Coraz trudniej o Ukraińca, a potrzebuje go co piąta firma w Polsce

19% firm w Polsce zamierza poszukiwać pracowników z Ukrainy w najbliższym czasie. Wśród dużych przedsiębiorstw ten odsetek jest znacznie wyższy i wynosi aż 42% – wynika z pierwszej edycji raportu „Barometr Imigracji Zarobkowej” przygotowanego przez Personnel Service. Co więcej, 17% pracodawców jest zdania, że o kadrę ze Wschodu jest teraz trudniej niż w przeszłości. Największą barierą w rekrutacji Ukraińców są formalności administracyjne, na które wskazuje co trzecia firma. Eksperci Personnel Service zwracają uwagę, że dla rozwoju polskich firm kluczowe jest dalsze upraszczanie procedur oraz wydłużenie czasu, jaki mogą spędzać u nas pracownicy z Ukrainy.

W styczniu przyszłego roku wejdą nowe przepisy, które wprowadzą nową kategorię pracownika sezonowego. Na ich podstawie pracodawca w Polsce będzie mógł zatrudnić m.in. obywatela Ukrainy na 9 miesięcy w ciągu roku. Zatem o 3 miesiące dłużej niż obecnie. Nadal jednak jest to za krótki czas, aby mówić o stałej, a nie doraźnej pomocy. Zwłaszcza uwzględniając skalę zjawiska. Już co piąta firma w Polsce chce wspomagać się pracownikami z Ukrainy. Z punktu widzenia przedsiębiorców, optymalny czas, na jaki powinni osiedlać się w Polsce Ukraińcy, to 2-3 lata bez zbędnej przerwy. Do tego należy dążyć. Przepisy powinny zostać opracowane w taki sposób, aby wydłużyć czas pracy Ukraińca i maksymalnie uprościć formalności. Obecnie, mimo że obowiązuje uproszczona procedura zatrudniania Ukraińców, pracodawcy nadal wskazują, że to dla nich najbardziej obciążające – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Duże i produkcyjne firmy najbardziej potrzebują pomocy Ukraińców

Co piąta firma w Polsce swoje ogłoszenie o pracy mogłaby napisać w języku ukraińskim, bo właśnie taki odsetek respondentów deklaruje poszukiwanie kadry ze Wschodu w najbliższym czasie. W dużych przedsiębiorstwach ten wynik jest zdecydowanie wyższy i wynosi 42%. W średnich firmach – 23%, a w małych firmach – 17%. Jeśli spojrzymy na sektory, najczęściej po Ukraińców chcą sięgać firmy produkcyjne – już co trzecia planuje poszukiwać obywateli Ukrainy do pracy, w branży usługowej ten odsetek wynosi 22%, a w handlowej 10%.

W naszej firmie pracowników z Ukrainy zatrudniamy nieprzerwanie od 2014 roku. Już teraz kadra ze Wschodu stanowi ponad 20% naszej załogi i w najbliższych latach będziemy się starali utrzymać ten poziom. Warto też podkreślić, że spora część zatrudnionych przez nas Ukraińców zostaje z nami na dłużej niż tylko kilka miesięcy. Jeżeli widzimy, że współpraca z daną osobą układa się prawidłowo, po około trzech miesiącach pracy w ramach uproszczonej procedury, występujemy o kartę czasowego pobytu. Dzięki temu ograniczamy rotację, która mimo to i tak wśród Ukraińców jest większa niż wśród Polaków – mówi Olgierd Bałtaki, dyrektor Samsung Electronics Poland Manufacturing.

Po Ukraińca do agencji zatrudnienia

Prawie połowa firm poszukujących pracowników z Ukrainy zgłasza się do agencji zatrudnienia w celu rekrutacji, dzięki czemu kwestie formalne są po stronie dostawcy usługi. Drugim najpopularniejszym kanałem dotarcia do osób z Ukrainy są polskie Urzędy Pracy (38%), a trzecim rodzina i znajomi Ukraińców, którzy są już w Polsce (35%). Pracodawcy wykorzystują również internetowe serwisy z ogłoszeniami o pracę na Ukrainie (23%), Urzędy Pracy na Ukrainie (15%) oraz media społecznościowe (10%).

Ciekawy jest dosyć niski odsetek firm, które zgłaszają się do Urzędów Pracy na Ukrainie. To pokazuje, że współpraca na tym polu między Polską a Ukrainą nie jest jeszcze zbyt ścisła. Tę lukę wypełniają częściowo agencje zatrudnienia, które najczęściej mają swoje oddziały na u naszych wschodnich sąsiadów. Na przykład Personnel Service takich oddziałów posiada aż osiem – wskazuje Krzysztof Inglot.

O Ukraińca coraz trudniej

17% pracodawców uważa, że rekrutacja pracowników z Ukrainy jest teraz trudniejsza niż była w przeszłości. Co trzeci twierdzi, że nic w tym zakresie się nie zmieniło. Firmy, które zgłaszają trudności w rekrutacji obywateli Ukrainy, na pierwszym miejscu wymieniają formalności administracyjne (36%), na drugim barierę językową (25%), a na trzecim maksymalny 6-miesięczny okres pracy w ciągu roku. Co dziesiąty pracodawca zwraca uwagę na trudności związane z asymilacją z polskimi pracownikami. Natomiast 8% obawia się skutków zniesienia wiz na terenie całej Unii Europejskiej dla obywateli Ukrainy. Warto jednak pamiętać, że zniesiony 11 czerwca br. obowiązek posiadania wizy przez obywateli Ukrainy podróżujących do UE, nie daje im możliwości podjęcia legalnej pracy.

– W związku z tym, że coraz więcej polskich firm jest zainteresowanych zatrudnianiem Ukraińców, konkurencja się zaostrza. O pracownika ze Wschodu jest trudniej, jest on też bardziej świadomy. Dlatego w naszej firmie przy zatrudnianiu Ukraińców stawiamy z jednej strony na sprawdzonego partnera, który wspiera nasz proces rekrutacji. Z drugiej strony, dbamy stale o atrakcyjność oferowanych przez nas warunków zatrudnienia, bo to one stają się języczkiem u wagi w procesie przyciągania Ukraińców – podsumowuje Olgierd Bałtaki, dyrektor Samsung Electronics Poland Manufacturing.

Metodologia badania:

Dane prezentowane w raporcie „Barometr Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2017” zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Personnel Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown. Badanie zostało podzielone na dwie kategorie:

  • Pracodawców – badanie pracodawców zostało przeprowadzone metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych w ramach dedykowanego badania CATI Ad Hoc. Próbę pracodawców N=300 dobrano w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby N=300 to +/- 4,2%, a dla klas wielkości zatrudnienia N=100 +/- 10,2%. Wywiady z pracodawcami zostały zrealizowane w lipcu 2017 r.
  • Pracowników – badanie pracowników zostało przeprowadzone metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych w ramach badania syndykatowego CATIBUS. Badanie zrealizowano na 515 osobach, które dobrano z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków (18+ lat) N=1000. Próba bazowa odpowiadała strukturze populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania – dzięki losowo-kwotowemu doborowi badanych oraz ważeniu wyników. Dokładność wyników zależy od liczebności analizowanej grupy i odsetka odpowiedzi. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących N=515 to +/-4,4%. Wywiady z pracownikami zostały zrealizowane w lipcu 2017 roku.

Wysokie Ifo dla Niemiec wsparło kurs euro do dolara

Od kilku dni handel na rynku walutowym przynosi utrzymanie mocnego złotego w relacji do euro. Notując w zeszłym tygodniu okolice 4,202 waluta nasza wsparcie otrzymywała zarówno w postaci czynników globalnych, regionalnych jak i lokalnych. Globalnie obserwujemy słabszego dolara amerykańskiego, co zwyczajowo wspiera notowania walut EM. W ostatnich dniach kurs EURUSD osiągnął najwyższe poziomy od sześciu tygodni. Kurs EURUSD wzrósł już do 1,194 wspierany dobrymi europejskimi danymi oraz ujawnionymi w minutes Fed z listopadowego posiedzenia obawami o niski poziom amerykańskiej inflacji.

Po solidnych odczytach europejskich wskaźników PMI dla przemysłu, w piątek rewelacyjne dane pokazał niemiecki instytut IFO. W listopadzie, przygotowywany przez niego wskaźnik Ifo klimatu inwestycyjnego wzrósł do poziomu 117,5 pkt osiągając jeszcze nigdy nienotowany w przeszłości poziom. Historycznie wysoka wartość indeksu podtrzymała apetyt na ryzyko wspierając waluty EM, w tym złotego, szczególnie, że na horyzoncie pojawiła się możliwość rozwiązania konfliktu politycznego w Niemczech. W zeszłym tygodniu Martin Schulz poinformował, że otwarty jest wspierać rząd mniejszościowy CDU/CSU, nie uczestnicząc jednocześnie w tworzeniu administracji i nie biorąc za nią odpowiedzialności. Choć ostatnie dane mogą wzmacniać apele o szybsze zaostrzenie polityki przez EBC, niż wynika to z obecnych planów, jednakże przy wciąż niewiele rosnącej inflacji wydaje się, że bank centralny strefy euro będzie trzymać się przyjętych założeń i jeszcze długo koszt pieniądza w EBC pozostanie na historycznie niskim poziomie. W średnim terminie oznacza to silniejszego wobec obecnych notowań dolara i słabszego złotego.

Regionalnie po ostatnich działaniach Banku Węgier (NHB) złoty korzysta na rosnącym spreadzie na rynku obligacji, co wskazuje na polaryzację oczekiwań, co do ścieżki monetarnej w obydwu państwach, wyraźnie osłabiającą węgierskiego forinta. W Polsce trwa wyczekiwanie na sygnał ze strony RPP realizacji oczekiwanego przez rynek scenariusza zakładającego możliwą podwyżkę stóp NBP pod koniec przyszłego roku, podczas gdy bank centralny Węgier nadal kontynuuje niestandardowe luzowanie. W zeszłym tygodniu zachowując stopy procentowe bez zmian, do prowadzonej obecnie już bardzo gołębiej polityki monetarnej wprowadził nowe narzędzia w postaci programów interwencji na rynkach IRS oraz skupu listów zastawnych w celu obniżenia rentowności długoterminowych obligacji rządowych i zachęcenia do nabywana kredytów mieszkaniowych o stałej stopie procentowej. NHB mocniej przecenił forinta, a złoty skorzystał z jego słabości.

Natomiast lokalnie, w piątek złotego wspierały opublikowane, kolejne solidne raporty dot. polskiej gospodarki. Po danych realnych oraz raportach dot. zatrudnienia i wynagrodzenia w przedsiębiorstwach, poznaliśmy dane o stopie bezrobocia, które w październiku pokazały spadek do poziomu 6,6%, ponownie potwierdzając bardzo dobrą obecnie kondycję polskiej gospodarki. Warto jest jednak pamiętać, że taki wynik w dużej mierze był efektem obniżenia wieku emerytalnego w Polsce, który spowodował wykreślenie z rejestru bezrobotnych kobiet powyżej 60 roku życia oraz mężczyzn powyżej 65 roku. Potwierdza to faktyczny skokowy miesięczny spadek liczby bezrobotnych.

W tym tygodniu w centrum uwagi rynków znajdzie się publikacja inflacji PCE z USA oraz wystąpienie J. Yellen przed Komitetem Ekonomicznym w Waszyngtonie. Biorąc pod uwagę ostatnie zmiany cen importu oraz wskaźnika CPI można oczekiwać silniejszych odczytów PCE, wzmacniających zaufanie rynków do perspektyw wzrostu stóp w USA, a tym samym umacniających dolara. Przy rosnących cenach również środowe wystąpienie prezes Fed powinno brzmieć bardziej jastrzębio niż opublikowane w zeszłym tygodniu minutes z listopadowego posiedzenia FOMC i dodatkowo wspierać USD. Jeśli do tego piątkowy odczyt PMI dla chińskiej gospodarki rozczaruje (czego nie można wykluczyć biorąc pod uwagę ostatnie słabe publikacje docierające z Państwa Środka) złoty i inne waluty EM mogą znaleźć się pod presją spadkową, częściowo redukując zeszłotygodniowe umocnienie.

Historycznie wysokie Ifo dla Niemiec wsparło euro do dolara

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Smog a zainteresowanie markami w social media

Wraz ze zbliżającą się zimą zbliża się smog, a wraz ze smogiem alerty w mediach społecznościowych i podwyższony poziom dyskusji na temat zanieczyszczenia powietrza. Postanowiliśmy sprawdzić, od kiedy temat ten stał się przedmiotem debaty publicznej, kim są najbardziej aktywni uczestnicy dyskusji oraz jakie marki w tym kontekście są najbardziej popularne wśród internautów. 

Smog w social media

Problem zanieczyszczenia powietrza w Polsce dotyczy przede wszystkim dwóch rodzajów pyłów: PM 2.5 i PM 10. Choć w Polsce wysokie stężenie tych pyłów – szczególnie w okresie zimowym – utrzymuje się od wielu lat, do debaty publicznej w dużym nasileniu temat ten przedostał się w styczniu 2017. Od początku października obserwujemy ponowny wzrost zainteresowania tematem smogu. Porównując go do analogicznych miesięcy w latach poprzednich –jest on jeszcze wyższy. Najwięcej publikacji na temat smogu pojawia się na Facebooku (55%) – głównie na fapage’ach lokalnych Alert Smogowy –  oraz Twitterze (30%).

smog

Maski antysmogowe w social media

Równolegle ze wzrostem tego tematu wzrasta zainteresowanie maskami antysmogowymi i oczyszczaczami powietrza. Wśród masek najwięcej wypowiedzi dotyczyło marki Respro (64% spośród analizowanych marek) i Dragon Mask (11%). Respro i Dragon miały także w październiku 2017 roku najwięcej odwiedzin ich stron internetowych. W przypadku obu marek największy ruch na stronie pochodził z searchu. Markę Ozone wyróżniał najwyższy udział platform social media, a markę Emaska – wejść bezpośrednich.

maski2

Oczyszczacze powietrza w social media

W dyskusjach na temat oczyszczaczy powietrza dominują dwie marki: Sharp i Philips. Dyskusje o nich stanowiły ponad połowę udziału wypowiedzi na temat analizowanych marek. Sharpa wyróżnia wysoki udział poleceń na forach (35%), które stanowią główną przestrzeń wypowiedzi na temat marki. Wśród forów najwięcej treści pojawiło się na kafeteria.pl i mamzdrowie.pl. Większość treści to polecenia produktu w różnorodnych tematycznie wątkach. Większość z nich prowadzi do sklepu internetowego goodair.pl. Dwie główne przestrzenie dyskusji na temat Philipsa to Facebook (26%) i Fora (25%). Wśród forów dominują e-konkursy.info, gdzie Philips był przede wszystkim wzmiankowany w wątku Ambasador Innowacji. Marka była też mocno obecna w prasie, w artykułach nawiązujących do zdrowego powietrza, alergii i smogu.

oczyszczacze

 

Źródło: IRCenter.com

 

Wolne niedziele, ale nie dla wszystkich

Kończy się debata na temat zakazu handlu w niedziele. Projekt jednak nie objął wszystkich osób – wolne będą mieli zatrudnieni w handlu, ale nie restauratorzy, pracownicy basenów, kwiaciarni itd.

– Na początku będą obowiązywały dwie niedziele z zakazem handlu w miesiącu, w 2020 roku już wszystkie niedziele będą wolne. Dni te będzie można spędzać z rodziną. Niestety nie został wprowadzony zakaz handlu internetowego. Na razie nie skorzystają więc pracownicy zatrudnieni w tej branży. Zapewne można liczyć na nowelizację ustawy w niedalekiej przyszłości i obejmie ona także ten sektor – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – Przez nowe regulacje, ok. 20-30 tys. pracowników straci posadę, jednak obecnie w Polsce rynek pracy jest bardzo chłonny. Teoretycznie będą oni mogli znaleźć zatrudnienie w innych dziedzinach. Być może nowe zmiany sprawią, że Polacy będą bardziej zrelaksowani, chętniejsi do podejmowania pracy – dodał Arendarski.

Konsumenci mogą być spokojni. Tegoroczne święta nie będą droższe przez wzrost cen paliw

Niektórzy eksperci alarmują, że cena litra 95-oktanowej benzyny i oleju napędowego wkrótce przekroczy 5 zł. Z kolei zwiększone koszty dostaw produktów do sklepów sprawią, że zdrożeje też żywność. Analityk Krzysztof Michrowski uspokaja, że przed świętami średnia cena „bezołowiówki” może wynieść maksymalnie 4,78 zł. Podrożeje więc o ok. 5 gr. Natomiast cena litra oleju napędowego również nie powinna być wyższa, niż o 4-5 gr. To znaczy, że osiągnęłaby poziom 4,65 zł. Dodatkowo Andrzej Wojciechowicz, ekspert rynku detalicznego i Komisji Europejskiej, przekonuje, że sieci handlowe są przygotowane nawet na większe wzrosty cen paliw. Ponadto muszą one dbać o swoją konkurencyjność. Dlatego też nie odważyłyby się na wprowadzenie odczuwalnych podwyżek w swoich placówkach, akurat w tak ważnym dla Polaków czasie. 

Jak podaje analityk z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office, od czerwca 2017 roku ceny ropy naftowej na świecie wzrosły w sumie o ponad 30%. Najważniejsze czynniki ryzyka, które w tym roku mogły przełożyć się na cenę paliw, już się zmaterializowały. To jest m.in. rywalizacja między Arabią Saudyjską a Iranem o wpływy w Jemenie i Libanie. Duże znaczenie miały też uwarunkowania pogodowe za oceanem. Huragan Harvey nawiedził wschodnie wybrzeża Stanów Zjednoczonych i Zatokę Meksykańską. A właśnie tam znajduje się ponad 40% mocy przerobowych przetwórstwa ropy naftowej w USA. W związku z powyższym, ekspert prognozuje, że w okresie świątecznym koszt litra benzyny bezołowiowej wzrośnie niewiele ponad obecną, średnią cenę.

– Nawet, jeżeli założymy czarny scenariusz, że ceny paliw podniosą się o 20 groszy, to również będzie miało niewielki wpływ na wydatki konsumentów na artykuły z kategorii FMCG. Warto wiedzieć o tym, że są one determinowane przez trzy kryteria. Pierwszym z nich jest cena zakupu towaru od producenta. Drugi to równowaga między podażą i popytem, z zachowaniem przez sprzedawców konkurencyjności. Trzeci, czyli koszty operacyjne, faktycznie mają niewielki związek z cenami paliw. Zwykle sieci handlowe zawierają kontrakty na usługi w okresach rocznych i przewidują różnorakie podwyżki – mówi Andrzej Wojciechowicz.

Jednak zdaniem Krzysztofa Michrowskiego, teraz trzeba uważniej obserwować rynek. Dla cen paliw kluczowa będzie decyzja na szczycie państw OPEC o poziomie wydobycia ropy naftowej. Ma ona zapaść już 30 listopada w Wiedniu. Według eksperta, najbardziej prawdopodobne jest utrzymanie obecnego stanu. Ponadto istotne są również deklaracje Ministerstwa Energii Arabii Saudyjskiej w kwestii ograniczenia eksportu ropy naftowej. Jednak ekspert uważa, że ten czynnik nie wpłynie w istotny sposób na cenę paliw Polsce.

– Trzeba przyznać, że produkty masowe o niskiej cenie jednostkowej w stosunku do wolumenu są bardzo czułe na koszty transportu i wytwarzania. To nie są tylko takie trwałe towary, jak np. woda, cukier czy mąka. Ceny paliw oczywiście przekładają się też na koszty logistyki i produkcji artykułów rolnych. Uprawianie ich oraz zbieranie jest przecież coraz bardziej umaszynowione. Jednak wzrost  wartości rynkowej paliw musiałby być długoterminowym trendem, żeby konsument to odpowiednio odczuł – wyjaśnia Andrzej Wojciechowicz.

Według Krzysztofa Michrowskiego, niektóre artykuły spożywcze z powodu zwiększonego popytu powinny jednak podrożeć na święta. Natomiast nie będzie to akurat wypadkowa wzrostu cen paliw. Podniesienie wartości ropy naftowej łagodzi umacniający się złoty. Warto przypomnieć, że w okresie ostatnich kilku tygodni zyskał on na wartości ok. 20 gr. w stosunku do dolara amerykańskiego. Jest to dosyć znaczna aprecjacja dla naszej waluty. A to właśnie w USD jest wyrażany koszt surowca.

– Zarówno sieci handlowe, jak i producenci stale obserwują ceny surowców i usług, m.in. transportowych, żeby właściwie zarządzać swoimi przedsiębiorstwami. Co więcej, muszą nieustannie śledzić i przewidywać trendy rynkowe. Wszyscy są więc dobrze przygotowani na ewentualne pogorszenie warunków ekonomicznych. Krótkie wzrosty czy spadki cen paliw lub też chwilowe załamanie się koniunktury na ogół jest wliczone w ryzyko biznesowe – stwierdza Andrzej Wojciechowicz.

Tymczasem Krzysztof Michrowski wskazuje na wzrost produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej w Polsce. Ekspert zaznacza również, że ostatnio Ministerstwo Rozwoju podało bardzo optymistyczne prognozy produktu krajowego brutto na 2018 rok. Ma on bowiem przekroczyć 4,3%. To dodatkowo umocni złotego, jak również wyhamuje niekorzystne działanie czynników, które mogłyby podnosić wartość rynkową ropy naftowej.

– Przypomnijmy sobie wysokość cen paliw sprzed kilku lat, kiedy szybowały do 6 zł za litr. Podniósł się wtedy wielki szum, że to będzie miało bardzo duży wpływ na koszty usług transportowych i wszystko podrożeje. Natomiast rynek zachował się dość spokojnie, bo przewidział to odpowiednio wcześniej. W efekcie masowe towary rzeczywiście zdrożały, ale ich wzrost był niezauważalny dla konsumentów. Przeszliśmy przez to zawirowanie cen stosunkowo łagodnie – podsumowuje Andrzej Wojciechowicz.

Pułapka w brodzie św. Mikołaja: jak hakerzy mogli wykorzystać luki AliExpress

Broda Świętego Mikołaja jest zwykle biała, ma kolor czystości i niewinności. Jednak cyberprzestępcy, którzy atakują kupujących w Internecie w okresie poprzedzającym Czarny Piątek i Święta Bożego Narodzenia, mogą próbować wykorzystać tę niewinność.

Badacze z Check Point niedawno odkryli, że przestępcy mają nowy sposób na oszukiwanie kupujących prezenty za pośrednictwem popularnego portalu sprzedażowego AliExpress. Posiadając ponad 100 milionów klientów i 23 miliardów dolarów przychodów na całym świecie, AliExpress, część grupy AliBaba, jest jednym z najpopularniejszych stron dedykowanych zakupom online.AliExpress-Coupon-2

Po wykryciu luki, badacze z firmy Check Point natychmiast poinformowali AliExpress, który ze względu na bardzo poważne podejście do cyberbezpieczeństwa, podjął szybkie działania i naprawił je w ciągu dwóch dni od powiadomienia. Jest to bardzo godne pochwały i stanowi przykład dla innych portali tego typu.

Nowa luka umożliwiała przestępcom namierzanie użytkowników AliExpress, wysyłając im link do strony internetowej AliExpress zawierającej złośliwy kod JavaScript. Po otwarciu strony kod był uruchamiany w przeglądarce użytkownika, tym samym omijając ochronę AliExpress przed atakami z wykorzystaniem skryptów cross-site przy użyciu luki w zabezpieczeniach na stronie internetowej.

Teoretycznie cyberprzestępcy mogli zainicjować ten atak poprzez e-mailową kampanię phishingową, wykorzystując regularną podróż klienta (ang. customer journey) AliExpress, bez sygnalizowania użytkownikowi, że dzieje się coś niezwykłego lub niecodziennego. W związku z tym jest mało prawdopodobne, aby użytkownik w ogóle zauważył cokolwiek podejrzanego.

Atakujący mogli następnie za pomocą okienka pop-up wyświetlić ofertę kuponu na ekranie głównym – działającym pod domeną podrzędną AliExpress – prosząc klientów o podanie danych karty kredytowej, aby umożliwić płynniejsze i bardziej wydajne zakupy. Atakujący kontrolowali tylko to okno pop-up, zbierając dane dotyczące wszystkich kart kredytowych, które w tym wypadku przesłane zostały bezpośrednio do nich, a nie do witryny zakupowej.

Z ostatnich doniesień wynika, że cyberataki na sprzedawców online podwoiły się od 2016 r., dlatego kupujący powinni mieć świadomość, że broda Świętego Mikołaja nie zawsze jest tak biała, jak się wydaje i zachowywać czujność podczas robienia zakupów online w dowolnym miejscu w tym sezonie świątecznym.

Co siódmy przedsiębiorca korzysta z faktoringu

Już ponad 14 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP korzysta z usług usług faktoringowych. Jest to najwyższy odczyt „Barometru EFL”[1] od momentu prowadzenia badania. Na rosnącą rolę faktoringu wskazują również najnowsze dane sprzedażowe. W ciągu trzech kwartałów 2017 r. firmy faktoringowe zrzeszone w Polskim Związku Faktorów (PZF) sfinansowały wierzytelności o łącznej wartości 132,1 mld zł. To aż o 17,3 proc. więcej niż przed rokiem.

„Prowadzone od 2015 roku przez EFL cykliczne badania „Barometru EFL” wskazują na rosnącą rolę faktoringu jako źródła zewnętrznego finansowania, po które sięgają małe i średnie przedsiębiorstwa. Faktoring, obok kredytu bankowego, powoli staje się jedną z podstawowych form pozyskania środków finansowych w przedsiębiorstwach. Dla porównania przytoczę wyniki « Barometru EFL » liczone rok do roku. I tak w IV kw. 2015 z usług faktoringowych korzystało 4,3 proc. przedsiębiorców, w IV kw. 2016 – 6,4 proc. Dziś co siódmy przedsiębiorca deklaruje korzystanie z oferowanch przez branżę faktoringową usług – komentuje Stanisław Atanasow prezes zarządu Eurofactor Polska SA.

Im większa firma, tym częściej korzysta z faktoringu

Z badania wynika, że po faktoring najczęściej sięgają firmy średnie. W firmach zatrudniachacych od 50 do 249 pracowników kredytem posiłkuje się 81,7 proc. przedsiębiorców, leasingiem niemal 73,3 proc., a po faktoring sięga aż 22,5 proc. firm. Małe firmy (10-49 pracowników) nadal finansują się głównie środkami własnymi. Korzystanie z tego instrumentu dekalruje blisko 79% badanych. Z kredytu i leasingu korzysta odpowiednio 68,2 pro. i 61,1 proc. przedsiębiorców, a po faktoring sięga blisko 15 proc. z nich.

W przypadku mikro firm (1-9 pracowników) z fakroringu korzysta 9% przedsiębiorców (w IV kw 2016 – 2,5 proc.), z kredytu 38 proc., a po leasing sięga 29 proc. z nich. Ponad 90 proc. inwstycji mikro firm finansowanych jest ze środków własnych.

Hotele i restauracje działają w faktoringu

Z faktoringu najczęściej korzystają firmy z branyży hotelarsko-gastronomicznej – blisko 24 proc. i przemysłowej – ok. 20 proc. Duże zainteresowanie obserwujemy w branży transpotrowej i usługach –po 14 proc. oraz handlowej – 10 proc. Najrzadziej po faktoring sięgają firmy z branży budowlanej. Tylko nieco ponda 6 proc. przedstawiecieli tej branży deklaruje wykorzystanie faktoringu do poprawy płynności firmy. To pokazuję, że rynek usług faktoringowych ma duży potencjał i kolejne lata powinny być dlaszym okresem dynamicznego rozwoju faktoringu w Polsce.

Kupowanie w sieci żywności i produktów finansowych budzi największe obawy

Aż 45 proc. Polaków, planując świąteczne wydatki, będzie się kierować przede wszystkim ceną, starając się kupić możliwie najtaniej wszystkie potrzebne produkty. Wiele atrakcyjnych okazji pojawia się w Internecie, jednak jeszcze nie wszyscy przekonali się do tej formy zakupów. Dominuje tu młodsze pokolenie, ale i ono podchodzi z rezerwą do kupowania online niektórych produktów – takie wnioski płyną z badania przeprowadzonego przez PBS dla Provident Polska.

Powszechny dostęp do Internetu to jedna z najbardziej zauważalnych zmian, która wpłynęła na nasze życie na przestrzeni ostatnich dekad. Obecnie dostęp do sieci w domu ma ok. 78 proc. Polaków, podczas gdy 20 lat temu był to niespełna 1 proc. Provident Polska w badaniu „Finanse Polaków” zrealizowanym z okazji 20-lecia działalności firmy sprawdził, jak Polacy podchodzą do zakupów przez Internet oraz jak w najbliższych latach może się to zmienić.

