Rynek retail mediów w Polsce skończył ub.r. dwucyfrowym wzrostem z wartością ok. 2 mld złotych

Rok 2025 był przełomowy dla retail mediów w Polsce, które zaczęły funkcjonować jako pełnoprawny kanał mediowy domykający sprzedaż. Eksperci podkreślają, że rynek zaczął być inaczej postrzegany. Przeszedł z etapu ciekawości do planowania i rozliczania retail mediów jako stałej pozycji w miksie reklamowym. Dynamika ich wzrostu w ub.r. była szacowana różnie, ze względu na brak standaryzowanych danych, ale pojawiały się same dwucyfrowe wartości – od 18% do nawet 30% rdr. Wartość całego rynku wyniosła ok. 2 mld zł. To uplasowało retail media jako trzecie co do wielkości medium reklamowe w Polsce. Przełomem było też to, że zaczęły one realnie wpływać na doświadczenie zakupowe konsumentów. Natomiast ich skala i dojrzałość pomiaru wciąż odstawały od Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych.

Według ekspertów z MyShopTV, w 2025 rynek retail mediów w Polsce wyraźnie dojrzał. W porównaniu z 2024 rokiem obserwowano przejście od fazy pojedynczych testów oraz pilotaży do skalowania rozwiązań, standaryzacji ofert i coraz częstszej obecności retail mediów w stałych planach mediowych reklamodawców. Wzrosła liczba aktywnych sieci retail media network. Poprawiła się jakość danych oraz integracja kanałów online i in-store.

– 2025 rok można uznać za przełomowy, choć raczej w sensie operacyjnym niż medialnym. Retail media przestały być postrzegane jako eksperyment i zaczęły funkcjonować jako pełnoprawny kanał mediowy z jasno określoną rolą, którą jest tak zwane domknięcie sprzedaży. Przełom polegał na zmianie sposobu myślenia o rynku, a nie na jednorazowym skoku wartości budżetów wydawanych na retail media – komentuje Radosław Gołąb, Chief Product & Sales Officer w MyShopTV.

Do tego Maciej Tygielski, CEO MyShopTV, zaznacza, że było mniej testów, a więcej stałych aktywacji i powtarzalnych formatów. Wyraźnie wzrosła też rola danych First Party Data i ofert łączących sprzedaż online z wpływem na półkę oraz sklep stacjonarny. W stosunku do poprzednich lat można było zauważyć tzw. praktyczny przełom. Rynek przeszedł z etapu ciekawości do planowania i rozliczania retail mediów jako stałej pozycji w miksie reklamowym.

– Dynamika wzrostu retail mediów w ub.r. była dwucyfrowa, choć silnie zależna od przyjętej metodologii. Niektóre szacunki mówią aż o 30% wzroście rdr. Jednak nawet jeśli przyjmiemy ostrożny poziom ok. 18%, oznacza to wynik wyraźnie lepszy niż w większości innych mediów. Ze względu na brak standaryzowanych danych, dynamika wzrostu w 2025 roku szacowana jest szeroko. Wiadomo, że jej głównym motorem napędowym był digital. W segmencie in-store zeszły rok był czasem budowania świadomości oraz porządkowania procesów. Wartość całego rynku wyniosła ok. 2 mld zł, co plasuje retail media jako trzecie co do wielkości medium reklamowe w Polsce – po internecie i telewizji – mówi Radosław Gołąb.

W opinii Macieja Tygielskiego, w ub.r. nastąpiła faza doganiania rynków dojrzałych, ale z mniejszą standaryzacją i większą fragmentacją. Tempo rozwoju było dobre. Natomiast skala i dojrzałość pomiaru odstawały od Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Jak tłumaczy Igor Ruczyński, Integrated Media & Data Director w MyShopTV, w porównaniu do wiodących rynków zagranicznych zabrakło nam rozwiniętych agregatorów powierzchni oraz narzędzi do efektywnej realizacji wielopunktowych kampanii. Ekosystem danych wspierających realizację kampanii też był na bardzo wczesnym poziomie zaawansowania.

– W 2025 roku rynek funkcjonował w fazie kontrolowanej fragmentaryzacji. Z jednej strony rosła liczba ofert i rozwiązań, a z drugiej – widoczne były pierwsze sygnały konsolidacji kompetencji, szczególnie technologicznych i sprzedażowych. Jednocześnie należy podkreślić, że był to nadal bardzo wczesny etap kształtowania się rynku retail mediów w Polsce. Był to więc etap porządkowania i definiowania kierunków rozwoju rynku – uważa Chief Product & Sales Officer w MyShopTV.

Jak stwierdza CEO My ShopTV, kluczową rolę w rozwoju retail mediów w 2025 roku odegrali najwięksi retailerzy. Ekspert wskazuje też na platformy zasięgowe, które miały dane i ruch, a także na dostawców technologii umożliwiających ofertę produktową, a nie projektową. Istotna była też rola zespołów sprzedaży mediów u retailerów. – Pojawiło się więcej dostawców rozwiązań do zarządzania kampaniami, danych i atrybucji, ale największą zmianą było wchodzenie technologii w standardowe procesy zakupowe. Rynek zaczął preferować rozwiązania skalowalne, a nie jednorazowe integracje – wylicza Maciej Tygielski.

Co więcej, Radosław Gołąb zwraca uwagę na to, że w 2025 roku retail media zaczęły realnie wpływać na doświadczenie zakupowe konsumentów. Ekrany w sklepach zapewniły bowiem łatwy dostęp do przydatnych informacji o ofertach, promocjach i cechach produktów. Dodatkowo w dobrze zaprojektowanych wdrożeniach retail media zwiększyły wygodę zakupów i wspierają decyzje konsumenckie, stając się wartością dodaną dla klienta.

– Na rynku pojawili się nowi, istotni gracze, zarówno technologiczni, jak i sprzedażowi. Część z nich to podmioty budujące rozwiązania dedykowane bezpośrednio retail mediom, obejmujące m.in. adserwery, platformy self-service, narzędzia data clean room czy pomiar omnichannel. Równolegle na rynek wchodziły firmy sprzedażowe oraz podmioty wywodzące się z innych segmentów mediowych, które próbowały adaptować swoje dotychczasowe kompetencje do specyfiki retail mediów – podkreśla Radosław Gołąb.

Zdaniem ekspertów, najintensywniej w retail media inwestowały firmy z sektora FMCG, elektroniki użytkowej, beauty oraz farmacji OTC. Coraz wyraźniej widoczna była również aktywność właścicieli sieci handlowych i marek private label, którzy wykorzystywali własne powierzchnie retail mediowe jako skuteczne narzędzie wspierania sprzedaży i komunikacji. Chętnie włączali je do swoich działań marketingowych jako kanał o wysokiej efektywności i bezpośrednim wpływie na decyzje zakupowe.

– Najczęściej przesuwano budżety do retail mediów z kanałów performance w digitalu, a także z budżetów shopperowych i trade marketingu. Skala przesunięć była zróżnicowana i zależała od dojrzałości organizacji po stronie marki. Na rynku przeważała redystrybucja, ale pojawiały się też nowe środki tam, gdzie retail media dowoziły przyrost sprzedaży i lepszą rozliczalność. Rosła liczba mniejszych kampanii i pakietów self service, ale jednocześnie pojawiło się więcej większych, stałych umów. W efekcie średnia mogła rosnąć umiarkowanie i poszerzyła się rozpiętość budżetów – informuje Maciej Tygielski.

Z kolei największe bariery rozwoju retail mediów w 2025 roku w Polsce to – zdaniem ekspertów – rozjazd między marketingiem i sprzedażą po stronie marek, brak standardów i nierówna jakość danych. Po stronie retailerów hamulcem bywały zasoby, integracje oraz tempo budowy produktu mediowego. – Największym wyzwaniem technologicznym było rozdrobnienie rynku pod względem dostawców powierzchni. To implikowało różne standardy technologiczne oraz brak wiodących narzędzi do planowania i zarządzania realizacją kampaniami – podsumowuje Igor Ruczyński.

Jak AI zmienia rynek pracy: perspektywa SOFTSWISS

Sztuczna inteligencja w szybkim tempie przekształca globalny rynek pracy, zmieniając sposób funkcjonowania firm, organizację pracy zespołów oraz kompetencje, które stają się kluczowe w różnych branżach. Coraz szersza adopcja AI przyspiesza powstawanie nowych ról i specjalizacji, a umiejętność pracy z narzędziami opartymi na AI staje się dziś koniecznością, a nie tylko przewagą konkurencyjną.

SOFTSWISS, międzynarodowa marka technologiczna posiadająca partnerskie centra rozwoju w Warszawie i Poznaniu, wzmacnia długofalową strategię technologiczną, powołując Denisa Romanovskiy’ego na stanowisko Chief Artificial Intelligence Officer (CAIO). Nowa funkcja w strukturze C-level porządkuje podejście firmy do sztucznej inteligencji jako kluczowego elementu infrastruktury biznesowej, odpowiadając na rosnący wpływ AI na technologie klasy enterprise, produktywność oraz przewagę konkurencyjną.

Powołanie CAIO wyznacza dla SOFTSWISS nowy etap w budowie wewnętrznych platform i narzędzi technologicznych. Oznacza to m.in. wdrażanie spójnych standardów, wzmocnienie ładu technologicznego oraz tworzenie bardziej efektywnego środowiska pracy inżynierskiej w różnych lokalizacjach. W praktyce obejmuje to również wsparcie zespołów we wdrażaniu AI do codziennych procesów oraz rozwijanie kompetencji związanych z produktywnością wspieraną przez AI.

Wraz z upowszechnianiem się AI w kolejnych sektorach gospodarki firmy obserwują pojawianie się nowych odpowiedzialności na styku technologii, operacji i zarządzania, a także ewolucję istniejących ról w kierunku podejmowania decyzji i automatyzacji wspieranych przez AI. SOFTSWISS dostrzega ten trend i traktuje wdrażanie AI zarówno jako transformację technologiczną, jak i proces obejmujący ludzi oraz sposób pracy, w tym zespoły tworzące oprogramowanie firmy w partnerskich centrach w Polsce.

Denis Romanovskiy obejmuje stanowisko CAIO po ponad pięciu latach pracy jako Deputy Chief Technology Officer w SOFTSWISS, gdzie odegrał kluczową rolę w skalowaniu platform technologicznych marki oraz rozwoju jej kompetencji inżynieryjnych. Przed dołączeniem do SOFTSWISS pełnił senioralne role techniczne i menedżerskie w EPAM Systems oraz Wargaming.net, zdobywając szerokie doświadczenie w obszarze oprogramowania klasy enterprise, dużych platform technologicznych oraz środowisk produktowych o wysokiej wydajności.

Jako Chief Artificial Intelligence Officer Denis Romanovskiy będzie odpowiadał za opracowanie i realizację strategii AI w SOFTSWISS oraz nadzorował wdrożenie firmowej platformy AI – scentralizowanej infrastruktury klasy enterprise, zaprojektowanej z myślą o bezpiecznym i efektywnym skalowaniu automatyzacji opartej na sztucznej inteligencji w całej organizacji. Platforma, umożliwa zespołom automatyzację tysięcy procesów, analizę dużych wolumenów danych oraz przyspieszenie podejmowania decyzji, przy jednoczesnym zapewnieniu ścisłej kontroli dostępu, pełnej audytowalności oraz transparentnego zarządzania kosztami.

Ivan Montik, założyciel SOFTSWISS, komentuje:

„Utworzenie stanowiska Chief AI Officer pokazuje, jak kluczową rolę sztuczna inteligencja odgrywa w przyszłości technologii. AI zmienia sposób tworzenia produktów, funkcjonowania firm oraz generowania wartości biznesowej. Dzięki wczesnym inwestycjom w jednolitą platformę AI oraz dedykowane przywództwo SOFTSWISS pozycjonuje się w czołówce tej transformacji”.

Denis Romanovskiy, Chief Artificial Intelligence Officer w SOFTSWISS, dodaje:

„Z entuzjazmem podejmuję to nowe wyzwanie w momencie, gdy SOFTSWISS przechodzi od fazy eksperymentów do realnych wdrożeń. Z pierwszej ręki widzieliśmy, jak duży wpływ może mieć AI, gdy jest wykorzystywana w przemyślany sposób. Na poziomie zarządczym naszym celem jest uczynienie AI zaufaną, odpowiednio zarządzaną i efektywną kosztowo kompetencją – taką, która przynosi mierzalne wzrosty produktywności zespołom i usprawnia funkcjonowanie globalnej organizacji inżynieryjnej, w tym partnerskich centrów rozwojowych w Polsce, w skali międzynarodowej”.

Utworzenie dedykowanej roli na poziomie C-level, odpowiedzialnej za rozwój i wdrażanie AI, pozwala SOFTSWISS wprowadzić spójne standardy, jasny podział odpowiedzialności oraz pełną przejrzystość w zakresie tego, jak sztuczna inteligencja jest rozwijana i wykorzystywana w całej organizacji.

O marce SOFTSWISS
SOFTSWISS to międzynarodowa marka technologiczna. W 2013 roku firma jako pierwsza w branży iGaming zintegrowała obsługę kryptowalut. Główne partnerskie centra rozwoju SOFTSWISS znajdują się w Warszawie i Poznaniu. Łączna liczba ekspertów pracujących nad produktami firmy przekracza 2 000 osób.

ZPL wystąpił do MSZ ws. egzekucji mandatów w Czechach. Branża mówi o problemie systemowym

Związek Polskiego Leasingu (ZPL), wspólnie z Polskim Związkiem Wynajmu i Leasingu Pojazdów, skierował do Ministerstwa Spraw Zagranicznych wystąpienie dotyczące praktyk czeskich organów w zakresie egzekucji mandatów drogowych. Organizacje apelują o podjęcie działań dyplomatycznych wobec Republiki Czeskiej oraz o ocenę, czy stosowane rozwiązania są zgodne z prawem Unii Europejskiej. W ocenie branży problem ma charakter systemowy i dotyka zarówno polskich kierowców, jak i firmy leasingowe oraz podmioty zajmujące się wynajmem pojazdów.

Mandat „za właściciela”, egzekucja „od kierowcy” – gdzie zaczyna się spór

ZPL zwraca uwagę, że czeskie przepisy umożliwiają egzekwowanie zaległych mandatów bezpośrednio podczas kontroli drogowej. W praktyce ma to szczególne znaczenie w sytuacjach, gdy wykroczenie zostało zarejestrowane przez fotoradar i formalnie przypisane właścicielowi pojazdu, a samochód jest użytkowany przez inną osobę – np. w leasingu lub wynajmie długoterminowym.

Zdaniem ZPL problem polega na tym, że zaległości mogą być egzekwowane od kierowcy, który w danym momencie korzysta z auta, nawet jeśli:

  • nie był sprawcą wykroczenia,
  • nie miał wiedzy o istnieniu mandatu,
  • nie miał realnej możliwości wcześniejszego wyjaśnienia sprawy.

To – jak wskazuje branża – wynika m.in. z ograniczeń transgranicznej wymiany informacji oraz etapów wcześniejszego postępowania administracyjnego.

Blokada kół, zatrzymanie tablic, odholowanie – konsekwencje natychmiastowe

W wystąpieniu podkreślono, że w razie odmowy natychmiastowej zapłaty czeskie służby mogą zastosować środki uniemożliwiające dalszą jazdę. Wskazywane są m.in.:

  • zatrzymanie tablic rejestracyjnych,
  • blokada kół,
  • odholowanie pojazdu.

Z perspektywy użytkownika oznacza to ryzyko przerwania podróży i powstania dodatkowych kosztów lub strat organizacyjnych. Z perspektywy firm leasingowych i wynajmu – również ryzyko sporów z klientami oraz problemów operacyjnych związanych z dostępnością pojazdu.

Wątpliwości prawne: domniemanie niewinności i proporcjonalność

ZPL zwrócił uwagę, że opisywane praktyki mogą budzić wątpliwości w kontekście podstawowych zasad prawa unijnego. Wśród najczęściej wymienianych problemów są:

  • domniemanie niewinności – gdy odpowiedzialność faktycznie „przesuwa się” na osobę, która nie była sprawcą,
  • zasada proporcjonalności – gdy środki przymusu (np. unieruchomienie auta) są stosowane automatycznie i natychmiast,
  • swoboda świadczenia usług – istotna dla działalności transgranicznej firm leasingowych i wynajmu.

Organizacja wskazuje również na ryzyko mechanizmu, który można odczytywać jako formę „odpowiedzialności zbiorowej” – uderzającej w użytkowników pojazdów i podmioty finansujące, mimo że nie są sprawcami naruszeń.

Kontekst unijny: większy nacisk na realnego użytkownika pojazdu

W stanowisku ZPL pojawia się argument, że opisywane praktyki stoją w sprzeczności z kierunkiem zmian legislacyjnych w Unii Europejskiej. Związek odwołuje się do trendu wzmacniającego zasadę przypisywania odpowiedzialności rzeczywistemu użytkownikowi pojazdu, a nie wyłącznie formalnemu właścicielowi, co ma znaczenie zwłaszcza przy masowych wykroczeniach rejestrowanych automatycznie.

Działania branży: Czechy, Leaseurope i postulat ujednolicenia zasad

ZPL podkreśla, że sprawa nie ogranicza się do interwencji w polskich instytucjach. Wcześniej kierowano również pisma do:

  • czeskiego odpowiednika branżowego (Česká leasingová a finanční asociace),
  • organizacji Leaseurope.

Celem ma być zwrócenie uwagi na systemowy charakter zjawiska i jego skutki dla klientów oraz firm. Branża postuluje też wypracowanie procedur, które umożliwią szybszą i bardziej przejrzystą wymianę informacji o mandatach, a w szerszej perspektywie – działania na poziomie europejskim prowadzące do ujednolicenia zasad egzekucji kar za wykroczenia drogowe tak, by nie przerzucały odpowiedzialności na podmioty trzecie.

Co dalej?

Wystąpienie do MSZ ma – w zamierzeniu organizacji – uruchomić ścieżkę dyplomatyczną i skłonić do oceny zgodności praktyk czeskich z prawem UE. ZPL sygnalizuje, że celem nie jest kwestionowanie samej odpowiedzialności za wykroczenia drogowe, lecz doprowadzenie do takich procedur, które pozwolą skutecznie egzekwować kary od sprawców, a jednocześnie nie będą obciążały osób postronnych ani firm, które formalnie są właścicielami pojazdów, ale nie mają wpływu na konkretne naruszenie.

Fed bez zmian stóp. Dolar stabilniejszy, surowce dalej w górę. Kryptowaluty pod presją

Wczorajszy brak decyzji o zmianie stóp procentowych ustabilizował na chwilę sytuację na dolarze. Surowce jednak nadal idą w górę. W tle decyzja Banku Kanady, który również utrzymał stopy na tym samym poziomie.

FED nie zaskoczył

Zgodnie z rynkowymi oczekiwaniami nie doszło wczoraj do niespodzianki. Kontrakty terminowe pokazywały brak zmiany stóp procentowych i rzeczywiście poziom nie uległ zmianie. Ważniejszy był komunikat po samej decyzji. Oczywiście zwrócono uwagę na inflację przekraczającą 2%, ale zniknęły zapisy o obawach o rynek pracy. Co ważne, spośród 12 członków tego gremium tylko 2 – nominowanych przez obecnego prezydenta – głosowało za obniżką. To pokazuje, że teoria o tym, iż obecna administracja po odejściu Jerome Powella będzie mogła dowolnie sterować polityką monetarną, nie jest słuszna. Wygląda na to, że FED obecnie naprawdę wchodzi trochę w tryb zwany często „wait and see”. Patrząc na kontrakty terminowe na stopy procentowe, marcowe cięcie jest również mało prawdopodobne. Rynki wczoraj reagowały umocnieniem amerykańskiej waluty, jednak po tym umocnieniu dalej jest powyżej poziomu 1,19 względem euro, co nadal oznacza bardzo słabego dolara.

Jak reagują rynki?

Umacniający się dolar powinien powodować, że surowce w nim wyrażone powinny tanieć. Powinny, ale z jakiegoś powodu wczorajszy dzień wcale nie uspokoił cen. Dzisiaj srebro dotarło do poziomu 120 USD za uncję po raz pierwszy w historii. Złoto na chwilę przekroczyło 5600 USD, również ustanawiając historyczny rekord. W górę szła także ropa naftowa. Najważniejszym aktywem, które traciło wczoraj na wartości były kryptowaluty. Te mają ogólnie dużo słabszą passę ostatnimi czasy. W skali roku bitcoin stracił bowiem względem dolara około 15%, z kolei złoto zyskało niemal 98%. Nie znaczy to wcale, że kolejny rok będzie taki sam. Pokazuje to natomiast, że rynek kryptoaktywów, mimo jego dużej popularyzacji, złapał właśnie potężną zadyszkę, nawet przy teoretycznie sprzyjającym otoczeniu spadających stóp procentowych.

Kanada utrzymała stopy procentowe

Spośród wczorajszych decyzji banków centralnych w Ameryce Północnej, ta z Kanady budziła mniejsze zainteresowanie. Dodatkowym argumentem jest to, że główna stopa wynosi tutaj 2,25%, a nie 3,5%-3,75% jak w USA. Pokazuje to, że jest tam znacznie mniej miejsca na dalsze ruchy w dół. Tym bardziej nie dziwi wczorajsza decyzja o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Rynek nie reagował na te dane, gdyż był to scenariusz silnie prognozowany przez analityków. Wczoraj dolar kanadyjski drożał względem złotego, ale była to raczej reakcja na szersze odczyty rynkowe związane z oczekiwaniami na decyzję FED.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Państwowa KGS miałaby przejąć Carrefoura? Ekonomiści alarmują o kosztach i ryzykach

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRiRW) zawnioskowało do Ministerstwa Aktywów Państwowych (MAP) o dokapitalizowanie Krajowej Grupy Spożywczej (KGS) w celu nabycia przez nią działającej w Polsce sieci sklepów Carrefour. W założeniu miałoby to poprawić pozycję polskich rolników w stosunku do pośredników, czyli pozwolić im na uzyskiwanie wyższych cen za sprzedaną produkcję. Na konkurencyjnym rynku, jakim jest handel detaliczny, realizacja takiego postulatu oznaczałaby albo wyższe ceny dla milionów polskich konsumentów, albo prowadzenie (i dotowanie przez państwo) nierentownej działalności handlowej.

Każda nacjonalizacja oznacza odejście od wolnorynkowych reform gospodarczych przeprowadzonych po 1989 roku. A przejęcie sieci sklepów Carrefour przez państwo nie tylko byłoby bardzo kosztowne, ale też nie stanowiłoby – wbrew założeniom inicjatorów tego pomysłu – skutecznego działania na rzecz rozwoju polskiego rolnictwa. Co więcej, istnienie państwowej sieci sklepów w oczywisty sposób zaburzyłoby konkurencję na wielu rynkach (płodów rolnych, przetwórstwa rolno-spożywczego i handlu detalicznego). Dlatego też pomysł ten budzi poważne wątpliwości z punktu widzenia prawa konkurencji oraz unijnych regulacji dotyczących pomocy publicznej.

Z powyższych powodów zdecydowanie sprzeciwiamy się proponowanej nacjonalizacji i obecności własności państwowej w sektorze handlu detalicznego. Jednocześnie domagamy się jasnego stanowiska MAP lub premiera, że taka transakcja – jako szkodliwa (zwłaszcza dla konsumentów i podatników) – nie uzyska ich akceptacji.

Zamiast dokonywać szkodliwej nacjonalizacji rząd powinien podjąć działania deregulacyjne, pozwalające samym rolnikom na osiąganie wyższych marż oraz zliberalizować przepisy regulujące obrót ziemią rolną.

Nasze argumenty są następujące:

Argumenty o charakterze systemowym:

  1. Udział własności państwowej (a więc przedsiębiorstw  kontrolowanych przez polityków) jest w polskiej gospodarce bardzo wysoki. Wśród 100 największych przedsiębiorstw w  kraju, prawie 50% jest kontrolowanych przez państwo (M. Bałtowski, G.  Kwiatkowski) – jest to odsetek porównywalny z krajami takimi jak Rosja czy  Egipt i najwyższy spośród objętych badaniem krajów UE. Według szacunków  Międzynarodowego Funduszu Walutowego państwowe przedsiębiorstwa w Polsce  wytwarzają ok. 17% PKB i zatrudniają ok. 13% pracowników. To najwięcej spośród  postsocjalistycznych krajów  UE. Pod  względem wartości dodanej wypracowanej przez przedsiębiorstwa kontrolowane przez państwo w Europie przewyższają nas jedynie Rosja i Białoruś. Propozycja Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, by państwowa spółka kupiła sieć sklepów Carrefour to ruch w stronę dalszego powiększania udziału państwa w gospodarce.
  2. Jest sprawa bezsporną, że w spółkach kontrolowanych przez państwo występuje problem formalnego i nieformalnego wpływu polityków na ich funkcjonowanie, w tym obsadzania stanowisk przez partyjnych nominatów. Prawdziwa niezależność od polityków jest możliwa jedynie w przypadku prywatnych przedsiębiorstw. Nacjonalizacja sieci sklepów Carrefour stoi w bezpośredniej sprzeczności z hasłami, z jakimi do wyborów szła Koalicja Obywatelska. Miało nastąpić odpolitycznienie gospodarki, a nie zwiększanie w niej udziału państwa.
  3. Naiwnością jest sądzić, że spółka obsadzona politycznymi nominatami osiągnie lepsze wyniki finansowe niż zarządzana przez profesjonalnych menadżerów z sektora prywatnego, zwłaszcza na bardzo trudnym i konkurencyjnym rynku, jakim jest handel detaliczny artykułami codziennego użytku.
  4. Regulację i ochronę rynku w kluczowych obszarach państwo zapewnia poprzez przepisy prawa oraz organy takie jak UOKiK i urzędy nadzorujące szczególne sektory, takie jak Urząd Regulacji Energetyki, Urząd Komunikacji Elektronicznej czy Komisja Nadzoru Finansowego. Państwo nie musi i nie powinno wpływać na rynek jako właściciel podmiotów na nim działających, gdyż prowadzi to do oczywistego konfliktu interesu (np. problem z niezależnością i apolitycznością UOKiK w czasach rządów PiS, które kładły nacisk na zwiększanie znaczenia państwowych firm w gospodarce).

Argumenty szczegółowe, dotyczące samej propozycji oraz sposobu jej komunikowania:

  1. Wśród dotychczasowych wiadomości o transakcji brak informacji, że rekomendacja ministra rolnictwa opiera się na konkluzjach płynących z badań (przeprowadzonych np. przez UOKiK). Nie wiadomo więc, w jaki sposób i czy w ogóle przejęcie sieci handlowej rozwiązuje jakiś problem. Nie wiadomo nawet, czy problem istnieje, jak duży jest, jakie kryteria zastosowano do jego oceny i czy faktycznie ma charakter strukturalny (trwały). Nie wiadomo także, ilu właścicieli gospodarstw prowadzi działalność rolniczą faktycznie nastawioną na rynek. Argumenty o rzekomym wpływie przejęcia sieci na poprawę sytuacji rolników na ten moment nie mają rzetelnych podstaw. A przecież interwencje państwa nie mogą wynikać wyłącznie z domysłów. Działania MRiRW są typowym przykładem zjawiska „regulatory capture”, gdyż lobbuje ono i działa na rzecz interesów rolników kosztem ogółu obywateli, których powinno reprezentować, prowadząc politykę wobec rolnictwa.
  2. MRiRW jako uzasadnienie propozycji przejęcia sieci sklepów Carrefour podaje to, że marki własne sieci handlowych blokują polskim produktom dostęp do półek sklepowych, a więc i klientów. To nierzetelna ocena. Produkty sprzedawane pod markami własnymi nie powstają wcale w oparciu o obce łańcuchy dostaw. W zdecydowanej większości wykorzystywany jest lokalny surowiec w krajowych zakładach przetwórczych.
  3. Pomijając wszystkie wyżej wymienione argumenty systemowe na boku, inicjatywę MRiRW należy ocenić jako nieprzemyślaną, gdyż rozmiar sieci Carrefour (ponad 700 sklepów) i skala jej działalności jest zbyt mała, aby decydować o kształtowaniu się rynkowych trendów, nie mówiąc o wpływaniu na relacje dostawca-odbiorca.
  4. Wątpliwości budzi też sama komunikacja w sprawie pomysłu nacjonalizacji sieci sklepów Carrefour. W szczególności chodzi o to, że minister aktywów państwowych Wojciech Balczun nie zgłosił publicznie jakichkolwiek zastrzeżeń do propozycji MRiRW. Skutek jest taki, że potencjalni nabywcy aktywów Carrefoura z sektora prywatnego już teraz doświadczają zniekształcenia konkurencji. Chcąc kupić sklepy francuskiej sieci potencjalnie będą konkurować z państwowym podmiotem, który może zaakceptować cenę istotnie wyższą niż rynkowa. Cel tej nacjonalizacji jest polityczny, a nie biznesowy, a państwowe przedsiębiorstwa charakteryzują się znacznie mniejszym ograniczeniem budżetowym, zwłaszcza jeśli mają obietnicę wsparcia ze strony Skarbu Państwa. W skrajnym przypadku państwowy podmiot może pozostać jedynym oferentem – wtedy gdy potencjalni prywatni kupcy uznają, że nie ma sensu „licytować się” z państwem albo że wiąże się z tym istotne ryzyko polityczne.
  5. Ingerencja państwa w umowy pomiędzy dostawcami (rolnikami) a przetwórcami czy sprzedawcami, prowadząca do sztucznie zawyżonych cen, stanowiłaby naruszenie zasad konkurencji i złamanie regulacji unijnych. Co więcej, powstałby problem, z którymi konkretnie dostawcami państwowy sklep zawierałby nierynkowe kontrakty. Stanowi to pole do nadużyć (w tym korupcji) i dyskryminacji rolników, którzy nie mogliby liczyć na uprzywilejowanie cenowe swoich produktów. Trzeba pamiętać, że zdecydowanie największy wpływ na kwoty otrzymywane przez rolników w skupie za wyprodukowaną przez siebie żywność mają ceny na światowych giełdach towarowych – np. w przypadku zbóż głównie na giełdzie MATIF w Paryżu.

