Wartość rynku reklamowego online może przekroczyć granicę 10 mld zł w przyszłym roku

Polska branża cyfrowa jest dojrzała i stabilna, a internet stanowi integralną część działań marketingowych, już teraz odpowiadając za 53% tortu reklamowego. Optymizmem napawa widoczny potencjał do dalszych wzrostów. Z drugiej strony branża stoi przed ważnym sprawdzianem z szybkości adaptacji do nowych rozwiązań. Sztuczna inteligencja rzuca wyzwanie pełne nieograniczonych możliwości, ale i nowych wyzwań. Jak wygląda polski internet na tle UE, jak zmienia się rynek e-commerce i retail media, jak kształtują się wydatki na reklamę online, co nowego na rynku SEM, jakie obserwujemy zmiany w social mediach i jaki jest wpływ nowych przepisów na branżę internetową – to tylko niektóre z zagadnień opracowanych przez ekspertów IAB Polska w Raporcie Strategicznym Internet 2023/2024, najważniejszym podsumowaniu polskiego rynku digital.

– Mamy świadomość, że Raport Strategiczny IAB Polska od lat jest ważnym kierunkowskazem dla branży, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że w tym wyjątkowym, jubileuszowym roku, wiele firm czekało na niego w jeszcze większym napięciu. Właśnie teraz, w momencie rewolucyjnych zmian świata digital, wyjątkowo uważnie czytamy najświeższe dane, analizy trendów i zjawisk wpływających na poszczególne obszary rynku, bo pytania o kierunki dalszego rozwoju w dobie AI czekają na odpowiedzi. Dziś, po dwudziestu pięciu latach, kiedy jako branża osiągnęliśmy stabilność i uporządkowane ramy działania, niezmiennie koncentrujemy się na tym, co będzie jutro, a nie na tym, co już osiągnęliśmy. Z ciekawością przyglądamy się aspektom opisanym w raporcie, stanowiącym pokaźne kompendium wiedzy na temat branży komunikacji cyfrowej i jej rozwoju – mówi Włodzimierz Schmidt, Prezes IAB Polska.

Gen AI – demokratyzacja w IT

Pytanie o zakres zmian, jakie w branży komunikacji cyfrowej wprowadza sztuczna inteligencja, powraca w wielu rozdziałach dokumentu. Trudno się dziwić, już dziś umiemy stwierdzić, że w ubiegłym roku narzędzia oparte na algorytmach AI zyskiwały nowych użytkowników w tempie, którego nie odnotowały nawet najpopularniejsze platformy społecznościowe.

Rozbudowane możliwości generowania tekstów i obrazów przyniosły pierwsze duże kampanie reklamowe oparte o AI, takich gigantów jak Coca-Cola, Nike czy Half Price, ale miniony rok to także demokratyzacja sztucznej inteligencji, która, dzięki otwartym API, jest dostępna dla szerokiego grona użytkowników nie mających głębokiej wiedzy technicznej i ogromnych budżetów. AI-Generated Advertising to nie jedyne nowość, sztuczna inteligencja pozwoliła także m.in. na wprowadzenie udoskonalonych chatbotów i lepszą interakcję z klientami, analiza ogromna zbiorów danych umożliwia bezprecedensowe możliwości personalizacji i optymalizacji kampanii. Rewolucyjne zmiany, jakie AI wprowadza w komunikacji marek z konsumentami, sprawiają, że właśnie marketing jest jednym z kluczowych obszarów, które mogą wejść na wyższy etap produktywności dzięki jej wykorzystaniu.

O korzyściach płynących z wykorzystania AI w marketingu przeczytacie w najnowszym Raporcie Strategicznym, w którym narzędzia oparte o tę technologię dla nowoczesnego marketera przybliża m.in. ekspertka z Google Polska.

Rynek reklamy online wciąż rośnie

Dziś, gdy internet zmienia sposób naszej pracy i odpoczynku, komunikacji i robienia zakupów, na rynku mediów jest kluczowym motorem napędowym. W 2023 roku odpowiadającym za ponad dwie trzecie wzrostu całego segmentu komunikacji. Wśród najprężniej rozwijających się segmentów rynku na pierwszym miejscu wyróżnia się reklama internetowa.

W ubiegłym roku komunikacja cyfrowa pozyskała 53% tortu reklamowego. Rynek reklamy cyfrowej w Polsce przyspieszył tempo rozwojowe w porównaniu do wcześniejszego roku, a zakładając utrzymanie tego tempa, jego wartość powinna na koniec roku 2024 osiągnąć pułap 8,6–8,8 mld zł, zaś w roku kolejnym przekroczyć granicę 10 mld zł. To prawdopodobny scenariusz w świecie, w którym cyfrowe media audiowizualne rewolucjonizują standard korzystania z treści telewizyjnych, DOOH zmienia jakość całego segmentu reklamy zewnętrznej, a ścieżka zakupowa klientów coraz częściej zaczyna się i kończy w e-commerce.

Dyrektywa UE o jawności wynagrodzeń i równouprawnieniu: dlaczego pracodawcy powinni zacząć działać już teraz?

Dyrektywa unijna o jawności wynagrodzeń i równouprawnieniu weszła w życie w czerwcu 2023 r. Państwa członkowskie UE muszą wdrożyć przepisy dyrektywy najpóźniej do 7 czerwca 2026 r. To daje pracodawcom teoretycznie jeszcze 2 lata na dostosowanie polityki płacowej w swoich firmach. Ale czy warto/opłaca się tak długo czekać?

Dyrektywa nr 2023/970 Parlamentu Europejskiego w sprawie wzmocnienia stosowania zasady równości wynagrodzeń dla mężczyzn i kobiet za taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości, potocznie określana, jako dyrektywa o jawności wynagrodzeń i równouprawnieniu, ma na celu docelowo zamknięcie luki płacowej. Według danych Eurostatu za 2021 rok, średnia różnica w wynagrodzeniach brutto między kobietami a mężczyznami w Polsce wynosiła około 8.5 proc. Z raportu GUS z 2020 r. widać też różnice pod względem stanowisk – na stanowiskach kierowniczych kobiety zarabiały średnio o 21.8 proc. mniej niż mężczyźni, a na stanowiskach specjalistycznych różnica ta wynosiła 17.7 proc. Te statystyki pokazują, że mimo pewnych postępów, luka płacowa w Polsce nadal jest istotnym problemem.

Oprócz zniwelowania luki płacowej, zadaniem dyrektywy jest zapewnienie większej przejrzystości i jawności w zakresie wynagrodzeń dla wszystkich pracowników, niezależnie od płci. Zgodnie z postanowieniami dyrektywy, pracodawcy będą zobligowani m.in. do publicznego udostępniania danych o różnicach w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn oraz wskazywania początkowego poziomu wynagrodzenia czy widełek płacowych już na etapie rekrutacji. I chociaż państwa członkowskie UE mają czas do 7 czerwca 2026 r. na wprowadzenie do krajowego porządku prawnego przepisów dyrektywy, to pracodawcy nie powinni jednak czekać do ostatniej chwili, co najmniej z dwóch powodów: ilości zadań, jakie trzeba wykonać, aby dostosować procesy HR i praktyki stosowane w organizacji do nowych wymogów oraz ze względu na wizerunek firmy.

Pracodawcy będą musieli m.in. sprawdzić, które z obowiązków wynikających z dyrektywy wymagają wdrożenia, a które firma ma już uwzględnione w swoich procesach, określić potencjalne ryzyka i skutki niezgodności, przeanalizować politykę wartościowania stanowisk, praktyki zarządzania wynagrodzeniami. W proces będą zaangażowane nie tylko działy HR, ale kadra zarządzająca i dział IT. To złożone i czasochłonne przedsięwzięcie. podkreśla Dominika Domiańska-Drzazga, radca prawny z agencji zatrudnienia Trenkwalder Polska.

LIKWIDACJA LUKI PŁACOWEJ – JAKIE KROKI POWINNI PODJĄĆ PRACOWDAWCY?

Proces wdrażania nowych regulacji może być skomplikowany, zwłaszcza w dużych organizacjach, które muszą przeanalizować i zaktualizować liczne procedury oraz systemy płacowe. Wczesne rozpoczęcie prac nad tymi zmianami pozwoli na płynne i stopniowe przeprowadzenie całego procesu, minimalizując ryzyko popełnienia błędów i napięć związanych z pośpiechem. Pracodawcy będą musieli podjąć szereg złożonych i strategicznych działań, m.in.:

  1. Przegląd i analiza obecnych struktur wynagrodzeń: działy HR muszą dokładnie przeanalizować aktualne systemy wynagrodzeń, aby zidentyfikować wszelkie nieprawidłowości i nierówności płacowe. Niezbędne będzie zgromadzenie i przeanalizowanie danych dotyczących wynagrodzeń, premii, ale też i innych świadczeń, np. korzyści pieniężnych lub rzeczowych, które pracownik dostaje bezpośrednio lub pośrednio od pracodawcy w związku ze świadczeniem pracy.
  2. Wdrożenie systemów raportowania: należy opracować i wdrożyć systemy do regularnego raportowania danych płacowych, które będą zgodne z wymogami dyrektywy. To obejmuje zarówno techniczne aspekty, jak i procedury gromadzenia i analizowania danych.

Pracodawcy, którzy zatrudniają co najmniej 150 pracowników będą zobowiązani do przygotowania i przekazania pierwszych dostępnych publicznie raportów płacowych do 7 czerwca 2027 r. Jeśli zatrudniamy od 100 do 149 pracowników, pierwszy raport trzeba złożyć do 7 czerwca 2031 r. Częstotliwość raportowania także zależna będzie od liczby pracowników. W przypadku pracodawców zatrudniających 250 osób i więcej raporty będą składane każdego roku. Przy zatrudnieniu od 100 do 249 pracowników takie raporty trzeba będzie składać co trzy lata. – mówi Dominika Domiańska-Drzazga.

  1. Szkolenia i edukacja: konieczne jest przeprowadzenie szkoleń dla menedżerów i pracowników, aby zrozumieli nowe regulacje, ich znaczenie i sposób implementacji. Edukacja powinna obejmować tematy związane z równością płci, transparentnością i uczciwością wynagrodzeń.
  2. Komunikacja wewnętrzna: opracowanie strategii komunikacji, która klarownie przedstawi zmiany wszystkim pracownikom. Transparentność procesu oraz otwarte i uczciwe przekazywanie informacji jest kluczowe dla akceptacji i zrozumienia nowych zasad.
  3. Aktualizacja polityk i procedur: działy HR muszą zaktualizować istniejące polityki wynagrodzeń, regulaminy wewnętrzne oraz inne procedury związane z wynagrodzeniami, aby były one zgodne
    z nowymi wymogami dyrektywy.

Najistotniejsza i najtrudniejsza do wprowadzenia w praktyce może okazać się odpowiednia polityka płacowa – jej prawidłowe wdrożenie lub modyfikacją będą niezbędne, jeżeli pracodawca chce przestrzegać przepisów prawa. W przedsiębiorstwach, w których ten temat był do tej pory zaniedbywany, takie czynności mogą wiązać się z dużymi nakładami pracy oraz wzrostem kosztów zatrudnienia. – podkreśla Dominika Domiańska-Drzazga.

  1. Wdrożenie narzędzi IT: wdrożenie odpowiednich narzędzi i systemów IT, które wspierają gromadzenie, analizowanie i raportowanie danych płacowych. Systemy te powinny być również dostosowane do zapewnienia ochrony danych osobowych.
  2. Monitoring i audyt: opracowanie mechanizmów regularnego monitorowania i audytowania praktyk płacowych w celu zapewnienia ich zgodności z dyrektywą oraz ciągłego doskonalenia procesów. Regularne przeglądy pomogą w szybkim identyfikowaniu i korygowaniu ewentualnych nieprawidłowości.
  3. Współpraca z partnerami społecznymi: włączenie związków zawodowych i innych partnerów społecznych w proces implementacji nowych regulacji. Współpraca ta może przyczynić się do lepszego zrozumienia potrzeb pracowników oraz efektywniejszego wdrożenia zmian.

JAWNOŚĆ WYNAGRODZEŃ PRZYCIĄGNIE KANDYDATÓW DO PRACY

Dla wielu osób jawność wynagrodzeń stanowi dowód na uczciwość i etyczność firmy, co może znacząco wpływać na ich decyzję o przyjęciu oferty pracy. Dotyczy to zwłaszcza pracowników z pokolenia Z, dla których doświadczenie w procesie rekrutacji, tzw. candidate experience, transparentność oraz uczciwość są ważne i często decydują o ich zainteresowaniu daną firmą. Pracodawcy, którzy chcą pozyskać talenty
z młodego pokolenia, powinni jak najszybciej wdrożyć zapisy dyrektywy o jawności wynagrodzeń i równouprawnieniu w swojej firmie.

Wcześniejsze wprowadzenie jawności wynagrodzeń może przyczynić się do poprawy wizerunku firmy na rynku pracy. Przedsiębiorstwa, które pokażą się jako liderzy w dziedzinie równości płac, będą atrakcyjniejsze dla potencjalnych pracowników, szczególnie z pokolenia Z, które ceni sobie transparentność i sprawiedliwość społeczną. – twierdzi Dominika Domiańska-Drzazga, ekspertka Trenkwalder Polska.

Pracownicy z pokolenia Z cenią też swój czas i szybkość komunikacji. Poznanie proponowanego przez pracodawcę wynagrodzenia na ostatnim etapie rekrutacji uznają za brak szacunku dla ich czasu. Według przepisów nowej dyrektywy, pracodawca będzie zobligowany do przekazania kandydatowi do pracy informację o tym, jaki jest początkowy poziom wynagrodzenia na danym stanowisku pracy lub podania przedziału tego wynagrodzenia już na początkowym etapie rekrutacji.

Będzie można to zrobić bezpośrednio w ogłoszeniu o pracę lub najpóźniej przed spotkaniem rekrutacyjnym, np. telefonicznie lub e-mailowo. W drugim przypadku pracodawca nadal będzie mógł ograniczać krąg osób, które uzyskają informacje o realnym wynagrodzeniu na oferowanym stanowisku pracy tylko do osób, które zakwalifikują się na rozmowę rekrutacyjną. – mówi Dominika Domiańska-Drzazga. – Potencjalny pracodawca musi ustalić wysokość proponowanego wynagrodzenia, bazując na kryteriach, które są obiektywne i neutralne pod względem płci. dodaje Dominika Domiańska-Drzazga.

Co istotne, w ogłoszeniach o wolnych stanowiskach pracy, jak i w nazwach stanowisk pracy niezbędne będzie stosowanie neutralnych płciowo określeń. Sam proces rekrutacji i selekcji musi przebiegać w sposób niedyskryminacyjny, aby nie podważać prawa do równego wynagrodzenia za taką samą pracę lub pracę takiej samej wartości. W praktyce, w zależności od rodzaju wykonywanej pracy, nazwy zawodu lub stanowiska pracy, zachowanie tych wymogów będzie mogło rodzić pewne problemy lub wątpliwości,
np. natury językowej.

MINIMALIZACJA RYZYKA KAR I KONSEKWENCJI PRAWNYCH

Wcześniejsze dostosowanie się do nowych regulacji pozwala uniknąć ryzyka kar i konsekwencji prawnych związanych z naruszeniem przepisów dotyczących jawności wynagrodzeń. Brak uzasadnienia różnic
w wynagrodzeniach między płciami osób wykonujących pracę takiej samej wartości przy użyciu obiektywnych kryteriów, bądź niepodjęcie działań naprawczych w przypadku stwierdzenia nieuzasadnionych dysproporcji, może grozić:

  • sankcjami finansowymi: te mogą obejmować nie tylko grzywny, ale i wykluczenie z otrzymania publicznych dotacji czy korzystania z ulg finansowych lub kredytowych,
  • odszkodowaniami lub zadośćuczynieniami: pracownicy doznający dyskryminacji płacowej ze względu na płeć mają prawo do dochodzenia odszkodowania przed sądem. Wysokość odszkodowania ma nie tylko rekompensować straty, ale również odstraszać od przyszłych naruszeń. Odszkodowanie lub zadośćuczynienie nie mogą być limitowane z góry prawem krajowym. To na pracodawcy będzie ciążył ciężar dowodu, co oznacza, że w toku postępowania przed sądem to pracodawca będzie musiał udowodnić, że zastosowane przez niego kryteria nie były sprzeczne z przepisami prawa.

Wcześniejsze dostosowanie polityki płacowej przez pracodawców niż wymagają tego przepisy dyrektywy UE o jawności wynagrodzeń i równouprawnieniu może przynieść korzyści w postaci zwiększonej konkurencyjności na rynku pracy, minimalizacji ryzyka prawno-finansowego, poprawy zaufania pracowników, redukcji napięć wewnątrzfirmowych oraz wzrostu reputacji przedsiębiorstwa jako etycznego i odpowiedzialnego pracodawcy. Nie warto, więc czekać na przysłowiowy ostatni dzwonek.

Czas na zmiany w ubezpieczeniach w centrach handlowych

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) podnosi kwestie ubezpieczenia w centrach handlowych. Ubezpieczenie ma fundamentalne znaczenie w przypadku pożaru czy zniszczenia, które uniemożliwiałoby handel najemcom lub wpłynęłoby na utratę ich majątku. Ubezpieczenie majątkowe może i powinno obejmować swoim zakresem obiekt, czyli nieruchomość jako całość. Zawiera je właściciel budynku (wynajmujący) przerzucając koszty na najemców w ramach tzw. opłat wspólnych. Najemcy nie znają polisy – nie wiedzą, jaki jest zakres ubezpieczenia, za które płacą. W przypadku wystąpienia zdarzeń, za które wypłacane jest odszkodowanie, jedynym jego beneficjentem jest właściciel centrum.

Ubezpieczenie majątkowe zawiera ponadto najemca – chroniąc swój majątek i własność w lokalu. Mimo, że jest opłacane przez najemcę, wynajmujący wymaga, by ubezpieczenie zostało zawarte, a kopia polisy zazwyczaj jest załącznikiem do umowy najmu. Wymienione ubezpieczenia to tylko niektóre z zawieranych przez najemców w centrach handlowych. Podpisywane są ubezpieczenia OC, ubezpieczenia na czas prowadzenie prac budowlanych czy od utraty zysku. Zakres ubezpieczenia determinuje naturalnie wysokość składek.

„Tragiczny w skutkach pożar w centrum handlowym Marywilska 44 zwrócił uwagę na sytuację najemców w centrach handlowych w aspekcie zagrożenia takimi zdarzeniami. Z pewnością centrum było ubezpieczone. Wypłata odszkodowania zapewne nie nastąpi szybko, ale straty wynajmującego zostaną zrekompensowane, przy założeniu, że nie naruszył przepisów. Przypomnieć trzeba, że zabezpieczenia przeciwpożarowe budynku (w doniesieniach medialnych wymieniane są tryskacze i grodzie), których prawidłowe funkcjonowanie jest odpowiedzialnością właściciela, nie zadziałały prawidłowo z przyczyn, które ustala prokuratura. Najemcy centrum zostali bez miejsca pracy, często z utrudnionym dostępem do odszkodowań czy wsparcia publicznego, ze względu na spalenie dokumentacji. Ta sytuacja jest szczególna, ponieważ w centrum Marywilska 44 nie było wielu najemców sieciowych” – wskazuje Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

To odpowiedni moment, żeby zadać pytania, czy najemcy podpisując umowę najmu wiedzą:

  • kto jest faktycznie odpowiedzialny za działanie systemów bezpieczeństwa przeciwpożarowego w centrach handlowych?
  • kto przygotowuje, wykonuje i serwisuje instalacje bezpieczeństwa w centrach?
  • jak często i przez kogo jest kontrolowana prawidłowość działania instalacji?
  • czym skutkuje zrzeczenie się w polisie roszczeń w stosunku do ubezpieczyciela wynajmującego?
  • kto pozwala na funkcjonowanie centrów, w których korytarze powierzchni wspólnych są zapchane tzw. wyspami w taki sposób, że dwa wózki dziecięce mają problem z minięciem się?
  • Jaka jest odpowiedzialność regulatora w tym złożonym obszarze? Czy skomplikowanie materii nie wymaga, by Państwo włączyło się w sprecyzowanie jednoznacznych zasad działania zabezpieczeń przeciwpożarowych w wielkopowierzchniowych obiektach handlowych, zanim wydarzy się kolejna tragedia?

Obecnie do kosztów wspólnych wynajmujący zaliczają elementy bezdyskusyjne dla stworzenia komfortowych warunków zakupów dla klientów: sprzątanie, oświetlenie, ochronę powierzchni poza sklepami i punktami usługowymi – takich jak korytarze, toalety, parkingi, wejścia, schody, windy etc. Na najemców są jednak także przenoszone między innymi koszty zarobków i szkoleń personelu zarządcy, podatków od nieruchomości należnych od wynajmującego, kar administracyjnych na niego nałożonych, rekomercjalizacji, odzyskiwania należności, oraz ubezpieczenia centrum handlowego. To sprawia, że właściciele galerii handlowych obarczają najemców wszystkimi swoimi ryzykami biznesowymi. Te praktyki trzeba pilnie zmienić – ryzyka właścicieli nieruchomości powinny być elementem wyłącznie ich działalności i ich biznesplanu.

Polscy politycy w zagranicznych mediach. Europosłowie daleko w tyle

Premier Donald Tusk jest najczęściej pojawiającym się polskim politykiem w zagranicznych mediach. Według analizy Instytutu Przywództwa od początku roku ukazało się ponad 108 tysięcy publikacji na zagranicznych portalach internetowych ze wzmianką o Donaldzie Tusku. Na drugim miejscu znalazł się prezydent Andrzej Duda z liczbą prawie 50 tysięcy publikacji, a na trzecim minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz z ponad 11 tysiącami wzmianek. Zdecydowana większość europarlamentarzystów zajmuje odległe miejsca.

Już za kilka dni będziemy wybierać 53 przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego. Instytut Przywództwa przygotował zestawienie obecności obecnych europarlamentarzystów oraz wybranych krajowych liderów politycznych na zagranicznych portalach internetowych w okresie 1.01 – 25.05.2024 r.

Na pierwszym miejscu znalazł się premier Donald Tusk. Jego obecność w zagranicznych mediach jest wynikiem nie tylko obecnego stanowiska oraz długotrwałej kariery politycznej, ale także jego znaczącej roli na arenie międzynarodowej jako byłego przewodniczącego Rady Europejskiej. Na drugim miejscu znalazł się prezydent Andrzej Duda z liczbą prawie 50 tysięcy publikacji. Jego obecność w mediach zagranicznych jest związana z aktywnością na arenie międzynarodowej w związku z pełnioną funkcją głowy państwa. Trzecie miejsce w rankingu zajął Władysław Kosiniak-Kamysz. Przeszło 11 tysięcy wzmianek świadczy o rosnącym zainteresowaniu jego działalnością jako ministra obrony, szczególnie w kontekście sytuacji na polsko-białoruskiej granicy oraz wojny na Ukrainie – mówi Piotr Gąsiorowski, prezes Instytutu Przywództwa.

Jak wygląda obecność polskich europarlamentarzystów w zagranicznych mediach?

Komisarz UE ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski zajął 4. miejsce w rankingu z liczbą ponad 9 tys. wzmianek. Kolejna z przedstawicielek w UE Beata Szydło zajmuje dopiero 14. miejsce z liczbą ponad 600 wzmianek, a Krzysztof Brejza dopiero 16. miejsce z liczbą ponad 500 wzmianek. Reszta europarlamentarzystów wypada słabiej, notując kilkaset bądź nawet tylko kilkanaście wzmianek. Naszych przedstawicieli w UE wyprzedzają w zagranicznych mediach chociażby obecny kandydat do Europarlamentu Daniel Obajtek czy też były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Dlaczego krajowi politycy wzbudzają w zagranicznych mediach większe zainteresowanie niż nasi europosłowie?

Ta dysproporcja rodzi ważne pytania dotyczące obecności medialnej oraz aktywności polskich przedstawicieli w Unii Europejskiej. Czy europarlamentarzyści w pełni wykorzystują swój potencjał medialny do kształtowania opinii publicznej i przedstawiania polskich spraw na arenie międzynarodowej? Zwiększenie obecności w zagranicznych mediach przyczyniłoby się do lepszego zrozumienia i wsparcia dla polskich inicjatyw w Unii – zauważa Piotr Gąsiorowski. – Regularne pojawianie się w zagranicznych mediach pomaga politycznym liderom budować rozpoznawalność poza granicami swojego kraju. Politycy, którzy są często cytowani i analizowani w zagranicznych mediach, mogą skuteczniej wpływać na międzynarodową politykę i unijne decyzje. Ich opinie i działania są bardziej zauważane i mogą mieć większy ciężar w globalnych debatach – podsumowuje ekspert.

 Liczba publikacji na zagranicznych portalach internetowych w okresie 1.01.2024 – 25.05.2024 r.
LP Imię i nazwisko Liczba publikacji
1. Donald Tusk 108 239
2. Andrzej Duda 49 341
3. Władysław Kosiniak-Kamysz 11 652
4. Janusz Wojciechowski 9 116
5. Jarosław Kaczyński 7 754
6. Mateusz Morawiecki 7 129
7. Szymon Hołownia 5 486
8. Adam Bodnar 4 872
9. Rafał Trzaskowski 2 748
10. Marcin Kierwiński 1 902
11. Daniel Obajtek 1 017
12. Mariusz Błaszczak 908
13. Zbigniew Ziobro 880
14. Beata Szydło 645
15. Grzegorz Braun 561
16. Krzysztof Brejza 533
17. Krzysztof Bosak 531
18. Jerzy Buzek 511
19. Włodzimierz Cimoszewicz 452
20. Ryszard Legutko 425
21. Robert Biedroń 422
22. Anna Fotyga 419
23. Anna Zalewska 313
24. Patryk Jaki 297
25. Przemysław Czarnek 252
26. Kosma Złotowski 246
27. Ryszard Czarnecki 232
28. Jacek Saryusz-Wolski 232
29. Róża Thun 216
30. Jacek Sasin 197
31. Leszek Miller 176
32. Marek Belka 171
33. Dominik Tarczyński 142
34. Włodzimierz Czarzasty 141
35. Andrzej Halicki 131
36. Adam Bielan 130
37. Ewa Kopacz 117
38. Jan Olbrycht 113
39. Zdzisław Krasnodębski 105
40. Witold Waszczykowski 83
41. Beata Kempa 82
42. Łukasz Kohut 69
43. Joachim Brudziński 67
44. Elżbieta Rafalska 60
45. Beata Mazurek 59
46. Krzysztof Jurgiel 57
47. Karol Karski 54
48. Tomasz Poręba 54
49. Danuta Hübner 53
50. Janina Ochojska 50
51. Jadwiga Wiśniewska 49
52. Magdalena Adamowicz 45
53. Bogusław Liberadzki 43
54. Tomasz Frankowski 41
55. Janusz Lewandowski 41
56. Elżbieta Kruk 36
57. Sylwia Spurek 29
58. Włodzimierz Karpiński 27
59. Elżbieta Łukacijewska 27
60. Adam Jarubas 25
61. Jarosław Duda 22
62. Grzegorz Tobiszowski 20
63. Joanna Kopcińska 15
64. Izabela Kloc 11
65. Jarosław Kalinowski 10
66. Witold Pahl 9
67. Marek Balt 9
68. Rafał Romanowski 7
69. Andżelika Możdżanowska 5
70. Bogdan Rzońca 2

 

RPP decyduje o stopach procentowych: co z dolarem i EUR/USD?