E-sklepy dla zabieganych

Wszystko wskazuje na to, że w tym roku tradycyjne, stacjonarne markety spożywcze będą jak co roku przed Świętami bardzo oblegane, bowiem na razie tylko 4 proc. Polaków deklaruje, że kupuje żywność przez Internet. Kolejne 15 proc. nie kupuje, ale nie wyklucza, że zacznie to robić w przyszłości, co oznaczałoby dla tej kategorii bardzo duży wzrost. Jednak trzech na czterech Polaków twierdzi, że nie zamierza robić zakupów spożywczych online, gdyż obawia się kupować tego typu produkty właśnie w ten sposób.

– Zakupy spożywcze w sieci najczęściej robią osoby w wieku 24-39 lat – w tej grupie jest to 7 proc. Są to osoby, które życiowo pełnią wiele ról, są zabiegane, mają małe dzieci, dodatkowe obowiązki, ale też na tyle dobrą sytuację finansową, by nie kierować się przy wyborze wyłącznie ceną, ale też np. wygodą i szybkością zakupu – mówi Anna Karasińska, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska. – To również w tej grupie wiekowej respondenci najczęściej deklarowali, że na Święta nie będą kupować wyłącznie najtańszych produktów (44 proc.) bądź wręcz, że nie będą zwracali uwagi na koszty (11 proc.).

Wpływ wysokości dochodów na skłonność do robienia zakupów online ma największe znaczenie właśnie w przypadku produktów spożywczych.

– W innych kategoriach, jak np. odzież, elektronika czy książki również widoczna jest korelacja wyższych zarobków z częstszym kupowaniem przez Internet. Należy jednak pamiętać, że osoby mniej zamożne często w ogóle rezygnują z zakupu produktów, które nie są tymi pierwszej potrzeby. Gdybyśmy tę grupę wykluczyli i spojrzeli jedynie na osoby, które kupują produkty tego typu, to okaże się, że wysokość dochodów nie ma znaczącego wpływu na to, czy korzystamy ze sklepów online czy offline – zauważa Karasińska.

Cena ma znaczenie

E-sklepy oferujące elektronikę, odzież czy książki oraz płyty z pewnością mogą się nastawiać na okres żniw przed Świętami. Po pierwsze, produkty te należą do najbardziej pożądanych gwiazdkowych prezentów, a po drugie, to właśnie w sieci często można upolować bardzo korzystne okazje cenowe. Dlatego także osoby mniej zamożne chętnie korzystają z oferty e-sklepów.

– W grupie osób poniżej 25. roku życia już co druga osoba kupuje odzież w sieci, w starszej i jednocześnie dysponującej większym budżetem grupie 25-39 lat też jest to spory odsetek wynoszący 37 proc. Na zakup książek czy płyt przez Internet decyduje się już ponad 40 proc. badanych z obu tych grup wiekowych, a w przypadku elektroniki wynosi on blisko 30 proc. – mówi Anna Karasińska.

Co więcej, to właśnie w tych kategoriach wciąż drzemie spory potencjał, bowiem kolejne kilkanaście procent respondentów deklaruje, że choć nie kupuje obecnie przez internet takich rzeczy jak ubrania, książki czy sprzęt elektroniczny, to nie wyklucza tego w przyszłości. Tylko co trzeci ankietowany deklarował, że obawia się kupować odzież czy elektronikę przez internet, w dużej mierze byli to seniorzy, którzy najrzadziej korzystają z e-sklepów.

Święta bez pożyczania

Z badania przeprowadzonego dla Provident Polska wynika, że wśród produktów, których zakup w sieci wciąż budzi spore obawy, są produkty finansowe, takie jak pożyczki czy ubezpieczenia. Tylko 7 proc. respondentów zadeklarowało, że kupuje je przez internet. Kolejne 12 proc. nie kupuje, ale nie wyklucza tego w przyszłości. Natomiast 40 proc. przyznaje, że się tego obawia i taka sama grupa twierdzi, że w ogóle z takich produktów nie ma potrzeby korzystać. To pokazuje, że w świecie finansów wciąż wiele osób nie czuje się pewnie i woli podjąć decyzję po kontakcie z doradcą. Dlatego rola bezpośredniej obsługi w tym sektorze jeszcze długo będzie miała kluczowe znaczenie, choć równolegle – jak w większości branż – będzie rozwijał się rynek online.

– Planując przedświąteczne wydatki, większość Polaków deklaruje, że zamierza sfinansować je z bieżących dochodów oraz oszczędności. Nieliczni planują sięgnąć po pożyczki (ok. 2-3 proc.). Mimo to przy planowaniu świątecznych wydatków dla większości Polaków wciąż kluczową rolę będzie odgrywała cena – podsumowuje Karasińska.

Przeprowadzone niedawno badanie Barometr Povidenta pokazuje, że tylko 8 proc. Polaków nie musi się liczyć z kosztami, planując Święta. Kolejne 35 proc. kupi wszystko, czego potrzebuje, nie ograniczając się do najtańszych produktów. Największa grupa (45 proc.) deklaruje jednak, że kupi wszystko, co niezbędne, ale będą to możliwie najtańsze produkty. Co ósmy Polak (13 proc.) przyznaje, że nie będzie mógł pozwolić sobie na zakup wszystkich niezbędnych, tradycyjnych produktów. Na przygotowanie Świąt i zakup prezentów wydamy w tym roku średnio 720 zł, tyle, co przed rokiem.

O badaniu „Finanse Polaków”

Badanie „Finanse Polaków” powstało z okazji 20-lecia działalności firmy Provident Polska. Ma ono na celu pokazanie, jak zmieniła się sytuacja finansowa Polaków oraz ich zwyczaje konsumenckie na przestrzeni ostatnich lat oraz jakie są ich oczekiwania na przyszłość. Badanie zrealizował PBS w dniach 12-14.05.2017 r. na ogólnopolskiej próbie n=1000 Polaków w wieku 15+.

Instytut Jagielloński: Polska potrzebuje niezawodnych okrętów podwodnych odstraszających przeciwnika. Nie wszystkie stocznie mogą je zaoferować

Instytut Jagielloński: Polska potrzebuje niezawodnych okrętów podwodnych odstraszających przeciwnika. Nie wszystkie stocznie mogą je zaoferować 1

Decyzja w sprawie wyboru jednego współproducenta okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej, z którym dalej prowadzone będą negocjacje, może zapaść jeszcze w tym roku – uważa ekspert do spraw bezpieczeństwa Instytutu Jagiellońskiego dr Łukasz Kister. Podkreśla też, że resort musi bardzo dokładnie przeanalizować propozycje wszystkich oferentów, oceniając ich możliwości wywiązania się z takiego kontraktu. Poza samym zakupem większym wyzwaniem będzie późniejsza eksploatacja jednostek, naprawy, modernizacje i utrzymywanie ich w gotowości bojowej. 

 Od kilkunastu lat czekamy na decyzję, która rozpocznie proces zakupu okrętów podwodnych. Dotychczasowe zapowiedzi były wyłącznie medialnymi gestami. Od obecnego ministra obrony wszyscy oczekują, że wreszcie swoim podpisem rozpocznie rzeczywisty proces budowy okrętów podwodnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Łukasz Kister, ekspert do spraw bezpieczeństwa Instytutu Jagiellońskiego.

MON ma dokonać wyboru między ofertą francuskiego koncernu Naval Group (dawniej DCNS), który zaproponował okręty Scorpene uzbrojone w pociski rakietowe MBDA, szwedzkiego koncernu Saab oferującego okręty typu A26, lub niemieckiego TKMS (ThyssenKrupp Marine Systems) z okrętami 212A i 214.

Tymczasem, jak donoszą niemieckie media, żaden z dostarczonych przez stocznię TKMS sześciu okrętów podwodnych niemieckiej marynarki wojennej nie jest obecnie gotowy do służby operacyjnej, po tym jak jedna z jednostek uległa uszkodzeniu w pobliżu Norwegii. Doniesienia te potwierdził cytowany przez agencję AP rzecznik niemieckiego ministerstwa obrony.

Dodatkowo pion koncernu ThyssenKrupp specjalizujący się w budowie okrętów podwodnych ma poważne problemy z honorowaniem zawartych kontraktów. Jak poinformował 23 listopada br. niemiecki dziennik „Handelsblatt”, brak inwestycji w technologię produkcji okrętów podwodnych spowodował, że wszystkie obecne kontrakty kilońskiej stoczni TKMS przynoszą straty, a terminy dostaw są opóźnione. Za opóźnienia naliczane są przez klientów kary, które sięgać mogą dziesiątek milionów euro. Według cytowanych przez niemiecki dziennik pracowników kilońskiej stoczni przestarzałe procesy produkcyjne odbywają się w niej częściowo z wykorzystaniem dokumentacji technicznej tworzonej ręcznie na papierze. Powoduje to liczne niezgodności w produkcji i pogłębia opóźnienia w dostawach okrętów podwodnych.

Innym problemem stoczni TKMS, jak donosi Handelsblatt, jest składanie niemożliwych do zrealizowania obietnic przez dział handlowy firmy. Ich realizacja staje się potem kłopotem dla niemieckich inżynierów na etapie budowy okrętów, opóźniając ich dostawę i zwiększając koszty, jeśli oczywiście okażą się w ogóle możliwe do spełnienia.

Niemieckie okręty mają potężne problemy techniczne. Marynarka Wojenna Niemiec nie ma dzisiaj żadnego sprawnego okrętu tej klasy, który próbuje nam zaoferować. Wynika to z braku zdolności do przeprowadzenia codziennych, normalnych eksploatacyjnych remontów i realizacji zadań związanych z modernizacją tych okrętów, tak aby mogły one realizować cele operacyjne na morzach i oceanach – mówi  Łukasz Kister.

Ekspert Instytutu Jagiellońskiego do spraw bezpieczeństwa podkreśla, że wielkim wyzwaniem dla MON będzie nie tylko zakup okrętów podwodnych, ale także późniejsza eksploatacja i utrzymanie ich w gotowości bojowej.

– W przetargu na zakup okrętów podwodnych powinniśmy rozważać udział wszystkich oferentów, którzy spełniają wymagania formalne. Jednak musimy rozpatrywać oferty bardzo szczegółowo, oceniając możliwości wywiązania się z takiego kontraktu i wynikających z niego elementów, takich jak późniejsza modernizacje, naprawy. Wszystkie te elementy powinny być brane pod uwagę przy decyzji o zakupie okrętu podwodnego – podkreśla dr Łukasz Kister.

Także uzbrojenie w rakiety manewrujące jest kluczowym dla MON parametrem w wyborze nowych okrętów. Zdaniem ministra Antoniego Macierewicza jest to „warunek sine qua non”, tzn. że okręty nie zostaną zakupione bez rakiet.

– Polska flota nie potrzebuje wielkich okrętów, zdolnych do realizacji strategicznych celów na dużych akwenach. Musimy skupić się na Bałtyku i – w aktualnej sytuacji geopolitycznej, w której znajduje się Polska – być w stanie odstraszyć potencjalnego przeciwnika. W przypadku konfliktu zbrojnego musimy go odstraszyć albo zadać mu taki cios, który wydłuży czas oczekiwania na pomoc ze strony sojuszników. Tutaj niezbędne są pociski manewrujące – precyzyjna broń, która okrętom podwodnym nada jakikolwiek sens funkcjonowania na Bałtyku – mówi dr Łukasz Kister.

Zdaniem eksperta decyzja w sprawie wyboru producenta okrętów podwodnych do dalszych negocjacji przez stronę polską może zapaść jeszcze w tym roku.

Zmiany w ustawie hazardowej poprawiły wyniki legalnych bukmacherów o kilkaset procent. Do Polski wkracza największy gracz z rumuńskiego rynku

Zmiany w ustawie hazardowej poprawiły wyniki legalnych bukmacherów o kilkaset procent. Do Polski wkracza największy gracz z rumuńskiego rynku 2

Ostatnia nowelizacja ustawy hazardowej spowodowała zmniejszenie szarej strefy i przejęcie dużej części rynku przez legalnie działających bukmacherów. Wzrost względem ubiegłego roku sięga nawet 250 proc. Zachęciło to do wejścia na polski rynek największego, rumuńskiego bukmachera. Superbet oficjalnie rozpoczął działalność w tym tygodniu i w krótkim czasie chce pozyskać blisko 100 tys. aktywnych graczy. Sukces w Polsce ma być dla spółki przepustką do ekspansji na kolejne rynki środkowoeuropejskie.

– Efektem ostatnich zmian w prawie i wycofania się bet365 z polskiego rynku jest zwiększenie liczby zakładów u legalnych operatorów. Szacujemy, że w tej chwili wzrost na przejętych zakładach wzajemnych oscyluje w granicach 200–250 proc. względem ubiegłego roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aleš Dobeš, prezes zarządu Superbet Zakłady Bukmacherskie.

Nowelizacja ustawy hazardowej miała za zadanie ograniczyć szarą strefę i chronić graczy, a przy tym zwiększyć wpływy do budżetu państwa. Większość jej zapisów weszła w życie z początkiem kwietnia tego roku. Trzy miesiące później zaczęły obowiązywać pozostałe jej przepisy, które dotyczą blokowania dostępu do domen hazardowych zarejestrowanych poza Polską, nielegalnych bukmacherów i kasyn działających online.

Od tego momentu dostawcy internetu pod karą grzywny do 250 tys. zł mają obowiązek blokowania takich stron w sieci. Blokada następuje w oparciu o ogólnodostępny rejestr nielegalnych serwisów hazardowych, który prowadzi Ministerstwo Finansów (Rejestr Domen Służących do Oferowania Gier Hazardowych Niezgodnych z Ustawą). Przepisy dotyczą też operatorów płatności, którzy pod groźbą kary finansowej muszą blokować możliwość dokonywania transakcji na rzecz nielegalnych domen hazardowych.

– To istotna zmiana na tym rynku. Państwo przejęło się sytuacją, w której 90 proc. zakładów online jest zawieranych w szarej strefie, i wprowadziło przepisy, które już wcześniej zaadaptowały inne kraje UE. Bardzo dobrze, że wprowadzono możliwość blokowania adresów IP i przelewów finansowych nielegalnych operatorów. Kombinacja tych dwóch elementów spowodowała, że część operatorów sama zdecydowała się odejść z tego rynku już w marcu, część została zmuszona do wycofania się przez państwo – mówi Aleš Dobeš.

Celem nowelizacji było ograniczenie szarej strefy i zwiększenie wpływów do budżetu państwa. Zmiana przepisów miała skłonić internetowych graczy do korzystania tylko z legalnej oferty. Zanim jeszcze weszła w życie nowelizacja ustawy hazardowej skłoniła do wycofania się z Polski wielu globalnych marek bukmacherskich. W marcu tego roku zdecydował się na to bet365 (jeden z największych na świecie e-bukmacherów), a w jego ślady poszło kilkunastu innych graczy.

Prezes Superbet w Polsce zauważa, że to spowodowało przejęcie dużej części rynku przez legalnie działających operatorów i zmniejszenie szarej strefy. W tej chwili w Polsce działa siedmiu legalnych bukmacherów online. Jednak w sumie obsługują oni zaledwie ok. 10 proc. całego rynku (biorąc pod uwagę obroty), którego wartość szacowana jest na około 5 mld zł.

 Opierając się na wyliczeniach Roland Berger oraz Deloitte, wielkość offshore’owego rynku jest szacowana na poziomie 7 mld zł. Biorąc pod uwagę biznes regulowany w wysokości ok. 1,2 mld zł i przeliczając to na polskie warunki, myślę, że w tej chwili wartość tutejszego rynku jest na pograniczu 4–5 mld zł –mówi Aleš Dobeš.

– Polski rynek bukmacherski cały czas się rozwija. Produkty i oferta są zaawansowane, a standardy wyśrubowane. Dodatkowo rynek jest bardzo ściśle uregulowany, co odbieramy pozytywnie. To oznacza, że jeżeli robi się wszystko zgodnie z prawem, to zyskuje się bardzo solidne podstawy, na których można budować biznes. Restrykcyjne, ale zarazem przejrzyste uregulowania prawne to pozytywna rzecz. Taką sytuację mamy w Rumunii i w Polsce. Wierzymy, że na tym fundamencie możemy się rozwijać i rosnąć – dodaje Vlad Ardeleanu, dyrektor generalny Superbet Romania.

Superbet jest największym w Rumunii bukmacherem, który w tym tygodniu oficjalnie wkroczył na polski rynek. Chce tu pozyskać około 100 tys. aktywnych graczy i jeszcze przed końcem tego roku otworzyć ok. 50 punktów przyjmowania zakładów. Do mistrzostw świata w piłce nożnej w 2018 roku ma ich być już około setki. W drugiej połowie przyszłego roku spółka chce uruchomić zakłady online.

 Chcemy przenieść na polski rynek doświadczenie, które nasi udziałowcy zyskali w Rumunii. Głównie chodzi o atrakcyjność i lokalizację punktów, opiekę nad klientami i stabilność oferty. Będziemy rozwijać nowe produkty, mamy zespół w Anglii, który pracuje nad nową platformą – to rozwiązanie chcielibyśmy w przyszłości stuprocentowo adaptować na biznes online. Będziemy o to wnioskować tak jak w przypadku retail – zapowiada Aleš Dobeš.

Największy w Rumunii bukmacher na początku zaoferuje graczom tę samą ofertę, która sprawdziła się wcześniej na rodzimym rynku. Sukces w Polsce ma stanowić dla bukmachera przepustkę do ekspansji do innych krajów środkowej Europy.

Polska to nie jest przypadkowy wybór dla Superbet. To część długoterminowej strategii. Z Rumunii chcemy wyjść na rynek środkowoeuropejski. W ramach tej strategii wybraliśmy Polskę, bo jest w tym regionie najważniejszym rynkiem, na który możemy wyeksportować naszą ofertę z Rumunii. Jeżeli powiedzie nam się w Polsce, gdzie obowiązują najwyższe standardy, to uda nam się odnieść sukces na wszystkich innych rynkach środkowoeuropejskich – mówi Vlad Ardeleanu, dyrektor Superbet Romania.

Ambasadorem Superbet na polskim rynku został Jerzy Dudek. Były bramkarz Realu Madryt ocenia, że zakłady bukmacherskie cieszą się niesłabnącą popularnością, a Polacy coraz bardziej lubią się zakładać i przewidywać wyniki. Kluczem do wygranej jest zarówno śledzenie sportowych tabel, jak i zdrowy rozsądek.

– Bardzo często chcąc kogoś przekonać do swojej racji, po prostu się z nim zakładamy. W Polsce, tak jak w innych krajach, szczególnie w Anglii, gdzie kibice są szaleni na tym punkcie, jest to częścią kultury i cieszy się popularnością. Klucz do sukcesu to śledzić, co się dzieje, przewidywać, analizować i obstawiać ze szczęściem, ale też zachować do tego trochę dystansu i nie dać się zwariować – mówi Jerzy Dudek.

Co trzecia innowacyjna firma w Polsce zakładana jest przez kobietę. Potencjał kobiet w branży technologicznej jest zagospodarowany tylko w niewielkim stopniu

Co trzecia innowacyjna firma w Polsce zakładana jest przez kobietę. Potencjał kobiet w branży technologicznej jest zagospodarowany tylko w niewielkim stopniu 3

Prawie co trzeci start-up w Polsce ma wśród założycieli kobietę. Tylko niewielka część z nich tworzy go w obszarze technologicznym czy naukowym. Dodatkowo co piąta studentka uczelni technicznej nie wie, czym jest start-up technologiczny. Te dane wskazują na to, że potencjał technologicznej przedsiębiorczości kobiet jest tylko w niewielkim stopniu zagospodarowany. Wsparcie pań związanych z tym obszarem to priorytet programu Girls go start-up! Academy, do którego aplikować można do 24 listopada. Inicjatorzy chcą tworzyć w Polsce Kobiecą Dolinę Krzemową.

Kobiety mają problem z uwierzeniem w siebie, stoją z boku, obserwują, wykonują role mniej frontowe. Mężczyźni łatwiej idą do przodu. Poza tym mniej kobiet niż mężczyzn jest na politechnikach, na kierunkach ścisłych. Start-upy to firmy innowacyjne, a innowacje obracają się wokół technologii. Wiele czynników sprawia, że udział kobiet w tej branży jest mniejszy niż mężczyzn, chociaż trzeba zwrócić uwagę na to, że o ile w start-upach technologicznych jest sporo mężczyzn, o tyle w start-upach, które dotyczą innowacji społecznych, jest więcej kobiet – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Danuta Dobrzyńska-Schimmer, project manager New Europe 100.

Z raportu „Polskie startupy. Raport 2017” fundacji Startup Poland wynika, że prawie co trzeci start-up ma kobietę wśród założycieli. Z kolei raport Fundacji Edukacyjnej Perspektywy i Siemens „Potencjał kobiet dla branży technologicznej” wskazuje, że tylko 3,8 proc. start-upów założonych przez panie przeżywa więcej niż 3,5 roku (przy 9,2 proc. start-upów, gdzie właścicielem jest mężczyzna). Zdaniem twórców raportu potencjał kobiet w branży technologicznej jest zagospodarowany tylko w niewielkim stopniu.

– Kobiety są lepsze od mężczyzn w umiejętnościach miękkich, lepiej współpracują, nawiązują i utrzymują przyjaźnie, są lepsze w kontaktach z ludźmi. Jeżeli kobieta zakłada start-up, to ma duże szanse, że będzie on miał prawidłowo zbudowany zespół, z prawidłowymi relacjami, że start-up będzie się prawidłowo rozwijał i budował swój network. To wielka siła kobiet, z której one same rzadko jednak korzystają albo z której rzadko zdają sobie sprawę – przekonuje Dobrzyńska-Schimmer.

Wsparcie kobiet związanych z obszarem STEM (Science, Technology, Engineering, Mathematics) w zdobywaniu wiedzy i umiejętności w tworzeniu oraz prowadzeniu start-upów to idea, która przyświeca programowi Girls go start-up! Academy, stworzonemu przez Fundację Edukacyjną Perspektywy oraz Stowarzyszenie TOP500 Innovators. Jego uczestniczki będą mogły przez dwananście miesięcy korzystać ze wsparcia mentorek.

– Jest wiele programów, które pomagają kobietom stanąć na własnych nogach. Girls go start-up! Academy to jeden z nich. Mentorki, które przez cały rok będą wpierać kobiety, pochodzą z różnych środowisk. Są wśród nich osoby, które uczą pitchować, czyli przekonywać innych do wsparcia start-upu, prawniczki, mentorki, które pomogą założyć i prowadzić własny biznes. Są także kobiety z obszarów technologicznych, które pomogą zalegalizować patenty i wprowadzić projekty na rynek – wymienia Dobrzyńska-Schimmer.

W efekcie rocznego programu wsparcia powstaną seed-upy, czyli zaawansowane pomysły na własną działalność, oraz start-upy. Najlepsze, wyłonione w konkursie „Shesnnovation”, zostaną zaprezentowane podczas międzynarodowego prestiżowego wydarzenia „Lean in Stem Conference”, które będzie miało miejsce w listopadzie 2018 roku. W pierwszej edycji do programu zgłosiło się trzysta kobiet, a w rezultacie powstało osiemnaście start-upów STEM. Wśród nich są m.in. fabryka nanoproszków, czujnik glutenu czy nowoczesne ortezy dla osób cierpiących na przewlekłe bóle stawów nadgarstka.

Coraz więcej kobiet jest zainteresowanych wchodzeniem na rynek start-upów i zakładaniem własnych firm. Ogłosiliśmy listę New Europe 100 – to projekt skupiający innowatorów z całej Europy Środkowo-Wschodniej. W tym roku też mamy bardzo dużo kobiet, co pokazuje, że jest presja ze strony rynku oraz samych kobiet, które chcą się rozwijać i chcą na ten rynek wchodzić. Girls go start-up! Academy to dla nich wielka szansa – podkreśla Danuta Dobrzyńska-Schimmer.

Udział w projekcie mogą wziąć maturzystki, studentki, doktorantki, absolwentki kierunków technologicznych, choć to akurat nie jest warunkiem koniecznym. Zgłaszane projekty powinny obejmować takie obszary jak IT, BIO, Nano, Energy, Creative industries i wykorzystywać potencjał interdyscyplinarności.

Do 24 listopada można się rejestrować w programie – na stronie internetowej należy wybrać mentorkę, z którą chce się pracować cały rok, zaaplikować i czekać na decyzję. W dniach 7–8 grudnia odbędzie się wielkie spotkanie w Warszawie, a potem czeka nas cały rok wyzwań – mówi Danuta Dobrzyńska-Schimmer.

Cyfrowa rewolucja w dokumentach. Wszystkie plastikowe dokumenty zastąpi smartfon

Cyfrowa rewolucja w dokumentach. Wszystkie plastikowe dokumenty zastąpi smartfon 4

W ministerstwie cyfryzacji trwają prace nad projektem mObywatel. Docelowo wszystkie plastikowe dokumenty zastąpi smartfon. W kontakcie z urzędnikiem wystarczy podać numer telefonu, by potwierdzić tożsamość. Do końca roku pilotaż trwa w kilku urzędach w kraju. Aplikacja ma duży potencjał także dla biznesu. Do końca 2017 roku ma zostać ukończona aplikacja dla akceptantów. Do aplikacji mObywatel niezbędny jest telefon z oprogramowaniem Android, z którego korzysta 90 proc. Polaków mających smartfon. W styczniu 2018 roku ma ruszyć wersja dostępna na urządzenia z oprogramowaniem iOS firmy Apple.

Usługa mDokumenty pozwala na użycie telefonu komórkowego zamiast zwykłych dokumentów. Obecnie w ramach usługi można korzystać z dwóch aplikacji: mDowodu Osobistego (do końca 2017 roku trwa pilotaż w czterech urzędach: w Łodzi, Koszalinie, Ełku i Nowym Wiśniczu) oraz mTożsamości w kontaktach z innymi obywatelami. Na tym nie koniec. Kolejno będą też udostępniane nowe mDokumenty.

Do końca 2017 roku będzie można złożyć wniosek online o wydanie prawa jazdy, zameldowanie, wydanie aktu stanu cywilnego czy zarejestrować nowo narodzone dziecko. W drugiej połowie 2018 roku w aplikacji mDokumenty znajdą się zaś wszystkie dokumenty kierowcy i pojazdu. W tej chwili Ministerstwo Cyfryzacji skupia się przede wszystkim na przygotowaniu biznesowej wersji mDokumentów.

– Jeszcze przed końcem roku chcemy skończyć aplikację dla akceptantów, czyli dla biznesu, który będzie korzystał z mDokumentów, z dowodu osobistego w szczególności, w swojej działalności biznesowej – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Anna Streżyńska, minister cyfryzacji.

Usługa mDokumenty przeznaczona będzie dla akceptantów, czyli banków, telekomów, Poczty Polskiej, które chciałyby w pełni korzystać z aplikacji i sprawdzać tożsamość klienta, który okazuje mObywatela jako swój dowód osobisty.

– Chodzi o to, żeby w sposób wiarygodny każdy bank, operator telekomunikacyjny, Poczta Polska czy Koleje Państwowe mogły potwierdzić, że dokument mobilny, którym legitymuje się obywatel, jest autentycznym dokumentem. Aplikacja dla akceptantów jest potrzebna do tego, żeby ta interakcja była dwustronna – tłumaczy minister Anna Streżyńska.

Aplikację mobilną mObywatel można pobrać ze sklepu Google Play. Obecnie do aplikacji niezbędny jest telefon z oprogramowaniem Android w wersji 6.0 lub nowszym. Z takiego oprogramowania korzysta ok. 90 proc. Polaków mających smartfon. Aplikacja została udostępniona 29 października. W styczniu 2018 roku ma być gotowa wersja dostępna na urządzenia z oprogramowaniem iOS firmy Apple.

– Skupiamy się na bardzo pożądanej aplikacji na iOS, bo te 7 proc. użytkowników, którzy korzystają z urządzeń Apple, są niezwykle aktywni, nowocześni i żądni nowinek technicznych – wskazuje Anna Streżyńska.

Zakażenia układu moczowego są drugą najczęstszą infekcją bakteryjną u dzieci. Występuje 50 razy częściej u dziewczynek niż u chłopców

Zakażenia układu moczowego są drugą najczęstszą infekcją bakteryjną u dzieci. Występuje 50 razy częściej u dziewczynek niż u chłopców 5

Szacuje się, że objawy zakażenia układu moczowego pojawiają się u około 8 proc. dziewczynek i 2 proc. chłopców do siódmego roku życia. Za około 80–95 proc. przypadków zachorowań u dzieci odpowiedzialna jest bakteria Escherichia coli. Infekcje te najczęściej objawiają się gorączką, bolesnym oddawaniem moczu, częstomoczem lub bolesnością w okolicy lędźwiowej. Specjaliści podkreślają, że dynamiczny rozwój antybiotykoterapii znacznie ułatwia prawidłowe leczenie infekcji.

