Kurs dolara może sięgnąć 3,43 zł

Dolar koryguje swoje silne wyprzedanie, które wczoraj sprowadziło notowania USD/PLN do najniższych poziomów od ponad 3 lat. Korekta może rozszerzyć się na kolejne dni i sięgnąć poziomu 3,43 zł. To jednak jeszcze nie koniec przeceny „zielonego”.

Wtorkowy poranek przynosi lekkie osłabienie złotego do głównych walut. O godzinie 08:33 za euro trzeba było zapłacić 4,1755 zł, dolar kosztował 3,4144 zł, szwajcarski frank 3,5390 zł, a brytyjski funt 4,7040 zł. W tej grupie najmocniej zyskuje dolar, który drożeje o 1,3 gr. Z uwagi na jego duże wyprzedanie, korekta notowań dolara ma szanse nie tylko przybrać jeszcze na sile, ale też rozciągnąć się na kolejne dni.

W poniedziałek, pod nieobecność świętujących inwestorów z USA (Dzień Martina Luthera Kinga), na rynku walutowym kontynuowana była wyprzedaż dolara. Tracił on do szerokiego koszyka walut. W tym do złotego. „Zielony” potaniał wczoraj o 2 gr do 3,4013 zł na koniec dnia, spadając przejściowo nawet poniżej 3,39 zł i wyznaczając nowe, ponad 3-letnie, minimum na wykresie USD/PLN. Poniedziałek był też 4. kolejnym dniem wyprzedaży dolara. W tym czasie potaniał on łącznie o 11 gr.

Obserwowane od tygodnia spadki USD/PLN związane były nie tyle z siłą złotego, co ze słabością dolara i korelowały z mocnymi wzrostami EUR/USD. Notowania tej pary w ciągu 4. dni wzrosły z poziomu 4,1935 do prawie 1,23 wczoraj, gdy znalazły się one najwyżej od końca 2014 roku.

Ostatnia przecena dolara doprowadziła do jego dużego wyprzedania. Obserwowane dziś rano wzrostowe odbicie USD/PLN, tak samo jak równoczesny spadek notowań EUR/USD, jest więc prostą tego konsekwencją. Jest korektą wcześniejszej przeceny. Z uwagi na skalę wyprzedania, korekta ta może przedłużyć się na kolejne dni. W przypadku USD/PLN jej zasięg ogranicza strefa oporu 3,4285-3,43 zł. Wybicie wyżej będzie trudne i na chwilę obecną mało prawdopodobne. Znacznie mniej prawdopodobne niż kolejna wizyta dolara poniżej 3,39 zł.

Aktualnie rynek walutowy skoncentrowany jest na dolarze, stąd też oczekiwanej wzrostowej korekcie notowań USD/PLN, będzie towarzyszyła względna stabilizacja notowań EUR/PLN i CHF/PLN. Szczególnie, że podobnie jak wczoraj, impulsem do większej zmienności nie będą publikowane dziś o godzinie 14:00 przez Narodowy Bank Polski (NBP) dane inflacyjne. W grudniu inflacja bazowa w Polsce powinna pozostać na poziomie 0,9 proc. w relacji rok do roku, przy oczekiwanym przez rynek jej wyhamowaniu do 0,8 proc. Jednakże nawet ta wyższa od prognoz inflacja nie wpłynie na zmianę oczekiwań co do przyszłych decyzji Rady Polityki Pieniężnej (RPP). W dalszym ciągu należy zakładać, iż na pierwszą podwyżkę stóp zaczekamy do ostatniego kwartału 2018 roku, a ewentualna zmiana tych oczekiwań może nastąpić dopiero po publikacji marcowej projekcji inflacji.

Większych emocji na krajowym rynku walutowym nie wywołają nie tylko dzisiejsze dane o inflacji, ale również środowe dane o płacach i zatrudnieniu. W tym czasie złoty pozostanie pod głównym wpływem rynków globalnych. Taki stan rzeczy utrzyma się aż do piątku. Wówczas światło dzienne ujrzą dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej w Polsce, które będą uzupełniać jeszcze raporty o inflacji producenckiej i koniunkturze konsumenckiej. I to właśnie te dane rozstrzygną o zamknięciu tygodnia na krajowym rynku walutowym.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, niezależny analityk

Polski start-up uruchomi platformę do tworzenia profesjonalnych transmisji na żywo za pomocą smartfona. Skorzystają na niej małe firmy i youtuberzy

Polski start-up uruchomi platformę do tworzenia profesjonalnych transmisji na żywo za pomocą smartfona. Skorzystają na niej małe firmy i youtuberzy 1

Do końca marca ruszy tworzona przez Polaków platforma Liveact.me. Za pośrednictwem przeglądarki internetowej, bez konieczności instalowania dodatkowego oprogramowania i zakupu drogiego sprzętu, będziemy mogli prowadzić profesjonalne transmisje na żywo w internecie. Relacje będzie można wzbogacić o plansze, slajdy czy wcześniej nagrane materiały wideo. Będzie także możliwość przeprowadzenia transmisji z wielu różnych źródeł.

– Platforma Liveact.me działa wyłącznie w przeglądarce internetowej na dowolnym komputerze, nie trzeba instalować żadnego oprogramowania, kupować sprzętu. Każdy, kto potrafi obsłużyć przeglądarkę, jest w stanie korzystać z naszego narzędzia. Liveact.me pozwala w bardzo łatwy i szybki sposób stworzyć profesjonalną, interaktywną transmisję live, czy to do serwisów społecznościowych, czy na strony www – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Leszek Bogdanowicz z firmy Liveact.me.

Do obsługi transmisji nie potrzeba kupować drogiego, profesjonalnego sprzętu. Jako kamery mogą posłużyć zwykłe smartfony, które oferują coraz lepszą jakość nagrywanego wideo. Nie trzeba instalować zewnętrznej aplikacji, wystarczy zainstalowana przeglądarka internetowa. Transmisję z komórek można prowadzić zarówno z jednego pomieszczenia, jak i z telefonów na całym świecie. Relację można także wzbogacić o inne elementy.

– Można w tej transmisji wykorzystywać takie elementy, jak plansze, obrazy, slajdy, materiały wideo nagrane wcześniej, ale można przede wszystkim wykorzystywać strumienie live z wielu różnych kamer – twierdzi Leszek Bogdanowicz.

Rozwiązanie jest proste w obsłudze. Aby rozpocząć interaktywną transmisję live na Facebooku, wystarczy pięć kroków – należy się zalogować na swoje konto, wybrać fanpage, na którym chcemy opublikować transmisję, zdefiniować ustawienia, czyli np. liczbę kamer czy wyświetlane grafiki, opublikować post z relacją i w końcu zarządzać nią bezpośrednio z przeglądarki internetowej.

Platforma Liveact.me jest skierowana przede wszystkim do małych firm, dla których dotychczasowe rozwiązania były zbyt kosztowne lub trudne w obsłudze. W przyszłości twórcy chcą jednak poszerzyć grupę docelową swojej aplikacji.

– Chcemy pokonać pewne wyzwanie komunikacyjne, które mówi o tym, że trudno jest dotrzeć w obecnym czasie do dużej grupy odbiorców ze skutecznym, efektywnym przekazem i jeszcze zainteresować ich, wywołać jakąś reakcję i interakcję. Docelowo chcemy również uzupełnić naszą grupę odbiorców o zwykłych klientów indywidualnych, ludzi, którzy już teraz dość masowo tworzą różnego rodzaju treści wideo i transmisje live w internecie, a chcieliby to robić lepiej, szybciej i łatwiej – podkreśla Leszek Bogdanowicz.

Platforma Liveact.me zadebiutuje na rynku jeszcze w pierwszym kwartale 2018 roku, po pomyślnym przeprowadzeniu testów zewnętrznych, które mają ruszyć w przyszłym miesiącu. Korzystanie z aplikacji będzie płatne i oparte na modelu subskrypcyjnym. Co miesiąc użytkownicy będą uiszczać opłatę za oferowany zestaw funkcjonalności.

Jak wynika z najświeższych danych Search Engine Journal, w Europie z Facebooka korzysta ponad 307 mln osób. Co sekundę globalnie zakładanych jest pięć nowych profili, co oznacza, że potencjalna widownia, do której można dotrzeć, wciąż rośnie.

W kwietniu 2016 roku Facebook uruchomił platformę Facebook Live do strumieniowego przesyłania wideo na żywo. Według danych badaczy z firmy Livestream, wideo na nowej platformie Facebooka ogląda już 78 proc. amerykańskich internautów.

Sześć na dziesięć dużych firm chce zrezygnować z diesla

Rynek flotowy systematycznie odwraca się od technologii Diesla. Zgodnie z wynikami ankiety przeprowadzonej przez RAC Business, 62 proc. firm zatrudniających od 250 do 499 pracowników rozważa wycofanie ze swojego parku samochodów zasilanych olejem napędowym.

Najnowsze dane JATO Dynamics pokazują, że liczba rejestracji nowych samochodów w Europie – zgodnie z danymi za listopad 2017 – zwiększyła się rok do roku o 5,2 proc.  Specjaliści podkreślają, że wzrosty spowodowane są przede wszystkim rosnącą sprzedażą samochodów benzynowych, hybrydowych i elektrycznych, a także znaczną popularnością segmentu SUV. Do dobrych wyników przyczynia się przede wszystkim Francja, Włochy, Hiszpania i Polska – czytamy w dalszej części raportu.

Firmy zmieniają nastawienie – koniec ery Diesla?

Badania przeprowadzone przez RAC Business – brytyjską firmę zajmującą się obsługą flot – pokazały, że sześć na dziesięć przedsiębiorstw zatrudniających od 250 do 499 pracowników rozważa wycofanie ze swoich flot samochodów z silnikami Diesla. W przypadku średnich firm o odejściu od oleju napędowego myśli 47 proc. ankietowanych menadżerów flot, a w mniejszych firmach, zatrudniających do 10 osób, odsetek ten wynosi 33 proc.

W przypadku samochodów z napędem alternatywnym hybrydy budzą większe zaufanie od aut elektrycznych. Czterech na dziesięciu przedstawicieli dużych firm podkreśliło, że obecnie nie widzą możliwości wykorzystania elektryków w swoim biznesie, a 25 proc. zapytanych stwierdziło, że takie pojazdy mają zbyt mały tonaż i nie mogą przewozić wymaganych przez nich ładunków.

Większość z firm zdaje sobie sprawę z oszczędności płynących z użytkowania samochodów z alternatywnymi napędami. Ankietowani docenili redukcję kosztów paliwa, ale około 45 proc. z nich podkreśla, że obecnie największą przeszkodą w wymianie floty są kwestie finansowe.  Szczególnie w przypadku aut elektrycznych, gdzie koszty początkowe są zbyt wysokie. Dodatkowo 22 proc. przedsiębiorstw uważa, że bardzo istotną przeszkodą w przejściu na technologię elektryczną jest brak infrastruktury umożliwiającej ładowanie floty pojazdów.

Jakie silniki wybierają Europejczycy?

Analitycy sygnalizują, że październik 2017 r. był momentem przełomowym pod względem wybieranego przez kierowców rodzaju paliwa. W ciągu tego miesiąca zarejestrowano ponad 619 tys. pojazdów z silnikami benzynowymi, co oznacza wzrost udziału w rynku o 5,1 punktów procentowych i udział w rynku na poziomie 51,5 proc. Równocześnie zmniejszył się w Europie popyt na pojazdy z silnikami Diesla – spadek wolumenu wyniósł 9,9 proc., zaś udział w rynku obniżył się do 41,4 proc., co jest najgorszym wynikiem od dziesięciu lat.

Coraz większą popularnością cieszą się samochody AFV, czyli z napędami alternatywnymi. We wspominanym okresie zarejestrowano 66 tys. pojazdów hybrydowych i elektrycznych, co stanowi 5,5 proc. wszystkich rejestracji w Europie. JATO Dynamics podkreśla, że dziesięć lat temu pojazdy te stanowiły zaledwie 0,3 proc. rynku.

W przypadku samochodów AFV, prym wiodą auta z napędem hybrydowym. Liderem rynku europejskiego niezmiennie jest Toyota, która wg najnowszych danych odnotowała po raz ósmy rekordową roczną sprzedaż samochodów z takim napędem.

Najpopularniejszym modelem tego segmentu jest Yaris Hybrid z wynikiem 102 400 egzemplarzy. Drugie miejsce na liście hybrydowych bestsellerów zajęła Toyota C-HR – aż 80 proc. sprzedanych egzemplarzy nowego crossovera Toyoty miało napęd elektryczno-spalinowy. W ubiegłym roku na rynek europejski trafiło 406 tys. hybryd Toyoty i Lexusa, o 38 proc. więcej niż w 2016 roku.

Również w Polsce samochody z napędem hybrydowym odnotowują systematyczne wzrosty. Według ostatnich danych opublikowanych przez Instytut Monitorowania Rynku Motoryzacyjnego Samar liczba rejestracji samochodów z napędem hybrydowym wyniosła w grudniu 2017 roku 1635 sztuk, co w porównaniu z analogicznym okresem w 2016 roku oznacza wzrost na poziomie ponad 28 proc. W przypadku samochodów z silnikami benzynowymi wzrost wyniósł nieco ponad 10 proc. – 33,5 tys. rejestracji, natomiast auta zasilane olejem napędowym tracą na popularności – spadek o 7,5 proc. (12,3 tys. rejestracji). Pojazdy elektryczne nadal stanowią niewielki ułamek wszystkich rejestracji – w grudniu pojawiło się 19 rejestracji takich aut.

Jak wygląda sytuacja na innych rynkach europejskich? Jeszcze dziesięć lat temu w Belgii rejestracje samochodów z silnikami Diesla stanowiły 78,9 proc., w 2016 roku liczba ta wynosiła 52 proc., a rok 2017 przyniósł wynik na poziomie już tylko 46 proc.  Równocześnie wzrasta zainteresowanie samochodami benzynowymi – 48,2 proc. rejestracji, a resztę stanowią pojazdy AFV.

Również na francuskim rynku specjaliści odnotowują zmiany. Przy rosnącej o 4,7 proc. sprzedaży nowych samochodów po raz pierwszy od 2000 roku zainteresowanie dieslami spadło poniżej 50 proc. – warto dodać, że pięć lat temu auta z silnikami wysokoprężnymi stanowiły w tym kraju aż 75 proc. rocznej sprzedaży. Dane płynące z Francji pokazują, że w 2017 roku sprzedaż hybryd zwiększyła się o 48 proc. (3,25 proc. udziału w rynku), a sprzedaż samochodów elektrycznych o 15 proc. (1,2 proc. udziału w rynku).

W Niemczech sprzedaż samochodów z silnikami Diesla również spada. Wiodący europejski rynek odnotował w 2017 roku sprzedaż na poziomie 3,44 mln aut – wzrost o 2,7 proc. Udział samochodów z silnikami wysokoprężnymi spadł w 2017 roku do zaledwie 38,8 proc. (w 2016 roku było to 45,9 proc.). Równocześnie udział aut z silnikami benzynowymi wyniósł 52,1 proc. Samochody elektryczne mają przy tym udział na poziomie 0,7 proc. Hybrydy natomiast odnotowały wzrosty o 76,4 proc. – udział ich rejestracji to 2,5 proc.

Rok 2018 powinien przynieść ulgę frankowiczom. Złoty będzie się dalej umacniał do szwajcarskiej waluty

Rok 2018 powinien przynieść ulgę frankowiczom. Złoty będzie się dalej umacniał do szwajcarskiej waluty 2

Po pozytywnym dla złotego 2017 roku obecny powinien być równie udany – uważa niezależny analityk Marcin Kiepas. To dobra wiadomość dla osób, które mają kredyty w walutach obcych. Trend wzrostowy będzie się utrzymywać dzięki dobrym nastrojom w światowej i polskiej gospodarce. Jednak zdaniem eksperta nie będzie to proces stabilny. Wielką niewiadomą pozostaje zachowanie brytyjskiego funta.

– 2018 rok powinien być dobry dla złotego. Przemawia za tym kilka czynników. Są wśród nich dobre wyniki polskiej gospodarki i dobre nastroje na rynkach globalnych, co będzie wspierać waluty wschodzące, w tym m.in. złotego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Kiepas, niezależny analityk. – Oczekuję, że jakkolwiek w relacji do euro te najniższe poziomy w tym roku, poniżej 4,15 zł, być może już zostały osiągnięte, to dolar na koniec 2018 roku może potanieć do 3,32 zł, natomiast frank szwajcarski, co z pewnością ucieszy całą rzeszę spłacających kredyty denominowane w tej walucie, do poziomu 3,46 zł.

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy złoty umocnił się do euro o 5 proc., do dolara o niemal 20 proc., do franka szwajcarskiego o ponad 15 proc., natomiast do funta brytyjskiego o ponad 7 proc. Analityk zaznacza jednak, że według niego rozpoczęty właśnie rok nie będzie czasem spokojnego umacniania się złotego, a polska waluta będzie silna ze względu na słabość innych głównych walut.

– Oczekuję osłabienia dolara i frank szwajcarskiego. Niewiadomą jest natomiast kurs funta. Dużo zależy od tego, jak będzie się rozwijał temat brexitu. Mój scenariusz bazowy jest taki, że za funta na koniec roku możemy płacić w okolicach 4,40 zł, natomiast nie zdziwiłbym się, gdyby to były poziomy powyżej 5 zł, jeśli okazałoby się, że wbrew powszechnej opinii do brexitu wcale w przyszłości nie dojdzie. Nie wykluczam takiego scenariusza – mówi Marcin Kiepas.

Brytyjczycy zdecydowali o opuszczeniu Unii w referendum 23 czerwca 2016 roku. Miałoby to nastąpić w 2019 roku, wciąż jednak nie ustalono warunków, na jakich rozstanie miałoby nastąpić. W Wielkiej Brytanii przybywa przeciwników brexitu. Według grudniowych sondaży jest ich już o 10 pkt proc. więcej niż zwolenników. O ponownym referendum, które miałoby się odbyć pod koniec 2018 roku, gdy będą już znane wyniki negocjacji między Londynem a Brukselą, mówił ostatnio były premier Tony Blair. Co więcej, nawet Nigel Farage, główny orędownik opuszczenia wspólnoty, dopuścił taką możliwość. Dla Polaków, którzy otrzymują wsparcie od bliskich pracujących w Wielkiej Brytanii, byłoby dobrze, gdyby funt był mocny, a po ogłoszeniu wyników pierwszego referendum stracił do złotego już ok. 20 proc.

Natomiast przeciwne życzenia mają odnośnie do szwajcarskiej waluty posiadacze kredytów we franku. I mogą się one spełnić.

– Dobre nastroje na świecie, brak zagrożeń – a wiadomo, że frank jest uważany za bezpieczną walutę na trudne czasy – będzie sprzyjał osłabieniu franka, tak samo brak zmian stóp procentowych w Szwajcarii. Oczekuje się, że Bank Szwajcarii najwcześniej w 2019 roku zacznie podnosić stopy – tłumaczy analityk. – Z jednej strony frank będzie tracił na rynkach globalnych, z drugiej będziemy mieć do czynienia z siłą złotego jako pochodną dobrych nastrojów w polskiej gospodarce.  

Według najnowszych prognoz Banku Światowego globalna gospodarka przyspieszy w 2018 roku do 3,1 proc., w dodatku rozpoczęty rok może być pierwszym od czasu kryzysu finansowego sprzed dekady, w którym będzie się ona rozwijać z pełnym wykorzystaniem swojego potencjału. Dobre nastroje na rynkach globalnych będą sprzyjały apetytowi inwestorów na ryzyko, co może ściągać kapitał na polski rynek, umacniając z jednej strony złotego, z drugiej strony warszawską giełdę. Wzrost gospodarczy w Polsce powinien wynieść ok. 4 proc., czemu ma sprzyjać powrót do inwestycji.

System opodatkowania stoczni w Polsce pod lupą Komisji Europejskiej. Bruksela sprawdzi, czy nie narusza on zasady konkurencji

System opodatkowania stoczni w Polsce pod lupą Komisji Europejskiej. Bruksela sprawdzi, czy nie narusza on zasady konkurencji 3

Zachęty podatkowe dla polskich stoczni będą sprawdzane przez Komisję Europejską. Umożliwienie stoczniom płacenia zryczałtowanego podatku w wysokości 1 proc. od sprzedaży pochodzącej z budowy i przebudowy statków zamiast podatku dochodowego od osób prawnych lub od osób fizycznych może dawać niektórym podmiotom przewagę konkurencyjną. Państwa członkowskie są wolne, aby określać swoje systemy podatkowe, ale tak, aby było to zgodne z traktatami unijnymi – podkreśla Piotr Świtalski z Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

 Komisja Europejska podjęła dwie decyzje dotyczące polskich stoczni – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Świtalski z Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. – Jedna to decyzja bliższego przyjrzenia się pomocy państwowej dla stoczni. Chodzi o ryczałtowany podatek od sprzedaży i remontu statków w polskich stoczniach.

We wrześniu 2016 roku w Polsce przyjęto ustawę, która umożliwia polskim stoczniom płacenie zryczałtowanego podatku w wysokości 1 proc. od sprzedaży pochodzącej z budowy i przebudowy statków zamiast podatku dochodowego od osób prawnych (gdzie 19 proc. dochodu podlega opodatkowaniu) lub fizycznych (18 lub 32 proc. w przypadku osób fizycznych i 19 proc. w przypadku przedsiębiorców). Dodatkowo podatek mógłby być płacony już po wybudowaniu lub przebudowaniu statku.

– Komisja przygląda się bliżej sprawie, gdyż ma obawy, że proponowany podatek ryczałtowany jest nielegalną formą pomocy, która odbija się na konkurencyjności całego przemysłu i nie zawiera się w dozwolonych formach pomocy publicznej – podkreśla Piotr Świtalski.