Zamiast dokonywać szkodliwej nacjonalizacji rząd powinien podjąć działania deregulacyjne, pozwalające samym rolnikom na osiąganie wyższych marż. Uproszczenie zasad własnego handlu detalicznego oraz prowadzenia własnego przetwórstwa wytwarzanych produktów czy gastronomii mogłoby zwiększyć zarobki rolników. Już od dawna fizyczna sieć sprzedaży nie jest niezbędna do pośrednictwa między producentem a konsumentem. Polskie rolnictwo (i szerzej – polska gospodarka) potrzebuje także liberalizacji przepisów regulujących obrót ziemią rolną oraz prywatyzacji zasobu ziemi będącej pod kontrolą Skarbu Państwa zamiast jej dzierżawy, która jest obarczona istotnym ryzykiem politycznym ze szkodą dla prywatnych rolników, przedsiębiorców rolnych i przetwórców.

Poprawa pozycji rolników w łańcuchu dostaw powinna odbywać się poprzez wzmocnienie ich pozycji konkurencyjnej i negocjacyjnej, jako efekt zwiększenia siły ekonomicznej gospodarstw – poprzez poprawę rozdrobnionej struktury agrarnej, bardziej efektywną alokację środków wsparcia z funduszy Wspólnej Polityki Rolnej (do gospodarstw rzeczywiście produkujących na rynek, z potencjałem rozwojowym) czy różne formy integracji rolników w łańcuchu dostaw i edukację.

Wreszcie, pozycję negocjacyjną rolników i małych przetwórców wobec sieci handlowych może poprawić wzmocnienie krajowego systemu statystyki i analiz ekonomicznych sektora żywności w celu zwiększenia przejrzystości rynków rolno-spożywczych. W efekcie wzrosłaby efektywność rynków oraz polityk publicznych.

Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Forum Obywatelskiego Rozwoju

Deepfake’i wymagają szerszych narzędzi. Prezes UODO ocenia plany rządu

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) Mirosław Wróblewski ocenia, że kierunek działań proponowanych przez Ministerstwo Cyfryzacji w sprawie deepfake’ów jest zasadniczo właściwy, jednak nie zapewnia on obywatelom pełnej i systemowej ochrony. W jego opinii obecne przepisy – zarówno unijne, jak i krajowe – reagują na zagrożenia związane z deepfake’ami tylko fragmentarycznie, a skala i wielowymiarowość problemu wymaga szerszych narzędzi.

Dlaczego deepfake’y wymykają się obecnym regulacjom?

UODO wskazuje, że dziś funkcjonuje raczej „mozaika” przepisów, które czasem da się zastosować do konkretnych przypadków (np. naruszenia dóbr osobistych, oszustwa, zniesławienia, naruszenia praw autorskich), ale brakuje rozwiązań „szytych” pod realia deepfake’ów: szybkość rozpowszechniania, masowość, trudność w wykryciu, szkody reputacyjne i emocjonalne, a także ryzyka dla bezpieczeństwa publicznego.

W praktyce oznacza to, że poszkodowany często musi dopasowywać swój problem do istniejących kategorii prawnych, zamiast korzystać z jasnych, dedykowanych mechanizmów przeciwdziałania i sankcjonowania.

Unijne ramy: DSA i AI Act – ważne, ale niewystarczające

W korespondencji, do której odnosi się UODO, przywołano unijne instrumenty, które dotykają tematu deepfake’ów, w szczególności:

  • DSA (Akt o usługach cyfrowych) – w przypadku największych platform i wyszukiwarek (VLOP/VLOSE) nacisk kładzie się m.in. na ograniczanie ryzyk systemowych. W kontekście procesów wyborczych wskazuje się także obowiązek reagowania na zmanipulowane treści mogące wprowadzać odbiorców w błąd (w tym deepfake), w tym ich oznaczanie.
  • AI Act – przewiduje obowiązek ujawniania, że obrazy, nagrania audio lub wideo stanowią deepfake (czyli są sztucznie wygenerowane lub zmanipulowane), co ma wspierać przejrzystość i ograniczać wprowadzanie odbiorców w błąd.
  • „Cyfrowy Omnibus” (COM(2025) 836) – Komisja Europejska zaproponowała wzmocnienie roli Europejskiego Urzędu ds. Sztucznej Inteligencji (AI Office) tak, aby łatwiej egzekwować obowiązki wykrywania i oznaczania treści generowanych lub modyfikowanych przez AI.

Jednocześnie UODO podkreśla, że powyższe rozwiązania nadal nie tworzą kompletnego systemu walki z nielegalnymi i szkodliwymi treściami deepfake – zwłaszcza jeśli chodzi o szybkie usuwanie, odpowiedzialność za rozpowszechnianie oraz sankcje przypisane wprost do tego typu nadużyć.

Weto do ustawy wdrażającej DSA jako „moment na poprawę”

Prezes UODO wskazuje też na krajowy kontekst: po prezydenckim wecie ustawy wdrażającej DSA pojawia się możliwość ponownego podjęcia prac legislacyjnych i uzupełnienia ich o spójne rozwiązania odnoszące się bezpośrednio do deepfake’ów (w zawetowanej ustawie takich regulacji wprost nie było).

W praktyce chodzi o to, by przy okazji prac nad krajowym „oporządzeniem” DSA doprojektować mechanizmy, które:

  • szybciej i skuteczniej ograniczają rozpowszechnianie szkodliwych deepfake’ów,
  • zapewniają jasną ścieżkę reakcji dla obywateli i instytucji,
  • porządkują odpowiedzialność (administracyjną, cywilną i karną).

Inne państwa robią więcej – przykład Włoch

UODO zwraca uwagę, że część państw UE i spoza UE decyduje się na krajowe, szczególne regulacje dotyczące deepfake’ów. Wśród wskazywanych kierunków pojawia się przykład włoski: założenie, że AI nie jest „neutralnym narzędziem”, lecz systemem zdolnym realnie wpływać na prawa i wolności, co uzasadnia dodatkowy nadzór oraz dostosowanie odpowiedzialności cywilnej i karnej.

Jednym z elementów takiego podejścia ma być również wprowadzenie do prawa karnego definicji przestępstwa polegającego na nielegalnym rozpowszechnianiu sfałszowanych lub zmodyfikowanych treści cyfrowych wygenerowanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.

Ważny sygnał z TSUE: obowiązki platform i ochrona wizerunku

W argumentacji UODO istotną rolę pełni również wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 2 grudnia 2025 r. (C-492/23, sprawa Russmedia). Trybunał wskazał, że operator internetowej platformy handlowej ma obowiązek sprawdzać, czy dane osobowe podawane w ogłoszeniach są danymi reklamodawcy/ogłoszeniodawcy. Jeśli nie jest to jasne, osoba zamieszczająca ogłoszenie musi wykazać, że posiada zgodę osoby, której dane dotyczą.

UODO podkreśla, że taka interpretacja wzmacnia ochronę przed bezprawnym wykorzystywaniem wizerunku nie tylko osób publicznych, ale i innych użytkowników internetu. To nabiera szczególnego znaczenia w kontekście deepfake’ów, które ułatwiają masowe podszywanie się pod inne osoby i „podkładanie” im wizerunku lub głosu.

Co – zdaniem UODO – powinno pojawić się w polskim prawie?

Sedno postulatu jest następujące: potrzebne są regulacje, które uwzględniają specyfikę deepfake’ów, definiują problem i bezpośrednio sankcjonują rozpowszechnianie szkodliwych treści wytwarzanych tą technologią. Prezes UODO mówi o podejściu systemowym – obejmującym reakcje administracyjne, cywilne i karne (w tym skarbowe karne), a także realnie działające ścieżki sądowe.

W ocenie UODO tylko takie podejście może zapewnić realną ochronę nie tylko prywatności i danych osobowych jednostki, ale też interesu publicznego – w tym bezpieczeństwa państwa oraz odporności społeczeństwa na manipulację.

70% nastolatków w Polsce korzysta z AI. To już nie tylko prace domowe – dzieci zwierzają się botom bardziej niż bliskim

Sztuczna inteligencja błyskawicznie staje się nie tylko „nowym Google”, ale także cyfrowym powiernikiem dzieci. Według NASK aż 70% nastolatków w Polsce korzysta z AI, a co dziesiąty robi to codziennie. Jednak obok pomocy w nauce, boty coraz częściej przejmują rolę doradców w sprawach, o których młodzi ludzie nie chcą rozmawiać z dorosłymi.  W obliczu coraz częstszego korzystania przez dzieci z chatbotów AI w poszukiwaniu odpowiedzi, porad czy towarzystwa, pojawiają się kluczowe pytania o bezpieczeństwo, prywatność oraz wpływ technologii na rozwój emocjonalny.

AI rewolucjonizuje sposób, w jaki młodzież zdobywa wiedzę. Jak wynika z danych NASK, 48% nastolatków używa jej do nauki, a 40% do odrabiania prac domowych. Skala zmian jest ogromna: Wikipedia, która w 2018 roku wspierała 76% uczniów, dziś służy jedynie 23% z nich. Spadek zaliczyło też Google (z 63% na 45%). Jednak AI to nie tylko cyfrowa encyklopedia. Dane Common Sense Media ujawniają głębszy, emocjonalny wymiar zjawiska. Blisko co piąty nastolatek szuka u bota porad w codziennych sprawach. 12% młodych ludzi mówi AI o rzeczach, którymi nigdy nie podzieliliby się z bliskimi. Niepokoi też, że 1 na 3 dzieci woli rozmawiać o ważnych dla siebie tematach ze sztuczną inteligencją niż z drugim człowiekiem. To przesunięcie zaufania ze świata realnego do cyfrowego tworzy lukę, której rodzice mogą nie zauważyć.

– Rodzice czy opiekunowie nie mogą zakładać, że wszyscy dostawcy platform AI stosują skuteczne zabezpieczenia dostosowane do wieku dzieci. Nawet jeśli ochrona istnieje, jej egzekwowanie bywa niespójne, a sama technologia rozwija się szybciej niż regulacje prawne – mówi Kamil Sadkowski, analityk cyberzagrożeń ESET.

Jakie są główne zagrożenia?

Dzieci wykorzystują generatywną sztuczną inteligencję (GenAI) na różne sposoby – od pomocy w zadaniach domowych po traktowanie bota jako cyfrowego towarzysza. Wiąże się z tym kilka istotnych ryzyk. Jednym z nich jest wpływ na rozwój emocjonalny i społeczny.  Dzieci przechodzą przez intensywny okres rozwoju poznawczego i emocjonalnego, co czyni je podatnymi na wpływy. Poleganie na „przyjacielu” w postaci chatbota może odbywać się kosztem budowania realnych relacji z rówieśnikami, co pogłębia izolację społeczną.

Kolejnym poważnym zagrożeniem jest występujący w interakcjach z chatem, tzw. efekt potakiwania. Ponieważ chatboty są zaprogramowane tak, aby wpisać się w oczekiwania użytkownika, mogą generować odpowiedzi wzmacniające niebezpieczne stany – np. zaburzenia odżywiania, skłonności do samookaleczeń, a nawet myśli samobójcze.

Nie należy zapominać również o kwestiach prywatności. Wszystko, co dziecko wpisze w czacie, jest przechowywane przez dostawcę tej usługi. W niektórych przypadkach dane te mogą wycieknąć lub pojawić się pośrednio w odpowiedziach wygenerowanych dla innego użytkownika.

Coraz młodsze dzieci narażone na nieodpowiednie treści

Co więcej, dzieci i młodzież korzystające z botów mogą być narażone na dostęp do szkodliwych i nieodpowiednich dla ich wieku treści.

– Modele językowe, generując treści przekazywane przez boty, posiadają odpowiednie filtry, które mają zapobiegać m.in ekspozycji użytkownika na niektóre treści. W praktyce, mechanizmy te nie są w pełni skuteczne. Dzieci, zwłaszcza te biegłe technicznie, mogą stosować tzw. „jailbreaking”, czyli specyficzne komendy omijające zabezpieczenia, aby uzyskać dostęp do treści brutalnych lub o charakterze seksualnym. Innym ryzykiem jest dezinformacja lub halucynacje, często przedstawione w sposób niezwykle przekonujący. Dla dziecka może to oznaczać podejmowanie błędnych i potencjalnie szkodliwych decyzji np. w kwestiach związanych ze zdrowiem – dodaje Kamil Sadkowski, ESET.

Warto zauważyć, że problem szkodliwych treści nie dotyczy wyłącznie  dzieci i nastolatków korzystających z popularnych chatbotów. Na rynku pojawia się coraz więcej interaktywnych zabawek, zintegrowanych z AI. Część z nich przeznaczona jest dla dzieci już od 3. roku życia. Tymczasem dziennikarze NBC News przeprowadzili pod koniec ubiegłego roku test kilku takich produktów. W efekcie okazało się, że część z nich w czasie rozmowy podpowiadała, gdzie w domu można znaleźć ostre przedmioty lub jak zapalić zapałkę. Jeden z modeli udzielał też odpowiedzi na pytanie związane z tematyką seksualną.

Czerwone flagi – 5 sygnałów, które powinny budzić niepokój rodziców

Platformy AI podejmują pewne kroki związane z zapewnieniem bezpieczeństwa, ale odpowiedzialność w dużej mierze spoczywa na rodzicach. Oto sygnały, które mogą świadczyć o niezdrowej relacji dziecka ze sztuczną inteligencją:

  1. Wycofanie się z życia rodzinnego i niechęć do spędzania czasu z przyjaciółmi.
  2. Lęk lub niepokój pojawiający się, kiedy dziecko nie ma dostępu do bota.
  3. Personifikacja: Mówienie o chatbocie tak, jakby był żywą osobą.
  4. Powtarzanie dezinformacji jako sprawdzonych faktów.
  5. Szukanie porad medycznych/psychologicznych u AI zamiast u dorosłych.

Zabezpieczenia techniczne to pierwszy krok

Chociaż w wielu przypadkach dostęp do chatbotów jest ograniczony dla osób poniżej 13. roku życia, weryfikacja nie zawsze jest skuteczna. Dlatego blokady techniczne są pierwszym krokiem, ale nie zastąpią edukacji i wzmacniania relacji z dzieckiem. Oto na co warto zwrócić uwagę przygotowując się do rozmowy na temat ryzyk AI:

  • Dialog zamiast zakazów: Spróbuj podejść do tematu bez oceniania. Wyjaśnij dziecku, że bot to tylko maszyna zaprojektowana, tak by angażować użytkownika, a nie istota zdolna do odczuwania czy myślenia.
  • Edukacja i krytyczne myślenie: Naucz dziecko weryfikować informacje (fact-checking) i uświadamiaj, że AI może się mylić.
  • Zasady korzystania: Ustal limity czasu (podobnie jak w przypadku mediów społecznościowych) i korzystaj z narzędzi kontroli rodzicielskiej.
  • Ochrona danych: Przypominaj dziecku, by nigdy nie podawało botom danych osobowych, adresów czy haseł.

Sztuczna inteligencja, choć angażująca i pomocna, wymaga od nas wprowadzenia dzieci w świat świadomej i krytycznej konsumpcji treści cyfrowych. W świecie zdominowanym przez technologię uważność opiekunów oraz budowanie wzajemnego zaufania stanowią ważną barierę przed cyfrowymi zagrożeniami.

Prognozy rynku IT w Polsce na 2026 rok

Z perspektywy dostawcy specjalizowanych rozwiązań informatycznych rok 2026 postrzegam jako okres umiarkowanego wzrostu na polskim rynku IT. Nie spodziewam się powszechnego wzrostu inwestycji we wszystkich obszarach technologii. Widoczny będzie natomiast powrót do decyzji technologicznych odkładanych w ostatnich latach. Klienci będą inwestować selektywnie – tam, gdzie technologia ma wyraźne uzasadnienie biznesowe i bezpośrednio, mierzalnie wspiera efektywność kosztową.

Istotnym czynnikiem będzie również odporność operacyjna, rozumiana jako zdolność organizacji do utrzymania kluczowych procesów biznesowych lub ich szybkiego przywrócenia w warunkach zakłóceń, przy jednoczesnej kontroli ryzyka, kosztów i zgodności regulacyjnej. Wzrostowi inwestycji w IT sprzyjać będą presja regulacyjna, rosnące koszty pracy oraz potrzeba automatyzacji procesów.

Coraz większą rolę odgrywać będzie sztuczna inteligencja, jednak jej wykorzystanie będzie miało przede wszystkim wymiar praktyczny. Adaptacja AI stanie się elementem konkretnych procesów biznesowych, a nie eksperymentem technologicznym. Jednocześnie należy liczyć się z ograniczeniami: ostrożnością budżetową klientów, większą wrażliwością na cenę oraz mniejszą skłonnością do angażowania się w duże, długoterminowe kontrakty bez szybkiego zwrotu z inwestycji. Dla firm IT oznacza to konieczność świadomego zarządzania portfelem projektów i kompetencji oraz dopasowania oferty produktowej do aktualnych potrzeb rynku.

W 2026 roku najwyższej dynamiki spodziewam się w obszarach automatyzacji i integracji systemów, modernizacji środowisk legacy, inwestycji w technologie wspierające cyberodporność organizacji oraz rozwiązań analitycznych wykorzystujących AI, osadzonych w realnych procesach biznesowych. Średnie i duże organizacje, szczególnie z sektorów regulowanych – takich jak bankowość, ubezpieczenia, energetyka czy administracja publiczna – będą koncentrować się na zwiększaniu produktywności przy ograniczonych zasobach.

Już dziś wyraźnie widać zmianę oczekiwań klientów. Coraz częściej pytają oni nie o samą technologię, lecz o rozwiązania pozwalające osiągnąć konkretny efekt biznesowy, taki jak skrócenie czasu procesu, obniżenie kosztu jednostkowego, poprawa bezpieczeństwa czy zgodność z regulacjami. Oczekują krótszego time-to-market, elastycznych modeli rozliczeń oraz większej odpowiedzialności dostawcy za rezultat. W mojej ocenie w 2026 roku wygrywać będą te firmy IT, które potrafią połączyć kompetencje technologiczne z realnym zrozumieniem biznesu klienta i wziąć współodpowiedzialność za osiągany efekt.

Fed zostawia stopy bez zmian. Dwa posiedzenia do końca kadencji Powella – polityka coraz bliżej banku centralnego

Rezerwa Federalna w USA zdecydowała się utrzymać stopy procentowe na poziomie 3.5–3.75%, co było zgodne z oczekiwaniami rynku, jednak sam przekaz towarzyszący decyzji oraz polityczny kontekst kończącej się kadencji Jerome’a Powella nadały jej szersze znaczenie dla przyszłej ścieżki polityki monetarnej i potencjalnych reakcji rynków finansowych. Decyzja zapadła większością 10 do 2, przy czym za obniżką stóp o 25 punktów bazowych opowiedzieli się jedynie Stephen Miran i Christopher Waller. Jednocześnie z komunikatu Fed zniknęły odniesienia do „rosnących ryzyk dla zatrudnienia”, co może być interpretowane jako sygnał poprawy perspektyw gospodarczych i większej odporności rynku pracy.

Jerome Powell ocenił, że perspektywy dla gospodarki USA oraz rynku pracy wyraźnie się poprawiły, choć jednocześnie unikał nadmiernie optymistycznych deklaracji. Inflacja pozostaje powyżej celu 2% i kształtuje się w okolicach 3%, jednak według przewodniczącego Fed wykazuje oznaki stabilizacji, zwłaszcza w obszarze cen towarów, które wcześniej rosły głównie pod wpływem czynników zewnętrznych, takich jak cła. Taki obraz makroekonomiczny sprzyja utrzymaniu ostrożnej postawy i dał bankowi centralnemu argumenty za wstrzymaniem się z dalszym luzowaniem polityki pieniężnej w krótkim terminie.

Jednocześnie wokół Fed narasta napięcie o charakterze politycznym. Do końca kadencji Powella pozostały już tylko dwa posiedzenia, a jego dalsza rola w strukturach Rezerwy Federalnej po maju pozostaje niejasna. Presja ze strony administracji Donalda Trumpa na szybsze i głębsze obniżki stóp procentowych staje się coraz bardziej wyraźna, a fakt, że dwaj członkowie FOMC głosujący za cięciem stóp są powiązani z tym obozem politycznym, rodzi pytania o przyszłą niezależność banku centralnego. Powell konsekwentnie podkreślał, że niezależność Fed jest instytucjonalnym fundamentem służącym całemu społeczeństwu, jednak jego udział w rozprawie Sądu Najwyższego dotyczącej możliwości odwoływania członków zarządu Fed przez prezydenta tylko zwiększa niepewność co do przyszłego ładu instytucjonalnego.

Mimo potencjalnie dużej wagi tych sygnałów, bezpośrednia reakcja rynków finansowych była stonowana. Rentowności amerykańskich obligacji oraz indeks S&P 500 pozostały względnie stabilne, natomiast dolar amerykański nieznacznie się osłabił. Taka reakcja sugeruje, że inwestorzy uznali decyzję Fed za neutralną w krótkim terminie i niewystarczającą do zmiany dominującego scenariusza rynkowego. W dłuższej perspektywie rosnąca presja polityczna, zmiany personalne w Fed oraz niepewność co do przyszłego kierunku polityki pieniężnej mogą jednak stać się źródłem zwiększonej zmienności zarówno na rynku walutowym, jak i na rynkach akcji. Amerykańskie indeksy giełdowe pozostają blisko historycznych szczytów, ale w średnim i długim horyzoncie ich wrażliwość na sygnały z Fed może wyraźnie wzrosnąć, podobnie jak podatność dolara na dalsze wahania związane z oczekiwaniami dotyczącymi przyszłych obniżek stóp procentowych.

E-commerce coraz popularniejsze u samozatrudnionych

Z początku handel internetowy był zarezerwowany dla największych firm. Jednak wraz z rozrostem platform sprzedażowych i obniżką kosztów związanych z prowadzeniem sklepu online, e-commerce zyskało na ogromnej popularności. W porównaniu do otworzenia tradycyjnego obiektu stacjonarnego, finansowy próg wejścia przy wirtualnym handlu jest znacznie niższy. Sprawdź, dlaczego samozatrudnieni coraz częściej decydują się na wejście w e-commerce.

Dlaczego e-commerce zyskuje na popularności? Dowiedz się, dlaczego przybywa wirtualnych sklepów!

E-commerce większe możliwości i niższe koszty

Choć pieniądze to nie wszystko, to budżet jest znaczącym faktorem przy każdym biznesie. Szczególnie u początkujących przedsiębiorców ten aspekt zyskuje na znaczeniu. W przeszłości uruchomienie sklepu internetowego wymagało specjalistycznej wiedzy, a koszty technologiczne również były wysokie. Wraz z rozwojem tej formy sprzedaży i powstaniem wielu tanich alternatyw, e-commerce jest przystępny nawet dla przedsiębiorców o bardzo ograniczonym budżecie. Koszty rozpoczęcia działalności są nieporównanie niższe niż w przypadku punktu stacjonarnego. Twórcy cyfrowi czy firmy decydujące się na dropshipping nie potrzebują przestrzeni magazynowej. W efekcie wydatki ograniczają się do utrzymania strony i zatrudnienia pracownika – jeśli jest on konieczny na tym etapie rozwoju. Ogromną zaletą wirtualnego handlu jest także szerszy zakres oddziaływania, a potencjalny klient może być pozyskiwany z całego kraju czy nawet kontynentu. Jest o kogo walczyć, gdyż według raportu Gemius z zakupów online w 2025 roku skorzystało 78% badanych. Niskie nakłady i ogromne możliwości to atut e-commerce, który przyciąga coraz więcej przedsiębiorców. Osoby, które chcą rozpocząć swoją przygodę z internetową sprzedażą, skorzystają na kursach i zamkniętych grup, do których dostęp oferują specjalistyczne firmy, takie jak INSY.

Handel e-commerce również dla twórców cyfrowych

Ciągle rosnącym segmentem w branży e-commerce jest sprzedaż produktów cyfrowych. Zaliczyć można do nich kursy online, warsztaty, subskrypcje, e-booki czy treści premium. Monetyzacja wiedzy, doświadczenia czy innych wartości to popularny trend na rynku. Platforma dla twórców produktów cyfrowych będzie pomocnym narzędziem dla tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją karierę w tym obszarze. W takich miejscach kreator znajdzie nie tylko początkujących, ale również doświadczonych przedsiębiorców. Wymiana informacji i praktycznych porad umożliwi ułatwienie procesu wydania np. e-booka w formacie PDF. Pomocne kursy znajdziesz także na stronie https://insy.io/explore. To pozwala na poznanie sposobów na realizację pomysłu z wykorzystaniem technologii AI i w jaki sposób wydać swój pierwszy wirtualny poradnik.

E-commerce jest wprost stworzony dla twórców produktów cyfrowych. Nie ogranicza Cię odległość, więc dotarcie do klientów jest znacznie łatwiejsze. Odpowiednio skonfigurowany sklep online pozwoli na automatyzację sprzedaży i wysyłki oferowanych treści. Dzięki temu nie musisz zatrudniać dodatkowych osób i narażać się na koszty. To model z ogromnym potencjałem na to, aby uzyskać szybki zwrot z inwestycji. Warunkiem jednak jest oferowanie contentu, który ma wartość i jest pożądany na rynku.

Dlaczego e-commerce przyciąga osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą

Co przyciąga samozatrudnionych do e-commerce? To skalowalność. Automatyzacja, sztuczna inteligencja i zaawansowana technologia umożliwiają sprzedaż produktów bez konieczności wielu przepracowanych godzin. Doskonale sprawdza się w takim modelu łączenie freebies wraz z płatnymi treściami – zwłaszcza w przypadku szkoleniowców, coachów czy freelancerów. Niska bariera wejścia w biznes kusi przedsiębiorców i pozwala na dywersyfikację źródeł przychodu. Zwłaszcza ten ostatni element jest niezwykle istotny przy obecnych zmianach rynkowych.

Co warto wiedzieć przed wejściem w e-commerce?

Choć e-commerce umożliwia osiągnięcie wysokich zysków przy niskich nakładach inwestycyjnych, ta branża ma także swoje wymagania. Konieczne jest rozpromowanie sklepu online. Treści SEO, wartościowy copywriting i prowadzenie social mediów to must have. Inaczej nawet jeśli oferujesz wysokiej jakości produkt, Twoja strona zginie w gąszczu innych proponowanych linków. Wiele firm w tym obszarze decyduje się na tworzenie bloga o specyfice odpowiadającej sprzedawanej usłudze czy towarze. Darmowe treści, mini poradniki to coś, co przyciągnie odbiorców. Dużą popularnością cieszą się także współprace z influencerami, a także marketing newsletterowy. Zwiększenie widoczności marki w internecie to fundament dla sklepu e-commerce.

Warto także określić swojego klienta. Dzięki temu łatwiej do niego trafisz, tworząc treści przyciągające potencjalnych odbiorców. Należy także pamiętać o zabezpieczeniach internetowych i godnych zaufania systemach obsługi płatności. Sprzedaż internetowa wiąże się również z przechowywaniem danych klientów. Niezbędne zatem będzie wdrożenie polityki RODO.

KSeF: Rzecznik MŚP zgłasza uwagi i domaga się uproszczeń

W obliczu narastającej presji regulacyjnej, dynamicznych zmian w prawie gospodarczym oraz kluczowych reform, takich jak wdrożenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF), rola Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców staje się dziś ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Biuro Rzecznika MŚP intensyfikuje działania na rzecz ochrony praw firm, zwiększenia pewności prawa oraz realnego ograniczania barier administracyjnych.

KSeF pozostaje jednym z obszarów budzących największe obawy wśród przedsiębiorców. Rzecznik MŚP od wielu miesięcy aktywnie uczestniczy w procesie legislacyjnym, zgłasza uwagi do projektów przepisów, apeluje o wydłużenie okresów przejściowych, uproszczenie procedur oraz zapewnienie przedsiębiorcom wsparcia technicznego i informacyjnego.

„KSeF to jedna z największych operacyjnych zmian dla firm od lat. Moim zadaniem jest monitorować, aby cyfryzacja nie stała się kolejnym obciążeniem, lecz realnym ułatwieniem dla przedsiębiorców” — podkreśla Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Minister Majewska konsekwentnie wskazuje, że skuteczne wdrażanie nowych obowiązków wymaga stabilnych przepisów, proporcjonalnych sankcji, jasnych wyjaśnień praktycznych oraz odpowiednio długiego czasu na przygotowanie firm. Zespół Biura Rzecznika publikuje stanowiska, komunikaty i poradniki, prowadzi dialog z Ministerstwem Finansów, Krajową Administracją Skarbową oraz środowiskami przedsiębiorców, a także gromadzi sygnały z rynku poprzez Radę Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP.

