W maju inflacja wzrosła nieznacznie, większe wzrosty dopiero przed nami

Według wstępnych danych opublikowanych przez GUS, inflacja w maju wyniosła 2,5 proc r/r.. Jest to wzrost o jedynie 0,1 pkt. proc. w stosunku do kwietnia, czyli niższy niż prognozowali analitycy. Jednak inflacja znajduje się obecnie na ścieżce wzrostowej i na koniec roku może wynieść około 5-6 proc. r/r.

Za wzrost inflacji w maju odpowiadają przede wszystkim rosnące ceny żywności. Jest to druga runda podwyżek wynikających z podniesienia podatku VAT na żywność od 1 kwietnia. W maju żywność podrożała o 0,3 proc. Skumulowany wzrost cen produktów spożywczych w kwietniu i maju wyniósł w sumie 2,4 proc. W kwietniu było to 2,1 proc. więcej, a w maju – 0,3  proc. To oznacza, że podwyżka VAT została przeniesiona na poziom cen mniej więcej w połowie – VAT wzrósł o 5 proc, tymczasem ceny – o 2,4 proc.

Trzeba jednak pamiętać, że żywność drożeje także na rynku światowym. Indeks Śniadaniowy eToro, obejmujący ceny podstawowych produktów żywnościowych na śniadanie, wzrósł o 36 proc. od początku roku. Najbardziej wzrosły globalne ceny kakao, kawy, soku pomarańczowego i wieprzowiny, a staniały produkty takie jak pszenica, herbata i mleko.

Ceny paliw w Polsce spadły natomiast o 0,3 proc, przy spadku cen ropy na rynkach światowych o 3,5 proc., nawet pomimo zwiększonego napięcia geopolitycznego (związanego przede wszystkim z sytuacją na Bliskim Wschodzie), czy ostatnich wzrostów cen pod koniec miesiąca.

Spadały także ceny nośników energii, konkretnie o 0,2 proc. Na horyzoncie widzimy już jednak podwyżki – od 1 lipca wzrosną ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, w wyniku pierwszego etapu odmrażania ich cen. To będzie najważniejszy element wpływający na wzrost inflacji w drugiej połowie roku. Prognozujemy, że na koniec roku, według najbardziej prawdopodobnego scenariusza, inflacja znajdzie się w przedziale 5-6 proc. r/r.

Inflacja nadal plasuje się na pierwszym miejscu jeśli chodzi o obawy polskich inwestorów. Najnowsze badanie eToro Puls Inwestora Indywidualnego wykazało, że blisko 31 proc. polskich inwestorów indywidualnych w ciągu najbliższych 3 miesięcy najbardziej obawiało się̨ właśnie inflacji jako potencjalnego ryzyka zewnętrznego dla ich portfela inwestycyjnego.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Majowe odczyty PMI z Niemiec potwierdzają, że sektor usług się rozpędza

W Niemczech inflacja CPI wyniosła w maju 2,4 proc. r/r w porównaniu z 2,2 proc. w poprzednim miesiącu. Odczyt okazał się zgodny z konsensusem. Wskaźnik lekko wzrósł, ale utrzymuje się w pobliżu celu EBC. W danych widać jednak utrzymującą się presję cenową w sektorze usług, gdzie wzrost cen wyniósł 3,9 proc. r/r. Majowe odczyty PMI z Niemiec potwierdzają, że sektor usług się rozpędza, wskaźnik w ostatnim okresie wzrósł do 53,9 proc.

Pomimo powyższego nie spodziewamy się po EBC innego ruchu niż pierwszej obniżki stóp procentowych na najbliższym posiedzeniu.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

EDP wybuduje z Columbus farmy o mocy 61 MWp

EDP Energia Polska zawarła umowę rozpoczynającą współpracę z Columbus Energy. Porozumienie obejmuje budowę farm fotowoltaicznych z potencjałem inwestycyjnym o łącznej mocy zainstalowanej do ok. 61 MWp.

Podpisane umowy umożliwią EDP Energia Polska nawiązanie współpracy z 21 firmami z Grupy Columbus Energy w zakresie prac budowlanych przy realizacji projektów farm fotowoltaicznych należących do Grupy Columbus. Projekty z potencjałem inwestycyjnym o łącznej mocy do około 61 MWp będą realizowane samodzielnie przez EDP Energia Polska lub we współpracy z Columbus.

Według zaplanowanego harmonogramu, wszystkie prace powinny zakończyć się w 2025 roku. Po wybudowaniu i uruchomieniu tych projektów, Zarząd Columbus planuje podjąć kroki w celu ich sprzedaży lub zmiany struktury finansowania na project finance.

Jako światowy lider zrównoważonych rozwiązań chętnie dzielimy się doświadczeniem globalnej grupy EDP. Podpisana umowa, z potencjałem inwestycyjnym 61 MWp, potwierdza nasze możliwości realizacji największych projektów fotowoltaicznych w Polsce. Proces inwestycyjny będzie odbywał się na bazie uzgodnionych projektów znajdujących się w portfelu Columbusa i posiadających status gotowych do budowy. Tak duża inwestycja z pewnością znacząco wpłynie na podaż na rynku energii i przyspieszy transformację energetyczną polskiego biznesupowiedział Ireneusz Kulka, Country Manager EDP Energia Polska.

Nowe instalacje będą generować czystą, bezemisyjną energię ze słońca. W przypadku polskiego miksu energetycznego zastąpienie 61 MW wyłącznie zieloną energią pozwoli wyeliminować emisje dwutlenku węgla o ponad 41 000 ton w skali roku. Żeby Ziemia mogła przez rok zaabsorbować taką ilość CO2, potrzebne jest niemal 7 milionów dorosłych drzew.

Czy ceny ropy wzrosną? Analiza sytuacji na rynku ropy naftowej i jej wpływu na globalne ceny paliw

Jeszcze kilka dni temu za baryłkę ropy Brent płacono na giełdzie niewiele więcej niż 80 USD za baryłkę. W kontekście inflacji nie jest to może mało, ale daleko jest od szczytów z ostatnich dwóch lat, kiedy nierzadko kosztowała ona 90 czy nawet 100 dolarów za baryłkę. Inwestorzy nie byli w ostatnim czasie przekonani do siły popytu w dwóch głównych motorach napędowych globalnej gospodarki: USA oraz Chinach. Jednocześnie jednak kartel OPEC+ utrzymuje od dłuższego czasu dobrowolne cięcia produkcji, co prowadzi do sztucznego zbilansowania rynku lub nawet niewielkiego deficytu, który podtrzymuje relatywnie wysokie ceny ropy. Okazuje się jednak, że sama decyzja OPEC+, co do przyszłości porozumienia o dobrowolnych cięciach nie jest tak ważna jak geopolityka. To właśnie kolejna eskalacja sytuacji na Bliskim Wschodzie doprowadziła do wyraźnego odbicia ropy. Czy decyzja OPEC+ dodatkowo podniesie ceny?

Napięcia na Bliskim Wschodzie

Przez ostatnie tygodnie sytuacja między Izraelem oraz Hamasem nie była tematem pierwszych stron gazet. Z drugiej strony katastrofa śmigłowca z prezydentem Iranu na pokładzie ponownie skupiła uwagę dziennikarzy na tym regionie. Śmierć irańskiego prezydenta oraz ministra spraw zagranicznych doprowadziła do tego, że OPEC+ zdecydował się przesunąć spotkanie na poziomie ministerialnym o jeden dzień na 2 czerwca. Dodatkowo spotkanie to odbędzie się w trybie wideokonferencji, a nie fizycznie, jak wcześniej planowano. To jednak nie koniec zwiększenia napięcia geopolitycznego w regionie Bliskiego Wschodu. Izrael zbombardował obóz uchodźców w Rafah, co wywołało międzynarodowy sprzeciw w stosunku do kontynuacji działań wojennych w Strefie Gazy. Oprócz tego aż dwukrotnie dokonano ataku na tankowce na Morzu Czerwonym za sprawą Houthi z Jemenu, co ponownie może zaszkodzić regularnościom dostaw najważniejszego surowca na świecie. Złożenie tych wszystkich wydarzeń doprowadziło do tego, że ropa odbiła o ok. 5% od dołków z minionego piątku i jest na dobrej drodze do największego tygodniowego wzrostu od końca marca.

Decyzja OPEC+

Powiększony kartel OPEC+ ogranicza wydobycie ropy niemal o 6 milionów baryłek na dzień! To więcej niż 5% globalnej podaży ropy naftowej. Na tę liczbę składa się dokładnie 3,66 mln brk nad dzień cięć związanych z pandemią COVID-19, które mają być utrzymane do końca tego roku. Oprócz tego w listopadzie zeszłego roku większość krajów OPEC+ zdecydowała się przyłączyć do Arabii Saudyjskiej i Rosji i zdecydowała się na dobrowolne cięcia. To ogranicza produkcję o dodatkowe 2,2 mln brk na dzień. Początkowo dobrowolne cięcie miało trwać do końca marca, ale zdecydowano się na przedłużenie do połowy obecnego roku. Obecnie oczekuje się, że OPEC+ zdecyduje się na przedłużenie tego cięcia, dlatego brak takiej decyzji mógłby okazać się mocnym rozczarowaniem dla rynku ropy. Teoretycznie ważna jest też zgodność cięć produkcyjnych z nałożonymi limitami. Według wyliczeń Bloomberga, Reutersa czy innych agencji dostarczających dane, produkcja wśród krajów uczestniczących w porozumieniu jest ok. 200 tys. brk na dzień wyższa, niż powinna. Nie jest to duża liczba z perspektywy całego rynku ropy, ale ważna patrząc na to jak zachowuje się globalny bilans. Zapasy OECD utrzymują się w zasadzie w miejscu od wielu miesięcy, co pokazuje, że popyt faktycznie może mieć pewne problemy. Wobec tego najlepszym scenariuszem dla ropy jest nie tylko przedłużenie dobrowolnych cięć do końca tego roku, ale również zwiększenie zgodności z limitami produkcyjnymi lub nawet próba nadrobienia cięć.

Chiny łapią zadyszkę, w USA popyt odbija

Chiny stanowiły ok. połowę całego wzrostu popytu na ropę w zeszłym roku. Faktycznie kraj ten notował dzienny popyt na paliwa na poziomie powyżej 15 mln brk na dzień w zeszłym roku, co zmalało w tym momencie o ok. 0,5-1,0 mln brk na dzień. Dodatkowo wcale nie widać zwiększenia zainteresowania budowaniem zapasów w Chinach. Zapasy w portach są niskie, choć z drugiej strony globalne zapasy na wodzie wzrosły do poziomów znacznie wyższych niż 5 letnia średnia, co może sugerować możliwe odbicie importu w Chinach. Co więcej, wśród uczestników rynku nie mówi się dużo o Indiach, które są obecnie wzrostowym rynkiem, ale pozostają w tyle za Chinami pod względem nominalnego poziomu popytu.

Jednocześnie jednak popyt w USA zaczyna wykazywać oznaki ożywienia. Przez pierwszą część roku zapasy ropy odbijały, ale jednocześnie zapasy produktów ropopochodnych spadały. Produkcja ropy w USA pozostaje na wysokim poziomie, ok. 13 mln brk na dzień, ale mała liczba wież wiertniczych i ekip frakujących może sugerować, że produkcja w największej gospodarce na świecie wcale nie wzrośnie tak, jak oczekują tego międzynarodowe agencje energetyczne czy również OPEC. To może być potencjalny problem dla Joe Bidena, który stara się o reelekcję. Statystycznie ceny ropy i paliw spadały na ok. 1 miesiąc przed wyborami, ale jeśli produkcja w USA będzie spadać, a popyt będzie rósł, będzie o to dosyć trudno. Dodatkowo USA nie mają już takiego stanu rezerw, które byłyby gotowe do użycia, choć nie jest wykluczone, że Biden znajdzie podstawy do ponownego ich użycia. W szczególności, że w USA rozpoczyna się sezon letni, w którym popyt zwykle dosyć mocno odbija, na co wskazują ostatnie dane produktów dostarczonych na rynek.

Czy czekają nas zdecydowanie wyższe ceny?

Warto zauważyć, że bez cięć OPEC rynek pozostawałby w mocnej nadpodaży. Z drugiej strony łączne cięcie na poziomie 6 mln brk na dzień nie oznacza, że kraje OPEC+ byłby w stanie podnieść o tyle produkcję. Same moce produkcyjne w kartelu OPEC oraz Rosji spadły znacząco w ostatnich latach. Niemniej producentom w tym momencie nie opłaca się produkować więcej, gdyż to oznaczałoby ceny rzędu nawet 40-60 USD za baryłkę.

Ceny mogą reagować na zmieniającą się sytuację geopolityczną. W przypadku blokady Morza Czerwonego albo gorszej sytuacji w postaci blokady Cieśniny Ormuz ceny mogłyby powrócić powyżej 100 USD za baryłkę. To jednak nie wydaje się być scenariuszem bazowym. Ceny 90 USD za baryłkę w trakcie pierwszego kwartału tego roku były podyktowane sytuacją geopolityczną, a nie bieżącą różnicą między popytem i podażą. Co więcej, popyt w kolejnych latach może nie rosnąć już tak dynamicznie jak przez ostatnie 10-20 lat (pomijając kryzysy), co jest związane z transformacją energetyczną. Samochody elektryczne coraz częściej pojawiają się nie tylko na amerykańskich czy europejskich ulicach, ale przede wszystkim w Chinach, czego wynikiem może być ostatnia słabość popytowa.

W takim razie czy czeka nas zdecydowanie droższe tankowanie? W okresie letnim paliwa zwykle drożeją ze względu na zwiększony popyt, ale przy braku nagłego wzrostu cen ropy w związku z geopolityką raczej nie powinniśmy doświadczyć cen powyżej 7 zł za litr benzyny. Co więcej, nie można wykluczyć kolejnych promocji na paliwa, które do tej pory okazywały się nie tylko świetną akcją marketingową, ale również stacje przy niższych cenach zarabiały zdecydowanie więcej niż standardowo.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Kredyt na start na cenzurowanym. Misja programu wsparcia pod dużym znakiem zapytania

Niemal od samego momentu ogłoszenia pomysłu nowej wersji kredytów preferencyjnych pod szyldem Kredytu na start (KnS), w przestrzeni publicznej pojawiła się powszechna kontestacja następcy Bezpiecznego Kredytu 2% (BK 2%). Co więcej, owa dezaprobata przybiera formy dotąd niespotykane w rodzimej legislacji i zyskuje kolejnych prominentnych zwolenników. Ostatnio zakomunikowany sprzeciw marszałka sejmu RP może przeważyć szalę być albo nie być dla KnS na tę drugą, dyskwalifikującą stronę.

Obawa o tego typu rozstrzygnięcie w końcu zajrzała w oczy inwestorom giełdowym, którzy od 27 maja pozbywają się akcji liderów deweloperki mieszkaniowej z dawno nie widzianym zapałem. W efekcie indeks WIG-Nieruchomości w przeciągu niespełna trzech sesji zanurkował o ponad 5 proc., głównie za sprawą głębokiej przeceny walorów kilku branżowych tuzów. Tak gwałtowane i dawno już nie widziane tąpnięcie jednego z najsilniejszych od lat wskaźników koniunktury warszawskiej giełdy raczej przeczy tezie o wypadku przy pracy, wskazując raczej na ryzyko początku dłuższej dekoniunktury.

Polityczne intencje złym doradcą

Zasadniczym mankamentem zarówno zakończonego BK 2% jak i planowanego KnS jest ich dość wątpliwa proweniencja, wynikająca jedynie z intencji politycznych a nie mająca wiele wspólnego z długoterminową strategią mieszkaniową państwa. Tej zresztą w Polsce, w poważnej postaci, wciąż brakuje. Pierwszy program został ogłoszony i wprowadzony w życie przez rząd Zjednoczonej Prawicy w formie klasycznej wyborczej autoreklamy, mającej dodatkowo zatuszować niefortunny finał misji Mieszkania Plus, sztandarowej koncepcji „dobrej zmiany” nie tylko w dziedzinie samej mieszkaniówki. KnS z kolei to mało wyszukany efekt licytacji na obietnice wyborcze autorstwa ówczesnej opozycji a obecnie rządzącej koalicji. Sęk w tym, że tego typu motywacja decydentów nie jest najlepszym doradcą biznesowym w reformowaniu krajowego rynku nieruchomości mieszkaniowych.

Chyba podobnego zdania muszą być aktywni użytkownicy internetu, raczej wiarygodnie reprezentujący ogół rodzimej opinii publicznej, którzy w niedawnej ankiecie zamieszczonej w portalu Gazeta.next wyrazili swoją zdecydowaną dezaprobatę dla rządowej inicjatywy. Aż 84% respondentów stwierdziło, że wdrożenie programu „Kredyt na start” nie jest dobrym pomysłem.

Programy subsydiowania hipotek jedynym winowajcą wzrostów cen mieszkań?

Tak miażdżąca ocena w pierwszym rzędzie wynika zapewne z powszechnego przekonania o sprawczej roli w windowaniu cen mieszkań, jaką przypisuje się zamkniętemu w styczniu z wynikiem około 70 tys. umów BK 2%. Pytanie, czy podobna opinia nie ma charakteru nieco na wyrost.

Za kształtowanie cen nie tylko na rynku nieruchomości odpowiadają przede wszystkim relacje popytowo-podażowe. A z tymi jak wiadomo w roku ubiegłym, a zwłaszcza w jego pierwszych dwóch – trzech kwartałach na rynku pierwotnym nie było najlepiej. Można wręcz powiedzieć, że było dość tragicznie.

Ze statystyk serwisu BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że od stycznia do września 2023 roku na siedmiu głównych rynkach kraju deweloperzy sprzedali o 40 proc. więcej mieszkań niż wprowadzili do oferty. Czyli przebudzony po okresie zapaści z roku 2022 popyt nie doczekał się odpowiedzi strony podażowej, której deweloperzy nie byli w stanie odbudować w kilka tygodni „na zawołanie”. Zadecydował więc dość niefortunny timing ogłoszenia pomysłu BK2%. W efekcie ceny nowych mieszkań poszybowały w głównych krajowych metropoliach w tempie dwucyfrowym. Jednak wzrosty nominalne to jedno, a realne drugie.

Wg danych Eurostatu ceny mieszkań już w całej Polsce, w minionym roku, realnie nie tylko nie zanotowały zwyżki, ale wręcz spadły o blisko 2 proc., i to drugi rok z rzędu. To z kolei może właśnie inflację stawiać na najwyższym stopniu podium czynników kreujących mieszkaniową drożyznę ubiegłego roku, pamiętajmy roku wyborczego. A to, jak pokazał już rok 2019 poprzednich wyborów parlamentarnych, ma niebagatelne znaczenie dla mocnego stymulowania koniunktury w mieszkaniówce.

W tej sytuacji nietrudno było przewidzieć rozwój wypadków na rynku mieszkaniowym, gdy do całego spektrum licytacji obietnic wyborczych windujących transfery socjalne, płace minimalne i inne perspektywy dobrobytu rodaków dołączył BK 2%, a następnie Kredyt 0%, obecnie wciąż jeszcze procedowany pod hasłem Kredytu na start. Pytanie, czy sytuacja powtórzy się w przewidywalnej przyszłości, a ceny mieszkań za sprawą KnS, gdyby ten jednak ujrzał światło dzienne, nominalnie poszybują w przyspieszonym tempie.

Nie taki diabeł straszny jak go malują?

Obecnie sytuacja na rynku mieszkaniowym dość wyraźnie odbiega od tej sprzed roku, czyli z okresu tuż przez wejściem w życie programu BK 2%. Widać postępującą stabilizację, a rynek pierwotny powraca do normalności pod względem relacji popytowo-podażowych. Oferta mieszkań deweloperskich powoli pnie się w górę, a stawki m kw. nowych mieszkań dość wyraźnie spowalniają trend wzrostowy. Na obecnym etapie zaawansowania prac nad ustawą nie widać też windowania aktywności popytowej na pierwotnym rynku mieszkaniowym, poza dość przewidywalnym ożywieniem w statystykach rezerwacji lokali deweloperskich.

Z kolei sami deweloperzy wyraźnie podkręcają swoją aktywność inwestycyjną, co skutkuje przewagą mieszkań wprowadzanych do oferty względem lokali sprzedanych. Samo w sobie raczej nie zapowiada to korekty cenowej, jednak na wyraźniejsze spowolnienie wzrostów w cennikach deweloperskich w odniesieniu do ub. roku  jak najbardziej można było liczyć. W sumie mogło to sugerować, że „nie taki diabeł straszny”… Tymczasem zamiast oczekiwanej kolejnej transzy wsparcia zakupów mieszkaniowych zanosi się na duże rozczarowanie.

Zamiast wsparcia kolejna destabilizacja mieszkaniówki

Jeszcze niedawno budowniczy mieszkań, w odróżnieniu do mało przewidywalnej sytuacji sprzed roku, mogli czuć się dość komfortowo, przynajmniej teoretycznie wiedząc na czym stoją. W efekcie wydawało się, że będą w stanie dostosować podaż mieszkań oraz strukturę oferty do oczekiwanego popytu, który do końca 2027 roku miał być stymulowany programem dopłat.

Tymczasem niemal z dnia na dzień sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie. Jeszcze kilka dni temu pojawił się temat możliwości wprowadzenia do programu zapewne wyśrubowanych limitów stawek mkw. mieszkań. Obecnie na tapecie KnS pojawiła się kwestia kolejnej partii koalicyjnej z jednoznaczną deklaracją na „nie” dla dopłat. W konsekwencji zwiastunem nadciągającej destabilizacji rynku nieruchomości, kolejnej po tym co zaserwował BK 2%, są od bardzo dawna nie widziane tąpnięcia kursów branżowych tuzów deweloperki mieszkaniowej na GPW. Pytanie, w jakim kierunku podąży sytuacja rynkowa już w bezpośredniej perspektywie.

Ewentualne odwołanie programu Kredyt na start może mieć bardzo poważne i nie do końca przewidywalne konsekwencje nie tylko dla  pierwotnego segmentu mieszkaniówki, znacznie wykraczające poza wyprzedaż akcji deweloperów. Przede wszystkim załamaniu może ulec popyt na nowe mieszkania przypominający co najmniej regres sprzed dwóch lat wywołany wzrostem stóp procentowych NBP.

Byłby to efekt nie tyle anulowania tysięcy rezerwacji przez niedoszłych beneficjentów KnS, co powszechnego oczekiwania na spadek cen nowych lokali, czy wręcz na pęknięcie rzekomej bańki spekulacyjnej, o czym już teraz rozpisują się media przywołując przy okazji m.in. casus Niemiec. Przy przewidywanych jeszcze przed końcem br. kolejnych wzrostach kosztów deweloperów, była by to dla nich zdecydowanie niepożądana sytuacja, w pierwszym rzędzie zmuszająca do mocnego ograniczenia we wprowadzaniu na rynek nowych inwestycji. A stąd już prosta droga do hamowania koniunktury w mieszkaniówce, jakiego ta być może nie doświadczyła od półtorej dekady. Czy do niego dojdzie? Pokaże czas i ostateczne decyzje dotyczące być albo nie być Kredytu na start.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Eco5tech SA: Rekordowe przychody i zysk w 2023 r.

Eco5tech SA, notowana na rynku NewConnect, zajmująca się projektowaniem i nadzorami w sektorze budownictwa i implementacją projektowo-wykonawczą innowacyjnych rozwiązań w zakresie Property Technology, w 2023 r. wypracowała 18,5 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza 38% wzrost w porównaniu do 2022 r. Historycznie był to najwyższy poziom odnotowanych przychodów przez Eco5tech. W raportowanym okresie Spółka poniosła znaczące koszty związane z usługami oraz znaczące wydatki związane z bieżącą realizacją projektów. Wpłynęło to na wynik operacyjny Spółki i końcowy. Ostatecznie Eco5tech pokazało 992,7 tys. zł zysku netto (vs. 229 tys. zł w 2022 r.).

Na osiągnięte wyniki największy wpływ miał rozwój Eco5tech w obszarze branży budowlanej. W 2023 roku Spółka skupiła się przede wszystkim na realizacji pozyskanych w poprzednich latach  kontraktach związanych z głównym przedmiotem jej działalności, co rzutowało na zwiększenie poziomu osiąganych przez nią przychodów.

