Otwarcie na świat i potencjał wciąż do wykorzystania. 20 lat Polski w UE z perspektywy nieruchomościowego rynku inwestycyjnego

Komentarz ekspercki Piotra Mirowskiego, Senior Partnera, Dział Doradztwa Inwestycyjnego, Colliers. 

Dwie dekady od momentu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej były czasem dynamicznego rozwoju kraju i rynku nieruchomości komercyjnych, efektywnie wykorzystanym na profesjonalizację sektora. Nie stałoby się to bez udziału unijnych środków. Według danych Ministerstwa Finansów od 1 maja 2004 roku do końca 2023 roku Polska otrzymała łącznie 245,5 miliarda euro, co po odliczeniu składek członkowskich daje kwotę ponad 160 miliardów euro na rozwój i modernizację.

Napływ zagranicznego kapitału

W 2004 roku staliśmy się integralną częścią europejskiej przestrzeni gospodarczej, co sprawiło, że inwestorzy zagraniczni zaczęli przychylniej patrzeć na Polskę – zarówno pod kątem przenoszenia tu swoich biznesów, lub ich gałęzi, jak i lokowania kapitału. Dzięki akcesji do UE zmienił się bowiem nasz wizerunek – z gospodarki charakteryzującej się niestabilnością prawną i brakiem transparentności w stabilny, relatywnie płynny i pewny rynek, odznaczający się rządami prawa oraz silnym prawem własności.

W 2018 roku Polska stała się częścią indeksu rynków rozwiniętych FTSE Russell. I choć inwestycje zagraniczne w polską gospodarkę miały miejsce już wcześniej, dopiero rozwój sektora nieruchomości komercyjnych, oparty w dużej mierze na przepływach pieniężnych, sprawił, że Polska zaczęła oferować atrakcyjne stopy zwrotu, które przyciągnęły wszystkie największe fundusze na świecie, m.in. z Niemiec, Francji, Włoch, Wielkiej Brytanii, amerykańskie REIT-y, kapitał azjatycki, a nawet fundusze rządowe (sovereign wealth funds) z Malezji, Singapuru, Korei Południowej, Japonii czy superannuation funds z Australii.

Ponadto inwestorzy obecni w Polsce przestali ograniczać się jedynie do projektów oportunistycznych i zaczęli nabywać nowoczesne budynki biurowe, centra handlowe oraz obiekty logistyczne, których na rynku zaczęło przybywać (w ciągu ostatnich 20 lat podaż powierzchni biurowej w Warszawie wzrósł z 770 tys. do 6,23 mln mkw., powierzchni magazynowej z 1 do 6,2 mln mkw., zaś handlowej – z 1 do 2 mln mkw.).

Inwestycyjna blokada

Ostatnie 20 lat zostawiło po sobie jednak również pewien niedosyt. Mimo nieustannie rosnącej skali rynku wolumen transakcji na polskim rynku nieruchomości nie zwiększał się proporcjonalnie, utrzymując się na maksymalnym poziomie 5-7 miliardów euro. Porównując te wyniki do Szwecji, gdzie przy czterokrotnie mniejszej populacji wolumen inwestycyjny wynosił około 16,8 miliardów euro w 2022 roku, lub Hiszpanii, gdzie przekroczył on 17 miliardów euro, można pokusić się o stwierdzenie, że Polska nie wykorzystała jeszcze w pełni swojego potencjału.

Przykładowo, w 2023 roku wartość inwestycji osiągnęła dokładnie ten sam poziom jak w kryzysowym roku 2008. Natomiast wyniki w latach 2020–2022 (między 5,2 a 6,3 miliardów euro) były zbliżone do okresu sprzed globalnego kryzysu finansowego.

Skąd taka blokada wzrostu? Wynika to z polityki inwestorów, zgodnie z którą każdy z funduszy inwestujących w Polsce ma swoje limity alokacji, często określane na podstawie ogólnej wartości inwestycji w danym kraju. Jeżeli ich liczba lub wartość nie rośnie, oznacza to także brak wzrostu aktywności transakcyjnej, a w rezultacie taki rynek postrzegany jest jako bardziej ryzykowny. Obecnie największym wyzwaniem dla inwestorów obecnych w Polsce są okna płynnościowe – po okresach, w których panuje ogromne zainteresowanie nabywców, a sprzedaż jest łatwa, następują momenty kontrastowe, gdy transakcji jest mniej, a sprzedaż nieruchomości z zyskiem jest wyraźnie utrudniona.

Brak lokalnych inwestorów

Wyzwaniem dla polskiego rynku nieruchomości komercyjnych pozostaje też brak kapitału krajowego, co częściowo jest wynikiem legislacji sprzed 20 lat. W 2004 roku w ustawie o funduszach inwestycyjnych znalazł się zapis, że fundusze emerytalne nie mogą bezpośrednio inwestować w nieruchomości. Mogą natomiast lokować środki na giełdzie lub kupować obligacje skarbu państwa.

Brak odpowiedniej legislacji uniemożliwił także uruchomienie otwartych funduszy inwestycyjnych. W efekcie 92% kapitału inwestycyjnego na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce pochodzi z zewnątrz, a tylko 8% to kapitał krajowy.

Wynika to również z faktu, że w naszym kraju brakuje tzw. starych pieniędzy (old money). Zdecydowana większość istniejącego kapitału to relatywnie nowe fortuny, a ich posiadacze nie skupiają się na jego ochronie poprzez inwestowanie w nieruchomości komercyjne, lecz na szybkim pomnażaniu i znacznie wyższej oczekiwanej stopy zwrotu generowanej np. przez działalność deweloperską.

Wyczekiwane REIT-y

Zaniedbaniem legislacyjnym, który pozytywnie mógł pobudzić inwestycje krajowe w sektor nieruchomości, był brak przepisów umożliwiających powstawianie w Polsce REIT-ów (biorąc pod uwagę fakt, że Polacy ochoczo inwestują w mieszkania i mają zgromadzone duże oszczędności[1]). Obecny rząd stara się to naprawić, zapowiadając wprowadzenie REIT-ów i planując uwolnienie części środków z funduszy emerytalnych w IKE. Polski sektor nieruchomości komercyjnych ma szansę stać się więc przedmiotem zaawansowanego obrotu.

Prawdziwym zwieńczeniem polskiej transformacji będzie jednak wejście Polski do strefy euro, po którym z pełnym przekonaniem będzie można powiedzieć, że rynek nieruchomości komercyjnych nad Wisłą przeszedł drogę od wschodnio- do w pełni zachodnioeuropejskiego.

Na czele CEE

W porównaniu do innych krajów regionu, które wchodziły do Unii Europejskiej razem z nami lub niedługo później, Polska wykonała największy skok gospodarczy i najbardziej skorzystała na akcesji do UE (najmniej Czechy wg raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego).

Ostanie 20 lat sprawiło, że pod względem inwestowania w nieruchomości komercyjne staliśmy się liderem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. I mimo że w pierwszym kwartale tego roku chwilowo utraciliśmy tę pozycję na rzecz Czech, gdzie wartość transakcji wynosiła 545 milionów euro[2] (w Polsce o 181 milionów mniej), wciąż jesteśmy w czołówce krajów Europy wzbudzających zainteresowanie inwestorów, m.in. ze względu na powierzchnię kraju czy liczby ludności. Także nasze położenie w ramach regionu CEE daje nam znaczną przewagę na arenie globalnej. Jeszcze 20 lat temu region CEE-6 w skali globalnej znajdował się na marginesie, natomiast według projekcji Colliers do 2028 roku będzie ósmą największą gospodarką świata.

Nie sposób nie odnieść jednak wrażenia, że w oczach inwestorów Polska stopniowo oddala się od regionu CEE, wizerunkowo zbliżając się do Europy Zachodniej. I dzieje się tak pomimo wyzwań, z jakimi na przestrzeni ostatnich 20 lat zmagał się nasz rynek.

Pierwszym z nich był oczywiście globalny kryzys finansowy, po którym powrót polskiej gospodarki do stanu sprzed 2008 roku trwał aż pięć lat. Niedługo później przyszedł rok 2020 i pandemia COVID-19, a tuż po nim globalna inflacja. Odbudowa wyników sprzed pandemii może potrwać jeszcze około dwóch lat, ale jej efekty prawdopodobnie zbiegną się też z momentem wprowadzenia REIT-ów. Wszystko wskazuje więc na to, że czeka nas znaczący skok, który w pozytywny sposób ma szansę zdefiniować nasze kolejne dwudziestolecie.

[1] 1,5 biliona złotych, wliczając w to sektor przedsiębiorstw – wg danych NBP z 2024 r.

[2] Dzięki zaangażowaniu kapitału krajowego, który w Czechach odpowiada za 50-60% wartości wszystkich inwestycji

Ponad połowa Polaków rezygnuje z urlopu z przyczyn finansowych

Niemal co piąty Polak tegoroczny urlop spędzi w domu – wynika z cyklicznego badania Barometr Providenta. Ci, którzy zaplanowali jednak podróż na najbliższe miesiące, najchętniej wyruszą za granicę i nad polskie morze.Barometr Providenta Wakacje Polaków 2024

Standardowy polski urlop rzadko kiedy przekracza dwa tygodnie. Jedynie 7,5 proc. respondentów może sobie pozwolić na wakacje dłuższe niż 14 dni. Mimo to, w tym roku nieznacznie odwróciła się tendencja widoczna od kilku lat w wynikach Barometru Providenta – już 28,6 proc. Polaków, planuje urlop trwający od 8 do 14 dni. Niewiele mniej, bo 27,5 proc. osób, ograniczy się do jednego tygodnia. W 2023 r. było to odpowiednio 23 proc. i 28 proc. z nich. Jednocześnie, aż 17 proc. wciąż nie podjęło decyzji w kwestii urlopu, a 19,3 proc. całkowicie zrezygnuje z wyjazdu.

Ponad połowa ankietowanych najnowszej edycji Barometru Providenta powstrzymuje się przed podróżami ze względu na niewystarczające środki finansowe. Takiej odpowiedzi udzieliło 60 proc. osób w wieku 25-34 lat oraz prawie 66 proc. z grupy 55-64 lat – mówi Karolina Łuczak, Rzeczniczka Prasowa Provident Polska. – Więcej niż 23 proc. z nas w ogóle nie czuje jednak potrzeby wyjazdu, ponieważ najlepiej odpoczywa w zaciszu własnego domu. Urlopowymi domatorami nieznacznie częściej są mężczyźni niż kobiety (25 proc. vs. 22,1 proc.). Niemal taki sam odsetek letnie wyprawy odpuści z przyczyn zdrowotnych, a 12 proc. wskazuje na brak towarzyszki lub towarzysza wycieczki – dodaje Karolina Łuczak.

Co więcej, 1 na 10 osób zadeklarowała, że w tym czasie ma obowiązki rodzinne, a niewielka część Polaków (3,9 proc.) zamiast wyjazdu wybierze przeprowadzenie remontu lub inne aktywności, na które przeznaczy wolny czas.

Koszty wakacji rosną

Średnia kwota, jaką Polacy przeznaczą na wyjazd w tym roku, wynosi 3713 zł. To 513 zł więcej niż w roku ubiegłym i niemal 1000 zł więcej niż w 2022 r. Najwięcej wydadzą ankietowani z grupy wiekowej 35-44 lat – 4272 zł, a także mieszkańcy województwa opolskiego – 5510 zł. Statystycznie, kobiety na tegoroczne wakacje przeznaczą ok. 300 zł więcej niż mężczyźni.

Polacy mierzą swoje siły na zamiary i do sfinansowania letnich podróży podchodzą bardzo odpowiedzialnie. Niemal połowa z nich skorzysta w tym celu z oszczędności, a 39 proc. wystarczą środki z bieżących dochodów. Tylko niespełna 2 proc. osób zrobi użytek z karty kredytowej lub zdecyduje się na pożyczkę. Natomiast aż 14,5 proc. najmłodszych ankietowanych będzie wypoczywać na koszt swoich bliskich – mówi Karolina Łuczak, Rzeczniczka Provident Polska.

Zebranie odpowiedniej kwoty wymaga jednak czasu. 38,2 proc. respondentów na urlop odkłada 6 miesięcy lub mniej, a 35,4 proc. potrzebuje 7-12 miesięcy, aby zgromadzić wystarczające fundusze. Co dziesiąta osoba oszczędza dłużej niż rok. Dodatkowo, mężczyźni potrzebują nieznacznie mniej czasu na zebranie odpowiedniego budżetu niż kobiety.

Spełniamy podróżnicze marzenia, ale z rozsądkiem

Podobnie jak w latach ubiegłych, co czwarty ankietowany wybiera miejsce wypoczynku starając się spełniać swoje marzenia. Niewiele mniej, bo około 24 proc., kieruje się rekomendacjami rodziny i przyjaciół, a 21,7 proc. największą uwagę zwraca na koszty noclegów oraz jedzenia.

– Choć wielu wśród nas podróżniczych marzycieli, urlop planujemy z ostrożnością i rozsądkiem. Nie tylko zwracamy uwagę na koszty życia w danej lokalizacji, ale także na optymalny czas dojazdu (17,2 proc.), a dla 1 osoby na 10 kluczowy jest wygodny transport, dzięki któremu nie skorzysta z samochodu – zauważa Karolina Łuczak, Rzeczniczka Provident Polska – Co szósty respondent każdego roku wyjeżdża w to samo sprawdzone miejsce – zwłaszcza osoby w wieku od 35 do 44 lat, a także seniorzy. Taki sam odsetek 25-34 latków wskazuje dostępność atrakcji dla dzieci jako główne kryterium wyboru miejsca wypoczynku. Z kolei dla co piątej osoby z pokolenia Zet kluczową rolę odgrywa okazyjna cena biletu lotniczego lub kolejowego – dodaje Karolina Łuczak.

Komu w drogę, …

W tym roku, po raz pierwszy od kilku edycji Barometru Providenta, Morze Bałtyckie zdobywając 28 proc. głosów spadło z pierwszego miejsca w rankingu ulubionych wakacyjnych destynacji. Mimo to, pozostaje osobistym faworytem większości grup wiekowych. Nieznacznie większą popularnością (31, proc.) cieszy się natomiast wyjazd zagraniczny, zwłaszcza do krajów europejskich (22,7 proc.) – tę formę wypoczynku preferuje aż 41 proc. najmłodszych respondentów. Polskie góry to z kolei wymarzony kierunek co szóstego Polaka. Na wycieczkę do innego polskiego miasta zdecyduje się co dziesiąta osoba, a niewiele mniej (8,8 proc.) odpocznie na wsi oraz na Mazurach (6,9 proc.). Co szósty badany nie podjął jeszcze decyzji o tegorocznym wyjeździe.

Ponad połowa Polaków (51,9 proc.) na miejsce dotrze samochodem, który jest najpopularniejszym środkiem transportu osób od 35 lat wzwyż. Niecałe 43 proc. na wakacje uda się komunikacją zbiorową, np. samolotem, pociągiem czy autobusem. Z tej opcji najliczniej skorzystają najmłodsi, w szczególności 18-24 latkowie (52,9 proc.). Kobiety częściej wybiorą samochód (54,8 proc. vs. 48,6 proc. mężczyzn), a mężczyźni komunikację zbiorową (45,1 proc. vs. 40,8 proc. kobiet).

Najchętniej zatrzymamy się w hotelach (29,2 proc.), pensjonatach (20,6 proc.), a także u znajomych lub rodziny (18,7 proc.). Co szósta osoba zarezerwuje domek letniskowy, a tylko 4,3 proc. przenocuje na polu namiotowym.

O badaniu:

Barometr Providenta to cykliczne badanie Polaków, które pozwala na lepsze rozumienie zachowań i decyzji finansowych konsumentów. Badanie zostało zrealizowane przez Danae sp. z o.o. metodą CAWI na próbie N=1000 dorosłych Polaków, w kwietniu 2024 r.

Szallas Group należąca do Wirtualnej Polski Holding kupuje 80% udziałów w rumuńskiej spółce Creative Eye SRL

Szallas Group należąca do Wirtualnej Polski Holding kupuje 80% udziałów w rumuńskiej spółce Creative Eye SRL, zarządzającej platformą turystyczną Litoralulromanesc.ro. Tym samym WP kontynuuje ekspansję w obszarze turystyki w Europie Środkowo-Wschodniej. Wartość transakcji to 16,8 mln euro, kwota ta będzie skorygowana o gotówkę netto w spółce na dzień zamknięcia transakcji.

„Litoralul Romanesc” oznacza w tłumaczeniu „rumuńskie wybrzeże”. Litoralulromanesc.ro to platforma oferująca noclegi w obiektach położonych wzdłuż linii brzegowej Morza Czarnego w Rumunii, głównie w kurortach i hotelach. Spółka ma w ofercie kilkaset obiektów noclegowych, w których w 2023 roku klienci dokonali rezerwacji o łącznej wartości przekraczającej 45 mln euro. W tym okresie spółka wygenerowała około 3 mln euro wyniku EBITDA.

Aleksander Kusz, VP E-commerce Wirtualna Polska Holding S.A.
Aleksander Kusz, VP E-commerce Wirtualna Polska Holding S.A.

– Grupa Szallas dołączyła do WP pod koniec 2022 roku. Od tego czasu konsekwentnie realizujemy strategię budowania lokalnego czempiona w obszarze rezerwacji turystyki krajowej w Europie Środkowo-Wschodniej. Bardzo się cieszę, że pierwsza akwizycja Grupy Szallas, po przejęciu jej przez Wirtualną Polskę, ma miejsce w Rumunii – kraju, w którym naszym zdaniem rozwój usług turystycznych będzie najszybszy. Wierzymy, że tak jak cała rumuńska gospodarka, rynek turystyczny również zanotuje niebawem bardzo dynamiczne wzrosty, doganiając porównywalne kraje mówi Aleksander Kusz, VP E-commerce Wirtualna Polska Holding S.A.

Wartość zakupu 80% udziałów w Creative Eye SRL to 16,8 mln euro, skorygowana o gotówkę netto w spółce na dzień zamknięcia transakcji. W ramach transakcji WP zobowiązała się także do nabycia pozostałych 20% udziałów w 2025 roku, po zatwierdzeniu sprawozdania finansowego za rok 2024. Wartość nabycia 20% udziałów zostanie określona na podstawie mechanizmu ustalonego w umowie sprzedaży.

– Szallas Group w Rumunii działa od 2020 roku, gdy przejął portal rezerwacyjny Travelminit.  Zakup Litoralulromanesc to krok milowy w naszym rozwoju w tym kraju. Jest to połączenie dwóch biznesów działających w turystyce, które mają różne, ale uzupełniające się cechy. Travelminit koncentruje się na krótkich, weekendowych wyjazdach do mniejszych obiektów noclegowych w głębi kraju, podczas gdy Litoralulromanesc to krajowy lider wakacyjnych wyjazdów, do większych hoteli i ośrodków wypoczynkowych położonych nad morzem. Razem będziemy w stanie zaoferować naszym klientom kompleksową ofertę turystyczną – mówi Ferenc Rigo, CEO Szallas Group.

– Nasze doświadczenie technologiczne, skuteczny model biznesowy i potencjał zostały zauważone na rynku europejskim przez Grupę Szallas, wspieraną przez Wirtualną Polskę Holding. Inwestycja w Creative Eye SRL to wspólne zobowiązanie, aby dalej rozwijać firmę
i wspólnie z Travelminit, osiągnąć pozycję lidera rynku w Rumunii. Będziemy mogli oferować naszym klientom nowe rozwiązania, zarówno na rynku lokalnym, jak i regionalnym, wchodzimy w ten sposób na kolejny poziom rozwoju –
dodaje Ionut Nedea, założyciel i prezes Creative Eye SRL.

Transakcja zostanie sfinalizowana po spełnieniu warunków zawieszających, w szczególności zgody organu antymonopolowego w Rumunii.

Grupa Szallas jest właścicielem internetowych portali do rezerwacji noclegów, które są marką pierwszego wyboru dla lokalnych turystów. Z cyfrowymi produktami turystycznymi w Polsce (Nocowanie.pl), Rumunii (Travelminit.ro), Węgrzech (Szallas.hu), w Czechach (Hotel.cz) i Chorwacji, Szallas oferuje bazę ponad 80 000 miejsc noclegowych oferowanych przez partnerów. Grupa koncentruje się na rozwoju technologii platform turystycznych, prowadzi również dodatkowe usługi dla klientów m.in. kupony zniżkowe, usługi touroperatorów i pakiety spa. Grupa Szallas dołączyła do Wirtualnej Polski Holding w 2022 roku.

Jak będzie wyglądał rynek pracy za 10 lat? Kryzys demograficzny i cztery generacje pracowników

Polska stoi w obliczu kryzysu demograficznego o znaczącym wpływie na przyszłość rynku pracy. Przedsiębiorstwa, ze względu na coraz niższy wskaźnik dzietności, muszą zacząć opracowywać strategię zarządzania, uwzględniając różnorodność wiekową pracowników. Malejąca liczba młodych pracowników oraz wydłużający się okres aktywności zawodowej osób starszych sprawią, że na rynku pracy coraz częściej będziemy obserwować zjawisko współpracy nawet 4 pokoleń. Już teraz 69% firm wskazało, że pracują dla nich przynajmniej 3 różne generacje[1]. Choć deklarują, że wiążą się z tym pewne wyzwania, zespoły międzypokoleniowe mają realny wpływ na poprawę wyników operacyjnych.

Twarzą w twarz z kryzysem demograficznym – wyzwania dla Polski i Europy

W Polsce od 2012 r. notowany jest stały ubytek liczby ludności. W latach 2011-2022 populacja zmniejszyła się o 772,1 tys. (o 2%), przy czym ponad 60% tej wartości stanowił ubytek odnotowany w 2020 r. (o 294,0 tys.) oraz w 2021 r. (o 180,9 tys.). To oznacza, że mamy do czynienia ze starzejącym się społeczeństwem. Prognozy również nie są optymistyczne – według GUS w latach 2025-2060 populacja będzie się stale zmniejszać. Do 2040 r. liczba ludności wyniesie 35,3 mln, a do 2060 r. – 30,9 mln[2]. Ubytek ten jest efektem spadku wskaźnika dzietności. Z danych Eurostatu za 2022 r. wynika, że nasz kraj zajmuje piąte miejsce pod względem najniższego wskaźnika dzietności w Unii Europejskiej.

Cztery pokolenia na rynku pracy

Postępujący kryzys demograficzny rzutuje na przyszłość w kontekście społecznym, przynosząc jednoczenie nieuchronne zmiany na rynku pracy. Starzejące się społeczeństwo i malejąca liczba osób aktywnych zawodowo wymuszają na przedsiębiorstwach konieczność adaptacji do nowych warunków. Wielopokoleniowe zespoły stają się nie tylko normą, ale także niezbędnym elementem efektywnej działalności biznesowej. Co więcej, uwolnienie ich potencjału przekłada się na poprawę wyników operacyjnych, w tym zysku, wzrost zadowolenia pracowników i inne korzyści na wielu płaszczyznach.  Firmy już teraz muszą opracować strategie, które uwzględniają różnorodność wiekową pracowników i promują synergiczne relacje międzypokoleniowe.

Z badania Open GI Test zrealizowanego w ramach projektu Gen4Gen wynika, że w 69% firm już teraz pracują przedstawiciele przynajmniej 3 różnych generacji, a zaledwie 20% respondentów podało, że ponad 70% pracowników to osoby z jednego pokolenia.

Realia demograficzne naszego kraju sprawiają, że już dziś interakcji międzypokoleniowych nie da się uniknąć, funkcjonując w społeczeństwie, a z czasem będą one tylko zyskiwać na znaczeniu. Liczby jasno wskazują, że trend multigeneracyjnych zespołów jest powszechny również na rynku pracy, stając się jego integralną częścią. Firmy zrozumiały konieczność adaptacji do zmieniającej się struktury wiekowej pracowników oraz do wykorzystania różnorodności generacyjnej jako atutu w budowaniu silnych i innowacyjnych zespołów. W naszym badaniu 75% firm wskazało, że promuje stałą wymianę wiedzy między pracownikami, która odbywa się międzydziałowo na różnych szczeblach. Z mojego doświadczenia wynika, że organizacje coraz częściej przykładają wagę do wspierania współpracy międzypokoleniowej, nie tylko odpowiadając na realia rynku pracy, ale także dostrzegając w tym obszarze ogromny potencjał biznesowy do odblokowania. Warto mieć świadomość, że zaangażowanie w tym zakresie to zarówno wyraz odpowiedzialności społecznej, jak i efektywności biznesowi, co potwierdza, że możliwa jest jednoczesna realizacja celów operacyjnych oraz zrównoważonego rozwoju – wskazuje Waldemar Olbryk, Prezes Zarządu w Archicom, inicjator projektu GEN4GEN.

Dialog międzypokoleniowy – klucz do rozwijania się biznesu

Według raportu Future 2024 firmy określone jako otwarte na różnorodność miały 1,7 razy większą szansę na stanie się liderem innowacyjności. Dane wskazały także, że zespoły inkluzywne w 87% przypadków podejmują lepsze decyzje biznesowe, a także podejmują kluczowe decyzje 2 razy szybciej. Właściwe zarządzanie różnorodnością pokoleniową może przyczynić się zatem do zwiększenia efektywności procesów biznesowych i osiągnięcia lepszych wyników operacyjnych.

W efektywnym zarządzaniu różnorodnością pokoleniową kluczowe jest przyjęcie właściwego podejścia. Optymalnym rozwiązaniem dla firm, które w mojej opinii powinny rozważyć, jest podjęcie działań łączących różne generacje, zamiast postrzegać różnice międzypokoleniowe jako przeszkody. Aby to osiągnąć, niezbędne jest zrozumienie i uwzględnienie systemów wartości i oczekiwań każdego z pokoleń. Poprzez promowanie współpracy i wzajemnego zrozumienia między pokoleniami, organizacje mogą tworzyć bardziej dynamiczne i innowacyjne środowisko pracy, co sprzyja osiąganiu sukcesów biznesowych, a także budowaniu dalszej przewagi konkurencyjnej i rozwojowi organizacji – podpowiada Waldemar Olbryk.

