Presja, brak równowagi i stres – wypalenie zawodowe nie pyta o wiek ani stanowisko

Wypalenie zawodowe to dziś jedno z najpoważniejszych wyzwań w świecie pracy. Jeszcze niedawno kojarzone głównie z zawodami wymagającymi ciągłego kontaktu z ludźmi, dziś dotyka praktycznie wszystkich – niezależnie od branży czy stanowiska. Presja wyników, nieustanne tempo zmian, brak równowagi między życiem prywatnym a zawodowym, stres, który nie daje odetchnąć – z tym mierzą się zarówno młodzi jak i starsi stażem pracownicy. Coraz częściej zaangażowanie zamienia się w przeciążenie, a praca zamiast satysfakcji przynosi zmęczenie i frustrację.

Jedynie 16 proc. Polaków czuje się dobrze w swojej pracy. Takie dane znajdziemy w raporcie przygotowanym przez UCE RESEARCH i ePsycholodzy.pl. Przedstawione w dokumencie wyniki badań wskazują, że 78 proc. z nas doświadcza przynajmniej jednego z symptomów wypalenia zawodowego – wśród których znajduje się między innymi silne zmęczenie i brak energii – a 6 proc. nie potrafi określić się w tej kwestii. Oznacza to, że nawet 84 proc. Polaków może doświadczać wypalenia zawodowego.

Satysfakcja z pracy nie jest dana raz na zawsze. W dużej mierze zależy nie tylko od warunków, w jakich funkcjonujemy, lecz także od naszej postawy wobec zadań i zespołu – mówi Magda Pietkiewicz, twórczyni platformy Enpulse.Warto przy tym odróżnić naturalne zmęczenie, które można zredukować odpoczynkiem, od wypalenia zawodowego, które jest zjawiskiem przewlekłym i głębszym. Wypalenie wpływa na relacje, osłabia poczucie własnej wartości, obniża motywację i w dłuższej perspektywie może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych – dodaje.

Wypalenie zawodowe nie pyta o metrykę

Każdy pracownik może się wypalić – bez względu na wiek, stanowisko czy doświadczenie. Nie jest przywilejem osób z wieloletnim stażem, ani „chorobą” tych, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki w pracy. Dotyka i specjalistów zmagających się z rutyną codziennych zadań, i menedżerów dźwigających odpowiedzialność za zespół. Tutaj nie liczy się metryka – decydują długotrwałe przeciążenie i brak równowagi między wysiłkiem a odpoczynkiem.

Mechanizm wypalenia zawodowego ma pewne wspólne elementy: stopniowe wyczerpanie, utratę satysfakcji z pracy i osłabienie motywacji. Jednak sama droga do tego stanu nigdy nie przebiega identycznie. Kształtują ją indywidualne doświadczenia, wiek, sytuacja życiowa czy sposób radzenia sobie z wyzwaniami. To, co dla jednej osoby będzie chwilowym spowolnieniem, dla innej może stać się punktem krytycznym – podkreśla Magda Pietkiewicz.

Pokolenie X

Pokolenie X (1965–1980) dorastało w cieniu transformacji ustrojowej, strajków i wysokiego bezrobocia. Te doświadczenia odcisnęły na nim silne piętno – ukształtowały potrzebę stabilizacji i bezpieczeństwa. Dla wielu z nich lojalność wobec pracodawcy jest czymś naturalnym. To dlatego nierzadko spędzają w jednej firmie całe lata. Badania Pracuj.pl pokazują, że średni staż pracy u jednego pracodawcy wynosi w ich przypadku około 10 lat. Iksy mocno utożsamiają się z miejscem pracy, czują odpowiedzialność za wyniki i wierzą, że konsekwencja, oddanie i ciężka praca zostaną nagrodzone pewnym zatrudnieniem i uznaniem. Ale właśnie ta lojalność bywa dla nich największą pułapką – zostają w organizacjach, które nie zawsze odwzajemniają ich zaangażowanie.

– Psychologowie mówią dziś o „loyalty fatigue” – zmęczeniu lojalnością. To ten moment, w którym ktoś, kto latami był wierny firmie, oddany i zaangażowany, nagle zaczyna czuć, że jego wysiłek nie ma znaczenia. Entuzjazm gaśnie, energia się kończy, a na jej miejsce wchodzą frustracja, poczucie niedocenienia i rezygnacja. Zamiast satysfakcji z pracy pojawia się znużenie i spadek motywacji. Czuje się niepotrzebny, traci poczucie sensu w pracy. – zaznacza Magda Pietkiewicz. – Dla organizacji to sygnał alarmowy. Bo pracownicy, którzy mieli być najmocniejszym filarem zespołu, mogą stać się bierni i zniechęceni. Pokolenie X pokazuje nam wyraźnie: lojalność jest ogromnym kapitałem – ale tylko wtedy, gdy jest wzajemna. Jeśli firma nie daje uznania, informacji zwrotnej, poczucia wpływu, poczucia sensu w pracy czy możliwości rozwoju, to, co miało być wartością, staje się początkiem wypalenia – dodaje ekspertka.

Pokolenie Y

Milenialsi, czyli ci urodzeni w latach 1981-1996, dorastali w atmosferze nieustannej presji na wyniki – od szkolnych ocen, przez wymagania akademickie, aż po pierwsze doświadczenia zawodowe. To zaszczepiło im ambicję, perfekcjonizm i gotowość do pracy ponad siły. Dodatkowo, wielu z nich pamięta lęki rodziców związane z wysokim bezrobociem lat 90., co przełożyło się na przekonanie, że wartość zawodową trzeba stale udowadniać. Badania Deloitte pokazują, że trzech na czterech przedstawicieli tego pokolenia w Polsce co tydzień inwestuje w rozwój zawodowy – ucząc się, zdobywając certyfikaty, doskonaląc kompetencje. Wszystko to tworzy obraz pokolenia, które z jednej strony napędzane jest ambicją i chęcią osiągnięć, z drugiej – balansuje na granicy przemęczenia i wypalenia.

To pokolenie, które chce łączyć sukces zawodowy z satysfakcją w życiu prywatnym. Paradoks polega na tym, że w praktyce rzadko pozwalają sobie na prawdziwą regenerację. Zawsze jest jeszcze jedno zadanie, dodatkowa zmiana, projekt czy wiadomość, na którą trzeba odpowiedzieć. Praca wdziera się w codzienność: czy to przez telefon i komputer, czy przez poczucie obowiązku, że trzeba „dać z siebie więcej”. W efekcie odpoczynek coraz częściej bywa traktowany jak luksus, a nie naturalna potrzeba. To dlatego wielu młodych ludzi wpada w pułapkę pracoholizmu – komentuje Magda Pietkiewicz. – Dla firm to sygnał ostrzegawczy: kiedy najbardziej ambitne i zaangażowane osoby tracą energię i poczucie sensu, konsekwencje odczuwa cała organizacja – podkreśla.

Pokolenie Z

Pokolenie Z, które szturmem wchodzi na dzisiejszy rynek pracy, zmienia naszą zawodową rzeczywistość. Dla nich wykonywanie obowiązków służbowych to nie tylko źródło utrzymania, ale przede wszystkim droga do rozwoju i budowania poczucia sensu. Dla najmłodszych pracowników równie ważne jak wynagrodzenie są relacje – oczekują obecnego i wspierającego lidera, konstruktywnego feedbacku oraz atmosfery współpracy. Badanie Work War Z pokazuje – największe w Europie, wśród tej grupy – że to właśnie jakość relacji i komunikacji w zespole w największym stopniu decyduje o satysfakcji i lojalności zetek.

Oczekiwania pokolenia Z często zderzają się z realiami – zamiast otwartej komunikacji pojawia się presja, a zadania bywają pozbawione sensu. Wielu młodych wybiera stabilność finansową i benefity kosztem wymarzonego zawodu, co w dłuższej perspektywie prowadzi do frustracji i zjawiska „quiet quitting”. Badania pokazują, że to właśnie poczucie sensu, bezpieczeństwa i obecność wspierającego lidera są dla nich kluczowe – podkreśla Magda Pietkiewicz.

Międzypokoleniowa recepta

Wypalenie zawodowe dotyka ludzi niezależnie od wieku, stanowiska czy etapu kariery. Tym bardziej niepokoi, że świadomość tego problemu pozostaje dramatycznie niska. Według badania Instytutu Gallupa zaledwie co czwarty dyrektor HR uznaje dobrostan pracowników za swój priorytet. Ludzie to czują – tylko 21 procent zatrudnionych uważa, że firma naprawdę troszczy się o ich zdrowie psychiczne. Nic dziwnego, że rośnie wrażenie pustki i rozczarowania, a coraz częściej słychać oskarżenia o „carewashing” – czyli deklaracje zamiast realnych działań.

–  Odpowiedzią na wypalenie zawodowe nie są kolejne benefity ani modne hasła o „well-beingu”. Receptą jest prawdziwa uważność na człowieka – nie tylko jako część zespołu, ale jednostkę z własną historią, potrzebami i granicami. To rozmowa w cztery oczy, autentyczne docenienie i gotowość do wsparcia wtedy, gdy sygnały są jeszcze subtelne. Niestety z naszego badania Zaangażowanie 2024 wynika, że aż 44 proc. pracujących Polaków nie czuje się odpowiednio docenionych, a 36 proc. nie uważa, by atmosfera w pracy dawała im poczucie bezpieczeństwa. I tak, to trudne, bo całkowicie zmienia się sposób zarządzania. Tak zwane przywództwo służebne to już nie hasło i teoria, ale praktyka w wysoko efektywnych organizacjach – mówi Magda Pietkiewicz.

Walka z wypaleniem zawodowym wymaga również budowania mostów między różnymi pokoleniami, z których każde domaga się docenienia i bezpieczeństwa, również tego psychologicznego – mówi Magda Pietkiewicz. – Bo w gruncie rzeczy nie różnimy się aż tak bardzo. Pracujemy w różnych rytmach, w różnych miejscach, z różnymi oczekiwaniami. Naprawdę jednak szukamy tego samego – poczucia, że nasza praca ma sens. Organizacje, które to rozumieją, dostają coś więcej niż wysoki wskaźnik zaangażowania – dostają ludzi, którzy naprawdę chcą być częścią wspólnoty. Droga do tego nie jest skomplikowana ale wymaga uważności co nie zawsze jest proste w świecie VUCA. Trzeba słuchać, doceniać i budować przestrzeń, w której różnice dodają energii, zamiast dzielić. Tylko wtedy doświadczenie, lojalność i świeżość młodego spojrzenia mogą się wzajemnie uzupełniać, zamiast prowadzić do wypalenia i frustracji – podkreśla ekspertka.

Źródła:

  • UCE RESEARCH i ePsycholodzy.pl: https://uce-pl.com/news/polacy-coraz-bardziej-wypaleni-zawodowo
  • pl: https://media.pracuj.pl/302501-coraz-aktywniejsze-poszukiwania-pracy-mobilnosc-zawodowa-polakow-w-2024-roku
  • Enpulse: https://www.enpulse.eu/raport-work-war-z
  • Deloitte: https://www.deloitte.com/pl/pl/about/press-room/wedlug-91-proc-polskich-zetek-i-millenialsow-praca-bez-poczucia-sensu-nie-daje-satysfakcji.html
  • Gallup: https://www.gallup.com/workplace/652769/despite-employer-prioritization-employee-wellbeing-falters.aspx
  • Enpulse: https://www.enpulse.eu/raport-zaangazowanie-2024

Europejski Bank Centralny sygnalizuje koniec luzowania polityki pieniężnej

Europejski Bank Centralny we wrześniu 2025 roku po raz drugi z rzędu utrzymał stopę depozytową na poziomie 2%, kończąc tym samym rozpoczęty wcześniej cykl luzowania polityki pieniężnej. W jego ramach stopy zostały obniżone łącznie osiem razy – z poziomu 4% do obecnych 2% – a ostatnia decyzja o cięciu zapadła w lipcu. Tym razem EBC nie przedstawił żadnych wskazówek dotyczących przyszłych działań, podkreślając, że kolejne decyzje będą zapadały „spotkanie po spotkaniu” w oparciu o napływające dane gospodarcze.

Prezes EBC Christine Lagarde oceniła, że inflacja znajduje się w pożądanym miejscu, choć otoczenie gospodarcze pozostaje „bardziej niepewne niż zwykle” z uwagi na niestabilność w handlu międzynarodowym. Jej zdaniem proces dezinflacji został zakończony, a niewielkie i tymczasowe odchylenia od celu inflacyjnego nie muszą automatycznie wywoływać reakcji ze strony banku centralnego. Lagarde podkreśliła także, że ryzyka dla wzrostu gospodarczego są obecnie zrównoważone, podczas gdy wcześniej przeważały czynniki negatywne.

Zaktualizowane prognozy EBC wskazują na inflację w wysokości 1.7% w 2026 roku i 1.9% w 2027 roku, czyli nieco mniej niż zakładano wcześniej. W przypadku wzrostu gospodarczego oczekuje się, że PKB strefy euro zwiększy się o 1.2% w 2025 roku i o 1% w 2026 roku.

Na rynkach finansowych decyzja EBC została odebrana jako sygnał końca cyklu obniżek. Rentowność niemieckich 10-letnich obligacji wzrosła do 2.69%, a para EURUSD umocniła się do poziomu 1.173 USD, częściowo na skutek osłabienia dolara. Inwestorzy nie zakładają już kolejnych cięć stóp w najbliższym czasie.

Mimo obaw związanych z amerykańskimi cłami na większość towarów z Unii Europejskiej (na poziomie 15%), geopolityką czy niestabilnością polityczną we Francji, gdzie nowym premierem został Sébastien Lecornu, gospodarka strefy euro wykazuje odporność, a produkcja przemysłowa odbija. W samym EBC jednak widać podziały – część decydentów, jak Gediminas Šimkus, ostrzega przed ryzykiem utrwalenia zbyt niskiej inflacji, podczas gdy inni, jak Isabel Schnabel, zwracają uwagę na możliwość ponownego wzrostu cen wywołanego napięciami handlowymi i rosnącymi wydatkami na obronność.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Już 36% cyberataków opiera się na inżynierii społecznej

Już 36% cyberataków opiera się na inżynierii społecznej, a najskuteczniejsi cyberprzestępcy są w stanie pozyskać kontrolę nad firmowymi danymi zaledwie w 40 minut. Pomaga w tym generatywna sztuczna inteligencja, dzięki której można sklonować głos dowolnego pracownika, a potem skontaktować się ze wsparciem technicznym IT pod pretekstem zgłoszenia utraty hasła. Specjaliści z Palo Alto Networks z jednostki Unit 42 przestrzegają, że to tylko jeden z przykładów socjotechnik bezwzględnie wykorzystujących zwykłą ludzką ufność. Dlatego inżynierię społeczną należy traktować jako systemową lukę wymagającą wielowarstwowych kontroli technicznych i ścisłej weryfikacji opartej na zasadzie zerowego zaufania.

Badania Unit 42 – jednostki w Palo Alto Networks zajmującej się analizą trendów w zagrożeniach i działaniami cyberprzestępców – wskazują, że od maja 2024 do maja 2025 roku przestępcy najczęściej atakowali sektor zaawansowanych technologii. Jednak po wyodrębnieniu ataków socjotechnicznych najbardziej narażona okazała się branża produkcyjna. Podobnie wyglądają statystyki dotyczące phishingu, który stanowi 23% wszystkich włamań, ale koncentrując się wyłącznie na działaniach socjotechnicznych, udział procentowy phishingu wzrasta aż do 65%[1]. Dowodzi to elastyczności cyberprzestępców, którzy potrafią precyzyjnie dobrać taktykę do profilu atakowanej branży, firmy, a nawet konkretnej osoby.

Tak działa coraz więcej grup cyberprzestępców, a jedną z najskuteczniejszych jest Muddled Libra[2].  Grupa, zamiast przeprowadzać szeroko zakrojone ataki phishingowe, namierza kluczowych pracowników i tworzy ich profile psychologiczne na podstawie publicznie dostępnych informacji. Następnie przestępcy podszywają się pod nich i kontaktują się np. z firmowym działem pomocy pod dowolnym pretekstem: utraty hasła, problemu z dostępem do zasobów, pozyskanie poświadczenia dostępu, itp. W rezultacie grupy te uzyskują dostęp do danych, które można szybko spieniężyć, a potem zniknąć.

„Takie ataki są na pierwszy rzut oka bardzo trudne do zidentyfikowania. Wyłudzenie dostępu do kont pracowników jest poprzedzone skrupulatnym rozpoznaniem. Przestępcy wielokrotnie kontaktują się z działem pomocy w atakowanej firmie, aby jak najlepiej poznać procedury odzyskiwania kont czy zmiany zakresu uprawnień. Wiemy o przypadku kradzieży ponad 350 GB danych, który nie został w porę wykryty, bo przestępcy nie użyli żadnego złośliwego oprogramowania. Korzystano wyłącznie z legalnych poświadczeń. Atakujący skontaktowali się z działem pomocy technicznej organizacji, podając się za pracownika, który utracił dostęp do systemu. Cyberprzestępcy korzystający z tej techniki są doskonale przygotowani i znają ofiary, których tożsamość starają się zreplikować. W ten sposób często udaje im się zresetować hasło dostępowe i niepostrzeżenie wejść do systemu informatycznego organizacji” – mówi Tomasz Pietrzyk, szef zespołu ds. rozwiązań technicznych Palo Alto Networks.

Wobec rosnących napięć geopolitycznych warto podkreślić, że zaawansowana inżynieria społeczna nie jest domeną wyłącznie organizacji cyberprzestępczych nastawionych na zarabianie pieniędzy. Grupy sponsorowane przez wywiady wrogich sobie państw również chętnie korzystają z socjotechnik w celach destabilizacyjnych. Przykładowo cyberprzestępcy powiązani z Iranem podszywali się pod zaufane instytucje, aby za pomocą sfałszowanych wiadomości e-mail dystrybuować złośliwe oprogramowanie[3]. Z kolei grupy północnokoreańskie upodobały sobie podszywanie się pod kandydatów do pracy, wykorzystując sfabrykowane CV, profesjonalne profile w mediach społecznościowych i rekrutację zdalną, aby zatrudnić się w firmach obranych za cel ataku[4].

Ataki socjotechniczne to potężne narzędzie, z którego korzysta dziś coraz więcej indywidualnie działających cyberprzestępców, jak i zorganizowanych grup. Specjaliści z Palo Alto Networks prognozują, że udział tego rodzaju cyberataków będzie dalej rósł. Jednym z kluczowych czynników jest rozwój generatywnej sztucznej inteligencji, ponieważ modele językowe mogą wesprzeć atakujących w opracowywaniu coraz skuteczniejszych scenariuszy i narzędzi.

Inżynieria społeczna pozostaje najskuteczniejszym wektorem ataku, ponieważ wykorzystuje słabości ludzkiego zachowania, a nie luki w oprogramowaniu. Cyberprzestępcy szybko dostrzegli, że znacznie łatwiej zdobyć zaufanie człowieka niż ominąć technologiczne zabezpieczenia. W związku z tym firmy będą tak bezpieczne, jak dobrze ustrukturyzowane będą ich procesy, decyzje i wiedza pracowników.

Badacze z jednostki Unit 42 zalecają szkolenia pracowników HR i wsparcia IT, w zakresie rozpoznawania i zgłaszania przypadków, które mogą wskazywać na próby podszywania się pod pracowników firmy lub kandydatów do pracy. Potrzebne są w tym celu także praktyczne testy polegające na symulowaniu takich ataków. Należy także wdrażać zasady dostępu warunkowego, które przed wpuszczeniem urządzenia i użytkownika, który z niego korzysta, do systemu oceniają je, badają lokalizację i dane behawioralne użytkownika podczas logowania.

[1] 2025 Unit 42 Global Incident Response Report – Palo Alto Networks

[2] Muddled Libra Archives – Unit 42

[3] Threat Brief: Escalation of Cyber Risk Related to Iran (Updated June 30)

[4] DPRK Archives – Unit 42

78% Polaków dostrzega u siebie symptomy wypalenia – problem narasta od lat

Zmęczenie, brak motywacji, rosnąca liczba L4 – pracodawcy często interpretują te symptomy jako efekt roszczeniowości młodych pokoleń lub lenistwo. Tymczasem problem może być znacznie głębszy i mieć konkretne źródła fizjologiczne i organizacyjne. Wypalenie zawodowe przestało być tematem psychologów. Dziś to realne ryzyko operacyjne, które – niezaadresowane – uderza w funkcjonowanie firmy. A według danych z ZUS, problem rośnie z roku na rok.

Raport Presja zmian a emocje i zdrowie psychiczne w środowisku pracy Grupy ArteMis wskazuje, że ponad połowa osób odczuwa przeciążenie emocjonalne, a prawie połowa zmaga się z wypaleniem zawodowym. Objawy wypalenia są zróżnicowane i mogą dotyczyć zarówno sfery psychicznej, jak i fizycznej. Często rozwijają się stopniowo, co sprawia, że są ignorowane lub mylone ze „złym nastrojem” czy chwilowym kryzysem.

Złe intencje czy skrajne przeciążenie?

Według badania UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl Polacy na granicy wypalenia zawodowego z 2024 roku, 78 proc. badanych Polaków dostrzega u siebie co najmniej jeden z czternastu symptomów wypalenia zawodowego, co stanowi wzrost o 13 p.p. w ciągu trzech lat. W miejscu pracy zauważalne są pod postacią spadku efektywności, wzrostu liczby popełnianych błędów, unikania nowych zadań czy częstszych nieobecności i zwolnień lekarskich.

– Pracodawcy często reagują na objawy wypalenia niezadowoleniem lub złością i próbują wymuszać na pracownikach oczekiwane zachowanie np. poprzez dokładniejsze kontrole czy ogólnie pojęte dyscyplinowanie. Nie zdają sobie przy tym sprawy z faktu, że nie tylko nie wpłynie to pozytywnie na relacje z pracownikami, ale prawdopodobnie nie zwiększy także efektywności – komentuje lek. Piotr Leszczyński, dyrektor medyczny w LongLife, firmie specjalizującej się w profilaktyce zdrowotnej w miejscu pracy. – Wypalenie to nie kwestia złej woli pracownika, lecz brak systemowego wsparcia w organizacji. Nie wystarczy zaoferować “owocowych czwartków” – potrzebna jest długofalowa strategia zdrowia, oparta na danych, edukacji i mierzalnych działaniach profilaktycznych. Statystyki pokazują, że co trzeci pracownik może mieć nadciśnienie, co dziesiąty – insulinooporność, a ponad połowa – podwyższony cholesterol. Gorsze samopoczucie, spadek motywacji, drażliwość – często uznawane za lenistwo lub brak zaangażowania – mogą mieć bardzo konkretne źródła fizjologiczne – przekonuje ekspert.

Pracodawcy przeciw wypaleniu zawodowemu

Wypalenie zawodowe nie pojawia się z dnia na dzień – jest efektem długotrwałego przeciążenia i ignorowania sygnałów ostrzegawczych. Dlatego, zamiast reagować dopiero, gdy pracownik znika na L4, organizacje powinny wdrażać systemowe podejście do zdrowia psychofizycznego zespołu.

Choć nie można utożsamiać wprost liczby zwolnień z wypaleniem zawodowym, dane z ZUS dotyczące liczby wystawionych przez lekarzy zaświadczeń potwierdzają, że pracowników dotyka kryzys zdrowia psychicznego. Według danych z ZUS w 2024 reakcja na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne znalazły się w rankingu 10 jednostek chorobowych generujących największą liczbę zaświadczeń lekarskich wystawionych z tytułu choroby własnej, plasując się na 6. miejscu w przypadku kobiet i na 7. w przypadku mężczyzn. Jednocześnie zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania odpowiadały w 2024 roku za 12,6 proc. dni absencji z tytułu choroby własnej generując łącznie 30,3 mln dni nieobecności. Liczbę tę można przeliczyć na 121 tys. pracowników nieobecnych przez rok w pracy. Obie opisane dane – liczba dni absencji oraz popularność stresu jako powodu wystawiania zwolnień lekarskich – wzrosły o kilka punktów procentowych w porównaniu do 2023.