Komisja ocenia, że zryczałtowany podatek od sprzedaży to tzw. pomoc operacyjna. Przy wykorzystaniu funduszy publicznych stocznie są zwolnione z kosztów, które normalnie musiałyby ponieść w ramach bieżącej działalności. Pomoc operacyjna narusza zasady konkurencji, a straciłyby na tym podmioty, które nie kwalifikują się do wsparcia w ramach polskiego systemu podatkowego. KE wskazuje też, że polskie stocznie mogą konkurować na rynku na podstawie własnych osiągnięć i nie potrzebują takiego wsparcia podatkowego.

Jak podkreśla KE, Polska może interweniować w sprawy własnego przemysłu stoczniowego, ale w ramach dozwolonych unijnych zasad pomocy państwa.

– Dozwolone formy pomocy publicznej to pomoc na innowacje, rozwój, ale też pomoc regionalna, a nie – tak jak w tym przypadku – pomoc operacyjna. Dlatego KE podjęła decyzję o bliższym przyjrzeniu się sytuacji. Trzeba podkreślić, że państwa członkowskie są wolne w zakresie kształtowania swoich systemów podatkowych, ale musi to być zgodne z traktatami unijnymi – przypomina Piotr Świtalski.

Komisja zatwierdziła natomiast program regionalnej pomocy inwestycyjnej. Zakłada on wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw w sektorze stoczniowym w województwie pomorskim oraz zachodniopomorskim w formie dotacji, dopłat do oprocentowania i gwarancji. Łącznie na pomoc trafi 77 mln zł. Zdaniem KE pozytywne skutki dla rozwoju regionalnego przewyższają w tym przypadku zakłócenia konkurencji spowodowane pomocą państwa.

W 2017 r. liczba profesjonalnych sprzedawców eBay w Polsce wzrosła o 20%

eBay zamyka poprzedni rok z łączną liczbą prawie 200 000 nowych sprzedawców na swoich europejskich serwisach. Z danych jednego z największych portali aukcyjnych na świecie wynika, że w Polsce w ostatnim roku liczba sprzedawców profesjonalnych wzrosła o 20%, z czego znaczna większość zdecydowała się rozpocząć działalność w pierwszych trzech miesiącach roku.

Dane eBay za 2017 r. pokazują, że obroty 10 największych sprzedawców z Polski, którzy dołączyli do platformy w ubiegłym roku, wyniosły prawie milion euro. Oznacza to, że każdy z przedsiębiorców wygenerował średnio 100 000 euro obrotów w pierwszym roku sprzedaży online. To więcej niż średni wynik nowych sprzedawców eBay z Francji, Włoch czy Hiszpanii i prawie tyle samo, ile wygenerowali nowi sprzedawcy eBay z Niemiec.

Najchętniej wybieranymi działami przez nowych sprzedawców eBay w 2017 r. były Dom i Ogród, Moda, Elektronika i Motoryzacja. Łącznie nowi sprzedawcy z Polski na aukcjach wystawili około 700 000 przedmiotów. Chętnie też wychodzili ze swoją ofertą na rynki międzynarodowe. W 2017 r. każdy z nich eksportował swoje produkty średnio do 21 krajów. Najpopularniejszymi kierunkami pozostawały Niemcy i Wielka Brytania. – Decyzja o rezygnacji ze sprzedaży tradycyjnej i przeniesienie jej do internetu wpłynęła na dynamiczny rozwój mojej firmy. Kiedy postanowiłem wyjść na rynek międzynarodowy szybko okazało się, że ponad 95% produktów z mojej oferty znajduje nabywców poza Polskąpodkreśla Bartłomiej Kalisz, właściciel sklepu DIS_AUTOPARTS na eBay.

Startuje specjalna „Strefa Sprzedawców”

15 stycznia br. eBay uruchomił Strefę Sprzedawcy (https://strefasprzedawcy.ebay.pl/). To miejsce, w którym można znaleźć przydatne informacje na temat głównych kategorii eksportowych polskich firm, kosztów prowadzenia sklepu czy wskazówek na temat konkretnych narzędzi i rozwiązań, które mogą pomóc w rozwoju potencjału firmy.

Nasze dane pokazują, że w 2017 r. aż 36% nowych sprzedawców dołączyło do eBay w styczniu. Dlatego właśnie teraz zdecydowaliśmy się uruchomić specjalną strefę, która ma z jednej strony pomóc potencjalnym sprzedawcom w pierwszych krokach na eBay, a z drugiej ułatwić rozwój biznesu tym, którzy mają już doświadczenie w sprzedaży online na naszej platformie – mówi Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay.

W 2017 r. eBay ogłosił szereg nowych funkcjonalności dla sprzedawców w Polsce w ramach rozwoju portalu. Wśród nich znalazło się m.in. zniesienie opłaty za wystawienie przedmiotów na eBay.pl, udostępnienie bezpłatnego narzędzia „eBaymag” do wystawiania ofert na zagranicznych rynkach czy umożliwienie udziału w programie „Okazje”, który umożliwia wystawianie limitowanych ofert z darmową dostawą objętych rabatami od 20 do nawet 90 procent. W grudniu eBay rozpoczął również współpracę z Shoplo, czyli platformą, na której sprzedawcy mogą koordynować sprzedać w wielu kanałach jednocześnie.

Konsumenci oczekują cyfrowych technologii działających w intuicyjny sposób

Konsumenci oczekują cyfrowych technologii działających w intuicyjny sposób 4

Zmieniają się oczekiwania konsumentów wobec nowych technologii. Chcą rozwiązań, które ułatwią życie – pozwolą wyeliminować codzienne problemy, pomogą w nauce – wynika z raportu „10 gorących trendów konsumenckich na 2018 rok” firmy Ericsson. W przyszłości liczą na bardziej bezpośrednią interakcja między konsumentami a technologią – głos czy intonacja zastąpią przyciski i inne przełączniki. Choć konsumenci potrzebują, by urządzenia reagowały na ich indywidualne zachowania, to jednocześnie obawiają się inteligentnych technologii.

Przewidujemy, że jako konsumenci będziemy korzystali z różnego rodzaju dobrodziejstw, które przynoszą ze sobą sztuczna inteligencja, rozszerzona i wirtualna rzeczywistość. To, co to będzie, w jaki sposób zaproponuje nam to przemysł i jakie będziemy mieli propozycje, jeżeli chodzi o rozwiązania aplikacji, to już kwestia zupełnie wtórna. Będziemy na bieżąco weryfikowali, z czego chcemy korzystać i co jest nam najbardziej przydatne – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Pąk, dyrektor Działu Komunikacji i Marketingu w Ericsson Polska.

Z raportu firmy Ericsson „10 gorących trendów konsumenckich na 2018 rok i później” wynika, że konsumenci oczekują technologii cyfrowych, które będą funkcjonować na bardziej ludzkich zasadach, ułatwią naukę i pracę oraz wyeliminują codzienne problemy.

Konsumenci częstokroć mają mniej wyobraźni, niż faktycznie jest możliwości już do zrealizowania. Nasza wyobraźnia tak daleko nie wybiega. Raczej borykamy się z tym, co nam doskwiera dzisiaj – 52 proc. respondentów chciałoby wyeliminować chrapanie członka rodziny, 63 proc. z kolei odpowiedziało, że chciałoby mieć w słuchawkach tłumaczenie języków w czasie rzeczywistym, a 40 proc. z nas sądzi, że robot powinien nam pomóc w wykonywaniu codziennej pracy – wskazuje Katarzyna Pąk.

Ponad połowa obecnych użytkowników inteligentnych asystentów głosowych uważa, że będziemy używać języka ciała, ekspresji, intonacji i dotyku do interakcji z urządzeniami technicznymi tak, jakby były innymi ludźmi. Większość ocenia, że stanie się tak już w ciągu najbliższych trzech lat.

Co trzeci badany uważa, że nowe technologie wymagają wciąż nowych umiejętności, co pozwala szybciej stawać się ekspertem. Blisko połowa (46 proc.) twierdzi, że internet pozwala szybciej niż kiedykolwiek wcześniej uczyć się nowych umiejętności, lecz także szybciej je zapominamy.

– Nauka to element, który czerpiemy z internetu, ale sztuczna inteligencja powinna nam podpowiadać, co i jak, gdzie i w którym miejscu. Staniemy się ekspertami, ale taki osobisty asystent powinien nam podpowiadać, w jaki sposób i z czego korzystać, ponieważ nowe urządzenia to niezmieniająca się nauka i doskonalenie umiejętności korzystania z nowych urządzeń – tłumaczy ekspertka Ericsson Polska.

Konsumenci oceniają, że sztuczna inteligencja mogłaby być przydatna w sprawdzaniu faktów zamieszczanych w mediach społecznościowych.

64 proc. z nas uważa, że to sztuczna inteligencja powinna nam pomóc wyszukiwać odpowiednie informacje, które nas interesują, w mediach społecznościowych. Social media są dla nas źródłem informacji, naszym oknem na świat. Okazuje się jednak, że chcielibyśmy, aby ktoś nam podpowiadał, co tak naprawdę nas interesuje i z czego chcemy korzystać – zaznacza Pąk.

Większość konsumentów docenia media społecznościowe. Te jednak, choć miały gwarantować komunikację dwukierunkową, napędzaną przez użytkowników, dającą głos indywidualnym konsumentom, zostały opanowane przez jednostronnych nadawców. Ponad połowa użytkowników (55 proc.) ocenia, że wpływowe grupy wykorzystują sieci społecznościowe do rozpowszechniania swojego przekazu.

Nowe technologie wpłyną także na reklamy. Ponad połowa osób korzystających z rzeczywistości rozszerzonej lub wirtualnej uważa, że reklamy staną się na tyle realistyczne, że będą nie do odróżnienia od rzeczywistych produktów. Dzięki VR i AR konsumenci inaczej spojrzą również na zdjęcia. Trzech na czterech respondentów uważa, że już za pięć lat będą używali tych technologii do spacerów po zdjęciach ze swojego smartfona.

– Chcemy korzystać przy pomocy rozszerzonej rzeczywistości ze wspomnień, wchodzić do zdjęć, zwiedzać własne zdjęcia i ożywiać wspomnienia – mówi Katarzyną Pąk.

Według badanych przez firmę Ericsson nowe technologie znaczącą będą zmieniać wiele sfer życia. Choć dla wielu oznacza to szereg ułatwień i nowych możliwości, to nie brakuje również sceptyków. Część konsumentów obawia się negatywnych konsekwencji coraz inteligentniejszych urządzeń. Połowa respondentów uznaje, że niemożność rozróżnienia między człowiekiem a maszyną byłaby dla nich niepokojąca. 40 proc. uznało zaś, że czułoby się nieswojo, gdyby ich smartfon widział, jaki mają nastrój i reagował stosownie do tego.

– Jesteśmy tu trochę niekonsekwentni. Z jednej strony chcielibyśmy, aby urządzenia reagowały na nas i nasze indywidualne zachowania, z drugiej strony nieco się tego obawiamy. Myślę, że będziemy w stanie to wypośrodkować – przekonuje Katarzyna Pąk.

Rośnie rynek condohoteli w Polsce. Apartamenty mogą być alternatywą dla inwestycji w mieszkania na wynajem

Rośnie rynek condohoteli w Polsce. Apartamenty mogą być alternatywą dla inwestycji w mieszkania na wynajem 5

Coraz więcej osób jest zainteresowanych zakupem apartamentu w condohotelu. Inwestorów przyciągają przede wszystkim atrakcyjne stopy zwrotu – od 4,5 do 9 proc. rocznie. Ze względu na to, że rynek rozwija się nie tylko w lokalizacjach atrakcyjnych turystycznie, condohotele mogą być alternatywą dla tradycyjnych mieszkań kupowanych pod wynajem. Perspektywy przed rynkiem wydają się dobre, ale ze względu na to, że jest on względnie młody, mało wiadomo o jego słabościach.

Condohotele nie są jeszcze w Polsce bardzo popularne, ale cały czas zyskują. To stosunkowo młody rynek, który dopiero dojrzewa. Są inwestorzy, którzy specjalizują się w tym rynku i zbudowali już kilka takich obiektów – zarówno w pasie nadmorskim, jak i górskim, ale widzimy też zainteresowanie deweloperów mieszkaniowych, którzy szukają alternatyw i również zaczynają inwestować w tym segmencie rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Książak, prezes zarządu Emmerson Evaluation.

W Polsce condohotele zaczęły powstawać ok. 10 lat temu. Dziś, jak wynika z raportu Emmerson Evaluation, w budowie jest kilkanaście takich inwestycji w dużych polskich miastach, które dostarczą ok. 2,5 tys. nowych apartamentów.

– Rynek condohoteli w innych krajach jest już znacznie bardziej rozwinięty. W USA zaczął się rozwijać już w latach 70.–80. XX wieku i tam jest już nasycony. Wiele obiektów funkcjonuje w tej formule i stanowią one konkurencję dla zwykłych obiektów hotelowych – mówi Dariusz Książak.

Formuła condohotelu polega na tym, że prawo własności poszczególnych apartamentów jest rozproszone między indywidualnych inwestorów. Zwykle otrzymują oni określoną stopę zwrotu z wynajmu takiej nieruchomości, której stawka jest z góry określona w umowie.

Zarządzaniem condohotelem, wynajmem apartamentów i pełnym serwisem zajmuje się na ogół profesjonalny operator.

– Możliwe do uzyskania stopy zwrotu z inwestycji w apartamenty condohotelowe wahają się od 4,5 do 8–9 proc. W dużej mierze to deweloperzy gwarantują odpowiednią stopę zwrotu nabywcom poszczególnych lokali i najczęściej kształtują się one w przedziale 6–7 proc. Poza gwarantowaną stopą zwrotu – de facto wyższą niż w przypadku inwestycji w zwykłe mieszkanie – plusem jest jeszcze to, że z reguły w umowie z deweloperem czy zarządcą obiektu mamy zagwarantowany okres w roku, w którym możemy sami korzystać z takiego apartamentu – zauważa Dariusz Książak.

Eksperci zwracają uwagę na to, że realny zwrot z inwestycji w apartament condohotelowy może być w rzeczywistości niższy niż zaoferowany przez dewelopera. Właściciel takiego lokalu musi ponosić koszty związane z jego funkcjonowaniem, podobnie jak w przypadku tradycyjnych mieszkań – uiszczać opłaty za czynsz, ubezpieczenie czy podatek od nieruchomości. Poza tym zysk z apartamentu w formule condo jest gwarantowany w umowie tylko na określony czas, wynoszący zwykle od 5 do maksymalnie 10 lat. Po jej wygaśnięciu nie ma już gwarancji zysku w określonej wcześniej wysokości.

Jest ryzyko, że w momencie wygaśnięcia umowy o gwarantowanym dochodzie, samemu trzeba zadbać o generowanie zysków z tego obiektu albo też ponieść jakieś nakłady na podwyższenie standardu lokalu, ponieważ powstają nowe, konkurencyjne i bardziej atrakcyjne obiekty condohotelowe – mówi Dariusz Książak.

Zwrot z inwestycji jest też uzależniony od czynników takich jak położenie czy popyt. Jednak za atrakcyjną lokalizację trzeba odpowiednio więcej zapłacić. Przykładowo, apartament w Świnoujściu kosztuje 6,8–12 tys. mkw., ale za te umiejscowione w bezpośrednim sąsiedztwie plaży trzeba zapłacić już ok. 16 tys. zł. Rynek otwiera się także na coraz drobniejszych inwestorów – powstają inwestycje, w których próg wejścia zaczyna się od 200 tys. zł.

W grudniowym raporcie „Rynek hotelowy w Polsce” eksperci Emmerson Evaluation prognozują, że segment condo będzie się rozwijał także w dużych miastach, gdzie deweloperzy mieszkaniowi zaczęli traktować go jako alternatywny sposób sprzedaży lokali na wynajem. Mieszkania w formule condo to najczęściej w pełni wyposażone i umeblowane mikroapartamenty, o powierzchni zaczynającej się już od kilkunastu metrów kwadratowych.

Prognozy dla rynku condohoteli w Polsce oceniamy optymistycznie. To młody rynek, który dopiero się rozwija i na którym jest miejsce na nowe inwestycje. Poza tym stopy zwrotu są nieco atrakcyjniejsze niż w przypadku inwestycji w zakup zwykłych lokali mieszkalnych. Uważamy, że znajdzie się duża grupa inwestorów, która będzie chciała lokować kapitał w tym rynku – ocenia Dariusz Książak.

60 proc. polskich firm ma problem z zatrudnieniem pracowników. Coraz większą rolę odgrywają rekrutacja i motywowanie pracowników

60 proc. polskich firm ma problem z zatrudnieniem pracowników. Coraz większą rolę odgrywają rekrutacja i motywowanie pracowników 6

Rekordowo niski poziom bezrobocia w Polsce powoduje, że coraz więcej przedsiębiorstw ma problemy ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników. To stawia przed działami HR wiele nowych wyzwań. Rekrutacja i motywowanie pracowników stają się coraz ważniejsze dla rozwoju firm.

Sytuacja na polskim rynku pracy jest bardzo dobra. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, bezrobocie w październiku spadło do 6,6 proc. Rosną natomiast płace – średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 7,4 proc. względem października ubiegłego roku, co było najszybszym tempem od 2009 roku, do poziomu 4 574 zł brutto. Od początku 2017 roku płace w tym segmencie rynku zwiększyły się o blisko 300 zł. Eksperci nie mają wątpliwości, że obecnie można mówić o rynku pracownika w Polsce, ale nie na wszystkich stanowiskach.

– Z jednej strony mamy tysiące ofert pracy na przeróżnego rodzaju stanowiska, z drugiej strony są to stanowiska ludzi z kilkuletnim doświadczeniem. Nadal rynek pracy menadżerów wysokiego stopnia jest bardzo konkurencyjny i tylko najlepsi dają sobie na nim radę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Niezgoda, partner zarządzający Tower Executive Search.

Jak podaje BIG InfoMonitor, w 2017 roku 35 proc. Polaków planowało zmienić pracę. W poprzednim roku 27 proc. pracowników zrealizowało ten zamiar, odchodząc z dotychczasowego miejsca zatrudnienia. Z raportu Grant Thornton wynika natomiast, że 60 proc. średnich i dużych firm w Polsce ma problemy ze znalezieniem pracowników, przy czym rok temu odsetek ten wynosił 32 proc.

Zdaniem Katarzyny Niezgody pracodawcy dążą obecnie do zmniejszenia rotacji w kadrach i zatrzymania pracowników na dłużej. Poszukują więc ludzi wykształconych, zdecydowanych, mających jasną wizję swojej przyszłości zawodowej, potrafiących zdefiniować swoje oczekiwania wobec pracodawcy i określić źródła motywacji.

– Pracodawcy szukają ludzi, którzy mają kompetencje bardzo im teraz potrzebne, czyli elastyczność, komunikatywność, umiejętność dostosowania się, bo te wszystkie cechy w połączeniu z bardzo szybkim, zmieniającym się biznesem pozwalają na to, żeby takie osoby zostały dłużej – mówi Katarzyna Niezgoda.

Oczekiwania pracowników różnią się w zależności od wieku. Starsze pokolenie szuka dobrze płatnego, długoterminowego zatrudnienia, młodsi pracownicy chcą przede wszystkim pracodawcy, który zapewni im inspirujące obowiązki zawodowe oraz zrozumie ich potrzebę stałego rozwoju osobistego. Młodzi ludzie wybierają ponadto firmy szanujące podział na życie prywatne i zawodowe. W związku z dynamiczną sytuacją na rynku pracy wyjątkowego, wręcz kluczowego znaczenia nabiera działalność takiej dziedziny, jaką jest HR.

– Ostatnio czytałam o prezesie, który powiedział, że firma postanowiła wyjść z kluczowego sektora swoich usług, ponieważ nie jest w stanie zatrudnić pracowników do wypełnienia luk, które mają. To pokazuje, jak bardzo HR i obszary, za które odpowiada, czyli rekrutacja, motywowanie, zatrudnianie, są teraz ważne i wreszcie doceniane przez zarządy firm – mówi Katarzyna Niezgoda.

Na obecny kształt procesów z dziedziny HR istotny wpływ mają nowoczesne technologie. Zdaniem ekspertki najnowsze zdobycze techniki wspierają działalność tych działów, pozwalają bowiem dotrzeć do konkretnych grup docelowych i środowisk, w których firma szczególnie chce się dać poznać. Niezgoda uważa, że firmy powinny w jak najszerszy sposób korzystać z nowych technologii w procesach rekrutacji. Z punktu widzenia przedsiębiorstw bardziej opłacalne jest wyprzedzanie trendów rynkowych w tym zakresie niż późniejsze nadrabianie zaległości.

– Nie każdą firmę stać na szerokie stosowanie technologii, opracowywanie nowych rozwiązań czy kupowanie bardzo drogiego oprogramowania, ale myślę, że warto w to inwestować – mówi Katarzyna Niezgoda.

Młode firmy technologiczne z szansą na wsparcie biznesowe i bootcamp na prestiżowej uczelni w USA. Nabór wniosków do końca lutego

Młode firmy technologiczne z szansą na wsparcie biznesowe i bootcamp na prestiżowej uczelni w USA. Nabór wniosków do końca lutego 7

Do końca lutego można składać aplikacje do programu MIT Enterprise Forum Poland, skierowanego do młodych firm technologicznych. Dzięki niemu dwadzieścia pięć zespołów otrzyma wsparcie biznesowe i mentorskie. Pięć najlepszych otrzyma szansę udziału w bootcampie w Bostonie, który będzie połączony z wizytami w kampusie i laboratoriach jednej z najbardziej prestiżowych uczelni technologicznych na świecie – Massachusetts Institute of Technology.

