Inflacja w USA poniżej prognoz, ale na obniżki stóp jeszcze poczekamy

Zgodnie z oczekiwaniami przedział stopy funduszy federalnych pozostał bez zmian. Powell ponownie wskazał, że komitet nie oczekuje, aby redukcja stopy funduszy federalnych była właściwa, dopóki nie nabierze większej pewności, że inflacja przesuwa się w stronę celu.

Wydaje się, że wczorajszy odczyt inflacji, który okazał się niższy niż prognozy, dużo nie zmienił, a FED nadal pozostaje na wyznaczonej drodze. Nowe projekcje członków komitetu wskazują nawet na dalsze odkładanie obniżek. Rozkład kropek wskazuje na możliwość tylko jednej obniżki do końca 2024 r. Oczekiwana stopa długoterminowa wzrosła natomiast do 2,8 proc.

Oczekiwania rynku co do ilości i czasu obniżek stóp procentowych w tym roku sukcesywnie się przesuwają. Decyzje są uzależnione od napływających danych makroekonomicznych – inflacja i rynek pracy. Ewentualna pierwsza obniżka stóp procentowych nie nastąpi wcześniej niż we wrześniu.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Medicalgorithmics wzmacnia radę nadzorczą

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Medicalgorithmics powołało do rady nadzorczej Przemysława A. Schmidta oraz Marzenę Piszczek. Przemysław A. Schmidt to doświadczony menedżer i bankier inwestycyjny, obejmie funkcję przewodniczącego rady nadzorczej. Został zgłoszony przez fundusz BioFund – największego akcjonariusza spółki. Drugi największy akcjonariusz spółki – Otwarty Fundusz Emerytalny PZU „Złota Jesień”, zgłosił kandydaturę Marzeny Piszczek. To doświadczona ekspertka finansów przedsiębiorstw i finansów publicznych, doktor nauk ekonomicznych, była przewodnicząca rad nadzorczych m.in. PKO BP, PZU S.A. oraz Grupy Azoty.

Po zmianach w skład Rady Nadzorczej Medicalgorithmics wchodzą: jej nowy przewodniczący Przemysław A. Schmidt, Marzena Piszczek, Michał Wnorowski, oraz właściciele funduszu BioFund: Paweł Lewicki i Krzysztof Siemionow. Bezpośrednio przed Walnym Zgromadzeniem do spółki wpłynęła rezygnacja Andrzeja Gładysza, Walne zdecydowało także o odwołaniu ze składu rady nadzorczej Anny Sobockiej i Sławomira Kościaka.

Przemysław A. Schmidt
Przemysław A. Schmidt

Przemysław A. Schmidt to menedżer i bankier inwestycyjny z ponad 35-letnim doświadczeniem zawodowym. W latach 2001-2013 był Partnerem Założycielem oraz przewodniczącym rady nadzorczej TRIGON Dom Maklerski S.A. Wcześniej, przez cztery lata, pełnił funkcję wiceprezesa amerykańskiej spółki Entertainment Inc. – największego operatora telewizji kablowej i satelitarnej w Europie Środkowej i Wschodniej. Zajmował jednocześnie stanowisko prezesa spółki Wizja TV w ramach grupy kapitałowej. W latach 2016-2021 był udziałowcem i członkiem zarządu spółki GetFresh – producenta wody źródlanej „Dar Natury”. Przemysław A. Schmidt ukończył z wyróżnieniem Wydział Prawa UAM (1987) oraz studia podyplomowe na Georgetown University, University of California (Fulbright Fellow), Leiden University oraz INSEAD (Certificate in Global Management). W okresie 2017-2020 pełnił społecznie funkcję Prezesa Sądu Arbitrażowego przy Konfederacji Lewiatan. Jest także aktywnym członkiem rad nadzorczych spółek publicznych i prywatnych.

Dr Marzena Piszczek jest adiunktem w Katedrze Finansów Publicznych na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. W przeszłości zasiadała w licznych radach nadzorczych – m.in. jako przewodnicząca rady nadzorczej banku PKO BP, Grupy PZU oraz Grupy Azoty. W latach 2011-14 była wiceprezesem zarządu ds. finansowych w PG EJ1.

Od momentu zaangażowania BioFund w Medicalgorithmics intensywnie pracujemy nad zwiększeniem wartości spółki dla akcjonariuszy. Efektem jest nowa strategia rozwoju Medicalgorithmics, która jest sukcesywnie realizowana. Dynamicznie rośnie liczba nowych partnerów biznesowych w USA i na pozostałych rynkach, a najbliższe miesiące będą stały pod znakiem rosnących przychodów ze sprzedaży z nowych kontraktów. Spółka znajduje się obecnie w innym miejscu niż była w 2022 roku i są przed nią inne rodzaju wyzwania, dlatego zdecydowaliśmy się na wzmocnienie składu rady nadzorczej. Nowy przewodniczący wnosi do Medicalgorithmics bogate doświadczenie z obszaru budowania wartości firm, bankowości inwestycyjnej i M&A. Jego zaangażowanie z pewnością przyczyni się do dalszego rozwoju spółki, budowy pozycji lidera na globalnym rynku technologii medycznych i generowania wzrostu wartości dla akcjonariuszy – mówi Krzysztof Siemionow, partner, współwłaściciel funduszu BioFund.

Medicalgorithmics to spółka technologiczna z ogromnym potencjałem wzrostu, działająca na dynamicznie rozwijającym się globalnym rynku sztucznej inteligencji i diagnostyki medycznej. Jestem przekonany, że moje doświadczenie w budowaniu zespołów oraz w branży life science przyda się we wspieraniu spółki w dalszym jej rozwoju. – komentuje Przemysław A. Schmidt, przewodniczący rady nadzorczej Medicalgorithmics.

Zła passa złotego trwa. Kurs euro idzie na 4,35 zł

Kurs euro przebił właśnie maksima z maja i atakuje czerwcowe szczyty. Rynek czeka na konferencję prasową po decyzji FED w sprawie stóp procentowych. Na funcie umocnienie pomimo fatalnych danych z rynku pracy.

Zła passa złotego trwa

Polska waluta wyraźnie traci w ostatnich dniach. Analitycy jako główny powód podają wcześniejsze wybory we Francji, które spowodowały bardzo duży odpływ kapitału ze strefy euro. W rezultacie powinien tracić również polski złoty. Część osób stara się wskazywać na wybory do europarlamentu, ale w sumie nie wiadomo, dlaczego obecny wynik miałby tak silnie wpływać na złotego. Nie było żadnych szczególnych niespodzianek w polskim wyniku, które uzasadniałyby taki ruch. Biorąc pod uwagę, że podobnie do pary EURPLN zachowują się dwie pozostałe pary naszego regionu EURCZK i EURHUF powodów raczej należy szukać na zewnątrz. Gdyby powód był w Polsce, to raczej w odwrocie nie byłyby również korona czeska i forint węgierski. Z drugiej strony przecena złotego rozpoczęła się jeszcze dzień przed wyborami. W piątkowy poranek kurs euro wynosił 4,28 zł, dzisiaj jest to już 4,34 zł.

Czekając na decyzję w USA

Dzisiaj mamy pakiet z USA. Najpierw o 14:30 mamy dane o inflacji, a następnie o 20:00 decyzję w sprawie stóp procentowych. Jest to dziwny układ w kalendarzu, bo zwyczajowo po danych o inflacji przewiduje się kolejne ruchy banku centralnego. Tutaj nie będzie okienka czasowego na reakcję za bardzo. Zresztą w obecnym posiedzeniu nie ma to żadnego znaczenia. W inflacji musiałoby się zdarzyć coś bardzo dziwnego, by miało to jakikolwiek wpływ na decyzję. Z drugiej strony dzisiejsza decyzja jest znana, interesujący jest komunikat po niej, który powie nam co dalej. Na ten komunikat jednak wskaźnik inflacji powinien już wpływać. W rezultacie najwięcej na rynku powinno się dziać od 20:30, kiedy rozpocznie się konferencja prasowa.

Co z tym funtem?

Patrząc na dane makroekonomiczne i zapowiedzi Banku Anglii powinniśmy mieć właśnie przecenę funta brytyjskiego. Powinniśmy, ale nie mamy. Bezrobocie wzrosło do 4,4%, czyli najwyższego poziomu od 2021 roku, czyli schodzenia ze szczytów covidowych. Wniosków o zasiłek dla bezrobotnych było pięciokrotnie więcej od oczekiwań. Z kolei przedstawiciele banku centralnego zapowiadają obniżki stóp procentowych. Z drugiej strony mamy ucieczkę kapitału z Europy po decyzji o przyspieszonych wyborach we Francji oraz nadchodzące wybory w Wielkiej Brytani cieszące inwestorów. Nadchodzące wybory mogą również odsunąć wspomniane obniżki, co by uzasadniało umocnienie funta o 0,4% i 0,3% w ostatnich dwóch dniach. W rezultacie słabe dane z rynku pracy zaledwie tonowały umocnienie brytyjskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka,
20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Dzień podwyższonej zmienności na rynkach

Dziś jest ten dzień, na który inwestorzy czekali od dłuższego czasu. Po południu poznamy raport inflacyjny z USA a wieczorem decyzję Rezerwy Federalnej wraz z najnowszymi prognozami, a Powell weźmie udział w konferencji prasowej po posiedzeniu. Wczorajsza sesja zakończyła się wzrostami SP500 oraz Nasdaq Composite o odpowiednio 0,3 proc. oraz 0,9 proc. Dow Jones radził sobie gorzej i stracił 0,3 proc. Dolar lekko zyskiwał. Kurs EUR/USD spadł poniżej 1,0725. Po dynamicznym wzroście rentowności amerykańskiego długu w miniony piątek na skutek raportu NFP, w tym tygodniu lekko się one obniżają. 2-latki wskazują poziom 4,85 proc.

Dziś amerykańska Rezerwa Federalna najprawdopodobniej utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie 5,25-5,5 proc. Być może wrzesień zostanie wskazany jako pierwsza, najwcześniejsza okazja do poważnego rozważenia obniżki kosztu pieniądza. Implikowane prawdopodobieństwo takiego scenariusza wskazywane przez kontrakty Fed Funds futures wynosi obecnie ok 50 proc.

Głównym tematem będzie zaktualizowany wykres kropkowy. Jeszcze w marcu mediana oczekiwań przedstawicieli FOMC wskazywała na trzy obniżki każda o 25 punktów bazowych. Mniej więcej od kwietnia rynek nie wierzy już w taki przebieg zdarzeń i raczej jest przekonany, że dojdzie do maksymalnie dwóch lub nawet jednej obniżki. Jeśli chodzi o rok 2025, ostatnie projekcje również wskazywały na 3 kroki w dół o podobne wartości. Większy ruch umacniający dolara będzie wówczas, kiedy najnowszy „dot chart” wskaże na jeden zmianę lub jej brak w tym roku. Jeśli mediana będzie sugerować 2 redukcje do grudnia, wówczas aprecjacyjny rajd USD może być ograniczony, ponieważ rynek w dużej mierze zdążył już zdyskontować tę zmianę postrzegania przyszłej ścieżki stóp przez amerykańskich decydentów.

Opinie dotyczące startu oraz dynamiki cyklu łagodzenia warunków monetarnych w USA są różne co może wynikać z dużej niepewności dotyczącej trendów gospodarczych oraz inflacyjnych. Jak zatem przedstawiają się dane z ostatnich tygodni? Inflacja znacznie spadła od swojego szczytu ale w tym roku ten trend wyhamował a niektóre miary zostały „podbite”, jak np. deflator PCE. W kwietniu wyniósł on 2,7 proc. a bazowy 2,8 proc. – czyli znacznie powyżej celu Fed-u. Po dzisiejszych danych o 14:30 oczekuje się stabilizacji głównego wskaźnika CPI (3,4 proc.) oraz lekkiego spadku „core” z 3,6 proc. do 3,5 proc. Popołudniowa publikacja może wpłynąć dodatkowo na kształt retoryki Powella podczas konferencji prasowej.

Jednocześnie wzrost gospodarczy w USA osłabł. Brakuje jednak wyraźnych oznak recesji. Rynek pracy wykazuje pierwsze oznaki schłodzenia. Sytuacja jest jednak wciąż stabilna a dowodem na to był ostatni miesięczny raport, który wskazał na kreację 272 tys. nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym.

Dane makro są wciąż zbyt mocne, żeby uzasadniały obniżkę stóp proc. w najbliższej przyszłości. Jest dość duża szansa na to, że Fed zrewiduje w górę swoje prognozy dotyczące inflacji oraz wzrostu gospodarczego i jeśli tak się stanie wówczas słowa prezesa Rezerwy Federalnej mogą brzmieć „jastrzębio”.

Rezerwa Federalna nie chce wywołać recesji ale jednocześnie chce zobaczyć mocniejsze efekty swoich dotychczasowych działań. Aby doszło do obniżek Fed musi otrzymać więcej argumentów wskazujących na złagodzenie presji inflacyjnej, sugerujących ochłodzenie rynku pracy oraz podkreślających osłabienie wydatków konsumenckich. Potrzeba zatem jeszcze kilku odczytów CPI/PCE, które pokażą, że trend dezinflacyjny po chwilowy zastoju (w I kwartale) jest kontynuowany. Wzrost stopy bezrobocia z 3,9 do 4,0 proc. (co zobaczyliśmy ostatnio) to za mało, żeby zakładać, że sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu. Kreacja nowych miejsc pracy powinna zbliżać się do poziomu mniej więcej 100 tys. a dynamika wzrostu wynagrodzeń powinna maleć. Piątkowy raport NFP wykazał wzrost zarówno w ujęciu miesięcznym jak i rocznym. Z kolei w ostatniej rewizji PKB dla USA pojawiły się dowody, że siła konsumentów słabnie a potwierdziły to słabe dane o wydatkach w kwietniu. Tu sytuacja będzie się pogarszać, co sugeruje płaski realny wzrost dochodów do dyspozycji amerykańskich gospodarstw domowych oraz fakt, że zgromadzone oszczędności w okresie pandemii mocno się wyczerpały. Dodatkowo restrykcyjna polityka monetarna Fed-u z ostatnich kilkunastu miesięcy już przynosi swoje żniwo w postaci rosnących zaległości w spłacie kredytów.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Zwolnienia grupowe nie ustaną póki koszty pracy będą tak dynamicznie rosnąć

Zwolnień grupowych będzie więcej jeżeli nadal będą drastycznie rosnąć koszty pracy.

Z jednej strony nie należy wszczynać alarmu, bo poza zwolnieniami grupowymi na rynku pracy wciąż trwa bardzo wiele rekrutacji, niektóre wręcz są prowadzone gorączkowo. Z drugiej eksperci przekonują: niektóre branże są w poważnej defensywnie i należy zastanowić się nad systemowymi rozwiązaniami, które będą powodować, że tendencja do zwolnień grupowych będzie mniejsza.

– Podstawowy problem w Polsce to są koszty pracownicze, które w ostatnich latach zostały wywindowane do góry nieproporcjonalnie do możliwości wielu sektorów gospodarki. Jeżeli dodamy do tego tendencję do automatyki wielu procesów, to musimy być świadomi, że handel i usługi będą mieć mniejsze zapotrzebowanie na ludzi do pracy. Stąd widmo zwolnień grupowych w wielu branżach – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Wysokie koszty pracy, ale i kryzys w Niemczech odbija się na naszym rynku pracy

Media co jakiś czas rozgrzewane są informacjami o planowanych w Polsce zwolnieniach grupowych. Mowa o dużych międzynarodowych korporacjach, ale często także firmach handlowych czy usługowych. Wszystkie te informacje wzmagają społeczny niepokój i zmuszają ekspertów do dyskusji na temat kondycji rynku pracy i przedsiębiorstw.

– Na pewno jest mi bliżej do uspokajania, a nie do szerzenia strachu. Przykładowo na Pomorzu Zachodnim w maju nie zgłoszono zamiaru zwolnień grupowych w żadnych firmach, więc możemy mówić o pewnym uspokojeniu nastrojów. Z drugiej jednak strony widzimy, że wiele sektorów regionalnie bardzo silnych, w tym sektor chemiczny czy drzewny wciąż jest w bardzo poważnym kryzysie. Póki co jednak na szczęście restrukturyzacja nie obejmuje kadr – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Czego więc należy się spodziewać w kolejnych tygodniach na rynku pracy?

– Powtarzamy to jak mantrę: im wyższe będą koszty pracy, tym więcej będzie za moment zwolnień i redukcji etatów. Niestety kaskadowy wzrost płacy minimalnej, Polski Ład, wzrost składki zdrowotnej jest absolutnym generatorem kosztów dla przedsiębiorców. Niektórzy naprawdę z ciężkim sercem są zmuszeni do zwolnień – mówi Hanna Mojsiuk.

Jak dodaje prezes Północnej Izby Gospodarczej na zachodniopomorskiej gospodarce może się mocno odbijać także kryzys niemiecki.

– Nasi sąsiedzi mają poważne problemy na rynku pracy, szczególnie w przemyśle. To powoduje bardzo trudną sytuację dla firm, które były ich kooperantami – dodaje Hanna Mojsiuk.

Handel jednocześnie zwalnia i zatrudnia. Skomplikowana sytuacja w przemyśle

Eksperci rynku pracy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej przyznają, że temat zwolnień grupowych jest bardzo relatywny. Z jednej strony sytuacja robi się poważna, ale z drugiej więcej branż wciąż myśli o zatrudnianiu niż zwalnianiu, a nie bez znaczenia jest także kondycja nie całych sektorów gospodarki, a konkretnych firm.

– Obserwując obecną sytuację na polskim rynku pracy, można zauważyć, że już nie tylko w sektorze szeroko rozumianego przemysłu dochodzi do istotnych redukcji zatrudnienia. Procesy związane ze zwolnieniami grupowymi pojawiają się także w obszarach gospodarki dotychczas raczej charakteryzujących się wzrostem zatrudnienia, mam tu na myśli chociażby sektor usług wspólnych SSC. Firmy oficjalnie podają, że przyczyną zwolnień jest konieczność dostosowania do aktualnych potrzeb rynkowych i modernizacja modelów biznesowych przez ich większą automatyzację, nie sposób jednak odnieść wrażenia że sytuacja redukcji zatrudnienia ma również drugie dno jak zwiększająca się presja wzrostu wynagrodzeń wywołana inflacją czy zwiększające się koszty operacyjne poszczególnych firm. Niewątpliwie sytuacja na rynku pracy jest w pewnych obszarach bardziej dynamiczna jeżeli chodzi o zwolnienia, jednak w mojej opinii nie jest to trend których dotyczy całego rynku pracy w Polsce gdyż są sektory, które cały czas zatrudniają i szukają nowych pracowników – mówi Łukasz Żak, prawnik i ekspert rynku pracy.

– Jest w tej całej sytuacji kilka paradoksów. Z jednej strony handel gorączkowo poszukuje pracowników np. dyskonty działające w pasie nadmorskim, ale z drugiej na liście zwolnień grupowych są wielkie sieci handlowe z sektora spożywczego czy odzieżowego. Od jakiegoś czasu widzimy także stopniowe redukowanie kadry w instytucjach finansowych i w bankach. Nie zawsze przyjmuje to formę zwolnień grupowych, ale banki automatyzując pracę jednocześnie stawiają na mniejszą kadrę. Obawiamy się także o sektory związane z przemysłem, ale tutaj pracodawcy, gdy zdecydują się na zwolnienia zwykle jest to ostateczność – mówi Anna Sudolska, ekspertka rynku pracy.

Dodajmy, że statystyki dotyczące bezrobocia w Polsce nadal są bardzo korzystne, a współczynnik osób bez pracy pozostaje na minimalnym poziomie.

Cavatina podsumowała 2023 rok na dużym plusie

Wiodąca, polska grupa deweloperska, właściciel m. in. Resi Capital S.A. oraz akcjonariusz kontrolujący spółki giełdowej Cavatina Holding S.A., odnotowała w 2023 roku aż 45% wzrost zysku netto i zwiększyła sumę bilansową o niemal 900 mln zł do poziomu 3 801 mln zł. Grupa kapitałowa w minionym roku znacznie wzmocniła aktywność na rynku mieszkaniowym. Jak wynika z opublikowanego skonsolidowanego sprawozdania finansowego Cavatina Sp. z o.o., podmioty działające w ramach Grupy mają zabezpieczony portfel projektów umożliwiających realizację łącznie blisko 7 tys. mieszkań.

Działalność Grupy Kapitałowej Cavatina Sp. z o.o., bazującej w 100% na polskim kapitale, opiera się na modelu biznesowym, zapewniającym jej zdolność do prowadzenia wszystkich istotnych procesów biznesowych, projektowych, zakupowych, budowlanych i nadzorczych, związanych z całościową realizacją projektów nieruchomości biurowych i mieszkaniowych. Szczególnie ważnym elementem tego modelu jest posiadanie własnych zasobów umożliwiających pełnienie funkcji generalnego wykonawcy w pełnym wymiarze dla każdego z projektów. Daje to możliwość uniezależnienia się od zewnętrznych usług oraz zatrzymywanie w Grupie marży generalnego wykonawcy. Cavatina Holding S.A. oraz Resi Capital S.A. działają obecnie na 7 rynkach w Polsce. Projekty realizowane przez Grupę charakteryzują się wysokiej jakości architekturą i wykonaniem, a także indywidualnym podejściem do ich łączenia z zastaną tkanką miejską. Takie podejście owocuje zarówno zainteresowaniem ze strony najemców i nabywców, jak i uznaniem w krajowych i międzynarodowych konkursach architektonicznych.

Szybki rozwój przy zachowaniu zrównoważonej struktury finansowania

Zgromadzone wewnątrz Grupy kompetencje związane z całym procesem deweloperskim pozwoliły na szybkie przeniesienie wagi bilansu w stronę działalności mieszkaniowej. Na koniec 2023 roku portfolio projektów mieszkaniowych ukończonych i będących w realizacji obejmowało 7 inwestycji w Krakowie, Katowicach, Łodzi i Wrocławiu – WiMa Apartments oraz Belg Apartments realizowane przez Cavatina Holding S.A., a także Global Apartments, Ocean Apartments, Quorum Apartments i Tuwima Apartments od Resi Capital S.A. Grupa w ramach przedsprzedaży podpisała dotychczas umowy na 1 158 mieszkań o wartości 709 mln zł brutto.

W efekcie transformacji działalności biznesowej w stronę rynku mieszkaniowego zapasy Grupy zwiększyły się na przestrzeni roku o niemal 170% osiągając na koniec grudnia 2023 roku poziom ponad 800 mln zł co istotnie poprawiło stosunek aktywów obrotowych do zobowiązań krótkoterminowych Grupy. Skonsolidowany zysk netto wyniósł zaś prawie 97 mln zł (wobec 67 mln zł rok wcześniej). Zrównoważone podejście do finansowania Grupy znalazło odbicie we wskaźniku zadłużenia netto do aktywów netto na poziomie 0,5.

Kolejne projekty mieszkaniowe na horyzoncie

Grupa w kolejnych kwartałach zamierza uruchomić nowe inwestycje mieszkaniowe. W 2023 roku Cavatina Holding S.A. pokazała m.in. wstępną koncepcję spektakularnego kompleksu przy Chmielnej 75 w Warszawie, a także podjęła decyzję o przeznaczeniu największego budynku pofabrycznego WiMa A w Łodzi na cele mieszkaniowe.

Niepewność inflacyjna w centrum uwagi Fedu. Czego możmy się spodziewać?

Rezerwa Federalna nie zmieni w tym tygodniu swojej polityki monetarnej, a uwaga rynków skupi się na dot plocie, czyli zaktualizowanych projekcjach stóp procentowych. To przede wszystkim one zaważą na sile dolara. Spodziewamy się, że zrewidowany dot plot wskaże na dwa cięcia w 2024 r. (względem trzech uprzednio). Choć to mało prawdopodobne, istnieje ryzyko gwałtownej aprecjacji amerykańskiej waluty w przypadku zdecydowanej dominacji jastrzębi w Komitecie, czyli dot plotu wykazującego pojedynczą obniżką stóp w br.

Inwestorzy odsunęli swoje oczekiwania dotyczące rozpoczęcia cięć stóp procentowych Fedu w pobliże IV kwartału roku, a środowa obniżka nie jest w ogóle wyceniana w kontraktach futures. Podczas gdy dostrzegamy niewielkie ochłodzenie aktywności gospodarczej w USA, wskaźniki inflacyjne wykazują oznaki uporczywości, a raport NFP (non-farm payrolls) za maj sugeruje, że rynek pracy wciąż ma się dobrze. Udało się przynajmniej uniknąć kolejnych zaskoczeń w górę kwietniowymi odczytami inflacji CPI i PCE – ich miary bazowe w skali roku są bliskie trzyletnich minimów, a w przypadku inflacji PCE bazowa miara miesięczna spada.

Sytuacja inflacyjna powinna naszym zdaniem ograniczyć potrzebę agresywnej zmiany prognoz stóp procentowych FOMC w tym tygodniu, przewodniczący Jerome Powell będzie zaś najpewniej w dalszym ciągu opowiadać się za cięciami. Spekulowano, że Fed może rozważać ponowne podniesienie stóp procentowych, jeśli dezinflacyjny trend będzie wciąż słabnąć. Powell podczas swojej konferencji prasowej ostudzi jednak zapewne wszelkie oczekiwania dotyczące podwyżek, podobnie jak po poprzednim posiedzeniu – szczególnie że nie widać wyraźnych oznak przegrzania amerykańskiej gospodarki.

Wykres 1: Inflacja PCE w USA (2017 – 2024)

Wykres 1: Inflacja PCE w USA (2017 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 10.06.2024

Rosnące płace w USA to wciąż ważny czynnik blokujący dezinflację

Mimo to nie wierzymy również, by Fed zasygnalizował, że spieszno mu do cięć stóp procentowych, szczególnie po ubiegłotygodniowym silnym raporcie NFP za maj. W zeszłym miesiącu przybyły 272 tys. miejsc pracy netto, znacznie powyżej konsensusu na poziomie 185 tys. Stopa bezrobocia niespodziewanie wzrosła, częściowo przez gwałtowny wzrost migracji, zrównoważył to jednak ponowny wzrost momentum płac, będącego jednym z istotniejszych czynników stających na drodze do stabilizacji cen konsumenckich – trzymiesięczny wzrost zarobków ponownie przekroczył 1%.

Po ostatnim raporcie NFP rynki określają implikowane prawdopodobieństwo pierwszej obniżki stóp procentowych Fedu we wrześniu na ok. 60% (spadek z 80%) i spodziewają się 40 pb. cięć do końca roku (spadek z 50 pb.). Rezerwa Federalna ma do września pod dostatkiem czasu, by wyczekiwać nowych danych dotyczących inflacji, nim zobowiąże się wstępnie do określonych działań. W związku z tym wskazówki Powella będą zapewne podobne do jego ostatnich uwag. Prezes Fedu bez wątpienia podkreśli, że zanim możliwe będą cięcia, potrzebna jest większa pewność dotycząca osiągnięcia celu inflacyjnego (2%).

Wykres 2: Zatrudnienie w sektorach pozarolniczych (2023 – 2024)

Wykres 2: Zatrudnienie w sektorach pozarolniczych (2023 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 10.06.2024

Jastrzębi dot plot stwarza ryzyko skokowego umocnienia dolara

Biorąc to pod uwagę, losy dolara będą zależały zapewne w dużej mierze od zaktualizowanego dot plotu, który pokazuje oczekiwania poszczególnych członków FOMC dotyczące wysokości stóp procentowych na koniec kolejnych lat w horyzoncie prognozy. Podczas marcowego posiedzenia mediana na 2024 r. nieco niespodziewanie pozostała niezmieniona na poziomie 4,6%, co sugeruje trzy obniżki po 25 pb. w tym roku. Tym razem niemal na pewno zostanie zrewidowana w górę i naszym zdaniem będzie wskazywała na tylko dwa cięcia w 2024 r. (wcześniej trzy) oraz trzy w 2025 r. (bez zmian).

Będziemy zaskoczeni, jeśli rzeczywistość będzie odbiegała od naszych przewidywań. Bierzemy jednak pod uwagę możliwość bardziej agresywnej zmiany, o ile z jastrzębiami sprzymierzy się wystarczająca liczba członków komitetu, by mediana pokazywała tylko jedną obniżkę w 2024 r. Jest to prawdopodobnie największe ryzyko dla rynków w tym tygodniu. Jeśli inwestorzy jeszcze bardziej odsuną oczekiwania dotyczące rozluźniania polityki monetarnej w USA, niemal na pewno zobaczymy gwałtowną aprecjację dolara. Sądzimy, że w prognozach inflacji nie będzie istotnych zmian, bardziej optymistyczne projekcje PKB i bezrobocia mogłyby jednak dodatkowo wesprzeć umocnienie amerykańskiej waluty.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (12.06) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Wcześniej, o godz. 14:30, opublikowany zostanie raport inflacyjny za maj, który może wpłynąć na ton komunikatów banku.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Dariusz Marzec nowym prezesem PTEZ

Dariusz Marzec, Prezes Zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej, został wybrany na stanowisko Prezesa Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych (PTEZ). Zmian w kierownictwie organizacji dokonało Krajowe Zgromadzenie Członków PTEZ, którego obrady odbyły się w trakcie V Kongresu Kogeneracji w Kazimierzu Dolnym.

Podczas Kongresu, nowo wybrany Prezes Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych Dariusz Marzec podkreślił znaczenie Towarzystwa w działaniach na rzecz dekarbonizacji sektora ciepłownictwa systemowego w Polsce. Prezes PTEZ zwrócił uwagę na rolę organizacji w koordynacji współpracy z administracją rządową oraz instytucjami europejskimi, szczególnie w kontekście wprowadzania kluczowych zmian legislacyjnych, wpływających na tempo procesu transformacji.

– Skuteczność realizacji procesu dekarbonizacji systemów ciepłowniczych oznacza osiąganie kolejnych kamieni milowych na drodze do neutralności klimatycznej w 2050 roku, przy jak najmniejszym obciążeniu odbiorców końcowych. Wiemy, w którą stronę powinniśmy zmierzać jako branża. Teraz potrzebne są właściwe narzędzia do realizacji stojących przed nami zadań. Rolą Towarzystwa jest, aby wspólnie z administracją wypracowywać jak najlepsze rozwiązania w tym zakresie i zabiegać o ich wdrożenie, jak również odpowiednie i przede wszystkim stabilne otoczenie regulacyjne. To jeden z najważniejszych czynników warunkujących sukces transformacji – podkreślił Dariusz Marzec, Prezes Zarządu PTEZ i PGE Polskiej Grupy Energetycznej. Biorąc pod uwagę konieczność realizacji wymogów polityki klimatyczno-energetycznej, trzeba patrzeć na składowe procesu transformacji szerzej niż tylko np. na rolę jednostek kogeneracji, czy nawet wyłącznie na sektor ciepłownictwa systemowego. Planowanie strategii dekarbonizacji systemów ciepłowniczych wymaga zaangażowania innych sektorów, np. elektroenergetycznego, żeby jak najlepiej zrealizować ten proces.

PTEZ od ponad 30 lat jest jednym z ważniejszych uczestników krajowej i międzynarodowej debaty na temat przyszłości elektroenergetyki i ciepłownictwa. W obliczu przyspieszającego procesu transformacji energetycznej, Prezes Marzec zaznaczył, że najistotniejsza jest dobra współpraca pomiędzy uczestnikami rynku ciepła: przedsiębiorstwami energetycznymi, decydentami, władzami samorządowymi, jak i odbiorcami. Priorytetem nowego Prezesa jest również szeroka komunikacja dotycząca transformacji energetycznej.

