Praca stała się „poczekalnią”: zaangażowanie spada, lojalność pęka

Zaangażowanie polskich pracowników spadło po raz pierwszy od czterech lat i jest dziś najniższe od czasu pandemii. Jednocześnie wzrósł odsetek osób, które można określić jako niezaangażowane. Łącznie 33% pracowników znajduje się poza aktywnym kręgiem zaangażowania. To dane z raportu „Zaangażowanie 2025” przygotowanego przez Enpulse, który prezentuje wyniki najnowszej edycji realizowanego co roku badania.

Ogólny wskaźnik zaangażowania w 2025 roku wyniósł 63 proc., co oznacza spadek o 3 p.p. rok do roku i powrót do poziomu notowanego w 2021 roku. Wskaźnik opracowywany jest na podstawie deklaratywnych odpowiedzi respondentów na pytania dotyczące 6 obszarów, takich jak nagradzanie czy praktyki i atmosfera w pracy. Każdy z obszarów oceniany jest w trzech wymiarach. Mniejsze zaangażowanie polskich pracowników potwierdzają też spadki innych parametrów analizowanych w 20 czynnikach.

Choć 3-procentowy spadek poziomu zaangażowania może wydawać się mało istotny, to wcale tak nie jest. Badanie Enpulse ma charakter kumulatywny, a to oznacza wychwycenie zmiany utrwalonej w czasie, a nie jedynie wynik incydentalny. To już systemowy sygnał ostrzegawczy, że dotychczasowe podejście do zarządzania zaangażowaniem wymaga rewizji. Problem dotyczy firm w różnych branżach i regionach, zarówno z sektora MŚP, jak i dużych – podkreśla Magda Pietkiewicz, ekspertka Enpulse oraz inicjatorka badania.

Przesunięcie w stronę obojętności

W 2025 roku udział zatrudnionych określanych jako niezaangażowani osiągnął 19 proc., co stanowi najwyższą wartość od początku realizacji badania Enpulse. Wzrost o 5 p.p. był efektem zmniejszenia się odsetka pracowników rozczarowanych oraz włączonych. Jednocześnie odsetek osób deklarujących zaangażowanie w wykonywane obowiązki służbowe obniżył się nieznacznie – o 1 p.p. rok do roku – i wyniósł 53 proc.

Struktura pracowników - rozkład zaangażowania

Spadek zaangażowania to jasny komunikat: coraz więcej osób czuje się w swojej firmie po prostu obco. To nie jest tylko kwestia braku motywacji, a tego, że codzienna praca zaczyna ich zwyczajnie uwierać. Taka frustracja jest zaraźliwa: jeden niezadowolony pracownik przy ekspresie do kawy potrafi w pięć minut zepsuć nastrój całemu działowi, a my straciliśmy umiejętność radzenia sobie z nastrojami i emocjami – mówi Magda Pietkiewicz, twórczyni Enpulse. – Dlaczego jesteśmy dziś tak bardzo na „nie”? Dane z naszego badania nie pozostawiają złudzeń: przyczyny leżą głębiej niż chcieliby przyznać managerowie. To nie są drobne potknięcia w zarządzaniu. Mówimy o systemowych błędach w tym, jak firmy w ogóle traktują ludzi. Jeśli fundamenty relacji na linii pracodawca-pracownik kruszeją, żadne owocowe czwartki tego nie naprawią – dodaje ekspertka.

Szum informacyjny

Newralgicznym obszarem wpływającym na zaangażowanie pracowników jest komunikacja. Jako jedyny czynnik w badaniu, komunikacja znalazła się w kategorii „uważaj” we wszystkich trzech wymiarach zaangażowania: emocjonalnym, motywacyjnym i racjonalnym. Wyniki badania „Zaangażowanie 2025” wskazują, że coraz częściej nie spełnia ona swojej podstawowej funkcji – nie zapewnia jasności kierunku, spójności przekazu ani poczucia sensu podejmowanych działań. Aż 40 proc. pracowników – o 4 p.p. więcej niż rok wcześniej – oceniło przepływ informacji na linii zarząd–pracownicy jako niewystarczający. Jednocześnie zmniejszył się odsetek osób deklarujących znajomość misji organizacji (z 70 proc. w 2024 do 65 proc. w 2025 roku). Wiedzę na temat planów i bieżącej sytuacji firmy potwierdziło zaledwie 56 proc. respondentów.

Na papierze wszystko wygląda świetnie: wymieniamy tysiące maili, tworzymy dziesiątki wątków na czatach i nie wychodzimy ze spotkań. Tyle że w tym wszystkim ginie to, co najważniejsze: konkretny kierunek i sens tego, co robimy – zaznacza Magda Pietkiewicz. – W wielu organizacjach komunikacja skupia się na ilości, a nie na jakości. Ludzie są zasypywani komunikatami, ale brakuje im kontekstu. Widzą zmiany, ale nie rozumieją, jakie decyzje za nimi stoją i dokąd właściwie zmierza firma. W takiej sytuacji, gdy pracownik czuje się jak trybik w maszynie, trudno oczekiwać inicjatywy czy realnego zaangażowania. Komunikacja nie jest już problemem operacyjnym. To fundamentalne zagrożenie dla zdolności organizacji do działania w warunkach niepewności – podkreśla ekspertka.

Kryzys zaufania i deficyt wpływu

Zebrane przez Enpulse dane wskazują również na rosnący kryzys przywództwa w rodzimych organizacjach. Aż 43 proc. badanych deklaruje, że nie ufa decyzjom kierownictwa. Jednocześnie 42 proc. respondentów uważa, że ich głos nie jest uwzględniany w procesach decyzyjnych – to o 3 p.p. więcej niż w poprzednim pomiarze. Skutkiem jest rosnąca niepewność i dystans pracowników. Gotowość do wpływania na to, co dzieje się w firmie, spadła rok do roku o 9 p.p. Rośnie również sceptycyzm wobec zmian wprowadzanych w organizacji. W ciągu roku o 3 p.p. zmniejszył się odsetek pracowników, którzy deklarują, że zmiany w miejscu pracy stanowią dla nich szansę na rozwój.

To, czy pracownicy ufają swoim przełożonym, czy czują, że ich głos realnie waży, i w jaki sposób interpretują zmiany zachodzące w firmie, to fundamenty organizacji. Brak otwartości w firmie to prosta droga do paraliżu – zauważa Magda Pietkiewicz. – Jeśli ludzie nie mają poczucia, że mogą być szczerzy, zadawać pytania i wyrażać wątpliwości bez obawy o konsekwencje, po prostu przestają się odzywać. Tak rodzi się wyuczona bezradność. Pracownik nie robi awantur, nie trzaska drzwiami – on po prostu po cichu wycofuje się z jakiegokolwiek starania ponad niezbędne minimum. To mechanizm, który sam się nakręca: im mniej rozmawiamy z „górą”, tym większy mur między nami wyrasta. W pewnym momencie dystans staje się tak duży, że komunikacja właściwie zamiera – dodaje.

Spadek ocen w tym obszarze niemal zawsze przekłada się na wolniejsze procesy decyzyjne i narastanie niejawnych opóźnień. Gdy pracownicy nie mają jasno określonych oczekiwań, zaczynają funkcjonować na poziomie minimum akceptowalnym, zamiast realizować pełen potencjał. Brak regularnej informacji zwrotnej prowadzi z kolei do rozmycia odpowiedzialności za wynik. W efekcie organizacja traci energię i dynamikę działania – często bez wyraźnego sygnału ostrzegawczego, takiego jak wzrost rotacji – podsumowuje ekspertka.

Zespoły tylko z nazwy

Osłabienie zaufania do organizacji coraz wyraźniej odbija się na relacjach w zespołach. Widać to w rozdźwięku między deklaracjami a rzeczywistym doświadczeniem pracy zespołowej. Choć 71 proc. badanych, o 3 p.p. więcej niż rok wcześniej, mówi, że „tworzy zespół”, to inne wskaźniki pokazują mniej optymistyczny obraz. O 5 p.p. rok do roku zmniejszyła się grupa respondentów Enpulse, którzy ocenili atmosferę w miejscu pracy jako przyjazną. Podobny spadek dotyczył odsetka osób, które uznały relacje ze współpracownikami za motywujące, a aż o 7 p.p. obniżyła się liczba badanych zgadzających się ze stwierdzeniem, że pracownicy chętnie sobie pomagają.

Kiedy w organizacji słabnie zaufanie, współpraca staje się fikcją. Formalnie zespoły nadal funkcjonują, realizują swoje zadania i dowożą wyniki, ale stopniowo słabnie to, co spaja je od środka. Tego nie widać od razu w tabelach, a w drobnych gestach, a raczej ich braku: nikt nie wyrywa się do pomocy koledze, nikt nie dzieli się wiedzą, jeśli nie musi, a branie wspólnej odpowiedzialności staje się zbyt ryzykowne. Ludzie zaczynają zachowywać bezpieczny dystans i stają się wobec siebie ostrożni. W ten sposób, krok po kroku, firma traci swoją największą wartość – autentyczne więzi, które pozwalają przetrwać trudniejsze momenty – mówi Magda Pietkiewicz.

Spadki w obszarze praktyk i atmosfery oznaczają, że organizacja traci zdolność do współpracy ponad strukturami, zanim pojawi się konflikt lub chaos – dodaje.

Marka pracodawcy pod presją

Budowanie wizerunku firmy przez jej pracowników stanowi dziś ważny element kultury organizacyjnej. Niestety, dane Enpulse wskazują, że już od kilku lat coraz mniej pracowników jest skłonnych do polecenia swojego pracodawcy. W 2025 roku ta grupa zmalała o 5 p.p. do 36 proc. w porównaniu zarówno z 2024, jak i z 2023 rokiem. Do poziomu 37 proc. wzrósł natomiast odsetek krytyków – osób najbardziej niezadowolonych z warunków panujących w organizacji i skłonnych do wyrażania negatywnych opinii na jej temat. Odsetek tej grupy rośnie nieprzerwanie od 2023 roku, a w porównaniu z 2024 rokiem zwiększył się aż o 7 p.p.

Kiedy praca zaczyna uwierać, znika też lojalność. Spadek liczby osób, które z czystym sumieniem poleciłyby swojego pracodawcę, to nie przypadek czy chwilowe wahnięcie. To efekt trendu, który narasta – wskazuje Magda Pietkiewicz.Już od kilku lat obserwujemy, że więź pracowników z firmą zwyczajnie pęka, a skumulowana frustracja zaczyna wylewać się na zewnątrz i uderzać w reputację marek. Działy HR stoją dziś przed ogromnym wyzwaniem: muszą zrozumieć, że walka o nowe talenty nie ma sensu, jeśli w tym samym czasie lojalność obecnych zespołów sypie się jak domek z kart. Wizerunek organizacji nie psuje się w mediach – psuje się najpierw w oczach własnych pracowników – podsumowuje ekspertka.

Zmiana nastrojów

Dane zebrane przez Enpulse w ramach badania „Zaangażowanie 2025” pokazują wyraźny spadek zaangażowania polskich pracowników. Co ważne, obniżeniu uległy nie tylko wskaźniki obiektywne, lecz także subiektywne odczucia zatrudnionych. W 2025 roku 69 proc. respondentów zadeklarowało wysoki poziom zaangażowania w wykonywaną pracę. Jest to wynik niższy o 6 p.p. w porównaniu z latami 2024 i 2023. Podobny odsetek ankietowanych, 65 proc., przyznał, że jest zadowolony ze swojego miejsca pracy i lubi w nim pracować, co oznacza spadek o 5 p.p. względem 2024 roku i aż o 7 p.p. w porównaniu do 2023.

Choć ogólny poziom zaangażowania wciąż można uznać za zadowalający, to dane kryją w sobie niepokojącą prawdę: dla wielu osób praca stała się poczekalnią. To bezpośredni skutek tego, co dzieje się na rynku: ofert jest mniej, konkurencja rośnie, a poczucie bezpieczeństwa zawodowego niemal wyparowało. Dla organizacji to cichy zabójca – innowacyjność wyhamowuje, najlepsi specjaliści zaczynają się wypalać, a marka pracodawcy staje się pustym hasłem. Organizacja przestaje się rozwijać, nawet jeśli na papierze rotacja pracowników wydaje się niska – podkreśla Magda Pietkiewicz.

By zapobiec temu zjawisku, konieczny jest powrót do fundamentów: przejrzystej komunikacji zarządu i oddania pracownikom realnego wpływu na firmę. One muszą być wpisane w DNA organizacji i jej procedury. Bez tego nie ma mowy o odbudowaniu lojalności zespołu. W tym kontekście kluczowe może okazać się wdrażanie norm, takich jak ISO 10018. To one motywują liderów do traktowania ludzi jako części strategii biznesowej, a nie tylko ładnego hasła na LinkedIn – podsumowuje ekspertka.

Cały raport „Zaangażowanie 2025” dostępny jest do pobrania pod tym linkiem: https://www.enpulse.eu/raport-zaangazowanie-2025

Nota metodologiczna: Badanie „Zaangażowanie 2025” zostało zrealizowane w okresie od 1 stycznia do 31 grudnia 2025 roku. Pomiar przeprowadzono z wykorzystaniem autorskiej metodologii Enpulse. W badaniu wzięło udział 100 000 pracowników polskich firm z różnych branż i regionów kraju. Próba obejmowała osoby powyżej 18. roku życia, zatrudnione na różnych stanowiskach i szczeblach organizacyjnych.

Zarządzanie agentami AI będzie kluczową kompetencją w 5 lat

Wdrażanie sztucznej inteligencji przynosi wymierne korzyści: 74% firm deklaruje pozytywny wpływ AI na biznes, ale jedynie 24% osiąga zwrot z inwestycji w wielu zastosowaniach jednocześnie – wynika z raportu „KPMG Global Tech Report”. W odpowiedzi na rosnącą rolę technologii, 90% organizacji planuje w ciągu najbliższego roku rozwijać partnerstwa i ekosystemy technologiczne, choć ponad połowa firm (53%) nadal zmaga się z niedoborem talentów niezbędnych do realizacji strategii transformacji cyfrowej. Jednym z głównych obszarów inwestycji staje się Agentic AI, a niemal wszystkie organizacje przewidują, że umiejętność zarządzania AI będzie kluczowa w ciągu najbliższych pięciu lat. Z badania wynika również, że tylko 11% organizacji osiągnęło najwyższy poziom dojrzałości technologicznej, choć połowa badanych deklaruje, że znajdzie się na tym poziomie do końca 2026 roku.

Sztuczna inteligencja jest obecnie postrzegana jako strategiczna konieczność, a nie tylko branżowy trend. 68% respondentów badania dąży do osiągnięcia najwyższego poziomu dojrzałości AI w swoich organizacjach. 88% firm już inwestuje w Agentic AI (agentowa sztuczna inteligencja) autonomicznych cyfrowych agentów, którzy przekształcają operacje i procesy decyzyjne, a 92% przewiduje, że zarządzanie agentami AI stanie się kluczową kompetencją w ciągu najbliższych pięciu lat.

Firmy inwestują w rozwój pracowników i tworzenie elastycznych zespołów

Mimo rosnącej roli sztucznej inteligencji, organizacje spodziewają się, że w 2027 roku 42% kadry technologicznej nadal będą stanowili pracownicy etatowi – to spadek zaledwie o 5 p.p. w porównaniu z 2025 rokiem. Najlepsze firmy planują utrzymać jeszcze większą część stałego personelu – aż 50% – co pokazuje, że ludzkie kompetencje wciąż mają ogromne znaczenie obok AI. Jednocześnie 53% firm przyznaje, że wciąż brakuje im odpowiednich talentów do realizacji strategii cyfrowych. Do 2027 roku cyfrowi asystenci i agenci AI mają odpowiadać za 36% całkowitej zdolności operacyjnej zespołów IT, wobec 28% obecnie – co oznacza wzrost o 8 p.p.

92% organizacji uważa, że w ciągu najbliższych pięciu lat zarządzanie agentami AI stanie się kluczową umiejętnością. Najbardziej skuteczne firmy stawiają równocześnie na technologię i ludzi, dając pracownikom narzędzia do innowacji i szybkiego przystosowywania się do zmian. Pomimo szybkiej adopcji AI kluczowe pozostaną kompetencje ludzkie: podejmowanie decyzji, nadzór, odpowiedzialność i zdolność do integracji technologii z celami biznesowymi.

Transformacja cyfrowa w Polsce wchodzi w nową fazę dojrzałości. Organizacje coraz bardziej odczuwają konsekwencje narastającego długu technologicznego, który ogranicza zdolność do dalszego skalowania innowacji. Doświadczenie pokazuje, że firmy osiągające najlepsze wyniki nie przyspieszają kosztem fundamentów – przeciwnie, inwestują w stabilną architekturę, kompetencje zespołów i długofalowe planowanie. To właśnie solidne fundamenty i wysokiej jakości dane stanowią dziś podstawę do sprawnego wykorzystania kolejnych innowacji – automatyzacji, budowy agentów AI, zaawansowanej analityki i predykcji. Dzięki temu organizacje mogą skuteczniej reagować na zmienność rynku i rosnącą presję konkurencyjną – mówi Dorota Zaremba, Partnerka, Szefowa Zespołu SAP, KPMG w Polsce.

Nowe podejście do mierzenia wartości AI

Wraz ze wzrostem skali wdrożeń sztucznej inteligencji firmy coraz częściej weryfikują sposób oceny ich efektywności. Tradycyjne wskaźniki ROI nie oddają realnej wartości inicjatyw AI – wskazuje na to 58% respondentów badania KPMG. Choć 74% organizacji deklaruje mierzalne korzyści biznesowe, tylko 24% osiąga dodatni zwrot w wielu zastosowaniach jednocześnie. Problemem nie jest brak efektów, lecz trudność w ich udokumentowaniu, co potwierdza 55% kadry kierowniczej. Dane pokazują również, że ROI w AI nie rośnie liniowo – dopiero dojrzałe, spójne podejście do transformacji przynosi trwały wzrost wartości.

Badanie KPMG pokazuje, że o sukcesie organizacji nie przesądza samo wdrożenie nowych narzędzi, lecz przemyślany plan działania i konsekwencja w jego realizacji. Firmy w Polsce coraz rzadziej pytają, czy warto sięgać po AI, a coraz częściej – jak zrobić to bezpiecznie i tak, aby rozwiązania dało się stosować szerzej w całej organizacji. Wciąż jednak przeszkodą bywa włączenie AI do codziennej pracy. Często brakuje uporządkowania danych oraz spójnych zasad nadzoru i odpowiedzialności. Firmy, które już dziś porządkują kluczowe aplikacje i bazy danych oraz ustalają jasne zasady wdrażania i używania AI, będą w najbliższych latach wyraźnie lepiej przygotowane do wykorzystania tej technologii na większą skalę – mówi Andrzej Gałkowski, Partner, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Partnerstwa strategiczne napędzają wzrost

W zmieniającym się otoczeniu technologicznym ryzyko staje się świadomym elementem strategii. 87% firm zaklasyfikowanych jako te o najwyższych wynikach deklaruje gotowość do podejmowania większego ryzyka w obszarze nowych technologii, aby utrzymać konkurencyjność (w porównaniu z 78% pozostałych organizacji). Jednocześnie 90% organizacji planuje w ciągu najbliższego roku rozwijać partnerstwa i ekosystemy technologiczne, by pozyskać brakujące kompetencje. Rosnąca współzależność zwiększa jednak złożoność zarządzania – kwestie bezpieczeństwa, ochrony danych i własności intelektualnej należą dziś do głównych barier współpracy.

Na polskim rynku wyraźnie widać rozdźwięk między tym, jak wysoko organizacje oceniają wartość AI, a ich zdolnością do pokazania jej w twardych liczbach. Firmy dostrzegają poprawę produktywności i jakości decyzji, ale wciąż zbyt rzadko przekładają te efekty na konkretne, mierzalne wskaźniki. Najlepsze wyniki osiągają te organizacje, które już na etapie planowania zastosowań AI określają, jak dana inicjatywa wpłynie na koszty, przychody albo poziom ryzyka, zamiast próbować udowadniać opłacalność dopiero po wdrożeniu – komentuje Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science, KPMG w Polsce.

O raporcie:

Publikacja „KPMG Global Tech Report” opiera się na badaniu przeprowadzonym wśród 2 500 osób odpowiedzialnych za technologię w firmach z 27 krajów, reprezentujących osiem kluczowych sektorów gospodarki. Wszystkie analizowane organizacje osiągają roczne przychody przekraczające 100 mln USD. Raport uzupełniono wywiadami z liderami globalnych firm technologicznych, co pozwoliło połączyć dane ilościowe z praktyczną perspektywą rynkową.

Fed zmienia ton, dolar rośnie: rynek kasuje marcową obniżkę

Podczas czwartkowej sesji nie ma nudy. Zadbali o to przede wszystkim decydenci z FOMC i opublikowane wczoraj „minutki” ze styczniowego posiedzenia. Swoje dokłada też wzrost napięcia na Bliskim Wschodzie. Lokalnie dostajemy sporą paczkę rozczarowań z polskiej gospodarki.

FOMC szokuje

Wczorajsze minutki z posiedzenia FOMC przyniosły zaskakującą zmianę tonu – branżowe media prześcigają się w krzykliwych nagłówkach, bo kilku członków Komitetu wprost wskazało, że Rezerwa Federalna może być zmuszona do podniesienia stóp procentowych, jeśli inflacja pozostanie uporczywie wysoka. To istotna wolta względem wcześniejszych założeń, według których Fed miał jedynie wybierać pomiędzy kolejnymi cięciami a przerwą w procesie łagodzenia. „Most participants” ostrzegało, że postęp w kierunku celu inflacyjnego wynoszącego 2 procent może być „wolniejszy i bardziej nierówny niż powszechnie oczekiwano” oraz że ryzyko trwale podwyższonej inflacji jest „znaczące”. Głosowanie na styczniowym posiedzeniu wypadło 10 do 2 za utrzymaniem docelowego przedziału stóp na poziomie 3,5-3,75 – przeciwni byli gubernatorzy Christopher Waller i Stephen Miran, którzy optowali za natychmiastowym cięciem o 25 punktów bazowych. Stąd też rynek absolutnie nie spodziewał się, że przeciwny ruch może być „on the table”. Rynki zareagowały natychmiast: dolar umocnił się, rentowności obligacji wzrosły, a wyceny prawdopodobieństwa marcowej obniżki spadły praktycznie do zera. Wszystko wskazuje na to, że erę „łatwych cięć” można spisać na straty, zanim się ona na dobre rozpoczęła.

Rozmowy z pistoletem w kieszeni

Od wczoraj prawdopodobieństwo pełnoskalowego konfliktu zbrojnego pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem dramatycznie wzrosło. Waszyngton przerzuca do regionu ogromne zasoby wojskowe – oprócz grupy uderzeniowej USS Abraham Lincoln, która już operuje na Morzu Arabskim, w drogę wyruszył drugi lotniskowiec USS Gerald R. Ford wraz z towarzyszącymi okrętami. Według wysokiego rangą urzędnika amerykańskiego cytowanego przez Reutersa „pełne siły powinny być na miejscu do połowy marca”. Sekretarz stanu Marco Rubio ma się spotkać z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu 28 lutego w celu omówienia „kwestii irańskiej”. Były szef izraelskiego wywiadu wojskowego Amos Yadlin powiedział wczoraj w telewizji, że nie poleciałby za granicę w ten weekend – wprost sugerując, że atak może nastąpić w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin. Iran nie pozostaje bierny – dziś rozpoczęły się wspólne ćwiczenia morskie Iranu i Rosji na Morzu Omańskim i północnym Oceanie Indyjskim. Jednocześnie Zjednoczone Emiraty Arabskie ostrzegły, że nie pozwolą na przeprowadzanie operacji wojskowych ze swojego terytorium lub przestrzeni powietrznej, Turcja (jak zwykle) zaoferowała mediację. Dla rynków walutowych kluczowe znaczenie ma Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa około 20 procent światowej konsumpcji ropy, a która w razie konfliktu zostałaby całkowicie zablokowana. Każda eskalacja w tym regionie to potencjalny szok cenowy i ucieczka kapitału do bezpiecznych przystani.

Na ręcznym hamulcu

Na rynkach dzieje się zdecydowanie za dużo, jednak i lokalnie dostajemy ważne impulsy pod handel. Dzisiejsze dane makroekonomiczne z Polski to porcja złych wieści. O godzinie 10:00 GUS opublikował trzy kluczowe zestawy danych i wszystkie rozczarowały. Najważniejsze to sytuacja na rynku pracy – przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w styczniu zaledwie o 6,1% rok do roku wobec prognozowanych 7,2% i poprzednich 8,6%. Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło o 0,8% r/r wobec prognozy -0,6% i poprzedniego -0,7%, co oznacza, że trend spadkowy się pogłębia. Jeszcze gorzej wyglądają dane o produkcji przemysłowej, która zamiast rosnąć o prognozowane 2% r/r spadła o 1,5% wobec poprzedniego wzrostu aż o 7,3% – to różnica prawie 9 punktów procentowych względem grudnia i przejście ze wzrostu w głęboki spadek. Produkcja budowlano-montażowa runęła o 12,8% r/r przy prognozie -5% i poprzednim wzroście o 4,5%. Dla złotego to wyraźnie negatywny sygnał – słabsza kondycja gospodarki osłabia argumenty za utrzymaniem obecnego poziomu stóp procentowych przez NBP, a im większa przestrzeń dla obniżek, tym mniejsza atrakcyjność PLN dla inwestorów. EUR/PLN znajduje się obecnie powyżej 4,22 zł i ma teraz solidne fundamenty do dalszego ruchu w górę.

Coal Energy S.A. podpisała umowę z amerykańskim partnerem ws. sprzedaży praw do złoża metali w Kalifornii

Coal Energy S.A., zarejestrowana w Luksemburgu i notowana na GPW spółka z branży górniczej, zawarła umowę z Minerals Plus LLC z siedzibą w Stanach Zjednoczonych, która posiada prawa do zagospodarowania złoża metali szlachetnych zlokalizowanego w Kalifornii. Przedmiotem umowy jest świadczenie przez spółkę usług polegających na sprzedaży prawa do zagospodarowania złoża Pedry Polymetallic Deposit, obejmującego złoto, srebro, miedź, cynk oraz ołów. Zawarcie kontraktu stanowi element realizacji strategii rozwoju działalności inwestycyjno-doradczej Coal Energy S.A. Wysokie ceny metali szlachetnych i potencjał tkwiący w kalifornijskim złożu sprawiają, że spółka widzi we współpracy z amerykańskim partnerem istotne perspektywy rozwoju.

– Obserwujemy obecnie wyjątkową sytuację na rynku metali szlachetnych. Pomimo krótkoterminowych wahań, ceny takich surowców jak złoto i srebro pozostają na historycznie wysokich poziomach, co znajduje odzwierciedlenie w silnym popycie ze strony inwestorów oraz instytucji finansowych. To sprzyjające otoczenie rynkowe, w połączeniu z atrakcyjnym położeniem geograficznym złoża w Kalifornii, sprawia, że dostrzegamy w projekcie wysoki potencjał komercyjny i istotne perspektywy dalszego rozwoju dla naszej spółki – mówi Wiktor Wiśniowiecki, prezes Coal Energy S.A.

Umowa zawarta 18 lutego 2026 r. zakłada, że w ramach wynagrodzenia spółka notowana na GPW otrzyma premię o wartości środków uzyskanych ze sprzedaży aktywa przez Minerals Plus LLC ponad wartość sprzedaży określoną w kontrakcie.

W ramach prowadzonej działalności inwestycyjno-doradczej Coal Energy S.A. prowadzi działania obejmujące zarówno poszukiwanie inwestorów dla projektów związanych z zagospodarowaniem złóż na zlecenie podmiotów górniczych, jak i sprzedaż aktywów górniczych lub praw do ich eksploatacji na zlecenie właścicieli tych złóż.

Wieloletnie doświadczenie Coal Energy S.A. w eksploatacji złóż węgla, przeróbce złóż oraz prowadzeniu robót górniczych pozwoliło na utworzenie wyspecjalizowanego zespołu złożonego ze specjalistów górniczo-ekonomicznych, analityków oraz ekspertów ds. negocjacji. Zespół ten funkcjonuje od dłuższego czasu w ramach działu inwestycyjnego spółki i odpowiada za realizację projektów o charakterze doradczo-inwestycyjnym, w tym także projektu dotyczącego złoża metali szlachetnych w Kalifornii.

Pokładamy duże nadzieje w naszym zespole odpowiedzialnym za prace inwestycyjno-konsultingowo-analityczne. Wyróżniają go kompetencje, które budowaliśmy przez lata w ramach działalności operacyjnej, a dziś możemy z nich czerpać w celu prowadzenia projektów takich jak ten realizowany wraz z Minerals Plus LLC, oraz kolejnych  przedsięwzięć tego typu – powiedział Wiktor Wiśniowiecki, prezes Coal Energy S.A.

W ramach projektu skoncentrowanego wokół złoża Pedry Polymetallic Deposit została przeprowadzona szczegółowa analiza potencjału złoża metali szlachetnych, oparta na rynkowej metodologii wyceny oraz porównaniu z kilkunastoma analogicznymi złożami zlokalizowanymi w Kalifornii. Pogłębiona analiza objęła m.in. ocenę struktury geologicznej złoża, selektywne podejście do jego eksploatacji, uwarunkowania ekonomiczne projektu i porównanie ze specyfiką kilkunastu innych złóż metali szlachetnych zlokalizowanych w Kalifornii.

Korzystne położenie geograficzne złoża metali szlachetnych w Kalifornii, na terenie o niskim stopniu zaludnienia oraz z dobrym dostępem do infrastruktury logistycznej, znacząco poprawia potencjał jego komercjalizacji. Tereny pustynne, na których leży złoże, ułatwiają planowanie inwestycji i redukują bariery środowiskowe i społeczne. Historycznie wysokie ceny metali szlachetnych, potencjał tkwiący w złożu oraz wyniki przeprowadzonej analizy sprawiają, że spółka dostrzega duży potencjał w realizacji nowo zawartego kontraktu.

Detoks od benefitów. Pracownicy w 2026 roku wolą gotówkę zamiast owocowych czwartków i kart sportowych

Rok 2026 przynosi na polskim rynku pracy fundamentalną zmianę preferencji pracowniczych: tradycyjne benefity pozapłacowe coraz częściej przegrywają z bezpośrednimi korzyściami finansowymi. Wchodzimy w czas twardej ekonomii HR, eliminując „employer brandingowe gadżety”. Rosną oczekiwania dotyczące wyższej pensji i transparentności płacowej. To sygnał dla pracodawców – „owocowe czwartki”, karty sportowe czy drobne dodatki przestają być magnesem rekrutacyjnym wobec realnych oczekiwań finansowych zatrudnionych w Polsce.

