Tylko co 4 firma planuje automatyzację pracy

Lekarstwem na negatywne perspektywy demograficzne i rosnące deficyty kadrowe mogłaby być automatyzacja pracy. Mogłaby, gdyby polscy pracodawcy mieli w planach wcielać ją w życie. Z najnowszych badań Work Service wynika, że niemal 6 na 10 firm nie planuje inwestycji w automatyzację pracy, a jedynie niespełna 7% ma taki krok w planach w 2018 roku. Dlatego, w perspektywie najbliższych lat, kluczową rolę nadal będzie odgrywać przyciąganie cudzoziemców, którzy będą wypełniać lukę powstałą na polskim rynku pracy.

Prognozy Głównego Urzędu statystycznego wydają się nieubłagane. Do 2050 roku populacja Polski ma się zmniejszyć z poziomu 38 mln do 34 mln ludzi. Oznacza to niższą o 1/9 liczbę ludności, jednak w niektórych regionach spadek ten może wynieść nawet 30%. Mniejsza liczba Polaków wprost oznacza coraz mniejszą dostępność kadr na rynku pracy. Wielu ekspertów i futurystów widzi nadzieję dla przedsiębiorstw w większym wykorzystaniu nowych technologii, które przełożyłyby się na mniejsze zapotrzebowanie na pracowników. Jednak, z najnowszych badań Work Service wynika, że jedynie 1/4 firm w Polsce chce inwestować w automatyzację pracy. Co więcej, większość z tej grupy odkłada te plany na kolejne lata lub w bliżej nieokreśloną przyszłość, a w najbliższym roku planuje je wcielać tylko 6,7% badanych.

Zanim w Polsce nadejdzie era robotyzacji, będziemy musieli poradzić sobie z rosnącymi niedoborami kadrowymi. Z naszych badań wynika, że skłonność do inwestycji w automatyzację pracy jest ograniczona. Niemal 60% badanych firm nie ma w planach zastępowania pracy ludzkiej nowymi technologiami i maszynami. Dlatego w rosnącej gospodarce, która generuje tysiące nowych miejsc pracy, a przy tym musi radzić sobie z malejącymi zasobami kadrowymi, kluczową rolę będzie pełnić skuteczna imigracja. Już dziś wiele gałęzi gospodarki jest nasyconych pracownikami zza granicy, a w kolejnych latach ten trend jeszcze się nasili. Z szacunków MRPiPS wynika, że tylko w ubiegłym roku wystawiono w Polsce 1,8 mln oświadczeń o pracę dla cudzoziemców, a to i tak nie uchroniło naszej gospodarki od lawinowego wzrostu wakatów – mówi Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Czy roboty zabiorą nam pracę?

Już w 2013 roku dwóch naukowców z Oxford Martin School (Carl Benedikt Frey i Michael Osborne) przewidywało, że 47%. miejsc pracy w USA zniknie w ciągu 10-20 lat. W swojej analizie wskazali oni na nowe technologie, jako dominujący czynniki wpływający na powstanie takiej sytuacji. Jednak nie mówili jedynie o maszynach, ale także o sztucznej inteligencji i algorytmach. Z kolei zdaniem naukowców z Uniwersytetu w Oksfordzie przez najbliższą dekadę najbardziej narażeni na zastąpienie pracy ludzkiej przez maszyny są pracownicy call-center, sprzedawcy kredytów, a także kasjerzy w supermarketach. Czy zatem perspektywa bezrobocia technologicznego grozi również w Polsce?

Niska skłonność do inwestycji w automatyzację pracy może opóźnić nadejście nowych trendów na nasz rynek. Obecnie nie mamy zbyt wielu przykładów zastępowania pracy ludzkiej rozwiązaniami opartymi o nowe technologie. Wyjątek mogą stanowić kasy samoobsługowe w sklepach wielkopowierzchniowych czy wypieranie tradycyjnych placówek bankowych przez cyfrowe kanały bankowości. Jednak, należy pamiętać, że pomimo tych rozwiązań sektor handlowy zgłasza bardzo duży popyt na nowych pracowników, a zmiana modelu bankowości generuje większe zapotrzebowanie na specjalistów IT – mówi Andrzej Kubisiak, Dyrektor ds. Analiz w Work Service S.A. i dodaje, że  należy również brać pod uwagę, że nasilenie automatyzacji możemy mieć dopiero przed sobą. Prognozy Boston Consulting Group mówią, że do 2025 roku wykorzystanie robotów do zadań produkcyjnych wzrośnie z obecnego poziomu 10% do nawet 25%.

***

Metodologia badania:

Badanie „Postawy pracodawców wobec automatyzacji pracy” zostało przeprowadzone przez firmę Work Service na celowej próbie 105 przedsiębiorstw. Próbę dobrano z ogólnopolskiej bazy klientów Grupy Work Service. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w terminie lipiec-sierpień 2017 r.

Enefit: udany debiut w 2017 r. i ambitne plany na 2018 r.

Enefit Polska, spółka zależna estońskiej grupy Eesti Energia, zakończyła 2017 rok na polskim rynku z portfolio ponad 50 nowych klientów korporacyjnych. Koncesje na sprzedaż energii i gazu od Urzędu Regulacji Energetyki (URE) firma otrzymała w połowie roku, stąd też wszystkie umowy sfinalizowano w jesiennym okresie kontraktacji. 2017 r. to również rozpoczęcie działalności Enefit na polskim rynku OZE. Na ten segment spółka planuje stawiać również w 2018 r. 

Ubiegły rok z punktu widzenia działalności Enefit był bardzo udany. Nasza oferta spotkała się z dużym zainteresowaniem polskich przedsiębiorców, a do grona naszych klientów dołączyły spółki z wielu sektorów, takich jak m.in. przemysł ciężki czy firmy z branży handlu detalicznego – mówi Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit Polska. Ostatnie miesiące to dla nas także rozpoczęcie działalności na polskim rynku OZE. W 2018 roku, poza sprzedażą energii i gazu, chcemy dotrzeć z naszą ofertą do małych i średnich wytwórców. To element naszej strategii na 2018 r. dodaje.

Umowy objęły wszystkie produkty z oferty

Z końcem czerwca ubiegłego roku spółka Enefit otrzymała od URE koncesje na obrót energią elektryczną i paliwami gazowymi. Do końca grudnia 2017 r. wśród klientów spółki znalazło się ponad 50 spółek z sektora przemysłu ciężkiego, przemysłu lekkiego, logistyki, handlu czy segmentu hotelarsko-gastronomicznego. Na przestrzeni 3 miesięcy Enefit podpisał umowy na obrót energii i gazu na łączny wolumen ok. 220 GWh. Klienci Enefit zdecydowali się na zakup energii lub gazu w różnych formułach dostosowanych do ich potrzeb i modeli operacyjnych. Podpisano umowy na zakup energii zarówno w formule tradycyjnej, tj. po cenie stałej (FIX), jak również umowy na produkty klikane/transzowe, czyli rozwiązanie pozwalające na wybór jaki procent całkowitego zużycia energii elektrycznej lub gazu przez firmę będzie opłacany po stałej cenie, a jaki po cenie rynkowej. Ponadto Enefit podpisał umowy na sprzedaż energii zielonej, jak również kontrakty na świadczenie usług bilansowania dla innych przedsiębiorstw energetycznych, takich jak sprzedawcy, operatorzy małych systemów dystrybucyjnych czy wytwórcy.

Enefit w segmencie OZE i plany na 2018 r.

Naturalnym celem spółki na 2018 r. jest intensyfikacja sprzedaży we wszystkich segmentach obejmujących dotychczasową działalność. Z końcem 2017 r. Enefit poszerzył swoją ofertę o segment OZE i podpisał pierwszą umowę na zakup energii od farmy wiatrowej Gewind. Spółka planuje kontynuować działalność w tym segmencie, a w kolejnych miesiącach zapowiada również inwestycje, w szczególności w źródła fotowoltaiczne m.in. poprzez pilotażową sprzedaż instalacji PV dla potencjalnych wytwórców z sektora małych i średnich przedsiębiorstw.

Plany rozszerzenia działań Enefit w segmencie OZE wpisują się w strategię grupy Eesti Energia, która zakłada zwiększenie do 40% udziału energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych w całym portfelu wytwórczym w perspektywie kolejnych trzech lat. Na początku grudnia Eesti Energia ogłosiła, że wychodzi z działalnością w obszarze produkcji energii ze źródeł odnawialnych na rynki zagraniczne. Ta część biznesu będzie realizowana przez Enefit Green. Spółka zależna planuje sukcesywnie rozwijać swoją działalność na rynku OZE w państwach regionu Morza Bałtyckiego, w których Eesti Energia funkcjonuje z powodzeniem już od ponad 10 lat, tj. na Litwie i Łotwie.

Oddaj władzę pracownikom i buduj ich zaangażowanie

Zaangażowanie pracowników stanowi jeden z kluczowych zasobów firmy. Pozwala na wytworzenie się pozytywnej energii, pełnej koncentracji i przekonania, że wykonywane zadania są istotne dla działania całej organizacji. Jedną z technik wzbudzania go w pracownikach jest wprowadzenie zarządzania przez empowerment.

Empowerment oznacza powierzanie pracownikom pełnej odpowiedzialności za wykonywane zadania. To proces, który wyzwala motywację do ich realizacji na wysokim poziomie i pełnego wykorzystywania posiadanej wiedzy i kompetencji. Swoboda jaką daje zespołowi zarządzanie przez empowerment uruchamia niezależne myślenie i kreatywność. Pracownik nie dostaje instrukcji – w jaki sposób ma osiągnąć cel, a informację – jaki ma być kierunek oraz efekt końcowy jego działań i jaki mają one wpływ na cała organizację.

Przekazanie władzy pracownikom

W wielu firmach nadal funkcjonuje przyzwyczajenie do ściśle określonej hierarchii i niechęć lub strach przed przejmowaniem odpowiedzialności. Wprowadzanie empowermentu jest zatem zatrzymywane przez samych pracowników, przyzwyczajonych do słuchania wydawanych poleceń i ścisłej kontroli ze strony przełożonych. Również menadżerowie niechętnie oddają władzę, obawiając się, że zadania nie będą wykonane na wysokim poziomie lub, że staną się niepotrzebni. W rzeczywistości, dzięki wprowadzeniu empowermentu, mają możliwość wejść w nowe role np. trenerów, mentorów.

Empowerment zmienia sposób myślenia z „czego wymaga ode mnie przełożony” na „jakie działania mogę podjąć, aby przyczynić się do sukcesu firmy”. Czerpanie z indywidualnych kompetencji i entuzjazmu pracowników jest równocześnie dowodem zaufania, ponieważ przełożony, umożliwia pracownikom niezależne myślenie i pełne wykorzystanie ich wiedzy. Członkowie tzw. samozarządzających się zespołów, czyli tych opartych na empowermencie, chętnie przejmują inicjatywę i skutecznie doprowadzają do rozwiązania trudnych sytuacji.

Przykładem wykorzystania empowermentu w angażowaniu pracowników jest Yum!Brands – sieć barów, w której skład wchodzą m. in. KFC i Pizza Hut. W ramach nowej strategii, umożliwiono pracownikom samodzielne rozwiązywanie problemów, jakie zgłaszali klienci. Przeznaczono na ten cel odpowiedni budżet. Na początku obawiano się strat finansowych, jednak rezultat był zaskakujący. Zysk był największy od czasu wprowadzenia programu, pracownicy poczuli się docenieni, a klienci zaczęli postrzegać firmę jako bardziej przyjazną.

Jak skutecznie wprowadzić zarządzanie przez empowerment?

  • Konkretnie określona wizja i cele zespołu. Budowanie zaangażowania przez empowerment może być skuteczne tylko w dobrze zorganizowanych grupach, które wiedzą jakie rezultaty chcą osiągnąć. Można zatem rozumieć wizje i cel jako kierunkowskaz dla wszystkich pracowników, którzy samodzielnie wykonują poszczególne zadania. Stawiając jasny i konkretny kierunkowskaz wiemy, że wszyscy idą w tym samym kierunku.
  • Jasne określanie granic. Aby pracownicy byli zaangażowani, należy wyznaczyć zakres, w ramach którego mogą podejmować niezależne działania. Ramy te mają także znaczenie motywujące, ponieważ dopasowują wkład danego pracownika do całości działań zespołu. Definiuje to również zasady współpracy i określa zakres, w jakim pracownik będzie rozliczany ze swoich zadań.
  • Dzielenie się wiedzą i wspieranie. Kolejnym warunkiem budowania zaangażowania przez empowerment jest przekazywanie współpracownikom niezbędnych informacji i wspieranie ich w wykonywanych działaniach. Osoba dysponująca wszystkimi dostępnymi wiadomościami ma możliwość osiągnięcia najwyższej skuteczności i czuje się w pełni odpowiedzialna za dojście do sukcesu. Dodatkowo, należy wyposażyć pracowników w niezbędne kompetencje miękkie np. z zakresu zarządzania miejscem i czasem pracy.

Bieżące monitorowanie potrzeb pracowników

Jak podkreśla Bartosz Michałek, budowanie zaangażowania przez empowerment jest korzystnym procesem, który pozwala na wydobycie energii drzemiącej w pracownikach. Dostrzeganie ich indywidualności i wyraz uznania dla posiadanych przez nich kompetencji oraz pełniejsze wykorzystanie tych zasobów są dużą wartością i skutecznie wspierają firmę w osiąganiu jej celów biznesowych .

Dla skutecznego wprowadzenia metody zarządzania przez empowerment w organizacji bardzo ważne jest również bieżące monitorowanie zaangażowania i potrzeb pracowników. Stworzony przez nas Pulsometr iniJOB pozwala na mierzenie online potrzeb pracowników i zgłaszanie przez nich inicjatyw. Efektywna i szybka reakcja szefa buduje zaangażowanie pracowników i sprawia, że organizacja rozwija się w duchu efektywnej współpracy między menadżerem i członkami zespołów – mówi Bartosz Michałek, CEO iniJOB.com.

Teraz rajdowi EUR może zaszkodzić… rajd EUR

Rynkowi zajęło mniej niż 15 minut, by uodpornić się na pozytywne bodźce z danych z gospodarki USA. Wśród inwestorów nie ma miłości względem dolara, za to euro cieszy się sympatią wszystkich. Przed nami ospały start tygodnia przy obchodach święta w USA.

EUR/USD z łatwością złamał 1,2090, a później nie oglądał się za siebie. Obstawianie większej jastrzębiości EBC ma być motywem przewodnim 2018 r., a rynek zdaje się mieć mniej długich pozycji w EUR, niż być chciał. Najłatwiejsza droga jest poprzez dolara i nie przeszkodziły w tym nawet pozytywne zaskoczenia w danych z USA. Silna sprzedaż detaliczna pokazał silny trend na koniec IV kw., a wyższy do prognoz odczyt inflacji bazowej na 0,3 proc. m/m otwiera drogę do większej stanowczości Fed na polu normalizacji. Jednak przy wycenie marcowej podwyżki stóp procentowych na 88 proc., trudno obronić dolara tłumaczeniem, że z danych dostał coś „ekstra”. Tymczasem w przypadku pozostałych walut G10 albo zaplecze jest solidniejsze, albo zbyt zagmatwane, by ponosić ryzyko. Pozytywny sentyment na rynkach akcji wspiera waluty ryzykowne (AUD, CAD, NZD, NOK). GBP miewa wyskoki na informacjach dotyczących Brexitu – w piątek funt zyskiwał po wieściach, że Hiszpania i Holandia chcą tzw. „miękkiego Brexitu” (później informacja została zdementowana). JPY zaliczył rajd w ubiegłym tygodniu na fali spekulacji o możliwy zwrot w polityce Banku Japonii. Zostaje niepłynny SEK i CHF. Podsumowując, sprzedaż USD jest najwygodniejszą formą kupna EUR.

Teraz rajdowi EUR może zaszkodzić… rajd EUR. Zbyt silna aprecjacja unijnej waluty będzie wpływać na opóźnienie procesu normalizacji polityki pieniężnej EBC, na którą inwestorzy tak liczą, kupując EUR. Tak samo, jak członkowie EBC stosują werbalne formy zacieśniania polityki (sugestie szybsze zakończenia QE), z łatwością mogą przejść do werbalne gołębiości, by ostudzić rynek FX. Tutaj leży ryzyko korekty, ale najbliższe wystąpienie członka Rady Prezesów jest dopiero w środę (Nowotny), a do konferencji prasowej prezesa Draghiego pozostały całe dwa tygodnie. To mnóstwo czasu, by nie przeszkadzać w ciągnięciu EUR/USD w górę.

Obchody Dnia Martina Luthera Kinga w USA oznaczają, że po porannych przetasowaniach na rynku europejskim z każdą godziną aktywność na FX będzie maleć. Kalendarz makro świeci pustkami, więc próżno szukać tutaj impulsów. Dziś dostaniemy jedynie rewizję inflacji CPI z Polski, gdzie powinniśmy otrzymać potwierdzenie wygaszania korzystnego efektu bazy na cenach żywności. Dane nie powinny nadawać świeżego kierunku dla złotego i zakładamy konsolidację EUR/PLN 4,16-4,19.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Roboty zrewolucjonizują księgowość w firmach

Jak wynika z raportu „Robot w służbie księgowości”, 2/3 badanych uważa, że nowe technologie – w tym narzędzia sztucznej inteligencji – wykorzystywane w procesach księgowych będą odgrywały w firmach coraz większą rolę. Roboty nie sprawią, że księgowi znikną, ale ich praca na pewno się zmieni. Czy polskie przedsiębiorstwa tej robotyzacji chcą?

Podejście naszych firm do nowych technologii w księgowości jest dość konserwatywne. Wiele przedsiębiorstw nie jest jeszcze gotowych na ich stosowanie lub nie ma do nich przekonania. Odpowiedzi ankietowanych pokazują, że główną przeszkodą uniemożliwiającą wdrożenie nowych technologii jest brak budżetu (38% wskazań). Dużo osób zwracało też uwagę na brak informacji o istniejących narzędziach (34%), konieczność zmiany procesu księgowego (24%) oraz zarządzenia korporacyjne (23%).

Mimo stosunkowo niewielkiego zainteresowania wdrażaniem nowoczesnych narzędzi technologicznych w księgowości znaczna część badanych dostrzega ich zalety. Przykładowo 73% respondentów zgadza się ze stwierdzeniem, że wykorzystywanie nowych technologii może przyśpieszyć realizację procesów księgowych nawet o 50%. „Robot w środowisku elektronicznym jest efektywniejszy, »czuje się« lepiej. Przetwarza gigantyczne ilości danych elektronicznych, których księgowy nie może tak szybko jak robot przetworzyć ani skontrolować” – zauważa w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Marcin Jurczak, lider Zespołu Usług Księgowych i Płacowych EY.

Co ciekawe, tylko 49% ankietowanych zakłada z kolei, że stosowanie nowych technologii daje szansę na nawet dwukrotne obniżenie kosztów procesów księgowych. Tymczasem jak informuje ekspert: „Robotyzacja jest inwestycją, która zwraca się bardzo szybko, szybciej niż cokolwiek porównywalnego w działach finansowo-księgowych”. Oczywiście, jeśli przedsiębiorstwo jest przekonane do nowych technologii w księgowości, ale z jakichś powodów nie chce wprowadzić u siebie robotów, może rozpocząć współpracę z zewnętrzną firmą specjalizującą się w outsourcingu usług księgowych, która korzysta z narzędzi sztucznej inteligencji.

Poczta Polska wdraża rozwiązania skracające czas dostawy przesyłek. Firma wybrała 11 projektów usprawniających działanie

Poczta Polska wdraża rozwiązania skracające czas dostawy przesyłek. Firma wybrała 11 projektów usprawniających działanie 1

Program logistyczny obniżający koszty transportu nawet o 20 proc., zeroemisyjny pojazd trójkołowy dla listonoszy czy robot, który samodzielnie porusza się w sortowni – to niektóre projekty, które wybrano do realizacji w ramach drugiej rundy programu akceleracyjnego dla start-upów „GammaRebels powered by Poczta Polska”. W jego ramach wyłoniono jedenaście firm, które zgłosiły innowacyjne pomysły mające usprawnić działanie Poczty Polskiej. Wszystkie dostały dofinansowanie z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Projekty, które wybrano do realizacji w ramach II rundy programu, to m.in. platforma do realizacji interaktywnych transmisji live do social mediów lub bezpośrednio na strony www i aplikacje mobilne do wykorzystania w komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej Liveact.me czy działający w chmurze, optymalizujący procesy logistyczne program DriveCloud, dzięki któremu koszty transportu mogą zostać pomniejszone nawet o jedną piątą. Kolejnym rozwiązaniem jest United Robots – robot, który samodzielnie może się poruszać zarówno w przestrzeni publicznej, jak i np. w zakładach produkcyjnych.

 Rozwiązanie United Robots dotyczy optymalizacji i automatyzacji procesów logistycznych, które zachodzą w Poczcie Polskiej – mówi agencji Newseria Biznes Dariusz Mańkowski, prezes United Robots. – Nasze rozwiązanie pomoże w skróceniu czasu przesyłki. Dążymy do tego, żeby przesyłka w centrum logistycznym była przewożona z miejsca rozładunku do miejsca sortowania i później ponownie z miejsca sortowania do ponownego załadunku posortowanych przesyłek w jak najkrótszym czasie.

