Koniec programu MdM. Od 2 stycznia 2018 będzie można składać wnioski o dofinansowanie

W styczniu 2018 r. zostanie uruchomiona ostatnia pula pieniędzy z programu Mieszkanie dla Młodych (MdM). Dotychczas – od 2014 r. – skorzystało z niego ok. 98 tys. kredytobiorców. Średnia wysokość dofinansowania wynosi 25 tys. zł.

Ostatni dzwonek

Program MdM, skierowany do singli, osób samotnie wychowujących dzieci, małżeństw oraz rodzin z dziećmi, cieszy się dużą popularnością. Tymczasem pula środków do wykorzystania w ramach programu jest ograniczona. Osoby, które chcą skorzystać z pomocy w zakupie pierwszego mieszkania, powinny już teraz wybrać sobie nieruchomość i jak najszybciej zacząć kompletować wymagane dokumenty.

Określone kryteria

„Wnioskodawca nie powinien mieć więcej niż 35 lat ani posiadać żadnej innej nieruchomości. Oczywiście w przypadku rodzin z trójką lub większą liczbą dzieci warunki te są trochę inne. Także nieruchomość musi spełniać określone kryteria. Mieszkanie nie może być większe niż 75 mkw, a powierzchnia domu nie może przekraczać 100 mkw” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Anna Meunier, dyrektor Biura Kredytów Mieszkaniowych Banku Pekao SA.

Co dołączyć do wniosku

Szczególnie osoby zamierzające kupić mieszkanie na rynku pierwotnym muszą wiedzieć, że dokumentem, który trzeba dołączyć do wniosku o dofinansowanie, nie jest umowa rezerwacyjna. „Najlepiej jest załączyć umowę deweloperską, jednak jeżeli jej nie mamy, to nic się nie stało. Należy uzyskać od dewelopera prospekt informacyjny z tzw. częścią indywidualną, w której to określone są parametry dotyczące naszej wybranej nieruchomości. Bardzo ważne jest, aby sprawdzić, czy parametry mieszkania są zgodne na wszystkich dokumentach i czy dokumenty te są poprawnie wypełnione, oraz właściwie wypisać wniosek o dofinansowanie” – zauważa ekspertka.

Nastroje europejskich konsumentów najlepsze od dziewięciu lat

Indeks nastrojów konsumenckich w dwudziestu ośmiu krajach zjednoczonej Europy nie przestaje rosnąć. W trzecim kwartale tego roku osiągnął poziom 20,9 pkt., a to oznacza wzrost w stosunku do drugiego kwartału, na koniec którego wskaźnik wyniósł 19,1 pkt. Jest to jednocześnie najwyższa wartość wskaźnika od końca 2007 r.

W ostatnim kwartale główną podporą europejskiej gospodarki była prywatna konsumpcja. W wielu krajach skłonność do zakupów albo rosła, albo utrzymywała się na stabilnym poziomie. To skompensowało mniej jednoznaczne wartości innych podindeksów w poszczególnych krajach. Np. we Francji, Niemczech i Portugalii pogorszyły się oczekiwania gospodarcze, a we Francji, Austrii i Niemczech słabiej wypadły oczekiwania dochodowe.

Niemcy: zawirowania w zakresie prognoz gospodarczych i dochodowych

Chociaż warunki w Niemczech sprzyjają pozytywnym nastrojom – stopa bezrobocie jest niska, a dochody rosną – to w ostatnim kwartale widoczne były wahania wskaźnika nastrojów konsumenckich.

Licząc od lutego, oczekiwania gospodarcze w Niemczech stabilnie rosły, żeby w połowie trzeciego kwartału gwałtownie spaść, a potem odbić się do poziomu 33,4 pkt. pod koniec września. Jest to wynik o 7,9 pkt. gorszy w porównaniu do końca drugiego kwartału, ale o 26,6 pkt. wyższy niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Jeśli chodzi o oczekiwania dochodowe, to trzeci kwartał rozpoczął się nieznacznym wzrostem, ale pod koniec września doszło do gwałtownego skoku w dół, co skończyło się wynikiem 52,7 pkt. W porównaniu do końca drugiego kwartału oznacza to spadek w wysokości 7,5 pkt., ale względem końca trzeciego kwartału 2016 r. oczekiwania dochodowe były na podobnym poziomie (wzrost o 0,1 pkt.).

Skłonność do zakupów w trzecim kwartale była stabilna i utrzymywała rekordowo wysokie wartości, bo kwartał zamknął się na poziomie 57,0 pkt. To tylko nieznaczne wahnięcie w dół względem końca drugiego kwartału (-0,9 pkt.) i wzrost o 3,7 pkt. w porównaniu do analogicznego momentu roku ubiegłego.

Francja: ostry spadek prognoz gospodarczych i dochodowych

Pierwszy i drugi kwartał upłynęły pod znakiem pozytywnego „efektu Macrona”, ale w trzecim kwartale wszystkie trzy składowe indeksu spadły. We Francji ciągle panuje wysokie bezrobocie – dwa razy wyższe niż w pozostałych dużych gospodarkach europejskich, czyli na przykład w Niemczech – a ponadto media poświęcają wiele uwagi zaplanowanym przez prezydenta reformom rynku pracy.

Oczekiwania gospodarcze spadały przez cały kwartał, pod koniec września osiągając poziom 30,2 pkt., czyli o 18,9 pkt. gorszy niż na koniec drugiego kwartału, ale o 23,4 pkt. wyższy niż rok wcześniej.

Na początku trzeciego kwartału oczekiwania dochodowe gwałtownie spadły, po czym nieznacznie urosły, żeby we wrześniu znowu osłabnąć i zamknąć miesiąc na poziomie -18,9 pkt., co jest najgorszym wynikiem od kwietnia 2016 r. To oznacza też spadek o 21,6 pkt. w porównaniu do danych z końca drugiego kwartału, kiedy to oczekiwania dochodowe w końcu drgnęły i osiągnęły wartości dodatnie po dziesięciu latach trwania poniżej zera. Oczekiwania dochodowe były też o 5 pkt. niższe niż w analogicznym momencie 2016 r.

Z kolei skłonność do zakupów, po stabilnym początku kwartału odnotowała drobną korektę w dół pod koniec września i ostatecznie wyniosła 22,7 pkt. Ta wartość jest o 2,8 pkt. niższa w porównaniu do końca drugiego kwartału, ale o 14 pkt. wyższa niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Wielka Brytania: stabilnie z niewielkim wzrostem oczekiwań dochodowych

Chociaż wynik negocjacji w sprawie Brexitu pozostaje niepewny, sytuacja w Wielkiej Brytanii kształtowała się przez miniony kwartał stosunkowo stabilnie. Doszło nawet do delikatnej korekty oczekiwań dochodowych w górę.

Oczekiwania gospodarcze osłabły w połowie trzeciego kwartału, ale następnie nieznacznie wzrosły, osiągając wynik -23,5 pkt. Ta wartość jest o 2,8 pkt. niższa w porównaniu do danych z drugiego kwartału oraz o 21,7 pkt. mniejsza niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Oczekiwania dochodowe wyraźnie rosły przez pierwsze dwa miesiące trzeciego kwartału, po czym delikatnie osłabły we wrześniu. Ostatecznie wyniosły 4,3 pkt., czyli o 6,3 pkt. więcej niż pod koniec poprzedniego kwartału, ale o 9,4 pkt, mniej niż dwanaście miesięcy wcześniej.

Skłonność do zakupów rosła na początku i pod koniec kwartału, ale w połowie okresu odnotowała spadek i ostatecznie uplasowała się na poziomie -3,5 pkt. Pod koniec drugiego kwartału wynosiła dokładnie tyle samo, ale to i tak o 10,2 pkt. mniej niż w analogicznym momencie 2016 r.

Włochy: lepszy trzeci kwartał, ale oczekiwania gospodarcze i dochodowe ciągle poniżej zera

Trzeci kwartał przyniósł we Włoszech poprawę nastrojów konsumenckich, mimo że włoska gospodarka ciągle zmaga się z bezrobociem wśród młodych i finansowym ciężarem, jaki stanowią liczni uchodźcy z północnej Afryki.

Oczekiwania gospodarcze wzmacniały się przez cały kwartał, przy czym we wrześniu miał miejsce wyjątkowo silny wzrost. Na koniec kwartału ten wskaźnik wyniósł osiągnął -27,6, co jest najlepszym wynikiem od maja 2016 r. To o 27,9 pkt. więcej w porównaniu do końca drugiego kwartału i o 13,0 pkt. więcej niż w analogicznym momencie 2016 r.

Oczekiwania ekonomiczne rosły stabilnie w lipcu i sierpniu, ale we wrześniu osłabły, osiągając na koniec kwartału -8,2 pkt, czyli o 9,7 i 1,8 pkt. więcej niż, odpowiednio, na koniec drugiego kwartału i w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Skłonność do zakupów kontynuowała wzrostową tendencję, jaka dała się zaobserwować w poprzednim kwartale, i na koniec września wyniosła 16,1 pkt. To oznaczę poprawę wyniku z drugiego kwartału o 12,4 pkt. i o solidne 9,3 pkt. w porównaniu do tego samego momentu w minionym roku.

Hiszpania: skłonność do zakupów po raz pierwszy od pięciu lat na plusie

Chociaż stopa bezrobocia pozostaje w Hiszpanii wysoka, nastroje konsumenckie wobec gospodarki utrzymują się na stabilnym poziomie, a wskaźnik skłonności do zakupów nawet poszedł w górę. Możliwe, że ma to związek z rosnącą liczbą turystów. Niemniej niedawne konflikty polityczne wywołane katalońskim referendum mogą odbić się na wynikach czwartego kwartału.

Podczas trzeciego kwartału wskaźnik oczekiwań gospodarczych w Hiszpanii nieznacznie urósł, ale to, co zyskał, stracił we wrześniu i ostatecznie wyniósł 24,9 pkt., dokładnie tyle samo, co pod koniec drugiego kwartału. W porównaniu do analogicznego momentu w ubiegłym roku zyskał 12,4 pkt.

Po początkowych wzrostach w lipcu oczekiwania dochodowe też utrzymywały się na stosunkowo stabilnym poziomie i ostatecznie wyniosły 16,0 pkt, to jest o 2,8 pkt. więcej w porównaniu do danych z drugiego kwartału i o 7,3 pkt. więcej niż rok wcześniej

Skłonność do zakupów odnotowała duże wzrosty w lipcu, ale pod koniec kwartału spadła, osiągając 1,5 pkt. Mimo tej korekty w dół, to i tak pierwszy od pięciu lat przypadek, kiedy Hiszpania notuje dodatni wskaźnik skłonności do zakupów. Ogólnie rzecz biorąc, dane na koniec trzeciego kwartału były o 3,2 pkt. wyższe niż na koniec drugiego kwartału oraz o 6,4 pkt. wyższe w porównaniu do analogicznego momentu roku ubiegłego.

Holandia: prognozy gospodarcze jako oznaka ożywienia

Jako że bezrobocie spada, a płace rosną, również wskaźnik zaufania konsumenckiego sygnalizuje poprawę.

W lipcu oczekiwania gospodarcze odnotowały wzrost i utrzymywały się na stabilnym poziomie przez resztę kwartału, kończąc okres na poziomie 39,0 pkt. To o 5,8 pkt. więcej w porównaniu do danych z drugiego kwartału i o solidne 21,1 pkt. więcej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Oczekiwania dochodowe także poszły w lipcu w górę i osiągnęły rekordowe 13,4 pkt., ale pod koniec września spadły do 10,5 pkt. To wynik o zaledwie 0,2 pkt. lepszy niż w drugim kwartale, ale znacząco, bo o 17,0 pkt. wyższy niż w tym samym momencie ubiegłego roku.
Po niewielkim lipcowym wzroście skłonność do zakupów spadła do podobnego poziomu, co na początku miesiąca, i ostatecznie wyniosła 18,2 pkt. To oznaczę poprawę względem wyniku z drugiego kwartału i analogicznego momentu w roku ubiegłym o odpowiednio 0,4 pkt. i 0,8 pkt.

Austria: oczekiwania gospodarcze na najwyższym poziomie od pierwszego kwartału 2011 r.

Ponieważ Austria odnotowuje wzrost napędzany konsumpcją i inwestycjami, konsumenci z ufnością patrzą w przyszłość, na perspektywy ekonomiczne kraju.

Oczekiwania gospodarcze równomiernie rosły w trzecim kwartale, osiągając ostatecznie 32,9 pkt. To najwyższy poziom od początku 2011 r. Ta wartość jest o 14,2 pkt. wyższa w porównaniu do danych z drugiego kwartału oraz znacząco, bo aż 40,2 pkt. wyższa niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Po wyraźnych wzrostach w drugim kwartale oczekiwania dochodowe doznały spadków w lipcu i sierpniu, ale odrobiły część strat we wrześniu i wyniosły 22,4 pkt. To oznacza spadek o 8,2 pkt. w porównaniu do danych z drugiego kwartału oraz spadek o 2,0 pkt. względem trzeciego kwartału w 2016 r.

W lipcu skłonność do zakupów rosła stabilnie jak wcześniej, ale w sierpniu zmniejszyła się gwałtownie i ostatecznie uplasowała się na poziomie 19,8 pkt., to znaczy o 3,0 pkt. niższym niż na koniec drugiego kwartału i zaledwie 1,9 pkt. więcej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Portugalia: skłonność do zakupów na rekordowym poziomie od 15 lat

Chociaż prognozy dla Portugalii uległy korekcie w górę, to portugalscy konsumenci zaczęli odrobinę bardziej pesymistycznie patrzeć na krajową gospodarkę. Mimo to ich skłonność do zakupów utrzymała się na wysokim poziomie, co znajduje też odzwierciedlenie w solidnym popycie na rynku krajowym.

Nie udało się utrzymać rosnącego trendu w zakresie oczekiwań gospodarczych, jaki dał się zaobserwować w drugim kwartale, i wskaźnik ten stopniowo spadał, żeby zatrzymać się na 34,7 pkt. na koniec września. To wynik o 4,7 pkt. gorszy niż w drugim kwartale, ale i tak wyższy o 19,9 pkt. niż dwanaście miesięcy wcześniej.

Oczekiwania dochodowe też odnotowały lekki spadek w połowie kwartału, ale pod koniec okresu urosły znowu, osiągając 28,5 pkt. Względem drugiego kwartału oczekiwania dochodowe spadły o jeden punkt, ale przekroczyły dane z analogicznego okresu w ubiegłym roku o 8,4 pkt.

W kwestii skłonności do zakupów utrzymywał się wyraźny trend zwyżkowy, który odnotowano w drugim kwartale, i pod koniec września wskaźnik uzyskał wartość 13,0 pkt. To najlepszy wynik od końca 2001 r. i o 8,9 pkt. więcej w porównaniu do drugiego kwartału oraz aż 29,6 pkt. więcej niż w analogicznym kwartale 2016 r.

Belgia: oczekiwania gospodarcze na najwyższym poziomie od pierwszego kwartału 2014 r.

Dzięki silnemu eksportowi oczekiwania gospodarcze konsumentów w Belgii stale szły w górę, a oczekiwania dochodowe też wykazywały oznaki poprawy.

W trzecim kwartale oczekiwania gospodarcze rosły stabilnie, osiągając na koniec okresu 24,3 pkt. To najwyższy poziom od pierwszego kwartału 2014 r., a przy tym wynik lepszy o 10,1 pkt. niż w drugim kwartale i aż 21,8 pkt. wyższy niż w analogicznym momencie minionego roku.

Po okresie tendencji spadkowych, jakie panowały w drugim kwartale, w trzecim kwartale oczekiwania dochodowe odbiły w górę, chociaż nie obyło się bez drobnych wahań w sierpniu. Ostatecznie wyniosły -2,8 pkt., czyli o 5,3 pkt. więcej niż pod koniec poprzedniego kwartału i o 12,5 pkt. więcej niż dwanaście miesięcy wcześniej.

W kwietniu skłonność do zakupów osiągnęła wysoki poziom, ale potem równomiernie spadała aż do sierpnia, kiedy znowu zaczęła rosnąć, żeby we wrześniu znowu zmaleć do wyniku 14,8 pkt. To o 1,3 pkt. więcej w porównaniu do danych z drugiego kwartału, ale zaledwie 0,6 pkt. więcej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Grecja: wszystkie wskaźniki stale notują duże wzrosty

W Grecji widać stałą i wyraźną poprawę we wszystkich trzech indeksach składowych.
Wzrost oczekiwań gospodarczych przyspieszył w tym kwartale i wskaźnik uplasował się na poziomie -18,1 pkt. To najlepszy wynik od połowy 2015 r., a przy tym o 25,1 pkt. lepszy niż na koniec drugiego kwartału i o 19,0 pkt. wyższy niż w analogicznym momencie minionego roku.

Oczekiwania dochodowe rosły przez cały kwartał, pod koniec września osiągając poziom -21,1 pkt. To oznacza, że względem drugiego kwartału zyskały 21,8 pkt. oraz 16,4 pkt. względem końca trzeciego kwartału w 2016 r.

Ten sam pozytywny trend dotyczy też skłonności do zakupów, która stabilnie rosła przez wszystkie trzy miesiące kwartału i ostatecznie wyniosła -26,2 pkt., czyli o 18,7 pkt. więcej w porównaniu do danych z drugiego kwartału oraz 16,6 pkt. więcej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Polska: trzeci kwartał przyniósł silną poprawę wszystkich trzech indeksów składowych

O ile drugi kwartał był nierówny, to przez cały trzeci kwartał Polska notowała stałą tendencję rosnącą w zakresie oczekiwań gospodarczych. Przyczyn należy się zapewne dopatrywać w wysokim wzroście PKB. Główny indeks zakończył wrzesień wynikiem 34,3 pkt., najwyższym od 2008 r. To oznacza wzrost o 15,4 pkt. w porównaniu do danych z końca drugiego kwartału oraz o 10,6 pkt. względem analogicznego momentu w 2016 r.
Oczekiwania ekonomiczne także rosły stabilnie, osiągając na koniec okresu 36,7 pkt, to jest o 11,7 pkt. więcej niż w drugim kwartale, ale mniej o 6,0 pkt. niż w tym samym momencie ubiegłego roku.

Po gwałtownym spadku w drugim kwartale skłonność do zakupów wyraźnie odbiła się w sierpniu, po czym we wrześnie bardzo delikatnie osłabła. Ostatecznie na koniec kwartału wyniosła 19,3 pkt. – o 12,7 pkt. i 7,8 pkt, więcej niż odpowiednio pod koniec poprzedniego kwartału i dwanaście miesięcy wcześniej.

Czechy: prognozy gospodarcze w trzecim kwartale odrobiły straty

Ponieważ Czechy cieszą się najniższą stopą bezrobocia w UE, czescy konsumenci nadal optymistycznie patrzą na przyszłość gospodarki, co za tym idzie przejawiają dużą skłonność do zakupów. Niemniej oczekiwania dochodowe nie wzrosły. Możliwe, że odpowiadają za to przeciągające się negocjacje wokół Brexitu, bo ciągle nie wiadomo, jak ich wynik odbije się na czeskiej gospodarce (Wielka Brytanii jest czwartym w kolejności największym rynkiem zbytu dla czeskiego eksportu i wielu czeskich obywateli mieszka na Wyspach).

Wysoki wskaźnik oczekiwań gospodarczych, jaki mogliśmy zaobserwować w pierwszym kwartale, w drugim kwartale nieco osłabł, ale częściowo odzyskał straty w trzecim kwartale. Na koniec września wyniósł 27,6 pkt., czyli o 9,5 pkt. więcej niż pod koniec poprzedniego kwartału, ale o 8,8 pkt, mniej niż dwanaście miesięcy wcześniej.

Oczekiwania dochodowe, które przez pierwszą połowę roku doświadczały tendencji spadkowych, pod koniec trzeciego kwartału zaczęły piąć się w górę. Ostatecznie wyniosły 39,9 pkt. – o 0,9 pkt. więcej niż pod koniec drugiego kwartału, ale o 12,2 pkt, mniej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Skłonność do zakupów odrobiła częściowo straty spowodowane zniżkowym trendem z poprzedniego kwartału i osiągnęła poziom 20,4 pkt. Ten wynik jest o 5,7 pkt. wyższy w porównaniu do danych z drugiego kwartału, ale 6,8 pkt. gorszy niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Słowacja: skłonność do zakupów mocno rosła w trzecim kwartale

Mimo pewnych zawirowań wokół oczekiwań gospodarczych wszystkie trzy wskaźniki dla Słowacji odnotowały poprawę na koniec kwartału dzięki stabilnemu wzrostowi i spadającemu bezrobociu.

Na początku roku oczekiwania gospodarcze równomiernie słabły, ale w maju pojawił się „efekt jo-jo” i wskaźnik ten w jednym miesiącu rósł, a w drugim słabł. Ta sama tendencja była widoczna w trzecim kwartale i dane na koniec września wyniosły 22,8 pkt. Jest to o 5,5 pkt. więcej niż w drugim kwartale, ale o 5,8 mniej pkt. niż dwanaście miesięcy wcześniej.

Wskaźnik oczekiwań ekonomicznych, który na koniec drugiego kwartału osiągnął najniższy wynik w roku, we wrześniu urósł do poziomu 28,2 pkt. To oznacza wzrost o 2,8 pkt. w porównaniu do końca drugiego kwartału oraz nieznaczny spadek o 1,8 pkt. względem analogicznego momentu w 2016 r.

Skłonność do zakupów też wyraźnie odbiła się w górę we wrześniu. W drugim kwartale osłabła do najniższego od 2016 r. poziomu, ale wyraźnie urosła we wrześniu i na koniec trzeciego kwartału wyniosła 15,9 pkt., czyli o 11,3 pkt. więcej niż w drugim kwartale i o 2,3 pkt. więcej niż dwanaście miesięcy wcześniej.

Słowenia: oczekiwania dochodowe i skłonność do zakupów lekko spadły w trzecim kwartale

Po stabilnym wzroście, jaki dał się zauważyć w drugim kwartale, podczas pierwszych dwóch miesięcy trzeciego kwartału oczekiwania gospodarcze spadały, ale we wrześniu się odbiły i zamknęły miesiąc z wynikiem 28,3 pkt. To oznacza wzrost o 4,3 pkt. w porównaniu do końca drugiego kwartału oraz wysoki skok o 22,2 pkt. względem analogicznego momentu w 2016 r.

Oczekiwania dochodowe, które utrzymywały się na stosunkowo równym poziomie przez pierwszą połowę roku, spadły nieznacznie w czasie trzeciego kwartału i na koniec września doszły do poziomu 20,0 pkt. Jest to wynik o 4,8 pkt. gorszy w porównaniu do końca drugiego kwartału, ale o 2,1 pkt. wyższy niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.
Skłonność do zakupów przez pierwsze sześć miesięcy roku stabilnie rosła, aby nagle w lipcu osłabnąć. W sierpniu odrobiła trochę strat, a we wrześniu utrzymywała się na równym poziomie i na koniec kwartału wyniosła 18,9 pkt. Względem drugiego kwartału zyskała 5,9 pkt. i 10,1 pkt. względem końca trzeciego kwartału w 2016 r.

Bułgaria: wszystkie trzy składowe indeksu poszły w górę, a prognozy gospodarcze ponownie mają wartości dodatnie

Początkowe zawirowania, do jakich doszło po marcowych wyborach w Bułgarii, w dużej mierze się uspokoiły i wszystkie trzy składowe indeksu zanotowały ogólną poprawę w porównaniu do końca ubiegłego kwartału.

Oczekiwania gospodarcze, które w drugim kwartale przybierały wartości ujemne, w sierpniu podskoczyły do 4,1 pkt., na koniec kwartału osiągając 1,4 pkt., czyli o 9,2 pkt. więcej niż w drugim kwartale oraz o 2,2 pkt. więcej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.
Oczekiwania dochodowe, które w pierwszej połowie drugiego kwartału pikowały w dół, w czerwcu trochę się odbiły, a w lipcu dalej pięły się w górę. W sierpniu gwałtownie spadły, ale we wrześniu odrobił praktycznie wszystkie straty i zamknęły trzeci kwartał z wynikiem 15,3 pkt. To o 3,8 pkt. więcej w porównaniu do danych z drugiego kwartału i o 2,8 pkt. więcej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

Skłonność do zakupów rosła stabilnie w trzecim kwartale i osiągnęła 23,6 pkt. – najlepszy rezultat od stycznia bieżącego roku, a przy tym o 7,2 pkt. więcej niż w drugim kwartale i o 2,5 mniej pkt. niż dwanaście miesięcy wcześniej.

Rumunia: niewielkie zmiany w oczekiwaniach gospodarczych i dochodowych, ale wyższa skłonność do zakupów

Chociaż wzrost dochodów był wysoki, poziom inflacji niski, a podatek VAT został obniżony, oczekiwania rumuńskich konsumentów względem gospodarki nie zmieniły się znacząco w trzecim kwartale.

Po stosunkowo stabilnym drugim kwartale oczekiwania gospodarcze doznawały wahań w trzecim kwartale, aż w końcu powróciły do prawie tych samych wartości co na koniec czerwca. Na koniec września wyniosły 6,3 pkt., czyli o 0,9 pkt. mniej niż pod koniec poprzedniego kwartału, ale o 5,1 pkt. więcej niż dwanaście miesięcy wcześniej.
Oczekiwania dochodowe także odrobinę osłabły na początku trzeciego kwartału, ale potem utrzymywały się na równym poziomie i wyniosły 24,2 pkt. To o 2,1 pkt. mniej w porównaniu do danych z końca drugiego kwartału, ale o 3,4 pkt. więcej względem analogicznego momentu w ubiegłym roku.

Najbardziej zmieniała się skłonność do zakupów. Na początku kwartału utrzymywała wyniki z drugiego kwartału, ale we wrześniu urosła do 12,0 pkt., a to znaczy, że wyniosła o 6,4 pkt. więcej w porównaniu do danych z drugiego kwartału i o 9,7 pkt. więcej niż w analogicznym momencie roku ubiegłego.

O badaniu

GfK Consumer Climate Europe jest badaniem nastrojów konsumenckich prowadzonym w krajach Unii Europejskiej i współfinansowanym przez Komisję Europejską. Co miesiąc ankietowanych jest około 40 000 respondentów we wszystkich 28 państwach członkowskich. Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem wyliczanym według niezmienionej formuły od roku 1985.

Z comiesięcznego zestawu 12 pytań, do opracowania głównego indeksu nastrojów wybrano pięć składowych – oczekiwania gospodarcze, cenowe i dochodowe, skłonność do zakupów oraz do oszczędzania.

Indeks jest obliczanych w następujący sposób:

• Podstawą obliczania poszczególnych składowych są salda odpowiedzi pozytywnych i negatywnych udzielanych w poszczególnych pytaniach – składowych indeksu.

• Sumy pozytywnych odpowiedzi (np. sytuacja finansowa gospodarstwa domowego poprawi się w istotny sposób) jest odejmowany od sumy odpowiedzi negatywnych (np. sytuacja finansowa gospodarstwa domowego pogorszy się w istotny sposób).

• W kolejnym kroku, sumy są ujednolicane przy wykorzystaniu standardowych metod statystycznych, a następnie przeliczane tak, że długoterminowa średnia wskaźnika wynosi 0 punktów, przy teoretycznym zakresie wartości od +100 do -100 punktów. Na podstawie empirycznych danych gromadzonych od 1980 roku do analiz przyjmuje się wartości składowych w przedziale +60 i -60 punktów.

• Dodatnia wartość składowej świadczy o ocenie tej zmiennej powyżej średniej w ujęciu długookresowym; odwrotna sytuacja ma miejsce dla wartości ujemnych. Standaryzacja ułatwia porównywanie wyników z różnych krajów, likwidując różnice kulturowe, charakterystyczne dla danej populacji.

Korygowanie tzw. pustych faktur tylko pod pewnymi warunkami

Wystawiona przez podatnika faktura, która nie odpowiada rzeczywistej wartości transakcji i nie dokumentuje faktycznego obrotu, nazywana jest pustą fakturą. Wygenerowanie takiego dokumentu co do zasady powoduje powstanie obowiązku zapłaty podatku z niego wynikającego. Organy podatkowe w ostatnim czasie wyposażone zostały przez ustawodawcę w narzędzia umożliwiające udowodnienie obrotu pustymi fakturami. Może to mieć poważne konsekwencje zarówno dla wystawcy, jak i odbiorcy.

Warto zatem określić, kiedy podatnicy będą zobowiązani odprowadzić podatek od tzw. pustej faktury, a także odpowiedzieć na pytanie, czy możliwe jest skorygowanie takiego dokumentu przez podatnika świadomie wystawiającego nierzetelne faktury.

Wystawianie „pustych” faktur wiąże się co do zasady z koniecznością zapłaty obliczonego w ich treści podatku. Co jednak w sytuacji, w której do wygenerowania nierzetelnej faktury dochodzi przypadkowo i niezamierzenie? Czy w takim przypadku podatnik może skutecznie dokonać korekty faktury niedokumentującej rzeczywistej transakcji?

Nowelizacje obowiązujących przepisów w odniesieniu do systemu podatkowego wprowadziły bardzo rygorystyczną odpowiedzialność za nierzetelne rozliczenia podatku od towarów i usług (VAT) i oszustwa podatkowe, które narażają budżet państwa na uszczuplenia finansowe. Odnosi się to również do czynności związanych z wystawianiem i posługiwaniem się tzw. pustymi czy nierzetelnymi fakturami, co stanowić może nie tylko przestępstwo skarbowe, ale również powszechne (na gruncie Kodeksu karnego).

