Rollercoaster na złocie i srebrze: Wielki powrót po najmocniejszym spadku od lat

Po gwałtownej korekcie złoto i srebro dziś wyraźnie odbijają. Złoto rośnie o ponad 5 proc., wracając w okolice 4920 dolarów za uncję, a srebro zyskuje ponad 13 proc., przekraczając 87 dolarów. Odbicie następuje po wyjątkowo długiej i dynamicznej hossie – na złocie trwającej 864 sesje, a na srebrze aż 878 sesji. Skala wcześniejszych wzrostów sprawiła, że rynek był mocno przegrzany, a ostatnie ruchy pokazują, jak napięta pozostaje dziś sytuacja na metalach szlachetnych. W badaniu Puls inwestora indywidualnego eToro 51 proc. respondentów oczekuje wzrostu cen złota w perspektywie 6-12 miesięcy, podczas gdy spadków spodziewa się 16 proc.

Dzisiejsze odbicie złota następuje po jednym z najbardziej gwałtownych załamań ostatnich lat. W ciągu dwóch sesji ceny spadły o 13 proc., doszło też do najmocniejszego jednodniowego spadku od 2013 roku. Spadek przerwał rekordowo długą hossę, która trwała przez 864 wzrostowe sesje.

Mimo tej korekty długoterminowy obraz rynku nie uległ zasadniczej zmianie. Złoto wciąż pozostaje aktywem, które inwestorzy traktują jako zabezpieczenie przed inflacją, ryzykiem politycznym i osłabieniem siły nabywczej walut. Ostatnie spadki raczej schłodziły rynek po bardzo długim okresie wzrostów niż podważyły sens całego trendu.

Na rynku srebra ruchy były jeszcze bardziej gwałtowne. Po wcześniejszym bardzo silnym rajdzie ceny zanotowały jednorazowy spadek sięgający niemal 30 proc., największy od początku lat 80. Następnie doszło do szybkiego odbicia, które dziś ponownie wyniosło notowania powyżej 87 dolarów za uncję.

Korekta zakończyła rekordowo długi rynek byka na srebrze, który trwał 878 sesji. Tak długi okres wzrostów sprawił, że rynek stał się wyjątkowo podatny na emocje i gwałtowne odpływy kapitału spekulacyjnego. Srebro tradycyjnie porusza się bardziej dynamicznie niż złoto, a ostatnie wahania tylko to potwierdzają.

Skala spadków była w dużej mierze efektem czynników technicznych. Zarówno złoto, jak i srebro znajdowały się bardzo daleko od swoich długoterminowych średnich cen, co historycznie zwiększa ryzyko gwałtownego cofnięcia. Ceny rosły zbyt szybko, a rynek był silnie oparty na krótkoterminowych zakładach na dalsze wzrosty. W takiej sytuacji nawet niewielki impuls wystarcza, by uruchomić lawinę sprzedaży.

Nominacja Kevina Warsha na kandydata na szefa Rezerwy Federalnej, umocnienie dolara były raczej zapalnikiem niż prawdziwą przyczyną korekty. Wielu analityków zwraca uwagę, że skala spadków była większa, niż wynikałoby to z samych fundamentów.

Dla rynku złota i srebra kluczowe pozostają oczekiwania wobec polityki Fed. Stopy procentowe w USA pozostają na relatywnie wysokim poziomie, a bank centralny sygnalizuje, że z ewentualnymi obniżkami nie będzie się spieszył. Dla inwestorów oznacza to, że dolar może się wzmacniać, a to zwykle przekłada się na większą zmienność na rynku metali.

Pojawienie się kandydata na szefa Fed wprowadza dodatkową niepewność. Rynek nie wie jeszcze, jak zdecydowanie nowy szef będzie walczył z inflacją i jak szybko mógłby zmieniać politykę pieniężną. Ta niepewność sprawia, że inwestorzy reagują nerwowo nawet na drobne sygnały, co sprzyja gwałtownym ruchom cen.

Uzupełnieniem tego obrazu są nastroje inwestorów indywidualnych w Polsce. Według badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro z grudnia zeszłego roku, wśród polskich inwestorów dominuje nastrój umiarkowanego optymizmu wobec rynku złota w horyzoncie 6-12 miesięcy. 44 proc. respondentów zakłada umiarkowany wzrost cen, a kolejne 7 proc. liczy na wyraźne zwyżki. Jednocześnie 24 proc. inwestorów oczekuje stabilizacji notowań na obecnych poziomach. Spadków spodziewa się łącznie 16 proc. badanych, przy czym zdecydowana większość wskazuje na scenariusz umiarkowanej korekty. Brak jednoznacznej opinii deklaruje 9 proc. respondentów, co dobrze oddaje niepewność towarzyszącą rynkowi po długiej hossie i gwałtownych ostatnich wahaniach. Ten rozkład odpowiedzi dobrze wpisuje się w obecną sytuację – po bardzo długiej hossie i gwałtownej korekcie dominują oczekiwania na dalsze wzrosty, ale już bez euforii, z większą świadomością ryzyka i podwyższonej zmienności.

W takim otoczeniu ostatnie odbicie złota i srebra pokazuje, że popyt wciąż jest obecny, ale po tak długiej hossie zmienność może pozostać podwyższona jeszcze przez dłuższy czas.

Unii może zabraknąć surowców niezbędnych do wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych

  • Unia ma trudności z uniezależnieniem się od importu surowców z niewielkiej liczby krajów bogatych w zasoby.
  • Wydobycie, przeróbka i recykling surowców wewnątrz Unii nie rozwijają się wystarczająco.
  • Zabezpieczenie dostaw w perspektywie do 2030 r. wydaje się nieosiągalne.

UE ma trudności z zabezpieczeniem dostaw surowców, które są jej niezbędne, aby osiągnąć wyznaczone cele dotyczące energii i klimatu – taki wniosek płynie z nowego sprawozdania opublikowanego przez Europejski Trybunał Obrachunkowy. Działania UE w zakresie dywersyfikacji importu nie przynoszą wymiernych rezultatów, liczne bariery utrudniają rozwój produkcji wewnątrz Unii, a recykling surowców jest nadal w powijakach. Kontrolerzy odnotowują jednocześnie, że w przypadku wielu projektów wspieranych przez UE jest mało prawdopodobne, by udało się osiągnąć w terminie zamierzone efekty.

Przejście UE na energię ze źródeł odnawialnych jest w dużym stopniu zależne od dostępności urządzeń technicznych, takich jak baterie, turbiny wiatrowe i panele słoneczne, które wymagają zastosowania surowców krytycznych, np. litu, niklu, kobaltu, miedzi i metali ziem rzadkich. Większość tych surowców wydobywa się i przerabia obecnie w jednym lub kilku państwach spoza UE, np. Chinach, Turcji i Chile. Aby zaradzić tej zależności od państw trzecich, UE przyjęła w 2024 r. akt w sprawie surowców krytycznych w celu zapewnienia długoterminowych bezpiecznych dostaw 26 surowców uznawanych za kluczowe dla procesu transformacji energetycznej.

– Surowce strategiczne są nieodzowne w procesie transformacji energetycznej oraz do zagwarantowania konkurencyjności i strategicznej autonomii. Niestety, jeśli chodzi o dostawy tych surowców, Unia jest zależna od niewielkiej liczby krajów spoza UE, co stanowi zagrożenie – powiedziała Keit Pentus-‍Rosimannus, członkini Trybunału odpowiedzialna za tę kontrolę. – W związku z tym istotne jest, aby UE zintensyfikowała wysiłki i zmniejszyła swoją zależność w tej dziedzinie.

Dostawy surowców można odpowiednio zabezpieczyć dzięki dywersyfikacji importu, zwiększeniu produkcji wewnątrz Unii i recyklingowi. W akcie w sprawie surowców krytycznych określono jedynie niewiążące poziomy docelowe na 2030 r., a do tego mają one zastosowanie tylko do niewielkiej liczby surowców uznawanych za strategiczne ze względu na ich duże znaczenie gospodarcze i ryzyko związane z dostawami. Nie jest również jasne, na jakiej podstawie ustalono poziomy, które mają zostać osiągnięte do 2030 r. Kontrolerzy odnotowują ponadto, że wciąż wiele pozostaje do zrobienia, aby udało się osiągnąć te poziomy docelowe, a UE będzie miała trudności z zabezpieczeniem do końca dekady dostaw surowców strategicznych, które są jej niezbędne.

Przyjmując akt w sprawie surowców krytycznych, UE dążyła do zmniejszenia swojej zależności od niewielkiej liczby krajów bogatych w zasoby. Wysiłki na rzecz dywersyfikacji importu nie przyniosły jednak jeszcze wymiernych rezultatów. Przykładowo w ciągu ostatnich pięciu lat UE podpisała 14 partnerstw strategicznych w dziedzinie surowców (w tym siedem z państwami, które uzyskują niskie wyniki w dziedzinie dobrego sprawowania rządów), tymczasem import z tych krajów partnerskich spadł w latach 2020–2024 w przypadku około połowy przeanalizowanych surowców. Niektóre inne działania UE utknęły w martwym punkcie (np. negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi wstrzymano w 2024 r.), podczas gdy jeszcze inne nie zostały przeprowadzone do końca (np. umowa UE z Mercosurem, a więc z Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem, krajami bogatymi w surowce krytyczne, która nadal nie została ratyfikowana przez wszystkie państwa UE).

W akcie w sprawie surowców krytycznych określono ponadto niewiążący poziom docelowy, zgodnie z którym do 2030 r. co najmniej 25% zużycia surowców strategicznych w UE powinno być pokryte z recyklingu. Perspektywy w tej dziedzinie nie napawają jednak optymizmem – obecnie w przypadku siedmiu z 26 surowców niezbędnych do transformacji energetycznej współczynniki recyklingu wynoszą od 1% do 5%, a w przypadku 10 surowców recyklingu nie prowadzi się wcale. Ponadto większość unijnych poziomów docelowych dotyczących recyklingu nie odnosi się do poszczególnych surowców. W rezultacie te poziomy docelowe nie stwarzają zachęt do recyklingu konkretnych surowców – zwłaszcza tych, które trudniej jest pozyskać, takich jak metale ziem rzadkich w przypadku napędów elektrycznych lub pallad w przypadku urządzeń elektronicznych. Nie stwarzają też zachęt do stosowania surowców pochodzących z recyklingu. Kontrolerzy zwracają uwagę, że podmioty zajmujące się recyklingiem prowadzące działalność w Unii borykają się z wysokimi kosztami przetwarzania, niewielkimi dostępnymi ilościami surowców oraz barierami technologicznymi i regulacyjnymi, które osłabiają konkurencyjność tych podmiotów.

UE dąży ponadto do zwiększenia wydobycia surowców strategicznych – w zamyśle wewnątrzunijne wydobycie ma pokryć 10% zużycia. W rzeczywistości jednak działalność poszukiwawcza jest słabo rozwinięta. Nawet jeśli uda się znaleźć nowe złoża, uruchomienie projektu wydobywczego w Unii może potrwać do 20 lat. W związku z tym trudno sobie wyobrazić, że obecnie realizowane projekty przyniosą jakiekolwiek wymierne efekty przed upływem terminu wyznaczonego na 2030 r. Zdolności w zakresie przeróbki surowców w UE spadają, częściowo ze względu na wysokie koszty energii, które mogą poważnie osłabić konkurencyjność (tymczasem zgodnie z przyjętym celem zdolności te miałyby osiągnąć 40% zużycia surowców do 2030 r.). Kontrolerzy ostrzegają, że Unia może utknąć w błędnym kole – brak dostaw hamuje realizację projektów w zakresie przeróbki surowców, co z kolei osłabia zachęty do zabezpieczenia dostaw.

Informacje ogólne

Surowce krytyczne oznaczają surowce ważne z gospodarczego punktu widzenia, w przypadku których występuje wysokie ryzyko związane z dostawami. W najnowszym wykazie tych surowców – zawartym w akcie w sprawie surowców krytycznych – wskazano 34 surowce krytyczne, z których 26 jest niezbędnych do kluczowych technologii wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych, a 17 uznaje się za surowce strategiczne. W kontekście zobowiązania UE do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych netto o co najmniej 55% do 2030 r. i osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r. surowce krytyczne są nieodzowne do pomyślnej dekarbonizacji systemu energetycznego.

Sprawozdanie specjalne 04/2025 pt. „Surowce krytyczne niezbędne do transformacji energetycznej – unijna polityka stoi na niestabilnym gruncie” jest dostępne na stronie internetowej Trybunału. Towarzyszy mu jednostronicowe podsumowanie najważniejszych faktów i ustaleń.

Coraz trudniej o szybką sprzedaż mieszkania. Rynek szuka nowej równowagi

Ostatni kwartał 2025 r. przyniósł wyraźne wydłużenie czasu sprzedaży mieszkań na rynku wtórnym. Mimo coraz lepszych warunków kredytowania, popyt nie wraca na rynek w spodziewanym tempie. Tworzy to jednak doskonałą okazję dla osób planujących zakup nieruchomości w nadchodzących miesiącach.

 Rok 2025 zamknęliśmy w nastrojach, które można określić jako „umiarkowany optymizm z dużą dawką pragmatyzmu”. Dane z ostatniego kwartału rysują obraz rynku nieruchomości, który po okresie turbulencji szuka nowego punktu równowagi. Kluczowym motorem napędowym stały się decyzje Rady Polityki Pieniężnej. Obniżka stóp procentowych o łącznie 1,75 p.p. w skali roku (do poziomu 4,0 p.p.) diametralnie zmieniła „matematykę kredytową” Polaków, choć nie wywołała jeszcze lawinowego wzrostu liczby transakcji.

Zróżnicowanie regionalne: Gdańsk liderem, Łódź z korektą

Analizy rynku wtórnego za IV kw. 2025 r. wskazują na wyraźne rozbieżności pomiędzy metropoliami. Według autorów raportu Barometr Metrohouse i Credipass, na rynku wyłaniają się trzy grupy miast:

  • Liderzy wzrostów: Gdańsk, ze średnią ceną transakcyjną wyższą o 5,7% r/r, pozostaje rynkiem o silnym zacięciu inwestycyjnym.
  • Ośrodki stabilizacji: Warszawa i Wrocław weszły w fazę cenowego „płaskowyżu”. Mimo nominalnych wzrostów, realna dynamika cen wyhamowała.
  • Obszary korekty: Kraków (-3,7% r/r) oraz Łódź, będąca liderem spadków o blisko 8% r/r. W Łodzi ogromna podaż na rynku pierwotnym (7 tys. mieszkań) wymusza na sprzedających z rynku wtórnego dużą elastyczność cenową.

– Rynek wtórny w końcówce roku charakteryzował się większą powściągliwością nabywców. Średni czas sprzedaży wydłużył się do ponad 4 miesięcy w stolicy i niemal 5 miesięcy na mniejszych rynkach lokalnych. Jednocześnie dynamiczny rynek pierwotny w miastach takich jak Łódź, nasycony promocjami deweloperskimi, stawia przed sprzedającymi z rynku wtórnego nowe wyzwania w kontekście konkurencyjności. – mówi Marta Żółkowska, Country Manager Metrohouse. – Klient stał się selektywny i skrupulatny w negocjacjach, skupiając uwagę na funkcjonalnych metrażach 35–65 mkw.

Rekordy bez wsparcia rządu

Sektor finansowy ma za sobą przełomowy rok. Październikowy wynik – 10,86 mld zł wolumenu udzielonych kredytów – to historyczny rekord osiągnięty bez wsparcia programów rządowych.

To dowód na uwolnienie zagregowanego popytu osób, które przestały czekać na dopłaty i zaakceptowały warunki rynkowe. Niezwykle istotnym zjawiskiem, stanowiącym niemal 20% nowej akcji kredytowej, stały się refinansowania. Co piąta złotówka wypłacona przez banki nie posłużyła na zakup nowego lokalu, lecz na optymalizację kosztów już posiadanych długów. To sygnał rosnącej świadomości finansowej Polaków zauważa Tomasz Przyrowski, Prezes Zarządu Credipass. Według niego w 2026 r. standardem stanie się długofalowa współpraca z ekspertem finansowym, obejmująca regularne przeglądy zobowiązań i optymalizację kosztów długu.

Rynek pierwotny: Poznań w górę, Wrocław lekko w dół

Stabilizacja zagościła również na rynkach deweloperskich. Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl, zwraca uwagę na specyfikę Gdańska, gdzie ceny wróciły do poziomu z września po jesiennych korektach. – Grudniowa średnia cena nowego metrażu wróciła do poziomu z września po widocznym wcześniej jesiennym spadku, który między innymi był skutkiem „jawności cen” i wdrożenia przez deweloperów korekt oficjalnych cenników. Sytuacja gdańskiego rynku jest specyficzna ze względu na dość częste pojawianie się w ofercie deweloperów ekskluzywnych mieszkań usytuowanych w „najdroższych” lokalizacjach (przy Zatoce Gdańskiej i na terenie Śródmieścia).

W IV kw. 2025 r. nastąpiła zmiana lidera wzrostów na rynku deweloperskim. Podczas gdy kwartał wcześniej brylował Wrocław, pod koniec roku najwyższy wzrost (+3,6% kw./kw.) odnotował Poznań. Ciekawym zjawiskiem jest również odbicie w Łodzi (+2,3%), co kontrastuje z sytuacją na tamtejszym rynku wtórnym. Na pozostałych rynkach było znacznie stabilniej, gdyż kwartalne zmiany średniej stawki z deweloperskich cenników wynosiły od -0,3% (Wrocław) do +0,8% (Kraków). Należy pamiętać, że nierzadko spory wpływ na ofertowe stawki ma sytuacja sprzedażowa. Przykładowo, w Poznaniu doszło do wyprzedaży lokali o typowej cenie (12 000 zł/m kw. – 15 000 zł/m kw.) i rozbudowy oferty droższych „M”, co wpłynęło dodatnio na średnią stawkę za 1 m kw.

Roch Baranowski nowym Prezesem Respect Energy Holding

Z dniem 31 stycznia 2026 roku Sebastian Jabłoński – założyciel i główny akcjonariusz Respect Energy Holding S.A. – zakończył pełnienie funkcji Prezesa Zarządu Spółki. Nowym Prezesem Respect Energy Holding został Roch Baranowski, dotychczasowy Członek Zarządu i menedżer od lat związany z branżą energetyczną, specjalizujący się w budowaniu strategii w dynamicznie rozwijających się międzynarodowych organizacjach.

Zmiana na stanowisku Prezesa jest naturalnym etapem rozwoju Respect Energy – organizacji, która w ciągu kilkunastu lat przeszła drogę od dynamicznego challengera do jednego z kluczowych graczy rynku zielonej energii w Polsce i Europie. Przekazanie bieżącego zarządzania operacyjnego doświadczonemu menedżerowi pozwala Grupie zachować tempo rozwoju, jednocześnie wzmacniając koncentrację na długoterminowej strategii i dynamicznym skalowaniu biznesu.

Sebastian Jabłoński pozostaje właścicielem i głównym akcjonariuszem Grupy, obejmując rolę Founder & Chairman Respect Energy Holding. W nowej funkcji będzie koncentrował się na kierunku strategicznym, dalszym rozwoju portfela działalności Grupy oraz współpracy z Zarządem i Radą Nadzorczą.

– Respect Energy osiągnęła skalę i dojrzałość, w których naturalnym krokiem jest rozdzielenie ról właścicielskich i operacyjnych. Przekazanie sterów Rochowi, osobie z dużym doświadczeniem menedżerskim i strategicznym to decyzja, która wzmacnia organizację i przygotowuje ją na kolejny etap rozwoju – podkreśla Sebastian Jabłoński.

Doświadczone przywództwo na kolejny etap wzrostu

Roch Baranowski od prawie 2 lat współtworzył rozwój Respect Energy, odpowiadając za kluczowe obszary zarządcze i strategiczne. Jako Prezes Zarządu będzie kontynuował rozwój Grupy w oparciu o pełną obecność we wszystkich dotychczasowych obszarach działalności, wyznaczanie ambitnych celów biznesowych oraz dalsze budowanie przewag konkurencyjnych na rynkach krajowych i międzynarodowych. To doświadczenie dziś staje się punktem wyjścia do kolejnej fazy rozwoju – ambitnej, skalowalnej i nastawionej na realną sprawczość.

– Naszą ambicją jest dalsze umacnianie obecności we wszystkich kluczowych obszarach transformacji energetycznej: od obrotu energią, dostarczania zero-emisyjnej energii oraz innowacyjnych produktów i usług energetycznych do naszych klientów, przez umożliwianie dostępu do rynku wytwórcom zielonej energii oraz dewelopment i aktywne zarządzanie odnawialnymi aktywami wytwórczymi, rozwój zaawansowanych usług opartych na elastyczności, po kontynuację naszej ekspansji międzynarodowej. Chcemy eksplorować nowe możliwości, szybko skalować to, co działa, i reagować na zmiany rynkowe szybciej niż one same – mówi Roch Baranowski.

– Moim celem jest dalszy rozwój Respect Energy jako organizacji dynamicznej, odpornej i ofensywnej rynkowo – łączącej wysoką ambicję wzrostu z dyscypliną strategiczną i operacyjną. Zespół, który mamy, daje nam realną przewagę: pozwala działać zdecydowanie, podejmować odważne decyzje i konsekwentnie realizować długofalowe cele – dodaje Prezes.

Zmiana na stanowisku Prezesa wpisuje się w długofalowy rozwój Respect Energy – firmy, która konsekwentnie rozwija skalę działalności, wzmacnia kompetencje zarządcze i buduje fundamenty pod kolejne lata wzrostu w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu energetycznym.

Stabilność kosztuje, ale chaos kosztuje więcej. Profesjonalizacja majątku rodzinnego przyspiesza

Rodzinny kapitał coraz częściej przegrywa bez profesjonalnego zarządzania. Jak wynika z globalnego raportu Family Offices Compensation Survey przygotowanego przez Heidrick & Struggles, wynagrodzenia kluczowych ról w Family Offices osiągają dziś poziomy znane z private equity – mediana całkowitego wynagrodzenia dyrektora inwestycyjnego (CIO) sięga 650 tys. dolarów rocznie, a CEO 600 tys. dolarów. To efekt rosnącej presji na profesjonalizację, sukcesję i ograniczenie ryzyk, których rodziny nie są już w stanie kontrolować samodzielnie.

Family Offices to wyspecjalizowane struktury zarządzające majątkiem najzamożniejszych rodzin – często obejmujące nie tylko inwestycje finansowe, ale także nadzór właścicielski nad firmami, planowanie sukcesji, kwestie podatkowe i ładu rodzinnego. Wraz ze wzrostem skali majątku i jego złożoności, coraz częściej funkcjonują one jak profesjonalne organizacje inwestycyjne, konkurujące o tych samych liderów co fundusze private equity czy instytucje finansowe.

Family Office w punkcie zwrotnym

Heidrick & Struggles International, wiodący globalny doradca w zakresie przywództwa i kształtowania kultury organizacyjnej, opublikował swój pierwszy globalny raport Family Offices Compensation Survey.

Jeszcze dekadę temu wiele Family Offices opierało się na nieformalnych strukturach i osobistym zaufaniu właścicieli. Dziś ten model coraz częściej zawodzi. Z raportu Heidrick & Struggles wynika, że ponad 70% Family Offices zwiększyło wynagrodzenia top managementu w ciągu ostatnich trzech lat, próbując przyciągnąć liderów zdolnych zarządzać nie tylko kapitałem, ale też złożonym układem interesów rodzinnych, inwestycyjnych i sukcesyjnych.

Co istotne, zmienia się także profil tych liderów. 63% CIO zatrudnionych w Family Offices ma doświadczenie w private equity, asset management lub bankowości inwestycyjnej, a nie w firmach rodzinnych. To wyraźny sygnał, że rynek odchodzi od modelu „zaufanego opiekuna” na rzecz twardych kompetencji inwestycyjnych i zarządczych.

Talent ważniejszy niż strategia inwestycyjna

Najbardziej wymowny wniosek raportu dotyczy priorytetów właścicieli. 68% Family Offices wskazuje dziś pozyskanie i utrzymanie talentów jako jedno z trzech kluczowych wyzwań strategicznych – częściej niż zmienność rynków czy ryzyko regulacyjne.

To dlatego pakiety wynagrodzeń coraz częściej obejmują nie tylko pensję bazową, ale także długoterminowe premie, udział w wynikach portfela i mechanizmy retencyjne znane z funduszy private equity. Family Offices zaczynają konkurować o tych samych liderów co największe instytucje finansowe.

Polska i CEE: profesjonalizacja przyspiesza

Choć raport ma charakter globalny, jego wnioski szczególnie mocno rezonują w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Region ten znajduje się dziś w fazie intensywnej transformacji majątkowej. Według międzynarodowych danych, w Polsce żyje już ponad 60 tys. osób zamożnych (HNWI), a znacząca część dużych firm prywatnych stoi przed procesem sukcesji w perspektywie najbliższych lat.

– W Polsce i regionie CEE wchodzimy w bardzo ważny moment dla wielu Family Offices. Pierwsze pokolenie właścicieli oddaje stery, a jednocześnie rośnie skala i złożoność majątku. Bez zewnętrznych CEO i CIO z doświadczeniem w private equity czy bankowości inwestycyjnej, ryzyko chaosu decyzyjnego i konfliktów rodzinnych realnie rośnie. Dlatego sześciocyfrowe wynagrodzenia dla top managementu przestają być ekstrawagancją — stają się ceną za stabilność i ciągłość mówi Łukasz Kiniewicz, Partner Zarządzający na Polskę i Europę Środkowo-Wschodnią w Heidrick & Struggles.

Nowy front walki o liderów

Dla rynku pracy i executive search Family Offices przestają być niszowym klientem. Stają się jednym z najbardziej wymagających segmentów rynku top managementu – oferując wysokie wynagrodzenia, ale jednocześnie stawiając liderów w wyjątkowo trudnym środowisku, gdzie wyniki finansowe muszą iść w parze z umiejętnością zarządzania emocjami, relacjami i długofalowym interesem rodziny.

Dun & Bradstreet: Siedem trendów compliance w 2026 roku

Zmiany geopolityczne, nowe regulacje, transformacja cyfrowa oraz rozwój sztucznej inteligencji sprawiają, że środowisko compliance zmienia się szybciej niż kiedykolwiek. Z drugiej strony innowacyjne narzędzia, technologia i inteligentne wykorzystanie danych w dużym stopniu ograniczają ryzyko związanie z naruszeniem zasad compliance. Tomasz Starzyk z Dun & Bradstreet przedstawia siedem trendów, które w 2026 roku będą kształtować środowisko Compliance — od nakładanych sankcji na autorytarne rządy państw, trudności w utrzymaniu ciągłości łańcuchów dostaw, przez nowe regulacje, wpływ sztucznej inteligencji na codzienną pracę zespołów compliance, a kończąc na rosnącym znaczeniu danych i ryzyku związanym z naruszeniem obowiązujących zasad.

  1. Sankcji i przejrzystość łańcuchów dostaw

Na świecie rośnie liczba krajów objętych sankcjami gospodarczymi, co w bezpośredni sposób wpływa na charakter międzynarodowego handlu i utrudnia utrzymanie ciągłości w łańcuchach dostaw. Wielopłaszczyznowość zagadnienia przekłada się na rosnące ryzyko nieumyślnego naruszenia regulacji i zasad compliance. Ostatnio nałożone kary przez organy regulacyjne m.in. w krajach nordyckich pokazały, że odpowiedzialność spoczywa nie tylko na samej firmie, ale również na osobach fizycznych zarządzających podmiotem.

Nowo regulacje, takie jak reguła BIS 50%, wymuszają na firmach obowiązek monitoringu wszystkich podmiotów powiązanych w łańcuchu dostaw oraz ich udziałowców. Wymóg ten zwiększa rynkową potrzebę na narzędzia monitorujące globalne struktury własnościowe sprawdzanych podmiotów w czasie rzeczywistym. Kluczem do sukcesu Stają się wiarygodne i aktualne dane oraz zaawansowana analityka, która pozwala na identyfikację podmiotów objętych sankcjami i monitorowanie przepływu towarów i usług.