– Większość firm wciąż działa reaktywnie, reagując dopiero gdy pracownik znika z dnia na dzień. A przecież można inaczej – analizować dane zdrowotne, segmentować ryzyka i budować trwałą kulturę zdrowia, zanim pojawią się symptomy wypalenia. Tylko takie proaktywne, mierzalne i długofalowe działania mogą realnie przeciwdziałać wypaleniu – zanim przerodzi się ono w kosztowny problem biznesowy – mówi Katarzyna Czarnowska, dyrektor operacyjna w LongLife.

Develia zwiększa przychody i zyski w I półroczu 2025 r. mimo spadku sprzedaży mieszkań

0
  • W I półroczu 2025 r. przychody ze sprzedaży grupy Develia wyniosły 748,3 mln zł w porównaniu do 648,7 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli 15% więcej.
  • Zysk netto grupy wyniósł 173,4 mln zł wobec 148,7 mln zł zysku netto w I półroczu 2024 r., co oznacza wzrost o 17%.
  • W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2025 r. deweloper sprzedał 1699 mieszkań wobec 1949 w analogicznym okresie ubiegłego roku oraz przekazał 1193 mieszkania w porównaniu do 1057 rok wcześniej.
  • Na koniec czerwca br. Develia posiadała 653,9 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 840,6 mln zł na koniec 2024 r.
  • W czerwcu br. Develia sfinalizowała sprzedaż Arkad Wrocławskich, ze spółką Vastint Poland za 43,0 mln euro, spełniając tym samym jeden z kluczowych celów strategicznych.
  • W lipcu br. Develia sfinalizowała umowę dotyczącą nabycia 100% udziałów Bouygues Immobilier Polska, oddziału Bouygues Immobilier, francuskiego dewelopera, za 65,9 mln euro.

– Pierwsze półrocze upłynęło pod znakiem stabilizacji na rynku mieszkaniowym, którą obserwujemy również obecnie. Na horyzoncie widzimy jednak kilka czynników sprzyjających ożywieniu, z których najistotniejszy to trend spadkowy stóp procentowych, przekładający się na wyższą dostępność kredytów. Zakupy z wykorzystaniem kredytu stanowią już ponad połowę naszych transakcji. Po okresie wakacyjnym dostrzegamy wyraźny wzrost zainteresowania mieszkaniami, a klienci chętnie korzystają z szerokiej oferty, co – jak oczekujemy – przełoży się na wyniki sprzedaży w kolejnych okresach. Miniony kwartał był dla nas solidny pod względem przekazań, co znajduje odzwierciedlenie w wynikach finansowych, natomiast największa ich kumulacja nastąpi pod koniec roku – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.W II kwartale koncentrowaliśmy się na transakcji przejęcia Bouygues Immobilier Polska, którą pomyślnie sfinalizowaliśmy w lipcu, oraz na przygotowaniach do procesu integracji. Naszym priorytetem jest sprawne włączenie spółki do naszego biznesu i pełne wykorzystanie synergii. Przejęcie to dla Develii kolejny krok milowy w realizacji celu, jakim jest przekroczenie poziomu sprzedaży 4,5 tys. mieszkań do 2028 r. – dodaje Andrzej Oślizło.

Działalność deweloperska

Develia w I półroczu 2025 r. sprzedała 1699 mieszkań wobec 1949 w analogicznym okresie przed rokiem, czyli o 13% mniej. Spółka przekazała 1193 mieszkania, czyli o 13% więcej w porównaniu do 1057 lokali rok wcześniej.

W II kwartale 2025 r. spółka sprzedała 748 lokali wobec 911 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach: Przemyska Vita w Gdańsku, Centralna Vita w Krakowie, Bemowo Vita w Warszawie oraz Orawska Vita we Wrocławiu. Develia przekazała 670 lokali w porównaniu do 459 w II kwartale 2024 r. Najwięcej mieszkań przekazano w inwestycjach: City Vibe w Krakowie, Malta Point w Poznaniu oraz Aleje Praskie i Oliwska Vita w Warszawie.

W lipcu br. Develia sfinalizowała umowę dotyczącą nabycia 100% udziałów Bouygues Immobilier Polska, oddziału Bouygues Immobilier, francuskiego dewelopera, za 65,9 mln euro. Dzięki przejęciu grupa zyskała 900 mieszkań w realizacji i ok. 2,8 tys. lokali w gruntach zabezpieczonych umowami przedwstępnymi, z czego blisko 1,9 tys. mieszkań zlokalizowanych jest w Warszawie, a pozostałe we Wrocławiu i w Poznaniu.

To kolejne w ciągu ostatnich dwóch lat przejęcie dokonane przez Develię na rynku nieruchomości mieszkaniowych po transakcji nabycia polskich spółek Nexity. Develia sfinansowała transakcję ze środków własnych z opcją refinansowania kredytem bankowym.

Działalność komercyjna

W czerwcu br. Develia podpisała umowę sprzedaży nieruchomości, na której znajduje się budynek Arkady Wrocławskie, będący w procesie rozbiórki, ze spółką Vastint Poland, należącą do międzynarodowej grupy inwestującej w nieruchomości komercyjne. Cena sprzedaży netto to 43,0 mln euro. Finalizacja transakcji sprzedaży Arkad Wrocławskich jest spełnieniem jednego z kluczowych strategicznych celów Develii, jakim jest dezinwestycja portfela biurowego i handlowego.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1H2025 1H2024 Zmiana
Przychody 748 323 648 718 15,35%
Zysk brutto ze sprzedaży 274 538 236 835 15,92%
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 271 996 235 956 15,27%
EBITDA 185 826 180 026 3,22%
EBITDA bez przeszacowań nieruchomości 191 822 148 678 29,02%
Zysk netto 173 363 148 701 16,58%
Skorygowany zysk netto* 178 321 122 360 45,74%
ROE 10,6% 10,1% +0,5 pp.

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto – zysk/(strata) z nieruchomości inwestycyjnych – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji

Przychody grupy za I półrocze 2025 r. wyniosły 748,3 mln zł wobec 648,7 mln zł rok wcześniej. Zysk netto grupy wyniósł 173,4 mln zł wobec 148,7 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze sześć miesięcy 2024 r. wyniósł 272 mln zł przy przychodach 744,8 mln zł.

– Jednym z kluczowych wydarzeń II kwartału była sprzedaż Arkad Wrocławskich. Środki z transakcji w wysokości 26 mln euro przeznaczyliśmy na spłatę kredytu zaciągniętego na jej prefinansowanie. Pozostałą część reinwestowaliśmy w sektor mieszkaniowy m.in. poprzez zakup Bouygues Immobilier Polska w lipcu br., realizując tym samym założenia naszej polityki inwestycyjnej – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii. – Kolejny raz z rzędu wypłaciliśmy akcjonariuszom najwyższą w historii spółki dywidendę, co było możliwe dzięki rekordowym wynikom osiągniętym w ubiegłym roku – dodaje Paweł Ruszczak.

W czerwcu br. Walne Zgromadzenie Develii zdecydowało, że spółka wypłaci dywidendę za 2024 r. w wysokości 265,5 mln zł, czyli 0,58 zł na akcję. Dywidenda została zapłacona 30 czerwca br. W ubiegłym roku dywidenda wyniosła 226,1 mln zł.

Na koniec czerwca 2025 r., po wypłacie dywidendy i spłacie kredytu zaciągniętego na prefinansowanie transakcji sprzedaży Arkad Wrocławskich, Develia posiadała 653,9 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 840,6 mln zł na koniec 2024 r. Na koniec I półrocza 2025 r. zobowiązania finansowe wyniosły 764,7 mln zł w porównaniu z 915 mln zł na koniec 2024 r.

Projekt ustawy o nadzorze nad produktami budzi wątpliwości Rzecznika MŚP

Ministerstwo Rozwoju i Technologii przygotowało projekt ustawy dotyczącej nadzoru nad spełnianiem wymagań przez produkty dostępne na polskim rynku. Jest to realizacja unijnego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1020 z 20 czerwca 2019 r., które wprowadza ramy funkcjonowania nadzoru nad produktami (z wyłączeniem artykułów żywnościowych) i określa standardy pracy organów kontrolnych.

Zastrzeżenia wobec projektu

Podczas opiniowania projektu Minister Agnieszka Majewska zwróciła uwagę, że część rozwiązań może pogorszyć sytuację przedsiębiorców. Jej zdaniem nowe przepisy w obecnym kształcie mogą wprowadzać niepotrzebne utrudnienia w prowadzeniu działalności gospodarczej na terenie Polski.

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców przypomniał natomiast, że projekt powinien być zgodny z zasadami wynikającymi z Konstytucji Biznesu. Podniesiono wątpliwości dotyczące hierarchii norm prawnych regulujących procedury kontroli. W opinii Rzecznika, pierwszeństwo powinny mieć przepisy ustawy Prawo przedsiębiorców, a dopiero w sprawach przez nią nieuregulowanych można sięgać po przepisy szczególne zawarte w nowej ustawie.

Obawy dotyczące kontroli

Szczególne kontrowersje budzi artykuł 23 projektu, który zakłada wyłączenie stosowania przepisów ustawy Prawo przedsiębiorców w określonych sytuacjach. Minister Majewska podkreśla, że taki zapis może prowadzić do wszczynania kontroli wobec firm nawet wtedy, gdy brak jest obiektywnych przesłanek. Jej zdaniem grozi to nadmiernym obciążeniem przedsiębiorców oraz naruszeniem zasady proporcjonalności działań administracji wobec biznesu.

Wpływ na sektor MŚP

Minister Majewska wskazała również na inne szczegółowe przepisy, które mogą szczególnie negatywnie oddziaływać na mikro, małych i średnich przedsiębiorców. Ten segment gospodarki jest najbardziej wrażliwy na dodatkowe obowiązki administracyjne i koszty związane z kontrolami, dlatego w jej opinii projekt powinien zostać dostosowany tak, aby nie ograniczał możliwości rozwoju MŚP.

Potrzeba dalszych prac legislacyjnych

Zgłoszone wątpliwości mają zostać przeanalizowane w toku dalszych prac nad ustawą. Zdaniem przedstawicieli resortu oraz Rzecznika MŚP, konieczne jest wypracowanie takich rozwiązań, które zapewnią skuteczny nadzór nad produktami zgodnie z wymogami unijnymi, a jednocześnie nie obciążą nadmiernie przedsiębiorców.

Rolnictwo wchodzi w drugie półrocze z solidnym fundamentem, ale pogoda kluczowa dla wyników

Inflacja w celu NBP, poprawa koniunktury w rolnictwie i wysoki poziom inwestycji w modernizację i sprzęt – tak wygląda obraz polskiej wsi w połowie 2025 roku. Kluczowe będą teraz wyniki żniw i tempo realizacji kolejnych programów wsparcia inwestycji.
W pierwszej połowie 2025 roku polskie rolnictwo korzystało z dobrej koniunktury gospodarczej, stabilnych cen skupu i historycznie stosunkowo wysokiego poziomu inwestycji, znacznie wyższego niż w poprzednim roku. Jak wynika z sierpniowej edycji raportu “Agroskop” wydawanego przez analityków z Santander Leasing, decydujący wpływ na rynek miały nie tylko – jak zwykle – wskaźniki makroekonomiczne i warunki pogodowe oraz sytuacja międzynarodowa, ale tym razem także ostatnie miesiące realizacji PROW 2014–2020 i nabory w ramach Krajowego Planu Strategicznego i KPO.

Makroekonomia sprzyja polskim rolnikom

Polska gospodarka utrzymała tempo wzrostu PKB, zgodnie z prognozami Ministerstwa Finansów i GUS. Inflacja pozostaje w celu NBP, a lipcowy odczyt (3,1% r/r – GUS, lipiec 2025) był nawet niższy od zakładanego w prognozie banku centralnego. W takich warunkach rolnictwo odnotowało stabilizację koniunktury i utrzymanie nastrojów powyżej średniej długoterminowej. Choć wciąż poziomy tych wskaźników nie notują wysokich wartości, to jednak stopniowo się poprawiają.

Gwałtownie przyspieszyły inwestycje, szczególnie w ciągniki i maszyny rolnicze. Jak podkreślają autorzy raportu, katalizatorem decyzji zakupowych stały się zbliżający się termin rozliczenia Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2014–2020 (31 sierpnia 2025) oraz trwające nabory w ramach Krajowego Planu Strategicznego 2023–2027 i Krajowego Planu Odbudowy.

“W Santander Leasing także dostrzegamy wyraźny wzrost inwestycji w nowoczesny sprzęt. Półrocze zakończyliśmy rekordowym wynikiem 770 mln wartości sfinansowanych maszyn rolniczych, o 39% więcej niż w ubiegłym roku w analogicznym okresie. To także dynamika wyższa niż na całym rynku, co finalnie daje nam udział w rynku na poziomie 20%. Kończące się programy dotacyjne zdecydowanie działają jak dodatkowy impuls modernizacyjny – mówi Piotr Domagała dyrektor ds. rozwoju biznesu (sektor rolny) Santander Leasing – Jednocześnie pewna stabilizacja sytuacji daje nadzieję na utrzymanie dobrego poziomu inwestycji w kolejnych miesiącach, choć zapewne nie będą to poziomy z pierwszej połowy roku.”

Produkcja roślinna: ceny i plony pod presją pogody

W segmencie zbóż cena pszenicy spadła od początku roku z ok. 980 zł do ok. 890 zł/t (dane z czerwca 2025), ale to wciąż wynik porównywalny z poziomami z lat 2021 oraz 2023–2024.

“W poprzednim Agroskopie, wydanym w pierwszym kwartale tego roku, przewidywaliśmy wysoką dynamikę cen, na którą wpływ miało mieć m.in. wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia zdarzeń nadzwyczajnych. Czego de facto jesteśmy właśnie świadkami. Chłodne i mokre polskie lato spowodowało w niektórych regionach kraju poważne straty w uprawach. Wyzwaniem może okazać się również jakość zbieranych plonów. W połowie sierpnia na polach jeszcze sporo zbóż czekało na zbiór ze względu na pogodę w ostatnich tygodniach” – tłumaczy Jarosław Kwiatkowski analityk sektora rolnego Santander Leasing.

Według analityków Santander Leasing możemy spodziewać się większej ilości zboża paszowego i jednocześnie spadku zbiorów zbóż konsumpcyjnych.

USDA prognozuje wzrost globalnej produkcji pszenicy w sezonie 2025/26, przy jednoczesnym spadku bilansu światowego. Eksport Rosji – największego dostawcy – w sezonie 2024/25 zmalał o ok. 22% i w nowym sezonie utrzyma się na obniżonym poziomie.
“W Polsce wstępne szacunki GUS dotyczące ziemiopłodów przewidują dobre zbiory pszenicy, ale pewność zyskamy dopiero po żniwach. Pogoda w tym roku stanowi spore wyzwanie.” – zachowuje ostrożność Kwiatkowski.

Cena kukurydzy paszowej ustabilizowała się i lekko wzrosła od początku 2025 roku (z ok. 850 zł do ponad 900 zł/t). Prognozy USDA przewidują spadek globalnych zapasów o ponad 4% co może przełożyć się na wzrost cen również na rynku krajowym.

Rynek roślin oleistych pozostaje stabilny. Ceny rzepaku spadły z ok. 2450 zł do nieco ponad 2300 zł/t od początku roku. USDA przewiduje wzrost globalnej produkcji i zapasów. Rosnąca z roku na rok produkcja jak również zapasy końcowe w skali światowej będą wpływać na rynek polski. Według analityków Santander Leasing może to skutkować dalszymi spadkami cen rzepaku w Polsce. Sytuacji tej sprzyja również słaby dolar, co z kolei podnosi atrakcyjność amerykańskich produktów rolnych.

Wzrosła także rentowność upraw rzepaku – trend wzrostowy utrzymuje się stale od końca 2022 roku. Od początku 2025 widzimy lekką korektę w tym zakresie, jednak są to wciąż poziomy znacznie wyższe niż w ciągu ostatnich trzech lat.

Owoce i warzywa: pomidory tanieją, za to ceny jabłek wystrzeliły w górę

Produkcja jabłek, szczególnie tych do przetwórstwa, spadła o ok. 10% r/r, zaś ceny poszybowały w górę – od stycznia wzrosły one aż o ponad 70% (MRiRW). Jeśli chodzi o rynki zagraniczne, według danych Komisji Europejskiej w UE widoczny jest wzrost produkcji pomarańczy (+10% r/r) oraz brzoskwiń i nektarynek (+5,2% r/r).

Sezon na pomidory szklarniowe rozpoczął się od wzrostu cen w stosunku do roku 2024, ale do końca czerwca ich cena spadła i jest niższa o 14% r/r.

Produkcja zwierzęca: mocny rynek wołowiny, świetne prognozy dla branży drobiarskiej

Pogłowie bydła w Polsce spada, więc ceny skupu rosną – od stycznia o ponad 30%, napędzane mniejszą podażą w UE, dobrej marce polskiej wołowiny i nowym rynkom zbytu, takim jak Chiny, Wietnam, Algieria czy Turcja.

Ceny wieprzowiny były zmienne – ze spadkami na początku roku, a następnie wzrostami do maja i dalej z korektą cen. Obecny poziom jest o ok. 7% wyższy niż w styczniu. Według Agroskopu możliwa jest dalsza korekta cen, pomimo utrzymującego się na niskim poziomie pogłowia trzody chlewnej w Polsce. Cena skupu, pomimo znacznej zmienności, utrzymuje się jednak na poziomie o ok. 7% wyższym niż na początku roku. Rynek krajowy mocno uzależniony jest od sytuacji u naszych zachodnich sąsiadów.

Drób notuje stabilny wzrost – ceny kurcząt rzeźnych od stycznia wzrosły o ok. 17% (MRiRW), umacniane stabilnie rosnącym popytem i relatywnie niskimi cenami pasz. Nie bez znaczenia jest także stosunkowo umiarkowany w tym roku przebieg ptasiej grypy, choć choroba dotyka w tym roku częściej dużych producentów. Prognozy są optymistyczne – konsumpcja drobiu w Unii Europejskiej ma wciąż rosnąć.

Rynek mleka pozostaje stabilny – ceny skupu utrzymują się na wysokim poziomie, z prognozowaną podwyżką w II półroczu do 2,4–2,5 zł/l (GUS). Popyt na przetwory mleczne (masło, ser gouda) rośnie po korektach z początku roku, a sektor utrzymuje dobrą rentowność.

“Szacuje się, że popyt na mleko i przetwory mleczne będzie nadal rósł, dlatego branża mleczarska powinna dalej silnie się rozwijać” – prognozuje ekspert Santander Leasing.

Środki produkcji: stabilne nawozy, tańsze paliwa, ale droższy prąd

Od stycznia 2025 ceny nawozów mineralnych pozostają stabilne (www.CenyRolnicze.pl), co szczególnie sprzyja producentom zbóż. Spadły ceny węgla, oleju napędowego, benzyny i gazu LNG, natomiast energia elektryczna podrożała o ponad 20% r/r. Ceny środków ochrony roślin i maszyn rolniczych wzrosły o kilka procent.

Relacja cen skupu zbóż do cen nawozów azotowych utrzymuje się na poziomie ok. 0,5 – stabilnym od dwóch lat. Taniejące pasze oparte na zbożach to z kolei pozytywne dane dla produkcji zwierzęcej, gdzie pasze stanowią znaczny koszt produkcji.

“Oczywiście dla części producentów, szczególnie z produkcją roślinną, ten poziom pozostawia wiele do życzenia, jednak warta uwagi jest tutaj już sama stabilizacja na tym poziomie” – podkreśla Piotr Domagała.

Wnioski i prognozy

Rolnictwo w pierwszej połowie 2025 roku było beneficjentem korzystnego otoczenia makroekonomicznego i zintensyfikowanych inwestycji. W nadchodzących miesiącach kluczowe będzie tempo realizacji programów wsparcia i wpływ warunków pogodowych na ostateczne wyniki żniw.

„Dobra koniunktura i aktywność inwestycyjna rolników wskazują, że sektor wszedł w drugie półrocze z solidnym fundamentem. Największe wyzwania to zmienność pogody i sytuacja na rynkach surowców, bo choć np. spadek cen pasz to dobra wiadomość dla hodowców, to wzrost kosztów energii może z kolei ograniczać inwestycje w niektórych gospodarstwach. W ostatnich miesiącach roku kluczowe będzie utrzymanie równowagi między kosztami a cenami. Utrzymanie stabilnego poziomu tej relacji daje szansę na zamknięcie roku z dobrym wynikiem” – podsumowuje Piotr Domagała Santander Leasing.

Chiny i rynki wschodzące coraz atrakcyjniejsze dla polskich inwestorów indywidualnych

  • Polscy inwestorzy tracą zaufanie do amerykańskich akcji i coraz częściej kierują swoje zainteresowanie ku rynkom wschodzącym oraz Chinom.
  • Wykazują większą ostrożność wobec spółek technologicznych z grupy „Magnificent 7”, ograniczając ich udział w portfelach lub całkowicie je pomijając.
  • Większość polskich inwestorów indywidualnych (90 proc.) wciąż ufa dolarowi jako głównej walucie rezerwowej świata, choć część rozważa alternatywy, takie jak cyfrowe waluty banków centralnych czy juana.

Z najnowszego kwartalnego raportu Pulsu Inwestora Indywidualnego platformy inwestycyjnej eToro wynika, że polscy inwestorzy nadal postrzegają Stany Zjednoczone jako region o wysokim potencjale długoterminowych zwrotów, choć odsetek ten spadł o 2 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem – z 32 proc. do 30 proc. Nieco spadło też zaufanie do europejskich akcji, które zmniejszyło się z 39 proc. do 36 proc. Polscy inwestorzy wykazują większą pewność wobec europejskich (w tym polskich) papierów wartościowych, mimo że również one straciły na wartości.

Ankietowani z Polski coraz chętniej skłaniają się ku rynkom wschodzącym i akcjom chińskim. Zaufanie do Chin wzrosło o 3 proc., z 19 proc. do 22 proc., natomiast sentyment wobec rynków wschodzących, takich jak Ameryka Południowa, Europa Wschodnia, Bliski Wschód i Azja, wzrósł z 17 proc. do 20 proc.

Komentując dane, analityk eToro, Paweł Majtkowski, powiedział: Badanie przeprowadzone w dniach 5–19 sierpnia 2025 roku przypadło na okres wyjątkowej zmienności na warszawskiej giełdzie. W tym czasie WIG20 osiągnął szczyt notowań, po czym rozpoczął spadki, które uczyniły sierpień pierwszym miesiącem przeceny od listopada poprzedniego roku. Tło lokalnej korekty sprzyjało większej ostrożności w ocenach inwestorów i przełożyło się na spadek zaufania zarówno do warszawskiego parkietu, jak i do giełd europejskich. Widać także utrzymującą się rezerwę wobec rynków amerykańskich, które w oczach polskich inwestorów są mniej atrakcyjne nie tylko z powodu tradycyjnych preferencji, ale też ze względu na wysokie wyceny ograniczające potencjał dalszego wzrostu. W efekcie część uwagi przesuwa się w stronę rynków wschodzących i Chin, które coraz częściej są postrzegane jako źródło długoterminowych okazji inwestycyjnych.

Polscy inwestorzy ostrożni wobec „Magnificent 7”

Gdy zapytano ich o prognozy dla tzw. „Magnificent 7” (Amazon, Apple, Microsoft, Meta, Tesla, Nvidia i Alphabet) w 2025 roku, polscy inwestorzy indywidualni przedstawili umiarkowany obraz sytuacji: 14 proc. spodziewa się, że akcje te znacząco przewyższą średnią rynkową, a 37 proc. ocenia, że przewaga będzie jedynie niewielka.

Najświeższe wyniki raportu Puls Inwestora Indywidualnego eToro wskazują, że polscy inwestorzy wykazują większą ostrożność wobec spółek technologicznych z grupy „Magnificent 7”. Odzwierciedla to wyższy odsetek respondentów deklarujących brak obecnej lub planowanej ekspozycji – w przypadku Tesli wzrost z 28 proc. do 34 proc., Amazona z 25 proc. do 33 proc., Meta z 30 proc. do 35 proc., a Apple z 26 proc. do 31 proc.

Równocześnie coraz mniej inwestorów planuje zwiększać swoje udziały, przy czym największe spadki odnotowano w przypadku Tesli (z 16 proc. do 10 proc.) i Microsoft (z 20 proc. do 15 proc.). Z kolei Amazon, Meta i Apple wykazują niewielki wzrost pozytywnego nastawienia, z minimalnym przyrostem osób planujących zwiększyć ekspozycję (odpowiednio: Amazon 16 proc. do 15 proc., Meta 12 proc. do 15 proc., Apple 17 proc. do 17 proc.).

