lidera rynku oprogramowania dla biznesu, wybrał nowego Dyrektora Zarządzającego. Stanowisko to objął Andrzej Gibas, menedżer z doświadczeniem w pracy w największych światowych firmach technologicznych. Zastąpi on na tym stanowisku Kingę Piecuch, która w maju br. awansowała w europejskich strukturach SAP.

Andrzej Gibas dołączył do zespołu SAP Polska 12 sierpnia 2019 roku. Posiada on ponad 25-letnie doświadczenie w zakresie sprzedaży, zarządzania popytem i dostaw w sektorze IT. Wcześniej pełnił funkcje menedżerskie w czołowych światowych firmach technologicznych, takich jak Microsoft, Oracle, IBM i Xerox.

W ostatnich latach Andrzej Gibas koncentrował się na wsparciu polskich klientów z sektorów usług finansowych, produkcji i handlu detalicznego na ich ścieżce transformacji cyfrowej, ze szczególnym uwzględnieniem projektów w modelu chmurowym. Jednymi z jego największych osiągnięć w tym zakresie są pierwsze masowe wdrożenia chmury publicznej w sektorze usług finansowych.

Nowe wyzwania polskich firm

Jak mówi Andrzej Gibas, celem SAP Polska jest wsparcie nowych impulsów rozwojowych, innowacji i transformacji polskich firm w obliczu wyzwań związanych ze zmianami gospodarczymi.

Andrzej Gibas – SAP Polska
Andrzej Gibas, Dyrektor Zarządzający SAP Polska

Bez względu na to, czy nasz polski klient to firma z sektora MŚP czy wielkie przedsiębiorstwo, staje przez podobnymi wyzwaniami. Są to m.in. wyższe koszty pracy, coraz trudniejszy dostęp do specjalistów, rosnące wymagania ze strony cyfrowego konsumenta czy partnerów biznesowych. Aby sprostać światowej konkurencji, polskie firmy muszą przekształcać się w inteligentne przedsiębiorstwa, działać lepiej i zwinniej. SAP, z pełnym wachlarzem własnych rozwiązań i technologii, skutecznie wspiera klientów w radzeniu sobie z tymi wyzwaniami – mówi Andrzej Gibas, Dyrektor Zarządzający SAP Polska.

Nowy Dyrektor Zarządzający SAP Polska podkreśla zmieniający się charakter portfolio SAP, pozwalającego jeszcze skuteczniej rozwijać przedsiębiorstwa w kierunkach istotnych w obliczu zmian gospodarczych.

Rozwijająca się baza klientów platformy SAP S/4 HANA, nowe możliwości tworzone przez pakiet C/4 HANA czy przede wszystkim wzrost szerokiego portfolio chmurowego to tylko część czynników, które tworzą ogromne możliwości dla inteligentnych przedsiębiorstw. Moim celem i zadaniem jest, by dalej rozwijać i rozszerzać nasz ekosystem Klientów oraz Partnerów. Jestem przekonany, że zaufanie, którym mnie obdarzono, wspólnie z zespołem SAP Polska przekujemy w kolejne sukcesy – dodaje Andrzej Gibas.

Andrzej Gibas ukończył studia na Wydziale Automatyki i Elektrotechniki Politechniki Świętokrzyskiej oraz studia w zakresie handlu międzynarodowego w Kolegium Gospodarki Światowej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. W wolnym czasie angażuje się w działalność charytatywną jako wiceprezes Fundacji Szczęśliwej Drogi, wspierającej podopiecznych placówek opiekuńczych w starcie w dorosłe życie.

Polska kluczowa w regionie CEE

Nowy dyrektor zarządzający zastępuje na tym stanowisku Kingę Piecuch, która kierowała SAP Polska od stycznia 2014 roku. 1 maja br. awansowała ona w europejskich strukturach SAP, obejmując rolę Head of General Business and Global Channel w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym Austrii. Na nowym stanowisku odpowiada za rozwój rozwiązań SAP skierowanych do małych i średnich przedsiębiorstw w krajach Europy Środkowo-Wschodniej oraz sieci partnerów SAP w tym regionie.

Polska jest kluczową lokalizacją SAP w Europie Środkowo-Wschodniej. Firma na całym świecie posiada ponad 437 000 klientów, będąc zdecydowanym liderem rynku oprogramowania dla biznesu. Liczba subskrybentów jej usług w chmurze sięga blisko 200 mln. SAP oferuje dopasowane rozwiązania dla ponad 25 branż. Według danych IDC, w Polsce SAP posiada około 40-procentowe udziały w rynku rozwiązań ERP, działając na rzecz ponad 1500 klientów.

Justyna Kędzierska

Kredyt po ogłoszeniu upadłości konsumenckiej – czy to możliwe?

  • Z analiz Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej wynika, że w 2018 r. ogłoszono 6570 upadłości konsumenckich, to o 18,7 proc. więcej niż w roku poprzednim.
  • Jeszcze w tym roku w życie mają wejść nowe przepisy ułatwiające ogłoszenie upadłości – sąd nie będzie już brał pod uwagę przyczyn niewypłacalności dłużnika.
  • Takie rozwiązanie problemów finansowych może jednak w przyszłości w znacznym stopniu utrudnić nam realizację planów – np. wzięcie kredytu na mieszkanie.

Liczba dłużników, upadłości konsumenckich oraz wysokość zaciągniętych długów w Polsce z roku na rok rośnie. W badaniu przeprowadzonym na potrzeby projektu Nienieodpowiedzialni 35 proc. respondentów przyznało, że miało problem z uregulowaniem zadłużenia lub że zalega ze spłatą jakiegoś zobowiązania finansowego. 1/3 odpowiedziała, że zdarzyło im się zadłużyć, nie mając pewności, czy będą dysponowali środkami, by spłacić tę należność, a 24 proc. osób przyznało się do wzięcia pożyczki na rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebowali. Kiedy z przyczyn losowych nie jesteśmy już w stanie spłacać należności, istnieje możliwość wystąpienia o wszczęcie postępowania upadłościowego.

Ponad 6,5 tys. bankrutów w 2018 r.

Centralny Ośrodek Informacji Gospodarczej udostępnił dane, z których wynika, że w 2018 r. w Monitorze Sądowym i Gospodarczym opublikowano 6570 upadłości konsumenckich, to aż o 18,7 proc. więcej niż w roku poprzednim. Tylko w 2019 r. do końca maja odnotowano 3368 ogłoszeń związanych z toczącymi się postępowaniami o upadłość konsumencką.

Katarzyna Dmowska
Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych

Podjęcie takiego kroku jest dla wielu ostatecznością, niewynikającą bezpośrednio z winy dłużnika. Jednak zawsze należy podchodzić z rozsądkiem do zaciągania kolejnych zobowiązań. Łatwy dostęp do chwilówek, oferowanych często przez nieuczciwych pośredników, może doprowadzić nas do spirali zadłużenia, kiedy to jeden dług będziemy chcieli spłacić poprzez zaciągnięcie kolejnego. To nie rozwiąże naszego problemu. Lepiej zgłosić się do specjalisty, który pomoże wybrać odpowiednie wyjście, np. dzięki skonsolidowaniu kredytów – mówi Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Niedbalstwo nie będzie miało znaczenia. Przynajmniej na początku

Obecnie postępowanie upadłościowe jest możliwe tylko wtedy, gdy dłużnik utracił zdolność do wykonywania wymagalnych zobowiązań pieniężnych i sytuacja ta jest trwała. Przy czym niewypłacalność nie może być skutkiem umyślnego działania lub rażącego niedbalstwa. Niedługo może się to zmienić. Projekt zmian w prawie upadłościowym zakłada bowiem wyłączenie badania przez sąd umyślności i rażącego niedbalstwa przy ogłaszaniu upadłości konsumenckiej. Okoliczności powstania stanu niewypłacalności będą miały znaczenie dopiero na etapie ustalania planu spłaty wierzycieli, co oznacza, że nie będą już podstawą do oddalenia wniosku o upadłość konsumencką. Zmiany mogą wejść w życie jeszcze w 2019 r.

Należy jednak pamiętać, że po ogłoszeniu przez sąd upadłości nie możemy swobodnie zarządzać swoim majątkiem, co oznacza również, że nie możemy m.in. wziąć sprzętu na raty lub kredytu bez zgody sądu. Konsekwencje ogłoszenia upadłości konsumenckiej nie kończą się także wraz ze spłatą wszystkich wierzycieli. Przy staraniu się o kredyt, np. na mieszkanie, banki korzystają z danych Biura Informacji Kredytowej. Po ogłoszeniu upadłości konsumenckiej, fakt ten zostaje odnotowany w BIK, a historia kredytowa będzie widniała w bazach danych przez kolejne 10 lat, co w większości przypadków będzie oznaczało odmowę udzielenia kredytu – dodaje Katarzyna Dmowska.

Zaległości sektorów po II kw. 2019 roku

Łączna wartość przeterminowanych powyżej 30 dni i 500 zł zobowiązań kredytowych i pozakredytowych polskich przedsiębiorstw, widoczna w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie Biura Informacji Kredytowej na koniec czerwca 2019 roku dobiła do 31,26 mld zł. W handlu jest już prawie 7,2 mld zł, w przemyśle ponad 5,4 mld zł, a budownictwie niespełna 5 mld zł zaległych długów względem banków i kontrahentów. Te trzy sektory od wielu kwartałów znajdują się na szczycie listy branż z największymi problemami z terminową spłatą zobowiązań. Zadłużenie szczególnie pogłębiło się w przemyśle i handlu, dając tym samym wynik wzrostowy wynoszący ponad 0,4 mld zł.