Do usprawnienia procesu dostarczania przesyłek przyczynić się ma również Play Holding, innowacyjny, lekki i atrakcyjny cenowo elektryczny samochód dostawczy, oparty na konstrukcji kompozytowej, czy Jeden Ślad, w ramach którego powstały dwa projekty przyjaznych dla środowiska jednośladowych pojazdów ułatwiających pracę doręczycieli, zwłaszcza na terenach o niskiej gęstości zaludnienia.

 Dla Poczty Polskiej przygotowaliśmy dwa rozwiązania. Jednym z nich jest pierwszy w Polsce w pełni zabudowany, zeroemisyjny elektryczny pojazd trójkołowy na homologacji skutera, który przeznaczony jest do doręczeń listów i paczek w różnych rejonach miejskich i podmiejskich – mówi Łukasz Banach, współzałożyciel firmy Jeden Ślad. – Ten pojazd jest zbieżny z wieloma priorytetami zdefiniowanymi w strategii Poczty Polskiej, takimi jak zeroemisyjność, niski koszt eksploatacji, bo przejechanie 100 km to koszt 1–2 zł, większy komfort pracy dla listonosza w ogrzewanym, zabudowanym pojeździe, ale to także możliwość przewiezienia znacznie większej liczby paczek w danym rejonie niż za pomocą roweru czy tradycyjnego skutera spalinowego.

Drugim rozwiązaniem jest elektryczny skuter wyposażony w specjalne systemy wymiennych pakietów baterii oraz zaprojektowany we współpracy z firmą produkującą jachty kufer do przewozu przesyłek różnego rozmiaru.

Firma Bohr Technology stworzyła natomiast dla Poczty Polskiej symulator ruchu miejskiego, pozwalający na zoptymalizowanie przemierzanych tras oraz ułatwiający planowanie nowych, a także na zautomatyzowanie procesu i obniżenie kosztów logistycznych.

– Rozwiązanie pozwala w o wiele łatwiejszy sposób zarządzać trasami, planować je, zmieniać, modyfikować i tworzyć nowe. W sposób zautomatyzowany pozwala także uwzględnić wiele dodatkowych danych, np. pogodę, ustawienie świateł czy zdarzenia losowe – wyjaśnia Witold Kowalczyk, prezes zarządu Bohr Technology. – Za pomocą tego urządzenia można przewidywać, jaki będzie ruch, łatwiej go planować, docelowo skracać trasy czy je przyspieszać. Zaletą dla klientów, którą próbujemy tu osiągnąć, jest przesunięcie godziny odcięcia, do której klienci mogą na poczcie zgłaszać korespondencję.

Kolejne rozwiązania wybrane przez Pocztę Polską to m.in. Praca bez Barier, platforma służąca aktywizacji zawodowej i komunikacji osób niesłyszących, Anzonia, narzędzie na platformy mobilne, które łączy komunikaty marketingowe z usługami mobilnymi. Do realizacji skierowano również portal społecznościowo-biznesowy Veritas, przeznaczony do wymiany kontaktów, produktów i usług, oraz Ulan, czyli platformę integrującą portale sprzedażowe ze wsparciem sprzedaży i promocją firm w internecie.

Prace nad projektami trwały trzy miesiące. Poczta Polska wspierała młodych biznesmenów i innowatorów trzymiesięczną opieką mentora pomagającego w rozwoju przygotowywanych specjalnie na jej potrzeby rozwiązań.

– Poczta głównie kojarzy się z tradycyjnymi przesyłkami i paczkami, ale jesteśmy też operatorem cyfrowym. Mamy najnowocześniejszą platformę cyfrową, która może obsługiwać 40 milionów użytkowników, może być pośrednikiem między państwem, administracją państwową i samorządową a firmami i obywatelami – mówi Wiesław Włodek, wiceprezes zarządu Poczty Polskiej. – Projekty w ramach tych 11 firm są ważne ze względu na naszą nową strategię. Światowy Związek Pocztowy zauważył, że się zmieniamy, otwieramy się na współpracę międzynarodową. Z około 70. pozycji w ramach rankingu operatorów narodowych skoczyliśmy na 7. pozycję. Jesteśmy liderem wśród krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

Nowa strategia Poczty Polskiej to m.in. rozwój współpracy na arenie międzynarodowej, która obejmuje m.in. dostarczanie poprzez Jedwabny Szlak przesyłek zamówionych przez internet w Chinach na do 32 krajów Europy – umowę w tej sprawie Poczta Polska podpisała pod koniec ubiegłego roku. Koordynacja tak globalnych przedsięwzięć wymaga jednak zaangażowania najnowszych technologii, podobnie jak usprawnienie pracy operatora na rodzimym rynku. A to wymaga inwestycji w obszarze logistyki.

 Świat logistyczny jest ważny ze względu na to, żeby wykorzystywać rozwiązania, które oszczędzają energię, czy to w zakresie elektromobilności, czy różnych rozwiązań informatycznych ułatwiających poruszanie się, np. wykorzystujących systemy informatyczne i internet, żeby wybrać optymalną trasę dla naszych pojazdów różnej wielkości – dodaje wiceprezes Poczty Polskiej.

„GammaRebels powered by Poczta Polska” to jeden z dziesięciu programów akceleracyjnych wspieranych przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach rządowego programu Start in Poland.

Rośnie średnia wartość pożyczek udzielanych przez sektor pozabankowy. Firmy pożyczkowe mają coraz większy wpływ na gospodarkę

Rośnie średnia wartość pożyczek udzielanych przez sektor pozabankowy. Firmy pożyczkowe mają coraz większy wpływ na gospodarkę 2

Liczba klientów instytucji pożyczkowych rośnie wolniej niż w poprzednich latach. To efekt bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy i świadczeń socjalnych, takich jak program Rodzina 500 plus. Z drugiej strony potrzeby konsumentów są coraz większe, dlatego rośnie też średnia wartość pożyczek udzielanych przez firmy z tego sektora. Cały rynek jest już wart około 5 mld zł i ma znaczące przełożenie na polską gospodarkę. Firmom pożyczkowym ufa też coraz więcej Polaków, co jest zasługą uregulowania branży od strony prawnej. 

 Przez ostatnie lata rynek pożyczkowy zachowywał się dość stabilnie. Notowaliśmy niewielkie, kilkuprocentowe wzrosty i takich też spodziewamy się w najbliższym czasie. Jest to spowodowane głównie wzrostem wartości pożyczek. Część naszych klientów nie korzysta już z finansowania pożyczkowego, ponieważ ich sytuacja ekonomiczna się poprawiła, ale z drugiej strony, część z nich aspiruje do realizacji wyższych planów, w związku z tym średnia wartość pożyczki rośnie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Kłos, nowa prezes zarządu Provident Polska, która objęła tę funkcję w styczniu bieżącego roku, ale z firmą związana jest już od 11 lat.

W minioną sobotę odebrała w jej imieniu nagrodę Wektor 2017 przyznawaną przez Pracodawców RP instytucjom, które mają duże przełożenie na polską gospodarkę i stanowią przykłady do naśladowania w swoich branżach.

Provident Polska jest największą firmą na rynku instytucji pożyczkowych, które stwarzają możliwość sfinansowania potrzeb konsumpcyjnych tym klientom, którzy nie spełniają wymogów banków bądź z pewnych względów, np. formalności, nie chcą w niektórych sytuacjach korzystać z ich oferty. Korzystają też z nich młode osoby zatrudnione na podstawie umów cywilnoprawnych albo takie, które dopiero rozpoczynają aktywność zawodową.

Statystyki pokazują, że zaufanie do firm pożyczkowych wzrasta. Z ubiegłorocznego badania Kantar TNS wynika, że ufa im 17 proc. Polaków. To wciąż niewiele w porównaniu z bankami (62 proc.), ale z drugiej strony w przypadku sektora pożyczkowego ten wskaźnik rośnie z dwucyfrową dynamiką. W ciągu roku (w porównaniu z poprzednim badaniem) firmy z tego sektora zanotowały wzrost zaufania o 54 proc. W dużej mierze to zasługa uregulowania rynku od strony prawnej (m.in. nowelizacji ustawy antylichwiarskiej i ustawy o kredycie hipotecznym).

 Rynek jest już bardzo mocno uregulowany. Mamy rejestr instytucji pożyczkowych przy KNF, w którym każda osoba chcąca skorzystać z usług firmy pożyczkowej może sprawdzić, czy działa ona w sposób legalny. Mamy również uregulowane wszystkie koszty związane z pożyczaniem, czyli koszty odsetkowe i pozaodsetkowe, a także windykacyjne. Od ubiegłego roku działa również prawo, które reguluje sposób informowania klientów o produktach pożyczkowych i całkowitych ich kosztach, chociażby w postaci reklamy – wylicza Agnieszka Kłos.

Na wzrost zaufania do branży wpływa też fakt, że coraz więcej instytucji pożyczkowych współpracuje z Biurem Informacji Kredytowej (na koniec 2017 roku było ich 55).

W pierwszym półroczu 2017 roku instytucje pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły 692 tys. pożyczek – o 9,4 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Łącznie obsługiwały 426 tys. klientów (w ciągu sześciu miesięcy ich liczba zwiększyła się o 24 tys.). Eksperci zauważyli jednak, że wzrosty są niższe w porównaniu z rokiem poprzednim. To m.in. efekt bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy, rekordowo niskiego bezrobocia i świadczeń socjalnych, takich jak program Rodzina 500 plus.

Oferta sektora pożyczkowego jest popularna zwłaszcza w segmencie małych i średnich kredytów, o wartości nieprzekraczającej 4–5 tys. zł. Z danych BIK wynika, że w segmencie pożyczek na najniższe kwoty (do 1 tys. zł) udział firm pożyczkowych jest wyższy niż banków. Prezes Provident Polska podkreśla, że instytucje pożyczkowe są istotne dla konsumentów wykluczonych z sektora bankowego, ale mają też bardzo duże przełożenie na gospodarkę, zatrudnienie i wpływy do budżetu państwa.

– Wpływ rynku instytucji pożyczkowych na biznes i gospodarkę można zmierzyć w prosty sposób. Wielkość tego rynku to obecnie około 5 mld zł. Ponadto firmy pożyczkowe mają wpływ na zatrudnienie i płacą podatki. Na naszym przykładzie mogę powiedzieć, że zatrudniamy prawie 2 tys. pracowników, współpracuje z nami blisko 6 tys. doradców, a za 2016 rok odprowadziliśmy w sumie 280 mln zł podatków i innych zobowiązań, w tym podatku bankowego – mówi Agnieszka Kłos.

Strategia lidera pożyczkowej branży opiera się na multikanałowości, czyli rozwijaniu oferty zarówno w kanale online, jak i offline, ponieważ duża część klientów wciąż preferuje bezpośredni kontakt z doradcą. Provident od kilku lat działa też na rzecz wypracowania standardów i uregulowania branży pożyczkowej oraz edukowania konsumentów w zakresie finansów.

– Mamy strategię odpowiedzialnego rozwoju i wspierania najwyższych standardów w branży pożyczkowej. Skupiamy się na bezpieczeństwie klientów, na odpowiedzialnym pożyczaniu. To oznacza, że klient – aby uzyskać pożyczkę – musi mieć możliwość jej spłaty. Pomagamy mu również w zrozumieniu, na czym polega zobowiązanie finansowe i koszt pożyczki, dbamy o to, aby informacja była pełna. Z drugiej strony dbamy też o to, żeby klienci mieli możliwość realizacji swoich planów wtedy, kiedy są wykluczeni z sektora bankowego – mówi Agnieszka Kłos.

Nagroda Wektor 2017 została przyznana firmie Provident Polska za odpowiedzialny rozwój i wyznaczanie najwyższych standardów w branży pożyczek pozabankowych w Polsce.

 Jesteśmy obecni na polskim rynku od 20 lat, obsłużyliśmy w tym czasie 4 mln klientów. Od wielu lat zabiegamy o wysokie standardy obsługi klienta, o przejrzystość tego rynku i jego uregulowanie. Cieszymy się, że zostało to zauważone i że zostaliśmy wyróżnieni tak prestiżową nagrodą – podkreśla Agnieszka Kłos.

Ponad 60 proc. dzieci w Polsce korzysta z urządzeń mobilnych. Bezpieczeństwa cyfrowego i programowania mogą się uczyć z nowoczesnych aplikacji

Ponad 60 proc. dzieci w Polsce korzysta z urządzeń mobilnych. Bezpieczeństwa cyfrowego i programowania mogą się uczyć z nowoczesnych aplikacji 3

Już ponad 60 proc. polskich dzieci do 6 roku życia korzysta z urządzeń mobilnych i komputerów. Eksperci nie mają wątpliwości, że rozwijanie kompetencji cyfrowych to niezwykle istotny element ich edukacji, musi być jednak odpowiednio prowadzony. Nowoczesne aplikacje na smartfony i tablety poprzez zabawę uczą dzieci zarówno bezpieczeństwa cyfrowego, jak i podstaw programowania.

Polacy chętnie korzystają z nowych technologii. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że ponad 80 proc. polskich gospodarstw domowych jest wyposażonych w komputer, nieco więcej ma dostęp do internetu. Dorośli Polacy nie zabraniają dzieciom używania komputerów i urządzeń mobilnych. Według GUS 90 proc. dzieci w wieku 5–15 lat korzysta z komputera, a blisko połowa z nich ma własny smartfon. Stale obniża się też wiek dzieci używających nowych mediów. Badania Fundacji Dzieci Niczyje pokazują, że 65 proc. maluchów w wieku od 6 miesięcy do 6,5 lat korzysta z urządzeń mobilnych, przy czym 26 proc. ma własne urządzenie mobilne.

Wiek, w którym dzieci zaczynają swoją przygodę z telefonami i tabletami, bardzo się obniżył. One dorastają otoczone technologiami, dlatego tak ważne jest, żebyśmy od najmłodszych lat uczyli je właściwych postaw wobec technologii, pokazywali wartościowe treści i aplikacje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Krupa, prezes zarządu Fundacji Orange.

Z nowych technologii dzieci korzystają nie tylko w domu. Zgodnie z podstawą programową dla szkół podstawowych uczniowie pierwszych klas poznają podstawy programowania. Często umiejętności obsługi nowych mediów najmłodsi wykorzystują jednak raczej do zabawy niż nauki. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę zwraca ponadto uwagę na to, że nadmierne korzystanie z komputerów i urządzeń mobilnych może mieć negatywny wpływ na psychiczny i fizyczny rozwój dziecka. Aby uczyć mądrego wykorzystywania technologii, Fundacja Orange stworzyła aplikację edukacyjną MegaMisja z Psotnikiem.

– To aplikacja dla dzieci w wieku od 6 do 9 roku życia, czyli uczniów klas I-III, w którym dzieci zaczynają bardziej intensywnie korzystać z internetu i urządzeń podłączonych do sieci. Została od początku stworzona z myślą o najmłodszych użytkownikach internetu – mówi Ewa Krupa.

Bohaterami nowej, bezpłatnej aplikacji jest rodzeństwo Julka i Kuba oraz sztuczna inteligencja nazywana Psotnikiem, ponieważ często wymyka się spod kontroli. Zadaniem użytkownika jest wyszkolenie Psotnika poprzez rozwiązywanie szeregu zadań i quizów. W ten sposób dziecko poznaje jedenaście dziedzin tematycznych związanych z nowymi technologiami. Wśród nich są poszukiwanie prawdziwych informacji w internecie, bezpieczeństwo online, wiedza o programowaniu. Dodatkową atrakcją jest opieka nad Psotnikiem: ubieranie go, mycie i karmienie.

– Oferta została skrojona na potrzeby dzieci. Była w całości opracowana wspólnie z metodykami, nauczycielami i w oparciu o wieloletnie doświadczenia Fundacji Orange na temat tego, jak można w bardzo angażujący sposób uczyć dzieci zasad bezpiecznego korzystania z tabletów i telefonów – mówi Ewa Krupa.

Program MegaMisja to dziesięciomiesięczny cykl zajęć przeznaczonych dla uczniów klas I–III, w ramach którego dzieci zdobywają niezbędne umiejętności cyfrowe. Obecnie program realizowany jest w sześciuset świetlicach szkolnych w całym kraju. MegaMisja z Psotnikiem to odpowiedź na zainteresowanie najmłodszych – aplikacja ta pozwala im uczyć się nowych technologii także w domu.

Myślę, że dla wielu rodziców będzie to znakomite narzędzie, dzięki któremu mogą oddać swój telefon czy tablet w ręce dziecka i jednocześnie być spokojni o to, że dziecko wartościowo spędza czas – mówi Ewa Krupa.

Premiera aplikacji MegaMisja z Psotnikiem odbyła się w pierwszej połowie stycznia. Dostępna jest bezpłatnie w iTunes i Sklepie Play, skąd można ją ściągnąć na każdy rodzaj smartfona lub tabletu z systemem Android czy iOS.

Za miesiąc polscy sportowcy rozpoczną rywalizację na zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Kluczowa dla olimpijczyków jest profesjonalna opieka medyczna

Za miesiąc polscy sportowcy rozpoczną rywalizację na zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Kluczowa dla olimpijczyków jest profesjonalna opieka medyczna 4

Już wkrótce Polski Komitet Olimpijski poda oficjalny skład reprezentacji olimpijskiej na zimowe igrzyska w Pjongczangu. Sportowcy, którzy będą walczyć o medale w Korei Południowej, kończą przygotowania podczas krajowych i zagranicznych zgrupowań. Opiekę medyczną sprawują nad nimi eksperci Grupy LUX MED – głównego partnera medycznego PKOl. 8 stycznia sieć prywatnych poradni medycznych oficjalnie poinformowała o podpisaniu umowy, na mocy której będzie dbać o polskich olimpijczyków przez kolejne 4,5 roku.

Podczas tegorocznych Zimowych Igrzysk Olimpijskich, które odbędą się w dniach 9-25 lutego w południowokoreańskim mieście Pjongczang, o medale powalczy ponadpięćdziesięciu polskich sportowców. Eksperci, także z Ministerstwa Sportu i Turystyki, szacują, że Polacy mogą zdobyć minimum trzy krążki, przy czym największe nadzieje wiążą ze skoczkami narciarskimi oraz Justyną Kowalczyk. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego zaznacza jednak, że także w kilku innych dyscyplinach zauważalny jest wyraźny wzrost formy zawodników.

– Widzimy postęp w biathlonie i w łyżwiarstwie szybkim. Myślę, że będziemy mieli jeszcze wiele innych niespodzianek. Nawet bobsleje zrobiły nam nadzieje na dobre wyniki w Pjongczang – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Kraśnicki, prezes PKOl.

Dokładny skład reprezentacji olimpijskiej Polski będzie znany 23 stycznia. Przygotowania do igrzysk trwają już jednak od dłuższego czasu, a odbywają się w ramach poszczególnych związków sportowych. Resort sportu zapewnia, że wszyscy olimpijczycy mają optymalne warunki przygotowań, począwszy od możliwości treningowych przez zabezpieczenie sprzętu aż po opiekę medyczną. Ten ostatni aspekt jest niezwykle istotny: regularne badania i kontrole u specjalistów pozwalają bowiem utrzymać wysoką formę, a także zapobiegać kontuzjom bądź przyspieszać powrót do formy po urazie.

– Sport to ogromny wysiłek, wiele stresów, napięć, zmieniających się sytuacji, wtedy ważne jest, żeby nasi sportowcy byli pod szczególną kontrolą i to z wielu różnych powodów. Kwestie medyczne są niezwykle istotne – mówi Andrzej Kraśnicki.

8 stycznia, podczas Noworocznego Spotkania Polskiej Rodziny Olimpijskiej, oficjalnie poinformowano o umowie, na mocy której Grupa LUX MED pozostaje partnerem medycznym PKOl do 2022 roku. Na uroczystości obecny był prezydent Andrzej Duda z małżonką, a także minister sportu i turystyki Witold Bańka.

Zależy nam przede wszystkim na tym, żeby dbać o bezpieczeństwo naszych sportowców. Chcemy, aby olimpijczycy, którzy są naszą dumą narodową, mieli jak najprostszą ścieżkę do sukcesu – dodaje Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED.

Intensywny trening sportowy często wiąże się z przeciążeniami i kontuzjami. Takie zdarzenie może zagrozić formie i wydolności sportowca, a więc przekreślić jego szanse na sukces w rywalizacji. Najważniejszy sportowy sprawdzian, jakim są Igrzyska Olimpijskie, odbywa się raz na cztery lata, dlatego ogromnie ważne jest to, by sportowcy mieli zapewnioną szybką i profesjonalną opiekę oraz pomoc ze strony fizjoterapeutów i lekarzy.

 Sportowcy mogą uzyskać natychmiastową pomoc. Dla sportowca jest to bardzo ważne, aby nie czekać w kolejce i móc się spotkać z wybitnymi fachowcami, którzy mają do dyspozycji wspaniały sprzęt. LUX MED jest dla nas ogromną szansą, spełnia te wymogi, których oczekują sportowcy – mówi Andrzej Kraśnicki.