– Branża ciepłownicza stoi przed licznymi wyzwaniami. Realizujemy szereg kosztownych projektów inwestycyjnych i modernizacyjnych, których skuteczne przeprowadzenie pozwoli na ograniczenie wpływu produkcji ciepła na środowisko i osiągnięcie celów polityki klimatyczno-energetycznej Unii Europejskiej. W tym kontekście rola PTEZ, jako organizacji skupiającej najważniejsze przedsiębiorstwa sektora energetycznego, jest nie do przecenienia. Towarzystwo aktywnie uczestniczy w dialogu dotyczącym otoczenia regulacyjnego, co jest priorytetem jego działalności, zwłaszcza teraz, gdy dynamika zmian w energetyce zwiększa się. Wszystkie te działania mają na celu prezentację głosu sektora, jak również troskę o obywateli, aby koszty procesu transformacji w jak najmniejszym stopniu były przerzucane na odbiorców końcowych ciepła systemowego – powiedział Dariusz Marzec, nowy Prezes PTEZ.

Wśród głównych celów nowych władz Towarzystwa wskazał zaangażowanie w prace nad polityką klimatyczno-energetyczną Polski i Unii Europejskiej oraz działania na rzecz skutecznej i akceptowalnej przez odbiorców końcowych transformacji sektora energetycznego. Podkreślił konieczność wypracowywania rozwiązań w zakresie pomocy publicznej, poprawiających skuteczność realizacji procesu dekarbonizacji sektora ciepłownictwa systemowego.

Krajowe Zgromadzenie Członków PTEZ podjęło również decyzję o zmianach w składzie zarządu Towarzystwa. Stanowiska w zarządzie objęli:

  • Wiceprezesi
    • Krzysztof Zamasz – Veolia Energia Polska
    • Andrzej Pacuk – Enea Ciepło
  • Członkowie Zarządu
    • Marcin Laskowski – PGE Polska Grupa Energetyczna
    • Grzegorz Krystek – PGE Energia Ciepła

Dariusz Marzec jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego, z tytułem magistra organizacji i zarządzania. Posiada bogate doświadczenie w prowadzeniu i nadzorowaniu transakcji i projektów w sektorze elektroenergetycznym. W latach 1995-2004 pracował na kierowniczych stanowiskach w międzynarodowych firmach doradczych PricewaterhouseCoopers (1995-2000, 2001-2004) oraz Arthur Andersen Poland (2000-2001). W latach 2005-2007 pełnił funkcję Wiceprezesa Zarządu ds. Inwestycji w Unipetrol a.s. (Republika Czeska), odpowiadając m.in. za przygotowanie i wdrożenie strategii inwestycji i restrukturyzacji organizacyjnej oraz nadzór nad projektami M&A w grupie. W latach 2004-2005 był Podsekretarzem Stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa w rządzie Marka Belki. W latach 2009-2013 pracował w spółce KPMG Advisory, gdzie zajmował stanowisko dyrektora odpowiedzialnego za obszar energetyki w regionie Europy Środkowo-Wschodniej oraz usługi w zakresie doradztwa finansowego i strategicznego dla przedsiębiorstw sektora energetycznego w Polsce. W latach 2013-2016 był związany z PGE Polską Grupą Energetyczną S.A., pełniąc funkcję Wiceprezesa Zarządu ds. Rozwoju. Był odpowiedzialny m.in. za przygotowanie i nadzór nad realizacją Strategii Rozwoju Grupy PGE na lata 2014-2020 oraz Programu Inwestycyjnego Grupy PGE. Dodatkowo pełnił funkcje Przewodniczącego Rad Nadzorczych PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A., PGE Energia Odnawialna S.A. oraz PGE EJ1 Sp. z.o.o., a także Członka Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej. W latach 2019-2024 był Członkiem Zarządu ds. Ekonomicznych w spółce Tramwaje Warszawskie.

Sezon wakacyjny 2024 będzie droższy niż zwykle. Linie lotnicze: ceny cały czas w górę

Podróże stały się jedyną rzeczą, na którą konsumenci nie przestają wydawać – w tym roku liczba pasażerów linii lotniczych na całym świecie osiągnie najwyższy poziom w historii (+10,4% r/r).

  • Pomimo inflacji cen usług i spowolnienia gospodarczego, konsumenci nadal wydają na podróże. W 2023 r. 1,3 mld osób podróżowało za granicę (+33% r/r), podczas gdy w I kwartale 2024 r. turystyka międzynarodowa osiągnęła ponad 285 mln podróżnych (97% poziomu sprzed pandemii)
  • Linie lotnicze wciąż borykają się z ograniczeniami przepustowości spowodowanymi zakłóceniami w łańcuchu dostaw samolotów, incydentami związanymi z bezpieczeństwem i wycofywaniem starych samolotów, oczekiwać można, że z powodu ograniczonej podaży ceny biletów lotniczych pozostaną wysokie
  • Branża przewozów lotniczych, jak wynika z analiz Allianz Trade, jest jedynym sektorem, którego ożywienie nie wykazuje oznak spowolnienia pomimo osłabienia globalnych perspektyw gospodarczych – popyt osiągnie w tym roku rekordowy poziom a zysk z przewozu pasażera wzrośnie o +3,2%. Powinno to doprowadzić do wzrostu przychodów linii lotniczych o +6,5% r/r (do 967 mld USD) i ich zysku netto w wysokości 30,5 mld USD
  • Podsumowując: ponieważ apetyt na podróże okazał się silniejszy niż kiedykolwiek, konsumenci akceptują podwyższone ceny, podróżując w zamian bliżej domu, wybierając miejsca, w których kurs wymiany jest bardzo korzystny dla nich lub skracając wakacje, ale jest bardzo mało prawdopodobne, aby anulowali swoje plany podróży

Podróże stały się jedyną rzeczą, na którą konsumenci nie przestają wydawać. W przeciwieństwie do poprzednich recesji, inflacja i spowolnienie gospodarcze nie zniechęciły konsumentów do wydawania pieniędzy na turystykę. W rzeczywistości popyt na usługi hotelarskie i transportowe nadal rośnie we wszystkich regionach, mimo że przychód na dostępny pokój (RevPAR) i ceny biletów lotniczych pozostają wysokie (wykres 1), co przyczynia się do umiarkowanej inflację cen usług po obu stronach Atlantyku. Podczas gdy globalny PKB w 2023 wzrósł tylko o +3,2%, w zeszłym roku za granicę podróżowało 1,3 mld osób, co stanowi wzrost o +33% r/r.

Wykres 1: Zmiany cen biletów lotniczych między 1. kwartałem 2019 r. a 1. kwartałem 2024 r. według regionów

Zmiany cen biletów lotniczych między 1. kwartałem 2019 r. a 1. kwartałem 2024 r. według regionów

Źródła: Reuters, ForwardKeys, Allianz Research. Średnie taryfy zostały zindeksowane (Q1 2019 = 100)

Według Światowej Organizacji Turystyki (UN Tourism), w pierwszym kwartale 2024 r. turystyka międzynarodowa osiągnęła poziom ponad 285 mln podróżnych, o +20% więcej niż w pierwszym kwartale 2023 r. i odpowiadała poziomowi 97% sprzed pandemii (1 kwartał 2019 r.), przy czym Europa, Afryka i Bliski Wschód już przekroczyły wolumeny z 2019 r. (wykres 2). Sugeruje to, że podróże są coraz częściej uważane za „podstawowy wydatek” w budżetach domowych, a konsumenci są skłonni zapłacić wyższą cenę za to doświadczenie, niezrażeni nawet niedawnymi incydentami związanymi z bezpieczeństwem.

Wykres 2: Międzynarodowe przejazdy turystyczne, zmiana % w 2019 r.

Międzynarodowe przejazdy turystyczne

Źródła: Światowa Organizacja Turystyki ONZ, Allianz Research

Trendy takie jak wzrost popularności pracy z domu – który miał ograniczyć podróże służbowe – oraz ruch „flight-shame” również nie zmniejszyły popytu na podróże, choć ruch krajowy powrócił do poziomu sprzed pandemii szybciej niż podróże międzynarodowe. Z analiz Allianz Trade wynika, że oczekiwać można, że w tym roku liczba pasażerów linii lotniczych na całym świecie osiągnie najwyższy poziom w historii (+10,4% r/r), z Azją i Pacyfikiem oraz Ameryką Północną na czele (wykres 3), podczas gdy Afryka i Ameryka Łacińska pozostaną w tyle.

Wykres 3: Regionalne i globalne stopy wzrostu r/r dla pasażerów linii lotniczych
Regionalne i globalne stopy wzrostu

Źródła: IATA, Allianz Research

Dopóki linie lotnicze będą borykać się z niedoborem podaży, ceny biletów lotniczych pozostaną wysokie. Kilka czynników wywiera presję na przepustowość linii lotniczych, z których najistotniejszy jest niedobór samolotów, który rozpoczął się od wąskich gardeł w łańcuchu dostaw w czasie pandemii. Sytuację pogorszyły niedawne kwestie bezpieczeństwa Boeinga, które skłoniły firmę do spowolnienia zdolności produkcyjnych w celu poprawy jakości produkcji (wykres 4). Równolegle, wraz z tykającym zegarem w zakresie redukcji emisji dwutlenku węgla i budowania bardziej energooszczędnej floty, firmy zaczęły pozbywać się starych samolotów, co znacznie zmniejszyło moce przewozowe sektora. Średni wiek, w którym samoloty są wycofywane z rynku, spadł z 27 lat przed pandemią do 23 lat w 2023 roku. W rezultacie wzrost zdolności przewozowych był i nadal będzie ograniczony w perspektywie krótkoterminowej, nie osiągając do 2025 roku nawet poziomu sprzed pandemii.

Wykres 4: Dostawy samolotów komercyjnych, w sztukach

Dostawy samolotów komercyjnych, w sztukach

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

W tym kontekście branża lotnicza jest jedynym sektorem, którego ożywienie nie wykazuje oznak spowolnienia pomimo osłabienia globalnych perspektyw gospodarczych. Z analiz Allianz Trade wynika, że oczekuje się, że zyski z pasażerów, tj. średnia kwota płacona przez pasażera za przelot jednego kilometra (przychód na RPK), wzrosną w tym roku o +3,2% r/r, przygotowując grunt pod ogólny wzrost przychodów o około +6,5% r/r, wynoszący łącznie 967 mld USD (z 838 mld USD w 2019 r.). W związku z przewidywanym w tym roku wyższym ruchem, kosztami pracy pod kontrolą i oczekiwanym zawężeniem spreadu na paliwie lotniczym, Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) podniosło prognozę zysku netto branży na 2024 r. do 30,5 mld USD z 27,4 mld USD skorygowanych już w górę w 2023 roku. Był on już o +3,9% wyższy niż poziom z 2019 roku. Jednak rentowność nie będzie wyglądać tak samo we wszystkich regionach ze względu na geopolitykę. Paliwo lotnicze jest największym kosztem operacyjnym dla linii lotniczych (wykres 5) i chociaż ceny odrzutowców pozostawały umiarkowane od początku roku, ten koszt wejściowy jest jednym z najbardziej zmiennych, ponieważ podaż, a tym samym ceny są uzależnione od kwestii geopolitycznych i zdolności regionalnych. Wykres 6 pokazuje, że koszty tankowania zmieniają się znacząco w zależności od regionu, przy czym linie lotnicze z Ameryki Łacińskiej są bardziej narażone na zmiany cen nafty lotniczej.

Rys. 5 i 6: Podział kosztów linii lotniczych (po lewej) oraz waga kosztów paliwa i ropy w podziale na regiony (po prawej)Podział kosztów linii lotniczych (po lewej) oraz waga kosztów paliwa i ropy w podziale na regiony

Źródła: IATA, Bloomberg, Allianz Research

Podsumowując, przy wciąż wysokim popycie i ograniczeniach przepustowości, sezon wakacyjny 2024 będzie droższy niż zwykle. Półkula północna notuje silny popyt ze strony konsumentów, na którym skorzystają wszystkie branże związane z turystyką, od hoteli i restauracji po transport, rekreację i usługi konsumenckie. W rzeczywistości najnowsze dane dotyczące indeksu zaufania w turystyce ONZ (który wynosi od 0 do 200) wskazują na pozytywny wynik 130 w okresie od maja do sierpnia 2024 r., przewyższając nastroje z początku roku. W szczególności Europa powinna odnieść korzyści, ponieważ będzie gospodarzem dwóch dużych wydarzeń sportowych, Igrzysk Olimpijskich w Paryżu i UEFA Euro. Ponieważ apetyt na podróże okazał się silniejszy niż kiedykolwiek, konsumenci najwidoczniej akceptują podwyższone ceny, podróżując w zamian bliżej domu, wybierając miejsca, w których kurs wymiany jest bardzo korzystny dla nich lub skracając wakacje, ale jest bardzo mało prawdopodobne, aby anulowali swoje plany podróży.

Polski rynek nieruchomości po 5 miesiącach – gdzie jesteśmy?

Zbliżamy się do półmetka 2024. Zanim powstaną oficjalne półroczne podsumowania sytuacji na rynku inwestycyjnym, Avison Young przedstawia bieżące wyniki.

W kwietniu i maju 2024 r. łączny wolumen transakcji ogłoszonych na polskim rynku inwestycyjnym przekroczył 500 mln euro. Z kolei całkowity wolumen ostatnich 5 miesięcy kształtuje się obecnie na poziomie ok. 885 mln euro, co zbliżyło nas do wyniku ubiegłorocznego. Biorąc pod uwagę, że wynik po I kwartale 2024 r. (364 mln euro) był najgorszym I kwartałem od dłuższego czasu, obecny wolumen wydaje się całkiem obiecujący.

Dominacja sektora handlowego

Sektor handlowy stanowił 42% pięciomiesięcznego wolumenu transakcji, głównie dzięki znaczącej sprzedaży portfela 6 centrów handlowych Cromwell, który zostały nabyty za 285 mln euro. Jest to największa transakcja we wszystkich sektorach rynku od III kwartału 2022 roku.

Warto zauważyć, że sektor handlowy po raz kolejny przyciągnął nowego inwestora na polski rynek, a mianowicie Star Capital Finance z Czech jako kupującego w powyższej transakcji. Ta akwizycja potwierdza również widoczną aktywność w Polsce inwestorów z krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Poza tą transakcją, wolumen w sektorze opierał się głównie na sprzedaży aktywów typu „convenience”, wśród których za ok. połowę zrealizowanego wolumenu odpowiada zespół inwestycyjny Avison Young.

Sektor magazynowy

Sektor magazynowy, z łącznym wolumenem szacowanym na 230 mln euro, plasuje się na drugiej pozycji z 26% udziałem w rynku inwestycyjnym.

To właśnie w sektorze magazynowym szczególnie widoczna jest rozbieżność między oczekiwaniami cenowymi sprzedających i kupujących. Chociaż transakcje mają miejsce, ich skala jest nieco ograniczona ze względu na tę sytuację. Wydaje się, że inwestorzy potrzebują więcej czasu, aby dojść do porozumienia w kwestii oczekiwań cenowych. Jest również zauważalny brak głównych graczy zdolnych do realizacji dużych transakcji przekraczających 100 mln euro.

Mimo tego, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy odnotowano imponującą transakcję o wartości ponad 90 mln euro. Kompleks magazynowy w podpoznańskich Żernikach został sprzedany przez Panattoni inwestorowi z branży nieruchomości komercyjnych. Park logistyczny o powierzchni ponad 100 000 mkw. jest w pełni wynajęty międzynarodowym firmom zarządzającym łańcuchami dostaw.

Sektor biurowy w końcu z transakcją typu „prime”!

Inwestorzy nadal koncentrują się na aktywach biurowych w stolicy. W okresie 5 miesięcy odnotowano tylko 1 transakcję biurową w miastach regionalnych – nabycie budynku Krakowska 98 we Wrocławiu, w której pośredniczyła firma Avison Young.

Większość transakcji nadal dotyczy aktywów typu „value-add” i oportunistycznych, co wskazuje na silną dominację inwestorów, którzy ostrożnie podchodzą do tematu zakupów i szukają okazji bez przepłacania za aktywa. Jednak, zgodnie z naszymi ostatnimi przewidywaniami, rynek odnotował również – wreszcie! – zakup najlepszego biurowca w centrum miasta. Transakcją, o której mowa, była sprzedaż Studio B przez Skanska za 86 mln euro. Biorąc pod uwagę, że EBC obniżył stopy procentowe, pierwszy raz od 5 lat, stanowi to obiecujący sygnał dla kapitału typu „core”, który w konsekwencji powinien się aktywizować.

Pomimo dominacji warszawskiego rynku biurowego, obserwujemy również rosnące zainteresowanie inwestorów miastami regionalnymi, o czym świadczą toczące się rozmowy pomiędzy sprzedającymi i kupującymi. Wiemy o co najmniej kilku transakcjach, które są obecnie na ostatnim etapie procesu transakcyjnego.

Hotele wracają do gry?

Rynek odnotował już 3 transakcje hotelowe w tym roku. Ostatnią z nich był 148-pokojowy Hotel Inn Resort Warszawa Józefów. Zauważamy, że pojawia się nowy trend, który rozpoczął się w drugiej połowie 2023 r., polegający na rosnącym apetycie inwestorów na zakup hoteli, po spowolnieniu wywołanym przez skutki pandemii COVID-19. Na rynku znajduje się sporo aktywów hotelowych i spodziewamy się większej liczby transakcji w tym sektorze do końca roku.

Czekając na korzystniejsze finansowanie

Rynek w końcu doczekał się spadku stóp procentowych, co może prognozować ich dalszą obniżkę. Jest to sygnał powrotu bardziej przystępnego finansowania, co prawdopodobnie pobudzi aktywność inwestorów.

Ponieważ stopy procentowe zaczynają spadać, można oczekiwać, że rynek będzie działał na pełnych obrotach w przeciągu 12 miesięcy. Dlatego też ci, którzy są dobrze przygotowani, dokładnie przeanalizowali rynek i zidentyfikowali obiecujące aktywa, będą w stanie wykorzystać tę okazję. Bycie lepiej przygotowanym niż konkurencja, do szybkiego składania ofert i finalizowania transakcji, będzie miało kluczowe znaczenie dla pozyskania najbardziej atrakcyjnych aktywów.

Co nas czeka w drugiej połowie roku?

Polska nadal pozostaje stabilnym gospodarczo i silnym rynkiem, zapewniającym dobre warunki do inwestowania w nieruchomości. Wyraźnie dostrzegają to europejscy gracze rynkowi, dlatego niezmiennie jesteśmy świadkami debiutów nowych podmiotów inwestycyjnych na polskim rynku

Na podstawie naszych własnych projektów i rozmów z innymi uczestnikami rynku obserwujemy, że wiele nieruchomości z różnych sektorów znajduje się obecnie w fazie ofertowania, due diligence, a nawet finalizacji. W większości nie są to projekty o znacznej skali, ale w sektorach magazynowym i handlowym wydarzyły się już duże transakcje, co może być sygnałem, że będzie ich więcej.

Pozostajemy optymistami co do liczby transakcji i oczekujemy, że wolumen inwestycji w 2024 r. przekroczy ten z 2023 r., sygnalizując dalszy wzrost w kolejnych latach.

Autorzy: Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska (Research and Data Manager) oraz Marcin Purgal (Senior Director, Investment)

Maj 2024 najsłabszym miesiącem w roku w rejestracji (de facto kupna) nowych ciągników w Polsce, rynek wtórny ze stałym wzrostem

518 – tyle nowych ciągników rolniczych zarejestrowanych zostało w maju 2024 roku. To, jak do tej pory, najgorszy tegoroczny wynik i dalszy ciąg trwającej już ponad półtora roku tendencji spadkowej w Polsce, która – w porównaniu z Europą – ma tu większą skalę. W innej podstawowej kategorii nowych maszyn rolniczych, jaką są przyczepy, widać raczej swego rodzaju „wypłaszczenie”, a nawet lekkie odbicie w górę. Stałe wzrosty notowane są zaś przez Polską Izbę Gospodarczą Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) na rynku wtórnym.

W pierwszej podstawowej kategorii nowych maszyn rolniczych, czyli ciągników, maj okazał się najgorszy z dotychczasowych miesięcy tego roku. Według zebranych przez Polską Izbę Gospodarczą Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) – na podstawie danych z CEPiK – informacji, liczba rejestracji tych pojazdów wyniosła 518 – To, jak dotąd, najmniej w tym roku. O 10 – niż w lutym, który wcześniej był pod tym względem najgorszym miesiącem 2024 – wynika z majowego raportu PIGMiUR o rejestracji, a więc de facto sprzedaży, nowych maszyn rolniczych.

Najmniej zarejestrowanych nowych ciągników w tym roku

Podaje on, że od 1 stycznia zarejestrowano 3277 nowych ciągników. – To o 855 mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Spadek wynosi tu więc już 20,7  proc. – przeczytać można w dokumencie Izby.

– Mamy tu do czynienia z odzwierciedleniem panujących dość ponurych nastrojów w branży rolnej, które bez wątpienia miały wpływ na decyzje zakupowe mogące przyczynić się do udoskonalenia prac jej przedstawicieli, tym bardziej, że wiele z nowych takich pojazdów wyposażonych jest super nowocześnie, choćby w specjalistyczną nawigację GPS, potrzebną do dokładnego i efektywnego działania w polu. Do tego, przez ostatnie miesiące, potencjalni nabywcy nowych maszyn mieli znacznie bardziej niż wcześniej ograniczony dostęp do tzw. wkładu własnego, potrzebnego do pozyskania unijnych środków na sfinansowanie takich zakupów – uważa Hubert Seliwiak z PIGMiUR, odnosząc się tym samym do poszczególnych przepisów ustawy o pożyczce lombardowej, która w życie weszła w styczniu tego roku. Krytykowali ją m.in. zarówno chcący dokonać inwestycji rolnicy, jak i sprzedawcy nowego sprzętu, ze względu na bardzo mętne kryteria pozyskania środków na wkład własny, które de facto powodowały, że stał się on niemożliwy do zdobycia. Posłowie nowej kadencji znowelizowali jednak szybko tę ustawę, zaś prezydent ją podpisał i odesłał do Trybunału Konstytucyjnego.

Najpopularniejsze marki nowych ciągników po 5 miesiącach 2024 roku

Od początku roku najpopularniejszym modelem ciągnika jest model Farmtrac Tractors

Europe 26 4WD, którego zarejestrowano 60. Deutz-Fahr – model 5080 D Keyline zajmuje drugą pozycję z ilością 55. Na trzecią pozycję awansuje John Deere 6155M z ilością 51. Solis 26 4WD 9+9 notuje 4 sztuki mniej – zarejestrowano 47. ciągników tego modelu. Kubota z modelem EK1- 261 zajmuje piąte miejsce z ilością 46.

W maju najwięcej nowych ciągników uzyskało rejestrację w województwach mazowieckim (w ciągu pierwszych 5 miesięcy tego roku to 586 takich pojazdów, o 116 mniej niż przed rokiem), wielkopolskim (397) i łódzkim (290).

Lekkie odbicie w rejestracji nowych przyczep rolniczych. Które marki na topie?

Bez specjalnych zmian dochodzi w drugiej podstawowej kategorii maszyn czyli w nowych przyczepach rolniczych. – To kolejny miesiąc wpisujący się w trend ostatnich okresów, gdzie wyraźnie widać prostą poziomą linię na wykresie. W 5 miesiącu 2024 nabywcy zarejestrowali bowiem 374 nowych przyczep rolniczych – informuje majowy raport PIGMiUR. Dla porównania, w kwietniu było ich 363, więc można nawet stwierdzić tu mały wzrost, choć jednak – w stosunku do maja 2023 – to i tak znacznie mniej, bo wtedy PIGMiUR odnotował 531 rejestracji tych pojazdów.

– Od początku roku zarejestrowano 1927 nowych przyczep rolniczych i jest to o 678 mniej niż przed rokiem. Spadek wynosi już 26 proc. – podaje w swoim raporcie za maj 2024 PIGMiUR.

Po 5 miesiącach tego roku pozycję lidera w tym segmencie zajmuje Pronar z 459 nowymi przyczepami. Dalej plasują się szt. Metal-Fach i Metaltech, a za nimi Joskin i Meprozet. Inaczej niż w przypadku nowych ciągników wygląda tu jednak mapa Polski. Choć liderem jest tu Mazowieckie, to drugą pozycję zajmuje Lubelszczyzna, a dopiero za nią jest Wielkopolska.

– Tak jak w poprzednich raportach, wyraźnie widać rozdźwięk między rynkami maszyn nowych a używanych, gdzie do czynienia mamy z ewidentną tendencją w górę. Polski producent rolny ma bowiem na inwestycje środki, które jednak wyglądają skromniej niż w przypadku zakupu zupełnie nowych maszyn. Chce on jednak cały czas udoskonalać swój sprzęt, choć robi to i ostrożniej, i oszczędniej – zauważa Hubert Seliwiak z PIGMiUR.

Stała tendencja wzrostowa na rynku wtórnym. Niższy trend spadkowy w maszynach rolniczych w Europie

Na rynku wtórnym po pięciu miesiącach br. PIGMiUR notuje 11 241 rejestracji ciągników. – To o 712 więcej niż w od stycznia do maja 2023. Wzrost wynosi tu zatem 6,7 proc. (stosunku do 8,1 proc. miesiąc wcześniej) – podaje Izba. W przypadku przyczep, zarejestrowano ich w tym samym okresie tego roku 3009, a więc o 279 więcej niż przed rokiem. Oznacza to, że obecnie Izba notuje tu wzrost o 10,2 proc.

– Dane europejskie pokazują, że w segmencie nowych maszyn również panuje w Unii tendencja zniżkowa, co wiązać można ze zwiększoną ostrożnością producentów rolnych w inwestycje w sprzęt pochodzący prosto z taśmy produkcyjnej– stwierdza Hubert Seliwiak.

Według danych uzyskanych od zrzeszonych w CEMA (Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Maszyn Rolniczych) organizacji krajowych, w 2023 r. w Europie zarejestrowano ogółem 211 700 ciągników. – Rejestracje ciągników rolniczych były o 4,9 proc. niższe niż w 2022 r., ale tylko nieznacznie poniżej średniej liczby zarejestrowanych ciągników w ciągu ostatnich pięciu lat. Liczba maszyn zarejestrowanych w pierwszym półroczu była tylko lekko niższa niż w analogicznym okresie roku poprzedniego, jednak w drugim półroczu spadek był większy – przytacza dane europejskie za 2023 PIGMiUR.

Co wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego oznaczają dla gospodarki?

Zakończone w niedzielę wybory europejskie nie przyniosły zasadniczych zmian w unijnym układzie sił. Wszystko wskazuje, że w Parlamencie Europejskim utrzyma się dotychczasowa koalicja rządząca. Czy jednak kontynuować ona będzie dotychczasowy kurs w sprawach ważnych dla przedsiębiorców? Za wcześnie wyrokować. Wydaje się, że jednak, że jest szansa na to, że w polityce gospodarczej Parlamentu Europejskiego i nowej Komisji Europejskiej dojdzie do istotnej korekty. Jest ona niezbędna, jeśli gospodarka europejska ma zwiększyć podupadającą od wielu lat konkurencyjność.

Korekta ta trzy obszary kluczowe z punktu widzenia przedsiębiorczości. Pierwszy to Zielony Ład. W trakcie kampanii wyborczej właściwie we wszystkich krajach członkowskich podniosły się głosy krytyczne. Nie są one już domeną partii określanych przez komentatorów jako „radykalna prawica”. Korekty kursu w sprawie Zielonego Ładu domagają się coraz częściej także przedstawiciele zwycięskiej Europejskiej Partii Ludowej. Zwracają oni uwagę na zbyt szybkie tempo zmian dotyczących polityki klimatycznej i ochrony środowiska. Należy więc spodziewać się co najmniej spowolnienia tych zmian, ale także – co już stało się w odniesieniu do Zielonego Ładu w obszarze rolnictwa – odejścia od rozwiązań, które w istotny sposób ograniczają konkurencyjność europejskiej gospodarki. Jako Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wielokrotnie zwracałem uwagę na przykład na szkodliwe skutki dyrektywy ESG czy dyrektywy budynkowej. Można liczyć, że zdroworozsądkowa krytyka tych rozwiązań będzie częściej torować sobie drogę do gremiów decyzyjnych w PE i KE.

Drugi obszar, w którym przedsiębiorcy spodziewać się mogą pozytywnych zmian, to ilość nowych przepisów uchwalanych przez PE. Warto zwrócić uwagę, że na fakt przeregulowania europejskiej gospodarki zwracano uwagę w debatach przedwyborczych w wielu krajach tzw. starej Unii. Powoli coraz więcej środowisk politycznych w Europie zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, co kręgi biznesowe podnoszą od dawna: że ciężary finansowe i organizacyjne nadmiernych regulacji hamują dynamikę rozwoju gospodarczego.

Trzeci ważny dla przedsiębiorców akcent kampanii przedwyborczej to często podnoszone w całej Europie wezwania do skrócenia łańcucha dostaw i przywrócenia na naszym kontynencie produkcji przemysłowej. Miejmy nadzieję, że eurodeputowani i przyszli komisarze wezmą sobie te wezwania do serca.

Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców

Wcześniejsze wybory we Francji wywołują panikę na rynkach

Przyspieszone wybory wystraszyły inwestorów. Bardzo. Traci nie tylko waluta, ale również giełda i obligacje. W tle przecena na rynku kryptowalut i spadek inflacji w Czechach, który z kolei osłabia tamtejszą koronę.

Odwrót z Francji

Poniedziałek na rynkach upłynął pod dyktando szoku, jakim było zwołanie wcześniejszych wyborów przez Paryż. Inwestorzy, delikatnie mówiąc, przyjęli to bardzo źle. Tak jak wczoraj pisaliśmy, rynek walutowy zareagował alergicznie. Nie inaczej było na giełdzie, gdzie mimo korekty pod koniec dnia zakończyliśmy przeceną o 1,35%, a dzisiaj spada dalej. Również na obligacjach widać problemy. Jeszcze na zakończenie dnia w piątek rynki wyceniały 10-letnią obligację na około 3,1%. Za tyle były skłonne Francję kredytować. Dzisiaj jesteśmy już na poziomie 3,3%, co oznacza wyraźny wzrost kosztów obsługi długu. To z kolei byłby dobry argument dla sił politycznych przeciwnych prezydentowi w czerwcowych wyborach, gdyby w wyborach chodziło o merytorykę. Kampania we Francji zapowiada się jednak bardzo emocjonalnie i raczej będziemy świadkami straszenia ekstremizmem.

Korekta na rynku kryptowalut

Ostatnie dni potwierdziły pewną prawidłowość – im dalej obniżki stóp procentowych, tym kryptowaluty słabsze. Ostatnie zmiany w USA kosztowały bitcoina kilka procent wartości. Na głównej kryptowalucie świata dotarliśmy właśnie do poziomu 67 000 dolarów, czyli minimów ostatnich tygodni. Analitycy wskazują, że na giełdach wyraźnie widać zamykanie tzw. długich pozycji. Co pokazuje, że coraz więcej inwestorów wątpi w możliwość kontynuowania ruchu w górę. Jest też drugie wyjaśnienie, spodziewają się głębszych spadków i chcą odkupić taniej. Oba te wyjaśnienia nie dają temu rynkowi dobrych perspektyw w krótkim terminie. Podobne ruchy co na bitcoinie widać również na mniej popularnych kryptowalutach w tym silnym numerze dwa na tym rynku Etherium.

