Włoskie firmy blokują polskie inwestycje drogowe. Żądają dopłaty od państwa

Dziewięć dużych inwestycji drogowych może być zagrożonych przez finansowe problemy włoskich wykonawców. Dwie włoskie firmy działające na polskim rynku zażądały od rządu dopłaty do wykonywanych kontraktów – o wysokości ponad miliarda złotych. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad odmawia dołożenia jakiejkolwiek kwoty do inwestycji. Problemem włoskich firm jest to, że kontrakty zostały zawarte trzy lata temu, przed ponad 30%-owym wzrostem cen materiałów. Generalna Dyrekcja odmawia branżom kolejowej i drogowej możliwości waloryzowania takich umów. Proponuje firmom dochodzenie swojej racji na drodze sądowej. Taka sytuacja najpewniej sprawi, że pracownicy włoskich wykonawców zejdą z placów budowy, gdyż firmy nie otrzymają oczekiwanego wsparcia finansowego. Opóźni to budowę kluczowych inwestycji – jak nowa wylotówka z Krakowa drogą S7 lub Autostrada A1.

– Jeśli rząd mówi „nie damy żadnym firmom”, to nie może dać tylko i wyłącznie włoskim. To otworzyłoby koszyk z żądaniami, które na drogach szacuje się na przynajmniej 10 miliardów złotych – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR – Spełnienie żądań wysuwanych przez włoskie firmy nie rozwiązałoby więc problemu. Włosi nie są w tej sytuacji bez winy. Ich oferty w polskich przetargach miały rażąco niskie ceny. W taki sposób firmy chciały zaistnieć na polskim rynku. Zabrakło im jednak zaplecza, sprzętu i doświadczenia, by doprowadzić zawarte kontrakty do końca. Widać to szczególnie w inwestycjach, które są podzielone na odcinki realizacyjne. Podczas gdy inni wykonawcy zdołali ukończyć budowę swoich odcinków w około 90 procentach, włoskie firmy mogą pochwalić się tylko połowicznie zrealizowaną umową. Podobno jednym z powodów jest pogoda. Ciężko jest mi wyobrazić sobie sytuację, że pada tylko nad odcinkiem włoskim, a nad pozostałymi świeci słońce i firmy mogą pracować. Jeśli włoscy wykonawcy nie wycofają się ze swoich umów, powinna je zerwać Generalna Dyrekcja – zauważa Furgalski.

Obywatele UE coraz częściej zmieniają kraj zamieszkania z powodu pracy. Nowy europejski urząd będzie chronić prawa takich pracowników

Obywatele UE coraz częściej zmieniają kraj zamieszkania z powodu pracy. Nowy europejski urząd będzie chronić prawa takich pracowników 1

W ostatnim dziesięcioleciu liczba obywateli Unii Europejskiej mieszkających lub pracujących w innym państwie członkowskim wzrosła prawie dwukrotnie – do 17 mln w 2017 roku. Odpowiedzią na rosnącą mobilność Europejczyków ma być Europejski Urząd ds. Pracy – nowa agencja unijna, która będzie stać na straży przestrzegania przepisów regulujących mobilność pracowników i chronić ich przed nadużyciami. Nowy eurourząd będzie również źródłem informacji dla obywateli i przedsiębiorców oraz pomoże w rozstrzyganiu sporów transgranicznych, np. w przypadku restrukturyzacji firm, które działają w kilku państwach członkowskich UE.

 Europejski Urząd ds. Pracy to nowa, zdecentralizowana agencja UE, która ma za zadanie weryfikować przepisy prawa w zakresie mobilności pracowników, czy są one sprawiedliwe, przejrzyste i proste. Docelowo ma pomóc przedsiębiorcom i pracownikom oraz krajowym organom administracji w zakresie pełnego wykorzystania swobody przemieszczania się – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Karolina Marchlewska-Patyk, ekspert od rynku pracy w Unii Europejskiej, Wyższa Szkoła Bankowa w Bydgoszczy.

KE, PE i unijni ministrowie odpowiedzialni za kwestie zatrudnienia podjęli w połowie lutego decyzję o utworzeniu Europejskiego Urzędu ds. Pracy, który ma zacząć działać jeszcze w tym roku. To kolejny etap realizacji europejskiego filaru praw socjalnych. Nowy eurourząd będzie stać na straży przestrzegania przepisów regulujących mobilność pracowników.

Obecnie swobodny przepływ pracowników na terenie UE reguluje wiele odrębnych aktów prawnych. Na dodatek wiele z nich, np. przepisy dotyczące koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego w całej UE lub delegowania pracowników, jest w trakcie nowelizacji. Nowy urząd ma zagwarantować, że przepisy będą stosowane i egzekwowane we właściwy sposób, będzie także chronić pracowników mobilnych, którzy są szczególnie narażeni na nadużycia.

 Europejskiemu Urzędowi ds. Pracy zostały wyznaczone konkretne cele. Przede wszystkim ma dostarczać konkretnych, sprawdzonych informacji zarówno obywatelom, jak i przedsiębiorcom – szczególnie w zakresie ofert pracy, rekrutacji czy szkoleń, ale także wszystkich kwestii związanych z mobilnością pracowników czy praktycznych informacji dotyczących praw i obowiązków związanych z zatrudnieniem, zakładaniem działalności gospodarczej czy zamieszkaniem na terenie innego państwa – mówi dr Karolina Marchlewska-Patyk.

Oprócz wymiany informacji Europejski Urząd ds. Pracy ma wspierać krajowe organy administracji we współpracy transgranicznej i rozwiązywaniu spraw konfliktowych. Będzie m.in. pomagać w prowadzeniu skoordynowanych, wspólnych inspekcji, co pozwoli zapobiegać potencjalnym oszustwom i nadużyciom, oraz ułatwiać kooperację pomiędzy państwami UE w zakresie radzenia sobie z pracą na czarno.

 Urząd ma wspomóc krajowe organy administracji we właściwym funkcjonowaniu, dostępie do informacji, wymianie dobrych praktyk czy spójnych działaniach we wszystkich państwach członkowskich UE, ale także w sytuacjach wymagających pomocy czy mediacji w przypadku przedsiębiorstw restrukturyzowanych, a mających swoje siedziby w różnych państwach członkowskich UE. W tym zakresie również ma mieć ważny głos – mówi dr Karolina Marchlewska-Patyk.

Jak podaje Komisja Europejska, w ostatnim dziesięcioleciu liczba obywateli UE mieszkających lub pracujących w innym państwie członkowskim niż państwo pochodzenia wzrosła prawie dwukrotnie – do 17 mln w 2017 roku.

– To oznacza, że mobilność stała się stałym elementem życia Europejczyków. Społeczeństwo i gospodarki się rozwijają, ale w tym zakresie potrzebna jest koordynacja i regulacje, które usprawnią ten proces – podkreśla dr Karolina Marchlewska-Patyk.

Niektóre państwa, w tym Polska, były sceptyczne wobec powołania nowego eurourzędu. Polski rząd obawiał się, że nowe przepisy utrudnią polskim firmom delegowanie pracowników i ograniczą możliwości pracy Polaków na zachodnich rynkach. Ostatecznie jednak poparł w tej sprawie stanowisko Rady UE.

 Sceptycy mówią, że brakuje pomysłu na działanie tego urzędu i będzie on wyłącznie dublem innych instytucji. Dlatego w pierwszej kolejności należałoby wypracować taką wizję. Wiele głosów krytycznych obija się też o kwestie związane z pomieszaniem celów. Nie można mobilności pracowników stosować zarówno do pracowników przemieszczających się, obcokrajowców, jak i pracowników z szarej strefy. Z drugiej strony, są głosy mówiące, że wreszcie pojawiła się jedna organizacja, która porządkuje system prawny w zakresie mobilności pracowników – mówi dr Karolina Marchlewska-Patyk.

Jak podkreśla, pozytywem jest fakt, że Europejski Urząd ds. Pracy wchłonie siedem innych instytucji, porządkując w ten sposób ich działalność i stając się podstawowym źródłem rzetelnych, praktycznych informacji na temat praw i obowiązków dotyczących mobilności.

 Przede wszystkim polscy obywatele i przedsiębiorcy zyskują dostęp do wiarygodnych, sprawdzonych informacji dotyczących przepisów prawa związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej i mobilnością pracowników. Także nasze krajowe organy administracji będą mieć dostęp do jednego urzędu. Dzięki temu nasi przedstawiciele będą wiedzieli, jak funkcjonują inni urzędnicy w tym zakresie, jakie dobre praktyki obowiązują i jak właściwie odnaleźć się na tym jednolitym rynku europejskim – mówi ekspert z Wyższej Szkoły Bankowej w Bydgoszczy.

Wypełnienie PIT zajmuje Polakom średnio 42 minuty. Od tego roku fiskus uprościł rozliczenia i zwrot podatku ma być szybszy

0

Wypełnienie PIT zajmuje Polakom średnio 42 minuty. Od tego roku fiskus uprościł rozliczenia i zwrot podatku ma być szybszy 2

Choć większość podatników deklaruje, że nie mają z tym większych trudności, to połowa zleca przygotowanie rozliczenia innej osobie. Od tego roku do rozliczenia z fiskusem wystarczy chwila. Dzięki usłudze „Twój e-PIT” nie trzeba już samodzielnie wypełniać deklaracji, iść z nią do urzędu skarbowego czy wysyłać pocztą, bo wypełniony formularz przygotowuje administracja skarbowa. PIT można sprawdzić na portalu podatnika do końca kwietnia. 

 Od 15 lutego 2019 roku Krajowa Administracja Skarbowa każdemu podatnikowi w Polsce, który rozlicza się za pomocą PIT-37 bądź PIT-38, rozlicza formularz automatycznie na podstawie danych uzyskanych za zeszły rok od pracodawcy czy od ZUS-u. Podatnicy, którzy rozliczali się na podstawie umowy o pracę, mają już rozliczony PIT w aplikacji „Twój e-PIT” – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Szymon Kwiatoń, koordynator procesu w Move On Finance.

Od 15 lutego na portalu podatki.gov.pl zostały udostępnione zeznania roczne – 23 mln PIT-37 i 250 tys. PIT-38. Deklarację automatycznie wypełnia urząd skarbowy, nie trzeba składać żadnego wniosku. Formularz e-PIT zawiera nie tylko informacje od pracodawcy, lecz także dane z ubiegłorocznych zeznań podatkowych czy numer konta bankowego. Usługa „Twój e-PIT” to już kolejne ułatwienie w rozliczaniu się z fiskusem. Rok temu, rozliczając się za 2017 rok formularzem PIT-37, można było skorzystać z pomocy urzędnika, w tym celu trzeba było wysłać wniosek PIT-WZ.

 Nowy sposób rozliczenia podatku za pomocą aplikacji „Twój e-PIT” nie jest obowiązkowy. Każdy podatnik ma prawo do tego, żeby w swoje rozliczenie robione przez Krajową Administrację Skarbową spojrzeć i zatwierdzić bądź wprowadzić tam zmiany. Każdy również ma prawo, żeby rozliczyć się samemu w najdogodniejszy dla niego sposób – podkreśla Szymon Kwiatoń.

Centrum Informacyjne Rządu ocenia, że co czwarta osoba, która rozlicza się indywidualnie i nie korzysta z żadnych ulg i odliczeń, nie musi w tym roku robić nic, aby rozliczyć się z podatku. Blisko 4 mln osób, które rozliczają się wspólnie z małżonkiem i nie korzystają z ulg i odliczeń, do rozliczenia wystarczą dwa kliknięcia. Z danych KPMG wynika, że średnio rozliczenie z fiskusem zajmuje Polakom 42 minuty, a 60 proc. ocenia, że trwa to mniej niż pół godziny. Większość deklaruje, że nie ma z tym specjalnych trudności, jednak połowa w całości zleca to innej osobie.

– Korzyści z wprowadzenia takiego rozwiązania to na pewno mniejsze kolejki w urzędach i jak zagwarantowała Krajowa Administracja Skarbowa – skrócenie czasu zwrotu podatku do 45 dni. Przypomnijmy może, że w przypadku normalnego rozliczenia tego PIT-u drogą elektroniczną bądź papierową zwrot podatku nastąpi w terminie do 3 miesięcy – podkreśla Szymon Kwiatoń.

Ministerstwo Finansów zapowiada, że „Twój e-PIT” to dopiero pierwszy krok do przejrzystego systemu podatkowego. Od przyszłego roku mają być też udostępniane zeznania dla podatników prowadzących działalność gospodarczą, czyli PIT-36, PIT-36L i PIT-28.

Z kina do medycyny. Nowoczesne techniki wizualizacji rewolucjonizują chirurgię i diagnostykę

Z kina do medycyny. Nowoczesne techniki wizualizacji rewolucjonizują chirurgię i diagnostykę 3

Nowoczesne wizualizacje umożliwiają tworzenie niezwykle precyzyjnego obrazu wnętrza ludzkiego ciała. Ułatwia to stawianie diagnozy oraz zwiększa precyzję wykonywania zabiegów chirurgicznych. Stanowi też istotną pomoc w nauce anatomii dla studentów medycyny. Technologia ta wykorzystuje metody stosowane przez twórców animacji filmowych.

Wirtualna rzeczywistość znalazła zastosowanie w medycynie w latach 90. – już wtedy wykorzystywano metodę obrazowania 3D do odczytywania złożonych danych medycznych. Kolejnym krokiem rewolucji technologicznej stało się wprowadzenie do procedur medycznych narzędzi z zakresu sztucznej inteligencji, co w istotny sposób podniosło jakość opieki zdrowotnej. Najnowszym osiągnięciem jest zastosowanie w medycynie metod wizualizacji, które do tej pory wykorzystywane były w przemyśle filmowym do tworzenia realistycznie wyglądających animacji komputerowych. To właśnie tej technologii trylogia „Władca pierścieni” zawdzięcza widowiskowy charakter, medycyna zyskuje natomiast możliwość kreowania maksymalnie dokładnego obrazu wnętrza ludzkiego ciała.

 Technologia renderowania w jakości kinowej to metoda generowania obrazu oparta na fizyce światła, która pozwala na tworzenie fotorealistycznych obrazów ludzkiej anatomii. Możemy wykorzystać dane z badań tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego lub USG wykonanych na dowolnym sprzęcie – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Klaus Engel, ekspert ds. wizualizacji w Siemens Healthineers.

Technologia ta znajduje zastosowanie we wczesnej diagnostyce, praktyce klinicznej oraz telemedycynie. W pierwszym przypadku podstawą do postawienia diagnozy wciąż są obrazowania tomograficzne lub rezonansowe, metoda wizualizacji kinowej może jednak stanowić ich istotne uzupełnienie. Technologia ta stanowi duże wsparcie dla chirurgów, pozwala bowiem na całkowite odwzorowanie widoku narządów wewnętrznych pacjenta oraz doznanych przez niego urazów. Program umożliwia także ukrycie tkanek miękkich, mięśni i naczyń krwionośnych, dając w ten sposób całkowicie odmienny widok ludzkiego ciała.

– Takie przestrzenne poznanie anatomii pacjenta jeszcze przed rozpoczęciem operacji jest bardzo ważne, dlatego otrzymujemy bardzo pozytywny odzew od chirurgów, którzy z niecierpliwością oczekują na możliwość wykorzystania naszej technologii – mówi dr Klaus Engel.

Chirurdzy zyskują większą kontrolę nad przebiegiem zabiegu, unikają nieprzewidzianych sytuacji w czasie operacji, a także oszczędzają czas. Doskonała znajomość anatomii konkretnego pacjenta pozwala ponadto zwiększyć precyzję wykonywanych przez lekarza czynności. Nowoczesna metoda wizualizacji świetnie sprawdza się również w edukacji, zarówno w przypadku studentów medycyny, jak i personelu medycznego, nieposiadającego specjalistycznego wykształcenia z zakresu anatomii, oraz osób spoza sektora medycznego, np. pacjentów.

– Prof. Franz Fellner, kierownik oddziału radiologii w Linz na Uniwersytecie Keplera, wykorzystuje tę technologię do nauczania studentów, personelu medycznego, ale również osób niezwiązanych z medycyną. Jego pokazy anatomiczne przyciągają ponad 20 tys. odwiedzających, którzy mają okazję poznać różnorodne cechy anatomiczne, prezentowane z fotorealistyczną dokładnością – mówi dr Klaus Engel.

Technologia zaawansowanej wizualizacji pozwala lekarzowi na dokładne wytłumaczenie pacjentowi natury i postępu jego choroby, przebiegu planowanego zabiegu, a nawet na przedstawienie rokowań odnośnie do powrotu do zdrowia. Dzięki temu chory lepiej rozumie procedury medyczne, którym zostanie poddany, co zwiększa jego zaufanie do lekarza. Wizualizacje tworzone są na podstawie skanów wykonanych w ramach tomografii komputerowej lub rezonansu magnetycznego – można je oglądać przy użyciu specjalnych okularów 3D, które pozwalają na uzyskanie efektu głębi.

 Wizualizacją sterujemy za pomocą kontrolera Xbox. Do oglądania obrazów można używać gogli VR lub AR. Potrzebny jest wydajny komputer z mocną kartą graficzną i monitorem stereoskopowym, co w tym wypadku wystarczy do wygenerowania wysokiej jakości wizualizacji danych – mówi dr Klaus Engel.

Generowanie fotorealistycznych obrazów to złożony proces ze względu na konieczność dokładnego odwzorowania interakcji światła z anatomią pacjenta. Wymaga więc również specjalistycznego oprogramowania do przetwarzania obrazów.

Ponad połowa osób z autyzmem boi się wychodzić z domu. Problemem jest brak akceptacji i nieprzystosowanie przestrzeni publicznych

Ponad połowa osób z autyzmem boi się wychodzić z domu. Problemem jest brak akceptacji i nieprzystosowanie przestrzeni publicznych 4

Mimo że w ostatnich latach wzrosła świadomość na temat autyzmu, to osoby ze spektrum autyzmu i ich rodziny oceniają, że w społeczeństwie nadal brakuje zrozumienia. 69 proc. z nich spotkało się z dyskryminacją w miejscach publicznych. 77 proc. odczuwa stres związany z opuszczeniem domu, a dla 52 proc. jest on na tyle duży, że w ogóle unikają wychodzenia. Co dziesiąty rodzic dziecka z ASD spotkał się z bezpośrednią, słowną agresją albo groźbami – wynika z badań Fundacji JiM. Aby zwiększyć społeczną świadomość dotyczącą autyzmu, fundacja zapoczątkowała kampanię Polska na niebiesko pod hasłem „Autyzm. Wystarczy zrozumieć”. 

Wyjście z domu dla osób ze spektrum autyzmu stanowi wyzwanie – najczęściej wynika to ze stresu, niepokoju towarzyszącego poznawaniu nowych miejsc, braku zrozumienia i zbyt dużej liczbie bodźców.

Tylko 2 proc. osób z autyzmem deklaruje, że spotyka się ze zrozumieniem. Natomiast ok. 70 proc. spotkało się z różnymi aktami dyskryminacji, począwszy od dziwnych spojrzeń, aż po agresję słowną i wyzwiska, takie jak „wyrodna matka” czy „wyrodny ojciec”, często kierowane w stosunku do rodziców dzieci z autyzmem – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Michałowicz, prezes Fundacji JiM.

Z badań Fundacji JiM wynika, że w przypadku 63 proc. osób z ASD problemem jest nawet odwiedzanie takich miejsc, jak gabinety lekarskie, szpitale czy urzędy. Ponad 50 proc. odczuwa również stres związany z wyjściem do restauracji czy kawiarni albo centrum handlowego. Podobny odsetek wskazuje, że w miejscach publicznych inne osoby zachowują się wobec nich nieprzychylnie. Mimo że w ostatnich latach wzrosła świadomość na temat autyzmu, to osoby z ASD i ich rodziny oceniają, że w społeczeństwie nadal brakuje zrozumienia.

Świat dla osób ze spektrum autyzmu może być nieprzyjemny, stresujący, czasami zwyczajnie może sprawiać ból. Zdarza się, że w miejscach publicznych dzieci czy starsze osoby reagują płaczem, uspokajają się w bardzo charakterystyczny sposób, np. machając ręką. To nietypowe zachowanie powoduje, że otoczenie reaguje negatywnie wobec tej osoby albo rodzica, którego dziecko płacze lub krzyczy – mówi Tomasz Michałowicz.

W badaniach Fundacji JiM aż 60 proc. rodziców dzieci z ASD zadeklarowało, że w takich trudnych sytuacjach napotykają krytyczne spojrzenia, a 46 proc. dotknęły negatywne komentarze. Natomiast 12 proc. spotkało się z bezpośrednią, słowną agresją. Pod adresem rodziców dzieci z ASD padają takie uwagi jak: „co za niewychowane dziecko!”, „psychol!” albo ostrzeżenia o wezwaniu policji.

Apelujemy, żeby w takich sytuacjach nie reagować. Jeżeli dziecku nie dzieje się krzywda, a obok jest opiekun, który cierpliwie czeka, to on wie, co robi. To znaczy, że trzeba go wtedy zostawić w spokoju. Opiekun wie, że takie trudne zachowanie najlepiej przeczekać, odczekać chwilę, aż minie, i po prostu dalej robić swoje – mówi Tomasz Michałowicz.

Prezes Fundacji JiM podkreśla, że dużym problemem jest również nieprzystosowanie przestrzeni publicznej do osób z autyzmem. Mimo że w ostatnich latach powstają kina, sklepy czy inne miejsca przyjazne sensorycznie, to niewiele osób o nich wie. 86 proc. osób ze spektrum autyzmu nie zna miejsc, które byłyby odpowiednio przystosowane do ich potrzeb. Natomiast 85 proc. uważa, że ich sytuację mogłyby poprawić szkolenia dla osób, które mają styczność z osobami z ASD. Także redukcja bodźców, np. wprowadzanie cichych godzin w miejscach publicznych, mogłyby zwiększyć ich komfort.

– Przestrzenie publiczne można dostosować w taki sposób, żeby było w nich jak najmniej przeszkadzających bodźców, jak najmniej silnych, nieprzyjemnych dźwięków czy świateł. To byłoby korzystne nie tylko dla osób z autyzmem, lecz także dla wszystkich osób, które są zmęczone, przepracowane, przebodźcowane – podkreśla Tomasz Michałowicz.

Prowadzimy działania z różnymi instytucjami i firmami, które przystosowują się do osób z autyzmem. Są to zmiany zarówno fizycznie, jak użycie piktogramów, zaznaczenie miejsc, które mają bardzo silne bodźce, np. eksponaty w centrach nauki wydające z siebie głośne, nieprzyjemne dźwięki. Odbywają się także szkolenia dla pracowników różnych firm i sieci odzieżowych po to, żeby wiedzieli, jak pomóc osobie z autyzmem, jak reagować, jak się do niej zwracać – wyjaśnia Paulina Kaczmarek, specjalista ds. komunikacji w Fundacji JiM.

W związku z obchodami Światowego Dnia Świadomości Autyzmu Fundacja JiM ponownie zapoczątkowała kampanię Polska na niebiesko pod hasłem „Autyzm. Wystarczy zrozumieć”, której celem jest budowanie wśród Polaków zrozumienia dla osób ze spektrum autyzmu.

Co roku zgłaszamy się do wielu budynków w całej Polsce właśnie po to, żeby 2 kwietnia symbolicznie zaświeciły się na niebiesko na znak solidarności z osobami z autyzmem – mówi Paulina Kaczmarek. – W tym roku mówimy o tym, że autyzm wystarczy zrozumieć, wystarczy się mu trochę przyjrzeć, być może dopytać po to, by osobom z autyzmem i ich rodzicom żyło się trochę łatwiej.

Jak podkreśla, większa świadomość w społeczeństwie oznacza mniej nieprzyjemnych incydentów dla osób z autyzmem i ich opiekunów.

– Docieramy do całej rzeszy Polaków z informacją o tym, jak mogą się zaangażować, zachęcam do wejścia na stronę www.polskananiebiesko.pl, gdzie znajdują się wszystkie informacje. W tym roku można napotkać w internecie na zaszyfrowane hasła, w które wystarczy kliknąć, żeby przeczytać indywidualną historię dziecka z autyzmem – mówi specjalista ds. komunikacji w Fundacji JiM.

Relacje z Bliskim Wschodem mają gospodarczy potencjał. Polska powinna wykazać większe zainteresowanie tym kierunkiem

Relacje z Bliskim Wschodem mają gospodarczy potencjał. Polska powinna wykazać większe zainteresowanie tym kierunkiem 5

Z gospodarczego punktu widzenia Bliski Wschód jest dla Polski bardzo ważny i jego znaczenie powinno zostać dostrzeżone w kontekście ogromnych możliwości inwestycyjnych – uważa ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego dr Beata Górka-Winter. Jak ocenia, jednym z najbardziej perspektywicznych kierunków jest Iran. – Kiedy opadną emocje związane z organizacją szczytu, sytuacja długoterminowo powinna się ustabilizować, bo współpraca gospodarcza opłaca się obu stronom – uważa dr Beata Górka-Winter. 

– Polska poniosła dość duży wysiłek, jeśli chodzi o stabilizację Bliskiego Wschodu. Mieliśmy tam bardzo liczne kontyngenty pokojowe, a misje szkoleniowe w Afganistanie czy w Iraku nadal funkcjonują. Polska jest ważnym kontrybutorem do tych misji. Rządy tych państw wielokrotnie wyrażały zadowolenie z faktu, że Polacy czynnie angażują się w reformy sektora bezpieczeństwa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Beata Górka-Winter, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego.