Decyzja RPP w sprawie stóp procentowych najważniejszym wydarzeniem w naszym kraju. Rentowność amerykańskich obligacji na minimach z poprzedniego miesiąca, czy będzie presja na dolara? Dzień z PMI z Europy i indeksem ISM z sektora usługowego z USA, czy będzie większy ruch na EUR/USD?

Utrzymanie stóp scenariusz bazowy

W teorii, jeśli któryś z banków centralnych ma swoje posiedzenie i decyduje o poziomie kosztu pieniądza, to powinien skupiać uwagę inwestorów. Dzisiaj swoją decyzję ogłosi nasza rodzima RPP. Sytuacja wygląda jednak tak, że jest ona na tyle przewidywalna, że na większe ruchy choćby na naszej walucie, nie ma co liczyć. Wszyscy analitycy w komplecie spodziewają się, że stopy w Polsce pozostaną bez zmian i to nie tylko dzisiaj, ale przez jeszcze przynajmniej kilka miesięcy. W marcu tego roku inflacja w naszym kraju osiągnęła poziom 2%, po czym w kolejnych odbija w górę, osiągając w maju poziom 2,5%, czyli idealnie ten zakładany przez nasze władze monetarne. To jednak za mało dla RPP, by myśleć o redukcji stóp, bo prognozy zakładają, że ceny w naszym kraju nieuchronnie skierują się w kierunku 5%, co przekreśla szanse na rozpoczęcie luzowania monetarnego. Dla złotego to oczywiście atut i ta kwestia powinna stanowić hamulec przed większą wyprzedażą.

Chaotyczne ruchy na rynku akcji

Na głównej parze walutowej świata jesteśmy znów w okolicach 1,09$, a przyczyną może być zachowanie się rynku długu. Ostatnie dni to sprowadzenie rentowności amerykańskich obligacji w okolice najniższych poziomów widzianych w maju. Pod koniec kwietnia na 10-latkach obserwowaliśmy poziom ponad 4,70%, dzisiaj jest to już 4,35%, co sugeruje, że rynek wycenia niższe stopy procentowe w przyszłości. Spadkowa tendencja jest również w przypadku 2-letnich obligacji, widać więc, że ostatnie słabsze dane makro z USA wpływają na niższe oczekiwane stopy procentowe w przyszłości, a co za tym idzie, że Fed szybciej zdecyduje się na cięcia stóp, co jest oczywiście niekorzystne dla USD. Nieco bardziej zagmatwana jest sytuacja na rynku akcji. Z jednej strony gorsze dane przybliżają właśnie obniżki kosztu pieniądza, z drugiej, jeśli gospodarka złapie zadyszkę, to ciężko będzie uzyskiwać dobre wyniki w przypadku firm. Nie może więc dziwić, że handel na Wall Street w ostatnich dniach to trochę chaos.

Bank Kanady zetnie stopy?

Wspominaliśmy o słabszych danych ze Stanów, ostatnio choćby ISM dla przemysłu zawiódł oczekiwania, dzisiaj więc uwaga skupi się na sektorze usług. Tym bardziej, że po też niespodziewanym spadku ISM poniżej wartości 50 pkt, oczekuje się, że tym razem sektor usługowy odbije i znajdzie się powyżej tej wartości, co będzie sugerować rozwój gospodarczy. Dzisiaj też odczyty PMI dla tego sektora z europejskich gospodarek, ale tutaj dla głównych lokomotyw naszego kontynentu oczekuje się wartości powyżej 50 pkt. Warto również zwrócić uwagę na dzisiejsze posiedzenie Banku Kanady, który ma rozpocząć proces luzowania monetarnego. Co ciekawe, BOC rzadko wychodził przed szereg i zazwyczaj szedł drogą Fed w polityce monetarnej, tym razem ma być jednak inaczej. Decyzję poznamy o 15.45 a ma to być cięcie stóp o 25 pkt bazowych, w tych godzinach więc należy oczekiwać większej zmienności na parach powiązanych z CAD.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

RPP, inflacja i zmiany cen energii – obniżki stóp najwcześniej w przyszłym roku

Dzisiaj poznamy kolejną decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Rynkowy konsensus zakłada, że analogicznie, jak miało to miejsce na poprzednich posiedzeniach, stopy także i dzisiaj pozostaną bez zmian, a więc na poziomie 5,75%. Wiele wskazuje na to, że Rada Polityki Pieniężnej jeszcze długo nie znajdzie argumentów za kolejną obniżką stóp procentowych – komentuje ekspert Tomasz Gessner, główny analityk firmy Tavex.

Obserwatorzy rynku zwrócą zapewne uwagę na konferencję prasową Prezesa Narodowego Banku Polskiego, na której powinny pojawić się nawiązania do opublikowanych w ubiegłym tygodniu, wstępnych danych o inflacji za maj. Oczekiwano, że inflacja wzrośnie z 2,4% do 2,8%, natomiast faktycznie wzrost był znacznie mniejszy i wyniósł jedynie 2,5%. Oznacza to z kolei, że inflacja trzeci już miesiąc z rzędu utrzymywała się w celu Narodowego Banku Polskiego.

Należy jednak pamiętać o tym, że od czerwca zdjęta zostanie tarcza antyinflacyjna na ceny energii, co podbije dynamikę inflacji w drugiej połowie roku, kształtując ją najprawdopodobniej w okolicach powyżej 4% na koniec roku. To z kolei oznacza, że Rada Polityki Pieniężnej wciąż musi pozostawać ostrożna przy rozważaniu ewentualnej obniżki stóp procentowych. Obecnie rynkowe oczekiwania dopuszczają możliwość takiej obniżki najwcześniej na początku przyszłego roku.

EBC obniży stopy procentowe w czwartek – ale co dalej?

W czwartek 06.06 niemal na pewno dojdzie do pierwszej obniżki stóp procentowych EBC w obecnym cyklu. Ruch ten był w dużej mierze sugerowany i oczekiwany, uwaga rynków skupi się więc na komunikatach, na podstawie których inwestorzy będą próbowali ocenić przyszłe ruchy Rady Prezesów. Obecnie rynki wyceniają w sumie niewiele ponad dwie standardowe (po 25 pb.) obniżki stóp procentowych EBC w 2024 r. – z kolei nasz bazowy scenariusz zakłada trzy, najprawdopodobniej w czerwcu, wrześniu i grudniu.

Po ostatnim posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego w kwietniu prezeska Christine Lagarde powtórzyła, że zależna od danych Rada Prezesów w czerwcu będzie posiadała znacznie więcej informacji. Zarówno inwestorzy, jak i my odczytaliśmy to jako wyraźne potwierdzenie, że bank zamierza na nadchodzącym posiedzeniu obniżyć stopy procentowe. Jakby ktoś jeszcze miał co do tego wątpliwości, główny ekonomista EBC Philip Lane stwierdził w opublikowanym w ubiegłym tygodniu wywiadzie dla Financial Times, że „jeśli nie pojawią się istotne zaskoczenia, to, co obecnie obserwujemy, wystarczy, by usunąć największe restrykcje”. Brzmi to naszym zdaniem jak deklaracja.

Zwrot ku cięciu stóp procentowych nie jest zaskakujący, biorąc pod uwagę istotne postępy w walce z inflacją w strefie euro. Jej główna miara spadła z rekordowych 10,6% w październiku 2022 r. do 2,6% w maju 2024 r. Miara bazowa, która lepiej obrazuje wewnętrzną presję cenową, również spadła z rekordowych poziomów do 2,9% w maju. Ze względu na to częściowe złagodzenie polityki monetarnej wydaje się uzasadnione.

Jako że czerwcowa obniżka stóp procentowych jest niemal w pełni wyceniana, sam ruch raczej nie będzie miał istotnego wpływu na ceny aktywów. Zmienność w czwartkowe popołudnie będzie jednak zapewne podniesiona – na podstawie wskazówek z posiedzenia inwestorzy będą dostosowywać swoje oczekiwania dotyczące harmonogramu dalszych cięć. 

Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2017 – 2024)Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2017 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 03.06.2024

Komunikacja EBC może wywołać wyprzedaż euro w relacji do głównych walut

Według wycen na rynkach swapowych ruch w lipcu jest raczej mało prawdopodobny (wyceniony w ok. 10%). Wszelkie sugestie obniżek na kolejnych posiedzeniach lub tego, że rynki mogą ogólnie niedoszacowywać ich skali, wywołają prawdopodobnie wyprzedaż wspólnej waluty. Euro mogą wesprzeć mniej gołębie komunikaty, w których zaznaczony zostanie niepokój w kontekście inflacji i pojawi się podpowiedź, że EBC nie będzie się śpieszyć z ponownym rozluźnianiem polityki monetarnej.

Choć ogólnikowa sugestia, że w przyszłości może dojść do dalszej redukcji restrykcji w polityce pieniężnej, nie byłaby zaskakująca, to uważamy, że bank raczej wstrzyma się z klarownym forward guidance dotyczącym terminów kolejnych cięć. Zamiast tego prezeska Lagarde może powtórzyć, że Rada Prezesów pozostaje zależna od danych i będzie podejmować decyzje z posiedzenia na posiedzenie.

Poza retoryką Lagarde w kontekście polityki monetarnej istotne będą również komentarze dotyczące rynku pracy, perspektyw gospodarczych i inflacyjnych oraz zrewidowane projekcje makroekonomiczne. Tym razem raczej nie powinniśmy się spodziewać dużych zmian, może jednak dojść do niewielkich rewizji, w szczególności podwyższenia prognozy wzrostu gospodarczego na ten rok.

I gołębie, i jastrzębie mogą znaleźć coś dla siebie

Pytanie, co czeka nas dalej, nie należy do łatwych. Z jednej strony inflacja kieruje się w dobrą stronę, gospodarka pozostaje słaba, a część wyprzedzających danych sugeruje, że z czasem presja płacowa powinna zelżeć. Z drugiej strony rynek pracy jest ciasny – stopa bezrobocia spadła ostatnio do rekordowo niskich poziomów, a płace negocjowane wzrosły w I kwartale o 4,69%, nieznacznie poniżej najszybszego tempa w historii. Bez wątpienia uwydatnia to obawy dotyczące dynamiki cen. Inflacja HICP zaskoczyła ostatnio w górę, szczególnie jej miara dla usług, która w maju wzrosła do najwyższego od ośmiu miesięcy poziomu 4,1%. Dodatkowo aktywność gospodarcza nabiera tempa. PKB w I kwartale był pozytywny – gospodarka wzrosła o wyższe od oczekiwań 0,3%. Wyprzedzające dane PMI również rosną i w dużej mierze zaskakiwały w górę – indeks zbiorczy wzrósł w maju do 52,3 pkt, co wskazuje na relatywnie silne momentum, napędzane przez usługi.

Wykres 2: Wskaźniki PMI w strefie euro (2021 – 2024)

Wykres 2: Wskaźniki PMI w strefie euro (2021 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 03.06.2024

Jednocześnie otoczenie zewnętrzne jest wspierające dla bardziej jastrzębiej postawy. Obniżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej nie są pewne i raczej nie dojdzie do nich wcześniej niż we wrześniu, a nawet wtedy tempo rozluźniania polityki monetarnej w USA będzie raczej powolne. Istnieją pewne obawy, że obserwowana w Stanach ścieżka inflacji, pokazująca szczególną uporczywość presji cenowej, może nie być, jak wcześniej sądzono, jedynie amerykańskim fenomenem.

Rynek może niedoszacowywać cięć

W ostatnich tygodniach członkowie Rady Prezesów byli na ogół bardziej gołębi niż członkowie FOMC. Uważamy, że taki stan rzeczy może się utrzymać w najbliższej przyszłości, a rynki mogą nieznacznie niedoszacowywać cięć w strefie euro w tym roku. Nasz bazowy scenariusz zakłada trzy obniżki stóp procentowych EBC w 2024 r., najprawdopodobniej w czerwcu, wrześniu i grudniu, podczas gdy rynki wyceniają niewiele ponad dwie. Biorąc to wszystko pod uwagę, uważamy, że ryzyka dla euro związane z tegotygodniowym posiedzeniem mogą być skierowane lekko w dół.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (06.06) o godz. 14:15, a konferencja prasowa rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Roman Ziruk, Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

Silnie zdywersyfikowany popyt, strategiczna lokalizacja, rozwinięta infrastruktura i duży rynek – Śląsk kusi inwestorów

Silnie zdywersyfikowany popyt, strategiczna lokalizacja w pobliżu kluczowych rynków zagranicznych, rozwinięta infrastruktura, duży, liczący 4,5 mln mieszkańców rynek – lista argumentów motywujących inwestorów do ulokowania swojego kapitału na Śląsku jest naprawdę długa. Najlepiej ilustruje to lokalny rynek powierzchni magazynowo – przemysłowych, który podsumowuje najnowszy raport międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield „Kopalnie Biznesu”. Jak czytamy w opracowaniu, w latach 2021-2023 nigdzie indziej w Polsce nie powstało tak dużo magazynów jak właśnie w regionie śląskim, który wyprzedził kolejny w stawce region mazowiecki o prawie 10%. Co więcej, województwo to wygrywa w stawce z wiodącymi lokalizacjami CEE i ma apetyt na więcej.

Jeden z regionalnych liderów

Jak wynika z danych Cushman & Wakefield, podaż nowoczesnej powierzchni magazynowo – przemysłowych na Śląsku sięga już prawie 5,5 mln mkw., z których aż 32% (1,7 mln mkw.) powstało w ciągu trzech ostatnich lat.

Śląskie to aktualnie drugi pod względem wielkości rynek magazynowy w Polsce. Region, który ustępuje jedynie województwu mazowieckiemu, możemy jednocześnie uznać za najbardziej złożony i wyjątkowy w skali całego kraju, jeśli weźmiemy pod uwagę głębokość sektora, liczbę dostępnych lokalizacji i rodzaj obecnych najemców. Z tego też powodu województwo śląskie to (obok Warszawy) lider wśród rynków lokalnych w CEE, oferujący przedsiębiorcom największą powierzchnię przemysłową odpowiadającą około 766 pełnowymiarowym boiskom do piłki nożnej. Dla porównania, w innych znaczących ośrodkach produkcyjno-magazynowych, podaż powierzchni jest dużo niższa, np. w regionie Budapesztu czy Pragi zasoby wynoszą jedynie po blisko 3,5 mln mkw., komentuje Damian Kołata, Partner, Head of Industrial & Logistics Agency Poland, Head of E-Commerce CEE, Cushman & Wakefield.

Niższy poziom podaży w innych lokalizacjach CEE idzie w parze również z dużo niższym poziomem pustostanów, co może studzić zapał wielu inwestorów i kierować ich uwagę na inne, bardziej perspektywiczne rynki, np. region Śląska.

Na koniec 2023 roku poziom powierzchni niewynajętej na Śląsku wynosił około 333 000 mkw. i wyprzedzał Węgry, Czechy czy Rumunię. Dla kontrastu, w rejonie Pragi, do wynajęcia pozostawało wtedy niespełna 30 000 mkw. powierzchni, czyli 11-krotnie mniej w województwie śląskim. Z najnowszych danych Cushman & Wakefield wynika, że poziom dostępnej do wynajęcia powierzchni magazynowej na koniec I kwartału tego roku wzrósł na Śląsku do ponad 350 000 mkw. Ponadto deweloperzy uruchamiają i planują nowe projekty, co może zmotywować wielu inwestorów, aby ulokować swój kapitał właśnie tutaj, komentuje Adrian Semaan, Senior Research Consultant, Industrial & Logistics Agency.

Jak wynika z analiz Cushman & Wakefield, na koniec 2023 roku w budowie znajdowało się niespełna 280 000 mkw., czyli o ponad 50% mniej niż rok wcześniej, a tylko 125 000 mkw. stanowiła powierzchnia niezabezpieczona umowami najmu. Z kolei na koniec I kwartału br. deweloperzy realizowali projekty liczące łącznie ok. 220 000 mkw., z czego zaledwie ok. 63 000 mkw. pozostawało do wynajęcia.

Rynek na Śląsku napędza dywersyfikacja najemców i lokalna specjalizacja

Według szacunków Cushman & Wakefield, na koniec ubiegłego roku całkowity popyt na powierzchnię magazynową w regionie wyniósł prawie 890 000 mkw., co stanowiło trzeci wynik w Polsce po województwie mazowieckim i dolnośląskim. Natomiast biorąc pod uwagę wolumen nowych umów i ekspansji, czyli tzw. popyt netto, wynajęto tutaj blisko 650 000 mkw., co dało regionowi Śląska drugi najwyższy rezultat po województwie dolnośląskim.

Siła Śląska leży w bardzo dużej dywersyfikacji lokalizacji inwestycyjnych, jak również różnorodności aktywnych tu branż i kierunków pochodzenia kapitału zagranicznego. Jednocześnie na przestrzeni ostatnich lat region zdołał wypracować swoją lokalną, motoryzacyjną specjalizację, co doskonale ilustrują wyniki notowane przez Katowicką Specjalną Strefę Ekonomiczną. W samej KSSE znajduje się ponad 600 polskich i zagranicznych przedsiębiorstw, z których ok. 40% związanych jest z przemysłem samochodowym oraz metalowo-maszynowym. Ponadto w naszej strefie aktywni są przedstawiciele sektora spożywczego, tworzyw sztucznych, branży chemicznej oraz elektrycznej i elektronicznej. Każdorazowo inwestycja z powyższych sektorów, to potencjalny wzrost powierzchni magazynowych na lokalnym rynku, komentuje dr hab. Rafał Żelazny, Prezes Zarządu Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej SA.

Dywersyfikacja gospodarcza Śląska przekłada się nie tylko na różnorodność najemców na rynku magazynowym, ale również zmiany, jakie generują one po stronie popytu.

Porównując lata 2022 i 2023 widzimy, że w ubiegłym roku znacząco wzrósł udział branży motoryzacyjnej, z 12% do 23%, a także produkcyjnej – z 14% do 16%, natomiast obniżyła się aktywność firm logistycznych – z 30% do 21%. Nisza aktywność logistyków jest jednak trendem, który obserwujemy również w innych lokalizacjach magazynowych w Polsce. Prawdopodobnie jednak jest to sytuacja przejściowa, a kolejne kwartały mogą przynieść ożywienie w tej grupie najemców. Tym bardziej może dotyczyć to Śląska, który z uwagi na swoją strategiczną lokalizację i bardzo rozwinięte zaplecze infrastrukturalne, jest jednym z najważniejszych rynków w regionie CEE na celowniku firm z branży TSL, tłumaczy Konrad Jacewicz, Associate, Industrial Agency, Cushman & Wakefield.

Do kolejnych inwestycji mogą zachęcać również stawki czynszów, które oferują lokalne projekty magazynowe. Najemcy mogą tu spodziewać się stawki bazowej w przedziale 4,20-5,50 EUR/mkw., co w wyniku owocnych rozmów z deweloperem może zostać zredukowane poprzez zachęty finansowe, zmniejszenie kosztów dostosowania czy miesiące bezczynszowe do poziomu z przedziału 3,00-4,30 EUR/mkw. jako stawka efektywna.

Dla przykładu, w Czechach, w regionie praskim, który jest najdroższym z rynków CEE, należy spodziewać się stawki bazowej w przedziale 6,50-7,75 EUR/mkw. i stawki efektywnej obniżonej poprzez miesiące bezczynszowe i zmniejszenie kosztów dostosowania do poziomu 6,20-7,50 EUR/mkw. Z kolei w regionie ostrawskim stawka bazowa oscyluje w przedziale 5,20-5,75 EUR/mkw., a stawka efektywna utrzymuje się na poziomie 4,90-5,50 EUR/mkw. Na Słowacji, w regionie bratysławskim, z wyłączeniem o co najmniej jedno euro droższego miejskiego obszaru, można oczekiwać stawki bazowej w przedziale 4,75-5,60 EUR/mkw., która jest często de facto stawką efektywną ze względu na bardzo ograniczone chęci deweloperów do jakichkolwiek negocjacji, dodaje Damian Kołata.

Rynek pracy daje potencjał do dalszego rozwoju

Jak wynika z danych Randstad, spośród niemal 4,3 mln osób zamieszkujących województwo śląskie, blisko 59% to ludność w wieku produkcyjnym, a to jeden z kluczowych elementów branych pod uwagę w procesie inwestycyjnym. Stabilna pozostaje też liczba osób w wieku przedprodukcyjnym (17%). Fakt, że mediana wieku pracownika to 41 lat, a najwięcej osób pracujących znajduje się w grupie wiekowej 35-44 lata, to również dobra informacja dla pracodawców. Oznacza to, że śląski rynek pracy umożliwia dostęp do wielu osób, które mają już za sobą kilkuletnie lub kilkunastoletnie doświadczenie w pracy zawodowej, a zarazem mają też przed sobą wiele lat aktywności zawodowej.

W województwie śląskim średni stan zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw utrzymuje się na poziomie ok. 784 tys. pracowników. Świadczy to o dojrzałości lokalnego rynku pracy i wzmacnia pozycję województwa śląskiego jako atrakcyjnego miejsca do inwestycji, szczególnie w obszarze nowych technologii i przemysłu. Metropolia śląska rozwija się w wielu kluczowych dla gospodarki obszarach, a to daje dostęp do unikatowych kompetencji w obszarze badań i rozwoju i pozwala inwestorom na realizowanie innowacyjnych projektów. Nie powinno więc dziwić, że w ciągu ostatnich lat Katowice i Śląsk stały się jedną z głównych lokalizacji inwestorów z sektora usług wspólnych, nowoczesnych technologii i R&D. Ponadto działania samorządu konsekwentnie poprawiają jakość życia mieszkańców i pracują na umacnianie marki całego województwa, a to powinno owocować kolejnymi inwestycjami w najbliższej przyszłości, podsumowuje Dagmara Żuromska, Strategic Business Development Senior Manager Randstad.

DNA Medical Group planuje debiut na NewConnect

DNA Medical Group – firma medyczna działająca w branży badań genetycznych, planuje debiut na rynku NewConnect. Wcześniej spółka chce pozyskać finansowanie od inwestorów na rozwój działalności, w tym m.in. na wyposażenie laboratorium. Działająca od czerwca 2023 r. firma już jest rentowna. Marka jako jedyna w Polsce może wykonać sekwencjonowanie genomu bez posiłkowania się zagranicznymi podwykonawcami. Dzięki temu proces jest szybszy, bezpieczniejszy i tańszy, a w efekcie – bardziej dostępny dla placówek medycznych i pacjentów.

Prężnie rozwijający się rynek badań genetycznych, ich coraz częstsze wykorzystywanie w diagnostyce chorób, przygotowywaniu terapii celowanych oraz planowane rozszerzenie refundacji badań prenatalnych sprawiają, że rośnie popyt na usługi oferowane przez DNA Medical Group. Firma ma ambitne plany rozwoju i aby je sfinansować, zdecydowała o pozyskaniu zewnętrznych inwestorów, a następnie debiucie na rynku NewConnect.

Jeszcze w tym roku chcielibyśmy pozyskać finansowanie od inwestorów. Jesteśmy już rentowni, natomiast dzięki zewnętrznej rundzie inwestycyjnej, będziemy mogli przyśpieszyć rozwój naszego biznesu – zarówno w obszarze działalności usługowej, jak i nowych linii biznesowych. W ramach emisji chcielibyśmy pozyskać kilka milionów złotych, a jej konsekwencją będzie giełdowy debiut. W samym debiucie widzimy szansę na zwiększenie rozpoznawalności i transparentności naszej firmy – mówi Izabela Czuraj – prezes zarządu DNA Medical Group.

DNA Medical Group specjalizuje się w badaniach genetycznych i korzysta z najbardziej zaawansowanych technologii dostępnych na rynku. Spółka jako jedyna w Polsce oferuje pełny zakres badań WES (sekwencjonowanie całego eksomu) i WGS (sekwencjonowanie genomu), bez korzystania z zagranicznych podwykonawców i wysyłania materiału genetycznego poza Polskę. Firma jest również producentem polskiego testu NIPT (badanie przesiewowe szacujące ryzyko wystąpienia u dziecka wad genetycznych). Jednym z jej celów jest nie tylko zwiększanie dostępności do badań genetycznych i ochrona danych pacjentów, ale też edukacja. Genetyka jest dziś jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin medycyny, a wiedza o genetycznych predyspozycjach chorób zwiększa skuteczność terapii.

Badania genetyczne wykrywają zmiany w DNA i umożliwiają pozyskiwanie ważnych informacji o zdrowiu, co w efekcie może wpłynąć na wydłużenie i większy komfort życia pacjenta. Często zdarza się, że są one jedyną skuteczną metodą diagnostyki. Dają szansę na wykrycie choroby we wczesnym stadium, a im szybciej coś wiemy – tym szybciej możemy przeciwdziałać. Niestety świadomość na temat znaczenia badań genetycznych jest jeszcze zbyt niska, dlatego tak ważna jest edukacja zarówno pacjentów, jak i środowiska medycznego – komentuje Izabela Czuraj – prezes zarządu DNA Medical Group.

Szansą na dalszy rozwój świadomości znaczenia badań genetycznych i ich istotną popularyzację są zmiany regulacyjne. W projekcie nowelizacji rozporządzenia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu programów zdrowotnych, zniesiono limit wiekowy dla kwalifikacji do refundacji genetycznych badań prenatalnych. Dotychczas badania te były bezpłatne dla kobiet, które ukończyły 35 lat.

W ostatnim czasie DNA Medical Group została laureatem Polskiej Nagrody Inteligentnego Rozwoju 2024 w kategorii innowacyjna firma. Prestiżowa nagroda promuje twórców innowacji technologicznych i społecznych oraz inwestycji podnoszących standard życia i wpływających na rozwój naukowo – badawczy. Spółka została doceniona m.in. za zwiększanie dostępności badań genetycznych, umożliwiających szybką diagnozę wielu chorób.

Według raportów Vision Research Reports – wielkość światowego rynku testów genetycznych oszacowano na około 8,84 miliarda dolarów w 2023 r. i przewiduje się, że do 2033 r. osiągnie on poziom około 64,73 miliarda dolarów, przy CAGR wynoszącym 22,03% w latach 2024-2033.

Większość polskich firm liczy na wzrost eksportu, ale… obawiają się wzrostu skali opóźnień płatności

Większość ankietowanych polskich firm spodziewa się zwiększenia w 2024 roku swoich przychodów eksportowych, ale… i tak na tle innych krajów polskie firmy są najostrożniejsze w swoich oczekiwaniach. I mają ku temu powody, ale także oryginalne strategie radzenia sobie z problemami.

Polskie firmy na tle tych z innych, wysokorozwiniętych krajów: trochę rzadziej wierzą we wzrost cen swoich produktów, częściej też obawiają się stagnacji a nawet spadku swoich obrotów (27% ankietowanych z Polski). Nie bez przyczyny – wysokim kosztom rynkowym towarzyszą też wysokie koszty finansowania sprzedaży: polskie firmy notują obecnie zdecydowanie najdłuższe terminy spływu należności a ponadto bardzo duża ich część obawia się wzrostu skali opóźnień płatności w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Stąd „zachowawczo” podchodzą obecnie do ekspansji: w największym stopniu stawiają na rozwijanie działalności na już dotychczas zdobytych rynkach, z powodu wysokich kosztów w kraju najrzadziej stawiają na przeniesienie do niego większej części swojego łańcucha dostaw oraz na „dekarbonizację” swojej działalności. Jeśli już inwestują, to w to co sprawdzało się przez ostatnie dwie dekady obecności w UE: nowoczesność, czyli wykorzystanie AI w stopniu porównywalnym z mistrzami w tym względzie – Chińczykami.