Inflacja w Czechach znowu w dół

Po tym, jak w kwietniu mieliśmy u naszego południowego sąsiada coś, co w odchudzaniu nazywane jest efektem jojo, wielu analityków spodziewało się trwałego odbicia. Inflacja w ujęciu rocznym wzrosła bowiem z 2% na 2,9%. W maju jak się jednak okazuje, mieliśmy spadek i to nie do 2,8%, jak oczekiwano, ale od razu do 2,6%. Co ważne, w ujęciu miesięcznym ceny nie zmieniły się wcale, co jest miłym zaskoczeniem po 0,7% w samym kwietniu. Efektem tych danych była przecena kursu czeskiej korony względem kursu euro. Nie jest bowiem tak, że inwestorzy doceniają walkę z inflacją. Inwestorzy patrzą na oczekiwane zmiany stóp procentowych. Niższa inflacja przybliża kolejne obniżki, a te z kolei powodują, że mniej można zarobić na inwestycjach w instrumenty oparte o stopę procentową. W rezultacie niższa inflacja zachęca ich, by się wycofali, co osłabia walutę.

Dzisiaj kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Czego chcą Europejczycy vs. priorytety europejskich partii politycznych – powyborcza analiza Allianz Trade

Czego chcą Europejczycy vs. priorytety europejskich partii politycznych oraz to, czym najprawdopodobniej zajmie się nowa Komisja Europejska.

  • Czego chcą Europejczycy? Walka z ubóstwem i poprawa opieki zdrowotnej to najważniejsze priorytety wyborców (Eurobarometr z kwietnia 2024). Wyniki te są zgodne z naszą własną ankietą Allianz Pulse: gospodarka, miejsca pracy i nierówności są najważniejsze, podczas gdy zielona transformacja odgrywa jedynie niewielką rolę.
  • Mandaty rozdane – jakie są więc programy partii w PE? Partie koncentrują się na niektórych priorytetowych tematach – ale nie wszystkie z nich się pokrywają z oczekiwaniami wyborców. Pięć najważniejszych dla partii w PE tematów to: klimat i energia, bezpieczeństwo i obrona, konkurencyjność i wzrost, polityka zagraniczna oraz polityka fiskalna i przemysłowa
  • Dokąd zmierzać będzie z kolei przyszła Komisja Europejska? Patrząc wstecz, patrząc w przyszłość: sporym osiągnięciom w polityce innowacji i otwartego rynku, m.in. Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności, fundusz Next Generation EU (tutaj najwięcej zostało dla Polski – patrz wykres) i plan RePowerEU towarzyszą kolejne wyzwania, takie jak zwiększanie konkurencyjności (zwłaszcza cyfrowej) ale też przemysłowej
  • Dlaczego innowacje, digitalizacja i AI są tak ważne dla Europy? Europa pozostaje najstarszym kontynentem na świecie z medianą wieku powyżej 44 lat i stanowi jedynie około 5% światowej populacji. W marcu 2024 r. UE przyjęła również pierwszą na świecie ustawę o sztucznej inteligencji, gdyż teoretycznie sztuczna inteligencja powinna pozwolić na wzrost produktywności o 6% w ciągu najbliższych dziesięciu lat, co przy pełnym wdrożeniu mogłoby zaradzić brakowi 12 mln Europejczyków w 2030 r.
  • Fundamentem wzrostu i dobrobytu w Europie jest integracja i wspólny rynek – ciąg dalszy „patrząc wstecz i patrząc w przyszłość”: UE podpisała kilka umów o wolnym handlu (FTA) z kluczowymi partnerami, takimi jak Japonia (2019), Singapur (2019), Wietnam (2020), Wielka Brytania (2021) i Nowa Zelandia (2024), które otworzyły nowe możliwości rynkowe dla europejskich przedsiębiorstw, ale nigdy tak pilna nie była Unia Rynków Kapitałowych (CMU) której brak utrudnia konkurencyjne (wobec np. USA czy Chin) finansowanie i ekspansję europejskich firm
  • Europa przyjęła również wspólną strategię dotyczącą surowców krytycznych ale zmiany geopolityczne i protekcjonizm na świecie będą wymagały dalszego przeglądu i adaptacji strategii handlowej UE, m.in. tradycyjne umowy o wolnym handlu ustępować będą na rzecz mniejszych, łatwiejszych do osiągnięcia umów tematycznych
  • Wyzwania w europejskiej architekturze bezpieczeństwa, w tym konflikty w pobliżu wschodniej granicy NATO i rosnąca niestabilność w regionie, podkreślają potrzebę adaptacji – oczywiste jest, że UE musi szybko zwiększyć wydatki na obronność i stworzyć przestrzeń fiskalną dla stałego wzrostu powyżej 2% PKB
  • Patrząc w przyszłość, polityka fiskalna będzie musiała stać się strategiczna – w latach 2019-2024 nie doszło do rzeczywistej integracji fiskalnej i finansowej, ale poczyniono pewne postępy w zakresie zasad fiskalnych, co było wymuszone przez Covid-19 i napięcia geopolityczne
  • UE stała się liderem w globalnej walce ze zmianami klimatu, ale nie spodziewamy się dalszego przyspieszenia w polityce klimatycznej

Czego chcą Europejczycy

Walka z ubóstwem i poprawa opieki zdrowotnej to najważniejsze priorytety wyborców. Według badania Eurobarometru z kwietnia 2024 r. ubóstwo zostało uznane za główny problem kampanii przez 33% respondentów, a tuż za nim uplasowało się zdrowie publiczne z wynikiem 32%. Gospodarka, tworzenie miejsc pracy, obrona i bezpieczeństwo były równie ważnymi kwestiami, z których każda została wybrana przez 31% uczestników. Co ciekawe, zajęcie się zmianami klimatu, które wcześniej zajmowało trzecie miejsce pod względem ważności w ankiecie z końca 2023 r., spadło na piąte miejsce, a 27% respondentów wskazało je jako kluczową kwestię. Wyniki te są zgodne z naszą własną ankietą Allianz Pulse: gospodarka, miejsca pracy i nierówności są najważniejsze, podczas gdy zielona transformacja odgrywa jedynie niewielką rolę.[1] Austria jest jedynym krajem, w którym wygrała przyszłość Europy. Z analiz Allianz Trade wynika, że zmiana klimatu została uznana za najwyższy priorytet w Szwecji, podczas gdy Europa Wschodnia i Północna, w tym Niemcy, są zdominowane przez debatę na temat obronności i bezpieczeństwa (wykres 1).

Wykres 1: Kluczowe tematy priorytetowo traktowane przez mieszkańców UE na podstawie danych ankietowych

Kluczowe tematy priorytetowo traktowane przez mieszkańców UE na podstawie danych ankietowych

Źródło: Eurobarometr 101.1, Allianz Research

Partie koncentrują się na niektórych priorytetowych tematach – ale nie wszystkie z nich się pokrywają. Patrząc na manifesty wyborcze ogólnoeuropejskich partii politycznych, stwierdzamy, że w pewnym stopniu pokrywają się one z obawami wyborców. Pięć najważniejszych tematów to klimat i energia, bezpieczeństwo i obrona, konkurencyjność i wzrost, polityka zagraniczna oraz polityka fiskalna i przemysłowa (wykres 2).

Wykres 2: Analiza manifestów politycznych, % całości

Wykres 2 Analiza manifestów politycznych, % całości

Źródło: Manifesty partii, Allianz Research. Uwaga: Udział liczby słów w stosunku do całkowitej liczby słów analizowanych we wszystkich manifestach. Tematy nie są zależne od kontekstu w tej analizie słów i mogą być używane w kontekście pozytywnym lub negatywnym.

Ogólnie rzecz biorąc, obecność większej liczby eurosceptyków w Parlamencie Europejskim może mieć wpływ na politykę UE. Główne partie centrowe (EPL, S&D i Odnowa) mają podobne podejście do aspektów gospodarczych. Jednak w wyniku zwiększonej presji ze strony skrajnej prawicy, ich uwaga nieznacznie przesunęła się w kierunku bardziej prawicowych priorytetów, w tym bezpieczeństwa i obrony. Z analiz Allianz Trade wynika, że priorytety gospodarcze wskazują na skupienie się na konkurencyjności i wzroście, a następnie na polityce zagranicznej oraz polityce fiskalnej i przemysłowej. Jeśli chodzi o aspekty społeczne, dominuje zdrowie i tworzenie miejsc pracy, a następnie imigracja. Ponieważ więcej „twardych” niż „miękkich” sił eurosceptycznych może potencjalnie wpływać na debaty europejskie, może to zmienić priorytety legislacyjne UE i ogólny kierunek niektórych tematów. Jednak większości i koalicje na poziomie UE są bardziej niejednorodne i złożone niż w polityce krajowej. Jeśli chodzi o koalicje, zwykle grupy polityczne łączą się z różnymi partiami w zależności od omawianego tematu.

Patrząc wstecz, patrząc w przyszłość: Dokąd zmierza Komisja Europejska?

Wykres 3: Kluczowe tematy, które powinny znaleźć się w agendzie Komisji Europejskiej, pogrupowane według prawdopodobieństwa osiągnięcia konsensusu w ciągu najbliższych pięciu latKluczowe tematy, które powinny znaleźć się w agendzie Komisji Europejskiej, pogrupowane według prawdopodobieństwa osiągnięcia konsensusu w ciągu najbliższych pięciu lat

Źródło: Allianz Research

W ciągu ostatnich pięciu lat Parlament Europejski ustanowił agendę cyfrową skoncentrowaną na tworzeniu konkurencyjnej gospodarki cyfrowej poprzez inwestycje w infrastrukturę, rozwój umiejętności i innowacje w zakresie sztucznej inteligencji (AI) i cyberbezpieczeństwa. Celem było zapewnienie bezpiecznych usług cyfrowych przy jednoczesnej ochronie praw do prywatności i przestrzeganiu podstawowych wartości. W rezultacie w 2022 r. UE uzgodniła Akt o rynkach cyfrowych, aby zapewnić uczciwą konkurencję między platformami internetowymi, co prowadzi do korzyści, takich jak niższe ceny i innowacje. Zgodnie z tym akt prawny o usługach cyfrowych promuje zaufanie, innowacje i wzrost usług cyfrowych poprzez nadzór na szczeblu UE, uzupełniając krajowe organy regulacyjne w celu stworzenia bezpiecznego środowiska online dla wszystkich obywateli. W marcu 2024 r. UE przyjęła również pierwszą na świecie ustawę o sztucznej inteligencji, ustanawiając ramy regulacyjne, które promują bezpieczne i dostosowane do UE systemy poprzez podejście oparte na ryzyku.

Jednak aby wspierać kulturę innowacji i zmniejszyć awersję do ryzyka, kluczowe jest uproszczenie przepisów, zwiększenie konkurencyjności i promowanie wzrostu. Najważniejszą kwestią dla UE jest przyjęcie cyfryzacji i sztucznej inteligencji w celu zwiększenia produktywności, przy jednoczesnym zwiększeniu inwestycji w badania i rozwój oraz edukację w celu zwiększenia przyszłych poziomów produktywności. Z analiz Allianz Trade wnika, że przez dziesięciolecia europejski przemysł koncentrował się głównie na wyspecjalizowanych sektorach średniej technologii o umiarkowanym poziomie intensywności badań i rozwoju. Ta zależność od ścieżki rozwoju sprawiła, że UE ma trudności z dotrzymaniem kroku branżom zaawansowanych technologii, w tym rewolucji AI i biotechnologii. Sprostanie temu wyzwaniu wymaga interwencji sektora publicznego w celu stymulowania badań nad nowymi technologiami i wspierania rozwoju przemysłu zaawansowanych technologii w UE. Aby finansować innowacje w Europie w przyszłości, konieczne jest pięć neutralnych budżetowo zmian: (i) usprawnienie zarządzania Europejską Radą Inwestycyjną (EIC) poprzez rekrutację niezależnych, wykwalifikowanych kierowników programów o zwiększonych uprawnieniach decyzyjnych oraz uproszczenie procesów i procedury projektowania, aby umożliwić naukowcom głosowanie nad najlepszymi wnioskami; (ii) stopniowe zmniejszanie Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii (EIT) oraz Europejskiego Ekosystemu Innowacji (EIE), co uwolniłoby do 0,51 mld EUR rocznie z mającego wkrótce powstać Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii (EIT) oraz Europejskiego Ekosystemu Innowacji (EIE).(iii) uwolnienie 0,41 mld EUR rocznie na projekty innowacyjne z budżetu akceleratora, obecnie wykorzystywanego na inwestycje, a nie na innowacje; (iv) przeznaczenie uzyskanego w ten sposób 1 mld EUR rocznie na projekty w stylu amerykańskiej Agencji Zaawansowanych Projektów Badawczych (ARPA); oraz (v) wykorzystanie środków z klastrów II filaru i funduszu innowacji do finansowania programów typu Pathfinder lub ustanowienie dwóch agencji tematycznych ds. energii i zdrowia.[2]

Jednocześnie ważna jest również konkurencyjność przemysłowa i skupienie się na integracji jako fundamencie wzrostu i dobrobytu w Europie. Od 2019 r. podjęto kilka inicjatyw wspierających inwestycje w UE (np. Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności, fundusz Next Generation EU i plan RePowerEU, tabela 1), ale na razie miały one niewielki pozytywny wpływ, biorąc pod uwagę powolne wdrażanie. Mimo że polityka przemysłowa zajmuje ważne miejsce w agendzie wielu krajów, rządy muszą unikać wybierania zwycięzców i angażowania się w protekcjonizm lub dotacje, które utrudniają efektywność rynku i handel w UE. Aby zwiększyć konkurencyjność, UE powinna dążyć do prawdziwie zintegrowanego jednolitego rynku, szczególnie w sektorze energetycznym, telekomunikacyjnym i finansowym. Unia rynków kapitałowych (CMU) nigdy nie była tak pilna, zwłaszcza w przypadku usług finansowych, ponieważ konkurencja o kapitał nasila się w obliczu wyższych stóp procentowych i ogromnych wymagań inwestycyjnych. Podczas gdy jednolity nadzór pozostaje poza zakresem, trwająca debata może obejmować środki mające na celu zmniejszenie obciążeń regulacyjnych i poprawę warunków finansowania dla przedsiębiorstw w UE poprzez ożywienie rynku sekurytyzacji, zwiększenie harmonizacji (prawo upadłościowe, rachunkowość, wymogi dotyczące notowań giełdowych) i wzmocnienie nadzoru.

Tabela 1 – Środki podjęte przez UE w celu wzmocnienia inwestycji od 2019 r.

Program Opis Budżet/Cel  
Program Invest EU Konsoliduje różne instrumenty finansowe UE w celu stymulowania inwestycji w innowacje, badania i infrastrukturę. Cel: uruchomienie inwestycji o wartości 650 mld euro
Europejski Fundusz na rzecz Inwestycji Strategicznych (EFIS) Część Planu Inwestycyjnego dla Europy, mająca na celu mobilizację prywatnych inwestycji dla strategicznych projektów. Planowane uruchomienie 500 mld EUR do końca 2020 r.
Instrument „Łącząc Europę” (CEF) Finansuje projekty infrastrukturalne w sektorach transportu, energii i usług cyfrowych. 33,7 mld EUR na lata 2021-2027
Unia rynków kapitałowych (CMU) Ma na celu integrację rynków kapitałowych w całej UE w celu dywersyfikacji finansowania dla przedsiębiorstw i poprawy dostępu do kapitału. NIE DOTYCZY
Europejskie fundusze strukturalne i inwestycyjne (ESIF) Zmniejsza dysproporcje regionalne i wspiera spójność gospodarczą poprzez finansowanie różnych projektów. 373 mld EUR na lata 2021-2027
NextGenerationEU Instrument odbudowy wspierający odbudowę UE po pandemii COVID-19. 750 mld EUR
Plan inwestycyjny na rzecz Europejskiego Zielonego Ładu Mobilizuje zrównoważone inwestycje w celu osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. 1 bilion euro w ciągu dekady
RePowerEU Ma na celu dywersyfikację dostaw gazu, przyspieszenie wdrażania energii odnawialnej, poprawę efektywności energetycznej, elektryfikację i wdrożenie pomp ciepła, inwestowanie w przyszłościowe technologie i wzmocnienie środków awaryjnych. Około 300 mld EUR inwestycji do 2030 r.

Źródła: Komisja Europejska, Allianz Research

Wykres 4: Środki z „Next Generation EU” według transzy, mld EUR

Wykres 4: Środki z „Next Generation EU” według transzy, mld EUR

Źródła: Komisja Europejska, Allianz Research

W latach 2019-2024 polityka handlowa UE osiągnęła znaczące kamienie milowe w promowaniu bardziej otwartego i zrównoważonego globalnego systemu handlu. UE podpisała kilka umów o wolnym handlu (FTA) z kluczowymi partnerami, takimi jak Japonia (2019), Singapur (2019), Wietnam (2020), Wielka Brytania (2021) i Nowa Zelandia (2024), które otworzyły nowe możliwości rynkowe dla europejskich przedsiębiorstw, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokich standardów w obszarach takich jak prawa pracownicze i ochrona środowiska. Obecnie w UE obowiązuje 46 umów o wolnym handlu, które obejmują 44% handlu poza UE w 2023 r. (48% eksportu i 40% importu). Uwzględniając samą UE-27, wolny handel obejmuje ponad trzy czwarte całkowitej wymiany handlowej bloku.

Europa przyjęła również wspólną strategię dotyczącą surowców krytycznych. W listopadzie 2023 r. przyjęto unijny akt dotyczący surowców krytycznych (CRM), mający na celu wzmocnienie łańcucha dostaw CRM, dywersyfikację importu, monitorowanie i ograniczanie ryzyka oraz promowanie obiegu zamkniętego i zrównoważonego rozwoju. Obejmuje ona utworzenie wykazu surowców strategicznych, ustanowienie projektów strategicznych w państwach trzecich oraz promowanie zrównoważonych praktyk w projektach dotyczących surowców. Nacisk kładziony jest na metale i możliwość ponownego wykorzystania CRM w celu przejścia na gospodarkę o obiegu zamkniętym. Zachęca się państwa członkowskie do współpracy i tworzenia krajowych organów odpowiedzialnych za wdrażanie projektów, przy wsparciu ze strony Komisji. Przedsiębiorstwa wzywa się do przeprowadzania audytów łańcuchów dostaw i składania sprawozdań w celu ograniczenia ryzyka związanego z dostawami. Ogólnie rzecz biorąc, wniosek jest zgodny ze strategią Europejskiego Zielonego Ładu i ma na celu zapewnienie ochrony środowiska i zmniejszenie zależności od importu. Wśród państw G7 i Australii, UE przoduje w podpisywaniu umów dwustronnych dotyczących łańcuchów dostaw związanych z materiałami krytycznymi o kluczowym znaczeniu dla zielonej transformacji (wykres 5).

Wykres 5: Dwustronne umowy G7 + Australia dotyczące zaopatrzenia w materiały krytyczne podpisane od stycznia 2020 r.

Dwustronne umowy G7 + Australia dotyczące zaopatrzenia w materiały krytyczne podpisane od stycznia 2020

Źródła: Komisja Europejska, rządy Australii, Kanady, Japonii, Korei, Wielkiej Brytanii i USA, Allianz Research

Jednak globalne zmiany, takie jak zmiany geopolityczne i protekcjonizm, będą wymagały dalszego przeglądu strategii handlowej. Nadchodząca polityka zagraniczna w zakresie handlu musi zatoczyć koło między tradycyjnymi umowami o wolnym handlu a mniejszymi, łatwiejszymi do osiągnięcia umowami tematycznymi. Już wynegocjowane umowy handlowe muszą zostać zawarte i ratyfikowane (np. z Mercosurem, Australią czy Indiami). Jednak na przykład francuscy rolnicy bardzo sprzeciwiają się umowie z krajami Mercosur lub Australią ze względu na ich silny nacisk na rolnictwo i produkcję wołowiny. Aby przeforsować swoje stanowisko, UE musi obniżyć poprzeczkę w niektórych kwestiach. Niemniej jednak UE musi dążyć do zawarcia nowych umów o wolnym handlu (np. z krajami afrykańskimi), zwłaszcza w celu zabezpieczenia kluczowych surowców potrzebnych do zielonej transformacji lub zielonej energii. Patrząc na indeks komplementarności handlowej[3] (TCI), dziesięcioma najlepszymi partnerami handlowymi, z którymi UE powinna dążyć do zawarcia umów o wolnym handlu, byłyby Stany Zjednoczone, Serbia, Indie, Tajlandia, Chiny, Malezja, Indonezja, Białoruś, Hongkong i Filipiny (wykres 6). Jednak podczas gdy efektywnie stosowane stawki celne są nadal wysokie w przypadku Serbii (4,9%), Indii (2,9%), Tajlandii (4,3%) lub Indonezji (3,1%), te w przypadku USA lub Filipin są już średnio bardzo niskie. Udział bezcłowych linii taryfowych jest wyższy w przypadku Indii (efektywne 42% w porównaniu z 18% bezcłowych linii taryfowych KNU) lub Indonezji (56% efektywnych w porównaniu z 18% KNU). Ogólnie rzecz biorąc, nie wszystkie te korzystne ekonomicznie umowy są politycznie wykonalne, ale dywersyfikacja łańcuchów dostaw powinna być jednak propagowana w ramach polityki handlowej UE, ponieważ suwerenność stoi w sprzeczności z rosnącymi napięciami geopolitycznymi i tendencjami protekcjonistycznymi. Inną strategią, która powinna być realizowana dodatkowo, są konkretne umowy dwustronne dotyczące takich tematów, jak surowce krytyczne lub zielona energia. Ogólnie rzecz biorąc, jest to interesujące uzupełnienie polityki handlowej UE, ponieważ 61% eksportu i importu UE jest już przedmiotem bezcłowego handlu, podczas gdy handel UE napotyka średnią efektywną stawkę celną wynoszącą zaledwie 1,5% (2,9% stawki celnej KNU mini umowy, które usuwają bariery techniczne w handlu, które często stanowią znaczące koszty handlowe. Takie umowy są łatwiejsze do osiągnięcia niż pełna umowa o wolnym handlu. Dwa przykłady mini umów handlowych, które powinny znaleźć się wysoko w agendzie nowej Komisji UE, to umowy o wzajemnym uznawaniu (MRA) między UE a USA. Istnieją już umowy MRA dotyczące telekomunikacji, farmaceutyków, urządzeń medycznych, kompatybilności elektromagnetycznej lub bezpieczeństwa elektrycznego. Jednak umowa MRA między UE a USA w sprawie maszyn, podlegająca redukcji kosztów handlowych o 190 mld EUR oraz umowa MRA między UE a USA w sprawie czystych technologii o wartości 220 mld EUR, znacznie obniżyłaby koszty certyfikacji – zazwyczaj wyższe niż istniejące cła na te produkty w UE i USA. Ze względu na przepływy handlowe, o które toczy się gra, te mini umowy handlowe mogą stać się dużymi transakcjami.

Wykres 6: Potencjalna pierwsza dziesiątka agend handlowych według wskaźnika komplementarności handlowej, efektywnie stosowanych taryf i udziału bezcłowych linii taryfowych, w %Potencjalna pierwsza dziesiątka agend handlowych według wskaźnika komplementarności handlowej

Źródło: WITS, Bank Światowy, WTO RTA gateway, Allianz Research

Wyzwania w europejskiej architekturze bezpieczeństwa, w tym konflikty w pobliżu wschodniej granicy NATO i rosnąca niestabilność w regionie podkreślają potrzebę zmian. Od 2019 r. podejście UE do bezpieczeństwa i obrony opiera się na trzech filarach. Po pierwsze, strategia unii bezpieczeństwa UE, uruchomiona w lipcu 2020 r., która koncentruje się na zwiększeniu bezpieczeństwa w domenach fizycznych i cyfrowych poprzez otwartą autonomię strategiczną dla krytycznych produktów i technologii. Po drugie, Strategiczny Kompas Bezpieczeństwa i Obrony, wprowadzony w 2022 r., który ma na celu wzmocnienie reakcji UE na różne zagrożenia bezpieczeństwa, takie jak cyberataki i terroryzm, poprzez priorytetowe traktowanie mobilności wojskowej, poprawę cyberbezpieczeństwa, zwiększenie wydatków na obronę wśród państw członkowskich i zdolności wczesnego zarządzania kryzysowego. Trzeci filar koncentruje się na bezpieczeństwie gospodarczym w celu zwiększenia suwerenności technologicznej UE, bezpieczeństwa badań i odporności gospodarczej poprzez promowanie współpracy z krajami trzecimi. Uzupełnieniem tych trzech filarów jest Europejska Obronna Polityka Przemysłowa 2024, która koncentruje się na zwiększeniu zdolności produkcyjnych, wspieraniu innowacji i promowaniu współpracy między państwami członkowskimi w zakresie wydatków na obronność.

Oczywiste jest, że UE musi szybko zwiększyć wydatki na obronność i stworzyć przestrzeń fiskalną dla stałego wzrostu powyżej 2% PKB. Niektóre rządy już ogłosiły cele w tym zakresie (np. Niemcy, Francja, Polska). Ponieważ jednak wiele krajów zgromadziło duże zadłużenie, a zatem nie ma wystarczającej swobody fiskalnej, rządy europejskie stoją w obliczu kompromisów, ponieważ muszą również inwestować w przekształcanie swoich gospodarek i zwiększanie ich konkurencyjności. Europa stoi zatem przed dylematem, który można rozwiązać tylko wtedy, gdy przestrzegane będą cztery zasady. (i) Wdrażanie polityki sprzyjającej wzrostowi gospodarczemu w celu uwolnienia zasobów, łagodząc kompromis między wydatkami na obronę a innymi kategoriami wydatków. (ii) Utrzymanie zrównoważonych finansów publicznych w celu zwiększenia wydatków na obronę. (iii) Bardziej restrykcyjne podejście do wydatków konsumpcyjnych poprzez identyfikację polityk, które są nieefektywne i nie spełniają ważnych funkcji rządowych, uwalniając w ten sposób przestrzeń fiskalną na wydatki obronne. (iv) Wzmocnienie obronności jako europejskiego dobra publicznego. Realokacja środków z budżetu UE na wspólne wydatki obronne byłaby silnym sygnałem, podobnie jak nacisk na ukierunkowane euroobligacje. Taka realokacja podkreśliłaby gotowość Europy do dostosowania się do nowego środowiska bezpieczeństwa.

Wykres 7: Wydatki rządowe na obronność (COFOG) w 2022 r., w % PKB

Wydatki rządowe na obronność (COFOG) w 2022 r., w % PKB

Źródło: OECD, Allianz Research

W latach 2019-2024 nie doszło do rzeczywistej integracji fiskalnej i finansowej, ale poczyniono pewne postępy w zakresie zasad fiskalnych, co było wymuszone przez Covid-19 i napięcia geopolityczne. Nowy zestaw zasad przyjętych w 2024 r. wymaga od państw członkowskich przygotowania planów fiskalnych obejmujących okres od czterech do pięciu lat, dostosowanych do trajektorii referencyjnej rozwoju wydatków netto przy określonych progach długu publicznego (60% PKB) i deficytu (3% PKB). Podejście to ma na celu zapewnienie zrównoważonych trajektorii fiskalnych i ostrożnych poziomów zadłużenia w czteroletnim okresie dostosowawczym.

Patrząc w przyszłość, polityka fiskalna będzie musiała stać się strategiczna. Polityka fiskalna jest jednym z pięciu najczęściej wymienianych tematów w manifestach kampanii wyborczych, ponieważ wszystkie partie są świadome potrzeby zapewnienia inwestorów o wiarygodności swoich planów fiskalnych. Do tej pory korekty polityki fiskalnej zmniejszą wzrost europejskiego PKB o -1 punkt procentowy w latach 2024-25. Potrzebne są jednak dodatkowe wysiłki, ponieważ zdolność obsługi zadłużenia nadal będzie problemem (r-g prawdopodobnie zaskoczy na plus). Uważamy, że polityka fiskalna będzie musiała być zgodna z trzema kluczowymi zasadami, chociaż ambicje przyszłego ustawodawcy prawdopodobnie nie spełnią tych potrzeb. 1/ Centralne zdolności fiskalne na poziomie UE, takie jak Europejski Fundusz Majątkowy wspierający strategiczne gałęzie przemysłu lub ukierunkowane euroobligacje na konkretne projekty w dziedzinie obronności i/lub wspierania transformacji klimatycznej. 2/ Elastyczność strategiczna, tj. polityka fiskalna powinna wspierać stabilność i wzrost gospodarczy. Obejmuje to antycykliczne wydatki i politykę podatkową w celu złagodzenia wahań gospodarczych, a także reformy strukturalne w celu poprawy potencjalnego tempa wzrostu gospodarki. Pakt Stabilności i Wzrostu (SGP) również musi zachować pewną elastyczność. 3/ Długoterminowa wizja strategiczna w celu wsparcia nadchodzących potrzeb inwestycyjnych związanych z transformacją klimatyczną (ponad 3% PKB) oraz wzrostem wydatków na obronność i bezpieczeństwo (ponad 2% PKB). Nie przewidujemy jednak żadnych wymiernych postępów w zakresie wspólnego zadłużenia UE w ciągu najbliższych pięciu lat. Egzekwowanie przepisów fiskalnych pozostaje wyzwaniem, a perspektywy unii fiskalnej z ministrem finansów UE nie są widoczne.

UE stała się liderem w globalnej walce ze zmianami klimatu, ale nie spodziewamy się dalszego przyspieszenia w polityce klimatycznej. Oprócz wdrożenia kompleksowego Europejskiego Zielonego Ładu, cel osiągnięcia zerowej emisji gazów cieplarnianych netto do 2050 r. został zapisany w prawnie wiążącym europejskim prawie klimatycznym, a w ramach strategii Fit for 55 UE stworzyła pierwszy i największy na świecie rynek emisji dwutlenku węgla, zaprojektowany w celu efektywnego kosztowo ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. UE ustanowiła również wiążące cele w zakresie energii odnawialnej, aby zapewnić, że energia odnawialna będzie stanowić co najmniej 32% koszyka energetycznego UE do 2030 r., przyjęła pakiet Czysta energia dla wszystkich Europejczyków w celu promowania efektywności energetycznej oraz przyjęła plan działania dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym w celu promowania obiegu zamkniętego w projektowaniu, produkcji i konsumpcji produktów. Podczas gdy wszystkie partie wielkiej koalicji uznały kwestie klimatyczne za priorytet, wola polityczna i poparcie społeczne dla bardziej ambitnej agendy klimatycznej słabną. Zielony Ład UE wyznacza scenę na nadchodzące lata, a obecne punkty programu wymagają wdrożenia.

Wykres 8: Postępy w osiąganiu celów klimatycznych w UE27, mln ton ekwiwalentu CO2 (MtC2e)

Postępy w osiąganiu celów klimatycznych w UE27, mln ton ekwiwalentu

Źródła: EEA, Allianz Research; Uwaga: Wartość na 2022 r. opiera się na przybliżonych raportach inwentaryzacyjnych.

[1] Zobacz Allianz Pulse 2024: Co łączy, a co dzieli demos Europy.

[2] Więcej szczegółów można znaleźć w Clemens Fuest, Daniel Gros, Philipp-Leo Mengel, Giorgio Presidente i Jean Tirole: „EU Innovation Policy – How to Escape the Middle Technology Trap?”. EconPol Policy Report, kwiecień 2024.

[3] TCI mierzy, w jakim stopniu profil eksportu jednego kraju odpowiada profilowi importu innego kraju. Im wyższy wskaźnik, tym lepsze dopasowanie profili handlowych. Twierdzimy, że kraje o wyższym dopasowaniu powinny dążyć do zawarcia umów o wolnym handlu, aby czerpać korzyści z komplementarności.

