Tydzień decyzji banków centralnych: Fed, BoE, BoJ i Norges Bank

Po Europejskim Banku Centralny przychodzi czas na Fed, Bank Anglii, Japonii oraz Norwegii. Tydzień wydaje się być zatem interesujący. EBC obniżył stopy o 25 punktów bazowych, Fed ma rozpocząć cykl luzowania już w środę. Gdyby tego nie zrobił, byłoby to olbrzymie zaskoczenie dla rynku. Trwa przeciąganie liny, wciąż obserwujemy ścierające się spekulacje dotyczące tego czy będzie to ruch o 25 czy może o 50 punktów bazowych. Jednocześnie rynek zakłada, ze zarówno Bank Anglii, Norwegii oraz Japonii będą stabilizować aktualne parametry swojej polityki pieniężnej.

Początek tygodnia przynosi słabszego dolara i wzrost rynkowego prawdopodobieństwa cięcia o 50 punktów bazowych. Aktualnie wnosi ono ponad 60 proc. podczas gdy w połowie ubiegłego tygodnia było na poziomie lekko powyżej 30 proc. Ja jednak wciąż uważam, że Fed wybierze mniejszy ruch i będzie czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Eurodolar wychodzi dziś rano powyżej 1,1100 i znajduje się obecnie w bezpośrednim konta GBPUSD. „Kabel” od czwartku ponownie zaczął kierować się w stronę północy i prawdopodobnie korekta spadkowa, która rozpoczęła się 2,5 tygodnia temu zakończyła się. Jeśli BoE utrzyma stopy a Fed jes obniży, dalsze wzrosty powinny być kontynuowane.

Norges Bank i Bank Anglii podejmą kolejne decyzje w czwartek. W obu przypadkach stopy procentowe prawdopodobnie pozostaną niezmienione, ponieważ ryzyko inflacyjne w obu krajach pozostaje przechylone w górę. O ile jednak decyzja Norges Banku będzie prawdopodobnie dość jednoznaczna (rynek nie wycenia żadnych zmian), o tyle sytuacja w Wielkiej Brytanii jest nieco inna. Według Bloomberga większość ekonomistów tutaj również nie spodziewa się żadnych zmian. Rynek wycenia jednak 25 proc. szans na obniżkę. Dzień wcześniej opublikowane zostaną dane dotyczące inflacji. Oczekiwany wzrost wskaźnika bazowego może być dodatkowy argumentem dla BoE do stabilizacji aktualnego poziomu, choć ostatnie słabe dane gospodarcze powodować mogą, że finalna decyzja nie będzie należeć do łatwych.

Tydzień zakończy Bank Japonii. Ciężko w tym momencie przewidzieć kolejne kroki. W czerwcu, kiedy rynek zakładał jastrzębie stanowisko, instytucja rozczarowała. W lipcu miało być nudno jednak BoJ zaskoczył podnosząc koszt pieniądza pierwszy raz od wielu lat. Konsensus nie zakłada zmiany we wrześniu, mimo, że można było spotkać się z wypowiedziami ze strony banku o chęci dalszego zacieśniania. Być może decydenci chcą jeszcze chwilę poczekać po sierpniowych zawirowaniach i odłożą decyzję na koniec roku lub początek przyszłego. Cykl podwyżek jest cały czas jednak wyceniany, ponieważ jen sukcesywnie zyskuje na wartości. Oczywiście dynamiczne spadki USD/JPY i położenie poniżej poziomu 140,00 to również efekt słabego dolara, jednak rynek zakłada, że nastąpił przełom w polityce Banku Japonii co powoduje, że dochodzi do zmiany trendu w relacji jena i amerykańskiej waluty.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

PFR Ventures podpisało pierwsze umowy z funduszami w ramach programu FENG

PFR Ventures podpisało pierwsze cztery umowy z zespołami zarządzającymi funduszami venture capital w ramach programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Nowe fundusze będą dysponować kapitałem o łącznej wartości ponad 250 mln PLN, z czego wkład PFR Ventures wynosi około 200 mln PLN. To środki, które zostaną wykorzystane na inwestycje w innowacyjne polskie start-upy.

Pierwsze fundusze venture capital, które otrzymają kapitał w ramach programu FENG to 24Ventures, Digital Ocean Ventures Starter, Hard2beat i Tar Heel Capital Pathfinder. Wszystkie cztery skorzystają z programu PFR Starter, skierowanego do zespołów zarządzających, które chcą wspierać innowacyjne przedsiębiorstwa na najwcześniejszym etapie rozwoju. Program zakłada inwestycje w fundusze venture capital, których ticket inwestycyjny wynosi do 5 mln PLN. Inwestycje dokonywane będą do końca 2029 roku. Następnie fundusze rozpoczną tzw. okres dezinwestycyjny, który potrwa kolejne 4 lata.

Nazwa funduszu Kapitalizacja (mln PLN) Wkład PFR Ventures/FENG (mln PLN)
24Ventures* 54 43
Digital Ocean Ventures Starter* 36 29
Hard2beat 84 56,5
Tar Heel Capital Pathfinder 82,5 65

*docelowa kapitalizacja może wzrosnąć w ramach tzw. second closing

24Ventures jest zarządzany przez doświadczonych managerów, wcześniej związanych z Satus Starter. Będzie on inwestował w młode spółki budujące produkty, które odpowiadają na długofalowe trendy, jak transformacja cyfrowa przedsiębiorstw, zmiany klimatyczne i społeczne. Fundusz planuje w okresie 4 lat zainwestować w 18 projektów o globalnym potencjale.

Digital Ocean Ventures Starter będzie finansować spółki z sektora FinTech oraz transformacji cyfrowej wspieranej AI. Fundusz został założony przez zespół związany wcześniej z sektorem bankowym, VC i technologami, a także doświadczeniem w venture buidlingu. Dzięki znajomość sektora finansowego i procesów transformacji cyfrowej, zespół będzie w stanie szybko weryfikować pomysły start-upów, a jednocześnie wspierać ich skalowanie.

Hard2beat
Hard2beat

Hard2beat to fundusz utworzony przez seryjnych przedsiębiorców i inwestorów technologicznych, planujących inwestować na wczesnym etapie w spółki DeepTech, pracujące nad rozwiązaniami opartymi o oprogramowanie. Misją Hard2beat jest wspieranie ambitnych i zdeterminowanych przedsiębiorców, którzy wiedzą, że budowanie biznesu to maraton, a nie sprint i są nastawieni na osiągnięcie długoterminowych celów.

Arkadiusz Seńko, Radosław Czyrko, THCP
Arkadiusz Seńko, Radosław Czyrko, THCP

Tar Heel Capital Pathfinder inwestuje w skalowalne globalnie biznesy technologiczne m.in. z obszarów AI, SaaS, Marketplace, CleanTech, EdTech, Medtech i Cybersecurity. Poza finansowaniem oferuje start-upom kompetencje technologiczne, biznesowe, marketingowe i dostęp do sieci potencjalnych partnerów biznesowych, które pozwalają przyspieszyć ich rozwój i wyprzedzić konkurencję. Fundusz ma w portfelu spółki takie jak Selmo, Wellbee, Teleradius i Multilango, a na koncie ma już m.in. wyjście ze spółki Primetric, którą kupił amerykański lider branżowy BigTime.

W 6 miesięcy przeprowadziliśmy trzy nabory i odebraliśmy blisko 100 ofert od zespołów zarządzających. Pierwsze cztery fundusze, które otrzymają nowy, unijny kapitał, prowadzone są przez osoby z doświadczeniem w inwestycjach venture capital i rozwijaniu technologicznych start-upów. Dwa z nich uczestniczyły w pierwszej edycji PFR Starter, a dwa to zupełnie nowe fundusze – komentuje Maciej Ćwikiewicz, prezes zarządu w PFR Ventures. – Od zawsze stawiamy wysoką, choć dostosowaną do początkujących zespołów, poprzeczkę. Dużo uwagi przykładamy do aspektów reputacyjnych. Cieszy mnie, że w nowej edycji programów widzimy istotną poprawę jakości składanych do nas wniosków. Na etapie pogłębionych analiz znajduje się jeszcze 12 ofert z trzech pierwszych naborów – dodaje.

Nowe środki z programu Fundusze Europejskie dla Nowej Gospodarki (FENG) pozwolą na zasilenie łącznie około 40 funduszy venture capital, w których wkład publiczny wyniesie 2,1 mld zł, a dodatkowe 1,1 mld zł dołożą inwestorzy prywatni. To kontynuacja działań prowadzonych w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, w ramach których PFR Ventures alokowało do funduszy venture capital 1,5 mld zł. Z tych środków sfinansowano już blisko 400 projektów.

PFR Ventures to największy zarządzający funduszami funduszy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, który zapewnił kapitał łącznie dla ponad 80 funduszy VC i PE. Wspierają one polskie spółki na różnym etapie rozwoju: od innowacyjnych, zalążkowych projektów po tradycyjne firmy operujące już na międzynarodowym rynku. Do ich finansowania wykorzystujemy środki Unii Europejskiej oraz własne. W najbliższym czasie planujemy zwiększać nasze zaangażowanie w tym obszarze, jak i pracować nad dalszym rozwojem ekosystemu rynku VC oraz PE w Polsce – mówi Piotr Matczuk, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju.

Programy zasilane środkami z FENG są zarządzane przez PFR Ventures w ramach partnerstwa z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Ich rolą jest stymulowanie różnego typu inwestycji w start-upy i spółki technologiczne. Część z nich skupia się na zapewnieniu finansowania dla najmłodszych projektów, inne umożliwiają rozwijanie projektów z partnerami w postaci korporacji lub aniołów biznesu.

Dla spółek na najwcześniejszym etapie, które dopiero kształtują swój model biznesowy i są przed pierwszą komercyjną sprzedażą swojego produktu lub usługi skierowane są fundusze korzystające z programów PFR Starter i PFR Biznest. Programy PFR Otwarte Innowacje, PFR KOFFI i PFR CVC są sprofilowane dla funduszy chcących wspierać spółki w fazie wzrostu i ekspansji międzynarodowej, które wdrażają lub mają zamiar wdrożyć czy rozwinąć innowacyjne rozwiązania lub przechodzą na nowe rynki.

– Instrumenty kapitałowe są ważną częścią programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki 2021-2027. Ich głównym celem jest wspieranie powstawania i rozwoju spółek typu start-up. Tego typu przedsiębiorstwa na wczesnych etapach rozwoju są kluczowym elementem wysoko rozwiniętych gospodarek. Jeśli Polska ma być miejscem tworzenia innowacji, musimy wspierać powstawanie i rozwój spółek technologicznych. Jedną z głównych barier rozwoju polskiego rynku venture capital jest ograniczona dostępność prywatnego kapitału. Ryzyko niepowodzenia start-upów jest bardzo duże, prywatni inwestorzy ograniczają więc inwestycje w ten segment rynku. Dzięki środkom UE jesteśmy w stanie znacząco zniwelować tę lukę – zaznaczył dyrektor Departamentu Programów Wsparcia Innowacji i Rozwoju Grzegorz Orawciec.

– Innowacje to klucz do zapewnienia konkurencyjności polskich przedsiębiorstw. W obecnej perspektywie UE Bank Gospodarstwa Krajowego wdraża we współpracy PFR Ventures instrumenty kapitałowe z programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki. Dzięki tej formie wsparcia finansowanie trafi do innowacyjnych firm, dając im szansę na start, rozwój i ekspansję. Z drugiej strony zaangażowanie środków publicznych ma zmobilizować prywatne podmioty do inwestowania w projekty innowacyjne, obarczone większym ryzykiem. Środki z Funduszy Europejskich zaangażowane w ten projekt, powierzone BGK i PFR Ventures, to około 2 miliardy złotych. Mamy nadzieję, że część wspartych firm osiągnie sukces nie tylko na polskim, ale także europejskim i globalnym rynku – mówi Paweł Chorąży, dyrektor zarządzający Pionem Funduszy Europejskich w BGK.

Polski sektor bankowy należy do najbardziej innowacyjnych w Europie

Wachnicka (ZBP): Mamy czym się pochwalić. Polski sektor bankowy wyróżnia się na tle Europy.

Agnieszka Wachnicka, wiceprezes Związku Banków Polskich, zauważa, że polski sektor bankowy należy do najbardziej innowacyjnych w Europie. Dla klientów bank to już nie tylko instytucja, do której wpływają ich wynagrodzenia. Dzięki nowoczesnym aplikacjom stał się też miejscem załatwiania codziennych spraw. Jednak coraz większym wyzwaniem dla banków jest pogodzenie przeciwstawnych oczekiwań. Z jednej strony są konsumenci, którzy chcą mieć dostęp do wszystkich e-usług, a z drugiej – jest duże grono osób wciąż potrzebujących wizyt w placówkach stacjonarnych. – Największym wyzwaniem pozostaje jednak bezpieczeństwo. Banki muszą funkcjonować na najwyższym poziomie gotowości w obszarze cyberbezpieczeństwa, by chronić środki klientów oraz zapewnić ciągłość działania całego sektora finansowego – mówi w wywiadzie dla MondayNews wiceprezes ZBP.

MondayNews (MN): Sektor bankowy w Polsce od wielu lat dynamicznie się rozwija. Zachodzące zmiany widać gołym okiem, np. usługi bankowe coraz odważniej przenoszą się do naszych telefonów. Zatem jak będzie wyglądać polska e-bankowość za 5-10 lat?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Polski sektor bankowy w istocie należy do jednych z najbardziej innowacyjnych w Europie. Determinuje to wiele czynników, jak m.in. unikalny system płatniczy, otwartość polskich konsumentów na testowanie innowacyjnych rozwiązań czy też dążenie banków do inwestowania w nowe technologie oraz systematyczne rozszerzanie palety usług, które dostarczane są klientom w ramach bankowości elektronicznej. Stan ten powoduje, że wszelkie regulacje na poziomie europejskim, które są obecnie projektowane, trafiają na podatny grunt, gdyż zarówno banki, jak i konsumenci widzą liczne korzyści, wynikające z wdrożeń nowych rozwiązań. Jeśli chodzi o przyszłość polskiego sektora bankowego, to wspomniane regulacje, projektowane na poziomie europejskim, pozwalają nam zidentyfikować główne trendy.

MN: Jakie to trendy?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Dostrzegamy zaawansowanie prac nad usprawnieniem obecnych i tworzeniem nowych mechanizmów rozliczeniowych. Przewidujemy istotne zwiększenie wolumenu płatności natychmiastowych, które mają stać się nowym standardem w Europie. Projektowane regulacje w obszarze cyfrowego euro pozwalają nam również antycypować, że niedługo może powstać nowa paneuropejska infrastruktura płatnicza, która będzie stanowić alternatywę dla obecnie funkcjonujących systemów rozliczeniowych. Są to zdecydowanie zmiany o charakterze rewolucyjnym. Równie istotne jest wykorzystanie nowego trendu, jakim jest zwiększenie skali wykorzystania danych oraz zastosowanie technologii sztucznej inteligencji. Dzięki tym rozwiązaniom banki będą skuteczniej analizować i przewidywać potrzeby oraz preferencje swoich klientów, co przełoży się na tworzenie spersonalizowanych ofert, a tym samym – na lepsze doświadczenia użytkowników korzystających z bankowości cyfrowej i mobilnej.

MN: Kierunek kanałów elektronicznych to w dużym stopniu ułatwienia dla konsumentów, ale też różnego rodzaju zagrożenia. Jakie zalety będą miały nowe rozwiązania? Na co konsumenci będą musieli szczególnie uważać w kwestii rozwoju ww. kanałów? I czy sektor bankowy będzie na tyle gotowy, że te zagrożenia zostaną sprowadzone właściwie do minimum?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Jak dobrze, wiemy każda technologia poza ewidentnymi korzyściami dla użytkowników, może przynosić zagrożenia wynikające z jej wykorzystania przez potencjalnych przestępców. Jest to dobrze znany i stary problem, powiązany ściśle z postępującą transformacją technologiczną. Szczególnie kluczowa w tym kontekście wydaje się popularyzacja sztucznej inteligencji. Przestępcy zdają sobie sprawę z możliwości, jakie daje technologia. Opierają swoje nowe modele oszustw o technologię deepfake oraz klonowania głosu.

MN: Jak możemy sobie z tym radzić?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Sektor bankowy jest świadomy tych wyzwań i podejmuje działania mające na celu ograniczenie takich praktyk, projektując coraz bezpieczniejsze UI (interfejs użytkownika) oraz realizując najlepsze praktyki i regulacje rynkowe. Konsumenci również powinni być przygotowani na nowe metody manipulacji oraz schematy potencjalnych oszustw. Dlatego sektor bankowy podejmuje działania mające na celu uzupełnienie wiedzy klientów i budowania świadomości nowych zagrożeń w kanałach zdalnych. Jestem głęboko przekonana, że zarówno banki, jak sami konsumenci będą dążyć do tego, aby skutecznie zapobiegać tym wyłudzeniom.

MN: Mówi się, że dynamiczny rozwój e-bankowości oznacza mniej fizycznych placówek na rynku. Czy to jest prawda?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Wraz z postępem technologicznym i rozwojem cyfrowego środowiska, obserwujemy znaczące zmiany w zachowaniu klientów banków, a wśród różnych segmentów wyraźnie widać odmienne preferencje i oczekiwania. Młodsze pokolenia najczęściej zwracają się w stronę cyfrowych kanałów obsługi. Już ponad 22 mln aktywnych użytkowników korzysta z bankowości mobilnej. Natomiast osoby starsze, choć coraz częściej obcują z nowymi technologiami, wciąż preferują tradycyjne formy obsługi w oddziałach banków i płatności gotówkowe. Sektor bankowy musi być zatem w stanie zaspokoić potrzeby tych dwóch grup interesariuszy. Dlatego też, procesy bankowe są omnikanałowe, aby nie wykluczać osób starszych bądź ze specjalnymi potrzebami.

Nie zatrzymamy jednak trendu wskazującego na zmianę preferencji klienta w zakresie obsługi zdalnej i płatności bezgotówkowych. Naturalną odpowiedzią na tę tendencję na rynku jest zmniejszająca się liczba oddziałów bankowych z obsługą gotówkową. Natomiast istniejące placówki stopniowo mogą być przekształcane w centra doradztwa i obsługi klienta, gdzie oferowane będą wysokiej jakości usługi doradcze, privatebanking oraz wsparcie w zakresie bardziej skomplikowanych transakcji i produktów finansowych.

W Polsce dostęp do gotówki jest wygodny i powszechnie zapewniony, nie tylko dzięki wypłatom w kasach bankowych czy w bankomatach, ale również w sklepach, na stacjach paliwowych i w wybranych punktach oznaczonych logo Cashback.

MN: Czy rozwój e-bankowości w Polsce jest podobny do obserwowanych w innych krajach UE i na świecie?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Dla rozwoju bankowości cyfrowej kluczowe znacznie ma słowo „klientocentryczność”. Projektowane w Polsce aplikacje bankowe należą do najbardziej zaawansowanych w Europie, a nawet na świecie. Wystarczy wspomnieć, że w rankingu Digital Banking Maturity z 2022 roku, aż 6 z 30 cyfrowych liderów to banki z Polski. Wynika to gównie z tego, że polskie banki systematycznie dążą do zwiększenia portfela oferowanych usług dodanych oraz poprawy User Experience. Tym samym banki stają się dla coraz większego grona klientów kluczowym miejscem załatwiania codziennych spraw – od kupna biletu parkingowego czy autostradowego i wyjścia do kina aż po zakup ubezpieczenia czy zarządzanie finansami osobistymi.

MN: Czym jeszcze możemy się pochwalić?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Jako ZBP, uważnie śledzimy rozwój bankowości internetowej i mobilnej oraz płatności bezgotówkowych, czego efektem jest kwartalna publikacja raportu Netb@nk. Na podstawie zbieranych danych można stwierdzić, że nieustająco przybywa aktywnych użytkowników aplikacji mobilnych i bankowości elektronicznej. Jako rynek jesteśmy w europejskiej czołówce wykorzystania rozwiązań bankowości cyfrowej. Dysponujemy najnowocześniejszym system płatniczym w Europie, w ramach którego działają dwa niezależnie działające systemy płatności natychmiastowych oraz unikalny w skali europejskiej system płatności mobilnych BLIK. Liczba transakcji bezgotówkowych w naszym kraju systematycznie rośnie, a nasycenie terminalami jest jednym z najwyższych na kontynencie, dzięki programowi Polska Bezgotówkowa.

MN: A jakie są nasze słabe strony?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Jeżeli mówimy o słabościach, chociaż tego osobiście bym tak nie ujęła, to czasem decyzja o wdrożeniu nowego rozwiązania rynkowego zajmuje nam nieco więcej czasu niż na świecie, ale zawsze jest to rezultat dogłębnej analizy problemu z perspektywy bezpieczeństwa klientów oraz potencjalnych skutków rynkowych. Przykładem mogą być tu popularne rozwiązania oparte o kryptoaktywa, które zaczynają być w obrębie naszego zainteresowania jako sektora bankowego. Natomiast podchodzimy do tych rozwiązań z rezerwą i monitorujemy zmiany w tym zakresie przed udostępnieniem tego typu usług naszym klientom na szeroką skalę.

MN: Czy działania naszego państwa pomagają czy raczej osłabiają rozwój e-bankowości w Polsce?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: W dynamicznie zmieniającym się sektorze bankowym istotna jest zgodność prawa z transformacją cyfrową. Przyspieszony rozwój technologiczny stawia z jednej strony przed regulatorami i organami nadzoru wiele wyzwań związanych z dostosowaniem istniejących przepisów do nowych realiów rynkowych, ale z drugiej strony sektor bankowy powinien pozostać konkurencyjny i bezpieczny dla swoich klientów.

Konieczne jest zapewnienie równowagi pomiędzy „zachętą” do wprowadzania innowacji a ochroną interesów klientów oraz stabilnością systemu finansowego. Regulatorzy muszą monitorować i reagować na zmieniające się trendy i technologie, czego wyrazem są najnowsze regulacje, tj. AI ACT, MICA, DORA, PSR czy FIDA. W tym kontekście współpraca między sektorem bankowym, regulatorem, organami nadzoru oraz bankiem centralnym odgrywa kluczową rolę w opracowywaniu adekwatnych i elastycznych ram prawnych, które będą stymulować wzrost sektora, a nie ograniczać jego potencjał.

ZBP, jako izba gospodarcza, pomaga bankom w identyfikacji trendów, które mogą poprawić efektywność i konkurencyjność sektora bankowego. W tym obszarze niezwykle cenną inicjatywą jest m.in. Forum Technologii Bankowych, które jest formułą niepowtarzalną w skali europejskiej. Istnienie forum zrzeszającego dostawców technologii oraz banków daje możliwość organizowania efektywnej współpracy w ramach ekosystemu innowacji finansowych.

Ponadto systematycznie prowadzimy działania zmierzające do opracowania standardów technologicznych i regulacji, które pomagają bankom w bezpiecznym wdrażaniu nowych rozwiązań technologicznych. Prowadzone przez nas Rady i Komitety Bankowe zrzeszają ekspertów bankowych w różnych obszarach. Dzięki temu materiały przez nas wypracowywane pochodzą od osób, które aktywnie odpowiadają w bankach za poszczególne obszary. Dzięki temu ZBP stanowi forum wymiany eksperckiej wiedzy z banków do banków i „wyłaniane” są najlepsze rozwiązania.

MN: Jak sytuacja geopolityczna wpływa na sektor bankowy w Polsce?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Zdecydowanie sytuacja za naszą wschodnią granicą przyczyniła się do podniesienia stanu gotowości sektora bankowego na cyberataki. Jesteśmy przecież elementem krytycznej infrastruktury naszego państwa. Wystarczy wspomnieć, jak wyglądało to w momencie rozpoczęcia konfliktu w Ukrainie, kiedy musieliśmy zmagać się z niedoborami gotówki w bankomatach i placówkach bankowych. Działaliśmy wówczas w trybie najwyższej gotowości w ścisłej kooperacji z Narodowym Bankiem Polskim. Wzięliśmy na siebie ogromną odpowiedzialność, zakładając rachunki dla uchodźców z Ukrainy, dając im dostęp do naszego systemu bankowego oraz infrastruktury płatniczej. Utworzyliśmy dwujęzyczne kanały komunikacji, dedykowane mniejszości ukraińskiej. W mojej opinii, polski sektor bankowy wypełnił wzorowo swoje zadanie z pierwszego okresu wojny.

MN: Co teraz jest wyzwaniem?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Obecnie musimy działać tak, aby utrzymać i udoskonalać wypracowane wtedy standardy i rozwiązania. Presja, jaka jest wywierana na nasz kraj, determinuje nas do tego, że musimy funkcjonować na najwyższym poziomie gotowości w obszarze cyberbezpieczeństwa, chroniąc tym samym środki naszych klientów oraz zapewniając bezpieczeństwo i ciągłość działania całego sektora finansowego. To wszystko ma oczywiście również wpływ na to, jak podchodzimy do wdrażania innowacji, gdyż każda zmiana na rynku jest obecnie bardzo dokładanie analizowana z perspektywy bezpieczeństwa klientów.

MN: Dziękujemy za rozmowę.

Pierwsza od 4 lat obniżka stóp procentowych w USA coraz bliżej – czy Fed zdecyduje się na 25 czy 50 punktów bazowych?

Pierwsza od 4 lat obniżka stóp procentowych w USA jest już na wyciągnięcie ręki. Rynek wciąż nie ma pewności czy będzie to ruch o 25 punktów bazowych, czy może jednak Fed wykona mocnieją zmianę. Dla gospodarki wielkość luzowania nie będzie mieć aż tak dużego znaczenia. Sama decyzja może jednak podpowiedzieć rynkowi w jaki sposób Rezerwa Federalna ocenia stan gospodarki i czego oczekuje w najbliższej przyszłości.

Bez wątpienia Fed musi zacząć działać. Wskazują na to dane. Stopa inflacji mierzona deflatorem wydatków konsumpcyjnych z wyłączeniem żywności i energii (core PCE), spadła o 3 punkty procentowe od najwyższego poziomu na początku 2022 r. do 2,6 proc. obecnie. W nadchodzących miesiącach ten trend powinien zostać utrzymany. Z kolei wzrost płac, który ma decydujący wpływ na ceny usług, również wyraźnie spowolnił. Prognozy wskazują, że wiosną 2025 r. inflacja bazowa prawdopodobnie będzie tylko nieznacznie powyżej celu Fed wynoszącego 2 proc.. Jednocześnie rynek pracy wykazuje coraz większe oznaki słabości. W ciągu trzech miesięcy do sierpnia liczba osób zatrudnionych wzrosła średnio o jedynie 116 tysięcy, w porównaniu ze wzrostem o ponad 200 tysięcy na początku roku. Stopa bezrobocia urosła z 3,4 proc. w kwietniu 2023 r. do 4,2 proc. w sierpniu. Sytuacja nie jest jednak katastrofalna, pogorszenie sytuacji postępuje sukcesywnie i brakuje nagłych tąpnięć.