Czy rok 2024 może przynieść firmom trochę światła na końcu tunelu – Allianz Trade przeprowadził ankietę wśród ponad 3000 eksporterów z Chin, Francji, Niemiec, Włoch, Polski (ponad 400 firm), Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i USA[1] w ramach trzeciej edycji Globalnego Badania –  dostępny jest także pełny raport z globalnego badania eksporterów.

  • Polskie firmy wierzą w siłę cenową swoich produktów – wzrost ich cen (79% ankietowanych), ale… poza Chinami borykającymi sią z nasilającą się wojną handlową z Zachodem (74% ankietowanych chińskich firm wierzy we wzrost cen) w Europie mniej optymistyczni co do wzrostu cen swoich eksportowych produktów są tylko przedsiębiorcy z Włoch (78% ankietowanych) – w pozostałych krajach objętych badaniem ponad 80% firm oczekuje odbicia w tym roku w górę cen swoich produktów, nierzadko blisko 90% (Hiszpania 88%, Niemcy 87%)
  • 73% polskich firm spodziewa się wzrostu swoich przychodów eksportowych – ale to najniższy wynik wśród badanych gospodarek (gdyż średnia tych optymistycznych oczekiwań wynosi 82%). Czy polskie firmy czują się mniej pewnie w konkurencji międzynarodowej?

„Mocną stroną polskich firm były konkurencyjne ceny oraz szybkość dostaw (bliskość zachodnioeuropejskich rynków zbytu). Za to mniej w porównaniu do innych badanych krajów jest polskich, rozpoznawalnych międzynarodowych marek i znaków handlowych, polskie produkty nie słyną też tak z designu czy wyrafinowania jak np. włoskie, francuskie czy hiszpańskie lub technologicznej perfekcji jak produkty niemieckie. Taką renomę zdobywa się nie latami, ale przez wiele dekad. Nasze zaś atuty w tej chwili słabną – konkurencyjność cenowa polskich firm jest zdecydowanie mniejsza niż wcześniej (wysokie ceny energii, mało już konkurencyjne koszty zatrudnienia – zestawiając wzrost kosztu pracy ze wzrostem wydajności, nie zapominając o dostępności pracowników: w Polsce jest najniższe obok Czech bezrobocie rejestrowane w UE!). Europa Środkowo-wschodnia jest obecnie zdecydowanie rzadziej wybierana jako źródło zwiększania zamówień w łańcuchach dostaw – przegrywa z Dalekim Wschodem i z Europą Zachodnią, gdyż spadkowi konkurencyjności cenowej towarzyszy bliskie ryzyko geopolityczne związane z wojną w Ukrainie. Stąd polskie firmy walczą o zamówienia innym elementem sprzedaży – akceptując dłuższe terminy płatności i większe ryzyko z tym związane (oraz wyższe koszty finansowe wynikające z wolniejszej rotacji należności i kapitału) – ocenia Sławomir Bąk, członek zarządu Allianz Trade w Polsce odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

  • Produkowanie i zaopatrywanie się w Polsce nie jest już tak opłacalne! Aż 83% spośród badanych zarządzających polskimi firmami wskazało wysokie koszty jako główną przeszkodę w przeniesieniu łańcuchów dostaw do Polski – koszty operacyjne, wymiany handlowej i inwestycji (83% polskich respondentów!). Gdy dodamy do tego, iż wciąż wysoko na liście zagrożeń jest dostępność i koszt pracowników w Polsce (obawa wyrażania przez 49% badanych polskich firm) oraz obawy o dostępność i jakość lokalnych poddostawców (54% badanych przedsiębiorstw z Polski) jasne staje się, dlaczego polskie firmy najrzadziej wśród tych z innych krajów myślą o przyspieszeniu relokacji łańcuchów dostaw z powrotem do kraju macierzystego (tylko 16% ankietowanych polskich eksporterów, gdy na pozostałych rynkach było to o ponad 10% więcej).
  • Największe ryzyko związane z opóźnionymi płatnościami – polskie firmy raportują zdecydowanie najdłuższe terminy płatności z tytułu eksportu. Aż 32% ankietowanych polskich firm otrzymuje płatności po 70 i więcej dniach od sprzedaży, podczas gdy w trzech spośród badanych krajów odsetek takich odpowiedzi jest dwudziestoprocentowy (Włochy, Niemcy i USA) a w pozostałych czterech krajach tak długo na swoje należności czeka tylko kilkanaście procent eksporterów (11-15% firm brytyjskich, francuskich czy hiszpańskich – czyli nawet trzy razy rzadziej niż w Polsce!) .
  • Co więcej – duża część polskich firm (44%) spodziewa się wzrostu skali ryzyka opóźnionych płatności w bieżącym roku. Tymczasem w większości ankietowanych krajów takie oczekiwania wyrażało mniej firm, zazwyczaj w okolicach 1/3 – tylko we Francji firmy są w tej kwestii sceptyczne nawet bardziej, niż w Polsce (47% francuskich firm spodziewa się wzrostu ryzyka opóźnionych płatności).

Jak polskie firmy radzą sobie z wyzwaniami – jak starają się zwiększyć eksport oraz przychody z tego tytułu?

  • Zachowawczo w kwestii stawianych sobie celów: Optymistycznie, ambitnie – to można powiedzieć o strategiach pobudzenia eksportu poprzez stawianie na rozwój nowych produktów (najczęściej wybierane przez firmy w USA, Wlk. Brytanii i Francji) czy na dywersyfikację rynków zbytu i docieranie do nowych (to najczęstsze odpowiedzi firm z Hiszpanii, Chin, Niemiec i Włoch). Na co najczęściej stawiają obecnie polscy eksporterzy? Na bezpieczne zwiększenie swojego udziału na rynkach, na których już są obecni (26% ankietowanych firm z Polski), podczas gdy jeszcze przed rokiem niemal równie często nasi menedżerowie typowali ekspansję na nowe rynki.
  • Zdecydowanie bardziej odważnie w sposobie ich realizacji: Już przed rokiem polskie firmy zdecydowanie wyróżniały się na tle tych zachodnioeuropejskich digitalizacją swojej działalności – przynajmniej o „długość czy dwie” wyprzedzając je m.in. w skali wykorzystania chmur obliczeniowych w handlu i usługach sieciowych, wykorzystaniu oprogramowania wspierającego pracą zespołową, kontakt oraz zarządzanie magazynami i produkcją etc. Obecnie na topie jest AI: w przypadku polskich firm nie są to tylko plany, ale w stopniu porównywalnym z Chinami – także już rzeczywistość i bieżące jej wykorzystanie. Aż 36% ankietowanych polskich firm wykorzystuje w chwili obecnej AI (LLM – duże modele językowe) do usprawnienia zarządzania łańcuchem dostaw a 22 % do identyfikowania możliwości eksportowych i ułatwienia komunikacji. Tymczasem w wielu z pozostałych krajów jako narzędzie cyfrowego rozwoju wskazywany jest m.in. elektroniczny handel, nic nowego w 2024 roku. Co więcej: to nie koniec „inteligentnej” zmiany w polskich firmach – o konsekwentnym postawieniu na rozwój w oparciu o AI jako najważniejszy element wzrostu w kolejnych dwóch latach mówi 79% polskich menedżerów objętych badaniem (podobnie tylko, bo 81% odpowiedzi od zarządzających z Chin) – podczas gdy w pozostałych krajach średnio stawia na potencjał AI w kwestii przyszłego wzrostu firmy „tylko” 60% badanych.
  • Nie zapominając o ostrożności – zabezpieczeniach: Świadomość ryzyka i chęć jego minimalizacji w wykonaniu polskich firm potwierdza częstsze niż przed rokiem sięganie przez nie po zabezpieczenia w postaci gwarancji w łańcuchu dostaw – czyni tak 37% polskich eksporterów w badaniu (równie często ma to miejsce w Chinach i w USA) – generalnie ta forma zabezpieczenia swoich dostaw (i działalności) najmocniej zyskała w porównaniu do zeszłego roku. Cieszyć może, iż polskie firmy są w tym względzie na czasie, dostrzegają tę potrzebę oraz potrafią ją zrealizować, chroniąc w ten sposób swoja produkcje i działalność.
  • Tnąc koszty na rozwój w obszarach niebędących najistotniejsza potrzebą: Tutaj nie ma może powodów do dumy – chociaż…. Pewne zapóźnienie w kwestii dekarbonizacji swojej działalności, mimo że przynosi chluby to w jakiś sposób świadczyć może też o racjonalności, chociaż przede wszystkim – konieczności. Nakłady, które mogą być odkładane są w polskich firmach odkładane – i tak też jest z redukcją śladu węglowego: 68% ankietowanych menedżerów z Polski potwierdza jasną strategię swojej firmy odejścia od paliw kopalnych – niezależnie od wahań ich cen, podczas gdy średnia światowa takich deklaracji wyniosła 78%, czyli wszystkie kraje poza Niemcami miały wynik zbliżony lub nawet powyżej 80% takich odpowiedzi (Niemcy podobnie jak Polska – „tylko” 69%!). Aż 13% respondentów z polskich firm uznało, iż ich firma nie jest na dobrej drodze spełnienia zerowego celu emisji w 2050 roku (negatywne odpowiedzi na to pytanie ze wszystkich innych krajów były jednocyfrowe, poza Polską i Włochami). Dużo wyraźniej od stawki polskie firmy odstają w kwestii używania cyfrowych faktur – wdrożyło je lub jest w stanie wdrożyć w ciągu roku tylko 54% firm objętych badaniem z Polski, podczas gdy średnia ze wszystkich krajów wynosi 66%. Może pewien wpływ na najdłuższe średnio terminy płatności na rzecz eksporterów z Polski ma nie tylko długi termin udzielany przez samych sprzedających, ale i braki w zakresie szybkiego, elektronicznego obiegu faktur z nabywcami? Jest to na pewno pole do poprawy, chociaż nie sprzyja temu obecnie odsunięty ponownie w czasie do 2026 roku termin wprowadzenia powszechnego obowiązku e-fakturowania w Polsce.

Oczekiwania dotyczące wzrostu obrotów eksportowych w 2024 r. % respondentówOczekiwania dotyczące wzrostu obrotów eksportowych w 2024 r. % respondentów

Źródło: Allianz Trade Global Survey 2024

Odsetek respondentów spodziewających się wzrostu ryzyka braku płatności eksportowych w ciągu najbliższych sześciu do 12 miesięcy, % respondentów, 2024 r. vs. 2023 r.Odsetek respondentów spodziewających się wzrostu ryzyka braku płatności eksportowych

Źródła: Allianz Trade Global Surveys 2023 and 2024

Odsetek respondentów kupujących ubezpieczenie łańcucha dostaw w celu złagodzenia zakłóceń (%)Odsetek respondentów kupujących ubezpieczenie łańcucha dostaw w celu złagodzenia zakłóceń (%)

Źródła: Allianz Trade Global Surveys 2023 and 2024

Oczekiwania dotyczące trendu zmiany na dostawców krajowych lub reshoringu w nadchodzących dwóch latach, % respondentówOczekiwania dotyczące trendu zmiany na dostawców krajowych lub reshoringu w nadchodzących dwóch latach, % respondentów

Źródło: Allianz Trade Global Survey 2024

Aktywność cyfrowa, która najbardziej przyczynia się do rozwoju międzynarodowego, % respondentówAktywność cyfrowa, która najbardziej przyczynia się do rozwoju międzynarodowego, % respondentów

Źródło: Allianz Trade Global Survey 2024

[1] Ankieta została przeprowadzona online w ciągu trzech tygodni w kwietniu 2024 roku.

ORLEN podwoi wydobycie gazu z Morza Północnego

PGNiG Upstream Norway z Grupy ORLEN kupiło od Equinor Energy dodatkowe niemal 20 proc. udziałów w złożu gazowym Eirin na Morzu Północnym. W efekcie transakcji, wolumen gazu, który Grupa ORLEN pozyska łącznie z tego złoża, wzrośnie niemal dwukrotnie, do ponad 1,5 mld m sześc.

Realizacja transakcji umożliwi ORLEN dalszy wzrost własnego wydobycia gazu ziemnego oraz przyczyni się do optymalizacji działalności koncernu na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Początek prac wiertniczych na złożu Eirin zaplanowano na trzeci kwartał tego roku a uruchomienie wydobycia ma nastąpić w drugim półroczu 2025 r. W złożu zostaną wykonane dwa odwierty produkcyjne, z których gaz będzie przesyłany podmorskim gazociągiem do platformy na złożu Gina Krog, w którym Grupa ORLEN również posiada 41,3 proc. udziałów. Wyrównanie wielkości udziałów Koncernu w Gina Krog i Eirin zoptymalizuje koszty zarządzania wspólnie eksploatowanymi złożami.

– Realizując aspiracje związane z własnym wydobyciem ropy i gazu, dbamy obecnie o jak największą efektywność naszych inwestycji i budowę wartości dla akcjonariuszy. Eirin to dojrzały projekt, który rozpocznie produkcję już w przyszłym roku. Wydobycie będzie prowadzone przy wykorzystaniu już istniejącej infrastruktury na naszym pobliskim złożu Gina Krog. Pozwoli to skrócić czas zagospodarowania i ograniczy koszty eksploatacji, a jednocześnie zmniejszy intensywność emisji CO2 związanej z produkcją – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Platforma Gina Krog jest zasilana energią elektryczną produkowaną na lądzie, która niemal w 100 proc. pochodzi z odnawialnych źródeł energii, przede wszystkim elektrowni wodnych. Dzięki temu intensywność emisji produkcji na platformie jest bardzo niska i wyniesie w tym roku ok. 0,7 kg CO2 na każdą wyprodukowaną baryłkę ekwiwalentu ropy, podczas gdy średnia dla całego Norweskiego Szelfu Kontynentalnego to ok. 8 kg na baryłkę. Podłączenie Eirin do Giny Krog może pozwolić na dalsze obniżenie intensywności emisji na platformie, poprzez zwiększenie wolumenu przetwarzanego surowca przy jednoczesnym utrzymaniu całkowitej bezwzględnej wielkości emisji na porównywalnym poziomie.

– Złoża Eirin i Gina Krog są częścią obszaru wydobywczego Sleipner, który stanowi jeden z głównych hubów produkcyjnych ORLEN na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Obszar ten odpowiada obecnie za ok. jedną trzecią całkowitego wydobycia koncernu w Norwegii. Uruchomienie produkcji ze złoża Eirin umożliwi bardziej efektywne wykorzystanie infrastruktury hubu i wydłuży perspektywę ekonomicznej eksploatacji tworzących go aktywów – mówi Wiesław Prugar, Członek Zarządu ORLEN ds. Upstream.

Transakcja pomiędzy norweską spółką ORLEN i Equinor oczekuje jeszcze na zgody administracyjne. Po sfinalizowaniu transakcji, łączny udział Koncernu w Eirin wzrośnie do 41,3 proc. Zasoby złoża wynoszą ok. 27 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, z czego ponad 85 proc. stanowi gaz ziemny.

PGNiG Upstream Norway eksploatuje obecnie 19 złóż a na kolejnych dziewięciu prowadzi zagospodarowanie, w celu uruchomienia produkcji. W ubiegłym roku spółka wyprodukowała prawie 27 milionów baryłek ekwiwalentu ropy naftowej węglowodorów, w tym ponad 3 mld m sześc. gazu. Spółka zakłada w tym roku zwiększenie wydobycia gazu ziemnego do 4 mld m sześc.

Telegram – ujawniono bazę danych

Badacze ds. cyberbezpieczeństwa zebrali dane uwierzytelniające z licznych kanałów cyberprzestępczych serwisu Telegram. Ujawniono ogromną bazę danych, zawierającą adresy e-mail, identyfikatory i hasła użytkowników różnych serwisów.

Dane z Telegrama

To nie jest szczęśliwy czas dla bezpieczeństwa informacji. Dopiero co informowaliśmy o wycieku danych z platformy sprzedażowej Ticketmaster, a już dzisiaj dowiadujemy się o nowo ujawnionej bazie informacji.

Anonimowi badacze udostępnili Troyowi Huntowi, (właścicielowi serwisu Have I Been Pwned) 122 GB danych uwierzytelniających zebranych z wielu kanałów na Telegramie. Według Hunta, ta baza jest ogromna i zawiera 361 milionów unikalnych adresów e-mail, z których 151 milionów nigdy wcześniej nie pojawiło się w usłudze powiadamiania o naruszeniu danych. Wszystko wskazuje na to, że udostępnione dane wyłudziło złośliwe oprogramowanie wykradające hasła.

HIBP Telegram – ujawniono bazę danych

“Obok tych adresów znajdowały się hasła i, w wielu przypadkach, strona internetowa, której dotyczą dane.” – wspomina właściciel serwisu Have I Been Pwned.

Have I Been Pwned

Serwis internetowy Have I Been Pwned to strona internetowa, która pozwala zweryfikować, czy adres mailowy brał udział w wycieku danych. W ostatnim czasie do serwisu dołożono kolejną bazę danych dotyczącą informacji ujawnionych z kanałów cyberprzestępczych komunikatora Telegram. Strona na potrzebę użytkownika wyszukuje wskazany przez niego adres e-mail przeszukując udostępnione bazy z różnych naruszeń. Dzięki temu możemy otrzymać informacje, czy nasze dane zostały bezprawnie udostępnione.

Co teraz?

Przede wszystkim zachowaj spokój i sprawdź czy masz powód do obaw. Możesz łatwo zweryfikować, czy Twoje dane zostały opublikowane korzystając ze strony Have I Been Pwned – https://haveibeenpwned.com/.

Jeżeli Twoje dane brały udział w opisanym wycieku:

  • Ustaw weryfikację dwuetapową, aby mieć pewność, że nikt nie dostanie się na Twoje konto.
  • Zmień hasła do wszystkich kont oraz aplikacji, żeby uniemożliwić nieautoryzowany dostęp do nich przez osoby trzecie.
  • Koniecznie przywróć do ustawień fabrycznych swoje urządzenia. Jeżeli złośliwe oprogramowanie wykradło Twoje dane, to może to robić nadal.

Rollercoaster na PLN

W tym tygodniu notowania złotego dosłownie szaleją. Wczorajsze poranne osłabienie krajowej waluty wieczorem zostało całkowicie wymazane, jednak już we wtorek przed południem PLN ponownie oddaje pole głównym walutom i to ze sporą nadwyżką. Ewidentnie widać, że krajowa waluta podporządkowuje się ruchom na eurodolarze. Ten z kolei ulega słabemu raportowi ISM z USA. Szwajcarzy po raz kolejny w celu inflacyjnym!

Któremu wskaźnikowi ufać?

Po wczorajszych porannych odczytach indeksów PMI dla przemysłu z Europy przyszedł czas na adekwatne raporty ze Stanów Zjednoczonych. W poniedziałkowe popołudnie zwyżkowy odczyt PMI z USA (51,3 pkt.) odbił się od neutralnego poziomu 50 pkt. uzyskanego w poprzednim miesiącu. Oznacza to wejście w strefę sugerującą rozwój. Dane nie zrobiły jednak wrażenia na inwestorach, gdyż ci swoją uwagę skupili na ważniejszym dla Amerykanów raporcie ISM, który tym razem zawiódł. Pomimo zwyżkowych prognoz indeks spadł do 48,7 pkt. To sugeruje pozostanie w strefie recesji, w której z wyjątkiem marcowych danych, znajdujemy się od października 2022 roku. Niekorzystne odczyty ISM pozwoliły rynkowi grać na wrześniowy „pivot” FED, który z niewielką przewagą, ale jednak, ma aktualnie największe prawdopodobieństwo (52,6%), co osłabiło dolara. W nocy z poniedziałku na wtorek notowania głównej pary walutowej świata doszły do 1,091 USD.

Złoty znów podąża za dolarem

Wczorajszą popołudniową słabość USD wykorzystał PLN. Krajowa waluta, która jest ujemnie skorelowana do amerykańskiej, po raz kolejny zyskiwała w trakcie osłabienia „zielonego”. Wieczorna aprecjacja złotego doprowadziła kursy xxxPLN do niskich poziomów z otwarcia sesji. Niestety, we wtorek o poranku sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Krajowa waluta w chwile z nadwyżką oddała wczorajsze zyski. Jest to związane z odreagowaniem kursu eurodolara, który o godzinie 10:30 schodzi poniżej 1,088 USD. W tym samym czasie kurs EUR/PLN dochodzi do 4,29 PLN, USD/PLN to 4,94 PLN, notowania GBP/PLN to 5,04 PLN, a CHF/PLN to 4,41 PLN.

Inni mogą brać przykład!

We wtorek poznaliśmy dane inflacyjne ze Szwajcarii, które po raz kolejny potwierdzają stabilność cen u Helwetów. Inflacja konsumencka w ujęciu rocznym pozostaje na poziomie 1,4%, co jest zgodne z rynkowym konsensusem. Publikacja mieści się w celu Szwajcarskiego Banku Narodowego (0-2%). Ostatni raz powyżej priorytetu SBN byliśmy w maju 2023 roku. Oznacza to, że dokładnie od roku Helweci dowożą swoje założenia. Należy dodać, że dzieje się to w czasie, kiedy reszta świata wciąż zmaga się z podwyższoną dynamiką cen, bojąc się jej odbicia. W wyniku dobrych danych, które aktualnie nie sugerują konieczności zacieśniania polityki monetarnej w Szwajcarii, frank tuż po publikacji stracił do euro, dolara, funta czy złotego. Co ciekawe, już 2 godziny po odczycie CHF z nadwyżką wymazał poranne straty do wszystkich z wyżej wymienionych walut.

Dawid Górny, dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Aktywność inwestorów na GPW w maju 2024

W maju 2024 roku obroty akcjami na Głównym Rynku GPW osiągnęły poziom 32,8 mld zł, co oznacza wzrost o 48,1% w porównaniu z majem ubiegłego roku. Średnie dzienne obroty akcjami na warszawskim parkiecie również wzrosły i wyniosły 1,64 mld zł, o 55,5% więcej niż przed rokiem. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał w pierwszych pięciu miesiącach tego roku ponad 10%.

  • 32,8 mld zł – wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na Głównym Rynku (wzrost o 48,1% rdr)
  • 204,6 mln zł – wartość obrotu produktami strukturyzowanymi (wzrost o 31,6% rdr)
  • 83,0 mln zł – łączna wartość obrotu ETF i ETC (wzrost o 15,7% rdr)

Rynek Akcji

Maj był udany na warszawskim parkiecie. Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW osiągnęła 32,9 mld zł, co stanowi wzrost o 46,4% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła natomiast o 48,1% rok do roku, osiągając poziom 32,8 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1,64 mld zł, co oznacza wzrost o 55,5% w porównaniu do poprzedniego roku. Na koniec maja wartość indeksu WIG wyniosła 86 315,26 pkt. i wzrosła w tym roku o 10,01%.

W przeciwieństwie do Głównego Rynku GPW, na rynku NewConnect odnotowano spadki. Łączna wartość obrotu akcjami wyniosła w maju 128,9 mln zł, co oznacza spadek o 30,3% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła natomiast o 30,4% rok do roku, do poziomu 127,8 mln zł.

Obroty na rynku GlobalConnect wzrosły – wartość obrotów akcjami osiągnęła w maju 2024 roku poziom 0,9 mln zł, co oznacza wzrost o 83% w porównaniu do 0,5 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Rynek Instrumentów Pochodnych

W maju 2024 roku łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 0,8 mln sztuk, co stanowi spadek o 17,4% w porównaniu do maja 2023 roku. Obroty kontraktami na indeksy zmniejszyły się o 18,2% rok do roku, do poziomu 519,1 tys. sztuk. Wolumen obrotu kontraktami na waluty zanotował spadek o 38,6% rok do roku, do 161,8 tys. sztuk. Natomiast obroty kontraktami na akcje odnotowały znaczący wzrost o 63,1% rok do roku, osiągając poziom 144,4 tys. sztuk.

Rynek Produktów Strukturyzowanych i ETF-ów

W maju wartość obrotu produktami strukturyzowanymi wzrosła o 31,6% rok do roku, osiągając poziom 204,6 mln zł. Równocześnie na GPW odnotowano wzrost łącznej wartości obrotów ETF oraz ETC do 83,0 mln zł, co oznacza wzrost o 15,7% w porównaniu z majem ubiegłego roku.

Rynek Instrumentów Dłużnych

Na koniec maja wartość emisji obligacji nieskarbowych notowanych na rynku Catalyst osiągnęła 112,9 mld zł, w porównaniu do 100,9 mld zł w tym samym okresie ubiegłego roku. Równocześnie wartość obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 18,0% rok do roku, do poziomu 515,2 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na Treasury BondSpot Poland wyniosła 101,4 mld zł, co stanowi wzrost o 111,0% w porównaniu do 48,1 mld zł rok wcześniej.

Kapitalizacja spółek na warszawskim parkiecie

Kapitalizacja 369 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w maju 2024 roku wyniosła 805,7 mld zł (188,8 mld EUR). Natomiast łączna kapitalizacja wszystkich 411 spółek, zarówno krajowych, jak i zagranicznych sięgnęła 1 613,2 mld zł (378,0 mld EUR).

Debiuty – nowi emitenci

W maju 2024 roku na rynku NewConnect zadebiutowały akcje spółki BRAINSCAN, która zajmuje się m.in. diagnostyką obrazową mózgu z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Wartość oferty wyniosła 5,9 mln zł.

CI Games zatrudnia Toma O’Connora, byłego starszego dyrektora Tencent Games

CI Games ogłosiło powołanie Toma O’Connora na stanowisko starszego wiceprezesa (Senior Vice President) ds. rozwoju. O’Connor ostatnio pracował w Tencent Games, gdzie pełnił funkcję starszego dyrektora ds. produkcji. Ściśle współpracując z kierownictwem studia, odegrał kluczową rolę w realizacji strategii i zarządzaniu zachodnimi studiami, w tym Sumo Group i Sharkmob, przyczyniając się do ich rozwoju.

Przed związaniem się z Tencent Games Tom spędził 15 lat w PlayStation, gdzie zarządzał zespołem studiów deweloperskich i partnerów dostarczających produkcje, w tym znaną i cenioną serię LittleBigPlanet, na należące do firmy platformy sprzętowe.

Do CI Games O’Connor dołącza jako kluczowy członek zespołu kierowniczego, raportujący bezpośrednio do prezesa spółki, Marka Tymińskiego. Tym samym będzie nadzorować i koordynować wewnętrzne i zewnętrzne studia firm CI Games i United Label, wliczając w to prace nad Project III i Project Survive, a także innymi tytułami. Jego mianowanie na to stanowisko ma kluczowe znaczenie w procesie strategicznej restrukturyzacji CI Games, ogłoszonej na początku roku.

Marek Tymiński, CEO CI Games, powiedział: „W imieniu zespołu kierowniczego i całej firmy chciałbym przywitać Toma w CI Games. Dołącza on do nas w naprawdę ważnym momencie. Nadal zwiększamy efektywność oraz jakość naszych tytułów w oparciu o optymalizacje biznesowe wprowadzone w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Pomoc Toma okaże się również nieoceniona w realizacji obranej przez firmę strategii, zakładającej przyszły rozwój naszych własnych IP.”

Tom O’Connor, starszy wiceprezes ds. rozwoju w CI Games, powiedział: „Chciałbym podziękować Markowi i reszcie zespołu za ciepłe przyjęcie w CI Games. Dostrzegam i doceniam mocne strony firmy oraz postępy, jakie poczyniła w realizacji założonych celów strategicznych. Mam jasną wizję tego, w jaki sposób mogę kierować jej strukturami produkcyjnymi, by wspólnymi siłami wprowadzić CI Games na kolejny poziom.”

Retencja pracowników – co zrobić żeby w zespole pracowało się lepiej?