  1. Poszerzenie ram regulacyjnych: ignorancja nie jest usprawiedliwieniem

W 2026 roku wymagania regulatorów staną się jeszcze bardziej rygorystyczne. Firmy, szczególnie te największe będą zobowiązane proaktywnie pozyskiwać i weryfikować informacje o wszystkich podmiotach w całych łańcuchach dostaw — brak danych, bierność czy celowe zaniechanie działania jest ryzykiem samym w sobie. Dyrektywa Omnibus Unii Europejskiej zmienia zasady raportowania CSRD i CSDDD. Z jednej strony upraszcza sprawozdawczość a dla sektora MSP, z drugiej strony utrzymuje w mocy rygorystyczne wymagania dla tych największych firm.

Nowe zasady raportowania ESG czy AML wymuszają konieczność stałego monitorowania i sprawdzania akcjonariatu pod kątem powiązań kapitałowych i osobowych, prowadząc do utraty aktualności statycznych danych.

Dlatego też, firmy na całym świecie inwestują w kompleksowe rozwiązania, aktualne dane i informacje o kontrahentach. Ignorancja, zaniechanie obowiązku czy niewiedza nie jest okolicznością łagodzącą w oczach prawa.

  1. Elastyczność w zmiennym otoczeniu regulacyjnym

Elastyczność w bieżącym roku będzie postrzegana jako jedna z najważniejszych cech zespołów Compliance. Nagłe zmiany przepisów, globalne zawirowania, decyzje polityczne czy nowe sankcje będą wymagały natychmiastowych reakcji i modyfikacji procesów.

Wygranymi będą te organizacje, które potrafią szybko aktualizować procedury, zmieniać priorytety, zakres zarządzania ryzykiem oraz dostosowywać procesy do rzeczywistości. Kluczowe mogą okazać się inwestycje w nowoczesne technologie, rozwiązania chmurowe i stale aktualizowane dane. Elastyczność działów Compliance będzie mierzona odpowiedzią na niespodziewane zdarzenia.

  1. AI w Compliance: szansa i konieczna ostrożność

Sztuczna inteligencja w 2026 roku odegra fundamentalną rolę w compliance — pod warunkiem, że organizacje zadbają o solidne ramy zarządzania i wysokiej jakości dane. Większość wymogów unijnego Aktu o sztucznej inteligencji zacznie obowiązywać już w bieżącym roku, zmieniając sposób wykorzystania AI przez zespoły compliance.

Firmy będą musiały precyzyjnie dokumentować procesy decyzyjne wykorzystywanych modeli AI, gromadzić dane i w trybie ciągłym zarządzać ryzykiem. Rzetelne dane staną się absolutnym fundamentem — niepełne lub nieaktualne informacje mogą prowadzić do błędów i fałszywych wyników.

AI pomoże szybciej identyfikować ryzyka i ograniczyć liczbę fałszywych trafień, ale nie zastąpi ludzkiego doświadczenia i wiedzy. Najskuteczniejsze zespoły połączą dobrze zarządzane dane, odpowiedni nadzór i doświadczenie praktyczne.

  1. Fraud i cyberbezpieczeństwo: dane jako pierwsza linia obrony

Cyberbezpieczeństwo i fraud w 2026 roku będą kluczowymi wyzwaniami dla zespołów compliance. Wyrafinowane sposoby oszustw będę uderzać w łańcuchy dostaw, systemy zarządzania i finanse.

Sztuczna inteligencja znacząco przyspieszy wykrywanie nietypowych zdarzeń. Mimo tego, cyberataki — od zagrożenia wisusem po wycieki danych — nadal pozostaną poważnym zagrożeniem. Największym wyzwaniem będzie szybka identyfikacja ryzyk i skuteczne przeciwdziałanie.

Organizacje, które zintegrują systemy zabezpieczające oraz postawią na dane wysokiej jakości, monitoring i solidną weryfikację tożsamości, będą wygranymi nie tylko na polu walki z cyberprzestępczością, ale i lepiej przygotowane do nowych wymogów regulacyjnych.

  1. Globalne standardy i dostęp do danych: zarządzanie rosnącą złożonością

Zasady dostępu do danych i możliwości ich wykorzystania nadal będą mocno zróżnicowane w zależności od położenia geograficznego, co już teraz jest realnym wyzwaniem dla firm działających międzynarodowo.

Regulacje i trendy związane z ESG są znacząco odmienne w poszczególnych krajach, dlatego firmy musza uważnie śledzić zmieniające się standardy i zasady, po to aby sprawnie dostosowywać się do lokalnych wymogów.

Coraz więcej krajów spoza Unii Europejskiej już teraz dobrowolnie raportuje wskaźniki ESG, po to, aby utrzymać swoją konkurencyjność na rynku. Firmy, które w czas zrozumieją powagę spraw i wdrożą odpowiednie procedury, zdobędą przewagę i ograniczą ryzyko kar.

  1. Czynnik ludzki: dane, AI i ekspertyza

Najskuteczniejsze zespoły compliance będą łączyły technologie z ludzką wiedzą. AI i automatyzacja procesów będzie odpowiadać za wykonywanie rutynowych zadań, człowiek będzie wyznaczał kierunek działania, interpretował złożone i niestandardowe sytuacje i dbał o etyczny wymiar przedsięwzięcia.

Kluczowym wyzwaniem będzie nadążanie za zmianami regulacyjnymi i wiedzą, kiedy zaufać technologii, a kiedy własnemu doświadczeniu. Najbardziej poszukiwani będą specjaliści potrafiący płynnie łączyć dane, technologię i praktyczne podejście do compliance. Szkolenia i rozwój kompetencji krytycznych staną się standardem.

Aby nadążyć za tempem zmian regulacyjnych, organizacje powinny działać już teraz — inwestując w solidne dane oraz elastyczne procesy compliance, które pozwolą zespołom reagować szybko, pewnie i skutecznie na każde nowe wyzwanie.

Autor: Tomasz Starzyk, Dun & Bradstreet

Dolar wraca do siły, a surowce tracą po ostrej korekcie

Koniec minionego tygodnia to wyraźna przecena na rynkach. Jako powód wskazywany jest Kevin Warsh, czyli następca Jerome Powella. Okazuje się, że jest on problemem nie tylko dla opozycji – nie wiedzącej, za co go krytykować – ale również dla inwestorów, dla których jego kontrkandydaci wydawali się dużo bardziej przychylni.

Gwałtowna realizacja zysków na rynkach

Ostatnie wydarzenia na rynkach z pewnością będą jeszcze długo analizowane. W zależności od instrumentu, do czwartku na większości rynków – szczególnie na złocie i srebrze – trwały mocno niestandardowe wzrosty. Po czym nagle rynek zawrócił. By lepiej zrozumieć skalę zjawiska, warto spojrzeć, chociażby na wspomniane kruszce. Uncja złota spadła od szczytów z czwartku do dzisiejszego poranka o niemal 20%. Srebro w tym samym czasie zanotowało 33% spadków. Ropa naftowa na tle metali zachowywała się dość spokojnie, bo zniżka wyniosła „zaledwie” 4,5%. Giełdy przyjmują obecne wydarzenia w miarę neutralnie na tle surowców, ale spadki również są zauważalne. W tym samym czasie dolar odzyskał kolejny cent na wartości względem euro.

Co powoduje korektę?

Wiele osób łączy obecne ruchy rynkowe ze wskazaniem następcy Jerome’a Powella. Rynek oszalał na informację, że prawdopodobnie będzie to Rick Rieder – i w zeszłym tygodniu rozpoczęły się zakupy. Kandydatura ta uchodziła bowiem za bardzo korzystną dla rynków finansowych i dużego biznesu. Okazuje się jednak, że wskazano na Kevina Warsha. Mamy zatem gigantyczną zmianę podejścia. Zamiast bankiera inwestycyjnego mamy człowieka z doświadczeniem w FED, który – jako nieformalna prawa ręka ówczesnego prezesa – pomagał rozwiązywać prawdopodobnie największy kryzys finansowy XXI wieku. Do tego kogoś, kto ostatnie lata spędził jako pracownik naukowy. Zmiana ta, zdaniem wielu analityków, jest sygnałem, że owszem – nowa administracja wstawia swojego człowieka, ale nie jest to marionetka mająca ślepo realizować wolę dużego biznesu. W rezultacie nie należy się nastawiać na szalone cięcia stóp procentowych, które stały u podstaw ostatniego entuzjazmu inwestorów.

Dane z rynku

W tle tych doniesień dane makroekonomiczne przestały mieć większe znaczenie. W piątek zobaczyliśmy inflację w Niemczech wyższą od oczekiwań o 0,1%, ale wynik 2,1% to tylko 0,1% powyżej celu. Pojawiła się również inflacja producencka za oceanem wyższa od prognoz oraz dużo lepszy od oczekiwań indeks Chicago PMI. Dostaliśmy więc – jakby tego wszystkiego było mało – dane, które tylko dodatkowo umacniały już i tak wyjątkowo mocnego tego dnia dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych przypada dzień odczytów indeksów PMI, ale patrząc na zmienność na rynkach, należy oczekiwać, że nadal będzie to bardzo interesujący dzień.

Prezes KRF zapowiada audyty w KIF i współpracę z CBA. Nadzwyczajne posiedzenie 6 lutego 2026 r.

Dr hab. Agnieszka Stępień, prezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów, opublikowała oświadczenie w związku z publicznymi informacjami dotyczącymi realizacji wybranych projektów w Krajowej Izbie Fizjoterapeutów (KIF). Z komunikatu wynika, że w czasie jej prezesury uruchomiono działania „porządkujące i kontrolne”, obejmujące m.in. audyt przetargów oraz analizę wydatkowania środków – zarówno pochodzących ze składek, jak i z funduszy unijnych.

„Są przesłanki”, ale bez przesądzania winy

W oświadczeniu podkreślono, że dotychczasowe analizy prawne wskazują na przesłanki mogące świadczyć o nieprawidłowościach w obszarach związanych z postępowaniami zakupowymi oraz rozliczaniem wybranych przedsięwzięć. Jednocześnie prezes KRF zastrzegła, że nie oznacza to zamknięcia sprawy ani pełnej wiedzy o wszystkich okolicznościach – rzetelna ocena wymaga weryfikacji kompletnej dokumentacji oraz chronologii zdarzeń.

Audyt przetargów i wydatków z funduszy UE

KIF – jak wskazano – prowadzi obecnie audyt postępowań przetargowych i konkursowych oraz wydatkowania środków pochodzących z funduszy Unii Europejskiej. Zaznaczono, że wiarygodny audyt musi być przeprowadzony starannie, co wymaga czasu, zebrania materiału i porównania danych z kilku źródeł.

W oświadczeniu przywołano także wątek audytu dotyczącego zamówienia na rozwiązania informatyczne w projekcie FIZJO-LEARNING.

Zainteresowanie CBA i audyt wewnętrzny

Prezes KRF poinformowała, że sprawa jest przedmiotem zainteresowania Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA). Zadeklarowała współpracę z organami w zakresie wymaganym prawem, w tym udostępnianie dokumentów i wyjaśnień oraz zapewnienie warunków do prowadzenia czynności.

Niezależnie od działań organów państwowych zlecono również audyt wewnętrzny na potrzeby Izby – w celu uporządkowania dokumentacji, identyfikacji ryzyk oraz wdrożenia działań naprawczych, tam gdzie będzie to konieczne. Wskazano, że decyzja o audycie wewnętrznym zapadła po tym, jak punkt dotyczący potrzeby przeprowadzenia audytu zewnętrznego został usunięty z porządku obrad przez Krajową Radę Fizjoterapeutów.

6 lutego 2026: nadzwyczajne posiedzenie prezydium KRF

W związku z wynikami audytu dotyczącymi projektu FIZJO-LEARNING prezes KRF zwołała Nadzwyczajne Posiedzenie Prezydium KRF na 6 lutego 2026 r. oraz zapowiedziała zamiar zwołania Nadzwyczajnego Posiedzenia Rady. W planie posiedzenia prezydium ma się znaleźć również omówienie innych potencjalnych nieprawidłowości w gospodarce finansowej KIF oraz kwestii związanych z przestrzeganiem zasady braku konfliktu interesów.

Deklaracja transparentności „w granicach prawa”

W końcowej części oświadczenia dr hab. Agnieszka Stępień zapewniła, że nie zamierza niczego ukrywać i będzie prowadzić działania transparentnie oraz uczciwie, informując o nich w granicach dopuszczalnych prawem. Jednocześnie podkreśliła, że z uwagi na standardy etyczne nie może formułować zarzutów wobec osób, jeśli informacje nie zostały uprzednio zweryfikowane i potwierdzone.

ERLI pozywa Allegro

ERLI składa pozew przeciwko Allegro za nadużywanie pozycji dominującej i sztuczne zawyżanie cen. Zarzut: Allegro uderza w sprzedawców i konsumentów, de facto zabraniając oferowania produktów w niższych cenach poza Allegro.pl

Spółka ERLI złożyła pozew przeciwko Allegro. Pozew obejmuje zarzuty m.in. nadużycia przez Allegro pozycji dominującej i stosowania czynów nieuczciwej konkurencji. Platforma ERLI, która od początku funkcjonowania wskazywała, że niższe ceny w e-commerce są możliwe dzięki obniżaniu kosztów dla sprzedających, tym razem zdecydowała się stanąć w obronie uczciwego rynku i portfeli milionów Polaków także na drodze prawnej.  „Nie ma naszej zgody na sztuczne zawyżanie cen i działanie na szkodę konsumentów, tysięcy polskich przedsiębiorców prowadzących e-sklepy, a także na szkodę wiarygodności całej branży e-commerce. Ktoś musi nazwać wprost nieuczciwe praktyki, które dążą do monopolu” – mówi Adam Ciesielczyk, twórca i Prezes ERLI.

Cel pozwu: ochrona zasad uczciwej konkurencji

Poprzez złożenie pozwu, ERLI dąży do ochrony setek tysięcy przedsiębiorców oraz milionów konsumentów przed dyktatem cenowym, domagając się od Allegro przestrzegania obowiązujących przepisów prawa oraz działania w oparciu o uczciwy interes wszystkich uczestników rynku, a nie wyłącznie o korzyści biznesowe dominującego gracza.

Wymuszanie wyższych cen: Dlaczego konsumenci mają płacić więcej poza Allegro?

Kluczowym elementem sporu jest wymuszanie przez Allegro wobec korzystających z tej platformy sprzedawców prowadzenia określonej polityki cenowej w całym Internecie. Allegro uzależnia promowanie produktów danego sprzedawcy na zewnątrz i wewnątrz platformy od tego, jakie ceny ma dany sprzedawca poza Allegro. Jeżeli sprzedawca, ponosząc gdzie indziej niższe koszty sprzedaży – co jest naturalne, bo mało która platforma narzuca prowizje tak wysokie jak dominujący gracz – chciałby zaoferować taniej ten sam produkt we własnym sklepie internetowym lub na konkurencyjnej platformie marketplace, automatycznie straciłby promowanie na Allegro. I to na wszystkie produkty, a nie tylko na te, które zaoferował taniej w innym miejscu.

Dla kontekstu warto wyjaśnić mechanikę: biorąc pod uwagę, że prowizja od sprzedaży, jaką pobiera Allegro, jest jedną z najwyższych na rynku, sprzedawca nie może obniżyć ceny na Allegro, żeby wyrównać ją do tej, którą ma na swoim sklepie lub konkurencyjnej (tańszej) platformie – jedyną opcją jest podniesienie ceny w innych kanałach i pozostawienie wysokiej ceny (wynikającej z wysokich opłat) na Allegro. W ten sposób tracą wszyscy poza dominującym graczem. Sprzedawca, sprzedając taniej poza Allegro, ale przy mniejszych kosztach, zarabiałby więcej, ale podniesienie ceny we własnym sklepie powoduje, że ruch trafia do Allegro i tam zawierana jest transakcja, od której sprzedawca płaci wysoką prowizję. Kupujący natomiast traci możliwość kupienia produktu po niższej cenie. Jedynym wygranym jest Allegro, które w ten sposób jeszcze bardziej umacnia swoją dominującą pozycję i pobiera zyski wynikające z ograniczenia konkurencji.

Jak Allegro ogranicza konkurencję i blokuje niższe ceny?

Działania Allegro są typowymi przykładami nieuczciwej konkurencji polegającej na nadużywaniu pozycji dominującej, ponieważ w bezpośredni i skuteczny sposób uderzają w sprzedawców, narzucają im sposób kształtowania cen, a w efekcie powodują wyższe ceny dla konsumentów.

Narzucanie przez Allegro zasad dotyczących cen poza własną platformą uniemożliwia sprzedawcom realizację strategii niższych cen w kanałach o mniejszych kosztach, co jest ekonomicznie nielogiczne. Przykładowo na ERLI sprzedawca efektywnie płaci około połowy kosztów, jakie poniósłby na Allegro. Co za tym idzie, sprzedawcy opłaca się obniżyć cenę
i sprzedawać na ERLI, dzięki czemu zwiększa swój zysk, a do kupujących trafia ten sam towar, ale w niższej cenie. Na tym zresztą ERLI od początku transparentnie budowało swój model biznesowy i ofertę: „dajemy niższe koszty, ale zachęcamy, żebyście część zysku przeznaczyli na obniżkę ceny”. Czyli na ERLI sprzedawca zarabia więcej, konsument ma niższą cenę – wszyscy zadowoleni. Wszyscy, poza Allegro.

Allegro wprowadziło zasady i mechanizmy, w których uzależnia wypłatę rabatów lub udział w programach promujących produkty od tego, czy sprzedawca nie oferuje w innych (tańszych) kanałach sprzedaży niższych cen. Biorąc pod uwagę dominującą pozycję Allegro, sprzedawcy nie mogą sobie pozwolić na zniknięcie z tej platformy i aby uniknąć wykluczenia z programów promocyjnych, są niejako zmuszeni podnosić ceny we własnych sklepach i na platformach konkurencyjnych, takich jak ERLI. W ten sposób klienci są pozbawiani dostępu do niższych cen w całym polskim e-commerce, również we własnych sklepach sprzedawców. Pozew złożony przez ERLI dąży do zakazania Allegro „karania” sprzedawców za stosowanie własnych polityk cenowych poza Allegro.

Ograniczanie konkurencji także poprzez spory o treści ofert

Warto w tym kontekście powiedzieć, że polityka Allegro polegająca na ograniczaniu konkurencji nie sprowadza się wyłącznie do narzucania warunków cenowych. Przykładowo w zeszłym roku Allegro sięgało również po instrumenty prawne, próbując przywłaszczać sobie treści ofert produktowych tworzone przez producentów lub sprzedawców, a następnie wykorzystywać je jako pretekst do formułowania bezpodstawnych oskarżeń wobec konkurencyjnych platform, w tym ERLI o kradzież tych opisów i zdjęć. Tymczasem treści ofert – opisy, zdjęcia czy specyfikacje produktów – należą do producentów i sprzedawców, a nie do platformy sprzedażowej, na której są publikowane. Próba ograniczenia możliwości publikowania tych samych ofert na innych platformach marketplace to zwykła próba nadużycia niuansów formalnych, aby zarzucić konkurentom kradzież czegoś, czego Allegro nie posiada. Tego typu działania wpisują się w szerszą strategię dominującego gracza, który przy użyciu agresywnej polityki cenowej, presji regulaminowej oraz prób dyskredytowania konkurencji na różnych polach, konsekwentnie dąży do osłabiania alternatywnych platform e-commerce i ograniczania realnej, uczciwej konkurencji na rynku.

Misja ERLI: Ochrona przedsiębiorców i walka o uczciwy rynek

Wprowadzenie tych antykonkurencyjnych działań stanowi bezpośredni atak na partnerski model biznesowy ERLI, oparty na wspieraniu sprzedawców oraz na sprzedawców prowadzących własne sklepy internetowe.

W przeciwieństwie do myślenia Allegro, uważamy, że ważny w procesie sprzedawania przez Internet jest nie tylko przyciągnięcie dowolnymi metodami klienta końcowego, ale również etyka i sprzedajawcy, którzy tworzą cały rynek. Co więcej, korzyści dla tych pierwszych wynikają wprost z korzyści stworzonych sprzedawcom: obniżając im koszty prowadzenia sprzedaży, sprawiamy, że u nas mogą zaproponować dużo niższe ceny. Allegro chce sprzedawców pozbawić możliwości sprzedaży taniej – czy to przez zmuszanie do podnoszenia cen, czy zabraniając kopiować treści na inne platformy, czy utrudniając dostęp do API. To nieuczciwe wobec wszystkich uczestników rynku: i wobec kupujących,
i wobec tysięcy polskich przedsiębiorców, którzy działają w handlu, i wobec reszty branży, której wiarygodność takie ruchy narażają po prostu na szwank. Allegro działa nieuczciwie
i łamie prawo nie po raz pierwszy. Nie ma na to naszej zgody. Jestem rozczarowany, że obserwuję tak nieetyczne działania tak dużej firmy, ale na rozczarowaniu nie poprzestaniemy – stąd decyzja o pozwie. Siła i pozycja numer 1 nie są od tego, żeby ich nadużywać, ale od tego, by wyznaczać dobre standardy podkreśla Adam Ciesielczyk, Prezes i Założyciel ERLI.

Historia nadużyć Allegro: dominujący gracz stosuje zagrywki monopolistyczne nie od dziś

Działania Allegro polegające na nadużywaniu pozycji dominującej i stosowaniu praktyk monopolistycznych nie są nowością. Jest to zagrożenie dla uczciwego rynku, a Allegro już wcześniej stosowało podobne mechanizmy:

  1. Kara UOKiK za faworyzowanie własnej sprzedaży (2022): Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) nałożył na Allegro karę w wysokości ponad 206 mln zł za nadużycie pozycji dominującej, polegające na faworyzowaniu własnego „Oficjalnego Sklepu Allegro” kosztem niezależnych sprzedawców poprzez wykorzystywanie algorytmów.
  2. Spór logistyczny z InPost (2025): Allegro jest w trakcie postępowania arbitrażowego z InPost, który oskarżył giganta o utrudnianie klientom wyboru automatów Paczkomat® i automatyczne przekierowywanie ich na własne Allegro One Box w celu faworyzowania własnej logistyki. UOKiK wszczął również postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. W dniu 30.01.2026 pojawiła się informacja, że Forum Konsumentów uzyskało zabezpieczenie polegające na tym, że Allegro ma obowiązek pokazywania wszystkich metod dostawy, co samo w sobie pokazuje, że wcześniej Allegro ukrywało dostawy InPost promując własne.
  3. Restrykcje API i kontrola danych (2025): Allegro wprowadziło zaostrzone zapisy w regulaminie REST API, grożąc karami umownymi w wysokości 50 000 PLN za naruszenia, aby ograniczyć sprzedawcom możliwość eksportu treści aukcji, tym samym zamykając swój ekosystem i utrudniając dywersyfikację sprzedaży na platformy konkurencyjne.

Nie po raz pierwszy także Allegro próbuje zastraszać inne rynkowe podmioty, grożąc im negatywnymi konsekwencjami, jeżeli nie podporządkują się oczekiwaniom dominującego gracza. W przypadku ERLI, praktyki te przybierały już historycznie np. formę bezpodstawnego pozwu o kopiowanie danych (jak gdyby Allegro “zapomniało”, że treść oferty należy do sprzedawcy), ale również bezpośrednich ataków na sprzedawców oferujących na ERLI swoje produkty – np. poprzez utrudnianie im przez Allegro dostępu do własnych ofert przez API, jeżeli sprzedawcy chcieli równolegle oferować produkty na ERLI. Działania Allegro polegające na niszczeniu jakiejkolwiek alternatywny do zakupów na tej platformie nie są przypadkowe – są rezultatem stosowanej przez ten podmiot strategii eliminacji konkurencjidodaje Adam Ciesielczyk.

Kurs dolara może zyskać, jeśli rynek uwierzy w koniec narracji o słabym USD

Dolar zakończył ubiegły tydzień niemal bez zmian względem pozostałych walut G10, co jednak nie oznacza, że były to spokojne dni na rynku walutowym.

Kluczowe punkty:

  • Trudno przewidzieć decyzję RPP.
  • USD odbija się z 4-letnich minimów po nominacji nowego prezesa Fedu.
  • Bessent studzi obawy dot. polityki słabego USD.
  • Częściowe zamknięcie rządu USA raczej nie będzie długie.
  • EBC powinien utrzymać poziom stóp i powtórzyć, że polityka jest w „dobrym miejscu”.
  • BoE powinien zdecydować się na pauzę, głosowanie może być jednak wyrównane.

Na początku ubiegłego tygodnia dolar spadł do najniższego poziomu niemal od początku 2022 r. Było to spowodowane obawami dotyczącymi chaotycznej natury podejmowania decyzji przez prezydenta Donalda Trumpa i jego komentarzami, które zdawały się sugerować dążenie do strategii słabej waluty. Niemniej w drugiej połowie tygodnia popyt na dolara wzrósł – wsparły go nominacja nowego prezesa Rezerwy Federalnej, jastrzębie oświadczenie FOMC i wypowiedzi sekretarza skarbu Scotta Bessenta, w których wydawał się twierdzić, że słowa Trumpa na temat dolara były jedynie nieprzemyślanym komentarzem.

W dalszej części tygodnia posiedzenia najważniejszych banków centralnych tymczasowo odwrócą uwagę od Stanów Zjednoczonych. Oczekuje się, że zarówno Bank Anglii, jak i Europejski Bank Centralny nie zmienią w czwartek (05.02) poziomu swoich stóp procentowych, niemniej inwestorzy będą wypatrywać sygnałów dotyczących przyszłych ruchów. Trwa częściowe zamknięcie rządu USA, nie sądzimy jednak, by miało ono mieć istotny wpływ na rynki, szczególnie że będzie ono raczej krótkotrwałe. Raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy powinien zostać opublikowany zgodnie z planem (piątek 06.02).

PLN

Zmienność złotego pozostaje ograniczona. Polska waluta reaguje głównie na wahania głównej pary. Dane z ubiegłego tygodnia potwierdziły, że polska gospodarka przyspieszyła w 2025 r. z 3,0% do 3,6%. Wzrost w tym roku powinien być podobny, albo i silniejszy, oraz bardziej zbalansowany.

Krajowa uwaga skupi się w tym tygodniu na posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej (środa 04.02). Najbliższa decyzja jest jedną z najtrudniejszych do przewidzenia w ostatnich tygodniach. Uważamy, że obniżka stóp procentowych w środę jest nieco bardziej prawdopodobna niż pauza, ponieważ coraz silniej utwierdzamy się w przekonaniu, że sytuacja inflacyjna jest pod kontrolą. Biorąc pod uwagę, że decyzja nie jest pewna, deprecjacja złotego w przypadku cięcia nie byłaby zaskakująca, szczególnie jeśli wypowiedzi prezesa Adama Glapińskiego podczas konferencji prasowej (czwartek 05.02) będą gołębio nacechowane. Nie spodziewamy się jednak silnych ruchów. Waluta prawdopodobnie pozostanie stosunkowo silna bez względu na wynik posiedzenia, tym bardziej że inwestorzy pozostają sceptyczni względem dolara.

EUR

Uważamy, że ruch pary EUR/USD powyżej poziomu 1,20 w ubiegłym tygodniu mógł być nieco przesadzony, szczególnie po słowach Scotta Bessenta, które sugerowały, że Biały Dom wciąż opowiada się za polityką silnego dolara. Odczyty PKB w strefie euro z ubiegłego tygodnia (+0,3% w ujęciu kwartalnym) potwierdzają nasz pogląd, że euro powinno dobrze sobie radzić w tym roku, szczególnie że jeszcze nie obserwujemy pełnego efektu niemieckiego pakietu stymulacyjnego.

Powszechnie oczekuje się, że EBC utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie (czwartek 05.02), a prezeska Christine Lagarde niemal na pewno powtórzy, że polityka jest w „dobrym miejscu”, wskazując tym samym na niemal całkowity brak apetytu na dalsze ich obniżki w przewidywalnej przyszłości. Uczestnicy rynku będą wsłuchani w jej komentarze dotyczące niedawnej aprecjacji euro, nie spodziewamy się jednak, by na tym etapie próbowała w jakikolwiek sposób osłabić wspólną walutę.