Przepisy ustawy o VAT nie regulują kwestii korekty nierzetelnej faktury

Zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz. U. z 2017 r., poz. 1221, dalej jako: „ustawa o VAT”) podatnikiem jest każdy podmiot, bez względu na jego formę organizacyjno-prawną, który samodzielnie prowadzi działalność gospodarczą, niezależnie od celu oraz rezultatu takiej działalności. Natomiast powstanie obowiązku podatkowego VAT na gruncie przedmiotowej ustawy uważane jest za fakt istotny zarówno dla sprzedawcy, jak i nabywcy, którzy prowadzą rozliczenia finansowe pomiędzy sobą choćby na podstawie wystawianych faktur. Obowiązek podatkowy oraz rzetelność podejmowanych działań fiskalnych ważne są dla stron z tego względu, że sprzedawcy zależy na uniknięciu zaległości podatkowych, a jego klientowi na odliczeniu podatku VAT od dokonanego zakupu.

W związku z tym wystawienie przez podatnika tzw. pustej faktury, a więc dokumentu potwierdzającego czynność niemającą w rzeczywistości miejsca, ma poważne konsekwencje, i to nie tylko podatkowe – może skutkować odpowiedzialnością chociażby na gruncie obowiązujących przepisów za wykroczenia i przestępstwa skarbowe.

Należy zatem zastanowić się, czy podatnik może uniknąć negatywnych konsekwencji wystawiania „pustych faktur” oraz czy powinien zapłacić podatek obliczony i należny na podstawie nierzetelnej faktury (podatnicy często mają co do tego wątpliwości).

Stosownie do art. 108 ustawy o VAT na podatnikach ciąży obowiązek fiskalny w związku z wystawieniem „pustej faktury” niezależnie od tego, czy doszło pomiędzy stronami do obrotu gospodarczego, będącego podstawą opodatkowania podatkiem VAT. Innymi słowy, bez względu na charakter czynności oraz jej rozmiar posługiwanie się nierzetelnymi fakturami zawsze skutkuje koniecznością zapłaty wynikającego z niej podatku VAT (zob. wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 16 czerwca 2010 r., sygn. akt I FSK 1030/09, LEX nr 643144). W konsekwencji odbiorca zostaje pozbawiony prawa odliczenia takiej faktury. Na marginesie warto zauważyć, że art. 108 ustawy o VAT ma charakter sankcyjno-prewencyjny, podobnie jak art. 203 Dyrektywy 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.U.UE.L.2006.347.1). Celem wspomnianych regulacji jest zapobieganie nadużyciom w systemie VAT.

Czy powyższy przepis polskiej ustawy przesądza, że podatnicy posługujący się „pustymi fakturami” są zobowiązani do uiszczenia podatku VAT i nie mają prawa do korekty tych dokumentów? Choć przepisy ustawy o VAT nie regulują zasad korygowania „pustych faktur”, to istnieją praktyczne możliwości sprostowania wspomnianych błędów.

Dwie możliwości skutecznej korekty, które utrwalone są w praktyce

Zarówno w doktrynie, jak i w judykaturze wskazuje się na możliwość skorygowania błędów związanych z wystawieniem „pustej faktury”, pomimo że na gruncie przepisów ustawy o VAT ustawodawca nie przewidział tego wprost (zob. wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 27 kwietnia 2017 r., sygn. akt I FSK 1857/15, LEX nr 2303223 oraz z dnia 1 grudnia 2015 r., sygn. akt I FSK 1329/14, LEX nr 2067853).

Uprawnienie do skorygowania błędów w wystawionej nierzetelnie fakturze sprowadzać się może, po pierwsze, do anulowania takiej faktury – pod warunkiem, iż nie została ona przekazana do jej odbiorcy, a więc że nie trafiła jeszcze do obrotu prawnego. Po drugie, jeżeli podmiot nie ma już możliwości anulowania faktury, może wystawić fakturę korygującą. W każdym z tych dwóch przypadków warunkiem koniecznym skuteczności działań podatnika jest wyeliminowanie przez niego ryzyka uszczupleń należności podatkowych (wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 11 kwietnia 2013 r. w sprawie o sygn. C-138/12).

Oznacza to, że podmiot zobowiązany jest podjąć jak najszybciej działania mające zapobiec sytuacji, w której to organy podatkowe w wyniku własnych czynności kontrolnych wykażą nieprawidłowości w rozliczeniach podatku VAT. Po przeprowadzonej kontroli niemożliwe będzie bowiem dokonywanie jakichkolwiek korekt naprawiających. Ważne jest również, aby podatnik zadbał o harmonizację wszelkich dokumentów również ze strony swojego kontrahenta, a więc upewnił się, że partner biznesowy nie dokonał jeszcze odliczenia podatku VAT, a następnie – aby kontrahent przeprowadził korektę również w zakresie swoich rozliczeń.

Podatnik winny czy niewinny?

Powstaje pytanie, czy podmiot, który świadomie wystawił tzw. puste faktury, ma możliwość korekty przedmiotowych dokumentów.

Co ciekawe, możliwości korygowania faktury nie są uzależnione od dobrej wiary podatnika, tylko od tego, czy podjął on czynności eliminujące ryzyko powstania uszczupleń podatkowych w budżecie państwa. Podmiot powinien zatem jak najrzetelniej i najszybciej podjąć się naprawienia swojego postępowania poprzez anulowanie nierzetelnej faktury albo jej korektę. Na to zagadnienie zwrócił uwagę Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 24 maja 2016 r. (sygn. akt I FSK 2015/14, LEX nr 2063877): „(…) Zgodnie ze stanowiskiem TSUE wyrażonym w sprawie C-454/98 to działający w złej wierze podatnik, a nie organy, winny przyczynić się do wyeliminowania ryzyka uszczupleń budżetowych, wynikających z wprowadzenia do obrotu wadliwej faktury. O działaniu podatnika na rzecz wyeliminowania takiego ryzyka nie może być natomiast mowy, gdy do czasu wykrycia nieprawidłowości przez organy podatkowe obie strony transakcji świadomie uczestniczą w obrocie „pustymi fakturami” i we wzajemnym porozumieniu generują sobie podatek naliczony do odliczenia”.

Mając na względzie fakt, że możliwość skutecznego skorygowania nierzetelnych faktur nie jest uwarunkowana i determinowana tym, czy przedsiębiorca działał w dobrej wierze przy ich wystawianiu, podatnicy powinni rozważyć sprostowanie obliczonego podatku, który został nieprawidłowo zafakturowany. Należy pamiętać, że tylko właściwie podjęte czynności pozwolą podatnikowi uniknąć negatywnych konsekwencji podatkowych lub nawet karnych.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Potencjał inwestycyjny Trójmiasta

Trójmiasto na firmowy radarze. Czym Gdańsk, Gdynia i Sopot przyciągają nowych inwestorów?

13% przedsiębiorców, którzy planują rozwój geograficzny swoich firm, jako miejsce rozważane pod nową lokalizację wskazało Trójmiasto. Najbardziej do Gdańska, Gdyni i Sopotu przyciąga ich atrakcyjność miejsca do życia oraz dostępność pracowników w przyszłości (odpowiednio 8,1 pkt. oraz 7,9 pkt. w 10-stopniowej skali) – wynika z badania Antal i CBRE „Potencjał inwestycyjny Trójmiasta”. Wymienione aspekty zostały ocenione nie tylko najwyżej spośród wszystkich dotyczących Trójmiasta, ale również znacznie przewyższają średnie dla całego kraju (odpowiednio 7,3 pkt. i 7,6 pkt.).

Trójmiasto coraz częściej znajduje się na radarze nie tylko inwestorów, którzy otwierają nową działalność w Polsce, ale również tych, którzy zainwestowali już w innych lokalizacjach i szukają drugiej „nogi” dla swojej siedziby. Pozytywny wizerunek regionu w kraju i za granicą, proaktywna postawa administracji publicznej czy bardzo dobra infrastruktura transportowa powodują, że miasto stało się kluczową lokalizacją rozważaną przez inwestorów z sektora SSC/BPO, IT oraz odbudowującego się po kryzysie sektora stoczniowego. Świetnie wykształcona kadra przyciąga coraz bardziej zaawansowane procesy biznesowe do Trójmiasta, co z kolei wpływa na tworzenie się nowych miejsc pracy, które zachęcają specjalistów i menedżerów z całej Polski do wyboru Gdańska, Gdyni lub Sopotu jako miejsca zamieszkania – mówi Daria Stefańska, Menedżer Antal SSC/BPO.

Respondentów raportu „Potencjał inwestycyjny Trójmiasta” (który jest częścią projektu „Business Environment Assessment Study”) poproszono o ocenę otoczenia biznesowego w Trójmieście biorąc pod uwagę główne aspekty wpływające na ich decyzje inwestycyjne. Dzięki zestawieniu kilku wskaźników, dla każdego z obszarów w raporcie została przedstawiona kompleksowa ocena wyrażona w skali 0-10, gdzie 0 oznacza najgorszą możliwą ocenę, a 10 najlepszą możliwą ocenę. Średnia ocena wszystkich czynników dla Trójmiasta wyniosła aż 7,4 pkt. w 10-stopniowej skali.

Trójmiasto najlepszym miejscem do życia dla przyszłych kadr?

W opinii zapytanych przedsiębiorców, Trójmiasto to przede wszystkim doskonałe miejsce do życia. Ten aspekt został oceniony najwyżej – aż 8,1 pkt. w 10-stopniowej skali. Wśród sześciu wskaźników składających się na obszar, najwyższe noty zebrały jakość środowiska naturalnego (8,7 pkt.), bezpieczeństwo (8,2 pkt.) oraz oferta handlowa (8,2 pkt.).Trójmiasto na firmowy radarze

Jak wskazuje Piotr Pikiewicz z CBRE, ta ocena jest jak najbardziej uzasadniona. – Szeroka oferta kulturalna, akademicka i handlowa, a przede wszystkim położenie bezpośrednio na wybrzeżu daje aglomeracji bezsprzeczne atuty, które przyciągają nie tylko nowych mieszkańców, ale również wielu międzynarodowych inwestorów. Ponadto, jako jedyna tak duża aglomeracja na północy Polski – prawie 750 tys. mieszkańców – jest bezkonkurencyjnym liderem w całym regionie – wskazuje Piotr Pikiewicz, Starszy Konsultant Research & Consultancy CBRE.

Trójmiasto na firmowy radarze 2Przedsiębiorcy nie obawiają się również o brak odpowiednich kadr w przyszłości, jeśli zdecydują się na inwestycję w Trójmieście. Potencjał edukacyjny rozumiany jako dostępność przyszłych pracowników zajął drugie miejsce wśród ocenianych aspektów (7,9 pkt.). Złożyły się na to dwa wskaźniki –  zaplecze edukacji zawodowej/szkół średnich (8,1 pkt.) oraz zaplecze edukacji wyższej (7,8 pkt.). Warto dodać, że w województwie pomorskim na 23 uczelniach studiuje niemal 90 tys. studentów (źródło: GUS).

Do biura samolotem, pociągiem lub … rowerem

Trzecim czynnikiem, który przedsiębiorcy uważają za najkorzystniejszy w odniesieniu do Trójmiasta, jest świetnie rozwinięta infrastruktura transportowa. Badani przyznali mu aż 7,4 pkt. Najlepiej został oceniony wskaźnik transportu lotniczego – 8,4 pkt., a drugie miejsce ex aequo zajęły transport kolejowy oraz infrastruktura rowerowa (po 8,3 pkt.). Nic dziwnego, gdyż trójmiejski rynek może pochwalić się trzecim co do wielkości lotniskiem w kraju z jedną z największych siatek połączeń oraz bardzo dobrze rozwiniętą infrastrukturą kolejową z pociągami dużych prędkości Pendolino. Ważnym wyróżnikiem Trójmiasta w porównaniu do pozostałych ośrodków miejskich w Polsce jest z pewnością bezpośrednia dostępność do największego w Polsce portu morskiego.Trójmiasto na firmowy radarze 3

Podobną ocenę do infrastruktury otrzymała przestrzeń biurowa (7,4 pkt.). Trójmiejski rynek biurowy należy do ścisłej czołówki rynków regionalnych, a zasób blisko 700 tys. m2 nowoczesnej powierzchni biurowej zapewnia aktualnie 4. miejsce w Polsce. Na tak wysoką ocenę w szczególności miały wpływ dostępność i jakość powierzchni biurowej (odpowiednio 8,3 i 8,2 pkt.). Wysoko został oceniony również dojazd do biura (7,1 pkt.).Trójmiasto na firmowy radarze 4

W Trójmieście są pracownicy i … konkurencja

Dostępność wykwalifikowanego personelu jest jednym z czynników najsilniej determinujących wybór miejsca pod kątem nowej inwestycji. Trójmiasto uzyskało w tym obszarze 6,9 pkt. Respondenci najlepiej ocenili wskaźnik dostępności kadry z obszaru administracji i HR (7,3 pkt.), większym wyzwaniem jest dostępność kadry średniego i wyższego szczebla o kompetencjach z zakresu IT oraz kompetencjach lingwistycznych (po 6,5 pkt.).

– Tak jak w przypadku innych regionów w Polsce, tak i w Trójmieście w obszarze IT dominuje zdecydowanie rynek kandydata. W regionie pracuje wielu specjalistów z obszaru IT z różnym poziomem doświadczenia oraz w różnych specjalizacjach. Zapotrzebowanie firm rośnie dużo szybciej niż pula dostępnych pracowników. Jest to efekt między innymi wielu inwestycji zagranicznych. Otwarcie licznych IT Outsourcing Center daje możliwość zatrudniania coraz większej liczby specjalistów, którzy docierają tu z różnych regionów Polski i zagranicy – mówi Magdalena Orlińska, Consultant Antal IT Services.

Potencjał biznesowy lokalizacji budują wkraczający na rynek pracy młodzi absolwenci, znający języki obce. – Interesujących ofert pracy nieustannie przybywa, szczególnie w obszarze centrów nowoczesnych usług dla biznesu. To sprawia, że niewielu absolwentów opuszcza Trójmiasto, co więcej, rośnie zainteresowanie relokacją wśród osób spoza regionu. Kluczem do sukcesu w pozyskaniu tych kandydatów jest odpowiednio skrojona oferta rekrutacyjna – komentuje Ilona Wróbel, Team Leader Antal SSC/BPO.

Trójmiasto na firmowy radarze 5

Nie tylko pracownik, ale i konkurencja interesuje przedsiębiorców, którzy szukają najlepszej lokalizacji pod swój biznes. W przypadku Trójmiasta respondenci ocenili ten aspekt na 6,8 pkt. Wskaźnikiem było nasycenie rynku firmami konkurencyjnymi, gdzie 0 oznacza brak konkurencji, a 10 – praktycznie wszystkie firmy konkurencyjne są obecne w lokalizacji.Trójmiasto na firmowy radarze 6

Miłosz Floriański z Antal zwraca uwagę, że średnia ocena ze wszystkich czynników dla Trójmiasta, która wyniosła aż 7,4 pkt. potwierdza, że Trójmiasto jest niezwykłym miejscem do robienia biznesu i inwestycji. – Wychodzi to trochę z DNA Pomorza, które od wieków otwarte jest na wymianę i biznes. Trafiają tu osoby świadome swoich umiejętności i chcące rozwijać się właśnie w miejscu pełnym otwartości dla nowych rozwiązań biznesowych. Nie bez powodu co roku mieszkańcy Gdańska i Gdyni deklarują swoje przywiązanie do Pomorza i zadowolenie z miejsca zamieszkania, w czym akurat od lat Trójmiasto jest liderem – mówi Miłosz Floriański, Consultant Antal Engineering & Operations Antal.

CBA rozbija grupę handlarzy lipnymi fakturami

Funkcjonariusze łódzkiej Delegatury CBA zatrzymali na Śląsku 6 osób podejrzanych o udział w grupie zajmującej się handlem fikcyjnymi fakturami VAT. Łańcuch fikcyjnych transakcji służył zaniżeniu podatków kosztem Skarbu Państwa.

Funkcjonariusze z Delegatury CBA w Łodzi wpadli na trop śląskich firm z branży budowlanej, których główną działalnością było wystawianie fikcyjnych faktur. Dokumenty finansowe były odpowiednio rejestrowane księgowo, tak aby utrudnić wykrycie procederu.

Początkiem operacji było zatrzymanie przez agentów CBA w jednym z katowickich hoteli trzech biznesmenów na gorącym uczynku handlu fikcyjnymi fakturami VAT. Ujawniono przy nich lipne faktury opiewające na 615 tys. zł. Za nielegalną usługę, za samo wystawienie fikcyjnej faktury, służącej zaniżeniu podatku kosztem Skarbu Państwa, handlarze fakturami chcieli ponad 100 tys. zł. W chwilę po tej transakcji doszło do pierwszych zatrzymań. W wyniku późniejszych działań CBA zatrzymało jeszcze trzy osoby zaangażowane w ten proceder.

To początek śledztwa. Czynności trwają, teraz zgromadzone przez CBA materiały dowodowe i zatrzymani trafią do prokuratury.

CBA zabezpieczyło szereg dokumentów o charakterze księgowym – w tym faktury za wymyślone usługi, nośniki i dane elektroniczne. Agenci CBA badają wielkość i zasięg dystrybucji fikcyjnych faktur VAT przez tą grupę, określają sumę strat z tytułu niezapłaconych podatków i wyłudzonego VAT.

Prowadzący postępowania funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego nie wykluczają kolejnych zatrzymań i powiększenia listy zarzutów w tej sprawie.

Sama tylko Delegatura CBA w Łodzi prowadzi pod nadzorem prokuratury cały szereg śledztw ws. wyłudzeń podatków – ujawnione straty Skarbu Państwa z tytułu takiej działalności przestępczej sięgają wielu dziesiątek milionów złotych.

Autor: Piotr Kaczorek, CBA
Źródło: Centralne Biuro Antykorupcyjne

Laser-Med S.A. przeprowadzi split akcji w stosunku 1:10

Laser-Med S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, przeprowadzi podział akcji w stosunku 1:10. Emitent przygotowuje się również do finalizacji procesu połączenia ze spółką One More Level S.A., która działa w branży gier komputerowych.

Laser-Med S.A. powzięła informację o podjęciu przez Zarząd Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych S.A. uchwały, na mocy której postanowił on określić, w związku ze zmianą wartości nominalnej akcji Spółki z 1,00 zł na 0,10 zł, dzień 30 listopada 2017 roku jako dzień podziału 551.644 akcji Spółki na 5.516.440 akcji o wartości nominalnej 0,10 zł każda. Przeprowadzenie splitu akcji ma zdaniem Zarządu Laser-Med S.A. wpłynąć pozytywnie na płynność obrotu oraz jest związane z planowanym połączeniem ze spółką One More Level S.A.

„Rejestracja podziału akcji przez KDPW jest kolejnym etapem przybliżającym nas do finalizacji połączenia z One More Level S.A. Liczymy również, że split akcji przełoży się na zwiększenie płynności obrotu nimi na rynku NewConnect. Nasze działania są zgodne z przyjętymi kierunkami rozwoju, a ich rezultaty powinny pozwolić na budowanie coraz wyższej wartości Spółki.” – komentuje January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki Laser-Med S.A.

We wrześniu 2017 r. Laser-Med S.A. podpisała plan połączenia ze Spółką One More Level S.A. Planowane połączenie ma nastąpić w drodze przejęcia przez Spółkę Laser-Med S.A. Spółki One More Level S.A. poprzez przeniesienie całego majątku One More Level S.A. na Laser-Med S.A. w zamian za nowo emitowane akcje. Po połączeniu Spółka zmieni nazwę na One More Level S.A. i będzie zajmowała się produkcją gier komputerowych. Najważniejszym celem planowanego połączenia obu spółek jest zbudowanie mocnego podmiotu działającego w branży gier komputerowych, który efektywnie wykorzysta potencjał obu podmiotów, m.in. notowanie Laser-Med S.A. na rynku NewConnect oraz bardzo dobre perspektywy dla sprzedaży gry „God’s Trigger”, której producentem jest One More Level S.A., a wydawcą jest firma Techland. Gra „God’s Trigger” została zaprezentowana w sierpniu 2017 r. podczas branżowych targów Gamescom i została bardzo dobrze oceniona otrzymując nagrodę w kategorii: Best Puzzle / Skill Game oraz będąc nominowaną w kategorii: Gamescom award for best booth. Jej premiera została zaplanowana na początek 2018 roku. Gra będzie dostępna na platformach PC, PS4 oraz Xbox One.

One More Level S.A. otrzyma także dofinansowanie w wysokości 1,9 mln zł w ramach konkursu GameINN organizowanego przez NCBiR. Złożony przez One More Level S.A. wniosek o dotację na realizację projektu o nazwie „Symulator warunków panujących na Marsie jako narzędzie dydaktyczne oraz deweloperskie” w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020, Działanie 1.2, prowadzonego przez NCBiR – GameINN, został oceniony pozytywnie i zakwalifikowany do dofinansowania. Całkowita wartość kosztów kwalifikowanych tego projektu wynosi ponad 3.026 tys. zł, a kwota rekomendowanej dotacji sięga 1.901 tys. zł i jest równa kwocie wnioskowanej przez One More Level S.A.

One More Level S.A. to studio game developerskie, które powstało w 2014 roku i wydało takie gry jak: Warlocks vs Shadows, Deadlings oraz Race to Mars. Producent ten jest także certyfikowanym wydawcą na platformy Xbox One, PS4, PSVITA, Nintendo oraz Steam.

Przestępstwa komputerowe niestraszne polskim przedsiębiorcom

Przestępczość komputerowa nie jest uznawana w polskich firmach za istotne ryzyko. Podczas gdy na świecie przedsiębiorstwa uznają ją za kluczowe zagrożenie dla swojej działalności, polscy przedsiębiorcy plasują ją na dziewiętnastym miejscu – wynika z raportu Aon Polska „Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami 2017”

Przestępczość komputerowa jako ryzyko dostrzegana jest przez polskich przedsiębiorców częściej niż jeszcze dwa lata temu, kiedy to ryzyko to znajdowało się na dwudziestej siódmej pozycji w zestawieniu, jednak nadal daleko jej do pierwszej dziesiątki kluczowych ryzyk. Zupełnie przeciwna tendencja widoczna jest na świecie, gdzie przestępczość komputerowa plasuje się wśród 10 kluczowych ryzyk na każdym kontynencie, z wyłączeniem Ameryki Południowej. Przedsiębiorcy w Europie uplasowali ją na szóstym miejscu, a Ameryce Północnej nawet na pierwszym.

Jednocześnie aż 70% badanych przedsiębiorstw w Polsce przyznaje, że ma wdrożony plan działania na wypadek wystąpienia przestępczości komputerowej – na świecie odsetek gotowości jest nieco wyższy
i wynosi 79%.

infografika cyberSpośród ryzyk komputerowych większym zagrożeniem w oczach polskich przedsiębiorców jest awaria systemów informatycznych (trzynasta pozycja w zestawieniu kluczowych ryzyk). Co ciekawe, to ryzyko nie jest tak istotne na świecie – tamtejsze przedsiębiorstwa plasują je na siedemnastej pozycji.

Tylko 9% badanych firm w Polsce przyznaje, że przestępczość komputerowa spowodowała straty w ich firmie, na świecie ten odsetek jest podobny i wynosi 10%.

Michał Jatczak, Broker, Departament Klientów Strategicznych komentuje:

Techniczne i organizacyjne działania prewencyjne to podstawa i niezbędny krok na drodze do zapewnienia naszej organizacji ochrony przed cyber zagrożeniami. Musimy jednak być świadomi, że żadne zabezpieczenia nie są w pełni szczelne. Zawsze znajdzie się jakiś punkt dostępu do sieci, jakaś podatność, którą da się wykorzystać. Można założyć, że każda organizacja prędzej czy później padnie ofiarą cyberprzestępstwa, czy to za sprawą wirusa, hakera, czy choćby niezadowolonego pracownika. Pytanie nie brzmi „czy”, lecz „kiedy” to nastąpi. Menadżerowie muszą zdać sobie sprawę z tego, że konsekwencje ataku hakerskiego wykraczają daleko poza bezpośrednią stratę finansową lub konieczność poniesienia kosztów związanych z wykryciem i załataniem luki w systemach zabezpieczeń. Głównym źródłem utraty wartości firmy są w tym przypadku zakłócenie działalności, utrata reputacji, długotrwałe załamanie zaufania klientów i partnerów oraz roszczenia i postępowania sądowo-administracyjne wytoczone na podstawie prawa o ochronie danych osobowych. Z tego powodu, niezbędne jest holistyczne podejście do ryzyka przestępczości elektronicznej. Należy sobie uświadomić, że to nie tylko kwestia techniczna, ale także prawna i organizacyjna, wymagająca zaangażowania najwyższego kierownictwa.

Informacja na temat badania

Badanie Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach jest realizowane przez firmę Aon w Polsce od 2009 roku, a na całym świecie od 2007 roku. W tegorocznym globalnym badaniu Aon wzięło udział 1834 przedsiębiorstw, reprezentujących 33 branże, pochodzących z 60 krajów na całym świecie. W Polsce na pytania odpowiedziało 239 firm, głównie z branż: budowalnej, handlu hurtowego, usług transportowych, energetyki oraz usług profesjonalnych. W zdecydowanej większości były to przedsiębiorstwa prywatne.

Polskie firmy. Kondycja, perspektywy, inwestycje i ich finansowanie

Polskie firmy, zwłaszcza średnie i duże, z optymizmem patrzą w przyszłość. Nie tylko zaakceptowały już zmienność otoczenia, ale chcą obrócić ją na swoją korzyść. Znacząco – w porównaniu z ubiegłoroczną edycją badania – zwiększyła się gotowość do wzrostu skali działania, także poprzez ekspansję zagraniczną. Ambitnym celom sprzyja lepsza niż rok wcześniej kondycja finansowa: istotnie wzrósł odsetek średnich i dużych firm, które zadeklarowały wypracowanie zysku oraz wzrost obrotów. Taki obraz wyłania się z II edycji badania Deutsche Bank „Polskie firmy – kondycja, inwestycje
i ich finansowanie”.

Deutsche Bank po raz drugi przeprowadził kompleksowe badanie polskich przedsiębiorstw. To grupa niejednorodna, dlatego – wzorem ubiegłorocznej edycji raportu – w większości badanych aspektów zastosowano dodatkowe kryterium analizy: skalę działania (małe, średnie, i duże firmy) oraz zasięg terytorialny (lokalne, regionalne, ogólnopolskie, działające w europejskiej i globalnej skali).

Badanie objęło łącznie reprezentatywną grupę 500 firm, w tym 72% małych (do 10 mln euro obrotu rocznego), 20,5% średnich (do 50 mln euro obrotu rocznego) oraz 7,5% dużych (powyżej 50 mln euro obrotu rocznego). Najczęściej reprezentowane były przedsiębiorstwa lokalne (32%) i ogólnopolskie (30%). 14% działa na skalę europejską, co dziesiąta – na skalę globalną.

– Polskie firmy wypracowały umiejętność funkcjonowania w warunkach ciągłej zmienności, a wręcz umieją obrócić ją na swoją korzyść. Wiele z nich mierzy się teraz z nowymi wyzwaniami: sukcesji czy konieczności znalezienia nowych źródeł wzrostu. Nasz cykliczny raport jest próbą odpowiedzi na to, czy polski biznes jest na te wyzwania przyszłości gotowy – mówi Leszek Niemycki, Wiceprezes Zarządu Deutsche Bank Polska.

Średnim i dużym łatwiej

Zdolność do generowania zysku, zwiększania obrotów czy kreślenia ambitnych planów inwestycji i ekspansji rośnie wraz ze skalą działalności – to jeden z kluczowych wniosków
z tegorocznej edycji raportu Deutsche Bank Polska.

Zdecydowana większość firm, które wzięły udział w badaniu (61%) zadeklarowała, że w I połowie 2017 roku odnotowała zysk (rok temu – 64%); wzrost obrotów odnotowało 58% firm (wzrost z 42%). Uśredniony wynik całej badanej grupy nie oddaje jednak coraz wyraźniejszego rozdźwięku w sposobach, w jaki dobrą koniunkturę wykorzystują firmy różnej wielkości. Wzrost obrotów w I półroczu 2017 roku zadeklarowało100% dużych firm (rok temu – 29%), 53% średnich (wzrost z 48%) i jedynie 36% małych firm (rok temu 43%). Podobne dysproporcje uwidaczniają się coraz mocniej w porównaniu firm lokalnych (tylko 22% wykazało wyższe obroty; rok temu – 42%) i działających w skali globalnej (tu odsetek firm, które poprawiły sprzedaż wzrósł z 49% w 2016 roku do 67% w 2017 roku).

– Najnowsze badanie pokazuje jeszcze wyraźniej niż rok temu, że niestety tworzy się coraz większa luka rozwojowa pomiędzy małymi i większymi firmami – komentuje Leszek Niemycki, Wiceprezes Zarządu Deutsche Bank Polska.

Narastająca luka rozwojowa widoczna jest także choćby w zamierzeniach odnośnie wzrostu zatrudnienia. Nowych pracowników chce zatrudnić w najbliższej przyszłości co druga średnia firma (rok temu 11%) i 38% dużych (wzrost z 22%). Dla porównania, do rekrutacji przymierza się jedynie 22% małych firm.