Zatrzymanie kadr to jedno z największych wyzwań, przed którymi stoją firmy – ponad 36% z nich miało problem z odejściami pracowników w ciągu ostatnich miesięcy, a blisko 45% pracujących planowała zmienic miejsce zatrudnienia, wynika z „Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding. Jak firmy mogą zwiększyć retencję pracowników?

Odsetek Polaków, którzy chcą zmienić miejsce pracy wzrósł o 5 p.p. w porównaniu z ub. rokiem, wynika z badania przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Gi Group Holding w lutym br. Jeszcze rok wcześniej taki plan deklarowało 39,8% pracujących vs. 44,9%. Chęć zmiany dotyczy najczęściej odległej perspektywy – 15% badanych planuje taki krok w ciągu dwóch lat, a 14% w ciągu roku. Czy zamierza Pan zmienić Pracę

Dane CBOS z 2022 roku pokazują, że realnie zmiany pracy w ciągu pięciu lat dokonuje 28% badanych. Podobnie, przeprowadzone przez Pracuj.pl badanie „Mobilność zawodowa Polaków w 2023 roku” mówi o tym, że miejsce zatrudnienia na przestrzeni 10 lat zmieniło około ⅓ pracowników.

Zarówno liczne deklaracje, jak i zgromadzone w dłuższej perspektywie dane dotyczące rotacji powinny skłonić zarządzających do refleksji i przyjrzenia się swojej kulturze organizacyjnej. Często okazuje się bowiem, że części odejść pracowników można było uniknąć – mówi Piotr Wajgielt, Executive Manager w Wyser, Executive Search. Niska rotacja jest ważna z wielu powodów. Wpływa nie tylko na wizerunek organizacji – badania pokazują, że zespoły z wysoką retencją są produktywniejsze, lepiej wdrażają innowacje i mają większy przepływ wiedzy – dodaje.

Z „Barometru Rynku Pracy” wynika, że powody chęci zmiany pracy są podobne, jak rok wcześniej – 47% ankietowanych chce odejść z powodu zbyt niskiego wynagrodzenia, 32% nie widzi perspektyw na awans zawodowy, a 29% chciałoby większych możliwości rozwoju. Powody finansowe częściej wskazywały kobiety (53% vs. 40% mężczyzn).

Jak dbać o utrzymanie pracowników?

Pracownicy zapytani o czynniki, które przekonałyby ich do pozostania w obecnym miejscu pracy w pierwszej kolejności wskazują na kwestie finansowe – podwyżkę wynagrodzenia (90%) oraz dodatkowe premie (85%). Istotne jest dla nich również zapewnienie większych możliwości rozwoju zawodowego oraz poprawienie atmosfery w pracy (po 75% wskazań). Wprowadzenie programów umożliwiających zachowanie równowagi między życiem prywatnym i zawodowym, szkolenia i dofinansowanie edukacji oraz elastyczne godziny pracy przekonałyby 72% respondentów badania. Z kolei 61% z nich jako czynnik wpływający na chęć kontynuacji zatrudnienia w obecnej firmie wskazało umożliwienie pracy hybrydowej.

Warto zawczasu zastanowić się, w jaki sposób można poprawić każdy z wymienionych obszarów, m.in. określając jasne ścieżki rozwoju dla pracowników, udzielając feedbacku w przejrzysty sposób i wykazując otwartość na elastyczne formy współpracy, w tym pracę hybrydową i zdalną. Najistotniejsze jednak, aby wszystkie działania oparte były na partnerskich zasadach, którym przyświeca szacunek i wspólny cel, wyjaśnia Agata Naklicka, Regional Manager w Grafton Recruitment.

Co robić, aby dbać o retencję niezależnie od budżetu?

Rozwiązań, które nie generują wysokich kosztów, jest wiele, np. szkolenia stacjonarne można zastąpić tańszymi kursami online lub dostępem do platformy e-learningowej. Pojedyncze rozwiązania jednak nie wystarczą.

Zarządzanie talentami w organizacji to ciągły, wymagający proces. Jest to podyktowane m.in. ewoluującymi potrzebami pracowników, w tym zmianą pokoleniową. Firmy muszą „trzymać rękę na pulsie” i wiedzieć, jakie są aktualne oczekiwania osób, które dla nich pracują. Jednym ze sposobów jest zadawanie pytań przy każdej okazji – od codziennych rozmów, przez anonimowe ankiety. Dbanie o talenty będzie bowiem tym efektywniejsze, im bardziej precyzyjne będą wdrażane działania – dodaje Agata Naklicka.

Jednym z najważniejszych aspektów, które organizacje mogą poprawić jest otwarta komunikacja. Z ankiety przeprowadzonej przez Grafton Recruitment w kwietniu br. wynika, że umiejętność właściwego porozumiewania się z zespołem to, z punktu widzenia pracowników, najbardziej pożądana umiejętność u przełożonego – wskazało na nią 53% respondentów.

Nic nie sprzyja nagłym odejściom tak, jak przeciążony zespół tłumaczy Karolina Popiel, Executive Search, HR w Wyser. – Często nie zauważamy jednak, że do momentu krytycznego prowadzi szereg mniejszych nieporozumień. Zaniedbując codzienną, transparentną komunikację, managerowie mogą przeoczyć codzienne trudności z jakimi mierzą się pracownicy, a także oznaki rosnącego wypalenia zawodowego dodaje.

Spojrzenie w przyszłość – AI, climate quitters i zdrowie psychiczne

Biorąc pod uwagę dynamiczne zmiany na rynku pracy, napędzane m.in. coraz większą automatyzacją procesów, warto przyjrzeć się również temu, jakie zjawiska kształtują dzisiaj rzeczywistość i co może być ważne dla pracowników zarówno w ciągu najbliższych miesięcy, jak i lat.

Na podstawie wydarzeń minionego roku, Infuture Institute wyróżnił siedem megatrendów, które wpływają na biznes i życie jednostek w 2024 r. Dzielą się one na tzw. światy, m.in. świat przeobrażeń społecznych, AI, kryzysów zdrowotnych i świat zrównoważony. Wpływ tego ostatniego już dzisiaj jest jednym z kluczowych aspektów, szczególnie dla przedstawicieli pokolenia Z. Mowa m.in. o osobach określanych mianem „climate quitters”, które już teraz potrafią złożyć wypowiedzenie lub odrzucić oferty pracy ze względu na niezgodność wartości firm z ich podejściem do ekologii. Warto pamiętać przy tym, że w założenia ESG wpisuje się nie tylko odpowiedzialność na rzecz środowiska naturalnego, ale także społecznej odpowiedzialności biznesu i ładu korporacyjnego.

Aspekt ten warto traktować nie jako przykry obowiązek, ale odpowiedź na zmieniające się potrzeby rynku i pracowników. Niska stopa bezrobocia w dłuższej perspektywie będzie wymuszała na firmach kreowanie środowiska wspierającego zespoły.

Zamiast obawiać się sztucznej inteligencji, warto już dzisiaj zastanowić się, jak automatyzacja procesów może realnie wesprzeć organizację i ułatwić pracę w zespołach, dając przestrzeń do realizacji bardziej znaczących, rozwijających zadań – dodaje Grzegorz Gojny, Dyrektor Regionalny Gi Group Poland S.A.

Koncentracja na budowaniu kultury organizacyjnej, która promuje szacunek, rozwój zawodowy oraz dbałość o dobrostan pracowników, może przynieść wymierne korzyści zarówno dla pracowników, jak i całej organizacji. Biorąc pod uwagę pierwsze próby wprowadzania 4-dniowego tygodnia pracy, można przypuszczać, że w najbliższych latach kwestia dobrostanu psychicznego i fizycznego pracowników nie straci na znaczeniu.

Nastroje konsumenckie w Polsce znów mocno w górę

Polscy konsumenci coraz lepiej oceniają stan swoich finansów i z większym optymizmem patrzą w przyszłość – własnego i krajowego budżetu. W górę wędruje także większość pozostałych wskaźników Barometru Nastrojów Konsumenckich. A największa w tym zasługa młodzieży. Takie dane płyną z najnowszych badań GfK – An NIQ Company.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK – An NIQ Company, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, w maju 2024 r. wyniósł 3,6 pkt, co oznacza wyraźny wzrost, o 2,3 jednostki w stosunku do kwietnia. To tym samym najlepszy wynik Barometru w tym roku i od wielu lat. Ostatni raz na wyższym poziomie wskaźnik znalazł się… we wrześniu 2019 roku.

Wciąż w dużo gorszych nastrojach konsumenckich znajdują się przedstawiciele większości państw unijnych. W ich przypadku średnia wyniosła -13,2, czyli tylko pół jednostki lepiej niż przed miesiącem.
Nastroje konsumenckie w Polsce znów mocno w góręZ danych GfK – An NIQ Company wynika, że w maju br. poprawiła się większość kluczowych wskaźników barometru – zarówno w zakresie oceny sytuacji ekonomicznej kraju, jak i własnych portfeli. Podobnie jak przed miesiącem prezentuje się nasza skłonność do wydatków na dobre trwałe (12,8 jednostek). Znacznie większe zmiany wciąż możemy zauważyć w perspektywie długofalowej. Przed rokiem składowe barometru były nawet o kilkadziesiąt jednostek gorsze. Dla przykładu przyszłą sytuację ekonomiczną kraju ocenialiśmy na -24,5, a obecnie jest to -5,7. Zmiany na przestrzeni ostatnich 5 miesięcy są już jednak minimalne.

W maju, podobnie jak przed miesiącem, w wyraźnie lepszych nastrojach konsumenckich znajdowali się mężczyźni. Wciąż bardzo duże różnice zaobserwować można w przypadku podziału na wiek – sięgają one ponad 40 jednostek. W najlepszych nastrojach konsumenckich niezmiennie znajdują się ludzie młodzi (od 15 do 29 lat), gdzie wskaźnik to nawet 29,3 na plusie. Dla porównania badani z grupy 50-59 i powyżej 60 lat odnotowali średnik wskaźnik nastrojów na poziomie sięgającym kolejno -11,4 i -6,6 jednostki.

– W ostatnich miesiącach jeszcze mocniej odznaczyły się dwie prędkości Barometru, którego dodatni tegoroczny wynik napędza młodzież. Gdyby nie oni – młodzi konsumenci – wciąż znajdowalibyśmy się pod kreską. Co jest przyczyną tak dużych różnic? Przede wszystkim zakres i skala wydatków. Osoby w wieku 15-22 to w zdecydowanej większości konsumenci, którzy nie rozporządzają jeszcze w 100% własnym portfelem. Wraz z wiekiem zakres kosztów, odpowiedzialności i świadomości zwiększa się i nasz konsumencki optymizm ulatuje. Nie zmienia to faktu, że młodzież to także ważna grupa nabywców, która w znacznej mierze wpływa na wybory zakupowe swoich rodziców, dziadków i starszych znajomych. A handel widzi, że obecnie patrzą oni na rynek przez różowe okulary i z pewnością nie pozostaje na to obojętny – mówi Michał Pawelczyk, Project Manager w GfK – An NIQ Company.

W maju 2024 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 10-15 maja 2024 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna Barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Słabość dolara. Rosną spekulacje dotyczące wcześniejszej obniżki stóp procentowych przez Fed

Notowania głównej pary walutowej znalazły się najwyżej od 21 marca i wskazują poziom powyżej 1,09. Rentowności amerykańskich obligacji rządowych obniżyły się na całej długości krzywej dochodowości. Z kolei Wall Street ma za sobą mieszaną sesję. Dow Jones stracił 0,3 proc. podczas gdy SP500 oraz Nasdaq Composite zyskały odpowiednio 0,11 proc. oraz 0,56 proc. Wczorajsza reakcja rynku walutowego oraz długu to zasługa w dużej mierze gorszego raportu ISM z przemysłu USA, który spowodował, że urosły spekulacje dotyczące wcześniejszej obniżki stóp procentowych przez Fed. Tym razem gorsze dane nie wsparły nastrojów na rynku akcji.

Główna para walutowa „wyrwała się” z krótkoterminowej konsolidacji, której barierami były poziomy 1,0890 oraz 1,08. Zatem eurodolar kontynuuje rozpoczęty w okolicy połowy kwietnia impuls wzrostowy. Okazuje się, że pokonanie w połowie maja górnej bandy kanału spadkowego, który trwał od początku roku, dało skuteczny sygnał zmiany tendencji przynajmniej w krótkim terminie. Dolar stracił do większości walut. Notowania USD/PLN znalazły się dziś rano poniżej 3,9150, choć obecnie widoczne jest odreagowanie.

Rynek nie zareagował na posiadającą mniejsza rangę dane PMI dla przemysłu USA. Okazały się one lepsze od prognoz. Zostały zrewidowane w górę do 51,3 pkt. z 50,9 pkt. W kwietniu było to równe 50 pkt. Zauważalna reakcja nastąpiła dopiero 15 minut później, kiedy światło dzienne ujrzał o 16:00 przemysłowy raport ISM. Okazał się on mniej optymistyczny i uplasował się na poziomie 48,7 pkt. co oznacza spadek z 49,2 pkt. w kwietniu. Subindeks nowych zamówień mocno obniżył się z 49,1 pkt. do 45,4. Pogorszeniu uległ również wskaźnik produkcji. Polepszyło się zatrudnienie, natomiast komponent cen płaconych obniżył się, co również należy traktować jako pozytyw.

Dziś w centrum uwagi znajdzie się badanie JOLTS, które wskaże na jakim poziomie znajduje się popyt na pracę. Będzie to pewnego rodzaju wstęp do kolejnych danych z amerykańskiego rynku pracy. Tu oczekuje się kontynuacji trendu spadkowego, co będzie oznaczać, że prawdopodobnie otrzymamy kolejny sygnał schłodzenia. Już jutro poznamy prywatny raport ADP, w czwartek tygodniowe dane o zasiłkach, natomiast kulminacją będzie piątkowy, miesięczny NFP.

Negatywnie zaskoczył również polski PMI spadając z 45,9 pkt. do 45 pkt. Gorszy wynik stanowił pewnego rodzaju niespodziankę, ponieważ, te same miary dotyczące sytuacji w strefie euro polepszyły się w maju, choć wciąż indeksy znajdują się poniżej granicznej bariery 50 pkt. W raporcie można było wyczytać, że silny złoty negatywnie oddziałuje na konkurencyjność polskiego eksportu. Pogorszył się popyt głównie z największych gospodarek Starego Kontynenty: Niemiec oraz Francji. W trendzie spadkowym wciąż znajdują się nowe zamówienia. Pozytywnie może nastrajać fakt, że oczekiwania przedsiębiorstw na najbliższe 12 miesięcy poprawiają się.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Centra danych z wyjątkowymi perspektywami w Polsce

Moc centrów danych w Polsce rośnie. Czy mamy szansę wyrównać do europejskiej czołówki? Inwestycje w tym sektorze nabierają rozpędu.

Ilość inwestycji, jakie realizowane są w poszczególnych sektorach nieruchomości stoi dziś na zróżnicowanym poziomie. Coraz lepiej zaczynają jednak radzić sobie w Polsce tzw. sektory alternatywne. Biorąc pod uwagę aktualne potrzeby rynku najlepsze możliwości wzrostu ma szeroko pojęty sektor living oraz inwestycje w nieruchomości związane z rozwojem takich obszarów, jak transformacja energetyczna czy gromadzenie i przetwarzanie danych. Szczególnie duże szanse na szybki rozwój zasobów w Polsce i budowę klasy aktywów, która stanie się konkurencyjna dla standardowych sektorów mają centra danych.

Rynek data centers na świecie rośnie w imponującym tempie, o czym świadczą publikowane dane. W 2022 roku ich globalna moc wynosiła 4,9 GW, a w 2023 roku osiągnęła już 7,4 GW. W Europie największe huby dla sektora znajdują się w Londynie, Frankfurcie, Amsterdamie, Paryżu i Dublinie.

Polski rynek jest na początku swojej drogi, ale szeroką skalę rozwoju zapewniają nam wciąż niższe koszty realizacji projektów, tańsza budowa i grunty niż w Europie oraz małe nasycenie tego typu infrastrukturą w porównaniu z rynkami zachodnimi. Zwiększające się zapotrzebowanie na usługi cyfrowe, przekłada się na rozwój chmury obliczeniowej i wpływa także na tempo rozwoju inwestycji w centra danych w Polsce, co szczególnie widoczne jest od czterech lat.

Wzrost segmentu podbija teraz dodatkowo rozwój sztucznej inteligencji. I to właśnie AI jest aktualnie turbiną napędzającą popyt na moc obliczeniową i gromadzenie danych, a tym samym  wzrost inwestycyjny branży. W Polsce inwestycje w centra przetwarzania danych dedykowane sztucznej inteligencji są dopiero na etapie przygotowania, ale skala projektów, jakie możemy ostatnio obserwować w tym sektorze jest naprawdę duża.

Oblicza się, że w kraju mamy ponad czterdzieści centrów danych, z których ponad jedna trzecia znajduje się w Warszawie. Prognozy mówią o prawie dwukrotnym zwiększeniu mocy (obecnie 310 MW) centrów danych działających w Polsce w ciągu czterech, pięciu lat.

Przyspieszenie w branży widoczne jest, zarówno w ilości, jak i wartości projektów. Wystarczy spojrzeć na ostatnie informacje. Firma Atman, której głównym udziałowcem jest Global Compute Infrastructure, zawarła niedawno umowę na finansowanie rozbudowy centrów danych na kwotę 1,35 mld zł. Kredyt udzielony przez sześć instytucji finansowych jest największym finansowaniem uzyskanym dotąd w Polsce na rozwój centrów danych. Kapitał ma zostać przeznaczony głównie na budowę nowego kampusu Waw-3 w Duchnicach pod Warszawą, który pomieści ponad 50 tys. serwerów w trzech budynkach o łącznej powierzchni blisko 19 tys. mkw., a także na rozbudowę istniejących obiektów firmy. Pierwszy budynek oferujący 14,4 MW mocy ma być ukończony w ostatnim kwartale tego roku.

W Jawczycach koło Warszawy otwarte zostało w ubiegłym roku pierwsze w Polsce centrum danych Grupy Data4 o mocy 8 MW. Drugie ma zostać oddane przed końcem tego roku. Na terenie rozbudowywanego kampusu docelowo powstaną cztery budynki ogółem o powierzchni 50 tys. mkw. i łącznej mocy 60 MW, a całkowity koszt tej inwestycji wyniesie 1 mld zł.

W kampusie firmy Vantage Data Centers na warszawskich Bielanach od 2022 roku działa pierwszy z dwóch zaplanowanych w nim obiektów. Po osiągnięciu pełnej gotowości operacyjnej na łącznej powierzchni 36 tys. mkw. kompleks zapewniać ma 48 MW mocy obliczeniowej.

Proces inwestycyjny i grunty

Pytanie, jak silną lokalizacją na sektorowej mapie ma szansę stać się Warszawa, która ma w Polsce największy potencjał, dzięki lokalizacji regionów chmurowych Microsoftu i Google’a, które nawiązały współpracę z Chmurą Krajową i deklarują olbrzymie inwestycje. Sprzyjający wpływ na rozwój dalszych inwestycji w Warszawie ma konieczność zachowania małej odległości centrów danych od odbiorcy końcowego ze względu na bezpieczeństwo i szybkość przesyłania danych. A popyt na usługi cyfrowe jest na warszawskim rynku największy w kraju.

Ze względu jednak na olbrzymie zapotrzebowanie na moc obliczeniową generowane teraz przez sztuczną inteligencję, dla której lokalizacja nie jest warunkiem, na znaczeniu mogą zyskiwać ośrodki regionalne, jak również rejony podmiejskie. Tym bardziej, że jednym z wymogów dotyczących specyfiki gruntów pod budowę data centers jest brak sąsiedztwa zabudowy wielorodzinnej.

I tu dochodzimy do największej przeszkody dla branży, jaką jest pozyskanie odpowiednio przygotowanych gruntów. Takich, które zapewniałyby możliwość osiągnięcia określonych wymogów technicznych dla tego rodzaju inwestycji i umieszczenia potrzebnej infrastruktury zgodnie z przepisami prawa miejscowego.

Kluczowym aspektem dla wyboru lokalizacji jest zagwarantowanie odpowiednich warunków przyłączenia, o mocy wystarczającej do zasilania centrum danych. Duże obiekty mają bowiem kilkadziesiąt razy większe zużycie energii niż magazyny oraz spore zapotrzebowanie na wodę do swoich systemów chłodzenia. A należy wspomnieć, że projektowane w Europie obiekty mają już moc nie kilkudziesięciu, a kilkuset megawatów.

Ważne jest również bezpieczeństwo, jakie zapewnia lokalizacja. Data centers nie mogą być narażone na przerwy w dostawach i zakłócenia zasilania. Powinny być też m.in. położone w określonej odległości od głównych dróg, choć odpowiedni dostęp do infrastruktury komunikacyjnej ma tu też istotne znaczenie.

Wyzwania klimatyczne

Przygotowanie takich inwestycji wymaga gotowości do współpracy operatorów sieci energetycznych z operatorami centów danych w zakresie zarządzania energią, by możliwe było dostosowanie obciążenia i dostępności energii, także tej magazynowanej. Branża stara się bowiem korzystać w jak największym zakresie ze źródeł odnawialnych. Z pomocą w rozbudowie i modernizacji sieci dystrybucji energii przychodzą fundusze unijne, dzięki  którym planowana jest poprawa infrastruktury energetycznej w Polsce.

Wybór odpowiedniej lokalizacji pod centra danych istotny jest też w świetle przepisów unijnych dotyczących zmniejszenia zużycia energii końcowej w UE i konieczności raportowa przez centra danych o kluczowych wskaźnikach efektywności. Przekazywania informacji o zużyciu energii, wydzielonym cieple, rodzajach czynników chłodniczych oraz przepływie danych przychodzących i wychodzących.

Ten aspekt sprawia, że już w fazie decyzyjnej związanej z planowaną inwestycją analizie poddawane są wszystkie parametry, które dotyczą emisji gazów cieplarnianych i wpływu obiektów na jakość środowiska, zarówno na etapie budowy, jak i w czasie eksploatacji. Poszukiwane są najlepsze rozwiązania dla zrównoważonego projektowania w tym zakresie.

Wpisana w działalność centrów danych kontrola czynników środowiskowych sprawia, że podczas przygotowywania inwestycji rozpatrywany jest sposób wykorzystywania ciepła odpadowego, energii cieplnej, którą generują oraz możliwości nawiązania wielosektorowej współpracy w celu jego odzyskania. Centra pracujące w Europie starają być sprzężone z okoliczną infrastrukturą, aby mogły zostać wdrożone rozwiązania umożliwiające wykorzystanie wytwarzanego przez nie ciepła na przykład do ogrzewania obszarów miejskich albo w działalności lokalnych przedsiębiorstw.

Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz

Mastercard Otwiera Europejskie Centrum Cyberbezpieczeństwa w Belgii

Mastercard otworzył Europejskie Centrum Cyberbezpieczeństwa – European Cyber Resilience Centre (ECRC) w swojej europejskiej siedzibie głównej w Belgii, potwierdzając zaangażowanie firmy w zwalczanie cyberzagrożeń i zwiększanie bezpieczeństwa w regionie. Nowe, niezwykle zaawansowane technologicznie centrum zaostrzy obronę przed cyberzagrożeniami, przyspieszy czas reakcji i będzie służyć jako centrum przywództwa w zakresie cyberbezpieczeństwa, wspierając współpracę między sektorem publicznym i prywatnym.

W czasach dynamicznie postępującej cyfryzacji, cyberprzestępczość stanowi wspólne wyzwanie dla wszystkich organizacji. Oszuści wykorzystują nowoczesne technologie w coraz bardziej innowacyjny i wyrafinowany sposób, aby szkodzić zarówno konsumentom, jak i firmom. Cyberprzestępczość przekształciła się w globalną gospodarkę, której wartość szacuje się obecnie na biliony euro.

Aby stawić czoła temu stale zmieniającemu się krajobrazowi zagrożeń, ECRC zrzesza partnerów z całego sektora publicznego i prywatnego. Wykorzystując swoje zaplecze techniczne i zróżnicowany zespół ekspertów, ułatwia współpracę z krajowymi ośrodkami wywiadu cybernetycznego, organami ścigania i instytucjami branżowymi w całej Europie.

„W dzisiejszym hiperpołączonym świecie cyberprzestępczość ewoluuje, podobnie jak my. Centrum to połączy najbystrzejsze umysły z biznesu, rządu i innych sektorów, po to, aby wyprzedzać zagrożenia i uczynić cyfrowy świat tak bezpiecznym, jak to tylko możliwe. Wierzymy, że praca nad tym, aby zapewnić konsumentom poczucie pewność, że są bezpieczni w sieci, nie kończy się na naszych czterech ścianach” – mówi Michael Miebach, dyrektor generalny Mastercard.

Europejskie Centrum Cyberbezpieczeństwa Mastercard obejmuje m.in. Fusion Centre, serce reagowania na incydenty organizacyjne Mastercard, oraz laboratorium kryminalistyki cyfrowej, a także ponad 20 innych zespołów – wszystko to ma kluczowe znaczenie dla prowadzenia skutecznych działań.

„W Europolu mocno wierzymy, że żaden pojedynczy podmiot, sektor czy naród, nie jest w stanie samodzielnie stawić czoła zagrożeniom ze strony cyberprzestępców. Każdy z nas ma do odegrania swoją rolę. Łącząc wszystkie istotne strony, Europejskie Centrum Cyberbezpieczeństwa może wnieść nowy poziom jakości do naszej międzysektorowej współpracy” – mówi Catherine De Bolle, dyrektorka wykonawcza Europolu.

Zaangażowanie w bezpieczeństwo w Europie jest naturalną konsekwencją roli Mastercard w napędzaniu gospodarek na całym świecie. Potwierdza to również niezawodna infrastruktura, która tylko w 2023 roku zapewniła globalnie ochronę aż 143 miliardów transakcji.

Skup akcji własnych GAMIVO potrwa do 11 czerwca

GAMIVO SA, notowana na NewConnect spółka technologiczna przedstawiła szczegóły programu skupu akcji własnych. Przedmiotem zaproszenia do składania ofert sprzedaży jest 80 000 szt. akcji zwykłych na okaziciela serii A, B i C spółki GAMIVO, które stanowią ok. 4,29% kapitału zakładowego. Proponowana cena skupu akcji w ramach zaproszenia wynosi 100 zł.  Przyjmowanie ofert sprzedaży akcji potrwa do 11 czerwca do godziny 17:00. Podmiotem pośredniczącym w wykonaniu i rozliczeniu skupu jest Trigon Dom Maklerski. GAMIVO stale poszerza swój udział na rynku rozrywki cyfrowej, w I kwartale br. opracowana przez spółkę platforma obsługiwała 5,5 mln zarejestrowanych użytkowników (wzrost o 170 tys. kw/kw) i prawie 1400 dostawców.

– Doceniamy zaufanie naszych akjonariuszy, chcemy premiować długoterminowe zaangażowanie w naszą spółkę. Posiadamy naprawdę dobrą sytuację finansową, co pozwala nam na dzielnie się zyskiem z akcjonariuszami. W 2023 roku wypracowaliśmy 40,5 mln zł skonsolidowanych przychodów,  skorygowany skonsolidowany zysk netto wyniósł blisko 6,5 mln zł, a jednostkowy zysk netto  9,3 mln zł. Zakładamy, że skup akcji własnych wpłynie także na płynność giełdowego obrotu akcji GAMIVO – mówi Mateusz Śmieżewski, Prezes Zarządu GAMIVO S.A.