Komentując wyniki Paweł Majtkowski dodał: Polscy inwestorzy już od dłuższego czasu mają obawy co do wycen, zwłaszcza w przypadku spółek z grupy „Magnificent 7”. Na warszawskiej giełdzie wskaźniki wyceny pozostają znacznie niższe niż w USA, gdzie to właśnie te firmy, jak Tesla, osiągają najwyższe poziomy. W efekcie rośnie przekonanie, że ich potencjał dalszych wzrostów jest ograniczony, co sprzyja ostrożności i redukowaniu ekspozycji. Nie brakuje jednak głosów, że dzięki rozwojowi sztucznej inteligencji część z tych spółek może wciąż oferować istotne możliwości wzrostowe.

Roczna zmiana nastrojów inwestorów indywidualnych wobec „Magnificent 7” (III kwartał 2024 vs III kwartał 2025)

Dolar wciąż niekwestionowaną walutą rezerwową

Choć polscy inwestorzy indywidualni przygotowują się na potencjalne długoterminowe osłabienie dolara, z 65 proc. deklarujących, że dostosowali lub planują dostosować swoje portfele (w poprzednim kwartale było to 67 proc.), większość (90 proc.) nadal wierzy, że dolar pozostanie globalną walutą rezerwową przez następne 10 lat – niezależnie od tego, czy spodziewają się jego osłabienia (33 proc.), wzmocnienia (22 proc.) czy utrzymania stabilności (27 proc.).

Tylko 4 proc. polskich inwestorów uważa, że dolar utraci status waluty rezerwowej w ciągu najbliższej dekady. Wśród alternatyw 26 proc. Polaków wskazało cyfrowe waluty banków centralnych, 21 proc. – juana, a po 18 proc. – aktywa realne lub bitcoina.

Zaufanie do dolara jako waluty rezerwowej pozostaje wyższe w Polsce (90 proc.) niż globalnie (83 proc.). Jedynie niewielka mniejszość w obu grupach spodziewa się utraty tego statusu, przy czym preferencje co do alternatyw różnią się. Polacy częściej wskazują cyfrowe waluty banków centralnych i juana, podczas gdy inwestorzy globalni skłaniają się ku bitcoinowi, euro i złotu.

Paweł Majtkowski skomentował: Polscy inwestorzy, mimo napięć związanych z cłami i polityka handlową, wierzą zarówno w dolara, jak i w siłę amerykańskiej gospodarki, a ich przekonanie o utrzymaniu pozycji USA jako globalnego lidera jest silniejsze niż wśród inwestorów na świecie. Choć część badanych przygotowuje swoje portfele na możliwe osłabienie dolara, to nie podważa to ich wiary w jego rolę rezerwową. Dla inwestorów inwestujących poza Europą takie przygotowanie ma kluczowe znaczenie, ponieważ zmiany kursu amerykańskiej waluty mogą znacząco wpływać na wyceny i wyniki portfeli.

Napięcia geopolityczne jako największe ryzyko, obawy przed recesją utrzymane

Najnowszy raport Puls Inwestora Indywidualnego pokazuje, że w Polsce międzynarodowy konflikt pozostaje największym postrzeganym zagrożeniem dla portfela inwestycyjnego, wzrastając z 19 proc. w II kwartale do 25 proc. w III kwartale 2025 r.

Postrzeganie ryzyka recesji zarówno dla gospodarki polskiej, jak i światowej pozostało bez zmian – nadal 12 proc. inwestorów indywidualnych uznaje je za zagrożenie dla swoich portfeli. Inflacja natomiast nieco zmalała w rankingu zagrożeń, a odsetek inwestorów wskazujących ją jako ryzyko spadł o 2 punkty procentowe, do 22 proc.

Paweł Majtkowski podsumował: Polscy inwestorzy wyraźniej niż globalni koncentrują się na napięciach międzynarodowych. Wyniki badania potwierdzają zmianę hierarchii ryzyk, które dostrzegają polscy inwestorzy – po raz pierwszy od kilku kwartałów inflacja ustąpiła miejsca konfliktowi międzynarodowemu jako najpoważniejsze zagrożenie dla portfeli. To przesunięcie nastrojów nie jest przypadkowe, ponieważ III kwartał zbiegł się z wyjątkowym momentem geopolitycznym, jakim było spotkanie Trump – Putin 15 sierpnia na Alasce. Wydarzenie to mogło skupić uwagę na globalnych napięciach i wzmocniło poczucie niepewności, przyćmiewając obawy inflacyjne, które wcześniej dominowały w badaniach.

Tylko 5 proc. polskich inwestorów obawia się natomiast wzrostu zadłużenia państwa w stosunku do PKB, i to w okresie, kiedy deficyt budżetowy w roku 2025 oraz prognozowany na 2026 wynosi aż 6,7 proc. PKB

Frustracja płacowa w Polsce: problem nie tylko wysokości pensji, ale i mechanizmów ich ustalania

Według ostatniej edycji globalnego badania „People at work: A Global Workforce View” z 2025 roku, polscy pracownicy są w czołówce, jeśli chodzi o poczucie otrzymywania niesprawiedliwego wynagrodzenia za wykonywaną pracę. Odpowiada tak 25% mężczyzn i aż 40% kobiet. Należy podkreślić, że różnica 15 punktów procentowych między płciami jest najwyższa na świecie (na równi ze Szwecją).

To pokazuje frustrację pracowników, choć w większym stopniu kobiet, związaną z wynagrodzeniami. Frustracja niekoniecznie jest powodowana samą wysokością zarobków, bo to samo badanie pokazuje, że w subiektywnej ocenie Polaków nie jest z tym najgorzej. Według różnych badań, w Polsce luka płacowa związana z płcią także nie należy do najwyższych na świecie. Chodzi więc raczej o mechanizmy rządzące wynagrodzeniami oraz wysoką świadomość tego problemu. Frustrację mogą powodować niejasne zasady wynagradzania, arbitralne przyznawanie premii, nagród i podwyżek, ogólna wiedza na temat nierówności w miejscu pracy, poczucie nieadekwatności płacy w stosunku do kwalifikacji i wkładanego wysiłku. Nie zawsze pracodawca dysponuje narzędziami, które mogą redukować to poczucie niesprawiedliwości, jak choćby w branżach, gdzie płace są regulowane przepisami krajowymi i zbyt rzadko waloryzowane. Jednak w wielu wypadkach wprowadzenie jasnych i przejrzystych mechanizmów związanych z płacami pierwszy krok do niwelowania frustracji.

Transparentność płac na horyzoncie

W czerwcu 2026 roku wejdzie w krajach członkowskich UE obowiązek wprowadzenia w firmach zasad dotyczących transparentności wynagrodzeń. Oznacza to m.in. obowiązek ujawniania informacji o poziomach wynagrodzeń na etapie rekrutacji, a także zapewnienie pracownikom dostępu do informacji o średnich zarobkach w firmie, z podziałem na płeć. Przedsiębiorstwa zatrudniające co najmniej 100 pracowników będą musiały również regularnie raportować różnice płacowe między kobietami a mężczyznami. Choć już teraz coraz więcej firm podaje widełki płacowe w ogłoszeniach o pracę – wciąż nie jest to powszechne. Z różnych danych wynika też, że jedynie kilkanaście procent organizacji ma wdrożoną politykę w zakresie przejrzystości wynagrodzeń lub jest gotowych ją wdrożyć. Na przygotowania do wdrożenia dyrektywy został niecały rok – to bardzo mało, bo przygotowanie planu działania w tym obszarze i wstępny etap wdrożenia trwa co najmniej kilka miesięcy. Należy też pamiętać o sankcjach zapisanych w dyrektywie: w przypadku, gdy ujawniona luka płacowa przekroczy 5 procent, konieczne będą działania naprawcze, a poszkodowani pracownicy będą mieli prawo do odszkodowania. Już wcześniej, bo od 23 grudnia 2025 r., zgodnie z przepisami polskimi pracodawcy będą zobowiązani informować kandydatów do pracy o warunkach finansowych zatrudnienia w trakcie procesu rekrutacyjnego.

Wprowadzenie polityki przejrzystości wynagrodzeń warto potraktować nie tylko jako obowiązek administracyjny, a jako element budowania swojej przewagi konkurencyjnej. Część organizacji wdroży zapewne plan minimum, by nie narazić się na sankcje. Pamiętajmy jednak o wysokim wskaźniku frustracji związanym z niesprawiedliwym wynagradzaniem – jeśli dobrze zidentyfikujemy jego źródła i odpowiemy właściwymi działaniami, to może być nasza przewaga, nie tylko pod kątem odczuć pracowników, ale także pozycji firmy na rynku jako miejsca, w którym nowe osoby zechcą pracować.

Niezadowolenie z zarobków, poczucie niesprawiedliwego traktowania przez pracodawcę i brak perspektyw poprawy – to główne motywy poszukiwania nowej pracy. Niejasne zasady dotyczące płac, nagród i awansów mogą więc odbijać się zwiększoną rotacją pracowników, której można uniknąć. Wakaty i nowe rekrutacje stanowią przecież dla firmy realny koszt, który przynajmniej częściowo można zrekompensować.

Od czego zacząć

Przygotowanie do transparentności wynagrodzeń należy zacząć od audytu aktualnej sytuacji, aby sprawdzić, czy w organizacji występuje luka płacowa i w jakiej wysokości. Należy się przyjrzeć także się zasadom dotyczącym płac i stanowisk oraz zakresów obowiązków przypisanych do konkretnych stanowisk. To pozwoli odpowiedzieć na pytanie, czy system wynagrodzeń jest uzasadniony merytorycznie i czytelny. W razie wątpliwości pracownicy powinni móc znaleźć zasady w wewnętrznych regulaminach oraz wymogach i obowiązkach powiązanych ze stanowiskami. Może się okazać, że konieczne będzie rozpisanie zupełnie nowej struktury zatrudnienia i stworzenie nowych nazw stanowisk w ramach już istniejących. Częsty przykład to zespół „pracowników obsługi klienta”, w którym każda osoba pełni nieco inne obowiązki i ma inny zakres odpowiedzialności. W tej sytuacji trudno uzasadnić różnice wynagrodzeń, jeśli wszyscy mają takie samo stanowisko, a regulamin opisuje ich obowiązki bardzo ogólnie. Jeśli natomiast wstępny audyt wykaże, że luka płacowa w organizacji przekracza prawny próg 5 procent, to sygnał by przygotować plan stopniowego wyrównywania płac i zabezpieczyć na to środki w przyszłym budżecie.

Autor: Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska

BCC: „Rodzina 800 plus” i „13. emerytura” wymagają kryterium dochodowego, inaczej budżet nie wytrzyma

W środę, 10 września, w Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” odbyło się posiedzenie plenarne Rady Dialogu Społecznego (RDS) poświęcone projektowi budżetu państwa na rok 2026.

Podczas obrad Business Centre Club (BCC) przedstawiło swoje stanowisko dotyczące kształtu i założeń przyszłorocznego budżetu.

Projekt budżetu – napięty i podatny na wstrząsy

– Projekt budżetu państwa na 2026 rok jest bardzo „napięty” i wydaje się mało odporny na ewentualne szoki, szczególnie te spowodowane zewnętrznymi, niekorzystnymi wydarzeniami gospodarczymi czy politycznymi. Ministerstwo Finansów zdaje się nie być w pełni świadome istniejących ryzyk. – mówił Witold Michałek, wiceprezes BCC, ekspert ds. ekspert BCC ds. gospodarki, legislacji i lobbingu.

Zastrzeżenia do struktury budżetu

Dodatkowe ryzyka stwarza sama struktura budżetu, gdzie 90 proc. wydatków – to wydatki „sztywne” – jest to bardzo wysoki odsetek. Nie stwarza to przestrzeni dla nowych, rozwojowych wydatków inwestycyjnych. Szczególnie niepokojące jest to w sytuacji, gdy udział ogólnych wydatków inwestycyjnych wynosi zaledwie ok. 18 proc. PKB i jest w dużej mierze „nakręcany” jednorazowymi wydatkami publicznymi, głównie finansowanymi z  pożyczek w ramach unijnego programu KPO. Aby stworzyć przestrzeń dla realnych inwestycji, konieczne jest przejrzenie strony wydatkowej budżetu i racjonalizacja niektórych pozycji.  – zaznacza Witold Michałek.

Racjonalizacja wydatków a deficyt

BCC podkreśla, że w sytuacji w której niezbędne będą oszczędności związane z dostosowaniem wydatków budżetowych do procedury nadmiernego deficytu konieczne będą zmiany dotyczące m.in. programu „Rodzina 800 plus”. Program pochłania większość środków przeznaczonych na transfery społeczne. W 2025 roku była to kwota 63 mld. zł.

Program nie realizuje zakładanego celu demograficznego, a jego rola w ograniczaniu ubóstwa wiąże się z nadmiernym, wręcz ekstrawaganckim kosztem wypłat również dla rodzin o wysokich dochodach. Konieczne jest wprowadzenie kryterium dochodowego, zamiast proponowanych przez rząd ograniczeń skierowanych jedynie wobec cudzoziemców. Dobrze sytuowane rodziny nie powinny korzystać z publicznego wsparcia finansowanego m.in. z podatków osób o niskich dochodach. – podkreślał ekspert BCC.

Krytyka „13. emerytury” i programu „Aktywny rodzic”

BCC konsekwentnie krytykuje logikę działań rządu w zakresie wypłaty dodatkowego rocznego świadczenia dla emerytów i rencistów (tzw. 13. emerytury).

Polskiego państwa nie stać na system świadczeń socjalnych, wypłacanych niezależnie od wysokość emerytury lub renty. Ubodzy i niezamożni podatnicy (w tym np. samozatrudnieni) nie powinni dofinansowywać osób otrzymujących wysokie emerytury i renty. – wskazano w stanowisku BCC.

Podobne zastrzeżenia dotyczą programu „Aktywny rodzic”, którego finansowanie w 2026 roku ma wynieść około 6 mld zł. Brak kryteriów dochodowych powoduje, że budżet ponosi nadmierne koszty, a jednocześnie narusza to poczucie sprawiedliwości społecznej.

Rodziny o niskich dochodach nie powinny – poprzez płacone podatki – dofinansowywać zamożnych gospodarstw domowych, dla których wydatek 500 czy nawet 1500 zł miesięcznie jest niewielki w stosunku do dochodów. W dużych miastach, takich jak Kraków, Poznań czy Warszawa, przeciętne wynagrodzenie miesięczne sięga bowiem kilkunastu tysięcy złotych.

Potrzeba inwestycji w naukę i rozwój

BCC apeluje o szczegółową analizę planowanych wydatków, która pozwoli na ograniczenie nieracjonalnych pozycji w budżecie.

Zaoszczędzone w ten sposób środki powinny w pierwszej kolejności zostać przeznaczone na naukę, badania i rozwój, które stanowią fundament nowoczesnej gospodarki.

Obecnie wydatki na naukę realnie maleją, ponieważ ich niewielki nominalny wzrost jest niższy od prognozowanej inflacji. Polska przeznacza na ten cel jedynie około 1,1 proc. PKB, podczas gdy średnia w krajach Unii Europejskiej wynosi około 2,2 proc. PKB.

Rosnący dystans w tym zakresie zagraża międzynarodowej konkurencyjności polskiej gospodarki oraz jej zdolności do wdrażania innowacji i nowych technologii.

Wysokie wydatki socjalne i obronne – zagrożenie dla stabilności finansów publicznych

Nie możemy mieć jednocześnie irlandzkich podatków i skandynawskiego modelu socjalnego. Doceniamy wzrost gospodarczy oraz sukces w obniżeniu inflacji i rozumiemy konieczność zwiększenia wydatków na obronność. Jednak ponownie zwracam uwagę, że budżet nie może być obciążony równocześnie tak wysokimi wydatkami socjalnymi i zbrojeniowymi, ponieważ prowadzi to do ogromnego wzrostu deficytu a obsługa zadłużenia staje się coraz droższa. Agencje ratingowe prognozują możliwość obniżenia ratingu Polski, co byłoby niezwykle niebezpieczne dla naszej gospodarki. – podsumował prezes ZP BCC Łukasz Bernatowicz.

W posiedzeniu RDS uczestniczyli przedstawiciele BCC: Łukasz Bernatowicz – prezes ZP BCC, Witold Michałek – wiceprezes BCC, ekspert ds. gospodarki, legislacji oraz Radosław Płonka, ekspert BCC ds. prawa gospodarczego.

TSUE: sądy nie mogą badać metodologii WIBOR. Opinia Rzecznika korzystna dla banków

11 września 2025 r. Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości UE wydał opinię w sprawie prejudycjalnej dotyczącej stosowania wskaźnika WIBOR w umowach kredytowych.

Rzecznik TSUE potwierdził prawidłowość wyznaczania WIBOR-u. Poruszył też kwestię obowiązków informacyjnych, które banki realizowały w sposób prawidłowy.

  • Sąd nie może badać metody ustalania wskaźnika WIBOR. Badanie metody wykracza poza zakres Dyrektywy konsumenckiej 93/13. Rzecznik Generalny uznał, że zezwolenie krajowym sądom cywilnym na weryfikację metody ustalania kluczowych wskaźników referencyjnych w drodze oceny nieuczciwego charakteru warunku umownego na podstawie dyrektywy 93/13 podważyłoby szczególny system zarządzania kluczowymi wskaźnikami referencyjnymi ustanowiony przez prawodawcę Unii na mocy rozporządzenia BMR.
  • Bank powinien przekazać informacje o nazwie, administratorze i skutkach wzrostu wskaźnika na oprocentowanie kredytu, co było realizowane przez banki.
  • Wymóg przejrzystości przewidziany w dyrektywie 93/13 nie zobowiązuje kredytodawcy do bezpośredniego przekazywania bardziej szczegółowych informacji na temat metody wyznaczania wskaźnika referencyjnego niż wymagane na podstawie rozporządzenia BMR. Banki realizowały te obowiązki.
  • Co istotne nawet gdyby warunki zostałyby uznane za nieprzejrzyste to nie wystarcza to jeszcze do ich skutecznego podważenia. Żeby warunek został uznany za nieuczciwy oprocentowanie musiałoby odbiegać od warunków rynkowych.
  • Rzecznik nie udzielił odpowiedzi na pytanie 4 dotyczące skutków uznania postanowienia za abuzywne, zgodnie z wytycznymi TSUE. Zostało ono uznane za nieistotne.

Transplantologia warta miliardy. Przejęcie OrganOx przez Terumo i polski akcent NanoGroup

Start-upy medyczne od lat wzbudzają dużo emocji, również w obszarze transakcji i M&A. Rzadko jednak mówi się o wielomiliardowych transakcjach w dziedzinie transplantologii. Na rynku wartym w skali globalnej niemal 11 mld USD nie brakuje jednak innowacji oraz ciekawych projektów, które są zauważane przez potentatów branży medycznej. Potwierdzeniem potencjału drzemiącego na tym rynku jest bez wątpienia transakcja przejęcia brytyjskiego OrganOX’a przez japońskiego giganta za 1,5 mld USD. Innowacje w transplantologii nie są obce również Polakom. Polska spółka NanoGroup rozwija technologię analogiczną do OrganOX. Przypadek ten pokazuje, że technologie wyceniane na miliardy mogą powstać także w naszym kraju.

Wyzwania rynku transplantologii

Światowy rynek transplantologii, a więc obszaru medycyny, który zajmuje się wszczepianiem komórek, tkanek i narządów od dawcy do organizmu biorcy w celu ratowania życia, przywrócenia funkcji lub leczenia chorób jest bardzo duży. Według Fortune Business Insights światowy rynek był wyceniany w 2024 roku na niemal 11 mld USD.

Przed wspomnianym segmentem w dalszym ciągu stoi wiele wyzwań, związanych zarówno z dostępem do organów, ale również z ich przechowywaniem. Dostępne rozwiązania polegają na przetrzymywaniu organów w temperaturze 2-4 st. C. i wypełnianiu jego naczyń krwionośnych specjalnym, schłodzonym płynem, który spowalnia obumieranie tkanek. Czas przechowywania jest jednak dość krótki. Ponadto, w momencie pobrania organu może on być już częściowo obumarły, a metoda chłodzenia nie jest w stanie zatrzymać tego procesu, tym bardziej go cofnąć.

Nie bez powodu zatem większość innowacji związanych z transplantologią dotyczy rozwiązania tego problemu. Cofnięcie procesu obumierania istotnie zwiększy bowiem liczbę potencjalnych dawców organów.

Innowacje w cenie

Podczas przechowywania organów liczy się każda minuta oraz stan narządów. Dlatego największe medyczne podmioty szukają innowacyjnych rozwiązań, nawet jeśli nadal pozwalają one obumierać organom wykorzystując starą technologię polegającą na mocnym schłodzeniu. Przykładem jest transakcja przejęcia w 2024 roku amerykańskiej firmy Paragonix Technologies przez Getine Group, koncern technologiczno-medyczny ze Szwecji. Wartość transakcji wyniosła prawie 0,5 mld USD.

O wiele wyżej wyceniane są jednak nowe technologie pozwalające na nie tylko zatrzymanie procesu obumierania, ale również jego cofnięcie. Szczególnie perspektywiczna jest technologia perfuzji normotermicznej. Pozwala ona na utrzymanie „żyjącego” organu poza organizmem człowieka, odtwarzając warunki panujące w organizmie. Dzięki temu organ może być zachowany w lepszym stanie. Daje ona również możliwość regeneracji, czyli odwracania procesów obumierania, wydłużenia czasu między pobraniem a przeszczepem, a także bardziej wiarygodną ocenę jego stanu. To wszystko ma docelowo zwiększyć liczbę narządów dostępnych do przeszczepów nawet o 100%, a jednocześnie zwiększyć odsetek udanych przeszczepów.

Tego typu technologię wykorzystuje urządzenie OrganOX opracowane przez spin-off Uniwersytetu Oxfordzkiego, które służy do przechowywania wątroby. Nowatorskie rozwiązanie jest już skomercjalizowane, a w 2024 roku było wykorzystane przy przychowaniu 6 tys. organów, co przyniosło spółce około 75 mln USD przychodów.

O przełomowym charakterze projektu OrganOX świadczy kwota pozyskana w ramach wielu rund finansowania. W samym 2025 r. spółka pozyskała od inwestorów ponad 300 mln USD, natomiast najważniejszym wydarzeniem tego roku była bez wątpienia transakcja przejęcia firmy przez Terumo Corporation za zawrotną kwotę 1,5 mld USD. Terumo to pochodząca z Japonii globalna firma produkująca urządzenia medyczne, wyceniana na ponad 26 mld USD. Transakcja była nie tylko największym przejęciem w historii rynku transplantologii, ale również najwyżej wycenioną transakcją w historii Uniwersytetu Oksfordzkiego. Transakcja wyróżnia się również parametrami wyceny. Wartość przejmowanego OrganOx’a wynosi bowiem 20-krotność osiągniętych w 2024 r. przychodów. Jest to wskaźnik imponująco wysoki, nawet na rynku innowacji medycznych, co jest swoistym benchmarkiem dla innych startupów pracujących nad pionierskimi technologiami z dziedziny transplantologii.

Polski akcent w globalnej transplantologii

Przykład transakcji przejęcia OrganOX pokazuje, że technologia perfuzji normotermicznej będzie przełomem dla branży i jest już teraz dostrzegana przez największych światowych graczy. Tym bardziej warte zauważenia jest to, że nad konkurencyjnym urządzeniem pracuje notowana na warszawskiej GPW NanoGroup. Polska spółka wywodząca się z Politechniki Warszawskiej, rozwija system NanOX, dedykowany nerkom, które stanowią ponad 60% wszystkich przeszczepów na świecie.

– Przejęcie OrganOx za 1,5 miliarda dolarów to dla nas nie tylko biznesowa wiadomość. To przede wszystkim potwierdzenie, że nasza wizja i kierunek są słuszne. Wartość, jaką udało się stworzyć zespołowi z Oksfordu, pokazuje, że technologia perfuzji nie jest już tylko przyszłością medycyny, ale jej wartym miliardy dolarów rynkiem. NanoGroup, rozwijając podobne rozwiązanie w oparciu o polską myśl naukową, podąża tą samą ścieżką. To potężny impuls i dowód na to, że polska biotechnologia ma potencjał, aby generować globalną wartość i konkurować na najwyższym poziomie – komentuje Przemysław Mazurek, Prezes Zarządu NanoGroup.