Na rynku pracy mamy obecnie 4 pokolenia: X, Y, Millenialsów oraz Baby Boomers. Każde z nich charakteryzuje się swoimi unikalnymi cechami, indywidualnymi potrzebami i kompetencjami. Większe zrozumienie i uwzględnienie różnic międzypokoleniowych może stanowić nie tylko wyzwanie, ale także ogromną szansę dla przedsiębiorstw. Dążenie do budowy bardziej zrównoważonych i innowacyjnych miejsc pracy wymaga właściwego dostosowania się do zmieniającej się dynamiki pokoleniowej. To podejście może okazać się kluczowym czynnikiem sukcesu dla firm, które pragną zachować swoją konkurencyjność na rynku pracy przyszłości.

[1] Badanie Open GI Test zrealizowane w ramach projektu Gen4Gen zainicjowanego przez Archicom, 2024

[2] Wyniki raportu analitycznego „Rozwój regionalny Polski 2023” opublikowanego przez Główny Urząd Statystyczny.

OPEC+ tnie dostawy, EBC obniża stopy procentowe

Piątkowe notowania przyniosły wzrosty indeksu Dow Jones (+1,51 proc.) oraz SP500 (+0,8 proc.) i jednocześnie brak zmian technologicznego Nasdaq Composite (-0,01 proc.). Inflacja PCE w USA okazała się zgodna z oczekiwaniami i wskazała na stabilizację dynamiki wzrostu cen. Dolar stracił na wartości a rentowności obligacji amerykańskiego rządu spadły. Przedstawiciele OPEC+ zgodnie z oczekiwaniami rozszerzyli swoje dodatkowe dobrowolne cięcia dostaw, a grupa przedstawiła również plany stopniowego łagodzenia cięć od czwartego kwartału. W tym tygodniu NFP oraz decyzja EBC.

Rynek na piątkowy raport na temat wydatków amerykanów zareagował słabszym dolarem i wzrostami na Wall Street. Deflator PCE uplasował się na poziomie 2,7 proc. rok do roku i wyniósł 0,3 proc. w ujęciu miesiąc do miesiąca. Bazowy wskaźnik wyniósł odpowiednio 2,8 proc. oraz 0,2 proc. W tym przypadku w ujęciu miesięcznym wynik jest lekko niższy od prognoz (0,3 proc.) i jednocześnie najsłabszy od początku roku. Z reakcji rynkowej można zakładać, że obawiano się negatywnej niespodzianki i widać, że inwestorzy odetchnęli z ulgą. Dane w pewien sposób zmniejszają niepokój dotyczący uporczywości inflacji ale Fed z pewnością będzie chciał otrzymać więcej dowodów, że dynamika wzrostu cen znajduje się na odpowiednim (czyli deflacyjnym) kursie. Teraz uwaga przenosi się na rynek pracy. W tym tygodniu otrzymamy ankietę JOLTS przedstawiającą popyt na pracę oraz rotację pracowników, wskaźnik ADP i przede wszystkim miesięczne zestawienie danych – czyli raport NFP.

W tym tygodniu EBC prawdopodobnie obniży stopy procentowe o 25 punktów bazowych, mimo, że w ostatnim czasie otrzymaliśmy gorsze dane inflacyjne a także silniejszy wzrost płac negocjowanych. W tym momencie ciężko będzie europejskim decydentom wycofać się z deklaracji łagodzenia warunków monetarnych już na czerwcowym posiedzeniu. Publikacje z minionego tygodnia mogą jednak wpłynąć na tempo i skalę dalszego cyklu obniżek.

Pierwsza redukcja kosztu pieniądza w strefie euro jest już niemalże przesądzona. Tak wynika z wyceny rynkowej ale również z ostatnich twierdzeń członków Rady Prezesów EBC, nawet tych należących do obozu „jastrzębi”. Rynek nie otrzyma jednak dalszych wskazówek jak będzie przebiegał cały cykl. Prawdopodobnie usłyszymy znane stwierdzenie, że dalsze decyzje będą zależne od napływających danych. W ten sposób EBC nie chce się zobowiązać do określonej ścieżki stóp.

Warto też wspomnieć o decyzji OPEC+, która nie zaskoczyła. Przedstawiciele tego gremium rozszerzyli swoje dodatkowe dobrowolne cięcia dostaw, natomiast zostały jednocześnie przedstawione plany stopniowych ich redukcji. To powinno spowodować, że w kolejnych miesiącach na rynku ropy będziemy doświadczać deficytu podaży.

Rynek był najbardziej zainteresowany tym, co będzie z dodatkowymi dobrowolnymi cieciami podaży o 2,2 mln baryłek dziennie, które miały wygasnąć z końcem czerwca tego roku. Tu otrzymaliśmy przedłużenie o kwartał a następnie ma nastąpić stopniowe wycofywanie się z tych działań do września 2025 roku. Inwestorzy po cichu oczekiwali, że dodatkowe dobrowolne cięcia będą przedłużone do końca tego roku.

Ogólnogrupowe redukcje wydobycia (ok. 2mln b/d) zostały wydłużone do końca 2025 roku (wcześniej miały wygasnąć z końcem 2024 r.). Z kolei dobrowolna redukcja podaży w wysokości 1,66 mln b/d od dziewięciu członków OPEC+ – wprowadzona w maju 2023 r. – również została przedłużona do końca 2025 roku.

Cena ropy brent dziś rano na otwarciu spadła poniżej 81 USD. Ogólnie zmienność jest niewielka a notowania cały czas oscylują wokół lokalnych minimów i jednocześnie znajdują się w istotnej strefie wsparcia horyzontalnego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Lekarze będą mogli szerzej informować o swojej działalności w social mediach. Duża zmiana w Kodeksie Etyki

Lekarze idą drogą prawników. Liberalizacja przepisów dotyczących promocji pracy lekarza już w 2025 roku.

Nowelizacja Kodeksu Etyki Lekarzy pozwoli na informowanie o jego działalności. To w opinii prawników znacząca zmiana. Lekarz już niebawem będzie mógł informować o swojej aktywności np. w social mediach. – Do prawników trafiało wiele spraw, gdzie lekarze pytali czy mogą założyć Facebooka czy Instagrama. Dochodziło także do sytuacji, że np. prywatne przychodnie publikowały posty ze zdjęciami lekarzy, a potem publiczne jednostki miały o to do nich pretensję sugerując, że reklamują oni swoim nazwiskiem i wiedzą ekspercką komercyjne podmioty – mówi mecenas Marek Jarosiewicz. Czy zmiany doprowadzą do uporządkowania tej sytuacji?

Lekarz na Instagramie i Facebooku nareszcie bez wątpliwości? „Lekarze idą z duchem czasu”

Kwestia dopuszczalności publikowania przez lekarzy w mediach społecznościowych wpisów na temat prowadzonej działalności budzi kontrowersje w zasadzie od momentu powstania tych kanałów komunikacji.

– Spory od zawsze dotyczyły więc tego, gdzie przebiega granica między tym, co dozwolone i tym, co nie powinno mieć miejsca – i to tych kwestii dotykały również częste pytania kierowane przez lekarzy do prawników. Dotychczas w Kodeksie Etyki Lekarzy wprost była mowa o tym, że wszelka reklama jest zakazana. Od 1.01.2025 r. przepis ten zostanie wykreślony, w Kodeksie znajdzie się natomiast postanowienie mówiące, że lekarz może informować o swych usługach w sposób zgodny z zasadami etyki lekarskiej – mówi mecenas Marek Jarosiewicz, wspólnik w kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

– W moim przekonaniu przyjęte w nowej wersji Kodeksu Etyki Lekarskiej przepisy dotyczące dopuszczalności informowania przez lekarza o prowadzonej działalności należy generalnie ocenić pozytywnie, jako idące z duchem czasu i – w swych założeniach – nawiązujące w pewnym stopniu np. do kierunku, w jakim podążali także autorzy ostatnich zmian w Kodeksie Etyki Adwokackiej, a wręcz: idące jeszcze kilka kroków dalej – mówi mecenas Marek Jarosiewicz.

Jednocześnie, nie można przy tym zapominać, że w mocy pozostaną ograniczenia reklamy wynikające z przepisów powszechnie obowiązujących, np. z ustawy o działalności leczniczej, czy z ustawy Prawo farmaceutyczne.

W roku 2023 w kodeksie etyki adwokackiej pojawiła się liberalizacja, która pozwala adwokatom na informowanie o ich działalności. To spowodowało większą aktywność mecenasów w mediach społecznościowych. Niezależnie od tej zmiany, w przeciwieństwie jednak do zmian w kodeksie etyki lekarskiej, w kodeksie etyki adwokackiej utrzymany został zakaz reklamy usług prawniczych. Pomimo istniejących różnic w regulacjach dotyczących obu w/w grup zawodowych, dotychczasowe doświadczenia prawników mogą być pewnym drogowskazem co do tego, jakie informacje o prowadzonej przez lekarza działalności nie powinny budzić żadnych zastrzeżeń.

– Uważam, że w erze Internetu i powszechnego dostępu do informacji, dopuszczenie, by lekarz informował o prowadzonej działalności, jest nie tylko uzasadnione, ale wręcz potrzebne. Dobrze też się stało, że obwarowano jednak tę możliwość pewnymi ograniczeniami, stawiając wymóg zgodności takiej informacji z zasadami etyki. Pomimo zatem tego, że z Kodeksu Etyki Lekarskiej wykreślono zakaz reklamy, bez wątpienia nadal pozostaną zakazane działania takie jak reklama porównawcza, czy promowanie własnej osoby oparte o podważanie kompetencji innych lekarzy. W odniesieniu do konkretnych sytuacji nadal mogą niestety występować wątpliwości co do tego, czy dany sposób informowania o swych usługach jest zgodny z etyką lekarską, czy też nie  – mówi mecenas Jarosiewicz.

Nie wszystko będzie dozwolone i są pewne kontrowersje

Ekspert kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski zaznacza jednak, że nowe przepisy mają także inne mankamenty.

Sporo problemów może wyniknąć m.in. w związku z wykreśleniem przepisu, który dotychczas zakazywał posługiwania się przez lekarza swym nazwiskiem i wizerunkiem w celach komercyjnych – co prawda zaznaczono przy tym, że owe cele muszą mieć związek z wykonywaną działalnością lekarską, jednakże wydaje się, że w tym przypadku pole do interpretacji pozostaje zbyt szerokie i tu słusznie wielu prawników poddaje przyjęte rozwiązania krytyce. Szkoda, że nie zdecydowano się na przyjęcie rozwiązania analogiczne z kodeksem etyki adwokackiej, który zabrania m.in. współpracy z podmiotami, które pozyskują klientów w sposób sprzeczny nie tylko z prawem, ale też zasadami współżycia społecznego.

Dodajmy, że w nowych przepisach dotyczących etyki lekarskiej: niedopuszczalne jest m.in. wykorzystywanie autorytetu lekarza do promowania usług niezwiązanych z wykonywaniem zawodu lekarza.

SatRev pozyskuje kolejnego inwestora

SatRev, wrocławska spółka technologiczna z branży SpaceTech właśnie sfinalizowała pierwszą transzę środków realizowanej rundy na dalszy rozwój.  Fundusz Imperio ASI inwestuje w SatRev S.A., polskiego producenta nano i mikrosatelit, umacniając tym samym jego pozycję na rynku. Ponadto, dodatkowe zaangażowanie planuje również główny udziałowiec. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na rozwój projektu związanego z budową konstelacji REC do zaawansowanego obrazowania Ziemi w wysokiej rozdzielczości. Taka konstelacja satelit z krótkim okresem rewizyty umożliwia dostarczanie – praktycznie w czasie rzeczywistym – cennych informacji, które zyskują na coraz większym znaczeniu, zwłaszcza w kontekscie geopolitycznym, klimatycznym czy obronnym.

Spółka jest jedną z dwóch, może trzech firm, które postawiły sobie za cel udoskonalenie obserwacji Ziemi w czasie rzeczywistym. Zapotrzebowanie na usługi rośnie w błyskawicznym tempie, czego przykładem jest dynamiczny rozwój firm z branży NewSpace na całym świecie, a wydatki na obronność i zapobieganie konfliktom zbrojnym umacniają pozycję firm z sektora kosmicznego. Ten wektor wzrostu jest siłą napędową dla SatRev, spółki której potencjał rośnie z dnia na dzień.

Od początku działalności nasza firma nakierowana była na stworzenie innowacyjnych i przełomowych produktów z zakresu obserwacji Ziemi. Aktualne napięcia geopolityczne, trwająca wojna na Ukrainie, zagrożenia płynące z konfliktów na różnych terytoriach – nie tylko w Europie, dodatkowo zwiększyły presję oraz zapotrzebowanie na nasze usługi. A to tylko mały wycinek zastosowania danych satelitarnych, albowiem rynek się poprawił i oczekuje od nas jeszcze szerszego spektrum działania. Nasz cel zawsze był ten sam – stworzyć konstelację do obserwacji Ziemi w wysokiej rozdzielczości obrazu i w czasie jak najbardziej zbliżonym do rzeczywistego. Teraz to właściwy czas i miejsce, aby wykorzystać nasze dotychczasowe osiągnięcia oraz wiedzę – zaznacza Prezes SatRev, Grzegorz Zwoliński.

Spółka już teraz realizuje dochodowe projekty, czego dowodem są kontrakty na dostarczanie danych, kompleksowe programy projektowania, produkcji i wynoszenia satelitów dla agencji rządowych Sułtanatu Omanu oraz Australii. Obecnie trwają przygotowania do kolejnych tego typu kontraktów w innych krajach, w tym w Afryce.

SatRev rozwija dwa główne filary swojego biznesu. Nasz podstawowy biznes to Earth Observation Data, czyli m.in. wysokiej rozdzielczości zdjęcia satelitarne dla podmiotów obejmujących wszystkie krytyczne obszary decyzyjne, m.in. od zarządzania kryzsowego, monitorowania zmian klimatycznych, zanieczyszczeń środowiska, aż po dane sateliarne z szerokim zastosowaniem np. dla sektora wojskowego, ubezpieczeniowego czy morskiego. Drugim naszym filarem, niesamowicie kapitałochłonnym jest inwestowanie w budowę własnych satelitów, które zgodnie z planami utworzą w najbliższym czasie konstelację REC. Co więcej nie zamykamy się tylko do tych zastosowań. Nasze rozwiązania umożliwiają także wynoszenie ładunków klientów (payload) na orbitę w ramach naszej obitalnej usługi transportowej, tzw. Hosted Payload Mission  – wyjaśnia Grzegorz Zwoliński

W niedalekiej przyszłości SatRev uruchomi na swojej stronie internetowej usługę on-line, która umożliwi bookowanie ładunków do transportów kosmicznych, a następnie ich szybkie wyniesienie na orbitę okołoziemską z wykorzystaniem własnych satelitów. Kosmiczny transport przekroczy granicę science-fiction. To realne oczekiwanie rynku, to postęp, który wyznacza nowy sposób na dostarczanie cennych informacji za pomocą inteligentnych urządzeń wynoszonych na orbitę. Badania przeprowadzone przez Spółkę wskazują na coraz większe zainteresowanie taką formą transportu przez firmy, instytucje oraz państwa, których potrzeby zauważalnie rosną wraz z postępem technologicznym wykorzystującym kosmiczne rozwiązania.

Obserwujemy rynek i reagujemy na zmiany, nasza elastyczność pozwala nam na szybkie dostosowanie się do zmieniającego się popytu i to jest naszą przewagą – wyjaśnia Grzegorz Zwoliński

Spółka ma ambitne plany z zamiarem zbudowania własnej konstelacji satelitów REC, aby zostać liderem tym segmencie.  Przedsięwzięcie nie jest łatwe, ale wykonalne i wymaga sporych nakładów finansowych, aby sprostać założeniom projektu. Konstelacja REC z krótką, 30-to minutową częstotliwością odświeżania wymaga umieszczenia na odpowiedniej orbicie okołoziemskiej ponad tysiąca satelitów.  Satelity konstelacji REC to niezależne jednostki składające się z rozkładanych segmentów zwierciadeł pozwalające na pozyskiwanie zobrazowań w wysokiej rozdzielczości, które z wykorzystaniem warstwy AI będzie można oferować klientom m.in. z sektora wojskowego, ubezpieczeniowego, geodezji i kartografii, rolnictwa precyzyjnego i leśnictwa, zarządzania kryzysowego, wód lądowych czy monitorowania podatków od nieruchomości, a to tylko nieliczne z zastosowań. Ponadto, częsta rewizyta, czyli obecność nad każdym punktem ziemi w czasie 30 min pozwala na dostarczenie zdjęć praktycznie bez opóźnień.

Zapotrzebowanie na tego typu dane rośnie w dynamicznym tempie, dlatego jesteśmy bardzo optymistycznie nastawieni do naszej przyszłości na rynku. Technologia satelitarna wymaga wyjątkowo dużego zaangażowania finansowego i merytorycznego, ale jest to wkład, który się opłaca, bo pociąga za sobą ponadprzeciętny wzrost technologiczny i perspektywę stosunkowo dużego zwrotu inwestycji.

Prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski powołany na stanowisko dyrektora NCBR

7 czerwca 2024 roku, minister nauki Dariusz Wieczorek powołał prof. dr hab. inż. Jerzego Małachowskiego na stanowisko dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Od 7 marca br. prof. Małachowski sprawował funkcję pełniącego obowiązki dyrektora instytucji.

Powołanie jest wynikiem konkursu, przeprowadzonego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, któremu podlega NCBR.

Gratuluję Panu Profesorowi Małachowskiemu wygranej w konkursie na dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Jego doświadczenie oraz dotychczasowa bogata kariera naukowa pomogą w podjęciu wyzwań, przed jakimi stoi instytucja. NCBR odgrywa strategiczną rolę przy wspieraniu projektów realizowanych wspólnie przez podmioty naukowe, uczelnie, biznes i przemysł powiedział Dariusz Wieczorek, minister nauki.

Bardzo się cieszę, że uzyskałem zaufanie komisji konkursowej oraz Pana Ministra Wieczorka, czego wynikiem jest powierzenie mi roli osoby kierującej tak ważną instytucją, wspierającą politykę naukową i innowacyjną Państwa. Przede mną cztery lata intensywnej kadencji, w czasie której chcę uczynić NCBR organizacją nowoczesną, transparentną i skuteczną. Moimi priorytetami są uporządkowanie oraz usprawnienie procesów oraz zbliżenie świata nauki do biznesu – wskazał dyrektor Małachowski.    

Prof. Małachowski jest absolwentem Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. Tytuł profesora w dziedzinie nauk technicznych uzyskał w roku 2019. Kierował licznymi projektami oraz uczestniczył jako wykonawca w ponad 30 przedsięwzięciach ukierunkowanych na prace naukowe, rozwojowe i wdrożeniowe. Efekty tych badań to m.in. 9 patentów oraz 3 kolejne w zatwierdzeniu. Członek komitetów naukowych ponad 40 konferencji krajowych i międzynarodowych. Regularnie recenzuje artykuły naukowe w czasopismach z listy JCR. Jego dorobek publikacyjny obejmuje ponad 600 pozycji. W roku 2010 otrzymał Złoty Krzyż Zasługi od Prezydenta RP, a w roku 2011 – Medal Komisji Edukacji Narodowej. Od 2016 r. pełni funkcję Dziekana Wydziału Inżynierii Mechanicznej WAT.

NCBR wróciło pod nadzór Ministra nauki

7 marca br. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju powróciło pod nadzór ministra właściwego ds. nauki i szkolnictwa wyższego. Nastąpiło to w efekcie wejścia w życie Ustawy z dn. 26 stycznia 2024 o zmianie ustawy o NCBR oraz ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. W okresie od 1 sierpnia 2022 roku do 6 marca 2024 roku nadzór nad Narodowym Centrum Badań i Rozwoju sprawował minister właściwy do spraw rozwoju regionalnego.

RAFAKO podpisało umowę na ponad 6,5 mln euro z firmą VIA OCEL

RAFAKO SA zawarła umowę ze spółka VIA OCEL, w ramach której opracuje dokumentację oraz dostarczy elementy ciśnieniowe kotła dla modernizowanego bloku Tent B2 w Elektrowni Nikola Tesla w serbskim Obrenovacu. Kontrakt będzie realizowany do 23 maja 2025 r. , a jego wartość szacowana jest na ponad 6,5 mln euro.  Pozwoli to elektrowni Nikola Tesla – która jest jedną z kluczowych instalacji w serbskim systemie energetycznym – na uzyskanie większej wydajności oraz wdrożenie technologii niskoemisyjnej. Obecny Zarząd RAFAKO jest zdeterminowany, aby nie tylko uzdrowić sytuację finansową spółki, ale także zdecydowanie zwiększyć jej sprzedaż w Polsce i za granicą.

Elektrownia Nikola Tesla w Obrenovacu zaspokaja około jedną piątą potrzeb energetycznych Serbii. Jest to, funkcjonująca na bazie węgla, jedna z kluczowych instalacji   w serbskim systemie energetycznym. Modernizacja kotła BB-1880 w elektrowni ma na celu m.in. zwiększenie jego wydajności parowej z obecnych 1880 t/h na 2000 t/h, a tym samym mocy bloku z 620 MW na 665 MW. Modernizacja kotła parowego poprzez zastosowanie produkowanych przez RAFAKO komponentów ciśnieniowych, pozwoli elektrowni na uzyskanie większej wydajności oraz wdrożenie technologii niskoemisyjnej. Działanie to będzie nie tylko korzystne z punktu widzenia finansowego (obniżenie kosztów utrzymania) i operacyjnego (pozwoli zminimalizować potencjalne przestoje w produkcji), ale również będzie kluczowe dla zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialności środowiskowej przedsiębiorstwa. Modernizacja części ciśnieniowej może również przyczynić się do przedłużenia żywotności samego kotła, zabezpieczając bezpieczeństwo dostaw energii dla odbiorców.

– Zawarty kontrakt wpisuje się w prace RAFAKO nad wprowadzeniem na rynek rozwiązań, które zwiększają efektywność bloków węglowych. Obserwujemy ogromne zainteresowanie naszymi nowymi produktami zarówno w Polsce, jak i za granicą. Dowodem tego jest  kontrakt z serbską firmą VIA OCEL, który pokazuje unikatowe referencje i „know how” RAFAKO nie tylko na rynku polskim, ale także na rynkach zagranicznych. To także dowód na to, że polska firma może skutecznie konkurować w tak konkurencyjnym sektorze z zagranicznymi konkurentami. Podpisana dzisiaj umowa to jeden z najbardziej znaczących kontraktów zawartych przez RAFAKO w ostatnich miesiącach. Obecnie intensywnie działamy aby – nie tylko uzdrowić Spółkę – ale również zwiększyć sprzedaż na rynku polskim i międzynarodowym. Warto podkreślić, że dostrzegamy także szanse na to, aby niebawem Spółka mogła być podwykonawcą w planowanych w różnych miejscach Europy projektach związanych z budową elektrowni atomowych – komentuje Robert Kuraszkiewicz, Prezes Zarządu RAFAKO.

Spółka RAFAKO na rynku serbskim (wcześniej jugosłowiańskim) jest obecna od lat 70-tych XX w. W latach 1966 -1983 Rafako dostarczyło kotły dla elektrowni Nikola Tesla „A” i „B” oraz Morava. Kolejnymi pracami zrealizowanymi na rynku serbskim były m.in. modernizacja kotła w elektrowni Morawa (2016-2017), modernizacja kotłów w TENT B (kocioł bloku B1- etap I w 2012 roku, etap II w latach 2020-2024, kocioł bloku B2 – etap I w latach2016-2017).

Rzecznik MŚP apeluje o przesunięcie terminu wdrożenia KSeF dla małych firm

Pod koniec kwietnia Rzecznik MŚP Adam Abramowicz zwrócił się z pismem do Ministra Finansów Andrzeja Domańskiego w sprawie wprowadzenia w życie Krajowego Systemu e-Faktur. Dziękując za przesunięcie terminu obowiązkowego wdrożenia KSeF (co zgodne było z wcześniejszym postulatem Rzecznika MŚP), Adam Abramowicz zwrócił równocześnie uwagę Ministrowi Finansów, że nowy termin, przewidziany dla mniejszych firm, czyli 1 kwietnia 2026, nastręczy tym firmom wiele trudności. Początek kwietnia to bowiem ta pora roku, kiedy następuje największa kumulacja sprawozdań, zeznań etc.

Nałożenie się na to wdrożenia KSeF odbije się na jakości prac biur księgowych i może narazić firmy na dotkliwe straty. Biorąc to pod uwagę, Rzecznik MŚP wnioskował do Ministra Finansów, by termin wejścia w życie obligatoryjnego KSeF dla firm o mniejszej wartości sprzedaży przesunąć na 1 czerwca.

Pismem z 4 czerwca Wiceminister Finansów Jarosław Neneman, w imieniu Ministra Andrzeja Domańskiego, odpowiedział na list Rzecznika MŚP. Niestety, Minister Neneman, obszernie relacjonując przebieg prac nad ustawą o e-fakturowaniu, w żaden sposób mnie odnosi się do meritum uwag Adama Abramowicza i podtrzymuje termin 1 kwietnia. Za dwa lata przedsiębiorcy muszą więc spodziewać się dużych napięć w funkcjonowaniu biur księgowych. Odroczenie terminu o dwa miesiące nie spowoduje istotnych zaburzeń we wdrożeniu KSeF, za to poprawi komfort i jakość pracy służb księgowych. Dla urzędników nie jest to ważne. Kiedy wdrażano Polski Ład, koszty wprowadzania tej ustawy przerzucono na biura księgowe. Teraz przy KSeF ma być podobnie.

EBC obniża stopy, rosną szanse na obniżkę stóp procentowych w USA

Zgodnie z oczekiwaniami Europejski Bank Centralny obniżył główną stopę procentową o ćwierć punktu procentowego. Amerykanie nadal czekają, ale widać powoli zmiany nastawienia. W tle brak zmian w polityce monetarnej w Indiach.

EBC nie zaskoczyło rynków

Zgodnie z oczekiwaniami Europejski Bank Centralny obniżył główną stopę procentową o 0,25% na wczorajszym posiedzeniu. W rezultacie wynosi ona 4,25% i jest o 1% niższa od poziomu w USA. Rynki zareagowały na tę wiadomość bardzo spokojnie. Powodem był fakt, że dokładnie takiego obrotu spraw oczekiwano. Rynki oczekiwały ćwierć procenta w dół i to otrzymały. Była wątpliwość, czy ruch ten będzie kontynuowany i faktycznie konferencja po samej decyzji potwierdziła te obawy. Wygląda na to, że EBC weszło w tryb obniżek stóp, ale nie należy się spodziewać obniżki na każdym posiedzeniu. W rezultacie z jednej strony wyprzedzono ruch Amerykanów. Z drugiej dbają mocno, by stopy za oceanem nie pozostawały zbyt dużo powyżej europejskich. Takie zjawisko w dłuższym okresie sprzyjałoby silnemu umocnieniu dolara.