Na podstawie przyjętego przez Zarząd Spółki regulaminu programu odkupu akcji własnych GAMIVO,  zaproszono inwestorów do sprzedaży 80 000 akcji Spółki. Proponowana cena skupu to 100 zł. Podmiotem pośredniczącym w procesie jest Trigon Dom Maklerski. Szczegóły związane z programem skupu akcji własnych GAMIVO dostępne są m.in. na jego stronie.

Spółka koncentruje się na dalszym rozwoju platformy GAMIVO i budowaniu nowych partnerstw biznesowych. To z obszaru udzielania licencji na korzystanie z platformy firma odnotowuje największe przychody. W I kwartale 2024 roku GAMIVO wypracowało 3,6 mln zł przychodów, 0,82 mln zł zysku netto, a wynik EBITDA wyniósł 1,3 mln zł.

Harmonogram Zaproszenia do składania ofert sprzedaży akcji GAMIVO:
Publikacja niniejszego Zaproszenia: 28 maja 2024
Data rozpoczęcia przyjmowania ofert sprzedaży : 29 maja 2024
Data zakończenia przyjmowania ofert sprzedaży 11 czerwca 2024 (do godz. 17:00 czasu środkowoeuropejskiego)
Przewidywana data przeniesienia własności Akcji Nabywanych poza rynkiem regulowanym oraz rozliczenia transakcji nabycia akcji nabywanych za pośrednictwem KDPW (data transakcji”): 14 czerwca 2024

Botanika Farm zamierza przeprowadzić Ofertę Publiczną i zadebiutować na rynku NewConnect

Botanika Farm SA, spółka z segmentu FoodTech specjalizująca się w wysoce zautomatyzowanym przetwórstwie żywności ekologicznej oraz prowadząca badania kliniczne w zakresie żywności funkcjonalnej, zamierza w najbliższych tygodniach przeprowadzić Ofertę Publiczną opartą o Memorandum Informacyjne, a następnie zadebiutować na rynku NewConnect. Firmą inwestycyjną wspierającą Spółkę w procesie jest Dom Maklerski INC.

Botanika Farm posiada unikalny model biznesowy, który z jednej strony polega na produkcji i wysoce zautomatyzowanym przetwórstwie żywności ekologicznej dla największych światowych firm spożywczych. Zapewnia to nam stałe i przewidywalne przepływy pieniężne. Z drugiej strony, dzięki naszemu know-how, rozwijajmy innowacyjny segment żywności funkcjonalnej, która oprócz dostarczania niezbędnych składników odżywczych posiada udokumentowane badaniami klinicznymi korzystne działania na różne funkcje organizmu – komentuje Rafał Radziszewski, współzałożyciel Botanika Farm SA.

Botanika Farm rozwija się dynamicznie. Jej średnioroczny wzrost przychodów ze sprzedaży w ciągu ostatnich 5 lat wynosi 112 proc. Przychody w 2023 r. wyniosły 43,4 mln zł, przy zysku netto na poziomie 4,8 mln zł.

Spółka, jako jedyna z branży, stosuje innowacyjne metody, takie jak mikronizacja nasion roślin, wcześniej wykorzystywane głównie w przemyśle farmaceutycznym. Polega to na redukcji średnicy cząstek do rzędu mikrometru, dzięki czemu zwiększa się biodostępność składników odżywczych, co sprawia, że składniki są łatwiej przyswajane przez organizm, a także charakteryzują się unikatowymi cechami sensorycznymi.

Pozyskany kapitał od inwestorów zamierzamy przeznaczyć na kontynuację rozpoczętej inwestycji w zakład produkcyjny w Mietkowie. Dzięki inwestycji będziemy mogli przerabiać surowce z upraw ekologicznych na specjalistyczne komponenty. Skokowo zwiększy się skala naszego biznesu, moce wytwórcze wzrosną z 18 do 50 tys. ton rocznie. W efekcie czego chcemy przekroczyć 100 mln zł przychodów ze sprzedaży w 2027 r. Całkowity nakład na inwestycję szacujemy na około 12 mln zł – dodaje Rafał Radziszewski.

Obecnie Spółka realizuje produkcje i badania w zakładach w Oławie oraz Wałbrzychu. W zakładzie w Oławie zlokalizowane jest laboratorium umożliwiające m.in. badania parametrów fizyko-chemicznych oraz hala magazynowa o powierzchni 630 mkw., a także linia produkcyjno-przetwórcza o powierzchni 300 mkw. Z kolei w zakładzie w Wałbrzychu zlokalizowana jest w pełni uzbrojona linia produkcyjna o potencjalnej mocy 6 tys. ton rocznie oraz hala magazynowa o powierzchni 1300 mkw.

Rynek żywności funkcjonalnej i ekologicznej dynamicznie się rozwija, a świadomość konsumentów systematycznie rośnie, szczególnie wśród nowych generacji. Badania naukowe dowodzą, że substancje bioaktywne zawarte w takiej żywności mogą zmniejszać ryzyko wystąpienia wielu chorób oraz poprawiać ogólną kondycję organizmu. Spożywanie tego rodzaju żywności sprzyja utrzymaniu dobrego zdrowia i samopoczucia w dłuższej perspektywie. Dodatkowo, nowa polityka rolna Unii Europejskiej na lata 2023-2027 zakłada znaczne zwiększenie upraw organicznych oraz powrót do zrównoważonego rolnictwa, wykorzystującego praktyki korzystne dla klimatu i środowiska.

W najbliższych tygodniach, przy wsparciu Domu Maklerskiego INC, zamierzamy przeprowadzić ofertę akcji w oparciu o memorandum informacyjne, a następnie zadebiutować jeszcze w tym roku na NewConnect. Małą giełdę traktujemy jednak jako przystanek, w planach mamy debiut na głównym rynku. Niezwłocznie po wprowadzeniu akcji rozpoczniemy prace nad prospektem emisyjnym na duży parkiet – mówi Rafał Radziszewski.

Polski satelita EagleEye dotarł do bazy w Vandenberg w Kalifornii

Creotech Instruments, notowany na GPW polski producent satelitów, systemów
i podzespołów satelitarnych
, poinformował że EagleEye znajduje się już w bazie Vandenberg Space Force Base, gdzie został przetransportowany przez operatora misji, firmę Exolaunch GmbH. To właśnie w tym miejscu, w amerykańskim stanie Kalifornia, największy i najbardziej zaawansowany polski satelita przejdzie ostatnie testy funkcjonalne przed integracją z rakietą Falcon 9. Wystrzelenie satelity w kosmos zaplanowano na połowę tego roku. Dokładna data startu zostanie podana w późniejszym terminie przez dostawcę usługi wystrzelenia, firmę SpaceX.

Satelita EagleEye
Satelita EagleEye

– Satelita EagleEye pomyślnie dotarł do Space Force Base w Kalifornii, wszystkie procedury transportowe zostały zakończone. I to tutaj, w Vandenberg już wkrótce przeprowadzone zostaną ostatnie testy funkcjonalne przed integracją satelity z rakietą SpaceX. Jesteśmy bardzo szczęśliwi i dumni, że wszystko przebiega zgodnie z planem. Niedługo będziemy świadkami przełomowej misji, ważnej nie tylko dla nas, ale także dla całej branży kosmicznej w Polsce – mówi dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Creotech Instruments. – Dokładny termin wystrzelenia powinniśmy poznać już wkrótce – dodaje.

EagleEye był transportowany z Polski drogą lotniczą. Po odprawie przeprowadzonej na terenie lotniska w Los Angeles, satelita został odebrany przez spółkę Exolaunch, która przejęła odpowiedzialność za dalszy jego transport do bazy Vandenberg Space Force Base.

Przed transportem do Stanów Zjednoczonych, EagleEye został umieszczony w specjalistycznej skrzyni transportowej, chroniącej przed wstrząsami, wibracjami i zmianami temperatury, wyposażonej w czujniki monitorujące warunki środowiskowe. Lot do Los Angeles był nadzorowany przez specjalistów z Creotech Instruments. Po dotarciu do Kalifornii, satelita został dalej przetransportowany do magazynu Exolaunch, skąd odbył się przewóz do bazy w Vandenberg. To tutaj EagleEye przejdzie dodatkowe testy funkcjonalne w pomieszczeniach czystych SpaceX przed integracją z rakietą nośną Falcon 9.

– Celem tych testów jest weryfikacja poprawności działania wszystkich podsystemów satelity i potwierdzenie jego zdolności do wykonywania swojej funkcji na orbicie. Aby mieć pewność, że wszystko pójdzie zgodnie z planem podczas integracji i późniejszej separacji na orbicie, przeprowadzane są jeszcze dodatkowe testy z pierścieniem separacyjnym. Wszystkie podejmowane działania na miejscu zostaną przeprowadzone przez przedstawicieli firmy ExoLaunch, SpaceX oraz we współpracy z inżynierami Creotech Instruments – mówi Marcin Mazur, Kierownik Misji EagleEye w Creotech Instruments.

Transport satelity z Polski do USA wraz z odprawą celną trwał około trzech dni.

EagleEye to największy i jednocześnie najbardziej zaawansowany polski satelita, zbudowany przez Creotech Instruments na autorskiej platformie satelitarnej HyperSat. Został wyposażony w teleskop firmy Scanway, który pozwoli na robienie zdjęć powierzchni Ziemi w pasmach widzialnym oraz bliskiej podczerwieni. Dodatkowo urządzenie wyposażone jest w silnik jonowy, który pozwoli na obniżenie orbity z 510 km do 350 km, co umożliwi uzyskanie jeszcze bardziej szczegółowych zdjęć.

– Nasza dotychczasowa współpraca z Europejską Agencją Kosmiczną oraz firmą SpaceX, pozwoliła nam zdobyć cenne doświadczenie i praktyczną wiedzę. Możemy teraz efektywnie realizować w przyszłości kolejne projekty i dzielić się know-how z innymi podmiotami sektora kosmicznego w Polsce – dodaje Marcin Mazur, Kierownik Misji EagleEye w Creotech Instruments.

Creotech jest największą polską firmą produkującą i dostarczającą na światowy rynek technologie kosmiczne oraz specjalistyczną elektronikę i aparaturę, między innymi na potrzeby komputerów kwantowych, kryptografii kwantowej oraz laboratoriów fizyki kwantowej i wysokich energii.

Akcje Creotech Instruments od 2022 r. są notowane na Głównym Rynku GPW w Warszawie. Na koniec I kwartału 2024 roku spółka zaraportowała przychody ze sprzedaży o wartości prawie  5,9 mln zł. Kapitał własny na dn. 31 marca br. wynosił ponad 88 mln zł, co zapewnia firmie stabilność finansową na najbliższy czas.

Urzędy w Polsce nasiliły kontrole. Ponad połowa kontroli celno-skarbowych wykazuje nieprawidłowości

W ostatnich 6 latach urzędy celno-skarbowe w Polsce przeprowadziły ponad 6 000 kontroli postimportowych a ponad połowa z nich wykazała nieprawidłowości. Kontrolowane podmioty zostały zobowiązane do uregulowania dodatkowych należności w łącznej kwocie przekraczającej 800 milionów złotych. Wyraźnie widoczne są trendy wzrostowe – w 2018 roku pokontrolne doszacowania wyniosły blisko 30 milionów złotych, zaś w ostatnim roku – blisko 560 milionów złotych. Średnia kwota domiaru w pojedynczej kontroli wykazującej nieprawidłowości w ostatnim roku wyniosła ponad 500 tys. złotych. Według ekspertów PwC Polska, przy utrzymaniu tendencji wzrostowej, łączna kwota domiaru celno-podatkowego w ramach kontroli może wkrótce przekroczyć 1 miliard złotych rocznie – wynika z raportu “Trendy w postępowaniach z obszaru cła – analiza kontroli celno-skarbowych oraz orzecznictwa polskich sądów administracyjnych w sprawach celnych” opracowanego przez PwC Polska.

Z analizowanych danych wynika, że łączna liczba przeprowadzonych kontroli to 6223. Najwyższą aktywnością wykazał się Lubelski UCS, który przeprowadził aż 3106 kontroli, zaś najmniej kontroli wykonał UCS w Zielonej Górze (62). Średnia dla wszystkich urzędów w latach 2018-2023 wyniosła 389 kontroli per urząd. Na przestrzeni badanych sześciu lat najwyższą kwotę doszacowań należności celno-skarbowych osiągnął Opolski UCS – kwota ta wyniosła ponad 407 mln zł. Co za tym idzie, średnia kwota domiaru przypadającą na jedną kontrolę to ponad 3 mln zł. Dodatkowo corocznie wzrasta liczba kontroli w obszarze klasyfikacji celnej – między rokiem 2018 a ostatnim zwiększyła się ośmiokrotnie. W ostatnim roku obserwujemy wyraźne wzrosty w zakresie kontroli w obszarze wartości celnej oraz pochodzenia. Stała tendencja wzrostowa w obszarze klasyfikacji przekłada się na najwyższy udział w kwocie doszacowań należności celno-skarbowych w analizowanych urzędach wynoszący około 80%.

“Obok dotychczasowych obowiązków celnych pojawiają się także dodatkowe obszary, które importerzy oraz eksporterzy muszą brać pod uwagę dokonując transakcji, takie jak szereg dodatkowych obowiązków wynikających z regulacji środowiskowych, środków ochrony rynku związanych z postępowaniami antydumpingowymi/antysubsydyjnymi, czy kwestia przepisów ograniczających handel w związku z sytuacją geopolityczną na świecie, takich jak sankcje. Wszystko to sprawia, że obszar celny staje się coraz bardziej istotny zarówno dla przedsiębiorców jak i organów celno-podatkowych. Stąd też rosnąca liczba kontroli oraz sporów pomiędzy podatnikami a organami w obszarze obowiązków celnych, których finał niejednokrotnie znajduje miejsce w sądzie” – mówi Tomasz Kassel, partner zarządzający działem Tax, Legal and People w PwC Polska.

Pesymistyczne wnioski dla przedsiębiorców płyną również z analizy orzeczeń sądowych w sprawach celnych przeprowadzonej przez zespół PwC Polska. Eksperci PwC wzięli pod lupę blisko 5 000 rozstrzygnięć dotyczących kwestii celnych, które zapadły przed polskimi sądami administracyjnymi w latach 2018-2023. Około 88% spraw zakończyło się negatywnie dla podatnika. Tylko co 8 rozstrzygnięcie przyniosło pozytywny dla niego rezultat tj. uchyliło niekorzystną decyzję lub orzeczenie. W roku 2020 odnotowano najmniejszą ilość orzeczeń korzystnych dla podatnika – jedynie co 20 sprawa zakończyła się pozytywnie. Rok 2018 oraz 2022 to lata, w których zapadło najwięcej orzeczeń korzystnych dla podatników – taki charakter miało 19% z nich. W całym analizowanym okresie średnio jedynie 13% postępowań zakończyło się korzystnie dla podatnika.

“Obserwujemy tendencję wzrostową zarówno w liczbie kontroli postimportowych, ilości wykrytych nieprawidłowości, jak i związanych z tym kwot doszacowań. Najczęściej kontrolowanymi obszarami celnymi były zarazem te najbardziej złożone, tj. klasyfikacja taryfowa, pochodzenie celne oraz wartość celna towarów. Choć w ujęciu globalnym obserwujemy trendy wzrostowe, to aktywność poszczególnych UCS w zakresie kontroli nie jest jednolita. W konsekwencji w niektórych obszarach właściwości kontrole mogą zdarzyć się częściej niż w innych. Znacząca większość postępowań w sprawach celnych przed polskimi sądami administracyjnymi kończy się niekorzystnie dla podatników, tj. pozostają utrzymane w mocy negatywne dla nich decyzje administracyjne i orzeczenia sądów niższej instancji” – dodaje Andrzej Zubik, partner PwC Polska, lider praktyki sporów podatkowych PwC Polska (Tax Controversy & Dispute Resolution).

W ciągu ostatnich kilku lat obserwujemy stały wzrost wpływów finansowych z tytułu cła – o ile w roku 2018 wpływy te stanowiły 4 mld złotych, o tyle w roku 2023 przekroczyły kwotę 6 mld złotych. Widoczny wzrost wpływów z tytułu cła ma miejsce pomimo wzrostu świadomości przedsiębiorstw, a także pomimo kolejnych umów o wolnym handlu z krajami trzecimi, podpisywanych przez Unię Europejską. Importerzy powinni zwrócić szczególną uwagę na prawidłowość swoich operacji celnych. Narzędziem ułatwiającym kontrolę nad przebiegiem tych operacji mogą być np. wewnętrzne regulaminy i procedury. W celu ograniczenia ryzyk warto także okresowo dokonywać weryfikacji swojej działalności importowej pod kątem jej zgodności z przepisami celnymi oraz innymi regulacjami, które mogą wpływać na wysokość należności celno-podatkowych.

“W przypadku wystąpienia kontroli celno-skarbowej, od samego początku należy potraktować temat z należytą uwagą i dokładnie przeanalizować zakres postępowania. Warto zaangażować profesjonalnego pełnomocnika znającego nie tylko specyfikę postępowania celno-podatkowego, ale również sprawnie poruszającego się w skomplikowanych zagadnieniach z zakresu prawa celnego. Pomocne może się również okazać posiadanie wewnętrznych procedur określających postępowanie na wypadek kontroli” – dodaje Jakub Matusiak, partner PwC Polska, lider praktyki Customs and International Trade.

Ponieważ dług celny przedawnia się co do zasady dopiero po upływie 3 lat kontrole celno-skarbowe skutkują ryzykiem wykazania skumulowanych wielomilionowych należności, na które składa się należne cło, odsetki od cła i odsetki od vat, a w części przypadków – dodatkowe kary.

Polacy martwią się o wzrost cen w efekcie „odmrożenia VAT-u”

43% kasjerów i kasjerek jest pytanych przez konsumentów o to, czy ich sklep niedługo będzie podnosił ceny lub już to zrobił, ze względu na powrót 5% podatku VAT na żywność. Z kolei 49% uczestników sondażu dotychczas nie miało do czynienia z taką sytuacją, a 8% nie pamięta, czy ona się zdarzyła. Zdaniem ekspertów, obawy konsumentów o wzrost cen są jak najbardziej uzasadnione. Sklepy przecież nie będą bez końca brały podatku na siebie, jak ma to miejsce częściowo teraz. W efekcie codzienne zakupy mogą mocniej zdrożeć w najbliższych tygodniach niż w kwietniu. Jednak znawcy rynku rozumieją, że Polacy dopytują obsługę sklepu, bo zwyczajnie martwią się tym tematem.

43% kasjerów i kasjerek otrzymuje pytania od klientów o to, czy w ich sklepie już są lub niedługo będą podnoszone ceny ze względu na niedawny powrót 5% stawki VAT na żywność. Tak wynika z badania przeprowadzonego dla portalu Onet. 49% uczestników sondażu nie miało do czynienia z taką sytuacją, a 8% tego nie pamięta. Badanie przeprowadzono w połowie maja br. na próbie 100 kasjerów i kasjerek sklepów wielkopowierzchniowych w całym kraju.

– Sprawa VAT mocno interesuje konsumentów. Co chwilę przecież mówi się o tym mediach. Badanie pokazuje, jak dużą niepewność czują klienci. I to jest zupełnie naturalne zachowanie, szczególnie w obliczu tego, że Polacy nie lubią więcej wydawać, niż trzeba. Tak było nawet w lepszych gospodarczo czasach – stwierdza Robert Biegaj, ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista.

Zdaniem ekspertów, klienci pytają kasjerów o podnoszenie cen przede wszystkim z powodu obaw o domowe budżety. Można również wskazać na chęć poszukiwania tańszych produktów czy też sklepów z ofertą w bardziej konkurencyjnych cenach. Może to być również efektem słabszej orientacji w cenach, choćby przez często organizowane przez handlowców różne akcje promocyjne.

– Konsumenci zaczęli racjonalniej zarządzać budżetem domowym i bardziej zwracają uwagę na koszty. Ich wrażliwość cenowa wzrosła, bo podwyżki dotyczą właściwie każdej kategorii produktów – komentuje Tomasz Przewoźnik, ekspert z Uniwersytetu WSB Merito. – Inflacja spada, ale wynika to głównie z wysokiej bazy roku ubiegłego, a nie z faktu, że ceny wracają do poziomu z 2021 roku – uzupełnia ekspert.

Powodów do wzrostu cen nie brakuje. Jednym z nich jest przywrócenie 5% VAT na podstawowe artykuły spożywcze, mimo że ten czynnik nie od razu wywołał podwyżki. – Dzięki wahaniom cen surowców rolnych na światowych rynkach, sklepy mogły w ostatnim czasie oferować klientom atrakcyjne obniżki, pomimo wycofania zerowego VAT-u. Skoki i spadki w ostatnim roku wynosiły ok. 30%, a nawet były większych wartości. Dotyczyły takich towarów, jak pszenica, soja, ryż, mleko czy mięso – zwraca uwagę Kamil Sobolewski,  główny ekonomista organizacji Pracodawcy RP.

– Najstabilniej zachowuje się wołowina, której ceny na rynkach światowych zmieniały się w ostatnim roku w zakresie zaledwie kilkunastoprocentowym ¬– twierdzi Sobolewski.

Z kolei Robert Biegaj zauważa, że głównym powodem pytań do kasjerów jest fakt, iż Polacy naprawdę obawiają się, że ich portfele uszczupli powrót 5% VAT. – Sklepy wiecznie nie będą brały tego obciążenia na swoje barki. Pomału będą je przerzucać na konsumenta, ale w taki sposób, żeby tego nie zauważył. Ewentualnie podniosą ceny innych produktów niespożywczych, żeby zrekompensować sobie poniesione straty – analizuje ekspert.

W ocenie ekonomisty z Pracodawców RP, istotny dla cen w sklepach jest kurs złotego, który obecnie jest nawet o 10% mocniejszy niż we wrześniu. – Polski rynek jest też pod wpływem importu z Ukrainy. Znaczenie mają również takie kwestie, jak polityka cen i promocji sklepów, ich walka konkurencyjna, dostępność i terminy przydatności zapasów – dodaje Kamil Sobolewski.

Ostatnie kwartały to ciąg wyzwań dla klientów sklepów spożywczych. Wielu z nich w dalszym ciągu funkcjonuje ze świadomością, że ceny są wyższe od oczekiwanych. – Niepewność związana z wahaniami cen jeszcze długo będzie towarzyszyć konsumentom – mówi Tomasz Przewoźnik z Uniwersytetu WSB Merito. – Dlatego pytania kierowane do kasjerów nie powinny być żadnym zaskoczeniem. Odsetek osób je zadających może rosnąć – dodaje ekspert.

W opinii dr Justyny Rybackiej, ekspertki z Uniwersytetu WSB Merito, wzrost cen o stawkę VAT równą 5% na pewno przełoży się na podniesienie inflacji o ok. 2 punkty procentowe. – Na podwyżki, oprócz VAT, może przekładać się podniesienie opłat za energię elektryczną. Do tego dochodzą koszty paliw, surowców i pracy. Zatem trudno prognozować finalny wzrost inflacji jedynie w oparciu o zwiększenie stawki VAT na produkty spożywcze – zaznacza dr Rybacka.

Żywność ma znaczący udział w wydatkach gospodarstw domowych. Średnio przekracza on nawet 30%. Jest to więc, obok kosztów utrzymania domu czy mieszkania, podstawowa pozycja w miesięcznym budżecie.

– Dla części społeczeństwa, która uzyskuje niższe dochody, odmrożenie stawki VAT będzie odczuwalne. Nie powinno to jednak drastycznie wpływać na budżety domowe, biorąc pod uwagę wzrost wynagrodzeń realnych oraz umocnienie się kursu złotego – podkreśla ekspertka z WSB Merito. – Zwyżka wynagrodzeń odnotowuje kilkunastoprocentowe wartości. Zatem sam wzrost stawki VAT do 5% na powyższe produkty nie jest elementem kluczowym wpływającym na portfele Polaków – podsumowuje dr Justyna Rybacka.

Rynek centrów danych: Głód danych przekłada się na głód energii

Region Warszawy to obecnie największy rynek centrów danych w Polsce. W stolicy znajduje się ponad 50 obiektów serwerowych, jak również kluczowy punkt wymiany ruchu internetowego w kraju. W 2023 r. Kowalski z rodziną wygenerował średnio 236 GB danych przez stałe łącza internetowe, z kolei udział na jedną kartę SIM oscylował na poziomie 132 GB danych rocznie. Najczęściej w sieci poszukujemy treści wideo, korzystamy z portali społecznościowych oraz przeglądamy strony www i gramy. Jak ukształtowany jest rynek centrów danych w Polsce i co jest jego największym wyzwaniem na kolejne lata? Jak kluczowy pozostaje dalszy rozwój i modernizacja polskiej energetyki, a także, w którym kierunku spodziewana jest jego transformacja i ile GW mocy może przynieść? Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO odsłania drugą edycję raportu „Centra danych w Polsce”.

Ilość generowanych danych na świecie w dalszym ciągu rośnie w tempie wykładniczym. W 2023 r. wolumen danych mobilnych osiągnął globalnie 139 eksabajtów (+34% r/r). W Polsce, przeciętne gospodarstwo domowe wytworzyło 236 GB danych przez stałe łącza internetowe, natomiast średnio jedna karta SIM w Polsce wygenerowała 132 GB danych rocznie. Najwięcej danych generuje konsumpcja wideo, odpowiadając za 67% danych przez stałe łącza internetowe i 60% danych mobilnych. Główne platformy to YouTube, Netflix, Amazon Prime i Disney+. Aktywność ta notuje również kolejne znaczne wzrosty, również ze względu na poprawę jakości treści wideo z HD do 4K. Drugie miejsce zajmują platformy społecznościowe (Facebook, LinkedIn, X), odpowiadając za 9% danych przez wi-fi i 25% danych mobilnych. Na trzecim miejscu są gry, generujące 9% danych przez wi-fi i 3% danych mobilnych, mimo że są używane przez mniejszą grupę zaangażowanych graczy. Poza danymi generowanymi przez konsumentów, ważne są także dane wytwarzane przez firmy technologiczne do obsługi aplikacji, chmury i AI, wpływające w znacznym stopniu na popyt na przestrzeń serwerową.

Janusz Gutowski, Partner Zarządzający, AXI IMMO Services, wyjaśnia: „Aplikacje AI tj. artificial intelligence, znajdują się na czele, jeśli chodzi o ilość generowanych danych. Choć odbiorca końcowy otrzymuje zaledwie kilka linijek tekstu na zapytanie na platformie ChatGPT lub kilkanaście sugestii filmów do obejrzenia na platformie Netflix, udzielenie takich informacji wymaga przetworzenia ogromnej ilości danych w odległym serwerze. Idąc dalej musimy uzmysłowić sobie, że pełne przejście wyszukiwarki Google do AI oznaczałoby dziesięciokrotny wzrost jej zapotrzebowania na energię, do poziomu jaki konsumuje małej wielkości kraj taki jak Irlandia”.

Polski rynek centrów danych obejmuje 150 projektów, charakteryzujących się wysoką fragmentacją – tylko kilka obiektów ma powierzchnię powyżej 10 tys. mkw. Rynek ten jest silnie skoncentrowany wokół Warszawy, gdzie znajdują się 53 centra danych o łącznej mocy przyłączeniowej około 320 MW. Lokalizacja ta dynamicznie się rozwija, głównie dzięki obecności instytucji rządowych, finansowych oraz siedzib największych firm. W centrum miasta zlokalizowany jest także kluczowy punkt wymiany ruchu internetowego w kraju. Obecnie w Warszawie realizowane są trzy duże projekty: inwestycja Atman w Duchnicach, druga faza centrum danych Microsoft Azure oraz projekt Vantage. Łącznie w regionie planowane jest 400 MW powierzchni dedykowanej centrom danych, przy czym istniejące dziś obiekty hyperscale odpowiadają za około 60% całkowitej mocy w regionie.