System NanOX, podobnie jak technologia OrganOx, wykorzystuje normotermiczną perfuzję (NMP), która pozwala na przechowywanie narządów w aktywnym stanie. Jednak w przeciwieństwie do rozwiązań OrganOx, NanOX idzie o krok dalej i może wykorzystywać bezkrwisty płyn perfuzyjny oparty na nanocząstkach perfluorowęglowodorowych (PFC). System NanOX składa się bowiem z urządzenia o nazwie Recovery Box oraz płynu perfuzyjnego NanOX 4 Kidney. Recovery Box to urządzenie podobne do OrganOx, tyle, że bardziej uniwersalne, bo może pracować w zakresie temperatur 4-37 stopni Celsjusza oraz z różnymi perfuzatami, zarówno krwią – tak jak w OrganOx – jak i płynem NanOX 4 Kidney. Ten ostatni to innowacyjny, opatentowany, syntetyczny perfuzat, zastępujący krew, a nawet dający pewne przewagi medyczne nad krwią: brak leukocytów i patogenów oraz lepsze utlenienie wynikające z tego, że nanorespirocyty są kilkadziesiąt razy mniejsze od erytrocytów. Lepsze utlenienie naczyń włosowatych może mieć znaczenie zwłaszcza w przypadku regenerowania organów po długim niedokrwieniu. Ta opatentowana innowacja całkowicie eliminuje konieczność użycia krwi, co znacząco upraszcza logistykę. Perfuzat NanOx 4 Kidney nie wymaga bowiem doboru grupy krwi i jest niezależny od okresowych jej niedoborów, dzięki czemu pozwoli znacznie lepiej wyskalować użycie systemu perfuzyjnego i realnie zrewolucjonizować transplantologię.

Przewagi rozwiązania opracowanego przez NanoGroup dostrzegają również eksperci z branży M&A.

– Organox – która dopiero wkroczyła w fazę komercyjną – zapewniła sobie 1,5 miliarda dolarów za coś, co jest po prostu normotermiczną skrzynką do przechowywania i transportu, choć dobrze zaprojektowaną i przetestowaną. System opracowany przez NanoGroup jest znacznie bardziej przełomowy, a urządzenie stanowi tylko jego niewielką część. Z naszego doświadczenia wynika, że takie przejęcie stymuluje konkurentów do poszukiwania podobnych rozwiązań, aby nie pozostawać w tyle. To dobra wiadomość dla takich firm jak NanoGroup – ocenia Charles Jonscher, PhD, Senior Partner w Clairfield, firmie doradczej specjalizującej się w transakcjach M&A, m.in. na rynku Health Care.

Podsumowanie

Inwestorzy coraz śmielej lokują kapitał w spółki, które mają potencjał fundamentalnie zmieniać standardy w medycynie. Przejęcie OrganOx to kluczowy wskaźnik rynkowy potwierdzający, że wizja takich spółek jak NanoGroup jest spójna z globalnymi trendami. Projekt NanOX może być dla inwestorów rzadką okazją do wczesnego wejścia w technologię, która – jeśli potwierdzi swoją skuteczność – może stać się obiektem zainteresowania globalnych graczy i wygenerować znaczące zwroty dla akcjonariuszy.

Oracle w jeden dzień dodał 236 mld USD do wartości rynkowej – Larry Ellison wyprzedza Muska i zostaje najbogatszym człowiekiem świata

Polskie PKB dopiero co przekroczyło 1 bln dolarów, co było ważnym symbolicznym momentem dla naszej gospodarki. Jednak w globalnej skali takie liczby mają mniej spektakularny wydźwięk, gdy porównamy je z wydarzeniami na Wall Street. Wczoraj akcje firmy Oracle w trakcie sesji rosły nawet o 41 proc., a dzień zakończyły zwyżką o 36 proc. W tym sposób kapitalizacja spółki powiększyła się o 236 mld dolarów, osiągając 922 mld dolarów. Oznacza to, że w jeden dzień Oracle zwiększył swoją wartość rynkową o prawie równowartość jednej czwartej polskiej gospodarki. To pokazuje, jak ogromną siłę ma dziś sztuczna inteligencja na rynkach finansowych i jak potrafi w ciągu chwili zmieniać wyceny największych firm świata.

Co więcej, dynamiczny wzrost kursu sprawił, że współzałożyciel firmy Larry Ellison wyprzedził Elona Muska stając się najbogatszym człowiekiem świata. Jego majątek powiększył się w ciągu jednego dnia o 101 mld dolarów do 393 mld dolarów, co jest największym takim wzrostem w historii.

Larry Ellison założył Oracle w 1977 roku i od początku zajmował się rozwijaniem systemów baz danych. Początkowo firma nazywała się Software Development Laboratories, a potem zmieniła nazwę na Oracle, od projektu badawczego realizowanego na zlecenie CIA. Z czasem Oracle stał się liderem w obszarze oprogramowania baz danych, dostarczając rozwiązania dla największych korporacji i instytucji na świecie. W kolejnych dekadach firma rozszerzyła działalność o aplikacje biznesowe, systemy ERP i usługi chmurowe, a dziś kluczowym elementem jej strategii jest rozwój infrastruktury obliczeniowej dla sztucznej inteligencji. Dzięki temu Oracle z firmy bazodanowej stał się jednym z głównych graczy w globalnym wyścigu AI.

Tak silny ruch na akcjach to efekt publikacji wyników kwartalnych. Choć przychody na poziomie 14,9 mld dolarów i zysk na akcję 1,47 dolara okazały się minimalnie słabsze od oczekiwań analityków, rynek skupił się na innym elemencie raportu. Oracle ujawnił bowiem ogromny portfel zamówień o wartości 455 mld dolarów, co oznacza wzrost o 359 proc. w skali roku. Firma podpisała cztery nowe kontrakty warte wiele miliardów dolarów i stała się dostawcą infrastruktury chmurowej dla kluczowych graczy w świecie sztucznej inteligencji, takich jak OpenAI, xAI i Meta.

To właśnie potencjał AI stał się źródłem wczorajszych wzrostów. Oracle zakłada, że przychody z usług chmurowych wzrosną z obecnych 18 mld dolarów do 144 mld dolarów w 2030 roku. Tak ambitne prognozy zbiegają się z gwałtownym zwiększeniem nakładów inwestycyjnych spółki. Wydatki kapitałowe mają wynieść 35 mld dolarów w 2026 roku wobec 21 mld rok wcześniej. Rynek wycenia dziś Oracle na poziomie wskaźnika cena do zysku (P/E) bliskiego 80, jednak przy spodziewanym dynamicznym wzroście zamówień przyszła wycena powinna być znacznie niższa.

Oracle staje się kolejnym wielkim graczem w wyścigu chmurowym obok Microsoftu, Amazona i Alphabet. Tegoroczny wzrost wartości akcji o prawie 100 proc. pokazuje, że inwestorzy traktują spółkę jako jednego z największych beneficjentów boomu AI. Zmiana, która dokonała się w ciągu jednego dnia, przypomina, że rynek potrafi być zmienny i jako inwestorzy powinniśmy pamiętać, że ruchy takie jak te wczorajsze, mogą następować zarówno w górę, jak i w dół.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Polski rynek nieruchomości komercyjnych z silnym wynikiem w I półroczu 2025 r. – 1,71 mld euro w transakcjach inwestycyjnych

Wartość transakcji inwestycyjnych na polskim rynku nieruchomości komercyjnych w I półroczu 2025 roku osiągnęła 1,71 mld euro, co było wynikiem zbliżonym do analogicznego okresu 2024 roku. Coraz większe znaczenie ma w tym wolumenie kapitał krajowy – polscy inwestorzy odpowiadali w pierwszej połowie roku za około 40% wszystkich transakcji biurowych, co potwierdza rosnącą aktywność i profesjonalizację rodzimych podmiotów.

Wynik po pierwszym półroczu 2025 roku stanowi kontynuację silnego odbicia aktywności inwestycyjnej, które rozpoczęło się w 2024 roku. Jednym z najlepszych sygnałów potwierdzających siłę rynku jest wysoka aktywność we wszystkich sektorach – od logistyki i handlu, po biura i PRS. Pokazuje to, że zainteresowanie polskimi aktywami nie wynika z chwilowego wzrostu popytu na konkretny sektor, lecz z wiary w potencjał całego rynku nieruchomości w Polsce. Pomimo rozpędzonego pociągu, na który wskoczyliśmy w ubiegłym roku, znaczna część dużych transakcji najprawdopodobniej nie zostanie sfinalizowana do końca grudnia, jednak ich efekt będzie widoczny w wolumenach inwestycyjnych dopiero w 2026 roku. Dlatego prognozujemy, że 2025 rok zamknie się na poziomie około 4 miliardów euro”, mówi Paweł Partyka, Head of Capital Markets Poland, Cushman & Wakefield.

Solidne fundamenty krajowej gospodarki, a co za tym idzie – rodzimego rynku nieruchomości – potwierdzają dane GUS pokazujące wzrost PKB Polski o 3,4% r/r w II kwartale 2025 roku.

Na tle umiarkowanego wzrostu w całej Unii Europejskiej, Polska utrzymuje się w czołówce, co wzmacnia pozytywny sentyment inwestorów. Dobra koniunktura gospodarcza przekłada się bezpośrednio na rynek kapitałowy w sektorze nieruchomości, zwiększając zaufanie do stabilności i potencjału naszego rynku. W takich warunkach inwestorzy są bardziej skłonni do finalizowania transakcji kupna i sprzedaży, a rosnąca aktywność w ostatnich kwartałach wskazuje, że ten trend będzie się utrzymywał”, dodaje Krzysztof Misiak, Head of Cushman & Wakefield Poland.

Rodzimy kapitał coraz odważniejszy

Polski rynek biurowy odnotowuje wyraźny powrót zainteresowania ze strony inwestorów – w pierwszym półroczu 2025 roku sfinalizowano transakcje o wartości blisko 400 mln euro, z czego 232 mln przypadło na II kwartał. Kapitał napływa, m.in. z Niemiec, Belgii, Wielkiej Brytanii i Skandynawii. Ale nie tylko.

Co istotne, aż za około 40% wolumenu transakcji biurowych odpowiadali rodzimi inwestorzy, którzy coraz częściej sięgają po aktywa wysokiej jakości, konkurując z podmiotami zagranicznymi zarówno w największych aglomeracjach, jak i na rynkach regionalnych. To bardzo pozytywny sygnał, pokazujący, że polski kapitał staje się trwałym i istotnym elementem rynku”, komentuje Marcin Kocerba, Partner, Capital Markets Poland, Cushman & Wakefield.

W gronie największych transakcji pierwszego półrocza znalazła się sprzedaż dwóch budynków w krakowskim kompleksie High5ive do szwedzkiego inwestora Stena Real Estate, zakup warszawskiego biurowca Wronia 31 przez Uniqa Real Estate czy przejęcie Zaułku Piękna przez Syrena Real Estate. Jak podkreślają eksperci Cushman & Wakefield, inwestorzy poszukują dziś zróżnicowanych możliwości – od prestiżowych projektów w centrum stolicy, po aktywa typu value-add i nieruchomości w lokalizacjach poza ścisłym CBD.

Bardzo dobry rezultat za pierwsze półrocze świadczy o rosnącym zaufaniu do potencjału polskiego rynku, a także o coraz większej dywersyfikacji strategii inwestycyjnych, w których obok Warszawy coraz większe znaczenie mają także rynki regionalne. Zamknięta w sierpniu transakcja sprzedaży warszawskiego biurowca VIBE’a oraz będące w toku procesy negocjacyjne dają podstawy do prognozowania zwiększonego wolumenu inwestycyjnego w drugiej połowie tego roku”, dodaje Marcin Kocerba.

Magazyny na fali

W pierwszym półroczu aktywność inwestorów na rynku magazynowym w Polsce wyraźnie przyspieszyła – wartość transakcji wyniosła 694 mln euro, co oznacza ponad dwukrotny wzrost r/r. Punktem zwrotnym był drugi kwartał, w którym sfinalizowano transakcję o wartości 250 mln euro.

Po bardzo udanym roku 2024 dla sektora logistycznego, rok 2025 przyniósł zauważalne zwiększenie wartości pojedynczych transakcji, co stanowi niezwykle pozytywny sygnał dla rynku. Zmianie uległa również charakterystyka realizowanych transakcji. W ubiegłym roku inwestorzy koncentrowali się głównie na nieruchomościach z czynszami poniżej poziomu rynkowego, oferujących potencjał wzrostu wartości. Obecnie, choć strategia poszukiwania „upside’u” nadal pozostaje istotna, obserwujemy wyraźny powrót zainteresowania aktywami z długoterminowymi umowami najmu oraz transakcjami typu core, realizowanymi w najlepszych lokalizacjach”, dodaje Paweł Partyka.

Handel rozgrzewa się przed sezonem jesienno-zimowym

Wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości handlowych w Polsce w pierwszej połowie 2025 roku wyniosła 320 mln euro. Zrealizowano 21 transakcji, z czego aż 10 przekroczyło wartość 10 mln euro – to najlepszy wynik od pięciu lat, co wyraźnie potwierdza rosnącą aktywność inwestorów w tym segmencie. Choć całkowity wolumen był o 35% niższy niż w analogicznym okresie 2024 roku, należy podkreślić, że w pierwszym półroczu 2025 roku nie doszło do żadnej transakcji o wartości powyżej 60 mln euro. W tym kontekście osiągnięty wynik należy ocenić jako bardzo dobry.

Poza nieustającym zainteresowaniem parkami handlowymi, istotnym czynnikiem wpływającym na wzrost aktywności była wyraźna poprawa płynności mniejszych centrów handlowych, co stanowi kluczową różnicę względem poprzednich lat. Patrząc na drugą połowę roku – wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze ciekawiej.

Hotele wróciły do gry

W pierwszej połowie 2025 roku Polska zajęła drugie miejsce w regionie CEE pod względem wolumenu transakcji hotelowych, osiągając 81 mln euro. Na rynku odnotowano m.in. transakcje portfelowe obejmujące dwa obiekty typu serviced apartments Noli Studios w Gdańsku oraz cztery hotele sieci B&B HOTELS w Warszawie, Krakowie, Lublinie i Łodzi.

Pierwsza połowa roku przyniosła nienotowany od 2019 roku poziom aktywności inwestorów, a Polska wyróżniła się znaczącym wzrostem wolumenu transakcji. To dowód na rosnącą atrakcyjność krajowego rynku hotelowego i jego coraz większą dojrzałość”, komentuje Marcin Kocerba.

Warszawa była liderem pod względem nowej podaży – w pierwszych sześciu miesiącach 2025 roku na stołeczny rynek trafiły cztery obiekty oferujące łącznie 647 pokoi, w tym m.in. Moxy Warsaw City i Puro Warsaw Old Town. Zasoby hotelowe w stolicy wzrosły o 3,8% r/r, co uplasowało Warszawę przed innymi stolicami regionu. Rynek wykazał także istotną poprawę wskaźników operacyjnych – RevPAR w Warszawie znalazł się na pierwszym miejscu w regionie, osiągając 138,9% wartości sprzed pandemii i wyprzedzając Pragę oraz Sofię.

EBC zgodnie z oczekiwaniami utrzymał stopy procentowe bez zmian

Europejski Bank Centralny, zgodnie z prognozami, pozostawił stopy procentowe bez zmian. Stopa refinansowa wynosi obecnie 2,15 proc., a stopa depozytowa 2,00 proc. Decyzja ta była szeroko oczekiwana przez rynek.

Obecny poziom stóp w strefie euro pozostaje niezmienny od ostatniej czerwcowej obniżki. Zgodnie z przewidywaniami rynkowymi, stopy powinny utrzymać się na obecnym poziomie w najbliższych kwartałach, mimo że Europejski Bank Centralny nie ogłosił jeszcze formalnego zakończenia cyklu obniżek.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

EBC pozostanie ostrożny, inwestorzy czekają na dane inflacyjne z USA

Ostrożne podejście Europejskiego Banku Centralnego to dziś scenariusz bazowy. W centrum uwagi są też dane inflacyjne z USA – konsensus rynkowy zakłada wzrost CPI do poziomu bliskiego 3%. A złoty kontynuuje osłabienie względem europejskiej waluty. 

Ostrożność, czyli słowo klucz

Dzisiaj o 14.15 poznamy decyzję Europejskiego Banku Centralnego w sprawie stóp procentowych. Na niespodziankę nikt nie liczy, a analitycy w zdecydowanej większości oczekują dzisiaj utrzymania kosztu pieniądza bez zmian. W sierpniu inflacja CPI wyniosła 2,1%, a bazowa utrzymuje się od 4 miesięcy na poziomie 2,3%. Takie odczyty dają EBC dość dużo argumentów za tym, by na stopach nie wprowadzać modyfikacji. Również rynek nie bardzo wierzy w to, że do końca roku coś się zmieni, bo szanse na obniżki wynoszą poniżej 30%. Od pewnego czasu mówi się o podziałach w ramach struktur decyzyjnych EBC. Część członków tego gremium ma bardziej jastrzębie podejście i uważa, że wojny celne wywołają wzrost presji inflacyjnej. W drugim obozie panuje natomiast przekonanie, że trzeba wspierać wzrost gospodarczy niższym kosztem pieniądza. O 14.45 konferencję prasową rozpocznie prezes Lagarde, ale wydaje się, że powinna przyjąć ostrożne podejście i nie deklarować dalszej ścieżki monetarnej. Jeśli takowy scenariusz się spełni, to powinien być to pozytywny aspekt dla EUR.

Wyższa dynamika cen w USA?

Nie tylko posiedzenie EBC będzie dzisiaj kluczowe dla notowań EUR/USD. Równie istotne będą wskazania dynamiki cen z USA o 14.30. Inflacja CPI ma wzrosnąć w sierpniu do 2,9% z 2,7% w lipcu, na bazie wzrostu cen paliw i żywności. Na rynku nie widać jednak obaw o to, że wyższa CPI może skłonić Fed do wstrzymania się z planowanymi już na wrzesień obniżkami stóp. Choćby wczorajszy odczyt PPI za sierpień pokazuje, że presja związana z taryfami celnymi nie przekłada się natychmiast na wydatki konsumentów. Rynkowe oczekiwania 3 obniżek do końca roku pozostaną stabilne, a wręcz ostatnio pojawia się nawet scenariusz cięcia stóp we wrześniu o 50 pkt bazowych. Niższa dynamika cen dzisiaj mogłaby taki scenariusz jeszcze bardziej uwydatnić i być negatywna dla notowań USD.

PLN ma się nieco gorzej

Dzisiejszy dzień przynosi kontynuację osłabienia polskiej waluty z wczoraj. Wzrost napięcia geopolitycznego i naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej sprawił, że inwestorzy już na krajowe aktywa tak łaskawie nie patrzą. Kurs EUR/PLN osiągnął poziom bliski 4,27, co nie jest jakąś wielką korektą i w średnim terminie nie zmienia nic, przynajmniej na ten moment. Tym bardziej, że sytuacja choćby na głównej parze walutowej świata, gdzie obserwujemy wzrosty, powinna sprzyjać PLN. Minusem na pewno jest stan finansów publicznych państwa – kolejny już rok utrzymuje się bardzo wysoki deficyt fiskalny, co będzie równoznaczne ze wzrostem potrzeb pożyczkowych rządu. Dzisiaj większa zmienność, również na parach z PLN, powinna być widoczna między godzinami wspomnianych ważnych wydarzeń, czyli między ogłoszeniem decyzji EBC a publikacją danych inflacyjnych z USA.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

EUR/USD w centrum uwagi: inwestorzy reagują na inflację i oczekują sygnałów od EBC

Początek dnia okazał się wczoraj dużo spokojniejszy niż kolejne godziny, wypełnione zamieszaniem w mediach. W USA ceny producentów rosną wolniej niż oczekiwano. Rynki czekają na ważne dane zza oceanu oraz konferencję prasową prezes EBC.

Reakcje rynków

Wczorajszy dzień pokazał nam, jak działają emocje związane z bezpieczeństwem kraju. Zaczęło się relatywnie spokojnie, niestety w ciągu dnia ten spokój stopniowo zanikał, by finalnie powrócić. Lepiej było to widać na giełdach niż na walutach. WIG20 otworzył się ze stratą niemal 20 pkt, po czym spadł jeszcze 50 pkt, co sumarycznie dawało niemal 3% spadku. Do końca dnia odrobił jednak ponad 40 pkt z tego spadku. Polski złoty tracił wczoraj w ciągu dnia,  w szczytowym momencie 2 grosze względem euro, ale pod koniec dnia odrobił pół grosza z tej straty. Podobny był zakres ruchu na dolarze. Trzeba pamiętać, że tak duże zamieszanie jest również powodem niejednoznacznego przekazu w mediach, w których próbowano przypisać sprawstwo tych wydarzeń Ukrainie.

Nagły spadek inflacji w USA

Na razie wspomniany w nagłówku ruch dotyczy tylko inflacji producenckiej. Nie zmienia to jednak faktu, że rynek spodziewał się wzrostu o 3,3%, a otrzymał 2,6%. To duża zmiana, która może korzystnie przełożyć się na portfele Amerykanów. Nie są to jeszcze ceny dla nich, ale mniejsza presja ze strony producentów powinna przełożyć się na ceny na półkach. To z kolei powoduje, że maleją wątpliwości względem kolejnych obniżek stóp procentowych. Tym samym mamy sygnał osłabiający dolara amerykańskiego. Inwestorzy odchodzą od dolara, bo widzą, że powinien on płacić coraz niższe odsetki. Wczoraj po raz pierwszy w tym tygodniu za jedno euro trzeba było zapłacić mniej niż dolara i siedemnaście centów.

Czekając na EBC

Dzisiaj poznamy decyzję Europejskiego Banku Centralnego w sprawie stóp procentowych. Sama decyzja wydaje się oczywista. Raczej nie należy się spodziewać obniżki. Główna stopa procentowa powinna pozostać na poziomie 2,15%. Wydaje się, że – przy inflacji wynoszącej 2,1% – na razie nie ma przestrzeni na dalsze obniżki. Trzeba jednak pamiętać, że prognozy znaczących spadków inflacji mogą tę przestrzeń wykreować. Dla rynków walutowych kluczowa będzie jednak nie sama decyzja, a konferencja po niej. Jeśli mamy poznać jakieś prognozy, to właśnie wtedy. Nie bez znaczenia jest też fakt, że konferencja odbędzie się kwadrans po danych o inflacji konsumenckiej z USA. Po wczorajszym odczycie wskaźnika dla producentów oczekiwania inwestorów mogły się zmienić. W rezultacie możemy oczekiwać intensywnej drugiej połowy dnia na głównej parze walutowej EURUSD, a tym samym na parach od niej zależnych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

12:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:15 – Strefa Euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:30 – USA – inflacja konsumencka.

Autor: Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

CBAM: nowe obowiązki dla importerów, uproszczenia w drodze. Co się zmienia?

CBAM (ang. Carbon Border Adjustment Mechanism) to unijny mechanizm regulacyjny, którego znaczenie dla globalnego handlu będzie systematycznie rosło w najbliższych latach. Dlaczego? Ponieważ wprowadza dodatkowe opłaty za emisje CO₂ związane z produkcją wybranych towarów importowanych do Unii Europejskiej. Celem CBAM jest ograniczenie przenoszenia energochłonnej produkcji poza UE do krajów o mniej rygorystycznych regulacjach klimatycznych. Mechanizm obejmuje produkty z sektorów o wysokim śladzie węglowym – przede wszystkim stal, żelazo i aluminium, które dominują w strukturze importu objętego CBAM. Oprócz nich regulacją objęto także m.in. cement, nawozy, energię elektryczną oraz wodór. Dotyczy importu z państw trzecich, które nie uczestniczą w systemie EU ETS. Wyjątek stanowią produkty pochodzące z Islandii, Liechtensteinu, Norwegii i Szwajcarii – krajów zintegrowanych z unijnym rynkiem uprawnień do emisji.

Ze względu na skalę obowiązków raportowych, wpływ na ceny oraz potencjalne ryzyka dla łańcuchów dostaw, CBAM stanowi wyzwanie dla wielu firm – zwłaszcza importerów i podmiotów przemysłowych. Dlatego tak ważne jest korzystanie ze wsparcia doświadczonego partnera, który nie tylko zna mechanizm CBAM, ale również potrafi przełożyć jego złożone wymagania na konkretne działania i korzyści dla biznesu.