Paweł Zielewski dyrektorem wydawniczym segmentu biznes w Grupie PTWP

Paweł Zielewski, wieloletni redaktor naczelny magazynu Forbes, od 1 sierpnia obejmie stanowisko dyrektora wydawniczego segmentu biznes w Grupie PTWP. Podlegać będą mu redakcje: WNP.PL, Portalu Samorządowego i PulsHR. To kolejny krok w kierunku rozwijania kompetencji zespołu menedżerskiego wydawcy specjalistycznych portali internetowych.

– Bardzo się cieszę, że znajdę się w gronie osób tworzących Grupę PTWP. Stoją przede mną wyzwania, które zawsze dawały mi w pracy najwięcej satysfakcji – budowanie wartości dodanej i budzenie potencjału wzrostu tam, gdzie nie jest to na pierwszy rzut oka oczywiste – komentuje Paweł Zielewski, który po 17. latach rozstał się z Ringier Axel Springer Polska. Przez cały ten czas związany był z magazynem Forbes, a od 7. lat był jego redaktorem naczelnym. Wcześniej pracował w Pulsie Biznesu jako dziennikarz finansowy, kierownik działu Giełda i Finanse, redaktor prowadzący i wydawca strony głównej dziennika.

Dołączenie do zespołu Pawła Zielewskiego wpisuje się w strategię Grupy PTWP, ukierunkowanej na bycie liderem w branży, dostarczanie treści najwyższej jakości i wdrażanie innowacyjnych, odpowiadających na potrzeby wymagających odbiorców, rozwiązań.

– Konsekwentnie rozwijamy się we wszystkich segmentach działalności. W ostatnim czasie położyliśmy nacisk na rozbudowę Grupy PTWP w różnych obszarach, także kadrowo. Czujemy, że jesteśmy w szczególnym momencie i chcemy rosnąć ponad rynek. Nasze podejście do rozwoju pozostaje niezmienne – opieramy je o merytorykę i jakość przekazu. Docierając do biznesowych odbiorców, specjalizując się w różnych branżach, stawiamy na wiarygodność i solidność. Jestem przekonany, że Paweł przyczyni się do dalszego rozwoju naszej organizacji w obszarze biznes, zarówno w części online, jak i eventowej – podsumowuje Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP wydającej kilkanaście portali branżowych i organizującej największe eventy w Polsce, w tym Europejski Kongres Gospodarczy w Katowicach czy zbliżające się PRECOP 29 i Energy Days (2-3 października 2024 r. w Katowicach).

Paweł Zielewski w nowo utworzonej strukturze w roli dyrektora wydawniczego segmentu biznes będzie odpowiadał za całość działalności i rozwój portali: WNP.PL, Portalu Samorządowego i PulsHR. Nowy dyrektor wydawniczy będzie też zaangażowany w aktywności eventowe i networkingowe Grupy PTWP.

– Znalezienie dobrego dziennikarza gospodarczego to niełatwe zadanie. Znalezienie menedżera redakcji łączącego kompetencje merytoryczne, doświadczenie, smykałkę eventową i rozbudowaną bazę kontaktów biznesowych to zadanie prawie niemożliwe. Prawie, bo jest Paweł, który, oprócz tych wymienionych przymiotów, jest człowiekiem niezwykle dynamicznym, otwartym i chętnie podejmującym nowe wyzwania. Właśnie z takimi ludźmi chcę budować zespół menedżerski, z którym wyruszymy w podróż prowadzącą do dalszego rozwoju firmy – mówi Piotr Mieśnik, dyrektor wydawniczy Grupy PTWP.

Transfer Pawła Zielewskiego do wydawcy serwisów specjalistycznych to kolejne w tym roku działanie, którego celem jest rozwój kompetencji kadry menedżerskiej PTWP. Na początku roku pracę w Grupie rozpoczęli: Piotr Mieśnik, były redaktor naczelny Wirtualnej Polski i członek zespołu zarządzającego WPM; Piotr Rodzik, były sekretarz redakcji Na Temat, który objął funkcję szefa newsroomu redakcji WNP, Portalu Samorządowego i Pulsu HR;  a także Klara Klinger, była dziennikarka Dziennika Gazety Prawnej, która została nową redaktorką naczelną Rynku Zdrowia, w miejsce Pauliny Gumowskiej, obecnie dyrektorki wydawniczej segmentu zdrowie i lifestyle oraz zastępczyni dyrektora wydawniczego Grupy PTWP.

Zła wiadomość dla kredytobiorców – hipoteka w banku zaczyna być trudniej dostępna

485,9 tys. zł – tyle na początku czerwca wynosi wartość Barometru Hipotecznego rankomat.pl – wskaźnika, który pokazuje, ile pieniędzy może pożyczyć w banku przeciętnie zarabiający kredytobiorca na zakup nieruchomości. Wartość czerwcowego Barometru w ciągu kwartału spadła o ponad 6 tys. zł (w marcu wynosił on 492 tys. zł), co oznacza, że bankowa hipoteka zaczyna być coraz trudniej dostępna. Powód: banki przygotowują się do podwyżek stóp procentowych.

Wskaźnik Barometru Hipotecznego* jest obliczany od drugiej połowy 2023 roku przez ekspertów rankomat.pl na podstawie standardowych ofert kredytów hipotecznych 10 banków. Wartość Barometru uwzględnia cztery najczęstsze profile kredytobiorców: singli, par bez dzieci oraz rodzin z jednym i dwójką dzieci. W czerwcowej aktualizacji Barometru po raz pierwszy doszło do spadku jego wartości. We wcześniejszych edycjach jego wartość rosła.

W maju większość banków, które pytaliśmy o warunki finansowania zakupu nieruchomości, zdecydowała się na obniżenie zdolności kredytowej. Oznacza to, że kredytobiorcy o takiej samej sytuacji finansowej mogą obecnie liczyć na mniejszą kwotę kredytu hipotecznego, niż to miało miejsce wcześniej. Spadek nie jest znaczący, ale może być odwróceniem trwającego od początku 2023 roku trendu wzrostu wartości zdolności kredytowej. Na razie za wcześnie, by jednoznacznie stwierdzić, czy mamy do czynienia z jednorazową zmianą czy też z trwałą korektą – mówi Konrad Pluciński, analityk ds. produktów finansowych w rankomat.pl.

Jednym z głównych powodów spadku zdolności kredytowej jest wzrost oprocentowania kredytów. Pięć analizowanych banków zdecydowało się na podwyższenie oprocentowania oferowanych hipotek. Średnia wartość podwyżki wyniosła 0,24 punktu procentowego. To pozwala sądzić, że banki mogą szykować się na decyzję podwyżki stóp procentowych. Na czerwcowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej nie zdecydowała się na zmianę wysokości stóp (stopa referencyjna wynosi od października 2023 roku 5,75%), a jej przedstawiciele deklarują, że wysokość stóp nie powinna zmieniać się do końca roku. Z drugiej strony od lipca wchodzą w życie znaczące podwyżki cen energii elektrycznej, gazu i ciepła sieciowego, które podniosą wskaźnik inflacji w drugiej połowie roku.Barometr Hipoteczny rankomat.pl - średnia zdolność kredytowa

Kredyt niższy o 21 tys. zł w ciągu kwartału

W ciągu ostatniego kwartału najbardziej spadła średnia wartość zdolności kredytowej dla rodziny z dwójką dzieci o miesięcznych dochodach na poziomie 10 tys. zł. Według aktualnego odczytu Barometru Hipotecznego rankomat.pl, taka rodzina może obecnie liczyć na kredyt hipoteczny w wysokości 514 tys. zł, czyli o 21 tys. zł (4%) mniej niż to miało miejsce w czerwcu. W przypadku tej grupy kredytobiorców rozpiętość zdolności kredowej, czyli różnicy między ofertą najbardziej liberalnego a najbardziej konserwatywnego banku, wynosi aż 271 tys. zł. Najwyższa oferta kredytowa banku opiewa na 676 tys. zł, a najniższa na nieco ponad 405 tys. zł.

Rodzina z jednym dzieckiem z dochodami na poziomie 10 tys. zł netto miesięcznie, może obecnie liczyć na kredyt hipoteczny w średniej wysokości 573 tys. zł. To o blisko 18 tys. mniej niż w marcu 2023 roku. Dla porównania, rok temu zdolność kredytowa tej grupy klientów banków wynosiła prawie 580 tys. zł, czyli była wyższa niż obecnie i niższa niż w pierwszym kwartale tego roku.

Singiel dostanie 381 tys. zł

Tradycyjnie na najniższy kredyt hipoteczny mogą liczyć przeciętnie zarabiający single. Z dochodem w wysokości 6 tys. zł miesięcznie, mogą oni średnio pożyczyć na zakup nieruchomości 381 tys. zł. Jest to 1 tys. zł mniej niż w marcu tego roku i o 12 tys. zł więcej niż rok temu. W banku o najbardziej liberalnym podejściu singiel może dostać kredyt hipoteczny w wysokości 427 tys. zł.

Zdolność kredytowa dla pary bez dzieci, posiadającej dochody na poziomie 8 tys. zł miesięcznie wynosi w czerwcu 474 tys. zł i w ciągu kwartału obniżyła się o 3 tys. zł. Co ciekawe, jest to jedyna grupa kredytobiorców, w której zdolność kredytowa spada od ponad pół roku. Najwyższą wartość osiągnęła w listopadzie 2023 roku, kiedy para bez dzieci mogła pożyczyć ponad 490 tys. zł.

Alior Bank najbardziej liberalny, w BNP najniższa zdolność

Po raz pierwszy eksperci rankomat.pl wyliczyli wskaźnik Barometru Hipotecznego nie tylko wszystkich analizowanych banków, ale także dla pojedynczo dla każdego z nich. Okazuje się, że najbardziej liberalne podejście do nowych kredytobiorców ma Alior Bank, gdzie średnia wartość zdolności kredytowej dla czterech grup klientów wyniosła 574,6 tys. zł. Na kolejnych miejscach są: PKO BP (540 tys. zł), Santander Bank Polska i Velo Bank (537,5 tys. zł.). Średnią zdolność kredytową powyżej aktualnej wartości Barometru Hipotecznego rankomat.pl oferuje jeszcze Bank Millennium i ING. Najbardziej restrykcyjnie do wyliczania zdolności kredytowej podchodzi BNP Paribas (382 tys. zł), BOŚ Bank (393 tys. zł) i Credit Agricole (435 tys. zł).Barometr Hipoteczny rankomat.pl - średnia zdolność kredytowa w poszczególnych bankach

Maksymalna zdolność kredytowa to tylko jedno z kryteriów, którymi powinniśmy się kierować wybierając bank, w którym będziemy chcieli wziąć hipotekę. Warto dokładnie przeanalizować także warunki kredytu, przyjrzeć się jego całkowitym kosztom czy dodatkowym usługom, które są z nim powiązane – mówi Konrad Pluciński, analityk ds. produktów finansowych w rankomat.pl.

Kredyt #naStart pod znakiem zapytania

Zainteresowanie nowymi kredytami jest wyraźnie niższe niż pod koniec zeszłego roku. Spora część osób, która planuje w najbliższym czasie zakup mieszkania, wstrzymuje się z decyzją w oczekiwaniu na kolejne informacje dotyczące nowego rządowego programu Kredyt Mieszkaniowy #naStart. Mimo że w kwietniu został opublikowany projekt ustawy, to coraz częściej mówi się o tym, że program prawdopodobnie nie zostanie uruchomiony. Cześć ugrupowań, które wchodzą w skład koalicji rządzącej, jest przeciwna programowi. Obawia się, że spowoduje on kolejną falę podwyżek cen nieruchomości. Poprzedni program – Bezpieczny Kredyt 2% – spowodował skokowy wzrost cen i jednocześnie nie przełożył się na poprawę sytuacji mieszkaniowej rodzin. Jak wskazuje analiza PKO BP, o rządowe dopłaty najczęściej występowali single z dużych miast z ponadprzeciętnymi dochodami.

– Mimo wyższego kosztu i gorszej zdolności kredytowej, kredyty hipoteczne wciąż są chętnie brane przez osoby, które już teraz wiedzą, że nie skorzystają z preferencyjnego kredytu, bo np. kupują kolejną nieruchomość. Kupującym sprzyja obecnie odbudowująca się podaż zarówno na rynku pierwotnym, jak i na wtórnym oraz spowolnienie wzrostów cen. Jeśli program Kredyt #NaStart nie wejdzie w życie, to w drugiej połowie roku może na rynku nieruchomości dojść do korekty cen mieszkań, która pozytywnie wpłynie na sytuację kupujących – podkreśla Konrad Pluciński.

* Barometr Hipoteczny rankomat.pl powstaje na podstawie ofert banków, udostępnionej na potrzeby porównywarki kredytów hipotecznych rankomat.pl. Te banki to: Alior Bank, Citi Handlowy, Millennium Bank, PKO BP, BNP Paribas, Credit Agricole, ING, Pekao, Santander Bank Polska i VeloBank. Oferta kredytów hipotecznych w powyższych bankach jest sprawdzana dla czterech najczęstszych grup kredytobiorców: singla, pary bez dzieci oraz rodziny z jednym oraz dwójka dzieci. Przyjęte LTV wynosi 20 proc., kredytobiorcy mają stałe zatrudnienia na umowę o pracę, nie mają innych zobowiązań finansowych oraz mają pozytywną historię kredytową w BIK. Wskaźnik Barometru Hipotecznego to średnia z oferty wszystkich banków dla czterech profili kredytobiorców.

Polska siódmym krajem w Europie, w którym najtrudniej prowadzić biznes

Polska znalazła się na siódmym miejscu w Europie i 12. na świecie wśród państw najmniej przyjaznych dla biznesu. Wypadła też najgorzej pod tym względem na tle krajów, z którymi graniczymy uwzględniając nawet objętą wojną Ukrainę. Najtrudniej prowadzić biznes w Grecji. To wnioski z jedenastej edycji corocznego raportu Global Business Complexity Index opracowanego przez TMF Group, wiodącego dostawcę usług w zakresie zgodności i administracji.

Autorzy raportu TMF Global Complexity Index 2023 wzięli pod lupę 79 jurysdykcji, na które przypada 93 proc. światowego PKB i 88 proc. bezpośrednich inwestycji zagranicznych netto. Porównali 292 corocznie monitorowanych wskaźników dotyczących kluczowych aspektów prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie przepisów administracyjnych i zapewnienia zgodności działalności z regulacjami prawnymi, stawianych przed przedsiębiorcami planującymi prowadzić swój biznes na wybranym rynku. Po raz pierwszy w zestawieniu znalazła się Arabia Saudyjska, która zajęła 37. pozycję w rankingu.

Polska uwzględniając kraje europejskie zajęła siódmą pozycję w rankingu. To o trzy miejsca lepiej niż w poprzednich dwóch latach.Grafika z możliwościami aplikacji dla firm ERP XT - faktura online w 10 sekund, ksiegowanie online

„Obserwujemy postęp w zakresie cyfryzacji procesów w Polsce. To duże ułatwienie dla inwestorów i prowadzących biznes nad Wisłą. Przykładem jest możliwość przeprowadzenia wszystkich czynności związanych z raportowaniem finansowym w serwisie informatycznym. Innym przykładem jest rosnące zainteresowanie konstrukcją wprowadzonej nieco ponad dwa lata temu prostej spółki akcyjnej (PSA), do której założenia wystarczy 1 zł kapitału i którą cechują proste zasady dotyczące struktur zarządczych czy likwidacji. Minął też czas zawirowań związanych z wprowadzaniem Polskie Ładu, co jest przyjmowane przez prowadzących biznes z ulgą i polepsza nastroje.” – przedstawia przykłady pozytywnych zmian w zakresie prowadzenia biznesu w Polsce Joanna Romańczuk, dyrektor TMF Group na obszar Europy Środkowej i Wschodniej.

Jednocześnie nasz kraj wypada najgorzej pod względem łatwości prowadzenia biznesu na tle krajów, z którymi sąsiadujemy (z pominięciem Białorusi nie notowanej w zestawieniu), w tym Ukrainy.

„O pozycji kraju w rankingu decyduje zarówno złożoność wewnętrznych zasad prowadzenia biznesu, ale też fakt jak z takimi problemami radzą sobie inne kraje w zestawieniu. O ile zauważamy pozytywne impulsy w Polsce, to nasi sąsiedzi radzą sobie z ułatwianiem zakładania i prowadzenia biznesu lepiej. Dotyczy to nawet objętej wojną Ukrainy. Ukraina ma status państwa kandydującego do Unii Europejskiej. W związku z tym, rząd wprowadza wiele ułatwień dla biznesu, a tempo reform jest bardzo szybkie. Dla przykładu, w przypadku samodzielnej korekty zeznań podatkowych, nie są naliczane żadne kary. Ponadto, wdrażane są atrakcyjne rozwiązania dla biznesu – na przykład w obszarze IT, takie jak korzystne warunki podatkowe oraz automatyczna ochrona praw własności intelektualnej.” – dodaje Joanna Romańczuk.

Eksperci TMF Group zwracają uwagę, że przedsiębiorców w Polsce obciąża m.in. konieczność raportowania tych samych informacji wielokrotnie do wielu różnych instytucji i od lat towarzysząca nam zmienność przepisów, jak np. zapowiedź wprowadzenia Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF), po czym odroczenie jego wdrożenia w sytuacji, kiedy wiele dużych organizacji poniosło duże nakłady na dostosowanie się do jego wdrożenia.

Wśród krajów, w których najtrudniej prowadzić biznes prym wiodą kraje europejskie – Grecja, która w tegorocznym zestawieniu zamieniła się pierwszym miejsce z drugą Francją. Tuż za nimi plasują się odpowiednio Kolumbia, Meksyk i Boliwia. W Europie trudniej niż w Polsce prowadzi się firmę też we Włoszech, Belgii, Hiszpanii i Chorwacji.

Najlepiej na świecie przeszkody w prowadzeniu biznesu eliminują Wyspy Caymana (terytorium zależne Wielkiej Brytanii), Curaçao (terytorium zależne Holandii), Dania, Hongkong (specjalny region administracyjny Republiki Chińskiej) i Nowa Zelandia.

Wśród krajów, w których najłatwiej prowadzić biznes w Europie oprócz Danii od lat zajmującej najwyższe pozycje w tej kategorii znalazły się też Holandia, Wielka Brytania, Czechy, Malta i Irlandia.

– W zeszłym roku podawałam przykłady Danii od lat będącej w światowej czołówce krajów najbardziej przyjaznych dla biznesu czy Holandii, Wielkiej Brytanii i Malty, a w tym roku również Czech, które pokazują, że w Europie możemy być bardzo przyjaźni dla biznesu konkurując w tym zakresie nawet ze Stanami Zjednoczonymi. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że byłoby dobrze, żeby Polska w następnych latach dołączyła do grona liderów w tym zakresie – podsumowuje Joanna Romańczuk.

Oprócz analizy warunków prowadzenia biznesu w 79 jurysdykcjach, autorzy raportu TMF Global Complexity Index 2024 (GBCI) identyfikują również kluczowe tematy kształtujące globalny krajobraz biznesowy i otoczenie regulacyjne:

Wpływ globalnej zgodności regulacyjnej na inwestycje zagraniczne

Autorzy tegorocznej edycji GBCI podkreślą, że przedstawiciele większości jurysdykcji wyrazili przekonanie o stabilności przepisów w ciągu najbliższych pięciu lat, co stanowi kontynuację tendencji wzrostowej w porównaniu z poprzednimi latami. Na przykład w 2020 roku przedstawiciele tylko 35 proc. jurysdykcji przewidywali, że prawdopodobnie nie będzie znaczących zmian w przepisach. Z roku na rok poczucie, że nie nastąpi żadna znacząca zmiana rosło, osiągając 58 proc. jurysdykcji w 2024 roku.

Eksperci sugerują, że obecnie to nie liczba lub złożoność przepisów stanowi największe wyzwanie, a prawdziwą trudność stanowi szybkość wprowadzania zmian regulacyjnych.

Czynniki geopolityczne i gospodarki pomostowe

Niestabilność geopolityczna ma oczywisty wpływ na przepływ handlu i inwestycji na całym świecie. Podczas gdy ceny energii pozostają wysokie, zakłócenia w łańcuchach dostaw i bariery handlowe również stanowią poważne wyzwanie dla globalnych graczy. W rezultacie wiele firm weryfikuje swoje potencjalne plany wzrostu i cele ekspansji w dłuższej perspektywie.

Jednak, podczas gdy kwestie geopolityczne mogą zakłócać łańcuchy dostaw lub tworzyć bariery handlowe dla niektórych jurysdykcji, inne jurysdykcje odnoszą korzyści z globalnej zmiany. Ze względu na swoją neutralność w kwestiach globalnych, kraje znane jako „kraje pomostowe” lub „gospodarki pomostowe” są w stanie czerpać korzyści ze swojej specyfiki. Dla tych krajów ich nowo ugruntowana pozycja w globalnym łańcuchu dostaw stała się kluczowym sposobem dla międzynarodowych firm, które chcą zarządzać swoim ryzykiem w okresie międzynarodowej niestabilności.

Niepewne czasy i strategie sukcesu – technologia i utrzymanie pracowników

Chociaż przedstawiciele jurysdykcji wymienili szereg czynników wpływających na wzrost, to IT i technologia znalazły się na szczycie rankingu jako najbardziej wpływowe. Technologia oferuje wzrost na wiele sposobów, ponieważ może zapewnić możliwości rozwoju tam, gdzie kraje posiadają wiedzę technologiczną w zakresie produkcji i mogą zwiększyć swój udział w rynku poprzez produkcję. Wykorzystanie technologii do zwiększenia produktywności zostało również zidentyfikowane w odniesieniu do usprawnienia pracy. W wielu jurysdykcjach, w tym w Nowej Zelandii i Hongkongu, firmy automatyzują prace biurowe, podstawowe i w niepełnym wymiarze godzin, wykorzystując sztuczną inteligencję, aby utrzymać liczbę pracowników na niskim poziomie i skupić się na zadaniach o wyższej wartości.

Jednocześnie zdecydowana większość jurysdykcji ma trudności z przyciągnięciem i zatrzymaniem talentów (78 proc.), przy czym liczba ta jest jeszcze wyższa w regionach EMEA (90 proc.) i APAC (79 proc.).

Zdolność do skutecznego reagowania na popyt w tym zakresie zależy w dużej mierze od dwóch czynników: lokalnych przepisów prawa pracy i potencjału regionalnych talentów. Jurysdykcje z restrykcyjnymi przepisami prawa pracy i silną obecnością związków zawodowych – lub te z niedoborem dostępnych talentów – co naturalne są znacznie mniej zdolne do elastycznego dostosowywania poziomu zatrudnienia.

Tylko 45% polskich pracowników jest zadowolonych ze swojego obecnego stanowiska

Rynek pracy dynamicznie ewoluuje, a zachodzące zmiany silnie oddziałują na relacje między pracodawcami a pracownikami. Polska edycja raportu Talent Trends 2024, będącego największą i najbardziej kompleksową analizą talentów na świecie, opracowanego przez firmę rekrutacyjną PageGroup, ujawnia m.in. trudności w pogodzeniu interesów tych grup, wynikające z nowych warunków w środowisku pracy. Jednym ze skutków rozbieżności może być rosnące negatywne nastawienie pracowników do swoich obecnych stanowisk. W 2024 roku taką odpowiedź wskazało 32% badanych, to o 8 pp. więcej niż w poprzednim roku. Zwiększyło się również niezadowolenie z obecnego wynagrodzenia – z 33% do 42%. To skłania kandydatów do rozglądania się za nowymi możliwościami zawodowymi.

W poszukiwaniu nowej pracy

Według najnowszych danych zgromadzonych w raporcie Talent Trends 2024 „The Expectation Gap” tylko 45% respondentów jest zadowolonych ze swojej obecnej roli. To spadek o 4 pp. w porównaniu z 2023 rokiem. Ma to odzwierciedlenie w statystykach dotyczących szukania nowej pracy – blisko 60% pracowników aktywnie poszukuje lub planuje w przeciągu najbliższych 6 miesięcy zmienić stanowisko.

– Średnia długość stażu pracy u jednego pracodawcy maleje z roku na rok. Dziś pozostanie na jednym stanowisku już nawet 2-3 lata może być uznawane za przejaw lojalności pracownika względem danej firmy. Co ciekawe, poszukiwanie nowej pracy nie zawsze spowodowane jest brakiem zadowolenia z obecnej roli czy poziomem zarobków. Z raportu Talent Trends wynika, że istotną rolę w tej kwestii odgrywa wiek. Połowa dwudziestolatków jest zadowolona ze swojej aktualnej pozycji, grupa ta jest też mniej skłonna do szukania nowych możliwości zawodowych. Osoby po 50. roku życia są usatysfakcjonowane z pracy w podobnym stopniu, zaś priorytetem jest dla nich niezależność, samorealizacja i dostosowanie trybu pracy do życia prywatnego, a nie zmienianie stanowisk. 30- i 40-latkowie należą do najbardziej aktywnie poszukujących pracy – często dlatego, że wciąż dążą do spełnienia zawodowego – mówi Michał Opioła, Senior Director w Michael Page.

Wynagrodzenia zatrzymują pracowników

Niezależnie od sytuacji gospodarczej czy społecznej, pracownicy wciąż liczą na coraz wyższe płace. Trwająca od końca pandemii rozbieżność między oczekiwaniami finansowymi
a możliwościami firm jest dziś cechą charakterystyczną globalnego rynku pracy. Kluczowym wnioskiem płynącym z raportu Talent Trends 2024 jest fakt, że wynagrodzenie to zdecydowanie najważniejszy aspekt dla kandydatów rozważających podjęcie pracy w danym zawodzie. Płaca wyższa niż na obecnym stanowisku to dla 70% respondentów z Polski najważniejszy aspekt wpływający na przyjęcie lub poszukiwania nowej oferty pracy. Odsetek ten nie zmienił się od 2023 roku. Niestety aż 42% Polaków jest niezadowolonych ze swojego obecnego wynagrodzenia i rozgląda się za nowymi możliwościami zawodowymi. To aż o 9 pp. więcej niż w ubiegłym roku.

Wynagrodzenie, elastyczność i możliwości rozwoju to trzy główne elementy, które definiują stosunek Polaków do swojej pracy. Wysokość pensji zostawia jednak w tyle resztę powyższych czynników. Zdają sobie z tego sprawę również pracodawcy – aż 57% z nich uważa atrakcyjne zarobki jako istotny czynnik decydujący o zatrzymaniu talentów wewnątrz organizacji. Ponadto 7 na 10 przedstawicieli firm twierdzi, że przedsiębiorstwa, które oferują wyższe wynagrodzenia niż konkurencja, mają większe szanse, aby przyciągnąć nowych pracowników. Dopasowanie oczekiwań płacowych jest dziś jednym z największych wyzwań rekrutacyjnych. Tworzenie strategii biznesowej powinno zatem bazować na wynagrodzeniach, co przełoży się na ograniczenie odpływu pracowników i pozyskiwanie nowych talentów – komentuje Magda Tarkowska, Executive Manager w Michael Page.

Istotna dyskusja wokół płac

Z danych zgromadzonych w Talent Trends 2024 wynika, że prawie połowa (48%) badanych poprosiła o podwyżkę w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Niestety aż 12% respondentów zaznaczyło, że nigdy jej nie otrzymało.

– Praca coraz częściej postrzegana jest jako transakcja, szczególnie wśród młodszych pokoleń. Nie dziwi więc, że wraz ze wzrostem zaangażowania, obowiązków i odpowiedzialności, naturalnie zwiększa się wśród pracowników potrzeba podwyższania swojego wynagrodzenia. Pracodawcy muszą sprostać oczekiwaniom finansowym pracowników – wszak to wysokość wynagrodzenia rozstrzyga, czy dana osoba zostanie w firmie czy nie. Badanie Talent Trends 2024 pokazało nam tendencję wzrostową w przypadku przyznawanych podwyżek. Warto dodać, że najchętniej i najczęściej wynagrodzenia negocjują osoby z grupy wiekowej 20-29 lat – prawie 60% z nich. Z wiekiem skłonność do podejmowania walki o wyższe pensje maleje – wśród 50-latków i starszych pracowników już tylko nieco ponad 30% deklaruje, że ubiega się
o podwyżkę. Niezależnie od wieku, w przypadku odmowy ze strony pracodawcy, wywołuje to naturalne zjawisko mobilności i szukania nowych, bardziej lukratywnych możliwości zawodowych
– dodaje Joanna Patela, Principal Consultant w Michael Page.

Dzisiejsze oczekiwania pracowników wobec wyższych płac nie zawsze znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. Dla pracodawców najistotniejsze powinno być więc znalezienie równowagi pomiędzy tym, czego szukają pracownicy, a tym, na co pozwala budżet.

Metodologia

Wszystkie dane, o ile nie wskazano w raporcie inaczej, pochodzą z ankiety internetowej przeprowadzonej przez PageGroup i UNLIMITED. Badaniu poddano blisko 50 000 respondentów z całego świata. Badanie ankietowe przeprowadzono między 26 listopada a 11 grudnia 2023 r.

Owady na talerzu? Co Europejczycy sądzą o alternatywnych źródłach białka

Ilu młodych Polaków to ”innowatorzy żywności”, którzy chętnie sięgną po pasztet z ciecierzycy? Dlaczego mieszkańcy Paryża lubią sałatkę z glonów i tofu? Czy Włosi skuszą się na szaszłyk z chrząszcza? Postawy obywateli europejskich państw wobec produktów z alternatywnych źródeł białka przeanalizowały badaczki Uniwersytetu SWPS w ramach międzynarodowego projektu. 

W obliczu walki ze zmianami klimatu coraz więcej osób modyfikuje swoją dietę, rezygnując lub ograniczając tradycyjne źródła białka (pochodzące np. z wołowiny, wieprzowiny, drobiu, produktów mlecznych) na rzecz tych o mniejszym wpływie na środowisko. To tzw. alternatywne źródła białka (APF – Alternative Protein Food), których źródłem mogą być m.in. rośliny strączkowe, glony, grzyby, skorupiaki czy wreszcie owady.

Chociaż Europa jest wiodącym rynkiem produkcji i sprzedaży produktów z APF i badania na ten temat pojawiają się coraz częściej, to brakowało dotąd podsumowania różnic dotyczących postaw wobec APF między poszczególnymi krajami w Europie – mówi psycholożka Hanna Zaleśkiewicz z Centrum Badań Stosowanych nad Zdrowiem i Zachowaniami Zdrowotnymi CARE-BEH Uniwersytetu SWPS.

Badaczki z Uniwersytetu SWPS wraz ekspertkami i ekspertami z Niemiec, Danii, Grecji, Norwegii i Włoch przeanalizowali pod tym kątem badania z 11 baz czasopism recenzowanych. Łącznie do analizy włączyli 25 badań, obejmujących 18 państw europejskich. Wyniki opublikowano w Food Quality and Preference. W analizie badaczki i badacze skupili się zwłaszcza na danych z Danii, Finlandii, Polski, Czech, Włoch, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Niemiec.

W teorii zdrowe i etyczne, a co z praktyką?

Badania pokazują, że wielu konsumentów ocenia produkty hybrydowe, czyli łączące tradycyjne i alternatywne źródła białka, wyżej pod względem cech zdrowotnych, etycznych, środowiskowych i odżywczych niż produkty mięsne. Taki trend widać zwłaszcza wśród Duńczyków, ale też konsumentów z innych krajów, np. Wielkiej Brytanii i Hiszpanii.

Pozytywne nastawienie i przekonania nie zawsze przekładają się jednak na chęć zakupu takich produktów. W 60 proc. badań dotyczących chęci kupna produktów opartych na APF Duńczycy określają ją jako niską. W jednym z takich badań tylko 46 proc. z nich chciało kupić ”hybrydowe mięso” (produkt łączący białko roślinne i mięsne), w porównaniu z 63 proc. konsumentów w Hiszpanii i 53 proc. w Wielkiej Brytanii[1].