USD

Wydaje się, że nominacja Kevina Warsha na kolejnego prezesa Fedu pomogła zatrzymać wyprzedaż dolara. Choć w ostatnim czasie zbliżył się do stanowiska Trumpa, opowiadając się za niższą stopą fed funds, fakt, że jako członek FOMC pod koniec pierwszej dekady XXI w. był postrzegany jako jastrząb, sugeruje, że prawdopodobnie będzie mniej skłonny do forsowania agresywnych cięć niż Kevin Hassett czy Rick Rieder. Jego nominacja osłabia również obawy dotyczące niezależności Fedu, ponieważ w przeszłości był głośnym orędownikiem zachowania autonomii banku centralnego. Oczywiście każda osoba wybrana przez Trumpa będzie w jakimś stopniu postrzegana jako jego lojalista, nominację Warsha postrzegamy jednak zdecydowanie jako mniejsze zło.

Ciekawie będzie obserwować, czy w tym tygodniu dolar będzie dalej zyskiwać, ponieważ naszym zdaniem nie tylko wyprzedaż w ostatnich dniach była zbyt silna, ale też bezsprzecznie zmniejszyły się ryzyka spadkowe dla waluty. Rząd USA doświadcza częściowego zamknięcia, porozumienie w sprawie pakietu wydatków oznacza jednak, że będzie ono trwało najpewniej do kilku dni. Coraz silniejsze jest również wrażenie, że wypowiedzi Trumpa na temat dolara były raczej spontaniczne i improwizowane, a nie wynikały z ustalonego stanowiska politycznego. Jeśli to prawda, odbicie amerykańskiej waluty może mieć jeszcze sporą przestrzeń.

GBP

W ubiegłym tygodniu funt na krótko zbliżył się do poziomu 1,39 względem dolara, zakończył go jednak powrotem poniżej 1,37. Był on niemal całkowicie na łasce amerykańskiej waluty, w najbliższych dniach możemy się jednak spodziewać większej jego zmienności w związku z posiedzeniem BoE (czwartek 05.02). Stopy procentowe powinny zostać utrzymane na niezmienionym poziomie, jastrzębie i gołębie zaś zapewne pozostaną w swoich grupach, całkiem możliwy jest więc kolejny podział głosów 5:4, a prezes Andrew Bailey pozostanie jedynym zmieniającym obozy głosującym.

Istotniejsza będzie zapewne pierwsza w tym roku konferencja prasowa Baileya. Obecnie spodziewamy się, że nie zdradzi zbyt wiele i powtórzy, że terminy dalszych obniżek stóp procentowych będą zależeć od napływających danych inflacyjnych. Rynki wyceniają w pełni kolejne cięcie o 25 pb. dopiero na lipiec. Wszelkie oznaki, że Komitet Polityki Pieniężnej nabiera pewności w kontekście osiągnięcia celu inflacyjnego mogą jednak sprawić, że zakłady przesuną się nawet już na kwiecień.

Ceny ofertowe nowych mieszkań – styczeń 2026 (wstępne dane)

Początek 2026 roku przyniósł wzrost średnich cen metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów w Warszawie, Krakowie, Trójmieście oraz miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Z kolei we Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu styczeń upłynął pod znakiem stabilizacji cen – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Wzrost średnich cen metra kwadratowego nowych mieszkań nie zawsze oznacza realne podwyżki. Do takiej sytuacji dochodzi również wtedy, gdy do sprzedaży trafia duża pula bardzo drogich lokali – wyjaśnia Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w styczniu w stolicy pojawiły się w ofercie mieszkania, których średnia cena w przeliczeniu na metr kwadratowy wynosiła ok. 20,7 tys. zł. W efekcie odsetek lokali z ceną powyżej 20 tys. zł za metr kwadratowy wzrósł z 24% do 26%, a średnia cena metra kwadratowego wszystkich mieszkań oferowanych przez warszawskich deweloperów zwiększyła się o 1%, przekraczając poziom 18,6 tys. zł.

Z tego samego powodu – również o 1% – wzrosła średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w Trójmieście (do ponad 17,7 tys. zł), Krakowie (do ponad 16,9 tys. zł) oraz w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (do blisko 11,4 tys. zł).

Co prawda także w Poznaniu i Łodzi na rynek trafiły stosunkowo drogie – jak na lokalne warunki – mieszkania, jednak było ich na tyle mało, że po raz pierwszy od trzech miesięcy nie przełożyło się to na wzrost średniej ceny metra kwadratowego wszystkich lokali pozostających w ofercie. W styczniu wynosiła ona odpowiednio ok. 14 tys. zł w Poznaniu oraz ok. 11,5 tys. zł w Łodzi.

Na poziomie z grudnia utrzymała się również – czwarty miesiąc z rzędu – średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów we Wrocławiu (15,2 tys. zł).Ceny mieszkań-styczeń 2026-wstępne dane-cenyM

W ujęciu rocznym jedynie w Łodzi średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w styczniu była niemal taka sama jak rok wcześniej. W pozostałych metropoliach nadal odnotowywane są wzrosty: o 2% w Krakowie i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, o 4% w Poznaniu i Wrocławiu, o 5% w Warszawie oraz aż o 11% w Trójmieście.

Marek Wielgo zwraca uwagę, że w ofercie trójmiejskich deweloperów udział mieszkań z ceną przekraczającą 20 tys. zł za metr kwadratowy zwiększył się w ciągu ostatnich 12 miesięcy z 24% do 34%. Dla porównania w Warszawie wzrósł on z 22% do 26%, a w Krakowie – z 11% do 13%.

To pokazuje, że w Trójmieście średnią cenę metra kwadratowego w coraz większym stopniu zawyżają bardzo drogie mieszkania, położone w najlepszych lokalizacjach – komentuje ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Jednocześnie przyznaje on, że w styczniu ożywiła się sprzedaż mieszkań. W przypadku Warszawy i Trójmiasta oznaczało to pogorszenie dostępności lokali w bardziej przystępnych cenach, czyli w przedziale 12–15 tys. zł za metr kwadratowy. Według wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl w Warszawie oferta takich mieszkań skurczyła się w styczniu o 3%, a w Trójmieście – o ponad 5%. Osoby, dla których liczy się każda złotówka, nie powinny więc zbyt długo zwlekać z decyzją zakupową.

Odmienna sytuacja panowała w Krakowie, gdzie oferta mieszkań w przedziale 12–15 tys. zł za metr kwadratowy wzrosła o ponad 6%. Jednocześnie niemal całkowicie zniknęły tam lokale z ceną do 10 tys. zł za metr kwadratowy. Natomiast w Trójmieście i Warszawie osoby o mniejszych oczekiwaniach co do lokalizacji wciąż mogą znaleźć w ofercie deweloperów mieszkania w takiej cenie.

Promocje działają, ale rabatów może ubywać: co mówią deweloperzy o sprzedaży w 2026

Jakie nastroje dają się zauważyć na rynku nowych mieszkań w tym roku? Jak firmy oceniają ubiegłoroczną sprzedaż? Jakie założenia przyjęli deweloperzy na 2026 rok? Czy ten rok przyniesie przełomowe zmiany na rynku deweloperskim? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

W ubiegłym roku ponownie odnotowaliśmy rekordową sprzedaż 3345 lokali, o 5 proc. więcej niż w 2024 roku, przekraczając nasz roczny cel. Jednocześnie przekazaliśmy klientom najwyższą w historii spółki liczbę 2959 mieszkań, o 3 proc. więcej niż w 2024 roku.

W 2026 roku zakładamy dalszy, stopniowy wzrost sprzedaży, czemu będą sprzyjać niższe koszty finansowania, wzrost wynagrodzeń oraz relatywnie stabilne perspektywy gospodarcze. Przy umiarkowanym wzroście cen mieszkań – średnio o 1–2 proc. powyżej inflacji. rynek będzie stopniowo zmierzał w kierunku większej równowagi pomiędzy popytem a podażą. Na stronę popytową oddziaływać będą decyzje dotyczące dalszych obniżek stóp procentowych i zwiększona dostępność finansowania. Z kolei po stronie podaży ograniczeniem pozostanie niska dostępność atrakcyjnych gruntów oraz długie i złożone procedury administracyjne, opóźniające start nowych projektów.

Rynek nieruchomości mieszkaniowych w Polsce pozostaje rozdrobniony, dlatego sektor będzie nadal podlegał konsolidacji. Choć naszym priorytetem jest rozwój organiczny, nie wykluczamy jego dalszego wzmacniania poprzez akwizycje i projekty joint-venture.

Grzegorz Smoliński, członek zarządu Dom Development

Miniony rok był dla Grupy Dom Development bardzo udany, zarówno pod względem sprzedaży, jak i przekazań mieszkań. Czwarty kwartał przyniósł rekordową w naszej historii sprzedaż 1 232 lokali. Był to zarazem już szósty z rzędu kwartał, w którym sprzedaliśmy co najmniej 1 000 lokali, co potwierdza stabilny popyt na naszą ofertę oraz jej wysoką atrakcyjność. Łącznie, w 2025 roku znaleźliśmy nabywców na 4 448 lokali, co jest naszym najlepszym wynikiem rocznym w ciągu 30 lat działalności.

Na 2026 rok zakładamy dalsze umacnianie naszej wiodącej pozycji na rynkach, na których jesteśmy obecni. W związku z tym konsekwentnie rozwijamy ofertę mieszkaniową oraz bank ziemi. Systematycznie dokonujemy zakupów gruntów pod nowe, perspektywiczne projekty i regularnie zabezpieczamy kolejne transakcje, co daje nam komfort planowania w średnim i długim horyzoncie.

Z perspektywy całej branży, spodziewany jest dalszy spadek poziomu stóp procentowych, który może przełożyć się na wzrost zainteresowania zakupem mieszkań. Natomiast rosnące skomplikowanie procesu inwestycyjnego wskutek nowych regulacji będzie premiować duże podmioty, które posiadają odpowiednie kompetencje. Ponadto, relatywnie wysoki poziom oferty, w tym znaczący odsetek gotowych mieszkań, może prowadzić do uruchamiania nowych projektów w sposób bardziej selektywny i przełożyć się na presję cenową na niektórych rynkach, jak Warszawa i Trójmiasto.

Zbigniew Juroszek, prezes zarządu Atal

Ostatni kwartał 2025 roku firma zakończyła dobrym wynikiem sprzedażowym, a grudzień był najlepszy ze wszystkich miesięcy. To efekt ożywienia rynkowego, które obserwowaliśmy od drugiej połowy ubiegłego roku.

W najbliższych miesiącach rynek mieszkaniowy nadal będzie cechował się dużym wolumenem oferty, a w efekcie sytuacja na nim pozostanie stabilna. Z czasem jednak oferta będzie się kurczyć, gdyż deweloperzy zmniejszają dynamikę nowej produkcji, coraz mniej małych i średnich deweloperów pozostaje aktywnych. Może to zarazem przyczyniać się do konsolidacji rynku deweloperskiego w Polsce, który jest mocno rozdrobniony.

Popyt stymulować będą kluczowe czynniki z otoczenia makroekonomicznego, takie jak ogólnie dobra kondycja polskiej gospodarki i poziom wynagrodzeń, niska inflacja, a w związku z tym coraz atrakcyjniejsze warunki finansowania zakupu po obniżkach stóp. Ten cykl prawdopodobnie się nie skończył, więc spodziewamy się jeszcze polepszenia tego parametru. Zainteresowanie kupnem nowych mieszkań nadal wspierać będą atrakcyjne promocje deweloperów, co działa stymulująco na rynek już od około roku. Jednakże wraz ze stopniowym wyczerpywaniem się oferty rabatów może być coraz mniej, a klienci szybciej będą finalizować transakcje.

Również popyt, wcześniej odkładany z powodu wysokich stóp lub w oczekiwaniu na rozstrzygnięcia co do programów wsparcia nabywców, wpłynie pozytywnie na kontraktację. Generalnie spodziewamy się jej zwiększenia w 2026 roku i zakładamy wynik w zakresie 2500-3000 sprzedanych mieszkań. Jego osiągnięciu sprzyjać powinien bieżący profil naszej oferty, w której zaczynają przeważać mieszkania gotowe do odbioru, cieszące się większym zainteresowaniem klientów.

Nowo wprowadzane na rynek projekty będą oferowane po zbliżonych lub coraz wyższych cenach, na co wpływać będą koszty ich wytworzenia, długie procedowanie pozwoleń, utrzymujące się wysokie ceny gruntów, a także regulacje i nowe wymogi techniczno-ekologiczne, oddziałujące na działalność deweloperów.

Waldemar Olbryk, prezes zarządu Archicom

Archicom znajduje się obecnie w stabilnej kondycji operacyjnej i finansowej, opierając się na bardzo dobrych wynikach sprzedażowych osiągniętych w 2025 roku. Spółka sprzedała blisko 2850 mieszkań, realizując zakładany cel strategiczny. Szczególnie silny czwarty kwartał potwierdził skuteczność przyjętego modelu biznesowego oraz trafne dopasowanie oferty do struktury popytu, zwłaszcza w segmencie popularnym, który pozostaje jednym z motorów rynku. Na rok 2026 firma dysponuje przygotowanym portfelem projektów oraz elastycznym harmonogramem ich uruchamiania, co umożliwia dostosowywanie skali i tempa rozwoju do bieżących warunków rynkowych. Istotnym kontekstem jest również jubileusz 40-lecia obecności spółki na rynku. Doświadczenie zdobywane w różnych fazach cyklu koniunkturalnego przekłada się dziś na większą przewidywalność działania i zdolność długofalowego planowania.

Z perspektywy całego rynku kluczowym czynnikiem w 2026 roku pozostanie dostępność finansowania. Oczekiwane dalsze obniżki stóp procentowych powinny wspierać popyt kredytowy i stabilizować aktywność zakupową. Jednocześnie rynek będzie nadal funkcjonował pod wpływem strukturalnych ograniczeń podaży, w tym niskiej dostępności dobrze przygotowanych gruntów, jakościowych lokalizacji czy ryzyka zmian regulacyjnych. W tym kontekście mało prawdopodobny jest scenariusz gwałtownych przełomów, takich jak masowa konsolidacja branży czy silne wyhamowanie inwestycji. Bardziej realny wydaje się umiarkowany, kontrolowany wzrost oraz dalsze wzmacnianie pozycji podmiotów o odpowiedniej skali, zapleczu finansowo-operacyjnym i zdolności do elastycznego działania.

Mariusz Gajżewski, Head of Sales, Marketing and Communication BPI Real Estate Poland

Rok 2026 rozpoczynamy stabilnie, z planem konsekwentnego rozwoju obecności firmy na polskim rynku nieruchomości mieszkaniowych. Rok 2025 upłynął pod znakiem strategicznych decyzji, intensywnej pracy nad przygotowywanymi inwestycjami i finalizacji budów, jak Chmielna Duo w Warszawie i I etap Cavallii w Poznaniu. Jednocześnie zainicjowaliśmy nowe projekty w stolicy, takie jak PianoForte, czy prestiżowy budynek biurowy Moniuszki Tower, o który poszerzyliśmy nasze portfolio z planem przekształcenia go w inwestycję mieszkaniową w przyszłości.

Nasze założenia na 2026 rok koncentrują się na dalszej ekspansji w Warszawie, Poznaniu i Gdańsku oraz realizacji projektów w duchu zrównoważonego rozwoju. Spodziewamy się, że rynek deweloperski może stanąć w obliczu konsolidacji, wzrostu kosztów wykonawstwa oraz zmieniającego się popytu. Szacujemy, że popyt na mieszkania pozostanie stabilny lub umiarkowanie wzrośnie. To, czy rok będzie przełomowy dla branży, zależy przede wszystkim od sytuacji regulacyjnej, kosztów kredytów oraz podaży gruntów w miastach.

Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży Ronson Development

Rok 2025 przyniósł poprawę koniunktury na rynku mieszkaniowym. Po spokojniejszym początku roku kolejne kwartały pokazały stopniowe ożywienie popytu, wspierane kolejnymi obniżkami stóp procentowych, które znacząco poprawiły dostępność kredytów hipotecznych. Dla naszej firmy był to rok intensywny, ale udany. Zrealizowaliśmy założone cele, a poprawiające się warunki rynkowe pozwoliły nam konsekwentnie rozwijać ofertę i skutecznie odpowiadać na potrzeby klientów. Rok 2025 zakończyliśmy solidnym wynikiem sprzedażowym, łącznie sprzedając 542 lokale.

W 2026 roku planujemy rozpoczęcie budowy około 1 000 lokali w sześciu projektach, zarówno w nowych lokalizacjach, jak i w kolejnych etapach realizowanych inwestycji. Szczególną rolę odegra Warszawa, gdzie zaplanowaliśmy kilka istotnych premier, ale równolegle rozwijamy portfolio we Wrocławiu, Szczecinie oraz innych dużych ośrodkach miejskich.

Procesy konsolidacyjne w dużej mierze już się dokonały, z rynku zniknęła część mniejszych, słabiej przygotowanych podmiotów. Z punktu widzenia klientów jest to pozytywne zjawisko, ponieważ większą rolę odgrywają sprawdzone, wiarygodne marki. Rynek nie będzie wspierany nowymi programami rządowymi, ale jednocześnie nie widać też silnych negatywnych impulsów.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu, Grupa CTE

Wchodzimy w 2026 rok z ostrożnym optymizmem, ale też dużą dozą realizmu. Rok 2025 był dla rynku mieszkaniowego okresem stabilizacji po bardzo dynamicznych i nierównych latach wcześniejszych. Z perspektywy naszej firmy był to rok wymagający, ale sprzedażowo satysfakcjonujący, szczególnie w segmencie mieszkań dobrze zaprojektowanych, energooszczędnych i zlokalizowanych w sprawdzonych częściach Wrocławia. Z sukcesem kończymy sprzedaż bezczynszowych mieszkań realizowanych przy ul. Bakaliowej we Wrocławiu.

Widzieliśmy wyraźnie, że klienci podejmowali decyzje bardziej rozważnie. Wydłużył się proces decyzyjny, wzrosła wrażliwość cenowa, ale jednocześnie klienci oczekiwali wyższej jakości produktu i większej transparentności oferty. Projekty dobrze dopasowane do realnych potrzeb rynku sprzedawały się stabilnie. Na 2026 rok przyjęliśmy założenia kontynuacji ostrożnego rozwoju, planujemy rozpoczęcie pierwszego etapu naszej nowej inwestycji położonej w północnej części Wrocławia,

Czy 2026 rok może przynieść przełomowe zmiany? Potencjalnie tak, ale nie w jednym kierunku. Kluczowe czynniki to polityka stóp procentowych, dostępność finansowania, stabilność regulacyjna i koszty realizacji inwestycji. Spodziewamy się raczej dalszej konsolidacji branży, szczególnie wśród mniejszych, słabiej skapitalizowanych podmiotów. Nie wykluczamy też czasowego wyhamowania nowych inwestycji, co w średnim terminie może ponownie wpłynąć na ograniczenie podaży i presję cenową.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Nie przewidujemy drastycznych zmian na rynku. Mamy dość sporą nadpodaż, która musi stopnieć, żeby nastąpiła zmiana cen a to zależy od wzrostu sprzedaży. Pomimo wzrostu dostępności kredytów większość zawieranych po obniżkach stóp umów kredytowych dotyczyła refinansowania lub zmiany sposobu oprocentowania. Żeby kredytobiorcy wrócili na rynek pierwotny, potrzeba jeszcze kilku obniżek oprocentowania i upływu pewnego czasu, w którym klienci przekonają się że niższe oprocentowanie kredytów utrzymuje się.

Marcin Michalec, dyrektor zarządzający, Okam Capital

Rok 2026 rozpoczynamy bardzo optymistycznie. Przede wszystkim w styczniu 2026 został przegłosowany na Radzie Miasta największy Lex w Polsce dla pierwszego etapu naszej inwestycji F.S.O. PARK na terenie dawnej Fabryki Samochodów Osobowych w Warszawie. Jest to zwieńczenie prawie 4-letniej pracy nad tym projektem co pozwoli nam teraz realizować działania nad przygotowaniem projektu do pozwolenia na budowę. Poza tym mamy wiele planów rozwojowych, nie tylko w Polsce, ale również na rynku włoskim. Z pewnością zmierzymy się z wieloma nowymi wyzwaniami.

W 2025 roku rynek mieszkaniowy zmierzył się z dużą podażą i dość dużym zainteresowaniem ze strony klientów jednakże decyzyjność klientów została wydłużona. Z początkiem 2026 roku widzimy oznaki ożywienia. Nasze wyniki sprzedażowe w 2025 roku były na satysfakcjonującym dla nas poziomie, można powiedzieć, że zrealizowaliśmy zakładany plan.

Obniżki stóp procentowych przez RPP oraz spodziewane dalsze łagodzenie polityki pieniężnej w 2026 roku stopniowo poprawiają zdolność kredytową klientów, co już w ostatnich miesiącach 2025 roku przełożyło się na większe zainteresowanie mieszkaniami. Przewidujemy, że popyt w 2026 roku będzie rósł, wspierany przez poprawę warunków finansowania, rosnące wynagrodzenia oraz odkładany popyt z poprzednich okresów. Kluczowym założeniem na 2026 rok jest dla nas kontynuowanie strategii dostarczania wysokiego standardu i budowania zintegrowanych społeczności. Stawiamy na jakość i odpowiednie dopasowanie oferty do realnych potrzeb rynku.

Jeśli chodzi o przełomowe zmiany, 2026 rok prawdopodobnie przyniesie stopniową konsolidację rynku deweloperskiego. Mniejsze firmy, które przeceniły możliwości rynku i zbudowały nadmierną podaż, mogą mieć trudności z utrzymaniem płynności finansowej. Nie spodziewamy się jednak dramatycznych zmian cenowych, raczej stabilizacji z umiarkowanym wzrostem na poziomie inflacji. Kluczowe znaczenie będzie miała sytuacja makroekonomiczna, dalsze działania RPP oraz ostateczny kształt reformy planistycznej, która może znacząco wpłynąć na dostępność gruntów pod zabudowę.

Witold Kikolski, członek zarządu MS Waryński Development S.A.

W 2026 rok wchodzimy z umiarkowanym optymizmem, ale jednocześnie z dużą ostrożnością inwestycyjną, wynikającą z bardzo wymagających warunków rynkowych. Szczególnie trudna sytuacja widoczna jest na rynkach regionalnych, takich np. jak Katowice, gdzie wysoki poziom podaży mieszkań oraz silna konkurencja istotnie wpływają na tempo absorpcji oferty i wydłużają procesy decyzyjne po stronie klientów. Otoczenie rynkowe pozostaje pod presją kosztów finansowania oraz ograniczonej dostępności kredytów hipotecznych, co dodatkowo ogranicza aktywność popytową.

W tych warunkach na 2026 rok przyjmujemy założenia oparte na selektywnym podejściu do uruchamiania nowych inwestycji, koncentracji na płynności finansowej oraz jakości i dopasowaniu oferty do realnych możliwości rynku. Ewentualne przełomowe zmiany na rynku deweloperskim, takie jak konsolidacja branży, spowolnienie nowych projektów czy istotniejsze zmiany cen będą, w naszej ocenie, zależeć przede wszystkim od kierunku polityki stóp procentowych, dostępności finansowania dla klientów oraz dalszych decyzji regulacyjnych. To te czynniki w największym stopniu zadecydują o skali i tempie poprawy sytuacji rynkowej w kolejnych kwartałach.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment S.A.

Wchodzimy w 2026 rok w nastroju spokojnej pewności, ale bez złudzeń. Ten rynek nie premiuje dziś głośnych deklaracji – premiuje proces, tempo i kontrolę ryzyk. Rok 2025 oceniam jako dobry, choć wymagający. Sprzedażowo kluczowa była selekcja: liczyła się jakość transakcji i przewidywalność projektu, a nie „wolumen za wszelką cenę”. Przy rosnącym koszcie kapitału i zmianach regulacyjnych najwięcej wygrywają ci, którzy mają przygotowane projekty.

Na 2026 zakładamy dalszą koncentrację na projektach miejskich pod zabudowę wielorodzinną i PRS oraz konsekwentne uszlachetnianie gruntów – od analizy chłonności i ryzyk, przez porządkowanie stanu prawnego i planistycznego, po doprowadzenie projektów do etapu umożliwiającego realizację lub sprzedaż.

Czy 2026 przyniesie przełom? Tak, raczej w formie polaryzacji niż jednego wydarzenia. Dobre lokalizacje i dobrze przygotowane projekty będą drożeć, a projekty słabsze albo utkną, albo będą sprzedawane z dyskontem. Konsolidacja branży jest bardzo realna, bo koszt błędu rośnie. Zależy to głównie od kosztu finansowania, dostępności kredytu, podaży gruntów oraz przewidywalności i sprawności procedur administracyjnych.

WSA w Warszawie: kara 75 tys. zł dla KGP za ujawnienie danych o zdrowiu na konferencji prasowej utrzymana

0

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 28 stycznia 2026 r. (sygn. II SA/Wa 890/25) oddalił skargę Komendanta Głównego Policji na decyzję Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Tym samym sąd potwierdził stanowisko organu nadzorczego oraz zasadność nałożenia na KGP administracyjnej kary pieniężnej w wysokości 75 tys. zł za naruszenie przepisów RODO.

Tło sprawy: dane o zdrowiu i życiu prywatnym ujawnione publicznie

Postępowanie przed UODO wszczęto po skardze dotyczącej udostępnienia podczas konferencji prasowej danych i informacji odnoszących się do stanu zdrowia kobiety oraz jej życia prywatnego. Prezes UODO uznał, że doszło do naruszenia m.in. art. 6 ust. 1 RODO (brak podstawy prawnej przetwarzania) oraz art. 9 ust. 1 RODO (szczególne kategorie danych – w tym dane dotyczące zdrowia).

Dlaczego UODO uznał naruszenie za „poważne”

W decyzji wskazano, że naruszenie miało poważny charakter, ponieważ polegało na udostępnieniu danych bez podstawy prawnej, a w szczególności informacji należących do szczególnej kategorii danych osobowych. Istotne było też to, że informacje przekazane na konferencji można było powiązać z wcześniej pojawiającymi się w mediach wiadomościami na temat skarżącej i jej historii, co zwiększało ryzyko identyfikacji.

UODO podkreślił również konsekwencje ujawnienia danych: pojawiła się zarówno potencjalna, jak i realna możliwość wykorzystania informacji przez osoby trzecie bez wiedzy i zgody osoby, której dane dotyczyły. Wskazano ryzyko szkody, m.in. w postaci narażenia na dyskryminację, utraty dobrego imienia oraz utraty kontroli nad przetwarzaniem informacji na swój temat.

Konferencja prasowa organu władzy to nie „materiał prasowy”

Jednym z kluczowych elementów argumentacji było stanowisko, że organy władzy publicznej nie są beneficjentami wolności prasy i innych środków społecznego przekazu. Konferencja prasowa KGP nie stanowi więc działalności polegającej na redagowaniu, przygotowywaniu, tworzeniu lub publikowaniu materiałów prasowych przez ten organ.

Sąd – jak wskazano w ustnych motywach – potwierdził ten kierunek rozumowania. W rezultacie dane szczególnej kategorii udostępnione na konferencji prasowej nie stanowiły „materiału prasowego” w rozumieniu Prawa prasowego, a więc nie mogły być traktowane jako przesłanka legalizująca ujawnienie danych osobowych w rozumieniu RODO.

Noworoczny boom na fitness nie przełożył się na wzrost notowań większości spółek z tej branży

  • Aktywność fizyczna i frekwencja w klubach fitness zwykle rosną na początku roku, jednak stopy zwrotu akcji spółek z tego sektora pozostają nierówne
  • Większość długoterminowych wzrostów wygenerowały firmy fitness z ekspozycją na przychody B2B lub segment komercyjny
  • Analiza eToro pokazuje, że inwestorzy preferują modele biznesowe oferujące bardziej przewidywalne i stabilne przepływy pieniężne oraz siłę cenową, zamiast tych uzależnionych od cyklicznej sprzedaży konsumenckiej

Początek roku tradycyjnie przynosi wzrost liczby karnetów na siłowniach, gdy konsumenci próbują „zresetować się” po świątecznym okresie nadmiernych wydatków. Schemat powtórzył się również w tym roku. Jednak notowania giełdowe nie odzwierciedlają tego trendu. Analiza platformy tradingowo-inwestycyjnej eToro pokazuje, że równoważony portfel notowanych spółek fitness wzrósł o 9 proc. w ujęciu rocznym oraz o 40 proc. w horyzoncie trzech lat, ale jedynie o 14 proc. w perspektywie pięcioletniej – mimo systematycznego wzrostu uczestnictwa w aktywnościach fitness na świecie.