Najpierw samo raportowanie, a później opłaty

Obecnie CBAM funkcjonuje w fazie przejściowej, która potrwa do końca 2025 roku. W tym okresie importerzy nie ponoszą jeszcze opłat, ale są zobowiązani do kwartalnego raportowania emisji CO₂ związanych z importowanymi towarami. Sprawozdania muszą być sporządzane na podstawie danych rzeczywistych dostarczanych przez producentów. Jeśli jednak dostawca nie jest w stanie ich przekazać, importer zobowiązany jest do złożenia raportu na podstawie tzw. „danych zerowych”. W praktyce takie podejście może prowadzić do zawyżonego poziomu raportowanych emisji – a tym samym do wyższych kosztów po wejściu CBAM w pełni.

Co istotne, importer musi również udokumentować próby pozyskania danych rzeczywistych. Brak takich dowodów – np. korespondencji z dostawcą – może skutkować dodatkowymi kontrolami ze strony Komisji Europejskiej. Dokumentacja kontaktu z dostawcami powinna być archiwizowana i dołączana do składanych sprawozdań.

Od 2026 roku CBAM wejdzie w fazę operacyjną. Oprócz obowiązków raportowych importerzy będą zobowiązani do zakupu specjalnych certyfikatów CBAM, których liczba będzie zależna od poziomu emisji zawartych w imporcie. Firmy, które już teraz wdrażają procedury zgodne z CBAM – np. pozyskują dane emisyjne od dostawców, standaryzują procesy raportowania, archiwizują dokumentację – będą lepiej przygotowane na nadchodzące obowiązki. Ma to bezpośrednie przełożenie na ograniczenie ryzyka operacyjnego i kosztowego.

Brak odpowiedniego przygotowania może skutkować nie tylko karami finansowymi, ale także utratą statusu upoważnionego zgłaszającego – co w praktyce oznacza zablokowanie możliwości importu towarów objętych CBAM.

CBAM: nadchodzące uproszczenia i zapowiedź rozszerzenia zakresu regulacji

W ostatnich miesiącach Komisja Europejska zapowiedziała zmiany w ramach pakietu Omnibus, których celem jest częściowe uproszczenie obowiązków administracyjnych i raportowych związanych z CBAM. Propozycje te mają złagodzić obciążenia szczególnie dla mniejszych importerów oraz zwiększyć przejrzystość i przewidywalność całego systemu.

Jedną z kluczowych zmian jest podniesienie progu importu objętego obowiązkiem raportowania do poziomu 50 ton rocznie. Oznacza to, że wielu drobnych importerów zostanie zwolnionych z obowiązku składania kwartalnych sprawozdań, co znacząco zmniejszy liczbę podmiotów objętych raportowaniem CBAM. Uproszczone mają zostać również: procedury autoryzacji importerów, metody obliczania emisji związanych z produkcją towarów, a także zasady raportowania danych.

Od 2027 roku importerzy zyskają możliwość wykazywania kosztów emisji poniesionych w krajach trzecich przy użyciu uśrednionych danych krajowych – co ma przeciwdziałać ryzyku podwójnego naliczania opłat (zarówno w kraju produkcji, jak i na granicy UE). To szczególnie istotne dla importerów współpracujących z producentami z krajów, które już wdrożyły własne systemy opłat emisyjnych.

Pakiet Omnibus to również zapowiedź kolejnych kroków – rozszerzenia CBAM na nowe sektory i produkty w kolejnych latach. Oznacza to, że coraz więcej firm – także spoza obecnie wskazanych branż – powinno rozpocząć analizę potencjalnego wpływu CBAM na swoją działalność.

CBAM nie jest wyłącznie kolejną regulacją środowiskową – to model prezentujący nowe podejście do międzynarodowego handlu. Dla wielu firm może się okazać barierą, ale dla tych, które przygotują się odpowiednio i zaczną działać już teraz, może stanowić realną przewagę konkurencyjną. Pakiet Omnibus daje biznesowi nieco więcej przestrzeni, ale nie zwalnia z odpowiedzialności. Dlatego warto mieć u boku partnera, który rozumie złożoność tego mechanizmu i potrafi przekuć go w atut – również w perspektywie strategicznej.

Autor: Dagmara Barwa, Deputy Customs Product Director, Rohlig SUUS Logistics

Bezpieczeństwo państwa to nie tylko armia. Kluczowe stają się przepisy o zamówieniach obronnych

Atak rosyjskich dronów na Polskę przypomina, że bezpieczeństwo państwa nie zależy wyłącznie od armii i technologii, ale także od przepisów regulujących zakupy dla wojska i infrastruktury krytycznej. W sytuacjach zagrożenia kluczowe staje się pytanie: czy obecny system zamówień publicznych nadąża za realiami współczesnych konfliktów?

Zamówienia obronne – więcej niż broń i rakiety

Zamówienia publiczne w szeroko rozumianym obszarze bezpieczeństwa obejmują nie tylko kontrakty na sprzęt wojskowy, ale też chociażby ochronę obiektów, usługi IT czy roboty budowlane infrastruktury cywilnej. Wszystkie te zakupy podlegają szczególnym regulacjom ustawy z 11.09.2019 r. – Prawo zamówień publicznych (Dz. U. z 2024 r. poz. 1320), dalej p.z.p.

Zamówienia obronne to nie tylko wielkie kontrakty zbrojeniowe. To także codzienne usługi i dostawy, które w sytuacji kryzysowej decydują o odporności państwa – od ochrony obiektów, przez transport, po zabezpieczenia cyfrowe – mówi mec. Michał Liżewski, ekspert ds. zamówień publicznych z kancelarii LEGALLY.SMART.

Procedury kontra rzeczywistość kryzysowa

Specyfika tego rodzaju zamówień oznacza wyższe progi finansowe, często surowsze wymogi wobec wykonawców i dodatkowe procedury bezpieczeństwa. Kontrakty są więc prestiżowe, ale też trudniej dostępne dla wielu firm.

Co istotne, Polska przeznacza na obronność rekordowe środki – na 2026 rok zaplanowano aż 201 mld PLN, czyli 4,83% PKB i ponad 20% wszystkich wydatków budżetowych. To najwyższy poziom w NATO. Pieniądze mają trafić m.in. na artylerię, systemy dronowe, cyberbezpieczeństwo, infrastrukturę i logistykę.

Prawo zamówień publicznych daje możliwość udzielania zamówień publicznych w różnych trybach, które powinny być traktowane jako narzędzie do najbardziej efektywnego zaspokojenia danej potrzeby publicznej – zarówno na szczeblu państwowym jak i lokalnym. W obliczu ostatnich ataków hybrydowych czy dronowych najważniejsze jest zapobieganie, czyli zakupy niejako stanowiące odpowiedź na przyszłe zagrożenia. Prawo musi nadążać za rzeczywistością, bo w obronności czas reakcji jest równie ważny jak sama technologia – podkreśla mec. Michał Liżewski.

Czas na debatę o zmianach?

Obecne przepisy implementują unijne dyrektywy i w wielu przypadkach sprawdzają się dobrze. Jednak pytanie o ich elastyczność wobec realnych zagrożeń pozostaje otwarte. Czy Polska powinna rozważyć uproszczenia procedur, które pozwoliłyby na szybsze zakupy w obszarze obronności i bezpieczeństwa? To temat, który – jak pokazują ostatnie wydarzenia – zyskuje znaczenie nie tylko wśród prawników, ale przede wszystkim w debacie publicznej.

56% ofert pracy w IT tylko na B2B – rosną obawy o skutki podwyżki składki zdrowotnej

Od stycznia 2026 r. może nastąpić wzrost minimalnej składki zdrowotnej dla przedsiębiorców – nawet o 37 proc. Wzrosną również składki ZUS. Tymczasem w branży IT kontrakt B2B stanowi preferowaną formę współpracy, również ze strony zatrudniających – w 56 proc. ogłoszeń opublikowanych w tym roku na No Fluff Jobs nie ma innych opcji. W kategoriach niezwiązanych z IT tego typu oferty stanowią mniej niż ⅕, a umowa o pracę jako jedyna dostępna możliwość pojawia się w 65 proc. ogłoszeń. Jednocześnie, niezależnie od kategorii, spada liczba ofert dających możliwość wyboru między B2B a innymi formami zatrudnienia.

W aż 56 proc. ofert pracy w branży IT jedyną dostępną formą zatrudnienia jest kontrakt B2B – tak wynika z analizy ogłoszeń opublikowanych w tym roku na No Fluff Jobs, polskim portalu z ogłoszeniami, który od 10 lat ułatwia kandydatom i kandydatkom znalezienie pracy dopasowanej do ich oczekiwań finansowych. W porównaniu do 2024 roku stanowi to wzrost o 7 p.p. Odsetek ofert, w których wymienione są zarówno kontrakt B2B, jak i inne typy umów, spadł o 8 p.p. – z 23 proc. w 2024 r. do 15 proc. w 2025 r.

Od lat dominującą formą współpracy w branży technologicznej, zwłaszcza na stanowiskach mid i senior, jest umowa B2B – mówi Paulina Król, Chief People & Operations Officer w No Fluff Jobs. – Firmy, z racji większej elastyczności współpracy, zachęcają nowych pracowników do założenia działalności gospodarczej lub preferują przy wyborze kandydatów, którzy już JDG mają. Sami pracownicy w tym układzie też raczej nie są stratni – w IT zarobki wśród doświadczonych osób są wysokie, a przy działalności gospodarczej kwota netto trafiająca do pracownika jest dużo wyższa niż na etacie. Natomiast to współpracownik musi pokrywać koszty, które są „wbudowane” w umowy o pracę, takie jak zabezpieczenie emerytalne czy zdrowotne.

Dla kontrastu, ogłoszenia IT, w których jedyną dostępną formą zatrudnienia jest umowa o pracę, stanowią 28 proc. wszystkich ofert opublikowanych w tym roku na portalu No Fluff Jobs, a więc 2 razy mniej niż w przypadku umów B2B. W porównaniu do 2024 r. odnotowano tu niewielki wzrost, zaledwie o 1 p.p. Rekrutacje, w których nie oferuje się zatrudnienia ani na podstawie kontraktu B2B, ani na podstawie umowy o pracę, to zaledwie ok. 1 proc. wszystkich ogłoszeń na No Fluff Jobs.

Przy tak wyglądającym rynku pracy wprowadzenie wyższej składki zdrowotnej dla samozatrudnionych może mieć negatywne skutki dla sektora technologicznego. Kontraktorzy będą oczekiwać wyższych stawek, aby zrekompensować spadek dochodu netto, co przełoży się na presję płacową. Z jednej strony może to skutkować wzrostem rotacji i większym zainteresowaniem etatem, gdzie koszt składek częściowo przejmuje pracodawca, natomiast z drugiej – w obecnej sytuacji rynkowej, w której to pracodawcy rozdają karty, współpracownikom może bardziej zależeć na utrzymaniu stabilności współpracy niż szukaniu nowych możliwości i będą gotowi przełknąć tę zmianę – komentuje Paulina Król, Chief People & Operations Officer w No Fluff Jobs.

Poza IT dominuje zatrudnienie na umowie o pracę

Wśród branż niezwiązanych z IT te proporcje kształtują się zupełnie inaczej – kontrakt B2B jako jedyna dostępna forma zatrudnienia pojawia się w 19 proc. ofert (wzrost o 2 p.p. w stosunku do 2024 r.). Wyłącznie umowę o pracę oferuje się w 65 proc. ogłoszeń (wzrost o 8 proc. w stosunku do 2024 r.). Odsetek ofert, w których wymienione są zarówno kontrakt B2B, jak i inne typy umów, wynosi 11 proc., o 9 punktów procentowych mniej niż w ubiegłym roku. Rekrutacje z możliwością zatrudnienia wyłącznie na podstawie innych typów umów niż B2B lub etat stanowią ok. 4 proc.

Polska ma już złoto o wartości prawie 205 mld PLN

Złoto od dawna pełni w gospodarce rolę zarówno bezpiecznej przystani, jak i nośnika wartości. W Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach, złoto występuje w różnych postaciach — od rezerw banku centralnego po prywatne oszczędności, biżuterię i sztabki inwestycyjne. Według ostatnich danych łączna wartość złota posiadanego przez Narodowy Bank Polski to niemal 205 miliardów złotych.

W czasach globalnej niepewności złoto staje się już nie tylko symbolem stabilności, ale jednym z istotnych narzędzi do ochrony zgromadzonego kapitału. W tak turbulentnych czasach jest bezpiecznym rozwiązaniem i ochroną przed inflacją oraz zawirowaniami geopolitycznymi.

Jak mówi ekspert Goldsaver i Goldenmark Michał Tekliński: historia pokazuje, że w okresach wysokiej inflacji, spadków na giełdach czy napięć geopolitycznych złoto często utrzymuje lub zwiększa swoją wartość, stabilizując portfel inwestora. To sprawia, że jest ono skuteczną „polisą” na ryzyko systemowe.

Narodowy Bank Polski od 2018 roku prowadzi intensywne zakupy złota i dysponuje obecnie rezerwami znacząco przekraczającymi 500 ton, co plasuje NBP już na 13. miejscu w globalnym rankingu złotych rezerw banków centralnych, wyprzedzając nawet Europejski Bank Centralny. W tym roku NBP nabył ponad 67 ton złota, co jest historycznym rekordem.

Tylko w 1 kwartale 2025 roku Polska była największym na świecie nabywcą złota wśród banków centralnych, zakupiła bowiem 49 ton złota – więcej niż jakikolwiek inny bank centralny, więcej niż Chiny, Indie czy Kazachstan. Byliśmy liderem także w 2 kwartale, przy zakupach na poziomie niemal 19 ton.

Przyjęta przez Zarząd Narodowego Banku Polskiego strategia zakładała, że udział złota w rezerwach osiągnie poziom 20%. Ten cel został zrealizowany, a złoto stanowi już ponad 21% rezerw. Prezes NBP Adam Glapiński poinformował ostatnio, że zamierza zaproponować zarządowi banku zwiększeniu udziału rezerw złota nawet do 30%.

W Europie popyt na złote sztabki i monety przejawia tendencję rosnącą. Według najnowszych danych Światowej Rady Złota, w drugim kwartale 2025 roku przekroczył 28 ton, czyli wzrósł o 156% w skali rok do roku i o 6% względem poprzedniego kwartału. Coraz więcej w złoto inwestują również Polacy. Według różnych badań już blisko 15% obywateli naszego kraju przyznaje się do inwestycji w złoto.

Popularność złota rośnie, ponieważ inwestorzy postrzegają je jako aktywo odporne na inflację i kryzysy. Wzrost cen kruszcu dla wielu inwestorów, jest potwierdzeniem jego roli jako bezpiecznej przystani – im więcej zagrożeń w gospodarce i polityce, tym większy popyt. Trend ten wspiera przykład banków centralnych, w tym NBP, które w ostatnich latach intensywnie zwiększają rezerwy złota, wysyłając rynkom jasny sygnał o strategicznym znaczeniu tego aktywa – tłumaczy Tekliński.

Natomiast jak przekonują analitycy banku inwestycyjnego Goldman Sachs, złoto wchodzi w okres sezonowego spowolnienia, ale jego fundamenty są dziś trwalsze niż jeszcze kilka miesięcy temu. Bank podtrzymuje prognozę, że w połowie 2026 roku uncja kruszcu osiągnie poziom 4 000 USD, a głównymi motorami wzrostu pozostaną banki centralne oraz napływ środków do funduszy ETF.

Złoto wyróżnia się na tle innych metali szlachetnych wyjątkową płynnością, globalną rozpoznawalnością i stabilnością wartości. Srebro czy platyna mają szerokie zastosowanie przemysłowe, co czyni je bardziej podatnymi na cykle koniunkturalne. W przypadku innych niż złoto metali szlachetnych, dla indywidualnych kupujących pewnym wyzwaniem są również kwestie podatkowe, zwłaszcza objęcie pełną stawką podatku VAT, tak popularnego kruszcu jak srebro – wyjaśnia Marta Dębska, ekspertka Goldsaver i Goldenmark.

Polski przemysł obronny musi otworzyć się na prywatny kapitał i startupy

Sektor obronny potrzebuje deregulacji i repolonizacji. „Myśl technologiczna dawno wyprzedziła już zasady i regulacje”.

– Bezpieczeństwo jest najważniejsze, nie mamy co do tego żadnych wątpliwości. Czasem jednak mamy wrażenie, że mindset naszych uczelni, start-upów, firm IT czy producentów nie jest wystarczająco wykorzystywany. Kiedy dochodzi do sytuacji takiej jak naruszenie przez rosyjskie drony polskiej przestrzeni powietrznej to naturalnym jest, że pojawia się pytanie: czy my jako naród jesteśmy świadomi, jakie zagrożenie jest blisko nas? Czy codzienna praca przedsiębiorców mogłaby być szerzej wykorzystywana do zapewniania nam bezpieczeństwa – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Innowacje wyprzedzają legislację

Bezpieczeństwo dla Północnej Izby Gospodarczej pozostaje jednym z najważniejszych tematów – wypowiadaliśmy się już o kontrolach na granicach Polski i Niemiec. Akceptujemy je, mimo że trudno nazwać je korzystnymi dla naszej gospodarki.

Ostatnie zdarzenia związane z naruszaniem przestrzeni powietrznej przez drony z Rosji każą zadać pytanie: czy jesteśmy gotowi na zagrożenie? Czy istnieje możliwość, by lepiej wykorzystywać potencjał naszych firm technologicznych?

– Z pełnym przekonaniem popieram stanowisko dotyczące natychmiastowej deregulacji sektora dronowego w Polsce. To jeden z tych obszarów gospodarki, w którym innowacje wyprzedzają legislację, a nadmierne ograniczenia prawne hamują rozwój młodych, ambitnych przedsiębiorstw. Polska dysponuje unikalnym kapitałem – wiedzą inżynierską, doświadczeniem start-upowym i determinacją młodych twórców technologii. Mamy fantastycznych naukowców np. na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym z którym Północna Izba Gospodarcza blisko współpracuje czy na Politechnice Morskiej w Szczecinie. Dlaczego nie wykorzystać ich potencjału? Dlaczego nie motywujemy naukowców i przedsiębiorców do innowacji w tym zakresie – mówi Hanna Mojsiuk.

W opinii prezes Mojsiuk innowacja w sektorze militarnym  powinna być w centrum strategii państwa.

– Zgadzam się również, że konieczne jest uniezależnienie tego rynku od monopolu spółek państwowych i otwarcie go na prywatny kapitał oraz współpracę międzynarodową. Wsparcie finansowe – zarówno publiczne, jak i prywatne – dla polskich technologii, takich jak systemy zdalnego sterowania dronami, może przełożyć się na globalny sukces. Tutaj znów w centrum uwagi mamy dwa hasła o których jako przedsiębiorcy mówimy od dawna: deregulacja i repolonizacja. Stawiajmy na nasze pomysły, testujmy je i wdrażajmy w życie – mówi prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Program SAFE i inwestycje w obronność. Więcej pieniędzy na zakupy w Polsce

Północna Izba Gospodarcza widzi w progresywnym rozwoju branży militarnej i wojskowej nie tylko szansę dla branży high-tech, ale i dla całej gospodarki – od logistyki, przez bezpieczeństwo, po przemysł morski i energetykę. Dlatego apelujemy, aby sektor dronowy potraktować jako priorytet w agendzie gospodarczej rządu i otworzyć przestrzeń dla polskich startupów, które mogą być liderami w Europie.

– Zaledwie kilka dni temu słyszeliśmy o rozstrzygnięciach przydziału środków w ramach programu pożyczek SAFE. Z kwotą w wysokości 43,7 mld euro Polska będzie największym beneficjentem programu. Życzyłabym sobie, by nie były to środki, które będziemy wydawać na zbrojenia i wzmacnianie naszej obronności poprzez zakupy z innych krajów, ale także u naszych producentów, którzy powinni już dawno szerzej specjalizować się także w produkcji metalowej, militarnej czy związanej np. z zakupem prochu, amunicji czy chemii niezbędnej do produkcji materiałów potrzebnych nam do zapewnienia Polsce bezpieczeństwa – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej.

Na wsparciu polskiej obronności zyska także np. sektor TSL, produkcja, przemysł, sektor chemiczny czy handel. Każde miejsce pracy w przemyśle będzie generować kolejne miejsca pracy. To branża, którą należy wzmacniać, ale także otwierać ją szerzej, do czego Północna Izba Gospodarcza namawia rządzących.

Czego boją się polscy przedsiębiorcy? Inflacja, nieuczciwi klienci i destabilizacja państwa

Inflacja jest obecnie największą obawą liderów biznesu, o czym informuje blisko 40% z nich. To odpowiedź wybierana przede wszystkim przez właścicieli firm, zatrudniających ponad 250 osób w branży consultingu i doradztwa strategicznego. Natomiast 36% wskazań na liście lęków dotyczy nieuczciwych klientów, a przeszło 21% – destabilizacji państwa. Na kolejnych miejscach pojawiają się inwigilacja władzy (np. szpiegowanie działań firmy) oraz konflikt Polski z krajami spoza UE. Z kolei najmniej lęków wzbudza sztuczna inteligencja. Jednocześnie ponad 2% ankietowanych niczego się nie boi.

Liderzy obaw

Dzięki sondażowi współautorstwa platformy ePsycholodzy.pl wiemy, czego obecnie najbardziej obawiają się liderzy biznesu, czyli osoby, które prowadzą firmę lub zarządzają przedsiębiorstwem. 2,2% z ponad pół tysiąca ankietowanych niczego się nie boi. Z kolei 0,2% respondentów niepokoi się czymś, co nie zostało ujęte na liście 29 obaw i lęków. Natomiast 4,2% nie potrafi się określić w tym temacie.

– Wyniki sondażu nie powinny nikogo dziwić. Od lat prowadzenie biznesu w Polsce to swoisty bieg z przeszkodami – nieprzyjazna administracja, niestabilne i niejasne przepisy, zatory płatnicze. W ostatnich latach doszły nowe czynniki – rosnące koszty pracy, poprzedzone pandemią i wybuchem wojny w Ukrainie. One rodzą lęki przed wystąpieniem zdarzeń nieprzewidywalnych, a rzutujących w wysokim stopniu na warunki prowadzenia działalności gospodarczej – komentuje Piotr Rogowiecki, dyrektor departamentu analiz i legislacji w Pracodawcach RP.

Biorąc pod uwagę ww. listę, 39,4% respondentów obawia się inflacji (w tym utraty wartości pieniądza). Jak przekonuje dr hab. inż. Krzysztof Zięba z Wydziału Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej, prof. tej uczelni, jest to zrozumiałe w kontekście niedawnych doświadczeń. Wielu właścicieli firm nigdy wcześniej nie zetknęło się z tak wysoką inflacją. To mogło być traumatyczne przeżycie, zwłaszcza że na ogół przedsiębiorcy nie umieli się zabezpieczyć przed jej negatywnym wpływem na biznesy. Według eksperta, obecne obawy o niekontrolowany wzrost cen nie są jednak uzasadnione. W krajobrazie makroekonomicznym nie widać istotnych zagrożeń w tym zakresie.

– Choć obecnie inflacja istotnie spadła, obawy nie zniknęły. Wynikają one z niestabilności otoczenia, tj.  niepewnej polityki fiskalnej i monetarnej, kosztów energii, cen surowców oraz napięć geopolitycznych. W najbliższym okresie scenariusz powrotu do dwucyfrowej inflacji nie wydaje się realny, ale ryzyko podwyższonego wskaźnika – wyższego niż cel NBP – już tak. Oznacza to, że firmy będą nadal ostrożne i zachowawcze w planowaniu wydatków i inwestycji – analizuje Michał Pajdak, wykładowca akademicki i ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

O inflacji mówią przede wszystkim osoby pracujące lub prowadzące firmę w mieście liczącym od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców (wśród nich – 48,1%), z wykształceniem wyższym (41,8%), zajmujący stanowisko właściciela firmy (46,2%), z przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 250 osób (49,5%), z branży consultingu i doradztwa strategicznego (52,9%). Według Piotra Rogowieckiego, przedstawione wyniki pokazują, że inflacji obawiają się tak naprawdę wszyscy przedsiębiorcy, co nie jest zaskakujące. Wszyscy mamy w pamięci kilkunastoprocentową inflację z 2022 roku i początku 2023 roku.