Inflacja stylu życia zmienia reguły gry, a „miękkie” benefity przegrywają z twardą ekonomią. To wyraźny zwrot w polityce wynagrodzeń i oczekiwaniach pracowników. Po dekadzie intensywnego rozwoju benefitów pozapłacowych, kreatywnych pakietów wellbeingowych i rozbudowanych programów brandingowych, rynek pracy wraca do fundamentów: stawki godzinowej, stabilności zatrudnienia i realnej wartości wynagrodzenia netto. Z analiz Centrum Analitycznego Gremi Personal wynika, że pracownicy, szczególnie fizyczni oraz średniego szczebla, coraz częściej rezygnują z kart sportowych, prywatnych pakietów medycznych czy ubezpieczeń grupowych, oczekując w zamian wyższej podstawy wynagrodzenia. W obliczu rosnących kosztów najmu, rat kredytowych, energii i usług, benefity przestają być postrzegane jako przewaga konkurencyjna pracodawcy. – Obserwujemy wyraźny „detoks od benefitów”. Pracownicy liczą dziś każdą złotówkę i coraz częściej zadają jedno pytanie: ile realnie dostanę na konto? – wskazują eksperci Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Powrót do podstaw: stawka godzinowa ważniejsza niż pakiet kafeteryjny

Zmiana preferencji jest szczególnie widoczna w sektorach produkcyjnych, logistycznych, przetwórstwie, budownictwie oraz w usługach operacyjnych. Tam pracownicy kalkulują w sposób bezpośredni: podwyżka o kilka złotych na godzinie oznacza realny wzrost miesięcznego budżetu domowego o kilkaset złotych. W porównaniu z tym, karta sportowa czy okazjonalne benefity żywieniowe przestają mieć znaczenie.

Centrum Analityczne Gremi Personal w swoich badaniach jakościowych z przełomu 2025 i 2026 r. wskazuje, że:

  • pracownicy niższych i średnich szczebli w pierwszej kolejności negocjują wysokość podstawy wynagrodzenia,
  • elastyczne benefity są postrzegane jako „dodatki”, a nie element kluczowy decyzji o zatrudnieniu,
  • rośnie gotowość do zmiany pracodawcy nawet przy niewielkiej różnicy w stawce godzinowej.

Widzimy wyraźne odejście od narracji „pracuj u nas, bo mamy świetną atmosferę i benefity”. Dziś komunikat rekrutacyjny, który nie zawiera konkretnej i konkurencyjnej stawki, traci na skuteczności. Transparentność i jasne widełki płacowe stały się fundamentem procesu rekrutacyjnego – tłumaczy Oleg Rudenko, analityk Centrum Analitycznego Gremi Personal.

W praktyce oznacza to, że bez względu na to, czy pracownik ma dostęp do karty sportowej, czy prywatnej opieki medycznej, doświadcza on napięcia finansowego, które przekłada się na jego postrzeganie wartości pracy. Pracownicy coraz częściej dostrzegają, że realna gotówka daje im autonomię decydowania, jak ją spożytkować, podczas gdy benefity często narzucają z góry sposób wykorzystania środków. To fundamentalna zmiana perspektywy – z pracownika postrzegającego benefity jako dodatek do wynagrodzenia, na pracownika oczekującego, że podstawa płacowa będzie adekwatna do realnych kosztów życia.

Analitycy Centrum Analitycznego Gremi Personal wyraźnie wskazują: pracownicy nie chcą rezygnować z benefitów ze względu na ich formę, lecz dlatego, że coraz częściej widzą w nich rozwiązania zastępcze wobec wzrostu wynagrodzeń, co w obecnej sytuacji gospodarczej jest dla nich mniej atrakcyjne.                   – Pracownik w 2026 roku nie chce, aby pracodawca decydował za niego, czy ważniejsza jest karta sportowa, czy pakiet medyczny. On chce sam zdecydować, czy przeznaczy dodatkowe środki na czynsz, edukację dziecka, oszczędności czy rekreację. Gotówka daje autonomię, a autonomia jest dziś kluczową wartością – dodaje analityk.

Transparentne płace i terminowość wypłat – nowy fundament zaufania w relacjach pracodawca-pracownik

Trend oddalania się od benefitów nie oznacza automatycznego zaniku świadczeń pozapłacowych, lecz redefinicję ich roli. W warunkach, kiedy pensje nominalnie mogą rosnąć wolniej niż oczekiwania pracowników, większą wagę przykłada się do transparentności płacowej i jasnej komunikacji zasad wynagradzania. Coraz więcej pracowników oczekuje, że w ofertach pracy znajdą konkretne stawki i jasno określone widełki płacowe, zamiast ogólnikowych obietnic dotyczących pakietów benefitów. To przekłada się na większe zaufanie oraz poczucie bezpieczeństwa i sprawiedliwości, którego nie zapewniały nawet najbardziej efektowne dodatki. Centrum Analityczne obserwuje, że zadania działów HR w 2026 r. skupiają się w większym stopniu na budowaniu strategii komunikacji wynagrodzeń i eliminowaniu luk percepcyjnych między oczekiwaniami pracowników a realnymi warunkami zatrudnienia. W praktyce oznacza to, że terminowość wypłat, klarowność zasad premiowania i możliwość negocjacji stawek stały się równie istotne jak sama wysokość wynagrodzenia. W kontekście tych zmian, pracodawcy zaczynają przesuwać akcent w swoich politykach personalnych – nie tylko na to, co oferują, ale na to jak to komunikują. Dla kandydatów i pracowników klarowna struktura wynagrodzenia buduje poczucie sprawiedliwości i ich lojalność wobec organizacji.

Co to oznacza dla działów HR i zarządów? Strategiczna rewizja polityki wynagrodzeń

Zmiana preferencji zatrudnionych ma realne konsekwencje dla strategii HR i polityki wynagrodzeń. Firmy, które próbują konkurować wyłącznie poprzez bogate pakiety benefitów, mogą coraz częściej napotykać na trudności w przyciąganiu i utrzymywaniu pracowników, szczególnie w segmentach, gdzie pracownikom zależy na poprawie swojej sytuacji finansowej tu i teraz. W odpowiedzi na to, praktyki HR ewoluują w kierunku bardziej elastycznych i transparentnych struktur wynagrodzeń, które dają pracownikom poczucie kontroli i bezpieczeństwa.

W organizacjach pojawia się też rosnąca świadomość, że benefity muszą być ściśle dopasowane do faktycznych potrzeb pracowników, a nie jedynie zaprojektowane jako element wizerunkowy. To wymusza bardziej analityczne podejście do polityk HR – oparte na danych, badaniach preferencji pracowniczych oraz faktycznym wpływie oferowanych rozwiązań na życie zawodowe i prywatne zatrudnionych. – Nie mówimy o całkowitym końcu benefitów. Mówimy o ich racjonalizacji. Benefity muszą wspierać strategię firmy, ale nie mogą zastępować konkurencyjnej płacy. Rynek wraca do fundamentów: uczciwej stawki, stabilności i transparentności – podsumowuje Oleg Rudenko.

Centrum Analityczne Gremi Personal przewiduje, że firmy które nie dostosują swojego podejścia w 2026 r. mogą zauważyć spadek efektywności procesów rekrutacyjnych i większą rotację, szczególnie wśród pracowników młodszych pokoleń oraz tych, których pozycja rynkowa jest relatywnie silna.

„Detoks od benefitów” nie jest chwilową modą, lecz konsekwencją głębokich zmian ekonomicznych i społecznych. Pracownicy w 2026 roku są bardziej świadomi kosztów życia, bardziej mobilni i bardziej pragmatyczni. W tej rzeczywistości firmy, które zrozumieją powrót do „twardej ekonomii” w HR, zyskają przewagę konkurencyjną. Te, które pozostaną przy strategii opierającej się głównie na miękkich dodatkach, mogą napotkać trudności w pozyskiwaniu i utrzymaniu kluczowych kadr operacyjnych.

Ochłodzenie w budownictwie mieszkaniowym: pogoda czy początek słabszego trendu?

Styczniowe dane GUS pokazują wyraźne ochłodzenie w statystykach rynku mieszkaniowego. Liczba rozpoczętych budów spadła o blisko 30 proc. rok do roku, mniej było także pozwoleń i mieszkań oddanych do użytkowania.

Część spadków można tłumaczyć niesprzyjającą pogodą i efektem bardzo wysokiej bazy z końca 2025 r. Na jednoznaczne wnioski dotyczące trendów w 2026 r. jest jednak jeszcze za wcześnie.

Rozpoczęte budowy: pogoda mogła dać się we znaki

O ile w zestawieniu z grudniem, styczniowy rezultat 8888 lokali, których budowę rozpoczęto, jest niemal identyczny, bo wzrósł o +0,5 proc., to porównanie ze styczniem ubiegłego roku wypada dla branży dość blado. Spadek r/r wyniósł bowiem 29,6 proc.

Na tym etapie trudno jednak wyrokować, czy będzie to prognostyk delikatnego spadku dynamiki nowych inwestycji, czy też głównym winowajcą były mało sprzyjające warunki atmosferyczne. Faktem jest jednak, że w zestawieniach kwartalnych za 2025 r. widoczne było sukcesywne obniżanie wolumenów nowych projektów – zauważa Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim Związku Firm Deweloperskich. I dodaje: – Zważywszy na bardzo wysokie poziomy dostępnych mieszkań w ofercie i bardzo dobre wyniki w 2024 r., delikatne wyhamowanie nie powinno być dla nikogo zaskakujące.

Pozwolenia na budowę

Liczba mieszkań, dla których wydano pozwolenia na budowę spadła w sektorze deweloperskim w porównaniu do stycznia 2025 r. o 14 proc. i wyniosła 11 680. Względem miesiąca poprzedzającego, wynik ten był natomiast gorszy o 41,6 proc. Warto jednak dodać, że grudzień był pod tym względem najlepszym okresem od czerwca 2022 r. – pozornie drastyczny spadek wynika zatem również z efektu wysokiej bazy.

Na dziś, trudno jest przesądzać o tendencjach, które możemy obserwować w zakresie pozwoleń w 2026 r. Szczególnie, że spory wpływ na ruchy inwestorów mogą mieć nowe regulacje. Złożenie wniosku o pozwolenie na budowę w określonym terminie jest bowiem często motywowane próbą realizacji projektu w oparciu o dotychczasowe, dobrze znane przepisy. Stąd właśnie, w pewnych okresach na przestrzeni roku, możemy obserwować nierównomierne rozłożenie uzyskiwanych pozwoleń – komentuje ekspert PZFD.

W tym roku bodźcami zakłócającymi wyniki mogą być regulacje o miejscach doraźnego schronienia, które dotyczą wszystkich wniosków o pozwolenie na budowę złożonych po 1 stycznia, oraz nowe przepisy dotyczące warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki, planowane do wprowadzenia od 20 września.

Mieszkania oddane do użytkowania

Bez wątpienia wpływ niesprzyjającej pogody mógł być najbardziej widoczny w zakresie mieszkań oddanych do użytkowania. Deweloperzy oddali 8 609 lokali, o 11,4 proc. mniej niż w tym samym okresie rok wcześniej.

Choć styczniowe mrozy nie sprzyjały finalizacji robót, a spadek względem grudnia (m/m) był znaczący (-47,5 proc.) podkreślić należy, że nigdy w historii nie zdarzyło się, aby deweloperzy oddali do użytkowania więcej lokali w styczniu niż w poprzedzającym go grudniu. – Wynika to z chęci finalizacji inwestycji przed zakończeniem roku kalendarzowego, na co wpływają zasady raportowania dotyczące przekazań lokali, a także chęć uniknięcia najbardziej srogich warunków prowadzenia robót – uważa Patryk Kozierkiewicz.

Podkreślić jednak należy, że z uwagi na dynamikę inwestycji obserwowaną w poprzednich dwóch latach, liczba mieszkań oddanych do użytkowania w ujęciu rocznym powinna na koniec 2026 r. być wyższa niż miało to miejsce w roku 2024 czy 2025.

OZE w Polsce: potencjał rośnie, system się dusi – co trzeba zmienić

Ministerstwo Klimatu i Środowiska poinformowało, że na koniec 2025 roku odnawialne źródła energii przekroczyły 50 procent mocy zainstalowanej w Polsce. To ważny sygnał, że transformacja energetyczna się dokonuje. Czy jednak we właściwym kierunki i tempie? Warto zwrócić tutaj uwagę, że moc zainstalowana to tylko potencjał technologii. O realnej sile systemu, jego stabilności, kosztach energii i konkurencyjności gospodarki decyduje przede wszystkim to, ile z tej mocy jesteśmy w stanie wykorzystać i jak wygląda struktura miksu energetycznego. Dzisiaj branża OZE boryka się z wyłączeniami źródeł w wietrzne i słoneczne dni, gdyż system nie jest w stanie odebrać tej mocy.

Dlatego pytanie na 2026 rok i nadchodzące lata brzmi: czy regulacje i administracja są gotowe, aby pozwolić OZE rosnąć w takim tempie, jakie jest potrzebne, a co najważniejsze czy nadążać będzie za zmianami po stronie całego systemu?

Moc zainstalowana a produkowana

W Polsce 2025 roku zielona energia stanowiła 31,4 procent produkcji prądu, mimo że OZE odpowiadały już za ponad połowę zainstalowanej mocy. Różnica pomiędzy mocą a realną generacją, pokazuje problem strukturalny. Polska ma podobny udział mocy OZE jak Dania, ale wykorzystuje ją zdecydowanie słabiej. Duński system, oparty przede wszystkim na wietrze, pozwala uzyskać 80-88 procent energii elektrycznej z OZE. W Niemczech, gdzie udział mocy OZE wynosi około 70 procent, udział w produkcji przekracza 56-62 procent.

W Polsce jest inaczej. OZE rosną szybko, jednak rozwój opiera się głównie na fotowoltaice, która ma niski współczynnik wykorzystania mocy, zwłaszcza zimą. To właśnie dlatego nominalnie mamy moc, ale realnie wytwarzamy z niej znacznie mniej niż nasi sąsiedzi. Brakuje spójnej strategii i odpowiedniej proporcji źródeł.

Konsekwencje są widoczne na co dzień. W momentach wysokiej generacji OZE system nie jest w stanie jej przyjąć, ponieważ bloki węglowe muszą utrzymywać minimalny poziom pracy dla zachowania stabilności sieci. W okresach niskiej generacji – szczególnie zimą – fotowoltaika nie jest w stanie wesprzeć systemu, a różnica musi być pokrywana z konwencjonalnych źródeł.

Skala ambicji i lekcje płynące z innych krajów

Plan PSE do 2036 roku zakłada duży wzrost mocy: do 43 GW fotowoltaiki, 28 GW wiatru na lądzie i prawie 14 GW wiatru na morzu. Pamiętać jednak należy że, PV pracuje efektywnie zaledwie na poziomie 10-12 procent, a energii ze słońca w miksie energetycznym mamy już całkiem dużo. Z kolei wiatr na lądzie (onshore) osiąga 25-35 procent efektywnego wykorzystania. Taki współczynnik wraz z relatywnie niskim kosztem budowy parków wiatrowych, a co za tym idzie najniższą ceną produkowanej energii, wskazuje na dużą atrakcyjność tego elementu miksu energetycznego. Offshore zbliża się nawet do 50 procent produktywności, ale cena energii jest kilkakrotnie wyższa niż wiatru “lądowego”.

Nic dziwnego, że Niemcy i Dania osiągają wielokrotnie wyższy udział OZE w produkcji energii. Oba kraje wykorzystują przede wszystkim wiatr na lądzie. Dania ma przy tym jedynie 2,9 procent mocy w offshore, ale mimo to osiąga najwyższy udział OZE w produkcji w całej Europie. Decyduje struktura, nie nominalna moc.

Offshore oraz planowana energetyka jądrowa są niezbędne w miksie energetycznym, lecz nie poprawią efektywności całego systemu. Tę rolę pełni wiatr na lądzie, który w Polsce jest wciąż jako technologia ograniczany regulacjami i brakiem jasnej polityki, sprzeczną narracją administracji rządowej i podległych instytucji.

Dekada 10H, dekada budowy nowych przeszkód

W 2016 zasada 10H zatrzymała rozwój energetyki wiatrowej na ladzie. W 2023 energetyka wiatrowa dostała swój bezpieczny dystans do zabudowy mieszkaniowej w postaci 700m. Obietnice zniesienia zasady 10H do dzisiaj się w pełni nie ziściły. Cały czas dyskutowane są dowolne interpretacje 700 metrowej odległości do zabudowy z Regionalnymi Dyrekcjami Ochrony Środowiska. W niektórych przypadkach blokada trwa mimo 700 metrów. Ciągłe zmiany prawa planistycznego znacząco utrudniają proces rozwoju projektów. Plany ogólne, zmiany terminów, do tego ZPI (Zintegrowany Plan Inwestycyjny), a na horyzoncie OPRO (Obszary Przyspieszonego Rozwoju OZE) – otoczenie regulacyjne to chaos, którego nigdy wcześniej nie było. Do tego wszystkiego wydłużające się procedury środowiskowe, wraz nowymi wytycznymi dla branży wiatrowej wprowadzanymi bez konsultacji z branżą. A przecież miała być deregulacja, przyspieszenie i nacisk na rozwój OZE.

Przyłączenia i „zamrożenie” sieci

Przyłączenia pozostają barierą rozwoju OZE. Procedury są wydłużone. To powoduje sytuację, w której moce są gotowe, projekty przygotowane, a operatorzy nie mogą ich przyłączyć. Odblokowanie „uwięzionych mocy”, przyspieszenie decyzji przyłączeniowych i jasne zasady współpracy z operatorami sieci są kluczowe, by rozwój OZE mógł być kontynuowany. Dyskusja na ten temat jednak trwa i potencjalne zmiany prawa energetycznego mogą zmienić sytuację w tym zakresie. Oceny zmian będziemy mogli dokonać po ich wejściu w życie.

Blokada rozwoju wiatru na lądzie a obronność

Nikt nie dyskutuje z koniecznością skupienia się w obecnym czasie nad budową państwa odpornego na niepokoje i zagrożenia na wschodzie. Silne i bezpieczne państwo, to również takie które posiada rozproszoną energetykę – trudną do zniszczenia w krótkim czasie. Taką przewagę zapewnia lądowa energetyka wiatrowa. Dlatego ciężko zrozumieć wykluczenie olbrzymich obszarów naszego kraju z możliwości budowania na nich elektrowni wiatrowych. Dotyczy to też nie tylko nowych mocy wiatrowych, ale też przyszłego repoweringu. Pozostaje mieć nadzieję na konstruktywny dialog w tym temacie.  Ograniczenia wynikające z potrzeb obronnych są zrozumiałe, ale muszą być oparte na przejrzystych zasadach. Nieprzewidywalność procesu jest dziś większym problemem niż same restrykcje.

Zielone paliwa

Wyzwania z jakimi mierzy się lądowa energetyka wiatrowa, to nie tylko kwestia optymalnego miksu elektroenergetycznego w naszych kraju. Blokowanie najtańszego źródła energii nie przynosi żadnych korzyści ani państwu, ani obywatelom. Z uwagi na fakt, że technologia wiatrowa jest dziś dojrzała i tania, jej potencjał wykracza daleko poza samą produkcję prądu. Pozwala ona na przekształcanie nadwyżek energii w zielone paliwa. W przeciwieństwie do węgla, ropy czy gazu, nie musielibyśmy ich sprowadzać z odległych zakątków świata – mogłyby powstawać na miejscu, dzięki synergii źródeł OZE i biogazowni. Niestety, w tak dużym i rolniczym kraju jak Polska, sektor biogazu wciąż pozostaje w dużym stopniu niedorozwinięty. W efekcie marnujemy ogromny potencjał Polski lokalnej oraz szansę na budowę gospodarki obiegu zamkniętego, co z powodzeniem robią już nasi sąsiedzi. Tymczasem wystarczyłoby po prostu tej technologii nie przeszkadzać.

Wnioski na 2026 rok

Rok 2026 może okazać się momentem zwrotnym dla polskiej transformacji energetycznej. Zbudowaliśmy już znaczącą skalę mocy odnawialnych, ale nie przełożyło się to jeszcze na efektywność, którą osiągają najlepsi w Europie. Żeby to zmienić, potrzebujemy nie tylko inwestycji w nowe technologie, ale przede wszystkim stabilnych reguł, uporządkowanego planowania, sprawnych procedur i jasnej wizji struktury miksu.

Polska ma potencjał, pod warunkiem, że odważnie postawi na rozwiązania, które realnie poprawiają bilans energetyczny. Kluczowe jest stworzenie warunków dla rozwoju wiatru na lądzie i systemów magazynowania energii, jak również wspieranie elastyczności systemu i lokalnej produkcji zielonych paliw. Dopiero wtedy OZE będą mogły w pełni pracować na bezpieczeństwo energetyczne państwa, konkurencyjność gospodarki i niższe koszty energii dla odbiorców.

Transformacja już trwa. Teraz musimy zadbać o to, by była skuteczna.

Frank szwajcarski rekordowo drogi

Obecnie za 1 franka szwajcarskiego trzeba zapłacić 4,62 zł. To najwięcej od prawie roku. Jednak swoją siłę frank szczególnie prezentuje wobec euro i dolara. W relacji do tych walut jest najdroższy od ponad dekady. A to jeszcze nie koniec, bo wielu inwestorów postrzega franka jako alternatywę dla słabnącego dolara. W okresie zwiększonych napięć Szwajcaria przyciąga kapitał dzięki niskim poziomom zadłużenia, stabilnej gospodarce i przewidywalnej polityce gospodarczej.

Frank szwajcarski umacnia się jako bezpieczna przystań – inwestorzy szukają alternatywy dla dolara, osłabianego przez polityczne napięcia w USA i wojnę handlową administracji Donalda Trumpa. Obecnie za franka trzeba zapłacić 4,62 zł, co jest najwyższym poziomem od kwietnia 2025 roku. Frankowi wciąż jednak daleko do rekordowych notowań wobec złotego. W 2022 roku na chwilę przekroczył poziom 5 zł. To efekt siły złotego, który w ostatnich latach umacnia się wobec większości walut.

To trochę zaburza nam w Polsce percepcję faktu, że wobec euro i dolara frank pozostaje rekordowo drogi. Od początku roku zyskał 2 proc. wobec euro i 3 proc. wobec dolara, osiągając najmocniejsze poziomy od ponad dekady względem obu walut. Popyt na szwajcarską walutę w relacji do euro wyraźnie wzrósł. Inwestorzy zwiększają defensywne pozycje i zabezpieczają się przed dalszą słabością dolara, który w ciągu ostatniego roku stracił na globalnych rynkach prawie 9 proc. swojej wartości.

Przez wiele lat, frank szawajacki dzielił rolę bezpiecznej przystani walutowej z dolarem. W ostatnich dwóch latach drogi tych walut wyraźnie się jednak rozeszły. Dolar silnie słabnie, podczas gdy frank w takim otoczeniu zyskuje. Szwajcaria przyciąga kapitał dzięki niskim poziomom zadłużenia, stabilnej gospodarce i przewidywalnej polityce gospodarczej.

Choć w trzecim kwartale 2025 roku gospodarka szwajcarska zanotowała spadek, częściowo związany z szokiem wywołanym 39-proc. cłami nałożonymi przez administrację Donalda Trumpa, w czwartym kwartale wróciła na ścieżkę wzrostu. W całym 2025 r. PKB wzrósł o 1,4 proc., zgodnie z prognozami rządu. Pomogła zapowiedź ograniczenia ceł USA do 15 proc., która ma zostać sfinalizowana do końca marca 2026 roku.

Dla inwestorów znaczenie ma także kwestia stóp procentowych w Szwajcarii. To ma znaczenie również dla coraz węższej, ale wciąż istniejącej w Polsce grupy osób spłacających kredyty we franku szwajcarskim. Oprocentowanie ich zobowiązań zależy pośrednio właśnie od poziomu stóp w Szwajcarii. Stopy procentowe pozostają na poziomie 0 proc. od czerwca, a rynkowy konsensus zakłada utrzymanie ich na tym poziomie w 2026 roku. SNB mógłby wrócić do ujemnych stóp procentowych, ale tylko w wyjątkowych okolicznościach, przede wszystkim w przypadku silnej deflacji. Inflacja w Szwajcarii utrzymała się w styczniu na poziomie 0,1 proc. rok do roku. To właśnie silny frank jest jednym z kluczowych czynników ograniczających wzrost cen – umocnienie waluty obniża koszty importu w gospodarce silnie uzależnionej od handlu zagranicznego.

Frank pozostaje zatem rekordowo mocny, jednak ryzykiem dla inwestorów są możliwe interwencje SNB. Ma on długą historię działań służących osłabianiu franka, a interwencja w obecnej sytuacji mogłyby poprawić opłacalność szwajcarskiego eksportu oraz ograniczyć presję deflacyjną. Z drugiej strony Szwajcaria znajduje się na amerykańskiej liście obserwacyjnej pod kątem manipulacji walutowej, a otwarta interwencja mogłaby wywołać kolejne napięcia z USA. Dane z rynku opcji pokazują jednak, że inwestorzy grają obecnie na dalsze umocnienie franka, spodziewając się dalszego osłabienia dolara.

Najlepsi naukowcy mogą wypaść z projektów FENG. Spór o finansowanie wynagrodzeń i ryzyko utraty jakości badań

Udział najlepszych polskich naukowców w projektach badawczo-rozwojowych pod znakiem zapytania. Powód? Obecna interpretacja wytycznych w programie Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki. Bez zmiany podejścia grozi nam obniżenie jakości projektów badawczych, a nawet niewykorzystanie środków unijnych.

W praktyce chodzi o brak możliwości finansowania z kosztów bezpośrednich projektów Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG) wynagrodzeń osób, które wykonują w projektach konkretne zadania merytoryczne – badawcze, eksperckie czy wdrożeniowe, a jednocześnie pełnią w uczelniach funkcje kierownicze.

Dwa różne podejścia

Instytucja Zarządzająca FENG (Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej) stoi na stanowisku, że wynagrodzenia takich osób nie mogą być rozliczane w kosztach bezpośrednich.

Rektorzy podkreślają jednak, że zalecenia Komisji Europejskiej dotyczą zapobiegania podwójnemu finansowaniu kosztów zarządu, a nie zakazu finansowania pracy badawczej wykonywanej przez osoby pełniące funkcje organizacyjne.

Nie kwestionujemy zaleceń Komisji Europejskiej. Zależy nam na tym, aby były one stosowane zgodnie z ich rzeczywistym celem, czyli zapobieganiem podwójnemu finansowaniu. Nie powinno to jednak prowadzić do wykluczenia z pracy merytorycznej najwybitniejszych badaczy – mówi prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.

Jeszcze w grudniu 2025 r. Konferencja Rektorów Uniwersytetów Polskich alarmowała, że interpretacja IZ FENG nie wskazuje ani katalogu, ani definicji kosztów zarządu w jednostce, a jedynie powołuje się na przykład konkursu Ścieżka SMART i brak możliwości wynagrodzenia w ramach kosztów bezpośrednich np. kierownika katedry lub dziekana, będącego jednocześnie członkiem zespołu B+R.

W polskich uczelniach funkcja dziekana, dyrektora instytutu czy kierownika katedry nie oznacza rezygnacji z pracy badawczej. Wręcz przeciwnie – to często osoby o najwyższym dorobku naukowym, które odpowiadają za koncepcję badań i jakość realizowanych projektów – podkreśla prof. Piotr Stepnowski, przewodniczący Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich.

Klasyfikować czynność, a nie stanowisko

Środowisko akademickie mówi jednym głosem. Z analizy prawnej przedstawionej Ministerstwu Funduszy i Rozwoju Regionalnego przez Uniwersytet Jagielloński jasno wynika, że obecna interpretacja IZ FENG wykracza poza zalecenia Komisji Europejskiej.

Odnoszą się one do rodzaju kosztu klasyfikowanego w oparciu o charakter czynności wykonywanej w ramach projektu, a nie do osoby, której koszt dotyczy, ani do funkcji, którą ta osoba pełni poza danym projektem – mówi prof. Wojciech Macyk, prorektor UJ ds. nauki.

Te same wytyczne, różne interpretacje

Co ciekawe, ten sam akt: Wytyczne dotyczące kwalifikowalności kosztów wydatków na lata 2021-2027 bywa interpretowany odmiennie przez Instytucje Zarządzające.

Te same wytyczne mają zastosowanie także do projektów FERS finansowanych ze środków EFS+. Instytucja FERS nie kwestionuje możliwości finansowania z kosztów bezpośrednich wynagrodzeń personelu projektu za wykonywanie czynności merytorycznych w sytuacji, gdy osoby te pełnią funkcje zarządcze lub kierownicze, niezwiązane z zarządzaniem projektem ­­– zaznacza prof. Wojciech Macyk, prorektor UJ ds. nauki.

Różne interpretacje są tym bardziej zaskakujące, że Instytucje Zarządzające są tym samym organem władzy publicznej.

Sytuacja ta narusza fundamentalną zasadę demokratycznego państwa prawa, jaką jest pewność prawa, zapewniająca podmiotom bezpieczeństwo prawne, przewidywalność skutków działań oraz jednolite stosowanie przepisów przez organy państwa – dodaje prof. Wojciech Macyk.

Ryzyko dla jakości projektów

Środowisko akademickie ostrzega, że obowiązywanie restrykcyjnej interpretacji może ograniczyć udział najbardziej doświadczonych badaczy w projektach B+R, utrudnić konstruowanie budżetów oraz zmniejszyć liczbę składanych wniosków.

Mówimy o realnej pracy badawczej wykonywanej w projekcie przez najlepszych ekspertów. Jeżeli nie będzie możliwości jej finansowania, jakość składanych wniosków i realizowanych projektów spadnie – zaznacza prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

W dłuższej perspektywie może to osłabić nie tylko konkurencyjność polskich uczelni, ale też efektywność wykorzystania środków z UE.

Apel o pilne rozmowy

Uczelnie nie domagają się zmiany samych Wytycznych, a jedynie doprecyzowania interpretacji, tak aby osoby pełniące funkcje kierownicze mogły wykonywać w ramach projektów również czynności merytoryczne.

Jesteśmy gotowi do wspólnego wypracowania rozwiązania, które zabezpieczy zgodność z zaleceniami Komisji Europejskiej, a jednocześnie nie ograniczy potencjału polskiej nauki. Liczymy na pilny dialog z decydentami – podsumowuje prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Stawka jest ogromna. Chodzi o efektywność wykorzystania środków europejskich przeznaczonych na rozwój badań i innowacji w Polsce.

Ropa drożeje nie przez fundamenty, lecz przez ryzyko. Cieśnina Ormuz znów w centrum uwagi

0

Premia za ryzyko w cieśninie Ormuz rośnie, ponieważ amerykańska rozbudowa militarna w pobliżu Iranu podbija ceny ropy.

  • Notowania ropy Brent powyżej 71 USD odzwierciedlają rosnącą premię za ryzyko geopolityczne, ponieważ inwestorzy uwzględniają ryzyko przedłużającego się konfliktu, a nie jednorazowego wstrząsu.
  • Zamiast zmiany wyceny fundamentów, ostatni ruch sygnalizuje, że rynek wzmacnia już znaczącą premię za ryzyko geopolityczne, ponieważ najważniejsza światowa arteria transportu ropy ponownie znajduje się w zasięgu potencjalnego konfliktu.
  • Słabość wynika nie tylko z zależności Iranu od eksportu ropy, lecz także z uzależnienia całego regionu od cieśniny. Tylko Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie dysponują znaczącą infrastrukturą omijającą ten szlak.
  • Długotrwałe zakłócenia mogłyby przyspieszyć proces ponownego równoważenia rynku, wzmacniając nasze średnioterminowe, pozytywne prognozy dla ropy i największych koncernów naftowych.