Zakażenie układu moczowego (ZUM) występuje częściej u kobiet niż u mężczyzn, mają one bowiem znacznie krótszą i szerszą cewkę moczową, która w dodatku znajduje się w bliskim sąsiedztwie odbytu. To sprawia, że bardzo ważna staje się higiena układu moczowo-płciowego. 10 proc. kobiet cierpi na takie infekcje raz w roku, a 60 proc. co najmniej raz w życiu.

– Zakażenia układu moczowego to jedna z najczęstszych przyczyn interwencji lekarskiej. Stanowią one około 40 proc. wszystkich zakażeń szpitalnych i w granicach 10–20 proc. zakażeń pozaszpitalnych. W populacji pediatrycznej ZUM stanowi około 10 proc. zakażeń. Z wyjątkiem niemowląt, zdecydowanie częściej, bo około 50 razy częściej, występuje u dziewczynek i kobiet. Ryzyko wystąpienia ZUM do 14 roku życia szacujemy na 3 proc. u chłopców, 10 proc. u dziewczynek i do 13 proc. u gorączkujących niemowląt – mówi agencji Newseria Marek Dąbrowa, kierownik Działu Rozwoju Projektów Medycznych w Aflofarm.

Rocznie na świecie notuje się w granicach 150 milionów przypadków zachorowań na zakażenie układu moczowego. Zapadalność w Polsce jest na podobnym poziomie, jak w innych krajach Europy.

– Najczęstszą przyczyną ZUM są gram-ujemne pałeczki jelitowe z rodziny Enterobacteriaceae. W niepowikłanych przypadkach dominuje Escherichia coli, która jest odpowiedzialna za około 80–95 proc. pierwszych przypadków ZUM i powyżej 90 proc. ZUM u kobiet. W zakażeniach powikłanych traci ona na znaczeniu na korzyść takich bakterii jak Proteus czy Klebsiella – tłumaczy Marek Dąbrowa.

Objawy ZUM uzależnione są od zajętego odcinka. W przypadku zakażenia dolnych dróg moczowych mamy do czynienia z utrudnionym i bolesnym oddawaniem moczu, z częstomoczem, z moczeniem nocnym, mimowolnym oddawaniem moczu oraz bólami w okolicy nadłonowej. W zakażeniach górnych dróg moczowych do tych dolegliwości dochodzą także stany podgorączkowe, gorączka, osłabienie organizmu, wymioty oraz bóle brzucha.

– U dzieci do 2 roku życia, co szczególnie ważne, objawy są bardzo niespecyficzne. Zaliczamy do nich gorączkę, niechęć do jedzenia, brak przyrostu masy ciała, senność, płaczliwość przy oddawaniu moczu, rozdrażnienie, bóle brzucha oraz wymioty. Ze względu na brak precyzyjnych objawów każda niezdiagnozowana gorączka w tym wieku powinna być traktowana jako podejrzenie ZUM – wyjaśnia Marek Dąbrowa.

Ze względu na obecność skutecznych leków powikłania ZUM występują stosunkowo rzadko, natomiast są one poważne.

– Zaliczamy do nich blizny w nerkach, które występują w trakcie nawracalności ZUM,  białkomocz, postępującą utratę funkcji nerek i rozwój nadciśnienia tętniczego. Powikłaniem odmiedniczkowego zapalenia nerek może być sepsa, która jest jedną z najczęstszych przyczyn zgonów na oddziałach intensywnej terapii – mówi Marek Dąbrowa.

Zakażenie układu moczowego to powszechny problem, jednak dzięki coraz lepszym produktom dostępnym bez recepty dla dorosłych można samemu zawalczyć o zdrowy układ moczowy.

– Leki pierwszego wyboru zalecane w leczeniu zakażeń dolnego odcinka dróg moczowych to m.in. pochodne nitrofurantoiny, do których zaliczamy furazydynę (furaginę), od niedawna dostępną w Polsce w formie pediatrycznej oraz nitrofurantoinę. Furagina w formie zawiesiny doustnej to pierwszy taki lek na świecie. Dotychczas ordynowanie furaginy u dzieci wiązało się ze stosowaniem dostępnych na rynku tabletek, co wymagało czasochłonnego i uciążliwego dzielenia, kruszenia oraz zawieszania powstałego w ten sposób proszku w płynie. Dzieci nie tolerowały takiej formy podania leku, co ważniejsze zachodziła obawa czy cała dawka leku została przyjęta – podkreśla Marek Dąbrowa.

Dlatego też została opracowana innowacyjna, pediatryczna forma tego skutecznego i bezpiecznego leku. Wydawany jest on z przepisu lekarza i może być stosowany u dzieci powyżej trzeciego miesiąca życia.

– Na etapie badań rozwojowych rozmawialiśmy z lekarzami oraz z rodzicami pacjentów, którzy byli pozytywnie nastawieni do takiej formy terapii. Został stworzony lek, który umożliwia precyzyjne i bezpieczne dawkowanie furaginy w populacji pediatrycznej – mówi Marek Dąbrowa.

Warto również wspomnieć o profilaktyce ZUM, która obejmuje m.in. przyjmowanie przynajmniej dwóch litrów płynów dziennie, częste oddawanie moczu, szczególnie przed snem, wyprzedzające oddawanie moczu, unikanie zaparć poprzez stosowanie właściwej diety, właściwą higienę osobistą, picie soku z żurawiny oraz stosowanie probiotyków. Jeśli to nie wystarczy, wtedy należy rozważyć zastosowanie leku przeciwbakteryjnego.

10 tys. godzin praktyki oraz talent to za mało. Młodzi muzycy inwestują w budowanie własnego wizerunku

10 tys. godzin praktyki oraz talent to za mało. Młodzi muzycy inwestują w budowanie własnego wizerunku 6

Kariera muzyka to przede wszystkim talent i nawet kilkanaście tysięcy godzin spędzonych na szkoleniu umiejętności gry na wybranym instrumencie. Za wysiłkiem z tym związanym stoją też finanse. Oprócz szkoły muzycznej i indywidualnych lekcji trzeba opłacić udział w konkursach, książki i nuty. Na odniesienie sukcesu wpływa też budowanie już na wczesnym etapie silnej sieci kontaktów i sprawny marketing, w tym głównie kształtowanie własnego wizerunku.

Młodzi muzycy kształcą się w systemie mistrz uczeń. To najdroższy system kształcenia. Mimo że mamy w kraju wiele szkół muzycznych i powstaje coraz więcej szkół prywatnych, to nadal dostęp do tej wiedzy jest bardzo ograniczony. To bardzo podnosi i tak już wysokie koszty nauczania, ponieważ zajęcia prowadzone są w systemie jedna osoba i jeden nauczyciel. Tylko tak można wychwycić błędy podczas kształcenia. Do tego dochodzą koszty związane z wyjazdami na różne kursy i konkursy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Filip Czarnecki, project manager Fundacji MyWay.

Z raportu „Making Music” przygotowanego przez ABRMS wynika, że 64 proc. nauczycieli wskazuje finanse jako jedną z największych barier w stawianiu pierwszych kroków na drodze do kariery muzycznej. Wpływ na wysokie koszty ma przede wszystkim nauka indywidualna, bo tylko taka ma sens przy doskonaleniu umiejętności na danym instrumencie. Podczas takich lekcji nauczyciel może wyłapać błędy i poprawić technikę ucznia. Dodatkowo naukę trzeba rozpocząć wcześnie – niekiedy nawet niespełna trzyletnie dzieci zaczynają naukę gry m.in. na skrzypcach.

W kompleksowym rozwoju kariery muzyka oprócz doskonalenia umiejętności gry na instrumencie, ważne jest również budowanie relacji z osobami mogącymi wspomóc ich karierę. Możliwość spotkania z wirtuozami jest kluczowa, z czego zdaje sobie sprawę ponad trzystu młodych muzyków, którzy wzięli udział w tegorocznej Akademii Santander Orchestra.

Młodzi muzycy w naszym projekcie realizowanym z Bankiem Zachodnim WBK mają możliwość spotkania się z tutorami, którzy grają w najlepszych polskich orkiestrach symfonicznych, w NOSPR, w Filharmonii Narodowej czy Sinfonii Varsovii. To muzycy najwyższej klasy, którzy przekazują młodym muzykom swoją wiedzę i wszystkie umiejętności, które posiedli w trakcie swojego życia zawodowego – wskazuje Filip Czarnecki.

W edukacji rola tutora jest nie do przecenienia. W dążeniu do muzycznej doskonałości mistrz jest niezbędny, nie tylko ze względu na wiedzę i doświadczenie, lecz także ze względu na znajomości niezbędne, aby wprowadzić młodego muzyka do odpowiedniego kręgu.

W ramach Akademii Santander Orchestra oprócz zajęć indywidualnych, lekcji mistrzowskich, które dotyczą gry na instrumentach, takich jak skrzypce, wiolonczela, altówki, kontrabasy, obój, flet, klarnet i wszystkie pozostałe instrumenty orkiestry symfonicznej, młodzi artyści mogą również liczyć na zajęcia m.in. z public relations, prawa autorskiego, social media oraz z autoprezentacji. To elementy, o których mało kto myśli, a które są bardzo pomocne i wręcz niezbędne do tego, aby prowadzić karierę muzyczną – wymienia przedstawiciel Fundacji MyWay.

Kariera muzyka wymaga kompleksowych działań. Oprócz nauki i doskonalenia gry na instrumencie niezbędna jest też umiejętność budowania swojego scenicznego wizerunku, prowadzenia kariery czy wykorzystania możliwości mediów społecznościowych w kreowaniu własnej marki. Dlatego również na ten aspekt kładzie nacisk projekt Akademia Santander Orchestra, który jest prowadzony od trzech lat przez Bank Zachodni WBK. To jeden z elementów zaangażowania banku w promocję nauki, kultury i sztuki.

Pomysłodawcami stworzenia Akademii Santander Orchestra są Bank Zachodni WBK i Fundacja MyWay, które działają przy wsparciu Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego.

Inwestycje w ciepłownictwo pomogą w walce ze smogiem. PGE umacnia się w tym sektorze

Inwestycje w ciepłownictwo pomogą w walce ze smogiem. PGE umacnia się w tym sektorze 7

Grupa PGE finalnie przejęła w połowie listopada aktywa ciepłownicze wystawione wcześniej na sprzedaż przez francuski koncern EDF. Za kwotę 4,27 mld zł spółka nabyła osiem elektrociepłowni, trzy sieci ciepłownicze oraz Elektrownię Rybnik. To jedna z największych tego typu akwizycji na skalę europejską. Dalsze inwestycje w sektorze ciepłowniczym uzależnione są od wsparcia dla kogeneracji. Nie ma skuteczniejszej metody na smog – podkreśla Jerzy Kurella.

– Kogeneracja jest bardzo istotnym elementem kształtowania rynku energetycznego. Z drugiej strony jest też elementem spełniania przez Polskę rygorystycznych kryteriów środowiskowych. Nie ma lepszej metody walki ze smogiem i zanieczyszczeniem powietrza niż prowadzenie biznesu energetycznego w formie kogeneracji – mówi agencji Newseria Biznes Jerzy Kurella, ekspert ds. energetyki Instytutu Staszica, były prezes zarządu PGNiG i Tauronu.

Kogeneracja jest procesem technologicznym, który polega na jednoczesnym wytwarzaniu w elektrociepłowni energii elektrycznej i ciepła użytkowego. To jedna z najbardziej efektywnych metod przetwarzania energii pierwotnej, zapewniająca ponad 10-proc. oszczędności w porównaniu z wytwarzaniem energii i ciepła w systemie rozdzielonym. Dodatkowo jest bardziej ekologiczna i przyczynia się do ograniczania emisji CO2, dlatego wsparcie kogeneracji jest narzędziem polityki energetycznej Polski i UE.

Rządowe wsparcie dla kogeneracji napędza kolejne inwestycje w ciepłownictwie, więc korzyści są dwustronne – zarówno dla środowiska, jak i dla całej energetyki. W obecnym kształcie system wsparcia będzie obowiązywał do końca 2018 roku.

W Polsce wciąż jest bardzo duży potencjał dla rozwoju sektora ciepłowniczego. Ponad sto miast średniej wielkości nie ma jeszcze elektrociepłowni, a w wielu aglomeracjach sieć ciepłownicza wymaga gruntownej modernizacji. W ten potencjał chce inwestować PGE. W połowie listopada spółka oficjalnie przejęła aktywa ciepłownicze wystawione na sprzedaż przez francuski koncern PDF Polska.

– Akwizycja aktywów EDF Polska jest ważnym zdarzeniem dla Polskiej Grupy Energetycznej. Dzięki niej PGE uzyskała znaczące i dobre aktywa ciepłownicze – do grupy kapitałowej będzie należało osiem elektrociepłowni i trzy sieci ciepłownicze w istotnych miastach Polski. PGE otrzymuje dostęp do nowych klientów, do których może dotrzeć z nową ofertą, zarówno sprzedaży ciepła, jak i prądu. Z drugiej strony klienci mogą oczekiwać lepszej oferty produktowej, ponieważ może to być oferta skojarzona tych dwóch produktów – wskazuje Jerzy Kurella.

Finalne podpisanie umowy nabycia przez PGE aktywów ciepłowniczych należących do EDF Polska miało miejsce 13 listopada. To jedna z największych tego typu akwizycji w Europie w ostatnich latach, jej wartość wyniosła 4,27 mld zł (wartość samych aktywów wyceniono na 2,45 mld zł).

– Dzięki nabyciu dobrze zarządzanych aktywów grupa PGE pozyskała dobrze ułożony i regulowany biznes, co oznacza, że będzie mogła lepiej bilansować swoją strukturę wewnętrzną również w zakresie finansowym. Niewątpliwie wpłynie to na dalsze polepszenie standingu finansowego i operacyjnego spółki –ocenia Jerzy Kurella.

Dzięki listopadowej transakcji grupa PGE zwiększyła swoje zainstalowane moce cieplne o ponad 100 proc. i zyskała 15-proc. udział w krajowym rynku ciepła. O 25 proc. zwiększyła też swoje moce elektryczne, co umocniło jej pozycję lidera na polskim rynku energetycznym. Przejęcie aktywów od EDF Polska pozwoli też spółce na dalszą ekspansję i pozyskanie nowych rynków zbytu.

– Wydaje się, że sama transakcja nie powinna mieć negatywnego wpływu na kształtowanie się taryf w ciepłownictwie, które są w zdecydowanej części uzależnione raczej od cen węgla. Natomiast dalszy rozwój ciepła systemowego będzie wymagał kolejnych inwestycji, stąd nie można wykluczyć jakichś ruchów cenowych na taryfach, Jednak na ten moment nie oczekiwałbym żadnych istotnych zmian w tym zakresie – mówi Jerzy Kurella.

Ekspert Instytutu Staszica zauważa, że listopadowa transakcja PGE jest również istotna dla społeczności lokalnych i miast, w których spółka przejęła aktywa. Te mogą się spodziewać znaczących inwestycji w infrastrukturę.

 Za tą transakcją stoi bardzo silny podmiot, jakim jest grupa PGE. Miasta, w których są usytuowane przejęte aktywa, mogą być pewne, że będzie następować dalsza modernizacja i kolejne inwestycje w elektrociepłownie czy systemy kogeneracyjne oraz dalszy rozwój sieci ciepłowniczej – wskazuje Jerzy Kurella.

Polski łazik marsjański może być używany także na Ziemi. Może ratować ludzi np. w zawalonych budynkach

Polski łazik marsjański może być używany także na Ziemi. Może ratować ludzi np. w zawalonych budynkach 8

W Polsce istnieje kilka grup naukowych zajmujących się pracami nad łazikami marsjańskimi. Polacy odnoszą na tym polu wiele sukcesów, wygrywają prestiżowe konkursy. Jednym z takich pojazdów jest Kalman, na którego rozwój AGH Space Systems właśnie otrzymało dofinansowanie. Łazik planetarny ma posłużyć nie tylko astronautom do pomocy w kosmicznych misjach, lecz także na Ziemi. Tego typu roboty mogą ratować ludzkie życie, np. szukając ocalałych pod gruzami zawalonych budynków.

Łazik planetarny Kalman zbudowany jest z aluminiowej ramy. Porusza się na zaprojektowanych w AGH i wydrukowanych w technologii 3D kołach, specjalnie przystosowanych do pokonywania przeszkód podczas zawodów łazikowych. Ponadto wyposażony jest w szereg podzespołów elektronicznych, które służą do wykonywania przez niego zadań konkursowych oraz do mapowania terenu.

– Jest zaprojektowany tak, aby móc autonomicznie poruszać się po okolicy i aby móc pomagać astronaucie w wykonywanych przez niego zadaniach – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Weronika Mrozińska, przewodnicząca Koła Naukowego AGH Space Systems.

W październiku 2017 r. AGH podpisała umowę z krakowskim lotniskiem w sprawie współpracy z Kołem Naukowym AGH Space Systems. Umowa pozwoli studentom rozwijać projekt łazika planetarnego Kalman m.in. poprzez zakup specjalistycznego sprzętu.

Prace nad łazikami planetarnymi mogą się przydać także na Ziemi. Autonomiczne pojazdy poruszające się w trudnych warunkach terenowych i zdolne do wykonywania różnych prac mogą zastąpić ludzi tam, gdzie praca jest zbyt niebezpieczna lub wręcz niemożliwa dla człowieka.

– Jest to łazik wykorzystywany do symulacji eksploracji obcej planety, natomiast technologia jest skalowalna, można ją stosować w inny sposób. Można byłoby używać go do pomocy w przypadku wypadków lotniczych, do szukania zaginionych osób, przenoszenia ciężkich obiektów, także jak najbardziej tego typu technologie mogą być wykorzystywane w przemyśle lotniczym, jak i na lotniskach – wyjaśnia Weronika Mrozińska.

Naukowcy z Uniwersytetu Technicznego w Tallinie już kilka lat temu zaprojektowali robota żółwia, który pomaga archeologom w badaniu wraków. Z kolei w Stanach Zjednoczonych rozwijany jest projekt SAFFIR, w ramach którego stworzono humanoidalnego robota walczącego z pożarami na statkach i okrętach.

Po katastrofach naturalnych, szczególnie trzęsieniach ziemi, coraz częściej używa się niewielkich łazików, zdolnych do penetrowania ruin budynków w celu odnalezienia ludzi pod gruzami. Prace nad Kalmanem posłużą zatem także do pomagania ludziom na naszej planecie.

– Taka platforma robotyczna to dla nas pole testowe, możemy zobaczyć, jakie technologie mogą być implementowane, dla jakich zadań. Możemy próbować przekładać to na zadania, które są potrzebne na Ziemi, np. dostęp do miejsc, w które niekoniecznie chcielibyśmy posłać ludzi, wykonywanie zadań niebezpiecznych, trudno dostępnych – wyjaśnia Weronika Mrozińska.

Najbardziej zaawansowanym łazikiem pracującym na Marsie jest obecnie Curiosity. Jego całkowita masa to 899 kilogramów, w tym 80 kilogramów samych instrumentów naukowych. Źródłem energii dla łazika jest radioizotopowy generator termoelektryczny, który zasila pojazd oraz jego liczne instrumenty naukowe. Na Curiosity znajdują się polskie detektory na podczerwień MCT, wykonane przez firmę VIGO System z Ożarowa Mazowieckiego. Łazik wraz z wyposażeniem kosztował niemal 2,5 mld dolarów.

W Polsce istnieje co najmniej kilka grup zajmujących się tworzeniem łazików. Poza AGH Space Systems swojego łazika zbudowała także drużyna Legendary Rover Team z Politechniki Rzeszowskiej. Dwa razy z rzędu ich łazik wygrał zawody łazików marsjańskich University Rover Challenge w Stanach Zjednoczonych, pokonując międzynarodową konkurencję. W 2017 r. w pierwszej piątce konkursu URC znalazły się aż trzy ekipy z Polski.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W przyszłym tygodniu w kalendarzu danych wyróżniają się raporty inflacyjne ze strefy euro i USA. Wydarzeniem tygodnia może zostać jednak szczyt OPEC, szczególnie jeśli podjęte tam postanowienia nie spełnią wygórowanych oczekiwań rynkowych. Koniec tygodnia to raporty o aktywności przemysłu z Polski, Wielkiej Brytanii i USA.

Przyszły tydzień: OPEC, podatki, Powell, PCE Core/PKB z USA, HICP z Eurolandu, PMI/ISM dla przemysłu, PKB z Polski, CAPEX z Australii, rynek pracy z Kanady

W czwartek 30 listopada OPEC oraz producenci ropy spoza kartelu odbędą spotkanie, na który prawdopodobnie zostanie podjęta decyzja o przedłużeniu ograniczenia wydobycia ropy naftowej do końca 2018 r. Obecne porozumienie obowiązuje do końca marca 2018 r. i przewiduje ścięcie realizowanego wydobycia o 1,8 mln baryłek/dzień. Celem ograniczeń jest obniżenie globalnej nadpodaży ropy naftowej do 5-letniej średniej, jednak po roku obowiązywania paktu, państwa-sygnatariusze są dopiero w połowie drogi. Do wygaśnięcia obecnego porozumienia wciąż pozostały cztery miesiące, a od prędkiego podejmowania decyzji producentów mogą powstrzymywać wysokie ceny ropy naftowej – Brent na poziomach powyżej 60 USD/b jest najwyżej do dwóch lat. Rynek jest silnie spozycjonowany pod wydłużenie porozumienia o 9 miesięcy. Gdyby OPEC i reszta nie spełnili oczekiwań rynkowych, przecena ropy naftowej może być znaczna. Jednak nawet w przypadku realizacji bazowego scenariusza przedłużenia porozumienia o 9 miesięcy cena ropy naftowej będzie wrażliwa na korektę pod wpływem „sprzedaży faktów”. W efekcie widzimy podwyższone ryzyko, że niezależnie od wyniku szczytu OPEC, spadki cen ropy są bardziej prawdopodobne.

Z USA w przyszłym tygodniu mamy indeks zaufania konsumentów (wt), rewizję PKB (śr), PCE Core (czw) i ISM dla przemysłu (pt). Wskaźnik nastrojów wyraźnie skoczył w październiku do najwyższego poziomu do 2000 r., a zdrowy rynek pracy i niska inflacja mogą podtrzymywać optymizm. W danych PKB za III kw. oczekiwana jest korekta w górę do 3,2 proc. w oparciu o poznane w międzyczasie dane o inwestycjach i zapasach. Pomimo ataków huraganów gospodarka podtrzymała solidne tempo ożywienia, co dobrze rokuje także dla czwartego kwartału. Wzrost PCE Core o 0,2 proc. m/m byłby w zgodzie ze wskazaniami CPI i nie będzie impulsem do zmiany nastawienia Fed. Po indeksie ISM oczekuje się skromnej korekty w dół, gdyż październikowe wskazania były sztucznie podbite wpływem huraganów na opóźnienia dostaw. Mimo to odczyt ponad 58 będzie podkreślał siłę sektora.

Pomimo pozytywnego obrazu rysowanego przez wskaźniki ekonomiczne, USD prawdopodobnie wszystkie zignoruje, a uwaga będzie na polityce fiskalnej i monetarnej. Senat USA ma głosować nad swoją wersją reformy podatkowej, a Republikanie mają niewielką przewagę dwóch głosów (i to do końca niepewnych). Nominowany na nowego prezesa Fed Jerome Powell będzie przesłuchiwany przed Komisją Bankową (wt) i każde sugestie odmiennego zdania od Janet Yellen będą odnotowane.

W strefie euro najbardziej interesujące będą dane o listopadowej inflacji HICP (czw). Przygotowania do okresu świątecznego mogą podbić inflację do 1,6 proc. z 1,4 proc. w październiku, jednak inflacja bazowa ma wzrosnąć tylko o 0,1 pp do 1, proc. Ledwo widoczne oznaki nasilenia presji inflacyjnej argumentują za utrzymaniem nastawienia przez EBC na posiedzeniu w grudniu. Sygnały silnego ożywienia gospodarczego są lepszym paliwem do podtrzymania siły EUR.

W Wielkiej Brytanii będzie potrzeba poczekać aż do piątku na PMI dla przemysłu. Od wiosny wskaźnik pozostaje względnie stabilny w pobliżu 56 pkt. Dobre noty z Francji i Niemiec w tym tygodniu przemawiają za wzrostami także na Wyspach. Wyciszenie tematów politycznych (Brexit, kłopoty rządu May) mogą dać moment wytchnienia dla funta w relacji do USD i waluty surowcowych.

W Polsce otrzymamy dane o PKB za III kw. (czw) i wstępny odczyt listopadowej inflacji CPI (czw). Szybki szacunek PKB zaskoczył w górę na 4,7 proc., ale dopiero teraz poznamy dane o komponentach. Słaba dynamika w inwestycjach prywatnych może być łyżką dziegciu, ale nie stanowi to zagrożenia dla złotego. CPI prawdopodobnie przyspieszył do 2,3 proc. na wzroście cen paliw – żaden to argument dla RPP. Od jakości zewnętrznego sentymentu rynkowego zależeć będzie, czy EUR/PLN złamie 4,20.

Jen tradycyjnie zignoruje odczyty z japońskiej gospodarki: w przyszłym tygodniu opublikowane będą sprzedaż detaliczna (śr), produkcja przemysłowa (czw), stopa bezrobocia i inflacja CPI (pt). Nawis krótkich pozycji spekulacyjnych w JPY jest pod ryzykiem domykania przy ostatniej słabości dolara. Stanowi to główny czynnik mogący w najbliższych dniach ściągać USD/JPY niżej.

W Australii na pierwszym planie będą kwartalne szacunki wydatków inwestycyjnych przedsiębiorstw (czw). Oczekiwania przeważają na rzecz mocniejszych danych potwierdzających solidne tempo ożywienia i mogą dać AUD chwilę oddechu po słabszej serii z ostatnich tygodni. W Nowej Zelandii pozwolenia na budowę domów (śr) są drugorzędną publikacją. Trzymamy się zdania, że wyprzedaż NZD z pobudek politycznych (plany nowego rządu) była przesadzona, a w obliczu słabości USD może być łatwiej o odreagowanie kiwi.

W Kanadzie w piątek mamy kwartale PKB oraz listopadowy raport z rynku pracy. W październiku dane o zatrudnieniu były wyjątkowo dobre, więc teraz rośnie ryzyko odreagowania. CAD musi też martwić o zachowanie ropy naftowej po szczycie OPEC, a jak wspominaliśmy na początku, widzimy więcej powodów do pesymizmu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Firmy outsourcują średnio do 3 funkcji biznesu i IT. Biznes przekonuje się do modelu usługowego

Firmy outsourcują średnio dwie do trzech funkcji IT i tyle samo biznesowych. Rozwiązania udostępniane jako usługa konsekwentnie przekonują do siebie biznes

Te warte podkreślenia wnioski pochodzą z najnowszej publikacji Tech Pro Research „Everything as a Service: Why companies are making the switch to SaaS, IaaS, PaaS nad more”. Przedstawia ona aktualne trendy światowe związane z usługami IT typu XaaS (wszystko jako usługa).

Twórcy raportu postanowili zestawić wskazywane przez użytkowników usług XaaS pozytywne i negatywne doświadczenia dotyczące wykorzystania rozwiązań dostarczanych w tym modelu. Bilans szans i zagrożeń zdecydowanie przemawia na korzyść tych pierwszych. Jedynie nieco ponad 20% firm zgłosiło problemy związane z obsługą klienta, wyraziło zaniepokojenie częstymi zmianami personalnymi po stronie dostawcy czy zauważalnym wzrostem cen usług. Jeżeli chodzi o benefity 55% przedsiębiorstw podkreśliło brak konieczności zajmowania się obsługą techniczną infrastruktury, a 36% przyznało, że dostawcy są w stanie rozwiązywać problemy niemożliwe do rozwiązania przez własny personel. Dla 35% główną przewagą związaną z outsourcingiem w modelu usługowym jest gwarancja nieprzerwanego dostępu do danych dzięki rozwiązaniu Disaster Recovery. Tyle samo ankietowanych nie kryło faktu, że budowanie zarządzania procesami organizacji na bazie różnych usług typu XaaS przynosi wymierne oszczędności.

Głównym powodem, dla którego firmy przechodzą od utrzymywania wewnętrznego środowiska IT do zakupu usług wspierających poszczególne obszary IT i biznesu, jest automatyzacja zarządzania wszystkimi systemami i narzędziami – na ten aspekt wskazała połowa uczestników badania. Nie bez znaczenia jest także kwestia optymalizacji kosztów i czas potrzebny do uruchomienia w pełni funkcjonalnej infrastruktury.