– Wymienione grupy mają większą świadomość ekonomiczną i analizują wskaźniki gospodarcze, co wyjaśnia wyższy poziom lęku. Właściciele i menedżerowie dużych firm lepiej widzą wpływ inflacji na koszty surowców, wynagrodzeń, inwestycji i planowania długoterminowego. To osoby, które analizują wyzwania i starają się im zaradzić – dodaje psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Wokół ekonomii

Na drugim miejscu w rankingu obaw i lęków widzimy nieuczciwych klientów – 36%, a na trzecim – destabilizację państwa (protesty, strajki, zamieszki) – 21,4%. Dr hab. inż. Krzysztof Zięba, profesor Politechniki Gdańskiej, stwierdza, że obawy dotyczące nieuczciwych klientów są uzasadnione. Przedsiębiorcy zdają sobie sprawę z tego, że możliwości dochodzenia swoich należności na drodze sądowej są w Polsce dość problematyczne. Przewlekłość postępowań sądowych uległa dalszemu wzrostowi na skutek zawirowań w krajowym systemie wymiaru sprawiedliwości.

– Nie zaskakuje to, że ponad jedna piąta ankietowanych wskazuje destabilizację państwa. Dynamiczna sytuacja polityczna, protesty czy strajki mogą istotnie wpłynąć na bieżącą działalność firm. Wśród nich największe lęki mogą budzić zakłócenia łańcuchów dostaw, ograniczenia w dostępie do urzędów, przejściowe blokady infrastruktury, czyli skutki o charakterze przede wszystkim ekonomicznym – zaznacza Michał Murgrabia.

W TOP5 obaw i lęków znajdują się jeszcze inwigilacja władzy (np. szpiegowanie działań firmy) – 18,2%, a także konflikt Polski z krajami spoza UE – 14,5%. W opinii Piotra Rogowieckiego, pierwsza z ww. odpowiedzi to czynnik nieco zaskakujący. Może on być związany z tym, że sektor publiczny nadal stanowi ważną część gospodarki, z którym sektor prywatny często współpracuje.

– Te kwestie mają przede wszystkim wymiar ekonomiczny, choć ich źródło tkwi w czynnikach politycznych. Inwigilacja oznacza większe koszty regulacyjne oraz ryzyko reputacyjne, a konflikt międzynarodowy – straty handlowe i wzrost kosztów operacyjnych. W obu przypadkach skutkiem jest ograniczona przewidywalność finansowa i większa ostrożność w decyzjach rozwojowych firm – podkreśla Michał Pajdak.

Uwzględniając pozycje z opisywanej listy, najmniej wskazań mają odpowiedzi dotyczące sztucznej inteligencji – 2,4% i przestępstw cybernetycznych (np. kradzieży tożsamości lub haseł, a także oszustw) – 2,8%. Wyżej są obawy związane ze spowolnieniem gospodarczym – 3,2%, z nową pandemią lub epidemią – 3,2%, a także wojną ogólnoświatową, konfliktem mocarstw – 3,8%. Zdaniem Michała Pajdaka, wielu przedsiębiorców nadal traktuje AI jako szansę rozwojową, a nie jako zagrożenie. Z kolei cyberbezpieczeństwo – mimo rosnącej skali ataków – nie zawsze postrzegane jest jako bezpośrednie ryzyko finansowe, szczególnie w mniejszych firmach. To sugeruje, że w obu obszarach istnieje luka edukacyjna i potrzeba większej świadomości biznesowej.

– Niski poziom obaw związanych z wybuchem ogólnoświatowego konfliktu oraz pandemii jest zaskakujący. Bez wątpienia świadczy o optymizmie badanych, jednak jest on chyba nadmierny. Znacznie bardziej uzasadniony jest optymizm dotyczący perspektyw gospodarczych naszego kraju. Mamy obecnie solidny wzrost gospodarczy i w dającej się przewidzieć przyszłości nie istnieją znaczące zagrożenia w tym względzie. Problemem będzie zapewne sytuacja budżetowa kraju oraz stan zadłużenia. Nie są to jednak czynniki, które stanowią bezpośrednie i bieżące zagrożenie dla przedsiębiorców – podsumowuje dr hab. inż. Krzysztof Zięba, profesor Politechniki Gdańskiej.

Trade Republic wchodzi do Polski z kontem oszczędnościowym i usługami inwestycyjnymi

Niemiecka platforma oszczędnościowo-inwestycyjna Trade Republic oficjalnie rozpoczyna działalność w Polsce. To pierwszy kraj spoza strefy euro, w którym spółka rozwija swoją działalność.

Nowa oferta obejmuje konto oszczędnościowe z polskim numerem IBAN, oprocentowane na poziomie 4,25% w skali roku, odpowiadającym aktualnej stopie depozytowej Narodowego Banku Polskiego. Oprocentowanie naliczane jest codziennie, a odsetki wypłacane co miesiąc. Środki zgromadzone na rachunku nie mają limitu kwoty objętej oprocentowaniem.

Trade Republic umożliwia polskim klientom inwestowanie bezpośrednio w złotych. Oferta obejmuje ponad 10 tys. akcji, funduszy ETF oraz kryptowalut. Składanie zleceń giełdowych wyceniono na 4 zł, a dodatkowo dostępne są darmowe Plany Oszczędnościowe, pozwalające na regularne inwestowanie.

Do oferty wprowadzono także kartę Visa, która umożliwia płatności bez dodatkowych opłat za przewalutowanie za granicą. Każda transakcja kartą premiowana jest 1% zwrotu (tzw. Saveback), przekazywanego na Plan Oszczędnościowy użytkownika.

Trade Republic działa obecnie w 17 krajach europejskich i obsługuje ponad 8 mln klientów. Łączna wartość aktywów powierzonych platformie przekracza 100 mld euro. Wejście na rynek polski ma stanowić kluczowy krok w międzynarodowej ekspansji spółki.

Zdaniem przedstawicieli firmy, Polska charakteryzuje się szybkim tempem rozwoju gospodarczego, jednak poziom prywatnych oszczędności pozostaje niski w stosunku do potencjału kraju. Nowa oferta ma odpowiedzieć na potrzeby gospodarstw domowych, które poszukują prostych narzędzi oszczędnościowych i inwestycyjnych.

Trade Republic posiada pełną licencję bankową i podlega nadzorowi niemieckiego Federalnego Urzędu Nadzoru Usług Finansowych (BaFin). W Polsce działa przez oddział regulowany przez Komisję Nadzoru Finansowego. Środki klientów chronione są w ramach niemieckiego systemu gwarancji depozytów.

Rada Prezesów EBC podzielona w sprawie przyszłej polityki monetarnej

Oczekuje się, że Europejski Bank Centralny dzisiaj pozostawi stopy procentowe na niezmienionym poziomie (ze stopą referencyjną na poziomie 2,15%). Inwestorzy wyceniają obecnie mniej niż 30% szans na kolejną obniżkę stóp jeszcze w tym roku, co odzwierciedla ostrożną strategię EBC wobec napływających danych gospodarczych. Główna para walutowa – EURUSD – obecnie znajduje się poniżej 1,17.

Utrzymanie stóp na dotychczasowym poziomie znajduje uzasadnienie w stabilizacji inflacji. W sierpniu wskaźnik CPI wyniósł 2,1% r/r, a inflacja bazowa utrzymała się na poziomie 2,3% – już czwarty miesiąc z rzędu bez zmian. Prognozy banku centralnego wskazują, że inflacja powinna w średnim terminie powrócić do celu, natomiast nowe projekcje makroekonomiczne zakładają stopniowe przyspieszenie wzrostu gospodarczego oraz osiągnięcie celu inflacyjnego na poziomie 2% w 2026 roku.

Gospodarka strefy euro wykazuje odporność na czynniki zewnętrzne, takie jak amerykańskie cła wprowadzone przez Donalda Trumpa czy polityczne napięcia we Francji. Najnowsze dane z Niemiec pokazują poprawę aktywności biznesowej i nastrojów przedsiębiorców, które osiągnęły najwyższy poziom od 2022 roku.

W Radzie Prezesów EBC widoczny jest jednak podział stanowisk. Isabel Schnabel reprezentuje bardziej jastrzębie podejście, ostrzegając, że presja inflacyjna może ponownie wzrosnąć w związku z handlem międzynarodowym i ekspansją fiskalną. Madis Müller i Olli Rehn przyjmują wyważoną postawę, podkreślając konieczność obserwacji dalszych danych. Z kolei Gediminas Simkus z Litwy wysyła sygnały gołębie, sugerując możliwość obniżki stóp już w grudniu, jeśli euro ulegnie umocnieniu lub spadną ceny importu z Azji. Primoz Dolenc ze Słowenii pozostaje jednym z nielicznych, którzy nie wykluczają ewentualnej podwyżki stóp, ale dopiero w 2026 roku.

Wśród czynników ryzyka dla EBC wymienia się oczekiwaną decyzję Fed o obniżce stóp, która mogłaby umocnić euro i wymusić reakcję ze strony Frankfurtu. Niewiadomą pozostaje także kryzys polityczny we Francji po dymisji premiera François Bayrou, któremu towarzyszą problemy z deficytem budżetowym i wzrostem kosztów obsługi długu – obecnie wyższych niż w przypadku Włoch. Prezes Christine Lagarde zachowała w tym kontekście powściągliwość, unikając zapowiedzi ewentualnych działań kryzysowych.

EBC utrzymuje strategię „czekania i obserwacji”. Inflacja pozostaje blisko celu, a gospodarka strefy euro jest względnie odporna na napięcia zewnętrzne. Brak jednoznacznych sygnałów do dalszego luzowania polityki monetarnej sugeruje, że bank centralny będzie działał ostrożnie, pozostawiając sobie elastyczność wobec potencjalnych zmian kursu euro i rosnących ryzyk fiskalnych, zwłaszcza we Francji.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

ElevenEs rozważa budowę gigafabryki baterii w Polsce. Wartość inwestycji sięgnie 600 mln euro

  • ElevenEs, spółka z portfela InnoEnergy i twórca technologii, która ma zrewolucjonizować rynek bateryjny w sektorze produkcji środków transportu (autobusów i ciężarówek), magazynowaniu energii, górnictwie i budownictwie, poważnie rozważa inwestycję o wartości blisko 600 mln euro w budowę fabryki ogniw bateryjnych w Polsce. Start projektu został zaplanowany do końca 2027 r. i przewiduje zatrudnienie co najmniej 700 pracowników
  • Nowa potencjalna inwestycja mogłaby mieć strategiczne znaczenie dla Polski i stworzyć szansę na rozwój wielu sektorów polskiej gospodarki, a także dla regionów. Może być również magnesem przyciągającym kolejnych inwestorów nowego ekosystemu przemysłowego w Polsce
  • Nowy projekt ElevenEs w Polsce wspierany jest przez grono strategicznych partnerów. Inwestycja byłaby realizowana m.in. z aktywnym udziałem InnoEnergy, znanego z inwestycji w innowacje w obszarze zrównoważonej energii, a obecnie jednego z głównych udziałowców luksemburskiej spółki
  • ElevenEs aktywnie prowadzi działania związane z rozwojem biznesu w Polsce. Spółka przeprowadziła rozmowy z szeregiem polskich podmiotów publicznych i prywatnych, które mogłyby stać się kluczowymi interesariuszami projektu, jeśli zostanie on zrealizowany.

Wg analiz Market Data Forecast globalny rynek bateryjny osiągnie w 2025 r. wartość ponad 161 mld USD (względem ok. 140 mld USD w 2024 r.) a przewidywany średnioroczny wzrost w latach 2025-2033 ma wynosić 16,75%. To oznacza, że za 8 lat światowe przychody tej branży przekroczą 0,5 bln USD. Na tym olbrzymim i perspektywicznym rynku swoją pozycję skutecznie buduje ElevenEs. To zarejestrowana w Luksemburgu firma, mająca zakłady produkcyjne w Serbii a finansowana przez globalnych inwestorów. ElevenEs rewolucjonizuje rynek bateryjny, w tym ten z przeznaczeniem dla branży aut elektrycznych – jej najnowszy produkt, czyli bateria Edge574 ładuje się do poziomu 80 proc. w zaledwie 12 minut oraz charakteryzuje się dużą żywotnością. ElevenEs jest na dziś jedyną w Europie firmą dysponującą taką technologią.

Teraz firma, wspierana przez grono międzynarodowych inwestorów, w tym fundusz InnoEnergy, przymierza się do wykonania kolejnego milowego kroku w rozwoju – to budowa wartej blisko 600 mln EUR gigafabryki ogniw bateryjnych, pozwalająca jej przejść do etapu seryjnej i masowej produkcji. ElevenEs poważnie rozważa Polskę jako preferowaną lokalizację dla swojej przyszłej inwestycji.

Polska na road mapie

Początek budowy zakładu produkcyjnego zaplanowane jest do końca 2027 r. a docelowo znajdzie w nim zatrudnienie 700 inżynierów. Dokładna lokalizacja nie została jeszcze zatwierdzona, ale istnieją przypuszczenia, że będzie to południowa Polska: Kraków, Śląsk lub Dolny Śląsk.ElevenEs fabryka

Otwartość rynku pracy, dostępność poddostawców w ramach łańcuchu dostaw, obecność wielu szkół wyższych, ale też dostęp do zachodnioeuropejskich rynków zbytu – to niezaprzeczalne zalety Polski. Jeśli dołożymy do tego potencjalne zaangażowanie strony publicznej to mamy jedno z najatrakcyjniejszych miejsc do inwestowania w Europie – mówi Nemanja Mikac, założyciel i prezes firmy ElevenEs.

Dla Polski potencjalna inwestycja ElevenEs to nie tylko zastrzyk kapitału i nowe specjalistyczne miejsca pracy. To także transfer technologii i możliwość dalszego jej rozwijania w gospodarce. To również szansa na powstanie nowego, deep-techowego ekosystemu przemysłowego w Polsce.

– Pod kątem rozwoju technologii jesteśmy w Europie zdecydowanym liderem a jedną z najważniejszych korzyści płynących ze stosowania naszej technologii jest zdolność do integrowania różnych branż przemysłowych i budowanie wokół niej ekosystemu innowacji – dodaje Nemanja Mikac.

Strategiczne partnerstwa dla Polski

W procesie wprowadzenia do Polski i pozyskania dla projektu dodatkowych inwestorów wspiera firmę InnoEnergy, które od rozpoczęcia działalności w 2010 r. zaangażowało się już w przeszło 540 europejskich firm technologicznych a dziś jest jednym z głównych udziałowców ElevenES.

– Specjalizujemy się w łączeniu różnych grup interesariuszy. W naszym szerokim ekosystemie współpracujemy zarówno z inwestorami finansowymi, jak i przemysłowymi, ale nasza sieć uwzględnia również dostawców technologii i ośrodki naukowe i badawcze. Jak pokazują zrealizowane przez nas projekty stoją za nami doświadczenie i sprawczość, dzięki którym duże, skomplikowane projekty inwestycyjne mają szanse na powodzenie. W inwestycji ElevenEs widzimy olbrzymią szansę – nie tylko przysłuży się ona budowie silnej, konkurencyjnej gospodarki w Polsce, ale sprawi też, że Europa może wreszcie zaistnieć ze swoim produktem eksportowym w globalnym łańcuchu wartości rynku baterii. To jeden z tych projektów, które mogą zmienić obecne reguły gry – podsumowuje Mikołaj Budzanowski, prezes InnoEnergy na Europę Centralną.

Wymieniając liczne korzyści płynące z nowej, potencjalnej inwestycji ElevenEs szef InnoEnergy CE zwraca też uwagę na warunki, które muszą zaistnieć, by przedsięwzięcie doszło do skutku.

– Potencjał do budowy całego ekosystemu bateryjnego w Polsce i Europie jest tu ogromny. Ale jednocześnie złożoność tego projektu wymaga nie tylko dużego zaangażowania finansowego czy organizacyjnego, bo grupa inwestorów skłonnych wesprzeć to przedsięwzięcie już jest. Teraz decydujące znaczenie dla powodzenia tej inwestycji będą mieć czas i decyzyjność strony publicznej. A to oznacza, że tylko przy aktywnej i wspierającej postawie podmiotów publicznych, decydentów i instytucji finansowych przedsięwzięcie o tak strategicznym dla Polski i Europy znaczeniu ma rację bytu – zaznacza Mikołaj Budzanowski.

Jak zauważa przedstawiciel InnoEnergy, inwestycja ElevenEs może zapoczątkować w Polsce rozwój innowacji w branży bateryjnej i dać impuls do rozkwitu polskiego przemysłu bateryjnego jak i całego ekosystemu innowacyjnych firm wokół tej inwestycji. Jest to w pełni uzasadnione, bowiem jak wynika z analiz ElevenEs ogniwa LFP, a w ich produkcji specjalizuje się ta spółka, już stały się głównym czynnikiem wzrostu całego rynku bateryjnego, ale też odpowiadają za wezbranie nowej fali elektromobilności – w wydaniu bardziej wydajnym i przystępnym cenowo.

Wydarzenia w Katowicach. Gdzie tanio zarezerwować nocleg?

Wydarzenia sportowe i kulturalne to jeden z powodów, dla których warto przyjechać do Katowic na weekend. Imprezy najczęściej odbywają wieczorem, dlatego najlepiej zorganizować nocleg w pobliżu miejsca wydarzenia. Gdzie można zarezerwować tani pokój lub apartament w Katowicach?

Wydarzenia w Katowicach – dogodna baza wypadowa

Dobra lokalizacja to kluczowe kryterium dla osób, które przyjeżdżają do Katowic tylko w celu wzięcia udziału w ważnej imprezie. O ile wydarzenia sportowe często odbywają się w ciągu dnia, o tyle spektakle teatralne, koncerty czy stand-upy zwykle zaczynają się od godziny osiemnastej i trwają do późnego wieczora. Dlatego warto tak zaplanować bazę wypadową, aby po zakończeniu imprezy nie trzeba było przeprawiać się przez całe miasto, a powrót nie zajął więcej niż 5-10 minut samochodem. Jeżeli mamy w planach dwa różne wydarzenia w Katowicach, wówczas warto tak zorganizować nocleg, aby obie imprezy odbywały się w podobnej odległości od miejsca pobytu.

Jak obniżyć koszty pobytu w Katowicach?

Lokalizacja ma duży wpływ nie tylko na bezpieczny powrót z imprezy, ale również na koszty pobytu. Im bliżej miejsca wydarzenia, tym mniej zapłacimy za taksówkę czy przejazd autobusem. Jeżeli pokój lub apartament znajduje się w odległości spaceru, wówczas można przynajmniej w jedną stronę dojść na piechotę. Osoby zmotoryzowane powinny też sprawdzić, czy obiekt zapewnia darmowy parking. Poza tym wydarzenia w Katowicach odbywają się w wielu różnych miejscach i nie zawsze będzie to ścisłe centrum, dlatego czasami bardziej opłaca się zarezerwować coś poza Śródmieściem. Natomiast w przypadku grupy osób można zarezerwować wspólny apartament i podzielić się kosztami noclegu.

Jak zarezerwować nocleg i nie stracić?

Pokój lub apartament warto rezerwować nawet kilka miesięcy wcześniej, ponieważ ceny noclegów często idą w górę w szczycie sezonu turystycznego i w dniach ważnych wydarzeń. W dodatku rezerwując z wyprzedzeniem, mamy do wyboru znacznie więcej obiektów noclegowych i możemy przebierać w tańszych i droższych ofertach.

Co w razie odwołania wydarzenia w Katowicach? Aby zabezpieczyć się na taką ewentualność, najlepiej zarezerwować pokój z możliwością bezpłatnego anulowania rezerwacji. Niektóre obiekty oferują również możliwość złożenia rezerwacji niegwarantowanej. W tym przypadku opłatę uiszcza się podczas zameldowania lub wymeldowania, przy czym rezerwacja wygasa automatycznie w razie niepojawienia się gościa o umówionej porze.

Nocleg w Katowicach – na co zwracać uwagę?

Osoby, które zamierzają zostać w Katowicach przez kilka dni, będą kierować się nie tylko ceną, ale również standardem obiektu noclegowego. Dla przykładu, apartamenty Silesia Apartments przy ul. Księdza Piotra Ściegiennego 49 zapewniają prywatną, w pełni wyposażoną kuchnię. Dzięki temu goście mogą zrobić kolację przed wyjściem na wydarzenie i zjeść pożywne śniadanie przed wyruszeniem w drogę powrotną do domu. Ponadto goście mają do dyspozycji wygodne łóżko oraz część wypoczynkową z telewizorem. W apartamencie znajduje się również prywatna łazienka, w której można odświeżyć się po podróży i na spokojnie przygotować do udziału w wydarzeniu. Obiekt stosuje system kodów dostępu, który zapewnia łatwe wejście do pokoju i nie wymaga używania klucza.

Apartamenty Silesia – jak zarezerwować nocleg?

Apartamenty przy ul. Ściegiennego 49 to dobra baza wypadowa dla osób przyjeżdżających na wydarzenia w Katowicach i Chorzowie. Obiekt znajduje się pomiędzy rynkiem i Strefą Kultury w Katowicach („Spodek”, Międzynarodowe Centrum Kongresowe, Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia, Muzeum Śląskie), a Parkiem Śląskim i Stadionem Śląskim w Chorzowie. Apartamenty Silesia Apartments zapewniają również łatwy dojazd do centrum handlowego Silesia City Center czy do Teatru Żelaznego. W obiekcie można zarezerwować nowoczesny i kompleksowo wyposażony apartament dla dwóch lub czterech osób. Rezerwacji można dokonać na stronie internetowej silesiaapartments.com. W razie pytań można:

Towarzystwo Ekonomistów Polskich krytykuje decyzję ministra rolnictwa w sprawie ośrodków produkcji rolniczej

Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP) wydała stanowisko, w którym apeluje o zmianę decyzji ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego dotyczącej wstrzymania przetargów na dzierżawę ośrodków produkcji rolniczej (OPR) oraz rezygnacji z tworzenia nowych tego typu jednostek. Zdaniem ekonomistów działania resortu osłabią konkurencyjność polskiego rolnictwa, ograniczą inwestycje i pogłębią problemy strukturalne w sektorze.

Czym są OPR?

Ośrodki produkcji rolniczej powstają z wydzielonych nieruchomości Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa i tworzą zorganizowaną całość gospodarczą o powierzchni przekraczającej 50 ha. Zostały wprowadzone ustawą z 2019 roku, by złagodzić skutki regulacji z 2011 roku, które wymusiły na dzierżawcach wyłączenie 30 proc. gruntów z użytkowania. Dzięki OPR możliwe było utrzymanie produkcji, w tym zwierzęcej, oraz ochrona miejsc pracy.

Argumenty ekonomistów

Według TEP rezygnacja z OPR:

  • pogorszy strukturę agrarną w Polsce,
  • ograniczy korzyści wynikające z ekonomii skali,
  • osłabi inwestycje w innowacje i nowoczesne technologie,
  • zwiększy niepewność wśród dzierżawców i zatrudnionych w ich gospodarstwach pracowników.

Eksperci podkreślają, że obecne wyzwania – negocjacje handlowe UE–Mercosur, konkurencja ze strony rolnictwa Ukrainy oraz wymogi Zielonego Ładu – wymagają wzmocnienia, a nie osłabiania potencjału polskiego rolnictwa.

Krytyka wobec resortu

TEP ocenia, że decyzja ministra Krajewskiego o przekazaniu gruntów spółkom Skarbu Państwa lub instytutom rolniczym to działanie pozorne, które może generować ogromne koszty społeczne i gospodarcze. Samo przejęcie inwentarza żywego od prywatnych dzierżawców oszacowano na kilkaset milionów złotych. Nie ma też gwarancji utrzymania zatrudnienia, co w konsekwencji może prowadzić do spadku wpływów z podatków i składek.

Sformułowanie używane przez ministra – „polska ziemia w polskich rękach” – ekonomiści uznali za sprzeczne z prawem krajowym i unijnym, a także za niebezpieczne społecznie, gdyż antagonizuje rolników indywidualnych i dotychczasowych dzierżawców.