– W minionym roku osiągnęliśmy postęp w wielu kluczowych obszarach swojej działalności. Dzięki wysiłkom całego zespołu zrealizowaliśmy szereg znaczących etapów w wielu projektach, które nie tylko przyniosły Spółce korzyści finansowe, ale również przyczyniły się do rozwoju infrastruktury w Polsce – powiedziała Alicja Gackowska, prezeska zarządu Eco5Tech i dodaje – wraz ze wzrostem przychodów odnotowaliśmy wzrost kosztów, co jest nieodłączne w naszym biznesie. Ostatecznie wypracowaliśmy rekordowe przychody i solidny wynik końcowy.

Eco5tech prężnie działa w segmencie PropTech, co również przedkłada się na jej markę i rozpoznawalność. Spółka rozwija ten obszar, tworząc innowacyjne technologie wspomagające branżę budowlaną i rynek nieruchomości.

Intensywnie inwestowaliśmy również w rozwój nowoczesnych technologii, które mają na celu zwiększenie efektywności zarządzania budynkami, poprawę komfortu ich użytkowników oraz wspieranie zrównoważonego rozwoju. Technologie dla nieruchomości są jednym z naszych priorytetów. Ważnym osiągnięciem jest zakończenie przez Spółkę w zeszłym roku prac badawczo-rozwojowych nad systemem zapewniającym użytkownikom budynków bezpieczeństwo pod względem sanitarnym. Przeprowadzone w ramach projektu prace badawczo-rozwojowe wiązały się ze zbadaniem nowego obszaru technologicznego i wymagały jednocześnie nakładu czasu, środków i zaangażowania zespołu wielu ekspertów – podkreśla Alicja Gackowska.

Spółka pracuje nad komercjalizacją flagowego rozwiązania MCA5tech – system monitoringu i analizy zużycia mediów. MCA5tech przeznaczony jest do lokalnego zbierania, rejestrowania i analizy danych pochodzących z urządzeń przynależnych do jednego budynku, instalacji lub rozdzielni. Jest to urządzenie, które umożliwia zarówno akwizycję, archiwizację i przetwarzanie danych, jak i prezentację wyników analizy.

W 2024 r. Spółka koncentruje się na innowacyjności i zrównoważonym rozwoju oraz budowaniu trwałych relacji z klientami i partnerami biznesowymi. Aktywnie działa w celu zwiększenia obecności w postepowaniach przetargowych. W obszarze PropTech rozważa połączenie swoich flagowych rozwiązań w jeden kompleksowy system.

Stawiamy sobie za cel nie tylko zwiększenie sprzedaży usług projektowych, ale również rozwój innowacyjnych projektów, co pozwoli umocnić pozycję Spółki na rynku. Analizujemy również potencjał rynkowy synergii naszych rozwiązań Proptech w celu opracowania jednego kompleksowego systemu, który istotnie ograniczy koszty zużycia mediów ale także przyczyni się do polepszenia warunków pracy i bezpieczeństwa pracowników – zakończyła.

Gaming Factory podsumowuje pierwszy kwartał 2024 r.

Od stycznia do marca br. przychody Gaming Factory wyniosły 0,92 mln zł, co oznacza wzrost o 7 proc. w porównaniu analogicznym okresem 2023 r. Kluczowe źródło przychodów dla spółki stanowiła sprzedaż wydanych w poprzednich latach tytułów na PC i konsole. Znaczne koszty poniesione na produkcję Japanese Drift Master przełożyły się na stratę w wysokości 0,18 mln zł. Gaming Factory 29 maja zaprezentowała pełną wersję Lesson Learned – gry z gatunku tower defense. Istotny z perspektywy działalności operacyjnej spółki będzie trzeci kwartał, w którym udostępniony zostanie prolog JDM: Rise of the Scorpion wraz z ogłoszeniem daty premiery pełnej wersji oraz wydanie wersji konsolowych gry Slavic Punk: Oldtimer.

W pierwszym kwartale 2024 r. działalność Gaming Factory koncentrowała się na pracach związanych z Japanese Drift Master. Twórcy gry wycofali pierwsze demo, które zebrało znakomite recenzje graczy i zostało pobrane ponad 750 tysięcy razy.

Pod koniec marca spółka Gaming Factory zawarła umowę wydawniczą o wartości 1,3 mln USD z 4Divinity z grupy GCL Asia. Współwydawca zobowiązał się również przeznaczyć ponad 650 tys. USD w marketing Japanese Drift Master. Gaming Factory zapewnił sobie udział w sprzedaży tytułu na rynku azjatyckim od pierwszej sprzedanej kopii, a po zwrocie kosztów współwydawcy, równy podział przychodów. Polska spółka pozostaje głównym globalnym wydawcą Japanese Drift Master.

– Przychody spółki w  pierwszym kwartale dotyczą głównie kontynuacji sprzedaży wydanych wcześniej gier. Widać znaczny wzrost przychodów na konsolach ze względu na wydanie Electrician Simulator i Bakery Simulator na te urządzenia. Istotnym wpływem dla spółki była pierwsza rata płatności wynikająca z umowy wydawniczej z 4Divinity, natomiast pozycja ta jest zawieszona w rozliczeniach międzyokresowych i na ten moment nie stanowi przychodu dla spółki pod względem  księgowym – mówi Mateusz Adamkiewicz, prezes Gaming Factory.

Gaming Factory ograniczyła swoją działalność wydawniczą do kilku projektów w roku, a jednym z nich jest Lesson Learned.  Gra z gatunku tower defense 29 maja trafiła do sprzedaży w wersji na PC oraz konsolę Xbox. W Lesson Learned gracze doświadczą przygód z humorem i rysunkową grafiką. Główny bohater, Franek, zmierzy się z hordami wrogów i spotyka postaci znane z historii, jak jaskiniowcy czy rzymscy legioniści. Celem jest uratowanie uczniów uwięzionych w tej rzeczywistości i powrót do domu. Grę stworzyło studio MadGamesmith, a cena na PC i Xbox wynosi 35,99 zł.

– Lesson Learned nie jest dużym projektem, posiada jednak sporo akcentów, które mogą spodobać się fanom gier z gatunku tower defense. Widzimy to po odbiorze prologu, który udostępniliśmy na początku maja. Mamy nadzieję, że pełna wersja również dostarczy graczom sporo rozrywki – informuje Mateusz Adamkiewicz.

Prezes Gaming Factory zaznacza również, że koncentracja działalności spółki przypadnie na drugą połowę tego roku. – Więcej aktywności z naszej strony należy spodziewać się w trzecim kwartale, kiedy zamierzamy pokazać prolog JDM, wydać Slavic Punk: Oldtimer w wersjach konsolowych, a także ogłosić datę premiery pełnej wersji JDM. W tej chwili wszystkie nasze działania są podporządkowane dowiezieniu optymalnego produktu na start, zespół jest nieustannie wzmacniany doświadczonymi ludźmi, aby na ostatniej prostej prace przebiegały jak najlepiej.

Latem udostępniony zostanie darmowy prolog JDM: Rise of the Scorpion, który będzie fabularnym wprowadzeniem do historii z pełnej wersji gry dzięki opowieści prowadzonej za pomocą plansz mangi. Prolog pozwoli wcielić się w rolę Hatoriego „Skorpiona” Hasashiego – jednego z bohaterów produkcji. W produkcji pojawią się również nowe auta i lokalizacje, a także nieprezentowane wcześniej rozwiązania.

Sfinks: wyższe przychody restauracji i EBITDA w I kw. 2024 r.

Sfinks Polska, właściciel m.in. sieci SPHINX Restauracje, wypracował w I kwartale 2024. przychody ze sprzedaży gastronomicznej w wysokości 47,48 mln zł, tj. wyższe o 7,4% r/r. Skonsolidowany zysk operacyjny w tym okresie zwiększył się prawie dwukrotnie, wynosząc 3,39 mln zł. Gastronomiczna grupa za pierwsze trzy miesiące tego roku zanotowała również zysk netto w wysokości 192 tys. zł. Jednocześnie skonsolidowany wynik EBITDA w I kwartale 2024 uplasował się na poziomie 6,77 mln zł, tj. o blisko 50% wyższym niż rok wcześniej.

– Motorem wzrostu jest sieć SPHINX, której przychody urosły w tym okresie o ponad 10% r/r. Równolegle rośnie rentowność sprzedaży. W minionym kwartale sięgnęła ona w grupie 29% i była o niemal 3 punkty procentowe wyższa niż w takim samym okresie ubiegłego roku. To efekt pracy nad ofertą restauracji, precyzyjnym zarządzaniem kosztami, ale także postępującym porządkowaniem struktury sieci poprzez przekształcenia lokali własnych na franczyzowe. Na koniec marca 2024 r. restauracje prowadzone przez franczyzobiorców stanowiły 80% sieci. Zakładamy, że do końca tego roku ten udział sięgnie blisko 100%. To jeden ze sposobów realizacji naszej strategii na lata 2024-29. Oprócz tego nasza uwaga w kolejnych miesiącach roku będzie koncentrować się na rozwoju sieci i nowych otwarciach – komentuje Sylwester Cacek, wiceprezes Sfinks Polska.

Na koniec marca br. jedynie 20% restauracji w grupie Sfinks Polska było lokalami własnymi, podczas gdy rok wcześniej ten odsetek sięgał blisko 30%. Sukcesywne przekazywanie lokali w ręce franczyzobiorców miało wpływ na wysokość przychodów. W księgach grupy przestają być bowiem ujmowane przychody ze sprzedaży gastronomicznej przekształconych lokali, a w ich miejsce wykazywane są przychody z tytułu sprzedaży towarów i usług dla franczyzobiorców, w tym z tytułu opłaty franczyzowej. To właśnie stoi za zmianą przychodów skonsolidowanych, które na koniec I kwartału 2024 r. wyniosły 21,05 mln zł wobec 25,53 mln zł na koniec I kwartału 2023. Co ważne, mimo zmniejszenia przychodów skonsolidowany zysk brutto na sprzedaży utrzymał się na zbliżonym poziomie (6,09 mln zł w I kw. 2024), co oznacza wzrost rentowności sprzedaży i w efekcie poprawę wyników, w tym wyniku netto oraz EBITDA.

Przekształcenia restauracji własnych na franczyzowe to tylko jeden z powodów wzrostu udziału tego modelu w grupie. Innym są otwarcia nowych lokali – wszystkie one są prowadzone właśnie przez franczyzobiorców. W I kwartale br. w sieci pojawiły się dwie nowe restauracje w tym modelu – SPHINX w Toruniu i The Burgers w Gdańsku. Na początku II kwartału, w pierwszych dnia kwietnia, dołączył do nich nowy SPHINX w Gliwicach. Na finiszu są kolejne nowe restauracje: The Burgers w Gorzowie Wielkopolskim i podpoznańskich Komornikach, a także nowe restauracje SPHINX w Poznaniu, Rzeszowie i Jarocinie.

– Nowym otwarciom poświęcamy teraz bardzo dużo uwagi, więc oprócz restauracji zapowiedzianych na I półrocze przygotowujemy szereg kolejnych. Część nowych lokalizacji to efekt naszych poszukiwań, ale, co bardzo nas cieszy, mamy też wiele zgłoszeń od osób zainteresowanych dołączeniem do naszej sieci, w tym restauratorów prowadzących dotąd swoje własne lokale. Sądząc po liczbie tego typu projektów w toku oraz liczbie kandydatów na franczyzobiorców jesteśmy dobrej myśli co do realizacji planów rozwoju sieci założonych na ten rok – mówi prezes Sfinksa.

***

Przychody gastronomiczne to przychody wszystkich lokali działających pod markami należącymi do Grupy Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia.

Kredyty dla mikroprzedsiębiorców w kwietniu 2024 r.: więcej i na wyższą wartość

W kwietniu 2024 r., w porównaniu do kwietnia 2023 r., banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom więcej kredytów (+6,0%) i na wyższą wartość (+6,5%). W ujęciu liczbowym banki udzieliły mniej dwóch głównych rodzajów kredytów: kredytów inwestycyjnych (-30,0%) i kredytów w rachunku bieżącym (-13,0%), natomiast więcej o (+12,5%) kredytów obrotowych. W ujęciu wartościowym dodatnią dynamikę roczną odnotowały dwa spośród trzech głównych rodzajów kredytów: inwestycyjne (+35,1%) oraz obrotowe (+6,8%). Natomiast spadek wartości sprzedaży nastąpił w kredytach w rachunku bieżącym (-11,0%).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

W pierwszych czterech miesiącach 2024 r. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, banki udzieliły więcej kredytów dla mikroprzedsiębiorców (+3,1%) i na wyższą kwotę (+4,0%). Dodatnią dynamikę w tym okresie zarówno w ujęciu liczbowym (+5,0%) jak i wartościowym (3,8%) odnotowały jedynie kredyty obrotowe. Natomiast zarówno kredyty inwestycyjne, jak i w rachunku bieżącym, odnotowały ujemną dynamikę w ujęciu liczbowym: odpowiednio (-22,2%) oraz (-10,1%). W ujęciu wartościowym dodatnią dynamikę odnotowały kredyty inwestycyjne (+14,0%). Podobnie jak w ujęciu liczbowym, także w wartościowym ujemną dynamiką charakteryzowały się kredyty w rachunku bieżącym (-7,5%).

Jakość Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Kwietniowy odczyt Indeksu jakości kredytów dla mikroprzedsiębiorców wyniósł 5,88% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on więc na w miarę bezpiecznym, akceptowalnym poziomie. Natomiast w okresie 12 miesięcy, czyli w porównaniu do kwietnia 2023, ogólny Indeks polepszył się (spadł) o (-0,15). W okresie 12-miesięcznym najbardziej polepszył się (spadł) Indeks kredytów obrotowych (-1,29). Polepszył się również Indeks kredytów w rachunku bieżącym (-0,58). W tym okresie pogorszenie (wzrost) odnotował Indeks kredytów inwestycyjnych (+1,64).

Sprzedaż kredytów dla mik roprzedsiębiorców według branż

Na 13,4 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w kwietniu br., 6,4 tys. zaciągnęły firmy usługowe (48%) i 3,1 tys. handlowe (23%). Z całkowitej kwoty 2,054 mld zł, banki udzieliły 742 mln zł (36,1%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność usługową oraz 576 mln zł (28,0%) kredytów firmom z sektora handlu.

W kwietniu 2024 r. dodatnia dynamika r/r liczby udzielonych kredytów dotyczyła finansowania handlu (+8,8%), a także usług (+7,9%). W ujęciu wartościowym w kwietniu 2024 r. w porównaniu do kwietnia 2023 r. najwyższa dodatnia dynamika dotyczyła kredytów dla firm usługowych (+17,6%). Mniejsze wzrosty odnotowały kredyty udzielone firmom handlowym (+8,6%). Spadła wartość kredytów udzielonych firmom budowlanym (-6,5%) oraz produkcyjnym (-3,0%).

Jakość Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w kwietniu 2024 r. spłacane były kredyty przez firmy budowalne wartość Indeksu wyniosła 6,25% oraz usługowe 6,24%. Najlepszy (najniższy) odczyt w kwietniu br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora produkcyjnego i wyniósł on 5,14%.

W porównaniu do kwietnia 2023 r. Indeks poprawił się (spadł) w dwóch branżach: produkcji (-0,83) i handlu (-0,54). Pogorszył się (wzrósł) w budownictwie (+0,88) oraz usługach (+0,1).

Rynek zabawek w Polsce: odporny na kryzysy i rosnący w siłę

Mimo kryzysu demograficznego w Polsce, rynek zabawek ma się dobrze. Rośnie nie tylko sprzedaż ogółem, ale także w kanale online. Obserwując trendy, można założyć, że branża będzie kontynuowała ekspansję, odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie konsumentów na innowacyjne i edukacyjne produkty. Polacy wydają na artykuły dla dzieci średnio ponad 100 zł miesięcznie. Można zatem śmiało powiedzieć, że ten rynek jest odporny na zmiany nastrojów, ale też na zatory płatnicze. Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor zadłużenie producentów oraz sprzedawców zabawek i gier pozostaje na wciąż niskim poziomie.

Gdy wielkimi krokami zbliża się Dzień Dziecka, zewsząd dopadają nas kolorowe reklamy klocków, lalek, robotów, gier i wszystkiego co może zainteresować najmłodszych. Ogromny wybór nie ułatwia sprawy. Co kupić? Zastanawiają się rodzice. Niezależnie od wszystkiego, jedno jest pewne – dzieci lubią się bawić. Nic więc dziwnego, że branża zabawkarska to tak ogromny rynek. Według prognoz analityków rynku z MarketHub jej przychody w Polsce osiągną w tym roku wartość 997 mln USD, a do 2028 r. wzrosną do 1,2 mld USD.[1] Dla porównania, w Europie rynek zabawek i gier wygeneruje w 2024 roku przychód w niebagatelnej wysokości 33 mld USD. Prognozy wskazują, że globalnie przychód całego sektora zabawek i gier do 2028 może przekroczyć nawet 230 mld USD.[2]

Polacy wydają na zabawki i produkty dla dzieci średnio ponad 100 zł miesięcznie, najwięcej przed Dniem Dziecka i Bożym Narodzeniem. Według szacunków Polskiego Instytutu Ekonomicznego co roku w Polsce sprzedawanych jest od 75 do 100 mln zabawek.[3] Rosnące wydatki na potrzeby najmłodszych idą w parze z rosnącymi zarobkami rodziców i stabilizującą się, niższą inflacją, ale także coraz szerszym portfolio produktów czy większą świadomością w kwestii dziecięcych upodobań.

Rynek odporny na zmiany nastrojów

Pomimo niepewności gospodarczej, rynek zabawek i gier jest stosunkowo odporny na zmiany nastrojów społecznych, których efekty są często obserwowane w innych branżach. Dobra kondycja sektora ma swoje odzwierciedlenie w danych liczbowych. Według Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK swoich zobowiązań nie opłaca w terminie niespełna 5 proc. sprzedawców detalicznych zabawek i gier (PKD 4765Z). Ich zaległe zadłużenie spadło w marcu bieżącego roku o około 15 proc. (z 16,2 mln do 13,8 mln zł) w stosunku do tego samego okresu rok temu. Oznacza to, że na każdego niesolidnego dłużnika przypada średnio blisko 85 tys. zł długu. Patrząc kilka lat wstecz – począwszy od 2020 roku do dzisiaj – zadłużenie sprzedawców zabawek oscylowało między 10 a 16 mln złotych, co dla branży z tak olbrzymimi przychodami jest wartością raczej niewielką.

Na dzieciach nie oszczędzamy. Producenci oraz sprzedawcy gier i zabawek w dobrej kondycji finansowej

Dzieci – trochę skarby, a trochę skarbonki

Skąd tak korzystne dla branży statystyki? Okazuje się, że na dzieciach nie oszczędzamy. Nawet, gdy sytuacja finansowa nie jest najlepsza, dbamy by maluchy na tym nie ucierpiały. Obawy o przyszłość spowodowane pandemią czy wojną w Ukrainie nie tylko nie wpłynęły negatywnie na sprzedaż tego rodzaju produktów, ale wręcz przeciwnie – zdynamizowały ją. W czasie lockdownu dzieciom zamkniętym w domach kupowaliśmy gry i zabawki, by walczyć z nudą i dać zajęcie pozwalające na oderwanie się od trudnej rzeczywistości.

Kluczowym czynnikiem wpływającym na rozwój rynku było też coraz częstsze przekonanie rodziców, że zabawka powinna służyć nie tylko do zabawy. Stąd rosnące zainteresowanie produktami edukacyjnymi i całym obszarem zabawek łączących naukę, technologię, inżynierię, sztukę i matematykę (z ang. STEAM) czy zabawkami konstrukcyjnymi. Pozytywny wpływ na sprzedaż miała również utrzymująca się popularność serii i kolekcji, czy powiązanie zabawek z innymi dziedzinami popkultury, np. filmem czy seriami książek. Swoje piętno na branży odcisnął też trend zabawek dla dorosłych, którzy coraz śmielej realizują swoje marzenia i pasje z dzieciństwa. Nie tylko rozszerzyło to rynek, ale także pozwoliło zaświecić nowym blaskiem starszym markom tej kategorii.

Dobra (jeszcze) kondycja producentów

Branża zabawkarska ma się nieźle nie tylko jeśli chodzi o sprzedaż, ale też produkcję (PKD 3240Z). Od wielu lat należymy do czołówki europejskich i światowych eksporterów gier i zabawek. Kluczowe polskie marki są znane i cenione na całym świecie. Mimo ewidentnie bardzo dobrej sytuacji, sektor nie uniknął przeterminowanych zobowiązań, są one bądź co bądź znikome. W marcu 2024 roku producenci zabawek i gier według Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK odnotowali zaległe zadłużenie wynoszące niecałe 4 mln zł. W tym przypadku jednak, w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku to wzrost o prawie 48 proc. Analizując zadłużenie w minionych latach – najniższą wartość odnotowano w roku 2020 od kiedy systematycznie wzrasta. Nadal mimo to, zaległe zadłużenie rzędu 4 mln złotych to bardzo niewiele biorąc pod uwagę przychody w tej branży. Co więcej jest ono udziałem zaledwie 3 proc. firm z sektora, co oznacza, że na każdą z nich przypada średnio 48,4 tys. zł niespłacanych zobowiązań. Biorąc pod uwagę tendencję wzrostową, warto obserwować jej kondycję finansową.

– Producenci zabawek dobrą passę zawdzięczają głównie dynamicznemu rozwojowi rynku i to pomimo niesprzyjającej sytuacji demograficznej. Prognozy wskazują, że branża będzie kontynuowała ekspansję dzięki rosnącemu zainteresowaniu nabywców innowacyjnymi często interaktywnymi, edukacyjnymi produktami z jednej strony i bogaceniu się społeczeństwa w wyniku wzrostu dochodów, z drugiej. Branży sprzyjać będzie również fakt posiadania przez Polaków mniejszej liczby dzieci, dzięki czemu będzie można kupować im droższe zabawki. Ponadto polscy producenci zabawek szczególnie edukacyjnych i multimedialnych, są znani i uznani na świecie, co pozwala dywersyfikować geograficznie uzyskiwane przychody – wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Nadchodzące trendy

Potrzeby klientów zmieniają się. Polacy coraz chętniej wybierają produkty trwałe, wykonane z ekologicznych materiałów i wyprodukowane w Polsce. Rodzice preferują zabawki edukacyjne, stymulujące i wspierające rozwój dziecka, a także łączące pokolenia (różnego rodzaju gry). W coraz większym stopniu klienci zwracają również uwagę na atrakcyjne prezentowanie zabawek. Dla firm z branży zabawkarskiej świadomość tych nowych potrzeb będzie kluczowa, by nie pozostać w tyle. Nie bez znaczenia będzie też marketing. Obecność w internecie, rozwijanie rozpoznawalności marki w mediach społecznościowych (Facebook, Instagram, TikTok) przy pomocy ambasadorów marki czy influencerów już teraz jest bezdyskusyjna. – Przyszłością będzie zapewne też wykorzystanie AR (rzeczywistości rozszerzonej) czy VR (wirtualnej rzeczywistości) w celu poprawy wizualizacji produktów i zapewnienia klientom interaktywnych doświadczeń. Podążanie za tymi trendami, przy jednoczesnym zachowaniu dobrej jakości rodzimych produktów, powinno utrzymać zarówno sprzedawców, jak i producentów w dobrej kondycji finansowej – podsumowuje dr hab. Waldemar Rogowski.

[1] https://markethub.pl/analiz-rynku-zabawek/

[2] https://www.statista.com/outlook/cmo/toys-hobby/toys-games/europe

[3] https://isbiznes.pl/2023/02/15/rynek-zabawek-w-polsce/

Magazyny i handel wciąż dają zarobić

Ostatnie lata znacząco zmieniły krajobraz rynku nieruchomości w Polsce. Globalne zmiany wywarły duży wpływ na wszystkie jego sektory. Ich dalszy rozwój zdeterminowany jest przez różne czynniki związane z ewolucją gospodarki w skali makro i mikro.

Znamienna dla branży będzie konieczność uwzględniania wyśrubowanych standardów unijnych związanych z ESG, służąca obniżeniu emisyjności i zwiększeniu efektywności energetycznej budynków, a tym samym ograniczeniu ich kosztów operacyjnych. W rezultacie wdrożenie zielonych rozwiązań oznaczać będzie także niższe koszty serwisowe i opłaty licznikowe dla najemców, co w kontekście regularnych podwyżek cen mediów jest dla rynku bardzo istotne.

