70 proc. firm zmniejszyło ilość cukru i soli w swoich produktach spożywczych i napojach

Rośnie liczba konsumentów, którzy, kierując się dobrem swoim i środowiska, wybierają zdrowszy styl życia. Tym większego znaczenia nabiera The Consumer Goods Forum – organizacja promująca działania prozdrowotne. Jak wynika z 5. edycji raportu „Health & Wellness Progress Report”,

Obecnie w The Consumer Goods Forum (CGF) zrzeszonych jest około 400 globalnych sprzedawców detalicznych, producentów i usługodawców w 70 krajach. Są to m.in. Danone, Carrefour, Johnson & Johnson, Shell, Tesco czy Walmart. Firmy członkowskie osiągnęły w ubiegłym roku łączną sprzedaż w wysokości 3,5 bln euro i zatrudniają prawie 10 mln osób.

Konsumenci chcą żyć zdrowiej

Społeczności, w których funkcjonują badane firmy, jeszcze nigdy nie były tak zainteresowane zdrowym trybem życia, jak teraz. W naturalny sposób producenci wychodzą im naprzeciw, zmieniając skład swoich produktów i poprawiając opisy na etykietach. Aż 98 proc. firm biorących udział w badaniu przeformułowało przynajmniej część swojej oferty produktowej zgodnie z własną polityką zdrowotną, a prawie 3/4 firm zmniejszyło ilość soli i cukru w wytwarzanych produktach.

Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, partner w Deloitte
Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, partner w Deloitte

– Jesteśmy świadkami wielkiej rewolucji. Konsumenci na całym świecie zyskują większą świadomość środowiskową i społeczną, coraz bardziej interesując się zdrowym stylem życia. Dostrzegli to również producenci i sieci handlowe, którzy, wsłuchując się w potrzeby klientów, nadają zrównoważonemu rozwojowi strategiczny priorytet. Liderzy biznesu, z którymi rozmawiamy, zdają sobie sprawę, że mają do odegrania dużą rolę w tym zakresie. Wiedzą, że sukces odniosą firmy, które w DNA swojego modelu biznesowego i kultury organizacyjnej wpisują wartości ważne dla współczesnych konsumentów – mówi Irena Pichola, Partner, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.

W ramach CGF rozwija się także współpraca na rzecz zdrowszego życia Collaboration for Healthier Lives (CHL). Jest to globalny ruch producentów, sprzedawców detalicznych, władz publicznych i lokalnych społeczności, założony w 2017 roku. Jego uczestnicy współpracują na rzecz poszerzania wiedzy na temat zdrowszych wyborów zakupowych. Strategia polega na połączeniu różnorodnych kompetencji i zasobów, by znaleźć rozwiązania poprawiające zdrowie społeczeństwa. Dotąd w inicjatywę zaangażowały się miasta w pięciu krajach – Kolumbii, Stanach Zjednoczonych, Japonii, Kostaryce i Turcji. Już wiadomo, że w kolejnych latach dołączą do nich następne.

Zaufanie zbudowane na przejrzystości

W badaniu CGF i Deloitte 79 proc. firm zadeklarowało, że od 81 proc. do nawet 100 proc. ich produktów spożywczych i napojów zawiera na opakowaniach kluczowe informacje o składnikach. Kolejne 84 proc. respondentów zapewniło, że tyle samo ich produktów kosmetycznych zawiera na opakowaniach zrozumiałe informacje o przeznaczeniu i sposobie używania. Jest to wzrost o 18 proc. rok do roku. Technologia zapewniła konsumentom bezprecedensowy dostęp do informacji o składnikach i surowcach.

Badanie „The Honest Product”, przeprowadzone wśród członków CGF i Chartered Institute of Marketing, pokazuje, że 90 proc. korporacji dostrzegło, że konsumenci są obecnie bardziej zainteresowani przejrzystością niż jeszcze pięć lat temu. Kolejne 95 proc. stwierdziło, że w przyszłości zainteresowanie konsumentów transparentnością w kwestiach społecznych, zdrowotnych, środowiskowych i bezpieczeństwa jeszcze wzrośnie. – Kwestie przejrzystości dotyczą także wartości korporacyjnych wyznawanych przez firmy wytwarzające te produkty, w tym kwestii dotyczących polityki społecznej, środowiskowej, zdrowotnej i bezpieczeństwa. W tym kontekście warto zaznaczyć, że firmy zrzeszone w The Consumer Goods Forum uruchamiają także programy prozdrowotne dla swoich pracowników. W 2018 roku zaangażowała się w nie rekordowa liczba 2 mln osób. Rok wcześniej było to 1,6 mln osób – dodaje Irena Pichola.

Zrealizowane obietnice

Co roku firmy zrzeszone w CGF zobowiązują się do wdrażania i przestrzegania rezolucji związanych z szerzeniem idei, dla których Forum zostało powołane. Pierwsza z nich dotyczy oferowania klientom produktów wspierających zdrowy styl życia. W najnowszym badaniu 99 proc. firm zadeklarowało, że wdraża programy, które to zapewniają. Wszystkie firmy wywiązują się z drugiej rezolucji, dotyczącej przejrzystych informacji o produkcie, a 76 proc. firm zmieniło swoje praktyki w celu wdrożenia odpowiedzialnego marketingu. Co więcej, wszystkie badane firmy uruchomiły programy komunikacyjne i edukacyjne na temat zdrowszej diety i stylu życia.

Badanie wykazało duży postęp w zakresie realizacji czterech zobowiązań ustalonych w 2014 r. Aż 78 proc. firm zobowiązało się do upublicznienia swoich polityk dotyczących żywienia i receptur produktów. Jest to wzrost z 61 proc. w ubiegłym roku. Firmy są także zaangażowane w ochronę zdrowia i samopoczucia pracowników – 85 proc. z nich wdrożyło odpowiednie programy, co stanowi wzrost o 7 pp. od ubiegłego roku.

58 proc. przedsiębiorstw zapewnia, że poprawiło zasady etykietowania, co ma ułatwić konsumentom dokonywanie świadomych wyborów. To ogromna zmiana na lepsze w porównaniu z 2017 r., kiedy tylko 37 proc. firm wypełniło to zobowiązanie. Zauważalne jest również coraz częstsze zaangażowanie firm w uświadamianie młodych ludzi w zakresie dbania o zdrowie. W 2018 roku członkowie CGF współpracowali z ponad 550 tys. szkół. To wzrost o 44 proc. w ciągu dwóch lat.

Tegoroczny raport zamyka pięć lat działań filaru CGF Health & Wellness. Kolejne, planowane do 2023 roku inicjatywy wyznaczają nowe cele dla członków Forum, zakładając m.in. dalszy postęp w kierunku zdrowszych koszyków zakupowych i zachowań konsumentów, naukową weryfikację wpływu CHL na społeczności, a także ekspansję poza firmy zrzeszone w CGF. Wyniki z ostatnich pięciu lat pokazują, że projekt spełnia oczekiwania konsumentów i pomaga im w dbaniu o zdrowie.

Branża kolejowa wjedzie na nowe tory. Pomoże jej w tym druk 3D

Europejski transport kolejowy stanął w obliczu ogromnego wyzwania. Musi zmierzyć się z koniecznością obsłużenia większej liczby pasażerów, taniej, szybciej, ciszej i bardziej ekologicznie. Komisja Europejska uruchomiła fundusze na prace nad nowymi rozwiązaniami, które pomogą w realizacji tego celu. Część producentów już wprowadza innowacje. Na co stawiają?

Shift2Rail to projekt oparty na partnerstwie między przemysłem kolejowym a Komisją Europejską (KE). Jego misją jest wprowadzenie takich innowacji, które podniosą atrakcyjność, wydajność, bezpieczeństwo i czystość transportu kolejowego. Wszystko po to, aby zachęcić Europejczyków do wyboru tego środka komunikacji. Komisja przeznaczyła na działanie projektu blisko 1 mld euro.

W ramach Shift2Rail działa między innymi projekt Run2Rail, którego celem jest zbadanie możliwości zastosowania w pociągach lżejszych i trwalszych części. Zespół Run2Rail ma szansę udowodnić, że metody druku 3D i materiały kompozytowe mogą być wykorzystane do projektowania pociągów, które są bardziej niezawodne, lżejsze, mniej niszczące tor, bardziej komfortowe i mniej hałaśliwe od tych wytworzonych tradycyjnymi metodami.

Transport pod znakiem innowacji

W ciągu ostatnich kilku lat nowe metody produkcji i materiały, takie jak druk 3D i włókna węglowe, zyskały ogromną popularność i znalazły zastosowanie w prawie każdej branży, przede wszystkim lotniczej czy motoryzacyjnej. Teraz mogą zmienić sposób, w jaki konstruowane są pojazdy szynowe.

– Wprowadzanie innowacji jest nieodłącznym elementem strategii każdej firmy produkcyjnej. Coraz większa grupa przedsiębiorców zdaje sobie sprawę z tego, jakie korzyści może odnieść dzięki zastosowaniu technologii druku 3D. Z jej benefitów od lat korzysta już branża motoryzacyjna czy lotnicza. Jednak i transport kolejowy zaczyna przekonywać się do wytwarzania addytywnego. Nic dziwnego, materiały, z których można drukować, są wciąż ulepszane i z roku na rok wytrzymalsze. Wszystko wskazuje na to, że tendencja do zastosowania ich w prototypowaniu i produkcji elementów użytkowych w branżach transportowych będzie się pogłębiać – tłumaczy Karol Kula, Sales Manager w firmie 3DGence, produkującej przemysłowe drukarki 3D.

Druk 3D wykorzystywany jest głównie do prototypowania oraz do wytwarzania części zamiennych i elementów niestandardowych. Dzięki możliwości szybkiego wyprodukowania bardzo dokładnie odwzorowanych części pojazdów szynowych firmy oszczędzają czas i redukują koszty. Nie muszą magazynować części zamiennych, mogą natomiast na żądanie wydrukować dowolny komponent. Często także niestandardowy i dopasowany do indywidualnych potrzeb klienta.

Pociągi z drukarki 3D

Pierwsze próby wykorzystania druku 3D w transporcie kolejowym ujrzały już światło dzienne. Angel Trains, firma zajmująca się wynajmem taboru kolejowego, wyprodukowała w technologii druku 3D spełniające wszelkie standardy komponenty wnętrza pociągu. Podłokietnik, uchwyt i stół z oparciem zostały już zatwierdzone do użytku. Głównym celem tego projektu jest produkcja części zamiennych, obniżenie kosztów taboru i dłuższa eksploatacja pojazdów.

Siemens stosuje technologię druku 3D do wytwarzania niestandardowych komponentów tramwajowych. Dzięki czemu czas ich dostawy skraca się z tygodni do dni. Klienci firmy mogą składać zamówienia na takie części online. Do tej pory wydrukowane zostały między innymi podłokietniki fotela kierowcy i osłony obudowy sprzęgu do tramwajów Combino działających w Ulm.

General Electric natomiast zapowiada, że do 2025 roku zastosuje technologię wytwarzania addytywnego do produkcji 250 elementów lokomotyw. Firmie zależy nie tylko na skróceniu czasu produkcji, ale też na wyeliminowaniu części złożonych ze zbyt wielu składowych. Wymiennik ciepła silnika ma na przykład 2000 indywidualnych podzespołów, połączeń lub spawów. Wszystkie one stanowią potencjalne obszary awarii, które mogłyby zniknąć dzięki drukowi 3D i produkcji bardziej zwartych i tym samym mniejszych komponentów.

Choć branża kolejowa dopiero zaczyna dostrzegać możliwości druku 3D, przykładów jego zastosowania jest w niej coraz więcej. A to dlatego że tylko innowacyjne rozwiązania pomogą sektorowi w rozwoju, jakiego oczekuje od niego nowoczesne społeczeństwo.

Program gospodarczy dla Polski

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) opracowały program gospodarczy dla Polski. Przygotowane rozwiązania pozwolą na zabezpieczenie zarówno transferów socjalnych, jak i wpływów do budżetu państwa. Eksperci szacują, że wpływ z realizacji proponowanego programu gospodarczego na saldo sektora finansów publicznych wyniesie +4,6 mld zł rocznie. Program zakłada wpływy z wzrostów dochodów i ograniczenia wydatków na poziomie 13,7 mld zł z tytułu:

  • wprowadzenia składek na ubezpieczenie społeczne przedsiębiorców proporcjonalnych do dochodu (+7,8 mld zł)
  • uporządkowania zbiegów tytułów do ubezpieczenia społecznego (+3,2 mld zł)
  • ograniczenia szarej strefy w obszarze zakładów wzajemnych (+0,5 mld zł)
  • efektów poprawy jakości ochrony zdrowia i ograniczenia absencji chorobowych oraz rent z tytułu niezdolności do pracy (+2,2 mld zł)

Koszt realizacji programu gospodarczego wyniósłby 9,1 mld zł – przewiduje się wzrost wydatków z tytułu restytucji ubezpieczeń społecznych (0,2 mld zł), wprowadzenia zachęt dla uczestników proponowanych Pracowniczych Planów Zdrowotnych (2,4 mld zł) oraz finansowania przez FUS całości kosztów związanych z absencją chorobową pracowników (6,5 mld zł).

Przygotowany przez nas program gospodarczy jest efektywnym narzędziem służącym poprawie warunków działalności przedsiębiorców oraz chroniącym dobro obywateli, także w przypadku pogorszenia koniunktury. Proponujemy wprowadzenie zmian, które nie tylko uporządkują otoczenie prawne działalności gospodarczej na przyszłość, ale również naprawią błędy przeszłości i spowodowane przez nie szkody” – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Uporządkowanie ubezpieczeń społecznych

FPP opracowała trzy główne działania dla uporządkowania ubezpieczeń społecznych: 

  1. wprowadzenie składek proporcjonalnych do dochodu 
  2. likwidacja zbiegu tytułów do ubezpieczenia społecznego
  3. restytucja ubezpieczeń społecznych

Wprowadzenie proporcjonalnych do dochodu składek na ubezpieczenie społeczne przedsiębiorców oraz uporządkowanie zbiegów tytułów do ubezpieczenia społecznego przyniosą odpowiednio wpływ 7,8 mld zł i 3,2 mld zł do budżetu państwa.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

Dzięki wprowadzeniu rekomendowanych zmian deficyt FUS zostałby ograniczony o 11 mld zł rocznie. Ponadto wyeliminowane zostałyby bodźce do stosowania niestandardowych form zatrudnienia oraz oddalona zostałaby perspektywa narastającego kryzysu społecznego w związku z gwałtownym wzrostem liczby emerytów pozbawionych prawa do najniższego świadczenia, która w ciągu kilku lat mogłaby wzrosnąć do 0,5 mln osób” – wskazuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Dofinansowanie systemu ochrony zdrowia

Polski system ochrony zdrowia jest głęboko niedofinansowany. FPP rekomenduje wprowadzenie Pracowniczych Planów Zdrowotnych– główne założenia to:

  • dobrowolne uczestnictwo z automatycznym zapisem i bazowa składka w wysokości 0,75% podstawy wymiaru składki zdrowotnej
  • zwiększenie odliczenia składki zdrowotnej z 7,75% do 8,00% podstawy wymiaru partycypującym w PPZ
  • możliwość korzystania z PPZ również przez osoby nie pozostające w stosunku pracy (np. przedsiębiorcy)
  • odliczanie składek przeznaczonych na dodatkowy zakres ubezpieczenia w PPZ zarówno przez pracodawcę, jak i pracownika

Koszt wprowadzenia zachęt fiskalnych w postaci Pracowniczych Planów Zdrowotnych wyniósłby 2,4 mld zł.

Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)
Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)

Szacujemy, że przy 70% partycypacji w Pracowniczych Planach Zdrowotnych poziom finansowania polskiego systemu ochrony zdrowia wzrósłby o 6%. Ponadto wprowadzenie PPZ potencjalnie zmniejszyłoby liczbę dni absencji chorobowych w roku o ponad 10 mln i ograniczyłoby koszt wynagrodzeń i zasiłków chorobowych o blisko 800 mln zł rocznie. Zakładamy, że bezpośrednim efektem przyjęcia rekomendowanych rozwiązań będzie zwiększenie poziomu polskiego PKB o ok. 0,2%” – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Zmiany w ubezpieczeniu chorobowym

Koszt wypłaty wynagrodzenia chorobowego przez pracodawców wynosi 7 mld zł. W ubiegłym roku spośród 14,2 mln ubezpieczonych 47% skorzystało ze zwolnienia lekarskiego, którzy średnio spędzili 36 dni na zwolnieniach chorobowych. Obecnie składkę chorobową płacą pracownicy (2,45%), a za pierwsze 33 dni choroby pracownik otrzymuje 80% wynagrodzenia, które jest kosztem pracodawcy zatrudniającego na umowę o pracę.

FPP proponuje wprowadzenie zmian w ubezpieczeniu chorobowym: za czas choroby pracownik powinien otrzymywać zasiłek chorobowy w wysokości 80% wynagrodzenia, finansowany w całości przez Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, a składki chorobowe płaciliby tylko pracodawcy. 

dr hab. Grażyna Spytek-Bandurska, Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego
dr hab. Grażyna Spytek-Bandurska, Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego

„Efektem zmian w ubezpieczeniu chorobowym dla pracodawcy byłoby zmniejszenie ryzyka ekonomicznego związanego z zatrudnianiem na podstawie umowy o pracę, a dla pracownika zwiększenie szansy nawiązania takiego stosunku pracy” – zauważa Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Poprawa jakości ochrony zdrowia i ograniczenia absencji chorobowych oraz rent z tytułu niezdolności do pracy przyniesie oszczędności oraz zwiększone wpływy do sektora finansów publicznych na poziomie łącznie 2,2 mld zł rocznie.

Stanowienie prawa w Polsce

Podstawą uporządkowania funkcjonowania systemu stanowienia prawa jest eliminacja negatywnych zjawisk. FPP rekomenduje:

  1. traktowanie wprowadzania zmian w prawie jako ostateczność
  2. przyjęcie obowiązku i zasad szczegółowego uzasadniania projektów oraz poprawek
  3. wprowadzenie przeglądów obowiązującego prawa
  4. wzmocnienie roli koordynatora oceny skutków regulacji
  5. wprowadzenie systemu niezależnej, eksperckiej weryfikacji rządowej oceny skutków regulacji
  6. zagwarantowanie proporcjonalności procedur legislacyjnych
  7. przyjęcie zasady prostego prawa oraz przejrzystej publikacji
Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) 
Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)

„Jakość prawa ma podstawowe znaczenie dla skuteczności realizacji polityk publicznych. Dochowanie wszystkich procedur powinno być warunkiem procedowania wszystkich projektów legislacyjnych. Rzeczywistość jest jednak inna – przekłada się to na nieefektywność przepisów i działań ustawodawcy – mówi Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich i Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Ograniczenie szarej strefy

FPP postuluje działania mające na celu dalsze ograniczanie szarej strefy w polskiej gospodarce, której wartość w warunkach 2018 r. wynosi ok. 402 mld PLN.

Do najważniejszych sposobów walki z szarą strefą należą:

  1. uproszczenie systemu podatkowego
  2. ograniczenie obciążeń fiskalnych dla przedsiębiorców
  3. zmniejszanie kosztów prowadzenia działalności
  4. ograniczenie liczby regulacji, koncesji i pozwoleń
  5. odchodzenie od represyjności na rzecz współpracy i wsparcia przedsiębiorców
Mariusz Korzeb wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – FPP
Mariusz Korzeb wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – FPP

„Szara strefa zaburza warunki konkurencji wśród przedsiębiorców i powoduje, że nieuczciwe podmioty zyskują przewagę nad uczciwymi. Wymienione rekomendacje, aby były skuteczne, muszą być realizowane przy udziale przedsiębiorców. Niewątpliwie sukcesem państwa jest stworzenie platformy „Głos Przedsiębiorców” oraz Zespołu na rzecz wsparcia przedsiębiorców przy Ministerstwie Finansów” – zwraca uwagę Mariusz Korzeb, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Wrocław goni Kraków. Ponad 200 tys. mkw. biur w budowie

Wrocławski rynek biurowy intensywnie się rozwija. W 2018 r. wolumen istniejącej powierzchni biurowej przekroczył tam 1 mln mkw. – to drugi wynik wśród miast regionalnych zaraz po Krakowie. W fazie realizacji pod koniec roku znajdowało się 212 tys. mkw. nowoczesnych biur, z czego ok. 44% trafi na rynek jeszcze w tym roku – podaje firma doradcza Colliers International.

Miniony rok był dla stolicy Dolnego Śląska wyjątkowo owocny. Deweloperzy oddali do użytku rekordową ilość 147 tys. mkw. powierzchni biurowej – w sumie 14 projektów. Jest to wynik niemal trzykrotnie lepszy niż w 2017 r. Wśród największych budynków znalazły się m.in. Sagittarius (blisko 25 tys. mkw.), Retro Office House (ponad 18 tys. mkw.), biurowiec Santander Bank Polska (dawniej BZ WBK, 17 tys. mkw.), West Link (13,9 tys. mkw.) czy Cu Office A (12,9 tys. mkw.).

Wrocław nie zwalnia tempa

Wszystko wskazuje na to, że obecny rok będzie nie mniej interesujący. Wedle szacunków Colliers International, w stolicy Dolnego Śląska do 2022 roku powstanie ponad 360 tys. mkw. nowoczesnych biur. Budują lub będą tam budować najwięksi deweloperzy: Skanska, Echo, Vastint czy Avestus.

Dorota Kościelniak, dyrektor regionalna Colliers International we Wrocławiu
Dorota Kościelniak, dyrektor regionalna Colliers International we Wrocławiu

— Zdajemy sobie sprawę z ogromnego potencjału Wrocławia i bardzo aktywnie działamy na terenie miasta w sektorze nieruchomości biurowych. Colliers należy do liderów tego rynku. W ubiegłym roku uczestniczyliśmy w kilku największych we Wrocławiu transakcjach: renegocjacji kontraktu Nokia Solutions and Networks w West Gate (14,1 tys. mkw.) oraz zawarciu nowej umowy Santander Consumer Bank S.A. w Business Garden I (10 tys. mkw.) — mówi Dorota Kościelniak, dyrektor regionalna Colliers International we Wrocławiu.

Sektor IT i telekomunikacji główną siłą napędową rynku

Popyt brutto w minionym roku wyniósł niemal 162 tys. mkw., co stanowi blisko 5-procentowy spadek w porównaniu z rekordowym pod tym względem 2017 r.

— Podaż na nową powierzchnię biurową w 2018 r. kształtowały głównie relokacje i ekspansje dotychczasowych najemców, choć nie brakowało również nowych wejść. Największe zainteresowanie wrocławskimi biurami wykazywały firmy z branży IT i telekomunikacji, które wynajęły w sumie 45% wolumenu powierzchni biurowej, a także sektory finansowy oraz produkcji z najmem na poziomie odpowiednio 26% i 12% — wyjaśnia Dorota Kościelniak.

Z punktu widzenia najemców korzystna jest z pewnością stabilność i przewidywalność wrocławskiego rynku biurowego. Czynsze za powierzchnię biurową utrzymują się na podobnym poziomie od kilku kwartałów. W nowoczesnych projektach klasy A najemcy muszą zapłacić od 13,5 do 15,5 euro za mkw. miesięcznie. W starszych budynkach klasy B stawki miesięczne wynoszą 8 – 12,5 euro za mkw.

Współczynnik pustostanów w  2018 r. również nie podlegał większym wahnięciom. Na koniec IV kw. 2018 r. wyniósł 9,1%, co w porównaniu z IV kw. 2017 r. oznacza spadek o 0,4 p.p. W najbliższych kwartałach wskaźnik pustostanów może stopniowo wzrastać w miarę oddawania do użytku kolejnych projektów.

Inwestycyjna mapa miasta

We Wrocławiu można wyróżnić kilka obszarów o największej koncentracji powierzchni biurowej. Zdecydowana większość zasobów (45%) zlokalizowana jest w Centralnym Obszarze Biznesu, który można podzielić na ścisłe centrum i obszar okołocentralny. Kolejną lokalizacją jest Zachodni Obszar Biznesu (wzdłuż ul. Legnickiej i ul. Strzegomskiej), na który przypada ok. 32% zasobów. We Wrocławiu funkcjonuje też Południowa Oś Biznesu – wzdłuż ul. Powstańców Śląskich (8% istniejącej powierzchni).