Nieliczni polscy “innowatorzy żywności”

Badania pokazują, że konsumenci z Polski i Czech mają mniejszą wiedzę na temat innowacyjnych produktów spożywczych i większą niechęć do ich kupna w porównaniu z Duńczykami czy Niemcami.

Te wzorce należy uwzględnić w kontekście trwale wysokiego spożycia mięsa (w porównaniu do nasion strączkowych) na osobę w latach 2018-2020 w krajach takich jak Polska[2] – opisuje Hanna Zaleśkiewicz.

Porównanie niemieckich i polskich konsumentów (powyżej 55 roku życia) wskazało, że respondenci polscy mieli znacznie niższy poziom wiedzy dotyczącej innowacyjnych produktów spożywczych (w tym zawierających APF), byli bardziej niezdecydowani w swoich decyzjach i finalnie rzadziej decydowali się na zakup takiej żywności[3].

Z kolei badanie młodych konsumentów[4] wskazało, że wśród mieszkańców Niemiec tzw. innowatorzy żywności (kupujący nowatorskie produkty spożywcze zaraz po wprowadzeniu ich na rynek) i “wcześni obserwatorzy” (kupujący je po pewnym zastanowieniu) stanowią 73 proc. populacji.

Kontrastuje to z wynikami obserwowanymi wśród młodych osób z Polski, Czech i Słowacji. W tych krajach „innowatorzy żywności” i „wcześni obserwatorzy” stanowią tylko 24-36 proc. młodych konsumentów. Wśród młodych konsumentów z Niemiec nie zaobserwowano też silnej niechęci do kupowania innowacyjnych APF, natomiast była ona obecna u 13-17 proc. konsumentów z Polski, Czech i Słowacji.

Owad na talerzu?

Analiza pokazuje, że konsumenci niechętnie kupiliby produkty, w których źródłem białka są owady. W Wielkiej Brytanii i Hiszpanii tylko 18-22 proc. badanych zgłasza chęć takich zakupów. Bardziej pozytywne podejście do żywności opartej na owadach deklarują kupujący ze Szwecji i Finlandii w porównaniu z konsumentami z Niemiec i Republiki Czeskiej. Zdecydowanie rzadziej produkty zawierające takie białka wybierają konsumenci z Włoch niż z krajów północnej lub zachodniej Europy (np. Danii, Belgii).

Kultura kulinarna i nawyki żywieniowe w północnej Europie mogły się zmieniać w ostatnich dziesięcioleciach, podczas gdy włoska kultura kulinarna jest jedną z najbardziej ugruntowanych w Europie, z ponad 200 certyfikowanymi produktami spożywczymi, w której mięso odgrywa ważną rolę – zwraca uwagę badaczka z Uniwersytetu SWPS.

Glony podbijają kosmopolityczne miasta

Specyficzne tendencje dotyczące akceptacji i zainteresowania APF widać w niektórych miastach.

Różnice między dużymi miastami i mniejszymi miejscowościami w danym kraju wynikają nie tyle z samej wielkości populacji, co raczej z wielokulturowego i kosmopolitycznego charakteru dużych aglomeracji – komentuje badaczka.

Na przykład w miastach takich jak Paryż czy Helsinki, które są bardziej zróżnicowane etnicznie[5][6], widać wyższy poziom akceptacji APF w porównaniu z miastami o mniejszej różnorodności etnicznej . Konsumenci z dużych miast są również bardziej skłonni do odwiedzania restauracji oferujących alternatywną kuchnię lub wprowadzających nowe trendy żywieniowe, w tym alternatywne źródła białka.

Dobrym przykładem może być Paryż, gdzie średnie spożycie APF na bazie glonów jest wyższe niż w pięciu innych francuskich miastach. Można to wytłumaczyć stosunkowo dużą populacją mieszkańców pochodzenia azjatyckiego, którzy często sięgają po takie potrawy.

Budując motywację konsumentów

Jak podkreślają autorzy analizy, jej wyniki mogą pomóc w opracowaniu strategii mających zwiększyć zainteresowanie konsumentów alternatywnymi źródłami białka. Uwzględniając różne podejścia i poziom wiedzy o APF w poszczególnych państwach, można zastosować odmienne strategie promocji.

Biorąc pod uwagę niski lub umiarkowany poziom konsumpcji i deklarowanej chęci zakupu APF, konieczne jest opracowanie i wdrożenie np. kampanii promocyjnych, które wzmocnią motywację konsumentów. Można tu wskazywać na korzyści zdrowotne, środowiskowe, motywy związane z dobrostanem zwierząt – komentuje Hanna Zaleśkiewicz.

Badanie przeprowadzono w ramach międzynarodowego projektu “LIKE A PRO Od żywności niszowej do głównych trendów: alternatywne źródła białka dla każdego i wszędzie”. Z ramienia Uniwersytetu SWPS kieruje nim prof. Aleksandra Łuszczyńska. Projekt finansowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach programu Horyzont Europa.

[1] Grasso, S., Asioli, D., & Smith, R. (2022). Consumer co-creation of hybrid meat products: A cross-country European survey. Food Quality and Preference, 100, Article 104586. https://doi.org/10.1016/j.foodqual.2022.104586

[2]  FAO (2023). FAOSTAT. Retrieved August 27, 2023, from https://www.fao.org/faostat/en/#data

[3] Zabrocki, R. (2017). A comparative analysis of the determinants of behaviours of Polish and German consumers aged 55+ in the innovative food market. Handel Wewnętrzny, 1(366), 413–423.

[4] Barska, A. (2014). Attitudes of young consumers towards innovations on the food market. Management, 18(1), 419–431. https://doi.org/10.2478/manment-2014- 0031

[5] Lucas, S., Gouin, S., & Lesueur, M. (2019). Seaweed consumption and label preferences in France. Marine Resource Economics, 34(2), 143–162. https://doi.org/10.1086/ 704078

[6] Nevalainen, E., Niva, M., & Vainio, A. (2023). A transition towards plant-based diets on its way? Consumers’ substitutions of meat in their diets in Finland. Food Quality and Preference, 104, Article 104754. https://doi.org/10.1016/j.foodqual.2022.104754

1600 ataków na polskie firmy w tygodniu! Ransomware wyjątkowo palącym problemem

W Polsce co tydzień dochodzi do 1600 cyberataków na pojedynczą organizację, natomiast ransomware zagraża już niemal 3 proc. wszystkich sieci firmowych! Sytuacja w maju stała się wyjątkowo groźna. Hakerzy wykorzystali botnet Phorpiex, który wysyłał miliony e-maili phishingowych, zawierających ransomware LockBit Black – ostrzegają analitycy Check Point Research.

Cyberprzestrzeń staje się coraz bardziej niebezpieczna. Na całym świecie ataki cybernetyczne rosły w ostatnim miesiącu w zawrotnym tempie. W Polsce, średnia tygodniowa liczba prób ataków wrosła do przeszło 1600 na pojedynczą organizację! Najczęściej atakowane były organizacje wojska i administracji, użyteczności publicznej i sektora finansowo-bankowego.

Według specjalistów firmy Check Point Software, najczęściej wykorzystywanymi narzędziami na świecie były downloader FakeUpdates (zidentyfikowany w 7 proc. sieci firmowych) i botnety Androxgh0st (5 proc.) oraz Qbot (3 proc.). W Polsce trzecie miejsce należało z kolei do ransomware Snatch, który próbował zainfekować około 3 proc. sieci korporacyjnych. Z danych Check Point Research wynika, że ransomware zagraża polskim firmom wyjątkowo często. W ostatnim półroczu oprogramowanie szyfrujące wpłynęło łącznie na 2,9 proc. polskich przedsiębiorstw (o 0,3 punktu procentowego więcej niż średnia światowa).

To właśnie ransomware staje się kluczowym zagrożeniem dla firm z całego świata. Część specjalistów przewiduje, że z powodu tego typu ataków roczne straty przedsiębiorstw sięgną w 2031 roku aż 265 miliardów dolarów! Tymczasem na przełomie kwietnia i maja zrealizowana została potężna kampania ransomware, w której wykorzystano botnet Phorpiex. Komórka ds. integracji cyberbezpieczeństwa i komunikacji w New Jersey (NJCCIC) znalazła dowody na to, że Phorpiex, który w zeszłomiesięcznym rankingu zagrożeń zajmował szóste miejsce, użyty został do wysłania milionów e-maili phishingowych w ramach kampanii ransomware LockBit3. E-maile zawierały załączniki ZIP, ze zwodniczymi plikami doc.scr, których uruchomienie rozpoczynało proces szyfrowania sieci. W kampanii wykorzystano ponad 1500 unikalnych adresów IP, głównie z Kazachstanu, Uzbekistanu, Iranu, Rosji i Chin.

Największą grupą zajmującą się tego typu atakami jest właśnie LockBit3, który odpowiada za 33 proc. ujawnionych ataków. Na kolejnych miejscach znalazły się Inc. Ransom z 7-proc. udziałem i Play ze współczynnikiem wykrywalności 5%. Inc. Ransom niedawno przyznało się do poważnego incydentu cybernetycznego, który zakłócił usługi publiczne w Radzie Miejskiej Leicester w Wielkiej Brytanii, rzekomo kradnąc ponad 3 terabajty danych i powodując powszechne zamknięcie systemu.

Ransomware to jedna z najbardziej destrukcyjnych metod ataku stosowanych przez cyberprzestępców. Chociaż organom ścigania udało się tymczasowo rozbić cybergang LockBit3 poprzez zdemaskowanie jednego z jego przywódców, a także ujawnienie ponad 7000 kluczy deszyfrujących LockBit, to wciąż nie wyeliminowano w pełni zagrożenia. Członkowie gangu przegrupowują się i wdrażają nową taktykę, aby kontynuować swoje działania.  – uważa Maya Horowitz, wiceprezes ds. badań w Check Point Software.

Warto dodać, że Polska wg Check Pointa jest 65 krajem na świecie pod względem częstotliwości ataków. Jest bezpieczniej niż w Estonii (42), Czechach (48), Austrii (60), czy we Włoszech (52), ale jednocześnie doświadczamy więcej ataków niż np. Węgry (77 miejsce). W maju najbezpieczniejszym krajem na świecie był niespodziewanie Egipt (111), natomiast w Europie Łotwa (106.). Najwięcej ataków realizowanych jest w Mongolii.

Gdzie buduje się najwięcej mieszkań?

Przez cały miniony rok, najwięcej metrów kwadratowych mieszkań ukończono w stolicy. Kolejne miejsca w rankingu mogą być jednak zaskoczeniem.

Warszawa od dawna przoduje w rankingu powiatów i miast na prawach powiatu z największą powierzchnią użytkową ukończonych mieszkań (lokali i domów). Jeżeli jednak chcemy zgadnąć, które lokalizacje zajęły dalsze miejsca w takim metrażowym rankingu, to dość łatwo będzie o pomyłkę. Ostatnio na podium gości bowiem nie Wrocław, lecz powiat poznański.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl informacje na temat metrażu lokali i domów ukończonych w poszczególnych powiatach oraz miastach na prawach powiatu podaje nam Główny Urząd Statystyczny. Zgodnie z ubiegłorocznymi danymi tej instytucji wszyscy inwestorzy (w praktyce głównie deweloperzy i osoby prywatne) największą powierzchnię mieszkań ukończyli w następujących lokalizacjach:

  1. Warszawa – 981 394 mkw. w 2023 r.
  2. Kraków – 578 132 mkw.
  3. powiat poznański – 549 319 mkw.
  4. Wrocław – 484 189 mkw.
  5. Gdańsk – 366 577 mkw.
  6. Łódź – 319 506 mkw.
  7. powiat piaseczyński – 316 349 mkw.
  8. powiat wrocławski – 297 035 mkw.
  9. Poznań – 281 582 mkw.
  10. powiat wołomiński – 267 847 mkw.
  11. powiat pruszkowski – 260 916 mkw.
  12. Lublin – 198 129 mkw.
  13. powiat krakowski – 184 072 mkw.
  14. powiat kartuski – 170 111 mkw.
  15. Katowice – 169 086 mkw.

Na poniższej mapie można sprawdzić wyniki tych powiatów oraz miast na prawach powiatu, które nie zaliczają się do ścisłej czołówki. Jeżeli mowa o czołówce, to warto zwrócić uwagę na stosunkowo niewielki dystans, który dzieli powiat poznański oraz Kraków. Co ciekawe, okolice Poznania nie po raz pierwszy zajęły trzecie miejsce w rankingu nowej powierzchni użytkowej lokali i domów. Podobna sytuacja miała miejsce również w 2021 r. oraz 2022 r.

Na wynik powiatu poznańskiego z pewnością wpływa budowa na tym terenie dużej liczby domów jednorodzinnych. Nie zmienia to jednak faktu, że powiat otaczający Poznań jest jednym z obszarów, gdzie buduje się najwięcej. Aktywnie działają tam również deweloperzy. Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl wskazują, że pod koniec marca 2024 r. firmy deweloperskie w okolicach Poznania proponowały 1180 lokali i domów o przeciętnej cenie ofertowej równej 7945 zł/mkw.Wyk.1 - Metraż domów i lokali w 2023 roku

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dyrektywa CSRD: zaledwie jedna na cztery firmy spełnia jej wymogi

Dane z najnowszego raportu Ayming Polska wskazują, że tylko 25% badanych firm wdrożyło standardy raportowania ESG zgodne z wymogami dyrektywy CSRD. Przedsiębiorstwa te posiadają ugruntowaną strukturę zarządzania omawianym obszarem, w przeciwieństwie do firm, które nie wdrożyły jeszcze odpowiednich procedur. Z badania wynika również, że jedną z głównych przeszkód w raportowaniu jest brak spójnych wytycznych, wskazywany przez 59% respondentów. Według ekspertki Ayming Polska taka sytuacja wynika w dużej mierze z faktu, że chociaż standardy raportowania zostały ujednolicone przez CSRD, w niektórych przypadkach brakuje konkretnych wskazówek, jak dokładnie postępować.

Z raportu Ayming Polska, zatytułowanego „Biznes w równowadze: Jak przyspieszyć transformację ESG?”, wynika, że dla niemal połowy (48%) przedsiębiorstw główną trudnością w obszarze transformacji ESG jest efektywne mierzenie oraz raportowanie wpływu ich działalności na środowisko naturalne i społeczne.

Po części, odpowiedzią w tym kontekście może być dyrektywa CSRD, która stopniowo wchodzi w życie, obejmując z każdym rokiem kolejną grupę przedsiębiorstw. Definiując nowe standardy w raportowaniu zrównoważonego rozwoju, dyrektywa odpowiada na jedno z kluczowych wyzwań, z którym, według naszego badania, zmaga się prawie połowa firm. Warto pamiętać, że nie wszystkie informacje trzeba ujawniać w pierwszym roku raportowania – standardy ESRS przewidziały stopniowo wprowadzane wymogi ujawniania niektórych wskaźników i informacji – tłumaczy Monika Michalska, ESG Consultant, Ayming Polska

Nowe regulacje to nie tylko wyzwanie adaptacyjne dla przedsiębiorstw, ale przede wszystkim szansa na usystematyzowanie wewnętrznych procedur raportowych oraz organizacyjnych, w tym podziału obowiązków i odpowiedzialności – dodaje ekspertka.

Od początku bieżącego roku, obowiązek złożenia raportu niefinansowego obejmuje firmy z ponad 500 pracownikami i przychodami 50 milionów euro lub aktywami 25 milionów euro. W 2025 roku wymóg ten rozszerzy się na duże spółki i główne jednostki grup kapitałowych spełniające dwa z trzech kryteriów: ponad 250 pracowników, 25 milionów euro aktywów lub 50 milionów euro przychodów.

Właśnie przedsiębiorstwa, które zostaną objęte obowiązkiem raportowania od przyszłego roku, stanowiły próbę badania przeprowadzonego przez Ayming Polska.

Tylko 25% firm gotowych na CSRD

Wyniki wskazują, że większość z badanych firm pracuje nad wdrożeniem odpowiednich mechanizmów, jednak stopień zaawansowania tych prac różni się między nimi. 25% ankietowanych deklaruje, że ich organizacje już osiągnęły wymagane cele. Mimo to, większość respondentów wskazała, że reprezentowane przez nich przedsiębiorstwa są jeszcze na wczesnym etapie przygotowań – 36% badanych jest w trakcie przygotowań do wdrożenia standardów, a 38% dopiero planuje odpowiednie działania w tym zakresie.

Wprowadzenie określonych procedur raportowych jeszcze przed formalnym objęciem obowiązkiem raportowania może przynieść firmom szereg korzyści. Przede wszystkim jest to czas  na przetestowanie i zoptymalizowanie procesów zbierania danych, w tym identyfikacji potencjalnych problemów organizacyjnych. Dodatkowo, koszty przygotowania raportu mogą być rozłożone w czasie. Jest to szczególnie korzystne, gdy organizacja współpracuje z firmą zewnętrzną i planuje formalne uzupełnienia dokumentów wewnętrznych, aby spełniać minimalne wymogi ujawniania informacji zgodnie ze standardami ESRS – tłumaczy Monika Michalska.

Wcześniejsze przygotowanie do procesu audytu zwiększa również wiarygodność i jakość zbieranych informacji. To podejście minimalizuje wpływ nowych obowiązków raportowania na inne procesy w organizacji, umożliwiając pracownikom płynne połączenie dotychczasowych zadań z nowymi wymaganiami. W efekcie, organizacja staje się lepiej przygotowana do spełniania przyszłych wymogów raportowych, co sprzyja jej długoterminowemu rozwojowi i transparentności – dodaje.

Brak jednolitych standardów oraz aspekty techniczne utrudniają raportowanie

Znacząca większość firm (82%) postrzega raportowanie działań związanych ze zrównoważonym rozwojem jako zadanie skomplikowane.

Zdaniem badanych, trudności w tym obszarze obejmują nie tylko techniczne aspekty, takie jak gromadzenie i weryfikacja danych, na co wskazało 55% respondentów, ale również bardziej podstawowe problemy, takie jak brak ujednoliconych standardów raportowania, zgłoszony przez 59% badanych.

Dlaczego aż tak duży odsetek badanych wskazał na problem z brakiem ujednoliconych standardów raportowania, skoro – wydawać by się mogło – CSRD stawia sprawę dość jasno i klarownie? Ekspertka z Ayming Polska podkreśla, że choć standardy raportowania (ESRS) zdefiniowane w dyrektywie są podstawowym dokumentem do ujawniania większości wymaganych informacji, regulator dopuszcza korzystanie z różnych metodologii i podstaw prawnych, niebędących częścią standardów ESRS.

Dodatkowo, w kilku przypadkach regulator nie podaje przykładu wymaganego podejścia, co może generować trudności w raportowaniu informacji i wymaga wiedzy specjalistycznej oraz przygotowania się do ujawniania z dużym wyprzedzeniem – tłumaczy Monika Michalska.

Dla przykładu, wymóg E1-9 Antycypowane skutki finansowe wynikające z istotnych ryzyk fizycznych i ryzyk przejścia oraz potencjalnych możliwości związanych z klimatem wskazuje, że „Obecnie nie istnieje powszechnie przyjęta metoda oceny lub pomiaru pozwalających ustalić sposób, w jaki istotne ryzyko fizyczne i ryzyko przejścia mogą wpłynąć na przyszłą sytuację finansową, wyniki finansowe i przepływy pieniężne jednostki. W związku z tym ujawnienie skutków finansowych będzie zależało od wewnętrznej metody jednostki oraz od dokonania znaczącego osądu przy ustalaniu danych wejściowych i założeń niezbędnych do ilościowego określenia antycypowanych skutków finansowych.” – w tym wymogu nie ma wyjaśnienia czym jest znaczący osąd i kiedy należy uznać, że metoda, podejście i założenia do obliczeń są właściwe i wystarczające – dodaje.

Wyzwania związane z identyfikacją i oceną wpływu na środowisko lub społeczność, co podkreśla 52% uczestników badania. Dodatkowo, 50% respondentów zasygnalizowało brak wewnętrznych zasobów i specjalistycznej wiedzy, a 42% napotkało trudności z przekazywaniem wyników w sposób zrozumiały, co podkreśla złożoność zarządzania danymi ESG i wskazuje na obszary wymagające szczególnej uwagi i możliwej optymalizacji.

Struktura osobowa w zarządzaniu raportowaniem ESG

Firmy, które wdrożyły już standardy raportowania ESG, jednoznacznie definiują strukturę zarządzania odpowiedzialnymi za ten obszar działaniami. Z badania wynika, że aż 80% respondentów wskazuje na Dyrektora ds. Zrównoważonego Rozwoju/ESG jako kluczową postać odpowiadającą za zarządzanie tymi kwestiami.

Zdefiniowanie odpowiedzialności za zrównoważony rozwój i raportowanie ESG w organizacji ma kluczowe znaczenie dla efektywności zarządzania tym obszarem. To również jeden z wymogów ujawniania informacji. ESRS 2 GOV-1 pyta o skład organów zarządzających, ich role i obowiązki, w tym ujęcie odpowiedzialności za oddziaływania, ryzyka i szanse (możliwości) w zakresie zadań. Powierzenie odpowiedzialności za działania ESG dyrektorom czy kierownikom innych działów może spowodować rozproszenie odpowiedzialności i brak właściwej struktury zarządzania obszarem ESG, a w konsekwencji – trudności w procesie zbierania danych i wyników przeprowadzonych prac w spójnym raporcie – tłumaczy Monika Michalska.

W przypadku firm przygotowujących się do implementacji standardów CSRD sytuacja ta wygląda zgoła odmiennie. W znacznej większości z nich (68%) nie wyznaczono jeszcze konkretnej osoby lub zespołu odpowiedzialnego za zarządzanie raportowaniem ESG. Jedynie 14% firm deleguje te obowiązki na Dyrektora ds. Zrównoważonego Rozwoju/ESG, a 13% na wyższe kierownictwo. W grupie, która planuje wdrożenie, brak wyznaczonej osoby decyzyjnej jest jeszcze bardziej zauważalny, obejmując 83% przedsiębiorstw.

Tak sytuacja może wynikać z braku wiedzy o procesie, jego złożoności i czasochłonności. Zrozumienie metodologii i struktury odpowiedzialności jest kluczowe zwłaszcza dla organizacji, które jeszcze nie publikowały raportu nt. zrównoważonego rozwoju. Należy pamiętać, że dla takiej organizacji zebranie danych, przygotowanie dokumentacji i dopełnienie formalności oznacza od kilku miesięcy do ponad roku intensywnej pracy – komentuje wyniki ekspertka Ayming Polska.

Ponad połowa firm nie korzysta z zewnętrznego wsparcia w raportowaniu ESG

Pomimo, iż raportowanie ESG stanowi dla przedsiębiorstw duże wyzwanie, a większość z nich nie posiada jasno określonej struktury zarządzania tym obszarem, aż 54% respondentów deklaruje, że ich organizacje nie korzystają w tej kwestii ze wsparcia zewnętrznego. Może to po części wynikać z faktu, że wiele przedsiębiorstw jest aktualnie na wstępnych etapach opracowywania i wdrażania odpowiednich strategii.

Raportowanie zrównoważonego rozwoju, będące procesem wieloetapowym o znacznej złożoności, łączy się ściśle z raportowaniem finansowym, wymagając analizy danych niefinansowych i ich integracji z finansowymi. Wymóg ten obejmuje nie tylko analizę podwójnej istotności, ale także ocenę finansowych konsekwencji ryzyk, nałożonych kar czy wpływu kwestii klimatycznych na wynagrodzenia zarządu. Szczególnie dla firm z rozbudowanym łańcuchem wartości, które działają międzynarodowo, poleganie wyłącznie na wewnętrznych zasobach może okazać się nieefektywne i czasochłonne, a brak koordynacji, obiektywnej oceny działalności czy znajomości najlepszych praktyk raportowania staje się główną przeszkodą. W takim kontekście, zewnętrzne wsparcie może okazać się kluczowe, zwłaszcza w początkowej fazie tworzenia strategii zrównoważonego rozwoju – tłumaczy Monika Michalska.

Wśród firm, które obecnie nie korzystają z zewnętrznego wsparcia, aż 60% (56% odpowiedzi „raczej tak” i 4% „zdecydowanie tak”) rozważa zaangażowanie takiego wsparcia w przyszłości.

Rzecznik MŚP apeluje do Premiera w sprawie rekompensat dla podlaskich przedsiębiorców

Decyzja rządu o wprowadzeniu na terenach przygranicznych z Białorusią strefy buforowej jest zrozumiała ze względu na potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa na granicy. W oczywisty sposób wiąże się jednak z negatywnymi skutkami dla tamtejszych firm, nie tylko z branży turystycznej. Dlatego Rzecznik MŚP Adam Abramowicz wystąpił z apelem do Premiera Donalda Tuska o zapewnienie lokalnym przedsiębiorcom odpowiednich rekompensat. Jak przypomina Adam Abramowicz, rekompensaty takie przyznane zostały przez poprzedni rząd w latach 2021-2022, co pozwoliło wielu firmom przetrwać trudny okres ograniczeń.

Chiny przestały kupować złoto

W maju Bank Ludowy Chin, po raz pierwszy od 18 miesięcy, nie zwiększył swoich zasobów złota. Czy to oznacza koniec zakupów kruszcu przez Państwo Środka i zapowiedź innych ruchów?

Miniony tydzień to ciąg dalszy spadków kursu złota. W poniedziałek 3 czerwca uncja kruszcu wyceniana była na około 2 330 dolarów, a piątkową sesję złoto zakończyło na poziomie niespełna 2 290 USD/oz. Mamy zatem do czynienia z korektą, którą wywołały dwa czynniki.

EBC tnie stopy, a Chiny nie kupują złota

Pierwszy z nich to informacje z Europejskiego Banku Centralnego, który obniżył stopy procentowe. Złoto zareagowało, bo wygląda na to, że śladem EBC wkrótce pójdą kolejne banki centralne, w tym przede wszystkim amerykański FED. I do tego rynek się przygotowuje.

Nawet w większym stopniu niż decyzja EBC na korektę wpłynęła informacja, że w maju Chiny – pierwszy raz od 18 miesięcy – nie kupiły złota. Ostatnio taką sytuacją obserwowaliśmy w październiku 2022 roku, a aktualne rezerwy Chińczyków przekraczają 2 264 tony kruszcu.

Dla wielu oznacza to, że być może Chiny zakończyły w tej chwili zakupy królewskiego kruszcu, takie jakie sobie założyły i szykują się do innego ruchu. Co to dokładnie może być? Tego jeszcze nie wiemy, ale warto uważnie obserwować, co będzie działo się w Państwie Środka.

Wybory w USA kluczowe dla złota

Trzeci ważny news z ostatnich dni to słowa Raya Dalio, jednego z najbogatszych ludzi świata, który w czasie swojego wystąpienia na forum ekonomicznym w Hongkongu powiedział, że najważniejszym wydarzeniem tego roku w kontekście złota będą wybory w USA.

I to nie tylko dlatego, że to zawsze ważne wydarzenie dla świata gospodarczego, ale przede wszystkim dlatego, że mogą wywołać bardzo wiele nieprzewidzianych konsekwencji czy perturbacji w samych Stanach Zjednoczonych. Bo ten kraj może się podzielić.
Ani Chiny, ani USA nie odpuszczą Tajwanu

To z kolei może prowadzić do dużych zawirowań gospodarczych, które być może będą chciały wykorzystać Chiny. Ray Dalio użył nawet takiego sformułowania, że zawsze przed jakąś opcją militarną najpierw dokonuje się pewnych akcji gospodarczych.

Oczywiście Dalio również zakłada – i to jest chyba najbardziej prawdopodobny scenariusz, że do żadnej, daleko posuniętej agresji militarnej w okolicach Tajwanu, bo przede wszystkim mówimy o Tajwanie, nie dojdzie.

Chociażby z tego względu, że to same Chiny więcej by straciły na jego blokadzie niż USA. Ale na pewno może dojść do perturbacji gospodarczych, bo ani Stany Zjednoczone, ani Chiny z pewnością Tajwanu nie odpuszczą.

Co zrobi NBP?

Jeśli chodzi o nasze podwórko, Narodowy Bank Polski – ustami prezesa Adama Glapińskiego – poinformował o tym, że po pierwsze, obniżek stóp procentowych nie będzie w tym miesiącu i – po drugie – obniżek nie należy spodziewać się w ogóle w tym roku.

W przeszłości słyszeliśmy już radykalne zdania wypowiadane przez prezesa Glapińskiego, które potem jednak zmieniały się dużo szybciej niż zakładaliśmy. Czy pod koniec roku polityka NBP względem stóp ulegnie zmianie? Wszystko zależy od kondycji gospodarki.

Ból głowy FED-u

Tymczasem cały świat wypatruje września i tego, czy rzeczywiście FED obniży stopy procentowe. W piątek pojawiły się bowiem nowe – dużo, bo aż o 1/3 lepsze niż rynek oczekiwał – dane o amerykańskim rynku pracy. W ostatnim miesiącu przybyło ponad 272 tys. nowych miejsc pracy, a analitycy zakładali poziom 180 tysięcy.

Jerome Powell wraz z całą ekipą FED-u będą zatem zastanawiać się, co z tym fantem teraz zrobić. Wszyscy spodziewali się bowiem, że rynek pracy się schładza, a tymczasem przyszło zaskoczenie. To oczywiście wstępne dane, które mogą być weryfikowane, ale sytuacja jest niezwykle dynamiczna i warto ją obserwować.

ETF-y znów kupują złoto

Te wszystkie wydarzenia będą wpływały oczywiście w najbliższej przyszłości na cenę złota, która – według niektórych analityków – w drugiej połowie tego roku osiągnie po raz kolejny najwyższe poziomy w historii. Co prawda Chiny nie kupują złota, ale inne kraje i inne banki centralne kupują.

W ostatnim miesiącu, według danych Światowej Rady Złota, złoto zaczęły wreszcie kupować również ETF-y. A to jasny sygnał, że przed rynkiem królewskiego kruszcu rysują się dobre perspektywy i coś zacznie się na nim dziać, nie tylko w zakresie samej ceny, ale również popytu wśród obywateli.

Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Silne dane z USA i wyniki wyborów uderzają w złotego

Ubiegłotygodniowa obniżka stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego została przyćmiona przez dane makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych i wyniki wyborów na czterech kontynentach. Obecna na rynku awersja względem ryzyka narzuciła na złotego presję spadkową.

Dolar amerykański doświadczył istotnej aprecjacji względem niemal wszystkich pozostałych głównych walut po tym, jak silny raport NFP (non-farm payrolls) z rynku pracy sprawił, że rentowności obligacji gwałtownie wzrosły, a inwestorzy wycofali się z wycen jakichkolwiek obniżek stóp procentowych Rezerwy Federalnej przed wrześniem. Część walut rynków wschodzących – w tym złoty – ucierpiała jednak już wcześniej, jako że wyniki wyborów w RPA, Meksyku i Indiach – każde z innych powodów – zostały odebrane jako niekorzystne dla rynków. Peso meksykańskie osłabiło się najsilniej, tracąc niemal 4% względem dolara. Ruch na latynoamerykańskiej walucie spowodowany był znacznym zwycięstwem lewicowej partii MORENA, mogącym zwiastować zmiany konstytucyjne oraz luźniejszą politykę fiskalną.

Euro ciążą zaś obecnie wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego, w których wyraźnie zyskali prawicowi kandydaci. Po ogłoszeniu przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona rozwiązania Zgromadzenia Narodowego i przedterminowych wyborów parlamentarnych wspólna waluta nie radzi sobie najlepiej, co jest kolejnym czynnikiem wpływającym na słabość złotego.