E-mail wciąż na szczycie

Analitycy Tech Pro Research wyszczególnili trzy najczęściej wybierane przez przedsiębiorstwa funkcje w modelu XaaS, określane jako biznesowe. Na szczycie uplasowały się usługi poczty elektronicznej (61%), drugie miejsce przypadło aplikacjom wykorzystywanym w pracy biurowej, w tym arkuszom kalkulacyjnym i edytorom tekstu (35%), a podium zamykają rozwiązania obsługujące wideokonferencje (31%).

Usługi centrodanowe numerem 1

W obszarze IT firmy najczęściej korzystają z wynajmu zasobów i zakupu mocy obliczeniowej w ośrodkach data center (36%) oraz rozwiązań wspierających utrzymanie ciągłości biznesowej z zakresu Backup/Disaster Recovery (35%). Trzecie miejsce najchętniej wybieranych obszarów outsourcingu IT (29%) dzielą natomiast ex aequo sprzęt i oprogramowanie tworzące infrastrukturę sieciową oraz bazy danych.

– IT w modelu usługowym odgrywa coraz większe znaczenie, głównie dzięki przewagom tego typu rozwiązań względem klasycznego środowiska teleinformatycznego w modelu in-house. Wskazują na nie same firmy korzystające z tych rozwiązań. Dla połowy z nich kluczowym czynnikiem przemawiającym za usługami XaaS jest rezygnacja z konieczności własnoręcznego zarządzania systemami czy aplikacjami i oddanie ich pod opiekę dostawcy usług. 45% respondentów wskazuje także na niższe koszty utrzymania personelu technicznego czy cyklicznej wymiany sprzętu i aktualizacji oprogramowania. Tyle samo uczestników badania zwróciło uwagę na znacznie krótszy czas uruchomienia wynajmowanej infrastruktury – dostępnej niemal od zaraz – w porównaniu do czasochłonnego budowania własnego środowiska IT i koniecznością spełnienia szeregu procedur – dodaje Adam Dzielnicki z Atmana, lidera polskiego rynku data center.

Boom teraz, eksplozja euro później

Dowody silnego ożywienia w strefie euro są już teraz, ale minie jeszcze trochę czasu, nim gołębie z ECB się im poddadzą. Dziś PMI z USA także powinny być silne (choć nie tak, jak w Europie), ale Fed potrzebuje przyspieszenia inflacji. Zanosi się na handel na pół gwizdka po Święcie Dziękczynienia.

Europejski biznes przeżywa boom. Wczoraj PMI Composite dla strefy euro wskazał na najszybsze tempo ekspansji od 2011 r. Z cząstkowych danych otrzymaliśmy tylko informacje z Francji i Niemiec (dane wstępne), ale w obu przypadkach odnotowano pozytywne niespodzianki. Dwie największe gospodarki bloku pozostają na pełnych obrotach i sugerują, że wzrost PKB strefy euro w całym IV kw. może wynieść 0,8 proc. k/k. Byłoby to powyżej prognoz ECB, ale też oczekiwań obecnie dyskontowanych przez rynek. Szybsze tempo rozwoju może oznaczać domykanie luki popytowej i narastanie presji płacowej, a dalej – inflacyjnej. To byłaby dobra wiadomość dla jastrzębi w Radzie Prezesów ECB, gdyż mogliby forsować swój o postulat a zamknięciu programu skupu aktywów już we wrześniu 2018 r. Jednak po opublikowanych wczoraj zapiskach dyskusji na ostatnim posiedzeniu ECB wiemy, że jastrzębie są w mniejszości. Dalej dominuje przekonanie, że rynkowi nie możne przedwcześnie dawać wskazówek o kresie jednego z kluczowych projektów ekspansji monetarnej, gdyż doprowadziłoby to do wyprzedzającego i niechcianego zacieśniania warunków kredytowych. W oparciu o tak dobre dane z gospodarki jest bardziej prawdopodobne, że ECB będzie zmuszony do modyfikacji swojego forward guidance na rzecz szybszej normalizacji. Ale bank centralny ma to jeszcze czas, a obawy gołębi raczej będą ich powstrzymywać od zmiany komunikacji jeszcze przez dobre kilka miesięcy. Między innymi z tego powodu oczekujemy wzrostu EUR/USD w przyszłym roku do 1,24, jednocześnie pozostając przy neutralnym poglądzie do końca bieżącego roku.

Dziś dostaniemy wstępne szacunki listopadowych PMI z przemysłu i usług USA i choć są pewne szanse na pozytywne zaskoczenia, wątpliwe, aby rynek wyciągał z nich silne wnioski dla polityki pieniężnej Fed. Ożywienie w USA pozostaje silne, o czym wiadomo od jakiegoś czasu. Tak samo znany jest fakt, że inflacja nie chce wyraźnie przyspieszyć, co niepokoi gołębi w Fed. Pewna podwyżka stóp procentowych na najbliższym posiedzeniu w grudniu nikt się już nie przejmuje. USD potrzebuje mocnej inflacji (lub wystrzału płac w listopadowym raporcie NFP), by rozgrzać dyskusję podwyżkach w 2018 r. Dziś się to nie uda.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Złoty coraz silniejszy

W czwartek amerykański dolar był na najniższych poziomach od około miesiąca, podczas gdy euro zyskiwało dzięki dobrym danym napływającym z gospodarek strefy euro. Lepsze od oczekiwań analityków okazały się takie odczyty za listopad, jak indeks PMI dla przemysłu w Niemczech (62,5 pkt.), indeksy PMI dla przemysłu (57,5 pkt.) i usług (60,2 pkt.) we Francji oraz indeksy PMI dla przemysłu (60 pkt.) i usług (56,2 pkt.) w całej strefie euro. Z kolei słaby dolar oraz coraz większe prawdopodobieństwo działań RPP kierunku zaostrzania polityki pieniężnej wspierało polską walutę. Koszyk złotego osiągnął najwyższe poziomy od maja 2015 r.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do euro (-0,13 %), a zyskuje do brytyjskiego funta (+0,15%), dolara kanadyjskiego (+0,19%), dolara australijskiego (+0,02%) oraz japońskiego jena (+0,23%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,185, GBP/USD – 1,329, USD/CAD – 1,272, AUD/USD – 0,762 i USD/JPY – 111,5. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,31%) i kurs EUR/JPY wynosi 132, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,891. Złotówka zyskuje do głównych walut światowych. W piątek rano dolar kosztuje 3,55 zł, euro – poniżej 4,21 zł, funt – 4,72 zł, a frank szwajcarski – poniżej 3,62 zł.

Giełdy: Po wcześniejszych spadkach, na światowych giełdach mieszanka koloru czerwonego i zielonego. W czwartek londyński indeks FTSE 100 stracił 0,02%, frankfurcki indeks DAX spadł o 0,05%, a paryski indeks CAC 40 zyskał 0,5%. W Amerykach meksykański indeks Bolsa obniżył się o 0,13%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,04%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,12%, chiński indeks Shanghai Composite – o 0,06%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,51%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wzrostach w piątek rano ceny ropy naftowej idą w dół. Baryłka ropy Brent kosztuje 63,05 USD (-0,03%), a ropy WTI – 58,36 USD (-0,19%). Z kolei cena złota minimalnie rośnie. Uncję metalu rynek wycenia na 1290 USD. To 1 USD więcej (+0,08%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Japonia – Indeks PMI dla przemysłu, listopad – 53,8% (prognoza 52,6%)
  • 10:00 – Polska – Stopa bezrobocia, październik (prognoza 6,6%)
  • 10:00 – Niemcy – Indeks instytutu Ifo, listopad (prognoza 116,5 pkt.)
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla usług, listopad (prognoza 55,5 pkt.)
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla przemysłu, listopad (prognoza 54,9 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Bezrobocie znowu w dół. Rekordowy indeks w Niemczech

Stopa bezrobocia w Polsce dalej osłabia, ale nie umacnia złotówki. Dobre dane z Wielkiej Brytanii na temat sprzedaży detalicznej. Indeks Koniunktury niemieckiego biznesu na rekordowych poziomach pomimo kryzysu w polityce.

Bezrobocie w dół

W październiku stopa bezrobocia w Polsce spadła do 6,6%. W dalszym ciągu jest to najlpszy wynik od przemian ustrojowych przełomu lat 80 i 90. Analitycy spodziewali się dokładnie takiego poziomu. Ciekawa była reakcja rynków. Tuż po decyzji złoty delikatnie się umacniał. Osiągnął minimum na poziomie niemal 4,20 zł względem euro po czym odbił na 4,21 zł. Ruch ten był najprawdopodobniej efektem dużej ilości zleceń kupna czekających przed okrągłym poziomem 4,20 zł. Ostatnie dni to powolne umacnianie się złotego. Widać natomiast, że wspomniany okrągły poziom nie będzie łatwy do sforsowania.

Dane z Wielkiej Brytanii

Wczoraj poznaliśmy informacje na temat wzrostu PKB i sprzedaży detalicznej z wysp. Wzrost PKB był rewizją poprzednich danych szacunkowych. Zmiana względem wstępnego odczytu w ujęciu rocznym nie wystąpiła. Ciekawiej natomiast wypadła sprzedaż detaliczna. Indeks CBI wyniósł 26 pkt wobec oczekiwanych 5 pkt. Rynek jednak zignorował te dane i kontynuował ruch osłabiający funta względem pozostałych walut.

Indeks koniunktury w Niemczech na rekordowym poziomie

Impas wyborczy nie wpłynął na nastroje w biznesie. Indeks Instytutu IFO osiągnął wynik 117,5 pkt to o 1 pkt powyżej oczekiwań. Jest to kolejny impuls w ostatnich dniach, który popycha do góry kurs euro względem dolara amerykańskiego. Euro pomimo wciąż nie stworzonego rządu w Niemczech jest najmocniejsze od września. W rezultacie obserwujemy wyjątkowo taniego dolara, gdyż efekt ten został pogłębiony przez silną złotówkę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

W październiku 22% wzrost liczby niewypłacalności polskich firm

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności. W październiku w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 80 przypadkach niewypłacalności przedsiębiorstw wobec 66 w październiku 2016 r. Od początku opublikowanych niewypłacalności polskich firm było 753 wobec 655 w analogicznym okresie ubiegłego roku (wzrost o 15%).

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

Kluczowe wnioski:

  • Ponowny wzrost niewypłacalności – w ciągu 10 miesięcy br. tylko w dwóch z nich było ich mniej niż przed rokiem. Do końca roku powinien utrzymać się trend 15% wzrostu ich liczby r/r
  • W październiku, w odróżnieniu od minionych miesięcy, wzrost niewypłacalności miał miejsce w handlu (hurtowym) oraz w usługach
  • Budownictwo – w trakcie sezonu problemy mają mniejsze firmy ogólnobudowlane, nie mające wystarczającej siły przebicia do egzekwowania rentownych cen, tak jak większe podmioty czy firmy robót specjalistycznych
  • Niewypłacalności producentów mebli, firm kurierskich czy oprogramowania IT – pomimo popytu na ich produkty/usługi, kluczowa była więc niska rentowność
  • Ponowny wzrost niewypłacalności w uprzemysłowionych województwach południowo-zachodniej Polski, ponadto największy wzrost ich liczby na Mazowszu

wzrost liczby niewypłacalności polskich firmŹródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Obecne tempo wzrostu liczby niewypłacalności utrzyma się do końca bieżącego roku – dopiero w przyszłym roku za sprawą m.in. efektu statystycznego (wyższej bazy w roku bieżącym) i wzrostu inwestycji może ono ulec zmniejszeniu.

Hurt – problemy dystrybutorów wszystkich kategorii wyrobów, nie tylko spożywczych

Wśród niewypłacalnych hurtowni dużo było tych niewyspecjalizowanych (w październiku 8 podmiotów), czyli o bardzo szerokim asortymencie. I tak jest też generalnie – problemy mają nie tylko hurtownie art. spożywczych czy szerzej konsumenckich, ale ze wszystkich branż, także wyrobów plastikowych, elektrycznych, farmaceutyków (aż 3 przypadki), IT, wyposażenia wnętrz, kosmetyków, art. Budowlanych.

Hurtownie, które znikają miały zasięg lokalny, były generalnie raczej co najwyżej średnie pod względem skali działalności. Wynika to z faktu, że ich rynek się skurczył. Małe, niezależne sklepy znikają albo szukając oszczędności dołączają do różnego rodzaju grup zakupowych czy programów afiliacyjnych największych graczy. Małe hurtownie, które przeżywały rozkwit w latach 90-ych nie są w stanie konkurować ceną z największymi podmiotami. I nie tylko ceną – więksi gracze inwestują w nowoczesne rozwiązania informatyczne, magazynowe i dystrybucyjne, dzięki czemu klient ma do nich „bliżej” niż do lokalnej hurtowni. Ma to miejsce w każdej praktycznie branży, nie tylko spożywczej” – zauważa Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka.wzrost liczby niewypłacalności polskich firm 2

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Problemy firm usługowych również wiążą się z rentownością, a nie tylko z kwestiami popytowymi

Wśród aż 28 firm usługowych, których niewypłacalność opublikowano w październiku, były firmy z bardzo wielu sektorów: turystycznego, związanego z obsługą nieruchomości i procesów inwestycyjnych, ochrony zdrowia, agencje reklamowe, firmy doradztwa i obsługi finansowej. Warto zwrócić uwagę, że w tym gronie są też firmy znikające z rynku nie z tylko z powodu spadającego popytu, ale nawet wbrew ogólnie dobrej koniunkturze panującej w ich branżach. Przykładem są chociażby firmy programistyczne czy kurierskie.

Działalność związana z oprogramowaniem również może być ryzykowna, o czym świadczy aż 5 przypadków niewypłacalności w samym tylko październiku, mimo iż IT to przyszłość” – zauważa Tomasz Starus. – Jeśli na bieżąco nie ma wielu kontraktów zlecanych przez instytucje centralne, to realizujące je dotychczas największe podmioty na rynku sięgają w większym stopniu po zlecenia z rynku prywatnego, konkurując skutecznie z ich dotychczasowymi wykonawcami. Dotychczas bowiem wiodący dostawcy oprogramowania największe przychody czerpali z kontraktów państwowych, a ci mniejsi – z rynku prywatnego. Także w tym sektorze może dochodzić do koncentracji, pomimo ogólnie rosnącej wartości rynku – podobnie jak w handlu.”

Inny przykład to problemy firm na rynku kurierskim, mimo rozwoju handlu przez internet i w ślad za tym – popytu na te usługi. Firmy problemy mają więc także z powodu błędów w zarządzaniu, jak np. nadmiernego zwiększania sprzedaży kosztem marży.

Możliwe, że zacieśnianie podatkowe i regulacyjne zbiera (także pozytywne) żniwo?

Nie można wykluczyć, że kwestia kontroli podatkowych (ale też nowych regulacji rynku farmaceutycznego czy przewozu i obrotu paliwami) skutkuje tym, że m.in. w obrocie paliwami, elektroniką, wspomnianymi farmaceutykami, ale również żywnością trudniej jest obecnie przeprowadzać bardzo zyskowne do niedawna operacje reeksportu, tj. nielegalnego równoległego eksportu etc. Mające niewiele wspólnego z podstawową działalnością, z jaką kojarzyć można firmy o tym profilu, a przede wszystkim – psujące rynek, stanowiące nieuczciwą konkurencję wobec podmiotów nieuciekających się do tego typu działań wbrew lub obok obowiązującego prawa. Oczyszczanie rynku z takich podmiotów sprzyja uczciwej konkurencji. Oszustwa podatkowe – w tym fikcyjny reeksport nie ograniczały się bowiem tylko do handlu stalą czy częściami komputerowymi, miały miejsce także chociażby w handlu żywnością!

Różny charakter, podobny efekt – wzrost liczby niewypłacalności w najbardziej rozwiniętych gospodarczo województwach

W województwie dolnośląskim największa część październikowych niewypłacalności, bo ponad połowa (8 z 14) dotyczyła firm usługowych. Z kolei w województwie śląskim w statystyce niewypłacalności ubiegłego miesiąca najbardziej widoczna była grupa firm handlowych (5), przed firmami produkcyjnymi (3) i budowlanymi (2). W Wielkopolsce dominowały firmy produkcyjne (5 z 8 przypadków). Największy wzrost liczby niewypłacalności miał miejsce w woj. mazowieckim – było ich tam 19, o 11 więcej niż w październiku ubiegłego roku. W największej części za sprawą firm usługowych (9). Po 5 przypadków niewypłacalności dołożyły firmy produkcyjne i handlowe.

wzrost liczby niewypłacalności polskich firm 3

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Rośnie rynek i sprzedaż samochodów elektrycznych w Europie

Rynek samochodów elektrycznych rozwija się bardzo dynamicznie – zarówno europejski,  jak i polski. Dynamika to jednak procenty, a nie wolumen. Ten nadal pozostaje na niskim poziomie. W ciągu trzech kwartałów w 2017 roku sprzedano w Polsce zaledwie 300 samochodów elektrycznych.

– To wynik o 200 proc. lepszy niż w ubiegłym roku – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Drzewiecki, prezes IBRM Samar – Wzrost wiąże się z cenami, które ostatnio poszły w dół. To także większe zainteresowanie oraz medialny szum wokół tego typu aut. Wynik pozostaje jednak nadal niski. W Unii Europejskiej w pierwszym półroczu 2017 roku sprzedano ponad 110 tys. takich pojazdów. W stosunku do polskiego rynku to ogromna liczba. Wzrost jest jednak mniejszy, bo na poziomie 40 proc. W skali całej branży, w porównaniu do samochodów z napędami klasycznymi, to imponujący wynik. Jednym z najpopularniejszych modeli na rynku europejskim, ale i na polskim jest Nissan Leaf. Marka ta od lat dostarcza samochody elektryczne do Europy. Model ten zyskał dużą popularność i cieszy się zaufaniem klientów. Zajmował już pierwsze miejsce na liście rankingowej w Norwegii, gdzie rynek pojazdów elektrycznych rozwija się najbardziej dynamicznie – dodał Drzewiecki.

Nowe technologie pozwalają precyzyjnie zbadać reakcje mózgu na bodźce dotykowe. Dzięki temu operacje będą bezpieczniejsze dla pacjenta

Nowe technologie pozwalają precyzyjnie zbadać reakcje mózgu na bodźce dotykowe. Dzięki temu operacje będą bezpieczniejsze dla pacjenta 9

W chirurgii oraz diagnostyce coraz częściej wykorzystane są nowe technologie, takie jak wirtualna i rozszerzona rzeczywistość. Jedną z nich jest stymulator części kory mózgowej odpowiedzialnej za czucie, który pozwala precyzyjnie określić okolicę mózgu związaną z konkretnym bodźcem czuciowym. Dzięki temu rozwiązaniu operacje mózgu pozwolą uratować pełną sprawność pacjenta po operacji i zaplanować proces rehabilitacji. Wartość globalnego rynku rozwiązań VR i AR w medycynie szacuje się na 568,7 milionów dolarów. Do 2025 roku ma to być już 5 miliardów dolarów.

– Stymulator Kory Somatosensorycznej to urządzenie, które pozwala na precyzyjne badanie reakcji mózgu na bodźce dotykowe. W momencie gdy chcemy zbadać tego typu reakcje, możemy osobie badanej zaprezentować pewne symbole, prezentowane poprzez dotykowy interfejs dostępny w skanerze rezonansu magnetycznego – wyjaśnia agencji informacyjnej Newseria Innowacje Krzysztof Malej, kierownik działu sprzedaży Neuro Device Group.

Narzędzie do diagnostyki przedoperacyjnej rezonansu magnetycznego daje lekarzom nowe możliwości i uzupełnia lukę w badaniach lokalizacyjnych w neurologii i neurochirurgii, przy których zazwyczaj stosuje się fingertapping, czyli metodę polegającą na ręcznym sprawdzaniu czucia palców rąk.

– Dotychczas lekarze nie mieli do dyspozycji technologii, która umożliwiałaby im precyzyjne zmapowanie obszarów mózgu odpowiedzialnych za ruch oraz czucie. Lekarz w trakcie zabiegu neurochirurgicznego musiał pracować intuicyjnie, zwykła operacja usunięcia guza mózgu mogła się dla pacjenta skończyć utratą władzy w kończynie bądź utratą czucia – przekonuje ekspert.

Dotychczas przed zabiegiem chirurgicznym (np. wycięciem guza z mózgu) badało się pacjenta, by zlokalizować obszary odpowiedzialne za czucie i ruchy kończyn. Niekiedy spotykanym efektem jest współaktywacja. Stymulator sprawdza się w diagnostyce w przedoperacyjnej lokalizacji ośrodków czuciowych palców ręki, a także w badaniach ośrodków czuciowych dowolnej części ciała.

– Tego typu technologia, kompatybilna z rezonansem magnetycznym, pozwala dokładnie przed operacją zaplanować, które obszary mózgu mają zostać usunięte. Dzięki temu jesteśmy w stanie precyzyjnie uratować pełną sprawność pacjenta i precyzyjniej zaplanować proces rehabilitacji po zabiegu – twierdzi Krzysztof Malej.

Stymulator został zaprojektowany w dwóch wersjach interfejsu: stymulacji dotykowej (TactileInterface) lub prezentującego ciąg czterech znaków alfabetu Braille’a (BrailleInterface). Sam interfejs to płytka z odpowiednio umieszczonymi otworami, z których wysuwają się tępo zakończone igiełki, wszystko zostało wykonane ze specjalnego stopu metalu, pokrytego chromem technicznym. Każdą igiełką można sterować indywidualnie. Igiełki wysuwając się i wsuwając w ustalonych sekwencjach, stymulują skórę i jednocześnie wywołują aktywację mózgu w odpowiedniej okolicy czuciowej. Stymulator jest też jedynym obecnie urządzeniem na rynku, które umożliwia badanie pacjentów z niedowładami.

– Urządzenie ma zastosowanie nie tylko w badaniach naukowych, lecz także w diagnostyce, np. w przedoperacyjnym mapowaniu mózgu. Możemy wykorzystać fakt możliwości zbadania czucia głębokiego do oceny stanu mózgu i późniejszej rehabilitacji, terapii osób z zaburzeniami czucia głębokiego, które może stwarzać poważne problemy w życiu codziennym – mówi Krzysztof Malej.

Grand View Research szacuje wartość globalnego rynku rozwiązań VR i AR w medycynie na ponad 568 milionów dolarów. Co roku jego wartość rośnie średnio o ok. 29 proc. W 2025 r. może sięgnąć 5 miliardów dolarów.

Samochody z autopilotem wkrótce pojawią się na drogach. Badania w zakresie ich kontrolowania przez człowieka prowadzą Polacy

Samochody z autopilotem wkrótce pojawią się na drogach. Badania w zakresie ich kontrolowania przez człowieka prowadzą Polacy 10

W ciągu kilku najbliższych lat na drogach mogą się pojawić pierwsze samochody z autopilotem. Samochody półautonomiczne będą wymagały nadzoru przez człowieka. Badaniem nad momentem, w którym kierowca oddaje lub przejmuje kontrolę nad takim pojazdem, zajmują się Polacy. W Instytucie Transportu Samochodowego prowadzony jest projekt badawczy aDrive, w ramach którego badane jest oddziaływanie systemów automatyzujących jazdę na kierowcę.

– Badamy, w jaki sposób systemy automatyzujące jazdę oddziałują na kierowcę. Jest to bardzo ważny aspekt związany z tym, że coraz więcej tego rodzaju systemów się pojawia na drogach. W różnego rodzaju samochodach dostępne są m.in. aktywne tempomaty, asystent pasa ruchu, różnego rodzaju systemy typu AEB, czyli aktywne hamowanie w korku czy bardziej zaawansowane na drogach szybkiego ruchu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Arkadiusz Matysiak z Centrum Telematyki Transportu Instytutu Transportu Samochodowego.

Ludzie mają trudności z nadzorowaniem systemów, które rzadko zawodzą. Ludzki mózg poszukuje stymulacji, a jeśli jej nie otrzyma, znajdzie zastępstwo. Im bardziej system, który kierowca będzie musiał nadzorować, będzie niezawodny, tym mniejsze skupienie uwagi kierowcy. Badania prowadzone przez prof. Mary Cummings z Duke University dowodzą, że osoby prowadzące półautonomiczne pojazdy podejmują katastrofalne decyzje, a poleganie na człowieku, który miałby podjąć działanie w czasie krótszym niż kilkanaście sekund, doprowadzi do większej liczby wypadków.

– Było kilka przykładów, w których kierowcy niezbyt przykładali się do utrzymywania uwagi na drodze i kilka spektakularnych przypadków, które kończyły się powszechnymi w odbiorze dochodzeniami na amerykańskich i europejskich drogach. Celem naszego projektu jest zbadanie tzw. transferu kontroli, czyli momentu, w którym kierowca będzie musiał tę kontrolę oddawać albo z powrotem przejmować od pojazdu, kiedy pojazd wykryje, że sytuacja drogowa jest zbyt skomplikowana na to, żeby samemu poradzić sobie na drodze – tłumaczy Arkadiusz Matysiak.

Przyszłość z autonomicznymi samochodami na drogach jest jednak nieunikniona. Początkowo rynek zostanie zdominowany przez pojazdy półautonomiczne, potrafiące samodzielnie jeździć tylko w dobrych warunkach po dobrze oznakowanych drogach. Wraz z rozwojem technologicznym coraz większą część rynku będą zdobywały prawdziwie autonomiczne pojazdy.

Analitycy Boston Consulting Group przewidują, że do 2035 roku roczna sprzedaż w pełni autonomicznych pojazdów sięgnie 12 mln, a pojazdów półautonomicznych – 18 mln egzemplarzy. Zdaniem analityków Research and Markets średnioroczna wartość rynku samochodów autonomicznych będzie rosła o 39,6 proc., by w 2027 roku wynieść 126,8 mld dolarów.

– Autonomizacja transportu drogowego będzie niosła za sobą bardzo poważne skutki nie tylko jeśli chodzi o sam transport. Ona będzie oddziaływała na bardzo wiele obszarów zarówno gospodarki, jak i życia społecznego. W grę wejdzie zmiana myślenia o ubezpieczeniach, trzeba będzie pomyśleć o tym, kto będzie odpowiedzialny za wypadek, w momencie kiedy nie będziemy mieli kierowcy, a będziemy mieli operatora samochodu bądź nawet kogoś, kto porusza się tym samochodem, ale nie jest odpowiedzialny za to, w jaki sposób ten pojazd jedzie po drodze – zauważa ekspert.

W niektórych krajach trwają już prace nad objęciem ramami prawnymi autonomicznych samochodów. Prawodawcy muszą rozwiązać kwestie ubezpieczeń oraz odpowiedzialności za wykroczenia i wypadki. Wyzwaniem jest kwestia odpowiedzialności właściciela samochodu za wypadek spowodowany przez pojazd z nieaktualną wersją oprogramowania czy kwestia szybkości instalowania aktualizacji oprogramowania w samochodzie. Konieczne jest też określenie warunków, jakie muszą spełniać pojazdy, by zostać dopuszczone do ruchu.

– Zmiana będzie polegała na przejściu od modelu własnościowego, który w tym momencie jest powszechny, do modeli bardziej przypominających car sharing, samochody autonomiczne będą na to pozwalały z tego względu, że indywidualnie użytkowany samochód jest średnio użytkowany mniej więcej dwie godziny dziennie, natomiast samochód autonomiczny, który będzie mógł sam się poruszać, będzie mógł być cały czas w ruchu, w związku z tym będzie to mocno oddziaływało na zwiększenie mobilności wśród społeczeństwa, ale z prozaicznego punktu widzenia również na korki, które być może będą zniwelowane – twierdzi Arkadiusz Matysiak.

Przybywa nieruchomości wynajmowanych na krótki czas. Taki najem może dać zarobić więcej niż długoterminowy

Przybywa nieruchomości wynajmowanych na krótki czas. Taki najem może dać zarobić więcej niż długoterminowy 11

Krótkoterminowy wynajem lokali turystom może być znacznie bardziej opłacalny niż wynajem na dłuższy czas. Zwłaszcza że taka forma noclegu zyskuje na popularności. Najem krótkoterminowy sprawdzi się w największych miastach i kurortach turystycznych. Jest jednak zdecydowanie bardziej absorbujący niż wynajęcie mieszkania na kilka miesięcy czy nawet lat. Szybko rośnie też liczba apartamentów inwestycyjnych w systemie condohotelowym. To połączenie bloku mieszkalnego z funkcją hotelu, którym zwykle zarządza pośrednia firma. 

Wynajem krótkoterminowy jest alternatywą dla mieszkania w hotelu, czyli dla pobytów krótkoterminowych, gdy służbowo lub prywatnie udajemy się w inne miejsce. Zamiast zamawiać pokój w hotelu czy pensjonacie, wynajmujemy mieszkanie w bloku, apartamentowcu lub kamienicy, która jest przystosowana do krótkoterminowych pobytów. Osoby, które korzystają z najmu krótkoterminowego, mają dostępność do kuchni i większą prywatność, ale też mogą oszczędzić, jeżeli w większą liczbę osób zamieszkają w jednym mieszkaniu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agata Stradomska, manager ds. szkoleń i marketingu w RE/MAX Polska.