W tym momencie Fed dostrzega obecnie większe ryzyko dla części swojego mandatu dotyczącej zatrudnienia. Wcześniej przez długi okres uwaga była skoncentrowana na walce z inflacją. Ta zmiana priorytetów została wyraźnie zaznaczona podczas ostatniego sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole w Górach Skalistych.

Posiedzenie wrześniowe to nie tylko sama decyzja o koszcie pieniądza. To również czas publikacji zaktualizowanych prognoz. Otrzymamy zatem nowy „dot chart”, który prawdopodobnie ulegnie znacznej zmianie. Przypomnijmy, że w czerwcu bank centralny zakładał, że w tym roku dojdzie do jednego cięcia o 25 pb. a w kolejnych latach (2025-2026 ) koszt pieniądza zostanie obniżony łącznie o 100 punktów bazowych. Aktualnie rynek wycenia, że do końca roku redukcja łącznie wyniesie 100 pb. Od tego, jak bardzo zmieni się wykres kropkowy, będzie zależeć również siła rynkowej reakcji.

Tak jak podkreślałem wielokrotnie, obniżka o 50 punktów bazowych mogłaby być dla wielu inwestorów dowodem na to, że Fed naprawdę martwi się o gospodarkę i być może zbyt długo zwlekał ze zmianą stóp procentowych. Powell raczej nie będzie chciał sprawiać takiego wrażenia. Zakres i tempo dalszych cięć będą zależeć od danych gospodarczych publikowanych w nadchodzących miesiącach. Fed prawdopodobnie będzie chciał zachować pewnego rodzaju elastyczność w swoich działaniach, a pierwsza zmiana o 50 pb mogłaby spowodować, że narosłaby presja na dalsze kroki tej samej lub wyższej skali.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Stanowisko Rady TEP w sprawie planowanych przez MRPiPS regulacji w obszarze rynku pracy

Zapowiadane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej  (MRPiPS) zmiany regulacyjne w obszarze rynku pracy dotyczące 1) dopuszczalności pracy cudzoziemców w Polsce, 2) zamierzonego rozszerzenia kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy oraz 3) wprowadzenia dyrektywy w sprawie pracowników platformowych, zwiększą koszty i ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej. W rezultacie, negatywnie wpłyną na dochody i swobodę działalności przedsiębiorców, pracowników i zleceniobiorców. Konsumenci stracą z powodu wyższych cen towarów i usług. W ocenie Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich wysoce niepokojące jest przyjęcie przez MRPiPS kierowane przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk szkodliwej i utopijnej wizji rynku pracy, na którym docelowo wszyscy mają pracować na podstawie  umowy o pracę, niezależnie od obiektywnych okoliczności ekonomicznych, cech danej pracy i osobistych preferencji. 

Pierwsza z rozpatrywanych w naszym stanowisku regulacji – projekt ustawy o warunkach dopuszczalności powierzenia pracy cudzoziemcom na terytorium Polski – w wielu aspektach wprowadza usprawnienia procedur wydawania zezwolenia na pracę m.in. poprzez ich elektronizację. Jednakże wprowadza też wymóg zatrudnienia w oparciu o umowę o pracę, co oznacza, że przedsiębiorcy nie będą mogli współpracować z cudzoziemcami na podstawie bardziej elastycznych umów cywilnoprawnych. Jest to zmiana negatywna, gdyż jej realnym skutkiem będzie utrudnienie cudzoziemcom wejścia na polski rynek pracy: już na samym początku będą musieli spełnić wysokie wymagania, aby opłacalne było ich zatrudnienie na podstawie umowy o pracę. Część cudzoziemców wypchnie to do szarej strefy, utrudniając ich integrację, a o inną część możemy przegrać konkurencję z krajami, które są bogatsze lub mają bardziej otwarte regulacje. Tymczasem integracja kolejnych imigrantów będzie w najbliższych dekadach kluczowa dla utrzymania tempa rozwoju gospodarczego i finansowania wydatków publicznych wobec postępującego starzenia społeczeństwa i utrzymywania niskiego ustawowego wieku emerytalnego.

Analogiczne zagrożenia wystąpią w przypadku realizacji zapowiedzi rozszerzenia kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). PIP ma otrzymać uprawnienie do nakazania przekształcenia umowy cywilnoprawnej lub umowy B2B w umowę o pracę w formie decyzji administracyjnej. Dotyczyłoby to sytuacji, gdy inspektor PIP ustali, że praca, którą wykonuje osoba zatrudniona na podstawie umowy cywilnoprawnej lub B2B spełnia warunki pracy świadczonej na podstawie Kodeksu Pracy. Trudno sobie wyobrazić obiektywne kryteria według których PIP mogłaby wydawać takie decyzje, podobnie jak w przypadku tzw. testu przedsiębiorcy proponowanego w czasach rządu Prawa i Sprawiedliwości. Regulacja o takim charakterze znacząco podniesie ryzyko działalności gospodarczej w Polsce i obniży konkurencyjność dotkniętych nią przedsiębiorstw. Dodatkowo, może prowadzić do nadużywania władzy w stosunku do przedsiębiorców oraz pracujących i będzie źródłem licznych i długotrwałych sporów sądowych, a tym samym dalszych kosztów dla pracowników, pracodawców i Skarbu Państwa.

Równie istotnym skutkiem będzie dalsze, paternalistyczne ograniczanie znaczenia woli stron na rynku pracy oraz między kontrahentami B2B i związane z tym reperkusje dla prawa cywilnego. To dlatego, że możliwość przekształcenia umowy między niezależnymi podmiotami w drodze decyzji administracyjnej otwierałaby drogę do dalszych ingerencji w fundamentalną dla gospodarki rynkowej zasadę swobody umów.

Bezpośrednio związana z zapowiadaną reformą PIP jest kwestia wdrożenia Dyrektywy w sprawie poprawy warunków pracy wykonywanej za pośrednictwem platform internetowych (PWD). Istotą regulacji dyrektywy jest domniemanie stosunku pracy względem osób świadczących usługi za pośrednictwem platform internetowych, które będzie musiało zostać wprowadzone do systemów prawnych państw członkowskich. Jednakże w Polsce pojawia się kwestia zgodności takiej regulacji z Konstytucją i ryzykiem rozszerzenia takiego domniemania na wszystkich pracujących, w celu zapobiegnięcia naruszeniu zasady równości. Tak szeroka zmiana będzie mieć ogromne konsekwencje dla polskiego modelu prawa pracy (który obecnie nie zawiera takiego domniemania), jak również dla gospodarki.

Bezpośrednim skutkiem wdrożenia PWD w odniesieniu do samych platform internetowych będzie pozbawienie Polaków i cudzoziemców miejsc pracy o niskim progu wejścia, które pozwalają dorobić lub łatwo rozpocząć karierę zawodową nawet osobom bez doświadczenia, słabiej wykształconym, w biedniejszych regionach, lub nie znającym języka. Oprócz tego wzrost kosztów operacyjnych przełoży się wprost na podwyżki cen usług dla konsumentów. W przypadku zaś rozszerzenia ww. domniemania na wszystkie kategorie pracujących należy brać pod uwagę scenariusz rzeczywistej eliminacji umów cywilnoprawnych i umów B2B z szeroko pojmowanego rynku pracy. Tym samym znacznie ograniczy się elastyczność zatrudnienia i w zależności od możliwości przerzucenia tego kosztu i dodatkowego ryzyka na klientów danej firmy czy branży – możliwy jest spadek rentowności lub wzrost cen produktów i usług. W każdym przypadku obniży się konkurencyjność polskiej gospodarki na arenie międzynarodowej.

Wskazane w niniejszym stanowisku Rady TEP trzy regulacje w obszarze rynku pracy nie wyczerpują listy szkodliwych i populistycznych projektów, nad którymi pracuje – lub zapowiedział pracę – resort kierowany przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk. W tym kontekście należy wymienić także takie inicjatywy jak: 1) 4-dniowy tydzień pracy; 2) wprowadzenie wynagrodzenia chorobowego w wysokości 100% (obecnie jest 80%); 3) sprzeciw wobec liberalizacji handlu w niedziele.

Podsumowując, Rada TEP zwraca się do ustawodawców i rządzącej koalicji o konstruktywny dialog, przeprowadzenie rzetelnych analiz skutków regulacji i odpowiednie skorygowanie lub porzucenie rozwiązań, które uważamy za szkodliwe dla polskiej gospodarki. Konieczne jest zaangażowanie szerokiego grona ekspertów z zakresu prawa pracy, prawa cywilnego oraz ekonomii, aby projektowane zmiany wpisały się w dotychczasowe otoczenie regulacyjne i nie doprowadziły do szokowych zmian o charakterze systemowym, zarówno w odniesieniu do prawa jak i obrotu gospodarczego. Na sam koniec – należy odrzucić kosztowną, utopijną wizję rynku pracy, na którym docelowo wszyscy mają pracować na podstawie umowy o pracę, niezależnie od obiektywnych kosztów, korzyści, charakteru pracy jak i osobistych preferencji.

Polski budżet na 2025 r. zwiększa wydatki i ryzyko inflacyjne, odsuwając obniżki stóp procentowych – długoterminowe ryzyko fiskalne rośnie

EBC obniżył stopy procentowe, w przyszłym tygodniu, wg. oczekiwań, zrobi to FED. W Polsce zaś obniżki prawdopodobnie będą odsunięte w czasie. Krótkoterminowe ryzyko wzrostu inflacji jakie rodzi propozycja polskiego budżetu na 2025 przysłania jednak inne zagrożenia. Scenariusz budżetowy pozbawia bowiem polski rząd znaczącego pola manewru fiskalnego w przypadku potencjalnego szoku gospodarczego po 2025 roku.

  • Według prognoz Allianz Trade wzrost gospodarczy w Polsce powinien pozostać solidny (2024: +3%, 2025: +3,8%), napędzany popytem krajowym stymulowanym dzięki ekspansywnej polityce fiskalnej
  • Przyczyny większego niż pierwotnie zakładano deficytu polskiego budżetu na 2025 rok to wydatki socjalne, zwłaszcza w sferze budżetowej oraz wydatki na obronność – najwyższe w całym NATO w stosunku do PKB (z 3,3% w 2023 r. i szacowanych 4,2% w 2024 r. do zaplanowanych 4,7% PKB w 2025 r.)
  • W perspektywie krótkoterminowej polski projekt budżetu stwarza ryzyko inflacyjne i prawdopodobnie opóźni to obniżki stóp procentowych do 2. kwartału 2025r.
  • Propozycja polskiego budżetu na 2025 r. stawia pod znakiem zapytania konsolidację fiskalną, co niesie ze sobą także niedoceniane przez decydentów i inwestorów ryzyko średnioterminowe:
  • Polska ma stosunkowo krótki profil zapadalności długu państwowego (z obligacjami rządowymi o średniej zapadalności ponad 8% PKB w latach 2024-2025, w porównaniu ze średnią rynków wschodzących wynoszącą 4,4%)
  • Wskaźnik odsetek (długu) do dochodów Polski jest na poziomie około 5%
  • Scenariusz ten (proponowany budżet – odłożenie konsolidacji fiskalnej) pozbawia rząd znaczącego pola manewru fiskalnego w przypadku potencjalnego szoku gospodarczego po 2025 roku
  • Oczekujemy, że rząd zacznie konsolidować swój budżet począwszy od 2026r., stabilizując tym samym relację długu publicznego do PKB na poziomie około 56%.
  • W scenariuszu zakładającym brak konsolidacji fiskalnej, dług publiczny będzie nadal rósł i do 2027 roku przekroczy 60%

Można oczekiwać, że polski wzrost gospodarczy w nadchodzących kwartałach pozostanie solidny, po zaskakująco silnym ożywieniu w pierwszej połowie roku, które było napędzane popytem krajowym w wyniku ekspansywnej polityki fiskalnej – wynika z analiz Allianz Trade. Realny wzrost PKB Polski przyspieszył do +3,2% r/r w II kwartale z +2% w I kwartale.

To wydatki rządowe stały się kluczowym motorem wzrostu w ostatnich kwartałach, rosnąc o prawie +11% r/r w pierwszej połowie roku (H1), częściowo dzięki wzrostowi wynagrodzeń w sektorze publicznym. To ostatnie, wraz z ogólnie silnym rynkiem pracy i spadającą inflacją, zwiększyło wzrost wydatków konsumpcyjnych do średnio +4,7% w pierwszej połowie roku. Tymczasem wkład eksportu netto we wzrost PKB był w II kwartale ujemny, odzwierciedlając utrzymującą się słabość głównych rynków polskiego eksportu: strefy euro, a zwłaszcza Niemiec. Z drugiej strony, spadek liczby nowych zamówień ograniczył spadek zapasów, zmniejszając tym samym ich negatywny wpływ na ogólny wzrost (wykres 1). Patrząc w przyszłość oczekujemy, że dynamika wydatków krajowych w Polsce utrzyma się w nadchodzących kwartałach. Ponadto powinien przyspieszyć wzrost inwestycji, ponieważ polski rząd zamierza wydać wszystkie wcześniej zamrożone fundusze unijne w ciągu najbliższych dwóch lat. Eksport powinien stopniowo poprawiać się od końca 2024 r., dzięki umiarkowanemu ożywieniu w strefie euro. Ogólnie rzecz biorąc, Allianz Trade podniósł całoroczne prognozy wzrostu realnego PKB Polski do +3% w 2024 r. i +3,8% w 2025 r.

Wykres 1: Wzrost realnego PKB (% r/r) i jego składowe (p.p.)

Wykres 1: Wzrost realnego PKB (% r/r) i jego składowe (p.p.)

Źródła: Główny Urząd Statystyczny, Allianz Research

Propozycja budżetu Polski na 2025 r. w opinii Allianz Trade kwestionuje jednak konsolidację fiskalną co niesie ze sobą średnioterminowe ryzyko fiskalne . W przyszłym roku polityka fiskalna ma być bardziej ekspansywna niż wcześniej prognozowano. Projekt budżetu ogłoszony przez polski rząd pod koniec sierpnia przewiduje deficyt fiskalny na poziomie -5,5% PKB w 2025 r., a szacowany deficyt na 2024 r. został skorygowany w górę do -5,7% PKB. W porównaniu z naszymi sierpniowe prognozy polskiego deficytu były na poziomie odpowiednio -4,3% i -5% (które były nieco poniżej konsensusu). Hojne wydatki socjalne wspierające wydatki konsumpcyjne oraz wzrost wydatków obronnych do 4,7% PKB w 2025 r. (z 3,3% w 2023 r. i szacowanych 4,2% w 2024 r.)[1] są głównymi przyczynami wzrostu deficytu. Propozycja ta musi jeszcze zostać zatwierdzona przez parlament i podpisana przez prezydenta, ale jest prawdopodobne, że zostanie powszechnie przyjęta. Reakcja rynku na to ogłoszenie była bardzo stonowana, być może odzwierciedlając pogląd, że ryzyko związane z długiem państwowym prawdopodobnie pozostanie umiarkowane w najbliższym czasie. Decydenci i inwestorzy nie doceniają jednak średnioterminowego ryzyka fiskalnego, ponieważ dług publiczny ma obecnie wzrosnąć z 50% PKB w 2023 r. do około 55% w 2025 r. i przekroczy 60% do 2027 r. bez przyszłej konsolidacji (wykres 2).

Wykres 2: Scenariusze dla polskich finansów publicznych (% PKB)

Scenariusze dla polskich finansów publicznych

Źródła: Eurostat, polskie Ministerstwo Finansów, Allianz Research

W tym kontekście należy zauważyć, że Polska ma stosunkowo krótki profil zapadalności długu państwowego (z obligacjami rządowymi o średniej zapadalności ponad 8% PKB w latach 2024-2025, w porównaniu ze średnią rynków wschodzących wynoszącą 4,4%) i wskaźnik odsetek do dochodów na poziomie około 5%. Wszczęcie procedury nadmiernego deficytu wobec Polski przez Komisję Europejską w czerwcu, jeszcze przed projektem budżetu, oznacza, że kraj będzie musiał zobowiązać się do ścieżki redukcji deficytu. Scenariusz bazowy Allianz Trade zakłada zatem, że Polska zacznie konsolidować swój budżet począwszy od 2026 roku. W rezultacie wskaźnik długu publicznego do PKB prawdopodobnie ustabilizuje się na poziomie około 56% po 2026 r. (wykres 2). Scenariusz ten pozbawia jednak rząd znaczącego pola manewru fiskalnego w przypadku potencjalnego szoku gospodarczego po 2025 roku.

W perspektywie krótkoterminowej polski projekt budżetu stwarza ryzyko inflacyjne i prawdopodobnie opóźni obniżki stóp procentowych. Inflacja zasadnicza wzrosła z niedawnego niskiego poziomu 2% r/r w marcu 2024 r. do 4,3% w sierpniu, napędzana rosnącymi cenami żywności i energii. Biorąc pod uwagę dodatkową presję inflacyjną wynikającą z planowanych podwyżek zasiłków na dzieci, emerytur i wynagrodzeń w sektorze publicznym, Allianz Trade podniósł prognozy średniorocznej inflacji do 3,8% w 2024 r. i 4,5% w 2025 r. (z odpowiednio 3,6% i 3,8% w czerwcu). Oczekujemy również, że polski bank centralny, który od października 2023 r. utrzymuje główną stopę procentową na niezmienionym poziomie 5,75%, odłoży kolejną obniżkę stóp do II kwartału 2025 r., w porównaniu z naszą poprzednią prognozą obniżki w grudniu 2024 r. (wykres 3).

Wykres 3: Perspektywy inflacji i stóp procentowych

Wykres 3: Perspektywy inflacji i stóp procentowych

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

[1] Od 2023 roku Polska ma najwyższe wydatki na obronność w stosunku do PKB wśród państw członkowskich NATO.

Złoty zyskuje na tle stabilnej polityki EBC i spekulacji o cięciach stóp przez Fed

Wczorajszy wzrost pary EURUSD wynikał w głównej mierze ze słabości dolara amerykańskiego a nie z siły euro. Rynek ponownie wzmocnił swoje spekulacje, że Fed obniży stopy procentowe mocniej w przyszłym tygodniu, choć ciężko powiedzieć, że mieszane dane PPI mogły wzmocnić ten pogląd. EBC niczym nie zaskoczył. Zrobił swoje łagodząc politykę monetarną o standardowe 25 punktów bazowych. Złoty zyskał zarówno do euro jak i USD.

Napięcie na rynku jest z dnia na dzień powiększane. Jednego dnia słabną „nadzieje” na ruch w dół o 50 punktów bazowych po to tylko, żeby kolejnego mogły zostać wzmocnione. Zmienność rynkowa rośnie i pomimo jakichkolwiek przełomowych informacji można odnieść wrażenie, że dużo się dzieje, a tak naprawdę sytuacja jest dość stabilna.

Kurs EUR/USD jak na razie wyznaczył minima lokalne na 1,10 i kieruje się wyżej. W średnim terminie mamy układ korekty spadkowej, która przypomina już formację „flagi”, co w teorii oznacza, że istnieje większa szansa na kontynuację wzrostów. Dopiero jednak potwierdzeniem takiego scenariusza będzie trwałe wyjście powyżej 1,11 albo 1,1140. Atak na 1,12 byłby możliwy, gdyby Fed zdecydował się na głębsze cięcie. Wciąż taki ruch ze strony Rezerwy Federalnej należały traktować w kategoriach sporej niespodzianki.

Wróćmy jednak do EBC. Decyzja o cięciu o 25 pb była szeroko oczekiwana. Mocniejsze dostosowanie stopy refinansowej również nikogo nie zaskoczyło, bo było to już jakiś czas temu komunikowane. Po wypowiedziach Lagarde na konferencji prasowej można było odnieść wrażenie, że w październiku otrzymamy pauzę w dalszych działaniach. Znaczenie spadku inflacji do 2,2 proc. w sierpniu zostało w pewien sposób umniejszone. Podkreślono wciąż podwyższony poziom wskaźnika bazowego oraz utrzymujący się wzrost płac. Dodatkowo EBC prawdopodobnie będzie chcieć poczekać na kolejny zestaw prognoz, który dopiero zostanie wydany w grudniu. Najnowsze projekcje core HICP zostały w niewielkim stopniu skorygowane w górę na lata 2024 oraz 2025. Jeśli chodzi PKB, tu prognozy zostały lekko obniżone.

W tym całym rynkowym zamieszaniu złoty zyskał na wartości, co moim zdaniem było zasługa słabości dolara amerykańskiego. Zarówno kurs EUR/PLN jak i USD/PLN zniżkował. Dziś aprecjacja PLN jest kontynuowana. Notowania pierwszej pary spadają do 4,2812 a drugiej do 3,8625. Dziś poznamy finalny odczyt CPI za sierpień (prognoza wskazuje na wzrost do 4,3 proc. r/r oraz spadek do 0,1 proc. m/m) a także wyniki bilansu płatniczego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

ZPC Otmuchów sprzedaje zorganizowaną część PWC Odra S.A. do ZPC Śnieżka

Zakłady Przemysłu Cukierniczego Otmuchów jeden z największych producentów słodyczy w Polsce oraz jeden z wiodących producentów żelków w Europie, zawarł umowę przedwstępną na sprzedaż zorganizowanej części przedsiębiorstwa PWC Odra S.A. do ZPC Śnieżka S.A. Założeniem transakcji jest zwiększenie możliwości produkcyjnych obu producentów, w tym koncentracja Grupy Otmuchów na podstawowej działalności związanej z produkcją żelków.

W dniu 12.09.2024 r. Grupa Otmuchów zawarła umowę przedwstępną sprzedaży  ZCP PWC Odra S.A. na rzecz ZPC Śnieżka S.A. Transakcja ma umożliwić ZPC Otmuchów S.A. skupienie się na głównym biznesie, czyli produkcji żelków, przy jednoczesnym zwiększeniu możliwości biznesowych PWC Odra S.A., ponieważ ZPC Śnieżka S.A. jest jednym z największych producentów wyrobów czekoladowych w Polsce.

– Ta transakcja jest przemyślanym ruchem z naszej strony. Od wielu miesięcy realizujemy strategię rozwoju naszego głównego biznesu, czyli produkcji żelków. Jedną z takich decyzji była rozbudowa zakładu produkcyjnego w Nysie wpływająca na zwiększenie wolumenu produkcyjnego i różnorodność oferty handlowej. Jesteśmy przekonani, że transakcja będzie owocna dla obu stron – mówi Marcin Kukliński, Prezes Zarządu ZPC Otmuchów S.A.

Złoty w odwrocie. Rynki w napięciu przed decyzją EBC

Nie można ostatnio narzekać na nudę na rynkach. Wciąż gorący jest temat debaty i inflacji w USA, a już przenosimy uwagę na drugą stronę oceanu. Dzisiaj poznamy istotną decyzję EBC, a co najważniejsze – analitycy nie są zgodni, jaka ona będzie.

Inflacja w USA

Wczoraj poznaliśmy wskaźnik inflacji z USA. Ceny rosną tam o 2,5%. Jest to nie tylko najniższa wartość w tym cyklu, ale również wynik o 0,1% poniżej oczekiwań. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że inflacja bazowa pozostaje na poziomie 3,2%. Powodem tej rozbieżności są między innymi spadające ceny ropy naftowej, które nie są wliczane do inflacji bazowej. W rezultacie widać, że – po wyłączeniu tych najbardziej zmiennych elementów – wskaźnik wzrostu cen nie jest aż tak korzystny. Co ciekawe, pomimo tego, że inflacja jest poniżej oczekiwań, to spadają szanse na większą obniżkę stóp procentowych za tydzień. Wygląda na to, że analitycy, po ostatnich słabszych danych z amerykańskiego rynku pracy, najpierw przeszacowali tempo obniżek stóp, a teraz stopniowo wracają do starych oczekiwań. W rezultacie wczoraj – pomimo tego, że zwyczajowo spadająca inflacja osłabia walutę – mieliśmy jednak umocnienie dolara.

Czekając na decyzję EBC

Dawno nie było takiego posiedzenia, o którym wiedzielibyśmy tak mało, na tak krótko przed samym posiedzeniem. Jest to konsekwencja ostatnich doniesień mówiących o tym, że Europejski Bank Centralny będzie chciał zmniejszać różnicę pomiędzy stopą refinansową a depozytową. Teoretycznie ten sam efekt można uzyskać po prostu obniżając tylko jedną z nich. Z jakiegoś powodu jednak na rynku bardzo popularny zrobił się scenariusz obniżki głównej stopy nie o 0,25%, jak oczekiwano jeszcze jakiś czas temu, ale aż o 0,6%. W rezultacie, przy tak dużych rozbieżnościach, zanosi się na bardzo ciekawe posiedzenie i konferencję po nim. Wszyscy nie mogą mieć racji i ktoś będzie musiał zmienić zdanie po samej decyzji.

Złoty od rana w odwrocie

Dzisiejszy poranek przyniósł dość niespodziewane osłabienie złotego. Trudno dopasować do tego jakieś dane, ale warto zwrócić uwagę, że mamy podobny ruch nie tylko na polskiej walucie, ale również na innych walutach naszego regionu. W odwrocie jest bowiem także korona czeska czy węgierski forint. Takie ruchy przed ważnymi decyzjami banków centralnych nie są niczym nadzwyczajnym. Kierunek ruchu wskazywałby jednak, że inwestorzy grają przeciwko walutom europejskim, co potwierdzają zmiany na głównej parze walutowej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:15 – Strefa Euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 14:45 – Strefa Euro – konferencja po decyzji EBC.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Rynek mieszkaniowy w sierpniu: Ożywienie w Krakowie, spadki sprzedaży w innych miastach i rosnące ceny mimo większej podaży

Przed rokiem sierpień był wyjątkowo pracowity dla deweloperów, gdyż w ofercie banków pojawił się „Bezpieczny Kredyt 2%”. W tym roku biura sprzedaży firm deweloperskich opustoszały. Wyjątkiem może być Kraków, w którym sprzedaż nowych mieszkań w miesiącach wakacyjnych wyraźnie się ożywiła, zaś deweloperzy zwiększyli ich podaż. Niestety, nie zatrzymało to wzrostu cen – wynika z raportu BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Nie we wszystkich największych miastach potencjalni nabywcy nowych mieszkań udali się w sierpniu na wakacje, zaś deweloperzy wyhamowali podaż. Wskazują na to dane BIG DATA RynekPierwotny.pl, z których wynika, że więcej niż w lipcu umów zawarli deweloperzy w Krakowie (+6%), Wrocławiu (+23%), Trójmieście (+37%) i Poznaniu (+27%). Z kolei spadek sprzedaży miał miejsce w Łodzi (-4%), Warszawie (-8%) i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (-49%). Prawdopodobnie cały trzeci kwartał będzie zdecydowanie gorszy pod względem sprzedażowym niż dwa poprzednie.