W tym tygodniu uwaga skupi się na USA, a szczególna zmienność towarzyszyć może środzie (12.06). Wówczas opublikowany zostanie raport dotyczący majowej inflacji CPI, kilka godzin później poznamy zaś wyniki posiedzenia Rezerwy Federalnej. Stopy procentowe nie ulegną zmianie, ale dot plot, obrazujący oczekiwania każdego z członków FOMC w kontekście kształtowania się stóp procentowych, powinien być znacznie bardziej jastrzębi niż poprzedni, marcowy.

PLN

Dla złotego był to niełatwy tydzień. Presja spadkowa dotknęła go już w poniedziałek, kiedy na rynkach pojawił się tryb risk off spowodowany m.in. potencjalnie niekorzystnymi dla rynków wynikami wyborów w Indiach, RPA oraz – przede wszystkim – Meksyku. Pod koniec tygodnia niechęć względem walut ryzyka jedynie wzrosła, bardzo silne okazały się bowiem najnowsze dane z amerykańskiego rynku pracy. W ciągu trzech miesięcy do maja kluczowa dla Fedu dynamika płac ponownie wzrosła o ponad 1%, wyższa od oczekiwań okazała się także liczba nowych wakatów.

W nowy tydzień polska waluta weszła osłabiona, co związane było z wynikami wyborów do Parlamentu Europejskiego. Bardzo silne poparcie dla prawicy w zachodnich krajach Wspólnoty, którego pokłosiem jest m.in. wcześniejsze rozpisanie wyborów parlamentarnych przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona, stanowi dla inwestorów istotne źródło niepewności związanej ze zmianą politycznego status quo na europejskiej arenie politycznej.

Skromnym wsparciem była dla złotego czwartkowa konferencja prezesa NBP Adama Glapińskiego, który zdecydowanie odsuwał oczekiwania wobec cięć stóp procentowych, podkreślając nawet, że przy obecnej formie legislacji dotyczącej regulowanych cen energii, ciepła oraz gazu nie widzi przestrzeni na cięcie stóp procentowych w 2024 r. Potencjał tych wypowiedzi na wywołanie zmienności był jednak niewielki, rynki bowiem już wcześniej niezbyt chętnie wyceniały obniżki stóp procentowych RPP w nadchodzących miesiącach. Korzystna dla polskiej waluty była także jastrzębiość komunikatów płynących do nas tego samego dnia ze strony EBC.

Przed nami tydzień z niewieloma publikacjami z rodzimego rynku, z licznymi jednak zewnętrznymi bodźcami mogącymi ponownie rozhuśtać kurs polskiej waluty. Kluczowa wydaje się pod tym względem środa, kiedy opublikowana zostanie majowa inflacja CPI ze Stanów Zjednoczonych oraz odbędzie się posiedzenie FOMC.

EUR

Jak powszechnie oczekiwano i niemal w pełni wyceniano na rynkach swap, EBC obniżył w ubiegłym tygodniu stopy procentowe po raz pierwszy od pięciu lat. W komunikatach stanowczo unikano jednak wskazówek na temat harmonogramu dalszych cięć, a bank centralny utrzymuje, że pozostaje całkowicie zależny od danych. Zrewidowano także w górę prognozy inflacji na 2024 i 2025 r. Rynki zinterpretowały ten ruch jako „jastrzębią obniżkę”, a euro uzyskało solidne wsparcie do czasu publikacji w piątek raportu NFP z USA, po którym inwestorzy zwrócili się w kierunku dolara oraz innych walut safe haven.

Wybory do Parlamentu Europejskiego mogą w tym tygodniu po raz pierwszy stać się istotnym czynnikiem dla rynków walutowych – zwrot ku prawicy zwiększył niepewność, przyczyniają się do m.in. rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych we Francji. Uczestnicy rynku będą w tym tygodniu śledzić szereg wystąpień oficjeli EBC, w tym prezeski Christine Lagarde w dalszej jego części.

USD

Raport NFP za maj wprost stoi w sprzeczności z widocznymi choćby w drugorzędnym raporcie JOLTs sygnałami, że rynek pracy doświadcza spowolnienia. Kreacja miejsc pracy w dalszym ciągu jest na dobrym poziomie (272 tys.), znacznie powyżej oczekiwań ekonomistów. Płace w ciągu miesiąca wzrosły o niemal 5% w ujęciu zanualizowanym, co nie jest dobrą wiadomością dla Fedu i utrudni FOMC sprowadzenie inflacji do celu w przewidywalnym czasie.

Jak wspomnieliśmy, w środę (12.06) opublikowany zostanie raport dotyczący majowej inflacji i odbędzie się posiedzenie FOMC. Oczekuje się, że bazowa miara CPI pokaże wzrost o 0,3% m/m, co odpowiada 3,5–4% w ujęciu zanualizowanym. Nawet jeśli odczyt nie zaskoczy po raz kolejny w górę, stabilizacja amerykańskiej inflacji na wyższym od pożądanego poziomie ok. 4% wydaje się faktem. Podczas odbywającego się w dalszej części dnia posiedzenia FOMC decydenci bez wątpienia skupią się na tym budzącym obawy trendzie oraz dostosowaniu do niego swoich poglądów i prognoz. Uważamy, że czerwcowy dot plot pokaże, że członkowie FOMC spodziewają się w 2024 r. dwóch cięć (poprzedni wskazywał na trzy), istnieje jednak pewne prawdopodobieństwo, że pokaże tylko jedno, co byłoby zdecydowanie korzystne dla dolara.

GBP

Perspektywa zdecydowanej wygranej Partii Pracy w wyborach parlamentarnych w przyszłym miesiącu wspiera funta, który wyrwał się z przedziału, w którym od roku utrzymywał się względem euro. Rynki postrzegają objęcie większości w Izbie Gmin przez Partię Pracy jako prawdopodobnie najkorzystniejszą dla rynku opcję – ma to związek z utrzymującymi się problemami spowodowanymi kiepskim minibudżetem Liz Truss, zmianą w kierunku politycznego centrum pod rządami Keira Starmera oraz prawdopodobieństwem mniej napiętych relacji z Unią Europejską.

Ten tydzień przyniesie na Wyspach publikacje istotnych odczytów makroekonomicznych. We wtorek (11.06) otrzymamy dane dotyczące kwietniowego zatrudnienia i płac. Inflacja w usługach jest istotnie wyższa niż oczekiwano, możemy więc oczekiwać silnej reakcji rynku na wszelkie zaskoczenia w górę wzrostem płac, który już w marcu był dość wysoki i wynosił ok. 6% w skali roku. Niekorzystnie nastawieni do funta uczestnicy rynku będą wypatrywać w środowym odczycie dynamiki PKB w kwietniu oznak, że wzrost gospodarczy spowolnił – ekonomiści obecnie spodziewają się, że znajdzie się on na zerowym poziomie w skali miesiąca.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Typowy klient omnichannel to młoda, wykształcona i zamożna konsumentka

Klienci odwiedzający centra handlowe są bardzo różnorodni. Część z nich deklaruje częste realizowanie w galeriach zachowań wielokanałowych, inni nie robią tego w ogóle. Z raportu „Skala zachowań omnichannel w obiektach handlowych” zrealizowanego pod patronatem Polskiej Rady Centrów Handlowych przez międzynarodową agencję badawczą GFK, wynika, że typowy klient, chętnie korzystający z omnichannelu, jest kobietą w wieku 18-44 lata, z wyższym wykształceniem, podwyższonym dochodem gospodarstwa domowego, będącą singielką lub osoba w związku, mającą dzieci w wieku do 6 lat.

Badanie zachowań wielokanałowych klientów, wśród wielu innych, dało również odpowiedź na pytanie kim jest klient, chętnie łączący tradycyjne zakupy z zachowaniami związanymi z zakupami online. Najczęściej to kobieta, która odwiedza centra handlowe średnio 4 razy w miesiącu, ceni wygodę dostępnych w galeriach rozwiązań wielokanałowych, a w trakcie wizyty chętnie używa urządzenia mobilnego sprawdzając informacje o produktach lub ofercie centrum handlowego – mówi Marcin Klammer, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

– Intensywność zachowań omnikanałowych związana jest po pierwsze z dostępnością sklepów oferujących takie możliwości. Im większe miasto, centrum handlowe i sieć handlowa, tym ich więcej. Po drugie zależy od profilu konsumenta. Niższy wiek, wyższy poziom dochodów, mieszkanie w dużym mieście i zamiłowanie do zakupów, to cechy budujące obraz klienta omnikanałowego – informuje Przemek Dwojak, Senior Director w GfK.

Jak wynika z badania GfK, 61% klientów centrów handlowych deklaruje realizowanie w nich również zachowań wielokanałowych. W tej grupie, 27% deklaruje od kilkunastu do ponad dwustu tego typu zachowań w ciągu roku. Do najaktywniejszych użytkowników omnichannelu należą kobiety (64%). Deklarują one, że korzystanie z omnichannelu pozwala im oszczędzić czas i pieniądze. Cenią wygodę wymiany lub zwrotu towaru kupionego przez internet i często są informowane przez pracownika sklepu stacjonarnego o możliwości zakupu przez internet.

Klient/-ka aktywnie realizujący zachowania wielokanałowe w centrach handlowych najchętniej ogląda i sprawdza towar w sklepie, by potem zamówić go w internecie. Często wymienia lub zwraca towar oraz odbiera zamówienia internetowe w sklepie stacjonarnym, a rzadziej z paczkomatu w centrum handlowym. Lubi również korzystać z możliwości przymierzenia produktu w sklepie stacjonarnym.

Z kolei osoby, które nie wykazują zachowań wielokanałowych mają zwykle powyżej 45 lat, niższy poziom dochodów gospodarstwa domowego oraz wykształcenie podstawowe lub zasadnicze zawodowe.

Badanie „Skala zachowań omnichannel w obiektach handlowych” swoim zasięgiem objęło 105 centrów handlowych o różnej charakterystyce. Obiekty te przekazały na potrzeby badania pełne dane dotyczące liczby i struktury najemców, odwiedzalności obiektów i obrotów osiąganych w poszczególnych kategoriach, pozwalające na wyciągnięcie wniosków o skali i zakresie zachowań omnikanałowych. Dodatkowo firma GfK wykorzystała dane dotyczące populacji klientów w obszarze oddziaływania każdego z analizowanych obiektów, ich siły nabywczej w handlu tradycyjnym i w e-commerce. Przeprowadzono także wywiady exit-poll na próbie 5071 respondentów w 12 centrach handlowych reprezentujących różne typy obiektów oraz ogólnopolskie badanie online na próbie 2500 respondentów. Dzięki temu, badanie GfK jest największą i najbardziej wiarygodną analizą zachowań omnikanałowych w centrach handlowych, dającą rzetelny obraz całej branży.

Rzecznik MŚP: Ustawa o cyberbezpieczeństwie szkodliwa dla przedsiębiorców

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz przedstawił obszerne uwagi do zgłoszonego przez Ministerstwo Cyfryzacji projektu zmian ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Celem projektu jest podniesienie odporności na cyberzagrożenia oraz wdrożenie dyrektywy NIS 2.

Zgadzając się z ogólnymi założeniami ustawy co do zapewnienia cyberbezpieczeństwa, Adam Abramowicz podkreśla jednak, że pociąga ona za sobą nadmierne koszty i wysiłek organizacyjny, trudny do udźwignięcia przez mniejsze firmy. Jak stwierdza, „obowiązki nałożone projektem dla mniejszych podmiotów mogą stanowić duże wyzwanie organizacyjne oraz finansowe i w takim kontekście przeszkodę w wykonywaniu działalności gospodarczej na terytorium Rzeczypospolitej”. Zawarte w projekcie nadregulacje w stosunku do dyrektywy NIS 2 kłócą się z zasadą proporcjonalności, a tym samym sprzeczne są z Konstytucją Biznesu.

W podobnym kierunku zmierza apel do Ministra Cyfryzacji, wystosowany przez Ogólnopolską Federację Przedsiębiorców i Pracodawców Przedsiębiorcy.pl. Jak piszą jego autorzy, „Projekt ustawy wprowadza nieuregulowaną w dyrektywie NIS 2 procedurę uznania danego dostawcy za dostawcę wysokiego ryzyka. Przedsiębiorca objęty ustawą o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa stanie przed perspektywą konieczności usunięcia sprzętu lub oprogramowania ICT dostarczanych przez takiego dostawcę w terminie 4 lub 7 lat, co odbywało się będzie na wyłączny koszt tegoż przedsiębiorcy”.

Zgodny głos Rzecznika MŚP i przedsiębiorców to sygnał, że projekt zmiany ustawy powinien zostać gruntownie przepracowany przez rząd i uważnie przeprocedowany przez parlament. W świetle obecnej sytuacji geopolitycznej oraz wobec konieczności implementacji dyrektywy NIS 2 zmiana ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa jest koniecznością. Trzeba to jednak zrobić w zgodzie z zasadami swobody działalności gospodarczej i proporcjonalności. W przeciwnym wypadku wiele firm zostanie wyeliminowanych z rynku, który zagrożony zostanie zmonopolizowaniem, co w efekcie doprowadzi do naruszenia zasad konkurencyjności, których Polska zobowiązana jest przestrzegać jako kluczowy członek Unii Europejskiej.

Młodzi Polacy wybierają wynajem zamiast zakupu, rośnie popularność alternatywnych form konsumpcji

W obliczu rosnących problemów ze spłatą bieżących zobowiązań i rat kredytów, Polacy coraz częściej korzystają z alternatywnych form dostępu do dóbr i usług – wynika z badania „Polacy a ekonomia współdzielenia” wykonanego na potrzeby BIG InfoMonitor i Gleevery. Kto jest najczęściej zainteresowany tym rozwiązaniem? Okazuje się, że 18-24 latkowie, bo co 3. z nich korzysta z usług wynajmu. Odsetek ten spada wraz ze wzrostem wieku ankietowanych. Inaczej sytuacja wygląda patrząc na zaległe zadłużenie, gdzie wraz z wiekiem długów przybywa. To dobry prognostyk na przyszłość. Nadzieja w młodych i ich innowacyjnym podejściu do kupowania, czyli świadomej konsumpcji.

Według najnowszych prognoz Komisji Europejskiej i Banku Światowego, gospodarka Polski wraca na drogę wzrostu. Po gwałtownym zeszłorocznym spowolnieniu, KE szacuje, że w 2024 roku PKB naszego kraju wzrośnie o 2,8 proc., a w 2025 r. o 3,4 proc. Dla porównania opublikowane prognozy wskazują, że na poziomie całej Unii Europejskiej roczny wzrost PKB wyniesie 1 proc., zaś w strefie euro będzie to jeszcze mniej, bo 0,8 proc.

Te informacje znajdują potwierdzenie w danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny. Jak wynika z raportu z 3 czerwca br. wzrost gospodarczy w Polsce zyskuje na dynamice: PKB Polski wzrosło w pierwszym kwartale o 0,5 proc. kwartał do kwartału oraz o 2 proc. rok do roku. Jak wynika z analiz ekspertów, możemy to zawdzięczać rosnącej konsumpcji prywatnej. Jednak BIG InfoMonitor ostrzega, że jednocześnie rośnie także całkowite zadłużenie Polaków.

Rośnie koniunktura, a także długi

Analizy ekspertów KE, jak i GUS są zgodne: ożywienie gospodarcze to zasługa rosnącej konsumpcji prywatnej. Jednak czy nie za wcześnie Polacy zaczęli korzystać z pozytywnej koniunktury? Jak wynika z danych BIG InfoMonitor, prowadzącego jedną z największych baz dłużników w Polsce, na koniec kwietnia 2024 r. zadłużenie pełnoletnich osób wyniosło ponad 86,3 mld zł i zwiększyło się o blisko 6 mld zł (7 proc.) rok do roku. Zadłużenie Polaków rośnie, ale liczba osób z problemami finansowymi w tym czasie zmniejszyła się o 53 318 osób i wyniosła 2 623 831. Oznacza to, że pogłębiają się już istniejące problemy finansowe Polaków.

– Ożywienie gospodarcze to zasługa rosnącej konsumpcji prywatnej. Jednak warto zaznaczyć, że na taki luksus pozwalają sobie nadal nieliczni, większość z nas wciąż kalkuluje wydatki, tak aby zoptymalizować ich wykorzystanie i osiągnąć oczekiwane rezultaty. Przemyślany sposób dokonywania zakupów, czyli odpowiedzialne zachowania konsumpcyjne mają też swoje pozytywne następstwa, przede wszystkim przyczyniają się do ograniczania skutków nadmiernego konsumpcjonizmu i wpływają też na to, że liczba osób z problemami finansowymi spada, co widać zresztą w naszych danych – zaznacza Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – W tym przypadku z pomocą z pewnością może przyjść wykorzystanie nowych możliwości dostępnych na rynku, jakimi są wynajem i współdzielenie, często nietanich produktów czy sprzętu – dodaje.

Spośród sześciu grup wiekowych najbardziej zadłużone są osoby między 45 a 54 rokiem życia oraz z przedziału wiekowego 35-44 lata. Ich łączne zobowiązanie stanowi ponad połowę (56 proc.) zadłużenia obywateli Polski. Najmniej dłużników jest wśród młodego pokolenia 18-24 lata. Ich zaległości wynoszą nieco ponad 1 mld zł, a udział w łącznej kwocie zaległości Polaków wynosi 1,2 proc. Choć w każdej grupie wiekowej ubyło dłużników, to jednak znacząco wzrosły zaległości.zaległości grup wiekowych dłużnicy według wieku

By mieć, nie trzeba kupić

Na rodzimym rynku powstał szereg rozwiązań pozwalających na korzystanie z produktów bez konieczności ich zakupu za gotówkę, takich jak BNPL, zakup na raty czy wynajem. Wszystkie te formy pozwalają elastycznie zarządzać domowym budżetem. Natomiast w kontekście ograniczenia zadłużenia najbardziej skutecznym narzędziem jest wynajem, ponieważ działa na zasadzie subskrypcji. W przeciwieństwie do zakupu na raty czy kredytu, wynajem nie przekłada się na wzrost zobowiązań wynajmującego.

– Zadłużenia niewątpliwie ograniczają naszą swobodę, ponieważ wpływają bezpośrednio na nasze możliwości zakupowe, w tym również zdolność kredytową – podkreśla Jakub Buga, założyciel i CEO platformy Gleevery umożliwiającej wynajem produktów z różnych kategorii. – Dlatego w sytuacji, gdy rozważamy zakup dowolnego produktu, warto zastanowić się nad jego wynajmem. Dzięki temu rozwiązaniu ponosimy koszty korzystania z produktu tylko w okresie, kiedy go potrzebujemy. Ponadto wynajmując możemy przetestować produkt przed podjęciem decyzji o zakupie, unikając w ten sposób nietrafionych wydatków – wyjaśnia Jakub Buga.

Jak pokazują badania przeprowadzone przez BIG InfoMonitor i Gleevery, co czwarty Polak zadeklarował korzystanie z usług wynajmu produktów w ciągu ostatniego roku, co świadczy o rosnącej popularności alternatywnych form konsumpcji. Polacy są najbardziej zaznajomieni z ideą wynajmowania samochodów (75 proc.) oraz sprzętu medycznego (64 proc.). Rzadziej wyrażają przekonanie, że można wynajmować sprzęt elektroniczny (20 proc.) lub drobne sprzęty AGD/RTV (17 proc.). W najmłodszej kategorii wiekowej (18-24 lata) już 34 proc. konsumentów regularnie korzysta z usług wynajmu, a odsetek ten spada wraz ze wzrostem wieku ankietowanych, wynosząc ok. 23 proc. dla grupy 25-44 lata, 19 proc. dla grupy 45-54 lata oraz 6 proc. dla grupy powyżej 55 lat. – Popularność wynajmu świadczy o rosnącej świadomości korzyści jakie płyną z tej formy konsumpcji, zarówno ekologicznych, jak i ekonomicznych. Nadzieja w młodym pokoleniu, które do tego rodzaju rozwiązania jest pozytywnie nastawione. To też dobry prognostyk na przyszłość, bo liczymy tu na zmiany pokoleniowe w podejściu do współdzielenia – podsumowuje Jakub Buga.

Badanie „Polacy a ekonomia współdzielenia” wykonane przez Quality Watch metodą CAWI na próbie 1065 osób, w dniach 15 – 18 września 2023. Opracowany dla BIG InfoMonitor we współpracy z Gleevery raport dotyczy wypożyczania produktów, zakupów ratalnych i stosunku do ochrony środowiska.

Fabrity Holding stawia na wzrost organiczny i akwizycje: Celem 12-20% wzrostu przychodów rocznie

Skupienie na wzroście organicznym i akwizycjach ma zapewnić wzrost przychodów średniorocznie (CAGR) o 12-20% przy osiąganiu rentowności na poziomie zysku operacyjnego w wysokości 10-12,5%. Zatrudnienie w perspektywie do końca 2026 roku może osiągnąć do 450-500 osób. Spółka utrzymuje jednocześnie politykę dywidendową.

Zatwierdzona przez Radę Nadzorczą strategia Grupy Fabrity Holding na lata 2024-2026 formalizuje misję organizacji jako wysoko wyspecjalizowanego partnera dużych przedsiębiorstw i organizacji publicznych, świadczącego kompleksowe usługi związane z transformacją cyfrową w skali wykraczającej poza Polskę. Kluczowe rynki to Polska, rynki DACH (Niemcy, Austria, Szwajcaria) i pozostałe kraje Europy Zachodniej, a działania rozwojowe mają być prowadzone również w Wlk. Brytanii i USA. Kluczowym segmentem klientów pozostają duże i najbardziej innowacyjne przedsiębiorstwa oraz organizacje. Oferta i kompetencje mają być skokowo poszerzane dzięki realizacji przejęć komplementarnych podmiotów branżowych.

Naszym celem jest dalszy wzrost przychodów i systematyczne pomnażanie wartości Grupy. Wzrost w najbliższych latach chcemy osiągnąć poprzez połączenie rozwoju organicznego i inwestycji w firmy podobne do nas, ale posiadające konkretne specjalizacje lub działające na wybranych rynkach. Chcemy, przy tym, aby wzrost miał charakter zrównoważony i przekładał się na trwałą wartość w długim okresie, a priorytetem jest  zachowanie spójnego wizerunku i profilu działalności. Kluczowym obszarem naszej działalności pozostaje inżynieria oprogramowania, projektowanie cyfrowych produktów i usług oraz wdrożenia platform low-code, w tym dalszy rozwój naszej własnej platformy Fastive. W każdym z tych obszarów mamy konkretne plany, związane z rozwojem kompetencji i adopcją nowych technologii, rozwojem produktów oraz partnerstwami z dostawcami technologii mówi Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu Fabrity Holding S.A.

Cele strategii będą realizowane głównie poprzez inwestycje w sprzedaż i marketing, inwestycje M&A w nowe spółki, inwestycje zwiększające skuteczność dotarcia do nowych klientów poza Polską, organiczny rozwój współpracy z obecnymi klientami, również na nowych rynkach i w nowych dywizjach biznesowych, a także cross-selling do obecnej bazy klientów na podstawie oferty i kompetencji nowych spółek. Wsparciem realizacji celów finansowych ma być program motywacyjny dla kluczowych menedżerów i pracowników (ESOP), realizowany po zakończeniu możliwego procesu połączenia spółki Fabrity Holding i zależnej spółki Fabrity – przewidywane uruchomienie od roku 2025. Łączna liczba akcji zaoferowanych poszczególnym osobom uprawnionym ma odpowiadać około 3% akcji w kapitale zakładowym Fabrity Holding.

W ramach aktywności M&A Grupa Fabrity Holding zakłada nabywanie pakietów większościowych w ramach potencjalnych akwizycji M&A, a w konsekwencji zakładane jest, że nowe spółki w Grupie będą podlegały pełnej konsolidacji wyników finansowych. Jednocześnie polityka dywidendowa nie ulega zmianie: do 50% skonsolidowanego zysku netto dystrybuowane będzie do akcjonariuszy, o ile nie wystąpią istotne potrzeby inwestycyjne lub inne ważne powody. Z kolei nowe emisje akcji będą miały cel motywacyjny, związany z ESOP lub będą połączone z ewentualną wymianą udziałów w spółkach zależnych.

Istotną przewagą konkurencyjną Grupy Fabrity Holding jest łączenie kompetencji technologicznych, długotrwałych relacji z klientami, kompleksowość oferty oraz wykorzystywany stos technologiczny. Wraz z modelem biznesowym ukierunkowanym na doradztwo technologiczno-biznesowe i dywersyfikacją branżowo-geograficzną, Fabrity może nawiązywać relacje i współpracę z kolejnymi dużymi, znanymi markami.

W maju na sklepowych półkach było drożej o 3 proc. r/r

Kolejny miesiąc z rzędu rośnie dynamika wzrostu cen w sklepach. Widać,
że trend spadkowy się odwraca.

Analiza przeszło 68,4 tys. cen detalicznych wykazała, że w maju br. codzienne zakupy w sklepach zdrożały średnio o 2,9% rdr. Wyniki z trzech ostatnich miesięcy wyraźnie pokazują, że powróciło przyspieszenie dynamiki podwyżek. Ponadto tym razem więcej kategorii niż w kwietniu czy w marcu wykazało jednocyfrowy wzrost rdr. – dwanaście na siedemnaście monitorowanych. Do tego dwucyfrowa podwyżka rdr. objęła jedną grupę produktów. Najbardziej poszły w górę ceny słodyczy i deserów, bo o 12,9% rdr. W TOP5 drożyzny widać też chemię gospodarczą ze wzrostem rdr. na poziomie 9,7%, napoje bezalkoholowe – 6,3%, dodatki spożywcze – 5,9%, a także pieczywo – 4,9% rdr. Po ww. danych widać też, że powrót VAT-u na żywność stał się faktem.

Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, realizowanego cyklicznie od blisko 7 lat, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w maju br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 2,9% rdr. To większy wzrost, niż zanotowany w kwietniu – na poziomie 2,4% rdr. Dla porównania, w marcu br. ceny najczęściej kupowanych produktów rok do roku poszły w górę o 2,1%.

– Wyniki z trzech miesięcy wskazują na zmianę trendu – z hamowania na przyspieszenie dynamiki wzrostu cen w sklepach detalicznych. Powodów tej sytuacji jest wiele. Z jednej strony są to rosnące koszty produkcji i wynagrodzenia, a z drugiej – zaburzenia w łańcuchach dostaw oraz sezonowe wahania. Niekorzystne prognozy też mają znaczenie. Gdy na rynku panuje przekonanie, że koszty prowadzenia działalności będą nadal rosły, sprzedawcy mogą podnosić ceny, by zabezpieczyć się przed ich wzrostem  – komentuje dr Joanna Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito.

Analitycy z UCE RESEARCH przypominają, że wśród retailerów mówi się, iż przez walkę na ceny wśród dyskontów w kolejnych miesiącach po odmrożeniu VAT-u na żywność ceny będą wolniej wracały do właściwego stanu. Jednak ich wzrost o stawkę ww. podatku jest nieunikniony.

– Wolniejszy wzrost cen tylko częściowo wynika z walki marketów. Powodem jest też duży import gorszej jakościowo, ale taniej żywności z Rosji, Białorusi i Ukrainy. Inflacja w II połowie roku będzie rosła. Nie wiadomo tylko, jak bardzo. Jeżeli obecny rząd nie dokona restrukturyzacji, zniszczonych przez poprzednią władzę, spółek strategicznych z udziałem Skarbu Państwa, to na koniec roku możemy doczekać się dużego wzrostu inflacji. Pojawia się też pytanie, jak zachowa się NBP. Wcześniej realizował tzw. druk pustego pieniądza. Obecnie mamy trend odwrotny, który hamuje inflację – mówi dr hab. Sławomir Jankiewicz z Uniwersytetu WSB Merito, prof. UWSB Merito.

Raport wykazał, że w maju br. na 17 monitorowanych kategorii 12 wykazało jednocyfrowy wzrost rdr. (w kwietniu – 10, a w marcu – 8). Dwucyfrowa podwyżka rdr. dotyczyła 1 grupy produktów (w kwietniu – 2, a w marcu – 1). Pozostałe kategorie odnotowały spadki rdr.

– Wzrost liczby kategorii z jednocyfrowym wzrostem sugeruje, że ceny w większości stabilizują się na poziomie umiarkowanych podwyżek. Może to oznaczać, że zaczynają się one wyrównywać po okresie większych wahań, a przedsiębiorstwa dostosowują się do nowej rzeczywistości kosztowej. Z kolei tylko jeden dwucyfrowy wzrost oznacza, że ekstremalnie szybki skok cen może wskazywać na pewną stabilizację w najbardziej podatnych na inflację kategoriach – wyjaśnia dr Wieprow.

W maju na froncie drożyzny znalazły się słodycze i desery ze wzrostem o 12,9% rdr. W kwietniu rdr. zdrożały o 10,6%, a w marcu – 9,6%. – Coraz większe podwyżki są efektem drożejących surowców. Niestety problemy z podażą kakao i cukru, wynikające ze zmian klimatycznych, nie znikną. Nieprzewidywalność pogody dalej będzie pogarszać plony i podnosić ceny – ostrzega dr hab. Sławomir Jankiewicz.

Na drugim miejscu w zestawieniu jest chemia gospodarcza ze średnią podwyżką rdr. o 9,7%. W kwietniu rdr. podrożała o 7,7%, a w marcu – o 9,7%. – Do wzrostu cen przyczyniają się głównie surowce, takie jak ropa naftowa, gaz ziemny i tłuszcze roślinne. Dzieje się tak m.in. w wyniku wojny w Ukrainie, zakłóceń łańcuchów dostaw i rosnącego popytu ze strony Chin – wylicza dr Joanna Wieprow.

Trzecią pozycję w rankingu zajmują napoje bezalkoholowe, które zdrożały rdr. o 6,3%. W kwietniu ich ceny rdr. poszły w górę o 8,1%, a w marcu – o 9,1%. – Wzrost cen cukru, wody, owoców i opakowań jest głównym czynnikiem ciągłych podwyżek. Znacząco też zwiększyły się koszty transportu z powodu rosnących cen paliw i opłat. Ponadto na ceny napojów bezalkoholowych miał wpływ wprowadzony w 2021 roku podatek cukrowy. Możliwe jest, że konsumenci zaczęli kupować mniej tych produktów ze względu na ich wysokie ceny, co skłoniło producentów do ograniczenia podwyżek – analizuje ekspertka z WSB Merito.

Na czwartym miejscu znalazły się dodatki spożywcze (tj. ketchupy, majonezy, musztardy, przyprawy) ze średnim wzrostem o 5,9% rdr. W kwietniu rdr. podrożały o 11,7%, a w marcu – o 15,4%. – Dynamika podwyżek wyraźnie maleje. Jednak należy zwrócić uwagę na to, że liczymy wartości od wyższej kwoty. Dla przykładu, wzrost cen z 10 zł na 11 zł, czyli o 1 zł daje 10% zmianę. Natomiast kolejna podwyżka o 1 zł, tj. do 12 zł, to 9% na plusie. Podniesienie cen o tę samą wartość, ale przy innych podstawach, oznacza niższy skok – objaśnia dr hab. Sławomir Jankiewicz.

Zestawienie TOP5 drożyzny zamyka pieczywo. Jego ceny poszły w górę średnio o 4,9% rdr. W kwietniu ta kategoria odnotowała podwyżkę rdr. o 1,4%, a w marcu – 3,9%. – Znaczenie ma wzrost VAT, cen surowców, nośników energii i paliw, a także wynagrodzeń. Likwidacja tarcz osłonowych dla piekarni oraz podniesienie cen gazu i energii w kolejnych miesiącach zwiększą koszty produkcji – podkreśla ekspert.