Jak ocenia, Polska ma również swój relatywnie duży wkład w zasilanie funduszy pomocy rozwojowej i humanitarnej, chociaż w tym obszarze wysiłek mógłby być znacząco większy.

– Z wieloma państwami Bliskiego Wschodu mieliśmy i mamy całkiem dobre relacje ekonomiczne, w tym także z Iranem. Mam nadzieję, że po wygaszeniu wszystkich emocji związanych ze Szczytem Bliskowschodnim stosunki z Iranem ulegną normalizacji, również dla polskich firm, które zdecydowały się tam zainwestować. Za zaproszeniem władz Iranu kilkadziesiąt firm z Polski jest już bardzo aktywnych na irańskim rynku. Mam nadzieję, że ten trend inwestycyjny uda się podtrzymać, bo jest to zdecydowanie z korzyścią dla obydwu stron – mówi dr Beata Górka-Winter.

Ekspert podkreśla, że Bliski Wschód jest z gospodarczego punktu widzenia regionem dla Polski bardzo ważnym. Jego znaczenie powinno zostać dostrzeżone zarówno w kontekście polskiej polityki dywersyfikacji nośników energii, jak i ogromnych możliwości inwestycyjnych. W wielu państwach Bliskiego Wschodu trwały lub nadal trwają działania wojenne, co oznacza, że te państwa pilnie potrzebują odbudowy i inwestycji.

– W krajach takich jak Iran te inwestycje są potrzebne w zasadzie w każdym sektorze i zdecydowanie jest tu potencjał dla polskich firm z branży budownictwa, transportu, przemysłu chemicznego i w zasadzie każdej innej. Te rynki są otwarte i do wzięcia, mówiąc kolokwialnie. Dlatego w naszym interesie leży, żeby zainteresowanie tamtym regionem rosło – podkreśla dr Beata Górka-Winter.

Organizacja Szczytu Bliskowschodniego (który odbywał się w Warszawie w połowie lutego) wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi znacząco pogorszyła relacje na linii Polska – Iran. Szef irańskiej dyplomacji Dżawad Zarif napisał na Twitterze: „Polski rząd nigdy nie zmyje tego wstydu: podczas gdy Iran ratował Polaków w trakcie II wojny światowej, teraz Polska gości desperacki, antyirański cyrk”. Już w połowie stycznia Ambasada Iranu zaprzestała wydawania Polakom wiz turystycznych, a wiele polskich firm obecnych na irańskim rynku zaczęło tracić zlecenia i kontrakty. Mimo to – w ocenie ekspertki – kiedy opadną emocje, sytuacja długoterminowo powinna się ustabilizować.

Odrębnym problemem pozostaje trudna sytuacja gospodarcza w Iranie (czego przejawem jest m.in. szalejąca inflacja i słaby rial), przede wszystkim ze względu na sankcje i presję ze strony obecnej administracji Stanów Zjednoczonych. Spółka PGNiG już w październiku ub.r. zakończyła aktywność na złożu Soumar w Iranie „ze względu na ryzyka wynikające z przywrócenia przez USA 4 listopada 2018 roku sankcji za aktywność w irańskim sektorze energetycznym”.

– Gospodarczo Iran zdecydowanie stracił na sankcjach. Młodzi Irańczycy chcieliby żyć w kraju, który dobrze się rozwija gospodarczo i społecznie, bo dla nich to jest szersza perspektywa życiowa. Możemy się spodziewać, że z pewnością będzie rosnąć presja na to, żeby Iran powoli zaczął dogadywać się z przedstawicielami społeczności międzynarodowej, choćby właśnie w kwestii programu nuklearnego – uważa dr Beata Górka-Winter.

Iran ma jedne z największych na świecie zasobów ropy naftowej i duże złoża gazu. Mimo to do 2016 roku – kiedy zaczęto znosić sankcje gospodarcze i finansowe związane z programem atomowym – wymiana handlowa Polski z Iranem prawie nie istniała. Po 2016 roku Iranem zainteresowało się wiele polskich i europejskich firm, wystartował również rządowy program „Go Iran”. Jednak sytuację znów odwróciło nałożenie przez USA nowych sankcji wobec Iranu w listopadzie 2018 roku i wypowiedzenie przez Donalda Trumpa porozumienia nuklearnego, które trzy lata wcześniej zawarły z Teheranem światowe mocarstwa (USA, Rosja, Chiny, Wielka Brytania, Niemcy i Francja). Na dodatek – co potwierdził w lutym szef irańskiej dyplomacji Mohammad Dżawad Zarif – istnieje duże ryzyko wojny Iranu z Izraelem, co spowodowałoby olbrzymie zagrożenie dla eksportu ropy z Zatoki Perskiej i zachwiało światowym rynkiem.

 – Wiele wojen wybucha nie z realnej potrzeby czy poczucia realnego zagrożenia, ale z powodu jakiejś gry interesów. Jeżeli np. izraelscy politycy uznają, że jakaś forma konfliktu zbrojnego z Iranem będzie służyła ich interesom bezpieczeństwa, nie możemy wykluczyć, że do takiej konfrontacji dojdzie. Chociaż miejmy nadzieję, że jest to scenariusz ostateczny, bo jak widzimy na Bliskim Wschodzie żadna interwencja – czy to w Iraku, w Afganistanie czy w Libii – nie przyniosła pozytywnych konsekwencji. Jedynym efektem jest pogłębiający się chaos i destabilizacja w tych państwach. Nie powinniśmy więc zakładać, że wojna jest jakimkolwiek rozwiązaniem – mówi dr Beata Górka-Winter.

Zminiaturyzowane modemy internetu rzeczy umieszczone w przedmiotach lub urządzeniach pozwolą je śledzić lub zbierać dane o otoczeniu. Mogą być instalowane bez oddzielnego zasilania

Zminiaturyzowane modemy internetu rzeczy umieszczone w przedmiotach lub urządzeniach pozwolą je śledzić lub zbierać dane o otoczeniu. Mogą być instalowane bez oddzielnego zasilania 6

Czujniki podłączone do internetu rzeczy pozwalają już śledzić obiekty niemające zasilania. Dzięki temu można sprawdzać lokalizację przesyłek, śledzić warunki w ulach czy zarządzać temperaturą i zużyciem energii w budynkach, a także raportować warunki przechowywania leków poddawanych badaniom klinicznym. Dzięki miniaturyzacji modemy mogą być instalowane w coraz mniejszych przedmiotach i produktach.

– Możemy już monitorować obiekty, które nie mają zasilania. Monitorowanie samochodów czy ciężarówek to nic nowego, takie rozwiązania są na rynku od dekad. Dziś dysponujemy większymi możliwościami i możemy monitorować nawet ule. Pszczelarstwo to tylko jeden z barwniejszych przykładów zastosowania naszej technologii – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje David Houghton z NimbeLink Corp.

Firma NimbeLink rozwija technologię śledzenia zasobów poprzez zminiaturyzowane modemy, wykorzystujące łączność LTE i wysyłające dane z czujników: położenia, ruchu, wilgotności czy temperatury. Mogą być one wbudowywane w opakowania, produkty czy instalacje już na etapie ich tworzenia. Programiści mogą dzięki temu w szybki sposób projektować połączenia modemu z sieciami komórkowymi, co pozwala na zoptymalizowanie procesu śledzenia.

– W miarę postępów technologii i coraz mniejszych rozmiarów i kosztów urządzeń, które idą w parze z lepszą wydajnością, otwiera się przed nami cały szereg zastosowań, które jeszcze niedawno były zupełnie niedostępne – mówi David Houghton.

Jednym z wdrożeń zrealizowanych przez NimbeLink był system gromadzenia danych związanych z monitorowaniem zużycia ciepłej wody w budynkach. Firma zaprojektowała system z szesnastoma sondami temperatury umieszczonymi w punktach krytycznych, takich jak rury czy zawory. Gromadził on w czasie rzeczywistym informacje na temat ciepła w całym budynku. Inne czujniki monitorowały natomiast zużycie energii, a wszystkie zebrane informacje analizowano za pomocą opracowanego oprogramowania, wykorzystującego technologię sztucznej inteligencji. Oprogramowanie uczyło się rozpoznawać wzorce użytkowania i określało, jakie informacje wysłać do sterownika systemu grzewczego, który zarządzał ogrzewaniem i przepływem wody.

Śledzenie temperatury jest też kluczowe w raportowaniu badań klinicznych niektórych leków. W tej dziedzinie również znalazło zastosowanie rozwiązanie oparte na wykorzystaniu zminiaturyzowanych modemów.

– Podstawowe przepisy obowiązujące w branży farmaceutycznej wymagają monitorowania temperatury podczas transportu materiałów do badań klinicznych. Dlatego jeden z naszych układów umieszczany jest wewnątrz pojemnika, a ponieważ wymagane jest również rejestrowanie temperatury otoczenia, kolejny trafia na jego zewnętrzną powierzchnię – wyjaśnia przedstawiciel NimbeLink.

Najmniejsze modemy Skywire tworzone przez Nimbelink ważą około 8 gramów, a ich rozmiary są niewiele większe niż karta pamięci SD. Większe mają z kolei bok o długości około 10 centymetrów. Zasilane są bateriami o żywotności sięgającej nawet 14 lat. Mogą pracować w zakresie temperatur od -40 do +60 stopni Celsjusza.

Technologię śledzenia zasobów wykorzystują już m.in. szpitale. Przykładem może być turecki Medical Park Hospitals Group, który systemów śledzenia używa do inwentaryzacji sprzętu medycznego. Fizyczne dokonywanie spisu zajmowało od sześciu do ośmiu tygodni. Dzięki wdrożeniu identyfikacji z wykorzystaniem technologii RFID czas operacji skrócił się do 1–2 dni.

Do powszechnego użycia trafiły już ponadto systemy lokalizowania obiektów i pojazdów w oparciu o technologię GPS. Tego typu rozwiązania oferuje m.in. firma Trackimo, która dzięki miniaturyzacji rozszerzyła możliwe implementacje swojej technologii również na osoby i zwierzęta. Zarządzanie śledzeniem położenia lokalizatorów jest tym łatwiejsze, że odbywa się z udziałem aplikacji mobilnej. Obie te technologie mają pewne ograniczenia zasięgu łączności radiowej czy sygnału GPS w niektórych pomieszczeniach. Lokalizowanie z udziałem internetu rzeczy stanowi więc otwarcie nowych możliwości dla zarządzania zasobami.

Według analityków z PRNewswire światowy rynek rozwiązań do śledzenia zasobów osiągnie do 2023 roku wartość ponad 27 mld dol.

Endoprotezy wkrótce zastąpią każdy niesprawny staw. Dzięki biomateriałom nowej generacji pomogą odbudować kości i będą stymulować organizm do lepszej pracy

Endoprotezy wkrótce zastąpią każdy niesprawny staw. Dzięki biomateriałom nowej generacji pomogą odbudować kości i będą stymulować organizm do lepszej pracy 7

Już niedługo niemal każdą zużytą część ciała będzie można wymienić. Od lat funkcjonują już endoprotezy, które z sukcesem zastępują stawy, czy kości z nowotworem. Dzięki nowym biomateriałom endoprotezy są coraz wytrzymalsze, a nowa powłoka sprawia, że lepiej współpracują z organizmem człowieka i środowiskiem. W efekcie nie trzeba będzie ich wszczepiać w ostateczności, ale będzie można reagować już przy pierwszych zmianach. Przy zwykłych złamaniach mogą zaś stymulować kości do szybszego wzrostu.

– Formuła materiałów powoli się wyczerpuje, pierwiastków mamy ograniczoną liczbę, chyba że zwiedzimy inne planety, przywieziemy nowe pierwiastki i zaproponujemy nowe materiały. Mamy do dyspozycji różne technologie, czyli możemy produkować nowe wersje implantów w nowych technologiach, chociażby addytywnych, przyrostowych, ale przede wszystkim skupiamy teraz swoją uwagę na modyfikacji powierzchni. Staramy się, by materiał, który wprowadzimy do środowiska biologicznego człowieka, zaprzyjaźnił się z nim i odwrotnie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Witold Walke z Politechniki Śląskiej.

Dotychczas endoprotezy były wytwarzane z materiałów metalowych, ceramicznych i polimerowych. Dzięki dokładnemu dopasowaniu protezy, np. przy mocnym ubytku kości, korzysta się z druków 3D, i nowoczesnym materiałom endoprotezy wytrzymują lata. Dr Jonathan Evans z Bristol Medical School obliczył, że ponad połowa implantów stawów biodrowego i kolanowego wytrzymuje 25 lat. To znacznie dłużej niż szacowali eksperci. Wraz z postępem technologii i dostępem do nowych materiałów w połączeniu z większą wiedzą dotyczącą biomateriałów endoprotezy będą ewoluować.

– Spośród kilkudziesięciu tysięcy materiałów istniejących na świecie musimy wytypować te, które się nadadzą do zastosowania. Nie każdy materiał możemy wprowadzić do organizmu – wskazuje pracownik Katedry Biomateriałów Inżynierii Wyrobów Medycznych Wydziału Inżynierii Biomedycznej Politechniki Śląskiej.

Niedawno naukowcy opracowali na skalę przemysłową technologię pokrywania implantów kostnych warstwą węglowo-krzemową, które są antyalergiczne i stymulują kości do szybszego wzrostu. Ponieważ do produkcji implantów medycznych stosowana jest najczęściej stal oraz stopy tytanu, które zawierają pierwiastki stanowiące domieszki niekoniecznie zdrowe dla organizmu człowieka, szczelna powłoka węglowa pozwala chronić kości przed metalami uczulającymi.

W Katedrze Biomateriałów Inżynierii Wyrobów Medycznych Politechniki Śląskiej realizowany jest projekt związany z modyfikacją powierzchni biomateriałów z zastosowaniem warstw krzemowych.

– Krzem bardzo dobrze spisuje się, jeżeli chodzi o kontakt ze środowiskiem chociażby krwi. Ten kierunek jest uzasadniony, bo krzem zdecydowanie poprawia biokompatybilność czy hemokompatybilność w przypadku kontaktu tych materiałów z tkanką, jaką jest krew – przekonuje ekspert.

WHO szacuje, że choroba zwyrodnieniowa stawu kolanowego dotyczy 20 proc. osób. Cierpią na nią coraz częściej młodzi ludzie. Do uszkodzenia chrząstki stawowej prowadzą nieleczone urazy, zakażenia bakteryjne i wirusowe czy nadwaga. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa problem będzie narastać. Postęp we wszczepianiu endoprotez jest tak duży, że zabieg nie musi już być wykonywany w ostateczności, ale i wcześniej, zanim stawy faktycznie się zużyją.

– My, jako społeczeństwo, starzejemy się, żyjemy też oczywiście dłużej, a co za tym idzie – dożywamy chorób, o których kiedyś nie mieliśmy zielonego pojęcia. Nie wiemy, jakie nas będą czekać rozwiązania w przyszłości. Jeżeli zrozumiemy dzisiaj zjawiska, jakie występują na granicy tych faz materiałów środowiska biologicznego, zaprocentuje to w przyszłych rozwiązaniach konstrukcyjnych implantów czy innych wyrobów medycznych – ocenia Witold Walke.

Ranking Deloitte Technology Fast 50: trzykrotny sukces Grupy TENSE!

Grupa TENSEDruga połowa minionego roku przyniosła Grupie TENSE kolejny, znaczący sukces. Podobnie jak w poprzednich latach, tak i tym razem agencja znalazła się w prestiżowym rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe. Wyróżnienie jest dowodem na to, iż firma nie spoczywa na laurach po dotychczasowych osiągnięciach, lecz wciąż dąży do coraz lepszych wyników. Przekłada się to oczywiście na jakość świadczonych usług i opinie jednej z najszybciej rozwijającej się agencji interaktywnej w Polsce.

Ranking Deloitte – giganci innowacji

Ideą rankingu jest wyłonienie tych firm z Europy Środkowej, które zanotowały wyjątkowo spory wzrost operacyjnych przychodów. Na podstawie danych finansowych z minionych lat, oblicza się procentowy wzrost przychodu operacyjnego. W przypadku zestawienia przygotowanego w roku 2018, pod uwagę brane były dane z lat 2014-2017. We wskaźniku tym, odzwierciedlenie znajduje potencjał rozwojowy przedsiębiorstwa, a cały ranking dotyczy firm innowacyjnych technologicznie i obejmuje kilka kategorii. W ostatniej odsłonie Grupa TENSE została zakwalifikowana jako firma z branży mediów.

2016: pierwszy sukces w zestawieniu Deloitte

W tej edycji Grupa TENSE uplasowała się na 34. miejscu, będąc jedną z siedemnastu firm z naszego kraju, uwzględnionych w rankingu. Obliczony wskaźnik wyniósł 448%. Wyróżnienie to jest docenieniem pracy, włożonej w rozwijanie biznesów klientów, poprzez dostarczanie im najwyższej jakości rozwiązań z zakresu technologii internetowych i marketingu online. Pokazało ono również potencjał firmy i dało motywację do dalszych działań.

2017: ponowna obecność w rankingu

Kolejna odsłona rankingu również przyniosła Grupie TENSE wyróżnienie. Tym razem agencja została sklasyfikowana dwa miejsca wyżej – na 32. pozycji, ze wskaźnikiem 436%. Kolejny sukces pokazał, że firma wciąż stawia na jakość i rozwój, nie poprzestając na ubiegłorocznych osiągnięciach. Obecność w rankingu jest możliwa dzięki klientom, którzy zaufali właśnie tej agencji marketingowej i skorzystali z jej usług w zakresie optymalizacji i pozycjonowania stron czy kampanii reklamowych w sieci.

2018: wyróżnienie raz jeszcze!

Ostatnia edycja rankingu to dla Grupy TENSE 37. lokata przy wskaźniku 355%. Firma została określona jako jeden z największych i najdynamiczniej rozwijających się dostawców usług z zakresu SEO w Polsce. Zaznaczono również fakt, iż agencja rok wcześniej uzyskała status partnera Google Premier, świadczący o współpracy na najwyższym poziomie z tym internetowym potentatem i o świetnej znajomości i doświadczeniu w stosowaniu przez agencję technologii.

Tajemnica sukcesu Grupy TENSE

Co sprawia, że po raz kolejny praca poznańskiej agencji interaktywnej została doceniona? Okazuje się, że jest to efekt ciągłego dążenia do udoskonalania świadczonych usług. Firma stawia na swoich pracowników, zapewniając im szerokie możliwości rozwoju. Szkolenia, kursy, warsztaty, a wreszcie ambitne wyzwania i kolejne projekty realizowane przez agencję, to najlepszy sposób na zdobycie profesjonalnej wiedzy. Ta z kolei znajduje odzwierciedlenie w liczbach. Setki klientów, którzy zaufali Grupie TENSE, wysokie wskaźniki operacyjnych przychodów, wiele pozytywnych recenzji – to wszystko efekt wytężonej pracy i stosowania zaawansowanych technologicznie rozwiązań.

Sea Towers – najbardziej rozpoznawalny budynek Trójmiasta ma już 10 lat

Kiedy kilka lat temu Rada Numizmatyczna NBP przygotowywała monetę okolicznościową z okazji 85-lecia Gdyni, nikt nie miał wątpliwości co powinno się na niej znaleźć. Port i Sea Towers. Dwie inwestycje określające miasto. Port, od którego Gdynia się zaczęła i apartamentowiec otwierający nowy rozdział jej urbanistyki.

Dwa połączone budynki o 29 i 38 kondygnacjach szybko stały się symbolem gdyńskiej nowoczesności i odwagi myślenia o przyszłości miasta. Tymczasem, kilkanaście lat temu, kiedy na zaniedbanych, poprzemysłowych terenach ruszyła budowa jednego z najwyższych budynków mieszkalnych w Polsce, nie brakowało sceptyków, którzy nie wróżyli pomyślności projektu.Sea Towers (3) Małgorzata Gregorek Sea Towers (2) Sea Towers (1) Sea Towers (4)

To była śmiała decyzja – wspomina Krzysztof Piotrowski, Kierownik Marketingu Invest Komfort, dewelopera, który zrealizował inwestycję. – Projekt wiedeńskiej pracowni architektonicznej Andrzeja Kapuścika proponował coś zupełnie innego niż to, co dotychczas budowano w mieście. Ten budynek był w całości dedykowany wizji i przyszłości.

Inwestycja powstała zaledwie 12 metrów od linii brzegowej. Jeszcze przed 80 laty miejsce to należało do morza. Obecne ukształtowanie jest wynikiem prac przy budowie portu w Gdyni w latach 20 i 30 XX wieku. Bliskość wody sprawia, że był to teren wyjątkowo wymagający, który musiał być odpowiednio przygotowany, by utrzymać budynek ważący ponad 140 tys. ton. Skalę projektu obrazują kolejne liczby – do wybudowania 56 tys. m2 powierzchni, deweloper użył 42,4 tys. m2 betonu i aż 4,3 tys. ton stali!

Przez cały okres trwania budowy Sea Towers, projektanci i inwestor robili wszystko, by nadać bryle budynku wyjątkowy charakter. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że będzie to projekt przełomowy, który wpłynie na wizerunek miasta. W efekcie tych poszukiwań, budynek zmienił kolor elewacji z jasnej na ciemną. Po przeprowadzonych analizach, twórcy zrezygnowali z tynku mineralnego, na rzecz droższej, bardziej szlachetnej, eleganckiej i trwałej okładziny z granitu oraz aluminium. Dzięki temu, mimo upływu lat i wilgotnego, gdyńskiego powietrza, inwestycja wciąż prezentuje się jak nowa.

Prawie każdego dnia na portalach społecznościowych pojawiają się kolejne zdjęcia inwestycji, która na zawsze zmieniła wizerunek gdyńskiego wybrzeża i stała się symbolem dynamicznego rozwoju miasta. Odbywają się tu sesje ślubne i biznesowe. Budynek pojawia się w albumach rodzinnych, relacjach na Instagramie, rysunkach dzieci. Sea Towers to symbol Gdyni.

Sukces tego śmiałego projektu rozpoczął nowy rozdział miasta, zachęcając kolejnych inwestorów do zbudowania tam hotelu, banku, nowoczesnych budynków biurowych, mieszkalnych i usługowych. Tu będzie Gdynia przyszłości.

Cieszymy się, że po raz kolejny udało nam się otworzyć nowy rozdział Trójmiasta – mówi Krzysztof Piotrowski – Przykłady z miast takich jak Amsterdam, Berlin pokazują, że dawne tereny przemysłowe, zagospodarowane w przemyślany sposób, mogą znów stać się dumą miasta i jego mieszkańców. Brabank Apartamenty stworzyły takie miejsce na mapie Gdańska. Położone na Starym Mieście, przy ulicy Stara Stocznia, przy Muzeum II Wojny Światowej, u zbiegu Motławy i kanału Raduni, przedłużyły najatrakcyjniejszy bulwar spacerowy Gdańska, szybko przyciągnęły modne restauracje i kawiarnie oraz stały się miejscem spotkań Gdańszczan i turystów.

Sea Towers, poza powierzchniami usługowymi posiada przede wszystkim apartamenty, które od lat budzą ogromne emocje i zainteresowanie. Roztacza się z nich pocztówkowy widok na morze, wybrzeże Gdyni i Półwysep Helski. Trudno znaleźć piękniejszą panoramę w Trójmieście. To właśnie one milion dolar view sprawia, że inwestycja ta ma dużo więcej do zaoferowania niż zwykłe mieszkania.

Sea Towers to jak dotąd nasze największe wyzwanie w sferze realizowania inwestycji w centrum miasta. – mówi Krzysztof Piotrowski –  Dało nam mnóstwo doświadczeń, które pożytkujemy dziś budując chociażby pobliską inwestycję Portova. Mamy nadzieję, że stanie się ona równie popularna dla klientów Invest Komfort i równie znacząca w pejzażu nowej Gdyni.

Portova, nawiązująca charakterem do modernistycznych tradycji Gdyni, powstanie u zbiegu ulic Węglowej, Wendy i Portowej, co oznacza, że przyszli mieszkańcy mają zagwarantowany swobodny dostęp do wszystkich udogodnień miasta. Z Sea Towers łączy ją nowoczesna architektura, eleganckie, reprezentatywne wnętrza i niesamowite widoki. Pierwszy etap budowy zostanie zrealizowany już pod koniec tego roku.

Prace projektowe poprzedziliśmy wnikliwą analizą urbanistyczną i fizjograficzną całego obszaru inwestycji. Pozwoliło nam to podjąć właściwe decyzje projektowe, nadając całemu kwartałowi zabudowy bardzo charakterystyczną formę przestrzenną, jednocześnie dobrze wpisaną w charakter miejskiej zabudowy – tłumaczy architekt Jacek Droszcz. Wyjątkowa lokalizacja Portovej, łącząca historyczne centrum Gdyni z poszerzającym się, nowoczesnym Śródmieściem była bardzo ważną inspiracją dla twórców osiedla – Nowym elementem, zaznaczającym się wyraźnie w tej przestrzeni jest zaprojektowana dominanta widoczna nawet z dalekiej perspektywy ulicy Świętojańskiej. Jest to działanie świadome, miastotwórcze, ułatwiające orientację w strukturze miasta. – dodaje architekt.

Wspomniana dominanta osiągnie wysokość 17 pięter. Z okien mieszkań na wyższych kondygnacjach rozpościerać się będą malownicze widoki na morze i gdyńskie wybrzeże. Łącznie powstanie 271 mieszkań oraz zlokalizowane na parterze lokale usługowe.

Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie

Sześć kondygnacji naziemnych, ponad 7200 m2 powierzchni użytkowej, a w środku 177 biur – Budimex S.A zakończył właśnie realizację kontraktu na wybudowanie siedziby Izby Celnej w Krakowie. Inwestycja warta ponad 40 mln zł stanęła przy ul. Pachońskiego 3A i została przekazana Inwestorowi dwa miesiące przed terminem wskazanym w umowie.

Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA
Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA

W 3 lata powstała przestrzeń biurowo-usługowa licząca 7213,68 m2 i rozłożona w sumie na 7 kondygnacjach, w tym jednej podziemnej. Najniżej umieszczono halę garażową z 42 miejscami postojowymi oraz zespół magazynów dla potrzeb inwestora. Poziom -1, poza częścią techniczną budynku, zawiera także część reprezentacyjną, w której swoje miejsce znajdą sale szkoleniowe, konferencyjne oraz zaplecze socjalne. – Innowacyjny design inwestycji wyraża się w nietypowej bryle, którą podzielono na trzy segmenty różnej wysokości. Taki podział wysokościowy pozwolił na wykonanie tarasów na ostatnich kondygnacjach, które w sumie liczą ponad 500 m2 powierzchni – mówi Dariusz Blocher, prezes Budimex S.A.

Wyposażenie wysokiej jakości

Kontrakt zrealizowany przez Budimex S.A. przewidywał nie tylko wybudowanie siedziby wraz z infrastrukturą, ale także jej kompleksowe wyposażenie. Obiekt posiada m.in. nowoczesny system monitorujący CCTV, na który składa się ponad 50 kamer. O komfort pracowników i gości krakowskiej Izby Celnej zadba także system klimatyzacyjny oparty na urządzeniach VRF, które gwarantują najwyższą jakość przy jednoczesnym zapewnieniu maksymalnej efektywności energetycznej.

Infrastruktura towarzysząca

Realizując tę inwestycję Budimex S.A. jest wykonawcą również prac związanych z zagospodarowaniem terenu wokół budynku. Firmie powierzono wykonanie pełnej infrastruktury zewnętrznej, w skład której wchodziła m.in. droga pożarowa, 52 miejsca parkingowe, przebudowa dwóch zjazdów publicznych, a także kompleksowa aranżacja zieleni oraz dostarczenie i zamontowanie obiektów małej architektury.

Krakowska inwestycja to obiekt użyteczności publicznej, który będzie pełnić funkcję biurową na użytek Izby Administracji Skarbowej w Krakowie.Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (1) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (11) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (10) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (9) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (8) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (7) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (6) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (5) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (4) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (3) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (2)

Niskie inwestycje i aktywność zawodowa – bolączki polskiej gospodarki

Polska gospodarka nadal rośnie szybciej niż się spodziewano, ale dwa największe zagrożenia powodują, że bliska przyszłość wygląda coraz gorzej. Polska ma bardzo niską aktywność zawodową, od zamożnych krajów odróżniamy się negatywnie inwestycjami.

– Jedną z bolączek polskiej gospodarki jest bardzo niski stopień aktywności zawodowej, czyli odsetek osób pracujących lub chcących pracować w wieku 15-64 lata, który w Polsce wynosi poniżej 70 proc., jest niższy na Węgrzech i w Czechach – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – W zamożnych krajach, jak Dania, Szwecja czy Szwajcaria przekracza nawet 80 proc.

Przyszły wzrost PKB, ale także wynagrodzeń jest uzależniony od inwestycji. Jednak ich poziom spada od 2015 r., choć wówczas też był zbyt niski. Dynamika inwestycji będzie nadal spadać w kolejnych kwartałach, pojawiły się prognozy, że w IV kw. wyniesie zaledwie 5,6 proc.

– Mamy bardzo niską stopę inwestycji, czyli niewielką część dochodu narodowego przeznaczamy na to, co powinno generować przyszły wzrost gospodarczy – ocenia ekspert. – I tu niewiele się zmieni, bo polityka rządu ukierunkowana jest na konsumpcję.

Niepokojące działania fiskusa

Fiskus coraz częściej ingeruje w decyzje zarządów firm. Próbuje oceniać czy firma może mieć odrębne spółki zajmujące się produkcją i dystrybucją, jakie wydatki i inwestycje są słuszne. My bijemy na alarm, słyszymy w kancelarii prawniczej Ożóg Tomczykowski

– Docierają do nas sygnały od przedsiębiorców, że w ramach kontroli podatkowych oraz postępowań podatkowych organy podatkowe coraz częściej ingerują w decyzje stricte właścicielskie, które dotąd zastrzeżone były dla sektora prywatnego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Jacek Matarewicz, Lider Praktyki VAT, Akcyzy i Ceł w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Chodzi tu o kwestionowanie: racjonalności ponoszenia pewnych wydatków, celowości transferu aktywów, rentowności czynionych inwestycji, sposobu zarządzania majątkiem prywatnym, czy potrzeby utrzymywania większej ilości podmiotów gospodarczych.

– Mając na uwadze fakt, że w demokratycznym państwie prawa oraz gospodarce wolnorynkowej własność oraz swoboda prowadzenia działalności gospodarczej są konstytucyjnie chronione, nie można interpretować nowych narzędzi stworzonych dla organów KAS z pogwałceniem reguł konstytucyjnych – wyjaśnia dr Jacek Matarewicz.

– My bijemy na alarm. To jest gospodarka rynkowa, a nie ręcznie sterowana.
Kierunek działań jest niepokojący, zwłaszcza w kontekście pojawiania się informacji o finansowaniu jakichkolwiek programów społecznych z tzw. uszczelniania systemu podatkowego.

ORLEN Serwis i 8 organizacji związkowych podpisały porozumienie w sprawie wzrostu wynagrodzeń

Zarząd ORLEN Serwis i 8 organizacji związkowych działających w ramach spółki podpisały porozumienie w sprawie wzrostu wynagrodzeń w 2019 roku. Z warunkami zawartymi w podpisanym porozumieniu nie zgadza się wyłącznie jedna organizacja – Międzyzakładowy Związek Zawodowy Grupy Kapitałowej PKN ORLEN, która od początku przedstawiała niemożliwe do spełnienia żądania. Ich realizacja uniemożliwiłaby dalsze funkcjonowanie ORLEN Serwis.

– Doceniamy profesjonalizm i zaangażowanie naszych pracowników dlatego byliśmy otwarci na rozmowy dotyczące wzrostu wynagrodzeń. Udało nam się wypracować satysfakcjonujące warunki uwzględniające zarówno potrzeby załogi, jak i możliwości finansowe spółki, które finalnie zatwierdziło aż 8 organizacji związkowych – podkreślił Albert Kołodziejski, Prezes Zarządu ORLEN Serwis. – Tylko jeden ze związków od początku prezentował nierealne żądania, które mogłyby poważnie zagrozić stabilności naszej firmy. Postulaty Międzyzakładowego Związku Zawodowego Grupy Kapitałowej PKN ORLEN wynosiły łącznie ok. 40 mln zł i zdecydowanie przekraczają możliwości finansowe ORLEN Serwis, którego zysk za 2018 rok wyniósł ok. 10 mln zł. Spełnienie tych żądań spowodowałoby m.in. konieczność zwolnienia ok. 340 pracowników – dodał Prezes Kołodziejski.

– Podpisane przez nas porozumienie o wzroście wynagrodzeń zabezpiecza prawa i interesy pracowników naszej spółki – powiedział w imieniu wszystkich związków zawodowych, które podpisały się pod wynegocjowanymi z pracodawcą warunkami płacowymi na rok 2019 Sławomir Dorsz, Przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w ORLEN Serwis S.A.

W spółce ORLEN Serwis zatrudnionych jest obecnie ok. 1800 pracowników. Osiągnięte porozumienie przewiduje wzrost wynagrodzenia zasadniczego o 250 zł brutto począwszy od 1 kwietnia 2019 roku. Dodatkowo przewidziana jest wypłata 2 nagród świątecznych w ciągu 2019 r. o łącznej wysokości 2800 zł brutto. Pracownicy ORLEN Serwis otrzymają także kartę zakupową na zakup paliw, towarów pozapaliwowych i usług na stacjach ORLEN w wysokości 500 zł brutto bądź zasilenie tą kwotą platformy kafeteryjnej.

Wszyscy Przewodniczący Związków Zawodowych, obecni na spotkaniu zamykającym negocjacje płacowe na rok 2019, wyrazili również wolę podpisania Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy, ponieważ ich zdaniem warunki w nim zawarte są korzystne dla pracowników.

Negocjacje dotyczące corocznego wzrostu wynagrodzeń prowadzone są w ramach całej Grupy ORLEN począwszy od stycznia 2019 r. We wszystkich spółkach odbywają się one z poszanowaniem obu stron i przebiegają bez zakłóceń. Do tej pory rozmowy z organizacjami związkowymi zostały z sukcesem zakończone w PKN ORLEN, ANWIL, ORLEN Ochrona, ORLEN Projekt, ORLEN CUK, ORLEN Administracja, ORLEN Laboratorium, Basell Orlen Polyolefins oraz IKS Solino.

Relacja z VI Międzynarodowego Kongresu Firm Rodzinnych

Rodzinne wartości skutecznie zwiększają wartość biznesów rodzinnych – z czym, w kontekście swoich firm i rodzin zmierzyli się uczestnicy VI Międzynarodowego Kongresu Firm Rodzinnych?

Na VI Międzynarodowym Kongresie Firm Rodzinnych 18-19 marca w Poznaniu spotkało się ponad 350 członków biznesów rodzinnych z Polski, Niemiec, Austrii, Czech, Słowacji, Szwajcarii oraz ok. 50 ekspertów, którzy na co dzień wspierają przedsiębiorców w takich obszarach jak: międzypokoleniowa strategia biznesu i rodziny, sukcesja, prawo, podatki, internacjonalizacja, komunikacja, digitalizacja, akwizycje, wsparcie inwestycji, dofinansowanie, czy zarządzanie firmą rodzinną z perspektywy managera zewnętrznego.

W trakcie dwóch dni miały miejsce prelekcje przedsiębiorców rodzinnych, którzy przedstawiali swoje wewnętrzne mechanizmy i zasady funkcjonowania rodziny właścicielskiej w biznesie i odziaływania biznesu na rodzinę. Ekspertów z Polski i zagranicy przedstawili najważniejsze trendy i wyzwania czekające w najbliższym czasie rynek przedsiębiorczości rodzinnej. Ponadto kongres obfitował w zdywersyfikowane tematycznie panele dyskusyjne, praktyczne warsztaty tematyczne w oparciu o konkretne studia przypadków, podpisanie konstytucji jednej z rodzin biznesowych oraz absolutną nowość na kongresie, która mocno wpłynęła na emocjonalno-biznesowe aspekty rodzin biznesowych. Tą nowością było połączenie biznesu ze sztuką i teatralny spektakl trupy teatralnej pt. „W rodzinnym zwierciadle”, do którego zaangażowaliśmy profesjonalnych aktorów, aby pokazać to co jest najbardziej skomplikowane w relacjach firmowo rodzinnych. Przyjrzeliśmy się z bliska rodzinie biznesowej, która staje nagle przed wyzwaniem sukcesji. Mocno emocjonalny wydźwięk spektaklu zasiał w świadomości rodzin biznesowych prawdziwy obraz tego, jak wiele tematów należy jeszcze poruszyć i wyjaśnić wewnątrz samej rodziny właścicielskiej, by móc w ogóle myśleć o skutecznej sukcesji.

Cel organizacji kongresu od początku był jasny. Instytut Biznesu Rodzinnego realizując swoją misję wspierania w rozwoju i sukcesji polskich przedsiębiorców rodzinnych chciał przekazać im najlepszą nie tylko na polskim, ale i na europejskim rynku wiedzę o skutecznym prowadzeniu biznesu jako rodzina.  Pierwszy blok tematyczny, który rozpoczął się tuż po zainaugurowaniu przez dr Adriannę Lewandowską, Prezesa Instytutu Biznesu Rodzinnego (IBR) oraz prof. Macieja Stradomskiego, Przewodniczącego Rady Programowej IBR należał do jego gości honorowych. Tak więc na scenie pojawił się Stefan Hipp, trzecie pokolenie z firmy HiPP, który aktualnie jako Prezes rodzinnej firmy opowiedział uczestnikom kongresu o tym jak w jego rodzinie od pokoleń kultywuje się obietnicę złożoną przez jego pradziadka o dostarczaniu najwyższej jakości produktów. Stefan Hipp opowiedział swoją filozofię prowadzenia rodzinnego biznesu, swojej roli jako pośrednika pomiędzy przeszłością, a przyszłością rodzinnego dziedzictwa, którego rodzina w sztafecie pokoleń wypracowała odpowiednie mechanizmy funkcjonowania członków rodziny w firmie. Tak opracowane zasady Ładu Rodzinnego pozwalają im odpowiednio przygotować rodzinę na długowieczność.  Kolejnym, który skradł show, był Daniel Hager, CEO rodzinnej firmy Hager Group, która choć zatrudnia na świecie ponad 11500 pracowników, to dalej pozostaje niezależną firmą rodzinną, która ani myśli by zamieniać się w korporacje. Przez dekady funkcjonowania firma wypracowała odpowiednie mechanizmy zarządzania i nadzoru nad biznesem, a także stworzyła swoją własną konstytucję firmy rodzinnej, która jest dla rodziny Hager swoistym kodeksem postępowań i drogowskazem, by wesprzeć firmę w dążeniu do upragnionej wielopokoleniowości, która jest największym marzeniem naszego honorowego gościa,

Po gościach z zagranicy odbyło się wystąpienie całej rodziny, prawdopodobnie najbardziej znanej i najstarszej rodziny biznesowej w Polsce – familii Kruków, którzy świętować będą niedługo blisko 200 lecie jubilerskiej tradycji. Wojciech senior, mama Ewa, Ania Kruk i Wojtek junior opowiadali o sprawach trudnych, rodzinnie skomplikowanych. Jako rodzina Krukowie kilkukrotnie tracili biznes, czy to z powodów politycznych, czy wrogiego przejęcia, jednakże zawsze po tych dramatach rodzinnych potrafili się podnieć i odbudować, działając jako silna rodzina. Wystąpienie Kruków było o tyle niesamowite, gdyż trochę znudziło nas, samych organizatorów słuchanie kolejnego success story przedsiębiorcy, który znany jest z pierwszych stron gazet, który wygrzewa się w blasku swojego sukcesu i oczekuje poklasku w swoim wystąpieniu. Postanowiliśmy cofnąć się dwa kroki dalej i spojrzeć na firmy rodzinne oczami większej głębi. Chcieliśmy pokazać Siłę jaką daje rodzina, siłę jaką daje rodzinność i siłę jaką daje determinacja firmy do osiągnięcia długowieczności. Długo zastanawialiśmy się, kto mógłby i przede wszystkim w jaki sposób opowiedzieć tak trudną, a zarazem piękną biznesowo-rodzinną historie. Szybko przekonaliśmy się, że dokonaliśmy właściwego wyboru. Rodzina Kruk, stojąca za sukcesem W.Kruk pisze obecnie nowy rozdział swojej biznesowej historii jako marka Ania Kruk, nieustannie pozostając rodzinną firmą.

Kongres to również dyskusja panelowa z udziałem przedsiębiorców i ekspertów, którzy łącznie w 8 panelach dyskusyjnych bardzo wysoko podnieśli merytoryczna poprzeczkę. Sesję Panelową A otworzył moderator z Banku BGŻ BNP Paribas, Andrzej Ząbek, który w gronie panelistów, w którym uczestniczyli m.in. ojciec i syn: Jan Motz z Capital Park S.A. oraz Mikołaj Motz z Mount TFI rozmawiali o wyzwaniach stojących przed firmami rodzinnymi w trzech obszarach dywersyfikacji: wiedzy, władzy i majątku. Drugi panel dyskusyjny moderowany był przez Przemysława Mitraszewskiego z LightHouse i dotyczył bardzo ważnego w firmach rodzinnych tematu jakim jest komunikacja rodzinności firmy w biznesie, komunikacja w procesie sukcesji. O tym, czy firma rodzinna to marka i jak skutecznie łączyć wizerunek właściciela z marką firmy rozmawiali Sławomir Łoboda z LPP, Ewald Raben z Raben Group, Piotr Chełmiński z Profim oraz Marcin Zachowicz z TDJ. Nasz głos w tej dyskusji reprezentowała Pani Prezes – dr Adrianna Lewandowska. Nie mogło zabraknąć coraz bardziej popularnego w polskich biznesach rodzinnych, które chcą dokonać sukcesji własności, a nie koniecznie angażować swoich sukcesorów z rodziny do zarządzania firmą. Krzysztof Dąbrowski z Pedersen&Partners moderował dyskusję z udziałem managerów zewnętrznych, którzy mieli ogromne doświadczenie m.in. z piastowania funkcji członków rad nadzorczych w wielu rodzinnych firmach. Swoimi doświadczeniami dzielili się m.in. eksperci Jacek Woźniak, Agata Gładysz oraz Jacek Osowski. Z kolei Kancelaria Ożóg Tomczykowski pokazała uczestnikom kongresu jakie możliwości niesie ze sobą coraz bardziej popularna struktura prowadzenia rodzinnego biznesu – fundacja rodzinna. Moderowana przez Pawła Tomczykowskiego i Katarzynę Karpiuk dyskusja z udziałem Henryka Orfingera z Dr Irena Eris oraz Andrzeja Szymańskiego z Lars S.A. i Wojciecha Piaseckiego z Torf Corporation dała gościom naszego kongresu praktyczną wiedze na temat tej formy prowadzenia rodzinnego biznesu. Kwestiami Ładu Korporacyjnego w firmie rodzinnej zajął się Abris. Monika Nachyła w dyskusji m.in. z Danutą Czajką z DOT2DOT oraz Dariuszem Bąkowskim z WDX uwzględnili w swojej dyskusji takie aspekty jak bezpieczeństwo, transparentność i profesjonalizacja jako efekty właściwie skonstruowanego systemu nadzoru właścicielskiego.  Czasami jest też tak, że rodzina biznesowa kontynuuje swój biznes w zupełnie innej branży niż zaczynała. Dokonuje tego poprzez sprzedaż swojej działalności i inwestycje w rozwój nowych obszarów rodzinnego biznesu. Marta Widz z IMD oraz Michał Wojewoda z IBR rozmawiali o dywersyfikacji działań rodziny biznesowej po sprzedaży firmy z rodziną Duda, właścicielami Duda Holding. Reprezentowani byli przez trójkę rodzeństwa: braci Macieja i Wojciecha Duda oraz siostrę Bognę Duda-Jankowiak. Przez pryzmat dwóch pokoleń w biznesie spojrzał IBR oferując gościom kongresowym panel dyskusyjny „Jaki nestor taki sukcesor? Jak wyrosnąć w cieniu drzewa genealogicznego i skutecznie przejąć zarządzanie firmą.” Moderowana przez Łukasza Tylczyńskiego z IBR dyskusja spojrzała na rodzinne w firmy w trzech perspektywach: nestora – ojca, założyciela firmy; sukcesora/sukcesorki – dziecka, przejmującego firmę oraz z perspektywy managera zewnętrznego, który często pojawia się jako pomost pomiędzy dwoma pokoleniami w biznesie. W dyskusji wzięli udział Stanisław i Adam Tępińscy z Ceramiki Paradyż, Robert i Anna Andre z Andre Abrasive Articles oraz Grzegorz Wróbel, manager zewnętrzny w firmie rodzinnej Blachotrapez. Sesje panelowe wieńczyła dyskusja o megatrendach wpływających na funkcjonowanie rodzinnych biznesów. Moderowana przez Dariusza Stasika z W.P.I.P dyskusja pokazała szanse i zagrożenia dla firm rodzinnych, które niesie ze sobą rozwój nowych technologii i globalnych trendów. W rozmowie uczestniczyli Sława Madelska z YES, Ryszard Wtorkowski z LUG S.A. oraz Bogdan Koczorowski z Lewandowska i Partnerzy Family Business Consulting.

Pierwszy dzień kongresu wieńczył wspomniany już wcześniej spektakl z udziałem trupy teatralnej a podczas części wieczornej kongresu swoją konstytucję podpisała uroczyście rodzina Andre, która prowadzi firmę Andre Abrasive Articles.

Drugi dzień zainaugurowany został panelem dyskusyjnym o przyszłości firm rodzinnych, w którym wzięli udział właściciele rodzinnych biznesów: Bogusław Kowalski z Graal, Stanisław Tępiński z Ceramiki Paradyż, Marcin Ochnik z Ochnik, Leszek Krysieniel z 4Kraft oraz Jerzy Śledziewski z BGŻ BNP Paribas. Uczestnicy debatowali m.in. o konfrontacji tradycją z potrzebą innowacji w rodzinnym biznesie, o tym co stanowi większe zagrożenie – rodzina czy biznes? Nie zabrakło tematów o zderzeniu misji młodego pokolenia z wizją nestora oraz o procesie sukcesji. Następnie na sali głównej Joanna Wierzejska i Piotr Andrzejczak z kancelarii DZP przedstawili przedsiębiorcom rodzinnym najważniejsze zmiany prawne i podatkowe w 2019 roku, do których przedsiębiorcy muszą się przygotować. Z kolei Mateusz Gordon z PwC opowiedział słuchaczom o tym jak łączyć tradycyjną sprzedaż z kanałami cyfrowymi w firmach rodzinnych.

To co odróżnia nasz kongres od wszystkich innych to praktyczne sesje warsztatowe, które odbyły się równolegle w trzech równoległych sesjach. Warsztatów było 9, a każdy z uczestników kongresu mógł wziąć udział łącznie w 3 wybranych przez siebie obszarach. A tematy były mocno zdywersyfikowane, oto one:

  • SUKCESja w drodze do budowania wielopokoleniowej firmy rodzinnej – prowadzona przez kancelarię Grabowski i Wspólnicy
  • Jak efektywnie łączyć tradycją sprzedaż z kanałami cyfrowymi – prowadzona przez PwC
  • Zarząd sukcesyjny – jak zapewnić ciągłość firmie w razie śmierci właściciela – prowadzona przez kancelarię DZP
  • Skalowanie biznesu i budowanie wartości firmy rodzinnej – prowadzony przez CMT Advisory
  • Czy innowacje zarezerwowane są tylko dla Doliny Krzemowej – jak wprowadzać strategiczne zmiany w modelu biznesowym firmy rodzinnej? – prowadzony przez Lewandowska i Partnerzy Family Business Consulting
  • Jak Inwestować poza własną firmą by zapewnić większe bezpieczeństwo finansowe rodziny? – prowadzony przez OPOKA TFI
  • Sposób na efektywną firmę w czasach rosnących kosztów. Jak skutecznie przeprowadzić w firmie transformację Lean – prowadzony przez TDJ
  • Najdroższe jest czekanie – czyli jak finansować rozwój przedsiębiorstwa – prowadzony Polski Fundusz Rozwoju
  • 5 filarów szczęśliwej rodziny – tworzenie wspierającej rodziny – prowadzony przez IBR

Ostatni blok wystąpień kongresowych dotyczył budowania silnej rodziny i silnej firmy. Swoją prelekcję wygłosiła Manuela Matzener, która opowiedziała gościom kongresu jak w Austrii wyglądają mechanizmy budowania wewnątrz rodziny właścicielskiej konkretnych relacji firmowych, które mają swoje przełożenie na biznes.

Zwieńczeniem całego kongresu było wspólne wystąpienie dr Adrianny Lewandowskiej i prof. Jacka Santorskiego pt. „zdrowa rodzina… zdrowa firma”, w którym eksperci przedstawili zależności i zmiany jakie muszą nastąpić wewnątrz rodziny biznesowej i firmy rodzinnej, by firma miała szansę na sukces w sztafecie pokoleń.

Kongres jak co roku przykuł dużą uwagę mediów, środowiska family business jak i samych przedsiębiorców.

Już teraz zachęcamy do zarezerwowania sobie w kalendarzach daty 16-17 marca 2020 – VII Międzynarodowy Kongres Firm Rodzinnych.

Mobile first – plusy i minusy posiadania smartfona

Czas nieustannie gna do przodu. Od momentu wynalezienia pierwszego telefonu minęło prawie 150 lat. Wynalazek ewoluował tak bardzo, że dziś zastępuje wiele innych urządzeń takich jak aparat, kalendarz, kalkulator a przede wszystkim narzędzie do komunikacji tekstowej i odnajdywania informacji w nieskończonych przestworzach Internetu. W związku z tym, nowoczesny telefon-smartfon stał się niezbędnym narzędziem do komunikowania się z innymi i mało kto jest dzisiaj całkiem offline. Z drugiej strony w społeczeństwie zaczyna się ucierać nowy trend „offline is a new luxury”. Niekiedy jesteśmy już zmęczeni nadmiarem chaosu informacyjnego. Według badania Digital in 2018 przeprowadzonego przez We Are Social wraz z Hootsuite, ponad połowa populacji jest dziś online. Jak telefon zmienił nasz świat? Dlaczego żyjemy w erze Mobile First?

Wszyscy jesteśmy w sieci.

Według We Are Social, wzrost liczby użytkowników usług dostępnych przez smartfona wynika głównie z faktu, że zarówno nowoczesne urządzenia elektroniczne, jakimi są smartfony, jak i transmisja danych komórkowych, stają się coraz tańsze i łatwiej dostępne. Ponad 3 miliardy osób z całego świata używa co miesiąc mediów społecznościowych. Aż 9 na 10 osób korzysta z social mediów za pomocą urządzeń mobilnych. Według raportu ‚Polska Jest Mobi 2018” firmy Mobee Dick, 48 proc. Polaków korzysta z mobilnych urządzeń powyżej dwóch godzin dziennie. Średnia wynosi 2,3 godz., co stanowi znaczny wzrost w stosunku do roku 2017, kiedy średnia wynosiła 1,8 godz. Co za tym idzie przeciętny człowiek, który przy każdym włączeniu Internetu w smartfonie zostaje zalewany informacjami, zaczyna przyzwyczajać się do faktu, że są one dostępne o każdej porze i w każdym miejscu. Dzięki aplikacjom informacyjnym dowiadujemy się bez problemu co dzieje się na świecie. Social media dają nam łatwy dostęp do nowinek z życia znajomych nawet z dalekich kręgów, a aplikacje pozwalają swobodnie wykonywać czynności, które do tej pory wymagały co najmniej wizyty w oddziale firmy.