Ekspansja? Dlaczego nie?

Raport potwierdza, że polskie przedsiębiorstwa nabrały odporności, zaakceptowały nieprzewidywalność i zaczynają traktować ją jak biznesową szansę. Dowodzi tego choćby znacznie większa niż rok temu gotowość do ekspansji. – W zeszłym roku zaledwie 4% firm działających jedynie w Polsce myślało o rozszerzeniu skali działania na inne kraje Europy. Dziś takie aspiracje ma niemal co trzeci ogólnopolski podmiot. Średnio pięciokrotnie większa jest także skłonność firm lokalnych do rozwoju na skalę regionalną, a regionalnych do ekspansji na skalę krajową – podkreśla Leszek Niemycki.

Swoje towary i usługi eksportuje 42% badanych firm, głównie średnie (60%) i duże (57%). 27% przedsiębiorstw planuje w nadchodzącym roku rozszerzyć działalność eksportową o nowe rynki. – Znacząco wzrosło także zainteresowanie dywersyfikacją eksportu – rok temu sprzedaż na rynki azjatyckie rozważało 10% eksporterów, dziś – niemal 30%. Dwukrotnie większa jest także chęć rozszerzenia kierunków eksportu o Afrykę i obie Ameryki – zauważa Maciej Sus, Dyrektor Departamentu Klienta Biznesowego, Deutsche Bank Polska

Czas na inwestycje… i innowacje

Wyniki badania jednoznacznie wskazują, że okres stagnacji w inwestycjach prawdopodobnie mamy już za sobą. 41% firm ma plany inwestycyjne na najbliższe 6 miesięcy. Największy optymizm inwestycyjny przejawiają przedsiębiorstwa średnie (62%) i duże (57%) oraz te, które działają na skalę europejską (87%) i globalną (63%). Inwestycje większych podmiotów powinny w dłuższym terminie dać impuls mniejszym firmom – obecnie jedynie co trzecia mała firma i co piąta lokalna rozważa inwestycje.

Listę celów inwestycyjnych otwierają – podobnie jak rok temu – wydatki na zwiększenie mocy produkcyjnych. Taki plan ma 60% z grona tych firm, które deklarują inwestycje. Niestety znacząco spadła skłonność do inwestycji w badania i rozwój – rok temu ten aspekt wskazało 21% badanych podmiotów, obecnie tylko niespełna 14%. – To właśnie innowacyjność jest długofalowo najsilniejszą dźwignią rozwojową. Wiedzą to duże firmy – do proinnowacyjnych wydatków przymierza się co drugi podmiot o obrotach powyżej 50 mln euro. Na drugiej szali są małe przedsiębiorstwa – na inwestycje w badania i rozwój stawia zaledwie 9% z nich – zauważa Maciej Sus, Dyrektor Departamentu Klienta Biznesowego, Deutsche Bank Polska.

Mobilizująca konkurencja

Ciekawych wniosków dostarcza część badania poświęcona barierom rozwoju. Wskazania przedsiębiorców ułożyły się dokładnie w odwrotnej kolejności niż rok temu. Obecnie za największą barierę firmy uznają rosnącą konkurencję (na ten aspekt wskazało 30% badanych) i czynniki zewnętrzne (20%). Rok temu listę przeszkód otwierały utrudniony dostęp do finansowania (35% wskazań) i zatory płatnicze (26%). W tegorocznej edycji oba te aspekty znalazły się na końcu zestawienia. To potwierdzenie dobrej koniunktury, ale też coraz większej otwartości firm na różnorodne rozwiązania finansowe służące finansowaniu inwestycji czy poprawie płynności.

Środki własne – najlepsze

Koniunktura pozwoliła firmom – zwłaszcza dużym – zgromadzić dość środków obrotowych, by to nimi właśnie finansować nowe inwestycje. W efekcie w skali roku silnie – z 65 do 85% – wzrósł odsetek wskazań na środki własne jako optymalne źródło finansowania inwestycji. Kredytem bankowym, podobnie jak rok temu, planuje wesprzeć swoje inwestycje 28% przedsiębiorstw. Najwyższą skłonność do sięgnięcia po kredyt przejawiają małe firmy (41%). Rośnie znaczenie leasingu – wskazało go 22% badanych firm (rok temu – 16%).

40% badanych podmiotów nie widzi potrzeby pozyskania dodatkowego kapitału z zewnątrz (rok temu – 33%). – Finansowanie zewnętrzne wciąż uważane jest za rozwiązanie ostateczne, gdy wyczerpią się inne możliwości. Wydaje się, że przedsiębiorstwa, które odważyłyby się pójść pod prąd i wsparłyby kredytem inwestycje np. w nowe rynki czy automatyzację, mogłyby zyskać sporą premię w stosunku do konkurentów – uważa Paweł Sienkiewicz, Dyrektor Departamentu Produktów Kredytowych, Deutsche Bank Polska. Podkreśla przy tym, że zdolność kredytową warto budować w dobrych czasach, traktując wynegocjowaną na trakcyjnych warunkach linię jako rezerwę na nagłe sytuacje, np. przejęcie innego podmiotu.

Lojalny… jak firmowy klient banku

Dziewięć na dziesięć firm nie planuje zmienić swojego banku. – Lojalność klientów firmowych to dla instytucji finansowych wielkie zobowiązanie. Tworząc produkty i budując relacje, musimy pamiętać, że jesteśmy dla naszych klientów nie tylko dostawcą usług finansowych, ale także zaufanym partnerem w rozwoju – podkreśla Maciej Sus.

Cena nie jest determinującym czynnikiem wyboru banku; największe znaczenie mają kryteria jakościowe: profesjonalna obsługa, wiedza i doświadczenie – tegoroczne badanie przyniosło umocnienie tej tendencji.

43% firm korzysta z usług jednego banku. Listę najbardziej popularnych produktów bankowych otwierają karta płatnicza, rachunek walutowy oraz lokata terminowa.

Z (lekkim) optymizmem w przyszłość

Wyniki raportu wskazują na to, że przedsiębiorstwa zbudowały solidny fundament pod przyszłe wzrosty. Czy one nastąpią? – Z tegorocznego badania wyłania się obraz istotnej poprawy aktywności firm, większej skłonności do wejścia na nowe rynki, mniejszych problemów z płynnością i braku istotnych barier w dostępie do kredytu. Widać też pierwsze sygnały zwiększenia skłonności do inwestowania – ocenia Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska.

Według Arkadiusza Krześniaka w 2018 roku gospodarka Polski prawdopodobnie wzrośnie realnie o 3,6%, PKB strefy euro zwiększy się o 2,0%, a Niemiec – o 1,8%. – W przyszłym roku firmy staną w obliczu nowych wyzwań: dalszy spadek stopy bezrobocia sprawi, że większego znaczenia nabierze bariera wzrostu w postaci niedoboru pracowników i związana z nim konieczność inwestycji w technologie zmniejszające zależność od dostępu do taniej siły roboczej – uważa Arkadiusz Krześniak.

Prof. Małgorzata Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej w komentarzu do raportu zwraca uwagę na to, że w październiku wskaźnik optymizmu firm ankietowanych przez Pracodawców RP był najwyższy w 3,5-letniej historii badania. – W badaniu Deutsche Bank optymizm firm widać w dwóch obszarach: inwestycyjnym i związanym z zatrudnieniem – mówi prof. Małgorzata Bombol. W jej ocenie jednak ten optymizm ciągle jeszcze „walczy” z ostrożnością, a wiele badanych firm przyjęło postawę wyczekująco-przeczekującą.

Pełny raport: https://deutschebank.pl/polskie-firmy-kondycja-persektywy-inwestycje-i-ich-finansowanie.pdf

***

Dane zawarte w raporcie pochodzą z badania Deutsche Bank przeprowadzonego przez instytut IBRiS we wrześniu 2017 r. Badanie ogólnopolskie, na losowej próbie stanowiącej liczebną reprezentację polskich przedsiębiorstw, z wyłączeniem mikroprzedsiębiorstw. Badanie zrealizowane metodą telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI)

Rynek Big Data nie do zatrzymania. Do 2020 r. wart będzie 210 miliardów dolarów

Globalny rynek analityki Big Data rośnie jak na drożdżach i do 2020 r. osiągnie wartość 210 miliardów dolarów – wynika z najnowszych ekspertyz międzynarodowej firmy doradczej IDC. Prognoza zakłada, że do końca dekady wzrost utrzyma się na poziomie 11,9 proc. rdr. Dużo gorzej sytuacja wygląda nad Wisłą. Polskie przedsiębiorstwa znalazły się w ogonie rankingu Komisji Europejskiej poświęconego popularyzacji rozwiązań do przetwarzania Big Data.

Eksperci z IDC od lat wieszczą nadejście cyfrowej gospodarki. Jej znakiem charakterystycznym ma być przetwarzanie ogromnych wolumenów nieustrukturyzowanych danych przez firmy, instytucje państwowe czy organizacje pozarządowe. Globalny Rynek Big Data i analityki biznesowej rośnie dziś w tempie 11,9 proc. rdr i już w tym roku osiągnie wartość 150,8 miliardów dolarów – prognozują analitycy z międzynarodowej firmy doradczej. To o 12.4 proc. więcej niż w roku ubiegłym. Do takiego wyniku przyczyniły się przede wszystkim inwestycje z sektorów bankowego i produkcji przemysłowej. Jeśli prognozy się sprawdzą, to już w 2020 r. rynek analityki Big Data osiągnie wartość 210 miliardów dolarów. – Rozwiązania z kategorii analityka biznesowa i Big Data w końcu znalazły się w głównym nurcie – powiedział Dan Vesset z IDC, firmy której przedstawiciele wielokrotnie informowali, że to właśnie zdolność czerpania korzyści biznesowych z danych ma świadczyć o cyfrowej dojrzałości przedsiębiorstw.

Tymczasem dla wielu przedsiębiorstw koncept ten wciąż wydaje się enigmatyczny i odległy w realizacji. – Większość polskich firm wciąż nie zdaje sobie sprawy, że ich przetrwanie w dużej mierze zależy od tego, czy wypracują zdolność monetyzowania cyfrowych informacji. Wymaga się od nich nie tylko właściwego gromadzenia i przetwarzania wewnętrznych danych, lecz również sprawnego korzystania z tych zewnętrznych. Przyszłość, w której największe sukcesy odnosić będą firmy zarządzane w oparciu o zaawansowaną analitykę danych jest bliżej, niż nam się wydaje – uważa Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies. Zarządzana przez niego spółka specjalizuje się w Big Data marketingu oraz monetyzacji danych i posiada jedną z największych hurtowni danych o aktywności i preferencjach internautów na świecie. – Gdy wystartowaliśmy w 2011 r. świadomość Big Data była znikoma. Dziś sytuacja wygląda dużo lepiej, firmy wdrażają zaawansowane narzędzia analityczne i coraz częściej sięgają po dane o internautach, jednak wciąż istnieje gros przedsiębiorstw, których podejście do tematu równoznaczne jest z ignorancją. Taka postawa z pozoru wydaje się niegroźna, ale na dłuższą metę może mieć fatalne konsekwencje – dodaje Prajsnar. Jego słowa znajdują potwierdzenie w rankingu Komisji Europejskiej poświęconym popularyzacji narzędzi do analityki Big Data w biznesie. Polska uplasowała się w nim na trzecim miejscu od końca wyprzedzając jedynie Niemcy i Cypr. Na podium znalazły się Holandia, Malta i Belgia.

Toniemy w danych

Duże, nieustrukturyzowane zbiory różnorodnych danych, których przetwarzanie nie byłoby możliwe bez zaawansowanych rozwiązań informatycznych, to wciąż ziemia niezdobyta. Eksperci szacują, że z obecną technologią badacze danych są w stanie wykorzystać zaledwie 20 proc. wolumenu Big Data. Tymczasem ilość cyfrowych informacji w sieci rośnie dynamicznie. Zdaniem IDC w 2025 r. międzynarodowa sieć ważyć będzie aż 163 zettabajtów. Ta mało znana jednostka odpowiada trylionowi gigabajtów, a korzysta się z niej wyłącznie do globalnego pomiaru ilości cyfrowych informacji. Dla porównania, internetowy gigant Google w swoich nowoczesnych centrach danych gromadzi pliki o łącznym rozmiarze około 15 eksabajtów, co w przeliczeniu na zetabajty daje 0.015. Swoją wagę Internet w dużej mierze zawdzięcza zwyczajnym użytkownikom, których aktywność podsumowuje opublikowany przez firmę Domo raport „Data Never Sleeps 5.0”. Wynika z niego, że w ciągu minuty internauci publikują ponad 46 tys. zdjęć na Instagramie, korzystają z wyszukiwarki Google ponad 3,5 mln razy i umieszczają ponad 74 tys. postów w mikroblogowym serwisie Tumber. Według Domo światowa populacja internautów wzrosła w 2017 r. o 17 proc. i liczy już ponad 3.7 miliarda ludzi.

Najwięksi gracze zadowoleni

Stabilny wzrost rynku Big Data jest pochodną udanych implementacji zaawansowanych rozwiązań analitycznych. O ich skuteczności świadczy chociażby przeprowadzone przez NewVantage Partners badanie „Big Data Executive Survey for 2017”, w którym wzięło udział m.in. 50 z 1000 największych firm w USA. Ponad 80 proc. respondentów wyraziło zadowolenie ze zrealizowanych inicjatyw Big Data twierdząc, że okazały się sukcesem. Nie wszystko jednak idzie jak po maśle. Uczestnicząca w badaniu kadra kierownicza zwróciła uwagę na trudności we wprowadzaniu zmian w organizacji i kulturze przedsiębiorstwa, koniecznych do pełnego korzystania z możliwości, jakie daje firmom zaawansowana analityka wielkich zbiorów danych. Ich zdaniem problem nie tkwi w samej technologii, lecz w nierozumiejącym jej zarządzie, spójności organizacyjnej i ogólnym, wewnętrznym oporze.  – W zasadzie cała cyfrowa transformacja opiera się o dane. Jeśli firma nie potrafi przetwarzać ich na korzyści to wciąż funkcjonuje jak w poprzedniej epoce. Brak strategii digitalizacji procesów wewnętrznych i implementacji rozwiązań analitycznych to spore zaniedbanie, którego firmy powinny wystrzegać się jak ognia. Na szczęście coraz więcej producentów jest tego świadoma i sięga po stosowne oprogramowanie –  uważa Piotr Rojek z DSR, firmy dostarczającej zaawansowane rozwiązania IT dla przemysłu.

W podobnym duchu wypowiada się prezes zarządu Cloud Technologies. Jego zdaniem okiełznanie danych wewnętrznych to zaledwie wstęp do cyfryzacji. Prawdziwy potencjał analityki objawia się dopiero, gdy w grę wchodzą wielkie, nieustrukturyzowane zbiory danych, z których człowiek nie jest w stanie wyciągnąć znaczących wniosków bez pomocy nowych technologii. Mowa tu o uzbrojonych w uczenie maszynowe, będące zaawansowaną formą sztucznej inteligencji, platformach DMP (Data Management Platform). Wykorzystuje się je m.in. do wyszukiwania powiązań i patentów w wolumenach Big Data. Największym obszarem zastosowania takich systemów jest reklama internetowa. – Analizując dane o internautach w czasie rzeczywistym możemy kierować przekaz marketingowy do osób, które faktycznie mogą być nim zainteresowane. Spersonalizowana, szyta na miarę reklama behawioralna to kierunek, w którym nieuchronnie zmierzamy. Charakteryzuje się ona najwyższą skutecznością przy stosunkowo niewielkim nakładzie finansowym – tłumaczy Prajsnar.

Z analityki Big Data korzysta się w wielu różnych branżach, takich jak np. transport czy przemysł, gdzie pomaga ona namierzać anomalie w pracy maszyn i zapobiegać awariom. Banki i firmy ubezpieczeniowe wykorzystują big data m.in. do wykrywania nadużyć. Rozwiązań opartych o analitykę wielkich zbiorów danych jest coraz więcej. Najczęściej znajdują się one w początkowym stadium rozwoju, jednak już na tym etapie ich wykorzystanie niesie ze sobą spore korzyści.

FED raczej podniesie stopy na grudniu. Problemy chińskiej giełdy

FED raczej podniesie stopy na grudniowym posiedzeniu, ale w 2018 tempo wzrostów może zwolnić. Duże spadki na chińskim parkiecie. Koniunktura w strefie euro najlepsza od lat.

Co nadchodzi w FED?

Wczoraj o godzinie 20:00 opublikowano w USA tzw. minutki. Są to zapiski z rozmów jakie miały miejsce na ostatnim posiedzeniu rezerwy federalnej. Zwyczajowo po posiedzeniach publikowany jest tylko komunikat, a cały zapis pojawia się z pewnym opóźnieniem. Z tego co można wyczytać, grudniowa podwyżka jest właściwie pewna. Scenariusz ten zresztą jest już dawno uwzględniony w cenach przez rynki. Kluczowym elementem jest natomiast co z ruchami sóp w przyszłym roku. Dotychczas oczekiwano 3 ruchów w górę, każdy po 0,25%. W stenogramach widać natomiast, że część z członków FED uważa, że inflacja pozostaje zbyt niska. Co to oznacza? Rosnące stopy procentowe raczej pogłębią ten problem. W rezultacie rynek odebrał to jako zapowiedź, że może nie dojść do mniejszej ilości podwyżek. Skoro 3 podwyżki były już w cenie, a nagle się okazało, że może być ich mniej inwestorzy zaczęli reagować. Efektem było osłabienie się dolara względem euro o około 0,3 centa i osiągając najsłabszy poziom dolara wobec euro od 15 listopada.

Problemy chińskiej giełdy

Po tym jak poluzowano kontrolę rynków finansowych w Chinach po zjeździe partii, dzieją się tam dość dziwne rzeczy. Na dzisiejszej sesji główny indeks giełdowy zanurkował ponad 2% w dół. Analitycy jako główny powód wskazywali fakt, że giełda w ciągu pół roku urosła o 13% zatem miała sporo miejsca na korektę. Najprawdopodobniej do realizacji zysków skłoniły inwestorów ograniczenia w zaciąganiu pożyczek przez internet. W kraju gdzie na giełdzie inwestuje bardzo dużo indywidualnych inwestorów był to istotny bodziec.

Bardzo dobra koniunktura w strefie euro

Rano poznaliśmy serię odczytów indeksów PMI dla przemysłu. Na uwagę zasługują dobre wyniki największych gospodarek – 57,5 pkt we Francji oraz 62,5 pkt w Niemczech. To nie tylko bardzo dobre rezultaty znacznie przewyższające próg 50 pkt, symbolicznie rozgraniczający recesję od wzrostu. Jest to również wynik znacznie przekraczający oczekiwania wynoszące odpowiednio 55,9 pkt oraz 60,3 pkt. W rezultacie wynik łączny dla całej strefy euro był najwyższy od lat. Był to kolejny impuls, który wpływał na umocnienie się euro względem dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – strefa euro – protokół z posiedzenia EBC,
  • 17:30 – Szwajcaria – wystąpienia szefa banku centralnego.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kurs dolara spada

Amerykański dolar spadł w środę do najniższego poziomu od 4 tygodni wobec głównych rywali. To efekt z jednej strony niejednoznacznych danych gospodarczych w USA, a z drugiej – mieszanego przesłania protokołu ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Wynika  niego, że podniesienie stóp procentowych w krótkim czasie (grudzień br.) jest niemal pewne, co potwierdza oczekiwania rynku, ale jednocześnie pojawiły się wątpliwości co do utrzymującej się niskiej inflacji w USA. To wywołało niepewność odnośnie tempa wzrostu stóp w 2018 r. Słabnący dolar z kolei pcha w górę polską walutę.

Waluty: Drugi dzień z rzędu w ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do głównych walut światowych: do euro (-0,66 %), brytyjskiego funta (-0,47%), dolara kanadyjskiego (-0,49%), dolara australijskiego (-0,65%) oraz japońskiego jena (-0,84%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,183, GBP/USD – 1,332, USD/CAD – 1,27, AUD/USD – 0,762 i USD/JPY – 111,2. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,17%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,6, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,889. Złotówka zyskuje do głównych walut poza frankiem szwajcarskim, wobec którego nie zmienia wartości. W czwartek rano dolar kosztuje 3,56 zł, euro – poniżej 4,22 zł, funt – ponad 4,74 zł, a frank – poniżej 3,63 zł.

Giełdy: Po wcześniejszych wzrostach teraz na światowych giełdach przewaga koloru czerwonego. W środę londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,1%, frankfurcki indeks DAX spadł o 1,16%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,25%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 stracił 0,08%, meksykański indeks Bolsa wzrósł o 0,02%, a brazylijski indeks Bovespa spadł o 0,1%. W czwartek w Azji chiński indeks Shanghai Composite obniżył się aż o 2,29%, a hongkoński indeks Hang Seng stracił 0,93%.

Ropa i złoto: Cena ropy naftowej drugi dzień z rzędu idzie w górę. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,32 USD (+1,18%), a ropy WTI – 58,02 USD (+2,05%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 66 USD. Także cena złota kontynuuje wzrosty. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1289 USD. To 7 USD więcej (+0,55%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Niemcy – PKB (r/r), III kw. – 2,3% (prognoza 2,3%)
  • 9:30 – Niemcy – Indeks PMI dla przemysłu, listopad (prognoza 60,3 pkt.)
  • 9:30 – Niemcy – Indeks PMI dla usług, listopad (prognoza 55 pkt.)
  • 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla przemysłu, listopad (prognoza 58,3 pkt.)
  • 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla usług, listopad (prognoza 55,2 pkt.)
  • 10:30 – Wielka Brytania – PKB (r/r), III kw. (prognoza 1,5%)
  • 13:30 – Strefa euro – Protokół z posiedzenia EBC, październik
  • 14:00 – Polska – Podaż pieniądza M3 (r/r), październik (prognoza 5,5%)
  • 14:00 – Polska – Protokół z posiedzenia RPP, listopad
  • 17:30 – Szwajcaria – Wystąpienie szefa SNB

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Kurs euro – możliwy powrót do 4,22 zł

Mocne euro na rynkach światowych, wsparte dodatkowo przez dzisiejsze dane z Europy, skutkuje wzrostem EUR/PLN. Tym samym została przerwana seria 6. kolejnych spadkowych dni.

Od poprzedniego wtorku do godzin wieczornych w dniu wczorajszym euro potaniało o 4,5 grosza. Ruch ten nie robi może dużego wrażenia. Jeżeli jednak ten obraz uzupełnimy o fakt, że wspólna waluta potaniała wczoraj do 4,2038 zł i była najtańsza od 20 lipca, a środa była 6. kolejnym dniem jej spadków, to już spadek EUR/PLN o wspomniane 4,5 gr jest znaczący.

Czwartkowy poranek przynosi odreagowanie opisanych wyżej spadków. O godzinie 09:08 za EUR/PLN trzeba było zapłacić 4,2136 zł. Wspólną walutę wspiera jej umocnienie wobec innych walut. Zwłaszcza w relacji do amerykańskiego dolara, co obecnie przekłada się na wzrost notowań EUR/USD do 1,1840, z perspektywą późniejszego ruchu ku poziomowi 1,20 dolara. Euro wspierają też opublikowane rano dane z Europy. Niemiecki Destatis potwierdził wstępne dane nt. wzrostu tamtejszego PKB w III kwartale o 0,8 proc. w relacji kwartał do kwartału wobec 0,6 proc. w II kwartale. Natomiast indeksy PMI dla francuskiego sektora przemysłowego i usługowego mocno wystrzeliły w listopadzie w górę, notując najwyższe poziomy od odpowiednio 79. i 78. miesięcy.

Silne euro na świecie, dodatkowo wspierane przez mocne dane z Europy (dziś zostaną jeszcze opublikowane indeksy PMI dla Niemiec i strefy euro, a także protokół z ostatniego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego), powinno przełożyć się na dalszy wzrost notowań EUR/PLN. Kurs powinien wrócić do 4,22 zł, czyli do poziomu który przez ostatni miesiąc stanowił silne wsparcie dla notowań euro oscylujących w tym czasie w przedziale 4,22-4,2550 zł. Tam też rozstrzygnie się co dalej.

Wykres dzienny EUR/PLN

EURPLN+Daily

Dopóki notowania EUR/PLN pozostają poniżej 4,22 zł, dopóty najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest zejście do 4,19-4,20 zł, gdzie prawdopodobnie zakończy się cała, trwająca od końca września sekwencja spadkowa. Powrót powyżej 4,22 zł w dniu dzisiejszym oznaczałby, że wczorajsze zejście do 4,2038 zł już tę sekwencję zakończyło i rozpocznie się zamykanie krótkich pozycji w EUR/PLN. Potwierdzeniem takiej zmiany trendu byłoby jednak dopiero wybicie powyżej 4,2350 zł, gdzie aktualnie znajduje się 1,5-miesięczna linie trendu spadkowego.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Coś z niczego

Protokół z październikowego posiedzenia FOMC w ogólnym ujęciu odzwierciedlał ostatnie komentarze członków Fed i nie wskazał na istotną zmianę w nastawieniu. Ponieważ jednak rynek jeszcze przed publikacją skłaniał się do wyprzedaży dolara, z dokumentu wybrał co bardziej gołębie fragmenty. W ten sposób w założeniu mało ekscytujące wydarzenie nabrało znaczenia. Dziś poznamy opis dyskusji z posiedzeń ECB i RPP.

Rynek nie otrzymał nic nowego od Fed. „Większość” członków jest za tym, aby podnieść stopy procentowe w najbliższym czasie, co sygnalizuje gotowość do podwyżki w grudniu. Rynkowa wycena tego kroku wynosi obecnie ok. 90 proc. i to mówi wiele o nastawieniu rynku. Protokół potwierdził też, że w FOMC jest „niewielka” grupa członków, która jest zaniepokojona utrzymywaniem się niskiej inflacji. W ich ocenie lepiej byłoby poczekać z dalszym zacieśnianiem. Choć na pierwszy rzut oka wygląda to na gołębi sygnał, podobne słowa już słyszeliśmy bezpośrednio od Brainard, Bullarda, Evansa i Kashkariego. Nie jest tajemnicą, że los przyszłych podwyżek stóp procentowych jest uzależniony od odbicia inflacji bazowej. Rynek stopy procentowej niewiele zwątpił, gdyż szanse na dwie podwyżki do czerwca 2018 r. (w tym pierwsza w grudniu) spadły z 78 proc. do 73 proc. Rynek FX był jednak bardziej energiczny, gdyż od początku tygodnia zamykał długie pozycje w USD przed długim weekendem (Święto Dziękczynienia). W efekcie wybiórcze czytanie protokołu FOMC i skupienie się na gołębich wzmiankach tylko dopełniło tragedii dolara. W końcu większość przeceny USD dokonała się jeszcze przed publikacją minutek. Rynek nie chce trzymać dolara w portfelu dopóki nie znajdzie do tego przesłanek w 1) zatwierdzeniu ustawy podatkowej i/lub 2) przyspieszeniu inflacji/płac. W obu przypadkach nie dostaniemy nowych wieści przynajmniej przez tydzień, więc słabość dolara powinna się utrzymywać.

W obliczu reakcji rynku wokół minutek FOMC, dziś nie można wykluczyć, że także opis dyskusji na posiedzeniu ECB przyciągnie uwagę. Dokument będzie interesujący pod kątem dyskusji stojącej za decyzją o przedłużeniu programu QE. Silna opozycja przeciw pozostawieniu skupu aktywów bez daty końcowej może obudzić jastrzębie oczekiwania i podeprzeć EUR. Dodatkowo wstępne szacunki indeksów PMI dla przemysłu i usług publikowane dziś rano rysują pozytywny obraz ożywienia w strefie euro.

Poza tym w kalendarzu drugi szacunek PKB z Wielkiej Brytanii za II kw., który raczej potwierdzi tempo wzrostu na poziomie 0,4 proc. k/k. Uwaga skupi się na prezentowanych pierwszy raz szczegółach, w tym na skłonności gospodarstw domowych do konsumpcji w obliczu wyższej inflacji oraz wpływie niepewności gospodarczej na decyzje inwestycyjne przedsiębiorstw. Po południu wyróżnia się sprzedaż detaliczna z Kanady i protokół z posiedzenia RPP. Minutki mogą być interesujące w odniesieniu do decyzji o obniżce stopy rezerw obowiązkowych. EUR/PLN wyrwał się z nudnej konsolidacji i otwarta jest droga do zejścia do 4,20.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

RAPORT: W którym Lidlu jest taniej – w polskim czy w niemieckim? Możesz poważnie się zdziwić!

Audyt, wykonany przez agentów platformy TakeTask, wykazał, że produkty marek własnych są w polskim Lidlu średnio o 10% droższe, niż u naszych zachodnich sąsiadów. Koszyk z 86 identycznymi towarami różni się o blisko 60 zł. W Polsce aż 70% z tych artykułów kosztuje więcej, 29% – mniej, a 1% – tyle samo, ile w Niemczech. Zdaniem badaczy, przepłacamy, bo niektóre, dokładnie te same, artykuły są u nas sprzedawane jako towary premium, a tam jako masowe. Dotyczy to szczególnie importowanej żywności. Należy też wskazać, że 74% analizowanego asortymentu typu „FOOD” i 64% produktów z kategorii „NON FOOD” ma u nas wyższe ceny. Ale w naszym dyskoncie jest również grupa tańszych produktów, np. z kategorii higieny toaletowej lub chemii gospodarczej.