Wśród drożejących kategorii są też art. dla dzieci ze średnim wzrostem o 4,2% rdr. W kwietniu ich ceny poszły w górę rdr. o 5,5%, a w marcu – o 4,2%. – Spadek dynamiki podwyżek wynika z ustabilizowania się cen surowców, takich jak plastik, tektura i bawełna. Ponadto producenci mogli podjąć działania mające na celu ograniczenie wzrostu cen, np. poprzez obniżenie marży lub zmianę opakowań na tańsze – uważa dr Joanna Wieprow.

Dalej w zestawieniu są środki higieny osobistej ze wzrostem rdr. o 3,1%, a potem używki (tj. herbata, kawa, piwo, wódka) z podwyżką rdr. na poziomie 2,6%. Rok do roku lekko wzrosły też ceny owoców – o 2,2%, mięsa – o 1,9%, wędlin – o 1,2%, nabiału – o 1%, a także ryb – 0,5%.

Opis metody badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od blisko 7 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z maja 2024 r. i analogicznego okresu z 2023 r. Dotyczyło to 17 kategorii i 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą przeszło 68,4 tys. cen detalicznych z ponad 31,7 tys. sklepów należących do 56 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Spada liczba skazanych za niepłacenie alimentów

W 2023 roku 26,4 tys. osób zostało skazanych w pierwszej instancji za niepłacenie alimentów. Tak wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości. Oznacza to spadek w ujęciu rocznym o 10,3%. W roku wcześniejszym takich przypadków było 29,4 tys. W ww. grupie 8,7 tys. osób otrzymało karę pozbawienia wolności, w tym 1,8 tys. – z warunkowym zawieszeniem. To o 7,8% mniej w porównaniu z 2022 rokiem. Do tego dane resortu wskazują, że w ub.r. małoletnich pokrzywdzonych tym procederem było 25,7 tys. To o 12,7% mniej niż rok wcześniej, kiedy zanotowano wynik 29,4 tys. Jednak eksperci przekonują, że nie ma co się cieszyć z niewielkich spadków, ponieważ skala problemu niepłaconych alimentów faktycznie się nie zmniejsza. I dodają, że ministerialne dane nie korelują z tymi z rejestrów osób zadłużonych.

Jak wynika z danych udostępnionych przez Ministerstwo Sprawiedliwości, w 2023 roku 26,4 tys. osób zostało skazanych w pierwszej instancji w sądach rejonowych za przestępstwo niealimentacji, na podstawie art. 209 kodeksu karnego. To o 10,3% mniej niż w 2022 roku, kiedy takich przypadków było 29,4 tys. Z kolei porównując ubiegłoroczne dane z tymi z 2021 roku, widać jeszcze wyraźniejszy spadek, bo o 23,2%. Wówczas skazanych za takie przestępstwo było 34,3 tys. osób.

– Dane nie korelują z tymi z rejestrów osób zadłużonych, takich jak np. BIG InfoMonitor, które wskazują, że każdego roku przybywa osób zadłużonych z tytułu niezapłaconych alimentów, a zadłużenie przekracza 15 mld zł tylko dla Funduszu Alimentacyjnego – mówi Justyna Żukowska-Gołębiewska, psycholożka, badaczka przemocy poseparacyjnej i prezes Stowarzyszenia Poprawy Spraw Alimentacyjnych – Dla Naszych Dzieci.

Natomiast dr Łukasz Pilarczyk, adiunkt w Zakładzie Prawa Karnego WPiA UAM i adwokat z Kancelarii Prawnej Filipiak Babicz Legal, również zaleca ostrożność w stawianiu twierdzeń o spadku popełnianych przestępstw niealimentacji. Z danych nie wynika bowiem, ile było wszczynanych postępowań karnych dotyczących właśnie tego typu przestępstw na etapie sądowym. Możliwe bowiem, że tych postępowań wszczynanych jest ciągle tyle samo.

– Niemniej z powodu coraz większej przewlekłości procesów karnych, trwają one coraz dłużej i przez to rzadziej są wydawane, dotyczące tych spraw, wyroki. Wydaje się, że te dane są niestety zbyt szczątkowe, aby wyciągać z nich dalej idące wnioski – komentuje dr Łukasz Pilarczyk.

Z danych resortu wynika też, że spośród skazanych na podstawie art. 209 KK w 2023 roku 8,7 tys. osób otrzymało karę pozbawienia wolności, w tym 1,8 tys. z warunkowym zawieszeniem. To o 7,8% mniej w porównaniu z 2022 rokiem, kiedy takich przypadków było 9,4 tys. Wówczas 2,2 tys. skazano z warunkowym zawieszeniem. Natomiast porównując ubiegłoroczne dane z tymi z 2021 roku, widać spadek o 15,2%. Wtedy mowa była o 10,2 tys. przypadków, w tym 2,6 tys. z warunkowym zawieszeniem.

– Już w 2020 roku mój raport wskazywał, że wyroków pozbawienia wolności w takich sprawach jest mniej w stosunku do wyroków ograniczenia wolności – stwierdza Justyna Żukowska-Gołębiewska. – Jako eksperci Zespołu ds. Alimentów przy poprzednim RPO Adamie Bodnarze i RPD Marku Michalaku sugerowaliśmy, że celem nowelizacji kodeksu karnego nie powinien być wzrost penalizacji osób niepłacących alimentów. Należy ich zmobilizować do realizacji tego obowiązku np. poprzez System Dozoru Elektronicznego – dodaje ekspertka.

Do tego ekspertka zauważa, że niestety ustawodawca nie pomyślał o tym, aby SDE znalazł się w katalogu kar ograniczenia wolności, a nie kar pozbawienia wolności, co mogłoby w znaczący sposób wpłynąć na skuteczność egzekucji długu alimentacyjnego. Obserwowana jest też tendencja do nieuznawania niealimentacji jako przestępstwa przeciwko rodzinie, które miałoby wysoką szkodliwość społeczną czynu. Zazwyczaj przedstawiciele prawa uznają je za przestępstwo porównywalne z kradzieżą roweru.

– Sądy w tej sytuacji bardzo rzadko będą orzekać karę pozbawienia wolności, a jeżeli już to nastąpi, to zapewne z warunkowym zawieszeniem jej wykonania – przewiduje dr Łukasz Pilarczyk. – Kara bezwzględna pozbawienia wolności byłaby orzeczona w sytuacjach naprawdę skrajnych, czyli np. gdy ktoś był już skazany za to przestępstwo, ale nie zmienił swojego zachowania albo gdy w oczywisty sposób stać go na zapłatę alimentów, ale nie robi tego ze zwykłej złośliwości – wyjaśnia dr Pilarczyk.

Z danych resortu wynika również, że w 2023 roku małoletnich pokrzywdzonych brakiem alimentów było 25,7 tys. (12,8 tys. dziewczynek i 13,1 tys. chłopców). To o 12,7% mniej niż rok wcześniej, kiedy było ich 29,4 tys. (odpowiednio 14,6 tys. i 14,8 tys.), a także o 25,3% mniej niż w 2021 roku – 34,4 tys. (17 tys. i 17,3 tys.). Pokrzywdzonymi są też kobiety (5,8 tys. w 2023 roku, 6,7 tys. w 2022 roku i 7,6 tys. w 2021 roku) i mężczyźni (odpowiednio 2,3 tys., 2,8 tys. i 3,2 tys.).

– Bardzo ostrożnie podchodziłabym do analizy tych danych. Przede wszystkim należy wskazać, że obowiązek alimentacyjny może dotyczyć małoletnich, ale też pełnoletnich dzieci stron, które jeszcze się nie usamodzielniły. Obowiązek alimentacyjny może zostać orzeczony również wobec byłych małżonków – tłumaczy Justyna Żukowska-Gołębiewska. – Nie zapominajmy także o rodzicach będących w niedostatku, niesamodzielnych seniorach, wobec których sąd może zasądzić alimenty od dorosłych dzieci – uzupełnia ekspertka.

W efekcie każda z tych grup pokrzywdzonych niealimentacją ma prawo składać zawiadomienie z art. 209 KK. Inną sprawą jest fakt, że nieregulowanie tych zobowiązań jest jednym z tych przestępstw, które popełnia się bardzo często w recydywie. Statystycznie proceder ten trwa najczęściej 3-10 lat. W tym czasie niealimentowane dzieci dorastają i zmieniają tylko miejsce w statystycznych tabelkach.

Zdaniem ekspertów, trudno wskazać, jak w tym roku może wyglądać sytuacja związana z karaniem w pierwszej instancji w sądach rejonowych za nieopłacanie alimentów. – Ta kwestia wiąże się także z poprawieniem skuteczności i szybkości działania prokuratur i sądów – wskazuje dr Łukasz Pilarczyk. – Jeżeli prokuratury będą szybciej kończyć postępowania aktem oskarżenia, a sądy sprawniej będą rozpoznawać sprawy, to liczba wyroków skazujących może wzrosnąć – dodaje ekspert.

Z kolei Justyna Żukowska-Gołębiewska zauważa tendencję wzrostową w przypadku wykrywalności przestępstwa niealimentacji w okresach okołowyborczych. Wówczas temat częściej pojawia się w mediach, wzrasta zainteresowanie nim polityków – kandydatów do parlamentu i europarlamentu, zaprasza się organizacje pozarządowe do rozmów w różnych resortach i zespołach eksperckich.

– Nie prowadziłam w tym zakresie żadnych badań i mogę jedynie ostrożnie wysnuć wniosek, że może być to skutek wpływu mediów na zmianę przekonań społecznych – mówi ekspertka. – Podobnie jest gdy wprowadza się zmiany prawne, np. jak ta, która nowelizowała art. 209 KK. Później jakby zainteresowanie zjawiskiem niealimentacji spada, a przez to maleje też wykrywalność tego przestępstwa – podsumowuje prezes Stowarzyszenia Poprawy Spraw Alimentacyjnych – Dla Naszych Dzieci.

Rynek już patrzy na jutrzejszy Fed

W ubiegłym tygodniu EBC obniżył stopy procentowe co nikogo za bardzo nie zaskoczyło. Z kolei RPP utrzymała parametry swojej polityki monetarnej i wsparła złotego. Teraz przychodzi kolej na Rezerwę Federalną, która jutro prawdopodobnie pozostawi koszt pieniądza na dotychczasowym poziomie 5,25 – 5,5 proc. Uwaga będzie skupiona na nowych projekcjach makro a zmienność może wywołać publikacja nowego „dot chart”. Na kilka godzin przed ogłoszeniem decyzji poznamy raport inflacyjny. Kurs EUR/USD po piątkowych oraz poniedziałkowych spadkach cały czas utrzymuje się w okolicy 1,0750. Wall Street zakończyła wczorajszą sesję na plusie. Wzrosty głównych indeksów giełdowych nie przekroczyły jednak 0,4 proc. Kalendarz makro na dziś jest ubogi.

Ubiegły rok dla Rezerwy Federalnej był dość sprzyjający. Gospodarka radziła sobie bardzo dobrze pomimo masowych podwyżek stóp procentowych. Z kolei proces dezinflacyjny przebiegał bez większych zakłóceń. W tym roku spadek CPI został zatrzymany a ten mierzony deflatorem wydatków konsumpcyjnych (PCE) lekko wzrósł. Wciąż bazowa miara inflacji znajduje się powyżej celu Fed (2 proc.) i wskazuje pułap 2,8 proc. Z kolei w I kwartale dynamika PKB USA spowolniła. Wzrost wyniósł 1,3 proc. a prognozy dotyczące okresu od kwietnia do końca czerwca nie pokazują znacznej poprawy. Prawdopodobieństwo recesji jest jednak bardzo niskie.

Gorsze dane z rynku pracy, które otrzymujemy od pewnego czasu powinny być argumentem dla Fed, że restrykcyjna polityka monetarna działa zgodnie z zamierzeniami. Bez wątpienia musi nastąpić mocniejsze zmniejszenie nadwyżki popytu na rynku pracy aby Fed zaczął „luzować”. Wówczas bowiem przełoży się to na spowolnianie wzrostu płac, co w konsekwencji da w przyszłości niższą presję inflacyjną ogólnie. Dopóki jednak co miesiąc jest kreowanych więcej niż 100 tys. nowych miejsce pracy, Rezerwa Federalna nie musi zbytnio spieszyć się z działaniami. Raport NFP za maj pokazał siłę. Kreacja 272 tys. nowych miejsc pracy zaskoczyła rynek, który zmniejszył wycenę prawdopodobieństwa obniżki na wrześniowym posiedzeniu z ok 60 proc. do 50 proc. a szanse na grudniowy ruch spadły poniżej 70 proc. z poziomu bliskiego 76 proc. przed publikacją.

W najbliższą środę światło dzienne ujrzą nowe projekcje makro a także aktualny „wykres kropkowy”. Przypomnijmy, że prognozy marcowe wskazywały na trzy cięcia w 2024 roku, każde po 25 punktów bazowych. Teraz rynek będzie reagował na to, czy wciąż scenariuszem bazowym są trzy ruchy w dół w tym roku. Dane z ostatnich tygodni oddalają nas od jego realizacji ale potwierdzenie otrzymamy dopiero jutro. Ważna też będzie perspektywa ścieżki obniżek w latach 2025-2026. Tego samego dnia otrzymamy raport inflacyjny. Wysoka zmienność jest gwarantowana.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

35% pracodawców w Polsce planuje nowe rekrutacje, a 19% mówi o zwolnieniach

Pomiędzy lipcem a wrześniem 35% organizacji w Polsce chce wzmacniać kadry, a 44% z nich nie planuje zmian w swoich strukturach. O redukcji etatów mówi 19% pracodawców, co jest wynikiem o 2 p.p. niższym w porównaniu do poprzedniego kwartału tego roku. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski na III kwartał 2024, będąca odzwierciedleniem nastrojów rekrutacyjnych wyniosła +14%. Szczególnie intensywnej rywalizacji o nowych pracowników można spodziewać się we wschodnim oraz północno-zachodnim regionie naszego kraju. Takie dane płyną z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup, prezentującego plany rekrutacyjne firm na III kwartał 2024 roku. W którym z regionów Polski można spodziewać się najwięcej ofert pracy? Jakie branże deklarują największy apetyt rekrutacyjny? Które z organizacji planują w największym stopniu wzmacnianie zespołów? Więcej w najnowszym raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

ManpowerGroup opublikował dziś najnowszy raport Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na trzeci kwartał 2024 roku. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski, która pokazuje chęci firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, wyniosła tym razem +14%, co jest wynikiem wyższym o 2 punkty procentowe zarówno w porównaniu z danymi na kwiecień-czerwiec, jak i w ujęciu rocznym. Oznacza to stabilny wzrost zapotrzebowania polskich firm na nowych pracowników, a sytuacja na rynku pracy wygląda umiarkowanie optymistycznie.

– Możemy mówić o pewnej stabilizacji, co jest widoczne zarówno w kwartalnym, jak i rocznym wzrośnie prognozy netto zatrudnienia – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce. – Już od kilku kwartałów notujemy dwucyfrowe wyniki, co tylko potwierdza odbicie polskiej gospodarki po wielu wcześniejszych perturbacjach i wyzwaniach. Niestety będą one do nas z pewnością cyklicznie powracać, ponieważ żyjemy w dość niestabilnych czasach, a organizacje na całym świecie muszą być przygotowane na różne scenariusze, mając plan A, B i C. Rynek pracy jest papierkiem lakmusowym sytuacji gospodarczo-ekonomicznej, błyskawicznie rezonuje z wszelkimi negatywnymi, jak i pozytywnymi sytuacjami czy czynnikami – dodaje ekspert.

Zatrudnienie nowych pracowników planuje 35% badanych przedsiębiorstw, o konieczności zwolnień mówi 19% organizacji, a jedynie 2% firm nie ma sprecyzowanych planów kadrowych na najbliższe miesiące. 44% pracodawców znad Wisły nie chce żadnych zmian kadrowych w III kwartale tego roku.

– Nadchodzący trzeci kwartał tego roku przyniesie rozwój wielu branż, będzie czasem nowych planów pracodawców i wzmacniania zespołów. Talenty chcące pozostać atrakcyjnymi na rynku pracy powinny niezmiennie stawiać na rozwój kompetencji, poznanie elementów sztucznej inteligencji, pozostać otwartymi na reskilling oraz upskilling. Jak zawsze, jedyną pewną jest zmiana, dlatego należy być przygotowanym na różne sytuacje – podkreśla Tomasz Walenczak.

Energetyka & usługi komunalne oraz transport logistyka & motoryzacja branżami z największym apetytem na nowe talenty

Dane Barometru ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia wskazują na to, że w III kwartale 2024 roku firmy we wszystkich ośmiu analizowanych obszarach chcą zwiększać zatrudnienie. Na najwięcej ofert pracy mogą liczyć kandydaci z obszaru energetyki & usług komunalnych (+40%), a także transportu, logistyki & motoryzacji (+27%). To obszar, który odnotował największy wzrost w ujęciu kwartalnym – prognoza wzrosła tutaj bowiem aż o 32 punkty procentowe. Spore zapotrzebowanie na nowe talenty zgłaszają tajże pracodawcy z branży IT (+22%), a także usług komunikacyjnych (+19%). Na identycznym poziomie prognozy zatrudnienia deklarują pracodawcy branży przemysłu i surowców (+12%), nauk przyrodniczych & opieki zdrowotnej (+12%), finansów i nieruchomości (+12%). Na najmniejsze, wciąć pozytywne plany kadrowe wskazują firmy obszaru dób & usług konsumpcyjnych (+11%).

– Firmy znad Wisły planują rozbudowywanie zespołów w najbliższych miesiącach i to we wszystkich analizowanych przez nas sektorach. W największym stopniu nowych pracowników chcą pozyskiwać organizacje branży energetyki i usług komunalnych, co jest wynikiem wielu nowych inwestycji z zakresu green energy, transformacji energetycznej naszego kraju. Przedsiębiorcy z sektora transportu, logistyki i motoryzacji także przewidują dość duży wzrost zatrudnienia, choć tutaj sytuacja zdaje się nieco bardziej złożona. O ile transport i logistyka zyskują dzięki wzrostowi konsumpcji, mocnej branży FMCG, to w motoryzacji z jednej strony słyszymy o dużych zwolnieniach, z drugiej o nowych inwestycjach. Dzieje się tak, ponieważ obszar ten także przechodzi pewną przemianę, wprowadza dużą dozę automatyzacji, robotyzacji i poszukuje tym samym nieco innych niż dotychczas talentów, wyposażonych w umiejętności z zakresu AI, nowych technologii. Wysoką prognozę netto zatrudnienia w III kwartale tego roku przewidują też firmy IT, co bardzo cieszy, ponieważ obszar ten do niedawna borykał się z wieloma wyzwaniami, niemałymi redukcjami. Świat nieuchronnie pędzi w kierunku sztucznej inteligencji, nowych technologii, do czego niezbędni są specjaliści zarządzający i implementujący tego typu rozwiązania – mówi Tomasz Walenczak.

Duże firmy z najwyższymi prognozami rekrutacyjnymi

Analiza uwzględnia podział na sześć wielkości organizacji. W III kwartale 2024 roku najbardziej otwarte na powiększanie zespołów są najmniejsze firmy zatrudniające do 10 talentów (+27%) oraz te z kadrami w przedziale 1000-4999 pracowników (+25%). Na nieco niższy optymizm rekrutacyjny wskazują firmy z zespołami mieszczącymi się w przedziale 50-249 (+20%) oraz 250-999 osób (+19%). Najmniejsze zapotrzebowanie na nowe talenty deklarują spółki zatrudniające ponad 5000 pracowników (+5%) oraz te mniejsze, których kadra mieści się w przedziale 10-49 pracowników (+2%).

Na wschodzie Polski najbardziej zacięta rywalizacja o talenty, na południowym zachodzie lekkie wyhamowanie

Analiza ManpowerGroup prezentuje dane w podziale na regiony Polski. Wynika z nich, że firmy zlokalizowane we wschodnim (+25%) oraz północno-zachodnim (+21%) obszarze kraju planują pozyskiwać wielu nowych pracowników, a co za tym idzie, konkurencja o talenty będzie tam największa. Na nieco mniejszy apetyt rekrutacyjny wskazują organizacje z Centrum (+16%), Południa (+9%), a także Północy (+8%) Polski. Firmy zlokalizowane na południowym zachodzie kraju deklarują prognozę zatrudnienia na poziomie +1%, co w praktyce oznacza niewielką stagnację lokalnego rynku pracy.

– Największe potrzeby zgłaszają organizacje ze wschodu, co jest rezultatem wzmożonej logistyki krótkoterminowej, firm działających na rzecz odbudowy Ukrainy. Na północnym-zachodzie Polski, który także zapowiada dużą konkurencyjność o talenty w najbliższych miesiącach, jest to kwestia dużego rozwoju obszaru branży zielonej energii, farm wiatrowych – dodaje dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce.

Polska na tle regionu EMEA

Analizując dane na III kwartał 2024 roku dla regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) można zauważyć, że średni wynik dla wszystkich zlokalizowanych w nim krajów to +18%, co jest wynikiem wyższym o 2 punkty procentowe w porównaniu kwartalnym, ale spadkiem o 3 punkty procentowe rok do roku. Firmy zlokalizowane w Szwajcarii (+34%), Południowej Afryce (+31%), a także Holandii (+28%) mówią o największych planach rekrutacyjnych na nadchodzące miesiące. Na najmniejszą chęć rozbudowywania zespołów wskazują natomiast organizacje z Rumunii (+3%).

Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia dla III kwartału 2024 roku został opracowany na podstawie wywiadów obejmujących reprezentatywną próbę 525 pracodawców w Polsce. W niniejszym raporcie stosowane jest pojęcie „prognoza netto zatrudnienia”. Parametr ten stanowi różnicę procentową pomiędzy odsetkiem pracodawców przewidujących wzrost całkowitego  zatrudnienia i odsetkiem firm spodziewających się spadku całkowitego zatrudnienia w swoim oddziale w najbliższym kwartale. Uzyskany wynik to właśnie prognoza netto zatrudnienia. Badanie zostało zrealizowane globalnie, w terminie od 1 do 30 kwietnia 2024 roku na grupie ponad 40 000 pracodawców, reprezentujących 42 rynków na całym świecie.

LUX MED kupuje krakowski szpital Ortopedicum

Grupa LUX MED umacnia swoją obecność w stolicy Małopolski i kontynuuje strategię rozwoju sieci szpitali. Umowa, na mocy której renomowany ośrodek Ortopedicum stał się częścią Grupy została podpisana 10 czerwca 2024 roku. To już 16. szpital działający w ramach struktur lidera prywatnej opieki medycznej w Polsce.

Szpital Ortopedicum w Krakowie to nowoczesny ośrodek ortopedii i rehabilitacji, oferujący swoim pacjentom kompleksową opiekę w pełnym zakresie ortopedii i traumatologii narządu ruchu. Placówka działa od 2009 r. Na terenie szpitala funkcjonują: Oddział Anestezjologii, Oddział Ortopedyczny z 26 łóżkami, Poradnia Ortopedyczna oraz Dział Rehabilitacji Leczniczej wraz z Ośrodkiem Rehabilitacji Dziennej. Ośrodek dysponujemy m.in.: blokiem operacyjny z dwoma salami, pracowniami RTG i USG, tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego.Szpital Ortopedicum w Krakowie

Wierzę, że chcąc zmieniać rynek opieki zdrowotnej w Polsce, trzeba być gotowym na odważne decyzje i inwestycje, a kupno Szpitala Ortopedicum niewątpliwie do takich należy. To dowód na konsekwencję z jaką realizujemy naszą strategię rozwoju, mającej na celu zapewnienie kompleksowej opieki naszym pacjentom. Nie tylko wzmacniamy pozycję na rynku, ale otwieramy sobie nowe możliwości dla dalszego rozwoju oferty LUX MED w tej części kraju. Jestem przekonana, że czeka nas dobra współpraca, skupiona na dalszym rozwoju szpitala, obejmując m.in. działania skierowane na zapewnienie jeszcze lepszego dostępu do Ubezpieczenia Szpitalnego LUX MED – Pełna Opieka. Przed nami wiele ciekawych wyzwań i możliwości. Zespół szpitala witam serdecznie w rodzinie Grupy LUX MED. – Anna Rulkiewicz, Prezeska Grupy LUX MED

Głównym obszarem działalności medycznej szpitala jest protezoplastyka stawu biodrowego i kolanowego. W szpitalu wykonywane są zabiegi w zakresie artroskopii operacyjnej, medycyny sportowej, rekonstrukcji ACL (więzadła krzyżowego przedniego), chirurgii stopy, chirurgii ręki oraz chirurgii kręgosłupa. Pacjenci Ortopedicum są pod opieką lekarza prowadzącego – obecnego od pierwszych konsultacji, następnie w czasie operacji oraz w procesie rehabilitacji. Proces leczenia (począwszy od diagnostyki, poprzez zabieg operacyjny, aż po rehabilitację) przebiega w tym samym miejscu. Kompleksowe i jednocześnie indywidualne podejście do potrzeb pacjentów umożliwia im szybki powrót do pełnej sprawności.

Dynamiczny rozwój szpitala i bardzo dobre rezultaty medyczne pozwoliły Ortopedicum na wypracowanie znaczącej pozycji w zakresie alloplastyki biodra i kolana nie tylko w Małopolsce, ale i w skali kraju. Jesteśmy przekonani, że w przyszłości Ortopedicum będzie mogło rozwijać wysokie standardy leczenia w ramach sieci LUX MED. Zespołowi Ortopedicum dziękujemy za wieloletnie, doskonałe zaangażowanie i życzymy dalszych wspaniałych sukcesów. Zarząd Aesculap Chifa, dotychczasowy właściciel szpitala Ortopedicum

Od ponad dwóch lat w ofercie Grupy LUX MED dostępna jest ubezpieczenie szpitalne, którego zaplecze infrastrukturalne składa się z 16 szpitali własnych Grupy oraz ponad 100 szpitali współpracujących. Oferta obejmuje pomoc medyczną w zakresie procedur planowych i przypadków nagłych, wspierając się w tym obszarze funkcją Koordynatorów Opieki Szpitalnej. Przejęcie szpitala Ortopedicum to kolejna akwizycja firmy w obszarze szpitalnictwa na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. W lipcu ub. roku do Grupy dołączył Wrocławski Szpital Orthos.

Otwarcie na świat i potencjał wciąż do wykorzystania. 20 lat Polski w UE z perspektywy nieruchomościowego rynku inwestycyjnego

Komentarz ekspercki Piotra Mirowskiego, Senior Partnera, Dział Doradztwa Inwestycyjnego, Colliers. 

Dwie dekady od momentu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej były czasem dynamicznego rozwoju kraju i rynku nieruchomości komercyjnych, efektywnie wykorzystanym na profesjonalizację sektora. Nie stałoby się to bez udziału unijnych środków. Według danych Ministerstwa Finansów od 1 maja 2004 roku do końca 2023 roku Polska otrzymała łącznie 245,5 miliarda euro, co po odliczeniu składek członkowskich daje kwotę ponad 160 miliardów euro na rozwój i modernizację.

Napływ zagranicznego kapitału

W 2004 roku staliśmy się integralną częścią europejskiej przestrzeni gospodarczej, co sprawiło, że inwestorzy zagraniczni zaczęli przychylniej patrzeć na Polskę – zarówno pod kątem przenoszenia tu swoich biznesów, lub ich gałęzi, jak i lokowania kapitału. Dzięki akcesji do UE zmienił się bowiem nasz wizerunek – z gospodarki charakteryzującej się niestabilnością prawną i brakiem transparentności w stabilny, relatywnie płynny i pewny rynek, odznaczający się rządami prawa oraz silnym prawem własności.

W 2018 roku Polska stała się częścią indeksu rynków rozwiniętych FTSE Russell. I choć inwestycje zagraniczne w polską gospodarkę miały miejsce już wcześniej, dopiero rozwój sektora nieruchomości komercyjnych, oparty w dużej mierze na przepływach pieniężnych, sprawił, że Polska zaczęła oferować atrakcyjne stopy zwrotu, które przyciągnęły wszystkie największe fundusze na świecie, m.in. z Niemiec, Francji, Włoch, Wielkiej Brytanii, amerykańskie REIT-y, kapitał azjatycki, a nawet fundusze rządowe (sovereign wealth funds) z Malezji, Singapuru, Korei Południowej, Japonii czy superannuation funds z Australii.

Ponadto inwestorzy obecni w Polsce przestali ograniczać się jedynie do projektów oportunistycznych i zaczęli nabywać nowoczesne budynki biurowe, centra handlowe oraz obiekty logistyczne, których na rynku zaczęło przybywać (w ciągu ostatnich 20 lat podaż powierzchni biurowej w Warszawie wzrósł z 770 tys. do 6,23 mln mkw., powierzchni magazynowej z 1 do 6,2 mln mkw., zaś handlowej – z 1 do 2 mln mkw.).

Inwestycyjna blokada

Ostatnie 20 lat zostawiło po sobie jednak również pewien niedosyt. Mimo nieustannie rosnącej skali rynku wolumen transakcji na polskim rynku nieruchomości nie zwiększał się proporcjonalnie, utrzymując się na maksymalnym poziomie 5-7 miliardów euro. Porównując te wyniki do Szwecji, gdzie przy czterokrotnie mniejszej populacji wolumen inwestycyjny wynosił około 16,8 miliardów euro w 2022 roku, lub Hiszpanii, gdzie przekroczył on 17 miliardów euro, można pokusić się o stwierdzenie, że Polska nie wykorzystała jeszcze w pełni swojego potencjału.

Przykładowo, w 2023 roku wartość inwestycji osiągnęła dokładnie ten sam poziom jak w kryzysowym roku 2008. Natomiast wyniki w latach 2020–2022 (między 5,2 a 6,3 miliardów euro) były zbliżone do okresu sprzed globalnego kryzysu finansowego.

Skąd taka blokada wzrostu? Wynika to z polityki inwestorów, zgodnie z którą każdy z funduszy inwestujących w Polsce ma swoje limity alokacji, często określane na podstawie ogólnej wartości inwestycji w danym kraju. Jeżeli ich liczba lub wartość nie rośnie, oznacza to także brak wzrostu aktywności transakcyjnej, a w rezultacie taki rynek postrzegany jest jako bardziej ryzykowny. Obecnie największym wyzwaniem dla inwestorów obecnych w Polsce są okna płynnościowe – po okresach, w których panuje ogromne zainteresowanie nabywców, a sprzedaż jest łatwa, następują momenty kontrastowe, gdy transakcji jest mniej, a sprzedaż nieruchomości z zyskiem jest wyraźnie utrudniona.

Brak lokalnych inwestorów

Wyzwaniem dla polskiego rynku nieruchomości komercyjnych pozostaje też brak kapitału krajowego, co częściowo jest wynikiem legislacji sprzed 20 lat. W 2004 roku w ustawie o funduszach inwestycyjnych znalazł się zapis, że fundusze emerytalne nie mogą bezpośrednio inwestować w nieruchomości. Mogą natomiast lokować środki na giełdzie lub kupować obligacje skarbu państwa.

Brak odpowiedniej legislacji uniemożliwił także uruchomienie otwartych funduszy inwestycyjnych. W efekcie 92% kapitału inwestycyjnego na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce pochodzi z zewnątrz, a tylko 8% to kapitał krajowy.