Na co czekają Amerykanie?

Jeszcze pod koniec maja szanse na utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie przekraczały 50%. Dzisiaj jest to zaledwie 32%. Co powoduje te zmiany? Zdaniem analityków z jednej strony jest to strach przed umacnianiem się dolara w czasie, gdy Europa będzie redukować stopy procentowe, a Amerykanie utrzymują je wysokie. W rezultacie silniejsza waluta powinna odbić się negatywnie na gospodarce. Ważne dane w tym kontekście będą publikowane już dzisiaj. Jeżeli w ramach sytuacji na rynku pracy zobaczymy pogorszenie, np. 4% stopę bezrobocia lub spadek liczby nowych miejsc pracy możemy spodziewać się silnych zmian. W takim scenariuszu FED raczej będzie się starał nie doprowadzić do zaduszenia gospodarki i raczej przyspieszy obniżki. To powinno osłabiać dolara.

Indie nie zmieniają stóp procentowych

Posiedzenie Banku Centralnego Indii nie wprowadziło żadnych zmian w polityce monetarnej. Stopa procentowa w dalszym ciągu znajduje się na poziomie 6,5%. Jest to brak zmian od lutego 2023 roku. Na co warto zwrócić uwagę, Indie podobnie jak inne kraje azjatyckie znacznie mniej cięły stopę procentową niż państwa zachodnie. W rezultacie inflacja w szczytowym momencie nie przekraczała 8%. Jest to zatem dużo mniejszy problem niż w naszej części świata. Ten znacznie niższy wzrost cen połączony jest bowiem z bardzo szybkim rozwojem gospodarczym, który obecnie po słabszym kwartale spowolnił do 7,6%. Rynki przyjęły tę decyzję bardzo neutralnie, znacznie ważniejszym tematem jest tam zakończenie największych wyborów w historii świata.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
14:30 – Kanada – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Dywergencja w politykach monetarnych argumentem silniejszego złotego

Zmienność na rynku walutowym podczas wczorajszej decyzji EBC i późniejszej konferencji prasowej była ograniczona. Euro lekko zyskało ale zmienność na głównej parze walutowej pozostała ograniczona. Działo się tak dlatego, że bank podjął decyzję szeroko oczekiwaną. Rynek zdążył już wcześniej wycenić wczorajszy ruch. Oprócz lekkich zmian w prognozach, nie otrzymaliśmy nic szczególnego, co mogłoby zmienić postrzeganie przyszłych działań europejskiej instytucji. Więcej zmian nastąpiło na parach złotowych. PLN umocnił się do głównych walut, ponieważ RPP odrzuca możliwość cięć stóp procentowych w tym roku.

Jedną z jastrzębich niespodzianek była rewizja prognoz inflacji na kolejne lata. Ekonomiści EBC podwyższyli swoje szacunki na 2025 rok dla wskaźnika ogólnego o 0,2 punkty procentowe a dla bazowego o 0,1 pp. W pewnym stopniu jest to sprzeczne z wczorajszą decyzja o obniżce kosztu pieniądza ale być może decydenci EBC będą chcieli utrzymać teraz poziom stóp na wciąż wysokim poziomie po prostu nieco dłużej. Aktualnie rynek wycenia szanse na lipcowy ruch w dół na poziomie ok 40 proc. Więcej, bo aż 65 proc. wynosi prawdopodobieństwo redukcji na grudniowym posiedzeniu.

Na konferencji Lagarde przyznała, że zaufanie do osiągnięcia inflacyjnego celu średnioterminowego wzrosło. Argumentowała czerwcową decyzję znaczącym postępem w procesie dezinflacyjnym Wskazała jednocześnie, że dalsze luzowanie jest możliwe, ale nie padły konkretne daty. EBC ewidentnie nie chce zobowiązywać się do z góry ustalonej ścieżki. Chce podążać za danymi i reagować na bieżąco.

Zarówno środowa decyzja RPP ja i czwartkowa konferencja prasowa umocniła złotego. Restrykcyjne nastawienie Rady zostało potwierdzone. Obniżka stóp w tym roku została wykluczona na ten moment. Decydenci NBP na czele z Adamem Glapińskim chcą stabilizacji inflacji w horyzoncie oddziaływania polityki monetarnej – stąd też takie a nie inne działanie. W dość jasny sposób zasygnalizowano, że ewentualne cięcia mogą pojawić się w okolicy połowy roku, ale zanim to nastąpi RPP musi dysponować silnymi argumentami. „Jastrzębiość” Rady została wzmocniona oceną Glapińskiego, który uważa, że ewentualne podwyżki są realne, gdyby najnowsze projekcje wskazywały na wzrost wskaźników CPI w przyszłym roku. Taki jednak scenariusz jest na ten moment mało prawdopodobny. Aktualnie RPP widzi inflację bazową na koniec tego roku w okolicy 4 proc. a ogólny wskaźnik CPI na poziomie 5,2 proc. r/r. Wg oceny Rady głównym zagrożeniem podbicia inflacji w przyszłości jest wzrost płac a także duża niepewność co do cen energii w II półroczu. Z kolei oceniono, że wpływ powrotu wyższej stawki VAT na żywność w przyszłości może jeszcze oddziaływać na ogólną dynamikę wzrostu cen.

W tym momencie dywergencja w politykach monetarnych EBC (obniżki) oraz RPP (stabilizacja na wysokim poziomie) będzie prawdopodobnie w średnim terminie pozytywnie oddziaływać na złotego. Jeśli do tego dojdą cięcia ze strony Fed-u (wrzesień) siła złotego może być dodatkowo wspierana.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Ostatni dzień na zakup akcji Proacta uprawniających do udziału w emisji z prawem poboru

Dzień prawa poboru dla akcji Proacta S.A. wyznaczony został na 11 czerwca br., oznacza to, że dziś (7 czerwca) jest ostatni dzień sesyjny, w którym można nabyć akcje Spółki z przysługującym prawem poboru do objęcia akcji serii N. Termin przyjmowania zapisów w wykonaniu prawa poboru i zapisów dodatkowych na akcje wyznaczono od 18 czerwca do 10 lipca br., a przydział akcji serii N został wyznaczony na 22 lipca 2024 r. Proacta w ramach emisji planuje pozyskać do 2,02 mln zł przy cenie emisyjnej 0,50 zł za jedną sztukę akcji. Pozyskane z emisji środki finansowe przeznaczone zostaną m.in. na rozwój oraz działania promocyjne platformy „Dbam o siebie”, która wspiera pacjentów w analizie wyników badań laboratoryjnych i pomaga zadbać o swoje zdrowie.

Podczas nadzwyczajnego walnego zgromadzenia akcjonariusze Proacta zdecydowali o podwyższeniu kapitału zakładowego Spółki poprzez emisję do 4 049 139 akcji serii N o wartości 0,50 zł za akcję w ramach subskrypcji zamkniętej z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy.

Akcjonariusze za każdą jedną posiadaną akcję spółki Proacta na koniec dnia ustalenia prawa poboru (tj. 11 czerwca br.) otrzymają jedno jednostkowe prawo poboru. Dwadzieścia osiem jednostkowych praw poboru uprawnia do objęcia jednej akcji serii N.

Przydział akcji serii N objętych w wykonaniu prawa poboru oraz w zapisach dodatkowych nastąpi w dniu 22 lipca 2024 roku. Termin przyjmowania zapisów na akcje serii N Spółki nieobjęte w wykonaniu prawa poboru i w zapisach dodatkowych przez podmioty, które odpowiedzą na zaproszenie Zarządu Spółki, został wyznaczony od 23 lipca 2024 roku do 6 sierpnia 2024 roku.

Środki finansowe pozyskane w ramach emisji akcji serii N przeznaczone zostaną na cele rozwojowe platformy „Dbam o siebie”, której premiera nastąpi w połowie roku. W kolejnych miesiącach wystartuje kampania promocyjna rozwiązania skierowana do klientów indywidualnych.

– W tym momencie mamy gotowe rozwiązanie, które jest przygotowane do komercjalizacji. Zależy nam, aby dotrzeć do jak największej grupy odbiorców, dlatego planujemy szeroką kampanię marketingową z wykorzystaniem największych portali, reklam w social media oraz zaangażowanie influencerów. Naszym celem jest wzrost rozpoznawalności naszej Platformy i zachęcenie odbiorców do wykorzystywania nowoczesnych technologii w codziennym dbaniu o swoje zdrowie  – informuje Paweł Ciesielka, prezes Proacta S.A.

Proacta zaoferuje usługę „Dbam o siebie Smart LAB” w modelu SaaS. Rozwiązanie początkowo skierowane będzie do klientów indywidualnych. W przyszłości planowana jest współpraca z prywatnymi placówkami opieki zdrowotnej oraz rozszerzenie działalności na sektor publiczny.

Platforma „Dbam o siebie” to innowacyjne narzędzie, które pomaga użytkownikom lepiej zrozumieć wyniki badań laboratoryjnych i skutecznie zarządzać zdrowiem. Raporty identyfikują potencjalne ryzyka zdrowotne w obszarach takich jak regulacja poziomu cukru we krwi, funkcjonowanie tarczycy, układ sercowo-naczyniowy, wątroba i przewód pokarmowy. Uwzględniają przy tym wpływ stylu życia, istniejących schorzeń, symptomów, diety, suplementacji i leków. Oprócz generowania spersonalizowanych raportów zdrowotnych, platforma będzie pełnić także rolę edukacyjną, wspierając użytkowników w pogłębianiu wiedzy na temat ich stanu zdrowia.

Decyzja EBC: Stopy w dół, ale na mocniejsze cięcia poczekamy do 2025 r.

Europejski Bank Centralny obniżył dziś stopy procentowe o 0,25 pkt. proc. do 4,25 proc. To decyzja zgodna z oczekiwaniami rynku, który już od kilku tygodni przewidywał taki scenariusz. Nie oznacza to jednak rychłego powrotu do polityki zerowych stóp procentowych. Cały czas realne są obawy przed powrotem wyższej inflacji. Na poważniejszy pakiet cięć stóp w Europie poczekamy najprawdopodobniej do 2025 roku.

Europejski Bank Centralny obniżył stopy procentowe o 25 punktów bazowych. Tym samym, wysokość stopy refinansowej spadła z 4,5 do 4,25 proc. Jest to pierwsza obniżka tej stopy od 8 lat, długo wyczekiwana i przewidywana przez rynek. To także wyraźne potwierdzenie światowego trendu, w którym obniżki stóp przeważają nad podwyżkami – od początku roku na całym świecie było już 67 decyzji o obniżkach stóp i tylko 16 o podwyżkach. W tym roku, spośród krajów europejskich, stopy obniżyły już Czechy, Węgry, Szwajcaria i Szwecja. Na świecie, z dużych gospodarek, takie kroki podjęły także kraje Ameryki Południowej – Brazylia, Chile i Argentyna, które w poprzedniej fazie cyklu gospodarczego jako pierwsze zaczęły podnosić stopy procentowe.

Oczywiście, dla światowej gospodarki oraz inwestorów najważniejszy pozostaje poziom stóp w USA oraz właśnie w Strefie Euro. Od dłuższego czasu trwał wyścig, kto pierwszy obniży stopy. Teraz został on rozstrzygnięty, a obniżka stóp w USA – oddala się. Nastąpi najwcześniej po wakacjach. Podczas gdy wzrost gospodarczy w USA w ostatnich kwartałach spowolnił, nadal pozostaje on wyższy niż w Europie, czyli wynosi 1,6 proc. w porównaniu do 0,3 proc. Inflacja bazowa po drugiej stronie Atlantyku jest jednak wyższa – 3,6 proc. w porównaniu do 2,9 proc.. Ostatecznie, Europa robi większe postępy w walce z inflacją, co daje EBC większe pole manewru niż ma FED. W Polsce inflacja wynosi obecnie 2,5 proc., ale obawy o jej wzrost powodują, że na obniżki stóp poczekamy najprawdopodobniej do 2025 roku.

W Europie, rynki długo czekały na obniżkę stóp procentowych. Biorąc pod uwagę wysoką wrażliwość zarówno gospodarki UE, jak i rynków akcji na niższe stopy procentowe, jest to szczególny katalizator. Najważniejszym wyzwaniem dla EBC, podobnie jak dla innych banków centralnych, pozostaje utrzymanie równowagi pomiędzy wspieraniem ożywienia gospodarczego a unikaniem nowych zawirowań inflacyjnych. Zbyt szybkie i zbyt gwałtowne obniżanie kosztów finansowania zewnętrznego w nadchodzących miesiącach mogłoby nadmiernie pobudzić gospodarkę i wywołać drugą falę inflacji.

Silny rynek pracy w Europie sprawia, że gospodarka jest bardziej odporna niż oczekiwano. Jednak siła ta niesie ze sobą ryzyko dla przyszłej polityki stóp procentowych. W pierwszym kwartale, płace w Europie wzrosły o 4,7 proc. w ujęciu rocznym. Biorąc pod uwagę, że wydatki konsumenckie stanowią ponad 50 proc. europejskiego PKB, nie można ignorować tego zjawiska. Jednocześnie, inflacja w Europie spada – głównie z powodu wysokich stóp procentowych. Spadająca inflacja i rosnące płace mogą wskazywać, że konsumpcja jest pobudzana przez wyższe realne dochody. Może to zmusić EBC do odroczenia planowanych cięć stóp procentowych w celu zapobiegania drugiej fali inflacji i utrzymania stabilności cen.

Obniżka stóp procentowych w żadnym wypadku nie oznacza rychłego powrotu do polityki zerowych stóp procentowych. Rynek obecnie ocenia, że do końca roku stopy powinny spaść o 0,61 pkt. proc., z czego spadek o 0,16 pkt. proc. dotyczy wrzesnia. Zatem – w najbardziej prawdopodobnym scenariuszu – kolejna obniżka stóp w Strefie Euro może nastąpić w grudniu, a bardziej kompleksowa runda cięć może rozpocząć się najwcześniej w 2025 roku. Europejski sektor usług odnotowuje silniejszy wzrost, sektor produkcyjny również wykazuje wyraźną poprawę. Niemniej jednak, wzrost nadal pozostaje w tyle za dynamiką w USA. Latem pojawi się silniejsza dynamika wzrostu, a to może znacznie utrudnić drogę do dalszych obniżek stóp procentowych.

Decyzja dotycząca stóp następuje w dniu rozpoczęcia wyborów do Parlamentu Europejskiego, które w poszczególnych krajach odbywają się od 6 do 9 czerwca. Głosowanie w Polsce odbędzie się w niedzielę 9 czerwca.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Co Eurowybory zmienią w gospodarce?

Zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego to jedyne wybory, w których bezpośrednio możemy wybrać swoich przedstawicieli w instytucjach Unii Europejskiej. Chociaż sam Parlament Europejski nie wydaje się aż tak kluczowy jak działalność Komisji Europejskiej czy Rady Europejskiej, to jednak wyniki wyborów mogą zmienić kierunek, w którym dalej będzie szła Unia Europejska. Obecnie UE boryka się z wieloma problemami, w których wyróżnić możemy nie tylko nadmierną regulację, niepewne losy sztandarowego projektu Zielonego Ładu, ale również imigrację czy kryzys tożsamościowy.

W wyborach, które przeprowadzone będą w dniach 6-9 czerwca 2024 uprawnionych do głosowania jest ok. 370 milionów obywateli 27 państw członkowskich. Czy wybory te mają jakiekolwiek znaczenie, patrząc na sondaże, które wskazują na raczej niewielkie zmiany przy sterach głównych władz? Czy wybory te będą miały wpływ na rynki finansowe, które w coraz mniejszym stopniu są zależne od wyników gospodarczych państw członkowskich, patrząc na duży udział przychodów płynących z USA czy nawet Chin? Co jest kluczowe dla obywateli Unii Europejskiej?

Nadmierne przeregulowanie?

Porównując ze sobą trzy największe gospodarki tego świata, czyli USA, Chiny i Unię Europejską nierzadko można spotkać się z takim zestawieniem, w którym widzimy, że to USA są odpowiedzialne za większość innowacji, co następnie kopiowane jest w Chinach, natomiast wykorzystanie tego w Unii Europejskiej jest możliwe dopiero wtedy, kiedy dojdzie do odpowiednich regulacji. Prowadzi to do tego, że na największych innowacjach zarabia się poza Starym Kontynentem i co ciekawe często robią to również europejskie spółki, korzystając z preferencyjnych warunków w innych państwach.

Oczywiście może to być daleko idące przerysowanie, ale bardzo często nadmierne regulacje czy biurokracja stwarza pewne bariery, które prowadzą do ograniczenia potencjalnego wzrostu gospodarczego czy również samego rozwoju rynku finansowego. Warto spojrzeć na to, że jedna z najbardziej innowacyjnych spółek ostatnich lat – Nvidia, przekroczyła swoją kapitalizacją cały niemiecki rynek akcji. Może to pokazywać, jak mocno w tyle znajduje się rynek europejski, w porównaniu do rynku amerykańskiego. Choć większość regulacji ma oczywiście na celu ochronę mniejszych podmiotów i samych konsumentów, to jednak czasami można mieć wrażenie, że europejscy urzędnicy szukają dziury w całym. Z drugiej strony brak w Europie jest tak spektakularnych bankructw jak w Stanach Zjednoczonych czy braku ochrony konsumenta jak w Chinach.Nadmierne przeregulowanie

Cały niemiecki rynek akcyjny jest obecnie warty mniej niż Nvidia, choć na samym niemieckim rynku nie brakuje spółek technologicznych. Źródło: Bloomberg Finance LP, XTB

Zielona transformacja – szansa czy obniżenie produktywności?

Transformacja energetyczna w Europie jest jednym z najgorętszych tematów ostatnich lat, a dodatkowo może spowodować spore zawirowania w wynikach do Europarlamentu. Często mówi się, że w wyborach do Europarlamentu można pokazać swoje niezadowolenie w stosunku do obecnej władzy w danym kraju. Wiąże to się również z tym, że najbardziej zdeterminowani są właśnie ci najmniej zadowoleni, a frekwencja w wyborach nie należy do zbyt dużych. Co więcej, sam wynik wyborów może niekoniecznie pokazywać poparcie lub sprzeciw dla obecnej polityki Unii Europejskiej, choć w przypadku sztandarowego programu dotyczącego zielonego ładu można stwierdzić, że wyniki wyborów najprawdopodobniej doprowadzą do złagodzenia samego podejścia Unii Europejskiej do obecnie bardzo rygorystycznego stanowiska. Od wielu miesięcy w wielu krajach możemy zauważyć trend, w których zyskują partie, które w mniejszym stopniu popierają transformację energetyczną.

Właśnie dlatego plan przyjęty w 2019 roku, który ma na celu doprowadzenia do zerowej emisyjności netto do 2050 roku, ma sporo problemów z dalszą realizacją. Oczywiście ma to swoje podłoże w kryzysie energetycznym, który swoją kulminację miał w 2022 roku, co obecnie wzmocnione jest również strajkami rolników niezadowolonych postanowieniami zielonej transformacji. Oczywiście UE ma wiele sukcesów na polu polityki klimatycznej. Do 2022 roku udało się zredukować 32,5% zanieczyszczeń w porównaniu do poziomów z 1990 roku, choć wiele zostało dalej do zrobienia. Niemniej, biorąc pod uwagę restrykcyjne wytyczne i duże niezadowolenie społeczeństwa i spadek konkurencyjności względem innych gospodarek, dalsze losy zielonego ładu mogą być niepewne.

UE zobowiązała się, aby do 2035 roku wszystkie nowe samochody były zerowo emisyjne, co oznaczałoby koniec samochodów spalinowych. Chociaż europejscy producenci mocno inwestowali w produkcję m.in. samochodów elektrycznych, to już od dawna widać, że cały przemysł motoryzacyjny chciałby przesunięcia tego terminu. Należy podkreślić, że jedną z najbardziej stratnych gospodarek na tym polu będą Niemcy, które już mocno tracą udział w rynkach na całym świecie, względem chińskich producentów samochodów elektrycznych. Czy w takim razie nowe władze Unii Europejskiej zdecydują się na zmiękczenie stanowiska i wsparcie europejskiego przemysłu? Z drugiej strony Europa należy do innowatorów względem zielonej energii, która za kilkadziesiąt czy nawet kilkanaście lat może być kluczowa. Choć w UE nie brakuje regulacji, to wciąż wydaje się, że firmy nie mają odpowiedniego wsparcia, aby dalej zwiększać innowacyjność na tym polu.

Szanse dla sztucznej inteligencji?

Sztuczna inteligencja to jeden z najważniejszych trendów technologicznych ostatnich kilkudziesięciu lat. Z racji, że jest to jeszcze nowość, Unia Europejska ma wciąż duże szanse na to, aby stać się kluczowym globalnym graczem na tym rynku. Inwestycje zagraniczne w krajach Unii Europejskiej zaczęły spadać, pierwszy raz od pandemii za 2023 rok, co pokazuje, że nowe władze Unii Europejskiej muszą mocno pracować nad zwiększeniem handlu zagranicznego, w szczególności w eksportowaniu produktów i usług związanych z najnowszą technologią. Europa może pochwalić się spółkami, które w przyszłości mogą stanowić konkurencję dla Nvidii. Jest to ASML, NXP Semiconductors czy również brytyjski ARM Holdings. Chociaż wszystkie te spółki notowane są na amerykańskim Nasdaqu, to UE i poszczególne kraje powinny się starać, aby inwestycje tych spółek pozostały na Starym Kontynencie. Tylko w taki sposób Europa będzie mogła pozostać w wyścigu innowacyjności między takimi graczami jak USA i Chiny.

Czy wybory mają jakiekolwiek znaczenie?

Obecnie rządząca koalicja w Unii Europejskiej posiada 420 mandatów w parlamencie. Przewiduje się, że utrzyma ona władze, choć z ok. 390 miejscami w 720-osobowym parlamencie. Centroprawicowa Europejska Partia Ludowa (EPP), która stanowi trzon tej koalicji, traci sukcesywnie poparcie, patrząc na poprzednie wybory w 2019 oraz 2014 roku. Wobec tego trudno oczekiwać, żeby kierunek w Unii Europejskiej mocno zmienił się przez najbliższe 5 lat. Oczywiście można oczekiwać pewnego złagodzenia podejścia do Zielonego Ładu i próby wspierania innowacyjności, w szczególności na ostatniej fali sztucznej inteligencji. Z drugiej strony zmniejszająca się liczba osób w koalicji może powstrzymać Unię Europejską przed jeszcze większą integracją, która może być obecnie kluczowa do utrzymania kroku USA i Chinom. Jednym z kluczowych czynników może być pogłębienie jednolitego europejskiego rynku, przede wszystkim pod względem rynku akcji, systemu podatkowego czy bankowości, która mogłaby zapewnić mocniejsze wsparcie dla finansowania kluczowych projektów.

Z pewnością najważniejsza uwaga należy się teraz sektorowi technologicznemu w Europie. Z drugiej strony trudno oczekiwać, aby tracący sektor związany z odnawialną energią miał teraz zyskać na znaczeniu. Wciąż uśpiony sektor samochodowy może zyskać na znaczeniu, jeśli władze europejskie zdecydują się wesprzeć europejski przemysł, choć ten może mieć również wsparcie w postaci nadchodzących niższych stóp procentowych. Chociaż w przeszłości wybory nie stanowiły punktów zwrotnych dla europejskiego indeksu Eurostoxx 50, to warto zwrócić uwagę, że znajdujemy się w ciekawym miejscu przy historycznych szczytach, ale jednocześnie przy dosyć tanim euro i nadchodzących obniżkach stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny.

Wybory do Parlamentu Europejskiego

Wybory do Parlamentu Europejskiego nie stanowiły zwykle punktu zwrotnego dla głównego europejskiego indeksu. Teraz jednak wyniki powinny być wyrównane bardziej niż zwykle, choć jednocześnie same czynniki fundamentalne nie wydają się być bardzo złe dla europejskich spółek. Źródło: xStation5

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

„Zerowe prawdopodobieństwo” obniżki stóp w 2024 r. to dobry sygnał dla złotego

Po publikacji istotnie niższej od oczekiwań majowej inflacji CPI (2,5%, w samym środku celu inflacyjnego NBP) spekulowano, że prezes Adam Glapiński może podczas wieńczącej czerwcowe posiedzenie RPP konferencji prasowej przybrać gołębie pióra. Okazała się ona jednak jedną z najbardziej jastrzębich w tym roku, prowadząc parę EUR/PLN ponownie poniżej poziomu 4,29.

Pozostawienie stóp procentowych po raz ósmy z rzędu na niezmienionym poziomie (ze stopą referencyjną wynoszącą 5,75%) nie stanowiło dla nikogo najmniejszego zaskoczenia, uwaga przeniosła się więc w kierunku płynących ze strony prezesa Glapińskiego komunikatów. Te ponownie skoncentrowały się na kwestiach inflacyjnych.

Glapiński początkowo położył nacisk na postępy w zakresie sprowadzenia dynamiki cen do celu NBP (2,5% ± 1 pp.), podkreślając także, że znajduje się ona na poziomie średniej w Unii Europejskiej. Prędko zdecydował się jednak podkreślić mnogość czynników, które spowodują jej wzrost w III kwartale br. Modyfikacje w zakresie regulowanych cen energii, ciepła i gazu ponownie pojawiły się na afiszu, stanowiąc centralny punkt jego wypowiedzi. Co istotne, prezes Glapiński wspomniał, że przy obecnej postaci legislacji, zakładającej częściowe odmrożenie cen energii, inflacja powróci na koniec roku w okolice 5%, a zgodnie z jego oceną przy owym scenariuszu szansa na obniżkę stóp procentowych jeszcze w tym roku jest zerowa.