W ramach dotychczasowej współpracy Grupa LUX MED pomogła już prawie 1200 sportowcom, realizując przy tym blisko 10 tys. procedur medycznych.

– Jest to bardzo aktywna współpraca i naprawdę czujemy się potrzebni, ale też dumni z tego, co robimy, czyli ze wspierania polskiego sportu i sportowców – mówi Anna Rulkiewicz.

Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia z dnia 22 lipca 2016 roku w sprawie kwalifikacji lekarzy uprawnionych do wydawania zawodnikom orzeczeń lekarskich o stanie zdrowia oraz zakresie i częstotliwości wymaganych badań lekarskich niezbędnych do uzyskania tych orzeczeń, sportowcy są zobowiązani do regularnego wykonywania konkretnych badań. Wśród nich są m.in. pomiary antropometryczne, EKG, próba wysiłkowa oraz morfologia krwi. Opiekę medyczną nad polskimi olimpijczykami od 2014 roku sprawuje Grupa LUX MED, główny partner medyczny Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

W Pjongczangu sportowcy z całego świata będą rywalizować w 15 dyscyplinach rozegranych w 98 konkurencjach. W Korei zadebiutują takie konkurencje jak big air w snowboardzie, konkurs mikstów w curlingu, wyścig ze startu wspólnego w łyżwiarstwie oraz zawody drużynowe w narciarstwie alpejskim. Międzynarodowy Komitet Olimpijski zdecydował natomiast o wycofaniu slalomu równoległego w snowboardzie.

Polskie doświadczenia transformacji cenne dla rządu w Kijowie. Powodzenie reform na Ukrainie da też impuls do rozwoju polskiej gospodarki

Polskie doświadczenia transformacji cenne dla rządu w Kijowie. Powodzenie reform na Ukrainie da też impuls do rozwoju polskiej gospodarki 5

Ze względu na historyczne podobieństwo polskie doświadczenia z okresu transformacji są bardzo cenne dla Ukrainy, która jest na etapie reformowania swojej gospodarki. Od postępów uzależnione są wypłaty kolejnych transz kredytu udzielonego przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Rząd w Kijowie korzysta przy tym m.in. ze wsparcia polskich doradców. Powodzenie reform na Ukrainie będzie mieć też duże znaczenie dla polskiej gospodarki, która zyska dzięki temu dostęp do dużego, chłonnego i bliskiego geograficznie rynku.

– Zmiany wprowadzane na Ukrainie doprowadzą do otwarcia nowego, bardzo chłonnego rynku, i to nie tylko w kontekście taniej siły roboczej, co jest celem krótkookresowym. W długiej perspektywie zyskamy duży rynek, na który będziemy mogli eksportować nasze towary i umiejscawiać tam produkcję przy o wiele większym potencjale gospodarczym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Fornalczyk, założyciel i partner firmy doradczej COMPER Fornalczyk i Wspólnicy, która specjalizuje się w sprawach dotyczących wykorzystania środków unijnych i pomocy publicznej.

Ukraina jest w trakcie zapoczątkowanych w 2014 roku reform, które mają postawić na nogi gospodarkę i umożliwić zacieśnienie relacji z Unią Europejską. We wrześniu ubiegłego roku zaczęła w pełni obowiązywać umowa stowarzyszeniowa z UE, której częścią jest porozumienie o strefie wolnego handlu DCTFA (obowiązujące już wcześniej, od początku 2016 roku). Na mocy tego porozumienia strony otworzyły wzajemnie swoje rynki, uruchomione zostały też reformy, które mają zbliżyć ukraiński system prawny do regulacji obowiązujących w UE.

– Uczestniczymy w międzynarodowym konsorcjum, które wspiera merytorycznie ukraiński rząd we wprowadzaniu nowych regulacji związanych z pomocą publiczną, które umożliwią lepsze i bardziej efektywne finansowanie inwestycji i przedsięwzięć publicznych. To spowoduje również zbliżenie do regulacji obowiązujących w UE. Tym samym automatycznie otworzą się ścieżki funduszy przedakcesyjnych dla Ukrainy, a co za tym idzie – również szerszą ławą dla biznesu europejskiego – mówi Maciej Fornalczyk.

Od listopada ubiegłego roku firma doradza ukraińskiemu rządowi w zakresie prawa antymonopolowego i przepisów dotyczących pomocy publicznej. To część międzynarodowego projektu („Support to the Antimonopoly Committee of Ukraine for enforcing State aid rules”), w którym firma doradcza uczestniczy na zaproszenie WYG International Ltd. Celem jest wsparcie merytoryczne dla wdrażanych na Ukrainie reform, w szczególności w dziedzinach takich jak restrukturyzacja przedsiębiorstw, finansowanie infrastruktury, kapitał wysokiego ryzyka, pomoc dla inwestycji w sektorze kultury i sportu czy finansowanie transportu (lotniska, publiczny transport zbiorowy).

– Na Ukrainie będą zachodziły procesy, które obserwowaliśmy w Polsce przez ostatnie dekady. Wszystkie zmiany za naszą wschodnią granicą mają bardzo duży bagaż polityczno-historyczny. Zmiany, które u nas były wprowadzane z dużym sukcesem, można i należy bardzo umiejętnie umiejscawiać na terenie Ukrainy, uwzględniając przy tym nasze doświadczenia – mówi Maciej Fornalczyk.

Założyciel i partner firmy doradczej COMPER podkreśla, że – ze względu na historyczne podobieństwo, zaszłości z czasów komunizmu i gospodarki centralnie sterowanej – polskie doświadczenia z okresu transformacji są szczególnie cenne dla Ukrainy.

– Co możemy położyć na stole dla rządu ukraińskiego? W szczególności doświadczenia z niepowodzeń, czyli duże case’y sektorowe – co należałoby zrobić lepiej lub inaczej, gdybyśmy mogli cofnąć czas i inaczej podejść do określonych reform. Świadcząc usług doradcze dla rządu ukraińskiego, musimy w szczególności stawiać na naszą praktykę – podkreśla Maciej Fornalczyk.

UE jest największym partnerem handlowym dla Ukrainy. W 2015 roku eksport z Ukrainy do UE sięgnął 12,7 mld euro, natomiast eksport z UE na Ukrainę – 13,9 mld euro. Od momentu wejścia w życie porozumienia o wolnym handlu DCTFA (styczeń 2016 roku) wartość eksportu z UE na Ukrainę wzrosła o prawie 2,6 mld euro, podczas gdy w drugą stronę – zaledwie o 243 mln euro.

Ukraińskie firmy, które na mocy porozumienia zyskały dostęp do 500 mln europejskich konsumentów, okazały się mało konkurencyjne, a na otwarciu rynków statystycznie bardziej skorzystała unijna gospodarka. Od momentu wejścia w życie porozumienia DCTFA dwucyfrowo rośnie też wymiana handlowa pomiędzy Polską a Ukrainą.

W 2019 roku odbędą się na Ukrainie wybory prezydenckie i parlamentarne, które mogą zaważyć na wdrażanych w kraju reformach. W tej chwili – jak ocenił w grudniu brytyjski „Financial Times” – największym problemem wciąż pozostaje korupcja, nadużycia władzy i zbyt wolne tempo zmian. Jednak szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini, która w grudniu spotkała się z premierem Wołodymyrem Hrojsmanem (po raz pierwszy od wprowadzenia wspólnej umowy stowarzyszeniowej i uruchomienia ruchu bezwizowego do UE), oceniła, że Ukraina robi wyraźne postępy w reformowaniu kraju.

Powstaje elektryczny pojazd dostawczy zbudowany w całości z kompozytu. Masa zaledwie 600 kg pozwoli zaoszczędzić paliwo i zwiększyć zasięg

Powstaje elektryczny pojazd dostawczy zbudowany w całości z kompozytu. Masa zaledwie 600 kg pozwoli zaoszczędzić paliwo i zwiększyć zasięg 6

Polska spółka Play Holding pracuje nad projektem lekkiego, a zarazem wytrzymałego samochodu wykonanego z kompozytów. Masa własna tego elektrycznego pojazdu e-VAN wyniesie ok. 600 kg, co przełoży się na większą wydajność i oszczędności w porównaniu do konwencjonalnych konstrukcji. Koszt przejechania 100 km takim samochodem ma wynieść ok. 4 zł. Auto będzie skierowane do branży transportowej, m.in. dostaw paczek czy korespondencji. W przyszłości twórcy planują stworzyć z podobnych materiałów także autonomiczną taksówkę.

e-VAN wykonany jest z materiałów kompozytowych, ale to również pojazd elektryczny. Czas ładowania samochodu ma nie przekroczyć w zależności od typu ładowarki od 30 do 60 minut. Auto będzie osiągać maksymalną prędkość 60–80 km/h. Przestrzeń ładunkowa pomieści dwie europalety o wadze do 1000 kg. Zasięg pojazdu wyniesie od 100 do 300 km na jednym ładowaniu baterii. Według zapewnień projektantów szacunkowy koszt przejechania 100 km będzie kształtował się na poziomie 4 złotych.

– Mówimy o samochodzie, który ma wykonaną z kompozytów lekkich strukturę płyty podłogowej i większość konstrukcji nadwozia, dzięki czemu uzyskujemy bardzo sztywną, wytrzymałą konstrukcję, jednocześnie o wiele lżejszą od konstrukcji w konwencjonalnej motoryzacji. Dzięki temu, że uzyskujemy masę własną pojazdu na poziomie 600 kg, a nie grubo ponad tonę, mamy samochód, który uzyskuje większy zasięg przy znacząco niższych kosztach – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Przemysław Rozmysłowicz z Play Holding SA.

Firma ma już za sobą stworzenie prototypu nadwozia e-VAN-a. Karoseria ma być gotowa w drugim kwartale tego roku. Następnie pomysłodawcy chcą ruszyć z produkcją testową, która objęłaby 20–30 samochodów na zlecenie Poczty Polskiej.

Kompozytowy e-VAN będzie tworzony przede wszystkim dla branży transportowej. Według twórców sprawdzi się m.in. podczas dostaw paczek i korespondencji np. przez podmioty pracujące jako podwykonawcy firm kurierskich. Jednak pomysłodawcy już teraz widzą kolejne zastosowanie dla swojego projektu.

– To samochód głównie do biznesu transportowego, do dostaw paczek i korespondencji. W przyszłości planujemy wykorzystanie tego jako platformę do autonomicznej taksówki, mamy kontrahenta zainteresowanego takim wdrożeniem. Jest również klient z branży pogrzebowej – mówi przedstawiciel Play Holding SA.

Według danych Międzynarodowej Agencji Energii opublikowanych w raporcie „Global EV Outlook 2017” pod koniec 2016 roku na świecie jeździło ponad dwa mln samochodów z napędem elektrycznym lub hybrydowym. W 2016 r. łączna sprzedaż aut elektrycznych wyniosła 751 tys. sztuk w skali globalnej.

Zakupy poprzez voice commerce za kilka lat również w Polsce. Potrzebne polskojęzyczne wersje asystentów głosowych

Zakupy poprzez voice commerce za kilka lat również w Polsce. Potrzebne polskojęzyczne wersje asystentów głosowych 7

Za kilka lat Polacy będą mogli dokonać zakupów przez internet poprzez polecenia głosowe. Potrzebne są jednak polskojęzyczne wersje asystentów głosowych. Zdaniem ekspertów voice commerce upowszechni się w Polsce w ciągu dwóch lat od momentu ich pojawienia się w Polsce polskich wersji asystentów Google Home czy Amazon Alexa. Podobne rozwiązania zyskują coraz większą popularność na świecie, a zakupy przez internet za pomocą poleceń głosowych określa się mianem voice commerce.

W 2017 roku 54 proc. polskich internautów kupowało online. Niebawem polscy internauci będą mogli robić zakupy w jeszcze prostszy sposób, a to za sprawą usługi voice commerce, czyli zakupów dokonywanych za pomocą głosu. Takie rozwiązanie sprawdza się już na całym świecie, dzięki smart głośnikom Amazon Echo dostarczanym przez Amazona, które zawierają rozwiązanie asystenta głosowego Alexa oraz Google Home.

– Szacuje się, że w tej chwili na świecie jest sprzedanych około 20 mln tego typu głośników. Nie ma jednak precyzyjnych danych. Wiemy, że Amazon ma 75 proc. udział w tym rynku. Drugi za nim jest Google ze swoim głośnikiem Google Home, który ma udział około 24 proc. Właśnie za sprawą tych dwóch dostawców zauważyliśmy, że ludzie kupują poprzez tego typu urządzenia. Moment złożenia zamówienia czegokolwiek w internecie poprzez polecenie głosowe jest określany pojęciem voice commerce – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Monika Mikowska, współwłaścicielka Mobee Dick.

W ubiegłym roku 57 proc. posiadaczy Amazon Echo i Google Home dokonało zakupów w internecie poprzez inteligentny głośnik. Popularność v-commerce bierze się przede wszystkim z prostoty obsługi. Klasyczny zakup w e-sklepie nie jest obecnie najszybszą formą zamówienia czegoś w sieci.

– Wystarczy wywołać Alexę, żeby coś kupiła, a ona tylko potwierdza ofertę, która jest dostępna w zasobach Amazona. Pyta na przykład o historię ostatnich zakupów i potwierdza, czy kupić ten sam produkt, który był kupiony wcześniej. Do tego podaje cenę i prosi o potwierdzenie. Tak naprawdę to tyle. W porównaniu do procesu klasycznego, kiedy musimy się zalogować do sklepu internetowego, podać swoje dane i dopiero zrealizować płatność, po prostu zajmuje to o wiele mniej czasu – twierdzi Monika Mikowska.

Niestety, usługi v-commerce jeszcze nie są dostępne na polskim rynku. Zdaniem przedstawicielki Mobee Dick w ciągu kilku lat powinniśmy jednak nadrobić te zaległości. Chodzi przede wszystkim o brak polskich wersji językowych asystentów głosowych.

– Od momentu, kiedy się one pojawią, minie od 1,5 do 2 lat do momentu, gdy będą powszechne w naszych domach. Na razie trzymamy kciuki za rychły start polskiej wersji asystenta głosowego, obstawiam, że pierwszy będzie Google, drugi Amazon – przewiduje ekspertka.

Amazon w I kwartale 2017 roku osiągnął przychód sięgający niemal 36 miliardów dolarów, co pozwoliło mu na zysk netto przekraczający 720 milionów dolarów. To obecnie jedna z najdrożej wycenianych marek na świecie, a jej twórca, Jeff Bezos, jest obecnie najbogatszym człowiekiem świata,

Wartość polskiego rynku e-commerce jest szacowana na 36–40 miliardów złotych – wynika z raportu „E-commerce w Polsce 2017. Gemius dla e-Commerce Polska”.

Przez kolejki rezygnujemy z wizyty u lekarza

  • Długi czas oczekiwania to zdecydowanie najczęściej wskazywany przez Polaków powód rezygnacji z wizyty u lekarza – wynika z raportu GUS.
  • Problem z kolejkami do lekarzy jest tym poważniejszy, że ponad 1/3 Polaków ma poważne problemy ze zdrowiem.
  • Aby nie czekać w kolejce Polacy coraz częściej korzystają z ubezpieczeń zdrowotnych.

Średni czas oczekiwania na gwarantowane świadczenia medyczne wynosi ponad 3 miesiące, wynika z ostatniego Barometru WHC[1]. Długie kolejki do specjalisty i na realizację badań są znaczącą przeszkodą w otrzymaniu pomocy. Jak pokazuje najnowszy raport GUS „Dochody i warunki życia ludności Polski”, aż 32% pacjentów, którzy zrezygnowali z konsultacji lekarskiej, wskazuje je jako przyczynę. Problem jest tym poważniejszy, jeżeli weźmiemy pod uwagę stan zdrowia Polaków. Według GUS-u aż 35% Polaków boryka się z długotrwałymi problemami ze zdrowiem. Nic zatem dziwnego, że coraz częściej szukamy alternatywy dla NFZ. Samodzielnie umawiamy się na prywatne wizyty lub korzystamy z dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych.

Podstawowym zadaniem wykupionej polisy jest zapewnienie jak najszybszej pomocy. Towarzystwa ubezpieczeniowe gwarantują realizację świadczeń w ciągu kilka dni, najdalej tygodni, a nie miesięcy jak to często ma miejsce w przypadku usług NFZ. Ubezpieczeni to doceniają. Krótki czas oczekiwania, w połączeniu z komfortem i jakością obsługi sprawiły, że już 2,1 mln Polaków korzysta z polis zdrowotnych, a ich liczba rośnie z roku na rok o ponad 20% – wskazuje Małgorzata Jackiewicz, Dyrektor Sprzedaży Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.

Ubezpieczenia dopasowane do potrzeb

Dynamiczny rozwój ubezpieczeń zdrowotnych ma kilka pozytywnych aspektów, zwłaszcza dla klientów towarzystw ubezpieczeniowych. Na przestrzeni ostatnich kilku lat zmieniło się podejście ubezpieczycieli do tworzenia oferty. Dotyczy to w szczególności grupowych ubezpieczeń zdrowotnych, kupowanych przez pracodawców dla swoich pracowników, które stanowią lwią część rynku – objętych nimi jest 77% wszystkich ubezpieczonych. Dzięki elastycznemu podejściu ubezpieczycieli, z dostępu do prywatnych świadczeń medycznych korzystają już nie tylko korporacje i duże firmy, ale także mniejsi przedsiębiorcy i inne instytucje, do tej pory z reguły niekojarzone z oferowaniem takich benefitów swoim pracownikom. Obecnie każda firma czy instytucja jest w stanie stworzyć taki system ochrony, na który będzie ją stać, a jednocześnie będzie odpowiadał potrzebom zatrudnionych. Tym bardziej, że można zauważyć pewien spadek cen.

Krócej czekać i mieć dostęp do świadczeń

Przeglądając oferty poszczególnych ubezpieczeń, zarządzający firmami zwracają uwagę przede wszystkim na listę lekarzy specjalistów oraz wykaz placówek, w których będzie można otrzymać pomoc. Zazwyczaj bagatelizują spis oferowanych badań, które są podstawą terapii. Bez sprawnie przeprowadzonych badań nie można podjąć skutecznego leczenia. Problem ten zauważają również ubezpieczyciele, którzy coraz częściej przygotowują pakiety medyczne dedykowane konkretnym schorzeniom czy przypadłościom, których podstawą są testy diagnostyczne i laboratoryjne.

Największą popularnością cieszą się zestawy badań onkologicznych czy kardiologicznych. Niezależnie od tego faktem jest, że cały czas popularność regularnej diagnostyki w Polsce jest niska. Krótko mówiąc, nie badamy się systematycznie. Wynika to nie tylko z nieświadomości potrzeby wykonywania konkretnych badań, ale również strachu przed negatywnym wynikiem. Dlatego wspólnie z pracodawcami podejmujemy działania mające na celu promowanie profilaktyki onkologicznej, kardiologicznej, endokrynologicznej czy reumatologicznej. Przegląd stanu zdrowia raz w roku to czasem za mało – dodaje Małgorzata Jackiewicz z SALTUS Ubezpieczenia.

Ubezpieczenia zdrowotne oferują jednak nie tylko kompleksową opiekę lekarską i dostęp do badań diagnostycznych. Polisy można uzupełnić również o opiekę dentystyczną, świadczenia rehabilitacyjne czy nawet konsultacje u dietetyka.

[1] Barometr WHC, Raport na temat zmian w dostępności do gwarantowanych świadczeń zdrowotnych w Polsce, sierpień 2017.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Rynek akcji w USA jest zamknięty w poniedziałek, co zapewni powolny start tygodnia. Dalej rynek walutowy pozostanie pod wpływem spekulacji o przyszłości polityki monetarnej na świecie. W tym kontekście uwaga skupi się na decyzji Banku Kanady oraz odczytach inflacji z Wielkiej Brytanii, strefy euro i Polski.

Przyszły tydzień: produkcja przemysłowa, NY Empire State/Philly Fed/UoM z USA, HICP z Eurolandu, CPI/sprzedaż detaliczna z Wlk. Brytanii, rynek pracy z Australii, Bank Kanady

Dane przemysłu USA powinny potwierdzić, że ten sektor stanowi siłę gospodarki. Spodziewany wzrost produkcji przemysłowej (śr) o 0,3 proc. jest przyzwoitym wynikiem, choć ryzyka przeważają po stronie silniejszego odczytu, szczególnie jeśli chodzi o przetwórstwo w sektorze naftowym. Regionalne indeksy koniunktury (NE Empire State – wt, Philly Fed – czw) powinny wskazać na podtrzymanie solidnego tempa ekspansji. Pod koniec tygodnia uwagę może przyciągnąć doniesienia z Waszyngtonu, gdyż w piątek mija termin ostatniego przedłużenia dla finansowania wydatków budżetowych zapobiegający tzw. government shutdown. Kolejne przedłużenie do połowy lutego jest jednak bazowym scenariuszem. USD wciąż nie może znaleźć swojego miejsca przy większej wrażliwości na rozczarowania w danych.