Co kupujemy drożej?

Aż 74% badanych produktów żywnościowych ma wyższe ceny w polskim Lidlu. Zdaniem Sebastiana Starzyńskiego, prezesa platformy TakeTask, wynika to z dużej różnorodności tego rodzaju artykułów na rodzimym rynku. Trudniej jest więc przedstawić klientom lokalny asortyment jako premium, niż towar importowy. Klasycznym przykładem tego jest Acentino Ocet Balsamiczny Balsamico 500 ml Lidl, kojarzący się z Włochami. W czasie audytu był o 85% droższy, niż w Niemczech. U nas w dniu badania, jak i w poprzednich kilku miesiącach, kosztował 6,99 zł, a tam – równowartość 3,77 zł. To była największa odnotowana różnica. Należy również dodać, że w promocji, obowiązującej w polskim Lidlu po wykonanym audycie, ten artykuł miał już cenę 4,99 zł. Zatem wciąż trzeba było zapłacić za niego więcej, niż w Niemczech bez obniżki.

– Warto też wymieć 2 produkty typu „FOOD”, które w Polsce okazały się droższe niemal o połowę, bo o 48%. Alesto Mieszanka Studencka Egzotyczna 200 g miała u nas cenę 9,99 zł. Tymczasem w Niemczech jej koszt wyniósł, w przeliczeniu 6,74 zł. Procentowo dokładnie tę samą różnicę odnotowano w przypadku Nostia Przecieru Pomidorowego 500 g Kartonu Lidl. W naszym dyskoncie można było go kupić za 2,19 zł, a w niemieckim sklepie – za równowartość 1,48 zł – mówi prezes Starzyński.

W Polsce ponad połowa produktów nieżywnościowych jest droższa. Dotyczy to 64% tego typu asortymentu. Z badania wynika, że w naszym Lidlu W5 Eco Płyn Do Czyszczenia 1 l był droższy o 71%, niż w Niemczech. Tutaj miał cenę 4,99 zł, a tam – równowartość 2,92 zł. Natomiast Orlando Przysmak Dla Psa Wołowina 200 g kosztował w polskim sklepie więcej o 60%. W trakcie audytu u nas trzeba było za niego zapłacić 3,99 zł. Nasi zachodni sąsiedzi mogli wówczas wydać odpowiednik za 2,50 zł. Z kolei Orlando Przysmak Dla Psa z Drobiem 8 x 11 g Vacuum miał w Polsce większą cenę o 49%. Wynosiła ona 5,99 zł. W Niemczech odpowiadała wartości 4,02 zł.

– Wśród droższych produktów w Polsce mniej jest tych nieżywnościowych, niż z kategorii „FOOD”. Różnica wynosi 10 punktów procentowych. Wynika to z tego, że na rodzimym rynku już prawie od 30 lat są obecne zagraniczne koncerny, np. z obszaru chemii gospodarczej. Ich produkty są więc dostępne we wszystkich segmentach cenowych. W związku z tym, trudniej jest im realizować wysokie marże. Ale oczywiście w niektórych przypadkach to się udaje – zauważa ekspert z platformy TakeTask.

U nas też potrafi być taniej

W polskim Lidlu są też produkty tańsze, niż w Niemczech. Wśród nich duży udział mają artykuły higieny toaletowej, za które zapłacimy od 23 do 41% mniej. Jednym z nich jest Cien Płyn Do Demakijażu Oczu 150 ml. W Polsce kosztuje 4,99 zł, a cena z niemieckiego Lidla została przeliczona na 8,43 zł. Różnica zatem wynosi 41%. Z kolei, G. Bellini Woda Po Goleniu Mild 100 ml jest tańsza u nas o 33%. Możemy ją nabyć za 6,99 zł, a w Niemczech trzeba wydać równowartość 10,38 zł.

– Choć Polska ma mocną pozycję w produkcji kosmetyków, to wiele obecnych u nas marek celuje w segment średni i wyższy cenowo. W tej kategorii bardzo istotny jest producent, a artykuły z Lidla nie zyskały jeszcze opinii renomowanych. Zatem na konkurencyjnym, polskim rynku kosmetyków mogą rywalizować jedynie ceną. Te same artykuły w Niemczech mają już lepszą markę. Ponadto, tamtejszy rynek jest mniej konkurencyjny, co pozwala realizować wyższe marże – tłumaczy Sebastian Starzyński.

Ekspert zwraca uwagę na to, że wraz ze wzrostem popularności marki własnej Lidla stopniowo zwiększa się skłonność klientów do zakupu jej produktów. Do tanich marek własnych, w kategoriach szybko rotujących, Polacy już się przekonali. Dotyczy to np. nabiału. Zdecydowanie trudniej jest budować lojalność konsumentów wobec artykułów kosmetycznych, które rzadziej się kupuje i marka ma większe znaczenie. Ale, gdy nabywcy zaufają takim producentom, wystarczy mniejsza zachęta cenowa. Wówczas sieć będzie mogła podwyższyć ceny swoich kosmetyków w Polsce. Dzięki temu, zacznie realizować w tej kategorii wyższe marże, choć nie tak spektakularne, jak w przypadku rekordowych wyników w badaniu.

Strategia Lidla

– Nie można generalizować, że w Polsce jest drożej. Nie przeanalizowano wszystkich towarów. Porównano ze sobą identyczne produkty, głównie marek własnych, w tym asortyment regionalny. Wszystkie badane artykuły mają ten sam kod kreskowy i są sprzedawane w całej Europie, w takim samym formacie. Pełne zestawienie byłoby niemożliwe do wykonania, gdyż w każdym kraju sieć bardzo szybko rotuje swój asortyment. W związku z tym, znaleziono odpowiedniki poszczególnych produktów ze stałej oferty w Polsce i w Niemczech. I tym samym, zbadano zaledwie 5% całego towaru – wyjaśnia Sebastian Starzyński.

Jednak trzeba wiedzieć, że strategia sieci jest inna w obu krajach i dostosowana do różnych realiów rynkowych. U nas importowane artykuły marki własnej nierzadko są pozycjonowane jako produkty premium, na których sieć realizuje większą marżę. Oczywiście nie zawsze tak jest. Niemniej, w Niemczech, z uwagi na wyższy poziom zarobków, te same towary częściej są postrzegane jako mainstream. Są więc kierowane do przeciętnych konsumentów, o których trzeba bardziej konkurować cenowo z innymi dyskontami.

– Lidl chce być kojarzony z tanimi zakupami, ale jednocześnie potrzebuje mieć w swojej ofercie produkty, na których zrealizuje wyższe marze. W Polsce te możliwości są inne, niż w Niemczech. Raczej nieprędko się ujenolicą, a być może nigdy to nie nastąpi. Niemniej, zmiany w koszyku zakupowym będą stopniowo stymulowane przez wzrost płac w naszym kraju. Zwiększy się bowiem siła zakupowa Polaków. W związku z tym, wzrośnie popyt na produkty premium i zmniejszają się ich koszty logistyczne oraz półkowe. Pojawi się też większa konkurencja i dopiero wówczas ceny spadną – przewiduje ekspert z platformy TakeTask.

Jak podsumowuje Sebastian Starzyński, wykazane różnice cenowe mają charaker stały. Wynikają z możliwości realizacji marży w zależności od pozycjonowania danego produktu i konkurencyjnej sytuacji na rynku. Drugim powodem są koszty logistyczne i półkowe, związane z rotacją konkretnych artykułów. Produkty premium czasem dłużej czekają na zakup i to może być wliczone w ich cenę. Natomiast, jak zapewnia ekspert, rozbieżności w cenówkach nie mają też żadnego związku z różnicami w wysokości podatków, płaconych w Polsce i w Niemczech. Oba kraje są w UE, dlatego sieć nie może powoływać się na bariery celne.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 9-21 października br. w placówkach Lidla w Niemczech i w Polsce. Porównanie produktów, dostępnych w sklepach w obu krajach, zostało dokonane 1:1, na postawie kodu kreskowego EAN. Cena z niemieckiego Lidla, została przeliczona na złotego, wg średniego kursu NBP z 23 października br. 98% badanych produktów stanowiło markę własną, a 2% markę narodową. Struktura koszyka objęła asortyment typu „FOOD”, w ilości – 23% Wyroby Cukiernicze i Słodycze, 21% Żywność Przetworzona, 19% Nabiał, 17% Produkty Sypkie, 8% Napoje Alkoholowe, 8% Napoje Bezalkoholowe oraz 4% Mrożonki i Lody. Natomiast 50% gamy artykułów „NON FOOD” stanowiła Higiena Toaletowa. W drugiej połowie znalazło się 15% Karmy Dla Zwierząt, 11% Chemii Gospodarczej, 8% Art. Kosmetycznych Dla Dzieci, 5% Kosmetyków i Zapachów, 5% Środków Do Prania i Płukania, 3% Artykułów Dekoracyjnych oraz 3% Higieny Osobistej.

Wielka nauka – wielkie korzyści. Polskie mechanizmy mogą być na każdym satelicie

Dzięki programom technologicznym Europejskiej Agencji Kosmicznej mechanizmy produkowane przez spółkę Astronika mogą być na każdym europejskim satelicie. To przestrzeń dla dużego, skalowalnego i dochodowego biznesu.

Dziś (czwartek, 23 listopada 2017 r.) podczas Konferencji „Fly Me To Mars” organizowanej we Wrocławiu przez Koalicję na rzecz Polskich Innowacji i Wrocławski Park Technologiczny odbył się panel dyskusyjny pt. „Wielka nauka – wielkie korzyści” W dyskusji wzięli udział przedstawiciele administracji, biznesu i instytucji otoczenia biznesu:

  • Maciej Chorowski – Prezes Narodowego Centrum Badań i Rozwoju,
  • Paweł Lulewicz – Wiceprezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej
  • Jan Pomierny – Prezes New Space Foundation
  • Bartosz Sokoliński – Dyrektor Biura Rozwoju i Innowacji, Agencja Rozwoju Przemysłu
  • Damian Szczerbaty – Doradca Zarządu spółki Astronika
  • Marek Winkowski – Wiceprezes Zarządu Wrocławskiego Parku Technologicznego

Gościem specjalnym panelu był prof. Mark McCaughrean – Doradca programu nauki i eksploracji Europejskiej Agencja Kosmicznej.

Paneliści rozmawiali o swoich inspiracjach z obszaru Big Science oraz omawiali obszary wsparcia dla projektów Big Science, czyli projektów współpracy z ośrodkami wielkiej nauki takimi jak Europejska Agencja Kosmiczna czy CERN.

Marek Winkowski z PSSE przyznał, że dla niego najbardziej inspirującymi projektami Big Science były lądowanie na księżycu i wielki zderzacz hadronów. Prezes Lulewicz natomiast stwierdził, że z jego perspektywy najbardziej inspirujące projekty w obszarze Big Science to projekty, których efektem są nowe technologie służące ratowaniu życia.

Prof. Chorowski przypomniał, że już dziś dostępne są fundusze w ramach programu „Alfa Bridge” i „Szybkiej ścieżki”, ale jednocześnie zapowiedział, że w przygotowaniu jest sprofilowany program dla tych którzy chcą współpracować z wielkimi laboratoriami.

Bartosz Sokoliński wyjaśnił, że ARP przyjęła strategię wyboru kluczowych obszarów i pośród tych obszarów znalazł się min. przemysł kosmiczny. – Chcemy inwestować w technologie kosmiczne, namawiamy administrację do korzystania z danych satelitarnych, a jednocześnie uruchomiliśmy program pożyczek dla sektora kosmicznego – stwierdził. Wskazał też na program „Sieć Otwartych Innowacji”, dzięki któremu przemysł może uzyskać dofinansowanie na zakup technologii.

Damian Szczerbaty z Astroniki przyznał, że współpraca z instytucjami Big Science może mieć dwa wymiary. – Dzięki programom technologicznym Europejskiej Agencji Kosmicznej mechanizmy produkowane przez spółkę Astronika mogą być na każdym europejskim satelicie. To jest przestrzeń dla dużego, skalowalnego i dochodowego biznesu – przekonywał. Dodał, że jednocześnie trzeba pamiętać, że istnieje pewien niemożliwy do wyceny aspekt dużych projektów badawczych w kosmosie.
– Zrozumienie procesu powstawania wszechświata czy znalezienie śladów życia poza ziemskim globem są z perspektywy ogólnoludzkiej po prostu bezcenne. Każdy powinien próbować dołożyć do tego własną cegiełkę. My robimy to np. w ramach misji ESA JUICE czy misji NASA InSight – zakończył.

Astronika niedawno zaprojektowała i wykonała urządzenie, które w ramach misji NASA „InSight”, dokona historycznego zagłębiania się 5 metrów pod powierzchnię Marsa i zbada właściwości jego gruntu. „Kret” będzie pierwszym kompletnym systemem dostarczonym na tak istotną misję przez polski przemysł.

Polityka prorodzinna: Polska nadal w czołówce państw UE w zakresie wsparcia rodzinnego

Średnia kwota pomocy państw Unii Europejskiej w zakresie ulg na dzieci i świadczeń rodzinnych wynosi obecnie ok. 10 178 zł rocznie. Natomiast w Polsce jest to 8 225 zł, co w porównaniu do przeciętnego wynagrodzenia daje nam – tak jak w poprzednim roku – 4. pozycję wśród 28 krajów Unii – wynika z raportu PwC „Ulgi i świadczenia prorodzinne w krajach UE – 2017”. Jak podkreślają eksperci, pozytywny i trwały trend demograficzny osiągają te państwa, które oprócz pomocy finansowej posiadają rozwiązania systemowe.

Na potrzeby raportu „Ulgi podatkowe i świadczenia rodzinne w UE – 2017” PwC przeprowadziło symulację, aby ocenić, na jaką pomoc w 2017 roku może liczyć przeciętna rodzina, składająca się z aktywnych zawodowo rodziców, zarabiających średnią krajową, z dwójką zdrowych dzieci w wieku 4 i 8 lat. Z danych zebranych w raporcie wynika, że średnia kwota bezpośredniej pomocy państw UE w zakresie ulg na dzieci i świadczeń rodzinnych wynosi obecnie ok. 10 178 zł rocznie. Na szczycie zestawienia znajdują się Luksemburg (32 190 zł) oraz Francja (28 979 zł). W Polsce finansowe wsparcie rodzin kształtuje się na poziomie 8 225 zł, co daje nam miejsce w połowie stawki. Jeśli jednak porównać kwotę wsparcia do przeciętnego wynagrodzenia w danym kraju, Polska zajmuje 4. pozycję – za Francją, Węgrami i Austrią.

Negatywny trend demograficzny nie jest wyzwaniem tylko Polski, ale większości krajów starego kontynentu. Jednak wskaźnik dzietności w naszym kraju jest nadal jednym z najniższych. Z prognozy PwC wynika, że w 2050 roku Polska ma szansę być jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek na świecie. Na przeszkodzie stoi właśnie demografia, dlatego tak ważne jest, jak w tym momencie, systemowo i trwale, będziemy prowadzić skuteczną politykę rodzinną. – Tomasz Barańczyk, partner zarządzający działem prawno-podatkowym PwC

Jak zauważają eksperci PwC, w większości krajów Unii Europejskiej można dostrzec zależności między stosowaniem zachęt i ulg podatkowych o charakterze prorodzinnym a wysokością współczynnika dzietności. Przykładem jest Francja, z najwyższą kwotą wsparcia dla rodzin w UE, i najwyższym współczynnik dzietności. Są też jednak wyjątki, takie jak Niemcy, gdzie wysokie wsparcie finansowe dla rodzin nie wpływa na dzietność.

W wyniku wprowadzenia w 2016 r. programu 500+ Polska znalazła się w czołówce państw z największym wsparciem finansowym dla rodzin w porównaniu do przeciętnego wynagrodzenia w kraju. Z danych GUS wynika, że w okresie od stycznia do sierpnia br. urodziło się w Polsce ok. 272 tys. dzieci, co oznacza wzrost o 7% w stosunku do analogicznego okresu w 2016 i o prawie 10% w porównaniu do analogicznego okresu w 2015.

Analizując elementy polityki prorodzinnej w krajach Unii Europejskiej zauważyliśmy, że bezpośrednie wsparcie finansowe dla rodzin nie wystarczy, by mówić o wpływie na trend demograficzny. Kraje, które odnoszą największe sukcesy w zakresie polityki prorodzinnej, takie jak Francja, Wlk. Brytania, Szwecja, czy Dania, wprowadziły trwałe, bo rozpisane na lata rozwiązania systemowe, bazujące na realnych oczekiwaniach rodziców, budując w ten sposób zaufanie do państwa, które jest kluczowym czynnikiem skuteczności prowadzonych działań. – Joanna Narkiewicz-Tarłowska, dyrektor w dziale prawno-podatkowym PwC

Eksperci PwC zwracają uwagę, że polityka prorodzinna może być uzupełniana także przez działania na szczeblu lokalnym, pozytywnie wzmacniając trendy demograficzne. Z dodatkowej analizy przygotowanej przez PwC we współpracy z Akademią Leona Koźmińskiego w Warszawie i Uniwersytetem w Mannheim, wynika, że najniższy współczynnik dzietności w 2016 r. odnotowano w woj. opolskim (1,2), a najwyższy w pomorskim (1,5).

Skuteczne narzędzia polityki prorodzinnej

W Szwecji od wielu dekad jest prowadzona konsekwentna polityka prorodzinna, która skupia się na umożliwianiu pogodzenia kariery zawodowej z życiem rodzinnym. Bardzo ważnym aspektem jest równouprawnienie zarówno w sferze zawodowej, jak i sferze rodzinnej. Takie podejście przyczynia się do większej aktywizacji zawodowej kobiet oraz do większego zaangażowania mężczyzn w życie rodzinne. Szwecja wprowadziła także tzw. premię za szybkość – jeśli kolejne dziecko urodzi się w ciągu 30 miesięcy od urodzenia poprzedniego, urlop rodzicielski można wydłużyć nawet o rok.

Z kolei na Łotwie, która może pochwalić się najwyższym wzrostem współczynnika dzietności w UE w ostatnich latach, tak dobry wynik był możliwy dzięki m.in. poszerzeniu grona osób uprawnionych do zapomóg oraz ujednoliceniu zasad przyznawania świadczeń. Istotną rolę odegrało również wdrożenie rządowego programu leczenia niepłodności.

Rola pracodawców w prowadzeniu polityki prorodzinnej

Z raportu PwC wynika, że istotną rolę w prowadzeniu skutecznej polityki prorodzinnej mogą odegrać także pracodawcy. Dane zebrane w opracowaniu wskazują, że 30% Polek rezygnuje z posiadania dzieci z obawy przed potencjalnym konfliktem dom – praca. Polska znajduje się w ogonie państw stosujących elastyczne formy zatrudnienia. Systematycznie wzrasta liczba godzin spędzanych przez kobiety w pracy. Przekłada się to tym samym na czas spędzany przez dzieci w placówkach wczesnej edukacji i opieki – polski wynik jest jednym z najwyższych w Europie: 0 13 godzin więcej niż średnia UE dla dzieci do 3 r.ż. i o 6 godzin więcej niż średnia UE dla dzieci powyżej 3 lat.

W ramach polityki prorodzinnej pracodawcy mogą wesprzeć swoich pracowników wychowujących dzieci oferując specjalnie dostosowane programy w czterech głównych obszarach, tj. w zakresie elastycznego czasu pracy (np. możliwość pracy w niepełnym wymiarze czasu, praca z domu, dodatkowy płatny urlop macierzyński, możliwość dzielenia pracy), odpowiedniej infrastruktury (np. pokoje matki z dzieckiem, pokoje do odpoczynku dla kobiet ciężarnych), pomocy finansowej i rzeczowej (np. „becikowe”, „wózkowe”, partycypowanie w kosztach prowadzenia ciąży i porodu, pakiety medyczne) czy informacyjno-szkoleniowej (np. szkolenia ułatwiające ponowne wdrożenie się kobiet po urlopach macierzyńskich/rodzicielskich w życie firmy).

Na polskim rynku brakuje nawet 50 tys. programistów. Narzędzia do weryfikacji umiejętności kandydatów pozwalają dwukrotnie przyspieszyć proces rekrutacji

Na polskim rynku brakuje nawet 50 tys. programistów. Narzędzia do weryfikacji umiejętności kandydatów pozwalają dwukrotnie przyspieszyć proces rekrutacji 1

Branża IT wciąż cierpi na brak rąk do pracy i nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała ulec poprawie. Obecnie w Polsce pracuje ok. 250 tys. programistów, a mimo to na rynku brakuje 30-50 tys. specjalistów od programowania. Sam proces rekrutacji specjalisty IT może być długotrwały i kosztowny. Pomóc mogą narzędzia do wstępnej weryfikacji biznesowych i technicznych umiejętności kandydatów. Taka platforma, oferując szereg testów na etapie wstępnej selekcji kandydatów, może dwukrotnie przyspieszyć cały proces rekrutacji.

Z badania Central & Eastern Europe Developer Landscape 2017 wynika, że w całym naszym regionie pracuje obecnie około miliona programistów, z czego 25 proc. w Polsce. Mimo to w Polsce potrzeba w tej chwili dodatkowych 30-50 tysięcy programistów. Poszukiwanie osób o odpowiednich umiejętnościach programistycznych może być bardzo kosztowne. Działy HR nie zajmują się weryfikacją umiejętności programistycznych kandydatów, gdyż nie mają takich kompetencji.

Z pomocą przychodzą platformy i narzędzia, pozwalające już na etapie rozmowy w dziale HR wstępnie ocenić umiejętności techniczne kandydatów, zawężając w ten sposób liczbę tych, z którymi rozmawia lider zespołu programistów. Devkiller.com pozwala przetestować umiejętności programistyczne  kandydata online.

– Zrobiliśmy system który weryfikuje umiejętności programistów w prawdziwym środowisku biznesowym. Programiści rozwiązują rzeczywiste problemy biznesowe, które istnieją w firmach. W ten sposób wiemy, że ten programista sprawdzi się na stanowisku, do którego jest rekrutowany. Jednym z większych problemów jakie ma HR w tym momencie jest to, że nie posiadają umiejętności technicznych do weryfikowania umiejętności programistów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Winter z firmy devskiller.com.

Rozwiązanie Devskiller.com można przetestować za darmo. Potem za dostęp do serwisu trzeba zapłacić. Należy podkreślić, że narzędzie jedynie sprawdza umiejętności kandydata, a nie go rekrutuje. Zatem do kosztów trzeba doliczyć pozostałe koszty procesu rekrutacyjnego, jak ogłoszenia, koszty działu HR itd.

Z raportu autorstwa Human Capital Institute wynika, że nowy pracownik zaczyna przynosić zyski po upływie 3 miesięcy, więc im szybciej firma znajdzie odpowiedniego kandydata, tym szybciej zacznie zarabiać. To pokazuje, jak ważne są koszty i szybka weryfikacja umiejętności potencjalnego pracownika.

– Z naszych badań wynika, że potrafimy zmniejszyć ilość kandydatów którzy muszą być zapraszani do firmy od 5 do 10 razy, a także potrafi to przyspieszyć dwukrotnie cały proces rekrutacji – twierdzi Tomasz Winter.

Mediana wynagrodzeń starszych programistów w województwie mazowieckim wynosi 11 tys. zł. W przypadku młodszych programistów ogólnopolska mediana wynagrodzeń wynosi 4,9 tys. złotych. W wyniku braku odpowiedniej liczby kandydatów na rynku, pracodawca musi szczególnie mocno walczyć o pracownika.

– Większość kandydatów w IT to kandydaci pasywni, firma musi szybko podejmować decyzje. Im szybciej potrafi podjąć tę decyzję, tym większa szansa, że zdobędzie właściwego kandydata do swojej firmy – tłumaczy ekspert.

Co trzecie polskie przedsiębiorstwo informuje o problemach ze znalezieniem specjalistów ds. IT. Tylko w bieżącym roku rynek IT w naszym kraju ma wzrosnąć o 2,7 proc., a na przyszły rok prognozowany jest 6-procentowy wzrost.

Komisja Europejska szacuje, że do 2020 roku w całej Europie będzie brakować 800 tys. specjalistów IT.

Polska aplikacja rozpozna autyzm u dziecka. Wyniki są znane już po 15 minutach

Polska aplikacja rozpozna autyzm u dziecka. Wyniki są znane już po 15 minutach 2

Polacy ze start-upu Harimata tworzą aplikację na tablet, dzięki której w zaledwie 15 minut będzie można określić, czy dziecko choruje na autyzm. Badanie w formie gry polega na obserwacji motoryki dziecka i kompleksowej analizie danych. Wykrywalność autyzmu u dzieci systematycznie rośnie. Obecnie szacuje się, że 1 na 68 dzieci ma zaburzenia ze spektrum autyzmu. Nowoczesne narzędzia na smartfony i tablety dają szansę na wczesne wykrywanie objawów tego typu zaburzeń.

Autyzm to zaburzenie rozwoju. Charakteryzuje się przede wszystkim trudnościami w komunikacji, nawiązywaniu i podtrzymywaniu kontaktów czy specyficznymi wzorcami zachowań. Przyczyną autyzmu mogą być zarówno uwarunkowania genetyczne, jak i środowiskowe, wpływające na rozwój układu nerwowego. Jeszcze w 2000 roku amerykańskie CDC (Centers for Disease Control and Prevention) podawało, że na autyzm cierpi 1 na 150 dzieci. Najnowsze statystyki mówią o 1 na 68 dzieci. Przyczyny tego stanu rzeczy upatruje się przede wszystkim w lepszej diagnostyce.

– Badanie polega na mierzeniu motoryki ruchów dziecka, jego interakcji z tabletem. Są tam pewne wzorce, które są w stanie pokazać różnice, odróżnić dziecko zdrowe od dziecka chorego na autyzm. Tablet wyposażony jest w czujniki – żyroskop, akcelerometr – mierzące to, jak szybko dziecko porusza palcem po ekranie. Zbierając wszystkie informacje w całość, na podstawie przebiegów czasowych wykrywamy autyzm – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sławomir Salamon z firmy Harimata, która zaprojektowała test diagnostyczny dla dzieci z autyzmem.

Test diagnostyczny PlayCare to narzędzie w przyjaznej dla dziecka formie – w postaci gry, które wspiera wczesne wykrywanie u dzieci oznak zaburzeń rozwoju ze spektrum autyzmu. To zestaw gier edukacyjnych na tablet przeznaczony dla dzieci od 2 do 6 lat. Jak przekonuje producent, badanie trwa 15 minut, a skuteczność wykrywania oznak autyzmu sięga 90 proc.   

Aktualnie narzędzie PlayCare jest w trakcie badań klinicznych prowadzonych przez konsorcjum, w skład którego wchodzą Uniwersytet Gothenburg w Szwecji, Uniwersytet Strathclyde, Uniwersytet Glasgow i Uniwersytet Aberdeen w Wielkiej Brytanii. Badania przeprowadzane są na grupie 760 dzieci.

– Jesteśmy w trzeciej fazie badań klinicznych. Produkt jest skierowany do profesjonalistów pracujących z dziećmi. Szeroko rozumianej grupy profesjonalistów, nie tylko do psychologów, którzy wykonują bezpośrednie badania z dziećmi. Na tablecie możemy przeprowadzić badanie w 15 minut, a w pół godziny możemy przeszkolić kogoś, kto badanie zrealizuje i poprawnie odczyta wyniki – przekonuje ekspert.

Urządzenia monitorujące stan organizmu są od lat używane przez miłośników sportu i rekreacji. Gadżety takie coraz powszechniej wchodzą też na rynek medyczny. Dzięki nowoczesnym technologiom wyprodukowano pigułkę, która przesyła informacje, gdy zostanie zażyta, jak i zatyczkę do ucha monitorującą pracę mózgu, serca i płuc.

– Urządzenia mobilne, głównie smartfony, ze względu na to, że są wyposażone w całą masę różnych czujników, dają bardzo duży potencjał związany z monitorowaniem stanu zdrowia właściciela telefonu. Czujniki w urządzeniach mobilnych pozwalają nam myśleć o zdrowiu człowieka w szerszym kontekście, nie tylko w kontekście jego zdrowia fizycznego, lecz także o jego zdrowiu psychicznym, o jego zaburzeniach neurologicznych, o monitorowaniu stanu psychicznego – twierdzi Sławomir Salamon.

Firma Persistence informuje, że wartość rynku urządzeń do zdalnego monitorowania zdrowia pacjenta zwiększy się z 845,8 mln dol. w roku 2015 do 1,5 mld dol. w  2024 r. Średnioroczny wzrost wyniesie 6,7 proc., a ponad połowę wartości rynku będą stanowiły urządzenia do monitorowania pracy serca. Coraz doskonalsze smartfony świetnie sprawdzą się w wielu tego typu zastosowaniach.

Wieczna zmarzlina na Spitsbergenie może się roztopić w ciągu 10 lat. Polscy naukowcy w ciągu roku oszacują związane z nią zmiany klimatyczne

Wieczna zmarzlina na Spitsbergenie może się roztopić w ciągu 10 lat. Polscy naukowcy w ciągu roku oszacują związane z nią zmiany klimatyczne 3

Jednym z efektów postępującego globalnego ocieplenia jest rozmarzanie wiecznej zmarzliny w rejonie Spitsbergenu. Badaniami nad tzw. permafrostem zajmują się Polacy. W ciągu roku chcą oszacować zakres zmian klimatycznych spowodowanych roztapianiem się arktycznego zlodowacenia. Chcą oszacować zmiany klimatyczne w perspektywie 100 lat. Niedawno polscy naukowcy wykonali pierwsze pomiary w warunkach letnich na Spitsbergenie. Planowane są już kolejne pomiary.