RPP koncentruje się obecnie jednak przede wszystkim na bazowej mierze inflacji, która wciąż jest wysoka. Wzrost płac od początku roku pozostaje dwucyfrowy, budząc uzasadnione podejrzenia, że inflacja, w tym szczególnie w silnie uzależnionym od pensji pracowniczych sektorze usługowym będzie podwyższona. Już w lipcu otrzymamy nowe prognozy dot. zarówno inflacji, jak i wzrostu gospodarczego. Na tę chwilę szacunki NBP zakładają spadek bazowej miary inflacji do okolic 4% na koniec roku.

Prezes wyraźnie odsuwał oczekiwania wobec cięć stóp procentowych, akcentując nie tylko wspomniane bliskie pewności podbicie inflacji powyżej celu banku, ale i „dość luźną” politykę fiskalną, niepewność geopolityczną czy oznaki pewnego ożywienia gospodarczego (stanowiącego czynnik proinflacyjny). W odróżnieniu od poprzednich konferencji, wyraźnie akcentował także to, że w razie negatywnych zaskoczeń inflacyjnych wzrost stóp procentowych nie jest wykluczony.

Jak sam podkreślił, konferencja miała jastrzębi charakter. Patrząc na ruchy innych banków centralnych oraz biorąc pod uwagę komunikaty płynące ze strony RPP, możemy spodziewać się, że złoty będzie w najbliższych miesiącach korzystał z rosnącej rozbieżności między stopami procentowymi w Polsce oraz na świecie.

Jako że obniżki stóp procentowych w Polsce są tematem odległym, co nie ulegało wątpliwości nawet i przed czerwcowym posiedzeniem, potencjał dzisiejszej konferencji na wywołanie zmienności był ograniczony. Jastrzębiość wypowiedzi prezesa Glapińskiego miała jednak znaczenie dla rynku, prowadząc do zauważalnego spadku oczekiwań dotyczących obniżek stóp procentowych w kontraktach FRA. Wsparło to spadek pary EUR/PLN poniżej poziomu 4,29.

Autor: Michał Jóźwiak – analityk rynków walutowych Ebury

Ile kosztuje i gdzie warto wziąć kredyt na samochód używany?

Zastanawiasz się, ile kosztuje kredyt na samochód używany? Taka forma finansowania jest proponowana przez podmioty zajmujące się finansowaniem zakupu pojazdów, a także przez niektóre banki. Zanim zdecydujesz się na kredyt na samochód używany, poznaj podstawowe warunki finansowania, a także ryzyko, z jakim wiąże się zaciągnięcie zobowiązania na używany pojazd.

Czy banki udzielają kredytów na samochody używane?

Pokrycie kosztów zakupu samochodu osobowego jest możliwe na wiele sposobów. Możesz wykorzystać dedykowany kredyt na samochód używany, gdzie zabezpieczeniem finansowania będzie zakupione auto. Takie rozwiązanie może zwiększyć Twoją zdolność kredytową oraz szanse na pozyskanie finansowania w większej kwocie.

Alternatywnie możesz zdecydować się na kredyt gotówkowy z opcją przeznaczenia środków na używany pojazd. Jak to możliwe? Otóż kredyty gotówkowe są udzielane na dowolnie wybrany cel, co oznacza, że otrzymane pieniądze możesz spożytkować tak, jak tylko chcesz. Dzięki temu w ramach kredytu gotówkowego pokryjesz nawet do 100% wartości zakupu używanego auta i to bez konieczności ustanowienia zabezpieczenia na ruchomości.

Kredyty gotówkowe oraz kredyty na samochody używane są udzielane przez większość banków komercyjnych w Polsce. Wystarczy, że wybierzesz się do placówki bankowej, porozmawiasz z doradcą i złożysz wniosek kredytowy. Odpowiadając na pytanie, czy można wziąć kredyt na używane auto – zdecydowanie tak! Co więcej, masz nawet kilka opcji – to nie tylko kredyt samochodowy, ale także kredyt gotówkowy na samochód używany bez konieczności ustanawiania dodatkowego zabezpieczenia na ruchomości.

Na czym polega kredyt na samochód używany? Warunki

Jeśli zdecydujesz się na standardowy kredyt na samochód używany, musisz liczyć się z tym, że bank będzie wymagać spełnienia kilku warunków. Aby złożyć wniosek o przyznanie kredytu na auto używane, musisz mieć:

  • co najmniej 18 lat,
  • pełną zdolność do czynności prawnych,
  • odpowiednio wysokie dochody.

Instytucja finansowa może nakładać też pewne ograniczenia, jeśli chodzi o wartość i wiek pojazdu. Najczęściej nie można pokryć kosztów zakupu auta starszego niż 5-15 lat (zależnie od banku). To jedyne ograniczenie, które dotyczy większości ofert kredytów na samochody używane.

Co więcej, w ramach takiej formy finansowania możesz skorzystać z dwóch opcji:

  1. Kredyt na samochód z ratą balonową – decydując się na taki kredyt, zapłacisz ostatnią ratę o wysokiej wartości (nawet do kilkudziesięciu tysięcy złotych). To pozwoli Ci na ograniczenie wysokości miesięcznej raty do minimum, a w razie potrzeby możesz rozłożyć ostatnią ratę kredytu na kolejne lata.
  2. Kredyt 50/50 na samochód – takie oferty są skierowane do osób z wysoką dyspozycją gotówki. W ramach umowy kredytu na używane auto zapłacisz tylko dwie raty po 50% wartości zakupionego pojazdu. Niekiedy konieczna będzie wpłata własna w wysokości ok. 10% wartości pojazdu.

Uwaga! Te warianty są skierowane raczej do osób, które chcą kupić nowe samochody. W przypadku aut z drugiej ręki najlepszym wyborem będzie standardowy kredyt na samochód używany, który udzielany jest na podobnych zasadach jak zobowiązanie gotówkowe.

Kto może wziąć kredyt na samochód używany?

Kredyt na samochód używany może wziąć praktycznie każda pełnoletnia osoba, która ma zdolność do czynności prawnych.

Kilka innych warunków do spełnienia w związku z ubieganiem się o kredyt na pokrycie kosztów zakupu używanego auta to:

  • odpowiednia wysokość zdolności kredytowej,
  • brak negatywnych wpisów w BIK,
  • ważny dowód tożsamości.

Jako potencjalny kredytobiorca musisz też dostarczyć do banku kilka niezbędnych dokumentów. Są to:

  • zaświadczenie o dochodach na druku od pracodawcy,
  • dokumenty powiązane z kupowanym samochodem, np. umowa kupna-sprzedaży, faktura pro-forma lub kserokopia dowodu rejestracyjnego.

Planujesz wziąć kredyt na samochód używany? Wymagania banku są raczej niewygórowane. Wystarczy, że masz odpowiednio wysokie dochody, brak negatywnej historii kredytowej oraz samochód używany, który spełnia wymogi oferty. Alternatywnie możesz zaciągnąć kredyt gotówkowy, gdzie nie ma żadnych ograniczeń odnośnie do wieku pojazdu – możesz pokryć koszt zakupu nawet kilkunastoletniego auta, bez zbędnych formalności.

Pamiętaj jednak, że kredyt na samochód używany bez BIK nie jest dostępny. Instytucje finansowe zawsze w tym przypadku weryfikują wiarygodność potencjalnych klientów w rejestrach Biura Informacji kredytowej.

Czy warto wziąć kredyt na samochód używany?

Wciąż się wahasz i nie wiesz, czy opłaca się brać kredyt na samochód? W dzisiejszych czasach wartość nowych i używanych pojazdów może być naprawdę wysoka. Z tego względu warto wybrać najtańszy kredyt na samochód używany i cieszyć się pojazdem bez wysokich miesięcznych kosztów. Wystarczy, że wybierzesz atrakcyjną ofertę finansowania, a formalności dopełnisz nawet w jeden dzień. Koniecznie sprawdź wysokość raty kredytu w kalkulatorze kredytu gotówkowego.

Jeśli potrzebujesz dodatkowych środków na zakup auta, ale nie chcesz ustanawiać ruchomości jako zabezpieczenia kredytu, postaw na zobowiązanie gotówkowe. Koszty będą podobne jak w przypadku kredytu na auto używane, ale bank nie będzie wymagać dodatkowego zabezpieczenia. Co więcej, środki spożytkujesz tak, jak tylko chcesz.

RPP utrzymuje stopy, EBC najprawdopodobniej je obniży

Indeksy SP500 oraz Nasdaq Composite urosły wczoraj odpowiednio o 1,2 oraz 2 proc. i zamknęły dzień na rekordowych poziomach. Dow Jones zyskał kosmetyczne 0,3 proc. ale w tym wypadku zabrakło wyznaczenia nowego szczytu. Wczorajsze dane ADP za maj wykazały najwolniejsze tempo wzrostu zatrudnienia od początku roku. Nastąpiło to po słabszej niż oczekiwano liczbie nowych miejsc pracy w USA we wtorek. Swoją siłą zaskoczył raport ISM dla amerykańskiego przemysłu. RPP utrzymała stopy proc. na dotychczasowym poziomie a Bank Kanady obniżył parametry swojej polityki monetarnej o 25 punktów bazowych. Dziś na łagodzenie warunków monetarnych prawdopodobnie zdecyduje się Europejski Bank Centralny.

Złoty na wczorajszej sesji zyskał co było pokłosiem decyzji RPP o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie a także oficjalnego komunikatu po posiedzeniu. Wciąż referencyjna miara wskazuje 5,75 proc. Sama decyzja była zgodna z oczekiwaniami rynkowymi. Rada wciąż widzi czynniki ryzyka, które mogą podbić inflację w kolejnych miesiącach. Wskazano na słabnąca presję popytową a także kosztową i podkreślono, że w połączeniu ze słabą koniunkturą zewnętrzną i spadającą dynamiką wzrostu cen za granicą procesy inflacyjne w Polsce będą ulegać stopniowemu łagodzeniu. Zauważono, że ostatnie dane CPI przyniosły pozytywne niespodzianki. Wskaźniki spadały szybciej a sam proces określono bardziej trwałym. Teraz przychodzi nam czekać na lipcową projekcję, która może uwzględnić niższą ścieżkę inflacyjna. Rada pozostaje na kursie restrykcyjnym i tak też odebrał to rynek co było uwidocznione w silniejszym złotym. Kurs EUR/PLN zniżkował wczoraj z poziomu 4,3150 do 4,29. Dziś rano notowania znajdują się w okolicy 4,30.

Wydarzeniem dnia jak również tygodnia będzie dzisiejsza decyzja EBC. Europejska instytucja najprawdopodobniej dokona pierwszej obniżki stóp procentowych o 25 punktów bazowych z 4,5 proc. do 4,25 proc. (refinansowa) oraz z 4,00 proc. do 3,75 proc. (depozytowa). Wysoki, restrykcyjny poziom był utrzymywany od ośmiu miesięcy. W ostatnich tygodniach zmiana została w sposób dość klarowny zakomunikowana w przestrzeni publicznej przez przedstawicieli banku centralnego. Wg nich poprawiły się średnioterminowe perspektywy inflacyjne a dodatkowo czynniki, które mogą powyższych wskaźniki CPI w przyszłości są zaliczane do przejściowych. Dodatkowo spadają oczekiwania inflacyjne wśród konsumentów, co jest argumentem za luzowaniem warunków monetarnych. Należy pamiętać, że czynnikiem ryzyka, które może podbić dynamikę wzrostu cen pozostaje wysoka presja płacowa, która będzie łagodnieć, ale ten proces będzie długotrwały. Ostatnie dane dotyczące płac negocjowanych w strefie euro w I kwartale tego roku zaskoczyły negatywnie. Kluczowe będą wyniki za II kwartał. Najprawdopodobniej nie usłyszymy jasnej deklaracji co do tempa kolejnych obniżek. Zostaną one raczej uwarunkowane napływającymi danymi, które będą miały kluczowe znaczenie. Dla euro oczywiście znaczenie będzie mieć sama konferencja Christine Lagarde. Jeśli wypowiadane zdania będą miały charakter mocno jastrzębi i będą sugerować, że stopy pozostaną na wysokim poziomie dłużej, wówczas euro może zyskać co będzie zobrazowane wyższymi poziomami głównej pary walutowej i trwałym wyjściem notowań powyżej poziomu 1,09.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Moment dla banków centralnych

Czwartkowa sesja jest w pełni zdominowana przez politykę pieniężną. Lokalnie wyczekujemy (choć już nie z wypiekami na twarzy) na konferencję prasową prezesa Glapińskiego. Globalne w centrum uwagi pozostaje EBC, warto też zwrócić uwagę na posunięcie Banku Kanady.

Bez niespodzianki

Wczorajsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej była zgodna z konsensusem rynkowym i pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Żaden inny scenariusz tak naprawdę ani przez moment nie był brany pod uwagę. Ta jednomyślność analityków może się jednak powoli kończyć. Dla znacznej części z nich, wczorajsze wydarzenia jest realizacją przyjętej strategii, która mówi, że w tym roku nie należy spodziewać się żadnych posunięć ze strony NBP. Pojawiają się jednak głosy, że zmiany w komunikacie po decyzji otwierają furtkę do dyskusji o rozpoczęciu cyklu obniżek w czwartym kwartale. Te zmiany faktycznie są, a poziom ich subtelności (jak widać) jest mocno relatywny. W oczy się rzuca usunięcia zwrotu „istotnie wyższa”, co do predykcji inflacji w nadchodzących miesiącach. Rynek spodziewa się, że dynamika cen w szczytowym momencie roku może sięgnąć nawet 6%, korekty w komunikacie mogą sugerować, że NBP widzi ten szczyt niżej. To wszystko jednak tylko spekulacje i próba czytania między wierszami. Pewne światło na te rozważania rzuci dzisiejsza konferencja prasowa prezesa Glapińskiego. Ta nie budzi już takich emocji, jak choćby w zeszłym roku, jednak wciąż jest uznawana za ważniejsze wydarzenie niż sama decyzja.

EBC w blokach startowych

Dzisiaj w centrum uwagi znajduje się Europejski Bank Centralny i praktycznie już pewne rozpoczęcie cyklu obniżek stóp procentowych. Od kilku tygodni nie ma żadnych wątpliwości, że to właśnie w czerwcu EBC wykona pierwszy ruch, choć pojawiają się one, co do przyszłych posunięć. Obecny zakład stawia na szali trzecią obniżkę kosztu pieniądza do końca roku. Przeciwko temu scenariuszowi są ostatnie odczyty ze strefy euro. Po pierwsze w zeszłym tygodniu obserwowaliśmy mocniejsze odbicie dynamiki cen, po drugie nastroje w gospodarce nie są już tak hiobowe, jak jeszcze na początku roku. Z drugiej strony mamy wczorajszą decyzję Kanadyjczyków, ci również ścięli stopy, przy czym w komunikacie zasugerowano, że „ryzyka inflacyjne przeminęły”, więc kolejne obniżki w najbliższym czasie mogą być pożądane. Jeżeli kanadyjski optymizm udzieli się także pani Lagarde, możemy obserwować dzisiaj bardzo ciekawe przetasowania na głównej parze walutowej globu. Pani prezes do mediów wyjdzie o godzinie 14:45 i przynajmniej przez pierwsze 15 minut będzie uważnie słuchana przez inwestorów. Później konkurencyjne show rozpocznie prezes Glapiński.

Amerykanie też by chcieli

Gołębi sentyment rozsiewany przez Europejczyków i Kanadyjczyków powoli udziela się także Amerykanom. W Stanach znowu podnoszona jest dyskusja o możliwym wcześniejszym rozpoczęciu cyklu obniżek. Tym razem pretekstem, oprócz działań innych banków centralnych, miałaby być kondycja rynku pracy. W tym tygodniu mieliśmy już dwa raporty na ten temat, które delikatnie mówiąc, nie zachwyciły. Z tego powodu inwestorzy z pewną nadzieją czekają na jutrzejsze kluczowe odczyty NFP. Jeśli problemy na rynku pracy zostaną potwierdzone, możemy spodziewać się większej wiary, co do potencjalnej obniżki. Jeszcze na początku tygodnia szanse na wrześniową obniżkę wynosiły klasyczne fifty-fifty, teraz już są dwukrotnie wyższe niż opcja utrzymania stóp. Rosną też szansę na drugą obniżkę w grudniu.

Złoty po wczorajszym umocnieniu, dziś wraca do spadków. Euro znowu kosztuje powyżej 4,30 zł, dolar powraca nad poziom 3,95 zł. Jest to wynik przetasowań na głównej parze, która zarówno wczoraj, jak i dzisiaj nieskutecznie testowała pułap 1,09$.

Krzysztof Adamczak dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Sfinks kusi restauratorów z całej Polski podwojeniem obrotów

Sfinks Polska rozpoczyna ofensywę w celu zachęcenia osób prowadzących własne restauracje do przejścia na koncept SPHINX. Doświadczenia restauracyjnej grupy pokazują, że takie przekształcenie pozwala na zwiększenie obrotów lokalu nawet o 185%. Sfinks zaplanował też na ten rok rozwój sieci poprzez otwieranie nowych lokali w ramach swojego wiodącego konceptu restauracyjnego, SPHINX, i tzw. marek parasolowych, jak The Burgers by SPHINX i SPHINX Coctail Bar. Gastronomiczny operator pracuje również nad zasadami licencjonowana hoteli i restauracji hotelowych marką SPHINX.

– Po sukcesie sprzedażowym pierwszego Hotelu SPHINX w Żabiej Woli koło Warszawy intensywnie pracujemy nad przygotowaniem programu licencyjnego dla hoteli, gdyż może się to stać dla nas niezwykle atrakcyjnym kierunkiem rozwoju i źródłem skokowego zwiększenia przychodów dla właścicieli obiektów hotelowych. Analogicznie, znaczące wzrosty przychodów, między 30% a 185%, notują restauracje działające pod szyldem SPHINX, które wcześniej były prowadzone przez niezależnych restauratorów. Wejście do sieci, korzystanie z rozpoznawalnej marki i wspólnych działań marketingowym pozwala im na pozyskanie nowych klientów i nawet podwojenie liczby rachunków. Mamy już w naszej grupie takie restauracje. Co więcej, zamierzamy intensyfikować nasze działania w wielu regionach Polski, by pozyskać w ten sposób kolejne lokale dla naszej sieci, tym bardziej że takie przekształcenia przebiegają sprawnie, a restauracje mają krótki czas zwrotu z inwestycji – komentuje Mateusz Cacek, wiceprezes zarządu Sfinks Polska SA.

Przekształcenie istniejącej restauracji na lokal pod marką SPHINX wiąże się ze znacznie niższymi nakładami niż uruchomienie restauracji od zera. Wynikają one z konieczności adaptacji lokalu do standardów marki i zależą od stanu lokalu i jego wyposażenia. Czas zwrotu z takiej inwestycji wynosi ok. 12-18 miesięcy. Dzięki działaniu we wspólnej grupie przekształcona restauracja może korzystać z niższych cen zakupowych, pozwalających na obniżenie tzw. foodcostu o co najmniej 10%. Działanie pod silną, znaną marka ułatwia pozyskiwanie gości i wpływa na wzrost częstotliwości wizyt  lojalnych klientów, także dzięki korzystaniu z programu lojalnościowego Aperitif, zrzeszającego ponad 650 tys. osób. Restaurator może też liczyć na wsparcie w zakresie przygotowania menu i zarządzania ceną, pozyskiwania finansowania czy ograniczania ryzyka związanego z częstymi zmianami prawa

Sfinks zamierza też w dalszym ciągu rozwijać się poprzez uruchamianie nowych restauracji w modelu franczyzowym. Otworzył już w tym roku restauracje SPHINX w Toruniu w dawnej prestiżowej lokalizacji na Starym Mieście oraz w Gliwicach, gdzie powrócił po kilkuletniej nieobecności. Na zaawansowanym etapie przygotowań są trzy restauracje pod szyldem SPHINX, w tym restauracja w Poznaniu w Galerii Pestka, lokale miejskie w Jarocinie i Rzeszowie. W drugiej połowie roku otworzą się też dwie dodatkowe restauracje SPHINX w parkach handlowych – koło Warszawy (park Glinianka) i w Opolu (park Ozimska). W trakcie uzgodnień są kolejne lokalizacje dla marki SPHINX, w tym na Pomorzu i Dolnym Śląsku.

Sfinks pracuje też nad dalszym wzmocnieniem The Burgers, który powstał w czasach pandemii. Koncept ten został wówczas wprowadzony jako marka wirtualna, a po sukcesie w kanale on-line Sfinks zaczął budować sieć lokali stacjonarnych pod tym szyldem. W ramach kolejnego kroku rozwoju operator rozszerza menu tej sieci o inne dania niż burgery, chce też otwierać lokale o większej powierzchni. Wzrostowi sprzedaży ma również służyć sygnowanie ich marką SPHINX. W najbliższych tygodniach mają ruszyć kolejne dwa lokale The Burgers by SPHINX: w Gorzowie Wielkopolskim w Centrum Handlowym Askana oraz w podpoznańskich Komornikach, w Centrum Handlowym Auchan. Sfinks planuje też rozwój konceptu SPHINX Coctail Bar. Po sukcesie lokalizacji w Jarocinie planowane jest uruchomienie kolejnego lokalu na Śląsku.

– Spośród naszych nowych konceptów sprawdził się zarówno SPHINX Coctail Bar, jak i  nasza pierwsza restauracja hotelowa. Duży potencjał ma także marka The Burgers by SPHINX. Przykłady te, podobnie jak przekształconych na markę SPHINX lokali, potwierdzają ogromną siłę sprzedażową marki naszego flagowego brandu, który zgodnie z założeniami strategii ma stanowić wzmocnienie dla różnych naszych konceptów jako marka parasolowa. W tym roku z  pełną konsekwencją wdrażamy te założenia w rozwoju naszych sieci. Aktualnie stoimy przed ważną decyzją wyboru firmy logistycznej na kolejne lata, która byłaby w stanie podołać wyzwaniom związanym z realizacją naszej strategii i rozwojem grupy w różnych obszarach, nie tylko rosnących sieci restauracji, ale także naszego kanału delivery, dań gotowych i w niedalekiej przyszłości, mam nadzieję, także sieci hoteli, które mają nieco odmienne wymagania – mówi Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Zwiększaniu sprzedaży i poprawie rentowności Sfinksa ma służyć nie tylko rozwój sieci, ale także prace nad ofertą restauracji. Spółka stawia sobie dwa główne cele na ten rok – popularyzację oferty bankietowej i śniadań. Większość restauracji SPHINX działa teraz od godz. 8 lub 9 rano z nową ofertą porannych posiłków. W nowym menu śniadaniowym znalazły się propozycje na „duży i mały apetyt”, wytrawne i na słodko oraz kawa i herbata w promocyjnych cenach.

Prowadzone w ramach realizacji strategii działania mają pozytywny wpływ na wyniki finansowe grupy. W I kw. 2024 Sfinks Polska zwiększyła przychody ze sprzedaży gastronomicznej o 7,4% do 47,48 mln zł, niemal podwoiła skonsolidowany zysk operacyjny do poziomu 3,39 mln zł i wypracowała zysk netto o wartości 192 tys. zł przy zwiększeniu skonsolidowanego wyniku EBITDA o blisko 50% do 6,77 mln zł.

Jak wybrać miejsce na imprezę integracyjną?

Wybór miejsca na imprezę integracyjną wymaga przemyślenia wielu aspektów, od celu wydarzenia, przez lokalizację i zaplecze techniczne, po budżet. Odpowiednie planowanie i skorzystanie z usług profesjonalnych firm eventowych może znacznie ułatwić ten proces, zapewniając udane i niezapomniane wydarzenie dla wszystkich uczestników. O czym warto pamiętać?

Określenie celu imprezy integracyjnej

Pierwszym krokiem w wyborze odpowiedniego miejsca na imprezę integracyjną jest dokładne określenie jej celu. Czy spotkanie ma na celu wzmocnienie więzi między pracownikami, podsumowanie osiągnięć firmy, czy może po prostu dostarczenie rozrywki? Rozważania te pomogą w podjęciu decyzji, czy wydarzenie powinno mieć charakter formalny, czy luźniejszy. W zależności od wyznaczonego celu, możemy wybierać między eleganckimi salami konferencyjnymi, a bardziej nieformalnymi miejscami na świeżym powietrzu.

Zaplecze techniczne i możliwości organizacyjne

Kolejnym aspektem jest zaplecze techniczne miejsca, w którym planuje się imprezę integracyjną. Ważne jest, aby miejsce posiadało odpowiednie wyposażenie, takie jak nagłośnienie, oświetlenie, oraz wszelkie inne niezbędne sprzęty. Profesjonalne firmy eventowe, takie jak Bartbo, oferują kompleksowe rozwiązania, zapewniając zarówno sprzęt, jak i techniczną obsługę wydarzenia, dzięki czemu imprezy integracyjne odbywają się na wysokim poziomie. Odpowiednie zaplecze techniczne umożliwia realizację różnorodnych scenariuszy, od zabaw integracyjnych, po bardziej formalne prezentacje.

Rodzaje atrakcji

Atrakcje są sercem każdej imprezy integracyjnej. W zależności od miejsca, można organizować różnorodne aktywności – od gier zespołowych na świeżym powietrzu, przez warsztaty i pokazy, po wieczory tematyczne i konkursy. Ważne jest, aby atrakcje były dostosowane do zainteresowań uczestników oraz celu imprezy. Firmy oferujące usługi organizacji eventów mają w swoim repertuarze wiele propozycji zarówno na imprezy indoor, jak i outdoor, co pozwala na dostosowanie programu do oczekiwań.

Budżet i dodatkowe usługi

Ostatnim, ale równie ważnym czynnikiem jest budżet przeznaczony na organizację imprezy integracyjnej. Należy uwzględnić wszystkie koszty związane z wynajmem miejsca, cateringiem, transportem oraz dodatkowymi usługami. Ważne jest, aby wcześniej dokładnie przeanalizować dostępne opcje i wybrać te, które najlepiej odpowiadają na potrzeby firmy, jednocześnie mieszcząc się w założonym budżecie. Warto także zwrócić uwagę na dodatkowe usługi, takie jak organizacja transportu czy zabezpieczenie medyczne, które mogą zwiększyć komfort i bezpieczeństwo uczestników.

Wybór miejsca na imprezę integracyjne wymaga od nas przeanalizowania wielu aspektów. Warto pamiętać, że czasami zadanie lepiej jest powierzyć specjalistom, którzy rynek eventowy znają od podstaw. 