— Szczególną uwagę warto zwrócić na Południową Oś Biznesu, znajdującą się tuż przy obszarze okołocentralnym. Właśnie ruszyły tam prace przy inwestycjach firm Echo Investment oraz Skanska. W niedługim czasie na tym terenie powstanie ponad 100 tys. mkw. powierzchni biurowej, co sprawi, że koncentracja biznesu na południu Wrocławia znacznie wzrośnie — zaznacza Dorota Kościelniak.

Komentarz Xeni Kruszewskiej do wyników rynku ubezpieczeń zdrowotnych opublikowanych przez PIU

Według opublikowanych przez Polską Izbę Ubezpieczeń danych liczba osób objętych ochroną oferowaną przez dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne pod koniec 2018 roku wynosiła 2,6 mln. To o 23% więcej niż rok wcześniej. Wzrosła również łączna wartość składek, które Polacy zapłacili za tego typu polisy. W 2018 wydaliśmy na nie łącznie 821,1 mln zł, czyli o 21% więcej niż w 2017.

Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia
Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia

Rosnąca nieustannie od kilku lat popularność ubezpieczeń zdrowotnych świadczy o tym, że Polacy, po pierwsze, dostrzegają nieefektywność publicznej służby zdrowia, a po drugie, że postrzegają polisy te jako skuteczne rozwiązanie pozwalające sprawnie uzyskać pomoc medyczną w ramach prywatnych świadczeń. Należy też zauważyć, że coraz więcej pracodawców zaczyna patrzeć na grupowe ubezpieczenia zdrowotne nie tylko przez pryzmat benefitu pozapłacowego pozwalającego na przyciągnięcie pracowników lub utrzymanie zatrudnienia. Współpracę z ubezpieczycielem postrzegają jako sposób na minimalizację absencji chorobowej, co ma wymierne przełożenie na finanse firmy.

Zmieniające się podejście pracodawców do grupowych ubezpieczeń zdrowotnych stanowi niewątpliwie szansę dla towarzystw ubezpieczeń do dalszego rozwoju, zwłaszcza w sektorach gospodarki zazwyczaj niekojarzonych z oferowaniem pracownikom dostępu do prywatnej opieki medycznej. Tego typu benefity pozapłacowe przez długi czas utożsamiane były wyłącznie z korporacjami i dużymi firmami opierającymi swoją działalność na pracownikach biurowych. Należy jednak zauważyć, że większe korzyści z zapewnienia dodatkowej ochrony zdrowotnej pracownikom, mogą czerpać przedsiębiorstwa produkcyjne oraz wszystkie te zatrudniające w większości tzw. niebieskie kołnierzyki. To oni w porównaniu z pracownikami biurowymi są bardziej narażeni na urazy i schorzenia mogące powodować długotrwałą nieobecność w pracy.

 

Rosnącego zainteresowania pracodawców zatrudniających pracowników innych niż biurowych należy się spodziewać także z uwagi na fakt, że wśród 31 zawodów deficytowych wskazanych w Barometrze Zawodów 2019 jedynie 3 są przedstawicielami „białych kołnierzyków”[1]. Dlatego firmy zatrudniające „niebieskie kołnierzyki” powinny bardziej niż inni przedsiębiorcy dbać o minimalizację liczby dni absencji chorobowej, ponieważ znalezienie zastępstwa na czas choroby pracownika może okazać się niemożliwe.

Wszystkie te czynniki sprawiają, że moim zdaniem możemy się spodziewać dalszego dynamicznego wzrostu liczby ubezpieczonych i niesłabnącego zainteresowania firm grupowymi ubezpieczeniami zdrowotnymi.

[1] Barometr zawodów 2019. Raport podsumowujący badanie w Polsce, Wojewódzki Urząd Pracy w Krakowie, Kraków 2018.

Ukraińcy pracujący w Polsce przekazali do swojego kraju prawie 14 mld złotych

W 2018 r. Ukraińcy pracujący w Polsce przekazali na Ukrainę 3,6 mld dolarów (niemal 14 mld zł) – wynika z najnowszych danych Narodowego Banku Ukrainy.[1] To ponad jedna trzecia wszystkich pieniędzy, które zostały przesłane na Ukrainę przez jej mieszkańców przebywających za granicą. Drugą, pod względem wielkości kwotę, przesłano z Rosji – równowartość 948 mln dolarów – o prawie jedną czwartą mniej, niż przed rokiem. Trzecie miejsce na podium zajęły Stany Zjednoczone, z których przekazano na Ukrainę 870 mln dolarów. Jak wskazują eksperci Personnel Service, umożliwienie naszym sąsiadom ze Wschodu dłuższego pobytu w Polsce pozwoliłoby zatrzymać w kraju więcej zarabianych przez nich pieniędzy.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service

Polscy pracodawcy w branżach takich jak np. przetwórstwo przemysłowe, motoryzacja, handel zgodnie przyznają, że chcieliby wydłużenia pobytu swoich pracowników z Ukrainy w Polsce. Podobnego zdania są pracujący u nas sąsiedzi ze Wschodu. Kierunek ułatwień, który obrało polskie prawodawstwo jest dobry, ale powinniśmy go rozwijać. Dłuższy pobyt Ukraińców w Polsce to nie tylko mniejsza rotacja na stanowiskach i mniej problemów dla przedsiębiorców, ale także pozytywny wpływ na PKB. Im bardziej obcokrajowcy zwiążą się z naszym krajem tym chętniej będą wydawać zarobione pieniądze u nas. Firmy w Polsce już dostrzegły tę dochodową niszę, dlatego prężnie rozwijają ofertę usług dopasowanych do potrzeb Ukraińców – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service, ekspert rynku pracy.

Polska na pierwszym miejscu

Cała kwota, którą w 2018 r. przekazali na Ukrainę obywatele przebywający za jej granicami to niemal 11 mld dolarów – wynika z najnowszych danych Narodowego Banku Ukrainy. To o 17,5% więcej, niż w 2017 r. Jak wskazuje NBU, liczba przekazów z Polski była rekordowa – wyniosła 3,6 mld dolarów (o ponad 16 % więcej r/r). Zdaniem ekspertów Personnel Service, może to być efekt m.in. dużego wzrostu liczby Ukraińców korzystających z usług polskich banków. Jak wynika z „Barometru Imigracji Zarobkowej”, liczba naszych wschodnich sąsiadów w polskich bankach w ciągu ostatniego półrocza wzrosła o ponad 10%. Tylko w Santander Bank Polska liczba klientów z Ukrainy wzrosła o 43% r/r – wskazują przedstawiciele banku, odpowiedzialni za ofertę dla cudzoziemców.

Wpływy z Czech się podwoiły

Na drugim miejscu znalazła się Rosja, z której wysłano 948 mln dolarów. W porównaniu do poprzedniego roku to o jedną czwartą mniej. W pierwszej trójce znalazły się też Stany Zjednoczone, z kwotą 870 ml dolarów.

Ukraińcy przebywający w Czechach przekazali czwartą pod względem wielkości kwotę pieniędzy w 2018 r. Wyniosła ona 849 mln dolarów – niemal dwa razy więcej r/r. Na kolejnych miejscach znalazły się Włochy, Wielka Brytania i Niemcy.

[1] https://bank.gov.ua/doccatalog/document?id=19208357

Przegląd wynagrodzeń w bankowości – aktualne stawki wynagrodzeń

Branża bankowa w Polsce przechodzi gruntowne przemiany, na które oddziałuje m.in. silna konsolidacja rynku, liczne fuzje i przejęcia, czy pojawiające się nowe regulacje legislacyjne. Niemniejszy wpływ mają również nowoczesne technologie i intensywna cyfryzacja sektora. Na znaczeniu zyskuje bowiem szybkość, mobilność i innowacyjność instytucji, które wypierają tradycyjną, oddziałową obsługę klienta. Zachodzące zmiany dotykają również rynek pracy w tej branży. Ewa Jakubiak, manager zespołu Banking & Finance Services w Michael Page analizuje jakich specjalistów potrzebuje branża i jak kształtują się ich wynagrodzenia.

Branżowy trend

Zatrudnienie w tradycyjnej bankowości spada. Wg danych Komisji Nadzoru Finansowego, na koniec III kwartału ub.r. w bankowości zatrudnionych było prawie 164 tys. osób, co oznacza o ponad 1840 etatów mniej w stosunku do analogicznego okresu 2017 roku. Przyczyn takiej sytuacji możemy upatrywać m.in. w redukcji liczby stacjonarnych placówek na rzecz mobilnych kanałów sprzedaży oraz nowoczesnych rozwiązań, które zastępują pracę konsultantów. Z drugiej strony, intensywna cyfryzacja sektora sprawia, że w wielu obszarach, takich jak np. rozwój nowoczesnych produktów, innowacje, zarządzanie ryzykiem, czy marketing cyfrowy trwa zacięta walka o najlepszych kandydatów, a wynagrodzenia tych specjalistów rosną w tempie 8-15 proc. rocznie.

Wzrost wynagrodzeń wśród najbardziej pożądanych specjalistów

Obecnie najczęściej oferowana stawka managera ds. rozwoju produktu/produkt managera wynosi 11 tys. zł brutto miesięcznie. Mediana na stanowisku starszego kierownika – posiadającego minimum 5 lat doświadczenia – oscyluje koło 14 tys. zł, a średnia pensja dyrektora to 25 tys. zł brutto miesięcznie.

W obszarze ryzyka, analityk sprzedażowy najczęściej może liczyć na 10 tys. zł brutto miesięcznie. Tyle samo dostaje średnio analityk ds. ryzyka wartości rezydualnej. Ekspert. ds. zarządzania ryzykiem otrzymuje przeciętnie 11 tys. zł brutto miesięcznie, natomiast mediana na stanowisku eksperta ds. wycen portfeli i eksperta ds. walidacji modeli ryzyka wynosi 12 tys. zł brutto miesięcznie. W segmencie dużych przedsiębiorstw, pensja analityka kredytowego oscyluje wokół 7-12 tys. zł brutto miesięcznie. W segmencie MŚP waha się ona z kolei miedzy 5 a 8 tys. zł brutto miesięcznie.

 

Mediana wynagrodzeń na stanowisku underwrittera to 11 tys. zł brutto miesięcznie. Kierownik ryzyka kredytowego może spodziewać się stawki w granicach 12-19 tys. zł brutto, a dyrektor 22-42 tys. zł. brutto miesięcznie.

 

W bankowości dostrzegalne jest rosnące znaczenie marketingu cyfrowego. Zarobki specjalisty ds. marketingu mogą sięgać 9 tys. zł brutto miesięcznie, choć średnio oferuje się im około 7,5 tys. zł brutto. Wynagrodzenie eksperta ds. marketingu online waha się w granicach 7-16 tys. zł brutto miesięcznie, a pensja managera digital marketingu oscyluje wokół 14-25 tys. zł brutto. Kierownikowi w tym obszarze oferuje się przeciętnie 15 tys. zł, a mediana na stanowisku dyrektora wynosi 33 tys. zł brutto miesięcznie.

Stabilny poziom wynagrodzeń w obszarze sprzedaży i operacji

W obszarze sprzedaży i operacji coraz lepiej wynagradzana jest kadra kierownicza. Jednak na podstawowych stanowiskach zauważamy stały poziom wynagrodzeń lub niewielki ich wzrost sięgający często tylko poziomu inflacji. Spowodowane jest to w głównej mierze presją kosztową i zatrudnianiem na stanowiska specjalistyczne coraz więcej osób bez doświadczenia lub dopiero wchodzących na rynek pracy.

W dziale operacji, analityk biznesowy otrzymuje średnio 10 tys. zł brutto miesięcznie. Kierownik operacji i manager/kierownik projektu mogą natomiast spodziewać się średniej stawki oscylującej wokół 12 tys. zł brutto miesięcznie. Kierownikowi wsparcia sprzedaży najczęściej proponowane jest wynagrodzenie w wysokości 14 tys. zł brutto miesięcznie, a dyrektorowi tego segmentu – 22 tys. zł brutto. Kierownik ds. zarządzania procesami otrzymuje wynagrodzenie w granicach 15 tys. zł brutto, a dyrektor tego obszaru może liczyć na stawkę między 18 a 37 tys. zł brutto miesięcznie. Pensja dyrektora operacji waha się z kolei między 22 a 55 tys. zł brutto miesięcznie.

W dziale sprzedaży bankowości korporacyjnej, wynagrodzenie doradcy klienta wynosi przeciętnie 10 tys. zł brutto miesięcznie. W przypadku obsługi klientów strategicznych pensja na tym stanowisku wzrasta do około 16 tys. zł. W segmencie MŚP oscyluje ona wokół 7 tys. zł. Dyrektor sprzedaży bankowości korporacyjnej może spodziewać się stawki 35 tys. zł brutto miesięcznie. Wynagrodzenie na analogicznym stanowisku, tylko że w obszarze MŚP, to przeciętnie 28 tys. zł. Pensja dyrektora regionalnego waha się natomiast w granicach 18-29 tys. zł brutto miesięcznie.

W bankowości prywatnej przeciętne zarobki doradcy klienta sięgają 14 tys. zł brutto miesięcznie. Kierownik placówki, zatrudniającej do 10 pracowników może spodziewać się pensji w wysokości 7-12 tys. zł brutto, a dyrektor oddziału detalicznego (powyżej 10 pracowników) otrzymuje wynagrodzenie w granicach 10-18 tys. zł brutto miesięcznie. Na stanowisku dyrektora sprzedaży internetowej, mediana wynagrodzeń wynosi 33 tys. zł. Niewiele mniej, bo 32 tys. zł, mogą spodziewać się dyrektorzy sprzedaży bankowości prywatnej. Średnio 23 tys. zł brutto miesięcznie otrzymują z kolei dyrektorzy regionalni bankowości detalicznej.

Mimo, iż zatrudnienie w tradycyjnej bankowości spada, to specjaliści z doświadczeniem finansowym i bankowym nie mają problemu ze znalezieniem pracy w innych podmiotach finansowych związanych m.in. z pożyczkami, leasingiem, faktoringiem, fintechem, czy start-upami. Biorąc pod uwagę to, jak intensywnie rozwijają się tego typu organizacje, możemy przypuszczać, że zapotrzebowanie na pracowników w tych sektorach będzie sukcesywnie wzrastać.

Nieśmiały powrót do lokat bankowych

Po prawie dwóch latach spadku wartości terminowych lokat bankowych, od grudnia ubiegłego roku zainteresowanie nimi nieznacznie wzrosło. Prawdopodobnie to zjawisko jedynie przejściowe, wynikające z niższej inflacji i chwilowego podwyższenia oprocentowania przez kilka banków.

Od grudnia 2018 r. do lutego obecnego roku wartość oszczędności zdeponowanych na lokatach terminowych w bankach zwiększyła się o prawie 14 mld zł, osiągając poziom 302 mld zł. Wcześniej, od początku 2017 r. do listopada 2018 r., mieliśmy do czynienia z systematycznym zmniejszaniem się wartości lokat. W tym czasie ubytek środków sięgnął prawie 21,5 mld zł. Nietrudno odgadnąć, co decyduje o atrakcyjności lokat, a więc o kierunku przepływu oszczędności. Z jednej strony to wysokość odsetek, oferowanych przez banki, z drugiej zaś poziom inflacji, wpływający na realną wartość kapitału i odsetek. Już w drugiej połowie 2016 r. średnie oprocentowanie lokat obniżyło się z 1,7 do 1,6 proc., a w marcu 2017 r. spadło do 1,5 proc. Zmiana wydaje się niewielka, ale jednocześnie nastąpił znaczący wzrost inflacji. Pod koniec 2016 r. zakończył się okres deflacji, czyli długotrwałego spadku cen. Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych, wynoszący w grudniu 2016 r. zaledwie 0,8 proc., w styczniu następnego roku podskoczył do 1,8 proc., a w kolejnych miesiącach kontynuował ruch w górę, dochodząc do 2,5 proc. w listopadzie 2017 r. Porównanie oprocentowania lokat ze wskaźnikiem inflacji prowadziło do oczywistego wniosku, że odsetki tylko pozornie zwiększają oszczędności, a realna wartość kapitału ulega inflacyjnej erozji. Trudo się więc dziwić, że w tych warunkach mieliśmy do czynienia z wycofywaniem oszczędności z lokat terminowych i poszukiwaniem bardziej korzystnych możliwości lub trzymania pieniędzy w najbardziej dostępnej formie, czyli na nieoprocentowanych rachunkach bieżących. W grudniu ubiegłego roku średnie oprocentowanie lokat nieznacznie wzrosło do 1,6 proc., a w styczniu i lutym 2019 r. zwiększyło się do 1,7 proc. Jednocześnie pod koniec 2018 r. i w pierwszych miesiącach obecnego roku wyraźnie zmniejszyła się presja cenowa. Wskaźnik inflacji, sięgający jeszcze w sierpniu ubiegłego roku 2 proc., obniżył się w grudniu do 1,1 proc., a w styczniu 2019 r. do zaledwie 0,7 proc.

Nie oznacza to jednak trwałej poprawy sytuacji posiadaczy oszczędności. Wspomniany niewielki wzrost średniego oprocentowania lokat to nie zmiana tendencji, ale głównie przejściowy efekt podwyższenia odsetek przez Getin Noble i Idea Bank, które w ten sposób ratowały się przed odpływem klientów, w związku kłopotami wynikającymi z oferowania obligacji GetBack i związanymi podsłuchami rozmów głównego akcjonariusza obu banków z byłym szefem Komisji Nadzoru Finansowego. Bardzo dobra sytuacja na rynku pracy, wysoka dynamika wynagrodzeń i zapowiadane duże transfery socjalne będą skutkowały dalszym wzrostem oszczędności. Także perspektywa braku podwyżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej powoduje, że banki nie będą skłonne do podwyższania oprocentowania lokat. Oba te czynniki, czyli zwiększona podaż oszczędności oraz rekordowo niskie oficjalne stopy procentowe, doprowadzą prawdopodobnie do pogorszenia się oferty banków dla oszczędzających. Z kolei nasilać się będą zjawiska inflacyjne. Już w marcu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych podskoczył do 1,7 proc., a więc był aż o jeden punkt procentowy wyższy niż w styczniu. Ta tendencja będzie kontynuowana nie tylko w tym roku, ale także w następnym. Oszczędności będą więc nadal narażone na inflacyjną erozję.

Jednocześnie warto zwrócić uwagę, że bardzo mocno zwiększa się wartość oszczędności trafiających na nieoprocentowane rachunki bieżące. W lutym wyniosła ona prawie 470 mld zł i była wyższa o niemal 15 proc. niż w lutym ubiegłego roku. W wartościach bezwzględnych wzrost wyniósł aż 61 mld zł. Świadczy to nie tylko o zniechęceniu oszczędzających do mało atrakcyjnych lokat terminowych, ale także o niedostatku alternatywnych sposobów lokowania wolnej gotówki. Trudno się spodziewać ciekawych propozycji w tym zakresie ze strony banków i instytucji finansowych od nich zależnych, skoro mogą one korzystać z ogromnych zasobów niemal darmowego pieniądza, leżącego na rachunkach bieżących.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Rynek prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych 2018 r.

2,6 mln Polaków korzystało na koniec 2018 r. z prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń. To aż o 23 proc. więcej niż rok wcześniej. Liczba ta po raz pierwszy w historii przekroczyła 2,5 mln, a zainteresowanie wciąż rośnie.

Na prywatne ubezpieczenia zdrowotne wydaliśmy w 2018 r. 821,1 mln zł. W poprzednim roku było to 678,9 mln zł. – Z naszych badań wynika, że Polacy decydują się na prywatną opiekę medyczną przede wszystkim ze względu na szybszy dostęp do lekarzy. Nic w tym dziwnego, ponieważ czas oczekiwania na gwarantowane świadczenia zdrowotne od ponad dwóch lat systematycznie rośnie. Na przełomie 2018 i 2019 r. wynosił on aż 3,8 miesiąca[1] – komentuje Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Po prywatnych placówkach medycznych spodziewamy się  skutecznej i szybkiej pomocy. To dla wielu osób istotna wartość, zwłaszcza w obliczu ostatnich doniesień medialnych o sytuacji w sektorze publicznym. Prywatne ubezpieczenie gwarantuje pomoc, gdy pojawią się kłopoty ze zdrowiem. Co ważne, jest to rozwiązanie znacznie tańsze niż płacenie z własnej kieszeni za każdorazowe wizyty u lekarzy czy drogie badania – dodaje Dorota M. Fal.

Współpraca z pracodawcami kluczem do lepszej opieki medycznej

Wysokie zainteresowanie Polaków prywatną opieką medyczną potwierdziło także badanie „Współfinansowanie służby zdrowia”, przeprowadzone na zlecenie PIU we wrześniu ub.r. Niemal 60 proc. respondentów wskazało, że chce otrzymywać pakiety medyczne od swoich pracodawców i jest gotowe uczestniczyć w ich finansowaniu. W przypadku 64 proc. ankietowanych, którzy mają już prywatną opiekę zdrowotną, jej koszt przynajmniej częściowo pokrywa firma.

Inaczej jest w przypadku małych przedsiębiorstw, w których pracownicy często nie mogą liczyć na współfinansowanie opieki zdrowotnej w ramach ubezpieczenia dodatkowego przez pracodawców. Z „Raportu z badania małych przedsiębiorców o obciążenia związane z ZUS-em”, przygotowanego przez Centrum Badań Marketingowych INDICATOR, wynika, że 68 proc. właścicieli małych firm nie oferuje swoim pracownikom dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego. Dla 34 proc. ankietowanych jest to za wysoki koszt, biorąc pod uwagę duże obciążenia finansowe z tytułu obowiązkowych składek ZUS oraz podatków.

[1] „Barometr Fundacji Watch Health Care nr 19/15/02/2019”, www.korektorzdrowia.pl, autor: MAHTA Sp. z o.o.

Wiele hałasu o nic

Piątkowy raport z rynku pracy USA nie dał argumentów ani za obniżkami, ani za podwyżkami stóp procentowych Fed, co blokuje dolara w miejscu. Dane pomagają w rozwijaniu się rajdu ryzyka, ale potrzeba więcej pozytywnych odczytów z globalnej gospodarki, a bez tego inwestorzy zachowają ostrożność. Tydzień zaczyna się ubogim kalendarzem, co pozwoli na spokoje przygotowanie na ciekawsze wydarzenia w dalszej części tygodnia.

Raport z rynku pracy pokazał, że w marcu zatrudnienie wróciło na ścieżkę silnych wzrostów (196 tys.) i potwierdziło, że lutowe załamanie (33 tys.) było zdarzeniem jednorazowym obciążonym wpływem pogody. Spowolnienie tempa wzrostu z przełomu roku widziane w innych danych okazuje się przejściowym zjawiskiem i teraz obawy o zmierzanie ku recesji powinny osłabnąć. Z drugiej strony pomimo poprawy w zatrudnieniu nie nasila się presja palcowa (spadek z 3,4 proc. do 3,2 proc. r/r), a w rezultacie można być spokojnym o (płaską) ścieżkę inflacji. W rezultacie w danych nie ma silnych argumentów za dalszym łagodzeniem polityki monetarnej, ale też brakuje uzasadnienia dla powrotu po zacieśniania. Fed może dalej cierpliwie obserwować, jak będzie rozwijać się sytuacja w kraju i za granicą. Szkoda tylko, że prezydent USA Donald Trump nie pozwala w spokoju cieszyć się dobrymi informacjami z gospodarki i dalej (ostatnio w piątek) nawołuje do obniżek stóp procentowych, a nawet od powrotu luzowania ilościowego. Jakkolwiek w obecnych warunkach nie ma na to szans, bez wątpienia komplikuje to przyszłą politykę Fed. Jeśli perspektywy ekonomiczne się pogorszą, Fed będzie trudno pozbyć się łatki bycia na usługach Białego Domu. Z kolei w przeciwnym scenariuszu (i teraz po lepszych danych), rynek będzie umacniał przekonanie, że gołębi Fed będzie ociągał się z kolejną podwyżką, by nie rozgniewać Trumpa.