MIT Enterprise Forum Poland jest akceleratorem działającym zgodnie z metodyką przedsiębiorczości zdyscyplinowanej autorstwa Billa Auleta, profesora MIT. W dwudziestu czterech krokach prowadzi do efektywnego wykorzystania potencjału drzemiącego w start-upie. Program od początku swojego działania w Polsce uzyskał patronat Ministerstwa Rozwoju oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Mogą się do niego zgłaszać młode firmy technologiczne.

– Są one na wczesnym etapie rozwoju. Potrzebują więc różnego rodzaju wsparcia biznesowego i mentorskiego w kontaktach międzynarodowych. Właśnie to dostarczamy w trakcie trzymiesięcznego programu warsztatowego, programu mentoringowego oraz networkowania ich ze środowiskiem biznesowym –mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Magdalena Jabłońska z Fundacji Rozwoju Przedsiębiorczości Technologicznej,

Do programu zakwalifikuje się dwadzieścia pięć najlepszych zespołów. Finałem programu i jednocześnie główną nagrodą jest wyjazd do USA i bootcamp w Bostonie. Pięć najlepszych start-upów otrzyma szansę na prezentację swoich pomysłów przed inwestorami w USA w trakcie DemoDay. Jest to również okazja, by poznać ekosystem powstały wokół MIT – laboratoria, akceleratory, zwiedzić sam kampus MIT oraz spotkać się z przedsiębiorcami, start-upami, naukowcami, którzy realizują tam swoje marzenia o biznesie opartym na technologiach. MIT Enterprise Forum Poland kieruje swoją ofertę do młodych przedsiębiorców o konkretnym profilu.

– Zapraszamy młode firmy technologiczne. Mają to być zespoły minimum dwóch osób, które stworzyły unikalne know-how, unikalne IP bądź model biznesowy. Powinny być zainteresowane wsparciem firm, które z kolei wspierają nasz program akceleracji w ścieżkach branżowych, bądź wsparciem różnorodnym, które oferujemy w ramach ścieżki ogólnej. Aplikować można online za pośrednictwem platformy aplikacyjnej MIT do 28 lutego – wyjaśnia Magdalena Jabłońska.

W dotychczasowych trzech edycjach akcelerację przeszło już prawie siedemdziesiąt młodych firm reprezentujących różne branże. W ostatnich dwóch edycjach były to głównie te, które są reprezentowane przez ścieżki branżowe.

– Zdrowie, energetyka, surowce czy fintech. Znalazły się wśród nich m.in. bardzo ciekawe rozwiązania związane z internetem rzeczy, a dla fintechu, czyli firm finansowych działających wyłącznie w sieci – systemy blockchain. Jeśli chodzi o zdrowie, to uczestnicy stawiali zarówno na rozwiązania dla medycyny, jak i dla samego pacjenta – przypomina przedstawicielka Fundacji Rozwoju Przedsiębiorczości Technologicznej.

MIT Enterprise Forum jest nienastawioną na zysk międzynarodową organizacją wspierającą start-upy, powiązaną z czołową uczelnią techniczną – Massachusetts Institute of Technology. Organizacja istnieje od 1978 roku i działa w ponad trzydziestu krajach świata. Jej polski oddział powstał w 2015 roku. Jak dotychczas w naszym kraju zostały przeprowadzone trzy edycje programu wsparcia młodych form technologicznych. Obecnie trwa nabór do 4. edycji.

Na ten rok zapowiadana jest jeszcze jedna edycja, co oznacza, że kolejne start-upy otrzymają wsparcie pozwalające na zdobycie wiedzy ułatwiającej im sukces rynkowy.

British Automotive Holding przyspiesza na wzrostowej ścieżce i rozszerza skład Zarządu

Rada Nadzorcza British Automotive Holding, notowanej na GPW będącej generalnym importerem i dystrybutorem aut Jaguar Land Rover, powołała do grona zarządu Arkadiusza Miętkiewicza, Arkadiusza Rutkowskiego i Rafała Suchana. Tym samym Spółka przygotowuje się do dalszego silnego wzrostu sprzedaży, popartego szeregiem inwestycji.

Prezesem Zarządu pozostaje Mariusz Książek, dla którego BAH jest niezmiennie kluczowym aktywem. Decyzja Rady Nadzorczej wynikająca z rekomendacji prezesa, oznacza istotne wzmocnienie kompetencji menadżerskich i decyzyjnych w BAH.

Do naszego Zarządu dołączają doświadczeni menadżerowie o wyjątkowych kompetencjach, którzy podczas dotychczasowej współpracy wielokrotnie udowodnili wysokie umiejętności, przekładające się na sukcesy i rosnącą pozycję BAH na rynku. Jestem przekonamy, że w najbliższych latach wspólnie uda nam się wiele osiągnąć. W ciągu kilku lat chcemy podwoić wolumen sprzedaży aut JLR – powiedział Mariusz Książek, prezes zarządu i główny Akcjonariusz British Automotive Holding.

Arkadiusz Miętkiewicz i Arkadiusz Rutkowski otrzymali funkcję wiceprezesów zarządu i będą odpowiedzialni odpowiednio za działalność Generalnego Importera oraz za sieć dilerską, natomiast Rafał Suchan, w funkcji członka zarządu, niezmiennie będzie pełnił obowiązki dyrektora finansowego. Jednocześnie z dniem 15 stycznia zakończył sprawowanie funkcji Mariusz Poławski, dotychczas wiceprezes zarządu, który operacyjnie zaangażowany będzie w spółce Marvipol Development.

British Automotive Holding to spółka o solidnych podstawach i wielu możliwościach rozwoju. W bliskiej przyszłości chcemy jeszcze silniej budować wartość Grupy, poprzez m.in. ambitne inwestycje we własną sieć dilerską, rozwój sieci dilerów spoza Grupy BAH, najwyższą oferowaną jakość, jak i siłę marki Jaguar Land Rover – tutaj na pewno będą nam sprzyjać zapowiadane ciekawe premiery nowych modeli światowego koncernu – wskazał Arkadiusz Miętkiewicz, wiceprezes zarządu British Automotive Holding.

Wolumen sprzedaży BAH (wypracowany poprzez spółki zależne) wyniósł w 2017 r. 2 500 szt. aut Jaguar Land Rover, tj. o 20 proc. więcej niż w 2016 r. Spółka w br. liczy na osiągnięcie dalszego dwucyfrowego tempa wzrostu, a czynnikami sprzyjającymi będą inwestycje dilerów własnych, nowe lokalizacje dilerów zewnętrznych oraz prognozowany sukcesywny zwyżkujący popyt na auta klasy premium.

Naszym najważniejszym operacyjnym celem na 2018 r. jest dalszy wzrost wolumenu sprzedaży w dwucyfrowym tempie – dodał Arkadiusz Rutkowski, wiceprezes zarządu British Automotive Holding.

Arkadiusz Miętkiewicz posiada 25-letnie doświadczenie w branży motoryzacyjnej. Przez szereg lat związany był z Iberia Motor Capital Group, m.in.: jako prezes oraz członek rad nadzorczych spółek zależnych. Jest współautorem sukcesu marki SEAT w Polsce, Ukrainie i Rosji. Od 2015 r. związany z Grupą BAH, jako dyrektor zarządzający spółką importerską – British Automotive Polska, wchodzącą w jej skład.

Arkadiusz Rutkowski rozpoczął karierę zawodową w 1996 roku w Iberia Motor Company S.A. W 2002 r. objął stanowisko prezesa spółki Auto Barcelona należącej do IMC S.A. W kolejnych latach odpowiadał dodatkowo za pozostałe dilerstwa należące do grupy IMC. Od 2013 r. związany z Grupą BAH, gdzie początkowo objął stanowisko dyrektora zarządzającego spółką dilerską British Automotive Centrum, a od 2015 r. odpowiada również za pozostałe dilerstwa JLR należące do Grupy BAH.

Rafał Suchan od 2007 r. przez dekadę związany z dzisiejszą Grupą MetLife, zasiadając m.in. w zarządzie MetLife TFI oraz odpowiadając za finanse MetLife PTE. Dysponuje bogatym doświadczeniem w pracy w działalności doradczej oraz w audycie, zdobyte w Ernst & Young. W BAH pracuje od 2017 r., gdzie odpowiada za sprawozdawczość finansową i pełni funkcję dyrektora finansowego.

Dalsze umocnienie kursu euro do dolara

Poniedziałek przyniósł dalsze umocnienie euro do dolara, jeszcze podczas sesji europejskiej kurs EURUSD zbliżył się do poziomu 1,23. Zmiany na szerokim rynku wspierają spadek notowań USDPLN, wczoraj poniżej 3,39. Nadal stabilny zaś pozostaje kurs EURPLN, od piątku oscylując w okolicach 4,17.

Słabość dolara amerykańskiego wynika z rosnących oczekiwań, że po Banku Anglii, wkrótce EBC, a następnie inne duże banki centralne rozpoczną zacieśnianie prowadzonych obecnie bardzo luźnych polityk monetarnych. Pod koniec zeszłego roku po raz pierwszy od dziesięciu lat koszt pieniądza w Wielkiej Brytanii podniesiony został o 25pb, co było reakcją na dynamiczny wzrost inflacji o jeden punkt procentowy powyżej celu inflacyjnego BoE. Z kolei w grudniu bank centralny strefy euro utrzymał jeszcze stopy procentowe bez zmian, w tym poziom 0,0% dla głównej stawki rynkowej oraz minus 0,4% dla depozytowej, jednakże z opublikowanego w zeszłym tygodniu minutes wynikało, że decydenci monetarni rozważają zmianę forward guidance, i to być może już na początku bieżącego roku. W ocenie członków komitetu nadszedł bowiem czas na dostosowanie języka wysyłanych treści do polepszających się warunków gospodarczych w Europie. W poniedziałkowym wywiadzie prasowym, członek Rady Prezesów ECB Ardo Hansson zasugerował, że wart 2,55 bln EUR program aktywów po wrześniu EBC mógłby zakończyć jednym ruchem, jeśli wzrost gospodarczy i inflacja będą się kształtować zgodnie z oczekiwaniami.

Pomimo braku sugestii w ostatnim czasie na rynku pojawiły się też spekulacje, iż również Bank Japonii przygotowuje się do zmiany kierunku w prowadzonej dotychczas polityce monetarnej, po tym jak podczas jednego z przetargów zdecydował się na ograniczenie zakupów długoterminowych obligacji. Takie zachowanie BoJ automatycznie podbiło rentowności japońskich obligacji i notowania japońskiego jena do dolara.

Mają to na uwadze, Narodowy Bank Szwajcarii (SNB) będzie prawdopodobnie jednym z ostatnich banków centralnych decydującym się na normalizację polityki monetarnej. Walka z silnym frankiem nie pozwala SNB ani na podwyżkę stóp, ani na ograniczenie sumy bilansowej. Aprecjacji CHF (jako waluty „bezpiecznej przystani) można też spodziewać się w przypadku ewentualnego światowego kryzysu finansowego. Choć w 2017 roku frank osłabił się, w grudniu prezes SNB Thomas Jordan podkreślał, że jest jeszcze zbyt wcześnie, aby mówić o normalizacji polityki. Bank Szwajcarii musi więc poczekać, aż EBC zrobi pierwszy krok, aby nie sprowokować niechcianej aprecjacji franka.

Z obawy przed zbyt silną walutą również NBP najprawdopodobniej będzie czekał na ruch EBC. RPP nadal prezentuje mocno gołębią postawę i to nie tylko ze względu na zachowanie ścieżki inflacji, ale też ze względu na PKB. Aby uchronić złotego przed gwałtowną aprecjacją, która mogłaby zaszkodzić konkurencyjności polskiej gospodarki, a tym samym długofalowemu wzrostowi PKB, Rada będzie zapewne utrzymywać na niezmienionym poziomie obecny dysparytet nominalny stóp procentowych między Polską a strefą euro. W rezultacie, RPP może być niechętna zmianom, zanim EBC nie zacznie podnosić ujemnej stawki depozytowej. Jednakże, nawet biorąc pod uwagę obecną, bardziej jastrzębią postawę EBC w kwestii terminów zakończenia QE, nadal dość daleko jest do podwyżek stóp procentowych w strefie euro, które powinny pojawić się nie wcześniej niż w 2019 roku. Ponadto, perspektywy zbliżania się do górnego przedziału celu inflacyjnego NBP w 2018 r. są również raczej słabe (pomimo, że GUS zrewidował w górę wstępny odczyt inflacji za grudzień do 2,1% r/r z 2,0% pierwotnie szacowanych), co razem powinno przełożyć się na brak podwyżek stóp w Polsce w tym roku. W związku z tym planowane na ten tydzień krajowe odczyty makro (w tym produkcyjno-sprzedażowych oraz dot. rynku pracy) o ile mogą chwilowo wesprzeć złotego, to jednak nie będą czynnikami kierującymi zmianami PLN wobec głównych walut.

Tymi bowiem nadal pozostawać będą wahania eurodolara. W tym tygodniu brak jest jednak znaczących danych z USA i strefy euro, stąd wpływ na złotego mogą mieć realne dane z Chin (m.in dot. wzrostu PKB za IV kw. 2017 roku), które mogą zaskoczyć negatywnie, osłabiając naszą walutę.Rynek walutowy

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Jak zwiększyć konwersję w sklepie internetowym?

Generowanie ruchu w sklepie to coś, czego nie można zaniedbać. Równie ważna jest jednak optymalizacja strony, która bezpośrednio przekłada się na konwersję i, co za tym idzie, twoje zarobki.

Dużą część budżetu wydajesz na generowanie ruchu w swoim sklepie, ale taka inwestycja nie zawsze się zwraca? Przyczyny tkwią prawdopodobnie w złej optymalizacji strony sklepu, która nie skłania gości do sfinalizowania transakcji. Co jednak zrobić, by klienci, którzy odwiedzili sklep chętniej robili w nim zakupy? Oto kilka porad, które pomogą ci podnieść konwersję w e-handlu.

Produkt to podstawa

Klient nie szuka artystycznych zdjęć i literackich opisów. Szuka produktów. Dlatego zadbaj o to, by wszystkim artykułom towarzyszyły czytelne fotografie wysokiej jakości, ukazujące je z różnych perspektyw i dające klientowi wrażenie, że zapoznał się z produktem równie dobrze co w sklepie. Postaraj się też, by towarzyszyły im rzeczowe, przedstawiające wszystkie atuty produktów, opisy.

Zoptymalizuj ofertę

Przy układaniu oferty sklepu łatwo o błędy. Tym bardziej, że na decyzję o zrobieniu zakupów niekorzystnie wpływa zarówno zbyt wąska, jak i za szeroka oferta. Postaraj się więc, by w twoim sklepie dostępnych było wiele różnorodnych produktów, ale nie dawaj klientom zbyt wielu opcji, sprzedając bardzo podobne towary w zbliżonych cenach.

Bez przesady

Na konwersję w twoim sklepie rzutuje także projekt strony. Layout nie może być zbyt skomplikowany, bo w natłoku elementów trudno wyłowić te, które są naprawdę istotne i przydatne. Zadbaj o to, by kluczowe przyciski i informacje były widoczne na pierwszy rzut oka – chodzi między innymi o ikonę koszyka oraz informacje o płatnościach czy sposobach i kosztach wysyłki. Jeśli klient nie znajdzie ich po pobieżnym przeglądnięciu strony, może nawet zrezygnować z zakupów i zrobić je w konkurencyjnym sklepie.

Bądź ekspertem

Idealny sprzedawca to taki, który na temat oferowanych przez siebie produktów wie wszystko. Dotyczy to także e-commerce. Wizerunek eksperta zbudujesz nie tylko konstruując merytoryczne opisy produktów. Dobremu sklepowi internetowemu powinien też towarzyszyć blog poruszający tematykę związaną ze sprzedawanymi produktami i udowadniający, że naprawdę się na nich znasz.

Nic nie ukrywaj

Jest również coś, co sprawia, że klient rezygnuje z zakupów nawet, jeśli przed chwilą dodał produkty do koszyka. To wydatki, o których dowiaduje się dopiero w momencie finalizowania transakcji – zwłaszcza za wysokie jego zdaniem koszty wysyłki. Dlatego powinieneś zatroszczyć się o to, by informacje o tym, ile zapłaci, były dla niego widoczne od samego początku.

Co z porzuconym koszykiem?

Zdarza się jednak, że klient porzuca koszyk bez wyraźnego powodu. W takich sytuacjach przydatne okażą się powiadomienia web-push, dzięki którym o niedokończonych zakupach poinformujesz klienta nawet, jeśli ten opuścił już twoją stronę. We wdrażaniu takich powiadomień do swojego sklepu warto wspomóc się specjalistycznymi narzędziami, jak na przykład platforma PushPushGo.

Inflacja nie tak niska

Nadwyżka na krajowym rachunku obrotów bieżących wyniosła po listopadzie 0,3% PKB, a saldo usług nadal pozostaje w solidnym trendzie wzrostowym. Oczekujemy, że trendy te będą utrzymywać się także w trakcie 2018 r. i po nadwyżce na rachunku obrotów bieżących w 2017 r., którą szacujemy na 0,3% PKB, w tym roku wzrośnie ona do 0,5% PKB. Mocniejsza niż oczekiwano strukturalna poprawa w bilansie płatniczym jest dla RPP jednym z ważnych argumentów za utrzymaniem stóp procentowych NBP na obecnym poziomie przez długi okres.)

Inflacja CPI w grudniu 2017r. spadła do 2,1% r/r, a opublikowane dane sugerują, że inflacja bazowa pozostała stabilna. Nieprzejednanie gołębia retoryka Rady, zmiana jej funkcji reakcji (wyższa waga wzrostu PKB oraz postrzeganie obecnego poziomu stóp za neutralny), umocnienie kursu złotego oraz strukturalna zmiana w saldzie usług prowadząca do utrzymania stabilnej nadwyżki na rachunku obrotów bieżących w kolejnych kwartałach ograniczają w naszej ocenie prawdopodobieństwo podwyżek w 2018 do 40% i oznaczają, że RPP wstrzyma się z pierwszą podwyżką stóp przynajmniej do 2019 r.Inflacja nie tak niska

Źródło: PKO Bank Polski

Trendy w reklamie Digital OOH w 2018 roku

Rok 2017 był dla branży DOOH bardzo owocny. Dzięki dynamicznemu rozwojowi najnowszych technologii w sektorze reklamy digital out-of-home reklamodawcy zyskali większy dostęp do kreatywnych możliwości, przez co medium to stało się jeszcze atrakcyjniejsze w oczach odbiorców niż kiedykolwiek wcześniej. Czego zatem możemy się spodziewać w nadchodzącym roku i na co reklamodawcy powinni zwrócić szczególną uwagę chcąc optymalnie wykorzystać potencjał cyfrowej reklamy zewnętrznej? Odpowiedzi na to pytanie postaram się udzielić w poniższym artykule.

Dynamiczny rozwój DOOH

Postęp technologii, a wraz z nim możliwości cyfrowej reklamy zewnętrznej, spowodowały wzrost popularności tego medium. Właściciele lokalnych firm coraz chętniej wykorzystują ten środek komunikacji do prezentowania swoich produktów i usług potencjalnym klientom. Co roku wydatki przeznaczone na reklamę DOOH na całym świecie rosną. Na tej podstawie możemy wnioskować, że branża ta dalej będzie się szybko rozwijać. Potwierdzają to badania opublikowane przez Advertising Association / Warc Expenditure Report, z których wynika, że budżety przeznaczone na digital out of home w 2020 roku będą stanowić ponad 50% środków przeznaczonych na reklamy zewnętrzne.

Wraz ze wzrostem zainteresowania cyfrową reklamą zewnętrzną rośnie zapotrzebowanie na kreatywne rozwiązania i sposoby wykorzystania tego medium w praktyce. Według raportu opublikowanego przez firmę MyLED na temat reklamy DOOH w Polsce najczęściej wykorzystywanymi możliwościami w ubiegłym i bieżącym roku będzie geotargetowanie (73%), dostosowywanie emitowanych treści do czasu i dodatkowo do lokalizacji (62%) oraz interaktywność, czyli pobieranie z sieci treści i aktualizowanie ich w czasie rzeczywistym w kampanii DOOH (60%). Opinie blisko 300 ekspertów biorących udział w tym badaniu potwierdzają również zagraniczne trendy.

Geotargetowanie

Kampanie z wykorzystaniem geolokalizacji cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Dostosowanie treści reklamy do miejsca jej wyświetlania pozwala na lepsze dotarcie z komunikatem do odbiorcy i zwiększa skuteczność jej odbioru. Z tego rozwiązania skorzystało już wielu zagranicznych reklamodawców. Jednym z nich jest przewoźnik kolejowy Virgin Trains, który w zeszłym roku dzięki użyciu geolokalizacji oraz danym o aktualnym natężeniu ruchu, informował kierowców o różnicy w czasie dojazdu do Londynu poruszając się samochodem oraz korzystając z kolei, dając im tym samym do zrozumienia, że pociąg jest zdecydowanie szybszym środkiem transportu niż samochód.Virgin Trains

Warunkowanie komunikatu porą dnia i lokalizacją

Dostosowywanie treści do czasu i miejsca jej wyświetlania to bardzo ciekawe rozwiązanie, które jest szczególnie atrakcyjne dla marek spożywczych. Doskonałym przykładem użycia tego typu możliwości jest kampania przeprowadzona przez sieć hipermarketów Sainsbury’s w Wielkiej Brytanii. Firma ta w swojej jesiennej kampanii zachęcała osoby wracające z pracy do wstąpienia do sklepu ich marki na zakupy. W kampanii wyświetlano dialogi prowadzone między bliskimi na temat tego, co zjeść na obiad. Reklamę emitowano w godzinach popołudniowych w miejscach o dużym natężeniu ruchu, w tym m.in. w centrach handlowych i dworcach kolejowych.Sainsburys

Interaktywność

Pobieranie z sieci treści i aktualizowanie ich w czasie rzeczywistym w kampanii DOOH to świetne rozwiązanie dla reklamodawców, którzy pragną podnieść zaangażowanie widzów w odbiorze reklamy. Sprawdza się zwłaszcza w kampaniach, które mają trafić do młodego pokolenia. Świetnie obrazuje to realizacja sprzed miesiąca, w której z okazji wypuszczenia nowej części Gwiezdnych Wojen – Ostatni Jedi użyto tego interaktywnego rozwiązania w połączeniu z mediami społecznościowymi. Na cyfrowych ekranach LED wyświetlały się tweety od fanów wypowiadających się na temat ósmej części kultowego filmu.Gwiezdne Wojny – Ostatni Jedi

Diana Polska
Diana Polska

Oczywiście nie są to jedyne trendy, które będą obowiązywać w roku 2018. Możemy spodziewać się, iż z innowacyjnych możliwości reklamy DOOH zacznie korzystać coraz więcej polskich reklamodawców, a zagraniczne kampanie zainspirują ich do wykorzystywania w realizacjach coraz to nowszych technologii tego medium.