– Drugi pomiar planujemy na maj przyszłego roku, wtedy jest tam zima. Różnica tych pomiarów pokaże nam dokładnie strukturę w różnych warunkach. Potem potrzebujemy kilku miesięcy, żeby opracować dane i model, a następnie moi koledzy będą modelowali termikę i wpływ zmian klimatycznych. W ciągu roku będziemy mieli predykcję klimatu – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. Mariusz Majdański, dyrektor naukowy Instytutu Geofizyki PAN.

Wieczna zmarzlina obejmuje większość Arktyki – rejony Alaski, północnej Kanady, Norwegii i Syberii. Ze względu m.in. na olbrzymi obszar i trudne warunki atmosferyczne nie jest to teren dobrze zbadany. Wraz z globalnym ociepleniem pojawiły się obawy, że wieczna zmarzlina zacznie ustępować, co może wywołać cały szereg niekorzystnych zjawisk. Z drugiej strony ustąpienie zmarzliny może dać ludziom dostęp do wielu ukrytych pod nią zasobów naturalnych. Stąd coraz większe zainteresowanie naukowców tym obszarem.

– Jest to warstwa zmarzniętej ziemi na dziesiątki lub setki metrów, jeszcze nie wiadomo, która nie przepuszcza wody. Jeżeli będzie się zmieniał klimat, ta warstwa rozmarznie i będziemy mieli cyrkulację wody, która będzie zupełnie inna i będzie mogła znacznie przyspieszyć powierzchniowe zmiany klimatu lub je spowolnić – zaznacza dr hab. Mariusz Majdański.

Topnienie wiecznej zmarzliny pociąga za sobą zmniejszenie stabilności gruntu. Naukowcy obliczają, że jest w niej uwięzione 1,7 bln ton materiału organicznego. Gromadził się on tam przez tysiące lat, a teraz powoli jest uwalniany. Ocenia się, że ilość węgla w wiecznej zmarzlinie jest czterokrotnie większa niż ta, która została dotychczas wyemitowana do atmosfery.

Roztapianie się permafrostu to konsekwencje dla systemu korzeniowego roślin, dla zwierząt potrzebujących tych roślin oraz stabilnego podłoża, dla mikroorganizmów żyjących w glebie. Zakres zmian i ich konsekwencje, do jakich dojdzie w wyniku roztapiania się wiecznej zmarzliny, wciąż nie są znane.

– Mieszkańcy północnej Norwegii, Grenlandii czy Islandii, tam gdzie ten permafrost występuje, oni odczują to bezpośrednio. Wystarczy, że się rozpuści, zmieni się cyrkulacja wody, przestanie rosnąć trawa, renifery nie będą miały co jeść, w ten sposób zaburzą się klimaty. To będzie miało też wpływ na ludzi, na budynki, rzeczy bardzo lokalne. Nie mówimy tutaj o zmianach za tysiąc lat, że Nowy Jork zaleje woda, tylko o czymś, co będzie mogło się zdarzyć w ciągu 10–20 lat – twierdzi ekspert.

Zajmujący się wieczną zmarzliną naukowcy próbują zrozumieć jej historię i określić przyszłość. Chcą się dowiedzieć, w jaki sposób się tworzyła, jak będzie się roztapiała, jaki wpływ będzie miał ten proces w skali lokalnej i globalnej.

– Lodowiec Hansa wycofywał się przez ostatnie 60 lat, znamy dokładnie jego pozycję, możemy to termicznie wymodelować. Dodając do tego projekcję klimatu, będziemy w stanie oszacować na 100 lat do przodu, jak te klimaty będą mogły się zmieniać. Będziemy w ten sposób mogli bardzo jasno określić wpływ na ewentualne przyspieszenie lub opóźnienie globalnych zmian klimatycznych – mówi dr hab. Mariusz Majdański.

Polscy badacze pojawili się na Spitsbergenie już w 1934 roku. Wykonano wówczas dokładne mapy Ziemi Torella, które zostały zatwierdzone przez Norweski Instytut Polarny. Przed wojną odbyły się w sumie trzy polskie ekspedycje na Spitsbergen. Nasi naukowcy wrócili tam w 1956 roku, a w 1957 roku założono Polską Stację Polarną w Hornsund.

Polska jest jednym z najbardziej aktywnych państw prowadzących badania w tym rejonie. Instytut otrzymał dofinansowanie z Narodowego Centrum Nauki na projekt rozpoznania wieloletniej zmarzliny w rejonach Spitsbergenu.

Nowe kompetencje na rynku pracy pozwalają podnieść wynagrodzenie nawet o 30 proc. Pracodawcy cenią umiejętności cyfrowe i gotowość do zmiany branży

Nowe kompetencje na rynku pracy pozwalają podnieść wynagrodzenie nawet o 30 proc. Pracodawcy cenią umiejętności cyfrowe i gotowość do zmiany branży 4

Programowanie, kompetencje cyfrowe i znajomość języków obcych – to część z kompetencji, które mogą zapewnić awans w 2018 roku. Ich zdobycie wymaga kilka miesięcy pracy i w znaczący sposób przekłada się na zarobki. Osoby, które zmienią zawód lub swoją ścieżkę kariery wewnątrz zawodu, mogą liczyć na wynagrodzenie wyższe o ok. 30 proc. Nowe kompetencje u pracowników najbardziej docenia branża związana z programowaniem.

Awans w najbliższym roku ułatwią umiejętności związane z kompetencjami cyfrowymi, czyli umiejętność poruszania się w środowisku internetowym, korzystania z komputera. Bardzo istotne dla wielu osób będą umiejętności związane z programowaniem oraz umiejętności miękkie, takie jak organizacja swojej pracy czy umiejętność zaadaptowania się do bieżącej sytuacji – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Kosedowski, szef marketingu Kodilla.

Obecnie bez pracy jest nieco ponad milion Polaków, a stopa bezrobocia spadła do poziomu 6,6 proc. w październiku, czyli najniższego poziomu od ćwierć wieku. Choć rynek w coraz większym stopniu należy do pracownika, to pozyskaniu lepszej pracy i wyższych zarobków można pomóc samemu. Jak ocenia Kodilla, umiejętności cyfrowe to klucz do sukcesu zawodowego, zwłaszcza że podział na humanistów i inżynierów od dawna przestał być aktualny. Kompetencje techniczne rozwijają przede wszystkim starsi pracownicy. Z danych VMware wynika, że 39 proc. osób w wieku 45–54 czynnie poszukuje możliwości odbywania szkoleń w dziedzinie projektowania i tworzenia aplikacji mobilnych, a co trzecia osoba w wieku 55+ podejmuje te same działania również w zakresie programowania i tworzenia treści online.

Kompetencje miękkie, czyli m.in. dobrą organizację czasu pracy, planowanie, czy dobre radzenie sobie ze stresem to umiejętności, które docenia 59 proc. pracodawców.

– Istotna jest również znajomość języków obcych, nie tylko angielskiego, ale również innych języków wykorzystywanych w centrach usług, które są lokowane coraz częściej w Polsce. Bardzo ważne jest prawo jazdy, a także umiejętność przebranżowienia się, czyli znalezienia dla siebie nowego miejsca na pędzącym rynku – wymienia Kosedowski.

Centra usług wspólnych (SSC, shared services centers) rozwijają się bardzo dynamicznie. Z danych branżowego stowarzyszenia ABSL (Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych) wynika, że w Polsce działa 1078 centrów usług wspólnych, które łącznie zatrudniają ok. 244 tys. pracowników. W tej branży istotne są przede wszystkim kompetencje językowe. Język angielski to podstawa, jednak według Instytutu Badawczego Ranstadt znajomość angielskiego na poziomie dobrym lub biegłym deklaruje 17 proc. Polaków. Jeszcze mniej potrafi dobrze komunikować się w języku niemieckim, francuskim, hiszpańskim czy włoskim (po kilka procent). Duże możliwości daje znajomość języków niszowych, jak chiński czy arabski,

Istotne jest również prawo jazdy – taki wymóg znalazł się w 2016 roku w 15 proc. ofert pracy, przede wszystkim w branży logistycznej, budownictwie czy inżynierii.

Zdobycie wielu z wymienionych umiejętności nie wymaga lat pracy. Zrobienie prawa jazdy, nauka języka obcego czy programowania to kwestia kilku miesięcy, maksymalnie roku. Z naszego doświadczenia wynika, że osoby, które zmienią zawód lub swoją ścieżkę kariery wewnątrz zawodu, mogą liczyć na pensje o około 30 proc. wyższe, niż osiągały do tej pory. Dobrze ilustruje to przebranżowienie się na programistę. Mediana wynagrodzeń wśród programistów to 5–6 tys. złotych w zależności od języka programowania, podczas gdy w całej gospodarce to ok. 4 tys. złotych – podkreśla przedstawiciel Kodilla.

Firm Hays ocenia, że najbardziej perspektywiczne zawody to programista, specjalista IT w obszarze bezpieczeństwa, inżynier, specjalista ze znajomością języków obcych, project manager, kontroler finansowy. Dlatego istotna jest gotowość do przebranżowienia się, którą doceniają pracodawcy.

– Takie umiejętności docenia przede wszystkim branża związana z programowaniem, która przegoniła dotychczasowych liderów, czyli finanse oraz branżę związaną z nieruchomościami – mówi ekspert. – Od wielu lat na rynku pracy IT jest większy popyt niż podaż programistów. Pracodawcy mają wielki problem z ich znalezieniem, coraz częściej inwestują w szkolenie ich na własną rękę lub zatrudniają osoby, które zmieniły zawód i nie mają studiów technicznych – dodaje Marcin Kosedowski.

Polska gospodarka po nie najlepszym 2016 roku zwiększyła tempo rozwoju. Deficyt finansów publicznych mimo dobrej koniunktury niepokoi ekonomistów

Polska gospodarka po nie najlepszym 2016 roku zwiększyła tempo rozwoju. Deficyt finansów publicznych mimo dobrej koniunktury niepokoi ekonomistów 5

PKB Polski wyraźnie przyspiesza, a budżet po wrześniu wykazał nadwyżkę. Jednak nawet członkowie rządu przyznają, że Polska nie uniknie ani w tym, ani w przyszłym roku kilkudziesięciomiliardowego deficytu. W obliczu dobrej koniunktury budżet powinien mieć nadwyżkę, a kolejne niedobory mogą osłabić długofalowe tempo wzrostu – uważa Andrzej Rzońca, były członek Rady Polityki Pieniężnej.

 W krótkiej perspektywie wzrost polskiej gospodarki będzie uzależniony od koniunktury w gospodarce światowej. Ta koniunktura dzisiaj jest dobra, dzięki czemu i w Polsce obserwujemy przyspieszenie wzrostu, niemniej przestaliśmy być liderem wzrostu w Europie, nie jesteśmy też liderem wzrostu w naszym regionie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Rzońca, profesor SGH, główny ekonomista Platformy Obywatelskiej, były członek Rady Polityki Pieniężnej.

Według szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego w III kwartale 2017 roku polska gospodarka rozwijała się w tempie 4,7 proc. (dane niewyrównane sezonowo) w ujęciu rocznym. Jeśli wyliczenia się potwierdzą, będzie to najszybszy kwartalny wzrost rok do roku od IV kw. 2011 roku. PKB wyrównany sezonowo przyspieszył nawet o 5 proc. Jak podaje Eurostat, są jednak w Europie kraje, które rozwijają się szybciej: przede wszystkim Rumunia, ale także np. Łotwa. Dla kilku z tych, które rosły w II kwartale szybciej niż Polska (Malta, Estonia, Irlandia, Słowenia) nie ma jeszcze danych za lipiec – wrzesień.

Jednocześnie wyniki budżetu państwa po wrześniu okazały się lepsze od zaplanowanych w harmonogramie wykonania. Dochody wyniosły 262,3 mld zł, podczas gdy według planu na tym etapie miało ich być niespełna 239 mld zł. Wydatki z kolei okazały się niższe od przewidzianych o 13 mld zł. W efekcie zamiast deficytu pojawiła się nadwyżka. Jednak nawet wicepremier Mateusz Morawiecki przyznaje, że pod koniec roku deficyt budżetowy przekroczy 30 mld zł (w ustawie przewidziano niemal 60 mld zł), a deficyt finansów publicznych wyniesie ok. 50 mld zł.

Jeśli chodzi o przyszłoroczny budżet, jest to po pierwsze budżet narastania długu publicznego. Dług publiczny ma z powrotem zacząć rosnąć szybciej, niż rośnie polska gospodarka. W 2016 roku byliśmy trzecim najszybciej zadłużającym się państwem w UE, w tym roku jesteśmy już liderem. Jeśli dodać do tego rok następny, to niestety Polska umocni się na niechlubnej pozycji kraju najszybciej zadłużającego się w Europie – przestrzega były członek RPP. – Większość innych gospodarek wykorzystuje okres dobrej koniunktury na to, żeby przygotować się na jej pogorszenie, które nieuchronnie nadejdzie, my tymczasem przejadamy wszelkie rezerwy.

Według projektu ustawy w 2018 roku deficyt nie będzie mógł przekroczyć 41,492 mld zł. Dług publiczny ma się zwiększyć o 37,5 mld zł w 2017 roku i o 61,5 mld zł w 2018 roku. Rząd zapewnia, że w żadnym z tym okresów relacja długu do PKB nie przekroczy dozwolonych 3 proc. Jednak według Andrzeja Rzońcy fakt, że dług rośnie w czasach dobrej koniunktury jest o tyle groźny, że powoduje brak „poduszki finansowej” na gorsze czasy, których nadejście jest nieuniknione.

Duży deficyt w finansach publicznych w warunkach bardzo dobrej koniunktury na świecie z jednej strony osłabia długofalowe tempo wzrostu gospodarczego, bo redukuje skądinąd i tak skromne krajowe oszczędności. Te oszczędności są zużywane do zasypywania dziury w budżecie zamiast finansować inwestycje. Z drugiej strony ten deficyt osłabia odporność polskiej gospodarki na wstrząsy, bo powoduje, że w momencie, gdy koniunktura się pogorszy, rząd zamiast skompensować ubytek dochodów ludzi, będzie musiał podwójnie zaciskać pasa – argumentuje Andrzej Rzońca.

Zwiększą się bowiem wydatki, np. na zasiłki dla bezrobotnych, a spadną dochody. Zdaniem ekonomisty szacunki zwiększenia wpływów z tytułu uszczelnienia systemu podatkowego są przez rząd zawyżane. Wicepremier Morawiecki przekonywał, że wpływy z VAT wzrosną w tym roku o 25 mld zł. Do września z tytułu podatków pośrednich wpłynęło do budżetu ponad 170 mld zł. Przed rokiem w analogicznym okresie było to 145,7 md zł, a przed dwoma laty 136,8 mld zł.

Dzisiaj w znacznym stopniu wzrost dochodów publicznych, wzrost dochodu budżetu wynika z bardzo dobrej koniunktury. Szacunki Ministerstwa Finansów co do korzyści z uszczelnienia systemu podatkowego są zawyżone i mam wrażenie, że są zawyżane intencjonalnie po to, żeby omijać regułę wydatkową, aby podnosić limit wydatków – ocenia główny ekonomista PO. – Twierdzi się, że te dochody, które dzisiaj rosną, nie są przejściowe, nie są związane z koniunkturą, a z uszczelnieniem systemu podatkowego, po to, żeby móc te dochody wydać. 

Trwa ofensywa SUV-ów na polskim rynku motoryzacyjnym. To obecnie najszybciej rosnący segment rynku

Trwa ofensywa SUV-ów na polskim rynku motoryzacyjnym. To obecnie najszybciej rosnący segment rynku 6

Segment SUV-ów jest jednym najszybciej rosnącym rynku motoryzacyjnym. Ten trend chce wykorzystać DS Automobiles – najmłodsza marka w portfolio Grupy PSA, do której należy również Peugeot i Citroën. W marcu rusza ze sprzedażą naszpikowanego technologią modelu DS7 Crossback – SUVa z kategorii premium, który właśnie zadebiutował na polskim rynku. 

 Polski rynek motoryzacyjny mocno się rozwija. Jednym z rosnących segmentów są SUV-y, których sprzedaż zwiększa się co roku o kilkanaście procent. Są też często wybierane przez decydentów flotowych jako user chooser, oraz do wynajmów krótkoterminowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Chodkiewicz, dyrektor sprzedaży do firm Peugeot, Citroën, DS Automobiles w Grupie PSA w Polsce.

Od ponad dwóch lat SUV-y są najchętniej wybieranymi samochodami w Europie. Statystycznie już blisko co czwarte auto, które opuszcza fabrykę, należy do tego segmentu. W ten rynkowy trend chce wpisać się najmłodsza marka Grupy PSA – DS Automobiles, która powstała zaledwie trzy lata temu. Podczas warszawskich targów Fleet Market 2017 koncern zaprezentował DS7 Crossback – swój najnowszy model SUV-a z kategorii premium.

– Rynek rozwija się w stronę SUV-ów premium. Oczekiwania klientów w tym segmencie to przede wszystkim walory użytkowe, dlatego samochód ma dużą pojemność bagażnika, jest podwyższony, idealny na drogi asfaltowe, szutrowe i na cięższy teren. Posiada też funkcję Grip Control [zapewniającą kierowcy kontrolę nad pojazdem, niezależnie od warunków pogodowych i nawierzchni – red.]. Wkrótce będzie dostępny również z napędem 4×4 – wylicza Tomasz Chodkiewicz.

DS7 Crossback z założenia ma łączyć francuski design i doświadczenie inżynieryjne koncernu. Dlatego zastosowano w nim najbardziej zaawansowane technologie, począwszy od silników: benzynowych PureTech, które zdobyły światowe nagrody, poprzez wysokoprężne renomowane BlueHDi po nowość w marce DS Automobiles – hybrydę plug-in E-Tense z napędem na cztery koła.

 Ten model wyróżnia przede wszystkim styl, jakość i luksus. Mocno nawiązuje do kultury paryskiej, gdzie powstała marka DS. Jest wspaniale wykończony – wewnątrz są najwyższej jakości skóry, rzemiosło zegarmistrzowskie, czy wykońzcenia metodą giloszowania i specjalny ścieg perłowy – mówi Tomasz Chodkiewicz.

Sprzedaż modelu DS7 Crossback na polskim rynku ma wystartować w marcu przyszłego roku. Pierwsze sztuki już niedługo trafią do salonów. 

 Tym pierwszym SUV-em premium będziemy testować rynek. Celujemy w klientów segmentu premium, samochodów luksusowych. Nasze SUV-y mają innowacyjne technologie i rozwiązania. DS7 crossback posiada unikalne zawieszenie- DS Active Scan Suspension, które jest odpowiedzialny za komfort w samochodzie. Mówiąc najprościej, to proaktywne zawieszenie – kamera skanuje nawierzchnię przed samochodem, przenosi te informacje bezpośrednio do amortyzatorów, które są w ciągłej pracy i niwelują nierówności – wyjaśnia Tomasz Chodkiewicz.

Debiut nowego modelu w portfolio DS Automobiles miał miejsce podczas Ogólnopolskich Targów Motoryzacyjnych i Biznesowych Fleet Market, które skupiają przedstawicieli kilku tysięcy firm i koncernów z całej Polski. Co roku targom towarzyszą premiery i prezentacji kilkuset modeli aut dostawczych i osobowych dedykowanych dla biznesu.

Firmy wymieniają służbową flotę średnio co 3–5 lat, więc stanowią bardzo ważny segment dla branży motoryzacyjnej. W I półroczu tego roku przedsiębiorstwa kupiły w Polsce ponad 167 tys. nowych samochodów osobowych (o 28,8 tys. więcej niż rok wcześniej), czyli 67 proc. wszystkich sprzedanych nowych pojazdów.

 

Przełom w leczeniu szpiczaka. Terapia o nowym mechanizmie działania to ogromna szansa dla pacjentów

Przełom w leczeniu szpiczaka. Terapia o nowym mechanizmie działania to ogromna szansa dla pacjentów 7

Mamy do czynienia z przełomem w leczeniu szpiczaka plazmocytowego – podkreśla hematolog prof. Mohamed Mohty. Stosowanie innowacyjnego przeciwciała monoklonalnego daje bardzo dobre wyniki w terapii, zwłaszcza nawrotowej i opornej na leczenie postaci choroby. Lek ten atakuje bezpośrednio komórki nowotworu, działa również stymulująco na układ odpornościowy pacjenta. W Polsce jeszcze nie został objęty refundacją.

Szpiczak plazmocytowy to złośliwy nowotwór krwi rozwijający się w szpiku kostnym. Przyczyną powstawania choroby jest nadmierny rozrost zmienionych nowotworowo komórek plazmocytowych, które wypierają zdrowe komórki i prowadzą do zniszczenia kości. Ryzyko zachorowania na szpiczaka wzrasta wraz z wiekiem. Diagnozowany jest on przede wszystkim u osób powyżej 50 roku życia, choć coraz częściej zdarzają się także młodsi pacjenci. W ostatnich latach na całym świecie zanotowano wzrost zachorowań na ten rzadki nowotwór, co może się wiązać z dynamicznie rozwijającym się procesem starzenia się społeczeństw.

– Im więcej osób starszych żyje, tym więcej mamy osób cierpiących na tę chorobę. Również nasze podejście diagnostyczne oraz procedury leczenia są bardziej dokładne, więc być może chorych udaje się zdiagnozować i identyfikować wcześniej – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Mohamed Mohty, hematolog, kierownik Kliniki Hematologii i Terapii Komórkowej w Szpitalu Saint-Antoine oraz na Uniwersytecie Pierre & Marie Curie w Paryżu.

Ostatnie dziesięciolecia przyniosły ogromny postęp w leczeniu szpiczaka plazmocytowego. Nowotwór ten nadal pozostaje chorobą nieuleczalną, dziś jednak diagnoza nie jest równoznaczna z wyrokiem śmierci. Obecnie pacjenci mogą żyć nawet 10 lat dłużej, pozostając w dobrej kondycji fizycznej i mając możliwość prowadzenia niemal normalnego trybu życia.

– Ostatnio wprowadzono całkowicie przełomowy lek, przeciwciało monoklonalne o nazwie daratumumab, to jest konkretnie przeciwciało działające na białko CD38. To zdecydowany przełom w leczeniu szpiczaka plazmocytowy nie tylko u pacjentów z chorobą nawrotową. Będzie to również lek, który prawdopodobnie przebije się do pierwszej linii leczenia – mówi prof. Mohamed Mohty.

CD38 to antygen, którego nadekspresja występuje w nieprawidłowych plazmocytach na wszystkich etapach rozwoju szpiczaka plazmocytowego. Daratumumab jako przeciwciało celowane konkretnie przeciwko CD38 hamuje niekontrolowany rozrost komórek nowotworu. Lek ten ma również działanie immunomodulujące, a więc pobudzające układ odpornościowy pacjenta do walki z chorobą. Efektywność tego leku została potwierdzona w przypadku osób poddawanych wcześniej innego rodzaju terapiom z negatywnym skutkiem, nie tylko w leczeniu indywidualnym, lecz także w leczeniu skojarzonym.

 Tak leczeni pacjenci, zwłaszcza we wczesnym etapie nawrotu choroby, reagują dużo lepiej niż w przypadku poprzednio stosowanych schematów leczenia. Na takie leczenie jest bardzo dobra odpowiedź, w 90 proc. lepsza, plus ogólna przeżywalność jest zwiększona. Można również doprowadzić do prawie bezobjawowego przebiegu choroby, co również ma wpływ na zwiększoną przeżywalność – mówi prof. Mohamed Mohty.

Badania pokazały, że oparty na jednej substancji czynnej daratumumab zarówno w mono erapii, jak i w terapii skojarzonej daje bardzo dobrą odpowiedź w przypadku pacjentów z nawrotowym szpiczakiem plazmocytowym, u których niepowodzeniem zakończyło się co najmniej dwukrotne leczenie innymi środkami. W Polsce lek ten nie jest objęty refundacją. Zdaniem prof. Mohty&HASH39;ego decydenci powinni w tym zakresie brać pod uwagę nie tylko cenę tego konkretnego leku, lecz także całkowity koszt leczenia pacjentów ze szpiczakiem plazmocytowym od momentu postawienia diagnozy

– W przypadku leczenie szpiczaka plazmocytowego wyobrażam sobie, że w ciągu kolejnych 10 lat terapie zostaną lepiej dopasowane do konkretnych jednostek chorobowych. Dziś mówiąc o szpiczaku, mówimy o jednej chorobie, natomiast w najbliższej przyszłości zostaną z niej wyodrębnione różne typy, tak jak to się dzieje w przypadku chłoniaków czy ostrej białaczki. Identyfikując te grupy, będziemy mogli lepiej dopasować terapie. Dlatego z optymizmem podchodzę do możliwości wyleczenia coraz większej liczby pacjentów – podsumowuje prof. Mohamed Mohty.

PZL-Świdnik inwestuje 10 proc. przychodów w badania i rozwój. W ten sposób chce budować narodową markę

PZL-Świdnik inwestuje 10 proc. przychodów w badania i rozwój. W ten sposób chce budować narodową markę 8

Krajowe zakłady PZL-Świdnik przeznaczają na innowacje prawie 10 proc. przychodów całej grupy. Koncern ma własne centrum badawczo-rozwojowe, zatrudnia ponad 650 inżynierów i odpowiada za lokalny rynek pracy. Producent, którego maszyny wykorzystuje już m.in. brytyjska Marynarka Wojenna, bierze też udział w postępowaniu MON na śmigłowce dla polskiej armii. – Zakup maszyn przez państwo byłby silnym impulsem prorozwojowym i proeksportowym. W ten sposób możemy budować narodową markę – podkreślał Krzysztof Krystowski, wiceprezes Leonardo Helicopters, w czasie Kongresu 590 w Jasionce koło Rzeszowa.

Charakterystyczną cechą naszego sektora są bardzo duże inwestycje w badania i rozwój, nowe technologie i innowacje. W naszej grupie kapitałowej te wydatki przekraczają nawet 10 proc. całych przychodów, mówimy więc o miliardach euro. Zatrudniamy ponad 650 inżynierów, mamy centrum badawczo-rozwojowe, własne centrum technologii kompozytowych odpowiedzialne za kompozyty dla całej grupy. Mówiąc kolokwialnie: siedzimy po uszy w nowych technologiach – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Krystowski, wiceprezes zarządu Leonardo Helicopters.

W służbie polskich Sił Zbrojnych jest ponad 160 śmigłowców wyprodukowanych w Świdniku. Krajowe zakłady należą do sektora przemysłu obronnego i lotniczo-kosmicznego, określanego mianem high-tech, którego znaczenie podkreśla rządowa Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Wiceprezes zarządu Leonardo Helicopters dodaje też, że rodzime zakłady należą do wąskiej grupy firm, które wydają znaczne środki na innowacje. W czasie Kongresu 590 poruszono ten wątek m.in. podczas panelu „Reindustrializacja Europy zaczyna się w Polsce?”.

– Reprezentujemy najwyższe technologie w całej Polsce, Europie i na świecie. Produkt, który budujemy, śmigłowiec, jest niezwykle skomplikowanym systemem. W Europie Środkowo-Wschodniej jesteśmy jedynym krajem, który ma na swoim terytorium firmę potrafiącą zbudować śmigłowiec. Od zaprojektowania, poprzez budowę, do wsparcia jego eksploatacji. W Europie Zachodniej są tylko cztery takie kraje. Wielka Brytania i Włochy z grupą, do której należy PZL-Świdnik, Francja i Niemcy. Na świecie są jeszcze Stany Zjednoczone i Rosja. To pokazuje, jak wyjątkowy na mapie świata jest Świdnik –mówił Krzysztof Krystowski podczas panelu.

Zakłady PZL w Świdniku współpracują z prawie 1,3 tys. przedsiębiorstw, z których ponad 900 to firmy polskie. Wartość sprzedaży zagranicznej przekraczająca 700 mln zł rocznie stawia PZL-Świdnik w gronie największych eksporterów z branży obronno-lotniczej w Polsce. To też jeden z trzech najważniejszych pracodawców dla całego województwa lubelskiego i jednym z najbardziej atrakcyjnych, biorąc pod uwagę pracę w międzynarodowym otoczeniu.

Zakłady PZL-Świdnik są obecnie jednym z oferentów w postępowaniu na zakup śmigłowców dla polskiej armii, które prowadzi MON. Resort zamierza wyłonić dostawcę ośmiu maszyn dla wojsk specjalnych zdolnych do prowadzenia misji poszukiwawczo-ratowniczych w warunkach bojowych oraz ośmiu maszyn przeznaczonych do zwalczania okrętów podwodnych i prowadzenia misji ratowniczych na morzu. PZL-Świdnik oferuje armii śmigłowiec AW101, wykorzystywany już m.in. przez brytyjską marynarkę wojenną, Portugalię, Włochy i Japonię.

Maszyna opracowana przy współpracy włosko-brytyjskiej jest w tej chwili jedną z największych produkowanych w Europie. Jej duży zasięg, do 1300 kilometrów, umożliwia prowadzenie długotrwałych akcji poszukiwawczo-ratowniczych. Ma też dużą ładowność, co umożliwia zabranie na pokład dużej liczby sprzętu i ludzi, oraz tylną rampę, która stwarza dodatkowe możliwości jak funkcja łatwego desantu i opuszczenia śmigłowca.

To, co oferujemy, nie jest kompromisem między potrzebami armii a lokalnym przemysłem. Mamy sytuację komfortową: to dokładnie taki śmigłowiec, jakiego chcą wojska specjalne, wykorzystywany już do zwalczania okrętów podwodnych w największej europejskiej marynarce wojennej, czyli w Marynarce Brytyjskiej. To doświadczony, ale jednocześnie bardzo nowoczesny śmigłowiec oraz partnerstwo długofalowe między polskim przemysłem a MON. Wydaje się, że te argumenty stojące za naszą ofertą są silne – podkreśla wiceprezes grupy Leonardo Helicopters. 

Dalsze spadki rentowności obligacji skarbowych

Na krajowym rynku stopy procentowej środowa sesja przyniosła ciekawe zmiany notowań. Rentowności obligacji skarbowych ostatecznie spadły wspierane zarówno informacjami lokalnymi jak i napływającymi z globalnej gospodarki. Na świecie impulsem, który zachęcił inwestorów do kupowania obligacji była publikacja słabszych od oczekiwań danych makroekonomicznych w USA (zamówienia na dobra trwałe). Z kolei w kraju cały czas rynek pozostawał pod wpływem niskiej podaży papierów skarbowych w IV kw. 2017 r., a ponadto Ministerstwo Finansów zadecydowało o ograniczeniu podaży na czwartkowej aukcji. W efekcie w środę na wartości jeszcze mocniej zyskały i tak już drogie krótkoterminowe papiery.

W ostatnich dniach pojawił się też nowy czynnik w postaci aprecjacji złotego, która może korzystnie wpływać na wyceny papierów skarbowych. Potencjalna dalsza aprecjacja złotego łagodziłaby efekt mocniejszych danych makroekonomicznych i zmuszała członków RPP do bardziej umiarkowanych wypowiedzi. W naturalny sposób zmniejszałaby to też pole do rozważanych podwyżek stóp procentowych w 2018 r. Póki co, zmiany na rynku walutowym są jednak zbyt małe, aby silniej wpływać na decyzje w zakresie polityki pieniężnej prowadzonej przez NBP.

Podczas czwartkowej sesji najważniejszym wydarzeniem będzie regularna aukcja obligacji skarbowych. Ministerstwo Finansów emitować będzie obligacje serii OK0720, WZ1122, PS0123, DS0727 i WZ0528 o łącznej wartości 4,0 mld PLN. MF powinno wyemitować papiery za 4 mld PLN (wcześniej podawane były widełki 4-8 mld PLN). Spodziewać się można, że wartość emisji WZ wyniesie 2,0 mld PLN, a OK 0,5 mld PLN, PS 1,0 mld PLN i DS 0,5 mld PLN. Rentowność OK0720 powinna zostać ustalona w pobliżu 1,84%, PS0123 na poziomie 2,75%, DS0727 blisko 3,40%. Z kolei cena WZ1122 powinna być bliska 98,95 PLN, a WZ0528 94,65 PLN. 

Popyt na obligacje skarbowe wspierać będą: wciąż niskie oczekiwania inflacyjne na świecie i brak wpływu rosnącej presji płacowej na inflację (korzystne czynniki dla papierów o stałym kuponie), niższe ryzyko związane ze stanem finansów sektora publicznego i bardzo korzystna sytuacja na rynku pierwotnym. Z drugiej strony negatywny wpływ będą miały: rosnące ryzyko szybszych podwyżek stóp procentowych w Polsce w 2018 r. (czynnik korzystny dla papierów serii WZ), zbliżająca się zmiana polityki monetarnej w strefie euro, a także rosnące w ostatnim czasie oczekiwania na kolejne podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.

Biorąc pod uwagę wyceny rynkowe, to raczej kwestią czasu pozostaje wzrost rentowności na krótkim końcu krzywej o nawet 30 pb. w okolice 1,90%. Będzie to przede wszystkim efekt wzrostu podaży SPW na początku 2018 r. Pytanie tylko, kiedy ten czynnik zacznie wpływać na rynek, w tym roku, czy może dopiero w I kw. 2018 r. Z drugiej strony na dłuższym końcu krzywej dochodowości notowania mogą pozostawać względnie stabilne. Powodować to może lekkie płaszczenie się krzywej dochodowości w średnim terminie.W centrum uwagi aukcja MF

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Kurs euro chwilowo obniżył się do poziomu 4,2030

W środę złoty umocnił się wobec euro.  Kurs EURPLN chwilowo obniżył się do poziomu 4,2030, notując tym samym najniższy poziom od czterech miesięcy. PLN najwyraźniej wykorzystał sprzyjające mu obecnie chwile pomimo utrzymującego się wysokiego ryzyka podwyżki stóp w USA, co potwierdziło listopadowe posiedzenie FOMC i wczorajsza publikacja protokołu z jego przebiegu.

Rynkom rozwijającym sprzyjają ostatnie wzrosty cen akcji, na czym korzysta też złoty. Na korzyść PLN przemawiają też bardzo dobre dane dot. polskiej gospodarki, które pokazały nie tylko przyspieszenie dynamiki produkcji, ale także mocną sprzedaż i kolejny imponujący wzrost dynamiki wynagrodzeń.

Do tego podczas wtorkowego posiedzenia decyzyjnego Bank Węgier zachowując stopy procentowe bez zmian do prowadzonej obecnie już dość luźnej polityki monetarnej wprowadził nowe narzędzia w postaci programów interwencji na rynkach IRS oraz skupu listów zastawnych w celu obniżenia rentowności długoterminowych obligacji rządowych i zachęcenia do nabywana kredytów mieszkaniowych o stałej stopie procentowej. Zostało to odczytane jako kolejny etap luzowania polityki banku centralnego. Bank Węgier spodziewa się, iż do połowy 2019 roku osiągnie cel inflacyjny, zakładający 3-procentową inflację z możliwym odchyleniem o jeden punkt procentowy, jednocześnie silnie podkreślając, że do tego potrzebne jest podtrzymanie luźnych warunków monetarnych. Od wtorku wyraźnie widać presję na węgierskiego forinta, który obecnie względem euro notuje najniższe poziomy od blisko roku. Nie jest więc wykluczone, że przy okazji solidnych danych makro wspierających szybszą niż oczekuje prezes A. Glapiński podwyżkę stóp NBP, złoty korzysta obecnie na słabości forinta pomimo utrzymującego się wysokiego ryzyka umocnienia dolara względem głównych walut w następstwie rosnącego prawdopodobieństwa dalszej normalizacji polityki monetarnej Fed.

Opublikowane w środę sprawozdanie z listopadowego posiedzenia FOMC potwierdziło, że stopy procentowe w USA będą musiały zostać podniesione „w krótkim terminie”, gdyż członkowie Fed są zgodni, że gospodarka USA będzie solidnie rosnąć. Kilku z nich uważa też, że wzrosły szanse na obniżki podatków, które wsparłyby nastroje w biznesie. Takie stanowisko Fed wraz z ostatnimi komentarzami prezes Fed powinno wspierać dolara. Janet Yellen w swoim wystąpieniu w Nowym Jorku przyznała, że nie można wpaść w pułapkę prognoz i należy mieć zawsze szersze spektrum na sprawy, co oznacza, że Fed najprawdopodobniej będzie trzymać się obranej ścieżki. W ocenie przewodniczącej Rezerwy federalnej, choć Fed do końca nie wie co kryje się za zagadnieniem niskiej inflacji, nadal zakłada, że ceny powinny w przyszłym roku odbić.

Czwartek w USA jest dniem wolnym od pracy w związku ze Świętem Dziękczynienia, co zazwyczaj wskazuje na ograniczoną zmienność na rynkach. W Europie zaś opublikowane zostaną wstępne indeksy PMI dla sektorów przemysłowych i usługowych czołowych gospodarek. Kolejno na rynek napływać będą informacje z Francji (godz. 8.45), Niemiec (godz. 9.30) i całej strefy euro (godz. 10.30). Również dzisiaj w Wielkiej Brytanii opublikowane zostaną zrewidowane dane o dynamice wzrostu PKB (wstępny raport pokazał tempo 1,5% r/r, wyraźnie niżej niż dla innych dużych gospodarkach kontynentu). W kraju NBP przedstawi zaś dane o podaży pieniądza oraz protokół z ostatniego posiedzenia RPP. Złoty powinien pozostawać relatywnie stabilny względem euro i dolara, oscylując w okolicach obecnych poziomów.  Kurs euro chwilowo obniżył się do poziomu 4,2030

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Polski system podatkowy coraz mniej skomplikowany, ale inne kraje zmieniają ten obszar jeszcze szybciej

Polska znalazła się na 51. miejscu pod względem skomplikowania systemu podatkowego w najnowszej edycji raportu „Paying Taxes”, przygotowanego przez firmę doradczą PwC i Bank Światowy. Pomimo zmniejszenia się szacowanej liczby godzin poświęcanej przez polskich podatników na realizację obowiązków podatkowych, w relacji do świata proces upraszczania podatków przebiega wolniej. W porównaniu do zeszłorocznego rankingu, Polska w ogólnym rozrachunku spadła o 4. pozycje.

Wyniki raportu PwC i Banku Światowego wskazują, że przeciętnie polski przedsiębiorca musiał dokonać w 2016 r. 7 płatności podatku (tak jak przed rokiem), poświęcając 260 godzin rocznie na spełnienie wszystkich podatkowych wymogów (poprzednio 271). Całkowita stopa podatkowa dla Polski wynosi 40,5% (w ubiegłorocznym badaniu wskaźnik ten plasował się na poziomie 40,4 %). Na tle danych dla wszystkich krajów Unii Europejskiej Polska wypada stosunkowo dobrze z liczbą rocznych płatności (średnia dla UE i EFTA to 12). Nieco większe różnice są widoczne w przypadku liczby godzin spędzonych na sprawach podatkowych (w UE i EFTA 161) oraz całkowitej stopy podatkowej (średnia w UE i EFTA 39,6%).

„Prosty i przyjazny system podatkowy to niewątpliwie jeden z filarów rozwoju przedsiębiorczości. Ale równie istotnym filarem jest zaufanie do państwa w zakresie skuteczności i możliwości przeciwdziałania patologiom. Ostatnie lata w Polsce to nacisk na walkę z mafiami gospodarczymi – wprowadzenie nowych rozwiązań legislacyjnych i poprawa efektywności kontroli, to aktualnie jeden z głównych mierników sukcesu państwa. Potrzeba gospodarcza siłą rzeczy wymusiła, że temat uproszczeń systemu podatkowego nie był dotychczas priorytetem. Niemniej jednak sukcesy w walce z patologiami dają dobry fundament, aby zacząć przebudowywać system podatkowy w sposób przyjazny przedsiębiorcom. W nadchodzących latach to właśnie umiejętne upraszczanie podatków powinno być dodatkowym miernikiem sukcesu, który utrzyma korzystny klimat wokół inwestycji i rozwoju gospodarczego” – mówi Tomasz Barańczyk, partner zarządzający działem prawno-podatkowym PwC.

Pierwsze miejsce w zestawieniu Paying Taxes 2018 zajął – tak jak w poprzednich edycjach – Katar, a ostatnie Wenezuela. Średnio podatnicy na świecie spędzają 240 godzin na wypełnienie obowiązków podatkowych i wykonują 24 płatności. Z kolei średnia całkowita stopa podatkowa dla wszystkich przebadanych państw wynosi 40,5%.

O raporcie „Paying Taxes 2018”

Raport „Paying Taxes” to coroczne opracowanie firmy doradczej PwC i Grupy Banku Światowego. W tym roku publikacja została sporządzona już po raz dwunasty. Raport opiera się na wskaźniku Paying Taxes Grupy Banku Światowego stosowanym w ramach projektu Doing Business i obejmuje analizę oraz komentarze Banku Światowego oraz PwC.

Raport „Paying Taxes 2018” przedstawia kalkulację wszystkich obowiązkowych podatków i składek, jakie średniej wielkości spółka musiała zapłacić w 2016 roku. Mierzy obciążenia administracyjne związane ze składaniem deklaracji i płaceniem podatków, a także procedurami, które odbywają się po złożeniu deklaracji. Podatki i składki uwzględnione w raporcie obejmują podatek od zysku (tj. podatek dochodowy od osób prawnych), składki na ubezpieczenia społeczne i podatki od wynagrodzeń płacone przez pracodawcę, podatki od nieruchomości, podatki od czynności cywilno-prawnych, podatek od dywidendy, podatek od zysków kapitałowych, podatek od transakcji finansowych, podatki od utylizacji odpadów, podatki od pojazdów i drogowe, oraz inne drobne podatki i opłaty.

Przedświąteczne przetasowania

W trakcie najbliższych 40 minut zmienność amerykańskiej waluty powinna podbić publikacja protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC, gdzie tradycyjnie uwagę inwestorów będą zwracały obawę o ścieżkę cen konsumenta w warunkach niemalże pełnego zatrudnienia. Perspektywa jutrzejszych obchodów Święta Dziękczynienia, a co za tym idzie wyłączenia amerykańskiego kapitału z obiegu, wyraźnie ciąży na dolarze, który pod koniec dnia uznaje wyższość wszystkich walut z koszyka G10.

Na szczycie zestawienia znalazła się szwedzka korona (0,9 proc.) będąca pod presją dzisiejszego wystąpienia Stefana Ingvesa, gubernatora Riksbanku, nawiązującego do ostatnich wypowiedzi Cecilii Skingsley oraz Kerstin af Jochnick. W obliczu schłodzenia na szwedzkim rynku nieruchomości Ingves pozostaje względnym optymistą, bowiem nie widzi on dalszych implikacji na notowane tempo wzrostu. Negocjacje pomiędzy Rosją oraz Turcją w zakresie przyszłych działań zbrojnych w Syrii przyczyniły się do chwilowego przeniesienia ryzyka politycznego na pierwszy plan. Beneficjentami rozmów stały się nie tylko metale szlachetne, ale również waluty uznawane za bezpieczne przystanie – szwajcarski frank (0,8 proc.) oraz japoński jen (0,8 proc.). Ograniczeniem środowej zwyżki euro (0,5 proc.) skutkowały najświeższe doniesienia dotyczące polityki ECB. Według anonimowych źródeł cytowanych przez agencję Reutera Rada Prezesów przekłada poważną dyskusję dotyczącą przyjętych ram polityki pieniężnej na dalsze miesiące przyszłego roku. W połowie sesji uwagę inwestorów zwrócił Philip Hammond, Kanclerz Skarbu w gabinecie Theresy May, który między innymi poinformował o przeznaczeniu 3 mld GBP na poczet przygotowań do BREXIT-u. W dalszej części Hammond zaprezentował zrewidowane w dół prognozy wzrostu gospodarczego w 2018 roku do 1,4 proc. z uprzednio podanych 1,6 proc. Wydźwięk mniej optymistycznych perspektyw próbowały łagodzić wzmianki dotyczące utrzymania brytyjskiego deficytu budżetowego poniżej poziomu 2,0 proc. Na koniec dnia funt szterling zyskuje 0,5 proc. względem dolara, wypychając tym samym parę GBP/USD w okolice poziomu 1,3300.

Udaną środę mają za sobą waluty państw Emerging Markets. Na czele zestawienia niepodzielnie panuje rosyjski rubel (1,0 proc.), któremu udaje się odskoczyć dzisiejszemu umocnieniu południowoafrykańskiego randa (0,8 proc.). Podobną skalę aprecjacji ma za sobą polski złoty (0,8 proc.) spychający EUR/PLN w okolicę 4,2100 oraz USD/PLN ku poziomowi 3,5700. Mniej spektakularny ruch notują węgierski forint oraz czeska korona zyskujące po 0,5 proc. W przypadku EUR/CZK należy mówić o dalszej stabilizacji kursu poniżej poziomu 25,5000.

Dzisiejsza sesja na europejskich parkietach stała pod znakiem wyraźnego podziału sentymentu. Wśród głównych indeksów najsilniejszy ruch ku niższym poziomom odnotował frankfurcki DAX (-1,2 proc.), którego zwyżkę próbowało rekompensować RWE (1,2 proc.) po zmianie rekomendacji przez UBS (-0,4 proc.) na „kupuj”. Obserwowany pesymizm inwestorów Lufthansy (-2,3 proc.) może zostać podtrzymany w trakcie czwartkowych notowań z racji na rozczarowujące wyniki Alitalii. Listę niemieckich spółek zamknął Infineon z przeceną na poziomie 2,8 proc.

Na fali publikacji przychylnych not analitycznych Jefferies oraz przebicia średniej z ostatnich 200 sesji znalazł się Kingfisher, który ze zwyżką 4,5 proc. otworzył listę londyńskiego indeksu FTSE 100 (0,1 proc.). Wyraźna poprawa sentymentu na rynku metali rzutowała na walorach spółek z sektora wydobywczego z Fresnillo (4,3 proc.) na czele. Szansę na kontynuację wzrostów ma Shire (3,3 proc.) pozywające izraelską Tevę w sprawie kopii leku MYDAYIS. Niezbyt przychylne wzmianki Philipa Hammonda wpłynęły na wycenę spółek z branży deweloperskiej. Najsilniejszą przecenę ma za sobą Barratt (-3,7 proc.), któremu po piętach przez chwilę deptał Berkeley (-2,6 proc.) kończący sesję poniżej SMA(50).

Środa w Warszawie stała pod znakiem próby balansowania na poziomach z wczorajszego zamknięcia. Miano najsilniej rosnącego komponentu indeksu WIG 20 (0,0 proc.) zyskał Alior Bank (1,8 proc.) po zmianie ceny docelowej przez analityków Banku Zachodniego WBK (0,9 proc.) do poziomu 88 PLN za walor (obecnie: 75,00 PLN). Ten sam motor wzrostów dotyczy spółek z sektora energetycznego, którym finalnie przewodziła Energa (1,6 proc.). Na dnie rodzimej giełdy znalazło się CCC (-1,2 proc.) wskutek obaw o wdrożenie zakazu handlu w niedzielę już od lutego 2018 roku.

Liderem metali szlachetnych w dalszej mierze zostaje srebro (1,0 proc.), które wraca w okolice poziomu 17,14 USD za uncję. W przypadku złota należy mówić o niewiele słabszym ruchu, bowiem na przestrzeni dnia uncja żółtego kruszcu podrożała o 0,9 proc., tj. do 1 292 USD. Wyraźne odbicie ma za sobą ropa WTI (1,5 proc.), która jest ponownie wyceniana po 57,70 USD za baryłkę. W kontrze do jej wzrostów znajduje się gaz ziemny. Jego grudniowe kontrakty ponownie nurkują poniżej progu 3,000 USD/MMBtu, notując tym samym ruch na poziomie 1,0 proc.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Kryzys w Niemczech. Stopy procentowe na Węgrzech bez zmian

W Niemczech przyspieszone wybory coraz bliżej. Alternatywą wydaje się już tylko rząd mniejszościowy. Węgrzy utrzymali stopy procentowe. Kto jeszcze poza Wenezuelą może być zagrożony bankructwem.

Kryzys w Niemczech

Fiasko budowania koalicji w Niemczech przybliża przedterminowe wybory. Na horyzoncie pozostała już tylko jedna możliwość – próba nakłonienia SPD do kolejnej wielkiej koalicji. Przypomnijmy wybory miały miejsce 24 września. Warto zwrócić uwagę, że wedle sondaży nawet ⅔ Niemców domaga się przyspieszonych wyborów. Coraz częściej pojawiają się również głosy, że to jest czas na odsunięcie się Angeli Merkel w cień. Zdanie to oczywiście jest znacznie popularniejsze wśród wyborców opozycji. To co jest niemal pewny to fakt, że obecna sytuacja mocno ciąży europejskiej walucie. Jeśli kryzys się wyjaśni można spodziewać się umacniania się euro.

Stopy procentowe na Węgrzech bez zmian

Na wczorajszym posiedzeniu nie doszło do zmiany stóp procentowych na Węgrzech. Pozostały one na poziomie 0,9%. Kraj ten od maja 2016 roku nie zmienił stóp. Co ciekawe jeszcze w pierwszej połowie 2016 roku trwała seria obniżek. Analitycy są zgodni, że nie należy się w najbliższym czasie spodziewać zmian polityki monetarnej w tym kraju. Wczorajsze dane nie wpłynęły na notowania forinta, dopiero komentarze po decyzji lekko osłabiły walutę Węgier.

Wenezuela może nie być ostatnia na liście bankructw

Po tym co stało się w Ameryce Południowej ruszyła spekulacja kto jeszcze może być zagrożony niewypłacalnością. Jednym z mierników są ubezpieczenia od bankructwa. Jeżeli inwestorzy oceniają niewypłacalność wysoko to każą sobie więcej płacić za takie papiery. Np. chcąc ubezpieczyć milion dolarów polskich obligacji na 5 lat co roku musielibyśmy zapłacić trochę powyżej 5 000 dolarów. Dla porównania ta sama usługa dla greckich papierów wynosi ponad 45 000 dolarów rocznie. To oznacza, że rynki oceniają ryzyko niewypłacalności w ciągu tych 5 lat na niemal 25%. Warto zwrócić uwagę, że jest to wycena rynkowa i inwestorzy po tej cenie ubezpieczają obligacje. Gdyby doszło do realizacji tego ryzyka najprawdopodobniej oglądalibyśmy osłabienie złotego względem głównych walut, szczególnie franka uchodzącego za bezpieczną przystań.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – zamówienia na dobra,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Śmierć nie zwolni z podatków

W życiu pewne są dwie rzeczy: śmierć i podatki. Podatki są jednak pewniejsze – w świetle niektórych pomysłów legislacyjnych śmierć zdaje się jedynie pojęciem względnym. Ministerstwo Rozwoju chce na przykład, by mimo zgonu przedsiębiorcy zachować ciągłość rozliczeń podatkowych jego firmy.

Problem złożoności sukcesji po zmarłym przedsiębiorcy od dawna wymaga rozwiązania. Usprawnienia wymagają szczególnie procedury związane z umożliwieniem kontynuacji prowadzenia przedsiębiorstwa zmarłego przez jego spadkobierców. Wie o tym także ustawodawca, stąd zgłoszony w lutym tego roku Projekt ustawy o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej. Wzbudził on wielkie nadzieje. Miałby wejść w życie już 1 stycznia 2018 r.

Ciągłość przedsiębiorstwa

Największą bolączką właścicieli przedsiębiorstw oraz spadkobierców chcących zapewnić ciągłość ich działania jest niedostosowanie obecnych regulacji prawnych do realiów życia codziennego. Przewlekłość postępowania spadkowego, ciągnącego się miesiącami lub latami, w szczególności na etapie działu spadku (z powodu sporów w kręgu zainteresowanych schedą po zmarłym), wpływa negatywnie na kondycję przedsiębiorstwa będącego przedmiotem spadku. A w grę wchodzą umowy z pracownikami zmarłego, koncesje, zezwolenia – niezbędne przecież w prowadzeniu działalności gospodarczej.

Co ciekawe, opisany problem jest konsekwencją zmian ustrojowych. W przeszłości, kiedy prowadzone działalności gospodarcze nie miały tak rozwiniętych struktur korporacyjnych jak dzisiaj, sukcesja przedsiębiorstwa sprowadzała się do przyuczenia następcy przedsiębiorcy do wykonywania rzemiosła. Natomiast przy obecnej skali i złożoności struktur prawnych prowadzonego biznesu skuteczna sukcesja przedsiębiorstwa wymaga interwencji prawa. Dostrzeżenie przez projektodawców ustawy wskazanych problemów należy pochwalić.

Przyczyny uzasadniające zgłoszenie Projektu ustawy o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej:

  • trudności w posługiwaniu się przez sukcesorów nazwą przedsiębiorcy po jego śmierci;
  • małe szanse na kontynuację działalności przedsiębiorstwa wskutek braku zgodności wszystkich spadkobierców;
  • wygasanie umów o pracę zatrudnionych osób wraz ze śmiercią ich pracodawcy;
  • utrata mocy pełnomocnictw i niektórych umów cywilnoprawnych;
  • wstrzymanie rozliczeń podatkowych;
  • przejmowanie uprawnień i obowiązków podatkowych o charakterze niemajątkowym na bardzo restrykcyjnych zasadach;
  • problemy z dostępem do rachunku bankowego przedsiębiorcy;
  • utrata przyznanej pomocy publicznej (konieczność jej zwrotu wraz z odsetkami od dnia jej przekazania przez podmiot finansujący).

Zmiana aż 25 ustaw

Wprowadzenie wspomnianej ustawy wiąże się ze zmianami w całym systemie prawnym. Aby była ona spójna z innymi, już obowiązującymi, przewidziano zmodyfikowanie aż 25 aktów, m.in. Kodeksu cywilnego, Kodeksu pracy, Kodeksu postępowania cywilnego, Kodeksu postępowania administracyjnego, ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku od spadków i darowizn czy Ordynacji podatkowej.

Przygotowywana nowelizacja ma dotyczyć także innych kwestii związanych z prowadzeniem przedsiębiorstwa. Np. zgodnie z art. 42 projektowanej ustawy w przepisach Kodeksu cywilnego dotyczących prokury zostanie doprecyzowane, że prokura podlega wpisowi do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej albo do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego (zgodnie z obecną treścią przepisu prokura „podlega obowiązkowi wpisu do rejestru przedsiębiorców”). Przepisy o prokurze w nowym brzmieniu będą korespondować z nazwami rejestrów, do których przypisywane są odpowiednio osoby prowadzące jednoosobowe działalności gospodarcze i wspólnicy spółek cywilnych albo spółki prawa handlowego.

Dążenia do ujednolicenia regulacji prawnych trzeba ocenić bardzo pozytywnie. Obawy może budzić jednak to, czy przedsiębiorcy i ich spadkobiercy, których zagadnienie sukcesji będzie dotyczyć, odnajdą się w tak znacznej liczbie zmian. Zwłaszcza że niektóre z nich z pewnością można określić mianem rewolucyjnych, ponieważ całkowicie zmieniają dotychczasowe zasady. Przykładowo, projekt ustawy zakłada zmianę dotychczasowego art. 12 ust. 2 ustawy o zasadach ewidencji i identyfikacji podatników i płatników, zgodnie z którym w przypadku zgonu podatnika wygasa jego numer NIP (z wyjątkiem sytuacji określonych w ust. 1 i 1a, przy czym żaden z tych wyjątków nie dotyczy jednoosobowej działalności gospodarczej). W projekcie omawianej ustawy zaproponowano, by w art. 12 ustawy o zasadach ewidencji i identyfikacji podatników dodać ust. 1b: „NIP przedsiębiorcy przechodzi na przedsiębiorstwo w spadku i wygasa wraz z wygaśnięciem tego zarządu, a jeżeli zarząd sukcesyjny nie został ustanowiony – wraz z upływem terminu do powołania zarządcy sukcesyjnego”.

Według projektowanych zmian decyzje związane z prowadzeniem przedsiębiorstwa nie wygasną, o ile zarządca sukcesyjny lub następca prawny przedsiębiorcy złoży stosowny wniosek, oświadczy, że przyjmuje warunki wskazane w decyzji, a także będzie w stanie spełnić warunki do uzyskania tej decyzji określone w przepisach odrębnych.

Osoby, które staną się następcami prawnymi przedsiębiorców po 1 stycznia 2018 r., powinny zdać sobie sprawę, iż znajdą się w zupełnie innej rzeczywistości prawnej, dającej im skuteczne narzędzie prawne do kontynuowania biznesu spadkodawcy. Sukcesorzy przedsiębiorstwa powinni wręcz wykazać się inicjatywą w przejmowaniu spraw związanych z prowadzeniem przedsiębiorstwa, nie czekając, aż zgłoszą się do nich kontrahenci bądź organy administracji publicznej.

Fiskus zamiast Charona

Nie sposób nie odnieść wrażenia, że resort finansów wciela się w postać Charona przeprowadzającego dusze zmarłych przedsiębiorców przez rzekę podatków. Zgodnie bowiem z założeniami ustawy, mimo śmierci osoby fizycznej prowadzącej działalność gospodarczą ma być zachowana ciągłość rozliczeń podatkowych związanych z tą działalnością. Ustawodawca do projektowanej ustawy wprowadził nawet oddzielny rozdział V zatytułowany: „Podatki w okresie zarządu sukcesyjnego”. Zgodnie z art. 40 ust. 1 projektowanej ustawy przedsiębiorstwo w spadku zostanie uznane za jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej, będącą podatnikiem według m.in. przepisów o podatku dochodowym od osób fizycznych i podatku od towarów i usług.

Na koniec rozważań na temat przyszłego życia po śmierci przedsiębiorców warto zwrócić uwagę ustawodawcy na konieczność uregulowania kwestii nazwy. Zgodnie bowiem z projektowanym art. 6 ust. 1 i 3 ustawy zarządca sukcesyjny posługuje się nazwą przedsiębiorstwa w spadku, a nazwa ta obejmuje dotychczasową firmę przedsiębiorcy z dodatkowym oznaczeniem „w spadku”. W praktyce oznacza to, że w okresie trwania zarządu sukcesyjnego, a więc 2, a nawet 5 lat po śmierci właściciela, w obrocie gospodarczym będzie nadal funkcjonować przedsiębiorstwo oznaczone imieniem i nazwiskiem nieżyjącego, z subtelnym dodatkiem „w spadku”.

Lepiej załatwić zarząd przed śmiercią

Powołać zarządcę sukcesyjnego będzie można na dwa sposoby. Po pierwsze, sam przedsiębiorca będzie mógł tego dokonać poprzez wskazanie prokurenta (który z chwilą śmierci przedsiębiorcy stanie się zarządcą sukcesyjnym). Powołanie zarządcy sukcesyjnego przez przedsiębiorcę będzie wymagało zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności. Po drugie, jeżeli przedsiębiorca tego nie uczyni, mogą to zrobić:

  • małżonek przedsiębiorcy, za zgodą wszystkich znanych mu spadkobierców lub zapisobiercy windykacyjnego;
  • osoba, która przyjęła zapis windykacyjny (którego przedmiotem jest przedsiębiorstwo), za zgodą małżonka przedsiębiorcy;
  • spadkobierca, który przyjął spadek, za zgodą wszystkich znanych mu spadkobierców oraz małżonka przedsiębiorcy.

Na powołanie zarządcy po śmierci przedsiębiorcy są tylko 2 miesiące. W tym krótkim czasie, jak przewiduje projekt, wymienione wyżej osoby mają uzyskać zgodę pozostałych na wybór osoby zarządcy – której uzyskanie w przypadku postępowań spadkowych nie jest takie pewne. Poza tym szeroki jest krąg uprawnionych do odwołania ustanowionego już zarządcy sukcesyjnego, nawet wybranego przez spadkodawcę.

Podsumowanie

Choć zgodnie z niedawno ogłoszonym komunikatem Ministerstwa Finansów zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło na koniec września o 4,3 mld zł w porównaniu do sierpnia i wynosi teraz 940,9 mld zł, to należy ufać, że przyjęcie nowego prawa ma na celu wyłącznie uregulowanie problemu sukcesji przedsiębiorstwa osoby fizycznej. Jak uzasadnia resort, dotyczy on ok. 100 przypadków w miesiącu, a ta liczba będzie się zwiększać w najbliższych latach. Obecnie w CEIDG jest odnotowanych ponad 80 tys. przedsiębiorców powyżej 65 r.ż.

Nowe regulacje mają rozwiązać problemy powstające po śmierci przedsiębiorców przede wszystkim w kontekście zobowiązań publicznoprawnych. Służyć ma temu:

  • wprowadzenie regulacji zapewniających ciągłość rozliczeń podatkowych w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej, tj. w szczególności podatku od towarów i usług, podatku dochodowego, podatku od nieruchomości, podatku od środków transportu;
  • uregulowanie odpowiedzialności za zobowiązania podatkowe;
  • uregulowanie zasad prowadzenia rachunkowości w związku z działalnością przedsiębiorstwa w okresie od otwarcia spadku do jego działu;
  • zachowanie stosunków pracy lub możliwość powrotu do pracy wskutek ustanowienia zarządcy sukcesyjnego;
  • uznanie zarządcy sukcesyjnego za płatnika składek z tytułu ubezpieczenia społecznego osób zatrudnionych u zmarłego przedsiębiorcy.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Złoty oddaje poranne zyski, jutro może tracić do euro

W drugiej połowie dnia złoty odreagowuje poranne umocnienie do głównych walut. Zwłaszcza do szwajcarskiego franka, który wrócił powyżej poziomu z wczorajszego zamknięcia. Obecnie rośnie ryzyko wzrostowego odbicia na EUR/PLN.

Dzień na rynku walutowym rozpoczął się od umocnienia złotego w relacji do głównych walut, czego efektem był spadek EUR/PLN do 4,2114 zł, co jest poziomem nieoglądanym od 4. miesięcy. W tym samym czasie notowania USD/PLN spadły do 3,5785 zł, a CHF/PLN do 3,6170 zł, zbliżając się odpowiednio do jednomiesięcznych i 33-miesięcznych minimów.

Poranne spadki nie sprowokowały pogłębia wyprzedaży walut. Wręcz przeciwnie. Niższe poziomy zostały wykorzystane do ich kupna. Zwłaszcza szwajcarskiego franka, który nie tylko odrobił wszystkie straty, ale też wrócił powyżej 3,63 zł. Impulsem do tego stał się umocnienie franka do euro.

Duże znaczenie ma też zwrot na EUR/PLN. Po tym, jak wczoraj para ta przełamała poziom 4,22 zł, wybijając się jednocześnie dołem z miesięcznej konsolidacji w przedziale 4,22-4,2550 zł, brak mocnych spadków w dniu dzisiejszym każe postawić znak zapytania przy takim wybiciu, a także każe się zastanowić, czy euro nie powróci w najbliższych dniach do starej konsolidacji?

Taki powrót EUR/PLN do wahań w przedziale 4,22-4,2550 zł jest realny. Po pierwsze dlatego, że po serii sześciu kolejnych spadkowych dni, co jest najdłuższa taką serią od pierwszej połowy października, rośnie ryzyko ruchu w górę. Po drugie, w czwartek, pod nieobecność świętujących inwestorów z USA, zostaną opublikowane europejskie indeksy PMI i dane o niemieckim PKB, które mogą wspierać wspólną walutę.

Bez wpływu na złotego pozostały opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny (GUS) listopadowe dane o koniunkturze konsumenckiej i gospodarczej w Polsce. Dane, które potwierdzają świetną kondycje krajowej gospodarki, zakotwiczając jednocześnie oczekiwania odnośnie dynamiki PKB w tym roku na poziomie 4,3-4,4 proc.

W tym tygodniu zostaną jeszcze opublikowane dane o podaży pieniądza w Polsce (czwartek) i stopie bezrobocia (piątek), a także zostanie opublikowany protokół z ostatniego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Jakkolwiek będą to pozytywne z punktu widzenia złotego „figury”, to nie będą one miały głębszego przełożenia na jego notowania.

O godzinie 15:35 kurs EUR/PLN znajdował się na poziomie 4,2160 zł, USD/PLN 3,5815 zł, a CHF/PLN 3,63 zł.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Amerykańskie dochody osobiste – przygotuj się

Przyszły tydzień będzie bardzo emocjonujący, czeka na nas szereg danych makroekonomicznych. W poniedziałek o godzinie 8.00 zostanie opublikowany niemiecki optymizm konsumentów. W ten sam dzień o godzinie 16.00 poznamy amerykańską sprzedaż nowych domów. We wtorek napłyną do nas dane ze Strefy Euro oraz poznamy amerykański wzrost gospodarczy (kluczowa zmienna pod względem dalszego zacieśniania monetarnego). W środę kalendarz również jest w pełni zapełniony, ale najważniejsze będą amerykańskie wydatki oraz dochody osobiste (pamiętajmy iż gospodarka Stanów Zjednoczonych oparta jest na konsumpcji). W ostatni dzień sesji, pomimo tego, że mamy pierwszy piątek miesiąca nie czekają na nas dane z rynku pracy USA. Niemniej jednak poznamy koszyk danych z gospodarki kanadyjskiej.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Stany Zjednoczone – wydatki oraz dochody osobiste

Gospodarka Stanów Zjednoczonych w głównej mierze oparta jest na konsumpcji. Z tego względu wzrost dochodów osobistych jest niemalże jednoznaczny ze wzrostem wydatków osobistych i na odwrót. Idąc dalej, zwiększająca się konsumpcja prawdopodobnie wpłynie na ceny produktów, czyli na inflację. Zatem, wzrost dochodów oraz wydatków byłby na rękę amerykańskim władzom monetarnym.

dochody osobiste

Źródło: Admiral Markets

Instrument do obserwacji

Inwestorzy Wal-Mart mają powody do zadowolenia w 2017 roku. Kurs akcji szybuje od początku roku dzięki uruchomieniu platformy cyfrowej The Walmart Exchange oraz większemu ruchowi w sklepach. Natomiast w ostatnim miesiącu, wzrost akcji Wal-Mart zawdzięcza zdecydowanie lepszym wynikom za trzeci kwartał – przychody okazały się wyższe od oczekiwań analityków o ponad 2 miliardy dolarów. Branża dyskontów charakteryzuje się niskimi marżami netto, a spółka z marża 2.31% przewyższa konkurencję. Dobrze też wygląda zwrot na kapitale własnym rzędu 15%. Dług systematycznie spada a i tak jest pozyskiwany o wiele taniej (WACC = 3.12%) niż zwrot na zainwestowanym kapitale (ROIC = 12.52%). Ryzyko tkwi cały czas niskich marżach branży oraz małej ilości gotówki – wskaźnik gotówki do długu to tylko 0.14. Wbrew pozorom, ze wskaźnikiem C/Z na poziomie 25, Wal-Mart nie jest aż tak mocno przeszacowany względem innych dyskontów. Ostatnie mocne wzrosty, stawiają spółkę w dość ciekawej sytuacji. Fundamenty ma solidne aczkolwiek ryzyka istnieją.

Notowania WMT

Źródło: Admiral Markets

Zapoczątkowane w październiku dynamiczne wzrosty pozwoliły kursowi przebić kluczowy opór na poziomie 90 USD (szczyty z 2015 roku) i atak na 100 USD (zabrakło 50 centów). Spółka znajduje się trendzie wzrostowym oraz ostatnie mocne przyspieszenie może zwiastować próbę wybicia magicznej bariery 100 USD za akcję. Zanim do tego dojdzie, możliwa jest częściowa realizacja zysków przez inwestorów. W takim przypadku, możemy się spodziewać spadków w okolice 94 USD a nawet test wsparcia 90 USD. Dopiero mocniejsza wyprzedaż akcji i wybicie tego wsparcia sprawi, że celem dla rynku będzie poziom 83 USD (zniesienie 38.2% ruchu wzrostowego zapoczątkowanego pod koniec 2015 roku.

S&P 500 – ciekawostka

Według banku inwestycyjnego Goldman Sachs przez ostatnie 353 dni na indeksie S&P 500 nie doszło do 5 proc. korekty. Niby nic nadzwyczajnego, ale na dłuższy horyzont czasowy możemy zostać zaskoczeni. Od 1929 roku średnia ilość dni bez ponad 5 proc. korekty wynosi zaledwie 92 dni. Z kolei rekord bez takiej korekty wynosi 394 dni, czyli niespełna 40 dni więcej niż obecny strike. Czy uda nam się go pobić? Tego nie wie nikt, ale gdy przerwiemy dobrą passę, to proszę pomyśleć co się stanie na rynku.

Amerykańskie dochody osobiste - przygotuj się 9

W ostateczności inwestorzy po tak długim okresie wzrostowym przekonani są jedynie do dalszych wzrostów, nikt nie myśli o korekcie. Z tego tez powodu ostatnio 1 procentowa korekta doprowadziła do dużego pesymizmu oraz strachu wśród inwestorów (według agencji informacyjnej Bloomberg), co zostało przedstawione na poniższej grafice.

kotakta sp500

Beata Szydło we Francji – komentarz Moniki Constant z Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej

Monika Constant, Dyrektor Generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej
Monika Constant, Dyrektor Generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej

Ostatnich kilka miesięcy w stosunkach polsko-francuskich to okres dość szorstkiej przyjaźni. Wymiany zdań i dyskusje odbywały się głównie za pomocą 140 znaków w mediach społecznościowych, niż w trakcie bilateralnych spotkań, czy rozmów. Polityka często jednak rządzi się swoją logiką, natomiast biznesowe relacje, które łączą Polskę i Francję od wielu lat idą odrębną ścieżką.

Francja jest dla Polski czwartym partnerem handlowym na świecie. Polskie towary i usługi cieszą się nad Sekwaną niesłabnącym zainteresowaniem od ponad 10 lat, kiedy to saldo wymiany handlowej zaczęło być dla Polski dodatnie. W 2016 roku wartość polskiego eksportu towarów i usług przekroczyła 44,2 mld złotych, a patrząc na dane za pierwsze półrocze tego roku, możemy spodziewać się dalszego wzrostu. Już w następnym roku wartość polskiego eksportu do Francji może przekroczyć 50 mld złotych!

Pamiętajmy, że francusko-polskie relacje biznesowe, to nie tylko wielki kontrakty i spektakularne inwestycje światowych gigantów. To przede wszystkim codzienna współpraca na różnych płaszczyznach, która trwa i rozwija się bez względu na politykę. Wystarczy sięgnąć po kilka przykładów z ostatnich miesięcy, takich jak współpraca L’Oréal z polskim start-upem Cosmose, czy spektakularny rozwój na wielu już rynkach polsko-francuskiej firmy Blulog tworzącej innowacyjne rozwiązania w zakresie monitoringu. Nie brak również i twardych inwestycji, jak choćby firmy Valeo, która w najbliższych latach planuje zainwestować 420 mln złotych w rozwój swoich zakładów, tworząc przy tym 250 nowych miejsc pracy. Podobną rozbudowę zakończyła niedawno firma Safran, produkująca komponenty dla silników lotniczych, która uruchamia właśnie swój trzeci zakład w Polsce. Każdego dnia widzę, jak polscy i francuscy przedsiębiorcy zwierają nowe kontrakty, tworzą wspólne rozwiązania i partnerstwa. Tego rodzaju współpraca trwa, dlatego też wierzę, że tym razem polityka dogoni gospodarkę, która po prostu nie ma czasu zwalniać tempa.

Monika Constant, Dyrektor Generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej

Brak wykształcenia lub doświadczenia – czy utrudnia znalezienie pracy?

Zwrócenie uwagi atrakcyjnym CV to duże wyzwanie dla kandydata podczas pierwszego etapu rekrutacji. Brak dyplomu ukończenia szkoły wyższej czy zbyt małe doświadczenie może być przeszkodą w zdobyciu pracy. Czy aby na pewno? Potencjał rekrutowanych nie jest jednolity – czasami główną rolę odgrywa język, innym razem kariera zawodowa, a niekiedy wykształcenie kierunkowe. Eksperci z HRK odpowiadają na pytanie, jakie kompetencje są wymagane, by znaleźć pierwszą pracę w danej branży.

Język na wagę złota w SSC/BPO

Centra usług wspólnych (SSC) czy sektor usług dla biznesu (BPO) to miejsca, w których często zatrudniane są młode osoby, również te bez doświadczenia. Według raportu Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych średnia wieku pracowników to 31 lat. W sektorze SSC/BPO umiejętność płynnej komunikacji po angielsku to standard, a każdy kolejny język obcy jest wartością dodaną. Do najbardziej pożądanych należą: niemiecki, francuski, nordycki, niderlandzki, portugalski i włoski. Ze względu na ekspansję polskich organizacji na kraje południowe coraz popularniejszy staje się także język węgierski, czeski, słowacki czy bułgarski.

W sektorze SSC/BPO priorytetem jest znajomość drugiego języka, głównie europejskiego. Niemiecki plasuje się na pierwszym miejscu, obejmuje 70% rynku. Dopiero na późniejszym etapie rekrutacji brane jest pod uwagę to, czy kandydat posiada doświadczenie. Firmy wychodzą z założenia, że łatwiej jest nauczyć nowozatrudnioną osobę konkretnych, prostych technik i przystosować ją do pewnych zadań, niż nauczyć tak szybko języka – komentuje Krzysztof Stanczykiewicz, Business Unit Manager SSC/BPO w firmie HRK.

W procesach rekrutacyjnych dużą szansę na sukces mają studenci filologii. Zatrudniani są głównie na stanowiska typu customer service czy help desk. Z czasem mogą wyspecjalizować się w dziedzinie finansów i rozwijać się w kierunku business excellence. W tym przypadku jednak firmy oczekują od kandydatów konkretnych umiejętności i certyfikatów, takich jak ACCA, CFA, CIMA czy CIA – podkreśla Krzysztof Stanczykiewicz.

Warto dodać, że sama deklaracja znajomości danego języka może nie wystarczyć. – Podczas procesu rekrutacji kandydaci są często sprawdzani przez native speakerów oraz za pomocą testów. Weryfikuje się spostrzegawczość, umiejętności analityczne i poziom koncentracji na zadaniu – mówi Krzysztof Stanczykiewicz.

Firmy z sektora SSC/BPO odczuwają jednak zjawisko rynku pracownika. – Kandydaci są czujni. Zdają sobie sprawę, że przejście z firmy do firmy da im możliwość uzyskania wyższego wynagrodzenia, dlatego nie czekają na podwyżkę. Między innymi dlatego centra usług wspólnych odczuwają deficyt pracowników – obecnie przedsiębiorstwa zastanawiają się nad zmniejszeniem oczekiwań wobec znajomości języka niemieckiego. Kiedyś wymagany był poziom C1-C2, teraz w przypadku niektórych stanowisk, np. w księgowości, obniżył się do B1-B2. – dodaje ekspert HRK.

Osoby, które zaczynają swoją karierę w centrach usług wspólnych, chcą wiedzieć, jak będzie wyglądać ich ścieżka kariery w ciągu najbliższego roku. Jest to dla nich gorący czas. Menedżerowie stoją przed wyzwaniem zatrzymania młodego talentu w firmie. Warto, by dostrzegli potencjał, regularnie inwestowali w szkolenia dla zespołu i rozwijali kompetencje pracowników – na przykład językowe. Część firm decyduje się także na finansowanie pracownikom kursów przygotowujących do wyspecjalizowanych certyfikatów. Powszechne jest wtedy podpisanie umowy lojalnościowej. Jeżeli zatrudniony wypowie umowę wcześniej niż ustalony czas, jest zobowiązany do zwrócenia części kosztów za szkolenie.

Warto również zaznaczyć, że branża SSC/BPO jest jednym z najbardziej dynamicznych obszarów na rynku w Polsce. To sektor, w którym można rozwinąć zarówno kompetencje językowe, jak i doświadczenie zawodowe. Firmy chętnie inwestują w ludzi – jeżeli pracownik wykaże się cierpliwością i będzie liczył ścieżkę swojej kariery nie w miesiącach, a w perspektywie lat, ma bardzo duże szanse na osiągnięcie sukcesu zawodowego.

Ścisłe umysły ratunkiem dla deficytu w IT

Wraz z intensywnym rozwojem nowych technologii zapotrzebowanie na pracowników w branży IT jest coraz większe. Według danych Komisji Europejskiej do 2020 roku w Europie może brakować nawet 800 tysięcy specjalistów. W odpowiedzi na ten deficyt firmy organizują szkolenia wewnętrzne i od podstaw przygotowują przyszłych pracowników do pracy w IT.

Firmy pragmatycznie podchodzą do deficytu programistów. Coraz częściej dojrzałe organizacje, mające zaplecze i kadrę merytoryczną, są otwarte na współpracę także z absolwentami studiów z obszaru szeroko pojętych nauk ścisłych, nie tylko kierunkowej informatyki, przejmując ciężar edukacji na swoje barki. Kandydaci, którzy są zmotywowani i chcą zawodowo związać się z  programowaniem, są wdrażani przez pracodawcę etapami – mają zdefiniowaną ścieżkę rozwoju. Na początku nowa osoba zaczyna jako tester, uczy się podstaw kodu, współpracuje z programistami, wykrywa błędy i raportuje je – zazwyczaj trwa to 2 lata. Następnie może awansować na stanowisko młodszego programisty. Po kolejnych dwóch latach standardowo przewidziany jest kolejny szczebel, czyli poziom seniora. Oferując przewidziany na ok. 6 lat rozwój ścieżki kariery, firmy kształcą od podstaw lojalną i zmotywowana kadrę, co stanowi inwestycję rozłożoną w czasie, niemniej będącą coraz częściej sprawdzoną alternatywą dla poszukiwania pracowników za granicą – wyjaśnia Monika Antczak, Business Unit Manager ICT w firmie HRK.

Na rynku istnieją także firmy (m.in. outsourcingowe IT), które oferują wewnętrzne szkolenia, a w zamian wymagają podpisania umowy lojalnościowej na np. najbliższe 2-3 lata współpracy. Przez ten czas pracownik otrzymuje niższe od rynkowego wynagrodzenie. Zawsze w takich przypadkach doradzamy dokładne sprawdzenie firmy, bowiem łatwo jest zobowiązać się do współpracy, która może okazać się fiaskiem zarówno merytorycznym, jak i finansowym – dodaje Monika Antczak.

Ciekawym stowarzyszeniem jest Geek Girls Carrots, którego ideą jest promowanie kobiet w IT. Działa na zasadzie wolontariatu, poprzez organizowane wydarzenia typu panele dyskusyjne czy szczególnie oblegane warsztaty programowania. Zainteresowane osoby, nawet te, których zawód jest zupełnie niezwiązany z IT, mogą kontaktować się z GGC. Warunkiem zaproszenia na sympozja i szkolenia jest zgłoszenie projektu, w którym należy wykazać, jak wykorzystamy i do czego potrzebna jest nam umiejętność programowania. Zajęcia są prowadzone w grupach, uczy się organicznie, od podstaw – dodaje ekspertka HRK.

Wśród rekrutowanych na stanowiska IT największą szansę mają osoby z doświadczeniem lub rozbudowanym portfolio. Nie wszystkie firmy oczekują od kandydatów ukończenia studiów w dziedzinie informatyki. Wymóg wyższego wykształcenia jest obowiązkowy w przypadku, gdy pracodawca bierze udział w postępowaniach przetargowych, wówczas dyplomy i certyfikaty  pracowników są częścią dokumentacji i ich brak może być uchybieniem formalnym dyskwalifikującym dany podmiot. Jednak w przeważającej liczbie rekrutacji firmy samodzielnie weryfikują wiedzę merytoryczną – zazwyczaj odbywa się rozmowa techniczna, testy kompetencji lub case study. Historia edukacji i prawdziwość tytułów naukowych, o ile w ogóle, sprawdzane są zwykle przez pracodawców o kapitale anglosaskim. Wykwalifikowane firmy, na ogół z USA lub UK, przeprowadzają tzw. „background check”, jednak zazwyczaj już po przyjęciu oferty przez kandydata. – komentuje Monika Antczak.

W branży IT, podobnie jak w innych obszarach, istnieje korelacja między doświadczeniem a wyższymi zarobkami. Samo wykształcenie bez doświadczenia z kolei nie przekłada się na poziom wynagrodzenia. Niemniej niezmiennie większym zaufaniem i zainteresowaniem pracodawcy darzą absolwentów renomowanych uczelni niż coraz liczniejszych kursów czy szkoleń, szczególnie gdy szukają programisty z potencjałem, a nie kodera – dodaje Antczak.

Energia młodych w finansach i FMCG

Osoby bez wykształcenia można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to osoby powyżej 30. roku życia, które przegapiły pewien moment w życiu i nie podjęły studiów. Warto uzupełnić tę lukę, jeśli ktoś aspiruje do pracy w większej firmie – tam wykształcenie jest pewnym minimum, które należy spełnić. Druga to osoby młode, w trakcie studiów. Mają one szansę na szybkie zdobycie doświadczenia dzięki zatrudnieniu na stanowiska asystenckie czy uczestnictwie w programach stażowych.

Duże programy stażowe organizują na przykład firmy z branży FMCG, Fashion czy Media. Uczestnikom takich programów zwykle przydzieleni są mentorzy, którzy pomagają im w realizacji poszczególnych projektów czy zadań na konkretnych stanowiskach, w ramach których zostali zatrudnieni. Po zakończeniu stażu pracodawcy często decydują się na podpisanie stałej umowy z jego uczestnikiem. Jeżeli jednak stażysta nie otrzyma propozycji współpracy w danej organizacji, może przejść do konkurencyjnej firmy – pracodawcy doceniają umiejętności zdobyte podczas programów stażowych i są one podstawą do rozwijania kompetencji już na stanowisku juniora mówi Jacek Olejarz, Executive Manager FMCG, Retail i Media w firmie HRK.

Początek ścieżki kariery daje możliwość wyboru najbardziej interesującej branży. Wraz z biegiem czasu zmiana charakteru produktu czy usług jest coraz trudniejsza. Warto już podczas studiów podjąć się pracy związanej z kierunkiem kształcenia. Można wtedy wyrobić sobie pogląd na konkretny zawód, zdobyć większe doświadczenie praktyczne i skonfrontować wymagane obowiązki ze swoimi oczekiwaniami.

W Polsce trudno jest zmienić branżę po kilkunastu latach doświadczenia w konkretnym obszarze. Zazwyczaj firmy poszukują osób, które miały już doświadczenie z konkretnym typem usług czy produktów. Trochę inaczej jest za granicą, gdzie na przykład specjaliści od marketingu łatwo zmieniają branżę, wnoszą coś nowego, uzupełniają swoje kompetencje i brak wiedzy o danym obszarze rynkowym – komentuje Jacek Olejarz.

W przypadku osób specjalizujących się w finansach zatrudnienie bez posiadanego wykształcenia wyższego jest mało prawdopodobne. Jednak studia kierunkowe nie są wymagane. Często zdarza się, że w bankowości pracują absolwenci np. filologii czy geografii. Aby wyróżnić się na tle konkurencyjnych kandydatów, warto już w trakcie edukacji rozwijać swoją ścieżkę zawodową.

Największe programy stażowe w ramach instytucji finansowych organizowane są przez banki. Co roku rekrutowanych jest od ok. 30 do nawet 100 osób. Natomiast nie można zapominać o tym, że inne organizacje związane z finansami także organizują staże, nie zawsze w formie szeroko zakrojonych programów, ale przyjmują 2 czy 3 osoby w skali roku na stanowiska stażowe do konkretnych departamentów – podkreśla Joanna Wyrębowska, Business Unit Manager Financial Markets, Legal, Professional Services w firmie HRK.

Wykształcenie wyższe jest premiowane podczas rekrutacji, jednak nie musi być kierunkowe. Szanse na karierę w finansach są dość duże, wystarczy determinacja. Co prawda nie można zapomnieć o wyspecjalizowanych obszarach, do których trudno będzie się dostać, kiedy student już zakończy swoją karierę akademicką – jest to bankowość inwestycyjna, aktuariat ubezpieczeniowy czy zarządzanie ryzykiem. W przypadku tych stanowisk pracodawcy oczekują licencji i certyfikatów ukończonych kursów, a poprzeczka jest wysoko postawiona. dodaje.

Brak wiedzy niejedno ma imię

Atrakcyjność CV dla rekrutera jest zależna od branży, w której kandydat się specjalizuje. Szanse na zatrudnienie są zawsze, nawet pomimo braku wykształcenia kierunkowego czy doświadczenia.

W przypadku centrów usług wspólnych najbardziej poszukiwane są osoby, które znają przynajmniej dwa języki obce. W przypadku specjalistów IT wykształcenie informatyczne nie zawsze jest wymagane. W tej dziedzinie najważniejsze jest doświadczenie i reprezentowane portfolio. Na rynku istnieją również organizacje, które pomagają zainteresowanym sfinansować dodatkowe kursy i udział w seminariach. Priorytetem jest umiejętność analitycznego myślenia.

W przypadku instytucji finansowych i czy firm z branży FMCG dobrą ścieżką jest udział w programach stażowych. Możliwość zdobycia wielu umiejętności owocuje na przyszłość. Kandydat, planując ścieżkę rozwoju, powinien rozeznać się, czego oczekują pracodawcy w danym obszarze. Jednak potencjał i chęć angażowania się w wyzwania zawodowe zawsze są cennymi wartościami.

Pracownicy IT lepiej zarządzają budżetem niż finansiści

Wśród Polaków grupą zawodową, która może pochwalić się najlepszą sytuacją finansową są pracownicy branży IT. Ponad połowa (54%) z nich ocenia ją jako „dobrą”. Z kolei 13% z nich ma poczucie, że żyje dostatnio tzn. nie musi się martwić o pieniądze i może pozwolić sobie na zakup luksusowych produktów czy usług. Wśród pozostałych grup zawodowych w Polsce odsetek osób, które mogą sobie pozwolić na takie zakupy jest dużo niższy i wynosi od 3% do 9% – pokazało badanie „Zachowania finansowe przedstawicieli różnych zawodów – w Polsce i w innych krajach Europy” przeprowadzone przez Kantar TNS dla KRUK S.A.

Badanie, które przeprowadzone zostało nie tylko w Polsce, ale również w 6 innych europejskich krajach (tj. Czechy, Hiszpania, Niemcy, Rumunia, Słowacja, Włochy) pokazało, że bez względu na kraj, informatycy są jedną z najlepiej zarabiających grup zawodowych.

Najlepiej swoją sytuację oceniają Hiszpanie i Polacy. Co ciekawe, mimo swoich wysokich zarobków informatycy nie są rozrzutni. Może o tym świadczyć chociażby wysokość ich oszczędności. Jest ona średnio równa wysokości kilkunastu pensji przedstawicieli tej branży. Rekordzistami są niemieccy informatycy, którzy zadeklarowali, że zaoszczędzili aż 19-krotność swojego wynagrodzenia.

Pracownicy służb mundurowych w Polsce nie odbiegają daleko od informatyków pod względem zasobności portfela. 49% z nich ocenia dobrze swoją sytuację finansową. Przedstawiciele tego zawodu posiadają największe w naszym kraju oszczędności – prawie 18-krotność swojego wynagrodzenia. Podobnie wygląda to w innych europejskich krajach. Oszczędności tej grupy zawodowej w Europie średnio przekraczają 10-krotność wynagrodzenia.

Finansiści mimo tego, że prawie połowa z nich jest zadowolona ze swoich dochodów, rzadziej panują nad swoim budżetem.

– Finansiści najczęściej ze wszystkich grup zawodowych robią zakupy spontanicznie. Wydawać by się mogło, że ta grupa zawodowa zwraca szczególną uwagę na kontrolowanie wydatków. Jednak wysokie dochody powodują, że pomimo takich zachowań finansiści rzadko przekraczają swój miesięczny budżet. Są oni również grupą, która w przypadku większych wydatków, ratuje się kredytem. W tym z pewnością pomaga im wiedza finansowa i największa spośród pozostałych grup zawodowych otwartość na zaciąganie kredytu – komentuje Agnieszka Salach z Grupy KRUK.

Jak wykazało wspomniane badanie, pracownicy branży finansowej z różnych krajów Europy, mają zróżnicowany poziom zaległości finansowych. Najwięcej długów mają przede wszystkim pracownicy z Hiszpanii i Rumunii. Najrzadziej zadłużeni są finansiści z Niemiec.
Najgorzej w Polsce swoją sytuację finansową oceniają budowlańcy (18% ocenia ją jako trudną). Jednak pracownicy tej grupy roztropnie podchodzą do zarządzania swoim domowym budżetem i rzadko zdarza się im go przekraczać (43%).

Więcej niż pozwala na to domowy budżet, wydają osoby z branż o najsłabszej kondycji finansowej. Chodzi tu o branżę usługową i handlową. Ponad połowa pracowników pierwszej z nich przekracza swój miesięczny budżet. Z kolei 57% pracowników drugiej z nich ma poczucie, że wydaje więcej niż może sobie na to pozwolić.

– Przeprowadzone badanie wyraźnie pokazało, że wysokie dochody nie świadczą o rozrzutności. Tym samym niskie zarobki nie oznaczają od razu problemów finansowych. Przemyślane planowanie domowego budżetu i bieżąca kontrola wydatków zapobiegają takim sytuacjom – dodaje Agnieszka Salach. – Przed nierozsądnym zaciąganiem między innymi kredytów i pożyczek może uchronić dobra wiedza finansowa. Dlatego tak ważne są różne akcje edukacyjne z zakresu gospodarowania swoimi finansami, które są dedykowane dzieciom i młodzieży. Nauka dobrych nawyków finansowych oraz dobre wzorce mogą ułatwić najmłodszym start w dorosłe życie i podejmowanie rozważnych decyzji konsumenckich.

Nie najlepiej wygląda również kondycja finansowa pracowników branży edukacyjnej w Polsce. Pracownicy tej grupy zawodowej mają największe zaległości w zapłacie za swoje comiesięczne rachunki. Podobnie wygląda sytuacja tej branży w Rumunii i Hiszpanii.

Czy tzw. opłata recyklingowa zwiększy poziom recyklingu?

Nowelizacja ustawy o opakowaniach sprawi, że torby foliowe będą płatne. Od 1 stycznia 2018 roku opłata recyklingowa ma trafiać do budżetu państwa i być przeznaczona na wymianę starych urządzeń grzewczych wśród najbiedniejszych. Jednak, to nie wystarczy, aby realnie zmierzyć się z problemem obiegu „foliówek”.

Kierunek obrany przez Ministerstwo Środowiska, aby ograniczać zużycie toreb foliowych przez wprowadzenie opłaty recyklingowej, to krok we właściwym kierunku. Podpis złożony przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę w końcu października, zakończył toczoną od dłuższego czasu debatę na ten temat. Opłata recyklingowa obejmie torby z tworzywa sztucznego o grubości do 50 mikrometrów – czyli te najbardziej popularne, dostępne przy kasach. Z opłaty wyłączone będą zaś torby o grubości poniżej 15 mikrometrów, używane wyłącznie do pakowania  żywności sprzedawanej luzem. Wskazana w ustawie maksymalna stawka opłaty recyklingowej wynosi   złotówkę za każdą torbę foliową.

– Patrząc na doświadczenia członków Unii Europejskiej, gdzie takie opłaty już wprowadzono, możemy być pewni znacznego ograniczenia używania toreb foliowych, tak jak ma to miejsce między innymi  w Bułgarii, Irlandii, Wielkiej Brytanii, na Łotwie i Węgrzech – mówi Piotr Bruździak, Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Stena Recycling.

Wicepremier Mateusz Morawiecki zadeklarował, że środki z opłaty, które trafią do budżetu państwa, będą przeznaczone na walkę ze smogiem. Administracja państwowa wesprze w ten sposób proces wymiany starych kotłów na bardziej ekologiczne. Programem mają zostać objęci najbiedniejsi mieszkańcy. Zaproponowane rozwiązanie tym samym obejmuje część problemu związanego z torbami poliestrowymi. Sporym wyzwaniem pozostaje natomiast kwestia nawyków konsumenckich i potrzeby edukacji, czyli pokazania dlaczego warto rezygnować z toreb foliowych. W świetle nowej ustawy ważne jest również przygotowanie rozwiązań dla przedsiębiorców.

Z badania przeprowadzonego przez Stena Recycling wynika, że ponad 50% ankietowanych, jako jedno z działań proekologicznych wymienia ograniczenie wykorzystania toreb jednorazowych. Potrzebne są również kompleksowe rozwiązania, które pozwolą na osiągnięcie wyższego poziomu recyclingu dla tego typu opakowań. Dlaczego? Ponieważ są to odpady, które, jeśli nie zostaną przetworzone, są szkodliwe dla środowiska. Dodatkowo ich recykling może być skomplikowany.

– Proces recyklingu toreb foliowych jest złożony, między innymi dlatego, że łatwo ulegają one zanieczyszczeniom. A to utrudnia powtórne przetworzenie. Ich recykling komplikują nadruki, czy nawet różne kolory materiału wyjściowego. Oczywiście podejmujemy się tego wyzwania, gdyż jest to bardzo potrzebne. Jednocześnie promujemy również założenia Gospodarki Obiegu Zamkniętego, czyli stosowania surowców, które będzie można łatwo przetworzyć i ponownie wyprodukować z nich opakowanie. Takie rozwiązania przynoszą korzyści przedsiębiorcom, społeczeństwu a przede wszystkim środowisku – podkreśla Piotr Bruździak.

Jest wiele inicjatyw konsumenckich, które promują alternatywne sposoby pakowania produktów. Brakuje natomiast wsparcia dla przedsiębiorców. Rozwiązaniem, które mogłoby im pomóc dostosować się do nowych przepisów, a jednocześnie wpisać się w założenia gospodarki cyrkularnej, może być projektowanie dla recyklingu. Wychodzi ono z założenia, że już na etapie projektowania można stworzyć produkt, w tym wypadku opakowanie, o wysokim stopniu odzysku. Pierwszym etapem procesu jest analiza dotychczasowego rozwiązania, uwzględniająca nie tylko dokładne określenie składu tworzywa, lecz obejmująca także sposoby użycia opakowania (user experience) i możliwości jego przetworzenia. Po przeprowadzonej analizie wskazywane są możliwe ulepszenia, których zastosowanie przekłada się nie tylko na wzrost możliwości recyklingu, ale również na efekty biznesowe: efektywniejszy proces obiegu odpadów i redukcję ich ilości.

Podniesienie świadomości recyklingowej, spojrzenie na cały proces gospodarowania torbami foliowymi i konstruktywna dyskusja między wszystkimi stronami: administracją, przedsiębiorcami i konsumentami, to elementy, które pozwoliłyby dopełnić nową ustawę i wypracować skuteczne rozwiązania. Ustawa, która wchodzi w życie od Nowego Roku to dobry punkt wyjścia do dalszych rozmów.

Menedżerowie preferują zintegrowany styl zarządzania, a firmy produkcyjne korzystają z pomysłów własnych pracowników

Zainteresowany nie tylko produkcją, ale również ludźmi, starający się wciągnąć każdego pracownika w proces planowania zadań i sprawdzający poziom zadowolenia swoich podwładnych – taki obraz polskiego menedżera w sektorze produkcyjnym wyłania się z wyników badania, przeprowadzonego przez firmę doradczą Brainstorm Group. Menedżerowie związani z tzw. szczupłym zarządzaniem (Lean Management) wypowiedzieli się również na temat podejścia ich firm do szkoleń i dokształcania swoich kadr, a także w kwestiach związanych z raportowaniem oraz wdrażaniem w życie pomysłów, które podsuwają szeregowi pracownicy.

Z badania przeprowadzonego przez Brainstorm Group w trakcie IV Kongresu Lean Manufacturing wynika, że polscy menedżerowie preferują zintegrowany styl zarządzania (42% wskazań). To sytuacja, gdy kierownik stara się wciągnąć każdego pracownika w planowanie zadań, w które będzie on zaangażowany. Sam z kolei staje się „członkiem zespołu”, zachęcającym wszystkich do wykazania się maksimum swoich umiejętności. Dość często (29% głosów) wskazywano również na styl dyrektywny (duże zainteresowanie produkcją, a małe ludźmi) oraz styl mieszany (poszukiwanie kompromisu pomiędzy ludzkimi potrzebami, a zadaniami do wykonania) – do takiego typu zarządzania przyznał się co czwarty badany. Uczestnicy Kongresu zdecydowanie nie preferują stylu integratywnego (nazywanego również towarzyskim) oraz nieingerującego, w którym kierownik przejawia minimum wysiłków zmierzających do realizacji założonych celów.

Badani menedżerowie wypowiedzieli się również na temat czasu, którzy muszą poświęcić na raportowanie wyników zespołu lub działu. Prawie połowa z nich stwierdziła, że spędza przy tym poniżej 10% czasu pracy. Niewiele mniej, bo 42% przyznało, że raportowanie to od 10 do 30% czasu ich obowiązków. Nieliczni menedżerowie przyznali, że raportowanie zajmuje im od 30% do nawet 50% czasu pracy.

Wyniki badania przeprowadzonego podczas Kongresu pokazują, że nie ma żadnej reguły, jeśli chodzi o szkolenia przeprowadzane przez firmy. Ankietowani wskazywali, że ich pracownicy mogą liczyć na szerokie wsparcie w rozwijaniu swoich kompetencji, m.in. poprzez naukę języków (42% głosów). Jednak co trzeci badany przyznał, że ich firmy tylko sporadycznie organizują szkolenia, a tematyka tych szkoleń dotyczy jedynie wykonywanej pracy. Według uczestników Kongresu, dość rzadko zdarza się, aby firma systematycznie organizowała szkolenia (ale tylko związane z danym stanowiskiem). Jedynie 8% menedżerów stwierdziło, że ich firmy nie organizują szkoleń i nie wspierają indywidualnego dokształcania się pracowników.

Polskie firmy wdrażają pomysły swoich szeregowych pracowników – prawie wszyscy menedżerowie, którzy wzięli udział w badaniu podczas Kongresu Lean Manufacturing przyznali, że w ich przedsiębiorstwach robi się to często i cyklicznie (58% głosów) lub przynajmniej sporadycznie (38%). Sytuacja, gdy firma w ogóle nie korzysta z pomysłów, które podsuwają jej pracownicy, to zdecydowanie rzadkość.

Badani przedstawiciele firm mogli również wypowiedzieć się w kontekście sprawdzania poziomu zadowolenia swoich pracowników, chociażby poprzez ankiety. 42% z nich robi to regularnie, a 38% – sporadyczne. Co piąty z badanych stwierdził, że nie przeprowadza żadnej ewaluacji, która pokazałaby poziom zadowolenia ich podwładnych.

Kongres Lean Manufacturing to nie tylko znakomita okazja do wymiany doświadczeń i nawiązania nowych kontaktów biznesowych, ale również szansa na wsłuchanie się w głos polskich menedżerów” – mówi Sebastian Matyniak, prezes zarządu Brainstorm Group. „Wyniki badania, przeprowadzonego w trakcie Kongresu, są dla nas niezwykle cenne. Pokazują bowiem, w jaki sposób zarządza się w firmach działających w naszym kraju i gdzie w tym wszystkim znajduje się szeregowy pracownik” – dodaje Sebastian Matyniak.

Polska z własnym zagłębiem technologicznym

Kalifornijska Dolina Krzemowa, brytyjski Korytarz M4 czy izraelskie Beer Szewa –każdy, kto choć trochę interesuje się technologiami doskonale wie z czego słyną te ośrodki. Okazuje się jednak, że na tej technologicznej mapie świata Polska zaczyna odgrywać coraz ważniejszą rolę. Mamy już krakowski hub, startupowy Poznań, innowacyjny Wrocław i oczywiście technologiczną Warszawę, a lista miast obfitujących w nowe technologie wciąż się wydłuża. 

Polska ma technologiczny potencjał – podobno wiedzą to nawet w Palo Alto. Naszą ogromną siłą są programiści, których w Europie Środkowo-Wschodniej jest aż milion. Według najnowszego raportu Stack Overflow „Central & Eastern Europe Developer Landscape 2017”, aż 1/4 z nich pracuje w Polsce i są to jedni z najlepszych na świecie specjalistów. Dostępność wykwalikowanych ekspertów IT jest dziś kluczowa dla wzrostowego rozwoju gospodarki, napędzanej przez zdigitalizowany przemysł. Jak się jednak okazuje, nie tylko podaż gotowych już do pracy specjalistów jest kluczowym kryterium branym pod uwagę, gdy firma planuje otworzyć swój kolejny oddział.

Przynęta dla pracodawców? Potencjał edukacyjny!

Największą dostępność powierzchni biurowej ma Warszawa i to ona jest także najlepiej skomunikowanym miastem w Polsce. Trójmiasto natomiast może pochwalić się najwyższą jakością komunikacji miejskiej, a Łódź wypracowała sobie najlepszą współpracę z lokalnymi władzami[1]. Tym co przyciąga biznes do lokalizacji jest także potencjał talentów, czyli bliskość uczelni wyższych. W stolicy mamy ich aż 69, we Wrocławiu 27, a w Poznaniu i Krakowie 21. Na kolejnych miejscach plasuje się Aglomeracja Katowicka, Łódź i Trójmiasto. Rzeszów liczący niemal 190 tys. mieszkańców, uczelnie wyższe ma aż cztery.

W Polsce mamy ponad milion studentów, czyli ogromny potencjał, który może zasilić w przyszłości nasze przedsiębiorstwa. Kiedy zastanawiamy się, czy konkretne miejsce będzie dobrą lokalizacją na rozszerzenie tam swojej działalności, bierzemy pod uwagę dostępność potencjalnych pracowników, ale też obecność innych firm – zarówno konkurencyjnych, jak i potencjalnie korzystających z naszych usług. Rzeszów będzie już naszą 11 lokalizacją w Polsce i po wstępnych rekrutacjach wiemy jak wielu wartościowych pracowników możemy tam pozyskać, a potrzebni będą przecież programiści Java, Front-end, programiści baz danych czy Pythona. Szukamy też osób na stanowiska testerskie i chcemy także nawiązać współpracę z uczelniami – mówi Łukasz Wójcik, Dyrektor ds. Operacyjnych SSC w Transition Technologies.       

W czasach, gdy liczba studentów kierunków ścisłych spada, tam gdzie najlepsze techniczne uczelnie, tam też najwyższe wynagrodzenia. Jak podaje GUS, najwyższą średnią pensję można dostać w Jastrzębiu-Zdroju (6 131zł brutto), w którym to znajduje się też zamiejscowy ośrodek dydaktyczny krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej – uczelni wymienianej aż 2 razy w rankingu najlepszych studiów inżynierskich w obszarze automatyki i robotyki Fundacji Perspektywy. Na drugim miejscu pod względem wynagrodzeń uplasowała się Warszawa. Analogicznie, w rankingu najlepszych uczelni przoduje tu Wydział Mechaniczny Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej. Gdy pod lupę weźmiemy natomiast Politechnikę Rzeszowską – choć z gorszym rezultatem, bo na 27 miejscu, także znalazła się w rankingu Perspektywy 2017. W gusowskich statystykach Rzeszów wygląda już całkiem nieźle – zajął 17 pozycję na 66 możliwych, ze średnim wynagrodzeniem 4 319 zł brutto.

Idąc o krok dalej – to właśnie tam, gdzie usytuowane są najlepsze na świecie uczelnie, potężne firmy IT postanawiają otworzyć swój biznes. Dolina Krzemowa ma Uniwersytet Stanforda, jakie lokalizacje wybierają natomiast firmy IT w Polsce?

Małe miasta napędzą polską gospodarkę        

Mapa technicznego potencjału, faktycznie pokrywa się z mapą usług IT[2]. Największa liczba przedsiębiorstw zdecydowała się otworzyć swoje oddziały w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu, czyli ośrodkach cieszących się największą dostępnością programistów i trzema najlepszymi w Polsce uczelniami technicznymi. Firmy technologiczne chętnie wybierają też Poznań, Łódź, Trójmiasto, Szczecin oraz Katowice.

Potencjał dla naszej działalności znaleźliśmy także m.in. w  Białymstoku, Olsztynie, czy Kielcach i te miasta, choć na dalszych pozycjach, również są już uwzględniane w badaniach. W tych miejscach inwestycje dopiero się rozpoczynają, jednak cieszymy się, że możemy kontynuować tu swoją działalność jako jedni z nielicznych. Rozwój mniejszych miast, to w dłuższej perspektywie rozwój całej naszej gospodarki, a ta wizja jest zgodna z wizją Grupy Kapitałowej Transition Technologies – dodaje Łukasz Wójcik.

Mamy już świetne uczelnie przygotowujące do pracy młodych inżynierów, a także szereg programistów świadczących już swoje usługi na rynku. Firmy IT widzą ten potencjał i otwierają swoją działalność na nowe lokalizacje, które w rzeczywistości rozsiane są po całej Polsce. Przedsiębiorcy powinni mieć na uwadze fakt, że to nie tylko szansa dla ich biznesu IT, ale też milowy krok w stronę rozwoju krajowej gospodarki.

[1] Stack Overflow, Central & Eastern Europe Developer Landscape 2017

[2] ABSL, Rynek usług IT w Polsce 2015

Split payment to zagrożenie dla MSP

  • 9-go listopada Sejm uchwalił ustawę o tzw. podzielonej płatności VAT – z ang. split payment
  • Ministerstwo Finansów uszczelnia w ten sposób systemu poboru podatku VAT od przedsiębiorstw
  • Mechanizm podzielonej płatności uderzy jednak też w uczciwych przedsiębiorców, szczególnie budowlańców i tych z sektora MŚP

Od kwietnia 2018 przedsiębiorca kupujący towar lub usługę należność będzie przelewał na dwa rachunki sprzedawcy: na jeden tylko kwotę netto, kwota podatku VAT będzie trafiać na odrębny rachunek. Firma otrzymująca wynagrodzenie, chociaż będą to jej pieniądze, nie będzie mogła nimi swobodnie dysponować, a kwota VAT będzie zablokowana przez 25 dni. W początkowym okresie stosowanie mechanizmu będzie dobrowolne.

Eksperci są zgodni, że założenia i cel ustawy o split payment są słuszne, jednak wadą tego rozwiązania jest to, że może uderzyć rykoszetem także w znaczną liczbę uczciwych przedsiębiorców. Trudno na razie szacować jaka część gospodarki zdecyduje się na funkcjonowanie w modelu podzielonej płatności.

– Dla wielu przedsiębiorców problemem może być to, że na kilka tygodni zostaną „zamrożone” ich własne pieniądze, te przelewane na rachunek VAT. Wiele firm działa na granicy opłacalności albo inwestuje cały zysk. Ograniczenie dostępu do części ich środków zmusi takich przedsiębiorców do wstrzymywania inwestycji lub szukania innych źródeł bieżącego finansowania – ocenia Joanna Rembelska, Dyrektor ds. ryzyka i audytu wewnętrznego w eFaktor.

Bank może, ale nie pomoże

Przedsiębiorcom szukającym dodatkowych środków raczej nie pomogą banki. Dane z trzeciego kwartału wskazują, że w przypadku kredytów dla małych i średnich firm udział należności zagrożonych od kilku miesięcy pozostaje na dość wysokim poziomie 10% (dla porównania w kredytach hipotecznych to zaledwie 2,9%). To dosyć dużo zważywszy na dobre dane o wzroście gospodarczym.

Niskie bezrobocie utrudnia działanie szczególnie w pracochłonnych branżach. Brak ludzi do pracy powoduje opóźnienia w realizacji kontraktów, a co za tym idzie naraża przedsiębiorców na kary. Stąd już tylko krok do utraty bieżącej płynności. To prowadzi do wzrostu ryzyka kredytowania ogółu podmiotów z branż, które już od dawna nie mają łatwo, takich jak budowlanka, transport czy rolnictwo. W rezultacie o kredyt będzie im jeszcze trudniej.

– Oceniamy, że wiele firm będzie chciało się ratować innymi niż kredyt sposobami finansowania, w tym także faktoringiem. Utrudnieniem w udzieleniu takiego finansowania jest dobrowolność rozwiązania split payment, a także brak określenia w projekcie czy można wybrać wszystkie czy np. jedną fakturę do rozdzielonego przelewu. Prawdopodobnie powszechne przy faktoringu będzie żądanie dodatkowego oświadczenia od przedsiębiorcy wyjaśniające czy korzysta z mechanizmu podzielonej płatności. Inna możliwość to finansowanie faktur w kwotach pomniejszonych o VAT. Z pewnością jednak wejście w życie ustawy utrudni przedsiębiorcom z sektora MŚP panowanie nad swoim budżetem i efektywne zarządzanie nim – mówi Joanna Rembelska z eFaktor.

Najbardziej dotkliwe zamrażanie środków na rachunku VAT będzie dla działalności rozliczających się z 23% podatku, bo stosunkowo duża część należności będzie zablokowana. Inny wrażliwy punkt w kontekście split payment to faktury z płatnościami odroczonymi, np. na 90 dni.

Polacy pragną własnego „M” najbardziej w Europie

Blisko połowa Polaków uważa, że sytuacja mieszkaniowa w kraju zmierza w dobrym kierunku. To drugi najwyższy wynik uzyskany w badaniu „Finansowy Barometr ING”, analizującym sytuację mieszkaniową w Europie. Z badania wynika również, że Polacy najczęściej z 13 badanych krajów marzą o posiadaniu mieszkania na własność.

Według 44% Polaków sytuacja mieszkaniowa w Polsce zmierza w dobrym kierunku. Przeciwnego zdania jest tylko 30% polskich respondentów. W międzynarodowym badaniu „Finansowy Barometr ING” korzystniejszy bilans opinii odnotowano jedynie w Holandii. Blisko trzech na czterech Polaków jest zadowolonych ze swojej sytuacji mieszkaniowej. To nieznacznie lepszy wynik niż w ubiegłorocznym badaniu (70%), ale zarazem przeciętny na tle innych państw w Europie. Najbardziej zadowoleni ze swojej sytuacji mieszkaniowej są mieszkańcy Luksemburga (82%) i Holandii (80%), najmniej Niemiec (66%), Włoch (64%) i Turcji (61%).

Optymizm Polaków wynika z trzech czynników. Po pierwsze, w Polsce obecnie buduje się i oddaje się do użytku rekordową ilość mieszkań, w ub. roku 170 tys. – tyle co przed kryzysem finansowym z 2008 r. Co istotne, do niedawna ich ceny były bardzo stabilne pomimo rekordowego popytu. Polska powoli zaspokaja duży deficyt mieszkań. Dodatkowo poprawiła się dostępność mieszkań. W ciągu ostatnich 8 lat ich ceny niewiele się zmieniły a dochody rosły. W efekcie za przeciętną płacę można obecnie kupić blisko 0,8m2 mieszkania, to znacznie więcej niż w 2008 roku (prawie 40%) .

Po drugie, od ostatniego roku życie osób spłacających kredyt hipoteczny we frankach szwajcarskich stało się łatwiejsze ze względu na systematyczne osłabianie się tej waluty (spadek kursu CHF/PLN z 4.10 na 3.65). Z kolei kredytobiorcy złotowi mogą cieszyć się niskimi stopami procentowymi. W ostatnich paru kwartałach skoczyła także sprzedaż kredytów mieszkaniowych. Skończył się długi okres wprowadzania regulacji zaostrzających warunki kredytowe (jak np. podnoszenie wkładu własnego).

Po trzecie, na optymizm Polaków mogła mieć także wpływ obietnica budowy przez państwo dużej liczby tanich mieszkań na wynajem z dojściem do własności w ramach programu Mieszkanie+. Czynnik ten wydaje się jednak stosunkowo mało istotny, gdyż realizacja programu opóźnia się, a Polacy nie pokładają dużego zaufania do instytucji państwa – mówi Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Warto także odnotować, że w Polsce w ciągu ostatniego roku wyraźnie spadł odsetek osób przyznających się do trudności ze spłatą raty kredytu (z 41% w 2016 r. do 20% w 2017 r.). Liczba osób mających problemy ze spłatą czynszu pozostała na zbliżonym poziomie (33% w 2016 r. i 31% w 2017 r.).

Polacy spodziewają się wzrostu cen nieruchomości

Respondenci Barometru ING w prawie wszystkich krajach znacznie częściej spodziewają się wzrostu cen nieruchomości, niż ich spadku lub stagnacji. Silny trend w przeciwnym kierunku odnotowano jedynie we Włoszech oraz w Wielkiej Brytanii, co może mieć związek z Brexitem, który już spowodował spadek cen brytyjskich nieruchomości. Polacy nie należą do czołówki państw pod względem oczekiwań wzrostu cen nieruchomości, niemniej odsetek spodziewających się takiego scenariusza wzrósł w ostatnim roku aż o 8 punktów procentowych (z 43% do 51%). Warto zauważyć, że Polacy częściej niż przeciętnie w Europie postrzegają ceny nieruchomości jako wysokie (73% w porównaniu z 62%).

Od 2014 r. w Unii Europejskiej i w Polsce trwa ożywienie gospodarcze, stymulowane polityką niskich stóp procentowych. Buduje się bardzo wiele i brakuje już pracowników by zaspokoić wysoki popyt ze strony deweloperów. Znajduje to odzwierciedlenie w cenach mieszkań, zwłaszcza w krajach Europy Środkowej, gdzie od 2015 roku ceny wzrosły już o kilkanaście procent, co może podsycać obawy o powrót bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości. Dotyczy to również Polski, gdzie zakup mieszkania tradycyjnie uważa się za bezpieczną i zyskowną inwestycję, szczególnie przy obecnym oprocentowaniu lokat. Wprawdzie ceny mieszkań w naszym kraju rosły dotychczas w umiarkowanym tempie 2-3% rocznie, ale od początku 2017 przyspieszyły do 5-7%.

Chociaż dalszy wzrost cen mieszkań w Polsce jest prawdopodobny, to nasze badania sugerują, że nie przerodzi się on w bańkę spekulacyjną. Odrobiliśmy lekcję z poprzedniego kryzysu. Mamy świadomość, że nieruchomości nie są pewną inwestycją. Tylko co trzeci Polak i mieszkaniec Europy łudzi się, że ceny mieszkań nigdy nie spadają. To niższy odsetek niż w poprzednich edycjach naszego badania. Ponadto, dzięki regulacjom makro-ostrożnościowym trudniej jest sfinansować spekulację na rynku nieruchomości. Tanie z pozoru kredyty frankowe przestały być udzielane, a zaciągnięcie kredytu hipotecznego w złotym wymaga znacznego wkładu własnego (10-20%) – powiedział Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku Śląskiego

Polacy pragną własnego „M” najbardziej w Europie

Tegoroczna edycja „Finansowego Barometru ING” po raz kolejny potwierdza, że Polacy na tle innych krajów wyróżniają się szczególnie dużą potrzebą posiadania własnego mieszkania. Aż 80% respondentów z Polski zgadza się z opinią, że każda osoba zdecydowałaby się na kupno mieszkania czy domu, jeśli byłoby ją na to stać. To najwyższy wynik uzyskany w badaniu. Takiej samej odpowiedzi udzieliło zaledwie 46% Holendrów, 53% Hiszpanów i 58% Niemców.

Polacy nie tylko marzą o własnym mieszkaniu, ale jego zakup postrzegają także jako symbol sukcesu (72%). W porównaniu z respondentami z innych krajów Polacy wyraźnie częściej uważają, że kupno mieszkania jest dobrą inwestycją (79%), która zapewnia bezpieczeństwo (74%).

Chęć posiadania własnego mieszkania kontrastuje jednak z możliwościami finansowymi Polaków. 45% respondentów z Polski, którzy nie posiadają własnego mieszkania uważa, że prawdopodobnie nigdy nie będzie ich na nie stać. Być może dlatego dość powszechna jest w Polsce opinia, że w zakupie mieszkania powinni pomagać finansowo rodzice. Taką przekonanie podziela co drugi Polak (52%), co po Turcji jest drugim najwyższym odsetkiem uzyskanym w badaniu. Dla porównania, z opinią że rodzice powinni pomagać dzieciom w kupnie mieszkania zgadza się tylko 16% Holendrów i 23% Hiszpanów.

Finansowy Barometr ING to cykliczne badanie Grupy ING, badające zachowania i postawy konsumentów wobec zagadnień finansowych w Polsce i na świecie. Badanie zostało przeprowadzone w czerwcu 2017 r. w 13 krajach: Polska, Austria, Belgia, Czechy, Francja, Hiszpania, Holandia, Luksemburg, Niemcy, Rumunia, Turcja, Wielka Brytania, Włochy. W badaniu wzięło udział 12 788 respondentów, w tym 1015 z Polski.