Jak zauważa Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank powrót notowań ropy Brent powyżej 70 USD za baryłkę sygnalizuje, że rynek wzmacnia i tak już znaczącą premię za ryzyko geopolityczne, zamiast zmieniać wycenę fundamentów. Doniesienia, że ewentualna operacja wojskowa USA mogłaby przekształcić się w kilkutygodniową kampanię, w połączeniu z presją Izraela na działania zmierzające do zmiany reżimu w Teheranie, przesunęły uwagę inwestorów z jednorazowego wstrząsu na ryzyko długotrwałych zakłóceń.

W centrum rynkowej niepewności znajduje się Cieśnina Ormuz – jeden z najważniejszych światowych punktów tranzytowych ropy. Codziennie przez ten wąski szlak przepływa około 19–20 milionów baryłek ropy i produktów rafineryjnych, co stanowi blisko jedną piątą globalnego zużycia płynnych paliw. Większość pochodzi od producentów z Zatoki Perskiej: Arabia Saudyjska eksportuje przez cieśninę około 6 mln baryłek dziennie, Irak około 3,5–4 mln, ZEA i Kuwejt po około 2–3 mln, Iran około 2–2,5 mln, a Katar wysyła kondensaty i LNG. Zdecydowana część tych dostaw kierowana jest do Azji.

Ograniczone alternatywy dla cieśniny Ormuz

Słabość wynika nie tylko z uzależnienia Iranu od własnego eksportu, lecz także z zależności całego regionu od tej cieśniny. Tylko Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie dysponują infrastrukturą omijającą ten szlak.

Saudyjski ropociąg East-West Petroline umożliwia transport ropy z Abqaiq do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym, natomiast emiracki Abu Dhabi Crude Oil Pipeline przesyła ropę z Habshan do portu Fudżajra poza Zatoką. Łącznie trasy te mogłyby przekierować kilka milionów baryłek dziennie, jednak ich praktyczna wolna przepustowość to prawdopodobnie około 2–3 mln baryłek dziennie – zdecydowanie mniej niż około 20 mln baryłek dziennie, które zwykle przechodzą przez Ormuz.

To naraża globalny rynek na ryzyko: nawet częściowe zakłócenia wymusiłyby zmiany tras, wzrost kosztów ubezpieczenia i powstawanie wąskich gardeł logistycznych na długo przed tym, zanim doszłoby do pełnej blokady.

Eksport Iranu i kluczowa rola Chin

Iran eksportuje obecnie około 1,3–1,5 mln baryłek ropy dziennie, mimo obowiązujących sankcji. Szacuje się, że ponad 80% tych dostaw trafia do Chin, głównie kupowanych przez niezależne rafinerie przyciągane rabatowanymi ładunkami.

To skoncentrowanie ma znaczenie. Jeśli eksport zostałby zakłócony, natychmiastowy szok popytowy dotknąłby przede wszystkim Chin. Z drugiej strony, jeśli ceny gwałtownie wzrosną, Chiny mogłyby złagodzić presję rynkową, korzystając ze swoich rezerw strategicznych i chwilowo ograniczając import.

W szerszej perspektywie Azja dominuje w popycie na ropę z Bliskiego Wschodu. Ponad 80% przepływów przez cieśninę Ormuz kieruje się na wschód, a głównymi odbiorcami są Chiny, Indie, Japonia i Korea Południowa. Bezpośrednia ekspozycja Europy jest ograniczona, jednak proces kształtowania cen poprzez notowania kontraktów terminowych na ropę Brent w Londynie pozostaje globalny.

Nadwyżka podaży istnieje – ale nie tam, gdzie ma to znaczenie

Pomimo napięć geopolitycznych ceny ropy nie załamały się pod ciężarem szeroko komentowanej globalnej nadpodaży. Goldman Sachs zwraca uwagę na kluczową rozbieżność: znaczna część nadwyżki zgromadziła się w objętej sankcjami ropie zalegającej na morzu, a nie w magazynach OECD, które wpływają na kształtowanie cen.

Według ich szacunków ilość ropy transportowanej drogą morską z Rosji, Iranu i Wenezueli wzrosła do około 375 milionów baryłek, co stanowi znaczną część widocznego globalnego wzrostu zapasów. Te wolumeny nie łagodzą natychmiastowej presji niedoboru na kluczowych rynkach wyceny, co pomaga wyjaśnić, dlaczego ceny ropy pozostają wspierane, mimo nagłówków o nadpodaży.

Innymi słowy, rynek może wyglądać na nadpodażowy „na papierze”, podczas gdy w rzeczywistości wciąż płaci się wysokie ceny za ropę dostarczaną od ręki.

Bufory strategiczne: Chiny i USA

Gromadzenie zapasów przez Chiny w ostatnich latach daje im elastyczność w okresach gwałtownych wzrostów cen. Poprzez uwalnianie rezerw i spowalnianie importu Pekin może łagodzić szoki popytowe.

Stany Zjednoczone również dysponują buforem. Strategiczna Rezerwa Ropy Naftowej odbudowała się do około 415 milionów baryłek z poziomu bliskiego 347 milionów w 2023 roku. Choć uwalnianie zapasów może ograniczać krajową inflację paliw, jest politycznie wrażliwe i utrudnione koniecznością późniejszego ich uzupełnienia.

Krajowa polityka może ograniczać ryzyko eskalacji

Krajowa polityka USA pozostaje kluczowym czynnikiem. Wyższe ceny ropy przekładają się bezpośrednio na koszty benzyny, a ponieważ przystępność cenowa paliw jest jednym z głównych zmartwień wyborców przed listopadowymi wyborami środka kadencji, trwały wzrost cen benzyny stwarzałby presję polityczną. Nawet jeśli Waszyngton jest w stanie strategicznie tolerować wyższe ceny ropy, ma ograniczoną tolerancję na widoczne koszty ponoszone przez konsumentów.

Premia za ryzyko kontra fundamenty

Obecna sytuacja rynkowa nadal charakteryzuje się odpowiednią podażą, solidnym popytem i rosnącą produkcją spoza OPEC. Mimo to ceny odzwierciedlają ryzyko skrajne, a nie podstawowy scenariusz oparty na fundamentach.

W środowisku podwyższonej premii za ryzyko geopolityczne dywersyfikacja staje się praktycznym narzędziem ograniczania wahań i niepewności. Kluczowe jest to, że w takich epizodach rynek często nie „przestawia się” na nowe fundamenty z dnia na dzień, tylko dopisuje do wycen zmienną premię za ryzyko, która potrafi szybko rosnąć i równie szybko się cofać, zależnie od nagłówków i eskalacji napięć. Dlatego istotą dywersyfikacji jest niewiązanie całej ekspozycji z jednym scenariuszem rozwoju sytuacji: ani w ujęciu pojedynczego rynku, ani jednego regionu, ani jednego czynnika ryzyka – tłumaczy Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Tymczasowe zakłócenie prawdopodobnie wywołałoby gwałtowny, lecz krótkotrwały wzrost cen. Zdecydowanie poważniejsze konsekwencje miałoby długotrwałe zamknięcie cieśniny lub utrzymujące się ataki na jednostki pływające – szczególnie biorąc pod uwagę ograniczoną przepustowość tras alternatywnych oraz silną zależność Azji od przepływów przez Ormuz. Poza natychmiastowym wpływem na ceny, długotrwałe zakłócenia przyspieszyłyby również redukcję obecnej nadwyżki podaży, potencjalnie przybliżając moment osiągnięcia większej równowagi rynkowej – zmiana ta wzmocniłaby podstawowe fundamenty i wsparła nasze średnioterminowe, pozytywne prognozy dla ropy i dużych koncernów naftowych.

Na ten moment cena ropy powyżej 70 USD odzwierciedla rynek, który ponownie uwzględnia w wycenach „ubezpieczenie geopolityczne” – nie jako werdykt, że zakłócenia są nieuchronne, lecz jako uznanie, że najważniejsza na świecie arteria dostaw ropy znajduje się w zasięgu potencjalnego konfliktu.

Presja płacowa słabnie – najniższy odczyt od dwóch lat

W styczniu przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 6,10 proc. w ciągu roku, wyraźnie poniżej rynkowych oczekiwań na poziomie 7,2 proc. Ten odczyt pokazuje, że tempo wzrostu płac wyraźnie słabnie. Średnia pensja brutto w firmach zatrudniających co najmniej 10 osób (z wyłączeniem sektora publicznego) przekroczyła 9 tys. zł i wyniosła dokładnie 9 002,47 zł.

Od blisko dwóch lat obserwujemy systematyczne wyhamowywanie dynamiki wynagrodzeń, a styczniowy odczyt jest najniższym w tym okresie. Słabnąca presja płacowa stanowi coraz mniej istotny czynnik dla dalszej ścieżki inflacji.

W świetle ostatnich danych makroekonomicznych kolejna obniżka stóp procentowych podczas marcowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej wydaje się być przesądzona.

Strach przed eskalacją USA–Iran podbija ropę. W Polsce gaśnie presja płacowa

Notowania ropy naftowej pokazują, że inwestorzy bardzo boją się, że dojdzie do eskalacji konfliktu pomiędzy Iranem a USA. Polski rynek pracy pokazał dużo słabsze wyniki dla pracowników niż oczekiwano. W tle oddalają się obniżki stóp za oceanem.

Zadyszka rynku pracy

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat polskiego rynku pracy. Powiedzmy sobie wprost: jest słabiej, niż oczekiwali analitycy. W ciągu roku zatrudnienie w przedsiębiorstwach spadło o 0,8%, podczas gdy prognozowano zniżkę o 0,6%. Średnia płaca w gospodarce w styczniu wyniosła 9002,47 zł. Jak co roku jest to mniej niż w grudniu. Problem w tym, że grudzień 2025 był lepszy od grudnia 2024 o 8,6%, natomiast styczeń 2026 w porównaniu do 2025 jest lepszy już zaledwie o 6,1%. Widzimy zatem, że rynek pracy staje się dużo mniej przychylny pracownikom. Z drugiej strony presja inflacyjna ze strony płac, na którą ostatnio tak narzekał prezes Adam Glapiński, faktycznie przygasa. Te dane, zatem oprócz gorszych perspektyw dla poszukujących pracy, na otarcie łez mogą zapowiadać obniżki stóp procentowych i tańsze kredyty hipoteczne.

Ropa wierzy w atak na Iran

Jeżeli po czymś można poznać, że szykuje się atak na Iran, to jest to rynek ropy. W ciągu ostatniej doby baryłka ropy Brent notowanej w Londynie podskoczyła o 3,5 dolara. Podobnie w górę szła oczywiście ropa amerykańska. Powodem jest fakt, że jeżeli dojdzie do interwencji, Iran ma możliwość utrudniania żeglugi w cieśninie Ormuz. Gdyby do tego doszło, to na rynek trafi dużo mniej surowca z wielu państw Zatoki Perskiej. Jeżeli ta sytuacja utrzymywałaby się dłużej, to z pewnością wywołałoby to wzrost cen. Ma to wpływ nie tylko na ceny ropy, ale również pośrednio na inflację. Efekty blokady ważnych szlaków handlowych widzieliśmy już w przeszłości, gdy doszło do zablokowania Kanału Sueskiego. Przez Ormuz płynie 2,5 raza więcej ropy, natomiast przez Kanał Sueski transportowanych jest też wiele innych towarów.

Stenogram z posiedzenia FOMC

Wczoraj poznaliśmy zapiski z ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, czyli odpowiednika naszej Rady Polityki Pieniężnej. Najważniejszy sygnał jest taki, że oczekiwano szybszego spadku inflacji, a jednocześnie wskazano, iż postęp jest bardzo niestabilny. Za obniżką na ostatnim posiedzeniu głosowało tylko dwóch członków tego gremium. Pokazuje to, że na razie nie ma w tym gronie woli do obniżania stóp procentowych. Patrząc na kontrakty terminowe, szansa na utrzymanie wskaźników na marcowym posiedzeniu wynosi już 94%. Jest to parametr, który bez rewolucyjnych zmian zamyka realnie temat i jednocześnie stanowi też sygnał umacniający dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych:

14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Syndrom „uciekającego pociągu”: AI w codziennej pracy między lękiem a okazją

Wprowadzenie sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwach miało być gwarancją wyższej efektywności i odciążenia zespołów. Tymczasem wyniki badania ADP Reasearch „Workers Sentiment Survey”, przeprowadzanego cyklicznie na 30 tys. amerykańskich pracowników, malują znacznie bardziej złożony obraz rzeczywistości. Okazuje się bowiem, że technologia zbliża nas do nowoczesności, ale może oddalać nas od siebie nawzajem i od samej firmy.

  • Tylko 21 proc. osób korzystających z AI prawie codziennie ma wysokie poczucie więzi z zespołem. To samo deklaruje aż 33 proc. korzystających z AI nieregularnie;
  • Jedynie 16 proc. osób często korzystających z AI uważa się za produktywnych w pracy, wobec 22 proc. osób rzadko pracujących ze sztuczną inteligencją;
  • Aż 30 proc. korzystających z AI prawie codziennie myśli o odejściu z pracy. W grupie mającej rzadką styczność z AI myśli o tym tylko 13 proc.

Praca zespołowa zagrożona?

Wyniki badania ADP Research mogą zapalać czerwoną lampkę w głowach HR-owców odpowiedzialnych za budowanie zaangażowania. Nic dziwnego, skoro wyniki pokazują, że tylko co piąta osoba pracująca z AI prawie codziennie deklaruje wysokie poczucie więzi z zespołem.  Zapał do digitalizacji w przedsiębiorstwach może studzić też fakt, że talenty, które korzystają z AI sporadycznie znacznie częściej deklarują przywiązanie do firmy i kolegów.

– Wdrażanie AI w firmach przynosi nowe wyzwania w obszarze HR. Przykładowo, częste korzystanie z modeli językowych eliminuje ważny element komunikacji między pracownikami. To poczucie bycia widzianym, słyszanym i docenianym przez innych, jakie możemy dostać nawet podczas zwykłej rozmowy w zespole. Brak takiego komunikacji i feedbacku może podkopywać pewność siebie oraz wiarę we własne umiejętności. Różne badania, w tym także prowadzone co roku przez ADP „People at work” pokazują, że poczucie zgrania z zespołem jest ważnym elementem budującym zadowolenie z pracy, zaangażowanie i chęć zostania na dłużej w firmie. Według naszego badania, połowa osób dobrze oceniających swój zespół jednocześnie deklaruje pełne zaangażowanie w pracę, podczas gdy wśród osób niezadowolonych ze współpracowników to zaledwie 10 procent. Przed działami HR stoi więc wyzwanie polegające na stworzeniu takiego modelu korzystania z AI, który będzie wspierał nie tylko efektywność, ale też trwałość zespołów – wskazuje Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska.  

Co z tą produktywnością?

Wyniki badania ADP Research rzucają też nowe światło na przekonania dotyczące efektywności i produktywności pracowników korzystających z narzędzi AI. Wśród badanych 16 proc. korzystających z AI prawie codziennie uważa się za produktywnych w pracy. Dla porównania, w grupie pracujących z AI rzadko lub nigdy produktywność deklaruje 22 proc. Jednocześnie osoby często korzystające ze sztucznej inteligencji deklarują najwyższy poziom zaangażowania, motywacji i oddania swojej pracy. Jak więc to pogodzić z subiektywnym poczuciem niższej produktywności?

– Pracownicy zaczynają pracować z AI, mając w głowie dawne schematy: przekonanie, że wykonanie takiego zadania zajmuje tyle i tyle czasu i składa się z pewnych etapów. Zmiana sprawia, że przez pewien czas pracownicy czują się nieswojo, zwłaszcza jeśli uwolniony czas nie został przekierowany na inne zadania. Zwróćmy też uwagę, że AI nie zawsze daje poczucie oszczędności czasu i wysiłku. Praca z LLM-ami (wielkimi modelami językowymi) to przecież pisanie szczegółowych promptów i ich poprawianie dla osiągnięcia rezultatów, o jakie nam chodzi. Gdy się pracuje z nowym narzędziem, to może stwarzać wręcz poczucie irytacji i straty czasu, a na końcu wrażenie, że efekt nie jest w pełni naszą zasługą – twierdzi Barbachowska.

W tym kontekście zwraca uwagę szczególnie duża dysproporcja dotycząca chęci odejścia z pracy między osobami pracującymi często ze sztuczną inteligencją i tymi, dla których profesjonalny kontakt z tą technologią stanowi rzadkość. Czy stoi za tym obawa o bycie zastąpionym przez algorytmy czy wprost przeciwnie – przekonanie, że świeżo nabyta kompetencja gdzie indziej mogłaby być wykorzystana lepiej? AI podbija zwłaszcza zawody białych kołnierzyków. Ich przedstawiciele mogą mieć syndrom „uciekającego pociągu”, na który trzeba zdążyć, by wykorzystać nową przewagę na rynku pracy.

– To trudny moment dla liderów, ale i działów HR, bo AI stale przynosi nowe zawirowania w pracy i na rynkach. Z pewnością włączenie sztucznej inteligencji do codzienności firmy powinno wiązać się z uważnością, prowadzić do głębszego przeorganizowania pracy i priorytetów, a przede wszystkim szkoleń pracowników. Wiemy już, że AI potrafi podnosić efektywność, ale też prowadzić do pustych przebiegów czy zabierać poczucie sprawczości – dodaje Barbachowska. – Warto szczególnie zwrócić uwagę na odpowiedzialne korzystanie z AI i kontrolę. Mieliśmy dość przykładów na to, że brak kontroli nad pracą z AI może skutkować błędami merytorycznymi, wyciekiem danych lub sankcjami prawnymi – puentuje.

Generatywna AI w prawie: rośnie użycie, rosną ryzyka – od halucynacji po ochronę danych

Wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji w praktyce prawniczej rośnie, ale wraz z tym pojawiają się nowe zagrożenia – od halucynacji modeli językowych po ryzyka związane z ochroną danych. O tym, dlaczego nie należy bezkrytycznie ufać odpowiedziom AI mówi dr Agnieszka Skorupka, adwokat, Wydział Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS.

Powszechny dostęp do dużych modeli językowych (ang. large language model, LLM) zmienił sposób, w jaki środowisko prawnicze podchodzi do technologii cyfrowych. Momentem przełomowym stało się uruchomienie ChatGPT, który zadebiutował na rynku w listopadzie 2022 roku. Od tego czasu pojawiało się wiele ogólnodostępnych chatbotów (bezpłatnych lub w wersji płatnej), które dają każdemu użytkownikowi dostęp do narzędzi analizy i tworzenia tekstu.

– Polscy prawnicy, nie czekając na ogólne zalecenia, wytyczne czy standardy, niezależnie od tego, czy są adwokatami, radcami prawnymi czy sędziami, zaczęli wprowadzać narzędzia AI do swojej codziennej praktyki, aby zwiększyć wydajność pracy. Prawnicy wykorzystują ogólnodostępne chatboty m.in. do analizy dokumentów, tworzenia projektów pism i opinii, tłumaczenia tekstów, korekty językowej i stylistycznej oraz wyszukiwania orzecznictwa – zauważa dr Agnieszka Skorupka, adwokat, Wydział Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS.

Potwierdzeniem częstego korzystania z narzędzia AI przez prawników są wyniki raportu “Future Ready Lawyer 2024” przygotowanego przez Wolters Kluwer. Zgodnie z badaniami 76 proc. prawników z działów prawnych i 68 proc. prawników z kancelarii prawnych korzysta z generatywnej sztucznej inteligencji przynajmniej raz w tygodniu (przy czym 35 proc. prawników z działów prawnych i 33 proc. prawników z kancelarii robi to codziennie)[1]. Ekspertka zauważa, że choć badanie “Future Ready Lawyer 2024” nie jest najnowsze, to dostarcza ważnych wniosków, ponieważ dokumentuje skalę wykorzystania generatywnej AI przez prawników w okresie, gdy narzędzia te dopiero wchodziły do powszechnego użytku w branży prawniczej. Warto podkreślić, że wykorzystywanie narzędzi AI w pracy prawników dotyczy nie tylko adwokatów i radców prawnych, ale również środowiska sędziowskiego.

– Według ostatnich medialnych doniesień ciekawym przykładem jest wykorzystanie chatbota AI przez sędziego Sądu Rejonowego w Brodnicy, który podczas rozprawy w sprawie o sankcję kredytu darmowego w sporze dotyczącym poprawności RRSO podanej przez bank, wykorzystał duży model językowy (Gemini) do zaprezentowania stronom dodatkowego wyliczenia RRSO[2]. Sędzia omówił sposób działania narzędzia AI i wprowadzone dane, podkreślając użycie wyłącznie abstrakcyjnych wartości liczbowych bez danych identyfikujących strony oraz zaznaczając, że celem nie było zastąpienie opinii biegłego[3] – przytacza ekspertka.

Skala problemu halucynacji w narzędziach AI

Obecne modele AI, zwłaszcza LLM, nie „myślą” ani nie „rozumieją” świata. Oznacza to, że generują one odpowiedzi w oparciu o statystyczne wzorce, przewidując prawdopodobieństwo kolejnego słowa w sekwencji i nie rozumieją treści. Ekspertka zauważa, że ten model działania trafnie opisuje koncepcja „stochastycznej papugi” (ang. Stochastic Parrot) wprowadzona w 2021 r. przez profesorów z Uniwersytetu Waszyngtońskiego[4]. Zgodnie z nią modele LLM jedynie naśladują ludzką komunikację, łącząc fragmenty tekstu z danych treningowych w statystycznie prawdopodobne sekwencje, podobnie jak papuga, która powtarza zasłyszane słowa bez zrozumienia ich znaczenia.

Stosowanie narzędzi generatywnej AI wiąże się z istotnym zagrożeniem, jakim jest zjawisko halucynacji, polegające na zmyślaniu przez algorytmy nieistniejących informacji, np. przepisów prawnych, wyroków czy literatury. Badacze z Uniwersytetu Standforda wykazali w 2024 r., że w wypadku popularnych LLM w zapytaniach dotyczących kwestii prawniczych modele halucynowały z częstotliwością od 69 proc. do 88 proc. przypadków[5].

Tymczasem dostawcy technologii prawniczych, tacy jak LexisNexis[6] czy Thomson Reuters[7], twierdzą, że udało im się znacząco ograniczyć, a nawet całkowicie wyeliminować ryzyko halucynacji dzięki zastosowaniu techniki RAG (Retrieval-Augmented Generation), czyli generowanie wspomagane wyszukiwaniem, które polega na „zakotwiczeniu” sztucznej inteligencji w wiarygodnych źródłach. Model, zamiast generować odpowiedź z własnej pamięci, najpierw przeszukuje zamkniętą bazę, odnajduje właściwe fragmenty i dopiero na ich podstawie tworzy tekst.

Ekspertka zauważa, że wyniki dostępnego badania oceniającego narzędzia do analizy prawnej oparte na technice RAG nie są już tak optymistyczne, jak obietnice dostawców. Choć liczba halucynacji jest mniejsza niż w przypadku ogólnych chatbotów, takich jak np. GPT-4, to badacze ze Stanford RegLab oraz Yale ISPS w 2025 r. ustalili, że specjalistyczne narzędzia od LexisNexis oraz Thomson Reuters zmyślają informacje w granicach od 17 do 33 proc. odpowiedzi[8].

– Z powyższych badań wynika, że nie należy bezgranicznie ufać odpowiedziom tworzonym przez generatywne modele AI i koniecznie trzeba weryfikować treści dostarczane przez te narzędzia. Ekspert od prawa nowych technologii Tomasz Prus[9] dodaje, że nie ma jednego standardu badania modeli AI pod kątem halucynacji, bo zależą one od tego, jak sformułowane jest pytanie. Zgadzam się z tym stwierdzeniem, ponieważ „walka z halucynacjami”, to nie jednorazowy „problem do rozwiązania”, ale stały proces zarządzania ryzykiem w pracy prawnika, który wymaga stworzenia wewnętrznych standardów pracy z narzędziami AI – wskazuje ekspertka z Uniwersytetu SWPS.

Ryzyka i szanse sztucznej inteligencji w prawie

Innym problemem pozostaje kwestia ochrony prywatności, ponieważ wprowadzanie poufnych danych klientów czy szczegółów akt sądowych do publicznych systemów naraża je na wyciek. Ponadto, ogólnodostępne modele często nie rozumieją subtelnych niuansów lokalnego systemu prawnego i mogą opierać się na nieaktualnych lub stronniczych bazach treningowych.

Ekspertka wskazuje, że świadomość tych ryzyk wymaga od kancelarii i działów prawnych wypracowania wewnętrznych standardów w zakresie korzystania z narzędzi AI. – Samorządy zawodowe również powinny opracować standardy branżowe. Przykładem jest Krajowa Izba Radców Prawnych, która w 2025 r. przygotowała rekomendacje dotyczące korzystania przez radców prawnych z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji[10] – podkreśla ekspertka z Uniwersytetu SWPS.

Dr Agnieszka Skorupka zauważa również, że kluczowe znaczenie dla rzetelności odpowiedzi ma jakość danych, na których wytrenowano model – każda informacja oraz źródło wygenerowane przez chatbot wymagają skrupulatnej i samodzielnej weryfikacji przez prawnika.

– Obecnie najbardziej wartościowe i zawierające mniejsze ryzyka halucynacji są narzędzia – chatboty, które działają w oparciu o zweryfikowane źródła i są przystosowane do potrzeb zawodowych prawników. W konsekwencji, niezależnie od zaawansowania wybranego narzędzia, to na prawniku spoczywa pełna i wyłączna odpowiedzialność za treść i skutki pism, dokumentów oraz opinii napisanych przy wsparciu algorytmów – podsumowuje ekspertka.

[1] Future Ready Lawyer 2024, Innowacje prawnicze: wkroczyć w przyszłość czy zostać w tyle?, Raport Wolters Kluwer, 2024, s. 5, https://www.wolterskluwer.com/pl-pl/know/future-ready- lawyer-2024, dostęp: 5.02.2026 r.

[2] Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania.

[3]https://serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia/artykuly/10609233,sztuczna-inteligencja-juz-pomaga-w-postepowaniach-przed-sadem.html, dostęp: 5.02.2026 r.

[4] E. M. Bender, T. Gebru, A. McMillan-Major, S. Shmitchell, On the Dangers of Stochastic Parrots: Can Language Models Be Too Big?, [w:] In Proceedings of the 2021 ACM Conference on Fairness, Accountability, and Transparency, FAccT 2021, s. 610–623, https://doi.org/10.1145/3442188.3445922.

[5] Badacze skonstruowali zestaw zadań o różnym stopniu złożoności, od prostych pytań (np. o autora orzeczenia) po bardziej skomplikowane (np. ocena relacji precedensowej między dwoma sprawami). Przetestowano ponad 200 000 zapytań na trzech modelach językowych: GPT-3.5, Llama 2 oraz PaLM 2, uwzględniając różne wymiary analizy (poziom sądu, złożoność zadania, okres czasowy), https://hai.stanford.edu/news/hallucinating-law-legal-mistakes-large-language-models-are-pervasive, dostęp: 5.02.2026 r.

[6] LexisNexis Launches Lexis+ AI, a Generative AI Solution with Hallucination-Free Linked Legal Citations, https://www.lexisnexis.com/community/pressroom/b/news/posts/lexisnexis-launches-lexis-ai-a-generative-ai-solution-with-hallucination-free-linked-legal-citations, dostęp: 5.02.2026 r.

[7] J. Ju, Retrieval-augmented generation in legal tech, https://legal.thomsonreuters.com/blog/retrieval-augmented-generation-in-legal-tech/, dostęp: 5.02.2026 r.

[8] M. Dahl, V. Magesh, F. Surani, D. E. Ho, Hallucination-Free? Assessing the Reliability of Leading AI Legal Research Tools, “Journal of Empirical Legal Studies” 2025, vol. 22, s.216-242, https://doi.org/10.1111/jels.12413

[9] T. Prus, Halucynacje AI: nowe wyzwanie dla prawników, https://legalinn.pl/2025/12/22/halucynacje-ai-nowe-wyzwanie-dla-prawnikow/#:~:text=Niestety%2C%20modelom%20AI%20zdarza%20si%C4%99,odpowiedzi, dostęp: 5.02.2026 r.

[10] KIRP, Rekomendacje KIRP dotyczące korzystania z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji przez radców prawnych, https://oirp.wroclaw.pl/rekomendacje-kirp-dotyczaca-korzystania-z-narzedzi-opartych-na-sztucznej-inteligencji-przez-radcow-prawnych, dostęp: 5.02.2026 r.

Bank Pekao z ponad 7 mld zł zysku netto w 2025 roku

0

Rosnąca dynamika portfela kredytowego, mocny wynik prowizyjny, skuteczna akwizycja klientów, zwłaszcza w bankowości dla firm przełożyły się na ponad 7 mld zł skonsolidowanego zysku netto Banku Pekao. Bank nadal rozwijał się dynamicznie w kanałach cyfrowych, a w czwartym kwartale, jak i całym roku, utrzymał niskie koszty ryzyka.

Raportowany zysk netto w 2025 roku wzrósł o 10 proc. do 7,015 mld zł. W samym czwartym kwartale raportowany zysk netto wyniósł 1,824 mld zł.

Rok 2025 był dla sektora okresem sprzyjających warunków makroekonomicznych, jednak poprawa naszych wyników była przede wszystkim efektem konsekwentnego wypełniania strategii i wzmacniania pozycji konkurencyjnej Banku Pekao. To rezultat zespołowej pracy m.in. w obszarze jakości relacji z klientami i sprawności procesów. Wchodząc w bardziej wymagający rok 2026 pozostajemy skoncentrowani na dalszej poprawie doświadczeń klientów, podnoszeniu efektywności operacyjnej i budowaniu trwałej wartości, z determinacją i jasnym poczuciem kierunku. Wzrost jako jeden z trzech filarów naszej strategii pozostanie bardzo istotnym motywatorem naszych działań we wszystkich liniach biznesowych – mówi Cezary Stypułkowski, prezes Banku Pekao.

Jednym z najważniejszych motorów wzrostu zysku Banku Pekao w 2025 roku był wzrost akcji kredytowej. Był on dwucyfrowy w kluczowych segmentach strategicznych. W skali całego minionego roku wolumen pożyczki gotówkowej  zwiększył się aż o 13 proc. przy 1,9 mld zł nowej sprzedaży netto w samym IV kwartale 2025 r. (co oznacza wzrost rok do roku o 16 proc.). Wolumen finansowań firm z segmentów MID+MŚP także poszedł w górę o 13 proc. A w przypadku kredytów korporacyjnych ogółem wzrost przekroczył 11 proc.

We wspomnianym, kluczowym segmencie MID rekordowa była akwizycja nowych klientów: 1,1 tys. pozyskanych nowych klientów oznacza 26 procent przyrostu wobec 2024 roku. Ale bardzo dobre rezultaty w zakresie rozbudowy bazy klientów zostały też osiągnięte w bankowości detalicznej – otwartych zostało blisko 500 tys. nowych rachunków, w tym 173 tys. dla młodych klientów do 26. roku życia. Bank w strategii zapisał plan zwiększenia liczby młodych klientów do 1,4 miliona w 2027 roku z 1,1 miliona w 2024 roku.

Pozycja kapitałowa Banku Pekao pozostaje tradycyjnie bardzo dobra. Na koniec 2025 roku łączny współczynnik kapitałowy grupy (TCR) wyniósł 16,4 proc., a Tier1 15,0  proc. W obydwu przypadkach znajdowały się one bardzo wyraźnie powyżej regulacyjnych minimów.