Europejski Bank Centralny: to już – rozpoczęcie ostrożnego cyklu łagodzenia polityki pieniężnej

  • Allianz Trade oczekuje, że na dzisiejszym posiedzeniu 6 czerwca EBC zainicjuje ostrożny cykl łagodzenia polityki pieniężnej, obniżając stopę depozytową o 25 pb do 3,75%, co będzie pierwszą obniżką stóp od czasu pandemii Covid-19 w 2020 roku.
  • Decyzja ta zapada pomimo ostatnich zaskakujących danych o wzrostach inflacji i płac, które zmuszą decydentów do przyjęcia jastrzębiego tonu, podkreślając zależność od danych i podejmowanie w przyszłości decyzji dopiero na kolejnych posiedzeniach (bez zakładanego z wyprzedzeniem scenariusza).
  • Aby nie odbiegać zbytnio od Fed, od którego rynek oczekuje się, że utrzyma on stopy procentowe na wyższym poziomie przez dłuższy czas, podtrzymujemy nasz pogląd od dawna, że w 2024 r. w strefie Euro nastąpią tylko dwie obniżki, a stopa końcowa na poziomie 2,5% zostanie osiągnięta w 2025 r.

EBC ma zamiar rozpocząć ostrożny cykl łagodzenia polityki pieniężnej, obniżając stopy procentowe o 25 pb – łagodząc tym samym swoją wysoce restrykcyjną politykę pieniężną przez wprowadzenie pierwszej obniżki stóp procentowych od czasu pandemii Covid-19 w 2020 roku. Po utrzymaniu stopy depozytowej na rekordowo wysokim poziomie przez dziewięć miesięcy, oczekiwać można, że EBC obniży ją o 25 pb do 3,75% (MLF: 4,50%, MRO: 4,25%). Pomimo ostatnich niespodzianek w zakresie wzrostu inflacji i płac, silne wstępne zaangażowanie różnych członków Rady Prezesów w ostatnich tygodniach sprawiło, że ruch ten był niemal pewny i został w pełni wyceniony przez rynki. Niemniej jednak EBC z pewnością podkreśli zależność od danych i podejście do podejmowania decyzji w przyszłości dopiero na kolejnych posiedzeniach.

Wraz z tym pierwszym cięciem EBC dołącza do innych europejskich banków centralnych w Szwajcarii, Szwecji, Czechach i na Węgrzech, które już rozpoczęły swoje cykle luzowania w ostatnich miesiącach, pokazując, że możliwa jest transatlantycka dywergencja polityki. W opinii Allianz Trade pomimo złagodzenia stóp procentowych, zacieśnianie ilościowe EBC będzie się nasilać, zwiększając się ze średnio 29 mld EUR miesięcznie w ciągu ostatniego roku do około 36 mld EUR miesięcznie. Przyspieszenie to jest następstwem ogłoszenia w grudniu ubiegłego roku, że EBC ograniczy reinwestycje w ramach programu PEPP o wartości 1,6 bln EUR począwszy od lipca, a także trwającego pasywnego wygaszania programu APP, który w rezultacie skurczył się już z maksymalnego poziomu 3,3 bln EUR w 2022 r. do obecnych 2,9 bln EUR.

Wykres 1: Inflacja zasadnicza i sekwencyjna inflacja bazowa w strefie euro, w %

Inflacja zasadnicza i sekwencyjna inflacja bazowa w strefie euro

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research.
Uwaga: Linia przerywana pokazuje prognozę Allianz Research dla inflacji zasadniczej.

Zaktualizowane prognozy będą uważnie obserwowane, ponieważ dane o inflacji i płacach zaskoczyły ostatnio swoimi wzrostami. EBC opublikuje również kwartalną aktualizację swoich prognoz dotyczących inflacji i wzrostu gospodarczego, które rynki finansowe będą uważnie analizować w obliczu globalnej niepewności gospodarczej i geopolitycznej. Od ostatniej aktualizacji w marcu nowe sprzeczne dane sprawiają, że nie jest pewne, w jaki sposób prognozy te zostaną skorygowane. Kluczową zmianą jest znacznie bardziej restrykcyjne środowisko polityki pieniężnej, ponieważ szacunki personelu opierają się na rynkowych oczekiwaniach dotyczących stóp procentowych. Podczas gdy w marcu wyceniano około pięciu cięć w 2024 r., obecnie liczba ta zmniejszyła się do zaledwie dwóch. Ta rewizja prawdopodobnie wywrze presję na obniżenie zarówno prognoz inflacji, jak i wzrostu gospodarczego. Z drugiej strony, (możliwe) pozytywne niespodzianki w danych o inflacji i płacach, a także poprawa wskaźników prognostycznych, takich jak PMI, powinny złagodzić tę presję. Inflacja zasadnicza przyspieszyła w maju do 2,6% r/r z 2,4% w kwietniu. Po wyeliminowaniu efektów bazowych i zmiennych pozycji, trzymiesięczna średnia krocząca inflacji bazowej wyniosła 3,4% w ujęciu rocznym, co jest wyraźnie powyżej celu EBC wynoszącego 2% i znacznie powyżej długoterminowej średniej sprzed pandemii wynoszącej 1,1% (wykres 1). Inflacja bazowa jest obecnie w dużej mierze napędzana przez krajową presję cenową w sektorze usług. Presja ta może utrzymywać się przez kilka miesięcy, biorąc pod uwagę, że płace nadal rosną znacznie szybciej niż długoterminowy trend. Kluczowa miara EBC, wynagrodzenie na pracownika za I kwartał, zostanie opublikowana dopiero po posiedzeniu EBC, ale dane na poziomie krajowym wskazują na podobną pozytywną niespodziankę, jak w przypadku płac negocjowanych dwa tygodnie temu, które wzrosły z powrotem do 4,7% r/r – rekordowego poziomu osiągniętego wcześniej w III kwartale ubiegłego roku. Jednak najlepszy wskaźnik wyprzedzający dla płac, miesięczny wskaźnik rzeczywistych wynagrodzeń, spowolnił w kwietniu do 3,0% r/r, co jest najniższym odczytem od 2022 r. (wykres 2).

Wykres 2: Wskaźniki wynagrodzeń w strefie euro, w %

Wskaźniki wynagrodzeń w strefie euro

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research.

Uwagi: Linia przerywana przedstawia prognozę Allianz Research dla inflacji zasadniczej. Linia przerywana pokazuje średnią stopę wzrostu wynagrodzenia na pracownika w latach 2010-2019.

Trzymamy się naszego poglądu wyrażanego od dawna, iż w 2024 r. będą mieć miejsce dwie obniżki stóp a stopa końcowa na poziomie 2,5% ma zostać osiągnięta w 2025 r. Biorąc pod uwagę ostatnie niespodzianki wzrostu inflacji, EBC prawdopodobnie wstrzyma się w lipcu i dokona kolejnej obniżki stóp we wrześniu. Do tego czasu inflacja zasadnicza prawdopodobnie osiągnie cel inflacyjny na poziomie 2%, dzięki korzystnym efektom bazowym. Następnie niepewność geopolityczna związana z wyborami w Stanach Zjednoczonych, wyższe stopy inflacji ze względu na niekorzystne efekty bazowe oraz ryzyko rosnącej rozbieżności w polityce transatlantyckiej zmusi EBC do przesunięcia pozostałej części cyklu łagodzenia polityki pieniężnej na pierwszy kwartał 2025 roku. Dalsze luzowanie w 2025 r. z czterema kolejnymi cięciami doprowadzi do końcowej stopy procentowej na poziomie 2,5%, co zakłada realną neutralną stopę procentową na poziomie około 0,5% (wykres 3).

Wykres 3: Nominalne i realne stopy procentowe EBC, w %

Nominalne i realne stopy procentowe EBC

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research.

Uwagi: Linia przerywana przedstawia prognozy Allianz Research. Realna stopa procentowa jest przybliżona poprzez odjęcie bieżącej inflacji w ujęciu r/r od stopy depozytowej (stopa refinansowania przed 2014 r.). Należy zauważyć, że od 18 września 2024 r. EBC mechanicznie obniży różnicę między stopą depozytową a refinansową do 15 pb.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce stabilizuje się, prognozy na II połowę roku są obiecujące

W raporcie „At A Glance – Rynek inwestycyjny w Polsce, I kwartał 2024 roku”, analitycy BNP Paribas Real Estate Poland zauważają, że pomimo trudnego początku roku, rynek wykazuje oznaki stabilizacji, a prognozy wskazują na wzrost aktywności inwestycyjnej w drugiej połowie 2024. Największe zainteresowanie wśród inwestorów wciąż budzą aktywa logistyczne i produkcyjne, a przewidywane zmiany w przepisach mogą dodatkowo ożywić rynek.

Spadek liczby transakcji

Pierwszy kwartał 2024 roku na rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne w Polsce był odbiciem trudnych warunków geopolityczno-gospodarczych ostatnich miesięcy. W tym okresie wolumen transakcji inwestycyjnych w nieruchomości komercyjne w Polsce wyniósł prawie 364 m EUR. Wynik ten jest blisko o połowę niższy od wartości uzyskanej w I kw. 2023 r. i o ok. 18 mln euro niższy porównaniu z poprzednim kwartałem. Sytuacją dotknięty jest w szczególności najbardziej wrażliwy na zmianę stóp procentowych rynek biurowy. Nie pomaga trend pracy zdalnej. Między innymi przez ten czynnik wolumeny spadły średnio pięciokrotnie względem lat 2021-2022. Największy udział w kwartalnym wolumenie inwestycji (38%) odnotowały aktywa przemysłowo-logistyczne. W dalszym ciągu mały udział w wolumenie stanową transakcje aktywami biurowymi „Core” i „Core+”.

Wyższe wolumeny transakcyjne na horyzoncie

Na podstawie aktualnych danych, stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów w Polsce pozostają na niezmienionym poziomie. Warunkiem dla wyraźnego odwrócenia trendu jest obniżka stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny. Wydaje się, że w wielu krajach inflacja jest już pod kontrolą, co daje nadzieję, że 2024 może być rokiem przełomowym. Hamulcem może być jednak utrzymująca się wysoka inflacji w Stanach Zjednoczonych i napięcia na Bliskim Wschodzie niekorzystnie wpływające na ceny ropy naftowej.

Mateusz Skubiszewski, Starszy Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate Poland zauważa powrót inwestorów, co powinno się przełożyć na wyższe wolumeny transakcyjne w drugiej połowie tego roku. – Oczekiwane przez kupujących wewnętrzne stopy zwrotów na kapitale własnym dla aktywów biurowych typu „Core+” kształtują się powyżej 10%-12%, co wciąż stanowi wysoką poprzeczkę przy aktualnych warunkach finansowania nieruchomości przez sektor bankowy i oczekiwań związanych z poziomem stóp kapitalizacji. Nieco dłużej będziemy musieli poczekać na kapitał poszukujący biurowców zapewniających długoterminowe i stabilne przepływy pieniężne w ramach segmentu „Core” – ocenia.

Szansa dla rodzimego kapitału

Marta Gorońska-Wiercioch, Zastępca Dyrektora, Dział Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate Poland dodaje, że mniejsza aktywność międzynarodowych funduszy otwiera nowe możliwości dla alternatywnych sposobów inwestowania i finansowania nieruchomości przez kapitał rodzimy. Na początku kwietnia br. Ministerstwo Rozwoju i Technologii przedstawiło wstępne założenia nowego instrumentu inwestycyjnego, czyli notowanych na giełdzie SINN-ów (spółek inwestujących w najem nieruchomości).

W obecnej propozycji, podmioty te pozwolą inwestować zarówno w nieruchomości komercyjne, jak i mieszkaniowe. Będą także zobligowane do wypłacania w formie dywidendy co najmniej 90% przychodów z najmu, pomniejszonych o koszty i podatki. Akcjonariusze nie będą przy tym płacić podatku od dywidendy. W dalszym ciągu dla niemal wszystkich klas aktywów rosną stawki czynszowe, co pozwala częściowo zneutralizować dekompresję stóp kapitalizacji, które w przeciągu kwartału uległy stabilizacji – wyjaśnia Marta Gorońska-Wiercioch.

Najważniejsze transakcje na polskim rynku

W pierwszych trzech miesiącach tylko 8 budynków biurowych znalazło swoich nowych właścicieli. Na rynku miały miejsce zaledwie dwie większe transakcje tzn. zakup przez czeskiego inwestora Wood & Company położonego przy ul. Grzybowskiej w Warszawie budynku Concept Tower oraz nabycie przez 1 Asset Management dwóch budynków (C&D) w kompleksie Lipowy Office Park. W pierwszym przypadku sprzedającym była firm CPI Group, a w drugim – Futureal.

Rynek handlowy dominowały niewielkie kwotowo transakcje. Łącznie zawarto 6 umów. Największą z nich była sprzedaż przez Dor Group położonego w Częstochowie parku handlowego Aniołów Park za kwotę 25 m EUR przez spółkę Terg. Szczególnym zainteresowaniem inwestorów w dalszym ciągu cieszą się mniejsze formaty takie jak parki handlowe i centra typu convenience.

Nieruchomości przemysłowe i logistyczne, z kolei, stanowiły dominującą klasę aktywów, z największą transakcją – sprzedażą dwóch obiektów West Park Pruszków i West Park Ożarów Wrocław za 55 milionów EUR. Nabywcą była firma Hillwood, a sprzedającym DWS. Od początku roku zawarto umowy o łącznej wartości 138 m EUR – to spadek o 12% względem analogicznego okresu ubiegłego roku.

Narracje dezinformacyjne przed wyborami do Parlamentu Europejskiego

Wojna informacyjna jest dla zachodnich rządów pretekstem do ograniczania wolności słowa – uważa czterech na dziesięciu Czechów i Węgrów, jedna trzecia Słowaków i jedna czwarta Polaków.

Od 6 do 9 czerwca 2024 r. w dwudziestu siedmiu krajach europejskich odbywają się wybory do Parlamentu Europejskiego. Środkowoeuropejskie Obserwatorium Mediów Cyfrowych (CEDMO) przeprowadziło reprezentatywne badania w krajach Grupy Wyszehradzkiej V4 w kontekście wyborów europejskich. Dane zostały zebrane przez IPSOS w Czechach, na Słowacji i Węgrzech oraz przez Instytut Badań Pollster w Polsce. Wyniki opublikowano w specjalnym raporcie tematycznym Special Brief, który zawiera także informacje na temat narracji dezinformacyjnych rozpowszechnianych w Czechach, na Słowacji i w Polsce w związku z wyborami do Parlamentu Europejskiego. Jest to drugi raport poświęcony wyborom europejskim. Uniwersytet SWPS jako członek konsorcjum CEDMO współpracował przy realizacji badań w Polsce.

W odniesieniu do wpływu wojny w Ukrainie na poszczególne kraje V4, czterech na dziesięciu respondentów w Czechach (41 proc.) i na Węgrzech (41 proc.) zgodziło się, że wojna informacyjna jest jedynie pretekstem dla zachodnich rządów do ograniczenia wolności słowa. Jednocześnie mniej więcej taki sam odsetek ludności w Czechach (39 proc.) uważa, że ich kraj jest areną wojny informacyjnej Federacji Rosyjskiej przeciwko krajom zachodnim. W przypadku Węgier odsetek ten jest niższy (32 proc.). Z kolei na Słowacji więcej osób niż w Czechach (42 proc.) uważa, że Rosja prowadzi wojnę informacyjną przeciwko krajom zachodnim. W Polsce z tym stwierdzeniem zgadza się nawet ponad połowa populacji (55 proc.).

Wykres 1: Wpływ wojny informacyjnej na rosyjską agresję przeciwko Ukrainie

Wpływ wojny informacyjnej na rosyjską agresję przeciwko Ukrainie

W odpowiedzi na jedno z pytań respondenci deklarowali stopień, w jakim łatwo lub trudno jest im określić (nie)prawdziwość przekazów dotyczących określonych tematów. Polacy wykazali największe zaufanie do swojej zdolności identyfikowania prawdziwości informacji we wszystkich zasugerowanych tematach (z wyjątkiem COVID-19). Węgrzy uznali, że najtrudniej jest im określić prawdziwość informacji, zwłaszcza w przypadku wiadomości związanych z COVID-19 (trudne dla 59 proc.) i wydarzeń na krajowej scenie politycznej (58 proc.). Prawie połowie mieszkańców Czech najtrudniej jest odróżnić wiadomości prawdziwe od fałszywych w obszarze polityki Komisji Europejskiej dotyczącej przyszłości przemysłu motoryzacyjnego – na przykład zakazu stosowania silników spalinowych (trudne dla 49 proc. mieszkańców Czech); następnie informacje dotyczące wojny w Ukrainie (48 proc.); a na trzecim miejscu – wiadomości dotyczące kryzysu energetycznego, w tym zmian cen energii (47 proc.). Te same tematy, jak w przypadku populacji czeskiej, są również trudne dla Słowaków, ale ich zaufanie do własnej zdolności rozpoznawania prawdziwości określonych informacji jest wyższe niż w przypadku Czechów (trzy najtrudniejsze tematy wymienione powyżej zostały zidentyfikowane jako trudne przez około dwie piąte słowackich respondentów).

Wykres 2: Trudność w określeniu prawdziwości informacji przed wyborami do Parlamentu Europejskiego

Trudność w określeniu prawdziwości informacji przed wyborami do Parlamentu Europejskiego
Jeśli spojrzymy na temat polityki Komisji Europejskiej w sprawie przyszłości przemysłu motoryzacyjnego, który został (średnio) oceniony jako najtrudniejszy do rozstrzygnięcia, widzimy pewne podobieństwa, ale także różnice w odpowiedziach respondentów w krajach V4. We wszystkich krajach temat ten jest trudniejszy do oceny dla kobiet. Trudności z oceną w tym obszarze deklaruje 35-50 proc. mężczyzn (najmniej w Polsce, najwięcej na Węgrzech). Natomiast wśród kobiet odsetek ten jest zawsze wyższy o 5-9 punktów procentowych. Różnice pojawiają się również w kategoriach wiekowych, na przykład w młodszej grupie wiekowej poniżej 35 lat. W Czechach, na Słowacji i na Węgrzech młodzi respondenci zgłaszają trudności w ocenie narracji o przemyśle motoryzacyjnym w 40-52 proc., podczas gdy w Polsce dotyczy to tylko 25 proc. respondentów. We wszystkich krajach zaufanie do oceny autentyczności informacji rośnie wraz z wykształceniem, ale także wraz z częstotliwością korzystania z Internetu – komentuje wyniki badania w krajach V4 Lukáš Kutil, analityk danych w CEDMO Hub.

Wyniki badania wskazują na stosunkowo dobre samopoczucie Polaków, jeśli chodzi o odróżnianie przekazów prawdziwych od przekazów fałszywych. Jest to optymistyczne, należy jednak pamiętać, że dane te dotyczą deklaracji respondentów, nie zaś ich realnej wiedzy czy umiejętności – dodaje Karina Stasiuk-Krajewska, profesorka Uniwersytetu SWPS, który (jako członek konsorcjum CEDMO) współpracował przy realizacji badań w Polsce.

Około jedna trzecia respondentów we wszystkich czterech krajach zgodziła się, że niemiecka polityk Ursula von der Leyen powinna pozostać na na stanowisku przewodniczącej Komisji Europejskiej przez kolejne pięć lat. W Czechach i Polsce 33 proc. badanych zgodziło się z tym stwierdzeniem, a na Słowacji i Węgrzech wskaźnik ten wynosi 38 proc.

Wykres 3: Kontynuacja pracy Ursuli von der Leyen na stanowisku szefa Komisji EuropejskiejKontynuacja pracy Ursuli von der Leyen na stanowisku szefa Komisji Europejskiej

Według raportów fact-checkerów z CEDMO, w pierwszych pięciu miesiącach 2024 r. tematy związane z polityką krajową zaczęły zyskiwać na sile wśród fałszywych narracji w środkowoeuropejskiej przestrzeni informacyjnej online. Częstotliwość artykułów koncentrujących się na tych kwestiach stopniowo rośnie wraz ze zbliżaniem się wyborów europejskich, a w przypadku Słowacji wpływ na ten wzrost miał również zamach na premiera Roberta Fico. Drugim najczęstszym przedmiotem fałszywych narracji była wojna w Ukrainie, która pod koniec 2023 r. nadal dominowała w narracjach dezinformacyjnych.

Według Petra Gongali z platformy Demagog.cz, członka konsorcjum CEDMO, wśród informacji w Czechach od stycznia do maja 2024 r. fałszywe przekazy związane z Unią Europejską dotyczyły głównie paktu migracyjnego lub działań realizowanych w ramach Zielonego Ładu dla Europy. W debatach przedwyborczych kandydatki i kandydaci do Parlamentu Europejskiego składali fałszywe oświadczenia kwestionujące wpływ CO2 na globalne ocieplenie. W Polsce fałszywe narracje obejmowały wiadomości na temat paktu migracyjnego, Zielonego Ładu lub europejskiej dyrektywy w sprawie charakterystyki energetycznej budynków (EPBD). Na Słowacji rozpowszechniano fałszywe przekazy dotyczące zaangażowania francuskich legionów cudzoziemskich w walki w Ukrainie. Tematem dyskusji wśród kandydatów i kandydatek do Parlamentu Europejskiego była również wojna w Ukrainie, a zwłaszcza mobilizacja.

W skali ogólnoeuropejskiej odsetek przekazów dezinformacyjnych związanych z kwestiami UE osiągnął szczyt przed zbliżającymi się wyborami europejskimi. Zgodnie z raportem sieci EDMO, której członkiem jest CEDMO, w kwietniu temat ten był najliczniej reprezentowany wśród wykrytych przekazów dezinformacyjnych.

Wykres 4: Udział dezinformacji (według tematu) w całkowitej liczbie zarejestrowanych fałszywych przekazówUdział dezinformacji (według tematu) w całkowitej liczbie zarejestrowanych fałszywych przekazówŹródło: edmo.eu (Fact-checking Brief nr 35 opublikowany 21 maja 2024 r.)

Dane przedstawione zawierają wyniki ankiety przeprowadzonej dla CEDMO przez agencje

● IPSOS na reprezentatywnej próbie 1006 respondentów w Czechach, 1006 respondentów na Słowacji i 1002 respondentów na Węgrzech.

● oraz Instytut Badań Pollster (na reprezentatywnej próbie 1000 respondentów w Polsce ).

Zbieranie danych we wszystkich krajach V4 odbyło się między 28 marca a 3 kwietnia 2024 r. wśród respondentów w wieku 18-65 lat.

Wyżej wymienione narracje dezinformacyjne związane z wyborami do Parlamentu Europejskiego zostały wykryte przez organizacje weryfikujące fakty należące do konsorcjum CEDMO (AFP, Demagog.cz, Demagog.sk i Infosecurity.sk) w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2024 roku.

Obcokrajowcy chętnie otwierają JDG w Polsce. Blisko 12 tys. wniosków w I kw. 2024

W I kw. br. blisko 16% wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej wpłynęło do rejestru CEIDG od osób mających obywatelstwo inne niż polskie. W analogicznym okresie ubiegłego roku odsetek ten wyniósł 14,5%. Zdecydowanie najwięcej takich przypadków dotyczyło Ukraińców. Od stycznia do marca tego roku było ich 9 tysięcy, a rok wcześniej – blisko 8 tys. Na kolejnych pozycjach w tym zestawieniu znajdują się Białorusini oraz Niemcy. Według znawców tematu, wpływ na liczbę otwieranych tego typu działalności przez obcokrajowców będzie miała sytuacja na naszym rynku pracy. Z kolei co do tego, czy tego typu przedsiębiorców będzie u nas dalej przybywać, zdania ekspertów są nieco podzielone.

Jak wynika z danych przekazanych przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, w I kw. br. do rejestru CEIDG wpłynęło ponad 75 tys. wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej (rok wcześniej – przeszło 80 tys.). Zdecydowaną większość z nich złożyli obywatele Polski, od stycznia do marca tego roku – niecałe 64 tys. (poprzednio – niespełna 67 tys.). Zatem w pierwszych trzech miesiącach br. blisko 12 tys. wnioskodawców stanowiły osoby, które mają obywatelstwo innego państwa (prawie 16% ogółu). Rok wcześniej było to również prawie 12 tysięcy (blisko 15%). W tej grupie znajdują się też przedsiębiorcy z podwójnym obywatelstwem, np. polskim i niemieckim czy polskim i ukraińskim.

– Widzimy więc, że ogólna liczba wszystkich wniosków do rejestru CEIDG jest mniejsza rok do roku, ale wzrósł udział tych złożonych przez obcokrajowców. Po pierwsze, to może mieć związek z chęcią wychodzenia z szarej strefy. Po drugie, mocne podwyższanie płacy minimalnej mogło doprowadzić do tego, że pracodawcy szukają zmniejszenia kosztów. Pracownikom czy kandydatom sugerują założenie jednoosobowej działalności gospodarczej. Tu przydałoby się dodatkowe pytanie o to, czy obcokrajowcy rzeczywiście chcą tak robić. Jednak tego się nie dowiemy – komentuje Marek Zuber, ekonomista z Akademii WSB.

Jak stwierdza Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, zmiany rok do roku są bardzo niewielkie. Ponadto, otwieranie JDG w Polsce przez obcokrajowców jest korzystne dla naszej gospodarki, ponieważ pozwala zaspokoić część usług, zarówno związanych z pracami typowo fizycznymi, jak i umysłowymi. Ekspert podkreśla, że z tych danych nie wiemy, czy przyjezdni skupiają się na samodzielnym wykonywaniu działalności, czy w przyszłości zamierzają kogoś zatrudnić. Ta druga opcja z pewnością jest mniej popularna, ale zdarzają się takie przypadki.

– W mojej ocenie, skala tego zjawiska nie jest zbyt duża, oczywiście biorąc pod uwagę to, ilu w ostatnim czasie przyjechało do naszego kraju choćby Ukraińców. Z kolei patrząc na to z perspektywy ewentualnych dochodów, ciężko tutaj coś powiedzieć bez dodatkowych danych. Nie wiemy bowiem, czym oni tutaj się zajmują, jakie płacą podatki itd. Natomiast na pewno nasza gospodarka jest na tym na plusie. Z moich obserwacji też wynika, że obcokrajowcy niezbyt chętnie chcą zakładać u nas działalność. Z reguły tak się dzieje, ponieważ obawiają się biurokracji i różnego typu kontroli. Do tego nie chcą płacić danin. Wolą, ile tylko się da, zostać w szarej strefie – mówi radca prawny Łukasz Goszczyński, ekspert z kancelarii prawa gospodarczego GKPG.