Biorąc to wszytko pod uwagę, ogólnie pozytywny wydźwięk NFP nie pomaga USD, za to sprzyja rajdowi ryzykownych aktywów, nawet jeśli w ostatnich kilkunastu godzinach za bardzo tego nie widać. Bierze się to z tego, że podtrzymanie solidnego ożywienia w USA jest tylko jednym z elementów układanki. Powtórzę moje słowa z piątku – do pełni szczęścia potrzeba trwałości odbicia w danych w Chinach i strefie euro, zakończenia sporu handlowego USA-Chiny i rozwiązania kwestii brexitu. Póki rozstrzygnięcia w tych tematach nie będą jednoznaczne, inwestorzy pozostaną ostrożni. Na starcie nowego tygodnia nie mamy świeżych impulsów, co skłania do przestoju, a w niektórych miejscach do korekcyjnego cofnięcia. Wbrew wcześniejszym spekulacjom, zeszłotygodniowe rozmowy nie przyniosły ustalenia terminu szczytu prezydentów USA i Chin, by sfinalizować negocjacje handlowe. Na froncie brexitu wciąż nie wiemy, czy i kiedy premier Theresa May zawrze sojusz z liderem opozycyjnej Partii Pracy Jeremym Corbynem i przedstawi nowe porozumienie zdolne zebrać większość głosów w Izbie Gmin. May ma nadzieję uzyskać zgodę od unijnych liderów na przedłużenie procesu brexitu do 30 czerwca, choć są głosy (m.in. z Francji), które nie są przychylne Wielkiej Brytanii. May musi zdążyć przed szczytem UE 10 kwietnia, więc w ciągu najbliższych dni można się spodziewać bogatej oprawy komentarzy i przecieków.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jak powinna wyglądać chmura administracji rządowej?

Rozwiązania chmurowe stają się standardem administracji w całej Unii Europejskiej. Od 1 kwietnia 2019 r. wszystkie włoskie organy rządowe będą miały możliwość przenoszenia swoich usług do chmury publicznej. Wielka Brytania już w 2011 r. wprowadziła strategię wdrażania tych rozwiązań przez państwo. Także Polska wkrótce dołączy do tego grona. Jak powinna wyglądać polska chmura? Od tego jak będzie wyglądał proces migracji do chmury będzie zależało nie tylko bezpieczeństwo naszych danych, ale i kształt relacji państwo – obywatel.

Na początku warto odpowiedzieć sobie na pytanie, co chmura daje i dlaczego administracja powinna się do niej przenieść. Korzyści dla administracji ze stosowania rozwiązań chmurowych są bardzo podobne jak w przypadku podmiotów prywatnych. Największym plusem jest znaczny spadek kosztu utrzymania infrastruktury IT i to na trzech poziomach. Po pierwsze: problemem przestaje być zakup niezbędnego sprzętu do prowadzenia działań, ten obowiązek przejmuje dostawca chmury. Po drugie: urzędy nie muszą przeprowadzać długotrwałych i skomplikowanych przetargów, wymagających odpowiednich kompetencji. Po trzecie: w związku z ograniczeniem własnej infrastruktury pracownicy zajmujący się jej utrzymaniem mogą wykorzystać swoje zdolności przy realizacji bardziej wymagających zadań przynoszących większe korzyści zarówno dla urzędników jak i petentów.  Jednostki administracji mogą zająć się tym, do czego została powołane, a w budżecie pozostaje więcej środków do realizacji tych zadań.

Dzięki chmurze rządowej może wzrosnąć jakość oferowanych usług oraz satysfakcja obywateli z nich korzystających. Dzięki uwolnieniu środków finansowych, a także stworzeniem środowiska, w którym łatwiej można wprowadzać nowe wdrożenia chmura dla administracji będzie impulsem do szybszej cyfryzacji usług, w efekcie czego więcej spraw będzie można załatwić bez wychodzenia z domu i stania w kolejkach. Poza tym zastosowanie tej technologii zapewni dużo stabilniejsze i sprawniejsze działanie systemów, co pozwoli uniknąć awarii i przestojów. Osoby korzystające z e-usług prawdopodobnie natknęły się na błąd serwera, co uniemożliwiło im dokończenie całej procedury lub powodowało konieczność wypełniania formularza od początku. Poprawi się także przejrzystość administracji. Digitalizacja danych i udostepnienie ich na platformie ułatwi dostęp do informacji publicznej, a projekt „Otwarte Dane” może zostać zasilony przez kolejne wolumeny informacji gotowe do przetworzenia przez obywateli.

Chmura rządowa to także dużo łatwiejsze wdrażanie nowych rozwiązań. O skali problemów wiążących się z implementacją innowacji technologicznych w administracji doskonale wiedzą ci, którzy śledzili historię CEPIK-u. Elektroniczny system ewidencji pojazdów i kierowców jest w trakcie ciągłego wdrażania i udoskonalania od 2004 roku i był problemem dla dziewięciu rządów. Wykorzystywana infrastruktura informatyczna z czasem się starzała, a prace były prowadzone przez różne zespoły w kilku technologiach. Szeroki rozgłos system zdobył kiedy w listopadzie 2017 r., kiedy w związku z migracją danych diagności nie mogli skutecznie przeprowadzać przeglądów technicznych. Producenci oprogramowania wykorzystywanego przez CEPIK mieli ograniczony dostęp do środowiska testowego, a wdrażanie poprawek wymagało wyłączania całego systemu. W efekcie do samego końca pracujący w pocie czoła przez całą dobę zespół informatyków COI nie był pewien czy system zadziała. Gdyby CEPIK był oparty na rozwiązaniu chmurowym, przeprowadzenie całego procesu byłoby dużo prostsze. Urzędnicy mogliby w prosty sposób sklonować wszystkie dane na których pracowali, wykorzystując do tego elastycznie skalowalną infrastrukturę. Dzięki temu wszelkie testy i poprawki mogłyby zostać wprowadzone na realnej wersji systemu, przez co użytkownicy praktycznie nie odczuliby wdrożenia zaktualizowanej wersji.

Łatwość wdrażania rozwiązań wpisuje się także w strategie powołanego w maju ubiegłego roku zespołu GovTech. Jego celem jest rozwiązywanie problemów administracji poprzez współpracę z sektorem IT. Dzięki chmurze programiści mogą otrzymać w prosty sposób dostęp do danych niezbędnych do przygotowania stosownego rozwiązania, a administrator jednocześnie ma pełną kontrolę nad tym, kto i gdzie ma do nich dostęp. Cloud computing pozwala także zaoferować programistom odpowiednią moc obliczeniową konieczną do rozwijania technologii. Można sobie wyobrazić chmurę rządową jako platformę, która daje programistom narzędzia do wdrażania rozwiązań usprawniających administrację. Dzięki kreatywności obywateli, połączonej z łatwym dostępem do danych i mocy obliczeniowej mogą powstać rozwiązania, które radykalnie zmienią to, w jaki sposób Polacy postrzegają administrację i wchodzą z nią w interakcję.

Chmura publiczna bezpieczna dla administracji

Jak powiedział wiceminister cyfryzacji, Karol Okoński podczas konferencji Państwo 2.0, rząd rozpatruje wdrożenie chmury w modelu hybrydowym, czyli obejmującej elementy infrastruktury prywatnej oraz publicznej. Nie wiemy jednak, jaką część usług mają realizować podmioty prywatne. Oczywiste jest, że odpowiedzialne państwo musi zachować kontrolę nad kluczowymi danymi, jednak największe korzyści administracji przyniesie otwarcie się na publiczne rozwiązania. Rosnące zaufanie do prywatnych dostawców staje się powoli trendem. W marcu tego roku amerykańska armia podała komunikat, że dane dotyczące zdrowia żołnierzy, pracowników i weteranów zostaną przeniesione do chmury Amazona. Czy odpowiedzialne państwo może oddać w cudze ręce kluczowe dane? Wbrew pozorom poziom bezpieczeństwa centrów danych należących do specjalizujących się w tym firm jest wyjątkowo wysoki. Infrastruktura, w której znajdują się dane jest ściśle strzeżona i stale monitorowana. Odpowiednie systemy pozwalają uchronić dane w wypadku pożaru czy przerwy w dostawie prądu. W sektorze publicznym podobny poziom zabezpieczeń zarezerwowany jest jedynie dla jednostek administracji o strategicznym znaczeniu. Z punktu widzenia bezpieczeństwa i ograniczenia nieupoważnionym osobom dostępu prywatne centrum danych zawsze będzie w stanie zapewnić wyższy standard niż przeciętny urząd. Chmura to także wysoki standard ochrony przed nieuprawnionym dostępem do naszych danych. Architektura stosowanych przed najlepszych dostawców chmury praktycznie uniemożliwia włamanie się do informacji w niej przechowywanych. Dane przechowywane na dyskach są zaszyfrowane, co czyni je bezużytecznymi dla potencjalnego hakera lub nieuczciwego dostawcy infrastruktury. Jednak niezależnie od zabezpieczeń najsłabszym ogniwem jest człowiek – 95% wycieków danych powodowanych jest przez nieostrożne zachowanie pracowników organizacji.[1]

Odpowiedzialny rząd, zanim dopuści firmę do zajmowania się danymi obywateli, powinien przeprowadzić szczegółowy audyt stosowanych przez nich rozwiązań. Taką zasadę stosuje się we Włoszech. Administracja tego kraju może korzystać tylko i wyłącznie z rozwiązań chmurowych, które zostały zakwalifikowane przez Agencję ds. Cyfryzacji Włoch. Jednym z europejskich dostawców, dopuszczonych do świadczenia usług państwu włoskiemu jest Aruba Cloud. Centra danych Aruby są budowane i projektowane zgodnie z wytycznymi najwyższego standardu międzynarodowej klasyfikacji ANSI/TIA-942. Określa ona takie aspekty, takie jak m.in zadaszenie budynków centrum danych, instalacje elektryczne, systemy przeciwpożarowe czy chłodzenie. Najbezpieczniejsze obiekty otrzymują klasę 4, co oznacza, że nawet poważna awaria nie ogranicza możliwości autoryzowanego dostępu do danych. Ważnym kryterium przy wyborze dostawcy przez administracje powinna być także lokalizacja centrum. Te znajdujące się na terenie Unii Europejskiej dają pewność, że dane będą podlegały regulacjom takim jak chociażby RODO, a państwo będzie miało faktyczną możliwość kontroli nad nimi. Europejscy dostawcy usług chmurowych, zrzeszeni w ramach koalicji CISPE, już w 2016 r. wprowadzili pierwszy w historii kodeks postępowania w dziedzinie ochrony danych. Zgodnie z tym dokumentem usługodawcy zrzeszeni w ramach koalicji zobowiązani są do oferowania swoim klientom możliwości przetwarzania i magazynowania danych wyłącznie w obrębie terytorium Unii Europejskiej oraz Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Bierzmy przykład od najlepszych

Fakt nieco późniejszej adaptacji chmury przez polską administrację daje nam możliwość podpatrzenia dobrych praktyk stosowanych w innych państwach. Jednym z takich rozwiązań jest zasada „cloud first”, stosowana między innymi przez Wielką Brytanię i USA. Oznacza ona, że każdy organ administracji wdrażając nowe rozwiązanie powinien wziąć pod uwagę czy nie można go oprzeć na cloud computingu. Dzięki temu państwo unika późniejszej kosztownej i skomplikowanej migracji oraz promuje chmurowe rozwiązania. Jest to także sposób na przezwyciężenie pewnych utartych schematów funkcjonujących wśród urzędników. Innym ciekawym rozwiązaniem stosowanym przez Zjednoczone Królestwo jest rozwiązanie Government as a Platform. Polega ono na dostarczeniu innym jednostkom administracji oraz samorządom terytorialnym konkretnych narzędzi do wdrażania usług chmurowych oraz rozwiązań z zakresu e-administracji.

Popularnym rozwiązaniem stosowanym przez wiele krajów jest stworzenie jednej platformy, która umożliwi zawieranie umów z dostawcami chmury. Centralna jednostka administracji może nie tylko przeprowadzić analizę dostawców pod kątem bezpieczeństwa, ale zawrzeć z nimi ramowe umowy. Jest to inne podejście niż we wspomnianym wcześniej modelu włoskim. Dzięki temu jednostki administracji nie muszą samodzielnie przygotowywać przetargów, co skraca czas wdrażania usług, zmniejsza jego koszty, a także zabezpiecza obywateli przed pomyłkami popełnianymi przez często nieposiadających koniecznej wiedzy urzędników. Umowy ramowe mogą określać takie kluczowe kwestie jak prawo do przeniesienia danych do innego dostawcy czy ustalony poziom dostępności usług.

Tego typu platformy mogą oferować bardzo szeroki zakres usług opartych na chmurze. Z jednej strony może to być klasyczne Infrastructure as as Service jako usługa podstawowa, ale także Platform as a Service czy Software as a Service. Dzięki takiemu rozróżnieniu urzędy mogą dostać dostęp do bardzo szerokiego katalogu rozwiązań, a małe i średnie przedsiębiorstwa nawiązać współpracę z administracją.

Otwarcie się rządu na chmurę może przynieść korzyści państwu i obywatelom. Mądre podejście do migracji będzie szansą na szerokie otwarcie się administracji na nowe technologie. Do tego konieczne będzie jednak spełnienie kilku kryteriów. Po pierwsze konieczne będzie zbudowanie zaufania pomiędzy urzędnikami, a dostawcami rozwiązań opartych na chmurze. Ci pierwsi muszą mieć pewność się, że nie mają się czego obawiać, Ci drudzy zaś jakie wymogi będą musieli spełnić. Po drugie koniecznie jest rozwijanie wiedzy i edukowanie społeczeństwa i administracji. Dla wielu Polaków chmura nadal jest czymś bardzo enigmatycznym. Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecienie Aruba Cloud wśród małych i średnich przedsiębiorców w Polsce jedynie 27% firm korzysta z rozwiązań IT w chmurze. Powoli zaczynamy ją rozumieć jako możliwość hostowania swoich plików poza naszym dyskiem, jednak potencjał tkwiący w korzystaniu z mocy obliczeniowej w chmurze jeszcze musimy odkryć. Po trzecie, idąc śladem Brytyjczyków i Estończyków, warto odważnie wejść w świat nowych technologii. Korzyści z wykonania tego kroku mogą być znacznie większe niż nam się teraz wydaje.

Wypowiedzi udziela: Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud

[1] 2018 Verizon Data Breach Investigations Report

IDM i SII przeciw restrykcjom podatkowym w SRRK

Restrykcje podatkowe w projekcie strategii rozwoju rynku kapitałowego (SRRK) to dyskryminacja podatkowa polskich inwestorów na rynku OTC

Opublikowany przez Ministerstwo Finansów projekt SRRK wyłącza kontrakty na różnice kursowe z prawa do kompensacji podatkowej, co stanowi dyskryminację instrumentu finansowego, krajowego rynku i inwestorów detalicznych inwestujących na rynku CFD. Takie działania są niezgodne z prawem europejskim i noszą znamiona dyskryminacji podatkowej, podkreślają zgodnie Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych i Izba Domów Maklerskich w uwagach przekazanych do ministerstwa. Proponowane zmiany mogą przyśpieszyć odpływ klientów do zagranicznych brokerów ze stratą dla krajowego rynku i jego płynności.

Nieuzasadnione wyłączenie CFD z prawa do kompensacji podatkowej

Stowarzyszenie i Izba uważają za nieuzasadnione wyłączenie ustawowo zdefiniowanego instrumentu finansowego, jakim są kontrakty na różnice kursowe, z prawa do kompensacji podatkowej, z której inwestorzy korzystają od wielu lat. Takie działania są niezgodne z prawem europejskim i noszą znamiona dyskryminacji podatkowej. W prawie europejskim wiążącym wszystkie państwa członkowskie UE, zakaz dyskryminacji podatkowej wynika z art. 49 i art. 63 TFUE, a więc z aktów pierwotnego prawa wspólnotowego, które, w razie kolizji z regulacjami ustaw krajowych poszczególnych państw członkowskich, mają pierwszeństwo stosowania.

Stowarzyszenie zdecydowanie sprzeciwia się zamiarom Ministerstwa Finansów dotyczącym uniemożliwienia inwestorom inwestującym na instrumentach CFD kompensowania strat z tych instrumentów z zyskami z innych instrumentów finansowych. SII zaproponowało też wprowadzenie możliwości kompensowania strat z tytułu inwestycji w jednostki funduszy inwestycyjnych i inne papiery wartościowe z zyskami od dywidend wypłacanymi przez spółki, mówi Michał Masłowski Wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Rynek kontraktów CFD jest ważnym elementem rozwoju szerokiego rynku kapitałowego. W Polsce, w ten rodzaj instrumentów inwestuje ok. 50 tys. inwestorów, większość z nich to klienci doświadczeni i świadomi, którzy traktują CFD jako niezbędny element uzupełniający prowadzoną przez nich działalność na wielu innych rynkach. Inwestorzy wykorzystują CFD do zawierania transakcji, których ważną rolą jest m.in. zapewnianie na rynkach płynności, jak również jako instrumenty zabezpieczające ryzyko czy też służące realizacji strategii arbitrażowych. Proponowane rozwiązanie, prowadzące do podwyższenia realnej stopy opodatkowania działalności polegającej na inwestowaniu w różnorodne instrumenty finansowe, może skłonić polskich inwestorów do korzystania z usług zagranicznych brokerów oferujących konkurencyjne produkty.

Marek Wołos, ekspert Izby Domów Maklerskich
Marek Wołos, ekspert Izby Domów Maklerskich

Często pozycje zawarte na kontraktach CFD są częścią składową większego portfela inwestycyjnego, w skład którego wchodzą również inne instrumenty finansowe, takie jak akcje, opcje czy kontrakty futures notowane na rynkach regulowanych. W związku z tym wykluczenie CFD z kompensacji podatkowej będzie stanowiło dyskryminację instrumentu finansowego, rynku i inwestorów, mówi Marek Wołos, ekspert Izby Domów Maklerskich ds. rynków OTC.

Możliwy dalszy odpływ klientów do zagranicznych brokerów ze stratą dla krajowego rynku i jego płynności

Krajowe domy maklerskie zobowiązane są do przedstawienia inwestorom PIT z rozliczeniem wyników z transakcji przeprowadzanych na rynku CFD. Z kolei zagraniczne firmy inwestycyjne konkurujące z polskimi, z reguły nie przedstawiają rocznych rozliczeń podatkowych polskim klientom. W obecnej sytuacji polski klient (zwłaszcza aktywny) dokonując transakcji na rynku CFD i na innych rynkach kapitałowych przez polski dom maklerski ma prawo do kompensacji wyników z różnych instrumentów finansowych. Nierzadko stanowi to dla niego zaletę i argument wyboru polskiego podmiotu.

Polskie domy maklerskie tracą klientów po interwencji ESMA

Połowa aktywnych i doświadczonych traderów, po wprowadzeniu interwencji produktowej ESMA, zdecydowała o przeniesieniu swojego rachunku maklerskiego do kraju spoza Unii Europejskiej, to wyniki Badania wpływu interwencji produktowej ESMA na inwestorów przeprowadzonego przez Izbę Domów Maklerskich we współpracy z portalem Comparic.pl.

Wprowadzone przez ESMA przepisy przyczyniły się do migracji inwestorów do krajów spoza UE. Ucieka najbardziej aktywny klient – inwestor świadomy i doświadczony, akceptujący podwyższone ryzyko w zamian za możliwość osiągnięcia wysokich zysków. Tego typu klienci nie są w stanie skalibrować swoich strategii do wymogów narzuconych przez ESMA, mówi Marek Wołos.

Powodem przeniesienia rachunku maklerskiego do krajów nie objętych interwencją produktową ESMA dla 99,6% inwestorów była możliwość wykorzystania wyższej dźwigni finansowej. Wśród powodów, dla których inwestorzy decydowali się na zmianę brokera na zarejestrowanego w innym państwie Unii Europejskiej wskazywano możliwość uzyskania w tym państwie statusu klienta profesjonalnego, a co za tym idzie możliwość wykorzystania wyższego lewara. W związku z krajową interpretacją wartości transakcji, uzyskanie w Polsce statusu klienta profesjonalnego jest trudniejsze niż w innych krajach UE. Krajowe firmy inwestycyjne, odwrotnie do zagranicznych, zobowiązane są do traktowania wartości depozytu zabezpieczającego jako wartość transakcji.

***

Badanie zostało zrealizowane przez Izbę Domów Maklerskich we współpracy z portalem Comparic.pl. Ankietę przeprowadzono w dniach 20 lutego – 12 marca br. Kwestionariusz składał się z 12 pytań, których celem było sprawdzenie, jak na rynek OTC wpłynęła interwencja produktowa ESMA. W badaniu udział wzięło 459 inwestorów, z których 66,8% inwestuje na rynku forex więcej niż 2 lata i przeznacza na to środki do 10 tys. zł.

Kobiety częściej kupują smartfonem, mężczyźni chętniej wybierają komputer

Aby odszukać w sieci idealną ofertę, co druga kobieta wyciągnie telefon, a 72% mężczyzn usiądzie do komputera. Podobnie jest z czytaniem promocyjnych wiadomości, przeglądaniem sklepów internetowych czy płatnością online – na każdym z tych etapów kobiety chętniej niż mężczyźni wybierają smartfona. Wyniki badania konsumenckiego przeprowadzonego przez SMSAPI potwierdza, że internet mobilny jest kobietą.

Jeszcze dekadę temu układ był prosty – komputery służyły do korzystania z internetu, telefony do dzwonienia i SMS-ów. Marka SMSAPI tworząc raport “Komunikacja marki – Oczekiwania Konsumenta” postanowiła zapytać m.in. o to, do jakich celów wykorzystujemy konkretne urządzenia.

Większość badanych (59%) stwierdziła, że wiadomości z ofertą promocyjną chętniej przeczyta w telefonie niż na komputerze. Jednak na kolejnych etapach kontaktu z e-sklepem, im bliżej zakupu, tym bardziej sympatia użytkowników przesuwała się w stronę dużego ekranu – 65% stwierdziło, że płatności woli już dokonać na komputerze.

Podobnych wniosków dostarczają dane z kilku tysięcy sklepów na platformie Shoper. Choć 2/3 ruchu na ich stronach pochodzi z urządzeń mobilnych, to dla wizyt, które kończą się zakupem proporcja ta odwraca się na korzyść komputerów

Dokładny wgląd w wyniki badania SMSAPI ujawnia też, że w pewnych grupach respondentów sympatia do urządzeń mobilnych jest większa. Co dość oczywiste, ze smartfonów chętniej korzysta młodzież niż pokolenie ich rodziców. Zaskakująca jest za to większa popularność smartfonów u kobiet niż u mężczyzn.

SMSAPI Raport Punkty Styku Plec SMSAPI_Raport_2018_Desktop_MobileInnowatorki i tradycjonaliści

W badaniu SMSAPI dla czterech wybranych etapów kontaktu konsumentów ze sklepami internetowymi (odebranie wiadomości promocyjnej, wyszukiwanie oferty, przeglądanie sklepu, płatność), wśród kobiet smartfon ma o kilkanaście procent więcej punktów procentowych niż u mężczyzn. Największa różnica (21,1%) pojawia się przy wyszukiwaniu interesujących ofert. Na telefon wskazało 49,4% kobiet i 28,3% mężczyzn. Podobnie wysoka rozbieżność występuje przy pytaniu o odbieranie wiadomości z ofertą promocyjną.

– Taki wynik to cenna wskazówka dla marek adresujących swoją ofertę głównie do kobiet. Powinny komunikować się ze swoimi klientami przede wszystkim przez kanał mobilny wykorzystując aplikacje mobilne, SMS-y czy typowo smartfonowe social media jak np. Instagram – mówi Andrzej Ogonowski z SMSAPI.