„Najwyraźniej część potencjalnych nabywców uznała, że nie ma powodu do pośpiechu. Wśród nich są najpewniej tacy, którzy mają gotówkę lub wystarczającą zdolność kredytową. Z kolei ci, którzy nie mogą sobie obecnie pozwolić na kredyt z powodu zbyt wysokiego oprocentowania, czekają na korzystniejsze warunki kredytowe. W tej grupie jest zaś wielu takich, którzy wciąż liczą na nowy program wsparcia kredytobiorców „Kredyt mieszkaniowy #naStart”. Jednak rząd wciąż nie podjął ostatecznej decyzji w tej sprawie”– tłumaczy Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Co ciekawe, jedynie w Krakowie popyt na nowe mieszkania w dwóch miesiącach wakacyjnych wyraźnie się ożywił. Czy podobnie ma się rzecz z podażą? Wprawdzie sierpień przyniósł jej duże odbicie w Trójmieście (w porównaniu z lipcem aż o 162%), Poznaniu (+82%) i Warszawie (+21%), jednak w pozostałych metropoliach deweloperzy wprowadzili w sierpniu do sprzedaży znacznie mniej mieszkań niż miesiąc wcześniej. W dodatku wygląda na to, że w trzecim kwartale br. w niemal wszystkich metropoliach nowa podaż będzie dużo niższa niż w miesiącach poprzedzających wakacje. Jednak i tym razem wyjątkiem jest Kraków, w którym deweloperzy ostro zabrali się do pracy. Co prawda sierpień był nieco słabszy w ich wykonaniu, jednak w ciągu dwóch miesięcy dostarczyli oni na rynek zdecydowanie więcej mieszkań niż w pierwszym i drugim kwartale.

Inna sytuacja panuje w Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, gdzie w ostatnich miesiącach gasła sprzedaż nowych mieszkań. Najpewniej wynika to z faktu, że kupujący znacznie częściej niż w Krakowie posiłkują się kredytem. Lekkim niepokojem może więc napawać spadek liczby wniosków kredytowych w sierpniu. Biuro Informacji Kredytowej (BIK) podało, że do banków zgłosiło się ok. 26,4 tys. chętnych, czyli o 14% mniej niż miesiąc wcześniej. Można to jednak tłumaczyć sezonem urlopowym.Wyk.1 - Kredyty mieszkaniowe

Kolejny niepokojący fakt jest taki, że w Trójmieście, Łodzi, Poznaniu i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii deweloperzy wprowadzili w sierpniu do sprzedaży mniej mieszkań niż sprzedali. Mimo to sytuacja kupujących we wszystkich metropoliach wciąż jest dość komfortowa, jeśli chodzi o wielkość oferty – w sierpniu w większości miast wzrosła. W porównaniu z końcówką ubiegłego roku wzrost oferty jest wciąż imponujący, szczególnie we Wrocławiu (+71%), Krakowie (+44%) i Poznaniu (+43%). Rosnąca konkurencja spowodowała także, że deweloperzy zaczęli oferować różnego rodzaju bonusy, a nawet kilkuprocentowe rabaty.Wyk.2 - Mieszkania w ofercie deweloperów pod koniec miesiąca

Niestety, w dalszym ciągu nie zatrzymało to wzrostu średniej ceny metra kwadratowego mieszkań dostępnych w ofercie firm deweloperskich. W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu sierpień przyniósł wzrost średniej o 1%.Wyk.3 - Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów

Warto dodać, że w stolicy Wielkopolski przerwana została seria trzech miesięcy bez podwyżek, zaś w Krakowie trwała ona dwa miesiące. Miesiąc temu nastąpił tam nawet pierwszy po 2,5 roku spadek średniej ceny metra kwadratowego. Z kolei w Trójmieście, Łodzi i Aglomeracji Katowickiej utrzymała ona poziom z lipca. Warto też zauważyć, że na Śląsku i w Zagłębiu stabilizacja cenowa trwa już od końcówki ubiegłego roku.

Sierpień nie przyniósł zmian w wyścigu o miano tegorocznego lidera podwyżek. Wciąż prowadzą Łódź ex aequo z Wrocławiem. Od początku roku średnia cena metra kwadratowego wzrosła tam aż o 10%. Poznań strącił Warszawę z drugiego na trzecie miejsce na podium. Podwyżki wyniosły tam odpowiednio 8% i 6%. Z kolei w Krakowie średnia poszła w górę o 5%, w Trójmieście – o 4%, a w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii –„tylko” o 3%.Wyk.4 - Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów

Problem w tym, że mieszkania w nowych inwestycjach drożeją z przyczyn często niezależnych od deweloperów. Chodzi zwłaszcza o ceny działek nadających się pod zabudowę mieszkaniową oraz koszty budowy. Według ostatnich danych GUS, po 12 miesiącach koszty budowy budynków były 5,4% wyższe niż rok wcześniej, a w porównaniu z grudniem ubiegłego roku poszły w górę o 2,6%.  To niewiele w porównaniu z ubiegłym rokiem. Niestety, istnieje spore prawdopodobieństwo, że w najbliższych miesiącach tempo wzrostu kosztów budowy znów przyspieszy. Najpewniej czeka nas bowiem wysyp inwestycji dofinansowanych przez Unię Europejską m.in. w ramach Krajowego Planu Odbudowy. To może oznaczać również wzrost cen wielu materiałów budowlanych.

„Ofiarą” rosnących kosztów budowy i cen działek są zaś głównie młodzi ludzie, szukający mieszkań w tzw. segmencie podstawowym. Przy założeniu, że obejmuje on jedną czwartą najtańszych mieszkań, w ciągu ośmiu miesięcy tego roku ich średnia cena metra kwadratowego wzrosła w Warszawie aż o 17%! Dla porównania średnia dla wszystkich oferowanych przez warszawskich deweloperów mieszkań podskoczyła w tym okresie o 6%.

Ci, którzy kupią mieszkanie w Warszawie o powierzchni 50 m kw. w średniej cenie metra kwadratowego ok. 13 tys. zł zapłacą średnio o ponad 93 tys. zł więcej niż zapłaciliby na początku roku, gdy metr kwadratowy „taniego mieszkania” w stolicy kosztował średnio ok. 11 tys. zł!Wyk.5 - Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów w segmencie podstawowym

Z każdym miesiącem z oferty deweloperów błyskawicznie znikają mieszkania z ceną poniżej 10 tys. zł za metr kwadratowy. W ofercie krakowskich deweloperów już ich nie ma, zaś w Warszawie znalezienie graniczy z cudem. W Łodzi jeszcze osiem miesięcy temu ponad połowa nowych mieszkań kosztowało mniej. Obecnie stanowią 27% oferty firm deweloperskich.Wyk.6 - Struktura cenowa oferty deweloperów

Freelancer pozycjonowanie stron – dlaczego jest lepszy niż agencja?

Kiedy Michał, właściciel małej firmy z branży e-commerce, zdecydował się na pozycjonowanie swojej strony internetowej, stanął przed dylematem: freelancer czy agencja SEO? Po wielu rozmowach i analizach, wybrał freelancera i szybko przekonał się, że była to trafna decyzja!

Indywidualne podejście, elastyczność w działaniu oraz szybka reakcja na zmieniające się warunki rynkowe sprawiły, że jego strona zaczęła osiągać lepsze wyniki w wyszukiwarkach. Freelancerzy, dzięki swojej zdolności do dostosowywania strategii do specyficznych potrzeb klienta, oferują nie tylko konkurencyjne ceny, ale także szybszą realizację projektów. Bezpośrednia komunikacja i brak biurokracji pozwalają na lepsze zrozumienie potrzeb klienta, co przekłada się na wyższą jakość współpracy i efektywność działań SEO.

Dowiedz się jakie inne cechy wyróżniają indywidualnych specjalistów od pozycjonowania stron www od agencji.

Indywidualne podejście freelancera do pozycjonowania stron

Freelancerzy w dziedzinie pozycjonowania stron internetowych wyróżniają się dzięki swojemu indywidualnemu podejściu do każdego klienta. Jak możemy przeczytać na portalu https://jaw.pl/artykul/freelancer-seo-specjalista-od-pozycjonowania-stron-internetowych-n1562322Freelancer SEO to specjalista, który zajmuje się procesem pozycjonowania stron internetowych w wyszukiwarce Google . Jest to element marketingu online, który prowadzi do zwiększenia widoczności strony www w organicznych wynikach wyszukiwania na wybrane frazy/słowa kluczowe.” Tacy specjaliści potrafią dostosować swoje strategie do specyficznych potrzeb, co jest trudniejsze do osiągnięcia w dużych agencjach.

Jako przykład warto wziąć pod uwagę fakt, że freelancer może zaoferować spersonalizowaną strategię SEO, co oznacza, że każda kampania jest unikalna i dostosowana do konkretnej branży oraz celów klienta. Dzięki elastyczności w podejściu, freelancerzy mogą szybko reagować na zmiany w algorytmach wyszukiwarek czy w wymaganiach rynku.

Specjalista SEO freelancer ma możliwość również lepszego zrozumienia branży klienta. Pracując bezpośrednio z klientem, może głębiej zanurzyć się w specyfikę danej branży, co pozwala na bardziej efektywne działania związane z poprawą widoczności w wyszukiwarce Google. Dzięki temu, specjaliści SEO mogą dostosować swoje działania do unikalnych potrzeb i wyzwań, z jakimi boryka się klient.

Poniżej znajduje się tabela porównawcza, która ilustruje różnice między podejściem freelancera a agencji:

Aspekt Freelancer Agencja
Personalizacja strategii Bardzo wysoka – każda strategia jest unikalna Ograniczona – często stosowane są szablonowe rozwiązania
Elastyczność Wysoka – szybka reakcja na zmiany Średnia – wymaga zatwierdzeń i procesów wewnętrznych
Zrozumienie branży klienta Głębokie – bezpośrednia współpraca z klientem Powierzchowne – praca z wieloma klientami jednocześnie

Można więc uznać że freelancerzy oferują bardziej spersonalizowane i elastyczne podejście do pozycjonowania stron, co często przekłada się na lepsze wyniki i większe zadowolenie klientów. Dzięki głębokiemu zrozumieniu branży oraz szybkiemu reagowaniu na zmiany, freelancerzy mogą dostarczać usługi SEO na najwyższym poziomie.przewagi freelancera SEO

Koszt efektywności: Freelancer vs. agencja SEO

Jeśli chodzi o koszty zlecenia pozycjonowania stron, współpraca z freelancerem SEO często okazują się bardziej opłacalna niż z agencją. Agencje SEO zazwyczaj mają wyższe koszty operacyjne, co przekłada się na wyższe opłaty miesięczne dla klientów. W przeciwieństwie do tego niezależny specjalista SEO może zaoferować bardziej konkurencyjne ceny, ponieważ nie musi pokrywać kosztów związanych z utrzymaniem biura czy dużego zespołu.

Przyjrzyjmy się bliżej średnim kosztom miesięcznym oraz dodatkowym opłatom w poniższej tabeli:

Rodzaj Usługi Freelancer Agencja SEO
Średnie koszty miesięczne 2000 – 5000 PLN 5000 – 15000 PLN
Dodatkowe opłaty Minimalne Znaczne
Elastyczność budżetu Wysoka Niska

Przykłady z życia wzięte pokazują, że freelancerzy mogą dostosować swoje usługi do indywidualnych potrzeb klienta, oferując elastyczne pakiety i spersonalizowane podejście. Na przykład, jeden z freelancerów, z którym współpracowaliśmy, był w stanie zoptymalizować stronę internetową małej firmy za jedyne 3000 PLN , podczas gdy agencja SEO za podobne usługi żądała aż 10 000 PLN. Tego rodzaju case studies pokazują, że wybór freelancera do poprawienia widoczności witryny w organicznych wynikach wyszukiwania może być bardziej ekonomiczny i efektywny.

Szybkość realizacji projektów SEO przez freelancerów

Niezależni eksperci od pozycjonowania i optymalizacji strony mają przewagę nad agencjami SEO również jeśli chodzi o szybkość realizacji projektów. Dzięki braku biurokracji i bezpośredniej komunikacji, mogą działać znacznie sprawniej. W przeciwieństwie do agencji, które często muszą przechodzić przez wiele etapów zatwierdzania i koordynacji, freelancerzy mogą natychmiast przystąpić do działania. To oznacza, że projekty SEO są realizowane szybciej, co przekłada się na szybsze osiąganie wyników.

Bezpośrednia komunikacja z osobą, która nadzoruje proces pozycjonowanie stron eliminuje opóźnienia wynikające z przekazywania informacji przez pośredników. Freelancerzy mają również mniejszą liczbę klientów, co pozwala im skupić się na każdym projekcie z większą uwagą. Dzięki temu, efektywność ich działań jest wyższa, a wyniki SEO są bardziej zadowalające. Jak podkreślają eksperci SEO, indywidualne podejście i elastyczność freelancerów często prowadzą do lepszych rezultatów niż w przypadku dużych agencji.

O zdanie na temat przewag dotyczących pracy niezależnego specjalisty SEO a agencji zapytaliśmy Pana Kordiana Minkinę. Freelancer SEO z ponad 10 letnim doświadczeniem: „W swojej codziennej pracy mam styczność z wieloma klientami którzy po latach współpracy z różnego rodzaju agencjami SEO postanowili skorzystać z usług freelancera. Główne motywy zmiany to przede wszystkim niezadowolenie z osiąganych wyników, brak elastycznego podejścia, wysokie koszty, niejasna umowa czy brak raportu SEO z lista wykonanych czynności. Wychodząc na przeciw tym oczekiwaniom dostosowuję ofertę do potrzeb moich kontrahentów, dzięki czemu razem możemy skutecznie zwiększać widoczność stron w wynikach wyszukiwania Google.

Elastyczność i dostępność freelancera SEO

Eksperci pozycjonowania oferują elastyczność i dostępność, co czyni ich idealnym wyborem dla wielu firm. Elastyczne godziny pracy pozwalają dostosować się do potrzeb klientów, co jest szczególnie ważne w dynamicznie zmieniającym się świecie SEO. SEO

Możliwość pracy zdalnej oznacza, że freelancerzy mogą pracować z dowolnego miejsca na świecie, co zwiększa ich dostępność i umożliwia szybką reakcję na zmiany w strategii. Szybka reakcja na zmiany to kolejny z atutów. Dzięki mniejszej liczbie klientów, niezależni specjaliści mogą skupić się na indywidualnych potrzebach każdej firmy.

Innowacyjność i kreatywność freelancerów w SEO

Freelancerzy w branży SEO wyróżniają się swoją innowacyjnością i kreatywnością. Dzięki elastycznemu podejściu i braku korporacyjnych ograniczeń, mogą wprowadzać nowe techniki SEO, które często są bardziej skuteczne niż tradycyjne metody stosowane przez agencje. Na przykład, freelancerzy mogą eksperymentować z personalizowanymi strategiami, dostosowanymi do specyficznych potrzeb klienta, co pozwala na osiągnięcie lepszych wyników w krótszym czasie.

Przykłady innowacyjnych rozwiązań obejmują eksperymentowanie z różnymi metodami optymalizacji treści czy technikami linkbuildingu. Freelancerzy korzystają z narzędzi analitycznych, aby monitorować i dostosowywać swoje strategie w czasie rzeczywistym, co pozwala na szybsze reagowanie na zmieniające się algorytmy wyszukiwarek.

Aspekt Freelancer Agencja
Elastyczność Bardzo wysoka, szybkie dostosowanie do zmian Ograniczona, często wymaga zatwierdzeń na wielu poziomach
Kreatywność Indywidualne podejście, personalizowane strategie Standardowe metody, mniej miejsca na eksperymenty
Innowacyjność Nowe techniki SEO, szybkie wdrażanie Tradycyjne metody, wolniejsze wprowadzanie zmian

Takie podejście to gwarancja na zwiększenie konkurencyjności strony klienta, a to z kolei przekłada się na lepsze pozycje w wynikach wyszukiwania i większy ruch na stronie. Dzięki temu, freelancerzy mogą dostarczać bardziej wartościowe i skuteczne usługi SEO, które są dostosowane do dynamicznie zmieniającego się rynku.

Bain&Co.: Maleje entuzjazm przedsiębiorstw wobec zrównoważonego rozwoju

W obliczu narastających obaw związanych ze wzrostem gospodarczym, inflacją, niepewnością geopolityczną i rozwojem nowych technologii, kwestie zrównoważonego rozwoju (ESG) dla wielu firm na świecie przestały być priorytetem, wynika z najnowszego badania firmy doradczej Bain & Company.

Po fali entuzjazmu i ambitnych zapowiedzi w latach 2021 i 2022 dotyczących wdrażania rozwiązań związanych z wymogami ESG, wiele przedsiębiorstw w ostatnim roku skupiło się na działaniach bezpośrednio związanych ze wzrostem biznesu, na dalszy plan odkładając spełnienie celów zrównoważonego rozwoju, twierdzą eksperci Bain & Company.

Zrównoważony rozwój pozostaje ważną kwestią dla przedsiębiorstw, ale po hurra-optymizmie, który widzieliśmy w ostatnich latach, nadeszło urealnienie oczekiwań i bardziej pragmatyczne podejście – mówi Katarzyna Wal, młodsza partnerka Bain & Company. – Wiele firm dokonuje przeglądu wcześniejszych założeń, dostosowuje je do realiów rynkowych, a nawet wycofuje się z niektórych obietnic, co może negatywnie odbić się na ich reputacji wśród klientów w dłuższym terminie.

Jak wynika z badania, istnieje znaczna rozbieżność pomiędzy oczekiwaniami klientów związanymi ze zrównoważonym rozwojem, a podejściem dostawców. Podczas gdy około 85 proc. dostawców B2B twierdzi, że w pewnym zakresie uwzględnia w swojej ofercie kwestie ESG, jedynie 53 proc. klientów uważa, że ich oczekiwania są spełniane. Co więcej, ponad jedna trzecia klientów korporacyjnych w Europie deklaruje, że jest gotowa zrezygnować z dostawców, którzy nie spełniają kryteriów ESG, a dwie trzecie twierdzi, że tak postąpi w najbliższych trzech latach.

Nie wszystkie firmy zdają sobie sprawę, że to właśnie w tym momencie decyduje się, które z nich zdobędą trwałą przewagę konkurencyjną, dzięki skutecznemu wdrożeniu zrównoważonego rozwoju i nowoczesnych rozwiązań z nim związanych. Według naszych prognoz wiele technologii osiągnie punkt krytyczny znacznie szybciej niż się spodziewano – dodaje Katarzyna Wal.

Badanie pokazało również, że 45 proc. klientów korporacyjnych na świecie jest skłonnych zapłacić swoim dostawcom do 5 proc. wyższą cenę za produkt lub usługę, o ile spełniają one wymogi zrównoważonego rozwoju; kolejne 35 proc. deklaruje gotowość poniesienia kosztów wyższych o 5-10 proc. za taki produkt czy usługę.

Z raportu wynika, że równie dużą wagę do kwestii zrównoważonego rozwoju przykładają sami konsumenci. Aż 61 proc. z nich deklaruje, że w ciągu ostatnich dwóch lat wzrosły ich obawy dotyczące zmian klimatu, często ze względu na osobiste doświadczenia związane z występowaniem ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Konsumenci wskazują też, że przy zakupach produktów przyjaznych środowisku, marki i sprzedawcy detaliczni odgrywają dużą rolę w ich procesie decyzyjnym. Chociaż osobiste doświadczenia ze zmianami klimatu są głównym powodem, dla którego konsumenci decydują się na zakup produktów zrównoważonych, 35 proc. z nich dokonało wyboru produktu pod wpływem artykułu prasowego czy filmu dokumentalnego, a 28 proc. kierowało się kampaniami społecznymi prowadzonymi przez marki i sprzedawców detalicznych.

Nie ma odwrotu od prowadzenia zrównoważonego biznesu. Oczekują tego od firm konsumenci, klienci B2B oraz organy regulacyjne. Zmiany w sektorze energetycznym czy produkcji żywności są najlepszym tego przykładem. Przyspieszający rozwój nowych technologii wraz ze zmieniającym się zachowaniem konsumentów stworzy doskonałe możliwości biznesowe dla najbardziej innowacyjnych przedsiębiorstw ze wszystkich branż – twierdzi Katarzyna Wal.

Columbus Energy sprzedaje pierwszą transzę projektów fotowoltaicznych o mocy 6,25 MW do Grupy GoldenPeaks Capital

Spółka Columbus Energy zrealizowała pierwszą transzę sprzedaży projektów farm fotowoltaicznych do Grupy GoldenPeaks Capital. Łączna moc projektów to 6,25 MW.

Zgodnie z przedwstępną umową, zawartą w maju br. pomiędzy spółkami z Grupy Columbus Energy a Nyx Renewable Energy Sp. z o.o. (z Grupy GoldenPeaks Capital), dziś zrealizowano pierwszą transzę sprzedaży projektów farmowych, znajdujących się w 7 spółkach celowych z Grupy Columbus. Transakcja, o wartości 1 miliona euro, dotyczy projektów o łącznej mocy 6,25 MW.

  • Zapowiadana przez nas transakcja sprzedaży części aktywów do Spółki z Grupy GoldenPeaks Capital dotyczy projektów farmowych z wydanymi warunkami przyłączeniowymi oraz z prawomocnymi pozwoleniami na budowę, tzw. ready to build (RtB), realizowanymi przez zespół Developmentu Grupy Columbus Zwrot kapitału z tej inwestycji przeznaczymy m.in. na rozwój bieżącej działalności Columbus, związanej z realizacją usług w ramach programu Czyste Powietrze – komentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.  

Przypomnijmy, że dzisiejsza transakcja jest pierwszym etapem realizacji umowy podpisanej przez obie strony w maju br., dotyczącej sprzedaży 30 projektów farmowych Columbus Energy, realizowanych przez 19 spółek zależnych z Grupy, o łącznej mocy 28,077 MW. Wszystkie transakcje sprzedaży udziałów w tych spółkach powinny zostać zrealizowane do końca 2024 r.

GoldenPeaks Capital specjalizuje się w budowie i eksploatacji systemów fotowoltaicznych. Grupa jest  jednym z największych właścicieli systemów fotowoltaicznych w Polsce i na Węgrzech, z ponad 15-letnim doświadczeniem w strukturyzacji projektów energetycznych na całym świecie, o łącznej mocy ponad 6 000 MW.

Grupa Develia osiągnęła 148,7 mln zł zysku netto w I półroczu 2024 r.

  • W I półroczu 2024 r. przychody ze sprzedaży grupy Develia wyniosły 648,7 mln zł w porównaniu do 419,2 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli 55% więcej.
  • Zysk netto grupy wyniósł 148,7 mln zł wobec 79,5 mln zł zysku netto w I półroczu 2023 r., co oznacza wzrost o 87%.
  • W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2024 r. deweloper sprzedał 1949 lokali wobec 1184 w analogicznym okresie 2023 r., czyli o 65% więcej oraz przekazał 1057 lokali wobec 666 rok wcześniej, co oznacza wzrost o 59%.
  • Na koniec czerwca tego roku Develia posiadała 819,6 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 703,4 mln zł na koniec 2023 r.

– Pierwsze półrocze 2024 r. upłynęło pod znakiem bardzo dobrej sprzedaży mieszkań. Mimo osłabienia na rynku jesteśmy na dobrej drodze do realizacji naszego celu sprzedaży na 2024 rok na poziomie 2900-3100 lokali – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Wierzymy w rozwój rynku mieszkaniowego w długim terminie, dlatego inwestujemy w zakup gruntów. W I półroczu 2024 r. za ponad 300 mln zł powiększyliśmy bank ziemi o 3200 mieszkań. Było to możliwe dzięki bardzo dobrym wynikom finansowym dodaje Andrzej Oślizło.

Działalność deweloperska

Develia w I półroczu 2024 r. sprzedała 1949 mieszkań wobec 1184 w analogicznym okresie przed rokiem, co oznacza wzrost o 65%. Spółka przekazała 1057 mieszkań, czyli 59% więcej w porównaniu do 666 lokali rok wcześniej.

W II kwartale 2024 r. spółka sprzedała 911 lokali wobec 651 w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli o 40% więcej. Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach: Bemosphere w Warszawie, Przemyska Vita w Gdańsku i Ceglana Park w Katowicach. W okresie kwiecień-czerwiec br. Develia przekazała 459 lokali, głównie w inwestycjach: Cynamonowa Vita we Wrocławiu, Lizbońska i Bemosphere w Warszawie oraz Grzegórzecka w Krakowie.

W I półroczu 2024 r. Develia wprowadziła do oferty z rozpoczętymi budowami ponad 2850 lokali. Równocześnie deweloper rozbudowywał bank ziemi finalizując zakup pięciu gruntów w Warszawie, Trójmieście i we Wrocławiu pozwalających na wybudowanie ponad 3200 mieszkań.

Działalność komercyjna

W związku z podpisaniem pod koniec 2023 r. przedwstępnej umowy sprzedaży Arkad Wrocławskich grupa przeprowadziła w 2024 r. proces zamknięcia centrum handlowego. Finalizacja transakcji powinna nastąpić nie później niż do końca sierpnia 2025 r.

W sierpniu 2024 r. Develia podpisała ze spółką zależną od AFI Europe przedwstępną umowę sprzedaży nieruchomości przy ul. Kolejowej we Wrocławiu. Cenę sprzedaży ustalono na 50,5 mln zł. Transakcja ma zostać sfinalizowana do końca 2024 r.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1H2024 1H2023 Zmiana
Przychody 648 718 419 197 54,75%
Zysk brutto ze sprzedaży 236 835 150 851 57,00%
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 235 956 140 397 68,06%
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny -3 001 9 343
EBITDA 180 026 84 623 112,74%
EBITDA bez przeszacowań nieruchomości 148 678 107 039 38,90 %
Zysk netto 148 701 79 526 86,98%
Skorygowany zysk netto* 122 360 95 007 28,79 %
ROE 10,1% 6,0% 4,1 pp

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto – zysk/(strata) z nieruchomości inwestycyjnych – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji

Przychody grupy za I półrocze 2024 r. wyniosły 648,7 mln zł wobec 419,2 mln zł rok wcześniej. Zysk netto grupy wyniósł 148,7 mln zł wobec 79,5 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze sześć miesięcy 2024 r. wyniósł 236,0 mln zł przy przychodach 642,4 mln zł. Strata brutto ze sprzedaży z usług najmu wyniosła 3 mln zł przy przychodach 2,5 mln zł.