Kontekst sporu

Źródłem obecnych problemów jest ustawa z 2011 roku, która podważyła stabilność długoterminowych umów dzierżawy. Ekonomiści zwracają uwagę, że nawet ci dzierżawcy, którzy spełnili obowiązek wyłączenia gruntów, w wielu przypadkach spotykają się z odmową przedłużenia umów. Według TEP brak stabilnej polityki rolnej zagraża istnieniu towarowych, wydajnych gospodarstw, które wniosły do polskiego rolnictwa innowacje i nowoczesne technologie.

Apel o zmianę decyzji

Towarzystwo Ekonomistów Polskich jednoznacznie negatywnie oceniło zapowiedź wstrzymania przetargów i tworzenia nowych OPR. W swoim stanowisku przypomina, że już w 2021 roku sprzeciwiało się działaniom zmierzającym do likwidacji gospodarstw dzierżawców gruntów Skarbu Państwa. Obecne plany resortu traktuje jako potwierdzenie braku rozwiązania problemów, które od lat destabilizują polskie rolnictwo.

Sener Polska dołącza do programu Themis – ESA rozwija rakiety wielokrotnego użytku

Sener Polska dołącza do grona wykonawców programu Themis, realizowanego przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA) we współpracy z ArianeGroup. Celem programu jest stworzenie demonstratora rakiety wielokrotnego użytku, zdolnego do pionowego lądowania i ponownego użycia. W ramach projektu polski zespół opracuje i dostarczy elementy systemu stateczników kratownicowych, odpowiedzialnych za kontrolę rakiety podczas powrotu na Ziemię.

Podpisanie kontraktu na projekt Themis otwiera przed Sener Polska możliwość udziału w jednym z najbardziej ambitnych programów ESA. Projekt ma strategiczne znaczenie dla rozwoju rakiet wielokrotnego użytku i stanowi ważny krok w kierunku zwiększenia niezależności Europy w dostępie do przestrzeni kosmicznej.

Demonstratory rakiet, takie jak Themis, pozwalają przetestować nowe technologie w praktyce, zanim trafią one do rakiet operacyjnych wykorzystywanych w misjach. Dzięki nim można zmniejszyć ryzyko potencjalnych strat i przyspieszyć rozwój konkurencyjnych systemów nośnych.

Inżynierowie Sener Polska odpowiadają w programie Themis za projekt i produkcję dwóch elementów odpowiedzialnych za działanie systemu stateczników kratownicowych. Mowa o mechanizmie GFAM (Grid Fin Actuation Mechanism), stanowiącym jednocześnie główną strukturę mechaniczną systemu oraz urządzeniu LLD-D (Latch Locking Device – Deployed), umożliwiającym blokowanie i odblokowywanie stateczników po rozłożeniu. Oba komponenty zostaną przetestowane w ramach modelu kwalifikacyjnego.

Jednocześnie hiszpański zespół Sener rozwija GFAD (Grid Fin Actuation Device), czyli siłownik elektromechaniczny umożliwiający obrót GFAM. Oba urządzenia, GFAD i GFAM, stanowią integralną część systemu GFS (Grid Fin System). System ten ma umożliwić precyzyjne sterowanie niezbędne do bezpiecznego pionowego lądowania pierwszego stopnia rakiety Themis.

Udział w projekcie Themis potwierdza nasze kompetencje – należymy do firm tworzących najbardziej zaawansowane technologie dla europejskiego sektora kosmicznego. Komponenty od Sener Polska będą integralną częścią systemu, który może zdefiniować przyszłość europejskich rakiet wielokrotnego użytku. Cieszymy się, że możemy przyczynić się do tak przełomowego przedsięwzięcia – mówi Jakub Pierzchała, Dyrektor Generalny Sener Polska.

Projekt Themis ma za zadanie udowodnić, że Europa może konkurować z globalnymi liderami w dziedzinie rakiet wielokrotnego użytku. Jego powodzenie ma otworzyć drogę do obniżenia kosztów dostępu do przestrzeni kosmicznej i zwiększenia konkurencyjności Europy na globalnym rynku.

TridentAI: Polacy tworzą przełomowy system do obrony infrastruktury krytycznej

Polski zespół naukowców, ekspertów branży obronnej oraz doświadczonych przedsiębiorców technologicznych pracuje nad TridentAI – innowacyjnym systemem podwójnego zastosowania (dual-use) służącym do podejmowania strategicznych decyzji w czasie rzeczywistym oraz umożliwiającym koordynację i autonomiczne działania rojów dronów. To rozwiązanie jest odpowiedzią na narastające od lat zagrożenia geopolityczne i może zapewnić infrastrukturze krytycznej bezpieczeństwo przez przewagę technologiczną. System pozwala na optymalizację alokacji zasobów wobec potencjalnych i zidentyfikowanych zagrożeń, wspomaga operatorów dronów, a w sytuacjach wymagających błyskawicznej reakcji lub przy przytłaczającej skali zagrożenia może ich zastąpić.

Praktyczne zastosowania obejmują m.in. zabezpieczenie infrastruktury krytycznej, przeciwdziałanie zagrożeniom ze strony dronów, optymalizację działań służb ochrony.

Projekt zainicjował dr hab. Tomasz Michalak, prof. UW – w latach 2022-2025 lider zespołu “AI for Security” w IDEAS NCBR. Naukowiec jest autorem licznych publikacji w obszarze sztucznej inteligencji, zwłaszcza systemów wieloagentowych i podejmowania decyzji strategicznych. Pracował w czołowych ośrodkach akademickich, takich jak Uniwersytet Oksfordzki, Uniwersytet w Southampton, Uniwersytet w Liverpoolu czy Uniwersytet w Antwerpii. Był także jednym z inicjatorów i współdyrektorem projektu wspieranego przez NATO „R-GRID: AI Algorithms for Threat Prediction and Power Grid Protection”, którego celem jest zwiększenie odporności infrastruktury energetycznej z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.

Współtwórcą projektu jest również dr Andrzej Nagórko – wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, autor cenionych publikacji z zakresu matematyki czystej oraz zastosowań AI w optymalizacji i tzw. security games. Jego dorobek naukowy obejmuje m.in. badania nad topologiczną sztywnością rozmaitości Nöbelinga.

Jako Seed inwestor projektu zespół wspiera Konrad Howard – współtwórca Booksy i inwestor w spółki technologiczne o globalnym potencjale.

To połączenie wiedzy naukowej i biznesowej umożliwiło stworzenie rozwiązania, które ma szansę stać się symbolem polskiej innowacyjności w sektorze high-tech i bezpieczeństwa.

TridentAI to oddolna inicjatywa, która łączy świat nauki oraz biznesu i może pomóc lepiej chronić nasze zasoby i dbać o bezpieczeństwo. Łączymy ponad 20-letnie doświadczenie badawcze w obszarze “AI for security” z praktycznym podejściem startupowym do szybkiego testowania i komercjalizacji innowacji. W świecie, w którym technologia odgrywa kluczową rolę, bezpieczeństwo stało się priorytetem numer jeden, a wiele państw dopiero uczy się, jak szybko transformować swoje systemy we współpracy z rynkiem cywilnym i ośrodkami naukowymi. Takie projekty są zatem niezwykle cenne. Nasza technologia wpisuje się w koncepcję dual-use, czyli rozwiązań, które mają charakter cywilny, lecz dzięki swojemu potencjałowi mogą być w przyszłości rozwijane także do zastosowań militarnych – podkreśla Konrad Howard.

Przez niemal dwadzieścia lat badań – dodaje Tomasz Michalak – jakie prowadziłem zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii zetknąłem się z szeregiem przełomowych technologii wykorzystujących algorytmy sztucznej inteligencji do optymalizacji, koordynacji i organizacji współpracy systemów częściowo i w pełni autonomicznych. Jednym z takich fundamentów naszego podejścia są zaawansowane gry bezpieczeństwa – klasa algorytmów optymalizacyjnych i sztucznej inteligencji, która została już wypróbowana przy zabezpieczaniu kilku obiektów infrastruktury krytycznej w Stanach Zjednoczonych, wykazując znaczące zwiększenie efektywności alokacji zasobów ochrony oraz zwiększenie odporności na szerokie spektrum zagrożeń. O ile w przeszłości były to projekty pilotażowe, obecny gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji, robotyki i możliwości obliczeniowych pozwala na szerokie wdrożenie tych rozwiązań.

TridentAI rozwija współpracę z partnerami w USA, Estonii oraz Ukrainie, co otwiera drogę do międzynarodowej komercjalizacji projektu i dalszego rozwoju technologii.

Czy stać mnie na smart home?

Oświetlenie sterowane ruchem i natężeniem światła dziennego, samoregulujące się ogrzewanie zależne od obecności osób, żaluzje współpracujące z ogrzewaniem i klimatyzacyjną – wszystko to brzmi nowocześnie, praktycznie i… drogo. W tym artykule sprawdzamy, ile tak naprawdę kosztuje smart home i od czego zależy ostateczny koszt wykonania takiego systemu.

Cena smart home a wielkość domu lub mieszkania

Koszt automatyki budynkowej zależy od wielu kwestii, także od tak prozaicznych jak wielkość domu czy mieszkania. W mieszkaniu o standardowym metrażu (40-60 m2) koszt systemu może zamknąć się w kilku tysiącach złotych. Natomiast w domach jednorodzinnych (120-150 m2) koszt smart home nierzadko sięga kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy złotych. Wyższy koszt wynika nie tylko z większej powierzchni, ale również z zastosowania dodatkowych funkcji, które w mieszkaniu zazwyczaj nie są potrzebne (np. sterowanie bramą garażową, integracja z wideodomofonem, automatyczne podlewanie ogrodu). Warto jednak pamiętać, że instalacje inteligentne są skalowalne. Oznacza to, że na początku można wykonać ekonomiczny wariant systemu, a z biegiem czasu można rozbudowywać go o kolejne urządzenia i funkcje.

Koszt instalacji systemu smart home

Na ostateczny koszt wykonania smart home wpływa również sposób montażu. Inteligentne systemy mogą działać przewodowo lub z zastosowaniem bezprzewodowych protokołów transmisji danych (np. Zigbee, Z-Wave, Wi-Fi, Bluetooth, Thread). Systemy przewodowe są droższe, ponieważ należy uwzględnić koszt wykonania okablowania niezbędnego do zasilania modułów i komunikacji przewodowej. W systemach bezprzewodowych moduły również mogą być zasilane z sieci (instalacja w puszkach podtynkowych), jednak odpadają koszty okablowania łączącego poszczególne urządzenia ze sobą. Warto jednak mieć na uwadze, że systemy przewodowe są bardziej niezawodne i stabilniejsze niż systemy bezprzewodowe.

Cena inteligentnego domu zależy od… Twojej wygody

Kwestia tego, ile kosztuje smart home, zależy również od zakresu działania i skali automatyzacji. Im wygodniejszy, oszczędniejszy i bezpieczniejszy dom, tym wyższy koszt systemu. Pojedyncze czujniki i moduły wykonawcze, które obsługują podstawowe funkcje (np. inteligentne żarówki, gniazdka, termostaty), kosztują od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Jednak w bardziej zaawansowanych systemach, które integrują wiele urządzeń w jednym środowisku, niektóre elementy mogą kosztować nawet kilka tysięcy złotych. Wszystko zatem zależy od tego, ile funkcji ma obsługiwać smart home i jaki system wybierzemy (scentralizowany, rozproszony).

Przykładowe czynności realizowane przez zaawansowany system smart home:

  • sterowanie oświetleniem w zależności od ruchu i natężenia światła dziennego;
  • symulacja obecności (włączanie świateł i muzyki pod nieobecność domowników);
  • wykrywanie zagrożeń (pożar, zalanie, włamanie) i wielostopniowy alarm;
  • monitorowanie zamknięcia/otwarcia drzwi i okien;
  • automatyczna regulacja ogrzewania w zależności od obecności domowników;
  • sterowanie wentylacją mechaniczną w zależności od temperatury i wilgotności;
  • sterowanie żaluzjami w zależności od natężenia światła i temperatury;
  • zdalna kontrola dostępu do domu (wideodomofon, brama garażowa);
  • automatyczne nawadnianie działające w oparciu o wilgotność gleby i warunki atmosferyczne.

Czy smart home jest drogi?

W przypadku domu jednorodzinnego koszt smart home może wynosić od 5 000 do 100 000 złotych. Bardzo duże widełki cenowe sprawiają, że każdy może mieć inteligentny dom na miarę swoich potrzeb i budżetu. Już za ok. 20 000 złotych można wykonać system, która obsłuży ponad 50 funkcji. Warto również pamiętać, że smart home to nie tylko wygoda i bezpieczeństwo, ale również oszczędności. Dzięki zastosowaniu inteligentnych rozwiązań można oszczędzać na oświetleniu, ogrzewaniu, klimatyzacji, a nawet wodzie zużywanej do podlewania ogrodu. Oszczędności mogą sięgać nawet 30-50%, więc warto przeprowadzić indywidualną kalkulację dla własnego domu lub mieszkania.

VeloBank finalizuje przejęcie Noble Funds TFI i tworzy VeloFunds TFI

VeloBank kontynuuje strategię zrównoważonego rozwoju oraz ekspansji na rynku usług inwestycyjnych i finalizuje przejęcie 86,83% akcji Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych. Transakcja, po uzyskaniu wymaganej zgody Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), została z sukcesem doprowadzona do końca. To ważny krok w budowaniu silnej grupy kapitałowej oraz rozwoju oferty dla klientów z segmentu private banking.

Transakcja wpisuje się w strategię banku, której celem jest poszerzanie oferty o nowoczesne produkty inwestycyjne i jeszcze lepsze odpowiadanie na potrzeby klientów.

Rozszerzamy naszą ofertę z myślą o wielu grupach klientów. Dostęp do różnorodnych instrumentów finansowych to kolejny dowód na rozumienie ich potrzeb, a jednocześnie naturalny kierunek rozwoju silnej i stabilnej grupy kapitałowej. Utworzenie VeloFunds TFI to kolejny krok, po przejęciu spółki leasingowej i podpisaniu wstępnej umowy zakupu części detalicznej Citi Handlowego w budowaniu silnego banku z kompletną ofertą – mówi Adam Marciniak, Prezes Zarządu VeloBanku.

Umowa wstępna została podpisana w październiku 2024 roku. Po spełnieniu warunków zawieszających, w tym uzyskaniu zgody KNF, transakcja została sfinalizowana. Przejęty podmiot przejdzie rebranding i będzie funkcjonował w strukturze Grupy Kapitałowej jako VeloFunds TFI. Zmianie ulegną nazwy funduszy, adres strony internetowej, serwis online, logotyp i identyfikacja wizualna spółki.

Podpisanie umowy i finalizacja transakcji nie wpływają na bieżące działanie TFI, ani z punktu widzenia klientów, ani pracowników – ci ostatni będą mogli dalej rozwijać się w nowych strukturach i tworzyć innowacyjne rozwiązania inwestycyjne.

Kolejny krok w realizacji strategii rozwoju VeloBanku

Przejęcie Noble Funds TFI wpisuje się w szerszy kontekst działań VeloBanku, który w maju br. podpisał wstępną umowę przejęcia części detalicznej Citi Handlowego. Oba ruchy strategiczne mają na celu rozbudowę portfela usług i pozyskanie nowych grup klientów, szczególnie zamożnych inwestorów oraz przedsiębiorców poszukujących kompleksowych rozwiązań finansowych. Dzięki temu VeloBank zyska też możliwość zacieśnienia relacji z klientami Citi Handlowego, którzy są przyzwyczajeni do najwyższej jakości obsługi i szerokiego portfolio produktów, co w połączeniu z ofertą inwestycyjną VeloFunds TFI pozwoli budować unikatową propozycję wartości na polskim rynku.

Zgodnie z zapowiedzią rozpoczynamy naszą ekspansję z wykorzystaniem TFI. To przejęcie umożliwi nam poszerzenie oferty inwestycyjnej oraz wprowadzenie nowych rozwiązań, które przyciągną klientów poszukujących sposobów na dywersyfikację portfeli i optymalny zwrot na aktywach. Powstanie VeloFunds TFI to także istotny krok w kierunku wzbogacenia naszej oferty private banking – podkreślił Adam Marciniak.

Dla klientów oznacza to szereg korzyści: po stronie banku to rozszerzenie oferty o nowe produkty inwestycyjne, a dla klientów TFI – dostęp do zaawansowanych usług bankowych.

Nowe władze TFI

W skład rady nadzorczej przejmowanego podmiotu weszli: Adrian Adamowicz (Przewodniczący Rady Nadzorczej), Tomasz Kubiak (Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej), Katarzyna Kołodziejczyk-Soszka (Członkini), Monika Rozbicka-Szlosek (Członkini), Andrzej Szeworski (Członek Niezależny) i Marek Przybylski (Członek Niezależny).

Rada powołała na stanowisko prezesa zarządu Piotra Żochowskiego. W zarządzie pozostaną Sylwia Magott (Wiceprezeska) i Norbert Talarczyk (Wiceprezes), a od 1 października dołączy do nich Marcin Żółtek.

Rynek walut odporny, giełda reaguje spadkami – Polska w centrum uwagi inwestorów

Polska waluta pozostaje stabilna, mimo wzrostu napięcia geopolitycznego. We Francji bomba z opóźnionym zapłonem, czyli nowa misja tworzenia rządu. W tle stabilizacja warunków monetarnych w strefie euro, czyli przed nami przewidywalne posiedzenie EBC.

Pomyłka czy jednak celowe działanie?

Dzisiaj od samego poranka niemal wszystkie media światowe zmonopolizował temat naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony. Sytuacja bez wątpienia groźna dla obywateli, niemniej jednak na ten moment nie wiadomo, czy był to błąd, czy celowa próba sprawdzenia gotowości bojowej nie tylko polskiej armii, ale także całego NATO. Należy się więc spodziewać w najbliższym czasie zwiększonej awersji do ryzyka, tym bardziej do polskich aktywów. Póki co większej reakcji nie ma, szczególnie na PLN, gdzie owszem, widzimy straty, ale nie są one duże – w okolicach 0,5%. Nieco większy strach widać przez pryzmat spadków na krajowym parkiecie, gdzie WIG20 spada o ponad 1,5%. Patrząc szerzej, rzuca się w oczy wzrost notowań złota, gdzie ustanowiliśmy historyczny rekord na poziomie 3670 USD za uncję. I jest to rzeczywiście kwestia napięcia geopolitycznego – chodzi nie tylko o incydent w Polsce, ale także o atak Izraela na hotel w stolicy Kataru, gdzie przebywali rzekomo członkowie Hamasu. Strona amerykańska znów została postawiona w trudnej dyplomatycznej sytuacji, gdyż o ataku wiedziała, a jest sojusznikiem Kataru.

Misja z cyklu niewykonalnych

Jak już jesteśmy w temacie bomb, to rzeczywiście takowa spadła w ostatnich dniach we Francji. Może nie ta militarna, ale polityczna. Po upadku rządu Francoisa Bayrou misję tworzenia nowego otrzymał Sebastien Lecorn, który ma opinię zaufanego człowieka prezydenta Macrona. Czarny scenariusz w postaci przyspieszonych wyborów póki co więc schodzi na dalszy plan, ale perspektywa mniejszościowego rządzenia krajem może stanowić „bombę z opóźnionym zapłonem”. Opozycja we Francji chce rozmawiać z nowym rządem, ale niezgoda w temacie cięć budżetowych może stanowić element nie do przejścia. Ta kwestia w najbliższym czasie prawdopodobnie będzie ciążyć wspólnotowej walucie.

Brak przestrzeni do zmian

Główna para walutowa utrzymuje dzisiaj status quo i znajduje się nad poziomem 1,17. Jutro w teorii ważne posiedzenie EBC, które może przynieść większą zmienność na parach walutowych z EUR. Mówimy tylko o teorii, gdyż jutrzejsze posiedzenie banku centralnego strefy euro nie powinno przynieść zmian. W tym regionie mamy stabilizację warunków monetarnych i tym samym pewien komfort decydentów z EBC. Inflacja jest blisko 2% celu, następuje też powolna poprawa warunków gospodarczych, choćby w Niemczech. To uzasadnia scenariusz utrzymywania stopy depozytowej na poziomie 2% do końca roku, co przewidują zresztą analitycy.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Od 11 września pełna jawność cen na rynku pierwotnym

Nowa ustawa dotycząca jawności cen mieszkań deweloperskich to regulacja wyraźnie prokonsumencka. Jej głównym celem jest zwiększenie transparentności na rynku nieruchomości i ochrona interesów kupujących. Warto podkreślić, że 11 września 2025 r. kończy się okres przejściowy przewidziany w ustawie.

Oznacza to, że obowiązek publikowania cen obejmie nie tylko nowe inwestycje uruchomione po wejściu przepisów w życie 11 lipca, ale również wszystkie projekty, których sprzedaż rozpoczęła się wcześniej. Dzięki temu konsumenci zyskają jednolite zasady dostępu do informacji, a deweloperzy będą musieli dostosować wszystkie prowadzone projekty do nowych wymogów. Poszerzone obowiązki dla deweloperów mają potencjał wpłynięcia na politykę portali z ogłoszeniami, co może zwiększyć przejrzystość i podnoszenie standardów całego rynku nieruchomości.

Do tej pory częstą praktyką deweloperów było unikanie podawania cen w ogłoszeniach – zastępowano je formułami typu „skontaktuj się z nami” czy „zapytaj o cenę”. Uruchamiało to długi i nie zawsze komfortowy proces kontaktu z biurem sprzedaży: rozmowy telefoniczne, umawianie spotkań, przeglądanie cenników, a nierzadko także konfrontację z dodatkowymi kosztami ujawnianymi dopiero podczas bezpośredniego spotkania. Taki stan rzeczy nie tylko utrudniał szybkie rozeznanie w możliwościach finansowych, ale także wydłużał czas potrzebny do podjęcia decyzji zakupowej.

Kolejny rozdział w ustawie o jawności cen

Nowe przepisy realnie skracają czas potrzebny na analizę ofert i umożliwiają klientom szybkie zorientowanie się w możliwościach finansowych. Co więcej, zwiększony poziom jawności poprawia pozycję negocjacyjną kupujących, którzy – mając wiedzę o cenach konkurencyjnych inwestycji – mogą świadomie kształtować warunki transakcji.

Z perspektywy całej branży regulacja ta może przyczynić się do wzrostu konkurencyjności, co w dłuższej perspektywie powinno przełożyć się na korzystniejsze warunki ofertowe dla nabywców.

Obowiązki deweloperów, szansa dla nabywców?

Deweloperzy staną przed koniecznością poniesienia dodatkowych nakładów organizacyjnych i finansowych. Będą zobligowani nie tylko do publikacji cen mieszkań i domów wraz z ceną za metr kwadratowy i pomieszczeń przynależnych, ale także do bieżącej aktualizacji danych. Ustawa nakłada również obowiązek przechowywania historii zmian cen oraz przekazywania tych informacji do ministra właściwego do spraw informatyzacji, co dodatkowo zwiększa poziom transparentności. Niewywiązywanie się z tych obowiązków wiąże się z ryzykiem kar finansowych.

Choć przepisy formalnie nie dotyczą rynku wtórnego, ich skutki będą odczuwalne w całym sektorze. Zwiększona przejrzystość cen na rynku pierwotnym podniesie świadomość konsumentów i wpłynie na sposób kształtowania warunków transakcji także w segmencie mieszkań z drugiej ręki. Pomimo że obowiązek ujawniania cen nie obejmuje portali ogłoszeniowych, można zakładać, że rynek samoczynnie podąży w tym kierunku. Platformy, które nie dostosują się do nowej rzeczywistości, ryzykują utratę wiarygodności i zaufania klientów. Dla osób niezdecydowanych, czy wybrać mieszkanie z rynku pierwotnego, czy wtórnego, porównanie ofert stanie się prostsze i bardziej miarodajne.

W efekcie ustawa wpisuje się w szerszy trend podnoszenia standardów rynkowych i może stać się impulsem zarówno do zdrowszej konkurencji między deweloperami, jak i do większej odpowiedzialności całej branży wobec klientów.

Autor: Anton Bubiel – ekspert rynku mieszkaniowego w SonarHome

AI przyspieszyło ataki zero-day. Pomogło legalne narzędzie

Sztuczna inteligencja weszła na cyberprzestępczą scenę z impetem. Nowe narzędzie Hexstrike-AI, które miało wspierać ekspertów bezpieczeństwa, zostało w błyskawicznym tempie przejęte przez hakerów. W efekcie przyspieszają ataki na świeżo odkryte luki typu zero-day w Citrix NetScaler. Ataki trwają i są prowadzone w tempie, które wcześniej było nieosiągalne – alarmują analitycy Check Point Software.