W dłuższym horyzoncie czasowym wyniki stają się coraz bardziej zróżnicowane. Krótkoterminowe i średnioterminowe wzrosty były w dużej mierze napędzane przez kilka wybranych spółek, podczas gdy pięcioletnie stopy zwrotu osłabiły gwałtowne spadki kursów niektórych firm skoncentrowanych na rynku konsumenckim. Największy wkład w długoterminowy wzrost miały firmy z ekspozycją na popyt B2B, komercyjny lub instytucjonalny, natomiast spółki uzależnione głównie od wydatków konsumentów odnotowały słabsze wyniki giełdowe.

Ten podział jest widoczny mimo dalszego rozwoju branży fitness. Zgodnie z globalnym raportem HFA za 2025 r., liczba członkostw w siłowniach na świecie wzrosła o 6 proc. rok do roku, a liczba obiektów fitness zwiększyła się niemal o 4 proc., co pokazuje, że uczestnictwo w aktywnościach fitness nadal rośnie, nawet gdy wyniki rynkowe zaczynają się różnić.

Lale Akoner, globalna analityczka rynkowa w eToro, komentuje: „Sezonowe skoki aktywności w siłowniach widać każdego stycznia, ale rynki akcji ignorują ten chwilowy szum. Na wycenę spółki w dużej mierze wpływa przede wszystkim trwałość jej przepływów pieniężnych. Firmy fitness silnie uzależnione od uznaniowych wydatków konsumentów pozostają narażone na presję marżową i wahania popytu, szczególnie w warunkach rosnących kosztów. Natomiast przedsiębiorstwa z ekspozycją na rynek komercyjny, powtarzalnymi kontraktami i siłą cenową generowały w dłuższym okresie znacznie bardziej stabilne stopy zwrotu.”

Wśród najlepiej radzących sobie spółek kluczową rolę odegrał popyt komercyjny. Technogym, dostawca sprzętu premium dla siłowni, hoteli i centrów wellness, skorzystał na inwestycjach instytucjonalnych oraz cyklach wymiany wyposażenia, generując 102 proc. stopy zwrotu w ciągu pięciu lat. Garmin łączy sprzedaż konsumencką z obecnością na rynkach komercyjnych i profesjonalnych, w tym w lotnictwie i sektorze morskim, co sprzyja powtarzalnym modernizacjom w ramach szerszego ekosystemu produktowego, przynosząc w tym samym okresie 62 proc. zwrotu.

Na drugim biegunie znalazły się spółki bardziej uzależnione od jednorazowych zakupów konsumenckich i cechujące się wysokimi kosztami stałymi. Ich notowania znacząco ucierpiały wraz z normalizacją popytu po okresie pandemicznym. Peloton pozostaje 96 proc. poniżej poziomów sprzed pięciu lat, co pokazuje, jak wrażliwe niektóre modele biznesowe w branży fitness były na zmiany zachowań konsumentów oraz na dźwignię operacyjną.

Akoner dodaje: „Obecnie obserwujemy korektę bardzo różnych oczekiwań ukształtowanych po pandemii. Część spółek fitness była wyceniana pod kątem utrzymania wysokiego, stabilnego popytu konsumenckiego, który jednak nie nadszedł. Wraz z normalizacją popytu ujawniły się wysokie koszty stałe i dźwignia operacyjna, a inwestorzy odpowiednio skorygowali wyceny. Firmy powiązane z instytucjonalnymi cyklami wydatkowymi okazały się znacznie lepiej chronione przed tym resetem.”

Marka Zwrot w 1. roku Zwrot w 3. roku Zwrot po 5. latach
Fitness focused brands
The Gym Group 20% 21% -21%
Peloton -29% -47% -96%
Planet Fitness -7% 22% 22%
Garmin -7% 107% 62%
Technogym 66% 97% 102%
Basket average 9% 40% 14%

 

Tabela przedstawiająca wyniki koszyka akcji spółek skoncentrowanych na sektorze fitness

Dane dotyczące kursów akcji na zamknięcie sesji giełdowej z dnia 21.01.2026 r. Wyniki indeksu obliczone w dolarach amerykańskich (USD). Źródło danych: Refinitiv. Wyniki historyczne nie stanowią gwarancji ani wskazania przyszłych rezultatów.

Krach na złocie i srebrze, ropa traci 5%. Rynki przestawiają się na nowy scenariusz

Dziś uwagę inwestorów przykuwa przede wszystkim krajobraz po historycznym krachu na notowaniach metali szlachetnych. Ceny ropy naftowej spadają o ponad 5% po sygnałach deeskalacji konfliktu na linii USA-Iran, a z niemieckiej gospodarki powiało optymizmem, który przyniosły dane o wyższej konsumpcji i sygnały odbicia w sektorze wytwórczym. 

Totalne zaskoczenie

Piątek na rynkach przejdzie do historii, a skala spadków na metalach szlachetnych mogła zaskoczyć niejednego inwestora. Notowania złota spadły o 9%, a srebra o ponad 27% w ciągu jednego dnia. Trzeba przyznać, że takie ruchy nie zdarzają się zbyt często, a jeśli już – dotyczą aktywów o niskiej płynności. W przypadku złota nie ma o tym mowy, a dodatkowo jest to aktywo uważane za bezpieczną przystań dla środków inwestorów. Sytuacja z końca poprzedniego tygodnia pokazuje jednak, że powinniśmy raczej klasyfikować je jako aktywo ryzykowne. Nowy tydzień otworzył się pogłębieniem spadków na wspomnianych metalach (odpowiednio 3,6% i 6,7%), ale kolejne godziny jawią się jako wzmożona aktywność graczy nastawionych na pozycje długie. Za przyczynę tego „krachu” uważa się ogłoszenie nominacji Warsha na nowego szefa Fed przez administrację Trumpa. Uznawany jest on za przedstawiciela jastrzębi, z dużą niechęcią do luzowania monetarnego. Wydaje się to jednak tylko pretekst, a bezpośrednia przyczyna to aktywowanie się zleceń stop loss bądź sytuacje, w których do utrzymania pozycji należało dopłacić tzw. depozyt zabezpieczający. Brak gotówki sprawiał, że utrzymanie pozycji stało się nierealne. Potwierdzeniem tego faktu mogą być sygnały z giełdy COMEX, na której kilkakrotnie podnoszono depozyt zabezpieczający.

Deeskalacja

Spory spadek notowań widzimy dzisiaj na ropie naftowej (WTI ponad 5%). W niedzielę odbyło się spotkanie kartelu OPEC+, a decyzja jaka zapadła to utrzymanie poziomu wydobycia i brak sygnałów dla rynku o tym, co będzie się działo po pierwszym kwartale. Kluczowe dla ruchów na ropie naftowej jest jednak nie spotkanie OPEC+, a to, co ogłosiła w weekend administracja Trumpa. Prezydent USA powiedział, że „Iran poważnie rozmawia z Waszyngtonem”, a tym samym dał do zrozumienia, że w najbliższym czasie mocno spodziewany atak na obiekty w Iranie się nie odbędzie. W ostatnich dniach, wraz ze zwiększeniem sił wojskowych USA w rejonie Bliskiego Wschodu, sytuacja na ropie była mocno dynamiczna, a zwiększone ryzyko eskalacji konfliktu doprowadziło notowania do najwyższych wzrostów miesięcznych od ponad dwóch lat. Kluczową sprawą jest tu cieśnina Ormuz – tędy przepływa 20% zużywanej na świecie ropy, ale także 20% LNG. W przypadku otwartego konfliktu mogłaby zostać wyłączona z użytkowania. Niepewność w tym rejonie świata na pewno nie znika, niemniej jednak chwilowa deeskalacja daje ulgę na notowaniach cen czarnego złota.

Powiew optymizmu

Dzisiaj w kalendarzu makro pojawiły się dane z niemieckiej gospodarki. Analitycy od dłuższego czasu szukają pozytywnych sygnałów z tej „europejskiej lokomotywy” i trzeba przyznać, że takowe dzisiaj dostali. Sprzedaż detaliczna była wyższa o 1,5% w grudniu w relacji r/r i przebiła też wartość z listopada (1,3%). Również dzisiaj poznaliśmy odczyt PMI dla sektora przemysłu. Wynik 49,1 pkt jest pozytywnym zaskoczeniem i przebija zarówno prognozy analityków, jak i wartość z grudnia, czyli 47 pkt. Mimo najwyższego wyniku od 3 miesięcy, nadal znajdujemy się w obszarze recesyjnym, czyli poniżej 50 pkt. Według analityków kolejne miesiące mogą w końcu pozwolić przebić tę granicę za sprawą wzrostu zamówień z sektora obronnego. Główna para walutowa świata utrzymuje się poniżej poziomu 1,19, a w kalendarzu pojawi się jeszcze odczyt ISM dla przemysłu z USA o 16.00.

Spada satysfakcja pracowników z wynagrodzenia

Choć rynek pracy znajduje się obecnie w fazie stabilizacji i nie widać na nim ani oznak kryzysu, ani dynamicznego rozwoju, to nastroje specjalistów i menedżerów najczęściej nie są optymistyczne. Profesjonaliści odczuwają obawy związane ze stabilnością zatrudnienia i możliwościami zarobkowymi, co przedkłada się na malejącą satysfakcję z pracy. Pomimo niepewności, aż 48 proc. respondentów uczestniczących w badaniu Hays Poland, rozważa jednak zmianę pracy w tym roku.

  • 61 proc. specjalistów i menedżerów nie jest zadowolonych ze swojego wynagrodzenia. Często wynika to ze zbyt dużego, nieadekwatnego nakładu pracy. W konsekwencji spada ogólna satysfakcja zawodowa.  
  • Rośnie grupa pracowników, którzy rozważają zmianę pracy z uwagi na niestabilność zatrudnienia. Obrazuje to uczucie niepewności i braku bezpieczeństwa, z którymi zmaga się część z nich.
  • Profesjonaliści oczekują od firm nie tylko podwyżek, ale też otwartej, szczerej komunikacji oraz benefitów pozapłacowych, które pozwolą im zadbać o swój dobrostan. Pracownicy do najcenniejszych świadczeń zaliczają przede wszystkim te oferujące dodatkowy czas wolny i pracę elastyczną, która pomaga utrzymać work-life balance.

Pracownicy stopniowo adaptują się do obecnych warunków rynkowych. Mimo że dla wielu z nich obecny moment wciąż nie jest idealny na zmianę pracodawcy, to jednak stopniowo otwierają się na taki krok. O ile część z nich do podjęcia takiej decyzji motywuje poczucie braku stabilności zatrudnienia w obecnej firmie, to inni kierują się rosnącym niezadowoleniem z oferty – a często również atmosfery lub relacji – u bieżącego pracodawcy. Wyniki badania Hays Poland, opisanego w Raporcie płacowym 2026, pokazują, że poziom satysfakcji zawodowej specjalistów i menedżerów pozostawia wiele do życzenia.

Ponad połowa specjalistów i menedżerów chciałaby zarabiać więcej

Ostrożne decyzje kadrowe w ostatnich latach, w tym odsuwane w czasie rekrutacje i wstrzymywane podwyżki spowodowały, że profesjonaliści często znajdują się w miejscu, w którym nie tylko pracują za dużo, ale też nie otrzymują za swoje wysiłki adekwatnego wynagrodzenia.Hays wykres 1

Jak wynika z badania Hays Poland, aż 61 proc. specjalistów i menedżerów deklaruje, że nie jest zadowolonych ze swojego wynagrodzenia. Co więcej, 42 proc. profesjonalistów uważa też, że nie jest ono adekwatne do obecnego zakresu obowiązków. W rezultacie przekłada się to na spadek motywacji, poczucie przeciążenia i nierzadko rozważania możliwości zmiany pracy.Hays wykres 2

Brak satysfakcji z wynagrodzenia to tylko jeden z problemów

Choć to właśnie niezadowolenie z zarobków niezmiennie od lat jest dla pracowników największym motywatorem do zmiany miejsca zatrudnienia, to argumentów do podjęcia takiej decyzji jest o wiele więcej. Podobnie jak w 2025, również w tym roku na drugim miejscu uplasował się brak możliwości rozwoju. Obrazuje to wysokie aspiracje profesjonalistów, które nie maleją nawet w obliczu niejednoznacznej sytuacji na rynku.

Jednocześnie w najnowszej edycji raportu na liście powodów chęci zmiany pracy o dwa miejsca w górę przesunęła się niepewność zatrudnienia i aż o cztery – zbyt duży nakład pracy. Z drugiej strony, w porównaniu z ubiegłym rokiem na znaczeniu straciły takie argumenty jak bezpośredni przełożony czy lokalizacja biura.

Takie zmiany w odpowiedziach profesjonalistów obrazują rosnącą niepewność, z jaką się zmagają, oraz silną potrzebę poczucia bezpieczeństwa i przewidywalności tego, na co mogą realnie liczyć w obecnym miejscu pracy. Mnogość obaw związanych z życiem zawodowym może również wynikać z braku odpowiedniej, transparentnej komunikacji w firmach. Jest ona niezbędna w utrzymywaniu motywacji, dobrych relacji i dobrostanu zatrudnionych, natomiast w wymagających biznesowo czasach bywa przez organizacje zaniedbywana – zauważa Agnieszka Czarnecka, HR Consultancy Manager na region Europy Środkowo-Wschodniej w Hays.

Pracownicy oczekują zmian

Zmęczenie wyzwaniami, z jakimi borykają się specjaliści w obecnej firmie, oraz brak sygnałów o pogorszeniu sytuacji na rynku pracy, skłaniają wielu profesjonalistów do proaktywności i podjęcia konkretnych działań. Po latach zamrożonych budżetów, ze stagnacją płac lub symbolicznymi podwyżkami, wielu ekspertów oczekuje, że w 2026 roku ta sytuacja ulegnie zmianie i doświadczą korekty płac – jeśli nie w obecnym miejscu zatrudnienia, to w innym.

Aż 66 proc. respondentów badania Hays uważa, że w nadchodzących miesiącach otrzyma podwyżkę, w tym 12 proc. liczy na wzrost dwucyfrowy. Dla porównania, w roku 2025 zmiany wynagrodzenia spodziewało się 52 proc. pracowników.

Jak do oczekiwań specjalistów odniosą się pracodawcy? Jak zauważa Agnieszka Pietrasik, CEE Executive Director w Hays, chociaż firmy planują podwyżki, to wciąż będą zachowywały dużą ostrożność w kształtowaniu siatek wynagrodzeń. – Na decyzje o podwyżkach coraz silniej będzie również wpływać rosnąca transparentność wynagrodzeń, wynikająca z planowanego wdrożenia dyrektywy Unii Europejskiej. Wiele organizacji jeszcze nie wprowadziło zmian w tym zakresie, czekając na projekt ustawy oraz konkretne obowiązki i konsekwencje dla firm. Dostosowanie siatki płac i raportowania z myślą o nowych przepisach będzie jednym z większych wyzwań kadrowych w nadchodzących miesiącach – dodaje ekspertka.

Jeśli firmy przez dłuższy czas nie zareagują na potrzeby pracowników, ci wezmą sprawy w swoje ręce. W tegorocznej edycji raportu Hays 48 proc. specjalistów i menedżerów zadeklarowało, że rozważa zmianę miejsca zatrudnienia w najbliższym czasie.

Pracodawcy powinni działać wielowymiarowo

Co zatem mogą zrobić firmy, aby zatrzymać najlepsze talenty w organizacji i jednocześnie utrzymać ich zadowolenie? Rozwiązaniem może być podejmowanie nieco bardziej odważnych decyzji kadrowych. Rekrutacja nowych pracowników, którzy odciążą obecne zespoły, a także przejrzysta komunikacja na temat strategii firmy to podstawa, której w 2026 nie może zabraknąć. Dużą motywacją będą dla profesjonalistów oczywiście również pieniądze.

W wielu przypadkach – jeśli nie satysfakcjonujące podwyżki – wiele dobrego mogą zdziałać benefity pozapłacowe. Z raportu Hays wynika bowiem, że dobrze zaprojektowane świadczenia mogą stać się przewagą konkurencyjną firm.

–  Pracownikom zależy przede wszystkim na benefitach zwiększających komfort życia i umożliwiających zachowanie równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym. Mają one ogromne znaczenie w rekrutacji i zatrzymywaniu talentów w organizacji. Jednocześnie nie ma jednego, uniwersalnego benefitu, który byłby cenny dla każdego. U każdej jednostki ten wymarzony zestaw świadczeń wygląda bowiem nieco inaczej. Pracodawcy – w miarę możliwości – powinni dopuszczać zatem przynajmniej niewielki zakres wyboru dodatków pozafinansowychpodkreśla Agnieszka Czarnecka z Hays.Hays wykres 3

A tych do wyboru jest wiele. Z tegorocznej edycji raportu wynika, że te, na których zależy pracownikom najbardziej to: dodatkowe dni urlopowe, które na przestrzeni roku przesunęły się o 3 miejsca w górę, praca elastyczna i rozszerzony pakiet opieki medycznej.

Orange z karą 34 mln zł. UOKiK o niedozwolonych zapisach w umowach na kartę

0

Orange Polska miała – według ustaleń urzędu – jednostronnie zmienić warunki umów w ofertach „na kartę” i pobierać opłatę za tzw. „utrzymanie numeru w sieci” w sytuacji braku aktywności użytkownika, np. bez doładowania konta. UOKiK uznał, że praktyki te naruszały zbiorowe interesy konsumentów oraz wiązały się ze stosowaniem niedozwolonych postanowień umownych. Łączna kara nałożona na spółkę wyniosła 34 030 000 zł, a decyzje – jak podkreślono w komunikacie – nie są prawomocne i mogą zostać zaskarżone do sądu.

Na czym polegał mechanizm opłaty

Z przekazanych informacji wynika, że operator wprowadził w ofertach pre-paid opłatę za usługę „utrzymanie numeru w sieci” i pobierał ją w okresie od maja 2022 r. do stycznia 2024 r. Opłata miała wynosić 5 zł i była naliczana cyklicznie po 31 dniach od ostatniej aktywności rozumianej jako m.in. wykonanie połączenia wychodzącego, wysłanie SMS, skorzystanie z internetu lub zakup usługi dodatkowej.

Konsumenci otrzymywali wiadomość SMS o treści w rodzaju: „Przez ostatnie 30 dni nie korzystałeś aktywnie ze swojego telefonu. W związku z tym jutro pobierzemy opłatę za utrzymanie numeru w sieci 5 zł.” Kluczowy zarzut dotyczył tego, że taka opłata – według urzędu – nie powinna być w ogóle wyceniana dodatkowo, ponieważ utrzymanie numeru jest obowiązkiem przedsiębiorcy wynikającym z umowy.

„Pre-paid” miał działać inaczej

W ocenie urzędu sens ofert przedpłaconych polega na swobodzie korzystania z usługi: użytkownik doładowuje konto, kiedy chce, i nie powinien być zaskakiwany kosztami „za sam fakt” braku aktywności. Z komunikatu wynika również, że klienci nie mieli otrzymywać jasnej informacji o tej opłacie na etapie zakupu – ani na opakowaniach starterów, ani w prezentowanych ofertach, ani na podstronach operatora.

Dodatkowo wskazano, że opłaty miały dotyczyć także osób posiadających aktywną usługę przedłużającą ważność konta („Konto ważne rok”) – w takim scenariuszu użytkownicy byli obciążani zdublowanym kosztem utrzymania numeru.

Co zakwestionował UOKiK

Urząd poinformował o wydaniu decyzji dotyczących:

  • naruszania zbiorowych interesów konsumentów,
  • stosowania niedozwolonych postanowień umownych.

Istotą problemu – jak opisano – było „ukarane” konsumenta za niewykonanie narzuconej aktywności (np. brak połączeń czy brak użycia danych), co ma stać w sprzeczności z charakterem oferty pre-paid.

W komunikacie znalazła się też wypowiedź Tomasz Chróstny, który podkreślił znaczenie prawa konsumenta do informacji i sprzeciwił się wprowadzaniu dodatkowych kosztów bez przejrzystej zgody użytkownika:

– Praktyka Orange była sprzeczna z dobrymi obyczajami. Przypominam, że zmiana warunków umów jest bezprawna bez odpowiedniej klauzuli modyfikacyjnej. Konsumenci podejmują decyzje zakupowe bazując na konkretnych ofertach, a na każdą zmianę trwającego zobowiązania muszą wyrazić świadomą zgodę. Nie mogą być zaskakiwani dodatkowymi opłatami i narzucanymi przez operatora wymogami – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Co dalej: decyzje nie są prawomocne

W komunikacie zaznaczono, że decyzje nie są prawomocne, a spółka może się od nich odwołać do sądu. To oznacza, że sprawa może mieć dalszy ciąg w postępowaniu odwoławczym.

Szerszy kontekst: inni operatorzy też z zarzutami

UOKiK wskazał, że to kolejne działania dotyczące dodatkowych opłat w ofertach „na kartę”. Równolegle urząd poinformował o postawieniu zarzutów także innym podmiotom: P4 oraz Polkomtel.

Jeśli chcesz, mogę przerobić ten tekst na wersję „do publikacji” w stylu portalu informacyjnego (krótsze leady, śródtytuły, mocniejszy układ pod SEO) albo na komunikat wewnętrzny dla klientów (FAQ: kto mógł zostać objęty opłatą, co sprawdzić w historii konta, gdzie złożyć reklamację).

Pharmena podpisała umowę na przeprowadzenie badania klinicznego wyrobu medycznego

Pharmena SA, polska spółka biotechnologiczna notowana GPW, zawarła umowę ze specjalistyczną firmą na przygotowanie dokumentacji badania klinicznego, przeprowadzenie, monitorowanie i koordynowanie badania klinicznego przyszłego wyrobu medycznego do stosowania w trudno gojących się ranach. Przeprowadzenie badań klinicznych na ludziach ma na celu potwierdzenie skuteczności przyszłego wyrobu medycznego w leczeniu trudno gojących się ran. Badania kliniczne stanowią ostatni kluczowy etap do zarejestrowania wyrobu medycznego w celu jego komercjalizacji. Wcześniej Spółka informowała o podjęciu współpracy w celu oceny biokompatybilności przyszłego wyrobu medycznego.

Rozpoczęcie etapu badań klinicznych to dla nas kluczowy moment w rozwoju przyszłego wyrobu medycznego. Badanie zostanie przeprowadzone zgodnie z obowiązującymi standardami, a jego celem jest potwierdzenie skuteczności i bezpieczeństwa naszego produktu w leczeniu trudno gojących się ran. Spodziewamy się, że wyniki pozwolą nie tylko na ocenę działania naszego rozwiązania w warunkach klinicznych, ale również na zebranie danych niezbędnych do dalszej certyfikacji. To ważny etap, który zbliża nas do momentu, w którym realnie będziemy mogli pomóc pacjentom zmagającym się z tym poważnym problemem – powiedziała Marzena Wieczorkowska, wiceprezes zarządu Pharmena SA.

Pharmena prowadzi prace na przyszłym wyrobem medycznym od końca 2023 r., kiedy to poinformowała o rozpoczęciu prac nad wdrożeniem produktu na rynek. W ramach prowadzonego projektu Spółka dokonała już opracowania koncepcyjnego oraz stworzenia wstępnej receptury. Spółka Pharmena dokonała walidacji metod analizy zawartości substancji czynnych w przyszłym wyrobie medycznym. Opracowana metoda analizy jest wykorzystywana w procesie rozwoju projektu, a także będzie po jego komercjalizacji, w trakcie procesu produkcyjnego zgodnie ze standardem dobrej praktyki produkcyjnej – GMP.

W połowie 2025 roku Spółka potwierdziła współpracę na opracowania dokumentacji wyrobu medycznego oraz wytworzenie serii walidacyjnych przyszłego wyrobu medycznego. Produkty wytworzone w ramach serii walidacyjnych mają teraz być przeznaczone do badań klinicznych wyrobu.

W sierpniu ubiegłego roku Spółka informowała o zawarciu umowy na wykonanie badań związanych z oceną biokompatybilności wyrobu medycznego oraz opracowanie Raportu Oceny Biologicznej przyszłego wyrobu medycznego przeznaczonego do stosowania w trudno gojących się ranach.

Po zakończeniu badań klinicznych przejdziemy do ostatniego etapu przed komercjalizacją, czyli procesu certyfikacji wyrobu medycznego. Liczymy, że proces certyfikacji rozpocznie się w 2027 roku a potem nasz produkt trafi na półki aptek i placówek medycznych w całej Unii Europejskiej. To dla nas nie tylko sukces biznesowy, ale przede wszystkim szansa na poprawę jakości życia pacjentów cierpiących z powodu trudno gojących się ran. Mamy nadzieję, że dzięki naszemu rozwiązaniu wielu chorych uniknie groźnych powikłań, a leczenie stanie się bardziej skuteczne – dodała Marzena Wieczorkowska.

Globalny rynek produktów do leczenia trudno gojących się ran jest w fazie dynamicznego wzrostu. Według analiz jego wartość sięga obecnie 21–24 mld USD rocznie. Raport The Research Insights prognozuje, że w 2025 r. rynek osiągnie wartość 24 mld USD, a do 2030 r. zbliży się do 30 mld USD (CAGR ok. 4,2%). Wartość europejskiego rynku oceniana jest na 7,6 mld USD w 2025 r., z oczekiwanym tempem wzrostu CAGR 7,3% w latach 2025–2032.

Synektik będzie oferować roboty chirurgiczne da Vinci także w Ukrainie. Współpraca z Intuitive wydłużona do końca 2031 roku

Synektik, dostawca zaawansowanych rozwiązań dla medycyny, będący między innymi wyłącznym dystrybutorem systemów robotyki chirurgicznej da Vinci w Polsce, Czechach, Słowacji, Litwie, Łotwie i Estonii, rozszerzył zakres terytorialny umowy z Intuitive Surgical o kolejny rynek – Ukrainę. Jednocześnie współpraca polskiej spółki z globalnym liderem w obszarze robotyki chirurgicznej na wszystkich rynkach została wydłużona do końca 2031 roku.

– Przedłużenie współpracy do końca 2031 roku oraz powierzeniu nam odpowiedzialności za następny rynek to jednoznaczne potwierdzenie zaufania do kompetencji Grupy Synektik jako długoterminowego partnera Intuitive Surgical w regionie. Konsekwentnie realizujemy strategię rozwoju w segmencie robotyki chirurgicznej, łącząc doświadczenie operacyjne, zaplecze serwisowo-szkoleniowe oraz bliską współpracę z placówkami ochrony zdrowia. Nowy etap umowy daje nam stabilne fundamenty do dalszej ekspansji i zwiększania dostępności technologii da Vinci dla pacjentów w Europie Środkowo-Wschodniej – komentuje Cezary Kozanecki, założyciel i prezes zarządu Synektik.

Podczas tegorocznej konferencji Annual Commercial Meeting w Orlando, zorganizowanej przez Intuitive Surgical, Synektik został uznany za najlepszego na świecie dystrybutora systemów chirurgii robotycznej da Vinci (Distributor Worldwide and Best Clinical Partner 2025).

Synektik współpracuje z Intuitive Surgical na polskim rynku nieprzerwanie od 2018 roku, gdzie systemy robotyczne da Vinci stały się istotnym elementem nowoczesnej chirurgii. Od 2022 roku Grupa jest wyłącznym dystrybutorem tych systemów także w Czechach i Słowacji, a w 2024 roku zakres współpracy został rozszerzony o Litwę, Łotwę i Estonię, co było kolejnym krokiem w budowie silnej, regionalnej platformy dystrybucji zaawansowanych technologii medycznych.

Rynek ukraiński, podobnie jak dotychczasowe, będzie obsługiwany przez Synektik na zasadzie wyłączności. Zakres współpracy obejmuje sprzedaż i dostawy systemów robotycznych da Vinci wraz z pełnym wsparciem wdrożeniowym i operacyjnym, w tym szkolenia, rozwój zaplecza serwisowego oraz kwestie regulacyjne i marketingowe.

– Rozszerzenie współpracy o rynek ukraiński ma dla nas szczególny wymiar. W obecnych uwarunkowaniach kwestie bezpieczeństwa pozostają absolutnym priorytetem, a rozwój działalności będziemy realizować etapowo i odpowiedzialnie. Jednocześnie decyzja Intuitive Surgical o objęciu Ukrainy zakresem naszej umowy potwierdza przekonanie o długoterminowym potencjale tego rynku. Wierzymy, że po zakończeniu działań wojennych modernizacja szpitali przyspieszy, potrzeby w zakresie nowoczesnej, małoinwazyjnej chirurgii będą tam jeszcze większe, a nasze doświadczenie w budowie ekosystemu robotyki medycznej pozwoli skutecznie wesprzeć odbudowę systemu ochrony zdrowia – komentuje Cezary Kozanecki.

Zabiegi chirurgiczne z wykorzystaniem systemów robotycznych da Vinci stanowią przełomową zmianę jakościową w leczeniu wielu schorzeń – w szczególności w obszarze urologii, onkologii, a także chirurgii ogólnej – umożliwiając większą precyzję, mniejszą inwazyjność oraz szybszą rekonwalescencję pacjentów. W ostatnich latach dziesiątki tysięcy pacjentów w Polsce, Czechach, Słowacji i krajach bałtyckich skorzystało z tej technologii, a Grupa Synektik konsekwentnie wzmacnia swoją pozycję jako wiodący dostawca rozwiązań z zakresu robotyki medycznej w regionie.

Na koniec 2025 roku Grupa Synektik miała pod swoją opieką 83 urządzenia da Vinci w Polsce oraz łącznie 121 w całym regionie.

Współpraca Synektika z Intuitive Surgical stanowi dla polskiej spółki źródło przychodów związanych zarówno z dostawą i uruchomieniem systemów da Vinci w placówkach medycznych, jak i późniejszym serwisem urządzeń. Dodatkowym, powtarzalnym źródłem przychodów są dostawy zużywalnych instrumentów i akcesoriów do tych urządzeń.

Grupa Muszkieterów: 11,4 mld zł obrotu w 2025 i cel 12 mld w 2026

Grupa Muszkieterów, zrzeszająca niezależnych przedsiębiorców pod szyldami Intermarché i Bricomarché, zamknęła 2025 rok wynikami potwierdzającymi jej silną pozycję na polskim rynku detalicznym. Mijające dwanaście miesięcy było okresem konsekwentnego wzmacniania skali operacyjnej, co pozwoliło organizacji zwiększyć przychody o kolejne 470 milionów złotych. Łączne obroty sieci Intermarché i Bricomarché, wraz ze stacjami paliw, osiągnęły poziom 11,4 miliarda złotych, co oznacza progresję na poziomie 4,3 proc. w ujęciu rok do roku. Tak solidne fundamenty finansowe pozwalają Grupie z optymizmem patrzeć w przyszłość i podtrzymać ambitny cel strategiczny, jakim jest przekroczenie progu 12 miliardów złotych obrotu już w 2026 roku.

Osiągnięty wzrost jest bezpośrednim rezultatem unikalnego modelu biznesowego Grupy, opartego na synergii działań niezależnych przedsiębiorców oraz dobrze zorganizowanej centrali zakupowej. Grupa z sukcesem oddała do użytku 14 nowych obiektów, w tym 13 placówek handlowych oraz jedną stację paliw, jednocześnie kładąc silny nacisk na cyfryzację i rozwój kanałów e-commerce. Dzięki tym działaniom Muszkieterowie nie tylko skutecznie odpowiedzieli na presję rynkową, ale także umocnili zaufanie konsumentów.

Intermarché – efektywność operacyjna i fundamenty pod nową ekspansję

Sieć Intermarché w 2025 roku skoncentrowała swoje działania na budowaniu nowej jakości efektywności operacyjnej i wzmocnieniu modelu ekonomicznego. Postawiono na optymalizację procesów wewnętrznych oraz dalsze wzmocnienie wizerunku cenowego, co okazało się kluczowe w obliczu niesprzyjającego otoczenia makroekonomicznego i bezprecedensowej presji konkurencyjnej w polskim handlu spożywczym. Dzięki tej strategii szyld zdołał utrzymać dodatnią sprzedaż w ujęciu porównywalnym (LFL), co potwierdza lojalność klientów wobec marki.

Łączna progresja przychodów na poziomie 2,5 proc. jest w obecnych warunkach wynikiem satysfakcjonującym, zarówno w stosunku do inflacji, jak i do ewolucji sprzedaży detalicznej produktów spożywczych, Jest to wynik zadowalający, nie mniej mamy na uwadze potencjał do dalszej poprawy naszych wskaźników – mówi Adrian Podziemski, prezes Intermarché w Polsce.

Kluczowym filarem rozwoju było wdrażanie nowoczesnych rozwiązań handlowych, takich jak format Power 2.0 w kolejnych 13 sklepach sieci (łącznie koncept funkcjonuje już w 55 placówkach) oraz intensywna rozbudowa marek własnych, wzbogaconych w minionym roku o 220 nowych produktów. Równolegle sieć znacząco wzmocniła zaplecze logistyczne poprzez budowę zaawansowanego centrum dystrybucyjnego w Dąbrowie Górniczej.

W minionym roku Intermarché utrzymało także pozycję lidera przymarketowych stacji paliw, zarządzając siecią 73 obiektów i odnotowując wzrost wolumenu sprzedaży o ponad 9 proc.

Wszystkie te działania, wsparte dynamicznym rozwojem programu lojalnościowego Moje Intermarché, który gromadzi już 1,4 miliona użytkowników, stworzyły solidną bazę do powrotu na ścieżkę intensywnej ekspansji.

W najbliższych tygodniach planowane jest otwarcie nowych sklepów Intermarché w Zawierciu, Strzegomiu i Orzeszu.

Bricomarché umacnia pozycję lidera cenowego

W niezwykle wymagającym sektorze „dom i ogród”, sieć Bricomarché zaprezentowała w 2025 roku wyjątkową odporność i skuteczność biznesową. Na tle wyraźnie hamujących inwestycji w budownictwie mieszkaniowym, podczas gdy wielu rynkowych konkurentów zanotowało spadki, szyld utrzymał wysokie tempo wzrostu. Całkowita progresja sprzedaży na poziomie 7 proc. bez wątpliwości plasuje Bricomarché jako jednego z najdynamiczniejszych szyldów na polskim rynku DIY. Marka skonsolidowała tym samym swoją pozycję trzeciego gracza w sektorze oraz lidera wśród niezależnych sklepów tej branży.

Utrzymanie tak wysokiej dynamiki w trudnym roku dla branży to dowód na trafność naszej strategii bliskości. Skupiliśmy się na wzmacnianiu pozycji lidera cenowego m.in. poprzez kampanię „Nasze ceny rządzą”, dalszym udoskonalaniu działań operacyjnych oraz konceptu handlowego. Pozwoliło nam to skutecznie odpowiedzieć na potrzeby klientów szukających najlepszej wartości, co widać w rosnącym średnim koszyku zakupowym – podsumowuje Marek Sawa, prezes Bricomarché Polska.

Istotnym motorem rozwoju było utrzymanie stabilnego tempa nowych otwarć oraz sukcesywne przyłączanie nowych placówek “Pod Znak” Bricomarché, w tym 3 sklepów sieci Jasam. Sieć postawiła także na ewolucję asortymentową, wprowadzając m.in. nowy koncept „Dekoracyjny Ogród” oraz rozwijając marki własne. Ten wzrost skali wspiera nowoczesna logistyka – sfinalizowano budowę trzeciej bazy w Nowym Modlinie.

Równolegle Bricomarché konsekwentnie rozwija kanały cyfrowe, które stają się coraz istotniejszym elementem budowania wartości koszyka zakupowego. Program lojalnościowy MojeBrico zgromadził już 1,2 miliona użytkowników, a obroty w kanale e-commerce wzrosły o 24 proc.

Wsparcie lokalnych społeczności i uznanie branży

Grupa Muszkieterów w 2025 roku nie tylko wzmacniała swoją obecność rynkową, ale także intensyfikowała działania z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. Za pośrednictwem Fundacji Muszkieterów realizowano kluczowe projekty, takie jak „Wakacje z Muszkieterami”, czyli bezpłatne kolonie dla dzieci z rodzin potrzebujących oraz specjalny program wsparcia dla Ochotniczych Straży Pożarnych. Do jednostek OSP w całej Polsce za pośrednictwem Fundacji trafił ponad milion złotych. Akcja była zainicjowana w odpowiedzi na dramatyczną sytuację powodziową w południowo-zachodniej Polsce, a środki finansowe zostały przeznaczone na zakup sprzętu niezbędnego do niesienia pomocy najbardziej potrzebującym.

Ambitne cele na 2026 rok

Osiągnięta w minionym roku stabilność finansowa oraz zoptymalizowane procesy operacyjne stanowią dla Grupy Muszkieterów punkt wyjścia do realizacji kolejnych celów strategicznych. Organizacja zamierza w nadchodzących miesiącach jeszcze silniej wykorzystać atuty swojego unikalnego modelu franczyzowego, łącząc go z nowoczesnym zapleczem technologicznym.

Rok 2025 był dla Grupy Muszkieterów okresem potwierdzenia siły naszego modelu biznesowego. Mimo wymagającego otoczenia makroekonomicznego i presji w sektorze DIY oraz spożywczym, zwiększyliśmy po raz kolejny nasze obroty o blisko pół miliarda złotych, co jest dowodem na skuteczność strategii opartej na niezależności naszych przedsiębiorców i potwierdzeniem naszej bezkompromisowej walki o atrakcyjne ceny dla klientów – mówi Sławomir Czarnecki, prezes Grupy Muszkieterów w Polsce.

W 2026 rok Grupa Muszkieterów wchodzi z jasno sprecyzowanym celem: przekroczeniem 12 miliardów złotych obrotu.

– Powrót Intermarché na ścieżkę ekspansji, dalsza konsolidacja pozycji Bricomarché jako trzeciego gracza na rynku DIY, a także dalsze inwestycje w ceny, rozwój e-commerce i nowoczesną logistykę to filary, które stanowią gwarancję utrzymania dynamiki systematycznego wzrostu – dodaje  Marc Dherment, dyrektor generalny Grupy Muszkieterów w Polsce.

7R powołało Martina Ohly na stanowisko Head of Germany

0

7R oraz Urban Partners ogłaszają dołączenie Martina Ohly do zespołu 7R, gdzie obejmie on nowo utworzone stanowisko Head of Germany. Martin Ohly przechodzi do 7R z Logicenters, gdzie ostatnio pełnił funkcję General Manager & Head of Logistics w platformie zarządzania i rozwoju nieruchomości logistycznych należącej do Urban Partners. W nowej roli będzie odpowiedzialny za rozwój działalności 7R na rynku niemieckim.

Martin Ohly dołącza do 7R – spółki portfelowej Urban Partners, należącej do Nordic Strategic Fund V (NSF V) – aby zbudować i poprowadzić ekspansję firmy oraz jej operacje w Niemczech. Jest międzynarodowym ekspertem rynku nieruchomości z ponad 19-letnim doświadczeniem w obszarach inwestycji, transakcji, rynków kapitałowych, komercjalizacji oraz zarządzania portfelem nieruchomości komercyjnych. Przed dołączeniem do Logicenters pracował w wiodących organizacjach rynku nieruchomości, takich jak Amazon Global Realty, JLL, APLEONA oraz METRO Properties. Pełnił funkcje dyrektorskie w Niemczech i Europie, a także rolę starszego doradcy i eksperta merytorycznego przy szerokim spektrum projektów nieruchomościowych.

Z ogromną satysfakcją powierzamy Martinowi to nowo utworzone stanowisko. Jego doświadczenie, dogłębna znajomość rynku niemieckiego oraz procesów i zmian, które go kształtują, będą nieocenione w realizacji ambitnych planów 7R w Niemczech. Wejście na nowy rynek zawsze wiąże się z wyzwaniami, dlatego kluczowe znaczenie ma obecność w zespole ekspertów rozumiejących lokalne uwarunkowania i oczekiwania partnerów biznesowych oraz potrafiących skutecznie na nie odpowiadać. Martin bez wątpienia jest taką osobą – skomentował Andrzej Wroński, CEO 7R.

Martin Ohly będzie odpowiadał za rozwój działalności 7R w Niemczech oraz budowę zrównoważonego portfela nieruchomości logistycznych poprzez akwizycję istniejących aktywów, realizację projektów deweloperskich w formule spekulacyjnej i BTS, a także współprace w ramach joint venture. Priorytetem 7R jest tworzenie efektywnych operacyjnie i elastycznych rozwiązań, które sprawdzają się nie tylko na etapie przekazania obiektu najemcy, lecz przez cały okres współpracy.

Z ogromnym entuzjazmem dołączam do zespołu 7R i podejmuję się zadania rozwoju firmy w Niemczech. Szczególnie inspirujące są dla mnie wysokie standardy ESG spółki, ukierunkowane na redukcję emisji CO₂, a także szerokie spektrum realizowanych formatów – od wielkopowierzchniowych obiektów logistycznych po miejskie parki magazynowe. Z niecierpliwością czekam na współpracę z doświadczonym zespołem oraz wspólne budowanie pozycji 7R jako pierwszego wyboru dla najemców i partnerów biznesowych na niemieckim rynku logistycznym – powiedział Martin Ohly, Head of Germany w 7R.

Joanna Andryszczyk dołącza do Newmark Polska

0

Z dniem 2 lutego br. Joanna Andryszczyk, ekspertka z 12-letnim doświadczeniem na rynku nieruchomości komercyjnych, dołączyła do międzynarodowej firmy doradczej Newmark Polska, obejmując stanowisko Associate Director w Dziale Powierzchni Biurowych. Do jej głównych zadań należy wspieranie najemców w procesach relokacji oraz renegocjacji umów najmu powierzchni biurowych.

– Joanna Andryszczyk to ceniona specjalistka rynku nieruchomości, która wnosi do naszego zespołu bogate doświadczenie w reprezentowaniu najemców powierzchni biurowych. Jej zaangażowanie w zapewnienie najwyższych standardów obsługi klienta stanowi istotne wzmocnienie naszych kompetencji doradczych i operacyjnych oraz pozwoli nam jeszcze skuteczniej wspierać najemców w optymalizacji kosztów najmu – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

– Bardzo się cieszę, że dołączyłam do zespołu Działu Powierzchni Biurowych w Newmark Polska. Będę prowadzić naszych klientów przez cały proces najmu, obejmujący m.in. optymalizację powierzchni i lokalizacji, ponieważ decyzje z tym związane bezpośrednio wpływają na komfort pracy, efektywność operacyjną i wyniki finansowe firm. Wynajęcie biura to długotrwałe zobowiązanie, które dla wielu organizacji stanowi istotne wyzwanie. Dla mnie to codzienność, w której wykorzystuję wieloletnie doświadczenie zawodowe, dobre relacje z liderami rynku oraz zaawansowane umiejętności negocjacyjne – mówi Joanna Andryszczyk, Associate Director w Dziale Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

Przed dołączeniem do Newmark Polska Joanna Andryszczyk pełniła funkcję Starszej Konsultantki w dziale powierzchni biurowych firmy doradczej CBRE. Wcześniej pracowała w BNP Paribas Real Estate. W trakcie swojej kariery zawodowej współpracowała z wieloma renomowanymi firmami, m.in. Demant Technology, MetLife, Sephora, IGT, Ørsted, Storck, Solenis, Johnson & Johnson, oraz klientami instytucjonalnymi, w tym Ambasadą Australii. Jest absolwentką Akademii Pedagogiki Specjalnej.

Pompy Duchting – jak radzą sobie z wysokimi temperaturami i ciśnieniami?

Pompy DÜCHTING stanowią synonim inżynierskiej precyzji i niezawodności w ekstremalnych warunkach przemysłowych. Producent od 1938 roku dostarcza rozwiązania, które doskonale radzą sobie z wysokimi temperaturami, ciśnieniami i agresywnymi chemicznie i abrazywnymi mediami, zapewniając bezawaryjną pracę w branżach takich jak odsalanie, odsiarczanie spalin, przemysł chemiczny oraz górnictwo.

Materiały odporne na temperaturę i ciśnienie

Jednym z najważniejszych czynników wpływających na trwałość pomp Düchting jest zastosowanie kompozytu SICcast® – ceramiki na bazie węglika krzemu o twardości 9,7 w skali Mohsa (niemal jak diament). Materiał ten zachowuje swoje parametry nawet w temperaturach powyżej 200°C, gwarantując odporność na korozję, erozję i wstrząsy mechaniczne. Dzięki temu pompy Düchting skutecznie pracują w instalacjach z gorącą wodą, solankami czy ściernymi zawiesinami.

Pompy Duchting – efektywność przy skrajnych parametrach pracy

Wysokotemperaturowe i wysokociśnieniowe układy, takie jak pompy HPH, HPE oraz HPXU, oferują imponujące parametry techniczne – wydajność do 3500 m³/h i wysokość podnoszenia aż do 1100 m przy ciśnieniach roboczych do 100–160 bar. Ich konstrukcja pierścieniowa z kompensacją siły osiowej oraz zoptymalizowanym układem hydrauliki zapewnia stabilną pracę przy minimalnych stratach efektywności. Natomiast wykorzystanie stali Super Duplex o wskaźniku odporności na korozję wżerową powyżej 40 (wskaźnik PREN) gwarantuje pełną niezawodność w środowiskach o wysokim zasoleniu i kwasowości.

Niezawodność w zastosowaniach przemysłowych

Pompy Düchting są obecne wszędzie tam, gdzie transport cieczy odbywa się w ekstremalnych warunkach. Przykładowo modele z serii MCS i WR stosowane są do ścierających cieczy w przemyśle odsiarczania spalin oraz mineralnym. Natomiast HPH i HPE znajdują zastosowanie w zasilaniu kotłów, systemach ciśnieniowych oraz odsalaniu wody morskiej. W górnictwie z kolei wielostopniowe pompy wysokociśnieniowe Düchting są kluczowe w odwadnianiu i chłodzeniu.

Innowacyjna konstrukcja i personalizacja

Każda pompa Düchting projektowana jest indywidualnie – od dobrania geometrii wirnika po dobór powłok i uszczelnień mechanicznych z węglika krzemu (SiC). Co istotne, dzięki konstrukcji back pull-out wymiana elementów zużywalnych, takich jak pierścienie dławicowe czy wirniki, jest szybka i ekonomiczna. Takie unikalne połączenie precyzji i modułowości pozwala utrzymać maksymalną sprawność i minimalizować przestoje serwisowe, co niewątpliwe jest kolejną zaletą niemieckich pomp.

Dlaczego pompy Düchting są dobrym wyborem?

W erze rosnących wymagań efektywności energetycznej i trwałości materiałów, pompy Düchting łączą tradycję niemieckiego rzemiosła z nowoczesnymi technologiami materiałowymi.

Jak zauważa Łukasz Popławski, Dyrektor Handlowy GAA Lobex,  firmy będącej autoryzowanym dystrybutorem pomp Düchting w Polsce: „Ich zdolność pracy w ekstremalnych warunkach termicznych i ciśnieniowych czyni je nieodzownym elementem w krytycznych instalacjach przemysłowych na całym świecie.”

Dzieje się tak przede wszystkim dzięki własnym materiałom jak SICcast® i SIConit, a także wysokiej precyzji wykonania. W ten sposób pompy Duchting udowadniają, że niezawodność w ekstremalnych warunkach to nie obietnica, lecz w tym konkretnym przypadku, jest to po prostu standard.

Atak na elektrociepłownię w Polsce: ESET analizuje DynoWipera i tropy prowadzące do Sandworm

0
  • Jak przestawia w swoim raporcie CERT Polska, 29 grudnia 2025 roku w godzinach porannych oraz popołudniowych doszło do skoordynowanych ataków w polskiej cyberprzestrzeni. Były one wymierzone w farmy wiatrowe i fotowoltaiczne, spółkę prywatną z sektora produkcyjnego oraz w dużą elektrociepłownię. ESET przedstawia raport, w którym analizuje atak na elektrociepłownię.
  • Analitycy ESET zidentyfikowali nowy malware typu wiper, któremu nadano nazwę DynoWiper. Został on wykorzystany w ataku wymierzonym w przedsiębiorstwo energetyczne w Polsce.
  • Taktyki, techniki i procedury (TTP) zaobserwowane podczas incydentu z użyciem DynoWipera wykazują bliskie podobieństwo do tych odnotowanych wcześniej w Ukrainie przy okazji operacji z użyciem innego wipera – ZOV.
  • ESET Research przypisuje DynoWipera powiązanej z Rosją grupie Sandworm z umiarkowanym poziomem pewności (medium confidence).
  • Incydent ten stanowi rzadki i dotychczas nieopisywany przypadek, w którym powiązany z Rosją podmiot przeprowadził operację z użyciem malware’u typu wiper przeciwko firmie z sektora energetycznego w Polsce.

Analitycy ESET zidentyfikowali nowy malware typu wiper, któremu nadano nazwę DynoWiper. Oprogramowanie to zostało wykorzystane przeciwko przedsiębiorstwu z sektora energetycznego w Polsce. Taktyki, techniki i procedury (TTP) zaobserwowane podczas incydentu z użyciem DynoWipera wykazują bliskie podobieństwo do wcześniejszej operacji przeprowadzonej w Ukrainie z wykorzystaniem wipera ZOV (Z, O oraz V to symbole rosyjskiej armii). ESET Research przypisuje DynoWipera powiązanej z Rosją grupie Sandworm z umiarkowanym poziomem pewności (medium confidence).

Opisywany incydent to rzadki i dotychczas nieudokumentowany przypadek, w którym powiązany z Rosją podmiot wykorzystał malware typu wiper przeciwko przedsiębiorstwu energetycznemu w Polsce. W 2025 roku analitycy ESET badali ponad 10 incydentów z użyciem oprogramowania o charakterze niszczącym przypisywanego grupie Sandworm, z których niemal wszystkie miały miejsce w Ukrainie.

Zainstalowane w infrastrukturze rozwiązanie EDR/XDR – ESET PROTECT – zablokowało uruchomienie wipera, co znacząco ograniczyło skutki ataku w środowisku ofiary. Zespół CERT Polska przeprowadził rzetelne dochodzenie w sprawie tego incydentu i opublikował szczegółową analizę w raporcie dostępnym na swojej stronie internetowej.

29 grudnia 2025 roku próbki DynoWipera zostały umieszczone w folderze będącym prawdopodobnie zasobem udostępnionym w domenie ofiary. Możliwe, że operatorzy grupy Sandworm najpierw przetestowali operację na maszynach wirtualnych, zanim zdecydowali się na użycie malware’u w organizacji będącej celem ataku. Próbowano zainstalować trzy różne próbki i wszystkie te próby zakończyły się niepowodzeniem. Wiper nadpisuje pliki za pomocą 16-bajtowego bufora zawierającego losowe dane, generowane jednorazowo przy uruchomieniu oprogramowania. Na niezabezpieczonej maszynie pliki o rozmiarze 16 bajtów lub mniejsze są nadpisywane w całości. Aby przyspieszyć proces niszczenia danych, w plikach większych niż 16 bajtów nadpisywane są tylko niektóre fragmenty ich zawartości. DynoWiper czyści dane na wszystkich dyskach wymiennych i stałych, a na koniec wymusza restart systemu, co finalizuje proces destrukcji środowiska.

W przeciwieństwie do innych rodzajów malware’u grupy Sandworm, takich jak Industroyer czy Industroyer2, nowo odkryte próbki DynoWipera koncentrują się wyłącznie na środowisku IT. Nie zaobserwowano w nich funkcjonalności wymierzonych w komponenty przemysłowe technologii operacyjnej (OT). Nie wyklucza to jednak możliwości, że tego typu zdolności były obecne w innym miejscu łańcucha ataku.

Analitycy ESET Research zidentyfikowali szereg podobieństw do znanych wcześniej rodzajów malware’u o charakterze niszczącym, a w szczególności do wipera ZOV, którego ESET z wysokim poziomem pewności (high confidence) przypisuje grupie Sandworm. DynoWiper działa w sposób zbliżony do wipera ZOV. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że wykluczenia niektórych katalogów, a zwłaszcza wyraźnie oddzielona logika nadpisywania mniejszych i większych plików, są cechami obecnymi również w kodzie wipera ZOV.

ZOV to malware niszczący dane, którego użycie wykryto w listopadzie 2025 roku podczas ataku na instytucję finansową w Ukrainie. Po uruchomieniu wiper ZOV przeszukuje pliki na wszystkich dyskach stałych i niszczy je poprzez nadpisywanie ich zawartości. Inny przypadek użycia wipera ZOV odnotowano w ukraińskiej spółce energetycznej, gdzie atakujący uruchomili to oprogramowanie 25 stycznia 2024 roku.

Sandworm to powiązana z Rosją grupa APT przeprowadzająca operacje niszczące, wymierzone w szerokie spektrum podmiotów, w tym agencje rządowe, firmy logistyczne i transportowe, dostawców energii, organizacje medialne, przedsiębiorstwa z sektora zbożowego oraz operatorów telekomunikacyjnych. Ataki te zazwyczaj wiążą się z użyciem wiperów – malware’u zaprojektowanego do usuwania plików i danych oraz doprowadzania systemów do stanu uniemożliwiającego ich rozruch.

Poza Ukrainą, grupa ta od dekady bierze na cel firmy w Polsce, w tym podmioty z sektora energetycznego. W październiku 2022 roku przeprowadziła ona operację niszczącą wymierzoną w przedsiębiorstwa logistyczne w Ukrainie i Polsce, maskując swoje działania pod pozorem incydentu z użyciem ransomware Prestige. Ponieważ obecnie większość cyberataków grupy Sandworm koncentruje się na Ukrainie, analitycy ESET ściśle współpracują z ukraińskimi partnerami, w tym z zespołem CERT-UA, wspierając działania w zakresie prewencji oraz usuwania skutków incydentów.

Tapeta systemowa umieszczana w zainfekowanych systemach przez wiper ZOV
Tapeta systemowa umieszczana w zainfekowanych systemach przez wiper ZOV

Rynek pracy 2026: koniec pracy zdalnej, kryzys juniorów i powrót rynku pracodawcy

Rok 2026 przynosi brutalne przesilenie na rynku pracy – dominację pracodawców nad kandydatami, koniec ery pracy zdalnej, dramatyczne trudności dla młodych kandydatów oraz redefinicję kompetencji, których oczekują firmy. Dane z Polski i Europy układają się w obraz rynku, na którym pracownik traci negocjacyjną siłę, a firmy zaostrzają kryteria rekrutacyjne. Najbardziej dotkliwie zmiany te odczują juniorzy oraz osoby o niższych kompetencjach, wypierane jednocześnie przez automatyzację, elastyczne formy zatrudnienia i rosnącą liczbę cudzoziemców. W 2026 roku rynek pracy przestaje być „rynkowym benefitem” – staje się polem selekcji.

Pełna praca zdalna w odwrocie: korekta, nie chwilowy trend

Po kilku latach dynamicznej ekspansji praca w pełni zdalna wchodzi w fazę wyraźnego odwrotu. Dane ofertowe z Wielkiej Brytanii, oparte na analizach portali rekrutacyjnych i publikacjach branżowych, pokazują, że na przełomie 2025 i 2026 roku udział ogłoszeń oferujących pracę w 100% zdalną spadł do poziomu około 10–15%, osiągając najniższe wartości od czasu pierwszych miesięcy pandemii. Jednocześnie dominującą formą organizacji pracy stał się model hybrydowy, odpowiadający za około 40–45% ofert. Podobną trajektorię widać w Niemczech oraz w większości krajów Unii Europejskiej. Dane Eurostatu i analiz rynkowych wskazują, że choć praca zdalna pozostaje elementem rynku, to pełna zdalność została zredukowana do wąskiej grupy stanowisk specjalistycznych, głównie w IT, analityce i wybranych usługach eksperckich.

Polska podąża dokładnie tym samym kierunkiem. Według danych Eurostatu regularnie zdalnie pracuje ok. 8–9% osób, natomiast oferty w pełni zdalne stanowią dziś jednocyfrowy odsetek wszystkich ogłoszeń. Coraz więcej firm wraca do pracy stacjonarnej i obecności w biurze przynajmniej w wybrane dni tygodnia.

Dane rynkowe wskazują, że praca w pełni zdalna była rozwiązaniem dostosowanym do sytuacji nadzwyczajnej, a nie trwałym modelem funkcjonowania organizacji. Firmy ponownie porządkują sposób organizacji pracy i wracają do rozwiązań hybrydowych, traktując je jako optymalny kompromis między efektywnością operacyjną a elastycznością – mówi Oleg Rudenko, analityk Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Rynek pracodawcy: więcej kandydatów, większe wymagania

Zmiana modeli pracy zbiegła się w czasie z wyraźnym schłodzeniem koniunktury. Spowolnienie gospodarcze, ostrożność inwestycyjna firm oraz presja kosztowa sprawiły, że liczba nowych rekrutacji spada, a procesy selekcyjne stają się dłuższe i bardziej wymagające. Dane z Wielkiej Brytanii i Niemiec pokazują spadek liczby wakatów oraz mniejszą skłonność firm do „zatrudniania na zapas”. Ten sam mechanizm obserwowany jest w Polsce.

Z analiz Centrum Analitycznego Gremi Personal, w tym z indeksu NEI (kwartalnego wskaźnika kondycji rynku pracy), wynika, że tempo wzrostu zatrudnienia wyraźnie wyhamowało, a organizacje koncentrują się na optymalizacji struktur zamiast na ekspansji kadrowej.

Efekt jest jednoznaczny: pozycja negocjacyjna pracowników słabnie, a oczekiwania wobec kandydatów rosną. Pracodawcy częściej wymagają m.in.: doświadczenia zamiast potencjału, wysokich kwalifikacji, elastyczności czasowej i zadaniowej oraz gotowości do pracy stacjonarnej lub hybrydowej.

Kryzys juniorów: rynek bez miejsca na naukę

Najbardziej dotkliwą konsekwencją obecnej sytuacji jest pogłębiający się kryzys juniorów. Segment pracowników wchodzących na rynek pracy znalazł się pod podwójną presją: z jednej strony rosnących wymagań pracodawców, z drugiej – ograniczonej liczby ofert umożliwiających zdobycie pierwszego doświadczenia.

Dane branżowe i analizy Centrum Analitycznego Gremi Personal wskazują, że firmy coraz rzadziej inwestują w długotrwałe wdrożenia i programy rozwojowe dla początkujących. W warunkach niepewności gospodarczej priorytetem staje się szybka produktywność, a nie budowanie kompetencji od podstaw. – Rynek pracy w 2026 roku jest bezlitosny dla juniorów. Firmy oczekują gotowych kompetencji, a nie potencjału. To strukturalna zmiana, która może mieć długofalowe konsekwencje dla całej gospodarki – komentuje ekspert Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Kryzys ten pogłębia fakt, że wiele ról juniorskich zostało zautomatyzowanych, zastąpionych outsourcingiem, czy też obsadzonych przez bardziej doświadczonych pracowników skłonnych zaakceptować gorsze warunki.

Cudzoziemcy: stabilizator czy dodatkowa presja?

W 2026 roku cudzoziemcy stanowią kluczowy element stabilności polskiego rynku pracy. Według danych GUS i ZUS w Polsce pracuje od 1,1 do 1,3 mln cudzoziemców, co odpowiada 6,5–7% ogółu pracujących. Różnice wynikają z metodologii, jednak trend jest jednoznaczny – bez tej grupy wiele sektorów nie byłoby w stanie funkcjonować. Jednocześnie napływ pracowników zagranicznych zwiększa konkurencję na rynku pracy, szczególnie w segmentach nisko- i średniokwalifikowanych. W połączeniu z elastycznymi formami zatrudnienia wzmacnia to presję na płace i warunki pracy, zwłaszcza dla najsłabszych grup rynkowych.

Praca tymczasowa i outsourcing: mechanizm obronny firm

Rosnąca popularność pracy tymczasowej, outsourcingu procesów oraz kontraktów projektowych nie jest przypadkiem. W skali UE rozwiązania te są coraz częściej wykorzystywane jako narzędzie adaptacji do sytuacji gospodarczej i niepewności popytu. W Polsce elastyczne zatrudnienie pełni szczególną rolę w sektorach takich jak logistyka, produkcja, handel, przetwórstwo i usługi biznesowe. Dane branżowe pokazują, że w okresach zwiększonej zmienności gospodarczej to właśnie firmy korzystające z pracy tymczasowej i outsourcingu szybciej reagują na wahania zamówień i skuteczniej stabilizują koszty pracy.

– Elastyczne formy zatrudnienia przestały być rozwiązaniem przejściowym. Dla wielu przedsiębiorstw stały się trwałym elementem modelu operacyjnego, który pozwala ograniczyć ryzyko związane z inflacją, presją płacową i niepewnością regulacyjną – tłumaczy analityk.

Wnioski: rynek pracy bez iluzji

Zgromadzone dane rynkowe i obserwowane praktyki rekrutacyjne nie pozostawiają wątpliwości co do kierunku zmian. Pełna praca zdalna traci znaczenie i pozostaje rozwiązaniem niszowym, podczas gdy rynek pracy coraz wyraźniej wraca pod kontrolę pracodawców, którzy ponownie narzucają warunki zatrudnienia oraz organizacji pracy. Najsilniej skutki tej zmiany odczuwają juniorzy – segment rynku, w którym maleje liczba ofert rozwojowych, a próg wejścia pod względem kompetencji i doświadczenia diametralnie się podnosi. Równocześnie elastyczne formy zatrudnienia oraz rosnąca skala pracy cudzoziemców stabilizują działalność przedsiębiorstw w warunkach niepewności gospodarczej, jednocześnie zwiększając presję konkurencyjną na rynku pracy. Jak podsumowują eksperci Centrum Analitycznego Gremi Personal: Rynek pracy premiuje dziś doświadczenie, dostępność i elastyczność. To koniec iluzji, że każdy kandydat dyktuje warunki. W nowej rzeczywistości wygrywają ci, którzy potrafią się dostosować – a nie ci, którzy liczą na powrót starego porządku.

Zgoda na zakup przez Axpo elektrociepłowni w Nowej Sarzynie

Axpo Polska otrzymało zgodę prezesa UOKiK na zakup 100 procent udziałów w spółce Polenergia Elektrociepłownia Nowa Sarzyna sp. z o. o. Dziś spółki podpisały finalną umowę zakupu.

Jednostka CCGT (combined cycle gas turbine) o mocy 116 MW w Nowej Sarzynie zasili portfolio Axpo Polska elastycznym źródłem wytwórczym, wspierając integrację OZE i bezpieczeństwo dostaw w dynamicznie zmieniającym się systemie energetycznym w Polsce.

W najbliższych miesiącach zakład zostanie zintegrowany ze strukturami Axpo Polska z zachowaniem ciągłości operacyjnej i aktualnego stanu zatrudnienia. Przejęcie wpisuje się w strategię Axpo dotyczącą rozwoju i dysponowania strategicznymi aktywami energetycznymi w Europie, jednocześnie wzmacniając odporność krajowego sektora elektroenergetycznego i wspierając jego transformację w kierunku bardziej zdywersyfikowanego i mniej emisyjnego miksu energetycznego.

Dziś decyzja w sprawie szefa Fed. Kurs dolara w górę, surowce i kryptowaluty w korekcie

Inwestorzy wstrzymują oddech, dzisiaj prezydent USA ma ogłosić nowego szefa banku centralnego. Spora korekta na surowcach i kryptowalutach. Wyniki finansowe spółek big tech z USA wpływają na skrajne emocje.

Czy będzie to Kevin?

Stanowisko prezesa Fed to bez wątpienia jedno z najbardziej gorących krzeseł w świecie finansów. Z jednej strony bank centralny USA to stabilność i niezależność, z drugiej realna polityka, wysokie ego szefów, nerwowe reakcje rynków na każde słowo czy gest.  Nie dziwi więc fakt, że od dłuższego czasu tematem absorbującym inwestorów jest kwestia wyboru nowego „dowódcy” Fed i tym samym zastąpienie Powella. Jest spora szansa, że dzisiaj ten temat i spekulacje się zakończą, a prezydent USA ogłosi nazwisko. Faworytem do objęcia fotela prezesa jest Kevin Warsh, czyli były gubernator Fed, a więc osoba znająca realia bankowości centralnej. Historycznie kandydat znany ze sceptycznego podejścia do luzowania ilościowego i orędownik tradycyjnej polityki monetarnej. Często mówiono o nim, że jest „jastrzębiem” w kwestii inflacji, co oznacza, że stabilność cen jest dla niego kluczowym tematem.

Tornado na surowcach

Wspominaliśmy o tym jak ważne jest stanowisko szefa Fed, więc wszelkie spekulacje o kandydaturze, tym bardziej na ostatniej prostej, mają olbrzymi wpływ na rynki finansowe. I właśnie kwestia nazwiska Warsha jako głównego faworyta stała się pretekstem do wyprzedaży na rynku surowców, ale także kryptowalut. Według analityków przyszły przewodniczący miałby ograniczyć płynność w systemie bankowym, wskutek redukcji bilansu banku centralnego. Ta kwestia uderza właśnie w aktywa uważane za ryzykowne, jak kryptowaluty. Wyliczenia pokazują, że kapitalizacja tego rynku w ciągu 24h spadła o 6%. Zwraca też uwagę ruch umacniający USD, bo niepewność sprawia, że inwestorzy chcą trzymać oszczędności w bezpiecznych aktywach. Silniejszy dolar amerykański stał się też jednym z powodów sporych spadków na złocie, momentami wynoszących nawet 6,5%. Choć fakt ten nie do końca pasuje do ucieczki inwestorów do bezpiecznych przystani, ale pamiętajmy, że jesteśmy po sporych wręcz parabolicznych wzrostach, więc kandydatura nowego szefa Fed „kontrolującego inflację” mogła stać się jedynie pretekstem do takich zachowań kursu. Nie inaczej jest na innych surowcach, srebro tanieje o ponad 14%, a miedź o ponad 4%.

Wygrani i przegrani

Ze skrajnymi emocjami inwestorzy przechodzą przez sezon wynikowy w USA wśród gigantów technologicznych. Z jednej strony pozytywne zaskoczenie po stronie Apple i zysk przebijający oczekiwania analityków. Co warte uwagi, to powrót popytu z Chin i wzrost 40% po stronie przychodowej r/r. Z drugiej strony mieliśmy wczoraj bezprecedensową zmienność na akcjach Microsoft i spadek o 12% w ciągu jednej sesji. Taka sytuacja przypomina raczej panikę z czasów pandemii czy wybuchu wojny, niż normalną sesję. Być może więc znów za powód można uznać aktywację automatycznych zleceń sprzedaży, która jest metodą ochroną kapitału, ale w przypadku notowań generuje większe ruchy, które właśnie widzieliśmy. Taka sytuacja – paniczne szukanie gotówki dla depozytów zabezpieczających – mogła sprawić, że również na złocie czy srebrze likwidowano pozycje, co wpłynęło na pogłębienie spadków.

Grupa PTWP kupuje Elamed. Do portfolio dołącza 17 czasopism i 10 portali

0

Grupa PTWP, notowana na GPW, przejęła 100% udziałów w spółce Elamed, wydawcy czasopism i portali branżowych w Polsce. Transakcja wzmacnia segment medialny Grupy i rozszerza jej portfolio o sprofilowane tytuły wydawnicze oraz szereg wydarzeń i konferencji specjalistycznych. Przejęcie spółki Elamed wpisuje się w długoterminową strategię skalowania działalności digital oraz budowy silnego ekosystemu wyspecjalizowanych mediów i wydarzeń.

Elamed Media Group jest wydawcą czasopism i portali specjalistycznych, skierowanych do profesjonalistów poszukujących eksperckiej wiedzy oraz realnego wsparcia w rozwoju zawodowym. Portfolio spółki obejmuje 17 czasopism i 10 portali internetowych, które docierają do specjalistów z takich branż jak stomatologia, ochrona zdrowia, weterynaria, budownictwo oraz BHP. Wyróżnić można tytuły takie jak: „Weterynaria w praktyce”, „Magazyn Autostrady”, „Twój Przegląd Stomatologiczny”, „Rehabilitacja w Praktyce”, „dentalmaster.pl”, „dlaszpitali.pl”, „behapowcy.com” czy „drogowo-mostowy.pl”. Działalność wydawnicza uzupełniana jest przez e-booki, podcasty, aplikacje internetowe, webinary, szkolenia i konferencje.

Akwizycja wzmacnia pozycję Grupy PTWP w segmencie profesjonalnych mediów branżowych i otwiera dalsze możliwości rozwoju poprzez integrację portfolio Elamed z kluczowymi aktywami Grupy, w tym portalami internetowymi i wydarzeniami własnymi. Połączenie potencjału redakcyjnego i sprzedażowego obu organizacji pozwoli na tworzenie innowacyjnych produktów medialnych i eventowych.

– Wierzymy w profesjonalne, sprofilowane media, skierowane do konkretnych sektorów gospodarki, które są jednym z filarów Grupy PTWP. Portfolio Elamedu bardzo dobrze uzupełnia i rozwija nasz dotychczasowy zakres serwisów internetowych oraz aktywności eventowych. Chcemy docierać z eksperckim, rzetelnym przekazem do tych grup odbiorców. Właśnie taki potencjał widzimy w działalności Elamedu i w jej dalszym rozwoju w ramach Grupy PTWP – podkreśla Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.

W wyniku transakcji w spółce Elamed powołany został jednoosobowy zarząd, a funkcję prezesa objął Tomasz Ruszkowski, pełniący również funkcję członka zarządu w PTWP SA. Przejęcie udziałów Elamed jest kolejną akwizycją Grupy PTWP, realizowaną zgodnie z zapowiadaną strategią rozwoju poprzez wzrost organiczny i przejęcia.

Pod koniec 2025 r. Grupa PTWP sfinalizowała strategiczną transakcję przejęcia większościowego pakietu akcji Gremi Media (56,82%), wydawcy dzienników „Rzeczpospolita” i „Parkiet”. W ubiegłym roku Grupa objęła również prawa do organizacji wydarzeń Cybersec Forum & Expo a także Future Mining Forum & Expo (targi górnicze) i zamierza rozwinąć formuły obu wydarzeń. Akwizycje te wzmacniają pozycję Grupy jako jednego z największych w Polsce zintegrowanych ekosystemów medialnych i eventowych dla biznesu, finansów i administracji publicznej, tworząc solidne fundamenty pod dalszy długoterminowy rozwój.

Odczyty PKB dla strefy euro za IVQ lepsze od prognoz

Wstępne odsezonowane odczyty PKB dla strefy euro w IVQ były odrobinę lepsze od prognoz zarówno w ujęciu kwartalnym (0,3 proc. vs oczekiwane 0,2 proc.) i ujęciu rocznym (1,3 proc. vs oczekiwane 1,2 proc.,). Podobnie ze stopą bezrobocia, która okazała się niższa o 0,1 p.p. od oczekiwanego odczytu (6,2 proc. vs oczekiwane 6,3 proc.).

Odrobinę lepsze dane gospodarcze od oczekiwanych są zawsze mile widziane, ale różnice pomiędzy wstępnymi odczytami a oczekiwaniami są zbyt małe żeby jakoś istotnie wpłynąć na decyzję ECB dotyczącą zmian stóp procentowych dla strefy Euro.

KSeF na ostatniej prostej: testy ukazały potencjał systemu, ale też obszary ryzyka

0

Czteromiesięczny okres testów interfejsu API KSeF 2.0 dobiega końca – system zacznie obowiązywać w trybie obligatoryjnym dla pierwszych podmiotów już 1 lutego. W naszej ocenie jest on czytelny i funkcjonalny, choć niektóre jego elementy nadal wymagają dopracowania. Przeprowadzone testy pokazują, że kluczowe wyzwania nie dotyczą samej obsługi narzędzia, lecz kwestii istotnych z punktu widzenia bezpieczeństwa i ciągłości działania – w szczególności mechanizmów uwierzytelniania opartych na certyfikatach czy komunikatów w przypadku awarii.

Udostępnienie środowiska testowego KSeF 2.0 otworzyło firmom oraz dostawcom systemów finansowo-księgowych możliwość praktycznej weryfikacji nowego modelu e-fakturowania. Testy pozwalają sprawdzić, jak system zachowuje się w typowych scenariuszach wystawiania i odbioru faktur oraz jak współpracuje z wykorzystywanym oprogramowaniem.

Opinie na temat udostępnionego środowiska testowego są dobre – zarówno z naszej perspektywy, jak i ze strony klientów. System jest funkcjonalny i intuicyjny, a użytkownicy bez większych trudności odnajdują się w jego strukturze. Szczególnie dobrze oceniana jest prostota obsługi Modułu Certyfikatów i Uprawnień (MCU), co stanowi wyraźną poprawę w porównaniu z poprzednią wersją.

Istotnym udogodnieniem dla firm jest możliwość logowania się przy użyciu odrębnych danych testowych, co pozwala na przejście przez część operacji bez konieczności zakładania certyfikatów. Dostępna jest też wersja demonstracyjna, która umożliwia testy z użyciem certyfikatu. Dzięki temu przedsiębiorcy mogą przetestować proces wystawiania faktury w różnych wariantach.

Stabilność, ciągłość działania i bezpieczeństwo systemu wciąż budzą wątpliwości przedsiębiorców

W trakcie testów pojawiały się przerwy techniczne. Miały one miejsce w momentach wzmożonej aktywności użytkowników. To sytuacje newralgiczne, ponieważ właśnie wtedy firmy oczekują pełnej stabilności systemu oraz jednoznacznej informacji o jego dostępności. Co istotne, wyzwaniem pozostają nie tylko same przerwy w działaniu, lecz także szybkie rozpoznanie sytuacji awaryjnej. Mimo że w KSeF przewidziano tryb pracy offline, użytkownicy zwracają uwagę na brak czytelnych komunikatów zwrotnych, na przykład na poziomie API, które pozwalałyby jednoznacznie stwierdzić, z jakim typem problemu mamy do czynienia.

W kontekście bezpieczeństwa warto zwrócić uwagę na nowy obszar ryzyka, z którym firmy będą musiały się zmierzyć, czyli tzw. faktury scamowe. Są to dokumenty, które nie odzwierciedlają rzeczywistej transakcji i mogą być elementem próby nadużycia. W KSeF 2.0 przewidziano mechanizmy pozwalające zareagować w takiej sytuacji – jeśli podatnik otrzyma fakturę budzącą uzasadnione wątpliwości, może zwrócić się do wystawcy o jej korektę lub zgłosić taki przypadek do Ministerstwa Finansów. To rozwiązanie ma charakter ochronny, a jego celem jest przeciwdziałanie pustym fakturom oraz innym formom oszustw. Należy jednak podkreślić, że jego skuteczne wykorzystanie będzie wymagało od firm wypracowania jasnych procedur i budowania świadomości po stronie użytkowników.

Kumulacja zmian w dniu startu obowiązkowego KSeF

Wszystkie te wyzwania – od kwestii bezpieczeństwa, przez stabilność systemu, po ograniczenia środowiska testowego – nabierają szczególnego znaczenia w kontekście harmonogramu wdrożenia KSeF. Pełna dostępność niektórych funkcjonalności ma zostać uruchomiona dopiero 1 lutego, czyli w dniu wejścia w życie obowiązku korzystania z systemu dla pierwszej grupy podmiotów. Oznacza to kumulację zmian w momencie, gdy KSeF zacznie być wykorzystywany na szeroką skalę w trybie obligatoryjnym.

Dobrą informacją dla przedsiębiorców jest jednak to, że w bieżącym roku nie przewidziano jeszcze kar finansowych za ewentualne nieprawidłowości w obsłudze systemu. W praktyce oznacza to rozpoczęcie okresu przejściowego, który firmy mogą wykorzystać na dalsze testowanie rozwiązań oraz dopracowanie wewnętrznych procesów związanych KSeF.

Odbiór przygotowań do wdrożenia Krajowego Systemu e-Faktur jest obecnie pozytywny. Widać wyraźną poprawę w jakości i przejrzystości informacji przekazywanych przez Ministerstwo Finansów w porównaniu z sytuacją sprzed dwóch lat. Komunikacja jest znacznie bardziej uporządkowana i zrozumiała dla przedsiębiorców. Wszyscy uczestnicy rynku czekają więc na 1 lutego, który będzie pierwszym realnym sprawdzianem funkcjonowania KSeF w szerszej skali.

WSA w Gdańsku po stronie deweloperów. Składka na DFG może stanowić pośredni koszt uzyskania przychodu

Składka na DFG (Deweloperski Fundusz Gwarancyjny) to jeden z tych obowiązków, który spędza sen z powiek wielu deweloperom, komplikując i tak już złożone rozliczenia podatkowe. Czy jednak opłata ta musi być rozliczana dopiero w momencie sprzedaży lokalu, czy może trafić w koszty od razu? Mamy dobrą wiadomość. WSA w Gdańsku 8 października 2025 r. (sygn. I SA/Gd 558/25) stanął po stronie branży deweloperskiej.

Składka na DFG jako pośredni koszt uzyskania przychodów

Sąd uznał, że składka na DFG może być traktowana jako pośredni koszt uzyskania przychodów. Co to oznacza w praktyce? Szybsze zaliczenie wydatków do kosztów podatkowych i poprawę płynności finansowej. To rozstrzygnięcie, które może istotnie wpłynąć na planowanie finansów i rozliczeń w firmach deweloperskich.

Czym jest składka na Deweloperski Fundusz Gwarancyjny?

Aby zrozumieć wagę tego wyroku, warto przypomnieć, z czym dokładnie wiąże się składka na DFG. Jest to obowiązkowa, bezzwrotna opłata, którą musi odprowadzać każdy deweloper. Jej wysokość jest ściśle regulowana i zależy od rodzaju prowadzonego rachunku powierniczego:

  • maksymalnie 1% wartości wpłaty brutto w przypadku otwartego mieszkaniowego rachunku powierniczego.
  • maksymalnie 0,1% wartości wpłaty brutto w przypadku zamkniętego mieszkaniowego rachunku powierniczego.

Składka na DFG jest naliczana od każdej wpłaty dokonanej przez nabywcę lokalu na rachunek powierniczy i musi zostać odprowadzona w terminie 7 dni. Głównym celem tej daniny nie jest zysk fiskalny państwa, lecz ochrona środków wpłacanych przez nabywców mieszkań na wypadek upadłości dewelopera lub banku. Dla firmy deweloperskiej jest to jednak realny, bezzwrotny koszt, który obciąża inwestycję na długo przed jej zakończeniem.

Spór z fiskusem o to, czy składka na DFG to koszt pośredni czy bezpośredni

W omawianej sprawie spółka deweloperska wdała się w spór z Dyrektorem Krajowej Informacji Skarbowej (KIS). Oś sporu stanowiła kwalifikacja podatkowa wydatku z tytułu składki na DFG. Stanowisko spółki było jasne: składka powinna być traktowana jako koszt pośredni (art. 15 ust. 4d ustawy o CIT). Deweloper argumentował, że choć jej wysokość technicznie zależy od wpłat klientów, to sama opłata nie jest ponoszona w celu uzyskania konkretnego przychodu ze sprzedaży lokalu, lecz w celu spełnienia ustawowego obowiązku prowadzenia działalności. Składka nie jest przypisana do konkretnego lokalu w taki sposób, jak np. koszt materiałów budowlanych.

Dyrektor KIS był odmiennego zdania. Organ podatkowy uznał, że składka na DFG to typowy koszt bezpośredni (art. 15 ust. 4 ustawy o CIT). Według fiskusa, skoro wysokość składki wylicza się jako procent od wpłaty na konkretny lokal, to jest ona ściśle powiązana z tym przychodem. Konsekwencja takiego podejścia jest bolesna dla dewelopera: koszt ten można by odliczyć dopiero w momencie sprzedaży lokalu (podpisania aktu notarialnego), co często następuje wiele miesięcy, a nawet lat po faktycznym poniesieniu wydatku.

Przełomowy wyrok WSA w Gdańsku

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku nie zostawił suchej nitki na interpretacji fiskusa, przyznając rację deweloperowi. W uzasadnieniu swojego wyroku wskazał organom na kluczowe aspekty, o których nie powinny zapominać stosując prawo. Po pierwsze, celem ustawowym składki na DFG było zwiększenie ochrony nabywców domów i mieszkań, a nie samo „uzyskanie przychodu” ze sprzedaży tych nieruchomości. Po drugie, fakt, że składka na DFG jest wyliczana jako procent od wpłaty klienta, ma charakter wyłącznie techniczny. Nie czyni to z niej kosztu bezpośredniego, tak jak np. kosztu cegieł czy betonu. Wreszcie sąd zauważył, że teoretycznie możliwe jest skuteczne przeniesienie własności lokalu bez opłacenia składki (choć byłoby to naruszenie przepisów administracyjnych). Oznacza to, że poniesienie tego kosztu nie warunkuje bezpośrednio samego przychodu ze sprzedaży.

Co ten wyrok oznacza dla deweloperów?

Wyrok gdańskiego sądu to zielone światło dla deweloperów do optymalizacji swoich rozliczeń podatkowych. Traktowanie składki na DFG jako kosztu pośredniego pozwala na szybsze obniżenie podstawy opodatkowania, co w branży o tak długim cyklu inwestycyjnym ma niebagatelne znaczenie dla płynności finansowej firmy.

Należy jednak pamiętać, że organy podatkowe bywają nieustępliwe, a przepisy podatkowe w Polsce należą do jednych z najbardziej skomplikowanych w Europie. Każda inwestycja ma swoją specyfikę, a błędna kwalifikacja kosztów może narazić firmę na spory z fiskusem.

Bumech składa wniosek o przeniesienie koncesji KWK Silesia. Kluczowy krok do startu dzierżawy

Bumech S.A. wykonał dziś kolejny, kluczowy krok w procesie finalizacji dzierżawy KWK Silesia. Spółka złożyła do Ministra Klimatu i Środowiska wniosek o przeniesienie koncesji na wydobywanie węgla kamiennego oraz metanu ze złoża „Silesia”, co jest jednym z warunków wejścia w życie podpisanej umowy dzierżawy i utrzymania działania kopalni.

30 stycznia 2026 roku Bumech złożył do Ministra Klimatu i Środowiska wniosek o przeniesienie na spółkę koncesji na wydobywanie węgla kamiennego oraz metanu jako kopaliny towarzyszącej ze złoża „Silesia”, którą obecnie posiada Przedsiębiorstwo Górnicze „SILESIA” Sp. z o.o. w restrukturyzacji. Jest to kolejna, dzień po dniu, informacja potwierdzająca realne działania podejmowane przez spółkę i bezpośrednie następstwo podpisanej 29 stycznia umowy dzierżawy pomiędzy Bumech a sądowym zarządcą masy sanacyjnej PG Silesia. 

Złożenie wniosku jest też realizacją porozumienia zawartego 29 grudnia 2025 roku pomiędzy Bumech, sądowym zarządcą przedsiębiorstwa PG Silesia w restrukturyzacji, stroną rządową oraz stroną społeczną. Przeniesienie koncesji stanowi jeden z kluczowych warunków umożliwiających wejście w życie umowy dzierżawy kopalni i kontynuowania jej działalności.

Wejście w życie umowy dzierżawy pod pewnymi warunkami

Zgodnie z zapisami podpisanej umowy dzierżawy, jej skuteczność uzależniona jest od spełnienia dwóch warunków: uzyskania zgody sędziego-komisarza na zawarcie umowy dzierżawy oraz przeniesienia koncesji wydobywczej na Bumech S.A.

Po złożeniu wniosku do Ministra Klimatu i Środowiska, kolejne decyzje leżą po stronie sądu restrukturyzacyjnego oraz organu koncesyjnego. Ich rozstrzygnięcia będą miały decydujące znaczenie dla dalszych losów kopalni.

Przyszłość KWK Silesia

Przeniesienie koncesji i zgoda sądu są niezbędne, aby możliwe było uruchomienie działalności operacyjnej kopalni w nowej formule. Bez spełnienia tych warunków nie będzie możliwe rozpoczęcie wydobycia przez Bumech.

Prowadzimy wytężone prace, aby KWK Silesia mogła dalej funkcjonować i nie została postawiona w stan upadłości. Złożenie wniosku o przeniesienie koncesji to kolejny, bardzo konkretny krok w tym procesie. Teraz potrzebne są decyzje sądu i administracji, które pozwolą przejść od formalności do realnego wydobycia, aby zakład mógł dalej działać i aby pracownicy mieli realną perspektywę stabilnej przyszłości. – podkreśla prezes zarządu Bumech S.A, Jonasz Drabek.

Długofalowe starania o uratowanie kopalni

PG Silesia – największa prywatna kopalnia węgla kamiennego w Polsce – znalazła się w restrukturyzacji w związku z sytuacją finansową. W ostatnich miesiącach Bumech konsekwentnie podejmował działania dążące do znalezienia rozwiązań potrzebnych do utrzymania kopalni, ochrony miejsc pracy oraz zapewnienia ciągłości wydobycia.

Google: W turystyce kończy się walka o skalę, zaczyna o rentowność. AI zrewolucjonizuje rezerwacje i personalizację doświadczeń

Choć do 2050 roku liczba podróży międzynarodowych na świecie ma się podwoić – do około 3,5 miliarda rocznie – to Europa nie będzie już głównym motorem tego wzrostu pod względem liczby turystów. Takie wnioski płyną z raportu „The Power of TR[AI]VEL”, przygotowanego przez Google oraz firmę doradczą Alvarez & Marsal. Dokument sugeruje, że Stary Kontynent wchodzi w fazę dojrzałości rynkowej, gdzie kluczowym celem przestaje być walka o skalę, a staje się walka o rentowność.

Dla Polski – sklasyfikowanej w raporcie jako stabilny „Rynek Wspierający” (Supporting Market) – oznacza to konieczność dostosowania strategii. W nowej rzeczywistości wygrywać będą ci, którzy potrafią budować wartość oferty, a nie tylko zwiększać liczbę sprzedanych noclegów.

Europa jako „Yield Fortress”: twierdza rentowności

Raport opisuje fundamentalną zmianę w globalnym układzie sił. W kolejnych dekadach to region Azji i Pacyfiku (APAC) ma przejąć rolę lidera wzrostu liczby podróżnych, wyprzedzając Europę. Oznacza to, że Europa i USA mają coraz częściej funkcjonować jako rynki typu „Yield Fortress” – czyli „twierdze rentowności”.

W praktyce: rynki wschodzące będą obsługiwać miliony nowych turystów, natomiast rynki dojrzałe (w tym Polska) powinny maksymalizować przychód z każdego gościa, rozwijać sprzedaż usług dodatkowych (ancillaries) i unikać strategii opartej wyłącznie na wolumenie.

Jak podkreśla Dominika Harasimowicz, Travel Industry Manager, Google Polska:

„Dla polskiej branży turystycznej wnioski z raportu są jednoznaczne: model biznesowy oparty wyłącznie na walce cenowej i wysokim obłożeniu powoli się wyczerpuje. Wchodzimy w etap, w którym wygrywać będą ci, którzy precyzyjnie dotrą do zamożniejszego klienta i zaoferują mu spersonalizowane doświadczenie, za które będzie on gotów zapłacić więcej.”

I dalej:

„Nie chodzi już o przyciągnięcie kogokolwiek, lecz o dotarcie do właściwego klienta w odpowiednim momencie.”

Polska: stabilny filar, ale bez „eksplozji” popytu

W analizie turystyki wyjazdowej (outbound) Polska znalazła się w grupie Supporting Markets, obok takich krajów jak Belgia czy Szwajcaria. Taka klasyfikacja oznacza rynek dojrzały, przewidywalny i stabilny – bez gwałtownych skoków popytu, jakie mają generować „Globalne Superpotęgi Popytu” (Global Demand Superpowers), jak Indie czy Chiny.

Podobnie wygląda obraz turystyki przyjazdowej (inbound). Polska należy do grupy państw o umiarkowanym, stabilnym wzroście wydatków turystów, szacowanym na ok. 1–2% średniorocznie (CAGR) w latach 2025–2050, co zbliża nas do dojrzałych gospodarek turystycznych (np. Niemiec). Wniosek jest klarowny: strategia „tanio i dużo” przestaje działać tak, jak kiedyś – rośnie znaczenie podejścia „jakościowo i rentownie”.

Srebrna gospodarka: demografia jako szansa dla Polski

Raport wskazuje również na trend, który może być szczególnie istotny dla polskich hoteli, uzdrowisk i regionów nastawionych na wypoczynek i zdrowie: globalna populacja osób 65+ ma się do 2050 roku podwoić, osiągając 1,5 miliarda.

Co ważne, dzisiejsi seniorzy:

  • zdrowsi,
  • podróżują dłużej (przez więcej lat życia),
  • pozostają aktywni i częściej szukają komfortu, bezpieczeństwa oraz usług wspierających dobrostan.

Zmienia się też model finansowy: starsze pokolenia coraz częściej wydają zgromadzony majątek za życia, kierując go na podróże i doświadczenia, zamiast odkładać go wyłącznie na spadek. Dla branży to sygnał, że popyt premium może rosnąć nie tylko wśród młodszych, ale także w „srebrnym” segmencie.

AI w turystyce: od inspiracji do sprawczego działania

Jednym z najmocniejszych akcentów raportu „The Power of TR[AI]VEL” jest rola sztucznej inteligencji. Technologia ma przestać być jedynie narzędziem wyszukiwania i rekomendacji, a wejść w etap „Agentic AI” – systemów o wysokiej sprawczości, które nie tylko sugerują rozwiązania, ale też aktywnie je realizują.

Dominika Harasimowicz opisuje kierunek zmian następująco:

„Sztuczna inteligencja ewoluuje z roli asystenta w system operacyjny całej branży. Do 2030 roku AI pozwoli na hiper-personalizację oferty na niespotykaną dotąd skalę. Dla polskich firm oznacza to możliwość automatyzacji milionów decyzji operacyjnych i marketingowych. Systemy te będą w stanie nie tylko zaplanować podróż, ale w czasie rzeczywistym reagować na zmiany, np. przebudowując ofertę hotelu pod konkretnego gościa czy rozwiązując problemy z połączeniami lotniczymi bez udziału człowieka.”

To zapowiedź istotnej przewagi konkurencyjnej: firmy, które szybciej wdrożą AI w marketingu, pricingu, obsłudze i operacjach, mogą skuteczniej bronić marży w warunkach presji kosztowej.

Co to oznacza w praktyce dla polskich firm turystycznych?

Raport przekłada globalne trendy na konkretne wnioski dla marketerów i menedżerów.

1) Lojalność ważniejsza niż akwizycja

Na dojrzałym rynku koszt pozyskania klienta rośnie, a utrzymanie relacji staje się kluczowe. Raport wskazuje, że turystyka krajowa może pełnić rolę „silnika lojalności” (loyalty engine) – budować przywiązanie do marki, które w przyszłości przełoży się na powroty i wyższą wartość klienta.

2) Jakość ponad ilość

Skoro Europa traci udział w globalnym wolumenie turystów na rzecz APAC, firmy w Polsce muszą przygotować się na bardziej wymagającego klienta: oczekującego standardu premium, spójnej jakości i unikalnych doświadczeń, a nie tylko dobrej ceny.

3) Technologia jako obrona marży

W obliczu rosnących kosztów operacyjnych i presji na wyniki, AI ma pełnić rolę „tarczy” rentowności: automatyzować procesy, usprawniać obsługę i poprawiać dopasowanie oferty do realnych potrzeb gościa.

Nowy etap: Polska między stabilnością a koniecznością zmiany

Z raportu „The Power of TR[AI]VEL” wyłania się obraz rynku, w którym Polska nie musi (i nie powinna) walczyć o bycie liderem globalnego przyrostu turystów. Naszą przewagą może być stabilność, a ambicją – umiejętne przejście z modelu „wysokie obłożenie i konkurencja cenowa” do modelu opartego na wartości, doświadczeniu i technologii.

Jeśli branża potraktuje te wnioski poważnie, Polska może zyskać na zmianie trendów: nie jako „fabryka noclegów”, ale jako rynek, który potrafi skutecznie sprzedawać jakość – i konsekwentnie na niej zarabiać.

Warszawski rynek biurowy 2025: rekordowy IV kwartał, ale popyt napędzały renegocjacje

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Warszawie”, w 2025 roku aktywność najemców na warszawskim rynku biurowym utrzymywała się na wysokim poziomie, a czwarty kwartał okazał się rekordowy pod względem wolumenu wynajętej powierzchni biurowej. Warto jednak zauważyć, że w strukturze popytu – zarówno w czwartym kwartale, jak i w całym ubiegłym roku – dominowały renegocjacje umów najmu. Jednocześnie odnotowano ograniczoną aktywność deweloperską, która przełożyła się na niewielką liczbę ukończonych inwestycji i metrów kwadratowych w budowie. Z kolei spadek wskaźnika powierzchni niewynajętej i coraz mniejsza dostępność dużych modułów biurowych, szczególnie w obiektach najwyższej jakości i najlepszych lokalizacjach, wzmacniają presję na wzrost czynszów.

Pod koniec 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie nieznacznie przekraczały 6,23 mln mkw., ale w porównaniu z rokiem poprzednim zmniejszyły się o około 1%.

– Odnotowywane od 2023 roku niskie wolumeny nowej podaży (średnio poniżej 85 000 mkw. rocznie) oraz przyspieszający trend wycofywania z rynku starszych, nieefektywnych obiektów przekładają się na znaczące spowolnienie tempa wzrostu nowoczesnych zasobów biurowych, a nawet ich uszczuplenie – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

W samym 2025 roku w celu modernizacji lub zmiany funkcji wyłączono z zasobów prawie 165 000 mkw. biur. Jednocześnie nowa podaż w ubiegłym roku wyniosła niecałe 90 000 mkw., z czego prawie 85% oddano do użytku w dwóch biurowcach w podstrefie Zachodnie Centrum: The Bridge (47 000 mkw.) oraz AFI Office House (27 800 mkw.), które zostały ukończone w drugim kwartale.

– W całym 2025 roku aktywność deweloperska w Warszawie utrzymywała się na stosunkowo niskim poziomie i podobnie będzie w tym roku. W lokalizacjach poza centrum deweloperzy uzależniają rozpoczynanie nowych inwestycji biurowych od pozyskania najemców w ramach umów przednajmu, natomiast w centrum stolicy istotnym wyzwaniem pozostaje ograniczona dostępność atrakcyjnych gruntów. Szacujemy, że około 70% tegorocznego wolumenu nowej powierzchni powstanie w centrum Warszawy – dodaje Karol Wyka.

W czwartym kwartale 2025 roku w budowie pozostawało prawie 189 000 mkw. – to o 36% więcej niż w trzecim kwartale, ale o blisko 23% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Warto zauważyć, że w ubiegłym roku deweloperzy w Warszawie rozpoczęli budowę tylko jednego znaczącego biurowca – AFI Tower. Ponadto prawie 60% powierzchni będącej obecnie w budowie zostanie dostarczone na rynek dopiero po roku 2026. Z kolei tegoroczna podaż, według prognoz analityków firmy Newmark Polska, wyniesie ok. 80 000 mkw.

Czwarty kwartał 2025 roku, podobnie jak w poprzednich latach, charakteryzował się największą aktywnością najemców w całym roku. Jednocześnie był to rekordowy kwartał pod względem wolumenu wynajętej powierzchni w historii warszawskiego rynku biurowego. W tym okresie najemcy wynajęli 309 850 mkw. biur, co oznacza wzrost o 69% w porównaniu z trzecim kwartałem oraz o niemal 27% w stosunku do ostatniego kwartału 2024 roku.

– Całkowity popyt w 2025 roku wyniósł prawie 794 100 mkw. i był o ponad 7% wyższy niż rok wcześniej (740 200 mkw.). W okresie od stycznia do grudnia 2025 roku najwięcej umów najmu podpisano w Centrum (255 300 mkw., z czego 70,6% w podstrefie Zachodnie Centrum), na Służewcu (180 000 mkw.) i w Centralnym Obszarze Biznesu (109 200 mkw.). Najbardziej aktywnymi najemcami na warszawskim rynku biurowym były firmy z sektora produkcyjnego (14%), IT (13%) oraz finansowego (11%). Siedem umów podpisanych w ubiegłym roku opiewało na ponad 10 000 mkw. – mówi Magdalena Zagórska, Dyrektor w Dziale Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

Zarówno w czwartym kwartale, jak i w całym 2025 roku, renegocjacje dominowały na rynku najmu, odpowiadając odpowiednio za 64,5% i 50,7% wynajętej powierzchni. Na pozostałe 49,3% ubiegłorocznego popytu złożyły się nowe umowy (36,9%), ekspansje (5,7%), transakcje na potrzeby własne (4%) oraz przednajmy (2,7%).

Czwarty kwartał 2025 roku przyniósł kolejny z rzędu spadek współczynnika pustostanów. Na koniec grudnia wyniósł on 9,1% i był niższy o 0,6 p.p. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz o 1,5 p.p. względem analogicznego okresu rok wcześniej. Potencjalni najemcy mogą obecnie wybierać spośród prawie 564 700 mkw. wolnych biur w istniejących budynkach. Jednocześnie obiekty ukończone po 2014 roku oferują zaledwie ok. 122 000 mkw., co w ich przypadku przekłada się na współczynnik pustostanów na poziomie 4,9%. Na koniec grudnia ubiegłego roku biura o powierzchni ponad 5000 mkw. dostępne były jedynie w trzech biurowcach wybudowanych po 2014 roku.

Średnie miesięczne stawki czynszu w najlepszych budynkach biurowych w czwartym kwartale 2025 roku utrzymywały się na poziomie 22-28 euro za mkw. w centrum oraz 16-18 euro za mkw. w lokalizacjach poza centrum.

– W najbardziej poszukiwanych lokalizacjach, jak i w budynkach oferujących najwyższy standard, obserwujemy presję na wzrost czynszów, wynikającą z ograniczonej dostępności. W konsekwencji czynsze bazowe za powierzchnie klasy premium już teraz niekiedy przekraczają 30 euro za mkw., a w kolejnych miesiącach 2026 roku mogą wzrosnąć jeszcze bardziej – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Praca w marketingu i PR: mniej rekrutacji, większe wymagania, stabilne wynagrodzenia

Selektywne podejście do rekrutacji w marketingu, ograniczenie nowych etatów w PR oraz nieznacznie większa niż rok wcześniej liczba ofert w obszarze e‑commerce to jedne z głównych wniosków „Raportu wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment. Uwagę zwraca przesunięcie akcentów z ról ogólnych na wyspecjalizowane oraz silny nacisk na kompetencje interdyscyplinarne, cyfrowe i analityczne. Mimo ostrożności rekrutacyjnej oczekiwania wobec kandydatów w 2025 roku rosły, a wynagrodzenia na kluczowych stanowiskach utrzymały wysoki poziom.

Zapotrzebowanie na role

Dane z 2025 roku wskazują na wyraźne zmiany w zapotrzebowaniu na pracowników w działach komunikacji marketingowej i PR, przy jednoczesnym utrzymaniu sezonowości: większym zainteresowaniu rekrutacjami w pierwszych kwartałach roku i stopniowym spadku w kolejnych miesiącach. W marketingu liczba ofert była mniejsza niż rok wcześniej, różnica nie była jednak znacząca. Nieco więcej ogłoszeń pojawiło się w obszarze e-commerce, wyraźnie zmniejszyło się natomiast zapotrzebowanie na specjalistów PR.Popyt na role Dział marketingu i PR_Raport Grafton Recruitment

Ogólna liczba ofert pracy utrzymuje się na w stałym poziomie, widoczne są jednak różnice w zapotrzebowaniu na pracowników w poszczególnych działach firm. Podczas gdy w sprzedaży czy logistyce jest ono większe, w HR, finansach czy marketingu ofert jest mniej, czego powodem może być zarówno skala wcześniejszych rekrutacji, jak i postępująca automatyzacja i przejmowanie części zadań przez narzędzia cyfrowe – komentuje Magdalena Głuchowska, Lead Recruitment Expert Grafton Recruitment.

Zgodnie z danymi z Raportu wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment, w III kwartale 2025 roku wskaźnik zapotrzebowania na role w marketingu wyniósł 0,82, e-commerce 0,63, a w PR tylko 0,54, przy ogólnym benchmarku rynkowym na poziomie 1,01. To znacząco mniej w porównaniu z pikiem rekrutacyjnym na początku 2022 roku, kiedy wskaźniki dla tych działów przewyższały średnią popytu dla wszystkich stanowisk.

W ostatnich latach działy marketingu i PR przeszły dynamiczną transformację, a rok 2025 tylko umocnił ten trend. Obserwujemy odejście od modelu opartego na dużych, wielozadaniowych zespołach. Zamiast tego firmy koncentrują się na pozyskiwaniu ekspertów o ściśle określonych kompetencjach – głównie digitalowych, analitycznych i związanych z content marketingiem. Rekrutacje są prowadzone ostrożniej, często projektowo i z myślą o realizacji konkretnych celów biznesowych – wyjaśnia Joanna Ciężkowska, Senior Brand Manager Grafton Recruitment.

AI redefiniuje role

Technologie oparte na sztucznej inteligencji stają się integralnym elementem codziennej pracy w działach marketingu, e-commerce czy PR. Coraz więcej zadań i procesów – od analityki i segmentacji odbiorców, przez tworzenie treści, po obsługę kampanii i raportowanie – jest realizowanych z wykorzystaniem narzędzi automatyzujących procesy i wspierających specjalistów w podejmowaniu decyzji czy budowaniu strategii. W efekcie rośnie znaczenie kompetencji cyfrowych, obejmujących zarówno umiejętność pracy z danymi, jak i świadome wykorzystywanie narzędzi opartych na AI.

–   Automatyzacja komunikacji oraz wykorzystanie AI to dziś standard w zespołach marketingowych. Rosną też oczekiwania wobec kandydatów – umiejętność pracy z nowymi rozwiązaniami i rozumienie procesów opartych na danych to obecnie po prostu konieczność. Tempo zmian jest zwrotne, dlatego podnoszenie kwalifikacji i reskilling wpisują się w codzienność tej branży – mówi Kamil Jankowski, Dyrektor Marketingu i Komunikacji Gi Group Holding.

W tym kontekście widoczne w raporcie Grafton Recruitment stawki i podwyżki wynagrodzeń wpisują się w szerszy trend — rosnącej rynkowej wartości kompetencji cyfrowych. To właśnie one, obok doświadczenia branżowego, stają się ważnym czynnikiem w ocenie kompetencji kandydatów.

W nadchodzących miesiącach można spodziewać się dalszej ewolucji ról marketingowych – zarówno w kierunku nowych specjalizacji, jak i silniejszej integracji kompetencji. Firmy coraz częściej poszukują specjalistów, którzy potrafią łączyć działania digital z tradycyjnymi kanałami komunikacji, rozumieją strategię marki, proces sprzedaży i analitykę. Oczekuje się od nich sprawnego poruszania się w środowisku technologicznym, kreatywności i odpowiedzialności za mierzalne efekty podkreśla Joanna Ciężkowska, Senior Brand Manager Grafton Recruitment.

Marketing częścią „front office”

Marketing w wielu organizacjach przechodzi głęboką transformację, napędzaną rosnącą rolą danych, automatyzacji i narzędzi CRM. Zmienia się sposób oceny działań, struktura procesów oraz relacja między marketingiem, działami operacyjnymi i sprzedażą. Coraz większe znaczenie mają spójne definicje, transparentność danych i wspólne KPI, które pozwalają zespołom pracować w jednym ekosystemie i patrzeć na efekty z perspektywy realnego wpływu na przychody. Marketing staje się przy tym pierwszym punktem kontaktu z klientem, odpowiada za edukację rynku, budowanie zaufania i przygotowanie leadów, a jego rola w procesach decyzyjnych rośnie wraz z dojrzałością analityczną organizacji. W firmach, które inwestują w jakość danych i kulturę współpracy, działania marketingowe są coraz częściej traktowane jako element front office.

Jeszcze kilka lat temu marketing w wielu firmach był postrzegany jako dział wspierający, funkcjonujący raczej w tle. Dziś staje się częścią front office, a analityka pozwala wreszcie dokładnie pokazać, jak duży ma on wpływ na wynik biznesowy. Największa zmiana dokonała się w sposobie myślenia o danych. Kampanie, które jeszcze niedawno oceniano po liczbie kliknięć, dziś analizuje się przez pryzmat ich realnego wpływu na wyniki – zauważa Kamil Jankowski, Dyrektor Marketingu i Komunikacji Gi Group Holding.

Wynagrodzenia w marketingu i PR: stabilność płac, duże różnice regionalne

Z raportu Grafton Recruitment wynika, że w 2025 roku wynagrodzenia w działach marketingu i PR firm utrzymały się na stabilnym poziomie, przy czym różnice między miastami pozostały wyraźne. Najwyższe stawki tradycyjnie odnotowano w Warszawie, gdzie wynagrodzenie dyrektora marketingu wynosi od 20 000 do 35 000 zł. Wysoko plasują się również zarobki kierownika działu marketingu oraz kierownika działu PR, sięgające 22 000 zł. W przypadku stanowisk specjalistycznych pracownicy również mogą liczyć na atrakcyjne wynagrodzenia, zwłaszcza w obszarze digitalowym. Digital marketing manager w stolicy zarabia od 14 000 do 20 000 zł, a projektant UX/UI – od 10 000 do 15 000 zł. Content manager może liczyć na stawkę do 16 000 zł, a social media manager – do 17 000 zł.

W dużych ośrodkach – takich jak Wrocław, Kraków, Poznań czy Trójmiasto – stawki są niższe niż w Warszawie, jednak nadal atrakcyjne. Specjalista ds. marketingu we Wrocławiu otrzymuje wynagrodzenie rzędu 8 000 – 11 000 zł, w Poznaniu 9 000 – 12 000 zł, a w Trójmieście 8 000 – 11 000 zł. Różnice pomiędzy miastami odzwierciedlają lokalną specyfikę rynków pracy, skalę prowadzonych działań marketingowych oraz budżety operacyjne firm.Wynagrodzeniaw przedsiębiorstwach Dział marketingu i PR_Raport Grafton Recruitment

Obszar PR, mimo ograniczonego zapotrzebowania na nowe etaty, utrzymuje wynagrodzenia na solidnym poziomie. Kierownik działu PR w Trójmieście zarabia od 15 500 do 21 000 zł, podczas gdy w Warszawie od 14 000 do 20 000 zł. Z kolei pensje na takich stanowiskach, jak konsultant ds. PR czy rzecznik prasowy, w większości lokalizacji mieszczą się w przedziale 7 500 – 16 000 zł.

Selektywne wzrosty stawek, skupienie na kluczowych kompetencjach

W 2025 roku wynagrodzenia w działach marketingu i PR firm w większości utrzymały się na poziomie zbliżonym do roku poprzedniego. Nie oznacza to jednak stagnacji. Jak pokazują dane Grafton Recruitment, przeciętne stawki wzrosły – najczęściej do 5%, co może wynikać m.in. z oferowania wynagrodzeń bliższych górnym granicom widełek.

Największą różnicę zanotowano na stanowisku content managera, którego średnie wynagrodzenie zwiększyło się o 5,6% względem 2024 roku. Znaczące zmiany objęły również social media managera (+5,3%) oraz dyrektora marketingu (+5,1%). Umiarkowane wzrosty dotyczyły stanowisk takich jak digital marketing manager (+3,6%) czy specjalista SEO/SEM (+2,1%). Podwyżki stawek nie objęły jednak wszystkich specjalizacji. W przypadku brand managera średnie wynagrodzenie spadło o 2,6%, co może z jednej strony wynikać z wcześniejszej dynamiki wzrostu uposażeń, ale także wskazywać na przesunięcie części budżetów z działań brandingowych na obszary związane z analizą efektywności i kampaniami digitalowymi.

Wyraźniejsze zmiany zaobserwowano w obszarze PR. Specjalista ds. komunikacji otrzymywał średnio o 7,3% więcej niż rok wcześniej, a w przypadku rzecznika prasowego wzrost sięgnął 9,3%. Konsultant ds. PR odnotował wzrost o 2,3%, natomiast kierownik działu PR o 3,5%. To sygnał, że mimo ograniczonego zapotrzebowania rekrutacyjnego, firmy były skłonne oferować wyższe stawki doświadczonym specjalistom i menedżerom PR.

 W 2025 roku obserwujemy wyraźne przesunięcie akcentów w polityce wynagrodzeń. Zamiast ogólnych podwyżek, firmy inwestują w konkretne kompetencje – głównie w digitalu, content marketingu i komunikacji. To obszary, które mają bezpośredni wpływ efektywność działań wspierających sprzedaż i widoczność marki. Wzrosty wynagrodzeń potwierdzają, że organizacje wolą dziś utrzymać kluczowych ekspertów i zwiększać ich zaangażowanie, niż skalować całe zespoły. Dotyczy to również PR, gdzie – mimo wyraźnego spadku rekrutacji – rośnie wartość kompetencji strategicznych i operacyjnych – komentuje Joanna Ciężkowska, Senior Brand Manager Grafton Recruitment.

Link do raportu: https://pl.grafton.com/pl/raport-wynagrodzen-i-trendow-w-przedsiebiorstwach-2025-0

O raporcie: „Raport wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment został opracowany na podstawie danych ogłoszeniowych oraz badania ilościowego przeprowadzonego wśród pracowników. Analiza objęła 4 975 256 ogłoszeń o pracę pochodzących z jednego z popularnych serwisów rekrutacyjnych w Polsce. Z tego zbioru wyodrębniono 1 414 836 ofert dotyczących sektora prywatnego. Po procesie deduplikacji, mającym na celu usunięcie powtarzających się rekordów, końcowa liczba unikalnych ogłoszeń wyniosła 637 793. Do badania włączono stanowiska ujęte w siatkach wynagrodzeń Grafton Recruitment.

XTB: rekordowe przychody operacyjne w 2025 r., szybki przyrost klientów i ambitny plan produktowy na 2026 r.

  • Przychody operacyjne XTB w 2025 roku wyniosły 2,15 mld zł (+14,6 proc. r/r). W ostatnim kwartale przychód operacyjny Spółki przekroczył 610 mln zł (+31,1 proc. r/r)
  • W 2025 roku XTB pozyskało ponad 864 tys. nowych klientów (+73,4 proc. r/r). Tylko w IV kwartale minionego roku pozyskano rekordowe 281 tys. nowych klientów (+77,8 proc. r/r)
  • W 2025 roku skonsolidowany zysk netto wyniósł 643,8 mln zł wobec 856,9 mln zł. Natomiast w IV kwartale 2025 roku zysk netto przekroczył 180,5 mln zł (spadek o 5,0 proc. r/r)
  • Ogłoszono plan produktowy na 2026 rok, w którym znalazły się m.in. nowe produkty inwestowania długoterminowego, margin trading oraz udostępnienie klientom rozszerzonych godzin handlu

XTB opublikowało wstępne wyniki finansowe za 2025 rok, wskazując na rekordową skalę wzrostu bazy klientów i najwyższe w historii przychody operacyjne. Spółka podkreśla, że minione 12 miesięcy przyniosło przełom zarówno w liczbie nowych rachunków, jak i w aktywności użytkowników, co bezpośrednio przełożyło się na wyniki przychodowe. Jednocześnie zarząd przedstawił plan produktowy na 2026 rok, który ma wzmocnić konkurencyjność platformy na rynku polskim i zagranicznym.

Rekord w pozyskiwaniu klientów i rosnąca baza aktywnych użytkowników

W 2025 roku XTB wyraźnie przyspieszyło działania marketingowe i komunikacyjne, koncentrując się na intensyfikacji pozyskiwania nowych klientów. Efektem był wzrost liczby nowo otwartych rachunków do ponad 864 tys., wobec 498 tys. rok wcześniej. Szczególnie mocny był IV kwartał, w którym spółka pozyskała rekordowe ponad 280 tys. nowych klientów, co potwierdziło utrzymującą się wysoką dynamikę wzrostu.

XTB wskazuje, że trend utrzymuje się również na początku 2026 roku. Tylko w pierwszych 28 dniach nowego roku do platformy dołączyło ponad 117 tys. nowych klientów, co sygnalizuje kontynuację strategii skalowania działalności na wielu rynkach.

Przyrost nowych rachunków wzmocnił także kluczowy fundament biznesowy, czyli bazę aktywnych klientów. Na koniec 2025 roku wynosiła ona 1,19 mln, wobec 701 tys. w analogicznym okresie roku poprzedniego, co oznacza wzrost o 69,7% r/r.

Efektywność marketingu: wzrost skali bez skoku kosztów

Spółka zwraca uwagę, że przy znaczącym zwiększeniu intensywności działań marketingowych utrzymała pod kontrolą koszt pozyskania klienta. W IV kwartale średni koszt pozyskania klienta miał wynieść 600 zł, natomiast średnia dla całego 2025 roku – 700 zł. W praktyce oznacza to, że XTB skaluje akwizycję przy relatywnie stabilnych wskaźnikach efektywności, co w branży usług inwestycyjnych jest jednym z kluczowych elementów utrzymania rentowności w dłuższym okresie.

Wyniki finansowe: historycznie wysokie przychody, spadek zysku netto

Rekordowa baza klientów przełożyła się na rekordowe przychody operacyjne: 2,15 mld zł w 2025 roku, czyli +14,6% r/r. W samym IV kwartale przychód operacyjny przekroczył 610 mln zł, co oznacza wzrost o 31,1% r/r. Jednocześnie szacunkowy zysk netto za cały 2025 rok wyniósł 643,8 mln zł wobec 856,9 mln zł rok wcześniej (spadek o 24,9% r/r). W IV kwartale 2025 roku zysk netto sięgnął 180,5 mln zł, co oznacza spadek o 5% r/r.

W komunikacji spółki widać więc równoległe zjawiska: szybki wzrost skali i przychodów oraz słabszy wynik netto w ujęciu rocznym, co może odzwierciedlać koszty wzrostu (m.in. marketingu i rozwoju produktów), a także zmienność struktury przychodów zależnej od aktywności klientów na konkretnych klasach instrumentów.

Za nami najlepszy rok w historii XTB pod wieloma względami. Cieszy mnie nieustannie rosnąca baza klientów, a przede wszystkim to, że dynamika pozyskiwania nowych inwestorów zwiększa się z roku na rok. To potwierdza, że mimo znaczącego zwiększenia skali działań marketingowych i komunikacyjnych potrafimy utrzymywać kluczowe dla nas wskaźniki efektywności. W 2026 roku mamy jeszcze bardziej ambitne cele i planujemy pozyskiwać średnio kwartalnie co najmniej 250-290 tys. nowych użytkowników. Chcemy w ten sposób umacniać swoją pozycję w Europie, Azji, na Bliskim Wschodzie oraz w Chile. Jestem przekonany, że dążąc do roli aplikacji inwestycyjnej pierwszego wyboru w tych regionach, będziemy potrafili skutecznie wykorzystywać okresy zwiększonej zmienności na rynkach finansowych – mówi Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Struktura przychodów: dominacja CFD na towary i indeksy

Wyniki XTB pozostają silnie powiązane ze strukturą aktywności inwestorów na poszczególnych klasach instrumentów. W 2025 roku największy udział w przychodach miały instrumenty CFD oparte na towarach (43,7%), w szczególności na notowaniach złota, gazu ziemnego oraz kakao. Druga najbardziej dochodowa kategoria to CFD na indeksy (36,0%), zwłaszcza amerykańskie US100 i US500 oraz niemiecki DAX. CFD na waluty odpowiadały za 13,7% przychodów, przy czym spółka podkreśla, że w tej klasie najwyższą dochodowość przynosiły instrumenty oparte na kryptowalutach – ethereum i bitcoinie.

Równolegle wyraźnie zwiększa się znaczenie przychodów z handlu akcjami i funduszami ETF – w 2025 roku miały one przekroczyć 78 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 155% r/r. To istotny sygnał w kontekście strategii budowy platformy typu „all-in-one”, łączącej trading krótkoterminowy z produktami dla inwestorów długoterminowych.

Aktywa klientów i rosnący segment produktów emerytalnych

XTB poinformowało, że łączna wartość aktywów klientów na koniec 2025 roku wyniosła ponad 45,8 mld zł. Jednocześnie spółka wskazuje na duże zainteresowanie rozwiązaniami emerytalnymi: w 2025 roku otwarto 132 570 rachunków IKE oraz 31 930 rachunków IKZE. Popularność produktów długoterminowych widoczna była także poza Polską – we Francji otwarto 6 403 rachunki PEA, a w Wielkiej Brytanii 3 884 rachunki ISA.

Plan produktowy na 2026 r.: krypto spot, opcje, margin trading i handel poza sesją

Zaprezentowany plan produktowy na 2026 rok koncentruje się na kilku równoległych kierunkach rozwoju:

  • Kryptowaluty na rynku spot – spółka kontynuuje prace nad udostępnieniem handlu krypto spot; pierwszym rynkiem ma być Cypr w I połowie 2026 roku, a następnie region LATAM i kolejne rynki europejskie (zależnie od zgód regulacyjnych). XTB deklaruje też zainteresowanie uzyskaniem odpowiedniego zezwolenia w Polsce, jeśli pojawi się taka możliwość.
  • Rozszerzenie dostępności opcji – plan obejmuje geograficzne rozszerzenie handlu opcjami kupna i sprzedaży na akcje 100 najpopularniejszych spółek notowanych w USA; w pierwszej kolejności o Hiszpanię (po uzyskaniu wymaganych zgód), potencjalnie jeszcze w I połowie 2026 roku.
  • Margin trading – XTB rozwija produkt handlu z wykorzystaniem dźwigni, pracując nad docelową konstrukcją rozwiązania oraz pozyskaniem partnera zapewniającego finansowanie.
  • Rozwój oferty dla inwestorów długoterminowych – w tym modernizacja Planów Inwestycyjnych, aby były prostsze i bardziej intuicyjne, szczególnie dla nowych użytkowników.
  • OKI (Osobiste Konto Inwestycyjne) – spółka deklaruje ambicję wdrożenia tego rozwiązania jako pierwsza na polskim rynku, przy czym termin zależy od prac Ministerstwa Finansów.
  • Rozszerzone godziny handlu – w pierwszej kolejności handel na rynku amerykańskim w formule 24h/5, a następnie stopniowe rozszerzanie rozwiązania na rynki europejskie.
  • Innowacyjność, odwaga w działaniu oraz kreatywność w marketingu pozwoliły nam zostać liderem wśród polskich domów maklerskich. Nie spoczywamy jednak na laurach i nasze ambicje sięgają znacznie dalej. Ostatni rok pokazał, że potrafimy skutecznie budować świadomość potrzeby długoterminowego inwestowania, czego dowodem jest m.in. liczba prowadzonych rachunków IKE i IKZE. Jestem przekonany, że to dopiero początek pozytywnego trendu świadomego zarządzania kapitałem w naszym kraju. Zdajemy sobie sprawę z oczekiwań wobec rozwoju XTB i intensywnie pracujemy nad tym, aby na rynkach zagranicznych powtórzyć sukces osiągnięty w Polsce – podsumowuje Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Co dalej: wzrost skali i walka o pozycję „aplikacji pierwszego wyboru”

Z komunikatu spółki wynika, że 2026 rok ma być okresem dalszego przyspieszenia akwizycji klientów (średnio kwartalnie 250–290 tys. nowych użytkowników) oraz rozbudowy oferty, która ma wzmacniać zarówno segment aktywnego tradingu, jak i inwestowania długoterminowego. Jeśli zapowiadane rozwiązania – zwłaszcza handel krypto spot, margin trading oraz rozszerzone godziny handlu – zostaną wdrożone zgodnie z harmonogramem i uzyskają wymagane zgody regulacyjne, mogą istotnie zwiększyć atrakcyjność platformy oraz dywersyfikację źródeł przychodów XTB na kolejnych rynkach.

Bumech podpisuje umowę dzierżawy KWK Silesia

Bumech S.A. podpisał umowę dzierżawy Kopalni Węgla Kamiennego SILESIA w Czechowicach-Dziedzicach. Zawarcie umowy to kolejny etap działań zmierzających do utrzymania działalności wydobywczej kopalni oraz zachowania miejsc pracy, a także ważny sygnał stabilizacji dla lokalnej społeczności.

Umowa dzierżawy Kopalni Węgla Kamiennego SILESIA została podpisana 29 stycznia 2026 r. pomiędzy firmą Bumech S.A. a zarządcą masy sanacyjnej Przedsiębiorstwa Górniczego „SILESIA” Sp. z o.o. w restrukturyzacji. Przedmiotem jest zorganizowana część przedsiębiorstwa PG Silesia, czyli szereg składników majątkowych i niemajątkowych potrzebnych do prowadzenia wydobycia i przeróbki węgla kamiennego wraz z pracownikami.

– Konsekwentnie realizujemy postanowienia porozumienia zawartego pomiędzy Bumech, sądowym zarządcą masy sanacyjnej PG Silesia w restrukturyzacji, stroną rządową i społeczną. Elementem tego porozumienia było podtrzymanie oferty dzierżawy. Dziś doszło do materializacji tego postanowienia przez podpisanie warunkowej umowy z zarządcą. W ten sposób utrzymamy działanie kopalni, zachowamy miejsca pracy, utrzymamy wydobycie oraz zadbamy o lokalną społeczność – mówi prezes zarządu Bumech S.A, Jonasz Drabek.

Jasne zasady współpracy

Czynsz dzierżawny został ustalony w oparciu o trzy elementy: stałą miesięczną stawkę, część zależną od poziomu wydobycia oraz część uzależnioną od osiąganego zysku. Taka konstrukcja ma umożliwić bezpieczne prowadzenie działalności i dostosowanie obciążeń do realnych wyników kopalni.

Umowa została zawarta na okres 36 miesięcy. Na 6 miesięcy przed upływem tego terminu Bumech może złożyć jednostronne oświadczenie o wydłużeniu okresu dzierżawy na kolejny okres do 36 miesięcy. Wejście w życie uzależnione jest od spełnienia określonych warunków formalnych, tj. uzyskania zgody sędziego-komisarza oraz przeniesienia koncesji wydobywczej na Bumech S.A.

Dążenie do utrzymania kopalni

Sytuacja finansowa PG Silesia, polskiego prywatnego przedsiębiorstwa wydobywczego, pogorszyła się pod koniec 2024 roku m.in. z powodu malejącej sprzedaży i presji cenowej na rynku, co doprowadziło do złożenia wniosku o otwarcie postępowania sanacyjnego przez spółkę w październiku 2024 r. oraz ustanowienia zarządcy sądowego. Restrukturyzacja była próbą przywrócenia rentowności oraz zdolności do regulowania zobowiązań. 

We wcześniejszych komunikatach spółka informowała o złożeniu oferty dzierżawy. Bumech deklarował w nich gotowość do przejęcia zorganizowanej części przedsiębiorstwa PG Silesia oraz prowadzenia działalności w sposób zapewniający ciągłość wydobycia i możliwie stabilne warunki zatrudnienia. Dzisiejsze podpisanie umowy jest efektem tych starań.

Odpowiedzialność i długofalowe podejście

Wydzierżawienie zorganizowanej części przedsiębiorstwa wywoła skutek przejścia zakładu pracy na Bumech S.A. zgodnie z art. 23¹ Kodeksu pracy. Oznacza to, że w dniu przejścia zakładu pracy na nowego pracodawcę (Bumech), zatrudnieni w Zorganizowanej Części Przedsiębiorstwa PG Silesia staną się pracownikami Bumechu. Spółka podkreśla, że jednym z kluczowych elementów porozumienia zawartego z partnerami społecznymi było przejęcie zorganizowanej części przedsiębiorstwa wraz z zatrudnionymi tam pracownikami.

Jak informuje spółka, podejmowane przez nią działania mają na celu realne uporządkowanie sytuacji kopalni i stworzenie warunków do jej dalszego funkcjonowania. Bumech deklaruje wolę dalszej współpracy ze stroną rządową, społeczną oraz instytucjami publicznymi w celu sprawnego przeprowadzenia całego procesu oraz zapewnienia dobrego prosperowania KWK Silesia w kolejnych latach.

AI i cyberbezpieczeństwo: rośnie adopcja, rośnie ryzyko, rośnie nieufność

Blisko 75% Polaków uważa, iż upowszechnienie AI zwiększa ryzyko cyberzagrożeń, a blisko połowa (44%) sprzeciwia się wykorzystaniu AI w instytucjach państwowychwynika z badania ClickMeeting*. Choć ponad połowa badanych (61%) twierdzi, że nie padło ofiarą wycieku danych, to obawy mogą wydawać się uzasadnione. Polski sektor rządowy jest najczęściej atakowanym w kraju, odpierając ponad 3.118 cyberataków tygodniowo – potwierdza raport firmy Check Point Research.Rośnie świadomość zagrożeń AI wśród Polaków. Dlaczego Polacy obawiają się AI

– Dane z pierwszych tygodni 2026 roku wskazują na rekordową skalę zagrożenia dla polskich instytucji państwowych, które odpierają blisko 3.200 ataków tygodniowo – więcej niż rząd Czech (2.222), Austrii (1.942) czy Niemiec – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Z najnowszych analiz Check Point wynika, że 91% organizacji, które korzystają regularnie z generatywnej AI, narażone jest na wysokie ryzyko wycieku wrażliwych danych. Podczas gdy pracownicy coraz częściej wykorzystują AI w pracy (średnio tygodniowo pracownik zadaje 56 pytań do GenAI) skokowo rośnie ryzyko wycieku danych wrażliwych. W ciągu ostatnich 3 miesięcy 89% badanych firm zaobserwowano zapytania do narzędzi AI niosące ryzyko, a co 4 zapytanie AI eksperci oceniają jako próbę wymuszenia poufnych danych.

Sztuczna inteligencja jest coraz częściej elementem konstrukcji ataku, wykorzystując rozpoznanie i socjotechnikę. – Fakt, że respondenci nie widzą wycieku, nie oznacza, że do niego nie doszło – zauważa Karolina Nazarewicz, Legal Department Manager ClickMeeting.

Wśród Polaków rośnie obawa o utratę naszych danych a informacje o wdrażaniu narzędzi AI podważają społeczne zaufanie do administracji. Z badań wynika, że aż 44 proc. ankietowanych nie chce, by instytucje państwowe korzystały z technologii AI w sprawach takich jak np. wsparcie podejmowania decyzji, rozpatrywania podań i wniosków, kontakt z obywatelami czy analiza zeznań podatkowych. Za takimi rozwiązaniami opowiada się 25 proc. badanych.

– Nic dziwnego, że część społeczeństwa obawia się wykorzystania algorytmów sztucznej inteligencji w administracji publicznej, gdzie przetwarzane są bardzo szczegółowe dane, a podejmowane decyzje mają ogromny wpływ na życie osób prywatnych i firm – mówi Karolina Nazarewicz z ClickMeeting.

Dlatego – jak podkreślają eksperci Check Pointa – wdrażanie nowej technologii bez solidnych zabezpieczeń może przynieść więcej szkód niż korzyści. Budowa zaufania musi bazować na zabezpieczeniach naszych systemów przed nadużyciami cyfrowymi.

AI zmienia nasz świat. Podstawowe pytanie to jak AI zmieni państwo, biznes i prywatne bezpieczeństwo. Czy instytucje zdążą zbudować odporność, zanim fala technologiczna zamieni się w falę kryzysów zaufania, bezpieczeństwa i stabilności. – Przechodzimy od asystentów tworzących treści do agentów realizujących strategie – podkreśla David Haber, VP AI Agent Security w Check Point Software. Liderami tego przełomu są dziś USA i Chiny, ale Europa Zachodnia szybko zmniejsza dystans. Polska również znajduje się na ścieżce intensywnej adopcji AI – zarówno w biznesie, jak i w sektorze publicznym. Równolegle jednak rośnie skala zagrożeń: od syntetycznych tożsamości, przez zaawansowaną socjotechnikę generowaną przez AI, po masowe wykorzystanie prompt injection i zatruwania danych treningowych.

Świadomość cyberzagrożeń związanych z poufnością prywatnych danych wśród Polaków jest duża 62% Polaków obawia się o bezpieczeństwo swoich danych osobowych bardziej niż przed wprowadzeniem RODO, wynika z raportu KPMG. Wzrost obaw wynika z rosnącej roli sztucznej inteligencji (AI), phishingu oraz zagrożeń typu deepfake. Ponad połowa badanych pesymistycznie ocenia przyszłość prywatności danych, a obawy Polaków są wyższe niż średnia europejska (59%) – podsumowuje KPMG.

Zimowe Igrzyska w Mediolanie na celowniku cyberprzestępców

Masowe wydarzenia o globalnej skali od lat przyciągają uwagę cyberprzestępców, a w obecnym okresie napięć geopolitycznych ryzyko to jest szczególnie wysokie. Zbliżające się Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan-Cortina 2026, które skupią miliardy widzów oraz tysiące organizacji zaangażowanych w ich obsługę, tworzą wyjątkowo atrakcyjne środowisko dla cyberataków – ze względu na ogromną skalę operacyjną, złożoną infrastrukturę cyfrową oraz intensywną aktywność biznesową i medialną. Jak wynika z najnowszej analizy zespołu ds. zagrożeń Unit 42 w Palo Alto Networks, tego typu wydarzenia stają się celem zarówno przestępców nastawionych na szybki zysk finansowy, jak i aktorów motywowanych politycznie[1].

Badacze Unit 42 podkreślają, że współczesne igrzyska olimpijskie są przez atakujących postrzegane jako rozległy ekosystem cyfrowy, a nie pojedyncze wydarzenie czy organizacja. Powierzchnia ataku obejmuje dziś nie tylko infrastrukturę organizatorów, lecz także systemy partnerów technologicznych, dostawców usług, operatorów transportu, mediów oraz instytucji publicznych zaangażowanych w obsługę igrzysk. Jak pokazują dane Palo Alto Networks, blisko co czwarty incydent bezpieczeństwa w Europie rozpoczyna się u podmiotów trzecich, co oznacza, że słabsze zabezpieczenia jednego dostawcy mogą stać się punktem wejścia do systemów kluczowych dla całego wydarzenia.

Nasi analitycy przewidują, że najczęściej wykorzystywanym wektorem ataku podczas wydarzeń tej skali pozostaje phishing, który bardzo często prowadzi do naruszenia bezpieczeństwa firmowej poczty elektronicznej. W 76% przypadków phishingu atakującym udało się uzyskać dostęp do systemów poprzez ataki typu Business Email Compromise (BEC). Kampanie te opierają się na starannie przygotowanych wiadomościach podszywających się pod kadrę zarządzającą, partnerów biznesowych lub dostawców, a ich celem jest m.in. zatwierdzanie fałszywych faktur, zmiany danych kontrahentów, inicjowanie nieautoryzowanych płatności czy obchodzenie mechanizmów uwierzytelniania wieloskładnikowego mówi Tomasz Pietrzyk, starszy manager ds. rozwiązań technologicznych Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Analitycy Unit 42 obserwują również rosnącą liczbę tzw. kampanii ClickFix, w których ofiary są nakłaniane do samodzielnego „rozwiązania problemu” zgłaszanego w fałszywym komunikacie systemowym. Wiadomości tego typu mogą informować o wygasłym haśle, błędzie logowania lub konieczności przejścia testu bezpieczeństwa. Kliknięcie załączonego linka lub wykonanie sugerowanej akcji prowadzi w praktyce do pobrania złośliwego oprogramowania, lub przekazania danych uwierzytelniających na spreparowane strony logowania. Coraz częściej wykorzystywaną techniką jest także zatruwanie wyników wyszukiwania (SEO poisoning). Atakujący tworzą fałszywe strony internetowe i manipulują ich pozycjonowaniem w wyszukiwarkach, tak aby pojawiały się wysoko w wynikach wyszukiwania użytkowników. Strony te często do złudzenia przypominają legalne portale logowania, serwisy partnerów technologicznych lub strony wsparcia technicznego. Interakcja z nimi może prowadzić do kradzieży danych, instalacji złośliwego oprogramowania lub dalszej eskalacji ataku w środowisku organizacji.

Jak może wyglądać taki cyberatak w praktyce, pokazuje przykład z Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2018 roku, kiedy atak cybernetyczny doprowadził do zakłóceń w działaniu kluczowych systemów – od infrastruktury IT, przez systemy kontroli dostępu, po aplikacje wykorzystywane przez uczestników i organizatorów. Choć tamten incydent miał przede wszystkim charakter demonstracyjny i sabotażowy, dziś podobne działania mogłyby zostać połączone z kradzieżą danych, oszustwami finansowymi lub operacjami wpływu, wykorzystując znacznie bardziej zaawansowane techniki inżynierii społecznej i automatyzację opartą na AI. W kontekście Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026 oznacza to zwiększoną aktywność zarówno grup nastawionych na szybki zysk finansowy, jak i aktorów motywowanych politycznie, dla których igrzyska mogą stać się okazją do demonstracyjnych ataków, działań szpiegowskich lub podważania wiarygodności organizatorów i partnerów wydarzenia

Z perspektywy Polski Zimowe Igrzyska Olimpijskie prawdopodobnie nie będą źródłem nowych zagrożeń, a raczej katalizatorem działań, które już trwają. W warunkach utrzymujących się napięć geopolitycznych kraj mierzy się z bezprecedensową intensywnością cyberataków wymierzonych w lokalne firmy oraz infrastrukturę krytyczną, jeszcze przed rozpoczęciem wydarzeń olimpijskich. Igrzyska jako globalne wydarzenie o wysokiej widoczności medialnej mogą w tym kontekście stać się dogodnym pretekstem do eskalacji kampanii phishingowych, ataków typu BEC oraz działań sabotażowych, które w Polsce są już obserwowane w praktyce. Potwierdzeniem tej dynamiki była ujawniona pod koniec 2025 roku próba skoordynowanego ataku na elementy krajowej infrastruktury energetycznej, która według informacji rządowych mogła doprowadzić do efektu domina i zakłóceń w dostawach energii[2] – dodaje Tomasz Pietrzyk.

Skuteczna ochrona przed tego typu zagrożeniami wymaga przygotowania na długo przed rozpoczęciem igrzysk, a z perspektywy Polski – wyjścia poza standardowe ramy podejścia do cyberbezpieczeństwa. Obejmuje ono nie tylko zabezpieczenie własnej infrastruktury, lecz także bezpieczną separację systemów IT i OT, tak aby potencjalny atak na sieci biurowe nie mógł przełożyć się na paraliż usług publicznych czy infrastruktury krytycznej. Kluczowe znaczenie ma również aktywne poszukiwanie zagrożeń w sieciach organizacji, w tym wykrywanie zaawansowanych technik ataków ukrywających się pod legalnymi narzędziami administracyjnymi, a także konsekwentna ochrona tożsamości użytkowników na podstawie rygorystycznych zasad Zero Trust – szczególnie w odniesieniu do personelu technicznego, który pozostaje jednym z głównych celów zaawansowanych kampanii socjotechnicznych.

[1] https://www.paloaltonetworks.com/resources/research/unit-42-cyber-vigilance-program/2026-winter-games-milano-cortina

[2] https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/10620871,proba-wywolania-blackoutu-w-polsce-krzysztof-gawkowski-ujawnia-to-r.html

Nowe zasady najmu krótkoterminowego w Polsce: co może się zmienić i kiedy

Krótkoterminowy wynajem mieszkań w Polsce wchodzi w okres głębokich zmian regulacyjnych. Planowane wdrożenie unijnego rozporządzenia dotyczącego tej formy działalności biznesowej ma na celu uporządkowanie rynku, który przez lata funkcjonował bez jednolitych rejestrów, jasnych zasad i skutecznych narzędzi kontroli. Nowe przepisy będą wprowadzać dodatkowe obowiązki dla właścicieli mieszkań oferowanych głównie za pośrednictwem takich platform jak Airbnb czy Booking, a jednocześnie dadzą samorządom realne instrumenty wpływu na skalę oraz sposób prowadzenia najmu krótkoterminowego.

Na tym etapie nie jest jeszcze przesądzone, w jakim stopniu polski ustawodawca zdecyduje się zaostrzyć regulacje względem minimum wynikającego z prawa unijnego. Dyrektywa wyznacza ramy, natomiast takie szczegóły jak zakres rejestracji, limity dni wynajmu, wymagania przeciwpożarowe i sanitarne czy rola wspólnot mieszkaniowych, będą zależały od krajowych decyzji legislacyjnych. To właśnie te detale przesądzą o tym, czy zmiany okażą się dla rynku kosmetyczne, czy też wymuszą istotne korekty strategii inwestycyjnych dla właścicieli mieszkań.

Dodatkowe wymogi wpłyną na zmiany

Skala zjawiska, którego dotyczą planowane regulacje, jest znacząca. Brakuje możliwości jej oceny na podstawie oficjalnych, gminnych rejestrów najmu krótkoterminowego, istnieją jednak dane Polskiego Stowarzyszenia Wynajmu Krótkoterminowego za 2024 rok, według których w Polsce w tym modelu oferowano około 65 tysięcy mieszkań. Na samej platformie Airbnb liczba ofert mieszkań sięgała niemal 60 tysięcy, natomiast na Bookingu dostępnych było ponad 35 tysięcy takich lokali, przy czym około 85 procent ofert z Bookingu pokrywało się z ofertami obecnymi na Airbnb. Ofert innych niż mieszkania na Airbnb było 19 tysięcy, a na Bookingu 20 tysięcy. Oznacza to, że realna podaż jest silnie skoncentrowana na kilku platformach i w dużej mierze dotyczy mieszkań.

Geograficznie najem krótkoterminowy jest zjawiskiem o lokalnym charakterze. Największa liczba ofert znajduje się w Warszawie (ponad 10 tysięcy), Krakowie (ok. 8 tysięcy), Gdańsku (ponad 6,5 tysiąca) oraz Wrocławiu (niecałe 3,5 tysiąca). To właśnie w tych miastach, a precyzyjnie w ich centralnych i turystycznych dzielnicach, ewentualne skutki regulacji mogą być najbardziej odczuwalne.

Jeżeli pojawią się obowiązkowe rejestry, dodatkowe wymogi techniczne, ograniczenia dni wynajmu czy konieczność uzyskiwania zgód wspólnot mieszkaniowych, część właścicieli stanie przed prostym wyborem: dostosować lokal do nowych zasad albo zmienić sposób jego wykorzystania. Wiele z tych mieszkań już dziś jest w pełni przygotowanych do najmu długoterminowego, który po wejściu przepisów może okazać się znacznie mniej wymagający pod względem formalnym. W takich warunkach naturalnym kierunkiem będzie przejście właśnie do tego segmentu rynku – komentuje potencjalne zmiany rynkowych trendów Anton Bubiel, ekspert rynku nieruchomości w SonarHome.pl, platformy do wyceny mieszkania online i znalezienia agenta nieruchomości.

Trzy scenariusze zmian na rynku

Potencjalny odpływ mieszkań z najmu krótkoterminowego nie musi jednak oznaczać gwałtownej zmiany sytuacji na całym rynku nieruchomości. W łagodnym scenariuszu, zakładającym przejście około 10 procent lokali do innych segmentów, oznaczałoby to ok. 6 tysięcy mieszkań w skali kraju. Przy takim rozłożeniu wpływ na czynsze najmu długoterminowego byłby umiarkowany i ograniczony lokalnie, a rynek sprzedaży odczułby go jedynie marginalnie.

Znacznie wyraźniejsze konsekwencje mogłyby pojawić się w scenariuszu pośrednim, w którym około 25 procent mieszkań, czyli około 15 tysięcy lokali, zmieniłoby swoją funkcję. Taki wzrost podaży najmu długoterminowego, skoncentrowany głównie w centrach miast, mógłby doprowadzić do realnych obniżek czynszów w najbardziej nasyconych lokalizacjach. Rynek sprzedaży odczułby to przede wszystkim w segmencie mieszkań inwestycyjnych, zwłaszcza kawalerek i lokali dwupokojowych, które już w ostatnich dwóch latach doświadczały korekt cenowych.

Natomiast silny impuls podażowy, zwłaszcza dla najmu długoterminowego w dużych miastach oznaczałoby ziszczenie się najbardziej radykalnego scenariusza, w którym połowa mieszkań z najmu krótkoterminowego trafia na inne rynki. Taka sytuacja mogłaby wywołać spadki stawek w wybranych lokalizacjach, ale nawet wtedy trudno mówić o załamaniu rynku. Efekt byłby zauważalny, lecz wciąż lokalny i segmentowy, a nie ogólnopolski – podsumowuje Anton Bubiel.

Należy zakładać, że nadchodzące zmiany nie przyniosą jednej, uniwersalnej odpowiedzi dla całego rynku. Ich rzeczywisty wpływ będzie zależał od ostatecznego kształtu przepisów oraz od lokalnych uwarunkowań popytowo-podażowych. Dla właścicieli mieszkań oznacza to konieczność chłodnej kalkulacji opłacalności, uwzględniającej nie tylko potencjalne przychody, ale także koszty regulacyjne i ryzyko ograniczeń. Najem krótkoterminowy wchodzi w fazę, w której decyzje coraz częściej będą podejmowane nie intuicyjnie, lecz na podstawie twardych liczb i długoterminowych scenariuszy.