Wysoka inflacja spowodowała, że wzrosły koszty budowy i finansowania inwestycji oraz ceny gruntów, co poważnie zahamowało aktywność inwestycyjną deweloperów w niektórych sektorach. Do intensywniejszego działania nie zachęca też kondycja globalnej gospodarki oraz sytuacja makropolityczna.

Magazyny

Mimo mniej sprzyjających inwestycjom warunków niektóre sektory rynku nieruchomości w Polsce wciąż radzą sobie bardzo dobrze. Czynniki bazowe dają najlepsze perspektywy i możliwości dalszego wzrostu rynkowi magazynowo-produkcyjnemu. Polska jest bowiem postrzegana przez firmy zainteresowane skracaniem łańcuchów dostaw i przenoszeniem produkcji z Azji do Europy jako jedna z najlepszych lokalizacji. Sektor magazynowy, czarny koń polskiego rynku nieruchomości pozostawał do niedawna w centrum uwagi inwestorów notując rekordowe wyniki. Popyt na powierzchnie magazynowe przez 5 lat, do 2022 roku był w kraju wyższy niż nowa podaż. Dopiero w ubiegłym roku mieliśmy do czynienia z większą dostępnością powierzchni, która przewyższała zapotrzebowanie. Obecnie współczynnik pustostanów na tym rynku wzrósł i przekracza 7 proc.

Nowoczesne zasoby, liczące prawie 32 mln mkw. powierzchni dają Polsce trzecią pozycję na rynku magazynowym w Unii Europejskiej. W minionym roku odnotowany został 12 proc. wzrost w sektorze, dzięki dostarczonym przez deweloperów aż 3,7 mln mkw. nowych powierzchni. Pomimo lekkiego spadku wolumenu powierzchni w budowie w ostatnim czasie, w realizacji pozostaje prawie 3 mln mkw. powierzchni magazynowych, z czego połowa jest zakontraktowana. Najwięcej inwestycji skupionych jest w okolicy Wrocławia.

Prognozowany jest dalszy wzrost zaplecza w tym sektorze na poziomie podobnym do dotychczasowego, stymulowany przez wysoki popyt, który w 2023 roku nadal pozostawał na imponującym poziomie, sięgającym 5,7 mln mkw. powierzchni. Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się magazyny w okolicy Warszawy oraz na Dolnym i Górnym  Śląsku. Popyt na powierzchnię generowany jest przez firmy produkcyjne działające na naszym rynku i wchodzące do Polski, operatorów logistycznych, sieci handlowe oraz firmy prowadzące działalność związaną e-commerce.

W mniej optymistycznym scenariuszu, pogorszenie się sytuacji firm produkcyjnych w krajach Europy Zachodniej może wpłynąć na ograniczenie zaangażowania najemców obecnych w naszym kraju.

Mimo ogromnego spadku wartości inwestycji w Polsce r/r, nieruchomości magazynowe były też w minionym roku klasą aktywów, na której skupili się inwestorzy. Nieruchomości z tego sektora wygenerowały prawie połowę całkowitej wartości ubiegłorocznego wolumenu inwestycyjnego. Nowoczesne obiekty magazynowe z certyfikatami środowiskowymi, spełniające wysokie standardy emisyjności i efektywności energetycznej ze względu na bezpieczeństwo inwestycji, jakie zapewniają także w tym roku są na celowniku inwestorów, planujących zakup nieruchomości w Polsce.

Handel

Nie tylko sektor magazynowy świetnie radzi sobie w nowych warunkach. W fazie ciągłego wzrostu jest również w Polsce sektor retail.  W 2023 roku rynek handlowy zwiększył zasoby o ponad 450 tys. mkw. powierzchni, do użytku oddanych zostało 45 projektów handlowych. Zastrzyk nowej podaży handlowej był największy od 2016 roku, o kilkanaście proc. większy niż rok wcześniej. Wśród oddawanych projektów już od kilku lat dominują parki handlowe, które dostarczyły w ubiegłym roku trzy czwarte nowej powierzchni.

W pierwszym kwartale 2024 roku oddanych zostało sześć kolejnych obiektów w tym formacie i zakończyła się rozbudowa trzech parków handlowych. W tym roku obserwować będziemy także sporą aktywność w obszarze większych centrów handlowych. Planowane jest m.in. ponowne otwarcie Sukcesji w Łodzi i Galerii Goplana w Lesznie. Wkrótce zakończyć ma się również modernizacja CH Bonarka w Krakowie i Galerii Wołomin, a w 2025 roku finał będzie miała budowa Designer Outlet Kraków.

Rynek powierzchni handlowych kontynuuje ekspansję z blisko 400 tys. mkw. powierzchni w budowie, z czego lwią część dostarczą nowe parki handlowe i centra convenience. Zarówno deweloperzy, prowadzący działalność w tym obszarze, jak i najemcy mają szerokie plany rozwoju. Na dynamikę rynku wpływa powrót konsumentów do zakupów stacjonarnych, rozwój placówek sieciowych, debiuty nowych marek oraz uruchamianie nowych konceptów przez znane sieci handlowe. Znamienny dla sektora był także spadek w 2023 roku udziału e-commerce w polskim handlu detalicznym w porównaniu z rokiem poprzednim.

Rynek handlowy w Polsce charakteryzuje się bardzo niskim współczynnikiem pustostanów, oscylującym w pobliżu 3 proc. Otwierane placówki są już przeważnie w pełni skomercjalizowane. Na rynku handlowym obserwować możemy też coraz liczniejsze modernizacje obiektów w kierunku poprawy efektywności energetycznej budynków i ograniczenia śladu węglowego. Dzięki temu nieruchomości z tego sektora są coraz atrakcyjniejsze dla inwestorów.

Biura

Rynek biurowy natomiast, po okresie wieloletniego intensywnego wzrostu znalazł się w punkcie zwrotnym swojego rozwoju. Wpłynęły na to trendy w światowej gospodarce, zmiana modelu pracy i mniejsze zapotrzebowania na powierzchnię, wysokie koszty budowy i finansowania, wzrost cen i spadek podaży atrakcyjnych gruntów pod inwestycje biurowe oraz wyzwania związane z koniecznością wprowadzania standardów ESG.

Te czynniki spowodowały zmianę strategii deweloperów i drastyczne obniżenie się aktywności inwestycyjnej w tym sektorze. Od 2020 roku na rynku biurowym możemy obserwować sukcesywny spadek ilości powierzchni w budowie, a jeszcze 4 lata temu segment biurowy w Polsce był jednym z rynków, które rosły najszybciej w Europie.

Przed pandemią wolumen biur będących w realizacji w Warszawie utrzymywał się na poziomie około 800 tys. mkw., teraz w budowie jest około 300 tys. mkw. powierzchni. W ubiegłym roku nowa podaż w stolicy wyniosła zaledwie 60 tys. mkw. powierzchni, to najmniej od kilkunastu lat. Ponadto, rozpoczął się proces wyburzeń przestarzałych, warszawskich biurowców i wycofania budynków z użytkowania na czas modernizacji. W tym roku planowane jest oddanie w Warszawie około 90 tys. mkw. powierzchni.

Na rynkach regionalnych oddane zostało w minionym roku około 315 tys. mkw. nowych biur, w porównaniu do około 400 tys. mkw. powierzchni ukończonych w 2022 roku. Szacunkowe dane wskazują, że przyrost zasobów w tym i kolejnym roku w regionach spadnie do poziomu około 130-150 tys. mkw., będzie o ponad dwie trzecie mniejszy niż notowany przed 2020 rokiem. Pod koniec 2023 roku nie rozpoczęła się na rynkach regionalnych budowa żadnego projektu biurowego. W Warszawie nowe projekty inicjowane były w minionym roku sporadycznie. Należy wziąć pod uwagę, że okres stagnacji inwestycyjnej w sektorze biurowym może potrwać kilka lat.

Tematem szeroko omawianym w ostatnim czasie były podwyżki opłat eksploatacyjnych w budynkach biurowych. Ich wzrost spowodowany był inflacją, skokiem płacy minimalnej i cen usług. W nadchodzących miesiącach najemcy będą musieli liczyć się prawdopodobnie z dalszymi podwyżkami opłat eksploatacyjnych i indeksacją czynszów. Ceny mediów nadal rosną, a do tego dojdzie wymóg dostosowania budynków do standardów unijnych dotyczących ESG, co oznacza dla właścicieli budynków konieczność ponoszenia wysokich nakładów kosztowych.

Jak dotychczas jednak zapotrzebowanie na biura w Warszawie jest spore. W 2023 roku do najemców trafiło 750 tys. mkw. powierzchni, niewiele mniej niż w rekordowym pod względem popytu 2022 roku. W pierwszym kwartale br. w Warszawie podpisane zostały umowy na 140 tys. mkw. biur.

Na rekordowo wysokim poziomie odnotowany został też w zeszłym roku łączny popyt w największych miastach regionalnych.

Wzrost kosztów utrzymania biur może spowodować jednak spadek popytu na powierzchnie. Najemcy optymalizują zajmowane powierzchnie, by ograniczyć wydatki, jednocześnie podnosząc ich standard i tworząc atrakcyjniejsze przestrzenie dla pracowników. Dążą również do negocjacji warunków umów najmu, które zapewniłyby im większą transparentność i kontrolę opłat eksploatacyjnych. W kontekście zachodzących zmian wdać też większe zainteresowanie inteligentnymi rozwiązaniami technologicznymi w budynkach, które umożliwiają efektywniejsze wykorzystywanie miejsc pracy i powierzchni wspólnych.

W ostatnim kwartale współczynnik pustostanów w Warszawie lekko wzrósł do średniego poziomu 11 proc., przy czym w centralnym obszarze miasta występuje deficyt wolnych powierzchni. Na rynkach regionalnych natomiast wolnych biur jest dużo więcej. W niektórych miastach, jak Katowice, Łódź, czy Kraków pustostanów jest ponad 20 proc.

Mieszkania i sektory alternatywne

Prawdopodobnie, w niedalekiej przyszłości będziemy obserwować też więcej inwestycji w akademiki, na które jest duże zapotrzebowanie oraz domy senioralne. Polska ma szanse stać się również rozwojowym rynkiem dla centrów danych. Najbardziej atrakcyjną lokalizacją pod centra przetwarzania danych w kraju pozostaje Warszawa. Prawdopodobnie, w najbliższym czasie będziemy świadkami finalizacji kolejnych transakcji sprzedaży gruntów inwestycyjnych pod duże projekty tego typu w aglomeracji warszawskiej.

Wiele mówi się ostatnio również o rynku akademików, który w Polsce dopiero raczkuje. Ma jednak mocne podstawy do rozwoju ze względu na istniejący spory popyt na tego typu nieruchomości i nieduże nasycenie rynku ofertami. Zapewnia inwestorom uzyskanie atrakcyjnych stóp zwrotu i możliwość szerokiej ekspansji. Ponadto, rynek nieruchomości biurowych oferuje możliwość konwersji starszych budynków w domy akademickie, co może stanowić dobrą alternatywę dla realizacji nowych inwestycji w tym segmencie.

Polski rynek mieszkaniowy, stymulowany rządowymi programami wsparcia notuje rekordowe wyniki sprzedaży. Duży popyt przy gwałtownie malejącej podaży sprawia, że ceny mieszkań szybują, podobnie jak ceny oferowanych gruntów pod projekty wielorodzinne w największych miastach. Nie należy się spodziewać, że ceny nieruchomości gruntowych  o przeznaczeniu mieszkaniowym będą spadać, szczególnie w kontekście przygotowywanego na ten rok, kolejnego programu wsparcia z preferencyjnymi kredytami na zakup mieszkań. Zapotrzebowanie na grunty zgłaszane przez deweloperów realizujących inwestycje mieszkaniowe dotyczy przede wszystkim Warszawy, Krakowa i Trójmiasta. W tych lokalizacjach finalizowane są najbardziej spektakularne cenowo transakcje zakupu działek. Grunty inwestycyjne zabezpieczane są również pod budownictwo mieszkaniowe na wynajem w formule PRS.

Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz

Wyniki branży farb dekoracyjnych za I kwartał 2024 roku

Polski Związek Producentów Farb i Klejów (PZPFiK) przedstawił wyniki branży farb dekoracyjnych w Polsce za pierwszy kwartał 2024 roku. W porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej, wartość sprzedaży farb dekoracyjnych utrzymała się na niezmienionym poziomie. Odnotowano natomiast spadek (o 7%) wolumenu sprzedanych farb liczony w litrach. Wyniki powstały na bazie przygotowanego przez GFK Polonia dla PZPFiK cyklicznego raportu SellFiK.

W pierwszym kwartale 2024 roku wartość sprzedaży farb dekoracyjnych w Polsce wyniosła 521 mln zł, oznacza to utrzymanie poziomu jak w analogicznym okresie ubiegłego roku. Spadkowi uległ natomiast wolumen sprzedaży, który obniżył się o 7% i w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku wyniósł 34,5 mln litrów. Odczyt za I kwartał 2024 jest pogłębieniem trendu z 2023 roku.

Na wyniki branży wpływa ogólna sytuacja gospodarcza Polski, chociaż dane z I kwartału pokazują, że rynek farb dekoracyjnych nie podążał za wskaźnikami ekonomicznymi. Jak bowiem podał GUS, w pierwszym kwartale 2024 roku krajowe PKB wzrosło o 1,9 proc., co jest wynikiem lepszym od prognoz ekonomistów. Motorem ożywienia na rynku była przede wszystkim konsumpcja prywatna, wspierana wzrostem realnych wynagrodzeń, jednocześnie nastąpił jednak spadek w zakresie inwestycji. – W drugim kwartale 2024 roku spodziewane jest dalsze ożywienie gospodarki, a średnio i długoterminowo także poprawa sytuacji na rynku budownictwa mieszkaniowego i przemysłowego, co powinno przełożyć się na wyhamowanie spadków ilościowych i stopniowy powrót na ścieżkę wzrostu branży farb dekoracyjnych – komentuje Piotr Niedziółka, Prezes Zarządu PZPFiK.

SellFiK to unikalny raport PZPFiK – najlepsze ujęcie sektora farb, prezentujące specjalistyczne dane na temat funkcjonowania rynku. To swoisty autoportret branży, poprzez który PZPFiK dostarcza swoim członkom wiarygodnych informacji, zgodnie z hasłem „Wiedza ułatwia zmiany”. Pełen dostęp do przygotowanych w ramach SellFiK danych otrzymują tylko członkowie PZPFiK. Dzięki temu, firmy zyskują unikalną wiedzę, niezbędną w działalności biznesowej. Panel sprzedażowy – SellFiK prowadzi GfK Polonia na zlecenie PZPFiK.

Inflacja w celu

Tempo wzrostu cen w maju ustabilizowało się na poziomie 2,5%. Jest to obiektywnie bardzo dobra wiadomość, chociaż z niewielkim wpływem na rynki przez usztywnione stanowisko RPP. W tle dolar odrobił część strat, a ropa drożeje.

Dane z USA wsparły dolara

Wtorek zapowiadał się na dość spokojny dzień na rynku. Dane z USA zawierały realnie indeks zaufania konsumentów – Conference Board i kilka mniej istotnych wskazań z rynku nieruchomości. Indeks Conference Board jest o tyle specyficzny, że w głównych indeksach koniunktury przeważnie bada się menedżerów. W tym wypadku ankiety kierowane są do gospodarstw domowych. Obydwa podejścia mają swoje uzasadnienie. Pytanie przedstawicieli gospodarstw domowych jest o tyle sensowne, że pytamy ludzi, którzy realnie swoim zakupem napędzają gospodarkę. Sam indeks wypadł wyraźnie lepiej od oczekiwań. To z kolei pomogło dolarowi odbić się od kolejnej próby przebicia najsłabszych poziomów względem euro od marca.

Odbicie cen ropy

W niedzielę odbędzie się posiedzenie OPEC+. Spotkanie będzie wirtualne, aczkolwiek nadal decyzyjne. Rynki spodziewają się utrzymania cięć wydobycia. To właśnie dlatego cena baryłki znów idzie w górę. Jeszcze w piątek w zeszłym tygodniu baryłka spadała poniżej 81 dolarów. Wczoraj przekraczała znów 84 dolary. Co ciekawe, coraz częściej pojawiają się głosy, że długotrwałe utrzymywanie tak wysokich poziomów może być niewykonalne i czekają nas spadki. Ostatnio opinię taką wygłaszał analityk Deutsche Bank. Powodem jest fakt, że powyżej 75 dolarów możliwe jest opłacalne ekonomicznie zwiększenie wydobycia w USA, które to powinno stabilizować rynek.

Efekt jojo wyjątkowo słaby

Analitycy zastanawiali się jak mocne będzie odbicie w górę tempa wzrostu cen w maju. Okazuje się, że z poziomu 2,4% wcale nie dotarliśmy do 2,8%, a zakończyło się zaledwie na 2,5%. W rezultacie mamy co prawda odbicie, ale dokładnie w punkt. 2,5% to bowiem polski cel inflacyjny. W stosunku do kwietnia ceny wzrosły symbolicznie o 0,1%. Należy jednak zwrócić uwagę, że biorąc pod uwagę przywrócenie VAT na żywność do 5% od 1 kwietnia i to, że ruch ten jest rozkładany przez sieci handlowe w czasie, jest to bardzo dobry rezultat. Patrząc na zmiany cen żywności i energii, inflacja bazowa nadal będzie wyprzedzać inflację konsumencką, ale powinna spadać. Biorąc pod uwagę te obserwacje, może pojawić się presja na to, by pierwsze obniżki stóp procentowych pojawiły się na dłuższym horyzoncie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

PIGMiUR: Nadal niskie nastroje w branży maszyn i urządzeń rolniczych, choć z małym odbiciem

Zaledwie o 0,45 punktu procentowego wzrósł indeks (wartość liczbowa) obrazujący nastroje w branży maszyn i urządzeń rolniczych. Jak odnotowuje w swoim majowym, opracowywanym co pół roku, raporcie o nastrojach w tym sektorze Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR), jest to pierwszy, choć niewielki, wzrost od marca 2021 roku, a więc od ponad 3 lat. Tym samym Izba wskazuje tu na powrót w tym względzie do wartości – 3,28. – Być może do czynienia mamy z pierwszym prognostykiem lepszych nastrojów wśród przedsiębiorców – przypuszcza PIGMiUR.

Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) na przełomie kwietnia i maja bieżącego roku przeprowadziła badanie dotyczące obecnej i przewidywanej koniunktury w branży. To cykliczne badanie powtarzane co pół roku i przeprowadzane od czerwca 2014. Jego efektem jest wartość liczbowa – indeks, który obrazuje nastroje panujące w branży rolnej (maszyn i urządzeń rolniczych) wśród przedsiębiorców, bo to oni biorą udział w badaniu.

Nastroje w branży maszyn i urządzeń rolniczych cały czas poniżej – 3 punktów

Nastroje w branży maszyn i urządzeń rolniczych pozostają wciąż na niskim poziomie – taki wniosek nasuwa się po analizie danych, jakie PIGMiUR zebrała na przełomie kwietnia i maja 2024 roku. Jak wynika bowiem z najnowszego raportu Izby o nastrojach w branży maszyn i urządzeń rolniczych, wartość indeksu wynosi cały czas poniżej -3 punktów.

– Przez ostatnie 3 lata do czynienia mieliśmy ze stałą tendencją spadkową w nastrojach, jakie panują w naszej branży. Szczególnie w ciągu ostatnich 2 lat uległy one znacznemu pogłębieniu, co spowodowane było m.in. kłopotami, z jakimi borykali się producenci rolni. Wystarczy wspomnieć tu o zalegających w magazynach produktach rolnych czy braku należytych działań władz w sprawie kontroli transportowanego zza wschodniej granicy zboża. Kłopoty rolników i wstrzymanie inwestycji w sprzęt rolniczy w bezpośredni sposób przekładały się na kondycję firm z branży – zauważa Hubert Seliwiak z PIGMiUR.

Oczekiwanie poprawy koniunktury w branży maszyn i urządzeń rolniczych

W swoim raporcie Izba zwraca jednak uwagę na pewne, choć małe, „odbicie w górę”, do jakiego doszło w nastrojach w branży. Po raz pierwszy bowiem od marca 2021 roku PIGMiUR odnotowuje wzrost wartości indeksu. – Jest on, co prawda, niewielki, bo o 0,45 punktu do wartości -3,28, ale być może jest to pierwszy prognostyk lepszych nastrojów wśród przedsiębiorców – mają nadzieję autorzy majowego raportu PIGMiUR. Przypominają jednak, że przedstawiona w tym dokumencie wartość ujemna oznacza, że wśród przedsiębiorców nadal dominują negatywne nastroje i pesymistyczne przewidywania przyszłości.

– Zbyt mało czasu upłynęło od swoistego apogeum kryzysu w branży rolnej, jakimi stały się ogólnopolskie protesty. Miały one na celu uzmysłowienie władzom i całemu społeczeństwu, m.in. jakie sprawy należy natychmiast dla rolników i hodowców załatwić. Rolnicy przecież wciąż, co jakiś czas, przypominają o nierozwiązanych problemach. Przypuszczamy, że na razie panuje ogólne oczekiwanie, co i kiedy zostanie załatwione, ta stagnacja przekłada się na poziom nastrojów wśród przedsiębiorców z branży maszyn i urządzeń rolniczych  – stwierdza Hubert Seliwiak.

Zdaniem Izby, przedsiębiorcy zajmujący się maszynami i urządzeniami rolniczymi w większym stopniu oczekują dziś poprawy koniunktury w branży. Jak bowiem wynika z przeprowadzonego przez PIGMiUR badania, zdecydowanie więcej z nich ocenia, że koniunktura się polepszy. Obecnie niewielkiego polepszenia oczekuje ponad 14,5 proc. przedsiębiorców biorących udział w badaniu w stosunku do 6,5 proc. pół roku temu. Między innymi z tego wynika ten niewielki wzrost odnotowany w najnowszym raporcie.

Oczekiwania dotyczące sprzedaży we własnych firmach nieco lepsze niż pół roku temu

Poza tym, jak wskazuje PIGMiUR, na niewielką poprawę wartości indeksu wpływają oczekiwania co do sprzedaży we własnych firmach. Obecnie ponad 58 proc. przedsiębiorców przewiduje, że tegoroczne wyniki będą gorsze niż w 2023 roku. – To bardzo dużo, ale pół roku temu odsetek takich odpowiedzi wynosił ponad 64 proc. Tym samym wzrosły nieco oceny dotyczące przewidywań poprawy wyników sprzedaży w bieżącym roku – zauważa w swoim raporcie Izba i spodziewa się, że wartość indeksu pewnie byłaby jeszcze wyższa, gdyby wyniki dotyczące planów inwestycyjnych pozostały przynajmniej na takim poziomie, jak w drugiej połowie 2023 roku. – Niestety w tym aspekcie zanotowaliśmy spoty spadek, co w rezultacie przełożyło się na tylko niewielki wzrost wartości indeksu – przeczytać można w dokumencie PIGMiUR, która zauważa, że dane rynkowe i liczba rejestracji nowych ciągników w Polsce nadal spada, mimo to jednak udało się odnotować niewielki wzrost optymizmu wśród przedsiębiorców. – Świadczyć to może o tym, że tuż przed sezonem wielu rolników zdecydowało się jednak na inwestycje w maszyny, często w maszyny towarzyszące do prac polowych. Oby to był dobry prognostyk na dalszą część roku – mają nadzieję autorzy raportu.

Jak jest w EUROPIE? Dane na podstawie CEMA

Izba przytacza jeszcze wyniki europejskie. Tu – jak pokazuje raport PIGMiUR na podstawie danych spoza Polski, ogólny wskaźnik koniunktury w branży maszyn rolniczych w Europie ponownie nieznacznie się pogorszył, po gwałtownym obniżeniu koniunktury w poprzednich miesiącach. – W kwietniu 2024 r. wskaźnik spadł z -55 do -57 punktów (w skali od -100 do +100). Badanie ponownie potwierdza, że bezpośredni klienci producentów, czyli dealerzy, nie są w stanie przekazać swoich licznych zamówień z przeszłości klientom końcowym – odnotowuje Izba.