Wnioski te są zbieżne z wynikami analizy brytyjskiej firmy badawczej UKOM, która w 2016 r. sprawdziła, jak wygląda ilość czasu spędzanego w sieci z różnymi urządzeniami ze względu na płeć użytkowników. Kobiety aż w 65% korzystały z internetu przez smartfony i tablety. Dla mężczyzn ten wynik był o 16% niższy. Niedawno zaś polska firma Gemius policzyła wizyty w najpopularniejszych serwisach, dzieląc je wg. urządzenia i płci. W przypadku większości z nich odsłony mobilne zrównały się praktycznie z desktopowymi. Wyjątkiem są wizyty na portalach zakupowych (Allegro, OLX i Ceneo) oraz newsowych (Onet, WP, Gazeta) wśród kobiet, gdzie wejścia ze smartfonów i tabletów są o ok. 20% częstsze niż z komputerów.

Magia nowości i siła przyzwyczajenia

Istotny wpływ na preferowany sposób korzystania z internetu ma również wiek użytkowników. W badaniu SMSAPI widać to szczególnie w pytaniu o najczęściej używane urządzenie do szukania oferty w sieci. Wśród osób w wieku 18-29 lat większość (57%) respondentów wybrało smartfon, jednak w kolejnych przedziałach wiekowych jego popularność spada. W grupie 50+ ponad 87% skorzystałoby z komputera.

– Wiele osób zaczynało swoją przygodę z internetem, gdy nie było jeszcze smartfonów. Zdążyły przyzwyczaić się do komputerów i trzymają się nich, mimo że mają mniej przyjazny interfejs, z niektórymi zadaniami radzą sobie gorzej i nie mamy ich stale przy sobie. Młode pokolenie wychowało się z telefonami komórkowymi w ręku. Nie pamięta nieresponsywnych stron, które były koszmarem mobilnego internetu jeszcze 5 lat temu, nie boi się klikać w linki w SMS-ach. W badaniu aż 73% dwudziestolatków stwierdziło, że wiadomości z ofertą promocyjną woli dostawać na telefon – zauważa Andrzej Ogonowski.

Inwestycje w gospodarkę odpadami z tworzyw sztucznych potrzebne od zaraz

W ostatnich latach do szerokiej świadomości publicznej dotarł problem plastiku, który stał się poważnym zagrożeniem dla życia na ziemi. Produkcja opakowań jednorazowych z niskiej jakości plastiku doprowadziła do tego, że tylko pewien odsetek surowca może zostać przetworzony. Reszta trafia na wysypiska, które piętrzą się w krajach rozwijających się i ubogich – a stamtąd przedostaje się do oceanów i wód śródlądowych. W Polsce przetwórstwo plastiku wciąż funkcjonuje na niskim poziomie. Nie ma w naszym kraju skupu i systemu przerobu plastikowych butelek, a tylko niewiele odzyskanego z segregacji śmieci plastiku nadaje się do recyklingu. Z problemem plastiku musi sobie poradzić między innymi branża kosmetyczna. Zużywa go bardzo dużo – ale niestety nie ma politycznej siły, by lobbować zmiany w zakresie jego przetwarzania.

–  Jesteśmy małą branżą w skali gospodarki. Sami nie jesteśmy w stanie nic zwojować – powiedział serwisowi eNewsroom Henryk Orfinger, prezes zarządu Dr Irena Eris. – Tylko jeśli uda nam się zawiązać koalicję z sieciami handlowymi i producentami tworzyw sztucznych, będziemy mogli wywierać presję na rząd. Na uporządkowanie gospodarki plastiku potrzebne są olbrzymie pieniądze. Te pieniądze muszą pochodzić od państwa. Obawiam, że w przyszłości konsekwencje tego problemu spadną na nas tak samo, jak koszty energii, które zaskoczyły rządzących. Za kilka lat okaże się, że Europa poszła daleko do przodu, a my zostaliśmy w tyle – przewiduje Orfinger.

Rynek managed IT services w ciągu 4 lat będzie wart prawie 300 mld dolarów

9,3 proc. – o tyle ma rosnąć do 2023 r. wartość rynku managed services – wynika z analiz firmy doradczej MarketsandMarkets. Koniunkturę chce wykorzystać Atman, wprowadzając pakiety usług opieki nad zasobami IT.

Analitycy firmy doradczej MarketsandMarkets prognozują, że wartość rynku usług zarządzanych IT wzrośnie ze 180 mld dolarów w 2018 r. do 282 mld dolarów w 2023 r. Głównym powodem jest wzrost znaczenia technologii dla rozwoju biznesu. Analitycy zwracają jednocześnie uwagę, że firmy wciąż mają duże opory przed udostępnianiem wrażliwych danych, co sprawia, że zamiast pełnego outsourcingu wolą kupować na zewnątrz usługi opieki nad konkretnymi obszarami IT.

Ważnym aspektem jest też deficyt specjalistów z branży IT, który w Europie może już niebawem wynieść nawet 900 tys. osób. W samej tylko Polsce wciąż brakuje 50 tys. informatyków. „Znalezienie właściwego kandydata wcale nie oznacza końca problemów. Koszty utrzymania własnego zespołu informatyków stale rosną i obciążają firmowe budżety. Nic więc dziwnego, że na całym świecie na popularności zyskują usługi zarządzania IT, czyli tzw. managed IT services” – tłumaczy Robert Mikołajski z Atmana.

Dostawca chce to wykorzystać, proponując klientom przeniesienie na Atmana odpowiedzialności za utrzymanie systemów IT w sprawności i zapewnienie im bezpieczeństwa. Wprowadzone trzy pakiety usług zarządzania zasobami IT różnią się poziomem zaawansowania prac i przydzielonym czasem wsparcia na prace serwisowe czy doradztwo.

Cyfryzacyjne wsparcie od Atmana

Usługi zarządzania IT Atmana pozwalają biznesowi powierzyć pełną opiekę nad systemami IT doświadczonym, zewnętrznym ekspertom. Firma nie musi już inwestować we własny, duży zespół IT. Dzięki temu oszczędza czas, pieniądze i koncentruje się na rozwoju właściwego biznesu. Eksperci Atmana gwarantują m.in. przejęcie obowiązków w zakresie monitorowania, aktualizowania, zarządzania zmianami, testowania i analizowania, migracji, instalacji i konfiguracji firmowych systemów IT.

„W zależności od rodzaju wykorzystywanych technologii i rozwiązań, czynności te mogą dotyczyć takich warstw w stosie IT, jak np. bare metal, środowisko wirtualne, systemy operacyjne, bazy danych, aplikacje, backup. Odpowiednie działania mogą zostać podjęte zarówno dla zasobów ulokowanych w centrach danych Atmana, jak i dla tych znajdujących się w serwerowni klienta” – zaznacza Robert Mikołajski z Atmana.

Managed IT services Atmana świadczone są na bazie umowy ramowej, która określa czas przejęcia odpowiedzialności nad środowiskiem IT klienta oraz ustalony z klientem zakres działań administracyjnych. Jej zaletą jest elastyczność zarówno, jeśli chodzi o realizację niezależnych prac, jak i modyfikację zakresu utrzymania.

„Po przeanalizowaniu zapytań klientów, Atman opracował trzy pakiety z najczęściej wybieranymi zakresami opieki nad zasobami IT, zróżnicowanymi pod względem spektrum prac i przydzielonego czasu wsparcia na prace serwisowe, doradztwo itp. Jeśli klient jest zainteresowany pracami wykraczającymi poza standardowe pakiety: Mini, Full i Premium, przygotujemy mu ofertę indywidualną” – podkreśla Robert Mikołajski.

Innowacje i wiedza na wynajem

Rozwiązania IT oferowane w modelu usługowym to jednak nie tylko odciążenie wewnętrznych zespołów IT i wsparcie dla bieżących narzędzi i systemów. Dzięki Managed IT Services klient zyskuje także całkowitą swobodę w wyborze technologii do projektów i usług. Dzięki temu przestaje być zależny od wewnątrzfirmowych kompetencji.  Jest to o tyle istotne, że według raportu firmy AppDirect, ponad 24 proc. firm za główną przeszkodę w procesie cyfrowej transformacji wskazuje brak odpowiednich kompetencji technologicznych. Problem ten potwierdzają także badania Gartnera. Analitycy wykazali, że nawet 80 proc. globalnych pracowników nie posiada odpowiednich kompetencji, by firmy mogły w pełni skorzystać z możliwości, jakie dają najnowsze technologie.

„Usługi zarządzania IT często stanowią klucz do wyjścia z tego kompetencyjnego impasu i pomagają we wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań. W Atmanie w ramach naszej oferty korzystamy z pomocy profesjonalnych partnerów, dzięki którym nasi klienci mają szeroki dostęp do najnowszych technologii” – komentuje Robert Mikołajski. „Nasi eksperci doradzają, jak zwiększyć wydajność systemów, zmniejszyć koszty czy poprawić bezpieczeństwo. Biznes zyskuje nie tylko profesjonalne wsparcie, ale także komfort działania wynikający ze świadomości, że zespół wyspecjalizowanych inżynierów na bieżąco weryfikuje systemy IT, ich podatności na zagrożenia i dostępność aktualizacji” – dodaje Mikołajski.

Polka odebrała prestiżową nagrodę z rąk Królowej Szwecji Sylwii. Wymyśliła, jak poprawić los pensjonariuszy domów seniora

Polka odebrała prestiżową nagrodę z rąk Królowej Szwecji Sylwii. Wymyśliła, jak poprawić los pensjonariuszy domów seniora 1

Studentka pielęgniarstwa z Polski odebrała międzynarodową nagrodę z rąk Jej Wysokości Królowej Szwecji Sylwii. Nagrodzono ją za pomysł „Listy do przyjaciela”, który zakłada systematyczną wymianę korespondencji między wolontariuszami a pensjonariuszami domów seniora, co może wpłynąć na poprawę kondycji psychicznej starszych osób. Królowa Sylwia od pięciu lat nagradza najlepsze pomysły na usprawnienie opieki zdrowotnej, również nad seniorami. Wyróżnienie ma też podnieść prestiż pielęgniarstwa i zwrócić uwagę na lawinowo malejącą liczbę osób wykonujących ten zawód. 

Celem ufundowania Nagrody Pielęgniarskiej Królowej Sylwii było stworzenie platformy dla pielęgniarek i pielęgniarzy, która podniesie status tej profesji, zarówno w zakresie kształcenia, jak i praktyki zawodowej. Dostrzegliśmy bowiem, że chociaż ogromną część pracy w sektorze ochrony zdrowia wykonują właśnie pielęgniarki, to nie zawsze spotykają się z takim uznaniem, na jakie zasługują – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ludvig Mörnesten, wicedyrektor zarządzający Swedish Care International, dyrektor Nagrody Pielęgniarskiej Królowej Sylwii (Queen Silvia Nursing Award).

Jak podkreśla, Nagroda Pielęgniarska Królowej Sylwii to międzynarodowe przedsięwzięcie, realizowane w czterech krajach – Szwecji, Finlandii, Niemczech i Polsce, co stwarza możliwość wymiany doświadczeń pomiędzy studentami pielęgniarstwa, organizacjami branżowymi a partnerami nagrody z różnych państw.

– Ludzie z czterech krajów wchodzą we wzajemne interakcje i uczą się od siebie. Planujemy też rozszerzenie zasięgu tej nagrody na inne państwa – mówi Ludvig Mörnesten. – Często sugestie i pomysły wynikają z obserwacji rzeczywistości podczas praktyk lub codziennej pracy, dotyczą na przykład możliwości usprawnienia jakiegoś aspektu. Taka platforma to bardzo dobry sposób promowania zmian w obrębie opieki nad osobami starszymi i cierpiącymi na demencję.

QSNA daje młodym pielęgniarkom w trakcie studiów, po studiach czy w trakcie specjalizacji możliwość dalszego rozwoju. Możemy robić staże u międzynarodowych partnerów – w Polsce, w Niemczech, Finlandii, Szwecji, wiec jest możliwość zobaczenia, jak ta opieka działa w innych krajach. Szwecja jest liderem na rynku opieki zdrowotnej w Europie, a może nawet na świecie, więc możemy się wzorować na tych modelach i przełożyć je na pracę w Polsce – mówi Paulina Pergoł, laureatka III polskiej edycji QSNA.

Wywołanie dyskusji na temat opieki nad osobami starszymi i możliwości jej poprawy to kolejny cel nagrody. Jak wynika z badań przytaczanych przez Fundację Medicover, w Polsce 3 na 10 seniorów doświadcza samotności oraz izolacji. Taki sam odsetek deklaruje brak bliskich relacji międzyludzkich, przez co uczucie osamotnienia jest jednym z najpoważniejszych problemów, których doświadczają osoby starsze.

Nagroda Pielęgniarska Królowej Sylwii została ustanowiona w Sztokholmie pięć lat temu. Grupa Medicover była jednym z jej fundatorów od samego początku. Biorąc pod uwagę fakt, że naszą działalność zaczynaliśmy w Polsce i ten kraj nadal stanowi dla nas największy rynek, od razu zaangażowaliśmy się w to przedsięwzięcie z myślą o wprowadzeniu nagrody także tutaj. Udało się to trzy lata temu – dodaje Fredrik Rågmark, Group Chief Executive Officer w Medicover.

Fundacja Medicover podkreśla, że zaangażowała się w organizację konkursu o Nagrodę Pielęgniarską Królowej Sylwii, ponieważ dostrzega trudną sytuację pielęgniarek w Polsce oraz lawinowo malejącą liczbę osób wykonujących ten zawód. Według rankingu OECD w Polsce jest 5,2 pielęgniarek na 1 tys. mieszkańców, podczas gdy w Szwajcarii, Danii i Niemczech ten wskaźnik wynosi między 13 a 18. Badania potwierdzają, że te liczby przekładają się na efekty leczenia. Dzięki opiece pielęgniarskiej rzadsze są błędy medyczne i zakażenia szpitalne. Celem QSNA jest podkreślenie znaczenia roli pielęgniarek. Konkurs ma również pokazać, że pielęgniarstwo może być zawodem atrakcyjnym.

Pielęgniarstwo i opieka pielęgniarska to bardzo istotne elementy opieki nad osobami starszymi. Wszędzie na świecie – również w Polsce – borykamy się z odpływem ludzi z tego zawodu. Dlatego też niezwykle ważne są wysiłki zmierzające w kierunku odwrócenia tej tendencji. Nagroda Królowej Sylwii może przyczynić się do zwiększenia popularności tego zawodu – mówi Fredrik Rågmark.

W konkursie o Nagrodę Pielęgniarską Królowej Sylwii wyłaniane są najlepsze pomysły dotyczące usprawnień w opiece pielęgniarskiej nad osobami starszymi. W dotychczasowej historii QSNA uczestnicy konkursu zaprezentowali ich ponad 4 tys.

To ogromna liczba nowych rozwiązań, które mogą pomóc się nam lepiej opiekować osobami starszymi – mówi Fredrik Rågmark. – Zwycięzca wraca do domu z pokaźnym czekiem, który pomoże mu na przykład pokryć koszty edukacji przez następny semestr albo rok. Jednak najważniejsze jest zwrócenie uwagi na to, jak ważna dla całego systemu ochrony zdrowia jest opieka pielęgniarska, oraz sprawienie, aby coraz więcej młodych osób – zarówno kobiet, jak i mężczyzn – chciało poświęcać swój czas na kształcenie w tej dziedzinie i pracę w zawodzie.

W tym roku w Polsce konkurs o nagrodę QSNA odbywał się już po raz trzeci. Jego laureatką została Paulina Pergoł, studentka studiów magisterskich pielęgniarstwa na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, za projekt „Listy do przyjaciela”. 2 kwietnia w Sztokholmie odbyła się uroczysta gala wręczenia nagród – zwyciężczyni odebrała ją osobiście z rąk Jej Wysokości Królowej Szwecji Sylvii.

Ta nagroda ma kluczowe znaczenie w rozwijaniu opieki nad osobami starszymi. Pomysły, które mogą poprawić ich jakość życia, są bardzo potrzebne, ponieważ stymulują pracę mózgu, pokazują, że młode osoby interesują się ich losem. Mamy starzejące się społeczeństwo i potrzeba zwrócenia uwagi na problemy osób starszych będzie coraz większa – mówi Paulina Pergoł.

Pisanie listów może się wydawać czymś trywialnym, a jednak w dzisiejszych czasach to wręcz innowacja. Pomysł Pauliny jest niezwykle prosty – młodzi ludzie piszą papierowe listy do osób starszych, a zarazem szalenie znaczący. To piękna ilustracja tezy, że coś niesamowicie prostego, co wymaga poświęcenia 10 minut, może dla kogoś znaczyć bardzo wiele. Myślę, że taki właśnie jest główny przekaz, jaki wysyła w świat nasza inicjatywa –podsumowuje Fredrik Rågmark.

Planowana nowelizacja ustawy o PPK to wyższe koszty dla pracodawców. Przepisy zaczną obowiązywać już za kwartał

Planowana nowelizacja ustawy o PPK to wyższe koszty dla pracodawców. Przepisy zaczną obowiązywać już za kwartał 2

1 stycznia weszła w życie, a 1 lipca zacznie obowiązywać ustawa o pracowniczych planach kapitałowych, które mają być formą dodatkowego oszczędzania na emeryturę. Na razie obowiązek ma objąć około 2 tysięcy największych firm, zatrudniających przynajmniej 250 pracowników. Jednak na początku marca pojawił się projekt nowelizacji ustawy, który o ile wejdzie w życie, zmusi te firmy do zmian w już zaplanowanych na 2019 r. budżetach. A im więcej pracowników, tym wyższe koszty.

Najwięksi przedsiębiorcy, którzy zatrudniają co najmniej 250 osób, od 1 lipca muszą w swoich firmach wdrożyć PPK, a to oznacza w praktyce konieczność zawarcia umowy o zarządzanie z wybraną instytucją finansową oraz konieczność odprowadzania wpłat od uczestnictwa. Czyli po upływie trzech miesięcy od zatrudnienia pracownik, osoba zatrudniona już jest zobowiązana, żeby od wynagrodzenia odprowadzać wpłaty na PPK – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Renata Bugiel, adwokat, partner w Kancelarii GKR Legal.

Firm takich jest w Polsce około 2 tysięcy, a zatrudniają łącznie 3,3 mln osób. Mniejsze podmioty będą dołączane do systemu stopniowo: te zatrudniające od 50 do 249 osób (łącznie 2 mln) – 1 stycznia 2020 roku; od 20 do 49 osób (1,1 mln pracowników) – 1 lipca 2020 roku, a małe firmy (3,1 mln) oraz jednostki sektora finansów publicznych (2 mln osób) – 1 stycznia 2021 roku.

Ekonomiści oceniają tę formę oszczędzania jako korzystną dla pracowników, bo tanią. Można z niej zrezygnować bezkosztowo (po odprowadzeniu podatku) w razie zawirowań finansowych, a jeśli dotrwa się w PPK do 60. roku życia, kwota zgromadzona na koncie będzie dwukrotnie wyższa od wpłaconej przez pracownika. Składają się na nią bowiem także wpłaty pracodawcy i bonus z budżetu państwa. Z dobrodziejstw tej formy oszczędzania nie będzie mogła skorzystać rzesza przedsiębiorców samozatrudnionych.

PPK nie przewiduje możliwości oszczędzania przez samozatrudnionych. Oni nie mają ani obowiązku wdrażać PPK, ani nawet możliwości, ponieważ ustawa tego nie przewiduje. Są plany, aby podwyższyć limity, które dotyczą IKE, aby można było więcej oszczędzać w III filarze, ale nie w formie PPK –tłumaczy Renata Bugiel.

PPK jeszcze nie działają, a już rząd przygotowuje się do nowelizacji wprowadzającej je ustawy. Na początku marca opublikował projekt, w którym m.in. przewiduje rezygnację z limitu 30-krotności składek. Obecnie wynosi on 142 950 zł. Jeśli ktoś osiąga wyższe wynagrodzenie roczne, od nadwyżki składki nie byłyby już odprowadzane. Tymczasem pracownik ma odprowadzać 2–4 proc. wynagrodzenia, a pracodawca 1,5–4 proc.

Dla pracodawców oznacza to konieczność zabudżetowania wyższych wydatków na PPK, ponieważ pracodawcy na ten bieżący rok już zapewne zabudżetowali te wpłaty – 1,5 proc. wpłaty podstawowej od wynagrodzenia pracowniczego i uwzględnili ten limit. Jego zniesienie oznacza, że tych pieniędzy trzeba będzie wypłacić więcej – wyjaśnia adwokat w Kancelarii GKR Legal. – Pracodawcy nie będą musieli monitorować, czy ten limit w stosunku do pracownika został przekroczony, czy też nie. Ale tutaj ten aspekt finansowy zapewne będzie decydujący, bo kwestie monitorowania nie są, moim zdaniem, utrudnieniem dla pracodawcy.

Oczywiście kwestia ta nie dotyczy większości pracowników, a tylko tych, których miesięczne zarobki przekraczają 11,9 tys. zł. A to, jak wynika z danych GUS, zaledwie około 4,5 proc. zatrudnionych. Jednak największą uciążliwością dla pracodawców może wcale nie być kwestia dodatkowych składek. Problemem może być konieczność dostarczania deklaracji w formie pisemnej, odnawiania ich co cztery lata i bardzo uważnego informowania pracowników o zasadach PPK, żeby nie naruszyć przepisu o zakazie zniechęcania pracowników do uczestnictwa w PPK.

To niestety jest forma dosyć mocno krytykowana, że w dobie mediów elektronicznych i przenoszenia komunikacji z formy papierowej na elektroniczną musimy dostarczyć do instytucji finansowej deklarację o rezygnacji pracownika z uczestnictwa w formie pisemnej, a pracodawca ma na to tylko siedem dni – informuje Renata Bugiel. – Musimy zastosować projekty deklaracji, które zostaną określone przez rozporządzenie.

Jak podkreśla, pracodawca musi zwrócić uwagę na to, by deklaracja ta zawierała wszystkie wymagane przed ustawodawcę informacje. Tylko wtedy będzie ona skuteczna.

Pamiętajmy o tym, że deklaracja o rezygnacji będzie ważna tylko 4 lata. Po tym czasie, przynajmniej według aktualnego brzmienia ustawy, niejako odżywa przystąpienie pracownika do PPK i jeżeli nie chce one być objęty planem, musi złożyć tę deklarację ponownie – podkreśla ekspertka.

Dobra sytuacja branży logistycznej. 20 proc. firm planuje wzrost zatrudnienia, ale ma problem ze znalezieniem pracowników

Dobra sytuacja branży logistycznej. 20 proc. firm planuje wzrost zatrudnienia, ale ma problem ze znalezieniem pracowników 3

Szybki rozwój e-commerce napędza branżę logistyczną. Z drugiej strony zmusza operatorów do inwestycji i ciągłego doskonalenia swoich usług. – To nie jest już tylko transport z punktu A do punktu B, ale cały szereg usług dodatkowych, takich jak punkty dostaw w różnych oknach czasowych – mówi Tomasz Pyka, dyrektor sprzedaży klastra Europy Północno-Wschodniej w DB Schenker. Jak ocenia, sytuacja branży jest bardzo dobra, o czym może świadczyć fakt, że 20 proc. firm planuje w nadchodzących miesiącach wzrost zatrudnienia. Wyzwaniem dla sektora jest jednak coraz bardziej dotkliwy brak pracowników. 

– Sytuacja rynku logistycznego wydaje się być ciągle bardzo dobra i w tym momencie niezachwiana. Mam tu na myśli przede wszystkim fakt, że ponad 20 proc. przedsiębiorstw, które działają w naszym sektorze, planuje zwiększenie zatrudnienia bądź deklaruje taką chęć w najbliższych miesiącach. To plasuje nas praktycznie w pierwszej trójce w Europie i regionie środkowowschodnim – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Pyka, dyrektor sprzedaży Klastra Europy Północno-Wschodniej w DB Schenker.

Problemem jest jednak dostępność kadr – od szczebla operacyjnego aż po specjalistów i menadżerów.

Tutaj rynek nas nie rozpieszcza i będzie to olbrzymie wyzwanie dla działów HR i innych komórek, które zajmują się pozyskiwaniem zasobów ludzkich –mówi dyrektor sprzedaży Klastra Europy Północno-Wschodniej w DB Schenker.