Równolegle Agnieszka Majewska aktywnie angażuje się w działania deregulacyjne, wskazując na nadmiar obowiązków sprawozdawczych, niepewność interpretacyjną przepisów podatkowych oraz rosnące koszty prowadzenia działalności w sektorze MŚP.

— „Silny i niezależny Rzecznik MŚP stanowi tarczę dla przedsiębiorców. W czasie tak dużych zmian regulacyjnych firmy potrzebują instytucji, która reaguje na kryzysy i jednocześnie konsekwentnie walczy o prostsze, bardziej przewidywalne i uczciwe prawo gospodarcze” — zaznacza Agnieszka Majewska. — „Rozumiem, że dla wielu przedsiębiorców nowe obowiązki – w tym KSeF oznaczają wyzwania organizacyjne i finansowe. Dlatego na stronie Rzecznika MŚP udostępniamy praktyczne informacje, materiały edukacyjne oraz harmonogramy szkoleń, które pomagają firmom bezpiecznie przygotować się do zmian. Instytucja pod moim przewodnictwem jest po to, aby wspierać przedsiębiorców i towarzyszyć im w procesie transformacji” dodaje Agnieszka Majewska.

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców pozostaje kluczowym ogniwem systemu ochrony praw firm zarówno w bieżących sporach z administracją, jak i w procesie tworzenia prawa. W czasie rosnącej złożoności regulacyjnej instytucja Rzecznika MŚP pełni rolę strażnika interesów przedsiębiorców, zapewniając im wymierne wsparcie, głos w debacie publicznej oraz wpływ na kształt przepisów, które bezpośrednio determinują warunki prowadzenia działalności gospodarczej.

Eksportujesz? Sprawdź, gdzie odzyskanie należności jest najtrudniejsze

W coraz bardziej rozdrobnionym świecie połowa należności handlowych w skali globalnej jest narażona na bardzo wysokie lub dotkliwe ryzyko.

  • Średni światowy wskaźnik złożoności windykacji Allianz Trade na rok 2026 wynosi 47,2/100, co oznacza poziom „wysoki”.
  • Polska poprawiła swój wynik do 40 pkt. (na 100) – eksportujący do naszego kraju odzyskują obecnie swoje należności łatwiej niż jeszcze w poprzedniej dekadzie, ale niech to nie usypia czujności polskich eksporterów. Nie jest to bowiem wynik powszechny nie tylko na odległych rynkach, ale także na istotnych rynkach w naszym regionie.
  • Największe problemy w odzyskaniu należności handlowych eksporterzy mają w Arabii Saudyjskiej, Meksyku i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
  • 1,1 bln USD należności handlowych z tytułu międzynarodowej wymiany handlowej odzyskiwane jest w krajach, gdzie stopień skomplikowania windykacji jest „bardzo wysoki ” lub „poważny”.

Allianz Trade opublikował czwartą edycję wskaźnika złożoności windykacji i ratingu[1] , oferując jasną ocenę tego, jak łatwe – lub trudne – jest dla firm odzyskiwanie niezapłaconych faktur w 52 gospodarkach reprezentujących 90% światowego PKB i wymiany handlowej. Według światowego lidera w dziedzinie ubezpieczeń kredytu kupieckiego, globalna złożoność windykacji utrzymuje się na „wysokim” poziomie 47,2 pkt na 100.

Na niektórych rynkach w regionie (jak i w niektórych krajach wysoko rozwiniętych) odzyskiwanie należności jest trudniejsze, niż w Polsce

Polska ma obecnie w ocenie Allianz trade 40 pkt (na 100) w skali skomplikowania windykacji. Jest to poziom określany jeszcze jako „wysoki” (przedział od 40 do 60 pkt.), ale istotnie niższy niż w 2014 roku – podczas pierwszych badań Allianz Trade złożoność windykacji była wtedy w Polsce na poziomie 54 pkt.

Postęp w Polsce na przestrzeni dekady jest widoczny – przyczynił się do tego dobry wzrost gospodarczy w tym okresie, wprowadzenie krajowych przepisów dotyczących opóźnień płatnościach, które są bardziej rygorystyczne niż normy UE a także większa przewidywalność niż wcześniej postępowań sądowych.

„Pole do poprawy wciąż jednak istnieje – wspomniane postępowania sądowe nadal są w Polsce przewlekłe i długotrwałe, dlatego wiele firm z reguły wszczyna formalne postępowania dopiero po wyczerpaniu wszystkich możliwości polubownego i przedprocesowego odzyskania należności. Trudno jest też nadal odzyskać należności od niewypłacalnych dłużników i chociaż ustanowiono mechanizmy renegocjacji zadłużenia, to odzyskanie całej należnej kwoty w takich postępowaniach jest nadal rzadkością” – mówi Sławomir Bąk, Dyrektor zarządzający ds. oceny ryzyka, likwidacji szkód i windykacji w oddziale Allianz Trade w Polsce.

Niech nas jednak nie zwiedzie (stosunkowo dobry) poziom złożoności windykacji w Polsce. Eksporterzy powinni mieć świadomość, iż nie tylko na odległych (geograficznie i kulturowo) rynkach jest ona inna, nierzadko – wyższa. Także w naszym stosunkowo bliskim sąsiedztwie jak Czechy (53 pkt. w ocenie złożoności windykacji), na Słowacji (59 pkt.) czy na istotnych rynkach krajów wysokorozwiniętych jak np. USA (56 pkt.) jest stosunkowo trudniej odzyskiwać należności w porównaniu do rynku krajowego.

W Czechach system sądowy jest złożony i krytykowany za brak przejrzystości i niezależności. Ponadto postępowania sądowe są tam zazwyczaj długotrwałe ale też kosztowne, a egzekwowanie orzeczeń sądowych może być również problematyczne. W przypadku niewypłacalności czeskiego dłużnika mechanizmy renegocjacji zadłużenia są nieskuteczne, a likwidacja jest procedurą domyślną, co oznacza, że szanse na odzyskanie długu są bardzo nikłe. Z kolei na Słowacji w 80% przypadków należności są regulowane po terminie (dane z 2024r.) i stosunkowo powszechne jest wykorzystywanie przez dłużników kruczków prawnych, aby maksymalnie opóźniać zarówno postępowania sądowe, jak i próby egzekucji. Dodatkowo szanse na odzyskanie należności są bardzo małe, gdy postępowanie sądowe zostało opóźnione, a dłużnik stał się niewypłacalny. Na Węgrzech (48 pkt. w ocenie procesu złożoności windykacji) znanych z długotrwałych i kosztownych postępowań sądowych, skuteczną opcją odzyskania należności pozostają działania windykacyjne przed wszczęciem postępowania sądowego.

Globalna złożoność nieco maleje, ale windykacja należności pozostaje poważnym wyzwaniem dla przedsiębiorstw

Wskaźnik złożoności windykacji ma cztery stopnie: „zauważalny” (wynik poniżej 40), „wysoki” (między 40 a 50), „bardzo wysoki” (od 50 do 60) i „dotkliwy” (powyżej 60). Globalna średnia jest obecnie nieznacznie niższa niż w edycji z 2022 r. (49/100) i odzwierciedla węższy rozkład ryzyka: mniejszy odsetek krajów znajduje się obecnie w dwóch najwyższych kategoriach skomplikowania windykacji, tj. „dotkliwy” (15% w porównaniu z 16% w 2022 r.) i „bardzo wysoki” (21% w porównaniu z 29%), natomiast wzrósł odsetek krajów zaliczanych do dwóch niższych kategorii, tj. „wysokie” (29% w porównaniu z 24%) i „zauważalne” (35% w porównaniu z 31%). Jednak biorąc pod uwagę utrzymującą się wysoką liczbę upadłości przedsiębiorstw na całym świecie oraz pogłębiającą się fragmentację światowej wymiany handlowej, nieprzewidywalny protekcjonizm, napięcia geopolityczne i rosnące ryzyko w sferze cyfrowej, odzyskiwanie należności jest dla przedsiębiorstw coraz bardziej złożonym zadaniem, zwłaszcza w eksporcie.

„Szacujemy, że 48% międzynarodowych należności handlowych (wg. ich wartości) odzyskiwane jest z krajów o „bardzo wysokim” (22%) lub „dotkliwym” (26%) stopniu złożoności windykacji. W porównaniu z rokiem 2022 jest to procentowo może niewielki wzrost (+1 pp), ale ze względu na wzrost w tym czasie wartości światowego handlu jest to już w wartościach bezwzględnych znaczny wzrost do poziomu 1,1 bln USD. W większości regionów najtrudniejsze, najbardziej skomplikowane przypadki odzyskiwania należności nadal w większość przypadków związane są z niewypłacalnością przedsiębiorstw. Biorąc pod uwagę składowe wpływające na złożoność windykacji to lokalne praktyki płatnicze są głównym jej czynnikiem na Bliskim Wschodzie, a postępowania sądowe są z reguły mniej skomplikowane w Europie Zachodniej niż na Bliskim Wschodzie, w Afryce i w Ameryce Łacińskiej . Te liczne czynniki strukturalne wyjaśniają, dlaczego windykacja należności z zagranicy wciąż pozostaje trudnym procesem na całym świecie” – stwierdza Fabrice Desnos, Członek Zarządu Allianz Trade odpowiedzialny za Ocenę ryzyka, Reasekurację i Gwarancje.

Arabia Saudyjska, Meksyk i Zjednoczone Emiraty Arabskie to rynki stawiające największe wyzwania w windykacji należności

Biorąc pod uwagę lokalne praktyki płatnicze, postępowania sądowe i ramy prawne związane z niewypłacalnościami przedsiębiorstw (i zabezpieczaniem należności wierzycieli), Allianz Trade stwierdza, że Niemcy, Holandia i Portugalia są trzema krajami, w których najłatwiej jest odzyskać należności z zagranicy, podczas gdy Arabia Saudyjska, Meksyk i Zjednoczone Emiraty Arabskie pozostają krajami, w których jest to najtrudniejsze.

„Odzyskiwanie należności z zagranicy jest prawie trzy razy bardziej skomplikowane w przypadku gdy chodzi o Arabię Saudyjską w porównaniu do Niemiec… ale także w Niemczech nie brak trudności w zakresie windykacji międzynarodowej. W tym kontekście różnica między gospodarkami rozwiniętymi a rynkami wschodzącymi stopniowo się zmniejsza, zwłaszcza w Azji – ale nadal istnieje. Większość gospodarek rozwiniętych charakteryzuje się „zauważalnym” poziomem złożoności windykacji, podczas gdy Bliski Wschód i Afryka są uśredniając dwoma regionami o największej skali trudności w tym względzie” wyjaśnia Pascal Personne, Dyrektor ds. roszczeń i windykacji w Allianz Trade.

Prowadzenie działalności w centrach handlowych nowej generacji wymaga świadomego i indywidualnego podejścia

W obliczu zmian strukturalnych w globalnym systemie handlu powstają nowe centra handlowe, które stają się ogniwami nowych szlaków handlowych, na których są także nowe centra produkcyjne. Jednak pomimo ich atrakcyjności odzyskiwanie należności na tych rosnących rynkach jest dla eksporterów wyzwaniem, co zwiększa istniejące ryzyko.

„W świecie podzielonym przez geopolitykę, protekcjonizm i skutki zmian klimatycznych handel międzynarodowy wytycza sobie nowe ścieżki. Jednak wyłaniające się równocześnie „centra handlowe nowej generacji”, w tym Zjednoczone Emiraty Arabskie, Wietnam i Malezja, mają „dotkliwy” stopień złożoności windykacji, ze średnim wynikiem na poziomie 62 punktów. Chociaż rynki te mają i będą mieć w obecnej sytuacji coraz większe znaczenie, to wymaga to selektywnego – zindywidualizowanego podejścia oraz świadomego i ścisłego zarządzania należnościami handlowymi przy prowadzenia na nich działalności” dodaje Maxime Lemerle, Główny Analityk ds. badań nad niewypłacalnościami w Allianz Trade.

Złożoność procesu windykacji według w regionach (według liczby krajów)

Złożoność procesu windykacji według w regionach (według liczby krajów)

Źródła: CPB, Allianz Trade Research

Wyniki oceny złożoności windykacji według krajów

Wyniki oceny złożoności windykacji według krajów

Źródła: Dział analiz ekonomicznych Allianz Trade

[1] Wskaźnik stopnia złożoności windykacji Allianz Trade to miara poziomu złożoności międzynarodowych procedur windykacyjnych w danym kraju, od 0 (najmniej złożone) do 100 (najbardziej złożone). Wskaźnik ten łączy w sobie opinie ekspertów – 340 specjalistów ds. windykacji Allianz Trade z całego świata – oraz ponad 40 obiektywnych wskaźników odnoszących się do: (i) lokalnych praktyk płatniczych; (ii) lokalnych postępowań sądowych oraz (iii) lokalnych postępowań upadłościowych. Wynik ten jest następnie dzielony na cztery poziomy skomplikowania procedur windykacji: Zauważalny (wynik poniżej 40), Wysoki (wynik pomiędzy 40 a 50), Bardzo wysoki (50 do 60) i Dotkliwy (powyżej 60).

Microsoft bije konsensus, a akcje spadają 5% po sesji. Winne oczekiwania wobec AI

Choć Microsoft zaprezentował solidne wyniki za drugi kwartał roku fiskalnego 2026 i pobił konsensus analityków zarówno na poziomie przychodów, jak i zysków, reakcja rynku była jednoznacznie negatywna. Akcje spółki w handlu posesyjnym tracą około 5%, co pokazuje, że w obecnym otoczeniu rynkowym dobre liczby to za mało i inwestorzy oczekują przyspieszenia, a nie jedynie stabilności. Główne rozczarowanie wynika z faktu, że rynek liczył na szybkie przyspieszenie wzrostu dzięki sztucznej inteligencji i narzędziom takim jak Copilot, a Microsoft dostarczył przede wszystkim stabilność zamiast rewolucji. Dodatkowo pojawia się sceptycyzm dotyczący tego, na ile wzrost commercial RPO o 110% do 625 mld USD jest naprawdę „zaklepany” i przekłada się na natychmiastowy przychód. Inwestorzy zastanawiają się, ile z tych kontraktów faktycznie zostanie zrealizowane w przewidywanym czasie i jak szybko przełoży się to na gotówkę oraz realny wzrost.

Przychody Microsoftu wyniosły 81,27 mld USD, przewyższając rynkowe oczekiwania na poziomie 80,31 mld USD. Zysk na akcję sięgnął 5,16 USD, a zysk operacyjny wzrósł do 38,28 mld USD, również wyraźnie powyżej konsensusu. Wzrost przychodów wyniósł 17% rok do roku, co potwierdza odporność modelu biznesowego spółki mimo wymagającego otoczenia makroekonomicznego.

Kluczowym filarem wyników pozostaje segment chmurowy, który wygenerował 51,5 mld USD przychodów, co oznacza wzrost o 26%. Azure oraz pozostałe usługi chmurowe odnotowały solidny wzrost, a komercyjne Remaining Performance Obligation zwiększyło się aż o 110% do 625 mld USD, pokazując dużą widoczność przyszłych przychodów, choć jednak ze sporym ryzykiem opóźnień w realizacji. Mimo to inwestorzy są rozczarowani, że dynamika samego Azure nie była wyższa. Oczekiwano wzrostu w okolicach 39%, a faktyczny wynik zaledwie spełnił minimalne oczekiwania, co wzbudza obawy, że ekspansja chmury i narzędzi AI może przyspieszać wolniej, niż zakładano.

Segment Productivity and Business Processes, obejmujący między innymi Office, Copilot i LinkedIn, wygenerował 34,12 mld USD przychodów, potwierdzając siłę ekosystemu i zdolność spółki do generowania powtarzalnych strumieni gotówki. Z kolei More Personal Computing przyniósł 14,25 mld USD przychodów, nieznacznie poniżej oczekiwań, co pokazuje utrzymującą się słabość popytu konsumenckiego na rynku komputerów osobistych i urządzeń.

Najwięcej pytań rodzi jednak skala inwestycji. Nakłady kapitałowe sięgnęły niemal 30 mld USD, znacząco przewyższając rynkowe prognozy. Microsoft agresywnie inwestuje w centra danych, infrastrukturę sztucznej inteligencji oraz moce obliczeniowe niezbędne do dalszego rozwoju Azure i rozwiązań opartych na AI. Choć strategia ta ma sens w długim terminie, w krótkiej perspektywie budzi obawy o presję na marże i efektywność wykorzystania kapitału.

Negatywna reakcja rynku pokazuje, że Microsoft znalazł się w trudnym momencie cyklu oczekiwań. Spółka jest dziś postrzegana nie jako beneficjent euforii wokół sztucznej inteligencji, lecz jako infrastrukturalny gigant, od którego wymaga się perfekcyjnej egzekucji i nieustannego przyspieszenia. Stabilny wzrost przestaje wystarczać, gdy wycena zakłada dominację w kolejnej erze technologicznej.

Wyniki Microsoftu pozostają solidne i fundamentalnie zdrowe, a ogromny wzrost commercial RPO pokazuje, że spółka ma widoczność przychodów w przyszłych kwartałach, choć rynek zaczyna zadawać pytania o tempo ich realizacji. Inwestorzy oczekują dowodu, że gigant z Redmond potrafi nie tylko absorbować globalny popyt na chmurę i sztuczną inteligencję, ale także szybciej przekuwać go w dynamiczny wzrost i wyraźną poprawę rentowności. Bez tego nawet bardzo dobre raporty mogą okazać się niewystarczające.

Meta bije rekordy w Q4, ale marża spada. Rynek liczy koszt AI

Rekordowe przychody nie mogą przysłonić rzeczywistości: Reality Labs przepala miliard za miliardem, ale gigant z branży social media nie bierze jeńców i inwestuje setki miliardów dolarów w rozwój sztucznej inteligencji. Znacznie więcej niż oczekiwał rynek, co spotyka się z mieszanym odbiorem, nawet przy rekordowych przychodach.

Meta rozbiła bank, a Wall Street przygląda się szczegółom raportu Mety.. Podczas gdy większość spodziewała się możliwej zadyszki w czasach inflacji i niepewności, social mediowy gigant założony i prowadzony przez Marka Zuckerberga ponownie pokazuje się od najlepszej strony. Przychody są rekordowe, a zyski powracają do wysokich poziomów wraz ze znaczną poprawą marży netto. Jednak pod tymi liczbami kryje się brutalna gra o przetrwanie, w której Meta stawia 125 miliardów dolarów rocznie na sztuczną inteligencję, akceptując gigantyczne straty w dziale Reality Labs.

Najważniejsze dane z raportu finansowego (Q4 2025):

  • Przychody całkowite: 59,89 mld USD (+24% r/r, powyżej konsensusu 58,42 mld).
  • Zysk netto: 22,77 mld USD (+9% r/r, rekord) – fundamenty tej liczby są złożone.
  • Zysk na akcję (EPS): 8,88 USD (vs 8,02 USD rok wcześniej).
  • Przychody z reklam: 58,14 mld USD (+24% r/r, szacunki wynosiły 56,79 mld).
  • Dochód operacyjny: 24,75 mld USD (+5,9% r/r), ale marża spadła z 48% do 41% – co jest sygnałem alarmowym dla inwestorów.

Prognozy na rok 2026:

  • CAPEX (Wydatki inwestycyjne): 115–135 mld USD (skok o 59–87% r/r w porównaniu do 72,2 mld w 2025). Prognozowano CAPEX na poziomie 110 mld USD
  • Przychody Q1 2026: Szacowane na 53,5–56,5 mld USD.
  • Całkowite wydatki FY2026: 162–169 mld USD, przy oczekiwaniu na poziomie 151 mld USD
  • Zysk operacyjny: Zarząd zapowiada, że będzie wyższy niż w 2025 mimo ogromnych inwestycji.

Głębokie podziały: AI, Metaverse i brutalna rzeczywistość

Warto zacząć od tego, co boli najbardziej. Dział Reality Labs zanotował stratę operacyjną rzędu 6,02 mld USD tylko w czwartym kwartale. To kwota, którą potężne europejskie koncerny zarabiają latami. Bilans jest bezlitosny: od końca 2020 roku, gdy Meta ruszyła na podbój metawersum, łączna strata wyniosła już ponad 75 miliardów dolarów. To więcej niż kapitalizacja dużej ilośći europejskich spółek.

Co otrzymali w zamian? Zaledwie 955 mln USD przychodu z segmentu w Q4 (spadek o 12% r/r). Podczas gdy koszty rosną w tempie lawinowym, przychody kurczą się lub stoją w miejscu. To matematyka, która w każdej innej firmie oznaczałaby upadłość.

Reakcja? Meta przyznaje się po części do błędu i początku stycznia zwolniła 1500 osób z tego działu (ok. 10% zespołu). To jasny sygnał: Wizja metawersum schodzi na boczny tor, teraz liczy się tylko AI. Zuckerberg przesuwa ciężar uwagi na inteligentne okulary Ray-Ban Meta (z wbudowaną AI), rezygnując z agresywnego promowania gogli Quest, które nie doczekały się premiery w ubiegłym roku. Andrew Bosworth, szef technologii, przyznał to, co rynek wiedział od dawna: adopcja VR idzie znacznie wolniej, niż zakładano.

CAPEX AI: Na co pójdzie 125 miliardów dolarów (plus minus 10 miliardów)?

To serce nowej strategii. Meta planuje wydać na inwestycje w 2026 roku nawet 135 mld USD. To kwota przekraczająca budżety obronne wielu średniej wielkości państw. Dlaczego Zuckerberg idzie na całość?

  • Wyścig zbrojeń: Google, OpenAI i Anthropic nie czekają. Meta nie chce być tylko obserwatorem – chce stworzyć „Meta Superintelligence Labs” – infrastrukturę, która zasili wszystko: od algorytmów Instagrama po chatboty przyszłości.
  • Nowa matematyka: Plan jest prosty – zamienić każdy zarobiony miliard w moc obliczeniową (chipy Nvidii, centra danych). Marża spadła, ale obietnica jest jedna: AI pozwoli zarabiać efektywniej, co z nawiązką pokryje te monstrualne wydatki.

Jak Meta monetyzuje sztuczną inteligencję?

Meta nie sprzedaje AI w modelu subskrypcyjnym jak ChatGPT. Robi to zdecydowanie inaczej w porównaniu do klasycznych modeli, co jest pozytywnie odbierane od wielu kwartałów ze strony rynku:

  • Lepsze reklamy = większe zyski: AI jest ukryta w każdym pikselu. Systemy rekomendacji i aukcji reklam dzięki AI zwiększyły liczbę wyświetleń o 18% r/r. Nawet jeśli średnia cena reklamy bywa zmienna, zaangażowanie użytkowników dzięki AI rośnie.
  • Ekspansja i personalizacja: Systemy zautomatyzowane pozwalają lepiej docierać do niszowych reklamodawców na rynkach wschodzących.
  • Chatboty i Commerce: Przy 3,5 mld użytkowników dziennie, wdrożenie AI do obsługi klienta na WhatsAppie czy Messengerze może uczynić z Mety gigantycznego pośrednika w handlu, pobierającego prowizję od każdej transakcji.

Marża operacyjna: Wyraźne pogorszenie

Warto jednak spojrzeć na sporą rysę na raporcie: spadek marży z 48% do 41% oznacza, że koszty operacyjne rosną szybciej niż przychody. Zuckerberg obiecuje, że rok 2026 będzie lepszy, ale to ryzykowny zakład. Jeśli inwestycje w AI nie przyniosą skokowego wzrostu efektywności, rok 2027 może przynieść bolesne rozliczenie.Warto jednak wspomnieć, że marża netto zaliczyła odbicie, więc wciąż można uznać, że sytuacja nie wygląda aż tak źle, patrząc jedynie na jedną liczbę

Prognoza: Co dalej z Meta w 2026?

Scenariusz optymistyczny zakłada, że AI monetyzuje się szybciej, niż zakładano. Marża operacyjna wraca powyżej 45%, a inwestycje rzędu 125 mld USD okazują się fundamentem nowego imperium. Akcje mogłyby wzrosnąć jeszcze o 20-30%, na co wskazuje target analiczny z Wall Street.

Scenariusz pesymistyczny wskazuje, że inwestycje w AI nie dadzą oczekiwanych zwrotów, a marża pozostaje pod presją w okolicach 40%, a rynek zaczyna karać spółkę za „marnotrawstwo”. Reality Labs przynosi jeszcze większe straty.

Scenariusz realistyczny to sprawdzam ze strony rynku. Czeka nas kilka kwartałów napięć na linii zarząd-inwestorzy. Akcje będą zmienne, a rynek będzie obsesyjnie śledzić każdy punkt procentowy marży operacyjnej, czekając na dowody, że AI faktycznie zarabia.

AI wygrywa z Metaversem

Meta zarobiła fortunę w Q4 2025, ale cena za przyszłość jest astronomiczna. Zuckerberg postawił wszystko na jedną kartę, czyli AI. Tymczasem Reality Labs, wizja, która miała zdefiniować nową erę, powoli wykrwawia się na marginesie. To nie jest typowy „success story”. To opowieść o gigancie, który w porę zrozumiał błąd w pierwotnej wizji i teraz próbuje go naprawić, rzucając na szalę miliardy dolarów. Czy to zadziała? Wall Street dowie się w połowie roku, gdy koszty inwestycji najmocniej uderzą w wyniki. Kluczowym wskaźnikiem dla rynku pozostanie marża operacyjna. To ona powie nam, czy Meta tworzy superinteligencję, czy po prostu najdroższe laboratorium na świecie.

Jak reaguje rynek na doniesienia ze strony Mety? Początkowo akcje traciły nawet 2% w notowaniach posesyjnych, ale wraz z analizą sprawozdania finansowego, inwsestorzy zaczęli składać zlecenia kupna. Obecnie Meta notowana jest po sesji w okolicach 696 dolarów – najwyżej od dramatycznego spadku z października po publikacji poprzedniego sprawozdania finansowego, ale jednocześnie ok. 14% poniżej historycznych szczytów.

Tesla z pierwszym spadkiem rocznych przychodów, a akcje rosną. Rynek stawia na AI

Zyski nurkują o 61%, marże topnieją, a konkurencja przejmuje koronę lidera. Mimo to kurs Tesli rośnie o 2% w handlu posesyjnym, osiągając 444 USD. Inwestorzy podjęli decyzję: Tesla to już nie producent aut, to zakład o to, czy spółka zacznie być rozgrywającym w dziedzinie sztucznej inteligencji.

Rynek kapitałowy bywa nierzadko absurdem, w szczególności, kiedy mamy do czynienia z takimi ikonicznymi postaciami jak Elon Musk. Co więcej, raport Tesli za Q4 2025 roku i za cały 2025 rok jest tego najlepszym dowodem. Spółka Elona Muska właśnie zamknęła rok, który w każdej innej branży uznano by za katastrofalny. Po raz pierwszy w historii Tesla odnotowała spadek rocznych przychodów, a jej zyski potężnie stopniały. Mimo to Wall Street kupuje wizję przyszłości, ignorując rozczarowującą teraźniejszość.

Wyniki za 2025 rok: Historyczny regres

  • Przychody roczne: 94,8 mld USD (spadek o 3% r/r) – to pierwszy taki przypadek w historii spółki.
  • Przychody kwartalne: 24,90 mld USD – gorzej niż w Q3 i gorzej niż Q2, Q3, Q4 2024
  • Zysk netto (cały rok): 3,8 mld USD (spadek o 46% r/r).
  • Zysk netto (Q4): 840 mln USD (spadek o 61% r/r). Gorzej było tylko w Q1 2025
  • Marża brutto: 20,1% – jedyny jasny punkt raportu (wzrost z 16,3%), sugerujący skuteczną walkę z kosztami produkcji.
  • Sprzedaż pojazdów: 1,64 mln sztuk (spadek o 8,5% r/r).

Fundamenty w odwrocie: Koniec dominacji na rynku EV

Tesla oficjalnie straciła status światowego lidera aut elektrycznych na rzecz chińskiego giganta BYD, który w 2025 roku dostarczył 2,26 mln pojazdów. W Europie palmę pierwszeństwa przejął Volkswagen. Brak nowych modeli (ostatni, Cybertruck, sprzedaje się poniżej oczekiwań) sprawia, że oferta Tesli staje się przestarzała, a agresywne obniżki cen zbiły marżę operacyjną do poziomu 6%. To mniej niż połowa rentowności Toyoty.

Dodatkowym obciążeniem stała się polityka. Elon Musk angażując się w administrację Trumpa (projekt DOGE), zraził część tradycyjnej, liberalnej bazy klientów. Szacuje się, że polaryzacja wizerunkowa mogła kosztować spółkę nawet milion potencjalnie sprzedanych aut.