Spośród obcokrajowców, którzy złożyli ww. wniosek do CEIDG, najwięcej było Ukraińców – 9 tys. (rok wcześniej – blisko 8 tys.). Według Jeremiego Mordasewicza, dane te nie są zaskoczeniem. Od lat Ukraińcy stanowią bowiem większość imigrantów. W związku z tym zrozumiałe jest, że to oni zakładają najwięcej JDG z grona przyjezdnych. W opinii eksperta Konfederacji Lewiatan, ciekawe byłoby pozyskiwanie informacji o strukturze tych firm. To znaczy warto dowiedzieć się, czy są to np. podmioty, których założenie wymusił pracodawca.

– W I kwartale br. za naszą wschodnią granicą zmieniło się niewiele w porównaniu z początkiem 2023 roku. Mam na myśli to, że nie było sytuacji, która spowodowała masowe powroty do Ukrainy. Dostrzec za to można, że coraz więcej obywateli tego państwa szuka pracy w innych częściach Europy, szczególnie w Niemczech. Na pewno część Ukraińców próbuje rozkręcać u nas biznesy, niekiedy związane z ich ojczyzną. Natomiast na ten wzrost rok do roku mają wpływ wcześniej wymienione czynniki – przekonuje Marek Zuber.

Na kolejnych pozycjach tego zestawienia widzimy obywateli Białorusi – ponad 1 tys. (rok wcześniej – przeszło 2 tys.) i Niemiec – 130 (103). Dalej są osoby z podwójnym obywatelstwem – polskim i niemieckim – 116 (94). Za nimi znajdują się Rosjanie – 101 (146), Bułgarzy – 89 (96), Rumuni – 78 (107), jak również osoby z obywatelstwem polskim i ukraińskim – 65 (71). Następnie widzimy Włochów – 64 (62), a także osoby z obywatelstwem polskim i białoruskim – 62 (77).

– Zainteresowanie zakładaniem JDG przez obywateli Białorusi zależy m.in. od relacji między naszymi państwami. W ostatnich latach nie było jakiejś wielkiej sympatii, głównie ze względu na zróżnicowaną ocenę rządów Łukaszenki. Do tego dochodzą napięcia między Polakami i Białorusinami, na co nakłada się jeszcze niechęć Ukraińców do tych ostatnich. Nie można wykluczyć, że trudniej jest wyjechać z Białorusi, więc jest mniej chętnych do otwierania firm za granicą – analizuje Jeremi Mordasewicz.

Z kolei Marek Zuber zwraca uwagę na sytuację w Niemczech, opisywaną przez tamtejsze media. Nie brakuje w nich informacji o problemach gospodarki i poszukiwaniach oszczędności przez firmy. Jedną z opcji jest prowadzenie działalności w Polsce. Wprawdzie u nas też rosną koszty pracy czy ceny energii, ale i tak wciąż jest taniej niż po drugiej stronie Odry. Widać to choćby na przykładzie oferowanych wynagrodzeń. Jak podkreśla ekspert, takim przenoszeniem mogą być zainteresowane nie tylko firmy, które składają się z jednej osoby. Oszczędności potrzebne są też w przedsiębiorstwach zatrudniających wielu pracowników.

– W kwestii Rosjan, Bułgarów, Rumunów, Włochów czy też osób z podwójnym obywatelstwem powodem zakładania u nas JDG może być to, że w jakiś sposób oni tutaj częściowo funkcjonują, tj. mieszkają, mają rodziny itd. Osobiście znam przypadki, kiedy ww. osoby rejestrują u nas ww. rodzaj działalności gospodarczej, tylko po to, aby świadczyć zdalne usługi z Polski do swoich macierzystych krajów, bo tak jest im wygodniej lub dlatego, że tutaj mieszkają, ale wciąż chcą utrzymywać jakieś stosunki ze swoim krajem – dodaje mec. Łukasz Goszczyński.

Według Jeremiego Mordasewicza, wpływ na liczbę otwieranych JDG przez obcokrajowców będzie miała przede wszystkim sytuacja na naszym rynku pracy. Dziś relatywnie łatwo na nim znaleźć zajęcie, mamy bardzo niskie bezrobocie. Jednocześnie trend demograficzny nie zmieni się w ciągu kilkudziesięciu lat. Z rynku pracy będzie więc więcej osób ubywało, niż wchodziło na niego. Jak zaznacza ekspert, pracodawcy starają się zatrzymywać pracowników, oferując im m.in. umowy o pracę. Druga połowa roku powinna być też lepsza dla gospodarki. Zatem firmy powinny być bardziej skłonne do zatrudniania.

– Prawdopodobnie będziemy obserwować wzrost liczby JDG tworzonych przez obcokrajowców. Nie chciałbym wyróżniać żadnej z branż, ale taki scenariusz może być przede wszystkim widoczny w handlu i drobnych usługach. Jednak sądzę, że w najbliższych latach czeka nas raczej migracja osób, które będą przyjeżdżały do pracy etatowej, a po pewnym okresie wyjadą stąd. Ważne też jest to, co zrobi polski rząd w kontekście przedsiębiorczości, tzn. czy zostaną uchwalone przepisy ułatwiające prowadzenie biznesu. Tego nie wiemy, czekamy na konkrety od kilku miesięcy. A to też może mieć wpływ na liczbę firm zakładanych przez obcokrajowców – analizuje Zuber.

– Sądzę, że w kolejnych kwartałach tego roku ta liczba może być mniej więcej podobna do obecnej lub nawet nieco niższa. Wszystko zależy od tego, jak potoczy się sytuacja w Ukrainie. Jeżeli wojna dalej będzie się pogłębiać, to nowych przedsiębiorców może u nas z tego tytułu przybywać. Jednak patrząc na to z innej strony uważam, że nawet taki scenariusz jest średnio prawdopodobny. Te pierwsze zasiedlenia ludzkie były naprawdę spore i ciężko to będzie przebić. Ponadto, część będących już u nas osób zapewne chce wrócić do Ukrainy bądź wyjedzie dalej na zachód Europy. I stąd niezbyt wiele może się w tej kwestii zmienić – podsumowuje ekspert z kancelarii prawa gospodarczego GKPG.

Popyt na kredyty mieszkaniowe rośnie, ale wolniej

O 45,4% r/r wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w maju 2024 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w maju 2024 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 45,4% w porównaniu do maja 2023 r.

W maju 2024 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 26,99 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 22,37 tys. rok wcześniej, co przekłada się na wzrost r/r o 20,6%. W porównaniu do kwietnia 2024 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy jednak spadła o 16,6%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w maju 2024 r. 435,54 tys. zł i była wyższa o 14,8% niż w maju 2023 r. W porównaniu do kwietnia 2024 r. nieznacznie wzrosła o 0,7%.

– Popyt na kredyty mieszkaniowe zgodnie z przewidywaniami wyhamował po zakończeniu przyjmowania wniosków w ramach Programu Bezpieczny Kredyt 2%. Obecnie jest on niższy o około 30-40% niż w II półroczu 2023 roku, ale jednak pozostaje on wyraźnie wyższy (o 30-40%) niż w pierwszym półroczu ubiegłego roku. Pomimo obaw nie spadł on więc do poziomu sprzed uruchomienia Programu.
Istotnym czynnikiem wpływającym na wartość bieżącego odczytu Indeksu Popytu jest liczba wnioskodawców. Jest ona wyższa w ujęciu rocznym, wzrosła z 22,37 tysięcy w maju zeszłego roku do 26,99 tysięcy w maju tego roku. Ponad 20% wzrost liczby wnioskujących w porównaniu do maja ub.r. jest w dużej mierze efektem ówczesnego „zamrożenia” popytu na kredyty mieszkaniowe w wyniku wysokiego poziomu stóp procentowych oraz realnego spadku wynagrodzeń, mamy więc efekt niskiej zeszłorocznej bazy, który częściowo odpowiada za majowy poziom Indeksu. Efekt ten będzie w kolejnych miesiącach negatywnie wpływał na wartość Indeksu. Co więcej, w maju w porównaniu do miesiąca wcześniej wystąpił spadek liczby osób składających wnioski o kredyt hipoteczny o 16,6% – wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Grupy BIK.

– Drugim ważnym aspektem determinującym poziom Indeksu jest wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu do 435,5 tys. zł – to kwota o prawie 15% wyższa niż w maju 2023 r. Jest ona najwyższa w historii. Jest to efekt nadal rosnących cen nieruchomości. Wnioskowaniu o coraz wyższe kwoty kredytów sprzyja wzrost zdolności kredytowej w wyniku realnego wzrostu wynagrodzeń przy stabilnym poziomie stóp procentowych. Jednak wzrost zapotrzebowania na kredyty mieszkaniowe stymulować może nowy program wsparcia kredytobiorców. Jego brak spowoduje zaś stabilizację liczby wnioskodawców na poziomie około dwudziestu kilku tysięcy osób – dodaje prof. Rogowski. 

Bogaci są coraz bogatsi. Wzrost globalnego majątku o 3,8 biliona dolarów

Liczba zamożnych osób fizycznych (eng. HNWI – High-Net-Worth-Individuals’)1 i ich majątek osiągnęły w 2023 roku rekordowy poziom – wynika z najnowszego raportu Capgemini World Wealth Report 2023. Globalny majątek wzrósł o 3,8 biliona USD (+4,7%) osiągając poziom 86,8 biliona USD. Liczba zamożnych osób wzrosła o 5,1% do 22,8 miliona osób na całym świecie i nadal rośnie, mimo niestabilnej sytuacji na rynkach i niepewności gospodarczej. Te liczby równoważą zeszłoroczne spadki.

Wzrosty niemal na całym świecie

W 2023 roku to Ameryka Północna odnotowała najsilniejsze „ożywienie”, przy wzroście majątku rok do roku na poziomie 7,2% i liczebności zamożnych osób o 7,1%. Tendencja na większości rynków prezentuje się podobnie, choć mniej spektakularnie:

  • Zamożni z rejonu Azji i Pacyfiku (4,2% wzrostu wartości majątku i 4,8% wzrostu liczebności zamożnych) oraz Europy (3,9% i 4,0%) odnotowali mniejsze korzyści.
  • Dla Ameryki Łacińskiej i Bliskiego Wschodu wzrosty były jeszcze niższe – kolejno 2,3% oraz 2,9% dla Ameryki Łacińskiej oraz 2,7% i 2,1% dla Bliskiego Wschodu.
  • Afryka jest jedynym regionem, w którym zarówno poziom majątku (-1,0%), jak i liczebność osób zamożnych (-0,1%) zanotowały nieznaczne spadki.

Po spadkach wśród zamożnych osób z 2022 roku nie ma już śladu i tendencje wzrostowe znowu są aktualne. Z raportu Capgemini wynika, że na tle badanych regionów najbardziej wyróżnia się Ameryka Północna, co nie powinno dziwić, bo tamtejsza gospodarka cechuje się dużą odpornością na globalne zawirowania. Nastąpił też wyraźny wzrost akcji na tamtejszych giełdach. Mimo ogólnego braku stabilności na rynkach światowych, tylko Afryka zanotowała minimalne spadki. Według ekspertów nie można jednak na tej podstawie wyciągać wniosków o rychłym powrocie do względnej normalności. W tym roku przed nami są bowiem jeszcze istotne wydarzenia, które będą mieć wpływ na lokalne i światowe rynki, jak np. wybory w Stanach Zjednoczonych, wybory do Europarlementu czy wprowadzenie regulacji dotyczących mediów społecznościowych oraz sztucznej inteligencji. Wzrost zamożności najbogatszych to dowód przede wszystkim na niezwykłą elastyczność tej grupy w kwestii dostosowywania się do nowych warunków. W obecnej sytuacji, ta cecha wydaje się przynosić największe korzyści.

Nacisk na inwestycje

Wraz ze wzrostami na liście HNWI, obserwujemy, że decyzje biznesowe najbardziej zamożnych osób coraz częściej dotyczącą pomnażania majątków niż ochrony bogactwa. Raport wskazuje, że aż dwie na trzy osoby zamożne planuje w 2024 roku bardziej inwestować w kapitał prywatny, aby wykorzystać więcej potencjalnych możliwości zysku.

Według raportu Capgemini można założyć, że w 2024 roku z powodu zwyżkowych trendów na innych rynkach, także Afryka wróci na ścieżkę wzrostów. Niewielkie spadki, które zanotowała w 2023 roku wynikały z ograniczonej liczby inwestycji zagranicznych i niskich cen surowców. Zamożne osoby z uwagi na swoje zyski, będą bardziej skłonne do inwestowania w celu pomnożenia majątków, a nie jego ochrony. Kontynent afrykański w oczywisty sposób będzie beneficjentem tej zmiany.

Oczekiwane spowolnienie w 2024

Eksperci przewidują, że tempo wzrostów w tym roku wyhamuje i liczby na koniec 2024 roku będą mniej spektakularne niż za rok wcześniejszy. Druga połowa roku, z uwagi na nadchodzące wybory w USA jest dla gospodarki kluczowym okresem. Pierwszych widocznych wahań na globalnych rynkach można spodziewać się już w ciągu najbliższych tygodni.

Metodologia raportu

Raport World Wealth Report 2024 obejmuje 71 krajów, odpowiadających za ponad 98% światowego dochodu narodowego brutto i 99% światowej kapitalizacji giełdowej.

1: HNWI to zamożne osoby fizyczne posiadające aktywa inwestycyjne o wartości 1 miliona USD lub więcej, z wyłączeniem ich głównego miejsca zamieszkania, przedmiotów kolekcjonerskich, dóbr konsumpcyjnych i trwałych dóbr konsumpcyjnych. HNWI są podzieleni na trzy kategorie na podstawie przedziałów zamożności: Ultra-HNWIs (30 mln USD lub więcej), Mid-Tier Millionaires (5-30 mln USD) i Millionaires Next Door (1-5 mln USD).

Wiceminister klimatu i środowiska spotkał się z przedsiębiorcami. Czy będzie przełom w rozmowach o lasach?

3 czerwca w Kwidzynie, z inicjatywy Pomorskiego Zespołu Parlamentarnego, odbyła się konferencja pt. „Perspektywy funkcjonowania przemysłu drzewnego w obliczu nowych wyzwań”. Na zaproszenie Agnieszki Pomaski, Przewodniczącej Pomorskiego Zespołu Parlamentarnego, Mieczysława Struka, Marszałka Województwa Pomorskiego, Tomasza Frejnagiela, Starosty Powiatu Kwidzyńskiego odpowiedziało kilkadziesiąt osób, w tym parlamentarzyści, przedstawicieli władz samorządowych, Lasów Państwowych, firm, instytucji związanych z przemysłem drzewnym w Polsce. Nie zabrakło również przedstawicieli organizacji branżowych, między innymi z Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, Stowarzyszenia Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce, Stowarzyszenia Papierników Polskich oraz Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego.   Głównym celem spotkania było przedstawienie i uświadomienie parlamentarzystom i samorządowcom, którzy na co dzień nie zajmują się przemysłem drzewnym, z jakimi problemami się on boryka.

W obliczu planów Ministerstwa Klimatu i Środowiska dotyczących wyłączenia co najmniej 20 proc. powierzchni lasów z gospodarowania, a także w sytuacji niekontrolowanego eksportu drewna oraz niekorzystnych zasad sprzedaży tego surowca dla krajowych producentów, przemysł drzewny jest coraz bardziej zaniepokojony i coraz głośniej apeluje o poważne potraktowanie swoich postulatów. Wskazuje, że konsekwencje tych działań mogą okazać się katastrofalne dla przemysłu drzewnego, który z 6 proc. udziałem w polskim PKB, stanowi jedną z silniejszych gałęzi gospodarki, a który jednocześnie stoi wobec ogromnego kryzysu. Skutki załamania na rynku są już odczuwalne, również przez firmy z województwa pomorskiego, które licznie stawiły się na konferencji.

Dyskusję rozpoczął Jerzy Majewski, Członek Rady Nadzorczej MM Kwidzyn, który podkreślił niezmiernie trudną sytuację zakładów przetwarzających surowiec drzewny wskutek drastycznego pogorszenia warunków ich funkcjonowania.

W minionym roku, a także w pierwszych miesiącach 2024 r. spadki produkcji odnotowały wszystkie branże związane z przetwórstwem drewna: sektor celulozowo-papierniczy – 20-35 proc., sektor meblarski – 6 proc., sektor płyt drewnopochodnych 20-25 proc. w stosunku do 2022 roku. Dodatkowo producenci tarcicy i wyrobów z drewna odnotowali spadek wartości sprzedaży o 26 proc. do roku 2022 roku – wymienił Jerzy Majewski.

Jednocześnie podkreślił, że po 15 października 2023 roku, wraz ze zmianą władzy, pojawiło się nowe otwarcie w kontaktach z branżą drzewną i wreszcie rozpoczęto dialog z przedsiębiorcami. Niestety nie wszystko poszło po myśli przemysłu drzewnego, a sytuacja i napięcie pomiędzy przedsiębiorcami a rządem narasta od momentu styczniowego memorandum na wycinkę drewna w RDLP Białystok i RDLP Krosno.

Wspomniał również o Ogólnopolskiej Naradzie o Lasach, z którą przemysł wiązał duże nadzieje, a która okazała się fasadowym wydarzeniem o ustalonych wcześniej wynikach prac (powstanie Lasów Społecznych, nowych Parków Narodowych i Rezerwatów Przyrody).

Najbardziej obawiamy się zapowiedzi wyłączenia 20 proc. powierzchni lasów z gospodarki leśnej, co może doprowadzić do poważnych konsekwencji, między innymi: do spadku dostępności i wzrostu cen wielu produktów, negatywnego wpływu na środowisko i degradację lasów, utratę konkurencyjności polskiego przemysłu drzewnego na rynkach międzynarodowych, a w konsekwencji powolny jego upadek – zauważył Majewski.

Przedstawiciele przemysłu drzewnego podkreślili, że doceniają otwartość na dialog, a także wyraźnie zaznaczają, że w ich interesie nie leży dewastacja przyrody, o którą są nieustannie posądzani. Apelują, by zmiany, które planowane są w gospodarce leśnej miały charakter długofalowy.

Branża drzewna popiera ochronę przyrody z jednoczesnym uwzględnieniem jej potrzeb – w tym ustanowienia okresu przejściowego. Oczekuje się zatem zagwarantowania stabilnego dostępu do drewna na następne minimum 10 lat w ilości 40-44 mln m3/rok, konkurencyjnych cen drewna w Europie, przywrócenia certyfikatu FSC we wszystkich RDLP, wyeliminowania eksportu drewna okrągłego, zaprzestania spalania drewna okrągłego na potrzeby energetyki zawodowej, zwiększenia recyklingu drewna, kontynuowania zrównoważonej gospodarki leśnej, zmian w urządzaniu i eksploatacji lasów zgodnie z wiedzą naukową i zmianami klimatycznymi, prowadzeniem rzeczywistego dialogu pomiędzy MKiŚ, Lasami Państwowymi, przemysłem i organizacjami ekologicznymi.

Do postulatów tych odniósł się bezpośrednio wiceminister klimatu i środowiska Miłosz Motyka, który zapewniał, że kolejne decyzje, będą podejmowane po efektywnym dialogu ze wszystkimi stronami. Podkreślił, że sposób komunikacji ministerstwa ulegnie zmianie, tak aby branża drzewna nie była już więcej zaskakiwana decyzjami podejmowanymi przez polityków.

Zbudowaliście Państwo potężną gałąź polskiego przemysłu i nie wyobrażam sobie, żeby dzisiaj ktokolwiek próbował tą gałąź obcinać. Wierzę, że ochrona przyrody i gospodarka leśna mogą iść w parze z rozwojem przemysłu drzewnego. Przyjmuję to zobowiązanie – tymi słowami minister Miłosz Motyka zwrócił się do przedsiębiorców z branży drzewnej w podsumowaniu konferencji w Kwidzynie.

Przedstawiciele branż drzewnych mają nadzieję, że deklaracje ministra rzeczywiście przełożą się na konstruktywny i merytoryczny dialog Ministerstwa Klimatu i Środowiska z przedsiębiorcami, o który proszą już od kilku miesięcy.

– Jesteśmy ostrożnymi optymistami. Najbliższe tygodnie pokażą, czy obietnice ministra Miłosza Motyki zostaną spełnione – ocenia spotkanie Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli. – Od decyzji Ministerstwa Klimatu i Środowiska zależy nie tylko byt przedsiębiorców i ich pracowników, sytuacja ekonomiczna Polski, ale również to, czy w naszym kraju nadal będą produkowane meble, podłogi, opakowania z ekologicznego surowca, jakim jest drewno, czy zastąpi je plastik – dodaje.

Prawie połowa pracowników wolałoby rozwód od powrotu do biura w pełnym zakresie

Niemal 80 proc. pracodawców uważa, że powrót do biur jest trendem, który z pewnością będzie trwał przez kolejne dwa lata. Jednak blisko 90 proc. polskich pracowników możliwość pracy przynajmniej częściowo zdalnej uznaje za ważną. Optymalnym rozwiązaniem jest odpowiednio rozplanowana praca hybrydowa — zdaniem ok. 40 proc. pracowników forma zdalna bardziej sprzyja pracy indywidualnej, podczas gdy zespołowo lepiej pracuje się z biura.

Pandemia COVID-19 zredefiniowała pojęcie miejsca pracy, a praca zdalna dla wielu osób stała się nie tylko koniecznością, ale też udogodnieniem. Jednak obecnie coraz więcej firm zaczyna wracać na stałe do biur. Jak wynika z globalnego badania przeprowadzonego na ponad 14 tys. pracowników w niemal 4 tys. przedsiębiorstw, nawet 80 proc. pracodawców oczekuje pełnego lub częściowego powrotu do biura. Dodatkowo 78 proc. prognozuje, że ten trend utrzyma się również przez najbliższe dwa lata. Głównym argumentem przemawiającym za powrotem do biur jest przekonanie, że sprzyja to lepszej pracy zespołowej i budowaniu poczucia wspólnoty. Nawet 81 proc. ankietowanych firm przeprojektowało miejsca pracy lub zamierza to zrobić w celu osiągania lepszej współpracy i integracji zespołu.

Dodatkowo niestety osoby pracujące całkowicie zdalnie mogą mieć mniejsze szanse na awans czy podwyżkę, ponieważ, według badań, zaangażowanie i wysiłek wkładane przez nie w pracę mogą być mniej widoczne dla pracodawców. Wiemy z badań psychologicznych, że można to tłumaczyć choćby efektem samej ekspozycji. Stawia to pytanie, czy pracodawcy nie mylą obecności pracownika z wydajnością jego pracy, którą nie zawsze firmy potrafią prawidłowo mierzyć? Czy przypadkiem firmy nie idą na skróty, chcąc rozwiązać wszelkie wyzwania nowej rzeczywistości poprzez powrót do biur? Jednak co na ten temat sądzą pracownicy? Nawet 43 proc. ankietowanych, według przeprowadzonego w USA badania twierdzi, że wolałoby się rozwieść niż wrócić do pełnej pracy w biurze. Czy potrzeby pracodawców i pracowników rzeczywiście są tak bardzo rozbieżne, jak to wydaje się na pierwszy rzut oka?

Optymalny tryb wykonywania obowiązków służbowych

Część pracodawców zdecydowała się podczas pandemii na rekrutację pracowników spoza miejsca siedziby firmy, dla których częstsza praca z biura nie jest możliwa. Stawia to więc organizacje przed nowymi wyzwaniami związanymi z budowaniem narzędzi i pomysłów na to, jak zabezpieczyć rozmaite ryzyka i wyciągnąć maksimum korzyści w modelu hybrydowym. Warto więc przemodelować sposób myślenia o biurze jako miejscu pracy na myślenie o biurze jako o jednym z narzędzi pracy. Niezwykle istotne są ustalone zasady pracy oraz odpowiednie planowanie — zdaniem 41 proc. polskich pracowników praca indywidualna jest bardziej efektywna w formie zdalnej, niemal tyle samo uważa, że biuro jest lepszym miejscem do pracy zespołowej, a obecność w nim pozytywnie wpływa na zaangażowanie. Rozpad relacji i spadek zaufania w zespole to, zdaniem polskich pracowników, główne wady pracy zdalnej.

Praca hybrydowa jest najbardziej oczekiwanym przez pracowników, ale także realnym z perspektywy pracodawców modelem funkcjonowania w firmie. Według dostępnych badań dla blisko 90 proc. polskich pracowników możliwość pracy zdalnej w wymiarze co najmniej 40 proc. czasu pracy jest ważna. Zbudowanie takiego modelu wymaga otwartego dialogu między pracownikami a przedstawicielami firmy o potrzebach, nie o stanowiskach. To może pozwolić na wypracowanie współpracy w zakresie pracy hybrydowej, opartej na obopólnym zrozumieniu i czerpaniu maksimum korzyści przez obie strony.

Praca zdalna to nadal nowe możliwości aktywizacji zawodowej dla pracodawców

Jedną z zalet modelu hybrydowego jest możliwość włączania osób, które są wykluczone z tradycyjnych modeli pracy stacjonarnej. Praca w modelu mieszanym umożliwia większą aktywizację kobiet, szczególnie matek z małymi dziećmi, a także osób opiekujących się innymi członkami rodziny, np. starszymi lub niepełnosprawnymi. Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że nawet 40 proc. matek, których dzieci mają rok lub dwa, nie wykonuje pracy zarobkowej. Zaradzić temu może po części praca zdalna lub hybrydowa, którą ponad ¾ kobiet uważa za największy możliwy benefit pracowniczy.

Technologia kluczem do optymalizacji modelu pracy

W optymalnym budowaniu efektywnego miejsca pracy godzącego różne potrzeby pracodawców i pracowników potrzebne jest wykorzystywanie nowoczesnych technologii, takich jak ClickMeeting. Nasza platforma służy zarówno do komunikacji online w ramach spotkań, jak i organizacji interaktywnych szkoleń i webinarów z możliwością ich automatyzacji. Chcemy wspierać zarówno pracowników, jak i pracodawców w efektywnych modelach wypełniania obowiązków służbowych, które przyniosą nam zarazem inkluzywne oraz produktywne miejsca pracy.