W Polsce przybywa osób, które decydują się na takie źródło przychodu, konkurencja jest więc silna. Rośnie jednak także popyt. Wiąże się to z coraz bardziej świadomym podróżowaniem. Wielu turystów zamiast wyjazdów z biurem podróży decyduje się na samodzielną organizację wakacji, a co za tym idzie – częściej szukają apartamentów, które są zwykle tańsze niż pokój w hotelu, a także dają większą swobodę.

Z takich opcji często korzystają turyści podczas city breaków, czyli krótkich wypadów do miast. W Polsce rośnie liczba turystów, dlatego przybywa osób, które inwestują w nieruchomości właśnie na najem krótkoterminowy dla tej grupy klientów. Z danych GUS wynika, że tylko w I połowie 2017 roku turystycznych obiektów noclegowych skorzystało 14,2 mln turystów (wzrost o 6,7 proc. w ciągu roku).

– Najem krótkoterminowy jest definiowany w dniach, czasami tygodniach. Pozwala więcej zarobić, natomiast trzeba wziąć pod uwagę, że kwestie organizacyjne i logistyczne zajmują więcej czasu. To sprawy związane z marketingiem, obsługą gości, przekazaniem kluczy, sprzątaniem czy drobnymi naprawami – tłumaczy Agata Stradomska. – Szacuje się, że mieszkanie w dobrej lokalizacji jest wynajmowane przez 40–60 proc. czasu, jest więc bardzo dużo wolnych okresów. Możemy zająć się najmem osobiście albo zlecić go firmie, która profesjonalnie tym zarządza, ale wówczas pomniejszamy nasze przychody o 20 proc. lub więcej.

Najem długoterminowy, choć przynosi nieco mniejsze zyski, jest pewniejszy. Z raportu „Property Index. Overview of European Residential Markets” przygotowanego przez Deloitte wynika, że zysk z wynajmu mieszkania w Warszawie w 2016 roku wyniósł średnio 6 proc., w Krakowie – 6,6 proc., w Łodzi – 7,2 proc., a we Wrocławiu – 7,4 proc. Ponadto osoby szukające mieszkania na dłuższy okres są mniej wymagające jeśli chodzi o warunki. Najczęściej liczy się atrakcyjna cena i lokalizacja. Mniejszą wagę przywiązują za to do wyposażenia, a często sami decydują się na zakup niektórych sprzętów. Przy najmie krótkoterminowym liczy się dobra lokalizacja, bliskość do atrakcji turystycznych, ale i sam wygląd mieszkania.

Najem krótkoterminowy będzie ciekawą alternatywą w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy Gdańsku, natomiast w mniejszych miejscowościach albo na obrzeżach miast nie będzie zbyt wielu chętnych – przekonuje ekspertka.

Według danych serwisu Accommodation dzienne ceny wynajmu od prywatnych osób w Warszawie sięgają od 150 zł do 5 tys. zł za apartament, od 100 zł do 1,5 tys. zł za mieszkanie i od 40 zł do 550 zł za pokój. Najtaniej jest w Gdańsku, gdzie za apartament trzeba zapłacić od 100 zł do 1 tys. zł, od 30 zł do 800 zł za mieszkanie, natomiast za pokój maksymalnie 200 zł. Ceny rosną jednak w zależności od terminu, np. w sezonie, w okolicy sylwestra, organizowanych w pobliżu miast imprez masowych lub ważnych wydarzeń.

Wynajem krótkoterminowy, choć bardziej absorbujący, przy odpowiednim zarządzaniu może przynieść znacznie większy zysk niż dłuższy najem.

Mieszkanie w Warszawie można wynająć już od 150 zł za dobę, natomiast przeciętne mieszkanie dla 2–4 osób, będzie dostępne za 200–400 złotych za dobę. Gdybyśmy przeliczyli takie mieszkanie na wynajem długoterminowy, to miesięcznie moglibyśmy pobrać 2,5–2,7 tys. zł – wskazuje ekspertka RE/MAX Polska.

Dobrym rozwiązaniem może być też zakup mieszkania w condohotelu, czyli inwestycji, która łączy blok mieszkalny z hotelem. Wybór odpowiedniej lokalizacji może zagwarantować odpowiednie obłożenie i zyski przez cały rok.

Często najem krótkoterminowy to nowe inwestycje, gdzie wręcz całe piętro jest przeznaczone na wynajem krótkoterminowy, a zarządza tym lokalna firma, która opiekuje się wszystkimi mieszkaniami – mówi Agata Stradomska.

Na leczenie nowotworów piersi przeznacza się w Polsce prawie 500 mln zł. Tylko niewielka ich część trafia na leczenie zaawansowanego nowotworu

Na leczenie nowotworów piersi przeznacza się w Polsce prawie 500 mln zł. Tylko niewielka ich część trafia na leczenie zaawansowanego nowotworu 12

W Polsce rak piersi odpowiada za blisko 22 proc. zachorowań na nowotwory wśród kobiet. Rocznie 17 tys. pacjentek poddawanych jest leczeniu, często bardzo inwazyjnemu, a 6 tys. z nich umiera. W skali roku na leczenie raka piersi z budżetu państwa wydaje się prawie 500 mln zł – wynika z raportu „Zalecenia dla polityki państwa w zakresie zaawansowanego raka piersi”, który powstał na zlecenie Fundacji „Żyjmy Zdrowo”. Choć rośnie liczba terapii i leków, to pacjentki z zaawansowaną postacią tej choroby nie doczekały się jeszcze refundacji nowych metod leczenia.

W Polsce rak piersi do postaci zaawansowanej rozwija się u ok. 30 proc. chorych. U 5–10 proc. rozpoznawany jest, gdy choroba daje już przerzuty do innych organów. Taka diagnoza nie musi jednak być wyrokiem śmierci. Dzięki szybkiej diagnostyce i nowoczesnym terapiom rak coraz częściej jest chorobą przewlekłą.

 Leczenie nowoczesne to leczenie oparte na charakterystyce genetycznej, molekularnej, leczenie nie na oślep, nie nalot dywanowy, ale skoncentrowane na tym, co odpowiada za nowotwór – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy ds. onkologii klinicznej.

W przypadku raka piersi sposób leczenia zależy od stopnia zaawansowania choroby, przerzutów, wyników badań molekularnych czy wieku pacjentki. W onkologii coraz częściej stosuje się wielodyscyplinarne leczenie skojarzone, w tym także leczenie miejscowe.

Rocznie na leczenie chorych na raka piersi w Polsce wydaje się 500 mln zł, jednak tylko niewielka część tych pieniędzy zostaje przeznaczona na leczenie zaawansowanego nowotworu. Większość pacjentek wciąż czeka na refundację nowoczesnych terapii, zwłaszcza chore z hormonozależnym HER2-ujemnym typem raka piersi, który – według American Society of Clinical Oncology – stanowi  ok. 75 proc. wszystkich nowotworów piersi. W Polsce chore na ten nowotwór mogą liczyć tylko na leczenie paliatywne, choć jak pokazuje doświadczenie innych krajów, są już leki, które pozwalają skutecznie walczyć z tą chorobą.

Pierwsze leki ukierunkowane na cele molekularne zaczęto stosować na przełomie XX i XXI wieku, dotyczy to również raka piersi. Przykładem jest leczenie anty-HER2. Kiedyś najgorzej rokująca grupa nowotworów teraz już taką nie jest. Leki anty-HER2 można stosować w leczeniu uzupełniającym adjuwantowym, pooperacyjnym czy paliatywnym. W każdym przypadku powodują one zasadniczą zmianę rokowania – podkreśla prof. Maciej Krzakowski.

W obecnym programie lekowym dla osób chorych na zaawansowanego raka piersi dostępne są trzy leki, jednak dla pacjentek z receptorami HER2 dodatnimi. Został też złożony jeden wniosek o objęcie refundacją dla pacjentek z hormonozależnym HER2 ujemnym typem nowotworu.

Raport „Zalecenia dla polityki państwa w zakresie zaawansowanego raka piersi”, przygotowany przez Instytut Ochrony Zdrowia na zlecenie Fundacji „Żyjmy Zdrowo”, wskazuje, że do 2025 roku mediana czasu przeżycia chorych na zaawansowanego raka piersi powinna się podwoić do min. 4 lat. Lepsza ma być też m.in. opieka nad chorymi obejmująca nie tylko leczenie, lecz także wsparcie psychologiczne.

W Ministerstwie Zdrowia trwają prace nad stworzeniem tzw. Breast Cancer Unitów, czyli wyspecjalizowanych ośrodków, które kompleksowo będą leczyć raka piersi, od radioterapii i chemioterapii po rehabilitację i pomoc psychologiczną. To będą wyspecjalizowane ośrodki, gdzie kobieta chora na raka piersi otrzyma kompleksową opiekę i pomoc. Oprócz tego staramy się na listę leków refundowanych wciągnąć jak najwięcej leków, dzięki którym leczenie raka piersi będzie jeszcze bardziej skuteczne i mniej inwazyjne – podkreśla Katarzyna Głowala, wiceminister zdrowia.

Zgodnie z rekomendacją UE każdy kraj członkowski powinien stworzyć sieć wyspecjalizowanych placówek Breast Cancer Unit. Ich funkcjonowanie w znacznym stopniu wpływa na czas przeżycia pacjentów i zwiększa komfort ich życia. Taką sieć zamierza stworzyć także Polska. Obecnie działają trzy takie placówki: w Kielcach, Szczecinie i Krakowie. Zgodnie z unijnymi zaleceniami powinno być ich jednak około siedemdziesiąt, czyli jedna na pół miliona osób.

– Pierwszy krok już uczyniliśmy. W związku ze specustawą zdobyliśmy pieniądze na wyposażenie szesnastu Breast Cancer Unitów w sprzęt potrzebny do leczenia. Myślę, że niedługo zostanie wykonany kolejny krok – zapowiada Katarzyna Głowala.

Leczenie raka piersi w wyspecjalizowanych centrach ma obejmować diagnostykę wstępną i pogłębioną, leczenie chirurgiczne, radioterapię, brachyterapię czy chirurgię plastyczną. Pacjentki będą też mieć zapewnioną rehabilitację wtórną, a stan ich zdrowia będzie monitorowany przez pięć lat po zakończeniu leczenia. Resort zdrowia zapowiada, że podobne centra zostaną stworzone także dla pacjentów z innymi nowotworami.

Statystycznie każdego dnia raka piersi diagnozuje się u czterdziestu siedmiu kobiet. Według prognoz w 2025 roku liczba zachorowań na raka piersi będzie o połowę wyższa niż jeszcze kilkanaście lat temu. Problemem chorych często jest wykluczenie społeczne – nie pracują, czują się niepotrzebne. Dlatego autorzy raportu „Zalecenia dla polityki państwa w zakresie zaawansowanego raka piersi” podkreślają znaczenie prawa do zatrudnienia pacjentów z zaawansowanym rakiem piersi. Obecnie koszty związane z nieobecnością w pracy pacjentek chorych na raka piersi szacuje się na blisko 527 mln zł (przy 360 mln zł w 2010 roku).

– Chore to w pełni wartościowe kobiety, które pracując, funkcjonując w społeczeństwie, w rodzinach dużo z siebie dają i są pożyteczne dla społeczeństwa. Oczywiście wymagają leczenia, ale też zrozumienia, pewnej elastyczności w zakresie obowiązków zawodowych. Nie należy ich skazywać na ostracyzm, na bycie po prostu chorymi – one są wśród nas i należy im to umożliwić – podkreśla Elżbieta Senkus-Konefka, onkolog kliniczny z Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Boeing: Polski przemysł lotniczy ważnym partnerem dla koncernów zbrojeniowych. Wśród największych zalet wykwalifikowani pracownicy i terminowość dostaw

Boeing: Polski przemysł lotniczy ważnym partnerem dla koncernów zbrojeniowych. Wśród największych zalet wykwalifikowani pracownicy i terminowość dostaw 13

Boeing Defense, Space & Security, jedna z trzech największych firm zbrojeniowych na świecie chce zacieśniać współpracę z polskimi firmami z przemysłu obronnego i lotniczego. Ma ona dotyczyć nie tylko lotnictwa, lecz także systemów kosmicznych i satelitarnych. Wśród największych zalet krajowego przemysłu są zaangażowani i wykwalifikowani pracownicy oraz terminowość dostaw. Polskie firmy powinny się skoncentrować na długoterminowym wsparciu serwisowym dostarczanego przez siebie sprzętu – przekonuje Gene Cunningham z Boeing Defense, Space & Security.

Jak podaje Ministerstwo Obrony Narodowej, zgodnie ze Strategicznym Przeglądem Obronnym konieczność modernizacji polskiej armii będzie w ciągu 14 lat wymagać ponad 550 mld zł. Polskie wojsko chce wymienić przestarzałe uzbrojenie, które w dużej mierze pochodzi jeszcze z lat 60. Zapowiadanymi przez MON przetargami interesują się największe światowe koncerny, wśród nich jest Boeing Defense, Space & Security.

Na przestrzeni ostatnich trzech lat poświęciliśmy wiele czasu na spotkania ze spółkami z Polskiej Grupy Zbrojeniowej i innymi przedsiębiorstwami polskiego przemysłu obronnego i lotniczego w związku z możliwościami współpracy dotyczącymi produkcji na potrzeby wojska i nie tylko. Widzimy wiele szans na tego rodzaju współpracę, tym bardziej że wiele polskich przedsiębiorstw uzyskało odpowiednie dopuszczenia, certyfikaty, które zapewniają im współpracę z najlepszymi w branży – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Gene Cunningham, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Boeing Defense, Space & Security.

W 2016 roku firma podpisała z Polską Grupą Zbrojeniową list intencyjny w sprawie nawiązania współpracy w ramach przedsięwzięć dotyczących m.in. projektowania i produkcji. PGZ i Boeing rozwijają możliwości biznesowe obejmujące integrację systemów łączności, broni, wsparcie długoterminowe, szkolenia lotnicze, rozwój badań i technologii oraz łańcucha dostaw.

Polski przemysł lotniczy ma duży potencjał. Potrzebne są pewne udoskonalenia stanu istniejącego, jeśli chodzi o procesy zarządzania, o procesy specjalne stosowane w tym przemyśle. Należy jednak pochwalić polski przemysł obronny za zaangażowanych i wysoko wykwalifikowanych pracowników oraz terminowość dostaw, co wcale nie jest powszechne w skali globalnej – wskazuje Gene Cunningham.

W opinii eksperta polski przemysł lotniczy ma duże możliwości rozwoju, od projektowania po wsparcie eksploatacyjne dostarczanego sprzętu. To właśnie na długoterminowe wsparcie powinny postawić jego zdaniem krajowe firmy, zwłaszcza w świetle kosztów, jakie ono generuje.

Obecnie 30–35 proc. kosztów pozyskania sprzętu lotniczego to koszt prac projektowych i koszt zakupu, a cała reszta to wsparcie eksploatacji sprzętu. Dlatego polski przemysł lotniczy i obronny powinny się koncentrować na rozwoju w zakresie długoterminowego wsparcia eksploatacyjnego dostarczanego przez siebie sprzętu zarówno dla polskich sił zbrojnych, jak i dla sił zbrojnych innych krajów – przekonuje przedstawiciel Boeing Defense, Space & Security.

Współpraca PGZ z amerykańskim gigantem ma dotyczyć m.in. śmigłowców szturmowych AH-64 Apache, ciężkiego śmigłowca transportowego CH-47 Chinook, zmiennopłata wielozadaniowego V-22 Osprey, wywiadu lotniczego, programów obserwacji oraz rozpoznania, ale i systemów kosmicznych i satelitarnych.

Boeing jest firmą o bardzo zróżnicowanej gamie produktów, od różnego rodzaju małych urządzeń po największe samoloty, w tym również po urządzenia z zakresu techniki kosmicznej. Możliwości współpracy są ogromne, podobnie jak korzyści, które mogą wypływać z tej współpracy. Polski przemysł lotniczy powinien zrozumieć, jakie są możliwości włączenia się w łańcuch zaopatrzenia Boeinga, jakie są najkorzystniejsze dla niego obszary współpracy, a tych obszarów jest bardzo wiele ze względu na kompleksowość produkcji tego koncernu – zaznacza Gene Cunningham.

Polska walczy o zniesienie barier swobodnego przepływu danych w UE. Może to przynieść gospodarce unijnej dodatkowe 8 mld euro rocznie

Polska walczy o zniesienie barier swobodnego przepływu danych w UE. Może to przynieść gospodarce unijnej dodatkowe 8 mld euro rocznie 14

Od półtora roku na forum europejskim Polska postuluje wprowadzenie zasady swobodnego przepływu danych w Unii Europejskiej. Mogłoby to przynieść gospodarce Wspólnoty dodatkowe 8 mld euro rocznie i stanowić silny impuls do rozwoju przedsiębiorstw, innowacji i inwestycji. Jedną z kluczowych kwestii będzie zadbanie o bezpieczeństwo cyfrowych danych. Jak podkreśla minister cyfryzacji Anna Streżyńska, cyberbezpieczeństwo wymaga pracy od podstaw – stałego budowania społecznej świadomości i edukacji wśród użytkowników sieci. 

– Świadomość rośnie, im częściej mówimy o cyberbezpieczeństwie i jego aspektach. Około pięćdziesięciu milionów urządzeń końcowych w polskiej sieci telekomunikacyjnej, czyli wszystkie smartfony, telefony, komputery, tablety to pięćdziesiąt milionów potencjalnych źródeł ataku. Te urządzenia mogą być z łatwością przejęte i jako boty funkcjonować nawet bez wiedzy użytkownika. Szkoła ma tutaj duże znaczenie. Podstaw cyberbezpiecznych zachowań powinniśmy się uczyć już w szkole. Jest jeszcze jeden element cyberbezpieczeństwa, o którym rzadko się wspomina, mianowicie edukacja przeciwko przemocy w sieci. To coś, na co powinniśmy w najbliższych latach położyć szczególny nacisk – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes minister cyfryzacji Anna Streżyńska.

Społeczna świadomość w tym zakresie jest coraz większa – użytkownicy przywiązują dużą wagę do podstawowych narzędzi bezpieczeństwa, jakimi są programy antywirusowe, i ochrony swojej tożsamości.

– Żadne zakazy i restrykcje nie są skuteczne. One często wręcz powodują ciekawość: „Może najpierw sprawdzę, a potem sam ocenię, czy to jest dla mnie dobre, czy nie”. Z drugiej strony zakazy nigdy nie obejmą wszystkiego, co jest złe w internecie. W pierwszych okresach kontaktu z internetem, kiedy mamy do czynienia z młodym człowiekiem, nieukształtowanym, podatnym na wszelkiego rodzaju pokusy, restrykcje są wskazane, ale równolegle trzeba budować świadomość. W pewnym momencie młody człowiek przestanie być podatny na restrykcje. Wchodząc w dorosłe życie, będzie musiał wiedzieć, że internet jest świetnym źródłem informacji, ale ma też swoje ciemne strony, których nie należy używać – mówi dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor NASK.

Budowanie świadomości wśród najmłodszych jest o tyle istotne, że na kolejne lata przewidziano duży ogólnopolski program cyfryzacji szkół. W ramach budowania Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej do 2020 roku wszystkie 30,5 tys. polskich szkół ma się znaleźć w zasięgu szybkiego i bezpiecznego internetu.

Kwestia cyberbezpieczeństwa jest istotna również w kontekście swobodnego przepływu danych w Unii Europejskiej.

– Swobodny przepływ danych ma ogromne znaczenie dla gospodarki. W Polsce wpływa na około 45 proc. PKB. To oznacza, że gdybyśmy dzisiaj wyłączyli różne gałęzie przemysłu oparte na analizie i pracy z danymi, jak na przykład bankowość, to nasze PKB spadłby prawie o połowę – mówi Krzysztof Szubert, sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

Na początku tego roku Komisja Europejska opowiedziała się za zniesieniem barier dla swobody przepływu danych w UE. W tej chwili państwa członkowskie przez ograniczenia prawne lub technologiczne nie mają wspólnego rynku cyfrowego. Komisja Europejska oszacowała, że zniesienie ich mogłoby przynieść europejskiej gospodarce dodatkowe 8 mld euro rocznie.

– Wszystkie kraje zyskają na wprowadzeniu swobodnego przepływu danych, w szczególności państwa Grupy Wyszehradzkiej. Stąd koalicje, które się budują na poziomie europejskim, tzw. państw podobnie myślących w sprawach digitalizacji, które promują tego typu tematy jak dorównanie do gospodarek rozwiniętych, zadbanie o to, abyśmy w świecie cyfrowym mieli do czynienia ze zrównoważonym rozwojem, a nie z rozwarstwianiem czy wieloma prędkościami wprowadzania technologii – mówi Krzysztof Szubert.

Od półtora roku na forum europejskim Polska postuluje wprowadzenie zasady swobodnego przepływu danych w UE. W grudniu czternaście krajów z tak zwanej grupy państw podobnie myślących w sprawach cyfrowych (LM, digital like-minded group) przyjęło wspólne stanowisko, w którym postuluje zniesienie barier dla swobody przepływu danych na terenie Unii Europejskiej. Do Polski, która zapoczątkowała tę inicjatywę, dołączyły również Belgia, Bułgaria, Czechy, Dania, Estonia, Irlandia, Łotwa, Litwa, Luksemburg, Holandia, Słowenia, Szwecja i Wielka Brytania. W odpowiedzi Komisja Europejska rozpoczęła w tej sprawie konsultacje z krajami członkowskimi, które mają prowadzić do podjęcia inicjatyw legislacyjnych w tej sprawie.

Dane cyfrowe są wykorzystywane w wielu sektorach gospodarki. Zniesienie barier dla ich przepływu w UE ma szczególne znaczenie dla rozwoju biznesu, zwłaszcza średnich i małych przedsiębiorstw, oraz innowacji i inwestycji – podkreśla resort cyfryzacji. Dużym wyzwaniem będzie jednak zadbanie o ich bezpieczeństwo.

– Mamy na forum europejskim nowy projekt, przedłożony przez KE, który dotyczy głównych zagadnień w segmencie cyberbezpieczeństwa. Jest to m.in. wzmocnienie Europejskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Sieci i Informacji (ENISA) odpowiedzialnej za kwestie cybernetyczne. Chodzi o zwiększenie jej budżetu i mandatu. Większość państw przeznacza coraz większe środki na cyberbezpieczeństwo – w sferze obronnościowej, ale też wiele krajów cyberbezpieczeństwo angażuje jako kolejne narzędzie militarnej czy agresywnej obecności. Dlatego ważne jest wzmocnienie na poziomie europejskim agencji ENISA – podkreśla Krzysztof Szubert.

Podczas warszawskiego Forum, organizowanego przez Ministerstwo Cyfryzacji, poruszana była problematyka swobodnego przepływu danych, cyfrowej edukacji, jej dostępności i jakości, cyberprzestępczości, nowych technologii w finansach, w tym blockchainów wykorzystywanych np. w transakcjach z użyciem kryptowalut.

Kilkuset ekspertów z Polski i ze świata dyskutowało w Warszawie o wielu aspektach internetu podczas Środkowoeuropejskiego Forum Zarządzania Internetem, będącej częścią światowej inicjatywy ONZ.

Emperia Holding podpisała umowę inwestycyjną z MAXIMA GRUPĖ

W zawartej umowie inwestycyjnej MAXIMA GRUPĖ zobowiązała się do ogłoszenia wezwania do sprzedaży 100% akcji Emperii Holding po cenie 100 zł za akcję. Litewski inwestor został wybrany w drodze otwartego i konkurencyjnego procesu. Zarząd Emperii Holding uważa ustalone warunki transakcji za atrakcyjne dla akcjonariuszy. Podkreśla jednocześnie, że wejście do spółki nowego inwestora umożliwi jej bardziej dynamiczny rozwój.

W dniu 23 listopada 2017 r. Emperia Holding S.A. (“Emperia”, „Spółka”) podpisała umowę inwestycyjną z MAXIMA GRUPĖ, UAB (“Maxima”). Zgodnie z umową MAXIMA ogłosi 24 listopada br. wezwanie do sprzedaży 100% akcji Emperii po cenie 100 zł za akcję. Zawarta umowa inwestycyjna wieńczy proces wyboru inwestora strategicznego dla Spółki, który został zainicjowany w maju bieżącego roku.

Artur Kawa oraz Jarosław Wawerski, członkowie Rady Nadzorczej uważają, że zawarcie i realizacja umowy inwestycyjnej z dnia 23 listopada 2017 r. między Spółką oraz MAXIMA jest atrakcyjne dla akcjonariuszy Spółki, i tym samym popierają przeprowadzenie transakcji. Jednocześnie Altus 29 FIZ oraz Ipopema 72 FIZAN zobowiązały się do odpowiedzi na wezwanie poprzez sprzedaż akcji reprezentujących łącznie ok. 21% kapitału zakładowego Emperii.

Dariusz Kalinowski„MAXIMA została wybrana jako inwestor strategiczny dla Emperii w drodze otwartego i konkurencyjnego procesu. Wierzymy, że MAXIMA jest idealnym partnerem wspierającym dalszy rozwój firmy” – powiedział Dariusz Kalinowski, Prezes Zarządu Emperia Holding S.A.

„MAXIMA to silny finansowo podmiot, o bardzo mocnej pozycji na rynku krajów bałtyckich i obecny na kilku istotnych rynkach europejskich. Emperia stanowić będzie dla MAXIMY platformę wzrostową na polskim rynku. W 2017 roku należąca do nas sieć Stokrotka otworzy rekordową liczbę sklepów, a w 2018 planowane jest otwarcie ponad 100 nowych placówek. Dzięki nowemu inwestorowi Stokrotka będzie mogła rozwijać się jeszcze szybciej nie tylko przez wzrost organiczny, ale również przez fuzje i przejęcia, a także będzie konsekwentnie realizowała strategię w oparciu o obecnie funkcjonujące formaty. Dzięki pozyskaniu nowego inwestora Stokrotka będzie mogła odgrywać również istotną rolę w konsolidacji ciągle rozdrobnionego polskiego rynku handlu detalicznego. Nowy inwestor to nie tylko kapitał, ale to także transfer doświadczenia i know-how z rynków europejskich” – dodał Dariusz Kalinowski.

„Stokrotka, sieć detaliczna należąca do Emperii, jest wiodącą marką supermarketów w Polsce opartą na silnych fundamentach, która, jak wierzymy, ma duży potencjał do dalszego rozwoju. Spółka posiada również atrakcyjny portfel nieruchomości. Jesteśmy  podekscytowani perspektywami współpracy z Emperią i szansą na zwiększenie naszej obecności na stale rozwijającym się polskim rynku handlu detalicznego. Będziemy wspierać Spółkę w realizacji strategicznych inicjatyw, w tym w uruchomieniu nowych sklepów, dalszej ekspansji w całym kraju i selektywnych przejęciach nowych placówek” – powiedział Petras Jašinskas, przewodniczący MAXIMA GRUPĖ.

Cena oferowana w wezwaniu daje 29,1% premię względem kursu zamknięcia z dnia 8 maja br., tj. dnia poprzedzającego dzień ogłoszenia rozpoczęcia procesu pozyskania inwestora. Cena oferowana w wezwaniu stanowi również 6,5% premii względem kursu zamknięcia na dzisiejszej sesji giełdowej i, odpowiednio, 9,4% i 14,4% premii powyżej średniej ceny rynkowej z okresu odpowiednio 3 i 6 miesięcy poprzedzających ogłoszenie wezwania.

Transakcja zostanie przeprowadzona pod warunkiem uzyskania zgody na koncentrację ze strony UOKiK oraz spełnienia innych warunków, w tym m.in. osiągnięcia progu minimalnej liczby akcji objętych zapisami w Wezwaniu uprawniających do 66% ogólnej liczby głosów w Spółce, oraz pomyślnego głosowania na Walnym Zgromadzeniu w zakresie zmiany statutu Spółki.

Doradcami Emperii w realizowanym procesie są Rothschild jako wyłączny doradca finansowy, kancelaria prawna Greenberg Traurig Grzesiak oraz firma doradcza PwC.

Doradcami MAXIMA są Vienna Capital Partners oraz Oaklins M&A Baltics jako doradcy finansowi, kancelaria prawna CMS oraz firma doradcza EY.