Wiosną minionego roku Bank Pekao ogłosił strategię do 2027 roku. ROE na koniec okresu objętego planem ma wynosić powyżej 18 proc., C/I być poniżej 35 proc. a aktywnych klientów mobile ma być 4,4 miliona. Na koniec 2025 te wskaźniki wynosiły odpowiednio 21,4 proc.; 34,5 proc. (ale 32,2 proc. z wyłączeniem składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny) oraz 3,72 mln w przypadku aktywnych użytkowników bankowości mobilnej.

Koszty ryzyka znalazły się w 2025 na niskim poziomie 39 pb, a zakładany CoR na koniec 2027 roku ma wynieść 65-75 pb.

KRASP: potrzebujemy stabilnego finansowania i równości szans w europejskiej przestrzeni nauki

Nowy budżet UE dla badań i innowacji ma wynieść 175 mld euro. To największe w historii unijne wsparcie dla nauki. Podczas spotkania z unijnymi komisarzami polska delegacja zgodnie podkreślała potrzebę stabilnego finansowania, równych zasad wynagradzania naukowców oraz zwiększenia udziału Polski w kolejnej odsłonie programu Horyzont Europa.

Trwają negocjacje w sprawie największego w historii unijnego programu dla nauki i innowacji. Chodzi o kolejną odsłonę programu Horyzont Europa, który ruszy w 2028 roku. Na jego realizację Komisja Europejska zamierza przeznaczyć 175 miliardów euro.

W związku z negocjacjami polskie stanowisko w rozmowach z Piotrem Serafinem, komisarzem ds. budżetu oraz Ekateriną Zaharievą, komisarz ds. startupów, badań i innowacji przedstawiła delegacja z udziałem Marcina Kulaska, ministra nauki i szkolnictwa wyższego, Krystyny Szumilas, przewodniczącej sejmowej Komisji Edukacji i Nauki, Dariusza Wieczorka, zastępcy przewodniczącego komisji oraz prof. Bogumiły Kaniewskiej, przewodniczącej Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.

Polska delegacja mówiła jednym głosem. Wskazała na potrzebę domykania luki naukowej i innowacyjnej wewnątrz Unii oraz budowania szans dla innowacyjnych małych i średnich firm. Podczas rozmów sporo uwagi poświęcono korzyściom wynikającym z rozwoju technologii dual-use, a także konieczności zapewnienia sprawiedliwych wynagrodzeń naukowców w finansowanych projektach.

Rozmawialiśmy o potencjale polskich uczelni, o potrzebie stabilnego i przewidywalnego finansowania badań oraz o tym, jak skutecznie wykorzystywać środki europejskie, aby wzmacniać naszą konkurencyjność i międzynarodową współpracę – mówi prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Przełomowy moment

– Komisja Europejska położyła na stole bardzo ambitną propozycję. Państwa członkowskie negocjują teraz w Radzie swoje stanowisko wobec tej propozycji. A pod koniec roku do gry wkroczy także Parlament Europejski. To czas, by umówić się na strategiczną wizję wspierania rozwoju nauki i innowacji na naszym kontynencie –zauważył minister Marcin Kulasek w trakcie spotkania w brukselskiej siedzibie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Szef resortu nauki i szkolnictwa wyższego podkreślił, że w zbliżającym się programie należy docenić potencjał innowacyjny i badawczy tych państw, które jednocześnie pełnią rolę unijnej flanki wschodniej.

– Rozwój sektora badawczego i technologii strategicznych w tych krajach to inwestycja w bezpieczeństwo całej Wspólnoty – stwierdził minister Marcin Kulasek.

Potrzeba równych zasad

Polska delegacja była zgodna również co do tego, że zwiększenie budżetu w ramach nowej odsłony programu Horyzont Europa musi iść w parze z bardziej sprawiedliwymi i przejrzystymi zasadami finansowania. Wskazano przy tym na zacierający się podział ekonomiczny między Zachodem a krajami z krótszym stażem w strukturach UE, a z drugiej strony – na wciąż występujący różny poziom wynagrodzeń dla naukowców w programie Horyzont Europa. To zaś było podstawą do przedstawienia postulatu, by specjaliści byli wynagradzani na sprawiedliwych zasadach.

Nierówności w poziomie finansowania oraz różnice płacowe w programach europejskich utrudniają przyciąganie talentów i osłabiają konkurencyjność uczelni z państw o krótszym stażu w UE. Nowa perspektywa budżetowa powinna te dysproporcje realnie ograniczać – mówi prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Technologie dual-use i bezpieczeństwo Europy

Jednym z ważnych wątków rozmów polskiej delegacji z unijnymi komisarzami był rozwój technologii podwójnego zastosowania (dual-use), łączących potencjał cywilny i obronny. W kontekście rosnących wyzwań geopolitycznych inwestycje w badania nad technologiami strategicznymi są postrzegane jako element budowania odporności i bezpieczeństwa całej europejskiej wspólnoty.

Polska fotonika, robotyka, fizyka kwantowa, optyka, matematyka i informatyka – to jest światowa czołówka. Do konkurencji o granty w technologiach podwójnego zastosowania chcemy wkroczyć bez kompleksów, dobrze przygotowani. Musimy odblokować potencjał Horyzontu w zakresie badań na rzecz obronności, jednocześnie chroniąc jego cywilny charakter, przestrzegając norm etycznych i respektując wartości europejskie. Polska z przekonaniem podkreśla konieczność zabezpieczenia tej równowagi – zaznacza minister Marcin Kulasek.

Udział Polski na miarę potencjału

Polskie uczelnie aktywnie uczestniczą w programie Horyzont Europa, ale ambicją środowiska akademickiego jest udział odpowiadający realnemu potencjałowi polskiej nauki.

Jak podkreśla przewodnicząca KRASP, kluczowe znaczenie ma partnerski dialog między instytucjami unijnymi, rządem a środowiskiem akademickim.

Tylko dzięki dialogowi możliwe będzie budowanie silnej, odpowiedzialnej i nowoczesnej europejskiej przestrzeni nauki – opartej na jakości badań, równości szans i długofalowej stabilności finansowania – podsumowuje prof. Bogumiła Kaniewska.

Regionalne biura w 2025: popyt +8% r/r, podaż rekordowo niska, pustostany spadają do 16,9%

Jak wynika z najnowszego raportu największej polskiej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO pt.: Rynek biurowy w regionach 2025”, w 2025 roku popyt na powierzchnie biurowe w największych miastach regionalnych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Łódź, Szczecin i Lublin) osiągnął w 2025 roku poziom 770 000 mkw., przy rekordowo niskiej nowej podaży wynoszącej zaledwie 20 000 mkw. Całkowite zasoby rynku wynoszą 6,72 mln mkw., a średni wskaźnik pustostanów po raz pierwszy od kilku lat spadł do 16,9%. Według analityków AXI IMMO regionalne rynki biurowe wchodzą w fazę dojrzewania, w której najemcy są bardziej świadomi, a decyzje podejmowane są na podstawie długoterminowych strategii. Jednocześnie rośnie znaczenie jakości budynków, efektywności energetycznej i elastyczności aranżacji przestrzeni.

Jak pokazują dane z raportu pt.: „Rynek biurowy w regionach 2025”, który dotyczy sytuacji na rynkach biurowych największych polskich miast poza Warszawą, Dział Badań i Analiz Rynkowych AXI IMMO wskazuje, że w 2025 roku popyt na powierzchnie biurowe w miastach regionalnych osiągnął 770 000 mkw., (+8% r/r.) Z kolei popyt netto wyniósł 370 000 mkw.  (+5% r/r) składał się z nowych umów najmu (38%), ekspansji (7%) oraz powierzchni przeznaczonej na użytek własny właściciela (3%). Wśród największych transakcji w całym 2025 r. należy wskazać m.in. przedłużenie firmy Shell w kompleksie DOT Office w Krakowie (22 900 mkw.), a Motorola Solutions ponownie wynajęła 17 100 mkw. w kompleksie Green Office w Krakowie.  Jedną z największych nowych transakcji był najem 8600 mkw. przez firmę Warta w Grundmanna Office Park A w Katowicach.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Badań i Analiz Rynkowych, AXI IMMO, mówi: „ W 2025 r. firmy coraz częściej analizowały efektywność biur – optymalizowały metraże i poszukiwały lokalizacji, które zapewniają dobrą komunikację, dostęp do usług oraz możliwość elastycznego skalowania działalności. W wielu miastach obserwowano również wzrost zainteresowania powierzchniami w budynkach o wyższym standardzie technicznym, co wpisuje się w szerszy trend modernizacji zasobów biurowych. Najemcy byli najbardziej aktywni w IV kwartale ubiegłego roku, który odpowiadał za 32% całorocznego wolumenu. W strukturze transakcji dominowały renegocjacje i przedłużenia – 52%. Największą aktywność odnotowano w Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście. Najsilniejsze sektory popytu to IT, usługi dla biznesu oraz produkcja”.

 Ograniczona nowa podaż w 2025 roku była konsekwencją zarówno wysokich kosztów finansowania, jak i ostrożności deweloperów, którzy wstrzymywali decyzje o rozpoczęciu budów do momentu poprawy wskaźników pustostanów. Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w miastach regionalnych wynoszą obecnie 6,72 mln mkw. Nowa podaż natomiast osiągnęła rekordowo niski poziom – jedynie 20 000 mkw. (-83% w r/r), a największym nowym obiektem biurowym oddanym do użytku w referowanym okresie była Stella Office w Krakowie (9900 mkw.) wybudowana przez Grupę Zasada. W budowie pozostaje 240 000 mkw. (+4% r/r), głównie w Poznaniu i Krakowie, gdzie realizowane są projekty zaplanowane do oddania w 2026 roku.

W wyniku niskiej aktywności deweloperów po raz pierwszy od kilku lat na regionalnych rynkach biurowych w Polsce odnotowano istotny spadek pustostanów – średni wskaźnik wyniósł 16,9% (-0,9 p.p. r/r). Najwyższe poziomy wolnej powierzchni występują w Katowicach, najniższe w Szczecinie. Sytuacja nie miała jednak znaczenia w kontekście oczekiwanych stawek. Czynsze ofertowe w większości obiektów pozostały stabilne i mieszczą się w przedziale 8,00–18,50 EUR/mkw./m-c.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, AXI IMMO, komentuje: „Katowice i Wrocław pozostają miastami o najwyższych wskaźnikach pustostanów. Z kolei Szczecin i Lublin wyróżniają się najniższym poziomem wolnej powierzchni, co przekłada się na węższe przedziały czynszowe i większą stabilność stawek czynszów.”.

Rynek regionalny biur – prognozy na najbliższą przyszłość

Karolina Słysz, Head of Regional Markets, Office Agency, AXI IMMO, podkreśla: „W perspektywie kolejnych lat oczekiwane jest utrzymanie stabilnego poziomu popytu na rynkach regionalnych, przy jednoczesnej zmianie jego struktury sektorowej. Udział firm z sektora BPO/SSC może stopniowo maleć, natomiast większe znaczenie zyskają branże produkcyjne oraz konsumenckie. Taka dywersyfikacja źródeł popytu może pozytywnie wpłynąć na odporność rynków regionalnych na wahania koniunktury oraz sprzyjać bardziej równomiernemu rozłożeniu aktywności najemców pomiędzy poszczególne miasta. Jednocześnie ograniczona liczba nowych projektów deweloperskich oraz rosnące znaczenie elastycznych form najmu, takich jak biura serwisowane i coworkingi, będą w średnim terminie kształtować strukturę dostępnej oferty. Właściciele obiektów o wyższym poziomie pustostanów coraz częściej analizują alternatywne scenariusze wykorzystania nieruchomości, w tym konwersje na funkcje mieszkaniowe, akademickie lub medyczne, co może przyczynić się do dalszej selekcji jakościowej podaży na rynkach regionalnych.”

W 2026 roku rynek biurowy w miastach regionalnych będzie funkcjonował w warunkach ograniczonej nowej podaży, co w połączeniu z rosnącym popytem może prowadzić do dalszego spadku pustostanów. Struktura popytu będzie w dużej mierze oparta na mniejszych i średnich najemcach, co jest kontynuacją trendu widocznego w 2025 roku, kiedy średnia nowa umowa wynosiła 700 mkw., a największą aktywność generowały renegocjacje i przedłużenia.

Nowa broń przedsiębiorców – interpretacja indywidualna Głównego Inspektora Pracy

0

Najnowszy projekt ustawy nowelizującej przepisy o Państwowej Inspekcji Pracy przewiduje wprowadzenie nowej instytucji w postaci tzw. interpretacji indywidualnej wydawanej przez Głównego Inspektora Pracy. Pomysł ten może okazać się niezwykle ciekawym rozwiązaniem, gdyż może pozwolić podmiotowi zatrudniającemu na zweryfikowanie istniejącego u niego stanu faktycznego i prawnego oraz ewentualne skorygowanie go. Warto więc zapoznać się z głównymi założeniami tego rozwiązania.

Wniosek o wydane interpretacji indywidualnej

Zgodnie z nowym przepisem art. 14b ust. 1 ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy na wniosek podmiotu zatrudniającego Główny Inspektor Pracy będzie wydawał tzw. interpretację indywidualną w zakresie stosowania przepisów prawa pracy dotyczących ustalanie czy przedstawiony we wniosku stosunek prawny stanowi umowę o pracę w rozumieniu dyspozycji art. 22 § 1 Kodeksu pracy. Nowe przepisy przewidują, że do obligatoryjnych elementów wniosku należeć będą przede wszystkim dane identyfikujące wnioskodawcę, opis stanu faktycznego lub zdarzenia przyszłego, wskazanie przepisów, które mają być przedmiotem interpretacji oraz przedstawienie własnego stanowiska w sprawie. Dodatkowo wniosek o wydanie podlega opłacie wysokości 40 zł, którą wnosi się wraz ze złożeniem wniosku. Warto zwrócić uwagę, że zgodnie z projektowanymi przepisami jedynym podmiotem uprawnionym do złożenia wniosku o wydanie interpretacji jest podmiot zatrudniający, a nie zaś druga strona stosunku zatrudnienia.

Termin na wydanie i treść interpretacji indywidualnej

Po zapoznaniu się z treścią wniosku Główny Inspektor Pracy będzie zobowiązany będzie do wydania interpretacji indywidualnej we wnioskowanej sprawie, co powinno nastąpić nie później niż w terminie 30 dni od dnia otrzymania kompletnego wniosku. Sama interpretacja indywidualna będzie zawierała ocenę stanowiska wnioskodawcy z przytoczeniem przepisów prawa oraz ich wykładni. Należy jednak pamiętać, że jeśli ustalony przez inspekcję pracy w czasie kontroli stan faktyczny będzie się różnił od tego opisanego we wniosku, to Główny Inspektor Pracy może inaczej ocenić daną sytuację niż wnioskodawca. Interpretacja indywidualna powinna zawierać wyczerpujący opis przedstawionego we wniosku zaistniałego stanu faktycznego lub zdarzenia przyszłego oraz wskazanie prawidłowego stanowiska wraz z uzasadnieniem prawnym oraz z pouczeniem o prawie wniesienia środka zaskarżenia.

Sądowa kontrola prawidłowości interpretacji

Interpretacje indywidualne wydawane przez Głównego Inspektora Pracy będą podlegały sądowej kontroli ich prawidłowości, to jest podmiot zatrudniający niezadowolony z treści takiej interpretacji będzie mógł próbować ją zmienić przed sądem. Już dzisiaj podobne rozwiązanie istnieje w przypadku interpretacji wydawanych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych w sprawach ubezpieczeniowych. Zgodnie bowiem z nowymi przepisami samo udzielenie interpretacji będzie następowało w drodze decyzji, od której wnioskodawcy służyć będzie odwołanie do właściwego sądu pracy.

Zasada jawności zanonimizowanych interpretacji indywidualnych

Zgodnie z nowymi przepisami Główny Inspektor Pracy będzie zobowiązany do niezwłocznego zamieszczenia w Biuletynie Informacji Publicznej, na swojej stronie internetowej wydane interpretacje indywidualne. Jednakże będą musiały zostać one zanonimizowane, to jest zostaną z ich treści usunięte dane identyfikujące podmiot zatrudniający oraz inne podmioty wskazane w treści interpretacji indywidualnej.

Charakter prawny interpretacji indywidualnej

Może to niektórych zadziwić, ale interpretacja indywidualna nie będzie wiążąca dla podmiotu zatrudniającego, to jest nie będzie musiał się do niej zastosować. Jednakże podmiot zatrudniający nie będzie mógł być obciążony sankcjami administracyjnymi, finansowymi lub karami w zakresie, w jakim zastosował się do uzyskanej interpretacji indywidualnej ani daninami w wysokości wyższej niż wynikające z uzyskanej interpretacji indywidualnej. Powyższe rozwiązanie niewątpliwe stanowi wartości tej instytucji interpretacji indywidualnej dla podmiotu zatrudniającego. Natomiast ta sama interpretacja indywidualna będzie wiążąca dla Państwowej Inspekcji Pracy i będzie mogła być zmieniona lub uchylona wyłącznie w razie zmiany okoliczności sprawy. Ponadto, nie będzie możliwa zmiana interpretacji, w wyniku której nastąpiły nieodwracalne skutki prawne.

Praktyka pokaże

Jak widać z powyższego zestawienia najważniejszych charakterystyk nowego planowanego rozwiązania, przedsiębiorcy powinni zyskać nowe narzędzie pozwalające na uzyskanie ochrony prawnej funkcjonujących u nich rozwiązań. Instytucja interpretacji indywidualnej wydaje się ciekawym i pożądanym rozwiązaniem chociaż oczywiście o jej znaczeniu i sukcesie decydować będą nie tylko profesjonalne przygotowanie wniosków o wydanie interpretacji indywidualnych, ale także sposób podejścia organów Państwowej Inspekcji Pracy do tego zagadnienia. Pierwsze miesiące praktycznego funkcjonowania tej instrukcji powinny pozwolić na jej ocenę.

Ceny kawy w sklepach wystrzeliły w 2025 r. Co dalej w 2026?

Analiza ponad 44 tys. cen detalicznych wykazała, że w ub.r. kawa mielona zdrożała rdr. o 30,1%, a rozpuszczalna – o 15,7%. Jak informują autorzy analizy, arabika, z której produkowana jest kawa mielona, podrożała o ok. 100% w ciągu roku. W tym czasie robusta, będąca głównym składnikiem kawy rozpuszczalnej, zaliczyła skok o ok. 50%. Do tego długoterminowe kontrakty i wyższe marże producentów amortyzowały presję kosztową na kawę rozpuszczalną. Eksperci prognozują, że w I półroczu br. obecne ceny kawy mielonej wzrosną rdr. o 4-8%, a rozpuszczalnej – o 2-5%. W skali całego roku oczekują podwyżek odpowiednio o 3-7% i 1-4% rdr. Te zakresy będą wrażliwe na kurs dolara i koszty logistyki. W tegorocznym scenariuszu bazowym znawcy rynku zakładają stabilizację i niewielkie korekty cen, o ile nie pojawią się nowe zaburzenia podaży lub nie osłabnie złoty.

Według analizy ponad 44 tys. cen detalicznych, w całym zeszłym roku w stosunku do 2024 roku kawa mielona zdrożała rdr. o 30,1%, a rozpuszczalna – o 15,7%. Dane pochodzą z cyklicznie wydawanego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, Uniwersytetów WSB Merito i UCE RESEARCH.

– Kawa rozpuszczalna jest bardziej przetworzona i uboższa w główny surowiec niż mielona. Kiedy on zdrożał, mocniej odczuł to ten drugi segment. Ponadto kawa rozpuszczalna jest w głównej mierze oparta na robuście, czyli na tańszym gatunku ziaren. Dane International Coffee Organization wskazują, że wzrost cen tego surowca nie był aż tak trwały i gwałtowny jak w przypadku arabiki, stanowiącej dominujący składnik kaw mielonych. Między marcem 2024 roku i marcem 2025 roku robusta zdrożała o ok. 50%, czyli dokładnie dwukrotnie mniej niż ta druga – mówi dr Marek Szymański z Uniwersytetu WSB Merito.

Jak zauważa Łukasz Moszyński, jeden z konsultantów merytorycznych raportu w Grupie BLIX, ceny arabiki mocno wzrosły wskutek problemów podażowych i zmienności na rynkach globalnych. Dodatkowo handel szybciej przeniósł na sklepową półkę rosnące koszty energii, logistyki i finansowania kawy mielonej, bo ma mniejsze bufory marżowe niż rozpuszczalna.

– Kawa mielona jest w Polsce bliżej marek premium, a to właśnie w tym segmencie łańcuch dostaw był w ostatnich kwartałach najbardziej napięty. To przełożyło się na wyższe ceny zakupu i mniejszą skłonność do głębokich promocji. Poza tym większy udział kaw speciality i asortymentu świeżo mielonego podnosi średnią cenę kategorii niezależnie od samego surowca – stwierdza Julita Pryzmont, konsultantka merytoryczna raportu z Hiper-Com Poland.

Zdaniem Marcina Lenkiewicza, drugiego z konsultantów merytorycznych raportu w Grupie BLIX, kawa rozpuszczalna drożała wolniej również dzięki długoterminowym kontraktom i wyższym marżom producentów, które pozwoliły amortyzować presję kosztową. Sieci handlowe ograniczały promocje w segmencie kaw mielonych, utrwalając wyższe ceny bazowe, podczas gdy w przypadku kawy rozpuszczalnej presja cenowa konsumentów skuteczniej „hamowała” skalę podwyżek.

– Z perspektywy handlu obecny poziom cen kawy należy traktować jako etap przejściowy. Część wzrostów została już zakotwiczona w strukturze kosztów i marż, więc powrotu do cen sprzed 2024 roku nie będzie, ale dalsza dynamika zależy od stabilizacji podaży surowca i kosztu pieniądza. W najbliższym czasie handel będzie testował elastyczność popytu poprzez promocje i zmiany pack-price, co może ograniczyć tempo wzrostów, ale nie oznacza realnych obniżek cen bazowych – uważa Łukasz Moszyński.

W 2026 roku kluczowa będzie dostępność surowca i stabilność zbiorów, bo to one w pierwszej kolejności wyznaczają punkt wyjścia do negocjacji cenowych, co podkreśla Marcin Lenkiewicz. I dodaje, że drugim istotnym czynnikiem pozostaną koszty finansowania i kursy walut. Po stronie handlu coraz większe znaczenie będą miały zachowania konsumentów. Większa wrażliwość cenowa, migracja do promocji i marek własnych ograniczą przestrzeń do dalszych podwyżek cen bazowych i przeniosą konkurencję w obszar pack-price i intensywności promocji.

Jak informuje dr Marek Szymański, ceny giełdowe kawy w ub.r. były dość zmienne, lecz bez wyraźnego trendu wzrostowego. Większość presji kosztowej została już skonsumowana, więc w tym roku nie powinno być szoków cenowych. Wciąż jednak mielona arabika jest bardziej narażona na wzrosty cen w porównaniu z rozpuszczalną kawą, opartą o robustę. Dane International Coffee Organization wskazują na wzrost udziału tej drugiej w światowym eksporcie. To pozwala uznać, że presja w tym obszarze będzie niższa. Ale warto także pamiętać o tym, że koszty kawy rozpuszczalnej są wrażliwe na inne stresory, np. koszty energii.

– W I półroczu br. najbardziej prawdopodobne są wzrosty obecnych średnich cen kawy mielonej o 4-8% rdr. Kawa rozpuszczalna zdrożeje o 2-5% rdr. w stosunku do aktualnych kosztów zakupów. W skali całego 2026 roku oczekiwałabym 3-7% w przypadku mielonej i 1-4% – rozpuszczalnej, przy czym ryzyko górnego wariantu dotyczy wciąż bardziej mielonej. Tu czynnik jakościowy i słabsza elastyczność cenowa szybciej podnoszą średnią. Te zakresy są wrażliwe na kurs dolara i koszty logistyki. Mocniejszy złoty i stabilniejszy fracht mogłyby zejść z dynamiką o 1-2 p.p. – analizuje Julita Pryzmont.

W opinii Łukasza Moszyńskiego, istotnym sygnałem jest to, że na początku roku ceny kawy na rynkach światowych są niższe rdr. i wyraźnie poniżej szczytów z ub.r. Notowania kawy są dziś ok. 7% niżej rdr. i poniżej szczytów z początku 2025 roku. To ogranicza presję na natychmiastowe podwyżki w sklepach, szczególnie w I półroczu, choć ryzyko nadal jest większe w segmencie kawy mielonej, bardziej wrażliwej na kursy walut i koszty finansowania zapasów. W tegorocznym scenariuszu bazowym ekspert zakłada stabilizację lub niewielkie korekty cen, o ile nie pojawią się nowe zaburzenia podaży lub silne osłabienie złotego.

– Stabilizacja lub korekta wymagają lepszej perspektywy podaży w najbliższym cyklu, umocnienia złotego wobec dolara oraz utrzymania wysokiej intensywności promocyjnej w największych formatach. W takim scenariuszu dynamika w II połowie roku mogłaby zbliżyć się do niskich jednocyfrowych wartości, a w wybranych segmentach i sieciach pojawiłyby się okresowe spadki nominalne wobec wysokiej bazy 2025 roku. Scenariusz odwrotny, czyli powrót presji cenowej, jest możliwy przy utrzymujących się napięciach surowcowych i słabszej walucie – wyjaśnia Julita Pryzmont.

Ekspert z Uniwersytetu WSB Merito za najbardziej prawdopodobny uważa scenariusz stabilizacji, choć więcej będzie można powiedzieć, gdy producenci kawy spożywczej ogłoszą dane za cały rok 2025. Jak podsumowuje ekspertka z Hiper-Com Poland, dla konsumenta to będzie rok miękkiego hamowania. Ceny pozostaną podwyższone, a odczucie ulgi zależeć będzie od głębokości i częstotliwości promocji. W handlu wygrają ci, którzy zbalansują architekturę cen dziennych z dobrze zaprojektowaną polityką promocyjną, wykorzystają markę własną do łagodzenia kosztów i precyzyjnie zarządzą proporcjami między markami własnymi i producenckimi, rodzajami kawy oraz wielkościami opakowań.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Powyższy raport powstał we współpracy agencji analityczno-badawczej Hiper-Com Poland i Grupy BLIX.

Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z całego 2025 roku oraz 2024 roku. Łącznie zestawiono ze ponad 44 tys. cen detalicznych kawy. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Corendon Airlines uruchamia loty do Hurghady z Warszawy i Katowic. Start 1 listopada 2026

Corendon Airlines konsekwentnie rozwija swoją obecność na polskim rynku i ogłasza uruchomienie nowego kierunku do Hurghady w Egipcie. Połączenia realizowane będą z dwóch miast – Warszawy oraz Katowic – dwa razy w tygodniu. Start lotów przewidziano na 1 listopada 2026r.

Rejsy do Hurghady z Warszawy będą odbywać się w środy i soboty, a loty powrotne z Hurghady do Warszawy również zaplanowano na środy i soboty.

Analogiczny rozkład obowiązywać będzie dla połączeń z Katowic – w środy i soboty w obie strony.

Sprzedaż biletów ma ruszyć w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Nowe rejsy będą obsługiwane sprawdzonym samolotem Boeing 737-800, w konfiguracji mieszczącej 189 pasażerów.

Polska odgrywa obecnie kluczową rolę w strategii rozwoju Corendon Airlines. Dynamiczny wzrost zainteresowania kierunkami wakacyjnymi oraz silna współpraca z partnerami lokalnymi sprawiają, że przewoźnik traktuje nasz kraj jako jeden z najważniejszych punktów na mapie ekspansji.

Polska jest dziś dla nas strategicznym rynkiem rozwoju. Widzimy ogromny potencjał zarówno w segmencie turystycznym, jak i we współpracy długofalowej z partnerami biznesowymi oraz sportowymi. Uruchomienie połączeń do Hurghady z Warszawy i Katowic to kolejny krok w umacnianiu naszej obecności w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Yildiray Karaer, CEO Corendon Airlines.

Nowa trasa do Hurghady to kolejny etap rozbudowy siatki połączeń z Polski. Wcześniej linia wprowadziła do oferty loty do Heraklionu na Krecie, które spotkały się z bardzo pozytywnym odbiorem rynku i wysokim zainteresowaniem pasażerów.

Linia planuje także dalszą rozbudowę siatki połączeń z Polski w kolejnych sezonach. W przygotowaniu są nowe kierunki turystyczne w Afryce Północnej oraz w regionie basenu Morza Śródziemnego, co dodatkowo wzmocni ofertę wakacyjną przewoźnika i jego pozycję na rynku wyjazdów wypoczynkowych.

Konsekwentnie rozwijamy ofertę z polskich lotnisk, odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie na sprawdzone, atrakcyjne kierunki wypoczynkowe. Hurghada to naturalne uzupełnienie naszej siatki połączeń i kolejny krok w budowaniu silnej pozycji Corendon Airlines w Polsce – podkreśla Halina Strzyżewska, Country Sales Manager.

Corendon Airlines stawia również na współpracę strategiczną w obszarze sportu i aktywnego stylu życia. Linia jest partnerem Górnika Zabrze oraz Polskiej Federacji Golfa, wspierając rozwój sportu i promując podróże jako element nowoczesnego, aktywnego trybu życia. Partnerstwa te wpisują się w długofalową strategię budowania rozpoznawalności marki oraz silnych relacji z polskimi kibicami i środowiskiem sportowym.

Uruchomienie połączeń do Hurghady to kolejny dowód na to, że Polska pozostaje jednym z najważniejszych rynków rozwoju Corendon Airlines, a przewoźnik konsekwentnie poszerza swoją ofertę, odpowiadając na potrzeby pasażerów poszukujących komfortowych i bezpośrednich lotów do popularnych destynacji wakacyjnych.

Polski rynek hotelowy przyspiesza: 2026 ma przynieść wyższy wolumen inwestycji niż 2025

Miniony rok był dobry dla sektora hotelowego zarówno pod względem operacyjnym, jak i inwestycyjnym. Spodziewamy się, że w 2026 r. wartość inwestycji będzie wyższa niż w 2025 r., ze względu na duże zainteresowanie sektorem „living”, w tym coraz większą popularność stabilnych aktywów hotelowych. Na polski rynek, do Warszawy i innych dużych miast, wchodzą nowe marki, w tym globalne brandy lifestylowe. Sprzyja temu rozwój i coraz silniejsza pozycja polskiej gospodarki, dostrzegana przez międzynarodowe podmioty.

Wyniki operacyjne na polskim rynku hotelowym w dużych miastach są coraz lepsze. Obserwowaliśmy to już w 2024 r., gdy liczba turystów wzrosła o ponad 7 proc. w ujęciu rocznym. W 2025 r. poziom liczby turystów dalej rósł. Wynik na koniec listopada 2025 r. pokazał wzrost turystów rok do roku o ponad 800 tysięcy podróżujących. Operatorzy pracują nad wzrostem średnich cen za pokój, co jest odpowiedzią na rosnące koszty operacyjne. Od strony popytowej sytuacja rynku hotelowego jest silnie powiązana z dobrą kondycją polskiej gospodarki. Polska wyróżnia się w regionie jako duży i stabilny rynek, z dużym popytem krajowym oraz systematycznym wzrostem liczby przyjazdów – zarówno krajowych, jak i międzynarodowych. Rozwijają się lotniska, a popyt generowany przez gości korporacyjnych pozostaje wysoki. Polska naturalnie pełni rolę regionalnego hubu biznesowego, co szczególnie widać w Warszawie, która jest postrzegana przede wszystkim jako miasto biznesowe, przy jednoczesnym silnym zapleczu turystycznym.