W kalendarzu z Eurolandu nie widać emocjonujących publikacji. Finalny szacunek HICP (śr) będzie miał znaczenie, tylko jeśli rozminie się ze wstępnym odczytem. Poza tym EUR pozostaje wsparte rosnącym przeświadczeniem, że polityka EBC w tym roku będzie bardziej jastrzębia niż zostało to zarysowane przy ogłoszeniu zmiany w programie QE w październiku 2017 r. Na to też wskazał protokół z ostatniego posiedzenia EBC. O ile nie dojdzie do werbalnych interwencji ze strony gołębich członków banku, EUR ma otwartą drogę do góry.

W Wielkiej Brytanii inflacja CPI za grudzień (wt) powinna wskazać pierwsze symptomy wygasania presji związanej z deprecjacją funta po referendum ws. Brexitu. Zakładana korekta z 3,1 proc. do 3 proc. nie jest duża, ale może nieco zdjąć presję z Banku Anglii. Grudniowa sprzedaż detaliczna (pt) może odczuć skutki silnego wzrostu w poprzednim miesiącu (1,1 proc. m/m). Badania handlu nie są jednoznaczne, ale podnoszą ryzyko, że przedświąteczne zakupy zostały dokonane z wyprzedzeniem, w rezultacie grudniowe wartości mogą rozczarować. Jak na razie GBP preferuje dryf, choć niespodziewane doniesienia ws. negocjacji Brexitu zawsze mogą zatrząść rynkiem.

W Polsce otrzymamy główny zestaw danych o inflacji (pon, wt), z rynku pracy (śr), przemysłu i handlu (pt). Spadek inflacji bazowej do 0,8 proc. r/r będzie przemawiać za strategią prezesa NBP Glapińskiego, by nie spieszyć się z zacieśnianiem monetarnym. Efekty sezonowe osłabia produkcję przemysłową, ale podbija sprzedaż detaliczną. Dane nie powinny nadać świeżego kierunku dla złotego i zakładamy konsolidację EUR/PLN 4,16-4,19.
W Japonii tradycyjnie dane nie będą mieć znaczenia dla JPY, ale lokalny kalendarz nie jest całkowicie do zignorowania. Na poniedziałek zaplanowana jest aukcja skupu obligacji przez Bank Japonii i kolejne zmniejszenie zgłaszanego popytu przesz BoJ podsyci spekulacje o zmianę nastawienia na bardziej jastrzębie. Nie sądzimy, aby BoJ faktycznie miał cokolwiek zmieniać w całym 2018 r., ale umocnienie JPY w mijającym tygodniu jest najlepszym dowodem, że oczekiwania rynkowe są w zupełnie innym miejscu.

W Australii listopadowe dane z rynku pracy były oszałamiające ze wzrostem zatrudnienia o 62 tys. i utrzymaniem stopy bezrobocia na 5-letnich minimach. Skok zatrudnienia nastąpił o kilku słabych miesiącach, więc wygląd bardziej na nadganianie niż zawiązywanie nowego trendu. Po danych grudniowych (czw) spodziewamy się uspokojenia i słabego wyniku. Rynek nagromadził sporo długich pozycji w AUD na fali wzrostu surowców i generalnie pozytywnym sentymencie. Teraz słabsze dane mogą być łatwym pretekstem do realizacji zysków. Kalendarz w Nowej Zelandii nie zawiera pierwszorzędnych pozycji. Sądzimy, że sprzedaż AUD/NZD może być też formą wyrażania przez inwestorów zmiany nastawienia do AUD, co pośrednio wzmocnić kiwi.

W Kanadzie najważniejszym wydarzeniem jest posiedzenie Banku Kanady (śr). Konsensus zakłada podwyżkę o 25 pb, jednak naszym zdaniem jeszcze nie czas na ruch ze strony banku. Prezes Poloz podkreślał w niedawnej przeszłości, że decyzje banku pozostają uzależnione od danych. Inflacja wracająca do celu i najniższe od startu gromadzenia danych w 1976 r. bezrobocie sugeruje, że BoC ma podstawy od podwyżki. Z drugiej strony w tym tygodniu dostaliśmy sygnały, że kolejna runda negocjacji NAFTA pod koniec stycznia może przynieść zgrzyty, a zerwanie porozumienia jest poważnym ryzykiem dla kanadyjskiej gospodarki. Sądzimy, że BoC może pozwolić sobie na wstrzymanie się z podwyżką, choć szanse są blisko 50:50. Dla CAD brak podwyżki będzie ciosem, ale w osłabieniu szukalibyśmy okazji do średnioterminowego kupna, gdyż plany BoC są jednymi z bardziej agresywnych w całej przestrzeni G10.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Koalicja z Niemczech. Kurs euro w górę

Rozmowy koalicyjne w Niemczech są bliżej sukcesu, ale wciąż daleko. Temat podwyżek stóp procentowych w Polsce się oddala. Konferencja szefa EBC Mario Draghiego.

Wielka Koalicja w Niemczech?

Jak podaje agencja dpa, liderzy CDU/CSU oraz SPD osiągnęli kolejny przełom w rozmowach koalicyjnych. Byłaby to kolejna koalicja dwóch głównych sił na niemieckiej scenie politycznej. Pomimo fatalnego wyniku wyborczego SPD w ostatnich wyborach. Wstępem do rozmów koalicyjnych było porozumienie o niepodnoszeniu podatków, nie zaciąganiu nowych zobowiązań oraz o limitowaniu liczby uchodźców napływających do Niemiec. Warto zwrócić uwagę, że wybory odbyły się pod koniec września. Wcześniej co prawda zwycięska CDU/CSU negocjowała z liberałami i zielonymi, ale nie zakończyło się to sukcesem. Analitycy spodziewają się, że powołania nowego rządu można spodziewać się dopiero w marcu. Oznaczałoby to niemal półroczne oczekiwanie. Informacja ta jest kolejnym sygnałem dzięki któremu euro umacnia się względem pozostałych walut.

Dalej do podwyżek stóp w Polsce

Po ostatni posiedzeniu RPP analitycy jeszcze bardziej odkładają w czasie termin podwyżek. Powoli druga połowa 2018 roku robi się optymistycznym scenariuszem. Powodem jest wciąż niska inflacja, która pomimo wysokiego wzrostu gospodarczego nie przyspiesza. Dodatkowym czynnikiem podnoszącym niepewność jest rekonstrukcja rządu Mateusza Morawieckiego.

Co powiedział szef EBC

Wczoraj o 13:30 miała miejsce konferencja prasowa Mario Draghiego. Od samego początku euro wyskoczyło w górę. Co takiego pojawiło się w tej wypowiedzi, że tak umocniło europejską walutę? Tak naprawdę nie do końca wiadomo. Zwrócono uwagę na fakt, że dla polityki Europejskiego Banku Centralnego ważne są wyniki całej strefy euro a nie poszczególnych państw. Jest to zapowiedź, że stopy zaczną rosnąć nie czekając aż wszystkie państwa osiągnąć odpowiednie wyniki. Z drugiej strony nawet jak w jakimś państwie pojawi się problem z inflacją będzie ono czekać na dostosowanie polityki fiskalnej. Konferencja ta rozpoczęła silny ruch. Od wczoraj euro umocniło się do dolara o pełne dwa centy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – USA – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Delegowanie zadań – od czego zacząć?

Polscy menedżerowie, a w przypadku małych firm także ich właściciele, często mają problem z delegowaniem zadań. Z jednej strony narzekają na przeciążenie obowiązkami, ale z drugiej, często nawet nie próbują podzielić się zadaniami z pracownikami.

Jeśli zapytamy menedżerów, czy chcieliby pracować mniej, przekazując część obowiązków pracownikom, większość z nich odpowie zdecydowanie: „tak”.  A jednak, w praktyce delegowanie zadań okazuje się bardzo trudne. Często po prostu łatwiej jest samemu poświęcić własny czas na dodatkową pracę, niż przyuczać, wymagać i rozliczać z poprawnego wykonania zadań innych. I chwilowo taka samodzielność może nawet wydawać się korzystna – w końcu na edukację pracowników, czy poprawianie ich błędów również trzeba by było znaleźć czas. Niestety, krótkowzroczność takiego myślenia widać dopiero w dłuższej perspektywie, kiedy menedżer lub właściciel okazuje się niemożliwy do zastąpienia – także w czasie urlopu lub choroby.

Każdy prezes firmy, a tym bardziej właściciel, ma przekonanie, że pracownicy mogą co najwyżej starać się mu dorównać. Właśnie to jest przeważnie głównym problemem przy delegowaniu swoich kompetencji na inną osobę. Warto jednak pamiętać, że istotą zarządzania jest zarządzanie ludźmi i problemami, a nie osobiste załatwianie każdej sprawy – podkreśla Marta Bober-Lal, trener w firmie szkoleniowej Effect Group.

Skąd biorą się trudności z delegowaniem zadań?

Najprościej delegowanie można określić jako przekazywanie władzy, czy też dzielenie się władzą z innymi. Delegowanie oznacza, że menedżer przydziela zadanie, ale wraz z nim przekierowuje także odpowiedzialność za jego wykonanie oraz uprawnienia niezbędne do jego realizacji. A to oznacza, że od momentu delegowania, menedżer nie jest już  bezpośrednio zaangażowany w zadanie. W tym momencie powinien odsunąć się na bok i nie przeszkadzać.

Dlaczego przekazywanie obowiązków jest trudne? Ponieważ wymaga zaufania wobec pracownika i wiary w jego umiejętności. Trzeba być też przygotowanym na ewentualność, gdy pracownik nie udźwignie nowego ciężaru i zapewnić odpowiednią kontrolę efektów jego pracy.

W rozwiązaniu tych trudności często nie pomagają sami pracownicy – niektórzy z nich zrobią wiele, by nie zostać obłożonym dodatkowymi obowiązkami. Skoro szef uważa, że pracownik „sam sobie nie poradzi”, to dla zatrudnionego takie przekonanie bywa wygodniejsze od brania na swoje barki dodatkowych zadań. Bywa też i tak, że sam pracownik nie wierzy w swoje możliwości lub boi się wziąć odpowiedzialność za własną pracę – przychodzenie z każdym najdrobniejszym problemem do szefa wydaje się bezpieczniejsze.

Ale to nie jedyne powody. Opór pracowników może wynikać także z poczucia bycia wykorzystywanym. Będzie tak się działo, jeśli za wzrostem kompetencji i odpowiedzialności nie będzie szła odpowiednia gratyfikacja finansowa lub jeśli pracownik i tak jest nadmiernie obciążony pracą. Poza tym, jeśli zatrudniony już wcześniej zgadzał się na dodatkowe zadania, ale w jego ocenie wysiłek ten nie został doceniony, nie będzie miał motywacji do podejmowania nowych wyzwań. Nie zapominajmy również, że brak dobrych warunków pracy, odpowiedniej atmosfery, czy też poczucia bezpieczeństwa także będzie wpływał na gorsze efekty wykonywanych zadań.

Kolejna grupa problemów może wynikać ze złej komunikacji. Zdarza się, że polecenia i instrukcje nie są jasno sprecyzowane przez przełożonego lub też, że pracownik, mimo dobrej woli, źle zrozumiał informacje od szefa.

Po co delegować?

Jeśli proces delegowania zadań przebiegnie pomyślnie, to pomimo możliwych do wystąpienia trudności, korzyści z nawiązką zrekompensują przejściowe niedogodności. Ostatecznie opłaci się to zarówno menedżerom, szeregowym pracownikom, jak i całej  organizacji.

Oddając część dotychczasowych obowiązków, menedżer powinien uwolnić się od niektórych, bardziej rutynowych zadań, a sam zająć się sprawami kluczowymi i strategicznymi.

Ale delegowanie jest korzystne także dla pracownika, który zyskać może poczucie bycia docenionym i potrzebnym w firmie. Ucząc się nowych rzeczy, rozwija się on zawodowo i ma szansę sprawdzić się w różnych obszarach. To z kolei może mu pomagać w zdobywaniu pozycji lidera, a w przyszłości umożliwi awans.

Cała organizacja właśnie za sprawą delegowania może odkrywać talenty w zespole. Zaangażowane osoby wpływają korzystnie na atmosferę panującą w organizacji. Pracownicy, czując większą odpowiedzialność, są też bardziej skłonni do kreowania nowatorskich rozwiązań zmieniających całą firmę. Nie są już bowiem biernymi wykonawcami poleceń, ale tworzą aktywny zespół.

Delegowanie zadań krok po kroku

Trudności związane z delegowaniem można zminimalizować, jeśli przekazywanie obowiązków potraktujemy jako proces – podzielony na etapy i zaplanowany w czasie.

Etap pierwszy polega na tym, aby określić samą sytuację delegowania, a więc ustalić, jakie obowiązki można przekazać pracownikowi, kto mógłby się zająć takimi zadaniami i ile czasu by mu to zajęło. Jeśli odpowiednia osoba jest już zatrudniona w firmie, warto ustalić, jakie są jej aktualne kompetencje (w porównaniu z kompetencjami wymaganymi przy nowych zadaniach) oraz czy jest ona wystarczająco zmotywowana do wykonania powierzonej mu misji.

Etap drugi to przekazanie wyznaczonej osobie potrzebnych informacji. Pracownik powinien dowiedzieć się, jakie nowe obowiązki zostaną mu powierzone oraz jakie nowe cele (i w jaki sposób) mają zostać dzięki temu osiągnięte. Ustalić należy etapy i terminy, w jakich wyznaczona osoba wdroży się do nowych zadań – najpierw być może częściowo, a później w pełnym zakresie.

Nie oczekujmy, że pracownik od razu będzie potrafił realizować nowe zadania równie dobrze jak osoba doświadczona. Etap trzeci to przede wszystkim nauka poprzez pracę. Wyznaczona do nowych zadań osoba powinna dowiedzieć się nie tylko co ma zrobić, ale też w jaki sposób jej praca będzie kontrolowana oraz według jakich kryteriów zostanie oceniona. Kluczowe dla tego etapu jest jednak zaufanie.

– To właśnie zaufanie wraz z przekazaniem możliwości podejmowania samodzielnych decyzji, czy też dokonywania wyborów, odróżnia delegowanie od zwyczajnego wydawania poleceń – podkreśla Marta Bober-Lal. – Dlatego kontrola nie powinna w tym przypadku oznaczać nieustannego „patrzenia na ręce” czy też śledzenia każdego kroku pracownika. Zamiast tego warto określić, w jakiej formie pracownik będzie raportował o wykonanych zadaniach, czy też jaki margines błędu będzie tolerowany – mówi trenerka.

Czas na właściwą oceną pojawi się dopiero na etapie czwartym. Gdy pracownik wykona powierzone mu zadania, nadchodzi czas podsumowania i przekazania mu informacji zwrotnej. Przede wszystkim należy odnieść się do założonych wcześniej celów i ustalić, w jakim stopniu zostały one osiągnięte. To też dobry moment, aby zastanowić się, jak poprawić skuteczność działań pracownika w przyszłości. Wraz z każdą kolejną próbą wyznaczona osoba powinna coraz sprawniej radzić sobie z nowymi zadaniami.

Przekazywanie i utrwalanie

Jeśli chcemy, aby nowe obowiązki zostały przekazane pracownikowi w taki sposób, który naprawdę okaże się skuteczny, warto poświęcić czas na właściwe wsparcie i dobrą komunikację.

– Na etapie przekazywania nowych zadań przełożony powinien porozmawiać z pracownikiem i co bardzo ważne, uzyskać jego wyraźną zgodę na przyjęcie szerszego zakresu obowiązków. To warunek niezbędny, aby delegowanie mogło być skuteczne – podkreśla trenerka Effect Group.

Porozmawiać należy także z innym pracownikami, tak aby cały zespół zrozumiał, jak będzie wyglądał nowy zakres obowiązków wszystkich jego członków, gdy jedna z osób przejmie nowe zadania.

Drugą ważną kwestią po przekazaniu zadań jest utrwalenie określonego na nowo podziału obowiązków. Aby zmiana była trwała, przełożony powinien zapewnić delegowanemu pracownikowi odpowiednie wsparcie, szczególnie w początkowym okresie.

– Wsparcie powinno zostać dopasowane do rodzaju zadania i kompetencji osoby. Absolutnie nie może mieć ono formy wyręczania pracownika, ale zamiast tego menedżer może przekazywać instrukcje, dzielić się swoimi doświadczeniami lub zaproponować szkolenie – mówi Marta Bober-Lal.

Menedżer powinien także monitorować realizację powierzonych zadań i sprawdzać efekty. Co jakiś czas warto ustalić, czy wyznaczona osoba radzi sobie z obowiązkami, czy projekt jest właściwie realizowany oraz czy delegowanie faktycznie przekłada się na lepszą organizację pracy menedżera. Po realizacji projektu lub w ustalonych odcinkach czasu wskazane jest przeprowadzenie z pracownikiem rozmowy podsumowującej.

Jeśli delegowanie zadań zacznie przynosić oczekiwane rezultaty, menedżer lub właściciel może mieć pokusę, aby przekazać pracownikom również kolejne, czasem bardziej skomplikowane obowiązki. Pamiętajmy jednak, że na niższy szczebel nie wolno delegować takich zadań jak ustalanie celów, strategii i struktury organizacji.  Planowanie długookresowe, czy też koordynacja różnych zakresów działalności to obowiązki zarezerwowane dla osób zarządzających firmą. To na tych właśnie, strategicznych kwestiach, powinni skupić się menedżerowie, gdy większość bieżących spraw przekażą już pracownikom niższych szczebli.

UKNF w sprawie stosowania MiFID od 3 stycznia 2018 r.

W stanowisku z dnia 27 grudnia 2017 r. UKNF (Urząd Komisji Nadzoru Finansowego) przedstawił zasady postępowania, jakimi będzie się kierował po 3 stycznia 2018 r. w warunkach braku implementacji do polskiego porządku prawnego dyrektyw MiFID II (dyrektywy 2014/65/UE oraz dyrektywy delegowanej Komisji UE 2017/593) w wymaganym terminie.

Urząd słusznie dostrzegł, że opóźnienie w implementacji dyrektyw MiFID II może w praktyce wywoływać szereg wątpliwości dotyczących równoległego stosowania unijnych dyrektyw i rozporządzeń oraz krajowych przepisów regulujących świadczenie usług inwestycyjnych.

Kluczowe wyjaśnienia UKNF w sprawie stosowania MiFID od 3 stycznia 2018 r:

  1. Dotychczasowe przepisy krajowe stosuje się tylko w zakresie w jakim są niesprzeczne z unijnymi. Krajowe przepisy dotyczące świadczenia usług inwestycyjnych po 3 stycznia 2018 r. powinny być stosowane, o ile nie będą sprzeczne z bezpośrednio skutecznymi przepisami aktów unijnych (np. rozporządzeniami delegowanymi i wykonawczymi Komisji UE).
  2. Względem klientów instytucje finansowe nie mogą się powoływać na brak wdrożenia MiFID II. Instytucje finansowe powinny przyjąć założenie, że powoływanie się na brak implementacji dyrektyw MiFID II wobec beneficjentów świadczonych przez nie usług może nie być skuteczne.
  3. Rozporządzenia delegowane i wykonawcze UE stosuje się wprost, chyba że nie jest w praktyce możliwe. Rozporządzenia delegowane i wykonawcze Komisji UE, jako część krajowego porządku prawnego państw członkowskich od chwili ich wejścia w życie, obowiązują wprost i powinny być zasadniczo stosowane z datą w nich określoną, z wyjątkiem sytuacji, gdy wskutek braku implementacji dyrektyw MiFID II nie jest możliwe ich zastosowanie w praktyce.
  4. Sądy i organy państwowe powinny interpretować przepisy prawa krajowego „w duchu” niewdrożonych jeszcze przepisów MiFID II. Organy krajowe i sądy są zobowiązane do stosowania takiej wykładni prawa krajowego, która zapewni realizację celów niewdrożonych dyrektyw i innych aktów prawa unijnego.
  5. Względem organów państwowych można uchylić się od obowiązków wynikających z niewdrożonych przepisów MiFID, natomiast powoływać się na uprawnienia z niewdrożonych przepisów MiFID II można tylko, gdy są wystarczająco jasne, precyzyjne i bezwarunkowe. W przypadku przepisów dyrektywy MiFID II nakładających obowiązki, ich adresaci (niebędący organami władzy publicznej) mogą powoływać się wobec organów administracji publicznej na ich nieobowiązywanie, natomiast na przepisy nadające jednostkom uprawnienia, jednostki te mogą powoływać się w stosunku do państwa lub organów publicznych, jeśli przepisy dyrektyw MiFID II spełniają tzw. warunki bezpośredniej skuteczności (jasność, precyzyjność oraz bezwarunkowość – niepozostawianie swobody organom państw członkowskich).

W stanowisku UKNF przedstawione zostały także przykłady zastosowania powyższych zasad w odniesieniu do wybranych przepisów prawa unijnego i krajowego.

Wejście w życie przepisów implementujących dyrektywy MiFID II planowane jest najwcześniej na przełomie marca i kwietnia 2018 r.