W maju br. akcjonariusze Develii zdecydowali, że spółka wypłaci dywidendę za 2023 r. w wysokości 226,1 mln zł, czyli 0,5 zł na akcję. Pierwsza transza dywidendy została wypłacona 5 lipca (113,1 mln zł), a druga 6 września (113,1 mln zł).

 

– Dobre wyniki finansowe i stabilna sytuacja płynnościowa dają nam komfort realizacji strategii zwiększania skali działalności i naszego udziału w rynku mieszkaniowym. Jednocześnie możemy dzielić się częścią zysku z akcjonariuszami. W tym roku trafiło już do nich 226,1 mln zł, czyli 0,5 zł na każdą akcję – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii.

Na koniec czerwca 2024 r. Develia posiadała 819,6 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 703,4 mln zł na 31 grudnia 2023 r. Na koniec I półrocza 2024 r. zobowiązania finansowe wyniosły 951,9 mln zł w porównaniu z 883,8 mln zł na koniec 2023 r.

Grupa Vantage zanotowała 118,7 mln zł przychodów w pierwszym półroczu 2024 r.

Grupa Vantage – należąca do TAG Immobilien, aktywnie działająca na rynku instytucjonalnego najmu mieszkań w Polsce (PRS) – zanotowała w pierwszym półroczu 2024 roku przychody na poziomie 118,7 mln zł, podczas gdy marża brutto wyniosła 46,1 mln zł. EBIT wyniósł 78,5 mln zł, a wynik netto 70,7 mln zł. W ramach marki Vantage Rent Grupa oferuje wynajem długoterminowy i rozwija rynek PRS. Vantage ma w wynajmie ponad 2800 mieszkań w całej Polsce.

Grupa Vantage posiada lokale we Wrocławiu, Poznaniu i w Łodzi – łącznie w 14 inwestycjach. Ponadto w budowie ma kolejnych 1000 lokali na wynajem w miastach, w których Grupa działa, ale także na nowych rynkach – m.in. w Trójmieście. Grupa TAG – wraz z Vantage – oferuje łącznie ponad 84.400 mieszkań na wynajem w Europie.

W 2024 roku Vantage pozyskał 90 mln euro na refinansowanie części portfela mieszkań na wynajem na okres 5 lat. Finansowanie zostało zapewnione przez ERGO Group – jedną z kluczowych grup ubezpieczeniowych w Niemczech i w Europie. VICTORIAPARTNERS pełniła funkcję doradcy finansowego Grupy Vantage. W sierpniu 2023 roku Vantage zakończył z sukcesem emisję obligacji serii AA i pozyskał łącznie 24 mln euro. Termin zapadalności wyemitowanych obligacji wynosi do 4 lat od dnia emisji. Oferującym w ramach Programu Emisji Obligacji był Haitong Bank.

Ponadto Grupa TAG Immobilien – do której należy Vantage – z sukcesem wyemitowała 5,5-letnie obligacje o stałym oprocentowaniu na poziomie 4,25% i łącznej wartości 500 mln EUR (ok. 2 mld złotych). Zanotowano wysoką, 5-krotną nadsubskrypcję i duże zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych modelem biznesowym TAG. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na cele korporacyjne, w tym dalszy rozwój polskiego portfela najmu, refinansowanie wygasających w przyszłości zobowiązań oraz wzmocnienie ratingów na poziomie inwestycyjnym.

„Vantage to jeden z liderów najmu instytucjonalnego w Polsce. Mamy ponad 2,8 tys. lokali na wynajem w ofercie i około tysiąc lokali w budowie. Nasz bank ziemi pozwala na wybudowanie ponad 5,5 tys. lokali na najem – to pokazuje znaczący potencjał rozwojowy spółki. Ponadto mamy istotny potencjał powierzchni komercyjnej o wielkości 26 400 m2. Plany rozwojowe Vantage to przede wszystkim rozbudowa portfela mieszkań na wynajem do ponad 10 tys. lokali do końca 2028 roku, rozszerzenie oferty na kolejne miasta Polski, a także kontynuacja strategii ESG i wzmacnianie współpracy z Grupą ROBYG. Vantage kładzie duży nacisk na zrównoważony rozwój. Inwestycje budowane są zgodnie z najwyższymi standardami zrównoważonego budownictwa, co ma kluczowe znaczenie dla ochrony środowiska oraz długoterminowej wartości inwestycji. Nasz akcjonariusz – Grupa TAG – wspiera nasz dynamiczny rozwój zarówno finansowo, ale także dzięki mocnym, stabilnym ratingom inwestycyjnym” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG i Vantage.

Wyniki finansowe Vantage potwierdzają, że spółka rozwija się bardzo dynamicznie i umacnia swoją pozycję na rynku PRS w Polsce. Mamy stabilne finansowanie, wsparte przez naszego akcjonariusza Grupa TAG – który ostatnio z sukcesem uplasował emisję obligacji na 500 mln euro – czyli około 2 mld złotych. Zgodnie z założeniami znaczą część tych środków będzie przeznaczona właśnie na rozwój polskiego portfela najmu” – powiedział Eyal Keltsh, prezes zarządu ROBYG i Vantage.

„Jako pierwsza firma PRS wprowadziliśmy do oferty nowych mieszkań systemy Smart Home. Opcja ta jest dostępna obecnie w nowej lokalizacji we Wrocławiu i będzie standardowo wdrażana w każdym nowym budynku wchodzącym do portfela firmy. W ofercie mieszkań do wynajęcia z systemem Smart Home pojawiła się pierwsza pula z 415 mieszkań we Wrocławiu, przy ul. Braniborskiej 58. Innowacyjne podejście nie tylko podnosi komfort i bezpieczeństwo najemców, ale również jest rozwiązaniem wpisującym się w strategię zrównoważonego rozwoju firmy. System Smart Home oferuje funkcje, które pozwolą na racjonalne gospodarowanie energią, co w efekcie będzie miało pozytywny wpływ również na zmniejszenie rachunków najemców za media. Mieszkania smart zaprojektowane zostały z myślą o nowoczesnych mieszkańcach, którzy cenią sobie wygodę i bezpieczeństwo” – dodał Dariusz Pawlukowicz, wiceprezes zarządu Vantage.

Kluczowe wydarzenia w Grupie Vantage w H1 2024 roku:

  • zwiększenie oferty w Poznaniu o 247 jednostek przy ul. Czesława Niemena 2
  • publikacja trzeciego Raportu ESG
  • pozyskanie 90 mln euro na refinansowanie części portfela mieszkań na wynajem na okres 5 lat
  • uruchomienie nowego salonu najmu w Poznaniu
  • rozbudowanie programu benefitów Vantage Club
  • darmowe konsultacje z job coachem, dostępne w 3 językach (polskim, angielskim, ukraińskim)
  • dodatkowa oferta dla najemców: webinary oraz spotkania stacjonarne promujące ideę zrównoważonego transportu

Euforia na Wall Street: sesja na dużym plusie po publikacji CPI, Nasdaq rośnie o 2,2%

Najpierw obawa a później euforia. Tak wczorajszą sesję na Wall Street można opisać jednym zdaniem. Jeszcze chwilę po publikacji CPI Nasdaq Compisite zyskiwał, kolejnym etapem byłą dynamiczna wyprzedaż, która zakończyła się w okolicy godz. 17:00 (CET). Następnie obserwowaliśmy pasmo wzrostów, co dało ostateczny wynik na poziomie 2,2 proc. Pozostałe benchmarki zachowały się w podobny sposób. O tej samej porze wzrosty rozpoczęły się również na ropie naftowej. Dolar kontynuował aprecjację co oznacza, że kontynuowany jest trend rozpoczęty 26 sierpnia. Rynek dostał potwierdzenie, że obniżka stóp w przyszłym tygodniu zmaterializuje się i uznał ten fakt ostatecznie jako pozytywny sygnał.

To co wczoraj wydarzyło się na Wall Street trudno było w jakikolwiek sposób przewidzieć. Obserwowaliśmy spadki, które w pewnym momencie aktywowały falę popytu. Obawy wymieszały się z huraoptymizmem i ostatecznie silniejszy okazał się obóz byków.

Przechodząc do faktów, inflacja zasadnicza w USA urosła o 0,2 proc. m/m. Ważniejszy wskaźnik bazowy zwyżkował do 0,3 proc. m/m co przekroczyło szacunki, które upatrywały poziom 0,2 proc. a w ankietach można było spotkać wartość 0,1 proc. Dlatego też, patrząc na ten wskaźnik można było odnieść wrażenie, że inflacja bazowa zaskoczyła w negatywny sposób. I to chyba ten czynnik przyczynił się do tego, że rynkowa wycena prawdopodobieństwa obniżki stóp o wartość 50 punktów bazowych została zredukowana do poziomu poniżej 20 proc. W ujęciu rok do roku główna stopa inflacji, która obejmuje wszystkie towary i usługi, spadła z 2,9 proc. do 2,5 proc., z wyłączeniem energii i żywności, pozostała na poziomie 3,2 proc..

Nieco wyższy inflacji bazowej w ujęciu miesiąc do miesiąca wynikał ze zwyżki cen usług podstawowych. Dodatkowo przyspieszył wzrost usług takich jak bilety lotnicze czy hotele. Przyspieszyła zwyżka również czynszów mieszkaniowych, które są zaliczane do kategorii „schronienie”. Ogólnie rzecz ujmując inflacja wciąż jest w trendzie spadkowym ale jest on nieco bardziej wyboisty, i tak jak wielokrotnie powtarzaliśmy, ostatni etap zejścia do celu Fedu będzie procesem mozolnym i długotrwałym.

Wczorajsze dane potwierdzają, że Fed zacznie obniżać stopy procentowe we wrześniu. Jednocześnie uważam, że liczby pokazały, że większe cięcie jest w tym momencie bardzo mało prawdopodobne. Zakładam, że Powell nie będzie chciał zaskakiwać, bo to nie w jego stylu. Rezerwa Federalna nie znajduje się pod presją aby działać impulsywnie i raczej nie musi nadrabiać zaległości.

Wall Street po „przetrawieniu” danych uznała, że w sumie sytuacja jest całkiem dobra. Inflacja łagodnie spada a pewne odchylenia od trendu to coś naturalnego, czym nie należy się przejmować. Gospodarka spowalnia ale nie „bije” na alarm. Brakuje ewidentnych sygnałów recesyjnych. Łagodzenie warunków monetarnych w przyszłym tygodniu zostało odebrane za czynnik pozytywny. Niższe stopy procentowe to zawsze dobry komunikat dla rynku akcyjnego. Teraz pytanie brzmi czy tego optymizmu wystarczy, żeby ponownie „zaatakować” historyczne rekordy.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Inflacja CPI w USA zbliża się do celu

Inflacja CPI w USA w sierpniu wyniosła 2,5 proc. r/r. Wskaźnik inflacji spada kolejny miesiąc zbliżając się do celu. Dzisiejszy odczyt nie jest zaskoczeniem i sam w sobie dużo nie zmienia.

Prezes Jerome Powell sugerował, że inflacja jest na trwałej ścieżce powrotu do celu i tymczasowo nie ma obaw, żeby miało być inaczej. Obniżka stóp podczas przyszłotygodniowego posiedzenia Fed wydaje się przesądzona i będzie to prawdopodobnie ruch o 25 pb.

W kontekście dalszych decyzji w sprawie stóp procentowych uwaga skierowana będzie w większym stopniu na dane z rynku pracy, aniżeli na odczyty inflacji.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce w II kwartale 2024 r.

Najnowszy raport „At A Glance – rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce” BNP Paribas Real Estate Poland podsumowujący II kwartał 2024 roku wskazuje na dalszy dynamiczny rozwój tego sektora. Wzrost aktywności najemców oraz stabilne poziomy nowych inwestycji stawiają Polskę w czołówce europejskich rynków magazynowych.

Ożywienie po stronie najemców i deweloperów

W II kwartale 2024 roku wynajęto rekordowe 1,76 mln m kw. powierzchni przemysłowo-logistycznej, co oznacza, że Polska w tym okresie osiągnęła jeden z najlepszych wyników w Europie. Wyniki te są tym bardziej imponujące, że aż 56% całkowitego wolumenu transakcji stanowiły duże umowy, obejmujące powierzchnie od 20 tys. do 130 tys. m kw., a w jego strukturze dominowały nowe umowy i ekspansje, które stanowiły łącznie 60% wszystkich transakcji. Pierwsze półrocze 2024 roku zakończyło się całkowitym popytem brutto na poziomie blisko 2,7 mln m kw., co w porównaniu do analogicznego okresu w poprzednim roku stanowi wzrost o 23%.

Największą transakcją kwartału było wynajęcie przez LPP 103 tys. m kw. w projekcie Bydgoszcz Białe Błota Logistics Centre, a także umowa z poufnym najemcą w Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub, obejmująca 91 tys. m kw. Kolejną dużą transakcją było przedłużenie umowy na wynajem 72 tys. m kw. przez firmę LX Pantos w Prime Logistics Wrocław.

Po stronie deweloperów widać również duże ożywienie.

Deweloperzy w okresie od stycznia do czerwca dostarczyli 1,64 mln m kw. powierzchni i niewiele mniej zaplanowane jest do ukończenia w drugim półroczu roku. Na koniec czerwca 2024 roku całkowite zasoby powierzchni magazynowych w Polsce wyniosły 33,52 mln m kw., czyli 9% wzrost w ujęciu rocznym. Biorąc pod uwagę wolumen powierzchni w budowie, polski rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych już wkrótce przekroczy próg 35 mln m kw. zasobów – podkreśla Martyna Kajka, Dyrektor w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych BNP Paribas Real Estate Poland.

Na koniec II kwartału 2024 r. w budowie znajdowało się ponad 1,98 mln m kw. nowoczesnej powierzchni przemysłowo-logistycznej. Biorąc pod uwagę największe obiekty w budowie, dominował Dolny Śląsk, gdzie realizowane są inwestycje takie jak P3 Wrocław budynek 1 i 3 o powierzchni odpowiednio 130 tys. m kw. oraz 92 tys. m kw., a także ECE Kąty Wrocławskie o powierzchni 79 tys. m kw.

Średni poziom wynajęcia projektów w budowie sięgnął prawie 55%, co oznacza jego wzrost o 3,6 p.p. w odniesieniu do poprzedniego kwartału.

Zasoby powierzchni w strefie Kraków przekroczyły próg 1 mln m kw.

Na koniec II kwartału 2024 roku, zasoby powierzchni przemysłowo-logistycznej w strefie Kraków przekroczyły 1 mln m kw., co oznacza, że Polska ma już 10 stref magazynowych o takiej skali. Rynek magazynowy w stolicy Małopolski, mimo ciągłego dynamicznego rozwoju, boryka się z wieloma wyzwaniami, z których do najważniejszych można zaliczyć ograniczoną dostępność gruntów i ich duży stopień rozdrobnienia, a także konkurencję ze strony większego rynku Górnego Śląska.

W ciągu ostatnich pięciu lat zasoby powierzchni magazynowych w Krakowie i jego okolicach podwoiły się, a strefa ta od lat charakteryzuje się jednym z najniższych wskaźników pustostanów w Polsce, który na koniec II kwartału 2024 roku wyniósł 6,4% (średnia krajowa to 8,3%). W 2023 roku w regionie Małopolski podpisano umowy najmu łącznie na 232 tys. m kw., co oznacza wzrost o 4% w porównaniu z rokiem poprzednim. Jednak w pierwszej połowie 2024 roku wynajęto jedynie 43 tys. m kw., co wynikało z niskiej dostępności wolnej powierzchni.

Rozwój tego rynku wspiera dobra infrastruktura komunikacyjna, dostępność terenów inwestycyjnych oraz wykwalifikowana kadra pracownicza. Ukończenie drogi S7 z pewnością wzmocni potencjał północnych obszarów regionu.

Poziom pustostanów i struktura transakcji

Na koniec II kwartału 2024 r. wskaźnik pustostanów osiągnął 8,3%, co stanowi wzrost o 0,1 p.p. w porównaniu z poprzednim kwartałem i o 1,5 p.p. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2023 roku. Najwyższą wartość niewynajętej powierzchni przemysłowo-logistycznej odnotowano w strefie Zachód (21,8%), Warszawa I (12,3%) oraz Polska Centralna (10,8%). Najniższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w strefach: Opole (2,6%), Szczecin (4,0%) i Wschód (5,2%).

W strukturze transakcji w II kwartale 2024 roku dominowały nowe umowy, które stanowiły 54% całkowitego wolumenu wynajętej powierzchni magazynowej. Renegocjacje obejmowały 39% udziałów, natomiast ekspansje pozostałe 7%. Najwyższą aktywnością najemców w okresie kwiecień-czerwiec cieszyły się strefy: Dolny Śląsk (popyt brutto 450 tys. m kw.), Warszawa II (268 tys. m kw.) oraz Górny Śląsk (250 tys. m kw.).

Zmiany na rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych

Polski rynek magazynowy przez bardzo długi czas był postrzegany w kategorii prostych, wielkopowierzchniowych hal przeznaczonych na potrzeby firm z sektora e-commerce, handlu czy logistyki. Obecnie sektor ten jest zdecydowanie bardziej zróżnicowany.

Aktualnie na rynku obserwujemy zarówno popyt na duże, jak i mniejsze przestrzenie klasy A, dostosowane do potrzeb działalności najemców. Stąd też w obecnych realiach sprawdza się koncept parków przemysłowo-logistycznych oferujący moduły o zróżnicowanych wielkościach, a także powierzchnie w standardzie produkcyjnym. Zarówno firmy deweloperskie, jak i najemcy coraz częściej dostrzegają także korzyści płynące z wdrożenia nowoczesnych i ekologicznych koncepcji, zapewniających najemcom bezpieczeństwo energetyczne – podkreśla Robert Pawłowski, Dyrektor w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych BNP Paribas Real Estate Poland.

Jeszcze kilka lat temu czynnikami decydującymi o lokalizacji nowego magazynu była bliskość autostrady, jakość infrastruktury drogowej oraz przychylność samorządów. Obecnie parki magazynowe powstają w miejscach, gdzie można pozyskać pracowników o wyższych kwalifikacjach, zwłaszcza w sektorze produkcyjnym. Dla osób zainteresowanych pracą, jest ważna z kolei bliskość komunikacji miejskiej oraz dostępność ścieżek rowerowych. Właściciele i zarządcy magazynów robią wiele, aby poprawić komfort pracy, m.in. modernizując systemy ogrzewania, poprawiając komfort cieplny, instalując klimatyzację, nawilżacze powietrza, a także tworząc kantyny i strefy relaksu.

Sektor przemysłowo-logistyczny w Polsce aktywnie się rozwija, czego dowodem są ostatnie inwestycje. Przykładem jest Notino, które otwiera swój pierwszy magazyn w Polsce – nowoczesna hala magazynowa w Głuchowie będzie wysyłać zamówienia za granicę i do Polski. Z kolei Amazon zapowiada wielomiliardowe przedsięwzięcia i tysiące miejsc pracy na terenie Europy. Gigant e-commerce stawia na logistykę, infrastrukturę chmurową oraz badania i rozwój, a w Polsce zapowiada inwestycje w energetykę wiatrową. Zakończyła się także budowa największego magazynu City Logistics w Polsce – City Logistics Poznań III ma powierzchnię blisko 44 tys. m kw. i jest największym tego typu obiektem w Polsce służącym do obsługi tzw. ostatniej mili.

Debata w USA bez wpływu na rynki

Amerykańska debata prezydencka była ciekawa, ale nie przełomowa. Lepsze dane z Wysp Brytyjskich oraz ciągle taniejąca ropa. Tak wyglądają rynki oczekujące na decyzje EBC.

Debata w USA

Wczoraj mieliśmy pierwszą debatę pomiędzy głównymi kandydatami na prezydenta w USA. Wydarzenie to było istotne z uwagi na to, że poprzednie spotkanie okazało się początkiem końca kandydatury Joe Bidena. Tutaj jednak nie było niespodzianek. Trump straszył Ameryką chylącą się ku upadkowi, oczywiście z winy demokratów. Wszystkiemu odpowiedzialni byli imigranci, a wojny na świecie trwają, ponieważ nie rządzi on. Poparł to absurdalną ilością pracy dla fact-checkerów. Wydarzenia i statystyki, które przytaczał, wyglądały na spreparowane na potrzeby wczorajszego wieczoru. Kamala Harris była z kolei w trudniejszej roli. Musiała bronić polityki ostatnich 4 lat. Pokazała się z dobrej strony, ale nie dorównywała Donaldowi poziomem gwiazdorstwa. Merytorycznie wypadła oczywiście lepiej, aczkolwiek przy bzdurach, które opowiadał Donald Trump o demokratach preferujących aborcję nad urodzenie dziecka, czy Haitańczykach żywiących się psami w Ohio, nie było to nadzwyczaj trudne. Nie zmienia to faktu, że w debatach wygrywają emocje. Podsumowując, straszący i atakujący Trump wydaje się jednak korzystniej wypaść w tym spotkaniu. Rynki przyjęły to neutralnie, gdyż podobnego rezultatu się spodziewano.

Lepsze dane z Wysp Brytyjskich

Wczoraj poznaliśmy dane z brytyjskiego rynku pracy. Bezrobocie zgodnie z oczekiwaniami wyniosło 4,1% i było spadkiem z wyniku 4,2% odnotowanego miesiąc wcześniej. Na szczególną uwagę w tych odczytach zasługują natomiast wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. W zeszłym miesiącu było ich wyjątkowo dużo, więc analitycy spodziewali się utrzymania niekorzystnego trendu. Zamiast jednak oczekiwanych 95,5 tysiąca wniosków, zobaczyliśmy zaledwie 23,7 tysiąca. Oznacza to, że możliwe są dalsze obniżki stopy bezrobocia w kolejnych miesiącach. To wszystko dzieje się przy spowalniającym tempie wzrostu wynagrodzeń, aczkolwiek przy spadku inflacji nie jest to zaskoczeniem. Funt umacniał się w reakcji na te dane.

Ropa konsekwentnie w dół

Czarne złoto znów w odwrocie. Powodem jest ponownie spadający popyt na świecie, a przynajmniej oczekiwania względem tego. Słabsze dane gospodarcze, pomimo nadchodzących dużymi krokami obniżek stóp procentowych, wcale nie muszą się szybko poprawić. W rezultacie cały czas trwa presja na spadki cen. Analitycy zastanawiają się, kiedy interwencje zacznie stosować OPEC oraz jak niskie ceny będą skłonni zaakceptować.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

EBC prawdopodobnie będzie ciąć stopy co kwartał

Wrześniowa decyzja Europejskiego Banku Centralnego niemal na pewno nie będzie zaskoczeniem – zakładamy, że Rada Prezesów ponownie obniży stopy o 25 pb. Niepewność związana z tempem kolejnych obniżek stóp procentowych oznacza jednak, że euro może być podatne na większą zmienność w czasie posiedzenia. Kolejnych cięć spodziewamy się co kwartał. Biorąc pod uwagę, że w USA obniżki mogą być bardziej agresywne, naszym zdaniem euro w parze z dolarem ma szansę na wsparcie w średnim terminie.

Kluczowe punkty:

  • Oczekuje się cięcia stopy depozytowej do 3,5%.
  • EBC opublikuje nowe projekcje; zmiany są prawdopodobne.
  • Uwaga skupi się na komentarzach Lagarde.
  • Ścieżka stóp raczej nie będzie wyraźnie zarysowana.
  • Nasz bazowy scenariusz zakłada kolejne cięcie w grudniu.

Niemal nie ma wątpliwości, że Rada Prezesów obniży w ten czwartek stopy procentowe o 25 pb., sprowadzając stopę depozytową do 3,5%. Warto zaznaczyć, że w ramach nowych ram działania EBC zmniejszy 18 września różnicę między stopą podstawowych operacji refinansujących i depozytową z 50 pb. do 15 pb. Powszechnie uważa się, że to zmiana techniczna, która nie będzie mieć większego wpływu na politykę monetarną.

Podczas lipcowej konferencji prasowej prezeska Christine Lagarde zasygnalizowała, że kwestia obniżki stóp procentowych we wrześniu pozostaje otwarta. Zarówno my, jak i rynki, odbieramy to jako sugestię, że cięcie jest niemal pewne, chyba że dojdzie do drastycznej zmiany w danych, która uniemożliwi taki ruch.

Od tamtego czasu w danych makroekonomicznych ze strefy euro, otoczeniu zewnętrznym i sytuacji na rynkach finansowych zaszły zmiany, które wspierają wrześniową obniżkę. Zarówno oficjalne, jak i nieoficjalne komentarze członków Rady Prezesów sugerują, że cięcie rzeczywiście nadchodzi.

Jeśli chodzi o kluczowy aspekt, czyli dane, większość odczytów wspiera dalsze obniżki stóp procentowych. Inflacja w strefie euro w dalszym ciągu spada, w sierpniu sięgnęła najniższego od trzech lat poziomu 2,2%. Jej miara bazowa, choć wciąż podniesiona, zmalała do 2,7%. Oczekiwania dotyczące dynamiki cen w kontraktach swap 5y5y (5-letnia średnia za 5 lat) również spadły, z 2,3% do 2,1%.

Wykres 1: Swap inflacyjny 5y5y dla strefy euro (wrzesień 2023 – wrzesień 2024)

Wykres 1: Swap inflacyjny 5y5y dla strefy euro (wrzesień 2023 – wrzesień 2024)Źródło: LSEG Datastream Data: 10.09.2024

Nowe projekcje makro będą wzięte pod lupę

W kontekście aktywności gospodarczej jeden słaby odczyt goni drugi. Jest to wyraźnie widoczne w Indeksie zaskoczeń ekonomicznych Citigroup, który spadł w sierpniu do najniższego poziomu od niemal roku (-60,4), po czym nieznacznie wzrósł. Dynamikę PKB w II kwartale zrewidowano w dół z 0,3% do 0,2%, a zbiorczy PMI wypłaszczył się do 51,0 pkt, wskazując na tylko minimalny wzrost w III kwartale.

Wykres 2: Indeks zaskoczeń ekonomicznych Citigroup dla strefy euro (wrzesień 2023 – wrzesień 2024)Wykres 2: Indeks zaskoczeń ekonomicznych Citigroup dla strefy euro (wrzesień 2023 – wrzesień 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 10.09.2024

Dane są rozczarowujące na tyle, by wzbudzić obawy o stan gospodarki strefy euro. Wydaje się, że niepokój związany z możliwą recesją po drugiej stronie Atlantyku, wzmocniony przez słabe odczyty z amerykańskiego rynku pracy, jeszcze je wzmógł. Ścieżka gospodarcza jest niepewna, a jak donosi Reuters, członkowie EBC zdają się nie zgadzać ze sobą co do powagi sytuacji w strefie euro.