Stabilne obiekty przyciągają inwestycje

Rosnącemu obłożeniu hoteli towarzyszy coraz większe zainteresowanie inwestorów. Relatywnie niski na tle całego rynku nieruchomości wolumen transakcji hotelowych (65 mln euro w 2025 r.) wynika przede wszystkim z ograniczonej dostępności typowych produktów inwestycyjnych. Istotnym trendem jest rosnące zainteresowanie konwersjami biur na hotele – inwestorzy analizują takie projekty szczególnie w przypadku budynków z ograniczonym poziomem najmu.

W kolejnych kwartałach spodziewamy się wzrostu wolumenu transakcji hotelowych, szczególnie w przypadku obiektów posiadających solidne zabezpieczenia i sprawdzonych partnerów. Coraz więcej inwestorów dywersyfikuje swoje portfele w kierunku hoteli jako dynamicznie rozwijającej się klasy aktywów. Na przykład podmioty, które dotychczas koncentrowały się np. na sektorze magazynowym, zaczynają uwzględniać hotele w swoich strategiach. Widoczna jest również rosnąca aktywność polskiego kapitału, który postrzega hotele jako długoterminowy, stabilny produkt inwestycyjny, generujący zwrot w dłuższym horyzoncie. Liczymy także na wzrost aktywności operatorów specjalizujących się w zarządzaniu obiektami oraz dalszy rozwój marek lifestyle’owych i transakcji portfelowych na polskim rynku. Najlepsze perspektywy cenowe i inwestycyjne oferują obecnie Warszawa, Trójmiasto i Kraków.

Lifestyle jest coraz silniejszy

Na rynku pojawia się więcej nowych marek hotelowych, widać także ekspansję sieci już obecnych w Polsce. To sygnał dojrzałości rynku i gotowości na kolejne koncepty, w tym marki lifestyle’owe. Przykładem może być wejście na nasz rynek brandu The Hoxton, który otwiera pierwszy w kraju hotel w Krakowie. Granice pomiędzy segmentami i kategoriami hoteli coraz bardziej się zacierają – kluczowe znaczenie ma dopasowanie produktu do lokalnego rynku oraz poziomu cen, jaki dany obiekt jest w stanie uzyskać.

58% polskich prezesów spodziewa się wzrostu przychodów – globalnie tylko 31%

  • Optymizm polskich prezesów wysuwa się na pierwszy plan w polskiej edycji 29. badania CEO Survey „Przywództwo w czasach niepewności i w erze AI”.
  • 82% ankietowanych polskich szefów oczekuje w najbliższych 12 miesiącach wzrostu polskiego PKB, a 63% zwyżki globalnego PKB.
  • Także aż 58% polskich respondentów oczekuje wyższych przychodów swoich firm w perspektywie roku, wobec tylko 31% globalnie.
  • Optymizm ten topnieje w perspektywie 3-letniej, gdzie zaledwie 34% prezesów w Polsce jest pewna wzrostu przychodów swoich firm, wobec oczekiwań światowych na poziomie 49%.

Duży optymizm nie oznacza braku obaw. Względem ubiegłorocznej edycji badania znacznie wzrósł odsetek polskich prezesów obawiających się o niepewność makroekonomiczną (z 37% na 55%) i konflikty geopolityczne (z 27% na 37%). Przewyższa to również średnie globalne dla obu tych czynników, które wynoszą odpowiednio 31% i 23%. Do obaw dołączają w tym roku kwestie związane taryfami celnymi, w dużej mierze na skutek polityki gospodarczej USA, na które wskazało 21% polskich prezesów. Z kolei na znaczeniu względem zeszłego roku tracą zagrożenia dotyczące inflacji (z 32% na 13%), te związane z cyberbezpieczeństwem (z 20% na 16%) oraz dostępności kluczowych talentów (z 17% na 8%)

“Nadchodzący rok to czas nowości i zmian, zarówno w obszarze globalnych zasad współpracy i handlu, ale także w aspekcie transformacji technologicznej polskich firm. Nasze badanie wyraźnie pokazuje, że ten obszar będzie priorytetowy, zarówno dla polskiego jak i światowego biznesu. Największym pytaniem pozostaje nie czy transformować, lecz jak transformować bezpiecznie i odpowiedzialnie. Co za tym idzie, potrzebna jest ekspertyza rynkowa, modernizacja systemów i dalsze inwestycje. I właśnie nasz potencjał inwestycyjny jest w tym wszystkim kluczowy. Właśnie dzięki niemu i nowym technologiom mamy unikalną okazję w przyszłym roku dołączyć do grona liderów nowej gospodarki europejskiej, a dzięki temu na stałe zagościć w G20” – mówi Michał Mastalerz, prezes i partner zarządzający PwC Polska.

Szefowie polskich firm wskazują kilka kluczowych obszarów, które ograniczają ich działalność. Są to, przede wszystkim, mniejszy dostęp do kapitału na nowe inwestycje (wskazany przez 39% ankietowanych), oraz nieoptymalna struktura organizacyjna ich firm (37% ankietowanych). Jako dalsze ograniczenia wskazują niepotrzebne procesy biurokratyczne (29%), znajdowanie i zatrzymywanie w pracy specjalistów (24%), oraz nadmiarowe procedury wewnętrzne (24%). Na ostatnim miejscu znajdują się ograniczenia technologiczne, które wskazuje zaledwie 16% polskich prezesów.

“Napięcia handlowe, zmienna sytuacja makroekonomiczna i rosnąca liczba cyberataków stały się w ostatnich latach nową normą dla polskich prezesów. Presja tych czynników jest bardzo duża, jednak wydaje się stopniowo słabnąć. Patrząc na wskaźniki makroekonomiczne, wszystko wskazuje na to, że nadchodzący rok będzie bardzo sprzyjający dla polskiego biznesu, czy to poprzez niskie stopy procentowe, opanowaną inflację czy napływ kapitału z KPO. To zdecydowanie dobra wiadomość dla firm planujących nowe inwestycje oraz dalsze transformacje, jednak pytanie „jak ten impuls przełożyć na długofalowy wzrost”, zdaje się nadal ciążyć polskim prezesom” – dodaje Mariusz Dziurdzia, partner PwC Polska, członek zarządu ds. klientów i rynku.

Pytania, które najbardziej niepokoją liderów polskiego biznesu to w głównej mierze te, które określają przyszłość ich firm. Aż 41% ankietowanych obawia się czy szybkość zmian w ich firmach jest wystarczająca, aby nadążyć za technologią i AI, natomiast ten sam odsetek (38%) obawia się o długofalową konkurencyjność, o wpływ wydarzeń geopolitycznych na funkcjonowanie ich biznesu oraz o to jak zbilansować odpowiednią wysokość wynagrodzeń dla pracowników z cięciem kosztów pracy. Na dalszy plan schodzą pytania o zagrożenie ze strony nowych graczy na rynku, czy wzrost mimo restrykcyjnych przepisów i mniejszych zasobów, które wskazuje jedynie po 8% respondentów.

“Cały czas zaskakująco mało uwagi poświęca się wyzwaniom demograficznym w Polsce, co jest widoczne zarówno w naszym badaniu, jak i w rozmowach z szefami polskich firm. Rodzime firmy zdają się być przekonane, że talenty i kluczowe umiejętności na rynku pracy są na wyciągnięcie ręki, kiedy dane coraz mocniej sugerują nam zupełnie odwrotny stan rzeczy. Na świecie widzimy dużo większą świadomość tego zagrożenia, bo aż 22% badanych prezesów ma obawy związane z dostępnością kluczowych talentów, wobec 8% odpowiedzi z polskiej próbki. Firmy powinny poważnie zastanowić się nad skalą swoich inwestycji w kompetencje pracownicze, żeby uniknąć długofalowej stagnacji” – twierdzi Katarzyna Podgórna, partnerka ds. kapitału ludzkiego, członkini zarządu PwC Polska.

Duże nadzieje polscy prezesi pokładają w narzędziach sztucznej inteligencji, a niektórzy wskazują na realne przełożenie AI na wyniki finansowe spółek. 23% polskich szefów uważa, że AI przyczyniło się do wzrostu przychodów oraz 42%, że dzięki AI koszty spadły. O ile podobny odsetek globalnych prezesów mówi o wzroście przychodów (30%) to zdecydowanie mniej wskazuje na spadek kosztów (26%), a aż 22% twierdzi, że AI doprowadziło do wzrostu kosztów w ich firmach. W ten sposób uwidocznia się największa różnica w podejściu do AI – polscy liderzy zdają się traktować AI jak narzędzie, a globalni jako sposób na głęboką zmianę sposobu funkcjonowania ich firm.

O badaniu CEO Survey

Ankietę przeprowadzono wśród prezesów małych, średnich i dużych przedsiębiorstw w 95 krajach i terytoriach, od 30 września do 10 listopada 2025 roku. Dane globalne i regionalne są ważone proporcjonalnie do nominalnego produktu krajowego brutto poszczególnych krajów, co zapewnia, że poglądy prezesów są szeroko reprezentatywne dla wszystkich głównych regionów. Dane na poziomie branż i krajów oparte są na nieważonych danych z pełnej próby 4454 prezesów. Polska próba prezesów wyniosła 38 osób, a prezesów z Europy Środkowo-Wschodniej było 240.

TSUE i WIBOR: rynek mieszkaniowy zamiast wstrząsu dostał potrzebny spokój

Zamiast zapowiadanego wstrząsu, rynek mieszkaniowy otrzymał dawkę niezbędnego spokoju – tak w skrócie można podsumować nastroje po ostatnim rozstrzygnięciu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawie wskaźnika WIBOR. Co to oznacza dla obecnych kredytobiorców oraz osób planujących zakup mieszkania w 2026 roku?

Wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

Ostatnie dni przyniosły długo wyczekiwane rozstrzygnięcie TSUE w sprawie kredytów hipotecznych opartych o stawkę WIBOR. Z perspektywy rynku mieszkaniowego kluczowe jest to, że unijny organ sądowniczy nie znalazł podstaw do zakwestionowania samej konstrukcji tych umów. Mówiąc wprost, nie będziemy mieli do czynienia ze scenariuszem, jaki znamy z rynku kredytów frankowych. Choć podkreślam, że sam wyrok nie zamyka kwestii rzetelnego informowania przez banki o ryzyku związanym ze zmienną stopą procentową, w momencie, gdy klient ubiega się o finansowanie.

Utrzymanie zasad w mocy jest o tyle istotne, że znaczna część mieszkań w Polsce kupowana jest właśnie przy wsparciu kredytu hipotecznego. Gdyby TSUE podważył stawki WIBOR, mogłoby to wywołać wstrząs o skali nawet większej niż ten, z którym mierzyliśmy się przy kredytach frankowych. I to mimo że w ostatnim roku udzielano głównie kredytów o stałej stopie procentowej.

Obecnie około 75% przyznawanych kredytów hipotecznych ma stałe oprocentowanie, a jedynie 25% opiera się na stawce WIBOR. Może się więc wydawać, że sprawa dotyczy jedynie jednej czwartej, a więc mniejszej części rynku. Tak jednak nie jest, ponieważ jeszcze kilka lat temu mieliśmy do czynienia z okresami, w których niemal wszystkie udzielane kredyty były oparte na WIBOR-ze. Liczba aktywnych umów pozostających w systemie i zależnych od poziomu WIBOR-u jest więc zdecydowanie wyższa niż wskazywałoby na to obecne 25%. Wprawdzie udział kredytów o zmiennej stopie w całym portfelu złotowych kredytów mieszkaniowych od 2022 roku systematycznie się zmniejsza, mimo to liczba kredytów opartych na zmiennej stopie wynosi niemal 90% wszystkich aktywnych umów kredytów hipotecznych. Kwotowy udział takich zobowiązań w wolumenie całego portfela nie przekracza 70% (co odpowiada kwocie około 340 mld zł).

Dla osób, które już spłacają kredyt, rozstrzygnięcie TSUE stanowi wyraźny sygnał, że nie mamy do czynienia z analogią do sytuacji znanej z kredytów frankowych. W praktyce wysokość rat nadal będzie zależała przede wszystkim od decyzji Rady Polityki Pieniężnej i poziomu stóp procentowych.

Nie widać zatem też podstaw do masowego kwestionowania umów, z jakim mierzyliśmy się w przypadku kredytów frankowych. Ta droga wydaje się w tej chwili zamknięta. Choć część kredytobiorców, licząca na sądowe odzyskanie pieniędzy, może czuć lekki zawód, to z punktu widzenia gospodarki jest to ważny moment uspokojenia sytuacji. A stabilność systemu bankowego jest nam dzisiaj bardzo potrzebna. Przekłada się bezpośrednio na kondycję całego sektora mieszkaniowego, który jest kluczowym filarem polskiej gospodarki. Dlatego ta decyzja służy nam wszystkim, nie tylko bankom.

Orange stawia na AI i nowe technologie: Wi-Fi 7, eSIM „w tle” i KlikAI dla małych firm

Orange Polska zakończył pierwszy rok strategii Lead the Future z bardzo dobrymi wynikami. Wzrost przychodów o 4,3%, a EBITDAaL o 4% rok do roku były powyżej wcześniejszych prognoz firmy. To zasługa świetnych wyników kluczowego biznesu firmy i systematycznej pracy nad podnoszeniem efektywności. Rozwój zasięgu Orange Światłowodu, inwestycje w sieć 5G, a także innowacyjne narzędzia umożliwiające m.in. tworzenie dopasowanych ofert, pozwalają z sukcesem docierać do kolejnych gospodarstw domowych.

„Jestem dumna z naszych ubiegłorocznych osiągnięć, dają nam one bardzo dobry punkt wyjścia na kolejne trzy lata objęte strategią Lead the Future. We wszystkich kluczowych usługach osiągnęliśmy solidną dynamikę wzrostu. Koncentrując się na poprawie doświadczeń klientów, uatrakcyjniliśmy nasze oferty, skutecznie realizowaliśmy strategię opartą o wszystkie nasze marki, doskonaliliśmy narzędzia cyfrowe. W efekcie wzrosła liczba klientów we wszystkich podstawowych usługach – komórkowych, światłowodowych, telewizyjnych i konwergentnych. Zwiększyliśmy również liczbę gospodarstw domowych korzystających z usług Orange, co tworzy warunki dla przyszłego wzrostu. Solidny wzrost ARPO jest wynikiem konsekwencji w realizowaniu strategii budowania wartości oraz umiejętności odpowiadania na rosnące zapotrzebowanie na szybszą łączność, bogaty kontent oraz najwyższą jakość usług. Cieszy fakt, że przychody z usług IT i integracji powróciły do  solidnego wzrostu. Dalszy wzrost oraz rentowność w tym obszarze będzie jednym z naszych priorytetów na rok 2026.

To był szczególnie dobry rok dla naszych usług hurtowych. Zawarta w drugiej połowie roku umowa o dostęp do naszej infrastruktury światłowodowej będzie w nadchodzących latach przynosić znaczne zyski. Rośnie również liczba klientów podłączonych do naszej sieci światłowodowej przez innych operatorów. Ponadto, Światłowód Inwestycje, którego jesteśmy współwłaścicielem, z sukcesem zakończył realizację pierwszego programu inwestycyjnego oraz zabezpieczył finansowanie dalszej rozbudowy sieci. Naszą pozycję wzmocni integracja Nexery – której przejęcie, po uzyskaniu zezwoleń regulacyjnych, przyniesie w perspektywie długoterminowej znaczące synergie.

W minionym roku wzmocniliśmy nasze działania skierowane na zapewnienie najszybszych oraz najbardziej niezawodnych usług telekomunikacyjnych w Polsce. W zasięgu naszej sieci 5G znajduje się już prawie 85% populacji Polski. Wyłączyliśmy sieć 3G, zwalniając częstotliwości dla najnowszych technologii. Jednocześnie, po dekadzie inwestycji w rozbudowę sieci światłowodowej, w zasięgu Orange Światłowodu jest już około 10 milionów gospodarstw domowych, a najszybsza opcja do 8 Gb/s jest dostępna w 50 miastach.

Z zadowoleniem przyjęliśmy również niedawną decyzję o deregulacji rynku dostępu szerokopasmowego – potwierdzającą jego dojrzałość – gdzie możemy teraz konkurować na równych warunkach, działając na całkowicie komercyjnych zasadach.

Dziękuję naszym klientom za ich nieustające zaufanie. Kieruję także najszczersze podziękowania do oddanych i profesjonalnych pracowników Orange Polska za ich codzienne zaangażowanie na rzecz naszych klientów. Nasz model biznesowy jest zbudowany na mocnych fundamentach, co utwierdza mnie w przekonaniu, że będziemy nadal budować wartość dla akcjonariuszy” – powiedziała Liudmila Climoc, prezeska Orange Polska, odnosząc się do wyników firmy.

Bardzo dobre wyniki finansowe. Dynamika wzrostu przychodów i EBITDAaL powyżej wcześniejszych prognoz firmy

Przychody Orange Polska wzrosły o  4,3% rok do roku, co jest powyżej zakładanego przez firmę niskiego jednocyfrowego wzrostu. To wynik napędzany przez wszystkie główne silniki biznesowe: kluczowe usługi telekomunikacyjne (+6,5% rok do roku), usługi hurtowe (+13% rok do roku) oraz rozwiązania IT/IS dla biznesu (+14% rok do roku).

Także wzrost rentowności operacyjnej EBITDAaL był wyższy od oczekiwań firmy – prognozowany wcześniej jako niski jednocyfrowy, sięgnął 4% rok do roku. To przede wszystkim efekt dobrej marży bezpośredniej oraz konsekwentnego ograniczania kosztów. Wzrost EBITDAaL przełożył się na wynik organicznych przepływów pieniężnych przekraczający 1 mld zł.

Klienci wybierają Orange – rośnie ich liczba we wszystkich kluczowych usługach

Kluczowe usługi telekomunikacyjne pozyskują nowych klientów w dobrym tempie, zgodnie z ambicjami strategii Lead the Future. Liczba klientów Orange Światłowodu wzrosła o 10% rok do roku, przekraczając 1,7 mln użytkowników. Mobilne abonamentowe usługi głosowe wszystkich naszych marek zyskały w skali całego roku prawie 350 tys. klientów, co jest najlepszym wynikiem od wielu lat. Takich usług jest w Orange już ponad 9,5 mln, czyli 4% więcej niż rok wcześniej. Skuteczne strategie marketingowe przyniosły efekty także w usługach prepaid – liczba użytkowników wzrosła w 2025 o 61 tys. Z pakietów konwergentnych korzystało na koniec 2025 roku niemal 1,9 mln klientów, o ponad 4% więcej rok do roku.

Orange Polska korzysta także z udostępniania swojej sieci światłowodowej innym operatorom. Wzrost liczby klientów usług innych operatorów na sieci światłowodowej Orange wyraźnie przyspieszył sięgając 36% rok do roku. Obecnie jest ich już 213 tys. To efekt  pełnego otwarcia sieci Orange Polska pod koniec 2024 roku.

Kolejne inwestycje w łączność najwyższej jakości. Innowacyjne narzędzia dla najlepszych doświadczeń klientów

W 2025 roku Orange Polska przeznaczył na inwestycje niemal 2 mld zł, z tego blisko 0,5 mld na rozwój sieci mobilnej. Dziś w zasięgu 5G od Orange jest już blisko 85% populacji, w oparciu o tzw. pasmo C jak również pasmo 700 MHz, pozwalające dotrzeć na mniej zaludnione tereny. W ubiegłym roku Orange zakończył wyłączanie starszej technologii 3G, uwalniając pasmo na potrzeby bardziej nowoczesnych technologii.

Kolejny rok z rzędu, Orange był numerem 1 w rankingu speedtest.pl pod względem prędkości światłowodu w technologii FTTH. W zasięgu Orange Światłowodu jest już niemal 10 mln gospodarstw domowych, a dostęp do najszybszej opcji o prędkości do 8 GB/s mają już mieszkańcy 50 miast.

W minionym roku Orange zaoferował swoim klientom wiele innowacyjnych rozwiązań, zapewniających jeszcze więcej wygody i jeszcze lepsze doświadczenia.

Jako pierwszy operator w Polsce udostępniliśmy najlepszą na rynku technologię bezprzewodową Wi-Fi 7, oferując wyjątkowy komfort w korzystaniu z domowej sieci. Zaproponowaliśmy też bardzo wygodne rozwiązanie, polegające na automatycznej instalacji karty eSIM na nowych urządzeniach, zapewniające szybki i bezpieczny start urządzenia, z konfiguracją odbywającą się w tle. Z kolei usługa KlikAI z Orange oparta o sztuczną inteligencję pozwala niewielkim firmom w kilka minut stworzyć swoją firmową stronę internetową i oferuje także odpowiednie rozwiązania w zakresie cyberbezpieczeństwa. .

Widzimy także, że nasi klienci Orange na coraz większą skalę korzystają z wygodnych cyfrowych narzędzi do obsługi i zakupu usług Orange – już 28% sprzedaży odbywało się poprzez kanały cyfrowe, a z aplikacji Mój Orange korzysta już ponad 60% użytkowników smartfonów.

Innowacyjne narzędzia oparte o sztuczną inteligencję wspierają działania Orange w wielu dziedzinach: w CyberTarczy pozwalają skutecznie blokować zagrożenia i chronić klientów, pomagają doradcom w skutecznej obsłudze  klientów, pozwalają tworzyć indywidualnie dopasowane oferty, wspierają  efektywne zarządzanie siecią.

Zrównoważony wzrost – szacunek dla środowiska i zaangażowanie społeczne. Osiągnięcia przynoszące realną zmianę

Odpowiedzialność, dbałość o zrównoważony rozwój i wpisane są w działalność biznesową Orange Polska.

W 2025 roku zużyta przez firmę energia elektryczna pochodziła w 100 % ze źródeł odnawialnych. Dzięki temu, a także dzięki optymalizowaniu zużycia energii, wdrażaniu energooszczędnych technologii, w 2025 roku emisje w zakresach 1( bezpośrednie) i 2 (związane ze zużyciem przez Orange Polska energii) zmniejszyły się względem roku 2020 aż o 93%.

W ramach programu RE firma ogranicza wpływ urządzeń na środowisko. W roku 2025 zebrano o 50% więcej telefonów niż rok wcześniej, m.in. dzięki nowej platformie do odkupu używanych telefonów. Ponadto, firma odnowiła i wprowadziła ponownie do użytku ponad 50% więcej niż rok wcześniej urządzeń stacjonarnych, takich jak modemy i dekodery. Stanowią one już 45% wszystkich urządzeń, z których korzystają klienci.

Tylko w 2025 roku z naszych inicjatyw edukacyjnych skorzystało blisko 223 tys. osób – dzieci, nauczycieli i nauczycielek, seniorów i mieszkańców małych miejscowości.

Fundacja Orange, która w 2025 roku obchodziła swoje 20-lecie, jest dowodem długofalowego zaangażowania społecznego firmy na rzecz edukacji i włączania cyfrowego. Na przestrzeni lat zmieniała się, by odpowiadać na aktualne wyzwania i potrzeby związane z rozwojem cyfrowego świata.

Oczekiwania solidnych wzrostów w 2026 i kolejny wzrost dywidendy dla akcjonariuszy

Na 2026 rok zarząd Orange Polska zakłada:

  • niski, jednocyfrowy wzrost przychodów,
  • wzrost EBITDAaL w przedziale 3-5%,
  • eCAPEX (czyli CAPEX pomniejszony o wpływy ze sprzedaży nieruchomości) na poziomie ok. 1,8 mld zł,
  • organiczne przepływy pieniężne co najmniej 1,1 mld zł.

Biorąc pod uwagę bardzo dobre wyniki za 2025 rok i dobre perspektywy na 2026, zarząd firmy zaktualizował średniookresową  prognozę organicznych przepływów pieniężnych do co najmniej 1,4 mld zł w 2028 (poprzednia prognoza wskazywała na co najmniej 1,2 mld zł).

Zarząd zaproponował kolejny wzrost dywidendy dla akcjonariuszy (o 15%) i wypłatę 0,61 zł na akcję.

Analitycy ESET zidentyfikowali atak na Uniwersytet Warszawski

0

Analitycy ESET jako pierwsi zidentyfikowali atak na Uniwersytet Warszawski i poinformowali o tym przedstawicieli uczelni. Dzięki szybkiej reakcji i informacjom przekazanym przez nich bezpośrednio do jednostek IT Uniwersytetu, możliwe było podjęcie niezbędnych działań.

Minister cyfryzacji, Krzysztof Gawkowski poinformował we wtorek (tj. 17 lutego 2026) o ataku hakerskim na część infrastruktury IT Uniwersytetu Warszawskiego. „Złośliwe oprogramowanie zostało zidentyfikowane na jednej ze stacji roboczych uczelni” – napisał minister na swoim profilu na platformie X.

Jak przekazało laboratorium ESET – to jego eksperci wykryli nietypową aktywność w infrastrukturze uczelni. We współpracy z DAGMA Bezpieczeństwo IT informacje na ten temat firma ESET przekazała natychmiast administratorowi sieci IT Uniwersytetu Warszawskiego. W odpowiedzi uczelnia podjęła niezwłocznie wszystkie niezbędne działania.

Warto przypomnieć o innym ataku. W grudniu 2025 r. polska elektrociepłownia stała się celem zaawansowanego ataku powiązanej z Rosją grupy APT. Jak wskazuje raport CERT, kluczową rolę w ochronie infrastruktury krytycznej odegrało rozwiązanie klasy EDR, które rozpoznało szkodliwe operacje i zapobiegło incydentowi, zanim doszło do paraliżu systemów. Wówczas zadziałało wykorzystywane przez firmę oprogramowanie ESET PROTECT.  Zastosowane rozwiązanie EDR/XDR wykryło zagrożenie behawioralnie oraz zablokowało próbę masowego nadpisywania plików i czyszczenia dysków.

Rolnicy wrócili do inwestycji: finansowanie maszyn rolniczych +24,5% r/r

Wartość finansowania maszyn i urządzeń rolniczych osiągnęła w 2025 r. 7,5 mld zł, rosnąc o 24,5% rok do roku – wynika z danych Związku Polskiego Leasingu. Segment agro odpowiadał już za 28% całego rynku finansowania maszyn i urządzeń, stając się jednym z jego najmocniejszych filarów. Po dwóch słabszych latach rolnicy wyraźnie wrócili do inwestycji, choć 2026 r. może przynieść wyhamowanie dynamiki.

W 2025 r. nastąpiła wyraźna zmiana koniunktury w finansowaniu inwestycji rolnych. Skumulowały się czynniki, które odblokowały popyt: poprawa dostępności finansowania, spadek stóp procentowych oraz szeroki strumień pieniędzy unijnych. W efekcie zrealizowany został odłożony popyt z lat 2023–2024, a część gospodarstw przyspieszyła decyzje inwestycyjne w obawie przed wygaszeniem programów wsparcia.

– Rok 2025 był dla rynku agro momentem przełomowym. Po dwóch latach wyraźnego wyhamowania inwestycji rolnicy wrócili do decyzji zakupowych, szczególnie w segmencie kluczowych maszyn, takich jak ciągniki i przyczepy. To efekt obniżek stóp procentowych, potrzeby poprawy efektywności produkcji oraz naturalnego, odłożonego popytu – mówi Roman Szczeciński, relationship manager ds. rynku agro w EFL.

Skala wzrostu w segmencie agro wyraźnie wyróżniała się na tle całego rynku maszyn i urządzeń.

– Finansowanie maszyn i urządzeń rolniczych sięgnęło 7,5 mld zł przy dużej dynamice wzrostu. Wyniki potwierdzają rosnącą aktywność inwestycyjną rolników, szczególnie w obszarze modernizacji parku maszynowego i wykorzystania dostępnych dotacji – podkreśla Marcin Hałaj, dyrektor ds. rozwoju rynku rolniczego w PKO Leasing.

Dotacje i stopy procentowe jako motor rynku

Impuls inwestycyjny był szczególnie widoczny w pierwszej połowie roku. Znaczenie miały pieniądze z ARiMR, kończącej się perspektywy PROW 2014–2020 oraz programy w ramach PS WPR i Rolnictwa 4.0. Równolegle spadające stopy procentowe obniżyły koszt finansowania i poprawiły zdolność kredytową gospodarstw.

– Dla nas 2025 był kolejnym rokiem wzrostu zarówno pod względem wolumenu, jak i liczby transakcji. Poprawie uległy nastroje wśród rolników i dostawców maszyn, czemu sprzyjały obniżki stóp procentowych oraz uruchomienie dotacji w ramach PROW i PS WPR 2023–2027 – wskazuje Mariusz Pacanowski, dyrektor ds. agro w Pekao Leasing.

Druga połowa 2025 r. przyniosła jednak większą ostrożność inwestycyjną w związku ze spadkiem cen zbóż, mleka i części produktów zwierzęcych. Część gospodarstw wydłużała proces decyzyjny i dokładniej analizowała opłacalność nowych inwestycji.

Pożyczka dominuje nad leasingiem

W strukturze finansowania wyraźnie dominowała pożyczka leasingowa. Decydowały o tym przede wszystkim wymogi programów dotacyjnych oraz preferencja rolników do bezpośredniego posiadania aktywa.

– Pożyczka pozostaje zdecydowanie najczęściej wybieraną formą finansowania w segmencie rolnym. Wielu programów wsparcia nie można łączyć z leasingiem operacyjnym, a rolnicy preferują model, w którym maszyna od początku stanowi ich własność – zaznacza Marcin Hałaj z PKO Leasing.

– Bezapelacyjnym liderem była pożyczka. Decyduje możliwość finansowania 100% ceny brutto, zgodność z wymogami ARiMR oraz elastyczne dopasowanie harmonogramu do sezonowości produkcji – dodaje Mariusz Pacanowski z Pekao Leasing.

Leasing operacyjny pozostaje istotny, zwłaszcza w większych podmiotach i gospodarstwach prowadzących działalność w formie spółek, jednak w projektach współfinansowanych ze środków publicznych to pożyczka pełni dominującą rolę.

Modernizacja i rolnictwo precyzyjne

Struktura finansowanych aktywów była zbliżona do lat poprzednich – dominowały ciągniki, maszyny uprawowe, siewniki i opryskiwacze. Coraz większe znaczenie miały jednak inwestycje zwiększające efektywność i automatyzację.

– W 2025 roku dominowały inwestycje rozwojowe, nastawione na automatyzację i rolnictwo precyzyjne. Gospodarstwa coraz częściej inwestują w technologie, które realnie obniżają koszty i zwiększają wydajność pracy – podkreśla Piotr Kamiński, dyrektor sprzedaży ds. rolnictwa oraz finansowania przemysłu spożywczego w DLL.

Najbardziej aktywne inwestycyjnie były średnie i duże gospodarstwa, szczególnie w produkcji roślinnej. Inwestycje miały zarówno charakter odtworzeniowy, jak i rozwojowy, choć programy dotacyjne silnie wspierały modernizację i cyfryzację.

Stabilny portfel i ostrożne prognozy

Pomimo trudniejszej drugiej połowy roku jakość portfela w segmencie rolnym pozostała stabilna.