– Być może wstrzymywanie się rolników czy hodowców w Europie z inwestycjami w nowe maszyny stanowi tu czynnik decydujący. Oni też skarżyli się niedawno na warunki, w jakich przyszło im działać. Widać to było np. na protestach w większości krajów UE. Pod ich wpływem m.in. Komisja Europejska zapowiedziała rewizję swojej polityki rolnej – przypomina Hubert Seliwiak.

Według badania stany magazynowe dealerów na większości rynków europejskich są znacznie wyższe niż nawet w 2019 r., który przeszedł do historii ze względu na wysoki poziom zapasów dealerskich.

– Ponowne pogorszenie klimatu biznesowego drugi miesiąc z rzędu to rezultat wyłącznie bieżących ocen przedsiębiorstw, które wynikają z i tak już niższych oczekiwań na przyszłość – przeczytać można w konkluzji raportu PIGMiUR. Zaznacza on, że zdaniem uczestników badania obecna sytuacja jest gorsza niż od ponad siedmiu lat. – Jedynie 5 proc. przedstawicieli branży ocenia obecną sytuację biznesową jako korzystną. Z drugiej strony oczekiwania na przyszłość ustabilizowały się na niskim poziomie. Mimo to dwie trzecie uczestników badania spodziewa się spadku obrotów w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Tymczasem dalszą i wyraźną poprawę widać w oczekiwaniach na napływ kolejnych zamówień (wskaźnik nieuwzględniany w kalkulacji ogólnego wskaźnika barometru) – podsumowują autorzy dokumentu Izby.

Wyniki te pochodzą z opracowań stowarzyszenia CEMA zrzeszającego europejskich producentów maszyn rolniczych.

CD Projekt z mocnym I kwartałem 2024 r., Cyberpunk 2077 wraca na dobre tory

CD Projekt pokazało mocne wyniki za I kwartał 2024 r. Spółka osiągnęła mocną 30% dynamikę wzrostu przychodów, co historycznie w ujęciu kwartałów bez premier oznacza wyższą ponadprzeciętnie dobrą dynamikę.

W szczególności pozytywnie do wzrostu sprzedaży przyczynił się Cyberpunk 2077 i dodatek Widmo Wolności, których łączna sprzedaż odpowiadała za ponad 64% całych przychodów spółki. Bardzo dobre wyniki sprzedażowe wzmocniło wypuszczenie finalnych patchy do gry, które pozwoliły Cyberpunkowi 2077 wreszcie wyjść na prostą. Gra wyszła już całkowicie z fazy poprawy, a zespół deweloperów dotąd zajmujący się naprawianiem i rozwijaniem gry został przeniesiony do innych projektów studia. Choć naprawa ta trwała zbyt długo, aby w pełni zmazać negatywny wydźwięk premiery Cyberpunka z 2020 r., tak zdecydowanie ruchy podjęte w celu naprawy gry się opłaciły. Cyberpunk 2077 w ostatnich miesiącach zanotował drastyczny wzrost pozytywnych recenzji. 10 maja recenzje za ostatnie 30 dni przekroczyły poziom 95% pozytywnych recenzji, co naprawdę może imponować. Cyberpunk 2077 odebrał także nagrodę BAFTA, za najlepiej rozwijaną grę 2023 r. Wszystkie te czynniki stanowią pozytywny sygnał w kierunku umocnienia się marki Cyberpunka w świadomości graczy, a tym samym mogą pozwolić na utrzymanie pozytywnych trendów w sprzedaży produktu w następnych kwartałach.

Jeżeli chodzi o drugą markę CD Projektu, to w pierwszym kwartale widzieliśmy spadek przychodów ze sprzedaży gier z serii Wiedźmin, które w ujęciu r/r zmniejszyły się o -41%. Negatywną dynamikę może osłabić wypuszczony w maju narzędzie do modowania gry: Red Kit, który może zachęcić graczy do ponownego odwiedzenia świata gry.

Perspektywy na najbliższe kwartały wydają się na razie w głównej mierze oparte na oczekiwaniu na sygnały dotyczące najważniejszych projektów spółki. CD Projekt na razie nie dostarczyło nowych informacji dotyczących postępów pracy nad projektem Polaris, czyli nową grą z serii Wiedźmin, która dalej pozostaje w fazie pre-produkcji. Planowanym terminem rozpoczęcia produkcji właściwej jest druga połowa 2024 r., choć dalej co do szczegółów trzeba czekać na informacje ze spółki.

Rozluźnienie otoczenia w Hollywood po strajkach z poprzedniego roku stanowi żyzny grunt do powstawania nowej produkcji filmowej ze świata Cyberpunka, a na konferencji zarząd poinformował, że nie wyklucza on potencjalnego rozwijania swoich produkcji o ewentualne gry mobilne. To wszystko sprawia, że perspektywy spółki mimo dalekiego horyzontu premiery najnowszego dużego tytułu mogą dostarczyć coraz to nowe impulsy zwiększające ciekawość graczy w oczekiwaniu na najważniejsze premiery.

W okresie oczekiwań na start kampanii marketingowej projektu Polaris wszelkie pozytywne sygnały ze spółki mogą zostać ciepło przyjęte przez inwestorów, a wyniki za 1Q24 pokazały mocne podstawy finansowe spółki nawet w kwartale pozbawionym znaczących premier.

Autor: Tymoteusz Turski, analityk XTB

Bloober Team z rekordowymi wynikami w I kwartale 2024 r.. 42,37 mln zł przychodu i 15,55 mln zł zysku netto

Grupa Kapitałowa Bloober Team wypracowała 42,37 mln złotych przychodu ze sprzedaży w I kwartale 2024 r., co stanowi rekord w historii spółki i jest lepszy o 39% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Zysk netto Grupy wyniósł 15,55 mln zł. Bloober Team pokazuje więc jednoznacznie, że chce być czarnym koniem 2024 roku.

Przejście z NewConnect na główny parkiet GPW był częścią realizacji planu strategicznego i ugruntowaniem pozycji Bloober Team. Był to pierwszy debiut w tym roku i to na plusie. Do obrotu trafiły akcje serii A, B, C, D i E, a przejściu nie towarzyszyła emisja.

– Nasze rekordowe wyniki pokazują, że idziemy w dobrym kierunku, a w bieżącym roku – zgodnie z naszym planem nie tylko umacniamy nasza pozycję w branży, ale przeskakujemy do znacznie wyższej ligi developerów gier. Dzięki temu możemy tworzyć coraz większe produkcje, ale przede wszystkim mamy stabilny biznes, którego nie wywróci nawet mocne uderzenie (o jakie nietrudno w tych czasach) – komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team.

Obecnie firma skupia się nad dwiema dużymi produkcjami – SILENT HILL 2 wraz z Konami oraz projektem o kodowej nazwie “C” – grze opartej o własne IP we współpracy z Private Division (Take-Two Interactive). Ponadto spółka realizuje wiele projektów w ramach realizacji strategii 2nd party. W lutym Bloober Team otworzył nowy brand ,,Broken Mirror Games’’, który funkcjonuje w ramach spółki Bloober Team. Nowa marka odpowiedzialna jest za produkowanie i wydawanie gier, które powstają w ramach segmentu second party. Są to projekty deweloperskie, realizowane produkcyjnie we współpracy z podmiotami zewnętrznymi oraz spółkami zależnymi i stowarzyszonymi Bloober Team. Będą one wydawane głównie w formule self-publishing przez samą spółkę (pod marką Broken Mirror Games).

– Stworzyliśmy markę Broken Mirror Games, by wykładniczo zwiększyć nasz potencjał i rozszerzyć współpracę z innymi twórcami, którzy niejednokrotnie przeżywają ciężkie chwile na obecnym rynku. Posiadając coraz większe know-how powoli i odpowiedzialnie zmierzamy w kierunku self-publishingu jako dominującego elementu naszego biznesu. To oczywiście jest spójne z naszą średnio i długoterminową strategią. Nasze wyniki pozwalają nam dalej budować fundamenty przyszłości. Wierzymy, że nowe 15 lecie będzie dla Bloober Team wspaniałym okresem – komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team.

Rekordowe długi Polaków: Pokolenie i styl życia determinują zadłużenie

Od pomp ciepła, przez kursy językowe i egzotyczne wakacje, po opał na zimę – Polacy zadłużają się na różne rzeczy w zależności od tego, na jakim etapie życia się znajdują. Ich zaległości finansowe, widniejące w Krajowym Rejestrze Długów, przekraczają już 45 mld zł. Banki, firmy pożyczkowe, telekomy i dostawcy innych usług upominają się o spłatę z pomocą firm windykacyjnych. Jednak każda grupa wiekowa dłużników ma swoje cechy, które sprawiają, że odzyskiwanie należności od osób z generacji Y wygląda zupełnie inaczej niż od pokolenia baby boomers.

Według danych GUS przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w kwietniu 2024 roku wyniosło 8272 zł brutto. Oznacza to nominalny wzrost płac o 11,3 proc. rok do roku. Przed miesiącem był to skok o 12,5 proc. Choć możliwości finansowe Polaków się zwiększają, nie idzie za tym odpowiedzialne zarządzenie domowym budżetem. W młodszym pokoleniu dominuje skłonność do luksusu ponad miarę, w średnim – konsumpcyjny styl życia. Z kolei seniorzy, mimo że są gotowi do spłaty zadłużenia, to nierzadko brakuje im pieniędzy.

To oczywiście tylko jedna strona medalu. Jest też i druga, gdzie wpływ na załamanie domowego budżetu mają wypadki losowe. Zdarza się, że na przeszkodzie do spłaty zaciągniętych zobowiązań stają problemy zdrowotne, utrata pracy lub konieczność podjęcia mniej dochodowego zajęcia czy opieka nad chorym członkiem rodziny. Te okoliczności są zawsze uwzględniane przez negocjatorów firmy windykacyjnej, którzy dążą do polubownego rozwiązania problemów finansowych i uwolnienia konsumentów od ciężaru długów. Ich rola polega nie tylko na odzyskaniu należności dla wierzycieli, ale także wyprowadzeniu budżetu dłużnika na prostą.

Pokolenie Z – luksus na kredyt

Z wieloletniego doświadczenia firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso wynika, że osoby z generacji Z (urodzone po 1995 r.) najczęściej nie spłacają rat za towary luksusowe, które kupują, mimo że ich na to nie stać. Działają impulsywnie i pod wpływem mody. Do windykacji trafiają m.in. nieuregulowane raty za najnowsze modele smartfonów, jak iPhone, konsole do gier, np. Xbox, a nawet za same gry. Ale popularnością w tej grupie wiekowej cieszą się także hulajnogi eklektyczne, które kosztują nawet kilka tysięcy złotych.

Podczas rozmów z negocjatorami osoby z pokolenia Z wykazują się nie tylko brakiem znajomości zasad sprzedaży ratalnej, ale także nie mają poczucia odpowiedzialności za zaciągnięte zobowiązania. Dla nich liczy się „tu i teraz” i radość z zakupu. Nie myślą o konsekwencjach. Przed podpisaniem umowy nie kalkulują, czy będą w stanie spłacać raty nawet przez najbliższe dwa lata. Nie są skłonne do współpracy z negocjatorami, prezentując postawę „Nie zapłacę i już”.

– Nasi negocjatorzy tłumaczą młodym ludziom podstawowe zasady dotyczące zawierania umów na zakupy ratalne. Niestety braki w wiedzy finansowej są mocno widoczne, na co nakłada się lekceważące podejście do regulowania zobowiązań. „Zetki” wychodzą z założenia, że „co będzie, to będzie” i nie poczuwają się do odpowiedzialności, aby wywiązać się z zawartej umowy. Dla nich ważne jest, że mają najnowszy model konsoli do gry i mogą z niego korzystać, nie czekając, aż odłożą niezbędną sumę pieniędzy. Negocjatorzy uświadamiają młodym ludziom, że nie wystarczy zapłacić pierwszej raty, bo umowa przewiduje roczny lub dwuletni okres spłaty. W odpowiedzi słyszą „przecież nic się nie stanie, jak nie zapłacę”. Dlatego znaczną część rozmowy z dłużnikami negocjatorzy poświęcają na edukację finansową, bo dopiero ona daje fundament do dalszych działań – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Pokolenie Y – i mieć, i być

Wiele z tych zachowań jest widocznych wśród konsumentów z generacji Y, urodzonych w latach 1980-1995. Oni również nie chcą czekać, aż zgromadzą oszczędności, aby kupić upragnione towary, ale tu dochodzi jeszcze presja otoczenia. Jeśli znajomi i sąsiedzi mają najnowszy sprzęt, to oni nie chcą być gorsi. Kupują na raty markowe urządzenia gospodarstwa domowego: roboty kuchenne Thermomix, KitchenAid czy roboty odkurzające Roomba. To wydatek kilku tysięcy złotych. Do tego dochodzą egzotyczne wakacje dla całej rodziny, które również nierzadko przekraczają ich możliwości finansowe, ale decydują się na nie, bo w ich środowisku jest taki trend.

Osoby z pokolenia Y są przytłoczone wydatkami, które nie są niezbędne, ale dają im złudne poczucie prestiżu. Finansowania szukają w różnych źródłach. Z doświadczenia Kaczmarski Inkasso w obsłudze wierzytelności wynika, że generacja Y to grupa, która ma duże zaległości w spłacaniu kart kredytowych. Traktuje je jako źródło dodatkowych środków, nie licząc się z koniecznością spłaty. „Wirtualne” pieniądze, choć są łatwo dostępne, trudno później oddać, bo oprocentowanie jest wysokie.

Polacy z pokolenia Y nie regulują także opłat za internetowe kursy językowe. Porzucają naukę w trakcie jej trwania, ale nie wypowiadają umów, które zawarli. Wynika to czasem z zapomnienia, a nierzadko z podejścia „skoro nie korzystam z nauki, to nie płacę”. Tu rola negocjatorów polega na edukowaniu dłużników, że należy zadbać o dopełnienie formalności i wypowiedzenie umowy. A finalnie o spłatę zaległości, bo dług sam nie zniknie.

Negocjatorzy, którzy kontaktują się z dłużnikami, aby odzyskać pieniądze dla wierzycieli, zauważają w pokoleniu Y jeszcze jeden trend. Osoby, które zakładają jednoosobową działalność gospodarczą, biorą szybkie pożyczki, bo akurat potrzebują pieniędzy, aby zainwestować. Liczą, że zarobią z nawiązką. Gdy w grę wchodzi „złoty strzał”, reagują pochopnie, nie mając planu działania i scenariusza, co zrobią, gdy interes nie wypali. W efekcie nierzadko zostają z dużą sumą do oddania, która pogłębia ich wcześniejszy dług.

Wśród „igreków” można zaobserwować całe spektrum zachowań w kontaktach z negocjatorami – od wrogości i uporu, po chęć współpracy z firmą windykacyjną. Wiele osób rozumie, że dług trzeba oddać i dlatego przyjmuje pomoc negocjatorów, aby wrócić do życia bez obciążeń finansowych.

Pokolenie X – odpowiedzialne, ale roszczeniowe

Inny rodzaj zadłużenia niż generacja Y i inne podejście do jego spłaty widać w pokoleniu X, które przyszło na świat w latach 1965-1979.

– Osoby te zazwyczaj poważnie traktują wpisanie ich do Krajowego Rejestru Długów i zależy im, aby szybko z niego zniknąć. Wykazują się świadomością, że w takiej sytuacji będą miały problemy z uzyskaniem kredytu, zakupami na raty czy podpisaniem umowy abonamentowej. Praktyka naszych negocjatorów w obsłudze należności pokazuje, że wśród dłużników z pokolenia X dużą grupę stanowią osoby, które nie płacą z przyczyn losowych. Są jednak otwarte na przyjęcie pomocy w zarządzaniu domowym budżetem i elastyczne we współpracy z negocjatorem. Ale jest też grono osób podchodzących roszczeniowo i niechętnie do kooperacji. Składają nieuzasadnione reklamacje, które mają przeciągnąć w czasie moment spłaty – wyjaśnia prezes Kaczmarski Inkasso.

Pokolenie X jest najmocniej ze wszystkich obciążone zaległościami finansowymi. Dominują tu kredyty hipoteczne i konsumpcyjne. Ale dojrzali Polacy mają także dużo zobowiązań zaciągniętych na potrzeby dzieci lub domu. To nieopłacone karty Multisport, panele fotowoltaiczne czy pompy ciepła. W tej grupie szczególnie mocno widoczne jest zjawisko spirali długów, czyli zaciągania kredytów na spłatę wcześniejszych zobowiązań.

Pokolenie baby boomers – skromnie, lecz z honorem

Osoby urodzone pomiędzy 1946 a 1964 r., czyli generacja baby boomers, to konsumenci, którzy poważnie podchodzą do spłaty zaległości. Nierzadko utrudnia im to sytuacja zdrowotna, ale jest to pokolenie, które czuje się zobowiązane do uregulowania należności. To dla nich sprawa honoru. Wiele takich osób, z którymi kontaktują się negocjatorzy, po raz pierwszy ma do czynienia z windykacją, bo wcześniej terminowo płaciło raty. System ratalny stanowi dla nich bardzo duże ułatwienie, ponieważ mogą kupić rzeczy niezbędne do życia, np. opał na zimę. Nie zawsze jednak udaje im się je spłacić. Do windykacji trafiają także nieopłacone składki za polisy ubezpieczeniowe. Osoby z pokolenia baby boomers, będące wraz z młodszymi członkami rodziny współwłaścicielem samochodu, „kupują” polisę OC na swoje dane, bo mają duże zniżki. Składkę ma opłacić wnuk, ale finalnie tego nie robi i dług obciąża babcię lub dziadka.

– W procesie polubownego odzyskiwania należności istotna jest rola negocjatorów. To oni prowadzą niełatwe rozmowy z dłużnikami, starając się rozpoznać, kto z nich faktycznie jest na życiowym zakręcie, a kto szuka wymówek, aby uniknąć odpowiedzialności za zaciągnięte zobowiązania. Niezbędna jest tu nie tylko orientacja w aktualnej sytuacji na rynku pracy i koniunkturze gospodarczej, która wpływa na możliwości finansowe konsumentów, ale także wysokie kompetencje psychologiczne. I zwykła ludzka empatia – podsumowuje Jakub Kostecki.

Selena utrzymuje rentowność mimo słabszej koniunktury – zysk netto 4,5 mln euro w I kwartale 2024 r.

Selena w I kwartale 2024 roku wypracowała zysk netto na poziomie 4,5 mln euro, co stanowiło znaczący wzrost w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku. Pomimo nadal słabej koniunktury i niekorzystnego otoczenia biznesowego, przy względnej stabilizacji cen surowców i kontynuacji założonych przez zarząd działań optymalizacyjnych i rynkowych, wypracowano prezentowane wyniki finansowe.

Wyraźne spowolnienie rynku w 2023 roku, które trwało także w I kwartale 2024 roku, spowodowane wzrostem inflacji ogólnej, wysokimi stopami procentowymi i kosztami kredytów, determinowało sytuację branżową i obniżyło zapotrzebowanie na produkty chemii budowlanej. Podjęte w drugim półroczu 2023 roku przez zarząd Seleny działania, wsparte szczegółową analizą aktywności globalnych rynków, pozwoliły na przyjęcie właściwych kierunków, których głównym celem było maksymalne ograniczenie negatywnego wpływu zachodzących procesów rynkowych. Skutkiem tej reakcji jest wzrost wyników finansowych w I kwartale 2024. Zwyżka rentowności sprzedaży zaprezentowana na koniec 2023 roku była kontynuowana od początku bieżącego roku. Przychody ze sprzedaży wzrosły w I kwartale 2024 roku do 92,6 mln euro, co przełożyło się na dobrą rentowność w tym obszarze – na koniec marca wynosiła ona 33,8%. W dalszym ciągu prowadzono także działania mające na celu zwiększenie przychodów w Europie Zachodniej, która zgodnie z obranymi celami biznesowymi jest kluczowym rynkiem rozwoju. W analizowanym okresie wypracowano na nim o 5,5% wyższą sprzedaż.

Kontynuowane były także inicjatywy marketingowe wzmacniające marki Seleny, ze szczególną orientacją na jej wiodący brand Tytan Professional® i jego hiszpański odpowiednik Quilosa Professional®, których celem było zwiększenie ich rozpoznawalności i docenienia wśród właściwej grupy docelowej – wykonawców budowlanych.

Zysk brutto ze sprzedaży w I kwartale 2024 roku wzrósł do 31,3 mln euro w porównaniu z 25,4 mln euro w analogicznym okresie zeszłego roku.

W I kwartale 2024 roku Selena wypracowała zysk netto na poziomie 4,5 mln euro. Zysk z działalności operacyjnej w raportowanym czasie wzrósł do 6,4 mln euro w porównaniu z 89 tys. euro w I kwartale zeszłego roku, kiedy to słabsza koniunktura na rynkach polskim i Europy Zachodniej, w szczególności obniżenie popytu i wcześniejsze zatowarowanie, zdecydowanie wpłynęły na wyniki całej branży.

Niekorzystna koniunktura, którą mieliśmy w 2023 r., miała miejsce również w I kwartale tego roku. Jednym z głównych wyzwań stojących przed branżą są rosnące koszty surowców i energii, co z kolei może wpłynąć na koszty wyrobów i popyt. Uważnie obserwujemy rynek i elastycznie reagujemy na zmiany, które na nim zachodzą. Ta dynamika bezpośrednio przekłada się na nasze decyzje. Dywersyfikujemy produkty i rynki, na których działa firma, stawiając na rozwiązania z obszarów termomodernizacji, hydroizolacji oraz innowacyjnych metod budowania. Co ważne, coraz mocniej zaznaczamy swoją obecność w innych krajach. Poszerzamy obszary działań i skalujemy biznes nie tylko w Polsce, ale także w Zachodniej Europie i obu Amerykach. Kierunki te będą kontynuowane również w 2024 r. i wierzę, że będą one procentować – mówi Sławomir Majchrowski, prezes zarządu Grupy Selena.

Prezentowane wyniki finansowe za I kwartał 2024 r. świadczą o dobrej kondycji Grupy Selena. Zysk z działalności operacyjnej EBIT wyniósł 6,4 mln euro, a rentowność EBITDA wzrosła do 9,5%. W dalszych miesiącach wyznaczone cele i kierunki, a także zainicjowane działania będą kontynuowane tym bardziej, że otoczenie rynkowe wciąż jest bardzo wymagające.

Proacta coraz bliżej komercjalizacji swojej platformy dla pacjentów. Spółka planuje pozyskać środki w ramach emisji akcji serii N

Notowana na rynku NewConnect spółka bioinformatyczna Proacta zapowiedziała uruchomienie autorskiej platformy „Dbam o siebie”, która wspiera pacjentów w analizie wyników badań laboratoryjnych i pomaga zatroszczyć się o swoje zdrowie. Premiera rozwiązania zaplanowana jest na połowę bieżącego roku, a towarzyszyć jej będą pierwsze działania promocyjne. W związku z ambitnymi planami rozwoju platformy, akcjonariusze spółki podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia zadecydowali o podwyższeniu kapitału poprzez emisję do 4 049 139 akcji serii N o wartości 0,50 zł za akcję w ramach subskrypcji zamkniętej z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. Pozyskane środki w części zostaną przeznaczone na realizację wieloetapowej kampanii promocyjnej skierowanej do indywidualnych odbiorców.

Platforma „Dbam o siebie” to innowacyjne narzędzie dedykowane osobom, które pragną lepiej rozumieć wyniki swoich badań laboratoryjnych i efektywnie zarządzać stanem zdrowia. Platforma generuje spersonalizowane raporty zdrowotne na podstawie wyników badań, identyfikując potencjalne ryzyka zdrowotne w obszarach takich jak regulacja poziomu cukru we krwi, funkcjonowanie tarczycy, układ sercowo-naczyniowy, wątroba oraz przewód pokarmowy. Raporty dostarczają informacji o możliwym wpływie różnych czynników na te ryzyka, w tym dane o stylu życia, istniejących schorzeniach, symptomach, a także o wpływie diety, suplementacji oraz przyjmowanych leków.