Niepewność zwiększa wagę najbliższego posiedzenia i nowych projekcji ekonomicznych EBC. Możliwe jest obniżenie prognoz wzrostu, a kwestia ich skali będzie przyciągać uwagę. Będziemy oczywiście również uważnie śledzić komentarze prezeski Lagarde. Może ona zostać zapytana o wpływ możliwego spowolnienia w USA na strefę euro, ale równocześnie unikać rozwodzenia się na ten temat.

Wydaje się, że ciężkość obaw przenosi się z inflacji na wzrost gospodarczy, ton EBC w kontekście dynamiki cen również będzie jednak uważnie obserwowany. Nie można zaprzeczyć postępom na tym froncie, za wcześnie jednak, by uznać sytuację za opanowaną. Dotyczy to w szczególności sektora usługowego, w którym inflacja jest podniesiona i ostatnio wzrosła. Rynek pracy, mimo wyraźnego spadku dynamiki płac negocjowanych w II kwartale, jest zaś wystarczająco ciasny, by wymagać ostrożnego działania. Dla inwestorów istotne będą więc zarówno wszelkie komentarze dotyczące powyższych kwestii, jak i nowe projekcje dynamiki cen, które zostaną zapewne zrewidowane w dół, szczególnie biorąc pod uwagę, że ceny ropy spadły, a euro się umocniło.

Wykres 3: Wzrost płac negocjowanych w strefie euro (2014 – 2024)Wykres 3: Wzrost płac negocjowanych w strefie euro (2014 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 10.09.2024

Cięcia stóp EBC raz na kwartał najbardziej prawdopodobne

Uważamy, że prezeska Lagarde zrobi, co w jej mocy, by przekazać jak najbardziej skąpe forward guidance, szczególnie przez wzgląd na – jak się wydaje – pogorszenie perspektyw wzrostu gospodarczego. Prawdopodobnie ponownie podkreśli zależność od danych i podejmowanie decyzji z posiedzenia na posiedzenie.

Inwestorzy wyceniają w pełni czwartkowe cięcie stop procentowych o 25 pb., co sugeruje, że sam ruch niemal nie będzie mieć wpływu na rynki finansowe. Obniżka w październiku jest jednak wyceniana na ok. 40% – wszelkie sygnały, że jest ona możliwa, mogą więc spowodować osłabienie euro w krótkim terminie.

Uważamy, że położenie nacisku na ryzyka dla perspektyw, słabsze prognozy wzrostu oraz komfort w odniesieniu do inflacji i wynagrodzeń również mogą wzmocnić te zakłady, a tym samym osłabić wspólną walutę. Nieprzywiązywanie uwagi do obaw dotyczących wzrostu i sugestie stopniowego rozluźniania polityki monetarnej mogą oddziaływać w przeciwną stronę i wzmocnić euro.

Sądzimy, że cięcia co kwartał są wciąż najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Biorąc pod uwagę możliwość bardziej agresywnych obniżek w USA, może to naszym zdaniem zapewnić wspólnej walucie wsparcie w średnim terminie.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (12.09) o godz. 14.15, a konferencja prasowa prezeski Lagarde rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Roman Ziruk; Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

Przełom w walce o Biały Dom? Harris pokazała swoją przewagę nad Trumpem

Debata prezydencka w USA zgodnie z założeniami, dała przewagę jednemu z kandydatów w wyjątkowo wyrównanej walce o prezydenturę. Widoczne były wyraźne różnice między tym spotkaniem, a debatą w czerwcu, po której wycofał się Biden, a Harris została nową kandydatką Demokratów. Harris pokazała swoją przewagę nad Trumpem, a jej szanse na wygraną wzrosły na PredictIt z 53% do 56%. Szczególnie dobrze wypadła w kwestiach ceł i problemów rasowych, co podkreśliło siłę i skuteczność jej argumentów.

Debata wywołała też wzrost darowizn na rzecz Demokratów, wzmocnionych poparciem Kamali Harris przez Taylor Swift, które może przyciągnąć więcej kobiet i młodych wyborców. Potencjalna niechęć Trumpa do ponownego starcia, zaproponowanego przez Partię Demokratyczną, mogłaby sugerować chęć uniknięcia konfrontacji, dodatkowo wzmacniając pozycję Harris.

Wzrost popularności Harris może wpłynąć na różne sektory gospodarki. Akcje związane z kryptowalutami i energią mogą napotkać trudności, wraz z dostosowaniem się rynków do zmiany dynamiki politycznej. Inne możliwości inwestycyjne, które możemy określić jako „Trump trade”, jak słabszy juan chiński czy akcje związane z obronnością, mogą stracić na znaczeniu, w miarę zyskiwania popularności przez kandydatkę Demokratów. Trudno jeszcze oszacować, jak rynek zareaguje na obszary inwestycyjne bardziej związane z Harris, zwłaszcza że wygrana w Senacie jest niepewna, tak samo, jak perspektywa pełnej kontroli Demokratów. Podzielony Kongres mógłby oznaczać ograniczone wydatki fiskalne, utrzymując ryzyko recesji w 2025 roku.

Charu Chanana, zarządzająca Działem Strategii Walutowej w Saxo Banku

Dane o inflacji w USA za sierpień tracą na znaczeniu – rynek skupia się na sytuacji na rynku pracy i decyzjach Fed

Dziś amerykańska instytucja o nazwie Bureau of Labor Statistic poda informacja jak kształtowała się zmiana cen konsumpcyjnych w USA w sierpniu. Jeszcze kilka miesięcy temu publikacja ta stanowiła najważniejsze wydarzenie rynkowe. Teraz waga tych danych zmalała. Rynek nie obawia się już o inflację, która jeszcze niedawno spędzała sen z powiek. To te liczby determinowały w głównym stopniu dalsze działania Fed. Walka z inflacją została zakończona sukcesem, choć wciąż jest ona nieco podwyższona. Dane na temat CPI straciły na znaczeniu a zyskały te opisujące rynek pracy, szczególnie po wystąpieniu Powella w Jackson Hole na sympozjum bankierów centralnych.

Nawet jeśli dzisiejsze dane okazałyby się nieco wyższe od założeń, prawdopodobnie na rynek nie wrócą obawy o powrót wyższej inflacji. Można przypuszczać, że im bardziej rośnie niepokój Rezerwy Federalnej związany z rynkiem pracy, tym mniejsza będzie reakcja instytucji w przypadku negatywnej niespodzianki we wzroście dynamiki cen.

Do tej pory na wyższe odczyty CPI (negatywne zaskoczenia) dolar amerykański reagował umocnieniem, ponieważ to oznaczało, że Fed będzie dłużej utrzymywał restrykcyjne stanowisko. Teraz, kiedy obniżka stóp we wrześniu oraz kolejnych miesiącach jest niemalże pewna, wyższa inflacja może osłabić USD, ponieważ będzie to oznaczać, że siła nabywcza amerykańskiej waluty spada. Tak przynajmniej wynika z teorii. Pytanie teraz brzmi, czy rynek w jakikolwiek sposób może zmienić swoje postrzeganie tego co zrobi rezerwa Federalna w najbliższej przyszłości po jednym odczycie CPI. Moim zdaniem mogłoby dojść do zauważalnej zmiany wyceny jedynie wówczas, gdyby zaskoczenie w danych było naprawdę znaczące. W innym przypadku pozostaniemy tu gdzie aktualnie się znajdujemy.

Prognozy dotyczące danych CPI wskazują, że zasadniczy CPI w ujęciu rok do roku powinien znacznie się obniżyć z 2,9 proc. do 2,6 proc. a bazowy pozostać na poziomie 3,2 proc. Dynamika miesięczna według oczekiwań ma ustabilizować się na pułapie 0,2 proc. i wynieść tyle samo co wartości lipcowe. Publikacja zbliżona do konsensusu powinna ucieszyć Rezerwę Federalną ale prawdopodobnie nie będzie czynnikiem, który może wpłynąć na decyzję o mocniejszej zmianie parametrów polityki monetarnej za tydzień. Jeśli CPI zostałoby podbite do wyższych wartości (co stanowiłoby negatywną niespodziankę), wówczas szansa na większe cięcie ze strony Fed prawdopodobnie zostanie lekko zredukowana przez rynek. Aktualnie implikowane prawdopodobieństwo cięcia o 50 pb wynosi ok 35 proc. więc istnieje jakaś przestrzeń do zmiany. Uważam, że dzisiejsza publikacja nie spowoduje mocnych przetasowań na rynku. Wszyscy czekają bowiem już na 18 września.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Blisko 30 proc. specjalistów odczuwa wypalenie zawodowe

Blisko 30 proc. Specjalistów odczuwa wypalenie zawodowe, a jeszcze więcej uważa, że firmy nie dbają o dobrostan psychiczny pracowników

14 września obchodzony jest Dzień Walki z Wypaleniem Zawodowym, który ma na celu przypominać, jak ważny jest dobrostan psychiczny w pracy. Temat wellbeingu w miejscu zatrudnienia zyskuje na popularności, jednak – jak pokazuje najnowsze badanie Hays Poland – poruszanie tej kwestii nie zawsze przekłada się na konkretne działania. Aż 29 proc. polskich specjalistów i menedżerów deklaruje bowiem, że odczuwa syndrom wypalenia zawodowego.

Chroniczne zmęczenie, pogorszenie stanu zdrowia psychicznego i fizycznego, utrata motywacji czy nadmierna drażliwość to tylko niektóre objawy wypalenia. Może być to prawdziwą, długofalową udręką, która kładzie się cieniem nie tylko na wynikach pracy, ale również na relacjach i ogólnej satysfakcji z życia. Po stronie firm rośnie świadomość tego zagrożenia, a wraz z nią powinno wsparcie oferowane pracownikom zmagającym się z tymi trudnościami.

Problem wypalenia zawodowego istnieje i nie należy go bagatelizować

Święta takie jak Dzień Walki z Wypaleniem Zawodowym czy miniony Światowy Dzień Wellbeingu zwracają szczególną uwagę pracodawców na zdrowie psychiczne w pracy, prowadząc do chwilowej intensyfikacji wewnętrznych dyskusji na ten temat. Jest to jednak kwestia, o której powinno się pamiętać codziennie, a nie zawsze tak jest. Najnowsze badanie Hays Poland przeprowadzone na przełomie sierpnia i września 2024 roku wśród blisko 1000 specjalistów i menedżerów pokazuje bowiem, że 29 proc. profesjonalistów zmaga się z syndromem wypalenia zawodowego.

Wypalenie zawodowe może wynikać z kilku czynników. Do najczęstszych należą długotrwały, nadmierny stres, poczucie presji i zbyt dużej odpowiedzialności.

Istotnymi przyczynami wypalenia są także te, które warunkują realia dzisiejszego świata pracy. Należą do nich przytłaczająca presja i szybkie tempo pracy przy jednoczesnej niepewności biznesowej. Dobrostan psychiczny pracowników może być również zaburzony przez rozwijające się technologie oraz pracę zdalną, które w ostatnich latach zatarły jednoznaczną granicę pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym. Długotrwała, intensywna praca pod presją może sprawić, że osoba mocno zaangażowana i szczerze lubiąca swoje zajęcie w pewnym momencie wyczerpuje swoje możliwości. Wypalenie zawodowe może zatem dotknąć każdego – zauważa Agnieszka Czarnecka, HR Consultancy Manager w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w Hays.

Jak podkreśla ekspertka, źródłem wypalenia zawodowego może być również monotonia, brak możliwości rozwoju i demotywujący zakres odpowiedzialności oraz nieprawidłowo wyznaczone cele względem możliwości i ambicji pracownika.

Z badania wynika, że chociaż 53 proc. profesjonalistów nie odczuwa wypalenia, to kolejne 18 proc. ma co do tego wątpliwości. Ten niemały odsetek powinien być sygnałem, że na rynku pracy powinno się więcej mówić o zdrowiu psychicznym.

Wszelkie niepokojące syndromy powinny być nagłaśniane i normalizowane, tak, aby osoby, które potencjalnie mogą cierpieć na wypalenie zawodowe były w stanie dostrzec u siebie niepokojące sygnały, a następnie podjąć odpowiednie działania – dodaje ekspertka Hays.

Pracodawco, jesteś potrzebny

Wypalenie zawodowe jest dużym problemem, natomiast można go rozwiązać na wiele sposobów. Zapytani o to respondenci badania Hays w większości uważają, że skuteczna w walce z syndromem jest przede wszystkim zmiana pracy (41 proc. wskazań). Nowe środowisko i „powiew świeżości” w karierze rzeczywiście często pomagają. Nie wszyscy chcą jednak od razu decydować się na taki radykalny krok – stąd też 31 proc. ankietowanych uważa, że dobrym rozwiązaniem może być wsparcie pracodawcy.

Odciążenie pracownika z nakładu obowiązków, zwiększenie elastyczności jego pracy, zachęcenie do wzięcia urlopu, ustalenie nowych celów czy po prostu regularne rozmowy i słowa wsparcia to tylko część działań, które mogą podjąć pracodawcy wobec wypalonych pracowników. Wychodzenie naprzeciw potrzebom i wprowadzanie tymczasowych zmian sprawi, że zatrudniony może odetchnąć, odczuć większą satysfakcję i poczucie bezpieczeństwa lub znaleźć przestrzeń na sięgnięcie po pomoc specjalistów. Chociaż nie zawsze wystarczy to do rozwiązania problemu, to nie należy bać się wprowadzania zmian we współpracy z osobą wypaloną zawodowo – twierdzi Agnieszka Czarnecka.

Lojalność i zadowolenie pracowników mogą zyskać również pracodawcy, którzy oferują pracownikom benefit w postaci dostępu do opieki psychologicznej lub sesji coachingowych i mentorigowych. Potwierdzają to odpowiedzi respondentów badania. Kolejno 28 i 23 proc. profesjonalistów uważa bowiem, że skuteczna w walce z wypaleniem może być odpowiednio psychoterapia i wsparcie coacha.

Co Twoim zdaniem może być skuteczne w walce z wypaleniem zawodowym?

Zmiana pracy 41%
Wsparcie pracodawcy 31%
Psychoterapia 28%
Wsparcie coacha 23%
Dłuższe zwolnienie lekarskie 14%
Trudno powiedzieć 18%

Procenty nie sumują się do 100, ponieważ możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi
Źródło: badanie Hays Poland, sierpień-wrzesień 2024

Warto mieć też na uwadze, że w sytuacjach skrajnego wyczerpania pracownicy powinni zwyczajnie postawić na zdrowie, udając się na urlop lub zwolnienie lekarskie. Możliwość odcięcia się od biznesowej codzienności nie tylko pozwala odbudować energię niezbędną do pracy, ale też w pełni skoncentrować się na poprawie zdrowia psychicznego. O skuteczności dłuższego zwolnienia w walce z wypaleniem zawodowym przekonanych jest 14 proc. ankietowanych.

Wiele do zrobienia

Możliwości walki z wypaleniem zawodowym jest wiele, a zdaniem profesjonalistów bezpośrednie wsparcie pracodawcy jest pod tym względem ważne i skuteczne. Jednak wielu respondentów badania uważa, że firmy wciąż poświęcają zbyt mało uwagi kwestii dobrostanu psychicznego zatrudnionych. Najwięcej, bo 42 proc. jednoznacznie wskazuje, że firmy nic nie robią w tym kierunku.

Wypalenie to tylko jeden z problemów natury psychicznej, z którymi zmagają się pracownicy. Często trudności dotyczą także relacji czy poczucia osamotnienia w zespole lub też zwyczajnie nie są związane z pracą, przybierając formę depresji czy zaburzeń lękowych. O ile firmy nie mają wpływu na to, jak pracownik zarządzi tym problemem w sferze prywatnej, o tyle w pracy są w stanie i powinny wesprzeć członka swojego zespołu. Czasem wystarczy naprawdę niewiele – uważa Agnieszka Czarnecka z Hays.

Czy dostrzegasz, że firmy dbają o dobrostan psychiczny pracowników?

Tak 25%
Nie 42%
Trudno powiedzieć 33%

Źródło: badanie Hays Poland, sierpień-wrzesień 2024

Otwarta komunikacja, profesjonalne programy wsparcia, systematyczne warsztaty dotyczące zdrowia psychicznego, mentoring, rozwijanie empatii i inteligencji emocjonalnej menedżerów w firmach – tak być powinno. W rzeczywistości jednak najmniej, bo zaledwie 25 proc. badanych uważa, że organizacje dbają o dobrostan psychiczny zatrudnionych. Co trzeci respondent ma z kolei co do tego wątpliwości. Może to oznaczać, że pewne działania są już podejmowane, lecz ich skuteczność bywa niejednoznacznie oceniana przez profesjonalistów.

Aby jak najlepiej zadbać o zdrowie psychiczne pracowników, niezbędne jest zatem regularne badanie ich oczekiwań, potrzeb i codziennych trudności.

Ponad 3/4 młodych Polaków ma odłożone środki na czarną godzinę

Oszczędności młodych Polaków. Ponad 77 proc. twierdzi, że ma odłożone pieniądze na „czarną godzinę”.

Jak wynika z raportu UCE RESEARCH i SYNO Poland, 77,4% Polaków w wieku 18-35 lat ma odłożone jakieś pieniądze na tzw. czarną godzinę. 12,3% nie posiada takich oszczędności. Z kolei 10,4% ankietowanych nie pamięta, czy w ogóle je zgromadziło. Do tego wychodzi, że rezerwy młodych osób najczęściej przekraczają 10 tys. zł – 17,1%. I to jest najwyższa wartość, jaką mogli podać respondenci. Najmniejszą kwotę, tj. poniżej 500 zł, zadeklarowało 10% młodych rodaków. Dalej w zestawieniu widać 500-1000 zł – 7,3%, 2000-3000 zł – 5,9%, 5000-6000 zł – też 5,9%, a także 1500-2000 zł – 5,8%. Najmniej wskazań ma przedział 8000-9000 zł – 0,7%.

Według raportu pt. „Jak młodzi Polacy oszczędzają na czarną godzinę?”, autorstwa UCE RESEARCH i SYNO Poland, który powstał na podstawie specjalnego sondażu, przeprowadzonego wśród Polaków w wieku 18-35 lat, aż 77,4% z nich twierdzi, że ma odłożone jakieś pieniądze na tzw. czarną godzinę. 12,3% ankietowanych nic w tym celu nie zaoszczędziło, a 10,4% nie pamięta, czy w ogóle posiada takie zasoby.

– Młodzi ludzie są na dorobku, więc trudno im cokolwiek odłożyć na tzw. czarną godzinę, zwłaszcza że ostatnie czasy temu nie sprzyjały. Zeszłoroczne szaleństwo inflacyjne spowodowało, że zdolność odkładania jakichkolwiek środków pieniężnych była jeszcze trudniejsza niż w latach pandemicznych. Oczywiście każdy z nas powinien mieć odłożone jakiekolwiek pieniądze, ale w praktyce jest to dość trudne do zrealizowania, szczególnie jeżeli mówimy właśnie o młodych, mniej zarabiających, osobach – komentuje Łukasz Zieliński, współautor badania z SYNO Poland.

Ankietowani, którzy posiadają oszczędności na tzw. czarną godzinę, mieli do wyboru 13 przedziałów kwotowych. Najmniejszy z nich był poniżej 500 zł, a najwyższy – powyżej 10 tys. zł. I właśnie ta największa wartość była najczęściej wskazywana przez Polaków w wieku 18-35 lat. Zadeklarowało ją 17,1% badanych.

– Osoby, które w wieku 18-35 lat odłożyły już na czarną godzinę przeszło 10 tys. zł, dobrze zarabiają. Według sondażu, ich miesięczne dochody netto z reguły przekraczają 9 tys. zł. Przeważnie dotyczy to mieszkańców największych polskich miast. Zgodnie z wynikami badania, częściej są to mężczyźni niż kobiety. Choć to one zazwyczaj są bardziej oszczędne, ale w praktyce niestety przeważnie mniej zarabiają od mężczyzn. Przez to mają gorszą możliwość odkładania pieniędzy. Czasem te dysproporcje są nawet dosyć spore. Do tego kobiety częściej widzą szersze potrzeby rodzinne, które ewidentnie wiążą się z dodatkowymi wydatkami – wyjaśnia Łukasz Zieliński.

Wśród osób, które nie mają żadnych oszczędności na tzw. czarną godzinę, przeważają kobiety nad mężczyznami. Ponadto mówią o tym głównie osoby z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 1000-2999 zł, z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym, a także z miast liczących 50-99 tys. mieszkańców.

– Osoby, które zarabiają poniżej średniej krajowej, generalnie nie mają szans na odłożenie jakiejkolwiek kwoty. Koszty życia nawet w mniejszych miejscowościach nie są na tyle niskie, żeby można było coś tam zaoszczędzić, również mieszkając z rodzicami. I dopóki ankietowani z ww. zarobkami nie znajdą lepszej pracy, to nic nie odłożą. Oczywiście dla Polaków ze słabszym wykształceniem może być to trudniejsze – przekonuje współautor badania z SYNO Poland.

Z kolei wśród osób, które nie pamiętają, czy mają oszczędności na czarną godzinę, również jest więcej kobiet niż mężczyzn. Ponadto są to głównie osoby, które wolą nie mówić o wysokości dochodów. Mają zazwyczaj wyższe wykształcenie. Zwykle mieszkają w miastach liczących od 50 tys. do 99 tys. ludności.

– Uważam, że w dużej większości mogą to być osoby, które wstydzą się tego, że nie mają żadnych środków odłożonych na tzw. czarną godzinę. Dlatego też wolą jednoznacznie nie wskazywać, ile zarabiają lub udawać, że nie pamiętają, ile w ogóle mają odłożonych pieniędzy. Ale może być też tak, że są to dość majętne osoby, które z daleko posuniętej ostrożności nie chcą informować nikogo o swoich zarobkach i ewentualnych oszczędnościach. Takiego stanu rzeczy nie możemy też przecież jednoznacznie wykluczyć – analizuje Łukasz Zieliński.

Z badania również wynika, że 10% ankietowanych ma oszczędności na tzw. czarną godzinę poniżej 500 zł. Częściej mówią o tym kobiety niż mężczyźni. Ponadto dotyczy to przede wszystkim osób z miesięcznym dochodem netto poniżej 1000 zł, z wykształceniem zasadniczym zawodowym, a także ze wsi i z miejscowości liczących do 5 tys. ludności.

– Przyznam szczerze, że taka deklaracja trochę mnie przeraża. Gdyby w życiu tych osób wydarzyło się coś naprawdę złego, to staną one przed ciężkim dylematem. Tego typu oszczędności nie dają żadnego zabezpieczenia, a jeśli już – to mało znaczące. Natomiast warto zauważyć, że ww. kwotę głównie podały osoby, które mieszkają w bardzo małych miejscowościach i na wsiach. A tam w sytuacjach kryzysowych szybciej znajdują się bliskie osoby, które wzajemnie się wspierają. Oczywiście nie jest to regułą, ale z mojego doświadczenia wynika, że wielkość miejscowości może mieć tu znaczenie – stwierdza ekspert z SYNO Poland.

Kolejne w zestawieniu są przedziały 500-1000 zł – 7,3%, 2000-3000 zł – 5,9%, 5000-6000 zł – również 5,9%, a także 1500-2000 zł – 5,8%. Natomiast najmniej wskazań ma kwota rzędu 8000-9000 zł – 0,7%. – Powyższe wyniki pokazują, że faktyczny stan środków na tzw. czarną godzinę jest dość kiepski. Oczywiście młodzi Polacy nie bardzo mają z czego odkładać, ale widać też słaby nawyk oszczędzania. W mojej ocenie, potrzebna jest szersza edukacja na ten temat, połączona z podstawową wiedzą o ekonomii, która powinna zaczynać się już od najmłodszych lat. Inaczej niezbyt wiele się zmieni w tej kwestii – podsumowuje Łukasz Zieliński.

Opis metody badawczej

Raport pt. „Jak młodzi Polacy oszczędzają na czarną godzinę?” powstał na podstawie badania sondażowego, przeprowadzonego metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na próbie ponad 800 Polaków w wieku 18-35 lat. Autorami raportu są eksperci z platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH i międzynarodowej firmy analitycznej SYNO Poland.

Zastosowanie gazu ziemnego

W dzisiejszych czasach trudno wyobrazić sobie życie bez wykorzystania gazu ziemnego. Wydobywany w ilościach niespotykanych dotąd, ma ogromne zastosowanie w energetyce, przemyśle i innych branżach. Czy to dobry moment na rozważanie inwestycji w gaz ziemny? Sprawdźmy to.

Gaz ziemny – najważniejsze informacje 

Gaz ziemny, nazywany także błękitnym paliwem to prawdziwe odkrycie XXI wieku, w którym to priorytetem staje się ekologia i dynamiczne zmiany środowiskowe. O gazie ziemnym można mówić w samych superlatywach – nie generuje zanieczyszczeń w takiej skali jak węgiel, zapewnia łatwe i relatywnie tanie ogrzewanie budynków i jest niezwykle efektywne w przypadku wykorzystania przemysłowego. Wysoka wartość opałowa i wszechstronne zastosowanie sprawia, że gaz ziemny jest dzisiaj jednym z najbardziej cenionych źródeł ciepła

Gaz ziemny jest surowcem mineralnym, którego geneza powstania skupia się na rozkładzie substancji organicznych obecnych pod powierzchnią ziemi. Najważniejszym składnikiem gazu ziemnego jest metan, wzbogacony o inne gazy występujące w różnych ilościach, zależnych od miejsca eksploatacji surowca. 

Zastosowanie gazu ziemnego w gospodarce i nie tylko 

Gaz ziemny wykorzystywany jest w dużej skali w rosnącej liczbie sektorów gospodarczych. Do największych beneficjentów wykorzystania gazu ziemnego bez wątpienia zalicza się branża energetyczna, która zapewnia efektywną produkcję energii cieplnej i elektrycznej. To właśnie gaz ziemny stanowi punkt wyjścia do alternatywnego ocieplania budynków i produkcji ciepłej wody użytkowej

Surowiec ten jest także wykorzystywany w przemyśle hutniczym i chemicznym, gdzie stanowi fundament wielu procesów produkcyjnych skupiających się na produkowaniu różnych substancji chemicznych oraz surowców metalurgicznych – stali lub żelaza. Nie zapominajmy także o przemyśle spożywczym, w którym gaz ziemny zapewnia łatwy proces pasteryzowania i suszenia żywności. Ogromny potencjał tego złoża jest wciąż analizowany i coraz to nowe branże korzystają z jego dobrodziejstw, poprawiając tym samym efektywność swoich procesów biznesowych i gospodarczych. 

Jak wydobywa się gaz ziemny?

Gaz ziemny, podobnie jak inne surowce stanowi przedmiot inwestycji na rynkach towarowych i rynkach surowcowych. W tym kontekście warto zgłębić swoją wiedzą na temat procesu wydobycia złoża. W jaki sposób wydobywany jest gaz ziemny? 