Piotr Krupa, prezes KRUK S.A., zwycięzcą konkursu EY Przedsiębiorca Roku

Założyciel jednej z największych firm zarządzających wierzytelnościami na świecie, Piotr Krupa, został zwycięzcą 15., jubileuszowej edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku. Wygrał także w kategorii Produkcja i Usługi. W kategorii Nowe Technologie/Innowacyjność zwyciężył Tomasz Bochenek z firmy Orbitvu. Natomiast w kategorii Nowy Biznes statuetka trafiła do rąk Anny Skórzyńskiej i Marcina Gawrońskiego twórców firmy Szumisie. W trakcie Gali, która odbyła się 23 listopada na warszawskim Służewcu, przyznano także nagrody specjalne, które otrzymali: Tomasz Domogała z TDJ i Jacek Furman z Aflofarmu oraz, w głosowaniu publiczności, tytuł Przedsiębiorcy 15-lecia, którym uhonorowano Marcina Iwińskiego i Michała Kicińskiego z CD Projekt.

Piotr Krupa, prezes KRUK S.A.
Piotr Krupa, prezes KRUK S.A.

– Serdecznie gratuluję wszystkim laureatom konkursu EY Przedsiębiorca Roku. To dla nas wyjątkowa edycja. W tym roku obchodzimy jubileusz – wyróżniamy najlepszych, polskich przedsiębiorców po raz 15. Z dumą obserwujemy, jak przez te 15 lat rozwinęli się nasi laureaci z poprzednich edycji i jak z sukcesem konkurują z globalnymi koncernami na zagranicznych rynkach – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY Polska. – Nasz konkurs ma charakter międzynarodowy, co roku odbywa się w 60 krajach. Wierzymy, że jest on dodatkową okazją dla naszych rodzimych przedsiębiorców do zaistnienia na międzynarodowej arenie w gronie najlepszych przedsiębiorców a także nawiązania licznych relacji. Dla nas jest fantastyczną możliwością do promocji polskiej przedsiębiorczości za granicą. Podczas tegorocznej gali nagrodę Przedsiębiorcy Roku 2017 wręczył zwycięzca światowego finału konkursu w 2015 roku – Mohed Altrad, założyciel Grupy Altrad, człowiek o wyjątkowym charakterze i sile woli. Mocno trzymam kciuki za to, żeby kolejnym zdobywcą tytułu World Entrepreneur of the Year w Monte Carlo był laureat polskiej edycji – dodaje.

Zwycięzcy kategorii głównych

Piotr Krupa, Przedsiębiorca Roku 2017, od podstaw stworzył międzynarodowe przedsiębiorstwo, które zarządza wierzytelnościami. KRUK S.A. działa w 9 krajach europejskich i zatrudnia prawie 3 tys. osób. Od 2011 roku spółka jest notowana na GPW. Strategia KRUK S.A. oparta jest na prougodowości i pomocy osobom zadłużonym w wychodzeniu z długów. Motto Piotra Krupy brzmi: „traktuj ludzi tak, jak sam chciałbyś być traktowany w ich sytuacji”. Jury uhonorowało Piotra Krupę tytułem EY Przedsiębiorca Roku 2017 za „stworzenie europejskiego lidera w trudnym sektorze rynku finansowego.”

Tegoroczny zwycięzca pokazuje, że dzięki odwadze i determinacji można osiągnąć sukces na skalę międzynarodową. Piotr Krupa, założyciel KRUK SA. to osoba, która bez względu na trudności, nigdy się nie poddaje – zarówno w biznesie, jak i w sporcie, poprzeczki stawia sobie coraz wyżej. Udowodnił to także startując w konkursie EY Przedsiębiorca Roku. W 2012 roku znalazł się w gronie 11 finalistów, a 5 lat później zdobywa w nim najwyższe wyróżnienie – mówi Bartłomiej Smolarek, Partner w dziale Doradztwa Transakcyjnego EY, Audytor konkursu EY Przedsiębiorca Roku.

Piotr Krupa będzie reprezentował Polskę podczas międzynarodowego finału konkursu EY World Entrepreneur of the Year 2018, który rozstrzygnie się w czerwcu przyszłego roku w Monako. O tytuł najlepszego przedsiębiorcy globu Polak będzie rywalizował ze zwycięzcami lokalnych edycji konkursu z ponad 60 państw świata.

Piotr Krupa z KRUK S.A. zwyciężył także w kategorii Produkcja i Usługi, w której jury wyróżniło go „za rewolucyjną zmianę modelu biznesowego, dzięki której firma stała się pionierem nowych rozwiązań w skali międzynarodowej”.

W kategorii Nowe Technologie/Innowacyjność statuetkę otrzymał Tomasz Bochenek z firmy Orbitvu „za połączenie pasji i biznesu – stworzenie polskiego, innowacyjnego produktu rozpoznawalnego poza granicami kraju.” Tomasz Bochenek stworzył unikalne rozwiązanie automatyzujące, upraszczające i kilkukrotnie przyspieszające proces wykonywania zdjęć produktowych 2D, 3D, 360° w formie kompaktowych studiów fotograficznych. Głównym odbiorcą jest dynamicznie rosnąca branża e-commerce. Produkty znalazły już nabywców na 6 kontynentach w ponad 60 krajach. Eksport stanowi ponad 90% przychodów spółki.

Statuetkę w kategorii Nowy Biznes otrzymała Anna Skórzyńska i Marcin Gawroński z firmy Szumisie za „znakomity pomysł i udane jego wykonanie – stworzenie polskiej marki eksportowej”. Szumisie, czyli pluszowe misie, które emitują uspokajające szumy, zapewniają sen dzieciom i możliwość odpoczynku rodzicom. Firma stworzyła nową kategorię zabawek na rynku. Obecna jest nie tylko w Polsce, ale też na 21 rynkach zagranicznych, gdzie misie występują pod nazwą „My Hummy”.

Laureaci nagród specjalnych

W tym roku Jury zdecydowało o przyznaniu dwóch nagród specjalnych – „za zbudowanie firm rodzinnych na miarę XXI wieku – za sukcesję, która zaowocowała wielokrotnym zwiększeniem wartości firmy”. Nagrodę otrzymał Tomasz Domogała, właściciel firmy inwestycyjnej TDJ oraz Jacek Furman, prezes firmy farmaceutycznej Aflofarm. Tomasz Domogała w 2010 roku przejął przedsiębiorstwo rodzinne i postanowił stworzyć z niego firmę inwestycyjną skoncentrowaną na czterech obszarach działalności: Equity, Venture, Estate oraz na Fundacji. Jacek Furman przejął stery Aflofarmu w 2006 roku. To największa firma farmaceutyczna w Polsce w sektorze leków bez recepty i drugą w sprzedaży dermokosmetyków w obrocie aptecznym. Produkty Aflofarmu są sprzedawane także w 27 krajach na całym świecie.

Jury w porozumieniu z Polskim Funduszem Rozwoju – Partnerem Konkursu, przyznało także Nagrodę Specjalną za ekspansję międzynarodową „za zdolność do konkurowania z globalnymi konkurentami i wygrywania z nimi dzięki konsolidowaniu rynku.” Wyróżnienie otrzymał Tomasz Domogała z TDJ.

W tym roku z okazji jubileuszowej edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku, uczestnicy Gali oddali swój głos na Przedsiębiorcę 15-lecia. Tytuł otrzymali: Marcin Iwiński i Michał Kiciński, współzałożyciele CD Projekt.

Jury konkursu

Tegorocznych zwycięzców wybrało niezależne od EY jury. W jego skład wchodzą wybitne osobowości biznesu oraz laureaci poprzednich edycji konkursu:

  • Jerzy Koźmiński – Przewodniczący Jury, Prezes Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności
  • Leszek Czarnecki – Przewodniczący Rady Nadzorczej Getin Holding
  • Andrzej Dębowski – Prezes Ustka Apartamenty
  • Marcin Iwiński – Przedsiębiorca Roku 2008, Wiceprezes Zarządu CD Projekt
  • Jacek Siwicki – Prezes, Przewodniczący Rady Dyrektorów Enterprise Investors
  • Krzysztof Pawiński – Przedsiębiorca Roku 2011, Prezes Grupy Maspex Wadowice
  • Ewald Raben – Przedsiębiorca Roku 2012, Prezes Grupy Raben
  • Andrzej Wiśniowski – Przedsiębiorca Roku 2013, Twórca firmy WIŚNIOWSKI
  • Adam Krzanowski – Przedsiębiorca Roku 2014, Prezes Grupy Nowy Styl
  • Paweł Buszman – Przedsiębiorca Roku 2015, Prezes Zarządu American Heart of Poland
  • Marcin Grzymkowski – Przedsiębiorca Roku 2016, Prezes Zarządu eobuwie.pl

Europa da się lubić – Podsumowanie dnia 2017-11-23

Obchody Dnia Dziękczynienia w Stanach Zjednoczonych oraz Japonii skutecznie pozbawiły rynków dodatkowego zastrzyku kapitału, aczkolwiek w trakcie czwartkowej sesji uczestnicy rynku nie mogli narzekać na zmienność na rynku walutowym. Z obrotu odpadła dość pokaźna część surowców, co pozwoliło inwestorom na bardziej selektywne posunięcia. Miano antybohatera notowań niewątpliwie zyskują grudniowe kontrakty na gaz ziemny (-2,1 proc.), które na przestrzeni dnia zdołały się osunąć w okolice poziomu 2,90 USD/MMBtu.

Lekkie podbicie zmienności euro (0,3 proc.) zagwarantowały najświeższe wskazania indeksów PMI dla francuskiego (57,5 pkt) oraz niemieckiego (62,5 pkt) sektora przemysłowego, które wyraźnie zaskoczyły dość nisko zawieszone oczekiwania ankietowanych uczestników rynku. Napływ tak satysfakcjonujących rezultatów to przede wszystkim pokłosie wyraźnie podbitego subindeksu kosztowego czy pokaźnego wzrostu zatrudnienia, który w przypadku Francji plasuje się w okolicach szesnastoletnich maksimów. Uwagę zwracają stabilne tendencje w zakresie świeżo złożonych zamówień. W związku z powyższym nie było zagadką, że oczekiwania wobec indeksów PMI dla strefy euro wypadną powyżej mediany prognoz. W tym przypadku uwagę zwracał wysoki odczyt wskaźnika dla sektorów przemysłowych państw Eurolandu, który plasując się na poziomie 60,0 pkt (konsensus: 58,2 pkt) znalazł się na maksimach z początku minionej dekady.

Na szczycie koszyka G10 ponownie znajdują się waluty skandynawskie, którym przewodzi szwedzka korona (0,5 proc.). W lekkim odwrocie znalazł się dolar kanadyjski (-0,1 proc.) będący pod presją wysoko zawieszonych oczekiwań wobec wyraźnie słabszych danych dotyczących wrześniowej sprzedaży detalicznej (0,1 proc. m/m, konsensus: 1,0 proc.). Publikacja najnowszych rachunków narodowych nie wpłynęła na wycenę funta szterlinga (-0,2 proc.), który pozwala parze GBP/USD na balansowanie wokół poziomu 1,3300. Najświeższe dane potwierdziły wstępnie podane tempo wzrostu brytyjskiej gospodarki w minionym kwartale (0,4 proc. kw./kw.) oraz rzuciły światło na problem słabszej dynamiki inwestycji w środki trwałe (0,2 proc. kw./kw., poprzednio: 0,6 proc.) czy silniejszej ujemnej kontrybucji eksportu netto.

W trakcie czwartkowej sesji nastąpiła publikacja minutek z ostatniego posiedzenia Rady Prezesów ECB, gdzie w dalszej mierze obserwuje się obawy związane z szybkim zacieśnianiem warunków monetarnych w sytuacji jasno ustalonej daty końca QE. Z obozu jastrzębi docierają wyraźne głosy o możliwość formułowania oczekiwań przez uczestników rynku związanych ze sztucznym przedłużaniem prowadzonego skupu aktywów. W cieniu powyższego dokumentu znalazł się równie nierewolucyjny protokół z narady RPP, którego wydźwięk nie pozostawia złudzeń o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie przez cały 2018 rok.

Dzisiejsze notowania na niemieckiej giełdzie można określić mianem roller coastera, który skutkował powrotem w okolice punktu wyjścia. Najsilniej rosnącym komponentem indeksu DAX (-0,1 proc.) był ThyssenKrupp (4,0 proc.) mający zdecydowanie lepsze perspektywy wyników za bieżący rok obrotowy. Wczorajsza publikacja straty przez Alitalię nie przyczyniła się do załamania walorów Lufthansy (1,2 proc.), która może mieć przed sobą dość szybką procedurę antymonopolową związaną z przejęciem schedy po upadłym Air Berlin. Perspektywa zmiany terminu porozumienia ze spółką Akorn istotnie przyczyniła się do zepchnięcia Freseniusa (-1,1 proc.) na dno frankfurckiego parkietu. Nieco słabszą zniżkę odnotowało RWE (-0,9 proc.), które usilnie wymazywało swój wczorajszy ruch po przychylnej nocie analitycznej UBS (0,0 proc.).

Apetyt na wzrosty londyńskiego indeksu FTSE 100 (0,0 proc.) wyraźnie podbijały spółki z branży deweloperskiej, które odrabiały swoje straty po niezbyt przychylnej wypowiedzi Kanclerza Skarbu Philipa Hammonda. Dodatkowym motorem wzrostu dla Berkeley (2,0 proc.) czy Taylor Wimpey (1,9 proc.) był dokument wypuszczony przez Deutsche Bank (-0,4 proc.), gdzie instytucja zaleciła kupno przecenionych walorów. Na szczycie zestawienia znalazł się Mediclinic (3,2 proc.) za sprawą pozyskania pakietu 30 tys. akcji przez dyrektora finansowego spółki. Kolosalną przecenę ma za sobą Centrica (-15,5 proc.) targana obawami o tegoroczne wyniki.

Udany początek sesji odnotował między innymi Eurocash (1,9 proc.) niesiony doniesieniami o pomyślne bardziej stopniowego wprowadzenia zakazu handlu w niedziele. Finalnie zwyżkę lidera dystrybucji hurtowej branży FMCG przebiło Pekao (2,7 proc.), które stało się beneficjentem noty Komisji Nadzoru Finansowego o braku podstaw do zgłoszenia sprzeciwu w sprawie nabycia akcji Pioneer Pekao TFI. Nadzorca był zdecydowanie mniej łaskawy dla mBanku (-0,6 proc.) mającego perspektywę zwiększenia bufora kapitałowego o 0,75 proc. z racji na klasyfikację instytucji jako istotną z punktu widzenia ryzyka systematycznego. Listę spółek indeksu WIG 20 (0,6 proc.) zamknął KGHM za sprawą zmiany ceny docelowej przez analityków mBanku do poziomu 103,08 PLN za walor (obecnie: 112,70 PLN).
Dzisiejsza sesja na rynku metali szlachetnych nie należała do spektakularnych. Na koniec dnia srebro oraz platyna tracą po 0,4 proc., przy czym złoto (-0,1 proc.) schodzi w okolicę 1 291 USD za uncję. Na rynku ropy obserwuje się skromne wzrosty. Obecnie baryłka West Texas Intermediate wraca nad poziom 58,40 USD, notując tym samym ruch rzędu 0,7 proc.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Rosną wydatki na działalność B+R w polskich firmach

Ponad połowa polskich przedsiębiorstw przeznacza na działalność badawczo-rozwojową więcej niż 10% osiąganych przychodów. Dlatego aż 70% z nich już teraz uważa się za innowatorów, dla których głównym czynnikiem rozwoju są nowe technologie. Ulga na B+R jest jednym z najważniejszych elementów wsparcia innowacji – w 2018 r. zamierza z niej skorzystać 57% podmiotów – wynika z raportu firmy doradczej PwC „Kierunek innowacje. Polskie firmy na ścieżce rozwoju”. 

Z przeprowadzonego przez nas badania wynika, że przedsiębiorstwa w Polsce są coraz bardziej świadome znaczenia innowacyjności dla swoich organizacji. Wiedzą już, jakie są ich słabe strony w tym obszarze, co wymaga zmiany, a co udoskonalenia. Takiego poziomu świadomości i tak planowego podejścia do innowacji dotychczas nie obserwowaliśmy w Polsce. To nastraja bardzo optymistycznie. – Jolanta Kokosińska, partner w PwC

Dane zebrane w raporcie PwC „Kierunek innowacje. Polskie firmy na ścieżce rozwoju” pokazują, że polskie przedsiębiorstwa coraz dynamiczniej rozwijają swoją działalność w obszarze badań i rozwoju (B+R) oraz innowacji. Widać to na przykładzie inwestycji w ten obszar. Ponad 50% respondentów badania przeprowadzonego na potrzeby raportu przeznacza więcej niż 10% osiągniętych przychodów na działalność B+R. Co ważne, większe nakłady na innowacje idą w parze ze zmianą kulturową i organizacyjną polskich przedsiębiorstw. Już teraz wprowadzają do swoich struktur m.in. systemy motywacyjne dedykowane rozwojowi działalności innowacyjnej, a ponad 55% ankietowanych zadeklarowało posiadanie takich systemów (60% z nich stanowiły przedsiębiorstwa z sektora MŚP). Przeprowadzenie zmian wewnątrz organizacji dla 65% badanych stanowi największe wyzwanie w obszarze innowacje w perspektywie najbliższych 3 lat.

Czas dla innowacji, szczególnie w Polsce i regionie Europy Środkowo-Wschodniej, jest sprzyjający i bardzo intensywny. Uruchomienie w ciągu ostatnich 2 lat instrumentów wspierających innowacje, takich jak ulga podatkowa na B+R, fundusze inwestujące w przedsięwzięcia na wczesnych fazach rozwoju czy programy sektorowe na badania i rozwój, spowodowały, że ekosystem innowacyjności w Polsce rozkwitł. Jesteśmy w idealnej sytuacji, gdyż tworzymy wiele rzeczy od początku, a jednak możemy bazować na tym, co osiągnęły kraje bardziej rozwinięte i przeskoczyć te kilka dobrych lat. – Beata Cichocka-Tylman, dyrektor w zespole B+R, innowacje i ulgi w PwC

O poziomie innowacyjności polskich firm świadczy także deklaracja 70% z nich – tylu przedsiębiorców uważa się za innowatorów, dla których głównym czynnikiem wzrostu jest korzystanie z nowoczesnych rozwiązań technologicznych.

Współpraca w imię innowacji

Jak zauważają eksperci PwC, bardzo szybko rozwijającym się trendem jest współpraca korporacji ze start-upami. 42% badanych firm zadeklarowało aktywną współpracę z ekosystemem start-upowym, a 23% rozważa taką formę aktywności w przyszłości. Co ciekawe, nie tylko duże korporacje wchodzą w tego typu alianse – niemal połowa przedsiębiorstw z tych, które już współpracują ze start-upami reprezentuje sektor MŚP.

Do najpopularniejszych modeli współpracy ze startupami należą akceleratory biznesowe, których celem jest wsparcie startupów w rozwijaniu biznesu i pomysłów, korporacyjne fundusze inwestycyjne (ang. CVC, corporate venture capital) – najczęściej wśród dużych przedsiębiorstw oraz współpraca w ramach platform.

W tak intensywnie zmieniającym się świecie równie szybko zmieniać się muszą przedsiębiorstwa, o ile chcą podążać za innowacjami. To, w czym korporacje są świetne, czyli dodawanie przysłowiowego nowego smaku czy koloru do swoich produktów, już nie wystarczy. W ich otoczeniu, z coraz większym rozmachem, rozwijają się ekosystemy startupów. Startup jest od korporacji szybszy, bardziej elastyczny, ma większą otwartość na ryzyko, ale przede wszystkim jest zazwyczaj bliżej trendów technologicznych i jest bardziej wyspecjalizowany. Mając taką armię wokół siebie, nie dziwi, że korporacje zaczęły szukać możliwości skorzystania z tych zasobów. – Beata Cichocka-Tylman, dyrektor w zespole B+R, innowacje i ulgi w PwC

Dotacje i ulgi – instrumenty wsparcia innowacji

Z raportu PwC wynika, że polscy przedsiębiorcy chętnie korzystają z inicjatyw systemowych wspierających ich działalność w obszarze badawczo-rozwojowym. Ponad 50% firm realizowało w 2016 r. projekty badawczo-rozwojowe objęte dotacjami dystrybuowanymi na szczeblu europejskim lub krajowym.

Co prawda tylko 28% ankietowanych przedsiębiorstw zadeklarowało skorzystanie z odpisu w podatku dochodowym za 2016 rok z tytułu ulgi podatkowej na B+R, jednak widoczna jest tendencja wzrostowa, spowodowana m.in. atrakcyjnymi zmianami w zakresie ulgi B+R wprowadzonymi od 2017 r., co odzwierciedla deklaracja 57% ankietowanych o zamiarze skorzystania z ulgi B+R w 2018 r.

Ulga B+R wydaje się więc głównym instrumentem wsparcia innowacyjności w polskich firmach. Wynika to z planowanych na 2018 r. zmian, które sprawią, że ulga stanie się jeszcze bardziej atrakcyjna dla przedsiębiorców. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zaproponowało m.in. wzrost limitów odpisów, możliwość odliczenia kosztów umów o dzieło i zleceń, możliwość skorzystania z ulgi B+R przez podmioty działające w specjalnych strefach ekonomicznych na podstawie zezwoleń, czy zastąpienie dotychczas funkcjonujących funduszy innowacyjności przez wyższe odpisy podatkowe w przypadku centrów badawczo-rozwojowych (CBR).

O raporcie „Kierunek innowacje. Polskie firmy na ścieżce rozwoju”

Raport powstał na podstawie badania, w którym wzięło udział 85 respondentów reprezentujących małe, średnie i duże polskie przedsiębiorstwa. Badanie zostało przeprowadzone w okresie lipiec-wrzesień 2017 roku metodą ankiety online. Wyniki badania zostały opracowane na podstawie agregacji udzielonych odpowiedzi. Polskie badanie jest częścią międzynarodowego badania Global Innovation 1000, w którym wzięło udział 562 liderów innowacji z całego świata.

Szukasz pracy? W tych krajach znajdziesz ją najszybciej

Niska stopa bezrobocia oraz duża ilość ofert zatrudnienia pozytywnie wpływają na sytuację pracowników na rynku pracy. Nie dziwi więc fakt, że optymizm Polaków w kwestii ich pozycji zawodowej – z miesiąca na miesiąc – powoli i sukcesywnie wzrasta. Jak wynika bowiem z badania Confidence Index przeprowadzonego w III kwartale br., aż 57,7% respondentów uważa, że znajdzie nową prace w czasie krótszym niż 3 miesiące, co oznacza wzrost o 1 p.p. w odniesieniu do minionego kwartału.

W porównaniu do pozostałych krajów europejskich jest to 5. wynik na Starym Kontynencie. Najwyższy wskaźnik pod tym względem zanotowano w Wielkiej Brytanii – aż 74,3%. W dalszej kolejności uplasowała się Turcja (67,4%), Francja (63,2%) oraz Szwecja (58,6%). Przy czym, za Polską znalazły się takie kraje jak Holandia (54,3%) oraz Niemcy (50,3%). Najmniej optymizmu wykazali natomiast respondenci z Włoch (30,6%). Co ważne, średnia europejska dla tego wskaźnika wyniosła 53,2%.

 – Taki nastrój w Polsce powinien utrzymać się jeszcze przez najbliższe kwartały, szczególnie w świetle najnowszych danych dla polskiego rynku pracy. Zgodnie bowiem z danymi z Głównego Urzędu Statystycznego stopa bezrobocia we wrześniu 2017 r. wyniosła 6,8 proc. W stosunku do sierpnia oznacza to spadek o 0,2 proc. Przy czym we wrześniu 2016 r. wyniosła ona 8,3% – zauważa Piotr Dziedzic, dyrektor w Michael Page i członek zarządu Polskiego Forum HR. – Warto dodać, że wg Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej stopa bezrobocia rejestrowanego w październiku wyniosła już 6,6%. Dla pracowników jest to więc dobry moment na ewentualną zmianę pracy – podkreśla Piotr Dziedzic.

Co ciekawe, Polscy kandydaci – niezależnie od wieku – patrzą na rynek pracy z optymizmem pod kątem czasu szukania nowego miejsca zatrudnienia (poniżej 3 miesięcy). W podziale na grupy wiekowe, najwięcej pozytywnych odpowiedzi udzieliły osoby, które nie ukończyły 30 r.ż. (76,1%). Z kolei na drugim miejscu znaleźli się kandydaci powyżej 49 r.ż. – 54,1%. Natomiast wartość tego indeksu dla osób w wieku 30-49 lat wyniosła 52,3%.

****

O badaniu Confidence Index                                                                                    

Confidence Index to cykliczny sondaż przeprowadzany przez Michael Page, który bada nastroje wśród osób poszukujących pracy w wybranych krajach w Europie, Ameryce Północnej, Ameryce Południowej, Azji oraz Australii. Badanie mierzy poziom optymizmu kandydatów na stanowiskach specjalistycznych i managerskich w odniesieniu do szans na znalezienie nowej pracy, przewidywanego czasu trwania poszukiwań, oczekiwań wobec własnej sytuacji zawodowej i sytuacji gospodarczej kraju oraz powodów, które skłoniły ich do zmiany miejsca zatrudnienia. Badanie jest prowadzone online wśród kandydatów, którzy aplikowali na ofertę pracy za pośrednictwem strony Michael Page

Rynek powierzchni magazynowych najszybciej i najbardziej dynamicznie rozwijającym się sektorem nieruchomości komercyjnych w Polsce

Po trzech kwartałach 2017 roku rynek powierzchni magazynowych jest niezmiennie najszybciej i najbardziej dynamicznie rozwijającym się sektorem nieruchomości komercyjnych w Polsce. Według najnowszego raportu At a Glance. Rynek powierzchni przemysłowych i magazynowych w Polsce Q3 2017 opracowanego przez ekspertów z BNP Paribas Real Estate Poland, całkowity wolumen rynku nowoczesnych powierzchni magazynowych od początku roku urósł o 13,6%. III kwartał należał do Szczecina, gdzie oddano do użytku największy projekt magazynowy w kraju – Panattoni BTS Amazon Szczecin o wielkości przekraczającej 161 000 m kw.

Imponujące wyniki

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy br. ukończono projekty o rekordowej powierzchni ponad 1,7 mln m kw., z czego ponad połowa (54%) została oddana w III kwartale. Nowe projekty stanowią prawie 130% powierzchni dostarczonej na przestrzeni ubiegłego roku. Najwięcej powierzchni w trzecim kwartale – zaraz za Szczecinem (293 400 m kw.) – oddanych zostało w regionie Warszawy II (239 500 m kw.). Szczecin wysunął się na prowadzenie po finalizacji największego pod względem powierzchni projektu magazynowego w kraju – Panattoni BTS Amazon Szczecin (161 000 m kw.) oraz Goodman BTS Zalando Szczecin (130 000 m kw.).

III kwartał 2017 stał pod znakiem dominacji rejonu Szczecina. Dostarczenie na rynek dwóch wielkopowierzchniowych projektów, w tym największego projektu magazynowego w naszym kraju, zauważalnie wzmocnił pozycje tego regionu. Klaster szczeciński charakteryzuje się strategicznym położeniem w sąsiedztwie niemieckiej granicy i dostępnością wykwalifikowanej siły roboczej – stąd zainteresowanie tym rejonem ze strony zagranicznych graczy. Wierzę, że polski rynek powierzchni magazynowych przekona do siebie jeszcze więcej zagranicznych firm, gdyż niejednokrotnie udowodnił, że umiejętnie znajduje równowagę między relatywnie niskimi stawkami czynszów a wysokim standardem powierzchni magazynowych i świadczonych operacji

KATARZYNA PYŚ-FABIAŃCZYK, DYREKTOR DZIAŁU POWIERZCHNI PRZEMYSŁOWYCH I LOGISTYCZNYCH, BNP PARIBAS REAL ESTATE POLAND, EUROPA ŚRODKOWO-WSCHODNIA

Inwestorzy wciąż zainteresowani

Mimo, że dostarczono rekordową ilość powierzchni, zainteresowanie inwestorów sektorem magazynowym nie słabnie. W budowie jest nadal ponad milion m kw. Największe projekty to Panattoni BTS Amazon Sosnowiec (135 000 m kw.), BTS BSH (79 000 m kw.) oraz kolejny etap kompleksu P3 Piotrków (61 000 m kw.). Obserwujemy niesłabnące zainteresowanie powierzchniami logistycznymi ze strony firm e-commerce, które są jedną z głównych sił napędowych tego sektora.

Rynek nowoczesnych powierzchni magazynowych rozwija się niezwykle szybko. Tempo wzrostu jest zaskakująco wysokie, a rekordowe wyniki pobijane z kwartału na kwartał. Tylko w okresie od lipca do końca września 2017 roku wolumen oddanych do użytku projektów spowodował wzrost tego sektora o 7,9%. Ukończenie rekordowo dużej ilości nowych projektów nie spowodowało skoku stopy pustostanów, a stało się wręcz odwrotnie. Odsetek niewynajętej powierzchni obniżył się o 0,5 p.p. w stosunku do wartości z końca roku 2016 i obecnie wynosi 5,6%. Wyniki te potwierdzają nieustająco wysoki popyt na powierzchnie przemysłowe oraz fakt, że realizacja projektów typu build-to-suit jest skutecznym sposobem ograniczenia udziału niewynajętych powierzchni w projektach magazynowych.