Jak podkreśla, aktualne trendy na rynku logistycznym są determinowane przede wszystkim potrzebami klientów, dotyczącymi m.in. bezpieczeństwa. Dlatego operatorzy logistyczni inwestują w infrastrukturę w obszarze bezpieczeństwa przesyłek.

Ponieważ przewozimy z miejsca na miejsce towary o bardzo dużej wartości, w związku z tym bezpieczeństwo to filar – mówi Tomasz Pyka.

Kolejnym trendem, który zmusza operatorów do inwestycji i ciągłego doskonalenia swoich usług, jest szybki rozwój e-commerce. Według Gemiusa zakupy w sieci robi już 56 proc. internautów, czyli ok. 15 mln Polaków, i z roku na rok ten odsetek rośnie. Jak wynika z raportu Statista Digital Market Outlook, Polska znajduje się na 13. miejscu w zestawieniu najszybciej rosnących rynków e-commerce na świecie. W 2019 roku wartość krajowego e-handlu ma wzrosnąć do 50 mld zł, podczas gdy jeszcze w 2015 roku była szacowana na 30 mld zł. W przyszłym roku – według prognoz przytaczanych przez PwC („Polacy na zakupach. 5 filarów nowoczesnego handlu”) – może już przekroczyć 60 mld zł. Co więcej, w Polsce udział e-commerce w handlu detalicznym ogółem wynosi ok. 5 proc. i jest o połowę niższy od średniej europejskiej i globalnej. Branża wciąż ma więc ogromne pole do rozwoju.

– To jest rynek, który rośnie w zatrważającym tempie, i w związku z tym nowoczesny łańcuch dostaw powinien się charakteryzować wieloma usługami dodatkowymi oraz wysokim poziomem digitalizacji. Za tym z kolei idzie gotowość operatorów logistycznych do zwiększonych inwestycji – mówi Tomasz Pyka. – Logistyka to nie jest już tylko transport z punktu A do punktu B, ale cały szereg usług dodatkowych, które są dzisiaj wymagane przez ten rynek. Mam tu na myśli chociażby punkty dostaw w różnych oknach czasowych, płynne i elastyczne reagowanie na zmiany w tych dostawach.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu „Wyzwania e-commerce” Fundacji Kronenberga i Citi Handlowego, zdaniem 65 proc. firm z branży jedną z kluczowych usług na tym rynku będzie dostawa produktów w dniu złożenia zamówienia. Ponad połowa wskazała dostawy w późnych godzinach. To pokazuje, w którą stronę zmierzają oczekiwania klientów.

Rozwój współczesnych łańcuchów dostaw zmierza w kierunku cyfryzacji. Tradycyjne filary muszą jeszcze wykonać skok ku technologii. Dzisiejszy klient, zwłaszcza klient e-commerce’owy pochodzący z sektora internetowego, narzuca na operatorów naprawdę wiele obowiązków, którym trzeba sprostać – mówi Tomasz Pyka.

Jak ocenia, wyzwaniem dla branży pozostaje wciąż niedostatecznie rozwinięta infrastruktura transportowa.

W tym obszarze rynek ciągle wymaga inwestycji. Mamy dość dobrą sytuację, jeżeli chodzi o drogi wyższej kategorii, jak autostrady czy drogi ekspresowe. Natomiast potrzeba również dróg niższej kategorii, którymi będą mogły się poruszać środki transportu towarowego. Prognozy na 2019 rok w kontekście infrastruktury transportowej wydają się pozytywne, jeżeli chodzi o sieć drogową. Mamy zapowiedź dalszych inwestycji, wiele umów jest już podpisanych i wierzymy, że będą realizowane zgodnie z planem – mówi Tomasz Pyka.

Zapalne choroby jelit uniemożliwiają pacjentom normalne życie. Specjalna aplikacja pozwala zdrowym wejść w ich buty

Dzięki specjalnej aplikacji lekarze, pielęgniarki i farmaceuci na 10 godzin weszli w buty pacjentów z zapalnymi chorobami jelit, na które cierpi w Polsce blisko 60 tys. osób. To druga edycja międzynarodowej akcji In Their Shoes, która ma pokazać, z jakimi problemami chorzy mierzą się na co dzień. Osoby z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego i chorobą Leśniowskiego-Crohna muszą zawsze wiedzieć, gdzie znajduje się najbliższa toaleta – mówi Nienke Feenstra, dyrektor zarządzająca firmy Takeda Pharma, która dostarczyła aplikację mobilną umożliwiającą przeprowadzenie symulacji.

– Na podstawie informacji, jakie otrzymujemy od osób cierpiących na wrzodziejące zapalenie jelita grubego (WZJG) i chorobę Leśniowskiego-Crohna (ChLC) oraz specjalistów zajmujących się ich leczeniem, wiemy, jak duży wpływ te schorzenia mają na ich codzienne życie. Chorzy muszą się borykać z silnym bólem, stresem oraz wieloma problemami, o których często nie mówią lekarzom podczas wizyty, ponieważ zwyczajnie nie starcza na to czasu. Dlatego opracowaliśmy aplikację, dzięki której można się na własnej skórze przekonać, jak naprawdę wygląda codzienne życie osób z WZJG I ChLC –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Nienke Feenstra.

Na chorobę Leśniowskiego-Crohna oraz wrzodziejące zapalenie jelita grubego cierpi w Polsce około 60 tys. osób. Te schorzenia dotykają pacjentów w każdym wieku − szczyt zachorowań występuje między 15 a 35 rokiem życia, ale coraz częściej chorują też dzieci.

Obie choroby mają charakter przewlekły, z okresami zaostrzeń i remisji objawów. Pacjenci skazani są na życie z nimi, bez szans na całkowite wyleczenie. Objawy choroby są dokuczliwe i wstydliwe, przez co znacznie obniżają jakość życia pacjentów. Należą do nich m.in. bóle brzucha i biegunki, często krwawe (nawet ponad 20 wypróżnień na dobę) oraz wiele innych dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego, jak i innych organów.

– Poza silnym bólem trzeba się liczyć z szeregiem trudności – pacjenci muszą zawsze wiedzieć, gdzie znajduje się najbliższa toaleta. Są bardzo osłabieni i doświadczeni przez codzienne mierzenie się z chorobą. Wysiłki jakie wkładają, by wieść w miarę normalne życie, są ogromne – mówi Nienke Feenstra

W momencie zaostrzenia choroby niemożliwa staje się aktywność zawodowa czy relatywnie normalne funkcjonowanie, dlatego kluczowe jest odpowiednie leczenie, farmakoterapia i opieka koordynowana nad pacjentem. Nieskuteczne leczenie prowadzi do konieczności interwencji chirurgicznych, których skutkiem mogą być poważne powikłania, w tym trwała stomia.

– Zrozumienie w pełni, z czym wiążą się te schorzenia, stanowi duży problem nawet dla osób, które w taki czy inny sposób pomagają chorym. Dlatego opracowaliśmy aplikację In Their Shoes, dzięki której będą one mogły zobaczyć, jak naprawdę wygląda życie z WZJG czy ChLC i z jakimi wyzwaniami na co dzień mierzą się chorzy – mówi Nienke Feenstra.

Projekt In Their Shoes to symulacja realizowana za pomocą aplikacji mobilnej, stworzonej przez firmę Takeda, dzięki której osoba zdrowa może się poczuć jak pacjent z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit. W ciągu 10 godzin uczestnik doświadczenia otrzymuje wiadomości tekstowe i głosowe, które symulują objawy NChZJ i zmuszają do wykonania czynności, z którymi chory musi się mierzyć w codziennym życiu.

– Uczestnicy doświadczenia otrzymują komunikaty od wcześniej zainstalowanej aplikacji mobilnej, które wskazują, co mają zrobić w danym momencie. Jeśli są w drodze do pracy i aplikacja powie im, że mają się zatrzymać i zacząć szukać toalety, muszą to zrobić. Jeżeli aplikacja pokaże, że ból jest tak silny, że trzeba się położyć na kanapie, aby go złagodzić, trzeba się do tego zastosować. Nawet podczas spotkania biznesowego, prezentacji czy w trakcie sprawowania opieki nad dziećmi. Jeżeli aplikacja zasygnalizuje, że osoba jest zbyt zmęczona objawami choroby, to musi ona przerwać wykonywaną akurat czynność i zrobić sobie przerwę, pójść spać, odpocząć – wyjaśnia dyrektor zarządzający Takeda Pharma.

Projekt In Their Shoes odbył się już w wielu krajach na świecie, m.in. w Szwajcarii, Niemczech, Kanadzie, Danii, Singapurze, Czechach, Chorwacji, we Francji i Włoszech. Także w Polsce 28 marca odbyła się już druga jego edycja, w której uczestniczyły cztery ośrodki z różnych regionów Polski specjalizujące się w leczeniu NChZJ: Centrum Onkologii w Warszawie, Szpital Kliniczny w Lublinie, Szpital Kliniczny w Łodzi, Szpital Uniwersytecki nr 2 w Bydgoszczy. W każdym z nich w doświadczeniu wzięło udział trzech uczestników (lekarz, pielęgniarka i farmaceuta).

– Chcemy nie tylko dostarczać innowacyjne leki, lecz także wychodzić naprzeciw innym potrzebom chorych w aspekcie psychologicznym i praktycznym. Aby możliwe było stworzenie takich kompleksowych rozwiązań, każda osoba zajmująca się udzielaniem wsparcia chorym musi w pełni zrozumieć, z czym muszą oni sobie radzić w codziennym życiu. Tak więc z założenia projekt In Their Shoes ma umożliwić nam opracowanie jak najlepszych rozwiązań, dzięki którym życie osób chorych na WZJG i Chl-C stanie się łatwiejsze – podkreśla Nienke Feenstra.

Druga edycja projektu In Their Shoes w Polsce została zrealizowana przed Światowym Dniem NchZJ (World IBD Day), który przypada na 19 maja. W pierwszej uczestniczyli przedstawiciele Biura Rzecznika Praw Pacjenta, Biura Rzecznika Praw Obywatelskich oraz dziennikarze.

Większość Polaków nie wyobraża sobie Wielkanocy bez jajek, żurku i białej kiełbasy. Na przygotowanie świąt wydamy średnio 563 zł

Większość Polaków nie wyobraża sobie Wielkanocy bez jajek, żurku i białej kiełbasy. Na przygotowanie świąt wydamy średnio 563 zł 4

Polacy wydadzą w tym roku na Wielkanoc średnio 563 zł, o ponad 40 zł więcej niż rok wcześniej – wynika z cyklicznego badania Barometr Providenta. Co dziesiąty deklaruje, że będzie oszczędniej dysponował budżetem. Najwięcej środków pochłonie przygotowanie potraw. Polacy to tradycjonaliści, nie wyobrażają sobie świątecznego stołu bez jajek, żurku czy białej kiełbasy. Wielkanocny zajączek przyniesie prezenty najmłodszym z 40 proc. polskich domów.

W tym roku Polacy na święta średnio wydadzą około 560 zł. Jest to kwota o 40 zł wyższa niż w ubiegłym roku i aż o 140 zł wyższa niż dwa lata temu. Struktura wydatków się zmienia w zależności od tego, czy rodziny mają dzieci, czy nie. Więcej wydadzą zdecydowanie rodzice dzieci, tutaj mówimy o kwocie około 613 zł, natomiast w rodzinach bezdzietnych ta kwota nie przekracza 500 zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Łuczak, kierownik biura prasowego i komunikacji wewnętrznej w Provident Polska.

Z Barometru Providenta wynika, że co dziesiąty Polak deklaruje większą ostrożność w dysponowaniu domowym budżetem, a tylko 5 proc. już wie, że święta pochłoną więcej pieniędzy niż przed rokiem. Zdecydowana większość pieniędzy trafi na przygotowanie świątecznych potraw, zwłaszcza że – jak wynika z badania – Polacy są przywiązani do tradycji i Wielkanoc spędzą w domu.

– 77 proc. badanych deklaruje, że spędzą te święta w swoim miejscu zamieszkania. 40 proc. badanych mówi o tym, że odwiedzi najbliższych, znajomych, rodzinę, przyjaciół. Święta wielkanocne nie sprzyjają podróżom, tylko 2 proc. z tej okazji wyjedzie na wczasy, wycieczki i wykorzysta ten czas jako dodatkowy urlop na odpoczynek – wskazuje Karolina Łuczak.

Wielkanoc w większości polskich domów wygląda podobnie – 44 proc. wstrzymuje się od jedzenia mięsa od Wielkiego Piątku do niedzielnego śniadania, 91 proc. w sobotę pójdzie do kościoła ze święconką, tradycyjne śniadanie wielkanocne zje 88 proc. Polaków, a blisko 70 proc. będzie kultywować tradycję lanego poniedziałku.

– Święta wielkanocne to również zajączek. Nie jest to jeszcze popularna tradycja w Polsce, bo na każde 10 osób badanych 4 wskazywały, że planują podarować jakiś drobiazg przede wszystkim dzieciom – wymienia przedstawicielka Providenta.

Kupowanie prezentów na Wielkanoc to stosunkowo nowy zwyczaj, ale co roku zdobywa coraz większą popularność, także w domach starszych osób (23 proc. w przedziale 60+), nie tylko wśród tych mających wnuki. Powoli zanika natomiast tradycja malowania pisanek, obecnie podtrzymuje ją nieco ponad połowa Polaków. Blisko 60 proc. osób nie wyobraża sobie też przygotowań do świąt bez mycia okien.

Świąteczne stoły w większości domów będą wyglądać podobnie – nie zabraknie na nich jajek (92 proc.) i białej kiełbasy (68 proc.). Mazurki i babki piecze ponad 40 proc. Polaków, co piąty przygotuje paschę.

– Zadaliśmy również pytanie, czy na świątecznych stołach będzie żurek czy barszcz biały. Okazuje się, że zdecydowanie w większości rodzin na wielkanocnych stołach pojawi się żurek – 60 proc. rodzin wskazało właśnie tę zupę – podkreśla Karolina Łuczak.

Naukowcy coraz bliżej odpowiedzi na pytanie o powstanie Wszechświata. Future Circular Collider pozwoli odkryć nieznane dotąd cząstki o ogromnym znaczeniu dla całej ludzkości

Naukowcy coraz bliżej odpowiedzi na pytanie o powstanie Wszechświata. Future Circular Collider pozwoli odkryć nieznane dotąd cząstki o ogromnym znaczeniu dla całej ludzkości 5

Najbliższe lata mogą całkowicie zmienić strategię fizyki cząstek. Przyszłość może określać już nie Wielki Zderzacz Hadronów, ale projekt, który może przyćmić dotychczas największy akcelerator cząstek. Future Circular Collider pozwoli wyzwalać energię o niespotykanej dotychczas sile. Energia może sięgać nawet 100 teraelektronowoltów, podczas gdy dotychczasowy rekord LHC wynosił 13 TeV. Nowe badania mogą pozwolić na poznanie obrazu Wszechświata tuż po Wielkim Wybuchu.

– Akcelerator i badania naukowe prowadzone w CERN mają określić podstawowe zasady tego, z czego zbudowana jest materia, jak poszczególne jej składniki elementarne ze sobą oddziałują. Prowadzimy tzw. badania podstawowe, które mają nam umożliwić zrozumienie, jak funkcjonuje nasz Wszechświat, jak funkcjonuje materia we Wszechświecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Andrzej Siemko z CERN.

Wielki Zderzacz Hadronów (LHC) to dotychczas największy i najpotężniejszy na świecie akcelerator cząstek. Wiązki cząstek poruszają się w specjalnym tunelu z prędkością bliską prędkości światła, by następnie zderzyć się ze sobą. W ten sposób wytwarzana jest ogromna energia, naturalna dla Wszechświata, ale niedostępna dotąd na Ziemi. To właśnie dzięki LHC naukowcy odkryli bozon Higgsa czy pentakwarki – nieobserwowany wcześniej rodzaj cząstek elementarnych.

Zderzenie cząstek przy ogromnej prędkości pozwala też na wytworzenie całkowicie nowych cząstek, bez akceleratora ich powstanie byłoby niemożliwe. Choć LHC miał przełomowe znaczenie dla świata fizyki, pozwalał też pośrednio na rewolucyjne odkrycia, m.in. w zakresie medycyny, w tym leczenia chorób onkologicznych.

– Gdy zderzamy dwa obiekty ze sobą, te obiekty się rozpadają na swoje części składowe i wtedy mając odpowiednie detektory, możemy zobaczyć, co z tego powstaje i możemy wnioskować, jak to jest zbudowane, jak to funkcjonuje. Ale to, co my robimy w eksperymentach w CERN, to nie jest tylko zderzanie po to, żeby się coś rozpadło. Podstawowe eksperymenty LHC polegają na wytwarzaniu nowych cząstek. W wyniku zderzenia ze sobą protonów o olbrzymiej energii wytwarzane są nowe cząstki – tłumaczy Andrzej Siemko.

Przez ostatnie lata LHC mogło zderzać protony z maksymalną energią 13 TeV. Tymczasem CERN ogłosił właśnie raport, w którym opisuje projekt potężnego akceleratora cząstek, kilkukrotnie większego niż Wielki Zderzacz Hadronów. Future Circular Collider (FCC) ma umożliwić kolizje elektronów z pozytronami, protonów z protonami, jonów z jonami, a nawet elektronów z protonami i elektronów z jonami. W ten sposób można byłoby wyzwalać energię o niespotykanej sile – nawet 100 teraelektronowoltów (TeV). Osiągnięcie tak ogromnej energii pozwoli np. zbadać, w jaki sposób cząstka Higgsa oddziałuje na drugą cząstkę Higgsa, uda się też odkryć inne cząstki, których zastosowania obecnie jeszcze nie można przewidzieć.

Jeśli jednak LHC umożliwił dokonanie przełomowych odkryć, to kilkukrotnie większy FCC może zrewolucjonizować świat fizyki.

– Staramy się odtworzyć warunki, które panowały ułamki sekund po Wielkim Wybuchu. Wytwarzamy składniki materii takie, jakie były wówczas. Jeszcze wszystkich oczywiście nie znamy, ale celem tych eksperymentów jest właśnie poznanie, jak ta materia wówczas wyglądała. Spodziewamy się, że uda nam się również wytworzyć składniki, które mogą być elementami ciemnej materii – mówi ekspert CERN.

Wielki Zderzacz Hadronów składa się z 27-kilometrowego pierścienia nadprzewodzących magnesów z szeregiem struktur przyspieszających. W przypadku FCC miałby to być 100-kilometrowy nadprzewodzący pierścień akcelerujący protony. Na jego obwodzie zamiast czterech eksperymentów, gdzie dokonuje się zderzenia cząstek (jak w LHC), mogłoby ich być zdecydowanie więcej.

– Za pomocą właśnie tych eksperymentów, a tak naprawdę milionów detektorów, z których te eksperymenty są zbudowane, fizycy obserwują produkty zderzeń czy też nowe cząstki, które są wytwarzane w czasie zderzeń. Oprócz 4 głównych eksperymentów mamy cały szereg mniejszych – wskazuje Andrzej Siemko.

Wielki Zderzacz Hadronów ma być eksploatowany do 2035 r. Future Circular Collider może go zastąpić w 2040 r. Jego budowa może kosztować nawet 20 mld euro.

Urządzenia do oczyszczania powietrza coraz bardziej zaawansowane. Trwają prace nad nową technologią zasłon filtrujących

Urządzenia do oczyszczania powietrza coraz bardziej zaawansowane. Trwają prace nad nową technologią zasłon filtrujących 6

Wraz z rosnącym problemem globalnego zanieczyszczenia powietrza na rynku pojawia się coraz więcej inteligentnych odświeżaczy. Urządzenia, które jeszcze do niedawna miały postać dużych, nieporęcznych skrzynek, ulegają miniaturyzacji. Prowadzone są już prace nad innowacyjnymi zasłonami filtrującymi powietrze wewnątrz pomieszczenia. Producenci prześcigają się także w stosowaniu coraz nowocześniejszych technologii oczyszczania powietrza.

– Puripot to osobisty oczyszczacz powietrza, który nie wymaga filtra. Zamiast tego korzystamy z technologii fotokatalizy, dzięki której używając niebieskiego światła, usuwamy zanieczyszczenia chemiczne, wirusy, bakterie, nieprzyjemne zapachy i lotne związki. Konwencjonalne technologie fotokatalityczne wykorzystują światło ultrafioletowe, które powoduje uwalnianie ozonu i jest bardzo szkodliwe dla oczu. My skorzystaliśmy ze światła widzialnego, które nie ma szkodliwego wpływu na nasze zmysły – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Gunhee Jun z firmy Dadam Micro.

Oczyszczacze powietrza są już niemal koniecznością przy obecnym zanieczyszczeniu powietrza, zwłaszcza w większych miastach. Co ważne, oczyszczanie powietrza staje się również modne i największe firmy technologiczne próbują swoich sił na tym rynku. Wynd Plus Smart Personal Air Purifier od Apple przeznaczony jest do pracy na biurku. Sprzęt ten jest niewiele większy od kubka i zaprojektowano go tak, aby tworzył wokół siebie bańkę czystego powietrza. Oczyszczacz wyposażono w filtr zatrzymujący m.in. pył, bakterie, sierść zwierząt oraz zanieczyszczenia przemysłowe, a po sparowaniu z iPhonem, można kontrolować go za pośrednictwem aplikacji mobilnej.

Projektanci LG poszli nieco inną drogą i postanowili stworzyć przenośny oczyszczacz przypominający klasyczne głośniki Bluetooth. LG PuriCare Mini Air Purifier uzyskał certyfikat Korea Air Cleaning Association, waży zaledwie 530 gramów i na w pełni naładowanej baterii przepracuje do ośmiu godzin bez przerwy. Urządzenie powstało z myślą o osobach często podróżujących, które chciałby mieć pod ręką kompaktowy oczyszczacz do wykorzystania np. w samochodzie czy w kawiarni podczas prowadzenia spotkania biznesowego.

Oczyszczacz od Dadam Micro również zaprojektowano do działania w ograniczonej przestrzeni. Nietypowa konstrukcja, w której klasyczny filtr cząsteczek zastąpiono zbiornikiem na wodę, umożliwiła ekstremalne uproszczenie i zminiaturyzowanie systemu oczyszczania. Puripot jest równie kompaktowy co Wynd Plus, a dzięki niskiemu poborowi prądu można ładować go za pomocą gniazda w laptopie. Urządzenie wyposażono w pojemną baterię 10 000 mAh, dzięki czemu przepracuje bez ładowania przeszło 20 godzin.

– W typowym domu jesteśmy narażeni na działanie wielu substancji chemicznych i występuje wiele potencjalnych źródeł szkodliwych substancji lotnych, powstających choćby wtedy, gdy przygotowujemy posiłki. Do tego dochodzą zwierzęta domowe i różnego rodzaju nieprzyjemne zapachy. Wszystkie te substancje mają niekorzystny wpływ na nasze zdrowie, co sprawia, że potrzebujemy oczyszczacza – tłumaczy Gunhee Jun.

Z kolei dla osób, które potrzebują kompleksowego, wielkopowierzchniowego systemu odświeżania powietrza, firma Xiaomi stworzyła smukły, podwieszany oczyszczacz Mi Air Purifier ze zintegrowanym układem wentylowania pomieszczenia. Po zainstalowaniu specjalnej kratki wentylacyjnej, rury oraz filtrów czyszczących, urządzenie od Xiaomi pozwoli przewietrzyć mieszkanie bez otwierania okien.

Prawdziwym przełomem w tej branży mogą się jednak okazać zasłony GUNRID, nad którymi pracują projektanci z firmy Ikea. Korporacja opracowała we współpracy z naukowcami oraz inżynierami prototypowy materiał zdolny pochłaniać nieprzyjemne zapachy oraz formaldehydy. Nałożenie mineralnej powłoki fotokatalizacyjnej na tkaninę sprawia, że zasłony oczyszczają powietrze pod wpływem światła na zasadzie fotosyntezy. Powłoka aktywuje się również pod wpływem sztucznego światła, dzięki czemu powietrze jest filtrowane także po zmroku.