Surowiec ten występuje pod ziemią, co wymusza przeprowadzenie relatywnie skomplikowanego procesu wydobywczego. Skupia się on na wywierceniu odpowiednich otworów w ziemi, a następnie na uwolnieniu gazu ziemnego. W zależności od miejsca wydobycia i zastosowania surowca stosuje się różne metody wiercenia – hydrauliczne, tradycyjne oraz innowacyjna metoda wytwarzania gazu ze złóż węglowodorów. 

Inwestowanie w rynki towarowe – czy warto?

Popyt na gaz ziemny niezmiennie rośnie, toteż nie dziwi fakt, że inwestorzy coraz częściej zwracają swoją uwagę na rynki surowcowe i gaz ziemny. Już od kilku lat, na bazie transformacji rynku energetycznego w Europie, inwestorzy zauważają wzmożoną dynamikę ruchu cen gazu ziemnego, co stanowi świetny powód do próby własnych sił przy spekulacjach inwestycyjnych. 

Inwestorzy indywidualni, posiadający otwarty rachunek inwestycyjny w XTB również mają możliwość inwestycji i handlu gazem ziemnym za pośrednictwem ETF-ów lub spółek zajmujących się wydobyciem gazu. Popularną formą inwestowania w gaz ziemny jest NATGAS, w ramach którego nie kupujemy fizycznie gazu ziemnego, a jedynie kontrakt na różnicę cenową zapewniający zysk lub stratę w zależności od dynamiki i zmian cenowych na rynku. 

Szukając ciekawej alternatywy dla swoich inwestycji, warto rozważyć możliwość zainwestowania w gaz ziemny, mając w pamięci standardowe ryzyko, z jakim wiąże się ulokowanie swoich oszczędności w inwestycje bez gwarancji zysku i kapitału. 

Wrocławski rynek biurowy w I połowie 2024 roku

Savills, firma doradcza na rynku nieruchomości, opublikowała najnowszy raport dotyczący rynku biurowego we Wrocławiu za pierwszą połowę 2024 roku. Raport przedstawia kluczowe dane i trendy kształtujące lokalny rynek biurowy, wskazując na m.in.: stabilność, mimo wyzwań związanych z malejącym popytem i wzrostem współczynnika pustostanów.

Na koniec czerwca 2024 roku całkowita podaż nowoczesnej powierzchni biurowej we Wrocławiu wyniosła 1,37 miliona m kw. W centrum miasta zlokalizowane jest około 36% powierzchni, co czyni tę strefę kluczowym obszarem biurowym w stolicy Dolnego Śląska. W pierwszej połowie roku na rynek wprowadzono 32 400 m kw. nowej powierzchni biurowej, co stanowi niewielki 1-procentowy spadek w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Za nową podaż odpowiadały dwa oddane do użytku projekty biurowe – Quorum Office Park A (18 200 m kw.) i B10 Office (14 100 m kw.).

Na koniec analizowanego półrocza w budowie, w ramach czterech projektów, znajdowało się około 41 600 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Jest to znaczący spadek o 72% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Większość powstających zasobów, czyli 68% (28 600 m kw.), jest zlokalizowana w strefie południowej miasta, natomiast pozostałe 13 000 m kw. powstaje w strefie zachodniej.

Obecnie największą nowo powstającą inwestycją biurową w stolicy Dolnego Śląska jest Swobodna Spot. Docelowo Echo Investment na osiedlu Powstańców Śląskich postawi dwa biurowce, a budowa pierwszego ruszyła przed rokiem w październiku. W najbardziej optymistycznym wariancie do końca 2026 roku we Wrocławiu przybędzie około 90 000 m kw. nowoczesnych biur. To istotna informacja dla miasta, które od lat przyciąga inwestorów nie tylko potencjałem biznesowym, ale też ofertą edukacyjną, rozrywkową i kulturalną. O sile Wrocławia może mówić choćby bezapelacyjnie najlepsze miejsce w tegorocznym rankingu przygotowywanym przez „fDi Intelligence”, w kategorii miast przyszłości o średniej wielkości – mówi Jarosław Pilch, Head of Tenant Representation, Office Agency, Office Agency, Savills.

Jednym z istotnych wyzwań, z jakimi zmierzył się regionalny rynek, był spadek popytu – całkowity poziom najmu wyniósł 49 900 m kw., co oznacza spadek o 43% rok do roku. W połowie roku we Wrocławiu dostępnych było 251 500 m kw. wolnych biur, co przełożyło się na wskaźnik pustostanów na poziomie 18,2%. To więcej o 210 punktów bazowych w porównaniu z rokiem ubiegłym. Wskaźnik pustostanów różnił się w zależności od strefy miasta: najwyższy odsetek niewynajętych biur odnotowano w centrum, gdzie pustostany sięgnęły 25,8%. W strefie zachodniej wskaźnik wyniósł 17,7%, natomiast najniższy poziom pustostanów, 8,7%, zarejestrowano w strefie południowej.

Warto zauważyć, że mimo wymagającej sytuacji rynkowej, Wrocław odnotował najwyższy poziom absorpcji netto wśród miast regionalnych w pierwszej połowie 2024 roku, który wyniósł 27 500 m kw. Dominującym sektorem reprezentowanym przez najemców pozostaje IT, które odpowiadało za 46% wynajętej powierzchni. Istotną rolę odegrał również sektor produkcyjny z 19% udziałem.

W pierwszej połowie roku we Wrocławiu dominowały renegocjacje, które stanowiły aż 54% wszystkich podpisanych umów. Nowe kontrakty, w tym te podpisane przez właścicieli powierzchni, odpowiadały za 42% popytu. Warto również zaznaczyć, że w tym czasie nie odnotowano żadnych umów przednajmu, co wciąż wskazuje na ostrożne podejście najemców – powiedziała Dorota Kościelniak, dyrektorka Działu Reprezentacji Najemcy w Savills Polska. Ekspertka podkreśla, że ważnym czynnikiem kształtującym dynamikę wrocławskiego rynku jest hybrydowy model pracy. Firmy coraz częściej poszukują mniejszych biur, których powierzchnia wynosi średnio od 300 do 500 m kw., a umowy najmu na biura od 800 do 1 000 m kw. w dzisiejszych realiach stają się rzadkością i uznawane są za jedne z większych.

W obliczu dynamicznych zmian rynkowych, obserwowany jest również wzrost czynszów za najlepsze projekty biurowe we Wrocławiu. Poziom miesięcznych stawek na koniec pierwszego półrocza oscylował między 14,00 a 16,50 EUR za m kw.

Jak komentuje Dorota Kościelniak – Wrocław pozostaje kluczowym ośrodkiem biurowym i mimo wielu rynkowych wyzwań, widzimy zainteresowanie ze strony najemców. Największe w gronie firm z sektora IT, ale także i produkcyjnego. Oczekujemy, że w kolejnych kwartałach rynek będzie się stabilizował, a nowo powstające strategiczne projekty do 2026 roku istotnie wzmocnią ofertę biurową.

Badanie EY: 68% pracowników obawia się, że AI może wpłynąć na redukcję zatrudnienia

Jak wynika z badania EY – European AI Barometer – większość (73 proc.) pracowników miała styczność ze sztuczną inteligencją, jednak wciąż mniej niż połowa (44 proc.) podnosi swoje kwalifikacje w tym zakresie. Jednocześnie – większość (67 proc.) badanych wskazuje, że złożoność procesu implementacji jest hamulcem dla wdrożenia AI w ich firmach. Pomimo tego aż 68 proc. respondentów uważa, że wprowadzenie narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji może wpłynąć na redukcję zatrudnienia.

Jak wynika z przeprowadzonego przez EY badania, zdecydowana większość osób (73 proc.) miała już do czynienia z technologią AI. Czterech na dziesięciu (38 proc.) ankietowanych zetknęło się z nią w życiu prywatnym, 12 proc. wyłącznie na gruncie zawodowym, a 23 proc. miało doświadczenia w obu tych obszarach. Narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji są dużo popularniejsze wśród osób piastujących stanowiska menedżerskie (84 proc.) niż wśród pracowników na niższych szczeblach (67 proc.).

Pomimo tego, że większość osób jest zaznajomiona z narzędziami bazującymi na sztucznej inteligencji, implementacja tej technologii w sferze biznesowej wciąż spotyka się z wieloma problemami. Jednym z nich jest bardzo restrykcyjna polityka wewnętrzna firmy. Wśród badanych pracowników zaledwie nieco ponad połowa (52 proc.) ma pozwolenie na korzystanie z AI w pracy. Drugą barierą jest wysoka złożoność procesu implementacji – 67 proc. badanych wskazuje to jako problem wdrożenia AI w przedsiębiorstwie. Przed firmami jednak już czyha kolejne wyzwanie w procesie implementacji AI organizacji, czyli zapewnienie zgodności z przepisami prawnymi.

– Wprowadzenie AI Act stanowi istotny punkt zwrotny dla firm korzystających z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, ponieważ oprócz technicznych i ludzkich aspektów, muszą one uwzględniać również wymogi prawne. Oznacza to konieczność dostosowania się do nowych regulacji i potencjalnie przeprowadzenia zmian w sposobie projektowania, wdrażania i zarządzania systemami AI. Do stosowania przepisów AI Act istotne znaczenie ma to, do czego wykorzystywane są systemy AI. Dlatego przy każdym wdrożeniu trzeba zastanowić się czy dane użycie AI będzie podlegać pod to rozporządzenie. Należy dodatkowo uwzględnić kwestie ochrony praw własności intelektualnej – szczególnie przy wykorzystaniu AI do pracy kreatywnej – a także ochrony tajemnic przedsiębiorstwa oraz danych osobowych. Zasadniczym jednak problemem wszelkich regulacji dotyczących nowych technologii jest to, że przepisy mają zastosowanie na konkretnym terytorium, natomiast innowacyjne rozwiązania stosowane są globalnie. W efekcie konieczne staje się przeanalizowanie przepisów obowiązujących na każdym rynku, na którym konkretny podmiot świadczy swoje usługi oraz dostosowanie oferowanych rozwiązań do tych przepisów. – mówi Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY, Liderka Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii i Danych Osobowych w Kancelarii EY Law.

AI – szansa czy zagrożenie dla pracowników?

Prawie połowa menedżerów (45 proc.), którzy wdrożyli AI w swojej firmie, przyznaje, że po wykonaniu implementacji zauważalny jest wzrost przychodów, ograniczenie kosztów bądź oba z tych zjawisk. Przedsiębiorstwa wykazują poprawę w takich obszarach jak IT (35 proc.), marketing (30 proc.) i cyberbezpieczeństwo (27 proc.).

Tak pozytywne dane nie przekładają się jednak na zmniejszenie obaw osób zatrudnionych w firmach. Aż 68 proc. badanych twierdzi, że użycie AI będzie oznaczało mniejsze zapotrzebowanie, jeżeli chodzi o pracowników. To pokazuje jak wiele zadań do wykonania mają jeszcze osoby na stanowiskach liderskich. Pomimo upływu ponad 1,5 roku od upowszechnienia się narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji – np. chatbotów – wciąż na stanowiskach poniżej zarządu powszechne jest postrzeganie AI przez pryzmat zagrożeń, a nie szans.

– Technologia AI rozwija się błyskawicznie, dlatego coraz istotniejszą kompetencją wśród pracowników stanie się umiejętność szybkiego wdrożenia się i sprawnego działania z ewoluującymi narzędziami. Przede wszystkim należy ich jednak do tego przekonać, stawiając człowieka w centrum zmian, o czym wiele przedsiębiorstw niestety zapomina skupiając się wyłącznie na aspektach technologicznych. W przeciwnym razie firma ryzykuje przeznaczenie znaczących budżetów na rozwiązania, których pracownicy nie chcą zrozumieć, bo boją się ich używać. Ogromną rolę w tym procesie mają do wykonania liderzy organizacji. To na ich barkach spoczywa odpowiedzialność w wytłumaczeniu procesu zmian pracowników przez pryzmat korzyści – mówi Artur Miernik, Partner w EY Polska, Lider zespołu People Consulting.

Zapytani, czy rozwój AI ma wpływ na wykonywaną przez nich pracę, ponad połowa pracowników (53 proc.) odpowiedziała twierdząco. Podobnie większość badanych (65 proc.) uważa, że część z wykonywanych przez nich zadań przejmie sztuczna inteligencja. Wśród kadry menedżerskiej wskazało tak blisko 3/4 osób (72 proc.). Powodem może być wyższa świadomość kadry zarządzającej w obszarze realnego wpływu na zwiększenie efektywności działalności całej firmy np. poprzez wyręczanie pracowników w wykonywaniu codziennych, powtarzalnych czynności.

AI – szansa czy zagrożenie dla pracowników

Czy firmy są gotowe na rewolucję AI?

Mniej niż połowa (42 proc.) badanych menedżerów uważa, że ich firma ma odpowiednią wiedzę, by wdrożyć AI i efektywnie ich używać. Jedynymi krajami, w których większość ankietowanych odpowiedziała na to pytanie twierdząco, były Szwajcaria (58 proc.) i Włochy (52 proc.). Jednocześnie ponad połowa zatrudnionych (56 proc.) odpowiedziała, że nie podnosi swoich kompetencji w zakresie AI. Wśród pozostałych, 16 proc. doszkala się prywatnie, 16 proc. – zawodowo, a 12 proc. korzysta z obu sposobów. Znacznie częściej swoje kompetencje w tym zakresie podnosi kadra menedżerska (62 proc.) niż pracownicy na niższych szczeblach (36 proc.).

– Sztuczna inteligencja wpisuje się w szerszy obraz, jakim jest transformacja cyfrowa stanowiąca dla biznesu priorytet, również w Polsce. Wśród osób zarządzających organizacjami rośnie jednak świadomość, że ten proces to system naczyń połączonych. Dlatego też inwestycje w narzędzia bazujące na AI, nie są równoznaczne z zaniechaniem innych projektów w najnowsze rozwiązania technologiczne. W całym procesie cyfrowej transformacji należy jednak patrzeć ze znacznie szerszej perspektywy, wykraczającej poza obszar technologiczny. Bez zadbania o odpowiednie procedury i zbudowania zaufania wśród pracowników cały proces nie ma szans na osiągnięcie sukcesu – mówi Radosław Frańczak, Partner w EY Polska, lider zespołu Technology Consulting.

O badaniu:
Badanie EY – European AI Barometer – zostało przeprowadzone w marcu 2024 r. na grupie 4 741 osób w 9 europejskich krajach: Niemczech, Francji, Włoszech, Austrii, Hiszpanii, Holandii, Belgii, Portugalii i Szwajcarii. Celem badanie była ocena obecnego stanu wdrożenia sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwach w różnych branżach, określenie wyzwań związanych ze wdrożeniem AI, poznanie potencjalnych i rzeczywistych korzyści takiego wdrożenia oraz wpływu sztucznej inteligencji na pracowników.

BCC ostrzega przed ryzykiem nadmiernego deficytu i wzywa do ograniczenia wydatków budżetowych na 2025 rok

W Uzasadnieniu do Projektu ustawy budżetowej na 2025 rok, jako jeden z głównych celów rząd deklaruje – „przywrócenie kontroli parlamentarnej i społecznej nad gromadzeniem oraz wydatkowaniem środków na zadania publiczne, jak również przywrócenie transparentności transferów środków publicznych”.

BCC przyjmuje tą deklarację, zbieżną z postulatem wielokrotnie prezentowanym przez organizacje pracodawców, zakładając, że w realiach budżetu na 2025 rok oznacza to m.in. obciążenie budżetu państwa wydatkiem 63 mld zł na spłatę obligacji zaciągniętych przez PFR oraz BGK.

BCC jako obarczoną bardzo wysokim ryzykiem ocenić przewidywaną relację do PKB długu sektora instytucji rządowych i samorządowych (wg. definicji UE), która na koniec 2025 roku ma wynieść 59,8 proc, tj. zaledwie 0,2 proc poniżej wartości referencyjnej 60 proc. zawartej w traktacie o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

Jeśli Polska dostosuje swoją metodologię do unijnej – przekroczy ustawową, czerwoną linię 55 proc. a nawet tę zawartą w konstytucji RP.

W tej sytuacji lipcowa decyzja Rady UE stwierdzająca występowanie w Polsce nadmiernego deficytu powinna skłonić rząd do przeprowadzenia ponownej analizy przede wszystkim strony wydatkowej zawartej w projekcie budżetu na 2025 rok, aby zmniejszyć wielkość maksymalnego deficytu planowanego na 289 mld złotych, co pośrednio pomoże zmniejszyć koszt obsługi długu Skarbu Państwa wyliczonego na kwotę 75,5 mld złotych. – mówi Witold Michałek, ekspert BCC ds. gospodarki, legislacji i lobbingu

Szczegółowa analiza planowanych wydatków budżetowych pozwoli na znalezienie, ocenę a w rezultacie – istotne zmniejszenie nieracjonalnych wydatków budżetowych, a tym samym – ograniczenie deficytu oraz długu sektora instytucji rządowych i samorządowych w 2025 roku. – dodaje ekspert.

  1. BCC podtrzymuje krytyczną ocenę programu Rodzina 500+ (obecnie 800+) postulując aby wsparcie dla rodzin z dziećmi zawierało kryterium dochodowe. Rodziny o wysokich miesięcznych dochodach nie korzystałyby wtedy ze szczodrego, publicznego wsparcia, finansowanego m.in. przez podatki płacone przez osoby o niskich dochodach.
  2. Stanowisko BCC odnośnie logiki działań rządu dotyczących wypłaty dodatkowego rocznego świadczenia dla wszystkich emerytów i rencistów niezależnie od wysokości pobieranych przez nich świadczeń (tzw. 13 emerytury), pozostaje niezmiennie krytyczne. Polskiego państwa, w obecnej sytuacji, nie stać na system świadczeń socjalnych, wypłacanych bez uwzględnienia kryterium dochodowego. Ubodzy i niezamożni podatnicy nie powinni dofinansowywać osób otrzymujących wysokie emerytury i renty.
  3. Zdaniem BCC finansowanie świadczeń w ramach programu „Aktywny rodzic” w wysokości 8,4 mld złotych w 2025 roku także powinno zostać ograniczone wskutek przyjęcia kryteriów dochodowych. Brak takich kryteriów znacząco zawyża wydatki budżetowe na program „Aktywny rodzic” oraz koliduje z poczuciem sprawiedliwości społecznej. Rodziny z niskimi dochodami nie powinny dofinansowywać rodzin zamożnych, dla których wydatek 500 czy 1500 złotych stanowi niewielką część miesięcznego dochodu, gdzie np. w dużych miastach – Krakowie, Poznaniu czy Warszawie przeciętne miesięczne wynagrodzenie to kilkanaście tysięcy złotych.

Kluczowe dane makro przed posiedzeniem FOMC: inflacja CPI i PPI zdecydują o ruchach Fed

Do startu przyszłotygodniowego posiedzenia FOMC pozostały tak naprawdę dwie istotne publikacje makro – czyli inflacja CPI oraz PPI. Te figury poznamy odpowiednio w środę oraz w czwartek. Rynek nadal oczekuje, że Fed obniży stopy procentowe w tym roku łącznie o 100 punktów bazowych. Pozostały jedynie 3 termin, więc na obniżka o 50 punktów bazowych musiałaby być zrealizowana albo we wrześniu albo w listopadzie albo w grudniu. Implikowane prawdopodobieństwo wskazuje, że większe szanse na mocniejszy ruch przypadają na jesienne posiedzenia. Wrzesień na ten moment jest wyceniany na poziomie niecałych 30 proc.

Nie ma wątpliwości, że rynek pracy w USA się ochłodził. Teraz najważniejsze pytanie brzmi w jaki sposób Fed oceni to spowolnienie i dostosuje parametry polityki monetarnej. Pamiętajmy, że Powell w klarowny sposób zakomunikował, że dalszy regres na tym polu nie będzie mile widziany. Dane jednak jeszcze nie wskazują dają przesłanek, że gospodarkę amerykańską czeka „twarde lądowanie”. Historia pokazuje, że Rezerwa Federalna decydowała się na mocniejszą reakcję w przeszłości, kiedy zatrudnienie w sektorze pozarolniczym spadało w miesiącach poprzedzających decyzję (były to wartości ujemne). Tak było w 2001 oraz 2007 roku. Aktualnie sytuacja jest zdecydowanie lepsza. Porównując również aktualną stopę bezrobocia z tamtymi okresami, rok 2024 ponownie wygrywa. Dodatkowo uważam, że ruch o 50 pb we wrześniu mógłby spowodować wzrost rynkowej awersji do ryzyka a dominującą interpretacją takiej decyzji mogłaby być ta, która mówi, że Fed jest jest spóźniony z reakcją i chce nadrobić zaległości. Uważam również, że mogłyby urosnąć spekulacje, że bank centralny wie więcej na temat aktualnej sytuacji gospodarczej i że ta nie jest tak dobra jak sugerują publicznie dostępne wskaźniki.

Prognozy dotyczące danych CPI wskazują, że zasadniczy CPI w ujęciu rok do roku powinien znacznie się obniżyć z 2,9 proc. do 2,6 proc. a bazowy pozostać na poziomie 3,2 proc. Dynamika miesięczna według oczekiwań ma ustabilizować się na pułapie 0,2 proc. i wynieść tyle samo co wartości lipcowe. Publikacja zbliżona do konsensusu powinna ucieszyć Rezerwę Federalną ale prawdopodobnie nie będzie czynnikiem, który może wpłynąć na decyzję o mocniejszej zmianie parametrów polityki monetarnej za tydzień. Jeśli CPI zostałoby podbite do wyższych wartości (co stanowiłoby negatywną niespodziankę), wówczas szansa na większe cięcie ze strony Fed prawdopodobnie zostanie w pełni zredukowana przez rynek, co mogłoby wpłynąć na aprecjację USD.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

EBC: kolejne cięcia stóp procentowych z celem inflacyjnym w zasięgu wzroku

  • Oczekujemy, że na kolejnym posiedzeniu 12 września EBC po raz drugi w tym roku obniży stopę depozytową do 3,50% po przerwie w lipcu.
  • W obliczu spadku inflacji do 2,2% r/r w sierpniu, poluzowanie restrykcyjnego nastawienia jest uzasadnione.
  • W przyszłości EBC będzie podążał za stopniowym cyklem cięcia, osiągając stopę końcową na poziomie 2,5% w połowie 2025 roku.
  • Jednak przy rekordowo niskim bezrobociu, silnym wzroście płac i lepkiej inflacji bazowej, EBC nie spieszy się i prawdopodobnie będzie kładł nacisk na ostrożne podejście zależne od danych.

EBC wkrótce dokona drugiej obniżki stóp procentowych w tym roku, ponieważ cel inflacyjny jest coraz bliżej. Na kolejnym posiedzeniu 12 września EBC prawdopodobnie obniży stopę depozytową o 25 pb do 3,50%, co będzie drugą obniżką w tym cyklu po przerwie w lipcu. Należy zauważyć, że stopa dla głównych operacji refinansujących (MRO) i MLF (Marginal Lending Facility – stopa wg. której EBC udziela pożyczek w euro bankom komercyjnym mającym siedzibę w strefie euro) spadnie nawet o 60 pb do 3,65% i 3,90% z przyczyn technicznych, aczkolwiek bez żadnego wpływu na gospodarkę.

Wraz ze spadkiem inflacji w sierpniu do uspokajającego poziomu 2,2% r/r, poluzowanie restrykcyjnego nastawienia jest uzasadnione. Istnieją jednak pewne zastrzeżenia. Inflacja w strefie euro spadła z 2,6% r/r do 2,2% w sierpniu, co jest najniższym odczytem od 2021 roku. Było to jednak w dużej mierze spowodowane efektami bazowymi i spadkiem komponentu energetycznego inflacji. Inflacja bazowa tylko nieznacznie spadła z 2,9% r/r do 2,8%. Co bardziej niepokojące, miesięczna zmiana cen bazowych przyspieszyła nawet do 0,3% m/m. Tak więc, choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że cel inflacyjny jest w zasięgu celu EBC, sekwencyjnie inflacja bazowa utrzymuje się uparcie powyżej 3% od sześciu miesięcy (wykres 1). Jest to nadal napędzane przez inflację cen usług, która nawet wzrosła do najwyższego odczytu od prawie roku (4,2% r/r), choć spowolniła sekwencyjnie. Inflację w usługach nadal napędza historycznie wysoki wzrost płac. Podczas gdy wciąż można oczekiwać spowolnienia tempa wzrostu płac, a następnie powinno ono przełożyć się na spowolnienie cen usług wraz z niższym popytem, obecnie nie ma jeszcze oznak tego w twardych danych. Z drugiej strony, wskaźniki oparte na ankietach wykazują oznaki złagodzenia, a podkomponent cen nakładów na usługi PMI (w dużej mierze napędzany przez płace) spadł w sierpniu do 58,0, najniższego poziomu od 2021 r. (wykres 2). W tym kontekście wszystkie oczy będą zwrócone na oczekiwania ekspertów EBC. Są one aktualizowane co kwartał, ale Allianz Trade nie spodziewa się żadnych istotnych zmian.

Wykres 1: Miary inflacji zasadniczej i bazowej, %
Miary inflacji zasadniczej i bazowej Miary inflacji zasadniczej i bazowej
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

W przyszłości Allianz Trade spodziewa się jeszcze jednej obniżki stóp EBC w 2024 r. i osiągnięcia stopy końcowej na poziomie 2,5% do połowy 2025 r. Chociaż niekorzystne efekty bazowe spowodują ponowny wzrost inflacji zasadniczej do blisko 3% pod koniec tego roku (wykres 1), Allianz Trade uważa, że EBC przeanalizuje te anomalie statystyczne i będzie kontynuował stopniowy cykl łagodzenia. Mimo to oczekujemy, że cykl obniżek stóp procentowych przyspieszy, przesuwając jedno cięcie z 2025 na 2024 rok. Ponieważ gospodarka amerykańska wykazuje coraz większe oznaki słabości, a Fed spodziewa się odpowiednio większej liczby cięć do końca roku niż kilka miesięcy temu, ryzyko rozbieżności w polityce transatlantyckiej zanika. Niweluje to jeden z argumentów przemawiających za przedłużającą się pauzą EBC. I choć inflacja bazowa jest nadal silna, a wzrost gospodarczy ożywia się, obecne stanowisko EBC jest nadal bardzo restrykcyjne. Realne stopy procentowe stają się nawet coraz bardziej restrykcyjne w obliczu dezinflacji. W tym kontekście dalsze luzowanie polityki pieniężnej jest rzeczywiście uzasadnione. Nadal oczekujemy, że stopa końcowa na poziomie 2,5% zostanie osiągnięta do połowy 2025 r., kiedy to oczekuje się, że inflacja osiągnie cel w sposób zrównoważony. W tej perspektywie nadal jesteśmy po jastrzębiej stronie w porównaniu do oczekiwań rynkowych, które obecnie wyceniają około dwie i pół obniżki stóp procentowych w tym roku oraz stopę docelową na poziomie około 2,2%, która ma zostać osiągnięta w drugiej połowie przyszłego roku.