SZYMON DOŁĘGA, MŁODSZY KONSULTANT, DZIAŁ ANALIZ RYNKOWYCH I DORADZTWA, BNP PARIBAS REAL ESTATE, EUROPA ŚRODKOWO-WSCHODNIA

Czynsze wciąż stabilnie

Rekordowa podaż powierzchni magazynowych równoważona jest przez ponadprzeciętny poziom popytu. Pozwala to na utrzymanie przez większość obiektów dotychczasowych stawek czynszów. Najwyższe koszty najmu konsekwentnie dotyczą magazynów położonych w granicach Warszawy, gdzie od początku roku stawki czynszów wzrosły średnio o 5-10% w przypadku najlepiej zlokalizowanych magazynów. Polska Centralna odnotowuje natomiast najniższe stawki czynszów ze wszystkich klastrów, co jest głównie rezultatem dominacji w tym regionie dużych parków logistycznych.

    • Najwyższe stawki czynszów za powierzchnie magazynowe w Polsce. Od początku roku stawki czynszów w dobrze zlokalizowanych projektach wzrosły o 5-10%.
    • Obiekty magazynowe są mniejsze niż w innych klastrach. Relatywnie wysoki udział tzw. Small Business Units (SBU), które charakteryzują się większą powierzchnię biurową.
    • Stopa pustostanów utrzymuje się na poziomie 7,7% i należy do jednej z najwyższych w Polsce.

Ograniczona dostępność oraz wysokie ceny gruntów znacząco ograniczają rozwój regionu.

Warszawa II

    • Największy rynek magazynowy w Polsce, skupiający 22,7% całkowitych zasobów kraju.
    • W III kw. 2017 do użytku oddano projekty o łącznej powierzchni 239 000 m kw., co stanowi drugi najwyższy wynik wśród wszystkich rynków magazynowych.

Szybki przyrost nowej podaży oraz przewaga obiektów o dużej powierzchni wpływają na utrzymywanie się stawek czynszów na jednym z najniższych poziomów w kraju.

Realizacja infrastruktury komunikacyjnej we wschodniej (S8, A2) i południowej (S8, S19) części obszaru spowoduje w kolejnych latach rozwój rynku w tych kierunkach.

Górny Śląsk

    • Obszar Górnego Śląska pozostaje drugim po Warszawie II największym rynkiem magazynowym w Polsce
    • Powierzchnia magazynowa powiększyła się w III kw. 2017 roku o 120 000 m kw. za sprawą ukończenia m.in. Panattoni Park Gliwice III, Panattoni Park Sosnowiec IV I Panattoni Park Ruda

Nowa podaż spowodowała wzrost stopy pustostanów o 0.8 p.p. w stosunku do poprzedniego kwartału

W budowie znajduje się 227 200 m kw., z czego ponad połowę stanowi kompleks Panattoni BTS Amazon Sosnowiec (135 000 m kw.)

Zakres stawek czynszów na Górnym Śląsku znajduje się na podobnym, niskim poziomie, co w innych głównych klastrach magazynowych

    • W rejonie Poznania odnotowano przyrost nowej powierzchni na poziomie 124 000 m kw. Do największych projektów należały: kolejny etap P3 Poznań (54 600 m kw.) i BTS Reuss Seifert (30 200 m kw.)

Mimo oddania do użytku znacznej ilości nowej powierzchni, stopa pustostanów spadła o 0,2 p.p. do 8,6%, co i tak uplasowało Poznań jako klaster z najwyższym wskaźnikiem niewynajętej powierzchni.

Czynsze utrzymują się na stałym poziomie, jednak relatywnie wysoki odsetek wolnych powierzchni oraz pojawienie się nowych obiektów umacniają pozycję negocjacyjną najemców.

W rejonie między Poznaniem a niemiecką granicą, wzdłuż głównych tras komunikacyjnych powstaje coraz więcej nowych obiektów magazynowych.

Polska Centralna

    • Centralne położenie, bardzo dobrze rozwinięta infrastruktura transportowa oraz wyższy niż w innych regionach dostęp do siły roboczej sprawiają, że klaster ten stale cieszy się wysokim zainteresowaniem najemców.

Obszar Polski Centralnej cechuje najniższa w kraju stopa pustostanów, która na koniec września wyniosła 1,5%. Oznacza to wzrost o 1,0 p.p. w stosunku do sytuacji na koniec II kw. 2017 roku.

  •  W II kw. 2017 roku ukończono trzy obiekty magazynowe – Logistics Park Stryków (30 100 m kw.), Panattoni Park Stryków II (18 600 m kw.) i Goodman Łódź Logistics Centre (16 100 m kw.). Dwa pierwsze w momencie oddania do użytku były już całkowicie wynajęte, co jest typowe dla regionu Polski Centralnej.
  •  Obecnie największymi obiektami w trakcie realizacji są: BTS BSH (79 000 m kw.), P3 Piotrków (61 100 m kw.), BTS OBI ( 50 700 m kw.) oraz BTS Castorama ( 50 000 m kw.).

 

Dolny Śląsk

  •  Rynek wrocławski zawdzięcza swój rozwój rozbudowanej infrastrukturze transportowej oraz bliskości południowej i zachodniej granicy kraju.
  •  W III kw. 2017 roku oddano do użytku 47 000 m kw. powierzchni magazynowych.
  •  Wzrost zainteresowania powierzchniami magazynowymi ze strony najemców przełożył się na spadek wskaźnika pustostanów, który na koniec III kwartału spadł do poziomu o 1,4 p.p. niższego niż w II kwartale i wyniósł 6,5%.
  •  Stawki czynszów w rejonie Wrocławia należą do jednych z najwyższych wśród głównych klastrów magazynowych (wyłączając obszar wewnątrz granic Warszawy).
  •  Na przełomie 2017 i 2018 roku planowane jest oddanie fragmentu trasy ekspresowej S5 położonego na północ od Wrocławia. Pozwoli to na poprawę komunikacji z Poznaniem i północną częścią Polski oraz stworzy dogodne warunki do rozwoju rynku magazynowego na północ od granicy miasta.

Trójmiasto

  •  Region Trójmiasta jest największym rynkiem przemysłowo-logistycznym północnej Polski. Bliskość międzynarodowych portów morskich, lotniska i dróg szybkiego ruchu przyczynia się do rozwoju transportu intermodalnego.
  •  W III kwartale nie oddano do użytku żadnej nowej powierzchni magazynowej.
  •  Brak nowej podaży pozwolił na spadek stopy pustostanów, która obniżyła się o 1,8 p.p. i na koniec września wyniosłą 3,9%.
  •  Na koniec III kw. w trakcie budowy znajdowały się dwa obiekty magazynowe klasy A: kolejny etap Goodman Pomeranian Logistics Center (36 700 m kw.) oraz Hillwood 7R Gdańsk 2 (12 000 m kw.)

Lublin/Rzeszów

  •  W III kw. 2017 roku do użytku został oddany jedynie jeden obiekt – Panattoni Park Lublin (4 900 m kw.)
  •  W trakcie realizacji pozostaje MLP Lublin o powierzchni 12 100 m kw.
  •  Stopa pustostanów nie uległa znacznym zmianom w ostatnich trzech miesiącach i zmniejszyła się zaledwie o 0,1 p.p., osiągając na koniec września 2,6%.
  •  Planowane na 2019 rok zakończenie budowy całości drogi ekspresowej S17 między Warszawą a Lublinem znacząco poprawi komunikację za stolicą i zwiększy potencjał rozwoju sektora magazynowego na tym obszarze.
  •  Trasa S19 między Lublinem a Rzeszowem, będąca częścią trasy Via Carpatia, znajduje się aktualnie w trakcie procedury przetargowej.

Kraków

  •  W III kw. 2017 roku w krakowskim klastrze nie oddano do użytku żadnego obiektu.
  •  Tempo rozwoju powierzchni magazynowych w rejonie Krakowa znacznie przyspieszy w następnych latach. Rozpoczęto prace nad nowymi projektami magazynowymi: Goodman BTS Skawina (33 200 m kw.), Panattoni Park Kraków IV (33 000 m kw.) oraz kolejny etap Logistics Park Kokotów (10 000 m kw.).
  •  W rejonie Krakowa odnotowano spadek stopy pustostanów o 1,0 p.p. do 7,9% na koniec września. Mimo tego odsetek niewynajętej powierzchni w tym klastrze wciąż jest jednym z najwyższych w Polsce.
  •  Większe niż w innych klastrach trudności ze znalezieniem najemcy wywołują presję na stawki czynszów.. Z powodu ograniczonej ilości nowoczesnej powierzchni okolice Krakowa pozostają nadal najdroższym po Warszawie I rynkiem magazynowym.

Bydgoszcz/Toruń

  •  Tylko w 2017 roku rynek magazynowy w okolicach Bydgoszczy i Torunia powiększył się o 74%. Przyczyniło się do tego oddanie do użytku w I kw. 2017 roku trzech obiektów magazynowych o znaczącej powierzchni, z których największym był Panattoni BTS Kaufland (45 650 m kw.).
  •  W trakcie budowy są obecnie dwa projekty magazynowe: BTS Kongsberg Brześć (19 300 m kw.) i Waimea Logistic Park Bydgoszcz (16 200 m kw.) składający się z dwóch budynków.
  •  Brak podaży nowych obiektów umożliwił absorbcję pewnej części wolnej powierzchni. Stopa pustostanów spadła o 0,5 p.p. i na koniec trzeciego kwartału wyniosła 7,0%.

Szczecin

  •  Ukończono dwa wielkopowierzchniowe projekty typu BTS: największy projekt magazynowy w Polsce – Panattoni BTS Amazon Szczecin (161 000 m kw.) i Goodman BTS Zalando Szczecin (130 000 m kw.), co zwiększyło podaż powierzchni magazynowej w tym regionie o ponad 140%.
  •  Stopa pustostanów znacząco spadła dzięki dostarczeniu na rynek ogromnej ilości w pełni wynajętej powierzchni.
  •  Na koniec września 2017 w trakcie budowy był jeden obiekt magazynowy: Panattoni Park Szczecin I (31 800 m kw.)
  •  Bliskość granicy niemieckiej, relatywnie duża dostępność siły roboczej oraz dobrze rozwinięta infrastruktura komunikacyjna sprawiają, że rynek szczeciński cieszy się dużym zainteresowaniem branży e-commerce.

Koniec programu MdM. Od 2 stycznia 2018 będzie można składać wnioski o dofinansowanie

W styczniu 2018 r. zostanie uruchomiona ostatnia pula pieniędzy z programu Mieszkanie dla Młodych (MdM). Dotychczas – od 2014 r. – skorzystało z niego ok. 98 tys. kredytobiorców. Średnia wysokość dofinansowania wynosi 25 tys. zł.

Ostatni dzwonek

Program MdM, skierowany do singli, osób samotnie wychowujących dzieci, małżeństw oraz rodzin z dziećmi, cieszy się dużą popularnością. Tymczasem pula środków do wykorzystania w ramach programu jest ograniczona. Osoby, które chcą skorzystać z pomocy w zakupie pierwszego mieszkania, powinny już teraz wybrać sobie nieruchomość i jak najszybciej zacząć kompletować wymagane dokumenty.

Określone kryteria

„Wnioskodawca nie powinien mieć więcej niż 35 lat ani posiadać żadnej innej nieruchomości. Oczywiście w przypadku rodzin z trójką lub większą liczbą dzieci warunki te są trochę inne. Także nieruchomość musi spełniać określone kryteria. Mieszkanie nie może być większe niż 75 mkw, a powierzchnia domu nie może przekraczać 100 mkw” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Anna Meunier, dyrektor Biura Kredytów Mieszkaniowych Banku Pekao SA.

Co dołączyć do wniosku

Szczególnie osoby zamierzające kupić mieszkanie na rynku pierwotnym muszą wiedzieć, że dokumentem, który trzeba dołączyć do wniosku o dofinansowanie, nie jest umowa rezerwacyjna. „Najlepiej jest załączyć umowę deweloperską, jednak jeżeli jej nie mamy, to nic się nie stało. Należy uzyskać od dewelopera prospekt informacyjny z tzw. częścią indywidualną, w której to określone są parametry dotyczące naszej wybranej nieruchomości. Bardzo ważne jest, aby sprawdzić, czy parametry mieszkania są zgodne na wszystkich dokumentach i czy dokumenty te są poprawnie wypełnione, oraz właściwie wypisać wniosek o dofinansowanie” – zauważa ekspertka.

Nastroje europejskich konsumentów najlepsze od dziewięciu lat

Indeks nastrojów konsumenckich w dwudziestu ośmiu krajach zjednoczonej Europy nie przestaje rosnąć. W trzecim kwartale tego roku osiągnął poziom 20,9 pkt., a to oznacza wzrost w stosunku do drugiego kwartału, na koniec którego wskaźnik wyniósł 19,1 pkt. Jest to jednocześnie najwyższa wartość wskaźnika od końca 2007 r.

W ostatnim kwartale główną podporą europejskiej gospodarki była prywatna konsumpcja. W wielu krajach skłonność do zakupów albo rosła, albo utrzymywała się na stabilnym poziomie. To skompensowało mniej jednoznaczne wartości innych podindeksów w poszczególnych krajach. Np. we Francji, Niemczech i Portugalii pogorszyły się oczekiwania gospodarcze, a we Francji, Austrii i Niemczech słabiej wypadły oczekiwania dochodowe.

Niemcy: zawirowania w zakresie prognoz gospodarczych i dochodowych

Chociaż warunki w Niemczech sprzyjają pozytywnym nastrojom – stopa bezrobocie jest niska, a dochody rosną – to w ostatnim kwartale widoczne były wahania wskaźnika nastrojów konsumenckich.

Licząc od lutego, oczekiwania gospodarcze w Niemczech stabilnie rosły, żeby w połowie trzeciego kwartału gwałtownie spaść, a potem odbić się do poziomu 33,4 pkt. pod koniec września. Jest to wynik o 7,9 pkt. gorszy w porównaniu do końca drugiego kwartału, ale o 26,6 pkt. wyższy niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Jeśli chodzi o oczekiwania dochodowe, to trzeci kwartał rozpoczął się nieznacznym wzrostem, ale pod koniec września doszło do gwałtownego skoku w dół, co skończyło się wynikiem 52,7 pkt. W porównaniu do końca drugiego kwartału oznacza to spadek w wysokości 7,5 pkt., ale względem końca trzeciego kwartału 2016 r. oczekiwania dochodowe były na podobnym poziomie (wzrost o 0,1 pkt.).

Skłonność do zakupów w trzecim kwartale była stabilna i utrzymywała rekordowo wysokie wartości, bo kwartał zamknął się na poziomie 57,0 pkt. To tylko nieznaczne wahnięcie w dół względem końca drugiego kwartału (-0,9 pkt.) i wzrost o 3,7 pkt. w porównaniu do analogicznego momentu roku ubiegłego.

Francja: ostry spadek prognoz gospodarczych i dochodowych

Pierwszy i drugi kwartał upłynęły pod znakiem pozytywnego „efektu Macrona”, ale w trzecim kwartale wszystkie trzy składowe indeksu spadły. We Francji ciągle panuje wysokie bezrobocie – dwa razy wyższe niż w pozostałych dużych gospodarkach europejskich, czyli na przykład w Niemczech – a ponadto media poświęcają wiele uwagi zaplanowanym przez prezydenta reformom rynku pracy.

Oczekiwania gospodarcze spadały przez cały kwartał, pod koniec września osiągając poziom 30,2 pkt., czyli o 18,9 pkt. gorszy niż na koniec drugiego kwartału, ale o 23,4 pkt. wyższy niż rok wcześniej.

Na początku trzeciego kwartału oczekiwania dochodowe gwałtownie spadły, po czym nieznacznie urosły, żeby we wrześniu znowu osłabnąć i zamknąć miesiąc na poziomie -18,9 pkt., co jest najgorszym wynikiem od kwietnia 2016 r. To oznacza też spadek o 21,6 pkt. w porównaniu do danych z końca drugiego kwartału, kiedy to oczekiwania dochodowe w końcu drgnęły i osiągnęły wartości dodatnie po dziesięciu latach trwania poniżej zera. Oczekiwania dochodowe były też o 5 pkt. niższe niż w analogicznym momencie 2016 r.

Z kolei skłonność do zakupów, po stabilnym początku kwartału odnotowała drobną korektę w dół pod koniec września i ostatecznie wyniosła 22,7 pkt. Ta wartość jest o 2,8 pkt. niższa w porównaniu do końca drugiego kwartału, ale o 14 pkt. wyższa niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Wielka Brytania: stabilnie z niewielkim wzrostem oczekiwań dochodowych

Chociaż wynik negocjacji w sprawie Brexitu pozostaje niepewny, sytuacja w Wielkiej Brytanii kształtowała się przez miniony kwartał stosunkowo stabilnie. Doszło nawet do delikatnej korekty oczekiwań dochodowych w górę.

Oczekiwania gospodarcze osłabły w połowie trzeciego kwartału, ale następnie nieznacznie wzrosły, osiągając wynik -23,5 pkt. Ta wartość jest o 2,8 pkt. niższa w porównaniu do danych z drugiego kwartału oraz o 21,7 pkt. mniejsza niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Oczekiwania dochodowe wyraźnie rosły przez pierwsze dwa miesiące trzeciego kwartału, po czym delikatnie osłabły we wrześniu. Ostatecznie wyniosły 4,3 pkt., czyli o 6,3 pkt. więcej niż pod koniec poprzedniego kwartału, ale o 9,4 pkt, mniej niż dwanaście miesięcy wcześniej.

Skłonność do zakupów rosła na początku i pod koniec kwartału, ale w połowie okresu odnotowała spadek i ostatecznie uplasowała się na poziomie -3,5 pkt. Pod koniec drugiego kwartału wynosiła dokładnie tyle samo, ale to i tak o 10,2 pkt. mniej niż w analogicznym momencie 2016 r.

Włochy: lepszy trzeci kwartał, ale oczekiwania gospodarcze i dochodowe ciągle poniżej zera

Trzeci kwartał przyniósł we Włoszech poprawę nastrojów konsumenckich, mimo że włoska gospodarka ciągle zmaga się z bezrobociem wśród młodych i finansowym ciężarem, jaki stanowią liczni uchodźcy z północnej Afryki.

Oczekiwania gospodarcze wzmacniały się przez cały kwartał, przy czym we wrześniu miał miejsce wyjątkowo silny wzrost. Na koniec kwartału ten wskaźnik wyniósł osiągnął -27,6, co jest najlepszym wynikiem od maja 2016 r. To o 27,9 pkt. więcej w porównaniu do końca drugiego kwartału i o 13,0 pkt. więcej niż w analogicznym momencie 2016 r.

Oczekiwania ekonomiczne rosły stabilnie w lipcu i sierpniu, ale we wrześniu osłabły, osiągając na koniec kwartału -8,2 pkt, czyli o 9,7 i 1,8 pkt. więcej niż, odpowiednio, na koniec drugiego kwartału i w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Skłonność do zakupów kontynuowała wzrostową tendencję, jaka dała się zaobserwować w poprzednim kwartale, i na koniec września wyniosła 16,1 pkt. To oznaczę poprawę wyniku z drugiego kwartału o 12,4 pkt. i o solidne 9,3 pkt. w porównaniu do tego samego momentu w minionym roku.

Hiszpania: skłonność do zakupów po raz pierwszy od pięciu lat na plusie

Chociaż stopa bezrobocia pozostaje w Hiszpanii wysoka, nastroje konsumenckie wobec gospodarki utrzymują się na stabilnym poziomie, a wskaźnik skłonności do zakupów nawet poszedł w górę. Możliwe, że ma to związek z rosnącą liczbą turystów. Niemniej niedawne konflikty polityczne wywołane katalońskim referendum mogą odbić się na wynikach czwartego kwartału.

Podczas trzeciego kwartału wskaźnik oczekiwań gospodarczych w Hiszpanii nieznacznie urósł, ale to, co zyskał, stracił we wrześniu i ostatecznie wyniósł 24,9 pkt., dokładnie tyle samo, co pod koniec drugiego kwartału. W porównaniu do analogicznego momentu w ubiegłym roku zyskał 12,4 pkt.

Po początkowych wzrostach w lipcu oczekiwania dochodowe też utrzymywały się na stosunkowo stabilnym poziomie i ostatecznie wyniosły 16,0 pkt, to jest o 2,8 pkt. więcej w porównaniu do danych z drugiego kwartału i o 7,3 pkt. więcej niż rok wcześniej

Skłonność do zakupów odnotowała duże wzrosty w lipcu, ale pod koniec kwartału spadła, osiągając 1,5 pkt. Mimo tej korekty w dół, to i tak pierwszy od pięciu lat przypadek, kiedy Hiszpania notuje dodatni wskaźnik skłonności do zakupów. Ogólnie rzecz biorąc, dane na koniec trzeciego kwartału były o 3,2 pkt. wyższe niż na koniec drugiego kwartału oraz o 6,4 pkt. wyższe w porównaniu do analogicznego momentu roku ubiegłego.

Holandia: prognozy gospodarcze jako oznaka ożywienia

Jako że bezrobocie spada, a płace rosną, również wskaźnik zaufania konsumenckiego sygnalizuje poprawę.

W lipcu oczekiwania gospodarcze odnotowały wzrost i utrzymywały się na stabilnym poziomie przez resztę kwartału, kończąc okres na poziomie 39,0 pkt. To o 5,8 pkt. więcej w porównaniu do danych z drugiego kwartału i o solidne 21,1 pkt. więcej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Oczekiwania dochodowe także poszły w lipcu w górę i osiągnęły rekordowe 13,4 pkt., ale pod koniec września spadły do 10,5 pkt. To wynik o zaledwie 0,2 pkt. lepszy niż w drugim kwartale, ale znacząco, bo o 17,0 pkt. wyższy niż w tym samym momencie ubiegłego roku.
Po niewielkim lipcowym wzroście skłonność do zakupów spadła do podobnego poziomu, co na początku miesiąca, i ostatecznie wyniosła 18,2 pkt. To oznaczę poprawę względem wyniku z drugiego kwartału i analogicznego momentu w roku ubiegłym o odpowiednio 0,4 pkt. i 0,8 pkt.

Austria: oczekiwania gospodarcze na najwyższym poziomie od pierwszego kwartału 2011 r.

Ponieważ Austria odnotowuje wzrost napędzany konsumpcją i inwestycjami, konsumenci z ufnością patrzą w przyszłość, na perspektywy ekonomiczne kraju.

Oczekiwania gospodarcze równomiernie rosły w trzecim kwartale, osiągając ostatecznie 32,9 pkt. To najwyższy poziom od początku 2011 r. Ta wartość jest o 14,2 pkt. wyższa w porównaniu do danych z drugiego kwartału oraz znacząco, bo aż 40,2 pkt. wyższa niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Po wyraźnych wzrostach w drugim kwartale oczekiwania dochodowe doznały spadków w lipcu i sierpniu, ale odrobiły część strat we wrześniu i wyniosły 22,4 pkt. To oznacza spadek o 8,2 pkt. w porównaniu do danych z drugiego kwartału oraz spadek o 2,0 pkt. względem trzeciego kwartału w 2016 r.

W lipcu skłonność do zakupów rosła stabilnie jak wcześniej, ale w sierpniu zmniejszyła się gwałtownie i ostatecznie uplasowała się na poziomie 19,8 pkt., to znaczy o 3,0 pkt. niższym niż na koniec drugiego kwartału i zaledwie 1,9 pkt. więcej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Portugalia: skłonność do zakupów na rekordowym poziomie od 15 lat

Chociaż prognozy dla Portugalii uległy korekcie w górę, to portugalscy konsumenci zaczęli odrobinę bardziej pesymistycznie patrzeć na krajową gospodarkę. Mimo to ich skłonność do zakupów utrzymała się na wysokim poziomie, co znajduje też odzwierciedlenie w solidnym popycie na rynku krajowym.

Nie udało się utrzymać rosnącego trendu w zakresie oczekiwań gospodarczych, jaki dał się zaobserwować w drugim kwartale, i wskaźnik ten stopniowo spadał, żeby zatrzymać się na 34,7 pkt. na koniec września. To wynik o 4,7 pkt. gorszy niż w drugim kwartale, ale i tak wyższy o 19,9 pkt. niż dwanaście miesięcy wcześniej.

Oczekiwania dochodowe też odnotowały lekki spadek w połowie kwartału, ale pod koniec okresu urosły znowu, osiągając 28,5 pkt. Względem drugiego kwartału oczekiwania dochodowe spadły o jeden punkt, ale przekroczyły dane z analogicznego okresu w ubiegłym roku o 8,4 pkt.

W kwestii skłonności do zakupów utrzymywał się wyraźny trend zwyżkowy, który odnotowano w drugim kwartale, i pod koniec września wskaźnik uzyskał wartość 13,0 pkt. To najlepszy wynik od końca 2001 r. i o 8,9 pkt. więcej w porównaniu do drugiego kwartału oraz aż 29,6 pkt. więcej niż w analogicznym kwartale 2016 r.

Belgia: oczekiwania gospodarcze na najwyższym poziomie od pierwszego kwartału 2014 r.

Dzięki silnemu eksportowi oczekiwania gospodarcze konsumentów w Belgii stale szły w górę, a oczekiwania dochodowe też wykazywały oznaki poprawy.

W trzecim kwartale oczekiwania gospodarcze rosły stabilnie, osiągając na koniec okresu 24,3 pkt. To najwyższy poziom od pierwszego kwartału 2014 r., a przy tym wynik lepszy o 10,1 pkt. niż w drugim kwartale i aż 21,8 pkt. wyższy niż w analogicznym momencie minionego roku.

Po okresie tendencji spadkowych, jakie panowały w drugim kwartale, w trzecim kwartale oczekiwania dochodowe odbiły w górę, chociaż nie obyło się bez drobnych wahań w sierpniu. Ostatecznie wyniosły -2,8 pkt., czyli o 5,3 pkt. więcej niż pod koniec poprzedniego kwartału i o 12,5 pkt. więcej niż dwanaście miesięcy wcześniej.

W kwietniu skłonność do zakupów osiągnęła wysoki poziom, ale potem równomiernie spadała aż do sierpnia, kiedy znowu zaczęła rosnąć, żeby we wrześniu znowu zmaleć do wyniku 14,8 pkt. To o 1,3 pkt. więcej w porównaniu do danych z drugiego kwartału, ale zaledwie 0,6 pkt. więcej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Grecja: wszystkie wskaźniki stale notują duże wzrosty

W Grecji widać stałą i wyraźną poprawę we wszystkich trzech indeksach składowych.
Wzrost oczekiwań gospodarczych przyspieszył w tym kwartale i wskaźnik uplasował się na poziomie -18,1 pkt. To najlepszy wynik od połowy 2015 r., a przy tym o 25,1 pkt. lepszy niż na koniec drugiego kwartału i o 19,0 pkt. wyższy niż w analogicznym momencie minionego roku.

Oczekiwania dochodowe rosły przez cały kwartał, pod koniec września osiągając poziom -21,1 pkt. To oznacza, że względem drugiego kwartału zyskały 21,8 pkt. oraz 16,4 pkt. względem końca trzeciego kwartału w 2016 r.

Ten sam pozytywny trend dotyczy też skłonności do zakupów, która stabilnie rosła przez wszystkie trzy miesiące kwartału i ostatecznie wyniosła -26,2 pkt., czyli o 18,7 pkt. więcej w porównaniu do danych z drugiego kwartału oraz 16,6 pkt. więcej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Polska: trzeci kwartał przyniósł silną poprawę wszystkich trzech indeksów składowych

O ile drugi kwartał był nierówny, to przez cały trzeci kwartał Polska notowała stałą tendencję rosnącą w zakresie oczekiwań gospodarczych. Przyczyn należy się zapewne dopatrywać w wysokim wzroście PKB. Główny indeks zakończył wrzesień wynikiem 34,3 pkt., najwyższym od 2008 r. To oznacza wzrost o 15,4 pkt. w porównaniu do danych z końca drugiego kwartału oraz o 10,6 pkt. względem analogicznego momentu w 2016 r.
Oczekiwania ekonomiczne także rosły stabilnie, osiągając na koniec okresu 36,7 pkt, to jest o 11,7 pkt. więcej niż w drugim kwartale, ale mniej o 6,0 pkt. niż w tym samym momencie ubiegłego roku.

Po gwałtownym spadku w drugim kwartale skłonność do zakupów wyraźnie odbiła się w sierpniu, po czym we wrześnie bardzo delikatnie osłabła. Ostatecznie na koniec kwartału wyniosła 19,3 pkt. – o 12,7 pkt. i 7,8 pkt, więcej niż odpowiednio pod koniec poprzedniego kwartału i dwanaście miesięcy wcześniej.