– Fotokataliza to inaczej światło i kataliza. W naszym przypadku tym pierwszym jest światło niebieskie, natomiast funkcję katalizatora pełni dwutlenek tytanu. Dzięki temu połączeniu powstają substancje chemiczne zwane wolnymi rodnikami, które zabijają bakterie i rozkładają je do wody i dwutlenku węgla – wyjaśnia ekspertka.

W dobie postępującego zanieczyszczenia powietrza systemy oczyszczające będą się cieszyć coraz większą popularnością, także w Polsce. Według najnowszego raportu Europejskiej Agencji Środowiska Polska jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych państw Europy. W latach 2013–2016 w wyniku podwyższonego stężenia NO2 przedwcześnie zmarło w Polsce 1 700 osób, a z powodu smogu – aż 44 500. Jesteśmy także europejskim liderem pod względem zanieczyszczenia powietrza benzo(a)pirenem.

Analitycy z firmy Allied Market Research oszacowali, że wartość globalnego rynku inteligentnych oczyszczaczy powietrza wzrośnie z 4,5 mld dol. w 2017 roku do 11,5 mld dol. w 2025 r. W tym czasie branża wykaże wzrost na poziomie ponad 12 proc. w skali roku

Rada Nadzorcza PZU Życie SA powołała Zarząd spółki na nową kadencję

Za kilka dni wchodzą unijne regulacje stosowania faktur elektronicznych

W połowie kwietnia w życie wchodzą nowe regulacje dotyczące stosowania faktur elektronicznych w relacjach z administracją publiczną. Za dwa lata obowiązek przesyłania automatycznych faktur obejmie kilkaset tysięcy firm. Tymczasem przedsiębiorcy o nowych regulacjach i e-fakturach, wiedzą niewiele.

18 kwietnia zaczynają obowiązywać unijne przepisy dotyczące obowiązku przyjmowania przez administrację publiczną elektronicznych faktur od podmiotów dostarczających usługi. Regulacjami będą objęte organy władzy publicznej wszystkich szczebli, w tym jednostki samorządu terytorialnego, uczelnie publiczne oraz spółki komunalne. Wprowadzenie zmian ma być krokiem do cyfryzacji i unowocześniania polskiej administracji, ale też jest efektem uszczelniania systemu podatkowego w krajach UE. Dlatego konsekwencje przyjęcia przez Polskę unijnej dyrektywy o fakturowaniu będą w ciągu najbliższych dwóch lat znacznie dalej idące. Każdy podmiot dostarczający usługi dla sektora publicznego (ich liczbę szacuje się na kilkaset tysięcy) będzie bowiem musiał przesyłać faktury w formacie EDI. W innym przypadku za dostarczone usługi nie otrzyma pieniędzy.

Sporo do poprawy

Konsorcjum PEF Expert, będące operatorem rządowej Platformy Elektronicznego Fakturowania postanowiło sprawdzić stan wiedzy na temat elektronicznych faktur i wprowadzanych zmian. Okazuje się, że choć do 18 kwietnia zostało niewiele czasu, to ani przedsiębiorcy, ani przedstawiciele administracji nie czują się do nowych regulacji przygotowani.

Na kilka tygodni przed wdrożeniem zapisów europejskich regulacji, zaledwie połowa oceniała przygotowanie swoich organizacji „dobrze” lub „bardzo dobrze”. Aż 49% badanych czuje się przygotowana do nowych przepisów „przeciętnie” lub „słabo”. Nic więc dziwnego, że wielu ankietowanych nie ma pewności w jaki sposób będzie można rozliczać transakcje po 18 kwietnia. Większość pytanych (39%) jest zdania, że faktury będzie można przesyłać automatycznie, za pomocą systemów IT zintegrowanych z rządową platformą e-faktur. 33% ankietowanych odpowiedziało, że za pośrednictwem specjalnej, bezpłatnej platformy. 6% jest przekonanych z kolei o potrzebie wysłania maila z załącznikiem w postaci PDF. Co piąty badany wskazał wszystkie trzy wymienione rozwiązania jako dopuszczalne.

Co więcej, blisko 1/3 ankietowanych (30%) definiuje automatyczną, elektroniczną fakturę jako plik przesyłany mailem w postaci PDF z zaszytymi wewnątrz metadanymi. To zaskakująco wysoki wynik, biorąc pod uwagę fakt, że nie ma on z nią nic wspólnego.Niestety, w Polsce wciąż brakuje elementarnej wiedzy na temat e-faktur.  Automatyczna faktura jest paczką danych w formacie EDI, który można przesyłać i odebrać bez potrzeby udziału człowieka. To standard, który konsekwentnie wprowadza Unia Europejska w rozliczeniach. Tymczasem faktura w pliku PDF nie dość, że nie ma nic wspólnego z automatycznym przetwarzaniem, to jest droższa w obsłudze w porównaniu z fakturą papierową. Jej zawartość i tak trzeba przecież wydrukować – zwraca uwagę Tomasz Kuciel, prezes zarządu firmy Edison, będącej członkiem konsorcjum PEF Expert.

Myślimy gorzej niż jest

Badani przez PEF Expert przedstawiciele biznesu i administracji są zgodni co do tego, że nowe regulacje to krok w dobrym kierunku. Zdecydowana większość (83%) twierdzi, że to szansa na obniżenie kosztów przetwarzania faktur dla firm współpracujących z administracją publiczną.

Konsorcjum PEF Expert zapytało też w swoim badaniu jak Polska wypada w obszarze elektronicznego fakturowania na tle innych krajów UE. W tym obszarze także widać, że przedsiębiorcom brakuje wiedzy. Prawie co trzeci ankietowany (31%) uważa, że jesteśmy jednym z tych krajów, które najszybciej wprowadzają obowiązki wynikające z unijnej dyrektywy o elektronicznych fakturach. Dominuje jednak przeciwne zdanie. 42% pytanych twierdzi, że opóźniamy się z ich wdrożeniem. Co więcej, 12% ankietowanych uznało, że Polska jest w grupie krajów, które mają w tym obszarze największe opóźnienia. Z kolei według 15% respondentów, nad Wisłą dopiero rozpoczyna się dyskusja na temat e-fakturowania w administracji publicznej. – Pod względem stosowania automatycznych e-faktur jesteśmy rzeczywiście daleko za światową czołówką, jednak jeśli chodzi o dostosowanie się do unijnych regulacji w obszarze e-fakturowania, to jesteśmy jednym z liderów. Obowiązek przyjmowania e- faktur przez administrację publiczną od dostawców przesunęła m.in. Słowacja, Litwa, Węgry i Niemcy. Również Włochy, Luksemburg czy Irlandia nie spełnią wymogów w terminie. Tymczasem Polska, jako jeden z nielicznych krajów, dostosuje się do zmian w terminie – zwraca uwagę Tomasz Kuciel z Edisona.

Badanie przeprowadzono w marcu br. Wzięli w nim udział zamawiający z sektora publicznego, przedsiębiorcy oraz integratorzy IT.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Optymizm w odniesieniu do stanu gospodarki światowej wzmacnia się, ale pozytywne odczyty muszą pojawiać się tydzień za tygodniem, jeśli sentyment rynkowy ma być podtrzymany. Przyszły tydzień nie oferuje jednak wiele po stronie kluczowych publikacji z wyróżnieniem bilansu handlowego z Niemiec i Chin oraz inflacją CPI z USA. Posiedzenie EBC raczej przyniesie ostrożny przekaz bez nowych zmian w polityce. Na pierwszym plan mogą się wysunąć potencjalne rozstrzygnięcia w temacie rozmów handlowych USA-Chiny oraz brexitu.

Konrad Białas - Dom Maklerski TMS Brokers S.A.
Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Przyszły tydzień: minutki FOMC, CPI z USA, EBC, PKB/produkcja z Wlk. Brytanii, CPI/PPI/bilans handlowy z Chin, nastroje konsumentów z Australii

USA

FEDW USA uwaga zostanie poświęcona minutkom z marcowego posiedzenia FOMC (śr). Dokument powinien potwierdzić, że bez istotnego zagrożenia przyspieszeniem inflacji, Fed nie powróci do podwyżek stóp procentowych, jednocześnie wyrażając obawy o ryzyka dla aktywności gospodarczej. Interesujące będzie też, jak Fed zapatruje się na przyszłe zarządzanie sumą bilansową. Jednak z perspektywy USD dokument ma raczej niewielkie szanse wprowadzić dodatkową zmienność. Po stronie danych w pierwszej kolejności pod lupą będą zamówienia przemysłowe (pon), CPI (śr) i indeks Uniwersytetu Michigan (pt). Z tej trójki inflacja wydaje się najważniejsza, ale o ile wyraźnie nie będzie odbiegać od prognoz, nie wzbudzi spekulacji odnośnie przyszłej reakcji Fed.

Strefa euro

Europejski Bank Centralny (EBC) 3Przyszły tydzień przynosi posiedzenie EBC (śr), ale po zeszłomiesięcznym złagodzeniu nastawienia, odsunięciu perspektywy podwyżek i zapowiedzi przedłużenia programu TLTRO, mało zostało miejsca, by bank mógł negatywnie zaskoczyć EUR. Oczekujemy, że prezes Draghi podtrzyma ostrożny ton, ale nie zrezygnuje z wizji odbicia wzrostu po przejściowym spowolnieniu. Dane jednak jeszcze nie przekonują, że gospodarka (szczególnie niemiecka) wychodzi z dołka, więc słowa Draghiego nie będą rezonować silnie na rynku. Z danych drugorzędna uwaga zostanie poświęcona bilansowi handlowemu z Niemiec (pon) i produkcji przemysłowej strefy euro (pt).

Wielka Brytania

brexitChciałoby się napisać, że w Wielkiej Brytanii dojdzie do ostatecznych rozstrzygnięć w kwestii brexitu, ale po wszystkim, co widzieliśmy w ostatnich miesiącach, nie odważę się na tak stanowcze stwierdzanie. Premier May ma czas do 10 kwietnia przedstawić propozycję porozumienia (starą lub nową), aby starać się o przedłużenie procesu brexitu. Rynek nastawia się na wielomiesięczne odroczenie, ale potrzebuje ostatecznej konfirmacji, w przeciwnym razie nie zrezygnuje z dyskonta premii za ryzyko bezumownego wyjścia z UE. Na polu danych mamy produkcję przemysłową i miesięczny PKB (śr), które powinny pokazać negatywne skutki niepewności wokół relacji z Unią.

Polska

Niemal pusty kalendarz z Polski jedynie z saldem bieżącym (pt) nie zapowiada aktywnego handlu na złotym. Pomimo ostatniej poprawy rynkowego sentymentu nie widać, aby złoty wyraźnie na tym korzystał. Może to mieć związek z tym, że PLN zwykł służyć jako waluta finansująca inwestycje na rynkach wschodzących z wyższymi stopami zwrotu z aktywów. Im trwalszy będzie apetyt na ryzyko, tym większa presja, by EUR/PLN ruszył w stronę 4,27, ale tempo jak na razie jest ślimacze.

Chiny

Dane z Chin są teraz w centrum uwagi, gdyż sygnał do odbicia globalnej gospodarki szczególnie musi przyjść stamtąd. Z danych o inflacji CPI/PPI (czw) może być trudno wyciągnąć wnioski o sile popytu. Za to dane o bilansie handlowym za marzec (pt) mają pole do odbicia po słabych wynikach w lutym, które były obciążone wpływem obchodów Nowego Roku Księżycowego.

Australia

Ostatnie dane z Australii (i Chin) nie potwierdzają obaw wyrażanych przez RBA i rynek zaczyna redukować niedźwiedzią ekspozycję w AUD. W przyszłym tygodniu indeks zaufania konsumentów (śr) może przechylić szalę, szczególnie że jest pole do poprawy po ostatnich zapowiedziach cięć podatków dochodowych. Rynek będzie też ciekaw ryzyk, jakie rozpatruje RBA, a jakie zapewne zostaną przedstawione w Raporcie Stabilności Finansowej (pt). Ważne będzie też przemówienie wiceprezesa RBA Dabelle’a (czw) po ostatnich gołębich zmianach w komunikacie.

Dla kontrastu w Nowej Zelandii bank centralny także przyjął bardziej gołębie nastawienie, ale po danych nie widać poprawy. Najbliższe dni nie dostarczą ważnych publikacji, więc sentyment wokół NZD nie ulegnie zmianie. W Kanadzie dane o rozpoczętych budowach domów (pon) mają szanse tylko na przejściowe odbicie w notowaniach CAD. USD/CAD pozostaje zamknięty w paśmie 1,3250-1,3470 bez oznak prędkiego wyłamania.

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zwroty w handlu internetowym: przekleństwo czy okazja?

Przedłużenie terminu Brexitu

Theresa May zapowiedział nową datę opuszczenia Unii na 30 czerwca. Urzędnicy unijni nie są na tyle optymistyczni i proponują realniejsze wydłużenie. Produkcja przemysłowa spada wolniej niż sądzono.

Przedłużenie terminu Brexitu do 30 czerwca?

Zbliżający się termin 12 kwietnia i brak perspektyw na rozwiązanie problemu spowodował to, o czym wszyscy wiedzieli – przedłużenie terminu. Theresa May wystąpiła właśnie z wnioskiem o wyjście Wielkiej Brytanii z UE 30 czerwca. Problem w tym, że wymaga on zgody wszystkich 27 państw członkowskich. Jak zauważają analitycy, pierwsze posiedzenie nowego europarlamentu jest dopiero w lipcu. W rezultacie Wielka Brytania wzięłaby udział w wyborach, ale już bez własnych europosłów. Inwestorzy widząc kolejne niepewne ruchy, znów rozpoczęli wycofywanie się z brytyjskiej waluty.

Unijne reakcje na Brexit

Ze strony unijnej padła właśnie propozycja elastycznego przedłużenia terminu o 12 miesięcy z możliwością jego skrócenia. Powodem jest niechęć do krótkich terminów, w których stawia się przegraną sprawę na ostrzu noża po czym znów trzeba go przesuwać. Skoro nie udało się uzyskać porozumienia do końca marca, termin 12 kwietnia był niesamowicie optymistyczny. Porozumienie zostało już trzykrotnie odrzucone i wątpliwym jest, by teraz nagle udało się zebrać dla niego bez wyraźnych zmian większość.

Niespodziewanie lepsze dane z Niemiec

Produkcja przemysłowa w Niemczech spada w ujęciu rocznym o 0,4%. Co w tym dobrego? Miesiąc temu spadała o 2,7% – to wyraźna poprawa. Analitycy spodziewali się spadku 1% większego niż obecny. W rezultacie pomimo spadku produkcji przemysłowej inwestorzy odebrali te dane jako dobry sygnał, umacniając euro względem dolara. Warto w tym miejscu przypomnieć, że na parze EUR/USD znajdujemy się blisko dwuletnich minimów. W rezultacie każde trochę lepsze dane mogą być okazją do korekty.

Dzisiaj W Chinach Święto Zmarłych, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Theresa May prosi o ponowne wydłużenie artykułu 50

Koniec tygodnia przynosi kolejne istotne informacje w kontekście Brexitu oraz wojny handlowej USA i Chin. Dziś czekamy na kluczowe dane z amerykańskiego rynku pracy, które mogą wpłynąć na wycenę kursu EUR/USD i tym samym – USD/PLN.

Dziś rano premier Wielkiej Brytanii zwróciła się do Unii Europejskiej o przedłużenie okresu przed Brexitem do 30 czerwca. Ma to pozwolić na wypracowanie rozwiązania brexitowego impasu, które tym razem zaakceptuje brytyjski parlament. May o wydłużenie procesu do końca czerwca wnosiła za pierwszym razem. Wtedy jednak UE zgodziła się na przedłużenie procesu jedynie do 22 maja (co byłoby warunkowane akceptacją umowy May) lub 12 kwietnia (w przypadku braku akceptacji porozumienia).

Zgodnie z doniesieniami, Donald Tusk ma zaproponować Wielkiej Brytanii roczne wydłużenie procesu. Ma to być wydłużenie „elastyczne”, które mogłoby ulec skróceniu, jeśli Wielka Brytania w podanym horyzoncie czasowym byłaby w stanie zaakceptować porozumienie o wyjściu z UE. Reakcja brytyjskiej waluty na informacje była bardzo ograniczona. Obecnie funt nieco traci, jednak cały czas znajduje się powyżej wczorajszych minimów.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w okolicy poziomu 4,29. W relacji do dolara amerykańskiego wspólna europejska waluta cały czas radzi sobie dość słabo, utrzymując się w okolicy długoterminowego minimum. Nie jest to specjalnie zaskakujące uwzględniając raczej słaby sentyment do euro. „Minutki” z ostatniego spotkania EBC opublikowane wczoraj potwierdzają, że EBC obawia się rozwoju sytuacji gospodarczej w strefie euro. Ostatnie dane z gospodarek są mieszane, jednak – szczególnie te z Niemiec – mogą martwić. Dziś nieco in plus zaskoczyła dynamika produkcji przemysłowej, która w lutym rosła o 0,7% miesięcznie wobec wyniku 0,5% oczekiwanego przez konsensus analityków. Dane nie budzą jednak przesadnie dużego optymizmu, nadal potwierdzając słabość sektora.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek spadł o 0,5%, wahając się w widełkach 4,98-5,04. W związku z zamieszaniem związanym z Brexitem, funt brytyjski w ostatnim czasie radzi sobie dość słabo. Wczoraj waluta ponownie doświadczyła istotnej wyprzedaży również w relacji do głównych walut.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 3,82-3,83. Dolar amerykański w ostatnim czasie radzi sobie dość dobrze, zwłaszcza w relacji do euro. Jednak wczorajsze doniesienia o postępach w negocjacjach USA i Chin nieco ograniczają perspektywy potencjalnego dalszego umocnienia waluty.

Zgodnie z doniesieniami agencji Xinhua, wicepremier Chin, Liu He w kontekście negocjacji USA i Chin stwierdził, iż osiągnięty został „konsensus dotyczący ważnych kwestii takich jak tekst” porozumienia. Optymizm był widoczny również po stronie amerykańskiej. Prezydent Trump stwierdził, że umowa z Chinami może zostać zawarta w ciągu czterech tygodni.

Oprócz wojny handlowej warto wspomnieć o danych makroekonomicznych. Wczorajsze odczyty wyraźnie zaskoczyły na plus wskazując na siłę amerykańskiego rynku pracy. Cotygodniowe szacunki liczby zadeklarowanych bezrobotnych pokazały spadek do 202 tys. wniosków, co jest blisko najniższego poziomu odnotowanego w ostatnich pięciu dekadach.

Dziś z kolei poznamy dużo istotniejsze dane NFP z amerykańskiego rynku pracy w marcu. Konsensus zakłada, że zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w marcu wyniosła ok. 180 tys, a stopa bezrobocia i dynamika płac utrzymają się na poziomach odpowiednio 3,8% i 3,4% w ujęciu rocznym. Dane lepsze od oczekiwań powinny przełożyć się na umocnienie amerykańskiej waluty tak w relacji do euro, jak i polskiego złotego.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

14:30 – dane NFP z amerykańskiego rynku pracy w marcu

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Po 4 miesiącach spadków niemiecka produkcja przemysłowa w końcu zanotowała wzrost

Od pewnego czasu w Niemczech obserwujemy słabsze wyniki gospodarki. Od listopada ub. r. do stycznia br. spadała produkcja przemysłowa. Dopiero w lutym br. wzrosła o 0,8%. Wprawdzie to niewiele, lecz po spadku zamówień przemysłowych, które w lutym zmniejszyły się o 4,2%, jest to lepszy wynik, niż oczekiwano. W ujęciu rocznym produkcja przemysłowa odnotowała wzrost o 0,9%. Biorąc pod uwagę korektę sezonową, to nadal nie jest pozytywny wynik. Prognozy nie wskazują też, żeby sytuacja miała się poprawić. Na rynkach utrzymuje się więc nerwowa atmosfera i potęgują ją również przedłużające się negocjacje w sprawie warunków Brexitu. Do wypracowania porozumienia potrzebna jest ściślejsza współpraca między Theresą May a Jaremy Corbyn z partii Pracy. Spotkało się to z krytyką wobec premier ze strony konserwatystów. Współpraca z Partią Pracy w tym przypadku może więc prowadzić do posunięcia się do przodu w sprawie porozumienia, ale również spowodować opór konserwatystów. Niezadawalający rozwój w niemieckiej i europejskiej gospodarce zauważa EBC, który rozważa wprowadzenie dodatkowych środków wspierających gospodarkę.

Złoty w tym tygodniu umocnił się do poziomu 4,29 EUR/PLN. Kurs eurodolara nie uległ większym zmianom w ostatnich

dniach. W piątek rano kurs był na poziomie 1,123 EUR/USD.

AKCENTA CZ a.s.

Adam Pustelnik dołącza do Savills

Adam Pustelnik, dyrektor ds. rozwoju biznesu, Savills
Adam Pustelnik, dyrektor ds. rozwoju biznesu, Savills

Adam Pustelnik, który dotychczas pełnił rolę dyrektora Biura Obsługi Inwestora i Współpracy z Zagranicą w Urzędzie Miasta Łodzi, dołączył do działającej na rynku nieruchomości firmy doradczej Savills jako dyrektor ds. rozwoju biznesu.

Adam Pustelnik w trakcie swojej kariery doradzał przy wielu dużych projektach inwestycyjnych o znaczeniu strategicznym dla Łodzi, przyczyniając się istotnie do diametralnej zmiany wizerunku miasta w oczach inwestorów. Jako dyrektor Biura Obsługi Inwestora i Współpracy z Zagranicą w Urzędzie Miasta Łodzi współpracował m.in. z Ghelamco Poland i HB Reavis przy projekcie Nowego Centrum Łodzi. W przeszłości pracował również w Ministerstwie Sportu i Turystki oraz Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej. Jest absolwentem prawa i stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Łódzkim oraz Europejskiej Akademii Dyplomacji.

Tomasz Buras, dyrektor zarządzający Savills w Polsce
Tomasz Buras, dyrektor zarządzający Savills w Polsce

„Ta zmiana to duże wzmocnienie naszych struktur i ważny krok w rozwoju Savills w Polsce. Za Adamem stoją kompetencje i silne relacje biznesowe. To również bardzo pozytywna osoba, która z pewnością wniesie do Savills sporo nowej energii” – mówi Tomasz Buras, dyrektor zarządzający Savills Polska.

Na nowo utworzonym w Savills stanowisku dyrektora ds. rozwoju biznesu Adam Pustelnik będzie współpracował z dyrektorem zarządzającym Tomaszem Burasem oraz szefami poszczególnych działów, a także wszystkimi pracownikami odpowiedzialnymi za kontakty z nowymi oraz obecnymi klientami, rozszerzanie obowiązujących umów oraz pozyskiwanie kolejnych zleceń.

„W ciągu ostatnich lat udało mi się, wspólnie z moimi koleżankami i kolegami z Urzędu oraz panią prezydent, zrobić wiele dobrego dla Łodzi. Miasto to na zawsze pozostanie w moim sercu. Teraz przyszedł jednak czas na nowe wyzwania. Ta perspektywa bardzo mnie cieszy, zwłaszcza biorąc pod uwagę skalę i różnorodność projektów oraz zadań, które przede mną stoją” – mówi Adam Pustelnik, dyrektor ds. rozwoju biznesu, Savills.

Huawei i Sunrise ogłosili wdrożenie usługi 5G dla użytkowników w Szwajcarii

Firma Sunrise wdrożyła usługę stałego dostępu bezprzewodowego (FWA) 5G dla użytkowników w Szwajcarii, która jest oparta na technologii Huawei. Jest to kolejny kamień milowy dla operatora we wdrażaniu sieci nowej generacji. Usługa jest dostępna zarówno dla klientów indywidualnych, jak i biznesowych. Sunrise planuje również uruchomienie w 2019 roku usług 5G smartphone i 5G HD IPTV.

Dzięki 5G FWA od Sunrise, gospodarstwa domowe oraz małe i średnie przedsiębiorstwa mogą korzystać z szybkich usług internetowych i wejść w erę cyfrową bez przeszkód w połączeniu światłowodowym. Dla operatora jest to ważny krok w realizacji strategii „5G dla ludzi”, która jest odpowiedzią na szybko rosnący ruch danych i przepaść cyfrową pomiędzy obszarami miejskimi i wiejskimi.