– Rocznie wykonuje się ponad 220 mln badań krwi w Polsce. Zauważyliśmy, jak wielu pacjentów potrzebuje szybkich i dokładnych informacji o swoim stanie zdrowia, przedstawionych w przystępny sposób. Nasze rozwiązania w zakresie przetwarzania badań medycznych i doświadczenie w tworzeniu algorytmów predykcyjnych pozwoliły opracować platformę dedykowaną użytkownikom indywidualnym. Platforma „Dbam o siebie” edukuje o potencjalnych ryzykach zdrowotnych i motywuje do zdrowszych nawyków. Liczymy, że w połowie roku będziemy mogli w pełni zaprezentować możliwości naszego rozwiązania” – mówi Paweł Ciesielka, prezes zarządu Proacta S.A.

Usługa „Dbam o siebie Smart LAB” będzie oferowana w modelu SaaS (Software as a Service), początkowo skierowana do klientów indywidualnych, którzy stanowią największą grupę odbiorców. W kolejnych etapach komercjalizacji przewiduje się współpracę z placówkami prywatnej opieki zdrowotnej oraz rozszerzenie działalności na sektor publiczny.

Podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia akcjonariusze Proacta S.A. podjęli decyzję o podwyższeniu kapitału poprzez emisję akcji serii N, która będzie prowadzona w ramach subskrypcji zamkniętej. Dzień prawa poboru dla akcjonariuszy został wyznaczony na 11 czerwca, w związku z czym 7 czerwca jest ostatnim dniem sesyjnym, w którym będzie można kupić akcje uprawniające do wzięcia udziału w ofercie. W ramach emisji maksymalnie 4 049 139 akcji serii N spółka planuje pozyskać do 2 024 569,50 zł przy cenie emisyjnej 0,50 zł za akcję.

– Platforma „Dbam o siebie” jest efektem wielu miesięcy wytężonej pracy naszych zespołów ekspertów oraz dużych nakładów finansowych. Planowane intensywne działania marketingowe wymagają poniesienia dodatkowych kosztów, dlatego ogłaszamy zamkniętą emisję akcji serii N, która jest szansą dla obecnych akcjonariuszy na zwiększenie zaangażowania w spółce – dodaje Arkadiusz Zachwieja, wiceprezes Proacta S.A.

W ubiegłym roku Proacta podpisała cztery długoterminowe umowy na zapewnianie zespołów specjalistów IT do realizacji zewnętrznych projektów o łącznej wartości przekraczającej 34 mln zł. Realizacja tych działań została przesunięta na drugą połowę bieżącego roku z uwagi na zmiany kadrowe w administracji rządowej.

W maju br. Proacta S.A. poinformowała o zawarciu warunkowej umowy z Diagnostyką S.A. o szacowanej wartości 1,4 mln zł. Potencjalna współpraca obejmuje realizację usługi badawczo-rozwojowej wraz z przeniesieniem praw autorskich. Projekt zakłada przygotowanie zbioru danych dla modeli AI,  opracowanie architektury modelu, wytworzenie samego modelu AI oraz przygotowanie graficznego interfejsu użytkownika. Zawarcie właściwej umowy będzie możliwe po uzyskaniu przez Diagnostykę dofinansowania do realizacji projektu.

Wysyp ogłoszeń na rynku najmu, ale castingi na lokatorów jeszcze się zdarzają

– Szukałam ostatnio kawalerki. Nie musiałam nawet negocjować ceny, od razu dostałam świetną ofertę – opowiada Magdalena Jakubiak z Olsztyna. Od kilku miesięcy sytuacja na rynku najmu jest lepsza dla lokatorów, ponieważ mamy wysyp ogłoszeń, a czynsze, chociaż wciąż wysokie, przestały rosnąć. Portal ogłoszeniowy Nieruchomosci-online.pl zapytał lokatorów, jak szuka się dziś mieszkania na wynajem.

– Szukałam ostatnio kawalerki w Olsztynie. Udało mi się znaleźć lokal od prywatnego właściciela. Nie musiałam nawet negocjować ceny, od razu dostałam świetną ofertę. Wynajem będzie mnie kosztował 1700 zł plus prąd i media. To całkowita miesięczna cena za jedną osobę, mieszkanie ma 28 mkw. – opowiada w rozmowie z Nieruchomosci-online.pl Magdalena Jakubiak.

Jak dodaje, musiała jednak pokryć dodatkowy koszt – opłatę za notariusza ze względu na tzw. wynajem okazjonalny. – Właściciel zaproponował, by podzielić koszty po połowie. Umowa jest podpisana z miesięcznym okresem wypowiedzenia. Musiałam podać też adres do eksmisji i dane osoby, do której mogą mnie eksmitować – precyzuje.

„Szukam kawalerki do wynajęcia. Mam chomika, więc nie jest to ogromny zwierzak. W przyszłości zastanawiam się nad psem, dlatego wolę od razu uprzedzić właściciela. Cena ze wszystkimi opłatami najlepiej do 3 tys. zł” – to z kolei post, który na jednej z grup na Facebooku zamieściła Marta. Kobieta przyznaje, że dość szybko udało jej się znaleźć mieszkanie. W komentarzach na grupie odzew z ofertami też był spory. Finalnie Marta wynajęła mieszkanie w Warszawie od prywatnego właściciela.

Krótko mieszkania szukał też ostatnio Karol, właściciel firmy geodezyjnej: – Jako podwykonawca pracuję głównie przy inwestycjach drogowych, dlatego często mieszkam w delegacji. Kiedy w kwietniu szukałem około 60-metrowego mieszkania pod Białymstokiem, znalazłem je bardzo szybko. Teraz był wybór, bo wcześniej bywało z tym różnie. Tym razem udało się też coś urwać z czynszu. Niewiele, ale zawsze coś.

Tanio nie jest, ale szalone wzrosty to już przeszłość

Jak wskazują dane Nieruchomosci-online.pl, rynek najmu w ostatnich miesiącach staje się coraz bardziej konkurencyjny. Ofert systematycznie przybywa, a chętnych jest mniej niż rok czy dwa lata temu (m.in. dlatego, że jest już znacznie mniej uchodźców).

– W okresie styczeń-kwiecień 2024 r. mieliśmy w serwisie o 22 proc. więcej ogłoszeń najmu niż w tym samym okresie 2023 r. W tym samym czasie zainteresowanie ofertami w portalu spadło o jedną czwartą. W niektórych miastach osoby poszukujące mają więc teraz duży komfort przy wyborze i całkiem niezłe karty do negocjacji – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.

– Po covidowych spadkach czynszów w 2020 i 2021 r. oraz wzroście spowodowanym wojną i inflacją, od zeszłego roku widać uspokojenie zarówno cen, jak i popytu – komentuje Krzysztof Startek, pośrednik z biura ANNDERSONESTATES.PL w Krakowie.

Czynsze już od pewnego czasu stabilizują się, chociaż na wysokim poziomie. I wiele wskazuje na to, że w najbliższych miesiącach stawki utrzymają się. Tak prognozuje 47 proc. agentów, którzy wzięli udział w badaniu nastrojów Nieruchomosci-online.pl po I kwartale. Z kolei 29 proc. pośredników było zdania, że czynsze spadną, a tylko 24 proc. dostrzegało przestrzeń do podwyżek.
Infografika - prognozy dla najemców

W dużych miastach castingi wciąż się zdarzają

– Nasze badanie nastrojów wskazuje jednak, że sytuacja na rynku różni się w zależności od wielkości miasta. Właściciele mieszkań w miastach średniej wielkości lub mniejszych obecnie dłużej czekają na najemców i bywają bardziej skłonni do negocjacji. Z kolei w największych miastach, gdzie dużą część najemców stanowią studenci, właściciele często dalej trzymają cenę. Mało tego, z naszych rozmów z najemcami wynika, że w głównych miastach nierzadko wciąż dochodzi do castingów. Szczególnie jeśli oferta dotyczy atrakcyjnego mieszkania w dobrej lokalizacji – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.

W takich „przesłuchaniach” organizowanych przez prywatnych właścicieli brała ostatnio udział Daria Wiśniewska, która pracuje i studiuje w Warszawie.

– Jeszcze ani razu nie udało mi się przejść takiego castingu. Młode osoby mają problem, ponieważ właściciele wolą wynająć mieszkanie komuś starszemu. Rozglądam się, ale nie jest łatwo znaleźć coś odpowiedniego – opowiada Daria Wiśniewska.

Marta z Warszawy: – Wygląda to tak: wynajmujący umawiają na tę samą godzinę lub zaraz po sobie dużo osób i decydują, kogo wybiorą. To, że odbywa się to w formie castingów, widać gołym okiem, czuć od razu. Kilka razy poczułam się wręcz oszukana. Umówiłam się na obejrzenie mieszkania, ale okazało się, że zostało ono już wynajęte i dowiedziałam się o tym 15 minut przed przyjazdem. Innym razem przyjechałam na miejsce, ale… właściciele się nie pojawili.

– A czy da się negocjować cenę najmu z właścicielem (w dużym mieście – red.)? Zawsze można próbować, chociaż niektórzy wynajmujący dalej upierają się przy cenie wskazanej w ofercie – dodaje Marta.

Columbus na plusie w pierwszym kwartale 2024 r., wchodzi w Czyste Powietrze

Columbus Energy S.A. w pierwszym kwartale 2024 r. zanotował znaczną poprawę wyników. Dodatkowo Grupa Columbus zakontraktowała już prawie 500 mln zł z programu Czyste Powietrze.

Z opublikowanego dziś raportu kwartalnego za pierwszy kwartał 2024 r. wynika, że spółka Columbus Energy S.A. osiągnęła 76 mln zł przychodów, a wynik EBITDA wyniósł 12 mln zł wobec 2,6 mln zł w analogicznym okresie 2023 r. Spółka mocno poprawiła też zysk netto, który osiągnął wartość 7,2 mln zł wobec straty (-13,2 mln zł) w analogicznym okresie 2023 r. Na poprawę wyniku w tym okresie miały wpływ m.in. ograniczenie kosztów stałych Spółki oraz wzrost marżowości produktów, mimo iż przychody były niższe od osiągniętych w pierwszym kwartale 2023 r. (118 mln zł).

W omówieniu wyników kwartalnych Zarząd Columbus zapowiada, że dynamicznie rozwija sprzedaż w ramach programu Czyste Powietrze, którego wdrożenie rozpoczął już 4 miesiące temu.

– Mamy ambicję być liderem w realizacji programu Czyste Powietrze. Tak jak podczas boomu na fotowoltaikę potrafiliśmy zrealizować rekordowe ilości umów i montaży, tak dzisiaj jesteśmy gotowi zrealizować to wyzwanie. Tylko w pierwszych 4 miesiącach pilotażowej sprzedaży usługi HERO zakontraktowaliśmy ponad 4 000 umów, o wartości brutto prawie 500 mln zł. Ponad ⅓ tych umów zweryfikowaliśmy i złożyliśmy wnioski do Wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska, a pierwsze realizacje rozpoczną się w trzecim kwartale tego roku. To będzie ciekawy i – mamy nadzieję – bardzo dobry rok dla firmy Columbus. Niewykluczone, że najlepszy w historii – dodaje Dawid Zieliński.

Podsumowując miniony kwartał, Zarząd Columbus podkreśla zawarcie znaczących umów z międzynarodowymi spółkami energetycznymi, m.in. z Grupy ENGIE, Grupy DTEK, GoldenPeaks Capital czy portugalskim gigantem EDP, dzięki czemu struktura finansowania Grupy zostanie w przyszłości mocno zmodyfikowana.

– Efekty tych działań nie są jeszcze ujęte w wynikach finansowych za pierwszy kwartał br., bo środki z tegorocznych transakcji z Grupą DTEK, Golden Peaks Capital i kontraktu z Grupą EDP dopiero się pojawią, podobnie jak te ze sprzedaży bądź refinansowania działających farm. Nie widać też w tym sprawozdaniu realizacji wygranych przetargów w Czechach czy zwiększonej sprzedaży magazynów energii, bo na te popyt pojawi się po uruchomieniu kolejnej edycji programu Mój Prąd, a wyniki zostaną ujęte w kolejnych kwartałach – tłumaczy Dawid Zieliński.

Rynek magazynowy w Polsce w I kw. 2024 r. – w oczekiwaniu na lepszą koniunkturę i zmianę trendu

Rynek magazynowy w Polsce pozostaje stabilny i dostosowuje swoje tempo do sytuacji makroekonomicznej obserwowanej w kraju i Europie. Ograniczony rozwój firm z sektora przemysłowego i logistycznego pozostał widoczny w wynikach popytu brutto, który na koniec I kw. 2024 r. wyniósł 870 tys. mkw. W okresie od stycznia do marca br. deweloperzy dostarczyli ok. 850 tys. mkw., co pozwoliło analitykom AXI IMMO na odnotowanie niewielkiego wzrostu poziomu pustostanów do 8,2%. Całkowite zasoby sektora magazynowego wynoszą obecnie ponad 32,7 mln mkw., niemniej w budowie pozostaje kolejne 2,3 mln mkw. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych, AXI IMMO, prezentuje najnowszy raport „Rynek magazynowy w Polsce w I kw. 2024 r.”.  

W I kw. 2024 r. wolumen transakcji uwzględniający aktywa magazynowe i produkcyjne wyniósł 138 mln EUR (-66% r/r).  Pomimo jednego z historycznie niższych wyników to nadal z 38% udziałem sektor przemysłowo-logistyczny pozostał liderem w zestawieniu. Największą wśród zrealizowanych sześciu transakcji był portfelowy zakup dwóch sąsiadujących parków West Park Pruszków i West Park Ożarów przez firmę Hillwood od DWS/RREEF.

Grzegorz Chmielak,  Dyrektor Działu Wycen i Rynków Kapitałowych, AXI IMMO, podsumowuje: „Pomimo ogólnego spowolnienia na rynku, sektor magazynowo-produkcyjny pozostaje kluczowym obszarem inwestycji, przyciągającym 38% całkowitego kapitału zrealizowanego na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. To wyraźny sygnał o jego strategicznym znaczeniu i utrzymującej się od wielu kwartałów dominacji. Liczymy, że poprawiająca się powoli sytuacja makroekonomiczna wpłynie na zwiększenie aktywności inwestorów w sektorze, przy czym większej liczby transakcji spodziewamy się na przełomie 2024 i 2025 r.”

Na koniec I kw. 2024 r. całkowity popyt na rynku magazynowym w Polsce wyniósł 870 tys. mkw. (–25% r/r), z czego nowe umowy i ekspansje odpowiadały za 64% wszystkich zrealizowanych transakcji. Najwięcej powierzchni wynajęto w woj.: mazowieckim (207 tys. mkw.), łódzkim (178 tys. mkw.) i wielkopolskim (166 tys. mkw.). Z kolei wśród największych transakcji najmu znalazły się m.in. nowa umowa na 62 tys. mkw. podpisana przez poufnego najemcę z sektora handlowego w Hillwood Łódź II (Chocianowice) oraz  wynajęte przez firmę e-commerce 60 tys. mkw. w Panattoni Park Poznań A2.

Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, mówi: „Większość obserwowanych w 2023 r. trendów ma swoją kontynuację w pierwszych trzech miesiącach 2024 r. Najemcy czekają na poprawę koniunktury, która napędzi produkcję, a także wpłynie na zwiększenie liczby podpisywanych kontraktów na usługi logistyczne. Sytuację tę z uwagą obserwują deweloperzy, którzy do czasu obniżenia się poziomu pustostanów będą bardziej selektywni w uruchamianiu nowych projektów. Niezależnie, rynkowi nadal towarzyszy transformacja w kierunku  realizacji założeń i strategii polityki ESG, która również wywiera wpływ na rodzaj i jakość dostarczanych inwestycji”.

Na koniec marca 2024 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej wyniosły 32,7 mln mkw. W I kw. 2024 r. deweloperzy dostarczyli 850 tys. mkw. (-55% r/r) nowej powierzchni magazynowej. Najwięcej podaży oddano w woj. dolnośląskim (272 tys. mkw.), woj. pomorskim (167 tys. mkw.) i woj. wielkopolskim (160 tys. mkw.). W budowie pozostaje 2,3 mln mkw. (+8% r/r) z czego najwięcej w woj. dolnośląskim (686 tys. mkw.), woj. łódzkim (397 tys. mkw.) i woj. mazowieckim (379 tys. mkw.). Zdecydowana większość z obecnie realizowanych parków magazynowych to projekty rozpoczęte jeszcze w 2023 r. Deweloperzy wstrzymują się z decyzją o starcie nowych inwestycji do czasu obniżenia się poziomu pustostanów, który na koniec marca br. wyniósł 8,2% (+1,7 p.p. r/r). Najwięcej powierzchni do wynajęcia od zaraz pozostaje w woj. mazowieckim (558 tys. mkw.) i woj. dolnośląskim (510 tys. mkw.). Z kolei w ujęciu procentowym najwyższą dostępność odnotowano m.in. w woj. świętokrzyskim (15,9%), lubuskim (13,9%) i dolnośląskim (11,5%).

Relatywnie niska nowa podaż oraz utrzymujące się w trendzie wzrostowym stopy pustostanów na głównych rynkach nie wpłynęły na zmiany w wysokości stawek czynszów bazowych, które utrzymują się w przedziale od 3,6 do 5,5 EUR / mkw. za powierzchnię w inwestycjach typu big-box. Analitycy AXI IMMO prognozują jednak, że ze względu na obecną sytuację na rynku i duży wolumen wolnej powierzchni część z właścicieli na bardzo konkurencyjnych rynkach może zdecydować się w perspektywie średnio i długoterminowej na obniżenie poziomu stawek efektywnych.

Renata Osiecka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO, podsumowuje:Oceniamy, że do czasu większej stabilizacji i poprawy koniunktury po stronie Klientów w popycie dominować będą przedłużenia i konsolidacje powierzchni. W odpowiedzi do rynku najmu spodziewamy się mniejszej liczby oportunistycznych decyzji o budowie nowych inwestycji. Pozostajemy jednak spokojni, ponieważ sytuację tę reguluje wysokość wskaźnika pustostanów, a krajowi deweloperzy już wielokrotnie udowadniali, że w odpowiedzi na duże zainteresowanie powierzchnią są w stanie szybko podjąć decyzję o budowie jakościowych projektów na każdym z rynków regionalnych”.

Spółka z Grupy EDP wybuduje z Columbus farmy fotowoltaiczne o łącznej mocy 61 MW, wartości 250 mln zł

Columbus Energy rozpoczyna współpracę z EDP Energia Polska. Zawarte dziś umowy pomiędzy spółkami umożliwią wspólną realizację projektów farm fotowoltaicznych o łącznej mocy zainstalowanej ok. 61 MW, których wartość po wybudowaniu może sięgnąć 250 mln zł.

W oparciu o podpisane dziś umowy, 21 spółek zależnych z Grupy Columbus Energy zawarło współpracę z EDP Energia Polska Sp. z o.o. na prace budowlane przy realizacji projektów farm fotowoltaicznych, należących do Grupy Columbus. Budowa projektów, o łącznej mocy zainstalowanej ok. 61 MW, zostanie zrealizowana samodzielnie przez spółkę EDP Energia Polska lub wspólnie z Columbus.

Zawarcie współpracy z takim gigantem światowego rynku energetycznego jak EDP Group jest dla nas wielkim wyróżnieniem. Będziemy pracować z profesjonalistami rynku farm fotowoltaicznych, co niewątpliwie przełoży się na najwyższą jakość realizowanych projektów, a w efekcie na ich wartość rynkową. Dzięki tej transakcji Columbus znacząco zmieni też status projektów w swoim portfolio – po zrealizowaniu wspomnianych projektów, na koniec 2025 r. będziemy posiadali ok. 100 MW wybudowanych i działających farm komentuje Dariusz Kowalczyk-Tomerski, wiceprezes Columbus Energy S.A. 

Zgodnie z ustalonym harmonogramem, całość prac powinna zostać zakończona do drugiego kwartału 2025 r. Zarząd Columbus wskazuje, iż po wybudowaniu i uruchomieniu tych projektów podejmie działania zmierzające do ich sprzedaży, bądź do zmiany konstrukcji ich finansowania na project finance. Po wybudowaniu i elektryfikacji wartość omawianych farm fotowoltaicznych wyniesie ok. 250 mln zł.

EDP Energia Polska Sp. z o.o. należy do EDP Group – międzynarodowej grupy energetycznej, dostarczającej energię elektryczną i gaz do ponad 9 milionów klientów. Grupa EDP działa na 29 rynkach, na 3 kontynentach. W ciągu czterech dekad działalności Grupa zbudowała znaczącą pozycję na światowym rynku energii. Obecnie jest czwartą co do wielkości firmą produkującą energię wiatrową na świecie, a 75 proc. wytwarzanej przez nią energii pochodzi ze źródeł odnawialnych.

Murapol wyemitował obligacje o wartości 150 mln zł

Grupa Kapitałowa Murapol, jeden z największych i najbardziej doświadczonych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, wyemitowała obligacje o łącznej wartości nominalnej 150 mln zł. Obligacje są oprocentowane według zmiennej stopy procentowej wynoszącej WIBOR 3M powiększony o marżę w wysokości 4% w skali roku. Dzień wykupu obligacji będzie przypadał na 28 maja 2027 r.

W ubiegłym roku miał miejsce debiut naszej spółki na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Pierwsze miesiące naszej obecności na krajowej giełdzie oceniamy bardzo pozytywnie i dalej chcemy być aktywnym uczestnikiem naszego rynku kapitałowego. M.in. z tego względu zdecydowaliśmy się na przygotowanie nowej emisji obligacji skierowanej do inwestorów instytucjonalnych, którą zamierzamy wprowadzić na rynek Catalyst. Cieszymy się, że program emisji obligacji zyskał spore zainteresowanie na rynku. Tym samym, po raz kolejny otrzymaliśmy potwierdzenie, że inwestorzy doceniają wysokie kompetencje, wieloletnie doświadczenie naszej firmy i jej sprawdzony model biznesowy. To również kolejny pozytywny impuls do dalszej pracy i realizacji ambitnych założeń, jakie stawia sobie Murapol na najbliższe lata – mówi Nikodem Iskra, Prezes Zarządu Murapol S.A.

Emisja objęła 1,5 tys. sztuk niezabezpieczonych obligacji zwykłych na okaziciela serii 1/2024 o wartości nominalnej 100 tys. zł każda i łącznej wartości nominalnej wynoszącej 150 mln zł. Obligacje są oprocentowane według zmiennej stopy procentowej wynoszącej WIBOR 3M powiększony o marżę w wysokości 4% w skali roku. Dzień wykupu obligacji będzie przypadał na 28 maja 2027 r. Organizatorami emisji byli Bank Pekao S.A., IPOPEMA Securities S.A. oraz Santander Bank Polska S.A, a funkcję agenta emisji pełniła IPOPEMA Securities S.A.

Dobre wyniki i perspektywy

W I kwartale 2024 r. Grupa Murapol zanotowała przychody ze sprzedaży w wysokości 327,2 mln zł oraz zysk netto na poziomie 61,1 mln zł. Mocne strony biznesowe Grupy, jej bogate doświadczenie oraz silna pozycja na rynku, tworzą też solidną podstawę do osiągania dobrych wyników w kolejnych okresach.

Wyemitowaliśmy trzyletnie, niezabezpieczone obligacje z marżą na poziomie 4%. Skala biznesu Grupy Murapol, transparentny ład korporacyjny wsparty silną strukturą akcjonariatu, w połączniu z ambitną i spójnie realizowaną strategią zyskały uznanie inwestorów, a proces zamknięcia inauguracyjnej emisji w ramach zaplanowanej kwoty 150 mln zł, wymagał redukcji złożonych zapisów. Tym samym osiągnęliśmy zakładane cele Grupy Murapol w zakresie dywersyfikacji źródeł finansowania oraz zapadalności zewnętrznego zadłużenia, a przy tym zabezpieczyliśmy płynność potrzebną do skutecznego odnawiania banku ziemi, dalszej skalowalności biznesu oraz konsekwentnej realizacji zadeklarowanej polityki dywidendowej. Dziękujemy konsorcjum IPOPEMA Securities S.A., Bank Pekao S.A. oraz Santander Bank Polska S.A. za profesjonalne wsparcie w realizacji inauguracyjnej emisji, licząc na dalszą efektywną kooperację w ramach programu obejmującego emisje obligacji do łącznej kwoty 500 mln zł. mówi Przemysław Kromer, CFO Grupy Murapol.