Dolar w dołku

Opublikowany w czwartek protokół z grudniowego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego inwestorzy zinterpretowali jako przyspieszenie zaostrzania polityki monetarnej strefy euro na początku tego roku. To spowodowało spore umocnienie się euro wobec dolara i innych walut światowych. Wcześniej dolarowi zaszkodziła informacja, że Chiny mogą ograniczyć albo nawet wstrzymać zakupy amerykańskich obligacji, ale zostało to później zdementowane przez chińskiego regulatora rynku walutowego. Z kolei słaby dolar pociągnął w górę polską walutę, która zyskuje drugi dzień z rzędu mimo środowej decyzji Rady Polityki Pieniężnej o niepodnoszeniu stóp procentowych i dalekiej perspektywie tych podwyżek.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do euro (-0,92%), brytyjskiego funta (-0,44%), dolara kanadyjskiego (-0,1%), dolara australijskiego (-0,15%) oraz japońskiego jena (-0,44%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,206, GBP/USD – 1,355, USD/CAD – 1,253, AUD/USD – 0,788 i USD/JPY – 111,3. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,45%) i kurs EUR/JPY wynosi 134,2, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,89. Złotówka drugi dzień z rzędu zyskuje do głównych walut światowych. W piątek rano dolar kosztuje ponad 3,45 zł, euro – poniżej 4,17 zł, funt – 4,68 zł, a frank szwajcarski – 3,54 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W czwartek w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,19%, frankfurcki indeks DAX spadł o 0,59%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,29%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,7%, meksykański indeks Bolsa – o 0,03%, a brazylijski indeks Bovespa – o 1,49%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,24%, indeks Shanghai Composite zyskał 0,1%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 0,78%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej rosną kolejny dzień z rzędu, ale wolniej. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 69,26 USD (+0,09%), a ropy WTI – 63,8 USD (+0,36%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 73 USD. Z kolei złoto zwiększa tempo wzrostu na wartości. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1328 USD. To 11 USD więcej (+0,83%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 4:03 – Chiny – Bilans handlu zagranicznego, grudzień – 54,7 mld USD (prognoza 37 mld USD)
  • 8:00 – Rumunia – PKB (r/r), III kw. – 8,8% (prognoza 8,8%)
  • 8:00 – Rumunia – Inflacja CPI (r/r), grudzień – 3,3% (prognoza 3,3%)
  • 9:00 – Węgry – Inflacja CPI (r/r), grudzień – 2,1% (prognoza 2,3%)
  • 9:00 – Hiszpania – Inflacja CPI (r/r), grudzień – 1,1% (prognoza 1,2%)
  • 14:30 – USA – Inflacja CPI (r/r), grudzień (prognoza 2,1%)
  • 14:30 – USA – Sprzedaż detaliczna (m/m), grudzień (prognoza 0,4%)
  • 17:30 – Niemcy – Wystąpienie szefa Bundesbanku
  • 22:15 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Bostonu

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Gospodarcze podsumowanie roku – wzrost PKB, ale problem z inwestycjami

Mijający rok w gospodarce był bardzo ciekawy. Z jednej strony obserwowaliśmy dynamiczny jej wzrost – PKB rośnie powyżej 4 proc., czyli powyżej naszego aktualnego potencjału. Równocześnie widać ponad 15-procentowy wzrost liczby upadłości przedsiębiorstw, jak i wydłużające się zatory płatnicze. Od wielu lat przedsiębiorcy, ubezpieczyciele, bankowcy bardzo życzyli sobie tego, żeby wyeliminować jak największą część szarej strefy – oszustów, twórców karuzel podatkowych. Jednak odbija się to rykoszetem na uczciwych przedsiębiorcach, którzy w pewnym sensie solidarnie muszą ponosić odpowiedzialność za oszustów. Osłabia to potencjał gospodarki na przyszłość oraz chęć firm do podejmowania jakiegokolwiek ryzyka. Stąd problem z prywatnymi inwestycjami.

 Obserwowany wzrost jest dość nietypowy, dlatego że sterowany głównie konsumpcją oraz niewielkimi, choć rosnącymi inwestycjami publicznymi, przede wszystkim centralnymi. Prywatni przedsiębiorcy nie inwestują, a projekty samorządowe są narażone na duże problemy. Powodem tego są wysokie ceny, które dyktują obecnie wykonawcy w inwestycjach infrastrukturalnych – powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes 

– Samorządów nie stać na budowanie czegokolwiek w najbliższym czasie. Istotne jest także, że Skarb Państwa ze względu na duże transfery socjalne, poszukuje pieniędzy, a co za tym idzie zacieśnia znacznie pętle podatkową. W tym roku branża budowlana miała odczuć duży napływ pieniędzy unijnych. Miał  też nastąpić tzw. boom inwestycji infrastrukturalnych. Tymczasem sektor ten ma coraz większe problemy. Koszty pracy oraz ceny materiałów budowlanych są coraz wyższe. Nie można dostarczyć ich na miejsca budów, ze względu na równoczesne prowadzenie modernizacji wszystkich najważniejszych szlaków kolejowych, którymi są one transportowane. Tu rodzi się pytanie o kolejny rok – czy rzeczony boom w budowlance nie zakończy się tak samo, jak ten z 2012 roku – wskazał Starus.

Przygotuj się na przyszły tydzień [12.01.2018]

Przyszły tydzień w kalendarzu makroekonomicznym nie jest zbyt obfity. Pierwsze ważne informacje zostaną opublikowane dopiero we wtorek o godzinie 10:30, będzie to brytyjska inflacja. Kolejnego dnia poznamy stopy procentowe w Kanadzie. Czwartek zostanie zdominowany przez australijskie dane makroekonomiczne, natomiast w piątek poznamy jedynie indeks amerykańskich nastrojów konsumenckich.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytaniidane makro usadane makro usaInflacja – GBP

Odczyt inflacji CPI za listopad wynosił powyżej 3 procent, co powoduje rosnącą presję inflacyjną. Z kolei 16 stycznia poznamy inflację CPI za grudzień, aktualna prognoza wynosi 3 proc. R/R. kalendarz_inflacja_r.rInflacja jest kluczowym czynnikiem do podwyżki stóp procentowych. Z kolei rosnąca cena ropy naftowej w dolarze amerykańskim oraz pozostałych walutach będzie przekładała się na wzrost cen producenckich, a w ostateczności konsumenckich. Tym sposobem bank centralny może zostać przyparty do muru i zmienić swoje nastawienie do podwyżek stóp procentowych.

Kanada – stopy procentowe

podwyzka_stop_procentowychPrawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych na najbliższym posiedzeniu banku centralnego Kanady wynosi 86.5 procenta, czyli rynek jest praktycznie przekonany o wzroście kosztu pieniądza. W związku z tym sama podwyżka stóp procentowych przez bank Kanady mogłaby doprowadzić jedynie do niewielkiego wzrostu wartości dolara kanadyjskiego. Z kolei gdyby do podwyżki stóp procentowych nie doszło, to moglibyśmy zobaczyć sporą wyprzedaż waluty kanadyjskiej.CADUSD_WTIOprócz tego warto spojrzeć na notowania ropy naftowej, która koreluje z notowaniami pary walutowej CAD/USD (grafika poniżej). Po mocnym wzroście ropy naftowej przydałoby się odreagowanie, zatem byłby to czynnik negatywnie wpływający na notowania CAD. </p>

Instrument do obserwacji

Na indeksie WIG 20 trwa walka o kontynuację trendu wzrostowego. Przez cały 2017 rok notowania indeksu WIG 20 znajdowały się w trendzie wzrostowym i pozostało tak do dnia dzisiejszego. Po mocnych wzrostach dotarły w okolicę mocnego oporu wyznaczonego za pomocą szczytów z 2013/2014 oraz 2015 roku, zatem pokonanie tak silnego wsparcia może przysporzyć sporo problemów stronie kupującej. Kolejnym zagrożeniem dla kupujących jest wskaźnik MACD, który wskazuje na negatywną dywergencję.

Notowania WIG 20, interwał tygodniowy

wig20-w1-admiral-markets-1Z kolei wsparciem dla kupujących może być linia trendu wzrostowego, która przebiega kilkadziesiąt punktów poniżej aktualnych notowań.

Dział Analiz Admiral Markets

Ważny test przed EUR/USD

Rynek FX wraca do dominującego tematu na ten rok, czyli kupowania EUR. Wczorajsza publikacja protokół z posiedzenia EBC potwierdza to, o czym rynek spekulował od tygodni – koniec QE może przyjść wcześniej niż później. Dziś ważny test przed EUR/USD, w którym mogą pomóc, lub nie, dane z USA.

Protokół z grudniowego posiedzenia EBC sugeruje, że nacisk jastrzębiego skrzydła na porzucanie ekspansywnego nastawienia jest silny. Choć w październiku prezes Draghi zarzekał się, że program skupu aktywów potrwa co najmniej do końca września 2018 r., a może nawet i dłużej, to „nawet dłużej” nie podoba się wszystkim w Radzie Prezesów. Solidne ożywienie w strefie euro i rekordowe odczyty indeksów PMI doprowadziły do tego, że EBC dopuszcza zmianę „forward guidance” jeszcze na początku tego roku, co by oznaczało definitywne zamknięcie skupu aktywów pod trzecim kwartale. Wcześniejsze podwyżki stóp procentowych nie wchodzą w grę (EBC zachowa sekwencyjność), ale wyznaczenie dokładnego terminu zakończenia QE pozwala na agresywniejszą wycenę momentu pierwszej podwyżki (początek 2019 r.?). Rynek z ekscytacją przyjął minutki EBC, gdyż znalazł w nich potwierdzenie tego, na czym opierał rajd EUR z przełomu roku. Wątpliwe, aby już na styczniowym posiedzeniu mielibyśmy otrzymać komunikat sugerujący koniec QE we wrześniu, ale już kolejne posiedzenie w marcu może być interesujące. Z drugiej strony protokół pokazał zupełnie inny obraz dyskusji na posiedzeniu niż przedstawiał to prezes Draghi na konferencji. Wygląda na to, że w Radzie Prezesów ścierają się dwa silne obozy i Draghi należy do tych, których komentarze nie będą po drodze kupujących EUR. Warto o tym pamiętać przy następnej konferencji prasowej, którą prezes może wykorzystać do wypuszczenia gołębich niespodzianek.

EUR/USD stoi przed drugą szansą w tym roku, by złamać 1,2090, ale handlowi towarzyszy zawahanie, gdyż po południu będzie trzeba się zmierzyć z kluczowymi danymi z USA. Inflacja CPI i sprzedaż detaliczna za grudzień są ważnymi elementami układanki, co i kiedy zrobi Fed? Oczekiwania dla inflacji nie są wygórowane z 0,1 proc. m/m dla CPI i 0,2 proc. dla inflacji bazowej. Większe zagrożenie leży po stronie słabe wyniku (nawet przy tak niskich oczekiwaniach), biorąc pod uwagę kruchość sentymentu wobec dolara. Prognoza dla sprzedaży detalicznej wygląda lepiej (0,5 proc. m/m), ale jeśli inflacja zawiedzie, nawet najsilniejszy impuls konsumpcyjny nie pomoże. Nawet jeśli dane wypadną zgodnie z prognozami, to dalej niewykluczone, że rynek uzna to za zielone światło dla wybicia EUR/USD ponad 1,21, co może dać sygnał dla innych crossów z USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Technologia 5G wkracza do Polski, pierwsze testy jeszcze w tym roku. Nowy standard komunikacji wydłuży czas działania baterii w smartfonach

Technologia 5G wkracza do Polski, pierwsze testy jeszcze w tym roku. Nowy standard komunikacji wydłuży czas działania baterii w smartfonach 8

Zakończyły się prace nad stworzeniem standardów nowej technologii 5G. Oznacza to, że wkrótce będzie dostępna na rynku. Rozwiązanie przyniesie wiele zmian – pojawi się więcej punktów dostępowych i nowy zakres częstotliwości. Jego wdrożenie przełoży się na dłuższy czas działania baterii w urządzeniach mobilnych. Technologia posłuży nie tylko do połączenia urządzeń mobilnych z internetem, lecz także do komunikacji między maszynami. Pierwsze polskie miasta zostaną objęte nową siecią za dwa lata.

– Standardy są już gotowe, więc technologia może zacząć szukać swojej drogi na rynek. Polska przyjęła plan wdrożenia 5G w ubiegłym roku. Zakłada on, że próby i testy będą prowadzone w 2018 roku, a pierwsze miasta zostaną objęte tą siecią w 2020 roku. Jest to zgodne z wymogami UE. Później częstotliwość stanie się dostępna, co oznacza upowszechnienie tej technologii w Polsce na początku lat 20. – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Martin Mellor, country manager Ericsson Polska.

Technologia 5G przyniesie wiele zmian. Dzięki wdrożeniu nowego standardu komunikacji komórkowej dłużej będziemy mogli korzystać z naszych urządzeń mobilnych bez ładowania. W założeniach nowego standardu znacząco zredukowano zapotrzebowanie na energię przeznaczoną na łączność komórkową, ale wprowadzono również elastyczny tryb usypiania. W stosunku do technologii LTE możemy się spodziewać oszczędności energetycznej w wysokości 20 proc. Potrzebny będzie za to nowy zakres częstotliwości w paśmie 26–28 GHz. Pojawi się także więcej punktów dostępowych, a sieć będzie gęstsza.

– Ta technologia nie będzie miała tak dużego zasięgu jak dzisiejsze stacje bazowe. Na gęsto zaludnionych obszarach miejskich potrzebnych będzie więcej mobilnych stacji bazowych, tak byśmy wszyscy mogli korzystać z większej przepustowości i lepszego zasięgu – twierdzi Martin Mellor.

Wśród zmian podyktowanych wprowadzeniem nowego standardu będą także zmiany sprzętowe, przede wszystkim po stronie zwykłych użytkowników. Z punktu widzenia operatorów infrastruktura 5G jest gotowa i nie wymaga wymiany zbyt wielu komponentów, aby świadczyć usługi w tej technologii.

– Jeżeli chodzi o urządzenia, których my będziemy używać, to potrzebna będzie nowa generacja aparatów mobilnych, które będą spełniały nowe standardy 5G. W najbliższych latach będą się one stawały coraz bardziej dostępne – zauważa Martin Mellor.

5G dostarczy wiele korzyści codziennym użytkownikom smartfonów czy innych urządzeń mobilnych, ale jak oceniają specjaliści, świetnie sprawdzi się także w przypadku internetu przemysłowego, znajdując zastosowanie np. w maszynach komunikujących się ze sobą wzajemnie.

Wprowadzenie na rynek technologii 5G nie oznacza, że pożegnamy się z siecią LTE. Eksperci przewidują, że pozostanie ona na rynku przez wiele lat. Co więcej, wprowadzone zostaną nowe rozwiązania pozwalające na transmisję danych z prędkością do 2 GB/s. Według opublikowanego przez firmę Ericsson corocznego raportu o mobilności, prognozuje się, że w 2023 roku zostanie wykonanych miliard połączeń 5G i pięć miliardów połączeń LTE. Dzieje się tak dlatego, że z jednej strony konsumujemy coraz więcej danych, a z drugiej strony internet jest dostępny niemal wszędzie.

– Wielką zaletą 5G, podobnie jak innych technologii mobilnych, jest to, że stanie się globalnym standardem. Bez względu na to, gdzie będziesz podróżować po świecie ze swoim urządzeniem, będzie ono współpracowało bezproblemowo ze wszystkimi usługami, które masz dzisiaj – głos, video, media społecznościowe, dostęp do internetu. To naprawdę ważne dla każdego użytkownika na świecie, bo wszyscy stajemy się coraz bardziej mobilni – podsumowuje ekspert.

Wdrożenie nowych rozwiązań wymusza sam rynek. Jak czytamy w raporcie Ericssona, na rynku usług telekomunikacyjnych w Europie Środkowej i Wschodniej w latach 2017–2023 ruch danych mobilnych ma wzrosnąć́ ośmiokrotnie. Na koniec 2023 roku ilość́ przesyłanych danych osiągnie poziom niemal 10 EB (10 trylionów bajtów) miesięcznie.

Pod koniec ubiegłego roku liczba użytkowników smartfonów w tym regionie wyniosła około 270 mln, co stanowiło ok. 45 proc. wszystkich abonentów na świecie. Za 5 lat ten udział wzrośnie do ok. 75 proc., a liczba użytkowników usług mobilnych korzystających ze smartfonów ma osiągnąć poziom około 500 mln osób.

Już nie tylko narty i snowboard. Biura podróży zmieniają ofertę na ferie zimowe

Już nie tylko narty i snowboard. Biura podróży zmieniają ofertę na ferie zimowe 9

Narty i snowboard to wciąż najpopularniejszy sposób na aktywny wypoczynek w czasie ferii. Jednak oczekiwania uczniów co do zimowych wyjazdów się zmieniają. Coraz popularniejsze stają się wyjazdy artystyczne, aktorskie, reżyserskie czy piłkarskie, ale w ofercie biur podróży znajdą też coś dla siebie fani nauki czy języków obcych. Najpopularniejszymi kierunkami wybieranymi przez Polaków zimą wciąż są południe Polski oraz Alpy.

W tym roku szkolnym okres ferii zimowych trwa od 15 stycznia do 25 lutego. Uczniowie z różnych województw wypoczywają w różnych terminach. Od 15 do 28 stycznia zajęcia nie odbywają się w szkołach w województwach dolnośląskim, mazowieckim, opolskim i zachodniopomorskim. Od 22 stycznia do 4 lutego wolne będą mieli uczniowie z podlaskiego i warmińsko-mazurskiego. 29 lutego zimowy odpoczynek od nauki rozpocznie się w lubelskim, łódzkim, podkarpackim, pomorskim i śląskim. Tamtejsi uczniowie wrócą do ławek po 11 lutego. W ostatniej turze, od 12 do 25 lutego, ferie zimowe będą się odbywały w kujawsko-pomorskim, lubuskim, małopolskim, świętokrzyskim i wielkopolskim.

– Podstawą wyjazdów zimowych nadal jest turystyka narciarska i snowboardowa. Zauważamy jednak, że nawet jeżeli młodzież wybiera wyjazdy narciarskie, to są one bardziej sprofilowane niż kiedyś, są to np. obozy stricte sportowe, gdzie młodzież jeździ na tyczkach lub obozy freestyle’owe, gdzie młodzież wykonuje rożnego rodzaju triki i skoki. To ich obecnie fascynuje – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Karpiński, specjalista do spraw turystyki młodzieżowej w biurze podróży Almatur Polska.

Najbardziej obleganymi turystycznie kierunkami w okresie ferii zimowych w Polsce są Białka Tatrzańska i Szczyrk. Z kierunków zagranicznych prym wiodą Włochy i Austria. Te ostatnie wybierają najczęściej doświadczeni narciarze, a początkujący decydują się raczej na wypoczynek w Polsce.

Obok białego szaleństwa na popularności zyskują także inne formy zorganizowanego wypoczynku.

To obozy artystyczne, aktorskie czy reżyserskie, a także na przykład freestyle’owe piłkarskie – podkreśla Karpiński. – Oferta jest bardzo obszerna. Biura podróży muszą być elastyczne, dlatego w każdym katalogu widzimy już nie tylko obozy narciarskie, lecz także obozy magii czy czarodziejów. Musimy aktywnie monitorować zainteresowania młodych ludzi i reagować na nie w odpowiedni sposób.

Jeśli dziecko nie przepada za sportami zimowymi, ale lubi inne aktywności, to rodzice mogą wysłać je na obóz piłkarski, paintballowy, taneczny czy z zumbą. W ofercie biur podróży w ostatnich latach przybywa również coraz więcej propozycji dla mniej aktywnych dzieci. Rodzice mogą wybrać dla nich np. obóz LEGO Mindstorms, podczas którego dzieci uczą się konstruowania robotów ze specjalnych klocków, reżysersko-filmowy, fotograficzny, e-gamingowy albo połączony z nauką języków obcych.

Nawet jeśli dziecko wyjdzie z inicjatywą obozu konsolowego, to i tak rodzic się na to zgodzi. Uzna bowiem, że lepiej, gdy podopieczny wyjedzie w jakieś ciekawe miejsce i spędzi część wolnego czasu na grach, ale potem będzie w ruchu – mówi specjalista ds. turystyki młodzieżowej.

Według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej w ubiegłym roku szkolnym w zorganizowanych feriach zimowych uczestniczyło ponad 310 tysięcy dzieci, co stanowi niespełna 6,5 proc. wszystkich uczniów. 96 proc. z nich wypoczywało w domach.

Polska drugim w Europie producentem wyrobów tytoniowych. W tym roku mamy szansę wyprzedzić Niemcy

Polska drugim w Europie producentem wyrobów tytoniowych. W tym roku mamy szansę wyprzedzić Niemcy 10

175 mld sztuk papierosów i 27 tys. ton innych wyrobów tytoniowych – tak duża produkcja daje Polsce drugie miejsce w Europie. Szybki rozwój sektora powoduje, że już w tym roku możemy wyprzedzić Niemcy i awansować na pozycję lidera. Jedną z barier może być jednak szara strefa, która szacowana jest na 17 proc. rynku. Przez nią do budżetu trafia ok. 5 mld zł mniej z różnego rodzaju podatków.

– Szara strefa na ogół jest bardzo trudna do policzenia. Jest metoda liczenia pustych paczek i sprawdzania, jak wiele z nich należy do szarej części gospodarki. Szacujemy, że jest to mniej więcej 17 proc. rynku w 2016 roku. Szacunki się różnią, wynoszą pomiędzy 16 a 25 proc., ale i tak bardzo konserwatywne wyliczenia wskazują na kwotę 4,8 mld zł utraconych dochodów z tytułu przeróżnych podatków – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Poniatowski, dyrektor naukowy ds. polityki fiskalnej w CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych.

Wzrost szarej strefy to jedno z głównych wyzwań, z którym musi radzić sobie polska branża tytoniowa. W najbliższych latach znaczenie tej walki może być jeszcze większe, ponieważ rozwojowi nielegalnej produkcji i sprzedaży sprzyjać będą m.in. stopniowe wycofywanie z rynku papierosów mentolowych, które powinny zniknąć z rynku do 2020 roku (a dziś w Polsce odpowiadają za 20–30 proc. rynku), czy rosnące koszty przestrzegania przepisów przez producentów.

 Komisja Europejska jest w trakcie wdrażania projektu track & trace, który będzie wymagał dużego wysiłku ze strony producentów – mówi Grzegorz Poniatowski.

Wprowadzenie unijnego systemu śledzenia ruchu i pochodzenia (od maja 2019 roku) przewiduje dyrektywa ws. wyrobów tytoniowych. Ma on umożliwić monitorowanie produktu na poziomie pojedynczej paczki w każdym państwie członkowskim i na każdym etapie produkcji, dystrybucji i sprzedaży. W ten sposób Bruksela chce walczyć z obrotem legalnym produktem poprzez nielegalne kanały. System T&T może spowodować dla dystrybutorów wzrost kosztów zatrudnienia nowych pracowników do jego obsługi i zakupu oprogramowania. KE szacuje, że dodatkowe koszty wyniosą ok. eurocenta na paczce papierosów.

Kolejnym wyzwaniem dla branży jest niepewność. Siła polskiego sektora wynika m.in. z silnego rynku wewnętrznego. Jeżeli będziemy mieli do czynienia z niepewnością, przyszłe inwestycje w branży w Polsce na pewno można uznać za zagrożone – mówi Poniatowski.

Eksperci CASE – uwzględniając stabilność otoczenia regulacyjnego, zmiany w kosztach produkcji i poziomie szarej strefy – przygotowali dwa scenariusze dla branży tytoniowej – regresu i rozwoju. W przypadku realizacji tego drugiego gospodarka zyskałby 17 mld zł w perspektywie najbliższych 10 lat.

Jak wynika z raportu CASE pt. „Wpływ produkcji wyrobów tytoniowych na polską gospodarkę”, dziś wpływy podatkowe z produkcji i konsumpcji wyrobów tytoniowych sięgają 24,4 mld zł, czyli blisko 9 proc. ogółu dochodów podatkowych. Wśród nich największy udział ma akcyza – 18,5 mld zł. Z branżą powiązanych jest 560 tys. miejsc pracy. Z tego ok. 50 tys. osób jest zatrudnionych przy uprawach tytoniu, a 10 tys. przy produkcji wyrobów tytoniowych. Pozostałe 500 tys. to osoby pracujące w handlu. Wyroby te sprzedawane są w ok. 120 tys. punktów detalicznych, często stanowiąc nawet 40 proc. ich obrotu. Większość z nich należy do małych i średnich przedsiębiorstw.

– Według danych za 2016 rok polski sektor zajmuje drugie miejsce po Niemczech, gdzie produkcja wyrobów jest największa. Szacuje się, że w 2018 roku Polska może zostać liderem – podkreśla Grzegorz Poniatowski.

Jednym z motorów napędowych produkcji w Polsce jest rosnący eksport. W 2016 roku jego wartość była bliska 9 mld zł.

– Trzy na cztery papierosy wyprodukowane w Polsce trafiają na eksport – podkreśla Grzegorz Poniatowski. – Kolejna ważna charakterystyka tego sektora to szybki rozwój. Licząc średnią od 2006 roku, średni wzrost produkcji przekraczał 5 proc., związane jest to z przenoszeniem produkcji przez koncerny do Polski. Produkcja wyrobów tytoniowych w Polsce, liczona w kwotach netto, wyniosła w 2016 roku ok. 11 mld zł, co przełożyło się na około 35 mld zł do PKB – mówi przedstawiciel CASE.

W co trzeciej małej i średniej firmie doszło do wypadku w pracy. Pracodawcy coraz chętniej inwestują w bezpieczeństwo pracowników

W co trzeciej małej i średniej firmie doszło do wypadku w pracy. Pracodawcy coraz chętniej inwestują w bezpieczeństwo pracowników 11

W co trzecim małym i średnim przedsiębiorstwie w ciągu ostatnich dwóch lat doszło do wypadku przy pracy. Tylko 35 proc. zostało zgłoszonych do Państwowej Inspekcji Pracy – wynika z badania „Bezpieczeństwo pracy w Polsce” przeprowadzonego dla Koalicji Bezpieczni w Pracy. To może świadczyć o bagatelizowaniu problemu BHP. Mimo że niemal 90 proc. firm z sektora MŚP ocenia, że inwestycje w bezpieczeństwo pracy przynoszą wymierne korzyści ekonomiczne.

– Liczba wypadków w pracy maleje. Z drugiej strony to może być mylące: jeśli wypadków mamy bardzo mało, może się okazać, że nie są one zgłaszane, więc trudno wyciągać ze statystyk daleko idące wnioski. Natomiast jeśli chodzi o wypadki ciężkie i śmiertelne, to możemy stwierdzić, że zagrożeń w zakładach pracy jest mniej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Maszewski, dyrektor działu nadzoru w firmie SEKA, która należy do Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Z IV edycji badania „Bezpieczeństwo pracy w Polsce” przeprowadzonego na zlecenie Koalicji Bezpieczni w Pracy wynika, że w ciągu ostatnich dwóch lat w co trzeciej firmie (31 proc.) doszło do jakiegoś wypadku, jednak tylko 35 proc. zgłaszanych jest do PIP. W przypadku średnich firm (zatrudniających od 50 do 99 osób) liczby te wynoszą odpowiednio 56 proc. i 37 proc.

– Zgłaszane muszą tam być wyłącznie wypadki ciężkie i śmiertelne. Jest bardzo mała liczba innych wypadków, które do Inspekcji zgłaszane być nie muszą, a międzynarodowe badania pokazują, że na jeden ciężki lub śmiertelny wypadek przypada dziesieć razy więcej wypadków o innych skutkach. To bardzo poważne ryzyko, bo zmniejsza szanse na prawidłową prewencję. Jeśli nie wiemy, jakie są zagrożenia, jakie występują zdarzenia wypadkowe bądź prawie wypadkowe, pracodawca nie może w odpowiedni sposób zadbać o bezpieczeństwo pracowników – ocenia Maszewski.

Z badania wynika, że większość pracodawców ma poczucie, że praca w ich zakładzie wiąże się z potencjalnym ryzykiem dla zdrowia i życia. Jedynie 4 proc. z nich ocenia to ryzyko jako poważne, 26 proc. jako średnie, a 35 proc. jako małe.

– W przedsiębiorstwach poziom bezpieczeństwa jest zdaniem badanych bardzo dobry, ale w rzeczywistości może być nieco inaczej. Pojawiają się informacje, które świadczą o tym, że niektórzy pracodawcy nie znają przepisów ich dotyczących i stwarza to pewne ryzyko dla bezpieczeństwa pracowników, ale także ryzyko prawne – wskazuje ekspert.

Pracodawca ponosi odpowiedzialność za stan bezpieczeństwa i higieny pracy w  firmie. Zgodnie z prawem w firmie zatrudniającej do stu pracowników pracodawca może powierzyć wykonywanie zadań BHP pracownikowi zatrudnionemu także do innych zadań, a w określonych przypadkach może to robić samodzielnie. Jednak z tej możliwości korzysta jedynie 8 proc. firm. 70 proc. woli się wspierać zewnętrznymi profesjonalistami. W przypadku firm zatrudniających do 49 osób odsetek ten wynosi 76 proc.

– Wielu pracodawców nie wie, że to oni ponoszą największą odpowiedzialność w zakresie BHP, co wynika bezpośrednio z Kodeksu pracy. W Polsce nie ma możliwości delegowania odpowiedzialności w tym zakresie, stąd pracodawcy muszą mieć bezpośredni wpływ na warunki pracy i najczęściej mają, niemniej 20 proc. pracodawców stwierdziło, że takiego wpływu nie ma – mówi Maszewski.

Do najczęściej stosowanych w firmach środków ochrony indywidualnej należą odzież ochronna (72 proc.), obuwie ochronne (64 proc.) i rękawice (62 proc.). W średnich przedsiębiorstwach częściej niż w małych firmach używa się odzieży ochronnej (82 proc. wobec 69 proc.), obuwia ochronnego (74 proc. przy 62 proc.) oraz rękawic ochronnych (71 proc. wobec 59 proc.). W średnich firmach 7 proc. (trzykrotnie mniej niż wśród małych firm) nie używa żadnych środków ochrony indywidualnej, ponieważ nie ma takiego obowiązku. Jak podkreśla ekspert, najważniejsza jest jednak edukacja, aby wypadków było jak najmniej.

– Staramy się docierać z informacjami do pracodawców na temat tego, jak ważne są szkolenia dla pracowników, pokazywać pracownikom dobre i bezpieczne rozwiązania, doradzać zmianę technologii pracy na mniej niebezpieczną. Przede wszystkim chcemy pokazywać ludziom, że bezpieczeństwo jest tym, w co warto inwestować, bo to oszczędność na kosztach związanych z wypadkami – przekonuje przedstawiciel Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Pracodawcy uznają, że bezpieczeństwo pracownika jest najważniejsze. Ponad 80 proc. deklaruje, że gdyby dysponowali określoną kwotą na stworzenie nowego miejsca pracy, to woleliby zapewnić bezpieczniejsze stanowisko pracy niż zaproponować wyższe wynagrodzenie. Jednocześnie 87 proc. przedsiębiorców ocenia, że inwestycja w bezpieczeństwo pracy przynosi wymierne korzyści ekonomiczne.

– Mam wrażenie, że zmierzamy w dobrym kierunku. Coraz więcej pracodawców uznaje, że warunki pracy są jedną z rzeczy, na których zależy pracownikom. To jeden z bardzo istotnych argumentów dla pozyskiwania pracowników, więc coraz więcej pracodawców chce inwestować w BHP, dba o jakość szkoleń i faktycznego nadzoru nad warunkami pracy tak, żeby realnie poprawiać warunki pracy – ocenia Marek Maszewski.

Rośnie liczba oszustw telekomunikacyjnych. Od początku roku sieci komórkowe zanotowały ponad pół miliona połączeń wykonanych przez oszustów

Rośnie liczba oszustw telekomunikacyjnych. Od początku roku sieci komórkowe zanotowały ponad pół miliona połączeń wykonanych przez oszustów 12

W 2016 roku oszuści próbowali naciągnąć klientów na wysokie opłaty, wysyłając 2 mln sygnałów z egzotycznych numerów. Rok później było ich już 3,6 mln, a tylko od początku tego roku ponad 0,5 mln. Mechanizm za każdym razem jest podobny: klient otrzymuje krótkie połączenie z nieznanego numeru, a jeśli oddzwoni, naraża się na wysokie koszty. Na początku roku oszuści dzwonili do klientów Orange Polska oraz nju mobile z kubańskich numerów. Firma umorzyła oszukanym opłaty, ale zrobiła to w drodze wyjątku ze względu na świąteczny czas i dobro klientów. Na przyszłość zaleca stosowanie kilku prostych zasad bezpieczeństwa.

– Niestety skala oszustw, które polegają na tym, że zostawiany jest sygnał, jako zachęta do oddzwonienia, rośnie bardzo szybko. Dotyczy to wszystkich operatorów telekomunikacyjnych. Ostatni atak był skierowany głównie na klientów Orange Polska i nju mobile, ale nie tylko, bo oszuści wybierali numery losowo – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Jabczyński, rzecznik prasowy Orange Polska.

Oszuści coraz częściej wykorzystują metodę polegającą na puszczeniu sygnału na przypadkowo wybrane numery telefonów komórkowych. Przy odebraniu takiego połączenia opłata nie zostanie naliczona. Problemy zaczynają się jednak przy oddzwonieniu, bo takie połączenie może dużo kosztować. Ataków jest coraz więcej. W 2016 roku takich połączeń było 2 mln, rok później niemal dwukrotnie więcej (3,6 mln). Tylko od początku tego roku zanotowano ich już ponad 500 tys.

Umorzyliśmy opłaty za połączenia, które nasi klienci wykonali, oddzwaniając na telefon oszustów wykorzystujących kubańskie numery. Biorąc pod uwagę świąteczny czas, a także skalę tego zjawiska, zdecydowaliśmy się na ten krok. Należy to jednak traktować jako wyjątkową sytuację – podkreśla Jabczyński.

Oszuści dzwonią z numerów różnych krajów. W tym roku, oprócz Kuby, notuje się też dużo połączeń z Gwinei, Beninu, Seszeli i Dominikany. Rok wcześniej były to Tongo, Vanuatu, Czarnogóra, Nowa Gwinea, a także międzynarodowe sieci satelitarne. Pomysłowość oszustów nie ma granic, dlatego operatorzy apelują o zdrowy rozsądek.

– Jeśli nie znamy numeru, jaki nam się wyświetla na telefonie, to po prostu nie oddzwaniajmy. Jeżeli mamy wątpliwość, bo rzeczywiście ktoś mógł do nas zadzwonić z zagranicy, numer można sprawdzić w internecie. Choćby na naszej stronie internetowej jest wykaz wszystkich numerów kierunkowych z zagranicy – radzi rzecznik prasowy Orange Polska.

Na próbę oszustwa może wskazywać inna niż zwykle liczba cyfr danego numeru. Jeśli ma więcej niż 9 (w połączeniu krajowym) lub 11 (łącznie z polskim prefiksem +48), lepiej nie oddzwaniać. Nawet numer zaczynający się od 22, choć wydaje się być połączeniem z Warszawy, może być wykonany z Beninu, Burkina Faso czy Gambii (międzynarodowy prefiks +22X).

Jeśli nikt z rodziny i bliskich znajomych nie przebywa zagranicą, dobrym sposobem może być zablokowanie wszystkich połączeń międzynarodowych.

Jeżeli wiemy, że nie będziemy korzystać z telefonu komórkowego w połączeniach międzynarodowych, to warto ten numer zablokować. Wystarczy telefon na infolinię. Niektóre telefony czy aplikacje mają także możliwość zdalnego samodzielnego blokowania tych numerów. Warto rozważyć taką ewentualność –przekonuje Wojciech Jabczyński.

W ustawie o elektromobilności zabrakło zachęt dla klasycznych hybryd. Bez nich trudno będzie osiągnąć cel miliona aut elektrycznych w 2025 roku

W ustawie o elektromobilności zabrakło zachęt dla klasycznych hybryd. Bez nich trudno będzie osiągnąć cel miliona aut elektrycznych w 2025 roku 13

Przyjęta właśnie przez Sejm ustawa o elektromobilności dzięki systemowi zachęt ma skłonić firmy i kierowców  do zakupu aut z napędem elektrycznym. Ambitny plan rządu zakłada, że w 2025 roku po ulicach będzie jeździć milion takich samochodów. Ale osiągnięcie tego celu bez wliczania w to klasycznych hybryd będzie trudne do osiągnięcia – podkreślają eksperci ZDG TOR. Klasyczne auta z napędem hybrydowym nie zostały jednak objęte zachętami. 

Na zakup samochodów elektrycznych stać dziś niewielu konsumentów, dlatego rząd przygotował szereg zachęt, które mają przekonać kierowców do tego wydatku. Wśród nich są możliwość poruszania się pojazdów elektrycznych po buspasach, podwyższenie stawki odpisów amortyzacyjnych czy zwolnienie z podatku akcyzowego, choć to ostatnie zostało zawieszone do momentu uzyskania zgody Komisji Europejskiej. Ustawa o elektromobilności została wczoraj przyjęta przez Sejm. Za było 253 z 436 posłów.

 Jeżeli dzisiaj chcemy mówić o elektromobilności w Polsce, to nie możemy mówić wyłącznie o samochodach elektrycznych, bo one mają mnóstwo wad: bardzo długi czas ładowania, ograniczony zasięg, ciężkie i duże baterie oraz wysoką cenę – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Witold Nowicki, wiceprezes Toyota Central Europe. – Według Toyoty dzisiaj pomostem pomiędzy silnikiem konwencjonalnym spalinowym a silnikiem przyszłości, czyli w pełni elektrycznym, jest samochód hybrydowy. O samochodach elektrycznych zasilanych z baterii lub ogniwa paliwowego mówimy w perspektywie następnych 10–20 lat. To ciągle jest daleka przyszłość.

Samochody hybrydowe łączą zalety pojazdów elektrycznych i spalinowych: połowa mocy całego układu to moc silnika elektrycznego. W perspektywie najbliższych trzech lat w ocenie ekspertów będzie to najłatwiej dostępna alternatywa dla pojazdów spalinowych.

– Już dzisiaj co trzeci samochód Toyoty sprzedawany w Polsce to samochód hybrydowy, mimo że nie ma absolutnie żadnych zachęt, żeby takie samochody kupować. Polacy – z czego bardzo się cieszymy – często rozumieją, że warto mieć taki samochód, bo on mniej pali, jest wygodny, ma niższe koszty użytkowania i nie zatruwa powietrza w mieście – podkreśla Witold Nowicki.

Pojazdy hybrydowy nie zostały jednak uwzględnione przez rząd i posłów w katalogu pojazdów, które będzie można kupować i użytkować na preferencyjnych warunkach. Wydzielono co prawda hybrydy jako osobną kategorię, ale dotyczy to wyłącznie aut plug-in, czyli z możliwością ładowania ze źródła zewnętrznego. Te auta są drogie i przez to wciąż mniej popularne, nie mają więc znaczącego wpływu na ograniczenie szkodliwej emisji spalin.

Zadziwiające jest, że rząd tak uparcie mówi „nie” dla klasycznych hybryd, bo cała Europa Zachodnia i Norwegia, na którą rząd powołuje się jako przykład elektromobilności, dają wsparcie nie tylko samochodom czysto elektrycznym, lecz także hybrydom – podkreśla Adrian Furgalski, wiceprezes ZDG TOR. –Jeżeli chcemy osiągnąć milion samochodów w 2025 roku, chyba wszyscy łącznie z rządem wiemy, że jest to niemożliwe, jeżeli będziemy mówić tylko o samochodach elektrycznych. Warto te czystsze samochody, jakimi są hybrydy, włączyć do tego miliona.

Klasyczne hybrydy nie zostały też ujęte w katalogu pojazdów, które będą się mogły poruszać w tzw. strefach czystego transportu w miastach. Znalazły się w nich za to auta zasilane CNG, podczas gdy testy prowadzone w Niemczech udowodniły, że ten napęd zajmuje dopiero trzecie miejsce – po elektrycznym i hybrydowym – wśród najbardziej ekologicznych.

Hybrydy są uprzywilejowane np. w Londynie, gdzie mogą za darmo wjechać do strefy płatnej. Inne kraje wyraźnie więc pokazują Polsce, że hybrydy to są czystsze samochody, powinny mieć preferencję, dlatego ten opór w naszym kraju budzi duże zdumienie – tłumaczy Adrian Furgalski.

Jak podkreśla, rozszerzenie katalogu uprzywilejowanych aut o półelektryki, czyli klasyczne hybrydy, oraz zwolnienie ich z części akcyzy nie wiązałoby się z kosztami dla budżetu państwa.

– Wyobrażamy sobie następujący scenariusz: samochody w pełni spalinowe – pełna akcyza, samochody w pełni elektryczne, zeroemisyjne – zerowa akcyza, samochody w połowie elektryczne – połowa akcyzy. W teorii minister finansów otrzymuje połowę akcyzy z samochodów hybrydowych, ale biorąc pod uwagę to, że samochody hybrydowe są minimalnie droższe niż te z silnikami spalinowymi benzynowymi, to do budżetu wpływa minimalnie więcej pieniędzy z VAT. W związku z tym według naszych kalkulacji jest to zupełnie neutralne dla Ministerstwa Finansów – wyjaśnia Witold Nowicki.

Eksperci Toyoty i ZDG TOR podkreślają, że włączenie hybryd pomogłoby także w osiągnięciu jednego z celów ustawy, jakim jest poprawa jakości powietrza w miastach.

Samochody hybrydowe mają obniżoną emisję zarówno tlenków azotu, jak i cząstek stałych – wszystkich tych substancji, które wpływają na stan naszego zdrowia, układu oddechowego, na jakość życia w miastach. Są to zdecydowanie samochody niskoemisyjne – dodaje Witold Nowicki.

Teraz ustawa o elektromobilności trafi pod obrady Senatu, który może wprowadzić do niej poprawki. Eksperci liczą na to, że senatorowie uwzględnią hybrydy w poprawkach do ustawy.

– Mam nadzieję, że są jeszcze jakieś szanse, bo minister Michał Kurtyka, który odpowiada za elektromobilność w Polsce, deklarował w Sejmie, że problem rzeczywiście jest, on jest głośny i być może nie w tej ustawie, ale w jakiejś innej powinien zostać rozwiązany – mówi Adrian Furgalski.