Czechy: prognozy gospodarcze w trzecim kwartale odrobiły straty

Ponieważ Czechy cieszą się najniższą stopą bezrobocia w UE, czescy konsumenci nadal optymistycznie patrzą na przyszłość gospodarki, co za tym idzie przejawiają dużą skłonność do zakupów. Niemniej oczekiwania dochodowe nie wzrosły. Możliwe, że odpowiadają za to przeciągające się negocjacje wokół Brexitu, bo ciągle nie wiadomo, jak ich wynik odbije się na czeskiej gospodarce (Wielka Brytanii jest czwartym w kolejności największym rynkiem zbytu dla czeskiego eksportu i wielu czeskich obywateli mieszka na Wyspach).

Wysoki wskaźnik oczekiwań gospodarczych, jaki mogliśmy zaobserwować w pierwszym kwartale, w drugim kwartale nieco osłabł, ale częściowo odzyskał straty w trzecim kwartale. Na koniec września wyniósł 27,6 pkt., czyli o 9,5 pkt. więcej niż pod koniec poprzedniego kwartału, ale o 8,8 pkt, mniej niż dwanaście miesięcy wcześniej.

Oczekiwania dochodowe, które przez pierwszą połowę roku doświadczały tendencji spadkowych, pod koniec trzeciego kwartału zaczęły piąć się w górę. Ostatecznie wyniosły 39,9 pkt. – o 0,9 pkt. więcej niż pod koniec drugiego kwartału, ale o 12,2 pkt, mniej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Skłonność do zakupów odrobiła częściowo straty spowodowane zniżkowym trendem z poprzedniego kwartału i osiągnęła poziom 20,4 pkt. Ten wynik jest o 5,7 pkt. wyższy w porównaniu do danych z drugiego kwartału, ale 6,8 pkt. gorszy niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Słowacja: skłonność do zakupów mocno rosła w trzecim kwartale

Mimo pewnych zawirowań wokół oczekiwań gospodarczych wszystkie trzy wskaźniki dla Słowacji odnotowały poprawę na koniec kwartału dzięki stabilnemu wzrostowi i spadającemu bezrobociu.

Na początku roku oczekiwania gospodarcze równomiernie słabły, ale w maju pojawił się „efekt jo-jo” i wskaźnik ten w jednym miesiącu rósł, a w drugim słabł. Ta sama tendencja była widoczna w trzecim kwartale i dane na koniec września wyniosły 22,8 pkt. Jest to o 5,5 pkt. więcej niż w drugim kwartale, ale o 5,8 mniej pkt. niż dwanaście miesięcy wcześniej.

Wskaźnik oczekiwań ekonomicznych, który na koniec drugiego kwartału osiągnął najniższy wynik w roku, we wrześniu urósł do poziomu 28,2 pkt. To oznacza wzrost o 2,8 pkt. w porównaniu do końca drugiego kwartału oraz nieznaczny spadek o 1,8 pkt. względem analogicznego momentu w 2016 r.

Skłonność do zakupów też wyraźnie odbiła się w górę we wrześniu. W drugim kwartale osłabła do najniższego od 2016 r. poziomu, ale wyraźnie urosła we wrześniu i na koniec trzeciego kwartału wyniosła 15,9 pkt., czyli o 11,3 pkt. więcej niż w drugim kwartale i o 2,3 pkt. więcej niż dwanaście miesięcy wcześniej.

Słowenia: oczekiwania dochodowe i skłonność do zakupów lekko spadły w trzecim kwartale

Po stabilnym wzroście, jaki dał się zauważyć w drugim kwartale, podczas pierwszych dwóch miesięcy trzeciego kwartału oczekiwania gospodarcze spadały, ale we wrześniu się odbiły i zamknęły miesiąc z wynikiem 28,3 pkt. To oznacza wzrost o 4,3 pkt. w porównaniu do końca drugiego kwartału oraz wysoki skok o 22,2 pkt. względem analogicznego momentu w 2016 r.

Oczekiwania dochodowe, które utrzymywały się na stosunkowo równym poziomie przez pierwszą połowę roku, spadły nieznacznie w czasie trzeciego kwartału i na koniec września doszły do poziomu 20,0 pkt. Jest to wynik o 4,8 pkt. gorszy w porównaniu do końca drugiego kwartału, ale o 2,1 pkt. wyższy niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.
Skłonność do zakupów przez pierwsze sześć miesięcy roku stabilnie rosła, aby nagle w lipcu osłabnąć. W sierpniu odrobiła trochę strat, a we wrześniu utrzymywała się na równym poziomie i na koniec kwartału wyniosła 18,9 pkt. Względem drugiego kwartału zyskała 5,9 pkt. i 10,1 pkt. względem końca trzeciego kwartału w 2016 r.

Bułgaria: wszystkie trzy składowe indeksu poszły w górę, a prognozy gospodarcze ponownie mają wartości dodatnie

Początkowe zawirowania, do jakich doszło po marcowych wyborach w Bułgarii, w dużej mierze się uspokoiły i wszystkie trzy składowe indeksu zanotowały ogólną poprawę w porównaniu do końca ubiegłego kwartału.

Oczekiwania gospodarcze, które w drugim kwartale przybierały wartości ujemne, w sierpniu podskoczyły do 4,1 pkt., na koniec kwartału osiągając 1,4 pkt., czyli o 9,2 pkt. więcej niż w drugim kwartale oraz o 2,2 pkt. więcej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.
Oczekiwania dochodowe, które w pierwszej połowie drugiego kwartału pikowały w dół, w czerwcu trochę się odbiły, a w lipcu dalej pięły się w górę. W sierpniu gwałtownie spadły, ale we wrześniu odrobił praktycznie wszystkie straty i zamknęły trzeci kwartał z wynikiem 15,3 pkt. To o 3,8 pkt. więcej w porównaniu do danych z drugiego kwartału i o 2,8 pkt. więcej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Skłonność do zakupów rosła stabilnie w trzecim kwartale i osiągnęła 23,6 pkt. – najlepszy rezultat od stycznia bieżącego roku, a przy tym o 7,2 pkt. więcej niż w drugim kwartale i o 2,5 mniej pkt. niż dwanaście miesięcy wcześniej.

Rumunia: niewielkie zmiany w oczekiwaniach gospodarczych i dochodowych, ale wyższa skłonność do zakupów

Chociaż wzrost dochodów był wysoki, poziom inflacji niski, a podatek VAT został obniżony, oczekiwania rumuńskich konsumentów względem gospodarki nie zmieniły się znacząco w trzecim kwartale.

Po stosunkowo stabilnym drugim kwartale oczekiwania gospodarcze doznawały wahań w trzecim kwartale, aż w końcu powróciły do prawie tych samych wartości co na koniec czerwca. Na koniec września wyniosły 6,3 pkt., czyli o 0,9 pkt. mniej niż pod koniec poprzedniego kwartału, ale o 5,1 pkt. więcej niż dwanaście miesięcy wcześniej.
Oczekiwania dochodowe także odrobinę osłabły na początku trzeciego kwartału, ale potem utrzymywały się na równym poziomie i wyniosły 24,2 pkt. To o 2,1 pkt. mniej w porównaniu do danych z końca drugiego kwartału, ale o 3,4 pkt. więcej względem analogicznego momentu w ubiegłym roku.

Najbardziej zmieniała się skłonność do zakupów. Na początku kwartału utrzymywała wyniki z drugiego kwartału, ale we wrześniu urosła do 12,0 pkt., a to znaczy, że wyniosła o 6,4 pkt. więcej w porównaniu do danych z drugiego kwartału i o 9,7 pkt. więcej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

O badaniu

GfK Consumer Climate Europe jest badaniem nastrojów konsumenckich prowadzonym w krajach Unii Europejskiej i współfinansowanym przez Komisję Europejską. Co miesiąc ankietowanych jest około 40 000 respondentów we wszystkich 28 państwach członkowskich. Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem wyliczanym według niezmienionej formuły od roku 1985.

Z comiesięcznego zestawu 12 pytań, do opracowania głównego indeksu nastrojów wybrano pięć składowych – oczekiwania gospodarcze, cenowe i dochodowe, skłonność do zakupów oraz do oszczędzania.

Indeks jest obliczanych w następujący sposób:

• Podstawą obliczania poszczególnych składowych są salda odpowiedzi pozytywnych i negatywnych udzielanych w poszczególnych pytaniach – składowych indeksu.

• Sumy pozytywnych odpowiedzi (np. sytuacja finansowa gospodarstwa domowego poprawi się w istotny sposób) jest odejmowany od sumy odpowiedzi negatywnych (np. sytuacja finansowa gospodarstwa domowego pogorszy się w istotny sposób).

• W kolejnym kroku, sumy są ujednolicane przy wykorzystaniu standardowych metod statystycznych, a następnie przeliczane tak, że długoterminowa średnia wskaźnika wynosi 0 punktów, przy teoretycznym zakresie wartości od +100 do -100 punktów. Na podstawie empirycznych danych gromadzonych od 1980 roku do analiz przyjmuje się wartości składowych w przedziale +60 i -60 punktów.

• Dodatnia wartość składowej świadczy o ocenie tej zmiennej powyżej średniej w ujęciu długookresowym; odwrotna sytuacja ma miejsce dla wartości ujemnych. Standaryzacja ułatwia porównywanie wyników z różnych krajów, likwidując różnice kulturowe, charakterystyczne dla danej populacji.

Korygowanie tzw. pustych faktur tylko pod pewnymi warunkami

Wystawiona przez podatnika faktura, która nie odpowiada rzeczywistej wartości transakcji i nie dokumentuje faktycznego obrotu, nazywana jest pustą fakturą. Wygenerowanie takiego dokumentu co do zasady powoduje powstanie obowiązku zapłaty podatku z niego wynikającego. Organy podatkowe w ostatnim czasie wyposażone zostały przez ustawodawcę w narzędzia umożliwiające udowodnienie obrotu pustymi fakturami. Może to mieć poważne konsekwencje zarówno dla wystawcy, jak i odbiorcy.

Warto zatem określić, kiedy podatnicy będą zobowiązani odprowadzić podatek od tzw. pustej faktury, a także odpowiedzieć na pytanie, czy możliwe jest skorygowanie takiego dokumentu przez podatnika świadomie wystawiającego nierzetelne faktury.

Wystawianie „pustych” faktur wiąże się co do zasady z koniecznością zapłaty obliczonego w ich treści podatku. Co jednak w sytuacji, w której do wygenerowania nierzetelnej faktury dochodzi przypadkowo i niezamierzenie? Czy w takim przypadku podatnik może skutecznie dokonać korekty faktury niedokumentującej rzeczywistej transakcji?

Nowelizacje obowiązujących przepisów w odniesieniu do systemu podatkowego wprowadziły bardzo rygorystyczną odpowiedzialność za nierzetelne rozliczenia podatku od towarów i usług (VAT) i oszustwa podatkowe, które narażają budżet państwa na uszczuplenia finansowe. Odnosi się to również do czynności związanych z wystawianiem i posługiwaniem się tzw. pustymi czy nierzetelnymi fakturami, co stanowić może nie tylko przestępstwo skarbowe, ale również powszechne (na gruncie Kodeksu karnego).

Przepisy ustawy o VAT nie regulują kwestii korekty nierzetelnej faktury

Zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz. U. z 2017 r., poz. 1221, dalej jako: „ustawa o VAT”) podatnikiem jest każdy podmiot, bez względu na jego formę organizacyjno-prawną, który samodzielnie prowadzi działalność gospodarczą, niezależnie od celu oraz rezultatu takiej działalności. Natomiast powstanie obowiązku podatkowego VAT na gruncie przedmiotowej ustawy uważane jest za fakt istotny zarówno dla sprzedawcy, jak i nabywcy, którzy prowadzą rozliczenia finansowe pomiędzy sobą choćby na podstawie wystawianych faktur. Obowiązek podatkowy oraz rzetelność podejmowanych działań fiskalnych ważne są dla stron z tego względu, że sprzedawcy zależy na uniknięciu zaległości podatkowych, a jego klientowi na odliczeniu podatku VAT od dokonanego zakupu.

W związku z tym wystawienie przez podatnika tzw. pustej faktury, a więc dokumentu potwierdzającego czynność niemającą w rzeczywistości miejsca, ma poważne konsekwencje, i to nie tylko podatkowe – może skutkować odpowiedzialnością chociażby na gruncie obowiązujących przepisów za wykroczenia i przestępstwa skarbowe.

Należy zatem zastanowić się, czy podatnik może uniknąć negatywnych konsekwencji wystawiania „pustych faktur” oraz czy powinien zapłacić podatek obliczony i należny na podstawie nierzetelnej faktury (podatnicy często mają co do tego wątpliwości).

Stosownie do art. 108 ustawy o VAT na podatnikach ciąży obowiązek fiskalny w związku z wystawieniem „pustej faktury” niezależnie od tego, czy doszło pomiędzy stronami do obrotu gospodarczego, będącego podstawą opodatkowania podatkiem VAT. Innymi słowy, bez względu na charakter czynności oraz jej rozmiar posługiwanie się nierzetelnymi fakturami zawsze skutkuje koniecznością zapłaty wynikającego z niej podatku VAT (zob. wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 16 czerwca 2010 r., sygn. akt I FSK 1030/09, LEX nr 643144). W konsekwencji odbiorca zostaje pozbawiony prawa odliczenia takiej faktury. Na marginesie warto zauważyć, że art. 108 ustawy o VAT ma charakter sankcyjno-prewencyjny, podobnie jak art. 203 Dyrektywy 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.U.UE.L.2006.347.1). Celem wspomnianych regulacji jest zapobieganie nadużyciom w systemie VAT.

Czy powyższy przepis polskiej ustawy przesądza, że podatnicy posługujący się „pustymi fakturami” są zobowiązani do uiszczenia podatku VAT i nie mają prawa do korekty tych dokumentów? Choć przepisy ustawy o VAT nie regulują zasad korygowania „pustych faktur”, to istnieją praktyczne możliwości sprostowania wspomnianych błędów.

Dwie możliwości skutecznej korekty, które utrwalone są w praktyce

Zarówno w doktrynie, jak i w judykaturze wskazuje się na możliwość skorygowania błędów związanych z wystawieniem „pustej faktury”, pomimo że na gruncie przepisów ustawy o VAT ustawodawca nie przewidział tego wprost (zob. wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 27 kwietnia 2017 r., sygn. akt I FSK 1857/15, LEX nr 2303223 oraz z dnia 1 grudnia 2015 r., sygn. akt I FSK 1329/14, LEX nr 2067853).

Uprawnienie do skorygowania błędów w wystawionej nierzetelnie fakturze sprowadzać się może, po pierwsze, do anulowania takiej faktury – pod warunkiem, iż nie została ona przekazana do jej odbiorcy, a więc że nie trafiła jeszcze do obrotu prawnego. Po drugie, jeżeli podmiot nie ma już możliwości anulowania faktury, może wystawić fakturę korygującą. W każdym z tych dwóch przypadków warunkiem koniecznym skuteczności działań podatnika jest wyeliminowanie przez niego ryzyka uszczupleń należności podatkowych (wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 11 kwietnia 2013 r. w sprawie o sygn. C-138/12).

Oznacza to, że podmiot zobowiązany jest podjąć jak najszybciej działania mające zapobiec sytuacji, w której to organy podatkowe w wyniku własnych czynności kontrolnych wykażą nieprawidłowości w rozliczeniach podatku VAT. Po przeprowadzonej kontroli niemożliwe będzie bowiem dokonywanie jakichkolwiek korekt naprawiających. Ważne jest również, aby podatnik zadbał o harmonizację wszelkich dokumentów również ze strony swojego kontrahenta, a więc upewnił się, że partner biznesowy nie dokonał jeszcze odliczenia podatku VAT, a następnie – aby kontrahent przeprowadził korektę również w zakresie swoich rozliczeń.

Podatnik winny czy niewinny?

Powstaje pytanie, czy podmiot, który świadomie wystawił tzw. puste faktury, ma możliwość korekty przedmiotowych dokumentów.

Co ciekawe, możliwości korygowania faktury nie są uzależnione od dobrej wiary podatnika, tylko od tego, czy podjął on czynności eliminujące ryzyko powstania uszczupleń podatkowych w budżecie państwa. Podmiot powinien zatem jak najrzetelniej i najszybciej podjąć się naprawienia swojego postępowania poprzez anulowanie nierzetelnej faktury albo jej korektę. Na to zagadnienie zwrócił uwagę Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 24 maja 2016 r. (sygn. akt I FSK 2015/14, LEX nr 2063877): „(…) Zgodnie ze stanowiskiem TSUE wyrażonym w sprawie C-454/98 to działający w złej wierze podatnik, a nie organy, winny przyczynić się do wyeliminowania ryzyka uszczupleń budżetowych, wynikających z wprowadzenia do obrotu wadliwej faktury. O działaniu podatnika na rzecz wyeliminowania takiego ryzyka nie może być natomiast mowy, gdy do czasu wykrycia nieprawidłowości przez organy podatkowe obie strony transakcji świadomie uczestniczą w obrocie „pustymi fakturami” i we wzajemnym porozumieniu generują sobie podatek naliczony do odliczenia”.

Mając na względzie fakt, że możliwość skutecznego skorygowania nierzetelnych faktur nie jest uwarunkowana i determinowana tym, czy przedsiębiorca działał w dobrej wierze przy ich wystawianiu, podatnicy powinni rozważyć sprostowanie obliczonego podatku, który został nieprawidłowo zafakturowany. Należy pamiętać, że tylko właściwie podjęte czynności pozwolą podatnikowi uniknąć negatywnych konsekwencji podatkowych lub nawet karnych.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Potencjał inwestycyjny Trójmiasta

Trójmiasto na firmowy radarze. Czym Gdańsk, Gdynia i Sopot przyciągają nowych inwestorów?

13% przedsiębiorców, którzy planują rozwój geograficzny swoich firm, jako miejsce rozważane pod nową lokalizację wskazało Trójmiasto. Najbardziej do Gdańska, Gdyni i Sopotu przyciąga ich atrakcyjność miejsca do życia oraz dostępność pracowników w przyszłości (odpowiednio 8,1 pkt. oraz 7,9 pkt. w 10-stopniowej skali) – wynika z badania Antal i CBRE „Potencjał inwestycyjny Trójmiasta”. Wymienione aspekty zostały ocenione nie tylko najwyżej spośród wszystkich dotyczących Trójmiasta, ale również znacznie przewyższają średnie dla całego kraju (odpowiednio 7,3 pkt. i 7,6 pkt.).

Trójmiasto coraz częściej znajduje się na radarze nie tylko inwestorów, którzy otwierają nową działalność w Polsce, ale również tych, którzy zainwestowali już w innych lokalizacjach i szukają drugiej „nogi” dla swojej siedziby. Pozytywny wizerunek regionu w kraju i za granicą, proaktywna postawa administracji publicznej czy bardzo dobra infrastruktura transportowa powodują, że miasto stało się kluczową lokalizacją rozważaną przez inwestorów z sektora SSC/BPO, IT oraz odbudowującego się po kryzysie sektora stoczniowego. Świetnie wykształcona kadra przyciąga coraz bardziej zaawansowane procesy biznesowe do Trójmiasta, co z kolei wpływa na tworzenie się nowych miejsc pracy, które zachęcają specjalistów i menedżerów z całej Polski do wyboru Gdańska, Gdyni lub Sopotu jako miejsca zamieszkania – mówi Daria Stefańska, Menedżer Antal SSC/BPO.

Respondentów raportu „Potencjał inwestycyjny Trójmiasta” (który jest częścią projektu „Business Environment Assessment Study”) poproszono o ocenę otoczenia biznesowego w Trójmieście biorąc pod uwagę główne aspekty wpływające na ich decyzje inwestycyjne. Dzięki zestawieniu kilku wskaźników, dla każdego z obszarów w raporcie została przedstawiona kompleksowa ocena wyrażona w skali 0-10, gdzie 0 oznacza najgorszą możliwą ocenę, a 10 najlepszą możliwą ocenę. Średnia ocena wszystkich czynników dla Trójmiasta wyniosła aż 7,4 pkt. w 10-stopniowej skali.

Trójmiasto najlepszym miejscem do życia dla przyszłych kadr?

W opinii zapytanych przedsiębiorców, Trójmiasto to przede wszystkim doskonałe miejsce do życia. Ten aspekt został oceniony najwyżej – aż 8,1 pkt. w 10-stopniowej skali. Wśród sześciu wskaźników składających się na obszar, najwyższe noty zebrały jakość środowiska naturalnego (8,7 pkt.), bezpieczeństwo (8,2 pkt.) oraz oferta handlowa (8,2 pkt.).Trójmiasto na firmowy radarze

Jak wskazuje Piotr Pikiewicz z CBRE, ta ocena jest jak najbardziej uzasadniona. – Szeroka oferta kulturalna, akademicka i handlowa, a przede wszystkim położenie bezpośrednio na wybrzeżu daje aglomeracji bezsprzeczne atuty, które przyciągają nie tylko nowych mieszkańców, ale również wielu międzynarodowych inwestorów. Ponadto, jako jedyna tak duża aglomeracja na północy Polski – prawie 750 tys. mieszkańców – jest bezkonkurencyjnym liderem w całym regionie – wskazuje Piotr Pikiewicz, Starszy Konsultant Research & Consultancy CBRE.

Trójmiasto na firmowy radarze 2Przedsiębiorcy nie obawiają się również o brak odpowiednich kadr w przyszłości, jeśli zdecydują się na inwestycję w Trójmieście. Potencjał edukacyjny rozumiany jako dostępność przyszłych pracowników zajął drugie miejsce wśród ocenianych aspektów (7,9 pkt.). Złożyły się na to dwa wskaźniki –  zaplecze edukacji zawodowej/szkół średnich (8,1 pkt.) oraz zaplecze edukacji wyższej (7,8 pkt.). Warto dodać, że w województwie pomorskim na 23 uczelniach studiuje niemal 90 tys. studentów (źródło: GUS).

Do biura samolotem, pociągiem lub … rowerem

Trzecim czynnikiem, który przedsiębiorcy uważają za najkorzystniejszy w odniesieniu do Trójmiasta, jest świetnie rozwinięta infrastruktura transportowa. Badani przyznali mu aż 7,4 pkt. Najlepiej został oceniony wskaźnik transportu lotniczego – 8,4 pkt., a drugie miejsce ex aequo zajęły transport kolejowy oraz infrastruktura rowerowa (po 8,3 pkt.). Nic dziwnego, gdyż trójmiejski rynek może pochwalić się trzecim co do wielkości lotniskiem w kraju z jedną z największych siatek połączeń oraz bardzo dobrze rozwiniętą infrastrukturą kolejową z pociągami dużych prędkości Pendolino. Ważnym wyróżnikiem Trójmiasta w porównaniu do pozostałych ośrodków miejskich w Polsce jest z pewnością bezpośrednia dostępność do największego w Polsce portu morskiego.Trójmiasto na firmowy radarze 3

Podobną ocenę do infrastruktury otrzymała przestrzeń biurowa (7,4 pkt.). Trójmiejski rynek biurowy należy do ścisłej czołówki rynków regionalnych, a zasób blisko 700 tys. m2 nowoczesnej powierzchni biurowej zapewnia aktualnie 4. miejsce w Polsce. Na tak wysoką ocenę w szczególności miały wpływ dostępność i jakość powierzchni biurowej (odpowiednio 8,3 i 8,2 pkt.). Wysoko został oceniony również dojazd do biura (7,1 pkt.).Trójmiasto na firmowy radarze 4

W Trójmieście są pracownicy i … konkurencja

Dostępność wykwalifikowanego personelu jest jednym z czynników najsilniej determinujących wybór miejsca pod kątem nowej inwestycji. Trójmiasto uzyskało w tym obszarze 6,9 pkt. Respondenci najlepiej ocenili wskaźnik dostępności kadry z obszaru administracji i HR (7,3 pkt.), większym wyzwaniem jest dostępność kadry średniego i wyższego szczebla o kompetencjach z zakresu IT oraz kompetencjach lingwistycznych (po 6,5 pkt.).

– Tak jak w przypadku innych regionów w Polsce, tak i w Trójmieście w obszarze IT dominuje zdecydowanie rynek kandydata. W regionie pracuje wielu specjalistów z obszaru IT z różnym poziomem doświadczenia oraz w różnych specjalizacjach. Zapotrzebowanie firm rośnie dużo szybciej niż pula dostępnych pracowników. Jest to efekt między innymi wielu inwestycji zagranicznych. Otwarcie licznych IT Outsourcing Center daje możliwość zatrudniania coraz większej liczby specjalistów, którzy docierają tu z różnych regionów Polski i zagranicy – mówi Magdalena Orlińska, Consultant Antal IT Services.

Potencjał biznesowy lokalizacji budują wkraczający na rynek pracy młodzi absolwenci, znający języki obce. – Interesujących ofert pracy nieustannie przybywa, szczególnie w obszarze centrów nowoczesnych usług dla biznesu. To sprawia, że niewielu absolwentów opuszcza Trójmiasto, co więcej, rośnie zainteresowanie relokacją wśród osób spoza regionu. Kluczem do sukcesu w pozyskaniu tych kandydatów jest odpowiednio skrojona oferta rekrutacyjna – komentuje Ilona Wróbel, Team Leader Antal SSC/BPO.

Trójmiasto na firmowy radarze 5

Nie tylko pracownik, ale i konkurencja interesuje przedsiębiorców, którzy szukają najlepszej lokalizacji pod swój biznes. W przypadku Trójmiasta respondenci ocenili ten aspekt na 6,8 pkt. Wskaźnikiem było nasycenie rynku firmami konkurencyjnymi, gdzie 0 oznacza brak konkurencji, a 10 – praktycznie wszystkie firmy konkurencyjne są obecne w lokalizacji.Trójmiasto na firmowy radarze 6

Miłosz Floriański z Antal zwraca uwagę, że średnia ocena ze wszystkich czynników dla Trójmiasta, która wyniosła aż 7,4 pkt. potwierdza, że Trójmiasto jest niezwykłym miejscem do robienia biznesu i inwestycji. – Wychodzi to trochę z DNA Pomorza, które od wieków otwarte jest na wymianę i biznes. Trafiają tu osoby świadome swoich umiejętności i chcące rozwijać się właśnie w miejscu pełnym otwartości dla nowych rozwiązań biznesowych. Nie bez powodu co roku mieszkańcy Gdańska i Gdyni deklarują swoje przywiązanie do Pomorza i zadowolenie z miejsca zamieszkania, w czym akurat od lat Trójmiasto jest liderem – mówi Miłosz Floriański, Consultant Antal Engineering & Operations Antal.

CBA rozbija grupę handlarzy lipnymi fakturami

Funkcjonariusze łódzkiej Delegatury CBA zatrzymali na Śląsku 6 osób podejrzanych o udział w grupie zajmującej się handlem fikcyjnymi fakturami VAT. Łańcuch fikcyjnych transakcji służył zaniżeniu podatków kosztem Skarbu Państwa.

Funkcjonariusze z Delegatury CBA w Łodzi wpadli na trop śląskich firm z branży budowlanej, których główną działalnością było wystawianie fikcyjnych faktur. Dokumenty finansowe były odpowiednio rejestrowane księgowo, tak aby utrudnić wykrycie procederu.

Początkiem operacji było zatrzymanie przez agentów CBA w jednym z katowickich hoteli trzech biznesmenów na gorącym uczynku handlu fikcyjnymi fakturami VAT. Ujawniono przy nich lipne faktury opiewające na 615 tys. zł. Za nielegalną usługę, za samo wystawienie fikcyjnej faktury, służącej zaniżeniu podatku kosztem Skarbu Państwa, handlarze fakturami chcieli ponad 100 tys. zł. W chwilę po tej transakcji doszło do pierwszych zatrzymań. W wyniku późniejszych działań CBA zatrzymało jeszcze trzy osoby zaangażowane w ten proceder.

To początek śledztwa. Czynności trwają, teraz zgromadzone przez CBA materiały dowodowe i zatrzymani trafią do prokuratury.

CBA zabezpieczyło szereg dokumentów o charakterze księgowym – w tym faktury za wymyślone usługi, nośniki i dane elektroniczne. Agenci CBA badają wielkość i zasięg dystrybucji fikcyjnych faktur VAT przez tą grupę, określają sumę strat z tytułu niezapłaconych podatków i wyłudzonego VAT.

Prowadzący postępowania funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego nie wykluczają kolejnych zatrzymań i powiększenia listy zarzutów w tej sprawie.

Sama tylko Delegatura CBA w Łodzi prowadzi pod nadzorem prokuratury cały szereg śledztw ws. wyłudzeń podatków – ujawnione straty Skarbu Państwa z tytułu takiej działalności przestępczej sięgają wielu dziesiątek milionów złotych.

Autor: Piotr Kaczorek, CBA
Źródło: Centralne Biuro Antykorupcyjne