Grupa na koniec I kwartału dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę blisko 20,4 tys. lokali w 16 miastach. Mieszkania oferowane przez Grupę Murapol są przystępne cenowo i dostępne dla najszerszej grupy potencjalnych klientów w Polsce. Silną stroną oferty Grupy są optymalne metraże i rozkłady mieszkań, a także ich atrakcyjne lokalizacje – nie tylko w aglomeracjach, ale także w miastach regionalnych, w większości obsługiwanych przez własną sieć sprzedaży.

Złoty na czteroletnich szczytach w oczekiwaniu na kluczowe dane inflacyjne

Ostatni tydzień był ubogi w odczyty i zmiany na froncie polityki monetarnej. Miały więc miejsce tylko niewielkie ruchy na rynkach walutowych, podobnie jak na rynkach akcji oraz generalnie aktywach ryzykownych. Złoty utrzymał swoją siłę, sięgając we wtorek 28.05 najsilniejszej pozycji względem euro od lutego 2020 r.

Na rynkach utrzymują się motywy z ostatnich miesięcy. Rynki odsuwają oczekiwania dotyczące terminów rozpoczęcia cięć stóp procentowych, szczególnie w USA. Dane gospodarcze ze świata na ogół mają pozytywny wydźwięk, dynamika cen pozostaje jednak uporczywie powyżej celów inflacyjnych banków centralnych, ograniczając coraz silniej pole do cięć stóp procentowych w 2024 r. Europejski Bank Centralny wydaje się wyjątkiem od reguły – jego ostatnie komunikaty zdają się potwierdzać, że Rada Prezesów obniży stopy na posiedzeniu w kolejny czwartek (06.06).

W tym tygodniu na najistotniejsze dane przyjdzie nam poczekać, kluczowe z perspektywy rynku odczyty będą bowiem opublikowane w piątek (31.05). Napłyną do nas wtedy kwietniowa inflacja PCE ze Stanów Zjednoczonych oraz – być może nieco niedoceniana – majowa HICP ze strefy euro. Odczyty inflacyjne z głównych gospodarek na ogół przewyższają ostatnio oczekiwania, co może być sygnałem, że odbicie dynamiki cen w USA jest globalnym trendem, nie zaś czymś spowodowanym czynnikami wewnętrznymi. Wszelkie zaskoczenia w górę na Starym Kontynencie mogą przełożyć się na znaczne odsunięcie oczekiwań dotyczących cięć stóp procentowych EBC po czerwcowym posiedzeniu, co mogłoby przełożyć się na umocnienie euro.

PLN

Kurs EUR/PLN spadł w ubiegłym tygodniu do psychologicznego poziomu 4,25, a na początku obecnego zszedł jeszcze niżej. Ostatni tydzień przyniósł liczne odczyty z Polski, których wydźwięk był mieszany. Większa liczba dni roboczych na początku II kwartału wspomogła produkcję przemysłową, która okazała się znacznie lepsza, niż oczekiwano. Produkcja budowlano-montażowa również zaskoczyła in plus, w ujęciu rocznym zanotowała jednak spadek.

Rozczarowania wiązały się z konsumpcją. Dynamika sprzedaży detalicznej spadła w kwietniu, a zaufanie konsumentów było w maju nieco niższe niż wcześniej. Nie zachwyciły również kwietniowe dane dotyczące rynku pracy. To kolejne dowody na to, że choć trwa ożywienie, jego tempo nie jest szczególnie imponujące. W tym tygodniu uwaga skupi się na majowej inflacji CPI (środa 29.05), która powinna odnotować kolejny wzrost wiedziony przez wyższe ceny żywności.

EUR

Wydźwięk majowych danych PMI opisujących aktywność biznesową nie był mocny, spójny jednak z trwałym, choć nieimponującym wzrostem gospodarczym – silny sektor usługowy niweluje słabość sektora przemysłowego.

Komunikaty płynące ze strony EBC potwierdziły, że cięcie stóp procentowych w czerwcu jest pewne. Podobnie jednak jak w przypadku innych gospodarek, rynki odsuwają w czasie dalsze obniżki. Drugi ruch w dół nie jest w pełni wyceniany przed październikiem, a w całym 2024 r. wyceniane są mniej niż trzy obniżki.

Obecnie skupiamy się na wstępnym raporcie dotyczącym majowej inflacji (piątek 31.05). Jeśli podobnie jak w innych gospodarkach okaże się ona wyższa od oczekiwań, wspólna waluta może umocnić się do górnej granicy przedziału, w którym znajduje się w ostatnim czasie.

USD

Rentowności na całej krzywej w USA powoli, lecz nieubłaganie rosną. Ubiegły tydzień nie przyniósł żadnych kluczowych danych, wzrost rentowności wspierały więc jastrzębie komunikaty Rezerwy Federalnej. Trudno w to obecnie uwierzyć, ale na początku stycznia rynki w pełni wyceniały ponad sześć cięć stóp procentowych o 25 pb. do końca roku; obecnie wyceny wskazują na niewiele ponad jedno cięcie, z ok. 50-procentowym prawdopodobieństwem obniżki we wrześniu.

Wszystko zależy od dynamiki cen. W tym tygodniu uwaga skupi się na odczycie kwietniowej inflacji PCE (piątek 31.05), która jest miarą preferowaną przez Fed. Ekonomiści optymistycznie oczekują, że w ujęciu miesięcznym znajdzie się on na niższym poziomie niż w przypadku miary CPI. Rozczarowanie może sprawić, że rynki ponownie rozważą możliwość braku jakichkolwiek cięć w 2024 r.

GBP

Dane dotyczące kwietniowej inflacji CPI w Wielkiej Brytanii są kolejnym dowodem na to, że dezinflacyjny trend z 2023 r. zatrzymał się w większości gospodarek. Miara bazowa spadła poniżej 4%, co ma związek z efektami bazy, była jednak znacznie wyższa od rynkowych oczekiwań. Inflacja w usługach pozostaje uporczywie wysoka na poziomie bliskim 6%, a rynki nie oczekują już cięcia stóp procentowych przed wrześniem.

Zaskakujące ogłoszenie, że wybory parlamentarne odbędą się 04.07, właściwie nie wpłynęło na rynki, które oswoiły się już z perspektywą zdecydowanej wygranej Partii Pracy. Oczekiwania dotyczące utrzymania stóp procentowych na wysokim poziomie na dłuższy czas i nastrajające pozytywnie wyniki brytyjskiej gospodarki w dalszym ciągu wspierają aprecjację funta.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Złoty znów pokazuje siłę, dolar dalej w odwrocie

Polska waluta wykorzystuje relatywny spokój i atakuje ważne psychologicznie poziomy względem głównych walut. Dolar traci pomimo słabszych danych z Niemiec. Bezrobocie w Polsce spada zgodnie z oczekiwaniami.

Dolar dalej w odwrocie

Poniedziałek był dziwnym dniem na rynkach. Z jednej strony przez Dzień Pamięci w USA pewna część inwestorów była nieobecna na rynku. Z drugiej Niemcy pokazali jedne z ważniejszych danych ze swojej gospodarki. Mowa o Indeksie Instytutu IFO. Jest to badanie pokazujące oczekiwania i nastroje u niemieckich przedsiębiorców. Z jednej strony wynik 89,3 pkt był wynikiem słabszym o 0,1 pkt od poprzedniego miesiąca i o 1,1 pkt od oczekiwań. Z drugiej strony jest to drugi najlepszy wynik w ciągu ostatniego roku. To z kolei sugeruje, że to jednak nie jest zły wynik. Jak zareagowały rynki? Po tych danych było widać, że euro straciło na wartości względem dolara. Nie zmienia to faktu, że cały dzień i tak zakończył się mimo tego krótkiego ruchu umocnieniem euro względem dolara.

Bezrobocie w Polsce

Poznaliśmy odczyt bezrobocia w Polsce za kwiecień. Zgodnie z oczekiwaniami byliśmy świadkami spadku z poziomu 5,3% na 5,1%. Spadek w kwietniu nie jest żadnym zaskoczeniem. Bezrobocie w Polsce w sezonie letnim zwyczajowo spada w miesiącach ciepłych, kiedy to pojawia się więcej prac sezonowych zarówno w rolnictwie, jak i w turystyce. Rok temu również z marca na kwiecień spadło bezrobocie o 0,2%. Jeżeli utrzyma się zeszłoroczna tendencja, to w wakacje powinniśmy widzieć spadek bezrobocia poniżej poziomu 5%. W ostatnich latach bezrobocie jest relatywnie łatwo przewidywalnym odczytem, dlatego też nie ma większego wpływu na rynki walutowe.

Złoty atakuje 4,25 zł

Dzisiaj polska waluta wraca do kolejnych ataków na ważne poziomy. Otwartym jest pytanie, czy zobaczymy próbę przekroczenia poziomu 4,25 zł na EURPLN. Jest to bardzo prawdopodobne, patrząc na poranną dynamikę zmian. W przypadku dolara ważnym poziomem jest pułap 3,90 zł, który również wydaje się możliwy do osiągnięcia w nadchodzących dniach. Złotemu mocno pomaga to, że relatywnie niewiele dzieje się w naszej części świata.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów. Warto zwrócić uwagę na dzień wolny w USA.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Czas 6G nadchodzi – jakie nowe możliwości otwiera technologia 6G w najbliższej przyszłości?

W kwietniu 2024 zostało opublikowane oficjalne logo dla przyszłej technologii komunikacji mobilnej 6G1, a już w maju 2024 grupa robocza 3GPP SA1 przedstawiła dla niej główne założenia i scenariusze użycia2. Jakie nowe przełomowe idee kryją się za 6G? Czy 6G pozwoli wyjść z impasu związanego z aktualną sytuacją na rynku telekomunikacyjnym? Kiedy można się spodziewać nowej technologii 6G i w jaki sposób może zostać wykorzystana? Na te pytania odpowiadają eksperci Capgemini Polska.

Prace koncepcyjne nad 6G trwają już od dłuższego czasu, jednak obecnie weszły w kluczowy etap związany z określeniem zbioru rekomendacji i wymagań (IMT-2030) przez Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (ITU). Stanowi to istotny kamień milowy dla rozwoju technologii komunikacji mobilnej podobnie jak było to w przypadku poprzednich generacji 3G (IMT-2000), 4G/LTE (IMT‑Advanced), 5G (IMT-2020).

Założenia technologiczne

– Istnieje wiele projektów badawczych, takich jak np. Hexa-X, NG Alliance, IMT-2030, które na całym świecie eksplorują potencjał sieci 6G. Główne przypadki użycia skupiają się na usprawnieniu znanych obszarów dotyczących Massive Communication (mMTC), Immersive Communication (eMBB), Ultra-Reliable and Low-Latency Communication (URLLC) ale również zbadaniu nowych obszarów i nowych kwestii, jak np. Artificial Intelligence, Ubiquitous Connectivity, Integrated Sensing and Communication. Po doświadczeniach związanych z piątą generacją sieci mobilnych jest wiele rzeczy, które można zmienić. Biorąc pod uwagę przyszłość naszej planety, wartościami dodanymi dla społeczeństwa może być np. optymalizacja wykorzystania spektrum częstotliwości czy też zużycia energii i tym samym redukcja śladu węglowego operatorów telekomunikacyjnych – tłumaczy Jacek Bojarski, Unit Manager, Capgemini Engineering Polska.

Możliwości zastosowania

Sieć 6G może stanowić wsparcie dla trwającej transformacji technologicznej związanej np. ze sztuczną inteligencją czy zwiększoną potrzebą cyberbezpieczeństwa. Dodatkowo, przy odpowiedniej analizie i płynących z niej wnioskach możliwe będzie wdrożenie usprawnień rozwiązujących problemy trapiące obecną generację sieci.

– Główną przesłanką dla sieci 6G jest promowanie zrównoważonych rozwiązań opartych o rozproszone przetwarzanie danych w chmurze, wykorzystanie rozwiązań z zakresie otwartej architektury czy też sztucznej inteligencji. Potrzebna jest integracja z innymi sieciami niż sieci naziemne, w szczególności z sieciami satelitarnymi. Celem jest zapewnienie ciągłości pokrycia dla obszarów wodnych, które stanowią niemal ¾ powierzchni globu. Istnieje duża potrzeba innowacji w tym obszarze. Poza tym nowe wymagania i przypadki użycia, takie jak samochody autonomiczne będące już rzeczywistością na drogach oraz zaawansowane mechanizmy bezpieczeństwa cyfrowego związane z rozwojem komputerów kwantowych, generują impuls dla rozwoju nowej technologii 6G. Jest szansa, że po wyciągnięciu wniosków z przeszłości technologia 6G rozwiąże niektóre z problemów 5G. Pozwoli to na wyjście z impasu, w jakim obecnie znalazł się przemysł telekomunikacyjny i pozwoli na wdrożenie nowych, działających rozwiązań w perspektywie do roku 2030, o ile w międzyczasie nie trafi się kolejne przełomowe, niespodziewane wydarzenie o wielkim znaczeniu dla światowej gospodarki czyli tzw. „czarny łabędź” – mówi Grzegorz Olender, Senior Project Manager, Capgemini Engineering Polska.

Obiecujący potencjał

Obecne plany i analizy świadczą o tym, że technologia 6G ma potencjał by mieć większy wpływ na rzeczywistość niż aktualnie działająca 5G. O tym, czy ten potencjał zostanie wykorzystany, zadecyduje efekt transformacji cyfrowej w zakresie korzystania z chmury, narzędzi sztucznej inteligencji czy cyberbezpieczeństwa. Wyzwaniem pozostaje dostępność osób specjalizujących się w tych dziedzinach, gdyż od tego czynnika zależy szybkość rozwoju. Niemniej, 6G to kolejny krok naprzód w realizowaniu ambitnych projektów technologicznych o globalnym zasięgu.

1: https://www.3gpp.org/news-events/3gpp-news/6g-logo-approved

2: https://www.3gpp.org/component/content/article/stage1-imt2030-uc-ws?catid=67&Itemid=101

Europa na plusie pod nieobecność Amerykanów

Wczoraj Amerykanie oraz Brytyjczycy świętowali. Europejskie parkiety zakończyły dzień na plusie. Dax oraz CAC40 urosły o ponad 0,4 proc. Dolar lekko tracił na wartości a główna para walutowa podąża dziś o poranku w kierunku 1,09 ale jeszcze nie osiągnęła tego poziomu. Inwestorzy cały czas oczekują miękkiego lądowania gospodarki USA. Rynek w tym momencie daje ok 50 proc. szans na obniżkę stóp procentowych we wrześniu. W tym tygodniu w centrum uwagi znajdzie się raport na temat wydatków Amerykanów. Dzisiejszy kalendarz makro zawiera głównie dane z USA.

Wszystko wskazuje na to, że kluczowe znaczenie będzie mieć piątkowa publikacja danych o inflacji bazowej PCE za kwiecień. Po uwzględnieniu podanych już jakiś czas temu kwietniowych danych CPI oraz PPI, konsensus rynkowy wskazuje, że dynamika miesiąc do miesiąca będzie na poziomie 0,3 proc. a ta rok do roku ma być taka sama jak w marcu i oscylować wokół poziomu 2,8 proc. Jeśli inflacja nie zaskoczy wyższym wynikiem od oczekiwań, wówczas prawdopodobieństwo wrześniowej obniżki wzrośnie a tym samym dolar amerykański może ponownie stracić. Jeśli dane będą pozytywne wówczas Wall Street może na tym skorzystać. Indeksy są jednak bardzo wysoko, więc potencjał wzrostowy jest w pewnym stopniu ograniczony.

Dzisiejszy kalendarz makro to głównie marcowe dane o cenach domów oraz majowe wyniki zaufania konsumentów z USA. Te ostatnie są ważne, ponieważ sentyment pogarsza się od stycznia i rynek będzie patrzył czy dołek tego wskaźnika jest już wyznaczony i czy teraz dojdzie do zmiany trendu. Negatywna tendencja w nastrojach jest dowodem na to, że wyższe stopy procentowe są odczuwalne i za moment efekty restrykcyjnej polityki monetarnej będą zauważalne w twardych danych o konsumpcji i wpłyną na spowolnienie wzrostu gospodarcze w USA w ciągu roku.

Wzrosty na europejskich parkietach można było tłumaczyć po części tym, że urzędnicy EBC zasygnalizowali, że kolejne obniżki stóp począwszy od czerwca będą rozważane. Jednym z takich głosów była wypowiedz Francois Villeroy de Galhau, który uważa, że bank centralny nie powinien wykluczać obniżenia kosztów pożyczek zarówno na czerwcowym, jak i lipcowym posiedzeniu, przeciwstawiając się innym decydentom, którzy czują się niekomfortowo z pomysłem kolejnych cięć. Główny ekonomista EBC Philip Lane przyznał, że instytucja będzie musiał utrzymać restrykcyjną politykę do 2024 r., nawet po obniżeniu stóp procentowych w przyszłym miesiącu.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rynek biurowy w Trójmieście po I kwartale 2024 r.

Widoczna na głównych rynkach biurowych w Polsce ograniczona aktywność deweloperów dotyczy również Trójmiasta. W I kwartale 2024 roku nie oddano do użytku żadnego nowego budynku, a realizowana powierzchnia biurowa jest na najniższym poziomie od ponad dwóch dekad.

Całkowite zasoby biurowe w Trójmieście nie uległy zmianie w odniesieniu do poprzedniego kwartału i na koniec marca 2024 roku wyniosły 1,05 mln m kw. Zdecydowana większość (76%) zlokalizowana jest w Gdańsku, głównie wzdłuż Alei Grunwaldzkiej oraz wokół historycznego centrum miasta. Około 21% powierzchni biurowej znajduje się w Gdyni, a pozostałe 3% w Sopocie.

„Działalność deweloperów, podobnie jak na innych badanych przez nas rynkach biurowych, zdecydowanie zwolniła. W pierwszych trzech miesiącach 2024 roku nie ukończono żadnego nowego obiektu. Już na tym etapie wiemy, że kolejne miesiące zapowiadają zmianę w tym obszarze. W budowie znajduje się jedynie 35 000 m kw., z czego do końca bieżącego roku oddanych będzie 22 000 m kw.,” – komentuje Michał Kusy, młodszy konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Spadek obserwowany jest również po strony popytu na powierzchnie biurowe. Po rekordowym 2023 roku w I kwartale tego roku firmy podpisały umowy na powierzchnię nieco ponad 23 000 m kw., co było wynikiem o 9% niższym w porównaniu do poprzedniego kwartału.

„Z naszych analizy wynika, że największą popularnością wśród firmy cieszył się Gdańsk, gdzie wynajęto 18 800 m kw. Branżą, która generowała największy popyt był sektor IT, odpowiadający za 49% całej wynajętej powierzchni,” – dodaje Joanna Gomułkiewicz, dyrektor w dziale reprezentacji najemców w Knight Frank.

W strukturze umów najmu dominowały renegocjacje, które dotyczyły 57% wynajętej powierzchni. Nowe umowy stanowiły 42%, a ekspansje zaledwie 1%.

Współczynnik pustostanów zanotował wzrost o 0,1 pp. względem poprzedniego kwartału. Na koniec marca 2024 roku wyniósł 13,4%, osiągając trzeci najniższy wynik wśród miast regionalnych, za Szczecinem i Lublinem. Warto zaznaczyć, że wskaźnik pustostanów w Trójmieście jest dość zróżnicowany. W Gdańsku szacowany jest na 11,3%, w Gdyni i Sopocie odpowiednio 19,9% i 22,4%.

Czynsze wywoławcze w Trójmieście na koniec I kw. 2024 roku pozostały stabilne i wahały się od 11,00 do 15,50 EUR/m kw./miesiąc. Jednak, ze względu m.in. na wysokie koszty budowy oraz utrzymujące się wysokie koszty obsługi kredytów budowalnych, czynsze za najlepsze powierzchnie w nowopowstających budynkach mogą przekraczać ten poziom. Stawki opłat eksploatacyjnych ustabilizowały się natomiast na poziomie wynoszącym od 17,00 do 30,00 PLN/m kw./miesiąc.

Bio Planet zamyka pierwszy kwartał ze wzrostem przychodów i na dobrym plusie

Bio Planet S.A, lider na rynku dostawców żywności ekologicznej w Polsce podsumowuje pierwszym kwartał 2024 roku, w którym Spółka ponownie poprawiła wyniki. Pozycja Firmy sukcesywnie umacnia się, między innym dzięki decyzjom o inwestycjach i konsolidacji rynku rozpoczętej w 2023 roku. W pierwszym kwartale przychody Bio Planet wyniosły 77,1 mln zł i były o 12 % wyższe niż w pierwszym kwartale 2023 roku, kiedy wyniosły 69,0 mln zł. Spółka wprowadziła do oferty ponad 300 nowych pozycji pochodzących od stałych partnerów, a także pod przejętą marką NaturaVena. W opinii Bio Planet zwiększenie asortymentu pozytywnie wpłynie na sprzedaż w nadchodzących miesiącach.

„Początek 2024 roku oceniamy pozytywnie. Po raz kolejny powiększyliśmy sprzedaż o 12% r/r, osiągając tym samym przychody na poziomie ponad 77 mln, w porównaniu z 69 mln w roku poprzednim. W realizacji dobrych wyników w kolejnych miesiącach powinien pomóc nam niski kurs euro. Utrzymanie się waluty na podobnych do obecnych poziomach będzie miało dodatni wpływ na przyszłe wyniki Spółki ze względu na dużą liczbę towarów i surowców kupowanych przez Spółkę zagranicą” – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Przychody netto ze sprzedaży Spółki w I kwartale 2024 roku wzrosły o 10,7 % w porównaniu do I kwartału w roku ubiegłym, zaś koszty wzrosły o 11,8 %. Zysk netto Spółki za I kwartał 2024 roku był o 2,1 % niższy niż osiągnięty w analogicznym okresie w roku 2023. Największy wpływ na niższy wzrost zysku miały rosnące koszty związane z wynagrodzeniami i usługami obcymi.

„Na początku 2024 roku najważniejszą decyzją jaką podjęliśmy było podpisanie z Santander Bank Polska S.A., umowy o kredyt, który został przeznaczony na wcześniejszą spłatę 3 kredytów inwestycyjnych. Konsolidacja ma na celu optymalizację rat kredytowych i osiągnięcie lepszych parametrów w wynikach finansowych Spółki” – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Dobre wyniki i coraz mocniejsza pozycja rynkowa motywują do podejmowania kolejnych działań. Najważniejszym celem Spółki na najbliższe miesiące jest optymalizacji pracy magazynu i udoskonaleniu usług dropshippingowych. W opinii Zarządu te działania w dłuższej perspektywie przełożą się na poprawę rentowności Spółki.

Bio Planet S.A. jest obecnie liderem wśród dostawców żywności ekologicznej w Polsce. Działalność spółki koncentruje się na konfekcjonowaniu oraz dystrybucji żywności ekologicznej. W ofercie posiada ok. 8,0 tys. indeksów sprzedażowych obejmujących produkty trwałe oraz produkty świeże. Od 2007 roku produkty Bio Planet S.A. posiadają certyfikat AGRO BIO TEST, który jest podstawą kwalifikowania żywności oferowanej przez Spółkę jako żywności ekologicznej (żywności bio).

PZFD apeluje: Nowe rozporządzenie blokuje budowę magazynów

Rząd rzuca kłody pod nogi branży logistycznej. Wprowadzone w ostatniej chwili, już po konsultacjach publicznych, zmiany w rozporządzeniu ministra rozwoju i technologii spowodowały, że magazyny zostały pozbawione możliwości uzyskania warunków zabudowy. Tym samym nie będzie możliwe uzupełnienia zabudowy magazynowej na obszarach nieobjętych planami miejscowymi. Polski Związek Firm Deweloperskich apeluje o pilne zmiany przepisów.

Nowa ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym wprowadziła instytucję planów ogólnych. Mają one do końca 2025 r. zastąpić studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gmin, a ich ustalenia mają być wiążące przy uchwalaniu miejscowych planów . W planie ogólnym pojawią się również obszary uzupełnienia zabudowy (czyli tereny wyznaczone w planie ogólnym gminy według ściśle określonej procedury), dla których to terenów wciąż będzie można występować o warunki zabudowy. Niestety nie w przypadku zabudowy logistycznej.