Sandra Kolańczyk, HR Business Partner ClickMeeting, polskiej platformy do pracy zdalnej/hybrydowej, prowadzenia webinarów, spotkań online oraz interaktywnych lekcji.

System kaucyjny jest zagrożony przez brak Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta. Miliardy złotych w grze

Datowane na początek 2025 roku wprowadzenie systemu kaucyjnego budzi wśród ekspertów coraz więcej wątpliwości. Dotyczą one nie samego systemu, bo tutaj powszechnie wiadomo, że zmiany w tym zakresie są niezbędne, a sposobu jego wprowadzania. Zdaniem ekspertów ze Stowarzyszenia „Polski Recykling” sam system kaucyjny będzie nieskuteczny bez jednoczesnego wprowadzenia Rozszerzonej Odpowiedzialności Producentów.

Debatowany w parlamencie system kaucyjny, to rozwiązanie od lat funkcjonujące w wielu krajach na całym świecie, które zakłada pobieranie od pojedynczego konsumenta symbolicznej opłaty stanowiącej kaucję. Kwota ta, po oddaniu zużytych puszek czy butelek do recyklingu, jest później zwracana bezpośrednio konsumentowi. To obecnie najskuteczniejsze rozwiązanie na odzyskanie większości odpadów opakowaniowych po napojach. Niechlubną alternatywą dla tego rozwiązania jest składowanie ich na wysypiskach śmieci a co gorsza porzucanie w środowisku naturalnym. W ocenie ekspertów ze Stowarzyszenia „Polski Recykling” sam system kaucyjny jest niewystarczający i nieskuteczny bez jednoczesnego wprowadzenia przepisów Rozszerzonej Odpowiedzialności Producentów (ROP), który odpowiedzialność finansową za wprowadzane opakowania oraz ich zagospodarowywanie przenosi na producentów.

Przepisy o ROP powszechnie obowiązują w Europie. Wg. danych Reloop Platform, opłaty ponoszone przez producentów wprowadzających do obiegu opakowania z tworzyw sztucznych wynoszą nawet ponad 600 euro za tonę w Austrii, ponad 470 w Hiszpanii czy ponad 200 w Czechach. Polskie stawki pozostają najniższe w Europie – producenci płacą kilkukrotnie mniej za tonę plastiku wprowadzonego do obiegu.

Oznacza to, że koszty zbiórki i zagospodarowania odpadów ponoszą w praktyce gminy i ich mieszkańcy. Do tego system kaucyjny zabierze gminom przychód ze sprzedaży surowców wtórnych. Bo do tej pory to my jako recyklerzy, odbierając przesegregowane odpady zostawialiśmy w gminach niemałe kwoty. Brak ROP stawia samorządy w Polsce w bardzo trudnej sytuacji, przed widmem utraty znaczącej części przychodów, a dotychczasowe środki z puszek aluminiowych i butelek PET, zasilą konta operatorów systemu kaucyjnego. – tłumaczy Sławomir Pacek, prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”. – W momencie wprowadzenia ROP gminy odzyskają kwoty, które praktycznie zabierze im kaucja. Stanie się to poprzez sfinansowanie kosztów zbiórki i przetwarzania odpadów opakowaniowych przez producentów. – kontynuuje prezes SPR.

W teorii większość interesariuszy jest zgodna co do słuszności wprowadzenia systemu kaucyjnego, ale kontrowersje budzą szczegóły i koszty. Już w 2017 r. badanie Deloitte wskazało, że wprowadzenie systemu kaucyjnego w Polsce kosztować będzie gospodarkę od 19 do 23 mld złotych. Dodatkowo szacuje się, że roczny koszt operacyjny tego systemu może wynieść ok. 3 mld zł.

W praktyce zmiany opóźniają właściciele powierzchni handlowych powyżej 100m2, którzy w myśl ustawy mają zostać objęci obowiązkiem postawienia butelkomatów, ponieważ to oni zostaną obciążeni kosztami postawienia urządzeń, a ten kształtuje się na poziomie od kilkudziesięciu do nawet stu tysięcy złotych. Podobnym kosztem obciążone będą gminy, gdzie w rozumieniu ustawy w każdej z nich ma pojawić się przynajmniej jeden butelkomat. Gmin w Polsce jest 2477, więc koszt samego postawienia urządzeń będzie bliski ćwierć miliarda złotych.

Z kolei z danych Stowarzyszenia „Polski Recykling” wynika, że zmiany w ROP mogą przynieść gminom dodatkowe miliardy złotych rocznie wpływów, dzięki przeniesieniu kosztów za odpady wprowadzane do obiegu z gmin, czyli de facto ich mieszkańców, na producentów.

System kaucyjny w obecnie omawianej formule jest zagrożony, głównie z uwagi na projektowanie go w oderwaniu od Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta. Procedowanie tych projektów oddzielnie spowoduje duże perturbacje budżetowe w gminach, sięgające miliardów złotych. Warto powtarzać, że na połączeniu wdrażania systemu kaucyjnego z Rozszerzoną Odpowiedzialnością Producenta skorzystamy wszyscy, bo nie tylko pozwoli on osiągnąć europejskie standardy, ale przede wszystkim realnie ograniczyć liczbę odpadów wprowadzanych do środowiska i przenieść koszt za wprowadzane odpady z gmin na producentów. – mówi Szymon Dziak-Czekan, doradca zarządu Stowarzyszenia „Polski Recykling”.

W Polsce dostrzega się konieczność wprowadzenia reform w systemie gospodarowania odpadami opakowaniowymi, choć prace rządu nad takim projektem notują spore opóźnienia. Niezależnie od tempa prac, ustawodawcy są zobligowani Ramową Dyrektywą Odpadową do faktycznego zatwierdzenia reformy ROP, czyli prawnej zmiany, która zakłada wzięcie przez producentów odpowiedzialności finansowej za wprowadzane na rynek opakowania. W obliczu tych planów wielu zastanawia się, czy producenci nie zapełnią tej luki finansowej rekompensując ją wzrostem cen swoich towarów.

Brak systemu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta i niedostosowanie prawa krajowego do dyrektywy UE, może skutkować dotkliwymi sankcjami finansowymi ze strony Komisji Europejskiej. Tym bardziej, że termin wprowadzenia odpowiedniej legislacji upłynął 5 stycznia 2023 roku.

Obecnie funkcjonujący w Polsce system ROP jest dysfunkcyjny i doprowadził do zapaści w branży gospodarki odpadami w Polsce. Należy dodać, że został on powołany do życia dwadzieścia lat temu i zupełnie nie odpowiada aktualnym potrzebom rynkowym. Aktualna sytuacja, w której to mieszkańcy płacą krocie za wywóz odpadów, w tym opakowań, nie jest dobra dla nikogo. Z drugiej strony, recyklerzy nie mają wystarczająco surowca do produkcji, ponieważ za dużo pełnowartościowych odpadów trafia na wysypisko. Co za tym idzie, firmom produkującym opakowania zabraknie wkrótce recyklatów, a samorządy i budżet państwa zapłacą dotkliwe kary za brak osiągnięcia poziomów recyklingu. – dodaje Sławomir Pacek.

Polska jest jednym z ostatnich krajów Unii Europejskiej, w którym koszty zbiórki odpadów po opakowaniach ponoszą wyłącznie mieszkańcy w ramach opłat gminnych. Według Stowarzyszenia „Polski Recykling” system kaucyjny, jak i ROP powinny zostać wprowadzone w Polsce jednocześnie. Pozwoli to na uniknięcie sytuacji, w której to koszty tych zmian ponosić będą podatnicy – czy to w postaci zwiększonych opłat za odprowadzanie odpadów w gminach, czy w ramach zwiększonego podatku. Wprowadzenie systemu kaucyjnego przy jednoczesnym przeniesieniu opłat na wprowadzających na rynek opakowania z tworzyw sztucznych, w ocenie Stowarzyszenia, pozwoli na harmonijne wdrożenie obu projektów i dogonienie w tym zakresie krajów zachodniej i północnej Europy.

Ceny mieszkań na rynku wtórnym stabilizują się. Koniec wzrostów?

W Krakowie, Poznaniu, Trójmieście i Aglomeracji Katowickiej maj przyniósł stabilizację średniej ceny metra kwadratowego mieszkań z rynku wtórnego. Marsz w górę kontynuowała natomiast w Łodzi, Warszawie i Wrocławiu. Jednak to Aglomeracja Katowicka jest tegorocznym liderem podwyżek. Na kolejnych stopniach podium w tym wyścigu cenowym są Warszawa i Łódź – wynika z danych portalu GetHome.pl.

Rynek mieszkaniowy w Polsce czeka na rozwój wydarzeń związanych z programem Kredyt mieszkaniowy #naStart. Tymczasem zarówno na rynku nowych jak i używanych lokali widać wyhamowanie dynamiki wzrostów cen. Według danych portalu Gethome.pl, w Poznaniu drugi miesiąc z rzędu ceny mieszkań „z drugiej ręki” praktycznie się nie zmieniły, pozostając na poziomie ok. 11,5 tys. zł/mkw. Stolica Wielkopolski jest wyjątkowa pod tym względem, ponieważ od początku roku ceny lokali używanych wzrosły tu tylko o 1%.Wyk.1 - Ceny - rynek wtórny MDM

Podobna sytuacja ma miejsce w Trójmieście, w którym po 1% wzroście w kwietniu ceny mieszkań z rynku wtórnego zatrzymały się na poziomie 15,4 tys. zł za metr kwadratowy. W ciągu pięciu ostatnich miesięcy ceny lokali używanych w trójmiejskiej aglomeracji wzrosły tylko o 2%.

Maj przyniósł stabilizację cen również w Krakowie (17,5 tys. zł/mkw.) oraz miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (8,5 tys. zł/mkw.) W przypadku tej ostatniej to wyraźny sygnał mocnego hamowania cen lokali, które od początku roku urosły najwięcej spośród analizowanych miast, bo aż o 9%. Na drugim miejscu znalazła się Warszawa, w której podobnie jak we Wrocławiu mieszkania z rynku wtórnego w maju wzrosły raptem o 1%, ale w ciągu pięciu miesięcy już o 8%. Wg danych portalu GetHome.pl od grudnia ubiegłego roku stolica województwa dolnośląskiego zanotowała z kolei „tylko” 5% wzrost.Wyk.2 - Ceny - rynek wtórny RDR

Liderem wzrostów w maju niespodziewanie została Łódź, w której ceny lokali w ofercie biur pośrednictwa wzrosły o 2% miesiąc do miesiąca. Od początku roku łódzkie mieszkania z drugiej ręki zdrożały aż o 7% i po Aglomeracji Katowickiej i Warszawie, zajmują trzecie miejsce pod względem dynamiki wzrostów cen w okresie pięciu miesięcy tego roku.Wyk. 3 - Ceny mieszkań - maj 2024-wstępne-mkwM-pierwotny i wtórny

Mimo bardzo wysokich podwyżek cen mieszkań z drugiej ręki w Aglomeracji Katowickiej i Łodzi, wciąż pozostają one jednymi z najtańszych miast spośród wszystkich metropolii. Wynika to z tego, że w ofercie wciąż wysoki udział mają mieszkania w PRL-owskich blokach i starych kamienicach. Jeszcze na początku poprzedniej dekady w obrocie rynkowym były głównie takie mieszkania. Ich ceny były wówczas średnio nawet o 30% tańsze od nowo budowanych w przeliczeniu na metr kwadratowy. W kolejnych latach w ofercie rynkowej rósł udział mieszkań wybudowanych po 1989 r. W efekcie dysproporcja w wysokości średniej ceny metra kwadratowego zaczęła maleć. Obecnie różnica wynosi ok. 20%. Dodajmy, że wciąż w czterech metropoliach –  w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście – średnia cena metra kwadratowego mieszkań na rynku wtórnym jest wyższa niż na rynku pierwotnym.

Od poniedziałku akcje Nvidia będą znacznie tańsze

W piątek, po zakończeniu notowań w USA, nastąpi podział (czyli tzw. split) akcji giganta sztucznej inteligencji Nvidia. Cena jednej akcji spadnie z ponad 1160 dolarów do około 116 dolarów. Tym samym, akcje staną się bardziej dostępne dla indywidualnych inwestorów. Jednak ten zabieg nie zmienia nic w fundamentach spółki.

Nvidia postanowiła pomóc inwestorom indywidualnym i zaplanowała podział swoich akcji (który po angielsku określamy jako split) w stosunku 10:1. To oznacza, że cena jednak akcji spadnie z wysokiego poziomu ponad 1160 do 116 dolarów. Tym samym, zakup akcji stanie się łatwiejszy, przede wszystkim dla inwestorów indywidualnych, którzy zwykle dysponują mniejszą kwotą inwestycji niż inwestorzy instytucjonalni. Do splitu dojdzie 7 czerwca po zamknięciu rynku w USA, czyli około 22:30 CET. Na moment przed podziałem, Nvidia jest dziewiątą najdroższą akcją w ramach indeksu S&P500. Stanowi to barierę dla wielu inwestorów, którzy u swoich brokerów nie mają możliwości zakupu ułamkowych części akcji. Wysoka cena akcji utrudnia też konstruowanie portfeli indywidualnych inwestorów, którzy dysponują bardziej ograniczonymi środkami. Niższa cena akcji spowoduje, że Nvidia może także próbować zająć pozycję w indeksie Dow Jones Industrial Average, choć ma tutaj poważną konkurencję w postaci Amazon, Apple czy Alphabet. Potencjalnie może wyprzeć z tego indeksu np. akcje Intel. Tego typu korekty w indeksie DJIA są jednak rzadkością.

Niższa cena akcji nie zmienia fundamentów spółki. Może jednak otworzyć ją na szerszą bazę inwestorów i poprawić płynność. Dane historyczne pokazują, że splity zwykle przynoszą wzrost liczby detalicznych posiadaczy akcji oraz wzrost cen. Warto pamiętać, że choć akcje ułamkowe stają się coraz popularniejsze, nadal nie wszyscy inwestorzy mają do nich dostęp.

Cześć spółek jednak celowo nie dzieli swoich akcji, skupiając się na bardziej “poważnych” inwestorach instytucjonalnych i funduszach ETF. Cześć firm łączy nawet wysoką cenę akcji z większym prestiżem. Obecnie, najdroższą pojedynczą akcję w indeksie S&P500 posiada amerykańska spółka budowlano-finansowa NVR. Jeden walor tej spółki kosztuje aż 7,5 tys. dolarów. To rozmija się z trendem wzrastającego znaczenia inwestorów indywidualnych na rynku. Liczba akcji w posiadaniu amerykańskich gospodarstw domowych jest rekordowa, a 25 proc. inwestorów indytualnych jest nowa na rynku. Tym bardziej, że w ostatnim czasie ceny akcji na amerykańskim rynku mocno wzrosły, a drogie akcje stały się jeszcze droższe. Inwestorzy indywidualni nadal bywają marginalizowani – nie tylko poprzez rezygnację ze splitów, ale także przy nowych emisjach, wydarzeniach inwestorskich i głosowaniach oraz dostępie do kadry zarządzającej. Wiele zmieniło się już na lepsze w tym zakresie, ale wiele zostało jeszcze do zrobienia.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Dynamika wzrostu rynku powierzchni magazynowych na poziomie poniżej 10%

Według najnowszego raportu „Rynek magazynowo-przemysłowy w Polsce, 1 kw. 2024 r.”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, wolumen transakcji najmu zawartych na rynku magazynowo-przemysłowym w Polsce w pierwszym kwartale 2024 r. nie przekroczył 1 mln mkw. Na koniec marca w budowie pozostawało ponad 2,3 mln mkw., a dostępność powierzchni w istniejących magazynach wzrosła po raz kolejny. Według prognoz ożywienie aktywności zarówno deweloperów, jak i najemców mogłyby jednak przynieść wyczekiwane od dłuższego czasu obniżki stóp procentowych.

Na koniec pierwszego kwartału 2024 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce wyniosły ponad 32,7 mln mkw., co oznacza wzrost o 9,5% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku.

– Zgodnie z przewidywaniami dynamika wzrostu rynku magazynowo-przemysłowego spadła poniżej 10% ze średniorocznego poziomu prawie 16% notowanego w ostatnich 10 latach. Nowa podaż w okresie od początku stycznia do końca marca nieznacznie przekroczyła 852 000 mkw., co stanowi wzrost o 47% w porównaniu z poprzednim kwartałem, ale spadek o ponad 55% w stosunku do pierwszego kwartału 2023 r. Warto podkreślić, że na wzrost liczby nowych projektów magazynowych, w szczególności realizowanych na zasadach spekulacyjnych, pozytywnie mogłaby wpłynąć wyczekiwana obniżka stóp procentowych, która przełożyłaby się na niższe koszty finansowania inwestycji – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

Na koniec marca 2024 r. w budowie pozostawało ponad 2,3 mln mkw., tj. o 17,6% mniej niż w czwartym kwartale 2023 r., ale o ponad 9% więcej niż w pierwszym kwartale 2023 r. Aktywność deweloperów od kilku kwartałów utrzymuje się na poziomie ok. 2,4 mln mkw. i skupia się głównie na sześciu największych rynkach magazynowych w kraju (Warszawie i okolicach, Górnym Śląsku, Polsce Centralnej, Dolnym Śląsku, Wielkopolsce i Trójmieście). Dużym zainteresowaniem firm deweloperskich cieszy się również województwo małopolskie, gdzie realizowane są obecnie inwestycje o łącznej powierzchni prawie 152 000 mkw.

Całkowity wolumen powierzchni wynajętej w pierwszym kwartale 2024 r. wyniósł prawie 872 000 mkw., co oznacza spadek o ponad 25,9% rok do roku i o 54% kwartał do kwartału. Jest to najniższy poziom aktywności najemców odnotowany w Polsce od trzeciego kwartału 2017 r. Ponadto po raz pierwszy od 17 kwartałów (tj. od czwartego kwartału 2019 r.) nie przekroczyła ona 1 mln mkw.

– Biorąc pod uwagę średni roczny popyt, który od 2016 roku wynosił ponad 4,6 mln mkw., prognozujemy, że tegoroczny wolumen transakcji najmu na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce również zamknie się wynikiem powyżej 4 mln mkw. – dodaje Jakub Kurek.

W strukturze transakcji zawartych w pierwszym kwartale 2024 r. dominowały nowe umowy najmu (58%). Renegocjacje stanowiły 36% całkowitego popytu, a pozostałe 6% przypadło na ekspansje. Warto również dodać, że w tym czasie najemcy wynajęli łącznie 58 900 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku).

– Najwyższą aktywność najemców odnotowano w województwach mazowieckim, łódzkim i wielkopolskim, których udział w całkowitym wolumenie transakcji wyniósł odpowiednio 23,8%, 20,4% i 19,0%. Dużym zainteresowaniem najemców cieszyły się magazyny oferujące rozwiązania w zakresie energooszczędności i zrównoważonego rozwoju oraz zapewniające komfortowe warunki pracy – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Wśród największych transakcji sfinalizowanych w okresie od stycznia do końca marca 2024 r. znalazły się między innymi wynajem 62 000 mkw. w Hillwood Łódź II przez poufnego najemcę z sektora handlowego oraz nowa umowa zawarta przez firmę z branży e-commerce na 60 000 mkw. w Panattoni Park Poznań A2. Kolejna duża umowa najmu dotyczyła wynajęcia 49 800 mkw. w Panattoni Park Poznań West Gate II przez ID Logistics.

Na koniec marca bieżącego roku udział powierzchni niewynajętej w całkowitych zasobach wyniósł 8,2%, co oznacza wzrost o 0,8 p.p. kwartał do kwartału i o 1,7 p.p. w ujęciu rocznym. Dostępność powierzchni w istniejących budynkach systematycznie rośnie i na koniec pierwszego kwartału wyniosła prawie 2,7 mln mkw. w porównaniu z 1,13 mln mkw. w inwestycjach będących w trakcie realizacji.

– Czynsze za najlepsze powierzchnie magazynowe i przemysłowe na głównych rynkach utrzymują się na względnie stabilnym poziomie. W przypadku lokalizacji charakteryzujących się stosunkowo wysokim wskaźnikiem pustostanów najemcy mogą liczyć na bardziej atrakcyjne stawki czynszu, jak i pakiety zachęt. Na koniec pierwszego kwartału 2024 r. najwyższe czynsze odnotowano w Warszawie (strefa I), ale w ostatnim czasie do grona trzech najdroższych rynków dołączyły województwa pomorskie i małopolskie – mówi Urszula Sobczyk, Dyrektor Działu Wycen firmy Newmark Polska.

Maj 2024 na rynku mieszkań: Ceny rosną, sprzedaż spada trzeci miesiąc z rzędu

Maj zapisze się na rynku deweloperskim jako trzeci miesiąc z rzędu z mniejszą liczbą sprzedanych mieszkań. 10% mniej niż przed miesiącem i 20% mniej niż przed rokiem – to od dawna niewidziane spadki. Oferta na siedmiu głównych rynkach odbudowuje się i na koniec maja 2024 roku deweloperzy mieli w sprzedaży blisko 47,5 tys. mieszkań, a sprzedali niespełna 3,2 tys. Mimo to ceny i tak rosną.

Maj 2024 roku był kolejnym miesiącem, w którym liczba mieszkań, jakie trafiły do oferty, była wyższa od liczby sprzedanych, co oznacza oczywiście dalszy wzrost oferty. Na koniec miesiąca w granicach siedmiu największych miast deweloperzy mieli w sprzedaży blisko 47,5 tys. mieszkań, czyli najwięcej od jesieni 2022 r. W ciągu roku oferta wzrosła o ponad 20%. Tymczasem sprzedano niespełna 3,2 tys. lokali mieszkalnych. Warto zauważyć, że ostatni raz sprzedaż na poziomie mniejszym niż 3,5 tys. mieszkań odnotowano na przełomie 2022 i 2023 roku.

Wykres Otodom AnalyticsKraków wciąż na niskim biegu, Łódź z wizją nadpodaży

Sprawdzając dane miesiąc do miesiąca w Otodom Analytics, widać wyraźnie spadki w największych aglomeracjach w Polsce. Co więcej, w ciągu pierwszych miesięcy bieżącego roku wzrost nastąpił jedynie w Katowicach i w Poznaniu.

Według wstępnej analizy monitoringu, majowa sprzedaż w Warszawie wyniosła 1057 mieszkań, co oznacza spadek o 6% m/m i o 22% r/r, i niewykluczone, że finalny wynik będzie niższy niż 1000 sztuk. Liczba mieszkań w ofercie rośnie tutaj od jesieni. Od dolnej granicy podaży, czyli niewiele ponad 8 tys. lokali na koniec września 2023 r., urosła o ponad 3,5 tys. nowych mieszkań, czyli o tyle, ile wynosi oferta w Katowicach. Warszawski rynek notuje mniejszy popyt i ma to ogromne przełożenie na szeroki obraz sytuacji w sektorze mieszkaniowym, chociaż i tak tam sprzedaż mieszkań w stolicy była najwyższa spośród pozostałych sześciu głównych miast. Jednak, jak co miesiąc, najciekawiej dzieje się poza Warszawą, komentuje Marcin Krasoń, ekspert rynku mieszkaniowego, Otodom Analytics.
Tym razem drugą najlepszą sprzedaż odnotowuje Trójmiasto – 511 sztuk, z czego 431 w samym Gdańsku. Dalej są Wrocław (450), Kraków (378) i Poznań (365). Krakowskim deweloperom wciąż trudno jest nabrać tempa, mimo iż oferta w Krakowie znacząco się odbudowała, co pokazuje choćby wzrost o 53% od końca września ubiegłego roku. Nowych mieszkań dostępnych w sprzedaży jest tutaj mniej niż we Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu i Łodzi. Przy tak ograniczonej ofercie nie dziwi więc niska sprzedaż- 378 mieszkań w maju to najmniej od bardzo słabego sierpnia 2022 r. Dla przykładu, podobny wynik można było obserwować wiosną 2022 r. gdy na całym świecie rozpędu nabierała pandemia COVID-19.

rynek nieruchomości maj 2024W pozostałych miastach było po prostu spokojniej. Cały czas z uwagą przyglądam się sytuacji w Łodzi. Tam dziesiąty miesiąc z rzędu liczba nowych mieszkań przeznaczonych na sprzedaż przewyższyła liczbę sprzedanych. Tym samym, oferta działających na tym rynku deweloperów urosła z 5 tys. do 8,5 tys. lokali i jest już drugą najwyższą w Polsce. W parze z ofertą i nowymi wprowadzeniami zupełnie nie idzie skala sprzedaży, co może świadczyć o zagrożeniu nadpodażą w dłuższym okresie, wyjaśnia Marcin Krasoń.

Parametrem, który dla oceny sytuacji na rynku deweloperskim ma szczególne znaczenie, jest czas wyprzedaży oferty. Ten wyliczamy dla poszczególnych miast na podstawie wysokości sprzedaży w ostatnich trzech miesiącach i wielkości oferty. Z danych Otodom Analytics wynika, że od miesięcy najtrudniejsza sytuacja jest w Warszawie. Dlaczego? Łatwo to zobrazować – na przykład gdyby na rynek przestały trafiać nowe mieszkania, natomiast sprzedaż utrzymała się na średnim poziomie z ostatnich trzech miesięcy, ostatnie mieszkanie zniknęłoby z rynku po niespełna 10 miesiącach. Na drugim biegunie jest Łódź, gdzie oferta wystarczyłaby na ponad 2 lata.

Wykres Otodom Analytics dane maj nieruchomościJednak warto też dokładniej przyjrzeć się poszczególnym miastom, ponieważ niska sprzedaż w Krakowie w sposób oczywisty wynika z ograniczonej oferty. W liczbach Kraków wygląda dość bezpiecznie, z czasem wyprzedaży na poziomie czterech kwartałów, ale pamiętajmy, że w dobrych miesiącach sprzedaż w Krakowie przekraczała tysiąc mieszkań, a przy dzisiejszej ofercie byłoby to po prostu niemożliwe.

Warszawa ma mniej rezerwacji

Według danych Otodom Analytics w maju na siedmiu głównych rynkach nowych rezerwacji było 1861, zatem najmniej od blisko 1,5 roku. Po gwałtownym ożywieniu w połowie kwietnia, czyli po ogłoszeniu projektu ustawy regulującej kredyt #nastart, oraz wyraźnych symptomach uspokojenia w drugiej połowie miesiąca, liczba nowych rezerwacji na koniec maja potwierdziła obawy o „stygnący popyt”.

1861 nowych rezerwacji to wynik o 22% niższy niż w kwietniu i o 27% mniejszy od odnotowanego w maju 2023 roku. Warto jednak zaznaczyć, że w roku ubiegłym na poziom notowanych wówczas rezerwacji istotny wpływ miał już BK2%, który wszedł w życie w lipcu. Ostatni raz klienci firm deweloperskich rezerwowali na siedmiu największych rynkach mniej niż 2 tys. lokali miesięczne w drugiej połowie 2022 roku.

Usprawiedliwienia dla tak niewielkiej liczby mieszkań zarezerwowanych w maju nie należy szukać w mniejszej niż zazwyczaj liczbie dni sprzedaży. Po przeliczeniu wolumenu rezerwacji na dni otrzymujemy wynik, który wskazuje na wstrzymanie się potencjalnych kupujących nie tylko z zakupem mieszkania, ale również z rezerwacją. Co warto podkreślić na wyraźnie mniejszy wolumen rezerwacji na największych rynkach miały w maju rezerwacje w Warszawie, gdzie było ich mniej aż o 42% niż w kwietniu, i to właśnie ta redukcja zadecydowała o mniejszym niż w ostatnich miesiącach wyniku zagregowanym dla siedmiu rynków, wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku Otodom Analytics.

Mieszkania są coraz droższe

Maj był miesiącem, w którym we wszystkich siedmiu badanych miastach ceny za mkw. wzrosły zarówno miesiąc do miesiąca, jak i rok do roku. W krótszym okresie było to przeciętnie około 1%, a w dłuższym – od 10% w Katowicach do ponad 20% w Krakowie, Łodzi i Warszawie.

ceny mieszkań maj 2024Dynamika rocznego wzrostu cen przekraczająca 20% w trzech największych miastach zaprzecza oczekiwaniom części obserwatorów, którzy wieszczą rychłe obniżki. Jednak wcale nie jest tak, że wzrost cen ofertowych wynika z tego, że z puli mieszkań w ofercie znikają wyłącznie mieszkania tanie, a trafiają do niej tylko drogie, ponieważ takie zjawisko byłoby nieco sztucznym wzrostem cen ofertowych. Przykładowo w Trójmieście od kilku miesięcy nowa oferta jest tańsza od tej dotychczas dostępnej, ale jednocześnie znikają mieszkania jeszcze tańsze. Czy mamy wypatrywać zapowiadanych spadków cen za metr kwadratowy mieszkania? Raczej nie. Ceny rosną, choć zdecydowanie wolniej, ale na spektakularne promocje na rynku nie ma co liczyć, podsumowuje Marcin Krasoń.

Sektor BPO w Polsce wciąż się rozwija

W ostatnich latach sektor usług biznesowych (BPO) w Polsce notuje stały wzrost, choć w ubiegłym roku dało się zaobserwować spadek jego dynamiki. Niewątpliwie mają na to wpływ uwarunkowania geopolityczne, które dla rozwoju branży mają większe znaczenie niż wydarzenia lokalne.

Najnowsze dane z pierwszego kwartału 2024 roku pokazują, że rok do roku w Polsce przybyło 138 centrów usług biznesowych i obecnie jest ich 1941. To dobry wynik, który świadczy o wysokiej pozycji Polski na rynku i atrakcyjności dla inwestorów mimo trudności, z którym mierzą się światowe rynki.

Jednocześnie, obszar BPO pozostaje niezwykle istotny dla krajowej gospodarki. W sektorze usług biznesowych pracuje aż 457 100 osób (z czego 15,2% to obcokrajowcy) i tu także odnotowano wzrost w stosunku do poprzedniego roku – o 3,8%. W obszarze przedsiębiorstw, pracownicy BPO stanowią 7% wszystkich zatrudnionych i udział ten również systematycznie wzrasta. Dla polskiego PKB, usługi biznesowe stanowią w 2024 roku około 5,3%.

Jednym z kluczowych atutów Polski jest korzystny stosunek ceny do jakości oferowanych usług. Pomimo wzrostu kosztów pracy, Polska nadal zapewnia konkurencyjne warunki, co znajduje odzwierciedlenie w rosnącej produktywności. Dane dotyczące eksportu na pracownika wzrosły z 59 300 USD w 2023 roku do szacowanych 63 500 USD w 2024 roku, co potwierdza naszą bardzo dobrą międzynarodową pozycję i wysoki poziom umiejętności naszych specjalistów.

Prognozy dla sektora BPO w Polsce pozostają optymistyczne, mimo pewnych wyzwań gospodarczych, jak rosnące koszty pracy czy energii. Znaczna część firm, bo aż 19,7%, planuje otworzenie nowych centrów lub reinwestowanie w istniejące w Polsce, co świadczy o utrzymującym się zaufaniu do naszego rynku. Niemniej, odsetek ten jest o 1,8 punktu procentowego niższy niż w poprzednim roku, co odzwierciedla obecne zawirowania gospodarcze na światowych rynkach.

Duża elastyczność w adaptacji do globalnych trendów, takich jak wykorzystanie sztucznej inteligencji, to także istotna właściwość polskiego sektora usług biznesowych. Dzięki wykwalifikowanej kadrze i innowacyjnemu podejściu Polska jest dobrze przygotowana do integracji tych nowoczesnych technologii, co dodatkowo zwiększa jej konkurencyjność na rynku globalnym.

Ogólny obraz usług biznesowych oferowanych na terenie Polski pozostaje korzystny. Wykwalifikowana kadra i gotowość do przyjmowania nowoczesnych rozwiązań cyfrowych stanowi na sektora największy atut. Jest to cecha odporna na zawirowania gospodarcze i pozostaje dobrym prognostykiem na kolejne lata.

Piotr Wierzbicki, Prezes Zarządu, Dyrektor Generalny Capgemini Global Delivery Center w Polsce

Złoto nie zakończyło wzrostów. Znacząca zmiana na rynku

Ostatnie miesiące na rynku złota wydają się być dość burzliwe. W kwietniu obserwowaliśmy kolejne dolarowe rekordy, przełom kwietnia i maja przyniósł drobną korektę, jednak już w maju pobity został kolejny rekord wszech czasów. Skąd ta zmienność? Odpowiedzi należy szukać w amerykańskiej gospodarce. Ale nie tylko.

Inflacja w USA to główny czynnik, który w krótkim i średnim terminie wpływa na notowania złota. Od inflacji uzależniona jest bowiem decyzja FED odnośnie stóp procentowych, zaś obniżka stóp – bo taka opcja wydaje się bardziej prawdopodobna – wpłynie na obniżenie atrakcyjności aktywów, których zwrot opiera się o stopy procentowe np. obligacji skarbowych, względem złota.

Problem z inflacją polega na tym, że o ile w czerwcu ubiegłego roku obserwowaliśmy wyraźny jej spadek, o tyle w kolejnych miesiącach porusza się ona we względnie płaskim przedziale 3-3,5 %. Jest on daleki od celu inflacyjnego, który w USA wynosi 2%. To główna przyczyna obecnych wahań, a konkretnie fakt, że podejmowane do tej pory przez FED działania nie przynoszą rezultatu. To kieruje nas w stronę konkluzji, że mimo wszystko istnieje jeszcze pewien procent szans na to, że stopy nie zostaną obniżone, a wręcz przeciwnie – pójdą w górę.

Dlaczego w długim terminie cena złota będzie rosła?

Analitycy surowcowi szwajcarskiego banku inwestycyjnego UBS spodziewają się, że cena złota we wrześniu osiągnie nowy, rekordowy poziom w okolicach 2 500 USD, zaś do końca roku nawet 2 600 USD za uncję. Jednocześnie w swoich 12-miesięcznych prognozach zakładają, że do czerwca przyszłego roku zobaczymy uncję za 2 700 dolarów amerykańskich (w polskim złotym przekroczy najprawdopodobniej 10 tys. zł).

Trzy główne czynniki, które doprowadzić mają do takiego stanu rzeczy, to te same trzy czynniki, które są nam już doskonale znane: stopy procentowe FED, popyt ze strony banków centralnych, który w ostatnich latach przybiera rekordowe poziomy, oraz niepewność geopolityczna – przede wszystkim Rosja, Bliski Wschód i Tajwan.

Podobne prognozy znalazły się w niedawnym raporcie firmy Incrementum AG z Liechtensteinu, która również wskazała na te czynniki. Dodatkowo Incrementum podkreśla znaczenie rosnącej roli Azji w globalnym rynku złota. Do tej pory Chiny i Indie były największymi konsumentami biżuterii i odpowiadały razem za ok. 1/4 globalnego popytu na złoto. Do tego doliczyć należy jeszcze popyt ze strony banków centralnych oraz popyt inwestycyjny.

W ostatnim czasie wzrastają zakupy banków centralnych – również tych w Azji – a także popyt inwestycyjny w Chinach. Mowa zarówno o złocie fizycznym, jak i o rekordowym popycie ze strony funduszy ETF zabezpieczonych złotem.

Coraz wyraźniej widocznym staje się to, że zakupy w Azji są w stanie wpłynąć na cenę złota w większym stopniu, niż zakupy w świecie Zachodu. A to oznacza, że decyzja FED, stopy procentowe i dolar amerykański to czynniki, które decydują głównie o krótkim i średnim terminie. Jest to pewna historyczna, globalna zmiana zasad na rynku.

Złoto a sprawa polska

Cena złota w polskiej walucie przeważnie zachowuje się nieco inaczej niż w dolarze amerykańskim. Złoto drożeje, gdy dolar się osłabia. Wówczas osłabia się także względem złotego, wobec czego cena w polskim złotym może rosnąć, ale z mniejszą dynamiką. W krótkim i średnim terminie złotówkowe notowania mogą również poddawać się wahaniom, jednak w dłuższym, relacja między dolarem a złotem może być zaburzona. Sprawi to, że te prawidłowości niekoniecznie będą aktualne. Warto jednak obserwować złotego, zwłaszcza że w tym roku spodziewany jest jeszcze wzrost inflacji.

Wartym odnotowania jest też fakt, że Narodowy Bank Polski sukcesywnie zwiększa swoje rezerwy złota. W kwietniu doszło do kolejnego zakupu i na koniec tego miesiąca polskie rezerwy złota wyniosły już ok. 363,4 tony. Jest to kontynuacja planu zakładającego zwiększenie polskich rezerw kruszcu do poziomu 20% ogółu rezerw walutowych (obecnie jest to ok. 13%), co ostatecznie ma zwiększyć poziom bezpieczeństwa i stabilności polskiego systemu walutowego.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Aplikacja Gemini już niedługo w języku polskim

Najnowsza aktualizacja aplikacji mobilnej Gemini zostanie rozszerzona o większą liczbę języków i będzie dostępna w większej liczbie krajów, w tym w Polsce – aktywacja asystenta AI będzie możliwa w taki sam sposób, jak dotychczas uruchamiany był Asystent Google. W ciągu najbliższych kilku tygodni Gemini będzie dostępne bezpośrednio w aplikacji Google na iOS.Google Gemini

Aplikacja Gemini to nowy wirtualny asystent AI, który w połączeniu z systemem Android umożliwia lepsze zrozumienie kontekstu pracy użytkownika, aplikacji oraz zawartości jego ekranu. Dla użytkowników i użytkowniczek oznacza to nowe doświadczenie Gemini i Gemini Advanced, które dzięki aplikacji mobilnej będą jeszcze bardziej pomocne w pisaniu i tworzeniu. Od dziś będzie ona dostępna w większej liczbie języków i krajów Europy. Aby skorzystać z asystenta Gemini na urządzeniu mobilnym, użytkownicy mogą wybierać spośród trzech metod interakcji:

  • wprowadzania tekstu,
  • komend głosowych,
  • przesyłania obrazu.

Aplikacja Gemini umożliwi korzystanie z wielu funkcji głosowych Asystenta Google, takich jak ustawianie minutników, dzwonienie czy zdalne sterowanie urządzeniami inteligentnymi w domu. Dla przykładu, aplikacja umożliwi zrobienie zdjęcia przebitej opony i zaproponuje kolejne kroki w celu naprawy szkody. Użytkownicy będę mogli wygenerować również np. niestandardowy obraz,zaproszenie na kolację lub poprosić o pomoc w napisaniu trudnej wiadomości tekstowej. To ważny krok w budowaniu prawdziwego asystenta AI – takiego, który jest konwersacyjny, multimodalny i pomocny. W przyszłości Google planuje rozszerzyć funkcjonalność Gemini o dodatkowe funkcje.

Gemini dostępna na urządzenia z systemem Android i iOS w Europie

Aplikacja jest już dostępna na urządzeniach z systemem Android 12 (lub nowszym) w większości krajów Europy, w tym w Polsce. Można ją pobrać ze sklepu Google Play lub włączyć dostęp do Gemini w Asystencie Google. Celem Google jest, aby jak najwięcej osób mogło korzystać z Gemini, dlatego w ciągu najbliższych kilku tygodni Gemini będzie dostępne również w aplikacji Google oraz na urządzeniach z systemem iOS.

Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce stawia na transformację opartą na AI

Najnowszy raport ABSL pokazuje, że sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce wciąż się rozwija. Wzrost zatrudnienia w ubiegłym roku wyniósł 22 100, a sektor odpowiada za 5,3% PKB. W najbliższym czasie branżę czekają zmiany wywołane w głównej mierze przez gwałtowny rozwój technologiczny ostatnich lat. Wyraźnie widać, że w Polsce realizowane są coraz bardziej zaawansowane i oparte na wiedzy procesy. Dzięki rozwojowi AI mamy szansę zajmować coraz bardziej istotną rolę w globalnym sektorze nowoczesnych usług biznesowych – najnowszy Raport ABSL komentuje Sebastian Drzewiecki, Country Manager SoftServe Poland oraz Wiceprezes ABSL, region: Kraków.

Rozwój sektora nowoczesnych usług biznesowych w Polsce nierozerwalnie wiąże się z dwoma okresami w historii świata zachodniego. Pierwszy z nich to rok 2004 i piąte rozszerzenie Unii Europejskiej, które objęło nasz kraj, umożliwiając zacieśnienie współpracy biznesowej, m.in. z Niemcami, Francją i Wielką Brytanią, ale również USA. Z kolei w 2008 roku, podczas kryzysu finansowego, Polska utrwaliła swoją pozycję w sektorze usług biznesowych, przyciągając inwestorów konkurencyjnymi cenami. Patrząc na dane przedstawione w najnowszym raporcie ABSL, możemy przewidywać, że rok 2024 lub najdalej 2025 będą kolejnymi ważnymi momentami w historii rozwoju sektora nowoczesnych usług biznesowych w Polsce. Tym razem rozwój sektora determinują najnowsze technologie, a Polska ma szansę stać się liderem transformacji biznesowych opartych między innymi na AI.

Rola polskiego sektora nowoczesnych usług biznesowych na arenie międzynarodowej bardzo się zmieniła. Nie jesteśmy już krajem, do którego deleguje się proste zadania, aby obniżać koszty. Obecnie zagraniczni inwestorzy cenią polskich specjalistów za bardzo dobrą jakość realizacji zaawansowanych, kreatywnych procesów, które przynoszą wyższą wartość dodaną. W pierwszym kwartale 2024 roku udział procesów mid-office wyniósł aż 52,9%.

Obecnie na sektor największy wpływ ma gwałtowny rozwój technologii AI, która już teraz przejmuje część prostych i powtarzalnych zadań. Ta rewolucja wprowadza istotne zmiany w funkcjonowaniu przedsiębiorstw. Firmy odchodzą od tradycyjnych modeli operacyjnych, które skupiały się na prostych oszczędnościach kosztowych i zadaniach back-office, na rzecz dynamicznych, opartych na AI procesów. GenAI wymusza na organizacjach konieczność adaptacji, promując środowiska oparte na zwinności, innowacyjności i strategicznym rozwoju. Chcąc prowadzić takie procesy, firmy będą potrzebowały wysoko wykwalifikowanych doradców, których jest w stanie zaoferować im polski sektor nowoczesnych usług biznesowych.

Na rynku wyraźnie widać zapotrzebowanie na zaawansowane transformacje biznesowe. 91,3% strategii transformacji koncentruje się na inteligentnej automatyzacji procesów, 79,8% na ich standaryzacji, a 70,2% na wdrożeniu lub rozszerzeniu wykorzystania sztucznej inteligencji.

W Polsce pracownicy i pracownice sektora nowoczesnych usług biznesowych nie będą już realizować prostych i powtarzalnych zadań. Biorąc jednak pod uwagę, że nasz kraj od lat systematycznie ewoluuje w kierunku specjalizacji w zadaniach opartych o wiedzę (obecnie to 55,5%), a nie czysto transakcyjnych, nie powinniśmy się obawiać. Dane pokazują zresztą wyraźnie, że sektor nie boi się AI. Aż 85,9% firm w branży, widzi sztuczną inteligencję jako okazję do wzrostu produktywności, a tylko 3,4% uznaje ją za zagrożenie.

W Polsce wciąż mamy do czynienia z potencjałem rozwojowym puli talentów. Od lat wiadomo, że pracują tu osoby o wysokich kwalifikacjach i umiejętnościach. W tym momencie kluczowe jest kierowanie ich rozwojem tak, aby uczyli się praktycznie wykorzystywać narzędzia oparte na AI i oferować klientom strategiczne doradztwo w tym zakresie.

Ukierunkowanie polskiego sektora nowoczesnych usług biznesowych na lokalną specjalizację w najbardziej zaawansowanych procesach stanowi również szansę umocnienia naszej pozycji na arenie międzynarodowej. Rewolucja GenAI przynosi ze sobą wiele nowych ról, w tym tych globalnych, w których z powodzenie sprawdzą się specjaliści i specjalistki z Polski.

Musimy również pamiętać o czynnikach zewnętrznych, które wpływają na rozwój sektora nowoczesnych usług biznesowych w Polsce. Jednym z kluczowych zagadnień z perspektywy inwestorów jest oczywiście wojna w Ukrainie. W tym kontekście Polska już od ponad dwóch lat udowadnia, że jej gospodarka jest stabilna i stale rozwijająca się, przy jednoczesnym inwestowaniu we wsparcie naszych sąsiadów.

Patrząc na obraz krajowej gospodarki i pozycji, którą zajmuje w niej sektor nowoczesnych usług biznesowych, nie mam obaw. Branża z pewnością ulegnie transformacji, jednak może ona okazać się inwestycją na kolejne lata. Silna lokalna specjalizacja będzie przyciągać zagranicznych inwestorów i może nawet zaowocować trzecią falą inwestycji i skokowym rozwojem.

ISM dla usług USA oraz ADP mogą wnieść więcej zmienności na rynku

Giełda na Wall Street wtorkową sesję zakończyła na umiarkowanych plusach. Dolar w pierwszej części dnia zyskiwał na wartości a w drugiej zaczął tracić, co było spowodowane gorszymy wynikami ankiety JOLTS. Otrzymaliśmy wczoraj kolejny sygnał schładzania się amerykańskiego rynku pracy. Rentowności 2-letnich obligacji USA obniżyły się do 4,76 i kontynuowały spadki rozpoczęte pod koniec maja. Dziś w centrum uwagi znajdzie się raport ADP, ISM dla usług Stanów Zjednoczonych. Wydarzeniem krajowym będzie kolejna decyzja RPP w sprawie stóp procentowych, która nie powinna zaskoczyć. Na rynku surowcowym ropa kontynuowała spadki, rozpoczęte na początku tygodnia.

Jeśli chodzi o RPP – w tym przypadku żadnych zmian parametrów polityki monetarnej nie powinniśmy oczekiwać. Rada wciąż jest na „jastrzębim” kursie i w najbliższych miesiącach ten stan nie powinien ulec zmianie. Rynek kontraktów na stopę procentową (FRA) nie wskazuje żadnych zmian głównej stopy procentowej w horyzoncie najbliższych 6 miesięcy. W perspektywie 1 roku rynek FRA (Forward Rate Agreement) wskazuje poziom 5,35 proc. co można łączyć z ok. dwiema obniżkami, natomiast w okresie do dwóch lat rynek wycenia, że koszt pieniądza w Polsce będzie oscylował wokół poziomu 4,6 proc. – co sugeruje jakieś 5 obniżek o 25 punktów bazowych. W tym momencie obniżki są nierealne ze względu na podwyższoną inflację bazową oraz dwucyfrowy wzrost płac. Do tego dochodzi niepewność związana z cenami energii w II połowie roku i wielkość wpływu tego czynnika na wskaźniki CPI. Wczoraj złoty osłabił się względem euro oraz USD. Wciąż jednak poziomy EUR/PLN (4,3070) oraz USD/PLN (3,96) znajdują się w relatywnie niewielkiej odległości od ustanowionych ostatnio wielomiesięcznych minimów.

Zapotrzebowanie na nowych pracowników w USA spadło do najniższego poziomu od 2021 r. Tak wynika z opublikowanej wczoraj ankiety JOLTS. Liczba ofert pracy w Stanach Zjednoczonych spadła w kwietniu do ponad trzyletniego minimum na poziomie 8,059 miliona (prognoza: 8,355) co jest kolejnym sygnałem, że rynek pracy ochładza się i jednocześnie jest oznaką spowolnienia gospodarczego. Reakcja rynku walutowego była jednak kosmetyczna. Kurs EURUSD urósł w stronę 1,0880. Rentowności amerykańskich 2-letnich obligacji spadły w kierunku 4,76 proc. Na ten moment rynek nie daje żadnych szans na zmianę stóp przez Fed na czerwcowym posiedzeniu. Lipiec też nie jest brany pod uwagę. Dopiero realna zmiana kosztu pieniądza jest możliwa we wrześniu. Tu widać ponad 55 proc. prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza. Rynek oczekuje również kolejnego kroku normalizacji w grudniu.

Dziś otrzymamy raport ADP. Tu prognozy wskazują na spadek zmiany zatrudnienia w sektorze prywatnym do 175 tys. Zwracam jednak uwagę na raport ISM dla usług. W poniedziałek podobna publikacja dotycząca przemysłu osłabiła dolara i ogólnie podniosła zmienność na rynku. Zaskoczenie w danych może również przyczynić się do większych ruchów na dolarze czy rentownościach długu USA. Wszystko to wydaje się jednak być jedynie wstępem do dania głównego, którym będzie piątkowy NFP.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Najbardziej zielone miasta w Polsce

Las w dużym mieście brzmi abstrakcyjnie? Pewnie mało kto zdaje sobie sprawę, że nawet w największych miastach lasy często zajmują większą powierzchnię niż tereny zurbanizowane. Portal GetHome.pl sprawdził, gdzie najłatwiej jest pogodzić wielkomiejskie życie z bliskością natury. 

Zieleń w miastach ma olbrzymi wpływ na jakość życia mieszkańców, bo nie tylko redukuje zanieczyszczenie powietrza, ale również spowalnia spływ wody opadowej. Ponadto tereny zielone w miastach sprzyja uprawianiu sportu i rekreacji mieszkańców – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl. I dodaje, że na szczęście zieleń przestała pełnić w miastach głównie funkcję dekoracyjną, która generuje koszty. O zieleni coraz częściej mówi się „zielona infrastruktura”, bo jest narzędziem służącym adaptacji miast do zmian klimatu. Rzecz jasna ma to wpływ na rynek nieruchomości.

Najpewniej każdy pośrednik w obrocie nieruchomościami przyzna, że mieszkania z widokiem na las lub park szybciej znajdują nabywców. Ponadto w największych miastach osiągają one co najmniej o kilkanaście procent wyższą cenę w porównaniu z mieszkaniami o podobnych parametrach, lecz pozbawionych tego waloru – twierdzi Marek Wielgo.

Z okazji Światowego Dnia Środowiska portal GetHome.pl sprawdził, więc poziom „zalesienia” miast wojewódzkich na podstawie danych Geoportal.gov.pl. W kategorii „tereny leśne” zostały uwzględnione nie tylko lasy, ale również grunty zadrzewione i zakrzewione. Okazuje się, że najbardziej „zalesionym” dużym miastem w Polsce jest Zielona Góra. Tereny leśne zajmują przeszło połowę jej powierzchni. Na drugim miejscu są… Katowice!

Zaskoczeni? Najwyższy czas obalić mit, że stolica Górnego Śląska jest szarym, przemysłowym miastem, które nie nadaje się do życia. Tereny leśne zajmują aż 43% obszaru Katowic. Dla porównania, udział terenów przemysłowych wynosi tu tylko 8% – komentuje ekspert GetHome.pl. Na trzecim miejscu wymienia Bydgoszcz, w której lasy i grunty zadrzewione stanowią 30% powierzchni. Na drugim biegunie są: Rzeszów, Gorzów Wielkopolski i Kraków. Z danych portalu Geoportal.gov.pl wynika, że w ciągu ostatnich trzech lat w większości największych miast tereny leśne powiększyły się, np. we Wrocławiu aż o 748 hektarów (ha), natomiast w Poznaniu – o 527 ha.Tereny leśne w największych miastach

Marek Wielgo przyznaje, że niski udział terenów zielonych może być nieco mylący. W Obserwatorium Polityki Miejskiej Instytutu Rozwoju Miast i Regionów (IRMiR) zwracają uwagę, że ważna jest także dostępność zieleni. Chodzi oto, jaki jest udział mieszkańców danego miasta, którzy do terenów zieleni o powierzchni co najmniej 1 ha mogą dojść pieszo w ciągu maksymalnie pięciu minut. Wśród miast wojewódzkich, w których tereny zielone są na wyciągnięcie ręki dla większości mieszkańców, są właśnie Rzeszów i Kraków. Z kolei duży udział zieleni nie zawsze oznacza jej wysoką dostępność, czego przykładem są np. Katowice.

Ponadto w rzeczywistości udział zieleni w powierzchni miast jest znacznie większy. Wykazały to badania naukowców z Obserwatorium Polityki Miejskiej IRMiR, którzy skorzystali ze zdjęć satelitarnych. Okazało się, że nieuwzględnione przez Geoportal.gov.pl są m.in. parki, skwery, przydomowe ogródki, drzewa i krzewy między blokami oraz łąki (bez pól uprawnych). Dzięki temu wśród miast wojewódzkich z najwyższym udziałem terenów zielonych znalazły się Łódź i Poznań.