Diana Polska – Marketing & PR Manager w MyLED, odpowiedzialna m.in. za public relations, budowanie komunikacji marketingowej firmy oraz kreowanie kampanii na nośnikach DOOH, dostosowanych do potrzeb klientów. Pasjonuje się innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi wykorzystywanymi w cyfrowej reklamie OOH oraz tworzeniem pozytywnego wizerunku marki.

Masz złom srebra? Zrób z niego sztabki!

Osoby posiadające złom srebra, które chcą przekształcić swoje kolekcje w formę srebra rotacyjnego (tworząc z niego sztabki) powinny przeczytać dzisiejszy wpis.

Na początek odpowiedzmy sobie na pytanie: Co to jest złom srebra i czy za każdym razem warto robić z niego sztabki?

sztućce złom srebraZłom srebra to przedmioty, które zostały wykonane z tego metalu. Z czasem uległy jednak uszkodzeniom. Warto wiedzieć, że do tej grupy zaliczamy takie elementy, jak na przykład kolekcjonerskie monety, srebrne medale, sztućce czy uszkodzoną biżuterię itp.

Pamiętajcie, że zanim zdecydujecie się oddać srebro do rafinacji należy zastanowić się czy warto w ogóle pozbywać się swoich zbiorów. Wydaje się, że dużym błędem jest oddawanie do rafinacji przedmiotów, które charakteryzują się bardzo dobrym stanem. Mają one przecież dużą wartość sentymentalną i przypominają nam o wielu miłych wydarzeniach z przeszłości…

Dlaczego warto przekształcić złom srebra w sztabki? Podpowiadają eksperci z firmy www.mennica-krakowska.pl

złom srebraTrzeba podkreślić, że przerobienie złomu srebra w sztabki lokacyjne oznacza wiele korzyści w trakcie wychodzenia z inwestycji. Dlaczego? Kiedy zdecydujecie się sprzedawać zbiory srebra, Wasi kontrahenci tak naprawdę nie mają pewności, jakiej próby srebra nabywają. To oznacza, że muszą podjąć większe ryzyko i zlecić testy próbne konkretnych materiałów. W związku z tym są zazwyczaj skłonni zapłacić mniej za konkretne rekolekcje. Natomiast forma rotacyjna srebra próby 999 jest zdecydowanie łatwiej zbywalna. To oczywiście gwarantuje lepszą płynność w trakcie wychodzenia z inwestycji. Firmowe sztabki srebra są bardzo dobrze rozpoznawalne w naszym kraju. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, aby były ciekawym dodatkiem do inwestowania – na przykład w srebrne monety bulionowe.
Niestety, bardzo dużo osób nieświadomie pozbywa się zbiorów srebra, a tym samym traci dużo gotówki. Wydaje się, że znacznie lepiej jest wykorzystać posiadane surowce dzięki skorzystaniu z szeroko dostępnych i bardzo szybko rozwijających się placówek skupu złomu, niż wyrzucić tego typu elementy na wysypiska śmieci. Warto wiedzieć, że wśród zazwyczaj marynowanych materiałów znajdują się często spore ilości srebra.

Srebro to jeden z najważniejszych metali szlachetnych . Występuje on często w naszym codziennym życiu – i to w wielu sytuacjach. Warto zaznaczyć, że najpopularniejszymi formami srebra są – podczas rzecz jasna samym pierwiastkiem – między innymi takie elementy jak medale, monety czy sztućce. Ze srebra często tworzone są także naczynia oraz różnego rodzaju ozdoby.

Oprócz tego srebro wchodzi również w skład różnorodnych sprzętów elektronicznych. Tym samym stanowi jeden z najczęściej wykorzystywanych materiałów w tym sektorze. W związku z tym ten surowiec jest bardzo pożądany przez punkty skupu złomu, które dokonują recyklingu.

Warto zaznaczyć, że skup srebra możliwy jest tak naprawdę w każdej upoważnionej do tego instytucji. W związku z tym z kupowany materiał może być używany ponownie. To oznacza, iż istnieje możliwość, aby w dużym stopniu zaoszczędzić zarówno na konkretnym surowcu, jak i na stanie swoich portfelów.

Złoty silny słabością dolara

Silny wzrost kursu EUR/USD z ostatniego tygodnia sprzyjał polskiej walucie, która zyskiwała w relacji do dolara amerykańskiego. Złoty był dość silny również w relacji do pozostałych głównych walut, wobec których tydzień zakończył jedynie lekkimi stratmi.

Druga połowa minionego tygodnia przyniosła silne umocnienie euro, co wsparło również polskiego złotego. Publikacja “minutek” z ostatniego spotkania EBC pokazała, że decydenci skłaniają się ku niewydłużaniu programu QE ponad obowiązujący obecnie okres (program ma skończyć się we wrześniu). Dodatkowo, informacje z Niemiec sugerują, że zachodni sąsiedzi Polski są bliscy osiągnięcia Wielkiej Koalicji (koalicji partii CDU/CSU i SPD).

W bieżącym tygodniu uwaga rynków powinna skupić się na walutach rynków wschodzących.  Czwartek będzie dniem wzmożonej aktywności banków centralnych. Tego samego dnia spotkają się: Bank Centralny Turcji, Południowoafrykański Bank Rezerw, Bank Korei, Bank Centralny Indonezji. Niewiele informacji będzie natomiast istotnych dla walut G10.

PLN

Początek ubiegłego tygodnia przyniósł osłabienie złotego, co związane było z umocnieniem amerykańskiej waluty. Ostatecznie jednak złoty zakończył tydzień zyskując w relacji do dolara, korzystając przede wszystkim ze słabości tego ostatniego. W relacji do pozostałych głównych walut złoty zachowywał się podobnie – tracił w pierwszej części tygodnia i zyskiwał w drugiej. PLN w parze z funtem brytyjskim i euro nie był jednak w stanie odrobić wszystkich strat i zakończył tydzień na lekkim minusie.

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej podczas spotkania w środę utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Nie zmienił się również ton prezesa Glapińskiego i przewodzonej przez niego RPP. Prezes nadal powtarza, że w jego indywidualnej ocenie stopy procentowe w 2018 r.  powinny pozostać niezmienione, nie wyklucza również, że stabilne stopy procentowe pozostaną z nami jeszcze dłużej. Glapiński zwrócił uwagę na niski poziom inflacji bazowej oraz na fakt, że w gospodarce nie tworzą się nierównowagi. Podkreślił przy tym, że cel inflacyjny banku jest symetryczny (2,5% z odchyleniami 1 p.p. w górę i w dół) i właśnie w ten sposób powinna zapatrywać się na niego RPP. To, czy dyskusja w kwestii podwyżek stóp procentowych rozpocznie się jeszcze w tym roku w ocenie prezesa NBP zależeć będzie od napływu kolejnych danych gospodarczych.

W przypadku istotnego wzrostu presji inflacyjnej przed końcem roku mogłaby rozpocząć się dyskusja nad podwyżkami, w ciągu najbliższych kwartałów stopy procentowe w naszej opinii powinny jednak pozostać na niezmienionym poziomie.

Na przestrzeni tygodnia poznamy kilka interesujących odczytów z Polski, m.in. odczyt inflacji bazowej w grudniu, dane o płacach i zatrudnieniu, jak i produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Uwaga inwestorów prawdopodobnie skupi się natomiast na innych kwestiach, takich jak zmiany polityczne na Starym Kontynencie (w kontekście tworzącej się w Niemczech koalicji i nadchodzących wyborów powszechnych we Włoszech) oraz sytuacja na rynkach wschodzących.

GBP

Brytyjska waluta, podobnie jak euro zakończyła tydzień zyskując w relacji do dolara amerykańskiego. Pozytywne informacje z rynku – wysoka dynamika produkcji przemysłowej oraz wzrost dynamiki sprzedaży detalicznej – sprawiły, że zmniejszyły się obawy o siłę brytyjskiej gospodarki, tym samym uwaga inwestorów znów bardziej skupia się na Banku Anglii. Informacje o tym, iż Hiszpania i Holandia wspierają tzw. “soft Brexit” również pomogły brytyjskiej walucie.

W bieżącym tygodniu, we wtorek opublikowany zostanie raport inflacyjny za grudzień. Jeśli dane pokażą utrzymanie lub wzrost (już i tak bardzo wysokiego) poziomu inflacji, rynki powinny zwiększyć oczekiwania wobec podwyżek stóp procentowych w Wielkiej Brytanii, co oczywiście wzmocniłoby brytyjską walutę.

EUR

“Minutki” z grudniowego spotkania EBC ujawniły rosnącą wiarę decydentów w perspektywy gospodarcze krajów strefy euro. Co bardziej kontrowersyjne, oficjele stwierdzili, iż poprawa na rynku pracy powinna przełożyć się na wzrost dynamiki płac i presji cenowej. Oczekiwana przez nich poprawa do tej pory istotnie nie przełożyła się na poziom inflacji bazowej, przy której wyliczaniu nie bierze się pod uwag zmian cen energii i żywności. Dynamika bazowa w grudniu wbrew oczekiwaniom konsensusu nie wzrosła nawet do poziomu 1% rocznie, wyraźnie pokazując, iż pozytywne otoczenie gospodarcze nie przekłada się istotnie na wzrost presji płacowo-cenowej. Niemniej, widać było zmianę oczekiwań rynków finansowych wobec daty rozpoczęcia podwyżek stóp procentowych przez EBC. Podwyżki kosztów pieniądza obecnie oczekiwane są jeszcze w 2018 r. (wcześniej szacowano, że rozpoczną się w połowie 2019 r.). Ta zmiana pomogła wspólnej walucie umocnić się do najwyższego poziomu od trzech i pół roku.

USD

Dane makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych w ubiegłym tygodniu zaskoczyły. Sprzedaż detaliczna rośnie w tempie zbliżonym do poziomu 6% w ujęciu rocznym.

Co bardziej istotne – wygląda na to, że dobra sytuacja na rynku pracy ostatecznie przekłada się na wzrost inflacji. Bazowa dynamika cen w grudniu rosła o 1,8% w ujęciu rocznym, tym samym znalazła się dość blisko celu inflacyjnego FED. Rynki jednak nie przywiązały zbyt dużej uwagi do danych, a inwestorzy kontynuowali skup euro. Dane wspierają nasze oczekiwania wobec wysokiego tempa wzrostu stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Obecnie spodziewamy się, że stopy w USA wzrosną cztery razy w 2018 r. W tym samym okresie w naszej opinii stopy w strefie euro powinny pozostawać na niezmienionym poziomie. Biorąc pod uwagę różnicę w wysokości krótkoterminowych stóp procentowych po obu stronach Atlantyku trudno oczekiwać, że euro może kontynuować wzrost, zwłaszcza biorąc pod uwagę ogromną wartość długich pozycji inwestorów na EUR.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Aplikacje i usługi, które zrewolucjonizowały nasze życie w ciągu ostatnich 5 lat

Słuchanie muzyki z iPoda lub mp4-ki, kupowanie biletów na komunikację miejską w kiosku, zamawianie taksówki przez centralę telefoniczną – takie czynności wykonywaliśmy stosunkowo niedawno. Ostatnie 5 lat przyniosło aplikacje i usługi, o których wówczas nie mieliśmy pojęcia, a obecnie nie wyobrażamy sobie bez nich życia. Jakie nowe usługi zmieniły nawyki Polaków przez ostatnie pół dekady?

Jeszcze w 2012 roku zaledwie 25% Polaków korzystało ze smartfonów[1]. Wśród ich posiadaczy prawdziwym hitem były modele takich marek jak BlackBerry i Windows Phone, które zdetronizowały Nokię, a obecnie wychodzą już z użycia. Był to początek mobilnej rewolucji, która dostarczyła aplikacje zastępujące wiele czynności i stworzyła zapotrzebowanie na zupełnie nowe trendy i usługi, które opierają się o płatności mobilne. Pole do rozwoju aplikacji dały przede wszystkim systemy operacyjne iOS i Android, z którego obecnie korzysta aż 89% posiadaczy smartfonów w Polsce[2].

Samochód, taksówka i rower z aplikacji

Nowe trendy i aplikacje w smartfonach zmieniły przede wszystkim sposób, w jaki korzystamy z usług transportu i poruszamy się po mieście. Możliwości jakie dały nowe usługi w transporcie to:

  • Zamówienie i płatność za taksówkę przez aplikację. Możemy już zapomnieć o trudach zamawiania taksówki poprzez centralę telefoniczną i konieczności posiadania gotówki. Od 2012 roku w Polsce dostępne jest mytaxi – pierwsza na świecie aplikacja taxi, która na podstawie lokalizacji łączy pasażera z dostępnym kierowcą taksówki. mytaxi jako pierwsze w Polsce wprowadziło system płatności bezgotówkowej, czyli za pośrednictwem aplikacji, za kurs taksówką.
  • Zakup biletu w aplikacji. Jeszcze kilka lat temu chcąc kupić bilet na autobus albo pociąg skazani byliśmy na szukanie kiosku i stanie w kolejkach do kas na dworcu. Ten problem rozwiązała aplikacja SkyCash, która umożliwia zakup mobilnego biletu na komunikację miejską i kolejową, a także płatność za parkometr.
  • Współdzielenie roweru miejskiego, tzw. bikesharing. Również w 2012 roku pojawiło się rozwiązanie dla wszystkich, którzy nie mają miejsca na własny rower. Wprowadzony został system wypożyczenia roweru miejskiego – Nextbike, który jest obecny w kilku miastach w Polsce.
  • Współdzielenie samochodu, tzw. carsharing. Sposób na tańsze i efektywne korzystanie z samochodów w mieście znaleźli twórcy platform carsharingowych, dzięki którym mieszkańcy miast mogą wynająć samochód „na minuty”. W 2016 roku w Krakowie pojawiła się usługa Traficar, jako pierwszy system carsharingowy w Polsce w oparciu o aplikację mobilną.
  • Współdzielenie taksówki, tzw. ridesharing. Pod koniec 2017 roku w Warszawie pojawiła się usługa współdzielenia taksówki – mytaxi match. To pierwsza w Europie tego typu usługa z wykorzystaniem taksówek, która poprzez aplikację łączy dwóch pasażerów jadących w podobnym kierunku i dzieli między nimi koszty przejazdu. Dzięki niej korki w mieście mogą być mniejsze, a pasażer oprócz poznania nowych ludzi, zapłaci o wiele mniej za taksówkę.

Rozrywka na żądanie

Mobilne aplikacje wpłynęły również na sposób korzystania z rozrywki. Przede wszystkim zyskaliśmy nieograniczony dostęp do muzyki cyfrowej, filmów oraz seriali „na żądanie”. Pionierem wśród serwisów tego typu jest Spotify, który zawitał do Polski trzy lata temu i Netflix, z którego Polacy korzystają od 2016 roku. Dzięki tym usługom nie musimy już wyczekiwać kolejnego odcinka ulubionego serialu, czy słuchać muzyki na dedykowanych urządzeniach.

Tempo, w jakim rozwijają się nowe usługi, jest tak szybkie, że bez wątpienia za kolejnych 5 lat ich lista znacznie się wydłuży, a czynności, które wykonujemy obecnie, zostaną zastąpione przez kolejne udogodnienia.

[1] Raport „Marketing mobilny w Polsce 2012/2013” zrealizowany przez TNS Polska i blog „Jestem Mobi”, styczeń 2013.

[2] Dane IDC Polska, czerwiec 2017.

Hossa za oceanem

Miniony tydzień upłynął pod dyktando dalszych wzrostów giełd za oceanem oraz lekkiego spowolnienia w Europie. Amerykańskie giełdy kontynuowały szybki marsz w górę z poprzedniego tygodnia. Indeks S&P 500 wzrósł 1,57%, DJIA 2,01%, a indeks giełdy Nasdaq zyskał 1,74%. W Europie mimo bardzo dobrych danych makroekonomicznych (indeks Sentix dla Eurolandu, czy odczyty produkcji przemysłowej) panowały nieco gorsze nastroje. Niemiecki indeks DAX stracił w przeciągu tygodnia -0,56%, francuski CAC40 zyskał 0,85%, a brytyjski FTSE100 wzrósł o 0,70%. W Europie istotna okazała się również publikacja zapisków z ostatniego posiedzenia Rady Prezesów EBC. Dokument nieoczekiwanie jastrzębio zaskoczył inwestorów. Być może program QE zostanie zakończony nawet w roku bieżącym. Taki tok wydarzeń spowodował zdecydowaną aprecjację euro wobec dolara.

W Polsce drugi tydzień nie okazał się aż tak dobry jak poprzedni – indeks szerokiego rynku symbolicznie wzrósł o 0,23%. W dalszym ciągu najlepiej radzi sobie indeks mniejszych spółek sWIG80, który zyskał w przeciągu tygodnia 1,16%. Z kolei mWIG40 w tym samym czasie indeks stracił 0,56%, a największe spółki zyskały 0,39%. Warto zwrócić uwagę, że minionym tygodniu odbyło się posiedzenie RPP. Stopy procentowe pozostały bez zmian a wydźwięk konferencji, tak jak można się było tego spodziewać, był mocno gołębi. Adam Glapiński podkreślał, że dalsza stabilizacja stóp procentowych może trwać nawet w 2019 roku.

W tym tygodniu czeka nas dużo istotnych informacji z krajowej gospodarki. We wtorek opublikowany zostanie odczyt inflacji bazowej za grudzień, w środę zobaczymy dane z rynku pracy, a w piątek otrzymamy dane dot. produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej i inflacji PPI. W Europie czeka nas stosunkowo spokojny tydzień. We wtorek zobaczymy odczyty inflacji konsumenckiej z Niemiec, Włoch i Wielkiej Brytanii, a w środę opublikowany zostanie odczyt dla całej Strefy Euro. Za oceanem, ze wszystkich odczytów, najważniejsze mogą okazać się dane dot. produkcji przemysłowej oraz Beżowa Księga opublikowane w środę.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Likwidacja elektrowni Adamów to początek końca energetyki węglowej w Wielkopolsce

Brexit to nie problem – korzyści płynące z założenia spółki w Wielkiej Brytanii

Aż 73% właścicieli firm twierdzi, że działalność zagraniczna jest bardziej rentowna niż sprzedaż w Polsce – wynika z badania przeprowadzonego przez Fundację Kronenberga przy Citi Handlowy. I choć dyskusje na temat wyjścia z UE nie ustają, to o przedsiębiorczość nie ma co się martwić.

Prostota i przejrzystość

Dzięki temu, że różnice kulturowe przestają być postrzegane jako przeszkoda, a zwłaszcza dlatego, że język angielski nie jest już barierą utrudniającą wejście na zagraniczne rynki, polskie firmy rozwijają się za granicą coraz prężniej. Dla przykładu warto wspomnieć np. o polskich firmach z sektora kosmetycznego i odzieżowego, które mimo silnej lokalnej konkurencji odniosły głośny sukces przy wejściu na rynek brytyjski.

Również renoma formy prawnej LTD (od limited liability company) i związana z nią ogólnoświatowa rozpoznawalność wpływają na ułatwienie prowadzenia biznesu z zagranicznymi kontrahentami czy też konsumentami. Sposób i zasady funkcjonowania tej formy prawnej są dużo lepiej znane niż w przypadku obco brzmiącej „spółki z ograniczoną odpowiedzialnością”.

Rozwijając swoją działalność za granicą lub też myśląc o ekspansji firmy, warto wziąć pod uwagę, że prowadzenie spółki LTD zarejestrowanej w Wielkiej Brytanii oznacza mniej skomplikowane niż w Polsce procedury administracyjne. Przekłada się to na mniejszą liczbę godzin poświęcanych na biurokrację, a większą – na rozwój firmy. Jest to ważne przede wszystkim dla osób rozwijających działalność w dziedzinach, w których duże znaczenie ma nie tyle produkt, ile relacja z klientem, oraz dla freelancerów.

Poza tym, z uwagi na fakt, że sama spółka bez konta bankowego to dopiero połowa sukcesu, bardzo ważne jest to, że aby otworzyć konto w Wielkiej Brytanii, nie trzeba do niej osobiście przyjeżdżać. Zresztą, nawet gdyby trzeba było, podróż z – dla przykładu – Londynu i z powrotem z większości miast europejskich zajmie tylko jeden dzień.

Konkurencyjny system podatkowy i świadczeń społecznych

Wśród innych powodów, dzięki którym Zjednoczone Królestwo od lat plasuje się w czołówkach różnych rankingów wskazujących najlepsze miejsce do prowadzenia biznesu, są m.in. niskie składki na ubezpieczenie społeczne, wysoki pierwszy próg podatku PIT oraz tylko dwie stawki VAT-u.

Wyżej wspomniane składki na ubezpieczenie społeczne to National Insurance Contributions obejmujące składki na publiczną emeryturę, NHS (odpowiednik Narodowego Funduszu Zdrowia) oraz pozostałe świadczenia społeczne. Są one odprowadzane albo od pensji pracowników, którzy przekroczyli 16 rok życia i którzy zarabiają powyżej £ 155 tygodniowo, albo od dochodów osób prowadzących działalność gospodarczą, zarabiających powyżej £ 5965 rocznie.