Po konsultacjach i bez uzasadnienia

W wyniku konsultacji publicznych projektu rozporządzenia ministra rozwoju i technologii w sprawie sposobu wyznaczania obszaru uzupełniania zabudowy w planie ogólnym gminy, do listy inwestycji, wokół których wyznacza się Obszar Uzupełnienia Zabudowy (OUZ) dodano budynki o funkcji magazynowej (kategoria 104). Umożliwiono w ten sposób uzupełnienie zabudowy magazynowej na obszarach jej rozwoju. Ustalenie to, ogłoszone publicznie,

zostało jednak nagle zmienione. 23 kwietnia 2024 r. na stronach Rządowego Centrum Legislacji pojawiła się informacja o wykreśleniu magazynów z listy, nie podano przy tym żadnego wyjaśnienia.

Zmiany tej dokonano już po zakończeniu konsultacji publicznych, a wśród inwestycji wokół których wyznaczać będzie można OUZ wskazano :

  • budynki przemysłowe o symbolu 101,
  • budynki handlowo-usługowe o symbolu 103,
  • budynki biurowe o symbolu 105,
  • budynki szpitali i inne budynki opieki zdrowotnej o symbolu 106,
  • budynki oświaty, nauki i kultury oraz budynki sportowe o symbolu 107,
  • pozostałe budynki niemieszkalne o symbolu 109,
  • budynki mieszkalne o symbolu

W ocenie PZFD wybiórcze ograniczenie rodzajów budynków, wokół których wyznacza się OUZ oznacza, że w drodze rozporządzenia ingeruje się w przepisy ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Ustawa nie limituje natomiast

możliwości budowy obiektów magazynowych w oparciu o decyzję o warunkach zabudowy. Zdaniem PZFD kluczowe kwestie regulacyjne powinny być określane na poziomie ustawowym, a nie aktami niższego rzędu. Selekcjonowanie tylko pewnych rodzajów zabudowy, które mogą być realizowane na danym obszarze, może rodzić pytania o równość wobec prawa. Podobne działki w podobnej lokalizacji mogą być potraktowane różnie, w zależności od arbitralnie ustalonych kryteriów. A to rodzi ryzyko nierównego traktowania inwestorów i właścicieli gruntów.

– To naruszenie zasad prawidłowości i transparentności procesu legislacyjnego w sprawach gospodarczych, które w swojej właściwości ma Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Zmiany, które wyłączają w pewnym zakresie lokowanie inwestycji logistycznych stają się jeszcze bardziej kontrowersyjne w świetle rosnącego znaczenia tej branży dla polskiej gospodarki – komentuje Michał Leszczyński, prawnik w Polskim Związku Firm Deweloperskich. I dodaje: – Logistyka to sektor, który jest nie tylko motorem napędowym wzrostu gospodarczego, ale również elementem krytycznym w zapewnieniu elastyczności i efektywności łańcuchów dostaw w skali kraju.

Niestabilność prawa nie pomaga

Logistyka, jako kluczowy element wspierający funkcjonowanie gospodarek na całym świecie, zyskała na znaczeniu zwłaszcza w okresie pandemii Covid-19 i po niej. Doceniono wówczas jej strategiczne znaczenie dla stabilności i dynamiki rozwoju gospodarczego.

Polski Związek Firm Deweloperskich, który popiera reformę planowania przestrzennego uważa, że arbitralnie wprowadzane zmiany „w ostatniej chwili” mogą zahamować rozwój kluczowych projektów inwestycyjnych. Jest to o tyle niepokojące, że taki obrót spraw może prowadzić nie tylko do zwolnienia tempa rozwoju tego sektora, ale także do poważnych dysproporcji w planowaniu i realizacji projektów logistycznych. Takie działania mogą być postrzegane również jako brak konsekwencji i przewidywalności w polityce

6% wzrostu obrotów najemców w centrach handlowych w I kwartale 2024 r., a odwiedzalność większa o 3,1%

  • W pierwszym kwartale 2024 r. obroty najemców w centrach handlowych były o 6% wyższe niż w tym samym okresie 2023 r. W odniesieniu do analogicznych miesięcy 2023 r., po minimalnym spadku obrotów w styczniu – o 0,7%, nastąpił znaczący wzrost w lutym (o 8,2%) i w marcu (o 10,4%).
  • Obroty za pierwszy kwartał 2024 r. wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów handlowych. Najlepsze wyniki odnotowały duże obiekty (40-60 tys. mkw. GLA), tu obroty najemców były o 8,5% wyższe niż w pierwszym kwartale 2023 r. W ciągu trzech pierwszych miesięcy 2024 r. najmniejsze centra (5-20 tys. mkw. GLA) miały o 8,2% wyższe obroty, w obiektach średniej wielkości (20-40 tys. mkw. GLA) obroty zwiększyły się o 6%, a największe galerie (powyżej 60 tys. mkw. GLA) odnotowały wzrost obrotów o 3,9% – w porównaniu do tego samego okresu 2023 r.
  • W wybranych kategoriach największe wzrosty obrotów w pierwszym kwartale 2024 r. odnotowały: rozrywka (18,3%), zdrowie i uroda (14,2%) oraz gastronomia (9,3%).
  • Odwiedzalność centrów handlowych mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, była w pierwszym kwartale 2024 r. o 3,1% wyższa niż rok wcześniej.

Indeksy Polskiej Rady Centrów Handlowych, największego w Polsce cyklicznego badania obrotów i odwiedzalności centrów handlowych, pokazują wyższy od stopy inflacji wzrost obrotów najemców w pierwszym kwartale 2024 r. W porównaniu do tego samego okresu 2023 r. obroty najemców wzrosły o 6%. Podobne dane ogłosił GUS dla sprzedaży detalicznej w cenach bieżących całego handlu – tu wzrost w pierwszym kwartale wyniósł 5,6%. W pierwszym kwartale 2024 r. o 3,1% wzrosła także odwiedzalność galerii handlowych. Indeksy PRCH są reprezentatywne dla rynku centrów handlowych. Kumulują one rzeczywiste dane na temat odwiedzalności i obrotów z obiektów o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi ponad 33% rynku centrów handlowych w Polsce. Nad ich gromadzeniem, weryfikacją i analizą nieprzerwanie od 17 lat czuwa międzynarodowy audytor PwC – informuje Marcin Klammer, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Współczynnik konwersji dla wszystkich kategorii najemców w centrach handlowych, czyli średnie wydatki klienta w przeliczeniu na pojedynczą wizytę w galerii, był w pierwszych trzech miesiącach 2024 r. o 4% wyższy niż w tym samym okresie w 2023 r.

W styczniu 2024 r. obiekty handlowe miały mniejszą o 1,7% odwiedzalność w porównaniu do stycznia 2023 r. W lutym liczba odwiedzin wzrosła o 4,7% rok do roku, a w marcu o 6,2% rok do roku. W efekcie, w pierwszym kwartale 2024 r. odwiedzalność centrów handlowych (PRCH Footfall Density Index), mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, była o 3,1% wyższa niż rok wcześniej.

PRCH Turnover Index – jest największym w Polsce wskaźnikiem obrotów najemców w centrach handlowych. Ze względu na poufność i wrażliwość tego typu danych, od 2008 r. nad ich gromadzeniem, weryfikacją i analizą czuwa firma PwC, wiodący międzynarodowy audytor. Informacje pochodzą z raportów dostarczanych właścicielom i zarządcom galerii handlowych bezpośrednio przez najemców. Wyniki obrotów najemców w centrach handlowych podawane są w PLN, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu.

PRCH Footfall Density Index jest największym w Polsce wskaźnikiem odwiedzalności centrów handlowych. Nieprzerwalnie od 2008 r. nad gromadzeniem, weryfikacją i analizą danych o odwiedzalności czuwa firma PwC, wiodący międzynarodowy audytor. Indeks jest przygotowywany na podstawie informacji dostarczanych z nowoczesnych systemów kamer, pozwalających na rzeczywiste, codzienne mierzenie ruchu w centrach handlowych. To najbardziej miarodajny system analizujący przepływy klientów w centrach handlowych, wyróżniający się dokładnością sięgającą aż do 98%. Klienci odwiedzający galerie są liczeni za pomocą kamer 3D zainstalowanych przy każdym wejściu. Aby zminimalizować możliwość błędów, kamery montowane są również w dodatkowych miejscach, kluczowych dla weryfikacji ruchu w danym obiekcie. Informacje są zbierane w obiektach handlowych o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi ponad 33% rynku centrów handlowych w Polsce. Dzięki temu indeks bardzo miarodajnie pokazuje liczbę klientów w ciągu miesiąca, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu.

Grupa Inpro z dobrym wynikiem za I kwartał 2024 r.

Grupa Kapitałowa Inpro podsumowała wyniki finansowe za I kwartał tego roku. W analizowanym okresie odnotowano przychody ze sprzedaży w wysokości 88,4 mln zł, co stanowi wynik o 71% wyższy r/r. Zysk netto osiągnął poziom ponad 10 mln zł, a rentowność netto wyniosła 11%. W I kwartale tego roku Grupa przekazała nabywcom 159 lokali i jest to wynik o 69% wyższy w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym.

Grupa Kapitałowa Inpro sprzedała w I kwartale tego roku łącznie 212 lokali (w rozumieniu umów przedwstępnych netto), co stanowi wynik o 27% wyższy w odniesieniu do I kwartału 2023 roku. Grupa Inpro poprawiła swoją rentowność i w I kwartale tego roku odnotowała wynik na poziomie 11%, w stosunku do 9% w roku ubiegłym. Zysk netto natomiast wzrósł o 118%, osiągając poziom rzędu 10 mln zł.

Rozwój trójmiejskiej Spółki

Niezmiennie, największy obszar działalności Grupy stanowi sektor deweloperski. Liczba wydanych lokali wskazuje na wzrost o 69%, przy czym w odróżnieniu od roku bieżącego w analogicznym okresie 2023 roku nie oddano w I kwartale żadnego budynku do użytkowania, a jedynie mieszkania wybudowane w poprzednich okresach. W efekcie przychód ze sprzedaży za pierwsze trzy miesiące bieżącego roku wyniósł o 71% więcej r/r.

Jesteśmy zadowoleni z wyników sprzedażowych pierwszego kwartału tego roku. Trzeba jednak pamiętać, że dane za I kwartał 2024 to w dużej części to efekt popytu związanego z programem Bezpieczny Kredyt 2% z końcówki ubiegłego roku. Rezerwacje z tego okresu przełożyły się na umowy deweloperskie i tym samym wynik sprzedaży za pierwsze trzy miesiące tego roku – mówi Krzysztof Maraszek, Prezes Grupy Kapitałowej Inpro S.A.

W I kwartale tego roku Grupa Inpro oddała do użytkowania budynek O na gdańskim osiedlu Optima. Jest to część VI etapu związanego z budową domów wielorodzinnych. Ponadto oddano do użytkowania osiedle Rytm, znajdujące się w gdańskiej dzielnicy Matarnia, jak również budynek na osiedlu Leszczynowy Park (Domesta). Wydano łącznie o 69% więcej lokali w stosunku do roku ubiegłego (w pierwszych trzech miesiącach ubiegłego roku nie zakończono budowy żadnego budynku).

Perspektywy rozwoju

Grupa Inpro wskazuje również, że większość obrotów Spółek Inpro i Domesta przypadać będzie na drugą połowę tego roku. Grupa planuje oddać łącznie około 933 jednostek, w tym budynki na osiedlach Urzeka, Leszczynowy Park, Nowe Południe, Polana Kampinoska, Koncept, Optima, Atut oraz Apartamenty w Mikołajkach.

Dalszy dynamiczny rozwój Grupy Kapitałowej Inpro zależy od wielu czynników. Trzeba przy tym pamiętać, że patrząc na szeroko pojęty sektor nieruchomości, oferta podażowa wciąż nie nadąża za popytem. Mimo dobrych wyników Grupy Inpro, to wciąż za mało na potrzeby mieszkańców Pomorza. Wprowadzenie odpowiednich rozwiązań nie tylko po stronie nabywców, ale także, a może przede wszystkim po stronie deweloperów, mogłoby skutecznie wesprzeć rozwój segmentu nieruchomości mieszkaniowych, a tym samym ustabilizowałoby zarówno ofertę, jak i ceny mieszkań. W Grupie Inpro – przy założeniu braku opóźnień związanych z procedurą administracyjną, zakładamy w całym roku oddanie niemal 1000 mieszkań. To ambitny, ale realny plan – podsumowuje Krzysztof Maraszek.

Decyzje o wprowadzeniu kolejnych projektów, Grupa Inpro uzależnia od sytuacji gospodarczej oraz możliwości popytowych potencjalnych nabywców.

Coraz mniej mieszkań na przeciętną kieszeń. Ceny nieruchomości rosną, a zdolność kredytowa spada

Czy przeciętnie zarabiający młodzi mieszkańcy największych miast mogą sobie jeszcze pozwolić na zakup mieszkania za kredyt? Eksperci portali Rankomat.pl i RynekPierwotny.pl prześwietlili pod tym kątem ofertę banków i firm deweloperskich.

Na wstępie, najpewniej każdy zada od razu pytanie, ile wynoszą przeciętne zarobki. Najprościej byłoby przyjąć średnie wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw, które co miesiąc publikuje Główny Urząd Statystyczny, jednak nie jest to najlepszy punkt odniesienia. Na przykład w Warszawie przeciętna płaca brutto przekroczyła w marcu 10,6 tys. zł. Niektórzy mogą więc twierdzić, że większość pracujących w stolicy, zwłaszcza młodych, zarabia dużo mniej. Podobnie jest w innych miastach. Dlatego eksperci portali RynekPierwotny.pl i Rankomat.pl przyjęli, że aspirujący do własnego M przeciętnie zarabiający 30-letni singiel to taki, którego wynagrodzenie netto, czyli na rękę wynosi 6 tys. zł. W przypadku bezdzietnej pary 30-latków wzięto pod uwagę zarobki na poziomie 8 tys. zł, a małżeństwa w wieku 35 lat z dzieckiem – 10 tys. zł.

Założono także, że młodzi mają umowę o pracę na czas nieokreślony. Mieszkając wcześniej u rodziców, zdołali odłożyć wkład własny na pokrycie 20% kosztów zakupu mieszkania. Co ważne, nie mają też żadnych zobowiązań kredytowych, które obniżałyby ich zdolność kredytową.

Mniejsze kredyty mieszkaniowe

Niestety, jak wynika z analizy Rankomat.pl, przeciętna zdolność kredytowa rosła do marca tego roku, ale w kwietniu wyraźnie spadła. Powodem jest fakt, że większość banków zaczęła ją oceniać bardziej restrykcyjnie. Obecnie jest więc ona niższa niż w końcówce ubiegłego roku. Nie mogą więc liczyć na większy zastrzyk gotówki ci, których zarobki nie wzrosły w tym okresie.

Największe korekty są widoczne w przypadku co najmniej dwuosobowych gospodarstw domowych. Muszą się one liczyć z tym, że banki udzieliłyby im kredytu niższego nawet o kilkanaście tysięcy w porównaniu do oferty z marca – mówi Konrad Pluciński, ekspert Rankomat.pl. Zwraca uwagę na ogromne różnice w sposobie liczenia zdolności przez poszczególne banki. W przypadku trzyosobowego gospodarstwa domowego, z dochodem na rękę na poziomie 10 tys. zł, różnica między pierwszym i ostatnim bankiem w zestawieniu przekracza 200 tys. zł.

Bardzo duże znaczenie ma więc właściwe rozpoznanie rynku i dobór właściwej oferty. Niestety nie możemy liczyć na to, że banki oferujące największe kwoty, będą jednocześnie najtańszymi – komentuje Konrad Pluciński.

Wyk.1 - Komunikat-mieszkania na przeciętną kieszeń-zdolność kredytowa

Wyższe ceny nowych mieszkań

Problem w tym, że spadkowi zdolności kredytowej towarzyszył również wzrost cen nowych mieszkań. W kwietniu tegorocznym liderem podwyżek był Poznań. Od początku roku średnia cena metra kwadratowego mieszkań w ofercie firm deweloperskich wzrosła w tym mieście aż o 7%, przekraczając pułap 13 tys. zł.

Na najwyższym stopniu cenowego podium jest Warszawa, gdzie nowe mieszkania kosztują już średnio ponad 17,5 tys. zł za metr kwadratowy. Wiceliderem jest Kraków, gdzie średnia cena metra kwadratowego przekroczyła 16 tys. zł. Na trzecim stopniu jest natomiast Trójmiasto ze średnią ponad 15 tys. zł za metr. Warto zauważyć, że Trójmiasto jest jedyną metropolią, w której jest ona taka sama jak w grudniu ubiegłego roku.Wyk.2 - Komunikat-mieszkania na przeciętną kieszeń-cena m kw.

Jaki wybór nowych mieszkań?

W tym miejscu warto poszukać odpowiedzi na pytanie, czy i jakie mieszkanie mogą kupić w danym mieście nasze „przeciętne” gospodarstwa domowe? Oczywiście dzięki wkładowi własnemu, kwota na zakup mieszkania, którą dysponują jest większa. Dla uproszczenia przyjęto, że wszystkie koszty transakcyjne mieszczą się w tej kwocie. Ponadto rodzice obiecali młodym pomoc w ewentualnym wykończeniu oraz umeblowaniu mieszkania. Rodzina 2+1 może więc sobie pozwolić na wydatek blisko 720 tys. zł. Bez problemu znajdzie więc dla siebie lokum w każdej z największych metropolii. Czy podobnie ma się rzecz z singlem, który dysponuje niespełna 468 tys. zł na zakup nowego mieszkania?  Wyk.3 - Komunikat-mieszkania na przeciętną kieszeń-kwota do dyspozycji

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że największy wybór nowych mieszkań w cenie do ok. 467,5 tys. zł jest w Łodzi i w miastach wchodzących w skład Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ponad 2 tys.). Za tę kwotę singiel może tam kupić nawet mieszkanie trzypokojowe. W pozostałych metropoliach mogą oni liczyć co najwyżej na „dwójkę”. Przy czym we Wrocławiu, Krakowie i Warszawie oferta mieszkań do 500 tys. zł błyskawicznie się kurczy. Na przykład w stolicy Dolnego Śląska jest ich obecnie niespełna 150, a jeszcze pod koniec ubiegłego roku było przeszło 460.Wyk 4. - Komunikat-mieszkania na przeciętną kieszeń-oferta

W dużo lepszej sytuacji są pary i rodziny 2+1 z przeciętną zdolnością kredytową. W ofercie firm deweloperskich wciąż jest dużo mieszkań spełniających ich oczekiwania cenowe. W Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii pary znajdą setki lokali trzypokojowych. Natomiast w pozostałych metropoliach za 582,5 tys. zł można kupić głównie mieszkania dwupokojowe. Oczywiście największy wybór mieszkań mają rodziny z dzieckiem, mające do dyspozycji 719,5 tys. zł. W ich zasięgu są nawet mieszkania czteropokojowe i większe. Najwięcej tak dużych metraży jest w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ponad 500) i Łodzi (ponad 300). Jednak można je znaleźć jeszcze także w pozostałych metropoliach, choć w Krakowie może to graniczyć z cudem.

Jak widać, w największych miastach mieszkania są wciąż dostępne dla gospodarstw domowych o przeciętnych dochodach. Niestety, wybór jest coraz mniejszy. Decydując się na mieszkanie w dobrej lokalizacji trzeba się pogodzić z tym, że będzie ono miało niewielki metraż. Dla kogoś, komuś zależy na większej powierzchni mieszkania, może to oznaczać konieczność przeprowadzki do peryferyjnych dzielnic miasta lub do którejś z okalających je miejscowości – komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Bain & Company: Banki – liderzy cyfryzacji osiągają lepsze wyniki finansowe i lojalności klientów

Banki zaawansowane technologicznie osiągają znacznie lepsze wyniki finansowe i mają bardziej lojalnych klientów, wynika z analiz firmy doradczej Bain & Company. Źródłem sukcesu liderów cyfryzacji jest uproszczenie systemów informatycznych, analiza doświadczeń klienta oraz wykorzystanie danych i narzędzi AI. Wielkość wydatków na inwestycje w technologie nie jest tak istotna jak ich strategiczna alokacja.

Banki, które są liderami we wdrażaniu rozwiązań cyfrowych, osiągają w porównaniu do reszty rynku o 5 punktów procentowych wyższe stopy zwrotu dla akcjonariuszy, ich wskaźnik kosztów do dochodów jest 10 punktów procentowych niższy, a wskaźnik lojalności klienta, tak zwany NPS (Net Promoter Score), wynosi średnio o 12 punktów więcej, wynika z badania Bain & Company przeprowadzonego wśród 42 największych pod względem aktywów banków na świecie.

W sektorze bankowym wykorzystanie nowych technologii jest obecnie głównym obszarem budowania przewagi konkurencyjnej – mówi Paweł Kozub, młodszy partner w Bain & Company.Zarówno klienci indywidualni jak i biznesowi oczekują prostych, wygodnych, dostosowanych do swoich potrzeb rozwiązań i są gotowi zmienić bank, by mieć dostęp do nowoczesnych usług.

W opinii ekspertów Bain & Company z największym wyzwaniem mierzą się banki tradycyjne, konkurujące z podmiotami, których działalność od początku opierała się na rozwiązaniach cyfrowych. Próba zmiany procesów i wprowadzenie innowacji w ramach dużych, działających od wielu lat organizacji może okazać się nie tylko trudna, ale i nieefektywna.

Jak pokazuje badanie, wydatki na technologie stanowią obecnie w sektorze około 16 proc. całkowitych kosztów. W wielu przypadkach związane są one z wysokimi kosztami operacyjnymi generowanymi przez stare, rozbudowane i skomplikowane zasoby IT. Wiele wdrożeń technologicznych, które wprowadzano w przeszłości bez koordynacji i powiązania ze strategicznymi celami rozwojowymi, stanowi obecnie obciążenie dla wielu instytucji finansowych.

W efekcie, mimo wysokich nakładów na technologie, w wielu bankach realnie na innowacje przeznacza się niewiele, co prowadzi do stagnacji – braku rozwoju, pogorszenia jakości portfela produktów i doświadczenia klienta – dodaje Paweł Kozub. – Dla części tradycyjnych banków to historyczne obciążenie technologiczne jest tak duże, że najkorzystniejszym rozwiązaniem okazuje się porzucenie przestarzałej architektury i zbudowanie od podstaw zasobów informatycznych, do których stopniowo przenosi się klientów.

W badaniu Bain & Company analizowano 11 zmiennych świadczących o wysokiej pozycji innowacji technologicznych w strategii banku. Najsilniejsza korelacja występuje między dobrymi wynikami a zrozumieniem dla tematów technologicznych wśród zarządów oraz menedżerów wyższego szczebla. Równie duże znaczenie miało posiadanie we własnych zasobach kadrowych inżynierów specjalizujących się w tematach technologicznych oraz strategiczne pozycjonowanie banku jako firmy technologicznej.

Organizacja, model operacyjny, polityka zatrudnienia odnoszących największe sukcesy banków podporządkowana jest strategii wzrostu opartej na rozwoju technologicznym – mówi Paweł Kozub.Tak zorientowane instytucje łatwiej przyciągają też nowe talenty, o które trzeba zabiegać na konkurencyjnym rynku.

Spośród banków, które wzięły udział w badaniu, najlepsze wyniki osiągają liderzy technologiczni – BBVA, DBS, Capital One i JPMorgan Chase. Inwestycje w technologie, które zdecydowały o ich sukcesie skupiały się na konsekwentnym upraszczaniu procesów, tworzeniu niskokosztowych, adaptowalnych rozwiązań, analizie danych i poprawie doświadczeń klienta.

Cały raport Bain & Company nt. wykorzystania technologii znajduje się na stronie:

https://www.bain.com/insights/how-banks-can-parlay-technology-into-a-competitive-edge/

Czy cyberprzestępcy skradną show sportowcom podczas Igrzysk Olimpijskich we Francji?

Już za niespełna dwa miesiące rozpoczną się Igrzyska Olimpijskie we Francji. – Kwestia cyberbezpieczeństwa powinna stać się priorytetem dla organizatorów, uczestników oraz odwiedzających – przestrzegają eksperci ds. cyberbezpieczeństwa. Skomplikowana sytuacja geopolityczna, intensywne cyberataki których celem stała się Francja w 2024 roku oraz skala nadchodzącego wydarzenia sprawiają, że igrzyska letnie w Paryżu mogą stać się atrakcyjnym celem dla cyberprzestępców.