W porównaniu z danymi z I kw. br.; wartościowo długi przedsiębiorców przyrastały na podobnym poziomie, co podczas II kw. roku. Odnotowano ich wzrost o 849 mln zł. Stoi za nim przede wszystkim przemysł, którego przeterminowane płatności przyrosły przez trzy miesiące o ponad 216,1 mln zł (4,1 proc.). Co warte podkreślenia, w pierwszym kwartale roku przemysł miał znikomą dynamikę wzrostu zaległości, podczas gdy w drugim widać już spore przyspieszenie w kumulowaniu się zaległych zobowiązań. Tuż za nim jest handel ze wzrostem o prawie 202 mln zł (3 proc.) oraz transport i gospodarka magazynowa – o ponad 108 mln zł w górę (6,5 proc.). Warto też zaznaczyć, że wśród sektorów o jednym z najmniejszych przyrostów zaległości znalazło się budownictwo – o niespełna 19 mln zł (0,4 proc.). Tym razem, najlepiej wypada obsługa rynku nieruchomości, gdzie w porównaniu z danymi na koniec marca br. pojawił się spadek w kwocie zaległości o ponad 55,4 mln zł.

Zaległości firm wynoszą już ponad 31 mld złPowyżej przeciętnej dla całej gospodarki, kwota opóźnień w płatnościach, najbardziej wzrosła w branży usługowej – o 7,1 proc., edukacji – o 6,8 proc. oraz transporcie – o 6,5 proc., a liczba firm-dłużników w rolnictwie – o 4,6 proc., opiece zdrowotnej i pomocy społecznej – 4,5 proc. oraz w sektorze wspomagającym działalność gospodarczą – o 3,7 proc.

Wyhamował natomiast przyrost liczby dłużników. Od kwietnia do końca czerwca br. przybyło 8 819 firm z problemami, podczas gdy w ciągu pierwszego kwartału tego roku, wzrost dotyczył ponad 19 tys. i jest to pozytywny aspekt prezentowanych danych. Ryzykowny jest wciąż transport, gdzie odnotowano najwyższy wzrost firm z problemami – o 951, na drugiej pozycji znalazło się budownictwo – wzrost o 894 oraz handel – o 545 firm więcej. Sporo firm przybyło także w branży edukacyjnej (443), przemyśle (374) oraz w sektorze wspomagającym działalność gospodarczą (359). Najmniejszy wzrost zaobserwowano w górnictwie (o jedną firmę), na tym samym poziomie co w I kw. roku utrzymała się branża utility (474). W sumie, na koniec czerwca br. zarejestrowano 323,5 tys. firm z problemami w spłacie bieżących zobowiązań takich jak kredyty, bieżące rachunki czy kontrakty biznesowe.

Patrząc na udział firm z problemami w ogólnej liczbie przedsiębiorstw w danym sektorze, obniżył się najbardziej w budownictwie z 6,1 proc. do 5,8 proc., dalej w branży zajmującej się zakwaterowaniem i gastronomią (HOReCa) z 6,6 proc. do 6,5 proc., obsłudze rynku nieruchomości z 4,5 proc. do 4,4 proc., a także w sektorze odpowiedzialnym za informację i komunikację, następnie w branży edukacyjnej, utility, a także w kulturze, rozrywce i rekreacji – spadek po 0,1 p.p. Wzrosty odnotowano w rolnictwie oraz branży zajmującej się dostawą wody, odprowadzaniem ścieków i odpadów – o 0,1 p.p. Ta druga należy do branż z najwyższym udziałem dłużników w ogólnej liczbie przedsiębiorstw – wynosi 9,2 proc. Na drugiej pozycji uplasował się transport, mimo że utrzymał ten sam poziom, co w poprzednim kwartale roku, udział firm z zaległościami względem banków i kontrahentów wyniósł tu bardzo wysokie 8,7 proc.

Zaprezentowane zestawienie bierze pod uwagę dłużników zgłoszonych do BIG InfoMonitor (firmę można wpisać po 30 dniach od terminu płatności przy zaległości na kwotę min. 500 zł) oraz firmowe kredyty z BIK, przeterminowane o 30 dni, przy opóźnionej kwocie wynoszącej co najmniej 500 zł. Wyliczając udział niesolidnych dłużników w danym sektorze, uwzględnione zostały przedsiębiorstwa działające, zawieszone oraz zamknięte.

Firma w Anglii a Brexit

Brexit trzyma większość Europy w niepewności. Jak wiadomo, strach ma wielkie oczy, a wyobraźnia podsuwa najróżniejsze scenariusze. W naturze ludzkiej leży to, że wolimy być przygotowani na najgorsze. Nie lubimy być zaskakiwani, zwłaszcza jeśli wcześniej nie możemy tego przewidzieć.

Brexit, czyli wyjście Wielkiej Brytanii z UE

Procedura wyjścia z Unii Europejskiej opisana jest w artykule 50 Traktatu Lizbońskiego, który przewiduje, że każde państwo członkowskie może, zgodnie ze swoimi wymogami konstytucyjnymi, podjąć decyzję o wystąpieniu z Unii. Artykuł 50 Traktatu Lizbońskiego opisuje, że negocjacje mogą potrwać dwa lata. Po upływie tego czasu traktaty europejskie przestają obejmować kraj występujący z UE. Jednak okres negocjacji można przedłużyć, jeśli jednomyślną zgodę na to wyda Rada Europejska.

Jak widać Wielka Brytania ma spore problemy z jednomyślnością i procedurą wyjścia z Unii Europejskiej. Jej zamiary są niezrozumiałe dla krajów, które starają się o dostanie do EU.

Biała księga

Wielka Brytania po Brexicie, planuje ograniczyć napływ taniej siły roboczej. Nie planuje natomiast ograniczenia możliwości otwierania tam firm. Podobnie dotyczy to wykwalifikowanych imigrantów z Unii Europejskiej, którzy są cennymi pracownikami dla UK.

Planowana obniżka podatku dochodowego dla przedsiębiorców, z 19 % do 17 % w 2019, to tylko początek działań inicjowanych przez brytyjski rząd, by przyciągnąć europejskich przedsiębiorców. Biała księga Brexitu zakłada uzyskanie przez Wielką Brytanię pełnię kontroli nad procesem tworzenia prawa. Uwolnienie biznesu z okowów, często powodującego ograniczenia unijnego prawa, powinno skutkować jeszcze szybszym rozwojem przedsiębiorczości na Wyspach Brytyjskich.firma w anglii po brexicie

Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej nie będzie miało negatywnego wpływu na biznes prowadzony w Wielkiej Brytanii przez polskich przedsiębiorców. Firma w Anglii, to najpopularniejszy kierunek ekspansji zagranicznej polskiego biznesu (sprawdź jak łatwo można zarejestrować firmę w UK i jak wiele korzyści to przynosi). Planowana obniżka podatku dochodowego, wysoka kwota wolna od podatku, czyli ponad 62.500 złotych oraz proste i przejrzyste prawo to główne powody dla których Wielka Brytania niezmiennie cieszy się dużą popularnością wśród przedsiębiorców. Wszystko wskazuje na to, że Brexit tego nie zmieni.

Spółki Ltd a Brexit

Wielu z nas posiada spółki Ltd ze względu na szereg korzyści, które się z tym wiążą. Korzystamy m.in. ze swobody przepływu osób i kapitału, jednego z fundamentów Unii Europejskiej. Co się stanie gdy Wielka Brytania znajdzie się poza wspólnotą europejską?

Przede wszystkim możemy na razie spać spokojnie. Kultura prawna i tradycje Wielkiej Brytanii zakładają powolne zmiany.

Dyrektorzy Spółek LTD mogą czuć się bezpieczni, ponieważ ich sytuacja w wyniku brexitu nie zmieni się. Dyrektorami w spółkach LTD mogą być obywatele krajów członkowskich UE, ale również mieszkańcy Indii, Brazylii, czy RPA, mają tutaj zastosowanie inne prawa niż te wynikające z członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej.

Uniezależnienie się od Unii Europejskiej może spowodować, że Wielka Brytania będzie jeszcze bardziej przyjaznym miejscem do zakładania nowej firmy. Wynika to z faktu, że będzie można korzystać z ulg podatkowych. Ponadto zagwarantowana jest także ochrona podatkowa oraz bezpieczeństwo w tym zakresie.

brexitJednakże Brexit nie wiąże się tylko z szansami na korzystne zmiany prawa podatkowego. Koszty mogą zwiększyć się w ramach wyjścia z unii celnej.

Również zmieniająca się sytuacja może doprowadzić do braku aktualnej wiedzy u przedsiębiorców, co może owocować ryzykiem związanych z nieprawidłowościami.

No deal, czyli brak zgody

Na dzień dzisiejszy wszystko wskazuje na to, że nie będzie drugiego referendum i Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej. Jednak nie za wszelką cenę. Nie zdecydują się na wyjście bez umowy. To jednak wszystko polityka i prorokując wyjście po wszystkich pertraktacjach, możemy mieć nadzieję, że nadal interesy Unii będą interesami Wielkiej Brytanii.

I mimo tych, czy tamtych zapewnień, czy zmiany będą tak gwałtowne i inwazyjne? Nie! Proces jaki się rozpocznie będzie powolny i przemyślany. Emigranci, co prawda już zaczynają wracać do kraju, ale to Ci nie pracujący, i żyjący z zasiłków socjalnych. Fachowa siła robocza na pewno będzie mile widziana.

Najmniej zmian muszą się obawiać osoby uprawiające tzw. wolne zawody, których cło i kontrole graniczne nie dotyczą. Wirtualni, zdalnie pracujący e-przedsiębiorcy to poszukiwani na wszystkich rynkach świata, nie tylko Europy pracownicy.

Autor: TaxAngels

Przełomowy wyrok TSUE w sprawie Budimex S.A. przeciwko Ministrowi Finansów

Na początku maja 2019 r. zapadł korzystny wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-224/18 Budimex S.A. przeciwko Ministrowi Finansów, w którym to TSUE stanął po stronie firm budowlanych. Niewątpliwie oznacza to zwrot w sprawach podatkowych, a także lawinę wniosków o wznowienie postępowań podatkowych. Wygląda na to, że organy podatkowe będą musiały zmienić dotychczasowy sposób postępowania.