– W 2025 roku, mimo negatywnych sygnałów płynących z rynku, nie obserwowaliśmy pogorszenia jakości portfela w sektorze rolnym. Średni poziom przeterminowań był niższy niż rok wcześniej, a poziom ryzyka osiągnął jeden z najniższych poziomów w ostatnich latach – wskazuje Piotr Domagała, dyrektor ds. rynku rolnego w Santander Leasing.

Perspektywy sprzedaży na 2026 r. są bardziej umiarkowane. Wygaśnięcie efektu kumulacji pieniędzy z PROW 2014–2020 może ograniczyć dynamikę rynku.

– Zakładamy powrót rynku do poziomu zbliżonego do 2024 roku, co w praktyce będzie oznaczało widoczny spadek      w relacji do 2025. Kluczowe będzie tempo uruchamiania środków w ramach Krajowego Planu Strategicznego oraz sytuacja cenowa na rynkach rolnych – ocenia Piotr Domagała z Santander Leasing.

Rok 2025 potwierdził, że leasing i pożyczka są fundamentem modernizacji polskich gospodarstw. Rok 2026 będzie testem trwałości tego trendu – mniej spektakularnym pod względem dynamiki, ale nadal opartym na strukturalnej potrzebie zwiększania efektywności i konkurencyjności sektora rolnego.

Opinie ekspertów z firm leasingowych:

Piotr Domagała, dyrektor ds. rynku rolnego w Santander Leasing

Analizując perspektywy na rok 2026 warto zwrócić uwagę na czynniki, które ukształtowały minione 12 miesięcy Wyniki roku 2025 były w dużej mierze efektem kumulacji środków z kończącego się programu PROW 2014-2020. Fundusze te stanowiły główny motor napędowy rynku, co wyraźnie potwierdzają statystyki sprzedaży nowych ciągników. W obecnym roku ten impuls inwestycyjny wygaśnie, jednak warto pamiętać, że jesteśmy w trakcie wdrażania Krajowego Planu Strategicznego. Choć w jego ramach do rolników trafią znaczące środki, znakiem zapytania pozostaje tempo ich wydatkowania. Reasumując, z punktu widzenia rynku finansowania maszyn rolniczych zakładamy powrót do poziomu zbliżonego do 2024 roku, co w praktyce będzie oznaczało około 17% spadek w zestawieniu z rokiem 2025. Wyniki stycznia jak na razie potwierdzają tą tezę.

Marcin Hałaj, dyrektor ds. rozwoju rynku rolniczego w PKO Leasing

Pożyczka pozostaje zdecydowanie najczęściej wybieraną formą finansowania w segmencie rolnym. Zresztą nie tylko, bo w 2025 roku pożyczka leasingowa rosła zdecydowanie szybciej niż tradycyjny leasing, zwiększając swoją wartość o 27 proc. r/r do 17,3 mld zł, co pokazuje rosnące znaczenie tej formy finansowania dla projektów wymagających bezpośredniej własności aktywów. Ten trend powinien utrzymać się w tym roku. Tej formie finansowania sprzyja przede wszystkim to, że wielu programów dotacyjnych – w tym ARiMR – nie można łączyć z leasingiem, co automatycznie kieruje rolników w stronę pożyczki. Poza tym rolnicy „tradycyjnie” wolą posiadać sprzęt na własność – maszyna zakupiona w ramach pożyczki od razu staje się ich aktywem.

Warto jednak odnotować, że udział leasingu systematycznie rośnie w porównaniu z poprzednimi latami. Część rolników – zwłaszcza tych, którzy prowadzą dodatkową działalność usługową lub gospodarstwo w formie spółki – zaczyna dostrzegać korzyści podatkowe i elastyczność, jaką daje ta forma finansowania.

Piotr Kamiński, dyrektor sprzedaży ds. rolnictwa oraz finansowania przemysłu spożywczego w DLL

W ubiegłym roku najbardziej aktywne były gospodarstwa średnie i duże, szczególnie producenci nastawieni na produkcję roślinną, ale i gospodarstwa mleczne i hodowlane inwestujące w automatyzację. To właśnie te grupy najczęściej podejmowały decyzje o modernizacji i wymianie sprzętu.

Spodziewamy się utrzymania solidnego popytu na finansowanie maszyn, choć jego dynamika może być nieco niższa niż w 2025 roku. Kluczowe pozostanie tempo modernizacji gospodarstw oraz dostępność maszyn. Jednocześnie należy liczyć się z tym, że nie będzie już tak szerokiego dostępu do środków wspierających inwestycje, jak w poprzednich latach, co może dodatkowo wpływać na aktywność inwestycyjną rolników.

Inwestycje w 2026 roku będą wspierać: stabilizacja cen płodów rolnych, potrzeba dalszej modernizacji, automatyzacji w gospodarstwach. Ograniczać je mogą czynniki pogodowe, wahania cen na płody, które mogą wpływać na ostrożność inwestycyjną rolników.

Mariusz Pacanowski, dyrektor ds. agro w Pekao Leasing

Po stronie rolników główne źródła wzrostu w 2025 roku wynikały przede wszystkim z silnego odbicia popytu po dwóch słabszych latach. W 2024 roku wielu producentów rolnych ograniczyło inwestycje ze względu na utrudniony dostęp do finansowania, co było związane m.in. z wejściem w życie ustawy o konsumenckiej pożyczce lombardowej. Dodatkowo pogorszeniu uległy nastroje w całym sektorze w związku ze spadkiem opłacalności produkcji oraz niepewnością regulacyjną i polityczną, dotyczącą m.in. Zielonego Ładu czy umowy Mercosur. W 2025 roku część tego odłożonego popytu została uruchomiona.

Istotnym czynnikiem było również zwiększenie dostępności dotacji z ARiMR, w tym środków w ramach PROW, PS WPR oraz dotacji dobrostanowych i modernizacyjnych. Część inwestycji była finansowana zarówno z kończących się środków PROW, jak i z nowych instrumentów w ramach PS WPR 2023–2027, co wyraźnie wsparło aktywność inwestycyjną gospodarstw.

Dodatkowo spadające stopy procentowe zwiększyły zainteresowanie rolników nowymi inwestycjami, szczególnie w obszarze dalszej modernizacji gospodarstw. Obniżenie kosztu finansowania poprawiło zdolność kredytową i przełożyło się na większą skłonność do podejmowania decyzji inwestycyjnych.

Nie bez znaczenia była także konieczność poprawy efektywności produkcji i redukcji kosztów. W sytuacji niskich cen zbóż, trzody czy warzyw rolnicy zaczęli intensywniej poszukiwać sposobów na obniżenie kosztów produkcji. Inwestowali w maszyny kluczowe dla funkcjonowania gospodarstwa, rozwiązania z zakresu Rolnictwa 4.0 oraz technologie ograniczające wpływ niedoboru wykwalifikowanej siły roboczej.

Roman Szczeciński, relationship manager ds. rynku agro w EFL

Rok 2026 przyniesie także szereg zmian prawnych, które będą miały istotny wpływ dla polskich rolników. W tym roku w życie ma wejść nowy przepis dotyczący definicji aktywnego rolnika. Ten projekt ustawy przyjęty prze Radę Ministrów na finiszu ubiegłego roku ma wzmocnić gospodarstwa realnie ponoszące ryzyko ekonomiczne. Kolejna zmiana to Krajowy System e-Faktur, znany jako KSeF. Od 1 lutego 2026 wejdą do systemu KSeF duże firmy, a od kwietnia większość podatników. Dodatkowo, jest złożony projekt ustawy o dzierżawie rolniczej. Projekt ustawy zakłada, że każda umowa będzie musiała być udokumentowana tzn. jej data potwierdzona przez notariusza, wójta lub kierownika biura powiatowego ARiMR. Te zmiany mogą wprowadzić dodatkowe wyzwania dla gospodarstw rolnych. Dodatkowym czynnikiem, który paradoksalnie może poprawić nastroje producentów maszyn, są perspektywy zwiększenia eksportu poza UE w związku z umową handlową UE–Mercosur. Jednocześnie rolnicy będą musieli mierzyć się z nowymi regulacjami prawnymi, m.in. definicją aktywnego rolnika, wdrożeniem Krajowego Systemu e-Faktur oraz zmianami dotyczącymi dzierżawy gruntów.

Główni akcjonariusze Mex Polska zwiększają zaangażowanie i nabywają pakiet akcji

Mex Polska S.A., notowana na GPW spółka holdingowa działająca w segmencie gastronomicznym, informuje, że jej główni akcjonariusze – Andrzej Domżał i Paweł Kowalewski – dokonali zakupu łącznie 763.300 akcji od dotychczasowego znaczącego akcjonariusza, Familiar S.A. SICAV-SIF. Cena zakupu wyniosła 4,50 zł za akcję, przewyższając aktualną wycenę rynkową. Transakcja ta stanowi wyraz bezwzględnego przekonania głównych akcjonariuszy do perspektyw wzrostu Spółki. Jest także strategicznym krokiem w kierunku uporządkowania struktury właścicielskiej, zwiększenia płynności akcji oraz wzmocnienia stabilności i przejrzystości dla wszystkich akcjonariuszy Spółki.

Decyzja o nabyciu znaczącego pakietu akcji potwierdza nasze świadome, długoterminowe zaangażowanie kapitałowe w rozwój Mex Polska. To wyraźny sygnał dla inwestorów, że mamy pełne przekonanie i wiarę w przyjętą strategię i koncentrujemy się na dalszym budowaniu wartości dla akcjonariuszy. Transakcja porządkuje strukturę właścicielską, zwiększa płynność obrotu i wzmacnia wiarygodność spółki na rynku kapitałowym – podkreśla Paweł Kowalewski, prezes zarządu Mex Polska S.A.

Zakup obejmował po 381.650 akcji dla każdego z głównych akcjonariuszy i został przeprowadzony po wcześniejszym porozumieniu z Familiar S.A. SICAV-SIF. Transakcja wpisuje się w dotychczasowe działania Spółki mające na celu uporządkowanie struktury właścicielskiej oraz zwiększenie dostępności akcji w wolnym obrocie.

Analitycy DM INC SA, w aktualizacji raportu analitycznego (w styczniu br.) podnieśli wycenę akcji spółki do 8,82 zł. Nowa, wyższa, wycena wynika ze znacznego wzrostu przychodów Mex Polska w 2025 roku, które według szacunków Spółki przekroczą 127 mln zł, a to oznacza ponad 19 proc. wzrost rr. Tempo ekspansji sieci utrzymuje się na poziomie co najmniej sześciu nowych lokali rocznie, a pierwszym otwarciem Grupy w 2026 r. był kolejny lokal Chicas & Gorillas we Wrocławiu.

cyber_Folks przejmuje PrestaShop i buduje jeden z największych ekosystemów e-commerce w Europie

Grupa cyber_Folks, wspólnie ze spółkami Sylius i BitBag, sfinalizowała przejęcie 100% udziałów w PrestaShop – jednej z największych na świecie platform e-commerce w modelu open source. Transakcja stanowi kluczowy etap realizacji strategii budowy zintegrowanego, paneuropejskiego ekosystemu technologii e-commerce.

Po przejęciu łączna wartość handlu wspieranego przez rozwiązania rozwijane w Grupie wzrasta do ok. 35 mld euro GMV rocznie, a liczba obsługiwanych klientów przekracza 700 tys. na całym świecie.

Domknięcie ekosystemu

Strategia cyber_Folks opiera się na integracji wszystkich kluczowych warstw technologicznych niezbędnych do prowadzenia sprzedaży online – od infrastruktury i hostingu, przez platformy sklepowe, integracje ERP, płatności i logistykę, po komunikację, automatyzację marketingu i systemy zarządzania danymi.

PrestaShop wnosi do Grupy 230 tys. aktywnych sklepów oraz ok. 22 mld euro GMV rocznie, a także silną pozycję w Europie Zachodniej – szczególnie we Francji, Hiszpanii i Włoszech.

– „W ciągu kilku lat, z lokalnej firmy staliśmy się europejskim liderem technologii e-commerce, z którego usług korzysta 700 tys. firm, jednak przejecie PrestaShop nie jest wyłącznie akwizycją zwiększającą skalę. To element, który domyka architekturę naszego ekosystemu – zarówno geograficznie, jak i produktowo. Tworzymy środowisko, w którym merchant może rozwijać biznes w jednym spójnym modelu technologicznym, od pierwszej sprzedaży po skalę międzynarodową” – mówi Jakub Dwernicki, prezes zarządu cyber_Folks.

Po transakcji Grupa obejmuje pełne spektrum rynku:

  • Shoper – segment SMB,
  • PrestaShop – SMB i mid-market w modelu open-source,
  • Sylius – mid-market i Enterprise w modelu open-source,
  • rozwiązania cyber_Folks, Apilo i SellRocket – integracje, automatyzacja, komunikacja i infrastruktura.

Synergie i model wzrostu

Integracja PrestaShop wzmacnia Grupę w trzech obszarach: skali i danych, możliwości cross-sell usług wysokomarżowych oraz dywersyfikacji geograficznej. Już dziś około połowy sklepów PrestaShop w Polsce korzysta z hostingu cyber_Folks, co pokazuje naturalny potencjał dalszej integracji usług.

Model biznesowy Grupy opiera się na przychodach rekurencyjnych i mechanizmie pay-as-you-grow – wzrost GMV klientów bezpośrednio przekłada się na wzrost przychodów cyber_Folks.

– „Rozszerzamy globalną bazę klientów, którym możemy oferować hosting, integracje, rozwiązania komunikacyjne oraz produkty AI. To model, w którym wzrost skali działalności merchantów naturalnie przekłada się na wzrost naszych przychodów i przepływów pieniężnych” – mówi Robert Stasik, wiceprezes zarządu i CFO cyber_Folks.

Zintegrowany charakter ekosystemu oraz dbałość o satysfakcje klientów zwiększają ich retencję. Długoterminowe relacje z klientami i unikalność modelu biznesowego, daje z jednej strony defensywny charakter, a z drugiej potencjał wzrostu, dzięki stale rosnącej bazie klientów Grupy.

Kolejny etap rozwoju

Od 18 lutego 2026 r., cyber_Folks, wspólnie z Syliusem i BitBag, jest 100% właścicielem PrestaShop. Obecnie kluczowym zadaniem jest integracja operacyjna oraz realizacja synergii cross-sell i up-sell. Transakcja została sfinalizowana po uzyskaniu wymaganych zgód regulacyjnych i została sfinansowana ze środków własnych oraz finansowania dłużnego.

– „Rozszerzamy globalną bazę klientów, którym możemy oferować hosting, integracje, rozwiązania komunikacyjne oraz produkty AI. To model, w którym wzrost skali działalności merchantów naturalnie przekłada się na wzrost naszych przychodów i przepływów pieniężnych.” dodaje Robert Stasik.

Allianz Trade podwyższył ratingi ryzyka krajowego 36 krajów, obniżając je jedynie w przypadku 14 krajów

Pomimo intensywnych napięć handlowych i wielopoziomowego ryzyka, Allianz Trade podwyższył ratingi ryzyka krajowego 36 krajów, obniżając je jedynie w przypadku 14 krajów.

  • Według Allianz Trade w 2025 r. ryzyko poszczególnych krajów w skali globalnej uległo poprawie, a liczba ratingów ryzyka krajowego, które były podnoszone była prawie dwukrotnie większa niż liczba tych obniżonych.
  • Tym niemniej niektóre kluczowe gospodarki, takie jak: Francja, Belgia i Stany Zjednoczone, otrzymały obniżoną ocenę, co oznacza utrzymywanie się znaczącego ryzyko dla przedsiębiorstw w perspektywie średnioterminowej (kraje te łącznie generują około jednej trzeciej, bo 31,6% światowego PKB – dziesięć razy więcej niż gospodarki, które odnotowały poprawę)
  • Europa Środkowo-Wschodnia to największa poprawa w kategoriach ocen składowych ryzyka – czas, aby polscy przedsiębiorcy wykorzystali ten bliski i bezpieczniejszy niż niegdyś potencjał wzrostu

Allianz Trade opublikował trzeci Atlas ryzyka krajowego, flagową publikację oceniającą perspektywy gospodarcze, ryzyko i możliwości w 83 krajach, reprezentujących około 94% światowego PKB. Opiera się on na autorskim modelu ratingów ryzyka, który jest aktualizowany co kwartał o najnowsze dane dotyczące rozwoju gospodarczego oraz dane własne Allianz Trade.

Zmiany netto głównych i składowych ocen ryzyka wg. regionów, ostatnie 12 miesięcy

Zmiany netto głównych i składowych ocen ryzyka wg. regionów, ostatnie 12 miesięcy

Źródło: Działa Analiz Ekonomicznych Allianz Trade

„Nasze ratingi zapewniają kompleksową analizę i wgląd w otoczenie gospodarcze, polityczne i biznesowe, a także czynniki zrównoważonego rozwoju, które wpływają na trendy w zakresie ryzyka braku płatności dla przedsiębiorstw na poziomie makroekonomicznym. Każda ocena łączy 17 wskaźników krótkoterminowych i 18 wskaźników średnioterminowych i służy decydentom jako pragmatyczny kompas w świecie wielokryzysowym, pomagając im radzić sobie z niestabilnością, chronić przepływy pieniężne i przekształcić świadomość ryzyka w przewagę konkurencyjną” – wyjaśnia Luca Moneta, starszy ekonomista ds. rynków wschodzących w Allianz Trade.

Europa Środkowo-Wschodnia to malejące ryzyko – i rosnący potencjał

Jak zauważa Sławomir Bąk, Dyrektor zarządzający ds. oceny ryzyka, likwidacji szkód i windykacji w oddziale Allianz Trade w Polsce: „Niewątpliwie największe znaczenie dla polskich przedsiębiorców ma poprawa w odniesieniu do Niemiec, naszego największego partnera handlowego – nawet nie samego ratingu, ale tego co za tym stoi: wyniki handlowe Niemiec nie są może imponujące, ale z perspektywą poprawy, co wiąże się z odzyskaną stabilnością polityczną i wolą reform. Zawieszona (chwilowo?) wojna handlowa z bardziej protekcjonistycznymi Stanami Zjednoczonymi i konkurencyjne Chiny wciąż zagrażają niemieckiemu modelowi opartemu na eksporcie, jednak niemiecki  rząd uruchomił plany ekspansji fiskalnej i uruchamia środki mające na celu ożywienie wzrostu gospodarczego.

Potencjał na większą dynamikę wzrostu upatruję jednak gdzie indziej – co prawda polski eksport rósł w ub. roku najszybciej do krajów wysoko rozwiniętych poza UE (np. USA o +3,7% r/r w USD – w złotych zmniejszył się w wyniku umocnienia złotego), niż do tych Zachodnioeuropejskich (+1,9%). To dobrze, dywersyfikacja handlu jest potrzebna, ale… Potencjał wzrostu jest też dużo bliżej – w naszym regionie! Tymczasem wymiana handlowa z krajami naszego regionu (z wyłączeniem Rosji i Ukrainy) rosła w ub. roku o 1-2% r/r, znacznie poniżej potencjału – i premii, jaką daje bliskość geograficzna (i w dużym stopniu kulturowa). Żeby wyjść poza ewidentne w tym gronie najbliższe nam  Czechy i Słowację:  w Bułgarii oprócz silnej konsumpcji prywatnej i publicznej, od początku 2025 roku przyspieszyły inwestycje, a to wszystko w sytuacji niskiego długu publicznego (poniżej 30%!). Rumunia co prawda nie ma ostatnio tak dobrych wyników finansów publicznych – deficyty publiczny i obrotów bieżących były ostatnio wysokie (powyżej 8%), ale nadal jest to gospodarka o imponującym tempie wzrostu w ostatnich latach, co wzmocniło lokalne otoczenie biznesowe i sektor przemysłowy. Polscy przedsiębiorcy częściej powinni odwiedzać Europę Środkowo-Wschodnią nie tylko turystycznie, ale także biznesowo: potencjał gospodarczy regionu diametralnie wzrósł a biznes także jest tu dużo bezpieczniejszy, niż byliśmy przyzwyczajeni – bardzo wyraźnie poprawiły się oceny jego ryzyka biznesowego.

Wbrew oczekiwaniom globalna panorama ryzyka poszczególnych krajów w 2025 r. uległa poprawie

Pomimo roku naznaczonego intensywnymi napięciami handlowymi i wielowarstwowym ryzykiem (politycznym, geopolitycznym i fiskalnym), Allianz Trade stwierdza, że globalne ryzyko w podziale na poszczególne kraje w 2025 r. uległo poprawie, a ratingi ryzyka 36 krajów zostały podwyższone, a tylko 14 – obniżone. Tendencja ta potwierdza mechanizmy „radzenia sobie”, będące miksem działań w ramach polityki fiskalnej, monetarnej i handlowej, które pojawiają się zazwyczaj w czasach dużej niepewności. Wśród 36 gospodarek, których ratingi uległy poprawie, znalazły się odnotowujące spektakularną poprawę Argentyna, Ekwador, Węgry, Włochy, Hiszpania, Turcja i Wietnam.

„W 2025 r. podwyższenie ratingów wynikało przede wszystkim z silniejszych fundamentów makroekonomicznych, wspieranych przez bardziej akomodacyjną politykę fiskalną i monetarną. W kilku gospodarkach wschodzących lepsze warunki finansowania, aprecjacja lokalnych walut i wyższe ceny surowców pozwoliły na zniesienie ograniczeń transferowych i konwertowalności, które stanowią kluczowy wymiar ryzyka politycznego. Wśród gospodarek o wysokich dochodach poprawa stabilności politycznej, dezinflacja i lepsze wyniki handlowe wzmocniły odporność na ryzyko polityczne w całej Europie (zwłaszcza w Niemczech, Grecji, Włoszech i Hiszpanii) oraz w regionie Azji i Pacyfiku (w tym w Korei Południowej i Wietnamie)”, stwierdza Ana Boata, dyrektor ds. badań ekonomicznych w Allianz Trade.

Ogólna poprawa sytuacji maskuje utrzymujące się średnioterminowe ryzyko dla przedsiębiorstw

Chociaż liczba obniżek ratingów może wydawać się niewielka, należy zauważyć, że w porównaniu z 2024 r. wzrosła ona prawie trzykrotnie (z 5 do 14). Ponadto na liście znalazły się niektóre kluczowe gospodarki, takie jak Francja, Belgia i Stany Zjednoczone, co wskazuje na utrzymujące się średnioterminowe trudności dla przedsiębiorstw.

„Odporność się zwiększa, ale w ważnych gospodarkach nadal występuje koncentracja obszar ryzyka. Na przykład w zeszłym roku widzieliśmy pogorszenie średnioterminowej sytuacji makroekonomicznej na 7 rynkach, w porównaniu z 18, na których nastąpiła poprawa. Jednak wśród tych, gdzie sytuacja się pogorszyła, są Belgia, Brazylia, Francja i Stany Zjednoczone, które razem odpowiadają za około jedną trzecią światowego PKB, czyli dziesięć razy więcej niż gospodarki, w których nastąpiła poprawa. Gospodarka światowa przechodzi jeden z najbardziej burzliwych okresów od dziesięcioleci, charakteryzujący się zbieżnością wstrząsów i zmian strukturalnych, takich jak sztuczna inteligencja, demografia, zmiany klimatyczne, handel i regulacje. Niepewność pozostaje wysoka, a przedsiębiorstwa muszą stosować selektywne podejście w poszczególnych krajach, aby móc rozwijać swoją działalność przy jednoczesnej ochronie swoich aktywów. Podkreśla to potrzebę szczegółowego, przyszłościowego zarządzania ryzykiem, wykraczającego poza ogólne oceny ratingowe. Ciągłe monitorowanie warunków transferu i wymienialności, trajektorii fiskalnych i ekspozycji handlowych będzie miało kluczowe znaczenie dla przewidywania punktów zwrotnych” – podsumowuje Aylin Somersan Coqui, dyrektor generalna Allianz Trade.

Zmiany ryzyka krajowego według podklasy ratingowej (2019–2025), liczba i kierunek zmian

Zmiany ryzyka krajowego według podklasy ratingowej (2019–2025), liczba i kierunek zmian

Źródło: Działa Analiz Ekonomicznych Allianz Trade

„Bogactwo narodów” dziś: między neoliberalnym hymnem a krytyką egoizmu

Wielu ekonomistów przez 250 lat dokonało wielu ciekawych rewizji teorii Adama Smitha. Na tym przecież polega nauka, a anglosaskie „research” oznacza przecież ciągły „search” od nowa.

9 marca minie 250 lat od pierwszego wydania dzieła „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” napisanego przez szkockiego ekonomistę i filozofa Adama Smitha, uważanego często za tę pracę ojcem ekonomii. W „Bogactwie Narodów” jest wiele na temat protekcjonistycznych szaleństw Donalda Trumpa, wysiłków Europy, aby np. przez umowę z Mercosurem rozszerzać sferę wolnego handlu w świecie, i w ogóle na temat tego – jak to pokazał w 2023 r. Johan Norberg w „Manifeście kapitalistycznym”, dlaczego wolny rynek uratuje świat.

W dziele tym Adam Smith jawi się nie tyle może jako Nostradamus i przewiduje to wszystko chociażby metaforycznie, lecz jako nowoczesny badacz odkrywający dla ludzkości pożytki dobrej ekonomii i dobrej nauki ekonomii. W jednej i drugiej chodzi o zrozumienie tego, w jaki sposób wolność gospodarcza, wolny globalny handel, konkurencja, inicjatywa prywatna, kapitał, praca i jej podział oraz specjalizacja tworzą nowe wartości, tworzą bogactwa narodów. Powyższe pożytki, eksponowane przez Adama Smitha, były przez 250 lat równie silnie afirmowane, jak i krytykowane. W czasie rocznicowym ta afirmacja i krytyka narastają na całym świecie.

W bożonarodzeniowym wydaniu (grudzień 2025 r.) sprzyjający zazwyczaj liberalnej a nawet neoliberalnej ekonomii tygodnik „The Economist” odkrywa protekcjonistyczne rysy w dziele Smitha, np. wskazując, że opowiadał się on za ograniczaniem stóp procentowych czy też za wprowadzeniem w Anglii ustaw – podobnych do amerykańskich ustaw Jonesa – wymagających, aby żegluga między portami amerykańskimi odbywała się na statkach zbudowanych w kraju i z załogą krajową. W pewnym sensie nawet „lustruje” go, wskazując na plagiatowanie w „Bogactwie Narodów” pewnych analiz. „The Economist” zwraca uwagę, że w czasach Smitha poglądy na temat korzyści globalnego wolnego handlu i wolności gospodarczej stawały się już dość powszechne, przynajmniej we wpływowych kręgach intelektualnych. Na to już jednak często zwraca się uwagę w licznych „Smithowskich” komentarzach w dzienniku „Le Monde”, zwłaszcza że takie liberalne poglądy głosili oświeceniowi francuscy intelektualiści, jak ekonomiści Quasnay czy Turgot, encyklopedyści Voltaire, Rousseau i Diderot, z którymi Smith często spotykał się na paryskich salonach. Lektura „Le Monde” odkrywa też „plagiat plagiatu”, ponieważ francuscy badacze już dawno przed „The Economist” zwrócili uwagę, że słynny z dzieła Smitha przykład fabryki szpilek, pokazujący ogromną synergię podziału pracy – wytwarzanie przez 20 pracowników 48 tys. szpilek dziennie w wyniku specjalizacji zamiast 2 tys. przed specjalizacją – zaczerpnięty został ze… słynnej encyklopedii francuskiej. Trochę to dezawuuje Smithowskie uprawianie ekonomii na solidnych podstawach empirycznych.

„Protekcjonistyczne rysy” w teorii Adama Smitha nie podważają jego ogromnego odkrycia, jakim są korzyści z wolnego handlu dla wszystkich gospodarek, nawet tych stojących – przez absolutny poziom kosztów – na pozycjach straconych. Ciekawe, że „The Economist” nie wspomina o zdecydowanym sprzeciwianiu się przez Adama Smitha ustawom kanclerza skarbu Charlesa Townshenda, które nakładały wysokie podatki pobierane przez kolonizatora – Anglię na towary sprowadzane do Ameryki. Podatki te stały się później jedną z ważnych przyczyn walki o niepodległość i powstania Stanów Zjednoczonych, co nastąpiło też w 1776 r., 4 lipca. Adam Smith był doradcą ekonomicznym Charlesa Townshenda i stał się tutaj jakże cennym wzorem dla następnych pokoleń ekonomistów często „nazbyt spolegliwie” pełniących różne funkcje doradcze.

Adam Smith wprowadza do debat ekonomicznych kluczowe do dziś problemy: zgodności egoistycznych interesów jednostek z dobrem ogólnym oraz identyfikację wartości produktów jako podstawy ich cen. Podobnie jak w przypadku liberalnej teorii handlu zagranicznego odkrywa tutaj – być może trochę „plagiatując” kilka tysięcy lat dociekań ekonomistów – że najlepszym sposobem na rozwiązanie tych wszystkich problemów jest konkurencja. „The Economist” w 2019 r. nazwie teorię konkurencji „ekonomiczną teorią wszystkiego”, a główne fundamenty pod nią położył właśnie Adam Smith.

Nadaniu konkurencji zasadniczej roli w procesach gospodarczych sprzeciwia się wielu ekonomistów, szczególnie silnie lewicujących. Wystarczy poczytać emerytowanego profesora Harvardu Stephena Marglina czy tłumaczonego często na polski angielskiego guru światowej lewicy Davida Harveya. Francuski socjolog Camille Peugny publikuje swoją najnowszą książkę pod tytułem „Le Triomphe des égoïsmes”, w której z sarkazmem składa hołd zwycięzcy Adamowi Smithowi, ponieważ jego zdaniem w neoliberalnych obecnie gospodarkach to jego koncepcja egoistycznych interesów konkurujących ze sobą triumfuje, ale nie doprowadza to do dobra ogólnego. Do takiego dobra może doprowadzić tylko znany kanon lewicy: wysokie progresywne podatki, deprywatyzacja, scentralizowane decyzje i przede wszystkimi silne więzi między bogatymi i biednymi w szkołach, szpitalach, organizacjach społecznych czy osiedlach mieszkaniowych.

Innego typu hołd Adamowi Smithowi złożył nieżyjący już Włoch Giovanni Arrighi, współpracownik czasopisma polskiego „Lewą Nogą”. W książce „Adam Smith in Beijing: Lineages of Twenty – First Century” wykazywał, że Smith wcale nie był zwolennikiem rynku i konkurencji jako głównego regulatora gospodarki, opowiadał się za silnym państwem w gospodarce, sceptycznie widział perspektywy kapitalizmu na świecie, jego możliwości akumulacji kapitału, zdolności poszukiwania rentownych okazji do inwestowania. I takiego Adama Smitha pokochały władze chińskie, osiągają dzięki niemu spektakularne sukcesy. Byłoby to może i śmieszne, gdyby nie było tak tragiczne, zwłaszcza że takich apologetów gospodarki chińskiej jest więcej, także w Polsce. Paradoksalnie nie dostrzega się, że Chiny z nadwyżką realizują efekty neoliberalnej ekonomii, ale bez „zawodnego” tutaj konkurencyjnego rynku. Jeśli przedsiębiorstwo traci przewagę konkurencyjną, to może obniżać płace, znacznie nawet silniej niż zrobiłby to zawodny, neoliberalny, konkurencyjny rynek. Jeśli trzeba zwiększyć inwestycje, to konsumpcja musi się zmniejszyć w strukturze PKB robiąc miejsce inwestycjom. Jeśli narastają problemy w finansach publicznych, to wydatki socjalne i emerytury muszą ulec erozji itd. W żadnej neoliberalnej gospodarce prawa człowieka by do tego nie dopuściły – chcąc nie chcąc to konkurencja musi się z tymi problemami uporać.