Cyberprzestępcy od dłuższego czasu zdecydowanie przyglądają się Francji i testują jej odporność na różne typy ataków. Już w sierpniu ubiegłego roku Pôle emploi, francuska rządowa agencja zajmująca się rejestracją i pomocą finansową dla bezrobotnych, poinformowała o naruszeniu bezpieczeństwa informacji, w wyniku którego mogły wyciec dane należące aż do 10 milionów osób. To działanie powiązano z wykrytą wcześniej luką w popularnym oprogramowaniu MOVEit, wykorzystywaną przez rosyjskich cyberprzestępców. Ten atak był ważnym sygnałem także dla innych krajów i organizacji na całym świecie, w których nasilają się ataki typu ransomware. Z kolei w marcu 2024 cyberataki o bezprecedensowej intensywności uderzyły w kilka francuskich instytucji rządowych. Biuro premiera szybko wówczas poinformowało, że sytuacja została opanowana. Wówczas kilka grup hakerskich przyznało się do ataków na Telegramie. Jedna z nich, nazywająca siebie Anonymous Sudan, zadeklarowała, że przeprowadziła atak typu DDoS (rozproszony atak typu „odmowa usługi”, blokujący użytkownikom dostęp do danego urządzenia lub sieci) na infrastrukturę sieciową francuskiego rządu.

– Rok 2024 to m.in. intensywny rok wyborczy, na całym świecie. Widzimy wyraźnie, że cyberprzestępcy koncentrują swoje wysiłki wokół krajów, które decydować będą o wyborze przywódców politycznych. Dane ESET (APT Activity Report Q4 2023 – Q1 2024) pokazują też, że cyberprzestępcy są wszędzie tam, gdzie rośnie temperatura sporów politycznych. Z kolei cyberwojna nie stanowi ewenementu, a raczej stały element współczesnych działań wojennych. Kolejną atrakcyjną „okazją” są dla nich bez wątpienia międzynarodowe wydarzenia o dużej skali np. imprezy sportowe, skupiające uwagę szerokiej widowni na całym świecie. Dlatego ochrona takich wydarzeń i wszystkich zaangażowanych w nie stron powinna także być wzmocniona, szczególnie w obliczu aktualnej sytuacji geopolitycznej. Cyberzagrożenia mogą być bowiem wymierzone zarówno w organizatorów wydarzenia, uczestniczących w nim sportowców, jak i widzów  – komentuje Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Organizatorzy Igrzysk Olimpijskich są szczególnie narażeni na ataki, które mogą zakłócić przebieg wydarzeń. Potencjalne zagrożenia obejmują ataki DDoS, które mogą zakłócić działanie kluczowych systemów, takich jak systemy biletowe, transmisje na żywo oraz zarządzanie infrastrukturą sportową. Innym poważnym zagrożeniem jest ransomware. Korzystając z niego, cyberprzestępcy mogą próbować zablokować dostęp do krytycznych danych lub systemów, żądając okupu za ich odblokowanie. Phishing to także realne zagrożenie. Fałszywe e-maile i strony internetowe mogą być używane do wyłudzania danych logowania i innych poufnych informacji od osób zaangażowanych w organizację wydarzenia.

Drużyny olimpijskie również mogą stać się celem cyberataków i wycieków danych. Podszywanie się pod zawodników to kolejny problem, fałszywe konta na mediach społecznościowych mogą być tworzone w celu dezinformacji, oszustwa, a nawet podsycania międzynarodowych antagonizmów Technologia deepfake wykorzystana do tworzenia manipulacji albo kompromitujących treści, może na tyle silnie oddziaływać na sportowców, że wpłynie na ich sportowe wyniki, co byłoby destrukcyjne nie tylko dla nich, ale również idei Igrzysk.

Odwiedzający Igrzyska Olimpijskie również powinni być świadomi potencjalnych cyberzagrożeń. Najważniejsze z nich to ataki phishingowe i fałszywe strony internetowe, za pośrednictwem których oszuści mogą dystrybuować fałszywe oferty biletów, zakwaterowania lub innych usług, aby wyłudzić pieniądze, dane osobowe lub zainfekować urządzenia złośliwym oprogramowaniem.

– Pamiętajmy, że celem potencjalnych ataków w momentach cieszących się tak dużym zainteresowaniem publiki nie zawsze musi być wyłudzenie konkretnych danych czy środków finansowych. Niektóre grupy cyberprzestępcze stawiają sobie za cel wywołanie niepokoju, wzbudzenie poczucia zagrożenia. Mogą więc próbować mieszanych, nie do końca logicznych strategii, tylko po to, by wywołać wrażenie, że „coś złego się dzieje lub wydarzyło”. Dlatego szczególnie w takich momentach warto być czujnym, a nawet przeczulonym na wszelkie nietypowe sytuacje czy komunikaty w cyberprzestrzeni – uzupełnia Kamil Sadkowski.

Polska potrzebuje różnorodnych pracowników

Pracodawcy w Polsce mierzą się z wyzwaniami demograficznymi i spadającą liczba osób w wieku produkcyjnym. Tymczasem są całe grupy kandydatów, które mogłyby przyczyniać się do sukcesu rynkowego pracodawców, a nie są aktywizowane: osoby w wieku 50+, neuroróżnorodne, osoby ze społeczności LGBT+ (dyskryminowane i opuszczające kraj). Jak temu zapobiec. Jak aktywnie prowadzić politykę DEI.

DEI (Diversity, Equity, Inclusion), to obszar obejmujący wszelkie różnice, jakie mogą występować w zespołach, takie jak płeć, wiek, rasa, narodowość, język, religia, cechy fizyczne czy psychiczne. Jest to zatem kwestia, która dotyczy każdej firmy, zatrudniającej pracowników, niezależnie od wielkości, branży czy lokalizacji. Różnorodność i kultura włączająca są szczególnie ważne dla pokolenia pracowników młodych – aż 92 procent wybrałoby pracodawcę, który dba o różnorodność i któremu przyświeca włączająca kultura organizacyjna.

Różnorodność w miejscu pracy się opłaca i potwierdzają to badania. Organizacje, w których zespoły i kadra menedżerska są zróżnicowane, mają możliwość patrzenia na problemy i zagadnienia z różnych perspektyw i w konsekwencji – tworzenia lepszych rozwiązań, osiągania lepszych wyników biznesowych. Z drugiej strony pozwala na przyciągnięcie do organizacji utalentowanych kandydatów, dla których społeczna odpowiedzialność organizacji i bezpieczne środowisko pracy są ważne.

Otwarta polityka różnorodności jest dziś nieodzownym elementem strategii firm. Inkluzywne środowisko pracy jest istotnym elementem przy wyborze pracodawcy. Z drugiej strony przynosi korzyści – zaufanie we współpracy, kreatywność i efektywność zespołu, a także lojalność pracowników – podkreśla Dorota Pałysiewicz, dyrektor HR w firmie Brown-Forman Polska.

Eksperci podkreślają, że polityka DEI odgrywa ważną rolę społeczną, wpisując się w postępujące procesy i zmiany społeczne. Rolą pracodawców jest tu tworzenie takich zasad wewnętrznych relacji, w których nie ma miejsca na dyskryminację.

Przykładem jest firma Brown-Forman, która przyjęła program różnorodności do strategii 2030, zakładający do tego czasu 40 procentowy globalny udział kobiet na stanowiskach zarządczych w organizacji, 25 procentowy reprezentację osób o różnorodnym kolorze skóry i pochodzeniu etnicznym w USA, czy zwiększenie udziału przedstawicieli LGBT+.brown forman

 

Różnorodność w miejscu pracy to nie tylko kwestia etyki czy korporacyjnej mody, ale również klucz do sukcesu biznesowego. Już dawno badania wykazały, że firmy, które promują różnorodność zespołów i równość płci, często odnoszą lepsze wyniki finansowe, a ich pracownicy są bardziej zaangażowani i zadowoleni z powodu przyjaznego środowiska pracy. Udowodniono, że promowanie różnorodności w miejscu pracy niesie wiele korzyści dla organizacji. Jak wynika z badań przeprowadzonych w 2019 roku przez amerykańską firmę konsultingową McKinsey & Company, organizacje, które dbają o różnorodność, osiągają znacznie lepsze wyniki finansowe niż te, które tego nie robią.

Asseco z mocnym początkiem roku: 4,25 mld zł przychodów i 125 mln zł zysku netto w I kwartale 2024

W I kwartale 2024 roku Grupa Asseco osiągnęła 4,25 mld zł przychodów ze sprzedaży, z czego 3,3 mld zł stanowiła sprzedaż własnych produktów oraz usług informatycznych. Zysk operacyjny wzrósł o 6% do 420 mln zł, a zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej, po wzroście o 16%, wyniósł 125 mln zł.

W raportowanym okresie Grupa rozwijała działalność zarówno w Polsce, jak i za granicą. Przychody ze sprzedaży w segmencie Asseco Poland wzrosły o 11% i wyniosły 509 mln zł. Najdynamiczniej – o 19% – rosła sprzedaż rozwiązań dla finansów. Asseco kontynuowało również współpracę i zawierało nowe kontrakty z instytucjami w sektorze publicznym, co zaowocowało 9% wzrostem przychodów w tym obszarze.

Wyniki Grupy są silnie zdywersyfikowane – 88% sprzedaży pochodzi z rynków zagranicznych reprezentowanych przez segmenty Formula Systems i Asseco International. Sprzedaż segmentu Asseco International wyniosła 955 mln zł. Wyłączając efekt różnic kursowych oznacza to wzrost o 5% w stosunku do I kwartału 2023 roku. W tym segmencie odnotowano zwiększenie sprzedaży rozwiązań w obszarze płatności i w bankowości w Grupie Asseco South Eastern Europie. Organicznie rozwijał się również obszar ERP, reprezentowany przez Grupę Asseco Enterprise Solutions. Z kolei segment Formula Systems zanotował 2,8 mld zł przychodów, które wzrosły o 9% po wyłączeniu wpływu różnic kursowych. Bardzo dobre wyniki, w walutach raportowych, odnotowały spółki Sapiens International i Matrix IT.

Skonsolidowany portfel zamówień Asseco na rok 2024, w obszarze oprogramowania i usług własnych, ma obecnie wartość 11,2 mld zł. W kursach stałych, w jakich został przeliczony backlog na 2023 rok, przekracza 11,9 mld zł i jest o 7% wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

„To kolejny bardzo dobry okres działalności Asseco. Silna dywersyfikacja biznesu na poziomie produktów, sektorów i rynków geograficznych, a także długoterminowe relacje z klientami i wysoki udział powtarzalnych przychodów zapewniają Grupie Asseco stabilny rozwój. Wyłączając efekt zmian kursów, nasze przychody urosły w tym czasie o 8%, a zysk operacyjny o 13%. Mamy też dobre perspektywy i backlog na cały 2024 rok we wszystkich segmentach naszej działalności. W segmencie Asseco Poland dynamika przychodów była najwyższa. Obserwujemy w Polsce bardzo dobre wyniki sprzedażowe rozwiązań dla finansów czy instytucji publicznych. Grupa Formula Systems sukcesywnie umacnia swoją pozycją w Izraelu, Ameryce Północnej i Europie. Pierwszy kwartał 2024 roku był też dobry dla segmentu Asseco International, który intensywnie rozwijał w tym okresie sprzedaż rozwiązań ERP, systemów płatniczych oraz oprogramowania dla bankowości” – powiedziała Karolina Rzońca-Bajorek, Wiceprezes Zarządu, CFO Asseco Poland.

Sytuacja ekonomiczna ma ogromne przełożenie na sen Polaków. Pokazuje to najnowsze badanie

Ponad połowa Polaków jest zadowolona z jakości swojego snu. To znacznie więcej niż jeszcze kilka miesięcy temu, ale mniej niż w czasie pandemii. Wśród powodów utrudniających zaśnięcie respondenci najczęściej wskazują nadmierne rozmyślania i gonitwę myśli, niepewność co do przyszłości czy wybudzanie się w nocy. Ciekawa zmiana dotyczy problemów finansowych jako powodu złego snu. O ile w poprzedniej edycji badania na powiązanie takie zwróciło uwagę 40% ankietowanych, to tym razem tylko 13,6% uczestników sondażu uznało, że niedostateczny odpoczynek nocny pozostaje w związku z trudnościami finansowymi. Według ekspertów, wyraźnie to pokazuje, że sytuacja ekonomiczna ma ogromne przełożenie na sen rodaków.

Połowa Polaków jest zadowolona

Z niedawno opublikowanego ogólnopolskiego badania, wykonanego przez platformę ePsycholodzy.pl na próbie ponad tysiąca dorosłych Polaków, wynika, że 53,8% ankietowanych jest zadowolonych z jakości swojego snu. Dla porównania, ponad pół roku wcześniej zadowolenie wyrażało 43,9% respondentów, a w 2021 roku (czyli w okresie pandemii) – 55,9%. O braku satysfakcjonującego snu mówiło ostatnio 41% respondentów. 5,2% badanych nie potrafiło zająć stanowiska w tej kwestii. W poprzedniej edycji dotyczyło to 6,2%, a w pandemii – 4,9%. Uczestnicy badania wyjaśnili również, z czego mogą wynikać ich problemy ze snem. W tegorocznej edycji sondażu najwięcej osób podało gonitwę myśli i przedłużające się rozmyślania. W poprzednim roku ta przyczyna, utrudniająca zaśnięcie, otrzymała 28,3% wskazań i zajęła piąte miejsce w całym zestawieniu.

– Gonitwa myśli oznacza brak zdolności koncentracji. Bierze się z przeładowania umysłu bodźcami. A to jest skutkiem m.in. uzależnienia od cyberprzestrzeni. W rezultacie ludzie nie są w stanie skoncentrować się na ważnej dla siebie sprawie i są rozproszeni. W badaniach przeprowadzonych z udziałem uczniów szkół podstawowych widzimy praktycznie takie same wyniki. Dzieci nie potrafią skoncentrować się na jednym zadaniu, do tego działają chaotycznie. Do pewnego stopnia korzystanie z narzędzi cyfrowych ma wiele walorów, ale po przekroczeniu określonej granicy ponosimy z tego tytułu straty – wyjaśnia prof. Włodzimierz Piątkowski, kierownik Katedry Społecznych Problemów Zdrowotności Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie.

Strach przed przyszłością

Na drugim miejscu Polacy wskazali, że w zaśnięciu przeszkadza im zamartwianie się o przyszłość. Ten powód podało 30,6% respondentów (w poprzednim badaniu – 30,3% i trzecie miejsce w zestawieniu). Takim wynikiem nie jest zdziwiony psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl, bo obawa przed tym, co przyniesie przyszłość, jest naturalną reakcją na niepewne czasy i może być potęgowana przez różne czynniki, takie jak zmiany na rynku pracy, brak stabilności ekonomicznej czy też nawet napięcia polityczne.

– Te obawy mogą mieć wpływ na zdrowie psychiczne, prowadząc do lęku, stresu i problemów ze snem. Zamartwianie się o przyszłość utrzymuje się na podobnym poziomie i to podkreśla konieczność długofalowych działań na rzecz zwiększenia poczucia bezpieczeństwa i optymizmu. Dla niektórych osób może okazać się pomocna wizyta u specjalisty, aby skonsultować omawiane trudności ze snem – podkreśla Michał Murgrabia.

Technologie wrogiem snu

Na trzecim miejscu w bieżącej edycji badania Polacy zadeklarowali, że wielokrotnie budzą się w nocy. Doświadcza tego 28,7% respondentów (poprzednio – 29,3% i czwarte miejsce w rankingu). Prof. Piątkowski wskazuje na kilka przyczyn częstego wybudzania się. Wśród nich podaje „przebodźcowanie”, wynikające ze zbyt intensywnego używania narzędzi cyfrowych, braku ruchu na świeżym powietrzu i nieodpowiednich nawyków żywieniowych. Przykładem tego ostatniego jest późne jedzenie obfitej kolacji. Zachodzące w wyniku tego np. procesy metaboliczne w organizmie utrudniają spokojny sen.

– Budzenie się w nocy może być spowodowane jakimś problemem w naszym życiu zawodowym lub osobistym. Oczywiście triggerem do wybudzania może być także zaburzenie natury psychicznej, np. lękowe bądź depresyjne lub kliniczne zaburzenia snu jak bezsenność czy bezdech senny. Sen w nocy mogą też przerywać problemy natury zdrowotnej. Dla mnie te statystyki 28,7% i 29,3% nie są oznaką zmiany, ale stałości tego trendu – ocenia dr hab. Marta Jackowska, psycholog zdrowia z Wydziału Psychologii na Uniwersytecie SWPS w Sopocie.

Czwarte miejsce w rankingu ma nadużywanie technologii przed zaśnięciem (telewizor, komputer, telefon) – 20,6%. Na piątej pozycji Polacy wskazali, że źle śpią przez stres – 19,8% (poprzednio – 37,9% i drugie miejsce w rankingu). Michał Murgrabia tłumaczy, że łączenie korzystania z technologii ze złą jakością snu to dowód na to, iż Polacy mają świadomość nadużywania urządzeń elektronicznych przed snem i jest to pozytywne, bo może to być pierwszy krok do wyeliminowania takich zachowań. Niemniej istnienie tego problemu jest sygnałem alarmowym, wskazującym na powszechność nawyków, które mogą negatywnie wpływać na zdrowie.

– Nadużywanie technologii przed snem, w tym korzystanie z telefonów i komputerów oraz oglądanie telewizji, może zakłócać naturalne cykle snu i czuwania, głównie przez wpływ na produkcję melatoniny, hormonu odpowiedzialnego za regulację rytmu dobowego. Światło niebieskie emitowane przez ekrany urządzeń elektronicznych może oszukać mózg, sprawiając, że interpretuje on wieczór jako dzień, co utrudnia zasypianie i obniża jakość snu – wyjaśnia ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Finanse przestały straszyć Polaków

Największa zmiana częstotliwości wskazywania odpowiedzi dotyczy problemów finansowych. W poprzedniej edycji doszukiwało się w nich trudności z zasypianiem najwięcej, bo aż blisko 40% respondentów. W najnowszej odsłonie sondażu problem ten dostrzegło tylko 13,6% badanych. – W ciągu ostatnich 10 lat Polacy wzbogacili się jako społeczeństwo i nastąpił realny wzrost dochodów powyżej minimum zabezpieczającego codzienne potrzeby. Dzięki przyrostowi bogactwa indywidualnego, sytuacje, które dekadę temu były powodem zgryzoty, zostały w dużej mierze wyeliminowane. W mojej ocenie, ma to znaczenie dla omawianych wyników – komentuje prof. Piątkowski.

W tej edycji badania najrzadziej wskazywanymi odpowiedziami były używki (kawa, herbata, alkohol itd.), a także różnego rodzaju ekscytujące wydarzenia (wyjazdy, spotkania itp.) – po 3,4%. Natomiast 3,8% Polaków nie mogło wyspać się z powodu budzącego się w nocy dziecka. Dr hab. Marta Jackowska wiąże te wyniki z rosnącą świadomością społeczną dotyczącą trybu życia. Jeśli to możliwe, niektórzy Polacy unikają stymulantów przed snem.

– Wiemy także z badań naukowych, że spada spożycie alkoholu. Ludzie jednak nie lubią przyznawać, czy lub ile piją, więc dokładne wskazanie ilości spożywanych napojów procentowych jest dość trudne – dopowiada dr hab. Jackowska.

Z kolei psycholog Michał Murgrabia dodaje, że ekscytacje związane z wyjazdami, spotkaniami i innymi pozytywnymi wydarzeniami życiowymi są prawdopodobnie mniej powszechne w codziennej rutynie. To może tłumaczyć, dlaczego tak rzadko są wskazywane jako przyczyna problemów ze snem.

– Obecność małego dziecka, które budzi się w nocy, jest specyficzną sytuacją życiową, dotyczącą tylko określonej grupy rodziców, chociaż dla tych osób może to być znaczący czynnik. Natomiast w ogólnopolskim badaniu takie przypadki mogą stanowić mniejszość, co tłumaczy niski odsetek wskazań – podsumowuje ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Grupa SUNEX publikuje wyniki za I kw. 2024 r.

  • Przychody Grupy SUNEX wyniosły 35,7 mln zł w I kw. 2024 r. wobec 100,5 mln zł r/r
  • Strata netto w I kw. 2024 r. wyniosła 8,8 mln zł wobec 9,7 mln zł zysku netto r/r
  • Na wyniki wpłynęła m.in. słaba sytuacja makroekonomiczna w Niemczech oraz opóźnienia w przyznawaniu dotacji klientom na tamtejszym rynku
  • SUNEX w oczekiwaniu na poprawę sytuacji rynkowej realizuje akwizycje w Niemczech i Austrii

– Spodziewamy się ożywienia na najważniejszym dla nas rynku niemieckim w drugiej połowie roku w związku z późniejszym uruchomieniem programów dotacyjnych. Po zakończeniu I kw. 2024 r. otrzymujemy sygnały od kontrahentów o możliwości zamawiania przez nich dostaw. Obserwujemy wzrost, ale jego skala nie jest taka jak byśmy oczekiwali. Przygotowując się na bardziej dynamiczną poprawę koniunktury w kwietniu podpisaliśmy list intencyjny w sprawie zakupu austriackiej firmy instalacyjnej. W najbliższych miesiącach aportem do SUNEX będzie wniesiony Drolsbach, niemiecka firma z branży instalacji grzewczych. Nabycie obu podmiotów umożliwi skalowanie dotychczasowego sukcesu na rynkach niemieckojęzycznych. Finalizujemy też przejęcie nieruchomości w Raciborzu wraz z częścią pracowników od Mavex-Rekord. Na rynku polskim liczymy zaś na poprawę koniunktury w związku ze stopniowym uruchamianiem środków z Krajowego Planu Odbudowy – mówi Romuald Kalyciok, prezes SUNEX.

Przejmowana spółka w Austrii będzie uzupełniać działalność Krobath (austriackiej spółki zależnej SUNEX) i przyczyni się do większego zagospodarowania rynku austriackiego. Z kolei akwizycja niemieckiej Drolsbach wzmocni pozycję Grupy w Niemczech i pozwoli na osiągnięcie synergii z istniejącą tam spółką zależną SUNEX.

Sfinalizowanie negocjacji zakupu sąsiadującej z SUNEX nieruchomości od Mavex-Rekord pozwoli spółce rozbudować infrastrukturę produkcyjną (w przejętym zakładzie powstawałyby części elementów do zbiorników, w tym zbiorników kompozytowych) i przyczyni się do zmniejszenia kosztów operacyjnych poprzez rezygnację z wynajmowania jednej z hal od zewnętrznego podmiotu. Spółka rozmawia też o przejęciu części pracowników Mavex-Rekord.

Uruchomienie bardzo atrakcyjnych dotacji na wymianę systemów grzewczych w Austrii z początkiem 2024 r. zaowocowało rekordowymi zamówieniami na tym rynku – po niemieckim najważniejszym dla SUNEX. Na rynku niemieckim spółka obserwuje stabilizację w oczekiwaniu na wzrost rynku wraz z rosnącym zapotrzebowaniem na ekologiczne rozwiązania grzewcze. W I kw. 2024 r. SUNEX zanotował 35,7 mln zł skonsolidowanych przychodów, o 64,5 proc. mniej niż w tym samym okresie przed rokiem, który to kwartał w ubiegłym roku był rekordowy pod względem sprzedaży. Zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 4,7 mln zł w I kw. 2024 r. wobec 20,1 mln zł r/r. Strata operacyjna EBIT wyniosła 6,8 mln zł wobec 13,8 mln zł wyniku operacyjnego EBIT rok wcześniej. Strata netto wyniosła 8,8 mln zł wobec zysku netto 9,7 mln zł przed rokiem. Na wyniki negatywny wpływ miały m.in. spadek sprzedaży oraz cen, jak również opóźnienia i niejasności w programach dotacji na urządzenia grzewcze na rynku niemieckim oraz związane z listą ZUM na polskim rynku. Na rynku publicznym przesuwają się rozstrzygnięcia przetargów na urządzenia OZE.

(dane w tys. PLN) I kw. 2024 r. I kw. 2023 r. Zmiana
Przychody skonsolidowane 35 714 100 525 – 64,5%
Przychody jednostkowe 23 776 81 600 – 70,9%
Skonsolidowany zysk brutto ze sprzedaży 4 688 20 092 – 76,7%
Wynik operacyjny (EBIT) (6 839) 13 794
Wynik netto (8 835) 9 676