Kluczowym czynnikiem przy wyborze działki pod centrum danych jest odpowiednia infrastruktura elektryczna i niski koszt energii. Dostawy energii muszą być stabilne, co wymaga dostępu do dwóch źródeł energii i zapasowego systemu zasilania. W ostatnich latach wymagania energetyczne centrów danych znacznie wzrosły, a skok globalnych cen energii po wybuchu wojny w Ukrainie sprawił, że dostęp do energii stał się kluczowym kryterium. Dla centrów kolokacyjnych w regionie Warszawy wymagania przyłączeniowe wynoszą 5-20 MW, dla obiektów typu Edge 2-5 MW, a dla centrów hyperscale około 40-100 MW. Centra danych do obsługi AI mogą potrzebować ok. 100 MW, a oczekiwania wynoszą nawet 500 MW-1 GW. Efektem tego jest poszukiwanie miejsc na budowę centrów danych, nie tylko w regionie Warszawy, ale też w innych lokalizacjach, które zapewniają dostęp do odpowiednio wysokiej mocy.

W innych miastach Polski rynek centrów danych na razie jest mniej rozwinięty, a najwięcej obiektów serwerowych poza stolicą znajduje się w Katowicach (16), Poznaniu (15) i Krakowie (14). Szansę na rozwój mają kolejne mniejsze lokalizacje, w pobliżu elektrowni. Na polskim rynku można wyróżnić siedem rodzajów obiektów: centra danych typu hyperscale, centra kolokacyjne, centra danych typu Edge, własne centra danych firm telekomunikacyjnych i IT, centra hostingu serwerów fizycznych i wirtualnych (VPN) oraz centra obsługujące jedną organizację publiczną.

Polska stoi przed wyzwaniami związanymi z transformacją energetyczną i zapewnieniem gospodarce wystarczającej ilości prądu. W 2022 roku udział OZE w zużyciu energii w Polsce wyniósł 16,9%, co jest wynikiem poniżej średniej unijnej (23%). Polska planuje zwiększyć generację energii z morskich farm wiatrowych do 8-11 GW do 2040 roku oraz z elektrowni atomowej w Choczewie, która ma wygenerować 3,75 GW. Aby OZE mogły być alternatywą dla energetyki zawodowej, potrzebne są magazyny energii dużej mocy (BESS). Przykładem jest budowa magazynu energii o mocy 133 MW przez Columbus Energy w Trzebini, który ma zostać oddany do użytku w 2026 roku.

Janusz Gutowski dodaje „Dziś przy okazji budowy obiektu z przeznaczeniem na centrum danych myśli się również o rozwiązaniach związanych z odzyskiem energii. Biorąc pod uwagę wytyczne UE w zakresie osiągnięcia celów klimatycznych, wykorzystanie ciepła wytwarzanego przez serwery staje się koniecznością. Ciepło dostarczone przez centrum danych może zostać użyte do ogrzania i dostarczenia ciepłej wody do sąsiednich budynków mieszkalnych i do obiektów użyteczności publicznej poprzez zainstalowanie agregatów chłodniczych z odzyskiem ciepła”.

Janusz Gutowski podsumowuje: „Z pewnością centra danych to sektor z dużym potencjałem na rynku nieruchomości komercyjnych. Widzimy, że potrzeba budowy kolejnych obiektów serwerowych wzrasta m.in. za pośrednictwem rozwijanych i wprowadzanych nowych technologii AI. Dla zagranicznych dostawców rozwiązań chmurowych, Polska to z pewnością jeden z bardziej interesujących rynków w Europie. Niemniej jednak pomimo gotowości deweloperów do rozszerzenia portfolio swoich inwestycji i budowy centów danych wyzwaniem – do czasu transformacji energetycznej – pozostanie dostęp do wystarczających mocy i przyłączy energetycznych”.

Polacy z dystansem do AI, ale chętnie ją opodatkują – wyniki badania

W ramach badania Polacy zostali poproszeni o wskazanie sektorów gospodarki, w których  ich zdaniem wykorzystywana jest już dzisiaj sztuczna inteligencja. Wskazywali też branże, w których można wg nich wdrożyć narzędzia oparte o A.I. W odpowiedziach na obydwa pytania najczęściej wskazywanych były branże kreatywne, takie jak reklama, marketing, grafika i media. Wysoko w odpowiedziach respondentów dot. aktualnego zastosowania sztucznej inteligencji w gospodarce była wskazywana branża nowych technologii (IT) oraz media społecznościowe. Jak wskazują wyniki badania PAYBACK, Polacy widzą duży potencjał w wykorzystaniu AI również do rozwoju medycyny oraz nauki i  edukacji.

Co ciekawe, zdaniem 11% Polaków sztuczna inteligencja nie powinna być wykorzystywana w żadnym sektorze gospodarki.

W jakich sektorach Pana/i zdaniem jest wykorzystywana obecnie sztuczna inteligencja? % całej badanej populacji, który wskazał daną odpowiedź
Reklama 61%
Marketing 59%
Social Media 53%
Media 47%
Grafika 45%
IT 43%
Rozrywka 43%
Sprzedaż 35%
Analityka 35%
Nauka i edukacja 33%
Zakupy 30%
Medycyna 29%
Finanse 26%
Produkcja 22%
Transport 19%
Kultura i sztuka 18%
Polityka 17%
Prawo 10%
Nie wiem 9%
Inne 8%

 

W jakich sektorach wg Pana/Pani mogłaby być wykorzystywana sztuczna inteligencja? % całej badanej populacji, który wskazał daną odpowiedź
Reklama 38%
Marketing 34%
Grafika 34%
Media 32%
Medycyna 32%
Rozrywka 31%
Nauka i edukacja 31%
Social Media 30%
IT 30%
Analityka 29%
Sprzedaż 27%
Zakupy 24%
Finanse 24%
Produkcja 23%
Transport 21%
Kultura i sztuka 20%
Polityka 15%
Prawo 15%
Nie wiem 13%
Nie powinno się korzystać ze sztucznej inteligencji 11%
Inne 8%

Polacy podchodzą z ograniczonym zaufaniem do efektów pracy AI

Wyniki badania PAYBACK pokazują, że zaledwie 15% Polaków ufa efektom pracy wykonywanej przez sztuczną inteligencję. Ponad dwa razy więcej osób im nie ufa (33%). Zdecydowanie największą grupę stanowią jednak osoby, które nie posiadają jednoznacznej opinii w tej sprawie (52%).

Najczęściej wskazywanymi przez Polaków powodami braku zaufania do efektów pracy sztucznej inteligencji jest ogólna nieufność wobec procesów realizowanych bez udziału człowieka (14%), brak pełnej kontroli nad procesem (13%) oraz obawy dotyczące bezpieczeństwa (12%). Zastrzeżenia ankietowanych łączą się również z przekonaniem, że praca sztucznej inteligencji powinna być weryfikowana przez człowieka. Takie zdanie podziela aż 94% Polaków.

Bez obaw o przyszłość rynku pracy

Pomimo dużej rezerwy w podejściu do sztucznej inteligencji, Polacy raczej nie obawiają się negatywnych skutków jej wdrożenia dla rynku pracy. O ile blisko połowa (49%) badanych dostrzega możliwość zastąpienia ludzi w pracy przez AI, tak tylko 23% respondentów przyznaje, że boi się utraty pracy na skutek rozwoju sztucznej inteligencji a 21% nie ma w tej sprawie zdecydowanej opinii.

Komu może pomóc AI

55% Polaków uważa, że sztuczna inteligencja może pomóc w rozwoju obecnie działających firm. Zdecydowanie najczęściej wskazywanym obszarem, który mogłoby wesprzeć AI była analiza danych. Jak wskazują eksperci PAYBACK, obecnie jest to kluczowa dziedzina wspierająca rozwój przedsiębiorstw, a sztuczna inteligencja otwiera wiele nowych możliwości w tym zakresie.

W obecnych czasach większość decyzji biznesowych jest poprzedzana analizą i podejmowana na podstawie danych liczbowych. Obojętne, czy mówimy o wejściu na nowy rynek, tworzeniu lub dopasowaniu palety konkretnej linii produktów, kampanii marketingowej czy wyborze sposobów i kanałów dotarcia do klienta. Podejmowanie decyzji wyłącznie w oparciu o własne doświadczenie lub intuicję, wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem. Jednocześnie rośnie ilość zbieranych informacji. Sztuczna inteligencja pozwala nam je przetwarzać w sposób bardziej efektywny. Dzięki temu możliwe jest tworzenie np. precyzyjnych predykcji zachowań konsumenckich , określenie optymalnej ceny produktu, trendów związanych z całą kategorią czy – co jest coraz ważniejszym czynnikiem – podatności konsumentów na zmiany ceny – mówi Artur Wyszyński, Menadżer ds. wdrożeń oraz rozwoju struktur IT w PAYBACK

Kolejnymi wskazaniami badanych Polaków dotyczącymi obszarów, w których sztuczna inteligencja mogłaby wesprzeć rozwój obecnie działających firm, było m.in. tworzenie treści marketingowych, automatyzacja procesów, szybsza obsługa klienta oraz rozpoznawanie potrzeb klientów.

W jakim obszarze Pana/i zdaniem sztuczna inteligencja mogłaby wesprzeć rozwój działających obecnie firm? % całej badanej populacji, który wskazał daną odpowiedź
Analiza danych 42%
Tworzenie treści marketingowych 28%
Automatyzacja procesów 28%
Szybsza obsługa klienta 27%
Rozpoznanie potrzeb klientów 27%
Przygotowanie oferty dla klientów 22%
Proces produkcyjny 16%
Tworzenie nowych produktów 16%
Obsługa reklamacji 15%
Podejmowanie decyzji biznesowych 10%
Transport 9%
Inne 4%

 

Potrzeba regulacji

Kwestią, która nie budzi kontrowersji wśród Polaków, jest potrzeba wprowadzenie regulacji prawnych, dotyczących wykorzystywania sztucznej inteligencji. Aż 90% Polaków oczekuje wprowadzenia tego typu przepisów.

Co ciekawe, większość Polaków opowiada się również za, podobnie jak w przypadku osób fizycznych, obłożeniem podatkami pracy wykonywanej przez sztuczną inteligencją. Rozwiązanie tego typu rozwiązanie popiera aż 61% osób ankietowanych osób.

Luzowanie czas zacząć

Nadchodzący tydzień to przede wszystkim długo wyczekiwana decyzja EBC. Do tego w kalendarzu sporo innych ciekawych odczytów. Warto jeszcze wrócić do piątkowej sesji, która przyniosła kilka ciekawych zwrotów. Za nimi także weekend wyborczy.

Działo się w piątek

Zanim przejdziemy do omawiania nadchodzących wydarzeń, warto poświęcić chwilę na analizę tego, co wydarzyło się podczas ostatniej w zeszłym tygodniu sesji. Po pierwsze mieliśmy spore zaskoczenie à propos inflacji w eurozonie. Rynek spodziewał się co prawda odbicia w górę, ale jednak zakładał, że będzie ono mniejsze. O tym, czy i jak to wpłynie na środowe posiedzenie za chwilę. Ciekawie wyglądała też sesja na parkietach giełdowych. Europa zamknęła się wyraźnie pod kreską i bardzo długo wydawało się, że podobnie zachowają się akcje w Stanach. Pod koniec sesji widzieliśmy jednak niesamowitą szarżę popytu, która nie tylko zniwelowała straty, ale również wywindowała indeksy na zieloną strefę mocy. Efektem tego jest zarysowanie długiego dolnego cienia na tygodniowym wykresie, co technicznie powinno wspierać byki w nadchodzących dniach.

Wyborczy weekend

W weekend poznaliśmy też wyniki wyborów w dwóch specyficznych krajach. Po pierwsze w największej demokracji świata – Indiach. Te trwały blisko półtora miesiąca i wzięło w nich udział ponad 600 mln ludzi (prawo głosu ma blisko miliard obywateli). Oficjalne wyniki mają być podane dopiero jutro, jednak nie ma wątpliwości, że wygrał Sojusz Narodowo Demokratyczny, koalicja zawiązana wokół partii premiera Modiego. Według różnych źródeł zwiększy ona stan posiadania z obecnych 350 mandatów do 370 – 400 w izbie liczącej 543 miejsc. Lokalna giełda oraz indyjska rupia zareagowały wzrostami na pierwsze doniesienia.

Plebiscyt odbył się także w Meksyku, gdzie tamtejsze wybory zostały okrzyknięte najbardziej krwawymi w historii. Łącznie zginęło 38 kandydatów, a blisko 300 kolejnych było ranionych, co oczywiście jest łączone z wojną z kartelami narkotykowymi. Nową prezydent zostanie Claudia Sheinbaum, która zdobyła około 60% głosów. Jest ona uznawana za kontynuatorkę polityki prowadzonej przez Lopeza Obradora – odchodzącego prezydenta. Co oczywiste główną osią wyborów było bezpieczeństwo oraz walka z zorganizowana przestępczością.

Poniedziałek z PMI

Obecny tydzień zaczynamy od serii odczytów PMI. W oczy się rzuca wyjątkowo słaby rezultat rodzimego przemysłu, gdzie indeks wyniósł ledwie 45 pkt, 2 pkt mniej niż spodziewali się analitycy i poniżej wyniku z poprzedniego miesiąca. W podobnym nastroju są Włosi, co jednak nie przełożyło się na wynik całej strefy. Ten wyniósł 47,3 pkt wobec 45,7 pkt miesiąc temu. Duży wzrost zaliczyli Niemcy, co może być odbierane za spory pozytyw, nawet jeśli do granicy 50 pkt naszym zachodnim sąsiadom wciąż wiele brakuje. Po południu poznamy odczyty zarówno PMI jak ISM ze Stanów. W tym tygodniu Amerykanie jednak więcej uwagi będę kierować na rynek pracy.

Kluczowymi wydarzeniami tygodnia będą jednak posiedzenia banków centralnych. O ile RPP nie ma prawa nas niczym zaskoczyć i wszystko wskazuje na to, że stopy procentowe pozostaną niezmienione, tak samo, jak retoryka prezesa Glapińskiego podczas konferencji prasowej. Inaczej sytuacja wygląda dla strefy euro. Mimo zeszłotygodniowej niespodzianki inflacyjnej cięcie stóp w czwartek wydaje się niezagrożone. Pytaniem otwartym pozostaje jednak dalszy scenariusz. Dużo się mówi, że na lipcowym posiedzeniu EBC nie pójdzie za ciosem i na kolejny ruch będziemy musieli dłużej poczekać, co stawia pod znakiem zapytanie scenariusz z trzema obniżkami w tym roku.

Złoty słabo zaczyna tydzień, wyraźnie tracąc na szerokim rynku. Euro przebiło z rana poziom 4,28 zł, a dolar wrócił do 3,95 zł. Główna para walutowa jeszcze nie obrała kierunku, niewielka przewaga pozostaje po stronie dolara, jednak na poważniejsze rozstrzygnięcia będziemy musieli jeszcze poczekać.

Krzysztof Adamczak – starszy dealer walutowy w InternetowyKantor.pl

Sławomir Panasiuk Wiceprezesem Zarządu GPW

Komisja Nadzoru Finansowego wyraziła zgodę na powołanie Sławomira Panasiuka na stanowisko Członka Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Nowy Wiceprezes będzie odpowiedzialny za obszar informatyczny i technologiczny. Uzupełnienie składu Zarządu GPW ma istotne znaczenie w kontekście trwających prac nad uruchomieniem systemu WATS, jednego z najważniejszych przedsięwzięć technologicznych ostatnich ośmiu lat realizowanych przez warszawską Giełdę.

  • Decyzję o powołaniu Sławomira Panasiuka w skład Zarządu Giełdy podjęła w kwietniu 2024 roku Rada Nadzorcza GPW
  • Powołanie Członka Zarządu GPW informatycznych zostało poprzedzone procedurą konkursową
  • Zarząd GPW obecnie składa się z maksymalnej liczby pięciu osób

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) udzieliła zgody na dokonanie zmian w Zarządzie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW). Tym samym nowym Wiceprezesem Zarządu GPW ds. informatycznych został Sławomir Panasiuk.

W kwietniu 2024 roku Rada Nadzorcza GPW w związku z przeprowadzonym postepowaniem kwalifikacyjnym na stanowisko Członka Zarządu GPW ds. informatycznych, powołała Sławomira Panasiuka i powierzyła mu funkcję Wiceprezesa Zarządu odpowiedzialnego za obszar informatyczny i technologiczny. Pod jego kierownictwem, Giełda planuje nie tylko skutecznie wdrożyć nowy system transakcyjny, ale także dostosować się do nowych trendów technologicznych oraz zwiększyć poziom cyberbezpieczeństwa.

– Nowoczesne technologie i systemy informatyczne są kluczem do sprawnego funkcjonowania Grupy Kapitałowej GPW oraz całego polskiego rynku kapitałowego. Cieszę się, że mogę dołączyć do warszawskiej Giełdy w momencie realizacji jednego z najważniejszych projektów technologicznych w historii naszego rynku. Moim celem jest nie tylko skuteczne wdrożenie nowego systemu transakcyjnego, ale także szeregu projektów zwiększających efektywność operacyjną i poziom odporności cyfrowej oraz dostosowanie warszawskiego parkietu do najnowszych trendów technologicznych. Te działania są niezbędne, aby zapewnić bezpieczeństwo i efektywność operacji na rynku kapitałowym – stwierdza Sławomir Panasiuk, Wiceprezes Zarządu GPW.

Sławomir Panasiuk, od 2006 roku był Członkiem Zarządu Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych (KDPW), a od 2009 roku Wiceprezesem KDPW. Od 2011 roku pełni także funkcję Wiceprezesa Zarządu izby rozliczeniowej KDPW_CCP. Pod jego nadzorem zrealizowano wiele kluczowych i innowacyjnych technologicznie projektów, które znacząco podniosły jakość i zakres usług post-transakcyjnych, dostosowując polski rynek finansowy do międzynarodowych standardów. Był członkiem Rady Nadzorczej Bondspot S.A., IRGIT S.A. oraz Centrum Giełdowego S.A.

Absolwent Wojskowej Akademii Technicznej, gdzie uzyskał tytuł magistra inżyniera na Wydziale Cybernetyki. Ukończył również studia podyplomowe z zakresu informatyki, doktoranckie studia w zakresie nauk ekonomicznych w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie oraz podyplomowe studia menedżerskie (AMP) w Wyższej Szkole Zarządzania Uniwersytetu Nawarry – IESE.

W oczekiwaniu na pierwsze cięcie stóp EBC

W tym tygodniu o stopach procentowych w Polsce zadecyduje RPP. Koncentrujemy się jednak na posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego – obniżka stóp procentowych EBC jest niemal przesądzona. Rynek wyczekuje teraz komunikatów dotyczących dalszych ruchów banku, które będą kluczowe dla euro. W minionym tygodniu wspólna waluta, pomimo zaskoczenia w górę w inflacją w strefie euro, nie zdołała się umocnić.

Ostatni tydzień był dla walut G10 bardzo spokojny. Istotne z naszej perspektywy odczyty danych były nieliczne, waluty G10 poruszały się więc w wąskich przedziałach, w których ostatnio się znajdują.

Spodziewamy się, że ten i kolejny tydzień będą przeciwieństwem dwóch ostatnich. Miesiąc rozpoczniemy posiedzeniem EBC którego wynik poznamy w czwartek (06.06), następnie w piątek (07.06) opublikowany zostanie raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy, a na początku przyszłego tygodnia – inflacyjny. Dodatkowo rynki mierzyć się będą z pokłosiami wyborów w RPA, Meksyku i Indiach. W Polsce zaś czekamy na wynik posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej w środę (05.06).

Kluczowe pozostają oczywiście odczyty inflacyjne z USA oraz strefy euro i reakcje bankierów centralnych na nie. Nieustanne odsuwanie rynkowych oczekiwań dotyczących znacznych cięć stóp procentowych w 2024 r. nie jest korzystne dla walut wysokiego ryzyka, a w szczególności walut rynków wschodzących.

PLN

Kurs EUR/PLN spadł w ubiegłym tygodniu poniżej 4,25. Po osiągnięciu najlepszej od ponad czterech lat pozycji waluta oddała jednak część zysków. Uwaga w zeszłym tygodniu skupiła się na dynamice cen. Majowa inflacja CPI była dość zaskakująca – wzrosła jedynie nieznacznie, istotnie poniżej oczekiwań, i uplasowała się w samym środku przedziału celu NBP (2,5% ± 1 pp.). Dane implikują również dalszy spadek miary bazowej.

Raport stanowi miłe zaskoczenie, nie sądzimy jednak, że wpłynie istotnie na retorykę RPP, która już w tę środę podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych. Nie należy spodziewać się żadnych zmian kosztu pieniądza – ani na tym posiedzeniu, ani na najbliższych. Zakładamy, że podczas swojej konferencji prasowej w czwartek (06.06) prezes NBP Adam Glapiński w dużej mierze powtórzy przekazywane wcześniej komunikaty, zwracając uwagę na to, że mimo korzystnego zaskoczenia inflacja powinna w dalszym ciągu rosnąć, a ryzyka są wciąż obecne.

EUR

W ten czwartek (06.06) EBC prawie na pewno obniży stopy procentowe o 25 pb. Na rynkach panuje co do tego niemal całkowita zgoda – w kontraktach swap natychmiastowe cięcie jest wyceniane niemal w pełni. Kluczowe pozostają harmonogram i skala ewentualnych dalszych cięć – oczekiwania wobec obu były w ostatnich tygodniach istotnie odsuwane.

Ubiegłotygodniowy odczyt dynamiki cen w maju był wyższy od oczekiwań i wydaje się, że dezinflacyjny trend przynajmniej się zatrzymał. Szczególnie niepokojące jest odbicie presji cenowej w sektorze usługowym, wiedzione przez rosnące koszty pracy i popyt konsumencki. Nie wiadomo, co w związku z tymi trendami postanowią oficjele EBC, czwartkowa konferencja prasowa po posiedzeniu może więc być dla rynków walutowych najważniejszym wydarzeniem tego tygodnia.

USD

Kwietniowa inflacja PCE, która jest miarą preferowaną przez Rezerwę Federalną, okazała się w ubiegłym tygodniu dokładnie taka, jak oczekiwano, i nieco niższa niż opublikowany wcześniej raport CPI. Wystarczyło to, by zniwelować tygodniowy wzrost rentowności amerykańskich obligacji, prowadząc je do poziomów z początku tygodnia, co przyczyniło się także do łagodnego ruchu w dół na dolarze. Zakończył on maj spadkiem względem większości głównych walut (z wyjątkiem jena japońskiego), jako że ogólnie silniejsze dane gospodarcze ze świata, w szczególności z Europy i Chin, poprawiły sentyment do ryzyka, na czym tracą safe haven.

Ten tydzień powinien być znacznie bardziej interesujący. W kalendarzu wyróżnia się piątkowy raport NFP (non-farm payrolls). Poza liczbą nowych miejsc pracy netto rynki skupią się na miesięcznym wzroście płac, by sprawdzić, czy uporczywa inflacja w usługach przekłada się na wyższe oczekiwania płacowe pracowników.

GBP

Mimo ogłoszenia daty wyborów parlamentarnych, niepewnych oznak ochłodzenia w sektorze usługowym (gorsze od oczekiwań dane PMI) oraz słabości wydatków konsumenckich widocznej w ostatnim raporcie dotyczącym sprzedaży detalicznej, funt radzi sobie zaskakująco dobrze. Brytyjska waluta w ostatnich miesiącach umacnia się względem euro, a rynki postrzegają większość Partii Pracy jako prawdopodobnie najkorzystniejszą dla rynku opcję w nadchodzących wyborach – odzwierciedla to zarówno utrzymujące się problemy spowodowane kiepskim minibudżetem Liz Truss, jak i zmianę w kierunku politycznego centrum pod rządami Keira Starmera.

W tym tygodniu odczytów będzie niewiele i będą to głównie dane ankietowe, a nie twarde. W obliczu wyborów 04.07 Komitet Polityki Monetarnej Banku Anglii wstrzymuje się z wszelkimi komunikatami (z wyjątkiem czerwcowego posiedzenia). Oznacza to, że niewiele krajowych czynników będzie mogło wpłynąć na funta, handel nim będzie więc zależał w większości od wydarzeń na świecie.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Tydzień z EBC oraz danymi z rynku pracy USA

Piątkowe notowania przyniosły wzrosty indeksu Dow Jones (+1,51 proc.) oraz SP500 (+0,8 proc.) i jednocześnie brak zmian technologicznego Nasdaq Composite (-0,01 proc.). Inflacja PCE w USA okazała się zgodna z oczekiwaniami i wskazała na stabilizację dynamiki wzrostu cen. Dolar stracił na wartości a rentowności obligacji amerykańskiego rządu spadły. Przedstawiciele OPEC+ zgodnie z oczekiwaniami rozszerzyli swoje dodatkowe dobrowolne cięcia dostaw, a grupa przedstawiła również plany stopniowego łagodzenia cięć od czwartego kwartału. W tym tygodniu NFP oraz decyzja EBC.

Rynek na piątkowy raport na temat wydatków amerykanów zareagował słabszym dolarem i wzrostami na Wall Street. Deflator PCE uplasował się na poziomie 2,7 proc. rok do roku i wyniósł 0,3 proc. w ujęciu miesiąc do miesiąca. Bazowy wskaźnik wyniósł odpowiednio 2,8 proc. oraz 0,2 proc. W tym przypadku w ujęciu miesięcznym wynik jest lekko niższy od prognoz (0,3 proc.) i jednocześnie najsłabszy od początku roku. Z reakcji rynkowej można zakładać, że obawiano się negatywnej niespodzianki i widać, że inwestorzy odetchnęli z ulgą. Dane w pewien sposób zmniejszają niepokój dotyczący uporczywości inflacji ale Fed z pewnością będzie chciał otrzymać więcej dowodów, że dynamika wzrostu cen znajduje się na odpowiednim (czyli deflacyjnym) kursie. Teraz uwaga przenosi się na rynek pracy. W tym tygodniu otrzymamy ankietę JOLTS przedstawiającą popyt na pracę oraz rotację pracowników, wskaźnik ADP i przede wszystkim miesięczne zestawienie danych – czyli raport NFP.

W tym tygodniu EBC prawdopodobnie obniży stopy procentowe o 25 punktów bazowych, mimo, że w ostatnim czasie otrzymaliśmy gorsze dane inflacyjne a także silniejszy wzrost płac negocjowanych. W tym momencie ciężko będzie europejskim decydentom wycofać się z deklaracji łagodzenia warunków monetarnych już na czerwcowym posiedzeniu. Publikacje z minionego tygodnia mogą jednak wpłynąć na tempo i skalę dalszego cyklu obniżek.

Pierwsza redukcja kosztu pieniądza w strefie euro jest już niemalże przesądzona. Tak wynika z wyceny rynkowej ale również z ostatnich twierdzeń członków Rady Prezesów EBC, nawet tych należących do obozu „jastrzębi”. Rynek nie otrzyma jednak dalszych wskazówek jak będzie przebiegał cały cykl. Prawdopodobnie usłyszymy znane stwierdzenie, że dalsze decyzje będą zależne od napływających danych. W ten sposób EBC nie chce się zobowiązać do określonej ścieżki stóp.