Możliwości.

Dziś te czynności są znacznie ułatwione. Przez aplikacje nie tylko dowiemy się jakie ćwiczenia powinniśmy wykonywać, czy też jak dojedziemy w dane miejsce, ale również weźmiemy przez nie kredyt. Skorzystanie z porównywarki internetowej w celu znalezienia najbardziej dopasowanej do nas propozycji finansowej, wypełnienie wniosku przez sieć i otrzymanie za jej pośrednictwem odpowiedzi znacznie przyśpieszają proces. Z pewnością to bardzo korzystne rozwiązanie w przypadku nagłej potrzeby finansowej. Z wnioskowania o pożyczkę przez aplikację mobilną korzysta coraz więcej osób. Według danych portalu www.loando.pl, aż 70 proc. pożyczek internetowych jest zaciąganych przez smartfona. Stanowi to aż 20 proc wzrost w ciągu ostatnich 2 lat.

Smartfony sprawiły, że mamy dostęp do różnych usług finansowych praktycznie w każdym miejscu i o każdej porze dnia. Jest to duże ułatwienie dla współczesnych ludzi, którzy są coraz bardziej zabiegani. Wraz z tempem życia wzrastają nasze potrzeby. Musimy jednak pamiętać, by dokładnie przemyśleć każdą decyzję związaną z finansami. Od dawna wraz z Grupą LOANDO tworzymy wiele akcji mających na celu edukowanie społeczeństwa w zakresie pożyczek. Robimy to, ponieważ coraz częściej słyszy się o nieprzemyślanych decyzjach finansowych, które są następstwem chorób cywilizacyjnych takich jak zakupocholizm etc. – komentuje Tymon Zestrzeżyński – Co-founder&CEO w Grupie LOANDO (właściciel pozyczkaportal.pl, loando.pl)

Zagrożenia.

Wysoka dostępność informacji i usług wynikająca z posiadania smartfona jest sporym ułatwieniem dla potencjalnego konsumenta, jednak w przypadku osób uzależnionych od pożyczek może stanowić spory problem. Oferta sektora pożyczkowego jest coraz bogatsza i bardziej przystępna. Social media i gonitwa za aprobatą znajomych w Internecie mogą doprowadzić nas do bardzo poważnych konsekwencji. Chcąc wyróżnić swój profil, dodajemy coraz bardziej wyszukane zdjęcia, chwalimy się życiem, którego nie mamy i zazdrościmy innym drogich przedmiotów czy wakacji, dochodząc do wniosku, że posiadając te dobra, będziemy lepsi, czy też szczęśliwsi. Kiedy dzieje się to na małą skalę i korzystamy z własnych pieniędzy nie dzieje się nic złego. Jednak zdarza się, że osoby chcące dogonić swoich Internetowych bożków wpadają w pętlę długów, na których spłatę najzwyczajniej nie mają pieniędzy. Ważne, by w takich przypadkach reagować jak najszybciej, ponieważ taka osoba musi uświadomić sobie swój problem. Często nie obędzie się bez wizyty u specjalisty i pomocy ze strony rodziny.

Nowe znajomości.

To jednak niejedyne zagrożenie wynikające z łatwego i szybkiego dostępu do Internetu. Przez łatwy dostęp do danych mamy możliwość poznawać dużą ilość osób w bardzo krótkim czasie. Można to zjawisko rozpatrywać w wielu pozytywnych aspektach. Człowiek jako istota społeczna potrzebuje bowiem kontaktu i interakcji z innymi ludźmi. Dostęp do sieci skutecznie to ułatwia, pozwalając nam na niemal nieograniczoną ilość Internetowych relacji. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy trafiamy tam na osoby, które niekoniecznie chcą naszego dobra. Szukając akceptacji ze strony innych, możemy trafić również na osoby, które czerpią przyjemność z krzywdy innych. W dobie Internetu coraz bardziej popularne staje się zjawisko sekstingu.

Seksting.

To zjawisko zaczyna występować na coraz wcześniejszym etapie znajomości. Polega ono na wysyłaniu sobie zdjęć czy też filmów o zabarwieniu erotycznym. Kiedy relacje międzyludzkie ulegają spłyceniu, a ludzie zaczynają traktować się coraz bardziej przedmiotowo, nie trudno o to, by takie materiały trafiły w niepowołane ręce. Według badań przeprowadzonych na zlecenie Fundacji Dzieci Niczyje problem sekstingu dotyczy aż 11 proc. młodzieży w wieku 15-18 lat. Z kolei aż 34 proc. badanych twierdzi, że zdarzyło im się dostać tego typu wiadomość. Wysyłając takie materiały nowo poznanym osobom, musimy liczyć się z tym, że druga strona może okazać się kimś innym, niż się za to podaje. Opublikowanie takich materiałów na publicznych forach może być niezwykle groźne w skutkach. Odrzucenie przez rówieśników, wyśmianie wśród znajomych łatwo może doprowadzić do stresu, depresji, a nawet prób samobójczych.

– Nasze dzieci są wystawione na niebezpieczeństwo sekstingu, a my na niezliczone podstępy ukryte w morzu ofert. Musimy być świadomi zagrożeń i czujni. Jak sobie z tym wszystkim radzić? Potrzebna jest edukacja i kampanie społeczne poszerzające świadomość. Na rodzicach spoczywa odpowiedzialność kontroli, uczenia budowania relacji społecznych i bezpiecznego korzystania z dobrodziejstw postępu. Rodzicom trzeba pokazywać różne perspektywy, wskazywać plusy i minusy, uczyć jak mają sobie z tym radzić. Szkoła też nie może ignorować szybkiego rozwoju nowych technologii i towarzyszących temu zagrożeń. Ten rozwój stanowi nie tylko nieocenione dobrodziejstwo ale i wyzwanie dla nas wszystkich. – komentuje Edyta Szafran, terapeuta uzależnień.

Iluzja kontroli i nomofobia i fomo.

Ciągły dostęp do informacji może dać nam złudną iluzję kontroli nad nimi. Kiedy nie rozumiemy, że przepływ informacji kontrolowany być nie może, może dojść do pewnego rodzaju obsesji. Chęć bycia dyspozycyjnymi przez całą dobę może zdominować nasze życie sprawiając, że kiedy nie mamy telefonu w ręce, czujemy stres i frustrację. To zjawisko zyskało już miano choroby cywilizacyjnej i zostało nazwane nomofobią. Naukowcy wskazują, że nomofobia może dotyczyć ponad połowy posiadaczy telefonów komórkowych. Najbardziej narażone na tę chorobę są kobiety i młodzież. Według badania OnePoll aż 77 proc. osób w wieku 18-24  wykazuje symptomy nomofobii. W grupie wiekowej 25-34 lata obawy budzą przyzwyczajenia 66 proc. osób. Lęk może tu dotyczyć nie tylko braku dostępu do funkcji telefonu, ale również strachu przed wyczerpaną baterią czy zasięgiem. Do tego dochodzi jeszcze kwestia efektu FOMO (Fear of Missing Out), czyli uzależnienia od informacji. Dotknięte osoby są przerażone faktem, że jakieś wydarzenia lub informacje mogłyby przegapić. Ciągle sprawdzają, czy coś ich nie ominęło, a także dzielą się każdym szczegółem życia ze swoimi znajomymi z sieci. Inni dołączając do wspomnianego trendu „offline is a new luxury” starają się uciec od informacji wtedy, gdy nie muszą mieć z nią styczności. Wyjeżdżając na weekend wyłączają oni telefon starając się odnaleźć harmonię w ucieczce of natłoku informacji z którymi mają styczność na co dzień.

– Od rozwoju nowych technologii nie uciekniemy. Jak zawsze postęp wyprzedził rozwój społeczny. Dostępny non stop Internet w smartfonie ma nieoceniony wpływ na nasz rozwój osobisty i wygodę, kiedy jednak wykorzystujemy go w sposób niekontrolowany, bez przygotowania, stanowi zagrożenie.Coraz powszechniejsze stają się uzależnienia takie jak nomofobia, siecioholizm, przymus nieustannej obecności w mediach społecznościowych. To może potęgować poczucie samotności, osłabiać poczucie własnej wartości, czy niszczyć  naturalną potrzebę bliskości, bycia wśród innych. Czy masz już problem? Jeśli czujesz, że coś jest nie tak spróbuj wyłączyć Internet w telefonie i w domu choćby na tydzień i przyjrzyj się temu co czujesz, jak funkcjonujesz. Niepokój, cierpienie, poczucie pustki będzie sygnałem, że masz problem. Ogranicz korzystanie z telefonu, spróbuj zostawiać go w domu w weekend, przecież zawsze możesz oddzwonić. Czujesz ciągły niepokój, napięcie niemal nie do zniesienia? Jeśli tak, masz już prawdopodobnie problem, z którym warto coś zrobić. Może pora porozmawiać ze specjalistą? – kontynuuje Edyta Szafran.

Szerszy pakiet usług.

Internet nie ma jednak samych wad. Gdyby tak było, z pewnością zyskałby miano nowoczesnej puszki Pandory. Jest popularny głównie dlatego, że daje wiele nowych możliwości, o których w offline moglibyśmy tylko pomarzyć. Rozwija się w nim więc wiele firm, które w systemie stacjonarnym nie miałyby szans na działania, jakie umożliwia im sieć. Tak jest na przykład z podróżami. Każdy chciałby podróżować, jednak w przypadku dotychczasowych ofert nie zawsze każdy aspekt był do nas dopasowany i musieliśmy bazować na gotowych ofertach. Kolejnym problemem w trybie offline była kwestia fizycznego pojawienia się w biurze podróży, podczas którego należałoby na miejscu podjąć decyzję o tym gdzie i kiedy chcemy lecieć. Internet daje nam możliwości, dzięki którym nad każdym aspektem możemy zastanowić się na spokojnie, w zaciszu własnego domu dokładnie dobierając każdy aspekt podróży. Takie możliwości daje nam na przykład marka Click&Go. To Internetowe biuro podróży dzięki systemowi dynamicznego pakietowania usług turystycznych takich jak przeloty, zakwaterowanie, ubezpieczenie i transfery pozwala na indywidualne dopasowanie każdego z tych aspektów podróży, dając niezależność i swobodę każdemu klientowi. Firma działa w Polsce dopiero od 2018 roku, ale model jej działalności doskonale sprawdził się na rynku Irlandzkim, gdzie w tym momencie jest już rozpoznawalną marką działającą od 9 lat.

Internet to miejsce, gdzie mamy błyskawiczny dostęp do usług, których rezerwacja i potwierdzenie w erze offlinowej trwało czasem bardzo długo. Wcześniej biura podróży oferujące tzw. wyjazdy szyte na miarę mogły działać na niewielką skalę, gdyż dopasowanie wielu usług do wymagań indywidualnego turysty było bardzo czasochłonne. Dziś  wykorzystując nowe technologie możemy to zrobić sami w ciągu kilku minut bez wychodzenia z domu przy ekranie smartphona. Rozwój rynku podróży powoduje, że wykorzystując technologię sztucznej inteligencji zmienia się na naszych oczach sposób w jaki tworzymy i rezerwujemy swoje wyjazdy wakacyjne.  W Click&Go to Klient decyduje o każdym aspekcie swojego wyjazdu, jednocześnie oszczędzając czas który musiałby spędzić na wyszukanie najkorzystniejszych ofert spośród indywidualnych usług takich jak tanie loty, zakwaterowanie, transfery, ubezpieczenie. Cieszę się, że mogę wprowadzać na rynek markę, która przyniesie wymierne korzyści klientom w Polsce.” – komentuje Michał Głowa – country manager w Click&Go.

Sieć ma bardzo duży potencjał, by otwierać przed nami wielkie możliwości. Nieustannie powstają nowoczesne firmy upraszczające wykonywanie różnych czynności, które dotychczas mogły być nieco problematyczne. Internet wydaje się bardzo przystępny ze względu na to, że w dzisiejszych czasach mamy do niego dostęp praktycznie w każdym miejscu i czasie. Nie ma jednak idealnych rozwiązań, które nie miałyby żadnych ciemnych stron. Co za tym idzie, w Internecie również czyha na nas wiele pułapek. Ważne, by korzystać z niego w odpowiedni sposób i nie dać się zwariować.

Zagrożenia, szanse i możliwości związane z inwestycją w startupy

O startupach mówi się często w sytuacji ich zakładania, eskalowania oraz pozyskiwania funduszy. Warto jednak przyjrzeć się temu zjawisku z przeciwnej strony, czyli z perspektywy inwestora, który mógłby w startup zainwestować. Inwestowanie w startupy staje się co raz bardziej powszechne na rynku, z racji na pojawianie się wielu na pozór przyszłościowych, nowych firm. Na co należy zwrócić uwagę? Jak ocenić możliwości startupu? O tym czy warto inwestować w startupy i jakie niesie to za sobą możliwości opowie Łukasz Blichewicz  z Grupy Assay, specjalizującej się we współpracy ze startupami.

Łukasz Blichewicz  z Grupy Assay
Łukasz Blichewicz  z Grupy Assay

Czym jest startup i kiedy przestaje nim być?

Pojęcie startupu jest używane cały czas i jego definicja raczej jest rozumiana przez społeczeństwo intuicyjnie. Definicje na to pojęcie pozostają sporne, jednak można wyróżnić kilka kryteriów, które je definiują. Zostało ogólnie przyjęte, że startupy są w fazie poszukiwania swojego modelu biznesowego oraz są kojarzone z innowacyjnością, z czymś co dopiero wchodzi na rynek. Po odnalezieniu już odpowiedniego dla spółki modelu biznesowego, osiągnięciu realnych wyników finansowych, przekroczeniu progu rentowności i względnej stabilizacji obrotu, można powiedzieć, że firma przestała być startupem.

 

Na co należy zwrócić uwagę przy chęci zainwestowania w startup?

Kluczowe jest przede wszystkim przeprowadzenie dokładnej analizy spółki oraz istniejącej i potencjalnej konkurencji. Ważnym aspektem jest poznanie zespołu, sprawdzenie kto pracuje nad projektem oraz jakie ma doświadczenie z tym związane. Ważne jest to, aby zespół był zgrany, zmotywowany do rozwijania nowego przedsięwzięcia i umiejący poradzić sobie z problemami. Najtrudniejszy do zarządzenia zespół to taki, który oczekuje w startupie wygodnej i pewnej posady. Istotny  jest również rynek, jego wielkość., na który startup chce wejść. Jeżeli mówimy o funkcjonujących od dawna, niejako sprawdzonych rozwiązaniach, duże rynki czasem są tak przesycone, że ciężko młodej spółce się na nich przebić. Nowe i niszowe rynki jak i innowacyjne rozwiązania odpowiadające na potrzeby tych dojrzałych są w stanie generować większe zyski, jeżeli spółka ma na nich pozycję lidera.

Czym kierować się wybierając startup, w który chcemy zainwestować?

Pomysłem na biznes, jego unikatowością i przede wszystkim startowym składem zespołu. Nie są tu jednak kluczowe kompetencje czysto zadaniowe – księgowe, graficzne, wiedza prawnicza czy zdolności webmasterskie. Najistotniejsze są zdolności organizacyjne, umiejętność realizacji wizji i skalowania trafnie rozpoczętego biznesu. Rozeznanie w startupach warto też podeprzeć  własnym doświadczeniem biznesowym i znajomością rynku i jego uczestników. Dzięki temu można zaangażować się w przedsięwzięcie osobiście – poprzez doradztwo, ale też z racji doświadczenia łatwiej ocenić potencjał biznesu. Warto też zainteresować się  startupem który pasuje do naszego obecnego portfolio i buduje synergię z już funkcjonującymi w strukturze spółkami. Dzięki temu w przyszłości będziemy mogli usprawnić rozwój biznesu poprzez wykorzystanie zbudowanej już pozycji rynkowej, zgromadzone do tej pory kontakty oraz umożliwić rozszerzenie oferty biznesowej naszych obecnych inwestycji o nową i usprawnić spektrum ich funkcjonowania.

Duże firmy chętnie inwestują w startupy w celu polepszenia swoich dotychczasowych usług, wspierając się nawzajem swoimi kompetencjami. Wielu gigantów, takich jak Google, inwestuje w startupy na pozór odbiegające od ich kluczowej działalności, widząc w nich potencjał zysku z racji na posiadane kontakty biznesowe, doświadczenie i pozycje na rynku, ale też w celu usprawnienia swoich dotychczasowych działań, bądź ulepszenie oferty. Takie rozwiązania są korzystne dla obu stron.

W jaki sposób można zainwestować w startup będąc osobą fizyczną?

Istnieje wiele sposobów na inwestowanie, a jedną z nich jest crowdfunding udziałowy, z ang. equity crowdfunding (w skrócie ECF), który pozwala na zebranie potrzebnego kapitału dla startupu od inwestorów w zamian za udziały w spółce. ECF jest dobrą alternatywą zarówno dla nowo powstających spółek, które poszukują finansowania jak i dla inwestorów, dla których nawet niewielki wkład finansowy daje możliwość na łatwość zysku przy względnie niewielkim ryzyku. Informacja o możliwości finansowania często pojawia się w internecie na platformie crowdfundingowej i jest skierowana do szerokiej grupy inwestorów. Kolejną możliwością jest model polegający na przekazaniu środków wyspecjalizowanym firmom, które za niejako pasywnego inwestora ulokują środki wedle swojej najlepszej wiedzy i w oparciu o wypracowane przez lata kompetencje. Celem takiego inwestowania jest długoterminowy zysk osiągany poprzez wzrost wartości akcji czy udziałów spółki.

Jakie istnieją sposoby na spieniężenie inwestycji?

Inwestując na rynku kapitałowym,  zawsze myślimy o zysku, tak samo jest w przypadku inwestycji w startupy. Istnieje kilka sposobów na spieniężenie inwestycji. Jednym ze sposobów jest sprzedaż startupu bądź udziałów większej firmie lub inwestorowi kapitałowemu. Każdego roku, przykładowo w Izraelu, koncerny skupują setki startupów w celu zwiększenia swoich kompetencji np. technologicznych. Poprzez taką transakcję można otrzymać gotówkę lub część akcji koncernu, wszystko zależy od  posiadanych udziałów w startupie. Kolejnym sposobem jest IPO startupu, z ang. Initial Public Offering, który wiąże się z wprowadzeniem spółki na giełdę. Na to mogą pozwolić sobie tylko bardziej dojrzałe startupy. Istnieje również forma wypłaty dywidendy przez startupy w celu wygenerowania pasywnego zysku dla inwestorów z jednoczesnym zachowaniem majątku udziałowego.

Zagrożenia, szanse i możliwości związane z inwestycją w startupy

Angażując się w inwestowanie w startupy warto brać pod uwagę potencjalne zagrożenie, które jak to w przypadku inwestycji istnieje zawsze, raz jest mniejsze, raz większe. Warto przed podjęciem inwestycji zapoznać się z dotychczasowymi osiągnięciami firmy, wynikami finansowymi, planami biznesowymi – aby ocenić na ile opłacalna jest inwestycja. Aby ograniczyć ryzyko straty, warto pomyśleć o zdywersyfikowaniu portfela inwestycyjnego, ponieważ rozdzielając inwestycję na kilka projektów zwiększamy jej bezpieczeństwo. Według badań fundacji Kauffmana, dla zminimalizowania strat, w portfelu inwestycyjnym inwestora powinno znaleźć się minimum 6 startupów. Startupy to ryzykowne inwestycje, ale odpowiednie rozeznanie i dokonanie właściwej analizy pozwoli na wyjście z inwestycji z zyskiem. Warto inwestować w spółki z różnych branż, aby zabezpieczyć się przed fluktuacją którejś z nich. Zawsze trzeba być przygotowanym na ewentualne ryzyko idące za  daną inwestycją. Inwestuj w sprawdzone spółki, na których się znasz lub rozumiesz, aby móc być również ich doradcą i sprawnie zwiększać ich świadomość na rynku. Jeżeli chcesz z kolei inwestować pasywnie, nie masz czasu na „pilnowanie biznesu” – warto rozważyć powierzenie kapitału firmom, które mają doświadczenie, wiedzę, czas i kompetencje w zakresie budowania rentownego portfela inwestycji.

Co robią kobiety w nieruchomościach? Decydują i zarządzają

Większe zaangażowanie, skrupulatna analiza i szeroko konsultowana ostateczna decyzja – tak w skrócie wygląda proces poszukiwania i wyboru mieszkania przez panie. Potwierdzają to badania portalu RynekPierwotny.pl, z których wynika, że 62 proc. osób, które regularnie przeglądają oferty na rynku mieszkań, to kobiety. Od nich także wychodzi 2/3 wszystkich zapytań kierowanych do deweloperów.

Wybór odpowiedniego mieszkania to często jedna z najważniejszych decyzji w życiu. Doskonale zdają sobie z tego sprawę kobiety, które do poszukiwań idealnego lokum podchodzą z dużym zaangażowaniem: nabywają szeroką wiedzę dotyczącą runku, są dociekliwe i dobrze orientują się w ofertach konkurencji.

– Nie ukrywam, że kobiety są wymagającym klientem. Przywiązują większą uwagę niż mężczyźni do strony wizualnej całej inwestycji i funkcjonalności danego mieszkania. Zwracają uwagę na wygląd, kolorystykę, pas zieleni, strefy przeznaczone do rekreacji i integracji z innymi mieszkańcami. Dlatego w ofercie Funduszu Mieszkań na Wynajem stawiamy na trendy, zarówno jeśli chodzi o wykończenie wnętrz, jak i sam wygląd oferowanej inwestycji. Najlepszym tego przykładem jest nasza flagowa inwestycja w Warszawie na ul. przy Agorze – opowiada Rafał Malik z Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Kobiety przywiązują także wagę do doboru wyposażenia w danym pomieszczeniu. Przy wyborze mieszkania będzie się dla nich liczyć układ pomieszczeń, przestronność, a nawet widok z okna.

Estetyka wnętrz jest bardzo ważna dla kobiet, dlatego chcemy sprostać ich oczekiwaniom i sprawić, żeby oferowane mieszkania Funduszu wyróżniały się na tle innych – oddawane do użytku lokale przygotowane są pod klucz, z nowocześnie urządzoną kuchnią i łazienką – wymienia Rafał Malik.

Sam proces decyzyjny przy wyborze mieszkania w przypadku kobiet jest nieco dłuższy niż u mężczyzn.

Kobiety nie tylko wybierają nieruchomości, ale także w nich zarządzają

Branża nieruchomości do niedawna była zdominowana przez mężczyzn, a kobiety rzadko można było spotkać na najwyższych stanowiskach kierowniczych. Jednak ostatnie lata pokazały, że panie zaczęły umacniać swoją pozycję w tym sektorze.

Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem
Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem

– Jeszcze kilka lat temu w sektorze nieruchomości kobiety można było spotkać głównie na stanowiskach asystenckich, specjalistów lub menedżerów w departamentach związanych z marketingiem i Public relations. Obecnie zarządzają one w niemal 1/4 firm związanych z nieruchomościami. Przemiany społeczne widać także w samym Funduszu Mieszkań na Wynajem, gdzie kobiety stanowią aż 70 proc. wszystkich zatrudnionych pracowników. To pokazuje, że kobiety świetnie sprawdzają się w branży nieruchomości – podkreśla Rafał Malik.

SAS zainwestuje miliard dolarów w sztuczną inteligencję

SAS, lider analityki biznesowej, zainwestuje miliard dolarów w rozwój sztucznej inteligencji w ciągu najbliższych trzech lat. Inwestycja obejmie między innymi nowoczesne oprogramowanie, edukację, usługi eksperckie i będzie stanowiła kontynuację dotychczasowych działań firmy w obszarach zaawansowanej analityki, uczenia maszynowego, deep learning, przetwarzania języka naturalnego czy rozpoznawania obrazu. Dzięki wsparciu ekspertów oraz programom edukacyjnym, liderzy biznesu oraz specjaliści data science będą mogli zmienić oblicze swoich organizacji. 

Jim Goodnight, CEO w SAS
Jim Goodnight, CEO w SAS

SAS towarzyszy klientom w ich drodze do sukcesu, a ta inwestycja jest kolejnym krokiem w tym kierunku. Dzięki innowacyjnym rozwiązaniom opartym o sztuczną inteligencję, możemy przeciwdziałać nadużyciom, zapobiegać groźnym chorobom, lepiej zarządzać ryzykiem, znacząco poprawiać obsługę klienta i optymalizować wiele innych działańmówi Jim Goodnight, CEO SAS.

Inwestycja SAS skupi się na trzech obszarach: Badania i rozwój (R&D) będą kontynuacją działań firmy na rzecz sztucznej inteligencji. Inicjatywy edukacyjne odpowiedzą na potrzeby klientów związane z lepszym rozumieniem korzyści płynących z wykorzystania AI (ang. Artificial Intelligence). Ostatnim obszarem będzie wsparcie ekspertów w optymalizacji procesów i uzyskaniu większego zwrotu z inwestycji związanych z prowadzonymi projektami.