Większość polskich przedsiębiorców samodzielnie zarządza siecią. Pomóc w tym może darmowa aplikacja mobilna

Większość polskich przedsiębiorców samodzielnie zarządza siecią. Pomóc w tym może darmowa aplikacja mobilna 14

Aplikacja Insight pozwoli przedsiębiorcy samodzielnie zarządzać urządzeniami sieciowymi z każdego miejsca na Ziemi za pośrednictwem telefonu komórkowego. Umożliwia kontrolowanie takich urządzeń, jak router, przełączniki czy punkty dostępowe. Rozwiązanie z podstawową funkcjonalnością jest dostępne za darmo dla małych i średnich firm. Bardziej zaawansowane funkcje są dostępne w modelu subskrypcyjnym. Jak wynika z badań PARP, 83 proc. firm nie zatrudnia personelu IT, czyli samodzielnie zarządza infrastrukturą sieciową.

– Ma ona służyć do tego, by właściciel firmy mógł samodzielnie zarządzać takimi produktami sieciowymi, jak punkty dostępowe, przełączniki czy storage. Chodzi o to, żeby miał on dostęp do sieci z każdego miejsca na Ziemi za pośrednictwem telefonu komórkowego – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Maciej Kaczmarek z firmy Netgear.

W Polsce działa niemal dwa miliony firm, spośród których aż 99,8 proc. stanowią mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa – dowiadujemy się z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Większość z tych przedsiębiorstw, bo aż 83 procent, nie decyduje się na zatrudnienie personelu IT, który byłby odpowiedzialny za administrowanie siecią. Z myślą o takich przedsiębiorstwach powstała aplikacja Insight.

Co więcej, aplikacja pozwala na administrowanie więcej niż jedną siecią. Można dzięki temu zarządzać nie tylko siecią firmową, lecz także domową. W przypadku użytku w przedsiębiorstwie może to być na przykład biuro i część magazynowa. Sprawia to, że znacząco poszerza się spektrum jej potencjalnych użytkowników.

– Biorąc za przykład firmę budowlaną, jeden administrator może zarządzać dziesiątkami placówek i budów w całym kraju. Klienci to przede wszystkim mały i średni biznes. Mam na myśli jednostki takie, jak nieduże szkoły, gabinety dentystyczne, lekarskie czy weterynaryjne, a także restauracje czy hotele –wymienia Maciej Kaczmarek.

Aplikacji i programów do zarządzania ruchem sieciowym oraz urządzeniami sieciowym na rynku jest wiele. Narzędzie do monitorowania ruchem sieciowym Network Connections jest dostępne za darmo w Google Play. Kontrolować domowy router można np. za pomocą aplikacji Linksys Smart WiFi, ASUS Router, TP Link Tether, czy DS. router by Synology, w zależności od tego, jakiej firmy urządzenie mamy. Istnieją także aplikacji do zarządzania sieciami WiFi, takie jak Fing dla Androida czy Network Analyzer Lite dla systemu iOS.

Na rynku dostępne jest także darmowe oprogramowanie do zarządzania infrastrukturą sieciową, taką jak routery, przełączniki czy punkty dostępowe. Małe i średnie firmy, a także użytkownicy prywatni mogą skorzystać z programów, takich jak Paessler PRTG Network Monitor, Spiceworks Network Monitor czy LabTech.

Aplikacja Insight jest pierwszym w branży rozwiązaniem, które oferuje konfigurację i zarządzanie siecią w małej firmie za pomocą łatwej w użyciu aplikacji mobilnej lub portalu w chmurze. Aplikacja współpracuje wyłącznie z urządzeniami sieciowymi firmy Netgear.

– Aby skorzystać z aplikacji, wystarczy ją pobrać z App Store lub Google Play i zainstalować. Są dostępne również wersje webowe na komputery. Po pobraniu i instalacji należy podłączyć urządzenie sieciowe do prądu. Dzięki aplikacji możemy zeskanować barcode z urządzenia. To najprostsza opcja, by je przypisać do sieci i administrować nim – mówi ekspert.

Netgear Insight jest dostępna z dwoma planami subskrypcyjnymi: Insight Basic i Insight Premium. W wersji bazowej otrzymujemy kompletne rozwiązanie do konfigurowania, zarządzania i monitorowania sieci w dowolnym czasie i miejscu za pomocą aplikacji mobilnej Insight. Wersja Premium zapewnia zaawansowane funkcje w aplikacji mobilnej, a także dostęp do portalu Insight w chmurze obsługującego bardziej złożoną konfigurację urządzeń i sieci.

Przegląd najważniejszych planowanych zmian w prawie nieruchomości w 2018 roku

Jeśli zapowiadane zmiany w prawie wejdą w życie w nowym roku, inwestorów czeka prawdziwa rewolucja w nieruchomościach.

Planowane zmiany w zakresie decyzji o warunkach zabudowy:

  • decyzje wz będą wydawane tylko właścicielowi/użytkownikowi wieczystemu nieruchomości;
  • 3-letni termin ważności;
  • decyzje wz będą mogły być wydawane co do zasady wyłącznie dla terenów znajdujących się na tzw. obszarze zabudowanym (obszar będzie wyznaczany przez radę gminy w drodze uchwały stanowiącej akt prawa miejscowego);

Planowane zmiany w zakresie pozwoleń na budowę:

  • zakaz wydawania „etapowych” pozwoleń na budowę;
  • brak możliwości unieważnienia pozwolenia na budowę po 5 latach od pozwolenia na użytkowanie/zawiadomienia o zakończeniu budowy;
  • szerszy katalog inwestycji, dla których nie trzeba będzie uzyskiwać pozwolenia na budowę;

Planowane zmiany w zakresie roszczeń reprywatyzacyjnych („duża ustawa reprywatyzacyjna”):

  • wygaszenie roszczeń reprywatyzacyjnych;
  • zamiana roszczeń reprywatyzacyjnych na prawo do rekompensaty za przejęte nieruchomości (brak możliwości zwrotu nieruchomości w naturze);
  • umorzone zostaną wszelkie postępowania sądowe, sądowo-administracyjne i administracyjne toczące się wobec roszczeń reprywatyzacyjnych (poza postępowaniami przed Komisją Weryfikacyjną ds. Reprywatyzacji);

Uchwalone zmiany w zakresie prawa wodnego (zmiana weszła w życie 1 stycznia 2018 r.!)

  • prawo pierwokupu nieruchomości, na których znajdują się stojące wody śródlądowe
  • nowe opłaty roczne za nieruchomości o powierzchni powyżej 3.500 m2 nieskanalizowane i niezmeliorowane
  • konieczność uzyskania oceny wodnoprawnej dla inwestycji wskazanych w rozporządzeniu

Opieka medyczna przyszłości: Sztuczna inteligencja, telemedycyna i zdolna diagnostyka

Sztuczna inteligencja będzie bardzo pomocna, aby podpowiedzieć kolejne kroki w procesie leczenia. Będzie to wsparcie dla zdalnych konsultacji medycznych, które już teraz rozwija spółka należąca do Grupy PZU SA.

– Już teraz stosujemy zdalne konsultacje przy chorobach przewlekłych, a recepta jest wysyłana pocztą i dostarczana przez kuriera – mówi Julita Czyżewska, prezes PZU Zdrowie SA.

Zdalna diagnostyka ułatwia wywiad z pacjentem prowadzony przez lekarza. To pozwala zaoszczędzić czas lekarzowi, czyli powinno skrócić kolejki do świadczeń medycznych.

Porażka Gazpromu w sporze z ukraińską spółką będzie korzystna dla Polski

Porażka rosyjskiego Gazpromu w sporze z ukraińskim Naftogazem byłaby korzystna dla Polski. Arbitrażowy spór sądowy zakończy się prawdopodobnie jesienią.

Wygrana Naftogazu uratowałaby tę firmę przed bankructwem. A dla Polski oznaczałoby to korzystne zachowanie status quo dotyczące dostaw gazu ziemnego, z możliwością zawierania nowych kontraktów, także z udziałem innych partnerów

– Wygrana Naftogazu byłaby też pozytywnym precedensem dla sporu, jaki polski koncern PGNiG toczy z rosyjskim Gazpromem – wyjaśnia agencji MarketNews24 Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.

Kto da więcej?

Inwestorzy tuż przed rozpoczęciem europejskiej części czwartkowych notowań byli przygotowani na jej stosunkowo nudny przebieg. Miano czarnego konia notowań zgarnęły minutki z ostatniego posiedzenia ECB, które skutecznie przyczyniły się do przetasowania sentymentu na rynku walutowym. Aprecjacyjny rajd euro (0,7 proc.) spowodowały wzmianki dotyczące konieczności zmian komunikatu w przypadku kontynuacji procesów reflacyjnych. Ich siłę może skutecznie podbić rosnąca presja płacowa w państwach Wspólnoty, aczkolwiek Rada Prezesów nadal pozostaje niepewna odnośnie potencjalnych efektów przełożenia się wyższych wynagrodzeń na wskazania inflacji w nadchodzących kwartałach.

Tytuł najsilniej zyskującej waluty w koszyku G10 utrzymała szwedzka korona (0,9 proc.), która częściowo zyskuje za sprawą planów związanych z emisją długu. Ciosu w wycenę euro zadały najnowsze szacunki produkcji przemysłowej z Eurolandu. Możliwość odnotowania rocznego wzrostu produkcji przemysłowej na poziomie 3,2 proc. (konsensus: 3,1 proc.) sygnalizowały nie tylko napływające „soft-data”, ale również subkomponenty pochodzące z wiodących gospodarek Starego Kontynentu. Utrzymywanie się zwyżkowych nastrojów na światowym rynku ropy naftowej wyraźnie sprzyja norweskiej koronie, która na przestrzeni dnia zdołała się umocnić 0,7 proc. Czwartkową niemoc dolara najsłabiej wykorzystał japoński jen (0,1 proc.), który pod koniec dnia próbuje ustabilizować notowania USD/JPY w okolicach 111,30.

Najsilniejszą walutą regionu została czeska korona. Jej 0,9 proc. umocnienie częściowo napędzały dane dotyczące zdecydowanie bardziej pokaźnej sprzedaży detalicznej (4,9 proc. r/r) niż wynikało to z rynkowych oczekiwań (konsensus: 3,6 proc.). Podobną skalę umocnienia notują węgierski forint (0,9 proc.) oraz polski złoty (0,9 proc.). Obecnie EUR/PLN próbuje się przebić przez 4,1700, USD/PLN oscyluje przy 3,4650, CHF/PLN schodzi do 3,5530, a GBP/PLN atakuje 4,6900.

Do czwartkowej deprecjacji dolara częściowo przyczyniły się szacunki amerykańskiej inflacji PPI za grudzień. Miesięczny spadek indeksu cen konsumenta na poziomie 0,1 proc. (konsensus: 0,2 proc.) był przede wszystkim spowodowany niższe koszty handlowe, którym wtórowały tańsza żywności czy mniej dotkliwe koszty magazynowania. Należy mieć na szczególnym względzie, że ceny usług odnotowały pierwszy spadek od dziesięciu miesięcy. Nadzieję na bardziej spektakularny skok cen starały się podbudować wyższe ceny ropy, które jednak finalnie nie odcisnęły piętna na subkomponentach wskaźnika. Dodatkową dawkę rozczarowania zapewniła cotygodniowa publikacja raportu z amerykańskiego rynku pracy. W minionym tygodniu ilość złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wzrosła do poziomu 261 tys. wobec 245 tys. spodziewanych przez rynkowy konsensus.

Dzisiejsza sesja na europejskich parkietach stała pod znakiem próby odrobienia wczorajszych spadków. Powyższa sztuka nie udała się frankfurckim inwestorom, którzy uplasowali indeks DAX (-0,6 proc.) tuż przy poziomie 13 200 pkt. Na fali wczorajszej noty analitycznej UBS (0,6 proc.) w dalszej mierze znalazł się Commerzbank (1,7 proc.) wyraźnie dystansujący się od wzrostów ThyssenKrupp (1,0 proc.) będącego beneficjentem zbliżającego się porozumienia ze związkami zawodowymi. Obojętnie obok noty analitycznej Bank of America Merrill Lynch przeszedł BASF, który zyskał 0,8 proc. względem wczorajszego zamknięcia. Skalę potencjalnych wzrostów skutecznie ograniczył SAP (-3,3 proc.) będący pod presją masowo ustawionych zleceń sprzedaży. Zakładnikiem mniej optymistycznych perspektyw sprzedażowych stał się Infineon (-2,3 proc.), którego obroty w dużej mierze zależą od wyników wygenerowanych przez Apple. W trakcie dzisiejszej sesji swoje zeszłoroczne minima przebił Deutsche Telekom (-2,3 proc.) oczekujący na napływ pozytywnych danych za miniony kwartał.

Najsilniej rosnącą spółką w Londynie okazał się być Just Eat (4,7 proc.), który może pochwalić się przychylną notą analityczną wystawioną przez Barclays (-2,5 proc.). Dość wysoko znalazły się również walory EasyJet (3,9 proc.) za sprawą solidnie podbitego wolumenu obrotu. Wśród komponentów indeksu FTSE 100 (0,2 proc.) dość pokaźną zwyżkę zdołały wygenerować spółki z sektora wydobywczego. Na ich szczycie znalazł się Anglo American (3,6 proc.), który całkowicie zignorował ścięcie rekomendacji przez Avior. Wyspiarskim inwestorom wyraźnie ciążyły akcje Marks&Spencer (-7,0 proc.) oraz Tesco (-4,5 proc.), czyli spółek mających za sobą ponadprzeciętnie niskie obroty w trakcie świątecznej gorączki zakupowej.

W absolutnej czołówce europejskich indeksów znalazł się WIG 20 (0,9 proc.), któremu udało się wrócić w okolicę tymczasowej kotwicy przy 2 530 pkt. W trakcie czwartkowych notowań żaden z komponentów nie znalazł się „pod wodą”. Najmniej spektakularną zwyżkę odnotowała Jastrzębska Spółka Węglowa (0,1 proc.) analizująca możliwości refinansowania długu. Na szczycie znalazły się akcje Tauronu (1,9 proc.), który ma w swoich planach kooperację związaną z pozyskiwaniem metanu z pokładów węgla. Doniesienia związane z możliwością ponownych prac nad przewalutowaniem kredytów w walutach obcych chwilowo uderzyły w wycenę Alior Banku, aczkolwiek na koniec dnia walory jednego z silniejszych graczy znalazły się 1,3 proc. wyżej względem środowego zamknięcia.

Miano gwiazdy rynku surowców energetycznych zdecydowanie należy do gazu ziemnego, którego lutowe kontrakty zdołały podrożeć 5,3 proc. za sprawą najsilniejszego spadku zapasów w historii. Przez moment uwagę inwestorów próbowała zwrócić ropa Brent (0,8 proc.; 69,80 USD) próbująca uplasować cenę baryłki tuż nad nienotowanym od grudnia 2014 roku okrągłym poziomem 70 USD. Nieco bardziej pokaźny ruch w stronę północy notuje West Texas Intermediate. Obecnie baryłka jest wyceniana po 64,50 USD, tj. 1,4 proc. wyżej względem stanu z końca wczorajszej sesji.

Na rynku metali szlachetnych wyraźnie rządzi platyna, która obecnie drożeje 1,5 proc. W jej cieniu znajdują się zdecydowanie skromniejsze ruchy w wykonaniu złota (0,4 proc.; 1 323 USD) czy srebra (0,2 proc., 17,00 USD). Wśród płodów rolnych swoje przedłużone pięć minut notują marcowe kontrakty na bawełnę (3,8 proc.). Ich zwyżce wyraźnie opierały się kontrakty na cukier, które z 3,1 proc. zamknęły powyższe zestawienie.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Cyberbezpieczeństo w branży retail

Rok 2017 okazał się przełomowy pod względem podniesienia świadomości w obszarze cyberpezpieczeństwa. W maju byliśmy świadkami największego w historii ataku zwanego WannaCry, który zainfekował ponad 300 tys. komputerów w 99 krajach, w tym szpitale w Wielkiej Brytanii i znane korporacje, takie jak hiszpański operator Telefónica, FedEx czy Deutsche Bahn. Niedługo po tym, w czerwcu, zaatakował inny ransomware zwany Petya. Ogromne straty odnotowano na Ukrainie (infrastruktura krytyczna państwa – banki, poczta, metro, instytucje państwowe, a także odłączenie od sieci elektrowni w Czarnobylu) oraz w globalnych firmach, takich jak: Mondelez, Reckitt Benckiser, Beiersdorf czy TNT.

Współcześnie na stałe podłączone do sieci są już nie tylko komputer czy telefon, ale także całe obiekty oraz infrastruktura. Korzystając w sposób powszechny z sieci informatycznych musimy być świadomi, że wprost proporcjonalnie do rozwoju technologii rozwija się cyberprzestępczość. W dobie tzw. rewolucji cyfrowej dane osobowe są jednym z najcenniejszych zasobów przedsiębiorstw. Natomiast zautomatyzowane cyberataki stają się normą. Najbardziej charakterystyczne dziś cyberprzestępstwa to ransomware – polegający na szyfrowaniu danych w celu uzyskania okupu oraz phishing – czyli metody oszukiwania, wyłudzania za pomocą socjotechnik (czy inaczej inżynierii społecznej).

Badania globalnego dostawcy rozwiązań cyberbezpieczeństwa Fortinet wskazują, że w ostatnim kwartale 2017 r. niemal 80 proc. organizacji odnotowało poważne naruszenie bezpieczeństwa. Według danych statystycznych firmy F-Secure w Polsce dochodzi do około 21 tys. prób cyberataków dziennie[1]. Natomiast hasła około 30 proc. CEO na świecie zostały wykradzione przez hakerów.

Po ponad 20 latach od uchwalenia, dyrektywa i tym samym polska ustawa o ochronie danych osobowych z 1997 roku ulegają dezaktualizacji. Zastąpi je RODO – Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych. Nowe prawo ma na celu nie tylko zwiększenie ochrony prywatności, ale przede wszystkim zwiększenie poziomu cyberbezpieczeństwa systemów, w których przetwarza się dane osobowe. Przedsiębiorstwa muszą się do niego dostosować do maja 2018, a za brak aktywności w tym zakresie będą narażone na karę w wysokości do 20 milionów EUR lub 4% całkowitego rocznego światowego obrotu organizacji.

Dane konsumentów w branży retail

Przetwarzanie danych osobowych na szeroką skalę jest jedną z domen branży retail. Wystarczy wymienić takie kanały i narzędzia jak: sklepy online, aplikacje sprzedażowe i marketingowe, programy lojalnościowe, wprowadzenie elementów gamingu w proces sprzedażowy, technologia RFID, narzędzia związane z koncepcją Smart Retail, służące do zliczania klientów, analizy zachowań (profilowania), inteligentnej analizy wyników sklepu. Mogą one gromadzić olbrzymie ilości danych osobowych – dane geolokalizacyjne klientów, historie transakcji, dane kart kredytowych. Jakość zebranych informacji przesądza o utrzymaniu się na rynku.

Im cenniejsze dane, tym pilniej strzeżone powinno być bezpieczeństwo systemów informatycznych, gdzie przetrzymywane są wartościowe analizy. Cyberprzestępcy mogą celować w branże dla zysku. Nie są odosobnione przypadki nieczystych działań konkurentów, a nawet byłych pracowników (tzw. insider attack).

Rozwojowi technologii informacyjno-komunikacyjnych w branży retail powinna zawsze towarzyszyć również troska o konsumenta i respektowanie jego prywatności. RODO wprowadza nowe uprawnienia dla konsumentów, np. prawo do bycia zapomnianym, prawo przenoszenia danych osobowych (np. do konkurencji), prawo dostępu do swoich danych czy sprzeciwu. Branża powinna przygotować się do wzmożonej komunikacji z coraz to bardziej świadomym polskim konsumentem oraz przygotować swoje systemy do sprawnej realizacji uprawnień konkurentów. W branży retail, charakteryzującej się bardzo wysoką konkurencyjnością, ogromne znaczenie odgrywają ryzyka wizerunkowe, polegające na utracie renomy, zaufania klientów, przejęciu rynku przez konkurencję.

Jak uchronić się przed cyberzagrożeniami?

Jak mówi jeden z najsłynniejszych hakerów na świecie, Kevin Mitnick: „Łamałem ludzi, nie hasła”. Inżynieria społeczna wciąż okazuje się skuteczna w omijaniu zabezpieczeń. Nieświadomi pracownicy firm zapisują hasła na karteczkach post-it przyklejonych do monitora, pracownicy administracyjni z braku wyobraźni wpuszczają do pomieszczeń włamywaczy udających konserwatorów, w piątkowe popołudnie z nawyku otwierają maile mimo ich podejrzanego wyglądu. Rozmówcom podającym się za IT help desk podają hasła dostępu do najbardziej chronionych systemów. Nieczujny asystent działu księgowości, widząc maila z dyspozycją od szefa, dokonuje natychmiastowego przelewu żądanej sumy na podane konto.