Projekt udało się zrealizować dzięki produktom i terminalom sieciowym Huawei 5G E2E, które operator sprawnie wdrożył w całej Szwajcarii. W efekcie tych działań, Sunrise i Huawei, podczas tegorocznych targów MWC, wspólnie zdobyły nagrodę GSMA w kat. „Najlepszy konsumencki operator mobilny” w uznaniu komercyjnej i społecznej wartości usługi FWA 5G Sunrise.

Dzięki innowacyjnemu rozwiązaniu Huawei i globalnemu doświadczeniu we wdrażaniu 5G, jesteśmy przekonani, że możemy zapewnić naszym klientom jak najlepsze wrażenia z użytkowania, które stanowią podstawę naszej pozycji jako dostawcy numer 1 5G w Szwajcarii – powiedział Olaf Swantee, CEO Sunrise.

Globalne komercyjne uruchamianie 5G rozpocznie się w 2019 r. Huawei opracował najbardziej zaawansowane i inteligentne technologie dla sieci 5G, które są jednocześnie niezwykle łatwe we wdrażaniu i obsłudze. Jesteśmy gotowi wspierać Sunrise i innych strategicznych partnerów na całym świecie w świadczeniu usług 5G dla osób chcących korzystać z Internetu o większych prędkościach, niższych opóźnieniach i bezpieczniejszych połączeniach – powiedział Yang Chaobin, prezes Huawei 5G Product Line.

Prof. Krystian Jażdżewski z Warsaw Genomics o programie „Badamy Geny”

Rak to druga najbardziej zabójcza choroba w Polsce. Powoduje 24 proc. zgonów. Na nowotwór zachoruje prawie połowa mężczyzn oraz ponad 1/3 kobiet. Wprowadzenie ogólnopolskich badań przesiewowych to 90 mld zł nieutraconego PKB w perspektywie 20 lat.

Polska ma szansę zostać liderem w prewencji nowotworowej.

Specjaliści z działającego przy Uniwersytecie Warszawskim zespołu Warsaw Genomics przekonują, że badania genetyczne mogą przynieść znaczne korzyści nie tylko całemu społeczeństwu, ale także gospodarce. W przygotowanym we współpracy z Deloitte raporcie pt. „Recepta w genach. Korzyści gospodarcze z przesiewowych badań genetycznych jako elementu profilaktyki nowotworowej” szacują, że powszechna profilaktyka w latach 2016-2035 pozwoliłaby uniknąć straty PKB rzędu 90,4 mld zł.

Badanie metodą opracowaną przez zespół Warsaw Genomics obejmuje w całości 70 genów, podczas gdy w standardowych badaniach wykonywanych w Polsce w celu określenia genetycznego ryzyka zachorowania na raka piersi lub jajnika, analizuje się jedynie kilka punktów w kilku genach. Eksperci mogą ocenić, czy w którymkolwiek z nich istnieje wada zwiększająca ryzyko zachorowania. W sumie są w stanie sprawdzić ponad 50 tys. potencjalnych uszkodzeń.

– W programie „Badamy Geny” analizujemy wszystkie geny odpowiedzialne za zwiększone ryzyko zachorowania na raka. Genów jest siedemdziesiąt. I mamy w nich ponad 50 tys. punktów, które mogą być uszkodzone – mówi w rozmowie z MarketNews24 prof. Krystian Jażdżewski z Warsaw Genomics, inicjator programu. – Analizujemy każdy jeden punkt, w związku z tym potrafimy znaleźć każdą jedną mutację, która zagraża naszym pacjentom.

Dotychczas w Polsce i innych krajach wykonywano testy genetyczne inną metodą. Bada się pięć punktów. Zaledwie 5 z 50 tys.

Co wynika z dotychczasowych doświadczeń Warsaw Genomics? W programie „Badamy Geny” analizowano wszystko, co należy analizować. Dzięki temu jesteśmy w stanie określić ryzyko zachorowania na raka i wdrożyć właściwą, spersonalizowaną, zindywidualizowaną opiekę prewencyjną. Na każde 100 osób, które badano, znajdowano pięć, które urodziło się z chorobotwórczą mutacją. To jest pięć osób, którymi należy się zająć w sposób szczególny. To osoby, które nie mogą czekać do typowych badań profilaktycznych, czyli na przykład na mammografię w 50. roku życia, czy kolonoskopię w 50. roku życia, powinny zacząć się badać dużo. I wykonać np. rezonans magnetyczny piersi w 25. roku życia czy też kolonoskopię w 30. roku życia. Dzięki temu możemy uratować każdą jedną osobę, niezależnie od tego czy ryzyko zachorowania na raka dla tej osoby jest populacyjne, czy bardzo wysokie, na przykład 87 proc. zachorowania na raka piersi, ryzyko związane z mutacją BRCA1.

– Innowacyjność badania, w programie „Badamy Geny”, polega na szerokości i wielkości tego badania, czyli badamy wszystko, co trzeba. Wszystkie geny i każdy jeden punkt, ale przede wszystkim badamy bardzo szybko i bardzo tanio, czyli 20-krotnie szybciej i taniej niż gdziekolwiek na świecie. W 2020 r. planujemy zbadać 1 mln osób, czyli znaleźć ponad 50 tys. osób wymagających szczególnej opieki prewencyjnej i zabezpieczenia przed nowotworem – wyjaśnia prof. Krystian Jażdżewski. – Współpraca z Deloitte jest dla nas szczególnie ważna. Jest to pierwsza firma, która zdecydowała się na przebadanie wszystkich swoich pracowników i znalezienie każdej jednej osoby w zespole, szczególnie obciążonej i zagrożonej nowotworem. Na 2,5 tys. pracowników Deloitte, jest 125 osób, które urodziły się z mutacją, i które można uratować.

Certyfikacja wielokryterialna budynków tzw. 3E Ecology, Economy, Equity

Certyfikacje wielokryterialne (jak LEED czy BREEAM) zapewniają właścicielom, deweloperom i zarządcom budynków narzędzia, które mają pomagać wdrażać proekologiczne rozwiązania w zakresie projektowania budynków, ich budowy, użytkowania i konserwacji.

Certyfikowane budynki wpływają pozytywnie bezpośrednio na nasze zdrowie, samopoczucie i komfort.

– Certyfikacje wielokryterialne skupiają się zrównoważeniu działań w obrębie 3 podstawowych filarów na których opiera się zrównoważony rozwój. Chodzi tu oczywiście o tzw. 3E (Ecology, Economy, Equity) czyli ekologię, ekonomię i jakość socjalną danej inwestycji. W Polsce najbardziej popularne certyfikaty obejmują m.in. efektywność energetyczną i wodną, ochronę atmosfery, minimalizację produkcji CO2, zużycie materiałów, jakość środowiska wewnętrznego w budynku, jakość lokalizacji i transportu czy też innowacje – mówi Rafał Schurma, Prezydent Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego PLGBC.

W Polsce obecnych jest pięć głównych certyfikacji wielokryterialnych: dwa amerykańskie systemy LEED oraz WELL, brytyjski system BREEAM, niemiecki DGNB oraz francuski HQE. Jak zmieniają one wrażenia przebywających w nich użytkowników?

– W zielonych szkołach wzrasta przyswajalność wiedzy przez uczniów, a wyniki testów polepszają się nawet do 20%. Zawdzięczamy to głównie polepszeniu jakości powietrza we wnętrzu, akustyce, prawidłowym doświetleniu światłem dziennym czy polepszeniu komfortu (np. termicznego, czy wilgotnościowego). Z kolei w odniesieniu do budynków opieki zdrowotnej udowodniono, że pacjenci przebywający w zielonych, certyfikowanych szpitalach szybciej wracają do zdrowia i co za tym idzie wcześniej się z nich wypisują. W proekologicznych budynkach handlowych zauważalny jest wymierny wzrost sprzedaży przypadającej na każdy m2. Ogólnie ujmując, (niemal w każdej swej głównej funkcjonalności) zrównoważony, najczęściej certyfikowany obiekt budowlany osiąga znacząco lepsze wyniki poprzez polepszenie się produktywności oraz zdrowia i samopoczucia jego użytkowników – dodaje Rafał Schurma.

W debacie wzięli udział: Jarosław Sadowski, Expander; Rafał Schurma, Prezydent Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego PLGBC, właściciel VISIO architects and consultants i prowadzący Jarosław Mikołaj Skoczeń, Zastępca Redaktora Naczelnego Agencji Informacyjnej MarketNews24.

GLS Poland otwiera nową filie w Bielawie

Najnowsza, 37 filia firmy kurierskiej w Polsce, jest zlokalizowana w Bielawie na Dolnym Śląsku. GLS Poland systematycznie inwestuje w infrastrukturę bazową: w najbliższym czasie otworzy i rozbuduje kolejne obiekty w innych regionach kraju.

GLS Poland, filia w Bielawie
GLS Poland, filia w Bielawie

Filia w Bielawie dysponuje 30 bramami kurierskimi i trzema rozładunkowymi, 900-metrowym placem manewrowym, a jej powierzchnia magazynowa wynosi ponad 1000 mkw. Codziennie będzie obsługiwała nawet do 2800 paczek. Działa na terenie Bielawskiego Parku Przemysłowego, w pobliżu DK 384. To już trzeci tego rodzaju obiekt GLS Poland na Dolnym Śląsku.

Nowa filia przejmuje część obszarów obsługiwanych przez sortownię regionalną we Wrocławiu i filię w Legnicy. Systematyczny rozwój sieci i połączeń kurierskich wymagał dodatkowego oddziału w południowo-wschodnich rejonach Dolnego Śląska. Dzięki temu doręczenia i odbiory będą przebiegały jeszcze sprawniej – mówi Tomasz Kroll, dyrektor zarządzający GLS Poland.

Obiekt w Bielawie to już 37 filia tego operatora w Polsce, ale firma szybko rozbudowuje infrastrukturę bazową. W najbliższym czasie uruchomi następną nową lokalizację, tym razem w Tarnobrzegu. Dodatkowo właśnie rozpoczęła się rozbudowa oddziału GLS w Poznaniu. Ten obiekt docelowo ma pełnić funkcję również sortowni regionalnej.

Tomasz Kroll, dyrektor zarządzający GLS
Tomasz Kroll, dyrektor zarządzający GLS

„Zagęszczanie” sieci to element długofalowej strategii firmy. Pozwala nam sukcesywnie optymalizować czas transportu paczek, zwłaszcza w połączeniu z inwestycjami w nowoczesne technologie cyfrowe oraz automatyzację procesów – podkreśla Tomasz Kroll.

Dodaje, że ważnym elementem strategii jest również rozwój sieci punktów odbioru i nadania paczek ParcelShop. Obecnie klienci mają do dyspozycji już ponad 1500 takich punktów w całym kraju, a zasięg sieci stale się poszerza.

Przypomnijmy, że wiosną 2018 roku GLS Poland uruchomił swoje największe centrum dystrybucji przesyłek w Polsce, które jest w stanie obsłużyć średnio 80 tys. paczek dziennie. Jest zlokalizowane w Wypędach pod Warszawą, z bardzo dogodnym dostępem do sieci autostrad i dróg szybkiego ruchu. Centralnym punktem przeładunkowym dla przesyłek krajowych i międzynarodowych jest Stryków. Wraz z dwoma sortowniami regionalnymi w Bydgoszczy i we Wrocławiu łączy polską i międzynarodową sieć GLS.

Grupa GLS to jeden z liderów jakości w europejskiej logistyce przesyłek. Cała sieć operatora, za pośrednictwem spółek-córek oraz partnerów transportowych, obejmuje 41 krajów w Europie. Firma działa też na rynkach w USA i Kanadzie.

Korzystny wyrok dla podatników: organy, nie uwzględniając głosu orzecznictwa, łamią zasady prawa i postępowania podatkowego

„Odnosząc się do powołanych przez wnioskodawcę wyroków sądów administracyjnych, to nie mogą one być dla organu wiążące, ponieważ stanowią rozstrzygnięcia w konkretnych sprawach, i nie stanowią źródeł powszechnie obowiązującego w Polsce prawa” – taką standardową formułką organy wydające negatywne da podatnika interpretacje podatkowe tłumaczą, dlaczego nie muszą stosować się do korzystnych dla podatników wyroków sądów w podobnych, a czasem nawet identycznych sprawach. W wyroku z 28 lutego 2019 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi pouczył organ podatkowy, że orzecznictwo sądów administracyjnych ma walor normatywny także w stosunku do interpretacji podatkowych: „…orzecznictwo to stało się istotnym miernikiem legalności wydawanych interpretacji indywidualnych. Jego nieuzasadnione zaś pomijanie narusza wyrażoną w art. 121 § 1 O.p. zasadę prowadzenia postępowania podatkowego” (sygn. akt I SA/Łd 790/18).

Jak stanowi treść art. 14a § 1 ustawy – Ordynacja podatkowa (dalej: O.p.), Minister Finansów dąży do zapewnienia jednolitego stosowania przepisów prawa podatkowego przez organy podatkowe, w szczególności dokonując ich interpretacji oraz wydając z urzędu ogólne wyjaśnienia dotyczące stosowania tych przepisów, przy uwzględnieniu orzecznictwa sądów. Z kolei zgodnie z art. 14e § 1 pkt 1: „Szef Krajowej Administracji Skarbowej może z urzędu zmienić wydaną interpretację indywidualną, jeżeli stwierdzi jej nieprawidłowość, uwzględniając w szczególności orzecznictwo sądów, Trybunału Konstytucyjnego lub Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej” (Dz.U. 1997 nr 137, poz. 926, ze zm.). Wskazanych przepisów ustawy podatkowej organy podatkowe zdają się nie znać. Tej samej ustawy, na podstawie której te same organy prowadzą postępowanie podatkowe czy też kontrolę podatkową i wymierzają podatnikom zobowiązania podatkowe (art. 1 O.p.).

Odmienne stany faktyczne

Sygnatura 0113-KDIPT1-1.4012.761.2018.3.RG z 21.12.2018 r., sygn. 0111-KDIB1-2.4010.1.2018.7.PH z 19.12.2018 r. czy sygn. ILPB2/415-974/14-2/TR z 30.12.2014 r. – to tylko przykłady kilku z setek corocznie wydawanych podatnikom negatywnych interpretacji podatkowych, w których organy interpretacyjne negują stanowiska podatników, mimo posiadanego przez nich poparcia w orzecznictwie sądów administracyjnych. Nie chcąc przyznać podatnikowi racji, organy powołują się najczęściej na różnice pomiędzy stanem faktycznym, o którym rozstrzygały przywołane przez niego wyroki, a stanem faktycznym wskazanym we wniosku o wydanie interpretacji. Wśród popularnych formułek organów można wymienić:

  • „Należy podkreślić także, iż na ocenę prawidłowości przedmiotowej kwestii nie mogą wpłynąć powołane przez Wnioskodawcę orzeczenia, bowiem stanowią one rozstrzygnięcia w konkretnych sprawach, osadzonych w określonych stanach faktycznych” (0113-KDIPT1-1.4012.761.2018.3.RG).
  • „W odniesieniu do przywołanych przez Wnioskodawcę orzeczeń sądowych potwierdzających jego zdaniem jego stanowisko w sprawie, tut. Organ stwierdza, że nie podziela wyrażonych w nich poglądów na podstawie argumentacji przedstawionej powyżej” (0111-KDIB1-2.4010.1.2018.7.PH).
  • „Przywołane przez Stronę wyroki dotyczą konkretnych spraw podatników, osądzonych w określonych stanach faktycznych i w tych sprawach rozstrzygnięcia w nich zawarte są wiążące. Natomiast organy podatkowe, mimo że w ocenie indywidualnych spraw podatników posiłkują się wydanymi rozstrzygnięciami sądów, to nie mają możliwości zastosowania ich wprost, z tego powodu, że nie stanowią materialnego prawa podatkowego” (ILPB2/415-974/14-2/TR).

Precedensowy wyrok sądu

W lutym 2019 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi, w wyroku uchylającym interpretację indywidualną Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, na skutek wniesionej przez podatniczkę skargi (sygn. akt I SA/Łd 790/18) zawarł pouczenie podważające prezentowane wyżej stanowisko fiskusa, nazywając je wprost naruszeniem prawa.

Sąd przyznał, że orzecznictwo sądowe nie ma w polskim prawie charakteru precedensowego, jednak w odniesieniu do interpretacji podatkowych, zarówno indywidualnych, jak i ogólnych ma istotne znaczenie. Pełni przecież znaczącą rolę w kwestii eliminowania z obrotu prawnego wadliwych interpretacji, co potwierdza treść art. 14e § 1 O.p. Skoro więc ustawodawca dopuszcza zmianę wydanej interpretacji podatkowej wskutek stwierdzenia jej nieprawidłowości w wyniku uwzględnienia w szczególności orzecznictwa sądów, to organy nie mogą przyjmować, że nie mają one obowiązku analizowania wyroków sądów zapadłych w sprawach dotyczących analogicznych sytuacji podatkowych. Taka ignorancja w zakresie badania wyroków, na które powołuje się wnioskodawca we wniosku o wydanie interpretacji, podważa legalność podjętej przez organ wykładni, a z całą pewnością narusza ustanowioną w art. 121 § 1 O.p. zasadę prawa podatkowego.

Przywołując treść rozstrzygnięcia Naczelnego Sadu Administracyjnego z 21 listopada 2012 r. (sygn. akt II FSK 545/11), WSA w Łodzi orzekł: „Skoro więc organ wydający interpretacje indywidualne może w ramach działania ex officio zmienić wydaną już uprzednio interpretację z racji stwierdzenia jej wadliwości w świetle orzecznictwa sądowego, to tym bardziej ma obowiązek dokonywać analizy tego orzecznictwa w postępowaniu zmierzającym do wydania takiej interpretacji, a zwłaszcza w przypadku, gdy na takowe orzecznictwo powołuje się osoba składająca wniosek o jej wydanie. (…) art. 14e § 1 O.p. wychodzi poza zasadę związania wyrokiem tylko w sprawie, w której on zapadł i nadaje orzecznictwu sądów administracyjnych walor normatywny także w stosunku do innych indywidualnych spraw załatwianych w drodze interpretacji przepisów prawa podatkowego (…) orzecznictwo to stało się istotnym miernikiem legalności wydawanych interpretacji indywidualnych. Jego nieuzasadnione zaś pomijanie narusza wyrażoną w art. 121 § 1 O.p. zasadę prowadzenia postępowania podatkowego w sposób budzący zaufanie do organów podatkowych” (sygn. akt I SA/Łd 790/18).

Najciemniej pod latarnią

Fiskus od kilku lat prowadzi intensywną politykę uszczelniania systemu podatkowego, a więc politykę zaostrzonego sankcjonowania nieprzestrzegania przez podatników przepisów prawa podatkowego, zwłaszcza przez przedsiębiorców. Tworzenie ustaw i regulacji, takich jak np. klauzula przeciw unikaniu opodatkowania czy zawieranie kolejnych umów międzynarodowych o wymianie informacji podatkowych, ma w założeniu umożliwić fiskusowi osiągnięcie tego celu. Można jednak rzec, że najciemniej jest pod latarnią. Organy, które deklarują, że stoją na straży prawa i praworządności dla dobra wszystkich, same tego prawa nie przestrzegają, dopuszczając się wręcz rażących naruszeń. Ponieważ urzędnicy skarbowi nie są pociągani do odpowiedzialności za takie naruszenia, trudno stwierdzić, czy są one wynikiem nieznajomości prawa (patrz. art. 14e), czy celowego działania.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Gotowe mieszkanie od dewelopera coraz mniej popularne

Preferencje klientów firm deweloperskich dotyczące terminu ukończenia lokum bywają bardzo różne. Dla niektórych osób, zakup tzw. „dziury w ziemi” nie stanowi żadnego problemu. Inni z kolei biorą pod uwagę tylko nowe mieszkania, które zostały już ukończone. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili jak wygląda obecnie udział gotowych „M” w ofercie deweloperów. Wyniki mogą niektórych zmartwić.

Liczba gotowych „M” bardzo spadła między innymi w Poznaniu

Portal RynekPierwotny.pl posiada największą w Polsce bazę ofert mieszkań deweloperskich (liczącą około 64 000 lokali i domów pod koniec marca 2019 r.). Właśnie dlatego dane RynekPierwotny.pl mogą posłużyć do wiarygodnej analizy zjawiska związanego ze spadkiem popularności gotowych mieszkań deweloperskich. Pod uwagę warto wziąć przede wszystkim sześć wiodących rynków, które skupiają 60% – 70% oferty i sprzedaży krajowych deweloperów. Mowa o Warszawie, Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu oraz Gdańsku. Dane RynekPierwotny.pl wskazują, że we wspomnianych miastach przez dwa lata następująco zmieniła się liczba inwestycji deweloperskich z gotowymi mieszkaniami:

  • Warszawa – 199 inwestycji pod koniec lutego 2017 r./154 inwestycje pod koniec lutego 2019 r.
  • Kraków – 116 inwestycji/62 inwestycje
  • Łódź – 38 inwestycji/24 inwestycje
  • Wrocław – 100 inwestycji/54 inwestycje
  • Poznań – 42 inwestycje/36 inwestycji
  • Gdańsk – 25 inwestycji/18 inwestycji

Powyższe informacje bardzo dobrze udowadniają skalę spadku dotyczącego popularności gotowych „M”. Jeszcze bardziej sugestywne wydają się dane RynekPierwotny.pl, które zostały zaprezentowane na poniższym wykresie. Te statystyki pokazują, jak przez dwa lata (koniec lutego 2017 r. – koniec lutego 2019 r.) zmieniła się liczba gotowych mieszkań deweloperskich z sześciu metropolii.

Spore spadki były widoczne na terenie każdego z analizowanych miast poza Gdańskiem. Przykładowo w Warszawie liczba ukończonych „M” od dewelopera zmniejszyła się z ok. 2400 (luty 2017 r.) do ok. 1800 (luty 2019 r.). Największy spadek w ujęciu procentowym odnotowano jednak dla Poznania. Na terenie Stolicy Wielkopolski, przez dwa lata podaż ukończonych mieszkań od dewelopera spadła aż o 64%. Bardzo wysoki wynik odnotowano również na terenie Krakowa (-44%). Do tak dużych zmian prawdopodobnie doprowadził splot dwóch czynników. Mowa o wysokim popycie na gotowe mieszkania i sporym zróżnicowaniu liczby nowych inwestycji rozpoczętych w 2016 roku, 2017 roku i 2018 roku.Gotowe mieszkania RP 19 wyk.1

Wrocław i Gdańsk – tam najłatwiej znajdziemy ukończony lokal

Informacje widoczne na powyższym wykresie warto odnieść do łącznej podaży na poszczególnych rynkach deweloperskich. Tak powstało poniższe zestawienie, które prezentuje udział gotowych mieszkań w całym rynku pierwotnym. Eksperci RynekPierwotny.pl obliczyli wspomniany udział dla sześciu metropolii na koniec lutego 2017 roku, 2018 roku oraz 2019 roku.

Poniższa tabela potwierdza, że spadek popularności gotowych mieszkań deweloperskich był najbardziej odczuwalny na terenie Poznania. Jeszcze w lutym 2017 r. ta wielkopolska metropolia przodowała pod względem odsetka ukończonych lokali od deweloperów (wynik: 33%). Pomiędzy lutym 2018 roku i lutym 2019 roku, analogiczny udział spadł z 26% do 7%. Dane RynekPierwotny.pl wskazują, że w perspektywie dwóch lat, odsetek gotowych lokali deweloperskich nie spadł jedynie w Warszawie i Gdańsku. Na terenie stolicy, analizowany udział utrzymał niski, ale stabilny poziom (12%). Jeżeli chodzi o Gdańsk, to odsetek tamtejszych gotowych „M” nawet wzrósł z 21% do 25%. Pod koniec lutego 2019 r. to właśnie Gdańsk razem z Wrocławiem (20%) dzierżył palmę pierwszeństwa pod względem popularności gotowych mieszkań deweloperskich. We wspomnianych miastach deweloperzy są najmniej zagrożeni tym, że deficyt gotowych „M” skieruje większą uwagę potencjalnych nabywców lokali na rynek wtórny. Właśnie takie zjawisko było jedną z przyczyn aktywizacji rynku wtórnego na terenie Warszawy.Gotowe mieszkania RP 19 tab.1

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Polisy OC można kupić coraz taniej

Kierowcy płaczą i płacą: tak można by podsumować kwestię cen OC w Polsce na przestrzeni ostatnich kilku lat. Na szczęście w ostatnich miesiącach mamy więcej powodów do zadowolenia.