Badania i rozwój innowacji

SAS inwestuje w innowacje i prace badawczo-rozwojowe we wszystkich kluczowych obszarach AI, ze szczególnym naciskiem na ułatwienie użytkownikom, o różnych poziomach umiejętności, czerpania korzyści z wykorzystania tej technologii – od ekspertów biznesowych przez inżynierów danych po specjalistów data science. Firma implementuje algorytmy sztucznej inteligencji w ramach SAS Platform, w rozwiązaniach do zarządzania danymi, wykrywania nadużyć, customer intelligence, zarządzania ryzykiem, jak również w dedykowanych aplikacjach dla konkretnych branż m.in. finansów, administracji publicznej, opieki zdrowotnej, przemysłu czy handlu.

SAS kontynuuje współpracę z innowacyjnymi firmami i wiodącymi dostawcami technologii, takimi jak Accenture, Cisco, Deloitte, Intel i NVIDIA. Dzięki temu najnowsze osiągnięcia i najlepsze praktyki w dziedzinie sztucznej inteligencji i machine learning są dostępne dla klientów, a technologie SAS AI działają optymalnie zarówno w ramach własnej infrastruktury przedsiębiorstw , jak i na platformach chmurowych.

SciSports, innowacyjny holenderski startup zajmujący się zastosowaniami analityki w sporcie, wykorzystuje rozpoznawanie obrazu SAS do transmisji online meczów piłki nożnej. Technologia SAS AI wykorzystująca procesory graficzne firmy NVIDIA, jest źródłem wniosków dla trenerów i menadżerów sportowych. Lokalizując i analizując różnorodne dane, kluby piłkarskie mogą poprawić wiele aspektów swojej działalności, w tym taktykę, wybór zawodników czy doświadczenia kibiców.

Nie bez powodu przez ostatnie 5 lat SAS znajduje się na szczycie listy przychodów wśród firm zajmujących się zaawansowaną analityką. Solidnym fundamentem organizacji jest uczenie maszynowe i doskonała znajomość analityki. Są one częścią DNA SASmówi Dave Schubmehl, dyrektor ds. badań nad sztuczną inteligencją w IDC. Połączenie wiedzy i technologii SAS z ciągłym dążeniem do innowacji w dziedzinie rozpoznawania obrazów, przetwarzania języka naturalnego i uczenia głębokiego, będzie sprzyjać dalszemu wdrażaniu AI w wielu branżach. Pomoże to również firmom zainteresowanym sztuczną inteligencją, zarówno tym na wczesnym etapie rozwoju, jak i tym bardziej dojrzałym.

Edukacja i rozwój na rzecz klientów

Inicjatywy dotyczące edukacji i rozwoju klientów takie jak SAS AI Accelerator Program skupią się na pomaganiu organizacjom i specjalistom w pogłębieniu ich wiedzy dotyczącej AI na każdym poziomie. SAS zapewni:

  • Szyte na miarę programy nauczania, aby pomóc organizacjom w doskonaleniu ich umiejętności z zakresu AI. Obejmą one e-learning, w tym SAS Academy for Data Science oraz osobiste szkolenia z zakresu AI, zestaw najlepszych praktyk i nie tylko.
  • Programy certyfikujące, które pomogą specjalistom data science oraz analitykom zdobywać cenne referencje SAS Certified Professional in AI and Machine Learning. Dzięki temu ich pozycja na rynku pracy będzie jeszcze lepsza.
  • Centrum Doskonalenia SAS Analytics Center of Excellence, które tworzą doktorzy i doświadczeni eksperci z obszaru AI, uczenia maszynowego, przetwarzania języka naturalnego, rozpoznawania obrazów, optymalizacji, symulacji i powiązanych umiejętności z zakresu data science. Eksperci SAS będą zaangażowani we wspieranie wdrożeń AI u klientów – od znanych, obecnych na rynku aplikacji do innowacji jedynych w swoim rodzaju.

Rozwój kadr i kompetencji jest także częścią planowanej inwestycji. Dzięki temu SAS poszerzy grono swoich ekspertów, pozyskując dodatkowe talenty do wsparcia wspomnianych obszarów.

AI i analityka w akcji

Nowy budynek zbudowany na terenie campusu SAS w Cary o powierzchni niemal 40.000 m², w którym mieści się Globalne Centrum Edukacyjne, wykorzystuje innowacje w dziedzinie AI i uczenia maszynowego, aby połączyć wydajność z wynikami biznesowymi. W nowym budynku znajdują się tysiące czujników IoT, wbudowanych w agregaty chłodnicze, kotły i wentylatory, które monitorują zużycie wody i energii. Dzięki sieciom neuronowym wykorzystującym rozwiązanie SAS Event Stream Processing, zespół SAS będzie śledził dane z czujników i analizował wydajność systemów w czasie rzeczywistym, aby zapobiegać ewentualnym problemom (identyfikując usterki sprzętowe, zanim staną się poważne) oraz zoptymalizować zużycie energii i wody. Podkreślając zaangażowanie SAS w zrównoważony rozwój, prawie połowa mocy nowego budynku jest dostarczana przez farmę solarną SAS.

Wśród klientów wykorzystujących AI oraz uczenie maszynowe w rozwiązaniach SAS są między innymi:

  • Connexions Loyalty – firma współpracująca z najlepszymi markami programów lojalnościowych, skupiającymi ponad 200 milionów ludzi na całym świecie. W celu lepszego dopasowania ofert oraz zwiększenia lojalności klientów, firma wykorzystuje silnik personalizacji SAS AI.
  • Daiwa Securities – firma stworzyła system rekomendacji dla swoich przedstawicieli handlowych oparty na interfejsie SAS AI. System analizuje i przewiduje zmiany dla każdego klienta, rekomendując najbardziej odpowiedni produkt lub najwłaściwsze komunikaty w ramach akcji remarketingowych, w celu zwiększenia zaangażowania klientów i zmniejszenia liczby rezygnacji z zakupu.
  • Volvo i Mack Trucks – wykorzystuje rozwiązania AI firmy SAS do analizy danych IoT przesyłanych z samochodów ciężarowych i tirów. Tworzone na tej podstawie prognozy i wnioski umożliwiają optymalizację napraw i diagnostyki, co pozwala zminimalizować przestój floty.

Brexit pod znakiem zapytania, funt słabnie

Dziś uwaga inwestorów skupi się na Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. W centrum uwagi znajdzie się polityka oraz decyzje w kwestii polityki monetarnej.

Rynek obecnie jest dość nerwowy. Brytyjska waluta w parze ze złotym od początku tygodnia straciła 5 groszy, schodząc dziś poniżej psychologicznego poziomu 5 zł. Było to związane przede wszystkim z informacjami o tym, że trzecie głosowanie w brytyjskim parlamencie nad porozumieniem Theresy May, które miało odbyć się we wtorek, zostało zablokowane. Dziś na nerwowe zachowanie rynku wpływają z kolei wspomniane spekulacje dotyczące wydłużenia okresu przed Brexitem.

Zgodnie z doniesieniami z Downing Street, już dziś Theresa May powinna wnieść o „krótkie” wydłużenie procesu brexitowego. Zgodnie ze spekulacjami miałoby ono wynieść 9-12 miesięcy. Krótsze od oczekiwanego wydłużenie prawdopodobnie byłoby niekorzystne dla brytyjskiej waluty. Dlaczego? W praktyce wykluczałoby możliwość przeprowadzenia drugiego referendum, a mogłoby oznaczać kilka bezproduktywnych miesięcy negocjacji, które niekoniecznie zaowocowałyby akceptacją porozumienia z UE przez brytyjski parlament. Im dłuższy horyzont czasowy będzie zakładało wydłużenie procesu, tym – naszym zdaniem – lepiej dla funta. W przypadku realizacji scenariusza zakładającego ponad roczne odsunięcie Brexitu w czasie dość prawdopodobnym stałoby się również ponowne przeprowadzenie głosowania ws. członkostwa w UE.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek spadł o 0,1%, wahając się w okolicy poziomu 4,29. Wczorajsze dane ZEW, opisujące sentyment ekonomiczny w strefie euro i Niemczech, zaskoczyły mocno na plus. Nadal sugerują, że nastroje w największej europejskiej gospodarce i we wspólnym bloku są dość minorowe, jednak dużo lepsze, niż w ostatnich miesiącach. Jest to bardzo pozytywny sygnał, sugerujący, że perspektywy europejskich gospodarek mogą nie rysować się w aż tak czarnych barwach, jak sugerowały dane z ostatnich miesięcy i ostatnia retoryka EBC.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 5,00-5,02. Z informacji niedotyczących Brexitu warto wspomnieć o wczorajszych danych z brytyjskiego rynku pracy, które w ujęciu ogólnym zaskoczyły na plus. Liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych w lutym wprawdzie wzrosła, jednak dynamika płac, wbrew oczekiwaniom, nie zwolniła a utrzymała się na wysokim (jak na rozwiniętą gospodarkę) poziomie 3,4% w ujęciu rocznym.

Dzisiejsze dane o dynamice cen w lutym były dość mieszane: nieznacznie in minus zaskoczyła bazowa dynamika cen, niespodziewanie lekko wzrosła natomiast inflacja CPI. Wysoka dynamika płac powinna sprzyjać utrzymaniu wysokiego tempa wzrostu cen, który może skłonić Bank Anglii do podjęcia decyzji o zacieśnieniu polityki monetarnej w dalszej części roku. O ile oczywiście nie doświadczymy niemiłych niespodzianek związanych z Brexitem.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek spadł o 0,3%, wahając się w widełkach 3,77-3,79. Wczorajsze dane z USA w ujęciu ogólnym były nieco słabsze od oczekiwań – w styczniu in minus zaskoczyła miesięczna dynamika zamówień fabryk. Odczyty miały jednak ograniczone znaczenie dla inwestorów.

Dużo ciekawszy od wczorajszego będzie dzisiejszy dzień. Wieczorem poznamy nowe projekcje Rezerwy Federalnej, których publikacji towarzyszyć będzie przemówienie prezesa Fed, Jerome’a Powella. Na czym warto się skupić? Przede wszystkim na nowych projekcjach gospodarczych Rezerwy Federalnej, a szczególnie na „dot plocie”, który prawdopodobnie ulegnie istotniej modyfikacji.

Jeszcze pod koniec roku decydenci spodziewali się ok. dwóch podwyżek stóp procentowych w bieżącym roku. Jednak uwzględniając brak istotnej presji inflacyjnej i wyhamowywanie amerykańskiej gospodarki prawdopodobnie obniżą oczekiwania, pytanie – jak bardzo? Rynek nie spodziewa się nawet jednej podwyżki stóp do końca roku, oczekiwania konsensusu sugerują jednak, że „dot plot” wskaże na jedną podwyżkę stóp procentowych w bieżącym roku.

Uwzględniając ostatnią retorykę członków FOMC, naszym zdaniem prawdopodobne jest jednak to, że „dot plot” może wskazać na zupełny brak podwyżek. Uwzględniając, że nie jest to w pełni zawarte w cenie dolara amerykańskiego, waluta prawdopodobnie doświadczyłaby osłabienia w przypadku takiego obrotu spraw.

W kontekście spotkania Rezerwy Federalnej warto będzie również zwrócić uwagę na wszelkie ewentualne sugestie w kwestii planów Rezerwy Federalnej dotyczących ogromnej sumy bilansowej, którą Fed redukował w ostatnich kwartałach poprzez wstrzymanie reinwestycji zapadających obligacji i MBS-ów. Ostatnia retoryka Fed sugerowała zastopowanie tego procesu, co można byłoby uznać za zwrot w stronę bardziej akomodatywnej polityki monetarnej.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 19:00 – spotkanie Rezerwy Federalnej
  • 19:30 – konferencja prasowa po spotkaniu FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Polski przełożony krytykuje rzadziej niż ukraiński szef, czyli jak zarządzać polsko-ukraińskim zespołem

Jeszcze kilka lat temu termin „zarządzenie w wielokulturowej organizacji” kojarzył się w Polsce wyłącznie z wielkimi, globalnymi korporacjami. Dziś często w nawet najmniejszej firmie zatrudnia się obcokrajowców, najczęściej są to Ukraińcy. W efekcie, aby współpraca przebiegała efektywnie, kadra zarządzająca i działy HR powinny znać i rozumieć kontekst kulturowy, który ma wpływ na sposób myślenia i działania pracownika zza granicy.

Pracownicy z Ukrainy są nam bliscy kulturowo, ale widać też różnice

W Polsce na stałe pracuje blisko milion Ukraińców. Wiosną i latem, gdy rozpoczynają się prace sezonowe obywateli Ukrainy może być nawet dwa razy więcej. Trudno więc bagatelizować obecną sytuację na rynku pracy w kontekście zarządzania międzykulturowym zespołem.

1_65_procent– Zwykle tłumaczymy naszym klientom, że pracownicy zza wschodniej granicy szybko aklimatyzują się w Polsce, bariera językowa i kulturowa jest niewielka, więc wdrożenie na zakład naszego zespołu outsourcingowego przebiega sprawnie i szybko. Oczywiście nie znaczy to, że różnic kulturowych w podejściu do pracy, zarządzania czy wzajemnych relacji nie ma wcale – zaznacza Adam Wybrańczyk, dyrektor operacyjny ThreeZones.

2_42_procentFirma specjalizująca się w usługach outsourcingowych w zakładach produkcyjnych i branży logistycznej, zrealizowała ostatnio badania wśród 132 Ukraińców, którzy mieli doświadczenie w pracy zarówno w swoim kraju jak i w Polsce. Respondentów poproszono m.in. o ocenę atmosfery w obecnym miejscu pracy i na Ukrainie. Pytania dotyczyły także współpracy i relacji w zespole oraz wsparcia czy wymagań menedżera. Ankietowani wypowiadali się także na temat znaczenia punktualności i terminowości, emocji i podejścia do rozwiązywania konfliktów.3_co_4

Jak się okazuje 65% badanych uważa, że zarówno w Polsce jak i na Ukrainie pracuje się w przyjaznej atmosferze. Ankietowani podkreślali jednak, że w rodzimym kraju mieli poczucie hierarchii struktury, o wiele rzadziej zwracali się do swoich przełożonych po imieniu. Wciąż powszechną formą na Ukrainie jest używanie imion w połączeniu z nazwiskiem patronimicznym, wywodzącym się od imienia ojca (np. Anna Andrejewa). Pracownicy z Ukrainy podkreślają, że na początku w Polsce nie czują się bezpiecznie (42%), ale doceniają możliwości, jakie daje im praca w Polsce (prawie 90%).4_ponad

Aż 55% badanych dostrzegło, że mimo luźniejszego stylu zarządzania i swobody w podejmowaniu decyzji, punktualność i terminowość realizacji zadań jest ważniejsza niż na Ukrainie. Ciekawe, że 72% ankietowanych zauważyło, że polski przełożony dając informację zwrotną koncentruje się na pozytywnych stronach wykonanego zadania. Na Ukrainie o wiele częściej słyszy się krytykę. Zwróciło na to uwagę 34% badanych. – Wystarczy, że szef na Ukrainie znajdzie jeden błąd, a już mówi, że wszystko jest nie tak – czytamy w komentarzach do ankiet.

Atmosfera w pracy i dobre relacje z kolegami są najważniejsze

Nieco inaczej jest w przypadku relacji w zespole. Ukraińcy uważają, że w ich ojczyźnie stosunki koleżeńskie są dużo ważniejsze niż w polskim otoczeniu. Łatwej o podtrzymywanie znajomości i przyjaźni, odwiedzanie się w domu czy wspólne spędzanie wolnego czasu. Co ciekawe ukraiński pracownik nie zawsze zwróci uwagę koledze, że coś robi nie tak. Obawia się, że to będzie miało wpływ na ich relację. Badani dostrzegali, że polscy współpracownicy nie mają zazwyczaj takich rozterek.5_90_procent

Jak można wykorzystać w praktyce wyniki badań firmy? – Warto od początku zadbać o poczucie bezpieczeństwa, jasne informacje na temat wymogów, stawianych pracownikom. Pamiętajmy, że ten początkowo nieśmiały zagubiony pracownik, może okazać się szybko samodzielnym specjalistą. Dobrze już na początku wyjaśnić, jakie zwyczaje panują w zespole. Dajmy pracownikom trochę czasu, aby oswoili się w nowym środowisku. Pamiętajmy, że dla ukraińskiego personelu ważniejsze niż hierarchia i oficjalna komunikacja w zespole są relacje i emocje – uważa Adam Wybrańczyk.

Finansowanie budowy domu – porady ekspertów

Zbliża się wiosna, a to czas kiedy Polacy marzący o własnym domu rozpoczynają budowę. Budowy domów jednorodzinnych to około 40% wszystkich inwestycji w Polsce. Co powinniśmy wiedzieć przygotowując się do zaciągania kredytu na budowę?

– Kredyt na budowę jest bardzo zbliżony do zwykłego kredytu hipotecznego, a najważniejszą rzeczą jest porównywanie ofert w różnych bankach. Budowa domu trwa dość długo, czasami dwa, trzy lata więc długo płacimy koszt zabezpieczenia przejściowego. Do momentu, dopóki w księdze wieczystej nie pojawi się hipoteka, wpis na rzecz banku to musimy zwykle płacić podwyższone oprocentowanie – mówi Jarosław Sadowski, Expander.

Kolejnym ważnym krokiem jest oszacowanie ile wyniesie nas budowa domu, żebyśmy wiedzieli na jaką kwotę zaciągnąć kredyt.

– Dużo zależy od tego czy sami wszystko organizujemy, kupujemy materiały, zatrudniamy ekipę czy też bierzemy do tego firmę, która wszystko zrobi za nas – mówi J. Sadowski, Expander.

– Wiele osób robi poważny błąd idąc do banku, w którym od kilkunastu lat ma konto. Banki bardzo różnie podchodzą do kwestii przyznawania kredytów i możemy przepłacić nawet 70 tys. zł wybierając niewłaściwą ofertę – wyjaśnia J.Sadowski, Expander.

– Wiążemy się z bankiem i kredytem na kilkadziesiąt lat więc warto poświęcić tydzień, dwa tygodnie na sprawdzenie wszelkich możliwości i wybrać tą najlepszą ofertę – mówi Jarosław Mikołaj Skoczeń, Zastępca Redaktora Naczelnego Agencji Informacyjnej MarketNews24.

W debacie wzięli udział: Jarosław Sadowski, Expander; Rafał Schurma, Prezydent Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego PLGBC i prowadzący Jarosław Mikołaj Skoczeń, Zastępca Redaktora Naczelnego Agencji Informacyjnej MarketNews24.

Eksporterze, szukasz nowych rynków? Pomyśl o Rumunii

Przez wiele lat rynek rumuński był niedoceniany. Jednak polskie przedsiębiorstwa, które spróbowały na nim swoich sił, przekonały się, że daje on wiele możliwości. Warto go więc bliżej poznać.

Jakub Makurat – dyrektor generalny Ebury Polska
Jakub Makurat – dyrektor generalny Ebury Polska

Na polskim rynku robi się ciasno. Przedsiębiorstwom produkcyjnym i handlowym coraz trudniej o istotną poprawę wyników sprzedaży. Dlatego nie dziwi, że rośnie grupa przedsiębiorców, którzy rozważają mocniejsze postawienie na eksport.

Wielu z nich obawia się jednak zbyt odległych rynków, m.in. przez różnice kulturowe pomiędzy Polską a dalekimi krajami Azji, Afryki czy obu Ameryk. Dlatego szefom firm, którzy nie są jeszcze gotowi do handlu np. z Chinami, Indiami, RPA, Argentyną czy Meksykiem, staram się zainteresować bardzo interesującym kierunkiem europejskim – Rumunią.

Wystarczy pobieżnie przejrzeć informacje gospodarcze, aby przekonać się, że obecnie jest to jeden z popularniejszych kierunków dla polskich przedsiębiorstw. A to dowiadujemy się, że powstała pierwsza dojrzewalnia Citronex-u w rumuńskiej Timisoarze (w 2018 r. owocowo-warzywne obroty Citronex-u sięgnęły 1 mld zł, a rumuński rynek ma przynieść 300 mln zł w br.). A to Solaris podpisał umowę na dostarczenie do 50 trolejbusów do innego miasta w tym kraju Cluj-Napoca. Przykłady można mnożyć, na rynku rumuńskim dość mocno obecne są m.in. takie firmy jak Grupa Atlas, Tymbark Maspex, czy giełdowy gigant odzieżowy LPP.

To tylko pierwsze z brzegu przykłady, pokazujące, że polscy przedsiębiorcy dostrzegają atuty prowadzenia biznesu w tym kraju. Paradoksem bowiem jest to, że polscy przedsiębiorcy realizują z sąsiednimi Węgrami niemal dwukrotnie większe obroty, pomimo, że Rumunia to kraj o dwa razy większej liczbie ludności i większej gospodarce.

W stosunkach handlowych z Rumunią zdecydowanie chętniej eksportujemy niż importujemy. Według KUKE saldo wymiany towarowej za 2017 rok wyniosło blisko 8,5 mld zł.

Z ciekawostek, warto wspomnieć, że rumuńska gospodarka w trzecim kwartale 2017 r. notowała wyższe roczne tempo wzrostu gospodarczego niż Chiny. W ostatnich kwartałach ekspansja była niższa, jednak nadal wynosiła około 4% rocznie i podobnie jak gospodarka polska, w bieżącym roku powinna zwalniać jedynie nieznacznie, stabilizując się w okolicy 3,5%.

Wzrost powinien nadal być stymulowany przez silny popyt wewnętrzny wspierany przez dobrą sytuację na rumuńskim rynku pracy. Utrzymanie wysokiego poziomu konsumpcji w Rumunii oznacza również, że popyt importowy w tym kraju powinien pozostać wysoki – a to sprzyja eksporterom.

Poznać nowy kierunek

Odpowiadając na potrzeby przedsiębiorców – oraz dostrzegając szanse, jakie stwarza obecna sytuacja gospodarcza Rumunii – Ebury oraz Polska Agencja Inwestycji i Handlu organizują Seminarium Ekonomiczne, podczas którego zostaną omówione istotne kwestie dla eksporterów.

Przede wszystkim zostanie poruszony temat realnego wsparcia, na jaki mogą liczyć polskie firmy dzięki Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu w Rumunii. Dodatkowo analizie zostanie poddana sytuacja ekonomiczna w Rumuni i w Polsce oraz ryzyko kursowe leja rumuńskiego. Kwestie prawne i podatkowe związane z prowadzeniem biznesu w Rumunii, a także obsługa transakcji i rozliczenia finansowe dla polskich firm, również nie zostaną pominięte.

Wspomniane Seminarium Ekonomicznym będzie szczególnym owocne dla właścicieli i menedżerów polskich firm, którzy rozważają wejście na rynek rumuński.

Seminarium odbędzie się 26 marca w Bukareszcie.

Jakub Makurat, Dyrektor Generalny Ebury Polska

Witold Modzelewski: Koszty tzw. nowej „piątki” zapłacimy w podatkach

Prof. Modzelewski
Prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów

Rząd obiecał wyborcom rozszerzenie programu 500+ na pierwsze dziecko, wypłatę 13. emerytury, likwidację podatku PIT dla osób do 26. roku życia, obniżenie podatków, kosztów pracy i przywrócenie lokalnych połączeń autobusowych. Budżet może jednak tego nie udźwignąć. Premier Morawiecki oszacował wydatki na ok. 40 mld zł. W przypadku gorszej koniunktury gospodarczej ich finansowanie może doprowadzić do wzrostu zadłużenia państwa lub wręcz podniesienia podatków. Najlepiej byłoby zwiększyć dochody budżetowe bez sięgania do kieszeni obywateli. O tym, jak to skutecznie zrobić, mówi prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów i prezes Instytutu Studiów Podatkowych.

Koszty tzw. nowej „piątki” przedstawione przez rząd wydają się dosyć wysokie. Niektóre szacunki zakładają jeszcze wyższe nakłady. Jak ocenić te wyliczenia?

Prof. Modzelewski: W skali rocznej wzrost wydatków prawdopodobnie będzie niższy od zakładanych przez rząd i wyniesie ok. 38 mld zł netto. Ta kwota to różnica między zwiększonymi wydatkami z budżetu na pokrycie kosztów tych przedsięwzięć oraz spowodowane przez część z nich obniżenie dochodów podatkowych, a podniesieniem dochodów budżetowych wynikających z rosnącego popytu konsumpcyjnego. Uwzględnia ona pozytywny wpływ zwiększonej konsumpcji wynikającej przede wszystkim z rozszerzenia programu 500+ i wypłacenia w tym roku dodatkowej emerytury. Jeszcze nie wiemy, jaki dokładnie wpływ będą miały zmiany w podatku od dochodów osób fizycznych. To zależy od tego, czy wejdą w życie w połowie roku, czy od października br. Niemniej tegoroczne działania pociągną za sobą wydatki na poziomie 17 mld zł lub nieco mniej.

Czy kasa państwa udźwignie te koszty? W czasie dobrej koniunktury gospodarczej nie było problemów z wypłacaniem świadczeń w rodzaju 500+. Panuje jednak przekonanie, że czas prosperity się kończy. Czy to może oznaczać zmniejszenie wpływów z podatków?