Eksperci z dziedziny bezpieczeństwa twierdzą, że dużej części najpoważniejszych dotychczasowych ataków dało się zapobiec. Dlatego tak istotne są szkolenia, warsztaty dla personelu, aktualizacja ich wiedzy, rozliczanie naruszeń polityki bezpieczeństwa firmy.

Zapewnienie bezpieczeństwa danych już nigdy nie będzie stanem, który można osiągnąć. Teraz jest to ciągły proces, obejmujący: korzystanie z oprogramowania wspieranego przez producenta, instalowanie na bieżąco aktualizacji, korzystanie z aktualnego, wysokiej jakości programu antywirusowego, prawidłowe tworzenie kopii zapasowych, rozważenie stosowania dwuskładnikowego uwierzytelniania. Należy zbudować dobrą politykę bezpieczeństwa organizacji, politykę reakcji na incydenty, zdecydować się na wpisanie zarządzania bezpieczeństwem do agendy i budżetu Zarządu, wyznaczyć osobę odpowiedzialną za ten obszar w firmie. A następnie powyższe środki ochrony należy stale monitorować, testować i korygować.

Opracowanie: Wioletta Kulińska, adwokat, kancelaria Magnusson Tokaj

[1]     Dane z października 2017

#ICO i #blockchain głównymi elementami strategii inwestycyjnej ERNE VENTURES

ERNE VENTURES, fundusz kapitałowy notowany na NewConnect od blisko dziesięciu lat, ogłosił strategię rozwoju, która zakłada koncentrację na  inwestycjach opartych na technologii blockchain. Fundusz planuje także emisję własnych akcji.

ERNE VENTURES inwestujący dotychczas głównie w spółki growe koncentruje swoją strategię na inwestycjach w technologię blockchain, która ma szereg zastosowań we wszystkich dziedzinach życia: począwszy od sektora finansowego, poprzez przemysł, a na usługach skończywszy.

Gdy 20 lat temu pojawił się okres euforii związany z internetem nie było jeszcze Facebooka, Twittera czy Netflixa, bazujących właśnie na internecie. Podobną sytuację mamy  obecnie ze spółkami blockchain’owymi: nikt dziś nie wie, które z nich będą jednorożcami, gdyż ich rozwiązania staną się przełomowe dla całego świata. – mówi Arkadiusz Kuich.

Blockchain to zapis aktywów oraz transakcji zebrany w bloki. Bloki te tworzą rozproszoną i niezmienialną bazę danych opartą na algorytmach matematycznych i kryptografii niemożliwą do rozszyfrowania i złamania. W porównaniu do tradycyjnych systemów centralnych dodatkowymi zaletami są o wiele niższe koszty użytkowania oraz o wiele większe bezpieczeństwo. Każdy z użytkowników blockchaina ma bowiem kopię tej samej bazy danych, zaś nowe bloki danych dopisywane są zgodnie z przyjętym przez daną sieć algorytmem. Dzięki temu system jest też maksymalnie odporny na ataki hakerskie, gdyż praktycznie jest niemożliwe, aby zmienić bazę danych zlokalizowaną u tysięcy użytkowników na ich własnych komputerach.

Od połowy 2017 roku najbardziej popularna w świecie metoda pozyskiwania finansowania przez startupy wykorzystuje właśnie blockchain. Polega ona na zbieraniu kapitału w ramach ICO (Initial Coin Offering) poprzez sprzedaż walut cyfrowych i kryptograficznych tokenów tworzonych w oparciu o blockchain. W zeszłym roku kwota pozyskana w ten sposób przez startupy przekroczyła 4 miliardy dolarów przewyższając finansowanie otrzymane z funduszy Venture Capital.

W ramach swojej strategii – wychodząc naprzeciw najnowszym trendom w finansowaniu startupów – ERNE VENTURES szczególną uwagę zwracać będzie na projekty  planujące  wdrożenie   własnych rozwiązań opartych o blockchain w ramach ICO (Initial Coin Offering). Wadą wielu emisji cyfrowych walut jest jednak brak pełnej informacji o twórcach projektów czy też niewystarczająca dokumentacja pozwalająca w pełni ocenić ryzyko inwestycyjne. Większość ICO była też często jedynie pomysłami w bardzo wczesnej fazie rozwoju.

Z tego powodu ERNE VENTURES skoncentruje się na tzw. 'reverse ICO’, czyli na projektach spółek posiadających już gotowy produkt lub usługę. Szczególny nacisk będzie też kładziony na weryfikację pochodzenia pieniędzy w oparciu o najwyższe możliwe standardy AML i KYC.

Doświadczenie związane z wprowadzeniem na rynek publiczny w Polsce i Anglii dziesięciu spółek będzie mocno procentować przy inwestycjach w emisje cyfrowalut realizowanych na skalę globalną. Przy współpracy z partnerami z całego świata, szykujemy obecnie kilka projektów ICO, z których pierwszy będzie ogłoszony już wkrótce. Standardy dobrych praktyk jakie chcemy stosować będą przypominać te z jakimi mieliśmy do czynienia na co dzień przy upublicznianiu spółek.   dodaje Arkadiusz Kuich.  Szczególną uwagę zwracać będziemy na ograniczenia i ryzyka związane z emisjami tokenów przypominającymi zwykłą emisję akcji, które wymagać powinny zatwierdzenia prospektu emisyjnego przez KNF. Należy podkreślić jednocześnie, iż inwestowanie w waluty wirtualne nie jest  zjawiskiem nielegalnym, a osoby  inwestujące w kryptowaluty nie łamią prawa.
Podstawowe założenia strategii ERNE VENTURES pozostają bez zmian i obejmują inwestycje w unikalne projekty o globalnym potencjale rozwoju, poprzez obejmowanie pakietów mniejszościowych zapewniających ponadprzeciętne stopy zwrotu.
W najbliższych planach ERNE VENTURES jest przeprowadzenie emisji trzech milionów akcji w ramach uchwalonego w zeszłym roku kapitału warunkowego.

Fundusze MCI pozyskały w 2017 roku ponad 240 mln zł.

• W 2017 r. fundusze z Grupy MCI pozyskały ze sprzedaży aktywów i pokrewnych transakcji ponad 240 mln zł. To o 75 mln zł więcej niż wyniosły ich inwestycje. 
• To był kolejny rok z wysokim wskaźnikiem rotacji portfela inwestycyjnego Funduszy potwierdzającym jego płynność.
• W 2018 roku spodziewane są dalsze transakcje sprzedaży aktywów.

Fundusze, których większościowym uczestnikiem jest MCI Capital SA (Fundusze MCI), mają bardzo zdywersyfikowane źródła pozyskiwania środków na swoją działalność. Obok wpływów z tytułu sprzedaży spółek portfelowych, są to także rekapitalizacje i dywidendy.

– Przeprowadzone transakcje sprzedaży są początkiem realizacji zysków z inwestycji dokonanych w latach poprzednich, która będzie kontynuowana w roku 2018. Zarządzający Funduszami prowadzą rozmowy w sprawie kilku transakcji sprzedaży – powiedziała Ewa Ogryczak, członek zarządu MCI Capital TFI.

W 2017 roku miały miejsce trzy istotne transakcje sprzedaży na kwotę ponad 110 mln zł. Zrealizowaliśmy pierwsze pełne wyjście z inwestycji w obszarze finansowania dłużnego udzielonego spółce Spearhead w wysokości 44,5 mln zł w funduszu MCI.CreditVentures. Drugą,  zrealizowana przez subfundusz MCI.EuroVentures,  sprzedaż części posiadanych akcji notowanej na giełdzie w Stambule spółki Index na kwotę ponad 36 mln zł. Trzecią, sprzedaż  akcje Wirtualnej Polski za kwotę ponad 31 mln zł.

Z tytułu rekapitalizacji spółek eCard/Dotpay i Naviexpert fundusze pozyskały  prawie 100 mln zł. Fundusze otrzymały także 14,4 mln zł dywidend.

Posiadany bufor płynności pozwala funduszom MCI szybko reagować gdy pojawiają się atrakcyjne projekty inwestycyjne. Przykładem takiej transakcji jest przejęcie węgierskiej spółki Netrisk w grudniu 2017 r. MCI.EuroVentures zapłacił za jej akcje 79 mln zł. Wcześniej za 37 mln zł dokupił akcje ATM.  W 2018 roku ten subfundusz, skupiający się na dojrzałych spółkach związanych z gospodarką cyfrową bądź też z potencjałem digitalizacji modelu biznesowego, powinien pozostać aktywny zarówno w obszarze sprzedaży obecnie posiadanych aktywów jak i nowych inwestycji.

Byki i niedźwiedzie – co nasz czeka na giełdach w 2018 r.?

Początek 2018 r. był dobry na warszawskiej giełdzie, a nastroje na światowych rynkach giełdowych są dobre. Czy GPW zacznie odrabiać straty?

W minionym roku najbardziej rozczarowały małe i średnie spółki. – Przestrzeń do wzrostu istnieje, bo sytuacja polskiej gospodarki jest dobra – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Gdzie mogą pojawić się jednak zagrożenia dla notowań na GPW? – Mamy dziewięć lat hossy na giełdach, w tym roku będzie korekta na rynkach światowych – wyjaśnia ekspert.

Wizja przyszłości 2040

Aleksander Szybilski, Konsultant, Workplace Strategy w dziale Globalnej Obsługi Najemców w Cushman & Wakefield
Aleksander Szybilski, Konsultant, Workplace Strategy w dziale Globalnej Obsługi Najemców w Cushman & Wakefield

Innowacyjność stanowi obecnie najważniejszy filar strategii rozwoju przedsiębiorstw, które mają ambicję, by osiągnąć sukces globalny. Przy rosnących inwestycjach w rozwój nowych technologii na świecie, zmiany zachodzą coraz szybciej. Niemalże z dnia na dzień. Zastanówmy się zatem, jak może wyglądać nasza najbliższa przyszłość i jakie jeszcze dziedziny naszego życia ulegną zmianie dzięki pojawiającym się jak grzyby po deszczu innowacjom? Jak zmieni się sposób komunikacji, podróży i pracy?

W ciągu ostatnich 150 lat byliśmy świadkami prawdziwej rewolucji technologicznej. Głównym motywatorem innowacji i rozwoju od zawsze było przede wszystkim zaspokajanie określonych przez Abrahama Maslova potrzeb niższego rzędu, takich jak: potrzeba przynależności i uczestniczenia w życiu grupy, bezpieczeństwa, czy zwykłe potrzeby fizjologiczne, które mają wpływ na zachowanie i funkcjonowanie człowieka.

Jeszcze 20 lat temu prawdziwą rewolucją były dla nas telefony komórkowe, ponieważ nie wymagały one podłączenia kablowego do wykonywania połączeń. Obecnie korzystamy już ze smartfonów umożliwiających robienie zdjęć i nagrywanie filmów w wysokiej rozdzielczości, korzystanie z poczty, serfowanie po Internecie, a – po podłączeniu do monitora – pełniących także rolę komputera stacjonarnego.

Jeśli chcielibyśmy wyodrębnić główne ośrodki innowacyjności, to należałoby wskazać przede wszystkim metropolie krajów rozwiniętych. W takich miastach jak Tokio, Singapur czy Nowy Jork już teraz powstają całkiem nowe rozwiązania, które w bardzo niedługim czasie będą prawdopodobnie adoptowane w innych częściach świata.

Ze względu na duże zagęszczenie budowli oraz brak nowych działek pod inwestycje, ziszczają się też modernistyczne wizje architektów projektujących super budynki, w których realizowana jest jednocześnie funkcja mieszkaniowa, biurowa, rozrywkowa oraz edukacyjna. Projektowanie funkcji komercyjnych z uwzględnieniem społecznych potrzeb mieszkańców ma na celu głównie zwiększenie efektywności i skrócenie czasu potrzebnego na podróże z jednego punktu do drugiego.

W głównej siedzibie firmy Samsung Electronics, Digital City położonym w Suwonie pod Seulem działy R&D pracują nad technologiami mobilnymi, którymi będziemy mogli się ekscytować dopiero za kilka lat. Dużą atrakcją w Seulu jest także Samsung D’light studio, czyli 3-piętrowy budynek pełen interaktywnych instalacji Samsunga. Przy wejściu dostajemy opaskę, którą należy zeskanować przy instalacjach interaktywnych, żeby system mógł nas rozpoznać. Mamy do wyboru różne aktywności, w tym możliwość zrobienia sobie nowego cyfrowego awatara, zbudowania miasta przyszłości na ogromnym zakrzywionym na 180 st. ekranie, czy określenia swojej osobowości w prostych mini-grach. To tylko jedna z futurystycznych wizji, która została zrealizowana i czeka tylko na rozpowszechnienie w innych częściach świata.

Kolejnym, pionierskim projektem kreującym światowe trendy jest budynek The Edge znajdujący się w Holandii. Wielu ekspertów twierdzi jednak, że ta naszpikowana elektroniką, zaawansowana technologicznie siedziba Deloitte nie potrafi jeszcze wykorzystać swojego całkowitego potencjału.

Rozwój segmentu „smart” do 2040 roku sprawi, że komunikacja i połączenia między sensorami, kamerami i urządzeniami elektrycznymi będą stanowić swoisty „układ nerwowy”, który będzie w stanie nie tylko sygnalizować awarie zaistniałe w budynku, ale także przewidywać ewentualne zagrożenia i skutecznie im zapobiegać.

Przyszłość zostanie najprawdopodobniej zdominowana przez ekonomię współdzielenia (ang. sharing economy). W tym segmencie ogromny potencjał ma rozwój powierzchni co-workingowych. Przy czym biura te nie będą przeznaczone tylko i wyłącznie na potrzeby niewielkich start-upów, ale będą odpowiadać przede wszystkim na zapotrzebowanie dużych korporacji, które coraz częściej widzą ogromną wartość dodaną w elastyczności najmu przestrzeni biurowej i możliwości wyboru miejsca pracy przez pracowników.

Wymiana wiadomości mailowych, rozmowy telefoniczne, czy wideo konferencje dają bardzo ograniczone możliwości budowania relacji między ludźmi, a utrudniona komunikacja pomiędzy pracownikami stanowi dla niektórych firm ogromne wyzwanie. Już w niedalekiej przyszłości wirtualna rzeczywistość może umożliwić pracownikom oddalonym od siebie nawet o wiele kilometrów, przeprowadzenie spotkania. Pokazana już ponad rok temu przez Facebooka platforma Social VR będzie wykorzystywać wirtualną rzeczywistość do kontaktów użytkowników w mediach społecznościowych. Podczas prezentacji tego narzędzia prelegent za pomocą gogli i platformy Social VR nawiązał kontakt ze swoim kolegą oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów. Mogli oni wspólnie odbywać podróż do różnych miejsc na świecie, rysować w wirtualnej przestrzeni przedmioty, które mogli wykorzystać, a następnie zrobili sobie selfie, które umieścili w Internecie.

Wraz z rozwojem narzędzi do komunikacji, do naszego życia wkroczą także trójwymiarowe prezentacje. Już dziś wykorzystywane są one w medycynie, np. przy obrazowaniu wyników rezonansu magnetycznego podczas operacji mózgu.

Jeszcze jednym, ciekawym rozwiązaniem są samochody autonomiczne. Tesla, Google, Uber, Lyft (główny konkurent Ubera) do spółki z Fordem, a także chiński Baidu, Honda, Toyota i kilka innych firm pracują już nad autonomicznymi samochodami. Google, a konkretnie Waymo, spółka córka Alphabetu, rozwijająca technologię autonomicznej jazdy zamierzała już w 2017 roku wypuścić na ulice samojeżdzące „taksówki”, bez człowieka za kierownicą.

Według założeń opracowanych przez Intela, w latach 2035-2045 samochody autonomiczne zapobiegną śmierci 585 tysięcy ludzi. To efekt technologii, która pozwala używać do nawigacji kamer, czujników i radarów, które w trybie ciągłym monitorują drogę.

Kolejnym argumentem przemawiającym za tym rozwiązaniem są finanse. Zgodnie z przewidywaniami, dzięki wyeliminowaniu katastrof drogowych krajowe gospodarki będą mogły zaoszczędzić około 235 miliardów dolarów między rokiem 2035 a 2045. Wraz z całkowitym wyeliminowaniem samochodów klasycznych, liczba ta będzie mogła rosnąć w tempie geometrycznym. Dodatkowo kierowca, który musiał skupiać się na prowadzeniu pojazdu będzie mógł swój czas przeznaczyć na rozrywkę, pracę lub rozmowę z towarzyszami podróży.

Czasy, w których żyjemy są bardzo ekscytujące. Ciągłe zmiany oraz rozwój nowych technologii przypomina trochę podróż kolejką górską – trzyma nas w ciągłym napięciu, ponieważ nie wiemy, co ukaże się naszym oczom za następnym wzniesieniem.

Autor: Aleksander Szybilski, Konsultant, Workplace Strategy w dziale Globalnej Obsługi Najemców w Cushman & Wakefield

Zmiany przepisów dot. opłat eksploatacyjnych za wydobycie kopalin

Najbogatsze gminy górnicze stracą najwięcej na zmianach, przygotowanych przez rząd, a które dotyczą opłat eksploatacyjnych za wydobycie kopalin. Samorządy dostaną mniej, a rząd będzie miał do dyspozycji dodatkowo ponad 80 mln zł, które trafią do państwowego funduszu.

– Gminy górnicze dostawały rocznie ponad 150 mln zł, a teraz otrzymywać będą niecałe 70 mln zł – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Najwięcej stracą dwie gminy: Rząśnia i Kleszczów. Kleszczów to najbogatsza polska gmina pod względem rocznego budżetu w przeliczeniu na mieszkańca. Na terenie tych dwóch gmin zlokalizowana jest kopalnia węgla brunatnego.

– Efekt jest też taki, że zniechęcono samorządy do tego, by zgadzały się na lokalizację takich inwestycji na swym terenie – dodaje ekspert.

T. Kulik: Grupa PZU SA chce przeznaczać nawet 80 proc. zysku skonsolidowanego na dywidendy

Grupa PZU SA w najbliższych trzech latach nie będzie kupować nowych firm, chyba że trafiłyby się wyjątkowe okazje. Potentat z branży już nie tylko ubezpieczeniowej, ale także bankowej, chce przeznaczać nawet 80 proc. zysku skonsolidowanego na dywidendę, przez najbliższe trzy lata koncentrując się na osiągnięciu efektów synergii po przejęciu dwóch banków.

W 2017 r. PZU SA kupił Pekao SA, a wcześniej Alior Bank SA, było to więc mocne wejście w bankowość. Poprzednie duże przejęcie to było kupno Link 4 w 2014 r., a więc firmy z branży ubezpieczeniowej.

– Po mocnych zakupach w 2017 r. następuje ich konsolidacja i na tym powinniśmy się skoncentrować, aby osiągnąć efekty synergii – mówi Tomasz Kulik, członek zarządu PZU SA. – Dzisiaj nasza nadwyżka kapitałowa po przejęciu dwóch banków jest dużo szczuplejsza więc apetyt na kapitałochłonne inwestycje jest ograniczony.

Grupa PZU przyjęła właśnie nową strategię rozwoju na najbliższe trzy lata. Spółka nie zmienia swej polityki dywidendowej. Na dywidendę chce przeznaczać 50-80 proc. skonsolidowanego zysku. Tym bardziej możliwości kupowania kolejnych firm są więc mało prawdopodobne.

Zagraniczni inwestorzy pozywają Polskę. Chodzi o ustawę wiatrakową

W ostatnich dniach pojawiły się informacje o kilkunastu inwestorach zagranicznych, którzy skierowali pozwy arbitrażowe przeciw Polsce w związku ze zmianami prawnymi wprowadzonymi w tzw. ustawie wiatrakowej i dotyczącymi dopłat do energii odnawialnej.

Według informacji przekazanych przez Prokuratorię Generalną, reprezentującą interesy Skarbu Państwa, pozwy już skierowane – to roszczenia na kwotę kilkuset milionów złotych. To może być jednak dopiero początek, jak przekonało się o tym wiele państw.

– Nie wiemy, czy powyższe kwoty wyczerpują całość roszczeń inwestorów – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Marek Jeżewski, partner w kancelarii prawnej Kochański Zięba i Partnerzy (KZP), szef praktyki arbitrażu.

Należy jednak pamiętać o ogólnej regule związanej z takimi postępowaniami, ponieważ Polska, zgodnie z prawem międzynarodowym, ma swobodę zmieniania regulacji prawnych. I dotyczy to także energii odnawialnej. Takie odszkodowania finansowe za zmiany w prawodawstwie byłyby ograniczeniem suwerenności kraju, który jest członkiem UE. Co do tego w UE panuje zgoda. Spór o takie roszczenia może wydawać się jednocześnie bardzo prosty, jak i … bardzo skomplikowany. W jakiej sytuacji jest więc polski rząd?

– Poziom tolerancji dla zmian legislacyjnych przyjmowany przez trybunały arbitrażowe w ostatnich latach jest bardzo wysoki, generalnie przyjmuje się, że zmiany legislacyjne, które wyrządzają szkody inwestorom zagranicznym, o ile nie są dyskryminacyjne i nieproporcjonalne, nie pociągają za sobą finansowego obowiązku naprawienia szkody – dodaje ekspert z KZP.