Niespełna miesiąc dzieli nas od wdrożenia Krajowego Systemu e-Faktur. Duże firmy, w których wartość sprzedaży przekroczyła w 2024 roku 200 mln złotych wraz z podatkiem, będą zobowiązane do wystawiania faktur ustrukturyzowanych już od 1 lutego 2026 roku. Pozostali przedsiębiorcy będą mogli poczekać z tym działaniem do 1 kwietnia, a nawet do 1 stycznia 2027 roku, jeśli łączna wartość sprzedaży nie przekroczy 10 tys. złotych z VAT. W praktyce jednak kontrahenci nie będą musieli dostarczać faktur poza platformą, co oznacza, że bez względu na dochody wiele firm zacznie korzystać z niej od razu. Nowe przepisy rodzą wiele wyzwań dla wszystkich firm, jednak niektóre branże czeka prawdziwa rewolucja. Jedną z nich jest handel detaliczny.
Retail przed nową rzeczywistością księgową
Sieci sklepów księgują ogromne ilości dokumentów. Są wśród nich zarówno faktury kosztowe od kontrahentów (dostawców, firm logistycznych, producentów żywności oraz innych przedsiębiorstw świadczących usługi dla biznesu retail), jak i dokumenty sprzedaży dla firm i konsumentów. Choć system KSeF kojarzy się powszechnie z odejściem od faktur papierowych lub w formacie PDF, w praktyce nie zawsze będzie to możliwe. Nowe przepisy dotyczą bowiem wyłącznie polskich firm. Oznacza to, że kontrahenci zagraniczni oraz konsumenci (osoby fizyczne) nie pobiorą dokumentu z KSeF – będą otrzymywać faktury mailowo lub w formie papierowej, tak jak dotychczas.
Inna kwestia dotycząca dokumentów księgowych jest związana z faktem, że punkty sprzedażowe korzystają z różnych możliwości wystawienia faktury. Branżowym standardem są przykładowo kasy fiskalne online. Jak wyjaśnia Witold Miśniakiewicz, Prezes INEOGroup, docelowo również i one zostaną zastąpione przez KSeF, jednak termin na zmianę jest w tym przypadku wydłużony.
– To jeden z wyjątków przewidzianych w przepisach. Wystawianie faktur przy użyciu kas fiskalnych online bez konieczności korzystania z KSeF będzie możliwe do końca 2026 roku. Od 1 stycznia przyszłego roku faktury dokumenty wystawione do transakcji na kasie fiskalnej należy wystawiać już przy pomocy rządowej platformy – oczywiście wtedy, gdy są one przeznaczone dla osoby prawnej. Taki sam termin obowiązuje dla paragonów z NIP do 450 zł. Konieczność korzystania z KSeF rodzi pytanie o to, czy dotychczasowe rozwiązania wykorzystywane w sieci sklepów są z nim w pełni zintegrowane. Nowoczesne systemy sprzedażowe powinny umożliwiać automatyczne wystawianie, przesyłanie i pobieranie statusu faktur ustrukturyzowanych. Dostosowane do zmian muszą być również fakturomaty, przy pomocy których klienci mogą uzyskać fakturę na podstawie paragonu – mówi Witold Miśniakiewicz, Prezes INEOGroup.
Duże zmiany w zakresie korekty faktur
Sporym utrudnieniem w codziennej pracy osób z branży retail będzie brak możliwości usunięcia lub edycji faktury przesłanej do KSeF. Zmiany ceny, ilości produktów czy innych informacji na dokumencie będzie wymagało wystawienia faktury korygującej. Jak wyjaśnia Krzysztof Łukaszek, Wiceprezes ds. Sprzedaży w INEOGroup, kwestia ta wpłynie szczególnie na te firmy, w których liczba zwrotów jest szczególnie duża.
– Mowa przede wszystkim o e-commerce, ponieważ konsumenci mają możliwość zwrotu produktu zakupionego w Internecie w ciągu 14 dni bez podawania przyczyny. Ale to nie jest jedyny przypadek – również sieci sklepów stacjonarnych z otwartą polityką zwrotów będą mierzyły się z chaosem związanym z przesłanymi do KSeF fakturami za oddany towar. Jedynym rozwiązaniem przewidzianym w przepisach jest w tym przypadku wystawienie faktury korygującej w systemie. Poza zwrotem produktów i opakowań z opcji tej należy skorzystać również w przypadku pomyłek na fakturze czy zmiany podstawy opodatkowania i kwoty podatku. Jeśli dokument zostanie wystawiony na złego nabywcę, rozwiązaniem będzie wystawienie faktury korygującej do zera z numerem NIP tego kontrahenta, a następnie – nowej faktury pierwotnej zawierającej dane odpowiedniej firmy – dodaje Krzysztof Łukaszek, Wiceprezes ds. Sprzedaży w INEOGroup.
Awaria KSeF – co dalej?
Korzystanie ze standardowego trybu online Krajowego Systemu e-Faktur wymaga połączenia z Internetem. W wyjątkowych sytuacjach wystawianie faktur będzie możliwe również w innych trybach – offline24 (na wypadek braku połączenia z siecią), offline (podczas prowadzenia prac serwisowych przez Ministerstwo Finansów) oraz awaryjnym (w przypadku awarii systemu). Michał Miśniakiewicz, Dyrektor ds. Technologii w INEOGroup, wskazuje na ryzyka związane z nieprzewidywalnymi sytuacjami.
– Firmy wystawiające kilka lub kilkanaście faktur miesięcznie być może nawet nie odczują konsekwencji tych nietypowych zdarzeń. Należy jednak pamiętać, że w przypadku branży retail skala ta jest dużo większa. W zasadzie każdy problematyczny dzień związany z pracami serwisowymi czy awarią oznacza setki, a nawet tysiące dokumentów wystawionych w specjalnym trybie, które należy później w ściśle określonym czasie dosłać do KSeF. Dla trybu offline24 jest to następny dzień roboczy, w przypadku trybu offline – dzień po zakończeniu prac serwisowych, a w trybie awaryjnym – w ciągu 7 dni roboczych. Wiąże się to z jednej strony ze stresem pracowników, z drugiej zaś ze zniecierpliwieniem klientów, którzy chcą otrzymać dokument jak najszybciej. Dużą rolę w ułatwieniu tego procesu odegra komunikacja platformy sprzedażowej wykorzystywanej w sklepie z rządowym systemem – podsumowuje Michał Miśniakiewicz, Dyrektor ds. Technologii w INEOGroup.
Firmy w trakcie przygotowań
W badaniach przeprowadzonych w listopadzie 2025 roku zaledwie 45 proc. firm deklarowało duże lub pełne przygotowanie do wdrożenia Krajowego Systemu e-Faktur[1]. Oznacza to, że większość przedsiębiorstw rozpoczęła wdrażanie zmian tuż przed startem nowych przepisów. Dla co czwartego przedsiębiorcy głównym wyzwaniem okazuje się opóźnienie w dostosowaniach po stronie dostawcy systemu księgowego. Firmy wskazują również między innymi na brak szczegółowej wiedzy o KSeF (21 proc.) oraz problemy z przygotowaniem procedur wewnętrznych (18 proc. odpowiedzi) czy dostępnością programistów (17 proc.)[2].
Dla branży retail najważniejszą kwestią będzie poziom przygotowań do zmian dostawcy platformy sprzedażowej. Warto przede wszystkim zwrócić uwagę na takie funkcje, jak monitorowanie statusu KSeF, automatyzacja wysyłki dokumentów do platformy oraz dostęp do historycznych danych. Brak technologicznego przygotowania do zmian przepisów wpłynie na chaos organizacyjny i relacje biznesowe. W skrajnych przypadkach może nawet doprowadzić do utraty klientów i spadku przychodów.
[1] Grant Thornton, 2025, Czy firmy są gotowe na KSeF?
[2] Grant Thornton, 2025, Czy firmy są gotowe na KSeF?
W świecie, w którym wszystko można kupić przez internet, opakowanie stało się czymś więcej niż tylko ochroną produktu. To pierwszy fizyczny kontakt klienta z marką, element budowania tożsamości, funkcjonalny nośnik wizerunku i narzędzie wspierające logistykę. Aby opakowanie dobrze spełniało swoją rolę, musi być solidne, estetyczne, zoptymalizowane pod kątem kosztów i dostosowane do konkretnego zastosowania. Dlatego właśnie tak ważny jest wybór odpowiedniego producenta opakowań tekturowych.
Dobrze zaprojektowane pudełko z tektury to wynik połączenia technologii, doświadczenia i zrozumienia potrzeb klienta. Producent, który ma za sobą lata praktyki i nowoczesne zaplecze techniczne, potrafi doradzić nie tylko najlepszy typ opakowania, ale też zoptymalizować proces jego produkcji i dopasować go do całego systemu logistycznego danej firmy. Właśnie tak działa nowoczesny producent opakowań – nie jako dostawca, ale jako partner.
Firmy korzystające z opakowań tekturowych to nie tylko sklepy internetowe, ale też producenci z branży przemysłowej, kosmetycznej, farmaceutycznej, spożywczej, obuwniczej i wielu innych. Każda z nich ma inne potrzeby: jedni stawiają na wysoką estetykę i detale graficzne, inni na wytrzymałość i funkcjonalność konstrukcyjną. Doświadczony producent potrafi zaprojektować pudełko idealnie dopasowane do towaru, kanału dystrybucji i wizerunku marki.
Na rynku dostępnych jest wiele typów tektury – od lekkiej mikrofali po wielowarstwowe struktury o wysokiej odporności na ściskanie. Dobrze dobrany materiał to oszczędność w transporcie, ochrona przed uszkodzeniami i lepsze dopasowanie do systemów pakowania. Współczesny producent powinien zapewniać dostęp do pełnej gamy tektur oraz doradztwo w zakresie ich zastosowania.
Ważnym elementem wyróżniającym solidnego producenta jest też możliwość personalizacji. Nadruki, wykrojniki, wklejki, kaszerowanie – te wszystkie techniki pozwalają tworzyć unikalne konstrukcje, które nie tylko chronią produkt, ale też przyciągają uwagę. W przypadku sprzedaży wysyłkowej klienci oczekują nie tylko zawartości, ale również dobrego wrażenia z samego odbioru przesyłki. Opakowanie ma dziś realny wpływ na postrzeganie marki i lojalność klienta.
Nie można pominąć również aspektu ekologicznego. Tektura jest materiałem naturalnym i biodegradowalnym, a jej recykling nie wymaga dużego zużycia energii. Producenci opakowań tekturowych, którzy działają z myślą o środowisku, wybierają surowce z odpowiedzialnych źródeł, ograniczają nadprodukcję odpadów i projektują pudełka, które nie wymagają dodatkowych elementów z plastiku. Coraz częściej standardem stają się opakowania w 100% recyklingowalne, łatwe w sortowaniu i przyjazne dla gospodarki cyrkularnej.
Współpraca z doświadczonym producentem pozwala też znacząco skrócić czas realizacji zamówień. Firmy posiadające własne zaplecze magazynowe i produkcyjne mogą oferować krótkie terminy, elastyczne nakłady i szybkie wdrożenie zmian w konstrukcji lub grafice. To ogromna przewaga na tle konkurencji, szczególnie w branżach, gdzie sezonowość i zmienność oferty są codziennością.
Wybór producenta opakowań to nie tylko decyzja zakupowa, ale długofalowa strategia. Im lepsze dopasowanie opakowań do produktu, łańcucha dostaw i oczekiwań klientów, tym większa efektywność całego modelu biznesowego. A dobrze zaprojektowane pudełko może być nie tylko nośnikiem towaru, ale też jego najlepszą reklamą.
Aż 91% instytucji finansowych planuje zwiększyć wydatki na sztuczną inteligencję, wynika z badania Deloitte „AI ROI”. Jednocześnie – jak pokazuje raport „2026 Banking & Capital Markets Outlook” – sektor bankowy wchodzi w 2026 rok w relatywnie dobrej kondycji finansowej, ale pod silną presją technologicznej egzekucji. Po latach testów i projektów pilotażowych banki muszą dziś skalować AI w najbardziej kluczowych procesach biznesowych, mierząc się z ograniczoną gotowością danych, nowymi ryzykami i rosnącymi wymogami regulacyjnymi.
Sektor bankowy rośnie, ale czas na trudne decyzje
Europejski sektor bankowy wyraźnie wychodzi z wieloletniej stagnacji. Z danych przywoływanych w raporcie Deloitte „2026 Banking & Capital Markets Outlook” wynika, że do sierpnia 2025 roku wartość akcji banków w Europie wzrosła o około 45 proc. r/r. Spadek stóp procentowych sprzyja odbudowie akcji kredytowej, a większy udział dochodów pozaodsetkowych oraz procesy konsolidacyjne stabilizują wyniki finansowe instytucji.
Deloitte podkreśla jednak, że poprawa bieżącej kondycji finansowej nie zmniejsza presji transformacyjnej. Wręcz przeciwnie – tworzy przestrzeń do inwestycji, które w kolejnych latach mają zadecydować o konkurencyjności banków.
AI wychodzi z fazy testów
Sztuczna inteligencja przestaje być domeną innowacyjnych zespołów i pilotażowych wdrożeń. Z raportu Deloitte „AI ROI” wynika, że 91% organizacji planuje zwiększyć nakłady na AI, mimo że zwrot z tych inwestycji w bankowości jest opóźniony i wynosi średnio od 2 do 4 lat.
– Bankowość wchodzi w etap, w którym eksperymentowanie z AI przestaje być czynnikiem budzącym obawy. Instytucje finansowe mają już za sobą fazę testów i dziś mierzą się z dużo trudniejszym wyzwaniem: jak bezpiecznie i skalowalnie wprowadzić sztuczną inteligencję do procesów krytycznych, takich jak obsługa klienta, zarządzanie ryzykiem czy zgodność regulacyjna. To moment, w którym technologia musi realnie pracować na wynik biznesowy – mówi Piotr Zaborowski, Managing Consultant z Polcom.
Dane największym wąskim gardłem transformacji
Jak pokazuje Banking & Capital Markets Data and Analytics Market Survey Deloitte, największą barierą skalowania AI w bankach nie są algorytmy, lecz dane. Ponad 90 proc. bankowców wskazuje na problemy z dostępnością danych, ich jakością i rozproszeniem pomiędzy systemami. To właśnie brak spójnej architektury informacyjnej sprawia, że wiele projektów AI nie wychodzi poza etap proof of concept, a instytucje mają trudności z rzetelnym mierzeniem efektów biznesowych.
– Z perspektywy infrastrukturalnej największą barierą dla banków nie jest dziś brak narzędzi AI, lecz brak uporządkowanych danych. Rozproszone środowiska, historyczne systemy i brak spójnej architektury sprawiają, że nawet najlepsze algorytmy nie są w stanie pokazać pełnej wartości. Skalowanie AI zaczyna się od porządkowania fundamentów: danych, mocy obliczeniowej i zasad ich wykorzystania – podkreśla Piotr Zaborowski.
Raport Deloitte „2026 Banking & Capital Markets Outlook” zwraca również uwagę na pojawienie się nowych kategorii zagrożeń. Rozwój AI, aktywów cyfrowych oraz coraz bardziej zaawansowanych metod fałszowania tożsamości zmienia krajobraz ryzyka w sektorze finansowym. Transformacja technologiczna banków coraz silniej splata się więc z obszarem cyberbezpieczeństwa, compliance i zarządzania ryzykiem operacyjnym.
Bankowość liderem cyfryzacji
Co ważne, na tle innych branż sektor finansowy pozostaje liderem wdrażania nowych technologii. Z raportu Polcom „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025-2026” wynika, że 82 proc. instytucji finansowych aktywnie wdraża nowe technologie – to najwyższy wynik spośród analizowanych sektorów. 92 proc. uznaje cyfryzację za kluczowy element strategii biznesowej na lata 2025-2026.
Chmura obliczeniowa stała się jednym z filarów tej transformacji. 78 proc. instytucji finansowych korzysta z rozwiązań chmurowych (IaaS, PaaS lub SaaS). 82 proc. wskazuje chmurę jako kluczowe wsparcie obsługi klienta, a 39 proc. wykorzystuje edge computing w zastosowaniach wymagających analityki w czasie rzeczywistym.
– Banki coraz częściej wybierają modele łączące chmurę, własne centra danych i rozwiązania edge. To nie tylko kwestia elastyczności, ale także odpowiedzi na wymagania regulacyjne i rosnące zagrożenia cybernetyczne. W 2026 roku przewagę zyskają te instytucje, które potrafią połączyć innowacyjność z kontrolą – zarówno na poziomie technologii, jak i ładu korporacyjnego – ocenia Piotr Zaborowski z Polcom.
Wnioski z raportów rynkowych są jednoznaczne: rok 2026 będzie momentem weryfikacji strategii technologicznych w sektorze bankowym. Instytucje, które nie uporządkują architektury danych i nie przejdą od pilotaży do skalowalnych wdrożeń AI, ryzykują utratę przewagi konkurencyjnej. Transformacja wchodzi w fazę egzekucji – a jej powodzenie zależeć będzie nie od liczby inicjatyw, lecz od ich integracji z podstawową działalnością banku.
Inflacja bazowa, liczona po wyłączeniu cen żywności i energii, wyniosła w grudniu 2025 roku 2,7 proc. w ujęciu rok do roku. Odczyt ten okazał się niższy od oczekiwań rynkowych, które zakładały poziom 2,8 proc. Co szczególnie istotne, jest to najniższy poziom inflacji bazowej od 2019 roku, co wyraźnie wskazuje, że polska gospodarka w trwały sposób wyszła z zaburzeń wywołanych pandemią COVID-19.
Choć inflacja bazowa nadal nieznacznie przekracza cel Narodowego Banku Polskiego, wynoszący 2,5 proc., pozostaje ona w dopuszczalnym paśmie odchyleń od celu, czyli 2,5 proc. ± 1 pkt proc. Oznacza to, że presja cenowa w gospodarce znajduje się już w granicach uznawanych przez bank centralny za stabilne.
Miary inflacji bazowej są szczególnie ważne, ponieważ eliminują wpływ cen żywności i energii, które są najbardziej podatne na krótkookresowe wahania oraz zewnętrzne szoki podażowe, takie jak konflikty geopolityczne czy zmiany cen surowców. Dzięki temu inflacja bazowa lepiej oddaje trwałe, wewnętrzne tendencje cenowe w gospodarce i stanowi kluczowy punkt odniesienia dla oceny skuteczności polityki pieniężnej.
Japońska minister finansów Satsuki Katayama zapowiedziała gotowość rządu do przeprowadzenia bezpośredniej interwencji walutowej, mającej na celu przeciwdziałanie gwałtownym wahaniom kursu jena, które – jej zdaniem – nie znajdują uzasadnienia w fundamentach gospodarczych. Katayama podkreśliła, że podstawą prawną dla takich działań jest wspólne stanowisko uzgodnione z władzami Stanów Zjednoczonych, co w jej interpretacji oznacza możliwość działania bez ograniczeń.
Po wypowiedzi minister finansów kurs jena nieznacznie się umocnił i osiągnął poziom ok. 158.16 JPY za dolara amerykańskiego. Warto zaznaczyć, że Japonia nie przeprowadzała interwencji na rynku walutowym od 2024 roku, kiedy to wydano około 100 miliardów dolarów, by wesprzeć jena w sytuacji, gdy kurs zbliżał się do poziomu 160 JPY.
W kontekście międzynarodowym Katayama odwołała się do niedawnych rozmów z sekretarzem skarbu USA, Scottem Bessentem. Obie strony miały wyrazić zgodę co do tego, że obecne wahania kursowe są nadmierne. Jednocześnie Departament Skarbu USA zaznaczył w oficjalnym komunikacie, że skuteczność interwencji walutowych zależy nie tylko od ich skali czy czasu przeprowadzenia, ale również od spójności polityki pieniężnej i jej jasnej komunikacji. To stanowisko wpisuje się we wcześniejsze sugestie Bessenta, by rząd Japonii zapewnił Bankowi Japonii większą swobodę w prowadzeniu działań mających na celu walkę z inflacją.
Choć słowa Katayamy stanowią wyraźną eskalację werbalnych ostrzeżeń ze strony japońskich władz, nie są jeszcze równoznaczne z podjęciem realnych działań. Rynki pozostają jednak szczególnie wyczulone na wszelkie sygnały w rejonie kursu 160.00 USDJPY – czyli poziomu, przy którym wcześniej doszło do interwencji. Wzrost napięcia i gotowość do działania mogą sugerować, że rząd Japonii jest zdecydowany sięgnąć po środki nadzwyczajne, jeśli deprecjacja jena będzie się pogłębiać.
Grudzień 2025 pogłębił fazę spowolnienia na rynku najmu – dokładnie jak w latach 2023 i 2024. Po stronie podażowej oferta mieszkań na wynajem skurczyła się miesiąc do miesiąca o 11%, a popyt (mierzony poprzez liczbę zapytań na platformie Otodom) zmniejszył się aż o 23% względem listopada. Oba wskaźniki spadły w sposób typowy dla końcówki roku. Początek 2026 może przynieść jednak stopniowe ożywienie. Coraz częściej powraca też pytanie: czy w Polsce pojawią się regulacje porządkujące zasady najmu?
W grudniu na rynku najmu widoczna była typowa dla okresu świąteczno-wypoczynkowego tendencja spadkowa. Do obiegu trafiło 10,4 tys. nowych ofert wobec 14,7 tys. miesiąc wcześniej, czyli o blisko 30% mniej. Na koniec miesiąca dostępnych było 21,9 tys. ogłoszeń. We wszystkich 18, analizowanych przez Otodom, miastach odnotowano spadek liczby ogłoszeń względem listopada 2025 roku. Największa zmiana nastąpiła w Zielonej Górze (-23%), Bydgoszczy (-17%) oraz Łodzi (-17%). Duże tąpnięcie podaży zanotowano także w Warszawie, gdzie oferta zmniejszyła się o około 1 tys. jednostek, czyli 15%.
– Na koniec grudnia baza dostępnych ogłoszeń skurczyła się o niemal 3 tys. względem początku miesiąca. Choć procentowo mocniej reagowały mniejsze rynki, o wyniku w skali kraju przesądziły przede wszystkim największe ośrodki (Warszawa, Gdańsk i Wrocław). Zazwyczaj po takim końcoworocznym spadku już w styczniu zauważalne jest pierwsze odbicie – tak powinno być i w tym roku. Jednocześnie na dalszą dynamikę rynku istotny wpływ będą miały między innymi reakcje sektora bankowego na podwyżki CIT i ich przełożenie na koszty finansowania hipotecznego oraz zapowiadane zmiany prawne dotyczące najmu krótko- i długoterminowego – wyjaśnia Paweł Jarząbek, ekspert rynku nieruchomości Otodom.
Rząd przygotowuje regulacje porządkujące najem krótkoterminowy. Projekt ustawy ma trafić pod obrady w pierwszym kwartale 2026 roku i przewiduje traktowanie tego segmentu na równi z usługą hotelarską. Największe kontrowersje budzi propozycja przyznania samorządom uprawnień do tworzenia stref wyłączonych z najmu krótkoterminowego.
– Wprowadzenie nowych regulacji może zapoczątkować naturalny proces adaptacji i zmian na rynku najmu. Dla przykładu, dla części właścicieli mieszkań wynajmowanych dotychczas krótkoterminowo atrakcyjniejsza może okazać się sprzedaż lokali, zwiększająca podaż na rynku wtórnym. Inni z kolei mogą zdecydować się na przekierowanie mieszkań wyłącznie do najmu długoterminowego, co powinno przełożyć się na większą dostępność ofert w tym segmencie – dodaje Paweł Jarząbek.
To jednak jedne z wielu możliwych scenariuszy w średnim horyzoncie. W tle pozostaje sezonowość, bo końcówka roku to także okres, w którym część właścicieli decyduje się na wycofanie mieszkań z rynku najmu w celu ich sprzedaży i reinwestycji w nowsze lokale, co dodatkowo ogranicza podaż.
Spadek zainteresowania najmem: -23% względem listopada
W grudniu aktywność osób szukających mieszkań na wynajem zmniejszyła się o 23% względem listopada, podczas gdy w ujęciu rocznym spadek był raczej symboliczny (-2%). To kolejny sygnał sezonowego wzorca typowego dla końcówki roku. Z jednej strony działa kalendarz: studenci mają już zwykle zabezpieczone lokum, a mobilność pracowników maleje. Z drugiej, hamują procesy organizacyjne. Rekrutacje i relokacje zwalniają wraz z domykaniem budżetów po stronie firm.
Co ważne, mimo niższego popytu, preferencje najemców pozostają bez zmian. Od początku 2025 roku niezmiennie dominowały mieszkania dwupokojowe i w grudniu było podobnie – tego typu lokale wygenerowały około połowę wszystkich wyszukiwań na platformie Otodom. Jak przyznaje Paweł Jarząbek: “Zarówno liczba pokoi, jak i najczęściej wybierany metraż mieszkania (około 40 mkw.) stały się już niemal rynkowym standardem. W analogicznym okresie, na koniec grudnia 2024 roku, na platformie Otodom obserwowaliśmy praktycznie identyczną strukturę wyszukiwań.”
Stabilne pozostają preferowane parametry, ale w zależności od miasta zmienia się deklarowany budżet, zarówno w stronę większego, jak i mniejszego progu. W grudniu było to szczególnie widoczne w Poznaniu: w segmencie lokali dwupokojowych najczęściej wskazywany próg przesunął się z 3 tys. zł do 2,5 tys. zł miesięcznie. To oznacza, że najemcy uważnie śledzą zmieniające się ceny i dostosowują swoje oczekiwania do obecnej oferty.
Ceny na podobnym poziomie
W grudniu średnia ofertowa cena najmu mieszkania wyniosła około 3,7 tys. zł, czyli 71 zł/mkw. i była o niecały 1% wyższa niż w listopadzie, a w ujęciu rocznym praktycznie pozostała na niezmienionym poziomie. Z kolei dane z ostatnich 12 miesięcy pokazują, że w 2025 roku czynsze zmieniały się średnio o -0,02% m/m, podczas gdy w 2024 średnie tempo wynosiło +0,13% m/m.
– W 2025 roku na rynku najmu obserwowaliśmy wyraźną stabilizację stawek, co było skorelowane z sytuacją w segmencie sprzedaży. Obniżki stóp procentowych realnie zwiększyły zdolność kredytową wielu gospodarstw domowych, stymulując aktywność na rynku deweloperskim i wtórnym. Ten odpływ części najemców w stronę własności, potwierdzony rekordowymi wynikami sprzedaży nowych mieszkań pod koniec roku, skutecznie ograniczył presję na wzrost czynszów. W zależności od reakcji banków na nowe obciążenia podatkowe, w tym potencjalne podwyżki marż kredytowych, trend ten może utrzymać się również w 2026 roku, zwłaszcza że polski rynek nadal charakteryzuje się silną preferencją modelu własnościowego – tłumaczy Paweł Jarząbek.
Na koniec 2025 roku najdroższym rynkiem najmu pozostawała Warszawa, gdzie średni czynsz wynosił 5 tys. zł. Poza stolicą relatywnie wysokie stawki utrzymywały się we Wrocławiu (3,1 tys. zł), w Trójmieście (3,2 tys. zł) oraz w Krakowie (3,2 tys. zł). Wśród miast ujętych w analizie Otodom najtaniej mieszkanie można wynająć w Kielcach, Białymstoku i Zielonej Górze.
W ujęciu rocznym wyróżnia się Opole, gdzie średni czynsz wzrósł aż o 10%, co jest najwyższym wzrostem spośród wszystkich miast objętych analizą Otodom. Na podium rocznych wzrostów znalazły się także Olsztyn (+8,2%) oraz Bydgoszcz (+4,8%).
Zakup drugiego samochodu coraz rzadziej jest fanaberią. Dla wielu rodzin to kwestia wygody, a dla osób, które prowadzą działalność gospodarczą, często wręcz konieczność. Problem w tym, że ceny nowych aut są wysokie, a rynek używanych bywa nieprzewidywalny. Nic więc dziwnego, że coraz częściej pojawia się pytanie, czy auto poleasingowe jako drugi samochód to rozwiązanie, które faktycznie się opłaca.
Taki pojazd kusi niższą ceną, znaną historią i regularnym serwisem. Z drugiej strony pojawiają się wątpliwości dotyczące podatku VAT, wykupu samochodu, formalności z firmą leasingową czy późniejszej sprzedaży auta. W tym poradniku sprawdzimy temat od praktycznej strony. Z artykułu dowiesz się, kiedy drugi samochód z leasingu ma sens dla osoby prywatnej, a kiedy dla przedsiębiorcy, oraz na co należy pamiętać przed podjęciem decyzji.
Czym jest samochód z leasingu i auto poleasingowe?
Samochód z leasingu to pojazd użytkowany na podstawie umowy leasingu zawartej między leasingobiorcą a leasingodawcą. Najczęściej spotykany jest leasing operacyjny, rzadziej leasing finansowy. W trakcie trwania leasingu auto formalnie należy do firmy leasingowej, a leasingobiorca płaci kolejne raty i korzysta z pojazdu.
Auto poleasingowe pojawia się na rynku w kilku sytuacjach. Najczęściej po zakończeniu leasingu bez wykupu pojazdu, czasem po wykupie na koniec umowy lub przedterminowym wykupie przedmiotu leasingu (po upływie dwóch lat od chwili zawarcia umowy). Inną opcją jest cesja leasingu samochodu, czyli przeniesienie praw i obowiązków wynikających z umowy leasingu na nowy podmiot. Może to być inna firma albo osoba fizyczna, jeśli leasingodawca zgodzi się na cesję.
W praktyce auta poleasingowe to zazwyczaj kilkuletnie samochody osobowe lub dostawcze, z udokumentowaną historią i przebiegiem. Cena często jest niższa od wartości rynkowej pojazdu, co czyni je ciekawą alternatywą dla klasycznego auta używanego.
Auto poleasingowe jako drugi samochód w gospodarstwie domowym
Dla wielu rodzin drugi samochód nie musi być idealny ani nowy. Ma być sprawny, bezpieczny i przewidywalny w utrzymaniu. Właśnie tutaj auto poleasingowe często okazuje się dobrym rozwiązaniem. Pojazd ma zazwyczaj regularne przeglądy, znaną historię i jasno określoną wartość rynkową, co ogranicza ryzyko nietrafionego zakupu.
Z perspektywy osoby prywatnej ważne jest to, że zakup samochodu z leasingu najczęściej odbywa się już po wykupie auta przez firmę lub leasingodawcę. Oznacza to prostą sprzedaż auta na podstawie umowy, bez skomplikowanych kwestii podatkowych. Po zakupie pozostaje standardowa rejestracja w wydziale komunikacji i odbiór dowodu rejestracyjnego.
Wadą może być intensywna eksploatacja, szczególnie jeśli wcześniej był to samochód firmowy. Dlatego przed zakupem trzeba pamiętać o dokładnym sprawdzeniu stanu technicznego pojazdu. Mimo to, przy rozsądnej cenie i uczciwej historii, takie auto często sprawdza się lepiej niż przypadkowy samochód kupiony od osoby prywatnej.
Auto poleasingowe jako drugi samochód w firmie
Drugi samochód w firmie to częsty scenariusz, zwłaszcza gdy przedsiębiorca prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą albo ma mały zespół. Jeden pojazd służy do głównych zadań, drugi pełni funkcję pomocniczą lub jest wykorzystywany okazjonalnie. W takiej sytuacji auto poleasingowe bywa rozsądnym kompromisem między ceną a funkcjonalnością.
Dla przedsiębiorcy kluczowe znaczenie ma sposób rozliczenia auta. Samochód może trafić do ewidencji środków trwałych albo zostać przypisany do majątku prywatnego, nawet jeśli jest używany w działalności gospodarczej. W pierwszym przypadku pojawiają się amortyzacja, koszty eksploatacyjne i wpływ na przychód firmy. W drugim rozliczenia są prostsze, ale zakres wydatków, które można ująć w kosztach firmy, jest ograniczony.
Istotna jest też kwestia podatku VAT. Jeśli przedsiębiorca jest czynnym podatnikiem VAT, może skorzystać z odliczenia, choć jego zakres zależy od sposobu użytkowania pojazdu. Przy samochodzie osobowym zwykle jest to 50 procent, chyba że jest wykorzystywany wyłącznie do celów służbowych – wtedy możliwe jest odliczenie całego podatku. Auto poleasingowe, zwłaszcza po wykupie pojazdu, często pozwala ograniczyć koszty względem nowego auta, bez rezygnacji z przewidywalności użytkowania.
Cesja leasingu – sposób na tańsze auto poleasingowe
Jednym z popularnych sposobów pozyskania samochodu z leasingu jeszcze przed końcem leasingu jest cesja leasingu. W praktyce polega ona na tym, że dotychczasowy leasingobiorca przekazuje umowę leasingu innemu podmiotowi, a nowy leasingobiorca przejmuje pozostałe raty i obowiązki wynikające z umowy.
Cesja leasingu samochodu może być korzystna finansowo, ponieważ często wiąże się z atrakcyjnymi warunkami przejęcia auta. Zdarza się, że ustalana jest wysokość odstępnego, a koszty kolejnych rat leasingu są niższe niż wcześniej. Trzeba jednak pamiętać, że warunki cesji zawsze muszą zostać zaakceptowane przez firmę leasingową. Zgoda leasingodawcy jest konieczna, podobnie jak opłata manipulacyjna i spełnienie formalnych wymogów.
Cesji można dokonać na inną firmę albo na osobę fizyczną, o ile leasingodawca zgodzi się na takie rozwiązanie. Nowy leasingobiorca przejmuje odpowiedzialność za przedmiot leasingu aż do końca spłaty leasingu. To rozwiązanie bywa opłacalne, ale wymaga dokładnego sprawdzenia umowy leasingu i wszystkich dodatkowych opłat, które mogą pojawić się po drodze.
Wykup samochodu z leasingu i konsekwencje podatkowe
Wykup samochodu to moment, w którym pojazd przestaje być przedmiotem leasingu i przechodzi na własność leasingobiorcy. Może on nastąpić po końcu leasingu albo wcześniej, jako wcześniejszy wykup. Decyzja o wykupie ma duże znaczenie podatkowe, szczególnie dla osób prowadzących działalność gospodarczą.
Przy leasingu operacyjnym wykup pojazdu dokumentowany jest fakturą wykupu. Dla przedsiębiorcy będącego czynnym podatnikiem VAT oznacza to konieczność zapłaty podatku VAT, z możliwością jego odliczenia w określonym zakresie. Istotne jest także, czy samochód po wykupie trafi do ewidencji środków trwałych, czy zostanie przeniesiony do majątku prywatnego. Każde z tych rozwiązań ma inne skutki w podatku dochodowym.
W przypadku leasingu finansowego sytuacja wygląda inaczej, ponieważ pojazd często już wcześniej figuruje w ewidencji środków trwałych. Należy pamiętać, że sprzedaż samochodu wykupionego z leasingu przed upływem 6 miesięcy od wykupu może skutkować powstaniem przychodu i obowiązkiem rozliczenia podatku dochodowego. Dlatego decyzję o wykupie auta warto przemyśleć jeszcze przed zakończeniem umowy.
Sprzedaż auta poleasingowego – co warto wiedzieć wcześniej?
Sprzedaż auta poleasingowego może być prosta, ale tylko wtedy, gdy wcześniej zaplanowano sposób wykupu i dalszego użytkowania pojazdu. Kluczowe znaczenie ma to, czy samochód był wprowadzony do ewidencji środków trwałych, czy został wykupiony do majątku prywatnego. Od tego zależy, czy sprzedaż samochodu będzie generować przychodu w działalności gospodarczej.
Jeśli auto zostało wykupione prywatnie i sprzedaż nastąpi po upływie 6 miesięcy, w wielu przypadkach nie pojawia się obowiązek zapłaty podatku dochodowego. Inaczej wygląda sytuacja, gdy pojazd stanowił środek trwały albo towar handlowy. Wtedy sprzedaż auta jest traktowana jak sprzedaży majątku firmowego, z konsekwencjami podatkowymi i obowiązkiem rozliczenia z Urzędem Skarbowym.
Warto też pamiętać o alternatywach, takich jak darowizna samochodu. Przekazanie pojazdu osobie z zerowej grupy podatkowej pozwala uniknąć dodatkowych obciążeń, o ile spełnione są warunki formalne. Znajomość tych zasad już na etapie zakupu pozwala uniknąć niepotrzebnych kosztów w przyszłości.
Na co zwrócić uwagę przed zakupem auta poleasingowego?
Zakup auta poleasingowego warto poprzedzić chłodną analizą, nawet jeśli oferta wygląda bardzo atrakcyjnie. Przede wszystkim należy sprawdzić wartość rynkową pojazdu i porównać ją z ceną, jaką oferuje sprzedający. Samochód z leasingu często jest tańszy, ale różnica powinna być realna, a nie tylko pozorna.
Kolejny krok to weryfikacja historii auta. Regularny serwis to duży plus, jednak nie zwalnia z dokładnego sprawdzenia stanu technicznego. Warto zwrócić uwagę na zużycie wnętrza, elementy zawieszenia i ewentualne szkody komunikacyjne. Istotne są też zapisy umowy leasingu, zwłaszcza jeśli zakup wiąże się z cesją leasingu. Trzeba upewnić się, czy leasingodawca zgodzi się na cesję innemu podmiotowi i jakie są warunki cesji, w tym dodatkowe opłaty.
Przy cesji konieczny jest wniosek i zgoda leasingodawcy, a formalności obejmują obie strony. Należy pamiętać, że nowy leasingobiorca przejmuje wszystkie obowiązki wynikające z umowy, aż do końca leasingu.
Podsumowanie: czy auto poleasingowe jako drugi samochód się opłaca?
Czy auto poleasingowe jako drugi samochód jest dobrym rozwiązaniem? W wielu przypadkach tak, ale pod warunkiem, że decyzja jest świadoma i dobrze przemyślana. Dla osoby prywatnej to często sposób na zakup sprawnego auta w rozsądnej cenie, bez ryzyka związanego z nieznaną historią pojazdu. Dla przedsiębiorcy może to być realna oszczędność w kosztach firmy i większa elastyczność w prowadzeniu działalności gospodarczej.
Kluczowe znaczenie mają kwestie podatkowe, sposób wykupu samochodu i plan na przyszłą sprzedaż auta. Cesja leasingu, wykup pojazdu czy sprzedaż samochodu po określonym czasie mogą znacząco wpłynąć na opłacalność całej transakcji. Jeśli uwzględnisz te elementy i dobrze sprawdzisz pojazd, auto poleasingowe może okazać się rozsądnym i praktycznym wyborem na lata.
Finax, fintech specjalizujący się w inwestowaniu pasywnym, pozyskał 8,4 mln EUR z pierwszej w swojej historii publicznej oferty akcji. Cena za sztukę wyniosła 108,85 EUR, a wycena spółki (post-money) sięgnęła 93,4 mln EUR. Środki pozyskane od inwestorów indywidualnych w ramach emisji na rynku słowackim, przeznaczone zostaną na dalszy rozwój spółki na rynkach europejskich, w tym w Polsce, gdzie Finax obecny jest od 2022 r. Nasz kraj odgrywa kluczową rolę zwłaszcza w rozwoju OIPE – długoterminowego oszczędzania na emeryturę.
– Zainteresowanie ofertą ze strony inwestorów indywidualnych przerosło nasze oczekiwania i pokazało, że model długoterminowego, pasywnego inwestowania budzi zaufanie nie tylko wśród oszczędzających i inwestujących, ale także jako projekt biznesowy. To dla nas największy krok rozwojowy od momentu powstania Finax i świadomy wybór finansowania kapitałowego zamiast kredytów bankowych, wciąż rzadki wśród firm z regionu CEE – komentuje Juraj Hrbatý, CEO Finax.
Kapitał na dalszą ekspansję i rozwój OIPE
Pozyskane środki spółka przeznaczy na rozwój na dotychczasowych rynkach – m.in. w Polsce, na Słowacji i w Chorwacji, a także na dalszą ekspansję w krajach Europy Zachodniej, m.in. w Niemczech, Holandii, Hiszpanii, Włoszech i Francji.
– Chcemy być liczącym się europejskim graczem, liderem technologicznym i wiarygodnym partnerem w długoterminowym budowaniu majątku. Pozyskane 8,4 mln euro pozwolą nam znacząco przyspieszyć rozwój na rynkach UE, w tym w Polsce, oraz konsekwentnie rozwijać paneuropejskie rozwiązania emerytalne. Cieszymy się, że dotychczasowe działania, plany i potencjał FInax zostały docenione, jesteśmy wdzięczni naszym inwestorom – komentuje Juraj Hrbatý.
Szef Finax dodaje, że spółka rozważa wejście na jedną z europejskich giełd w perspektywie 3–5 lat. W jego ocenie rozwój finansowania kapitałowego w Europie będzie dodatkowo wspierany przez planowane regulacje tzw. 28. reżimu.
Są to przygotowywane na poziomie Unii Europejskiej ramy prawne, których celem jest rozwój rynków kapitałowych oraz uproszczenie inwestycji transgranicznych. Regulacje te mają ułatwić firmom – w szczególności małym i średnim przedsiębiorstwom – dostęp do kapitału, a inwestorom inwestowanie w innowacyjne spółki na terenie całej UE. W efekcie mają one zwiększyć konkurencyjność europejskiej gospodarki oraz ograniczyć bariery administracyjne po stronie firm i inwestorów.
Niezmiennie istotnym elementem strategii inwestycyjnego robodoradcy jest rozwój OIPE, czyli Ogólnoeuropejskiego Indywidualnego Produktu Emerytalnego (ang. Pan-European Pension Product) i budowa partnerstw w modelu „investment as a service” na poziomie całej Unii Europejskiej. Finax podkreśla swoje duże doświadczenie w tym obszarze, szczególnie na rynku niemieckim, gdzie odnotowuje największą zagraniczną obecność B2B. Strategiczny cel rozwoju OIPE w Europie Zachodniej idzie w parze z planowanymi regulacjami UE, które mają wzmocnić dodatkowe oszczędzanie emerytalne i uczynić produkt prostszym i bardziej atrakcyjnym dla oszczędzających i dostawców.
Polska jest obecnie największym rynkiem OIPE w Unii Europejskiej. Według danych Finax, polscy klienci odpowiadają za 57% wszystkich użytkowników tzw. Europejskiej Emerytury w UE i aż 74% aktywów zgromadzonych w ramach tego produktu.
– Polska odgrywa kluczową rolę zarówno pod względem skali biznesu, jak i potencjału dalszego wzrostu. To właśnie nad Wisłą widać, jak duże jest zapotrzebowanie na nowoczesne, długoterminowe rozwiązania emerytalne – mówi Przemysław Barankiewicz, szef Finax na Polskę.
Kontekst europejski: oszczędności „w skarpecie” i poza rynkiem
UE od lat dąży do zatrzymania większej części kapitału w europejskiej gospodarce. Obecnie ok. 70% tutejszych firm finansuje się głównie kredytami bankowymi, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych 77% przedsiębiorstw korzysta z finansowania poprzez rynki kapitałowe. Dodatkowo, Europejczycy inwestują rocznie ok. 300 mld EUR poza UE, głównie w USA. Jednocześnie znaczna część oszczędności gospodarstw domowych pozostaje na rachunkach bieżących, oferujących minimalne lub zerowe oprocentowanie. Według danych Eurostatu, w 11 krajach UE depozyty i gotówka stanowią największą część majątku Europejczyków. Przechowujemy w tej formie 31,01% oszczędności, podczas gdy w USA jest to 12,1%.
– Kapitał trzymany w gotówce lub na depozytach nie pracuje. Ale inwestowany w innowacje lokalne mógłby wspierać tworzenie nowych miejsc pracy i wzrost gospodarczy, co w dłuższej perspektywie oznaczałoby wyższe realne dochody dla konsumentów – podsumowuje Przemysław Barankiewicz.
Zgodnie z naszymi oczekiwaniami RPP w środę pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie po obniżeniu stóp o łącznie 175 pb. w 2025 r. Podczas dzisiejszej konferencji prasowej prezes NBP potwierdził, że decydenci są zadowoleni z rozwoju sytuacji inflacyjnej i że perspektywy są nadal zachęcające.
Glapiński utrzymał optymistyczny ton i zasygnalizował, że jest miejsce na dalsze łagodzenie polityki pieniężnej, pozostał jednak niejednoznaczny co do terminu kolejnej obniżki stóp, sugerując, że obniżka może nastąpić w lutym lub marcu. Podtrzymał także swoją opinię, że stopa referencyjna może docelowo zostać obniżona do poziomu 3,5%. Jak jednak dodał, są członkowie RPP, którzy uważają, że powinna ona być niższa. Biorąc pod uwagę brak niespodzianek, ani decyzja w sprawie stóp procentowych, ani dzisiejsze wypowiedzi prezesa NBP nie wywołały poruszenia na rynkach, a kurs EUR/PLN w ostatnich dniach pozostawał stosunkowo stabilny.
W obliczu osłabienia presji cenowej nie mamy wątpliwości, że kolejna obniżka nastąpi wkrótce, i dostrzegamy dobre argumenty za obniżką w lutym lub w marcu. Kalendarz nieco bardziej faworyzuje kolejne cięcie w marcu. Lutowa decyzja już za trzy tygodnie, do tego czasu GUS nie opublikuje świeżych danych o inflacji, z kolei w marcu NBP opublikuje nowe projekcje inflacji i wzrostu. Jednocześnie najnowsze dane o inflacji są zachęcające i jeśli inne napływające odczyty będą sprzyjające, może to wystarczyć do przekonania decydentów, że dłuższa przerwa nie jest konieczna.
Najważniejsze indeksy giełdowe znajdują się na rekordowych poziomach, podobnie jak akcje największych firm. Teraz przekonamy się czy optymizm inwestorów pozostaje pozornie niewyczerpany, gdyż rusza sezon prezentacji wyników i obietnic przez spółki.
Nowy sezon wyników kwartalnych tradycyjnie otwierają największe amerykańskie banki, które wyznaczą ton nastrojom inwestorów na kolejne tygodnie.
– Raporty kwartalne i roczne najważniejszych banków są tak ważne ponieważ banki są barometrem nastrojów konsumenckich – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Sobierajski. – Dowiemy się jakie są portfele kredytowe banków i jak duża była akcja kredytowa wśród konsumentów. Także jak duża była akcja kredytowa dla firm stawiających na rozwój sztucznej inteligencji, a to ze strony tych firm zapotrzebowanie na pieniądz jest obecnie bardzo duże.
Sektor bankowy może skorzystać na ekspansji AI, ponieważ rośnie popyt na finansowanie rozbudowy centrów danych i infrastruktury technologicznej, co tworzy nowe możliwości dla kredytów inwestycyjnych o wielomiliardowej wartości. Banki, które teraz skupiają się na zarządzaniu ryzykiem i utrzymaniu stabilności bilansów, mogą w przyszłości stać się kluczowymi beneficjentami rozwoju AI. Przy prezentacji wyników kwartalnych dowiemy się jak daleko sięga optymizm zarządów banków.
W tym roku tło rynkowe jest wyjątkowo złożone, ponieważ obok wyników finansowych coraz większe znaczenie zyskują czynniki polityczne, a relacje pomiędzy Rezerwą Federalną a Białym Domem stają się istotnym elementem wyceny spółek.
Obecny konflikt pomiędzy jeszcze urzędującym przewodniczącym Fed a administracją otwiera nowy front niepewności. Sytuacja ta zwiększa zmienność na rynkach i powoduje, że inwestorzy bacznie obserwują zarówno sektor finansowy, jak i technologiczny. Choć formalna droga do ewentualnego odwołania Jerome’a Powella jest bardzo długa, to jednak pojawienie się napięć w tej przestrzeni sprzyja krótkoterminowym zawirowaniom oraz podnosi ryzyko reakcji rynkowych opartych na emocjach i spekulacjach.
– Rynki akcyjne nauczyły się już w dużym stopniu jak żyć w warunkach wysokiej niepewności wywoływanej zmiennymi decyzjami D.Trumpa, gdy to co niemożliwe staje się bardzo prawdopodobne – dodaje ekspert XTB. – Inwestorzy wydają się słabo zainteresowani kwestiami makroekonomicznymi, ich uwaga koncentruje się na czym innym. Rynki są byczo nastawione do rozpoczynającej się prezentacji wyników kwartalnych.
W centrum uwagi inwestorów znajdą się jednak nie tylko liczby raportowane w wynikach kwartalnych, ale przede wszystkim komentarze zarządów dotyczące perspektyw dalszego rozwoju firm. Prognozy i wizje zarządów (forward guidance), mogą w tym sezonie okazać się kluczowym czynnikiem wpływającym na wyceny spółek.
Inwestorzy coraz bardziej koncentrują się na tym, jak firmy widzą swoją przyszłość i jakie kroki planują podjąć, aby utrzymać lub zwiększyć tempo wzrostu.
Szczególną uwagę należy zwrócić na przedsiębiorstwa z dużą ekspozycją na sztuczną inteligencję. Rynek coraz częściej ostrzega przed potencjalną „bańką AI”, co oznacza, że tegoroczny sezon wyników może być dla takich spółek testem jeszcze bardziej rygorystycznym niż w przeszłości.
Inwestorzy będą analizować wyniki dwu, a nawet trzykrotnie, sprawdzając, czy solidne fundamenty podtrzymują wysoki wzrost i czy zapowiedzi rozwojowe są realistyczne. Mimo rosnącego sceptycyzmu wyniki wielu firm mogą pokazać, że wzrost pozostaje trwały, a potencjał AI jest wciąż duży.
– Choć pojawiają się oceny, że dojdzie do krachu, to jednak wyceny amerykańskich spółek technologicznych nie są jednak ekstremalnie wysokie – ocenia M.Sobierajski z XTB. – Nie znaleźliśmy się z głową w chmurach, daleko nam do tego. Daleko nam do dot-com buble, czyli do potężnego kryzysu z początku XXI wieku. Inwestorzy są nadal nastawieni optymistycznie, ale i bardziej ostrożnie, dlatego od spółek tym bardziej oczekują konkretów, których rzetelność poddana zostanie ocenie przy kolejnych prezentacjach w kolejnych kwartałach.
Rok 2025 nie przyniósł księgowym i przedsiębiorcom spektakularnych rewolucji w przepisach, ale był czasem narastającej presji, niepewności i intensywnych przygotowań do największej fali zmian w historii branży. Od tego, jak firmy i biura rachunkowe wykorzystały mijające miesiące zależeć będzie, czy sprawnie odnajdą się w 2026 roku. Jak wskazuje ekspertka SaldeoSMART, nowy rok przyniesie bowiem wiele wyzwań: obligatoryjny KSeF, lawinę nowych obowiązków raportowych, dalszą cyfryzację polskiego systemu podatkowego oraz istotne zmiany w obszarze kadr i prawa pracy.
W 2025 roku uwaga firm i biur rachunkowych była skupiona na jednym temacie: Krajowym Systemie e-Faktur. Po półroczu niepewności, czy KSeF wejdzie w życie w ustalonym terminie, w drugiej połowie roku przygotowania do nowych obowiązków wyraźnie przyspieszyły.
2026: KSeF w praktyce, tsunami raportowania i zmiany w kadrach
W 2026 roku Krajowy System e-Faktur stanie się elementem codziennej pracy firm i biur rachunkowych. KSeF wymusi zmianę sposobu obiegu dokumentów, odejście od pracy na plikach PDF i papierze oraz wprowadzenie nowych zasad współpracy między przedsiębiorcami a ich doradcami księgowymi. W praktyce oznacza to także większą odpowiedzialność po stronie firm, które będą musiały aktywnie uczestniczyć w procesie weryfikacji i zatwierdzania dokumentów w centralnym systemie.
Równolegle z operacyjnym wdrożeniem KSeF firmy i biura rachunkowe zmierzą się z bezprecedensowym wzrostem obowiązków sprawozdawczych. Rok 2026 przyniesie „tsunami raportowania” w postaci nowych struktur JPK, takich jak JPK_CIT, a także początek obowiązywania struktur JPK_PKPiR, JPK_EWP i JPK_ST dla podatników PIT, którzy już dziś składają JPK_V7 (czyli ewidencję VAT). Fiskus uzyska dostęp do znacznie bardziej szczegółowych danych niż dotychczas, co wymusi porządkowanie ewidencji, planów kont oraz polityk rachunkowości. Po stronie biur rachunkowych przełoży się to na wzrost odpowiedzialności za jakość i spójność przekazywanych informacji.
– To, co wydarzy się w 2026 roku, jest naturalnym efektem postępującej cyfryzacji systemu podatkowego w Polsce. W pierwszym etapie takie zmiany zawsze oznaczają więcej pracy, większą liczbę obowiązków i konieczność uporządkowania danych. Nowe regulacje bardzo szybko zweryfikują, które firmy i biura rachunkowe mają ułożone procesy i potrafią pracować na danych w sposób systemowy, a które będą musiały nadrabiać te zaległości w trakcie roku – komentuje Kamila Cieszkowska, ekspertka SaldeoSMART, właścicielka biura rachunkowego.
Zmiany w 2026 roku nie ograniczą się jednak wyłącznie do obszaru księgowości i podatków. Istotne modyfikacje obejmą również kadry i HR, w tym nowe zasady liczenia stażu pracy, obowiązki związane z jawnością wynagrodzeń i zakazem dyskryminacji w ogłoszeniach o pracę oraz konieczność aktualizacji regulaminów i dokumentacji pracowniczej. Dla wielu firm oznacza to kumulację zmian w kilku obszarach jednocześnie i potrzebę skoordynowania działań finansowych, kadrowych i organizacyjnych. W tym sensie 2026 rok będzie dla przedsiębiorców i biur rachunkowych sprawdzianem nie tylko gotowości technologicznej, ale także zdolności do zarządzania zmianą w skali całej firmy.
2025: KSeF, estoński CIT i mniej widoczne zmiany w tle
Na odpowiedź, jak firmy poradzą sobie z tym sprawdzianem, duży wpływ miał przebieg 2025 roku. Wraz z oddawaniem przez Ministerstwo Finansów kolejnych elementów infrastruktury Krajowego Systemu e-Faktur – aplikacji, modułów czy podręczników dla użytkowników – dla wielu firm i biur rachunkowych system ten przestał być odległym projektem, a zaczął nabierać bardzo realnych kształtów. Szybko okazało się, że wdrożenie KSeF ma wymiar nie tylko technologiczny, lecz wymaga głębokich przemian organizacyjnych i biznesowych.
– Na początku wiele firm postrzegało KSeF wyłącznie jako kolejne narzędzie informatyczne. Dopiero z czasem dotarło do nich, że to zmiana, która dotyka całej organizacji: od księgowości, przez administrację, po zarządzanie – tłumaczy ekspertka SaldeoSMART. – Problem w tym, że część przedsiębiorców zaczęła się nad tym zastanawiać bardzo późno. Dziś wciąż są podmioty, które na miesiąc przed wejściem KSeF w życie dopiero analizują kolejne kroki wdrażania systemu. Dla tych firm zderzenie z nowym rokiem może okazać się bolesne.
Choć KSeF dominował w branżowych dyskusjach, jednym z najbardziej dotkliwych doświadczeń 2025 roku okazała się zmiana interpretacji przepisów dotyczących formalnych warunków wejścia w model estońskiego CIT. Uruchomiła ona falę kontroli i wezwań kierowanych do przedsiębiorców. Problem dotyczył m.in. sprawozdań finansowych sporządzanych na potrzeby wejścia w estoński CIT, które w praktyce traktowano jako dokumenty wewnętrzne i nie zawsze były podpisywane przez upoważnione osoby. Po zmianie interpretacji fiskus zakwestionował brak podpisu, co dla wielu firm oznaczało konieczność uregulowania wysokich kwot, liczonych niekiedy w milionach złotych. Sytuacja ta stała się symbolem niestabilności systemu i jedną z głównych przyczyn napięcia w branży księgowej w mijającym roku. W odpowiedzi na te problemy pojawił się nawet projekt przepisów abolicyjnych, jednak wciąż nie ma pewności, czy zostanie on przyjęty i w jakim ostatecznie kształcie.
W cieniu największych wyzwań pojawiły się również zmiany oceniane przez przedsiębiorców pozytywnie, choć nie wszystkie spełniły pokładane w nich oczekiwania. Podniesienie limitu przychodów zobowiązujących do prowadzenia ksiąg rachunkowych do 2,5 mln euro pozwoliło części firm uniknąć kosztownej zmiany formy ewidencji. Z kolei kasowy PIT, promowany jako rozwiązanie poprawiające płynność finansową biznesu, miał dobre założenia, jednak w praktyce znalazł zastosowanie dla wąskiej grupy podatników ze względu na ograniczony katalog uprawnionych.
Zestawiając doświadczenia 2025 roku z zakresem zmian zaplanowanych na 2026, widać wyraźnie, że branża księgowa w Polsce wchodzi w etap, w którym kluczowe stają się nie pojedyncze regulacje, lecz zdolność do zarządzania cyfrową zmianą jako procesem. To ona zdecyduje o tym, kto odnajdzie się w nowej rzeczywistości, a kto będzie musiał dopiero budować niezbędne kompetencje.
Zbliżające się ferie zimowe, przypadające w tym roku na okres od 19 stycznia do 1 marca, zapowiadają się wyjątkowo korzystnie dla osób planujących zagraniczne wyjazdy. Z punktu widzenia kursów walutowych to najtańsze ferie od co najmniej 2020 roku. Dotyczy to zarówno euro, najczęściej używanego podczas wyjazdów narciarskich, jak i dolara amerykańskiego, który zyskuje na znaczeniu przy wyborze cieplejszych kierunków – Egiptu, Maroka czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
W 2026 roku zimowy wypoczynek szkolny został podzielony na trzy tury, a nie cztery jak rok wcześniej. Od 19 stycznia do 1 lutego ferie mają uczniowie z województw mazowieckiego, pomorskiego, podlaskiego, świętokrzyskiego oraz warmińsko-mazurskiego. Następnie, od 2 do 15 lutego, odpoczywają dzieci z dolnośląskiego, kujawsko-pomorskiego, łódzkiego, zachodniopomorskiego, małopolskiego i opolskiego. Ostatnia grupa – podkarpackie, lubelskie, wielkopolskie, lubuskie i śląskie – ma ferie od 16 lutego do 1 marca.
Zimowe ferie to tradycyjnie czas zwiększonego zainteresowania rynkiem walutowym. Wzrost popytu dotyczy przede wszystkim euro. To efekt popularności wyjazdów na narty do Włoch, Austrii czy Francji, ale także na Słowację i do Bułgarii, gdzie od tego roku obowiązuje już wspólna waluta europejska. Coraz więcej osób wybiera jednak cieplejsze kierunki – Egipt, Maroko czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. W tych krajach dolar pozostaje walutą szeroko akceptowaną w okolicach atrakcji turystycznych, obok walut lokalnych.
Wpisuje się to w dwie strategie wyjazdowe, które dominują w czasie ferii. Pierwsza to „czekamy na śnieg”, czyli krótkie, weekendowe wypady w kraju, często spontaniczne i zależne od warunków pogodowych. Druga to „uciekamy od śniegu”, to tygodniowy lub dwutygodniowy wyjazd w miejsce o znacznie cieplejszym klimacie niż Polska. Do tego dochodzą klasyczne wyjazdy narciarskie, głównie do krajów strefy euro.
Analizując dane z poprzednich lat, można zauważyć, że ponad 4 miliony Polaków decyduje się na wyjazd w pierwszych miesiącach roku. Styczeń to czas krótszych wypadów krajowych i pierwszych zagranicznych eskapad w poszukiwaniu słońca. Luty to szczyt sezonu zimowego – więcej rodzinnych wyjazdów i idealne warunki do sportów w górach. Choć zimowe podróże stanowią tylko część całorocznej aktywności turystycznej, widać wyraźny trend „ucieczki od śniegu”. Coraz więcej Polaków traktuje ferie jako okazję, by odwiedzić cieplejsze kraje – jeśli oczywiście pozwala na to budżet. A ten rok może być pod tym względem wyjątkowo sprzyjający.
Kursy euro i dolara w okresie przed feriami zimowymi w latach 2020-2026
Rok
Data kursu
EUR/PLN
USD/PLN
2026
14.01.2026
4,21
3,61
2025
15.01.2025
4,26
4,13
2024
15.01.2024
4,37
4,00
2023
13.01.2023
4,69
4,33
2022
14.01.2022
4,54
3,96
2021
15.01.2021
4,55
3,75
2020
15.01.2020
4,23
3,80
Źródło: NBP, eToro
W ostatnich miesiącach złoty pozostaje rekordowo mocny, co czyni zagraniczne wyjazdy bardziej atrakcyjnymi. Za euro płacimy obecnie 4,21 zł, a za dolara 3,61 zł. To poziomy przed feriami najniższe od 2020 roku, czyli od początku pandemii. Najdroższe ferie pod względem kursów walut przeżyliśmy w 2023 roku – wtedy euro kosztowało niemal 4,70 zł, a dolar 4,33 zł. W ostatnim czasie szczególnie słaby pozostaje dolar. Jeszcze rok temu za jednego dolara płaciliśmy 4,13 zł. To oznacza, że wyjazdy do krajów, gdzie dominuje ta waluta, mogą być w tym roku wyjątkowo opłacalne.
Warto jednak pamiętać, że mówimy wyłącznie o korzystnym kursie walutowym. Równocześnie w ostatnich latach, w wyniku globalnej inflacji, rosły ceny usług turystycznych. Na szczęście obecnie inflacja na świecie znacząco wyhamowała. W efekcie ceny wycieczek i noclegów nie rosną już tak dynamicznie, jak w latach 2020–2024. To kolejny czynnik, który sprawia, że ferie 2026 mogą okazać się jednym z najlepszych momentów na zagraniczny wyjazd od lat.
Ostatnie doniesienia o próbach ingerencji w krajową infrastrukturę energetyczną przypominają, że stabilność dostaw prądu stała się jednym z kluczowych obszarów walki o bezpieczeństwo państwa. Nowoczesny model dostarczania energii, oparty na tysiącach rozproszonych instalacji OZE, wymaga jednak zupełnie innego podejścia do ochrony niż tradycyjne, scentralizowane elektrownie. Dziś bezpieczeństwo państwa i ochrona przed potencjalnymi atakami zależy nie tylko od zabezpieczeń u największych operatorów, ale przede wszystkim od odporności setek mniejszych firm. W tak połączonej strukturze cyfrowa ochrona każdego ogniwa staje się wspólnym interesem nas wszystkich.
Tempo innowacji a wyzwania odporności
Sektor odnawialnych źródeł energii jest dziś jednym z najbardziej dynamicznych obszarów gospodarki. Za tym sukcesem stoją przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa – od technologicznych start-upów, przez lokalnych deweloperów farm wiatrowych, aż po innowatorów cyfryzujących zarządzanie siecią. W realiach tak szybkiego wzrostu i konieczności ciągłego skalowania biznesu, budowa zaawansowanych systemów ochrony staje się jednak ogromnym wyzwaniem organizacyjnym.
Wielu przedsiębiorców skupia się na dostarczaniu przełomowych rozwiązań, co jest naturalnym priorytetem w tej branży. Warto jednak pamiętać, że w połączonym ekosystemie nawet incydent u mniejszego dostawcy usług może mieć szerokie konsekwencje.
Systemy biurowe w centrum uwagi
Przez lata debata o bezpieczeństwie sektora koncentrowała się na technologiach operacyjnych (OT), bezpośrednio sterujących infrastrukturą. Przykłady takie jak incydent z użyciem złośliwego oprogramowania Industroyer[1] w 2016 roku na Ukrainie pokazały, jak dotkliwe mogą być ataki na systemy sterowania. Jednak w modelu rozproszonym równie istotnym punktem staje się infrastruktura IT mniejszych podmiotów: serwery pocztowe, platformy chmurowe czy bazy danych.
– Z perspektywy cyberprzestępców to właśnie te systemy mogą wydawać się najłatwiejszym punktem wejścia. Doświadczenia globalne uczą, że paraliż operacyjny nie musi wynikać z przejęcia kontroli nad samym urządzeniem. Często jest on skutkiem ataku ransomware na systemy bilingowe lub administracyjne, co wymusza wstrzymanie procesów technologicznych ze względów bezpieczeństwa. W skrajnym scenariuszu, przy odpowiedniej skali ataku na wiele ogniw jednocześnie, konsekwencją może być nawet blackout. Dla mniejszego przedsiębiorcy solidna ochrona procesów nie jest więc tylko kwestią administracyjną, ale elementem dbania o stabilność całego systemu i fundamentem wiarygodności w oczach inwestorów – komentuje Kamil Sadkowski, analityk cyberzagrożeń ESET.
Lekcja z Hiszpanii: Ryzyko dezinformacji
O tym, jak wrażliwy na punkcie bezpieczeństwa stał się sektor energii, świadczą wydarzenia z Hiszpanii z kwietnia 2025 roku. Kiedy doszło tam do rozległych przerw w dostawie prądu, oczy organów nadzorczych natychmiast zwróciły się w stronę tysięcy małych producentów energii z odnawialnych źródeł[2]. Choć ostateczne analizy rządu wykazały, że przyczyną były błędy w planowaniu i usterki techniczne, w przestrzeni publicznej błyskawicznie utrwaliła się narracja o zewnętrznym cyberataku.
– Ten przypadek pokazuje, że w dobie napięć geopolitycznych brak przejrzystych standardów ochrony cyfrowej ma realne skutki wizerunkowe. Nawet jeśli awaria wynika z przyczyn technicznych, podejrzenie o nieprzygotowanie na cyberzagrożenia potrafi zachwiać zaufaniem inwestorów i wymusić na regulatorach zaostrzenie kontroli. W sektorze, gdzie stabilność jest kluczowym parametrem, cyberbezpieczeństwo staje się więc narzędziem zarządzania ryzykiem reputacyjnym – mówi Paweł Jurek, Dyrektor działu rozwoju biznesu w DAGMA Bezpieczeństwo IT.
Odpowiedzialność rozproszona
Współczesny rynek energii opiera się na zaufaniu – nie tylko do samej technologii, ale do stabilności podmiotów, które ją dostarczają. Instytucje finansujące projekty oraz regulatorzy coraz częściej weryfikują firmy pod kątem ich odporności cyfrowej. Nie jest to już tylko kwestia dobrej woli, ale realny wymóg rynkowy, wzmacniany przez unijne regulacje, takie jak dyrektywa NIS2.
W tym modelu ochrony nie chodzi o tworzenie skomplikowanych i kosztownych barier, ale o wdrożenie standardów, które pozwolą małym i średnim firmom zachować ciągłość działania. Dla przedsiębiorstw z sektora OZE dbałość o infrastrukturę IT jest dziś elementem budowania wiarygodności kontraktowej. W systemie, w którym każdy punkt styku z siecią ma znaczenie, standardy bezpieczeństwa najmniejszych uczestników rynku realnie wpływają na to, czy cały model energetyczny będzie postrzegany jako bezpieczny i przewidywalny.
Systemowa odporność zamiast doraźnych działań
Budowa bezpieczeństwa cyfrowego w sektorze OZE wymaga przede wszystkim odejścia od działań doraźnych na rzecz systemowych standardów, które pozwalają minimalizować ryzyko bez paraliżowania procesów biznesowych. Z perspektywy przedsiębiorstwa zarządzającego elementami infrastruktury, kluczowe staje się dziś uszczelnienie punktów styku z siecią publiczną.
– Podstawę stanowi tu rygorystyczna polityka dostępu m.in. wieloskładnikowe uwierzytelnianie (MFA) oraz zasada ograniczonego zaufania, zgodnie z którą należy przyznawać pracownikom uprawnienia wyłącznie do niezbędnych w danej chwili zasobów. Równie istotne jest aktywne zarządzanie podatnościami, czyli eliminacja luk w oprogramowaniu, zanim zostaną one wykorzystane przez cyberprzestępców. Firmy, które nie posiadają rozbudowanych kadr technicznych, coraz częściej decydują się na model wsparcia zewnętrznego (MDR), zapewniający ciągły monitoring i reakcję na incydenty w czasie rzeczywistym. Całość musi dopełniać świadomość zespołów, ponieważ to błąd ludzki, popełniony np. w wyniku phishingu, wciąż pozostaje bardzo częstą przyczyną przełamania zabezpieczeń – mówi Kamil Sadkowski.
Ewolucja w stronę rozproszonego modelu wytwarzania energii fundamentalnie zmienia parametry bezpieczeństwa państwa. Obecnie stabilność dostaw prądu nie zależy już wyłącznie od ochrony fizycznej kilku strategicznych obiektów, lecz od sumy odporności cyfrowej tysięcy mniejszych podmiotów tworzących system. Dla sektora OZE dbałość o infrastrukturę IT staje się więc obowiązkiem wykraczającym poza interes pojedynczego przedsiębiorstwa – to realny wkład w budowę odporności kraju. Współczesna energetyka jest bowiem tak bezpieczna, jak bezpieczne okaże się jej najsłabsze cyfrowe ogniwo.
Projekt ustawy o wzmocnieniu stosowania prawa do jednakowego wynagrodzenia mężczyzn i kobiet za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości, wdrażający postanowienia tzw. dyrektywy 2023/970 (tzw. płacowej) może mieć dwa nieoczywiste skutki.
Mniejsze różnice między nowymi i długoletnimi pracownikami
Zarówno dyrektywa, jak i projekt ustawy, podkreślają mierzenie różnic w wynagrodzeniach na tle płciowym. Zapominamy jednak, że równie często dochodzi do rozbieżności płacowych na innym tle: historii zatrudnienia w danym przedsiębiorstwie. Przykład: Pracownik zatrudniony w danym miejscu od dłuższego czasu ma gorsze warunki wynagrodzenia niż osoba nowo zatrudniona na równoległym stanowisku. Różnica wynika z tego, że na przestrzeni lat płaca pracownika nie była waloryzowana w tym samym stopniu, jak płaca weryfikowana przez rynek: podwyżki były niskie i rekompensowane stabilnością zatrudnienia. Może to korelować z płcią, bo wiemy z badań, że kobiety są mniej skuteczne w negocjowaniu podwyżek, ale to samo dotyczy starszych osób. Zmienia się jednak sytuacja rynkowa i wycena wartości pracy na danym stanowisku, przez co nowi kandydaci oczekują większych pieniędzy i je otrzymują.
– Ujawnienie tych różnic na równoległych stanowiskach bez obiektywnego uzasadnienia – a takie przypadki siłą rzeczy są częstsze w większych firmach, które podlegać będą raportowaniu – w wielu przypadkach wywoła niezadowolenie załogi i skłoni pracodawców do wprowadzenia nowej polityki płacowej. W efekcie możemy zauważyć w następnych latach mniejszą dynamikę wzrostu wynagrodzeń, zwłaszcza w przypadku zmiany pracy. Obecnie panuje przekonanie, że solidną podwyżkę można uzyskać poprzez zmianę pracy, a nie negocjacje z pracodawcą, znajduje w wielu przypadkach potwierdzenie, ale to się może zmienić. Raporty płacowe dadzą także nowy argument pracownikom w negocjacjach podwyżek, a pracodawcy, dla uniknięcia sankcji z powodu zbyt dużej luki płacowej, będą wyrównywać płace długoletnim pracownikom – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska.
Więcej niepełnych etatów?
Inna konsekwencja ustawy może być mniej oczywista. W Polsce mamy bardzo wysoki w porównaniu z innymi krajami, odsetek zatrudniania pracowników na cały etat. Przedstawiony projekt mówi, że liczbę pracowników w przedsiębiorstwie ustala się w przeliczeniu na pełne etaty w danym roku kalendarzowym – to będzie decydowało o tym czy firma będzie podlegać obowiązkowi przygotowywania sprawozdań z luki płacowej i z jaką częstotliwością. Graniczne liczby to 100 i 250 pracowników – dotyczy to więc dość znaczących pracodawców w skali miasta czy powiatu, jak zakłady produkcyjne czy handel. Dla zmniejszenia obowiązku raportowania firmy mogą więc dążyć nie tyle do cięcia etatów, co skracania wymiaru pracy na danym stanowisku, by zmniejszyć liczbę etatów przy tej samej liczbie osób.
– W wielu wypadkach to będzie bardziej racjonalne działanie. Pozwoli zachować niektóre stanowiska, ale przypisać im mniejszą ilość godzin. Niektórzy pracodawcy dojdą do wniosku, że lepiej mieć więcej osób w zespole i płynniej rotować obsadą podczas urlopów lub zwiększonego zapotrzebowania na pracę – podsumowuje Anna Barbachowska.
Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie WITTCHEN SA upoważniło Zarząd Spółki do przeprowadzenia skupu akcji własnych. Spółka może nabyć do 3.687.219 akcji (20% wszystkich) po cenie nie wyższej niż 22 zł za akcję. Skup może potrwać maksymalnie do 31 grudnia 2026 r.
– Chcemy zaproponować akcjonariuszom mniejszościowym możliwość częściowej realizacji inwestycji w akcje naszej Spółki poprzez ich sprzedaż z premią wobec ostatnich notowań. Mamy świadomość, że wyniki ostatnich kwartałów nie spełniają oczekiwań części inwestorów. Jednocześnie, zgodnie ze zaktualizowaną polityką dywidendową, w najbliższych latach nie będziemy rekomendować wypłat dywidendy. Priorytetem są inwestycje oraz stabilność finansowa spółki – komentuje Jędrzej Wittchen, prezes Zarządu WITTCHEN SA.
Prezes zadeklarował jednocześnie, że podmioty kontrolowane przez rodzinę Wittchen nie będą sprzedawać akcji w ramach planowanego skupu.
Na początku stycznia 2026 r. Zarząd WITTCHEN SA podjął decyzję o aktualizacji polityki dywidendowej Spółki. Zarząd nie będzie rekomendował wypłat dywidendy z zysku wypracowanego w latach 2025-2027. Po upływie tego okresu Zarząd dokona ponownej weryfikacji polityki dywidendowej i oceni możliwość powrotu do wypłat dywidendy.
– Naszym celem jest poprawa efektywności operacyjnej, a w konsekwencji także rentowności działalności. Dlatego planujemy m.in. rozbudowę centrum logistycznego w Palmirach. Stoimy również przed trudnymi decyzjami dotyczącymi sieci sprzedaży. Jak sygnalizowaliśmy przy okazji publikacji wyników, część naszych salonów pozostaje nierentowna, co w dłuższym horyzoncie jest nie do utrzymania. Może to oznaczać zarówno dodatkowe inwestycje mające na celu poprawę sprzedaży stacjonarnej, jak i koszty związane z zamykaniem wybranych lokalizacji objętych długoterminowymi umowami najmu – wskazuje prezes Jędrzej Wittchen.
NWZ wyraziło również zgodę na zawarcie przez WITTCHEN SA nowych zobowiązań m.in. na sfinansowanie rozbudowy centrum logistycznego w Palmirach, refinansowanie obecnego zadłużenia i wzmocnienie kapitału obrotowego Spółki, a także na skup akcji własnych. Warunki tego finansowania są obecnie przedmiotem negocjacji z jednym z banków.
Pepco Group N.V. (dalej „Grupa Pepco”), ogólnoeuropejska sieć dyskontowych sklepów wielobranżowych, publikuje dziś wstępne wyniki operacyjne za pierwszy kwartału roku obrotowego 2026; zakończony 31 grudnia 2025 r.1
NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE
Przychody Grupy w I kwartale roku obrotowego 2026 wzrosły o 4,3% (przy stałych kursach walutowych) do 1,4 mld euro, odzwierciedlając mocny wzrost Pepco, częściowo obciążony spodziewanymi kosztami zakończenia sprzedaży towarów szybkozbywalnych (FMCG) przez sieć Pepco, czego wpływ będzie jednak maleć w trakcie roku. Na łączne przychody miały też wpływ słabsze wyniki sprzedażowe Dealz
Przychody Grupy w ujęciu porównywalnym (LFL), z wyłączeniem FMCG, wzrosły w I kwartale o 3,3%
Pepco zanotowało wzrost przychodów LFL w I kwartale roku obrotowego 2026 na poziome 4,2%, z wyłączeniem FMCG, przy wyjątkowo dobrym wyniku osiągniętym w grudniu, mimo bardzo konkurencyjnego otoczenia i okresu promocji świątecznych. Dobry rezultat został osiągnięty za sprawą silnego wzrost wolumenu sprzedaży, wynikającego z umacniania się Grupy jako lidera cenowego, co w efekcie pomogło zrealizować wzrost przychodów LFL w I kwartale na kluczowych rynkach, w tym w Polsce, na Półwyspie Iberyjskim oraz we Włoszech
Przychody LFL sieci Dealz zanotowały spadek o 7,7% w I kw. W październiku i listopadzie na wynik miały wpływ zakłócenia spowodowane przekształceniami działalności po sprzedaży Poundland, jednakże w grudniu 2025 r. obserwowano znaczące odbicie w przychodach LFL. Grupa kontynuuje proces dezinwestycji Dealz i planuje go zakończyć w 2026 r.
Marża brutto Grupy w I kwartale roku obrotowego 2026 wzrosła o 360 punktów bazowych w ujęciu rok do roku i pozostaje na poziomie z ostatniego kwartału roku obrotowego 2025, mimo kontynuowanych działań w ramach Pepco na rzecz zapewniania najkorzystniejszych cen dla klientów
Grupa prowadziła 4 410 sklepów na koniec I kwartału, w tym okresie uruchomiła 51 nowych sklepów netto
Pepco: 51 nowych sklepów netto w I kwartale, z czego 37 w Europe Środkowo-Wschodniej i 14 w Europie Zachodniej
Dealz: brak nowych sklepów w tym okresie; Dealz prowadzi łącznie 344 sklepów w całej Polsce
Grupa spodziewa się otworzyć ok. 250 nowych sklepów netto w roku obrotowym 2026, wyłącznie pod marką Pepco
Perspektywa dla Grupy na rok obrotowy 2026 oraz oczekiwania Zarządu pozostają bez zmian w porównaniu do informacji przedstawionych przy wstępnych wynikach za rok obrotowy, 17 grudnia 2025 r.
Wyniki sprzedaży w I kwartale roku obrotowego 2026
Podsumowanie I kw. roku obrotowego 2026
Pepco
Dealz
Grupa
Przychody (mln euro)2
1 342
101
1 443
Wzrost przychodów rdr przy stałych kursach walutowych3
5,2%
-6,2%
4,3%
Wzrost przychodów LFL4
0,7%
-7,7%
0,1%
Wzrost przychodów LFL (z wyłączeniem Pepco FMCG)5
4,2%
-7,7%
3,3%
Liczba sklepów
Łączna liczba sklepów na początku okresu
4 015
344
4 359
Nowe otwarcia
78
–
78
Zamknięcia
-27
–
-27
Łączna liczba sklepów na końcu okresu
4 066
344
4 410
Nowe sklepy netto w tym okresie
51
–
51
Komentując wyniki, Stephen Borchert, prezes Pepco Group, powiedział:
„Rok rozpoczął się dla nas obiecująco, przy stabilnych wynikach Pepco w pierwszym kwartale. Cieszą mnie zwłaszcza solidne grudniowe wyniki, osiągnięte mimo intensywnych kampanii promocyjnych na naszych kluczowych rynkach. Szczególnie dobre rezultaty wypracowaliśmy w Europie Zachodniej, gdzie w trakcie kwartału utrzymaliśmy stabilny, dwucyfrowy wzrost przychodów w ujęciu porównywalnym, nie licząc FMCG. Grupa osiągnęła również znaczący wzrost marży brutto w ujęciu rok do roku, pomimo, że inwestowaliśmy w utrzymanie naszej polityki cenowej.
„Nastroje konsumentów na niektórych rynkach pozostają niestabilne z powodu zmiennej sytuacji makroekonomicznej. W tym kontekście, wyjątkowa wartość jaką oferujemy naszym klientom, jest szczególnie przez nich doceniana, a zwłaszcza przez tych, dla których stosunek jakości do ceny jest kwestią priorytetową podczas codziennych zakupów. Zwiększenie przychodów przez Pepco o 4,2% w ujęciu porównywalnym, nie licząc FMCG, napędzane wzrostem wolumenów sprzedaży, wraz z jednoczesnym umocnieniem naszej pozycji lidera cenowego, jest dla nas przekonywującym dowodem satysfakcji i lojalności klientów Pepco.”
„Zbudowaliśmy nasz biznes w oparciu o solidne fundamenty: mamy przejrzystą ofertę dla klientów, rosnącą liczbę sklepów oraz utrzymujemy tempo rozwoju operacyjnego – to daje nam dobrą pozycję, by konkurować na rynku. Przy 51 nowych sklepach netto otwartych w pierwszym kwartale oraz utrzymaniu oczekiwań Zarządu wobec roku obrotowego 2026, Grupa Pepco znajduje się w dobrej pozycji by zapewnić dalszy, rentowny wzrost oraz generować zyski dla akcjonariuszy w dalszej części roku.”
SKUP AKCJI – AKTUALIZACJA
Drugi etap programu skupu akcji do wartości 50 mln euro (przy łącznej wartości całego programu wynoszącej 200 mln euro) został rozpoczęty 28 października 2025 r. i ma zostać zakończony 16 stycznia 2026 r. Według stanu na 9 stycznia, w ramach drugiego etapu, Grupa nabyła łącznie 6 062 476 akcji zwykłych przy średniej cenie 28,46 zł.
Według stanu na 9 stycznia 2026 r., w obrocie pozostawało 577 451 935 akcji, wliczając 15 195 208 akcji w posiadaniu Spółki. Dalsze informacje dotyczące drugiego etapu programu skupu akcji własnych zostaną przekazane po zakończeniu bieżącego tygodnia.
Spółka potwierdza dziś, że zamierza przeprowadzić trzeci etap programu skupu akcji własnych o wartości do 50 mln euro w bieżącym roku obrotowym. Dalsze informacje zostaną przekazane w momencie jego rozpoczęcia.
PERSPEKTYWY
Perspektywy na nadchodzący rok pozostają bez zmian w porównaniu do oczekiwań przedstawionych przy okazji niedawno opublikowanych wstępnych wyników za rok obrotowy 2025. Zakładają one osiągnięcie w roku obrotowym 2026 wzrostu przychodów w przedziale 6-8%, przy czym łączny poziom przychodów uwzględnia – zgodnie z oczekiwaniami – wyjście z segmentu FMCG, które, według naszych szacunków, obniży dynamikę wzrostu przychodów w całym roku obrotowym o około dwa punkty procentowe. Wpływ ten będzie szczególnie widoczny w pierwszej połowie roku obrotowego, co znajduje odzwierciedlenie w wynikach za pierwszy kwartał.
EBITDA bazowa (w ujęciu MSSF 16) za rok obrotowy 2026 ma wzrosnąć o co najmniej 9 proc. rok do roku, mimo uwzględnienia wzrostu kosztów transformacji z 25 mln euro czy 35 mln euro, co było uprzednio sygnalizowane. Spółka spodziewa się, że wzrost zysku netto przekroczy poziom 25% rok do roku, zachowując silną dynamikę z roku obrotowego 2025. Zgodnie z informacjami przedstawionymi we wstępnych wynikach za rok obrotowy 2025, Spółka oczekuje pozytywnego wpływu na zysk netto nie tylko ze strony spodziewanego wzrostu wyniku EBITDA w roku obrotowym 2026, ale także z uwagi na poprawę realnej stopy podatkowej, znacząco niższe koszty odsetkowe kredytów, co zostało osiągnięte dzięki niedawnemu korzystnemu refinansowaniu zadłużenia, a także dzięki dostosowaniu zasad dotyczących amortyzacji do faktycznych okresów najmu sklepów Spółki.
Dziesięć ważnych zmian regulacyjnych dla prowadzenia biznesu w Polsce, z których część przedsiębiorcy odczują już z początkiem roku. To bilans czwartego kwartału minionego roku w zakresie regulacji dla biznesu ujęty w Polskim Barometrze TMF Group, przygotowanym przez ekspertów globalnej firmy specjalizującej się w świadczeniu usług zgodności i administracyjnych ze 125 biurami w 87 jurysdykcjach podatkowych, w tym z dwoma biurami w Polsce.
Polski Barometr TMF Group to cykliczne opracowanie zespołu ekspertów TMF Poland, przygotowywane przez praktyków wspierających na co dzień firmy działające na polskim rynku. Raport koncentruje się na zmianach administracyjnych, podatkowych, księgowych i pracowniczych, które mają realny wpływ na bezpieczeństwo, koszty i przewidywalność prowadzenia działalności gospodarczej. Wśród zmian regulacyjnych wdrożonych w ostatnich trzech miesiącach ubiegłego roku znalazły się takie, które wchodzą w życie już teraz lub niedługo.
Wśród zmian ocenianych jako pozytywne lub neutralne dla przedsiębiorców znalazła się m.in. reforma zasad ustalania stażu pracy, która zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2026 r. Nowe przepisy rozszerzają katalog okresów wliczanych do stażu o m.in. prowadzenie działalności gospodarczej, umowy zlecenia czy pracę za granicą. Zmiana ta ma na celu lepsze dostosowanie przepisów do współczesnych realiów rynku pracy oraz zwiększenie transparentności w zakresie uprawnień pracowniczych.
„Nowe regulacje mogą realnie poprawić sytuację pracowników i zwiększyć przejrzystość rynku pracy. Jednocześnie dla pracodawców oznaczają one konieczność weryfikacji dokumentów, ponownego przeliczania stażu pracy oraz dostosowania procesów kadrowych do nowych zasad” – komentuje Anna Jendo, ekspert TMF Group.
Istotnym obszarem zmian w czwartym kwartale 2025 r. były także regulacje dotyczące podatku od towarów i usług. Eksperci TMF Group zwracają uwagę na projekt kompleksowej nowelizacji ustawy o VAT, który przewiduje m.in. ujednolicenie momentu powstania obowiązku podatkowego w wybranych przypadkach, wprowadzenie instytucji tzw. „składu VAT”, zmiany w zakresie rejestracji VAT oraz doprecyzowanie zasad stosowania ulgi na złe długi. Większość proponowanych regulacji miałaby wejść w życie od 1 lipca 2026 r., co daje przedsiębiorcom czas na przygotowanie się do nowych obowiązków.
„Proponowane zmiany w ustawie o VAT można ocenić jako krok w stronę większej przejrzystości i przewidywalności rozliczeń. Szczególnie istotne z punktu widzenia przedsiębiorców są rozwiązania, które mogą poprawić płynność finansową oraz ograniczyć ryzyko podatkowe w relacjach z kontrahentami” – wskazuje Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.
Równolegle w czwartym kwartale 2025 r. opublikowano kolejne przepisy wykonawcze dotyczące Krajowego Systemu e-Faktur. Nowe regulacje, które wejdą w życie 1 lutego 2026 r., doprecyzowują zasady wystawiania faktur ustrukturyzowanych, w tym w trybie offline i w czasie awarii systemu, a także katalog wyjątków od obowiązku stosowania KSeF. Zmiany te mają na celu ujednolicenie praktyki i dostosowanie obowiązków podatników do realiów cyfrowego fakturowania.
Wśród rozwiązań sprzyjających prowadzeniu biznesu autorzy Barometru wskazują także na nową interpretację ogólną Ministerstwa Finansów dotyczącą podatku od nieruchomości. Dokument precyzuje, że samo posiadanie nieruchomości przez przedsiębiorcę nie oznacza automatycznego zastosowania najwyższych stawek podatku – kluczowe jest faktyczne wykorzystanie nieruchomości w działalności gospodarczej. Zdaniem ekspertów TMF Group interpretacja ta wzmacnia ochronę podatników i ogranicza ryzyko sporów z organami podatkowymi.
Dla najmniejszych firm istotne znaczenie mają również zmiany umożliwiające wcześniejsze skorzystanie ze zwolnienia podmiotowego z VAT oraz nowe rozwiązania pozwalające na szybką weryfikację kontrahentów online poprzez CEIDG i wykaz podatników VAT. Zmiany te wpisują się w rządowe działania deregulacyjne i mają na celu uproszczenie procedur oraz zwiększenie bezpieczeństwa obrotu gospodarczego.
Jednocześnie Polski Barometr TMF Group obejmujący czwarty kwartał 2025 r. wskazuje na szereg zmian, które mogą stanowić poważne wyzwanie dla przedsiębiorców w 2026 roku. Wśród nich znalazła się podwyżka składki zdrowotnej dla przedsiębiorców wynikająca z powrotu do zasad sprzed 2025 roku, a także obniżenie kluczowych limitów podatkowych na skutek zmiany kursu euro. Zmiany te mogą ograniczyć dostęp do preferencyjnych form opodatkowania i zwiększyć bieżące obciążenia finansowe firm.
Eksperci TMF Group zwracają również uwagę na istotne zwiększenie obciążeń podatkowych dla sektora bankowego, związane z podwyższeniem stawki CIT od 1 stycznia 2026 r. Zdaniem autorów Barometru zmiana ta może w krótkim okresie wpłynąć na ograniczenie inwestycji i akcji kredytowej, a pośrednio także na inne sektory gospodarki.
„Wiele firm wejdzie w 2026 rok z wyraźnie wyższymi kosztami prowadzenia działalności oraz większą niepewnością regulacyjną. Kluczowe będzie odpowiednio wczesne przygotowanie organizacyjne, analiza wpływu zmian na działalność operacyjną oraz świadome zarządzanie ryzykiem podatkowym i pracowniczym” – podkreśla Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.
Autorzy Barometru zwracają uwagę, że część zmian – jak reforma stażu pracy – ma charakter ambiwalentny. Choć regulacje te realizują istotne cele społeczne i porządkują system prawny, dla przedsiębiorców oznaczają wzrost kosztów zatrudnienia, dodatkowe obowiązki administracyjne oraz potencjalne ryzyko sporów.
„Czwarty kwartał 2025 roku pokazuje wyraźnie, że kierunek zmian regulacyjnych w Polsce to jednocześnie większa transparentność i cyfryzacja, ale też związane z tym rosnące obciążenia po stronie biznesu. Niełatwe dla biznesu jest też konieczne tempo działania bowiem niektóre z regulacji zaczęły obowiązywać już z początkiem roku – podsumowuje Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.
Capgemini ogłosiło nową nominację w strukturach kadry zarządzającej – Paweł Marciniak objął funkcję Dyrektora Zarządzającego Market Segment Polska, czyli stanie na czele jednej z jednostek organizacyjnych Capgemini Europe Cluster. Przejmuje on stery od Marka Woźnego, który jako dotychczasowy lider polskiego segmentu, będzie odpowiadał za strategię i rozwój firmy w całym regionie Europy Wschodniej i Austrii (Market Unit Eastern Europe & Austria).
Paweł Marciniak jest związany z Capgemini od 2007 roku. Przed objęciem obecnej funkcji pełnił rolę Dyrektora ds. Sprzedaży, odpowiadając za rozwój segmentu rynkowego w Polsce. W tym czasie polski oddział odnotował dwukrotny wzrost sprzedaży oraz utrzymał zakładaną rentowność. Wcześniej Paweł Marciniak działał w strukturach regionalnych, gdzie brał udział w realizacji strategii Grupy oraz w procesach fuzji i przejęć (M&A) na terenie Europy Środkowo-Wschodniej. Jego doświadczenie obejmuje również rozwój partnerstw technologicznych z kluczowymi dostawcami rozwiązań IT, takimi jak SAP, IBM, Microsoft czy UiPath.
Nowy Dyrektor Zarządzający Market Segment Polska jest absolwentem Manchester Business School (University of Manchester), gdzie uzyskał tytuł magistra w zakresie International Business & Management. Ukończył również studia na kierunku General Management na Uniwersytecie Bocconiego w Mediolanie. Jego kompetencje zarządcze oraz wieloletnia praktyka w strukturach Capgemini stanowią fundament do realizacji dalszych celów operacyjnych firmy na polskim rynku.
– Przejęcie sterów w polskim segmencie rynkowym to dla mnie naturalny krok po latach współtworzenia strategii sprzedaży w Capgemini. Moim priorytetem będzie kontynuacja kierunku wyznaczonego przez Marka Woźnego, ze szczególnym uwzględnieniem wspierania naszych klientów w ich transformacji cyfrowej. Chcemy dalej umacniać pozycję Capgemini jako zaufanego i strategicznego partnera dla klientów w Polsce, wykorzystując potencjał naszego lokalnego zespołu oraz globalne doświadczenie grupy – mówi Paweł Marciniak Dyrektor Zarządzający Market Segment Polska w Capgemini.
– Paweł przez lata udowadniał swoją skuteczność w budowaniu skali biznesu Capgemini w Polsce. Jego głębokie zrozumienie specyfiki lokalnego rynku oraz doświadczenie w zarządzaniu sprzedażą sprawiają, że jest naturalnym liderem do przejęcia tej roli. Jestem przekonany, że pod jego kierownictwem polski rynek będzie nadal dynamicznie się rozwijał, dostarczając naszym klientom najwyższą jakość usług w obszarze transformacji cyfrowej – dodaje Marek Woźny, CEO Market Unit Eastern Europe & Austria w Capgemini.
Marek Woźny skoncentruje się teraz na rozwoju jednostki Market Unit Eastern Europe & Austria – strategicznego obszaru, którym zarządza od lipca 2025 roku. Pod jego dotychczasowym kierownictwem ten polski oddział Capgemini zbudował silną pozycję rynkową, opartą na powtarzalnych, wysokich wynikach operacyjnych. Doświadczenie Marka w budowaniu efektywnych struktur na poziomie lokalnym posłuży obecnie do skalowania działań firmy i umacniania jej obecności w całym regionie Europy Wschodniej oraz Austrii.
Na początku 2026 roku firmy z sektora finansów i ubezpieczeń planują zatrudniać nowych pracowników, 41% pracodawców zapowiada rekrutacje, a jedynie 3% rozważa redukcje. Jednocześnie połowa przedsiębiorstw zamierza utrzymać obecną liczbę pracowników bez zmian. W branży finansów rynek pracy napędza rozwój organizacji, a zmiany technologiczne i regulacyjne zwiększają popyt na wyspecjalizowane role. Najlepsze perspektywy mają specjaliści z kompetencjami cyfrowymi, analitycznymi i zdolnością szybkiego dostosowania się do nowych wymogów prawnych.
Na pierwszy kwartał 2026 roku prognoza rekrutacyjna dla sektora finansów i ubezpieczeń wynosi +35%. 41% pracodawców planuje nowe zatrudnienia, 51% zamierza utrzymać dotychczasowe zespoły, a tylko 3% rozważa redukcje etatów.
Rozwój biznesu napędza nowe rekrutacje
Rozwój firm oraz wejście na nowe rynki sprzyjają rekrutacjom – oba czynniki jako powody pozyskiwania nowych kadr wymieniło po 47% respondentów. Znaczącą rolę odgrywa potrzeba tworzenia bardziej zróżnicowanych zespołów oraz realizacji projektów i inicjatyw tymczasowych, co zadeklarowało po 33% organizacji. Pracodawcy podkreślają także konieczność pozyskiwania świeżych perspektyw i nowych kompetencji, aby zachować przewagę konkurencyjną (27%). Co piąte przedsiębiorstwo rekrutuje, by uzupełnić wakaty (20%), natomiast postęp technologiczny jako bezpośredni impuls do zatrudniania nowych specjalistów wskazuje 7% firm
– Sektor finansów i ubezpieczeń przechodzi obecnie intensywną transformację. Technologia staje się głównym motorem zmian. Sztuczna inteligencja, automatyzacja i analityka danych wkraczają do procesów, a rozwiązania chmurowe umacniają się jako standard rynkowy. Już dziś większość firm ubezpieczeniowych wykorzystuje AI w likwidacji szkód i wykrywaniu nadużyć, a banki inwestują w cyberbezpieczeństwo oraz modernizację systemów. W praktyce oznacza to automatyczne rozpatrywanie roszczeń, algorytmy wyceny polis czy narzędzia usprawniające procesy AML i KYC. Transformacja technologiczna idzie w parze z rosnącymi wymaganiami regulacyjnymi. Obszary takie jak ESG, przeciwdziałanie praniu pieniędzy oraz nowe standardy raportowania powodują, że zapotrzebowanie na ekspertów ds. compliance i ryzyka rośnie. Firmy wiedzą, że przewaga konkurencyjna wymaga znajomości prawa i technologii, a także umiejętności analizy danych. Różnorodność kompetencyjna zyskuje na znaczeniu, a zespoły łączące wiedzę finansową, technologiczną i regulacyjną wdrażają innowacje szybciej i w sposób bardziej bezpieczny. Dodatkowo organizacje inwestują w programy DEI, aby przyciągnąć młode talenty w obszarach data science i cyberbezpieczeństwa – mówi Katarzyna Kwiecińska, Recruitment Business Partner w Manpower.
Jak zaznacza ekspertka Manpower, automatyzacja nie oznacza masowych redukcji, znika rutyna, pojawiają się nowe role w nowych obszarach takich jak analityka, nadzór modeli, czy obsługa klienta wspierana technologią. – Firmy coraz częściej inwestują w reskilling, koncentrując się przede wszystkim na szkoleniach z Pythona, SQL i MLOps. Kandydaci, którzy chcą wyprzedzić rynek, powinni stawiać na interdyscyplinarne kompetencje, w tym AI, cyberbezpieczeństwo, rozwiązania chmurowe, a także rozwijać krytyczne myślenie oraz umiejętność pracy przy złożonych projektach. Rekrutacje w finansach i ubezpieczeniach napędza dziś zmiana. Wygrywają ci, którzy potrafią połączyć ludzi i technologię w spójną strategię – wskazuje przedstawicielka Manpower.
5 na 10 pracodawców nie planuje zmian w zatrudnieniu
Połowa firm z branży finansów i ubezpieczeń nie planuje zmian kadrowych – najczęściej pracodawcy wskazują, że obecne zespoły w zupełności wystarczają do realizacji celów biznesowych. Dla 37% organizacji to element strategii, a 26% podkreśla, że dzięki wysokiej efektywności operacyjnej mogą utrzymać liczbę pracowników na niezmienionym poziomie. Po 21% firm dodaje, że nie przewiduje dużych projektów ani ekspansji oraz że rynek pozostaje stabilny. Z kolei 11% czeka z decyzjami na rozwój sytuacji gospodarczej. Część przedsiębiorstw deklaruje, że obecny stan zatrudnienia pozwala im działać zgodnie z obowiązującymi regulacjami. Zaznaczają też, że ograniczenia finansowe uniemożliwiają im zwiększenie zatrudnienia.
– Firmy z sektora finansów i ubezpieczeń coraz częściej utrzymują konkurencyjność nie poprzez intensywne rekrutacje, lecz dzięki inwestycjom w rozwój obecnych zespołów i poprawę efektywności operacyjnej. W praktyce oznacza to większy nacisk na szkolenia, reskilling i upskilling, a także lepsze wykorzystanie kompetencji już zatrudnionych pracowników. Wysoka efektywność organizacji wynika dziś nie tylko z wdrażania technologii i automatyzacji, ale również z optymalizacji procesów, zmian w modelach pracy oraz świadomego zarządzania talentami. Jednocześnie obserwujemy wpływ globalnych trendów, takich jak przenoszenie części usług finansowych do centrów usług wspólnych, co w niektórych obszarach ogranicza tempo zatrudniania. Zmiany te są jednak często równoważone inwestycjami w bardziej zaawansowane role, lokalne centra kompetencji oraz stanowiska wymagające wysokich kwalifikacji, których nie da się łatwo przekazać poza organizację. W efekcie rynek pracy w finansach i ubezpieczeniach pozostaje stabilny, a perspektywy zatrudnienia są pozytywne, szczególnie dla specjalistów z kompetencjami cyfrowymi, analitycznymi i regulacyjnymi – podsumowuje Maciej Mamrot, Recruitment Business Partner Finance Division w Manpower.
Prezydent Donald Trump zasygnalizował, że na razie może wstrzymać się z atakiem militarnym na Iran, po tym jak otrzymał zapewnienia z „ważnych źródeł po drugiej stronie”, iż władze w Teheranie zaprzestały zabijania uczestników protestów. Jednocześnie podkreślił, że nie wyklucza użycia siły i będzie uważnie obserwował rozwój sytuacji. Wcześniej Trump publicznie zachęcał Irańczyków do kontynuowania protestów oraz zapowiadał reakcję Stanów Zjednoczonych na doniesienia o brutalnych represjach wobec demonstrantów.
W związku z rosnącym napięciem USA przerzuciły część personelu wojskowego z baz w Katarze i innych lokalizacjach w regionie, wskazując na obawy o bezpieczeństwo i groźby formułowane przez Iran. Spotkaniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego poświęconemu sytuacji wokół Iranu przewodniczył wiceprezydent JD Vance. W rozmowie z agencją Reuters Trump przyznał również, że nie ma pewności, czy opozycjonista Reza Pahlavi posiada realne i szerokie poparcie społeczne w Iranie. Władze w Teheranie ostrzegły natomiast USA i Izrael przed jakąkolwiek interwencją, przypominając o wcześniejszych atakach na obiekty nuklearne i zapowiadając konsekwencje ewentualnych działań zewnętrznych.
Zdaniem analityków Bloomberg Economics potencjalne działania USA, jeśli doszłoby do eskalacji, mogłyby obejmować ataki na obiekty sił bezpieczeństwa i wojska, zakłady produkujące rakiety, precyzyjne uderzenia w kluczowych dowódców wojskowych, a w skrajnym scenariuszu także cele polityczne. Eksperci oceniają, że najbardziej prawdopodobne byłyby uderzenia przeprowadzane z dużej odległości, z terytorium USA, Europy lub z okrętów wojennych, co ograniczałoby ryzyko bezpośredniej i szerokiej eskalacji regionalnej.
Zmiana tonu prezydenta Trumpa nastąpiła po okresie wyraźnie ostrzejszej retoryki wobec władz Iranu, na czele których stoi Ajatollah Ali Khamenei. Część organizacji i ekspertów w Stanach Zjednoczonych naciska na zdecydowaną interwencję, argumentując, że brak reakcji podważyłby wiarygodność USA jako globalnego mocarstwa. Dodatkowo wcześniejsza akcja przeciwko Wenezueli i zatrzymanie Nicolása Maduro wzmocniły spekulacje, że amerykańskie groźby wobec Iranu mogą mieć realne pokrycie w działaniach.
W rezultacie ryzyko eskalacji militarnej pozostaje istotne, choć w krótkim terminie zostało ograniczone przez sygnały deeskalacyjne płynące z Białego Domu. Dla rynków finansowych oznacza to chwilowe obniżenie napięcia geopolitycznego, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiej zmienności i silnej zależności dalszego rozwoju sytuacji od przebiegu protestów w Iranie. Obecnie ropa Brent traci ponad 1,8% i wyceniana jest na poziomie 64,619 USD za baryłkę.
Rozwiązania klasy MES działają na styku planowania, realizacji i kontroli produkcji, dostarczając danych niezbędnych do zarządzania procesami w czasie rzeczywistym. Ich rola nie polega na zastępowaniu systemów nadrzędnych, lecz na porządkowaniu i uszczelnianiu warstwy wykonawczej, w której powstają kluczowe informacje o przebiegu produkcji. Dzięki temu możliwe jest monitorowanie realizacji zleceń, identyfikowanie odchyleń od planu oraz szybkie reagowanie na zakłócenia, zanim przełożą się one na opóźnienia, straty lub spadek jakości.
System MES – zakres i miejsce w architekturze produkcji
Program MES (Manufacturing Execution System) odpowiada za warstwę operacyjną produkcji, w której założenia technologiczne są realizowane w praktyce na hali. Jego podstawowym zadaniem jest gromadzenie, porządkowanie i interpretowanie danych powstających w trakcie wykonywania operacji produkcyjnych, w czasie możliwie zbliżonym do rzeczywistego. Obejmuje to informacje dotyczące przebiegu zleceń, wykorzystania zasobów, przestojów, jakości wykonania oraz zgodności działań z obowiązującą dokumentacją technologiczną.
Istotne jest również to, że MES nie pełni wyłącznie funkcji raportowej. Jego rola polega na nadawaniu kontekstu danym produkcyjnym oraz na ich bieżącej walidacji w odniesieniu do rzeczywistych warunków pracy. W efekcie informacje pochodzące z hali przestają być zbiorem pojedynczych zdarzeń, a zaczynają tworzyć spójny obraz procesu, który może stanowić podstawę świadomych decyzji operacyjnych.
Wpływ systemu MES na optymalizację procesów produkcyjnych
Optymalizacja procesów produkcyjnych zaczyna się od ograniczenia niepewności decyzyjnej. W wielu organizacjach problemy nie wynikają z braku procedur, lecz z braku wiarygodnej informacji o tym, co faktycznie dzieje się w trakcie realizacji operacji. Nowoczesny program MES jak XPRIMER redukuje ten problem poprzez systematyczne zbieranie danych bezpośrednio z przebiegu pracy, co pozwala porównywać założenia technologiczne z rzeczywistym wykonaniem.
Kluczowym mechanizmem jest ujawnianie odchyleń w momencie ich powstawania, a nie po zakończeniu okresu rozliczeniowego. Przestoje, straty jakościowe, nieplanowane zmiany sekwencji operacji czy różnice w czasach wykonania przestają być „odkrywane” retrospektywnie. Zamiast tego stają się widoczne jako konkretne zdarzenia osadzone w kontekście: stanowiska, operacji, zmiany i użytych zasobów. Taka granularność danych umożliwia identyfikację przyczyn, a nie jedynie skutków.
Istotne jest również to, że optymalizacja nie polega tu na jednorazowym „usprawnieniu”, lecz na ciągłym korygowaniu sposobu realizacji pracy. Dane operacyjne pozwalają weryfikować przyjęte normy, sekwencje operacji i organizację stanowisk w oparciu o rzeczywiste warunki, a nie założenia projektowe sprzed miesięcy czy lat. W efekcie decyzje dotyczące zmian w procesach mają charakter empiryczny, a nie intuicyjny, co znacząco ogranicza ryzyko pozornych usprawnień.
Funkcjonalności kluczowe z perspektywy realizacji produkcji
Niezależnie od profilu działalności, skali produkcji czy stopnia automatyzacji, pewne mechanizmy okazują się uniwersalne. Podstawą jest wiarygodna rejestracja przebiegu operacji produkcyjnych, która nie obciąża nadmiernie pracowników i nie wymaga późniejszego odtwarzania zdarzeń. Dane powinny powstawać możliwie blisko miejsca ich źródła i być automatycznie osadzane w kontekście konkretnej operacji, stanowiska oraz zmiany.
Równie istotna jest obsługa zdarzeń niestandardowych. Przestoje, braki jakościowe, przezbrojenia czy zmiany kolejności operacji nie powinny funkcjonować jako „uwagi dodatkowe”, lecz jako pełnoprawne elementy procesu. Dopiero wtedy możliwe jest ich rzetelne porównywanie, analiza przyczyn oraz ocena wpływu na realizację produkcji. Funkcjonalności, które wymuszają klasyfikację takich zdarzeń, znacząco podnoszą jakość danych operacyjnych.
Trzecim obszarem jest dostępność informacji dla różnych ról w organizacji. Dane produkcyjne muszą być prezentowane w sposób adekwatny do poziomu odpowiedzialności: inaczej dla operatora, inaczej dla przełożonego, a inaczej dla osób nadzorujących procesy. Kluczowe jest przy tym, aby wszyscy operowali na tym samym zestawie danych, różniącym się jedynie poziomem agregacji. Tylko wtedy możliwe jest uniknięcie sprzecznych interpretacji i utrzymanie spójnego obrazu sytuacji na produkcji.
Najnowszy odczyt inflacji CPI w Polsce za grudzień jest zgodny z prognozami zarówno w ujęciu miesięcznym (0,00 proc.) jak i rocznym (2,4 proc.).
Dane pokazują odrobinę mniejszy wzrost cen od finalnych odczytów listopadowych (odpowiednio 0,1 proc. w ujęciu miesięcznym i 2,5 proc. w ujęciu rocznym). Wczoraj RPP zdecydowała o pozostawieniu stóp procentowych na obecnym poziomie żeby się przyjrzeć efektom wcześniejszych obniżek (1,75 p.p. od maja ub. roku). Odrobinę gorsze od oczekiwanych odczyty makroekonomiczne z początku roku oraz inflacja utrzymująca się w celu NBP będą argumentem dla gołębiej części RPP za kolejnymi obniżkami stóp procentowych w najbliższych miesiącach.
Choć popyt na role prawnicze w przedsiębiorstwach pozostaje poniżej benchmarku dla wszystkich stanowisk, działy prawne nie mogą pozwolić sobie na stagnację. Z raportu „Wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach”Grafton Recruitment wynika, że firmy koncentrują się na kluczowych kompetencjach, zmieniając sposób budowania zespołów oraz różnicując poziomy i dynamikę płac w zależności od funkcji i odpowiedzialności. Rośnie zapotrzebowanie na specjalistów w obszarze ESG, ochrony środowiska, compliance, prawa podatkowego i energetycznego.
Popyt na role w działach prawnych
Popyt na role prawnicze w firmach utrzymuje się poniżej średniego poziomu dla wszystkich stanowisk. Z raportu „Wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment wynika, że w trzech pierwszych kwartałach ubiegłego roku wskaźnik zapotrzebowania na pracowników w działach prawnych wyniósł 0,67 wobec benchmarku na poziomie 1,01. To również mniej niż w poprzednich latach, choć wciąż więcej niż w 2020 roku. Taki wynik wskazuje na ostrożniejsze podejście do zwiększania tak wyspecjalizowanych zespołów.
– W ostatnich latach firmy prowadzą rekrutacje z większą rozwagą, koncentrując się na rozwijaniu kluczowych kompetencji. Choć liczba ofert pracy pozostaje względnie stabilna, wyraźnie mniejszą aktywność rekrutacyjną widać w działach takich jak IT, audyt, finanse, HR, marketing czy obsługa prawna. W wielu przypadkach to efekt wcześniejszej rozbudowy zespołów – organizacje nie widzą dziś konieczności ich dalszego zwiększania. Znaczenie ma bez wątpienia postępująca automatyzacja i przejmowanie zadań przez systemy – komentuje Magdalena Głuchowska, Lead Recruitment Expert w Grafton Recruitment.
Jakie specjalizacje w cenie?
Zapotrzebowanie na specjalistów w działach prawnych wyraźnie przesuwa się w stronę nowych obszarów. Dane z raportu Grafton Recruitment wskazują na rosnące zainteresowanie specjalizacjami w obszarach takich jak ESG i ochrona środowiska, compliance, prawo podatkowe czy prawo energetyczne. Jest to przede wszystkim efekt nasilających się wymogów i zmian legislacyjnych.
Zmieniła się również rola prawników wewnętrznych w organizacjach. Funkcja ta przestała ograniczać się do formalno-prawnego wsparcia przedsiębiorstwa i coraz częściej obejmuje bieżącą współpracę z biznesem, udział w procesach decyzyjnych oraz doradztwo w obszarach ryzyka regulacyjnego. W warunkach, w których coraz większe znaczenie ma kontrola kosztów, firmy chętniej niż w poprzednich latach inwestują w szkolenia dla pracowników na stanowiskach juniorskich. Dzięki wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi – w tym rozwiązań opartych na AI – w powtarzalnych i prostych procesach, osoby z niewielkim stażem zostały zaangażowane do realizacji bardziej złożonych zadań.
– W przypadku usług profesjonalnych, do których należy obszar prawny, mamy do czynienia z rynkiem kompetencji, sprzyjającym specjalistom i przekładającym się na atrakcyjne oferty pracy. Choć widoczny jest spadek liczby ogłoszeń oraz zapotrzebowania na pracowników, to działy prawne – podobnie jak całe organizacje – mierzą się z wyzwaniami, które zwiększają zapotrzebowanie na określone specjalizacje i wymuszają konieczność stałego aktualizowania wiedzy. Dotyczy to m.in. zagadnień związanych z ochroną danych osobowych i cyberbezpieczeństwem, które wraz z rosnącą liczbą incydentów oraz zaostrzającymi się regulacjami stają się jednym z kluczowych obszarów ryzyka – tłumaczy Michał Piernik, Division & Business Development Manager Grafton Recruitment.
Wynagrodzenia w działach prawnych
Wynagrodzenia w działach prawnych pozostają silnie uzależnione od lokalizacji oraz poziomu odpowiedzialności przypisanego do stanowiska. Różnice między miastami są widoczne są zarówno w przypadku ról kierowniczych, jak i stanowisk eksperckich oraz juniorskich.
Na stanowisku dyrektora działu prawnego wynagrodzenia sięgają 40 000 zł brutto miesięcznie w Warszawie, natomiast w Trójmieście i Wrocławiu maksymalne stawki to 35 000 zł. W Katowicach oraz w Krakowie pensja na tym poziomie zarządzania zaczyna się od 20 000 zł, sięgając maksymalnie 32 000 zł. Również w przypadku stanowiska Head of Compliance poziom płac pozostaje wysoki. Jest to jedna z najlepiej wynagradzanych ról specjalistycznych w działach prawnych, szczególnie w dużych ośrodkach miejskich. W Warszawie pensje sięgają 40 000 zł, natomiast w Łodzi mieszczą się w przedziale 25 000-38 000 zł. W miastach takich, jak Poznań czy Kraków maksymalne stawki są nieznacznie niższe i dochodzą do 35 000 zł. Na wysokie wynagrodzenia mogą także liczyć osoby na stanowiskach związanych z ochroną danych osobowych. W stolicy proponowane przez firmy stawki sięgają 22 000 zł, natomiast w Trójmieście i Wrocławiu na tym stanowisku można zarobić maksymalnie 18 000 zł.
Wyraźnie niższe poziomy płac dotyczą juniorów. W Warszawie mieszczą się w przedziale 7 500–10 000 zł, podczas gdy w Katowicach dolne stawki zaczynają się od 6 500 zł. W Poznaniu, Wrocławiu oraz Trójmieście górna granica kształtowała się również na poziomie 10 000 zł, co wskazuje na względne wyrównany poziom zarobków wśród juniorów.
Dynamika wynagrodzeń
Dane dotyczące zmian poziomów wynagrodzeń w działach prawnych pokazują wyraźne zróżnicowanie tempa wzrostu płac pomiędzy poszczególnymi stanowiskami. Najsilniejsza dynamika jest widoczna na stanowiskach operacyjnych oraz w części ról na poziomie średniego szczebla.
Najwyższe średnie wzrosty wynagrodzeń w porównaniu do 2024 roku odnotowano wśród asystentów prawnych 9,4%. Wysokie podwyżki zaobserwowano również w gronie młodszych prawników, dla których średni wzrost wynagrodzeń wyniósł 8,8%, a także ESG managerów (8,6%) oraz dyrektorów działów prawnych (8,1%). Stosunkowo wysokie wzrosty wynagrodzeń objęły również prawników (7,6%) oraz partnerów w kancelariach (6,8%). W przypadku starszych prawników dynamika płac była umiarkowana i wyniosła średnio 5,5%, co sugeruje większą stabilność wynagrodzeń na tym poziomie doświadczenia i wynagrodzenia.
Choć w 2025 r. rosło zainteresowanie określonymi kompetencjami specjalistycznymi, nie we wszystkich przypadkach przekładało się to na jednolite tempo zmian płac. W przypadku części wyspecjalizowanych stanowisk dynamika wzrostu wynagrodzeń była umiarkowana. Dla Head of Compliance średni wzrost wyniósł 4,9%, a dla specjalistów ds. ESG 5%. Najmniejsze zmiany dotyczyły specjalistów ds. ochrony danych osobowych (3,2%) oraz prawników in-house (3,8%). Na tle pozostałych stanowisk grupa specjalistów ds. zgodności jako jedyna odnotowała spadek wynagrodzeń (-0,9%).
– W działach prawnych obserwujemy silne różnicowanie tempa wzrostu wynagrodzeń w zależności od rodzaju stanowiska i jego roli w organizacji. Podwyżki na poziomach operacyjnych i wśród młodszych prawników to efekt m.in. rosnącego zapotrzebowania na wsparcie bieżących procesów prawnych. Natomiast w przypadku stanowisk specjalistycznych, choć kompetencje są coraz częściej poszukiwane, zwłaszcza w obszarach ESG, compliance czy ochrony danych, to tempo wzrostu wynagrodzeń jest wyraźnie niższe. Wskazuje to na bardziej ostrożne podejście pracodawców do budżetowania ról eksperckich oraz większą stabilność zatrudnienia w tych segmentach rynku – tłumaczy Michał Piernik, Division & Business Development Manager Grafton Recruitment.
Link do raportu: https://pl.grafton.com/pl/raport-wynagrodzen-i-trendow-w-przedsiebiorstwach-2025-0
O raporcie: Raport Grafton Recruitment został opracowany na podstawie danych ogłoszeniowych oraz badania ilościowego przeprowadzonego wśród pracowników. Analiza objęła 4 975 256 ogłoszeń o pracę pochodzących z jednego z popularnych serwisów rekrutacyjnych w Polsce. Z tego zbioru wyodrębniono 1 414 836 ofert dotyczących sektora prywatnego. Po procesie deduplikacji, mającym na celu usunięcie powtarzających się rekordów, końcowa liczba unikalnych ogłoszeń wyniosła 637 793. Do badania włączono stanowiska ujęte w siatkach wynagrodzeń Grafton Recruitment.
Zgodnie z rynkowym konsensusem Rada Polityki Pieniężnej na styczniowym posiedzeniu 2026 roku zdecydowała się pozostawić stopy procentowe bez zmian. Po sześciu obniżkach dokonanych w 2025 roku, łącznie o 175 punktów bazowych, główna stopa procentowa NBP wynosi obecnie 4,00 proc.
Na koniec 2025 roku inflacja konsumencka znalazła się w celu inflacyjnym NBP – w grudniu wyniosła 2,4 proc. w ujęciu rocznym.
Zarówno prognozy ekonomistów, jak i wycena instrumentów rynku stopy procentowej wskazują, że w pierwszej połowie bieżącego roku główna stopa procentowa może zostać obniżona do poziomu 3,50 proc. Taki scenariusz implikuje jeszcze dwie obniżki stóp, każdorazowo o 25 punktów bazowych.
Pierwszych decyzji w tym kierunku rynek spodziewa się w marcu. Będzie to związane zarówno z publikacją nowej projekcji inflacji NBP, jak i z rewizją koszyka inflacyjnego.
Zgodnie z oczekiwaniami większości analityków, RPP postanowiła pozostawić stopy procentowe bez zmian.
To decyzja, którą uzasadnia wiele względów:
Po pierwsze, RPP dokonała znacznej ilości obniżek stóp w roku poprzednim – włącznie z obniżkami w listopadzie i grudniu – i rozsądnie jest poczekać i poobserwować skutki tych działań.
Po drugie, początek roku jest „newralgiczny” z punktu widzenia inflacji o tyle, że zmienia się koszyk CPI obliczanego przez GUS, i dobrze jest poznać nowe wagi i inflację przeliczoną zgodnie z tymi wagami. Dodatkową informacją będzie skala ew. podwyżek różnorakich cen detalicznych „od nowego roku”, które zobaczymy we wskaźniku CPI za pierwszy kwartał.
Po trzecie, Rada może chcieć poczekać do czasu publikacji marcowej projekcji inflacji, uwzględniającej nowe czynniki (m.in. wyraźnie niższy bieżący poziom inflacji, niż to zakładała poprzednia iteracja Projekcji), przed podjęciem kolejnych decyzji.
Wreszcie warto zwrócić uwagę na kontekst międzynarodowy, ogólny wzrost napięcia geopolitycznego, szczególnie w odniesieniu do sytuacji w Iranie w ostatnich dniach. Obniżka stóp w takim otoczeniu międzynarodowym byłaby działaniem ryzykownym.
Prawdopodobnie poziom stóp procentowych pozostanie niezmieniony do marca – kiedy to Rada może dokonać kolejnej obniżki, jeśli znajdzie uzasadnienie w poziomie inflacji do tego czasu – a przede wszystkim w publikowanej wówczas Projekcji Inflacji.
Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy The Farm 51 Group S.A. podjęło uchwałę o podwyższeniu kapitału zakładowego w drodze emisji akcji zwykłych na okaziciela serii L w trybie subskrypcji zamkniętej, z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. W ramach emisji studio planuje pozyskać maksymalnie około 10,4 mln zł, emitując nie więcej niż 2 307 826 akcji o wartości nominalnej 0,10 zł każda, przy cenie emisyjnej ustalonej na poziomie 4,50 zł za akcję. Dzień prawa poboru został wyznaczony na 2 lutego 2026 r.
Pozyskane środki zostaną przeznaczone przede wszystkim na realizację kompleksowej, międzynarodowej kampanii marketingowej gry Chernobylite 2 – największego projektu w historii studia The Farm 51. Celem działań promocyjnych jest istotne zwiększenie rozpoznawalności tytułu na kluczowych rynkach, dotarcie do szerokiego grona odbiorców oraz maksymalne wykorzystanie potencjału sprzedażowego gry zarówno w okresie premiery, jak i w kolejnych miesiącach po jej debiucie.
– Emisja akcji serii L stanowi kluczowy krok umożliwiający realizację naszych największych projektów i pełne wykorzystanie potencjału Chernobylite 2. Z perspektywy produkcyjnej gra jest projektem gotowym i dopracowanym – zarówno pod względem jakości, jak i skali zawartości. O jej końcowym sukcesie komercyjnym zdecyduje jednak skuteczność działań marketingowych. Dlatego tak istotne jest dla nas zabezpieczenie odpowiedniego budżetu promocyjnego, który pozwoli przeprowadzić szeroką kampanię i w pełni wykorzystać potencjał marki na rynku globalnym – mówi Wojciech Pazdur, prezes zarządu The Farm 51 Group S.A.
Chernobylite 2 rozwijane jest jako produkcja o wyraźnie większej skali niż pierwsza część serii, zarówno pod względem świata gry, liczby mechanik, jak i zawartości fabularnej. Sukces pierwszego Chernobylite, które zbudowało rozpoznawalną markę i lojalną społeczność graczy, stanowi solidną podstawę do dalszej komercjalizacji serii. Spółka zakłada, że odpowiednio zaplanowana i przeprowadzona kampania marketingowa przełoży się na istotne zwiększenie sprzedaży nowej odsłony.
Równolegle The Farm 51 rozwija drugi strategiczny filar działalności obejmujący technologie dronowe oraz systemy symulacyjne wspierane sztuczną inteligencją. Spółka podpisała list intencyjny z Prodron Sp. z o.o. dotyczący wdrożenia zaawansowanego środowiska symulacyjnego dronów bojowych w warunkach walki radioelektronicznej, opartego na silniku Unreal Engine 5. Projekt ten – podobnie jak wcześniejsza intencja współpracy z BEST DRIVER w obszarze skalowalnych systemów szkoleniowo-badawczych dla bezzałogowych pojazdów lądowych – stanowi istotny element długoterminowej strategii dywersyfikacji działalności spółki.
– Pozyskanie środków w ramach emisji akcji serii L ma kluczowe znaczenie zarówno dla sukcesu komercyjnego Chernobylite 2, jak i dla dalszego rozwoju działalności The Farm 51. Odpowiednia skala działań marketingowych pozwoli w pełni wykorzystać potencjał tej produkcji na rynkach międzynarodowych, a jednocześnie zapewni spółce finansową elastyczność niezbędną do rozwoju perspektywicznych projektów symulacyjnych dla dronów. Kompetencje budowane w tym obszarze mogą w kolejnych latach stać się istotnym źródłem przychodów oraz ważnym uzupełnieniem działalności growej, wspierając długoterminowe budowanie wartości spółki – podkreśla Robert Siejka, wiceprezes zarządu The Farm 51 Group S.A.
Po tym jak w 2025 roku byliśmy świadkami agresywnego cyklu obniżania stóp procentowych przez RPP, w styczniu zdecydowano o utrzymaniu ich na dotychczasowym poziomie. Jakie były ku temu przesłanki? Kiedy będą kolejne obniżki? Czy istnieje ryzyko, że inflacja odbije? Na te pytania w swoim komentarzu odpowiada Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB.
Rada Polityki Pieniężnej (RPP), zgodnie z konsensusem rynkowym, podjęła decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Decyzja ta następuje po bardzo mocnym okresie cięć w 2025 roku, w którym polski bank centralny zredukował główną stopę procentową o łącznie 175 punktów bazowych, sprowadzając ją do poziomu 4,00%.
Inflacja poniżej celu, ale z ryzykiem sezonowym
Bezpośrednim tłem dla dzisiejszej decyzji są dane o grudniowej inflacji, która według wstępnych szacunków wyhamowała do poziomu 2,4%. Oznacza to, że dynamika cen znalazła się nieznacznie poniżej celu inflacyjnego NBP (2,5%). Choć wynik ten jest sukcesem polityki pieniężnej, RPP zachowuje ostrożność. Ważne będą również jutrzejsze ostateczne dane, które pokażą, czy inflacja faktycznie kształtuje się poniżej celui rzucą światło na trwałość procesów dezinflacyjnych.
Rada wskazywała na prawdopodobny przystanek potrzebą dogłębnej analizy wpływu ubiegłorocznych cięć na realną gospodarkę. Początek roku tradycyjnie wiąże się z tzw. „efektem stycznia”, czyli aktualizacją cenników firm oraz zmianami cen administrowanych, co zazwyczaj generuje sezonowe podbicie wskaźnika CPI.
Mimo to, fundamenty dla dalszego spadku inflacji pozostają solidne. Utrzymujące się niskie ceny paliw oraz gazu ziemnego na rynkach światowych działają deflacyjnie. Wyraźne schłodzenie napięć na rynku pracy ogranicza presję popytową i płacową. Dobra kondycja polskiej waluty wspiera walkę z inflacją i buduje przestrzeń do ewentualnego luzowania polityki w kolejnych kwartałach.
Marzec pierwszym realnym terminem na obniżkę
Prezes NBP, prof. Adam Glapiński, podkreślił, że obecny poziom stóp (4%) jest optymalny dla zachowania stabilności makroekonomicznej. W scenariuszu bazowym rynek zakłada jeszcze jedną lub dwie obniżki w 2026 roku i w zasadzie do końca cyklu. Jeżeli jednak trend spadkowy inflacji utrzyma się powyżej oczekiwań, realny staje się scenariusz zejścia stóp nawet do poziomu 3%, co i tak przy inflacji przy celu zachowałoby pozytywny poziom realnych stóp procentowych.
Wobec tego oczy inwestorów zwrócone są teraz na marcowy raport o inflacji. To właśnie nowa projekcja banku centralnego ma stać się decydującym argumentem za wznowieniem cyklu obniżek, co czyni marzec najbardziej prawdopodobnym terminem kolejnego ruchu ze strony Rady.
Złoty pozostaje bardzo mocny, choć dzisiejsze zmiany są niewielkie. Za euro płacimy nieco powyżej 4,21 zł, natomiast za dolara powyżej 3,61 zł.
Grupa Nexi wdraża zmiany w składach zarządów spółek Polskie ePłatności (PeP) i PayPro (Przelewy24)
Zmiany to kolejny krok w budowaniu silniejszej pozycji obu spółek na rynku w oparciu o synergię pomiędzy wiodącymi podmiotami sektora fintech w Polsce
Integracja kompetencji Polskich ePłatności i Przelewy24 podkreśla znaczenie konsolidacji usług płatniczych i odpowiada na potrzeby rynku.
Grupa Nexi wdraża strategiczne zmiany w składach zarządów spółek Polskie ePłatności Sp. z o.o. (PeP) oraz PayPro S.A. (Przelewy24). Od stycznia 2026 r. do tych gremiów dołączają doświadczeni liderzy biznesowi, co wzmocni synergię pomiędzy wiodącymi podmiotami sektora płatności bezgotówkowych w Polsce. Decyzje podkreślają znaczenie konsolidacji usług płatniczych, integrując kompetencje Polskich ePłatności (wiodącego dostawcy rozwiązań offline) z Przelewy24 (wiodącym dostawcą rozwiązań transakcyjnych on-line).
W spółce PayPro S.A., zarządzającej platformą Przelewy24, funkcję Prezesa Zarządu obejmuje Maciej Nowosielski, obecnie Prezes Zarządu PeP i dotychczas Przewodniczący Rady Nadzorczej PayPro. Nowym Członkiem Zarządu zostaje Zuzanna Hotiuk, pełniąca dotychczas funkcję CFO w PeP. Zmiany mają także miejsce w Polskie ePłatności Sp. z o.o., gdzie do zarządu dołącza Michał Hull w roli nowego CFO (dotychczasowy Prezes PayPro – Przelewy24).
Grupa Nexi, łącząc doświadczenia i kompetencje obu spółek, wzmacnia swoją pozycję lidera w sektorze płatności bezgotówkowych w Polsce i oferuje przedsiębiorcom niezależność, bezpieczeństwo oraz innowacyjne rozwiązania.
– Objęcie stanowiska Prezesa Zarządu PayPro stanowi dla mnie wyjątkowe wyróżnienie oraz powód do dalszej i jeszcze intensywniejszej pracy również z zespołem Przelewy24 – mówi Maciej Nowosielski. – Rynek zmienia się bardzo dynamicznie. Nie jest żadną tajemnicą, że wykorzystanie potencjału, jaki stoi za obiema spółkami, daje nam jeszcze większe możliwości rozwoju biznesu naszych klientów i nas samych. Grupa Polskie ePłatności, w skład której wchodzą Polskie ePłatności Sp. z o.o., Centrum Rozliczeń Elektronicznych Polskie ePłatności S.A. oraz Billbird S.A., są, pod względem generowanych przychodów największym operatorem płatności na rynku detalicznym w kraju. Z kolei Przelewy24 są największym operatorem płatności na rynku e-commerce obsługującym ponad 60 tys. kont merchantów, co jednoznacznie potwierdza wiodącą pozycję podmiotów Grupy Nexi w Polsce.
Maciej Nowosielski, Prezes Zarządu PayPro S.A., to doświadczony lider z ponad 25-letnim stażem w zarządzaniu strategicznym i operacyjnym. Związany z Polskimi ePłatnościami od maja 2017 r., gdzie początkowo pełnił rolę Dyrektora Handlowego, następnie Wiceprezesa Zarządu od stycznia 2020 r., a od lutego 2022 r. Prezesa Zarządu. Pod jego kierownictwem spółka osiągnęła pozycję lidera w dziedzinie płatności bezgotówkowych, rozszerzając portfolio produktów oraz sieć terminali do ponad 270 tysięcy urządzeń.
W 2025 roku PeP i Przelewy24, jako część Grupy Nexi, dzięki ciągłemu i dynamicznemu rozwojowi potwierdzają pozycję lidera na polskim rynku. Polskie ePłatności dołączyły do Grupy Nexi (wówczas Nets) w 2020 roku, a Przelewy24 w 2019 roku. Po fuzji Nets z Nexi w 2021 roku obie spółki stały się polskimi filarami grupy działającej w 25 krajach Europy, wspierając rozwój usług omnichannel oraz ekspansję międzynarodową grupy.
W 2026 r. polski rynek pracy IT wejdzie w fazę kolejnych zmian. Jak wynika z Raportu płacowego Hays dla rynku IT Contracting, aż 82 proc. firm z branży planuje rekrutacje, natomiast do kandydatów będą podchodziły bardziej selektywnie. Przedsiębiorstwa będą się koncentrowały przede wszystkim na doświadczeniu, bogatej wiedzy technicznej oraz kompetencjach związanych z AI i uczeniem maszynowym. Chociaż inne potrzeby firm oznaczają dla specjalistów nowe możliwości rozwoju, to zmiany zachodzące na rynku budzą ich obawy o zawodową przyszłość.
Firmy z sektora technologicznego planują rekrutować w 2026. Jednocześnie dostrzegają sprzeczne sygnały płynące z rynku pracy – 66 proc. dostrzega, że o pracę ubiega się więcej kandydatów, natomiast 25 proc. wciąż uważa, że na rynku występuje niedobór specjalistów.
Presja rynkowa oraz rewolucja AI sprawiają jednak, że zmieniają się ich potrzeby rekrutacyjne. Na najwięcej ofert mogą liczyć inżynierowie AI/ ML, specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa oraz data science. Zapotrzebowanie na takich profesjonalistów zdecydowanie przewyższa ich dostępność na rynku i winduje stawki.
Zaledwie 47 proc. specjalistów IT pozytywnie ocenia swoje perspektywy zawodowe na 2026. To o 10 pkt proc. mniej niż przed rokiem, co wynika ze zmian zachodzących na rynku pracy. Profesjonaliści zauważają ograniczoną liczbę ofert, rosnące oczekiwania pracodawców oraz rozwój sztucznej inteligencji, który rewolucjonizuje metody pracy w sektorze technologicznym.
– Polska branża IT wykazuje stabilność w obliczu wciąż zmieniających się uwarunkowań biznesowych. Z jednej strony rok 2025 przyniósł wzrost gospodarczy i dynamiczne odbicie inwestycji, które pozwalają z umiarkowanym optymizmem patrzeć w przyszłość. Pozytywną przesłanką jest również dalszy przepływ kadr oraz elastyczność firm i specjalistów, którzy starają się dotrzymać kroku dynamicznie rozwijającym się technologiom – w szczególności AI. Z drugiej strony na rynku IT utrzymuje się poczucie niepewności, które wpływa na postawy i decyzje zawodowe kandydatów. – twierdzi Arkadiusz Wargin, CEE Executive Director – IT & Engineering Contracting w Hays.
Rok 2025, podobnie jak lata poprzednie, upłynął w sektorze IT w atmosferze niepewności wynikającej z uwarunkowań geopolitycznych oraz makroekonomicznych. Firmy zachowywały ostrożność w decyzjach o uruchomieniu nowych inwestycji i rekrutacji, zawsze opierając je na wnikliwej analizie swoich potrzeb i możliwości. Podaż ofert na rynku pozostała umiarkowana, co poskutkowało większą elastycznością ze strony pracowników i kontraktorów, którzy aktywnie poszukiwali nowych możliwości zawodowych.
Specjaliści IT odczuwają niepewność
Raport płacowy Hays 2026 – IT Contracting jednoznacznie pokazuje, że selektywność rekrutacyjna po stronie firm oraz ograniczona liczba ofert pracy budzi wśród specjalistów IT obawy. Ponad 50 proc. z nich ocenia swoje perspektywy zawodowe na ten rok jako niepewne lub negatywne. Dla porównania, ten odsetek był niższy o 10 pkt proc. w 2025 i aż o 21 pkt proc. w 2024.
Jak uważa Arkadiusz Wargin, wynika to nie tylko z obecnej sytuacji na rynku pracy, która dla specjalistów IT jest mniej sprzyjająca niż kilka lat wcześniej, ale również z obaw związanych z rozwojem sztucznej inteligencji.
– Specjaliści dostrzegają, że AI może zastąpić człowieka w coraz większej liczbie zadań, również tych realizowanych na stanowiskach IT. Budzi to ich obawy o swoją przyszłość, ale równocześnie skłania do inwestycji w posiadane kompetencje – komentuje ekspert Hays.
Świadczą o tym deklaracje specjalistów IT, dotyczące wykorzystania sztucznej inteligencji w celach zawodowych. Z AI w pracy korzysta już 71 proc. profesjonalistów IT, co stanowi wynik o 10 pkt proc. wyższy niż przed rokiem. Jednocześnie zaledwie 24 proc. z nich uważa, że dzięki sztucznej inteligencji na rynku pracy pojawi się więcej dostępnych dla nich możliwości zawodowych.
Firmy poszukują ekspertów w określonych dziedzinach
Organizacje z sektora technologicznego nie wstrzymują rekrutacji. Co więcej, spośród tych deklarujących plany rekrutacyjne, 53 proc. spodziewa się wzrostu swojej aktywności pod względem pozyskiwania pracowników etatowych, a 60 proc. – pozyskiwania kontraktorów.
Eksperci Hays podkreślają jednak, że firmy bardzo analitycznie podchodzą do kwestii uruchomienia rekrutacji, a ich oczekiwania wobec talentów IT stale rosną. Oznacza to wyraźnie mniej ofert niż w złotym okresie dla branży IT przy równoczesnym wzroście zapotrzebowania na określone kompetencje.
W planowanych rekrutacjach firmy technologiczne będą się koncentrować przede wszystkim na pozyskiwaniu kompetencji z zakresu AI i uczenia maszynowego (75 proc.), infrastruktury i wsparcia IT (63 proc.), analizy danych i data science (56 proc.) oraz cyberbezpieczeństwa (44 proc.).
Ponadto, podobnie jak w minionym roku, w 2026 firmy zdecydowanie częściej będą stawiały na doświadczonych kandydatów, wykazujących się eksperckimi umiejętnościami. Równocześnie stale rośnie zapotrzebowanie na kompetencje miękkie, takie jak zdolność dopasowania się do zmian, komunikacja, umiejętność podejmowania decyzji czy inteligencja emocjonalna.
– Na dzisiejszym rynku IT sama wiedza techniczna coraz częściej nie wystarcza. Kompetencje miękkie przestały być miłym dodatkiem do imponującego portfolio projektów. O negatywnym wyniku rekrutacji bardzo często decyduje nie brak umiejętności technicznych, lecz niedopasowanie do zespołu. Gdy poziom kompetencji technicznych dwóch kandydatów jest do siebie zbliżony, o ostatecznym wyborze zazwyczaj decydują umiejętności miękkie – zauważa Paulina Szczotka, Senior Recruitment Partner w Hays.
Dynamika wzrostu płac hamuje, lecz są pewne wyjątki
Rok 2026 otwiera się w branży IT pod znakiem wyraźnych zmian zarówno w strukturze rekrutacji, jak i w poziomach wynagrodzeń. Specjaliści w dziedzinie technologii wciąż są jednymi z najbardziej cenionych na rynku pracy. Jednak rozwój sztucznej inteligencji oraz ewolucja priorytetów biznesowych zmieniają oczekiwania firm wobec doświadczenia i zestawu kompetencji.
Ponad 90 proc. firm IT zakłada, że ewentualne podwyżki w 2026 roku będą miały charakter kilkuprocentowy lub nie wystąpią wcale. Bardziej imponujące wzrosty stawek będą przyznawane głównie osobom posiadającym kompetencje, na które popyt rynkowy wyraźnie przekracza podaż.
Jak wynika z Raportu płacowego Hays IT Contracting 2026, największą dynamikę wzrostu stawek kontraktorów B2B odnotowano m.in. w obszarze analizy danych i AI (w szczególności specjaliści ds. data science oraz inżynierowie AI/ ML), bezpieczeństwa IT (analitycy SOC, inżynierowie ds. cyberbezpieczeństwa), a także zarządzania projektami (PMO Manager, Senior IT Project Manager).
– Trendy płacowe wskazują, że w 2026 należy oczekiwać dalszego wzrostu znaczenia ról związanych z analizą danych, sztuczną inteligencją, cyberbezpieczeństwem oraz zarządzaniem projektami. Rosnąca liczba inwestycji technologicznych i coraz bardziej złożone wyzwania biznesowe będą sprzyjać kontynuacji podwyżek w kluczowych obszarach – szczególnie tam, gdzie innowacje i bezpieczeństwo odgrywają ważną rolę – podkreśla Łukasz Nowakowski, Recruitment Manager w Hays.
O Raporcie
Raport płacowy Hays IT Contracting jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na ponad 100 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami z badania przeprowadzonego wśród firm i specjalistów IT oraz komentarzami ekspertów rynku pracy. Raport bazuje na oczekiwaniach ponad 15 tys. kontraktorów IT. Zestawienie zostało opracowane na podstawie danych uzyskanych w ramach projektów rekrutacyjnych w ramach projektów rekrutacyjnych realizowanych przez Hays Poland w 2025 r.
Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców przekazała Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej swoje stanowisko do rządowego projektu ustawy o stażach (UD 307). Istotna część zgłoszonych uwag dotyczy określonych w projektowanej ustawie zasad ustalania należnego stażyście wynagrodzenia. Zastrzeżenia Minister Majewskiej budzi po pierwsze przepis określający, że należne stażyście wynagrodzenie nie może być niższe niż 35% przeciętnego wynagrodzenia. Ten ostatni wskaźnik jest bowiem obliczany na podstawie zróżnicowanych danych, przez co nie stanowi optymalnej wartości referencyjnej.
Co więcej, 35% przeciętnego wynagrodzenia może okazać się wymogiem nadmiernym, nieproporcjonalnie wysokim wobec możliwości finansowych najmniejszych przedsiębiorców, zwłaszcza funkcjonujących w słabszych ekonomicznie regionach. Dlatego Agnieszka Majewska postuluje w tym miejscu rozwiązanie mówiące o tym, że wartość świadczenia pieniężnego nie może być niższa niż 28% minimalnego wynagrodzenia. Staże mają często bardzo zróżnicowaną specyfikę, a część z nich może cechować się relatywnie niewielką intensywnością pracy lub dużymi nakładami organizacyjnymi, edukacyjnymi lub szkoleniowymi ze strony pracodawcy, co uzasadnia rozważenie nadania projektowanym przepisom większej elastyczności poprzez umożliwienie ustalania wysokości omawianego świadczenia pieniężnego na niższym poziomie.
Projekt ustawy przewiduje określenie nie tylko minimalnej, ale także maksymalnej dopuszczalnej wysokości świadczenia pieniężnego należnego stażyście. Zdaniem Rzecznika MŚP uzasadnienie omawianej propozycji wymaga istotnego rozwinięcia. To rozwiązanie może stanowić przejaw zbędnej nadregulacji o potencjalnie negatywnym wpływie na funkcjonowanie niektórych gałęzi gospodarki cechujących się relatywnie wysokim poziomem wynagrodzeń.
Minister Agnieszka Majewska wskazała ponadto na potrzebę doprecyzowania projektowanych przepisów dotyczących zakazu wymagania posiadania wcześniejszego doświadczenia przez stażystę oraz zasad prowadzenia stażu u przedsiębiorców prowadzących jednoosobowe działalności gospodarcze.
Nie spodziewamy się spokojnego nowego roku, widzimy za to szereg czynników, które mogą wpłynąć na zmienność na rynku walutowym. Z jednej strony to perspektywy wzrostu kluczowych gospodarek – USA, strefy euro, Wielkiej Brytanii czy Chin. Z drugiej – decyzje banków centralnych, a nawet zmiany personalne w Rezerwie Federalnej. Przyjrzyjmy się 8 aspektom kluczowym dla kolejnych 12 miesięcy.
W 2026 r. weszliśmy z szeregiem niepewności, które wciąż wiszą nad rynkami. Choć krucjata prezydenta Trumpa na płaszczyźnie polityki handlowej już w dużej mierze za nami, wciąż nie ujrzeliśmy pełnego wpływu większych restrykcji handlowych na globalną gospodarkę. Minie trochę czasu, nim ten rozlewający się po gospodarce (i potencjalnie opóźniony) wpływ ceł importowych będzie w pełni widoczny. Może być to nawet parę lat lub dłużej. Przedsiębiorstwa początkowo przyjęły na siebie część rosnących kosztów, zaś firmy i konsumenci uchronili się częściowo od brzemienia protekcjonistycznej polityki Trumpa przez wcześniejsze zakupy (front-loading).
Odpowiedź poszczególnych gospodarek na cła będzie kluczowa dla ścieżek polityki monetarnej w 2026 r. Spodziewamy się, że wzrost gospodarczy będzie w tym roku odporny, po części dzięki normalizacji kosztów życia i efektom dokonanego już rozluźnienia polityki. Dodatkowo wspierać powinny go inwestycje w AI, szczególnie w USA. Inflacja może być uporczywa ze względu na wprowadzone w ubiegłym roku cła oraz zmiany demograficzne na rynku pracy. Natomiast cele banków centralnych będą, naszym zdaniem, w zasięgu, a wielu decydentów będzie rozważać, czy nie jest to odpowiedni czas na podwyżki stóp procentowych. W USA sytuacja zamglona będzie przez zmianę składu Komitetu ds. Otwartego Rynku (FOMC), szczególnie że w maju swoją kadencję na stanowisku prezesa Fedu zakończy Jerome Powell.
Poniżej opisujemy, na czym naszym zdaniem skupią się w tym roku inwestorzy. Przedstawiamy także czynniki, które mogą napędzać zmienność na rynku walutowym.
Globalny wzrost powinien być odporny w obliczu boomu AI
Globalny wzrost był w 2025 r. zaskakująco odporny – większość gospodarek dobrze radziła sobie w obliczu burzy celnej, czemu sprzyjały solidne rynki pracy, ogólny spadek inflacji oraz bardziej akomodacyjne polityki monetarne i fiskalne. Oczekujemy, że wzrost pozostanie odporny także i w 2026 r. Niepewność powinna w dalszym ciągu ciążyć handlowi, natomiast najczarniejsze scenariusze zakładające istotne spowolnienie globalnej aktywności uznajemy za nierealistyczne w obliczu zniesienia najbardziej drakońskich restrykcji handlowych. Niższe stopy procentowe banków centralnych powinny być kluczowe dla osiągnięcia solidnej dynamiki wzrostu, szczególnie biorąc pod uwagę opóźniony wpływ cięć na gospodarkę.
Kluczowe jest to, jak na globalną gospodarkę wpłynie AI. Osoby liczące na natychmiastową eksplozję wzrostu dzięki rozwojowi sztucznej inteligencji będą musiały trochę zaczekać, istotna poprawa produktywności może bowiem zająć lata. Same inwestycje w AI mogą jednak podbić wzrost PKB, zaś wczesne oznaki usprawnień operacyjnych (np. eliminacja rutynowych zadań i lepsze zarządzanie zasobami) mogą prowadzić do niewielkiej poprawy efektywności. Powinno to wesprzeć raczej rynki rozwinięte, a nie rozwijające się, przy czym najwięcej zyskają na tym w tym roku zapewne USA i Chiny – światowi liderzy w wydatkach na AI.
Jako że rynki pracy w tym roku zapewne się ochłodzą (amerykański i brytyjski wydają się szczególnie kruche), wydatki fiskalne powinny działać jako bufor dla wzrostu. Będą się one jednak różniły między krajami, czego świetnym przykładem jest Europa. Państwa z niskim poziomem zadłużenia (np. Niemcy i kraje skandynawskie) będą w odpowiedniej pozycji, by wydawać dużo, pole do manewru tych bardziej zadłużonych (Włochy, Francja itd.) będzie zaś dużo mniejsze. Sytuację pogarsza wyraźna niezdolność władz we wspólnym bloku do uchwalenia reform emerytalnych. Obecnie system mocno obciąża osoby w wieku produkcyjnym, by finansować świadczenia rosnącemu odsetkowi osób je pobierających – przy czym problem ten nie dotyczy tylko strefy euro.
Główne banki centralne staną się jastrzębie
Jak to zwykle bywa, ścieżka polityki monetarnej największych banków centralnych będzie w tym roku kluczowa dla rynków finansowych. W gospodarkach G10 większość rozluźniania jest już za nami. Wydaje się, że EBC już zakończył cykl obniżek, Fedowi i Bankowi Anglii niewiele brakuje (co najwyżej 1 do 2 cięć), zaś w przypadku garści innych (w tym Banku Rezerwy Australii, Banku Rezerwy Nowej Zelandii i Banku Kanady) oczekuje się w 2026 r. odwrócenia kursu. Sądzimy, że przed końcem roku stopy procentowe nie tylko osiągną minima, ale też że warunki gospodarcze mogą w niektórych przypadkach uzasadniać umiarkowane zacieśnianie.
Wiele gospodarek rozwiniętych wciąż może mierzyć się z podwyższoną inflacją. Do spadku głównej miary inflacji w tych gospodarkach mógłby prowadzić potencjalny spadek cen energii, który zostałby wsparty w razie zawieszenia broni między Rosją i Ukrainą. Inflacja bazowa pozostanie prawdopodobnie uporczywa, szczególnie w sektorze usługowym. Ponadto za sprawą stosunkowo ciasnych rynków pracy utrzymać może się inflacja płacowa. Kolejne argumenty za jastrzębiością banków stanowią amerykańskie cła i spadek niezależności Fedu.
Wyjątkowo bacznie będziemy się przyglądać wpływowi ewentualnego jastrzębiego zwrotu na globalne rentowności obligacji. Rynki finansowe oczywiście wyglądają naprzód, więc nawet lekka zmiana w jastrzębią stronę może spowodować wzrost rentowności na krótkim końcu krzywej (a potencjalnie również na długim, jeśli oczekiwania inflacyjne zostaną odkotwiczone). Stopniowy i kontrolowany wzrost rentowności powiązany z oczekiwaniami silnego wzrostu lub niewielkich podwyżek stóp procentowych nie byłby niczym dziwnym, gwałtowny ruch byłby jednak sygnałem ostrzegawczym, biorąc pod uwagę wpływ rentowności na wycenę akcji, koszty zadłużenia i ryzyko recesji. Bankierzy centralni powinni działać ostrożnie.
Dla rentowności istotne ryzyko stanowi także kwestia dynamiki zadłużenia – rządy wielu rozwiniętych gospodarek mierzą się z ogromnym deficytem fiskalnym i wysokim stosunkiem długu do PKB. Rosnąca potrzeba zadłużania się w związku ze starzejącą się populacją, malejącą siłą roboczą i zwrotem ku politykom antyimigracyjnym powinna prowadzić do dalszej emisji długu i dodatkowej presji wzrostowej na rentowności, szczególnie że rządy mają trudności z przeforsowaniem nawet niewielkich cięć wydatków socjalnych. Istotny wzrost rentowności obligacji długoterminowych stanowi prawdopodobnie największe ryzyko dla naszych prognoz dla globalnej gospodarki w 2026 r.
Dolar w dalszym ciągu będzie słaby?
Pomimo znacznej deprecjacji dolara w 2025 r. wciąż pozostajemy względem niego negatywnie nastawieni. Niepewność handlowa spadła, nie zniknęła jednak całkowicie. Sądzimy, że cła podtrzymają premię za ryzyko na dolarze, nawet jeśli będzie ona niewielka. Prawdopodobne jest również, że amerykański rynek pracy będzie się dalej ochładzać, szczególnie jeśli gospodarka będzie się dostosowywać do niższej imigracji, boomu w branży AI i zmian demograficznych, głównie starzejącej się siły roboczej. Jak dotąd dane wskazują, że gospodarka jest w stanie „no hire, no fire”. Choć nie spodziewamy się bardzo znaczącego pogorszenia sytuacji, warto zaznaczyć, że zamrożenie zatrudnienia często poprzedza wzrost zwolnień.
Wspomniane już wyżej obawy dotyczące wywołanego cłami skoku inflacji okazują się na razie nieuzasadnione, szczególnie biorąc pod uwagę jej znacznie silniejszy od oczekiwanego spadek w listopadzie (rozminięcie się danych z oczekiwaniami było jednym z największych w ostatnich latach). Uważamy, że Fed nie będzie jednak wyciągał pochopnych wniosków, biorąc pod uwagę, że zaburzenia związane z zamknięciem rządu prawdopodobnie sztucznie zaniżyły odczyt. Powinien jednak kontynuować cięcia stóp procentowych, inflacja bowiem spada, a rynek pracy doświadcza ochłodzenia. Spodziewamy się co najmniej dwóch obniżek w tym roku, czyli tempa szybszego niż przedstawione w grudniowym dot plocie. Oczekujemy, że wesprze to presję spadkową na dolarze.
Starcie Kevinów: nowa twarz FOMC
Niepewność dotycząca składu FOMC będzie dla rynków w tym roku kluczowa, wpłynie to bowiem nie tylko na ścieżkę stóp procentowych w USA, lecz także na to, w jakim stopniu Fed będzie mógł utrzymać niezależność. Co zrozumiałe, uwaga skupi się na tym, kto zastąpi prezesa Jerome’a Powella po zakończeniu jego kadencji w maju. Według wycen na portalu Polymarket wciąż prowadzi gołębi sprzymierzeniec Trumpa, Kevin Hassett (40%), tuż za nim jest zaś Kevin Warsh (37%). Objęcie stołka przez Hassetta nie wydaje się już takie pewne, jak do niedawna, szczególnie biorąc pod uwagę pogłoski, że wysoko postawieni urzędnicy w administracji Trumpa sprzeciwiali się perspektywie jego mianowania.
Nie sądzimy, że FOMC pod przywództwem Hassetta (ani Warsha zresztą) istotnie zmieni trajektorię stóp procentowych, mimo jego wyraźnych gołębich skłonności i wcześniejszej przychylności luźniejszej polityce monetarnej. Jakby nie patrzeć, nowy prezes będzie tylko jednym z głosujących członków i może mu być trudno przeciągnąć innych na swoją stronę, zaś obawy o wiarygodność banku powinny ograniczyć wszelki motywowany politycznie wpływ na politykę monetarną. Odbywająca się w tym miesiącu coroczna rotacja głosujących członków również powinna być czynnikiem równoważącym, ponieważ spośród czwórki nowych głosujących trzy osoby (Beth Hammack, Lorie Logan i Neel Kashkari) są postrzegane jako jastrzębie.
Zarówno wizja FOMC kierowanego przez sojusznika Trumpa, jak i obawy dotyczące niezależności Fedu wspierają nasz pogląd o słabości dolara. Co warte odnotowania, rentowności amerykańskich długoterminowych obligacji skarbowych dalej rosną, mimo ostatniej gołębiości Fedu. Jak dotąd oczekiwania inflacyjne w USA pozostawały ograniczone, może to jednak ulec zmianie, jeśli oddziaływanie Trumpa na politykę monetarną Fedu stanie się bardziej widoczne. Pod tym względem kluczowa będzie decyzja Sądu Najwyższego w sprawie prezeski regionalnego oddziału Fedu, Lisy Cook, którą poznamy zapewne w II kwartale roku.
Niemiecka stymulacja rozpocznie ożywienie w strefie euro
Mamy umiarkowanie optymistyczny pogląd na gospodarkę strefy euro w 2026 r. Ostatnie wskaźniki aktywności sugerują, że radzi sobie ona stosunkowo dobrze, a wzrost gospodarczy przekracza wcześniejsze projekcje EBC. Wydaje się, że solidny popyt wewnętrzny równoważy cios zadany przez wyższe amerykańskie cła – biorąc pod uwagę ograniczoną presję inflacyjną, w szczególności spadek cen energii, i niższe koszty obsługi zadłużenia, spodziewamy się kontynuacji tego trendu. Dostrzegamy również oznaki tego, że gospodarka wspólnego bloku szybko dostosowała się do ceł, ograniczając straty w eksporcie poprzez większą dywersyfikację, w szczególności wzmocnienie połączeń handlowych z rynkami azjatyckimi.
Aktywność powinna być silnie wspierana przez opiewającą na 500 mld EUR stymulację fiskalną w Niemczech. Została ona ogłoszona w ubiegłym roku i czekamy jeszcze na pełnię jej efektów (mnożnik dla takiej stymulacji jest zwykle wysoki, ale ujawnia się powoli). Oczekujemy, że działania te znajdą w 2026 r. odzwierciedlenie we wzroście zatrudnienia, inwestycji oraz lokalnej konsumpcji, co powinno przełożyć się na silniejszy wzrost gospodarczy w strefie euro (gdzie waga Niemiec to 25–30%). Połączenie poprawy infrastruktury, solidnego rynku pracy, luźniejszej polityki monetarnej i większych inwestycji w AI może naszym zdaniem doprowadzić do umiarkowanego zaskoczenia w górę odczytem dynamiki wzrostu w tym roku – szczególnie jeśli negatywny efekt ceł wygaśnie szybciej, niż jest oczekiwane.
Brytyjska gospodarka zostanie w tyle przez rosnące problemy fiskalne
Wydaje się, że po dobrym początku 2025 r. aktywność w Wielkiej Brytanii uległa zatrzymaniu. Gospodarka odnotowała w III kwartale ledwie zauważalny wzrost o 0,1%, Bank Anglii oczekuje zaś obecnie, że w końcówce roku dynamika się wypłaszczyła. Wzrost zbiorczego wskaźnika PMI w ostatnim czasie sugeruje, że sytuacja nie jest dramatyczna, niemniej sufitem dla IV kwartału jest stagnacja. Zaskakujący spadek PKB w październiku (-0,1%) wskazuje, że niepewność dotycząca jesiennego budżetu ciążyła gospodarce, jeszcze zanim kanclerz Rachel Reeves stanęła za mównicą.
Komitet Polityki Pieniężnej powiedział w grudniu, że budżet będzie miał „nieznacznie pozytywny” wpływ na brytyjski wzrost w 2026 r. Nie podzielamy jego optymizmu i możemy tylko przypuszczać, że ich ocena opiera się na przekonaniu, że budżet powinien być deflacyjny, co z kolei mogłoby wesprzeć aktywność. Dostrzegamy w budżecie niewiele rzeczy, które można jednoznacznie uznać za wspierające wzrost. Przy największym w czasach pokoju obciążeniu podatkowym wyżej oceniamy ryzyko wypierania prywatnych inwestycji. Nie jesteśmy przekonani, czy zwiększone wydatki socjalne zapewnią netto wsparcie wzrostowi, szczególnie biorąc pod uwagę ogólnie niski mnożnik (przełożenie na PKB) dla wydatków na zabezpieczenia społeczne w Wielkiej Brytanii.
Podwyżki podatków będą w dużej mierze odsunięte w czasie, co oznacza, że wzrost obciążenia nimi obywateli będzie w nadchodzącym roku finansowym niewielki. Przedsiębiorstwa i konsumenci nie reagują jednak tylko na obecne warunki gospodarcze, a raczej podejmują decyzje dotyczące wydatków i inwestycji na podstawie oczekiwań dotyczących przyszłości. Zaobserwowaliśmy już gwałtowne ochłodzenie się rynku pracy (od budżetu z 2024 r. ubyło 187 tys. wakatów) i spodziewamy się, że również w tym roku warunki będą trudne, co może skutkować słabszą konsumpcją gospodarstw domowych i powolnym wzrostem gospodarczym.
Perspektywy na 2026 r. nie są jednak całkowicie pozbawione optymizmu. Inflacja w Wielkiej Brytanii ma szczyt za sobą i powinna w tym roku dalej spadać do celu Banku Anglii – w listopadzie po raz pierwszy od sześciu miesięcy jej odczyt był bliższy 3% niż 4%. Powinno to pomóc zmniejszyć presję na realne dochody i siłę nabywczą gospodarstw domowych, szczególnie że nominalny wzrost płac najpewniej pozostanie stosunkowo wysoki. Szereg czynników ryzyka dla perspektyw sprawił jednak, że w ostatnim czasie zrewidowaliśmy w dół nasze prognozy dla funta.
Chiny: gospodarka Schrödingera
Rynkowe obawy dotyczące perspektyw wzrostu gospodarczego Chin wzrosły po wygranej Trumpa w wyborach prezydenckich, a szczyt osiągnęły po „dniu wyzwolenia” w kwietniu. Od tamtego czasu chiński eksport wykazuje się niezwykłą odpornością – pomagają mu większa dywersyfikacja na rynkach poza USA, eksport poprzez kraje trzecie i konkurencyjne ceny. Dodatkowo stał się on w ostatnich latach bardziej kompleksowy, co zwiększyło integrację Chin w globalnych łańcuchach dostaw.
Dobre wynik eksportu i późniejsze zaskoczenia w górę odczytami PKB oznaczają, że w 2025 r. prawdopodobnie osiągnięto wynoszący „ok. 5%” cel wzrostu. Mimo to krajowy popyt pozostaje słaby, kryzys na rynku nieruchomości trwa, osłabiając zaufanie, a bezrobocie wśród młodych jest wciąż podwyższone. Utrzymuje się także presja deflacyjna, jednak w pewnym zakresie jej spadek wspiera krajowa kampania anty-inwolucyjna, czyli mająca na celu ograniczenie konkurencji cenowej.
W kontekście Chin ważne są dla nas dwa pytania:
Władze położą większy nacisk na wspieranie krajowego popytu czy model oparty na eksporcie będzie wyraźnie dominować?
Jak będzie przebiegać rywalizacja gospodarcza między USA a Chinami?
Perspektywy w krótkim terminie sugerują ciągłość i tylko stopniowe spowolnienie wzrostu. Działania mające wspierać krajowy popyt, w tym przedłużenie odnoszącego sukcesu programu trade-in na 2026 r., są korzystne, ale nadal wydają się mieć ograniczony zakres. Nie można wykluczyć bardziej zdecydowanej stymulacji, jako że obawy dotyczące krajowego popytu wydają się nabierać coraz większego znaczenia. Napięcia z USA zelżały po podpisaniu rozejmu handlowego pod koniec października i po sugestiach, że odbędą się kolejne spotkania Trumpa i Xi. Szereg istotnych problemów zostaje jednak nierozwiązany.
Juan był w 2025 r. stosunkowo słaby, a kursowi USD/CNY pozwolono na ograniczony spadek. Patrząc na fundamenty, dostrzegamy dalszy potencjał wzrostowy dla juana, który może odnotować w tym roku kolejne zyski względem dolara. Biorąc jednak pod uwagę, że większość pozostałych walut powinna umocnić się względem amerykańskiej waluty, a presja cenowa w Chinach jest ograniczona, realny efektywny kurs wymiany będzie prawdopodobnie wspierać konkurencyjność chińskiego eksportu.
Uważamy, że większość walut rynków wschodzących powinna kontynuować dobrą passę z 2025 r. Słabszy dolar, szczególnie znajdujący się pod presją ze względu na dodatkowe obniżki stóp procentowych Fedu, powinien zapewniać im wsparcie. Duża część walut emerging markets powinna pozostawać atrakcyjna w ujęciu carry trade – wiele z nich (szczególnie w Ameryce Łacińskiej) oferuje wysokie realne stopy zwrotu. Wzrost gospodarczy na rynkach wschodzących powinien utrzymać się na dobrych poziomach, zwłaszcza biorąc pod uwagę ubiegłoroczne rozluźnienie polityki monetarnej oraz istotne spadki inflacji, która w wielu państwach znajduje się obecnie pod kontrolą. Zwłaszcza ów spadek presji cenowej powinien wspierać atrakcyjność inwestycji na rynkach rozwijających się.
Znaczna różnorodność rynków wschodzących oznacza oczywiście istotną rozbieżność między wynikami walut emerging markets. Jesteśmy bardzo ciekawi, czy szybki rozrost sektora AI przełoży się na wzrost owych różnic – wydaje się, że część azjatyckich gospodarek (głównie Chiny, Indie, Singapur, Malezja i Korea Południowa) jest w dobrym miejscu, by skorzystać na wsparciu wzrostu związanym z AI. Wadzić im mogą jednak rosnące ryzyka geopolityczne, w szczególności wzrost napięcia handlowego między USA a Chinami i zaostrzenie sytuacji na Bliskim Wschodzie (ostatnie wiadomości z Wenezueli stanowią wyraźne ostrzeżenie, że inwestorzy powinni pozostać uważni).
Spodziewajcie się kolejnego roku pełnego istotnych zmian, który nie będzie charakteryzować się tak upragnionymi przez uczestników rynku spokojem i stabilizacją.
Projekt UC84 może wymusić natychmiastowe zaangażowanie nawet 13 mld zł i wyeliminować niezależnych inwestorów z rynku.
Projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo energetyczne oraz niektórych innych ustaw (nr UC84) wprowadza bezprecedensowe zmiany w zasadach przyłączania odnawialnych źródeł energii do sieci elektroenergetycznej. Zdaniem branży OZE nowe regulacje nie tylko ignorują realia finansowania projektów, ale mogą skutecznie zablokować rozwój nowych inwestycji, eliminując z rynku przeważającą większość polskich prywatnych inwestorów.
Drastyczny wzrost opłat i nowe zabezpieczenia finansowe
Najdalej idące zmiany dotyczą opłat wnoszonych przez inwestorów ubiegających się o przyłączenie na rzecz operatorów sieci. Projekt zakłada podniesienie zaliczki na poczet opłaty przyłączeniowej do 60 zł za każdy kilowat mocy. Dodatkowo wprowadzono obowiązek wniesienia zabezpieczenia finansowego w wysokości 30 zł/kW dla pierwszych 100 MW oraz aż 60 zł/kW dla mocy powyżej tego progu. Najbardziej kontrowersyjny jest jednak pomysł bezzwrotnej opłaty za rozpatrzenie wniosku o określenie warunków przyłączenia, w wysokości 1 zł za każdy kilowat mocy przyłączeniowej wskazanej we wniosku o określenie warunków przyłączenia, jednak nie więcej niż 100 000 zł. Projektodawcy nie wykazali konkretnie w jaki sposób ta swoista „opłata manipulacyjna” miałaby wpłynąć na poprawę sprawności rozpatrywania wniosków przez przedsiębiorstwa energetyczne.
Propozycje zawarte w Projekcie prowadzą zatem do drastycznego podniesienia „progu wejścia” na rynek i jednocześnie przerzucenia całego ciężaru finansowego procesu planowania i rezerwacji mocy na inwestorów.
– Skala tych zmian oznacza konieczność natychmiastowego zaangażowania kapitału w wysokości od 8,9 do 13,3 mld zł. To kwoty, których branża nigdy dotąd nie musiała wykładać na tak wczesnym etapie rozwoju projektów — szczególnie że do tej pory inwestorzy zainwestowali już ok. 3–4 mld zł w formie zaliczek. W praktyce wymogom tym będą mogły sprostać jedynie podmioty z łatwym dostępem do dużego finansowania – spółki państwowe oraz wielkie zagraniczne korporacje – tłumaczy Ewa Magiera prezeska Polskiego Stowarzyszenia Fotowoltaiki i Magazynowania Energii.
145 GW projektów pod znakiem zapytania
Z danych operatora systemu przesyłowego wynika, że po odjęciu projektów wiatrowych offshore oraz przy założeniu, że ok. 70 proc. obowiązujących warunków przyłączenia znajduje się w rękach prywatnych inwestorów OZE sektor ten obejmuje projekty o łącznej mocy przekraczającej 145 GW. Pozostała część przypada głównie na państwowe koncerny energetyczne.
Nowe przepisy oznaczałyby, że prywatni inwestorzy zostaną zmuszeni do jednorazowego, natychmiastowego zamrożenia miliardów złotych kapitału, bez jakiejkolwiek perspektywy sukcesu. Tymczasem model rozwoju projektów OZE opiera się na finansowaniu rozłożonym w czasie — poprzez stopniowe podnoszenie kapitału i finansowanie dłużne — a nie na jednorazowych wpłatach porównywalnych z budżetami największych spółek Skarbu Państwa.
Regulacja oderwana od realiów rynku
Inwestycje w odnawialne źródła energii mają charakter wieloletni i przebiegają etapowo: od analiz, przez projektowanie, aż po realizację, która następuje dopiero po uzyskaniu pozwoleń, potwierdzeniu warunków rynkowych i zawarciu kontraktów sprzedaży energii.
– W tym modelu nikt w Europie nie rezerwuje miliardów złotych „na wszelki wypadek” już na początku procesu. Jest to nie tylko ekonomicznie nieuzasadnione, ale także technicznie niemożliwe. Projekt UC84 całkowicie pomija te realia, narzucając branży scenariusz, którego nie da się spełnić – dodaje Ewa Magiera.
Selekcyjny filtr zamiast racjonalnej regulacji
W praktyce proponowane rozwiązania działają jak ekstremalny i nieproporcjonalny filtr ekonomiczny. Nie wynikają ani z realnego ryzyka generowanego przez inwestorów, ani z rzeczywistych potrzeb systemu elektroenergetycznego. Ich efektem będzie tylko eliminacja z rynku podmiotów, które nie dysponują ogromną, natychmiastową płynnością finansową.
W konsekwencji jedynymi beneficjentami zmian mogą okazać się największe grupy energetyczne oraz wielkie zagraniczne korporacje. Tymczasem ich udział w rozwoju nowych projektów OZE jest ograniczony i nierównomierny, co rodzi pytania o tempo transformacji energetycznej w Polsce.
Ryzyko koncentracji rynku i sporów prawnych
Obowiązek zamrożenia tak dużych środków finansowych sprawi, że większość prywatnych firm nie będzie w stanie utrzymać swoich portfeli projektowych — mimo że są to projekty realne, rozwijane od lat. Problemem nie jest brak kompetencji czy zdolności realizacyjnych, lecz narzucenie wymogów kapitałowych całkowicie nieadekwatnych do etapu inwestycji.
Efektem może być masowa utrata praw do warunków przyłączenia, przejęcie wartościowych portfeli projektów oraz gwałtowne zawężenie i monopolizacja rynku. Taka ingerencja, połączona z elementami działania prawa wstecz i tworzeniem barier konkurencyjnych, niesie ze sobą także ryzyko pozwów wobec Skarbu Państwa.
Pytanie o kierunek transformacji
– Projekt UC84, zamiast porządkować rynek i zwiększać efektywność systemu elektroenergetycznego, może stać się zatem jednym z największych hamulców rozwoju OZE w Polsce. Doświadczenia geopolityczne ostatnich lat pokazują rosnąca rolę OZE w zapewnieniu stabilności i odporności systemu energetycznego. W obliczu rosnących potrzeb inwestycyjnych w tym obszarze rodzi się zatem zasadnicze pytanie: czy proponowane zmiany wspierają transformację energetyczną, czy też prowadzą do jej faktycznego zamrożenia? – ocenia projekt rządowy Ewa Magiera.
W najbliższy poniedziałek, 17 stycznia, w Paragwaju zostanie podpisana umowa handlowa pomiędzy Unią Europejską a blokiem Mercosur. Podjęta przez kraje członkowskie decyzja nie jest wolna od kontrowersji i gorących dyskusji, szczególnie pod kątem wpływu porozumienia na europejską i polską gospodarkę. Choć debata publiczna skupia się głównie na konsekwencjach dla handlu i konkurencyjności polskiego rolnictwa, w tle pojawia się wątek rzadziej poruszany, ale równie istotny – wpływ umowy na rynek pracy. Eksperci ostrzegają, że konsekwencje nowych regulacji mogą wpłynąć bezpośrednio na sytuację tysięcy pracowników, zwłaszcza na obszarach wiejskich.
Umowa handlowa między Unią Europejską a państwami bloku Mercosur (Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem) to jedno z największych porozumień o wolnym handlu na świecie. Jej celem jest stopniowe znoszenie ceł i barier handlowych, co ma ułatwić przepływ towarów między Europą i Ameryką Południową. Dla UE oznacza to dostęp do rynku liczącego ok. 270 mln konsumentów, dla krajów Mercosur – otwarcie drzwi do bogatego rynku europejskiego, szczególnie w obszarze eksportu produktów rolno-spożywczych.
Choć polityczne porozumienie ogłoszono już w 2019 r., dopiero na początku tego roku państwa UE wyraziły zgodę na podpisanie umowy. Polska była wśród krajów sceptycznych, wskazując na zagrożenia dla rodzimego rolnictwa. Umowa przewiduje preferencyjne kontyngenty m.in. na wołowinę, drób, cukier czy surowce paszowe z Ameryki Południowej. Produkty te będą trafiać do UE po znacznie niższych kosztach, co zwiększy presję cenową na europejskich producentów. Kraje Mercosur dysponują ogromnymi areałami, tańszą siłą roboczą i mniej restrykcyjnymi normami środowiskowymi, dzięki czemu są w stanie produkować żywność taniej niż rolnicy w UE. Dla Polski – jednego z największych producentów drobiu, wołowiny i cukru w Unii – oznacza to realne ryzyko spadku opłacalności produkcji, a w konsekwencji ograniczenia zatrudnienia w gospodarstwach rolnych i zakładach przetwórstwa.
– W debacie o Mercosur bardzo często mówi się o bilansie handlowym, konkurencyjności cenowej czy wpływie na PKB, a zdecydowanie zbyt rzadko o ludziach.Umowa z Mercosur to nie tylko kwestia handlu, ale także realny wpływ na rynek pracy, szczególnie na obszarach wiejskich – wskazuje Izabela Samulska-Ugorska, Business Development Manager w Smart Solutions HR. – W polskim rolnictwie i sektorach powiązanych, takich jak przetwórstwo, transport czy usługi, zatrudnione są setki tysięcy osób. Napływ tańszych produktów rolnych z krajów Mercosur może obniżyć opłacalność produkcji w Polsce, co w praktyce oznacza ograniczenie inwestycji w lokalne zakłady przetwórcze oraz presję na redukcję zatrudnienia w mniejszych i średnich gospodarstwach.
Czy polski rynek pracy może być zagrożony?
Konsekwencje umowy UE–Mercosur dla rynku pracy w Polsce będą długofalowe, ale mogą okazać się trwałe i strukturalne. Jak wskazuje ekspertka, najsilniej odczują je regiony o dużym udziale rolnictwa i przetwórstwa rolno-spożywczego w lokalnym zatrudnieniu.
– Rolnictwo w Polsce pełni funkcję znacznie szerszą niż tylko produkcyjną – jest ważnym stabilizatorem rynku pracy na obszarach wiejskich i w małych miejscowościach. Ubytek miejsc pracy w gospodarstwach i zakładach przetwórczych oznacza mniejsze zapotrzebowanie na pracowników sezonowych i stałych, spadek popytu na usługi transportowe, magazynowe i serwisowe, a także osłabienie lokalnych rynków pracy, które już dziś charakteryzują się ograniczoną liczbą alternatywnych ofert zatrudnienia. W praktyce może to przełożyć się na przyspieszenie migracji zarobkowej – zarówno do dużych miast, jak i za granicę – oraz dalsze wyludnianie się wsi – mówi Izabela Samulska-Ugorska.
Potencjalne konsekwencje mogą mieć także wymiar społeczny i dotknąć bezpośrednio pracowników – ucierpieć mogą setki tysięcy osób utrzymujących się z produkcji wołowiny, drobiu, trzody, upraw zbóż czy buraków. Dla nich oznacza to utratę źródła dochodu, konieczność przekwalifikowania się lub emigracji za pracą, co nie dla każdego będzie możliwe. Szczególnie narażone mogą być osoby o niższych kwalifikacjach, pracujące fizycznie w rolnictwie i przetwórstwie, dla których możliwości szybkiego przekwalifikowania są ograniczone. W przeciwieństwie do sektorów przemysłowych czy logistycznych, potencjalnie korzystających z liberalizacji handlu, rynek pracy na wsi cechuje się mniejszą elastycznością i słabszym dostępem do programów rozwojowych.
– Z drugiej strony, długoterminowo część utraconych miejsc w rolnictwie może zostać zrekompensowana nowymi miejscami pracy w sektorach korzystających z umowy. Skala tych potencjalnych korzyści dla rynku pracy jest niepewna i z pewnością nie zrównoważy w 100% strat w rolnictwie, ale może łagodzić obawy związane z negatywnymi konsekwencjami. Liberalizacja handlu może wzmocnić branże, które już dziś są konkurencyjne eksportowo i mniej wrażliwe na presję cenową ze strony krajów Ameryki Południowej – mówi ekspertka.
Z perspektywy Polski potencjalnymi beneficjentami są przede wszystkim przemysł przetwórczy, sektor maszynowy, chemiczny, motoryzacyjny oraz logistyka i transport. Otwarcie rynków Mercosur stwarza nowe możliwości eksportowe dla producentów maszyn, urządzeń przemysłowych, komponentów, środków ochrony roślin czy nawozów. Wzrost wymiany handlowej oznacza również większe zapotrzebowanie na usługi transportowe, spedycyjne, portowe i magazynowe, co może przełożyć się na nowe miejsca pracy – głównie w dużych ośrodkach logistycznych i przemysłowych.
Światło w tunelu? Tak, ale warunkiem koniecznym jest wsparcie
Kluczowe znaczenie w złagodzeniu potencjalnie negatywnych skutków umowy UE-Mercosur dla polskiej gospodarki i rynku pracy będzie miało wykorzystanie okresów przejściowych przewidzianych w umowie. To czas, który powinien zostać przeznaczony na wsparcie restrukturyzacji rolnictwa, inwestycje w przetwórstwo o wyższej wartości dodanej oraz realne programy przekwalifikowania pracowników odchodzących z sektora rolnego. Niezbędna będzie także aktywna polityka rynku pracy – szczególnie w regionach o dużym udziale zatrudnienia w rolnictwie – obejmująca szkolenia, zachęty inwestycyjne i tworzenie alternatywnych miejsc pracy poza rolnictwem.
– W krótkim okresie można spodziewać się napięć na lokalnych rynkach pracy oraz wzrostu presji migracyjnej ze wsi do miast. W dłuższej perspektywie umowa UE–Mercosur może przyspieszyć transformację strukturalną polskiej gospodarki – pytanie jednak, czy odbędzie się ona w sposób kontrolowany i społecznie zrównoważony. Bez odpowiednich działań państwa i wykorzystania unijnych mechanizmów wsparcia ryzyko jest jasne: korzyści z liberalizacji handlu odczują wybrane sektory, natomiast koszty poniosą przede wszystkim pracownicy najbardziej wrażliwi na zmiany rynkowe – podsumowuje Izabela Samulska-Ugorska.
Premiumizacja to dziś jeden z najsilniejszych i najszybciej rosnących trendów konsumenckich w Polsce. Napędza ją rosnąca zamożność Polaków, ale także głęboka zmiana oczekiwań wobec marek. Coraz częściej nie wystarcza już wysoka jakość produktu – liczą się również emocje, autentyczność, unikalne doświadczenia oraz zgodność z wartościami, takimi jak ekologia czy odpowiedzialność społeczna. W efekcie definicja luksusu ewoluuje: z materialnej i prestiżowej w bardziej sensowną, emocjonalną i osobistą.
Trend ten widać w wielu segmentach rynku – od branży beauty, przez luksusowe hotele i nowoczesne technologie obsługi klienta, po świat restauracji i trunków premium. Potwierdza to Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu Brown-Forman w Europie Środkowo-Wschodniej, odpowiedzialnej za takie marki jak Woodford Reserve: Premiumizacja jest jednym z kluczowych trendów widocznych w ostatnim czasie na polskim rynku. Jak zaznacza – nie chodzi wyłącznie o wyższe ceny, lecz o oferowanie konsumentom ekskluzywnych doświadczeń, takich jak degustacje, warsztaty czy zamknięte wydarzenia, które przyciągają najbardziej wymagających odbiorców.
Potwierdzają to również dane rynkowe. Raporty KPMG wskazują, że polski rynek dóbr luksusowych systematycznie rośnie i ma przed sobą dalsze perspektywy rozwoju, mimo globalnych spowolnień. Eksperci zwracają uwagę, że Polacy coraz rzadziej oszczędzają na produktach i usługach, które poprawiają ich samopoczucie. Widoczne jest to m.in. w branży beauty, gdzie konsumenci coraz chętniej sięgają po wyższe półki cenowe i jakościowe.
W centrum premiumizacji znajduje się dziś koncepcja „doświadczenie + smak + sens”. Luksus to już nie tylko cena, ale przede wszystkim jakość, unikalność, personalizacja, storytelling i emocje. Polscy konsumenci coraz częściej poszukują marek z „duszą”, które oferują autentyczność, transparentność i realne wartości – w tym dbałość o środowisko. Szczególnie wyraźnie widać to w segmencie alkoholi premium.
Kluczowym elementem strategii marek premium stają się inwestycje w doświadczenia poznawcze i konsumpcyjne. Degustacje, warsztaty, spotkania z ekspertami czy dostęp do zamkniętych wydarzeń nie są już dodatkiem, lecz integralną częścią strategii marketingowej. Dzięki nim firmy budują lojalność klientów, a konsumenci zyskują poczucie wyjątkowości. Eksperci wskazują, że kluczowe jest tworzenie doświadczeń produktowych, które pozwalają lepiej poznać produkt, jego historię i proces tworzenia.
Premiumizacja oznacza również zmianę hierarchii wartości. To już nie przedmioty, lecz doświadczenia stają się tym, za co konsumenci są gotowi zapłacić więcej. Wyższa cena jest akceptowana wtedy, gdy idzie w parze z jakością, emocjami, wartościami i spójną opowieścią marki. W ocenie Filipa Popławskiego, dyrektora zarządzającego Brown-Forman w Europie Środkowo-Wschodniej, koncentracja na segmentach premium i super premium to właściwa strategia rozwoju, pozwalająca na długoterminowe i stabilne tworzenie wartości – zarówno dla firm, jak i ich partnerów biznesowych – oraz na realne zaspokajanie oczekiwań konsumentów.
Istotną rolę w redefinicji luksusu odgrywają młodsze pokolenia. Milenialsi i generacja Z coraz częściej stawiają doświadczenia ponad prestiż, wybierając autentyczność, ekologię i unikalne przeżycia. Widać to w hotelarstwie, segmencie spa czy w technologiach – od personalizacji online po multisensoryczne butiki. Zmiany na rynku luksusu nie kończą się więc na wyższych cenach i ekskluzywnych produktach. Rosnące znaczenie pokolenia Z stawia przed markami nowe wyzwania w obszarze komunikacji i oferty.
Jak zauważa Tomasz Wiśniewski, partner w Dziale Deal Advisory KPMG w Polsce: „Zmiana pokoleniowa wśród konsumentów, a zwłaszcza wzrost znaczenia preferencji zakupowych pokolenia Z, przynosi nowe wyzwania w zakresie inkluzywności, personalizacji oraz zrównoważonego rozwoju”. Odpowiedzią marek są coraz bardziej zaawansowane strategie premiumizacji, które nie polegają na prostym podnoszeniu cen, lecz na dodawaniu realnej wartości poprzez jakość, innowacje, doskonałą obsługę i budowanie emocjonalnej więzi z klientem.
Wszystko wskazuje na to, że premiumizacja nie jest chwilową modą, lecz trwałą zmianą konsumencką. Polacy coraz częściej poszukują produktów i usług o wyższej wartości dodanej – nie tylko materialnej, ale przede wszystkim emocjonalnej i sensorycznej. To właśnie ten trend napędza dziś rozwój rynku dóbr luksusowych w Polsce i redefiniuje pojęcie luksusu na kolejne lata.
Kapituła Nagrody Mariusza Waltera ogłosiła listę nominowanych za rok 2025.
Przyznawana już po raz trzeci Nagroda Mariusza Waltera to wyraz docenienia tych, których działania i osiągnięcia zostawiają mądry i cenny ślad na rynku medialnym, tych których warto słuchać, tych którzy inspirują i zaciekawiają. Została stworzona i ufundowana przez Fundację im. Bożeny i Mariusza Walterów pod koniec 2023 roku.
W kategorii Sport w mediach nominowani zostali – Juliusz Ćwieluch (TYGODNIK POLITYKA), Jacek Kurowski (TVP SPORT) oraz Włodzimierz Szaranowicz (TVP SPORT).
Nominowani w kategorii Nowy głos w mediach to: zespół FRONTSTORY.PL, Kuba Klawiter (autor serii TECH WEEK na You Tube) oraz Jakub Wiech (ENERGETYKA24.COM).
W kategorii Wydarzenie roku w mediach nominacje otrzymali – Sylwia Czubkowska autorka książki „Bóg techy. Jak wielkie firmy technologiczne przejmują władzę nad Polską i światem”, Magda Łucyan i Katarzyna Górniak (TVN i TVN24) autorki książki „Taka twoja uroda” i Jacek Harłukowicz (onet.pl) autor książki „Chłopcy z ferajny. Największa afera w polskiej polityce”.
Nominacje do Nagrody Głównej za Osobowość medialną roku otrzymali – Michał Przedlacki (Superwizjer TVN), Konrad Piasecki (TVN24) oraz Arleta Zalewska (Fakty TVN, TVN24).
O nominacjach zadecydowała Kapituła w składzie: Andrzej Andrysiak, Edwin Bendyk, Magdalena Bigaj, Andrzej Bobiński – przewodniczący, Kamil Dziubka, Jerzy Jurecki, Grzegorz Kalinowski, Michał Kołodziejczyk, Adam Małysz, Andrzej Morozowski, Adam Pieczyński, Hanna Rydlewska, Joanna Solska, Agata Szczęśniak, Bożena Walter, Dominika Wielowieyska, Maja Włoszczowska. Kandydatury zgłaszane są przez członków Kapituły, a podczas obrad spośród zgłoszeń wybierane są 3 nominacje w każdej kategorii.
Jak co roku obradom jury towarzyszyły spore emocje. To chyba taki czas – zmiany, nowych twarzy, głosów i technologii – w którym trzeba docenić tuzów świata mediów tradycyjnych, ale też zauważyć nowe formaty czy osobowości. I taka to ciężka dola kapituły, która przez kilka godzin spierała się starając się wyważyć racje i dostrzec nowe gwiazdy nie zapominając o dawnych mistrzach – mówi Andrzej Bobiński, prezes Polityki Insight, tegoroczny przewodniczący Kapituły.
Laureatki i laureaci nagród zostaną ogłoszeni podczas uroczystej Gali, która odbędzie się w piątek 27 lutego 2026 w Muzeum POLIN.
Jest pierwsza decyzja. Sanacja zamiast upadłości. Sąd zatwierdził pierwszy wniosek o sanację spółki z grupy HREIT.
Chodzi o nowodworską spółkę Warszawska 1, jedną z kluczowych spółek projektowych BDC wchodzącej w skład grupy HREIT.
Sanacja zamiast upadłości chroni kluczową dla HREIT inwestycję w Nowym Dworze Mazowieckim i pozwala na uporządkowaną restrukturyzację pod nadzorem sądu.
Takie rozwiązanie jest przewidziane dla podmiotów z realną perspektywą uzdrowienia.
To ważny sygnał, że inne projekty grupy HREIT mogą zostać dokończone.
Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy w Warszawie zdecydował o otwarciu postępowania sanacyjnego wobec spółki Warszawska 1 sp. z o.o. To jedna z kluczowych spółek projektowych BDC czyli spółki deweloperskiej z grupy kapitałowejHREIT S.A.
O decyzji poinformowano w Krajowym Rejestrze Zadłużonych7 stycznia 2026 r., publikując obwieszczenie Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy w Warszawie (XVIII Wydział Gospodarczy) w sprawie WA1M/GR/80/2025.
Oznacza to, że sąd uznał sanację za właściwszą drogę niż upadłość, widząc realne szanse na dalsze funkcjonowanie spółki oraz skuteczną restrukturyzację realizowanego projektu. W praktyce jest to rozwiązanie przewidziane wyłącznie dla podmiotów, wobec których istnieje realna szansa na uzdrowienie i dalsze funkcjonowanie. Gdyby takich perspektyw nie było, jedyną możliwą decyzją byłaby upadłość.
Warszawska 1 to zarejestrowana w 2020 roku spółka celowa z siedzibą w Nowym Dworze Mazowieckim, realizująca projekt deweloperski Warszawska Sky. Inwestycja została podzielona na cztery etapy, z czego obecnie realizowane są dwa – obejmujące odpowiednio 276 oraz 356 mieszkań.
– Decyzja sądu o otwarciu postępowania sanacyjnego wobec spółki Warszawska 1 potwierdza, że projekt może zostać zakończony. To ważny sygnał, że zamiast likwidacji wybrano drogę ochrony wartości inwestycji – zarówno dla nabywców mieszkań, jak i wierzycieli oraz partnerów biznesowych. Sanacja lepiej zaspokoi roszczenia wierzycieli –mówi mecenas Paweł Jabłoński, pełnomocnik HREIT w sprawie przed sądami gospodarczymi.
Dla BDC Development S.A., jako podmiotu odpowiedzialnego za przygotowanie i realizację projektów deweloperskich w grupie HREIT, jest to rozstrzygnięcie o kluczowym znaczeniu. Potwierdza ono, że projekty nie są traktowane jako stracone, lecz jako przedsięwzięcia, które mogą zostać dokończone przy właściwym uporządkowaniu struktury finansowej.
– Sanacja daje nam ramy prawne do uporządkowania sytuacji finansowej spółki w sposób kontrolowany i transparentny, pod nadzorem sądu i niezależnego zarządcy. Decyzja sądu stoi w sprzeczności z rozpowszechnianą narracją jakoby projekty realizowane przez BDC i HREIT nie miały szans na realizację – dodaje przedstawiciel spółki.
Postępowanie sanacyjne zapewnia spółce Warszawska 1 sp. z o.o. ochronę przed niekontrolowaną egzekucją i umożliwia dalsze prowadzenie projektu pod nadzorem niezależnego zarządcy. Pozwala to na racjonalne zarządzanie inwestycją, negocjacje z wierzycielami oraz zabezpieczenie interesów nabywców lokali, zamiast niekorzystnej z perspektywy zaspokojenia wierzycieli likwidacji aktywów.
Podobnie dzieje się w przypadku innej inwestycji – Złota 1. Tam nabywcy lokali – działając we własnym interesie i oceniając realne perspektywy powodzenia restrukturyzacji – także złożyli wniosek o otwarcie postępowania sanacyjnego wobec kolejnej spółki celowej BDC, Złota 1 sp. z o.o. z grupy HREIT. Pokazuje to, że sanacja jest postrzegana jako skuteczne narzędzie ochrony wartości projektów, a nie ich likwidacji.
Otwarcie sanacji wobec Warszawska 1 to pierwszy realny krok w kierunku uporządkowania sytuacji projektów realizowanych przez BDC i ważny sygnał stabilizacji dla całej grupy deweloperskiej.
O BDC Development S.A. i HREIT
BDC Development S.A. jest polską spółką deweloperską z 20-letnim doświadczeniem, specjalizującą się w realizacji projektów mieszkaniowych poprzez sieć spółek celowych tworzonych dla poszczególnych inwestycji. Spółka odpowiada za przygotowanie, koordynację i realizację projektów deweloperskich – od etapu koncepcji i pozyskania gruntów, przez proces budowlany, aż po sprzedaż lokali i rozliczenie inwestycji.
BDC Development działa w ramach struktury kapitałowej powiązanej z HREIT S.A., spółką inwestycyjną należącą do grupy HRE Investments, która finansuje projekty deweloperskie poprzez pozyskiwanie kapitału od inwestorów i jego alokację w poszczególne przedsięwzięcia.
Rynek metali szlachetnych i przemysłowych wszedł w 2026 rok w wyjątkowo dynamicznej formie, notując historyczne rekordy cenowe. Złoto, srebro, miedź osiągnęły nowe maksima, co potwierdza skalę globalnego zainteresowania tym segmentem rynku. Szczególnie uwagę przyciągnęło srebro, którego cena wzrosła o 4%, po raz pierwszy w historii przekraczając poziom 90 USD za uncję. Złoto również ustanowiło nowy rekord, kontynuując silny trend zapoczątkowany w 2025 roku, kiedy to jego wartość wzrosła aż o 65%.
Za wzrostami cen stoi splot kilku kluczowych czynników makroekonomicznych i geopolitycznych. Inwestorzy coraz silniej dyskontują dalsze obniżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, co sprzyja zarówno metalom szlachetnym, jak i przemysłowym. Dodatkowym impulsem jest słabszy dolar, który zwiększa atrakcyjność surowców wycenianych w amerykańskiej walucie. Coraz większą rolę odgrywa także odpływ kapitału z obligacji i walut w obawie przed narastającym zadłużeniem publicznym i kierowanie środków w stronę aktywów materialnych, w szczególności złota i srebra.
Popyt wspierają również czynniki zewnętrzne. Poprawa nastrojów gospodarczych w Chinach, widoczna we wzroście eksportu i aktywności przemysłowej, pobudziła popyt spekulacyjny na metale bazowe. Jednocześnie nasilające się napięcia geopolityczne, związane m.in. z działaniami USA wobec Wenezueli i Grenlandii oraz sytuacją na Bliskim Wschodzie, zwiększają zainteresowanie złotem jako klasycznym bezpiecznym aktywem.
Od strony podażowej rynek zmaga się z istotnymi ograniczeniami. Problemy operacyjne w kopalniach miedzi oraz hutach aluminium dodatkowo zaostrzają sytuację. Rynek uwzględnia również ryzyko wprowadzenia przez USA ceł na srebro i miedź, co sprzyja gromadzeniu zapasów w Stanach Zjednoczonych i ogranicza dostępność metali na rynkach globalnych.
Aktywność inwestorów pozostaje bardzo wysoka, o czym świadczą silne napływy kapitału na rynki kontraktów terminowych w Szanghaju i Nowym Jorku. Na giełdzie SHFE odnotowano rekordowe poziomy otwartych pozycji na metalach bazowych, co potwierdza spekulacyjny charakter części wzrostów.
Jednocześnie coraz częściej pojawiają się głosy ostrzegawcze. Citigroup oraz Goldman Sachs wskazują na ryzyko korekty cen miedzi, argumentując to relatywnie słabym popytem fizycznym w Chinach. Z drugiej strony Citigroup zdecydował się na istotne podniesienie prognoz cenowych, zakładając wzrost ceny złota do 5 000 USD za uncję w perspektywie trzech miesięcy oraz srebra do 100 USD za uncję.
Całościowo rynek metali znajduje się w fazie bardzo dynamicznych wzrostów, napędzanych przez luzowanie monetarne, napięcia geopolityczne oraz silny popyt inwestycyjny. Jednocześnie rośnie ryzyko korekty, zwłaszcza w przypadku metali przemysłowych, gdzie fundamenty popytowe nie zawsze nadążają za skalą spekulacyjnych wzrostów cen.
Sejmowa Komisja Nadzwyczajna ds. ochrony zwierząt na najbliższym posiedzeniu w dniu 20 stycznia ma zdecydować o przyszłości branży pirotechnicznej w Polsce. Stowarzyszenie Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki przedstawia kompromisowe propozycje legislacyjne i apeluje o zachowanie prawa do świętowania oraz o utrzymanie miejsc pracy.
Kompromisowe rozwiązania legislacyjne
W odpowiedzi na postulaty ze strony posłanek i posłów oraz przedstawicieli organizacji prozwierzęcych, które padały w trakcie poprzednich posiedzeń Komisji, Stowarzyszenie Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki opracowało nową, kompromisową propozycję legislacyjną, która łączy oczekiwania polityków, społeczeństwa i branży. Zakłada ona wprowadzenie ograniczeń czasowych dotyczących używania fajerwerków w dniach poprzedzających Sylwestra (21–30 grudnia), czyli przed okresem, gdy pirotechnika często towarzyszy świętowaniu. To właśnie ten czas jest wskazywany jako najbardziej uciążliwy – podczas gdy 31 grudnia i w Nowy Rok odgłosy fajerwerków są powszechnie akceptowane i nie budzą większych kontrowersji. Takie rozwiązanie pozwoliłoby również opiekunom zwierząt lepiej przygotować się do opieki nad nimi.
Propozycja wprowadzenia ograniczeń czasowych ma charakter kompromisowy: chroni porządek publiczny i bezpieczeństwo, a jednocześnie nie prowadzi do całkowitego zakazu używania pirotechniki, co stanowiłoby nadmierną ingerencję w wolność działalności gospodarczej i tradycje kulturowe. Proponowane ograniczenie czasowe jest dowodem na to, że sektor potrafi reagować na nastroje społeczne, postulaty decydentów i szuka rozwiązań, które nie stoją w kolizji z konstytucyjną swobodą działalności gospodarczej. Nasze propozycje przedstawiliśmy Komisji Nadzwyczajnej do spraw ochrony zwierząt.
– Stoimy dziś przed momentem przełomowym – decyzje polityczne zadecydują o przyszłości tysięcy firm i miejsc pracy. Jako branża nie uciekamy od odpowiedzialności. Nie jesteśmy przeciwni zmianom, ale chcemy, by miały one charakter rozsądny i proporcjonalny. Nasze propozycje są wyważone, oparte na oczekiwaniach społecznych i gotowe do wdrożenia. Chcemy pokazać, że można pogodzić tradycję, bezpieczeństwo i ochronę zwierząt – mówi Marta Smolińska, Prezes Stowarzyszenia Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki.
Polacy chcą fajerwerków
W związku z pracami Komisji, Stowarzyszenie zleciło profesjonalne badania opinii publicznej Ogólnopolskiemu Panelowi Badawczemu Ariadna. Wyniki są jednoznaczne – zdecydowana większość Polaków nie wyobraża sobie całkowitego zakazu używania fajerwerków. Wyniki nie pozostawiają wątpliwości. Jedynie 33% ankietowanych popiera całkowity zakaz fajerwerków, 17% uważa, że dodatkowe ograniczenia są zbędne, natomiast aż 50% respondentów jest za częściowymi ograniczeniami – w określonym czasie i miejscu. Te dane pokazują, że Polacy nie chcą całkowitej rezygnacji z wieloletniej tradycji sylwestrowych pokazów, ale oczekują odpowiedzialnych i wyważonych regulacji. Fajerwerki to nie tylko rozrywka, ale również tradycja, której historia sięga setek lat. Społeczeństwo oczekuje zatem rozwiązań kompromisowych – ograniczeń tam, gdzie są one naprawdę potrzebne, przy jednoczesnym zachowaniu możliwości świętowania.
Proponowane przez posłów Lewicy i Koalicji Obywatelskiej projekty ustaw szczególnie mocno uderzają w mikroprzedsiębiorstwa. W Polsce działa około 25 tysięcy firm związanych pośrednio lub bezpośrednio z pirotechniką, a kilkadziesiąt tysięcy osób utrzymuje się z tej działalności. Branża pirotechniczna każdego roku wypracowuje obroty na poziomie około 700 milionów złotych, co przekłada się na znaczące wpływy podatkowe. Sama sprzedaż fajerwerków generuje około 94 miliony złotych VAT, a dodatkowe podatki – takie jak CIT oraz PIT – wynikają z działalności firm i zatrudniania pracowników. Szacowany całkowity – bezpośredni, pośredni oraz indukowany wpływ działalności podmiotów rynku fajerwerków na polską gospodarkę w 2023 roku, to około 279 milionów złotych wartości dodanej brutto oraz około 76 milionów złotych wypłaconych wynagrodzeń.
Zakaz sprzedaży fajerwerków oznacza, że państwo straci nie tylko wpływy z podatków dochodowych, ale także z ceł na import pirotechniki. W ciągu ostatnich 10 lat import materiałów pirotechnicznych do Polski wzrósł o ponad 50%, co wskazuje na dynamiczny rozwój tego rynku i jego znaczenie w strukturze gospodarki. Ponadto, transport, spedycja oraz magazynowanie tych produktów to kolejne branże, które generują podatki pośrednie i bezpośrednie – ich ograniczenie dodatkowo wpłynie na zmniejszenie wpływów do budżetu państwa.
Stawiamy na edukację i bezpieczeństwo
Branża pirotechniczna odpowiedziała także na postulaty parlamentarzystów oraz na potrzebę społeczną i zainicjowała przed minionym Sylwesterem kampanię edukacyjną. Jej głównym celem jest pokazanie, że fajerwerki mogą być używane odpowiedzialnie – z poszanowaniem zarówno bezpieczeństwa ludzi, jak i dobrostanu zwierząt. Edukacja ta skupia się nie tylko na zwiększeniu komfortu zwierząt, ale również wzmacnia odpowiedzialność po stronie opiekunów, nie przerzucając całości ciężaru regulacyjnego wyłącznie na branżę i użytkowników fajerwerków.
– Nie da się zbudować skutecznego systemu wyłącznie poprzez zakazy i sankcje, bez równoczesnego wdrożenia szeroko zakrojonych działań informacyjnych i edukacyjnych, które obejmą wszystkie zainteresowane grupy społeczne – zarówno użytkowników fajerwerków, jak i właścicieli zwierząt, osoby wrażliwe na hałas oraz lokalne społeczności.To właśnie edukacja jest kluczem do tego, by świętować w sposób, który nie dzieli, a łączy – podkreśla Magdalena Rytel-Kuc, Prezes Fundacji Rozwoju i Edukacji Pirotechnicznej.
Rzetelna edukacja oparta na faktach naukowych, praktycznych wskazówkach i uczciwej komunikacji z obywatelami może obniżyć poziom społecznych napięć i zredukować potrzebę drastycznych, całkowitych zakazów. Konflikt pomiędzy użytkownikami fajerwerków a ich przeciwnikami nie wynika z natury pirotechniki, lecz z braku wiedzy, świadomości i zaufania. Odpowiedzialna edukacja jest więc kluczowym narzędziem odbudowy wspólnotowego podejścia do obchodzenia świąt i celebracji – w sposób, który nie wyklucza, ale integruje. W ramach kampanii rozpowszechniliśmy w mediach broszurę edukacyjno-informacyjną z poradami dla właścicieli zwierząt oraz spoty edukacyjne pokazujące, jak bezpiecznie obchodzić się z fajerwerkami i jak chronić psy przed sylwestrowym stresem.
Już wkrótce TSUE zajmie się kwestią WIBOR-u. Według prawników, wyrok może spowodować skokowy wzrost liczby pozwów składanych w sądach. Do tego samych umów opartych o ten wskaźnik jest więcej niż tych walutowych, więc kłopot może być większy niż w przypadku tzw. frankowiczów. Jednak nie brakuje też opinii, że to zupełnie różne sprawy i nie ma systemowego problemu. Część ekspertów przekonuje jednak, że działania ustawodawcy w tym zakresie nie są potrzebne, a banki będą proponować w tej kwestii ugody. Jednocześnie pojawiają się prognozy o rosnącej presji na państwo ze strony kredytobiorców. Choć w tej kwestii eksperci nie spodziewają się niczego konkretnego.
Oczy na Trybunał
12 lutego odbędzie się rozprawa TSUE w sprawie WIBOR-u. – Spodziewam się wyroku spójnego z opinią rzeczniczki generalnej, czyli potwierdzenia przez Trybunał, że banki mają obowiązek odpowiednio informować na temat WIBOR-u oraz jego wpływu na oprocentowanie i wysokość rat. TSUE może wskazać także, czy wadliwe działania banku prowadzą do unieważnienia umowy, usunięcia całego oprocentowania czy jedynie w zakresie WIBOR-u i pozostawienia stałej marży – przewiduje adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal.
Jak stwierdza Adam Zakrzewski z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy, wyrok może być pierwszym tzw. momentem skokowym w liczbie składanych pozwów z tego zakresu. I tutaj ekspert zwraca uwagę na ostatnią opinię Rzecznika Generalnego TSUE w sprawie pytań prejudycjalnych polskiego sądu. Ona w żaden sposób nie przesądziła zasadności czy też niezasadności ewentualnych roszczeń kredytobiorców. Natomiast wyraźnie wskazała, że jeśli TSUE podąży za jej wnioskami, co często ma w zwyczaju, zostanie otwarta dość szeroka furtka do faktycznej próby podważania tych umów.
– To będzie jeden z kluczowych tematów medialnych i sądowych w najbliższym czasie. Rzesza osób będzie namawiać klientów banków do zakładania spraw w tym temacie i domagania się unieważnienia kredytu z tego powodu. Każdy ma prawo uważać, że jego umowa jest wadliwa. Już dziś bowiem można przeczytać liczne głosy odnoszące się do porównywania WIBOR-u do kredytów frankowych. Tymczasem są to zupełnie inne sprawy. Kredyt frankowy i złotowy są do siebie podobne głównie z powodu słowa „kredyt”, a poza tym to inne umowy, stanowiące wzajemne zobowiązanie dwóch stron – komentuje dr hab. Damian Walczak, prof. UMK z Instytutu Ekonomii i Finansów tej uczelni.
Z kolei adwokat Jakub Bartosiak stwierdza, że sprawy związane z WIBOR-em będą równie lub wręcz bardziej popularne niż kredyty walutowe. Po pierwsze, kredytów hipotecznych, opartych na ww. wskaźniku, jest więcej niż kredytów walutowych. Po drugie, WIBOR był stosowany także w umowach leasingowych czy pożyczkach gotówkowych. One były powszechne i udzielane przez bardzo długi okres, a nie tylko przez kilka lat – jak w przypadku rozwiązań walutowych. Ekspert spodziewa się, że liczba pozwów będzie systematycznie rosnąć, zwłaszcza po głośnych, korzystnych wyrokach TSUE, sądów powszechnych czy Sądu Najwyższego. Podobnie było w sprawach frankowych.
– Ilość umów kredytowych, które w teorii będą mogły być podważane, jest nieporównywalnie większa do tzw. umów frankowych. A te przecież nie tylko spowodowały potężne tąpnięcie na rynku bankowym, ale przede wszystkim zatkały sądy cywilne właściwie w całej Polsce. Jako pełnomocnik procesowy jestem nieco przerażony tym, jak mogą potencjalnie wyglądać sądy po ewentualnym rozpoczęciu prawdziwej fali pozwów WIBOR-owych. Powiedzenie, że gorzej być nie może, na pewno nie ma tu zastosowania – dodaje Adam Zakrzewski.
Jak prognozuje dr hab. Krzysztof Piech, prof. Uczelni Łazarskiego, wzrośnie liczba spraw składanych do sądów, co pogorszy problemy z polskim sądownictwem. Jednak skala tego będzie bardzo ograniczona. Ekspert spodziewa się niewielkiej liczby pozwów, ponieważ nie mamy tutaj systemowego problemu jak w przypadku kredytów frankowych. Jednocześnie coraz więcej konsumentów weryfikuje swoje umowy.
– Oczywiście istnieje możliwość, że któraś z umów ze stawką referencyjną WIBOR zawiera niedozwolone postanowienia umowne. Jednak o tym – zgodnie z istotnym poglądem Rzecznika Finansowego – indywidualnie i w konkretnych okolicznościach prawnych będzie decydować sąd. Umowa kredytu, jak każda inna umowa, może zawierać niedozwolone zapisy – stwierdza dr hab. Damian Walczak, prof. UMK.
Rola ustawodawcy
Rodzi się też pytanie o to, czy państwo podejmie jakieś kroki, aby ograniczyć ww. problem. Adwokat Jakub Bartosiak zaznacza, że działania ustawodawcy są zwykle spóźnione. Obecnie procedowana jest ustawa dotycząca kredytów frankowych, która powinna być uchwalona 6 czy nawet 8 lat temu, ale niekoniecznie w proponowanym kształcie. W 2015 roku z hasłem uregulowania tego tematu szedł do wyborów przecież Andrzej Duda.
– Ponad 10 lat temu brałem udział w pracach nad kolejnymi projektami ustawy, które miały uregulować problem kredytów denominowanych i waloryzowanych. Wszystkie poszły do kosza, więc w tym przypadku również nie liczyłbym na ustawodawcę. Oczywiście, podjęcie takich działań byłoby dużo lepsze z punktu widzenia obywateli. Jednak przypuszczam, że tego typu inicjatywy zostaną storpedowane, tak jak zrobiono z kompromisowymi rozwiązaniami dla tzw. kredytów frankowych – mówi prof. dr hab. Witold Modzelewski z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.
Ekspert z MBM Legal podkreśla, że ustawodawca ma wpływ nie tylko na techniczne aspekty rozpoznawania spraw, a więc m.in. na poprawienie warunków administracyjnych w sądach, zwiększenie liczby personelu pomocniczego czy uproszczenie przepisów, również na kwestie stricte merytoryczne. Może odgórnie narzucić określone rozwiązania, np. przekształcając obecne umowy w umowy o stałym oprocentowaniu, ograniczając oprocentowanie kredytów do marży banku albo ustalając je w określonej wysokości.
– Sama stawka referencyjna WIBOR nie stanowi podstawy do jakiegokolwiek kwestionowania zapisów umowy. Z tego też powodu działania państwa nie są potrzebne. Zapisy ustawowe i nadzór były bowiem właściwe. Kredyty musiały mieć jakąś stawkę odniesienia, którą był powszechnie akceptowany i uznawany WIBOR. Kredytobiorcy to akceptowali, zdając sobie sprawę z tzw. ceny pieniądza. Znajduje to odniesienie w konstytucji, gdzie wskazano, że podstawę ustroju gospodarczego RP stanowi społeczna gospodarka rynkowa. W moim przekonaniu, jej podstawą jest tzw. cena pieniądza, której miernikiem pozostaje WIBOR – analizuje dr hab. Damian Walczak, prof. UMK.
Do tego w opinii dr. hab. Krzysztofa Piecha, prof. UŁa, banki zmodyfikują swoje szablony umów, dopracują procesy informacyjne, po wcześniejszym przeprowadzeniu analiz ich ekspozycji na ryzyko w poszczególnych latach. Zapewne będą też oferowały propozycje ugód. Natomiast przykład kredytów frankowych pokazał, że w większości przypadków są one mniej korzystne dla klientów niż pełna ścieżka prawna. Do tego adwokat Jakub Bartosiak twierdzi, że zmodyfikowane (aneksowane) mogą być również starsze umowy. W każdym wypadku wymaga to zgody banku i kredytobiorcy.
– Będzie presja na ustawodawcę ze strony klientów banków w sprawie WIBOR-u. Natomiast wpływy sektora finansowego na kształt legislacji jest przemożny, czego przykładem było odrzucenie tzw. projektów frankowych. Szantażowano opinię publiczną jakimiś masowymi stratami finansowymi. A okazało się, że banki w okresie największego nasilenia przegrywanych spraw mają też rekordowe zyski – podsumowuje prof. dr hab. Witold Modzelewski.
Z badań społecznych przeprowadzonych na zlecenie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wynika, że aż 93 proc. konsumentów robiących zakupy online kieruje się opiniami o produktach zamieszczanymi w internecie. To sprawia, że rzetelność i przejrzystość recenzji mają kluczowe znaczenie dla podejmowania decyzji zakupowych. W ocenie UOKiK zasady publikowania oraz sposób prezentacji opinii stosowane przez Samsung Electronics Polska mogą jednak wprowadzać konsumentów w błąd, dlatego prezes urzędu postawił spółce formalne zarzuty.
Weryfikacja „na słowo”
Jak wskazuje UOKiK, przedsiębiorcy mają obowiązek jasno informować, czy i w jaki sposób weryfikują opinie prezentowane w swoich serwisach. Dzięki temu konsumenci mogą świadomie ocenić ich wiarygodność. W przypadku serwisu Samsung część komentarzy została oznaczona hasłem „Potwierdzony zakup/Produkt użytkowany przez klienta”, co sugeruje, że pochodzą one od osób, które faktycznie kupiły i używały danego produktu.
Urząd sprawdził jednak mechanizm tej weryfikacji. Okazało się, że aby uzyskać takie oznaczenie, wystarczy zaznaczyć checkbox z oświadczeniem, że opinia wynika z używania lub zakupu produktu. Spółka nie wymaga podania numeru zamówienia, dowodu zakupu ani innego potwierdzenia. Zdaniem UOKiK taki sposób działania nie daje realnej gwarancji, że opinia pochodzi od rzeczywistego użytkownika.
– Mając świadomość, czy opinie są weryfikowane, czy nie, konsumenci mogą zachować odpowiednią ostrożność przy podejmowaniu decyzji zakupowych. Przedsiębiorca, który uwiarygadnia prezentowane komentarze, musi dołożyć starań, aby je faktycznie sprawdzić – podkreśla Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
„Autentyczna recenzja”, ale bez jasnych kryteriów
Dodatkowym elementem wzmacniającym zaufanie konsumentów są w serwisie Samsung oznaczenia „Autentyczna recenzja™ bazaarvoice”. UOKiK zwraca jednak uwagę, że brak jest informacji, jakie kryteria decydują o nadaniu takiego statusu. Co więcej, choć część opinii może być odrzucana, nie są one weryfikowane pod kątem faktycznego zakupu lub używania produktu.
W ocenie prezesa UOKiK stosowane przez spółkę mechanizmy – oświadczenia checkbox oraz selekcja komentarzy – mogą nie stanowić uzasadnionych i proporcjonalnych działań służących potwierdzeniu pochodzenia opinii.
Gwiazdki bez wyjaśnienia
Urząd zastrzega także sposób prezentowania ocen liczbowych. Przy wielu opiniach brak informacji, czy zostały one w jakikolwiek sposób zweryfikowane, mimo że są one wliczane do ogólnej punktacji produktu oraz ocen cząstkowych, takich jak funkcjonalność czy wydajność. To właśnie liczba gwiazdek jest najczęściej pierwszym elementem, na który zwracają uwagę klienci.
Zdaniem UOKiK konsumenci powinni od razu otrzymać jasną informację, czy komentarze uwzględniane w statystykach są weryfikowane oraz jak dokładnie wyliczane są prezentowane oceny. W serwisie Samsung takie wyjaśnienia nie pojawiają się na żadnym etapie procesu zakupowego, co może prowadzić do podejmowania decyzji w oparciu o mylące dane.
Możliwe konsekwencje
Jeśli zarzuty prezesa UOKiK zostaną potwierdzone, Samsung Electronics Polska może zostać ukarany grzywną sięgającą nawet 10 proc. obrotu. Postępowanie ma na celu ochronę konsumentów oraz zapewnienie, by informacje wykorzystywane przy zakupach online były rzetelne, przejrzyste i zgodne z obowiązującymi przepisami.