Wykres 2: Prognoza cen czynników produkcji PMI i składników inflacji bazowej, %, wskaźnikPrognoza cen czynników produkcji PMI i składników inflacji bazowej

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research. Uwaga: Kropkowane linie odnoszą się do prognozy Allianz Research. Ceny PMI dla usług i produkcji są przesunięte o dwanaście miesięcy do przodu.

Wraz ze stabilizacją spreadów w strefie euro, EBC może przyspieszyć zacieśnianie ilościowe zgodnie z oczekiwaniami, a dyskusje na temat instrumentu ochrony transmisji (TPI) ponownie zeszły na dalszy plan. Zgodnie z naszymi bazowymi założeniami, zamieszanie związane z wyborami we Francji i późniejszy impas polityczny pogorszyły perspektywy dla Francji, a to przekształciło się w ogólnoeuropejskie ryzyko. W rezultacie spready obligacji skarbowych w strefie euro w dużej mierze powróciły do normy, choć obecnie rynek postrzega atrakcyjność inwestycyjną Francji na równi z Hiszpanią (wykres 3). Zacieśnianie ilościowe przyspieszyło w lipcu, jak już ogłoszono w grudniu ubiegłego roku przez EBC, z dodatkowymi 7,5 mld EUR miesięcznie z programu PEPP, oprócz średnio 30 mld EUR miesięcznie z programu APP. Ponadto pozostałe 85 mld EUR (z ponad 2 bln EUR) pozostających do spłaty TLTRO zostanie spłacone do końca roku, ostatecznie kończąc (na ten moment) kolejny rozdział niekonwencjonalnej polityki pieniężnej.

Wykres 3: Spready obligacji skarbowych strefy euro, pb
Spready obligacji skarbowych strefy euro
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Przed debatą Harris-Trump: 3 scenariusze wyborcze i ich wpływ na rynki

We wtorek odbędzie się debata prezydencka między Kamalą Harris a Donaldem Trumpem, która może znacząco wpłynąć na dynamikę kampanii i decyzje Amerykanów 5 listopada. Eksperci Saxo kreślą krajobraz przed debatą, a także przedstawiają trzy możliwe scenariusze wyborcze i oceniają ich potencjalny wpływ na rynek akcji.

Od szokującego wyniku wyborów w 2016 roku, kiedy Trump zasiadł w Białym Domu, stawka w wyborach w USA gwałtownie wzrosła. Odnosi się to również do światowych rynków finansowych, na których, jak zauważają eksperci Saxo, królują obecnie właśnie amerykańskie akcje i to na niespotykaną dotąd skalę. Stanowią one aż 65% wagi indeksu MSCI ACWI, obejmującego zarówno rynki rozwinięte, jak i wschodzące, w tym Chiny. Nic dziwnego, że we wtorek uwaga inwestorów skoncentruje się na debacie. W badaniu przeprowadzonym wśród użytkowników platformy Saxo, nadchodzące wybory w USA zostały wymienione jako jeden z kluczowych czynników wpływających na decyzje inwestycyjne w bieżącym kwartale.

Odbywająca się we wtorek debata prezydencka to jedno z kluczowych wydarzeń przed 5 listopada, które może znacząco przechylić szalę zwycięstwa na jedną ze stron i wpłynąć na ostateczny wynik. Szczególnie, jeśli jakaś część wyborców nagle zobaczy Trumpa lub Harris w zupełnie innym świetle niż dotychczas – zauważa John J. Hardy, Główny strateg makroekonomiczny, Saxo.

Krajobraz przed debatą

Badania sugerują, że Amerykanie nigdy wcześniej nie byli aż tak podzieleni w istotnych kwestiach politycznych. Kierunki polityczne zaproponowane przez Harris i Trumpa są skrajnie różne. Jednocześnie trwa walka o niezdecydowanych wyborców.

Często, gdy coraz bardziej zbliżamy się do dnia wyborów, kandydaci, starają się nie pokazywać swoich skrajnych poglądów, by przekonać niezdecydowanych, niezwiązanych z żadną partią. Trump stara się unikać wrażenia, że jest zbyt określonym przeciwnikiem aborcji, ponieważ znaczna część Amerykanów (około 60-40%) uważa, że terminacja ciąży powinna być legalna w większości przypadków – zauważa John J. Hardy, Główny strateg makroekonomiczny, Saxo.

Jak twierdzi ekspert, Harris również zbliża się ze swoimi poglądami w kierunku centrum.

W jej kampanii królują spoty, które pokazują ją jako nieugiętą w kwestii południowej granicy USA, co miałoby zamazać wrażenie, że Demokraci są zbyt łagodni w kwestii nielegalnej imigracji. I dodaje – kandydatka proponuje również skromniejszą podwyżkę podatku od długoterminowych zysków kapitałowych niż Biden i czterokrotne zwiększenie podatku od wykupu akcji spółek – z 1% do 4%. To ostatnie niemal całkowicie zniechęciłoby firmy do wykupu akcji na rzecz wypłaty dywidend. Byłaby to ogromna zmiana, która kompletnie przeobraziłaby krajobraz dywidend w przeciętnej amerykańskiej firmie. Około trzy czwarte firm z indeksu S&P 500 w USA wykupuje akcje, co w okresie 12 miesięcy do marca osiągnęło wartość około 800 miliardów dolarów.

Trzy scenariusze

Obecnie eksperci Saxo dostrzegają trzy kluczowe scenariusze wyborcze, które mogą odbić się na rynkach w różny sposób. Ich prawdopodobieństwa odnoszą się do początku września. Szanse obu kandydatów są jednak bardzo wyrównane i mogą się zmieniać, między innymi po nadchodzącej debacie.

Trump zdobywa wszystko: W tym scenariuszu Trump wygrywa, a Republikanie mają większość zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie.

Prawdopodobieństwo: 45%.

Ten scenariusz najpewniej przyniesie dalsze cięcia podatkowe, mimo że sytuacja związana z zadłużeniem USA jest znacznie gorsza niż przed cięciami z 2017 roku. Trump zapowiedział także, że będzie dążył do deregulacji w wielu sektorach. W polityce zagranicznej pełne zwycięstwo Trumpa mogłoby oznaczać mniejsze wsparcie dla Ukrainy. Cięcia podatkowe i prawdopodobnie zwiększone wydatki mogłyby pomóc gospodarce USA uniknąć recesji. Odbyłoby się to jednak za cenę nowej fali inflacji, wynikającej z rosnącego zadłużenia USA i obiecanej przez Trumpa deportacji milionów imigrantów, co z kolei przełożyłoby się na jeszcze bardziej napiętą sytuację na rynku pracy.

Harris i impas: W tym scenariuszu Harris wygrywa, a Demokraci zdobywają Izbę Reprezentantów, ale nie Senat.

Prawdopodobieństwo: 45%.

To prawdopodobnie najgorszy scenariusz dla gospodarki USA, ponieważ Harris i Demokraci mieliby w nim bardzo ograniczoną możliwość wdrażania jakichkolwiek inicjatyw. To z kolei może prowadzić do braku możliwości prowadzenia nowej polityki fiskalnej, a nawet przedłużenia dużych programów wdrożonych pod rządami Bidena i Trumpa. W efekcie mogłoby to wywołać lub pogłębić recesję. Scenariusz impasu byłby korzystny dla gigantów naftowych i gazowych, ponieważ transformacja ekologiczna promowana przez Demokratów musiałaby się zmierzyć z oporem i opóźnieniami.

Harris zdobywa wszystko: Harris wygrywa, a Demokraci kontrolują zarówno Izbę, jak i Senat.

Prawdopodobieństwo: 10%.

Choć ten scenariusz jest najmniej prawdopodobny, to nie można go wykluczyć, biorąc pod uwagę aktualny impet kampanii Harris oraz sygnały świadczące o tym, że Demokraci mogą zdobyć wystarczającą liczbę mandatów w Izbie Reprezentantów. To jednak kontrola nad Senatem będzie tu znacznie większym wyzwaniem. W tym scenariuszu można spodziewać się większego wsparcia dla Ukrainy oraz mniej agresywnej polityki wobec Chin. Harris wyraziła zamiar podniesienia stawek podatkowych dla korporacji oraz podatków od zysków kapitałowych, co mogłoby negatywnie wpłynąć na wyceny akcji i przynieść krótkoterminowe spadki na rynkach. Jednak są sektory, które dzięki ukierunkowanym wydatkom fiskalnym, mogłyby liczyć na znacznie większe korzyści, niż w jakimkolwiek innym scenariuszu.

Lista akcji, na które warto zwrócić uwagę przy różnych wynikach wyborów w USA

Na podstawie analizy trzech możliwych scenariuszy dotyczących wyników wyborów w USA, eksperci Saxo stworzyli trzy zestawy inspiracji, które mogą pomóc w zrozumieniu, jak te wybory potencjalnie wpłyną na rynki. W miarę wzrastającej niepewności co do wyniku wyborów, reakcje mogą być bardziej punktowe i zmienne, szczególnie w noc wyborczą 5 listopada, podczas liczenia głosów.

  • Trump zdobywa wszystko: w tym scenariuszu eksperci zwrócili szczególną uwagę m.in. na firmy takie jak Rheinmetall AG, JPMorgan Chase & Co., Chevron Corp., Newmont Corp., Kongsberg Gruppen ASA, czy BXP Inc..
  • Harris i impas: może szczególnie wpłynąć na akcje m.in. Eli Lilly & Co., Walmart Inc., UnitedHealth Group Inc., Chevron Corp., Procter & Gamble Co., czy NextEra Energy Inc..
  • Harris zdobywa wszystko: scenariusz, w którym zdaniem ekspertów na korzyści mogą liczyćin. NVIDIA Corp., Intel Corp., First Solar Inc., UnitedHealth Group Inc., Enphase Energy Inc., czy Siemens AG.

Rynki w dół po raporcie NFP – brak jasnych wskazówek od Fed, dolar silniejszy, ropa najtańsza od marca

Indeksy w dół, dolar lekko silniejszy a rentowności amerykańskich papierów dłużnych na niższych poziomach. Złoto poniżej 2500 USD a ropa najtańsza od marca 2023 roku. To obraz rynku po piątkowych, najważniejszych na ten moment danych z gospodarki USD – czyli raportu NFP. Obyło się bez spektakularnej zmienności. Awersja do ryzyka lekko wzrosła ale indeks strachu VIX jest wciąż daleki od ekstremalnych poziomów, które doświadczyliśmy miesiąc temu.

Raport z amerykańskiego rynku pracy nie dał jasnej wskazówki co zrobi Fed 18 września. Mowa tutaj oczywiście o skali luzowania monetarnego. Inwestorzy wciąż zastanawiają się czy będzie to 25 czy może jednak 50 punktów bazowych. Reakcja rynkowa pokazuje, że po publikacji dużo było zawahań w jaki sposób interpretować dane. Pewne elementy zawiodły i były poniżej rynkowego konsensus, niektóre mówiąc kolokwialnie „dowiozły” wynik. Ostatecznie indeksy skończyły dzień na minusie, dolar uległ lekkiej aprecjacji a a na rynku długi widać było spadek rentowności.

Wszyscy ci, którzy oczekiwali, że w piątek otrzymają powtórkę wydarzeń sprzed miesiąca, mogą czuć się rozczarowani. Po 14:30 obserwowaliśmy huśtawkę wahań notowań na rynkach finansowych. Wszystko dlatego, że interpretacja danych nie należała tym razem do łatwych i klarownych.

Spójrzmy na konkrety. W sierpniu główna liczba, czyli przyrost miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych, wyniósł 142 tys. co dało wynik poniżej prognoz, które oscylowały wokół 165 tys. Należy tu także nadmienić, że obydwa poprzednie odczyty, te za lipiec oraz czerwiec, łącznie zostały zrewidowane w dół o 89 tys. Pozytywem był spadek stopy bezrobocia do wartości 4,2 proc. z 4,3 proc. Wzrosły mocno średnie płace godzinowe zarówno w ujęciu miesiąc do miesiąca jak i rok do roku.

Po słabym raporcie lipcowym uczestnicy rynku zadawali sobie pytanie jak duży wpływ na wynik miały czynniki jednorazowe i czy tak duże rozczarowanie było jedynie pewnego rodzaju „wypadkiem przy pracy”. Późniejsza rewizja danych rocznych (do marca 2024 roku) o ponad 800 tys. miejsc pracy utwierdziła rynek w przekonaniu, że następuje spowolnienie i są już widoczne jego pierwsze efekty. Sam fakt, że Fed tak mocno położył nacisk na dane NFP, dało rynkom pole do jeszcze większych spekulacji, że w gospodarce zaczynają dziać się niepokojące rzeczy. Mówiło się o możliwym wpływie huraganu Beryl, choć BLS w komunikacie stwierdził, że wpływ tego zjawiska atmosferycznego na dane był marginalny.

Nie ulega wątpliwości, że dane pokazują spowolnienie, ale jest ono sukcesywne i nie doświadczyliśmy większych tąpnięć. Z pozytywnych informacji można podać wydłużenie średniego tygodnia pracy. Otrzymaliśmy również wzrost zarobków godzinowych. Wciąż jednak przytaczana reguła Sahm sygnalizuje recesję, bowiem wysyłany przez nią wskaźnik wynosi obecnie 0,57 punktu procentowego, a progiem jest poziom 0,5 proc.

Dane są dość słabe, nieco lepsze od lipca ale nie wywołują na rynku paniki. Powołując się na statystykę powinniśmy zakładać, że zostaną one za miesiąc zrewidowane w dół, bo taka tendencja panuje od wielu miesięcy. Rynek kontraktów futures w pierwszych minutach po publikacji zaczął mocniej wyceniać możliwość cięci stóp o wartość 50 punktów bazowych w tym miesiącu. Implikowane prawdopodobieństwo urosło do ponad 50 proc. Zostało ono jednak w kolejnych godzinach handlu zmniejszone i wróciło do wartości sprzed godz. 14:30 i obecnie wynosi mniej niż 30 proc. Teraz przed nami dane inflacyjne, które będą już ostatnią szansą na interpretacje i wyciąganie wniosków. Poznamy je w środę (CPI) oraz czwartek (PPI). Wchodzimy w okres „blackout-u” co oznacza, że żadnych wskazówek nie otrzymamy już od przedstawicieli FED w najbliższych dniach.

W piątek Christopher Waller z Rezerwy Federalnej podkreślił potrzebę szybkich obniżek stóp w obliczu słabnącego rynku pracy i przyznał wprost, że mogą nastąpić ruchy o 50 punktów bazowych. Teoretycznie powinna to być negatywna informacja dla USD, choć nie było tego widać na wykresie. Rynek na ten moment wciąż liczy, że Fed łącznie obniży koszt pieniądza w tym roku łącznie o 100 pb. Ja osobiście zakładam, że mocniejsza reakcja banku centralnego USA mogłaby wprowadzić dużo nerwowości na rynku i dlatego zakładam, że Powell zdecyduje się na spokojne trzy kroki o 25 pb do końca tego roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Ropa z największym tygodniowym spadkiem od dawna

Ropa naftowa zmierza ku największemu tygodniowemu spadkowi od prawie roku. OPEC, podobnie jak wielu analityków, źle ocenił perspektywy wzrostu zapotrzebowania na ten surowiec w 2024 roku. Jeszcze w zeszłym miesiącu grupa prognozowała wzrost popytu o 2 miliony baryłek dziennie, a obecnie coraz bardziej prawdopodobne jest, że to Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE)  miała rację, przewidując wzrost poniżej 1 miliona baryłek, głównie z powodu malejącego popytu w Chinach, gdzie prawdopodobnie nastąpił już szczyt zapotrzebowania. Wpłynęły na to osłabienie wzrostu gospodarczego oraz szybki rozwój pojazdów elektrycznych i hybrydowych, co zwiększa zapotrzebowanie na energię elektryczną, jednocześnie zmniejszając popyt na benzynę i olej napędowy.

OPEC+ może wpływać na podaż, ale nie na popyt, a obecnie to właśnie niskie zapotrzebowanie jest głównym problemem i przyczyną osłabienia cen. Dopóki sytuacja się nie ustabilizuje, OPEC nie będzie w stanie zwiększyć produkcji, prawdopodobnie aż do przyszłego roku. W krótkim okresie jednym z nielicznych działań, jakie OPEC może podjąć, jest wywarcie presji na Irak, Kazachstan i Rosję, aby w pełni realizowały wymagane cięcia produkcji w ramach rekompensaty za wcześniejsze nadprodukcje.

Uważam w tym momencie, że 70 USD za baryłkę ropy Brent to granica, której grupa może chcieć bronić, czy to poprzez interwencje słowne, nacisk na wspomniane kraje, czy nawet kolejne, bolesne cięcia produkcji. Oprócz śledzenia danych gospodarczych z Chin i USA w poszukiwaniu oznak poprawy, powinniśmy też czekać na ustabilizowanie globalnych marż rafineryjnych i oznaki ich wzrostu – w przeciwnym razie nie może być mowy o jakimkolwiek niedoborze na rynku tego surowca, w świetle obecnej sytuacji.

W tym tygodniu zarówno ropa WTI, jak i Brent przełamały kluczowe poziomy wsparcia 71,70 USD i 75 USD, które teraz pełnią rolę oporu. W sytuacji, gdy ceny pozostaną poniżej tych poziomów, spekulanci będą postrzegać rynek jako okazję do sprzedaży przy wzrostach, zamiast wcześniejszego podejścia „kupuj na spadkach”.

Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców Saxo

Osłabienie dolara po publikacjach danych z USA, złoto i srebro w górę – czekamy na payrolls’y

Za nami amerykańskie JOLTS’y, raport Challengera, ADP i claims’y, które doprowadziły do czwartkowego osłabienia waluty zza oceanu. Wsparcia w danych nie znajduje również unijna waluta, która cierpi po piątkowych odczytach PKB ze strefy euro. Słabość walut fiducjarnych wykorzystuje srebro i złoto. Dziś po południu poznamy tzw. payrolls’y, czyli dane z sektora prywatnego w USA, które mogą odmienić losy słabego w tym tygodniu dolara.

Dane z USA

Zakończenie minionego tygodnia przebiega pod dyktando publikacji z amerykańskiego rynku pracy. Wczoraj poznaliśmy raport Challengera, który wskazał skok planowanych zwolnień z 25,88 tys. do 75,89 tys. Dodatkowo zgodnie z danymi od ADP spadła zmiana zatrudnienia w sektorze prywatnym (poza rolnictwem) ze skorygowanych 111 tys. do 99 tys. Zaznaczę, że prognozy mówiły o wzroście do 145 tys. Słabnąca siła amerykańskiego rynku pracy doprowadziła do nerwowych ruchów na eurodolarze. Chwilę później dolara próbowały ustabilizować zwyżkowe odczyty wskaźników PMI i ISM dla usług, które wykazały dobrą kondycję badanego sektora w USA. Obrona USD trwała dosłownie godzinę, gdyż po 17:00 popularny „edek” postanowił wybrać się w podróż na północ. Trend słabnącego „zielonego” zakończył się dopiero w piątek o poranku, kiedy to notowania EUR/USD dotarły do oporu 1,112 USD.

Unijna gospodarka nie dowozi

Notowania głównej pary walutowej świata reagują również na odczyty ze strefy euro, do których zaliczają się dzisiejsze finalne dane PKB. Te, podobnie jak wczorajsze publikacje z amerykańskiego rynku pracy, nie imponują. Produkt krajowy brutto w ujęciu kwartalnym to 0,2%, co jest wartością o 0,1 punktu procentowego niższą od i tak niskich prognoz. W ujęciu rocznym dowieziono zakładane 0,6%. Jedynym pozytywem danych od Eurostatu jest pierwsze miejsce Polski. Nasza gospodarka w ujęciu kwartalnym odnotowała wzrost rzędu 1,5%. Ostatecznie dane dla strefy euro są niższe, niż wyniki wstępne. Zatem nie dziwi fakt osłabienia unijnej waluty po ich publikacji. Notowania eurodolara po godzinie 11:00 schodzą do poziomu 1,11 USD. W dalszej części dnia uwaga inwestorów będzie skupiona na tzw. payrolls’ach, które zakładają delikatny spadek stopy bezrobocia i wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym. Wyniki otrzymamy o godzinie 14:30 i to właśnie wtedy możliwa jest większa zmienność na rynku forex.

Silne złoto

Pierwszy tydzień września pokazuje, że na tytułowym metalu szlachetnym nie tak łatwo będzie trwale zejść do wycen poniżej 2500 USD za uncję. Dowodami broniącymi powyższej tezy są zarówno środowe, jak i czwartkowe spadki notowań metalu, które – gdy tylko otarły się o wsparcie 2475 dolarów – natychmiast zostały odkupione przez rynkowych graczy. Złoto to inwestycja alternatywna, uznawana jednocześnie za bezpieczną przystań (tzw. safe haven). Aktywo zwykło zyskiwać na atrakcyjności w oczach inwestorów w niespokojnych czasach, w których aktualnie żyjemy. Dodatkowo, wciąż utrzymuje się wysoki popyt na kruszec ze strony bankierów centralnych. Wszystkiemu temu towarzyszy wizja rychłych obniżek stóp procentowych w USA (inne wielkie banki centralne już zaczęły cykl luzowania), co także przemawia za dalszymi zwyżkami złota, gdyż koszt pieniądza fiducjarnego będzie spadać. W tym otoczeniu dobrze radzi sobie także srebro, które w tym tygodniu na wykresie obroniło poziom wsparcia 27,8 USD. W momencie pisania tekstu surowiec notowany jest o dolara wyżej. Złoto znajduje się powyżej 2515 USD.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Rynki w napięciu przed danymi o zatrudnieniu w USA: kluczowe rozstrzygnięcia dla dolara i polityki Fed

Pierwszy piątkę miesiąca ponownie elektryzuje uczestników rynku jak w przeszłości. Zaczęło się od rozczarowującej publikacji miesiąc temu a potem doszły słowa Powella, który zwrócił uwagę na zatrudnienie i powrót do równowagi jeśli chodzi o sprawę podwójnego mandatu Fed. Można powiedzieć nawet, że tym razem waga przechylona jest w stronę danych na temat zatrudnienia a o inflacji rynek pomału zaczyna zapominać.

Przez cały tydzień rynek jakby wstrzymywał oddech. W poniedziałek nie było Amerykanów „w grze”, potem przyszły spadki a następnie krótkoterminowa konsolidacja. Dziś obserwujemy kontynuację wyprzedaży Teraz liczą się jedynie dwie cyfry: pierwsza dotycząca zmiany zatrudnienia (prognoza 165 tys.) oraz druga wskazując stopę bezrobocia (prognoza 4,2 proc.).

W przypadku gorszych wyników, mogą wzrosnąć obawy o recesję w USA. Rynek zacznie wówczas wyceniać wyższe implikowane prawdopodobieństwo wrześniowego ruchu ze strony Fed na poziomie 50 pb. Dolar znalazłby się pod presją spadkową a kurs EUR/USD może w takim scenariuszu zawitać ponownie w okolicy 1,12 albo wyżej. Lepsze dane pewnie rozwieją te obawy i być może oceniana wówczas będzie dynamika wzrostu płac. To z kolei przyniosłoby aprecjację USD. Najtrudniej przewidzieć ruch w przypadku, kiedy dane będą zgodnie z oczekiwaniami lub bliskie tym poziomom.

Ten tydzień przyniósł wzrosty EUR/USD co było napędzane innymi danymi makro. Zarówno ADP jak i ankieta JOLTS rozczarowały, co wzmacniało ocenę rynku, że NFP może również pokazać słaby rezultat. Inne dane jak ISM dla usług poprawiły nastroje, ale jedynie na chwilę. Cała rynkowa energia jest skupiona na sytuacji na rynku pracy, więc pozostałe dane stanowią w tym momencie jakby tło.

Na rynkach akcyjnych dziś przeważa niepokój. Dzisiejsze negatywne otwarcie giełd europejskich pokazuje, że obawy ponownie narastają. Dax traci ponad 0,5 proc., WIG już prawie 1 proc. jest „pod kreską”. Spadają kontrakty futures na amerykańskie indeksy. Kurs EUR/USD jest dość stabilny. Niewiele zmienia się wycena złota oraz ropy naftowej. Nowe lokalne minima wyznaczają rentowności obligacji rządu USA. Pomimo spadków na giełdach złoty już zdołał odrobić część poniesionych wczoraj strat.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Prezes Glapiński zmienia upierzenie. Gołębia retoryka osłabia złotego

Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami utrzymała we wrześniu stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Uwaga skupiła się na retoryce prezesa Glapińskiego, która wpłynęła na kurs EUR/PLN.

Ton prezesa Glapińskiego podczas wrześniowej konferencji prasowej był stosunkowo gołębi. Stwierdził, że dyskusja o obniżeniu stóp może nastąpić przed powrotem inflacji do celu. W kontekście terminarza dyskusji na ten temat wspomniał okres po II kwartale, nie wyklucza jednak wcześniejszego terminu. Zgodnie z jego słowami cięcie będzie miało standardową wielkość, tj. 25 pb. (0,25 pp.).

Jego dzisiejsze wypowiedzi traktujemy jako potwierdzenie, że prezes NBP na koniec lata faktycznie zaczyna wymieniać pióra. Nasze przekonanie co do tego, że stopy procentowe w najbliższym roku będą obniżane, rośnie. Najbardziej prawdopodobnymi terminami pierwszej obniżki są w naszej ocenie marzec lub lipiec, czyli miesiące publikacji nowych projekcji inflacyjnych NBP. Sporo będzie zależało oczywiście od sytuacji inflacyjnej, nie bez znaczenia pozostają również sytuacja fiskalna i otoczenie zewnętrzne.

Komentarze Glapińskiego znalazły odzwierciedlenie w kursie złotego. Para EUR/PLN w trakcie jego wypowiedzi skierowała się w górę, zbliżając się do poziomu 4,28 – złoty stracił zyski z wcześniejszej części dnia. Skala zmian jest jednak ograniczona, co ma zapewne związek z tym, że dzisiejsze wypowiedzi Glapińskiego są jedynie dopełnieniem zmiany w jego retoryce, która nastąpiła już wcześniej. Co więcej, wyceny obniżek stóp procentowych w przyszłym roku jeszcze przed konferencją prasową były dość agresywne (mniej więcej 150 pb.).

Autor: Roman Ziruk – starszy analityk Ebury

Mieszkania w okolicach Wrocławia – gdzie warto zainwestować?