Kontrowersyjna wymagalność podatku VAT

Spór pomiędzy Ministrem Finansów a spółką Budimex S.A. dotyczył interpretacji indywidualnej, o którą wystąpiła spółka. Przedsiębiorstwo zawnioskowało o odniesienie się przez organ do kwestii daty wymagalności podatku od wartości dodanej (VAT) w związku z wykonaniem usług budowlanych lub budowlano-montażowych. 15 października 2014 r. Minister Finansów w wydanej przez siebie interpretacji indywidualnej stwierdził bowiem, że VAT jest wymagalny w momencie, gdy spółka wystawi fakturę VAT dokumentującą wykonanie określonych prac lub jeżeli taki dokument nie został sporządzony po upływie terminu 30 dni od daty rzeczywistego wykonania robót. Minister stwierdził przy tym, że fakt, iż istniało postanowienie umowne, zgodnie z którym zamawiający miał zaakceptować w protokole odbioru wykonanie prac, nie ma wpływu na datę wymagalności podatku. Gdyby bowiem przyznać rację podatnikowi, doprowadziłoby to do możliwości dowolnego wydłużania terminu na rozliczenie podatku VAT poprzez chociażby zgłaszanie fikcyjnych usterek albo notoryczną odmowę podpisania protokołu.

Budimex S.A. idzie na wojnę z fiskusem

Budimex S.A. nie zgodziła się z interpretacją Ministra Finansów, dlatego wniosła skargę na ten dokument do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Ten nie przyznał jednak racji skarżącej. Sprawa trafiła więc kolejno do Naczelnego Sądu Administracyjnego. NSA uznał natomiast, że w omawianej sprawie wyjaśnienia wymaga pojęcie „wykonania usług” i zwrócił się z pytaniem prejudycjalnym do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej: „Czy w sytuacji, w której strony transakcji uzgodniły, że dla wypłaty wynagrodzenia za roboty budowlane lub budowlano-montażowe, niezbędne jest wyrażenie akceptacji ich wykonania przez zamawiającego w protokole odbioru tych robót, wykonanie usługi, o którym mowa w art. 63 [dyrektywy VAT], z tytułu takiej transakcji następuje w momencie faktycznego wykonania robót budowlanych lub budowlano-montażowych, czy też momencie akceptacji wykonania tych robót przez zamawiającego, wyrażonej w protokole odbioru?”.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej po przeanalizowaniu sprawy stwierdził, że w oparciu o art. 63 unijnej dyrektywy VAT podatek stał się wymagalny w chwili wykonania określonej usługi. Przepisy art. 66 tego aktu doprecyzowują jednak, że państwa członkowskie mogą samodzielnie postanowić, iż podatek staje się wymagalny w określonym terminie, nie później niż z upływem terminu wystawienia faktury, jeżeli ta faktura nie została wystawiona lub wystawiono ją z opóźnieniem. Polski ustawodawca skorzystał z tego uprawnienia i w art. 19a ust. 7 ustawy o VAT stwierdził, że w sytuacji braku faktury lub wystawienia jej z opóźnieniem podatek VAT staje się wymagalny z chwilą upływu terminu 30 dni od wykonania świadczenia usług.

Istotna rzeczywistość gospodarcza i handlowa

TSUE w wydanym orzeczeniu uznał, że zamiarem ustawodawcy formułującego przepisy prawa unijnego było zharmonizowanie momentu powstania obowiązku podatkowego we wszystkich państwach członkowskich. Chodziło bowiem o ustalenie jednolitych zasad poboru tego świadczenia w całej Unii. Roboty budowlane mają bardzo specyficzny schemat i są niekiedy dość mocno rozłożone w czasie. W ocenie TSUE, mimo że prace należy uznać za wykonane w dacie faktycznego zakończenia robót, to aby zakwalifikować daną transakcję jako „transakcję podlegającą opodatkowaniu”, trzeba wziąć pod uwagę „rzeczywistość gospodarczą i handlową”. Oznacza to, że należy mieć na uwadze ustalone między stronami zasady. Budimex S.A. wraz ze swoim kontrahentem ustalili obowiązek formalnego odbioru wykonywanych robót. Wobec tego do czasu podpisania dokumentu potwierdzającego dokonanie tych czynności nie można mówić o wymagalności podatku VAT.

Problematyczna wymagalność podatku VAT

Z takiego rozstrzygnięcia niewątpliwie mogą cieszyć się firmy budowlane. Te, które dotychczas traciły na niekorzystnych orzeczeniach organów podatkowych, będą mogły teraz wystąpić o wznowienie postępowań podatkowych i sądowych, jeżeli wymierzono im dodatkowy podatek. Branża budowlana borykała się z problemem wymagalności podatku VAT od czasu nowelizacji ustawy o VAT z 2014 r. Chociaż zasady teoretycznie wydawały się klarowne, nikt nie potrafił stwierdzić, kiedy tak naprawdę mamy do czynienia z wykonaniem usługi budowlanej. Tymczasem przed zmianą przepisów jasno wskazywano, że momentem wymagalności podatku VAT jest popisanie przez odbiorcę protokołu zdawczo-odbiorczego i rzeczywiste odebranie inwestycji.

Zyskają zarówno sprzedawcy, jak i nabywcy usług w różnych branżach

Na orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-224/18 Budimex S.A. przeciwko Ministrowi Finansów zyskają nie tylko sprzedawcy usług budowlanych. Precyzyjne określenie momentu wymagalności podatku VAT pozytywnie wpłynie też na sytuację nabywców, którzy rozliczają VAT na zasadzie odwrotnego obciążenia. Dodatkowo wyrok TSUE stanie się furtką dla przedsiębiorców do występowania z wnioskami o wznowienie zakończonych postępowań podatkowych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Fotografowie na celownikach hakerów: Aparaty Canon EOS 80D z lukami bezpieczeństwa

Nowoczesne aparaty fotograficzne są narażone na ataki złośliwego oprogramowania (ransomware) poprzez połączenia przez USB i sieci WiFi. Analizując poziom bezpieczeństwa lustrzanki Canon EOS 80D stwierdzono występowanie krytycznych luk w protokole PTP. Tysiące fotografów amatorów i profesjonalistów może być zagrożonych – alarmują analitycy firmy Check Point Research.

Canon EOS 80D (2)
Canon EOS 80D

W nowoczesnych aparatach fotograficznych nie stosuje się filmu do wykonywania zdjęć. Międzynarodowe Stowarzyszenie Branży Obrazowania opracowało standardowy protokół noszący nazwę Picture Transfer Protocol (PTP) służący do przesyłania obrazów cyfrowych z aparatów do komputerów. Protokół ten początkowo koncentrował się na przesyłaniu fotografii, jednak z czasem dodano do niego dziesiątki różnych funkcji, od wykonywania zdjęć do aktualizacji oprogramowania firmowego aparatu. To otworzyło drogę dla hakerów do wykradania zawartości aparatów i żądania okupu.

aparaty fotograficzne vs smartfonyCheck Point Research przeprowadził badanie polegające na podjęciu prób dostępu do aparatów i wykorzystaniu luk w protokole do ich zainfekowania złośliwym oprogramowaniem. W badaniu, w którym użyto aparatu Canon EOS 80D DSLR posiadającego zarówno gniazdo USB, jak i moduł WiFi. W trakcie badań stwierdzono występowanie krytycznych luk w protokole PTP. Ze względu na fakt, iż jest to standardowy protokół wykorzystywany przez innych producentów aparatów, firma Check Point jest przekonana, że stwierdzone luki występują również w aparatach innych marek.

Problem może dotyczyć kilkudziesięciu milionów użytkowników aparatów na świecie. Według danych raportu CIPA japońskiej grupy przemysłowej (z członkami takimi jak Olympus, Canon i Nikon) w 2018 roku sprzedano ponad 18 mln aparatów różnego rodzaju, choć rynek aparatów wciąż spada ze względu na rosnącą popularność aparatów zainstalowanych w telefonach komórkowych. 

– Każde “inteligentne” urządzenie, w tym aparaty DSLR, jest narażone na ataki – stwierdził Eyal Itkin, Ekspert ds. Bezpieczeństwa w firmie Check Point Software Technologies. – Aparaty nie łączą się z komputerami wyłącznie przez USB, ale poprzez sieci WiFi są w stanie łączyć się z urządzeniami znajdującymi się w ich otoczeniu. Z tego względu są bardziej narażone na ataki polegające na zainfekowaniu programem ransomware zarówno aparatów, jak i komputerów, do których są podłączone. W wyniku takiego ataku dostęp do zdjęć może być zablokowany do czasu, gdy użytkownik zapłaci okup.

Jest kilka rzeczy, które właściciele mogą zrobić, aby uniknąć zainfekowania złośliwym oprogramowaniem:

  1. Upewnić się, że aparat korzysta z najnowszej wersji programu firmware i zainstalować łatkę, jeśli jest dostępna.
  2. Wyłączenie WiFi aparatu, jeśli nie jest używane.
  3. Korzystając z WiFi najlepiej korzystać z aparatu jako punktu dostępu WiFi zamiast podłączać go do publicznej sieci WiFi

Check Point Research poinformował firmę Canon o stwierdzonych lukach i podjął z nią współpracę w celu ich usunięcia. Firma Canon udostępniła opracowaną łatkę w ramach oficjalnego zalecenia w sprawie bezpieczeństwa.

Chiny łatwo i szybko nie ulegną. Trump nie odpuszcza

Po weekendzie niewiele się zmieniło w temacie konfliktu USA-Chiny, zatem i na rynku nie widać diametralnych zmian. Silniejszy jest bezpieczny jen, a ósmy dzień z rzędu traci chiński juan, choć Ludowy Bank Chin dba, by deprecjacja była powolna. Ogólnie jednak nie można pozbyć się niepewności, że sprawy cały czas mogą przybrać jeszcze gorszy obrót. I to trzyma inwestorów w szachu.

W piątek prezydent Trump stwierdził, że nie jest do końca pewne czy wrześniowa tura negocjacji handlowych z Chinami dojdzie do skutku. Jego słowa: „Jeśli to zrobimy, w porządku. Jeśli nie, w porządku.” Dzień później zatweetował, że to Chinom bardziej zależy na porozumieniu, a Pekin ma nadzieje, że po wyborach prezydenckich w USA uda się im więcej uzyskać po zwycięstwie Demokratów. Osobiście nie widzę w tym nic więcej poza próbą przerzucenia części odpowiedzialności za brak umowy na Chiny. Ogólnie komentarze Trumpa nie zaskakują i niewiele zmieniają w obecnym układzie. USA prędko nie złagodzą swojego stanowiska, gdyż taktyka administracji zdaje się rozpisana na wielomiesięczne wywieranie presji na Chiny. Coraz więcej jest zewnętrznych opinii, że w sporze dwóch mocarstw nie chodzi tylko o sprawy handlowe, ale o walkę o globalną pozycję. Stąd i Chiny łatwo i szybko nie ulegną. Z drugiej strony władzom w Pekinie nie zależy na wywoływaniu chaosu, co można wnioskować po notowaniach juana. Od ponad tygodnia fixing USD/CNY jest ustalany wyżej, ale w małych skokach. Zbyt szybkie osłabienie wywoła furię Trumpa i skomplikuje bardziej relacje, ale też wzbudzi panikę wśród Chińczyków, którzy będą zainteresowani wyprowadzaniem kapitału poza granice kraju. Innymi słowy, jeśli mamy być świadkami kolejnego szoku rynkowego, to raczej nie z powodu nagłego dostosowania kursu juana (jak to było w 2015 r.).

Z perspektywy rynków dalej trwa stan zawieszenia. Ani nie ma oznak narastającej awersji do ryzyka, ani też podstaw do trwałego odreagowania. W aurze niepewności przewaga wciąż pozostaje po stronie walut defensywnych (JPY, CHF) i złota. USD, jako zaangażowany w konflikt, lepiej radzi sobie przede wszystkim wobec walut ryzykownych. EUR boryka się z piętnem EBC (rychłe luzowanie polityki), a GBP – z brexitem. Dla złotego te wszystkie powyższe czynniki odkładają się negatywnie, jednak nie widać, aby za sentymentem szły silne przepływy i w rezultacie zmienność na złotym jest mała.

Poniedziałkowy kalendarz jest pusty bez dodatkowych wskazówek dla inwestorów. W kolejnych dniach duża uwaga będzie na danych z USA. Ponieważ członkowie Fed przywiązują dużą wagę do trendów inflacyjnych, CPI (wt) może przechylić szalę na rzecz szybszej reakcji władz monetarnych. Jakość aktywności gospodarczej będzie mierzona odczytami sprzedaży detalicznej, produkcji przemysłowej (czw) i pozwoleniami na budowę domów (pt). Ocenę stosunków handlowych z Chinami przez biznes i konsumentów pozwolą zmierzyć indeksy NY Empire State, Philly Fed (czw) i Uniwersytetu Michigan (pt). W danych o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej z Chin (śr) będzie poszukiwana odpowiedź na pytanie, czy widać już efekty pomocowych narzędzi fiskalnych i monetarnych. Z kolei w Eurolandzie trudno oczekiwać, aby w obliczu fatalnych danych z Niemiec i zawirowań na rynkach finansowych z powodu eskalacji wojen handlowych indeks nastrojów analityków ZEW (wt) miałby pokazać dobry odczyt. W Polsce mamy odczyty salda bieżącego (wt), inflacji (śr, pt) i PKB (śr) z największym zainteresowaniem wokół tego ostatniego. Rynek oczekuje, że wzrost PKB przyhamuje po 4,7 proc. r/r zanotowanych I kw., ale pytanie: jak bardzo? Słabszy odczyt (konsensus 4,5 proc.) może podnieść obawy, że solidne zaplecze fundamentalne kruszeje, co może być pretekstem do osłabienia złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wielka piątka- czyli decyzje, które zwiększą skuteczność działań marketingowych w twojej firmie

Według badań każdy z nas podejmuje dziennie ponad 70 decyzji. Znaczna część z nich dotyczy sfery zawodowej. W przypadku wielu, w tym tych, związanych ze strategią marketingową istnieje sporo zmiennych, które mogą mieć wpływ na długość procesu decyzyjnego. Szybko zmieniające się trendy na rynku, zbyt dużo/mało informacji, sezonowość, a czasem… nawet niezbyt przemyślana wypowiedź znanej osoby. Każde z nich może wpłynąć na ostateczne skutki realizowanej strategii marketingowej. Jakie kroki i narzędzia zatem wykorzystać, by strategia marketingowa przyniosła zamierzone efekty? Przedstawiamy wielką piątkę decyzji, które zwiększą skuteczność działań.

Wykorzystuj możliwości swojego Ferrari

Badania serwisu Statista wykazały, że w 2018 roku aż 1,79 miliarda osób dokonywało zakupów przez Internet, a prognoza na najbliższe lata zakłada nawet 20% wzrost tej liczby. Stwarza to szansę, która przy wykorzystaniu odpowiednich narzędzi wsparcia sprzedaży online może okazać się trampoliną do znaczącego wzrostu całej organizacji. Oczywiście możemy korzystać z pozytywnej sytuacji na rynku i „płynąć z prądem”, nie robiąc nic. Jest to jednak jak jazda Ferrari 60 km/h po autostradzie. Jedziemy, lecz moglibyśmy robić to szybciej. Efektywniej.

Bartosz Zieliński Dyrektor Zarządzający Commplace
Bartosz Zieliński – Dyrektor Zarządzający Commplace

Faktem jest, że rozwój nowoczesnych technologii wpłynął na dostępną liczbę narzędzi. Podczas wyboru najkorzystniejszego narzędzia wsparcia sprzedaży, należy pamiętać, że pierwszym krokiem do zawarcia transakcji jest optymalnie zaprojektowany lejek sprzedażowy – zaznacza Bartosz Zieliński Dyrektor Zarządzający w agencji PR Commplace.

– Efektywność lejka sprzedażowego będzie mieć swoje odzwierciedlenie w wyniku finansowym przedsiębiorstwa. W okresie wyprzedaży umiejętne wykorzystanie zasobów i zaplanowanie działań może podnieść sprzedaż nawet o 40% jednego dnia. To sporo. Dlatego tak istotne jest, by używać rozwiązań, które mogą pomóc w pełni wykorzystać aktualną sytuację na rynku – dodaje ekspert z Commplace.

Skład? 100% treści w treści

Podczas paru minut, które poświęcasz na przeczytanie tego artykułu, w Internecie powstało już kilka tysięcy nowych wpisów (licznik: https://www.worldometers.info/blogs/). W ciągu 24 godzin opublikowanych ich będzie łącznie kilka milionów. Do tego należy dodać, że przeciętny internauta nie czyta, a skanuje treści, i tylko 1 na 10 odbiorców zadaje sobie trud, by zagłębić się w materiały. Generowanych jest zatem mnóstwo mało istotnych treści, które nie trafiają do ostatecznego odbiorcy. Nie oznacza to, że trzeba zrezygnować z content marketingu. Wręcz przeciwnie – działać, ale mądrze. Wielu marketingowców ma już tego świadomość. Jak podaje raport Ascend2 „Marketing Technology Trends”, osoby odpowiedzialne za marketing w firmach, za najbardziej efektywną technologię uznają obecnie właśnie content marketing (51%). Eksperci wysnuwają nawet hipotezy mówiące, że „content is the new SEO”, gdyż dostarczając wartościowe treści, możemy zwiększyć świadomość marki w Internecie, jednocześnie uzyskując wysoką pozycję w wyszukiwarkach. Tu jednak też czeka na nas pułapka – cykl życia informacji w Internecie jest na tyle krótki, że już po paru godzinach wiadomość spada na kolejną stronę, będąc zastąpiona następnym newsem. Na szczęście i na to można znaleźć rozwiązanie.

Dzień dobry, a z kim właściwie rozmawiam?

Czy w ten sam sposób poprowadzimy komunikację z wieloletnim klientem, który działa w branży od 20 lat, oraz z tym, który stawia w niej pierwsze kroki? Zdecydowanie nie. Dobra znajomość potrzeb, wartości, czy nawyków potencjalnych odbiorców jest kluczowym elementem charakteryzującą skuteczną strategię komunikacji marketingowej. Uwzględniając ww. zmienne, stworzymy komunikat, który ma szansę przebić się przez szum informacyjny i celnie trafić do odbiorcy. Podczas projektowania strategii komunikacji marketingowej zwracajmy także uwagę na tak popularne w ostatnim czasie wyróżnione generacje. Strategia komunikacji marketingowej skierowana do pokolenia „X” powinna opierać się na hasłach takich jak „jakość”, „tradycja”, „Igreki” oczekują uczciwości i troski o środowisko, z kolei najmłodsi – osoby reprezentujące pokolenie „Z” stawiają na nowe technologie i „kolekcjonowanie” unikatowych doświadczeń.

Wybór, nie loteria

Skuteczny marketingowiec ma świadomość, że uniwersalne rozwiązania i wskaźniki nie istnieją. Ich dobór powinien zależeć od dwóch zmiennych – celów biznesowych oraz sektora, w którym działamy. W branży e-commerce oczekiwanym działaniem będzie dokonanie zakupu, lecz w przypadku portalu informacyjnego, efektem kampanii może być zapisanie się na newsletter.

Wskaźnik konwersji nie musi być stały – zdarza się, że w miarę rozwoju firmy lub cyklu życia produktu ewoluuje – tłumaczy Bartosz Zieliński z Commplace, dodając, że trzeba pamiętać, by narzędzia, które wykorzystywane zostaną do generowania konwersji, nie były zawieszone w próżni. Każdy z elementów marketingowej maszyny powinien być scalony z innym, by dzięki synergii tworzyć dobrze działający mechanizm.

Strategia marketingowa – Ja sam! Ja sam! Na pewno?