Jednak koronne argumenty za założeniem spółki w Wielkiej Brytanii, zwłaszcza gdy jest się freelancerem lub rozwija się działalność e-commerce, są natury podatkowej.

Po pierwsze – kwota wolna od podatku. W Wielkiej Brytanii będzie ona wynosić od kwietnia 2018 r. £ 11 850, czyli w przybliżeniu 56 600 zł. W Polsce ta kwota, według propozycji Ministra Finansów, ma wynosić od 1 stycznia 2018 r. 8 000 zł. W odniesieniu do aktualnych realiów dla przeciętnego podatnika prowadzącego działalność jest ona bez znaczenia. Zauważalna staje się dla osób pracujących co najwyżej na 1/4 etatu – czyli dla nielicznych. Dla kolejnego progu dochodów (od 11 000 zł do 85 528 zł) kwota wolna wynosić będzie 3 091 zł, przy czym będzie ona degresywna, tzn. będzie maleć wraz ze wzrostem dochodów podatnika. Dla kolejnej grupy osób (zarabiających od 85 528 zł do 127 000 zł) kwota wolna znowu spada – do 0 zł przy dochodzie powyżej 127 tys. zł. Z kolei dla osób osiągających dochody powyżej 127 000 zł… Kwota wolna nie będzie obowiązywać. W Wielkiej Brytanii kwota wolna też jest degresywna, ale maleje dopiero powyżej £ 100 000 (ok. 492 000 zł), a znika całkowicie przy dochodach powyżej £ 122 000 (ok. 600 000 zł).

Są i inne argumenty podatkowe, dla których warto przenieść biznes do Wielkiej Brytanii lub go tam założyć. W porównaniu do systemu obowiązującego w Polsce w Zjednoczonym Królestwie atrakcyjny jest np. pierwszy próg podatku PIT. Chociaż dochody mieszczące się w pierwszym progu podatkowym są objęte stawką 20%, to próg ten od 6 kwietnia 2017 r. wynosi £ 45 000 (£ 11 001 – £ 45 000, czyli ok. 56 600 – 221 000 zł). Dla przypomnienia, w kraju nad Wisłą jest to 85 528 zł. Jeżeli chodzi o gorąco dyskutowany w Polsce VAT, w Wielkiej Brytanii obowiązują tylko dwie stawki tego podatku: 5% i 20%, a sama kategoryzacja nastręcza dużo mniej problemów.

Podsumowując: polskie przedsiębiorstwa, polskie marki i polskie firmy mogą czuć się na świecie jak u siebie.

Autorzy: Prawnik Aleksandra Budzyńska, radca prawny Robert Nogacki. Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

PragmaGO świetnie sobie radzi

Pragma Faktoring SA poinformowała dziś o wynikach sprzedażowych czterech kwartałów 2017 r. Informacja obejmuje dane dotyczące zrealizowanych obrotów oraz   liczby pozyskanych Klientów.

Na obydwu płaszczyznach spółka zanotowała rekordowe wyniki:

  • obroty zrealizowane od stycznia do grudnia br. wyniosły 704 mln zł, co jest wynikiem o 21 proc. lepszym od dotąd najlepszego historycznie analogicznego okresu 2016 r.
  • w samym 4 kwartale Pragma Faktoring podpisała 194 umowy faktoringu z nowymi Klientami (podczas gdy w analogicznym okresie rok wcześniej było to 56 umów), większość z tych 194 umów została podpisana w ramach działalności onlinowego segmentu PragmaGO.

Dodatkowo w całym 2017 r. z usług faktoringowych Pragmy skorzystało aż 600 Klientów (328 rok wcześniej).

Fintech PragmaGO jest obecnie segmentem, z którym spółka wiąże największe plany rozwoju. Dynamika wzrostu  w zakresie liczby pozyskiwanych i obsługiwanych Klientów świadczy o wysokiej jakości usług Pragma Faktoring, ale też jest wynikiem uruchomionej w tym roku onlinowej sprzedaży usług mikrofinansowania. PragmaGO to kluczowy obszar w naszej strategii. Jest nowoczesna, przyjazna dla Klientów i łatwo skalowalna. Jestem przekonany, że pozwoli nam ona istotnie zwiększyć i skalę działalności spółki, i jej rentowność – powiedział Tomasz Boduszek, prezes spółki.

Nowe PZU – Strategia Grupy PZU na lata 2017 – 2020

9 stycznia 2018 roku zarząd oraz rada nadzorcza PZU SA przyjęły aktualizację strategii do roku 2020, która zmienia model działania całej Grupy PZU, stawia nowe akcenty i powołuje konkretne inicjatywy, by uczynić z PZU jedną z najbardziej innowacyjnych instytucji w branży finansowej w Europie.

Grupa PZU jest dzisiaj największą grupą finansową w Europie Środkowo-Wschodniej. Zarządza blisko 300 mld zł aktywów oraz cieszy się zaufaniem ponad 22 milionów klientów w pięciu krajach. 80 proc. gospodarstw domowych w Polsce ma relacje z firmami należącymi do Grupy PZU SA, a są to także dwa niedawno kupione banki, czyli Alior i Pekao. To aż 22 mln klientów oraz 150 tys. pracowników. PZU chce budować swą siłę poprzez lepsze wykorzystanie olbrzymiej bazy danych o swych klientach.

Nowe PZU stawia na sztuczną inteligencję i lepsze wykorzystanie baz danych. W celu zwiększenia liczby interakcji z klientami stworzy klub lojalnościowy oraz rozbuduje portal moje.pzu.pl, który będzie integrował usługi Grupy PZU w jednym miejscu i pozwoli klientom m.in. kontrolować posiadaną ochronę ubezpieczeniową, kupić nowe polisy, zlikwidować szkodę, zarządzać opieką zdrowotną, w tym terminami wizyt lekarskich, a także inwestować oraz korzystać z usług bankowych.

– Nowa strategia zawiera bardzo ambitne cele. W stosunku do ostatniego zamkniętego roku mamy ambicję podwyższenia ROE Grupy o ponad 7 p.p. do przeszło 22% w roku 2020. Pozyskamy miliard złotych składki ubezpieczeniowej ze współpracy z bankami i milion nowych klientów dla banków – chcemy tworzyć relację dającą korzyści obydwu stronom. Istotnie zwiększymy nasze przychody w segmencie „zdrowie” do miliarda złotych w 2020 roku. Konsolidując rynek zarządzania aktywami i pomnażając oszczędności naszych klientów zwiększymy ponad dwukrotnie portfel, jakim dysponujemy, osiągając 65 mld złotych w zarządzaniu. – mówi Tomasz Kulik, CFO w Grupie PZU.

Marki premium stawiają na Internet

Marcin Rupiński, CEO sieci reklamowej Royal Ad
Marcin Rupiński, CEO sieci reklamowej Royal Ad

Jak wynika z najnowszego raportu KPMG dotyczącego dóbr luksusowych w Polsce, rynek ten stale rośnie w siłę. Szacuje się, że w 2021 roku jego wartość może osiągnąć niemal 31 mld zł, a więc wzrośnie o prawie 50% w stosunku do 2017. Oznacza to również zwiększenie wydatków na reklamę dóbr luksusowych. Jak wygląda życie bogatych Polaków i w co najchętniej inwestują? Na te pytania odpowiada Marcin Rupiński, CEO sieci reklamowej Royal Ad.

Przybywa zamożnych Polaków

Z każdym rokiem rośnie liczba zamożnych Polaków. Potwierdzają to badania KPMG, według których w 2016 roku w naszym kraju mieszkało 1 042 tysięcy osób o wysokich dochodach. Porównując te dane z rokiem 2015, ich liczba wzrosła o 43 tysiące, a dochody o 6,8 mld złotych. W 2017 w Polsce żyło aż 1,1 mln bogatych, a wartość rynku dóbr luksusowych była szacowana na 21 mld złotych.

Najbardziej dochodowym, wśród marek premium, jest segment luksusowych samochodów. Na kolejnych miejscach plasują się biżuteria i zegarki. Eksperci prognozują, że między 2017 a 2021, to właśnie sprzedaż luksusowych aut wzrośnie najbardziej, przy czym mianem luksusowego określa się samochód, którego cena jest nie mniejsza niż 285 tysięcy zł. Zaskoczeniem może być fakt, że najczęściej kupowanym dobrem luksusowym są alkohole – 44% osób deklaruje, że dokonuje takiego zakupu raz lub kilka razy w miesiącu. Cena wina, które można uznać za luksusowe to przeszło 430 zł, natomiast butelka koniaku to koszt rzędu 1170 zł.

Łączny dochód netto osób zamożnych w 2017 roku szacuje się na 191 mld zł, natomiast według prognoz, do 2020 roku ma on wynieść prawie 245 mld zł.

Jak żyją bogaci?

Według autorów raportu, trzema głównymi czynnikami, którymi kierują się zamożni Polacy przy dokonywaniu zakupów są: jakość, wygląd i cena. Najpopularniejszym towarem luksusowym pozostają ubrania i buty oraz kosmetyki i perfumy. Tylko 3% badanych zadeklarowało, że nigdy nie kupuje tych produktów.

Osoby majętne najchętniej lokują swój kapitał w nieruchomościach i aktywach finansowych. Z jakich usług korzystają najczęściej? Aż 65% regularnie korzysta z pomocy domowej. Wysokie miejsce zajmują również wizyty w luksusowych restauracjach. Najmniejszym powodzeniem cieszą się natomiast prywatni kierowcy i loty czarterowe.

Warto również zwrócić uwagę na to, co zamożni Polacy robią w wolnym czasie. Każdego dnia  67% z nich spędza prawie godzinę na przeglądaniu stron internetowych, a 73% deklaruje swoją aktywność w mediach społecznościowych. To właśnie Internet jest miejscem, w którym dokonują decyzji zakupowych oraz nabywają usługi i towary. Z tego powodu reklama marek premium powinna być skrojona na miarę oczekiwań wymagających, zamożnych klientów.

Reklama na miarę luksusu

W 2018 roku Internet stanie się głównym miejscem reklamy usług i produktów luksusowych oraz koncentracji budżetów marketingowych marek premium. Szacuje się, że Internet osiągnie udziały na poziomie przeszło 30%, tym samym wyprzedzając prasę, która przez długi czas utrzymywała pozycję lidera. Blisko 87% nowych wydatków na reklamę dóbr luksusowych w latach 2016-2018 stanowi reklama online. Zatem powinna być ona dopasowana do indywidualnego odbiorcy, a także odznaczać się estetyką, prestiżem i ukazywać wartości, jakie prezentuje marka.

Korporacja, technologia i produktywność kontra psychika pracownika

Pracownicy coraz częściej zmagają się z syndromem wypalenia zawodowego. Brak satysfakcji, energii i motywacji do pracy, będące standardowymi objawami wypalenia, negatywnie wpływają także na ich zdrowie i zadowolenie z życia. Trend budzi obawy pracodawców, ponieważ to w ich rękach znajdzie się odpowiedzialność za stworzenie warunków pracy, ułatwiających zachowanie zdrowej równowagi pomiędzy pracą i życiem prywatnym. W przeciwnym razie będą musieli zmierzyć się z ryzykiem utraty najlepszych pracowników i spadkiem produktywności.

Jak pokazują badania Willis Towers Watson cytowane na łamach Hays Journal 14, aż 42% pracowników doświadczyło w swojej karierze długotrwałego stresu bądź problemów ze zdrowiem psychicznym. Jednocześnie co trzeci uczestnik badania uznał, że praca negatywnie wpływa na komfort psychiczny. Są to niepokojące dane, które oddają skalę problemu obserwowanego na współczesnym rynku. Profesjonaliści zmagają się z coraz większą presją i nakładem pracy, co w kontekście dynamicznych zmian zachodzących w otaczającym nas świecie coraz częściej doprowadza do sytuacji, w której eksperci tracą entuzjazm dla niegdyś wymarzonej pracy.

Jak wskazują eksperci rynku pracy, jednym z głównych powodów wypalenia zawodowego jest rozwój technologiczny oraz praktyka pozostawania dostępnym dla innych niemal przez całą dobę. Pracownicy – zwłaszcza będący przedstawicielami najmłodszych pokoleń – są przyzwyczajeni do korzystania z tabletów i smartfonów o każdej porze dnia i nocy, również w sprawach służbowych. Świadczą o tym liczby – badanie Bupa przedstawione w najnowszym Hays Journal wykazało, że 82% millenialsów czyta służbowe emaile zaraz po przebudzeniu i tuż przed zaśnięciem. Co więcej, 32% uczestników badania czuje się w obowiązku odbierania wiadomości w trakcie urlopu.

– Starsze pokolenia nie doświadczały presji, jaką nałożyły na pracowników nowoczesne technologie. W rezultacie w niektórych firmach tempo pracy jest zawrotne, pozostawiając specjalistom niewiele czasu na solidny odpoczynek i zebranie sił na kolejne wyzwania. Jak powszechnie wiadomo, brak czasu wolnego i możliwości odcięcia się od pracy to pierwszy krok do wypalenia zawodowego – komentuje Paula Rejmer, dyrektor zarządzająca Expert Perm w Hays Poland. Pracownik pozbawiony odpoczynku może stać się zakładnikiem swojego życia zawodowego, od którego nie potrafi uciec nawet na zasłużonym urlopie. Wkrótce potem nawarstwienie zmęczenia i stresu przekłada się na frustrację i spadek wydajności, co jest zagrożeniem zarówno dla jednostki, jak i całej firmy.

Szeroki dostęp do rozwiązań technologicznych oraz nowe kanały komunikacji to nie jedyny powód, dla którego coraz więcej osób doświadcza wypalenia zawodowego. Trend rozwija się także przez postępującą globalizację – coraz więcej pracowników należy do rozproszonych zespołów, których członkowie pracują w innych strefach czasowych. W takiej sytuacji czas pracy często rozpoczyna i kończy się w niestandardowych godzinach, a wyjście z biura nie jest równoznaczne z zakończeniem odpowiadania na wiadomości przesyłane przez współpracowników z innego regionu świata.

Kolejnym zagrożeniem jest postępujące wydłużanie czasu pracy. Jak wynika z zeszłorocznego raportu Hays Poland zatytułowanego „Nadgodziny”, aż 75% Polaków pracuje więcej niż standardowe 40 godzin tygodniowo. Natomiast badania OECD wskazują Polaków jako jeden z najbardziej zapracowanych narodów w Europie. Praca w nadgodzinach i brak możliwości zachowania równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym ma negatywny wpływ na poziom stresu, zdrowie fizyczne i psychiczne. Jeśli taki stan utrzymuje się przez długi czas, to prawdopodobieństwo wystąpienia syndromu wypalenia zawodowego rośnie.
W zapobieganiu syndromowi wypalenia zawodowego ogromną rolę odgrywają działy HR, które mają za zadanie wsparcie firmy w tworzeniu kultury organizacyjnej opartej na promowaniu work-life balance oraz szacunku dla czasu wolnego pracowników. Zdaniem Pauli Rejmer, organizacje powinny zachęcać swoje kadry do prowadzenia zdrowego trybu życia i korzystania z przysługującego im urlopu. Jednocześnie zaznacza, że kluczem do dobrego samopoczucia pracowników jest powszechna świadomość problemu, jakim jest wypalenie zawodowe. – Jednym z najprostszych rozwiązań jest koncentracja na wynikach pracy, a nie godzinach spędzonych w biurze. Menedżerowie powinni komunikować swoim zespołom, że przemęczenie nie jest sprzymierzeńcem produktywności i każdemu pracownikowi należy się odpoczynek od firmy. Na takim układzie zyskują przecież obie strony. – przekonuje ekspertka Hays.

Działania podejmowane w celu ograniczenia przypadków wypalenia zawodowego wśród pracowników powinny być dopasowane do indywidualnych wyzwań każdej organizacji. Podczas gdy w jednej firmie największym zagrożeniem jest kultura pracy w nadgodzinach, to w innej może to być frustracja pracowników związana ze zbytnim obciążeniem monotonną pracą o charakterze administracyjnym. Bez względu na źródło problemu, dobrą praktyką jest promowanie wśród pracowników nawyku wyłączania telefonu służbowego w weekendy oraz komunikowanie, że od pracowników nie oczekuje się aktywności online po godzinach pracy.

W obliczu narastającego problemu, jakim jest wypalenie zawodowe, organizacje powinny jak najszybciej wdrożyć rozwiązania ukierunkowane na podtrzymywanie satysfakcji z wykonywanej pracy oraz ułatwienie pracownikom utrzymania równowagi pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym. Fundamentem skutecznej strategii powinno być wykształcenie wśród kadry zarządzającej umiejętności rozpoznawania pierwszych symptomów wypalenia oraz opracowanie planu wsparcia dla pracowników, którzy tracą satysfakcję i motywację do dalszej pracy.

– W niektórych branżach stres jest stałym elementem każdego dnia pracy, a jego brak wciąż bywa odbierany jako wyznacznik niewystarczającego zaangażowania w wykonywane obowiązki. W takim środowisku szczególnie trudno jest rozpoznać pierwsze oznaki wypalenia zawodowego, a pracownicy często nie mają świadomości, jak duży wpływ utrzymujący się stan napięcia ma na ich życie prywatne i zawodowe – mówi Paula Rejmer. Zapobieganie syndromowi jest więc zadaniem zarówno dla pracodawców, jak i pracowników – wymaga zmiany podejścia do problemu i nauki rozpoznawania pierwszych objawów. Organizacjom oprócz celów związanych z tworzeniem przyjaznego miejsca pracy przyświecają także cele biznesowe. Wypalenie zawodowe wśród pracowników często jest równoznaczne z utratą wspaniałych ekspertów i obniżeniem produktywności, na co pracodawcy nie mogą sobie pozwolić.

Dlaczego Szwedzi zdobywają świat przywództwem w stylu lagom?

Wielu rozpoczynających prowadzenie biznesu przedsiębiorców marzy o stworzeniu firmy, która pójdzie w ślady ikon sukcesu, takich jak  Ikea, H&M czy Skype. Redakcja szwedzkiej edycji magazynu „The Local” postanowiła zbadać, dlaczego w niewielkim kraju, jakim jest Szwecja, powstało tak wiele firm będących liderami globalnych rynków.

 Dużą liczbę szwedzkich firm odnoszących sukcesy na międzynarodowych rynkach tłumaczy się czasem jedyną w swoim rodzaju kulturą przywództwa. Na czym ona polega?

Dobrym punktem wyjścia do zastanowienia się nad tą kwestią jest to, co o szwedzkim podejściu do przywództwa powiedział Anders Richtnér, dyrektor SSE Executive Education. Stwierdził on, że słowem-kluczem, które oddaje charakter nie tylko podejścia do życia, ale i stylu zarządzania Szwedów jest  pojęcie lagom.

Szwedzkie słowo lagom nie ma prawdopodobnie dokładnego odpowiednika w żadnym innym języku. W przybliżeniu znaczy ono „nie za dużo i nie za wiele” albo „w sam raz”.

Według popularnej, choć nie do końca prawdziwej legendy słowo pochodzi z czasów, gdy chłopi pracujący razem w gospodarstwie jedli z jednej wspólnej miski.
Miało ono powstać ze złożenia słów lag (zespół) i om (wokół, dookoła). Chodziło o to, by każdy brał z miski odpowiednią ilość jedzenia, nie za dużo i nie za mało, tak żeby wystarczyło dla wszystkich. Miska odbywała obowiązkową „rundę” po wszystkich członkach „zespołu”.

Lagom dobrze wyraża typowe dla Szwedów podejście do życia. Potrafią oni ciężko pracować, ale nie lubią pracować za dużo. Pracują więc „w sam raz”. Również stworzone przez nich państwo opiekuńcze oparte jest na idei dzielenia się dobrami w taki sposób, by każdy dostał lagom.

Co jednak może znaczyć lagom w kontekście kultury korporacyjnej?

W ostatnim stuleciu szwedzcy przedsiębiorcy odnieśli wiele spektakularnych sukcesów. Mimo, że ludność Szwecja dopiero niedawno osiągnęła liczbę 10 milionów, kraj wydał wiele firm radzących sobie świetnie na globalnych rynkach, takich jak Volvo, Scania, Electrolux, Ikea, H&M, Skype, Spotify i King.

Jakie cechy i wartości ukształtowały kulturę korporacyjną Szwecji, w której stosunek wielkich firm do liczby mieszkańców jest największy na świecie?

Autorzy materiału zapytali o to Andersa Richtnéra, dyrektora SSE Executive Education, firmy, która od ponad pięćdziesięciu lat pomaga szwedzkim i nie tylko szwedzkim firmom w kształceniu liderów. W rankingu „Financial Times” jego instytut przez 17 lat z rzędu był oceniany jako najlepsza szkoła biznesu w regionie Skandynawii i państw bałtyckich.

Oto pięć cech, które Richtnér uważa za najważniejsze dla szwedzkiej kultury przywództwa – kultury lagom.

  1. Zaufanie

Istotnym elementem szwedzkiego podejścia do przywództwa jest zaufanie. Staje się ono coraz ważniejsze, nawet w organizacjach o hierarchicznej strukturze. W świecie, który zmienia się tak szybko, nie jest możliwe, by jedna osoba nadążała za wszystkim. Nie ma innego wyjścia – trzeba zaufać innym.

  1. Ciekawość

Mały, zależny od eksportu kraj, jakim jest Szwecja, musi otworzyć się na zewnętrzny świat, żeby zrozumieć potrzeby innych i żeby wyciągać wnioski z cudzych sukcesów. Wielu zastosowało te wnioski w praktyce – odwaga, jaką się wykazali, dowodzi, że Szwedzi są narodem kreatywnym i przedsiębiorczym. Kiedy przez długi czas ulega się obcym wpływom, zaczyna się kwestionować to, czego nas od zawsze uczono. Ten konflikt tożsamości jest świetnym punktem wyjścia do nieustannej ewolucji.

  1. Inkluzywność

Zwyczaje panujące w szwedzkich firmach mogą przyprawić o ból głowy osoby przyzwyczajone do szybkiego podejmowania decyzji. Wprawdzie dążenie do osiągnięcia zgodności zdań może wydawać się nieefektywne, w organizacjach o poziomej strukturze ścieżki podejmowania decyzji są raczej krótkie. Decentralizacja poprawia efektywność tego procesu.

Szwedzi potrafią uzgadniać decyzje – to część ich kulturowego dziedzictwa. Ale czasem trwa to długo. Firmy, które odnoszą sukcesy, potrafią z jednej strony dochodzić do konsensusu, a z drugiej – delegować decyzje w dół łańcucha zarządzania. Osoby będące najbliżej klientów najlepiej znają ich potrzeby.

  1. Prężność

Szwedzki model zarządzania opiera się na zrozumieniu biznesu, a nie na samych tylko sprawozdaniach finansowych. Żeby firma radziła sobie na dłuższą metę, potrzebne jest prężne przywództwo. Co to znaczy w praktyce? Chodzi o to, na ile przywódca jest autentyczny w swojej roli. Czy słucha innych? Czy ma czas dla swoich pracowników? Czy komunikuje jasno swoje oczekiwania i wyznacza zrozumiałe cele? To jedne z podstawowych wyznaczników prężności.

  1. Otwartość

W szwedzkich firmach ludzie potrafią być samokrytyczni. Wiąże się to z otwartością na wpływy z innych krajów. Umiejętność ta sprzyja rozwojowi organizacji. Lider zaczyna rozmowę o uczeniu się i wyznaczaniu granic – a potem dopuszcza do głosu członków zespołu.

Źródło: SPCC/ thelocal.se

Jakie zawody mogą zniknąć w nieodległej przyszłości

Uniwersytet Oksfordzki i firma Deloitte przeanalizowały jakie zawody mogą zniknąć w nieodległej przyszłości. Wnioski są niepokojące przede wszystkim dla pracowników call i contact center. Naukowcy i eksperci prognozują, że zawód telemarketera zniknie z 99%, a pracownika contact center z 75% pewnością. Jednak weryfikując serwisy z ogłoszeniami o pracę nie widać, żeby agentom telefonicznym groziło „wyginięcie”. Wręcz przeciwnie. Każdego miesiąca pojawia się kilkaset ofert pracy „na słuchawkach”.

Naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego, we współpracy z firmą Deloitte, przeanalizowali popularne zawody i ocenili, które pozostaną, a które znikną w ciągu najbliższych 25 lat. Stworzony przez badaczy ranking otwierają telemarketerzy, których zawód zniknie z 99% prawdopodobieństwem. Niewesoła przyszłość czekać ma też pracowników contact center. Konsultanci, którzy obsługują infolinie przychodzące i każdego dnia odbierają setki połączeń dostali tylko 25% szans na przetrwanie. Prognozy naukowców i analityków dotyczą najbliższego ćwierćwiecza, ale w tym momencie nie widać, żeby miały one szybko się zmaterializować.

Armia na telefon

Sektor telemarketingowy od lat prężnie się rozwija w naszym kraju, dając zatrudnienie wielu osobom. – Obecnie szacuje się, że w Polsce pracuje około 200 tys. telemarketerów i konsultantów telefonicznych. To o 70 tys. więcej niż liczba żołnierzy służących w Wojsku Polskim. Osoby pracujące na popularnej słuchawce stanowią 1,25% ogółu zatrudnionych Polaków – mówi Paweł Pierścionek z firmy Cludo, która dostarcza kompleksowe rozwiązania IT dla contact center.

Ta ogromna liczba osób codziennie kontaktuje się z tysiącami klientów nie tylko w Polsce, ale też poza jej granicami. Konsultanci i telemarketerzy obsługują wiele różnych firm w kilkunastu językach. Jak wynika z raportu Outsourcing Contact Center opracowanego przez SMB, większość firm działających w branży świadczy usługi w językach obcych. Ponad połowa z nich (56%) oferuje standardowo takie usługi, blisko 1/3 (29%) robi to na specjalne zlecenie. Tylko 39% call center komunikuje się wyłącznie w języku polskim. Nic więc dziwnego, że Polska znajduje się wśród 10 państw świata, do których usługi są najczęściej outsourcowane. W ciągu 6 najbliższych lat branża usług outsourcingowych będzie rosła w tempie 6% rocznie, prognozuje agencja Cushman & Wakefield. Takie tempo spowoduje, że branża potrzebować będzie nowych pracowników. – Mimo rozwoju nowych kanałów komunikacji z klientami, obsługa głosowa wciąż będzie dominująca. Zawód telemarketera czy pracownika contact center nie zginie, ta profesja będzie się profesjonalizować. Wraz z rozwojem technologii już dziś zmienia się rola konsultantów infolinii. Rośnie specjalizacja, dzięki danym można bardzo precyzyjnie profilować ofertę pod kątem konkretnych klientów i zarządzać wieloma kanałami komunikacji, zmniejszając liczbę nietrafionych czy niesatysfakcjonujących połączeń – zwraca uwagę Paweł Pierścionek z Cludo.

Firma doradcza Technavio podaje, że możemy spodziewać się wzrostu inwestycji w rozwiązania dla sektora contact center wspomagające pracę konsultantów. Według ekspertów globalny rynek call center będzie rósł w średnim tempie 9% rok do roku, a w Europie wyniesie 11%.

1000 ofert na 30 dni

W ubiegłym roku firma Cludo przeanalizowała sytuację na rynku pracy w branży call center. Tylko na przełomie 2016/2017 (grudzień-styczeń), w okresie świąteczno-noworocznym, który powszechnie uważany jest jako martwy sezon, wyłącznie w kategorii call center, pojawiło się ponad 1 tys. ofert pracy. Po 11 miesiącach sytuacja była dokładnie taka sama. W okresie od 15 listopada do 15 grudnia pojawiło się 1 tys. ofert pracy stricte na stanowiska w branży call i contact center. Dla porównania w tym samym czasie nowych ogłoszeń o pracę w kategorii edukacja było 400, a w branży prawniczej 600. Inżynierowie mogli znaleźć 4 tys. ogłoszeń, a informatycy 6,5 tys.

Branża call i contact center ma się dobrze. Ciągle pojawiają się nowe oferty, a sama praca też zmienia swój charakter, jest coraz bardziej kompleksowa. To już nie tylko wykonywanie i odbieranie połączeń, ale coraz częściej komunikacja w mediach społecznościowych czy na chacie. To praca dająca możliwości rozwoju młodym ludziom – opisuje Paweł Pierścionek z firmy Cludo. I rzeczywiście 73% pracowników jest przed 30 rokiem życia, wynika z raportu SMB. Mediana miesięcznego wynagrodzenia na stanowisku konsultanta infolinii przychodzącej wg firmy Sedlak & Sedlak wynosi 2 813 PLN brutto. Co drugi pracownik call center otrzymuje pensję w przedziale 2 281 – 3 700 PLN. 25% najgorzej wynagradzanych konsultantów call center zarabia poniżej 2 281 PLN brutto. 25% pracowników może liczyć na pensję powyżej 3 700 PLN.

Draghi może ostudzić ten rajd euro

EUR/USD w górę bez udziału dzisiaj Amerykanów. Silna aprecjacja euro póki co nie budzi obaw EBC. Pytanie tylko jak długo, wcześniej takie rajdy zostawały hamowane gołębimi głosami z ust członków władz monetarnych strefy euro. Wysokie poziomy głównej pary przy stabilnym kursie EUR/PLN windują USD/PLN na poziomy najniższe od 3 lat. CHF/PLN i GBP/PLN bliskie ostatnim minimum.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 22.11.2017-15.01.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1418 3,5210 3,3940 4,6523
Maksimum 4,2230 3,6250 3,5913 4,8200

EUR/PLN

euro 15Można już chyba śmiało powiedzieć, że impet zwyżek na EUR/PLN wyhamował. Mimo, że kurs po dość krótkiej korekcie znów się nieco umocnił to jednak mocnego rajdu w dół na nowe minimum już nie było. Kurs ustabilizował się w okolicach 4,17. A trzeba przyznać, że otoczenie na rynkach światowych sprzyja krajowej walucie. Chodzi głównie o słabnącą amerykańską walutę, która zazwyczaj przynosi apetyt inwestorów na waluty rynków wschodzących. Ale trzeba tutaj dodać, że złotówka ma za sobą bardzo udany rok 2017 gdzie była jednym z liderów wzrostów. Dlatego nie jest już tak łakomym kąskiem dla szukających zysków inwestorów. Rajd na EUR/USD jednak nie będzie trwał wiecznie. Tak wysoki kurs może zaniepokoić nieco prezesa EBC. A finalnie nawet przełożyć się na opóźnienie zacieśniania monetarnego. Stąd mogą pojawić się głosy, które ostudzą nieco rynek walutowy i osłabią euro. Do konferencji prezesa EBC jeszcze jednak niecałe 2 tygodnie także sporo czasu by rajd na głównej parze kontynuować. W tym tygodniu sporo danych z Polski także mogą wystąpić zawirowania. Wsparciem będzie ostatnie minimum na poziomie 4,1420.

CHF/PLN

frank 15CHF/PLN bo bardzo krótkiej korekcie znów poszybował na południe. Jesteśmy bardzo blisko ostatniego minimum. Rajd na euro służy scenariuszowi pogłębienia ostatnich najniższych poziomów. A to dlatego, że w relacji do europejskiej waluty frank szwajcarski traci co zachęca również CHF/PLN do spadków. Trzeba też dodać, że bardzo bliska finalizacji jest koalicja rządząca w Niemczech co oczywiście przekłada się na spadek ryzyka politycznego w strefie euro. A w takiej sytuacji szwajcarska waluta nie jest pożądana przez inwestorów. Fakt jeszcze nie jest wkalkulowane ryzyko związane z wyborami we Włoszech dlatego trzeba mieć na uwadze, że im bliżej dnia 4 marca niepewność może się zwiększać i tym samym CHF/PLN nieco odbije w górę. Oporem w przypadku ruchu w górę będzie linia trendu spadkowego.

USD/PLN

dolar 15Globalne silne osłabienie dolara amerykańskiego spowodowało, że kurs USD/PLN złamał dzisiaj granicę 3,40. A przypomnijmy, że w ubiegłym tygodniu USD/PLN testował opór na poziomie 3,51. Jego nieudana próba sforsowania spowodowała silny ruch na południe. Efekt jest taki, że jesteśmy na ponad 3-letnich minimach. Dzisiaj kurs EUR/USD był bliski poziomu 1,23 co przy stabilnie kursie EUR/PLN wywindował USD/PLN aż tak nisko. Ekspozycja inwestorów na euro pozostaje bardzo duża. Także trudno wyrokować kiedy inwestorzy w końcu zdejmą różowe okulary i wrócą do fundamentów. Owszem koniunktura w strefie euro jest co najmniej dobra ale co ważniejsze dywergencja między stopami procentowymi USA i EBC się powinna rozszerzać. To powinno determinować dolara do wzrostów a tak sie nie dzieje. Pytanie jak długo EBC będzie nie uczestniczył w tym można powiedzieć procederze rynkowym. Już wczesniej gdy kurs EUR/USD był wysoko (znacznie niżej niż teraz) stwierdzał prezes Draghi, że mocna waluta szkodzi gospodarce. Wydaje się, że i tym razem dojdzie do interwencji słownej. Tak naprawdę tylko od zachowania szerokiego rynku w tym momencie zależą dalsze losy USD/PLN. Poziomem, który może wywołać reakcję popytu na USD/PLN powinien być teraz 3,3935.

GBP/PLN

funt 15Tak jak i na pozostałych parach złotowych i GBP/PLN ma krótką korektę za sobą. Kurs aktualnie podąża w okolice ostatniego minimum. I można powiedzieć, że jest to siła krajowej waluty. Na funcie aktualnie nie ma żadnych informacji czy też o Brexicie czy też o zmianach w rządzie premier Theresy May. Tak naprawdę czekamy na rozpoczęcie kolejnej fazy negocjacji z UE w sprawie dostępu do wspólnego rynku. Tak naprawdę ta kwestia rozstrzygnie dalsze losy funta brytyjskiego. Informacje, które się pojawiają w mediach są niespójne. W poprzednim tygodniu mieliśmy doniesienia o możliwym twardym brexicie z ust negocjatorów UE. Podczas gdy w piątek trafiły przecieki o rzekomym poparciu wariantu łagodnego brexitu przez Holandię i Hiszpanię. Na chwilę nawet umocniło to funta, jednak gdy pogłoski zostały zdementowane funt wrócił do poziomu równowagi. Kluczowe poziomy dla GBP/PLN w tym momencie to wsparcie w okolicach 4,6528 i opór na poziomie 4,7360.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Kupując mieszkania, Polacy zwracają większą uwagę na okolicę niż cenę

Polacy planujący kupić mieszkanie, znacznie częściej niż mieszkańcy innych krajów Europy szukają go na własną rękę, niż korzystając z usług agentów nieruchomości.  Ponadto najpierw wybierają okolicę, w jakiej chcą mieszkać, a dopiero potem patrzą, czy oferowane mieszkania mieszczą się w ich budżecie. W Europie częściej kolejność jest odwrotna – wynika z międzynarodowego badania „Finansowy Barometr ING”.

Gdzie szukamy domów i mieszkań?

W Europie funkcjonują dwa modele kupna i wynajmu domów oraz mieszkań. W pierwszym, charakterystycznym dla państw południowej Europy i Wielkiej Brytanii, dużą rolę odgrywają agenci nieruchomości, którzy zbierają ofertę z rynku i prezentują ją potencjalnym zainteresowanym. W drugim, charakterystycznym dla państw północnej Europy – w tym Polski – rolę pośrednika odgrywają raczej portale internetowe z ofertami nieruchomości oraz tradycyjne ogłoszenia w prasie.

W jaki sposób poszukiwałeś mieszkania/domu, w którym mieszkasz?
Polska Państwa północy
(DE,AT,CZ,BE,NL,LU)
Państwa południa

(UK,FR,ES,IT,TU)

Portale internetowe z ofertami nieruchomości 42% 40% 33%
Rekomendacje przyjaciół i rodziny 30% 28% 26%
Ogłoszenia w prasie drukowanej 26% 22% 12%
Agenci nieruchomości 22% 21% 45%
Inne źródła w Internecie 9% 5% 6%
Inne 16% 19% 14%
* Procenty odnoszą się do osób, które poszukiwały mieszkania/domu oraz pamiętają w jaki sposób to robili.

Jak selekcjonujemy dostępną ofertę domów i mieszkań?

Dostępna oferta mieszkań jest zazwyczaj bardzo szeroka, a liczba parametrów do wzięcia pod uwagę duża, więc kupujący w jakiś sposób muszą zawęzić pole wyboru. W Europie najczęściej takim sposobem jest wykluczenie mieszkań zbyt drogich lub tanich w stosunku do naszych możliwości. Dla Polaków, jako jedynych mieszkańców trzynastu przebadanych krajów, ważniejszym kryterium jest okolica, w jakiej ma znajdować się szukane mieszkanie. Oczywiście ceny domów i mieszkań są silnie skorelowane z miejscem w jakim się znajdują, ale hierarchia priorytetów Polaków nie jest bez znaczenia.

Badanie „Finansowy Barometr ING” potwierdza, że Polacy są bardzo silnie przywiązani do miejsca. Chcą mieć mieszkanie na własność w dobrej okolicy. Cena jest ważna, ale nie najważniejsza. Drugą stroną tego medalu jest to, że jesteśmy bardzo mało mobilni – trudniej nam się przeprowadzić oraz rzadziej to robimy. Zgodnie ze statystykami Eurostatu, tylko co dziesiąty mieszkaniec naszego kraju zmienił miejsce zamieszkania w ciągu ostatnich 5 lat. Tymczasem w całej Unii Europejskiej taką decyzję podjęło 18% mieszkańców, zaś w państwach anglosaskich oraz Skandynawii nawet ponad 30%. Jeśli niska mobilność Polaków wynika stąd, że lubimy miejsca, w których mieszkamy, to należy się z tego cieszyć. Warto też jednak pamiętać o negatywnej stronie tego zjawiska. Trudniej nam znaleźć pracę, jeśli w naszej okolicy rośnie bezrobocie albo zdobyć wymarzone wykształcenie, jeśli nie oferują go lokalne uczelnie. Większa mobilność sprzyjałaby też polskim przedsiębiorcom we wdrażaniu innowacji, a naukowcom w osiąganiu lepszych wyników – powiedział Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Wg jakich kryteriów zawęziłeś swój wybór mieszkania do kupna z dostępnej oferty?
Kryterium selekcji Polska Przeciętnie w Europie Różnica
Okolica mieszkania 41% 23% +18%
Zakres cenowy 35.5% 45% -9,5%
Wielkość mieszkania 25% 28% -3%
Liczba pokoi 23% 26% -3%
Rodzaj budynku 18% 17% +1%
Ogród lub balkon 17% 19% -2%
Połączenia komunikacyjne 16% 17% -1%

Jak postrzegamy ceny mieszkań?

Z badania ING wynika, że Polacy cechują się dużą przezornością szacując koszt mieszkania. Zaledwie 6% Polaków przyznaje, że koszty kupionych „czterech kątów” były wyższe, niż się spodziewali. To drugi najniższy wynik wśród badanych krajów. Dla porównania, wyższe koszty mieszkania zaskoczyły aż 29% kupujących w Turcji i 18% we Włoszech i Luksemburgu. Lepszy wynik Polaków może wynikać stąd, że uwzględniają oni więcej kategorii kosztów analizując ceny mieszkań, jakie kupują. Przykładowo, koszty przyszłych dojazdów uwzględniło 27% Polaków, którzy kupowali mieszkanie i tylko 17% mieszkańców innych państw Europy.  Polscy respondenci częściej też brali pod uwagę koszty potrzebnego remontu (44% Polaków i 28% mieszkańców Europy),  co może wynikać z niższego standardu mieszkań, jakie są dostępne na naszym rynku wtórnym.

Zakup mieszkania jest dla większości ludzi największą jednorazową transakcją, jaką podejmują w życiu i jednym z najważniejszych wyborów. Dlatego warto jest uwzględnić wszystkie konsekwencje finansowe, jakie się z nim wiążą, a nie tylko kwotę, jaką będziemy musieli zapłacić sprzedającemu. Szczególnie ważne są koszty przyszłych dojazdów do pracy, nie tylko bezpośrednie związane z użytkowanie samochodu, lecz także wartość czasu jaki spędzimy w drodze. Badania pokazują też, że długie dojazdy do pracy wpływają negatywnie na zdrowie oraz zadowolenie z życia – powiedział Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Finansowy Barometr ING to cykliczne badanie Grupy ING, badające zachowania i postawy konsumentów wobec zagadnień finansowych w Polsce i na świecie. Badanie zostało przeprowadzone w czerwcu 2017 r. w 13 krajach: Polska, Austria, Belgia, Czechy, Francja, Hiszpania, Holandia, Luksemburg, Niemcy, Rumunia, Turcja, Wielka Brytania, Włochy. W badaniu wzięło udział 12 788 respondentów, w tym 1015 z Polski.

W minionych trzech latach poligrafia ze średnim wzrostem sprzedaży zagranicznej na poziomie 34%

Sprzedaż zagraniczna polskiej poligrafii[1] rozwija się od dobrych 10 lat, ale eksperci Banku Zachodniego WBK zwracają szczególną uwagę na ostatnie 3 lata, kiedy eksport sektora rośnie wyjątkowo szybko. Przy uwzględnieniu szacunków dla całego zakończonego właśnie roku, średni roczny wzrost sprzedaży zagranicznej (tzw. CAGR) w latach 2014-2017 wyniósł według BZ WBK aż 34 proc.! Co więcej, przed firmami poligraficznymi kolejne „tłuste lata”. Branża będzie je zawdzięczać zamówieniom z polskich firm, głównie tych sprzedających własne produkty za granicą, oraz bezpośrednim zamówieniom z zagranicy.

Zgodnie z danymi dostępnymi na ten moment, eksport produkcji poligraficznej z Polski w pierwszych trzech kwartałach 2017 r. był na poziomie 4,993 mld PLN. Wartość za całe dwanaście miesięcy, według szacunków Banku Zachodniego WBK, powinna sięgnąć 6,8 mld PLN, o 16 proc. więcej w porównaniu do 2016 r. – Jeśli chodzi o rok 2018, to prognozujemy, że po rewelacyjnych trzech latach, eksport poligrafii zwiększy się do wartości 7,5 mld PLN, czyli o 10 proc. r/r. Ta nieco niższa dynamika wynika z bardzo wysokiej bazy oraz przewidywanego umocnienia złotówki – wyjaśnia Roman Nagler, dyrektor kredytowy ds. sektorów w Banku Zachodnim WBK.

Ekspert zwraca uwagę, że branża poligraficzna jest przykładem cichego, ale de facto ogromnego sukcesu eksportowego. – Dużo mówi się o żywności, meblach, częściach motoryzacyjnych, a tymczasem firmy poligraficzne zlokalizowane w Polsce z wielkim powodzeniem sprzedają za granicę. Udział eksportu w całkowitej sprzedaży dużych podmiotów (pow. 40 mln PLN obrotów rocznie) wynosi 42%, dla MŚP jest to 15% – mówi Roman Nagler.eksport poligrafii

Na najwyższym poziomie

Według analityków Banku Zachodniego WBK popyt zagraniczny na polską produkcję poligraficzną bierze się z oferty na bardzo wysokim poziomie, która dzięki dokonanym inwestycjom pozwala realizować bardzo ambitne zamówienia – niskonakładowe czy o unikalnych specyfikacjach. Poza tym polskie firmy bardzo przykładają wagę do terminowości dostaw. Liczy się też atrakcyjność kosztowa, wynikająca ze stosunkowo dobrego dostępu do surowców, ale również z nadal niskich kosztów pracy. Roman Nagler zwraca też uwagę na ważną cechę polskiej poligrafii – niebanalną, na światowym poziomie szkołę polskiego designu. Jakość pracy polskich projektantów graficznych niejednokrotnie zachęca zleceniodawców z zagranicy do realizacji przynajmniej części zamówień w Polsce. Wszystkie te cechy sprawiły, że w tegorocznej edycji rankingu „Eksportowe TOP50” Banku Zachodniego WBK, typującego 50. najbardziej perspektywicznych i obiecujących kategorii polskiego wywozu, branża poligraficzna (CN 49: książki, gazety, obrazki i pozostałe wyroby przemysłu poligraficznego, drukowane, manuskrypty i plany) została sklasyfikowana na wysokim 7. miejscu, notując największy awans w zestawieniu (z 49. pozycji w roku 2016)[2].

Kierunki eksportu polskiej branży poligraficznej w okresie I-X.2017
Kraj Wartość w mln PLN Udział w całości eksportu 
Niemcy 3140 63%
Wielka Brytania 254 5%
Francja 239 5%
Czechy 188 4%
Austria 162 3%
Szwecja 116 2%
Rosja 115 2%
Holandia 109 2%
Szwajcaria 77 2%
Norwegia 61 1%
Węgry 60 1%
Pozostałe 471 9%
Suma 4993
Opracowanie własne BZ WBK na podstawie danych GUS

Dzięki eksportowi dobra kondycja

Wykorzystanie mocy produkcyjnych branży poligraficznej jest jednym z najwyższych w gospodarce: w październiku 2017 r. było na historycznie wysokim poziomie 85,4%[3]. Produkcja sprzedana rośnie bardziej zdecydowanie, co jest w korelacji ze wzrostem eksportu. Ale za sprawą eksportu na wyższych obrotach działają nie tylko maszyny firm, ale też ich finanse. KUKE podało, że w okresie od października 2016 do września 2017 r. poligrafia była branżą o najniższym natężeniu upadłości wśród wszystkich sektorów polskiej gospodarki, wynoszącym jedynie 0,28%[4]. Zgodnie z analizami Banku Zachodniego WBK zyski wykazuje ponad 80% podmiotów a średnie uzyskiwane rentowności są wyższe niż w całej gospodarce. Od wielu miesięcy w sektorze utrzymują się również optymistyczne odczyty klimatu koniunktury a firmy mają ambitne plany rozwojowe, związane przede wszystkim ze zwiększaniem zatrudnienia[5].

Jakie ryzyka na 2018?

Dobre perspektywy gospodarcze w Polsce i w całej Europie przełożą się pozytywnie na sytuację branży poligraficznej i innych gałęzi produkcji, które korzystają z jej usług i produktów. Roman Nagler zwraca też jednak uwagę na kilka szarych barw na tym kolorowym obrazku. Jedną jest choćby, charakterystyczny dla całego przemysłu, niedobór pracowników, który na tle planów zwiększania zatrudnienia może być szczególnie dokuczliwy. – Na rynku poligraficznym panuje bardzo duża konkurencja a ona wymusza zwinne szukanie metod wzrostu efektywności. W planowaniu wydatków na inwestycje odtworzeniowe i nowe technologie przeszkodą nie jest finansowanie. Banki i firmy leasingowe, są zainteresowane współpracą. Widzimy pozytywne perspektywy i potencjał. Wyzwaniem jest jednak możliwy nadmierny wzrost mocy produkcyjnych i w efekcie nadpodaż, która wygeneruje ryzyko presji na marże. Także w obliczu rosnącej liczby niskonakładowych zamówień koniecznością staje się udoskonalanie zarządzania rentownością zleceń oraz większa integracja procesów wewnątrz firmy w połączeniu z całym łańcuchem dostaw – mówi Roman Nagler.

Oprócz konkurencji, problemów kadrowych i zawsze możliwej utraty wydajności z powodu różnych awarii i przestojów, cały rośnie siła Internetu i postępuje cyfryzacja środków przekazu. Roman Nagler z Banku Zachodniego WBK odradza tu jednak zbędny pesymizm, bo rozwój mediów alternatywnych trwa nie od dziś i nie przeszkodził on branży poligraficznej rosnąć jak na drożdżach. Ekspert podkreśla też, że o ile na wiele zjawisk firmy nie mają wpływu, o tyle istnieją pola na których firmy poligraficzne mogą zabezpieczyć się przed czynnikami ryzyka i chronić się przed niepotrzebnymi stratami – te obszary to m.in. zarządzanie ryzykiem walutowym i stopy procentowej.  – Jednym ze zjawisk widocznych na rynku jest konsolidacja. Już teraz duże firmy, z przychodami przekraczającymi 40 mln zł, generują około 2/3 realizowanej sprzedaży, a ich udział w przychodach branży systematycznie się zwiększa – dodaje Roman Nagler.

[1] Książki, gazety, obrazki i pozostałe wyroby przemysłu poligraficznego, drukowane; manuskrypty, maszynopisy i plany (HS 49)

[2] https://static3.bzwbk.pl/asset/E/k/s/Eksportowe-TOP50-vol-3_Zestawienie_81219.pdf

[3]http://swaid.stat.gov.pl/KoniunkturaGospodarcza_dashboards/Raporty_predefiniowane/RAP_DBD_KON_5_2.aspx

[4] http://www.kuke.com.pl/serwis-ekonomiczny/upadlosci-firm/upadlosci-firm-w-polsce-we-wrzesniu-2017-r-,22.html

[5]http://swaid.stat.gov.pl/KoniunkturaGospodarcza_dashboards/Raporty_predefiniowane/RAP_DBD_KON_1_2.aspx

Bitcoin powtórzy scenariusz z rynków złota i pszenicy?

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Rekordowe, a wręcz rewolucyjne wzrosty w 2017 roku, potem korekta na poziomie 50 proc. i znaczące spadki na początku 2018 roku. Bitcoin nie przestaje zaskakiwać, zgodnie z domeną niestabilnych, rozwijających się rynków. W 2017 roku scenariusz dla tej kryptowaluty rysował się jeszcze niezwykle pozytywnie. Pytanie czy za spekulacjami stoją realne wzrosty w kolejnych miesiącach 2018 roku, czy może rynek BTC czeka w dłuższej perspektywie jednak historia podobna do tej, którą znamy z rynków złota i pszenicy?

Żywo dyskutowany w mediach oraz wśród inwestorów i analityków temat kryptowalut, w tym bitcoina (BTC), nie dziwi, biorąc pod uwagę spektakularne wzrosty, z jakimi mieliśmy do czynienia nieprzerwanie do 18 grudnia 2017 roku. W najwyższym punkcie (2017 rok) wartość tego instrumentu była wyceniana na niemal 19 500 USD, co oznacza, że od jego debiutu w 2010 roku odnotowujemy wprost niewyobrażalną stopę zwrotu. Najwyższy wzrost BTC sięgnął poziomu 181 907,61 proc., co jest rewolucyjnym wynikiem nawet w odniesieniu do cyfrowej waluty.

BTC-USD
Wykres BTC/USD, źródło: Aforti Exchange

Jednakże od osiągnięcia swojego maksimum, rynek wszedł w pierwszą od wielu miesięcy korektę, której skala chwilowo przeceniała go o blisko 50 proc. To pokazuje z jak nierozwiniętym i – co ważniejsze dla inwestorów – wrażliwym i niestabilnym rynkiem mamy cały czas do czynienia.

Rekordowe wzrosty widoczne na kursie BTC – zwłaszcza te z 2017 roku – sprawiają, że wykres notowań tego instrumentu przypomina sytuację na złocie, którą można było zaobserwować do 2011 roku lub pszenicy przed rokiem 2008, kiedy to po silnych wzrostach i śmiałych prognozach notowania runęły i do dzisiaj nie odrobiły większości strat.

Czy bitcoina czeka podobny scenariusz? Oczywiście tego instrumentu nie można porównywać wprost do żadnego innego rynku, jednakże pewne widoczne analogie sprawiają, że bazująca na nich analiza wydaje się być realnym punktem odniesienia.

Prawdopodobne jest zatem, że zanim dojdzie do spodziewanego tąpnięcia BTC – nawet większego niż to, z którym mieliśmy do czynienia w końcówce grudnia 2017 – notowania tej kryptowaluty mogą pójść jeszcze wyżej, osiągając chociażby wskazywany przez Saxo Bank rekordowy poziom 60 000 USD. Być może już fałszywe pokonanie poziomu 18 685 USD będzie sygnałem do zakończenia 7-letniej hossy,
na co wskazywać może również ograniczenie handlu kryptowalutami przez Rosję i Chiny.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz AUDUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz AUDUSD 8– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz AUDUSD 9-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

WTI

W poprzedni tygodniu zarządzający zaczęli ewakuować się z rynku ropy naftowej, pozbyli się 18 tysięcy długich pozycji. Z kolei pozycja krótka również została zmniejszona, aczkolwiek tylko o 3 tysiące. Z drugiej strony pozycje krótkie zostały zredukowane do poziomu z 2014 roku. Oprócz tego, przy tak dużej pozycji netto przeważnie dochodziło do odreagowania, w ostateczności zarządzający również muszą zrealizować osiągnięty zysk z długich pozycji.

Poprzednie cztery tygodnie przyniosły aprecjację ropy naftowej, natomiast zarządzający nie zdecydowali się na powiększenie długiej pozycji, co może zwiastować mocne wykupienie rynku. Aczkolwiek zarządzający nie pozycjonują się na korektę, co widać po spadającej ilości krótkich pozycji na rynku. Wracając do pozycji netto, obecnie znalazła się na poziomie lutego ubiegłego roku, gdzie doszło do mocnej wyprzedaży. Jeżeli historia lubi się powtarzać, to krótkoterminowy potencjał wzrostowy ropy naftowej maleje z każdym dniem.

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: cmegroup

Spoglądając na wykres miesięczny przebiliśmy bardzo mocne wsparcie, które zostało wyznaczone przez szczyt z 2015 roku. Po przebiciu oporu strona kupująca otworzyła drogę do osiągnięcia poziomu 67 USD za baryłkę, po czym kolejny opór znajduje się dopiero na poziomie 74 USD. Czy scenariusz wzrostowy zostanie w pełni zrealizowany? Prawdopodobnie nie, ponieważ duży kapitał chętniej realizuje zyski niż dobiera do portfela długich pozycji. Najbliższe wsparcie dla wzrostów na interwale miesięcznym znajduje się w okolicy 54 USD za baryłkę ropy WTI.

Notowania WTI, interwał miesięczny

Notowania WTI, interwał miesięczny

Źródło: Admiral Markets

AUDUSD – czas na kontrę

Po mocnym uszczupleniu długich pozycji w portfelu funduszy lewarowanych przyszedł czas na mocną kontrę. W poprzednim tygodniu kapitał lewarowany otworzył ponad 7 tysięcy długich pozycji i jednocześnie zamknął ponad 16 tysięcy krótkich. Pozycja długa jest systematycznie powiększana od trzech tygodni. Z kolei pozycja netto znajduje się na bardzo niski poziomie, co może zwiastować kontynuację obecnego trendu na AUDUSD.

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Na notowaniach tygodniowych pary walutowej AUDUSD doszło do mocnego wybicia ponad strefę oporu 0.774, co zwiastuje kontynuację trendu wzrostowego. Obecnym celem strony kupującej może być kolejna strefa oporu 0.80556. Niemniej jednak należy mieć na uwadze, iż po pięciu tygodniach wzrostów na rynek może zawitać spadkowa korekta.

Notowania AUDUSD, interwał tygodniowy

Notowania AUDUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

ECN i MM – modele działania brokerów fx

Aktywność na zdecentralizowanym rynku walutowym możliwa jest tylko dzięki pośrednictwu brokerów, oferujących specjalistyczne platformy. Ich działalność realizowana jest w kilku modelach, a najczęściej porównywane są Electronic Communication Network (ECN) i Market Maker (MM), zwykle z wynikiem na niekorzyść tego drugiego. Tymczasem dokładne przyjrzenie się zasadom funkcjonowania tego modelu i możliwościom, jakie tworzy dla traderów pokazuje, iż są to błędne oceny.

W przeciwieństwie do ECN, Market Maker nie występuje w roli pośrednika w transakcji, ale sam organizuje własny rynek dla uczestników. Platformy brokerów MM tworzą coś w rodzaju wewnętrznych rynków transakcyjnych. Broker MM korzysta przy tym z kwotowań rynku międzybankowego i jest drugą stroną transakcji tradera.

Właśnie to pośrednictwo budzi największe obawy potencjalnych klientów. Powstaje bowiem pytanie o konflikt interesów między traderem, a brokerem. Mówi się o potencjalnej działalności na niekorzyść tradera np. podczas egzekucji zleceń. Obawy często wynikają albo z braku wiedzy, albo braku doświadczenia w tradingu z brokerem MM. Dokonując jakichkolwiek porównywań modelu MM z ECN należy odnosić się do konkretnych przykładów, czyli do określonego brokera. Sam model Market Maker, poza swoimi ogólnymi cechami, może bowiem różnić się w zależności od przyjętych przez brokera zasad oraz od stosowanej polityki egzekucji zleceń.

Warto zaznaczyć, że model Market Maker daje możliwość stosowania szeregu dodatkowych funkcjonalności, które wykraczają daleko poza ofertę ECN, co wynika z faktu zawierania transakcji bezpośrednio z brokerem. Przy czym nie każdy broker działający w tym modelu korzysta z takich możliwości i stosuje rozwiązania, które stanowią zabezpieczenie interesów traderów. Przykładem takich ochronnych rozwiązań jest stały spread i gwarantowany stop loss.

Przy wyborze brokera warto zwrócić uwagę aby spread był stały, gdyż oznacza to duży stopień bezpieczeństwa dla inwestora. Jeśli broker oferuje tylko zmienny spread, jesteśmy narażeni na znaczne wahania cen podczas ważniejszych wydarzeń lub danych makroekonomicznych. Rozjechanie spreadów skutkuje wyższymi kosztami transakcyjnymi, a w najgorszym przypadku może uruchomić to zlecenia stop loss, skutkujące zamknięciem pozycji, która w warunkach stałego spreadu nie została by zamknięta, a więc utratą kapitału. Tymczasem w przypadku stałego spreadu, niezależne od zmienności i płynności rynku, nie ponosimy ryzyka utraty pozycji w skutek uruchomienia zleceń stop loss przez rozjeżdzające się spready.

Drugim istotnym elementem jest gwarantowany stop loss. W ramach tej funkcjonalności broker zabezpiecza traderów przed poślizgiem cen i lukami cenowymi. W takim przypadku realizacja zlecenia następuje dokładnie zgodnie ze zdefiniowanym przez klienta kursem, a więc ryzyko poślizgu ceny czy luk cenowych, również luk weekendowych, bierze na siebie broker.

Bezpośrednio z gwarantowanych zleceń stop loss wynika fakt, iż nie ma możliwości zdebetowania rachunku. Taka funkcjonalność również możliwa jest tylko w modelu MM, przy czym zależy właśnie od charakteru gwarancji zlecenia stop loss.

Market Maker, czyli organizator rynku, może zaproponować także szereg własnych rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo tradingu.

Market Maker w akcji

Idealnie pokazują to zdarzenia określane jako tzw. Black Swan, czyli czarne łabędzie – niezwykle rzadkie zjawiska, które mają znaczący, a nawet krytyczny wpływ na sytuację rynkową. W ostatnich latach był to między innymi Czarny Czwartek w 2015 roku, kiedy to w wyniku decyzji Szwajcarskiego Banku Narodowego o porzuceniu obrony kursu EUR/CHF na wysokości 1.20, doszło do chaosu na rynku i bardzo gwałtownego umocnienia CHF względem pozostałych walut w tym złotego. Innym przykładem może być referendum w sprawie Brexitu.

Oba te wydarzenia silnie wpłynęły na rynek, stwarzając szansę do znacznego zarobku, ale też w wielu przypadkach wywołując straty inwestorów. W ciągu jednej sesji ruch ceny był ogromny. Dla przykładu na parze walutowej USDCHF było to ponad 2000 pipsów – komentuje Tomasz Brach, dealer z easyMarkets. Takie wydarzenia to wyzwanie dla inwestorów, ale także dla brokerów. Warto podkreślić, iż easyMarkets bierze na siebie ryzyko płynności oraz częściowo ryzyko ceny, dlatego też, zgodnie z warunkami handlu na platformie, gwarantowaliśmy zlecenia stop loss oraz zabezpieczyliśmy klientów przed negatywnym saldem – dodaje.

Oceniając model działania brokera należy stwierdzić, że model Market Maker oferuje brokerowi znacznie większą elastyczność w kontekście ochrony klientów przed spadkiem płynności, rozjechaniem cen czy lukami cenowymi, niż inne modele działalności (np. ECN). Niestety nie wszyscy brokerzy typu Market Maker z tego korzystają.

Im większa firma tym rzadziej sięga po gotówkę, a częściej po leasing

Podstawowym źródłem finansowania sektora MŚP są środki własne (80,3 proc. wskazań). Ale już co drugi przedsiębiorca inwestuje dzięki leasingowi – wynika z „Barometru EFL”[1]. Co istotne, świadomość korzyści wynikających z leasingu rośnie wraz z wielkością firmy – z tej formy finansowania korzysta 29 proc. mikro firm, 61 proc. małych firm i aż 73 proc. średnich. Biorąc pod uwagę sektory, na leasing najczęściej decydują się przedsiębiorstwa produkcyjne, transportowe i budowlane.

– Gotówka jako najczęściej wybierane źródło finansowania inwestycji mnie cieszy, gdyż oznacza, że „pracuje” i przyczynia się do wzrostu wartości przedsiębiorstwa. Żałuję jednak, że wciąż mamy do czynienia z tak dużą dysproporcją pomiędzy najmniejszymi a największymi podmiotami z sektora MŚP, które sięgają po leasing. W tym momencie jest to instrument, po który bez większych przeszkód może sięgnąć nie tylko firma z długoletnią historią zatrudniająca kilkadziesiąt czy kilkaset osób, lecz także młody przedsiębiorca prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą. W takim przypadku korzyści wynikające z leasingu mogą okazać się szczególnie istotne, gdyż nie angażuje on dużych zasobów pieniężnych – poziom wkładu własnego może być równy zeru, nie blokuje zdolności kredytowej podmiotu i, co więcej, pozwala, aby inwestycja zarabiała „sama na siebie” w trakcie trwania umowy leasingowej – zwraca uwagę Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Wielkość ma znaczenie …

Patrząc na cały sektor MŚP, najczęściej wybieranym źródłem finansowania inwestycji są środki własne (90,3 proc. wskazań). Jednak spoglądając na wielkość podmiotów sytuacja przedstawia się już trochę inaczej. O ile w przypadku mikro i małych firm gotówka wiedzie prym nad zewnętrznymi formami finansowania, o tyle „średniaki” chętniej niż do własnych kieszeni zaglądają do banków lub firm leasingowych. Ze środków własnych korzysta dwie trzecie przedsiębiorstw zatrudniających od 50 do 249 pracowników (66,7 proc.), podczas gdy z kredytu bankowego 8 na 10 (81,7 proc.), a z leasingu 73,3 proc.

Niezmiennie widać też drugą tendencję, zgodnie z którą, im firma zatrudnia więcej pracowników, tym częściej korzysta z leasingu. Podczas gdy wśród mikro firm 29 proc. zarządzających bazuje na leasingu, to wśród małych ten odsetek jest już dwa razy wyższy i wynosi 61 proc., a wśród średnich podmiotów aż 2/3 przedsiębiorców finansuje swoją działalność leasingiem. Wynik ten koresponduje z największym optymizmem wśród „średniaków” dotyczącym planów inwestycyjnych na najbliższe miesiące.

… sektor też

Każdy sektor dobiera sobie indywidualnie najodpowiedniejsze dla niego źródła finansowania. Warto zwrócić uwagę na firmy produkcyjne, wśród których widać wyraźnie mniejsze znaczenie środków własnych (62 proc. wskazań), a największe leasingu (75 proc.), co jest związane z korzystaniem z leasingowanych maszyn i urządzeń do produkcji. Tylko nieco mniej przedsiębiorstw, bo 72,5 proc., korzysta z leasingu w transporcie. W tym przypadku wynika to z faktu, że zdecydowana większość floty pojazdów jeździ właśnie „w leasingu”. Zdecydowanie najrzadziej leasing wybierają firmy usługowe oraz handlowe – odpowiednio 32,1 proc. oraz 37,5 proc. wskazań.

[1] Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania (IV kwartał) odbyła się w dniach 6-13 listopada 2017 r.

Akredytywy eksportowe na rynki o podwyższonym ryzyku

Polskie firmy mogą potwierdzić w swoich bankach akredytywy eksportowe na rynki o podwyższonym ryzyku, a Bank Gospodarstwa Krajowego to ryzyko przejmie. Dzięki umowie z 5 bankami komercyjnymi BGK tworzy ekosystem instytucji finansowych, ułatwiających przedsiębiorcom prowadzenie transakcji z zagranicznymi kontrahentami. W ciągu ostatniego roku ten bank rozwoju o 37 proc. zwiększył wsparcie na działalność eksportową polskich przedsiębiorców.

Polska gospodarka jest coraz mocniej sprzężona z europejskimi i światowymi rynkami. Jednak aktywność poza granicami wymaga zdecydowanego wsparcia ze strony państwa i długofalowej polityki eksportowej. Dotyczy to zwłaszcza współpracy z kontrahentami w krajach o podwyższonym ryzyku.

– W Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju stawiamy na wzrost polskich inwestycji bezpośrednich za granicą. Żeby skutecznie wejść na międzynarodowe rynki, potrzebny jest kapitał, a także przemyślane działania zmierzające do zmniejszania ryzyka aktywności biznesowej poza Polską. Ułatwienia w działalności eksportowej pomagają rodzimym przedsiębiorstwom minimalizować to ryzyko i zwiększyć pewność obrotu gospodarczego – podkreśla Tadeusz Kościński, wiceminister rozwoju.

Bank Gospodarstwa Krajowego od wielu lat wspiera krajowych przedsiębiorców na zagranicznych rynkach. Najnowszą inicjatywą banku jest Program Akredytyw Eksportowych – współpraca z bankami komercyjnymi, która znacząco ułatwi eksporterom realizowanie zamówień na rynkach o podwyższonym ryzyku. Banki, które podpisały umowę z BGK, będą mogły potwierdzać akredytywy eksportowe bezpośrednio swoim klientom, a BGK będzie przejmować od nich wynikające z akredytyw ryzyko banku zagranicznego. Na razie bank podpisał 5 takich umów z: Alior Bankiem, Citi Handlowym, Credit Agricole, Bankiem Pekao oraz Raiffeisen Polbankiem, kolejne są w końcowych uzgodnieniach.

– Otwieramy nowe pole współpracy z sektorem bankowym. Dotychczas banki komercyjne podchodziły raczej ostrożnie do transakcji z krajami o podwyższonym ryzyku. Dzięki zawartym dziś umowom, dajemy bankom możliwość wspierania przedsiębiorców zarówno na rynkach bliskich, takich jak Rosja czy Białoruś, ale też dalekich, takich jak kraje Afryki. Ta inicjatywa wpisuje się również w Strategię na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, która ma za zadanie wspierać różnorodne kierunki eksportowe dla polskich firm, ze szczególnym uwzględnieniem takich rynków jak Indie, Wietnam, Turcja, Algieria czy Meksyk – mówi Wojciech Hann, członek zarządu BGK.

Akredytywa eksportowa zobowiązuje bank importera do zapłaty określonej kwoty w zamian za dokumenty, które prezentuje w niej przedsiębiorca za pośrednictwem swojego banku. Jeżeli dokumenty są zgodne, to wypłata pieniędzy jest gwarantowana nawet jeżeli importer okaże się niewypłacalny lub odmówi zapłaty. Jednocześnie, banki współpracujące z BGK mogą oferować przedsiębiorcom więcej usług związanych z prowadzeniem działalności biznesowej za granicą.

Działania wspierające aktywność zagraniczną przedsiębiorców, w tym eksport, są jednym z priorytetów Banku Gospodarstwa Krajowego. W 2017 roku BGK o 37 proc. proc. zwiększył nakłady na ten cel. Dziś jest z rodzimymi firmami w 50 krajach na 6 kontynentach. Prowadzące działalność gospodarczą za granicą polskie firmy mogą korzystać w państwowym banku rozwoju z wielu instrumentów finansowych, m.in. gwarancji, kredytów czy linii wielocelowych.

W 2017 r. kompleksowe wsparcie BGK dla polskich przedsiębiorców sięgnęło 8,8 mld zł, w tym 1,8 mld zł na eksport i ekspansję. Pełna oferta BGK dla firm obejmuje poręczenia, gwarancje, pomoc w ekspansji zagranicznej, kredyty oraz finansowanie rozwoju i innowacji. Skorzystało z niej prawie 900 firm i przedsiębiorstw.

Bank Gospodarstwa Krajowego to państwowy bank rozwoju, który inicjuje i realizuje programy służące wzrostowi ekonomicznemu Polski, współpracując ze wszystkimi instytucjami rozwoju jak PFR, KUKE, PAIH, PARP i ARP. BGK rozwija systemy poręczeń i gwarancji, mające na celu pobudzanie przedsiębiorczości. Jednym z ważnych zadań banku jest również wspieranie ekspansji zagranicznej polskich przedsiębiorstw. BGK zarządza programami europejskimi i dystrybuuje środki unijne w skali krajowej i regionalnej. Angażuje się w programy służące poprawie sytuacji na rynku mieszkaniowym i dostępu Polaków do mieszkań.

Kurs EURPLN dołki ma już za sobą i powinien zacząć rosnąć, kończąc 1Q18 na 4,23

Bieżący tydzień na rynku krajowym rozpoczynamy w okolicach zamknięcia ubiegłego. Piątkowa sesja przyniosła dalsze umocnienie euro do dolara, co jednak nie znalazło odzwierciedlania w notowaniach złotego. Pomimo, że kurs EURUSD zanotował najwyższy poziom od grudnia 2014 roku powyżej 1,22 EURPLN pozostaje relatywnie stabilny, oscylując w okolicach 4,165- 4,17. Brak wyraźnie pozytywnych zmian na złotym może wskazywać, że para EURPLN dołki ma już za sobą (są raczej niewielkie szanse na powrót do 4,14) i teraz po prawdopodobnej chwilowej konsolidacji powinien zacząć rosnąć, kończąc 1Q18 na 4,23.

Wspólnej walucie silny impuls wzrostowy dała zaś publikacja minutes z ostatniego posiedzenia EBC. Choć protokół zawierał gołębie akcenty punktowane podczas grudniowego spotkania decyzyjnego (wówczas to utrzymano zapis forward guidance dot. długiego okresu stabilizacji stóp procentowych, podtrzymano możliwość dalszego wydłużenia programu skupu aktywów oraz utrzymano asymetryczny bilans ryzyka dla perspektyw programu QE podczas jego trwania), jednocześnie można w nim było przeczytać, że EBC rozważa zmianę wydźwięku komunikatu, i to być może już na początku bieżącego roku. W ocenie członków komitetu nadszedł już bowiem czas na dostosowanie języka wysyłanych przekazów do polepszających się warunków gospodarczych w Europie. Tym samym, jeszcze dwa miesiące temu obawiano się skutków określenia dokładnej daty zakończenia programu QE, a teraz nie jest wykluczone, że we wrześniu przyjdzie rynkom pożegnać się z comiesięcznym „dodrukiem pieniędzy” w strefie euro. Choć do ogłoszenia takiej decyzji może być jeszcze bardzo daleko, a po drodze jeszcze wiele może się zdarzyć, to patrząc na rosnące w siłę euro widać, że inwestorzy taki scenariusz już wyceniają.

Kolejny silny impuls pro wzrostowy dały eurodolarowi doniesienia z Niemiec, wskazujące że nastąpił przełom w rozmowach między blokiem partii konserwatywnych kanclerz Niemiec Angeli Merkel a socjaldemokratami (SPD) w sprawie utworzenia koalicji rządowej. Taki finał wyborów oznaczałby utrzymanie koalicji dwóch największych niemieckich partii i powrót kanclerz Merkel do kluczowej roli w europejskim systemie zarządzania.

W piątek poznaliśmy też istotne dane amerykańskie (dotyczące inflacji CPI), które obok kondycji rynku pracy, mają kluczowe znaczenie dla przyszłej ścieżki podwyżek stóp w USA. Choć preferowaną przez Fed miarą wzrostu cen jest indeks PCE (jego grudniową wartość poznamy dopiero pod koniec stycznia), to wzrost CPI w ub. miesiącu o 1,8% (1,7% oczekiwanych przez rynek) dobrze wróży PCE. Dane nie pomogły jednak dolarowi. Rynek, który nakręcił się na możliwe zakończenie QE w strefie euro zgodnie z planem, tj. we wrześniu 2018 roku wywindował notowania eurodolara do wspomnianego już najwyższego poziomu od ponad trzech lat.

W najbliższych dniach złoty nadal pozostawać będzie pod wpływem czynników globalnych (m.in. dane o PKB dla Chin), stąd publikowane lokalne wyniki makro mogą mieć na niego ograniczony wpływ. RPP nadal prezentuje gołębią postawę i dane grudniowe nawet jeśli okażą się silniejsze nie wpłyną na zmianę retoryki wypowiedzi NBP. Stąd, w tym tygodniu EURPLN może lekko wzrosnąć do 4,18 zaś USDPLN oscylować w okolicach 3,45.

pobraneAutor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Wyzwania i szanse dla polskiej gospodarki w 2018 roku

Wchodzimy w 2018 rok z rozpędzoną gospodarką, w dobrym stanie. Choć ciężko to przewidzieć, istnieją opinie, że w przyszłym roku będzie ona wyhamowywała. Zapewne nie uda się utrzymać  takiego tempa wzrostu. Otoczenie wygląda jednak sprzyjająco. Koniunktura jest dobra również u naszych najważniejszych partnerów gospodarczych, a to główny czynnik rozwoju w Polsce. Chodzi o Niemcy i kraje tzw. starej Unii, gdzie lokujemy znaczną część naszego eksportu. Wyzwania stojące przed polską gospodarką są niestety takie same od wielu lat. Zbyt wolno rozwiązujemy problemy, które wiążą się z nowoczesnością gospodarki, wzrostem jej konkurencyjności i produktywności. Dotyczy to także współpracy z placówkami badawczymi i naukowymi. Być może 2018 rok przyniesie postęp w tym zakresie.

– Polska powinna utrzymać pozycję dużego eksportera także w naszym regionie. Coraz śmielej sięgamy już do państw, gdzie polski eksport nie jest jeszcze ugruntowany – np. na Daleki Wschód. W 2017 roku odnotowaliśmy tam spore sukcesy. Eksport będzie się więc rozwijał i to napędzi gospodarkę – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – Jako drugi filar wzrastać będzie konsumpcja wewnętrzna. Program 500+ będzie utrzymany, wynagrodzenia będą wyższe, co spowoduje korzystną sytuację na rynku. Ludzie będą więcej kupować, a firmy dostarczać towar. Zmiana potrzebna jest w inwestycjach, które jak na razie są uśpione. Być może w przyszłym roku ruszą projekty publiczne. Patrząc na sytuację przy budowie dróg, ogłaszane są lub trwają już przetargi na istotne, długie odcinki dróg szybkiego ruchu. Zapewne zostaną rozstrzygnięte, co pozwoli uruchomić prace. Oprócz tego należy wspomnieć o unijnych wymogach, które musimy spełniać, np. w zakresie ochrony danych w przedsiębiorstwach. Polska pozostaje pod tym względem w tyle. To ważna kwestia, ponieważ firmy, które o to nie zadbają, będą mogły zostać ukarane. W dalszym ciągu musimy starać się, aby polska gospodarka była coraz bardziej nowoczesna i konkurencyjna.Tylko wtedy ma szanse na dalszy rozwój. W przeciwnym razie wpadniemy w tzw. pułapkę średniego rozwoju – ocenił Arendarski.

Zmiany w prawie – sprawdź, co zmieni się w tym roku – ustawy istotne z punktu widzenia obywateli

Prawodawca chcąc jak najlepiej przygotować się do obowiązywania RODO przygotował projekt ustawy „Przepisy wprowadzające ustawę o ochronie danych osobowych”. Najważniejsze zmiany w ustawach istotnych  punktu widzenia obywateli przedstawia ekspert ODO 24.

Prawo telekomunikacyjne

Jedną z najistotniejszych zmian jest uregulowanie zasad dotyczących profilowania. W celu dokonania oceny wiarygodności płatniczej użytkownika końcowego, dostawca usług będzie mógł przetwarzać dane osobowe w sposób zautomatyzowany. Uchylone natomiast zostają  przepisy  art. 174a – 174d. Zaproponowana przez ustawodawcę zmiana zdaje się być całkowicie logiczna w tym zakresie, gdyż samo RODO nakłada już obowiązek poinformowania organu nadzorczego o własnych naruszeniach – wskazuje Adam Lipiński, ODO 24.

Prawo autorskie i prawa konkretne

W ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych całkowicie zmieniony zostanie art. 352 ust. 1. Zmiany dotyczyć mają pisemnego oświadczenia o woli otrzymywania wynagrodzenia za użyczanie. Dodatkowo ma zostać dodany całkowicie nowy rozdział 13(1) zatytułowany „Ochrona danych osobowych”. Ma on wskazywać dokładny katalog danych jakie w ustawowo wskazanych zadaniach będzie mógł przetwarzać Minister ds. kultury i ochrony dziedzictwa narodowego- mówi Adam Lipiński, ODO 24.

Prawo energetyczne

W ustawie z dnia 10 kwietnia 1997 r. – Prawo energetyczne zakłada, że dane na licznikach zainstalowanych u odbiorców końcowych powinny być chronione na zasadach ogólnych,  co za tym idzie informacje na tych urządzeniach będą musiały być odpowiednio zabezpieczone, co będzie się wiązało z dodatkowymi wydatkami dla przedsiębiorców z danej branży.

Prawo o ruchu drogowym

Prawodawca proponuję zmiany dotyczące katalogu danych jakie maja być przetwarzane w centralnej ewidencji pojazdów oraz centralnej ewidencji kierowców. Ponadto administrator danych i informacji zgromadzonych w tych ewidencjach jest zwolniony z obowiązku informacyjnego wynikającego z przepisów RODO – dodaje ekspert ODO 24.

Prawo o bibliotekach

Ustawodawca zaproponował jakie dane osobowe należy przetwarzać w zakresie odwoływania i powoływania Rady do Spraw Narodowego Zasobu Bibliotecznego. Enumeratywnie zostały też wymienione informacje przetwarzane przez Dyrektora Biblioteki Narodowej oraz biblioteki.

Prawo bankowe

W przypadku pracowników mających dostęp do danych dotyczących banku lub klientów i osób ubiegających się o zatrudnienie, bank może wymagać przedłożenia informacji dotyczących karalności. Dodatkowo może żądać od pracowników informacji biometrycznych takich jak odciski palców, próbki głosu obraz rogówki i sieci żył palców jeśli potrzebne jest to do kontroli dostępu.

Ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych, Ustawa o własności lokali

Dodano zapis regulujący kto ma zostać administratorem informacji w zakresie danych osobowych członków spółdzielni oraz osób niebędących członkami spółdzielni, którym przysługuje tytuł prawny do lokalu znajdującego się w zasobach spółdzielni mieszkaniowej, ma nim zostać spółdzielnia mieszkaniowa.

Ustawa o świadczeniach rodzinnych

W art. 23 ust. 9 otrzymuje brzmienie: „Informacje, o których mowa w ust. 8, mogą być przetwarzane przez ministra właściwego do spraw rodziny w celu umożliwienia organom właściwym i marszałkom województw weryfikacji prawa do świadczeń rodzinnych oraz przez podmioty wymienione w ust. 10 w celu, w którym informacje te zostały im udostępnione na zasadach określonych w przepisach o ochronie danych osobowych. Organy właściwe i marszałkowie województw przekazują dane do rejestru centralnego, wykorzystując oprogramowanie, o którym mowa w ust. 7”.

Ustawa oprawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta

Poza zamianami oczywistymi, jak np. powołanie się na przepisy RODO a nie na ustawy o ochronie danych osobowych w przypadku powierzenia danych podmiotowi przetwarzającemu przez podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych. Dodano zapis umożliwiający Rzecznikowi Praw Pacjentów na przetwarzanie informacji, w tym tzw. „danych wrażliwych” do realizacji swoich ustawowych zadań.

Union Investment 2017: Wzrost wartości aktywów w zarządzaniu do 34,5 mld euro

  • W 2017 roku Union Investment, jeden z największych funduszy inwestycyjnych w Europie kontynentalnej, zrealizował przejęcia i transakcje sprzedaży o łącznej wartości 3,8 mld euro.
  • Wartość aktywów zarządzanych przez fundusze nieruchomości z grupy Union Investment wzrosła w ubiegłym roku z 31,8 do 34,5 miliardów euro.
  • Fundusz dokonał trzech przejęć w Polsce, o łącznej wartości 480 milionów euro. Przejęcie centrum handlowego Magnolia Park we Wrocławiu za 380 milionów euro było największą inwestycją Union Investment w 2017 roku na świecie.
Dr. Reinhard Kutscher - Union Investment
Dr. Reinhard Kutscher – Union Investment

Podsumowanie 2017 roku i plany na przyszłość

Union Investment wykorzystał korzystne warunki ekonomiczne panujące na rynkach nieruchomości w 2017 roku i rozbudował portfele swoich otwartych funduszy nieruchomości poprzez przemyślane przejęcia i transakcje sprzedaży. Ich łączna wartość wyniosła ok. 3,8 mld euro. Tym samym, wartość aktywów funduszy nieruchomości zarządzanych przez Union Investment wzrosła w ubiegłym roku z 31,8 mld euro do 34,5 mld euro.

Ten świetny wynik wpisuje się w przyjęty przez nas kierunek rozwoju. W 2017 roku weszliśmy do segmentu nieruchomości mieszkaniowych, a także osiągnęliśmy postępy w cyfryzacji mówi dr Reinhard Kutscher, prezes zarządu. Po udanym wejściu do segmentu mieszkań i mikro apartamentów w 2017 roku w tym roku będziemy rozważać również inne możliwości dywersyfikacji naszej oferty.

Poszerzanie portfela nieruchomości nie będzie się jednak odbywało za wszelką cenę, podkreśla prezes Kutscher. – W ostatnich latach osiągnęliśmy bardzo rozsądną równowagę pomiędzy okazjami inwestycyjnymi a  sprzedażą aktywów  uwzględniającą rosnące ryzyko rynków inwestycyjnych – dodaje Kutscher.

W 2017 roku wpłaty od inwestorów prywatnych i instytucjonalnych sięgnęły 2,9 mld euro, zaś na przejęcia nieruchomości przeznaczono 3,2 mld euro. Natomiast rok wcześniej Union Investment nabył nieruchomości warte 4 mld euro.

Mocna konkurencja w walce o dobre nieruchomości  wymaga naturalnie od zarządzających ogromnej elastyczności. W przypadku każdej transakcji naszym benchmarkiem zawsze jest złożona inwestorom obietnica minimalizacji zmienności stóp zwrotu. Oznacza zero kompromisu w kwestii jakości przejmowanych przez nas nieruchomości –  dodał dr Reinhard Kutscher.

W 2017 roku Union Investment dokonał 27 transakcji nabycia nieruchomości w segmencie komercyjnym w siedmiu krajach w Europie i poza nią. Oprócz tego zespoły inwestycyjne kierowane przez Martina J. Bruhla zrealizowały 19 transakcji sprzedaży nieruchomości o łącznej wartości ok. 600 mln euro.

Segment hotelarski miał nadzwyczajnie duży udział w działalności inwestycyjnej Union Investment. W zeszłym roku firma zrealizowała w tym segmencie 5 transakcji (w Niemczech, Stanach Zjednoczonych i Polsce) o łącznej wartości ok. 460 mln euro.

Znakomity rok inwestycyjny w Polsce

W minionym roku, podobnie jak w 2016, Polska była jednym z priorytetowych rynków w działalności inwestycyjnej Union Investment. W 2017 roku Fundusz dokonał trzech przejęć w Polsce o łącznej wartości 480 mln euro.

Przejęcie centrum handlowego Magnolia Park we Wrocławiu za ok. 380 mln euro było największą inwestycją Union Investment w 2017 roku na świecie. Ponadto, fundusz przejął poznański biurowiec Maraton za 60 mln euro, oraz jedną nieruchomość hotelową.

IPOPEMA TFI S.A. ruszyło z nowym funduszem

Fundusz IPOPEMA Global Profit Absolute Return PLUS FIZ rozpoczął działalność. Plan to pozyskanie 100 mln zł do końca 2018 roku i zakładana stopa zwrotu na poziomie 5-10 proc. rocznie.

IPOPEMA TFI S.A. ruszyło z nowym funduszem, którego celem jest szybszy wzrost i wykorzystanie potencjału zagranicznych rynków w obszarze e-commerce, sektora IT, branży farmaceutycznej i biotechnologii. Fundusz liczy na zainteresowanie inwestorów indywidualnych, będących klientami czołowych instytucji finansowych: m.in. CITIBANK (Bank Handlowy S.A.), Raiffeisen Bank S.A., Expander Advisors Sp z o.o. na poziomie 100 mln zł aktywów do końca 2018 roku.

Jarosław Jamka, wiceprezes, dyrektor inwestycyjny IPOPEMA TFI
Jarosław Jamka, wiceprezes, dyrektor inwestycyjny IPOPEMA TFI

– W 2018 roku liczymy na lepszą perspektywę wzrostu wartości globalnych firm, w tym także rynków emerging market, ze względu na potencjlanie słabszego dolara i mocniejsze euro. Fundusz będzie inwestował w akcje i obligacje także na rynku krajowym, w zależności od perspektyw polskich aktywów i oczekiwanych stóp zwrotu. Uczestnicy funduszu zyskają ekspozycję na zagraniczne rynki akcji i obligacji, do których dostęp jest utrudniony w przypadku indywidualnych inwestycji. Dążymy do tego, aby stopa zwrotu z Funduszu wyniosła 5-10% rocznie, niezależnie od sytuacji rynkowejpodkreśla Jarosław Jamka, wiceprezes, dyrektor inwestycyjny IPOPEMA TFI.

Pierwsza emisja certyfikatów inwestycyjnych funduszu odbyła się w listopadzie  2017, kiedy zebrano ponad 1/5 zakładanej kwoty aktywów. Obecnie trwa drugi etap subskrypcji (5-23 stycznia) i dotyczy certyfikatów inwestycyjnych serii B. Zapis na certyfikaty inwestycyjne serii B może obejmować minimalnie 50 certyfikatów inwestycyjnych. Cena emisyjna certyfikatów inwestycyjnych serii B wynosi 100,01 zł za certyfikat.

W opinii Jarosława Jamki strategia nowego funduszu będzie podobna do polityki funduszu niepublicznego IPOPEMA Global Profit Absolute Return FIZ, uruchomionego w sierpniu 2016, który w ostatnim miesiącu wypracował stopę zwrotu 0,88%.