Warto też wspomnieć o decyzji OPEC+, która nie zaskoczyła. Przedstawiciele tego gremium rozszerzyli swoje dodatkowe dobrowolne cięcia dostaw, natomiast zostały jednocześnie przedstawione plany stopniowych ich redukcji. To powinno spowodować, że w kolejnych miesiącach na rynku ropy będziemy doświadczać deficytu podaży.

Rynek był najbardziej zainteresowany tym, co będzie z dodatkowymi dobrowolnymi cieciami podaży o 2,2 mln baryłek dziennie, które miały wygasnąć z końcem czerwca tego roku. Tu otrzymaliśmy przedłużenie o kwartał a następnie ma nastąpić stopniowe wycofywanie się z tych działań do września 2025 roku. Inwestorzy po cichu oczekiwali, że dodatkowe dobrowolne cięcia będą przedłużone do końca tego roku.

Ogólnogrupowe redukcje wydobycia (ok. 2mln b/d) zostały wydłużone do końca 2025 roku (wcześniej miały wygasnąć z końcem 2024 r.). Z kolei dobrowolna redukcja podaży w wysokości 1,66 mln b/d od dziewięciu członków OPEC+ – wprowadzona w maju 2023 r. – również została przedłużona do końca 2025 roku.

Cena ropy brent dziś rano na otwarciu spadła poniżej 81 USD. Ogólnie zmienność jest niewielka a notowania cały czas oscylują wokół lokalnych minimów i jednocześnie znajdują się w istotnej strefie wsparcia horyzontalnego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

DRAGO entertainment notuje rr 50% wzrost zysku netto po I kwartale i zaczyna rok od wysypu premier

Solidne wyniki finansowe w I kwartale br. wypracował DRAGO entertainment, notowany na GPW doświadczony producent i wydawca gier wideo. Znaczący wzrost odnotowano na przychodach netto ze sprzedaży oraz zysku netto, odpowiednio o 37 proc. i 50 proc. Przychody netto ze sprzedaży osiągnęły wartość 4,9 mln zł vs 3,5 mln zł z analogicznego okresu roku ubiegłego. Zysk netto przekroczył 0,6 mln zł. Zysk operacyjny EBIT wyniósł prawie 0,7 mln zł, utrzymując stabilny poziom do wyniku osiągniętego w I kw. 2023 roku. Wypracowane wyniki są efektem skutecznej strategii marketingowej i stabilnej sprzedaży autorskich gier Studia, w tym w dużej mierze bestsellera Gas Station Simulator.

W raportowanym okresie EBITDA przekroczyła 0,7 mln zł vs 0,6 mln zł z analogicznego okresu roku ubiegłego.

Za nami udany początek roku. Z końcem marca poprawiliśmy wynik netto z ubiegłego roku i w samym marcu odnotowaliśmy też rekordowe przychody, co potwierdza skuteczność obranej strategii rozwoju, opartej na kilku równoległych filarach. Stabilna sprzedaż naszych autorskich gier oraz nieustający rozwój uniwersum Gas Station Simulator były kluczowe w osiągnięciu tych rezultatów. – mówi Joanna Tynor, prezes zarządu w DRAGO entertainment S.A.

Ostatnie miesiące były bardzo pracowite dla krakowskiego zespołu. Z początkiem roku do sprzedaży trafił płatny dodatek do hitu sprzedażowego Gas Station Simulator – Tidal Wave. Kolejnymi dodatkami jeszcze w tym roku mają  być Car Junkyard i Shady Deals. Łączne przychody ze sprzedaży projektu Gas Station Simulator na platformie Steam przekroczyły już 10 mln USD.

Od stycznia w sprzedaży dostępne są również konsolowe wersje płatnych dodatków do Gas Station Simulator – Can Touch This i Airstrip oraz bezpłatne update’ y – Car Wash oraz Party Time. Na tym nie koniec, bo od  kwietnia br. dostępne są również wersje ww. dodatków na konsolę Nintendo Switch.

Ponadto, w I kwartale br. udostępniona została graczom, w formule Early Access, gra Winter Survival, która na podstawie otrzymanego feedbacku użytkowników nadal rozwijana jest przez spółkę.

To nie koniec aktywnego początku roku,  ponieważ niedawno swoją konsolową wersję, na platformy Xbox oraz PlayStation otrzymała inna autorska gra Studia, pt. Food Truck Simulator.

Wysoki popyt na biura w Trójmieście

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Trójmieście, I kwartał 2024” Trójmiasto niezmiennie plasuje się w czołówce największych rynków biurowych w Polsce, oferując najemcom szeroki wachlarz biur. Pomimo ogólnego spowolnienia aktywności deweloperskiej w całym kraju rok 2023 zamknął się w regionie rekordowym popytem przekraczającym 140 000 mkw. W pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku całkowity popyt w Trójmieście wyniósł 23 400 mkw.

Na koniec pierwszego kwartału 2024 roku całkowite zasoby powierzchni biurowej w Trójmieście zbliżyły się do poziomu 1,05 mln mkw., co oznacza wzrost o 3% w ujęciu rocznym, przy czym ponad jedną piątą stanowią nowoczesne budynki biurowe oddane do użytkowania w latach 2020-2023. W minionym roku deweloperzy dostarczyli łącznie 33 100 mkw. biur – najmniej od 2012 roku. Największym biurowcem ukończonym w tym okresie była siedziba firmy Intel w Gdańsku o powierzchni 23 000 mkw. Na pozostałe 10 100 mkw. złożyły się dwa budynki biurowe oddane do użytku w Gdańsku oraz jeden w Gdyni. Z kolei w pierwszym kwartale 2024 roku nie odnotowano w regionie Trójmiasta nowej podaży.

– Aktywność deweloperów w Trójmieście utrzymuje się na umiarkowanym poziomie, co przekłada się na niewielką liczbę rozpoczynanych nowych inwestycji biurowych. Na koniec marca 2024 roku w budowie znajdowały się tylko cztery projekty o łącznej powierzchni prawie 20 300 mkw. – oznacza to spadek o 68% w porównaniu z pierwszym kwartałem 2023 roku. Ponad 55% całkowitej podaży w przygotowaniu powstaje w Gdańsku. Warto podkreślić, że na spowolnienie aktywności deweloperów wpływają obawy związane z wysokimi kosztami finansowania, a także zmiany modelu pracy oraz utrzymujący się trend optymalizacji powierzchni biurowej wynajmowanej przez najemców – mówi Michał Rafałowicz, dyrektor regionalny w Newmark Polska.

Do największych inwestycji w trakcie realizacji zalicza się pierwszy budynek wznoszony w ramach II fazy kompleksu Gdynia Waterfront w Gdyni o powierzchni 9050 mkw. oraz drugi etap projektu LPP Fashion Lab w Gdańsku liczący 5000 mkw.

– Rok 2023 był okresem spowolnienia na rynku najmu w Polsce, ale dla Trójmiasta okazał się rekordowy pod względem popytu. W tym czasie najemcy wynajęli w regionie Trójmiasta ok. 143 900 mkw., co stanowiło trzeci najwyższy wolumen transakcji wśród rynków regionalnych, zaraz za Krakowem (201 300 mkw.) oraz Wrocławiem (165 550 mkw.). Był to jednocześnie najlepszy wynik w historii trójmiejskiego rynku i wyższy aż o 42,5% od odnotowanego w 2022 roku – mówi Kaja Karbowska-Nowak, Associate w Newmark Polska.

Zainteresowanie najemców regionem od lat utrzymuje się na wysokim poziomie, o czym świadczą chociażby średnie roczne wolumeny najmu z ostatnich pięciu lat (2019-2023), które przekraczały 100 000 mkw. W pierwszym kwartale 2024 roku w Trójmieście podpisano o 39% więcej umów niż w poprzednim kwartale, ale o 51% mniej w porównaniu z analogicznym okresem w 2023 roku. W pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku całkowity popyt w Trójmieście wyniósł 23 400 mkw.

W pierwszym kwartale 2024 roku w strukturze popytu dominowały renegocjacje i nowe umowy, które stanowiły odpowiednio 57% i 39% sfinalizowanych transakcji. Pozostałe 4% przypadło na umowy na potrzeby własne (3%) oraz ekspansje (1%). Najwięcej metrów kwadratowych biur najemcy wynajęli w Gdańsku – 18 800 mkw., co stanowiło 80% wszystkich umów, natomiast pozostałe 20% (4600 mkw.) przypadło na Gdynię. Trójmiasto oferuje atrakcyjne warunki biznesowe, co przyciąga zarówno startupy, jak i globalne korporacje, głównie z sektora IT. W pierwszym kwartale 2024 roku udział najemców z tej branży w całkowitym popycie sięgnął aż 49%.

Na koniec marca 2024 roku wskaźnik pustostanów w Trójmieście wyniósł 13,4%, czyli jedynie 0,2 p.p. więcej niż w pierwszym kwartale 2023 roku. Ograniczona aktywność deweloperów i stopniowa absorpcja powierzchni dostępnej w istniejących budynkach przełożą się w najbliższym czasie na spadek dostępności biur. Obecnie Trójmiasto oferuje ok. 140 500 mkw. powierzchni biurowej do wynajęcia od zaraz, z czego prawie 40% znajduje się w biurowcach wybudowanych w latach 2019-2023.

– W pierwszym kwartale 2024 roku czynsze bazowe w Trójmieście nieznacznie wzrosły i wynosiły od 13,50 do 16,50 EUR/mkw./miesiąc. Z kolei koszty eksploatacyjne wzrosły do ok. 20-25 PLN/mkw./miesiąc. Według prognoz stawki czynszów i opłat eksploatacyjnych utrzymają się w 2024 roku na stabilnym poziomie, przy jednoczesnej kontynuacji trendu poszukiwania zoptymalizowanych powierzchni w budynkach oferujących nowoczesne rozwiązania z zakresu ESG, które pozytywnie wpływają na zmniejszenie kosztów związanych z eksploatacją – dodaje Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Amerykańskie spółki w górę, Europa nadrabia zaległości, Polska w odwrocie?

Spółki amerykańskie reprezentowane w indeksie S&P 500 notowały wyniki lepsze od oczekiwań; tymczasem w europejskim indeksie Stoxx 600 również jest poprawa, ale niejednorodna (najgorzej wypadły spółki z Polski).

  • Spółki z amerykańskiego indeksu S&P 500 nadal przewyższały oczekiwania, co doprowadziło do najwyższego wzrostu zysków rok do roku od 2. kwartału 2022 roku. Pomimo mieszanych prognoz na kolejny kwartał, analitycy nadal przewidują wzrost zysków o +11% w 2024 roku.
  • W Europie wyniki są mniej optymistyczne, ale wykazują oznaki poprawy, a pozytywna dynamika sugeruje, że wzrost zysków o +5% w 2024 r. będzie możliwy.
  • Sektor finansowy jest jedynym sektorem, który nadal odnotowuje dodatni roczny wzrost zysków i przychodów w Europie.
  • Wyniki spółek europejskich ze Stoxx 600 są bardzo zróżnicowane w podziale na kraje: analitycy spodziewają się dodatniego wzrostu zysków w pierwszym kwartale firm z siedmiu na 15 krajów reprezentowanych w indeksie STOXX 600. Przewiduje się, że (reprezentowane w indeksie) spółki z Portugalii (+92,0%) i Hiszpanii (+20,5%) odnotują najwyższe roczne stopy wzrostu zysków, podczas gdy te z Polski (-27,1%) i Austrii (-18,6%) odnotują najniższy wzrost.
  • Pomimo tych ogólnie zachęcających sygnałów płynących z obydwu indeksów, obecna reaktywność rynku i koncentracja zysków wskazują na podwyższone ryzyko skupione wokół kilku spółek i ich wysokich wycen (w skrócie: niewielki podzbiór megakorporacji napędza wyniki całego rynku), co może prowadzić do asymetrycznych negatywnych reakcji na złe wiadomości.

W pierwszym kwartale 2024 r. spółki z indeksu S&P 500 odnotowały najwyższy wzrost zysków rok do roku (+7,6%) od drugiego kwartału 2022 r. i najwyższy wzrost przychodów (+3,7%) od czwartego kwartału 2022 r., wprowadzając na rynki nową dawkę korporacyjnego optymizmu. W miarę jak sezon wyników za I kwartał dobiega końca, około 77% spółek z indeksu S&P 500 przekroczyło oczekiwania analityków dotyczące zysków, a 60% przekroczyło szacunki dotyczące przychodów. Marże zysku również wykazały pozytywne trendy, osiągając poziom o 11,7% wyższy niż w poprzednim kwartale i odrobinę powyżej pięcioletniej średniej. Ten stały wzrost rentowności nadal podkreśla siłę efektywności operacyjnej amerykańskich spółek i ich zdolność do poruszania się w obecnym środowisku makroekonomicznym i geopolitycznym. Niemniej jednak, same spółki wydają się mniej optymistyczne w odniesieniu do trwającego kwartału, a ponad połowa z nich wydała negatywne prognozy EPS. W opinii Allianz Trade analitycy pozostają jednak optymistyczni w odniesieniu do całego roku, prognozując stopę wzrostu zysków na poziomie ~11% (wykres 1).

Wykres 1: Wzrost przychodów i zysków firm z indeksu S&P 500 (r/r%)Wykres 1 Wzrost przychodów i zysków firm z indeksu S&P 500

Źródła: LSEG I/B/E/S, Allianz Research

Reakcje rynku na zaskakujące wyniki finansowe były większe niż przeciętnie. Spółki informujące o pozytywnych niespodziankach w zyskach odnotowały średni wzrost cen o +1%, podczas gdy te informujące o negatywnych niespodziankach odnotowały średni spadek cen o -3%. Różnica ta podkreśla wrażliwość rynku na wyniki finansowe w stosunku do oczekiwań, która jest zaostrzana przez napięte wyceny panujące na rynkach amerykańskich, co prowadzi do asymetrycznej funkcji reakcji na pozytywne i negatywne wiadomości. Aby umieścić to w kontekście, terminowy 12-miesięczny wskaźnik ceny do zysków dla S&P 500 wynosi obecnie 20,8, co jest poziomem zbliżonym do rajdu akcji z lat 2000 i 2020 (wykres 2).

Wykres 2: Porównanie FWD PE 12 m w terenieWykres 2: Porównanie FWD PE 12 m w terenie

Źródła: LSEG I/B/E/S, Allianz Research

Usługi (tele)komunikacyjne znalazły się na szczycie tabeli z najwyższym wzrostem zysków rok do roku na poziomie +34%, ale był on napędzany głównie przez Alphabet i Meta. Pomijając te dwie kluczowe spółki, z wyliczeń Allianz Trade wynika, że wzrost w sektorze spadłby znacząco do +2%. Sektor usług użyteczności publicznej odnotował drugą najwyższą stopę wzrostu zysków (+33%), pomimo utrzymującej się presji na przychody. Na kolejnym miejscu uplasował się sektor dóbr konsumenckich (+24,5%), głównie za sprawą spółki Amazon. Bez Amazona stopa wzrostu spadłaby do +2,4% rocznie. Sektor technologiczny odnotował wzrost o 23,6%, do czego w dużej mierze przyczyniła się spółka NVIDIA. Po czerwonej stronie sezonu wyników, sektory opieki zdrowotnej i energii odnotowały znaczące spadki o -25,4%, a następnie materiały podstawowe o -20,6% (wykres 3).

Wykres 3: S&P 500 – szacunkowa stopa wzrostu zysków w 1. kwartale 2024 r. według sektorówWykres 3: S&P 500 - szacunkowa stopa wzrostu zysków w 1. kwartale 2024 r. według sektorów

Źródła: LSEG IBES, Allianz Research 

Po drugiej stronie Atlantyku optymizm jest umiarkowany, ale widać oznaki poprawy fundamentów. Do tej pory raporty przedstawiło około 90% spółek, z czego około 60% przekroczyło oczekiwania analityków dotyczące zysków, a 50% przekroczyło szacunki dotyczące przychodów. Chociaż ogólne wyniki pozostają ujemne, wskazują one, że indeks Stoxx 600 nabiera rozpędu po trzech kwartałach znacznego ujemnego rocznego wzrostu zysków i przychodów. Oczekuje się, że w I kwartale spółki odnotują -2% wzrost zysków rok do roku i -4% wzrost przychodów, co będzie najwyższym wynikiem od I kwartału 2023 r., zbliżając się do dodatniego progu zysków i przychodów. Ponadto dodatnie kwartalne zyski i wzrost przychodów sugerują, że prognozowany wzrost zysków o około 5% w 2024 r. może być wykonalny, pod warunkiem, że nie wystąpią czynniki egzogeniczne zakłócające obecny trend. Ostatecznie ta przewidywana poprawa bilansu i odporność uzasadniają stosunkowo niewielką różnicę w wynikach między akcjami amerykańskimi i europejskimi (wykresy 4 i 5).

Wykres 4: Wzrost zysków i przychodów w indeksie Stoxx 600 (r/r%)Wykres 4: Wzrost zysków i przychodów w indeksie Stoxx 600 (r/r%)

Źródła: LSEG I/B/E/S, Allianz Research

Wykres 5: Porównanie ceny i wzrostu EPSWykres 5: Porównanie ceny i wzrostu EPS

Źródła: LSEG I/B/E/S, Allianz Research

Pomimo tych słabych, ale zachęcających wyników, sezon zysków w Europie był nierówny w poszczególnych krajach. Analitycy spodziewają się dodatniego wzrostu zysków w pierwszym kwartale w siedmiu z 15 krajów reprezentowanych w indeksie STOXX 600. Przewiduje się, że (reprezentowane w indeksie) spółki z Portugalii (+92,0%) i Hiszpanii (+20,5%) odnotują najwyższe roczne stopy wzrostu zysków, podczas gdy te z Polski (-27,1%) i Austrii (-18,6%) odnotują najniższy wzrost. Patrząc w przyszłość, przewidujemy, że ożywienie gospodarcze w Europie w ciągu najbliższych dwóch lat wesprze główne gospodarki, takie jak Niemcy i Francja, w osiągnięciu dodatniej dynamiki wzrostu zysków i przychodów. To z kolei powinno pomóc w poprawie ogólnych fundamentów indeksów akcji, doprowadzając je do bardziej stabilnych i komfortowych poziomów (wykres 6).

Wykres 6: Stoxx 600 – szacunkowa stopa wzrostu zysków w I kw. 2024 r. w podziale na krajeWykres 6: Stoxx 600 - szacunkowa stopa wzrostu zysków w I kw. 2024 r. w podziale na kraje

Źródła: LSEG IBES, Allianz Research

Sektor finansowy jest jedynym sektorem, który nadal odnotowuje dodatni roczny wzrost zysków i przychodów w Europie. Wszystkie pozostałe sektory wykazały ujemną górną lub dolną linię. Ogólnie rzecz biorąc, oczekiwać można, że trzy z dziesięciu sektorów w indeksie wykażą lepsze zyski w porównaniu z 1. kwartałem 2023 roku. Wiodący sektor użyteczności publicznej może pochwalić się najwyższą stopą wzrostu zysków (+18,2%), podczas gdy sektor nieruchomości ma mieć najsłabszy wzrost (-31,9%, wykres X7). Pomimo tego, że większość sektorów odnotowała ujemne zyski, duże europejskie spółki (tj. GRANOLAS) nadal osiągają dobre wyniki, napędzając wzrost szerokich europejskich indeksów, podobnie jak w USA (wykres 7).

Wykres 7: Stoxx 600 – szacunkowa stopa wzrostu zysków w 1. kwartale 2024 r. według sektorówWykres 7: Stoxx 600 - szacunkowa stopa wzrostu zysków w 1. kwartale 2024 r. według sektorów

Źródła: LSEG IBES, Allianz Research

Wskaźniki rewizji zysków rosną, a analitycy są coraz bardziej przekonani o kontynuacji dynamiki zysków i przychodów obserwowanej w 1. kwartale. Ta pozytywna prognoza jest zgodna z naszymi szacunkami wzrostu zysków opartymi na danych makroekonomicznych i wspiera oczekiwane wyniki kapitałowe w 2024 roku na poziomie około +10% zarówno dla rynków europejskich, jak i amerykańskich. Sezon wyników finansowych uwypuklił jednak rosnące ryzyko koncentracji na rynkach akcji, zarówno pod względem cenowym, jak i fundamentalnym, przy czym niewielki podzbiór megakorporacji napędza wyniki całego rynku. Podkreśla to asymetryczną reakcję uczestników rynku na negatywne wiadomości, przy czym niekorzystne wydarzenia są sprzedawane trzykrotnie intensywniej niż pozytywne, co z kolei świadczy o napiętych wycenach i prawdopodobnie zbyt optymistycznych oczekiwaniach dotyczących wyników rynku akcji (wykres 14).

Wykres 14: Rozpiętość zarobków (2-miesięczna średnia ruchoma)Wykres 14: Rozpiętość zarobków (2-miesięczna średnia ruchoma)

Źródła: LSEG IBES, Allianz Research

Uwaga: rozpiętość zysków reprezentuje procent oczekiwań analityków, które zostały zrewidowane w górę lub w dół.

Turystyka na długi weekend. Bardziej city-breaki niż dłuższe wyjazdy. Obłożenie hoteli nad morzem na poziomie 70-80%

Nadmorska turystyka na długi weekend: więcej krótkich wyjazdów, obłożenie jak w majówkę.

Turystów nie brakuje, ale głównie są to osoby planujące krótki nadmorski city-break lub weekend. Rzadziej w czasie majowo-czerwcowego długiego weekendu planujemy wypoczynek dłuższy. Hotele mówią o obłożeniu na poziomie około 70 do 80%, co można uznać za podobny wynik jak w przypadku majówki, z tym, że obecnie czynnych jest więcej obiektów niż jeszcze miesiąc temu. Trwa kolejny w maju długi weekend i sektor HoReCa zrzeszony w Północnej Izbie Gospodarczej przyznaje, że turystyka szykuje się do naprawdę dobrych wakacji.

Niektórzy już oszczędzają na wakacje, ale turystów nad morzem i tak nie zabraknie

Wiele wskazuje na to, że kurorty takie jak Świnoujście, Kołobrzeg czy Międzyzdroje cieszyć się będą rekordowym zainteresowaniem ze strony turystów krajowych, ale także gości z Niemiec, Czech, Słowacji czy z Węgier. Wynika to z daleko idącej poprawy wizerunku polskich kurortów nadmorskich jako godnej alternatywy dla popularnych, ale także już nieco ogranych kurort chorwackich czy hiszpańskich.

– Dla wielu turystów Polska jest tajemnicza, nieco zaskakująca, ale atrakcyjna i ciekawa do eksploracji. Co ważne, dla wielu osób właśnie poprawa dostępu infrastrukturalnego do polskiego morza jest czynnikiem decydującym, by wybrać na wypoczynek polskie morze – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Z informacji od przedsiębiorców zrzeszonych w Północnej Izbie Gospodarczej wiemy, że zainteresowanie turystów w ten weekend jest bardzo duże – obłożenie hoteli obecnie wynosi około 70-80%, warto podkreślić, że wiele hoteli nadmorskich było jeszcze nieczynnych w majowy weekend, a teraz możemy już mówić o pełnoprawnym sezonie nadmorskim.

– Widzimy pewną tendencję – turyści chętniej przyjeżdżali na dłuższe wyjazdy na majówkę niż w weekend majowo-czerwcowy, bo teraz zostało już bliżej do wakacji i niektórzy po prostu oszczędzają pieniądze przed tygodniowym czy dwutygodniowym urlopem. Spodziewamy się więc więcej city-breaków, wyjazdów jednodniowych, weekendowych, a mniej wyjazdów czterodniowych czy tygodniowych – mówi Hanna Mojsiuk.

– Turyści poszukują oczywiście wypoczynku nadmorskiego, ale mamy także sporo sygnałów, że w majówkę turystyka związana ze sportami wodnymi czy aktywnościami nad innymi niż morze akwenami była jeszcze raczej symboliczna, tak teraz wiele ośrodków agroturystycznych czy obiektów oferujących aktywny wypoczynek np. campingi i kajaki już teraz mają pełne obłożenie – dodaje Hanna Mojsiuk.

Najważniejsza jest pogoda

Przedstawiciele oddziałów Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie również przyznają, że zainteresowanie turystów w ten weekend jest duże, ale nie większe niż w majówkę.

– Statystycznie majówka i weekend majowo-czerwcowy w większości hoteli prezentują się bardzo podobnie. Mamy oczywiście miejsca, gdzie obłożenie jest 100%, ale średni t jest około 70% z zaznaczeniem, że wiele osób decyduje się na przyjazdy w ostatniej chwili uzależniając długość swojego pobytu nad morzem od pogody – mówi Piotr Kośmider, prezes świnoujskiego oddziału Północnej Izby Gospodarczej.

Jak dodaje Piotr Kośmider widać wyraźną korektę cen nad morzem w porównaniu z rokiem 2023.

– Hotele obniżyły swoje ceny o kilkanaście procent. To efekt chęci pozyskania polskich, w tym zachodniopomorskich turystów, którzy mogą wybierać: polskie morze czy np. podróż z Goleniowa do Turcji. Jeżeli ceny wypadów zagranicznych są tańsze niż wypoczynek w Polsce to trudno tu mówić o tym, co jest atrakcyjniejsze. Polscy przedsiębiorcy musieli dopasować ceny do polskiego portfela – dodaje Kośmider.

– Na środkowym wybrzeżu czynnych jest już większość lokali gastronomicznych i ośrodków turystycznych. Nawet punkty typowo sezonowe już teraz są weekendowo otwarte dla turystów. W ostatnich dniach nad Pomorzem Zachodnim występowało wiele zjawisk burzowych, więc jest to pogoda średnio plażowa, co może statecznie wpłynąć na obecność turystów. Mam jednak informacje, że większość hoteli notuje podobne zainteresowanie pobytem jak w majówkę – dodaje Andrzej Mielcarek, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Koszalinie.

Wpływ na obecność nad morzem turystów ze Szczecina może mieć także otwarcie szczecińskiego aquaparku. Jest to jedna z najbardziej wyczekiwanych inwestycji ostatnich lat, a w sobotę wstęp dla dzieci będzie darmowy.

SUNEX kupuje nieruchomość w Raciborzu

SUNEX, podpisał ze spółką Mavex – Rekord umowę na zakup prawa użytkowania wieczystego nieruchomości w Raciborzu oraz na przejęcie części pracowników spółki. Liczy na synergie logistyczne i optymalizację kosztową.

SUNEX, czołowy polski producent innowacyjnych rozwiązań bazujących na OZE, sfinalizował umowę z Mavex – Rekord. W jej ramach za 5,6 mln zł netto spółka nabyła nieruchomość zlokalizowaną na działce sąsiadującej z istniejącym zakładem spółki. Znajdują się na niej budynki przemysłowe, w których docelowo SUNEX zamierza rozpocząć produkcję części elementów do zbiorników, w tym zbiorników kompozytowych.

– Pierwsza połowa 2024 r. jest wyjątkowo intensywna jeśli chodzi o nasz rozwój. Pracujemy nad akwizycją w Austrii, gdzie prowadzimy due dilligence spółki instalacyjnej. W tym roku do SUNEX aportem będzie wniesiony niemiecki Drolsbach, także z branży instalacyjnej. A teraz podpisaliśmy umowę z Mavex – Rekord. Kupujemy działkę z zakładem produkcyjnym. Po dostosowaniu hali do naszych potrzeb zakładamy, że jeszcze w czerwcu będziemy mogli rozpocząć produkcję części elementów do zbiorników. W ramach umowy z Mavex-Rekord przejmiemy część pracowników. Liczę także na niższe koszty operacyjne dzięki rezygnacji z najmu jednej z hal od zewnętrznego podmiotu – mówi Romuald Kalyciok, prezes SUNEX.