Ponad 50% polskich przedsiębiorstw ma sformułowaną strategię marketingową. Nie oznacza to jednak, że jest ona systematycznie realizowana. Co jest tego przyczyną? Brak czasu, precyzyjnych wytycznych, czy po prostu niewystarczające umiejętności przełożenia pomysłów na działania. Według danych CEIDG każdego dnia w Polsce powstaje około 1000 firm. Długotrwałe zwlekanie ze wdrożeniem strategii marketingowej grozi powstaniem sytuacji, w której TWÓJ potencjalny klient uda się nie do ciebie, ale właśnie do jednej z nich. Nie wymaga to outsourcingu marketingu. Często wystarczy samo doradztwo marketingowe.

-Doradztwo marketingowe może przybierać różnorodne formy, w zależności od potrzeb i celów przedsiębiorstwa. Od przeprowadzenia audytu potencjału sieciowego organizacji, przez zweryfikowanie efektów działań e-PRowych, aż po zdefiniowanie KPI i przygotowanie strategii marketingowej. Najważniejsze by jego efektem było sprawne i skuteczne osiąganie celów marketingowych przez organizacje – podsumowuje Bartosz Zieliński z Commplace.

E-commerce tylko dla firm, które najszybciej sprostają wyzwaniom w obszarze łańcucha dostaw

  • Według nowego raportu DHL większości firm nie udało się w pełni wdrożyć strategii e commerce
  • 70% firm B2C i 60% firm B2B nadal pracuje nad doprowadzeniem do pełnego wdrożenia strategii.
  • Zarówno firmy B2C, jak i firmy B2B uważają obsługę klienta za najważniejszy aspekt handlu elektronicznego.
  • Presja, by spełnić oczekiwania klientów to największe wyzwanie dla firm rozszerzających swoją ofertę sprzedaży przez Internet.

DHL Supply Chain, światowy lider w dziedzinie logistyki kontraktowej, opublikował swój najnowszy raport na temat ewolucji łańcuchów dostaw dla e‑commerce. Badanie pokazało, że mimo posiadania świadomości kluczowego znaczenia handlu elektronicznego dla zatrzymywania i zadowolenia klientów, większości firm nie udało się w pełni wdrożyć strategii e-commerce.

Te nowe wnioski płyną z globalnego badania ankietowego, w którym udział wzięło niemal 900 decydentów odpowiedzialnych za zarządzanie logistyką lub łańcuchem dostaw oraz za e‑commerce.

Okazuje się, że 70% firm B2C i 60% firm B2B nadal pracuje nad doprowadzeniem do pełnego wdrożenia strategii, mimo że 70% respondentów ocenia e-commerce jako „bardzo ważny” lub „niezmiernie ważny” aspekt swojej działalności pod względem wielkości sprzedaży i przychodów.

W raporcie zatytułowanym “Łańcuch dostaw dla e-commerce. Jak sprostać wyzwaniom” przedstawiono także główne bariery stojące na drodze do pełnego wdrożenia strategii, którymi są m.in. zmieniające się oczekiwania klientów, szybkość dostawy i ograniczenia istniejącej infrastruktury. Nabil Malouli, Global e-Commerce Product Lead w DHL Supply Chain, mówi: „Wyraźnie widać znaczenie uwzględniania wysokiej jakości obsługi klienta w strategii e‑commerce, przy czym oczekiwania klientów stale ewoluują i zmieniają się, powodując, że na firmach niezmiennie ciąży presja, by rozbudowywać ofertę e-commerce – a także nowe łańcuchy dostaw, jakie są do tego potrzebne – co powoduje problemy z pełną implementacją. Łańcuchy dostaw muszą nadążać za nowymi modelami biznesowymi, oczekiwaniami w zakresie obsługi i potrzebami technologicznymi klientów i odpowiednio na nie reagować, by zdobywać nowych i zatrzymywać dotychczasowych.”

Wciąż rosnące wymagania w zakresie handlu elektronicznego oznaczają, że w ciągu następnych 3-5 lat ponad 50% firm będzie dokonywać jakiejś zmiany w swojej strategii dystrybucyjnej. By poradzić sobie z tą presją, wiele firm decyduje się na współpracę z zewnętrznym partnerem logistycznym (3PL), aby zwolnić wewnętrzne zasoby i możliwości na rzecz szybkiego i skutecznego skalowania działalności w celu kapitalizowania szans, jakie daje e-commerce. Malouli dodaje: „Wiele firm decyduje się na współpracę z dostawcami 3PL, którzy pomagają im odpowiednio reagować na zmieniające się otoczenie, jednocześnie udostępniając swoją wiedzę i elastyczność, by spełniać zmieniające się oczekiwania klientów.”

Pełen opis wniosków z badania oraz kierunków rozwoju łańcuchów dostaw w odpowiedzi na wyzwania stawiane przez e-commerce znajduje się w raporcie dostępnym na życzenie.

Moonlit podpisał z Frozen District umowę na wydanie gry

Frozen District, twórca m.in. kultowego House Flippera wyda i wypromuje grę produkowaną przez krakowskie studio Moonlit, przewiduje podpisana dzisiaj umowa o współpracy. Tytuł będzie dostępny poprzez platformę STEAM.

Michał Gardeła, prezes Moonlit
Michał Gardeła, prezes Moonlit

To dla Moonlit świetna informacja, że Frozen District zdecydował się być naszym wydawcą. Oznacza to, z jednej strony, że przedstawione przez nas projekty zyskały uznanie partnera, a z drugiej daje nam pewność, że nasza gra znajdzie się w dobrych rękach – komentuje Michał Gardeła, prezes Moonlit. Przypomnijmy, że Frozen District to m.in. innymi twórca House Flippera, który od ponad roku bije rekordy popularności. Grę oceniło blisko 10 tysięcy graczy, a średnia pozytywnych ocen to wciąż prawie 80%.

Oprócz wyżej zapowiedzianych gier Moonlit tworzy obecnie we współpracy z firmą Ultimate Games grę Deadliest Catch: The Game. Produkcja licencjonowana przez Discovery powstaje na w oparciu o uwielbiany przez widzów serial o tym samym tytule.

W portfelu wydawniczym Moonlit znajduje się ponadto 7 produkcji na różnym etapie zaawansowania. Do najciekawszych należą:

  • Baikonur – survival-simulator, w którym gracz musi opuścić Ziemię przy pomocy poradzieckiego promu, znajdującego się w opuszczonym kosmodromie w Kazachstanie. Aby było to możliwe, gracz musi samodzielnie naprawić prom kosmiczny Buran. Akcja osadzona będzie w post apokaliptycznej rzeczywistości (premiera w 2020 r.).
  • Thief Simulator Mobile – port bardzo udanej gry PC o tym samym tytule, przygotowywany na urządzenia mobilne.
  • The Final Frontier – czerpiący z science-fiction rogue-lite osadzony w przestrzeni kosmicznej.

Fortinet ogłosił wyniki finansowe za II kwartał 2019 roku

Fortinet, globalny dostawca zaawansowanych cyberzabezpieczeń, przedstawił wyniki finansowe za II kwartał 2019 roku.

Wybrane pozycje prezentują się następująco:

  • Przychody: 521,7 mln USD, wzrost o 18% rok do roku
  • Kwota zafakturowanych zamówień: 622,4 mln USD, wzrost o 21% rok do roku
  • Przychody przyszłych okresów: 1,87 mld USD, wzrost o 27% rok do roku
  • Rozwodniony zysk netto na akcję liczony według zasad GAAP: 0,42 USD
  • Rozwodniony zysk netto na akcję liczony według zasad innych niż GAAP: 0,581 USD
  • Marża operacyjna GAAP: 14%
  • Marża operacyjna inna niż GAAP: 24%
  • Przepływy środków pieniężnych z działalności operacyjnej: 195,1 mln USD
  • Przepływy wolnych środków pieniężnych: 177,8 mln USD


– Nasza oferta, na którą składa się architektura Fortinet Security Fabric, rozwiązania dla sieci SD-WAN i zabezpieczenia dla chmury, przyczyniła się do wzrostu przychodów o 21% w stosunku rok do roku. Spodziewamy się, że 2019 rok będzie kolejnym, w którym dzięki naszej zaawansowanej technologii odnotujemy wzrost wyższy niż w przypadku średniej dla branży – komentuje Ken Xie, założyciel, prezes i dyrektor generalny Fortinet.

ONE MORE LEVEL S.A. utrzymuje stabilne wyniki finansowe w 2 kw. 2019 r.

ONE MORE LEVEL S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, miała ponad 130 tys. zł zysku netto w pierwszym półroczu 2019 r., a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 2.208 tys. zł. W sierpniu br. producent zapowie swoją najnowszą grę podczas odbywających się w Kolonii targów Gamescom.

 

Spółka zakończyła 2 kw. 2019 r. zyskiem netto w wysokości 16 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie blisko 1.203 tys. zł. W całym pierwszym półroczu tego roku Emitenta wypracował zysk netto w wysokości 130 tys. zł, a jego przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 2.208 tys. zł. W analogicznym okresie ub. roku zysk netto ONE MORE LEVEL S.A. wyniósł 213 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży w kwocie 1.980 tys. zł. Zarząd Spółki jest zadowolony z osiągniętych wyników finansowych w drugim kwartale i w całym pierwszym półroczu.

„Dzięki podpisanej umowie wydawniczej z All In! Games Spółka może się skupić na stabilnym rozwoju. Nasze wyniki finansowe są potwierdzeniem wyboru odpowiedniego kierunku rozwoju. Będziemy dążyli do dalszego wzrostu przychodów oraz zysków, co powinno przełożyć się na zwiększenie wartości Spółki.” – wyjaśnia Iwona Cygan-Opyt, Prezes Zarządu Spółki ONE MORE LEVEL S.A.

W kwietniu 2019 r. do sprzedaży na PC, PS4 oraz Xbox wprowadzona została wyprodukowana przez Spółkę gra „God’s Trigger”, która spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem i odbiorem przez recenzentów uzyskując wysokie oceny m.in. w serwisie metacritic.com. Jest to kooperacyjna gra akcji z gatunku Top-down Shooter tworzona we współpracy z Wydawnictwem Techland. Premiera gry „God’s Trigger” była przełomowym momentem w historii studia ONE MORE LEVEL S.A., bowiem dzięki bardzo dobrym ocenom Spółka uwiarygodniła się jako dobry producent gier. Emitent nie otrzymał jeszcze wyników sprzedażowych gry „God’s Trigger” od jej Wydawcy.

„Premiera gry „God’s Trigger” oraz dobre oceny, jakie uzyskała ona, pozwoliły zaistnieć Spółce w świadomości graczy oraz inwestorów. Ostatnie 3 lata pracy wykorzystaliśmy na zbudowanie doświadczonego zespołu deweloperskiego. Stanowi on dzisiaj bardzo silny fundament w dalszym rozwoju Spółki. Aktywnie rozbudowujemy ten zespół, by móc sprostać wyzwaniom, jakie przed stoją przed nami w nadchodzących miesiącach.” – dodaje Cygan-Opyt.

ONE MORE LEVEL S.A. poinformowała w sierpniu br., że podczas Targów Gamesom w Kolonii zapowie w dniu 19 sierpnia 2019 r. swoją nową grę, która zostanie zaprezentowana na stoisku w trakcie Targów w dniach od 20 do 24 sierpnia 2019 r. Nowa produkcja Spółki jest grą z gatunku FPP, czyli przedstawiona z perspektywy pierwszej osoby i jest realizowana na silniku Unreal Engine 4, dzięki czemu będzie charakteryzowała się najwyższym standardem i oferowała graczom rozrywkę na najwyższym poziomie. Nowy tytuł będzie przeznaczony na komputery PC oraz konsole PS4 i Xbox One. Wydawcą nowej gry na całym świecie jest All In! Games Sp. z o.o., które zgłosiło ją do plebiscytu Gamescom Awards 2019 towarzyszącemu corocznym targom Gamescom w Kolonii w pięciu następujących kategoriach: Best Action Games, Best Original Game, Best Microsoft Xbox One Game, Best Sony Playstation 4 Game oraz Best PC Game. All In! Games zapewni ONE MORE LEVEL S.A. niezbędne finansowanie produkcji, profesjonalną kampanię reklamową, kontakt z influencerami, obecność na najważniejszych wydarzeniach branżowych na świecie, a także premierę na wszystkich największych rynkach jednocześnie.

„Nadchodząca zapowiedź gry na targach Gamescom to bardzo ważne wydarzenie dla całej Spółki. Mamy nadzieję, że zaprezentowana gra pozwoli wynieść Spółkę na jeszcze wyższy poziom. Partnerstwo z All In! Games daje nam możliwość pełnego skupienia się na rozwoju projektu. Jesteśmy przekonani, że prezentacja nowego tytułu Spółki pozytywnie zaskoczy zarówno graczy, jak i inwestorów.” – podsumowuje Prezes Cygan-Opyt.

Wyższe ceny, mniejsze oszczędności i potrzeba większych wynagrodzeń. Wzrost inflacji zaskoczył ekonomistów

Wzrost inflacyjny polskiej waluty wynosił w lipcu 2,9%, według statystyk GUSu. To więcej niż czerwcowe 2,6%. Taki wzrost zaskoczył analityków – którzy przewidywali, że inflacja utrzyma się na poziomie zbliżonym do 2,5%, czyli do celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego. Przekroczenie tego celu sprawia, że ceny produktów i usług rosną w tempie szybszym, niż optymalny dla zrównoważonego rozwoju gospodarki. Lipcowy wzrost inflacji doprowadził więc do podrożenia towarów, szczególnie dóbr podstawowych – co przekłada się bezpośrednio na problemy w utrzymaniu się wielu gospodarstw domowych. Za tym idą zaś większe oczekiwania płacowe pracowników. Przedsiębiorcy będą musieli płacić zatrudnionym osobom więcej, produkowane przez nich produkty i proponowane usługi będą więc jeszcze bardziej drożeć. Taka spirala inflacyjna sprawia, że eksperci nie przewidują, by inflacja w najbliższych miesiącach spowolniła swój wzrost.

– Niestety nie widać, żeby inflacja mogła w najbliższych kilku kwartałach zacząć spadać. Raczej będzie utrzymywać się na podwyższonym poziomie. W przypadku znacznej części gospodarstw domowych może to oznaczać poważne problemy w zakresie utrzymania się  – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista KIG.  – Inflacji nie zbija też aktualny poziom stóp procentowych NBP. Podstawowe oprocentowanie depozytów wynosi 1,5%. To stawka wyraźnie niższa niż dynamika inflacji. W wyniku tego realne stopy procentowe – czyli takie, które otrzymujemy za nasze depozyty, są ujemne. Oznacza to, że nie opłaca się oszczędzać. Niestety, część deponentów odbierze to jako sygnał, że trzeba coś z tymi pieniędzmi zrobić – pójdą więc na zakupy. Jeżeli postąpi tak wielu z nas, ceny jeszcze bardziej przyspieszą. Na szczęście, w naszej gospodarce mocno ugruntowało się przekonanie, że ceny nie powinny zbyt szybko rosnąć. Nie grozi nam inflacja na poziomie 5 lub 10%, której obawialiśmy się dziesięć lat temu – uspokaja Soroczyński.

NIK o walce Ministra Finansów z tzw. luką VAT

Nadzór Ministra Finansów w latach 2007–2015 był systematyczny, ale za mało skuteczny i nie zdołał zapobiec gwałtownemu wzrostowi luki VAT. Dopiero rozwiązania przyjęte w latach 2016–2018 uszczelniły system podatkowy. Prace w zakresie przygotowania oraz wykorzystania nowoczesnych narządzi muszą być kontynuowane, by jeszcze usprawnić oraz przyśpieszyć reakcję na rozpoznane zagrożenia.

Podatek VAT zapewnia połowę dochodów podatkowych państwa, jest więc tematem gorącym, tym bardziej, że stanowi łakomy kąsek dla przestępców i oszustów. Patologie w tym obszarze spotyka się właściwie wszędzie na świecie, gdzie podatek ten został wprowadzony.
dochody z VAT a PKBNajwyższa Izba kontroli od lat regularnie podejmuje audyty związane z tym podatkiem, a informacje z kolejnych kontroli były dla rządzących cenną wskazówką, jak i gdzie uszczelnić system – czego efekty są odczuwalne. Wyniki obecnej kontroli oparte są również na wynikach poprzednich. NIK zbadała nadzór Ministra Finansów nad ściągalnością VAT w okresie 2007 – wrzesień 2018.

W całym badanym okresie Minister Finansów podejmował wiele działań nadzorczych, by usprawnić system poboru VAT i przeciwdziałać uszczupleniom dochodów państwa w tym obszarze. Minister rzetelnie prowadził monitoring zadań i celów wyznaczonych podległym służbom. Stopniowo rozwijane były narzędzia wspomagające proces analizy ryzyka, wykrywania i definiowania zagrożeń dla skutecznego poboru VAT oraz ograniczania skali oszustw w tym obszarze. Działania te prowadzone jednak były w różnym tempie oraz zakresie, a przede wszystkim z istotnie zróżnicowaną skutecznością. W latach 2009-2015 minister trzymał się zasady, że walkę z oszustwami należy toczyć poprzez działania kontrolne, a działania legislacyjne powinny być stosowane dopiero wówczas, gdy te pierwsze okażą się niewystarczająco skuteczne. Jednak podejmowanie decyzji o zastosowaniu metody legislacyjnej było zbyt długie, co potencjalnie umożliwiało podmiotom nierzetelnym kontynuację oszukańczych procederów. Dotyczy to w szczególności obrotu elektroniką, czy sprzedaży usług budowlanych.
Jak minister czuwał nad VAT-em 2
Rozbudowano system zarządzania ryzykiem zewnętrznym w administracji podatkowej, co było efektem prac powstałego na polecenie Ministra Finansów w 2014 r. Centrum Analiz i Planowania Administracji Podatkowej.

Izba odnotowała jednak, że dla ograniczenia niedoborów w dochodach z VAT Minister Finansów do 2015 r. korzystał głównie z mechanizmu odwrotnego obciążenia lub odpowiedzialności solidarnej, chociaż z kontroli skarbowych i podatkowych wynikały: zmienność obszarów, w których są dokonywane oszustwa, krótki czas generowania nieprawidłowości, ukrywanie korzyści osiąganych z oszustw oraz trudności w wykryciu faktycznych organizatorów.

Działania te należy uznać za niewystarczające, skoro w latach 2009-2016 utrzymywała się w znacznych rozmiarach luka w VAT.

Luka podatkowa VAT występuje we wszystkich państwach UE, jej część stanowią utracone dochody wynikające z działania podmiotów w szarej strefie czy oszustw karuzelowych oraz innych oszustw popełnianych z udziałem „znikającego podatnika”.

W latach 2007-2018 skuteczność realizacji dochodów z podatku VAT kształtowała się w sposób istotnie zróżnicowany. W latach 2010-2011 (okres poprawy sytuacji gospodarczej) nie udało się ograniczyć luki podatkowej w VAT narosłej w czasie światowego kryzysu finansowego (2008-2009). Wzrost dochodów z VAT w 2011 r. był głównie rezultatem podwyższenia stawek podatkowych. Luka dalej wzrastała w latach 2012-2013, kiedy osiągnęła najwyższe rozmiary. W latach 2010-2015 poziom luki VAT w Polsce był znacznie wyższy niż średnio w UE (wg szacunków KE opublikowanych w latach 2016-2018, wynosiła ona w Polsce przeciętnie 24%, podczas gdy średnio w UE było to 14%).

Jak minister czuwał nad VAT-em 3Jak minister czuwał nad VAT-em 4

Nowe inicjatywy podjęte przed 2016 r. (wprowadzona w Ordynacji podatkowej w 2015 r. koncepcja elektronicznej kontroli ksiąg podatkowych za pomocą jednolitego pliku kontrolnego na żądanie organów podatkowych, prace nad propozycjami zmian legislacyjnych i organizacyjnych) miały niewystarczający zakres i zbyt wolne tempo.

NIK systematycznie wskazywała na niewystarczającą skuteczności działań Ministra Finansów i podległych mu służb. Po kontroli z 2013 r. NIK skierowała do Ministra Finansów m.in. wniosek o szybsze wprowadzanie rozwiązań ułatwiających zwalczanie oszustw w VAT, które sprawdziły się w innych krajach, w tym rozważenie przyśpieszenia prac nad wprowadzeniem w Polsce modelu hurtowni danych VAT opartych na Jednolitym Pliku Audytowym.

Minister Finansów podejmował systematycznie działania nadzorcze, nie wyeliminowało to jednak opóźnień w działaniach jednostek podległych, polegających przede wszystkim na opóźnionym reagowaniu na potencjalne lub stwierdzone zagrożenia.

Oszustwa wykrywane były przeważnie z opóźnieniem, kiedy oszuści zniknęli, czasem pozostały osoby podstawione działające jako „słupy”. Występowały trudności z ustaleniem sprawców oszustw jak i odzyskaniem uszczuplonych kwot podatku VAT.

Należności pozostałe do zapłaty z podatku VAT rosły wyraźnie szybciej niż dochody z tego tytułu.Jak minister czuwał nad VAT-em 5Dopiero dzięki intensywnym działaniom uszczelniającym system podatkowy i uodparniającym go na oszustwa podatkowe, prowadzonym głównie w latach 2016-2018, udało się istotnie obniżyć poziom luki podatkowej. W sukurs przyszła też dobra koniunktura gospodarcza i usprawnienie administracji skarbowej. Na konieczność wprowadzonych wówczas rozwiązań wskazywała NIK po poprzednich kontrolach.

Jak minister czuwał nad VAT-em 6

Ważną zmianą jakościową stało się wprowadzenie w latach 2017-2018 narzędzi umożliwiających wykorzystanie danych przekazywanych przez podatników w plikach JPK_VAT oraz uzyskiwanych w ramach systemu teleinformatycznego izby rozliczeniowej (STIR). Do końca 2017 r. obowiązek przesyłania JPK_VAT obejmował dużych i średnich przedsiębiorców, a najliczniejsza grupa mikroprzedsiębiorców została nim objęta w 2018 r.

W okresie 2017-2018 wzrósł poziom wykorzystania plików JPK_VAT w czynnościach analitycznych i sprawdzających, a także kontrolach podatkowych.

Obserwowana od kilku lat poprawa ściągalności podatku od towarów i usług możliwa była między innymi dzięki kolejnym dokumentom pokontrolnym i zawartym w nich wnioskom Najwyższej Izby Kontroli.

Dzień Pracoholika

Obchodzony dziś Dzień Pracoholików to świetna okazja, żeby przyjrzeć się, jak wygląda podejście Polaków do pracy i czy umiemy znaleźć tzw. work-life balance. Według danych OECD Polska jest w czołówce państw europejskich pod względem liczby przepracowanych godzin z wynikiem średnio 1792 godzin rocznie. Wyprzedzają nas jedynie Rosja i Grecja. Psycholodzy zwracają jednak uwagę, że pracoholizm to nie liczba godzin spędzonych w biurze, a nastawienie do wykonywanych obowiązków. Zjawisko to dostrzegane jest przez samych pracodawców, którzy coraz częściej niechętnie spoglądają na nadgodziny, a wręcz odwrotnie – starają się zaoferować swoim pracownikom różne benefity, które mają na celu przywrócić  harmonię.

Polska w czołówce

Przeciętny Polak w 2018 roku spędził w pracy 1792 godziny – czyli o 58 godzin więcej niż średnio w krajach OECD. Najwięcej czasu na aktywność zawodową poświęcają Meksykanie (2148 godzin rocznie) i mieszkańcy Kostaryki (2121 godzin). Z krajów europejskich wyprzedzają nas jedynie Rosja (1972 godziny) i Grecja (1956 godzin). Na drugim końcu skali znalazły się Niemcy z wynikiem 1363 godziny. Zaraz obok pojawiają się Dania, Norwegia i Holandia.

Z drugiej strony nie możemy narzekać na liczbę dni wolnych od pracy. W ciągu roku mamy 12 dni świątecznych. Do europejskich liderów brakuje nam trzech dni, natomiast Niemcy i Francuzi mogą odpoczywać o jeden dzień krócej niż Polacy. Jednak nie wszyscy potrafią odłożyć wtedy obowiązki zawodowe. Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że aż co czwarta osób na urlopie czyta służbowe e-maile. Najczęściej dotyczy to osób między 18 a 29 rokiem życia.

Pracoholizm 8-godzinny

Uzależnieni od pracy to nie tylko ci, którzy spędzają w biurze wieczory i weekendy, a na urlop zabierają służbowy telefon i laptop. Już w latach 70. amerykański psycholog Wayne Oates zdefiniował pracoholizm jako „szkodliwy brak równowagi pomiędzy pracą a innymi częściami życia”, np. rodziną, odpoczynkiem czy hobby. Problem z właściwym podejściem do obowiązków zawodowych mogą więc mieć również osoby spędzające w biurze mniej niż 8 godzin dziennie.

W walce z pracoholizmem najbardziej skuteczne jest zwiększenie efektywności. Terapia polega przykładowo na wykonaniu w ciągu 50 godzin obowiązków, które wcześniej zajmowały 80 godzin. W niektórych państwach wprowadzono nawet dzień pracy zdalnej, który ma promować zdrowe zwyczaje zawodowe. Państwem, które przyjęło takie rozwiązanie jest Japonia. Pracoholizm stał się tam już tak dużym problemem, że wprowadzono socjomedyczne pojęcie karōshi, oznaczające nagłą śmierć z przepracowania, najczęściej wynikającą z zawału serca lub wylewu.

Rekruterzy nie chcą pracoholików

Osoba z obsesją na punkcie pracy stopniowo przestaje być wydajna i twórcza, a w miejsce początkowego entuzjazmu do wykonywanych obowiązków pojawiają się zniechęcenie, frustracja i konflikty z innymi pracownikami. Wiele badań wskazuje, że liczba godzin pracy nie idzie w parze z efektywnością. Jak mówił Bill Gates „do najtrudniejszego zadania wybrałbym kogoś leniwego. On zawsze znajdzie najprostszy sposób, żeby to zrobić”.

– Wiele osób powtarza, że życie to nie tylko praca, ale chyba każdy z nas miał w swojej karierze zawodowej momenty, kiedy nie zachował zdrowej równowagi między życiem zawodowym i prywatnym. Często powodem jest nadmierna liczba zadań i nieefektywne zarządzanie ludźmi, jednak zdarza się, że sami ponosimy za to odpowiedzialność nie stawiając granic i nie mówiąc o własnych potrzebach – mówi Aneta Trojanowska, Dyrektor ds. HR Business Partneringu Nationale-Nederlanden.Coraz więcej firm, konkurując o najlepszych pracowników, zdaje sobie sprawę ze znaczenia zachowania odpowiedniego umiaru. W tym celu oferują różnego rodzaju benefity i prowadzą kampanie informacyjne. Pracownicy Nationale-Nederlanden mogą pracować w elastycznych godzinach, wykonywać część zadań z domu, a w piątki wcześniej z pracy. Od niedawna wydłużyliśmy także urlop ojcowski o dodatkowe dwa tygodnie.

O 17-tej wszyscy przy windach!

Dzień Pracoholików ma być sygnałem ostrzegawczym szczególnie dla osób, które mają problem z odpowiednim podejściem do pracy. Jak więc powinni spędzić 12 sierpnia? Na pewno nie wieczorem w biurze! Można tuż po pracy umówić się ze znajomymi, wyjść z dzieckiem na rower, odwiedzić rodziców, przeczytać dawno odłożoną książkę, pójść na badania kontrolne, których nie wykonywało się od kilku lat albo chociaż nie zaglądać przed snem do poczty służbowej. Pomysłów jest wiele – trzeba je „tylko” zrealizować.

Co czwarta osoba w wieku produkcyjnym jest bierna zawodowo. Ich aktywizacja jest najpilniejszą potrzebą rynku pracy

Co czwarta osoba w wieku produkcyjnym jest bierna zawodowo. Ich aktywizacja jest najpilniejszą potrzebą rynku pracy 10

Największym wyzwaniem rynku pracy, na którym sytuacja jest najlepsza od 28 lat, pozostaje niska aktywność zawodowa – podkreślają eksperci Instytutu Badań Strukturalnych. To zjawisko szczególnie silne wśród kobiet po 50 roku życia, osób o niskich kwalifikacjach i osób niepełnosprawnych, ale dotyka także młodych ludzi, przed 34 rokiem życia. Zdaniem ekspertów potrzeba działań, które zachęcą osoby w wieku okołoemerytalnym do pozostawania na rynku pracy, ale też wsparcia przy powrocie kobiet na rynek pracy czy w podnoszeniu kwalifikacji.

Sytuacja na rynku pracy bardzo się poprawiła w ostatnich kilku latach. Największym wyzwaniem natomiast pozostaje niska aktywność zawodowa. Wynika ona z kilku problemów. Głównie dotyczy to kobiety po 50 roku życia, które na tle innych krajów unijnych mają wyraźnie niższe współczynniki uczestniczenia w rynku pracy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr hab. Iga Magda, profesor SGH, wiceprezeska zarządu Instytutu Badań Strukturalnych.

Mimo rekordowo niskiego bezrobocia wskaźnik osób, które nie pracują, choć mogłyby, utrzymuje się na stosunkowo wysokim poziomie. Wyniki badania aktywności ekonomicznej ludności (BAEL) wskazują, że osoby aktywne zawodowo w I kwartale 2019 roku stanowiły 55,9 proc. ludności w wieku 15 lat i więcej. Ogółem na tysiąc osób pracujących przypadały 862 osoby bezrobotne lub bierne zawodowo. Duża część biernych zawodowo to osoby mające powyżej 55 lat, które nabyły uprawnienia emerytalne lub zbliżają się do wieku emerytalnego.