Mimo wielu czynników, które mogłyby wpłynąć na ceny OC, polisy nie tylko nie drożeją, ale można je kupić coraz taniej. O ile spadła średnia w I kwartale i czy naprawdę przeciętny Kowalski jest w stanie ciągle kupić OC poniżej 500 zł?

I kwartał na rynku polis: OC ciągle taniej

Na początku roku średnia cena OC oscylowała w okolicy 1028 zł – w większości ośrodków miejskich kierowcy płacili jednak mniej niż 1000 zł. Podsumowując dane zebrane na podstawie ponad 120 tys. kalkulacji wykonanych przez klientów mfind na przestrzeni ostatnich 3 miesięcy, możemy powiedzieć, że cena którą aktualnie płacą kierowcy jest już bliższa 900 zł – a średnia wynosi 906 zł.

Zmiana jest więc spora – ponad 100 zł i kilkanaście procent. W wielu ośrodkach miejskich cena właściwie stoi w miejscu, ale w innych zmiana ceny będzie dla kierowcy zauważalna.

OC po I kwartale – gdzie jest najdrożej gdzie najtaniej?

Najdrożej zapłacimy w największych miastach – w Gdańsku, Warszawie i Wrocławiu i tu różnice między najtańszymi ośrodkami miejskimi będzie duża – wyniesie nawet 300 zł. Tani jest Rzeszów, Opole, Katowice, Gorzów Wielkopolski.

Z danych GUS wynika, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wynosiło w lutym ponad 4949 zł. Polacy zarabiają więc o przeciętnie 300 zł więcej, niż rok temu. W okresie ostatniego roku wzrosła również inflacja, obserwujemy także duże różnice cen paliw. W tym świetle obniżki cen polis OC są dla kierowców naprawdę dobrą wiadomością.

OC za mniej niż 500 zł? Bardzo realne!

Ze średnią ceną OC jest tak jak ze średnią pensją – wiele osób twierdzi, że kwota, która pada w statystykach jest znacznie zawyżona. Warto zauważyć, że do średniej wliczają się najtańsze oferty, ale także te znacznie droższe. Różnice w cenie OC mogą często wynoszą nawet 200%.

Najdrożej płacą młodzi kierowcy oraz Ci, którzy w ostatnich latach byli sprawą szkody lub szkód. Ich stawki znacznie zawyżają średnią.

A co z najtańszymi polisami? Te ciągle kosztują znacznie poniżej 500 zł, a w ostatnich miesiącach zaobserwowaliśmy w kalkulacjach stawki nie spotykane od lat! OC można było kupić nawet poniżej 300 zł. Co ciekawe, tak przekrój kierowców jak i aut, dla których zaproponowano tak korzystne stawki był bardzo szeroki. Na liście można znaleźć oferty dla Passata, Hyundai, Toyoty Yaris, czy Skody Rapid.

Co dalej z OC w 2019r?

Co nas czeka w kolejnych kwartałach 2019? Czy OC będzie jeszcze tańsze?

„Sytuacja ubezpieczycieli po latach strat jest dobra, ale kwoty wypłacanych odszkodowań również nie należą do najniższych – mówi Bartosz Salwiński z mfind. Dalszych znaczących obniżek nie możemy się spodziewać, ale warto pamiętać o tym, że OC, które kupujemy w tym roku, nie powinno być droższe niż w ubiegłym. Na przepłacanie szczególnie narażeni będą ci kierowcy, którzy nie mają nawyku porównywania cen i korzystają ze standardowych, automatycznych odnowień. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że to nowym klientom towarzystwa najchętniej obniżają ceny, a co do „starych” – liczą na ich lojalność i wygodę pozostania przy sprawdzonym i znanym ubezpieczycielu. Pamiętajmy, że OC ma wszędzie taki sam zakres, przepłacanie za tą polisę, nie ma więc kompletnie sensu. 

Hotailors: 100 tys. euro nagrody i kontrakt z Vodafone. Sukces polskiego start-upu w Luksemburgu

Polski start-up wygrał 100 tys. euro podczas Arch Summit w Luksemburgu, w prestiżowym konkursie Future Tech Award  dla najlepszych rozwiązań, które mogą zrewolucjonizować swoją branżę. Patronem wydarzenia była firma Vodafone.

Hotailors 100 tys. euro nagrody i kontrakt z Vodafone. Sukces polskiego start-upu w Luksemburgu (1) Hotailors ułatwia  przedsiębiorstwom – wykorzystując sztuczną inteligencję – organizowanie  i rozliczanie podróży służbowych. Partnerami biznesowymi start-upu są m.in. Google, Microsoft, Amadeus, Kiwi i EY.

Rozwiązanie Hotailors nie tylko przekonało jurorów Future Tech Award – w tym konkursie startowały firmy, których pomysł „ma potencjał na zrewolucjonizowanie swojej branży” – ale i przedstawicieli Vodafone. Brytyjski koncern telekomunikacyjny rozpocznie współpracę z polskim start-upem.

Hotailors 100 tys. euro nagrody i kontrakt z Vodafone. Sukces polskiego start-upu w Luksemburgu (2)– Cieszymy się podwójnie. Zdobyliśmy nagrodę za nasz pomysł. Ale pokazaliśmy też, że mamy w pełni działające rozwiązanie, atrakcyjne dla coraz większej liczby największych światowych firm. A my jesteśmy gotowi, by dla nich pracować  – powiedział Filip Błoch, prezes Hotailors.

Arch Summit to jedno z najbardziej prestiżowych europejskich wydarzeń start-upowych. Przez dwa dni 3i 4 kwietnia 2019 r.) w Luksemburgu spotykali się przedstawiciele start-upów, inwestorzy oraz członkowie zarządów największych światowych korporacji. Ci ostatni mogli znaleźć tu rozwiązania, które pomogą im w dalszym rozwoju.

Poza wykładami i warsztatami w tym roku odbyły się dwa konkursy: Social Impact Award oraz Future Tech Award, który wygrał Hotailors i zdobył 100 tys. euro. Polski start-up reprezentowali w Luksemburgu jego prezes Filip Błoch, Maciej Stopierzyński, dyrektor ds. technologii Hotailors oraz Daniel Flynn, menedżer ds. rozwoju. Nagrodę wręczała im między innymi laureatka Pokojowej Nagrody Nobla w 2011 r., afrykańska działaczka społeczna Leymah Gbowee.

Zwycięstwo w Luksemburgu oraz współpraca z Vodafone to krok w realizacji głównych celów biznesowych polskiego start-upu na 2019 r.: 10-krotnego zwiększenia sprzedaży, do ponad 10 mln euro. Sposobem na to będzie również ekspansja zagraniczna. Do siedzib w Warszawie, Dublinie, San Francisco i Nowym Jorku dołączył na początku roku Dubaj. – W tych pięciu lokalizacjach prowadzimy już działania sprzedażowe. Każde z nich jest dużym hubem lotniczym i ważnym miejscem biznesowym – mówi Michał Szeksztełło, dyrektor operacyjny Hotailors. Na Bliskim Wschodzie  Hotailors wspomaga Adam Kwaśniewski, pierwszy pracownik Google’a w Polsce oraz były dyrektor tej firmy w Dubaju.

4 możliwości, jak rodzic może zapewnić sobie urlop w przypadku strajku nauczycieli

Od dłuższego czasu zapowiadany jest strajk nauczycieli. Jak dotąd nie ma pewnych informacji, czy i które placówki będą faktycznie protestować. Jeśli jednak nauczyciele zgodnie z zapowiedziami rozpoczną strajk 8 kwietnia, może dojść do sytuacji, że w szkole nie będzie osoby, która zajmie się dziećmi. Pojawia się więc pytanie, co może zrobić rodzic, aby dziecko nie pozostało bez opieki. Eksperci inFakt wskazują cztery możliwe rozwiązania.

  • Zasiłek opiekuńczy

Jest to rozwiązanie, z którego może skorzystać rodzic zatrudniony na podstawie umowy o pracę, umowy zlecenie lub który prowadzi własną firmę.

Zasiłek opiekuńczy przysługuje między innymi ubezpieczonemu zwolnionemu od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki nad dzieckiem do 8. roku życia, w przypadku nieprzewidzianego zamknięcia żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola lub szkoły, do których dziecko uczęszcza. Warunkiem jego otrzymania jest to, że nie ma innych członków rodziny mogących zapewnić opiekę dziecku za wyjątkiem dzieci do lat 2, gdzie nie ma to znaczenia.

Pojawia się też pytanie, kiedy można mówić o tym, że sytuacja jest nieprzewidziana. Czy w przypadku strajku nauczycieli, o którym mowa od dłuższego czasu, można mówić o sytuacji nieprzewidzianej? Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 6 marca 1979 r. (sygn. akt II UZP 4/79, OSP 1980/7/130) stwierdził, że za nieprzewidziane zamknięcie żłobka, przedszkola, klubu dziecięcego lub szkoły, do których uczęszcza dziecko, uważa się takie zamknięcie tych placówek, o którym pracownik został zawiadomiony w terminie krótszym niż 7 dni przed dniem ich zamknięcia.

Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt
Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt

Prawo do zasiłku opiekuńczego przysługuje bez okresu wyczekiwania. – Oznacza to, że wystarczy samo zgłoszenie do ubezpieczenia chorobowego. Nie trzeba podlegać ubezpieczeniu chorobowemu przez 30 dni dla ubezpieczenia obowiązkowego lub 90 dni, gdy składka chorobowa jest dobrowolna, aby ten zasiłek otrzymać – tłumaczy Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-podatkowy w firmie inFakt.

Zleceniobiorcy czy właściciele firm, którzy obecnie nie opłacają składki chorobowej, a chcą jeszcze w kwietniu skorzystać z zasiłku opiekuńczego, mają czas do 8 kwietnia na przerejestrowanie i zgłoszenie się do ubezpieczenia chorobowego. Pracownik ma prawo do tego świadczenia od momentu zatrudnienia. Wymiar zasiłku opiekuńczego to 60 dni w roku kalendarzowym, jeżeli opieka sprawowana jest nad dzieckiem lub dziećmi.

Jakie dokumenty złożyć, aby otrzymać zasiłek opiekuńczy?

Ekspert z firmy inFakt przypomina, że aby uzyskać zasiłek opiekuńczy, należy złożyć druk Z-15A[1], do którego warto dołączyć oświadczenie rodzica o nieprzewidzianym zamknięciu żłobka, przedszkola lub szkoły.

Dodatkowo, jeżeli zasiłek wypłaca ZUS, będzie trzeba także złożyć formularz:

  • Z-3 w przypadku pracownika,
  • Z-3a w przypadku zleceniobiorców,
  • Z-3b w przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą.

Zasiłek opiekuńczy to niższe wynagrodzenie

Z punktu widzenia finansowego jest to jednak najmniej korzystne rozwiązanie z przysługujących rodzicom. Ubezpieczony będący:

  • pracownikiem lub zleceniobiorcą za ten okres otrzyma 80% wynagrodzenia,
  • rodzic-przedsiębiorca otrzyma 80% podstawy wymiaru zasiłku.
  • Opieka na dziecko zdrowe

Kodeks pracy gwarantuje rodzicom między innymi 2 dni w roku opieki na dziecko zdrowe. Są to dodatkowe dni wolne, spoza puli urlopu wypoczynkowego.

Warto wiedzieć, że:

  • 2 dni przysługują niezależnie od liczby posiadanych dzieci,
  • są to dni na opiekę nad dzieckiem zdrowym, które mogą być wykorzystane np. w sytuacji strajku szkoły,
  • przysługują tylko na dziecko do 14. roku życia,
  • niewykorzystane dni opieki w danym roku nie przechodzą na rok kolejny,
  • za czas opieki przysługuje pełne wynagrodzenie,
  • 2 dni mogą być wykorzystane naraz lub podzielone na dni bądź godziny,
  • z tego prawa może korzystać tylko jeden z rodziców,
  • o dni wolne na opiekę na dziecko pracownik musi zawnioskować,
  • opieka nad zdrowym dzieckiem i zasiłek opiekuńczy to dwa różne przywileje rodzicielskie.

W mojej ocenie jest to najkorzystniejsze rozwiązanie – mówi Aneta Socha-Jaworska – Rodzice nie muszą wykorzystywać dni z puli urlopu wypoczynkowego i otrzymują 100% wynagrodzenia. Jeśli więc chcieliby skorzystać z tego rozwiązania w związku ze strajkiem, jak najszybciej powinni poinformować pracodawcę o tym, że właśnie w tym terminie chcą wykorzystać dni opieki na dziecko. Pracodawcy pozwoli to zaplanować pracę w firmie, a pracownik będzie spokojnie mógł zająć się dzieckiem.

  • Zaplanowany urlop

Dla rodziców, którzy są zatrudnieni na umowie o pracę, pozostaje jeszcze oczywiście możliwość zawnioskowania o urlop wypoczynkowy. Należy pamiętać, że jeśli wniosek zostanie złożony na ostatnią chwilę lub w danym momencie nie będzie możliwości uzyskania dni wolnych ze względu na plan prac, to pracodawca może się nie zgodzić na urlop. Za czas urlopu pracownik zachowuje prawo do pełnego wynagrodzenia.

  • Urlop na żądanie

Rodzic może też zaryzykować i nie zgłaszać wcześniej urlopu. Jeśli okaże się, że szkoła strajkuje, to tego samego dnia przed rozpoczęciem pracy może zgłosić urlop na żądanie, który jest częścią urlopu wypoczynkowego. Pracownik za ten dzień nieobecności również otrzymuje 100% pensji.

[1] Pracownik składa pracodawcy, zleceniobiorca zleceniodawcy, a przedsiębiorca – w ZUS

Rynek samochodów używanych w Polsce – doświadczenia i oczekiwania Polaków

Jest to jeden z głównych wniosków wynikających z badania opinii „Rynek samochodów używanych w Polsce – doświadczenia i oczekiwania Polaków” zrealizowanego przez Kantar TNS[1] na zlecenie Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów. Polacy najchętniej kupiliby auto używane od znajomych. Jednymi z najważniejszych kryteriów branych pod uwagę przy zakupie samochodu z tzw. drugiej ręki są bowiem znana historia eksploatacji pojazdu oraz potwierdzony przebieg.

W 2018 roku ponad 70% nowych samochodów kupionych w polskich salonach zostało zarejestrowanych na firmy. Oznacza to, że Polacy kupują na swoje prywatne potrzeby głównie auta używane. Z danych wynika także, że w ubiegłym roku zarejestrowano w Polsce ponad 1,6 mln samochodów używanych. Liczba ta uwzględnia zarówno samochody sprowadzane i rejestrowane w kraju po raz pierwszy, jak i auta używane zmieniające właściciela (przerejestrowywane) w naszym kraju. Trendem, który utrzymuje się już od kilku lat jest duży i rosnący odsetek samochodów sprowadzanych na rynku wtórnym. W ubiegłym roku zza granicy do Polski trafiło ponad 1 mln aut, z czego ponad połowa pochodziła z Niemiec. Tym samym, import samochodów używanych był większy o 7% względem 2017 roku. Jednocześnie, według Związku Dealerów Samochodowych, nawet 85% sprowadzanych pojazdów ma cofnięty licznik. Dodatkowo ich stan techniczny i niejasna historia powodują, że poruszanie się nimi ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo na polskich drogach, na co uwagę zwracała m.in. Najwyższa Izba Kontroli.

Długie poszukiwania sprawnego samochodu

Polacy uważają, że znalezienie dobrego samochodu używanego jest możliwe, ale….trudne. Jednocześnie, ich doświadczenia pokazują, że na zakup auta używanego – takiego, które spełni ich wymagania i będzie sprawne technicznie – muszą poświęcić dużo czasu. Aż 43% badanych przyznała, że na poszukiwanie samochodu poświęcili od 1 do nawet 3 miesięcy. Widać zatem, że w przekonaniu Polaków zakup samochodu „z drugiej ręki” jest czasochłonny i wymaga wielu działań po stronie kupującego m.in. szukania ofert, sprawdzania stanu technicznego samochodu i wiarygodności sprzedającego. Wskazania ankietowanych pokazały także, że aż ponad 70% Polaków szuka samochodów godnych zaufania, a więc pochodzących z wiarygodnego źródła, ze znaną i potwierdzoną historią eksploatacji oraz przebiegiem. Ankietowani najchętniej kupiliby samochód używany wśród znajomych (40% odpowiedzi), traktując ten sposób jako najbardziej godny zaufania. Na drugim miejscu (31% wskazań) znalazły się punkty, w których oferowane są auta używane, zlokalizowane przy salonach sprzedaży nowych samochodów.

Kupując samochód używany zależy nam przede wszystkim na tym, aby był on sprawny, abyśmy nie mieli np. dodatkowych kosztów związanych z naprawami. Taką pewność może nam dać zakup z wiarygodnego źródła, dostęp do pełnej historii auta oraz potwierdzone takie kluczowe elementy jak stan techniczny, dokonywanie niezbędnych napraw czy okresowego serwisu oraz oczywiście przebieg. Dlatego nie dziwi fakt, że najpopularniejszym sposobem na szukanie dobrych samochodów jest sprawdzenie czy wśród rodziny lub znajomych nie ma akurat interesującego nas auta na sprzedaż. W takiej sytuacji warto też szukać oferowanych coraz liczniej na rynku wtórnym samochodów po wynajmie długoterminowym, w przypadku których występują właśnie te najbardziej pożądane przez Polaków cechy aut używanych tj. szczegółowa historia użytkowania, napraw, rzeczywisty przebieg, regularne serwisowanie – mówi Daniel Aleks, ekspert Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP).

Realne obawy o stan techniczny i historię eksploatacji

Polacy zapytani o trudności jakie napotykają w trakcie szukania auta używanego, w pierwszej kolejności wymieniają zły stan techniczny (55%), brak zaufania do sprzedającego (42%) oraz nieznaną lub niewiarygodną historię eksploatacji (41%). Obawy, jakie mają Polacy, są często odzwierciedleniem nieprzyjemnych doświadczeń, które mają za sobą w związku z kupnem takiego auta. Jednocześnie, aż 82% badanych podkreśla, że w przypadku zakupu samochodu używanego, najważniejszy jest dla nich w pełni udokumentowany stan techniczny (82%) oraz w pełni udokumentowany przebieg samochodu (80%). Niestety, często zdarza się, że to co jest napisane w ogłoszeniu, nie oddaje faktycznego stanu auta. Dlatego, szukając sprawdzonego samochodu o pełnej, udokumentowanej historii, warto rozejrzeć się szerzej niż dotychczas.

W Polsce w ostatnim czasie coraz więcej używanych aut jest sprzedawanych przez firmy specjalizujące się w zarządzaniu flotami firmowymi. W związku z tym, warto wziąć pod uwagę także oferty sprzedaży aut po wynajmie długoterminowym, dostępne na stronach www poszczególnych firm wynajmujących lub organizacji je zrzeszającej – Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP).

Jaką kwotę Polacy przeznaczają na zakup auta używanego?

Polacy zapytani o budżet jaki przeznaczają na zakup auta używanego są podzieleni w swoich deklaracjach. 29% ankietowanych poszukuje na rynku wtórnym samochodu o wartości nie przekraczającej 10 tys. 35% badanych skupia się na autach używanych, za które trzeba zapłacić kwotę pomiędzy 10 a 20 tys. zł. 1/3 osób (33%), przeznacza na ten cel wyższą sumę –  dla nich zakup dobrego i sprawdzonego auta używanego to wydatek pomiędzy 20 a 50 tys. zł. Tylko 3% Polaków staje się właścicielami samochodów z rynku wtórnego o wartości powyżej 50 tys. zł.

Doświadczenia Polaków nie takie złe?

Jak pokazały wyniki badania, aż 46% Polaków przyznaje, że jeśli będą kupować kolejne auto, to będzie to nadal samochód używany. W tej grupie badanych, aż 47% podkreśla, że samochody używane mogą być bardzo dobre, trzeba tylko wiedzieć gdzie i jak ich szukać. Jednocześnie, 8% badanych zadeklarowało, że przy następnym zakupie samochodu na pewno nie wezmą pod uwagę auta używanego, tylko zdecydują się na zakup nowego. Wynika to przede wszystkim ze złych doświadczeń, które mieli w trakcie kupna samochodu  na rynku wtórnym. Jakich?

27% Polaków uważa, że zakup auta używanego trwał zbyt długo. Z kolei 24% jest zdania, że trudno jest znaleźć samochód używany z wiarygodnym i udokumentowanym stanem technicznym oraz przebiegiem.

Trzeba pamiętać, że te obawy zostają wykluczone jeśli szukamy samochodu wśród tych po wynajmie długoterminowym. Są to auta sprzedawane bezpośrednio przez właściciela, czyli firmę wynajmu długoterminowego, pochodzą z polskich sieci dealerskich, a dla kupującego dostępna jest pełna i szczegółowa historia użytkowania. Co ważne, są one zawsze serwisowane zgodnie z restrykcyjnymi zaleceniami producentów samochodów, a każda naprawa jest w pełni udokumentowana, nawet ta z zakresu blacharsko – lakierniczego. Auta te nie posiadają również żadnych wad prawnych – mówi Michał Cierniak, ekspert Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP).

Rynek rośnie – więcej możliwości dla kupujących

Rynek wynajmu długoterminowego w Polsce rośnie bardzo dynamicznie – co więcej, tempo wzrostu zwiększa się już od kilku lat. Dynamika rozwoju wynajmu długoterminowego w 2018 roku wyniosła aż 17,5% r/r i była to rekordowa wartość w historii. Jednocześnie, branża rozwijała się znacznie szybciej od konkurencyjnych form finansowania i użytkowania aut służbowych przez firmy. W ubiegłym roku firmy wynajmu długoterminowego kupiły o 23,4% więcej nowych aut osobowych niż rok wcześniej. To oznacza, że branża ta będzie coraz bardziej widoczna także na rynku wtórnym, a osoby szukające tzw. sprawdzonego samochodu z drugiej ręki będą miały dostęp do coraz szerszej oferty aut używanych po wynajmie długoterminowym – mówi Leszek Pomorski, Członek Zarządu Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, Prezes Alphabet Polska.

Wynajem długoterminowy to nowoczesna i przede wszystkim coraz bardziej popularna w Polsce forma finansowania oraz użytkowania samochodów służbowych przez firmy i przedsiębiorców. Po polskich drogach jeździ obecnie łącznie ok. 250 tys. aut użytkowanych przez firmy w wynajmie długoterminowym, z czego ok. 80% z nich należy do firm zrzeszonych w PZWLP. Auta użytkowane są przez firmy zazwyczaj ok. 3 – 3,5 roku, a po tym czasie trafiają do sprzedaży na rynku wtórnym. To daje dużą przestrzeń osobom, które chcą kupić sprawdzone auto z drugiej ręki. Obecnie na rynek wtórny trafia rocznie ok. 60 – 70 tys. samochodów używanych po wynajmie długoterminowym. Liczba ta będzie jednak w najbliższych latach szybko rosła. Są to samochody reprezentujące pełny przekrój marek i modeli oferowanych na polskim rynku, z różnymi przebiegami, często ponadprzeciętnie wyposażone i dysponujące 2 kompletami opon sezonowych.

[1] Badanie zostało wykonane w dniach 4 – 18 stycznia 2019 na celowo dobranej ogólnopolskiej próbie Polaków, którzy w ostatnich 5 latach zakupili auto używane. Błąd statystyczny dla tej próby wynosi 4,9%. Narzędzie wykorzystane do przeprowadzenia badania to ogólnopolski panel internetowy Kantar.