Inwestowanie w nieruchomości to jedno z najpewniejszych sposobów na pomnażanie kapitału. Okolice Wrocławia stają się coraz bardziej atrakcyjne dla osób szukających mieszkania poza miastem. Spokojne otoczenie, konkurencyjne ceny i bliskość do dynamicznie rozwijającej się stolicy Dolnego Śląska to tylko niektóre z zalet inwestowania w tej okolicy. Przyjrzyjmy się, jakie korzyści płyną z wyboru lokalizacji pod Wrocławiem oraz gdzie warto inwestować.

Dlaczego warto inwestować w mieszkania pod Wrocławiem?

Inwestowanie w mieszkania w okolicach Wrocławia niesie ze sobą szereg korzyści, które docenia coraz większa liczba inwestorów. Przede wszystkim, ceny nieruchomości w tych lokalizacjach są niższe niż w centrum miasta, co pozwala na uzyskanie większej powierzchni za bardziej atrakcyjną kwotę. 

Co więcej, takie miejsca charakteryzują się spokojnym otoczeniem, które sprzyja wypoczynkowi i daje możliwość życia w bliskim kontakcie z naturą. Kolejnym atutem jest świetnie rozwinięta infrastruktura drogowa oraz komunikacyjna, umożliwiająca szybki dojazd do centrum Wrocławia. Dzięki temu, mieszkanie pod miastem nie oznacza rezygnacji z udogodnień, jakie oferuje metropolia.

Najbardziej atrakcyjne lokalizacje pod Wrocławiem

W okolicach Wrocławia znajduje się wiele miejscowości, które warto rozważyć jako lokalizację dla swojej inwestycji. Miękinia to jedno z tych miejsc, które cieszy się rosnącą popularnością dzięki bliskości do Wrocławia oraz rozwijającej się infrastrukturze. 

Dobrym przykładem atrakcyjnej inwestycji jest Nowa Winnica Miękinia oferowana przez WPBM Mój Dom. Jest to spokojne, ale dobrze skomunikowane osiedle, które łączy nowoczesny styl życia z atmosferą małomiasteczkowego spokoju. Inwestycja oferuje przestronne mieszkania z dużymi balkonami i tarasami, otoczone zielenią. 

Kolejnym osiedlem o dużym potencjale jest Zielona Lutynia, położona na granicy Wróblowic z dynamicznie rozwijającą się Lutynią. Ta malownicza miejscowość oferuje nie tylko tereny rekreacyjne, ale także dobre połączenia z centrum Wrocławia. 

Perspektywy wzrostu wartości nieruchomości

Inwestycje w mieszkania w okolicach Wrocławia mają duży potencjał wzrostu wartości nieruchomości. Rozwój infrastruktury drogowej i społecznej, wzrastające zainteresowanie spokojnymi lokalizacjami oraz rosnąca liczba mieszkańców powodują, że wartość nieruchomości w tych rejonach będzie rosła. Projekty takie jak Nowa Winnica Miękinia i Zielona Lutynia to inwestycje, które mogą przynieść znaczące zyski w dłuższym okresie. A wszystko dzięki rosnącemu popytowi na mieszkania w atrakcyjnych lokalizacjach pod Wrocławiem.

Sprawdź ofertę zaufanego dewelopera WPBM Mój Dom

Jeśli poszukujesz inwestycji, która łączy nowoczesność, komfort i obiecujące perspektywy wzrostu wartości, inwestycje WPBM Mój Dom są idealnym rozwiązaniem. Projekty takie jak Nowa Winnica Miękinia i Zielona Lutynia oferują doskonałe warunki do życia i inwestowania. Skontaktuj się z nami, aby dowiedzieć się więcej o aktualnych ofertach i sprawdź, jak WPBM Mój Dom może pomóc Ci w znalezieniu idealnej nieruchomości.

W sklepach ma być coraz drożej. Koniec roku może przynieść wzrosty cen nawet o 6-7 proc. r/r

Eksperci rynkowi przewidują, że po wakacjach codzienne zakupy zdrożeją rdr. o ok. 5%. Argumentują to m.in. wzrostem inflacji, cen gazu i energii elektrycznej, a także poprawą sytuacji finansowej Polaków. Mówią też o tym, że w jakimiś stopniu wyhamuje wojna cenowa sieci handlowych, bo Polacy są nią już zmęczeni. Musi więc pojawić się na rynku coś świeżego. A jeśli to się potwierdzi, drożyzna przestanie być stopowana. Niektórzy eksperci przewidują też, że przed Bożym Narodzeniem wzrosty cen sięgną nawet 6-7% rdr. i to będzie kolejny szok dla konsumentów. Inni znawcy rynku twierdzą, że w tym okresie retailerzy nie będą mogli sobie pozwolić na tego rzędu podwyżki, bo klienci ograniczyliby świąteczne zakupy. Natomiast co do jednego panuje wyjątkowa zgodność. W sklepach będzie coraz drożej.

Od września jeszcze drożej

Od co najmniej pięciu miesięcy dynamika wzrostu cen sukcesywnie idzie w górę. Jak wynika z comiesięcznych raportów pt. „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych”, autorstwa m.in. Uniwersytetu WSB Merito, w lipcu br. codzienne zakupy zdrożały rdr. o niecałe 4%, w czerwcu – o nieco ponad 3%, w maju – o niespełna 3%, a w kwietniu – o przeszło 2%. – Podobnie widzi to GUS, tylko bierze w tym kontekście pod uwagę nieco węższy asortyment, czyli żywność i napoje bezalkoholowe. Natomiast wyniki pierwszego raportu uwzględniają też m.in. chemię gospodarczą, art. dla dzieci i karmy dla zwierząt. Dlatego dane mogą nieco się od siebie różnić, ale niestety przynoszą ten sam wniosek. W sklepach jest coraz drożej – mówi Robert Biegaj, ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista.

Jak zapewnia dr Maria Andrzej Faliński, były dyrektor generalny POHiD-u, dynamika wzrostu cen w sklepach dalej będzie rosła. Zdaniem eksperta, po wakacjach codzienne zakupy zdrożeją o ok. 5% rdr. – Podstawowym argumentem do tego będzie, zapowiadany w wielu firmach, kolejny wzrost wynagrodzeń Polaków. Co roku we wrześniu produkty w sklepach z reguły tanieją, bo klienci mają w portfelach mniej pieniędzy po urlopach. Jednak tym razem tak nie będzie. I przemawia za tym zdecydowana poprawa nastrojów konsumenckich – wyjaśnia dr Faliński.

Z kolei ekspert z Grupy Offerista zgadza się z tym, że jesienią ceny w sklepach mogą poszybować o ok. 5% rdr. I dodaje, że podwyżki będą również powiązane z ogólnym wzrostem inflacji, a także cen gazu i energii elektrycznej. – Zagłębiając się bardziej w temat, należy wskazać, że producenci zderzają się z dodatkowymi kosztami. A skoro problem zaczyna się na początku łańcucha dostaw, to dalej jest tylko gorzej, bo każdy gracz na rynku po kolei dokłada swoją podwyżkę, żeby przypadkiem nie stracić – zwraca uwagę ekspert.

W niektórych branżach producentom jest naprawdę bardzo ciężko, co podkreśla dr Faliński. – Wielu z nich rujnują czynniki pogodowe. Można wręcz powiedzieć, że krajowy rynek warzyw i owoców praktycznie się rozsypał. To jednak dłuższy temat, który również należałoby zgłębić. Natomiast kolejnym powodem jesienniej drożyzny w sklepach będzie odmrożony kilka miesięcy temu VAT – podkreśla ekspert.

Wojna cenowa ratuje portfele

Według Roberta Biegaja, ten ostatni czynnik ma obecnie mniejszy wpływ na kształtowanie się cen w sklepach, zwłaszcza w obliczu toczącej się wojny cenowej pomiędzy największymi dyskontami na rynku. – Bez niej byłoby jeszcze drożej. Obecnie do tej walki dołączają też hipermarkety, które próbują odbudować swoją pozycję na rynku. Ponadto zaczynają w niej uczestniczyć sieci convenience, chcące odebrać dyskontom tzw. spontanicznego klienta. Same dyskonty raczej nie wchodzą w ostrą narrację z nowymi konkurentami. Robią to w stonowany sposób, co oczywiście stopuje podwyżki cen – analizuje ekspert.

Konsumenci mogą cieszyć się z tego, że wojna cenowa w sklepach obniża ceny. Jednak – w opinii eksperta z Grupy Offerista – ta sytuacja już nie potrwa długo. – Tuż po wakacjach – szczególnie we wrześniu i w październiku – sieci handlowe będą próbowały finalnie przerzucić na konsumentów ponoszone przez dłuższy czas dodatkowe koszty. Nie będą przecież w nieskończoność ciąć marż, bo nie ma to sensu biznesowego. Retailerzy nie działają charytatywnie. Muszą sobie wszystko kalkulować i odpowiednio szybko reagować na sytuację. I to będzie czynnik kolejnego wzrostu cen – ostrzega Robert Biegaj.

Nie do końca zgadza się z tym dr Faliński, który uważa, że wojna cenowa jeszcze długo będzie trwała na rynku. – Właściwie, dopóki żaden segment nie przebije dyskontów w stosowaniu ich własnej strategii, polegającej na oferowaniu niskich cen dobrych jakościowo produktów marek własnych, nie ma mowy o zakończeniu wojny. Warto wiedzieć o tym, że ona była już przewidywana w Niemczech 30 lat temu. Teraz trudno jest wypracować lepszy sposób na przyciągnięcie klientów do sklepów – przekonuje były dyrektor generalny POHiD-u.

Odnosząc się do tak postawionej tezy, Robert Biegaj zwraca uwagę na to, że nie chodzi o całkowite zakończenie wojny, tylko o zmianę jej formy, bo konsumenci są już zmęczeni ciągłym słuchaniem, jak to jedna sieć jest tańsza od drugiej. Do tego cała operacja nieco straciła na świeżości. Ekspert jednocześnie dodaje, że z pewnością retailerzy podejmą nowe działania, bo walka na ceny – w takiej czy innej formie – musi jakoś się toczyć na rynku. Jest poniekąd wpisana w handel. Tylko nie będzie przynosić konsumentom tyle oszczędności co teraz i przez to produkty w sklepach znowu zdrożeją. W powiązaniu z rosnącą inflacją to będzie podwójne uderzenie w portfele Polaków.

Bożonarodzeniowy szok

– Trzeba też brać pod uwagę kolejny czynnik. Jeśli konsumpcja będzie rosła wraz z nastrojami zakupowymi Polaków, to wówczas sieci handlowe dodatkowo podkręcą ceny. Będą chciały przy okazji zarobić, ale też odbić sobie poprzednie słabsze okresy. Wobec tego ceny w sklepach na pewno pójdą w górę. I w grudniu może to się skończyć wzrostem cen na sklepowych półkach nawet o 6-7% rdr. Nie można też wykluczyć tego, że to będzie jeszcze większy skok – prognozuje Robert Biegaj.

Do powyższego ekspert dodaje, że w kolejnych miesiącach będzie można zauważyć rotację dynamiki wzrostu cen na różnych kategoriach. To będzie powodowało krótkoterminowe i bardziej oddalone w czasie podwyżki cen. – Będzie wyraźnie widać utrzymujący się trend wzrostowy w większości grup produktów. Producenci i sieci handlowe będą myśleć o podnoszeniu cen w taki sposób, żeby nie były to zbyt widoczne działania dla konsumenta. I będzie to rozłożone raczej w dłuższej – kilkumiesięcznej perspektywie, o ile oczywiście na rynku nie wydarzy się nic gwałtownego, co mogłoby tę sytuację jeszcze bardziej zaostrzyć – zapowiada Robert Biegaj.

Z kolei dr Faliński przewiduje, że przed Bożym Narodzeniem ceny w sklepach wzrosną znów o 5% rdr. – Jednak 5% rdr. we wrześniu to nie to samo co 5% rdr. w grudniu, gdy w sklepach odbywa się największa sprzedaż w skali roku. Konsumenci są przyzwyczajeni do określonych zakupów w tym czasie i bardziej lubią wtedy wydawać pieniądze. Ale nie mogą zbyt mocno poczuć podwyżek, bo przestaną czuć świąteczny klimat i zwyczajnie obrażą się na sklepy – argumentuje były dyrektor generalny POHiD-u.

Podsumowując, Robert Biegaj zaznacza, że oprócz krajowych czynników, wiele złego może też przynieść sytuacja na świecie. Jeżeli np. zaostrzy się konflikt w Ukrainie albo coś wydarzy się na Bliskim Wschodzie, to u nas też skomplikuje się sytuacja. I do ww. wartości niestety trzeba będzie dołożyć kilka dodatkowych procent. Podwyżki cen nie będą oczywiście takie, jak w szczycie zeszłorocznej inflacji, ale z pewnością konsumenci je odczują, gdy zacznie się zbliżać Boże Narodzenie.

Optymalizacja procesów magazynowych poprzez wdrożenie systemu WMS

Wdrożenie systemu zarządzania magazynem jest kluczowym krokiem w optymalizacji operacji logistycznych w przedsiębiorstwach o strukturach magazynowych. Systemy WMS stanowią fundament dla skutecznego zarządzania przepływem towarów, co jest niezbędne do utrzymania konkurencyjności na rynku. Odpowiednio dobrany i wdrożony WMS umożliwia nie tylko precyzyjne zarządzanie stanami magazynowymi, ale również znacząco usprawnia procesy związane z przyjęciami, składowaniem, kompletacją i wydaniem towarów. Przedsiębiorstwa, które zainwestowały w zaawansowane rozwiązania WMS, odnotowują znaczące korzyści w postaci redukcji kosztów operacyjnych, poprawy efektywności oraz zwiększenia satysfakcji klientów. Właściwa implementacja WMS wymaga jednak nie tylko dokładnej analizy potrzeb przedsiębiorstwa, ale także zrozumienia złożoności procesów magazynowych i umiejętności przewidywania przyszłych trendów w logistyce. Dlatego wybór odpowiedniego systemu WMS jest decyzją strategiczną, która powinna być podejmowana z uwzględnieniem długoterminowych celów przedsiębiorstwa oraz możliwości skalowania i integracji z innymi systemami używanymi w organizacji.

Analiza potrzeb przedsiębiorstwa jako podstawa wdrożenia systemu WMS

Wybór odpowiedniego systemu WMS powinien być poprzedzony szczegółową analizą potrzeb przedsiębiorstwa. Właściwa identyfikacja kluczowych obszarów, które wymagają optymalizacji, pozwala na precyzyjne dopasowanie funkcjonalności systemu do specyfiki działalności. Analiza ta powinna obejmować nie tylko bieżące procesy magazynowe, ale także przewidywane zmiany w strukturze organizacyjnej oraz potencjalny wzrost skali operacji. Kluczowe jest zrozumienie, jakie procesy magazynowe generują najwięcej kosztów i które z nich można zoptymalizować poprzez automatyzację. Ważnym elementem analizy jest także ocena obecnych systemów IT i ich zdolności do integracji z nowym systemem WMS. W przypadku przedsiębiorstw o skomplikowanej strukturze magazynowej, istotne jest także uwzględnienie możliwości rozbudowy systemu w przyszłości oraz jego elastyczności w kontekście zmieniających się potrzeb rynku.

Identyfikacja kluczowych obszarów do optymalizacji

Proces wdrożenia systemu WMS rozpoczyna się od dokładnej identyfikacji obszarów, które wymagają usprawnień. Należy przeanalizować wszystkie etapy procesu magazynowego, od przyjęcia towaru, przez jego składowanie, aż po wydanie. Szczególną uwagę należy zwrócić na te procesy, które są najbardziej podatne na błędy lub generują największe koszty operacyjne. Kluczowe jest również zrozumienie, jakie czynniki wpływają na efektywność operacyjną magazynu, takie jak struktura magazynu, lokalizacja towarów, czy strategie kompletacji zamówień.

Ocena obecnych systemów IT i integracja z WMS

Systemy IT używane w przedsiębiorstwie, takie jak ERP, TMS czy systemy automatyzacji, muszą być kompatybilne z nowym WMS. Wybór systemu, który można łatwo zintegrować z istniejącą infrastrukturą IT, minimalizuje ryzyko zakłóceń w codziennej pracy magazynu i pozwala na płynną wymianę danych między systemami. Niezbędne jest także zapewnienie, że nowy WMS będzie mógł współpracować z urządzeniami automatyzującymi pracę magazynu, takimi jak skanery, roboty magazynowe czy systemy sortowania.

Funkcje systemów WMS w optymalizacji procesów magazynowych

Systemy WMS oferują szereg funkcji, które umożliwiają kompleksowe zarządzanie operacjami magazynowymi. Każda z tych funkcji ma na celu usprawnienie konkretnego aspektu działalności magazynowej, od przyjęcia towarów, przez ich składowanie, aż po kompletację i wysyłkę. Właściwe wykorzystanie tych funkcji pozwala na znaczne zwiększenie efektywności operacyjnej magazynu oraz redukcję kosztów związanych z jego funkcjonowaniem.

Zarządzanie przyjęciami i składowaniem towarów

System WMS umożliwia automatyzację procesu przyjęcia towarów do magazynu, co przekłada się na redukcję błędów oraz zwiększenie szybkości przetwarzania dostaw. Dzięki integracji z systemami ERP, WMS może automatycznie weryfikować zgodność dostawy z zamówieniem, co minimalizuje ryzyko pomyłek. WMS pozwala także na optymalne przypisanie towarów do odpowiednich lokalizacji magazynowych, co z kolei wpływa na efektywność dalszych procesów magazynowych.

Optymalizacja kompletacji zamówień

Jednym z najważniejszych procesów w zarządzaniu magazynem jest kompletacja zamówień. Systemy WMS oferują zaawansowane algorytmy kompletacji, które pozwalają na wybór najefektywniejszej strategii kompletacji w zależności od specyfiki zamówienia. WMS wspiera różne metody kompletacji, takie jak “pick by light”, “pick by voice”, czy “batch picking”, co pozwala na dostosowanie procesu do indywidualnych potrzeb przedsiębiorstwa.

Wybór i wdrożenie systemu WMS

Proces wyboru i wdrożenia systemu WMS jest złożonym przedsięwzięciem, które wymaga starannego planowania i koordynacji. Każdy etap wdrożenia, od analizy wymagań, przez wybór dostawcy, aż po finalne uruchomienie systemu, musi być przeprowadzony z uwzględnieniem specyficznych potrzeb przedsiębiorstwa oraz jego długoterminowych celów.

Analiza wymagań i wybór dostawcy

Wybór odpowiedniego systemu WMS powinien być poprzedzony szczegółową analizą wymagań. Ważne jest, aby zdefiniować wszystkie kluczowe funkcje, jakie powinien spełniać system, oraz ocenić dostępne na rynku rozwiązania pod kątem ich zgodności z tymi wymaganiami. Proces ten obejmuje także wybór odpowiedniego dostawcy, który będzie w stanie zapewnić nie tylko dostarczenie i wdrożenie systemu, ale także jego dalsze wsparcie techniczne i rozwój.

Etapy wdrożenia i testowanie systemu

Wdrożenie systemu WMS składa się z kilku kluczowych etapów, z których każdy musi być starannie zaplanowany i zrealizowany. Etapy te obejmują instalację i konfigurację systemu, integrację z istniejącymi systemami IT, szkolenie personelu oraz testowanie systemu w warunkach rzeczywistych. Testowanie jest kluczowym elementem wdrożenia, który pozwala na wykrycie i wyeliminowanie ewentualnych błędów przed pełnym uruchomieniem systemu.

Korzyści z implementacji systemu WMS

Wdrożenie systemu WMS przynosi szereg korzyści, które bezpośrednio wpływają na efektywność operacyjną przedsiębiorstwa oraz jego pozycję na rynku. System WMS pozwala na znaczną optymalizację procesów magazynowych, co przekłada się na redukcję kosztów operacyjnych, poprawę jakości obsługi klienta oraz zwiększenie elastyczności operacyjnej.

Redukcja kosztów operacyjnych

Optymalizacja procesów magazynowych za pomocą systemu WMS pozwala na znaczącą redukcję kosztów operacyjnych. Automatyzacja procesów takich jak przyjęcie towarów, kompletacja zamówień czy zarządzanie przestrzenią magazynową, pozwala na oszczędności w zakresie kosztów pracy, a także na minimalizację ryzyka błędów i strat.

Poprawa jakości obsługi klienta

Systemy WMS umożliwiają precyzyjne zarządzanie stanami magazynowymi, co przekłada się na szybszą realizację zamówień oraz zmniejszenie liczby pomyłek. To z kolei prowadzi do zwiększenia satysfakcji klientów, którzy otrzymują zamówione produkty szybciej i zgodnie z oczekiwaniami. Lepsza obsługa klienta wpływa także na lojalność klientów i może przyczynić się do wzrostu sprzedaży.

Przyszłość systemów WMS

Systemy WMS stale ewoluują, aby sprostać rosnącym wymaganiom rynku oraz postępującej automatyzacji procesów logistycznych. Przyszłość systemów WMS związana jest z integracją nowoczesnych technologii, takich jak sztuczna inteligencja, Internet Rzeczy oraz zaawansowana analityka danych. Technologie te pozwolą na jeszcze większą automatyzację i optymalizację procesów magazynowych, a także na wprowadzenie nowych funkcjonalności, które zrewolucjonizują zarządzanie magazynem.

Sztuczna inteligencja i automatyzacja

Integracja systemów WMS ze sztuczną inteligencją umożliwi automatyzację jeszcze większej liczby procesów magazynowych. Systemy będą w stanie samodzielnie podejmować decyzje dotyczące optymalnego rozmieszczenia towarów, wyboru strategii kompletacji czy zarządzania zapasami. Sztuczna inteligencja pozwoli także na przewidywanie potrzeb magazynowych na podstawie analizy danych historycznych oraz bieżących trendów.

Internet rzeczy i analityka danych

Internet Rzeczy pozwala na zbieranie danych z urządzeń znajdujących się w magazynie, takich jak skanery, czujniki czy roboty. Te dane mogą być następnie analizowane w czasie rzeczywistym, co umożliwia bieżące monitorowanie stanu magazynu oraz szybkie reagowanie na wszelkie nieprawidłowości. Zaawansowana analityka danych pozwala także na tworzenie bardziej precyzyjnych prognoz oraz planowanie operacyjne.

Podsumowanie

Wdrożenie systemu WMS to strategiczna decyzja, która może przynieść przedsiębiorstwu szereg korzyści, od zwiększenia efektywności operacyjnej, przez redukcję kosztów, aż po poprawę jakości obsługi klienta. Aby jednak w pełni wykorzystać potencjał systemu WMS, konieczne jest dokładne zrozumienie specyfiki procesów magazynowych w przedsiębiorstwie oraz staranne zaplanowanie każdego etapu wdrożenia. Kluczowe jest także zapewnienie, że wybrany system będzie w stanie dostosować się do zmieniających się potrzeb organizacji oraz integrować się z innymi systemami IT używanymi w firmie. Dzięki właściwej implementacji WMS, przedsiębiorstwo może zyskać nie tylko lepszą kontrolę nad operacjami magazynowymi, ale także większą elastyczność i zdolność do szybkiego reagowania na zmiany rynkowe.

Andrzej Szczepanik na czele łódzkiego oddziału Colliers

Andrzej Szczepanik awansował na stanowisko Managera Biura Colliers w Łodzi i objął zarządzanie lokalnym oddziałem firmy. W nowej roli będzie odpowiedzialny m.in. za utrzymanie wysokiej jakości współpracy z klientami w Łodzi i regionie, pozyskiwanie nowych partnerów biznesowych, budowanie strategii rozwoju Colliers na lokalnym rynku oraz prowadzenie kluczowych procesów doradczych.

Andrzej Szczepanik dołączył do zespołu Colliers w 2018 roku, wzmacniając dział powierzchni biurowych. Posiada 14 lat doświadczenia na rynku nieruchomości, co czyni go jednym z czołowych profesjonalistów w branży w regionie Łodzi. Reprezentując najemców, zrealizował ponad 60 transakcji na łączną powierzchnię przekraczającą 60 000 mkw. Współpracował przy tym z firmami takimi jak: Airbus, Asseco, Barry Callebaut, Deloitte, KPMG, Fujitsu, Nordea, Bosch, Tate&Lyle, ZF Automotive, Faurecia, laboratoria Oncoarendi oraz kliniki Medicover.

Awans Andrzeja na stanowisko Managera Biura w Łodzi jest dla nas naturalnym krokiem w poszerzaniu kompetencji naszego zespołu. Jego bogate doświadczenie na rynku nieruchomości, doskonała znajomość aktualnych trendów, lokalnych realiów i potrzeb klientów, w połączeniu z umiejętnością zarządzania i strategicznego myślenia, czynią go idealnym liderem do dalszego, dynamicznego rozwoju działalności Colliers w regionie – mówi Paweł Skałba, Senior Partner, Dział Powierzchni Biurowych, Colliers.

Jesteśmy obecnie świadkami znaczącego punktu zwrotnego na rynku nieruchomości, gdzie ogromna presja najemców na oszczędności ściera się z rosnącymi kosztami budowy. W rezultacie mamy do czynienia z rosnącym wolumenem pustostanów oraz spadkiem podaży nowoczesnej przestrzeni biurowej – przyznaje Andrzej Szczepanik, Associate Director i nowy Manager biura Colliers w Łodzi.Jednocześnie praca hybrydowa, która miała generować oszczędności, stawia przed firmami nowe wyzwania, zwłaszcza w kontekście nauki kultury organizacyjnej i efektywnej pracy w nowym modelu. Rosnąca świadomość dotycząca ESG z kolei powoduje, że najemcy coraz częściej poszukują wiedzy i rozwiązań, które pomogą im sprostać nowym wymaganiom legislacyjnym oraz wyzwaniom technologicznym. Jestem niezwykle zadowolony, że od teraz w nowej roli będę mógł wspierać naszych klientów w tak dynamicznym i pełnym wyzwań czasie – dodaje Andrzej Szczepanik.

Przed dołączeniem do Colliers Andrzej Szczepanik zdobywał doświadczenie w OPG Property Professionals, gdzie pełnił funkcję Managera Rozwoju Biznesu, obsługując inwestorów, najemców i klientów indywidualnych. Zainicjował tam projekt mieszkaniowy ART MODERN, w którym zarządzał zespołem marketingu i sprzedaży. Był również odpowiedzialny za udaną komercjalizację i marketing projektów biurowych i typu mixed-use w Łodzi, takich jak: Jaracza 47 Prestige, Orange Plaza Financial Center, Piotrkowska 120 i OFF Piotrkowska Center.

Andrzej Szczepanik ukończył studia podyplomowe z zakresu Inwestycji w Nieruchomości i Wyceny Nieruchomości na Uniwersytecie Łódzkim. Wcześniej na tej samej uczelni uzyskał tytuł magistra Turystyki i Rekreacji. Posiada także tytuł magistra Zarządzania Marketingiem Politechniki Łódzkiej.