Łacińską etymologią słowa konkurencja jest „concurrere”, czyli biec razem. Każdy, kto odkrył przyjemność biegania, doskonale wie, że zawsze jest wygrany, a wygrany jest jeszcze bardziej, gdy biegnie z innymi. Obecnie już nie tylko we wszystkich szkołach biznesu naucza się, że najgorsze, co może ci się przytrafić, to strach przed przegraną, a porażka jest kapitałem na przyszłość.

W filmie „Piękny umysł” o nobliście z ekonomii, nakręconym na podstawie powieści Sylwii Nazar, główny bohater grany przez Russela Crowe’a w niezwykle sensualny sposób zauważa, że teoria Adama Smitha wymaga rewizji. Tym bohaterem był John Nash. On i bardzo wielu innych ekonomistów przez 250 lat dokonało wielu ciekawych rewizji teorii Adama Smitha. Na tym przecież polega nauka, a anglosaskie „research” oznacza przecież ciągły „search” od nowa. I Adamowi Smithowi zawdzięczamy to, że możemy zaczynać od czegoś bardzo już żyznego.

Autor: Prof. Adam Noga wykłada na Akademii Leona Koźmińskiego, członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Wynagrodzenia w administracji i zakupach: kto zyskał najwięcej, gdzie płacą najlepiej

Zmiany w strukturach organizacyjnych firm sprawiają, że administracja i zakupy coraz rzadziej funkcjonują jako rozbudowane, odrębne zespoły. Jak wynika z raportu „Wynagrodzenia w przedsiębiorstwach” przygotowanego przez Grafton Recruitment, role administracyjne stanowią dziś relatywnie niewielką część struktur organizacyjnych, a rekrutacje w tym obszarze mają wyraźnie selektywny charakter. Pracodawcy coraz częściej poszukują specjalistów, którzy łączą klasyczne kompetencje administracyjne z umiejętnościami wspierającymi procesy projektowe, kontrolę kosztów oraz koordynację działań operacyjnych, co znajduje odzwierciedlenie zarówno w poziomie popytu na role, jak i w strukturze wynagrodzeń.

Popyt na role i kompetencje

Dane za 2025 rok pokazują utrzymującą się dysproporcję pomiędzy zapotrzebowaniem na pracowników działów administracji i zakupów w przedsiębiorstwach a średnim benchmarkiem dla wszystkich analizowanych ról. W trzecim kwartale wskaźnik popytu dla tych stanowisk wyniósł 0,75, podczas gdy punkt odniesienia osiągnął poziom 1,01, wynika z raportu „Wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment.

Eksperci zwracają uwagę, że obecna sytuacja jest konsekwencją procesów zapoczątkowanych kilka lat temu. Po okresie silnego odbicia popytu w latach 2021–2022, związanego z odbudową łańcuchów dostaw i porządkowaniem procesów po pandemii COVID, w drugiej połowie 2022 roku rozpoczął się stopniowy spadek liczby rekrutacji w działach administracji i zakupów. Z analiz wynika jednak, że ten trend wyhamował, a zapotrzebowanie na pracowników utrzymuje się na stabilnym poziomie.Popyt na role_Działy administracji i zakupów_Raport Grafton

Obecnie firmy nie rozbudowują już struktur back-office, coraz częściej koncentrując się na automatyzacji procesów i efektywności zasobów. Zadania pracowników są integrowane z innymi obszarami działalności operacyjnej, co także ogranicza skalę nowych rekrutacji.

Role administracyjne stanowią dziś relatywnie niewielką część struktur organizacyjnych. Firmy coraz częściej ograniczają zespoły back-office na rzecz bardziej elastycznych i wielofunkcyjnych struktur, w których zadania administracyjne są łączone z innymi obszarami, takimi jak wsparcie projektowe, kontrola kosztów czy koordynacja procesów. W efekcie rekrutacje w tym obszarze mają charakter bardziej selektywny i koncentrują się na kompetencjach wykraczających poza klasyczne funkcje administracyjne. Nie zawsze te zmiany znajdują już odzwierciedlenie w samej nazwie stanowiska, są widoczne w opisie zadań i celów – wyjaśnia Anna Gawlik, Senior Recruitment Consultant Grafton Recruitment.

W minionym roku najczęściej poszukiwano kandydatów na stanowiska kierowników biur, specjalistów ds. administracji, a także na stanowiska asystenckie – funkcje kluczowe dla sprawnego działania firm, zapewniające wsparcie kadrze zarządzającej i stabilność procesów biznesowych. Najwięcej ofert pracy w obszarze administracji i zakupów pojawiało się w województwach mazowieckim, śląskim i wielkopolskim.

Zapotrzebowanie na kadry różne w różnych działach

Administracja i zakupy wpisują się w szerszy trend ograniczania rekrutacji w przypadku funkcji wspierających, wynika z raportu „Wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment. Wskaźniki popytu na role w wielu działach utrzymywały się w 2025 roku poniżej średniej – m.in. w HR, w którym wyniósł on 0,63 oraz marketingu (0,82). Jeszcze niższe wartości zaobserwowano w obszarach takich jak audyt (0,47), podatki (0,57), IT czy PR (po 0,54), gdzie rekrutacje prowadzone były punktowo i pod konkretne potrzeby biznesowe.

Odmienny trend był widoczny w przypadku obsługi klienta i operacji – tu wskaźnik zapotrzebowania na pracowników odpowiadał rynkowemu benchmarkowi (1,01). Najwyższe zapotrzebowanie odnotowano w logistyce (1,09) i sprzedaży (1,05).

Zmiany regulacyjne a rola administracji w firmach

Dodatkowym czynnikiem wpływającym na funkcjonowanie działów administracji są zmiany w przepisach prawa pracy oraz zapowiadane wzmożone kontrole Państwowej Inspekcji Pracy. Nowe regulacje, dotyczące m.in. ewidencji czasu pracy, form zatrudnienia oraz obowiązków dokumentacyjnych, zwiększają zakres odpowiedzialności nie tylko działów HR czy prawnych, ale także wpływają na aktywności zespołów administracji. W praktyce oznacza to rosnące znaczenie ról skoncentrowanych na compliance, standaryzacji procedur oraz bieżącym dostosowywaniu organizacji do zmieniającego się otoczenia prawnego.

– Zmiany regulacyjne wpływają na funkcjonowanie całej organizacji, dlatego ich wdrażanie wymaga współdziałania wielu działów – od prawnego, HR, po administrację. To właśnie w administracji kumuluje się duża część zadań: aktualizacja dokumentacji, porządkowanie obiegu informacji czy dostosowywanie procedur do nowych wymogów. W efekcie rośnie znaczenie ról, które potrafią łączyć znajomość regulacji z praktycznym przełożeniem ich na codzienną działalność firm – dodaje Zuzanna Spaltenstein-Kotas, Inspektor Ochrony Danych Gi Group Holding, Kancelaria Radców Prawnych VESTER.

Wynagrodzenia

Struktura wynagrodzeń w obszarze administracji i zakupów odzwierciedla zróżnicowanie pełnionych funkcji oraz ich znaczenie dla organizacji. Poziomy stawek wynikają z zakresu odpowiedzialności i stopnia samodzielności, różnią się także w zależności od regionu.

W 2025 roku pracownicy pełniący funkcje wspierające (w recepcji, sekretariacie) otrzymywali wynagrodzenie mieszczące się w przedziale 5 500 – 8 000 zł brutto, a w przypadku ról asystenckich zarządów – nawet do 13 000. Najwyższe stawki były oferowane w największych aglomeracjach, zwłaszcza w Warszawie i Krakowie. W przypadku specjalistów ds. administracji górne stawki sięgały 8 500 – 9 000 zł, na najwyższe wypłaty mogli liczyć zatrudnieni w Warszawie, Krakowie i Katowicach. W obszarze zakupów oraz BHP maksymalne wynagrodzenia na stanowiskach specjalistycznych (11 000 – 14 500 zł) były oferowane we wspomnianych lokalizacjach, a także we Wrocławiu. Z kolei specjaliści odpowiedzialni za zarządzanie flotą otrzymywali miesięcznie do 9 500 zł (w Warszawie).

Najlepiej wynagradzane pozostały role menedżerskie. Kierownicy biura oraz administracyjni otrzymywali wynagrodzenia w przedziale 9 000–15 000 zł brutto, przy czym najwyższe stawki oferowane były w Warszawie, Krakowie i Poznaniu. W zakupach i zamówieniach widełki mieściły się w jeszcze szerszym przedziale 10 000 – 20 000 zł, a na najwyższe wynagrodzenia mogli liczyć managerowie pracujący w Łodzi, Katowicach i Warszawie.Wynagrodzenia Działy administracji i zakupów_Raport Grafton

Analiza wynagrodzeń w działach administracji i zakupów pokazuje, że rynek coraz wyraźniej premiuje zakres odpowiedzialności i realny wpływ na funkcjonowanie organizacji. Różnice płacowe między stanowiskami nie wynikają wyłącznie z poziomu seniority, ale także z tego, jak szeroki i złożony jest zakres zadań przypisanych do danej roli – wyjaśnia Ozanna Grausch Branch Manager Grafton Recruitment.

Jak wzrosły wynagrodzenia w 2025 roku?

Największe wzrosty odnotowano na stanowiskach recepcjonistki (9,5%) oraz specjalisty ds. administracji (9,3%), a także kierownika działu zamówień (7,7%) i asystenta działu (7,4%). Bardziej umiarkowane zmiany dotyczyły specjalistów ds. zarządzania flotą i zakupów (po 6,7%), asystentów osobistych i asystentów zarządów oraz specjalistów ds. BHP (po 5,6%), a także kierowników biura i zakupów – tu wzrosty mieściły się w przedziale 5–5,7%. Najniższą dynamikę zaobserwowano w przypadku sekretarek (4,8%), kierowników ds. administracji (3,8%) oraz managerów obiektów, dla których wzrost stawek wyniósł 1,4%.

  W 2025 roku zmiany stawek w działach administracji i zakupów były zróżnicowane, a ich poziom był ściśle powiązany z rolą pełnioną w organizacji, jej strukturą, a także wcześniejszą siatką płac. Najwyższe tempo wzrostu dotyczyło stanowisk bezpośrednio wspierających bieżące procesy operacyjne, podczas gdy w przypadku funkcji o ustabilizowanej strukturze płac dynamika podwyżek pozostawała ograniczona dodaje Anna Gawlik, Senior Recruitment Consultant Grafton Recruitment.

Link do raportu: https://pl.grafton.com/pl/raport-wynagrodzen-i-trendow-w-przedsiebiorstwach-2025-0

O raporcie: „Raport wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment został opracowany na podstawie danych ogłoszeniowych oraz badania ilościowego przeprowadzonego wśród pracowników. Analiza objęła 4 975 256 ogłoszeń o pracę pochodzących z jednego z popularnych serwisów rekrutacyjnych w Polsce. Z tego zbioru wyodrębniono 1 414 836 ofert dotyczących sektora prywatnego. Po procesie deduplikacji, mającym na celu usunięcie powtarzających się rekordów, końcowa liczba unikalnych ogłoszeń wyniosła 637 793. Do badania włączono stanowiska ujęte w siatkach wynagrodzeń Grafton Recruitment.

Niemcy będą kontrolować granice z Polską przynajmniej do października. „Nie jest to zaskoczenie”

Szef niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych potwierdził, że kontrole na granicy z Polską i innymi sąsiadami Niemiec będą przedłużone o kolejnych sześć miesięcy. Nie jest to informacja zaskakująca, bo kontrole trwają od jesieni 2023 roku, a ich intensywność nie jest paraliżująca dla lokalnej społeczności oraz dla przedsiębiorców. Coraz częściej pojawiają się jednak pytania – czy kontrole są stanem permanentnym? Czy strona niemiecka, ale także strona polska będą przygotowywać ewaluację jak kontrole wpływają na relacje międzynarodowe oraz na gospodarkę?

Brakuje dyskusji o długofalowych konsekwencjach kontroli na granicach

Tematem kontroli na granicach polsko-niemieckich Północna Izba Gospodarcza zajmuje się od wielu miesięcy. Przedsiębiorcy byli bardzo zaniepokojeni tym, jak samozwańczy obrońcy granic gromadzili się na przejściach granicznych w lipcu 2025 roku. Obecnie kontynuowane są kontrole ze strony polskiej, ale niemieckie MSZ również przedłużyło swoje kontrole o kolejne sześć miesięcy.

– Nie jesteśmy zaskoczeni. Kontrole nigdy nie są przyjemne, ale zauważamy, że te w relacji Szczecin – Pomorze Zachodnie – Niemcy nie są uciążliwe, a strona niemiecka robi wszystko, by przebiegały one możliwie spokojnie, sprawnie i nie były uciążliwe dla osób fizycznych, ale także dla przedsiębiorców. Kontrole nie generują w naszym regionie wielkich utrudnień i nie otrzymujemy sygnałów, by dochodziło do poważnych utrudnień i kolejek na granicach w Kołbaskowie, Rosówku czy Lubieszynie – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Czy sytuacja jest jednak jednoznacznie korzystna? Czy przedsiębiorcy widzą negatywne konsekwencje kontroli?

– Wskazałabym na dwie sytuacje: ataki zimy. Mamy bardzo trudny sezon, który naprawdę mocno odbija się na transporcie, spedycji i logistyce. Widzimy, że w przypadku np. gołoledzi czy opadów śniegu na granicach tworzą się spore kolejki aut ciężarowych, które zamiast płynnie jechać wyczekują w kolejkach – mówi Hanna Mojsiuk.

– Drugi aspekt to brak długofalowej dyskusji o tym, jak na regionalną gospodarkę Pomorza Zachodniego wpływają kontrole. Czy turyści rezygnują z wypoczynku w naszym regionie? W jakiej kondycji jest handel na pograniczu? Czy dla inwestorów pogranicze jest nadal atrakcyjne? Brakuje mi dyskusji na ten temat – przyznaje Hanna Mojsiuk.

„Oby tylko nie było gorzej”

Prezes Hanna Mojsiuk zwróciła uwagę na trudną sytuacje firm transportowych, spedycyjnych i logistycznych. Jak te firmy oceniają przedłużenie kontroli na granicach?

– Dla logistyki swoboda przemieszczania się bez ograniczeń jest największą wartością. Geopolityka jest w roku 202 największą niewiadomą i zagadką. Przedsiębiorcy zgadzają się, że bezpieczeństwo jest najważniejsze, ale dla nas też liczy się pewna przewidywalność, a coraz trudniej jest zaplanować np. łańcuch dostaw czy czas trwania załadunku i rozładunku towaru w porcie jeżeli nie jesteśmy przewidzieć czasu transportu ze względu na kontrole na granicach. Zaznaczyć jednak warto, że w naszym regionie nie jest to duży problem, ale w wielu krajach transport potrafi utykać na godziny, a nawet na dni na granicach – mówi dyrektor ds. rozwoju biznesu Grupy CSL Przemysław Hołowacz.

– W regionie nie odczuwamy wielkich problemów, ale już nie tak daleko od Szczecina, czyli w Świecku transporty czekają godzinami i to przejście graniczne stanowi negatywny przykład tego, że kontrole na granicy mają wpływ na gospodarkę – mówi Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

– Nie spodziewamy się, by w roku 2026 cokolwiek się w tym temacie zmieniło. Oby tylko nie było gorzej – dodaje Matulewicz.

Lepszy miks sprzedaży i dyscyplina kosztowa: Komputronik odbudowuje rentowność

Komputronik przyspiesza, poprawia wyniki i odbudowuje rentowność po trzech kwartałach 2025/2026. 1,35 mld zł przychodów, powrót do dodatniego EBIT i stabilna płynność tworzą solidne fundamenty pod dalszy wzrost wartości Spółki.

Grupa Kapitałowa Komputronik po trzech kwartałach roku obrotowego 2025/2026 notuje wyraźną poprawę kluczowych wskaźników finansowych i operacyjnych. Przychody Grupy wzrosły do 1 354,3 mln zł, co oznacza wzrost o około 4,2% rok do roku. Jednocześnie spółka wypracowała 179,3 mln zł zysku brutto na sprzedaży oraz 12,9 mln zł zysku operacyjnego, podczas gdy w analogicznym okresie ubiegłego roku notowała stratę operacyjną. Zysk netto Grupy wyniósł 2,8 mln zł wobec straty 9,4 mln zł rok wcześniej. To pierwszy tak wyraźny sygnał powrotu do trwałej rentowności po okresie kilkuletnich zawirowań rynkowych i restrukturyzacyjnych.

– Dzisiejsze wyniki pokazują, że Komputronik jest spółką wyraźnie silniejszą niż rok temu. Poprawiliśmy marże, odzyskaliśmy rentowność operacyjną i wzmocniliśmy płynność. To nie jest jednorazowy efekt, lecz rezultat konsekwentnie realizowanej strategii poprawy jakości sprzedaży i dyscypliny kosztowej – mówi Wojciech Buczkowski, Prezes Zarządu Komputronik S.A.

Retail i e-commerce: stabilizacja popytu i poprawa jakości sprzedaży

W segmencie retail oraz e-commerce Komputronik odnotował wyraźną stabilizację popytu oraz poprawę efektywności sprzedaży. Wzrost przychodów był wspierany zarówno przez kanały online, jak i sieć sprzedaży stacjonarnej, która pozostaje istotnym elementem strategii omnichannel. Spółka koncentrowała się na poprawie struktury asortymentowej oraz selektywnym zwiększaniu udziału produktów o wyższej marżowości.

Wzrost zysku brutto na sprzedaży o blisko 19% rok do roku jest efektem lepszego zarządzania miksami produktowymi, skuteczniejszej polityki zakupowej oraz bardziej granularnej analityki marżowej. Komputronik ograniczył ekspozycję na segmenty o niskiej rentowności, jednocześnie rozwijając ofertę produktów premium oraz rozwiązań IT dla klientów biznesowych.

– Skupiliśmy się na jakości sprzedaży i efektywności operacyjnej. Dziś widzimy wyraźnie, że lepsza kontrola marży, rotacji zapasów i kosztów marketingowych przekłada się na trwałą poprawę rentowności w retail i e-commerce – podkreśla Prezes Komputronik.

Powrót do dodatniego wyniku operacyjnego i poprawa cash flow

W analizowanym okresie Komputronik wypracował 12,9 mln zł zysku operacyjnego wobec straty operacyjnej rok wcześniej. Poprawa była możliwa dzięki jednoczesnemu wzrostowi marż i skutecznej optymalizacji kosztów logistyki, marketingu performance oraz prowizji pośredników.

Grupa wygenerowała 10,4 mln zł dodatnich przepływów pieniężnych z działalności operacyjnej. Środki pieniężne i ich ekwiwalenty na koniec grudnia 2025 r. wyniosły 17,4 mln zł, co potwierdza stabilną sytuację płynnościową.

Kapitał własny wzrósł do 247,3 mln zł, m.in. w wyniku emisji akcji serii G przeprowadzonej w październiku 2025 r., która przyniosła 4,9 mln zł wpływów netto. Równolegle wzmocnione zostały limity kredytów kupieckich u kluczowych dostawców, co zwiększa elastyczność finansowania rosnącej sprzedaży.

Otoczenie rynkowe: AI i ceny komponentów

Branża elektroniki użytkowej doświadcza obecnie globalnego wzrostu cen pamięci RAM, pamięci flash i dysków SSD, napędzanego dynamicznym rozwojem zastosowań AI w centrach danych i infrastrukturze serwerowej. Zjawisko to może w kolejnych kwartałach wpływać na ceny urządzeń końcowych, takich jak komputery, laptopy czy smartfony.

Komputronik aktywnie dostosowuje politykę zakupową i zarządza łańcuchem dostaw, aby ograniczyć ryzyka związane z wahaniami cen komponentów oraz dostępnością towarów.

– Rynek pozostaje wymagający i zmienny, jednak jesteśmy dziś w znacznie lepszej pozycji finansowej i operacyjnej. Wieloletnie, dobre relacje z dostawcami, stabilna płynność oraz poprawiona rentowność pozwalają nam elastycznie reagować na zmiany rynkowe – zaznacza Wojciech Buczkowski.

Dobre perspektywy wzrostu wartości Spółki

Zarząd Komputronik podkreśla, że obecne wyniki tworzą solidną podstawę do dalszego wzrostu wartości Spółki w średnim i długim horyzoncie. Stabilizacja przychodów, poprawa marż, dodatni EBIT oraz rosnące zaufanie partnerów biznesowych wzmacniają fundamenty finansowe Grupy.

W ocenie Zarządu, po okresie restrukturyzacji i odbudowy, Komputronik znajduje się w fazie stabilnego wzrostu, co może pozytywnie przełożyć się na postrzeganie Spółki przez inwestorów oraz dalszą poprawę jej wyceny rynkowej.

– Naszym celem jest trwałe budowanie wartości dla akcjonariuszy poprzez stabilny wzrost, rentowność i przewidywalność wyników. Dzisiejsze rezultaty pokazują, że obrany kierunek jest właściwy, a fundamenty pod dalszy rozwój są solidne – podsumowuje Prezes Komputronik.

Dlaczego duże, starsze domy coraz trudniej sprzedać?

Nie ulega wątpliwości, że wciąż trwająca zima przypomniała nam o charakterystycznych cechach tej pory roku. W niektórych częściach kraju opady śniegu były spore, a duży mróz zwiększył rachunki za domowe ogrzewanie. Jednak rodacy już wcześniej zwracali większą uwagę na kwestie związane z transformacją energetyczną i rosnącymi cenami energii. Agent nieruchomości z Warszawy, Leszek Markiewicz zauważa coraz większe zainteresowanie potencjalnymi kosztami eksploatacji oglądanych lokali oraz domów. Ten trend prawdopodobnie się utrzyma, co będzie oznaczało rosnące kłopoty ze sprzedażą mało oszczędnych energetycznie nieruchomości mieszkaniowych (zwłaszcza dużych domów).

Artykuł w dużym skrócie:

  • Polska pozostaje outsiderem w Unii Europejskiej pod względem tempa wprowadzania klas energetycznych budynków. Mimo tego, tematyka energochłonności budzi zainteresowanie oraz zaczyna się przekładać na decyzje nabywców domów i lokali.
  • Już teraz osoby posiadające na sprzedaż starszy, nieocieplony dom, mogą mieć problemy z szybkim znalezieniem kupującego. Taka sytuacja dotyczy nie tylko peryferyjnych lokalizacji.
  • Można przypuszczać, że w przyszłości sytuacja rynkowa będzie zmierzać w kierunku znanym z niektórych państw Europy Zachodniej. Mianowicie, domy i mieszkania o dobrej charakterystyce energetycznej (nie tylko nowe) otrzymają swoistą premię do ceny.

Zainteresowani pytają dokładnie o koszty eksploatacji

Na wstępie przypomnijmy, że od 28 kwietnia 2023 r. obowiązują przepisy, zgodnie z którymi: „Notariusz odnotowuje w akcie notarialnym przekazanie nabywcy świadectwa charakterystyki energetycznej (…), a „w przypadku nieprzekazania nabywcy świadectwa charakterystyki energetycznej, notariusz poucza podmiot obowiązany do jego przekazania (…) o karze grzywny za niewykonanie tego obowiązku” (zobacz: artykuł 11 ustawy z dnia 29 sierpnia 2014 r. o charakterystyce energetycznej budynków). „To ważne zmiany prawne, które zbiegły się w czasie z dużym wzrostem cen energii i kosztów ogrzewania” – mówi Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Niedługo po wejściu w życie nowych przepisów, krajowe media informowały o wątpliwościach co do jakości niektórych świadectw energetycznych wystawianych zupełnie zdalnie bez weryfikacji cech budynku „na miejscu”. Opisywana sytuacja nie oznacza, że zmiany prawne są zupełnie bezskuteczne. „Na pewno już samo wprowadzenie wymogu przekazywania świadectwa energetycznego zmieniło nieco świadomość potencjalnych kupujących” – twierdzi Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Bardziej skrupulatni nabywcy jeszcze przed podjęciem jakichkolwiek decyzji zakupowych przyglądają się wspomnianemu świadectwu charakterystyki energetycznej. Jednocześnie nadal częste są pytania o koszty eksploatacji budynku, które wiążą się z koniecznością potwierdzenia przez właściciela wysokości opłat na rzecz spółdzielni lub wspólnoty mieszkaniowej. „Takie dokumenty z miesięcznymi płatnościami nadal bardzo wielu osobom mówią więcej niż np. wskaźnik EP ze świadectwa charakterystyki energetycznej, co jest zrozumiałe” – uważa Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Duży metraż i nieocieplony dom – ze sprzedażą trudniej

Warto również brać pod uwagę fakt, że przez ostatnie 2 – 3 lata potencjalni nabywcy nieruchomości mieszkaniowych słyszeli dość często o takich tematach jak dyrektywa EPBD oraz system ETS 2. Dodatkowo mieszkańcy bloków i domów mocno odczuli wzrost kosztów ogrzewania. Trudno się więc dziwić, że wiele osób mniej przychylnym okiem patrzy na budynki wymagające kosztownych prac termomodernizacyjnych. „Poza kosztem tych prac, problem stanowi czasem znalezienie odpowiednich fachowców” – mówi Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

W przypadku domów jednorodzinnych, znaczenie mają też szeroko opisywane medialnie, obecne problemy z programem Czyste Powietrze. „Nie zapominajmy również o fakcie, że po 2019 r. koszty prac remontowych wyraźnie wzrosły, co powinno zostać odzwierciedlone w cenie mieszkań i domów wymagających poważniejszego remontu” – dodaje Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Należy pamiętać o jeszcze jednym aspekcie, który dotyczy wyłącznie domów jednorodzinnych. Mianowicie, obecnie średnia powierzchnia użytkowa ukończonego, prywatnego domu jednorodzinnego wynosi około 140 – 150 mkw. Tymczasem na rynku domów używanych znajdziemy całkiem sporo starszych budynków liczących sobie np. 200 – 300 mkw. „Teoretycznie to mogą być oferty dla osób gotowych ponieść odpowiednio wyższe koszty utrzymania” – zaznacza Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Problem polega jednak na tym, że w celu ograniczenia wspomnianych kosztów utrzymania, najpierw należałoby dokonać większego remontu termomodernizacyjnego. „Osoby zamożne mogą uznać, że wygodniej im będzie zbudować większy dom od początku. Mowa o domu, który jest lepiej skrojony pod indywidualne potrzeby i od razu cechuje się wysoką energooszczędnością” – komentuje Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Klasy energetyczne tylko przyspieszą obecne trendy …

Wracając do tematu klas energetycznych polskich budynków, warto przypomnieć, że ich wprowadzenie jest możliwe pod koniec 2026 roku lub w 2027 roku. „To będzie zmiana istotna pod względem funkcjonowania rynku wtórnego, bo przeciętnemu Kowalskiemu dużo łatwiej jest zrozumieć skalę literową energooszczędności niż np. konkretne wskaźniki wyrażone w kilowatogodzinach na metr kwadratowy rocznie” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Oczywiście, taka sytuacja nie oznacza, że osoby zainteresowane nieruchomością mieszkaniową, przestaną sprawdzać koszty jej eksploatacji (zwłaszcza ogrzewania) po przejrzeniu świadectwa energetycznego. „Właściciele wystawiający lokum na sprzedaż, również bez pomocy agenta nieruchomości, muszą się przygotować na fakt, że pytania o koszty będą padać coraz częściej, czasem już na bardzo wstępnym etapie zapoznania się z ofertą sprzedaży” – podsumowuje Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Aon Polska otworzył jednostkę odpowiedzialną za ubezpieczenia ryzyk podatkowych. Na jej czele stanął Tomasz Niemiec

0
  • Aon Polska powołał wyspecjalizowaną komórkę do obsługi klientów w zakresie ubezpieczeń ryzyk podatkowych (Tax Insurance).
  • Nowa jednostka w strukturach brokera odpowiada za operacje w Polsce i pozostałych krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej, oferując innowacyjne rozwiązania w zakresie transferu ryzyk podatkowych na ubezpieczycieli.
  • Nowo utworzonym działem kieruje Tomasz Niemiec, dyrektor w zespole Ubezpieczeń Podatkowych w regionie Europy Środkowej, ekspert z ponad 13-letnim doświadczeniem w obszarze podatków i M&A.

Polski rynek charakteryzuje się rosnącą świadomością w zakresie zarządzania ryzykami podatkowymi, szczególnie w kontekście coraz bardziej złożonego otoczenia regulacyjnego. Mając na względzie globalne trendy oraz dynamiczny rozwój rynku ubezpieczeń transakcyjnych w Polsce, Aon Polska zdecydował się na powołanie wyspecjalizowanej komórki w zakresie ubezpieczeń ryzyk podatkowych. Kierowana przez Tomasza Niemca jednostka współpracuje ściśle z zespołami w regionie DACH i Europy Środkowej, wspieranymi przez Nicole Rondy, szefową zespołu Rozwiązań Transakcyjnych w Zurychu.

Decyzja firmy o powołaniu w Polsce zespołu wyspecjalizowanego w ubezpieczeniach ryzyk podatkowych potwierdza rosnące zapotrzebowanie na tego typu rozwiązania w naszym regionie. Ubezpieczenie ryzyk podatkowych to narzędzie, które na zachodzie Europy jest już standardem, a w Polsce dopiero zyskuje na popularności. Pozwala ono firmom przenieść ryzyko związane z niepewnością rozliczeń podatkowych z podatnika na ubezpieczyciela. Zwiększa to pewność finansową i umożliwia realizację kluczowych projektów biznesowych bez obawy przed przyszłymi konsekwencjami podatkowymi – mówi Tomasz Niemiec, Dyrektor w zespole Ubezpieczeń Podatkowych w regionie Europy Środkowej, Aon Polska.

Tomasz Niemiec dołączył do Aon Polska w 2025 roku z zadaniem zbudowania i prowadzenia komórki odpowiedzialnej za ubezpieczenia ryzyk podatkowych w regionie CEE. Jest doświadczonym doradcą podatkowym w obszarze podatków i M&A z wykształceniem prawniczym i finansowym. Przed dołączeniem do Aon pracował niemal 13 lat w Deloitte w obszarze podatków i M&A, strukturyzacji podatkowej oraz doradztwa podatkowego przy umowach SPA.

Kompleksowe zabezpieczenie ryzyk podatkowych

Ubezpieczenie ryzyk podatkowych to produkt pozwalający na ograniczenie lub całkowitą eliminację ekspozycji podatnika na zidentyfikowane ryzyko podatkowe związane z planowaną lub historyczną transakcją, którą może zakwestionować organ podatkowy. Polisa znajduje zastosowanie w szerokiej gamie sytuacji biznesowych.