Niska aktywność zawodowa to pochodna tego, że mamy niski wiek emerytalny, w szczególności kobiet – na poziomie 60 lat, i tego, że kobietom po dłuższych przerwach na rynku pracy trudno się na niego wraca. Tym trudniej, im krótszą ma się perspektywę zawodową – tłumaczy dr hab. Iga Magda.

Biernych zawodowo jest ponad 13 mln osób, z czego 5 mln jest w wieku produkcyjnym. W ich przypadku najczęstszymi przyczynami bierności są obowiązki rodzinne (32 proc.), choroba i niepełnosprawność (25 proc.) oraz nauka i podnoszenie kwalifikacji (24,4 proc.).

– Niska aktywność zawodowa bardzo często nie wynika z jednej prostej przyczyny, typu opieka nad dziećmi czy nieopłacalność zatrudnienia w porównaniu do świadczeń, które się uzyskuje z pomocy społecznej, ale często jest pochodną wielu bardziej złożonych problemów, m.in. niedostępności lepszej jakości miejsc pracy, lepiej płatnej pracy – przekonuje ekspertka.

Nie pracuje co czwarta osoba w przedziale wiekowym 20–64 lata. Co więcej, niewiele osób, które osiągnęły już powszechny wiek emerytalny, decyduje się kontynuować zatrudnienie. W kontekście zmian demograficznych i coraz większych potrzeb rynku pracy to właśnie zachęcenie do dłuższej aktywności zawodowej może mieć kluczowe znaczenie.

Mając na uwadze dobrą sytuację na rynku pracy, aktywność raczej będzie malała, chociaż tempo tego wzrostu będzie raczej niskie. Natomiast z przyczyn demograficznych wyzwaniem będzie podtrzymanie wysokiej aktywności osób po 60 roku życia – zaznacza dr hab. Iga Magda.

Kluczową kwestią jest też zwiększenie zatrudnienia kobiet. Wśród biernych zawodowo stanowią one większość – ponad 60 proc. Przyczyniają się do tego m.in. programy socjalne, zwłaszcza Rodzina 500+. Instytut Badań Strukturalnych ocenia, że w ciągu roku od rozpoczęcia pierwszych wypłat w ramach programu ok. 100 tys. kobiet z jednym dzieckiem lub dwójką dzieci wycofało się z rynku pracy, rezygnując z zatrudnienia lub poszukiwania pracy. Tym samym luka aktywności zawodowej między kobietami z dziećmi a bez dzieci zwiększyła się o ok. 2,4 pkt proc.

Problemem jest też niski stopień zatrudnienia młodych osób – obecnie nawet 900 tys. należy do grupy NEET (not in employment, education or training), czyli osoby, które nie uczą się, nie pracują ani nie przygotowują do zawodu. W Polsce stanowią ok. 13 proc.

 Z tego grona około 2/3 to osoby bierne zawodowo. Są to głównie kobiety, które poświęcają się rodzinie i macierzyństwu, natomiast także wśród mężczyzn widzimy relatywnie wysoki odsetek tej bierności zawodowej. Problemy są bardzo złożone. To kwestia również zniechęcenia się poszukiwaniem pracy, niedostępnością miejsc pracy, ale także często pojawiające się problemy ze zdrowiem, w szczególności ze zdrowiem psychicznym – wymienia dr hab. Iga Magda.

Zdaniem ekspertki konieczne są zmiany, przede wszystkim w zakresie wsparcia w powrocie na rynek pracy czy w podnoszeniu kwalifikacji. To także kwestia zaktywizowania osób niepełnosprawnych. Badanie BAEL wskazuje, że tylko 17 proc. z nich pracuje.

– Głównym wyzwaniem dla polityki publicznej jest podniesienie aktywności zawodowej osób w wieku okołoemerytalnym i albo powrót do wyższego wieku emerytalnego, albo cały szereg innych działań, które przy ustawowo niższym wieku emerytalnym będą skłaniały do dłuższej aktywności zawodowej – podkreśla dr hab. Iga Magda.

Ostatni dzień na złożenie wniosku o zamrożenie cen energii w II półroczu. Uprawnione podmioty powinny to zrobić osobiście

Ostatni dzień na złożenie wniosku o zamrożenie cen energii w II półroczu. Uprawnione podmioty powinny to zrobić osobiście 11

13 sierpnia mija termin dla firm na złożenie u dostawcy energii oświadczenia, które uprawnia do zamrożenia cen energii w II półroczu br. Pozwoli to uniknąć rachunków wyższych nawet o 30–50 proc., a uprawnione są do tego m.in. mikro- i małe przedsiębiorstwa czy szpitale. Radca prawny uczula, że wysłanie pocztą oświadczenia w ostatnim dniu przewidzianym na składanie wniosków będzie uprawniać przedsiębiorstwa obrotu do zignorowania ich. Dlatego najlepiej zrobić to osobiście.

Zamrożenie cen prądu do końca tego roku na poziomie z 30 czerwca 2018 roku przewiduje tzw. ustawa prądowa. Uprawnione podmioty (m.in. mikro- i małe przedsiębiorstwa, szpitale, jednostki sektora finansów publicznych, jednostki samorządu terytorialnego jednostki budżetowe oraz uczelnie publiczne) nie zapłacą w drugiej połowie tego roku wyższych rachunków za energię elektryczną, pod warunkiem że do 13 sierpnia złożą stosowne oświadczenia u swojego dostawcy energii.

– Pierwotnie termin na składanie tych wniosków upływał 27 lipca, ale ustawodawca zorientował się, że być może akcja informacyjna była przeprowadzona na zbyt niewielką skalę i postanowił ten termin przedłużyć do 13 sierpnia. Natomiast warto, żeby wszyscy wnioskodawcy mieli świadomość, że ten termin ma charakter terminu prawa materialnego, a co za tym idzie – nie można go w żaden sposób przywrócić, np. ze względu na chorobę czy nieobecność w kraju. Jeżeli się tego terminu nie dochowa, to uprawnienie do gwarancji ceny w drugim półroczu po prostu przepada – mówi agencji Newseria Biznes Jan Sakławski, radca prawny, wspólnik w Kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy.

Co ważne, przedsiębiorstwa obrotu, czyli sprzedawcy prądu, nie mają informacji o tym, czy dany odbiorca należy do którejś z grup uprawnionych do zamrożenia cen energii. Dlatego niezłożenie oświadczenia w terminie będzie skutkować utratą prawa do zamrożenia cen prądu w II półroczu i rachunkami wyższymi nawet o 30–50 proc.

– Dochowanie terminu następuje jedynie poprzez złożenie oświadczenia fizycznie, w siedzibie przedsiębiorstwa obrotu. Dochowania terminu nie stanowi nadanie tego oświadczenia na poczcie i – wbrew komunikatom ministerstwa – warto o tym pamiętać, żeby nie obudzić się w sytuacji, w której przedsiębiorstwo obrotu będzie po prostu uprawnione do tego, żeby takie oświadczenie zignorować – podkreśla Jan Sakławski.

Wnioski należy składać w punktach obsługi klienta u sprzedawców prądu na odpowiednim formularzu, którego wzór stanowi załącznik nr 1 do ustawy. Jest on dostępny m.in. na stronach internetowych firm energetycznych, resortu energii oraz  w biurach obsługi klientów.

Radca prawny uczula, że wysłanie pocztą oświadczenia w ostatnim dniu przewidzianym na składanie wniosków będzie uprawniać przedsiębiorstwa obrotu do zignorowania ich. Dlatego najlepiej zrobić to osobiście.

– Nadanie przesyłką pocztową takiego wniosku w ostatnim dniu terminu nie gwarantuje jego dochowania, ponieważ to nie jest termin prawa procesowego. O ile Ministerstwo Energii może za pośrednictwem swoich uprawnień właścicielskich wymóc na największych grupach kapitałowych energetycznych, żeby akceptowały tego rodzaju oświadczenia, o tyle dla ponad 100 podmiotów, które są prywatnymi przedsiębiorstwami obrotu, takie komunikaty nie mają absolutnie mocy wiążącej – podkreśla Jan Sakławski.

Tzw. ustawa prądowa przewiduje, że pozostali odbiorcy końcowi energii elektrycznej, czyli przede wszystkim duże i średnie przedsiębiorstwa, zostaną objęci systemem dofinansowania w ramach mechanizmu pomocy de minimis.

Jest to pomoc, którą trzeba bardzo dokładnie przemyśleć, dlatego że przepisy unijne dotyczące pomocy de minimis nakazują utrzymanie limitu 200 tys. euro w perspektywie trzech lat podatkowych. To oznacza, że każdy przedsiębiorca, który chciałby z tego skorzystać, będzie musiał policzyć i sprawdzić, czy trzy lata wstecz nie korzystał z jakiejś formy pomocy de minimis. Jeżeli korzystał, to automatycznie zmniejsza się wymiar dopłaty, jaką będzie mógł uzyskać – mówi Jan Sakławski.

Jak podkreśla ekspert z Kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy, w krótkiej perspektywie ustawa prądowa wesprze przedsiębiorców i inne podmioty, jednak w długiej perspektywie będzie mieć raczej negatywny wpływ na rynek energii.

– Wiele podmiotów, które funkcjonują na rynku sprzedaży energii, i przedsiębiorstw obrotu energią elektryczną ma problemy z płynnością finansową, ponieważ musiały obniżyć ceny, narzucone im w sposób urzędowy. Muszą założyć, że pewne przychody, które zakładały na 2019 rok, po prostu je ominą, a z drugiej strony nie ma pewności, kiedy i w jakim zakresie zostanie im to zrekompensowane za pośrednictwem obiecanych przez ministerstwo rekompensat. Znam kilka przykładów, gdzie przedsiębiorstwa obrotu musiały się poddać postępowaniom restrukturyzacyjnym albo próbują likwidować swój biznes, żeby uratować się przed upadłością – podkreśla Jan Sakławski.