Nieruchomość zajmuje ponad 1,5 ha.

Rewolucja na placach zabaw już od 1 sierpnia. Czy nowe przepisy zwiększą bezpieczeństwo i atrakcyjność osiedli?

Niektóre place zabaw w Polsce pozostawiają wiele do życzenia, zarówno jeśli chodzi o ich bezpieczeństwo, jak i atrakcyjność dla dzieci oraz rodziców. Niebawem ma się to zmienić, dzięki nowelizacji rozporządzenia w sprawie warunków technicznych. Na jakie dokładnie zmiany mogą liczyć kupujący i czy wpłyną one na wygląd nowych osiedli mieszkaniowych?  O to z okazji Dnia Dziecka, portal RynekPierwotny.pl postanowił zapytać przedstawicieli  największych firm deweloperskich w Polsce.  

Małgorzata Ostrowska, Dyrektorka Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction

Obowiązujące od 1 sierpnia br. zmiany warunków technicznych wpłyną na kilka kluczowych aspektów projektowania placów zabaw. Nowe przepisy zwiększą wymagania dotyczące bezpieczeństwa urządzeń, ich trwałości oraz dostępności dla dzieci w różnym wieku i o różnych umiejętnościach. Dzięki nowym regulacjom, deweloperzy będą musieli zwracać większą uwagę na jakość używanych materiałów i lepsze planowanie przestrzeni, aby były one bardziej funkcjonalne i przyjazne użytkownikom. Oczekujemy, że te zmiany wprowadzą większą innowacyjność w projektowaniu placów zabaw, co z kolei przyczyni się do tworzenia bardziej interaktywnych i angażujących miejsc do zabawy i rekreacji.

W naszych projektach zawsze staraliśmy się tworzyć atrakcyjne przestrzenie rekreacyjne, niezależnie od wymogów, przy czym wielkość placów zabaw była zależna od osiedla, profilu klienta oraz lokalizacji. W przyszłości planujemy kontynuować tworzenie zróżnicowanych przestrzeni do odpoczynku, które zaspokoją potrzeby najbardziej wymagających mieszkańców. Przykładem może być Osiedle Horizon w Gdańsku, gdzie poza tradycyjnym placem zabaw zaplanowaliśmy zielone tarasy rekreacyjne na dachach oraz miejsca wypoczynku dla całych rodzin. W inwestycjach takich jak Naturalnie Aluzyjna na warszawskiej Białołęce oraz Apartamenty na Wzgórzach w podkrakowskiej Zawadzie, mieszkańcy mają z kolei do dyspozycji prywatne parki leśne.

Boaz Haim, Prezes RONSON Development

Nowelizacja rozporządzenia Ministerstwa Rozwoju i Technologii w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, wprowadza zmiany w zakresie dostępności, jakie musi uwzględniać budowa placu zabaw. Po pierwsze, place zabaw dla dzieci muszą być ogrodzone. Ich wyposażenie oraz nawierzchnia powinny spełniać wymagania określone w polskich normach dotyczących wyposażenia placów zabaw i nawierzchni. Przepisy określają także minimalną powierzchnię, jaką musi mieć plac zabaw.

RONSON Development, zgodnie ze swoją filozofią, dba o części wspólne, zieleń oraz przestrzenie rekreacyjne na terenach naszych inwestycji i ich otoczeniu. Zdajemy sobie sprawę, że dla kupujących nasze mieszkania, udogodnienia dla małych pociech są bardzo ważnym elementem. Części wspólne przy inwestycjach to także miejsca, gdzie rodziny spędzają ze sobą swój czas wolny. Dlatego w każdym z naszych projektów gospodarujemy przestrzeń tak, by umilić czas nie tylko dzieciom, ale całym rodzinom. Z tego względu nasi architekci projektują place zabaw starannie dobierając ich wyposażanie, by było atrakcyjne i bezpieczne. Pojawiają się tam ścianki wspinaczkowe, piaskownice o wymyślnych kształtach, huśtawki, trampoliny czy hamaki. Dla rodziców, w inwestycjach tworzymy ogólnodostępne tereny rekreacyjne z zielenią parkową, zachęcając w ten sposób mieszkańców do aktywnego spędzania wolnego czasu na łonie natury oraz zapewniając pełną integrację sąsiedzką.

Tomasz Wilczek, Dyrektor ds. Rozwoju ACCIONA w Polsce

Nowe rozporządzenie Ministra Rozwoju i Technologii z 27 października 2023 r. wprowadza istotne zmiany w zakresie placów zabaw doprecyzowując zarówno zasady ich lokalizacji, jak również kwestie bezpieczeństwa czy wyposażenia.

Z jednej strony pozytywne oceniam zmiany określone w przedmiotowym rozporządzeniu, które mają wejść w życie od 1 sierpnia br. w zakresie uregulowania powierzchni placów zabaw i powiązania jej z liczbą mieszkań w inwestycji. Ujednolici to projekty deweloperskie i zapobiegnie zbyt elastycznym interpretacjom obecnych przepisów technicznych dotyczących budynków i ich usytuowania, które są skrajnie niekorzystne dla przyszłych mieszkańców osiedli.

Bez wątpienia przyszłe place zabaw będą większe oraz bardziej przestronne. Co ważne, przynajmniej 30% ich powierzchni musi być terenem biologicznie czynnym, co sprawi, że będą bardziej „zielone”, z mniejszą ilością sztucznej nawierzchni. Zwiększy to komfort użytkowania ich przez dzieci.  Wspomniane przepisy zwiększają również bezpieczeństwo oraz narzucają obowiązek urozmaicenia i dostosowania urządzeń do dzieci w różnym wieku, co przełoży się na uatrakcyjnienie placów zabaw i pozwoli na jednoczesną zabawę większej liczby użytkowników.

Z drugiej strony przedmiotowe rozporządzenie w dość istotny sposób zmniejsza możliwości inwestycyjne na danej nieruchomości, co przekładać się będzie bezpośrednio na kwestie finansowe zarówno po stornie dewelopera, jak i przyszłego użytkownika. Moją propozycją jest, aby na etapie tworzenia MPZP przewidywać ogólnodostępne place zabaw, a deweloperzy przy planowaniu inwestycji partycypowaliby w kosztach ich budowy. Tworzenie wspólnych, dużych i różnorodnych tematycznie placów zabaw ma ogromne zalety społeczne, poprzez integrację dzieci i rodziców z różnych osiedli mieszkaniowych – tak bardzo często ogrodzonych płotem z jednoczesną kontrolą dostępu.

Tomasz Bardadin, Dyrektor ds. Projektowania, Departament Kreowania Produktu, Develia S.A. 

Nowelizacja warunków technicznych to okazja do rozwoju placów zabaw, która wychodzi poza zwyczajowe aspekty geometrii, wielkości oraz nasłonecznienia.

Nowe przepisy stanowią powrót do zdrowych zasad spędzania czasu wolnego na świeżym powietrzu, w przestrzeniach wzbogaconych o doświadczenia sensoryczne i możliwość spotkań międzypokoleniowych. Jest to intencja stworzenia nowego formatu stref tego rodzaju. „Inkluzywność” stanowi zapowiedź komfortu dla osób ze szczególnymi potrzebami. Jest to zapewnienie partycypacji oraz dostępności terenu i urządzeń niezależnie od wieku, możliwości ruchowych, percepcyjnych i intelektualnych. Ta nowa „Architektura Troski” zabezpiecza najmłodszych pod kątem odległości od dróg, ciągów pieszo-jezdnych oraz ogrodzeń.  Są to place zabaw z przewidywanym układem przestrzennym, ścieżki mobilności dla najmłodszych bez interakcji z ruchem kołowym czy strefy spaceru dla rodzin w pełnym otoczeniu zdrowego środowiska roślinnego.

Na korzyść brzmi wniosek o zwiększenie wymaganej powierzchni biologicznie czynnej do co najmniej 30% oraz zastosowanie wysokiej zieleni, skarp oraz elementów definiujących strefy prywatne w celu zapewnienia komfortu, bezpieczeństwa oraz prywatności.  Strefy gwarne oraz strefy wyciszone, zadrzewione, „dzikie” będą stanowić podstawę różnorodności dla najmłodszych oraz młodzieży, która obecnie nie posiada zagospodarowanych obszarów. Spełniając powyższe zagadnienia, pozwolimy, aby urządzenia stanowiły jedynie uzupełnienie. Warto, aby były wykonane w materiałów recyklingowych lub neutralnych dla środowiska.

Anna Chodor, Dyrektorka Przygotowania Inwestycji w YIT Polska

Nowe przepisy w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie nie tylko nakładają na deweloperów obowiązek wykonania placów zabaw na terenie inwestycji (poza kilkoma wyjątkami), ale także określają wymogi bezpieczeństwa, dostępności i nasłonecznienia tych miejsc. To bardzo dobry krok ze strony prawodawcy, który powinien zachęcić najmłodszych do niezbędnej do ich prawidłowego rozwoju aktywności fizycznej na świeżym powietrzu.

Po wejściu nowych przepisów w życie spodziewamy się zwiększenia liczby powstających placów zabaw z prawdziwego zdarzenia. Dzieci potrzebują różnorodności i przestrzeni. Cieszą nas wprowadzone zapisy określające minimalne wymagania powierzchniowe dla placów zabaw. Przykładowo, w przypadku większych inwestycji, obejmujących powyżej 300 mieszkań, powierzchnia placu zabaw powinna wynosić co najmniej 200 m2 – to teren większy niż boisko do siatkówki. Ponadto liczymy, że wyposażenie placów zabaw będzie uwzględniać potrzeby dzieci z niepełnosprawnościami i innymi specjalnymi potrzebami, by i one mogły aktywnie spędzać czas i integrować się z rówieśnikami.

Dla YIT te przepisy są właściwie od dawna standardem. Zgodnie z naszą autorską koncepcją „More Life in Yards” we wszystkich inwestycjach część terenu przeznaczamy na otwartą przestrzeń wspólną, w której można uprawiać rozmaite aktywności. Place zabaw to jedna z wielu opcji, obok m.in. ogródków sąsiedzkich i strefy inicjatyw społecznych, jakie można tam znaleźć.

Tomasz Sidoruk, Kierownik Projektu w firmie Profbud

Nadchodzące zmiany dotyczące wytycznych do placów zabaw wynikające z nowelizacji warunków technicznych będą miały zdecydowanie pozytywny wpływ na jakość przestrzeni, które zostaną przeznaczone na rekreację dzieci. Wprowadzane zapisy zwiększą bezpieczeństwo użytkowania, dostępność placów, definiują standardy i program funkcjonalny.

Należy jednak wskazać na brak spójności pomiędzy szczegółowością wprowadzanych wymagań. Z jednej strony nowelizacja określa bardzo precyzyjnie warunki dla placów realizowanych w obrębie nowych inwestycji, a z drugiej strony praktycznie nie definiuje wytycznych dla rozwiązań alternatywnych. Określono co prawda maksymalne odległości do publicznego placu zabaw, ale już nie wprowadzono wymagań co do jego minimalnej powierzchni czy dostępności. Przepis dotyczący sali zabaw, którą będzie można realizować w zastępstwie placu również określa wyłącznie minimalną powierzchnię tego pomieszczenia.

Dużym zagadnieniem będzie również spełnienie stawianych w ustawie wymagań w przypadku na przykład zwartej zabudowy śródmiejskiej lub budynków średniowysokich i wysokich. Powierzchnia placu zabaw wynikająca z liczby mieszkań oraz konieczność utrzymania poszczególnych odległości zdefiniowanych w ustawie (np. do ciągu pieszo-jezdnego, którym często jest droga pożarowa) powoduje, że w przypadku tych inwestycji plac zabaw będzie miał dominujący wpływ na kształtowanie zagospodarowania terenu pozostawiając pozostałe funkcje jako wtórne.

Edyta Kołodziej, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Nickel Development

Wierzę, że nowe przepisy dotyczące warunków technicznych dla placów zabaw znacząco poprawią jakość tych miejsc. Już wkrótce znikną z krajobrazu place zabaw składające się wyłącznie z jednej huśtawki czy małej piaskownicy. Cieszy mnie, że prawodawcy uwzględnili kwestie ekologii i klimatu, dokładniej precyzując wymóg, by co najmniej 30% terenu placu zabaw było biologicznie czynne.

Istotnym krokiem naprzód jest również dostosowanie placów zabaw do potrzeb osób z niepełnosprawnościami oraz dzieci z różnych grup wiekowych.

Przyszłość placów zabaw widzę jako miejsca do zabawy, odpoczynku i nowoczesnej edukacji, stworzone z poszanowaniem dla przyrody i z zastosowaniem ekologicznych rozwiązań. Jako Nickel Development już w 2011 roku zleciliśmy pracowni Insomia zaprojektowanie wyjątkowej strefy dla dzieci i młodzieży przy naszym poznańskim osiedlu „Botaniczna”. Intensywnie kolorowe boxy wkomponowane w skarpę tworzą mniejsze przestrzenie o różnych funkcjach: pomarańczowe boisko do koszykówki, fioletowe miejsce z trybunami i zjeżdżalniami, różową strefę ze ścianą do wspinaczki, żółtą z stolikami i taboretami oraz niebieską z trampolinami i drabinkami.

Wprowadzone od 1 sierpnia zmiany w warunkach technicznych to krok w dobrą stronę. Jednak same przepisy nie wystarczą do stworzenia interaktywnych, ekologicznych i edukacyjnych przestrzeni. To wizja deweloperów i ich zaangażowanie będą kluczowe dla przyszłości placów zabaw.

Dział Architektury, Cordia Polska

Place zabaw są ważną częścią zagospodarowania terenu na nowo budowanych osiedlach. Należy się spodziewać, że ich powierzchnia w inwestycjach mieszkaniowych, szczególnie poza strefą śródmiejską, zdecydowanie się powiększy. Na rynku jest bardzo szeroki wybór różnego rodzaju sprzętów i elementów do zabawy, co pozwala ukształtować plac tak, by był on atrakcją dla małych, jak i starszych dzieci.

Z naszego doświadczenia wynika, że plac zabaw na powstającym osiedlu jest dużym atutem dla kupujących mieszkanie, przede wszystkim dla rodzin, które już mają dzieci lub planują powiększenie rodziny. Bezpieczne miejsce do zabaw, zlokalizowane blisko bloku to często ważny argument przemawiający za konkretną lokalizacją.

Ważnym aspektem jest umiejscowienie placu zabaw, bo zgodnie z obecnymi przepisami taki teren rekreacyjny musi znajdować się np. w odpowiedniej odległości od ulic, dróg, ciągów pieszo-jezdnych, okien pomieszczeń przeznaczonych na pobyt ludzi oraz miejsc gromadzenia odpadów. Dlatego już na etapie zakupu nieruchomości konieczne będzie przeanalizowanie wpływu lokalizacji placu zabaw na możliwą zabudowę. Przygotowanie inwestycji na działkach znajdujących się już w bankach ziemi deweloperów, o które nie uda się wystąpić z wnioskiem o pozwolenie na budowę przed wejściem zmian, będzie wymagało rewizji czyli wprowadzenia zmian do istniejącego projektu, a w niektórych przypadkach przystąpienie do procesu projektowania zupełnie od nowa.

Trudno jeszcze przewidzieć, jak nowe przepisy wpłyną na przykład na możliwość zachowania istniejącego drzewostanu na działce, w związku z obowiązkiem zapewnienia bezpiecznej nawierzchni, określonej w warunkach technicznych.

W nowelizacji pojawił się także zapis o wymogu zapewnienia nasłonecznienia placu zabaw na powierzchni min. 50%. Zlokalizowanie placu przy granicy działki może prowadzić do potencjalnych sporów z właścicielami sąsiednich działek ze względu na ryzyko ograniczenia możliwości zabudowy na tych gruntach.

Autor: RynekPierwotny.pl

EBC prawdopodobnie obniży stopy w przyszłym tygodniu, ale co dalej?

W przyszłym tygodniu EBC prawdopodobnie obniży stopy procentowe o 25 punktów bazowych, mimo, że w ostatnim czasie otrzymaliśmy gorsze dane inflacyjne a także silniejszy wzrost płac negocjowanych. W tym momencie ciężko będzie europejskim decydentom wycofać się z deklaracji łagodzenia warunków monetarnych już na czerwcowym posiedzeniu. Publikacje z minionego tygodnia mogą jednak wpłynąć na tempo i skalę dalszego cyklu obniżek.

Pierwsza redukcja kosztu pieniądza w strefie euro jest już niemalże przesądzona. Tak wynika z wyceny rynkowej ale również z ostatnich twierdzeń członków Rady Prezesów EBC, nawet tych należących do obozu „jastrzębi”. Rynek nie otrzyma jednak dalszych wskazówek jak będzie przebiegał cały cykl. Prawdopodobnie otrzymamy znane stwierdzenie, że dalsze decyzje będą zależne od napływających danych. W ten sposób EBC nie chce się zobowiązać do określonej ścieżki stóp.

Obóz „gołębi” będzie miał jednak problem z przeforsowanie kolejnego cięcia już w lipcu. Stopa inflacji w strefie euro nie spadł od dwóch miesięcy. W maju nawet wzrosła z 2,4 proc. do 2,6 proc. a wskaźnik bazowy zatrzymał swój trend spadkowy i urósł z 2,7 proc. do 2,9 proc. Jeśli dołożymy do tego silniejszy wzrost płac negocjowanych w I kwartale (4,7 proc.) mamy coraz więcej argumentów za tym, że EBC z kolejną obniżką będzie prawdopodobnie chciał poczekać nieco dłużej. Ostrożnościowe podejście wyrażali ostatnio niektórzy przedstawiciele strony „gołębiej” (Pablo Hernandes de Cos czy Luis de Guindos).

Komentarze i wywiady z ostatnich tygodni sugerują, że większość członków Rady Prezesów EBC opowiada się za podejściem „stopniowym”. W rezultacie decyzje w sprawie stóp procentowych będą prawdopodobnie podejmowane co kwartał i w terminach spotkań z nowymi projekcjami. Niektórzy członkowie Rady, tacy jak Belg Pierre Wunsch i Francuz François Villeroy de Galhau, zasugerowali, że prognozy ekspertów EBC powinny ponownie mieć większą wagę obok twardych danych.

Innym dowodem na to, ze EBC będzie postępował powoli i ze szczególną ostrożnością są słowa Philipa Lane’a – głównego ekonomisty EBC. Lane stwierdził, że celem na 2024 rok nie jest normalizacja polityki pieniężnej a jedynie zmniejszenie jej stopnia restrykcyjności.

Rynek przez ostatnie miesiące nie tylko zmienił nastawienie do Fed-u ale również do dalszych działań EBC. Podczas gdy w styczniu kontrakty terminowe wyceniały sześć obniżek stóp procentowych w tym roku i widziały stopę depozytową na poziomie 2 proc. od połowy 2025 r., obecnie rynek spodziewa się mniej niż trzech pełnych obniżek w 2024 roku i widzi stopę depozytową na poziomie około 2,75 proc. na koniec 2025 roku.

Na tę zmianę wpływ miał rozwój sytuacji makro. Widoczna jest poprawa danych gospodarczych. W I kwartale gospodarka radziła sobie lepiej od prognoz. Tu wzrost nastąpił na poziomie 0,3 proc. PMI dla przemysłu zaczęły odbijać od swoich bardzo niskich poziomów. Usługi mają się wciąż dobrze. Proces dezinflacyny zatrzymał się a ceny zaczęły ponownie rosnąć. Z kolei wynagrodzenia wzrosną średnio o ponad 4 proc. w 2024 roku co będzie napędzać inflację płac.

Nie spodziewam się, żeby najbliższa decyzja EBC w jakiś mocny sposób wpłynęła na kurs euro w relacji do dolara. Obniżka jest już w pełni w cenach. Ważne będzie ustosunkowanie się Lagarde do ostatnich danych ale także istotne będą nowe projekcje makro. Rynek będzie miał co interpretować. Jeśli decydenci zwrócą uwagę na ryzyko inflacji oraz płac, wówczas może to zostać odebrane jako lekko „jastrzębi” ton a tym samym euro może zyskać.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rynki po dniu wolnym

Boże Ciało z racji tego, że wypada w czwartek, zawsze powoduje specyficzny długi weekend na rynkach. Nie ma jednak wpływu na światowych inwestorów, a Ci jak widać, byli aktywni w ostatnich dniach.

Zawirowania na głównej parze walutowej

Na rynku walutowym ostatnio gorącym tematem są zmiany na głównej parze walutowej. W ciągu około 24 godzin dolar umocnił się o około 1% względem euro, po czym oddał około połowy tego ruchu. Analitycy jako powody wskazują zmiany oczekiwań względem polityki monetarnej. Z jednej strony FED lawiruje i nie chce się określić czy obniżki wrześniowe to coś, na co trzeba się nastawiać czy nie. Nawet gdyby we wrześniu miało dojść do cięcia stóp to będzie to najprawdopodobniej aż kwartał po decyzji EBC, który jak wskazują obecnie analitycy obetnie stopy już wkrótce. Trochę do tego dorzucają dane makroekonomiczne, które na zmianę uwiarygodniają lub nie wrześniowe zmiany. Czwartkowe dane na temat PKB niby były zgodne z oczekiwaniami, ale konsumpcja prywatna okazała się słabsza. To prawdopodobnie ten odczyt spowodował przyspieszenie korekty. Im gorzej bowiem w gospodarce, tym większa szansa, że dojdzie do szybszych obniżek, by ją pobudzić tańszym kredytem.

Dzień wolny spokojny

Czwartek był w Polsce dniem wolnym. Dni wolne przeważnie wiążą się z mniejszą zmiennością na rynku. Tutaj co prawda tak było, ale trzeba zwrócić uwagę na to co działo się przed i po. W środę po danych na temat inflacji rynki doszły do wniosku, że czas jest sprzedawać polskiego złotego, bo obniżki mogą nadejść dużo szybciej. W czwartek jednak inwestorzy ochłonęli i najwyraźniej doszli do wniosku, że doszło do pewnej przesady. To właśnie dlatego dzisiaj od rana złoty ponownie zyskuje. W rezultacie kurs euro jeszcze w środę zaczynał od testowania poziomów 4,25 zł, odbił się powyżej 4,29 zł, by dzisiaj znów wracać poniżej 4,27 zł. Zobaczymy co przyniesie reszta dnia. Warto zwrócić uwagę na połączenie tego z ruchem na głównej parze walutowej. Ucieczka kapitału za Ocean mocno wpływała na ten ruch.

Inflacja w Europie bez niespodzianek

Środowe dane pokazały, że wzrost cen w Niemczech jest pod kontrolą. Rynek oczekiwał 2,4% i dostał 2,4%. Odczyt ten jest ważny z perspektywy nadchodzącej decyzji EBC. Rynki spodziewają się obniżek, a dane zgodne z oczekiwaniami nie powinny wpływać na nie. W rezultacie możemy być świadkami pierwszej obniżki o 0,25% jeszcze w czerwcu. Po tych danych rynek zachowywał się jeszcze w miarę stabilnie, zawirowania zaczęły się w dalszej części dnia. Niespodzianki nie było też w Hiszpanii, gdzie ceny spadają.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów.
14:30 – Kanada – PKB.
15:34 – USA – Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ceny nowych mieszkań – maj 2024 (wstępne dane)

W większości największych miast – w Warszawie, Łodzi, Poznaniu i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – maj przyniósł stabilizację średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań. Poszły natomiast w górę ceny mieszkań dostępnych w ofercie deweloperów w Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Długo czekaliśmy na stabilizację cen nowych mieszkań w Warszawie i wygląda na to, że ten moment nastąpił. Średnia cena metra kwadratowego nie zmieniła się tu już drugi miesiąc z rzędu – mówi  Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

W maju warszawscy deweloperzy wprowadzili na rynek niemal 2 tys. mieszkań. Co ważne, wiele z nich można zaliczyć do segmentu popularnego, co w stolicy oznacza cenę poniżej 16 tys. zł za metr kwadratowy.Wyk. 1 - Ceny mieszkań - maj 2024-wstępne-mkwM

Stabilizacja średniej ceny metra kwadratowego mieszkań dostępnych w ofercie deweloperów ma miejsce również w miastach wchodzących w skład Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropoli. Tam już od trzech miesięcy średnia utrzymuje się na poziomie 10,6 tys. zł/m kw., a od grudnia ubiegłego roku wzrosła tylko o 1%, czyli najmniej ze wszystkich metropolii.

Cieszyć może wyhamowanie wzrostu średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań w Poznaniu. Mimo to, stolica Wielkopolski wciąż jest tegorocznym liderem podwyżek. Od początku roku średnia wzrosła w tym mieście aż o 7%. W maju na podium wskoczył Wrocław strącając z niego Warszawę. We Wrocławiu i Krakowie ceny nowych mieszkań w przeliczeniu na metr kwadratowy poszły w górę w ciągu pięciu miesięcy aż o 6%, w Łodzi – o 5%, a w Trójmieście – o 2%.Wyk. 2 - Ceny mieszkań - maj 2024-wstępne-mkwR

Warto zwrócić uwagę, że we Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia cena metra kwadratowego mieszkań dostępnych w ofercie deweloperów wzrosła bardziej niż w analogicznym okresie przed rokiem. Oczywiście to jeszcze nie przesądza, że taka sytuacja utrzyma się w kolejnych miesiącach. Sytuacja na rynkach mieszkaniowych jest bowiem dynamiczna. W skali miesiąca średnia cena metra kwadratowego może wzrosnąć lub spaść w zależności od tego, czy na rynek trafi pula drogich czy stosunkowo tanich – jak na dany rynek – mieszkań. Przykładem tego mogą być chociażby Wrocław i Trójmiasto.

W stolicy Dolnego Śląska średnia cena metra kwadratowego poszybowała w maju aż o 3%, bo deweloperzy wprowadzili do sprzedaży drogie mieszkania – średnio po ok. 17,3 tys. zł za metr. Także trójmiejscy deweloperzy fundują swoim potencjalnym klientom huśtawkę nastroju. Jeszcze miesiąc temu średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań oferowanych w tej metropolii oscylowała wokół średniej z końca ubiegłego roku. W maju była od niej o 2% wyższa. Deweloperzy zasilili ofertę stosunkowo drogimi mieszkaniami, a równocześnie wyprzedały się tańsze od średniej, która w Trójmieście sięga już niemal 15,3 tys. zł za metr kwadratowy.Wyk. 3 - Ceny mieszkań - maj 2024-wstępne-mkw-wprowadzone i sprzedane

Wzrost cen nowych mieszkań lepiej obrazuje struktura cenowa mieszkań dostępnych w ofercie firm deweloperskich. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że we wszystkich metropoliach poprzeczka cenowa idzie systematycznie w górę.  Na przykład w Poznaniu, pod koniec ubiegłego roku, niemal co piąte nowe mieszkanie miało cenę nieprzekraczającą 10 tys. zł za metr kwadratowy.  W ciągu pięciu miesięcy ich udział w ofercie poznańskich deweloperów skurczył się do 10%, a wrocławskich – z 14% do 4%. Jeszcze miesiąc temu odsetek takich lokali we Wrocławiu wynosił 7%. Tymczasem w Krakowie już ich praktycznie nie ma, a w Warszawie znalezienie niemal graniczy z cudem.Wyk.4 - Ceny mieszkań - maj 2024-wstępne-struktura cenowa

W Łodzi i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii można jeszcze znaleźć bez problemu mieszkania, których cena metra kwadratowego nie przekracza 9 tys. zł. Pytanie jednak, czy będą one dostępne za rok? Od grudnia w Łodzi oferta skurczyła się z 32% do 21%, czyli średnio 2 p.p. na miesiąc.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl