Rok 2026 będzie rynkiem kompetencji, nie pracownika ani pracodawcy

Rok 2026 nie będzie ani rynkiem pracownika, ani rynkiem pracodawcy. Będzie rynkiem kompetencji – realnych, mierzalnych i precyzyjnie dopasowanych do faktycznych potrzeb organizacji. Po okresie dynamicznych, często reaktywnych rekrutacji firmy przechodzą w fazę większej selektywności i ostrożności decyzyjnej. Coraz rzadziej mówimy przy tym o powstawaniu zupełnie nowych zawodów, a znacznie częściej o ewolucji istniejących ról, których zakres odpowiedzialności i wymagania kompetencyjne ulegają istotnemu pogłębieniu.

Z makroekonomicznego punktu widzenia polski rynek pracy pozostaje stabilny. Niski poziom bezrobocia utrzymuje się mimo spadku liczby ofert pracy, co nie świadczy o osłabieniu rynku, lecz o zmianie podejścia do zatrudniania. Procesy rekrutacyjne wydłużają się, a decyzje coraz częściej poprzedza dokładna analiza kompetencji, doświadczenia i potencjału rozwojowego kandydatów, szczególnie na poziomie specjalistycznym i menedżerskim. Rynek będzie premiował pogłębione specjalizacje, m.in. w obszarach ESG, zaawansowanej analityki danych i programowania, cyberbezpieczeństwa oraz tzw. zielonych kompetencji, ściśle związanych z transformacją energetyczną i rosnącymi wymaganiami regulacyjnymi.

Na ten obraz nakłada się technologia. Narzędzia oparte na AI stały się standardem wspierającym selekcję kandydatów i organizację procesów rekrutacyjnych. W 2026 roku nie będą już jednak źródłem przewagi konkurencyjnej, lecz elementem infrastruktury HR. O wartości procesów decydować będzie jakość i trafność decyzji rekrutacyjnych, a nie sama skala automatyzacji.

Zmiany na rynku pracy nie zmniejszą zapotrzebowania na pracowników zagranicznych. W sektorach takich jak produkcja, logistyka czy przemysł ich obecność pozostanie kluczowa, jednak procesy legalizacji pracy będą coraz bardziej złożone i czasochłonne. W 2026 roku firmy będą więc funkcjonować w warunkach strukturalnej potrzeby zatrudniania cudzoziemców przy jednoczesnym wzroście barier formalnych, co bezpośrednio wpłynie na tempo i organizację rekrutacji.

Równolegle zmieniają się oczekiwania pracowników. Wynagrodzenie pozostaje kluczowe, jednak coraz większe znaczenie mają przewidywalność, transparentność oraz stabilność warunków zatrudnienia. Kandydaci są dziś bardziej świadomi i selektywni, a oferty pracy poddawane są znacznie dokładniejszej ocenie niż jeszcze kilka lat temu.

Polskie uczelnie coraz wyżej w światowych zestawieniach

Najnowsza edycja THE World University Rankings by Subject 2026 przynosi kolejne potwierdzenie rosnącej pozycji polskich uczelni na arenie międzynarodowej. W tegorocznej edycji rankingu znalazły się w sumie aż 42 polskie uczelnie. W wielu dyscyplinach nie tylko utrzymały swoje miejsca, ale też wyraźnie awansowały o wyższych przedziałów rankingowych.

Notowane w rankingu polskie uczelnie reprezentują szerokie spektrum dyscyplin, zgrupowanych w 11 głównych obszarach naukowych. Są to: sztuka i nauki humanistyczne, biznes i ekonomia, informatyka, edukacja, kierunki inżynierskie, prawo, nauki przyrodnicze, medycyna i zdrowie, ale też nauki ścisłe, psychologia i nauki społeczne.

Wyniki THE World University Rankings by Subject 2026 wskazują na systematyczne umacnianie pozycji polskich uczelni.

Silna reprezentacja polskich uczelni

Biorąc pod uwagę wszystkie główne obszary naukowe, w rankingu zostały sklasyfikowane aż 42 polskie uczelnie – część z nich bardzo wysoko. Przykładowo: w obszarze prawo Uniwersytet Jagielloński uplasował się na pozycji 126-150. Z kolei w obszarze sztuka i nauki humanistyczne prym wśród polskich uczelni wiedzie Uniwersytet Warszawski z lokatą 151-175. W gronie liderów na tle światowej konkurencji znalazł się również Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, któremu w obszarze edukacja została przypisana pozycja 251-300.

Sztuka i nauki humanistyczne

Ranking Arts and Humanities 2026 obejmuje szerokie spektrum dyscyplin, w tym: języki, literaturę i językoznawstwo; historię; filozofię; teologię; architekturę; archeologię; a także sztuki wizualne, sztuki performatywne oraz projektowanie (design).

Spośród polskich uczelni najlepiej w tym zestawieniu wypadły: Uniwersytet Warszawski (151-175), Uniwersytet Jagielloński (251-300) i Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (301-400).

Biznes i ekonomia

Ranking Business and Economics 2026 ocenia wyniki uczelni w trzech kluczowych dyscyplinach: biznesie i zarządzaniu; rachunkowości i finansach; oraz ekonomii i ekonometrii.

W tym zestawieniu spośród polskich uczelni najwyższe lokaty zajęły: Uniwersytet Śląski (401-500) i Uniwersytet Jagielloński  (501-600).

Computer science

Ranking Computer Science 2026 ocenia z kolei doskonałość uczelni w obszarach, takich jak: tworzenie i inżynieria oprogramowania; sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe; a także cyberbezpieczeństwo i sieci komputerowe, a także w innych pokrewnych zagadnieniach.

Tu zdecydowanym liderem spośród polskich uczelni jest Uniwersytet Warszawski (301-400).

Edukacja

Ranking Education Studies 2026 ocenia zaś wyniki uczelni w trzech kluczowych dyscyplinach: badaniach nad edukacją, kształceniu nauczycieli oraz akademickich studiach nad edukacją.

W tym zestawieniu najlepiej spośród polskich uczelni wypadł Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu z pozycją 251-300.

Kierunki inżynieryjne

Ranking Engineering 2026 ocenia uczelnie pod kątem pięciu podstawowych dyscyplin inżynieryjnych: ogólnej inżynierii, inżynierii elektrycznej i elektronicznej, inżynierii mechanicznej i lotniczej, inżynierii lądowej oraz inżynierii chemicznej.

W tym zestawieniu polskimi liderami są: Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie i Politechnika Gdańska (obie uczelnie w przedziale 601-800).

Prawo

Ranking Law 2026 ocenia natomiast doskonałość uczelni w obszarach, takich jak: prawo konstytucyjne i administracyjne; prawo międzynarodowe; prawo handlowe i korporacyjne; prawo karne i wymiar sprawiedliwości; a także teoria prawa i jurysprudencja, a także w innych pokrewnych zagadnieniach.

W tym przypadku zdecydowanym liderem jest Uniwersytet Jagielloński z lokatą 126-150. Wysokie miejsca zajęły również: Uniwersytet Warszawski (176-200) oraz Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytet Gdański, Uniwersytet Łódzki, Uniwersytet Śląski oraz Uniwersytet Wrocławski (te zajęły noty z przedziału 301-400).

Nauki przyrodnicze

Ranking Life Sciences 2026 zaś to klasyfikacja uczelni w czterech kluczowych dyscyplinach: naukach weterynaryjnych, naukach biologicznych (w tym biologii i biochemii), rolnictwie i leśnictwie oraz naukach o sporcie.

Spośród polskich uczelni najlepiej w tym zestawieniu wypadły Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Warszawski (501-600).

Medycyna i zdrowie

Ranking Medical and Health 2026 stawia sobie za cel ocenę uczelni w obszarze medycyny, stomatologii, pielęgniarstwa oraz innych dyscyplin związanych z ochroną zdrowia.

W tym zestawieniu spośród polskich uczelni najwyższe lokaty zajął Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (401-500).

Nauki ścisłe

Ranking Physical Sciences 2026 ocenia z kolei uczelnie w kilku kluczowych dyscyplinach: fizyce, chemii, matematyce, statystyce, astronomii, geologii oraz naukach o środowisku, naukach o Ziemi i naukach morskich.

W tym zestawieniu spośród polskich uczelni najwyżej uplasował się Uniwersytet Warszawski (401-500).

Psychologia

Ranking Psychology 2026 ocenia uczelnie w kilku węższych dyscyplinach: psychologii klinicznej, psychologii edukacyjnej, psychologii sportu, psychologii biznesu oraz psychologii zwierząt.

Spośród polskich uczelni w tym zestawieniu na podium znalazły się: Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Wrocławski (251-300), Uniwersytet Jagielloński (301-400) oraz Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i Uniwersytet SWPS (401-500).

Nauki społeczne

Ranking Social Sciences 2026 obejmuje szerokie spektrum dyscyplin, w tym: nauki o komunikacji i mediach, nauki polityczne i studia międzynarodowe (w tym studia nad rozwojem), socjologię, geografię oraz antropologię.

W tym przypadku liderami wśród polskich uczelni są: Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Warszawski (501-600).

Trwały trend wzrostowy dla polskich uczelni

Tegoroczne wyniki rankingu jasno wskazują, że polskie uczelnie nie są już jedynie sporadycznymi uczestnikami globalnych rankingów, lecz coraz częściej budują stabilną i rozpoznawalną obecność, opartą na jakości badań, umiędzynarodowieniu oraz konsekwentnym rozwoju instytucjonalnym – mówi prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

THE World University Rankings by Subject 2026 po raz kolejny wskazuje, że obrany przez polskie uczelnie kierunek wzmacniania pozycji polskiej nauki na świecie przynosi wymierne efekty.

Co to za ranking?

THE World University Rankings by Subject 2026 umożliwiają porównanie uczelni z całego świata w ramach różnych dysycyplin. Są  opracowywane w oparciu o tę samą kompleksową i sprawdzoną metodologię, która stosowana jest w THE World University Rankings. Co istotne, wagi poszczególnych wskaźników są każdorazowo dostosowywane do specyfiki danej dyscypliny, co pozwala na rzetelne odzwierciedlenie jej priorytetów, sprawiedliwą ocenę mocnych stron instytucji oraz dostarczenie pogłębionych, adekwatnych do danej dziedziny wniosków porównawczych.

Deeskalacja na linii USA–UE: Trump wstrzymuje cła, rynki reagują ulgą

Prezydent Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone nie wprowadzą ceł na towary z krajów europejskich, które sprzeciwiały się jego planom przejęcia Grenlandii. Decyzję uzasadnił zawarciem „ram przyszłego porozumienia” dotyczącego wyspy, nie ujawniając jednak szczegółowych zapisów ani zakresu uzgodnień. Zapowiedź ta stanowi wyraźny zwrot w dotychczasowej narracji, ponieważ wcześniej Trump groził Europie wprowadzeniem ceł w wysokości 10% od 1 lutego oraz 25% od 1 czerwca, traktując je jako narzędzie presji politycznej.

Informacja została przekazana po spotkaniu Trumpa z sekretarzem generalnym NATO – Mark Rutte – które odbyło się na marginesie World Economic Forum w Davos. Rozmowy koncentrowały się na kwestiach bezpieczeństwa, w szczególności ochronie regionu Arktyki, obronie przeciwrakietowej, w tym koncepcji systemu „Golden Dome”, oraz ograniczaniu wpływów Rosji i Chin w tym strategicznym obszarze. NATO potwierdziło, że negocjacje pomiędzy USA, Danią i Grenlandią będą kontynuowane, z naciskiem na wzmocnienie wspólnego bezpieczeństwa.

Decyzja Trumpa spotkała się z pozytywną reakcją rynków finansowych. Amerykańskie giełdy zanotowały wzrosty, rentowności obligacji 5-letnich USA spadły poniżej 3,83%, zaś 10-letnich poniżej 4,25%. EURUSD zszedł poniżej 1,1700, co można odebrać jako sygnał deeskalacji napięć handlowych i politycznych z Europą. Jednocześnie Dania konsekwentnie odrzuca możliwość negocjowania kwestii suwerenności nad półautonomiczną Grenlandią. Premier Mette Frederiksen zadeklarowała gotowość rozmów o bezpieczeństwie, inwestycjach i współpracy gospodarczej, podkreślając jednak, że suwerenność kraju nie podlega negocjacjom.

Sam Trump mówi o „długoterminowym, wręcz nieskończonym porozumieniu”, unikając jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy oznacza ono przejęcie Grenlandii przez USA. Według doniesień medialnych ramy porozumienia mogą zakładać poszanowanie suwerenności Danii przy jednoczesnym zwiększeniu roli Stanów Zjednoczonych w architekturze bezpieczeństwa Arktyki. W efekcie czasowe wycofanie się z ceł uspokoiło rynki i złagodziło napięcia transatlantyckie, jednak brak jasnych i wiążących szczegółów sprawia, że spór wokół Grenlandii nie został definitywnie rozwiązany, a relacje USA z europejskimi sojusznikami pozostają kruche.

GenAI w kodowaniu stała się standardem. Hakerzy tylko na to czekali

Sztuczna inteligencja w ciągu ostatnich 2 lat stała się jednym z najważniejszych motorów cyfrowej transformacji – i jednocześnie jednym z największych źródeł nowych zagrożeń. Najnowszy raport Palo Alto Networks pokazuje, że organizacje na całym świecie zmagają się dziś z bezprecedensową skalą ataków wymierzonych w środowiska chmurowe oraz systemy oparte na AI. Według analiz dzienny wolumen cyberataków wzrósł z 2,3 do blisko 9 milionów, a włamanie, które kiedyś zajmowało tygodnie, przy wsparciu narzędzi sztucznej inteligencji może dziś nastąpić w mniej niż pół godziny.

Eksperci Palo Alto Networks w raporcie „State of Cloud Security 2025”, opartym na badaniu ponad 2,8 tys. specjalistów IT i cyberbezpieczeństwa, podkreślają, że chmura stała się „kręgosłupem” współczesnych firm. To tam działają najważniejsze aplikacje, systemy finansowe, usługi dla klientów i coraz większa liczba rozwiązań AI. Jednocześnie są też jednym z głównych celów atakujących, ponieważ łączą szybkie zmiany, dużą złożoność i krytyczne znaczenie dla działania firm.

Ataki na systemy AI dotyczą niemal wszystkich firm

Z raportu wynika, że aż 99% organizacji doświadczyło w ostatnim roku co najmniej jednego ataku wymierzonego w systemy AI. Cyberprzestępcy celują nie tylko w same modele, lecz przede wszystkim w infrastrukturę, usługi i dane, z których te systemy korzystają. Najczęściej wykorzystywane wektory obejmują kradzież danych, przejmowanie uprawnień oraz manipulację sposobem, w jaki systemy AI komunikują się z otoczeniem.

Sama sztuczna inteligencja staje się jednocześnie źródłem nowych podatności. Aż 99% firm wykorzystuje GenAI do tworzenia oprogramowania, co przyspiesza prace, ale zwiększa liczbę błędnych konfiguracji i podatności. Jak pokazuje analiza zespołu ds. zagrożeń Unit 42, takie działania – określane jako tzw. „vibe coding” – sprawiają, że podatności są wbudowywane w aplikacje już na etapie ich powstawania[1]. Kod generowany przez modele AI koncentruje się przede wszystkim na funkcjonalności, często pomijając podstawowe mechanizmy ochrony, takie jak uwierzytelnianie, kontrola uprawnień czy separacja środowisk, co zwiększa skalę i złożoność późniejszych incydentów. Połowa organizacji wdraża nowy kod co tydzień lub częściej, podczas gdy jedynie 18% jest w stanie naprawiać błędy w podobnym tempie. W efekcie szybko rośnie „zadłużenie bezpieczeństwa”, na którym opiera się wiele współczesnych ataków.

Obserwujemy, że większość organizacji dopuszcza dziś korzystanie z narzędzi generatywnej AI do tworzenia kodu, często dlatego, że nie wprowadzono żadnych technicznych ograniczeń ich użycia. Jednocześnie tylko nieliczne firmy przeprowadziły formalną ocenę ryzyka związaną z tymi narzędziami lub monitorują, w jaki sposób generowany kod, dane wejściowe i wyjściowe wpływają na bezpieczeństwo systemów. Dlatego kluczowe staje się przywrócenie podstawowych zasad bezpieczeństwa już na etapie tworzenia oprogramowania – w tym kontroli uprawnień, ograniczenia autonomii narzędzi AI oraz obowiązkowego udziału człowieka w przeglądzie i wdrażaniu zmian – mówi Wojciech Gołębiowski, wiceprezes i dyrektor zarządzający Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Badanie „State of Cloud Security 2025” pokazuje również gwałtowny wzrost złożoności środowisk chmurowych. Przeciętna organizacja korzysta dziś z 6 dostawców chmury i aż 17 narzędzi bezpieczeństwa. Aż 60% respondentów wskazuje rozproszone środowiska chmurowe jako główne źródło ryzyka, a blisko połowa firm identyfikuje i klasyfikuje dane w chmurze… ręcznie, co znacząco zwiększa prawdopodobieństwo błędu.

Na znaczeniu zyskują także ataki na interfejsy API – według danych Palo Alto Networks to najszybciej rosnący wektor zagrożeń, których liczba wzrosła o 41% rok do roku. Równolegle rośnie liczba incydentów wykorzystujących nadmierne uprawnienia i słabości w zarządzaniu tożsamościami.

Firmy szybko wykrywają incydenty – ale wolno je zamykają

Z raportu wynika również, że choć 74% organizacji potrafi wykryć i zatrzymać incydent w ciągu 24 godzin, to jego pełne zamknięcie często zajmuje znacznie więcej czasu – w co trzeciej firmie ponad dzień, a w 9% przypadków od tygodnia do miesiąca. To skutek przede wszystkim braku jednego modelu działania i fragmentacji narzędzi. Według danych Palo Alto Networks aż 70% rzeczywistych incydentów bezpieczeństwa obejmuje jednocześnie 3 lub więcej powierzchni ataku, takich jak chmura, aplikacje, API czy tożsamość, co czyni podejście silosowe nieskutecznym. Ponad 50% analityków bezpieczeństwa deklaruje, że połowę czasu pracy poświęca na ręczne łączenie rozproszonych danych i alertów, co znacznie wydłuża czas reakcji. Dlatego aż 89% firm deklaruje potrzebę połączenia ochrony chmury i operacji bezpieczeństwa w jeden zintegrowany model obejmujący analizę ryzyka, wykrywanie i reagowanie.

Podział na osobne zespoły od aplikacji, chmury i operacji bezpieczeństwa przestaje mieć sens. Ataki nie respektują wewnętrznych struktur firm. Przechodzą przez wiele warstw jednocześnie. Dlatego organizacje na świecie i coraz częściej w Polsce dochodzą do tego samego wniosku bezpieczeństwo musi być zintegrowane, zarządzane centralnie i oparte na pełnej widoczności, a nie na wielu odrębnych narzędziach – dodaje Wojciech Gołębiowski.

Jednocześnie polskie przedsiębiorstwa funkcjonują w wyjątkowo wymagającym środowisku – szybka transformacja technologiczna, nowe regulacje (jak NIS2), wdrażanie KSeF i szczególnie wysoka intensywność cyberataków powodują, że bezpieczeństwo przestaje być jedynie kwestią techniczną. Staje się fundamentem odporności operacyjnej.

Aby utrzymać ciągłość działania, organizacje będą musiały postawić na bezpieczeństwo działające w czasie rzeczywistym, centralne zarządzanie ryzykiem w chmurze, automatyzację reakcji na incydenty oraz pełną widoczność w całej infrastrukturze. Przewagę w 2026 roku osiągną te firmy, które zbudują odporność szybciej, niż rośnie ich złożoność.

[1] https://unit42.paloaltonetworks.com/securing-vibe-coding-tools/

EY: Firmy w Polsce przyspieszają w dostosowaniu się do AI Act

Ponad 70% średnich i dużych firm w Polsce podejmuje działania mające na celu spełnienie wymogów unijnego Aktu o sztucznej inteligencji (AI Act) – wynika z trzeciej edycji badania EY „Jak polskie firmy wdrażają AI”. Oznacza to wzrost o 13 pkt proc. w przeciągu roku. Jednocześnie 32% przedsiębiorstw wskazało kwestie związane z compliance jako barierę utrudniającą wdrożenie AI w ich organizacji.

W sierpniu 2024 r. wszedł w życie AI Act. Jego celem jest wyznaczenie standardów w zakresie bezpiecznego i zgodnego z prawem wykorzystania sztucznej inteligencji. Wdrożenie rozporządzenia zostało rozłożone na kilka etapów. Zgodnie z pierwotnymi założeniami, od sierpnia 2026 roku zaczną być stosowane m.in. przepisy dotyczące systemów wysokiego ryzyka. Rok później, przewidziany jest ostatni etap wdrożeniowy dotyczący systemów objętych istniejącymi przepisami UE o bezpieczeństwie produktów. Obecnie na poziomie unijnym trwają prace nad przesunięciem harmonogramu wejścia w życie powyższych przepisów. Jeżeli proponowane zmiany w ramach pakietu Omnibus zostaną przyjęte, terminy stosowania kolejnych grup regulacji ulegną odpowiedniej modyfikacji.

– W ramach AI Act organizacje powinny podjąć konkretne kroki, w tym dokonać przeglądu stosowanych rozwiązań AI oraz przeprowadzić ich klasyfikację, wprowadzić system zarządzania jakością oraz odpowiednie polityki i procedury w zakresie m.in. zarządzania ryzykiem i etyką AI. Konieczne będzie także dokonanie oceny zarządzania ryzykiem oraz wdrożenie mechanizmów nadzoru i kontroli nad systemami AI w organizacji – mówi Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY, Lider Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii, Danych Osobowych w Kancelarii EY Law.

Badanie EY pokazało, że 31% firm rozpoczęło proces wdrożenia AI Act, a 40% jest w jego trakcie. Oznacza to, że ponad 70% organizacji nad Wisłą pracuje nad dostosowaniem się do nowych regulacji. W ostatnim roku odsetek firm, które już rozpoczęły wdrożenia, wzrósł z 29% do 31%, a będących w trakcie prac z 29% do 40%, co łącznie stanowi zmianę o 13 pkt proc. rok do roku. Jednocześnie zmalała grupa organizacji, które na razie mają to tylko w planach (z 17% do 8%). Warto również zwrócić uwagę na fakt, że niezmienny – 16% – pozostał odsetek organizacji, które podjęły próbę wdrożenia, które podjęły próbę wdrożenia, ale wstrzymały prace.

Ponad 1/3 przedsiębiorstw (34%) oceniła, że pełne dostosowanie się do AI Act będzie pracochłonne i wymusi zmiany zarówno w procesach wewnętrznych, jak i biznesowych. Dla 23% będzie to na tyle trudne zadanie, że sięgną po zewnętrznych ekspertów. Jedynie 3% firm wskazuje, że AI Act ich nie dotyczy.

– Widać, że AI Act stał się częścią szerszej transformacji technologicznej w polskich organizacjach, a także impulsem dla organizacji do uporządkowania kluczowych obszarów związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Największa grupa badanych podmiotów podjęła kroki dostosowawcze mierząc się ze złożonością wymagań stawianych przez AI Act. Wstrzymanie prac przez pozostałe organizacje może wynikać z trudności w interpretacji regulacji lub ograniczeń organizacyjnych – dodaje Justyna Wilczyńska-Baraniak.

Zgodność z przepisami

Ponad połowa badanych organizacji wdrażała AI przede wszystkim w obszarze IT. Najrzadziej wprowadzano AI do działu compliance i obszarów prawno-proceduralnych, takie działania podjęło tylko 8% polskich firm, o 3 p.p. więcej niż rok wcześniej. Wskazuje to na potrzebę większej dojrzałości prawnej i procesowej przedsiębiorstw oraz przyspieszenia procesów w tym obszarze.

Ograniczenia i niepewność regulacyjna znalazły się na trzecim miejscu największych barier utrudniających wdrożenie AI – po kwestiach związanych z obawami o bezpieczeństwo i trudnościami technologicznymi. Wskazała je prawie 1/3 respondentów (32%). Niezależnie od AI Act, do modeli sztucznej inteligencji stosuje się także inne przepisy, m.in. RODO lub NIS2.

– Efektywne zapewnienie zgodności w obszarze AI to skomplikowany proces, który wymaga świadomości złożonego otoczenia regulacyjnego, specyfiki samej organizacji oraz charakterystyki sektora, w którym organizacja operuje. To punkt wyjścia pozwalający postawić właściwą diagnozę i określić strategię efektywnego oraz kompleksowego wdrożenia obowiązków z AI Act. Efektem całego procesu powinno być wdrożenie ram zarządzania AI w organizacji, czyli AI Governance – podsumowuje Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY, Lider Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii, Danych Osobowych w Kancelarii EY Law.

O badaniu
Badanie – Jak polskie firmy wdrażają AI – zrealizował na zlecenie EY przez CubeResearch. Respondentami było 499 polskich firm: 45% z sektora produkcji, 33% z sektora usług, 22% z handlu. 56% przedsiębiorstw to firmy średniej wielkości, 44% duże. Trzecia edycja została przeprowadzona w ostatnim kwartale 2025 roku.

Zaskoczenie na polskim rynku pracy: dynamika płac wyraźnie powyżej oczekiwań (8,6% vs 6,9%)

W grudniu 2025 roku przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 8,6 proc. rok do roku. To wynik wyraźnie lepszy od oczekiwań rynkowych, które zakładały wzrost na poziomie około 6,9 proc. Średnia płaca brutto w firmach zatrudniających co najmniej 10 osób – z wyłączeniem sektora publicznego, czyli m.in. administracji, edukacji czy ochrony zdrowia – sięgnęła 9 583 zł.

Tak silna dynamika płac jest szczególnie istotna w kontekście sytuacji inflacyjnej. Pod koniec 2025 roku inflacja konsumencka spadła do 2,4 proc. w ujęciu rocznym, a więc znalazła się w celu inflacyjnym Narodowego Banku Polskiego. Mimo to Rada Polityki Pieniężnej zwraca uwagę, że presja płacowa pozostaje jednym z kluczowych czynników ryzyka dla przyszłej inflacji – obok wysokiego deficytu budżetowego.

Rynek finansowy pozostaje jednak spokojny. Inwestorzy nadal zakładają, że w najbliższych miesiącach dojdzie do dwóch kolejnych obniżek stóp procentowych, co mogłoby sprowadzić główną stopę NBP do poziomu około 3,5 proc. jeszcze w pierwszej połowie bieżącego roku. To pokazuje, że rynek bardziej wierzy w trwałe wygasanie inflacji niż w scenariusz jej szybkiego powrotu.

Złoty korzysta na spadku awersji do ryzyka. Kakao najtańsze od 2 lat, funt znów słabnie

Uspokojenie emocji na rynkach powoduje, że inwestorzy nie uciekają od ryzyka do złota tylko szukają walut rozwijających się, np. złotego. Kakao jest najtańsze od 2 lat, a funt brytyjski znów łapie zadyszkę.

Złoty czeka na dobre dane

Wczoraj byliśmy świadkami dość silnego umocnienia złotego. Kurs EURPLN umocnił się o ponad 1 grosz i cena wspólnej europejskiej waluty znów spadła poniżej poziomu 4,22 zł. Dolar w miarę stabilnie kotłował się w przedziale 3,60-3,61 zł. Amerykańska waluta zyskiwała wczoraj względem euro, co spowodowało względną stabilność względem naszego pieniądza. Wczoraj mieliśmy również przecenę franka, a zyskiwały także inne waluty naszego regionu, takie jak forint i korona, ale nie tak silnie jak w przypadku PLN. Co powodowało moc złotego? Z jednej strony to oczekiwanie na dzisiejszy duży pakiet danych z Polski. Z drugiej strony na rynkach doszło do częściowego wytłumienia emocji. W rezultacie kapitał znów przechodzi z aktywów uważanych za bezpieczniejsze (takich jak wspomniany powyżej frank czy złoto) do tych dających potencjalnie lepsze stopy zwrotu (takich jak złoty).

Nie wszystkie informacje ze świata są złe

Obserwując surowce, najczęściej patrzymy na ropę czy metale szlachetne. Często pomijamy surowce konsumpcyjne, mimo że – choć może nie dotyczą naszych portfeli tak bardzo jak ropa – to często znacznie bardziej niż złoto czy srebro. Wczoraj kakao osiągnęło najniższe ceny od stycznia 2024 roku. Czy skończy to szalone ceny czekolad na sklepowych półkach? Nie wiadomo, trzeba jednak pamiętać, że są ku temu dobre warunki. W ciągu roku tona kakao staniała o imponujące 60%. Analitycy wskazują, że duża część wcześniejszych wzrostów wynikała ze spekulacji w obliczu niewystarczających dostaw towaru. Wraz z napływem nowych plonów na rynek cena zaczęła się normalizować. Trzeba jednak pamiętać, że ta „normalizacja” to i tak poziomy niewidziane nigdy w historii przed 2024 rokiem. Surowiec ten nadal ma swoje problemy i niewykluczone, że nie wróci już do poziomów sprzed 2024 r.

Słaby początek dnia dla funta

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zmian cen w Wielkiej Brytanii. Inflacja konsumencka znów rośnie. Po dwóch miesiącach spadków mamy, zgodnie z oczekiwaniami, odbicie w górę. Problem w tym, że jest ono wyższe od oczekiwań o dodatkowe 0,1%. W rezultacie ceny rosną w Wielkiej Brytanii w skali roku o 3,4%, to aż 1% powyżej poziomów w Polsce. Warto jednak zwrócić uwagę, że inflacja bazowa w Wielkiej Brytanii wynosi 3,2% i pozostała stabilna względem listopada. Stabilnie zachowują się też ceny producentów, te jednak rosną również o 3,4%. Jak to często bywa w takich sytuacjach, wraca dyskusja co dalej ze stopami procentowymi. W Wielkiej Brytanii mieliśmy w grudniu obniżkę do 3,75%. Przy inflacji 3,4% rynek boi się, że będzie ona rosła dalej, jeżeli miałoby dojść do kolejnych cięć. W rezultacie oddalających się cięć wczoraj do końca dnia funt wyraźnie umacniał się względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – finalne dane o PKB,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 16:00 – USA – zaległe dane o dochodach i wydatkach Amerykanów za wrzesień i październik.

Obraz polskiego pracownika w liczbach: 53% odczuwa silny stres, 39% chce zmienić pracę, 28% nie ufa przełożonym

Z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup „Barometr Talentów” wynika, że 28% osób nie wierzy w dobre intencje swojego przełożonego, a 53% codziennie odczuwa silny stres. O odejściu z pracy myśli 39%, a ponad połowa jest przekonana, że w ciągu 6 miesięcy znajdzie nową, spełniającą oczekiwania. Więcej o nastrojach polskich pracowników, ich wierze w możliwości na rynku pracy, w swoje kompetencje oraz o tym, czy udaje im się utrzymać równowagę między pracą a życiem prywatnym w poniższej analizie.

ManpowerGroup przeanalizował 12 czynników składających się na dobre samopoczucie pracowników, ich pewność zawodową i satysfakcję z pracy. Zgodnie z raportem, niemal co czwarty badany (23%) uważa, że pracodawca nie wspiera go w osiąganiu work-life balance, podczas gdy 70% pozytywnie ocenia ten aspekt. Częściej ten problem zgłaszają kobiety (25%) niż mężczyźni (21%), a także przedstawiciele pokolenia X (25%) i Z (24%). Rzadziej deklarują go Boomersi (17%) i Millenialsi (22%). Wśród pracowników stacjonarnych brak wsparcia w zakresie work-life balance odczuwa 32% badanych, natomiast w przypadku pracujących zdalnie problem ten dotyczy 15%, a hybrydowo 18%.

Jak zaznacza Luiza Luranc, dyrektor sprzedaży w ManpowerGroup, praca stacjonarna w wielu organizacjach nadal opiera się na sztywnych godzinach, ważna jest fizyczna obecność w firmie, a to ogranicza realną możliwość godzenia życia zawodowego i prywatnego. – Model zdalny i hybrydowy przenosi część odpowiedzialności za czas pracy na pracownika, co poprawia subiektywną ocenę równowagi, nawet jeśli obciążenie zadaniowe pozostaje wysokie. Z kolei różnice płciowe wynikają z nierównomiernego podziału obowiązków domowych. Kobiety częściej odczuwają presję łączenia pracy i życia prywatnego. Pokolenia X i Z mają wysokie oczekiwania wobec wsparcia i granic pracy, a Boomersi i część Millenialsów lepiej oceniają balans, co wynika z doświadczenia zawodowego i większej sprawczości w organizacji – dodaje ekspertka.

Wyższy stres w pracy zdalnej

Codzienny stres to doświadczenie większości pracowników, odczuwa go już ponad połowa badanych (53%), podczas gdy 40% deklaruje, że ten problem ich nie dotyczy. Bardziej narażone są kobiety (54%) niż mężczyźni (53%), a także przedstawiciele pokolenia Z (63%) i wyższej kadry zarządzającej (61%). Poniżej średniej są Boomersi (42%) i osoby z Pokolenia X (52%). Co ciekawe najbardziej zestresowani są pracujący zdalnie, gdzie aż 61% mówi o tym problemie, natomiast wśród osób pracujących stacjonarnie ten odsetek wynosi 47%.

Praca stacjonarna osłabia zaufanie do szefów

Wyzwaniem dla pracowników i firm może być stosunkowo niski poziom zaufania do przełożonych, o którym mówi 28% badanych, podczas gdy 65% deklaruje zaufanie. Z większym kryzysem zaufania mierzą się kobiety (35%) niż mężczyźni (21%), a także przedstawiciele pokolenia X (32%), częściej niż Zetki (16%), Boomersi (22%) i Millenialsi (28%). Najbardziej wyraźna linia podziału przebiega jednak między modelami pracy. Wśród osób pracujących stacjonarnie, które nie mają wpływu na miejsce wykonywania pracy lub praca zdalna w ich przypadku nie jest możliwa, brak zaufania do szefów deklaruje 38% badanych. To ponad dwukrotnie więcej niż wśród pracujących zdalnie (16%) lub hybrydowo (16%).

– Osoby, które nie mogą decydować o miejscu i czasie wykonywania zadań, czują się bardziej zależne od decyzji przełożonych. To przekłada się na poczucie bezsilności i niedostatecznego wsparcia. Dodatkowo kobiety częściej doświadczają kumulacji obowiązków zawodowych i domowych, co w połączeniu z brakiem elastyczności zwiększa frustrację i kryzys zaufania. Pokolenie X natomiast mierzy się z presją równoczesnego zarządzania odpowiedzialnymi rolami zawodowymi i rodzinnymi. W modelach zdalnych i hybrydowych autonomia i elastyczność pozwalają na lepsze dopasowanie pracy do życia prywatnego, co wzmacnia relacje z liderami i zaufanie. Z drugiej strony tak wysokie poziomy stresu w pracy zdalnej nie są przypadkowe. Brak fizycznej separacji między pracą a domem zwiększa presję i poczucie nieustannej dostępności. Pokolenie Z dopiero buduje odporność zawodową i mechanizmy radzenia sobie ze stresem. Wyższa kadra zarządzająca doświadcza stresu z powodu odpowiedzialności za wyniki zespołów w zmiennym, niepewnym środowisku pracy. Z kolei spadek napięcia wśród starszych pokoleń wynika z doświadczenia i wypracowanych strategii radzenia sobie z trudnymi sytuacjami – dodaje ekspertka ManpowerGroup.

Kto najbardziej boi się utraty pracy?

Polskich pracowników coraz częściej niepokoi perspektywa utraty pracy, to zmartwienie 33% ankietowanych. Największe obawy mają pracownicy zdalni, gdzie 55% martwi się o redukcje etatów, podczas gdy wśród pracowników stacjonarnych  ten odsetek wynosi 31%. Większe obawy wyrażają także mężczyźni (35%) niż kobiety (32%), a także Zetki (40%) i Millenialsi (37%), podczas gdy X (26%) i Boomersi (31%) wykazują mniejszy niepokój.

Zdalni i młodsze pokolenia wierzą w swoje możliwości na rynku pracy

Polscy pracownicy wierzą w swoje możliwości na rynku pracy. Okazuje się, że 64% jest przekonanych, że w ciągu 6 miesięcy znajdzie nową pracę spełniającą ich oczekiwania. Największymi optymistami są pracownicy zdalni (72%) i hybrydowi (67%), zdecydowanie mniej w swoje możliwości wierzą pracujący stacjonarnie (57%). Także mężczyźni (68%) są większymi optymistami niż kobiety (60%). Wśród pokoleń największą pewność wykazują Millenialsi (73%) i Zetki (69%), podczas gdy Boomersi i przedstawiciele pokolenia X są bardziej ostrożni (po 53%).

– Millenialsi i przedstawiciele pokolenia Z szybciej aktualizują kompetencje i częściej testują rynek pracy, co daje im realną orientację w wymaganiach i poziomach wynagrodzeń. To wzmacnia poczucie sprawczości, zmiana pracy nie jest dla nich ryzykiem, lecz narzędziem aktywnego zarządzania karierą i wyraźnie odróżnia ich od starszych pokoleń, które częściej postrzegają rynek przez pryzmat stabilności i ciągłości zatrudnienia – mówi Luiza Luranc i dodaje – Jednocześnie wyższy poziom lęku wśród pracowników zdalnych wynika nie z braku kompetencji, lecz z mniejszej widoczności w organizacji i ograniczonego dostępu do nieformalnych informacji decyzyjnych. Młodsze pokolenia są przyzwyczajone do niestabilności i traktują zmianę pracy jako naturalny etap kariery, nie jako porażkę. Starsze generacje, mimo mniejszego optymizmu co do szybkiego znalezienia nowej pracy, rzadziej deklarują lęk, ponieważ opierają swoje poczucie bezpieczeństwa na doświadczeniu, stażu i relacjach wewnątrz organizacji – podsumowuje przedstawicielka ManpowerGroup.

Baker McKenzie: Boom inwestycyjny w polskiej energetyce może dać impuls rozwojowy całej gospodarce

Boom inwestycyjny w sektorze energetycznym, który nabiera tempa w Polsce, ma szansę dać mocny impuls rozwojowy całej krajowej gospodarce, uważają ekspertki Baker McKenzie. Na transformacji energetycznej szczególnie mogą zyskać branże budownicza i produkcyjna. Konieczne są jednak zmiany poprawiające stabilność i przewidywalność regulacyjną państwa w obszarze biznesu.

Zdaniem ekspertek Baker McKenzie bezprecedensowa akumulacja inwestycji systemowych w sektorze energetycznym, jak również w przemyśle, obronności i infrastrukturze jest ogromną szansą rozwojową dla Polski. Jednocześnie będzie ona sprawdzianem sprawności działania państwa.

– Polska może stać się hubem bezpieczeństwa energetycznego i bezpieczną przystanią dla globalnego biznesu – uważa Agnieszka Skorupińska, partnerka kierująca praktyką zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej w warszawskim biurze Baker McKenzie. – Na chwilę obecną liczne zmiany przepisów odstraszają inwestorów i utrudniają życie przedsiębiorców. To jest dzisiaj polska racja stanu, aby organy legislacyjne działały sprawnie i ponad podziałami.

W pierwszych trzech kwartałach 2025 roku polskie grupy energetyczne zainwestowały łącznie ponad 19 mld PLN, jak wynika z raportów Grupy PGE, Tauron, Enea i Energa. Strategie na kolejne 10 lat zakładają kolejne inwestycje sięgające setek miliardów złotych związane głównie z transformacją energetyczną w tym odnawialnymi źródłami energii, gazem, atomem oraz magazynami energii. Inwestycje związane z energetyką planuje też przemysł – biznes poszukuje efektywnych, niskoemisyjnych rozwiązań inwestując w fotowoltaikę i inne metody wytwarzania energii.

– Transformacja energetyczna to szansa na poprawę warunków energetycznych w Polsce, które mogą stać się atutem w oczach inwestorów zagranicznych w wyborze Polski jako lokalizacji dla inwestycji w branży produkcyjnej czy centrów danych – uważa Agnieszka Skorupińska. W obu tych obszarach inwestorzy zmagają się z ograniczeniami na rynkach zachodnich, co stanowi szansę dla Europy Środkowo-Wschodniej.

Dzięki inwestycjom w transformację energetyczną rozwijać się mogą liczne sektory, w tym branża budowlana. Popyt na jej usługi wygeneruje sama budowa pierwszej elektrowni jądrowej oraz inwestycje towarzyszące. Przyjęty w czerwcu 2023 roku program rządowy przewiduje wydatki na inwestycje towarzyszące rzędu 4,7 mld PLN. Realizacja przewidziana jest na lata 2023-29 i zakłada budowę między innymi dwóch odcinków linii kolejowej, drogi krajowej, konstrukcji morskiej (tzw. MOLF) oraz stacji 400 kV będącej kluczowym elementem sieci przesyłowej.

Ekspertki Baker McKenzie zwracają uwagę, że dobrze wykorzystana transformacja energetyczna pozwoli zbudować kompetencje krajowej kadry i przedsiębiorstw. Wraz z rozwojem polskiego przemysłu jądrowego, lokalny sektor będzie mógł konkurować na światowych rynkach.

Ekspertki podkreślają, że kraje, z którymi Polska konkuruje o inwestycje zagraniczne, nie wygrywały niższymi stawkami podatku, ale większą pewnością i stabilnością regulacyjną, krótszym procesem inwestycyjnym, większą otwartością urzędów widoczną w polityce tak zwanego jednego okienka, centralizacją procesu wydawania zgód czy choćby tworzeniem internetowych stron informacyjnych w wariantach innych niż wyłącznie język lokalny.

– Polska jest na inwestycyjnym zakręcie: tania, wykwalifikowana siła robocza nie jest już atutem naszego kraju, a jednocześnie nie zbudowaliśmy przewagi w kategorii innowacji i zaawansowanych technologii – mówi Weronika Achramowicz, partner zarządzająca Baker McKenzie w Polsce, współkierująca praktyką transakcyjną. Dodatkowo, nasze położenie geopolityczne, które do niedawna stanowiło przewagę konkurencyjną, zmieniło się w oczach inwestorów zagranicznych na ryzyko, powiększając narastający problem spadku inwestycji w stosunku do PKB, z którym Polska zmaga się od dekady.

Zdaniem Baker McKenzie konieczne jest również skrócenie procesu inwestycyjnego, na co Polska może mieć wpływ zabiegając w instytucjach unijnych o uproszczenie i ograniczenie wymogów formalnych. Ponadto państwu brakuje wartościowych, wiążących dokumentów strategicznych w zakresie energetyki i klimatu, które dawałyby przedsiębiorcom długoterminowy ogląd na plany państwa. Powolność procesów urzędowych, formalizm, częste zmiany prawa utrudniają życie lokalnym firmom i mogą odstraszać inwestorów zagranicznych, czego skutkiem będzie utrata wartościowych, przyjaznych środowisku inicjatyw ważnych dla przyszłości kraju.

Jak działa kalkulator usług księgowych i komu może się przydać?

Przedsiębiorcy zazwyczaj porównują ceny i szukają możliwych oszczędności przed podjęciem decyzji zakupowej lub rozpoczęciem współpracy. Choć to naturalne, w praktyce okazuje się, że niska cena nie zawsze idzie w parze z jakością. Szczególnie w przypadku usług księgowych, gdzie kluczowe znaczenie mają rzetelność, kompleksowość i bezpieczeństwo rozliczeń. Właśnie dlatego coraz więcej przedsiębiorców sięga po narzędzia, które pozwalają nie tylko porównać ceny, ale także lepiej zrozumieć zakres i wartość oferowanych usług. Jednym z nich jest kalkulator usług księgowych.

Jak oszacować koszty obsługi księgowej? Zastosowanie kalkulatora usług księgowych

Podczas poszukiwania biura księgowego, które zajmie się rozliczeniami w Twojej firmie, możesz zacząć od:

  • ustalenia zakresu potrzebnych usług księgowych;
  • skali skomplikowania rozliczeń w swoim przedsiębiorstwie;
  • preferowanej formy kontaktu i współpracy ze specjalistami od księgowości.

Warto też ustalić swój miesięczny budżet na usługi księgowe. To ułatwi Ci poszukiwania i pomoże wybrać odpowiednią firmę, która zajmie się księgowością od A do Z. W praktyce możesz wykorzystać kalkulator usług księgowych, np. taki jak ten dostępny na https://taxology.co/pl/kalkulator-uslug-ksiegowych/.

W kalkulatorze możesz w kilka sekund dowiedzieć się, ile będzie kosztował miesięczny abonament netto. Wystarczą trzy informacje:

  1. Liczba faktur sprzedażowych.
  2. Liczba faktur kosztowych.
  3. Ilość umów z pracownikami.

Na podstawie wprowadzonych danych kalkulator pokaże orientacyjny koszt obsługi księgowej Twojego przedsiębiorstwa. Co istotne, narzędzie jest całkowicie bezpłatne i dostępne bezpośrednio z poziomu przeglądarki internetowej.

Dlaczego warto wybierać kompleksowe usługi księgowe?

Kompleksowa obsługa księgowa to gwarancja porządku i spokoju w codziennym prowadzeniu firmy. Wszystkie podatki, rozliczenia i formalności są realizowane w jednym miejscu, bez konieczności samodzielnego pilnowania terminów czy interpretowania przepisów.

Prowadzisz działalność nierejestrowaną i zastanawiasz się nad kosztami po przejściu na jednoosobową działalność gospodarczą? Skorzystaj z kalkulatora usług księgowych i sprawdź orientacyjne wydatki. Możesz też liczyć na wsparcie ekspertów — szczegóły znajdziesz na https://taxology.co/pl/blog/dzialalnosc-nierejestrowana/.

Wybierając najtańsze usługi, często otrzymujesz tylko podstawowy zakres wsparcia. Dodatkowe sprawy bywają płatne osobno lub odkładane „na później”, co prowadzi do strat czasu i stresu. Kompleksowa obsługa księgowa zapewnia ciągłość, odpowiedzialność i przejrzystą komunikację, dając przedsiębiorcom pewność i możliwość skupienia się na rozwoju firmy.

Na co zwrócić uwagę przed rozpoczęciem współpracy z biurem rachunkowym?

Cena usług biura rachunkowego nie powinna być jedynym wyznacznikiem, który weźmiesz pod uwagę przed nawiązaniem współpracy. To istotny parametr, bo będzie mieć przełożenie na koszty operacyjne prowadzonej działalności, ale nie najważniejszy.

W momencie poszukiwania takich firm jak https://taxology.co/pl/, możesz wziąć pod uwagę:

  • opinie dotychczasowych klientów biura księgowego;
  • sposób kontaktu z biurem, czyli metoda przekazywania dokumentów i kontaktowania się w razie problemów z rozliczeniami księgowymi;
  • doświadczenie specjalistów.

Ważny jest też całkowity zakres świadczonych usług. Nigdy nie wiesz, czy w przyszłości nie będzie potrzebne rozszerzenie zakresu działań księgowości, a wtedy, zamiast zmieniać biuro, możesz poprosić o aneks do umowy i rozszerzyć pakiet o potrzebne wsparcie.

Podsumowując, kalkulator usług księgowych pozwala szybko i bez zobowiązań oszacować realny koszt obsługi księgowej firmy. Daje punkt odniesienia jeszcze przed rozmową z biurem i pomaga zaplanować budżet w przedsiębiorstwie – bez rezygnowania z kompleksowości usług księgowych.

KSeF największym wyzwaniem organizacyjnym od lat. Najwięcej zapłacą duże firmy

Dla wielu przedsiębiorstw wdrożenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF) będzie jednym z największych wyzwań organizacyjnych ostatnich lat. Nie chodzi tu jedynie o kwestie techniczne, ale o konieczność gruntownego przemodelowania całego systemu raportowania oraz procesów fakturowania wewnątrz organizacji. Ciężar tej transformacji rozkłada się jednak nierównomiernie.

– Największą pracę do wykonania, a co za tym idzie, największe koszty wdrożenia poniosą duże podmioty gospodarcze. Wynika to z samej skali ich działalności: korporacje wystawiają miliony faktur rocznie i operują na niezwykle złożonych, często zindywidualizowanych ekosystemach IT. Mimo że wiele z tych firm znajduje się w procesie przygotowawczym już od dwóch lat, wciąż muszą one dostosowywać swoje systemy do ewoluujących wytycznych oraz nowych schematów publikowanych przez Ministerstwo Finansów. Jest to proces ciągły, kosztowny i angażujący znaczne zasoby – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Przemysław Pruszyński, Dyrektor Departamentu Podatkowego Konfederacji Lewiatan. – Zupełnie inaczej sytuacja wygląda z perspektywy małych firm. W tym sektorze można oczekiwać, że transformacja odbędzie się bez nadmiernego zaangażowania samych przedsiębiorców. Kluczową rolę odegrają tu dostawcy oprogramowania księgowego. To na nich spoczywa obowiązek zaktualizowania systemów w taki sposób, aby mechanizm łączenia z platformą Ministerstwa Finansów i przesyłania faktur do KSeF dział się automatycznie, w tle codziennej pracy. Jeśli dostawcy technologii wywiążą się z tego zadania dla najmniejszych podmiotów wejście w nowy system powinno być niemal niezauważalne – podkreślił Przemysław Pruszyński.

Brak nagrań nie oznacza braku naruszenia. Prezes UODO kwestionuje umorzenie śledztwa ws. monitoringu na SOR w Przemyślu

0

Prezes Urząd Ochrony Danych Osobowych, Mirosław Wróblewski, złożył zażalenie na postanowienie prokuratury o umorzeniu dochodzenia w sprawie nielegalnego monitoringu wizyjnego w sali reanimacyjnej Szpitalnego Oddziału Ratunkowego szpitala w Przemyślu. Zdaniem organu nadzorczego decyzja śledczych opiera się na błędnym rozumowaniu oraz nieprawidłowej ocenie prawnej zgromadzonego materiału dowodowego.

Sprawa dotyczy przetwarzania danych osobowych pacjentów znajdujących się w stanie zagrożenia życia oraz personelu medycznego. Prokuratura przyjęła, że skoro nagrania z monitoringu są niedostępne, a sama kamera została zutylizowana, nie jest możliwe jednoznaczne ustalenie, czy doszło do przetwarzania danych osobowych. Prezes UODO zdecydowanie nie zgadza się z takim podejściem.


Monitoring bez wiedzy dyrekcji

O tym, że w sali reanimacyjnej SOR funkcjonował monitoring zainstalowany pierwotnie bez zgody i wiedzy dyrekcji szpitala, Prezes UODO dowiedział się od Rzecznik Praw Obywatelskich.

Z materiału dowodowego zgromadzonego przez UODO wynika, że kamerę zamontował szpitalny informatyk z inicjatywy pielęgniarki oddziałowej. Powodem były podejrzenia dotyczące kradzieży leków i innych działań na szkodę szpitala. Monitoring miał umożliwić ustalenie osoby odpowiedzialnej za te zdarzenia.


Prokuratura: brak dowodów, brak sprawy

Mimo tych ustaleń prokuratura umorzyła dochodzenie, wskazując przede wszystkim na niemożność jednoznacznego ustalenia osoby odpowiedzialnej za montaż kamery oraz brak dowodów rzeczowych w postaci nagrań lub samego urządzenia.

W ocenie śledczych, skoro kamera została zniszczona, a nagrania nie zachowały się, nie można jednoznacznie stwierdzić:

  • jaki obszar obejmował monitoring,
  • jakie osoby zostały nim zarejestrowane,
  • czy kamera obejmowała swoim zasięgiem pacjentów,
  • ani czy jakikolwiek pacjent został faktycznie nagrany.

UODO: błędne rozumowanie i nieprawidłowa ocena prawna

Prezes UODO kwestionuje tę argumentację, wskazując, że brak fizycznego nośnika nie przekreśla możliwości ustalenia faktów. Choć nagrania i kamera się nie zachowały, z zebranego materiału dowodowego jednoznacznie wynika, w jakim celu monitoring został zainstalowany, co pozwala logicznie odtworzyć zakres potencjalnego przetwarzania danych.

Zdaniem UODO twierdzenie prokuratury, że nie można ustalić, czy kamera rejestrowała pacjentów, jest nie do utrzymania. Monitoring zlokalizowany w sali reanimacyjnej mógł rejestrować dane osobowe pacjentów, a w trakcie udzielania im świadczeń medycznych także informacje o stanie zdrowia – czyli szczególną kategorię danych osobowych objętą najwyższym poziomem ochrony.


Dane personelu również podlegały przetwarzaniu

Niespornym pozostaje również fakt, że kamera rejestrowała dane osobowe pracowników szpitala. Właśnie w tym celu została zamontowana – aby ustalić sprawcę kradzieży z szafki lekowej. Jednocześnie dostęp do tej szafki miało wielu pracowników, co oznacza, że monitoring obejmował szersze grono osób, a nie jedynie potencjalnego sprawcę.

W tym kontekście Prezes UODO stanowczo sprzeciwia się ustaleniom prokuratury, zgodnie z którymi „brak jest jednoznacznych i pewnych dowodów potwierdzających, że kamera działała i rejestrowała obraz”, wyłącznie dlatego, że nie zachowały się nagrania ani urządzenie.


Sprawa trafi do sądu

W ocenie Prezesa UODO zarówno personel, jak i osoby odpowiedzialne za proces przetwarzania danych w szpitalu faktycznie przetwarzały dane osobowe, przy czym przetwarzanie to było niedopuszczalne. W konsekwencji, po analizie materiału dowodowego, Prezes UODO złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych, dotyczącego nieuprawnionego przetwarzania danych.

Złożone zażalenie oznacza, że postanowienie prokuratury o umorzeniu dochodzenia zostanie poddane kontroli niezależnego sądu powszechnego, który oceni zasadność decyzji śledczych.

Sygnatura sprawy: DKN.5101.448.2024

Ceny mieszkań wciąż stabilne. Rekordowa oferta hamuje podwyżki

Rynek nieruchomości bardzo powoli wychodzi z okresu spowolnienia wywołanego wysokimi stopami procentowymi. Z raportu Rankomat.pl i Rentier.io wynika, że pomimo sześciu obniżek stóp w 2025 r., w grudniu ceny ofertowe w 17 badanych miastach były średnio tylko o 3% wyższe niż rok wcześniej. Rynek zdecydowanie sprzyjał jednak kupującym, którzy w negocjacjach często mogli znacząco obniżyć te ceny lub uzyskać darmowe miejsce postojowe albo komórkę lokatorską. Działo się tak, ponieważ deweloperzy w największych miastach mają rekordowy zapas niesprzedanych mieszkań, co będzie ograniczało wzrost cen także w najbliższych miesiącach. Stabilne ceny w połączeniu z niższym oprocentowaniem kredytów sprawiły, że mieszkania stały się łatwiej dostępne. Dla przykładu rata kredytu na 50-metrowe mieszkanie w Warszawie spadła z 5 416 zł w grudniu 2024 r. do 4 568 zł, czyli o 848 zł.

Mieszkanie 10 000 zł/m2 – w 7 miastach mniej, w 9 więcej

Najdroższym rynkiem mieszkaniowym pozostaje Warszawa, gdzie średnia cena ofertowa za 1 m² wynosiła w grudniu 2025 r. już niemal 17 tys. zł (rynek pierwotny i wtórny). Kolejność pozostałych najdroższych miast nie zmieniła się i nadal są to Kraków (15,7 tys. zł/m²), Gdańsk (14,7 tys. zł/m²) oraz Wrocław (13,2 tys. zł/m²).

Wśród badanych miast najdroższym i największym miastem niewojewódzkim pozostaje Gdynia ze stawką 12,7 tys. zł/m². W porównaniu do innych niewojewódzkich miast z zestawienia to prawie dwa razy więcej niż w Radomiu, Częstochowie i Sosnowcu.

Granicę 10 tys. zł za metr wyznacza Rzeszów – to ofertowa stawka w grudniu 2025 r. Powyżej tego progu znalazło się 9 miast (najbliżej Białystok, Katowice i Lublin), a poniżej 7, z których najbliższy wynik odnotowała Łódź (9 976 zł/m²).

Najtańszymi miastami na koniec ubiegłego roku pod kątem zakupu mieszkania były ponownie Radom, Sosnowiec i Częstochowa – w każdym z nich oferowany metr kwadratowy w ogłoszeniach nie przekraczał 8 tys. zł.

Jeśli te stawki przeliczyć na zakup 50-metrowego mieszkania w grudniu 2025 r., to przeciętnie taki lokal był oferowany od 378 tys. zł w Radomiu, przez 500 tys. zł w Rzeszowie, po prawie 847 tys. zł w Warszawie.ceny mieszkań 1225

Koniec roku to też specyficzny czas pod kątem zainteresowania kupnem mieszkania. Mimo ogólnego szału zakupowego przed Świętami, w nieruchomościach w tym czasie można mówić o stagnacji z przewagą spadków po stronie liczby dostępnych ofert.

– Grudzień 2025 r. na rynku sprzedaży mieszkań przyniósł lekkie wyhamowanie napływu nowych ogłoszeń. Liczba nowych ofert spadła o -12,0% m/m — to sezonowy efekt końcówki roku. W relacji do grudnia 2024 r. napływ nowych ogłoszeń był niższy o -4,5% r/r, co wskazuje, że rynek nie był w grudniu „zalany” nowymi ofertami. Jeśli spojrzymy na całe lata, widać dwa równoległe zjawiska. Z jednej strony łączna liczba nowych ofert sprzedaży w 2025 r. to 433,6 tys., czyli -8,0% mniej niż w 2024 r., jednocześnie średnia liczba ofert aktywnych w 2025 r. wyniosła 108,7 tys., czyli +2,0% r/r. Choć w 2025 r. napływ nowych ogłoszeń był mniejszy, to oferty „wisiały” dłużej – ocenia Anton Bubiel, prezes Rentier.io.

Mieszkania w miastach częściej drożeją, Kraków potwierdza spadki

Kiedy spojrzeć na wahania ofertowych cen mieszkań, nadal częstszym zjawiskiem jest drożenie niż tanienie nieruchomości. W analizie Rankomat.pl i Rentier.io takie zestawienie cen z grudnia 2025 r. dotyczy skali miesięcznej i rocznej.

W porównaniu miesiąc do miesiąca, czyli do listopada 2025 r., w 12 miastach wystąpiły wzrosty cen. Najwięcej tam, gdzie i tak stawki za m2 są najniższe. W Sosnowcu było to aż +16,9%, a w Częstochowie +10,5%. Wynik +5% należy uznać za jeden z wyższych i taki osiągnęły Łódź, Katowice oraz Radom, a więc ponownie miasta ze średniej lub niższej półki cenowej pod kątem stawek mieszkaniowych. Przez miesiąc praktycznie nie zmieniła się cena w Warszawie (+0,6%), Poznaniu (+0,3%) i Toruniu (-0,1%). Toruń i jeszcze 4 inne miasta znalazł się w gronie tych taniejących. Najbardziej spadła stawka ofertowa w Bydgoszczy (-3,7%).

W szerszej perspektywie, czyli między grudniem 2025 a grudniem 2024 roku, sytuacja dla kupujących mieszkanie jest jeszcze lepsza, bo na 17 miast spadek wystąpił aż w 7. Przez rok najbardziej podrożał stale atrakcyjny przez położenie między zatoką a wzgórzami morenowymi Gdańsk (+14,2%). Sporo drożały też Sosnowiec i Częstochowa (każde o ponad 10%), a nieco mniej Łódź (+6,4%) i Poznań (+5,1%). Znaczniej mniej od Gdańska drożała Gdynia, bo o „zaledwie” +3,7%.

Wśród 7 miast spadkowych najlepiej wypadły Katowice i Szczecin (po -3,8%) oraz Radom (-3,6%) i Białystok (-3,4%). Mniej oferowano też za mieszkanie w miastach z cenowego topu, czyli Warszawie, Wrocławiu i Krakowie.

Tendencja zniżkowa utrzymuje się w Krakowie, Szczecinie i Białymstoku, bo tylko te 3 miasta zanotowały spadki cen w wymiarze zarówno miesięcznym, jak i rocznym.zmiany cen 1225

Małe mieszkania najdroższe, w Warszawie 18 770 za 1m2

Ceny mieszkań w miastach Polski zależą też od metrażu. W zestawieniu kwartalnym (IV kw. 2025 r.) przygotowanym we współpracy Rankomat.pl i Rentier.io najdroższe są małe mieszkania, do 35 m2. Dla takiej powierzchni użytkowej metr kwadratowy kosztuje od 6 877 zł w Sosnowcu do 18 770 zł w Warszawie. W porównaniu z III kw. 2025 r. jest trochę lepiej, bo w 9 miastach stawki spadły na czele z Toruniem (-3,8%), za to najwięcej podrożały w Białymstoku (+8,7%).

W segmencie mieszkań średnich – między 35 a 60 m2 – stawki za metr są wyraźnie niższe, bo sięgają najwyższej 16 634 zł/m2 w Warszawie. W porównaniu z III kw. 2025 r. aż 12 miast zanotowało spadki cen, a 5 wzrosty. W Sosnowcu oferowany metr kwadratowy był niższy o 11,9%, za to największa dodatnia różnica cenowa wystąpiła w Gdyni (+4,5%).

W segmencie mieszkań uznawanych za duże, a więc ponad 60 m2, stawka jest przeciętnie niższa o 2 tys. zł w porównaniu do małych mieszkań. Tu z kolei, w porównaniu do poprzedniego kwartału, w 12 miastach wystąpiły wzrosty, a tylko w 5 spadki. Najbardziej potaniał Sosnowiec (-7,9%), a miastem najbardziej wzrostowym okazał się Rzeszów (+6,8%).metraż mieszkań IVkw25

Rata kredytu zależy od miasta

Jeśli mieszkanie ma być kupione na kredyt, w każdym z miast miesięczna rata do zapłacenia będzie nieco inna. Analiza Rankomat.pl i Rentier.io opiera się na wytycznych kredytu hipotecznego: wkład własny 10%, oprocentowanie stałe na 5 lat, okres spłaty 30 lat.

I tak, w przypadku mieszkania 50 m2, rata kredytu wyniesie od 2 130 zł w Częstochowie do 4 568 zł w Warszawie. Przy czym w każdym z 17 miast rata takiego kredytu spadła przez ostatni rok. Od minimalnych 66 zł miesięcznie w Gdańsku po 634 zł we Wrocławiu, 741 zł w Krakowie i aż 848 zł w Warszawie. Średnio w każdym z miast rata kredytu zmniejszyła się o 410 zł miesięcznie.

– W ostatnich miesiącach wyraźnie wzrosły zarówno wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe, jak i liczba wnioskujących, a dodatkowo rośnie średnia kwota wnioskowanego kredytu. Wzrost popytu jest efektem poprawy zdolności kredytowej w wyniku obniżek stóp w 2025 r. oraz wzrostu wynagrodzeń. Dalej możliwe są dwa scenariusze: przy braku dalszych cięć stóp popyt może się wypłaszczyć, a przy kontynuacji spadków podwyższona aktywność kredytowa może utrzymać się w 2026 r., szybciej redukując podaż mieszkań i wzmacniając presję na utrzymywanie wyższych cen. Styczniowa decyzja RPP o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie póki co przemawia za pierwszym scenariuszem – podsumowuje Anton Bubiel.rata kredytu 50m2 10proc

Red Hat: 70% firm w Europie boryka się z luką kompetencyjną. Potrzebni specjaliści od chmury, cyberbezpieczeństwa i full-stack deweloperzy

Bezpieczeństwo, chmura hybrydowa i wirtualizacja znajdują się wśród kluczowych priorytetów strategii IT firm w regionie EMEA na najbliższe 18 miesięcy – wynika z badania Red Hat. Wysoko na tej liście plasuje się również cyfrowa suwerenność: 68% badanych przedsiębiorstw postrzega dążenie do niej za cel strategiczny. Dane te pokazują, że firmy coraz częściej myślą o infrastrukturze IT w sposób kompleksowy, łącząc skalowalność i innowacyjność z potrzebą kontroli, przejrzystości i odporności operacyjnej.

Zapewnienie bezpieczeństwa jest kluczowym elementem strategii IT dla 71% respondentów w badaniu Red Hat. Obszar ten był wymieniany na równi z wykorzystaniem takich technologii, jak wirtualizacja, chmura hybrydowa czy środowiska wielochmurowe. Siedem na dziesięć firm szukać będzie w najbliższych miesiącach przestrzeni do optymalizacji kosztów, a 66% wskazuje kryptografię postkwantową jako istotny kierunek rozwoju.

Kluczowym elementem strategii IT firm staje się także osiągnięcie suwerenności w obszarze chmury, rozumiane szerzej niż wyłącznie przez pryzmat lokalizacji danych. W tym kontekście 78% respondentów uznaje za priorytet elastyczność i możliwość wyboru dostawców IT, podobnie jak przejrzystość oraz zdolność do weryfikacji stosowanych technologii. Z kolei 77% firm jako istotne elementy suwerenności chmurowej wymienia kontrolę operacyjną oraz bezpieczeństwo łańcucha dostaw oprogramowania, a 75% ochronę danych i zgodność z regulacjami.

Wąskie gardła realizacji strategii

Jednocześnie raport Red Hat wskazuje na istotne niedobory kompetencyjne w obszarach kluczowych dla zapewnienia realizacji powyższych celów strategicznych. Braki w zakresie umiejętności pracy z technologiami chmurowymi deklaruje 71% firm, a niemal taki sam odsetek (70%) zwraca uwagę na niedostatek wiedzy i doświadczenia w dziedzinie cyberbezpieczeństwa, a także kompetencji miękkich i biznesowych. Dodatkowo 67% badanych mierzy się z deficytem specjalistów typu full-stack, a niemal połowa firm sygnalizuje trudności związane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji – zarówno w kontekście integracji z danymi, jak i jej efektywnego zastosowania w procesach biznesowych.

Oprócz niedoborów kompetencyjnych firmy w regionie EMEA mierzą się także z barierami organizacyjnymi i operacyjnymi, które utrudniają realizację strategii rozwoju chmury. Na obawy związane z suwerennością środowisk chmurowych wskazuje 63% respondentów badania Red Hat, niewiele mniej zwraca uwagę na brak jasnych kryteriów oceny zwrotu z inwestycji oraz funkcjonowanie silosów w organizacjach. Istotnym wyzwaniem pozostaje również opór pracowników wobec zmian oraz wstrzymywanie decyzji inwestycyjnych w warunkach niepewności rynkowej, na co wskazuje 60% badanych przedsiębiorstw.

W obliczu tych barier firmy w regionie EMEA poszukują rozwiązań, które mogą wesprzeć realizację zaplanowanych strategii IT. Jednym ze wskazywanych działań jest wykorzystanie otwartych technologii. Aż 94% respondentów w badaniu Red Hat wskazuje rozwiązania open source za ważne w obszarze bezpieczeństwa, a 93% widzi dla nich istotne zastosowanie także w obszarze wirtualizacji czy rozwoju środowisk wielochmurowych.

Tak wysokie zainteresowanie open source nie dziwi. Otwarte oprogramowanie zyskuje coraz większe znaczenie w środowiskach korporacyjnych, gdzie liczą się nie tylko funkcjonalność i skala, ale również przejrzystość, możliwość weryfikacji działania stosowanych rozwiązań oraz odpowiedzialne zarządzanie technologiami. Model bazujący na otwartości sprzyja współpracy w ramach szerokich ekosystemów specjalistów, ogranicza zależność od pojedynczych dostawców i ułatwia budowanie suwerenności chmurowej. W efekcie open source staje się istotnym elementem strategii firm, które mierzą się jednocześnie z wyzwaniami związanymi z luką kompetencyjną oraz rosnącą potrzebą kontroli nad kluczowymi zasobami IT.

O badaniu: 

Badanie przeprowadzone przez firmę Censuswide objęło 909 menedżerów i dyrektorów IT (w tym osoby pełniące funkcje związane z infrastrukturą oraz infrastrukturą chmurową) oraz inżynierów AI (w tym inżynierów oprogramowania w obszarach AI/ML, inżynierów NLP i LLM oraz analityków danych) z firm zatrudniających ponad 500 pracowników w regionie EMEA (we Francji, Niemczech, Włoszech, Holandii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Wielkiej Brytanii). Spośród tej grupy 100 respondentów pochodziło z Wielkiej Brytanii. Censuswide przestrzega zasad Market Research Society i zatrudnia badaczy będących członkami tej organizacji oraz postępuje zgodnie z kodeksem postępowania MRS i wytycznymi ESOMAR. Censuswide jest również członkiem British Polling Council.

Dokąd zmierza Netflix? Akcje 6 proc. w dół po publikacji dobrych wyników

Wyniki za czwarty kwartał miały być potwierdzeniem dobrej kondycji Netflixa. I były. Przychody przekroczyły oczekiwania analityków, zysk na akcję również nie zawiódł, a liczba subskrybentów wzrosła do rekordowych 325 milionów. Mimo to akcje firmy spadły o prawie 6 proc. w handlu pozasesyjnym, bo rynek nie patrzył już na liczby. Uwaga skupiła się na pytaniu, czy Netflix wie, dokąd zmierza? Rynek pozostaje niepewny co do fuzji z Warner Bros Discovery oraz jej potencjalnych skutków dla firmy.

Dane finansowe pokazały 12,05 mld dolarów przychodu, o 17,6 proc. więcej niż rok wcześniej, i zysk na akcję w wysokości 0,56 dolara, nieco powyżej prognoz. Rekordowa liczba użytkowników i rosnące przychody z reklam, które w 2026 roku mają się podwoić do 3 mld dolarów, sugerują, że model biznesowy działa. Jednak inwestorzy odwrócili wzrok od wyników i spojrzeli dalej, w stronę największej w historii firmy akwizycji, która może zmienić wszystko.

Planowane przejęcie Warner Bros Discovery za 82,7 mld dolarów staje się punktem zwrotnym dla Netflixa. Zamiast euforii na rynku pojawiła się ostrożność. Firma zapowiedziała wstrzymanie skupu własnych akcji i pozyskała finansowanie pomostowe, by sfinansować transakcję. W zamian zyska dostęp do bogatej biblioteki treści, w tym marek HBO i Max, a także do rozwiniętego zaplecza produkcyjnego. Tyle że koszt tej operacji budzi pytania. O ryzyko regulacyjne, o skuteczność integracji, ale przede wszystkim o presję finansową, która może odbić się na marżach i przyszłych cenach subskrypcji.

Wyniki za czwarty kwartał pojawiły się w trudnym momencie. Na Wall Street doszło do największej przeceny od października. Inwestorzy w panice wycofywali się z ryzykownych aktywów z powodu napięć geopolitycznych i nowej fali protekcjonizmu zapowiedzianej przez Donalda Trumpa. Indeks Nasdaq spadł o ponad 2 proc., a przecena dotknęła przede wszystkim największe spółki technologiczne. W tym klimacie wyniki Netflixa, choć dobre, nie wystarczyły, by uspokoić nastroje. Wręcz przeciwnie, to strategiczne decyzje firmy stały się katalizatorem spadków.

Subskrypcje z reklamami, wciąż niedostępne na polskim rynku, pozostają jednym z najważniejszych źródeł globalnego wzrostu Netflixa. Z opcji z reklamami korzysta już ponad 94 mln użytkowników, a przychody z tego segmentu podwoiły się w minionym roku i mają ponownie urosnąć dwukrotnie w 2026. Netflix inwestuje również w nowe formaty takie jak transmisje na żywo, wydarzenia sportowe czy podcasty wideo. To próba poszerzenia oferty i zatrzymania użytkowników na coraz bardziej konkurencyjnym rynku.

Jednak najwięcej emocji budzi właśnie akwizycja WB Discovery. Firma deklaruje, że nie planuje łączenia serwisów i utrzyma odrębność platform HBO Max i Netflix. To ma być dowód, że nie chodzi o fuzję, ale o synergię treści. Inwestorzy nie są jednak przekonani. Bo jeśli widownia tych serwisów się pokrywa, przejęcie może nie przynieść wartości, tylko ją zniszczyć. Tego ryzyka nie da się dziś wycenić, dlatego rynek reaguje nerwowo.

W tle pojawia się jeszcze kontroferta Paramount. Według nieoficjalnych informacji ta firma rozważa konkurencyjną ofertę o wartości aż 108 mld dolarów. Taki ruch mógłby całkowicie zmienić układ sił i pokrzyżować plany Netflixa. Ostateczna decyzja zależy od regulatorów i od tego, czy uznają, że połączenie nie zaszkodzi rynkowej konkurencji.

 

Netflix skończył 2025 rok jako największa płatna platforma streamingowa na świecie. Ale w 2026 może pojawić się w zupełnie nowej roli, nie tylko jako innowator, lecz także jako właściciel klasycznego medialnego imperium. A to budzi obawy inwestorów.  Ważne dziś pozostaje to, czy firma będzie w stanie finansowo unieść ciężar własnych ambicji.

Rynek pracy odkrywa potencjał 55+

Choć uwaga rynku pracy koncentruje się dziś głównie na młodszych pokoleniach, coraz większe znaczenie zyskuje grupa pracowników w wieku 55–64 lat. Mimo że poziom znajomości cyfrowych narzędzi w tej grupie nadal odbiega od wyników deklarowanych przez osoby młodsze, dane jasno pokazują, że odpowiednie szkolenia i wsparcie rozwojowe wystarczą, by także starsi pracownicy skutecznie odnaleźli się w środowisku zdominowanym przez rozwiązania cyfrowe. Z perspektywy ekspertów Gi Group Holding oznacza to realną szansę dla firm na budowanie zrównoważonych, wielopokoleniowych zespołów.

Technologie zmieniają pracę, ale nie eliminują doświadczenia

Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji i narzędzi opartych o AI powoduje, że coraz więcej zadań zawodowych może być wspieranych lub realizowanych przez algorytmy. Jak pokazuje raport Ministerstwa Cyfryzacji i NASK, około 5,08 mln stanowisk pracy w Polsce jest podatnych na oddziaływanie technologii AI, z czego 817,5 tys. (czyli 4,9% ogółu zatrudnionych) znajduje się w kategorii bardzo wysokiej podatności.

Dane wskazują, że wraz z wiekiem pracowników maleje odsetek osób wykonujących zawody, w których wykorzystywane są narzędzia oparte o AI – zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn. W grupie wiekowej 15–24 lata, 47,8% kobiet i 22,7% mężczyzn wykonuje profesje zaliczane do tej kategorii. Wśród osób 55–64-letnich odsetki te są wyraźnie niższe: 26,1% dla kobiet i 15,6% dla mężczyzn.

Pokolenia w cyfrowym świecie – porównanie kompetencji

Pokolenie Z i osoby 55+ różnią się sposobem uczenia się pracy z nowymi technologiami oraz zakresem wykorzystywanych narzędzi cyfrowych. Młodsi pracownicy – dorastający w realiach powszechnego dostępu do technologii – sprawnie poruszają się w świecie aplikacji, automatyzacji i zdalnej współpracy. Dla starszego pokolenia, które zetknęło się z cyfryzacją dopiero w trakcie kariery zawodowej, kontakt z technologią bywa mniej intuicyjny, ale nie oznacza to braku potencjału do jej opanowania.

Starsze pokolenia częściej niż młodsze napotykają trudności przy opanowywaniu i wdrażaniu nowych technologii, co wynika głównie z odmiennych doświadczeń zawodowych i stylów uczenia się. Różnice pokoleniowe są faktem, ale nie muszą oznaczać trwałej przewagi jednych nad drugimi. Kluczowe jest to, że każde pokolenie uczy się technologii inaczej. Młodsi pracownicy szybciej eksperymentują, starsi potrzebują kontekstu, praktyki i dłuższego czasu na adaptację – i kiedy je dostają, potrafią skutecznie wykorzystywać nowe narzędzia – podkreśla Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.

Jak pokazują dane GUS, w 2025 roku 99,5% osób w wieku 16–24 lata korzystało z internetu. W tej grupie 76,3% używało edytorów tekstu, 56,3% – arkuszy kalkulacyjnych, a 20,9% – ich zaawansowanych funkcji. Dla porównania, wśród osób w wieku 55–64 lata dostęp do internetu deklarowało 84,4%, ale tylko 23,8% korzystało z edytorów tekstu, 16,2% z arkuszy kalkulacyjnych, a jedynie 4,7% wykorzystywało ich funkcje zaawansowane.

Natomiast z „Barometru Rynku Pracy” przygotowanego przez Gi Group Holding w 2025 r. wynika, że 9,5% pracowników w wieku 55+ wie, czym są automatyzacja i sztuczna inteligencja i jak mogą być wykorzystywane. 27,4% przyznaje, że ma jedynie ogólne pojęcie na temat tych technologii, ale nie wie, jak dokładnie są wykorzystywane są praktyce. Najwięcej – 46,4% – twierdzi, że ma pewną wiedzę na ten temat, lecz chciałoby ją pogłębić i lepiej poznać możliwości zastosowania tych rozwiązań w pracy. A 16,7% nie rozumie jak AI i automatyzacja wpływają na ich pracę.Wiek a zrozumienie wykorzystania automatyzacji i AI_Gi Group Holding

Różnice te nie oznaczają „niższej” wartości pracowników z dłuższym stażem – wskazują jedynie na potrzebę zróżnicowanego podejścia do rozwoju kompetencji. Starsze pokolenie uczy się technologii w sposób bardziej zadaniowy, potrzebując kontekstu i praktycznych przykładów. Młodsi pracownicy są szybsi w obsłudze narzędzi, ale nierzadko brakuje im szerszej perspektywy biznesowej. Firmy, które potrafią połączyć te dwa style pracy, zyskują realną przewagę organizacyjną.

Starsze pokolenie nie jest „z automatu” wykluczone technologicznie – ono po prostu wymaga dostosowanych metod wdrożeniowych. Potrzebuje konkretnych przykładów, realnych zastosowań oraz czasu na adaptację. Szkolenia powinny bazować na praktyce i rozwijać kompetencje przez działanie, a nie tylko przez teorię. To inwestycja, która zwraca się w postaci większego zaangażowania i gotowości do współpracy z nowymi technologiami – dodaje Grzegorz Gojny, Dyrektor Operacyjny Gi Group.

Ubiegłoroczny „Barometr rynku pracy” Gi Group Holding dowodzi, że w kwestii edukacji pracodawcy mają jeszcze wiele do zrobienia. Wśród najstarszych pracowników tylko 6% bardzo dobrze ocenia ofertę szkoleniową swoich firm, która pozwala im dokształcać się na temat AI. Niewystarczający poziom lub brak możliwości zdobywania wiedzy na temat tej technologii zadeklarowało łącznie 72,6%.Ocena zdobywania wiedzy o AI vs wiek_Gi Group Holding

Praca zdalna a doświadczenie pracowników 55–64

Osoby w wieku 55–64 lat wyraźnie dostrzegają zalety elastyczności w miejscu pracy, w tym możliwość realizowania obowiązków w modelu zdalnym lub hybrydowym. Z badania przeprowadzonego przez No Fluff Jobs wynika, że aż 73% respondentów z tej grupy wiekowej uważa, że wybór trybu pracy (zdalnego lub stacjonarnego) powinien należeć do pracownika – o ile pozwala na to charakter stanowiska. To nieznacznie mniej niż wśród najmłodszych badanych (77% w wieku 18–24 lata), co dowodzi, że otwartość na elastyczne formy zatrudnienia nie maleje wraz z wiekiem.

Jednocześnie dane pokazują zmieniający się krajobraz rynku – w pierwszym kwartale 2025 roku możliwość pracy całkowicie zdalnej pojawiła się w 32% ogłoszeń, co oznacza spadek o 3 p.p. względem roku poprzedniego. Z kolei tryb hybrydowy był oferowany w 26% przypadków – o 5 p.p. więcej niż w 2024 roku.

Obserwowane trendy potwierdzają, że osoby w wieku 55–64 lat, które deklarują gotowość do pracy w elastycznym trybie, mogą z powodzeniem funkcjonować w środowisku zawodowym opartym na technologiach cyfrowych – pod warunkiem zapewnienia im odpowiedniego wsparcia i dostępu do praktycznego szkolenia. Umiejętności potrzebne do pracy w trybie zdalnym – od obsługi narzędzi online po samodzielne rozwiązywanie problemów – można skutecznie rozwijać, co przekłada się na większą samodzielność i konkurencyjność na rynku.

Pracownikom w grupie 55+ nie brakuje motywacji do pracy w modelu zdalnym – potrzebują jedynie odpowiednio zaplanowanego wdrożenia. Kluczowe są praktyczne instrukcje, cierpliwość w procesie nauki oraz pokazanie realnych korzyści z użycia nowych rozwiązań. Takie podejście pozwala nie tylko zwiększyć efektywność, ale też zatrzymać w firmach bezcenne doświadczenie – dodaje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Szansa na inkluzywny rynek pracy

W dobie różnorodnych i rosnących wyzwań metryka nie przesądza, a różnorodność staje się niebagatelną przewagą. Liczą się kompetencje i doświadczenia wszystkich pokoleń. Technologiczny dystans między nimi jest realny, ale możliwy do zasypania – pod warunkiem, że firmy świadomie inwestują w rozwój kadr. Warto też pamiętać, że technologia nie zna wieku, czego symbolicznym przykładem jest branża IT. Wbrew stereotypom tu wiek nie jest barierą: zarówno młodsi, jak i bardziej dojrzali specjaliści w równym stopniu potrafią funkcjonować w środowisku cyfrowym – podkreśla Daniel Piaszczyk, Senior Partner w Wyser Executive Search.

W erze automatyzacji i postępującej cyfryzacji, starsi pracownicy mogą odegrać kluczową rolę w zapewnianiu ciągłości wiedzy, stabilności i różnorodności kompetencyjnej. Inwestowanie w rozwój ich umiejętności technologicznych, to nie tylko odpowiedź na wyzwania demograficzne, ale też realna szansa na tworzenie bardziej odpornych i zrównoważonych organizacji. Zespoły łączące cyfrową biegłość młodszych pokoleń z doświadczeniem osób 55+ lepiej radzą sobie z adaptacją do zmian i szybciej wdrażają nowe rozwiązania. Aby ten potencjał mógł się ujawnić, firmy muszą zadbać o realną inkluzję – zapewniając starszym pracownikom narzędzia, przestrzeń do rozwoju i wdrożenie oparte na zrozumieniu, nie stereotypach. To nie wiek stanowi barierę, lecz brak dostępu do rozwiązań, które pozwalają z niego uczynić atut.

Jan Szynaka: Rok 2026 będzie testem nie tylko dla branży meblarskiej, ale i dla polityki gospodarczej państwa

Wywiad z Janem Szynaką, prezesem zarządu Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Rok 2025 zapisał się jako jeden z najtrudniejszych okresów dla branży meblarskiej. Co było dla firm największym wyzwaniem?

Nie ma wątpliwości, że miniony rok postawił przed producentami mebli wyjątkowo trudne zadania. Przede wszystkim odczuwalne było wyraźne osłabienie popytu na naszych kluczowych rynkach zagranicznych, zwłaszcza w Niemczech i Wielkiej Brytanii. To kierunki, na których przez lata opierał się eksport polskiego meblarstwa, dlatego skala tego zjawiska była dla wielu firm bardzo dotkliwa.

Równocześnie branża znalazła się pod silną presją kosztową. Wzrosty cen energii, surowca drzewnego oraz kosztów pracy zbiegły się w czasie, co znacząco obniżyło rentowność produkcji. Funkcjonujemy dziś w warunkach jednych z najwyższych cen drewna i energii w Europie, przy jednoczesnym wzroście płacy minimalnej. Dla wielu przedsiębiorstw był to bardzo trudny test odporności finansowej.

Jakie są Pana oczekiwania wobec roku 2026?

Rok 2026 będzie momentem weryfikacji. Okaże się bowiem, które przedsiębiorstwa zdołały dostosować swoje modele biznesowe do nowej rzeczywistości, a które będą zmuszone ograniczyć skalę działalności. Możemy liczyć na stopniową poprawę popytu, jednak nie należy łudzić się, że presja kosztów czy konkurencja taniego importu – szczególnie z Azji – znikną. Bez większej przewidywalności otoczenia gospodarczego, w tym decyzji systemowych ze strony rządu, wiele firm będzie ostrożnych w podejmowaniu nowych inwestycji, a niektóre niestety mogą całkiem zniknąć z rynku.

Gdzie dziś widzi Pan największe zagrożenia dla polskiego meblarstwa?

Najpoważniejszym ryzykiem jest brak spójnych i długofalowych działań systemowych ze strony rządu. Bez stabilizacji cen surowca drzewnego i energii trudno odbudować konkurencyjność polskich producentów. Obecnie płacimy za drewno więcej niż wiele firm w innych krajach europejskich, co bezpośrednio osłabia naszą pozycję eksportową. Dodatkowym zagrożeniem jest import z Azji i Ukrainy. Powinny być wprowadzone cła, które regulowałyby napływ towarów z tych kierunków.

Kolejnym wyzwaniem są koszty pracy. Od 2024 roku branża musiała zrezygnować z około 30 tysięcy miejsc pracy, co jasno pokazuje skalę presji kosztowej. Trzecim obszarem są regulacje – przedsiębiorcy rozumieją ich potrzebę, ale oczekują jednoznacznych interpretacji, spójnych wytycznych i realnych harmonogramów wdrożeń. W przeciwnym razie istnieje ryzyko, że potencjał sektora zostanie ograniczony nie przez rynek, lecz przez bariery administracyjne.

Jak długo może potrwać proces stabilizacji i co może go przyśpieszyć?

Musimy patrzeć na sytuację realistycznie – powrót do równowagi nie nastąpi z miesiąca na miesiąc. To proces rozłożony co najmniej na kilkanaście miesięcy. Jego tempo w dużej mierze zależy od decyzji podejmowanych na poziomie państwa. Ustabilizowanie cen drewna, obniżenie kosztów energii dla przemysłu oraz uporządkowanie kwestii regulacyjnych mogłyby znacząco skrócić ten okres.

Przedsiębiorcy potrzebują stabilnych i konkurencyjnych warunków prowadzenia działalności. Jeśli takie warunki zostaną zapewnione, inwestycje i rozwój pojawią się naturalnie. Rok 2026 będzie więc nie tylko testem dla branży meblarskiej, ale także dla skuteczności polityki gospodarczej państwa.

Czy w tej trudnej sytuacji można znaleźć jakieś szanse rozwojowe?

Siłą polskiego meblarstwa od lat pozostaje elastyczność. Krótkie serie, indywidualizacja oferty, szybka realizacja zamówień – to obszary, w których skutecznie konkurujemy z masową produkcją. Coraz większego znaczenia nabiera także technologia: automatyzacja, cyfryzacja procesów, efektywne zarządzanie danymi i łańcuchem dostaw.

Nie możemy też zapominać o kapitale ludzkim. Inicjatywy takie jak Branżowe Centrum Umiejętności w Różanymstoku to inwestycja w przyszłość całego sektora. Jeśli te atuty połączymy z bardziej stabilnym otoczeniem gospodarczym, polskie meblarstwo ma realną szansę nie tylko przetrwać okres próby, ale wrócić na ścieżkę wzrostu.

Chciałbym podkreślić jeszcze jedną rzecz – w obecnych warunkach tylko wspólne działanie przedsiębiorców daje realny wpływ na otoczenie rynkowe i decyzje administracyjne. Pojedyncze firmy nie są w stanie skutecznie walczyć o systemowe zmiany. Dlatego tak ważne jest wzmacnianie organizacji branżowych i aktywne wspieranie Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, która reprezentuje interesy całego sektora. Tylko działając razem, jako środowisko, możemy skutecznie zabiegać o rozwiązania, które pozwolą branży meblarskiej rozwijać się w sposób stabilny i konkurencyjny. 

Netflix vs oczekiwania Wall Street: problemem nie jest sprzedaż, tylko rentowność

Netflix w ostatnich miesiącach jest pod dużą presją i wygląda na to, że po wynikach za IV kwartał 2025 roku nie ma powodów do powrotu optymizmu. Więcej na temat wyników Netflixa oraz przyszłości streamingowego giganta w swoim komentarzu napisał Eryk Szmyd, analityk XTB:

Akcje amerykańskiego giganta streamingowego mają za sobą trudne miesiące. Walory Netflixa spadły od szczytów o ponad 30%, a po wynikach za IV kwartał 2025 roku Wall Street zaczęło wyprzedawać akcje spółki jeszcze szybciej. Kurs w handlu po zamknięciu sesji w USA cofnął się o ponad 4,5%. W ostatnim ruchu spadkowym akcje zniżkowały z okolic 135 USD do ok. 85 USD, co oznacza spadek o ok. 37%.

Przypomnijmy, że akcje spółki między jesienią 2021 a latem 2022 roku spadły o ponad 75%. Od II kwartału 2022 roku Netflix zyskał 105 milionów subskrybentów. Od tego czasu z sukcesem monetyzuje większą bazę, m.in. korzystając z reklam, a kurs akcji wzrósł ponad 6,5-krotnie. Na fali tego bezsprzecznie spektakularnego sukcesu biznesowego rynek windował wyceny spółki coraz wyżej. Dziś nawet bardzo solidne wyniki nie wystarczają już jednak, by utrwalić wzrostowy trend.

Netflix w IV kw. lekko przebił oczekiwania: EPS wyniósł 0,56 USD (vs 0,55 USD), a przychody 12,05 mld USD (vs 11,97 mld USD), przy wyraźnie mocniejszym FCF 1,87 mld USD (vs 1,46 mld USD). Guidance na 1Q jest jednak mieszany: przychody 12,16 mld USD są praktycznie zgodne z konsensusem, ale prognoza zysku operacyjnego (3,91 mld USD) i marży operacyjnej (32,1%) wypadają poniżej oczekiwań. To właśnie presja na rentowność, a nie sam wynik kwartalny, jest głównym hamulcem dla sentymentu. Spółka zakłada, że w 2H 2026 wzrost zysku operacyjnego przyspieszy względem 1H, a przychody reklamowe w 2026 r. mają ok. podwoić się vs 2025. Na 2026 Netflix prognozuje 50,7–51,7 mld USD przychodów (blisko konsensusu), ale niższą marżę operacyjną (31,5%) i FCF ok. 11 mld USD, również poniżej oczekiwań. 

Poprzeczka powędrowała zbyt wysoko?

Rynek wydaje się nie patrzeć na przyszłość spółki wyłącznie przez różowe okulary. To, co może martwić, to fakt, że mimo ponad 35% spadku od historycznego szczytu, akcje wciąż notowane są na poziomie ok. 35-krotności rocznych zysków netto oraz ok. 30-krotności oczekiwanych zysków w perspektywie kolejnych 12 miesięcy. To mnożniki wyceny, które trudno uznać za atrakcyjne, nawet jak na spółkę wzrostową.

Tymczasem rynek znów zastanawia się, czy Netflix wciąż zasługuje na wycenę w tej skali. W 2022 roku, gdy akcje spółki były jednym z najbardziej znienawidzonych walorów na Wall Street — kojarzonym głównie ze stratami akcjonariuszy i „końcem historii wzrostu” – standardowy wskaźnik C/Z wynosił niespełna 15. Możemy więc powiedzieć, że akcje startowały wówczas z zupełnie innego poziomu, a sceptycyzm inwestorów sprawiał, że udziały notowane były ze znacznym dyskontem.

Wyniki dobre, ale rynek żyje prognozami

Dziś sytuacja ta nie ma już miejsca, mimo mocnego spadku cen akcji. Firma nieznacznie przekroczyła prognozy sprzedaży i zysków netto za IV kwartał. Co więcej, wolne przepływy pieniężne okazały się istotnie wyższe. Jednak prognoza sprzedaży okazała się zgodna z oczekiwaniami, a prognoza zysku oraz marż operacyjnych – rozczarowująco niższa. To właśnie te elementy zawiodły oczekiwania inwestorów.

Wall Street utwierdziło się w przekonaniu, że tempo wzrostu zysków może spowolnić. Wynika to zarówno z kosztów związanych z planowaną transakcją dotyczącą Warner Bros., jak i z szacowanego, około 10% r/r, wzrostu nakładów na produkcję treści na platformie. Co więcej, firma wstrzymała także skup akcji własnych, chcąc sfinalizować kosztowne przejęcie Warner Bros. To sprawia, że inwestorzy mogą zadawać pytania, czy te wydatki się opłacą i czy zwrot z zainwestowanego kapitału będzie wystarczająco wysoki. Całoroczna prognoza przychodów na 2026 rok znalazła się w dolnym przedziale oczekiwań i poniżej 51 mld USD. Spółka nie spełniła również oczekiwań dotyczących średniorocznej marży operacyjnej.

Ryzyka w tle, ale biznes nadal jest mocny

Kolejnym ryzykiem dla spółki może być podejście do „wszystkiego, co amerykańskie” w kontekście napięć natury geopolitycznej. Nie wydaje się jednak prawdopodobne, by trend „anulowania subskrypcji” w Europie czy innych regionach świata miał być znaczący. Netflix celuje w zwiększanie zaangażowania użytkowników, a to oznacza wyższe wydatki na produkcję treści. Warto jednak podkreślić, że biznes spółki kwitnie – nawet jeśli nie spełnia dziś wyśrubowanych oczekiwań Wall Street. Potencjalne przejęcie aktywów Warner Bros., choć w krótkim terminie kosztowne, w dłuższym horyzoncie może przynieść firmie istotne korzyści. Chodzi zarówno o monetyzację kultowych treści, jak i rozwój dodatkowych strumieni przychodów, np. produktów konsumenckich czy gier.

Spółka umiejętnie dostosowuje się do oczekiwań widzów i pozostaje jednym z nielicznych, naprawdę rentownych biznesów streamingowych na świecie. O ile w 2022 roku inwestorzy byli przekonani, że konkurencja może zagrozić Netflixowi, dziś widać, że spółka zarówno skalą produkcji, zaangażowaniem użytkowników, jak i jakością modelu biznesowego wyraźnie odjechała rywalom. Trudno nie zgodzić się, że taka „fosa biznesowa” jest istotna i może uzasadniać premię w wycenie. Nie łudźmy się jednak – taniego Netflixa wycenianego na 15 C/Z prawdopodobnie już nie zobaczymy.

Ile można zarobić w ferie 2026? Stawki w gastronomii, na stokach i przy odśnieżaniu

Ferie coraz częściej oznaczają nie tylko odpoczynek, ale też realny zastrzyk gotówki. Zimowy sezon co roku napędza rynek pracy, oferując setki krótkoterminowych zleceń, częste wypłaty wynagrodzenia i różnego rodzaju bonusy. Chętnych na szybki zarobek nie brakuje, Chętnych na szybki zarobek nie brakuje – wśród nich są młodzi, seniorzy, nauczyciele, a także pasjonaci sportów zimowych. Możliwości wciąż jest wiele – m.in. w gastronomii, hotelarstwie, sektorze rekreacji, usługach oraz logistyce. Na zainteresowanych czeka też praca przy odśnieżaniu, bo w tym roku zima zaskoczyła nie tylko drogowców.

Zimowa przerwa od nauki i pracy etatowej dla wielu Polaków staje się okazją do podreperowania domowego budżetu. Pracodawcy w miejscowościach turystycznych już na kilka tygodni przed feriami intensyfikowali rekrutacje, szukając zarówno osób z doświadczeniem, jak i pracowników do prostych prac sezonowych. Poszukiwania nadal trwają, przybywa też kandydatów, o najbardziej atrakcyjne oferty zatrudniania rywalizuje nawet kilkadziesiąt osób.

Zainteresowanie pracą sezonową w okresie ferii zimowych jest w tym roku wyjątkowo duże, co widać zarówno po liczbie publikowanych ogłoszeń, jak i po aktywności kandydatów. Największą popularnością cieszą się oferty gwarantujące pracę od zaraz, z wyższą stawką godzinową, elastycznym grafikiem, brakiem wymogów dotyczących doświadczenia oraz możliwością szybkiej wypłaty wynagrodzenia, często nawet w formie dniówek lub tygodniówek. Prym wiodą stanowiska w gastronomii, hotelarstwie i obsłudze ruchu turystycznego, ale coraz więcej chętnych pyta o pracę w branży logistyki i usługach pomocniczych – mówi Justyna Lach, Dyrektor Linii Progres HR Logistics w Grupie Progres.

Sezon zimowy bez wymagań

Z analiz ogłoszeń o pracę przeprowadzonych przez Grupę Progres wynika, że ponad połowa ofert zatrudnienia na sezon zimowy, bo aż 50 proc., nie wymaga wcześniejszego doświadczenia. Jedynie 7 proc. stawia warunek posiadania statusu studenta, a zaledwie 3 proc. wprost informuje, że zaprasza do aplikowania seniorów. Pracodawcy coraz częściej oferują dopasowane do potrzeb kandydatów warunki zatrudnienia – 38 proc. ofert gwarantuje możliwość ustalania elastycznego grafiku, a 36 proc. zakłada pracę w weekendy. Co istotne z punktu widzenia pracowników sezonowych, aż 61 proc. ogłoszeń zawiera informację o możliwości wypłat w formie tygodniówek, a nawet dniówek.

Od nart po magazyn

Wolnych etatów nie brakuje nie tylko dla instruktorów narciarstwa i snowboardu. Zatrudnienie znajdują także pracownicy wypożyczalni sprzętu, obsługi wyciągów i tras narciarskich, recepcjoniści, pokojowe, kelnerzy, barmani, kucharze i pomoce kuchenne. Na czas ferii poszukiwani są również animatorzy półkolonii i zimowisk, opiekunowie dzieci, pracownicy kin, muzeów i instytucji kultury, a także osoby do obsługi lodowisk, basenów, parków rozrywki, punktów informacji turystycznej czy wydarzeń rekreacyjnych dla dzieci i rodzin.

Dodatkowo sklepy, zwłaszcza w miejscach turystycznych oraz magazyny intensywnie poszukują pracowników – ruch w tych lokalizacjach rośnie w sezonie zimowym, a potrzebne są osoby do obsługi klientów, kompletowania zamówień i logistyki. Nie brakuje też ofert dla osób do odśnieżania i utrzymania dróg, parkingów, chodników, podwórek czy dachów, ponieważ w tym roku zima okazała się znacznie bardziej śnieżna niż zwykle.

– Pensje w pracach sezonowych są bardzo zróżnicowane i zależą od kilku kluczowych czynników, takich jak rodzaj stanowiska, doświadczenie pracownika czy miejsce wykonywania pracy – wyjaśnia Justyna Lach, Dyrektor Linii Progres HR Logistics w Grupie Progres. – W praktyce oznacza to, że wynagrodzenie może się znacznie różnić nawet w obrębie tej samej branży. Wiele ogłoszeń oferuje minimalną stawkę godzinową przewidzianą przepisami prawa, ale są też propozycje o wiele wyższe. Często odzwierciedlają one też sezonowy charakter pracy – w szczytowych okresach popytu pracodawcy mogą proponować wyższe wynagrodzenie, aby szybko przyciągnąć większą liczbę chętnych podkreśla Justyna Lach.

Zimowy zarobek z bonusem

W gastronomii i hotelarstwie wynagrodzenia wynoszą średnio 31,5–35 zł brutto za godzinę, co przy pełnym wymiarze pracy daje około 1 250–1 400 zł brutto tygodniowo i 5 000–5 600 zł brutto miesięcznie. W kurortach górskich, dzięki napiwkom i dodatkom, realne zarobki bywają wyższe. Obsługa stoków, wypożyczalni i wyciągów narciarskich zarabia średnio 32–38 zł brutto za godzinę, czyli 1 300–1 500 zł brutto tygodniowo oraz 5 200–6 000 zł brutto miesięcznie. Animatorzy półkolonii i pracownicy instytucji kultury mogą liczyć na 32–40 zł brutto za godzinę, co przekłada się na 1 300–1 600 zł brutto tygodniowo i 5 200–6 400 zł brutto miesięcznie.

W handlu, zwłaszcza w sklepach w miejscowościach turystycznych, stawki wynoszą zwykle 32–36 zł brutto za godzinę, czyli około 1 300–1 450 zł brutto tygodniowo i 5 200–5 800 zł brutto miesięcznie. W magazynach i przy logistyce zarobki są podobne – od 33 do 37 zł brutto za godzinę, w zależności od zakresu obowiązków, co daje tygodniowo około 1 350–1 500 zł brutto i miesięcznie 5 400–6 000 zł brutto. Prace związane z odśnieżaniem oferują stawki na poziomie 35–60 zł brutto za godzinę, co w przypadku intensywnej pracy tygodniowo daje 1 400 –2 400 zł brutto, a miesięcznie pozwala zarobić nawet cztery razy więcej.

Najwyższe wynagrodzenia dotyczą instruktorów narciarstwa i snowboardu – średnio od 60 do 120 zł brutto za godzinę, co oznacza 2 400–4 800 zł brutto tygodniowo i nawet 9 000–19 000 zł brutto miesięcznie przy intensywnej pracy.

Dodatkowym atutem pracy sezonowej są różnorodne benefity pozapłacowe, które znacznie zwiększają jej atrakcyjność. Najczęściej pracodawcy oferują zakwaterowanie, wyżywienie i transport do pracy. W ośrodkach turystycznych popularne są darmowe karnety narciarskie, dostęp do basenów czy siłowni. Firmy oferują też premie za wyniki czy frekwencję. W niektórych miejscach można liczyć na prywatną opiekę medyczną, a nawet ubezpieczenie na czas pracy. Ciekawostką są też mniej typowe udogodnienia, np. możliwość korzystania z firmowego sprzętu rekreacyjnego (narty, snowboard), udział w imprezach odbywających się w danej miejscowości, a nawet zapewnienie kieszonkowego budżetu do wykorzystania na aktywności w regionie pracy.

Wielu chętnych do spędzenia ferii w pracy

Ferie zimowe to czas, w którym po pracę sezonową chętnie sięgają osoby młode. – Zgłaszają się do nas zarówno uczniowie zamierzający podreperować budżet domowy nadszarpnięty np. wydatkami na studniówkę, jak i studenci – także zaoczni – którzy w okresie ferii są bardziej dyspozycyji mówi Justyna Lach, Dyrektor Linii Progres HR Logistics w Grupie Progres. Nie oznacza to jednak, że w ofertach sezonowych brakuje miejsca dla osób spoza środowiska studenckiego. Coraz częściej po takie stanowiska sięgają także osoby dorosłe, które chcą dorobić w wolnym czasie lub wykorzystać okres przerwy w pracy stałej, np. nauczyciele mający ferie, rodzice szukający dodatkowego dochodu, a także emeryci lub osoby w wieku przedemerytalnym, chcący pozostać aktywni zawodowo i społecznie – dodaje.

Pracę sezonową podejmują także freelancerzy i osoby pracujące zdalnie, które dzięki elastycznemu grafiku mogą połączyć dodatkowy zarobek z innymi obowiązkami, a także osoby zmieniające branżę lub miłośnicy sportów zimowych, dla których praca w ośrodkach narciarskich czy hotelach to okazja do połączenia pasji z zarobkiem.

Po spadkach z lat pandemicznych rynek pracy sezonowej w okresie ferii zimowych wrócił do stabilnego funkcjonowania, a pracodawcy konkurują o pracowników nie tylko stawkami, ale także dodatkowymi benefitami i elastycznymi formami wypłat. Dla osób szukających krótkoterminowego zatrudnienia ferie zimowe pozostają jednym z najlepszych momentów w roku na podjęcie pracy sezonowej. Kolejna taka okazja pojawi się w wakacje.

***

Analizy Grupy Progres przeprowadzano na bazie ofert pracy sezonowej opublikowanych w styczniu 2026 roku, obejmowały one zbiór ponad 6 000 ofert o pracę widniejących w portalach ogłoszeniowych. Analizie poddano ogłoszenia oferowane przez przedsiębiorców, organizacje i instytucje z całej Polski.

UOKiK stawia zarzuty Benefit Systems

0

Klienci popularnych klubów fitness mogli zostać wprowadzeni w błąd co do rzeczywistych kosztów oraz czasu trwania umów. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) postawił zarzuty spółce Benefit Systems – operatorowi m.in. marek Zdrofit, Fitness Academy i Fabryka Formy. Postępowanie dotyczy podejrzenia naruszenia zbiorowych interesów konsumentów oraz stosowania niedozwolonych postanowień umownych.

Benefit Systems jest jednym z największych graczy na polskim rynku fitness. Zarządza klubami pod wieloma szyldami, w tym m.in.: Zdrofit, Fabryka Formy, Fitness Academy, My Fitness Place, FitFabric, Step One, Total Fitness, Saturn Fitness oraz Interfit Club. Jak wynika z analizy UOKiK oraz skarg klientów, sposób sprzedaży karnetów w tych sieciach mógł ograniczać dostęp do kluczowych informacji i utrudniać świadome podjęcie decyzji.

Promocja, która wiąże na rok

Główny punkt zastrzeżeń Urzędu dotyczy ofert marketingowych „SMART” oraz „STUDENCKA PROMKA SMART”. Reklamy eksponowały atrakcyjną, niską cenę za pierwszy miesiąc, co mogło sugerować elastyczny abonament. W praktyce – jak wskazuje UOKiK – część klientów miała zawierać umowy na czas określony (np. 12 miesięcy) bez możliwości wcześniejszej rezygnacji, nie zdając sobie z tego sprawy na etapie zakupu.

Według UOKiK mechanizm problemu polegał m.in. na tym, że:

  • informacja o rocznym zobowiązaniu nie była widoczna „na pierwszy rzut oka”,
  • klient kupujący karnet online musiał przewijać stronę lub klikać ikonę informacyjną, by dotrzeć do warunków,
  • system pozwalał sfinalizować zakup („Kup teraz”) bez wyraźnego wymogu zapoznania się z warunkami umowy.

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreśla, że jeśli przedsiębiorca eksponuje tylko atrakcyjne elementy oferty, a istotne ograniczenia i obowiązki „chowa” w warunkach, może to naruszać prawo oraz zaufanie konsumentów.

Brak jasnej informacji o całkowitym koszcie

Kolejny zarzut dotyczy przejrzystości cen. UOKiK wskazuje, że na żadnym etapie zakupu online – od wyboru karnetu po finalizację – konsument nie otrzymywał jednoznacznej informacji o łącznej kwocie, jaką zapłaci za cały okres obowiązywania umowy (np. za 12 miesięcy). Eksponowana miała być przede wszystkim miesięczna opłata.

W przypadku umów na czas określony, zwłaszcza bez możliwości wypowiedzenia, łączna wartość zobowiązania jest kluczową informacją dla konsumenta – bo dopiero ona pokazuje realny koszt „promocji”.

Komunikaty o „wygaśnięciu” i automatyczne przedłużanie

W skargach klientów pojawiał się także problem komunikacji dotyczącej ważności karnetu. Część użytkowników otrzymywała e-maile sugerujące „utratę ważności” abonamentu, co mogło brzmieć jak koniec umowy. Jednocześnie – według zgłoszeń – umowy miały być automatycznie przedłużane, a opłaty nadal pobierane.

UOKiK cytuje relacje konsumentów, z których wynika, że niektórzy byli przekonani, iż kupują abonament miesięczny bez długoterminowego zobowiązania, a dopiero przy próbie rezygnacji dowiadywali się o rocznym okresie umowy.

Niedozwolone klauzule w regulaminach

Prezes UOKiK zakwestionował również wybrane postanowienia regulaminów i umów. Wątpliwości budzą zapisy, które:

  • automatycznie przedłużają umowę na kolejny czas oznaczony,
  • przewidują podwyżki cen po takim automatycznym przedłużeniu.

Zdaniem Urzędu problemem jest tu przerzucanie ciężaru decyzji na klienta: brak sprzeciwu (milczenie) ma być traktowany jako zgoda na dalsze, niekiedy droższe warunki. Tymczasem zgoda na zobowiązanie finansowe powinna być wyraźna, a nie domniemana.

Co grozi spółce?

Jeśli zarzuty się potwierdzą, Benefit Systems może grozić kara do 10% rocznego obrotu za każdą zakwestionowaną praktykę.

UOKiK sygnalizuje też, że nie jest to jedyny wątek na rynku: urząd prowadzi postępowania wyjaśniające wobec innych podmiotów (m.in. CityFit oraz WellFitness), sprawdzając, czy konsumenci są tam rzetelnie informowani o zasadach trwania i przedłużania umów.

Co dalej z cenami mieszkań? Pośrednicy o scenariuszach na 2026 rok

Ponad 60% agentów przewiduje, że w I kwartale 2026 popyt na mieszkania z rynku wtórnego umiarkowanie wzrośnie. Ceny pozostaną na razie stabilne, ale osoby kupujące powinny liczyć się z tym, że większa dostępność kredytów może ponownie podbić stawki w drugiej części roku – wynika z Nastrojometru rynku nieruchomości po IV kwartale 2025, przygotowanego przez portal Nieruchomosci-online.pl.

Ceny prognozy Podaż prognozy Popyt prognozy

61% w przypadku większych mieszkań i 54% w przypadku kawalerek – tylu pośredników prognozuje wzrost popytu na mieszkania z rynku wtórnego w I kwartale 2026 r. Większość agentów zaznacza jednak, że nie będzie to gwałtowny wzrost zainteresowania, ale umiarkowana poprawa względem końcówki ubiegłego roku.

Popyt na mieszkania w pierwszych miesiącach roku może wzrosnąć, bo obniżki stóp poprawiły zdolność kredytową części kupujących i na rynek wraca popyt odroczony z lat 2024-2025. Do tego ceny są na razie raczej stabilne, a więc łatwiej podjąć decyzję bez presji. Swoje robi też sezonowość: początek roku to czas planów, nowych budżetów i powrotu do tematu przeprowadzki – komentuje Rafał Bieńkowski z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.

Wyniki Nastrojometru rynku nieruchomości – badania, które przeprowadzono wśród 1465 pośredników – wskazują też na możliwe większe zainteresowanie domami i działkami. W tych kategoriach również przeważały prognozy o wzroście popytu w I kwartale (domy – 46% głosów, działki – 47%), chociaż niemałe grono agentów przewiduje też utrzymanie ruchu z jesieni ubiegłego roku. Zapowiadana reforma planowania przestrzennego sprzyja temu segmentowi. Działki z wydanymi warunkami zabudowy (WZ) cieszą się największym zainteresowaniem, ponieważ eliminują ryzyko formalne i skracają czas realizacji inwestycji.

Ceny mieszkań to znak zapytania

Prognozy dotyczące cen mieszkań w I kwartale 2026 r. pokazują, jak dużą niewiadomą pozostaje dziś rynek.

Widać to szczególnie w kategorii mieszkań większych niż kawalerki – tutaj wskazania na wzrost, spadek i stabilizację rozkładają się niemal po równo (32-34%). W przypadku kawalerek wprawdzie najwięcej agentów wskazuje na stabilizację (42%), ale niewiele mniejsza grupa spodziewa się wzrostów, a co piąty liczy się ze spadkami. To pokazuje, że nawet profesjonaliści, którzy są najbliżej transakcji, nie widzą dominującego scenariusza. W najbliższych miesiącach wiele będzie zależy od uwarunkowań lokalnego rynku, dostępności kredytów, realnego zainteresowania kupujących czy poziomu cen wyjściowych.

Największe szanse na lokalne obniżki tradycyjnie mogą pojawiać się przy mieszkaniach do remontu, z dużym metrażem, zlokalizowanych na peryferiach, z niekorzystnym układem czy z wadami prawnymi. Ceny raczej utrzymywać się będą natomiast przy najbardziej popularnych mieszkaniach 2- i 3-pokojowych, dobrze skomunikowanych, położonych w dobrych lokalizacjach, czy też lokalach inwestycyjnych pod wynajem w miastach akademickich.

W 2025 r. w wielu miastach ceny mieszkań były dość stabilne, bez dużych wahań. Z prognoz części uczestników badania wynika, że w 2026 r. presja na wzrosty może wrócić wraz z odbudowującym się popytem i lepszą dostępnością kredytów. Ale jeśli już będzie to widoczne, to raczej w drugiej połowie roku niż w I kwartale – mówi Rafał Bieńkowski z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.

W przypadku domów pośrednicy najczęściej spodziewają się stabilizacji cen (44%), ale pozostałe opinie rozkładają się już niemal po równo między wzrosty (26%) a spadki (28%). To pokazuje, że rynek domów jest mocno zależny od lokalizacji oraz standardu.

Z kolei przy działkach również dominuje scenariusz stabilizacji (44%), ale wyraźniej widać tu przewagę oczekiwań wzrostów (34%) nad spadkami (21%). Wzrost cen działek budowlanych jest prognozowany szczególnie w segmencie działek z wydanymi WZ, co potwierdzają również wypowiedzi pośredników wskazujące na większą presję cenową w tym obszarze. Grunty wciąż mają opinię segmentu, który łatwiej trzyma cenę, zwłaszcza tam, gdzie popyt na budowę domów pozostaje wysoki.

Przybędzie ogłoszeń z większymi mieszkaniami

Wyniki Nastrojometru Nieruchomosci-online.pl wskazują, że rynek mieszkaniowy wciąż jest rynkiem klienta. Liczba ogłoszeń jest większa niż popyt i wiele wskazuje na to, że w I kwartale 2026 r. oferta może jeszcze umiarkowanie powiększyć się – w przypadku mieszkań większych niż kawalerki przewiduje tak 55% pośredników. Uszczuplenia oferty spodziewa się tylko co dziesiąty agent.

Ale sama duża liczba ofert to tylko część obrazu. Pośrednicy zwracają uwagę, że sporo ogłoszeń jest wciąż przeszacowanych – i właśnie cena decyduje o tym, czy mieszkanie sprzedaje się szybko, czy „wisi” miesiącami. Rozsądnie wycenione oferty znajdują nabywców, a te z ceną oderwaną od rzeczywistości po prostu zalegają w portalach – dodaje Rafał Bieńkowski.

Jak zwracają uwagę autorzy badania nastrojów, w przypadku domów i działek trzeba pamiętać o sezonowości, która na tych rynkach działa mocniej niż w mieszkaniach. Początek roku bywa okresem „rozruchu” – część właścicieli wstrzymuje się z publikacją ogłoszeń do wiosny, kiedy łatwiej pokazać nieruchomość, kupujący chętniej jeżdżą na prezentacje i zaczynają planować budowę czy przeprowadzkę. Dlatego prognozy pośredników sugerują raczej utrzymanie podaży na zbliżonym poziomie lub jej lekkie zwiększenie. Ale z zastrzeżeniem, że wyraźniejsze ożywienie po stronie liczby ofert może przyjść tradycyjnie dopiero wiosną.

––––

„Nastrojometr rynku nieruchomości – IV kwartał 2025” to cokwartalne badanie nastrojów rynkowych w ocenie pośredników. Zostało przeprowadzone przez Nieruchomosci-online.pl i Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu w grudniu na grupie 1465 agentów.

Dezinformacja o klimacie i energii działa, choć potrafimy ją rozpoznać – pokazuje badanie

Nawet wiedząc, którym mediom i źródłom informacji można zaufać, wolimy spędzać czas w rozrywkowych serwisach, chłonąc krążące po nich nieprawdziwe treści. Nowy raport “Wiem, że to manipulacja, ale i tak się denerwuję. Polacy w epoce dezinformacji” pokazuje też, które grupy są na nią bardziej podatne.

“Wiem, że to manipulacja, ale i tak się denerwuję” – to komentarz jednej z uczestniczek badania naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego i Fundacji Pole Dialogu, wybrany jako tytuł nowego raportu o naszych postawach wobec dezinformacji, dotyczącej zwłaszcza klimatu i energii. Pogłębione wywiady z 14 osobami, które wzięły wcześniej udział w ​badaniu społecznym o skuteczności prebukingu i debunkingu pozwoliły lepiej zrozumieć, dlaczego fake-newsy i inne przekłamane narracje rozchodzą się tak skutecznie.

Na czym polegało badanie i co pokazało?

Wytypowani z grona ponad 1300 respondentów badania ilościowego, uczestnicy pogłębionego eksperymentu badawczego mieli za zadanie przez kilka tygodni prowadzić dziennik swojej aktywności medialnej, a pod koniec opowiedzieć o niej badaczom i pod ich okiem zweryfikować prawdziwość pokazanych im materiałów. Z tym ostatnim zadaniem poradzili sobie dobrze, szukając informacji w mediach, które uznawali za rzetelne. Jednak na co dzień praktycznie z nich nie korzystali. Ich codzienna konsumpcja informacji niemal wyłącznie ograniczała się do serwisów społecznościowych. „Sociale to bzdury, ale tam wszystko jest” – podsumowała jedna z badanych osób.

– Osobom, z którymi rozmawialiśmy, z jednej strony brakowało determinacji, by każdą informację napotkaną w internecie weryfikować z takim samym zapałem, a z drugiej – „zdrowych” nawyków, które ułatwiłyby im to zadanie. Przykładowo: porównywanie informacji z różnych źródeł jest świetnym rozwiązaniem, gdy chcemy zagłębić się w jakiś temat, ale w codziennej, rytualnej „prasówce” lepiej sprawdziłyby się dwa naprawdę rzetelne media – nie dwadzieścia obejrzanych do połowy rolek, które przypisał nam algorytm. Potrzebujemy edukacji medialnej, ale idącej głębiej i bardziej praktycznie niż to się wcześniej wydawało – mówi Anna Pruszyńska, współautorka raportu.

Młode osoby i kobiety bardziej podatne na dezinformację

Analiza eksperymentu badawczego i towarzyszącego mu wcześniej ilościowego badania społecznego ujawniły, że grupy od lat znane za najsilniejszego sprzymierzeńca ochrony klimatu – osoby młode i kobiety – są jednocześnie najbardziej wrażliwe na manipulację w sieci, jeśli chodzi o te tematy. To właśnie wśród nich wyraźnie częściej, pod wpływem lektury materiałów zawierających przekłamania, dochodziło do zmiany zdania na temat polityk klimatycznych.

– Młodsze osoby spędzają więcej czasu w mediach społecznościowych i łatwiej dotrzeć do nich przez dominujące tam krótkie formaty treści. Jednocześnie w naturalny sposób są to ludzie o mniej ugruntowanych poglądach niż przedstawiciele starszych pokoleń, często wręcz deklarujące się jako “apolityczne”. Łatwiej im zmienić zdanie, kiedy nie są do niego mocno przywiązani. Ta prawidłowość tłumaczy też różnice w podatności na dezinformację między płciami. Kobiety są z reguły bardziej otwarte na nowe idee w porównaniu do mężczyzn, co w zetknięciu ze zmanipulowanym przekazami okazywało się dla nich zgubne – zauważa Anna Pruszyńska.

Wypalenie informacyjne – jak z nim walczyć?

„Od roku nie śledzę już wiadomości. Tych bodźców jest po prostu za dużo” – mówił otwarcie jeden z uczestników badania jakościowego. To objaw innego i równie groźnego efektu kampanii opartych na nieprawdzie i manipulacjach, wychwycony przez badaczy. Nazwali to “wypaleniem informacyjnym”, czyli zobojętnieniem na to, kto w ogóle ma rację co do faktów. Malejące zaangażowanie prowadzi do wyłączania się z dyskusji osób o umiarkowanych poglądach i oddania przestrzeni publicznej radykałom.

Twórcy raportu pokazują, że ustalenie prawdy wbrew pozorom nie jest takie trudne, jak się nam czasem wydaje. W publikacji wymieniają “czerwone flagi”, na które powinniśmy zwracać uwagę, czytając każdą nową wiadomość oraz wyliczają, że zweryfikowanie przeciętnego artykułu, na który trafiamy w sieci z pomocą wyszukiwarki zajmuje zwykle nie więcej niż 60 sekund. Jednocześnie przypominają, że nie powinniśmy być w tym sami – w walce z wypaleniem informacyjnym muszą pomóc nam instytucje publiczne, tworzące wiarygodne, przejrzyste źródła informacji. Ogromną rolę mają też jakościowe media, dbające o wysokie standardy dziennikarskie.

– 15 minut z gazetą czy rzetelnym portalem internetowym zostawi nam w głowie mniej informacyjnego chaosu niż obejrzenie w tym czasie kilkudziesięciu tiktoków. Ale nie można też wszystkiego sprowadzać do indywidualnego dbania o higienę cyfrową. To odpowiedzialność zarówno zagranicznych platform, jak i naszych instytucji, które powinny wyznaczać im ramy działania, żebyśmy chcąc wieczorem sprawdzić, co u znajomych, nie zostawali za każdym razem zasypywani dezinformacją o energii, klimacie czy migracji – podsumowuje Przemysław Sadura, główny autor raportu.

Metodologia:

Raport przedstawia wyniki dwóch komplementarnych badań zrealizowanych w okresie lipiec – wrzesień 2025. Badanie ilościowe: eksperyment na reprezentatywnej próbie losowej (N = 1388) porównujący skuteczność prebunkingu i debunkingu oraz badanie jakościowe: netnografia oraz wywiady indywidualne (N=14), analizujące praktyki medialne, mechanizmy zaufania i reakcje afektywne.

Dłuższe ciężarówki na polskich drogach. Pilotaż MI z zestawami 25,25 m budzi obawy przewoźników

Zdecydowanie dłuższe ciężarówki będą mogły jeździć po polskich drogach. Pilotaż Ministerstwa Infrastruktury może budzić kntrowersje.

– Nie zamykamy się na nowoczesne rozwiązania, bo wiemy, że w Europie są już w standardzie wydłużone zestawy drogowe. Istnieje jednak obawia, że pilotaż Ministerstwa Infrastruktury nie spowoduje ofensywy polskich przedsiębiorców, a wjechanie do kraju ciężarówek na zagranicznych rejestracjach z właśnie składem ciągnika ponad 25 metrowym – mówi Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

Pilotaż nie przez wszystkich oczekiwany. „Obawiamy się, że zamiast ekspansji polskich firm za granice będziemy mieli ekspansję zagranicznych na Polskę”

Projekt Ministerstwa Infrastruktury jest to projekt dopuszczający testowanie wydłużonych do 25,25m zestawów drogowych, które w tym przypadku będą musiały się składać z trzech, a nie jak dotychczas dwóch pojazdów. W proponowanym projekcie, ze względu na ograniczenie długości do 25,25m,  nie ma możliwości skompletowania składu z ciągnika siodłowego i dwóch tradycyjnych naczep. Będzie po prostu zbyt długi. Dodatkowo projekt dopuści też używanie naczep o zwiększonej długości przestrzeni ładunkowej.

O takie zmiany apelowało kilka organizacji zajmujących się działaniem w  sektorze TSL. uzasadnienie wprowadzenia tego projektu Ministerstwo Infrastruktury podaje poprawę konkurencyjności polskiego transportu.  Przedsiębiorcy widzą zalety proponowanych rozwiązań, ale widzą też sporo potencjalnych zagrożeń.

– Moim zdaniem przepisy te po prostu dopuszczą zagraniczną, unijną konkurencję stosującą już tego typu rozwiązania w swoich krajach, na nasz rynek. Dlatego, jeśli już, to raczej podnoszą konkurencyjność zagranicznych przewoźników na rynku polskim, a nie polskich zagranicą. W skali całej Unii Europejskiej takie rozwiązanie być może ma sens, ale czy przy aktualnym stanie polskiej branży transportowej powinniśmy się przejmować kondycją zagranicznych przewoźników? – mówi Dariusz Matulewicz.

– Zastanawiające i dające do myślenia w całym tym EMS-owym galimatiasie jest natomiast stanowisko Francji czy Włoch, które pomimo dobrze rozwiniętej sieci autostrad, predysponującej do wykorzystania EMS-ów, od dłuższego czasu jednoznacznie przedstawia negatywne podejście do takiego rozwiązania i odmawia dopuszczenia ich na swoim terytorium – dodaje ekspert.

– Wiem, że  nie możemy bronić się przed postępem, a to bez wątpienia należy uznać za postęp techniczny, ale samo rozwiązanie przydatne będzie głównie dla dużych międzynarodowych producentów i operatorów logistycznych działających zarówno w naszym kraju jak i tam gdzie takie rozwiązania są dopuszczone. Ponieważ tego typu rozwiązania są już testowane w innych krajach to właśnie z tych doświadczeń wiemy, że jest to  rozwiązanie, które przynosi największe korzyści tylko tym uczestnikom łańcucha dostaw – dodaje ekspert.

Obaw więcej niż perspektyw

Patrząc zaś z perspektywy polskiego przewoźnika drogowego, eksperci przekonują, że trudno dostrzec jednoznaczne korzyści.

– Dostrzegamy natomiast wiele zagrożeń. Zwolennicy tego rozwiązania mówią o obniżeniu kosztów przewozu czy zmniejszeniu zapotrzebowania na pracę kierowców oraz zmniejszeniu jednostkowej (przeliczanej na jednostkę ładunku) emisji CO2. Trudno nie zgodzić się z tym ostatnim argumentem jednak pozostałe są bardzo dyskusyjne. Jaka jest pewność, że z przewiezienia większej masy ładunkowej przewoźnikowi pozostanie większy zysk? Bo czy nie o zysk chodzi w prowadzeniu jakiejkolwiek działalności gospodarczej? Tutaj mamy wrażenie, że rządzący przyjęli sobie za punkt honoru obniżenie marż firm transportowych przy jednoczesnym podnoszeniu wszelkich możliwych wydatków, opłat, podatków, parapodatków i wprowadzaniu nowych – mówi Dariusz Matulewicz.

Czy nasza infrastruktura jest gotowa na takie zmiany transportowe? Mamy już w Polsce dość szeroką sieć dróg ekspresowych i autostrad dobrej jakości i na tej właśnie sieci ten projekt powinien się oprzeć.

Czy wielu przewoźników będzie chętnych do testowania takich składów?

– Trudno powiedzieć czy będzie ich wielu, bo to tylko testy, co nie skłania do inwestowania w tego typu sprzęt, ale nie jest też wielką tajemnicą, że już dzisiaj w naszym kraju są przewoźnicy, którzy wykorzystują takie pojazdy i świadczą tego typu usługi w innych krajach zgodnie oczywiście z tamtejszym prawem. Szwecja, Norwegia czy Niemcy umożliwiają wykorzystanie takich pojazdów.  Jest to rozwiązanie, które wymaga zgodnej współpracy nadawcy, załadowcy, przewoźnika i odbiorcy. W tych krajach takie rozwiązania istnieją. I na przykład odpowiedzialność za przeładowania czy niewłaściwe załadowanie pojazdu spada tam również na załadowcę więc załadowca dba nie tylko o to, żeby do pojazdu weszło jak najwięcej, ale żeby tego pojazdu nie przeładować, żeby przewoźnik mógł towar dostarczyć bezpiecznie, a sam przewoźnik nie obawia się, że pozostali uczestnicy przedkładają inne priorytety nad bezpieczeństwo – mówi Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

– Rozwiązanie to jest najbardziej pożądane i oczekiwane przez firmy przemieszczające duże objętościowo masy ładunkowe pomiędzy swoimi zakładami czy oddziałami mające dobry dostęp do sieci autostrad czy dróg ekspresowych. I tutaj, ze względu na konieczną integrację współpracy wielu stron łańcucha dostaw, o których wcześniej mówiłem oraz niezbędną infrastrukturę to rozwiązanie najlepiej się sprawdzi. Wszystkie inne przypadki niosą za sobą zagrożenia, które można długo wymieniać – przyznaje ekspert.

ChatGPT i Perplexity zmieniają e-commerce: ruch z wyszukiwania AI rośnie, konwersje biją social media

0

Salesforce ujawnił kompleksowe wyniki sezonu zakupów świątecznych 2025 (1 listopada–31 grudnia), które pokazują rekordową sprzedaż online na poziomie 1,29 biliona dolarów na całym świecie – przy silnym wpływie AI i agentów na wyniki sprzedażowe. Mimo wyższych średnich cen towarów, wzrost sprzedaży rok do roku wyniósł globalnie 7%, co dowodzi utrzymującej się siły konsumpcji przez cały okres zakupowy.

Konsumenci docenili agentów AI w 2025 roku

Rok 2025 był punktem zwrotnym dla nowej generacji wyszukiwania napędzanego przez AI – udział globalnego ruchu z zewnętrznych kanałów wyszukiwania AI, takich jak ChatGPT i Perplexity, podwoił się w porównaniu z rokiem ubiegłym. Choć te kanały nadal się rozwijają, to już dziś dostarczają klientów o bardzo wysokiej intencji zakupowej. Klienci, którzy trafiali na strony sprzedawców przez kanały AI, konwertowali aż dziewięć razy częściej niż ci, którzy przychodzili z mediów społecznościowych.

Markowi agenci należący do detalistów również przyczynili się do wzrostu sprzedaży – jednocześnie zwiększając efektywność pracy ich zespołów. Firmy wykorzystujące własnych agentów AI, w tym klienci Salesforce, takie jak Pandora, SharkNinja i Funko, odnotowały o 59 % wyższy wskaźnik wzrostu sprzedaży – średnio 6,2% wzrostu rok do roku wobec 3,9% u detalistów bez takich rozwiązań. Kupujący korzystali z technologii AI i agentów do obsługi klienta 126% częściej podczas szczytu świątecznego niż w dwóch poprzedzających miesiącach.

Podczas szczytu sezonu agenci AI stali się kluczowi dla obsługi klienta dostępnej 24/7. Grudzień przyniósł 66% wzrost liczby rozmów obsługiwanych przez agentyczne AI w porównaniu z listopadem, a interakcje w tygodniu Świąt Bożego Narodzenia i Boxing Day (wtorek po Bożym Narodzeniu) wzrosły rok do roku o 12%. Oprócz odpowiadania na pytania, agentom udało się wykonać 142% więcej zadań niż w dwóch poprzednich miesiącach – m.in. aktualizowanie adresów dostawy i inicjowanie zwrotów, które dla ludzkich konsultantów są czasochłonnymi zadaniami.

Głębsze spojrzenie na sezon zakupów 2025

  • Sklepy stacjonarne nadal mają znaczenie: prawie co piąte zamówienie w tym sezonie zostało zrealizowane w modelu BOPIS (Buy online, pick up in store), czyli przez odbiór w sklepie po zakupie online. Jednak w miarę jak klienci spieszyli się, by sfinalizować zakupy na ostatnią chwilę, ten wskaźnik wzrósł do jednego na trzy zamówienia w ciągu pięciu ostatnich dni przed Bożym Narodzeniem.
  • Wzrost liczby zwrotów: ponad 181 mld dolarów zakupów online z okresu 1 listopada–31 grudnia zostało już zwróconych. Stanowi to 14% wszystkich zakupów i oznacza 10% wzrost liczby zwrotów w porównaniu z ubiegłym rokiem. Produkty zakupione w sklepie stacjonarnym w cztery ostatnie dni przed Bożym Narodzeniem mają największe prawdopodobieństwo zwrotu w styczniu.
  • Siła nabywcza konsumentów wciąż silna: w całym sezonie świątecznym średnia cena sprzedanych produktów ASP (average selling price) wzrosła globalnie o 7% rok do roku. Mimo wyższych cen klienci nie zniechęcili się – liczba zamówień w tym sezonie wzrosła o 3% globalnie w porównaniu z ubiegłym rokiem.
  • Intensywne przeglądanie przed zakupem: w sezonie świątecznym 2025 roku, klientów cechowały wyższa odporność oraz dociekliwość – ruch online wzrósł globalnie o 13% w porównaniu z ubiegłorocznymi wolumenami, zdecydowanie przewyższając odpowiedni wskaźnik wzrostu z poprzedniego roku (1%).

Sezon świąteczny 2025 stanowił punkt zwrotny w kierunku handlu „agentycznego”. Choć klienci pozostali odporni wobec wyższych cen, prawdziwie przełomowe było to, jak detaliści polegali na AI i agentach, by poradzić sobie z gorączką zakupów świątecznych. Agenci nie tylko wygenerowali 262 mld dolarów sprzedaży poprzez wyszukiwanie z wysoką intencją, stali się też operacyjnymi bohaterami sezonu, obsługując 142% więcej zadań, takich jak zwroty i aktualizacje wysyłek. To nie był tylko większy sezon niż rok temu, to był sezon wydajniejszy i bardziej inteligentny.” – ocenia Caila Schwartz, Director, Consumer Insights, Salesforce.

Metodologia danych świątecznych Salesforce 2025

Dane świąteczne zostały opracowane na bazie narzędzi Agentforce 360, Agentforce Commerce, Agentforce Marketing oraz Agentforce Service. Salesforce przeanalizował dane zagregowane z aktywności ponad 1,5 miliarda kupujących na całym świecie z ponad 89 krajów, ze szczególnym uwzględnieniem 18 kluczowych rynków: Stanów Zjednoczonych, Kanady, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii, Japonii, Holandii, Australii, Nowej Zelandii, regionu Azji i Pacyfiku (z wyłączeniem Japonii, Australii i Nowej Zelandii), Szwajcarii, Ameryki Łacińskiej (LAM), Bliskiego Wschodu i Afryki (MEA), Europy Wschodniej, Belgii oraz krajów nordyckich. Ta bogata baza danych pozwala przyjrzeć się głęboko ostatnim dziewięciu kwartałom i obecnemu stanowi handlu cyfrowego.

Prezentowane dane wynikają z własnych badań Salesforce. Obliczenia łączą dane pierwszo- i trzecioosobowe oraz uwzględniają kilka założeń rynkowych.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce stabilizuje się po korekcie. 2026 ma przynieść odbicie

0

Polski rynek nieruchomości komercyjnych przeszedł w 2025 roku z fazy korekty do etapu stabilizacji. Mimo odnotowanego spadku całkowitego wolumenu transakcji o 12,9% rok do roku, fundamenty sektora uległy wyraźnemu wzmocnieniu. Kluczowe sektory – biurowy i przemysłowy – powróciły na ścieżkę wzrostu, a kumulacja aktywności w ostatnim kwartale roku oraz poprawiające się warunki finansowania tworzą solidne podłoże pod spodziewane odbicie w 2026 roku.

Całkowita wartość sfinalizowanych transakcji na polskim rynku inwestycyjnym w 2025 roku wyniosła 4,3 mld euro, co oznacza spadek o 12,9% r/r. Obraz rynku jest jednak bardziej zróżnicowany, niż wskazywałaby na to roczna dynamika. Aż 45% całego wolumenu wygenerowano w samym czwartym kwartale, co sygnalizuje wzrost płynności i determinację inwestorów do zamykania procesów przed końcem roku. Co istotne, spadek wolumenu nie wynikał z braku zainteresowania Polską, lecz z przesunięcia części dużych procesów transakcyjnych na początek 2026 roku. Na rynku było mniej pojedynczych, spektakularnych przejęć nieruchomości o dużej wartości niż w poprzednim roku, a dominowały mniejsze i średnie transakcje, szczególnie w sektorze nieruchomości przemysłowo-logistycznych oraz handlowych.

Fundamenty gospodarcze i perspektywy

Stabilizację rynku nieruchomości wspierają solidne wyniki polskiej gospodarki, która z wzrostem PKB na poziomie około 3,5% w 2025 roku utrzymała status jednego z liderów Unii Europejskiej. Pozytywny obraz dopełnia wyraźne wyhamowanie inflacji do poziomu 2,4% w grudniu oraz seria obniżek stóp procentowych ogłaszanych zarówno przez Europejski Bank Centralny jak i NBP, które obniżyły odpowiednio stopę refinansową w strefie euro do 2,15% i stopę referencyjną do 4% w Polsce. Poprawa warunków monetarnych oraz prognozowane przyspieszenie gospodarcze w 2026 roku tworzą przewidywalne otoczenie dla długoterminowych strategii inwestycyjnych.

Polska gospodarka wchodzi w 2026 rok z dużą pewnością siebie. Sprzyjająca polityka fiskalna i monetarna w połączeniu z przyspieszającymi inwestycjami sprawiają, że wzrost PKB w Polsce w 2026 roku może osiągnąć nawet 4%, co czyni nasz rynek jednym z najbardziej atrakcyjnych miejsc do lokowania kapitału w regionie – mówi Wioleta Wojtczak, Head of Research, Savills Polska.

Rynek inwestycyjny – wolumen transakcji i struktura sektorowa

Wartość inwestycji w 2025 roku osiągnęła niespełna 4,3 mld euro przy ponad 145 transakcjach, co stanowi spadek o 12,9% w porównaniu z ubiegłym rokiem. Wynik ten odzwierciedla mniejszą liczbę spektakularnych transakcji handlowych, które widzieliśmy w poprzednim roku i przesunięcie kilku dużych transakcji na początek 2026 roku, co zapowiada mocniejszy start tego roku. Pomimo ogólnego spadku, ostatni kwartał 2025 roku okazał się wyjątkowo aktywny; zainwestowano w nim prawie 1,9 mld euro, co stanowi 45% całorocznego wyniku.

Aktywność skoncentrowana w ostatnim kwartale pokazuje, że inwestorzy wracają na rynek, choć robią to ostrożnie i selektywnie. Kluczowe jest to, że sektory biurowy i przemysłowo-logistyczny odnotowały wzrost odpowiednio o 7,4% i 11,8% – komentuje Mark Richardson, Head of Investment, Savills Polska.

W minionym roku odnotowano siedem transakcji o wartości przekraczającej 100 mln euro oraz kolejnych 18 transakcji w przedziale 50-100 mln euro. Jedną z największych było odkupienie przez CPI Property Group 49% udziałów w swoim polskim portfelu biurowo-handlowym od Sona Asset Management, które zostały sprzedane w 2024 r. i również odzwierciedlone w wolumenie z tamtego roku. Inne istotne przejęcia to m.in. dwa zakłady należące do Eko-Okna czy sprzedaż części portfela parków handlowych Vendo Park.

Struktura inwestycji według sektorów pokazuje wyraźne zmiany preferencji inwestorów w ostatnich latach. Sektor przemysłowo-logistyczny umocnił swoją pozycję, zwiększając udział z około 25% w latach 2016-2020 do 37% w latach 2021-2025. W tym samym czasie udział sektora biurowego spadł z niemal 40% do 32%, a handlowego z 30% do niespełna 23%.

Sektor biurowy – wzrost aktywności w centrach miast

W sektorze biurowym sfinalizowano ponad 50 transakcji o łącznej wartości blisko 1,8 mld euro, co oznacza wzrost o 8,5% pod względem liczby transakcji i 7,4% pod względem wartości r/r. Dwie transakcje dotyczyły portfeli nieruchomości, a wszystkie aktywa biurowe w obu portfelach zlokalizowane były wyłącznie w Warszawie. Spośród 49 zakupów pojedynczych budynków, 27 znajduje się w Warszawie, a w czołówce był też Kraków (6 nieruchomości) i Wrocław (5 biurowców).

Aktywność inwestorów w Warszawie, szczególnie w jej centrum, wspierają korzystne warunki najmu. Rynek charakteryzuje się stosunkowo niskimi wskaźnikami pustostanów i ograniczoną powierzchnią w budowie, co skutkuje luką podażową i presją wzrostową na czynsze – zauważa Daniel Czarnecki, Head of Landlord Representation, Savills Polska.

Budynki biurowe w Warszawie, które zmieniły właściciela w 2025 roku, to przede wszystkim aktywa zlokalizowane w strefach centralnych. Aż 88% wartości inwestycji zrealizowanych w ramach 17 transakcji w całym mieście było skoncentrowane w centrum miasta, głównie w jego zachodniej części. Obejmowały one między innymi budynki należące do CPI, Mennica Legacy Tower, Wola Center, Senator, Vibe B czy Wronia 31.

Kapitały czeski i polski były najbardziej aktywne w sektorze biurowym w 2025 roku, wypracowując odpowiednio blisko 38% i ponad 30% wartości transakcji. Wyprzedziły one znacznie inwestorów brytyjskich, których udział przekroczył nieco 9%.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych biur w centrum Warszawy, szacowane są na poziomie 6,00-6,25%. Najlepsze biura poza ścisłym centrum stolicy oraz w miastach regionalnych, notują stopy kapitalizacji wyższe o około 1,25-1,50 punktu procentowego.

Transformacja sektora handlowego

W sektorze handlowym sfinalizowano ponad 50 transakcji o łącznej wartości 862 mln euro, co stanowi spadek r/r o prawie 48%. Należy jednak zauważyć, że w 2024 roku ponad 1 mld euro było skoncentrowane w zaledwie trzech transakcjach (Silesia City Center, Magnolia Park oraz portfel sześciu nieruchomości nabytych przez Star Capital Finance). Pomimo znacznego spadku wartości, liczba transakcji pozostała na poziomie zbliżonym do 2024 roku (51 wobec 54). Rynek inwestycyjny w tym sektorze odzwierciedla trend widoczny od dłuższego czasu na rynku deweloperskim, gdzie dominują małe i średnie parki handlowe.

W ostatnich dwunastu miesiącach żadna z transakcji nie przekroczyła 200 mln euro. Wśród największych znalazły się: sprzedaż części portfela nieruchomości Trei Real Estate przejętych przez Ares Management Corporation i Slate Asset Management, sprzedaż centrum handlowego Libero w Katowicach na rzecz estońskiego Summus Capital oraz nabycie portfela małych parków handlowych przez Reticulum Group.

Również w sektorze handlowym polscy inwestorzy znaleźli się w gronie najbardziej aktywnych nabywców. Zajęli drugie miejsce pod względem wartości inwestycji, stanowiąc 19% całości sektora oraz pierwsze miejsce pod względem liczby transakcji z udziałem 31%.

Jednak dzięki przejęciu portfela Trei Real Estate przez Ares i Slate, wraz z kilkoma innymi transakcjami o znacznie mniejszej wartości, kapitał amerykański okazał się wiodącym źródłem inwestycji w krajowe aktywa handlowe (24% wartości). Inwestorzy czescy wygenerowali kolejne 12,7%, podczas gdy kapitał estoński – reprezentowany przez Summus Capital – odpowiadał za 12%.

Stopy kapitalizacji zależą od szeregu czynników, w tym formatu handlowego, lokalizacji, otoczenia konkurencyjnego i struktury najemców. Ze względu na brak dużych transakcji w tym segmencie, stopy kapitalizacji dla najlepszych centrów handlowych w Polsce szacowane są na 6,25-6,50%. W przypadku parków handlowych stopy wynoszą 7,00-8,00%, natomiast mniejsze centra convenience i parki handlowe, notują stopy kapitalizacji na poziomie 6,75-7,50%.

Lider wzrostu – sektor przemysłowo-logistyczny

W sektorze przemysłowo-logistycznym sfinalizowano 34 transakcje, przekładające się na niespełna 1,5 mld euro zainwestowanego kapitału. To drugi sektor po biurach, który odnotował wzrost wartości inwestycji r/r o blisko 12%. a Liczba transakcji wzrosła o cztery.

Średnia wielkość transakcji wyniosła ponad 43 mln euro, choć wartości były bardzo zróżnicowane, wahając się od 2 mln euro do ponad 253 mln euro. 12 ze sfinalizowanych transakcji przekroczyło 50 mln euro, cztery aktywa zostały nabyte za kwotę do 10 mln euro, a kolejnych dziewięć transakcji mieściło się w przedziale 10-20 mln euro.

Największą transakcją była sprzedaż portfelowa dwóch zakładów produkcyjnych należących do Eko-Okna, przejętych przez amerykański Realty Income. Drugą co do wielkości transakcją była sprzedaż dwóch nieruchomości przemysłowych zlokalizowanych w Bieruniu i Tychach na Górnym Śląsku, nabytych przez amerykański Hillwood za około 100 mln euro. Trzecia pod względem wielkości sprzedaż dotyczyła trzech magazynów Panattoni zakupionych przez Rysy Properties Limited za około 84 mln euro.

Jak w poprzednich latach, inwestorzy amerykańscy utrzymali się na szczycie rankingu inwestorów zaangażowanych w polskie nieruchomości przemysłowo-logistyczne. W 2025 roku stanowili ponad 41% kapitału zainwestowanego w sektorze, znacząco wyprzedzając inwestorów czeskich, którzy zajęli drugie miejsce z udziałem na poziomie 23%.

Po raz pierwszy również kapitał polski znalazł się wśród najbardziej aktywnych grup inwestorów w sektorze przemysłowo-logistycznym (8% wartości). Stało się to za sprawą aktywności DL Invest oraz kilku mniejszych inwestorów prywatnych.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów w sektorze pozostały stabilne po dekompresji obserwowanej w 2023 roku, kiedy na koniec roku wynosiły około 6,25%, niezależnie od tego, czy nieruchomości są obiektami z jednym czy z wieloma najemcami.

Sektor living – potencjał w budowie

Aktywność inwestycyjna w sektorze living w Polsce – obejmującym projekty PRS i PBSA – pozostaje ograniczona. Niewielki rozmiar istniejącego zasobu sprawia, że transakcje są realizowane głównie w formule forward, czyli zakupu lub finansowania projektów na etapie budowy.

W 2025 roku całkowita wartość inwestycji przekroczyła 130 mln euro w ramach pięciu transakcji, obejmujących zarówno transakcje finansowane na etapie budowy, jak i przedsprzedaży. Dwie z nich dotyczyły istniejących aktywów nabytych przez belgijskiego inwestora Xior Student Housing w Warszawie i Wrocławiu.

Jedną z najszerzej omawianych transakcji wśród uczestników rynku było osiągnięcie w połowie 2025 roku porozumienia wstępnego między TAG Immobilien a Resi4Rent dotyczącego sprzedaży ponad 5300 lokali mieszkalnych. Sfinalizowanie transakcji podlega zatwierdzeniu przez UOKiK i oczekiwane jest w połowie 2026 roku.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych projektów PRS pozostały w 2025 roku stabilne i szacowane są na 5,50-6,00%, w zależności od tego, czy aktywa znajdują się na gruntach mieszkaniowych czy komercyjnych. Z kolei stopy kapitalizacji najlepszych inwestycji w segmencie PBSA, szacowane są na około 6,00%.

Pochodzenie kapitału inwestycyjnego

Inwestorzy z Czech ulokowali ponad jedną czwartą kapitału zainwestowanego w Polsce, głównie za sprawą odkupienia przez CPI Property Group 49% udziałów w swoim polskim portfelu biurowo-handlowym od Sona Asset Management. Kapitał czeski, zainwestowany w ramach 14 transakcji, przekroczył 1,1 mld euro w 2025 roku.

Trzy z największych transakcji obejmowały kapitał amerykański, który łącznie uczestniczył w 16 przejęciach o łącznej wartości blisko 867 mln euro.

Polscy inwestorzy również znaleźli się na podium, stanowiąc blisko 20% całkowitej wartości. Pod względem liczby transakcji inwestorzy z Polski – zarówno prywatni, jak i instytucjonalni, a także z sektora publicznego – byli zaangażowani w aż 35% wszystkich przejęć.

Inwestorzy z Bliskiego Wschodu wygenerowali kolejne 6,8%, następnie Wielka Brytania z udziałem na poziomie niewiele poniżej 5% i Niemcy z około 3,3%. Zaangażowanie inwestycyjne wszystkich pozostałych krajów pozostało ograniczone, nie przekraczając 3%.

Prognozy na 2026 rok

Po okresie na dostosowanie się rynku, rok 2025 był rokiem stabilizacji i powrotu aktywności, podczas gdy 2026 rok ma przynieść ożywienie w aktywności transakcyjnej – przewiduje Mark Richardson. – Pierwsza połowa roku zapowiada się jako szczególnie aktywna, z szeregiem transakcji oczekujących na zamknięcie, które są już w fazie negocjacji lub zostały ogłoszone na etapie umowy przedwstępnej.

Obejmują one kilka dużych i istotnych dla rynku transakcji, takich jak sprzedaż portfela mieszkaniowego przez Resi4Rent, nabycie ośmiu aktywów handlowych od Auchan przez Adventum Penta Fund SCA SICAV-RAIF, a także transakcje dotyczące pozostałych parków handlowych z portfela Trei Real Estate.

W sektorze handlowym oczekuje się aktywności transakcyjnej nie tylko w formacie parków handlowych, ale także poprzez finalizację sprzedaży kilku dużych centrów handlowych. Biurowy rynek inwestycyjny również ma w 2026 roku odnotować powrót większych transakcji, w tym obejmujących najwyższej klasy nowe projekty.

Chociaż oczekuje się poprawy ogólnej płynności, inwestorzy pozostaną selektywni. Aktywa premium w głównych lokalizacjach będą prawdopodobnie osiągać lepsze wyniki, podczas gdy nieruchomości w mniej atrakcyjnych obecnie lokalizacjach lub wymagające nakładów finansowych będą notować dyskonto, ale transakcje takimi aktywami są wspierane wiarygodnymi strategiami repozycjonowania – dodaje Wioleta Wojtczak.

Wśród najbardziej aktywnych grup inwestorów oczekuje się, że kapitał z Europy Środkowo-Wschodniej i państw bałtyckich pozostanie bardzo aktywny. Jednocześnie przewiduje się stopniowy powrót kapitału zachodnioeuropejskiego na polski rynek w miarę poprawy płynności na rodzimych rynkach inwestorów.

Dane z ostatnich lat wyraźnie pokazują utrzymujące się zainteresowanie krajowych inwestorów inwestycjami w nieruchomości. Patrząc w przyszłość, oczekuje się, że kapitał polski będzie nadal stanowić istotny i stabilny komponent całkowitej aktywności rynkowej.

Obok tradycyjnych funduszy nieruchomościowych coraz wyraźniej widoczny jest również wzrost aktywności biur zarządzających majątkami bogatych rodzin. Te podmioty coraz aktywniej inwestują w nieruchomości, szukając stabilnych przychodów, bezpiecznego lokowania kapitału oraz projektów wymagających modernizacji w różnych sektorach.

Wyniki ponad konsensus, prognoza poniżej oczekiwań: nerwowa reakcja na raport Netflixa

Netflix zaprezentował wyniki za IV kwartał, które wyraźnie przebiły oczekiwania rynku, jednocześnie sygnalizując większą ostrożność w krótkoterminowych prognozach. Spółka osiągnęła 12.1 mld USD przychodów oraz 0.56 USD zysku na akcję, co okazało się lepsze od konsensusu Wall Street. Mimo solidnych danych finansowych inwestorzy zareagowali nerwowo, ponieważ prognoza na bieżący kwartał zakłada zysk na poziomie 0.76 USD na akcję, poniżej oczekiwanych 0.82 USD, przy sprzedaży zgodnej z rynkowymi szacunkami na poziomie 12.2 mld USD. W efekcie akcje spółki spadły w handlu posesyjnym o 5%.

Jednym z filarów wzrostu pozostaje baza użytkowników, która zwiększyła się o około 8%, przekraczając 325 mln subskrybentów na całym świecie. Jednocześnie Netflix jasno komunikuje, że w najbliższych kwartałach wyniki będą obciążone rosnącymi kosztami. Spółka planuje zwiększyć wydatki na filmy i seriale o około 10% w 2026 r., po tym jak w poprzednim roku przeznaczyła na treści blisko 18 mld USD. Dodatkowym obciążeniem będą koszty związane z finalizacją przejęcia aktywów studyjnych i streamingowych Warner Bros. Discovery, które w tym roku mają wynieść 275 mln USD, z czego 60 mln USD zostało już poniesione. W związku z tą transakcją Netflix wstrzymał skup akcji, koncentrując się na gromadzeniu gotówki.

Równolegle spółka rozwija strategię produktową i ofertę. W 2026 r. planowane jest wprowadzenie nowego interfejsu mobilnego, rozszerzenie katalogu wydarzeń na żywo i gier oraz zabezpieczenie praw do filmów m.in. od Universal i Sony. W obszarze fuzji i przejęć Netflix złożył zmienioną ofertę gotówkową w wysokości 27.75 USD za akcję na aktywa Warner Bros., konkurując z propozycją Paramount Skydance Corp. opiewającą na 30 USD za akcję.

Pomimo wolniejszego tempa przyrostu użytkowników Netflix utrzymuje dwucyfrowy wzrost sprzedaży dzięki podwyżkom cen oraz rosnącej roli reklam. Spółka planuje kolejne podwyżki cen w 2026 r. i zakłada, że przychody reklamowe podwoją się w bieżącym roku, rosnąc z około 1.5 mld USD osiągniętych w 2025 r. W dłuższym horyzoncie, na 2026 r., Netflix prognozuje wzrost sprzedaży do 51.7 mld USD, co oznacza dynamikę sięgającą 14%, oraz marżę operacyjną na poziomie 31.5%. Choć w krótkim terminie rentowność pozostanie pod presją rosnących kosztów i akwizycji, spółka liczy, że skala działalności, rozbudowana biblioteka treści oraz nowe źródła przychodów pozwolą utrzymać silną pozycję konkurencyjną w kolejnych latach.

Wojna celna straszy rynki, ZEW winduje euro, a złoto bije rekordy

Napięcia związane z wojną celną zgodnie z oczekiwaniami nie cieszą inwestorów po żadnej ze stron. W Niemczech optymizm z badań instytutu ZEW osiąga rekordowe poziomy. Kryptowaluty przegrywają w ostatnich dniach ze złotem. 

Spadki nie tylko w Europie

Wracający na rynki po dniu wolnym amerykańscy inwestorzy uznali, że potencjalny konflikt handlowy z Europą nie służy żadnej ze stron. Skoro obie strony wzajemnie obłożą się cłami na obu rynkach, zyskają… m.in. Chiny. W rezultacie wczoraj w odwrocie znalazły się główne indeksy za oceanem. Gwałtowność spadków jest tłumaczona przez fakt, że dodatkowy dzień wolny wstrzymywał notowania. Europa spada dzisiaj już trzeci dzień z rzędu. Nie wszystko jednak leci w dół. Złoto dzień w dzień przebija rekordy wszechczasów i próbuje atakować poziom 5000 dolarów za uncję. Jeszcze szybciej rośnie z kolei srebro, które pomimo zwyżek cen złota wyznacza swoje najwyższe poziomy od niemal 15 lat.

Optymizm w Niemczech

Wczoraj poznaliśmy dane na temat indeksu instytutu ZEW. Jest to specyficzne badanie ankietowe obrazujące optymizm lokalnych managerów. Wczorajszy odczyt jest o tyle ważny, że rynek oczekiwał dużej poprawy, ale jednak nie aż tak dużej. Prognozowano bowiem wzrost do poziomu 49,9 pkt. Otrzymano – powiedzmy sobie wprost – rewelacyjny poziom 59,6 pkt. Ostatni raz tak dobry rezultat notowano w 2021 roku. Porównywanie jednak danych na temat optymizmu do przyszłości z nastrojami świata wychodzącego z lockdownu nie jest dobrym punktem odniesienia. Oprócz tamtego czasu jednak ten wskaźnik ostatni raz na takich poziomach był ponad 10 lat temu. Te odczyty przyczyniły się do kolejnego umocnienia euro względem dolara. Ruch ten miał miejsce pomimo tego, że od dwóch dni europejska waluta wyraźnie zyskuje i inwestorzy powoli szukają momentu na realizację zysków.

Kryptowaluty w odwrocie

Ostatnie dni są trudne również dla inwestorów na rynku kryptowalut. Bitcoin, czyli waluta stanowiąca niemal 60% tego rynku, znów notuje silne spadki. Jeszcze tydzień temu osiągnięto poziom 98 000 USD i zastanawiano się, kiedy znajdziemy się na poziomie 100 000. Dzisiaj jednak spadliśmy przez moment do 88 000. Co powoduje tak silną przecenę? Na rynkach trwa ucieczka od ryzykownych aktywów. Widać, że kapitał w sytuacji dodatkowych napięć geopolitycznych wyraźnie wybiera tradycyjne złoto względem nowoczesnych kryptowalut. Nie pomaga również fakt, że pękła psychologiczna bariera 90 000 USD, która uruchomiła dodatkowe zlecenia sprzedaży.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Audi Revolut F1 Team zaprezentował bolid R26

Audi oficjalnie wkracza do świata „Królowej Motorsportu”. Podczas inauguracji w berlińskim Kraftwerk, zespół fabryczny Audi Revolut F1 Team zaprezentował światu swój bolid na sezon 2026 – model Audi R26, oraz ogłosił ambitne plany walki o tytuł mistrzowski do 2030 roku.

Debiut w sercu Berlina

Wybór miejsca premiery nie był przypadkowy. Kraftwerk Berlin, dawna elektrownia będąca ikoną kultury industrialnej, posłużyła jako tło dla połączenia surowej technologii z wizją przyszłości. Wydarzenie, w przeciwieństwie do zamkniętych prezentacji, otworzyło się na fanów, którzy zdobyli wejściówki w drodze losowania, podkreślając nową filozofię zespołu – otwartość i wyjście poza tradycyjny padok F1.

„DZISIEJSZY DZIEŃ TO WIĘCEJ NIŻ PREMIERA, TO PUBLICZNA ZAPOWIEDŹ NOWEJ ERY W AUDI. (…) AUDI REVOLUT F1 TEAM NIE POWSTAŁ PO TO, ABY UZUPEŁNIAĆ STAWKĘ – NASZ CEL TO WALKA O TYTUŁ MISTRZA ŚWIATA DO 2030 ROKU” – ZADEKLAROWAŁ GERNOT DÖLLNER, CEO AUDI AG.

Audi R26: Tytan, karbon i czerwień „Lava Red”

Głównym bohaterem wieczoru był bolid Audi R26. Jego malowanie odzwierciedla nową identyfikację wizualną marki w motorsporcie. Projektanci postawili na „techniczną elegancję”:

Dominacja materiałów: Unikalne tytanowe wykończenia kontrastują z odsłoniętym włóknem węglowym, co ma symbolizować redukcję wagi i czystą wydajność.

Akcenty: Całość przełamują dynamiczne elementy w odcieniu Lava Red oraz charakterystyczne cztery pierścienie Audi w specyfikacji F1.

Ten sam język stylistyczny – czyste linie i szczotkowane powierzchnie – zostanie przeniesiony na całą infrastrukturę zespołu, od garaży po odzież.

Partnerstwo z Revolut

Kluczowym elementem nowej tożsamości jest partnerstwo z globalnym fintechem – firmą Revolut. Logo firmy jest wyraźnie widoczne na bolidzie, a współpraca ma wykraczać poza tradycyjny sponsoring. Antoine Le Nel z Revolut podkreślił, że obie marki łączy mentalność „challengera” – rzucania wyzwania starym porządkom.

Podczas premiery zaprezentowano już pierwsze efekty synergii: goście mogli zaprojektować własne karty płatnicze na miejscu, a oficjalny sklep zespołu (startujący 19 lutego) będzie zintegrowany z systemem Revolut Pay.

Zespół fabryczny

Siłą Audi Revolut F1 Team ma być status zespołu fabrycznego. Mattia Binotto (Head of Audi F1 Project) oraz Jonathan Wheatley (Team Principal) przedstawili strukturę, w której rozwój silnika w niemieckim Neuburgu jest ściśle zintegrowany z pracami nad podwoziem w szwajcarskim Hinwil.

„PEŁNA INTEGRACJA PROCESÓW DAJE NAM CAŁKOWITĄ KONTROLĘ, ELIMINUJE ZBĘDNE KOMPROMISY (…) KONTROLUJĄC KAŻDY PARAMETR, OD BLOKU SILNIKA PO PRZEDNIE SKRZYDŁO” – WYJAŚNIŁ BINOTTO.

Kierowcy

Za kierownicą R26 zasiądzie duet łączący rutynę z młodzieńczą energią:

2026 Launch: Race suits

Nico Hülkenberg: Weteran F1, który wnosi niezbędne doświadczenie w rozwoju bolidu. Podkreślił on energię i determinację nowego zespołu.

Gabriel Bortoleto: Młody talent, dla którego jazda dla tak legendarnej marki jest spełnieniem marzeń i „życiową szansą”.

Styl poza torem: Kolekcja z adidas

Audi wchodzi do F1 nie tylko z technologią, ale i z modą. Zaprezentowano kolekcję odzieży stworzoną we współpracy z marką adidas. Linia ubrań, spójna z malowaniem bolidu, trafi do sprzedaży globalnej 19 lutego 2026 roku, oferując fanom zarówno odzież techniczną (replica), jak i lifestylową.

Co dalej?

Po berlińskiej premierze zespół wchodzi w fazę ostatecznych testów. Audi R26 wyjedzie na tor podczas oficjalnych testów przedsezonowych w Bahrajnie, by następnie zadebiutować w wyścigu otwarcia w Melbourne.

Sezon 2026, wraz z nowymi regulacjami technicznymi, to moment resetu w Formule 1. Audi Revolut F1 Team jasno sygnalizuje: nie przyszliśmy tu tylko brać udziału, przyszliśmy wygrywać.

Corteva i BP tworzą spółkę joint venture Etlas produkującą surowce do biopaliw

Partnerstwo wykorzysta technologię Corteva i zintegrowany potencjał BP w zakresie możliwości do produkcji i dostarczania surowców do biopaliw na rynki globalne. 

Ignacio Conti obejmie stanowisko dyrektora generalnego nowej spółki, a Gaurav Sonar zostanie przewodniczącym rady dyrektorów.

INDIANAPOLIS I LONDYN (7 stycznia 2026 r.) – Corteva Inc. (NYSE: CTVA) i BP (NYSE: BP, LSE: BP.L) ogłosiły utworzenie spółki joint venture Etlas, nowego wspólnego podmiotu, który będzie produkować olej z roślin uprawnych – w tym rzepaku, gorczycy i słonecznika wykorzystywany w produkcji biopaliw, takich jak zrównoważone (lub syntetyczne) paliwo lotnicze (SAF) i odnawialny olej napędowy (RD). Etlas wykorzysta zarówno stuletnie doświadczenie Corteva w technologii nasiennej do opracowania upraw idealnie nadających się do produkcji biopaliw płynnych (SAF) i biopaliw referencyjnych (RD), jak i doświadczenie BP w rafinacji i sprzedaży paliw na rynek transportu komercyjnego.

Etlas planuje produkcję miliona ton metrycznych surowca rocznie do połowy lat 30. XXI wieku, co pozwoliłoby na produkcję ponad 800 tysięcy ton biopaliw. Pierwsze dostawy mają rozpocząć się w 2027 roku i będą wykorzystywane do współprzetwarzania w rafineriach, a także w wyspecjalizowanych zakładach produkujących biopaliwa.

Dominujące szacunki branżowe wskazują, że globalny popyt na biopaliwa płynne (SAF) wzrośnie do 10 milionów ton do 2030 rokui – z około 1 miliona ton w 2024 roku, podczas gdy globalny popyt na biopaliwa referencyjne (RD) może wzrosnąć do 35 milionów ton do 2030 rokuii z około 17 milionów ton w 2024 roku. Spółka Etlas została stworzona z myślą
o zapewnieniu niezawodnych i skalowalnych dostaw surowca, aby pomóc w zaspokojeniu tego przewidywanego popytu.

Surowiec wykorzystywany przez Etlas będzie zbierany z upraw hodowanych na istniejących gruntach ornych, pomiędzy głównymi sezonami upraw żywności. Takie uprawy pośrednie mogą pomóc poprawić kondycję gleby, zapewniając jednocześnie rolnikom nowe źródło dochodu. Biorąc pod uwagę, że wykorzystują istniejące grunty orne w okresach, gdy wcześniej były one nieproduktywne, takich jak ugory czy okresy przejściowe, nie będą generować dodatkowego zapotrzebowania na ziemię uprawną.

– Pomagając w założeniu Etlas, Corteva kontynuuje realizację dwóch kluczowych elementów naszej misji: pomagania w “napędzaniu” świata i wspierania rolników. Rolnictwo jest częścią tych działań i cieszymy się z powstania Etlas – mówi Judd O’Connor, wiceprezes wykonawczy działu nasion w Corteva.

To przedsięwzięcie joint venture o niskim kapitale stwarza możliwości w naszym łańcuchu wartości biopaliw, wzmacniając naszą pozycję i pomagając w generowaniu atrakcyjnych zysków. Cieszymy się ze współpracy z Corteva, co pomoże spełniać oczekiwania naszych klientów – mówi Philipp Schoelzel, starszy wiceprezes ds. rozwoju biopaliw w BP.

Ignacio Conti, dyrektor generalny Etlas
Ignacio Conti, dyrektor generalny Etlas

Ignacio Conti, dyrektor ds. globalnego rozwoju biznesu w Corteva, zostanie nowym dyrektorem generalnym Etlas, a Gaurav Sonar, wiceprezes ds. nowych surowców w BP, obejmie funkcję przewodniczącego rady dyrektorów.

– W obliczu poszukiwania przez branżę lotniczą niezawodnych, zrównoważonych
i konkurencyjnych cenowo źródeł SAF, rola rolników jest tu kluczowa
– mówi Ignacio Conti, dyrektor generalny Etlas.  – Etlas zrzesza światowych liderów innowacji w rolnictwie i produkcji energii, aby zaspokoić to zapotrzebowanie z wykorzystaniem wiedzy technologicznej i bliskich relacji z rolnikami na całym świecie, co pomoże w zwiększeniu produkcji i podaży, jednocześnie oferując rolnikom nowe źródła dochodu – dodaje.

Lech Kaniuk dołącza do Eleven jako Venture Partner w Polsce

Eleven, jeden z wiodących europejskich funduszy venture capital, ogłasza, że Lech Kaniuk dołącza do zespołu Eleven w Polsce jako Venture Partner. Ten krok stanowi znaczące zaangażowanie na rynku, który stał się jednym z najdynamiczniejszych ekosystemów startupowych w Europie.

Liczby mówią same za siebie: Polska jest obecnie liderem w Europie Środkowo-Wschodniej, z 60 scaleupami – więcej niż jakikolwiek inny kraj w regionie. Wartość ekosystemu startupów w Polsce wynosi 58 miliardów euro, zajmując czwarte miejsce pod względem liczby „jednorożców”, ustępując jedynie Estonii, Chorwacji i Ukrainie.

Lech Kaniuk ma ponad 20-letnie doświadczenie w budowaniu i skalowaniu firm technologicznych w Polsce i Europie. Założył PizzaPortal.pl, która w ciągu roku stała się wiodącą w Polsce platformą do zamawiania jedzenia online, a następnie została przejęta przez Delivery Hero za 120 milionów złotych. Obecnie związany z SunRoof Technology, jedną z wiodących europejskich firm w dziedzinie dachów solarnych.

W trakcie swojej kariery pozyskał ponad 150 milionów euro. Jest również aktywnym aniołem biznesu i autorem kilku bestsellerowych książek o przedsiębiorczości, sprzedaży oraz strategii wejścia na rynek.

 „Uważam, że Eleven reprezentuje złoty standard tego, jak fundusze VC powinny wspierać założycieli” – mówi Kaniuk. „Po ponad 20 latach budowania i skalowania firm wiem, że kapitał to tylko jeden element równania. To jakość partnerstwa decyduje o tym, czy startup się rozwinie, czy utknie w martwym punkcie. Moim celem jest wesprzeć rozwój Eleven w Polsce, wnosząc praktyczne doświadczenie operacyjne do jednego z najbardziej perspektywicznych ekosystemów startupowych w Europie”- dodaje Kaniuk.

Polska ma solidne fundamenty: silne zaplecze technologiczne przy konkurencyjnych kosztach, duży rynek wewnętrzny umożliwiający walidację i wzrost oraz coraz większą grupę doświadczonych operatorów. O jej sile decyduje dziś rosnąca dojrzałość ekosystemu – doświadczeni założyciele coraz częściej stają się aniołami biznesu i doradcami, a inżynierowie z globalnych firm technologicznych, takich jak Google, Meta czy Amazon, decydują się na zakładanie własnych przedsięwzięć.

“Polska będzie jednym z kluczowych motorów napędowych europejskiej gospodarki w nadchodzących dekadach – i konsekwentnie stawiamy na ten kierunek” – mówi Daniel Tomov, partner założycielski w Eleven. “Lech podziela nasze DNA. Wielokrotnie był po stronie założyciela i doskonale wie, co oznacza pozyskiwanie finansowania, zmiana kierunku, skalowanie biznesu i wyjście z inwestycji. Nie dołącza po to, by doradzać z dystansu, lecz by realnie pracować ramię w ramię z założycielami.”

Kaniuk będzie wspierał Eleven w Polsce, łącząc pozyskiwanie inwestycji z bezpośrednią współpracą ze spółkami portfelowymi.

Cieszę się, że mogę wspierać przedsiębiorców z naszego regionu – mówi Kaniuk.Chcę pomóc lokalnym founderom w pozyskaniu pierwszej rundy finansowania VC oraz wesprzeć regionalne firmy w ekspansji.

Złoto i srebro na nowych maksimach. Geopolityka znów rozdaje karty

Złoto przebiło historyczne szczyty, na rynkach widać klasyczny zwrot w stronę bezpiecznych przystani.

Dla kontraktów terminowych nowy rekord na złocie to 4 745 USD za uncję, gdy minimum z 52 tygodni wynosiło 2 721 USD, a w tym okresie wzrost jego ceny przekroczył 70%.

Nowy rekord poprzedzony został korektą, po 26 grudnia cena złota spadła o ponad 200 dol. za uncję. Spodziewano się korekty, ale tak się nie stało, złoto bardzo szybko odbiło ku nowym rekordom.

– Spodziewałem się raczej dalszej małej korekty na metalach szlachetnych, a mamy nowe szczyty na złocie i srebrze – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Sobierajski, analityk rynku akcji w XTB.

Srebro podrożało do 95 USD za uncję, gdy minimum z 52 tygodni to 28 USD, a w tym okresie jego cena wzrosła o ponad 200%.

– Na tych wzrostach zaważyły czynniki geopolityczne i wszystko wskazuje, że kolejne kwartały będą podobne – dodaje ekspert XTB. – Jeszcze niedawno oceniałem, że cena złota w tym roku nie przebije 5 tys. dolarów, a teraz możliwe jest, że stanie się to na przełomie I kwartału, sprzyjają temu czynniki fundamentalne.

Trudniejsza do prognozowania stała się cena srebra, kolejne kwartały będą dość dużą huśtawką.

– Można spodziewać się sesji, gdy jednego dnia srebro będzie drożało o 5%, aby następnego dnia spaść o 5%, a to dlatego, że pojawili się gracze spekulacyjni bardzo mocno napędzający cenę srebra – komentuje M.Sobierajski z XTB.

Trudno będzie jednak pobić w tym roku stopy zwrotu na metalach szlachetnych z 2025 r., ponieważ były rekordowo wysokie.

Prezydent Nawrocki kieruje budżet do Trybunału. Sam wysoki deficyt to za mało – kluczowe będzie uzasadnienie wniosku do TK

Decyzję prezydenta Karola Nawrockiego o podpisaniu ustawy budżetowej na 2026 rok i zamiarze skierowania jej w trybie następczym do Trybunału Konstytucyjnego oceniam przede wszystkim przez pryzmat jej potencjalnych skutków dla stabilności gospodarczej w bieżącym roku.

Taki ruch formalnie zapewnia ciągłość finansów publicznych, ale jednocześnie wprowadza dodatkową niepewność co doprzyszłych rozstrzygnięć. Dla przedsiębiorców kluczowe są spójność decyzji oraz przewidywalność otoczenia prawno-finansowego.

Przedsiębiorcy, inwestorzy i instytucje finansowe potrzebuję jasnego sygnału, czy przyjęte zapisy budżetowe są trwałe i wolne od istotnego ryzyka prawnego. Kierowanie całej ustawy lub jej istotnych fragmentów do Trybunału, nawet po jej podpisaniu, osłabia ten przekaz i zwiększa chaos interpretacyjny.

W uzasadnieniu decyzji prezydent, ustami swojego rzecznika, wskazał na bardzo wysoki deficyt budżetowy oraz rosnące zadłużenie państwa. Jednak prezydent nie może skierować ustawy budżetowej do TK jedynie z powodu krytycznej oceny rządowych polityk, wyrażonych w zapisach ustawy. Musi wskazać, które konkretnie, w jego przekonaniu, artykuły Konstytucji narusza ustawa budżetowa. Dzisiaj tego jeszcze nie wiemy.

Jednak, pomimo faktu, że rząd od marca 2024 ignoruje wyroki TK, to w obecnej formule ciężar ryzyka przenoszony jest na podmioty działające w oparciu o polityki i ich finansowanie zawarte w kwestionowanej przez prezydenta ustawie budżetowej, co nie sprzyja stabilności ani długofalowemu planowaniu, w szczególności inwestycyjnemu, działalności biznesowej.

Szpieg w sieci kontaktów. Jak LinkedIn stał się źródłem danych dla grup przestępczych

LinkedIn, postrzegany jako cyfrowa wizytówka kadry zarządzającej i specjalistów, dla grup przestępczych oraz obcych służb jest precyzyjnym źródłem wiedzy o strukturach firm i instytucji. O skali zagrożenia świadczy niedawny komunikat brytyjskiego kontrwywiadu MI5, który oficjalnie ostrzegł parlamentarzystów przed działaniami obcych agentów na tej platformie. Wykorzystując fałszywe profile, napastnicy miesiącami budowali relacje z osobami decyzyjnymi, by docelowo uzyskać dostęp do poufnych danych[1]. Ten przypadek pokazuje, że to, co uznajemy za networking, może być w rzeczywistości starannie zaplanowaną operacją pozyskiwania informacji.

Choć nagłośnione incydenty dotyczą świata polityki, analogiczne metody mogą zostać wykorzystane w szpiegostwie przemysłowym oraz ukierunkowanych atakach na firmy prywatne. LinkedIn, z bazą ponad miliarda użytkowników, pozwala przestępcom na dokładne mapowanie organizacji niemal dowolnej wielkości.

Analizując profile pracowników, atakujący są w stanie zidentyfikować nie tylko kluczowe osoby decyzyjne, ale także nowe osoby w zespole, ich zakres obowiązków czy realizowane aktualnie projekty. Takie dane stanowią fundament do przygotowania spersonalizowanych ataków socjotechnicznych, których celem może być sieć firmowa. Specyfika portalu sprawia, że użytkownicy darzą otrzymywane tam wiadomości znacznie większym zaufaniem niż tradycyjną korespondencję e-mail, co oszuści mogą bezwzględnie wykorzystać.

Pułapka na styku życia prywatnego i zawodowego

Wykorzystanie LinkedIna do ataków jest skuteczne również dlatego, że platforma ta często stanowi „szarą strefę” w bezpieczeństwie IT. Użytkownicy logują się do serwisu nie tylko na komputerach służbowych, ale także na prywatnych smartfonach i laptopach, na których firmowe systemy ochrony nie funkcjonują.

– Używanie prywatnych urządzeń do celów zawodowych sprawia, że działy IT tracą wgląd w potencjalne zagrożenia płynące z mediów społecznościowych. Nawet jeśli firma stosuje rygorystyczne filtry poczty e-mail, nie mają one wpływu na to, co pracownik otrzyma w prywatnej wiadomości w serwisie LinkedIn. Użytkownik, ufając renomie serwisu, znacznie chętniej klika w linki czy pobiera pliki, które mogą zawierać złośliwe oprogramowanie. Łączenie się z siecią firmową za pomocą zainfekowanego prywatnego urządzenia stanowi ryzyko – mówi Kamil Sadkowski, analityk cyberzagrożeń ESET.

Problem przenikania się sfery prywatnej i zawodowej w kontekście bezpieczeństwa potwierdzają badania. Z raportu „Cyberportret polskiego biznesu 2025”, przygotowanego przez ESET i DAGMA Bezpieczeństwo IT[2], wynika, że aż 28% polskich pracowników nie widzi problemu w wykorzystywaniu firmowego sprzętu do celów prywatnych. Z kolei zaledwie połowa badanych (56%) deklaruje unikanie logowania się do systemów firmowych z urządzeń prywatnych. To oznacza dużą grupę osób, które poprzez tego rodzaju zachowania mogą nieświadomie otwierać cyberprzestępcom furtkę do firmowych danych.

Ryzyko potęguje fakt, że przeprowadzenie takiej operacji jest dla napastników relatywnie proste. Używając skradzionych danych uwierzytelniających lub tworząc wiarygodne profile rekruterów, cyberprzestępcy mogą masowo docierać do wybranej grupy odbiorców. Bezwzględnie wykorzystują również to, że na portalu biznesowym darzymy nieznajomych znacznie większym zaufaniem niż w innych mediach społecznościowych. W efekcie niewinne zaproszenie do sieci kontaktów może stać się początkiem zaawansowanego ataku, którego stawką są najcenniejsze zasoby firmy.

Od fałszywego profilu do przejęcia konta

Działania podejmowane na LinkedIn rzadko kończą się na samej platformie. Są one zazwyczaj wstępem do bardziej zaawansowanych ataków, takich jak spear-phishing czy BEC (Business Email Compromise). Dzięki informacjom o strukturze firmy, relacjach podległości oraz realizowanych projektach, oszuści są w stanie przygotować niezwykle wiarygodne komunikaty, które uśpią czujność nawet doświadczonych pracowników. Spektrum zagrożeń jest jednak znacznie szersze:

  • Ataki bezpośrednie i werbunek: Napastnicy przesyłają złośliwe linki ukryte w ofertach pracy lub dokumentach rekrutacyjnych, które służą do instalacji oprogramowania typu infostealer. W skrajnych przypadkach, na co wskazywało MI5, platforma służy do typowego werbunku „współpracowników” wewnątrz organizacji.
  • Wykorzystanie deepfake’ów: LinkedIn jest cennym źródłem materiałów wideo i próbek głosu kadry zarządzającej. Mogą one zostać wykorzystane do tworzenia materiałów typu deepfake, używanych później w wyrafinowanych oszustwach finansowych.
  • Ataki na łańcuch dostaw: Przestępcy mapują nie tylko samą firmę, ale i jej partnerów biznesowych. Uderzenie w mniejszego dostawcę identyfikowanego przez LinkedIn może stać się „mostem” do przełamania zabezpieczeń głównego celu.
  • Przejmowanie kont (Account Hijacking): Poprzez fałszywe strony logowania czy wycieki haseł, napastnicy przejmują profile realnych użytkowników. Takie „uwiarygodnione” konto służy następnie do rozsyłania złośliwych treści do całej sieci kontaktów ofiary, co drastycznie zwiększa skuteczność ataku.

– Badacze ESET wykryli kampanie, w których członkowie grupy Lazarus, podszywając się pod rekruterów, instalowali złośliwe oprogramowanie na komputerach pracowników sektora lotniczego[3]. Co więcej, w ramach operacji Wagemole, osoby powiązane z Koreą Północną próbowały wręcz uzyskać realne zatrudnienie w zagranicznych firmach, by infiltrować je od środka[4]. Z kolei przykład grupy Scattered Spider i ataku na hotele MGM pokazuje, jak niebezpieczne jest wykorzystanie danych z serwisu LinkedIn do manipulowania pracownikami wsparcia technicznego. Doprowadziło to do paraliżu systemów i strat rzędu 100 milionów dolarów[5]. Każda informacja upubliczniona w naszym profilu może zostać użyta do uwiarygodnienia ataku – odpowiada Kamil Sadkowski.

Jak ograniczyć ryzyko? Budowanie cyfrowej czujności

Głównym wyzwaniem w walce z zagrożeniami na LinkedInie pozostaje ograniczona widoczność tych działań dla działów bezpieczeństwa IT. Dlatego kluczowym elementem ochrony staje się edukacja pracowników i włączenie scenariuszy ataków na platformach społecznościowych do regularnych szkoleń z zakresu cyberbezpieczeństwa.

– Każdy pracownik powinien mieć świadomość, że nawet na tak profesjonalnej platformie jak LinkedIn, nie każda osoba nawiązująca kontakt ma czyste intencje. Nadmierne dzielenie się szczegółami dotyczącymi wewnętrznych projektów czy struktury firmy to ułatwienie zadania dla napastnika. Szczególną czujność powinna zachować kadra zarządzająca, która ze względu na swoje uprawnienia jest najczęstszym celem precyzyjnie targetowanych kampanii – zaznacza Kamil Sadkowski.

Aby zminimalizować ryzyko przejęcia konta i infekcji urządzeń, eksperci zalecają przestrzeganie kilku podstawowych zasad:

  • Weryfikacja kontaktów: Zanim przyjmiesz zaproszenie, sprawdź profil osoby zapraszającej. Brak wspólnych znajomych, uboga historia aktywności lub bardzo świeża data utworzenia konta powinny wzbudzić czujność.
  • Wieloskładnikowe uwierzytelnianie (MFA): Włączenie dwuetapowej weryfikacji logowania na LinkedInie to najskuteczniejsza metoda ochrony przed przejęciem profilu, nawet w przypadku wycieku hasła.
  • Ograniczenie widoczności: Warto zweryfikować ustawienia prywatności profilu i ograniczyć dostęp do szczegółowych informacji o projektach osobom spoza sieci kontaktów.
  • Ochrona wszystkich urządzeń: Skoro LinkedIn jest obsługiwany także na urządzeniach prywatnych, niezbędne jest stosowanie sprawdzonego oprogramowania zabezpieczającego na urządzeniach mającym dostęp do zasobów firmy.

[1] bbc.co.uk/news/articles/c4gpnz05kr8o

[2] https://in.eset.pl/cyberportret-polskiego-biznesu

[3] https://www.welivesecurity.com/en/eset-research/lazarus-luring-employees-trojanized-coding-challenges-case-spanish-aerospace-company/

[4] https://www.welivesecurity.com/en/eset-research/deceptivedevelopment-from-primitive-crypto-theft-to-sophisticated-ai-based-deception/#north-korean-it-workers-aka-wagemole

[5] https://inszoneinsurance.com/blog/cyberattack-mgm-resort-explained

Prognozy dla Polski na 2026: PKB 3,8%, inwestycje dwucyfrowe, inflacja blisko 2–2,5%

Początek 2026 roku to dla polskiej gospodarki czas dynamicznego rozwoju i optymistycznych perspektyw na przyszłość. Według prognoz Coface w bieżącym cyklu koniunkturalnym osiągnie ona punkt kulminacyjny. Jak szacują eksperci, PKB wzrośnie o 3,8% r/r w 2025 roku wzrost ten wyniósł 3,6%. Jednak nad koniunkturą wzrostową wciąż ciążą istotne ryzyka – zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Jakie czynniki będą napędzały wzrost gospodarczy Polski w 2026 roku, a jakie już dziś budzą słuszny niepokój?

Na obecny krajobraz makroekonomiczny składa się kilka kluczowych czynników, które w różnym stopniu będą kształtować koniunkturę w bieżącym roku. Wśród nich szczególne znaczenie będą miały: tempo inwestycji i popytu krajowego, sytuacja u głównych partnerów handlowych oraz warunki finansowania w gospodarce. W tle natomiast pozostają ryzyka fiskalne i geopolityczne. Przedstawiamy prognozy gospodarcze firmy Coface na 2026 rok.

Inwestycje i popyt krajowy jako główne filary wzrostu gospodarczego

Podobnie jak w III kwartale 2025 roku, głównym źródłem wzrostu pozostaną inwestycje. W 2026 roku sprzyjać im będzie zarówno upływający w tym roku termin wykorzystania środków z Krajowego Planu Odbudowy, który wymusza kumulację projektów inwestycyjnych, jak i coraz większa absorpcja funduszy w ramach polityki spójności. Ponadto rosnąca akcja kredytowa dla sektora przedsiębiorstw pokazuje, że obniżki stóp procentowych tworzą bardziej sprzyjające warunki dla finansowania inwestycji po stronie sektora prywatnego.

Istotnym komponentem wzrostu gospodarczego Polski pozostanie również konsumpcja prywatna. Choć dynamika realnego wzrostu traci obecnie impet, to wcześniejsza akumulacja oszczędności przez gospodarstwa domowe pozwala na obniżenie stopy oszczędności, co powinno wspierać konsumpcję.

Poprawa koniunktury u partnerów handlowych i odbudowa rentowności firm

Sytuacja wśród głównych partnerów handlowych Polski również będzie się prawdopodobnie stopniowo poprawiać. Według prognoz Coface w 2026 roku niemiecka gospodarka powinna wyraźniej zareagować na wdrożony pakiet fiskalny, co ożywi aktywność gospodarczą i podniesie wzrost PKB do 1,0% (w porównaniu do 0,2% w 2025). Koniunkturę w Europie Zachodniej mają dodatkowo wspierać wyższe wydatki na zbrojenia, niższe ceny energii oraz cykliczne ożywienie gospodarki. Eksperci Coface zapowiadają, że eksport netto może nadal obniżać wzrost PKB z uwagi na wyższą dynamikę importu. Przyczynią się do tego wysokie importochłonne wydatki zbrojeniowe, silny popyt wewnętrzny oraz zwiększony import z Chin.

Rok 2026 może przynieść stopniową poprawę w sektorze przedsiębiorstw. Dotychczasowe czynniki kosztowe, które doprowadziły do kompresji marż, sukcesywnie tracą impet. W szczególności dynamika wynagrodzeń w 2026 roku zbliży się do dynamiki produktywności, a ceny energii najprawdopodobniej spadną. W efekcie zyski i rentowność przedsiębiorstw powinny kontynuować odwrócenie trendu obserwowanego w 2025 roku – mówi dr Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Jakie czynniki ryzyka zagrożą wzrostowi gospodarki Polski?

Tak optymistyczne perspektywy wzrostu mogą jednak zostać przesłonięte przez istotne zagrożenia ciążące nad polską gospodarką. Najważniejsze z nich ma charakter fiskalny i dotyczy oceny wiarygodności kredytowej Polski. Zeszłoroczne obniżenie perspektywy ratingów przez 2 z 3 głównych agencji może oznaczać faktyczny spadek ratingu, jeśli trajektoria deficytu finansów publicznych nie ulegnie poprawie.

Ustabilizowanie finansów publicznych i ograniczenie deficytu będzie szczególnie dużym wyzwaniem w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych, zaplanowanych na 2027 rok, oraz utrzymującego się konfliktu między Prezydentem RP a rządem w sprawie ustaw podnoszących podatki. Niewykluczona jest zatem pierwsza od dekady obniżka ratingu Polski, która mogłaby osłabić zaufanie inwestorów do polskich aktywów – podkreśla dr Mateusz Dadej.

Coface zwraca również uwagę na fakt, że poza czynnikami krajowymi istotne będą również ryzyka geopolityczne, które pozostaną obciążeniem dla globalnej i krajowej gospodarki w 2026 roku.

Polityka zagraniczna Prezydenta USA Donalda Trumpa ma coraz bardziej jednostronny charakter i wywiera rosnącą presję na UE – wyjaśnia dr Mateusz Dadej. – Dotychczasowe spory werbalne, np. dotyczące Grenlandii, regulacji Big Tech czy różnic w podejściu do wojny w Ukrainie, mogą ponownie przerodzić się w konflikt ekonomiczny. Niewykluczone jest też wykorzystanie przez USA swojej pozycji jako kluczowego dostawcy energii, biorąc pod uwagę, że obecnie kraj ten odpowiada za ok. 1/4 importu gazu do UE. W efekcie rosnąca niepewność geopolityczna może wpływać na warunki gospodarcze Unii, w tym na sytuację na rynku energii.

Choć prognozy na 2026 rok zakładają utrzymanie dynamiki wzrostu gospodarczego, jego skala i trwałość będą zależeć od stabilności koniunktury w kolejnych kwartałach. Nawet przy solidnych podstawach, takich jak inwestycje, popyt krajowy i stopniowa poprawa otoczenia zewnętrznego – ryzyka fiskalne i geopolityczne mogą szybko obrócić sytuację na niekorzyść Polski. 

Prognozy dla wybranych zmiennych makroekonomicznych – źródło Coface

Zmienna I kw. 2026 II kw. 2026 III kw. 2026 IV kw. 2026
PKB, r/r 3.7 3.6 4 3.9
Nakłady brutto na środki trwałe (wg RN), r/r 8.5 11 12.5 12
Spożycie w sektorze gospodarstw domowych (wg RN), proc., r/r 4.5 4.1 4.9 4
CPI, r/r 2.1 2.2 2.2 2.5
Stopa referencyjna NBP, na koniec kwartału 3.75 3.5 3.5 3.5

 

Zimowy spokój na rynku gruntów. Czy to cisza przed wiosenną burzą?

Dane Otodom z ostatnich dwóch lat pokazują, że gruntów nie przybywa, dlatego działki z uregulowanym stanem prawnym są dziś najbardziej poszukiwane. Dlaczego ziemia drożeje nawet przy słabszej sprzedaży mieszkań i co zmienią plany ogólne w 2026 roku?

Inwestorzy obawiają się konsekwencji nowych przepisów. Dlaczego tak jest? Wraz z reformą planistyczną burzy się porządek, który panował od niemal dwudziestu lat. To plan ogólny opracowany przez jednostki samorządu terytorialnego przesądzi teraz o tym, które grunty zachowają prawo do zabudowy, a tym samym atrakcyjność inwestycyjną, a które ziemie znacząco stracą na wartości.

„Nowe plany ogólne mogą oznaczać utratę charakteru budowlanego dla tysięcy działek w całej Polsce. Dlatego najdroższe są te grunty, które mają uregulowany stan prawny, co w praktyce oznacza, że można na nich postawić zabudowę wielorodzinną lub jednorodzinną. Rynek ziemi był zawsze mocno zróżnicowany regionalnie pod kątem ceny. Jednak Warszawa i Kraków wymykają się wszelkim porównaniom z resztą kraju. Wysoki koszt ziemi w tych dwóch aglomeracjach winduje ceny mieszkań, dlatego rynek kontynuuje ekspansję na przedmieścia, gdzie aktywnie spoglądają zarówno deweloperzy, jak i inwestorzy indywidualni”, wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka działu badań rynku nieruchomości w Otodom.

Paradoks odporności – zima cen nie zamrozi

Ceny gruntów rosną nieprzerwanie od dwóch lat mimo spadku liczby ofert. Paradoksalnie ziemia drożeje nawet wówczas, gdy sprzedaż mieszkań jest okresowo mniejsza i nawet wtedy, gdy nastroje inwestorów odzwierciedlają dużą niepewność gospodarczą. Dzieje się tak dlatego, że, jak wskazują eksperci, gruntów nie da się „nadprodukować”, a działek formalnie przygotowanych do budowy jest coraz mniej. Deficyt takich nieruchomości gruntowych oraz wizja planów ogólnych, które zaczną obowiązywać od lipca 2026 roku, sprawiają, że metr kwadratowy najmniejszych działek zlokalizowanych w obrębie największych miast wyceniany jest najdrożej. ​ ​

Warszawa, z ceną ofertową zbliżającą się do 900 zł/mkw., oraz Kraków (600 zł/mkw.) stały się rynkami ziemi premium. Goni je Trójmiasto reprezentowane przez Gdańsk (484 zł/mkw.) i to właśnie w tym mieście odnotowano najwyższą dynamikę wzrostu rok do roku, tj. +24%. W Krakowie wskaźnik ten wynosi +20% r/r. Na znaczeniu zyskuje też wyraźnie ściana wschodnia. Dla przykładu Białystok osiągną wzrost o 35% w ciągu ostatnich dwóch lat, a Kielce +34%. Rosną więc rynki, które zapewniają niższą barierę wejścia. Najtańsza jest Opolszczyzna (184 zł/mkw.), stabilnie zachowują się ceny gruntów w Lublinie, Warszawie czy Katowicach.

Zimowy spokój na rynku gruntów„Obecny zimowy okres to jednak pozorna stabilizacja. Najmniejsze parcele o najwyższej stawce za metr kwadratowy definiują dziś segment premium nieruchomości gruntowych. Jednak to działki o powierzchni pomiędzy 3 tys. mkw. a 5 tys. mkw., czyli środek skali, stają się celem strategicznych zakupów dokonywanych przez deweloperów, ponieważ łączą potencjał inwestycyjny z rozsądną ceną jednostkową”, komentuje ekspertka Otodom.
Tym bardziej, że tereny w promieniu 15-20 minut dojazdu do miasta są lokalizacjami, które mają szansę stać się w przyszłości pełnoprawną częścią dużych aglomeracji miejskich.

„Pamiętajmy, że cena mieszkania czy domu zaczyna się od dostępności i ceny gruntu, na którym dana nieruchomości stoi. Warszawa jest zdecydowanie najdroższa, a jeżeli udział kosztów zakupu ziemi w projektach deweloperskich sięga nawet 50%, to nowe mieszkania w tym mieście są po prostu bardzo drogie. Dla porównania w drugim co do liczby mieszkańców i wielkości oferty mieszkań na sprzedaż Krakowie ceny ofertowe działek są o 30% mniejsze niż warszawskie. Natomiast na kolejnych pięciu rynkach dystans do cen w stolicy zwiększa się jeszcze bardziej i sięga 50%. Dlatego w praktyce to kwota zakupu gruntu decyduje w dużej mierze o wartości mieszkania i domu, a obecnie diamentami inwestycyjnymi są ziemie z zabezpieczonym prawem budowlanym”, podsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

Co przyniesie wiosna 2026?

Wszystko wskazuje na to, że wiosna będzie okresem wielkiej mobilizacji. Ekspansja na przedmieścia przyspieszy, często oferując nabywcom dom w cenie mieszkania. Jednak dla tych, którzy posiadają nieuregulowane grunty, będzie to ostatni dzwonek na złożenie wniosków do powstających planów ogólnych. Wchodzimy w fazę, w której informacja o statusie prawnym działki jest najistotniejszym kryterium jej wartości. Różnica między ceną gruntu rolnego a budowlanego to już nie tylko marża, to różnica ilustrująca realną wartość prawa do zabudowy. Deweloperzy ścigają się z czasem, a inwestorzy indywidualni muszą odrobić lekcje i zawczasu sprawdzić stan prawny działki, która ma być miejscem wymarzonego domu. Natomiast właściciele ziemi muszą mieć świadomość, że po uchwaleniu planu ogólnego zmiana statusu ich gruntu będzie wielokrotnie trudniejsza i droższa.

Przedsiębiorca wygrał z KIS: wybór ryczałtu przez PPE w tytule przelewu uznany za skuteczny

Orzecznictwo sądów administracyjnych wskazuje, że symbol PPE w tytule przelewu to skuteczne oświadczenie o wyborze ryczałtu. Wyroki otwierają przedsiębiorcom prostszą drogę do preferencyjnych stawek podatkowych od 2% do 17%, ale jednocześnie rodzą ryzyko sporów z urzędami skarbowymi, które konsekwentnie odrzucają tę formę zgłoszenia.

Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych

Podatek dochodowy w Polsce ma różne stawki. Według zasad ogólnych wahają się one od 12% do 32%, a na liniowym wynoszą 19%. Istnieje jednak jeszcze możliwość rozliczania w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, gdzie stawki – w zależności od rodzaju prowadzonej działalności – mogą wynosić od 2% do 17%. Ryczałt kusi nie tylko niskim opodatkowaniem dochodu, ale i możliwością stosowania w firmie uproszczonej księgowości. Z ryczałtu chętnie korzystają przedsiębiorcy z sektora MŚP, zwłaszcza mikroprzedsiębiorcy prowadzący JDG.

Jak przejść na ryczałt – wymogi ustawowe

Zgodnie z art. 9 ust. 1 ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne, o wyborze opodatkowania przychodów z pozarolniczej działalności gospodarczej w formie ryczałtu na dany rok podatkowy podatnik składa właściwemu według swojego miejsca zamieszkania naczelnikowi urzędu skarbowego sporządzone na piśmie oświadczenie do 20. dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym osiągnął pierwszy przychód z tego tytułu w roku podatkowym (albo do końca roku podatkowego, jeżeli pierwszy taki przychód osiągnął w grudniu).Oświadczenie można złożyć także na podstawie przepisów ustawy o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG).

Spór z organem podatkowym o sposób złożenia oświadczenia

Jeden z przedsiębiorców rozpoczął działalność w lutym 2022 r. i wtedy też osiągnął z niej pierwszy przychód. Dnia 18 marca obliczył ryczałt za luty i po odpowiedniej stawce wpłacił go na rachunek właściwego urzędu skarbowego. Na poleceniu przelewu zaznaczył symbol formularza/tytuł płatności – PPE – jako właściwy wyłącznie dla zryczałtowanego podatku dochodowego od przychodów ewidencjonowanych. Był przekonany, że jasno wyraził tym wymagane ustawą oświadczenie woli o wyborze opodatkowania i przejściu na ryczałt. Do końca 2022 r. w ten sam sposób obliczał i przelewał podatek do skarbówki z symbolem PPE. Urzędnicy nie kwestionowali wysokości wpłacanego podatku. Przedsiębiorca chciał się jednak upewnić co do swojego stanowiska, wystąpił więc o jego potwierdzenie do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej.

Stanowisko KIS: polecenie przelewu to nie pismo

Organ podatkowy stwierdził, że przedsiębiorca jest w błędzie i nie dokonał skutecznej rejestracji na ryczałt. Dyrektor KIS poinformował, że przepisy wymagają złożenia oświadczenia sporządzonego na piśmie. Takiego warunku – zdaniem organu – nie spełnia próba wyboru formy opodatkowania dokonana w sposób dorozumiany, jedynie przez zatytułowanie polecenia przelewu.

Organ uznał, że zapłata podatku z użyciem symbolu PPE nie może zostać uznana za spełniającą kryteria „pism” złożonych do właściwego naczelnika urzędu skarbowego. To, że pieniądze z wpłaconego podatku trafiły na rachunek Skarbu Państwa, nie może być traktowane jako równoznaczne ze złożeniem pisemnego oświadczenia woli o wyborze formy opodatkowania.

Rozstrzygnięcie WSA w Gliwicach – korzystne dla podatnika

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach, do którego skargę wniósł przedsiębiorca, uchylił interpretację DKIS. Sąd wskazał na treść art. 60 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym wola osoby dokonującej czynności prawnej może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia tę wolę w sposób dostateczny, w tym również przez ujawnienie tej woli w postaci elektronicznej.

Zdaniem sądu interpretacja oświadczenia woli podatnika „nie pozostawia wątpliwości”, że dokonał on wyboru opodatkowania w formie ryczałtu. W innym przypadku nie wskazywałby na poleceniu przelewu symbolu PPE, który – zgodnie z Załącznikiem nr 4 do obwieszczenia Ministra Finansów z 14 stycznia 2019 r. – jest zastrzeżony właśnie dla ryczałtu.

Sporządzenie na piśmie to nie to samo co forma pisemna

WSA zwrócił uwagę na istotne rozróżnienie: ustawodawca nie zastrzegł dla oświadczenia o wyborze ryczałtu formy pisemnej – wymagał jedynie, by było ono sporządzone na piśmie. Sąd wskazał, że brak jest definicji legalnej zwrotu „sporządzenie czegoś na piśmie”. Potocznie należałoby uznać, że oznacza to sporządzenie oświadczenia przy użyciu znaków alfabetu w celu utrwalenia wypowiedzi. Ten wymóg spełnia w ocenie sądu wskazanie tytułu płatności „PPE” na poleceniu przelewu.

W konkluzji sąd stwierdził: „W rezultacie podatnik złożył skuteczne oświadczenie woli o wyborze opodatkowania w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych w rozumieniu art. 9 ust. 1 u.z.p.d.” (wyrok WSA w Gliwicach z 25 czerwca 2025 r., sygn. akt I SA/Gl 1486/24).

Uwaga: wyrok nie oznacza braku ryzyka

Opisane rozstrzygnięcie jest korzystne dla podatników, ale należy zachować ostrożność:

  • wyrok nie jest prawomocny – DKIS może wnieść skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego;
  • organy podatkowe nadal prezentują odmienne stanowisko – DKIS konsekwentnie uznaje, że sam przelew z oznaczeniem PPE nie stanowi skutecznego oświadczenia;
  • podatnik wybierający tę drogę musi liczyć się z ryzykiem sporu – może być zmuszony do obrony swojego stanowiska przed sądem administracyjnym (zob. więcej nt. Spory podatkowe);
  • linia orzecznicza dopiero się kształtuje – choć pojawiają się kolejne korzystne wyroki (m.in. WSA w Warszawie z 30 stycznia 2025 r., III SA/Wa 2278/24), nie ma jeszcze utrwalonej praktyki NSA.

Rekomendowana praktyka

Przedsiębiorcom, którzy chcą uniknąć ryzyka sporu z organem podatkowym, zalecamy:

  • złożenie oświadczenia przez CEIDG – najprostsza i najbezpieczniejsza ścieżka przy rozpoczynaniu działalności lub zmianie formy opodatkowania;
  • złożenie pisemnego oświadczenia do urzędu skarbowego – tradycyjna forma, niebudząca wątpliwości organów;
  • traktowanie przelewu z PPE jako dodatkowego dowodu – wzmacnia argumentację, ale nie powinien być jedynym sposobem wyrażenia woli.

Wybór formy opodatkowania wyłącznie przez oznaczenie przelewu może być skuteczny – jak pokazuje orzecznictwo – ale wiąże się z ryzykiem konieczności udowodnienia swoich racji przed sądem.

Podsumowanie

Wyrok gliwickiego sądu ma istotne znaczenie dla praktyki gospodarczej pokazując, że organy podatkowe nie zawsze prawidłowo interpretują wymogi formalne przewidziane przez ustawodawcę. Rozróżnienie między „sporządzeniem na piśmie” a „formą pisemną” może wydawać się akademickie, ale w praktyce ma fundamentalne znaczenie dla ważności oświadczeń podatkowych.

Sprawa ta ilustruje szerszy problem – złożoność polskiego systemu podatkowego, gdzie nawet pozornie oczywiste kwestie formalne mogą rodzić spory z administracją skarbową. Prowadzenie i rozliczanie firmy wymaga dziś nie tylko znajomości stawek i ulg, ale przede wszystkim precyzyjnego wypełniania obowiązków proceduralnych (zob. księgowość dla firm).

Wobec dynamicznie zmieniających się przepisów i niejednorodnego orzecznictwa, współpraca z doświadczonym biurem rachunkowym pozwala nie tylko na prawidłowe prowadzenie ewidencji, ale także na świadomy wybór formy opodatkowania, w tym również wybór formy prawnej prowadzonej działalności, z pełną znajomością związanych z tym ryzyk.

Rzecznik MŚP apeluje do premiera o zmiany w karach URE: „więcej proporcjonalności”

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Agnieszka Majewska w piśmie skierowanym do Prezesa Rady Ministrów, sprawującego nadzór nad Urzędem Regulacji Energetyki, przedstawiła stanowisko w sprawie administracyjnych kar pieniężnych przewidzianych w ustawie Prawo energetyczne, a nakładanych przez prezesa URE. Ocena stosowania przepisów z zakresu administracyjnych kar pieniężnych, dokonana przez Rzecznika MŚP, uwzględnia jednocześnie apele przedsiębiorców, w tym także uczestniczących w pracach Zespołów Roboczych w ramach Rady Przedsiębiorców powołanej przy Rzeczniku MŚP.

Organizacje branżowe zwracają uwagę, że zarówno brzmienie przepisów, jak i praktyka ich stosowania mogą prowadzić do wydawania decyzji uznaniowych, niejednolitych i skutkujących nieproporcjonalnymi obciążeniami dla przedsiębiorców sektora MŚP. Ponadto, przepisy w niewystarczającym stopniu odnoszą się do zasad miarkowania kar i nie obejmują wszystkich przesłanek wyłączenia karania.

Zdaniem Minister Agnieszki Majewskiej zasadne jest stosowanie zasad zawartych w Dziale IVa Kodeksu postępowania administracyjnego do kar pieniężnych nakładanych na podstawie ustawy Prawo energetyczne. Zdaniem Rzecznika MŚP, a także organizacji przedsiębiorców powyższe rozwiązanie przyczyni się do ograniczenia krzywdzących praktyk organów oraz rozbieżności w ich rozstrzygnięciach przy jednoczesnym utrzymaniu prewencyjnego charakteru oraz niezbędnej skuteczności sankcji.

Mając powyższe na względzie, Agnieszka Majewska skierowała do Premiera postulat zmiany ustawy Prawo energetyczne – w taki sposób, aby regulacje jednoznacznie przewidywały stosowanie regulacji Kodeksu postępowania administracyjnego do kwestii nakładania administracyjnych kar pieniężnych. Alternatywnie Rzecznik MŚP apeluje o wydanie odpowiednich wytycznych dla organów stosujących te przepisy w praktyce.

Jak podkreśla Minister Majewska: „prawidłowe i sprawiedliwe ustalanie wysokości administracyjnych kar pieniężnych realizować będzie zasadę proporcjonalności oraz przyczyni się do pogłębiania zaufania przedsiębiorców do władzy publicznej”.

Amerykanie wracają na rynek: dolar słabnie, złoto rośnie

Wczorajsza sesja odbyła się bez udziału inwestorów z USA, którzy mieli dzień wolny (a przynajmniej giełda nie miała notowań) – o ile w ogóle można mieć wolne, gdy tyle się dzieje. W tle wzrost inflacji w Kanadzie i dalsze problemy Rumunii.

Amerykanie wracają na rynki

Administracja USA ma ostatnio praktykę ogłaszania ważnych informacji poza godzinami notowań, tak aby inwestorzy zdążyli je spokojnie przeanalizować i nie reagowali zbyt emocjonalnie. Interwencja w Wenezueli miała miejsce w nocy z piątku na sobotę, a cła za utrudnianie zakupu Grenlandii zapowiedziano w sobotę – i to przed wolnym poniedziałkiem. Wczoraj mieliśmy dzień Martina Luthera Kinga. W rezultacie, kiedy europejskie parkiety krwawiły, to inwestorzy w USA mieli zamkniętą sesję i czas na przemyślenia. Dzisiaj z kolei wrócą na rynek i zobaczymy, jakie będą reakcje. Na razie widać je tylko na złocie, które pewnie kolejny dzień kroczy w górę. Co ciekawe, pod nieobecność inwestorów amerykańskich trwa wyprzedaż dolara, która wyraźnie przyspieszyła dzisiaj nad ranem. Od wczoraj dolar stracił ponad centa na wartości względem euro.

Ceny w Kanadzie

W grudniu inflacja w Kanadzie wzrosła w ujęciu rocznym do 2,4%. Ostatni raz wyższy poziom obserwowaliśmy w lutym 2025 roku. Co ciekawe, stało się to pomimo faktu, że inflacja miesięczna w grudniu spadła o 0,2%. Dlaczego zatem roczny wskaźnik wzrósł? Powodem jest fakt, że spadki z grudnia 2024 były jeszcze większe niż z grudnia 2025. W rezultacie mniej spadkowy miesiąc w danych podniósł wynik. Wyższa inflacja spowodowała, że dolar kanadyjski był wczoraj w delikatnym odwrocie. Warto jednak zwrócić uwagę, że jest to element szerszego ruchu w USA i nie należy go w całości wiązać z samą sytuacją w Kanadzie. Zwyczajowo wzrost inflacji umacnia walutę przez wpływ na stopy procentowe, tutaj jednak analitycy zwracają uwagę, że stopy w Kanadzie nie powinny się w najbliższym czasie zmieniać.

Brak zmian stóp w Rumunii

Wczorajsze posiedzenie Banku Narodowego Rumunii zakończyło się utrzymaniem głównej stopy procentowej na poziomie 6,5%. Na pierwszy rzut oka, obserwując poziomy w innych europejskich krajach, wydaje się to dużo. Patrząc jednak na wskaźnik wzrostu cen łatwo zrozumieć, dlaczego rynki nie oczekiwały obniżki. Od sierpnia bowiem inflacja przebywa w przedziale 9,7-9,9%. Kraj ten przez dramatycznie wysoki deficyt budżetowy – i to nawet na tle Polski – musiał podjąć pewne działania. Doszło między innymi do podwyżek VAT oraz uwolnienia cen energii. Złośliwi twierdzą, że zastosowano także „twórczą matematykę”, by nie uzyskać poziomu 10% w inflacji. Trzeba jednak pamiętać, że taki szokowy wzrost cen – podobnie jak w Polsce – w większości po roku zniknie ze statystyk, a kraj wróci w okolice normy. Ta norma przed podwyżkami to nadal jednak okolice 5%, co na razie wyklucza obniżki stóp. Rumuńska leja jest nadal silnie usztywniona do euro, więc nie ma reakcji kursu waluty na sytuację.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Rozwój i przyszłość producentów farb dekoracyjnych. Wywiad z Paulem van Bovenem (AkzoNobel)

Polska to nie tylko kluczowy rynek zbytu, ale i serce produkcyjne Europy dla koncernu AkzoNobel. To właśnie tutaj, w Pilawie, znajduje się największa fabryka firmy na kontynencie, a rodzime działy R&D tworzą innowacje, które podbijają świat. O strategicznym znaczeniu naszego regionu, planowanej fuzji z Axalta oraz wyzwaniach, jakie niesie ze sobą cyfrowa transformacja i zmiana nawyków młodego pokolenia, rozmawiamy z Paulem van Bovenem. Nowy dyrektor zarządzający na region Europy Środkowej Północnej i DACH w AkzoNobel Decorative Paints opowiada o swoich pierwszych wrażeniach i planach na najbliższe lata.

W sierpniu tego roku objął Pan stanowisko dyrektora zarządzającego na region Europy Środkowej Północnej i DACH w firmie AkzoNobel Decorative Paints. Jakie są Pana najważniejsze wrażenia z pracy na nowym stanowisku? Jak ocenia Pan współpracę z obecnym zespołem?

Paul van Boven: Na obecnym stanowisku czuję się bardzo swobodnie. Zapewne między innymi dlatego, że pracuję w AkzoNobel już od 2012 roku, czyli trzynaście lat. Miałem wcześniej wiele okazji, aby odwiedzać polską siedzibę firmy i nawiązać dobre relacje
z ludźmi tutaj pracującymi. Zespół jest przede wszystkim bardzo silny, zaangażowany
i ugruntowany. Stanowi doskonałe połączenie doświadczenia, talentu i młodości.

Polska jest bardzo ważnym rynkiem dla AkzoNobel, Posiada bowiem na przykład największy zakład produkcyjny AkzoNobel w Europie – fabrykę farb dekoracyjnych
w Pilawie. Obsługuje on nie tylko Polskę, ale także wiele innych krajów europejskich . Na miejscu działają poza tym nowoczesne i wykwalifikowane zespoły badań i rozwoju oraz Marketingu. Stworzyły one innowacyjne rozwiązania, które teraz są wykorzystywane
w całej Europie. Dobrym przykładem są zmywalne farby ścienne Dulux EasyCare. Zostały one opracowane i wprowadzone na rynek właśnie w Polsce, a obecnie są sprzedawane
w ponad 25 krajach.

Cieszę się i jestem dumny, że mam teraz możliwość współpracy z tymi wspaniałymi ludźmi. Bezpośrednie kierowania nimi sprawia, że codzienna praca jest jeszcze bardziej inspirująca.

Zastanawiam się, jak bardzo zmienił się rynek farb dekoracyjnych w ostatnich latach. Czy może nam Pan opowiedzieć coś więcej na ten temat?

Paul van Boven: Chociaż kategoria produktów farb dekoracyjnych jest dobrze ugruntowana i dość dojrzała, co można już zaobserwować na całym świecie, istnieje szereg ważnych długoterminowych trendów rynkowych, które należy przewidzieć, aby pozostać konkurencyjnym. A konkurencja jest bardzo duża i solidna w tej branży.

Na poziomie konsumentów widać, że zwłaszcza młodsze pokolenia coraz rzadziej remontuje mieszkania czy domy samodzielnie. Czas staje się towarem deficytowym,
a dochody rosną, więc coraz częściej korzystają oni z usług profesjonalnych malarzy
i architektów wnętrz. Zmienia się również sposób konsumpcji mediów: większa grupa konsumentów nie jest już dostępna za pośrednictwem telewizji lub mediów drukowanych, ale korzysta z cyfrowych mediów społecznościowych, takich jak Instagram, Pinterest czy TikTok. To tam szukają inspiracji do swoich mieszkań i domów.

Drugim kluczowym trendem są zmiany w dystrybucji. Część zakupów przenosi się
z tradycyjnych sklepów z artykułami DIY i farbami do sieci. Jednocześnie rosną udziały platform wyłącznie cyfrowych, takich jak Allegro i Amazon. Ale także w przypadku sklepów stacjonarnych obserwuje się fragmentację, ponieważ dyskonty wielobranżowe rozszerzają swoją ofertę farb, a także powierzchnię sklepów. Wreszcie, niezależne sklepy i dystrybutorzy konsolidują się w duże istniejące grupy zakupowe i franczyzowe.

Wreszcie, rośnie presja na zarządzanie produktami, wynikająca z przepisów UE dotyczących zdrowia i zrównoważonego rozwoju.

Jaki jest stan rozwoju technologicznego w branży farb dekoracyjnych?

Paul van Boven: Znaczna część badań nad farbami dekoracyjnymi koncentruje się na opracowywaniu produktów o wysokiej wydajności przy jednoczesnym wykorzystaniu bardziej zrównoważonych surowców i materiałów opakowaniowych. Poczyniono znaczące postępy w ograniczaniu stosowania rozpuszczalników i spoiw na bazie węgla, zastępując je alternatywnymi produktami wykorzystującymi wodę i biomasę.

Kolejnym ważnym obszarem rozwoju są trwalsze rozwiązania: zwiększenie ochrony podłoży, ale także dłuższe zachowanie jasności kolorów i innych właściwości estetycznych.

Trzecim ważnym obszarem innowacji jest wszystko, co związane z ułatwieniem klientom procesu malowania. Wybór i zakup odpowiedniego koloru, rodzaju farby pod konkretne zadanie oraz znalezienie najlepszego sposobu jej nakładania nadal nie jest wystarczająco łatwe zarówno dla profesjonalistów, jak i użytkowników prywatnych. Bardzo potrzebne są ulepszone usługi i łatwiejsze w użyciu narzędzia cyfrowe, jak i dostępne w sklepach, do wyboru kolorów i produktów. Obecnie są to już nie tylko testery, ale i specjalne aplikacje, które pomagają klientom zwizualizować sobie ostateczny wygląd ich mieszkania czy domu.

Jakie są strategiczne priorytety Państwa i firmy na najbliższe lata?

Naszym priorytetem na następne lata jest poprowadzenie firmy w taki sposób, by przeszła ona przez wszelkie zmiany rynkowe lepiej niż inne przedsiębiorstwa z branży farb dekoracyjnych w Polsce. Niezwykle istotne dla mnie jest także to, by nieustannie wzmacniać i angażować nasze zespoły.

Inne ważne tematy dla firmy w najbliższej przyszłości to planowana bardzo duża fuzja
z Axalta oraz trwająca rozbudowa naszego polskiego zakładu w Pilawie produkującego farby dekoracyjne.

Gdzie najtaniej, gdzie najdrożej? Ranking cen ładowania aut elektrycznych – styczeń 2026

Ładowanie elektryka w Polsce nadal pozostaje loterią cenową. Za tę samą ilość energii nadal można zapłacić od 42 do 210 złotych. Styczniowy ranking cen ładowania samochodów elektrycznych, przygotowany przez EV Klub Polska oraz elektromobilni.pl, ujawnia, że mimo stabilizacji cen u większości operatorów, przepaść między najtańszymi a najdroższymi stacjami ładowania utrzymuje się na rekordowym poziomie.

Styczniowy ranking cen ładowania samochodów elektrycznych w Polsce pokazuje względną stabilizację rynku po grudniowych roszadach cennikowych. Choć większość operatorów utrzymała swoje stawki, różnice między poszczególnymi sieciami pozostają znaczące. W segmencie ultra-szybkiego ładowania HPC (≥150 kW) rozpiętość cenowa nadal sięga od 1,00 zł/kWh na Superchargerach Tesli (w wybranych lokalizacjach i godzinach) do 3,59 zł/kWh w wybranych lokalizacjach sieci Shell Recharge.

Zakończyła się również promocja od GreenWay Polska, która zakładała darmowe pierwsze ładowanie na hubach 400 kW. Również ORLEN Charge powrócił do swoich stawek z listopada, po grudniowym obniżeniu cennika podstawowego.

Ładowanie AC – liderzy bez zmian

W kategorii ładowania prądem przemiennym (AC) ChargeEuropa utrzymała pozycję lidera z ceną 1,75 zł/kWh, nieznacznie wyprzedzając Polenergię eMobility (1,78 zł/kWh). Na przeciwległym biegunie plasuje się Powerdot ze stawką 2,25 lub 2,48 zł/kWh (w zależności od lokalizacji). Średnia cena w tym segmencie oscyluje w granicach 1,95 zł/kWh, co oznacza minimalny wzrost względem grudnia 2025 roku.

Szybkie ładowanie DC – Tesla nadal poza konkurencją

W przypadku ładowania DC do 150 kW, bezkonkurencyjna pozostaje Tesla z minimalną ceną 1,00 zł/kWh w wybranych lokalizacjach i godzinach (maksymalny koszt to 2,00 zł/kWh). Stawka w godzinach szczytu u amerykańskiego operatora to 1,7 zł/kWh (dla użytkowników Tesli lub osób z abonamentem na Tesla Supercharger).  Drugi w zestawieniu ScreenCharge oferuje cenę 1,99 zł/kWh a kolejny Enefit ze stawkami od 1,8 zł/kWh do 2,28 zł/kWh (najczęściej 2 zł/kWh). Dla porównania, ładowanie u operatora NOXO może kosztować nawet 3,39 zł/kWh, co stanowi ponad trzykrotność najniższej stawki Tesli.

Ultraszybkie ładowanie HPC – przepaść się utrzymuje

Segment ultraszybkiego ładowania (HPC ≥ 150 kW) nadal pokazuje największe dysproporcje. Tesla oferuje rekordowo niską cenę 1,00 zł/kWh w wybranych lokalizacjach i godzinach, podczas gdy Shell Recharge pobiera nawet 3,59 zł/kWh (w wybranych lokalizacjach), IONITY do 3,50 zł/kWh, a NOXO – 3,49 zł/kWh. Warto zaznaczyć, że Ekoen cały czas utrzymuje bardzo silną pozycję w obszarze najwyższych mocy ładowania z przedziałem cenowym od 1,49 do 3,36 zł/kWh w zależności od lokalizacji oraz pory dnia (taryfy dynamiczne).

Styczniowe dane potwierdzają, że polski rynek ładowania wszedł w fazę paradoksalnej stabilizacji – poza drobnymi zmianami w cennikach czy zakończeniu świątecznych promocji – ceny się ustabilizowały, ale na poziomie ekstremalnego zróżnicowania. W praktyce oznacza to, że użytkownicy samochodów elektrycznych, jeśli nie chcą przepłacić – muszą bardzo szczegółowo przeanalizować stawki ładowania u różnych operatorów, które często potrafią różnić się w zależności od lokalizacji, pory dnia czy posiadanego abonamentu – wskazuje Łukasz Lewandowski, Prezes EV Klub Polska.

„Polski rynek ładowania to europejski paradoks. Mamy konkurencyjne średnie ceny, ale jednocześnie największą nieprzewidywalność w Europie. W krajach zachodnich kierowca wie mniej więcej, ile zapłaci za ładowanie, gdyż różnice między operatorami są umiarkowane. U nas ta sama usługa może kosztować niemal czterokrotnie więcej w zależności od miejsca, czasu i operatora. To nie jest kwestia poziomu cen, to kwestia braku spójności rynkowej. Podczas gdy zachodnia Europa buduje przewidywalne ekosystemy ładowania, zgodne z dyrektywą AFIR, Polska pozostaje areną wolnorynkowego eksperymentu, w którym elektromobilność wymaga od kierowcy wiedzy quasi-eksperckiej – musi znać cenniki, lokalizacje, promocje, taryfy dynamiczne, a dodatkowo przydałby się stopień MBA z zarządzania finansami” – komentuje Maciej Gis, dyrektor komunikacji i PR PSNM oraz redaktor naczelny portalu elektromobilni.pl.

Ranking cen ładowania, przygotowany przez Fundację EV Klub Polska oraz portal użytkowników samochodów elektrycznych elektromobilni.pl, aktualizowany jest cyklicznie co miesiąc. Ranking publikowany jest na stronach evklub.pl, elektromobilni.pl, w aplikacji EV Klub Polska oraz na profilach mediów społecznościowych.EV Klub Polska: ładowanie elektryka w Polsce to nadal loteria cenowa – od 42 do 210 zł

W styczniowym rankingu uwzględniono stawki następujących operatorów: Tesla Supercharger, ChargeEuropa, Polenergia eMobility, ChargeIn+, Horyzont EV, Enefit, ScreenCharge, Lidl, eleport, ChargeIn+, Budimex Mobility, Tauron, MOYA energia, Powerdot, Greenway Polska, Shell Recharge, NOXO, IONITY, Ekoen.