Dlaczego akcje rosną? Zakład o przyszłość

Inwestorzy ignorują spadek sprzedaży, ponieważ wyceniają Teslę jako spółkę technologiczną, a nie motoryzacyjną. Kluczowe dla wzrostu kursu są trzy filary:

  1. Robotaksówki (Cybercab): Choć Musk od lat obiecuje autonomiczną rewolucję, a rynek wierzy, że kwiecień 2026 r. będzie przełomem. Nawet ograniczona usługa w Austin i San Francisco jest postrzegana jako „dowód zysków przyszłości” (Proof of Concept), który dzięki skali fabryk Tesli może zmiażdżyć konkurencję.
  2. Optimus i Humanoidy: Wizja robotów zastępujących pracę ludzką to dla Wall Street potencjał mierzony w biliardach dolarów. Inwestorzy liczą, że pierwsze komercyjne egzemplarze trafią do klientów jeszcze w tym roku.
  3. Sojusz z xAI: Inwestycja 2 mld USD w startup Muska (xAI) ma być „skrótem” do pełnej autonomii (FSD). Tesla nie buduje AI od zera, tylko kupuje mózg dla swoich maszyn.

Scenariusze na rok 2026: Wóz albo przewóz

Rynek jest obecnie zawieszony w próżni między twardymi danymi a wiarą w geniusz Muska.

  • Scenariusz Optymistyczny. Tesla uruchamia Robotaxi w połowie roku. System FSD osiąga poziom niezawodności pozwalający na jazdę bez nadzoru. Akcje kontynuować wzrost, sięgając kolejnych kamieni milowych, które pozwolą Muskowi na jeszcze większe wzbogacenie. Pierwszym celem będzie kapitalizacja 2 bilionów dolarów.
  • Scenariusz Pesymistyczny. Robotaxi pozostaje gadżetem w dwóch miastach, a Optimus nie wychodzi z laboratorium. Przy dalszym spadku sprzedaży aut i braku subsydiów (polityka Trumpa), rynek zacznie pytać o realne zyski. Wtedy wycena 1,3 biliona dolarów może pęknąć jak bańka.
  • Scenariusz Realistyczny. Musk dostarczy „wystarczająco dużo”, by utrzymać narrację o postępie, ale fundamenty finansowe będą nadal pod presją konkurencji z Chin. Kurs pozostanie zmienny, silnie reagując na każdy tweet i komunikat o postępach w AI.

Tesla przestała być bezpieczną przystanią inwestora szukającego lidera zielonej transformacji. Dziś to głównie zakład o coraz to nowsze wizje Elona Muska. Dla optymistów obecna cena to okazja przed „skokiem do nadprzestrzeni”. Dla analityków patrzących na marże i spadające przychody to hazard na wysokich stawkach. Jedno jest pewne: do połowy 2026 roku Musk musi udowodnić, że jego roboty potrafią zarabiać prawdziwe pieniądze. W przeciwnym razie wystrzelona w kosmos przed latami Tesla powróci na ziemie.

Akcje spółki zanotowały ponad 2% wzrost w pierwszych minutach handlu posesyjnego, pomimo pierwszego w historii rocznego spadku przychodów. Źródło: Bloomberg Finance LP

Kawalerki tanieją, większe metraże trzymają ceny – raport cen mieszkań

W końcówce 2025 r. ceny ofertowe kawalerek częściej spadały, podczas gdy większe mieszkania wciąż trzymały wysokie stawki. Rynek mieszkań zaczyna się coraz bardziej różnicować, nie ma jednego scenariusza cenowego – wynika z danych portalu Nieruchomosci-online.pl podsumowujących IV kwartał 2025 r. na rynku wtórnym.

W IV kwartale 2025 r. średnia cena ofertowa za kawalerkę z rynku wtórnego spadła w ośmiu miastach wojewódzkich. W tym gronie znalazły się: Warszawa, Wrocław, Łódź, Lublin, Białystok, Katowice, Kielce i Rzeszów. Obniżki wynosiły najczęściej 1-3% k/k, co przekładało się – w zależności od miasta – na 100-400 zł mniej na metrze kwadratowym. Większy kwartalny spadek ceny zanotował tylko Lublin.

Jak wynika z danych Nieruchomosci-online.pl, w Krakowie, Bydgoszczy, Poznaniu i Olsztynie ceny ofertowe ustabilizowały się, bo tak można interpretować wahania w górę lub w dół wynoszące mniej niż 1% k/k. Średnie stawki wzrosły natomiast w Gdańsku, Szczecinie, Toruniu, Zielonej Górze i Gorzowie Wlkp. (1-4% k/k, czyli 250-400 zł na metrze).

Aktualnie – spośród wszystkich miast wojewódzkich – jeszcze w siedmiu lokalizacjach średnia cena ofertowa za kawalerkę wynosi mniej niż 10 tys. zł/mkw. Przy tym Katowice i Olsztyn od pewnego czasu ocierają się o tę granicę.

1-pokojowe 2-pokojowe 3-pokojowe Główne miasta - 1-pokojowe Główne miasta - 2-pokojowe Główne miasta - 3-pokojowe

Kredyt tańszy, ale wciąż poza zasięgiem młodych

Dlaczego w IV kwartale 2025 r. osiem miast wojewódzkich zanotowano obniżkę średniej ceny ofertowej za kawalerkę?

Możemy mówić o pewnej kontynuacji, ponieważ w III kwartale ub.r. takich miast było sześć. Na pierwszy rzut oka może to dziwić, bo dostępność kredytów wzrosła. W teorii, tańszy kredyt powinien zwiększyć popyt, a co za tym idzie, sprzedający nie powinni być tacy skłonni schodzić z ceny. Pamiętajmy jednak, że obniżki stóp procentowych nie poprawiły dostępności kredytów dla wszystkich – zwraca uwagę Rafał Bieńkowski z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.

– Na rynek wróciły głównie rodziny i pary, ale też single wymieniający posiadane już mieszkanie na większe. Innymi słowy, tańszy kredyt najbardziej pomógł segmentowi mieszkań rodzinnych. Tymczasem kawalerki, jako pierwsze mieszkania, najczęściej kupują młodzi single. Takie osoby są najbardziej zależne od kredytów. A te nawet pomimo obniżek stóp procentowych pozostają wciąż poza zasięgiem wielu młodych ludzi – dodaje Bieńkowski.

Na to wszystko nakłada się też fakt, że w ostatnich latach segment kawalerek był też mocno „napompowany” inwestycyjnie.

– Kawalerki długo były traktowane jak najprostszy produkt pod wynajem. Kiedy jednak rentowność najmu przestała wyglądać tak atrakcyjnie (wyższe koszty, większa ostrożność najemców), popyt ze strony inwestorów spadł. To także mogło wpłynąć na to, że ceny kawalerek zaczęły łapać zadyszkę – dodaje Rafał Bieńkowski.

Najpopularniejsze metraże odporne na spadki

Jak wynika z danych Nieruchomosci-online.pl, osoby szukające mieszkania na rynku wtórnym najczęściej rozglądały się za lokalami dwupokojowymi – w IV kwartale ub.r. stanowili oni 55% poszukujących. Z kolei 22% użytkowników portalu szukało mieszkań trzypokojowych, a 20% kawalerek. Analiza pokazuje, że najpopularniejsze mieszkania cały czas trzymają wysoką cenę.

O ile w przypadku kawalerek średnia cena ofertowa spadła w ośmiu miastach wojewódzkich, o tyle w przypadku mieszkań dwupokojowych takie sytuacje można było policzyć na palcach jednej ręki. Przeciętne oczekiwania sprzedających spadły w trzech stolicach regionalnych: nieznacznie w Zielonej Górze i Rzeszowie (1% k/k, czyli około 150 zł na metrze) i mocniej w Kielcach (5% k/k, czyli o około 500 zł).

W pozostałych miastach było nieco drożej lub tak samo jak w III kwartale 2025 r. Wzrost średniej ceny ofertowej za dwa pokoje zaobserwowano w ośmiu stolicach regionalnych, chociaż skala zmian różniła się w zależności od regionu. We Wrocławiu, Szczecinie i Gorzowie Wlkp. było to tylko 1% k/k (średnio od 80 do 130 zł drożej na metrze), a w przypadku Gdańska, Bydgoszczy, Opola, Olsztyna i Torunia 3-5% k/k (od 330 do ponad 600 zł drożej na metrze). W pozostałych siedmiu miastach było stabilnie – kwartalne wahania cen wyniosły mniej niż 1%.

Sytuacja bardzo podobnie wyglądała w przypadku mieszkań trzypokojowych. Tam również tylko trzy miasta zanotowały spadek średniej ceny (Łódź, Lublin, Toruń). Siedem miast wojewódzkich utrzymało ceny z III kwartału (Wrocław, Kraków, Gorzów Wlkp., Katowice, Kielce, Rzeszów Szczecin), a osiem zanotowało podwyżkę. Należy jednak podkreślić, że w większości tych lokalizacji wzrost wyniósł 1-2% (od 120 do 330 zł na metrze), jedynie w Bydgoszczy było to 6% (około 500 zł na metrze).

W IV kwartale 2025 r. ceny mieszkań trzypokojowych generalnie wahały się w najmniejszym stopniu. W aż 16 z 18 miast średnia cena ofertowa zmieniła się maksymalnie do około 2%.

Tylko w Gdańsku wciąż coraz drożej

Podobnie jak w kilku ostatnich kwartałach, podwyżki cen raczej sporadycznie pojawiały się w największych miastach.

Patrząc na wszystkie analizowane wielkości mieszkań (jedno-, dwu- i trzypokojowe) w miastach TOP 5 (Warszawa, Kraków, Wrocław, Łódź, Poznań), widzimy, że były tylko trzy przypadki symbolicznych wzrostów średniej ceny ofertowej na poziomie 1% k/k. Dotyczyło to Warszawy (trzypokojowe), Wrocławia (dwupokojowe) i Poznania (trzypokojowe).

Z trendu obserwowanego w największych miastach wciąż wyłamuje się Gdańsk. Tam w IV kwartale ub.r. kawalerki podrożały średnio o prawie 2% (do blisko 17 tys. zł/mkw.), mieszkania dwupokojowe o ponad 4% (do 16,1 tys. zł/mkw.), a trzypokojowe o ponad 2% (do 15 tys. zł/mkw.). Tym samym Gdańsk coraz bardziej dogania Kraków, czyli drugie najdroższe miasto w Polsce, jeśli chodzi o ceny mieszkań.

Gdańsk pozostaje liderem wzrostów, ponieważ tamtejszy rynek ma nieco inną specyfikę niż reszta dużych miast. Oprócz mieszkańców kupujących pod kątem pracy czy rodziny, jest tu też duża grupa nabywców z innych regionów, którzy chcą mieć drugi adres nad morzem – na weekendy, na przyszłą emeryturę albo najem sezonowy. To dodatkowe źródło popytu potrafi podbijać ceny nawet wtedy, gdy w innych miastach aktywność kupujących wyhamowuje. W Gdańsku wielu kupujących jest gotowych dopłacić za styl życia i prestiż, a sprzedający rzadziej czują presję, by schodzić z ceny – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.

Liczne „hamulce” wciąż wstrzymują część kupujących

W IV kwartale 2025 r. zainteresowanie mieszkaniami z rynku wtórnego było nieznacznie mniejsze niż w III kwartale – liczba kontaktów nawiązanych przez poszukujących z ogłoszeniodawcami była niższa o 4% k/k.

IV kwartał ub.r. nie przyniósł wzrostu zainteresowania ogłoszeniami, ponieważ część kupujących dalej wstrzymywały takie „hamulce” jak: wciąż wysokie ceny, wysokie oprocentowanie kredytów (nawet mimo obniżek stóp), wyhamowywanie wzrostu płac i niepokoje związane z wojną w Ukrainie. Znaczenie miał też kalendarz. W końcówce roku aktywność kupujących często spada, a grudzień należy pod tym względem do jednych ze słabszych miesięcy w roku.

USD próbuje odbić po serii spadków. Test przyjdzie po decyzji Fed i Powellu

0

Po kilku dniach nieustannej presji, USD wreszcie próbuje odpowiedzieć. Czy kontra utrzyma się po decyzji Fed i konferencji Powella? Uwagę inwestorów przyciągnie dziś też sezon wynikowy na Wall Street, który wchodzi w kluczową fazę big techów.

Dzień powrotu do USD?

Część analityków twierdzi, że wczorajsza wypowiedź Donalda Trumpa, który zachwalał słabszego dolara, była kolejnym impulsem do osłabienia USD. Moim zdaniem wykres pokazuje nam coś całkiem innego. Przekaz prezydenta USA stał się wręcz katalizatorem do kontry na rynku dolara. Kurs EUR/USD zawrócił na południe i znowu znalazł się poniżej 1,20 USD, mimo wszystko pozostając na kilkuletnim szczycie. Oczywiście znalazło to swoje przełożenie na USD/PLN, który – po zejściu wczoraj wieczorem poniżej 3,50 PLN – dziś wraca powyżej tego psychologicznego poziomu. Przed nami kluczowe wydarzenie tygodnia, czyli decyzja amerykańskiej władzy monetarnej. Rynek nie przewiduje zmiany wysokości stóp procentowych, dlatego jeszcze mocniej oczekuje na argumentację szefa Fed. Jeżeli Jerome Powell jakkolwiek zachwieje scenariuszem bazowym (2 obniżki do końca roku, pierwsza w czerwcu), to na rynkach może się pojawić zdecydowanie podwyższona zmienność. Trudno oczekiwać jakiegoś gwałtownego zwrotu ku gołębiej retoryce, a przynajmniej trudno znaleźć za tym fundamenty. Już prędzej można się spodziewać pewnego usztywnienia stanowiska przez przewodniczącego FOMC. Wszystko przez trwającą ze strony rządu presję na Rezerwę, czego dowodem kolejne oskarżenia kierowane przez Departament Sprawiedliwości w stosunku do Gubernatorów. W wypadku bardziej jastrzębich nut ze strony Powella, należy się spodziewać rozwinięcia korekty ostatniego gwałtownego osłabienia USD.

Mocny początek roku – kontynuacja

Uwagę koncentruje dzisiejsze posiedzenie Rezerwy, ale inwestorzy czekają na jego efekt w mieszanych nastrojach. Bez zmian zachowuje się złoto, które we wciąż bardziej niż imponującym tempie śrubuje rekord, aktualnie cena za uncję przekracza 5300 USD. Kontynuowane jest odbicie na rynku ropy, na którym intensyfikuje się tegoroczny trend zwyżkowy (+10% od początku stycznia). Za baryłkę notowanej w Londynie odmiany Brent pierwszy raz od września trzeba płacić powyżej 67 USD. Kolejny impuls dla surowca nadszedł z Białego Domu. Prezydent Donald Trump zagroził Iranowi, a wszystko przy okazji wielodniowych ćwiczeń pokaźnych amerykańskich sił wojskowych w rejonie Bliskiego Wschodu. Giełdowa sesja w Azji przebiegała niejednolicie, ale wyróżniały się dwa parkiety. Hang Seng w Hongkongu zyskał blisko 2,6%, głównie na fali przepływu kapitału do chińskich spółek technologicznych (w związku z ogromnymi wycenami amerykańskich spółek ten trend ma szansę rozlewać się także po innych rynkach). W takim otoczeniu +1,7% ze strony koreańskiego Kospi nie robi może wielkiego wrażenia, ale warto w tym miejscu się zatrzymać. Po dzisiejszym zamknięciu Kospi przebił kapitalizację niemieckiego Daxa (3,25 bln USD). Ten niestety razem ze zdecydowaną większością europejskich parkietów (poza np. Amsterdamem +0,7%) znalazł się dziś pod presją. Takowej nie poddaje się Warszawa, gdzie WIG20 zyskuje blisko 0,4%. Dla rynków kapitałowych najważniejsze wydarzenia będą rozgrywać się już po zakończeniu europejskiej sesji. Oprócz wspomnianej wcześniej decyzji Fed wyniki opublikują spółki pokroju Meta, Microsoft i Tesla. Kontrakty na Wall Street wskazują na pozytywne otwarcie.

UPS lepszy od oczekiwań w IV kw. 2025: 24,5 mld USD przychodów, marża 10,5%. Spółka podaje cele na 2026

  • Skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 24,5 mld USD
  • Marża operacyjna w ujęciu skonsolidowanym na poziomie 10,5%; marża operacyjna w ujęciu skonsolidowanym skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP* na poziomie 11,8%
  • Rozwodniony zysk na akcję w wysokości 2,10 USD; rozwodniony zysk na akcję w ujęciu skorygowanym według standardów innych niż U.S. GAAP w wysokości 2,38 USD
  • Deklaracja wypłaty dywidendy kwartalnej w kwocie 1,64 USD

W dniu dzisiejszym spółka UPS (NYSE: UPS) opublikowała dane dotyczące skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży za czwarty kwartał 2025 roku, które wyniosły 24,5 mld USD. Skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej ukształtował się na poziomie 2,6 mld USD, natomiast skorygowany skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej obliczony według standardów innych niż U.S. GAAP wyniósł 2,9 mld USD. Rozwodniony zysk na akcję wyniósł w omawianym kwartale 2,10 USD oraz 2,38 USD w ujęciu skorygowanym według standardów innych niż U.S. GAAP.

Wyniki czwartego kwartału 2025 roku ustalone zgodnie ze standardami rachunkowości U.S. GAAP obejmują koszty w łącznej wysokości 238 mln USD, tj. 0,28 USD w przeliczeniu na jedną akcję rozwodnioną. Na kwotę tę złożył się niepieniężny koszt po opodatkowaniu w wysokości 137 mln USD, wynikający ze spisania floty samolotów MD-11, oraz koszty procesów transformacyjnych po opodatkowaniu w kwocie 101 mln USD.

W odniesieniu do samolotów MD-11 spółka UPS przyspieszyła realizację planów modernizacji floty, kończąc proces wycofywania samolotów tego typu z eksploatacji w czwartym kwartale 2025 roku.

– Dziękuję wszystkim pracownikom UPS na całym świecie za ich konsekwentne zaangażowanie w obsługę naszych klientów. Ósmy rok z rzędu w szczycie sezonu zapewniliśmy najwyższy standard usług, a w czwartym kwartale osiągnęliśmy wyniki finansowe lepsze od zakładanych – powiedziała Carol Tomé, dyrektor generalna UPS. – Rok 2025 był dla UPS okresem dużych zmian. Podjęliśmy działania, które mają poprawić jakość generowanych przychodów i zwiększyć elastyczność naszej sieci operacyjnej. Wraz z zakończeniem procesu stopniowego ograniczania współpracy z Amazon rok 2026 będzie momentem przełomowym dla realizacji strategii wzrostu i trwałej poprawy rentowności spółki – dodała Carol Tomé.

Segment przesyłek krajowych w Stanach Zjednoczonych

   

4Q 2025

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2025

 

4Q 2024

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2024

Przychody ze sprzedaży 16.756 mln USD   17.312 mln USD  
Zysk z działalności operacyjnej 1.428 mln USD 1.706 mln USD 1.681 mln USD 1.754 mln USD
  • Przychody ze sprzedaży spadły o 3,2%, głównie z powodu prognozowanego wcześniej spadku wolumenu. Przychody ze sprzedaży w przeliczeniu na przesyłkę wzrosły o 8,3%.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 8,5%, a marża operacyjna skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP wyniosła 10,2%.

Segment przesyłek międzynarodowych

   

4Q 2025

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2025

 

4Q 2024

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2024

Przychody ze sprzedaży 5.045 mln USD   4.923 mln USD  
Zysk z działalności operacyjnej 884 mln USD 908 mln USD 1.019 mln USD 1.062 mln USD
  • Przychody ze sprzedaży zwiększyły o 2,5% za sprawą 7,1-procentowego wzrostu przychodów w przeliczeniu na przesyłkę.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 17,5%, a marża operacyjna skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP wyniosła 18,0%.

Rozwiązania dla łańcuchów dostaw1

   

4Q 2025

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2025

 

4Q 2024

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2024

Przychody ze sprzedaży 2.678 mln USD   3.066 mln USD  
Zysk z działalności operacyjnej 263 mln USD 276 mln USD 226 mln USD 284 mln USD

1 Kategoria ta obejmuje wyniki segmentów działalności niespełniających kryteriów segmentu sprawozdawczego określonych w ramach ASC Topic 280 – Sprawozdawczość segmentowa.

  • Przychody ze sprzedaży spadły o 12,7%, głównie ze względu na niższy wolumen odnotowany w ramach działalności Mail Innovations.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 9,8%, a marża operacyjna skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP wyniosła 10,3%.

Wyniki skonsolidowane za 2025 rok

  • Przychody ze sprzedaży zamknęły się kwotą 88,7 mld USD.
  • Zysk z działalności operacyjnej osiągnął poziom 7,9 mld USD, natomiast skorygowany zysk z działalności operacyjnej obliczony według standardów innych niż U.S. GAAP wyniósł 8,7 mld USD.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 8,9%, a marża operacyjna skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP wyniosła 9,8%.
  • Rozwodniony zysk na akcję wyniósł 6,56 USD, a skorygowany rozwodniony zysk na akcję obliczony według standardów innych niż U.S. GAAP – 7,16 USD.
  • Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej wyniosły 8,5 mld USD, a skorygowane przepływy wolnych środków pieniężnych obliczone według standardów innych niż U.S. GAAP sięgnęły 5,5 mld USD.

Ponadto spółka zwróciła swoim akcjonariuszom kwotę 6,4 mld USD w postaci dywidend i płatności za akcje nabyte w ramach programu skupu akcji własnych.

Deklaracja wypłaty dywidendy

Rada Dyrektorów UPS zatwierdziła wypłatę dywidendy za pierwszy kwartał 2026 roku w wysokości 1,64 USD na akcję dla wszystkich wyemitowanych akcji klasy A oraz klasy B. Dywidenda zostanie wypłacona w dniu 5 marca 2026 roku akcjonariuszom posiadającym akcje na dzień 17 lutego 2026 roku.

Prognoza na 2026 rok

Spółka przedstawia prognozę wybranych wyników w wartościach skorygowanych według standardów innych niż U.S. GAAP, ponieważ nie można przewidzieć ani przedstawić uzgodnienia odzwierciedlającego wpływ różnych potencjalnych przyszłych zdarzeń, w tym aktualizacji wyceny programów świadczeń emerytalnych, niektórych inicjatyw strategicznych czy nieprzewidzianych okoliczności, które byłyby ujęte w wynikach raportowanych według U.S. GAAP i mogłyby stanowić ich istotną pozycję.

UPS prognozuje, że w ujęciu skonsolidowanym przychody ze sprzedaży za cały 2026 rok wyniosą około 89,7 mld USD, a skonsolidowana marża operacyjna skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP ukształtuje się na poziomie ok. 9.6%.

Spółka planuje poniesienie nakładów inwestycyjnych na poziomie około 3,0 mld USD oraz wypłatę dywidendy w wysokości ok. 5,4 mld USD, pod warunkiem jej zatwierdzenia przez Radę Dyrektorów. Prognozowana efektywna stopa podatkowa wyniesie około 23,0%.

* Kwoty określane jako „skorygowane według standardów innych niż U.S. GAAP” to wskaźniki finansowe sporządzane w oparciu o zasady inne niż obowiązujące w ramach amerykańskich standardów rachunkowości U.S. GAAP. Więcej informacji na temat wskaźników finansowych skorygowanych według standardów rachunkowości innych niż U.S. GAAP, w tym uzgodnienie do najbliżej skorelowanego wskaźnika U.S. GAAP, przedstawiono w załączniku do niniejszego komunikatu.

Złoto przebija 5 200 USD: słaby dolar napędza „handel dewaluacyjny”

  • Złoto przebija poziom 5 200 USD, a słabość dolara wzmacnia „handel dewaluacyjny”.
  • Zmienność srebra gwałtownie rośnie.
  • Ryzyka polityczne, obawy o zamknięcie rządu i spekulacje wokół Fed utrzymują presję na dolara amerykańskiego.
  • Popyt strategiczny na twarde aktywa może ostatecznie koncentrować się na złocie, gdy zacznie spadać przemysłowy popyt na srebro.

Jak zauważa Ole Hansen, dyrektora ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, osiągnięcie przewidywanego poziomu cen dla złota na 2026 rok, wynoszącego 5 000 USD, już w pierwszym miesiącu roku to potwierdzenie, jak silny i trwały stał się popyt na złoto – obok srebra i innych twardych aktywów. To, co początkowo przedstawiano jako długoterminowe zabezpieczenie przed dewaluacją pieniądza, rozluźnieniem dyscypliny fiskalnej i niepewnością geopolityczną, przyspieszyło i stało się działaniem podjętym z wyprzedzeniem, zmuszając inwestorów do ponownej oceny nie tylko celów cenowych, lecz także trwałości i jakości popytu.

Czynniki stojące za tym wzrostem są dziś dobrze znane i w dużej mierze wynikają z obaw. Nieograniczona kreacja długu publicznego nadal podważa zaufanie do walut fiducjarnych, a dolar amerykański osłabł, gdy narracja o wyjątkowości USA blednie i kapitał zaczyna rotować w inne miejsca. Niepewność geopolityczna pozostaje podwyższona, wzmacniana przez coraz bardziej nieprzewidywalne tło polityczne w USA, a obawy inflacyjne okazały się bardziej trwałe niż wielu decydentów miało nadzieję.

Ta zmiana jest już widoczna także poza rynkami surowcowymi. Wyniki globalnych rynków akcji odzwierciedlają stopniową realokację z aktywów amerykańskich – rynki wschodzące w tym roku jak dotąd przewyższają rozwiniętych konkurentów. Równolegle rola złota jako stabilizatora portfela i zabezpieczenia przed ryzykiem systemowym ponownie się potwierdziła, przyciągając napływy od inwestorów poszukujących ochrony, a nie dochodu.

Dolar amerykański słabnie w wyniku nasilających się obaw przed dewaluacją

Kluczowym czynnikiem przyspieszającym ponowny wzrost popytu na twarde aktywa był dolar amerykański, który w ostatnich tygodniach znalazł się pod rosnącą presją. Krótkoterminowe obawy o potencjalne zamknięcie administracji rządowej w Stanach Zjednoczonych powróciły w związku ze sporami dotyczącymi finansowania Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, co dodatkowo pogorszyło i tak już niestabilną sytuację waluty. Jednocześnie zaczęła się umacniać szersza narracja „Sell America”, napędzana obawami o względny wzrost gospodarczy, rosnącym deficytem fiskalnym i ponowną oceną przepływów kapitałowych do aktywów amerykańskich.

Osłabienie dolara przyspieszyło we wtorek, gdy waluta spadła do najniższego poziomu od czterech lat po komentarzach prezydenta Trumpa sugerujących, że jego administracja akceptuje słabszego dolara. Wypowiedzi te zbiegły się z narastającymi spekulacjami o możliwej koordynacji walutowej między Stanami Zjednoczonymi a Japonią, ponieważ władze obu krajów monitorują umocnienie jena i jego implikacje dla handlu oraz stabilności finansowej.

Do tej narracji dokłada się fakt, że Rick Rieder z BlackRock – głośny zwolennik agresywnych cięć stóp procentowych – coraz częściej jest postrzegany jako jeden z głównych kandydatów na następnego przewodniczącego Rezerwy Federalnej. Perspektywa bardziej wyraźnie gołębiego nastawienia polityki pieniężnej, połączona z polityczną tolerancją dla słabości waluty, dodatkowo wzmocniła przekonanie, że dewaluacja pieniądza pozostaje akceptowanym narzędziem polityki.

Łącznie te wydarzenia nadal dolewają paliwa do „handlu dewaluacyjnego”, wspierając popyt na fizyczne sposoby przechowywania wartości, takie jak złoto – i, w konsekwencji, srebro.

Widać obawy, ale część z nich jeszcze się nie ziściła

Co istotne, wiele ryzyk napędzających popyt na złoto nie zmaterializowało się jeszcze w pełni. Zadłużenie fiskalne USA nadal rośnie, ale stres rynkowy jak dotąd wyrażał się głównie w bardziej stromej krzywej dochodowości, a nie w chaotycznych ruchach stóp procentowych czy kredytu. Dolar osłabł, lecz nie załamał się, a napięcia geopolityczne nie eskalowały jeszcze do poziomu zakłóceń na tyle poważnych, by wstrzymać globalny wzrost.

Jednocześnie popyt banków centralnych – wyjątkowo silny w latach 2022–2024 – spowolnił w ubiegłym roku, a zakupy netto zbliżyły się do poziomów sprzed pandemii. Nie podważa to strukturalnych argumentów za złotem, ale oznacza, że prywatne i instytucjonalne napływy odgrywają teraz większą rolę w utrzymaniu cen.

Na tym tle wzrost popytu na twarde aktywa może zacząć słabnąć. W przypadku aktywów nieprzynoszących zysków, takich jak złoto, aby uzasadnić coraz wyższe ceny, konieczne są ciągłe napływy. Dynamika może nadal napędzać ceny w kierunku 6000 USD, jeśli nasilą się ryzyka makroekonomiczne lub polityczne, ale powyżej tego poziomu wzrasta ryzyko konsolidacji, a nie rychłej poważnej korekty.

Obok banków centralnych znaczącym źródłem popytu stała się także Tether Holdings SA, stając się największym znanym posiadaczem złota poza instytucjami oficjalnymi, z raportowanymi zasobami ok. 140 ton. Cotygodniowe zakupy stanowią dodatkowy, nietradycyjny filar wsparcia rynku, wzmacniając zakres popytu stanowiącego podstawę cen złota.

W obecnym rajdzie złota nie widzimy spekulacyjnej anomalii, lecz wyraźny sygnał narastających napięć w globalnej gospodarce. Dynamiczny wzrost cen złota i srebra wynika z polityki administracji Trumpa, która poprzez tolerancję słabszego dolara, ekspansję fiskalną i presję na bardziej gołębi Fed podważa zaufanie do walut niemających pokrycia w kruszcu. W odpowiedzi kapitał coraz szybciej kieruje się ku twardym aktywom, postrzeganym jako ochrona przed dewaluacją pieniądza, ryzykiem politycznym i spadkiem realnej wartości oszczędności. Szybkie dotarcie złota do poziomu 5 000 USD potwierdza, że inwestorzy z wyprzedzeniem dyskontują ryzyka związane z zadłużeniem i nieprzewidywalnością polityki gospodarczej. W tym otoczeniu dywersyfikacja portfela – obejmująca różne waluty, regiony i klasy aktywów – ma fundamentalne znaczenie – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Japonia jako potencjalny czynnik wpływający na płynność

Jedną z niedocenianych zmiennych jest Japonia. W ostatnich tygodniach rynki musiały na nowo ocenić sytuację fiskalną Japonii przed wyborami 8 lutego oraz to, co rosnące rentowności japońskich obligacji skarbowych i potencjalnie silniejszy jen mogą oznaczać dla globalnych przepływów kapitału. Przez dwie dekady Japonia była źródłem zarówno taniego finansowania, jak i stabilności finansowej, wspierając globalną płynność w wielu klasach aktywów.

Odwrócenie tych przepływów miałoby wpływ. Silniejszy jen i wyższe krajowe rentowności mogłyby zachęcić kapitał do powrotu do Japonii, skutecznie wyczerpując część globalnej puli płynności, która wspierała inwestycje zagraniczne w akcje, obligacje i nieruchomości. Choć nie jest to jeszcze scenariusz bazowy, jest to ryzyko, które warto uważnie monitorować – tym bardziej, że w scenariuszu skrajnym mogłoby ono ciążyć akcjom, jednocześnie podbijając rentowności obligacji, potencjalnie wzmacniając popyt na twarde aktywa z perspektywy bezpiecznej przystani.

Złoto pozostaje stabilne; srebro – nie

Podczas gdy wzrost złota jak dotąd przebiegał stosunkowo uporządkowanie, z niewielkimi oznakami klasycznej bańki spekulacyjnej, tego samego nie można powiedzieć o srebrze. Srebro coraz wyraźniej wykazuje oznaki wejścia w strefę bańki, gdzie udział inwestorów detalicznych, spekulacyjne pozycjonowanie i obawa przed utratą okazji (FOMO) są głównymi czynnikami napędzającymi wzrost cen do historycznie wysokich poziomów, zarówno w stosunku do złota, jak i platyny.

To momentum, a nie fundamenty, ma obecnie największy wpływ. Dodatkowo rajd podbiło domykanie krótkich pozycji przez producentów przemysłowych: rosnące ceny wywołały wezwania do uzupełnienia depozytu na zabezpieczeniach futures, co sprawia, że utrzymanie zabezpieczenia przed przyszłą produkcją staje się coraz bardziej bolesne. Dynamika ta może utrzymać się w krótkim okresie, ale jest z natury niestabilna.

W normalnych warunkach około 60% popytu na srebro pochodzi od użytkowników przemysłowych, a popyt ten jest wrażliwy na ceny. Przy obecnych poziomach rośnie ryzyko spadku popytu, szczególnie w sektorze energii słonecznej, gdzie coraz bardziej atrakcyjne staje się zastąpienie srebra miedzią. W tym względzie stare powiedzenie, że „najlepszym lekarstwem na wysoką cenę jest wysoka cena” nadal ma zastosowanie w przypadku srebra. Z kolei złoto jest przede wszystkim metalem monetarnym, traktowanym jako środek przechowywania wartości, i dlatego jest znacznie mniej wrażliwe na spadki popytu spowodowane cenami.

Zmienność jako sygnał ostrzegawczy

Obecny poziom zmienności srebra staje się coraz mniej zrównoważony i zwiększa ryzyko wystąpienia nieuporządkowanych warunków rynkowych, potencjalnie skutkujących gwałtownymi ruchami cen w obie strony. Zarówno dla byków, jak i niedźwiedzi rynek stał się trudny do handlu: szerokie dzienne wahania podważają zarządzanie ryzykiem i dobór wielkości pozycji.

Obecne, intensywne zainteresowanie „białym metalem” – dziś to częsty temat w mediach, przy stołach podczas kolacji, a nawet w miejscach pracy, co nie jest typowe – pokazuje, jak daleko zaszła ta historia. Zainteresowanie to przełożyło się na ekstremalną aktywność w zakresie produktów oferujących ekspozycję na srebro, zwłaszcza popyt detaliczny na monety i małe sztabki. Innym przykładem jest rynek opcji na ETF iShares Silver (SLV), gdzie w poniedziałek łączny wolumen opcji wzrósł do niemal półtora raza w stosunku do bardzo popularnego QQQ ETF śledzącego Nasdaq 100. Co ciekawe, krótka pozycja w SLV spadła do najniższego poziomu od pięciu lat, wynoszącego zaledwie 0,7%, co jest kolejnym sygnałem, że ryzyko związane z pozycjonowaniem staje się coraz bardziej jednokierunkowe.

W perspektywie długoterminowej, nadal oczekujemy poprawy bilansu podaży i popytu na srebro, co zmniejszy jego wspierający wpływ na ceny. Popyt przemysłowy prawdopodobnie spowolni przy podwyższonych cenach, podczas gdy konsumenci na całym świecie mogą skorzystać z hossy, aby sprzedać długo przechowywane sztabki, biżuterię i srebrne wyroby po siedmiokrotnym wzroście cen w ciągu ostatniej dekady. Podaż wtórna, często pomijana podczas hossy napędzanej dynamiką, będzie potrzebowała czasu, aby się ujawnić, ale kiedy to nastąpi, narracja może się szybko zmienić.

Implikacje strategiczne

W skrócie: choć srebro może pozostać zbyt atrakcyjne, by część inwestorów mogła je ignorować w krótkim terminie – zwłaszcza ci stosujący podejście taktyczne lub oparte na dynamice – profil ryzyka i zysku uległ znacznemu pogorszeniu. Cechą charakterystyczną rynku stała się zmienność, a nie kierunek zmian.

Dla inwestorów szukających strategicznej ekspozycji na twarde aktywa nadal postrzegamy złoto jako bardziej solidny wybór. Chociaż po szybkim wzroście powyżej 5000 USD rośnie ryzyko konsolidacji w najbliższym czasie, popyt ze strony banków centralnych, utrzymujące się obawy fiskalne i niepewność geopolityczna powinny nadal chronić złoto przed znaczącą korektą. W świecie, który nadal boryka się z zadłużeniem, nieprzewidywalnością polityki i kruchym zaufaniem do systemów fiducjarnych, złoto pozostaje dojrzałą inwestycją – nawet jeśli obecnie to srebro przyciąga uwagę mediów.

Zwykła obniżka to utrata marży. Retail przechodzi na dynamic pricing

0

Dla niemal 74 proc. konsumentów najbardziej istotnym czynnikiem podczas codziennych zakupów jest cena produktów. W badaniu przeprowadzonym w 2025 roku więcej osób wskazało jedynie na jakość (niemal 79 proc.)[1]. Duże zapotrzebowanie na tanie produkty stawia detalistów przed koniecznością ich zapewnienia. Każda z dróg prowadzących do tego celu wiąże się jednak z wyzwaniami. Wymiana towaru na tańsze alternatywy rodzi ryzyko niespełnienia oczekiwań klientów odnośnie do jakości. Z kolei zmiany organizacyjne są trudne do przeprowadzenia i często wiążą się z wysokimi kosztami. W takiej sytuacji właściciele sklepów rozważają podjęcie trudnej decyzji o obniżeniu marży.

Związana z nią presja jest aktualnie głównym trendem w branży retail. Z jednej strony stanowi szansę na przyciągnięcie klientów, z drugiej zaś wiąże się z ryzykiem utraty rentowności, na której zależy właścicielom sklepów oraz inwestorom. Choć wydaje się, że z sytuacji nie ma dobrego wyjścia, szansą dla detalistów okazują się nowoczesne platformy do zarządzania sprzedażą.

Nadzieja w analityce? Tak, ale nie wszyscy ją widzą

Podniesienie lub obniżenie marży jest decyzją poprzedzoną szeroko zakrojonymi analizami, tak aby ocenić ich wpływ na popyt i wyniki finansowe. Globalne badania pokazują, że detaliści coraz lepiej sobie z nimi radzą – 52 proc. z nich uważa, że skutecznie pozyskuje informacje z danych. To wzrost aż o 14 punktów procentowych względem ubiegłego roku[2]. Choć badania napawają optymizmem, wynika z nich jednocześnie, że nadal blisko połowa detalistów nie wykorzystuje pełnego potencjału analityki. Przyczyny takiej sytuacji mogą być różne – od braku specjalistów, przez ograniczone kompetencje analityczne, aż po strach przed zmianą kultury organizacyjnej. Jak wyjaśnia Michał Miśniakiewicz, Dyrektor ds. Technologii w INEOGroup, sporym problemem jest także rozproszenie i niska jakość pozyskiwanych danych sprzedażowych.

Problem z gromadzeniem danych mają przede wszystkim te sieci sklepów, które od wielu lat korzystają z monolitycznych systemów legacy, czyli przestarzałych aplikacji, w których wszystkie komponenty i funkcjonalności są ze sobą połączone. Ich mało elastyczna architektura utrudnia rozwój poszczególnych funkcjonalności i integrację z zewnętrznymi rozwiązaniami. Jeśli więc wraz z rozwojem firma decyduje się na wdrożenie nowych aplikacji, to muszą one działać na osobnych systemach. Taka sytuacja prowadzi do powstania silosów danych, czyli zbiorów informacji przechowywanych w oddzielnych, izolowanych bazach. Dane o sprzedaży w sklepie stacjonarnym i internetowym, stanach magazynowych czy historii zakupowej klienta mogą więc znajdować się w różnych miejscach, a w żadnym z nich nie będą spójne i pełne. Nie można na ich podstawie podejmować efektywnych decyzji biznesowych, również tych dotyczących marży i innych aspektów wpływających na koszty i przychody, na przykład zatowarowania czy kontroli asortymentu z określoną datą przydatności – mówi Michał Miśniakiewicz, Dyrektor ds. Technologii w INEOGroup.

W kierunku cen dynamicznych

Jednym ze sposobów na obronę przed spadkiem marży jest wykorzystanie strategii dynamic pricing, która polega na dynamicznej zmianie cen produktów w zależności od popytu, dostępności czy aktualnej sytuacji rynkowej. Rozwiązanie z powodzeniem stosowane jest w sprzedaży internetowej, między innymi przez linie lotnicze, platformy przewozowe, a także firmy z branży e-commerce. Skuteczność strategii cen dynamicznych jest ściśle powiązana z analizą danych w czasie rzeczywistym, a nawet analizami predykcyjnymi. Badania pokazują, że przed podjęciem decyzji biznesowych korzysta z nich 46 proc. detalistów[3]. Jak wskazuje Krzysztof Łukaszek, Wiceprezes ds. Sprzedaży w INEOGroup, aby skorzystać z takiej opcji, konieczna jest integracja zdarzeniowa systemów sklepu.

To taki model integracji, w którym poszczególne systemy komunikują się w czasie rzeczywistym poprzez zdarzenia. Mowa przykładowo o sprzedaży produktu – informacja o niej jest automatycznie przekazywana do systemu centralnego, a następnie trafia do innych systemów. Rozwiązanie to zapewnia spójność danych w całym ekosystemie IT, w przeciwieństwie do sytuacji, gdy poszczególne systemy aktualizują się raz na jakiś czas. Jeśli firma chce wprowadzić dynamiczne ceny w sklepie internetowym, uzależniając je od liczby sprzedanych produktów we wszystkich kanałach albo od dostępności w magazynie, integracja zdarzeniowa systemów jest jedynym skutecznym środkiem do tego celu – dodaje Krzysztof Łukaszek, Wiceprezes ds. Sprzedaży w INEOGroup.

Strategia dynamic pricing jest dzisiaj jednym z wielu obszarów funkcjonowania retailu, w którym zastosowanie znalazły narzędzia oparte na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym. Już 37 proc. firm z branży retail przyznaje, że wdrożenie takich technologii pomaga im zwiększyć przychody, a 29 proc. widzi w nich szansę na redukcję kosztów. Dla 28 proc. są one szansą na optymalizację planowania finansowego i prognozowania[4].

Promocje zamiast niższej marży?

Gdy długotrwałe obniżenie marży wydaje się zbyt ryzykowne, detaliści starają się przyciągnąć klientów czasowymi promocjami i zniżkami.  Ich prawdziwą siłę pokazują dane z 2025 roku – po otrzymaniu ciekawej promocji (np. drugiego produktu w niższej cenie) aż 19 proc. konsumentów byłoby skłonnych do zakupu produktu w sklepie stacjonarnym, nawet gdyby znaleźli ten sam produkt w niższej cenie w Internecie. Zaoferowanie kuponu zniżkowego na następne zakupy w tym samym sklepie przekonałoby z kolei 22 proc. osób[5]. Jak tłumaczy Witold Miśniakiewicz, Prezes INEOGroup, opłacalność promocji zależy przede wszystkim od jej formy, a badania wskazują na dużą rolę personalizacji.

Zwykłe obniżenie ceny produktu w ramach promocji nie jest niczym innym jak utratą marży. Jeśli sklep chce zaspokoić potrzeby klienta, a jednocześnie zadbać o własne przychody, konieczne jest tworzenie bardziej złożonych warunków promocyjnych, w których atrakcyjna cena jednego produktu wspiera sprzedaż tych droższych. Bardzo dobrze sprawdzają się również oferty spersonalizowane, oparte na dotychczasowej historii zakupowej. Możliwości w tym zakresie zależą od platformy sprzedażowej sieci sklepów oraz jej przystosowania do sprzedaży wielokanałowej. Gdy firma prowadzi sprzedaż w wielu kanałach offline i online, a każdy z nich działa na odrębnym systemie, dane o kliencie są gromadzone w różnych bazach i skutecznie utrudniają realizację strategii personalizacji. Konieczna jest zatem integracja kanałów i centralizacja zarządzania kampaniami promocyjnymi – wskazuje Witold Miśniakiewicz, Prezes INEOGroup.

Nowe technologie są skutecznym narzędziem w walce ze spadającą marżą. To dzięki nim możliwe stało się znalezienie złotego środka między celami biznesowymi firm z branży retail a oczekiwaniami konsumentów odnośnie taniej i atrakcyjnej oferty produktów. Skorzystanie z tej szansy nie zawsze jest możliwe od razu – czasami musi być poprzedzone transformacją cyfrową, zwłaszcza w przypadku sieci sklepów opierających się na przestarzałych systemach monolitycznych.

Mimo że 74 proc. detalistów przyznaje, że ich priorytety inwestycyjne w zakresie technologii bazują na sprawdzonych wynikach[6], nie wszyscy decydują się na tak dużą zmianę organizacyjną. Powodem są między innymi obawy przed chaosem, przerwaniem ciągłości biznesu, a także kosztami transformacji w kierunku mikroserwisów i integracji zdarzeniowej. Architektura mikroserwisowa, której podstawą jest zbiór niezależnych od siebie serwisów odpowiedzialnych za poszczególne funkcje biznesowe, może być jednak wdrażana stopniowo. Początek roku to dobry czas na rozpoczęcie procesu zmian, które ochronią firmę przed spadkiem marży.

[1] Teraz Polska, 2025, Zachowania zakupowe Polaków

[2] KMPG, 2025, KPMG global tech report: Consumer and retail insights

[3] KMPG, 2025, KPMG global tech report: Consumer and retail insights

[4] KPMG, 2025, Intelligent retail: A blueprint for creating value through AI-driven transformation

[5] Raport e-Izby: Omni-commerce. Kupuję wygodnie 2025

[6] KMPG, 2025, KPMG global tech report: Consumer and retail insights

Polacy przestali czekać na przeceny. 85% nie wierzy w spadek cen mieszkań

Mieszkańcy Polski przestali wierzyć w spadki cen mieszkań, co bezpośrednio przekłada się na ich decyzje zakupowe. Z najnowszego „Monitora nastrojów klientów nieruchomości” Otodom wynika, że aż 85% osób aktywnych na rynku nie spodziewa się już obniżek stawek, a 62% postrzega zakup nieruchomości jako dobrą inwestycję. W efekcie coraz częściej finalizowane są odkładane dotąd decyzje, a wybór między rynkiem pierwotnym a wtórnym w coraz większym stopniu zależy od celu zakupu – własnych potrzeb mieszkaniowych lub lokowania kapitału.

Ostatnie miesiące 2025 roku przyniosły wyraźne ożywienie na rynku nieruchomości, napędzane serią obniżek stóp procentowych oraz świątecznymi promocjami oferowanymi przez deweloperów. To jednak nie tylko czas wzmożonej aktywności zakupowej, lecz także moment istotnej zmiany nastrojów klientów, zarówno w podejściu do samego zakupu, jak i w postrzeganiu rynku pierwotnego oraz wtórnego.

Koniec wiary w spadki cen wpływa na sprzedaż

Po okresie ostrożnego optymizmu osoby planujące zakup nieruchomości porzuciły nadzieję na spadki cen. Z najnowszego „Monitora nastrojów klientów nieruchomości” Otodom wynika, że w IV kwartale 2025 roku odsetek respondentów oczekujących obniżek spadł o 6 p.p. ​ kw/kw do zaledwie 14%. Jednocześnie ponad połowa badanych (55%) jest przekonana, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy stawki wzrosną. Najsilniejsze przekonanie o przyszłych podwyżkach widać wśród młodych dorosłych, czyli osób w wieku 18–34 lata – aż 58% z nich spodziewa się dalszych podwyżek.

„Paradoksalnie, przekonanie o dalszych wzrostach cen nieruchomości zadziałało w obecnych warunkach rynkowych jak katalizator. Przy dużej dostępności ofert i relatywnie stabilnej sytuacji kredytowej zachęciło do finalizowania odkładanych wcześniej decyzji zakupowych, co potwierdzają także wysokie wyniki sprzedażowe na rynku deweloperskim w ostatnich miesiącach 2025 roku. Ta tendencja jest widoczna także w grupie najmłodszych badanych, którzy zamiast czekać na korektę stawek, starają się wyprzedzić kolejne podwyżki i zabezpieczyć swój kapitał w nieruchomościach” – podkreśla Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku, Otodom.

Dopełnieniem tego obrazu jest rosnąca grupa osób przewidujących stabilizację stawek. W IV kwartale 2025 roku 30% respondentów oceniło, że ceny mieszkań pozostaną na obecnym poziomie, co oznacza wzrost o 3 p.p. w porównaniu do III kwartału. W efekcie łączny odsetek aktywnych na rynku nieruchomości mieszkańców Polski, którzy nie widzą w najbliższej przyszłości przestrzeni do obniżek, wzrósł aż do 85%.

Inwestycja czy własny kąt?

Okazuje się, że nieruchomości w Polsce niezmiennie cieszą się statusem bezpiecznej przystani dla kapitału. Z najnowszych danych Otodom wynika, że aż 62% badanych uznaje zakup mieszkania czy domu za dobrą inwestycję , przy czym przekonanie to jest szczególnie silne wśród kobiet (64%) oraz osób w wieku 35–55 lat (65%).

Czy zatem główną grupą kupujących są obecnie inwestorzy indywidualni? Połowa mieszkańców Polski planuje zakup na własne potrzeby, choć motywacje rynkowe stają się coraz bardziej różnorodne. Co szósta osoba zabezpiecza w ten sposób przyszłość bliskich, a 10% stawia na najem długoterminowy.

Wyniki badania pokazują, że cel zakupu w istotny sposób determinuje wybór konkretnego segmentu rynku. O ile rynek wtórny jest domeną osób szukających lokalu dla siebie, o tyle rynek pierwotny stał się magnesem dla inwestorów. To właśnie na nowe inwestycje najczęściej decydują się osoby planujące najem lub chcące zyskać na wzroście wartości nieruchomości w czasie – zaznacza Paweł Jarząbek, ekspert rynku nieruchomości, Otodom.

Szczególnie ciekawie prezentuje się profil najmłodszych uczestników rynku (18–34 lata). W tej grupie odsetek osób kupujących dla siebie jest najwyższy i wynosi 58%. Jednocześnie to właśnie młodzi dorośli częściej niż ogół populacji wykazują zacięcie inwestycyjne w nowoczesnym wydaniu. Aż 9% z nich planuje zakup, aby zdywersyfikować swój portfel inwestycyjny (wobec 4% ogółu), a 7% szuka lokali pod najem krótkoterminowy.

Widoczna u najmłodszych badanych chęć dywersyfikacji kapitału poprzez nieruchomości to sygnał, że mieszkanie przestało być postrzegane wyłącznie jako dach nad głową, a stało się kluczowym elementem budowania strategii finansowej – dodaje Paweł Jarząbek.

Coraz cieńsze granice między rynkami

Wizerunek firm deweloperskich w oczach Polaków wciąż pozostaje wyzwaniem. W ostatnich miesiącach 2025 roku pozytywną ocenę branży wystawiło zaledwie 16% ankietowanych. To najniższy wynik w historii badania. Jednak co ważne, zamiast wzrostu otwartej niechęci, obserwujemy wyraźne przesunięcie nastrojów w stronę środka skali. Już co drugi respondent (50%) ocenia działalność deweloperów jako „ani pozytywną, ani negatywną” (wzrost o 6 p.p. kw/kw).

Klienci nie rezygnują jednak z ofert deweloperskich, ale podziały między rynkiem pierwotnym a wtórnym coraz wyraźniej się zacierają. Dla 33% mieszkańców Polski rodzaj rynku nie ma już kluczowego znaczenia. Przy zbliżonych cenach ofertowych o wyborze decydują dziś przede wszystkim parametry użytkowe takie jak metraż, układ czy infrastruktura społeczna. Ostateczny kierunek decyzji wyznacza jednak cel zakupu. Rynek wtórny dominuje tam, gdzie priorytetem jest cena (37% vs 26%) oraz zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych (55% vs 38%). Nowe inwestycje przyciągają natomiast osoby stawiające na standard wykończenia (15% vs 8%) oraz inwestorów. Aż 24% kupujących od dewelopera planuje wynajem lokalu (wobec 12% na wtórnym), a 21% liczy na zysk z jego przyszłej odsprzedaży.

Dla deweloperów wzrost grupy osób bez sprecyzowanych preferencji oznacza, że ich oferta musi dziś wygrywać nie tylko architekturą, ale przede wszystkim standardem i bezpieczeństwem procesu. Widzimy, że o ile cena jest głównym magnesem na rynku wtórnym, o tyle na rynku pierwotnym klienci szukają wyższego standardu wykończenia i transparentności. Kluczem do sukcesu staje się także umiejętne wpisanie inwestycji w tkankę miejską i infrastruktura społeczna, szczególnie istotna dla młodych nabywców kupujących mieszkanie na swoje potrzeby – podsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

Kurs dolara pod presją po wypowiedziach Trumpa

We wtorek wieczorem wypowiedzi Trumpa przyspieszyły osłabienie dolara amerykańskiego. Jako że ruchy cenowe były chaotyczne, można uznać, że prawdopodobnie były to luźne uwagi. To gwałtowne wybicie z wysokim momentum na chwilę odwróciło uwagę od JPY jako kluczowej pary walutowej z USD, a rynki z niepokojem czekają na wybory w Japonii, które odbędą się 8 lutego.

Prezydent Trump wygłosił we wtorek wieczorem szereg oświadczeń sugerujących, że jego administracja jest zadowolona z osłabienia USD. Zaznaczył, że uważa ostatni spadek wartości dolara za „wspaniały”, ale „mógłby sprawić, że jego wartość wzrosłaby lub spadła jak efekt jojo”. Narzekał też na politykę walutową Chin i Japonii, mówiąc, że te dwa kraje „zawsze chcą dewaluować”. To typowy styl Trumpa i jego uwagi są z pewnością warte reakcji, nawet jeśli najprawdopodobniej nie były to celowe wypowiedzi mające wpłynąć na rynek.

John J. Hardy, główny strateg makroekonomiczny w Saxo Banku zauważa ponadto, że komentarze te wygłoszone we wtorek, gdy płynność była niższa, spowodowały początkowo przesadny spadek wartości dolara amerykańskiego. Kurs EURUSD osiągnął poziom 1,2081, zanim sytuacja została opanowana i cena powróciła do poziomu bliskiego 1,2000. Reakcja wydaje się nieco przesadzona i zbyt szybka, ale trend jest trendem po silnym wybiciu powyżej poziomu 1,1900+. Patrząc na względne wyceny głównych walut, należy skupić się bardziej na kursie USDJPY niż EURUSD, ponieważ euro nie jest tanie, ale do czasu wyborów 8 lutego panuje znaczna niepewność co do par z jenem japońskim.

Dzisiaj odbędzie się posiedzenie FOMC, ale trudno powiedzieć, jak wpłynie to na rynek. Prezes Fed Jerome Powell jest już politykiem schodzącym ze stanowiska, a my czekamy na nominację Trumpa na nowego prezesa Fed, którą prawdopodobnie otrzyma Rick Rieder, główny dyrektor inwestycyjny BlackRock.

Istnieją co najmniej trzy czynniki wpływające na obecne i potencjalne dalsze osłabienie dolara amerykańskiego:

  • Przejście do dominacji fiskalnej. Jednym z nich jest oczekiwanie na gołębią nominację nowego przewodniczącego Fed, który miałby zastąpić Powella w maju. Ogłoszenie tej decyzji może nastąpić lada dzień. To, czy nowy szef Fed będzie w stanie skłonić FOMC do tak agresywnych obniżek stóp, jakich chciałby FOMC albo administracja Trumpa, jest jednak w krótkim terminie wątpliwe – niezależnie od tego, kto obejmie to stanowisko. Ważniejsze jest trwające i nasilające się osłabienie niezależności Fed, ponieważ nowa strategia „krajowego kapitalizmu” realizowana przez administrację Trumpa oznacza powrót do polityki fiskalnej przypominającej gospodarkę wojenną, w której branże i sektory gospodarki kluczowe dla bezpieczeństwa narodowego mogą liczyć na łatwiejszy dostęp do kredytów i skuteczniejsze stopy procentowe niż inne sektory. Stopa procentowa Fed nie ma szczególnego znaczenia, jeśli dysponuje się know-how i zamiarem produkcji materiałów o znaczeniu krytycznym.
  • Strategia „Sell America”. Trend ten wywołała agresywna postawa administracji Trumpa wobec tradycyjnych sojuszników, od Kanady po Europę, co obudziło powszechny opór inwestorów wobec posiadania aktywów amerykańskich, a nawet zmianę nastawienia instytucji i rządów w tej kwestii. Pojawiły się doniesienia, że kanadyjskie oficjalne fundusze emerytalne są nadmiernie skoncentrowane na inwestycjach w Stanach Zjednoczonych, podobnie jak fundusze europejskie. Ma to ogromne konsekwencje dla USD, choć wielu zwraca uwagę, że wielkość amerykańskich rynków kapitałowych wynika z faktu, że dolar jest światową walutą rezerwową, a inne rynki będą miały trudności z absorpcją znacznych przepływów inwestycyjnych. Niemniej jednak narracja pozostaje narracją, jeśli wywołuje pozycjonowanie spekulacyjne. Należy zwrócić uwagę na wczorajsze zmiany kursu NOK po tym, jak powołana przez rząd komisja doradcza wygłosiła ostre komentarze na temat konieczności uwzględnienia ryzyk geopolitycznych.
  • Oznaki, że Stany Zjednoczone są zadowolone z osłabienia USD. Częścią szeroko reklamowanego porozumienia „Mar-a-lago”, przedstawionego przez obecnego tymczasowego prezesa Fed Stephena Mirana, jest osłabienie dolara amerykańskiego w celu zwiększenia konkurencyjności amerykańskiego eksportu i zmuszenia innych mocarstw do płacenia za przywilej korzystania z USD jako globalnej waluty rezerwowej, zamiast absorbowania nadmiernej siły samej waluty. To przekonanie, że Stany Zjednoczone chcą zastosować bardziej zdecydowane podejście do polityki walutowej, wzmacnia trend „Sell America”. Przekonanie, że administracja Trumpa cieszy się z osłabienia dolara amerykańskiego, pogłębiło się w piątek, kiedy Fed w Nowym Jorku „sprawdził” kurs wymiany USD/JPY, co było oznaką, że Stany Zjednoczone chętnie pomogły Japonii w podtrzymaniu jej waluty.

– Na obecną sytuację trzeba patrzeć z rosnącą ostrożnością – sygnały płynące z USA jasno pokazują, że polityka walutowa staje się narzędziem gry gospodarczej. Osłabianie dolara, presja fiskalna i podważanie niezależności Fed zwiększają zmienność oraz ryzyko koncentracji w aktywach amerykańskich. W takich warunkach dywersyfikacja portfela staje się koniecznością i sposobem na ochronę kapitału. Rozłożenie ekspozycji między różne waluty, regiony i klasy aktywów pozwala ograniczyć skutki nagłych decyzji politycznych i rynkowych „efektów jojo” – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

ASML największa firma w Europie rośnie na fali inwestycji w AI

Akcje ASML wzrastają o ponad 6 proc. po dzisiejszej publikacji wyników. W ciągu roku akcje wzrosły już o 113 proc. Holenderski gigant półprzewodników zaskoczył rynek nie tylko rekordowymi wynikami, ale też niespodziewanym boomem na nowe zamówienia. W tle znajduje się wyścig o dominację w sztucznej inteligencji, a budowa centrów danych na jej potrzeby to „największa inwestycja infrastrukturalna w historii ludzkości”. ASML to największa firma w Europie, która umacnia swoją pozycję wśród 20 najcenniejszych spółek świata.

ASML przedstawiło swoje wyniki w środę rano, przed rozpoczęciem notowań na giełdzie w Amsterdamie. Firma osiągnęła w czwartym kwartale przychody na poziomie 9,7 mld euro, co daje łącznie 32,7 mld euro za cały 2025 rok. Roczny zysk netto wyniósł rekordowe 9,6 mld euro. Te wyniki umożliwiają 17-procentową podwyżkę dywidendy oraz uruchomienie nowego programu skupu akcji o wartości 12 mld euro w ciągu trzech lat.

Po publikacji wyników akcje spółki rosną o ponad 6 proc. To kolejna fala wzrostów, bowiem od początku roku wzrosły już o 25 proc., a w ciągu ostatnich 12 miesięcy o 113 proc.

ASML zaskoczyło rynek rekordową wartością nowych zamówień w czwartym kwartale – 13,2 mld euro, czyli niemal dwa razy więcej, niż prognozowali analitycy. Ponad połowa zamówień dotyczyła zaawansowanych maszyn EUV, niezbędnych do produkcji najnowocześniejszych chipów. ASML utrzymuje w tym zakresie pozycję światowego lidera. Urządzenia kupują nie tylko TSMC, ale także Intel i Samsung – czyli czołowi producenci chipów. Także SK Hynix, Micron i ponownie Samsung, produkujący kości pamięci. Jak podkreśla szef NVIDII Jensen Huang, to właśnie połączenie chipów logicznych i pamięciowych jest kluczem do osiągania najlepszych rezultatów w AI, a budowę centrów danych dla AI określił jako „największą inwestycję infrastrukturalną w historii ludzkości”.

Głównym motorem wzrostu ASML była rosnąca globalna presja na rozwój infrastruktury AI, szczególnie ze strony amerykańskich gigantów technologicznych. Zdecydowane działania Stanów Zjednoczonych, zmierzające do uniezależnienia się w produkcji najbardziej zaawansowanych chipów dla sztucznej inteligencji, odbijają się teraz w wynikach ASML. Firma będzie także beneficjentem ogłoszonego zaledwie dwa tygodnie temu zwiększenia wydatków inwestycyjnych przez TSMC.

Mimo świetnych wyników firma ma przed sobą także wyzwania. ASML planuje redukcję zatrudnienia o ok. 1700 etatów by zwiększyć efektywność operacyjną i poprawić marże. Firma zapowiedziała, że w przyszłości przestanie raportować dane o zamówieniach kwartalnych, uznając je za niemiarodajne wskaźniki tempa swojego wzrostu.

Wzrosty cen akcji powodują, że ASML niepodzielnie króluje obecnie jako największa firma w Europie. Jej wycena zbliża się obecnie do poziomu 570 mld dolarów, co stawia ją w jednej lidze z największymi spółkami świata. Na drugim miejscu znajduje się francuski LVMH, dominujący w segmencie dóbr luksusowych, choć ostatnie tygodnie przyniosły wyraźne osłabienie notowań. Trzecie miejsce zajmuje duński Novo Nordisk – lider branży farmaceutycznej, który zyskał rozgłos dzięki przełomowym terapiom na cukrzycę i otyłość. Tuż za nim plasuje się niemiecki SAP, największy producent oprogramowania biznesowego w Europie. Kapitalizacja tych firm jest jednak około dwa razy niższa niż ASML.

ASML umacnia też swoją pozycję w gronie 20 największych firm świata. Wycena rynkowa firmy jest dziś porównywalna z takimi gigantami jak Visa czy ExxonMobil. W perspektywie 2030 roku realna staje się możliwość osiągania przychodów rocznych na poziomie od 44 do nawet 60 mld euro. Kurs akcji jest dziś ustawiony na potencjalny wzrost. Warto jednak pamiętać, że inwestycje w sektor półprzewodników historycznie charakteryzowały się silnymi falami wzrostów i równie gwałtownymi korektami, dlatego inwestorzy powinni być przygotowani na zwiększoną zmienność.

Rzecznik MŚP alarmuje: kary w ustawie o zarządzaniu danymi mogą być nieproporcjonalne

Przyjęcie przepisów służących stosowania w Polsce rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) w sprawie europejskiego zarządzania danymi to przedmiot wystąpienia Minister Agnieszki Majewskiej do Marszałka Sejmu oraz Przewodniczącego sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii. W swoim stanowisku Rzecznik MŚP koncentruje się na zagadnieniu kar za naruszanie obowiązków przewidzianych w rozporządzeniu, podkreślając, że niektóre z proponowanych regulacji budzą wątpliwości co do ich adekwatności, a nawet konieczności ich wprowadzenia.

Materia ta wymaga dużej ostrożności ze strony prawodawcy. Do Rzecznika trafia bowiem wiele skarg ze strony przedsiębiorców, którzy na podstawie zróżnicowanych ustaw administracyjnoprawnych padają ofiarą nieproporcjonalnych sankcji. Ochroną przed nimi i istotną gwarancją praw mikro- oraz małych i średnich przedsiębiorców jest rozdział IVA k.p.a., który porządkuje i ujednolica kwestie dotyczące nakładania i wymierzania kar. Tymczasem projektowana ustawa o zarządzaniu danymi wyłącza stosowanie przepisów art. 189d-189f Kodeksu postępowania administracyjnego, co może otwierać drogę do nakładania niesprawiedliwych sankcji. Dlatego Minister Majewska postuluje zaniechanie tego rozwiązania i wykreślenie go z projektu ustawy.

Faktoring w Polsce w ofensywie: więcej klientów, więcej faktur, szybsze tempo

Rynek faktoringu w Polsce w 2025 roku wyraźnie przyspieszył i ponownie wszedł w fazę dwucyfrowego wzrostu obrotów. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów wykupiły w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy wierzytelności o łącznej wartości blisko 520 mld zł, co oznacza wzrost obrotów o 10,4%. w ujęciu rok do roku. Dla porównania, w 2024 roku dynamika rynku wyniosła 4,7%, co pokazuje wyraźne odbicie i powrót do bardziej zdecydowanego tempa rozwoju.

Członkowie PZF udzielili w 2025 roku finansowania ponad 33 tys. przedsiębiorstw, czyli o blisko jedną czwartą więcej niż rok wcześniej. Firmy te przedstawiły do wykupu 31,5 mln faktur, co oznacza wzrost wolumenu obsługiwanych dokumentów o 10% w porównaniu z 2024 rokiem. Dane te potwierdzają, że faktoring jest coraz częściej wybieranym narzędziem finansowania bieżącej działalności, nie tylko przez dużych graczy rynkowych, ale również przez sektor małych i średnich przedsiębiorstw.

Faktoring, osiągając ponad trzykrotnie szybszy wzrost niż wzrost PKB, ponownie udowodnił, że jest jedną z najdynamiczniej rosnących form finasowania przedsiębiorstw. Ponad 65% wzrost wartości obrotu faktoringu pełnego eksportowego pokazuje, że nie ma lepszej formy finansowania, która jednocześnie poprawia płynności firmy oraz znosi ryzyko braku zapłaty za fakturę  – mówi Paweł Kacprzak, członek zarządu BNP Paribas Faktoring.

Na tle danych z poprzedniego roku szczególnie widoczny jest skokowy wzrost liczby przedsiębiorstw korzystających z usług faktoringowych. Podczas gdy w 2024 roku z finansowania korzystało nieco ponad 27 tys. firm, w 2025 roku liczba ta przekroczyła 33 tys., co pokazuje rosnącą świadomość korzyści płynących z tego rozwiązania w warunkach zmiennego i wymagającego otoczenia gospodarczego. Wzrost ten rynek zawdzięcza nowym firmom faktoringowym oferującym finansowanie dla mniejszych firm oraz dla wybranych branż, np. transportowej. Jest to oznaka ciągłego rozwoju branży oraz postępującej specjalizacji graczy rynkowych..

Przedsiębiorcy coraz częściej sięgają po faktoring nie tylko po to, by szybciej uwolnić środki z wystawionych faktur, ale także po to, by ograniczać ryzyko prowadzenia działalności. Widzimy rosnące zainteresowanie rozwiązaniami, które łączą finansowanie z elementami zabezpieczenia transakcji, czyli faktoringiem pełnym. W warunkach podwyższonej liczby niewypłacalności i utrzymującej się niepewności makroekonomicznej takie podejście staje się dla firm realnym wsparciem w zachowaniu stabilności finansowej – podsumowuje Paweł Kacprzak.

Na tle wyników z poprzednich lat rok 2025 można uznać za moment wyraźnego umocnienia pozycji faktoringu na rynku finansowania przedsiębiorstw w Polsce. Dwucyfrowy wzrost obrotów, znaczący przyrost liczby klientów oraz rosnąca skala obsługiwanych faktur potwierdzają, że usługa ta coraz częściej pełni rolę stabilnego filaru zarządzania płynnością finansową firm. Wszystko wskazuje na to, że faktoring pozostanie jednym z kluczowych narzędzi wspierających działalność przedsiębiorstw także w kolejnych latach, niezależnie od zmieniających się warunków gospodarczych.

Sztuczna inteligencja miała uprościć rekrutację – a zaczyna ją komplikować. 3 na 4 kandydatów uważa, że AI ocenia ich niesprawiedliwie

Sztuczna inteligencja miała przyspieszyć i uporządkować procesy rekrutacyjne. Tymczasem coraz częściej prowadzi do spadku zaufania – zarówno po stronie kandydatów, jak i pracodawców. Choć według raportu World of Work Trends 2026 opublikowanego przez Top Employers Institute, co drugi pracodawca uważa, że AI wesprze go właśnie w rekrutacji, wiele firm przekonuje się, że technologia wdrażana bez jasno określonego celu, zasad i systemu weryfikacji komplikuje proces zamiast go usprawniać. Obecnie połowa polskich pracodawców (49%) systematycznie ocenia swoje wdrożenia AI, aby sprawdzić, jak współpraca ludzi z technologią wpływa na firmę i pracowników.

Sztuczna inteligencja stała się codziennym elementem procesu rekrutacyjnego po obu stronach rynku pracy. Kandydaci wykorzystują ją do przygotowywania CV, dopasowywania aplikacji do ofert czy porządkowania swojego doświadczenia zawodowego. Pracodawcy sięgają po narzędzia wspierające preselekcję, analizę dopasowania kompetencji czy organizację procesów rekrutacyjnych. Jak wynika z badania Gartnera przeprowadzonego wśród 3 290 kandydatów, 39% z nich korzystało z AI podczas aplikowania. Choć takie wsparcie technologiczne nie musi być samo w sobie nieetyczne, prognozy pokazują skalę wyzwania: do 2028 roku nawet 25% CV może być w takim stopniu przeredagowanych przez AI, że będzie można je uznać za fałszywe.

Kandydaci pod presją algorytmu

Sami poszukujący pracy mają jednocześnie świadomość, że AI jest wykorzystywana przez pracodawców. Według Gartnera, ponad połowa kandydatów uważa, że ich aplikacje są oceniane automatycznie, a tylko 26% wierzy, że taka ocena jest sprawiedliwa.

Dodatkowo badania opublikowane przez Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS) wskazują na tzw. „efekt bycia ocenianym przez AI”. Polega on na tym, że uczestnicy procesu rekrutacyjnego zaczynają eksponować cechy i kompetencje, które ich zdaniem są faworyzowane przez algorytmy. W efekcie pracodawcom trudniej podjąć rzetelną decyzję, a kandydatom znaleźć stanowisko dopasowane do ich rzeczywistych predyspozycji.

Potrzeba weryfikacji

Wyraźnie widać, że istnieje przestrzeń do poprawy – zarówno w sposobie, w jaki kandydaci korzystają z nowoczesnych narzędzi, jak i w tym, jak organizacje wdrażają AI oraz komunikują jej rolę. Top Employers Institute zwraca uwagę, że obecne napięcia wokół AI mają wspólne źródło: brak jasno określonych zasad. Problem nie dotyczy jednak wyłącznie etapu aplikowania. Jak pokazują dane S&P Global, średnio 46% projektów AI jest porzucanych pomiędzy fazą pilotażu a pełnym wdrożeniem, a odsetek firm rezygnujących z ponad połowy swoich inicjatyw AI wzrósł rok do roku z 17% do 42%.

Obecnie problemem nie jest to, że firmy wdrażają AI zbyt wolno, lecz że robią to bez refleksji nad efektem, jaki ma ona wywierać na procesy HR i decyzje personalne. Widzimy wiele projektów, które kończą się na etapie pilotażu, bo zabrakło jasnej intencji: po co ta technologia ma być wykorzystywana w rekrutacji i jakie decyzje dotyczące ludzi ma realnie wspierać. Sukces AI nie powinien być definiowany przez tempo wdrożenia, ale przez jakość decyzji HR podejmowanych przez ludzi, przy wsparciu technologii – mówi Katarzyna Konieczna-Michałek, Senior HR Auditor w Top Employers Institute.

W odpowiedzi na te wyzwania raport wprowadza koncepcję „AI with intent”, czyli podejścia opartego na świadomych decyzjach dotyczących tego, gdzie AI realnie wspiera lepsze decyzje, w których momentach niezbędny jest ludzki osąd i jak zapewnić przejrzystość i odpowiedzialność całego procesu.

Jak pokazują dane Top Employers Institute, obecnie niemal połowa pracodawców w Polsce (49%) systematycznie ocenia swoje wdrożenia AI, aby upewnić się, że współpraca człowieka z technologią równoważy potrzeby organizacji z wpływem na pracowników. To powyżej średniej globalnej – gdzie taką weryfikację wdrożyło 40% organizacji. Polskie firmy wyprzedzają też nieco średnią międzynarodową, jeśli chodzi o wdrożenie systemu zasad etycznego wykorzystania sztucznej inteligencji – wprowadziło go 48% przedsiębiorstw, w porównaniu do 45% globalnie.

Celem nie jest wycofanie się z technologii, lecz jej świadome wykorzystywanie. Rekrutacja jest pierwszym poligonem doświadczalnym, ale lekcje, które wyciągamy będą miały o wiele szersze zastosowanie, w różnych obszarach działania HR i całej organizacji, zwłaszcza tam, gdzie AI jest wsparciem w podejmowaniu decyzji – dodaje Katarzyna Konieczna-Michałek, Top Employers Institute.

Pięć trendów kształtujących miejsca pracy w 2026 roku

Dane dotyczące wykorzystania AI w rekrutacji pochodzą z raportu World of Work Trends 2026. Publikacja identyfikuje pięć kluczowych trendów kształtujących środowisko pracy: Purpose in Practice – czyli przechodzenie od deklaracji do realnego osadzania celu organizacji w codziennych decyzjach, AI with Intent – świadome i odpowiedzialne wykorzystywanie sztucznej inteligencji, Structured Flexibility – elastyczność pracy opartą na jasno określonych zasadach, Designing for Productivity – projektowanie pracy wokół zadań o najwyższej wartości oraz The Stability Paradox – równoważenie potrzeby bezpieczeństwa pracowników z koniecznością adaptacji organizacji do zmian. Raport powstał na podstawie analizy zanonimizowanych danych z 2 358 certyfikowanych organizacji na całym świecie, zebranych w ramach badania Top Employers Institute.

Europejski Dzień Ochrony Danych Osobowych – moment na cyfrowy rachunek sumienia

Przypadający na 28 stycznia Europejski Dzień Ochrony Danych Osobowych to dobra okazja, by przypomnieć o znaczeniu szyfrowania w ochronie informacji przed szpiegowaniem i innymi działaniami naruszającymi prywatność. Chociaż od ujawnienia przez Edwarda Snowdena wycieków dotyczących działalności amerykańskiej NSA minęło już niemal 13 lat, debata wokół szyfrowania typu end-to-end wciąż pozostaje aktualna, ostatnio w kontekście sporu wokół inicjatywy Chat Control. Eksperci Sophos ostrzegają, że próby wprowadzania backodoorów oraz polityki „autoryzowanego dostępu” do danych nie zwiększają poziomu bezpieczeństwa, a wręcz mogą go obniżać.

Na czynniki ryzyka związanego z takim podejściem zwraca uwagę Chester Wisniewski, Director, Global Field CISO w Sophos. Podkreśla on na podstawie doświadczeń ostatnich lat, że osłabianie mechanizmów ochrony prywatności prowadzi do skutków odwrotnych od zamierzonych.

Stosowanie backdoorów oraz polityki „autoryzowanego dostępu” nie działa. Widzieliśmy liczne przypadki, w których amerykańskie firmy technologiczne zostały oszukane przez grupy cyberprzestępcze takie jak LAPSUS$ i Scattered Spider, które podszywały się pod organy ścigania, aby uzyskać „legalny dostęp” do danych osobowych ludzi – mówi Chester Wiśniewski.

Ekspert wskazuje jednocześnie, że fundamentem bezpieczeństwa w cyfrowym świecie pozostaje kontrola użytkownika nad własnymi danymi: – Szyfrowanie pozwala nam udostępniać to, co chcemy, kiedy chcemy i komu chcemy. Rozpoczynając od założenia, że to użytkownik sprawuje kontrolę, dajemy mu możliwość bezpiecznego i świadomego dzielenia się danymi za jego zgodą. Dzień Ochrony Danych Osobowych to dobry moment, aby przejrzeć aplikacje, platformy i media społecznościowe, z których korzystamy na co dzień i ocenić, czy są one bezpiecznym wyborem na przyszłość.

W tym kontekście Sophos przedstawia pięć praktycznych wskazówek dla lepszej ochrony danych:

  1. Wybieraj odpowiednie hasła

Warto uporządkować swoje hasła i włączyć uwierzytelnianie dwuskładnikowe. Menedżer haseł ułatwia zmianę starych haseł, zastąpienie ich nowymi i silnymi oraz stosowanie różnych kombinacji dla każdego konta. Chroni on również przed fałszywymi stronami. Jeśli użytkownik trafi na nieprawdziwą, phishingową stronę logowania do banku, menedżer haseł jej nie rozpozna i nie wstawi żadnego hasła. Z kolei w ramach uwierzytelniania dwuskładnikowego zazwyczaj wykorzystywane są jednorazowe kody wysyłane na telefon w wiadomości SMS lub generowane za pomocą aplikacji. Użytkownikowi ta dodatkowa czynność nie zabiera wiele czasu, ale dla przestępców stanowi ogromne utrudnienie.

  1. Przejrzyj ustawienia prywatności

Większość systemów operacyjnych, aplikacji i kont online pozwala użytkownikowi zdecydować, ile informacji chce udostępniać, kiedy i w jaki sposób. Przy okazji Dnia Ochrony Danych Osobowych warto zadać sobie pytania, czy każda aplikacja w telefonie rzeczywiście powinna mieć dostęp do lokalizacji? Czy istnieje potrzeba, aby pozostawać zalogowanym na swojej ulubionej stronie internetowej przez wiele tygodni? Czy aplikacje powinny mieć prawo publikowania treści w mediach społecznościowych w imieniu właściciela konta?

Nie istnieje jedna uniwersalna zasada w tym zakresie, ponieważ każda aplikacja i strona zawiera własny zestaw opcji i ich nazw oraz inne menu konfiguracji, w którym można dostosować ustawienia. Dlatego warto, aby użytkownicy samodzielnie poświęcili chwilę na odnalezienie odpowiednich ustawień i świadomie zdecydowali, które z nich chcą zmienić.

  1. Nie udostępniaj wizerunków i danych innych osób bez ich zgody

Media społecznościowe mogą być świetną zabawą i właśnie po to zostały stworzone. Nie należy w nich jednak dzielić się każdą informacją, a tym bardziej udostępniać treści o innych osobach bez ich zgody. Warto wyrobić w sobie nawyk, aby zawsze prosić o pozwolenie, niezależnie od tego, jak mało istotne może się to wydawać. Dzięki temu użytkownik pokazuje również, jak sam chciałby być traktowany przez znajomych. Ponadto, publikowane treści mogą przypadkowo dostarczać cyberprzestępcom informacji, które nie powinny być jawne, jak miejsce zamieszkania, data urodzin czy fakt, że ktoś spędza czas poza domem, który stoi wtedy pusty. Informacje tego rodzaju mają dla przestępców realną wartość.

  1. Zachowaj szczególną ostrożność w pracy

W kontekście pracy warto zachować szczególną uważność na to, jakimi danymi się dzielimy. Wycieki danych firmowych, a zwłaszcza informacji powierzonych przez klientów i takich, które zgodnie z prawem muszą być chronione, mogą mieć niezwykle poważne konsekwencje. Nierozważne obchodzenie się z zasobami firmowymi może mieć wpływ bezpośrednio na sytuację pracownika: od odpowiedzialności dyscyplinarnej po realne zagrożenie dla jego miejsca pracy.

  1. Znaj swoje granice prywatności

Każdy użytkownik powinien samodzielnie określić wartość swoich danych osobowych: ile jest gotów udostępnić i co otrzymuje w zamian. Jeśli firma lub strona internetowa prosi o więcej informacji, niż faktycznie potrzebuje, nie należy temu ulegać. Na przykład wypożyczalnia samochodów ma uzasadnione powody, by poprosić o potwierdzenie adresu przed przekazaniem kluczyków do pojazdu wartego 100 tys. złotych. Jednak, jeśli portal informacyjny lub hotspot w kawiarni domaga się podania adresu zamieszkania albo daty urodzenia, warto się zastanowić, do jakich celów miałyby te dane posłużyć i dlaczego w ogóle należy je udostępniać.

AI zmienia zasady gry w bankowości, w stawce niemal 300 mld USD

Sektor bankowy wkracza w erę, w której technologia decyduje o przetrwaniu. Raport Accenture „Top Banking Trends for 2026” szacuje, że ponad 70 proc. klientów byłoby skłonnych do korzystania z inteligentnych asystentów AI w ramach aplikacji mobilnej banku ich pierwszego wyboru. Jednocześnie 2/3 klientów jest otwartych na zarządzanie swoimi finansami poprzez korzystanie z asystentów AI poza aplikacją bankową, co może osłabić ich lojalność wobec banków. Accenture szacuje, że wdrożenie AI w 200 największych bankach świata w ciągu trzech lat może przynieść łączne korzyści rzędu 289 mld USD, zarówno dzięki wzrostowi przychodów, jak i obniżeniu kosztów operacyjnych.

Raport został opracowany na podstawie badań ilościowych przeprowadzonych wśród klientów, jak i kadry kierownicznej banków oraz wniosków z setek rozmów z prezesami, członkami rad nadzorczych i zarządów banków. Wnioski są jednoznaczne: dzięki sztucznej inteligencji branża wkracza w erę „bankowości bez barier” i już dziś może zwiększać skalę działalności i produktywność bez proporcjonalnego wzrostu kosztów operacyjnych. Warunek jest jeden: zmiany technologiczne muszą zostać wsparte przebudową modeli decyzyjnych, infrastruktury i organizacji pracy. Brak reakcji na te zmiany oznacza dla banków realne ryzyko utraty konkurencyjności.

Autorzy podkreślają, że mimo skali zmian fundamenty bankowości, czyli zaufanie, bezpieczeństwo i relacje z klientami pozostaną niezmienne. Przewagę konkurencyjną w nadchodzących latach zbudują jednak te instytucje, które wykorzystają AI nie tylko do redukcji kosztów, lecz przede wszystkim do wzrostu przychodów, lepszego zarządzania ryzykiem oraz tworzenia bardziej produktywnych i atrakcyjnych ról dla pracowników.

Cyfrowy pieniądz rewolucjonizuje branżę

Jednym z najsilniejszych trendów opisanych w raporcie jest zmiana charakteru pieniądza i płatności. Stablecoiny, waluty cyfrowe banków centralnych oraz tokenizowane depozyty przechodzą z etapu pilotaży do realnego wykorzystania na dużą skalę. Analiza obejmująca okres od listopada 2024 do października 2025 roku pokazuje, że skorygowany roczny wolumen transakcji stablecoinami powiązanych bezpośrednio z płatnościami sięgnął 10,7 bln USD. To poziom odpowiadający 81 proc. wolumenu płatności realizowanych przez Visa oraz ponad sześciokrotności wolumenu PayPal.

Według prognoz Accenture, do 2030 roku nawet 13 bln USD wartości transakcji międzynarodowych B2B realizowanych przez największe przedsiębiorstwa może zostać przeniesione do alternatywnych metod płatności, narażając banki na utratę około 13 mld USD przychodów z opłat transakcyjnych. Jednocześnie przeważająca większość (87 proc.) instytucji finansowych analizuje dziś wykorzystanie tokenizacji, która ma przyczynić się do poprawy płynności i efektywności rozliczeń. W praktyce jednak 76 proc. z nich musi znacząco przyspieszyć modernizację kluczowych systemów i architektury rozliczeniowej, aby w pełni umożliwić funkcjonowanie rozwiązań określanych mianem „inteligentnego pieniądza”.

Przez lata banki funkcjonowały w przekonaniu, że pieniądz jest „ich” z definicji, bo depozyt leży na rachunku, a klient przychodzi do oddziału albo korzysta z aplikacji. Dziś pieniądz porusza się szybciej niż instytucje, które go obsługują. Stablecoiny czy tokenizacja nie są problemem technologicznym, lecz organizacyjnym i decyzyjnym. W wielu bankach ambicje biznesowe wyprzedzają gotowość infrastruktury o kilka lat, co oznacza, że realna konkurencja już trwa, tylko jeszcze nie zawsze widać ją w wynikach – mówi Dominika Bosek-Rak, Liderka badań nad płatnościami w Europie w Accenture, członkini zespołu tworzącego raport „Top Banking Trends for 2026”.

Decyzje bliżej algorytmów

Zmiany w infrastrukturze pieniądza idą w parze z transformacją doświadczenia klienta. Bankowość coraz częściej przenosi się do konwersacyjnych interfejsów opartych na AI, które stają się nowym pierwszym punktem kontaktu z instytucją finansową. Ponad 70 proc. klientów deklaruje chęć skorzystania z inteligentnych asystentów AI, jeśli takie zostaną zaoferowane przez ich bank pierwszego wyboru.

Jednocześnie 35 proc. klientów jest już gotowych pozwolić sztucznej inteligencji na samodzielne podejmowanie decyzji zakupowych w ich imieniu. To znacząco zwiększa ryzyko osłabienia bezpośredniej relacji bank-klient, zwłaszcza jeśli instytucje finansowe nie będą w stanie osadzić swoich usług w ekosystemach, w których decyzje podejmowane są automatycznie i w czasie rzeczywistym.

Presja konkurencyjna coraz wyraźniej dotyczy również bilansów banków. Fintechy, emitenci stablecoinów oraz niebankowi pożyczkodawcy konkurują dziś z bankami o pozycje bilansowe o łącznej wartości przekraczającej 200 bln USD. Analizy Accenture pokazują, że 53 proc. klientów detalicznych nie zna oprocentowania swoich oszczędności. W połączeniu z asystentami AI automatycznie wyszukującymi lepsze oferty depozytowe może to prowadzić do zwiększonej presji na marże odsetkowe i dalszej erozji lojalności klientów.

Raport wskazuje również na głęboką zmianę sposobu organizacji pracy w bankach. Agentowa AI umożliwia pracownikom koordynowanie zespołów cyfrowych współpracowników i osiąganie wykładniczych efektów biznesowych. To prowadzi do sytuacji, w której produktywność pojedynczego pracownika może wzrosnąć nawet kilkukrotnie. Autorzy wyraźnie podkreślają, że sztuczna inteligencja będzie przede wszystkim katalizatorem efektywności, a nie prostym substytutem zatrudnienia. Podobnie postrzega to kadra kierownicza banków – zaledwie 6 proc. liderów IT w sektorze bankowym deklaruje plany redukcji tradycyjnych ról. Oznacza to przesunięcie akcentu z redukcji etatów na przebudowę kompetencji, odpowiedzialności i modeli decyzyjnych.

Największym nieporozumieniem wokół AI w bankowości jest przekonanie, że jej głównym efektem będą zwolnienia. Problemem nie jest nadmiar ludzi, tylko niedobór kompetencji i zdolności decyzyjnych. AI nie eliminuje pracy, ona obnaża procesy utrzymywane latami siłą przyzwyczajenia. Banki, które traktują sztuczną inteligencję wyłącznie jako narzędzie do cięcia kosztów, szybko odkryją, że oszczędzają tam, gdzie akurat powstaje nowa wartość – ostrzega Dariusz Orynek, Manager w Accenture. – Dlatego kluczowe staje się przejście w stronę humanokracji: organizacji, w której technologia wzmacnia sprawczość ludzi, a decyzje zapadają bliżej klienta i problemu, a nie w cieniu wielopiętrowych procedur. Jeśli AI ma realnie podnosić produktywność, bank musi uprościć zasady gry, skrócić ścieżki akceptacji i oddać więcej odpowiedzialności zespołom. Automatyzacja bez zaufania i autonomii jedynie przyspiesza biurokrację – dodaje lider zespołu analitycznego tworzącego raport „Top Banking Trends for 2026”.

Skala potencjalnych korzyści ekonomicznych jest znacząca. Jak wskazują analizy Accenture, skuteczne wdrożenie generatywnej AI w 200 największych bankach świata w ciągu najbliższych trzech lat może przynieść łączne korzyści rzędu 289 mld USD, wynikające ze wzrostu przychodów o około 5 proc. oraz ograniczenia kosztów operacyjnych o 8 proc.

Uwolnienie potencjału

Jednym z najbardziej kosztownych obciążeń sektora bankowego pozostaje obsługa przestarzałych systemów informatycznych. Obecnie około 70 proc. budżetów IT banków przeznaczanych jest na bieżące utrzymanie istniejących rozwiązań oraz spełnianie wymogów regulacyjnych. W ostatnich dwóch dekadach koszty technologii w sektorze rosły średnio czterokrotnie szybciej niż przychody, a od 2017 roku koszty oprogramowania zwiększają się w tempie około 8 proc. rocznie. Generatywna AI po raz pierwszy umożliwia modernizację kluczowych systemów w tempie i skali odpowiadającej skali problemu, przy jednoczesnym uwolnieniu potencjału zespołów technologicznych.

Fed + Big Tech + Trump: kumulacja wydarzeń może rozbujać kurs dolara i Nasdaq

Dzisiejszy wieczór może przynieść wyjątkowo wysoką zmienność na rynkach finansowych, ponieważ kumulują się czynniki o dużej wadze: decyzja Rezerwy Federalnej, publikacje wyników Tesli, Microsoftu i Mety oraz ostatnie wypowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczące kursu dolara. Ich łączny efekt może istotnie wpłynąć zarówno na notowania indeksu Nasdaq 100, jak i na dalsze zachowanie amerykańskiej waluty. Komentarze prezydenta Trumpa, w których bagatelizował on gwałtowne osłabienie dolara, zostały przez rynek odebrane jako ciche przyzwolenie na słabszą walutę. W efekcie indeks dolara zszedł do najniższych poziomów od niemal czterech lat. Euro, funt oraz frank szwajcarski wyraźnie umocniły się wobec waluty USA, a ceny złota osiągnęły nowe historyczne rekordy.

W tym kontekście kluczowa będzie dzisiejsza decyzja Fedu, od której powszechnie oczekuje się utrzymania stóp procentowych w przedziale 3.5–3.75%. Znacznie większe znaczenie niż sama decyzja będzie miał jednak ton konferencji prasowej prezesa Jerome’a Powella. Jeżeli podkreśli on brak pośpiechu w dalszym luzowaniu polityki pieniężnej z uwagi na inflację wciąż wyraźnie powyżej celu 2%, może to chwilowo ustabilizować dolara i ostudzić euforię na Nasdaq 100, który obecnie zbliża się do październikowych rekordów. Z kolei sygnały otwartości na kolejną obniżkę stóp jeszcze w tym roku, zgodnie z grudniową medianą projekcji, mogłyby wzmocnić narrację o słabszym dolarze i wesprzeć wyceny spółek.

Dodatkowym źródłem impulsów będą wyniki największych spółek technologicznych. Tesla kończy rok fiskalny 2025 w trudnym otoczeniu rynkowym. Oczekiwany spadek przychodów rok do roku oraz nasilająca się presja konkurencyjna ze strony Chin mogą ciążyć notowaniom spółki w krótkim terminie, zwłaszcza jeśli prognozy na 2026 rok okażą się ostrożne. Z drugiej strony inwestorzy mogą skupić się na potencjale średnioterminowym, wynikającym z rozwoju tańszych modeli, segmentu energetycznego, a także projektów związanych ze sztuczną inteligencją i autonomią, co mogłoby ograniczyć skalę ewentualnej negatywnej reakcji rynku. Wyniki Microsoftu i Meta Platforms będą natomiast testem dla narracji o utrzymującym się silnym popycie na rozwiązania oparte na AI, która w ostatnich kwartałach stanowiła główne paliwo wzrostów indeksu Nasdaq 100.

Kumulacja tych wydarzeń sprawia, że rynek znajduje się obecnie w punkcie równowagi pomiędzy dwoma scenariuszami. Z jednej strony słabszy dolar, gołębi wydźwięk Fedu oraz solidne wyniki spółek technologicznych mogłyby wywołać kolejną falę wzrostów na Nasdaq 100. Z drugiej strony jastrzębi ton Powella lub rozczarowujące prognozy największych spółek mogą zaowocować gwałtowną korektą i umocnieniem dolara. W rezultacie pod koniec dnia inwestorzy powinni liczyć się z podwyższoną zmiennością zarówno na rynku akcji, jak i na rynku walutowym.

MAZOP Group S.A. zwiększa backlog zamówień na 2026 r. o ponad 52 proc.

MAZOP Group S.A., polski producent opakowań dla e-commerce, przemysłu i branży motoryzacyjnej, osiągnął portfel zamówień (backlog) zakontraktowanych na 31 grudnia 2025 r. na poziomie 5,77 mln zł. Oznacza to wzrost o ponad 52% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Ponadto spółka planuje w tym roku zwiększyć swoją obecność na rynkach węgierskim i rumuńskim oraz rozwija linię opakowań membranowych Fixbox.

Wzrost portfela zamówień to bezpośredni efekt utrzymującej się wysokiej aktywności sprzedażowej na kluczowych rynkach zagranicznych, przede wszystkim w Niemczech, Holandii i krajach skandynawskich, które pozostają dla nas głównymi kierunkami eksportu. Jednocześnie budujemy coraz silniejsze relacje z dużymi klientami, co przekłada się na większe i bardziej przewidywalne wolumeny zamówień. Mamy konkretne plany dalszej ekspansji na kolejne rynki, ale nie zapominamy również o Polsce, gdzie wciąż widzimy istotny potencjał wzrostu sprzedaży – mówi Krzysztof Rusin, prezes MAZOP Group S.A.

Produkty MAZOP Group dostarczane są obecnie do klientów w 24 krajach. Spółka przygotowuje się do wzrostu sprzedaży na Węgrzech i w Rumunii, jako perspektywicznych rynkach rozwoju. W ramach przygotowań spółka uruchamia dedykowane wersje strony internetowej w języku węgierskim i rumuńskim oraz rozpoczyna współpracę z lokalnymi przedstawicielami handlowymi, których zadaniem będzie pozyskiwanie klientów i rozwój sprzedaży na tych rynkach.

Istotnym elementem strategii produktowej, oprócz opakowań dla e-commerce, pozostaje dalszy rozwój segmentu opakowań ochronnych, w szczególności linii Fixbox.  W 2025 roku sprzedaż produktów z tej kategorii wzrosła o 36%, a spółka zakłada dalszą dynamiczną ekspansję tego segmentu w 2026 roku.

– W pierwszym kwartale tego roku instalujemy nową maszynę do produkcji opakowań membranowych Fixbox. Inwestycja pozwoli na produkcję większych opakowań, które do tej pory nie były możliwe do realizacji. To konsekwencja strategii rozwoju tego konkretnie produktu, którego portfel zamówień z roku na rok dynamicznie wzrasta, jak również założenia poszerzania kategorii opakowań ochronnych. Jesteśmy również w trakcie przygotowywania inwestycji automatyzacji transportu wewnętrznego, która znacząco obniży koszt związany z przewożeniem gotowych wyrobów po hali produkcyjnej. Zakładamy zakończenie inwestycji w drugim kwartale tego roku. – dodaje Krzysztof Rusin, prezes MAZOP Group S.A.

W 2026 roku MAZOP Group planuje kontynuować wzrost przychodów w tempie co najmniej zbliżonym do 2025 roku, co przy lepszym rozłożeniu kosztów stałych, powinno przełożyć się na dalszą poprawę wyników finansowych. Spółka koncentruje się na poprawie efektywności operacyjnej poprzez optymalizację procesów, a nie poprzez kosztowne inwestycje w nowy park maszynowy.

Podejrzenie zmowy cenowej na rynku IT. AB, Action, GT Group Tomaszek i Beko pod lupą UOKiK

0

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął postępowanie wyjaśniające dotyczące podejrzeń porozumień ograniczających konkurencję przy sprzedaży sprzętu elektronicznego w Polsce. UOKiK analizuje, czy konsumenci mogli przepłacać za popularne produkty z segmentów IT, RTV i AGD, a ewentualna zmowa mogła obejmować sprzęt wielu marek.

Do Urzędu napłynęły sygnały wskazujące na możliwość zawarcia niedozwolonych uzgodnień rynkowych dotyczących sprzedaży m.in. komputerów, laptopów, telewizorów, pralek, lodówek, kuchenek, odkurzaczy czy suszarek do włosów. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreślił, że sprawa może mieć szeroki zakres, a Urząd prowadzi analizę materiału dowodowego.

– Sprawa może mieć bardzo szeroki zakres, obejmując urządzenia wielu marek. Analizujemy obszerny materiał dowodowy zebrany w trakcie przeszukań – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

W ramach działań dowodowych UOKiK zlecił przeszukania, które – za zgodą sądu i w asyście policji – odbyły się w siedzibach trzech największych hurtowych dystrybutorów sprzętu AGD, RTV i IT w Polsce: AB, Action oraz GT Group Tomaszek. Przeszukania objęły również jednego z producentów – firmę Beko.

Z ustaleń Urzędu wynika, że podejrzewane porozumienia mogły obejmować przedsiębiorców na różnych szczeblach obrotu: producentów i importerów, dystrybutorów hurtowych, a także sprzedawców detalicznych – w tym duże elektromarkety i sklepy internetowe. Oznacza to, że analizowany mechanizm (jeśli rzeczywiście miał miejsce) mógł dotyczyć nie tylko pojedynczego kanału sprzedaży, lecz całego łańcucha dystrybucji.

UOKiK zaznacza, że postępowanie wyjaśniające prowadzone jest „w sprawie”, a nie przeciwko konkretnym przedsiębiorcom. Na tym etapie celem jest weryfikacja sygnałów oraz ocena zebranych materiałów. Jeżeli analiza potwierdzi podejrzenia, Prezes Urzędu może wszcząć postępowanie antymonopolowe i postawić zarzuty konkretnym podmiotom.

Za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję grozi kara finansowa do 10 proc. obrotu przedsiębiorcy. Dodatkowo menedżerom odpowiedzialnym za zawarcie zmowy może grozić kara do 2 mln zł.

Oferta IBEX zakończona: Pepco nabywa akcje własne, IBEX schodzi do 63,5%

Pepco Group N.V. potwierdziła udział w sprzedaży akcji przeprowadzonej przez IBEX Group, o której spółka informowała w komunikacie z 27 stycznia 2026 r. Transakcja („Oferta”) objęła łącznie około 49 mln akcji zwykłych w kapitale Pepco Group.

W ramach Oferty Pepco Group odkupiła około 7,6 mln akcji po cenie 27,75 PLN za akcję. Łączna wartość zakupu wyniosła 50 mln euro, a finansowanie zostanie pokryte z własnych rezerw gotówkowych spółki. Nabyte walory mają zostać utrzymane na rachunku Pepco Group jako akcje własne.

Po zakończeniu zakupu łączna liczba wyemitowanych akcji Pepco Group ma wynieść 577 451 935. Na tę liczbę składa się 553 766 008 akcji w wolnym obrocie oraz 23 685 927 akcji utrzymywanych na rachunku spółki. Po Ofercie udział IBEX Group w Pepco Group ma wynosić 366 461 005 akcji, co odpowiada 63,5% kapitału zakładowego.

Spółka wskazuje, że decyzja o udziale w Ofercie ma odzwierciedlać jej podejście do budowania wartości dla akcjonariuszy oraz zaufanie do długoterminowego potencjału wyników Pepco Group. Jednocześnie transakcja zwiększa free float akcji Pepco Group notowanych na GPW w Warszawie (PCO.WA) – z 25% do 32% akcji w wolnym obrocie – przy zachowaniu IBEX jako kluczowego akcjonariusza.

Pepco Group podkreśla również, że zakup w ramach Oferty wpisuje się w szerszy kontekst działań kapitałowych. Dzisiejsza transakcja stanowi element programu skupu akcji własnych o łącznej wartości do 200 mln euro, ogłoszonego podczas Capital Markets Day w marcu 2025 r. Do tej pory spółka nabyła akcje własne o wartości około 97 mln euro, a niedawno potwierdziła zamiar uruchomienia trzeciego etapu programu skupu akcji o wartości do 50 mln euro w trakcie roku obrotowego 2026. Jednocześnie spółka zaznacza, że udział w Ofercie IBEX Group jest realizowany niezależnie od tego trzeciego etapu.

Faktoring wraca do dwucyfrowego wzrostu. Obroty branży +10,4% w 2025 r.

Rynek faktoringu w Polsce powrócił do dwucyfrowego wzrostu obrotów. Rozwój branży w 2025 r. przyspieszył. Krajowe firmy faktoringowe, zrzeszone w Polskim Związku Faktorów, wykupiły w ciągu ostatnich 12 miesięcy wierzytelności na łączną kwotę blisko 520 mld zł. Oznacza to wzrost obrotów branży o 10,4 proc. Członkowie PZF udzielili finansowania ponad 33 tys. przedsiębiorstw (o 23 proc. więcej niż rok wcześniej), które przedstawiły do wykupu 31,5 mln faktur (o 10 proc. więcej niż przed rokiem).

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe w Polsce. Należą do niego 4 banki komercyjne, 21 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, a także 6 podmiotów o statusie partnera.

– PZF wchodzi w jubileuszowy rok 25-lecia swojej działalności. Jesteśmy dojrzałą, silną i profesjonalną organizacją samorządu branżowego. Zaczynaliśmy w 2001 r. jako Konferencja Instytucji Faktoringowych, by po pięciu latach przekształcić się w PZF. Za nami 25 lat bardzo intensywnego rozwoju branży i standardów jej funkcjonowania. Dzięki nim faktorzy mogli zbudować pozycję rynkową, zdobyć zaufanie przedsiębiorców i stać się ważnym partnerem dla swoich klientów. Dziś PZF to nie tylko reprezentacja środowiska, ale też istotny głos w debacie o finansowaniu polskich firm.

Jubileuszowy rok zaczynamy od znakomitych wyników za 2025 r., który był dla branży okresem wyraźnego przyspieszenia. Obroty faktoringu wzrosły o ponad 10 proc., a łączna wartość przejętych wierzytelności sięgnęła blisko 520 mld zł. To pokazuje skalę i tempo rozwoju naszego rynku. Przedsiębiorcy coraz wyraźniej dostrzegają największe atuty faktoringu: szybki dostęp do środków, elastyczność i realne wsparcie płynności finansowej. Nasza oferta to narzędzie, które pozwala bezpiecznie rozwijać biznes, ograniczać ryzyko zatorów płatniczych i lepiej planować działalność. Coraz częściej jest traktowana nie jako rozwiązanie doraźne, ale jako stały element zarządzania finansami firmy. Efektem jest rosnące zainteresowanie tą formą finansowania –

– mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 33,2 tys. przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 31,5 mln faktur o łącznej wartości 520 mld zł.

– Wszystko wskazuje na to, że bieżący rok może przynieść kontynuację dynamicznego rozwoju polskiego faktoringu. Prognozy dla polskiej gospodarki na 2026 r. zakładają stabilny wzrost, wspierany przez konsumpcję i stopniowy wzrost inwestycji. Oczekiwane jest także dalsze hamowanie inflacji oraz większa przewidywalność warunków finansowych. To sprzyja aktywności przedsiębiorców i zwiększa zapotrzebowanie na elastyczne formy finansowania.

Jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że będzie to rok istotnych wyzwań. Kluczowymi są: zwiększenie bezpieczeństwa przepływu danych w procesie finansowania firm oraz adaptacja do nowego standardu fakturowania, opartego na Krajowym Systemie e-Faktur. W odpowiedzi na pierwsze z tych wyzwań, branże faktoringu i bankowości – pod auspicjami Polskiego Związku Faktorów oraz Związku Banków Polskich – wspólnie zbudowały i rozwijają System Wymiany Informacji Firm Faktoringowych. Umożliwi on wymianę informacji o transakcjach budzących wątpliwości, co znacząco ograniczy ryzyko związane z nadużyciami. W odniesieniu do drugiego ze wspomnianych wyzwań, jesteśmy jako branża w pełni przygotowani do współpracy z Klientami, zgodnie z wymogami KSeF –

– mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Ukraińcy na polskim rynku pracy w 2026 roku. Nowe realia legalizacji pracy cudzoziemców

Rok 2026 zapowiada się jako moment porządkowania zasad zatrudniania obywateli Ukrainy oraz dalszego zaostrzania warunków legalizacji pracy cudzoziemców w Polsce. Choć Ukraińcy pozostają największą grupą pracowników zagranicznych i filarem wielu branż, ich zatrudnianie coraz wyraźniej przechodzi z trybu nadzwyczajnego w systemowy, z istotnymi konsekwencjami dla pracodawców. Jak wskazują eksperci Job Impulse, specjalizującej się w zatrudnianiu i legalizacji pracy cudzoziemców, firmy wchodzą w okres, w którym kluczowe znaczenie ma nie tylko dostępność pracowników, ale także koszt, stabilność i poprawność formalna całego procesu.

Wygaszanie specustawy, ale nie wygaszanie zatrudnienia

Przyjęcie przez Radę Ministrów projektu ustawy wygaszającej rozwiązania specustawy regulującej pobyt i pracę obywateli Ukrainy formalizuje proces, który dotychczas funkcjonował głównie w zapowiedziach. Projekt ustawy zakłada utrzymanie ochrony czasowej – zgodnie z decyzjami na poziomie unijnym – do marca 2027 roku, co wyznacza realny horyzont czasowy dla planowania zatrudnienia.

Równolegle część rozwiązań znanych ze specustawy ma zostać przeniesiona do ustawy o zatrudnianiu cudzoziemców, nowelizowanej w 2025 roku. Dotyczy to m.in. powiadomień o powierzeniu pracy obywatelom Ukrainy. Zgodnie z projektem ustawy wygaszającej rozwiązania specustawy, mechanizm ten ma zostać utrzymany w okresie przejściowym – co najmniej przez kolejne trzy lata – jako jedna z podstaw legalnego zatrudniania obywateli Ukrainy.

Z perspektywy rynku pracy nie mamy do czynienia z nagłym „zamknięciem drzwi”. Raczej z procesem porządkowania rozwiązań, które przez kilka lat funkcjonowały w trybie wyjątkowym. To zmienia sposób myślenia firm – z reaktywnego na bardziej planistyczny. To moment przejścia z elastycznych, interwencyjnych rozwiązań do bardziej sformalizowanego modelu. Firmy muszą liczyć się z tym, że legalizacja pracy – także w przypadku obywateli Ukrainy – będzie wymagała większej uwagi organizacyjnej i wiązała się z większą odpowiedzialnością po stronie pracodawców – podkreśla Łukasz Koszczoł, Prezes Job Impulse.

Rosnące koszty legalizacji pracy

Zmiany dotyczące obywateli Ukrainy zbiegają się z istotnym wzrostem kosztów legalizacji pracy cudzoziemców, który obowiązuje od 1 grudnia. Podwyżki obejmują większość najczęściej wykorzystywanych przez pracodawców trybów zatrudnienia:

  • oświadczenie o powierzeniu pracy – wzrost opłaty z 100 zł do 400 zł,
  • zezwolenie na pracę do 3 miesięcy – z 50 zł do 200 zł,
  • zezwolenie na pracę powyżej 3 miesięcy – z 100 zł do 400 zł,
  • zezwolenie przy delegowaniu – z 200 zł do 800 zł.

Co istotne, opłaty te mają charakter bezzwrotny, co oznacza, że każda pomyłka formalna, zmiana planów rekrutacyjnych lub rezygnacja kandydata generuje realne straty finansowe po stronie pracodawcy.

W praktyce obserwujemy, że legalizacja pracy przestaje być kosztem marginalnym i wyłącznie obowiązkiem administracyjnym. Dla firm zatrudniających większą liczbę cudzoziemców to pozycja, którą trzeba dziś uwzględniać w budżetach i planach operacyjnych. Jednocześnie znacząco spada tolerancja na błędy formalne – zaznacza Łukasz Koszczoł.

Nowe statusy pobytowe i ich znaczenie dla zatrudnienia

Zmiany dotyczą również sposobu potwierdzania legalności pobytu obywateli Ukrainy. Pojawiają się nieoficjalne informacje o możliwym wygaszaniu PESEL UKR jako kluczowego identyfikatora pobytowego i wzmacnianiu roli aplikacji DIIA PL jako narzędzia potwierdzającego status pobytowy. Na obecnym etapie brak jest jednak jednoznacznych, wiążących rozstrzygnięć w tym zakresie. Dla pracodawców oznacza to konieczność bieżącej weryfikacji statusów pracowników, a także zachowania szczególnej ostrożności w zarządzaniu dokumentacją kadrową.

Istotnym elementem nowego porządku ma być również karta pobytu CUKR, która ma zapewniać obywatelom Ukrainy bardziej stabilny, czasowy status pobytowy. Zgodnie z zapowiedziami, karta ma być wydawana na okres trzech lat, a jej uzyskanie będzie wiązało się z anulowaniem statusu UKR.

Jednocześnie należy podkreślić, że sytuacja prawna pozostaje dynamiczna, a ostateczne brzmienie przepisów może jeszcze ulec zmianie w toku dalszych prac legislacyjnych. Zgodnie z aktualnymi zapowiedziami możliwe jest jednak utrzymanie uproszczonej ścieżki zatrudniania obywateli Ukrainy – w oparciu o mechanizm powiadomienia – w ramach okresu przejściowego. Rozwiązanie to może w praktyce ograniczyć skalę zmian organizacyjnych po stronie pracodawców, choć będzie wymagało bieżącego monitorowania regulacji i dostosowywania procedur do ich ostatecznego kształtu.

Ukraina na tle innych kierunków rekrutacji

Warto podkreślić, że zmiany dotyczące Ukraińców zachodzą w momencie, gdy rekrutacja pracowników z innych krajów pozaunijnych staje się coraz trudniejsza. Skomplikowane procedury wizowe czy ograniczona dostępność terminów sprawiają, że pozyskanie pracowników z odległych rynków jest co raz trudniejsze.

Rok 2026 nie będzie rewolucją, lecz testem dojrzałości firm w podejściu do zatrudniania cudzoziemców. Ukraińcy pozostaną jednym z kluczowych filarów polskiego rynku pracy, jednak będą funkcjonować w coraz bardziej sformalizowanym otoczeniu prawnym. W tych warunkach przewagę zyskają organizacje, które już dziś uwzględnią zmiany legislacyjne, koszty i ryzyka w swoich strategiach kadrowych – komentuje Łukasz Koszczoł, Prezes Job Impulse.

Wiele wskazuje na brak zmian stóp w USA – rynek może zobaczyć umiarkowane umocnienie dolara

Powszechnie oczekuje się, że Rezerwa Federalna utrzyma w środę stopę procentową na niezmienionym poziomie. Ostatnie wiadomości gospodarcze sugerują, że na kolejną ich obniżkę przyjdzie nam trochę zaczekać.

Kluczowe punkty:

  • Fed powinien utrzymać wysokość stóp procentowych.
  • Liczba zwolnień jest ograniczona mimo ochłodzenia na rynku pracy.
  • Inflacja ma wzrosnąć przez wpływ ceł.
  • Nie będzie nowego dot plotu ani projekcji makroekonomicznych.
  • Powell powinien podkreślić brak pośpiechu do dalszych cięć.
  • Kolejna obniżka jest wyceniana w pełni dopiero na lipiec.

Choć retoryka towarzysząca grudniowej obniżce stóp procentowych FOMC nie była tak jastrzębia, jak oczekiwały rynki, prezes Jerome Powell właściwie potwierdził, że bank nie zamierza dokonywać w styczniu większych zmian. Coraz wyraźniejszy jest również pogłębiający się w Komitecie podział między jastrzębiami i gołębiami – spośród 19 członków FOMC siedmioro opowiedziało się za brakiem zmian stóp procentowych w 2026 r., zaś ośmioro za co najmniej dwoma ich obniżkami.

Dane od czasu ostatniego posiedzenia być może nie są wystarczające, by przechylić szalę w którąś stronę, sugerują jednak, że prędkie rozluźnianie polityki monetarnej nie jest do końca uzasadnione. Rynek pracy wciąż pozostaje w stanie „low fire, low hire”, czyli niskiej liczby zarówno zwolnień i zatrudnień, przyrost miejsc pracy jest niski, a oficjalne dane i cotygodniowe nowe wnioski o zasiłek nie wskazują na wzrost bezrobocia. Gospodarka rośnie w solidnym tempie – pierwsza rewizja dynamiki PKB w III kwartale wskazuje na wzrost o ponad 4% w ujęciu zannualizowanym.Wykres 1: Dynamika PKB w USA w ujęciu zanualizowanym (2022 – 2025)

Wskaźniki inflacji w ostatnich miesiącach w dużej mierze rozmijały się z szacunkami. Co istotne, jak dotąd nie dostrzegamy wyraźnych oznak wpływu ceł na dynamikę cen – wydaje się, że firmy wciąż przyjmują w większości na siebie wyższe koszty. Nie spodziewamy się jednak utrzymania takiego stanu – warto zaznaczyć, że ostatnie niskie odczyty są po części wynikiem zamknięcia rządu. Fed oczekuje, że bazowa inflacja PCE – preferowana przez niego miara dynamiki cen konsumenckich – będzie w 2026 r. zdecydowanie przekraczać 2-proc. cel i wyniesie średnio 2,5%.

Wykres 2: Inflacja PCE w USA (2017 – 2025)Nie poznamy nowych projekcji ekonomicznych ani dot plotu, uwaga skupi się więc na szczegółach oświadczenia i konferencji prasowej prezesa Powella. Fed bez wątpienia powtórzy, że jest uważny na ryzyka dla obu swoich celów – promowania zatrudnienia i utrzymania inflacji na stabilnym poziomie. Powell będzie zapewne mówić o ostatnim ochłodzeniu na rynku pracy i wciąż podwyższonej inflacji, spodziewamy się także stwierdzenia, że ryzyka inflacyjne wciąż pozostają wysokie.

W kontekście ścieżki stóp procentowych nie sądzimy, że Fed uzna za potrzebne zasygnalizowanie czegoś innego niż ostrożnego podejścia do dalszych cięć. Spodziewamy się, że po serii trzech obniżek z rzędu Powell zasugeruje brak pośpiechu Komitetu. Powinien również podkreślić zależność terminu kolejnego cięcia od danych. Za jastrzębiością Fedu przemawiają również większe obawy dotyczące jego autonomii i rosnący wpływ prezydenta Donalda Trumpa na amerykańskie stopy procentowe. Taka postawa mogłaby wzmocnić jego wiarygodność i obiektywność.

Poza samymi komunikatami przyjrzymy się również rozkładowi głosów członków FOMC. Spodziewamy się, że po raz kolejny decyzja nie będzie jednomyślna. Gołębi Stephen Miran zapewne opowie się ponownie za obniżeniem stopy procentowej – od czasu dołączenia do Komitetu we wrześniu na każdym posiedzeniu głosuje za cięciem o 50 pb., nie bylibyśmy jednak zaskoczeni, gdyby tym razem zdecydował się na 25 pb. Najprawdopodobniej podążą za nim Christopher Waller i Michelle Bowman oraz, być może, jeszcze jedna lub dwie osoby.

Sądzimy więc, że Fed uderzy w środę w dość jastrzębie tony. Podczas swojej konferencji prasowej prezes Powell prawdopodobnie rozwieje wszelkie oczekiwania dotyczące rychłych obniżek, wyrażając obawy o inflację i zaznaczając, że FOMC musi przeanalizować nadchodzące dane, nim zdecyduje się na kolejne cięcie. Taka stosunkowo jastrzębia postawa powinna w krótkim terminie zapewnić dolarowi nieco tak potrzebnego mu wsparcia. Biorąc jednak pod uwagę, że w kontraktach futures obniżka stóp procentowych jest wyceniana w pełni dopiero na lipiec, wszelka aprecjacja w środę może być dość ograniczona.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (28.01) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Grupa Pepco zamierza odkupić akcje własne o wartości 50 mln euro od IBEX Group

Pepco Group N.V. planuje nabycie akcji własnych w ramach procesu przyspieszonej budowy księgi popytu ogłoszonego przez większościowego akcjonariusza, IBEX Group. Transakcja zostanie sfinansowana z rezerw gotówkowych spółki.

Szczegóły transakcji i rola IBEX Group

Pepco Group N.V. (dalej „Grupa Pepco”), wiodąca ogólnoeuropejska sieć dyskontowych sklepów wielobranżowych, informuje, że zamierza zakupić akcje własne o wartości do 50 mln euro, przy wykorzystaniu własnych rezerw gotówkowych. Ma to związek z ogłoszeniem przez IBEX Group (dalej „IBEX”, wraz ze swoją spółką zależną „IBEX Retail Investments (Europe) Limited”), większościowego akcjonariusza Grupy Pepco (posiadającego 72% udziałów), zamiaru sprzedaży poprzez IBEX Retail Investments (Europe) Limited (dalej „Sprzedający”) ok. 42 mln akcji zwykłych Grupy Pepco, w ramach procesu przyspieszonej budowy księgi popytu (dalej „Oferta”).

Realizacja strategii alokacji kapitału

Ogłoszony dzisiaj zamiar zakupu akcji realizowany jest w ramach programu skupu akcji własnych o łącznej wartości do 200 mln euro, o którym Spółka informowała podczas Dnia Inwestora (Capital Markets Day) w marcu 2025 r.

Dotychczasowe postępy programu prezentują się następująco:

  • Do chwili obecnej Spółka zakupiła akcje własne o wartości ok. 97 mln euro.
  • Niedawno potwierdzono zamiar uruchomienia trzeciego etapu programu o wartości do 50 mln euro w trakcie roku obrotowego 2026.
  • Dzisiejsza deklaracja udziału w Ofercie IBEX Group będzie realizowana niezależnie od planowanego trzeciego etapu skupu.

Komentarz Zarządu

Willem Eelman, dyrektor ds. finansowych (CFO) Grupy Pepco powiedział:

„Cieszymy się z możliwości wzięcia udziału w ofercie zakupu akcji Grupy Pepco od IBEX. Jest to w pełni zgodne z naszymi celami utrzymania zdyscyplinowanego podejścia do alokacji kapitału przy jednoczesnym zapewnieniu akcjonariuszom wyższych zwrotów za pomocą zarówno dywidendy jak i skupu akcji własnych.”

Globalna logistyka w rytmie Chińskiego Nowego Roku 2026

Chiński Nowy Rok (CNY), który w tym roku przypada 17 lutego, to najważniejsze i najbardziej uroczyste święto w kulturze chińskiej. Jego rytm wpływa jednak nie tylko na życie społeczne w Chinach, ale równie, i to w bardzo wymierny sposób, na funkcjonowanie globalnej gospodarki. Skala oddziaływania Chin na światowe łańcuchy dostaw sprawia, że skutki tego okresu odczuwalne są na wszystkich kontynentach. Warto przy tym pamiętać, że Chiny są dziś kluczowym partnerem importowym spoza UE dla rynków na naszym kontynencie, w tym dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej. To właśnie ta strukturalna zależności sprawia, że wpływ Chińskiego Nowego Roku jest w naszym regionie wyraźnie widoczny. Rohlig SUUS Logistics jest obecny ze swoimi spółkami m.in. w Polsce, Czechach, na Słowacji, Węgrzech, w Rumunii czy Słowenii, dlatego obserwujemy te zależności bardzo wyraźnie w codziennej działalności operacyjnej.

W czasie Chińskiego Nowego Roku mamy do czynienia z kilkunastodniową przerwą w pracy, podczas której pracownicy opuszczają fabryki, często podróżując wiele godzin do swoich rodzinnych miejscowości. Duża liczba zakładów produkcyjnych jest w tym okresie całkowicie zamknięta, a powrót do pełnych mocy wytwórczych następuje stopniowo, również po zakończeniu oficjalnych dni wolnych. Dlatego firmy na całym świecie muszą uwzględniać ten czas w planowaniu produkcji, dostaw oraz budowaniu zapasów.

Jak wyglądają globalne łańcuchy dostaw w kontekście CNY 2026?

Obecnie widzimy, że firmy podchodzą do okresu poprzedzającego Chiński Nowy Rok w sposób bardziej planowy i rozłożony w czasie. Mimo utrzymujących się napięć geopolitycznych i podwyższonej niepewności w handlu międzynarodowym, sytuacja w globalnych łańcuchach dostaw przed CNY pozostaje relatywnie stabilna i wpisuje się w znane już schematy, obserwowane także podczas jesiennych szczytów przewozowych w ubiegłym roku. Aktywność importowa z Chin jest zwiększona, jednak nie przybiera formy gwałtownego, krótkoterminowego szczytu – wysyłki są w większym stopniu rozłożone w czasie, a rynek funkcjonuje w sposób bardziej uporządkowany i przewidywalny. Transport morski, pozostający podstawowym środkiem globalnej wymiany handlowej, realizowany jest obecnie bez istotnych zakłóceń po stronie dostępności mocy przewozowych, a po wcześniejszych podwyżkach obserwujemy raczej korektę stawek frachtowych niż dalszą presję wzrostową.

Warto jednak podkreślić, że obecna sezonowość przed CNY funkcjonuje w szerszym kontekście globalnych zmian w handlu. Rok 2025 był w dużej mierze definiowany przez rosnącą politykę protekcjonistyczną, w szczególności wynikającą z działań administracji USA w obszarze taryf celnych. Od ponad roku globalny biznes mierzy się z podwyższoną nieprzewidywalnością – kolejnymi wprowadzanymi cłami, ich czasowym zawieszaniem oraz zapowiedziami nowych barier handlowych. W dużym stopniu dotyka to Chin i przekłada się na spadek sprzedaży lokalnych produktów na rynku amerykańskim, przy jednoczesnym wzroście przepływów na linii Chiny-Europa, co obrazuje nam struktura operacji we frachcie morskim. Ten kontekst sprawia, że firmy coraz częściej dywersyfikują kierunki i momenty wysyłek, rozkładając wolumeny w czasie i dostosowując swoje łańcuchy dostaw do zmiennego otoczenia regulacyjnego, co widać obecnie przed Chińskim Nowym Rokiem. Równolegle rosną także wolumeny w relacjach krajów ASEAN, takich jak Wietnam czy Tajlandia, a także Tajwanu, w kierunku rynku amerykańskiego, co dodatkowo wpływa na układ sił w globalnym handlu.

Istotnym zjawiskiem jest także zmiana zainteresowania serwisem kolejowym na trasie Chiny-Europa. Wzrost wolumenów kolejowych obserwowaliśmy po grudniu 2023 roku, w reakcji na kryzys na Morzu Czerwonym i wydłużenie tranzytu morskiego do Europy. Obecnie widać jednak, że wiele firm dostosowało swoje procesy biznesowe – produkcję, dystrybucję oraz poziomy zapasów – do dłuższego czasu transportu morskiego. Oczywiście, w okresie poprzedzającym Chiński Nowy Rok, obserwujemy umiarkowane ożywienie zainteresowania transportem kolejowym, szczególnie w segmencie drobnicowym (LCL), jednak popyt na kolej jest niższy niż dwa lata temu.  Warto również zaznaczyć, że mniejsze zainteresowanie frachtem kolejowym, a co za tym idzie bardziej konkurencyjne stawki, może stanowić szansę biznesową dla importerów, którzy, zachęceni niższymi cenami, zdecydują się przenieść część wolumenów na pociąg i wykorzystać tę opcję jako element dywersyfikacji łańcucha dostaw, również w relacjach innych niż Chiny-Europa.

Tradycyjnie trendy logistyczne najpóźniej widoczne są w transporcie lotniczym, który, ze względu na najkrótszy transit time, wykorzystywany jest na końcowym etapie planowania dostaw. Dotyczy to przede wszystkim towarów świeżych, wysokowartościowych oraz sektora e-commerce, pozostającego jednym z głównych motorów wzrostu rynku cargo lotniczego. Transport lotniczy pełni również rolę rozwiązania dla pilnych wysyłek w innych branżach, które muszą zdążyć z kluczowymi dostawami, także w kontekście Chińskiego Nowego Roku. Podobnie jak w transporcie morskim, obserwujemy obecnie wzrost wolumenów przewozów lotniczych z Chin do Europy, choć nie jest to gwałtowny, nadzwyczajny szczyt. Przekłada się to standardowo na wzrost cen, zwłaszcza że funkcjonujemy w ramach zimowych siatek połączeń, oferujących około 10% mniej rejsów pasażerskich niż w sezonie letnim. Ma to bezpośredni wpływ na dostępność przestrzeni cargo, ponieważ znaczna część ładunków przewożona jest w lukach bagażowych samolotów pasażerskich (tzw. belly cargo).

Pełniejszy obraz sytuacji w globalnych łańcuchach dostaw dają również operacje w obszarze usług celnych. Utrzymujące się zainteresowanie tym obszarem, które obecnie obserwujemy, odzwierciedla zwiększoną aktywność logistyczną w okresie poprzedzającym Chiński Nowy Rok. Dla klientów kluczowe pozostają sprawne i przewidywalne procedury celne, niezależnie od środka transportu, którym realizowany jest import. Efektywność odpraw ma bezpośredni wpływ na płynność całego łańcucha dostaw, szczególnie w okresach sezonowych, takich jak CNY.

Podsumowując, Chiński Nowy Rok 2026 nie przynosi gwałtownego szoku dla globalnych łańcuchów dostaw. Zamiast krótkiego, intensywnego szczytu, podobnie jak w jesiennych szczytach przewozowych, obserwujemy bardziej rozłożoną w czasie sezonowość, stabilniejsze operacje i rynek, który nauczył się funkcjonować w warunkach podwyższonej niepewności.

Ubezpieczenia wchodzą w erę agentów AI: szybka likwidacja szkód i decyzje „od ręki”

Perspektywa roku 2026 rysuje obraz przełomu, w którym sztuczna inteligencja przestanie być dodatkiem do systemów ubezpieczycieli, a stanie się ich fundamentem – swoistym „systemem operacyjnym” całej organizacji ubezpieczeniowej. Od underwritingu, przez obsługę polis, aż po likwidację szkód – AI będzie napędzać kluczowe decyzje biznesowe.

27 stycznia 2026 – Branża ubezpieczeniowa funkcjonuje w coraz trudniejszym otoczeniu. Niestabilność gospodarcza i zmieniające się regulacje powodują, że poziom coraz częściej powiązanych ze sobą ryzyk staje się coraz bardziej nieprzewidywalny niż kiedykolwiek wcześniej. Właśnie dlatego presja na szybkość i jakość decyzji rośnie. Klienci oczekują natychmiastowych odpowiedzi, a firmy muszą reagować sprawnie, nie tracąc przy tym kontroli nad ryzykiem i zgodnością z przepisami.

Jednym z najbardziej widocznych efektów tej transformacji będą tzw. insurance copilots, czyli inteligentni asystenci opierający się na generatywnej AI. Jeden z dużych globalnych ubezpieczycieli ogłosił na początku roku, że może rozpocząć wygaszanie tradycyjnych systemów administracji polis na rzecz takich właśnie rozwiązań. Klasyczne systemy są drogie w utrzymaniu, skomplikowane i mało elastyczne. Copiloty pozwalają natomiast pracować bezpośrednio na danych, szybko, sprawnie i bez potrzeby przechodzenia przez ciężkie struktury systemowe. Underwriter czy likwidator szkód zadaje pytanie w naturalnym języku i natychmiast otrzymuje odpowiedź opartą na pełnym obrazie danych klienta pozyskanych zarówno z danych wewnętrznych jak i w razie potrzeby zewnętrznych. To diametralnie skraca czas podejmowania decyzji.

Jeszcze większą zmianę przyniesie rozwój agentic AI, czyli systemów zdolnych do półautonomicznego działania. Wiele prostych roszczeń ubezpieczeniowych będzie mogło być rozliczanych w ciągu minut, bez udziału człowieka. Zamiast dni czy tygodni klient otrzyma decyzję z uzasadnieniem niemal natychmiast. Warunek jest jeden: silne zarządzanie i nadzór nad AI. Ubezpieczyciele będą musieli zadbać o bezpieczeństwo, ochronę przed uprzedzeniami algorytmicznymi i odporność na cyberataki. Zaufanie klientów stanie się walutą, a wygrają ci, którzy pokażą, że potrafią budować systemy, które działają nie tylko szybko, ale też uczciwie, rzetelnie i odpowiedzialnie – mówi Łukasz Libuda, Principal Business Solutions Manager, Risk Practice, SAS Central Europe

Szybko, ale czy dobrze?

Sztuczna inteligencja przyspieszy również proces modelowania aktuarialnego i podejmowania decyzji na całej ścieżce życia polisy. Od momentu wyceny ryzyka, przez wystawienie polisy, aż po likwidację szkody procesy będą dokładniejsze, szybsze i bardziej spójne przy jednocześnie niższym koszcie ich obsługi. To otwiera podwójną szansę: z jednej strony zmniejszenie globalnej luki ochronnej, szacowanej na 1,8 biliona dolarów, a z drugiej zwiększenie odporności rynku na skutki zmian zachowania klientów, zmian klimatycznych (fizyczne czynniki ryzyka klimatycznego) i wahań gospodarczych.

Zmieni się także sam underwriting. Zamiast sztywnych reguł opartych na historycznych danych coraz większą rolę odegrają elastyczne modele uczące się relacji z klientem w czasie. Underwriting stanie się dynamicznym procesem, w którym poziom ryzyka jest szacowany na bieżąco na podstawie zmieniającego się stylu życia i zachowań klientów czy też warunków zewnętrznych. Będzie to swoisty dialog pomiędzy modelem a klientem. Warunkiem sukcesu stanie się jednak wyjaśnialność decyzji i transparentność etyczna – bez tego trudno będzie utrzymać zaufanie rynku i regulatorów.

Nie można przy tym zapominać o rosnącym wpływie zmian klimatycznych. Coraz częstsze i bardziej dotkliwe katastrofy naturalne zmuszają ubezpieczycieli do przeglądu swoich strategii. Optymalizacja reasekuracji, ograniczanie ekspozycji na najbardziej ryzykowne obszary czy podnoszenie składek mogą stać się koniecznością. To oznacza, że decyzje ubezpieczeniowe muszą być nie tylko szybsze, ale też oparte na znacznie bardziej aktualnych i precyzyjnych przesłankach – mówi Łukasz Libuda.

Unifikacja może przejść do lamusa

Osobnym wyzwaniem pozostaje walka z oszustwami. Przestępcy również sięgają po AI, tworząc fałszywe tożsamości, dokumenty czy obrazy. Dlatego ubezpieczyciele coraz częściej będą wybierać najlepsze, wyspecjalizowane narzędzia zamiast jednego „uniwersalnego” systemu. Copiloty i agenci AI będą wspierać zespoły dochodzeniowe, automatyzując analizę danych i pozwalając pracownikom skupić się na najbardziej skomplikowanych przypadkach. Dzięki temu organizacje będą mogły działać sprawniej, dysponując tymi samymi zasobami.

Do tego dochodzi coraz bardziej złożone środowisko regulacyjne. W Stanach Zjednoczonych to poszczególne stany przejmują inicjatywę w regulowaniu AI, co prowadzi do fragmentaryzacji przepisów. Podobne tendencje widać także w innych częściach świata. Najbardziej zaawansowani ubezpieczyciele już dziś wbudowują mechanizmy nadzoru i zgodności bezpośrednio w swoje modele i systemy decyzyjne tak aby zapewnić pełną transparentność swoich decyzji przed klientem.

Dynamicznie rozwijają się cyberubezpieczenia, które są już rynkiem wartym ponad 16 miliardów dolarów globalnie. Tu także decyzje będą coraz szybsze i bardziej precyzyjne, bo zamiast ogólnych modeli aktuarialnych pojawi się underwriting techniczny, dopasowany do konkretnego klienta i jego poziomu zabezpieczeń. Firmy, które dbają o cyberhigienę i dobre zarządzanie bezpieczeństwem, będą premiowane, a te, które tego nie robią, mogą spotkać się z odmową ochrony.

Decyzje ubezpieczeniowe będą wydawane zdecydowanie szybciej, i to na wielu frontach. Niestety szybkość nie będzie jedynym miernikiem sukcesu. Równie ważne stanie się to, czy decyzje będą trafne, przejrzyste i godne zaufania. Przyszłość należy do tych ubezpieczycieli, którzy połączą automatyzację i tempo działania AI z odpowiedzialnością, etyką i skutecznym nadzorem. Bo w świecie, gdzie decyzje zapadają w minutach, zaufanie klientów może zostać zbudowane lub stracone równie szybko – podsumowuje Łukasz Libuda.

Koszty pracy wchodzą na „pierwszy plan”. Firmy szykują podwyżki cen i ostrożność kadrową

8 na 10 firm w kluczowych sektorach gospodarki spodziewa się dalszego wzrostu kosztów zatrudnienia w najbliższym czasie – wynika z najnowszych danych GUS za styczeń 2026 r. Największą presję kosztową odczuwają przedsiębiorcy z gastronomii, TSL i budownictwa, co może przełożyć się nie tylko na wyższe ceny usług i towarów, ale też na ostrożniejsze decyzje kadrowe. W efekcie skutki wyższych kosztów odczuje też przysłowiowy Kowalski.

Z danych GUS wynika, że przedsiębiorcy niemal we wszystkich analizowanych branżach są zgodni: wzrost kosztów zatrudnienia będzie jednym z kluczowych czynników podnoszących koszty działalności w najbliższym kwartale. Najczęściej ten problem dostrzegają firmy z sektora zakwaterowania i gastronomii (85 proc.), transportu i gospodarki magazynowej (82,9 proc.) oraz budownictwa (82,1 proc.). Wysokie wskazania odnotowano także w handlu detalicznym (79,3 proc.) i hurtowym (76,4 proc.) oraz przetwórstwie przemysłowym (76,9 proc.). Jednocześnie jedynie marginalny odsetek przedsiębiorców – zazwyczaj od 1 do 4 proc. – liczy na spadek kosztów pracy.

Koszty zatrudnienia przestały być zmienną, którą firmy mogą w krótkim czasie skompensować wzrostem efektywności. Z danych GUS wyraźnie wynika, że dziś to one są dla przedsiębiorców największym i najmniej elastycznym obciążeniem – żaden z pozostałych czynników nie został wskazany równie często. W wielu branżach wręcz zdeklasowały one inne bariery rozwoju, takie jak ceny energii i paliw, koszty komponentów i usług czy zmiany regulacyjne mówi Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres. – Jeszcze kilka lat temu przedsiębiorstwa mogły częściowo „nadrobić” wyższe wydatki na pracowników poprzez lepszą organizację pracy, automatyzację czy wzrost produktywności. Obecnie wzrost płac, składek na ubezpieczenia społeczne czy innych kosztów związanych z zatrudnieniem nie jest już tak łatwo równoważony przez działania wewnętrzne firmy dodaje.

Wyższe ceny coraz bliżej

Przedsiębiorcy wskazują, że rosnące koszty pracy – obok wysokich cen energii i paliw – bezpośrednio przełożą się na wzrost ogólnych kosztów funkcjonowania firm, a w konsekwencji wpłyną na podwyżkę cen usług i produktów. Ponad połowa podmiotów w większości branż prognozuje, że wolniej lub szybciej, ale będzie musiała podnieść ceny usług i produktów. W przetwórstwie przemysłowym taki scenariusz w ciągu 1-3 miesięcy (w porównaniu z aktualną sytuacją) deklaruje łącznie 57,5 proc. przedsiębiorstw, w budownictwie 66,3 proc., w handlu hurtowym 60,7 proc., a w handlu detalicznym 65,8 proc. Podobne nastroje panują w transporcie i gospodarce magazynowej (65,4 proc. firm) oraz w zakwaterowaniu i gastronomii, gdzie aż 72,3 proc. przedsiębiorców przewiduje wzrost cen usług. W praktyce oznacza to konieczność przenoszenia części obciążeń finansowych na klientów końcowych lub ograniczania innych wydatków. Najbardziej narażone są sektory, w których udział kosztów pracy w strukturze finansowej jest wysoki, a możliwości automatyzacji pozostają ograniczone.

Z perspektywy pracodawców problemem nie jest już pojedynczy wzrost kosztów, ale ich kumulacja. Wynagrodzenia, składki, energia, paliwa i coraz bardziej złożone obowiązki administracyjne powodują, że nawet firmy z relatywnie stabilnym portfelem zamówień zaczynają ostrożniej planować rozwój. Część przedsiębiorców przenosi te koszty na ceny towarów i usług, a część wstrzymuje inwestycje lub decyzje kadrowe. To mechanizm, który ostatecznie odczuwa także konsument — w portfelu i w dostępności usług zaznacza Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres.

Zmiany w prawie jako dodatkowy koszt

Istotnym czynnikiem pogarszającym nastroje przedsiębiorców są także zmiany w przepisach i wymogach prawnych, które firmy postrzegają głównie jako dodatkowe obciążenie administracyjne i finansowe. Najczęściej wskazują je przedsiębiorcy z zakwaterowania i gastronomii (56,2 proc.), handlu hurtowego (54,0 proc.) oraz budownictwa (52,1 proc.), jednak również w pozostałych sektorach odsetek pozostaje wysoki – na poziomie 40–48 proc. Z analiz Grupy Progres wynika, że na liście obaw pojawiają się nie tylko kolejne podwyżki płacy minimalnej, ale także pakiet zmian systemowych, które wpływają na koszty i organizację pracy. Od 2026 roku nowe zasady wliczania umów zlecenia, agencyjnych oraz okresów prowadzenia działalności gospodarczej do stażu pracy będą miały bezpośrednie przełożenie na wymiar urlopów i wysokość odpraw – najpierw w sektorze publicznym (od 1 stycznia), a następnie w prywatnym (od 1 maja). Dodatkowym wyzwaniem są regulacje dotyczące jawności wynagrodzeń, w tym obowiązek podawania widełek płacowych w ofertach pracy oraz raportowania różnic płacowych między kobietami a mężczyznami, a także wymóg neutralności płciowej w nazewnictwie stanowisk. Przedsiębiorcy wskazują również na rosnące obciążenia związane z cyfryzacją obowiązków administracyjnych, m.in. wdrożeniem obowiązkowych e-faktur, oraz na zmieniające się przepisy dotyczące zatrudniania cudzoziemców, które w wielu branżach mają kluczowe znaczenie dla ciągłości operacyjnej.

– Tylko nieliczne firmy postrzegają zmiany przepisów jako czynnik obniżający koszty działalności, co potwierdza, że prawo jest dziś odbierane raczej jako bariera niż impuls rozwojowy. Regulacje coraz częściej wymagają od pracodawców dodatkowych inwestycji, zmian organizacyjnych i większych nakładów na obsługę administracyjną. To szczególnie dotkliwe dla małych i średnich przedsiębiorstw, które nie dysponują rozbudowanymi zapleczami prawnymi czy HR-owymipodkreśla dyrektor regionu w Grupie Progres.

Koszty stałe, a praca na „tymczasie”

Rosnące koszty pracy i niepewność regulacyjna wyraźnie odbijają się na planach zatrudnieniowych firm. We wszystkich analizowanych przez GUS branżach więcej przedsiębiorców deklaruje możliwość ograniczenia zatrudnienia niż jego zwiększenia. Najwyższy odsetek wskazań na redukcję etatów występuje w handlu detalicznym (21,8 proc.), przetwórstwie przemysłowym (21,5 proc.) oraz handlu hurtowym (21,2 proc.). Najniższy – choć nadal istotny – w transporcie (17,1 proc.). Zamiar zwiększania zatrudnienia deklaruje jedynie kilka procent firm w każdej branży, a dominującą odpowiedzią pozostaje „nie mam zdania”, co świadczy o dużej ostrożności i wstrzymywaniu decyzji kadrowych.

Dane GUS bardzo dobrze pokazują nastroje panujące dziś na rynku pracy: firmy nie tyle planują masowe zwolnienia, co wchodzą w tryb „czekania i obserwowania”. To tłumaczy wysoki odsetek odpowiedzi wskazujących brak jednoznacznych decyzji dotyczących zatrudnienia. W takich warunkach coraz większego znaczenia nabierają elastyczne modele pracy, które pozwalają reagować na zmiany bez długoterminowych zobowiązań kosztowych podsumowuje Iwona Wieczyńska.

Z analiz Grupy Progres wynika, że w ostatnich latach systematycznie rośnie liczba firm, które uwzględniają pracę tymczasową w swoich planach zatrudnieniowych – nie jako rozwiązanie doraźne, lecz jako element stałej polityki kadrowej. W 2024 roku w tej formule pracowało w Polsce ponad 700 tys. osób, a zainteresowanie tą formą zatrudnienia stopniowo rośnie także po stronie kandydatów biorących udział w rekrutacji. Co więcej, jak pokazują dane Agencji, choć nadal niemal połowę pracujących tymczasowo stanowią młodzi do 26. roku życia, ten model zyskuje na popularności we wszystkich grupach wiekowych – 17 proc. zatrudnionych tymczasowo to osoby 50+, a 34 proc. ma od 26 do 49 lat.

DM INC podniósł wycenę Mex Polska do 8,82 zł za akcję

Analitycy DM INC S.A., w aktualizacji raportu analitycznego, 26 stycznia 2026 r. podnieśli wycenę akcji publicznej spółki Mex Polska S.A. do 8,82 zł z 5,44 zł wcześniej (w odniesieniu do raportu pierwotnego z 25 listopada 2025). Decyzja wynika ze znacznego wzrostu przychodów spółki na 2025 rok, które według szacunków Mex Polska S.A. przekroczą 127 mln zł, co oznacza 19% wzrost rok do roku. Silne wyniki operacyjne oraz konsekwentna, dynamiczna ekspansja sieci – zarówno w kluczowych aglomeracjach, jak i atrakcyjnych lokalizacjach turystycznych – skłoniły DM INC S.A. do aktualizacji prognoz, w tym wcześniejszych, bardziej ostrożnych założeń przychodowych. W zaktualizowanym raporcie analitycznym zmieniono także założenia dotyczące tempa rozwoju sieci. W obecnym modelu przyjęto otwarcie 7 nowych lokali w 2026 roku, natomiast w dalszym horyzoncie założono utrzymanie tempa ekspansji na poziomie 6 nowych lokali rocznie.

Podwyższenie wyceny wynika z trwałej poprawy ekonomiki modelu biznesowego Mex Polska, w tym wyższych wolnych przepływów pieniężnych oraz rewizji wartości rezydualnej, przy jednoczesnym obniżeniu średnioważonego kosztu kapitału (WACC) z 14,55% do 13,45%.

Spółka zaraportowała wyraźnie wyższe przychody za IV kw. 2025 r. od naszych oczekiwań, co skłoniło nas do rewizji przyjętych, relatywnie konserwatywnych, założeń w modelu finansowym. Jednocześnie firma charakteryzuje się wysoką dźwignią operacyjną, co przy wzroście przychodów bezpośrednio przekłada się na istotny wzrost przepływów pieniężnych. – mówi dr Albert Trąpczyński, analityk DM INC sporządzający raport.

Zmiany założeń w modelu wynikają z kilku czynników operacyjnych i rynkowych: wyższych od zakładanych przychodów w 2025 r. (127,3 mln zł vs. 118,9 mln zł w pierwotnym raporcie, ok. +5%), rewizji dynamiki sprzedaży like-for-like w istniejących lokalach (z 4,0% do 5,0%), szybszej materializacji dźwigni operacyjnej i poprawy marż EBIT (z 6,3% do 7,5% w 2029 r.), zwiększonego tempa ekspansji do 7 nowych lokali w 2026 r., zawarcia porozumienia z kluczowym akcjonariuszem (które obniża ryzyko z tytułu płynności i tym samym koszt kapitału spółki) oraz zmiany struktury rozwoju w kierunku lokali własnych.

Aktualizacja prognoz i wyceny pokazuje, że strategia Grupy Mex Polska przynosi wymierne efekty: rosnąca sieć lokali, wyższa marża EBITDA i netto, a także dynamiczny wzrost ROE. Konsekwentny, strukturalny rozwój oraz dywersyfikacja marek pozwalają nam nie tylko zwiększać skalę działalności, ale też poprawiać efektywność kapitałową. – komentuje Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu Mex Polska S.A.

Grupa Mex Polska konsekwentnie realizuje strategię multibrandową i hybrydowy model ekspansji, łącząc rozwój lokali własnych i franczyzowych. Na koniec 2025 roku sieć liczyła ponad 60 lokali ( w tym trzy lokale dark kitchen pod marką Spoko Taco), a zgodnie z prognozami DM INC S.A., liczba ta może przekroczyć 90 lokali do końca 2029 roku. Strategia zakłada w dłuższym horyzoncie średnio 6 nowych otwarć rocznie, z naciskiem na wysokomarżowe lokale w dużych miastach i atrakcyjnych lokalizacjach turystycznych, przy jednoczesnym zachowaniu stabilnego finansowania i niskiego poziomu zadłużenia.

Podniesienie wartości docelowej akcji przez DM INC S.A. niemal dwukrotnie względem bieżącego kursu potwierdza atrakcyjność i stabilność modelu biznesowego Grupy Mex Polska. My zaś konsekwentnie koncentrujemy się na dalszym rozwoju marek, zwiększaniu wartości dla akcjonariuszy oraz umacnianiu pozycji na rynku gastronomicznym. – podkreśla prezes Kowalewski.

Ostatni okres w historii działalności grupy był bardzo intensywny: rozszerzono zasięg sieci, odnotowano sukcesywny wzrost przychodów oraz osiągnięcie w dalszej części roku oczekiwanych  rentowności. W listopadzie 2025 r. Zarząd Mex Polska S.A. uchwalił politykę dywidendową, przewidującą wypłatę co najmniej 30% zysku netto za dany rok obrotowy, począwszy od wyniku za 2025 r.

Podsumowanie wyceny      
  Waga Wycena z Aktualizacji Wycena z Raportu
Wycena DCF 90% 8,67 zł 5,10 zł
Wycena porównawcza 10% 10,18 zł 8,48 zł
Wycena 1 akcji Mex Polska S.A.   8,82 zł 5,44 zł
Źródło: Dom Maklerski INC S.A.