Wynika to również z faktu, że w naszym kraju brakuje tzw. starych pieniędzy (old money). Zdecydowana większość istniejącego kapitału to relatywnie nowe fortuny, a ich posiadacze nie skupiają się na jego ochronie poprzez inwestowanie w nieruchomości komercyjne, lecz na szybkim pomnażaniu i znacznie wyższej oczekiwanej stopy zwrotu generowanej np. przez działalność deweloperską.

Wyczekiwane REIT-y

Zaniedbaniem legislacyjnym, który pozytywnie mógł pobudzić inwestycje krajowe w sektor nieruchomości, był brak przepisów umożliwiających powstawianie w Polsce REIT-ów (biorąc pod uwagę fakt, że Polacy ochoczo inwestują w mieszkania i mają zgromadzone duże oszczędności[1]). Obecny rząd stara się to naprawić, zapowiadając wprowadzenie REIT-ów i planując uwolnienie części środków z funduszy emerytalnych w IKE. Polski sektor nieruchomości komercyjnych ma szansę stać się więc przedmiotem zaawansowanego obrotu.

Prawdziwym zwieńczeniem polskiej transformacji będzie jednak wejście Polski do strefy euro, po którym z pełnym przekonaniem będzie można powiedzieć, że rynek nieruchomości komercyjnych nad Wisłą przeszedł drogę od wschodnio- do w pełni zachodnioeuropejskiego.

Na czele CEE

W porównaniu do innych krajów regionu, które wchodziły do Unii Europejskiej razem z nami lub niedługo później, Polska wykonała największy skok gospodarczy i najbardziej skorzystała na akcesji do UE (najmniej Czechy wg raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego).

Ostanie 20 lat sprawiło, że pod względem inwestowania w nieruchomości komercyjne staliśmy się liderem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. I mimo że w pierwszym kwartale tego roku chwilowo utraciliśmy tę pozycję na rzecz Czech, gdzie wartość transakcji wynosiła 545 milionów euro[2] (w Polsce o 181 milionów mniej), wciąż jesteśmy w czołówce krajów Europy wzbudzających zainteresowanie inwestorów, m.in. ze względu na powierzchnię kraju czy liczby ludności. Także nasze położenie w ramach regionu CEE daje nam znaczną przewagę na arenie globalnej. Jeszcze 20 lat temu region CEE-6 w skali globalnej znajdował się na marginesie, natomiast według projekcji Colliers do 2028 roku będzie ósmą największą gospodarką świata.

Nie sposób nie odnieść jednak wrażenia, że w oczach inwestorów Polska stopniowo oddala się od regionu CEE, wizerunkowo zbliżając się do Europy Zachodniej. I dzieje się tak pomimo wyzwań, z jakimi na przestrzeni ostatnich 20 lat zmagał się nasz rynek.

Pierwszym z nich był oczywiście globalny kryzys finansowy, po którym powrót polskiej gospodarki do stanu sprzed 2008 roku trwał aż pięć lat. Niedługo później przyszedł rok 2020 i pandemia COVID-19, a tuż po nim globalna inflacja. Odbudowa wyników sprzed pandemii może potrwać jeszcze około dwóch lat, ale jej efekty prawdopodobnie zbiegną się też z momentem wprowadzenia REIT-ów. Wszystko wskazuje więc na to, że czeka nas znaczący skok, który w pozytywny sposób ma szansę zdefiniować nasze kolejne dwudziestolecie.

[1] 1,5 biliona złotych, wliczając w to sektor przedsiębiorstw – wg danych NBP z 2024 r.

[2] Dzięki zaangażowaniu kapitału krajowego, który w Czechach odpowiada za 50-60% wartości wszystkich inwestycji

Ponad połowa Polaków rezygnuje z urlopu z przyczyn finansowych

Niemal co piąty Polak tegoroczny urlop spędzi w domu – wynika z cyklicznego badania Barometr Providenta. Ci, którzy zaplanowali jednak podróż na najbliższe miesiące, najchętniej wyruszą za granicę i nad polskie morze.Barometr Providenta Wakacje Polaków 2024

Standardowy polski urlop rzadko kiedy przekracza dwa tygodnie. Jedynie 7,5 proc. respondentów może sobie pozwolić na wakacje dłuższe niż 14 dni. Mimo to, w tym roku nieznacznie odwróciła się tendencja widoczna od kilku lat w wynikach Barometru Providenta – już 28,6 proc. Polaków, planuje urlop trwający od 8 do 14 dni. Niewiele mniej, bo 27,5 proc. osób, ograniczy się do jednego tygodnia. W 2023 r. było to odpowiednio 23 proc. i 28 proc. z nich. Jednocześnie, aż 17 proc. wciąż nie podjęło decyzji w kwestii urlopu, a 19,3 proc. całkowicie zrezygnuje z wyjazdu.

Ponad połowa ankietowanych najnowszej edycji Barometru Providenta powstrzymuje się przed podróżami ze względu na niewystarczające środki finansowe. Takiej odpowiedzi udzieliło 60 proc. osób w wieku 25-34 lat oraz prawie 66 proc. z grupy 55-64 lat – mówi Karolina Łuczak, Rzeczniczka Prasowa Provident Polska. – Więcej niż 23 proc. z nas w ogóle nie czuje jednak potrzeby wyjazdu, ponieważ najlepiej odpoczywa w zaciszu własnego domu. Urlopowymi domatorami nieznacznie częściej są mężczyźni niż kobiety (25 proc. vs. 22,1 proc.). Niemal taki sam odsetek letnie wyprawy odpuści z przyczyn zdrowotnych, a 12 proc. wskazuje na brak towarzyszki lub towarzysza wycieczki – dodaje Karolina Łuczak.

Co więcej, 1 na 10 osób zadeklarowała, że w tym czasie ma obowiązki rodzinne, a niewielka część Polaków (3,9 proc.) zamiast wyjazdu wybierze przeprowadzenie remontu lub inne aktywności, na które przeznaczy wolny czas.

Koszty wakacji rosną

Średnia kwota, jaką Polacy przeznaczą na wyjazd w tym roku, wynosi 3713 zł. To 513 zł więcej niż w roku ubiegłym i niemal 1000 zł więcej niż w 2022 r. Najwięcej wydadzą ankietowani z grupy wiekowej 35-44 lat – 4272 zł, a także mieszkańcy województwa opolskiego – 5510 zł. Statystycznie, kobiety na tegoroczne wakacje przeznaczą ok. 300 zł więcej niż mężczyźni.

Polacy mierzą swoje siły na zamiary i do sfinansowania letnich podróży podchodzą bardzo odpowiedzialnie. Niemal połowa z nich skorzysta w tym celu z oszczędności, a 39 proc. wystarczą środki z bieżących dochodów. Tylko niespełna 2 proc. osób zrobi użytek z karty kredytowej lub zdecyduje się na pożyczkę. Natomiast aż 14,5 proc. najmłodszych ankietowanych będzie wypoczywać na koszt swoich bliskich – mówi Karolina Łuczak, Rzeczniczka Provident Polska.

Zebranie odpowiedniej kwoty wymaga jednak czasu. 38,2 proc. respondentów na urlop odkłada 6 miesięcy lub mniej, a 35,4 proc. potrzebuje 7-12 miesięcy, aby zgromadzić wystarczające fundusze. Co dziesiąta osoba oszczędza dłużej niż rok. Dodatkowo, mężczyźni potrzebują nieznacznie mniej czasu na zebranie odpowiedniego budżetu niż kobiety.

Spełniamy podróżnicze marzenia, ale z rozsądkiem

Podobnie jak w latach ubiegłych, co czwarty ankietowany wybiera miejsce wypoczynku starając się spełniać swoje marzenia. Niewiele mniej, bo około 24 proc., kieruje się rekomendacjami rodziny i przyjaciół, a 21,7 proc. największą uwagę zwraca na koszty noclegów oraz jedzenia.

– Choć wielu wśród nas podróżniczych marzycieli, urlop planujemy z ostrożnością i rozsądkiem. Nie tylko zwracamy uwagę na koszty życia w danej lokalizacji, ale także na optymalny czas dojazdu (17,2 proc.), a dla 1 osoby na 10 kluczowy jest wygodny transport, dzięki któremu nie skorzysta z samochodu – zauważa Karolina Łuczak, Rzeczniczka Provident Polska – Co szósty respondent każdego roku wyjeżdża w to samo sprawdzone miejsce – zwłaszcza osoby w wieku od 35 do 44 lat, a także seniorzy. Taki sam odsetek 25-34 latków wskazuje dostępność atrakcji dla dzieci jako główne kryterium wyboru miejsca wypoczynku. Z kolei dla co piątej osoby z pokolenia Zet kluczową rolę odgrywa okazyjna cena biletu lotniczego lub kolejowego – dodaje Karolina Łuczak.

Komu w drogę, …

W tym roku, po raz pierwszy od kilku edycji Barometru Providenta, Morze Bałtyckie zdobywając 28 proc. głosów spadło z pierwszego miejsca w rankingu ulubionych wakacyjnych destynacji. Mimo to, pozostaje osobistym faworytem większości grup wiekowych. Nieznacznie większą popularnością (31, proc.) cieszy się natomiast wyjazd zagraniczny, zwłaszcza do krajów europejskich (22,7 proc.) – tę formę wypoczynku preferuje aż 41 proc. najmłodszych respondentów. Polskie góry to z kolei wymarzony kierunek co szóstego Polaka. Na wycieczkę do innego polskiego miasta zdecyduje się co dziesiąta osoba, a niewiele mniej (8,8 proc.) odpocznie na wsi oraz na Mazurach (6,9 proc.). Co szósty badany nie podjął jeszcze decyzji o tegorocznym wyjeździe.

Ponad połowa Polaków (51,9 proc.) na miejsce dotrze samochodem, który jest najpopularniejszym środkiem transportu osób od 35 lat wzwyż. Niecałe 43 proc. na wakacje uda się komunikacją zbiorową, np. samolotem, pociągiem czy autobusem. Z tej opcji najliczniej skorzystają najmłodsi, w szczególności 18-24 latkowie (52,9 proc.). Kobiety częściej wybiorą samochód (54,8 proc. vs. 48,6 proc. mężczyzn), a mężczyźni komunikację zbiorową (45,1 proc. vs. 40,8 proc. kobiet).

Najchętniej zatrzymamy się w hotelach (29,2 proc.), pensjonatach (20,6 proc.), a także u znajomych lub rodziny (18,7 proc.). Co szósta osoba zarezerwuje domek letniskowy, a tylko 4,3 proc. przenocuje na polu namiotowym.

O badaniu:

Barometr Providenta to cykliczne badanie Polaków, które pozwala na lepsze rozumienie zachowań i decyzji finansowych konsumentów. Badanie zostało zrealizowane przez Danae sp. z o.o. metodą CAWI na próbie N=1000 dorosłych Polaków, w kwietniu 2024 r.

Szallas Group należąca do Wirtualnej Polski Holding kupuje 80% udziałów w rumuńskiej spółce Creative Eye SRL

Szallas Group należąca do Wirtualnej Polski Holding kupuje 80% udziałów w rumuńskiej spółce Creative Eye SRL, zarządzającej platformą turystyczną Litoralulromanesc.ro. Tym samym WP kontynuuje ekspansję w obszarze turystyki w Europie Środkowo-Wschodniej. Wartość transakcji to 16,8 mln euro, kwota ta będzie skorygowana o gotówkę netto w spółce na dzień zamknięcia transakcji.

„Litoralul Romanesc” oznacza w tłumaczeniu „rumuńskie wybrzeże”. Litoralulromanesc.ro to platforma oferująca noclegi w obiektach położonych wzdłuż linii brzegowej Morza Czarnego w Rumunii, głównie w kurortach i hotelach. Spółka ma w ofercie kilkaset obiektów noclegowych, w których w 2023 roku klienci dokonali rezerwacji o łącznej wartości przekraczającej 45 mln euro. W tym okresie spółka wygenerowała około 3 mln euro wyniku EBITDA.

Aleksander Kusz, VP E-commerce Wirtualna Polska Holding S.A.
Aleksander Kusz, VP E-commerce Wirtualna Polska Holding S.A.

– Grupa Szallas dołączyła do WP pod koniec 2022 roku. Od tego czasu konsekwentnie realizujemy strategię budowania lokalnego czempiona w obszarze rezerwacji turystyki krajowej w Europie Środkowo-Wschodniej. Bardzo się cieszę, że pierwsza akwizycja Grupy Szallas, po przejęciu jej przez Wirtualną Polskę, ma miejsce w Rumunii – kraju, w którym naszym zdaniem rozwój usług turystycznych będzie najszybszy. Wierzymy, że tak jak cała rumuńska gospodarka, rynek turystyczny również zanotuje niebawem bardzo dynamiczne wzrosty, doganiając porównywalne kraje mówi Aleksander Kusz, VP E-commerce Wirtualna Polska Holding S.A.

Wartość zakupu 80% udziałów w Creative Eye SRL to 16,8 mln euro, skorygowana o gotówkę netto w spółce na dzień zamknięcia transakcji. W ramach transakcji WP zobowiązała się także do nabycia pozostałych 20% udziałów w 2025 roku, po zatwierdzeniu sprawozdania finansowego za rok 2024. Wartość nabycia 20% udziałów zostanie określona na podstawie mechanizmu ustalonego w umowie sprzedaży.

– Szallas Group w Rumunii działa od 2020 roku, gdy przejął portal rezerwacyjny Travelminit.  Zakup Litoralulromanesc to krok milowy w naszym rozwoju w tym kraju. Jest to połączenie dwóch biznesów działających w turystyce, które mają różne, ale uzupełniające się cechy. Travelminit koncentruje się na krótkich, weekendowych wyjazdach do mniejszych obiektów noclegowych w głębi kraju, podczas gdy Litoralulromanesc to krajowy lider wakacyjnych wyjazdów, do większych hoteli i ośrodków wypoczynkowych położonych nad morzem. Razem będziemy w stanie zaoferować naszym klientom kompleksową ofertę turystyczną – mówi Ferenc Rigo, CEO Szallas Group.

– Nasze doświadczenie technologiczne, skuteczny model biznesowy i potencjał zostały zauważone na rynku europejskim przez Grupę Szallas, wspieraną przez Wirtualną Polskę Holding. Inwestycja w Creative Eye SRL to wspólne zobowiązanie, aby dalej rozwijać firmę
i wspólnie z Travelminit, osiągnąć pozycję lidera rynku w Rumunii. Będziemy mogli oferować naszym klientom nowe rozwiązania, zarówno na rynku lokalnym, jak i regionalnym, wchodzimy w ten sposób na kolejny poziom rozwoju –
dodaje Ionut Nedea, założyciel i prezes Creative Eye SRL.

Transakcja zostanie sfinalizowana po spełnieniu warunków zawieszających, w szczególności zgody organu antymonopolowego w Rumunii.

Grupa Szallas jest właścicielem internetowych portali do rezerwacji noclegów, które są marką pierwszego wyboru dla lokalnych turystów. Z cyfrowymi produktami turystycznymi w Polsce (Nocowanie.pl), Rumunii (Travelminit.ro), Węgrzech (Szallas.hu), w Czechach (Hotel.cz) i Chorwacji, Szallas oferuje bazę ponad 80 000 miejsc noclegowych oferowanych przez partnerów. Grupa koncentruje się na rozwoju technologii platform turystycznych, prowadzi również dodatkowe usługi dla klientów m.in. kupony zniżkowe, usługi touroperatorów i pakiety spa. Grupa Szallas dołączyła do Wirtualnej Polski Holding w 2022 roku.

Jak będzie wyglądał rynek pracy za 10 lat? Kryzys demograficzny i cztery generacje pracowników

Polska stoi w obliczu kryzysu demograficznego o znaczącym wpływie na przyszłość rynku pracy. Przedsiębiorstwa, ze względu na coraz niższy wskaźnik dzietności, muszą zacząć opracowywać strategię zarządzania, uwzględniając różnorodność wiekową pracowników. Malejąca liczba młodych pracowników oraz wydłużający się okres aktywności zawodowej osób starszych sprawią, że na rynku pracy coraz częściej będziemy obserwować zjawisko współpracy nawet 4 pokoleń. Już teraz 69% firm wskazało, że pracują dla nich przynajmniej 3 różne generacje[1]. Choć deklarują, że wiążą się z tym pewne wyzwania, zespoły międzypokoleniowe mają realny wpływ na poprawę wyników operacyjnych.

Twarzą w twarz z kryzysem demograficznym – wyzwania dla Polski i Europy

W Polsce od 2012 r. notowany jest stały ubytek liczby ludności. W latach 2011-2022 populacja zmniejszyła się o 772,1 tys. (o 2%), przy czym ponad 60% tej wartości stanowił ubytek odnotowany w 2020 r. (o 294,0 tys.) oraz w 2021 r. (o 180,9 tys.). To oznacza, że mamy do czynienia ze starzejącym się społeczeństwem. Prognozy również nie są optymistyczne – według GUS w latach 2025-2060 populacja będzie się stale zmniejszać. Do 2040 r. liczba ludności wyniesie 35,3 mln, a do 2060 r. – 30,9 mln[2]. Ubytek ten jest efektem spadku wskaźnika dzietności. Z danych Eurostatu za 2022 r. wynika, że nasz kraj zajmuje piąte miejsce pod względem najniższego wskaźnika dzietności w Unii Europejskiej.

Cztery pokolenia na rynku pracy

Postępujący kryzys demograficzny rzutuje na przyszłość w kontekście społecznym, przynosząc jednoczenie nieuchronne zmiany na rynku pracy. Starzejące się społeczeństwo i malejąca liczba osób aktywnych zawodowo wymuszają na przedsiębiorstwach konieczność adaptacji do nowych warunków. Wielopokoleniowe zespoły stają się nie tylko normą, ale także niezbędnym elementem efektywnej działalności biznesowej. Co więcej, uwolnienie ich potencjału przekłada się na poprawę wyników operacyjnych, w tym zysku, wzrost zadowolenia pracowników i inne korzyści na wielu płaszczyznach.  Firmy już teraz muszą opracować strategie, które uwzględniają różnorodność wiekową pracowników i promują synergiczne relacje międzypokoleniowe.

Z badania Open GI Test zrealizowanego w ramach projektu Gen4Gen wynika, że w 69% firm już teraz pracują przedstawiciele przynajmniej 3 różnych generacji, a zaledwie 20% respondentów podało, że ponad 70% pracowników to osoby z jednego pokolenia.

Realia demograficzne naszego kraju sprawiają, że już dziś interakcji międzypokoleniowych nie da się uniknąć, funkcjonując w społeczeństwie, a z czasem będą one tylko zyskiwać na znaczeniu. Liczby jasno wskazują, że trend multigeneracyjnych zespołów jest powszechny również na rynku pracy, stając się jego integralną częścią. Firmy zrozumiały konieczność adaptacji do zmieniającej się struktury wiekowej pracowników oraz do wykorzystania różnorodności generacyjnej jako atutu w budowaniu silnych i innowacyjnych zespołów. W naszym badaniu 75% firm wskazało, że promuje stałą wymianę wiedzy między pracownikami, która odbywa się międzydziałowo na różnych szczeblach. Z mojego doświadczenia wynika, że organizacje coraz częściej przykładają wagę do wspierania współpracy międzypokoleniowej, nie tylko odpowiadając na realia rynku pracy, ale także dostrzegając w tym obszarze ogromny potencjał biznesowy do odblokowania. Warto mieć świadomość, że zaangażowanie w tym zakresie to zarówno wyraz odpowiedzialności społecznej, jak i efektywności biznesowi, co potwierdza, że możliwa jest jednoczesna realizacja celów operacyjnych oraz zrównoważonego rozwoju – wskazuje Waldemar Olbryk, Prezes Zarządu w Archicom, inicjator projektu GEN4GEN.

Dialog międzypokoleniowy – klucz do rozwijania się biznesu

Według raportu Future 2024 firmy określone jako otwarte na różnorodność miały 1,7 razy większą szansę na stanie się liderem innowacyjności. Dane wskazały także, że zespoły inkluzywne w 87% przypadków podejmują lepsze decyzje biznesowe, a także podejmują kluczowe decyzje 2 razy szybciej. Właściwe zarządzanie różnorodnością pokoleniową może przyczynić się zatem do zwiększenia efektywności procesów biznesowych i osiągnięcia lepszych wyników operacyjnych.

W efektywnym zarządzaniu różnorodnością pokoleniową kluczowe jest przyjęcie właściwego podejścia. Optymalnym rozwiązaniem dla firm, które w mojej opinii powinny rozważyć, jest podjęcie działań łączących różne generacje, zamiast postrzegać różnice międzypokoleniowe jako przeszkody. Aby to osiągnąć, niezbędne jest zrozumienie i uwzględnienie systemów wartości i oczekiwań każdego z pokoleń. Poprzez promowanie współpracy i wzajemnego zrozumienia między pokoleniami, organizacje mogą tworzyć bardziej dynamiczne i innowacyjne środowisko pracy, co sprzyja osiąganiu sukcesów biznesowych, a także budowaniu dalszej przewagi konkurencyjnej i rozwojowi organizacji – podpowiada Waldemar Olbryk.

Na rynku pracy mamy obecnie 4 pokolenia: X, Y, Millenialsów oraz Baby Boomers. Każde z nich charakteryzuje się swoimi unikalnymi cechami, indywidualnymi potrzebami i kompetencjami. Większe zrozumienie i uwzględnienie różnic międzypokoleniowych może stanowić nie tylko wyzwanie, ale także ogromną szansę dla przedsiębiorstw. Dążenie do budowy bardziej zrównoważonych i innowacyjnych miejsc pracy wymaga właściwego dostosowania się do zmieniającej się dynamiki pokoleniowej. To podejście może okazać się kluczowym czynnikiem sukcesu dla firm, które pragną zachować swoją konkurencyjność na rynku pracy przyszłości.

[1] Badanie Open GI Test zrealizowane w ramach projektu Gen4Gen zainicjowanego przez Archicom, 2024

[2] Wyniki raportu analitycznego „Rozwój regionalny Polski 2023” opublikowanego przez Główny Urząd Statystyczny.

OPEC+ tnie dostawy, EBC obniża stopy procentowe

Piątkowe notowania przyniosły wzrosty indeksu Dow Jones (+1,51 proc.) oraz SP500 (+0,8 proc.) i jednocześnie brak zmian technologicznego Nasdaq Composite (-0,01 proc.). Inflacja PCE w USA okazała się zgodna z oczekiwaniami i wskazała na stabilizację dynamiki wzrostu cen. Dolar stracił na wartości a rentowności obligacji amerykańskiego rządu spadły. Przedstawiciele OPEC+ zgodnie z oczekiwaniami rozszerzyli swoje dodatkowe dobrowolne cięcia dostaw, a grupa przedstawiła również plany stopniowego łagodzenia cięć od czwartego kwartału. W tym tygodniu NFP oraz decyzja EBC.

Rynek na piątkowy raport na temat wydatków amerykanów zareagował słabszym dolarem i wzrostami na Wall Street. Deflator PCE uplasował się na poziomie 2,7 proc. rok do roku i wyniósł 0,3 proc. w ujęciu miesiąc do miesiąca. Bazowy wskaźnik wyniósł odpowiednio 2,8 proc. oraz 0,2 proc. W tym przypadku w ujęciu miesięcznym wynik jest lekko niższy od prognoz (0,3 proc.) i jednocześnie najsłabszy od początku roku. Z reakcji rynkowej można zakładać, że obawiano się negatywnej niespodzianki i widać, że inwestorzy odetchnęli z ulgą. Dane w pewien sposób zmniejszają niepokój dotyczący uporczywości inflacji ale Fed z pewnością będzie chciał otrzymać więcej dowodów, że dynamika wzrostu cen znajduje się na odpowiednim (czyli deflacyjnym) kursie. Teraz uwaga przenosi się na rynek pracy. W tym tygodniu otrzymamy ankietę JOLTS przedstawiającą popyt na pracę oraz rotację pracowników, wskaźnik ADP i przede wszystkim miesięczne zestawienie danych – czyli raport NFP.

W tym tygodniu EBC prawdopodobnie obniży stopy procentowe o 25 punktów bazowych, mimo, że w ostatnim czasie otrzymaliśmy gorsze dane inflacyjne a także silniejszy wzrost płac negocjowanych. W tym momencie ciężko będzie europejskim decydentom wycofać się z deklaracji łagodzenia warunków monetarnych już na czerwcowym posiedzeniu. Publikacje z minionego tygodnia mogą jednak wpłynąć na tempo i skalę dalszego cyklu obniżek.

Pierwsza redukcja kosztu pieniądza w strefie euro jest już niemalże przesądzona. Tak wynika z wyceny rynkowej ale również z ostatnich twierdzeń członków Rady Prezesów EBC, nawet tych należących do obozu „jastrzębi”. Rynek nie otrzyma jednak dalszych wskazówek jak będzie przebiegał cały cykl. Prawdopodobnie usłyszymy znane stwierdzenie, że dalsze decyzje będą zależne od napływających danych. W ten sposób EBC nie chce się zobowiązać do określonej ścieżki stóp.

Warto też wspomnieć o decyzji OPEC+, która nie zaskoczyła. Przedstawiciele tego gremium rozszerzyli swoje dodatkowe dobrowolne cięcia dostaw, natomiast zostały jednocześnie przedstawione plany stopniowych ich redukcji. To powinno spowodować, że w kolejnych miesiącach na rynku ropy będziemy doświadczać deficytu podaży.

Rynek był najbardziej zainteresowany tym, co będzie z dodatkowymi dobrowolnymi cieciami podaży o 2,2 mln baryłek dziennie, które miały wygasnąć z końcem czerwca tego roku. Tu otrzymaliśmy przedłużenie o kwartał a następnie ma nastąpić stopniowe wycofywanie się z tych działań do września 2025 roku. Inwestorzy po cichu oczekiwali, że dodatkowe dobrowolne cięcia będą przedłużone do końca tego roku.

Ogólnogrupowe redukcje wydobycia (ok. 2mln b/d) zostały wydłużone do końca 2025 roku (wcześniej miały wygasnąć z końcem 2024 r.). Z kolei dobrowolna redukcja podaży w wysokości 1,66 mln b/d od dziewięciu członków OPEC+ – wprowadzona w maju 2023 r. – również została przedłużona do końca 2025 roku.

Cena ropy brent dziś rano na otwarciu spadła poniżej 81 USD. Ogólnie zmienność jest niewielka a notowania cały czas oscylują wokół lokalnych minimów i jednocześnie znajdują się w istotnej strefie wsparcia horyzontalnego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Lekarze będą mogli szerzej informować o swojej działalności w social mediach. Duża zmiana w Kodeksie Etyki

Lekarze idą drogą prawników. Liberalizacja przepisów dotyczących promocji pracy lekarza już w 2025 roku.

Nowelizacja Kodeksu Etyki Lekarzy pozwoli na informowanie o jego działalności. To w opinii prawników znacząca zmiana. Lekarz już niebawem będzie mógł informować o swojej aktywności np. w social mediach. – Do prawników trafiało wiele spraw, gdzie lekarze pytali czy mogą założyć Facebooka czy Instagrama. Dochodziło także do sytuacji, że np. prywatne przychodnie publikowały posty ze zdjęciami lekarzy, a potem publiczne jednostki miały o to do nich pretensję sugerując, że reklamują oni swoim nazwiskiem i wiedzą ekspercką komercyjne podmioty – mówi mecenas Marek Jarosiewicz. Czy zmiany doprowadzą do uporządkowania tej sytuacji?

Lekarz na Instagramie i Facebooku nareszcie bez wątpliwości? „Lekarze idą z duchem czasu”

Kwestia dopuszczalności publikowania przez lekarzy w mediach społecznościowych wpisów na temat prowadzonej działalności budzi kontrowersje w zasadzie od momentu powstania tych kanałów komunikacji.

– Spory od zawsze dotyczyły więc tego, gdzie przebiega granica między tym, co dozwolone i tym, co nie powinno mieć miejsca – i to tych kwestii dotykały również częste pytania kierowane przez lekarzy do prawników. Dotychczas w Kodeksie Etyki Lekarzy wprost była mowa o tym, że wszelka reklama jest zakazana. Od 1.01.2025 r. przepis ten zostanie wykreślony, w Kodeksie znajdzie się natomiast postanowienie mówiące, że lekarz może informować o swych usługach w sposób zgodny z zasadami etyki lekarskiej – mówi mecenas Marek Jarosiewicz, wspólnik w kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

– W moim przekonaniu przyjęte w nowej wersji Kodeksu Etyki Lekarskiej przepisy dotyczące dopuszczalności informowania przez lekarza o prowadzonej działalności należy generalnie ocenić pozytywnie, jako idące z duchem czasu i – w swych założeniach – nawiązujące w pewnym stopniu np. do kierunku, w jakim podążali także autorzy ostatnich zmian w Kodeksie Etyki Adwokackiej, a wręcz: idące jeszcze kilka kroków dalej – mówi mecenas Marek Jarosiewicz.

Jednocześnie, nie można przy tym zapominać, że w mocy pozostaną ograniczenia reklamy wynikające z przepisów powszechnie obowiązujących, np. z ustawy o działalności leczniczej, czy z ustawy Prawo farmaceutyczne.

W roku 2023 w kodeksie etyki adwokackiej pojawiła się liberalizacja, która pozwala adwokatom na informowanie o ich działalności. To spowodowało większą aktywność mecenasów w mediach społecznościowych. Niezależnie od tej zmiany, w przeciwieństwie jednak do zmian w kodeksie etyki lekarskiej, w kodeksie etyki adwokackiej utrzymany został zakaz reklamy usług prawniczych. Pomimo istniejących różnic w regulacjach dotyczących obu w/w grup zawodowych, dotychczasowe doświadczenia prawników mogą być pewnym drogowskazem co do tego, jakie informacje o prowadzonej przez lekarza działalności nie powinny budzić żadnych zastrzeżeń.

– Uważam, że w erze Internetu i powszechnego dostępu do informacji, dopuszczenie, by lekarz informował o prowadzonej działalności, jest nie tylko uzasadnione, ale wręcz potrzebne. Dobrze też się stało, że obwarowano jednak tę możliwość pewnymi ograniczeniami, stawiając wymóg zgodności takiej informacji z zasadami etyki. Pomimo zatem tego, że z Kodeksu Etyki Lekarskiej wykreślono zakaz reklamy, bez wątpienia nadal pozostaną zakazane działania takie jak reklama porównawcza, czy promowanie własnej osoby oparte o podważanie kompetencji innych lekarzy. W odniesieniu do konkretnych sytuacji nadal mogą niestety występować wątpliwości co do tego, czy dany sposób informowania o swych usługach jest zgodny z etyką lekarską, czy też nie  – mówi mecenas Jarosiewicz.

Nie wszystko będzie dozwolone i są pewne kontrowersje

Ekspert kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski zaznacza jednak, że nowe przepisy mają także inne mankamenty.

Sporo problemów może wyniknąć m.in. w związku z wykreśleniem przepisu, który dotychczas zakazywał posługiwania się przez lekarza swym nazwiskiem i wizerunkiem w celach komercyjnych – co prawda zaznaczono przy tym, że owe cele muszą mieć związek z wykonywaną działalnością lekarską, jednakże wydaje się, że w tym przypadku pole do interpretacji pozostaje zbyt szerokie i tu słusznie wielu prawników poddaje przyjęte rozwiązania krytyce. Szkoda, że nie zdecydowano się na przyjęcie rozwiązania analogiczne z kodeksem etyki adwokackiej, który zabrania m.in. współpracy z podmiotami, które pozyskują klientów w sposób sprzeczny nie tylko z prawem, ale też zasadami współżycia społecznego.

Dodajmy, że w nowych przepisach dotyczących etyki lekarskiej: niedopuszczalne jest m.in. wykorzystywanie autorytetu lekarza do promowania usług niezwiązanych z wykonywaniem zawodu lekarza.