Prof. Modzelewski: Potencjalne pogorszenie w przyszłym roku światowej koniunktury gospodarczej i osłabienie tempa wzrostu nie będzie miało istotnego wpływu na wielkość dochodów budżetowych. Lansowana teza, iż wzrost wpływów z podatku VAT wynika z zewnętrznych uwarunkowań makroekonomicznych, świadczy o niewielkiej znajomości tematyki podatkowej autorów tej tezy. W przypadku eksportu budżet zyskuje niewiele, ponieważ wywóz towarów za granicę nie jest obłożony  podatkiem od towarów i usług. Rosnące wpływy z tej daniny wynikają ze zwiększającego się popytu konsumpcyjnego. I taki trend pozostanie. Dodatkowo coraz więcej pieniędzy do kasy państwa przynosi PIT, czyli podatek dochodowy od osób fizycznych. W ubiegłym roku poszybował na poziom niemal 60 mld zł (zakładano 55,5 mld zł). Wynika to z podwyżek wynagrodzeń i masowego zatrudniania obcokrajowców. W roku 2020 będzie tak samo, tj. nie zmniejszą się płace i nie obniży się liczba pracujących w Polsce cudzoziemców.

Jednak działania zapowiadane przez rząd zwiększają znacząco wydatki budżetowe. Jak je sfinansować? Czy grozi nam podwyżka podatków?

Prof. Witold Modzelewski: By sprostać planowanym nakładom na zapowiedziane programy socjalne, musi dojść do zwiększenia przychodów budżetowych w wysokości ok. 17 mld zł netto, czyli ok. 21 mld zł brutto w stosunku do wyniku osiągniętego w roku 2018. I te pieniądze należy znaleźć jeszcze w tym roku. Źródłem dodatkowych przychodów są tylko VAT i akcyza. Planowane w 2019 roku wpływy z tego pierwszego podatku to ok. 180 mld zł, ale można je zwiększyć do 190-192 mld zł. Pozostałe przynajmniej 5 mld zł da się uzyskać z akcyzy. W ubiegłym roku budżet z tej daniny miał mniej więcej 72 mld zł, a potrzeba 80 mld zł. I nie trzeba w tym celu podnosić stawek, tylko zlikwidować luki, z których wyciekają pieniądze.

W jaki sposób można to osiągnąć, nie sięgając do kieszeni podatnika?

Prof. Modzelewski: W przypadku podatku VAT należy doprowadzić do tego, by sektory, które go nie płacą, w końcu zaczęły dokładać się do budżetu. To branża stalowa, elektroniczna, metali kolorowych i złomu. Jak? Zlikwidować tzw. odwrócony VAT. Rząd już zapowiedział stosowne kroki. Takie posunięcie pozwoli na zwiększenie wpływów w przybliżeniu o 11-12 mld zł, czyli na to, czego potrzebujemy. I mamy szanse do końca roku to osiągnąć.

A co z akcyzą?

Prof. Modzelewski: Tu mamy długą listę luk, do dzisiaj niezlikwidowanych. Dochody w poprzednim roku wzrosły o 3 mld zł, a to kiepski wynik. Nastąpił realny spadek dochodów z tego podatku. By udział akcyzy w PKB wrócił do poziomu 4%, osiąganych zanim przyszedł do resortu finansów Jacek Rostowski, wpływy musiałyby wynieść 80 mld zł w tym roku. A planujemy 72 mld zł. Ale można je zwiększyć dzięki odpowiednim zmianom przepisów. Przykład patologii utrzymywanej od 2012 roku to możliwość importu węgla do Polski bez akcyzy. Wystarczyła deklaracja, że ten surowiec nie będzie miał „akcyzowego przeznaczenia”. W efekcie nie tylko tracimy na niezapłaconej daninie, ale zaburzamy wolną konkurencję. Krajowi producenci muszą odprowadzać akcyzę, a zagraniczni eksporterzy na nasz rynek nie. Inny przykład to fakt, że ponad 15% papierosów sprzedawanych jest bez akcyzy. Zamknięcie tego rodzaju możliwości przyniesie korzyści budżetowe, a jednocześnie pozwoli na finansowanie nowych świadczeń społecznych bez podnoszenia podatków.

Premier zapowiedział też pozyskanie pieniędzy rzędu miliarda złotych z podatku cyfrowego nałożonego na gigantów rynku, takich jak Facebook, Google, Amazon i Apple. Jednak w UE nie ma zgody na takie rozwiązanie, część krajów się sprzeciwia. Czy to czcze obietnice?

Prof. Modzelewski: Nie oglądajmy się na innych. W tym przypadku jestem za wprowadzeniem uproszczonej wersji tego podatku czy opodatkowania obrotów firm zagranicznych sprzedających na naszym rynku, które unikają innych form opodatkowania od świadczonych przez siebie usług. Trudno jeszcze mówić o potencjalnych wpływach. Osobiście sądzę, że możemy mówić o rocznych kwotach na poziomie 1,5-2 mld zł przy relatywnie niskiej stawce takiej daniny. Można też wprowadzić próg, od którego zaczyna się je pobierać.

Czyli obywatele nie muszą się obawiać podwyżek podatków z powodu zwiększenia wydatków socjalnych? A czy mogą liczyć na wielokrotnie obiecywaną obniżkę VAT, czyli powrót do stawek 22 i 7 procent?

Prof. Modzelewski: Spadek przychodów budżetowych w takim przypadku odpowiada wydatkom na dodatkową jednorazową emeryturę. Gdyby rząd chciał wypłacić ją w kolejnym roku, to nie mógłby sobie pozwolić na taki ruch. Konsumenci nie odczują obniżek stawek, zyskają jedynie sprzedawcy. Natomiast ze wzrostu świadczenia dla emerytów część pieniędzy wróci do budżetu z podatku dochodowego, a jednocześnie wzrośnie konsumpcja. By sprostać planowanym wydatkom, musimy zwiększać przychody do budżetu. Wciąż mamy duży margines tych, którzy legalnie lub nielegalnie uchylają się od płacenia podatków. Należy przede wszystkim przeciąć – zgodnie z rezolucją Parlamentu Europejskiego z 2015 r. – wszelkie związki władzy z biznesem podatkowym, zwłaszcza tym globalnym, bo on ma najwięcej na sumieniu w dziele psucia podatków. Ograniczenie tych kontaktów pozwoli na wzrost świadczeń bez obciążania obywateli.

Za co cenimy firmy kurierskie? Wyniki ankiety

Klienci ocenili m.in. kulturę pracy kurierów, szybkość i punktualność dostarczania przesyłek, a także rozwiązania IT. Niezależne badanie, w którym wziął udział GLS Poland, pokazuje, jakie oczekiwania wobec firm kurierskich mają dziś klienci
w Polsce.

Badanie zostało przeprowadzone na dużej, reprezentatywnej grupie klientów w ramach programu Firma Przyjazna Klientowi 2018. Co oceniali klienci? Przede wszystkim kontakt
i współpracę z firmą, ogólne zadowolenie z jej usług i produktów, a także prawdopodobieństwo, że polecą ją innym osobom.

We wszystkich kluczowych obszarach GLS Poland otrzymał ok. 90% pozytywnych ocen, po raz kolejny uzyskując certyfikat Firmy Przyjaznej Klientowi. Najlepszy wynik (91%) dotyczył skłonności klientów do zarekomendowania usług firmy kurierskiej.

Tomasz Kroll, dyrektor zarządzający GLS
Tomasz Kroll, dyrektor zarządzający GLS

Najwięcej mówią szczegóły: najwyżej nasi klienci ocenili jasną i przejrzystą ofertę produktów i usług. Bardzo nas cieszy fakt, że wysokie oceny zyskały też uprzejmość i kompetencje pracowników, w tym kultura pracy oraz punktualność kurierów. Uznanie zyskał też szeroki zakres naszych usług – wylicza Tomasz Kroll, dyrektor zarządzający GLS.

Klienci, którzy skłonni są rekomendować GLS Poland innym, podkreślają, że atutami firmy są szybkość i terminowość dostarczania przesyłek, sprawny dostęp do informacji, a także dobra komunikacja i kontakt z pracownikami.

Bardzo wysoko ocenione zostały również rozwiązania IT udostępnione przez GLS. Zdecydowana większość klientów deklaruje, że działają one sprawnie, stabilnie i są intuicyjne w obsłudze.

Ta ocena współgra z wynikami badania Operator Logistyczny Roku 2018. W jego ramach klienci podkreślali, że zapewniamy najwyższy standard obsługi w zakresie informatyzacji
i integracji systemów operacyjno-logistycznych. W ostatnim czasie dużo inwestujemy
w rozwiązania IT oraz w funkcjonalności i usługi pozwalające na sukcesywną personalizację usług. Pozytywne oceny ze strony klientów pokazują, że idziemy w dobrym kierunku
– mówi Tomasz Kroll.

Przypomnijmy, że w ramach badania Operator Logistyczny Roku 2018 firma kurierska otrzymała prestiżowe wyróżnienie w kategorii „Ekspresowy serwis krajowy”. Pod uwagę branych było łącznie 29 operatorów logistycznych działających na polskim rynku, a firmy były oceniane przez swoich kluczowych klientów. GLS Poland zajął pierwsze miejsce
w następujących obszarach usług: obsługa finansowa (ogólnie), odbiór dokumentów zwrotnych, pobranie gotówki za towar, płatności on-line, gwarantowana godzina dostawy następnego dnia, typ przesyłki: paczki.

W 2018 roku GLS Poland uzyskał również inne nagrody i wyróżnienia. M.in. otrzymał tytuł  Superbrands. To międzynarodowy projekt, w którym laureaci wyłaniani są na podstawie badania konsumenckiego i głosowania ekspertów.

Firma została też wyróżniona w V. edycji plebiscytu The Champ Awards, w którym doceniane są firmy wspierające rozwój polskiego sportu. GLS Poland już od trzech lat jest sponsorem generalnym  Żużlowej Reprezentacji Polski, odnoszącej imponujące sukcesy w skali światowej, i z roku na rok coraz mocniej wiąże się z tą dyscypliną sportu. Wyróżnienia wręczał Mariusz Czerkawski, najlepszy i najbardziej znany zawodnik w historii polskiego hokeja.

Co ciekawe, GLS Poland zyskał też uznanie za film, w którym wystąpili prawdziwi pracownicy firmy. – Zależało nam na tym, by w przyjazny, możliwie bezpośredni sposób zachęcić do przyłączenia się do GLS Poland. Nasi pracownicy nigdy wcześniej nie mieli aktorskich doświadczeń, ale mówili po prostu o własnych doświadczeniach i odczuciach związanych z pracą w GLS, i byli w tym bardzo swobodni i autentyczni. To się spodobało – opowiada Tomasz Kroll.  Film „Jesteśmy z GLS” otrzymał nagrodę w ramach 13. edycji Festiwalu FilmAT w kategorii „Najlepszy film rekrutacyjny”.

Kurs funta znów poniżej 5 zł. Polski przemysł rośnie

Produkcja przemysłowa rośnie szybciej od oczekiwań analityków. Spokój w Wielkiej Brytanii spowodował korektę na funcie brytyjskim. Dane z USA poniżej oczekiwań analityków.

Dobre dane z polskiego przemysłu

Nieoczekiwanie rośnie produkcja przemysłowa w Polsce. Analitycy spodziewali się wzrostu o 4,8% jednak okazał się on nawet wyższy i wyniósł 6,9%. Jest to dobry sygnał biorą pod uwagę ostatnie słabsze nastroje wyrażone indeksami koniunktury wskazującymi na nadchodzącą recesję. Inwestorzy uznali to za dobry sygnał dokupując dodatkowo złotego. Spowodowało to umacniania się złotówki względem pozostałych walut.

Funt ponownie poniżej 5 zł

Uspokojenie nastrojów po głosowaniach brexitowych oraz informacja, że dodatkowy czas na decyzję nie będzie zbyt długi spowodowało, że inwestorzy przestali patrzeć hurraoptymistycznie na perspektywy funta. Dzisiejsze dane na temat inflacji, która wzrosła do 1,9% przy oczekiwanych 1,8% nie zmieniły tej sytuacji. Od rana funt stracił na wartości 1,5 grosza spadając poniżej okrągłej granicy 5 złotych.

Słabsze dane z USA

Wczorajsze dane na temat zamówień w przemyśle okazały się słabsze od oczekiwań. Wzrost o 0,1% w ujęciu miesięcznym nie jest dramatem, ale to wyraźnie mniej niż oczekiwane 0,3%. Gorzej od prognoz wypadły również indeksy zamówień na dobra trwałego użytku oraz na dobra bez środków transportu. Dane te nie miały większego wpływu na notowania dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

19:30 – USA – konferencja prasowa po decyzji FOMC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Polacy sprowadzili ponad milion używanych aut z zagranicy w 2018 r.

W 2018 roku Polacy zarejestrowali 1 003 290 używanych samochodów sprowadzonych z zagranicy, czyli o 7,1% więcej niż rok wcześniej. Średni wiek samochodu wyniósł 11 lat, a najpopularniejszym modelem było Audi A4.

Modele sprowadzanych autNajwiększą popularnością w ubiegłym roku cieszyły się niemieckie auta. Zarejestrowano ich w naszym kraju aż 416 tys. Najczęściej były to Volkswageny (121 tys.). Eksperci serwisu rankomat.pl Sprawdzili, jaki był wiek i kraj pochodzenia sprowadzonych aut, a także jak kształtują się ceny OC na najchętniej sprowadzane modele.

Najwięcej 11-letnich aut

Średni wiek pojazdów sprowadzanych w ubiegłym roku do Polski wyniósł 11 lat i 10 miesięcy. Najwięcej samochodów pochodziło z rocznika 2007, 2008 i 2006 roku.

Wiek sprowadzanych samochodówNajwięcej samochodów polscy kierowcy sprowadzili z Niemiec (58%), Francji (9%) oraz z Belgii (7%).

Najpopularniejszy model – Audi A4

W 2018 roku liderem rynku samochodów używanych sprowadzonych do Polski został Volkswagen (121 848 egzemplarzy). Polacy sprowadzili także dużą liczbę Opli (108 722) i Audi (83 178). Najpopularniejszym modelem okazało się być Audi A4 (35 565).

Ile kosztuje ubezpieczenie OC dla najczęściej sprowadzanych aut?

Wśród dziesięciu najczęściej sprowadzanych do Polski w 2018 r. modeli samochodów używanych, najtańsze OC mogą kupić właściciele Opla Corsy (średnio 594 zł). Niewiele więcej kosztuje polisa na Volkswagena Polo (625 zł) i Opla Astrę (661 zł). Najwięcej za ubezpieczenie muszą natomiast zapłacić posiadacze BMW 3 (936 zł) oraz Audi A3 i A6 – 797 zł.Ceny OC

Opracowanie: rankomat.pl

Polacy wracają z emigracji – Raport Przeprowadzki 2018

Na podstawie 22411 zleceń przeprowadzek zrealizowanych za pośrednictwem serwisu Clicktrans w latach 2011-2018 powstała kolejna edycja raportu Przeprowadzki, tym razem badająca, dokąd, jak i za ile przeprowadzali się Polacy w 2018 roku. Dane pokazują, że trend powrotów do kraju wciąż jest bardzo silny – w 2018 roku (podobnie jak w 2017) powroty do kraju stanowiły aż 75% wszystkich przeprowadzek.

Oto wybrane wnioski z raportu:

Od 2017 roku utrzymuje się silny trend powrotów do kraju. W 2018 roku powrotów do Polski było 3 razy więcej niż wyprowadzek z kraju. Przewagę powrotów do kraju nad wyprowadzkami serwis po raz pierwszy odnotował w 2015 roku (wówczas powroty stanowiły 56% zleceń), a przez ostatnie 2 lata fala powrotów stanowiła już aż 75% wszystkich zleceń przeprowadzkowych.

Polacy wracają z emigracji – Raport Przeprowadzki 2018Tendencja jest wyjątkowo silnie widoczna na trasach między Polską i Wielką Brytanią – w 2018 roku powroty z Wielkiej Brytanii stanowiły prawie 86% wszystkich przeprowadzek między Polską i UK. Powrotów z Wielkiej Brytanii było więc aż sześciokrotnie więcej niż wyprowadzek na Wyspy.

Powodów tego zjawiska może być kilka – z jednej strony stabilna, dobra sytuacja gospodarcza w Polsce, a z drugiej niepewność związana z sytuacją imigrantów po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, która zbliża się nieubłaganie i najprawdopodobniej niedługo stanie się faktem” – komentuje Michał Brzeziński, CEO Clicktrans.

Polacy wracają z emigracji – Raport Przeprowadzki 2018 2

Za przeprowadzkę międzynarodową średnio płaciliśmy 1932 zł podczas powrotów do kraju i 1875 zł przy wyprowadzce za granicę. Najtańsze były powroty z Niemiec (1507 zł), najdroższe – z Francji (2710 zł). Wśród wyprowadzek średnio najtańsze były trasy do Holandii (1331 zł), a najdroższe – do Hiszpanii (3683 zł).

„Raport Przeprowadzki 2018” to trzecia edycja raportu na temat przeprowadzek Polaków. Szczegółowe informacje, wnioski oraz wykresy zawarte zostały w raporcie.

Raport jest dostępny na stronie:  https://clicktrans.pl/info/raport-przeprowadzki-2018.

E-przetargi. Krajobraz po zmianach

Na 18 października 2018 roku instytucje publiczne czekały z niepokojem. Nowe zapisy w ustawie Prawo Zamówień Publicznych zmusiły zamawiających i wykonawców do poważnych zmian w procesie przetargowym. Pierwsze miesiące funkcjonowania zmodyfikowanej ustawy pokazują jednak, że sektor publiczny bez większych problemów poradził sobie z sytuacją. W styczniu 2020 egzamin z e-przetargów będą musiały zdać też mniejsze podmioty.

Przetargi publiczne organizowane są przez wszystkie instytucje korzystające ze środków publicznych. Są to zatem między innymi ministerstwa, szpitale, szkoły, uczelnie, urzędy miast i gmin czy wojewódzkie. W procesie postępowań przetargowych kupowany jest i sprzęt medyczny, i papier do drukarek czy usługi utrzymania zieleni lub wywozu nieczystości. W każdym przetargu biorą udział zamawiający oraz wykonawcy, czyli firmy, które mogą dostarczyć potrzebne przedmioty i usługi. Obie strony musiały dostosować się do nowości w ustawie PZP.

Według nowych przepisów, czyli jak?

Największą zmianą w ustawie jest ta, która mówi o konieczności elektronicznej komunikacji między zamawiającymi a wykonawcami. A to oznacza, że instytucje publiczne, które przeprowadzają postępowania powyżej progów unijnych, muszą skorzystać z portalu e-Usług. Do wyboru mają rozwiązania komercyjne lub rządowy miniPortal. Co ważne – każde z dostępnych na rynku tego typu narzędzi jest dziś oparte na chmurze. Zamawiający nie potrzebują więc wielkich zmian technologicznych, bo wdrożenie takiego rozwiązania jest proste i szybkie.

Z punktu widzenia wykonawcy najważniejszy jest kwalifikowany podpis elektroniczny, bez którego nie będzie w stanie złożyć swojej oferty. Wzięcie udziału w przetargu elektronicznym wymaga zalogowania się na platformie dostarczonej przez zamawiającego, wypełnienia wymaganych dokumentów i przesłania potwierdzonej podpisem oferty. Jeśli zamawiający korzysta z miniPortalu, wykonawca musi mieć także aktywne konto na platformie e-PUAP. Co istotne, również otwarcie i publikacja ofert mogą odbywać się teraz w pełni elektronicznie, bez bezpośredniego spotkania stron.

Trudne dobrego początki

Jak każda zmiana, tak i ta wiąże się z pewnymi trudnościami, przede wszystkim po stronie zamawiających. Problematyczne może być samo przestawienie się na elektroniczny tryb obsługi całego procesu przetargowego. Zwłaszcza dla tych, którzy od lat działali inaczej. Tu z pomocą przychodzą narzędzia informatyczne, które – jeśli dobrze przygotowane – są intuicyjne i proste w obsłudze.

Wykonawcy muszą przestawić się na pracę z systemami, które wymagają od nich dyscypliny czasowej. Złożenie oferty na ostatni moment w przypadku korzystania z portali e-Usług jest ryzykowne, choćby dlatego że samo podpisywanie oferty kwalifikowanym podpisem elektronicznym może potrwać do kilkunastu minut. Obie strony przetargów publicznych muszą zatem choć minimalnie przygotować się i poznać narzędzia. Pomogą w tym dostawcy portali e-Usług.

– Nowa rzeczywistość, z którą od niedawna mierzą się zamawiający i wykonawcy, wymaga wsparcia nie tylko ze strony instytucji tworzących i interpretujących prawo, ale i od dostawców technologii. Portale e-Usług to dla wielu podmiotów publicznych nieznany teren, którego trochę się obawiają. To po stronie usługodawców leży odpowiednie przygotowanie sektora do korzystania z tych narzędzi. Szkolenia, webinary, instrukcje, a także infolinie obsługiwane przez doświadczonych konsultantów powinny być dziś standardem zapewnianym przez dostawców usług – mówi Piotr Matysik, prezes zarządu Marketplanet.

W spokojnym przystosowaniu się do nowych przepisów nie pomaga też niepewność co do przyszłości rozwiązań technologicznych, które mają wspierać elektronizację. 11 marca Urząd Zamówień Publicznych poinformował, że odstąpił w całości od umowy na zaprojektowanie i wdrożenie Platformy e-Zamówienia. Powodem tej decyzji była zwłoka wykonawcy w realizacji umowy. Zamawiający zastanawiają się, jak wpłynie to na ich funkcjonowanie.

– Portale e-Usług w zupełności wystarczają do tego, aby przeprowadzać postępowania publiczne zgodne z ustawą PZP. I według modelu obowiązującego w Polsce – to na nich będzie się opierać nadal komunikacja między uczestnikami e-przetargów, nawet kiedy powstanie Platforma e-Zamówienia. Zamawiający korzystający z komercyjnych portali e-Usług lub rządowego miniPortalu – są w pełni gotowi do udziału w e-przetargach. I to się nie zmieni w przyszłości – uspokaja Piotr Matysik.

Potyczki prawne

Niejasna bywa także interpretacja nowego prawa. Krajowa Izba Odwoławcza, organ odpowiedzialny za rozpatrywanie odwołań wnoszonych w toku postępowań o udzielenie zamówień publicznych, wydała już kilka pierwszych wyroków w sprawach spornych między zamawiającymi a wykonawcami. Największe wątpliwości do tej pory wzbudziły sposób tworzenia ofert – KIO najpierw zadecydowała, że podpisanie podpisem elektronicznym skanu papierowego dokumentu z klasycznymi podpisami i przesłanie go za pomocą portalu e-Usług zamawiającemu nie jest zgodne z ustawą Prawo Zamówień Publicznych, trudno bowiem ustalić, czy jest jest to kopia czy oryginał oferty, później jednak zmieniła linię orzeczniczą w tym zakresie (wyrok o sygn. KIO 119/19) – oraz jednoznaczna odpowiedzialność za problemy techniczne platformy e-Usług. W tym drugim przypadku KIO uznała, że to wykonawca musi udowodnić, że nie dostarczył oferty z powodu wadliwego działania platformy zakupowej.

Nowa ustawa wzbudza wiele dyskusji, nie tylko między – wydawałoby się – najbardziej zainteresowanymi stronami. Do wyroku KIO uznającego nieważność kwalifikowanego podpisu elektronicznego z powodu zastosowania skrótu SHA-1 odniosła się niedawno Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji, nie zgadzając się z tą linią orzeczniczą KIO. Sama izba zmieniła też linię orzeczniczą, uznając w sprawie KIO 137/19, że jednolity europejski dokument zamówienia (JEDZ) podpisany przy użyciu algorytmu SHA-1 jest ważny. Takich wyroków i sporów na pewno przed uczestnikami przetargów publicznych jeszcze wiele.

Zmiany na korzyść

Mimo wciąż pojawiających się pytań i wątpliwości e-przetargi działają sprawnie i bez większych problemów. Podmioty publiczne weszły w nową rzeczywistość z optymizmem, widzą bowiem korzyści, jakie przyniosły im zmiany w ustawie Prawo Zamówień Publicznych.

To dobra wiadomość, zwłaszcza dla tych, którzy wdrożenie procedury e-przetargów mają jeszcze przed sobą. Ustawodawca upomni się bowiem niedługo o kolejną dużą grupę zamawiających – tych, którzy przeprowadzają postępowania poniżej progów unijnych. Ich nowe prawo obejmie już 1 stycznia 2020 roku.

– Zamawiający organizujący przetargi na mniejsze kwoty mają bardzo dobrą sytuację. Na rynku są już gotowe rozwiązania oraz pierwsze praktyki. Szlaki zostały zatem przetarte. To od nich zależy, czy skorzystają z doświadczeń większych instytucji i zawczasu przygotują się do zmian. Warto to zrobić, tym bardziej że nic nie stoi na przeszkodzie, aby z portalu e-Usług w postępowaniach poniżej progów unijnych korzystać już dziś. Wiele mniejszych instytucji zresztą już tak robi. Dzięki tym połączonym siłom dużych i małych zamawiających tylko za pośrednictwem naszego portalu e-Zamawiający od 18 października 2018 roku przeprowadzonych zostało ponad 900 przetargów, w których złożono 1500 ofert. Te liczby będą rosnąć – podsumowuje Piotr Matysik z Marketplanet.

Ustawa Prawo Zamówień Publicznych zmieniła sposób przeprowadzania przetargów publicznych. I choć zdarzają się wątpliwości i niejasności, instytucje przystosowały się do nowych warunków bez większych problemów. Niebawem ten sam proces będą przechodzić także mniejsze podmioty. Jeśli wykorzystają doświadczenia instytucji objętych nową ustawą w ubiegłym roku, styczeń 2020 nie wpłynie znacząco na ich codzienność.

Przemysł pozytywnie zaskoczył

Według wstępnych danych GUS, w lutym produkcja przemysłowa była wyższa niż rok wcześniej o 6,9 proc. To wynik wyraźnie lepszy niż oczekiwano, choć nieco słabszy od zanotowanego w lutym ubiegłego roku.

Analitycy Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii liczyli na to, że w lutym produkcje zwiększy się o ponad 5 proc., zaś rynkowi ekonomiści spodziewali się wzrostu o 4,8 proc. Faktyczny wynik jest więc o wiele lepszy, co świadczy o tym, że spowolnienie na razie jest niewielkie, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę bardzo pesymistyczne odczyty wskaźnika PMI oraz fatalne wyniki w przemyśle niemieckim i większości krajów strefy euro. Ankietowani polscy przedsiębiorcy sygnalizowali w ostatnim czasie bardzo duży spadek zamówień eksportowych oraz silny wzrost zapasów. Lutowe wyniki stanowią więc pozytywne zaskoczenie, choć należy przypomnieć, że w lutym 2018 r. produkcja rosła aż o 7,3 proc. Jej dynamika zaczęła się wyraźniej obniżać w drugiej połowie ubiegłego roku.

Do obecnej zwyżki w znacznym stopniu przyczynił się sięgający aż 16,5 proc. skok produkcji w górnictwie i wynoszący 9,8 proc. w sektorze usług komunalnych (dostawa wody, gospodarowanie ściekami i odpadami). Jednak przetwórstwo przemysłowe także zanotowało bardzo dobrą, wynoszącą 7 proc. dynamikę wzrostu. Największy, sięgający 20,5 proc. skok odnotowano w produkcji pozostałego sprzętu transportowego, ale także mocno, bo o 13,8 proc. w górę poszła produkcja urządzeń elektrycznych, a komputerów i wyrobów elektronicznych zwiększyła się o 12,6 proc. Po nieco ponad 11 proc. wzrosła produkcja wyrobów z surowców niemetalicznych oraz wyrobów z tworzyw sztucznych i gumy. Produkcja pojazdów samochodowych zwiększyła się o 9,7 proc. Największy, wynoszący 18,1 proc. spadek miał miejsce w przypadku skór i wyrobów skórzanych, w wydobywaniu węgla (spadek o 4,7 proc.) oraz produktów rafinacji ropy naftowej (spadek o 3 proc.).

Opublikowane dane wskazują, że mimo licznych trudności, polski przemysł jeszcze zbyt mocno nie odczuwa dekoniunktury, natomiast sytuacja w dalszej części roku pozostaje wciąż niepewna i należy się liczyć z kontynuacją tendencji do pogarszania się wyników, choć skala tego zjawiska nie powinna być zbyt duża. Wiele zależeć będzie od warunków w otoczeniu, głównie w Niemczech i pozostałych największych gospodarkach strefy euro, będących znaczącymi odbiorcami wyrobów naszego przemysłu.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Ilu Polaków wciąż nie posiada łazienki?

Obecnie posiadanie łazienki w mieszkaniu (domu lub lokalu) wydaje się już oczywistym cywilizacyjnym standardem. Dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że na terenie polskich miast średnio tylko jedno z dwudziestu mieszkań jest pozbawione łazienki. Na wsiach sytuacja wciąż przedstawia się nieco gorzej. Warto również zdawać sobie sprawę, że dostęp do instalacji sanitarnych dość znacząco zależy od lokalizacji na mapie Polski. Nawet w tych miejscach, gdzie łazienka stanowi wyposażenie prawie każdego wiejskiego domu, większym problemem bywa dostęp do kanalizacji.   

Polska wieś wciąż nadrabia cywilizacyjne zapóźnienie

Na wstępie warto podkreślić, że w dłuższej perspektywie czasowej Polska dokonała ogromnego postępu pod względem wyposażenia mieszkań w instalacje sanitarne. Wg portalu RynekPierwotny.pl najlepiej świadczą o tym historyczne roczniki statystyczne GUS-u. W 1950 r. tylko niecałe 15% mieszkań z polskich miast posiadało łazienkę. Pod koniec PRL-u, analogiczny wynik dotyczący miast przekroczył 80%, ale sytuacja na wsi wciąż przedstawiała się kiepsko. Rezultaty spisu powszechnego GUS-u z 1988 r. wskazują, że wówczas tylko połowa wiejskich domów była wyposażona w łazienkę.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl trzeba zdawać sobie sprawę, że w XXI wieku Polska wciąż nadrabia cywilizacyjne zapóźnienie przejawiające się mniejszym niż w Europie Zachodniej udziałem mieszkań z łazienką. Odsetek takich mieszkań (lokali i domów), od początku minionej dekady zmieniał się następująco:

  • 2003 r. – 91,8% w miastach/74,5% na wsi
  • 2004 r. – 91,9%/74,7%
  • 2005 r. – 92,0%/74,9%
  • 2006 r. – 92,0%/75,0%
  • 2007 r. – 92,1%/75,5%
  • 2008 r. – 92,2%/75,8%
  • 2009 r. – 92,4%/76,1%
  • 2010 r. – 95,2%/81,4%
  • 2011 r. – 95,2%/81,6%
  • 2012 r. – 95,3%/81,8%
  • 2013 r. – 95,3%/82,0%
  • 2014 r. – 95,4%/82,2%
  • 2015 r. – 95,4%/82,4%
  • 2016 r. – 95,5%/82,6%
  • 2017 r. – 95,6%/82,8%

Zaprezentowane powyżej informacje wskazują, że polska wieś dość szybko nadrabia sanitarny dystans do miasta. Na przekroczenie wyniku 90% dotyczącego udziału wiejskich mieszkań z łazienką, trzeba będzie jednak stosunkowo długo poczekać.

Wschodnia część kraju nadal prezentuje się gorzej …

Wiele osób może być zaskoczonych faktem, że w naszym kraju wciąż istnieją powiaty, na terenie których około 40% – 45% mieszkań (lokali i domów) nie jest wyposażonych w łazienkę. W świetle danych Głównego Urzędu Statystycznego z 2017 roku, najgorzej prezentuje się powiat bielski z woj. podlaskiego (tylko 55% mieszkań z łazienką), pow. sokólski (59%), pow. siemiatycki (61%), pow. hajnowski (61%), pow. krasnostawski (62%), pow. konecki (62%), pow. szydłowiecki (62%), pow. sokołowski (63%), pow. chełmski (65%) oraz pow. lipski (65%).

Jeżeli chodzi o szersze ujęcie terytorialne, to eksperci portalu RynekPierwotny.pl zauważają, że najgorzej wypadają dwa województwa położone we wschodniej części naszego kraju. Mowa o województwie podlaskim oraz wojewódzkie lubelskim. Pod względem wyposażenia mieszkań w łazienkę, przoduje natomiast woj. pomorskie, zachodniopomorskie, śląskie i opolskie.  łazienki w mieszkaniu

Rozbudowa sieci kanalizacyjnej jest ważnym celem

Wyrównanie wciąż istniejących różnic między miastem i wsią w zakresie dostępu do urządzeń sanitarnych to nie jedyne istotne wyzwanie cywilizacyjne. W kontekście sanitarnym, ważna wydaje się również inna kwestia. Chodzi o dostęp do sieci kanalizacyjnej, który w dalszym ciągu jest mocno zróżnicowany terytorialnie. Poniższa mapa bazująca na danych Głównego Urzędu Statystycznego dobrze pokazuje, że w 2016 r. wciąż były widoczne spore różnice pomiędzy zachodnia oraz wschodnią częścią kraju.

Gminy zaznaczone na mapie jaśniejszymi odcieniami to obszary, gdzie najmniej mieszkańców posiada dostęp do sieci kanalizacyjnej. Nietrudno zauważyć, że takich gmin najwięcej jest na terenie wschodniej i centralnej części kraju (województwa: podlaskie, lubelskie, mazowieckie, świętokrzyskie oraz łódzkie). Środki unijne dają nadzieję na poprawę sytuacji dotyczącej wspomnianych regionów.

łazienki w mieszkaniu 2

Źródło: Atlas Statystyczny Polski (2018 r.) / GUS

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Nowe zasady rozliczania kosztów firmowych samochodów w 2019 r.

Wraz z początkiem nowego roku nadeszły zmiany dla wszystkich przedsiębiorców, którzy wykorzystują samochody osobowe do prowadzenia działalności gospodarczej. Nowe reguły najboleśniej dotknęły te przedsiębiorstwa, które rozliczają koszty eksploatacji samochodu na firmę, wykorzystując go jednocześnie w celach prywatnych. Jakie jeszcze nowości ustawodawca przygotował dla podatników?

Wykorzystujesz samochód firmowy prywatnie? Nie odliczysz wszystkich kosztów

Samochód osobowy nie tylko ułatwia prowadzenie firmy, ale w niektórych przypadkach jest wręcz niezbędny do wykonywania obowiązków. Niestety, koszty eksploatacji, zaczynając od rosnących cen paliwa, a na kosztach naprawy oraz wymiany części kończąc, potrafią być wysokie. A co gorsze, właściciele aut muszą ponosić je regularnie.

Z tego powodu możliwość odliczenia kosztów eksploatacyjnych pojazdów firmowych stanowi dla przedsiębiorców istotne zmniejszenie wartości przychodu podlegającego opodatkowaniu. Niestety w 2019 r. ustawodawca ograniczył możliwość pełnego odliczenia takich kosztów, różnicując pojazdy na te wykorzystywane wyłącznie do prowadzenia firmy oraz na te dodatkowo używane w celach prywatnych.

Dotychczasowe uprawnienie przedsiębiorców do odliczenia pełnej kwoty kosztów eksploatacyjnych zachowało się dla tych pojazdów, które służą jedynie prowadzonej działalności gospodarczej. Jednak i w tym przypadku przedsiębiorcy są obciążeni obowiązkiem prowadzenia dodatkowej ewidencji kosztów eksploatacji pojazdów, która potwierdzi, że były wykorzystywane jedynie w celach prowadzenia firmy.

W pozostałych przypadkach, a więc w odniesieniu do aut firmowych wykorzystywanych również w celach prywatnych, przedsiębiorcy mogą odliczyć jedynie 75% kosztów ich eksploatacji. W porównaniu do dotychczasowych przepisów jest to spadek aż o 25%.

Zmiana wysokości limitu wartości samochodu osobowego

Przedsiębiorcy mają możliwość odliczenia odpisów amortyzacyjnych z tytułu zużycia samochodu osobowego, wykorzystywanego do prowadzenia działalności. Do końca 2018 r. przywilej ten dotyczył jedynie aut spalinowych o wartości nie wyższej niż 20 000 euro oraz aut elektrycznych o wartości nieprzekraczającej 30 000 euro.

Wchodzące w życie w 2019 r. przepisy zwiększają ten limit do 150 000 złotych w przypadku aut spalinowych oraz do 225 000 złotych w przypadku aut elektrycznych. Przykładowo, jeśli firma zakupi samochód spalinowy o wartości 190 000 złotych, przedsiębiorca będzie mógł odliczyć koszty uzyskania przychodu z tej inwestycji jedynie do wartości 150 000 złotych. Pozostałe 40 000 złotych nie stanowi kosztów uzyskania przychodu.

Co z leasingiem i innymi formami użytkowania aut?

Limity dotyczą nie tylko transakcji zakupu samochodów, ale także ich leasingu oraz długotrwałego wynajmu. W tym przypadku obowiązują te same stawki, tj. 150 000 złotych dla aut spalinowych oraz 225 000 złotych dla pojazdów elektrycznych. W praktyce oznacza to, że wydatki poczynione na leasing albo wynajem, które przekroczą te kwoty graniczne, nie będą mogły być w całości wliczone do kosztów uzyskania przychodu. W takim przypadku kwota wyliczana jest w proporcji do limitów.

Przykładowo, jeśli firma korzysta z samochodu elektrycznego o wartości 450 000 złotych, użytkowanego w ramach leasingu, do kosztów uzyskania przychodu będzie mogła zaliczyć jedynie 50% raty leasingowej (gdyż wartość samochodu przewyższa dopuszczalny limit o połowę).

Ustawodawca rozszerzył więc nowe zasady obliczania kosztów uzyskania przychodu także na raty leasingowe oraz abonament za wynajem długoterminowy.

Do kogo głównie skierowane są zmiany?

Do przedsiębiorców, którzy wprowadzili samochody osobowe do majątku firmy po 1 stycznia 2019 r. oraz do tych, którzy zawarli umowy leasingowe lub o inny rodzaj użytkowania pojazdu po tej dacie.

Podsumowanie

Ustawodawca niemile zaskakuje tych przedsiębiorców, którzy wykorzystują samochody firmowe zarówno do prowadzenia działalności, jak i prywatnie. Zmiany negatywnie odczują także leasingowcy, którzy do tej pory nie musieli martwić się limitami odliczania kosztów uzyskania przychodu. Plusem nowych zmian jest natomiast zwiększenie ogólnego limitu wartości aut podlegających całkowitemu odliczeniu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Revolut przenosi centrum usług do Podium Park

Revolut, najszybciej rosnący fintech w Europie, podpisał umowę najmu nowego biura w Krakowie. Na siedzibę spółka wybrała kompleks biurowy Podium Park, jeden z najnowocześniejszych i najbardziej ekologicznych projektów w Polsce, którego pierwszy etap został niedawno oddany do użytkowania. W transakcji Revolut doradzała niezależna firma doradcza Brookfield Partners, specjalizująca się w reprezentacji najemców. Wynajmującego wspierała natomiast międzynarodowa firma doradcza CBRE, będąca jednocześnie agentem wyłącznym Podium Park, a od sierpnia minionego roku także zarządcą I etapu projektu. Nowa siedziba Revolut o łącznej powierzchni przeszło 5,3 mkw. pomieści ponad 700 stanowisk pracy. Firma planuje przeprowadzkę w czerwcu 2019 roku.

Podium Park Kraków 1Revolut powstał w 2015 roku w Londynie. Swoje biuro w Polsce otworzył niespełna rok temu. Firma zdołała pozyskać na naszym rynku ponad 360 tysięcy użytkowników. Polacy coraz chętniej korzystają z aplikacji, będącej wygodną i tańszą alternatywą dla tradycyjnych usług bankowych. Revolut ułatwia bezpieczne zakupy w sieci, wymianę walut po atrakcyjnych kursach i wspiera samodzielne zarządzanie finansami. Fintech stale inwestuje w krakowskie centrum usług i rozbudowuje lokalny zespół specjalistów do spraw obsługi klienta, analityków compliance i programistów. Dynamiczny rozwój jakiego doświadcza centrum w ostatnich miesiącach stworzył zapotrzebowanie na przestrzeń, która będzie odpowiadała oczekiwaniom nowych i obecnych pracowników.

Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce
Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce

Planujemy stworzyć setki dodatkowych etatów w polskiej branży fintech. Liczymy na to, że otwarcie ultranowoczesnego centrum usług w Krakowie dobrze wpisze się w lokalny ekosystem innowacji, a naszym pracownikom zapewni łatwy dostęp, wysoki komfort i przyjazne środowisko pracy. Nowe biuro pomieści ponad 700 biurek i pozostanie największym centrum Revolut w Europie. Zagwarantuje niezbędne wsparcie 24/7 milionom naszych użytkowników na świecie. Krakowskie centrum ma strategiczne znaczenie dla globalnej ekspansji firmy  – powiedział Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce. – Chcemy być wiodącym pracodawcą w branży fintech, a Polska jest liderem w sektorze usług wspólnych, compliance i tworzeniu oprogramowania. Dlatego jesteśmy dumni lokując w Polsce nasze inwestycje. Dołożymy starań by Revolut stał się katalizatorem innowacji dla polskiego sektora fintech i źródłem oszczędności dla małych i średnich polskich przedsiębiorstw – dodał Karol Sadaj.

Podium Park to trzy połączone ze sobą 11-kondygnacyjne budynki, których całkowita powierzchnia najmu przekracza 51 tys. mkw., z czego ok. 48 tys. mkw. to powierzchnia biurowa, a ok. 3 tys. mkw. to powierzchnia usługowa. Podium Park swoim najemcom oferuje ponad 860 miejsc parkingowych, ponad 500 miejsc parkingowych na rowery oraz 39 stanowisk ładowania samochodów elektrycznych. Biurowiec ma zapewniony dostęp do środków komunikacji miejskiej oraz bardzo dobre, bezpośrednie połączenia z najważniejszymi dzielnicami Krakowa i lotniskiem.

 

Budynek A jest jednym z najnowocześniejszych biurowców w Polsce. Potwierdzeniem tego są otrzymane dwa certyfikaty na najwyższym z możliwych poziomów BREEAM Outstanding zarówno na etapie Design Stage, jak również na etapie Post Construction. Certyfikaty zostały wydane przez międzynarodową instytucję certyfikującą BRE w Anglii, a potwierdzeniem jakości projektu jest m.in. kwalifikacja do listy sześciu najbardziej ekologicznych inwestycji w Europie w prestiżowym konkursie BREEAM Awards 2018 – powiedział Wojciech Dobrzański, Prezes Zarządu Podium Investment.

Podium Park realizowany przez Podium Investment powstaje z troską o środowisko naturalne i komfort pracowników. Inwestycja wyznacza europejskie standardy w zakresie ekologicznych inwestycji biurowych. W Podium Park zaprojektowano tereny zielone o łącznej powierzchni 5,3 tys. mkw. Do dyspozycji najemców będzie również wypożyczalnia samochodów elektrycznych, rowerów i skuterów oraz rozbudowana infrastruktura rowerowa (szafki, natryski, zadaszone wiaty, stacja napraw i stacje ładowania).

Uważam, że wybranie przez Revolut krakowskiego Podium Park jako lokalizacji dla centrum usług to dobrze przemyślana decyzja. Zarówno miasto jak i budynek mają wiele do zaoferowania przedsiębiorstwom z sektora fintech. Kraków znalazł się na trzecim miejscu w rankingu CBRE „EMEA Tech Cities”, identyfikującym lokalizacje technologiczne o największym potencjale na rozwój. Siłą stolicy Małopolski jest bardzo wysoki udział młodych, wysokokwalifikowanych pracowników. Dla nowej generacji specjalistów nowoczesne, dobrze wyposażone i zlokalizowane biuro jest z kolei jednym z czynników wyboru pracodawcy. Podium Park jest więc idealną odpowiedzią na potrzeby firmy i jej pracowników – powiedział Kamil Tyszkiewicz, Dyrektor w Dziale Powierzchni Biurowych, Szef Rynków Regionalnych CBRE.

Revolut to nasz kolejny klient, który zachęcony atrakcyjnością Krakowa, zdecydował się uruchomić tu swoje największe biuro. Z doświadczenia w reprezentacji firm z sektora nowych technologii wiemy, jak ważna jest elastyczność i efektywne działanie przy dużej presji czasu. Dynamicznie rozwijające się firmy to wymagający klienci. Nie inaczej było w tym przypadku. Nowa siedziba Revolut w Krakowie zajmie trzy kolejne kondygnacje z dostępem do tarasów o łącznej powierzchni ok. 530 mkw. W krótkim czasie udało się zapewnić Revolut atrakcyjną powierzchnię w doskonałej lokalizacji, która z pewnością wesprze dalszy rozwój Revolut w Polsce oraz na świecie – dodał Filip Kościkiewicz, Partner w Brookfield Partners odpowiedzialny za transakcję.

Packhelp (Zapakuj.to) zebrał łącznie około 38 mln zł od funduszu White Star Capital

Crido Legal doradzało założycielom jednej z najszybciej rosnących w Polsce firm, tj. Packhelp (Zapakuj.to) w procesie pozyskania finansowania na dalszy rozwój i ekspansję. W tej rundzie inwestycyjnej Packhelp zebrał łącznie około 38 mln zł od funduszu White Star Capital i innych inwestorów instytucjonalnych.

Sfinalizowana właśnie transakcja to już trzecia, a zarazem największa runda inwestycyjna. W tej ostatniej, od strony prawnej, właścicieli Packhelp wspierali prawnicy z Crido Legal: Michał Furgalski i Magdalena Purol. Fundusz White Star Capital oraz pozostali inwestorzy byli reprezentowani przez Dentons (Kanada i Polska).

O Packhelp było ostatnio głośno, bo znalazł się na przygotowanej przez serwis The Next Web (TNW) liście najgorętszych start-upów w Polsce. Packhelp działa m.in. dla marek takich jak: H&M, Uber, Google, BMW, Wrangler, EA czy L’Oreal. Jego unikalny model biznesowy zakłada wykorzystanie nowoczesnych technologii, w celu umożliwienia każdemu zamawiania spersonalizowanych opakowań z nadrukiem poprzez aplikację internetową.

Michał Furgalski, associate w CRIDO Legal
Michał Furgalski, associate w CRIDO Legal

Polski rynek startupów dynamicznie się rozwija, co pociąga za sobą wzrost zainteresowania zagranicznych funduszy Venture Capital inwestycjami w Polsce. Tym większą przyjemnością była możliwość doradztwa transakcyjnego dla założycieli Packhelp, spółki będącej liderem branży w Europie Środkowej, podbijającej kolejne rynki i mającej szansę stać się globalną marką rynku opakowań – komentuje Michał Furgalski, associate w CRIDO Legal.

Aforti Collections: Ustawa o komornikach wprowadza rewolucyjne zmiany

Od ponad 2 miesięcy obowiązuje nowa ustawa o komornikach sądowych, egzekucji komorniczej oraz o kosztach komorniczych. Ustawy te zastąpiły obowiązującą ustawę z 1997 roku o komornikach sądowych i egzekucji, której wewnętrzna spójność została bardzo naruszona poprzez wielokrotnie wprowadzane zmiany. Nowe, przełomowe regulacje systematyzują wiele zapisów, które są zawarte w nowej ustawie o komornikach sądowych i dodatkowo w odrębnej ustawie dotyczącej kosztów komorniczych.

Agnieszka Baran-Płomińska, Prezes Zarządu Aforti Collections / Grupa AFORTI
Agnieszka Baran-Płomińska, Prezes Zarządu Aforti Collections / Grupa AFORTI

1 stycznia 2019 r. zaczęły obowiązywać dwie nowe ustawy dotyczące pracy komorników sądowych. Są to: ustawa o komornikach sądowych z dnia 22 marca 2018 r. (Dz. U. 2018.771) oraz ustawa o kosztach komorniczych z dnia 28 lutego 2018 r. (Dz. U. 2018.770), które zastąpiły dotychczas obowiązującą ustawę o komornikach sądowych i egzekucji z 1997 roku.

Nim ustawy weszły w życie, budziły sporo emocji zarówno w środowisku komorników jak i wierzycieli. Ci pierwsi zostali obwarowani sporymi ograniczeniami, natomiast na wierzycielach zostały wymuszone nie tylko zmiany organizacyjne, ale także te dotyczące kwestii biznesowych wśród firm windykacyjnych.  Nowe ustawy mają z jednej strony likwidować liczne patologie, które są często i chętnie opisywane przez media, a z drugiej sprawić, że instytucja komornika ma zacząć działać sprawniej. Początkowo zmiany w ustawie były trudne, wywołały dużo nieufności, a także sprawiały wrażenie, że sprzyjają głównie dłużnikom. Jednak po pierwszych dwóch miesiącach jej obowiązywania, można dostrzec w niej zarówno plusy, jak i minusy.

Wykształcenie, wiek i rewir

Po zmianie przepisów komornik będzie mógł prowadzić działalność głównie na terenie swojego rewiru – czyli obszaru właściwości sądu rejonowego, przy którym działa komornik. Zmianie ulega również system prowadzenia spraw. Premia, polegająca na możliwości przyjmowaniu spraw z wyboru wierzyciela będzie możliwa dopiero w przypadku braku zaległości w prowadzeniu tych „z rewiru”, przekraczających 6 miesięcy. Z zastrzeżeniem jednak, że komornik będzie miał prawo prowadzenia tych spraw tylko w granicach apelacji. Dodatkowo, komornik nie będzie miał możliwości przyjmowania spraw z wyboru wierzyciela, gdy wpływ wszystkich spraw w danym roku przekroczy liczbę 2500, a skuteczność w zakresie prowadzonych przez niego egzekucji w roku poprzednim nie przekroczy 35 proc., a także, gdy wpływ wszystkich spraw w danym roku przekroczy 5000. Jednocześnie przewidziano ułatwienia w przyjmowaniu spraw z wyboru dla komorników rozpoczynających służbę, tych którzy nie przyjęli więcej niż 1000 spraw.

Powyższe zmiany sprawiły,  że wiele firm windykacyjnych korzystających dotychczas z usług dwóch czy trzech komorników, musi nawiązać  z nimi współpracę, ale z każdej apelacji osobno. Wymaga to sprawnego zaplecza administracyjnego w firmie, ponieważ żaden z przedsiębiorców nie może sobie pozwolić na utratę kontroli nad prowadzonymi sprawami. W związku z tym, wielu wierzycieli posiadających wierzytelności pojedyncze z uwagi na powyższe zdecydowali się na powierzenie swoich spraw wyspecjalizowanym podmiotom.

Najnowsze przepisy na nowo regulują również kwestie związane z wykształceniem czy wiekiem komorników. Obecnie wprowadzony został wymóg, który nakazuje, aby każdy komornik posiadał wyższe wykształcenie prawnicze, które do tej pory posiadała tylko część z nich. Nowa ustawa podnosi również granicę minimalnego wieku osoby powoływanej na to stanowisko – z 26 na 28 lat, jednocześnie obniżając górną granicę wieku komornika – z 70 do 65 lat. Znajduje to uzasadnienie w związku ze szczególnymi okolicznościami pracy komornika w terenie.

Nowa ustawa, nowe opłaty komornicze

Ustawa zmienia również wysokość opłaty komorniczej, którą dłużnik zobowiązany jest ponieść w związku z prowadzoną przeciwko niemu egzekucją. Może to stanowić swego rodzaju zachętę dla dłużnika odnośnie nawiązania ściślejszej współpracy z komornikiem.

W sprawie o egzekucję świadczeń pieniężnych komornik ściąga od dłużnika opłatę stosunkową w wysokości 10% wartości wyegzekwowanego świadczenia. Jeżeli jednak dłużnik, w terminie miesiąca od dnia doręczenia mu zawiadomienia o wszczęciu egzekucji, wpłaci do rąk komornika lub na jego rachunek bankowy całość lub część egzekwowanego świadczenia, komornik ściąga od dłużnika opłatę stosunkową w wysokości 3% wartości wyegzekwowanego (nie mniej niż 150 zł) w ten sposób świadczenia.

Jeżeli do wyegzekwowania świadczenia doszło wyłącznie wskutek egzekucji z wierzytelności, rachunku bankowego, wynagrodzenia za pracę lub świadczeń z zabezpieczenia społecznego albo na skutek spełnienia świadczenia przez dłużnika do rąk komornika lub na jego rachunek bankowy po upływie miesiąca od dnia doręczenia dłużnikowi zawiadomienia o wszczęciu egzekucji, opłata minimalna wynosi 200 złotych. Jeżeli do wyegzekwowania świadczenia doszło w inny sposób, niż wskazany powyżej, opłata minimalna wynosi 300 złotych. Opłatę egzekucyjną za egzekucję świadczeń pieniężnych komornik ściąga wraz z egzekwowanym świadczeniem, proporcjonalnie do wartości wyegzekwowanego świadczenia.

Przed wprowadzeniem zmian wysokości tych opłat nie były jednolite i w zależności od sposoby egzekucji wynosiły:

  • 8% (w razie egzekucji z wynagrodzenia za pracę, rachunku bankowego, świadczenia z ubezpieczenia społecznego, niektórych zasiłków); lub
  • 15% – przy pozostałych sposobach egzekucji (np. z rzeczy ruchomych).

Wprowadzenie niższych opłat komorniczych w przypadku podjęcia działań przez dłużnika w pierwszym miesiącu od zawiadomienia należy ocenić bardzo pozytywnie również w kontekście interesu wierzyciela.

Należy pamiętać, że co do zasady opłata egzekucyjna obciąża dłużnika. Możemy jednak wyróżnić przypadki, w których opłaty komornicze obciążą  nie dłużnika, a wierzyciela, który złożył do komornika wniosek o wszczęcie egzekucji.

Wierzyciel zostanie obciążony opłatą egzekucyjną w następujących przypadkach:

  • jeśli wierzyciel złożył wniosek o umorzenie egzekucji i nie wykazał, że ma to związek z otrzymaniem wpłaty bezpośrednio od dłużnika lub z zawarciem porozumienia z dłużnikiem dotyczącego spłaty długu – 150 zł
  • jeśli wierzyciel w wyniku swojej bezczynności doprowadził do umorzenia postępowania egzekucyjnego (np. wierzyciel nie podał adresu dłużnika) – 5% wartości świadczenia pozostałego do wyegzekwowania;
  • w razie oczywiście niecelowego wszczęcia postępowania egzekucyjnego lub wskazania we wniosku o wszczęcie egzekucji osoby niebędącej dłużnikiem – 10 % wartości egzekwowanego świadczenia;

O ile opłata wymieniona w punkcie 2 i 3 ma swoje uzasadnienie to opłata 150 zł w sytuacji umorzenia postępowania np. w przypadku egzekucji bezskutecznej jest dotkliwa dla wierzyciela wtórnego masowego, czyli takiego, który nabył wierzytelność np. od firm pożyczkowych.

Ceny mieszkań budzą emocje

Europejski Fundusz Inwestycyjny i PKO Leasing S.A. ogłaszają nową umowę gwarancji InnovFin

W ramach umowy, PKO Leasing udostępni polskim innowacyjnym przedsiębiorcom blisko 257 mln zł (60 mln EUR preferencyjnego finansowania w formie leasingu i pożyczek.

Podczas kongresu Wolves Summit 2019 miało miejsce specjalne  wydarzenie w postaci ogłoszenia najnowszego wdrożenia instrumentu finansowego dla innowatorów w Polsce.

Europejski Fundusz Inwestycyjny i PKO Leasing S.A. zawarły umowę gwarancji InnovFinw ramach Horyzont 2020, programu Unii Europejskiej na rzecz badań i innowacji na lata 2014-2020. Dzięki gwarancji portfelowej przyznanej przez EFI, PKO Leasing będzie udzielać leasingu i pożyczek na preferencyjnych warunkach. Umowa, realizowana w ramach Planu Inwestycyjnego dla Europy (tzw. Planu Junckera), w ciągu dwóch lat pozwoli wygenerować 256,8 mln zł (60 mln EUR) nowych środków dla polskich innowatorów.

– Nowa umowa InnovFin zapewni polskim przedsiębiorcom dodatkowy impuls finansowy, wspierając ich wysiłki w obszarze badań i innowacji. Plan Inwestycyjny dla Europy zapewnia tysiącom polskim firm lepszy dostęp do europejskich instrumentów finansowych. Bardzo cieszy mnie, że dzięki gwarancji EFI, PKO Leasing rozszerza swoją ofertę produktów o finansowanie dla innowacyjnych przedsiębiorstw – powiedział Carlos Moedas, Komisarz ds. Badań, Nauki i Innowacji.

Najnowsza umowa PKO Leasing jest realizowana w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji Strategicznych (EFIS), stanowiącego główny filar Planu Inwestycyjnego dla Europy (tzw. Planu Junckera).

– Polskie instytucje finansowe odniosły szereg sukcesów we wdrażaniu unijnych instrumentów finansowych. Przykładem może być umowa PKO Leasing z 2018 r., dotycząca programu COSME, stanowiąca największą transakcję gwarancji zawartą przez Europejski Fundusz Inwestycyjny w Polsce. Nowa umowa PKO Leasing dotycząca gwarancji InnovFin, realizowana w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji Strategicznych, ma szczególne znaczenie. Zwiększa potencjał innowacyjny polskiej gospodarki i jest odpowiedzią na jedno z najważniejszych wyzwań wzrostu gospodarczego, wpisując się w rządową Strategię Odpowiedzialnego Rozwoju – skomentował Jarosław Gowin Wiceprezes Rady Ministrów, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

Dyrektor generalny Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego, Pier Luigi Gilibert, powiedział: Umowy zawierane przez EFI z instytucjami finansowymi w Polsce mają na celu udostępnienie polskim przedsiębiorcom szerokiego zakresu instrumentów finansowych w ramach Planu Inwestycyjnego dla Europy. Z przyjemnością ogłaszam nową umowę z PKO Leasing, która umożliwi spółce finansowanie inwestycji klientów innowacyjnych, o bardzo szczególnych potrzebach finansowych.

– To już kolejna umowa podpisana przez PKO Leasing z EFI, której celem jest ułatwienie naszym klientom dostępu do finansowania. W październiku 2018 r. zawarliśmy umowę gwarancji COSME, dzięki której z preferencyjnej oferty skorzysta ponad 10 tys. przedsiębiorców z sektora MŚP. Dzięki obecnej umowie będziemy w stanie wspierać szczególny rodzaj przedsiębiorstw: inwestujących w działalność badawczą, bądź stawiających na innowacyjne rozwiązania. Tego typu działania z natury obciążone są większym ryzykiem, co może wiązać się z trudnością pozyskania kapitału. Część z takich transakcji byłaby trudna do sfinansowania w standardowym procesie leasingu czy pożyczki. Gwarancja InnovFin otwiera drogę grupie o podwyższonym ryzyku inwestycyjnym, dając możliwość stworzenia unikatowego przedsięwzięcia klientom. Jesteśmy dumni, że możemy wykorzystać potencjał programów unijnych, przekuwając go na indywidualne sukcesy naszych klientów – podkreśla Paweł Pach, Prezes Zarządu PKO Leasing S.A.

Paweł Pach, Prezes Zarządu PKO Leasing S.A.
Paweł Pach, Prezes Zarządu PKO Leasing S.A.

– Według naszych analiz, PKO Leasing plasuje się w ścisłej europejskiej czołówce firm leasingowych, zaangażowanych w system wdrażania unijnych instrumentów finansowych.  Jesteśmy dumni, że mogliśmy wspierać PKO Leasing w staraniach o gwarancję InnovFin. Będziemy promować preferencyjną ofertę wśród polskich innowacyjnych przedsiębiorców, stanowiących rzeczywistych beneficjentów tej gwarancji – powiedział Arkadiusz Lewicki, dyrektor Krajowego Punktu Kontaktowego ds. Instrumentów Finansowych Programów UE.

Wartość leasingu lub pożyczek oferowanych przez PKO Leasing w ramach umowy InnovFin wynosi od 107 tys. do 13 milionów złotych (25 tys. – 3 mln EUR). Z finansowania mogą skorzystać przedsiębiorcy zatrudniający poniżej 500 pracowników, spełniający przynajmniej jedno z tzw. „kryteriów innowacyjności”. Kryteria te obejmują m.in. szybki wzrost przedsiębiorstwa, zaangażowanie w działalność badawczą bądź innowacyjną w ciągu ostatnich 2-3 lat, lub też zgłoszenie zapotrzebowania na finansowanie innowacyjnych projektów. Oferta PKO Leasing została uruchomiona w marcu 2019 r. i będzie dostępna przez dwa lata, bądź do wyczerpania środków.

 

PKO Leasing od 16 lat aktywnie współpracuje z instytucjami unijnymi, realizując w tym czasie umowy na 5 mld zł w umowach fundingowych i ponad 2,6 mld zł w umowach gwarancyjnych. W ramach tych umów spółka zrealizowała ponad 100 tys. transakcji i sfinansowała potrzeby ok. 60 tys. klientów. W ramach finansowania zapewnianego przez instrumenty gwarancyjne, przedsiębiorcy z sektora MŚP mogą skorzystać z leasingów oraz pożyczek na preferencyjnych warunkach. Dzięki wsparciu COSME oraz InnovFin instytucje finansowe, będące Narodowymi Pośrednikami Finansowymi, udostępniają kredyty, leasingi i pożyczki na znacznie bardziej atrakcyjnych warunkach niż rynkowe.

MyTaxi i iTaxi łączą siły – chcą wspólnych zmian w ustawie o transporcie drogowym

Dwa konkurenci łączą siły, aby przeciwstawić się ekspansji innych podmiotów – tak można podsumować konferencję prasową dyrektorów MyTaxi oraz iTaxi. Taksówkarze chcą uczciwej konkurencji na rynku oraz zmian w ustawie o transporcie drogowym. O szczegółach kampanii informacyjnej #przyszloscTAXI oraz o programie Taxi 2.0 rozmawiamy z Krzysztofem Urbanem, dyrektorem zarządu MyTaxi w Polsce.

– „Przeprowadziliśmy wspólnie z naszym konkurentem, ankietę wśród naszych kierowców, pytając ich o to, jak oni widzą przyszłość tej usługi, jakich zmian oczekują w prawie i jakie mają oczekiwania co do działania firmy. Z ankiety wynika, że kierowcy liczą na skonsolidowanie się branży i będzie mówić jednym głosem. Pytaliśmy również, czy uważają, że ewentualne blokady ulic są dobrym rozwiązaniem i ponad 40% naszych kierowców mówi, że nie wierzy w to, że takie działania przyniosą skutek. W zamian, nasi kierowcy chcą wytłumaczyć społeczeństwu na czym polegają problemy branży taksówkarskiej, że inne podmioty, zatrudniające „na czarno” nie konkurują na równych zasadach.” – dla Newsrm.tv tłumaczy Krzysztof Urban, dyrektor MyTaxi w Polsce.

Mimo faktu, że dostęp do rynku taxi jest otwarty i nie jest limitowany regulacjami nakładającymi restrykcyjne wymogi, w tym nie istnieją limity ilości licencji, rośnie nieuczciwa konkurencja. Omija ona aktualne przepisy, zatrudnia kierowców bez wymaganych uprawnień i unika kosztów ponoszonych przez licencjonowanych kierowców.

Zapytaliśmy naszego rozmówcę o kolejną, ósmą już, nowelizację ustawy o transporcie drogowym, która krąży w Sejmie od dwóch lat:

– „Ustawa, którą proponuje Ministerstwo Infrastruktury, opiera zmiany o wprowadzenie definicji pośrednika. Obecnie, na rynku funkcjonują pasażerowie i kierowcy świadczący usługi przewozu, ale usługi zamawiane są przez platformy, telefoniczne lub aplikacyjne. Te podmioty grają kluczową rolę w całym ekosystemie, ale nie są w ogóle nazwane, nie mają swojej definicji oraz przede wszystkim, nie mają żadnej odpowiedzialności. Większość problemów związanych z tzw. szarą strefą, opiera się o brak kontroli i brak możliwości sankcjonowania tej odpowiedzialności. Definicja pośrednika wychodzi naprzeciw tym problemom – pośrednik będzie zobowiązany do świadczenia swojej usługi, ewidencjonowania z jakimi kierowcami współpracuje, ewidencjonowania wszystkich kursów, które zostały zrealizowane. A za działania niezgodne z przepisami, będzie mógł otrzymać karę, a w przypadku dłuższego łamania zasad, będzie mu odbierana licencja na prowadzenie działalności pośredniczej.” – dodaje nasz ekspert.

Powyższe zmiany mają wprowadzić polski rynek taksówkarski w erę Taxi 2.0. Taksówkarze chcą także możliwości wyliczenia opłaty przez aplikację z jednoczesnym wykorzystaniem kasy fiskalnej; wyliczeniem opłaty w zależności od natężenia ruchu w ramach taryfy minimalnej i maksymalnej zamiast nocnej i dziennej; oraz świadczenie usług w sąsiednich miastach na podstawie jednej licencji, pod warunkiem, że nie jest w nich wymagane zdanie egzaminu z topografii.

Korporacje uważają, że należy zmienić postrzeganie obrazu taksówkarza w społeczeństwie. Ma to zrobić nowa kampania outdoorowa firm: taksówki zostały wyposażone w chorągiewki, a w Warszawie rozklejane są specjalne naklejki:

– „Kampania informacyjna #przyszłoscTAXI opiera się o postulaty, wspólne dla wszystkich środowisk taxi. Mówimy tu o utrzymaniu jednolicencyjnego systemu, czyli wprowadzeniu jednej licencji przewozu osób, która oparta jest o licencję taxi. Licencję, która jest rozsądna jeśli chodzi o wymogi uzyskania, która nie generuje zbytecznych kosztów. Kolejnym postulatem jest zwolnienie ze zbędnych obciążeń, czyli zniesienie wszelkich wymogów wpływających na wyższe koszty kierowców: coroczne badania techniczne czy pieczątka taxi w dowodzie rejestracyjnym. Ostatnim z postulatów, jest wspomniane wcześniej przeze mnie wprowadzenie definicji pośrednika.” – wyjaśnia Krzysztof Urban.

W budownictwie i transporcie ponad 60 proc. firm ma problemy z płatnościami

Odsetek przedsiębiorstw, których kontrahenci w ciągu ostatnich 6 miesięcy opóźnili płatności o ponad 60 dni spadł w I kwartale do 49 proc. – wynika z badania na temat zatorów płatniczych, przeprowadzanego na zlecenie BIG InfoMonitor. Najkorzystniej sytuacja przedstawia się w przemyśle, gdzie 43 proc. przedsiębiorstw doświadcza kłopotów z nieterminowością kontrahentów, a najsłabiej w budownictwie i transporcie – ponad 60 proc. ma problemy. O ile jednak co trzecia firma budowlana liczy na poprawę sytuacji, to wśród firm transportowych co czwarta prognozuje, że będzie gorzej.

Ten rok zaczął się lepiej dla wzajemnych płatności przedsiębiorstw niż 2018. Firmy działające na rynku B2B nieco rzadziej skarżą się na przeterminowania w rozliczeniach z partnerami handlowymi niż na początku zeszłego roku. Udział firm zgłaszających problem faktur nierozliczonych przez odbiorców towarów i usług przez ponad 60 dni w minionych 6 miesiącach spadł w I kwartale do 49 proc. W analogicznym okresie 2018 r. było to 53 proc., a w ostatnim kwartale ub.r. nawet 54 proc., ale koniec roku zazwyczaj jest pod tym względem trudniejszy.

opóźnione płatności

Źródło: BIG InfoMonitor

O ile jednak stopniał udział przedsiębiorstw oczekujących co najmniej dwa miesiące na spływ należności, to już trzecia fala badania pokazuje, że przybywa firm, które skarżą się, że ich odbiorcy spóźniają płatność w krótszym okresie, o ponad 30 dni. Obecnie już niemal dwie na trzy firmy mają taki problem – wynika z badania Skaner MSP przeprowadzanego cyklicznie wśród mikro, małych i średnich firm dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

przeterminowane płatności

Źródło: BIG InfoMonitor

Im mniej odbiorców tym większe kłopoty, trudno też w budownictwie

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

Problemy z niesolidnością płatniczą odbiorców towarów i usług nie rozkładają się równomiernie wśród wszystkich przedsiębiorstw. – Warto zwrócić uwagę, że częściej z przeterminowaniami na ponad 30 i ponad 60 dni, mają do czynienia firmy, które dostarczają towar czy usługi większej liczbie odbiorców. Natomiast przedsiębiorcy, którzy mają mniej niż 10 kontrahentów doświadczają opóźnień nieco rzadziej – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

przeterminowane płatności powyżej 60 dni

Źródło: BIG InfoMonitor

Jeśli chodzi o problem opóźnień płatności dla poszczególnych branż, to najtrudniej funkcjonuje się budownictwu, gdzie niemal dwie trzecie przedsiębiorstw (64 proc.) czeka na pieniądze za wykonaną pracę ponad dwa miesiące. Niewiele lepiej jest w branży transportowej. W handlu problemy zgłasza ponad połowa firm (54 proc.), a w najmniejszym stopniu opóźnienia płatności dotykają przemysł – 43 proc. i usługi – 39 proc.

Zatory płatnicze są zaraźliwe

Czy można zapłacić swoim dostawcom, jeśli do kasy nie wpływają pieniądze? Praktyka pokazuje, że niestety nie i w efekcie wierzyciele często sami stają się też dłużnikami. W obecnej fali badania, co trzecia firma informuje, że ich nierozliczone faktury powodują, że sami też nie płacą swoim dostawcom. – To pokazuje jak ważne jest, aby wiązać się biznesowo z firmą, która potrafi zadbać o spływ należności i przywiązuję wagę do solidności płatniczej swoich odbiorców. Jeśli jest skupiona wyłącznie na sprzedaży i zdobywaniu kontraktów, prędzej czy później zemści się to również na jej dostawcach, którzy usłyszą, że „Nie możemy ci zapłacić, bo nam również nie zapłacili” – dodaje Sławomir Grzelczak.

spirala niepłacenia faktur terminowo

Źródło: BIG InfoMonitor

Czego przedsiębiorcy spodziewają się w najbliższych miesiącach

Większość ankietowanych – 58 proc. – jest przekonana, że skala problemu w najbliższych miesiącach się nie zmieni. Udział optymistów nastawionych na poprawę i pesymistów przekonanych, że będzie gorzej jest tym razem wyrównany, oscyluje wokół 16-18 proc.

płatności prognoza

Źródło: BIG InfoMonitor

Szczególnie negatywnie spoglądają w przyszłość przedstawiciele branży transportowej, gdzie co czwarta firma obawia się, że opóźnianych faktur będzie więcej. W handlu takie przekonanie ma blisko co piąta firma, a w przemyśle prawie co dziesiąta. W budownictwie, które wyjątkowo wysoko ocenia skalę problemu opóźnionych płatności niemal nie ma firm, które spodziewają się, że mogłoby by być jeszcze gorzej.

Żeby zapłacili…

A co według przedsiębiorców robić, żeby pieniądze pojawiały się na koncie na czas? Przede wszystkim przypominać o zbliżającym się terminie zapłaty oraz zadbać o informacje o kontrahencie. Warto zbierać przede wszystkim opinie od zaprzyjaźnionych firm (31,6 proc.). Część firm uzupełnia te informacje również danymi z rejestrów dłużników (15,6 proc.), wywiadowni gospodarczych (13 proc.), a także z internetu (12 proc.). Takie metody jak pobieranie zaliczek, przedpłat, ubezpieczanie należności, wstrzymywanie dostaw w przypadku braku płatności, podpisywanie umów zabezpieczających oraz pobieranie płatności z góry zebrały łącznie zaledwie 7 proc. wskazań.

weryfikacja firmy a opóźnienia w płatnościach

Źródło: BIG InfoMonitor

Zakaz handlu w niedzielę obojętny, ale nie dla wszystkich

W związku z rocznicą wprowadzenia ograniczeń handlu w niedziele, firmom z poza handlu zadaliśmy również pytanie „Jak zakaz handlu w niedziele wpływa na ich biznes?”.

Dla większości – 91 proc. – mikro, małych i średnich przedsiębiorstw jest on obojętny. Wśród pozostałych, które są innego zdania, więcej firm – osiem na sto – dostrzega negatywny wpływ zamknięcia sklepów w niedzielę na swój biznes. Tylko jeden przedsiębiorca ze stu pozytywnie ocenia ograniczenia handlu dla prowadzonej działalności.

Zakaz handlu w niedzielę

Źródło: Badanie BIG InfoMonitor

*Badanie „Skaner MSP, wśród mikro, małych i średnich firm”. przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, luty 2019 r.

Przed Fed. Co przyniesie dzisiejsza decyzja Fed

Uczestnicy rynku w tym tygodniu poświęcili wiele uwagi dyskusji co przyniesie dzisiejsza decyzja Fed. Kto ma silne przekonanie, zajął już pozycję, a zachowanie dolara w ostatnich dniach sugeruje, że oczekiwania przeważają po gołębiej stronie. Stąd teraz ryzyko reakcji tradycyjnie wzrosło po stronie niespełnienia wszystkich oczekiwań, co pozwoliłoby dolarowi odrobić straty.

Dwudniowe posiedzenie FOMC kończy się dziś decyzją o 19:00. Pół godziny później rozpocznie się konferencja prasowa Jerome Powella. Marcowemu posiedzeniu towarzyszy odświeżenie projekcji makro i stóp procentowych. Spodziewamy się utrzymania kosztu pieniądza w przedziale 2,25-2,50 proc. i obniżenia liczby zapowiadanych na 2019 rok podwyżek stóp procentowych (tzw. dot chart) z dwóch do jednej i pozostawienia w prognozach jeszcze jednej w 2020 r.

Uważamy, że Fed jasno zakomunikuje, że nie zamierza w najbliższym czasie dostosowywać poziomu stóp, ale jednocześnie podtrzyma gotowość do kontynuacji cyklu tak długo jak perspektywy gospodarki nie staną się jednoznacznie negatywne. Te dwie podwyżki, które prawdopodobnie pozostaną w projekcji nie będą jednak dyskontowane przez rynek, który wie, że Rezerwa Federalna będzie wykazywać się cierpliwością przed kolejną zamianą kosztu pieniądza. Z jednej strony jest silny rynek pracy łagodne warunki finansowe i solidne nastroje konsumentów. Z drugiej spowolnienie w aktywności gospodarczej w kraju i na świecie, brak nasilania presji inflacyjnej oraz nierozstrzygnięty spór handlowy USA-Chiny. Łącząc to wszystko, Fed nie ma potrzeby zmieniać strategii obranej zaledwie w styczniu i zamierza zaczekać na opadnięcie kurzu wojen handlowych i rozwianie wątpliwości dotyczących kondycji gospodarki USA. Obecny kurs polityki jest niemal neutralny dla gospodarki ani nie stymuluje wzrostu, ani nie chłodzi koniunktury. Pauza pozwolić może też na płynne przejście do polityki luzowania, jeśli dynamika PKB obniży się pod potencjalne tempo wzrostu amerykańskiej gospodarki lub wskaźniki inflacyjne zaczną nurkować.
Dodatkową kwestią dzisiejszego komunikatu będzie przyszłość programu redukcji sumy bilansowej, który rozpoczął się w październiku 2017 r. Członkowie Fed już komunikowali, że program ten zostanie wstrzymany, co wygląda na zastępczą formę przyhamowania procesu normalizacji polityki (bez potrzeby rezygnacji z planów kontynuacji podwyżek stóp procentowych). Jednak wydaje nam się, że może być za wcześnie by ogłaszać całkowite zakończenie programu, a prezes Powell nie powie nic co mogłoby zachwiać przekonaniem, że losy programu redukcji bilansu są przesądzone.

Dolar ostatnio był w defensywie, ewidentnie widać budowanie gołębich oczekiwań względem zamierzeń Fed. Rentowność długu USA również pozostaje na niskich pułapach, w przypadku papierów dziesięcioletnich nie może odkleić się od 2,60 proc. Rynek obecnie nie wycenia, że w rok stopy wzrosną. Ba, w myśl różnych rynkowych miar można szacować, że w tym roku dojdzie do obniżki z prawdopodobieństwem 25-40 proc. Nie widzimy takiego zagrożenia, uważamy też, że nie dojdzie do kolejnego załagodzenia stanowiska. Powinno to zdjąć nieco presji z amerykańskiej waluty, zwłaszcza w krótkim terminie. Inwestorzy są jednak świadomi, że Rezerwa Federalna nie powróci do szybkiego zacieśniania, więc polityka Fed nie będzie w stanie wspierać dolara, dopóki nie stanie się jasne, że inne banki centralne swoje stanowisko zmuszone są dostosować jeszcze mocniej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.