Z doświadczenia Aon na rynku międzynarodowym wynika, że ubezpieczenia ryzyk podatkowych są wykorzystywane zarówno w kontekście transakcji M&A (jako element szerszych rozwiązań transakcyjnych), jak i poza nimi. Typowe zastosowania obejmują: konsekwencje VAT/PCC przy transferze przedsiębiorstwa lub zorganizowanej części przedsiębiorstwa, kwestie podatku u źródła, reorganizacje wewnątrzgrupowe (połączenia, podziały spółek), dostępność aktywów podatkowych (straty podatkowe, odsetki do odliczenia), tematy związane z fundacjami rodzinnymi, finansowaniem dłużnym, wybrane kwestie cen transferowych, Polską Spółką Holdingową czy ryzykami związanymi z rezydencją podatkową i stałym zakładem.

Kluczowe korzyści produktu to m.in. zagwarantowanie pewności poprzez przeniesienie ryzyka podatkowego na ubezpieczyciela, szybkość realizacji oraz szerszy zakres ochrony w porównaniu z interpretacjami podatkowymi, możliwość poprawy wskaźników w sprawozdaniach finansowych oraz optymalizacji bilansu spółki. W kontekście M&A ubezpieczenie ryzyk podatkowych stanowi alternatywę dla tradycyjnych mechanizmów transferu ryzyka, takich jak korekty ceny czy depozyty zabezpieczające (escrow). Przewidujemy sukcesywne zwiększanie się zainteresowania tego typu rozwiązaniami zarówno w Polsce, jak i w całym regionie Europy Środkowej – dodaje Tomasz Niemiec.

Dlaczego North Fish się poddał?

Spółka North Food Polska S.A., właściciel między innymi sieci restauracji North Fish, 30 stycznia złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości. Zaskoczenie budzi fakt, że przedsiębiorstwo zatrudniające ponad 400 osób nie podjęło próby restrukturyzacji i od razu zdecydowało się na ostateczny krok. Dlaczego? Tłumaczy ekspert.

Z informacji dostępnych w Krajowym Rejestrze Zadłużonych wynika, że sąd zabezpieczył majątek spółki i wyznaczył tymczasowego nadzorcę sądowego. To standardowa procedura na początku takiego postępowania. W najbliższych miesiącach sąd zdecyduje, czy ogłosić upadłość firmy.

Upadłość bez próby ratowania firmy?

Co ciekawe spółka, która zatrudnia ponad 400 osób, nie zdecydowała się na restrukturyzację, czyli próbę porozumienia z wierzycielami i naprawy finansów, lecz od razu złożyła wniosek o upadłość. W przypadku tak dużych firm to dość rzadkie rozwiązanie.

– To może oznaczać, że zarząd nie widział realnych szans na poprawę sytuacji finansowej. Restrukturyzacja ma sens wtedy, gdy firma ma jeszcze perspektywy na odbudowę rentowności. Jeśli problemy są głębsze, może ona tylko odsunąć w czasie upadłość – tłumaczy Przemysław Furmanek z kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Spadający ruch w galeriach

Eksperci wskazują, że jednym z problemów spółki mógł być model biznesowy. North Fish działał głównie w galeriach handlowych. Tymczasem od kilku lat ruch w centrach handlowych maleje – część klientów przeniosła zakupy do internetu, inni po prostu rzadziej odwiedzają galerie.

W gastronomii działającej w strefach food court mniejsza liczba klientów oznacza wyraźny spadek przychodów, a koszty takie jak czynsz czy opłaty eksploatacyjne, pozostają wysokie. To problem, który dotyka cały segment rynku, nie tylko jedną markę.

– Z dostępnych sprawozdań finansowych wynika, że spółka od dłuższego czasu notowała straty. Problemy nie były chwilowe, lecz narastały przez kilka lat. W takiej sytuacji nawet redukcja zadłużenia mogłaby nie wystarczyć, jeśli sama działalność operacyjna nie przynosi zysków – wyjaśnia Przemysław Furmanek z kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Zbyt silna konkurencja

Dodatkowym wyzwaniem była konkurencja ze strony dużych, międzynarodowych sieci fast food, takich jak McDonald’s, KFC czy Salad Story. Globalne marki inwestują duże środki w marketing, aplikacje mobilne i promocje, co utrudnia mniejszym graczom walkę o klientów.

Postępowanie upadłościowe przed Sądem Rejonowym w Kielcach dopiero się rozpoczyna. Jego wynik będzie ważny nie tylko dla pracowników i wierzycieli spółki, ale także dla całej branży gastronomicznej, która w ostatnich latach mierzy się z rosnącymi kosztami i zmieniającymi się nawykami klientów.

Michał Dybowski: Ochrona zdrowia powinna być postrzegana jako strategiczny zasób państwa

Ostatnie lata – pandemia, presja demograficzna, napięcia geopolityczne, rosnące zagrożenia cybernetyczne – jednoznacznie pokazały, że odporność nie wynika z improwizacji. Wynika z przygotowania. A przygotowanie oznacza jasno zdefiniowane role dowodzenia, mierzalne standardy kompetencyjne, regularne ćwiczenia scenariuszowe, kulturę raportowania zdarzeń oraz systematyczną analizę wniosków. Jeżeli system nie posiada wspólnej architektury decyzyjnej i spójnych procedur reagowania, nawet najwybitniejsi specjaliści działają w izolacji. To nie jest problem talentu. To jest problem struktury. Kluczowe jest przejście od kultury reaktywnej do kultury systemowej odpowiedzialności. Odpowiedzialność nie polega na wskazywaniu winnych w sytuacji błędu. Polega na tworzeniu środowiska, w którym zdarzenia są analizowane, a wnioski wdrażane. Tylko w ten sposób można budować dojrzałe przywództwo – takie, które nie jest zależne od jednej osoby, lecz funkcjonuje jako element mechanizmu organizacyjnego.

Równie istotny jest wymiar międzynarodowy. Współczesne systemy ochrony zdrowia nie rozwijają się w izolacji. Konkurują jakością organizacji, efektywnością procesów i poziomem bezpieczeństwa. Transfer najlepszych praktyk, benchmarking rozwiązań organizacyjnych oraz współpraca transgraniczna nie są dodatkiem, lecz koniecznością. Polska posiada potencjał, aby stać się regionalnym centrum kompetencyjnym w zakresie odporności szpitali, integracji jakości klinicznej z cyberbezpieczeństwem oraz standaryzacji procesów w medycynie transgranicznej. Warunkiem jest jednak konsekwentna budowa spójnego modelu zarządzania.

Dlatego najskuteczniejsze jest podejście oparte na cyklu: standard – szkolenie – ćwiczenie – ewaluacja – korekta – ponowne wdrożenie. To model, który umożliwia systematyczne podnoszenie jakości bez konieczności każdorazowego „ratowania” sytuacji nadzwyczajnej. Tak rozumiane przywództwo nie jest mitem ani symbolem. Jest funkcją dobrze zaprojektowanego systemu. Ochrona zdrowia powinna być postrzegana jako strategiczny zasób państwa – element bezpieczeństwa narodowego i fundament stabilności społecznej. To wymaga decyzji, ale przede wszystkim wymaga procesu.

– Debata o kondycji polskiej ochrony zdrowia często koncentruje się wokół pytania, czy brakuje nam dziś lidera na miarę historycznych postaci, które potrafiły nadać systemowi kierunek i dynamikę. To pytanie jest zrozumiałe, szczególnie w momentach napięć i kryzysów. Jednak z perspektywy Healthcare Poland uważamy, że istota problemu leży gdzie indziej. Współczesny system ochrony zdrowia nie może opierać się na charyzmie jednostki, nawet wybitnej. Musi opierać się na trwałej architekturze zarządzania, która w sposób powtarzalny tworzy kompetentnych liderów operacyjnych, buduje odporność instytucji i zapewnia ciągłość jakości. Healthcare Poland od lat rozwija podejście procesowe do zarządzania ochroną zdrowia, oparte na integracji bezpieczeństwa klinicznego, organizacyjnego i infrastrukturalnego. W naszym modelu odporność szpitala nie ogranicza się do gotowości medycznej. Obejmuje ciągłość działania, zarządzanie kryzysowe, zabezpieczenie łańcuchów dostaw, ochronę danych oraz zdolność do szybkiej adaptacji organizacyjnej. Wspieramy placówki w budowie systemów, które nie tylko reagują na zdarzenia, ale uczą się na nich i wprowadzają korekty w sposób ustrukturyzowany – mówi Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali.

Zdolność operacyjna ma charakter multidyscyplinarny i sieciowy. Należy łączyć kompetencje menedżerskie, kliniczne, prawne, regulacyjne, technologiczne i inwestycyjne w jeden spójny model działania.

Współpracujemy z Polską Federacją Szpitali, reprezentującą szerokie spektrum podmiotów leczniczych w kraju, co pozwala nam testować rozwiązania w realnych warunkach systemowych i wdrażać je w skali ogólnopolskiej. W obszarze opieki długoterminowej rozwijamy inicjatywy wspólnie z Krajową Izbą Domów Opieki Długoterminowej, integrując perspektywę szpitali z wyzwaniami starzejącego się społeczeństwa i deinstytucjonalizacji opieki. Równolegle współdziałamy z Naczelną Izbą Lekarską oraz Siecią Lekarzy Innowatorów, budując most między praktyką kliniczną a wdrażaniem nowych technologii i modeli organizacyjnych. Ta synergia pozwala nam działać nie jako pojedynczy projekt, lecz jako platforma koordynacyjna łącząca administrację, środowisko medyczne i sektor prywatny. Dzięki temu możemy przechodzić od koncepcji do implementacji w sposób odpowiedzialny, etapowy i mierzalny – dodaje Michał Dybowski.

Healthcare Poland deklaruje gotowość do współpracy z administracją publiczną, środowiskiem szpitalnym oraz partnerami międzynarodowymi w celu budowy takiego modelu. Przyszłość systemu nie zależy od jednego nazwiska. Zależy od tego, czy zbudujemy mechanizm, który będzie konsekwentnie wytwarzał jakość, odpowiedzialność i odporność.

HREIT: Nadzorca sądowy przekroczył uprawnienia. Sprawa trafia do Prokuratury Rejonowej

Spółka z grupy HREIT złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez tymczasowego nadzorcę sądowego, Marcina Kubiczka. Zarzuty dotyczą działania na szkodę firmy poprzez siłowe przejęcie placu budowy inwestycji „Apartamenty Dąbrowskiego 8” w Gliwicach, co skutkuje wstrzymaniem prac i realnym zagrożeniem dla przyszłych lokatorów.

Zdaniem Spółki:

  • Marcin Kubiczek blokuje dokończenie inwestycji Apartamenty Dąbrowskiego 8 w Gliwicach
  • Nadzorca przejął teren budowy: założono kłódki na bramy wjazdowe i usunięto pracowników wykonawcy
  • Budowa stanęła, co wspiera fałszywą narrację o rzekomym wstrzymaniu prac budowlanych w spółkach grupy
  • Tym samym rośnie ryzyko, że klienci mogą nie otrzymać mieszkań, a inwestorzy finansowi pieniędzy
    Dlatego spółka z grupy HREIT złożyła zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa

Spółka od początku deklarowała jednoznaczną wolę kontynuowania i dokończenia przedsięwzięcia inwestycyjnego „Apartamenty Dąbrowskiego 8”. Projekt ten stanowi czynną inwestycję, realizowaną z myślą o przyszłych nabywcach lokali, którzy powierzyli Spółce swoje środki oraz zaufanie. Priorytetem Spółki było i pozostaje zabezpieczenie interesów tych osób oraz doprowadzenie inwestycji do etapu umożliwiającego przeniesienie własności lokali zgodnie z zawartymi umowami. W ocenie Spółki podjęte działania doprowadziły do destabilizacji procesu inwestycyjnego, ograniczenia decyzyjności po stronie Spółki oraz realnego zagrożenia dla terminowej realizacji projektu – mówi pełnomocnik Spółki, mec. Bartosz Nowicki.

Przypomnijmy: w styczniu 2026 r. sąd ustanowił w Apartamentach Dąbrowskiego 8 tymczasowego nadzorcę sądowego, wskazując na konieczność zabezpieczenia majątku spółki oraz weryfikacji jej sytuacji finansowej. Część mediów wiązała tę decyzję z informacjami o rzekomym wielomiesięcznym wstrzymaniu prac budowlanych, co miało budzić obawy nabywców lokali.

Tyle że rzeczywistość okazała się zupełnie inna. W maju 2025 r. na teren budowy wrócił podwykonawca, prace zostały wznowione i w styczniu szły już pełną parą. Dokończono ściany garażu budynku B oraz wykonano strop nad garażem. Po związaniu betonu możliwe będzie wznoszenie stanu surowego części nadziemnej segmentu B. Na budynku A prace są na etapie realizacji nadziemnych ścian konstrukcyjnych oraz działowych kondygnacji 1-3.

Postęp prac na budowie nie zgadzał się z narracją rozpowszechnianą przez zarządcę. Właśnie wtedy rozpoczęły się działania, które trudno interpretować inaczej niż jako próbę jej zablokowania budowy.

Kłódki na bramach, usuwanie pracowników, próba przejęcia placu budowy

Rano, 6 lutego 2026 r. osoby powołując się na działanie w imieniu tymczasowego nadzorcy podjęły próbę fizycznego przejęcia terenu inwestycji. Doszło m.in. do:

  • założenia kłódek na bramy wjazdowe,
  • uniemożliwienia wykonawcy dostępu do placu budowy,
  • usunięcia pracowników wykonawcy z terenu inwestycji,
  • powoływania się na rzekome uprawnienia, których osoby te nie posiadały.

Jednocześnie pojawiła się próba przedstawiania tych działań jako reakcji na rzekomą kradzież materiałów budowlanych. – Skutkiem podjętych doszło do destabilizacji procesu inwestycyjnego oraz wzrostu niepewności w relacjach z partnerami projektu. W pierwszej kolejności uderza to w nabywców mieszkań, których interes powinien pozostawać nadrzędnym punktem odniesienia przy podejmowaniu jakichkolwiek decyzji dotyczących inwestycji – kwituje mec. Bartosz Nowicki.

HREIT składa zawiadomienie do prokuratury

W związku ze zdarzeniem, w dniu 16 lutego 2026 r. Spółka złożyła do Prokuratury Rejonowej Gliwice Zachód zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień tymczasowego nadzorcy sądowego.

Skutkiem tych działań było faktyczne wstrzymanie robót budowlanych, co mogło naruszyć interesy wierzycieli, w szczególności nabywców lokali mieszkalnych, oraz wywołać poważne konsekwencje dla dalszej realizacji inwestycji.

W zawiadomieniu znalazły się wnioski o zabezpieczenie m.in.:

  • dokumentacji sądowej i budowlanej,
  • nagrań monitoringu,
  • materiałów z interwencji policji,
  • przesłuchanie świadków obecnych na miejscu zdarzenia.

Sprawa została przekazana organom ścigania do zbadania.

W odpowiedzi na opublikowane przez spółkę z grupy HREIT informacje o rzekomym „siłowym przejęciu” placu budowy inwestycji „Apartamenty Dąbrowskiego 8” w Gliwicach, otrzymaliśmy stanowisko Tymczasowego Nadzorcy Sądowego. Autor pisma podkreśla, że działania z 6 lutego 2026 r. miały charakter wyłącznie zabezpieczający i wynikały z ustawowego obowiązku ochrony majątku dłużnika oraz interesów wierzycieli. Według przedstawionej relacji interwencja była związana ze stwierdzoną próbą wywozu materiałów budowlanych i wezwaniem Policji, a zarzuty HREIT nie odpowiadają rzeczywistemu przebiegowi zdarzeń. Poniżej publikujemy pełną treść otrzymanego stanowiska.

Stanowisko Tymczasowego Nadzorcy Sądowego w sprawie zdarzeń z dnia 6 lutego 2026 r. – inwestycja „Apartamenty Dąbrowskiego 8” w Gliwicach

W pierwszej kolejności należy podkreślić, że Tymczasowy Nadzorca Sądowy (TNS) został ustanowiony postanowieniem Sądu Rejonowego w Gliwicach, Wydział XII Gospodarczy (sygn. akt GL1G/GU/898/2025) i działa wyłącznie w granicach prawa oraz w zakresie określonym przez sąd. Ustawowym obowiązkiem TNS jest nadzór nad majątkiem Dłużnika oraz zapobieganie czynnościom, które mogłyby prowadzić do jego uszczuplenia lub naruszenia interesów wierzycieli.

Co istotne, po opisywanej sytuacji  z dnia 6 lutego 2026 r. to właśnie TNS wystąpił do Sądu z wnioskiem o ustanowienie Zarządcy Przymusowego, a więc o zastosowanie dalej idącego i silniejszego instrumentu zabezpieczającego niż ma to miejsce w przypadku nadzoru TNS. Wniosek ten był konsekwencją stwierdzonych nieprawidłowości oraz samych okoliczności ich stwierdzenia i ma na celu zapewnienie skuteczniejszej ochrony majątku oraz stabilizacji sytuacji prawnej i organizacyjnej wokół inwestycji.

Samo złożenie zawiadomienia nie stanowi dowodu naruszenia prawa i nie może być traktowane jako potwierdzenie stawianych tez. Opublikowane w piśmie HREIT zarzuty nie odpowiadają rzeczywistemu przebiegowi zdarzeń. Potwierdzony stosownymi czynnościami służbowymi przebieg zdarzeń prezentuje się następująco:

W dniu 6 lutego 2026 r. stwierdzono, że brama wjazdowa na teren budowy była otwarta, a osoby nieposiadające oznaczeń dokonywały załadunku elementów stalowych oraz materiałów budowlanych na pojazd. W tej sytuacji – realizując obowiązek ochrony majątku – wezwano Policję. Po interwencji funkcjonariuszy, osoby te zostały wylegitymowane, a materiały budowlane i elementy stalowe zostały odłożone na miejsce. Nie doszło do ich wywozu ani też do eskalacji sytuacji.

Twierdzenie o „pozorowaniu kradzieży” jest całkowicie bezpodstawne w świetle faktu interwencji Policji oraz sporządzonej w wyniku interwencji stosownej dokumentacji. Odnosząc się do kwestii kłódek, należy wskazać, że zabezpieczenie bramy zostało wprowadzone już 2 grudnia 2025 r. jako standardowy środek ochrony przed dostępem osób postronnych. Jeden z kluczy został przekazany pracownikowi budowy, co zapewniało dostęp do terenu inwestycji. Działanie to nie było elementem zdarzeń z 6 lutego i nie służyło blokowaniu wykonawcy.

Działania podjęte 6 lutego miały charakter wyłącznie zabezpieczający i mieściły się w kompetencji Tymczasowego Nadzorcy Sądowego, działającego na podstawie i w granicach prawa, zgodnie z wyznaczonymi przez Sąd zadaniami.

W sytuacji, w której:

  • reprezentant dłużnika objęty jest środkiem zapobiegawczym w postaci aresztu,
  • brak jest efektywnej współpracy zarządczej,
  • dochodzi do prób wywozu materiałów z terenu budowy,
  • a jednocześnie ujawniane są istotne nieprawidłowości w zakresie organizacji i bezpieczeństwa pracy.

TNS ma obowiązek podjąć adekwatne i proporcjonalne działania w celu ochrony majątku. Brak reakcji w takich sytuacjach mógłby zostać oceniony jako nienależyte wykonywanie funkcji nadzorczych.

Niezależnie od samego incydentu związanego z próbą wywozu materiałów, w toku czynności ujawniono poważne nieprawidłowości w zakresie BHP oraz sposobu organizacji prac na placu budowy, w tym m.in. brak właściwego ogrodzenia i oznakowania, niezabezpieczone elementy konstrukcyjne stwarzające zagrożenie (np. widoczne na placu budowy liczne wystające pionowo pręty zbrojeniowe, które nie zostały zabezpieczone przed możliwością urazu), brak środków ochrony indywidualnej oraz brak wyraźnego wyznaczenia i zabezpieczenia strefy pracy żurawia. Wskazane nieprawidłowości mogą nosić znamiona §1 art. 220 Kodeksu Karnego, co wzbudza szczególną uwagę TNS.

Dodatkowo, TNS w toku czynności ujawnił szereg nieprawidłowości w zakresie BHP oraz organizacji działań na placu budowy. W związku z niewykonaniem zaleceń wydanych uprzednio, TNS wdrożył stały monitoring terenu inwestycji, w tym regularne inspekcje z wykorzystaniem drona, w celu bieżącej oceny stanu zabezpieczenia majątku i bezpieczeństwa. Podkreślenia wymaga fakt, że w żadnej mierze nie doszło do przejęcia zarządzania budową, zmiany wykonawcy bądź wydania decyzji o wstrzymaniu robót.

Zarzut wstrzymania procesu inwestycyjnego nie znajduje potwierdzenia w faktach. Prace budowlane były kontynuowane, wykonawca realizował roboty, a inwestycja nie została formalnie ani faktycznie zamknięta. Działania TNS miały charakter interwencyjny, ograniczający się do zabezpieczenia majątku. Teza, jakoby działania te zagrażały interesom wierzycieli, w tym nabywców lokali, jest absurdalna i sprzeczna z istotą funkcji TNS. Tymczasowy Nadzorca Sądowy został ustanowiony właśnie w celu ochrony interesów wierzycieli oraz zapewnienia prawidłowego funkcjonowania mechanizmów zabezpieczenia w postępowaniu o ogłoszenie upadłości. Interwencja z 6 lutego stanowi przykład realizowania powyższych zadań przez TNS, zwłaszcza w kontekście niedowładu organizacyjnego i problemów spółki, obejmującej m.in. wykazaną stratę za 2024 r. oraz znaczące zobowiązania wobec podmiotów powiązanych, a także co szczególnie szokujące – stosowanie rozliczeń z wykonawcami w formie przekazywania lokali z innych inwestycji (zamiast świadczeń pieniężnych) – w tej sytuacji zwiększona ostrożność i działania zabezpieczające są uzasadnione.

Europejski Portfel Tożsamości Cyfrowej coraz bliżej. Polska bierze udział w kluczowym pilotażu APTITUDE

W państwach Unii Europejskiej trwa pilotaż APTITUDE poprzedzający wdrożenie Europejskiego Portfela Tożsamości Cyfrowej – rozwiązania, które pozwoli mieszkańcom UE na całym jej obszarze potwierdzać cyfrowo swoją tożsamość, a także korzystać z wielu usług publicznych oraz komercyjnych w sposób prosty i bezpieczny.

Pilotaż APTITUDE realizuje konsorcjum współtworzone przez instytucje publiczne i podmioty prywatne z 11 państw unijnych (w tym z Polski) oraz z Ukrainy. Jego zadaniem jest weryfikacja standardów cyfrowej identyfikacji w praktycznych, codziennych zastosowaniach – przed zapowiedzianym w znowelizowanym rozporządzeniu eIDAS wdrożeniem europejskiego portfela, co ma nastąpić do 24 grudnia 2026 r.

Podróże bez stresu

Jednym z głównych obszarów objętych pilotażem APTITUDE są podróże i usługi turystyczne. Chodzi tu o sprawdzenie, czy przy kontroli granicznej da się potwierdzić tożsamość w formie cyfrowej, bez konieczności wielokrotnego okazywania dokumentów papierowych. Testom podlegają również cyfrowe karty pokładowe oraz elektroniczne procedury meldunkowe w hotelach. Cel jest prosty: krótsze kolejki, mniej formalności i szybsza obsługa. Wszystko to przy zachowaniu najwyższych standardów bezpieczeństwa.

Samochód bez papierologii

W ramach APTITUDE sprawdza się także, czy udostępniane w formie cyfrowej dane pojazdu – w tym informacje z dowodu rejestracyjnego – można bezpiecznie okazywać i weryfikować również poza granicami kraju. Dotyczy to m.in. procedur towarzyszących wynajmowi auta oraz innym czynnościom wymagającym potwierdzenia danych pojazdu i kierowcy.

Bank bez stosu podpisów

W bankach cyfrowe potwierdzanie tożsamości klienta testuje się z kolei w kontekście zakładania konta, podpisywania umów oraz autoryzowania wybranych operacji. Nie chodzi tu o wprowadzanie nowych metod płatności, lecz – podobnie jak w pozostałych przypadkach – o uproszczenie już obowiązujących w UE procedur.

Pełna kontrola nad danymi

Europejski Portfel Tożsamości Cyfrowej to bezpieczna aplikacja mobilna, która umożliwi potwierdzanie tożsamości oraz korzystanie z cyfrowych dokumentów online i offline w każdym kraju UE. Bezpieczna, bo tworzona m.in. w oparciu o zasadę minimalizacji przekazywanych danych. Użytkownik będzie udostępniał tylko te informacje, które są niezbędne do realizacji danej usługi. W praktyce może to oznaczać np. potwierdzenie pełnoletności bez ujawniania daty urodzenia czy numeru PESEL.

Dlaczego udział Polski w pilotażu APTITUDE jest ważny

W realizację pilotażu APTITUDE zaangażowane są instytucje odpowiedzialne za rozwój krajowych usług cyfrowych, w tym Ministerstwo Cyfryzacji oraz Centralny Ośrodek Informatyki. Udział w międzynarodowym projekcie pozwala im ocenić, na ile europejskie rozwiązania są zgodne z krajową infrastrukturą systemów publicznych oraz przygotować się do wdrożenia Europejskiego Portfela Tożsamości Cyfrowej w Polsce. Dzięki temu Polki i Polacy zyskają bezpieczną, interoperacyjną i weryfikowalną tożsamość cyfrową uznawaną na całym obszarze Unii Europejskiej.

Więcej o APTITUDE:

APTITUDE (akronim od Advanced Project for Trusted Identity Technologies and Unified Digital Ecosystem) to kolejny projekt pilotażowy, finansowany przez Komisję Europejską w ramach Cyfrowej Europy (Digital Europe Programme) – programu wspierającego m.in. rozwój i wdrażanie Europejskiego Portfela Tożsamości Cyfrowej (European Digital Identity Wallet, a w skrócie EUDI Wallet).

Należy on do grupy tzw. pilotaży na dużą skalę (Large-Scale Pilots), których zadaniem jest sprawdzenie, czy nowe rozwiązania cyfrowe mogą być stosowane bezpiecznie i skutecznie w codziennych sytuacjach, w różnych krajach i sektorach gospodarki – od transportu po usługi publiczne. Prace, które rozpoczęły się w październiku 2025 r., zaplanowano no dwa lata.

APTITUDE bazuje na doświadczeniach i rezultatach wcześniejszych Large-Scale Pilots, takich jak NOBID, DC4EU, POTENTIAL i EWC. Wszystkie te inicjatywy wspierają realizację Cyfrowej Dekady UE (strategicznej inicjatywy, która ma na celu transformację cyfrową Unii Europejskiej do 2030 roku) oraz budowę jednolitego rynku cyfrowego – tak, by usługi elektroniczne były dostępne i bezpieczne niezależnie od kraju, w którym mieszkamy.

Digital Omnibus: Polska branża cyfrowa mówi „sprawdzam” unijnym planom uproszczenia prawa

Wydłużenie terminów wdrożenia obowiązków z AI Act, zapewnienie jednolitych zasad przetwarzania danych w RODO oraz uproszczenie regulacji ePrivacy – to kluczowe rekomendacje Związku Cyfrowa Polska w sprawie pakietu Digital Omnibus, przekazane przedstawicielom polskiego rządu. Organizacja podkreśla, że choć unijna inicjatywa stanowi krok we właściwym kierunku i świadczy o rosnącej woli uproszczenia prawa, to część propozycji zawartych w pakiecie „tworzy istotne luki między ambicjami politycznymi a realiami operacyjnymi”.

Digital Omnibus to inicjatywa Komisji Europejskiej mająca na celu uproszczenie i ujednolicenie unijnych regulacji cyfrowych. Obecnie państwa członkowskie prowadzą konsultacje krajowe w celu wypracowania oficjalnego stanowiska rządu, które następnie zostanie przedstawione Komisji Europejskiej.

Swoje rekomendacje w tej sprawie przedstawił Związek Cyfrowa Polska, reprezentujący polską branżę cyfrową. W opinii organizacji, obecne regulacje często ograniczają europejską innowacyjność, stąd wsparcie dla ogólnego kierunku działań UE.

Jednak, jak twierdzą eksperci Cyfrowej Polski w liście do polskiego rządu, zamiast przeprowadzić gruntowny przegląd zgodny z apelami największych przedsiębiorstw i państw członkowskich, projekt w dużej mierze wprowadza kosmetyczne zmiany, które nie odpowiadają skali wyzwań. – Digital Omnibus powinien realnie zmniejszać złożoność prawa i wzmacniać konkurencyjność Europy. Bez bardziej zdecydowanych reform ryzykujemy utrwalenie barier, które już dziś ograniczają rozwój europejskiej gospodarki cyfrowej – podkreśla Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Na co zwracają uwagę eksperci?

Cyfrowa Polska postuluje konkretne działania w kilku głównych obszarach. I tak w odniesieniu do wymogów przejrzystości sztucznej inteligencji organizacja rekomenduje wydłużenie okresu dostosowawczego z sześciu miesięcy do jednego roku. Unijny AI Act klasyfikuje systemy sztucznej inteligencji na podstawie poziomu ryzyka. Wymagania dotyczące przejrzystości stają się bardziej rygorystyczne wraz ze wzrostem tego poziomu – od podstawowego informowania użytkowników, że mają do czynienia z systemem AI, po konieczność ujawnienia konkretnych algorytmów. Półroczny termin dostosowania działalności do takich zapisów jest zdaniem ekspertów nierealistyczny, zwłaszcza w przypadku bardziej zaawansowanych systemów AI.

W obszarze ochrony danych osobowych, eksperci Cyfrowej Polski ostrzegają przed stworzeniem restrykcyjnego „podwójnego reżimu” dla sztucznej inteligencji, czyli konieczności spełnienia wymogów zarówno AI Act, jak i przepisów RODO. Aby zapewnić przejrzystość prawną w tym zakresie, Związek Cyfrowa Polska rekomenduje usunięcie dodatkowych warunków odnoszących się wyłącznie do AI.

Organizacja oceniła także podejście do danych szczególnych kategorii w kontekście AI. Wymóg ścisłego „unikania” informacji takich jak światopogląd użytkownika, dane dotyczące zdrowia, seksualności czy przekonań religijnych w zbiorach pochodzących z otwartego Internetu jest technicznie niewykonalny i prowadziłby do paradoksalnie bardziej inwazyjnego monitorowania osób prywatnych. W zamian Cyfrowa Polska postuluje stworzenie praktycznego standardu „ograniczania ryzyka” poprzez odpowiednie środki techniczne i organizacyjne.

W zakresie dyrektywy ePrivacy eksperci rekomendują usunięcie artykułu wprowadzającego zgodę na poziomie przeglądarki, czyli m.in. znane użytkownikom sieci obowiązkowe okienka akceptacji plików cookies. Ponadto regulacje dotyczące korzystania z urządzeń końcowych (komputerów, smartfonów, tabletów) powinny, zdaniem Cyfrowej Polski, zostać przeniesione do RODO. Skutkiem miałyby być prostsze, bardziej zrozumiałe zapisy prawne.

Jesteśmy zwolennikami prawa, które jest skuteczne ze względu na swoją czytelność. Deklarujemy gotowość do dalszego dialogu z administracją rządową i instytucjami unijnymi w trakcie prac nad pakietem Digital Omnibus. Tylko spójne i pragmatyczne podejście regulacyjne pozwoli osiągnąć cel uproszczenia prawa, przy jednoczesnym wsparciu innowacyjności i konkurencyjności europejskiej gospodarki cyfrowej –podsumowuje Michał Kanownik.