Hexstrike-AI, zdaniem ekspertów cyberbezpieczeństwa, wprowadza ataki z wykorzystaniem sztucznej inteligencji na zupełnie nowy poziom. Framework, stworzony pierwotnie z myślą o zespołach bezpieczeństwa i badaczach (red team), umożliwia zarządzanie ponad 150 wyspecjalizowanymi agentami AI. Jak tłumaczą specjaliści Check Pointa, w praktyce oznacza to, że zadania takie jak skanowanie sieci, eksploatacja podatności czy utrzymywanie dostępu mogą być realizowane niemal w pełni automatycznie.

Niemal natychmiast po udostępnieniu narzędzie zaczęło być wykorzystywane przez cyberprzestępców. W podziemnych dyskusjach pojawiły się doniesienia o użyciu Hexstrike-AI do ataków na świeżo ujawnione podatności typu zero-day w Citrix NetScaler ADC i Gateway (CVE-2025-7775, CVE-2025-7776, CVE-2025-8424). Szczególnie groźna jest luka umożliwiająca nieautoryzowane zdalne wykonanie kodu, która – według badaczy – już jest aktywnie eksploatowana.

Dotąd tego typu ataki wymagały zaawansowanej wiedzy i tygodni pracy. Z Hexstrike-AI czas potrzebny na przygotowanie i przeprowadzenie exploita skrócił się nawet do kilku minut. Co więcej, narzędzie pozwala na masowe, równoległe skanowanie tysięcy adresów IP i automatyczne ponawianie nieudanych prób ataku, aż do skutku.

Dla firm oznacza to poważne wyzwanie, bowiem okno pomiędzy ujawnieniem podatności a jej masowym wykorzystaniem skraca się drastycznie. Citrix opublikował już poprawki bezpieczeństwa, ale eksperci ostrzegają – w erze AI tradycyjne tempo aktualizacji i detekcji nie wystarczy. Organizacje powinny wdrażać automatyzację procesów patchowania, inteligentne systemy wykrywania anomalii oraz architekturę odporną na kompromitację, by móc nadążyć za nową generacją zagrożeń.

W swojej analizie badacze Check Pointa wskazują, że Hexstrike-AI staje się punktem zwrotnym – potwierdzając, że scenariusze, przed którymi od dawna ostrzegali specjaliści, właśnie stają się rzeczywistością.

Jawność cen mieszkań. Portal DOM i Rejestr Cen Nieruchomości – dwa źródła danych, ale różne funkcje

11 września kończy się okres przejściowy i wchodzi w życie obowiązek nałożony na deweloperów dotyczący publikowania pełnych informacji o cenach oferowanych przez nich nieruchomości. Niewątpliwą zaletą tego rozwiązania będzie możliwość dostępu do tych danych, bez konieczności wystosowywania zapytań. Natomiast istnieją pewne wątpliwości dotyczące interpretacji tych przepisów i samej definicji mieszkania oferowanego. Co do zasady tzw. ustawa deweloperska nakazywała, by po sprzedaży lokal mieszkalny był zdjęty z listy dostępnych nieruchomości. Z kolei przepisy o jawności cen zakładają pełną przejrzystość wobec klienta. I tu powstaje pytanie: czy w związku z tym w ofercie deweloperów powinny być uwzględniane również lokale już sprzedane, tylko z odpowiednim oznaczeniem. Jeżeli tak, to kluczowe staje się ustalenie, czy prezentować ich ostatnią cenę ofertową, czy może transakcyjną. W tym zakresie nie ma jeszcze jednoznacznego rozstrzygnięcia.

Inną kwestią jest funkcja porównywarki cen. Zgodnie z założeniami, po pierwsze na stronach internetowych deweloperów i portalu dane.gov.pl powinny być widoczne wszystkie oferowane mieszkania wraz z cenami przypisanymi bezpośrednio do tych lokali. Po drugie, umieszczenie wszystkich danych w jednym miejscu miałoby umożliwić kupującym porównywanie cen. Otóż ten ostatni warunek nie ma szans być spełniony. Wynika to ze sposobu publikacji danych na portalu dane.gov.pl. Różnią się one formatem, metodologią aktualizacji oraz techniką opracowania. Nie jest to usystematyzowana, ustrukturalizowana baza, nie jest to nawet jednolity zbiór danych, co sprawia, że w efekcie nie da się ich ze sobą zestawić. Co więcej, nie zaplanowano wyszukiwarki dla poszczególnych mieszkań. Można więc śledzić jedynie ceny ofertowe pojedynczych lokali.

I to należy podkreślić – wciąż mówimy o cenach ofertowych. Klient nie ma dostępu do informacji o cenach, po jakich dana nieruchomość została faktycznie sprzedana. Dyskusja o stawkach transakcyjnych toczy się osobnym torem. Te mają być ujawniane na Portalu Danych o Obrocie Mieszkaniami (DOM), obejmując zarówno rynek pierwotny, jak i wtórny. O ile jawność cen ofertowych została powierzona deweloperom, o tyle w przypadku Portalu DOM mówimy o Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym, który miałby dostać szczególne uprawnienia do pobierania danych nie tylko ze starostw powiatowych, ale też od notariuszy i od administracji skarbowej. Kolejnym założeniem jest agregowanie danych na poziomie sześciu transakcji. Takie są założenia projektu, nad którym rząd zakończył już swoje prace.

Równolegle działa środowisko, które postuluje, aby dane będące jednym ze źródeł Portalu DOM zostały udostępnione bezpłatnie. Obecnie dostęp do nich istnieje za pośrednictwem powszechnego Rejestru Cen Nieruchomości (RCN), jednak jest on odpłatny. I tu dochodzimy do bardzo ciekawego momentu. To nie jest tylko kwestia opłaty. Otóż ujawnienie danych z RCN oznacza pokazanie ich w takiej formie, w jakiej robią to dziś powiaty – a więc bardzo różnie: jedne wprowadzają wszystkie transakcje, inne tylko część, jedne od razu, inne z opóźnieniem. Tak swobodne udostępnienie danych transakcyjnych oznacza też, że będziemy mieli bardzo dokładnie prezentowane ceny ofertowe, a transakcje będą pojawiały się nieregularnie i fragmentarycznie. Otóż nie będzie to pełny obraz rynku. W dodatku jeśli jakaś transakcja nie pokaże się w oczekiwanym momencie, nie będzie podmiotu, do którego można byłoby zgłosić zastrzeżenia. Co z pewnością wywoła kolejne kontrowersje i dyskusje.

Drugą kwestią jest RODO. Czy chcielibyśmy, aby cena zakupionej nieruchomości została ujawniona i możliwa do powiązania bezpośrednio z osobą nabywcy? Dziś chronią nas przed tym przepisy unijne, które nie pozwalają na łączenie danych osobowych z transakcją. I właśnie te wymogi ma spełniać Portal DOM, a zajmować się tym mają profesjonaliści. Absolutnie nie jest więc prawdą, że upublicznienie Rejestru Cen Nieruchomości mogłoby zastąpić Portal DOM, nad którym prace trwają tak długo. To rozwiązanie odpowiadałoby jedynie oczekiwaniom osób, które chcą szybkiego dostępu do informacji, choć nie zawsze mają świadomość, jak wiele czynników składa się na cenę nieruchomości.

Oczywiście siłą rzeczy pojawia się pytanie o finansowanie Portalu DOM. Będzie on utrzymywany z pieniędzy zgromadzonych w Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym. A należy wiedzieć, że pieniądze do DFG wpłacane są od każdej transakcji, ale dokonywanej wyłącznie na rynku pierwotnym. I to jest wada tego projektu.

Wracając jednak do przepisów o jawności cen ofertowych, warto zaznaczyć, że dotychczas deweloperzy nie ujawniali cen najdroższych mieszkań, bo ich sprzedaż odbywała się kanałami bezpośrednimi. Elitarność była tu elementem strategii sprzedażowo-marketingowej. Po ich upublicznieniu średnia cena lokalu w ofercie powinna wzrosnąć. Czy to oznacza wzrost cen? Otóż nie. Wzrost średniej ceny mieszkań oferowanych nie oznacza wzrostu cen mieszkań na rynku. To efekt tego, że nowe lokale wprowadzane do oferty są droższe. Ale nie oznacza to, że nieruchomość, którą oglądałam pół roku temu, nagle podrożała.

Taka sytuacja ma miejsce w Trójmieście, gdzie od kilku miesięcy średnie ceny mieszkań w ofercie rosną najbardziej dynamicznie spośród wszystkich analizowanych rynków. Od kwietnia do sierpnia wzrosły one o 11%, osiągając poziom 16,8 tys. zł/mkw. W ciągu tych pięciu miesięcy deweloperzy wprowadzali w Trójmieście do sprzedaży 3,1 tys. mieszkań w przeciętnej cenie 17,7 tys. zł/mkw. W tym samym czasie nabywców znalazło 2,3 tys. lokali średnio po 15,5 tys. zł/mkw.

Podobną sytuację możemy wkrótce zauważyć paradoksalnie także na rynkach, takich jak warszawski, na którym widzieliśmy delikatny powrót średniej ceny do wcześniejszego poziomu. Jeśli teraz dodamy do oferty mieszkania, których dotąd nie było widać, średnia cena może ponownie wzrosnąć.

Natomiast, jeszcze raz powtórzę, że samo ujawnienie cen ofertowych to krok w stronę większej przejrzystości, na który rynek od dawna czekał. Dobrze, że wchodzi w życie. Mamy nadzieję, że niedociągnięcia legislacyjne zostaną naprawione dzięki praktyce.

Autor: Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom

Enter Air: Loty przekierowane po wtargnięciu rosyjskich dronów w polską przestrzeń powietrzną

W związku z wtargnięciem rosyjskich dronów w polską przestrzeń powietrzną i tymczasowym zamknięciem lotniska w Warszawie, Enter Air przekierował w nocy dwa rejsy. Pasażerowie bezpiecznie dotarli lub docierają do swoich docelowych miast.

Przekierowany został rejs z Gran Canarii, który planowo miał lądować w Warszawie. Samolot bezpiecznie wylądował na lotnisku w Katowicach przed godziną 6:30. Na pasażerów czekały już podstawione autobusy – podróżni są w drodze do Warszawy, gdzie spodziewani są około godziny 12:30. Rejs z Antalyi, pierwotnie przekierowany do Katowic, ostatecznie z pasażerami na pokładzie doleciał do Warszawy o godzinie 9:45.

Bezpieczeństwo naszych pasażerów i załóg zawsze jest naszym absolutnym priorytetem. W sytuacjach zagrożenia podejmujemy wszelkie niezbędne decyzje, aby zapewnić bezpieczny powrót do domu. Dziękujemy wszystkim pasażerom za wyrozumiałość, cierpliwość i spokojne przyjęcie tej trudnej sytuacji – mówi Marcin Kubrak, prezes Enter Air.

Zamknięcie lotniska w Warszawie wpłynęło również na poranne odloty. Cztery rejsy Enter Air wystartowały z opóźnieniami od 1 do 2,5 godziny po wznowieniu operacji na Okęciu. Wszystkie loty są już realizowane zgodnie ze zaktualizowanym harmonogramem.

Enter Air przeprasza za niedogodności wynikające z sytuacji niezależnej od przewoźnika. Wszystkie decyzje operacyjne były podejmowane w ścisłej współpracy ze służbami kontroli ruchu lotniczego oraz w oparciu o zalecenia służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo przestrzeni powietrznej RP.

Polski sektor usług biznesowych dojrzewa – prawie pół miliona pracowników i 5,7% PKB

0

Polska umacnia swoją pozycję europejskiego lidera usług biznesowych. Rekordowa wartość eksportu usług wiedzochłonnych sięgająca 42,3 mld USD, potwierdza specjalizację sektora w kierunku zaawansowanych globalnych procesów. Jednocześnie udział polskich podmiotów w ogólnej liczbie centrów usług biznesowych wynosi ok. 30%.[1]

Sektor usług biznesowych w Polsce osiągnął dojrzałość i wszedł w fazę jakościowego wzrostu. Dane z raportu ABSL potwierdzają wzrost udziału sektora w PKB do 5,7% i zatrudnienia w centrach do prawie pół miliona osób. Wartość eksportu usług wiedzochłonnych wynosi 42,3 mld USD, co stanowi niemal 25% całkowitego eksportu usług komercyjnych z Polski.

– Sektor usług biznesowych to dziś jeden z głównych motorów konkurencyjności polskiej gospodarki. Od lat, dzięki doświadczeniu i aktywności na arenie międzynarodowej, Polska skutecznie przyciąga nowe inwestycje. Jako ABSL współpracujemy z międzynarodowymi doradcami, instytucjami i agencjami wspierającymi decyzje lokalizacyjne inwestorów. Dostarczamy dane, analizy i rekomendacje, które pokazują osiągnięcia i potencjał rodzimych specjalistów – mówi Jacek Levernes, założyciel i prezes honorowy ABSL w Polsce.

Według danych ABSL, Polska staje się krajem ekspertów, co pokazuje wzrost wartości eksportu w przeliczeniu na pracownika do poziomu 64 300 USD oraz rosnący udział usług wiedzochłonnych (prawie 60%). Specjalizacja sektora wzmacnia atrakcyjność Polski dla inwestorów zagranicznych. W okresie od stycznia 2024 do kwietnia 2025 r. powstało 61 nowych centrów (z czego 90% to podmioty z kapitałem zagranicznym).

Transformacja sektora: od skali do wartości

Sektor przechodzi głęboką transformację – od modelu opartego na liczbie zatrudnionych do modelu opartego na produktywności i specjalizacji. Coraz większy udział w strukturze zatrudnienia mają procesy mid-office (prawie 55%) i zaawansowane funkcje IT, R&D czy analityki danych. Polska staje się przestrzenią testowania i wdrażania innowacji, a centra usług przekształcają się w centra kompetencji.

– Nowe inwestycje w sektorze to dziś projekty o wyższej wartości dodanej, wymagające specjalistycznej wiedzy i globalnych kompetencji. Polska przyciąga je dzięki jakości kadry, stabilności i rosnącej dojrzałości operacyjnej. Jako ABSL wspieramy ten trend, promując Polskę jako strategiczne miejsce dla inwestycji w innowacyjne usługi – dodaje Levernes.

Z danych ABSL wynika, że ponad 80% zatrudnienia w sektorze przypada na firmy z kapitałem zagranicznym, jednak w czołówce pracodawców znajdują się też polskie firmy, takie jak m.in. Comarch.

Inwestycje w innowacyjność i odporność

W obliczu globalnych napięć geopolitycznych i transformacji technologicznej, Polska pozostaje atrakcyjnym miejscem dla inwestycji. W 2023 r. napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych (FDI) wyniósł 29 mld USD, co uplasowało Polskę na 14. miejscu na świecie – przed Indiami. Jednocześnie rośnie wartość reinwestycji i inwestycji krajowych.

– Budowanie innowacyjności to dziś kluczowy warunek konkurencyjności Polski i Europy. Potrzebujemy więcej prorozwojowych inwestycji, więcej odwagi i więcej współpracy między sektorem publicznym a prywatnym. Sektor usług biznesowych jest przykładem łączenia kompetencji, technologii i globalnych ambicji w pozyskiwaniu inwestycji i rozwijaniu krajowego potencjału – podkreśla Andrzej Domański, Minister Finansów i Gospodarki RP.

***

Raport ABSL Sektor Usług Biznesowych w Polsce 2025 miał swoją premierę na ABSL Summit – jednym z najważniejszych wydarzeń sektora w Europie. Materiał powstał we współpracy z firmami Colliers, Mercer, Randstad oraz Randstad Enterprise. Patronem honorowym publikacji jest Polska Agencja Inwestycji i Handlu.

[1] Dane za Q1 2023, Raport Sektor Usług Biznesowych w Polsce 2023

Akcje Oracle rosną o prawie 30% po ujawnieniu kontraktów AI wart. 455 mld USD

  • Zobowiązania kontraktowe Oracle wzrosły do 455 mld USD, co sygnalizuje strukturalną zmianę popytu.
  • Zarząd prognozuje wzrost przychodów z infrastruktury chmurowej z 18 mld USD w tym roku do 144 mld USD do 2030 r.
  • Ryzyka realizacyjne są znaczące – nakłady inwestycyjne rosną do 35 mld USD, a przepływy pieniężne są pod presją.

Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo mówi, że Oracle zaskoczył Wall Street we wtorek

Firma, którą przez lata uważano za spóźnionego gracza w chmurze, opublikowała wyniki, które na pierwszy rzut oka nie robiły wrażenia – a mimo to kurs akcji po sesji wzrósł o niemal 30%. Powód? Lawina nowych przedsięwzięć związanych ze sztuczną inteligencją, która w jednej chwili całkowicie odmieniła perspektywy spółki.

Katalizator: liczba, która zmieniła wykres

Kluczową wartością było 455 mld USD w tzw. RPO (Remaining Performance Obligations) – czyli w uproszczeniu portfel zamówień lub przyszłe przychody już zakontraktowane. To wzrost o 359% rok do roku, napędzany czterema wielomiliardowymi kontraktami z klientami takimi jak OpenAI, Meta czy Nvidia.

Gdy portfel zamówień firmy w ciągu roku wzrasta czterokrotnie, to sygnał nie tylko dynamiki, ale i strukturalnej zmiany popytu – tłumaczy Falkencrone.

Na podstawie tych umów Oracle prognozuje, że przychody z infrastruktury chmurowej wzrosną z 18 mld USD w tym roku do 144 mld USD w 2030 r. To nie jest zwykły wzrost – to zupełnie nowa trajektoria. Dla firmy, która spóźniła się z wejściem na rynek chmurowy, to prawdziwa rewolucja.

Kwartał: przeciętny wynik kontra imponujący backlog

Na papierze ten kwartał wyglądał zwyczajnie. Przychody wzrosły o 12%, osiągając 14,9 mld USD – nieco poniżej prognoz. Zysk na akcję wyniósł 1,47 USD, czyli o cent mniej od oczekiwań. W normalnych okolicznościach takie wyniki ciążyłyby kursowi. Tym razem jednak portfel zamówień opowiedział zupełnie inną historię – to był moment „mic drop”, który w jednej chwili uciszył lata sceptycyzmu.

Przewaga konkurencyjna i dlaczego AI wybrało Oracle

Dlaczego najbardziej wymagające firmy AI wybierają Oracle? Odpowiedź jest prosta: szybkość i dostępność zasobów. Oracle buduje centra danych w skali gigawatów, zoptymalizowane pod potrzeby AI, z dostępem do procesorów Nvidia i sieci przesyłających dane szybciej niż u konkurencji.

Drugim, często niedocenianym motorem wzrostu jest segment baz danych w modelu multicloud. Przychody w tym obszarze wzrosły o ponad 1500% rok do roku, gdy bazy Oracle stały się szeroko dostępne w AWS, Azure i Google Cloud. Dzięki temu Oracle nie tylko konkuruje z hiperskalerami, ale też staje się ich partnerem – wbudowując się w ich ekosystemy i jednocześnie korzystając z fali AI.

Największym potencjalnym źródłem przychodów może być jednak wnioskowanie sztucznej inteligencji (AI Inference) – proces uruchamiania modeli po ich wytrenowaniu. Larry Ellison twierdzi, że ten rynek może być większy niż samo trenowanie. Oracle, dysponując milionami baz danych przedsiębiorstw, jest w wyjątkowej pozycji, by ten popyt skutecznie monetyzować.

Pozycja Oracle w tabeli liderów chmury

Mimo euforii, biznes chmurowy Oracle wciąż pozostaje niewielki w porównaniu z Amazonem i Microsoftem. AWS w ubiegłym roku wygenerował ponad 100 mld USD, a Azure około 75 mld USD. Oracle z wynikiem 18 mld USD nadal jest pretendentem – ale dzięki nowym kontraktom ma szansę znacząco zmniejszyć ten dystans.

Ryzyka i koszty: rachunek do zapłacenia

Haczyk? Koszty. Oracle planuje w tym roku aż 35 mld USD nakładów inwestycyjnych – znacznie więcej niż pierwotnie zakładano. Wolne przepływy pieniężne są już ujemne, bo środki płyną na serwery i centra danych. Firma biegnie sprintem, by nadążyć za popytem – a takie wyścigi, choć ekscytujące, potrafią wyczerpać.

Co dalej: katalizatory i punkty obserwacji

Dla inwestorów znaczenie ma obecnie nie tyle miniony kwartał, co sposób, w jaki Oracle będzie działać od tej pory. Kluczowe będą cztery kwestie:

  1. Konwersja kontraktów – jak szybko backlog zamieni się w przychody.
  2. Dyscyplina inwestycyjna – czy marże się utrzymają przy rosnących wydatkach.
  3. Partnerstwa AI – OpenAI i Nvidia to wciąż kluczowe punkty odniesienia.
  4. Wdrożenie AI Inference – nowa baza AI może być asem w rękawie Oracle.

Z tej historii płyną dwie lekcje:

  • Po pierwsze, giganci mogą zmienić kurs szybciej niż się wydaje, gdy fala technologiczna przekształca rynek.
  • Po drugie, Wall Street często wybacza słabsze wyniki kwartalne, jeśli długoterminowa narracja jest wystarczająco przekonująca.

Od dostawcy baz danych do infrastruktury AI

Przez dekady Oracle był solidnym, ale mało efektownym dostawcą oprogramowania do obsługi baz danych. Dziś, gdy kontrakty AI napływają falami, firma staje się kluczowym elementem globalnej infrastruktury sztucznej inteligencji. Droga przed nią będzie wyboista – kapitałochłonna, pełna konkurencji i zależna od skutecznej realizacji. Na razie jednak Oracle rozpalił wyobraźnię rynku.

Atak dronów na Polskę zwiększa napięcie w Europie i wpływa na rynki finansowe

W nocy doszło do wydarzenia, które może istotnie wpłynąć na sytuację geopolityczną w Europie. Polska zestrzeliła rosyjskie drony, które naruszyły jej przestrzeń powietrzną podczas zmasowanego ataku powietrznego na Ukrainę. Wojsko określiło incydent mianem „aktu agresji” i realnego zagrożenia dla bezpieczeństwa obywateli. To pierwszy przypadek od początku rosyjskiej inwazji w lutym 2022 roku, gdy Polska – jako członek NATO – bezpośrednio zneutralizowała obce obiekty wojskowe na swoim terytorium.

W związku z sytuacją czasowo zamknięto przestrzeń powietrzną nad częścią kraju, w tym nad Warszawą, choć porty lotnicze w stolicy, Modlinie i Rzeszowie wznowiły już działalność. Dowództwo Operacyjne apelowało o pozostanie w domach, szczególnie do mieszkańców województw podlaskiego, mazowieckiego i lubelskiego. Trwają poszukiwania szczątków dronów, a siły polskie i sojusznicze utrzymują najwyższą gotowość bojową. Premier Donald Tusk poinformował, że pozostaje w stałym kontakcie z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte, co podkreśla wagę incydentu i ryzyko dalszej eskalacji.

Rosyjski atak, którego częścią było wtargnięcie dronów do Polski, miał charakter masowy i obejmował cele w centralnej i zachodniej Ukrainie, w tym w Winnicy oraz w rejonie Kijowa. Ukraińska obrona przeciwlotnicza prowadziła intensywne działania, jednak skala ataku potwierdza determinację Rosji w kontynuowaniu presji militarnej. Incydent ten może w krótkim terminie zwiększyć awersję do ryzyka na globalnych rynkach finansowych. Wzrost napięcia na wschodniej granicy NATO podnosi ryzyko eskalacji konfliktu i rozszerzenia działań wojennych na terytorium Sojuszu. Może to przełożyć się na spadki indeksów giełdowych w Europie i USA, wzrost notowań złota oraz innych aktywów postrzeganych jako bezpieczne przystanie. Na rynku walutowym presję dziś odczuwa PLN, który traci w stosunku do Euro. EURPLN dzisiaj zyskuje 0,3%, a WIG20 traci ponad 1,7%.

W dłuższym horyzoncie dalszy przebieg wydarzeń będzie zależał od decyzji NATO, ewentualnego uruchomienia artykułu 4. Traktatu Północnoatlantyckiego oraz od tego, czy incydent okaże się pojedynczym zdarzeniem, czy początkiem nowego etapu wojny z bezpośrednim zaangażowaniem państw sojuszniczych.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS