Brother Polska wzmacnia struktury sprzedaży na 2026. Cztery awanse w zespole

Firma Brother Polska w ostatnim kwartale 2025 roku dokonała zmian organizacyjnych wewnątrz zespołu, celem utrzymania i wzmocnienia pozycji lidera polskiego rynku druku w 2026 roku. Dotychczasowi Team Leaderzy awansowali na stanowiska kierownicze, wzmacniając trzy główne filary strategii sprzedażowej firmy.

Piotr Gołębczyk awansował na stanowisko  Head of SMB Business i będzie odpowiedzialny za całą grupę  produktów dedykowanych małym i średnim przedsiębiorstwom, jak również rynkowi Enterprise. Posiadając prawie dwudziestoletnie  doświadczenie w branży IT – z czego piętnaście lat w firmie Brother – Piotr do tej pory zajmował się rozwojem kanału partnerskiego m.in. w północnej części Polski. Jako specjalista w zakresie sprzedaży biznesowych urządzeń drukujących oraz usług zarządzania drukiem, skupi się na rozwoju sprzedaży w sektorze SMB, włączając w to usługi MPS. W zakresie obowiązków lidera znajdzie się również koordynowanie pracy zespołów dedykowanych obsłudze Biznesowego Kanału Partnerskiego oraz Klienta Końcowego (Major Accounts).

Na stanowisko Head of SOHO Business awansował Robert Kowalski – Manager z piętnastoletnim stażem w firmie Brother. Robert do tej pory pełnił rolę Team Leadera i odpowiadał za rozwój kanału Dealer & Retail.  W nowej roli realizował będzie zadania związane z obsługą i rozwojem całego kanału oraz produktów SOHO, który dziś stanowi największą wartość w całej ofercie  Brother na polskim rynku.

Tomasz Boroński, dotychczasowy ES Solution & Labelling Team Leader w polskim oddziale  Brother, odpowiada, wraz ze swoim zespołem, za cały sektor Etykietowania, jako Head of Labeling Solutions. W tym zadaniu pomoże mu kilkuletnia specjalizacja w rynku Auto ID oraz doświadczenie związane z mobilnymi, nabiurkowymi i przemysłowymi drukarkami etykiet oraz wspierającymi je rozwiązaniami. Świeżo upieczony menedżer jest ekspertem w dziedzinie, którą ma zarządzać – na poprzednim stanowisku zajmował się m.in. rozwijaniem kanału partnerskiego.

Łukasz Kurbiel awansował na stanowisko Team Leader – MPS & Copier Dealer Channel w Brother Polska. Od 2016 roku rozwijał usługi outsourcingu druku, a teraz będzie kierował zespołem odpowiedzialnym m.in. za rozwój kontraktów w sektorze SMB. Dzięki 18-letniemu doświadczeniu w branży druku i dogłębnej znajomości rynku, Łukasz wniesie do nowej roli wiedzę i energię, które pomogą realizować ambitne cele firmy.

Choć na nowo mianowanych Szefów kategorii czeka rok pełen wyzwań, to bogate, wieloletnie doświadczenie każdego z nich z pewnością okaże się nieocenione dla rozwoju firmy Brother w Polsce. Jestem przekonany, że zmiany, których jestem inicjatorem przełożą się nie tylko na jeszcze lepsze wyniki sprzedażowe firmy, ale również na dalszy rozwój naszego zespołu  i całego polskiego rynku drukukomentuje Krzysztof Mertowski, Country Manager Poland & Ukraine.

Zmiany kadrowe w Brother Polska są elementem długofalowej strategii HR, opartej na rozwoju wewnętrznych talentów i budowaniu klarownych ścieżek kariery. Firma konsekwentnie stawia na awanse wewnętrzne, wzmacniając kompetencje managerskie i zaangażowanie zespołów w odpowiedzi na zmieniające się potrzeby rynku.

Murapol podsumowuje 2025: 3,1 tys. sprzedaży, 2,6 tys. przekazań, 4,2 tys. w ofercie

Grupa Murapol w 2025 r. łącznie sprzedała ponad 3,1 tys. lokali do klientów detalicznych (+2% r/r). W konkurencyjnej i dopasowanej do potrzeb rynku ofercie posiadała blisko 4,2 tys. lokali na koniec ub.r.

  • 2856 umów deweloperskich i przedwstępnych podpisanych z klientami detalicznymi w 2025 r. oraz 284 opłacone umowy rezerwacyjne po wyeliminowaniu rezygnacji na dzień 31.12.2025 r.
  • Szeroka i atrakcyjna oferta blisko 4,2 tys. lokali w 16 miastach, dla klientów detalicznych na dzień 31.12.2025 r.
  • 2649 lokali w 15 miastach przekazanych klientom detalicznym w 2025 r., dodatkowo 249 lokali przekazanych w segmencie PRS.
  • Duży, zdywersyfikowany i regularnie odnawiany bank ziemi pod budowę blisko 19,6 tys. lokali na dzień 31.12.2025 r.
  • Rozbudowany portfel projektów w realizacji obejmujący ponad 6,5 tys. lokali na dzień 31.12.2025 r. 

SPRZEDAŻ

Łączna sprzedaż do klientów detalicznych w 2025 roku, z uwzględnieniem opłaconych umów rezerwacyjnych i po wyeliminowaniu rezygnacji, wyniosła 3140. W tym, Spółka zawarła 2856 umów deweloperskich i przedwstępnych z klientami detalicznymi oraz posiadała 284 opłacone umowy rezerwacyjne po wyeliminowaniu rezygnacji (na dzień 31.12.2025 r.). W samym tylko czwartym kwartale 2025 podpisanych zostało 767 umów deweloperskich i przedwstępnych.

PRZEKAZANIA

Klientom detalicznym przekazano w 2025 r. klucze do 2649 lokali. W samym czwartym kwartale przekazanych zostało 1286 lokali. Dodatkowo, w segmencie PRS przekazano 249 lokali.

WPROWADZENIA DO OFERTY

W 2025 r. GK Murapol wprowadziła do oferty 2405 lokali w 11 inwestycjach w 8 miastach, m.in. w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Łodzi i Lublinie. Nowa oferta obejmuje lokale zaprojektowane zarówno w nowych przedsięwzięciach deweloperskich, jak i w kolejnych etapach realizowanych już inwestycji.

Na dzień 31 grudnia 2025 r. oferta GK Murapol obejmowała 4174 lokale w 16 miastach. 

LICZBA LOKALI W BUDOWIE

Na dzień 31 grudnia 2025 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6524 lokale powstające w 87 budynkach realizowanych w ramach 22 projektów, w tym w segmencie detalicznym 5132 lokale, a w segmencie PRS – 1392 lokali.

BANK ZIEMI

GK Murapol systematycznie odnawia i rozbudowuje aktywny bank ziemi. Na koniec 2025 r. dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę blisko 19,6 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej netto przekraczającej 832 tys. mkw. w 17 miastach.

– Rok 2025 był dla Grupy Murapol czasem stabilizacji i konsekwentnej realizacji strategii. Utrzymaliśmy silną pozycję w segmencie popularnym, rozwijając ofertę w największych aglomeracjach i wzmacniając bank ziemi. Jako jedyny duży deweloper pozostaliśmy przy standardowych harmonogramach płatności, nie wdrażając systemów typu „płać później”, które zwiększają ryzyko finansowe i obniżają płynność. Co ważne – mimo tego konserwatywnego podejścia nasza sprzedaż była na tyle wysoka, że zapewniła nam miejsce w czołówce rynku, potwierdzając konkurencyjność i dopasowanie naszej oferty do potrzeb klientów. Wchodząc w 2026 rok, widzimy pozytywne perspektywy dzięki obniżkom stóp procentowych, rosnącym wynagrodzeniom i dynamicznemu rozwojowi polskiej gospodarki, które zwiększają dostępność mieszkań i wspierają popyt. Naszym priorytetem pozostaje utrzymanie wysokiej pozycji na rynku Grupy Murapol, dalsze wzmacnianie banku ziemi i stabilny rozwój w największych polskich aglomeracjach, a także na wybranych rynkach regionalnych – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

W ciągu blisko 25 lat działalności (do 31 grudnia 2025) GK Murapol zrealizowała
102 wieloetapowe inwestycje, w ramach których powstało 485 budynków obejmujących łącznie ponad 34,8 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej ponad 1,5 mln mkw.

Rekrutacje pod lupą: większość firm nie dostosowała języka ofert do wymogów prawa

Tylko 38 proc. ogłoszeń o pracę publikowanych obecnie na polskim rynku jest neutralnych płciowo, mimo że w grudniu weszły w życie przepisy zobowiązujące pracodawców do stosowania równego i niedyskryminującego języka w procesach rekrutacyjnych. Z analizy Grupy Progres wynika, że większość firm nadal nie dostosowała treści ofert do nowych wymogów, narażając się tym samym na ryzyko prawne i wizerunkowe.

Brak dostosowania nazw stanowisk widoczny jest zarówno w sektorze prywatnym, jak i w administracji publicznej. Nadal pojawiają się ogłoszenia urzędów czy sądów, w których stosowane są wyłącznie tradycyjne, niezmodyfikowane nazwy stanowisk, mimo że to właśnie od podmiotów publicznych w pierwszej kolejności należałoby oczekiwać pełnego dostosowania do obowiązujących przepisów prawa.

– Język ogłoszeń ma realny wpływ na dostępność ofert dla kandydatów i kandydatek, a neutralność płciowa nie jest dziś tylko dobrą praktyką, lecz obowiązkiem wynikającym z przepisów prawa. Pracodawcy realizują go na kilka sposobów: stosując formy neutralne, zapis z oznaczeniem k/m, wpisując podwójne końcówki lub podając obie nazwy stanowiska – mówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres. – Brak dostosowania się do obowiązujących regulacji może skutkować zarzutami naruszenia zasady równego traktowania w zatrudnieniu, skargami do Państwowej Inspekcji Pracy, postępowaniami sądowymi oraz karami finansowymi – dodaje.

Dodatkowo pracodawcy muszą liczyć się z konsekwencjami wizerunkowymi, które w coraz bardziej konkurencyjnym rynku pracy mają istotny wpływ na zdolność pozyskiwania kandydatów.

Męskie formy tracą, neutralność w rekrutacji zyskuje na znaczeniu

Analizy Grupy Progres potwierdzają, że na rynku pracy coraz wyraźniej widoczny jest trend zmian. Już co trzecia oferta (38 proc.) pokazuje, że firmy faktycznie podejmują działania neutralizujące nazwy stanowisk i przenoszą je bezpośrednio na treść ogłoszeń rekrutacyjnych. Pracodawcy zaczęli unikać wyłącznie męskich określeń.

W ofertach pracy nie brakuje dziś zapisów takich jak operator / operatorka, architekt / architektka, elektromonter / elektromonterka, kontroler / kontrolerka, mistrz / mistrzyni, kierownik / kierowniczka projektu, specjalista / specjalistka ds. kadr, koordynator / koordynatorka zespołu, analityk / analityczka danych, menedżer / menedżerka sprzedaży, doradca / doradczyni klienta, asystent / asystentka administracyjna, inspektor / inspektorka jakości czy technik / techniczka IT.

Choć tempo zmian jest zróżnicowane, w zależności od branży i sektora, kierunek jest wyraźny – neutralny i inkluzywny język coraz częściej staje się standardem w rekrutacji.

Prawo pracy w 2026 roku – fala równoległych zmian

Zdaniem Magdy Dąbrowskiej, prezeski Grupy Progres, problem z neutralnością płciową ogłoszeń jest jedynie zapowiedzią znacznie szerszych zmian, z jakimi pracodawcy będą musieli zmierzyć się w tym roku. Prawo pracy wchodzi w fazę intensywnych modyfikacji, a skala nowych regulacji przypomina lawinę, która obejmie nie tylko rekrutację, ale cały obszar zarządzania personelem.

Wśród kluczowych zmian jest dalsze wzmocnienie przepisów antydyskryminacyjnych, nowe obowiązki związane z transparentnością wynagrodzeń, zmiany w zasadach zatrudniania cudzoziemców, rozszerzenie obowiązków informacyjnych wobec pracowników, a także konieczność dostosowania polityk HR do wymogów ESG i raportowania niefinansowego.

Wdrożenie nowych regulacji trudne dla firm

W tym roku rynek stoi przed bezprecedensowym wyzwaniem – równoczesne wdrażanie licznych zmian w prawie pracy wymaga od przedsiębiorców nie tylko szybkiego reagowania, ale też koordynacji wielu obszarów funkcjonowania firmy.

Rok 2026 jest wyjątkowy, ponieważ jeszcze nigdy wcześniej przedsiębiorcy nie musieli w tak krótkim czasie wdrażać tak wielu zmian i to jednocześnie. Nowe regulacje obejmują równolegle rekrutację, polityki HR, systemy wynagrodzeń, obowiązki informacyjne oraz kwestie równego traktowania, co dla wielu firm oznacza konieczność przebudowy całych procesów. Brakuje czasu, zasobów i często specjalistycznej wiedzy, aby wszystko wdrożyć równolegle i bez ryzyka błędów, szczególnie w mniejszych organizacjach. Dodatkowo zmiany wymagają ścisłej współpracy między działami HR, prawnym i finansowym, a także aktualizacji procedur wewnętrznych i szkoleń pracowników, a to dodatkowo komplikuje cały proces. – podkreśla Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres. – Co więcej, na horyzoncie widać kolejne zmiany, nad którymi pracuje rząd – jeśli firmy nie wdrożą obecnych regulacji szybko, wkrótce mogą zderzyć się z kolejną falą przepisów, której skala może przytłoczyć zasoby i możliwości przedsiębiorstw – zaznacza.

Firmy, które już teraz nie podejmą działań dostosowawczych, mogą w krótkim czasie stanąć przed poważnymi problemami prawnymi i organizacyjnymi. Audyt treści ogłoszeń o pracę, procedur HR oraz wewnętrznych regulaminów staje się koniecznością, a nie wyborem, jeśli pracodawcy chcą bezpiecznie funkcjonować w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu prawnym.

***

Analizy Grupy Progres przeprowadzano w pierwszym tygodniu stycznia 2026 roku, obejmowały zbiór ponad 8300 ofert o pracę publikowanych w portalach ogłoszeniowych. Analizie poddano ogłoszenia oferowane przez przedsiębiorców, organizacje i instytucje z całej Polski.

PKO Faktoring ogłosiło strategię do 2027 roku

  • PKO Faktoring, spółka wchodząca w skład Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego, ogłosiła swoją strategię do 2027 roku, której celem jest trwałe wzmocnienie pozycji rynkowej i bycie kluczowym partnerem dla polskich przedsiębiorców.
  • Spółka planuje rozwijać się dwa razy szybciej niż rynek faktoringu pod względem wartości sfinansowanych faktur oraz zwiększyć wynik na działalności biznesowej o 66 proc.
  • PKO Faktoring stawia na cyfryzację i nowoczesne technologie, w tym sztuczną inteligencję, integrację z systemami ERP oraz obecność w e-commerce, konsekwentnie wspierając strategię PKO Banku Polskiego.
  • Już co piąty przedsiębiorca posiadający faktoring w Polsce korzysta z usług PKO Faktoring, dlatego priorytetem spółki są doświadczenia klientów – firma chce osiągnąć wskaźnik NPS na poziomie 60 proc.

Jeszcze bliżej potrzeb przedsiębiorców, dynamiczny rozwój w oparciu o nowoczesną technologię i konsekwentne budowanie pozytywnych doświadczeń klientów – tak wygląda nowa strategia PKO Faktoring do 2027 r. Cele są ambitne.

Chcemy zostać liderem wzrostu w branży faktoringowej i kluczowym partnerem dla polskiego biznesu. Zamierzamy być dla przedsiębiorców wsparciem, a nie tylko dostawcą usługi, dlatego budujemy doświadczenia, które dają przewidywalność i realne wsparcie w rozwoju. „Droga do #1.” to nie obietnica, tylko podejście, które będziemy konsekwentnie wdrażać: od prostych decyzji i szybkich procesów, po codzienną dostępność ludzi, którzy rozumieją biznes. Naszą ambicją jest faktoring, który nie tylko finansuje faktury, ale też dodaje firmom pewności w działaniu i odwagi w planowaniu kolejnych kroków – mówi Bartłomiej Świeca, Prezes Zarządu PKO Faktoring.

Rynek faktoringu w Polsce rozwija się w stabilnym tempie. Coraz więcej przedsiębiorców dostrzega korzyści, które daje to narzędzie finansowe. Z usług firm faktoringowych korzysta obecnie ponad 31 tys. przedsiębiorstw.

Tam, gdzie biznes

PKO Faktoring pod względem wartości finansowanych faktur planuje rozwijać się w tempie dwa razy wyższym niż rynek. Celem jest też zwiększenie wyniku na działalności biznesowej o 66 proc.

Spółka konsekwentnie wspiera realizację strategii PKO Banku Polskiego. Obejmuje ona m.in. dalsze umacnianie pozycji lidera, transformację cyfrową oraz budowanie statusu instytucji pierwszego wyboru – dla klientów, pracowników i inwestorów.

PKO Faktoring odgrywa strategiczną rolę w Grupie Kapitałowej PKO Banku Polskiego, wzmacniając naszą zdolność do kompleksowego rozwoju przedsiębiorstw. Faktoring jest dziś kluczowym narzędziem finansowania kapitału obrotowego – poprawia płynność firm, zwiększa ich odporność i naturalnie uzupełnia finansowanie inwestycyjnie. Jestem przekonana, że konsekwentna realizacja nowej strategii spółki pozwoli nam jeszcze skuteczniej wspierać klientów w realizacji ich planów rozwojowych – mówi Ludmiła Falak-Cyniak, Wiceprezeska Zarządu PKO Banku Polskiego nadzorująca Obszar Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej.

PKO Faktoring zamierza wykorzystać nowoczesne narzędzia, w tym sztuczną inteligencję, aby rozwijać cyfrową obsługę i oferować klientom szybkie, wygodne rozwiązania dostępne online. Jednocześnie spółka chce:

  • być obecna wszędzie tam, gdzie klienci prowadzą biznes, w tym w obszarze e-commerce,
  • budować narzędzia do integracji z systemami ERP.

Takie podejście ma wspierać szersze wykorzystanie usług faktoringowych oraz wzmacniać konkurencyjność oferty PKO Faktoring.

Najważniejszy jest klient

Pod koniec trzeciego kwartału 2025 r. firma obsługiwała ponad 5 tys. klientów. To dało jej drugą pod tym względem pozycję w rankingu branżowym. W najbliższych latach planuje uprościć, zautomatyzować i przyspieszyć procesy dla jeszcze większego komfortu przedsiębiorców.

PKO Faktoring koncentruje się na podnoszeniu jakości doświadczeń swoich klientów na każdym etapie współpracy – od pierwszego kontaktu po bieżącą obsługę. Ważnym kierunkiem pozostaje zwiększanie dostępności i wygody korzystania z oferty.

Celem spółki jest osiągnięcie wskaźnika NPS na poziomie 60 proc.

„Droga do #1.”

Co piąty przedsiębiorca w Polsce, który posiada faktoring, korzysta z usług spółki. Firma ma blisko 20-procentowy udział w rynku pod względem liczby klientów i prawie 10-procentowy pod względem wartości finansowanych faktur.

Nowa Strategia PKO Faktoring wyznacza jasny plan działania oparty na 5 filarach:

  • aktywizacji sprzedaży,
  • doświadczeniach klienta,
  • innowacyjnych i efektywnych rozwiązaniach,
  • inwestowaniu w ludzi.

„Droga do #1.” ma prowadzić do trwałego wzmocnienia pozycji spółki na rynku i budowania długofalowych relacji z przedsiębiorcami.

Przemysł wchodzi w etap skalowania. AI ma obniżać koszty i zwiększać produktywność

Według najnowszych prognoz Komisji Europejskiej, PKB Polski ma pozostać w strefie umiarkowanego wzrostu w 2026 r. – najczęściej wskazuje się 3-3,5%, w zależności od źródła. To scenariusz stabilny, ale pozbawiony euforii. I właśnie w takim otoczeniu polski przemysł podejmuje decyzje inwestycyjne – ostrożnie, ale zdecydowanie, co potwierdzają dane rynkowe zebrane przez firmę Polcom. W efekcie, technologia przestaje być polem do testów, ma dowozić wyniki.

Przemysł w fazie „egzekucji technologii”

Z raportu Polcom „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025-2026” wynika wyraźnie, że rok 2026 nie będzie czasem pilotaży, proof of concept i eksperymentów technologicznych. Dla firm przemysłowych to moment przejścia do fazy egzekucji – skalowania rozwiązań, które realnie wpływają na koszty, wydajność i jakość.

Widzimy zmianę narracji po stronie zarządów firm przemysłowych. Pytanie nie brzmi już „czy i jak wdrażać AI”, ale „gdzie i kiedy zobaczymy efekt w P&L”. 2026 r. będzie pierwszym rokiem, w którym technologia na masową skalę zostanie rozliczona z realnych wyników biznesowych, a nie z innowacyjności samej w sobie – mówi Adam Matyaszek, Dyrektor Działu Sprzedaży w Polcom.

Najsilniejszym trendem inwestycyjnym w polskim przemyśle pozostają AI i automatyzacja, coraz wyraźniej traktowane nie jako innowacja, lecz jako narzędzie codziennego zarządzania operacyjnego. Do 2026 r. 76% firm przemysłowych planuje wdrożenie lub rozszerzenie wykorzystania sztucznej inteligencji, 55% zamierza rozwijać robotyzację procesów (RPA), a 49% deklaruje intensywne inwestycje w rozwiązania z obszaru Przemysłu 4.0 i 5.0. Uzupełnieniem tych działań pozostaje edge computing, którego dalszy rozwój wskazuje 22% przedsiębiorstw, głównie w kontekście przetwarzania danych blisko linii produkcyjnych i skracania czasu reakcji systemów.

AI w przemyśle: mniej wizji, więcej arkuszy kalkulacyjnych

W 2026 r. sztuczna inteligencja w przemyśle nie ma pozostać draftem, okraszonym atrakcyjną prezentacją. Ma bronić się w excelu w postaci liczb i analiz. Firmy coraz częściej wdrażają AI tam, gdzie efekt można policzyć: w planowaniu produkcji, predykcyjnym utrzymaniu ruchu, kontroli jakości czy optymalizacji zużycia energii.

AI w przemyśle przestaje być „projektem IT”. Staje się elementem zarządzania operacyjnego – takim samym jak logistyka czy planowanie produkcji. Największe zainteresowanie budzą dziś wdrożenia, które można szybko skalować i które dają mierzalny efekt: mniej przestojów, mniej błędów, lepsze wykorzystanie zasobów – dodaje Adam Matyaszek.

Nie chodzi więc o autonomiczne fabryki rodem z futurystycznych wizji, lecz o konkretne usprawnienia punktowe, które znajdą zastosowanie w wybranych obszarach lub procesach organizacji.

Dojrzewanie zamiast rewolucji

Blisko połowa firm przemysłowych deklaruje intensywne inwestycje w Przemysł 4.0 i 5.0, ale narracja wokół tych koncepcji również się zmienia. Coraz rzadziej mówi się o „rewolucji”, częściej o integracji danych, systemów i ludzi.

Przemysł 5.0 to w praktyce próba odpowiedzi na zmęczenie ciągłą zmianą. Firmy chcą technologii, która wzmacnia odporność organizacji, a nie tylko podnosi wskaźniki automatyzacji. Dlatego coraz większy nacisk kładzie się na stabilność systemów, bezpieczeństwo danych i realne wsparcie pracowników w procesach produkcji – zauważa Adam Matyaszek z Polcom.

Warto zaznaczyć, że jednym z najbardziej jednoznacznych wniosków wynikających z tegorocznej edycji raportu Polcom jest podejście przemysłu do infrastruktury IT. 89% firm deklaruje, że nie zrezygnuje z własnej infrastruktury, niemniej 65% firm przemysłowych korzysta z chmury obliczeniowej, która pełni rolę elastycznego rozszerzenia potencjału IT.

Twarde oczekiwania na 2026 r.

Najważniejsze jest jednak to, czego przemysł oczekuje w zamian za inwestycje technologiczne – i tu nie ma miejsca na niejasne obietnice ani długofalowe wizje bez pokrycia w liczbach. 84% firm przemysłowych wskazuje na obniżenie kosztów operacyjnych jako kluczowy efekt wdrożeń, 70% oczekuje wzrostu produktywności, a 68% liczy na poprawę jakości oraz ograniczenie liczby błędów w procesach. Równolegle 72% przedsiębiorstw zakłada, że automatyzacja i AI przełożą się na lepszą obsługę klientów B2B, skracając czas realizacji zamówień i zwiększając przewidywalność dostaw.

– To zestaw oczekiwań typowy dla dojrzałej transformacji cyfrowej. Technologia nie ma już inspirować – ma dowozić wynik. Firmy przemysłowe wiedzą, że w warunkach umiarkowanego wzrostu PKB jedyną trwałą przewagą jest efektywność – wskazuje Adam Matyaszek, Dyrektor Działu Sprzedaży w Polcom. – Polski przemysł wchodzi w 2026 r. z jasno postawioną tezą: inwestujemy, ale oczekujemy zwrotu. AI, automatyzacja i Przemysł 4.0 mają działać tu i teraz – na hali produkcyjnej, w planowaniu i w relacjach B2B. Rok 2026 zapowiada się więc nie jako moment technologicznych rewolucji, lecz czas mierzenia twardych efektów biznesowych – dodaje.

Sztuczna inteligencja zmienia centra danych. 5 trendów, które kształtują nową infrastrukturę

Vertiv prognozuje, że procesy projektowania i eksploatacji centrów danych będą kształtowane przez infrastrukturę zasilającą środowiska sztucznej inteligencji, wykorzystanie cyfrowych bliźniaków oraz rozwiązań adaptacyjnego chłodzenia cieczą.

Do zaistnienia zmian przyczynią się takie czynniki jak ekstremalne zagęszczenie mocy, skalowanie do poziomu gigawatów oraz postrzeganie centrów danych jako jednostek obliczeniowych.

Firma Vertiv opublikowała raport Vertiv Frontiers, którego autorzy zauważają, że innowacje w centrach danych są coraz silniej determinowane przez czynniki makroekonomiczne oraz trendy związane ze sztuczną inteligencją. Dokument, opracowany na podstawie wiedzy eksperckiej zespołów z całej firmy, identyfikuje kluczowe kierunki rozwoju technologii, które będą napędzać obecne i przyszłe innowacje – od dostosowania systemów zasilania do potrzeb AI, przez wykorzystanie cyfrowych bliźniaków, po adaptacyjne chłodzenie cieczą.

Branża centrów danych bardzo szybko zmienia sposób, w jaki projektuje, buduje, eksploatuje i serwisuje infrastrukturę, odpowiadając na rosnące wymagania dotyczące gęstości mocy oraz tempa wdrażania tzw. fabryk sztucznej inteligencji – powiedział Scott Armul, Chief Product and Technology Officer w Vertiv. – Obserwujemy nakładające się na siebie siły techniczne, w tym ekstremalne zagęszczenie mocy, które napędzają przełomowe trendy, takie jak popularyzacja architektury zasilania prądem stałym o wyższym napięciu oraz zaawansowanych systemów chłodzenia cieczą. Są one kluczowe dla osiągnięcia skalowania na poziomie gigawatów, niezbędnego dla zapewniania dalszych innowacji w obszarze AI. Wytwarzanie energii w siedzibie klienta oraz wykorzystywanie mechanizmów cyfrowych bliźniaków również odegrają istotną rolę w zwiększaniu skali i tempa popularyzacji sztucznej inteligencji.

Raport Vertiv Frontiers stanowi rozwinięcie publikowanych wcześniej przez Vertiv, corocznych prognoz Data Center Trends. Wskazuje on główne czynniki wpływające na innowacje w centrach danych: ekstremalne zagęszczenie mocy (przyspieszane przez sztuczną inteligencję i obliczenia wysokiej wydajności), szybkie skalowanie do poziomu gigawatów (budowa centrów danych osiąga obecnie bezprecedensowe tempo i skalę), postrzeganie centrów danych jako pojedynczych jednostek obliczeniowych (era AI wymaga projektowania i eksploatacji obiektów jako zintegrowanych systemów) a także dywersyfikację układów krzemowych, która wymusza dostosowanie infrastruktury do coraz szerszego wachlarza procesorów i architektur obliczeniowych.

W raporcie szczegółowo opisano, w jaki sposób czynniki te przełożyły się na pięć kluczowych trendów wpływających na poszczególne obszary funkcjonowania centrów danych.

  1. Zasilanie dostosowane do potrzeb sztucznej inteligencji

Większość funkcjonujących obecnie centrów danych nadal bazuje na hybrydowej dystrybucji zasilania prądem przemiennym i stałym (od sieci elektroenergetycznej do szaf IT), obejmującej trzy lub cztery etapy konwersji energii, co wiąże się z określonymi stratami. Podejście to jest coraz bardziej krytykowane wraz z obserwowanym wzrostem gęstości mocy, w dużej mierze napędzanym przez środowiska sztucznej inteligencji. Przejście na architekturę prądu stałego o wyższym napięciu umożliwia istotne ograniczenie natężenia prądu, przekrojów przewodów oraz liczby etapów konwersji, a jednocześnie pozwala na centralizację przetwarzania energii na poziomie pomieszczenia. Hybrydowe systemy AC/DC wciąż są obecnie powszechne, jednak wraz z dojrzewaniem standardów i urządzeń dla w pełni stałoprądowych instalacji, wyższy poziom napięcia prądu stałego będzie zyskiwać na znaczeniu wraz ze wzrostem gęstości szaf. Rozwój lokalnego wytwarzania energii oraz mikrosieci również będzie sprzyjał popularyzacji architektury wysokiego napięcia prądu stałego.

  1. Rozproszona sztuczna inteligencja

Dotychczasowe, liczone w miliardach dolarów inwestycje w centra danych, obsługujące duże modele językowe (LLM) sztucznej inteligencji, miały na celu umożliwienie powszechnego wykorzystania narzędzi AI przez konsumentów i przedsiębiorstwa. Vertiv zakłada, że sztuczna inteligencja staje się elementem krytycznym dla działalności firm, jednak sposób i miejsce realizacji usług wnioskowania będą zależne od specyficznych potrzeb i uwarunkowań danego przedsiębiorstwa. Chociaż trend ten dotyczy wszystkich branż, te najbardziej regulowane (np. finanse, obronność czy ochrona zdrowia) mogą być zmuszone do utrzymywania prywatnych lub hybrydowych środowisk sztucznej inteligencji w lokalnych centrach danych, ze względu na wymogi dotyczące rezydencji danych, bezpieczeństwa lub opóźnień. Elastyczne i skalowalne systemy zasilania o wysokiej gęstości mocy oraz chłodzenia cieczą mogą umożliwić zwiększanie mocy obliczeniowej zarówno poprzez nowe inwestycje, jak i modernizację istniejących obiektów.

  1. Przyspieszenie autonomii energetycznej

    Podstawę odporności większości niezależnych centrów danych od dziesięcioleci stanowią źródła wytwarzanej w siedzibie przedsiębiorstw energii, wystarczającej na krótki czas. Jednak obecne, powszechne wyzwania związane z dostępnością mocy z sieci elektroenergetycznej sprzyjają wdrażaniu rozwiązań rozszerzonej autonomii energetycznej, szczególnie w przypadku centrów danych obsługujących środowiska sztucznej inteligencji. Odpowiedzią na ograniczenia w dostępie do mocy przyłączeniowej są niosące ze sobą szereg korzyści inwestycje w lokalne wytwarzanie energii, m.in. z wykorzystaniem turbin gazu ziemnego oraz innych technologii. Strategie takie jak Bring Your Own Power (and Cooling), czyli zapewnianie energii oraz chłodzenia we własnym zakresie, najprawdopodobniej staną się trwałym elementem planów rozwoju autonomii energetycznej.

  2. Projektowanie i eksploatacja bazujące na koncepcji cyfrowych bliźniaków

Rosnąca gęstość obciążeń związanych ze sztuczną inteligencją oraz coraz wydajniejsze procesory GPU zwiększają presję na szybkie uruchamianie złożonych fabryk AI. Dzięki narzędziom również wykorzystującym sztuczną inteligencję centra danych mogą być odwzorowywane i projektowane w środowisku wirtualnym z wykorzystaniem koncepcji cyfrowych bliźniaków. Umożliwia to integrację środowisk IT oraz krytycznej infrastruktury cyfrowej, często w postaci prefabrykowanych, modułowych rozwiązań, a następnie wdrażanie ich jako spójnych jednostek obliczeniowych. Takie podejście pozwala skrócić nawet o 50% czas „time-to-token” (okres od projektu do uruchomienia obliczeń), co będzie to kluczowe dla efektywnego osiągania gigawatowej skali, niezbędnej dla dalszego rozwoju sztucznej inteligencji.

  1. Adaptacyjne, wysoce odporne chłodzenie cieczą

Rozwój obciążeń AI oraz obsługującej je infrastruktury znacząco wpłynął na przyspieszenie popularyzacji rozwiązań chłodzenia cieczą. Jednocześnie sama sztuczna inteligencja może być wykorzystywana do dalszego doskonalenia i optymalizacji tych systemów. Dla rosnącej liczby operatorów chłodzenie cieczą stało się elementem krytycznym, a zastosowanie AI może dodatkowo zwiększyć jego efektywność oraz niezawodność. W połączeniu z zaawansowanymi systemami monitorowania i sterowania, sztuczna inteligencja może umożliwić przewidywanie potencjalnych awarii oraz bardziej precyzyjne zarządzanie przepływem cieczy i komponentami systemu. Trend ten powinien przełożyć się na wyższą dostępność i niezawodność kosztownych zasobów sprzętowych oraz obsługiwanych przez nie danych i obciążeń.

ORLEN dostarczył w 2025 r. ponad 245 tys. ton małego LNG. Rekordowa skala dostaw

0

W 2025 roku ORLEN umocnił pozycję w dostawach małego LNG, dostarczając do klientów ponad 245 tysięcy ton skroplonego gazu ziemnego. To ilość, która pozwoliłaby zasilić wszystkie gospodarstwa domowe miast wielkości Rzeszowa lub Olsztyna, przez okres prawie pięciu lat. LNG pochodzi głównie z terminalu w Świnoujściu, a także stacji przeładunkowej w Kłajpedzie i produkcji własnej. Skroplony gaz przewożony cysternami trafia m.in. do klientów indywidualnych i przedsiębiorców na terenach z ograniczonym dostępem do sieci ogólnopolskiej.

LNG sprzedawane przez ORLEN pochodzi głównie z ładunków importowanych drogą morską do terminala w Świnoujściu oraz stacji przeładunkowej w Kłajpedzie, z których w ubiegłym roku do klientów wyruszyło łącznie niemal 13 tysięcy cystern. Uzupełnieniem jest produkcja własna w zakładach w Odolanowie i Grodzisku Wielkopolskim. Łącznie w 2025 roku  koncern wprowadził na rynek ponad 245 tys. ton LNG:  z gazoportu w Świnoujściu – 192 tys. ton, z Kłajpedy –  ponad 33 tys. ton,  z zakładów w Odolanowie i Grodzisku Wielkopolskim – ponad 20 tys. ton.

– Skala dostaw LNG potwierdza silną pozycję Grupy ORLEN na rynku krajowym i rosnący potencjał w krajach bałtyckich. Skroplony gaz jest niezbędny dla zapewnienia ciągłości dostaw energii, szczególnie w miejscach o ograniczonym dostępie do infrastruktury sieciowej. To również istotny element transformacji energetycznej w polskim przemyśle i transporcie. Dzięki kontraktom na import LNG oraz rezerwacji infrastruktury odbiorczej i przeładunkowej w Polsce i na Litwie, jesteśmy w stanie skutecznie odpowiadać na zapotrzebowanie na gaz ziemny naszych klientów – podkreśla Grzegorz Bujnowski, Dyrektor Wykonawczy ds. Handlu Gazem w ORLEN.

W ubiegłym roku ORLEN w pełni wykorzystał możliwości przeładunkowe terminala  w Świnoujściu, z którego wyjechało prawie 11 tysięcy cystern, dostarczając klientom 192 tysięcy ton gazu. Od początku jego uruchomienia w 2016 roku, odebrano stamtąd łącznie prawie 51 tysięcy cystern, co odpowiada niemal jednemu miliardowi ton LNG.

Stacja przeładunkowa w Kłajpedzie odnotowała z kolei w 2025 roku 32 proc. wzrost wolumenów  w porównaniu z rokiem poprzednim –  w efekcie do klientów trafiło stamtąd ponad 8 tys. ton LNG więcej. Od momentu rozpoczęcia jej wykorzystania w 2020 roku do końca ubiegłego roku do klientów dostarczono łącznie blisko 102 tys. ton LNG.

Wśród głównych odbiorców skroplonego LNG są klienci przemysłowi różnych branż, ale także odbiorcy indywidualni przyłączeni do wyspowych systemów gazowych. Systemy te nie mają połączenia z siecią ogólnopolską, dlatego gaz jest dostarczany tam w formie LNG, a następnie regazyfikowany w lokalnych stacjach regazyfikacyjnych. LNG wykorzystuje się również na terenach, które wprawdzie mają dostęp do ogólnopolskiej sieci dystrybucyjnej, ale popyt na gaz jest większy od możliwości dostaw istniejącymi gazociągami. W takim przypadku stacje regazyfikacji LNG uzupełniają podaż gazu w sieci, co umożliwia pełne zaspokojenie potrzeb odbiorców.

Dzień pod znakiem danych z USA i decyzji RPP

RPP w centrum uwagi, Fed w tarapatach, a metale szlachetne szaleją – tak w skrócie można podsumować start środowej sesji na rynkach finansowych. Łagodniejsza od oczekiwań amerykańska inflacja bazowa daje pretekst do dalszych cięć stóp, co stawia Jerome’a Powella w trudnej sytuacji wobec presji Białego Domu. Tymczasem złoto i srebro biją kolejne historyczne rekordy, a polska waluta czeka na sygnały z Rady Polityki Pieniężnej.

Rada szuka nożyczek

Dziś po południu poznamy pierwszą w tym roku decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. W normalnych okolicznościach byłaby ona formalnością – rynek w przeważającej mierze zakłada utrzymanie stopy referencyjnej na poziomie 4,00%. Okoliczności jednak nie są normalne, a przedstawicielom Rady ostatnio trudno w jasny sposób zaprezentować swoje poglądy. Po sześciu obniżkach w 2025 roku, które łącznie ścięły koszt pieniądza o 175 punktów bazowych, pauza wydaje się racjonalnym wyborem, pozwalającym ocenić efekty dotychczasowych ruchów. Grudniowa inflacja na poziomie 2,4% – poniżej celu NBP – teoretycznie daje jednak przestrzeń, jeśli nie do dalszego luzowania to przynajmniej do spekulacji na ten temat. Analitycy jednak przypominają retorykę Adama Glapińskiego po ostatniej decyzji, gdzie wspominał o tym, jak doskonały jest poziom 4,00%, co studzi oczekiwania. Członkowie Rady sygnalizowali w ostatnich wypowiedziach, że widzą miejsce na dalsze obniżki, choć raczej w perspektywie marcowej lub późniejszej.

Dla złotego kluczowa będzie jednak nie sama decyzja, a komunikat i czwartkowa konferencja prezesa Glapińskiego. Jeśli szef NBP otworzy drzwi do marcowego cięcia lub zasugeru­je, że inflacja może przez cały 2026 rok utrzymać się poniżej celu, złoty może zyskać impuls do osłabienia. Z kolei jastrzębi ton i perspektywa dłuższej przerwy mogą pchnąć lokalną walutę w drugą stronę. Rynek już się pozycjonuje – wczorajsza stabilizacja złotego w okolicach 4,21 zł wobec euro to efekt wyczekiwania na to, co powie Rada.

Inflacja daje pretekst

Wczorajsze dane o inflacji ze Stanów Zjednoczonych przyniosły rynkom miły prezent, choć szefa FED postawiły w trudnym położeniu. Grudniowy CPI wyniósł 2,7% rok do roku, zgodnie z oczekiwaniami, ale prawdziwa niespodzianka tkwiła w inflacji bazowej – 2,6% wobec prognozowanych 2,7%. To trzeci miesiąc z rzędu, gdy bazowy wskaźnik cen pozostaje na tym samym poziomie, co sugeruje stabilizację presji inflacyjnej w amerykańskiej gospodarce. Dla rynków walutowych oznacza to jedno: rosną szanse na kolejne cięcia stóp procentowych przez Fed w pierwszej połowie roku. Rynek terminowy praktycznie dyskontuje już dwie obniżki po 25 punktów bazowych. I właśnie w tym może tkwić problem Jerome Powella. Konflikt szefa Rezerwy z prezydentem USA wszedł w kolejną jeszcze ostrzejszą fazę i można było się spodziewać usztywnienia stanowiska FED w celu podbudowania (iluzji?) niezależności.

Złote góry

Środowa sesja przynosi kontynuację trendów na metalach szlachetnych i kolejne szczyty. Złoto kolejny dzień z rzędu ustanawia nowe historyczne maksima, podchodząc dziś momentami nawet pod 4640 $ za uncję. Wydaje się, że jeszcze lepiej sobie radzi srebro, które dziś praktycznie bez żadnych problemów uporało się z pułapem 90 $, podchodząc blisko dwa dolary wyżej. Dopiero tam nastąpiła reakcja podaży, ale nie wydaje się, by mogła ona zmienić szerszy obraz na rynku.

Dzisiaj oprócz kluczowej dla nas decyzji RPP mamy kilka ciekawych odczytów. Na pewno warto zerkać za ocean. W Stanach poznamy wyniki sprzedaży detalicznej, gdzie analitycy spodziewają się odbicia w górę. Opublikowany zostanie także raport o inflacji producenckiej, ale to już będzie ledwie echo wczorajszych odczytów. Warto odnotować również wystąpienia decydentów zarówno z FED – Anna Paulson, jak i ECB – Luis de Guindos.

Cięcia kosztów przyspieszają: 29% firm planuje redukcje, rosną inwestycje w AI

0

Rosnące koszty operacyjne to najważniejsze wyzwanie dla dyrektorów finansowych w Polsce na 2026 rok – wskazało je 52% CFO badanych przez KPMG i ACCA. Już 29% firm planuje redukcję kosztów operacyjnych, co oznacza wzrost o 21 p.p. rok do roku, a jednocześnie niemal co trzecia organizacja (31%) inwestuje w rozwój sztucznej inteligencji w funkcji finansowej. Z badania „Perspektywy i wyzwania CFO na 2026 rok” przeprowadzonego wśród ponad 200 dużych i średnich firm w Polsce wynika, że firmy łączą rosnącą dyscyplinę kosztową z aktywnymi działaniami w obszarze finansowania, technologii i rozwoju biznesu. 

Koszty operacyjne w centrum decyzji finansowych

Presja kosztowa wyraźnie dominuje w agendach dyrektorów finansowych. Ponad połowa respondentów (52%) wskazuje rosnące koszty energii, wynagrodzeń i surowców jako jedno z trzech kluczowych wyzwań na 2026 rok. Wysoko w hierarchii ryzyk znalazły się również koszty finansowania zobowiązań tj. kredytów, obligacji, leasingu (43%) oraz presja na płynność i zarządzanie cash flow (34%).

W efekcie coraz więcej firm sięga po działania restrukturyzacyjne. Blisko jedna trzecia organizacji (29%) zaplanowała redukcję kosztów operacyjnych, podczas gdy odsetek firm zwiększających wydatki spadł niemal dwukrotnie – z 25% do 13%. Wśród firm redukujących koszty prawie trzy czwarte (72%) jest średniej wielkości.

Co druga firma planująca redukcję jako największe trudności wskazywała presję na płynność finansową (51% firm z tej grupy) i wzrost kosztów finansowania zobowiązań (49%), tym samym identyfikując je jako bardziej palące niż rosnące ceny energii czy wynagrodzeń (41%). Oznacza to, że rosnące oprocentowanie zobowiązań jest częstszą przyczyną szukania oszczędności budżetowych niż rosnące koszty operacyjne – zwłaszcza wśród średnich firm, które stanowią zdecydowaną większość firm redukujących koszty. Biorąc jednak pod uwagę systematyczne obniżanie stóp procentowych przez NBP w ostatnich miesiącach, można spodziewać się, że presja kosztowa wynikająca z obsługi zadłużenia będzie stopniowo słabnąć – komentuje Jarosław Konopka, Partner Associate, Advisory, Lider Zespołu CFO Advisory w KPMG w Polsce.

Rok 2026 zapowiada się jako kolejny etap dynamicznych zmian w otoczeniu biznesowym, w którym dyrektorzy finansowi odgrywają coraz bardziej strategiczną rolę. Z perspektywy ACCA obserwujemy, że CFO funkcjonują obecnie w warunkach podwyższonej niepewności makroekonomicznej, narastającej presji regulacyjnej oraz szybko postępującej transformacji technologicznej. Jednocześnie ich rola wyraźnie ewoluuje – od tradycyjnego strażnika finansów w kierunku strategicznego partnera zarządu, współodpowiedzialnego za długoterminową odporność i konkurencyjność organizacji. Równolegle rosną inwestycje w technologie – w szczególności sztuczną inteligencję i zaawansowaną analitykę, które stają się fundamentem decyzji biznesowych. To wszystko sprawia, że funkcja finansowa staje się jednym z kluczowych filarów budowania wartości i stabilności organizacji w długim horyzoncie – mówi Agnieszka Jarosz, Dyrektor zarządzająca ACCA w Europie Wschodniej i Północnej.

Ryzyka zewnętrzne nadal słabo osadzane w budżetach

CFO najczęściej identyfikują wzrost cen oraz ograniczoną dostępność surowców i energii jako kluczowe ryzyko zewnętrzne na 2026 rok (30%). Na kolejnych miejscach znajdują się konflikty zbrojne i napięcia geopolityczne (20%) oraz spowolnienie gospodarcze w Unii Europejskiej (19%).

Choć niemal dwie trzecie dyrektorów finansowych dostrzega co najmniej umiarkowany wpływ ryzyk geopolitycznych na sytuację finansową firm, tylko 15% organizacji systematycznie uwzględnia je w scenariuszach budżetowych. Dla połowy badanych przedsiębiorstw oznacza to funkcjonowanie w trybie bieżącego monitoringu ryzyk na koszty importu, eksportu i łańcuchów dostaw.

Aktywna optymalizacja struktury finansowania

Niepewne otoczenie rynkowe skłania wiele firm do przeglądu strategii finansowania. Najczęściej wskazywanym kierunkiem na 2026 rok jest pozyskiwanie finansowania pod konkretne projekty – planuje je 41% organizacji. Co trzecia firma deklaruje dywersyfikację źródeł kapitału, a 26% zamierza skoncentrować się na redukcji zadłużenia i poprawie wskaźników finansowych.

Jednocześnie refinansowanie zobowiązań i pozyskiwanie kapitału własnego pozostaje domeną firm zwiększających skalę działalności, co pokazuje zróżnicowanie strategii finansowych w zależności od fazy rozwoju przedsiębiorstwa.

Firmy coraz bardziej świadomie podchodzą do struktury finansowania, traktując ją jako narzędzie wspierające realizację strategii spółki. Widoczny zwrot w stronę finansowania projektowego oraz dywersyfikacji istniejących źródeł finansowania wskazuje na rosnącą potrzebę elastyczności i odporności bilansów w warunkach niepewności rynkowej. Wpływ mają tu m.in. utrzymujące się relatywnie wysokie koszty kapitału, spowolnienie wzrostu gospodarczego w Europie Zachodniej oraz ryzyka geopolityczne. Z perspektywy finansowań i restrukturyzacji istotne jest także to, że ograniczenie zadłużenia i poprawa wskaźników finansowych stają się elementem długofalowego zarządzania ryzykiem. W 2026 roku kluczowe będzie łączenie odpowiednio dobranych instrumentów finansowych z działaniami optymalizacyjnymi w obszarze operacyjnym, co wymaga ścisłej współpracy zarządów z doradcami finansowymi – mówi Adam Popłonkowski, Partner, Deal Advisory, Zespół Finansowania i Restrukturyzacji w KPMG w Polsce.

Planowane zmiany regulacyjne z perspektywy CFO

Zmiany regulacyjne pozostają istotnym wyzwaniem dla funkcji finansowej w 2026 roku. Najczęściej wskazywanym obszarem są przepisy dotyczące cen transferowych, w tym rozszerzona dokumentacja i raportowanie Country-by-Country, które za kluczowe uznaje 32% CFO. Na kolejnych miejscach znalazły się zmiany w CIT, obejmujące m.in. podatek minimalny i nowe ulgi (31%), a także nowe struktury i rozszerzony zakres JPK (28%). Wyniki badania pokazują, że skala i złożoność obowiązków regulacyjnych – szczególnie w firmach prowadzących działalność międzynarodową – wymusza dalsze dostosowania procesów raportowych oraz inwestycje w narzędzia wspierające compliance.

CFO wskazują, że ceny transferowe stają się coraz bardziej złożonym obszarem ze względu na rozszerzone obowiązki dokumentacyjne, szczegółowe raportowanie Country-by-Country oraz rosnące ryzyka sankcyjne, co wymaga spójności danych finansowych, podatkowych i operacyjnych oraz standaryzacji polityk w grupach kapitałowych. Zmiany w CIT, w tym podatek minimalny i nowe ulgi, są postrzegane jednocześnie jako źródło ryzyka i szansa na efektywniejsze zarządzanie obciążeniami podatkowymi – szczególnie w firmach o niskich marżach – przy czym ich wykorzystanie wymaga zaawansowanej dokumentacji i ścisłej współpracy finansów, controllingu i podatków. Najbardziej operacyjny wymiar zmian dotyczy JPK CIT, gdzie nowe struktury i rozszerzony zakres raportowania znacząco zbliżają ewidencję księgową do kontroli podatkowej. Z perspektywy całej funkcji finansowej 2026 rok będzie więc testem dojrzałości organizacji w zarządzaniu danymi i regulacjami. Wskazane przez CFO zmiany nie funkcjonują w oderwaniu od siebie – razem tworzą spójny ekosystem wymagań – mówi Paweł Barański, Partner, Szef Działu Doradztwa Podatkowego i Prawnego w KPMG w Polsce. 

Technologia i analityka jako fundament funkcji finansowej

Wśród priorytetów inwestycyjnych na 2026 rok dominują technologie wspierające podejmowanie decyzji. Rozwój zdolności w zakresie sztucznej inteligencji w funkcji finansowej wskazuje 31% CFO, a niemal równie często pojawiają się inwestycje w narzędzia do zarządzania płynnością, cash flow forecasting oraz business intelligence i zaawansowaną analitykę finansową (po 29%).

Firmy o przychodach przekraczających 100 mln zł szczególnie wyraźnie akcentują znaczenie BI i analityki danych, traktując je jako kluczowe wsparcie w zarządzaniu złożonymi strukturami operacyjnymi i finansowymi.

Ostrożne budżety, ale wyraźne ambicje rozwojowe

Pomimo presji kosztowej i niepewności makroekonomicznej, plany rozwojowe firm na 2026 rok pozostają ambitne. Najczęściej wskazywanym kierunkiem jest rozwój organiczny, który planuje 40% organizacji. Ekspansję zagraniczną deklaruje 29% firm, a 26% rozważa działania w obszarze fuzji i przejęć.

Niewielki odsetek przedsiębiorstw planuje restrukturyzację lub dezinwestycje, a jedynie 8% firm zamierza skoncentrować się wyłącznie na utrzymaniu obecnej pozycji rynkowej. Wyniki te pokazują, że firmy – mimo ostrożniejszego podejścia do kosztów – nadal poszukują możliwości wzrostu i dywersyfikacji działalności.

O raporcie:

Raport KPMG „Perspektywy i wyzwania CFO na 2026 rok” to pierwsza publikacja z serii „CFO Pulse”, prezentującej punkt widzenia osób zarządzających finansami w firmach działających w Polsce. Został opracowany przez KPMG w Polsce na podstawie badania CATI przeprowadzonego w listopadzie 2025 roku wśród 213 respondentów z średnich i dużych przedsiębiorstw. W grupie dużych firm wszyscy uczestnicy badania pełnili funkcję dyrektora finansowego, natomiast wśród firm średniej wielkości respondentami byli dyrektorzy finansowi oraz główni księgowi.

Rekord cyberataków na polski rząd: niemal 3200 prób w tydzień

Tak źle jeszcze nie było. Polskie instytucje rządowe zanotowały najwyższą liczbę cyberataków od kilku lat. W ciągu zaledwie tygodnia cyberprzestępcy dokonali blisko 3200 prób ataków – wynika z najnowszego raportu firmy Check Point Research, która na bieżąco analizuje zagrożenia państw na całym świecie. To dwukrotnie więcej niż liczba ataków na polskie instytucje finansowe (1688) czy sektor energetyczny i użyteczności publicznej (1449). Średnia liczba ataków na polskie instytucje w ostatnich tygodniach wyniosła ponad blisko 2.000 tygodniowo.

Jeszcze w październiku 2025 roku wydawało się, że 2500 ataków na sektor rządowy to sytuacja niebezpieczna. Tymczasem teraz mamy nowy rekord zagrożenia – polskie instytucje rządowe odpierają blisko 3188 ataków tygodniowo – więcej niż rząd Czech (2222), Austrii (1942) czy Niemiec – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.Ataki Polska

Jak wynika z obserwacji Check Point Research, Polska – ze względu na znaczenie geopolityczne oraz czynny udział we realizacji europejskiej polityki wsparcia Ukrainy – staje się jednym z kluczowych celów wrogich operacji cybernetycznych i dezinformacyjnych. Szczególnie narażone są instytucje rządowe, które muszą być przygotowane na coraz bardziej zaawansowane i skoordynowane ataki oraz próby destabilizacji życia publicznego. – W obecnej sytuacji geopolitycznej ataki cybernetyczne nie mogą być postrzegane jako problem techniczny, lecz niebezpieczny element szerszej strategii destabilizacji państwa i osłabiania jego odporności. Dlatego powinniśmy być przygotowani – dodaje przedstawiciel firmy Check Point w Polsce.

Wg Check Pointa, średnia liczba ataków na sektor rządowy na świecie wynosi 2713, czyli niemal 15 proc. mniej niż obecna liczba ataków na Polski rząd – wynika z raportu. Polska znajduje się w czołówce państw naszego regionu geograficznego, pod względem ogólnej liczby ataków na gospodarkę. Statystycznie (średnia dla całego rynku) najbardziej zagrożone są instytucje Czech (2200), Słowacji (2097), Polski (1900), Węgier (1900). Dla porównania Niemcy odpierają tygodniowo 1369 ataków.

O tym jak realne zagrożenie stoi przed naszym rządem świadczyć mogą informacje z ostatnich kilku tygodni. 15 grudnia ub. roku Minister Cyfryzacji, Krzysztof Gwakowski informował o zidentyfikowanym ataku hakerskim na Urząd Zamówień Publicznych, podczas którego cyberprzestępcy uzyskali dostęp do skrzynek poczty elektronicznej pracowników. – Mamy w cyberprzestrzeni skoordynowane ataki terrorystyczne na państwo. Ich zadaniem jest wyłączenie wody, gazu, prądu czy kanalizacji i sparaliżowanie w ten sposób codziennego życia obywateli – informował 15.12.2025 wicepremier Gawkowski.     

W odpowiedzi na rosnącą skalę cyberzagrożeń, polski rząd rozpoczął program realizacji ogólnokrajowej strategii wzmacniania odporności instytucji publicznych na zakłócenia, awarie, cyberataki. W ramach programu wzmacniana jest m.in. infrastruktura krytyczna (energetyka) oraz sektor zdrowia. W ramach programu „Cyberbezpieczny Rząd”, finansowanego z KPO, Min.Zdrowia otrzymało budżet na inwestycje w modernizację procedur, podniesienie kompetencji pracowników oraz zakup specjalistycznych systemów bezpieczeństwa.         

W światowej klasyfikacji branż najbardziej narażonych na cyberataki niezmiennie dominują edukacja i badania – 4172 ataków tygodniowo na organizację, instytucje rządowe – 2.683, telekomunikacja – 2575. Na szczególną uwagę zasługuje sektor hospitality, gdzie liczba incydentów wzrosła aż o 40% r/r, co wskazuje na przenoszenie się cyberprzestępczości w kierunku usług turystycznych i hotelarskich.

Lokatorzy nie płacą, a właściciel nie może odzyskać mieszkania. Miasto ma zapłacić 70 000 zł odszkodowania

Odszkodowania dla właścicieli mieszkań za brak możliwości eksmisji najemców bywają wysokie. Ostatnio padł prawdopodobnie toruński rekord. Miasto ma zapłacić 70 000 zł.

Sytuacja na rynku najmu mieszkań jest z pewnością daleka od normalności. Problemy eksmisyjne mają charakter systemowy o czym niedawno przypomniał Rzecznik Praw Obywatelskich. Zgłaszają się do niego właściciele mieszkań mający spore problemy z pozbyciem się uciążliwych lokatorów. Okazuje się, że obecna sytuacja wywiera negatywny wpływ również na gminne finanse. Niedawno lokalne media zwróciły uwagę na wysoką kwotę, którą właściciel jednego z toruńskich mieszkań otrzymał za długotrwałe niezapewnienie przez gminę lokum dla zadłużonych lokatorów. Mowa o sytuacji, w której lokatorzy nie płacą czynszu już od … około 15 lat.  

Artykuł w dużym skrócie:

  • Niedawno zapadł wyrok sądu, zgodnie z którym miasto Toruń będzie musiało zapłacić właścicielowi mieszkania prawie 70 000 zł i odsetki. Powód to wieloletnie opóźnienie w dostarczeniu mieszkania socjalnego dla zadłużonych lokatorów, którzy od lat nie płacą czynszu.
  • Podobne odszkodowania nie stanowią rzadkości, choć wysokość odszkodowania orzeczona w niedawnym wyroku zwraca dużą uwagę. Roszczenia właścicieli mieszkań są uzasadnione, gdyż bazują na artykule 18 ustawy o ochronie praw lokatorów.
  • Co roku gminy za brak możliwości eksmisji płacą odszkodowania liczone w milionach złotych. NBP podaje, że w 2022 r. miasta wojewódzkie zapłaciły ponad 21,3 mln zł odszkodowań, a rok wcześniej – ok. 22,1 mln zł w związku z niezapewnieniem lokali uprawnionym gospodarstwom domowym zagrożonym eksmisją.

Poniżej prezentujemy więcej informacji o problemie, który jak dotąd nie doczekał się dużej medialnej uwagi.

Rekord odszkodowania w Toruniu – co wiemy?

Okoliczności sprawy z Torunia znamy dzięki doniesieniom lokalnego medium, a konkretniej „Nowości Dziennika Toruńskiego”. Bazując na tych doniesieniach można ustalić, iż chodzi o Wyrok Sądu Rejonowego w Toruniu z dnia 14 października 2025 r. (sygnatura akt: X C 769/23 upr). To orzeczenie mówi, że cała sprawa jest spowodowana brakiem płatności czynszu przez rodzinę, wobec której sąd już w 2012 r. wydał wyrok eksmisyjny. Wykonanie wyroku zostało jednak wstrzymane do czasu dostarczenia przez gminę lokalu socjalnego (zgodnie z art. 14 ust. 6 ustawy o ochronie praw lokatorów). Wspomniany przepis mówi, że: „Orzekając o uprawnieniu do zawarcia umowy najmu socjalnego lokalu, sąd nakazuje wstrzymanie wykonania opróżnienia lokalu do czasu złożenia przez gminę oferty zawarcia umowy najmu socjalnego lokalu” – cytuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Na podstawie uzasadnienia wyroku możemy wywnioskować, że gmina miejska Toruń lokalu socjalnego nie dostarczała przez lata i zdecydowała się na ugodę z ówczesnym właścicielem wynajmowanego mieszkania. Ugoda zakładała wypłatę odszkodowania za niedostarczenie lokalu socjalnego w łącznej kwocie 12 000 zł (za okres od lipca 2014 r. do sierpnia 2017 r.). Kolejny właściciel mieszkania po pewnym czasie uznał, że kwota przyznawana co miesiąc przez miasto na mocy następnej ugody (577 zł) jest zbyt niska. Miasto Toruń nie było zainteresowane wypłatą znacznie wyższej sumy (1500 zł) niż dotychczas. „Sprawa trafiła więc na wokandę sądową i stała się przedmiotem analizy biegłego” – relacjonuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Biegły stwierdził, że mieszkanie można by wynająć co najmniej za 1700 zł – 1800 zł miesięcznie. Było to argumentem dla sądu, który uznał, iż powództwo właściciela mieszkania (powoda) podlega uwzględnieniu w całości. Na rzecz powoda zasądzono kwotę 67 146 zł wraz z odsetkami ustawowymi od dnia 2 października 2025 r. do dnia zapłaty. Dodatkowo gmina miejska Toruń w ramach zwrotu kosztów procesu została zobowiązana do zapłaty 6651,34 zł wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia uprawomocnienia się wyroku do dnia zapłaty. „Samorząd ma ponieść wszystkie koszty procesu, gdyż przegrał spór w całości” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Jaka jest podstawa prawna roszczeń właścicieli?

Wydaje się, że po krótkim zaprezentowaniu okoliczności sporu sądowego z Torunia, warto przypomnieć podstawę ubiegania się właścicieli mieszkań o odszkodowanie w związku z opóźnioną eksmisją. Zgodnie z tym, co mówi artykuł 18 ustęp 5 ustawy o ochronie praw lokatorów: „Jeżeli osobie uprawnionej do zawarcia umowy najmu socjalnego lokalu na mocy wyroku gmina nie dostarczyła lokalu, właścicielowi przysługuje roszczenie odszkodowawcze do gminy, na podstawie art. 417 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny”.

Warto pamiętać, że przepisy nie zwalniają dłużnika z obowiązku płacenia za mieszkanie. Osoby zajmujące lokal bez tytułu prawnego (np. po wypowiedzeniu umowy najmu), powinny uiszczać odszkodowanie w wysokości czynszu rynkowego. Lokatorzy czekający na najem mieszkania socjalnego (już po wyroku eksmisyjnym), płacą natomiast właścicielowi zajmowanego mieszkania taki niski czynsz, jaki opłacaliby w lokalu socjalnym. Różnicę pomiędzy czynszem socjalnym i rynkowym powinna wyrównać gmina. „Tyle mówi teoria. W praktyce gminy bywają czasem niechętne do wypłacania odszkodowań o godziwej wysokości, co skutkuje sporami sądowymi” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Gminy płacą miliony i prędko się to nie zmieni?

Niektóre gminy sprawniej radzą sobie z zapewnianiem lokali eksmisyjnych, a niektóre nie radzą sobie wcale. Jak podaje NBP, w 2022 r. miasta wojewódzkie zapłaciły ponad 21,3 mln zł odszkodowań w związku z niezapewnieniem lokali uprawnionym gospodarstwom domowym zagrożonym eksmisją. Rok wcześniej kwota odszkodowań była podobna (22,1 mln zł). Nowsze dane GUS w tej materii niestety budzą wątpliwości. Można jednak przypuszczać, że sytuacja nie jest wiele lepsza. „Kolejka osób czekających na lokum w związku z eksmisją wprawdzie się nieco skraca, ale jednocześnie rynkowe czynsze, które chcą odzyskać właściciele mieszkań są wyższe niż 4 – 5 lat temu” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Zamówienia publiczne po nowemu. Co czeka zamawiających w 2026 roku?

0

Rok 2026 przyniesie zamawiającym kolejne istotne zmiany w przepisach o zamówieniach publicznych, ale także wyraźne przesunięcie akcentów w praktyce ich stosowania. Nowe regulacje mają zwiększyć elastyczność procedur, wzmocnić konkurencyjność rynku i usprawnić rozstrzyganie sporów. Eksperci kancelarii LEGALLY.SMART wskazują pięć trendów, które w nadchodzącym roku będą miały kluczowe znaczenie dla wszystkich zamawiających — w tym jednostek samorządu terytorialnego — oraz wykonawców realizujących inwestycje publiczne.

  1. Większa elastyczność dla mniejszych zakupów

Podwyższenie progu stosowania ustawy Prawo zamówień publicznych z 130 tys. zł do 170 tys. zł oznacza dla zamawiających większą swobodę przy realizacji drobniejszych zakupów. W praktyce może to przyspieszyć procesy zakupowe i ograniczyć formalności, szczególnie w codziennym funkcjonowaniu jednostek publicznych.

— Zmiana progu to realne ułatwienie organizacyjne, ale jednocześnie większa odpowiedzialność po stronie zamawiających. Kluczowe będzie zachowanie transparentności i racjonalności wydatkowania środków publicznych, także poza reżimem PZP — wskazuje mec. Michał Liżewski, specjalista ds. zamówień publicznych, partner w kancelarii LEGALLY.SMART.

  1. Analiza potrzeb i konkurencyjności rynku w centrum uwagi

Nowe przepisy wprowadzają obowiązek rozszerzonej analizy potrzeb i warunków zamówienia, sporządzanej jeszcze przed wszczęciem postępowania. Zamawiający będą musieli m.in. ocenić wpływ planowanego zamówienia na konkurencyjność rynku oraz wskazać, w jaki sposób przyjęte założenia sprzyjają efektywnej rywalizacji wykonawców.

— To wyraźny sygnał, że punkt ciężkości coraz bardziej przesuwa się na etap planowania. Dobrze przygotowana analiza nie tylko ogranicza ryzyko sporów na etapie przeprowadzenia postępowania, ale też zwiększa szanse na realne podniesienie jego konkurencyjności — podkreśla mec. Jakub Kot, Head of Projects & Infrastructure w LEGALLY.SMART.

  1. Nowe zasady postępowań przed KIO – sprawniej i bardziej cyfrowo

Możliwość prowadzenia zdalnych posiedzeń i rozpraw przed Krajową Izbą Odwoławczą, a także nowe reguły dotyczące składania dowodów i obowiązku odpowiedzi na odwołania, mają usprawnić rozstrzyganie sporów.

— Umożliwienie zdalnych posiedzeń i rozpraw wpisuje się w trend cyfryzacji wymiaru sprawiedliwości oraz odpowiada realiom rynku zamówień publicznych, w którym czas i efektywność mają kluczowe znaczenie zarówno dla zamawiających, jak i wykonawców— zauważa mec. Jakub Kot.

  1. Bezpieczeństwo i odporność infrastruktury jako istotny obszar zamówień publicznych

Zmieniająca się sytuacja geopolityczna w Europie sprawia, że samorządy coraz częściej uwzględniają w swoich planach inwestycyjnych projekty związane z bezpieczeństwem mieszkańców i ciągłością funkcjonowania usług publicznych. W 2026 roku zamówienia dotyczące m.in. infrastruktury ochronnej, miejsc doraźnego schronienia czy obiektów o znaczeniu krytycznym będą wymagały szczególnej staranności planistycznej, technicznej i prawnej. Dotyczy to również systemów cyfrowych oraz bezpieczeństwa danych, które coraz częściej stanowią element infrastruktury krytycznej.

— Zamówienia w obszarze bezpieczeństwa cywilnego należą do wymagających, ponieważ łączą presję czasu, wysoką odpowiedzialność oraz konieczność precyzyjnego określenia zakresu i podziału ryzyk. W takich projektach kluczowe znaczenie ma dobre przygotowanie postępowania i współpraca zamawiających z rynkiem oraz specjalistami w swoich dziedzinach — ocenia mec. Michał Liżewski, partner w LEGALLY.SMART.

  1. Cena nadal ważna, ale coraz częściej równoważona jakością

Choć cena pozostaje istotnym kryterium, coraz więcej zamawiających świadomie sięga po kryteria pozacenowe. W praktyce oznacza to większą stabilność realizacji kontraktów i mniejsze ryzyko opóźnień czy sporów w trakcie inwestycji.

— Zamawiający coraz lepiej rozumieją, że racjonalny wybór oferty to taki, który zapewnia ciągłość realizacji. W dłuższej perspektywie to rozwiązanie korzystne także dla wykonawców i partnerów rynku — podsumowuje mec. Michał Liżewski.

Rok 2026 zapowiada się jako czas dalszej profesjonalizacji rynku zamówień publicznych. Dla zamawiających będzie to okazja do lepszego planowania inwestycji — zarówno infrastrukturalnych, jak i związanych z bezpieczeństwem — a dla wykonawców do funkcjonowania w bardziej przewidywalnym i konkurencyjnym otoczeniu. Kluczem do sukcesu pozostają dialog z rynkiem, odpowiedzialne planowanie i świadome korzystanie z dostępnych narzędzi prawnych.

Rynek budownictwa modułowego w Polsce: chwilowe spowolnienie i długoterminowy potencjał

Rok 2024 przyniósł chwilowe wyhamowanie rynku budownictwa modułowego w Polsce. Jego wartość spadła o 1,3% – do 4,4 mld zł. Głównie z powodu osłabienia eksportu oraz spowolnienia w budownictwie mieszkaniowym i niemieszkaniowym. Eksperci PMR Market Experts by Hume’s w najnowszym raporcie prognozują jednak odbicie w kolejnych latach. W 2025 r. rynek ma wzrosnąć do 4,6 mld zł, a do 2030 r. osiągnąć wartość 7,2 mld zł. Dynamikę wzrostu będą wspierać m.in. poprawiająca się dostępność finansowania kredytowego, rosnące zainteresowanie szybkimi i ekologicznymi metodami budowy oraz postępująca suburbanizacja. 

Prefabrykacja wraca w nowej odsłonie

Budownictwo modułowe staje się coraz atrakcyjniejszą alternatywą wobec tradycyjnych metod. Dzięki skróceniu czasu realizacji inwestycji, wyższej jakości prefabrykatów oraz coraz większej różnorodności rozwiązań, moduły zyskują uznanie zarówno w segmencie jednorodzinnym, jak i wielorodzinnym. Rośnie także świadomość inwestorów, a obserwacja zagranicznych trendów, zwłaszcza tych skandynawskich, skraca proces decyzyjny. Coraz więcej klientów indywidualnych decyduje się na modułowe domy, a popyt zagraniczny, zwłaszcza z ten z rynku niemieckiego, wciąż napędza eksport.

Produkcja w Polsce osiągnęła już znaczną skalę, jednak większość produkcji jest eksportowana na rynki rozwinięte, gdzie technologia modułowa jest bardziej doceniana.

Budownictwo modułowe z prognozą 7,2 mld zł do 2030 r.

Po kilku latach dwucyfrowych wzrostów, w 2024 r. rynek budownictwa modułowego nieco wyhamował. Wartość segmentu wyniosła 4,4 mld zł, co oznacza spadek o 1,3% r/r. Przyczyny należy upatrywać m.in. w spowolnieniu sprzedaży eksportowej i ograniczonej dynamice rynku mieszkaniowego.

Według naszych prognoz w 2025 r. wartość rynku wzrośnie do 4,6 mld zł, co oznacza 4,5% wzrost w stosunku do roku poprzedniego. Przyszłość zapowiada się jeszcze bardziej optymistycznie. W latach 2026–2027 przewidujemy wzrost na poziomie 8–10% rocznie, a według naszych danych do 2030 r. rynek osiągnie wartość 7,2 mld zł – mówi Kamila Kabat, Construction Market Analyst w PMR Market Experts/Hume’s Institute. Jak dodaje: Pozytywna dynamika będzie silnie skorelowana z odbudową rynku mieszkaniowego i niemieszkaniowego, a także z końcówką realizacji projektów w ramach KPO. Aktualne portfele zamówień producentów modułów wskazują na wyższy poziom zakontraktowanych projektów w kolejnych latach, co znajduje odzwierciedlenie w odbiciu rynku.

Struktura rynku budownictwa modułowego

Największy udział w rynku mają domy jednorodzinne, których wartość w 2024 r. wyniosła niemal 2,24 mld zł. Dominują drewniane moduły 2D, które są najtańszą alternatywą wobec tradycyjnych technologii. Warto zauważyć, że w ujęciu wartościowym technologie drewniane odpowiadają za największy udział w rynku i stanowią aż 55,6% całego segmentu. Stal odpowiada za 26,6%, natomiast beton i keramzytobeton 17,8%. Ze względu na niższy koszt inwestycji dla inwestorów indywidualnych najbardziej atrakcyjne pozostaje drewno. Beton jest częściej wybierany przez deweloperów i inwestorów realizujących wyższe obiekty wielorodzinne, powyżej czterech kondygnacji.

Budownictwo mieszkaniowe z ograniczonym, ale stabilnym potencjałem

Rynek modułowy jest ściśle powiązany z budownictwem mieszkaniowym, więc dynamika popytu inwestycyjnego oraz decyzji deweloperskich bezpośrednio wpływa na skalę wykorzystania technologii modułowych. W 2024 r. oddano do użytku około 91,1 tys. domów jednorodzinnych, co oznacza spadek o 11,8% w porównaniu z rokiem poprzednim. Jednocześnie liczba nowych pozwoleń i zgłoszeń wzrosła do 101,2 tys., co daje wzrost o 11,7% r/r. Rekordowe ceny materiałów budowlanych oraz niepewność rynkowa ograniczają potencjał wzrostu, jednak czynniki takie jak obniżki stóp procentowych sprzyjają inwestycjom w prefabrykowane domy jednorodzinne.

Jak wskazuje Kamila Kabat: Utrzymująca się luka mieszkaniowa oraz wysoki odsetek przeludnionych gospodarstw domowych (w  2024 r. utrzymał się on wciąż na poziomie 34%, czyli ponad dwukrotnie więcej niż średnia europejska) stwarzają naturalny potencjał dla szybkich i elastycznych rozwiązań, takich jak budownictwo modułowe.

Trendy – szybko, ekologicznie, elastycznie

Eksperci PMR Market Experts by Hume’s podkreślają, że budownictwo modułowe rozwija się w kierunku odpowiadającym oczekiwaniom inwestorów i globalnym trendom. Krótszy czas realizacji przy zachowaniu wysokiej jakości staje się kluczowym czynnikiem konkurencyjnym. Coraz większą rolę odgrywa ekologia i zrównoważony rozwój, a w szczególności ograniczenie odpadów budowlanych, wykorzystywanie drewna i materiałów odnawialnych oraz budowa obiektów niskoenergetycznych i zeroemisyjnych.

Trendy te są wspierane przez suburbanizację. Saldo migracji z miast na przedmieścia pozostaje w Polsce ujemne od 25 lat, wynosząc od 40 do 55 tys. osób rocznie. Niedobór pracowników w budownictwie oraz presja na krótszy czas realizacji inwestycji zwiększają atrakcyjność budownictwa modułowego, co potwierdzają obserwowane zmiany w zachowaniach inwestorów indywidualnych – podkreśla Kamila Kabat.


Unihouse S.A., należąca do Grupy Unibep, to jeden z wiodących polskich producentów budynków modułowych. W swojej fabryce w Bielsku Podlaskim spółka dysponuje zdolnościami produkcyjnymi rzędu 2 000 modułów rocznie, a dzięki nowoczesnym liniom produkcyjnym realizuje obiekty sięgające nawet ośmiu kondygnacji. Gotowe moduły dostarczane są na place budów w Polsce, Norwegii, Niemczech, Szwecji, Danii i na Islandii. Skala tych operacji plasuje Unihouse wśród największych firm europejskiego sektora budownictwa modułowego i stanowi konkretny przykład tego, jak polskie możliwości produkcyjne w tej branży przekładają się na obecność na wymagających rynkach zagranicznych.

Ropa rośnie po miesiącach spadków. Inwestorzy boją się eskalacji w Zatoce Perskiej

0

Ceny ropy rosną i osiągnęły najwyższy poziom od listopada, po tym jak Donald Trump zapowiedział nałożenie 25-proc. ceł na kraje prowadzące handel z Iranem. Brent zbliżył się do ok. 65 dolarów za baryłkę, a notowania ropy WTI przekroczyły 60 dolarów, przy wzrostach w ciągu ostatniego tygodnia o prawie 8 proc. W nadchodzących dniach to właśnie sytuacja w Iranie i rejonie Zatoki Perskiej może silniej wpływać na rynek niż wcześniejsze wydarzenia w Wenezueli. Podobnie jak w przeszłości, napięcia w tym regionie znacznie mocniej odbijają się na cenach ropy, wywołując szybkie i często gwałtowne reakcje inwestorów. Warto być przygotowanym na zwiększoną zmienność na tym rynku.

Po miesiącach spadków ceny ropy znowu rosną. Impulsem była decyzja Donalda Trumpa, który zapowiedział nałożenie 25 proc. ceł na kraje i firmy handlujące z Iranem. Choć szczegóły wciąż pozostają nieznane, rynek odebrał ten ruch jako odpowiedź na narastające napięcia w Iranie, gdzie trwają demonstracje i starcia. To kolejna w tym roku decyzja prezydenta USA, która podnosi nerwowość inwestorów i wzmacnia geopolityczny komponent wycen. Tło ostatnich wzrostów jest jednak szersze, bo poza cały czas narastającym napięciem w rejonie Zatoki Perskiej istotne były także wydarzenia w Wenezueli.

Iran odgrywa dziś szczególną rolę na rynku ropy. Nie tylko jako producent, ale przede wszystkim jako kraj, którego działania mają wpływ na globalne łańcuchy dostaw. Teheran aktywnie wspiera bojówki Huti w Jemenie, które atakują statki handlowe na Morzu Czerwonym. Celem jest destabilizacja szlaków morskich, a to przekłada się na wzrost ryzyka geopolitycznego i tym samym wyższe ceny surowców. Największym zmartwieniem rynku pozostaje jednak Cieśnina Ormuz, kluczowy punkt transportu, przez który przepływa około 20 proc. światowej ropy. Iran regularnie grozi jej zablokowaniem. I choć fizyczne dostawy nie zostały jeszcze zakłócone, sama retoryka wystarcza, by wywoływać wzrosty cen.

Z drugiej strony mamy Wenezuelę, kraj, w którym doszło do dramatycznych zmian. Aresztowanie przez USA Nicolása Maduro oraz powrót amerykańskich wpływów w tym kraju wpłynęły na chwilowe zamrożenie sporu terytorialnego z Gujaną o region Esequibo – bogaty w ropę teren u wybrzeży Ameryki Południowej. To dobra wiadomość dla koncernów takich jak ExxonMobil, które zyskały silne wsparcie polityczne i militarne USA. Krótkoterminowo ryzyko zakłóceń w tym regionie spadło, ale długoterminowo konflikt wciąż wisi w powietrzu. Rozejm ma charakter tymczasowy i nie rozwiązuje głęboko zakorzenionych, historycznych roszczeń. I choć Wenezuela posiada duże zasoby ropy, to obecna sytuacja w tym kraju prawdopodobnie wpływa na rynek znacznie mniej niż kluczowa dla ropy sytuacja w Zatoce Perskiej. Kraje z tego regionu odpowiadają bowiem za jedna trzecią światowej produkcji ropy, podczas gdy Wenezuela za mniej niż 1 proc.

Reasumując, ceny ropy rosną w wyniku napięć wokół Iranu. Sytuacja w tym kraju pozostaje krucha. Zarówno upadek reżimu w Iranie, który mógłby skutkować okresem politycznej niepewności, jak i scenariusz przeciwny, w którym reżim się wzmacnia i odpowiada na amerykańskie cła przez blokadę lub ograniczenie przepływu ropy przez Cieśninę Ormuz, mogą wywołać dużą zmienność na rynku. Wpływ tych wydarzeń może być w najbliższym czasie znacznie istotniejszy niż wcześniejsze wydarzenia związane z Wenezuelą. Nie ma wątpliwości, że mamy szczególnie napięty i bogaty w wydarzenia początek 2026 roku, w dużym stopniu kształtowany przez politykę Donalda Trumpa. A w rezerwie pozostają jeszcze kolejne źródła globalnych napięć – narastający spór o Grenlandię, bliska nam wojna w Ukrainie, a także pozostająca w cieniu wydarzeń, ale jakże istotna, rywalizacja USA – Chiny.

Wizz Air testuje komfort bliski klasie biznes

Czy w tanich liniach lotniczych można podróżować wygodnie, niemal jak w klasie biznes? Wizz Air sprawdza to w praktyce, wprowadzając nową usługę WIZZ Class. Dzięki niej pasażer otrzymuje swój fotel oraz wolne miejsce obok, więcej przestrzeni na nogi, napój i przekąskę. To propozycja dla osób, które chcą komfortu klasy biznes, ale nie chcą płacić wysokich cen tradycyjnych przewoźników.

Jak działa WIZZ Class

Pasażer zajmuje miejsce w pierwszym rzędzie samolotu, które oferuje więcej miejsca na nogi. Jedno z sąsiadujących środkowych miejsc (1B lub 1E) zostaje wyłączone ze sprzedaży, co zapewnia większy komfort i prywatność. Wizz Air zaznacza, że rozwiązanie nie wymaga zmian w układzie kabiny i pozwala zachować jednoklasowy charakter lotów.

Jak skorzystać i ile to kosztuje

Usługa dostępna jest jako dodatek przy rezerwacji biletu, przy wyborze miejsc w pakietach Smart lub Plus. Obejmują one m.in. pierwszeństwo wejścia na pokład oraz bagaż podręczny do 10 kg. Dodatkowo pasażer otrzymuje bezpłatny napój i przekąskę.

Cena WIZZ Class jest dynamiczna – zależy od popytu, dostępności miejsc, trasy i terminu rezerwacji. Zaczyna się od około 50 euro, ale może być wyższa przy dużym zainteresowaniu.

Na jakich trasach dostępna jest usługa?

Na razie WIZZ Class dostępna jest tylko na wybranych trasach: Budapeszt, Bukareszt-Otopeni, Warszawa, Londyn-Luton, Londyn-Gatwick i Rzym-Fiumicino. Wizz Air zaznacza, że to pilotażowy program, prowadzony na najbardziej obciążonych lotniskach.

Dlaczego Wizz Air wprowadza WIZZ Class

Linia tłumaczy, że nowa usługa odpowiada na rosnące zainteresowanie podróżami służbowymi. Coraz więcej pasażerów oczekuje więcej przestrzeni i szybszej obsługi, ale nie chce płacić cen klasy biznes u tradycyjnych przewoźników.

WIZZ Class – kompromis między tanim lotem a komfortem biznesu

Ekspert ds. praw pasażerów z AirCashBack podkreśla, że WIZZ Class to przykład rosnącego trendu w branży, gdzie tanie linie oferują rozwiązania pośrednie między standardowym miejscem a klasą biznes.

Wolny fotel obok i więcej miejsca na nogi naprawdę zmienia komfort podróży, zwłaszcza na dłuższych trasach. Pasażerowie mają więcej miejsca do pracy, odpoczynku lub po prostu swobody ruchu. Dla osób podróżujących służbowo lub często na długie trasy, to duże udogodnienie – mówi ekspert.

Dodaje, że warto pamiętać o zasadach tanich linii – WIZZ Class nie zmienia ograniczeń dotyczących bagażu, odprawy ani praw pasażerów przy opóźnieniach i odwołaniach lotów. Usługa pozwala połączyć przyzwoity komfort z korzystną ceną – podkreśla specjalista.

Upomnienie od Prezesa UODO dla prezesa i dyrektora sądu. Powodem błędy przy udostępnianiu informacji publicznej

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych stwierdził poważne nieprawidłowości w zakresie ochrony danych osobowych w Sąd Rejonowy Lublin-Zachód. Sprawa miała swój początek w incydencie naruszenia ochrony danych, do którego doszło podczas realizacji wniosku o dostęp do informacji publicznej. W jego następstwie ujawniono systemowe braki w obszarze zarządzania bezpieczeństwem danych, w tym brak prawidłowej analizy ryzyka oraz niewdrożenie kompleksowej polityki ochrony danych zgodnej z RODO.

Nadmiarowe udostępnienie danych osobowych

Do naruszenia doszło w związku z udostępnieniem informacji publicznej dotyczącej sędziów oraz lekarzy i psychologów dopuszczających ich do wykonywania zawodu. Sąd przekazał wnioskodawcy plik arkusza kalkulacyjnego, który – oprócz danych objętych wnioskiem – zawierał dodatkowe arkusze z informacjami wykraczającymi poza jego zakres. W efekcie ujawniono m.in. oznaczenia wydziałów, numery PESEL, adresy zamieszkania lub pobytu sędziów, daty urodzenia oraz daty powołania.

Prezes i dyrektor sądu zgłosili naruszenie do Prezesa UODO, co stało się impulsem do przeprowadzenia kontroli w jednostce.

Kontrola UODO i stwierdzone nieprawidłowości

Na polecenie Mirosław Wróblewski w sądzie przeprowadzono kontrolę, a następnie wszczęto postępowanie administracyjne. Ustalono, że przez długi czas nie prowadzono regularnego testowania, mierzenia ani oceniania środków technicznych i organizacyjnych służących bezpieczeństwu przetwarzania danych. Brak tych działań skutkował niewdrożeniem polityki ochrony danych odpowiadającej wymogom RODO.

Choć w sądzie funkcjonowały procedury dotyczące rachunkowości i kadr, nie obejmowały one całości operacji przetwarzania danych, w szczególności w obszarze udostępniania informacji publicznej i anonimizacji danych. Kompleksowa polityka ochrony danych została wdrożona dopiero krótko przed wydaniem ostatecznej decyzji Prezesa UODO.

Brak i wadliwość analizy ryzyka

Kontrola wykazała również, że w sądzie przez długi czas w ogóle nie przeprowadzano analizy ryzyka związanego z przetwarzaniem danych osobowych. Gdy analiza została w końcu wykonana, nie spełniała wymogów rozporządzenia ogólnego o ochronie danych. Oznaczało to, że administrator nie posiadał rzetelnej oceny zagrożeń i adekwatnych środków minimalizujących ryzyko naruszeń.

Decyzja Prezesa UODO

W wydanej decyzji Prezes UODO nakazał prezesowi i dyrektorowi sądu dostosowanie operacji przetwarzania danych do przepisów RODO. Obowiązki te obejmują m.in. regularne testowanie, mierzenie i ocenianie stosowanych zabezpieczeń oraz przeprowadzenie prawidłowej, zgodnej z przepisami analizy ryzyka.

Jednocześnie organ nadzorczy uznał, że ze względu na podjęte przez kierownictwo sądu działania naprawcze – w tym wdrożenie polityki ochrony danych i rozpoczęcie prac nad analizą ryzyka – wystarczającą sankcją będzie udzielenie prezesowi sądu oraz dyrektorowi sądu upomnień.

Znaczenie sprawy

Decyzja Prezesa UODO pokazuje, że nawet w instytucjach publicznych o szczególnym statusie brak systemowego podejścia do ochrony danych osobowych może prowadzić do poważnych naruszeń. Sprawa podkreśla również, jak istotne jest regularne testowanie zabezpieczeń, właściwa anonimizacja danych przy udostępnianiu informacji publicznej oraz rzetelna analiza ryzyka jako fundament zgodności z RODO.

Prokuratura Europejska zyska dostęp do danych o oszustwach VAT

Komisja Europejska chce wprowadzić na poziomie wspólnotowym zautomatyzowaną wymianę informacji dotyczących VAT, a także zapewnić dostęp do tych informacji OLAF oraz Prokuraturze Europejskiej. Ta pozornie prosta zmiana o charakterze technicznym może mieć jednak znaczące implikacje dla wszystkich podatników działających w UE. Również firm z Polski.

Dla polskich przedsiębiorców oznacza to konieczność uwzględniania w analizie ryzyk nie tylko polskich organów ścigania, ale także unijnego oskarżyciela, który dysponuje dostępem do danych i narzędzi analitycznych z całej UE.

Nowe uprawnienia dostępu do danych

Komisja Europejska zaproponowała zmianę rozporządzenia Rady (UE) nr 904/2010 – niepozornego aktu prawnego, który reguluje procedury i zasady wymiany informacji dotyczących VAT pomiędzy państwami członkowskimi. Dotychczas wymiana tego rodzaju odbywała się przede wszystkim na wniosek administracji państwa członkowskiego.

Procedury przewidywały także wymianę o charakterze zautomatyzowanym,  niemniej organy zajmujące się zwalczaniem przestępczości VATowskiej na poziomie UE – takie jak Prokuratura Europejska czy OLAF – nie miały do nich łatwego dostępu. Informacje uzyskiwały głównie bezpośrednio od Państw członkowskich, składając do nich stosowne wnioski. To wymagało oczywiście czasu.

W efekcie walka z wyłudzeniami VAT na poziomie organów unijnych była dalece nieefektywna. Często zanim OLAF czy Prokuratura Europejska zebrały odpowiednie informacje, przestępcy zmieniali sposób działania, a ich identyfikacja stawał się w zasadzie niemożliwa. Konsekwencje są oczywiste – duże ubytki budżetowe. Jak szacuje Komisja Europejska, same oszustwa na transakcjach wewnątrzwspólnotowych, w których pojawiał się tzw. „znikający podatnik”, mogły skutkować stratami na poziomie do nawet 33 mld EUR.

Zmiany w rozporządzeniu mają wspomóc organy unii w walce z wyłudzeniami przez zapewnienie platformy do zautomatyzowanej wymiany informacji w zakresie VAT, z której korzystać będą także OLAF i Prokuratura Europejska, jako podmioty zajmujące się zwalczniem przestępczości VATowskiej. Dostęp obejmie szerokie dane w zakresie m.in. transakcji wewnątrzwspólnotowych i nr VAT podatników (system VIES), informacji na temat przywozu zwolnionego z VAT (system SURVEILLANCE) czy informacji dotyczących płatności (system CESOP).

Wzmocniono także Eurofisc – specjalną sieć opartą o łączników z Państw członkowskich, która została powołana do walki z wyłudzeniami VAT. Zmiany mają zapewnić przekazywanie przez odpowiednie osoby z Eurofisc (tzw. koordynatorów dziedzin roboczych) do OLAF i Prokuratury Europejskiej wszelkich analiz i informacji, które związane będą z podejrzeniem popełnienia przestępstwa na gruncie VAT.

Wydaje się, że odpowiednie przygotowanie bazy danych złożonej z wymienianych informacji może być też pierwszym krokiem przed zautomatyzowaniem prowadzonych analiz i wykrywaniem oszustw z wykorzystaniem odpowiedniego oprogramowania czy AI.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wspomniane zmiany to przede wszystkim uderzenie w nieuczciwe firmy i zorganizowane grupy przestępcze zajmujące się wyłudzaniem VAT na terenie całej Unii.

Patrząc jednak na całkoształt zmian i ich potencjalne implikacje nie sposób nie dostrzec jednak, że mogą one mieć duże znaczenie również dla uczcicwych podatników. Sczególnie tych, którzy nieświadomie zostaną uwikłani w łańcuchy wyłudzeń VAT.

Analizy wykonywane na poziomie Eurofisc, a także OLAF czy Prokuratury Europejskiej z dużą dozą prawdopodobieństwa będą bowiem trafiały do akt spraw prowadzonych również przez polskie organy podatkowe czy polską prokuraturę. A dlaczego to ważne?

Przede wszystkim dlatego, że procedowany jest obecnie projekt ustawy z 4 sierpnia 2025 roku o zmianie ustawy – Ordynacja podatkowa oraz niektórych innych ustaw, nr wykazu UD196. W jego ramach zakłada się m.in. zmiany w Kodeksie karnym skarbowym, które potencjalnie mogłyby skutkować tym, że Państwo mogłoby dochodzić na drodze karnoskarbowej zapłaty podatku, który już się przedawnił.

Wszczęcie postępowania, które zainicjuje przykładowo zawiadomienie OLAF, zawierające wspomniane analizy, może nastąpić np. 7 lat po transakcji. Sprawa od strony podatkowej będzie już zatem przedawniona, a przedsiębiorca nie będzie nawet dysponował dokumentami, które jej dotyczą. Pojawia się zatem pytanie jak będzie mógł się wówczas bronić, czy będzie w stanie weryfikować przekazywane polskim organom analizy i informacje przy braku dokumentów (i po takim upływie czasu), a ostatecznie, czy podatnik będzie w stanie wykazywać ich wadliwość. A zatem krótko – czy będzie w stanie efektywnie bronić się w przypadku, gdy dane organów unijnych wskażą na jego zaangażowanie w łańcuch, który przestępcy wykorzystywali do wyłudzania VAT.

Nie sposób też nie wspomnieć, że, jak pokazuje doświadczenie, w ramach wymiany informacji pomiędzy organami podatkowymi różnych krajów niejednokrotnie pojawiają się błędy czy niedopatrzenia. Te finalnie mogą więc przenikać również do analiz, którymi z krajowymi organami dzielić się będzie np. OLAF. Takie błędy mogą również rzutować na sytuację procesową podatnika, a ich wykazanie – przy braku dokumentów – będzie niewątpliwie trudne.

Jeżeli więc planowane zmiany w KKS faktycznie wejdą w życie, pozostaje mieć nadzieję, że polski ustawodawca zaimplementuje w związku odpowiednie mechanizmy gwarancyjne, które pozwoliłyby podatnikowi bronić się w takich przypadkach. Czasu jest jednak na to niewiele – większość zapisów projektowanego rozporządzenia docelowo miałaby zacząć obowiązywać od 1 września 2026 r.

Mandat i organizacja EPPO

EPPO została ustanowiona rozporządzeniem Rady (UE) 2017/1939 na podstawie art. 86 TFUE, jako wyspecjalizowana prokuratura właściwa do ścigania przestępstw naruszających interesy finansowe UE, w tym najpoważniejszych oszustw VAT o charakterze transgranicznym. Właściwość Prokuratury Europejskiej obejmuje m.in. poważne przestępstwa VAT przekraczające próg 10 mln euro, o ile wiążą się z obrotem wewnątrzwspólnotowym między co najmniej dwoma państwami członkowskimi. Próg nie jest określony szczególnie wysoko uwzględniając skalę oszustw VAT wykrywanych w Polsce.

Strukturalnie EPPO działa w modelu dwupoziomowym: na szczeblu centralnym funkcjonuje Kolegium z prokuratorami europejskimi z każdego państwa uczestniczącego, a na szczeblu krajowym – prokuratorzy europejscy delegowani, prowadzący śledztwa w imieniu EPPO na terytorium danego państwa. Taki model ma zapewnić jednocześnie jednolitość praktyki w całej UE oraz możliwość korzystania z lokalnej wiedzy i infrastruktury organów krajowych.

Na poziomie krajowym funkcjonują lub są tworzone biura prokuratorów europejskich delegowanych, przede wszystkim w głównych ośrodkach gospodarczych – w tym w Warszawie i na Górnym Śląsku. To właśnie te jednostki w Polsce będą prowadzić najważniejsze postępowania dotyczące karuzel VAT, przesłuchiwać podejrzanych, podejmować decyzje o zabezpieczeniach majątkowych i wnosić akty oskarżenia do polskich sądów, działając w imieniu EPPO.

Jak EPPO prowadzi śledztwa VAT

W praktyce EPPO koncentruje się na sprawach, w których klasyczne narzędzia organów krajowych okazują się niewystarczające – typowo chodzi o wielopoziomowe karuzele VAT z udziałem dziesiątek spółek w kilku państwach, fikcyjne łańcuchy dostaw i masowe wykorzystywanie pustych faktur. Znane śledztwa, wpisują się w znany schemat: centralny podmiot w jednym państwie, szereg „buforów” w innych, szybki obrót elektroniką, oprogramowaniem czy innymi łatwo zbywalnymi towarami, a na końcu lub w ramach łańcucha znikający podatnik, który nie rozlicza VAT.

Podstawy procesowe – model hybrydowy

Rozporządzenie 2017/1939 kreuje model hybrydowy: EPPO stosuje w pierwszej kolejności własne przepisy proceduralne (np. zasady wszczynania postępowania, podział kompetencji między szczeblem centralnym a delegowanym, zasady współdziałania z Eurojust i OLAF), natomiast w zakresie nieuregulowanym odsyła do prawa krajowego. W Polsce oznacza to stosowanie Kodeksu postępowania karnego w odniesieniu do środków przymusu, terminów, formy czynności procesowych czy środków zaskarżenia, o ile rozporządzenie nie stanowi inaczej.

Istotne z perspektywy obrony są przepisy dotyczące dowodów (art. 37–39 rozporządzenia 2017/1939) oraz gwarancji procesowych podejrzanego – w szczególności prawa do obrońcy, tłumacza, informacji o zarzutach i dostępu do akt. Dopuszczalność dowodu w postępowaniu przed sądem krajowym ocenia się w oparciu o standardy państwa członkowskiego, przy czym rozporządzenie dąży do zapewnienia, aby dowody zebrane w jednym państwie mogły być wykorzystane w innym bez dodatkowych formalności.

Konsekwencje dla polskich podatników

Dla podatników – w szczególności tych działających w obrocie wewnątrzwspólnotowym – rośnie znaczenie ryzyka karuzeli VAT, nawet przy braku własnej intencji przestępczej. Działania EPPO na podstawie uzyskanych danych mogą przyspieszyć identyfikację potencjalnych nadużyć podatkowych.

W efekcie, powstanie sytuacja, w której przedsiębiorca będzie musiał bronić się wobec ustaleń analitycznych organów unijnych, często bez pełnej dokumentacji źródłowej. Może to utrudnić weryfikację poprawności danych i rekonstrukcję rzeczywistego przebiegu zdarzeń, co z kolei może negatywnie wpływać na efektywność obrony i wymusza większy nacisk na bieżące procedury compliance.

Dlatego warto mieć świadomość istnienia EPPO i gwarancji procesowych wynikających z rozporządzeń UE i krajowych przepisów karnych. Ich właściwe wykorzystanie może mieć kluczowe znaczenie w postępowaniu karnym również prowadzonym przez prokuratorów Prokuratury Europejskiej wyposażonych w szersze uprawnienia.

Artykuł Komisji Podatkowej BCC
autorzy: Michał Borowski, Wojciech Pławiak oraz Grzegorz Panek

Barbara Rudziks nową Dyrektor Operacyjną Grupy Dom Development

Grupa Dom Development, lider polskiego rynku deweloperskiego, ma za sobą kolejny rekordowy rok. Intensywny rozwój w ostatnim czasie oraz ambitne plany na przyszłość skłoniły dewelopera do przeglądu funkcjonowania organizacji w celu udoskonalenia procesów oraz wzrostu efektywności i skuteczności działalności operacyjnej. Tym obszarem zajmie się Barbara Rudziks, menadżerka z wieloletnim doświadczeniem, która objęła nową funkcję Dyrektor Operacyjnej Grupy Dom Development.

To dla mnie ogromny zaszczyt, że mogę dołączyć do zespołu Dom Development w randze Dyrektor Operacyjnej. Grupa Dom Development to największy polski deweloper mieszkaniowy, którego wyróżnia nie tylko wysoka jakość obsługi i produktu. W DNA organizacji zaszyte jest nieustanne poszukiwanie sposobów na rozwój, modernizację i jak najlepsze wykorzystanie przewag konkurencyjnych. Tego typu postawa jest mi bardzo bliska, dlatego jestem przekonana, że przed nami świetne perspektywy dalszego dynamicznego wzrostu opartego na zdrowych fundamentach – podkreśla Barbara Rudziks, Dyrektor Operacyjna Grupy Dom Development.

Barbara Rudziks jest ekspertką w zarządzaniu spółkami z branży finansowej, specjalizującą się w transformacji organizacji i doskonaleniu procesów. W latach 2020-2025 zasiadała w Zarządzie Kredyt Inkaso S.A., początkowo w randze Wiceprezeski, a od 2022 roku na stanowisku Prezeski, gdzie przeprowadziła kompleksową przebudowę operacyjną i kulturową, znacząco zwiększając efektywność organizacji, wyniki finansowe oraz wartość spółki. Wcześniej, przez blisko dekadę pełniła funkcję Członkini Zarządu BEST S.A. i odpowiadała za transformację operacyjną spółki, zarządzanie operacjami i rozwój strategiczny. Karierę menadżerską rozpoczęła w GE Money Bank S.A. gdzie przez 11 lat zajmowała się m.in. tworzeniem, rozwojem i zarządzaniem innowacyjnymi kanałami sprzedaży produktów bankowych, a także doskonaleniem procesów operacyjnych. Ukończyła studia na Uniwersytecie Morskim w Gdyni na kierunku Zarządzanie Przedsiębiorstwem.

Bardzo się cieszę na dołączenie Barbary Rudziks do naszego zespołu. Jej angaż potwierdza atrakcyjność Grupy Dom Development dla menadżerów z najwyższej półki. Jestem przekonany, że jej ogromne doświadczenie w obszarze transformacji organizacji pozwoli nam na zwiększenie efektywności naszych działań, przygotuje nas na nowe wyzwania oraz zapewni przemyślany rozwój w kolejnych latach – mówi Mikołaj Konopka, prezes zarządu Dom Development.

Rynek kupującego w segmencie mieszkań luksusowych. Ceny hamują, decyzje się wydłużają

W 2025 r. segment mieszkań premium funkcjonował w warunkach wyraźnie większej ostrożności po stronie popytu. Klienci potrzebują dziś więcej czasu na podjęcie decyzji zakupowej niż jeszcze kilka lat temu – proces, który wcześniej trwał około 1–3 miesięcy, obecnie wydłużył się do 3–6 miesięcy, a w przypadku domów nawet do 6–12 miesięcy. Umacnia się pozycja kupujących. Ceny wciąż rosną, ale w znacznie wolniejszym tempie niż jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Zwiększa się różnica pomiędzy kwotami ofertowymi, a transakcyjnymi. Wybór mieszkań luksusowych jest duży, ale deweloperzy ostrożniej podchodzą do nowych inwestycji i częściej szukają kupujących wśród osób z zagranicy.

Zakupy stały się mniej emocjonalne i bardziej analityczne, a nabywcy coraz częściej porównują nieruchomości z innymi formami lokowania kapitału. Wpływ na to mają zarówno doświadczenia po pandemicznym, skokowym wzroście cen, jak i czynniki geopolityczne, które skłaniają część klientów do dywersyfikacji kapitału poprzez inwestycje zagraniczne lub bardziej płynne instrumenty finansowe.

Rynek kupującego

Rynek wyraźnie przesunął się w stronę rynku kupującego. Widoczna jest znacząca różnica między cenami ofertowymi a transakcyjnymi. Według danych NBP sięga ona nawet 15 proc., co dotyczy nie tylko segmentu premium, ale całego rynku mieszkaniowego. Wzrost cen mieszkań luksusowych wyhamował. Kwoty nadal rosną, jednak w stabilnym i umiarkowanym tempie, na poziomie około 4–5 proc. rocznie, w przeciwieństwie do dwucyfrowych wzrostów obserwowanych w okresie pandemii. Podobne zjawisko dotyczy rynku najmu, gdzie po okresie bardzo silnego popytu, z którym mieliśmy do czynienia zwłaszcza po wybuchu wojny w Ukrainie, właściciele musieli dokonać korekt oczekiwań cenowych, a proces wynajmu wydłużył się. Widać także spadek liczby nowych wniosków i pozwoleń na budowę, wynikający z ograniczonej dostępności gruntów w dużych miastach i wysokich cen działek. Deweloperzy realizują obecnie mniejszą liczbę projektów jednocześnie i ostrożniej podchodzą do kolejnych inwestycji.

Klienci poszukujący mieszkań premium największy wybór mają w Warszawie, gdzie znajduje się 19 projektów z mieszkaniami o cenach przekraczających 35 tys. zł/mkw. Na drugim miejscu znajduje się Trójmiasto, z 9 takimi inwestycjami, następny jest Kraków (7) i Wrocław (3).

Nowa definicja luksusu

Po stronie podaży widoczny jest rozwój projektów stricte premium, które redefiniują pojęcie luksusu. Deweloperzy coraz częściej koncentrują się nie tylko na architekturze i lokalizacji, ale także na komforcie życia, zdrowiu i usługach towarzyszących. Pojawiają się rozbudowane strefy wellness i spa, fitness, baseny, sale do jogi, konsultacje z fizjoterapeutami, usługi concierge czy rozwiązania wpisujące się w koncepcję „miasta 15-minutowego”. Standardem stają się aplikacje dla mieszkańców, a oferta coraz częściej uwzględnia także potrzeby właścicieli zwierząt. Sam atrakcyjny projekt architektoniczny przestaje być wystarczającym wyróżnikiem.

Rozwój rynku w 2026 roku

W ujęciu makro rynek mieszkaniowy w Polsce nadal pozostaje w fazie wzrostowej, wspierany przez napływ firm międzynarodowych oraz pracowników z zagranicy, co szczególnie dotyczy dużych miast. Wyzwaniem pozostaje bardzo niska dzietność, dlatego deweloperzy coraz częściej kierują ofertę również do klientów zagranicznych, przygotowując komunikację w różnych językach. Polska pozostaje „zieloną wyspą” pod względem możliwości inwestycyjnych dla dużych międzynarodowych firm. Coraz więcej
z nich ma tu swoje siedziby i ściąga pracowników z innych krajów, zainteresowanych nieruchomościami premium.

W perspektywie kolejnych miesięcy oczekiwany jest dalszy stabilny, kilkuprocentowy wzrost cen. Obniżki stóp procentowych już przekładają się na wzrost liczby zapytań kredytowych, co może stopniowo zwiększać popyt. Jednocześnie na rynku wtórnym może pojawić się więcej ofert, m.in. ze względu na spadającą rentowność najmu i starzenie się zasobu mieszkaniowego. Liczba ofert sprzedaży jest obecnie bardzo wysoka, a proces sprzedaży wydłużony, co wymusza większą elastyczność cenową. Równolegle rośnie znaczenie sektora PRS i inwestorów instytucjonalnych, którzy kupują całe budynki z przeznaczeniem pod wynajem, odpowiadając na potrzeby klientów, dla których najem pozostaje pierwszym wyborem.

Promocje u deweloperów wymuszają obniżki na rynku wtórnym

Jeszcze nigdy sprzedający mieszkania z drugiej ręki nie rywalizowali tak ostro z deweloperami o uwagę kupujących. Według ekspertów portalu GetHome.pl w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu częściej wybierali oni rynek pierwotny, co przełożyło się na spadek cen na rynku wtórnym.

Zwykle, gdy oferta mieszkań maleje, średnia cena metra kwadratowego rośnie. Rok 2025 był pod tym względem nietypowy. W Warszawie, Krakowie i Wrocławiu mieszkania z drugiej ręki potaniały, mimo kurczącej się oferty – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że grudzień był kolejnym miesiącem spadku liczby unikalnych ofert sprzedaży mieszkań z rynku wtórnego w siedmiu największych metropoliach. Jedynym wyjątkiem były Katowice, gdzie liczba ofert była o 10% większa niż rok wcześniej. W pozostałych miastach rynek wtórny wyraźnie się skurczył. Największy ubytek mieszkań odnotowano we Wrocławiu – o 20%, w Krakowie – o 16%, a w Warszawie – o 12%. W Trójmieście i Poznaniu oferta używanych mieszkań zmniejszyła się o 11 procent, a w Łodzi – o 6 procent.Rynek wtórny-grudzień 2025-oferta-miasta

Równocześnie wzrosła podaż mieszkań na rynku pierwotnym. W Warszawie w grudniu w ofercie firm deweloperskich było o 11% więcej mieszkań niż rok wcześniej. W Łodzi oferta zwiększyła się o 26%, a w Katowicach – o 25% Kraków i Trójmiasto zanotowały wzrost o 21%, Wrocław – o 13%, a Poznań – o 6%.

Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl, zwraca uwagę, że jeszcze rok temu w Warszawie i Wrocławiu oferta deweloperów była znacznie skromniejsza niż na rynku wtórnym, a w Krakowie – porównywalna. W ciągu dwunastu miesięcy role się odwróciły. Obecnie znacznie większy wybór lokali kupujący znajdą na rynku pierwotnym, podobnie jak w pozostałych metropoliach.Rynek wtórny-grudzień 2025-oferta-wtórny i pierwotny

Mało tego, w ubiegłym roku na rynku pierwotnym wzrosła podaż lokali dedykowanych klientom kredytowym – zwykle tańszych. Wprawdzie w statystykach nie widać spadków cen ofertowych, ale to nie znaczy, że przecen nie było.

Na rynku deweloperskim panują obecnie warunki do wojny cenowej, która jest przeciwieństwem otoczenia z lat 2023-2024. Nowe projekty są wprowadzane po nierzadko po niższych cenach niż otaczającej je konkurencji, a niesprzedane mieszkania w trakcie „życia” budowy doznają korekt cenowych, a nie podwyżek. Do tego dochodzą wszechobecne rabaty i promocje – wyjaśnia Jan Dziekoński, Head of Market Insights w portalu RynekPierwotny.pl

W tej sytuacji sprzedający na rynku wtórnym nie mogli sobie pozwolić na podwyższanie cen. Wręcz przeciwnie, wielu zaczęło je obniżać już na etapie ofertowym.

Rynek pierwotny i wtórny są jak naczynia połączone. Większa oferta nowych mieszkań hamowała ceny używanych, a obniżki na wtórnym studziły zapędy deweloperów – dodaje Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl,

Z danych portalu GetHome.pl wynika, że w grudniu w trzech metropoliach średnia cena metra kwadratowego mieszkań z rynku wtórnego była niższa niż przed rokiem: w Krakowie – o 4%, we Wrocławiu – o 2% i w Warszawie – o 1%. Liderem wzrostów było Trójmiasto, gdzie średnia cena metra kwadratowego była w grudniu o 5% wyższa niż rok temu. Wzrosty odnotowano także w Łodzi – o 3%, która wciąż jest najtańszą metropolią oraz w Poznaniu – o 2% i Katowicach – o 1%.Rynek wtórny-grudzień 2025-cena m kw

Ekspert portalu GetHome.pl podkreśla, że w większości metropolii podwyżki średniej ceny metra kwadratowego mieszkań na rynku pierwotnym były dużo wyższe niż na rynku wtórnym, na przykład w Trójmieście odpowiednio 10 procent i 5 procent, a w Poznaniu 5 procent i 2 procent. Wyjątkami były Łódź i Katowice. W obu miastach średnia cena metra kwadratowego mieszkań w ofercie deweloperów utrzymała poziom sprzed roku. Wzrost cen używanych mieszkań Marek Wielgo tłumaczy tym, że w ofercie rośnie odsetek nowych lokali, których w ostatnich latach powstawało tam bardzo dużo. Specyfiką Łodzi i Katowic jest wysoki udział mieszkań w blokach z czasów PRL i starych kamienicach. Dlatego średnia cena metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki jest tam wyraźnie niższa niż nowych. Jednak ta różnica topnieje.Rynek wtórny-grudzień 2025-cena m kw-pierwotny i wtórny

25% ceł za „interesy z Iranem”: geopolityka podbija ropę, rynki liczą ryzyko

Japończycy cieszą się z formy swojej giełdy i równocześnie coraz bardziej martwią o jena, a w tle polityka i impuls fiskalny. Biały Dom nie pozwala na nudę, atak na Fed zarówno osłabia USD, jak i nie pozwala na rozwinięcie tego ruchu. PLN pewny decyzji RPP czeka na wiatr z szerokiego rynku.

O jeny!

Japończycy powrócili z przytupem do długim weekendzie. Wczoraj świętowali tradycyjny Dzień Dorosłych, czyli osiągnięcia dojrzałości, a nowy poziom dojrzałości we wtorek osiągnęła też tokijska giełda. Główny indeks Nikkei po zwyżce o ponad 3% ustanowił nowy historyczny rekord. Aktualna fala umocnienia jest łączona ze spekulacjami o jeszcze większym impulsie fiskalnym ze strony japońskiego rządu. Co więcej, te obietnice mają być głównym motorem kampanii wyborczej premierki Sanae Takaichi. Media spekulują, że chce ona rozpisać wcześniejsze wybory, aby umocnić swoją pozycję w parlamencie. Za przykładem Tokio podążyły Seul i Taipei, których główne indeksy także ustanowiły nowe maksima, a chiński CSI300 INDEX wszedł na 4-letnie szczyty. W odwrotnym kierunku do notowań giełdowych kieruje się JPY. Inwestorzy traktują coraz mocniejsze interwencje słowne ze strony japońskich oficjeli jako kolejny pretekst do spekulacji na jenie. JPY osiągnął historyczną słabość wobec EUR i CHF, a para USD/JPY zbliża się do poziomu 159 JPY. W ten sposób kurs USD/JPY pokazuje nie tylko najsłabszego jena od półtora roku, ale wchodzi w strefę obrony, przed którą rynek ostrzegał japońskie bank centralny i rząd. W najbliższym czasie warto dokładniej przyglądać się wydarzeniom wokół Kraju Kwitnącej Wiśni.

USD w kleszczach, gdzie ucieknie?

Donald Trump nie zwalnia tempa w nowym roku. Po rozpoczęciu dochodzenia przeciw szefowi Fed ogłosił, że ograniczy oprocentowanie kart kredytowych w USA do 10%. Nowe zasady miałyby wejść w życie już 20 stycznia (1 rocznica inauguracji drugiej kadencji prezydenta). Automatycznie pod presją znalazły się banki i wystawcy kart. Dodatkowo Trump zapowiedział nałożenie nowy ceł w wysokości 25% na wszystkie państwa „robiące interesy” z Iranem. W Iranie od wielu dni trwają protesty, które reżim ajatollahów krwawo tłumi. Blokada informacyjna nie pozwala na przekonującą analizę sytuacji w Islamskiej Republice, ale ta niepewność podbija notowania ropy (za baryłkę Brent trzeba płacić powyżej 65 USD, czyli najwyżej od listopada). Skoro przy niepewności jesteśmy, to wróćmy do dolara. Coraz więcej frontów wszelkiego typu, które otwiera Biały Dom, powinno osłabiać „zielonego”. Jednak równocześnie postępująca walka ze wszystkim i wszędzie (Sąd Najwyższy zapewne poczeka z wyrokiem nad cłami, ale za to odbędzie się kolejna rozprawa dotycząca próby usunięcia z Fed gubernatorki Lisy Cook), a już szczególnie z Rezerwą Federalną może odsuwać w czasie obniżki stóp procentowych, co łagodzi straty dolara na forex (kwietniowe cięcie jest już pod dużym znakiem zapytania). Kolejny impuls dla USD może nadejść dziś wraz z amerykańską inflacją za grudzień. CPI w ujęciu rocznym na wynieść 2,7%, ale ekonomiści wskazują na problemy z wiarygodnością tych danych (jako efektem zamknięcia rządu jesienią). Analitycy wskazują, że dopiero odczyt za kwiecień powinien być oczyszczony z tego negatywnego wpływu. Nie mniej dzisiejsza publikacja może stanowić doskonały pretekst do rynkowej rozgrywki. Przed godz. 10 kurs EUR/USD jest przy 1,166 USD, blisko istotnych technicznie poziomów wsparcia.

PLN nie czeka na RPP

Niepewność wokół geopolityki, gospodarki USA i pozycji samego USD w dalszym ciągu doskonale działa na metale szlachetne. Zarówno złoto (4600 USD), jak i srebro (86 USD) są blisko historycznych szczytów. Giełdy w Europie niekoniecznie chcą brać przykład z azjatyckiej sesji, najmocniej rośnie Amsterdam (+0,5%). W Warszawie indeksy lekko pod kreską, WIG20 traci 0,15%. Rynek walutowy oprócz zamieszania wokół JPY zaczyna wtorek raczej na spokojnie, dobrze radzą sobie skandynawskie korony (chociaż akurat nie wobec PLN). Złoty zgodnie z większością forex wyczekuje impulsu. Kurs euro balansuje na 4,21 PLN, kurs dolara jest blisko 3,61 PLN, kurs franka znajduje się poniżej 4,53 PLN, a kurs funta przekracza 4,86 PLN. Jutrzejsza decyzja RPP (przy spodziewanym utrzymaniu stopy referencyjnej na tym samym poziomie 4%) nie powinna mieć większego wpływu na polskie aktywa.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja CPI.

Prawie 20 proc. wzrost przychodów szacuje Mex Polska w 2025 r.

Grupa Mex Polska S.A., notowany na GPW holding gastronomiczny, przedstawia szacunki skonsolidowanych przychodów za 2025 rok, które wskazują na dalszy dynamiczny rozwój Grupy. Wstępnie przychody mają osiągnąć poziom 127,29 mln zł, co oznacza ponad 19 proc. wzrost w porównaniu do roku poprzedniego. Grupa obecnie posiada i zarządza siecią ponad 60 lokali gastronomicznych, w tym również jednostkami rozwijanymi w nowoczesnym formacie dark kitchen. Koncept ten realizowany jest w ramach marki Spoko Taco, która funkcjonuje w modelu dostawczym w kluczowych aglomeracjach miejskich – we Wrocławiu, Poznaniu oraz Warszawie – stanowiąc istotny element dywersyfikacji kanałów sprzedaży i dalszego skalowania działalności operacyjnej grupy.

Dla porównania, w 2023 roku Grupa Mex Polska osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 95,4 mln zł, a w 2024 roku 106,9 mln zł. Prognozowany wzrost przychodów w 2025 roku potwierdza skuteczność realizowanej strategii rozwoju, obejmującej konsekwentną ekspansję sieci gastronomicznej, optymalizację oferty produktowej oraz dalszą poprawę efektywności operacyjnej.

Konsekwentny utrzymywany dwucyfrowy wzrost przychodów, widoczny w spodziewanych przychodach za rok 2025 jest dowodem stabilności i atrakcyjności modelu biznesowego grupy Mex Polska. Skupiamy się na dalszym rozwoju naszych marek, zwiększaniu wartości dla akcjonariuszy oraz umacnianiu naszej pozycji na rynku gastronomicznym. – Paweł Kowalewski, prezes zarządu Mex Polska SA.

Pod koniec 2025 roku Mex Polska SA poinformowała o porozumieniu ze znaczącym akcjonariuszem spółki – Familiar S.A. SICAV-SIF, na mocy którego ustalono warunki sprzedaży przez Akcjonariusza wszystkich posiadanych przez niego akcji Spółki. Akcje te zostaną nabyte po cenie wyższej od aktualnej ceny rynkowej, ustalonej na poziomie 4,50 zł za jedną akcję. Zgodnie z porozumieniem, Familiar sprzeda Andrzejowi Domżałowi i Pawłowi Kowalewskiemu po 381.650 akcji każdemu, tj. łącznie 763.300 akcji. Transakcja przyczyni się do zwiększenia dostępności akcji Spółki oraz poprawy ich płynności, w szczególności wśród mniejszych i średnich akcjonariuszy.

Ostatni okres w historii działalności grupy był bardzo intensywny: rozszerzono zasięg sieci, odnotowano sukcesywny wzrost przychodów oraz powrót w dalszej części roku do rentowności. Ponadto w listopadzie 2025 r. Zarząd Mex Polska S.A. uchwalił politykę dywidendową, przewidującą wypłatę co najmniej 30% zysku netto za dany rok obrotowy, począwszy od wyniku za 2025 r. Spółka planuje jednocześnie utrzymywać tempo co najmniej sześciu nowych otwarć rocznie, zgodnie z przyjętą strategią rozwoju.

Obecnie sieć grupy kapitałowej Mex Polska S.A. obejmuje ponad 60 lokali gastronomicznych funkcjonujących w ramach ośmiu rozwijanych konsekwentnie konceptów: Pijalnia Drink Bar & Bistro (wcześniej Pijalnia Wódki i Piwa – marka znajdująca się obecnie w procesie modernizacji i repozycjonowania, ukierunkowanym na klientów z Generacji Z), The Mexican, Prosty Temat, Chicas&Gorillas, Pankejk, Spoko Taco, PIZZANOVA oraz Barrio Latino. Dodatkowo w 2025 roku Grupa uruchomiła trzy lokale w formacie dark kitchen pod marką Spoko Taco, dostępne w Warszawie, Wrocławiu oraz Poznaniu.

Wstępne wyniki Żabki za 2025: tempo wzrostu zgodne ze strategią, mocny finisz roku

Wstępne wyniki sprzedażowe i operacyjne Grupy Żabka za 2025 rok – przyspieszenie tempa wzrostu zgodne ze zaktualizowanymi założeniami strategicznymi.  

Zróżnicowana oferta produktowa oraz format precyzyjnie dopasowany do potrzeb klientów umożliwiły osiągnięcie ponadprzeciętnego wzrostu.

Zrównoważona dynamika sprzedaży porównywalnej w poszczególnych kwartałach, pomimo znacznie mniej korzystnych warunków pogodowych – wraz z przyspieszeniem rozwoju sieci – pozwoliły Grupie Żabka osiągnąć bardzo dobrą dynamikę wzrostu. Według wstępnych danych, Grupa w 2025 r. zwiększyła skonsolidowaną sprzedaż do klienta końcowego o 14,2% rok do roku, osiągając poziom 31,1 mld zł. Dynamika LfL w Polsce w 2025 roku wyniosła 5,3%, co pozostaje zgodne z celem Grupy zakładającym średni jednocyfrowy wzrost.  W 2025 r. Grupa zrealizowała ambitny cel otwarcia ponad 1 300 nowych sklepów w Polsce i Rumunii.

W czwartym kwartale 2025 r. sprzedaż do klienta końcowego wzrosła o 14,3% w porównaniu z tym samym okresem 2024 r., osiągając poziom 7,9 mld zł. Sprzedaż LfL w Polsce wyniosła 4,8%  wobec 4,5% w  3Q 2025 r.

Na koniec 2025 r. sieć sprzedaży Grupy Żabka obejmowała 12 339 sklepów, w tym 173 placówki zlokalizowane w Rumunii.

Tomasz Suchański, CEO Grupy Żabka, komentuje:

Zgodnie z zapowiedziami, w 2025 roku Grupa Żabka zrealizowała ambitny plan ekspansji, przyspieszając rozwój i otwierając 1 394 nowe placówki w Polsce i Rumunii. Na koniec 2025 roku sieć Grupy obejmowała już 12 339 sklepów, co umocniło jej silną pozycję jako największego ekosystemu modern convenience w Europie.

Pomimo wyzwań związanych ze znacznie chłodniejszą pogodą – w porównaniu do 2024 roku – Grupa utrzymała tempo wzrostu zgodne z założeniami, co potwierdza, że stworzony przez nas format skutecznie odpowiada na codzienne potrzeby klientów, sprawdza się w zmiennych warunkach i stanowi solidną podstawę do dalszego wzrostu.”

Wzrost w czwartym kwartale i całym 2025 r.

W 2025 r. skonsolidowana sprzedaż do klienta końcowego zwiększyła się o 14,2% rok do roku, osiągając 31,1 mld zł. Wzrost był efektem zarówno dalszej rozbudowy sieci sklepów, jak i wzrostu sprzedaży porównywalnej (LfL). W całym 2025 roku dynamika LfL wyniosła 5,3%, co pozostaje zgodne z celem Grupy zakładającym średni jednocyfrowy wzrost.

Silną dynamikę like-for-like w tym okresie wspierały zróżnicowany asortyment produktów oraz format sklepów precyzyjnie dopasowany do potrzeb klientów. Pomimo wyzwań związanych ze znacznie chłodniejszą pogodą w porównaniu do 2024 roku, elastyczność i koncentracja na kliencie pozwoliły Grupie Żabka osiągnąć znaczący wzrost w kluczowych kategoriach convenience, potwierdzający odporność jej modelu biznesowego.

W samym czwartym kwartale 2025 roku sprzedaż do klienta końcowego w segmencie Ekosystemu Convenience (sklepy Żabka Polska) odnotowała najwyższe kwartalne tempo wzrostu w całym roku, osiągając 13,6% i potwierdzając wyjątkową dynamikę całej sieci. Wzrost ten był przede wszystkim napędzany dalszą rozbudową sieci sklepów, dodatkowo wzmocnioną solidnym wzrostem LfL w sklepach Żabka, który osiągnął poziom 4,8%, czyli był o 0,3 punktu procentowego wyższy od osiągniętego w trzecim kwartale 2025 roku.

Ekspansja sieci w Polsce i Rumunii

W 2025 r., realizując zaktualizowany cel strategiczny otwarcia ponad 1 300 sklepów rocznie, Grupa Żabka uruchomiła 1 394 placówki, w tym 118 w Rumunii, zwiększając liczbę punktów sprzedaży do 12 339 na koniec roku. W samym czwartym kwartale otwarto 267 nowych sklepów.

Spodziewana poprawa marży zgodna z zapowiedziami

Grupa Żabka spodziewa się, że skonsolidowana skorygowana marża EBITDA za cały 2025 r. będzie zgodna z wcześniej komunikowanymi oczekiwaniami. Tym samym Spółka podtrzymuje wcześniejsze cele i przewiduje nieznaczną poprawę marży rok do roku, w kierunku górnej granicy docelowego przedziału 12–13%.Podsumowanie wstępnych wyników za 4Q2025 i 2025 rok

Podsumowanie wstępnych wyników za 4Q2025 i 2025 rok
2025 2024 4Q 2025 4Q 2024
Skonsolidowana sprzedaż do klienta końcowego, w mld PLN (1) (dane niebadane), w tym:

Ekosystem Convenience

Nowe Silniki Rozwoju


31,14

29,60
1,54

 

27,28

 

26,17

1,11


7,87

7,46
0,41

 

6,89

 

6,56

0,33

Wzrost sprzedaży porównywalnej (LfL) 5,3% 8,3% 4,8% 7,1%
Nowo uruchomione sklepy 1 394 1 166 267 169
Liczba sklepów na koniec okresu

w tym Rumunia

12 339
173
11 069

60

Sprzedaż do klienta końcowego jest definiowana jako łączna sprzedaż realizowana przez obydwa segmenty sprawozdawcze, czyli Ekosystem Convenience (obejmuje działalność wszystkich sklepów Żabka Polska i działalność w zakresie nieruchomości bezpośrednio związaną z działalnością sklepów) i Nowe Silniki Rozwoju (obejmuje biznesy cyfrowe oraz działalność w Rumunii). Sprzedaż do klienta końcowego nie jest tożsama ze skonsolidowanymi przychodami ze sprzedaży, natomiast stanowi kluczowy wskaźnik wyników, odzwierciedlający siłę komercyjną modelu biznesowego Grupy. Wskaźnik ten jest powszechnie stosowany przez inwestorów i analityków do oceny wyników spółek działających w sektorze sprzedaży detalicznej artykułów spożywczych.

Zaprezentowane w niniejszej informacji prasowej dane mają charakter wstępny i opierają się na bieżących oczekiwaniach co do przyszłych wydarzeń. Rzeczywiste wyniki mogą różnić się od wyników wyrażonych lub sugerowanych w powyższych stwierdzeniach. Ponadto część prezentowanych danych może podlegać weryfikacji przez biegłego rewidenta. O ile nie będą tego wymagać obowiązujące przepisy prawa, Grupa Żabka nie przyjmuje obowiązku aktualizowania informacji zawartych w niniejszej informacji prasowej.

Nowa ofensywa celna Trumpa

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił nałożenie 25-procentowych ceł na towary pochodzące z krajów utrzymujących relacje handlowe z Iranem. Decyzja weszła w życie natychmiast i może poważnie wpłynąć na stosunki gospodarcze USA z takimi państwami jak Indie, Turcja czy Chiny. Działanie to ma na celu zwiększenie presji na władze w Teheranie, które zmagają się z nasilającą się falą protestów społecznych.

Choć Trump nie ujawnił szczegółów dotyczących zakresu nowych ceł, sugerowane objęcie nimi również produktów z Chin może podważyć wcześniejsze porozumienie handlowe zawarte z prezydentem Xi Jinpingiem. W przypadku Indii, mimo że ich obecny handel z Iranem nie jest znaczący, punktem zapalnym może okazać się port Chabahar, wykorzystywany przez New Delhi jako alternatywna trasa transportowa omijająca Pakistan.

W kontekście zaostrzającej się sytuacji wewnętrznej w Iranie, Trump zapowiedział możliwość podjęcia działań militarnych w przypadku dalszego tłumienia protestów przez reżim. W nieoficjalnych kręgach rozważane są różne scenariusze ewentualnego ataku, także na cele niemilitarne. Prezydent przekazał, że Iran wyraził chęć rozmów, jednak nie podano żadnych szczegółów dotyczących kontaktu.

Na tle narastających napięć w Zatoce Perskiej oczekiwane jest orzeczenie amerykańskiego Sądu Najwyższego w sprawie zgodności globalnych ceł Trumpa z prawem. Decyzja sądu może znacząco ograniczyć możliwość dalszego stosowania podobnych środków w przyszłości, a jej skutki mogą mieć wpływ nie tylko na politykę handlową, ale również na relacje geopolityczne w regionie. Tymczasem ropa Brent od wczorajszego poranka wzrosła o ponad 2% i testuje 64.60 USD za baryłkę, co czyni ją najdroższą od listopada ubiegłego roku.

Czy nowe przepisy dotyczące warunków technicznych budynków wpłyną na ceny mieszkań?

Jak duży wpływ na proces budowlany będzie miała nowelizacja rozporządzenia o Warunkach Technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki, która ma wejść w życie we wrześniu br.? Co wprowadzane zmiany oznaczają dla sektora? Jak nowe wytyczne wpłyną na ceny mieszkań? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę, Wrocław i Łódź w Grupie Robyg

Nowelizacja Warunków Technicznych, która ma wejść w życie we wrześniu br. będzie miała bardzo istotny wpływ na cały proces budowlany. Skala zmian, jakie wprowadzają nowe przepisy, jest największa od wielu lat. Obejmuje, zarówno wymagania dotyczące efektywności energetycznej i izolacji, jak i bezpieczeństwa pożarowego, akustyki, dostępności oraz wyposażenia budynków w rozwiązania proekologiczne, takie jak instalacje OZE czy punkty ładowania. To oznacza, że projektowanie i realizacja inwestycji staną się bardziej złożone, a standard techniczny nowych budynków wyraźnie wzrośnie.

Z punktu widzenia sektora, zmiany te mają dwojaki charakter. Z jednej strony zdecydowanie podnoszą jakość przyszłego budownictwa, budynki będą bardziej energooszczędne, trwalsze, cichsze i lepiej dostosowane do potrzeb starzejącego się społeczeństwa. Z drugiej jednak strony niosą ze sobą znaczący wzrost kosztów realizacji projektów. Wzrost wymogów dotyczących materiałów, instalacji czy standardów wykonawstwa przełoży się na wyższe koszty budowy, co w naturalny sposób będzie skutkować wzrostem cen mieszkań, zwłaszcza w segmencie nowych inwestycji. Część deweloperów już sygnalizuje, że wprowadzenie nowych regulacji może wymagać rewizji harmonogramów i opłacalności części projektów.

Najbardziej odczuwalne będą zmiany związane z obowiązkowymi udogodnieniami, takimi, jak windy w budynkach wielorodzinnych oraz z podwyższonymi standardami izolacyjności i bezpieczeństwa pożarowego. To elementy, które nie tylko poprawią komfort użytkowników, lecz także znacząco zwiększą koszt jednostkowy każdego metra kwadratowego. W efekcie sektor może czekać pewna segmentacja. Projekty wyższej jakości zyskają przewagę konkurencyjną, natomiast inwestycje o charakterze ekonomicznym mogą być trudniej realizowane.

Czy wszystkie zmiany są potrzebne i uzasadnione? W dużej części tak. Podwyższanie standardów energetycznych, bezpieczeństwa i dostępności to kierunek zgodny z europejskimi trendami i wymaganiami klimatycznymi. Wątpliwości budzi natomiast tempo oraz skala obciążeń finansowych nakładanych na branżę w krótkim okresie. Zbyt szybkie wdrożenie wielu kosztownych wymogów jednocześnie może prowadzić do ograniczenia podaży nowych mieszkań i wzrostu ich cen ponad naturalny poziom rynkowy.

Podsumowując, nowe Warunki Techniczne 2026 oznaczają jakościowy krok naprzód dla polskiego budownictwa, ale jednocześnie stanowią wyzwanie dla deweloperów i wykonawców. W krótkiej perspektywie wpłyną na wzrost kosztów budowy i cen mieszkań, natomiast w długiej mogą przyczynić się do powstania bardziej nowoczesnego, trwałego i energooszczędnego zasobu mieszkaniowego w Polsce.

Sebastian Bieńkowski, dyrektor Działu Inwestycji Nickel Development

Nowelizacja rozporządzenia o Warunkach Technicznych (WT), która ma wejść w życie we wrześniu br. znacząco przełoży się na cały proces budowlany. Wynika to przede wszystkim z konieczności dostosowania krajowych przepisów do unijnych norm efektywności energetycznej, wymogów podnoszących jakość życia i dostępność budynków, a także z aktualizacji regulacji przeciwpożarowych, które mają realnie zwiększyć poziom bezpieczeństwa użytkowników.

Wśród zmian szczególnie wysoko oceniam te dotyczące przystosowania garaży i piwnic do pełnienia funkcji miejsc doraźnego schronienia ludności. To rozwiązania, które wzmacniają ochronę mieszkańców i nadają projektom dodatkową wartość użytkową.

Oczywiście nowe przepisy będą wymagały modyfikacji, zarówno w bieżących projektach, jak i w doborze materiałów, jednak nie postrzegamy tych działań jako obciążających. To naturalny krok w stronę oczekiwanej transformacji energetycznej, wspierającej zrównoważony rozwój i wyższą efektywność budynków.

Należy natomiast liczyć się z tym, że wdrożenie nowych regulacji przełoży się na wzrost kosztów realizacji inwestycji, a w konsekwencji na wyższe ceny mieszkań. Szacujemy, że będzie to wzrost rzędu kilku procent.

Renata Mc Cabe – Kudla, Country Manager w Grupo Lar Polska

Nowelizacja Warunków Technicznych 2026 wprowadza istotne zmiany, wyższe standardy akustyczne, bardziej rygorystyczne wymagania energetyczne, dodatkowe wymogi dla placów zabaw oraz surowsze przepisy przeciwpożarowe.

Te regulacje podniosą koszty budowy ze względu na droższe materiały, bardziej złożone instalacje i wyższy standard wykończenia, co przełoży się na ceny mieszkań. Zaznaczamy, że jednocześnie poprawią bezpieczeństwo i komfort użytkowania. Warto pamiętać, że założenia mogą jeszcze ulec zmianie.

Magdalena Wrona, Head of Design w Archicom

Nowelizacja rozporządzenia o Warunkach Technicznych, planowana na wrzesień br. nie powinna mieć istotnego wpływu na proces realizacji naszych inwestycji, wzrost cen mieszkań ani znacząco zmieniać modelu projektowania, który już dziś opiera się na wysokich standardach bezpieczeństwa i jakości. Wiele z proponowanych zapisów, takich jak ograniczenie stosowania ostrych zakończeń ogrodzeń czy część wymagań funkcjonalnych już teraz znajduje odzwierciedlenie w praktyce projektowej Archicom.

Potencjalnie największe znaczenie dla sektora mogą mieć zmiany dotyczące zwiększonych wymagań w zakresie odporności pożarowej elewacji oraz podniesienia parametrów akustycznych przegród, ponieważ mogą one wpływać, zarówno na rozwiązania techniczne, jak i koszty realizacji. Na obecnym etapie trudno jednak precyzyjnie oszacować skalę tego wpływu. Mówimy bowiem o projekcie przepisów, który może jeszcze ulec modyfikacjom w toku procesu legislacyjnego.

Mariusz Gajżewski, Head of Sales, Marketing and Communication BPI Real Estate Poland

Planowana nowelizacja wprowadzi szereg istotnych zmian, m.in. zwiększenie dostępu do światła dziennego w mieszkaniach, większe odstępy między budynkami oraz bardziej restrykcyjne wymogi dotyczące efektywności energetycznej. Regulacje te niewątpliwie podniosą jakość nowo powstających inwestycji i standard życia mieszkańców, jednak w praktyce mogą przełożyć się na wzrost kosztów budowy oraz ograniczenie możliwości zabudowy działek. W efekcie prawdopodobnym skutkiem będzie wzrost cen mieszkań na rynku pierwotnym.

W przypadku naszych realizacji nie przewidujemy negatywnego wpływu tych zmian. Projekty BPI Real Estate Poland są planowane w sposób świadomy i zrównoważony. Nie zakładamy maksymalnego wykorzystania działek pod kątem PUM-u, ponieważ priorytetem jest dla nas jakość przestrzeni, funkcjonalność układów mieszkań, dostęp do światła naturalnego i komfort mieszkańców. Dlatego nowe regulacje są w naszej ocenie przede wszystkim korzystne i kierują rynek w stronę długoterminowej poprawy standardów.

Uważam, że jest to krok w dobrą stronę, choć część zapisów wymaga jeszcze doprecyzowania w odniesieniu do realiów rynkowych, tak aby wpływ regulacji był zrównoważony, zarówno dla inwestorów, jak i dla mieszkańców.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu, Grupa CTE

Wejście w życie nowelizacji Warunków Technicznych planowane na wrzesień 2026 roku może być jednym z ważniejszych momentów dla rynku mieszkaniowego w Polsce. Z naszej perspektywy to zmiany potrzebne, choć wymagające, które wyraźnie podniosą standard nowego budownictwa, a przez to mogą również zmienić strukturę kosztów i ceny mieszkań. Nie da się ukryć, że nowe wymagania pociągną za sobą wyższe koszty budowy. W branży już mówi się o wzroście kosztów nawet o 10-15 proc., głównie ze względu na droższe materiały (np. lepsza izolacja, materiały ognioodporne), wzmocnione przegrody, bardziej skomplikowaną technologię i dokładniejszy montaż.

Trzeba jednak zauważyć, że nie wszystkie założone w nowym rozporządzeniu rozwiązania przyniosą proporcjonalne korzyści. Oszczędność energii może być minimalna, jeśli poprzednie standardy były już blisko optymalnych. To oznacza, że ceny nowych mieszkań, projektowanych w oparciu o nowe warunki techniczne mogą być wyższe. W zamian nabywcy otrzymają jednak wyższy komfort i dłuższą trwałość budynków mieszkalnych.

Ogólnie oceniamy nowe Warunki Techniczne jako krok w dobrym kierunku. Podnoszenie standardów jakości, bezpieczeństwa, akustyki i energooszczędności to realna odpowiedź na oczekiwania współczesnych nabywców. To także sygnał, że budownictwo mieszkaniowe w Polsce dojrzewa i idzie w stronę budynków bardziej przyjaznych, długowiecznych, komfortowych.

Jednocześnie ważne jest, by nowe przepisy były stosowane z umiarem i rozsądkiem, z uwzględnieniem realnych korzyści dla użytkownika, a nie tylko formalnego „ścigania się” na parametry. Zbyt szybkie i ostre zaostrzenia norm mogą podnieść ceny nieruchomości ponad możliwości wielu klientów, bez proporcjonalnej poprawy komfortu.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Tak jak każda taka zmiana, nowelizacja rozporządzenia o Warunkach Technicznych podniesie koszty budowy, a co za tym idzie może wpłynąć na wzrost cen mieszkań.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Nowelizacja przyniesie istotne zmiany w projektowaniu i przygotowaniu inwestycji. Już na etapie koncepcji konieczne będzie bardziej szczegółowe analizowanie zacienienia, odległości, funkcjonalności oraz jakości przestrzeni. Część działek może mieć niższą chłonność, co wpłynie zarówno na kalkulacje deweloperów, jak i na ceny mieszkań. Zmiany mają poprawić jakość zabudowy, choć część zapisów jest zbyt restrykcyjna i może ograniczać podaż.

Tomasz Czuchra, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Nowelizacja Warunków Technicznych, która zacznie obowiązywać jesienią 2026 roku, znacząco wpłynie na proces budowlany przede wszystkim przez konieczność dostosowania dokumentacji, rozwiązań projektowych i technologii do nowych wymagań. Zakres regulacji obejmie m.in. standard przestrzeni wspólnych, efektywność energetyczną i elementy funkcjonalności budynków, co wymagać będzie wcześniejszego planowania i odpowiednich korekt projektowych.

Jednocześnie należy pamiętać, że każde podniesienie standardów oznacza wyższe koszty budowy, a więc finalnie przełoży się na ceny mieszkań. W wielu obszarach zmiany są potrzebne i uzasadnione, szczególnie tam, gdzie poprawiają jakość użytkową czy energooszczędność budynków. Skala regulacji musi być jednak wdrażana z rozwagą, aby nie doprowadzić do ograniczenia podaży lub nadmiernego obciążenia nabywców.

Z punktu widzenia branży nowe wytyczne są impulsem modernizacyjnym, ale wiążą się z koniecznością wcześniejszego planowania i korekt projektowych, co zwiększa czas przygotowania inwestycji. Deweloperzy będą więc musieli uwzględnić te koszty i ryzyka w harmonogramach i kalkulacjach, co sprawia, że ceny mieszkań prawdopodobnie będą stopniowo rosły wraz z wejściem przepisów w życie.

Marcin Laskowski nowym prezesem Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej

W poniedziałek, 12 stycznia 2026 r., odbyło się Nadzwyczajne Krajowe Zgromadzenie Członków Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej (PTEC). Podczas obrad członkowie Towarzystwa podjęli decyzje dotyczące zmian w składzie Zarządu oraz przyznania członkostwa honorowego.

W trakcie Zgromadzenia dokonano wyboru prezesa zarządu PTEC. Na to stanowisko powołano Marcina Laskowskiego, Wiceprezesa Zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej oraz uzupełniono skład zarządu o Mariusza Michałka, Wiceprezesa Zarządu PGE Energia Ciepła. Jednocześnie zarząd PTEC w nowym składzie zdecydował o wyborze wiceprezesa Towarzystwa, którym został Andrzej Gajewski, Prezes Zarządu ORLEN Termika.

Marcin Laskowski, Prezes Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej
Marcin Laskowski, Prezes Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej

Rok 2026 będzie kluczowy dla sektora ciepłownictwa systemowego. To czas wdrażania istotnych regulacji krajowych oraz prac nad dokumentami strategicznymi – zarówno na poziomie krajowym, jak i unijnym – które przesądzą o tempie i modelu transformacji w kolejnych latach. PTEC będzie aktywnie zaangażowane w dialog na poziomie europejskim, bo właśnie teraz zapadają decyzje dotyczące szczegółowych rozwiązań regulacyjnych i mechanizmów finansowania transformacji dostępnych przez najbliższe lata. Naszym celem jest reprezentowanie interesów sektora w sposób merytoryczny i odpowiedzialny, tak aby proponowane regulacje były wykonalne inwestycyjnie i zapewniały bezpieczeństwo dostaw ciepła i energii elektrycznej – podkreślił Marcin Laskowski, Prezes Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej – Jestem przekonany, że PTEC będzie nadal organizacją aktywnie wspierającą sektor i administrację w poszukiwaniu optymalnych rozwiązań transformacyjnych.

Nadzwyczajne Krajowe Zgromadzenie Członków Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej (PTEC) zdecydowało również o przyznaniu członkostwa honorowego – Sławomirowi Krystkowi. Przyznanie członkostwa honorowego PTEC jest wyrazem uznania dla jego zaangażowania w rozwój polskiego ciepłownictwa systemowego oraz integrację środowiska elektrociepłowniczego. Jako pierwszy prezes Towarzystwa oraz współtwórca kluczowych instytucji branżowych odegrał istotną rolę w profesjonalizacji sektora, co znalazło potwierdzenie zarówno w dorobku zawodowym, jak i licznych odznaczeniach państwowych i branżowych. Dzięki ogromnemu doświadczeniu zawodowemu, wiedzy technicznej oraz pomysłowości usprawnił pracę w elektrociepłowniach, całe swoje życie zawodowe wiążąc z energetyką.

Marcin Laskowski zastąpił na stanowisku prezesa zarządu PTEC – Dariusza Marca, który kierował organizacją od czerwca 2024 r.

Marcin Laskowski – Wiceprezes Zarządu ds. Regulacji, PGE Polska Grupa Energetyczna

Absolwent Politechniki Warszawskiej oraz MBA Executive, manager certyfikowany przez International Project Management Association. Od 27 lat specjalizuje się w dziedzinie rozwoju energetyki.

Jako wieloletni dyrektor Departamentu Inwestycji w Polskich Sieciach Elektroenergetycznych koordynował rozwój krajowej sieci elektroenergetycznej a także brał czynny udział w tworzeniu regulacji prawnych dedykowanych energetyce.

Zarządzał m.in. projektem elektroenergetycznym Polska-Litwa współfinansowanym ze środków europejskich oraz budową i rozbudową sieci przesyłowej na EURO 2012.

Przez ostatnie lata w ramach Polskiej Grupy Biogazowej, będącej częścią francuskiego koncernu Total Energies, przygotowywał oraz realizował szereg projektów energetycznych. W Polskiej Grupie Biogazowej pełnił funkcję Prezesa Zarządu spółki PGB Inwestycje, a także Wiceprezesa Zarządu spółki PGB Serwis.

Obecnie pełni funkcję Wiceprezesa ds. regulacji w Polskiej Grupie Energetycznej oraz zasiada w organach zarządczych kilku organizacji branżowych sektora energetycznego. Jako Wiceprezes Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej (PKEE) reprezentuje Polskę w międzynarodowej organizacji Eurelectric. Ponadto zajmuje stanowisko Prezesa Zarządu Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej (PTEC), Wiceprzewodniczącego Polskiego Komitetu Światowej Rady Energetycznej (World Energy Council – WEC), oraz Członka Zarządu Towarzystwa Gospodarczego Polskie Elektrownie (TGPE). Dodatkowo został powołany w skład Komitetu ds. Energii i Polityki Klimatycznej przy Krajowej Izbie Gospodarczej (KIG).

Andrzej Gajewski – Prezes Zarządu ORLEN Termika S.A.

Absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie na kierunku menadżerskim. W latach 2007–2008 uczestnik niestacjonarnych studiów doktoranckich w Kolegium Zarządzania i Finansów SGH.

Posiada 28-letnie doświadczenie zawodowe na stanowiskach kierowniczych w obszarze finansów i zarządzania.

W latach 2004 – 2010 związany z PSE Operator S.A. – jako dyrektor i wiceprezes ds. finansowych, odpowiedzialny za strategiczne projekty energetyczne, w tym „uskarbowienie operatora sieci przesyłowej”, negocjacje umowy na połączenie Polska-Litwa, utworzenie Zarządcy Rozliczeń S.A. – spółki odpowiedzialnej za rozliczenie kontraktów długoterminowych energii elektrycznej.

W latach 2013-2014 Prezes Zarządu PGNiG TERMIKA S.A. W latach 2015-2024 Członek Zarządu Mazowieckiego Funduszu Poręczeń sp. z o.o., spółki udzielającej poręczenia kredytów, pożyczek, leasingów, wadiów przetargowych oraz należytego wykonania umowy.

Pełnił funkcje Przewodniczącego Rady Nadzorczej Spółki PL2012+ (2014-2016), Projekt Warszawa sp. z o.o. (2020-2021) oraz zasiadał w radach nadzorczych spółek PSE Zachód sp. z o.o., Zarządca Rozliczeń S.A., Energia dla Firm sp. z o.o.

Posiada uprawnienia do zasiadania w Radach Nadzorczych Spółek Skarbu Państwa.

Przewodniczący Rady Nadzorczej Elektrociepłowni Stalowa Wola S.A., wiceprezes zarządu Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej i członek zarządu Towarzystwa Gospodarczego Polskie Elektrownie.

Mariusz Michałek – Wiceprezes Zarządu PGE Energia Ciepła

Mariusz Michałek posiada ponad 24 letnie doświadczenie zawodowe w zakresie kreowania, kierowania i zarządzania podległym mu obszarem w przemyśle i energetyce, zarówno w międzynarodowych koncernach, jak i spółkach prawa handlowego z udziałem Skarbu Państwa. W 2024 roku pełnił również funkcję prezesa Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych.

Mariusz Michałek jest absolwentem Wydziału Elektrycznego Politechniki Częstochowskiej. Ukończył również Fakultatywne Studium Przygotowania Pedagogicznego na Politechnice Częstochowskiej, Menedżerskie Studia Podyplomowe w WSB Dąbrowa Górnicza, Podyplomowe Studia w zakresie Prawo Gospodarcze i Handlowe na Uniwersytecie Śląskim oraz studia Executive MBA organizowane przez Instytut Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Uczestniczył także w wielu szkoleniach i seminariach z obszaru zarządzania, finansów, komunikacji i perswazji.

W trakcie kariery zawodowej m.in. ponad 4 lata pracował na stanowisku dyrektora PGE Energia Ciepła Oddziału nr 1 w Krakowie, 6 lat w Grupie Tauron, jako wiceprezes zarządu Tauron Wytwarzanie Serwis oraz jako dyrektor operacyjny – prokurent w Tauron Serwis, 14 lat w Danfoss Poland – części duńskiego koncernu Danfoss w okresie rozwoju sprzedaży oraz produkcji na rynku polskim. Uczestniczył w realizacji inwestycyjnych projektów w energetyce, strategicznych projektów związanych m.in. z poprawą efektywności biznesowej oraz projektów realizowanych w ramach Funduszy norweskich i EOG.

Najlepsze i najgorsze lotniska w Polsce oczami pasażerów. TOP 15 na 2026

Jak wyglądają polskie lotniska oczami pasażerów? Fly4free.pl przygotowało raport, który pokazuje, gdzie podróżnym podróżuje się komfortowo, a które porty wciąż sprawiają problemy. Tegoroczny ranking powstał na podstawie opinii pasażerów w Google – i od razu wyłania liderów: najwyższe noty zdobył Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy, a najniższe – Port Lotniczy Modlin, który boryka się z ciasnotą terminala i rosnącą liczbą pasażerów.

W raporcie znajdziesz nie tylko średnie oceny lotnisk, ale też komentarze eksperta ds. praw pasażerów oraz analizę najczęstszych problemów, takich jak opóźnienia, odwołane loty czy niedogodności na terminalach. To praktyczny przewodnik dla wszystkich planujących podróż samolotem po Polsce w 2026 roku.

Jak powstaje ranking Fly4free.pl

Tegoroczna edycja to trzecia odsłona rankingu, który wyłania zarówno najlepsze, jak i najgorsze lotniska w kraju. Podstawą zestawienia są średnie oceny pasażerów w serwisie Google, w skali od 1 do 5.

W 2026 roku wprowadzono ważną zmianę – brak klasyfikowania lotnisk ex aequo. Jeśli dwa porty uzyskają identyczną ocenę, wyżej plasuje się większe lotnisko, które obsługuje więcej pasażerów. To uwzględnia fakt, że duże lotniska mają trudniejsze zadanie, obsługując tysiące osób każdego dnia.

Najlepsze lotniska w Polsce – podium pasażerów

  1. Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy – 4,4
    Pasażerowie chwalą nowoczesne terminale, przejrzyste oznakowanie i nieskazitelną czystość, zwłaszcza w toaletach. Przestronne poczekalnie to duży plus, choć punktów do ładowania elektroniki wciąż brakuje.
  2. Port Lotniczy Rzeszów-Jasionka – 4,4
    Lotnisko wyróżnia się czystością, funkcjonalnością i miłą obsługą. Plusem jest wygodny dojazd i przystępne ceny parkingów, minusem ograniczona liczba miejsc tuż przy terminalu.
  3. Port Lotniczy Wrocław-Strachowice im. Mikołaja Kopernika – 4,3
    Pomimo modernizacji i czasowego zamknięcia terminali pasażerowie doceniają sklepy, restauracje i sprawną kontrolę bezpieczeństwa. Problemem pozostają kolejki do kontroli paszportowej oraz chaos wywołany przez tanie linie lotnicze.

Najgorzej oceniane lotniska w Polsce

Na końcu zestawienia znajduje się Port Lotniczy Modlin – 3,5, gdzie ciasny terminal nie nadąża za rosnącą liczbą połączeń Ryanair, Wizz Air i Air Arabia. Tymczasowe namioty mają poprawić sytuację do końca 2027 roku.

Nieco wyżej znalazły się Port Lotniczy Szczecin-Goleniów im. NSZZ „Solidarność” – 3,7 oraz Port Lotniczy Katowice-Pyrzowice – 3,7. Niska ocena Katowic wynika głównie z przeciążenia w sezonie wiosenno-letnim w tym licznych opóźnień i odwołań lotów.

Pasażerowie powinni dokumentować opóźnienia i odwołania lotów, zbierać potwierdzenia i korzystać z przysługujących im praw. Tylko wtedy można realnie odzyskać należne odszkodowanie– podkreśla ekspert do prawa pasażerów z AirCashBack.

Opóźnienia i odwołania – nie zawsze wina lotniska

Choć pasażerowie często obwiniają lotnisko za opóźnienia, odwołania czy zagubiony bagaż, w

większości przypadków odpowiedzialna jest linia lotnicza, a nie port lotniczy. To przewoźnik decyduje o odwołaniu lotu, zmianie godziny odlotu lub przekierowaniu pasażerów, a także odpowiada za komunikację z podróżnymi oraz zapewnienie posiłków i ewentualnego zakwaterowania.

Frustracja pasażerów często kierowana jest na lotnisko, ponieważ to tam widzą chaos w terminalu – kolejki, brak informacji lub tłok w poczekalniach. W rzeczywistości większość problemów wynika z decyzji przewoźnika, np. odwołania lotu z powodu problemów technicznych, opóźnień w wcześniejszych połączeniach czy niekorzystnych warunków pogodowych.

Znajomość przysługujących praw pozwala pasażerom skutecznie reagować i dochodzić odszkodowania lub wsparcia ze strony linii lotniczej. Prawa pasażerów są określone w rozporządzeniu UE 261/2004, które gwarantuje m.in.:

  • odszkodowanie w przypadku odwołania lub opóźnienia lotu powyżej 3 godzin,
  • prawo do posiłków i napojów podczas długiego oczekiwania,
  • prawo do opieki i zakwaterowania, jeśli konieczna jest noc na lotnisku lub przymusowa zmiana lotu na następny dzień.

Dzięki znajomości tych zasad pasażerowie mogą nie tylko zminimalizować stres związany z opóźnieniami, ale też skutecznie domagać się rekompensaty – zarówno finansowej, jak i w formie wsparcia na lotnisku, np. w postaci noclegu czy voucherów na posiłki.

Lotniska z największą liczbą problemów

Najwięcej trudności odnotowują:

  1. Port Lotniczy Warszawa-Chopin – przeciążone terminale powodują najwięcej opóźnień.
  2. Port Lotniczy Kraków-Balice im. Jana Pawła II – w sezonie letnim tłok i ograniczona przepustowość generują liczne odwołania.
  3. Port Lotniczy Katowice-Pyrzowice – sezonowy wzrost ruchu i loty czarterowe zwiększają liczbę problemów w okresie wiosenno-letnim.

Znajomość tych danych i praw pasażerów pozwala lepiej przygotować się do podróży i skutecznie domagać się odszkodowania.

Pełny ranking TOP 15 lotnisk w Polsce 2026

Najlepsze lotniska:

  1. Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy – 4,4
  2. Port Lotniczy Rzeszów-Jasionka – 4,4
  3. Port Lotniczy Wrocław-Strachowice im. Mikołaja Kopernika – 4,3
  4. Port Lotniczy Warszawa-Chopin – 4,2
  5. Port Lotniczy Radom-Sadków – 4,2
  6. Port Lotniczy Szymany – 4,2
  7. Port Lotniczy Lublin – 4,1
  8. Port Lotniczy Kraków-Balice im. Jana Pawła II – 4,0
  9. Port Lotniczy Zielona Góra-Babimost – 4,0
  10. Port Lotniczy Łódź-Lublinek – 3,8

Najgorzej oceniane:
11. Port Lotniczy Bydgoszcz-Szwederowo – 3,8
12. Port Lotniczy Szczecin-Goleniów im. NSZZ „Solidarność” – 3,7
13. Port Lotniczy Katowice-Pyrzowice – 3,7
14. Port Lotniczy Modlin – 3,5

Rynek biur 2026. Strategiczny pragmatyzm w inwestycjach

Sektor biurowy wchodzi w okres pogłębionej weryfikacji jakościowej i finansowej. Decyzje, dotyczące nowych projektów, modernizacji czy najmu poparte są teraz bardziej wnikliwymi analizami oraz twardą kalkulacją. W 2026 roku obserwować będziemy nasilanie się tej tendencji.      

Nowa podaż biur w Polsce pozostaje bardzo ograniczona, a liczba realizowanych projektów spadła do najniższych poziomów od lat. Rachunek ekonomiczny nie sprzyja nowym inwestycjom biurowym. Barierą dla ich realizacji są wysokie koszty finansowania i budowy, potęgowane rygorystycznymi wymogami ESG.

Zapytania ofertowe wymagają obecnie określenia twardych danych, jak zużycie energii, ślad węglowy, czy jakość powietrza. Regulacje UE pozostają jednak elastyczne, a terminy i ambicje unijne korygowane, co dodatkowo premiuje twardą kalkulację biznesową nad deklaracje.

W praktyce deweloperzy posiadający atrakcyjne grunty w centrach miast często nie realizują projektów stricte biurowych bez uzupełnienia ich o funkcję mieszkaniową lub usługową. Dla najemców oznacza to mniejszą liczbę adresów stricte biurowych w najlepszych lokalizacjach i dłuższy czas oczekiwania na nową powierzchnię.

W nadchodzącym czasie na  rynek trafiać będą wyłącznie dobrze zaplanowane inwestycje w najlepszych lokalizacjach, z realnym planem komercjalizacji, najczęściej o charakterze wielofunkcyjnym. Deficyt wysokiej jakości powierzchni biurowych, szczególnie odczuwalny w Warszawie, może w dłuższej perspektywie pobudzić aktywność deweloperów, jednak będzie to raczej stopniowa ewolucja niż gwałtowny zwrot.

Znikające biurowce zastępuje mieszkaniówka

Przy obecnych stopach zwrotu, relatywnie niskich czynszach biurowych oraz ograniczonym popycie inwestycyjnym, projekty biurowe nie mogą konkurować z inwestycjami mieszkaniowymi. Deweloperzy wyhamowali ich realizację i częściowo przestawiają się na budowę mieszkań. Powodem są niższe przychody z wynajmu biur w Polsce w porównaniu z rynkami Europy Zachodniej, przy bardziej zbliżonych stopach zwrotu z wynajmu mieszkań. Kapitał wybiera aktywa łatwiejsze do sprzedaży i finansowania, o korzystniejszym profilu ryzyka.

Starsza zabudowa biurowa częściej konwertuje w inne funkcje niż jest modernizowana albo zastępowana nowymi budynkami biurowymi. Przez decyzje inwestorów przemawia czysty pragmatyzm. W wielu wypadkach remonty starszych biurowców są po prostu nieopłacalne, szczególnie jeśli dotyczą budynków energochłonnych, o nieefektywnych układach i w słabych lokalizacjach. Każda złotówka włożona tam w wymianę instalacji czy fasadę nie przełoży się, ani na stawkę, ani na wyższy popyt. W takich sytuacjach należy uczciwie wskazać potrzebę zmiany funkcji lub sprzedaży aktywa, zamiast pudrować wskaźniki. Greenwashing teraz już nie działa.

Sukcesywne wyburzanie starszych biurowców i zastępowanie ich zabudową mieszkaniową prowadzi do stopniowego kurczenia się zasobów biurowych w największych miastach, przede wszystkim w Warszawie. Projekty oparte na przebudowie realizowane są wyłącznie w tych przypadkach, kiedy inwestycje „spinają się”, kiedy liczby jasno pokazują korzyści w postaci niższych kosztów operacyjnych i stabilnej płynności najmu. Tym samym, w 2026 toku przewagę rynkową zyskiwać będą inwestycje z mocnym produktem i hybrydową funkcją.

Dobry adres vs strategiczna ekonomia

Największym zainteresowaniem najemców cieszą się biura w nowoczesnych budynkach w najlepszych lokalizacjach, które utrzymują stabilne, a miejscami lekko rosnące stawki czynszowe. Jednocześnie wybór powierzchni w pozostałych segmentach rynku systematycznie się kurczy. Wyzwaniem staje się w tej chwili, nie tylko znalezienie dużych powierzchni, ale również modułów o średnim metrażu, szczególnie w Warszawie. Dla najemców oznacza to konieczność wcześniejszego inicjowania procesu najmu, na 12–18-miesięcy przed zakończeniem obowiązujących umów.

W obecnych, coraz bardziej wymagających warunkach biznesowych firmy coraz częściej stają przed wyborem pomiędzy topową lokalizacją i przestrzenią w wysokim standardzie a zmodernizowanym budynkiem, oferującym funkcjonalność i akceptowalny komfort w rozsądniejszym budżecie. Kluczowe znaczenie ma tu kompromis biznesowy w horyzoncie 5–7 lat.

W tej sytuacji negocjacje muszą wykraczać szerzej, poza stawkę czynszową i obejmować budżety aranżacyjne, prace pod klucz, harmonogram czynszu oraz elastyczność metrażu, tj. prawo do zwiększania lub zmniejszenia zajmowanej powierzchni w czasie trwania umowy.

Elastyczne modele najmu

W organizacjach coraz liczniej realizowane są scenariusze wspierające trend powrotu pracowników do biur i wdrażane rozwiązania, umożliwiające pracę w biurach rozproszonych w różnych lokalizacjach.

Zwrot ku elastycznym powierzchniom biurowym staje się powszechnym elementem w strategii wynajmu. W siedmiu największych miastach w Polsce ich zasoby wynoszą około 420 tys. mkw., a udział w rynku w Warszawie i Krakowie sięga jedynie 4 proc. To wciąż niewiele w porównaniu z rynkami Europy Zachodniej, gdzie segment flex odpowiada za około 20 proc. zasobów, co wskazuje na spory potencjał wzrostu tego segmentu w Polsce.

Format flex sprawdza się, zarówno przy wejściu na nowe rynki, pracy projektowej i pilotażach, jak i w codziennym funkcjonowaniu zespołów. W 2026 roku wiele organizacji będzie łączyć różne modele biurowe, jednocześnie zwiększając presję na powrót pracowników do biur. Po latach pracy hybrydowej biuro ponownie pełni kluczową rolę w budowaniu relacji, kultury organizacyjnej i efektywnej współpracy. Rosnące znaczenie zyskują przestrzenie wspierające interakcje, dobra akustyka, oświetlenie oraz udogodnienia ułatwiające codzienne funkcjonowanie.

W 2026 roku przewagę zyskają najemcy, którzy przyjmą krótsze horyzonty decyzyjne, postawią na elastyczne umowy i będą gotowi szybko korygować strategię w dynamicznie zmieniających się warunkach rynkowych.

Działy finansowe chcą automatyzacji z AI, lecz brakuje „danych gotowych na AI”

Turbulencje geopolityczne, niedobór talentów i zmiany regulacyjne napędzają wdrażanie sztucznej inteligencji w działach podatkowych i finansowych – wynika z najnowszej edycji międzynarodowego badania EY Tax and Finance Operations. Prawie 9 na 10 (86%) liderów z tych obszarów priorytetowo traktuje wykorzystanie nowoczesnych technologii do analiz predykcyjnych lub automatycznego raportowania. Jednocześnie jak pokazuje badanie – Jak polskie firmy wdrażają AI – nad Wisłą sztuczna inteligencja znacznie rzadziej pojawia się w obszarze finansów (35%) niż ma to miejsce w IT (51%) lub obsłudze klienta (48%).

– Aby utrzymać się na czele i reagować na dynamicznie zmieniające się otoczenie regulacyjne, zespoły finansowe muszą rozwijać swoje modele operacyjne. Działy te pomagają firmom tak przetwarzać dane finansowe, aby były one jasne, zrozumiałe i szybko dostępne dla decydentów. Dzięki temu zarządy przedsiębiorstw mogą wykorzystywać je do szybkiego i precyzyjnego podejmowania strategicznych decyzji – mówi Jerzy Toczyński, Partner w Zespole Sprawozdawczości Podatkowej w Dziale Doradztwa Podatkowego, EY Polska.

W 4. edycji międzynarodowego badania EY – Tax and Finance Operations – wzięło udział 1600 dyrektorów odpowiedzialnych za obszar finansowy i podatkowy Z ich odpowiedzi wynika, że wdrażanie nowoczesnych technologii w działach podatkowych jest utrudnione. Badani oceniają, że ponad połowa (51%) funkcji podatkowych i finansowych jest wciąż na wczesnym etapie dojrzałości w zakresie zarządzania danymi.

Badanie wskazuje również, że firmy mają problem z jakością i ilością danych. Niemal połowa (45%) dyrektorów podatkowych zauważa, że największą przeszkodę w realizacji wizji i celu ich działów stanowi brak możliwości realizacji zrównoważonego planu w zakresie danych, sztucznej inteligencji i technologii.

Rozproszenie informacji to poważna bariera

Ośmiu na dziesięciu (80%) respondentów twierdzi, że niewystarczająca ilość danych gotowych na AI stanowi dla nich największą barierę w rozwoju sztucznej inteligencji w ich organizacjach. Zdaniem 91% respondentów, dane ich organizacji są przechowywane w zbyt wielu silosach, zwłaszcza na lokalnych dyskach twardych.

To wyzwanie widoczny jest także w raporcie EY – Jak polskie firmy wdrażają AI. Wynika z niego, że w 2025 r. 4 na 10 firm ma dane w stanie realnie nadającym się do wykorzystania przez AI – większość organizacji albo widzi konkretne braki jakościowe, albo nie ma jeszcze pełnej wiedzy o stanie swoich zasobów.

W efekcie, w 2025 r. tylko 35% średnich i dużych firm działających nad Wisłą wdrożyło AI w obszarze finansów, który jest szczególnie wrażliwy na kwestie jakości informacji. Sztuczna inteligencja zdecydowanie częściej implementowana jest w działach IT (51%), obsługi klienta (48%), marketingu i analizy rynku (47%) oraz sprzedaży (42%).

Nie są to jedyne ważkie kwestie do rozwiązania. Jedną z kluczowych aspektów wskazanych przez badanie EY – Tax and Finance Operations – jest niedobór talentów. 61% respondentów obawia się osłabienia swoich działów po przejściu na emeryturę starszych specjalistów, a 66% twierdzi, że mniejsza liczba nowych księgowych wchodzących do zawodu będzie miała negatywny wpływ na zaspokojenie potrzeb kadrowych.

– Aby sprostać wyzwaniom związanym z transformacją kadrową, zespoły podatkowe i finansowe powinny wspierać rozwój kompetencji w zakresie analitycznego myślenia, pracy z danymi oraz nowoczesnych technologii. Połączenie doświadczenia obecnych specjalistów z nowymi umiejętnościami pozwoli na skuteczne wykorzystanie potencjału sztucznej inteligencji i zapewni zespołom elastyczność oraz gotowość na przyszłe zmiany – dodaje Jerzy Toczyński.

O badaniu
Tegoroczna edycja badania EY – Tax and Finance Operations – została przeprowadzona w okresie lipiec-wrzesień 2025 r. na grupie 1600 liderów obszarów podatkowych i finansowych. Reprezentowali oni 30 regionów oraz 22 branże gospodarki.

Badanie – Jak polskie firmy wdrażają AI – zrealizowano na zlecenie EY przez CubeResearch wśród 499 polskich firm: 45% działa w produkcji, 33% w usługach, 22% w handlu. 56% respondentów pochodziło z firm średniej wielkości, 44% z dużych. Trzecia edycja została przeprowadzona w ostatnim kwartale 2025 roku.

Dematerializacja akcji – rząd chce przedłużyć „moc dowodową” papierowych akcji. Ekspert ostrzega przed ryzykiem

0

Czy Polska cofa się w walce z praniem pieniędzy? Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło projekt ustawy o zmianie Kodeksu spółek handlowych, którego jeden z kluczowych elementów budzi poważne wątpliwości z perspektywy międzynarodowych standardów przeciwdziałania praniu pieniędzy. Chodzi o przepis art. 28 projektu, który wydłuża moc dowodową papierowych dokumentów akcji o kolejne dwa lata.

Stan prac legislacyjnych

Projekt nowelizacji (druk sejmowy nr 2027) został wniesiony do Sejmu 28 listopada 2025 roku i przechodzi przez proces legislacyjny w przyspieszonym tempie. Po skierowaniu do I czytania 2 grudnia 2025 roku, projekt został rozpatrzony na posiedzeniu Sejmu 17 grudnia 2025 roku, a już następnego dnia Komisja Nadzwyczajna do spraw zmian w kodyfikacjach przedstawiła sprawozdanie (druk nr 2087). Projekt oczekuje obecnie na II czytanie i głosowanie.

Ekspresowe tempo prac legislacyjnych wynikać ma z konieczności wejścia ustawy w życie ustawy przed 1 marca 2026 roku. Tego dnia bowiem wygasa — zgodnie z obowiązującymi przepisami — możliwość posługiwania się papierowymi dokumentami akcji w celu wykazania praw udziałowych wobec spółki. Kluczowy przepis nowelizacji (art. 28 projektu) wchodzi w życie 28 lutego 2026 roku, dosłownie dzień przed tym terminem, przedłużając tę możliwość o kolejne dwa lata. Pozostałe przepisy nowelizacji wejdą w życie dopiero po upływie 12 miesięcy od ogłoszenia ustawy.

Tak przyspieszone procedowanie ogranicza możliwość pogłębionej debaty parlamentarnej i refleksji nad najbardziej kontrowersyjnymi elementami projektu — w tym nad pytaniem, czy przedłużanie okresu funkcjonowania papierowych akcji jest właściwą odpowiedzią na problem ich niezarejestrowania.

Papierowe akcje jako instrument ukrywania majątku

Zanim przejdziemy do analizy szczegółowych rozwiązań projektu, warto zatrzymać się nad fundamentalnym pytaniem: czemu właściwie służą papierowe dokumenty akcji, które nie zostały zarejestrowane w elektronicznym rejestrze akcjonariuszy niemal pięć lat po wejściu w życie obowiązku dematerializacji?

Brak rejestracji nie jest stanem neutralnym. Dla akcjonariusza oznacza niemożność wykonywania praw korporacyjnych — głosowania na walnych zgromadzeniach, otrzymywania dywidendy, uczestniczenia w podwyższeniu kapitału. Dla zarządu spółki niewykonanie obowiązku zawarcia umowy o prowadzenie rejestru wiąże się z odpowiedzialnością karną i groźbą grzywny. Obie strony ponoszą więc realne koszty. Trudno zakładać, że taki stan rzeczy utrzymuje się przez pięć lat przypadkiem — wskutek zwykłego niedbalstwa czy niewiedzy.

Racjonalna analiza prowadzi do odmiennego wniosku: znaczna część niezarejestrowanych akcji pozostaje poza rejestrem na skutek świadomej decyzji ich posiadaczy. Decyzji, która — mimo formalnych niedogodności — przynosi konkretną korzyść: anonimowość.

Zarówno akcje na okaziciela, jak i papierowe akcje imienne stanowią od lat skuteczne narzędzie ukrywania majątku. Cele mogą być legalne — ochrona prywatności, dyskrecja w sprawach rodzinnych. Mogą być też nielegalne — pranie pieniędzy, unikanie egzekucji, ukrywanie aktywów przed wierzycielami lub organami podatkowymi.

W tym świetle wydłużenie okresu przejściowego nabiera innego znaczenia. Służy nie tylko ochronie akcjonariuszy pokrzywdzonych bezczynnością zarządów spółek. Służy także — a może przede wszystkim — przedłużeniu okresu, w którym papierowe dokumenty akcji mogą pełnić funkcję instrumentu ukrywania majątku.

Mechanizm ryzyka: dlaczego papierowe akcje są problemem

Aby zrozumieć skalę zagrożenia, należy wyjaśnić, w jaki sposób papierowe dokumenty akcji umożliwiają obchodzenie standardów AML. Akcja na okaziciela to fizyczny dokument, w którym spółka emitująca nie rejestruje nazwiska właściciela. Własność określa wyłącznie fizyczne posiadanie papierowego certyfikatu. Przeniesienie własności następuje przez zwykłe wręczenie dokumentu — bez powiadomienia spółki, bez wpisu do jakiegokolwiek rejestru, bez śladu w systemie bankowym. Osoba fizyczna może w ten sposób przenieść majątek o wartości milionów złotych, wręczając kopertę z dokumentami, nie pozostawiając żadnego śladu dla organów podatkowych czy instytucji finansowych.

Ale problem nie ogranicza się do akcji na okaziciela. Również akcje imienne w formie papierowej mogą funkcjonować jako instrumenty quasi-anonimowe, jeśli właściciel podpisze formularz przeniesienia własności, pozostawiając pole nabywcy puste (tzw. blank transfer). Taki dokument może następnie krążyć między kolejnymi posiadaczami, z których żaden nie figuruje w księdze akcyjnej spółki, dopóki ostatni z nich nie zdecyduje się ujawnić swojej tożsamości. Powstaje w ten sposób „okres duchów” — czas, w którym beneficjent rzeczywisty pozostaje niewidoczny zarówno dla spółki, jak i dla regulatora.

Taksonomia ryzyka AML

Organy regulacyjne klasyfikują papierowe dokumenty akcji jako instrumenty wysokiego ryzyka ze względu na trzy kluczowe cechy.Po pierwsze, anonimowość własności. Beneficjent rzeczywisty nie figuruje w żadnym centralnym rejestrze ani w dokumentacji spółki. Banki nie są w stanie zweryfikować statusu UBO (Ultimate Beneficial Owner) względem list sankcyjnych czy baz danych PEP (Politically Exposed Persons).

Po drugie, brak możliwości śledzenia transferów. Zmiany własności następują prywatnie, bez znaczników czasowych i bez świadków. Przestępcy mogą przeprowadzać własność przez wielu „słupów” w ciągu dni, czyniąc ustalenie źródła środków praktycznie niemożliwym.

Model „Panama Papers”

Śledztwa dziennikarskie ujawniły, że akcje na okaziciela były powszechnie wykorzystywane do posiadania rachunków bankowych i nieruchomości. Typowa struktura obejmowała spółkę z Brytyjskich Wysp Dziewiczych lub Panamy (z akcjami na okaziciela) posiadającą nieruchomość w Londynie. Fizyczne certyfikaty akcji przechowywano w sejfie prawnika. Gdy beneficjent rzeczywisty chciał sprzedać nieruchomość, po prostu wręczał certyfikaty akcji nabywcy. Żaden tytuł własności nieruchomości nie zmieniał właściciela, żaden podatek od transakcji nie był płacony, żaden bank nie widział operacji.

Ten sam model funkcjonował – i potencjalnie nadal funkcjonuje – w Polsce w odniesieniu do niezarejestrowanych akcji spółek niepublicznych.

Uzasadnienie ministerstwa

Ministerstwo Sprawiedliwości argumentuje, że wydłużenie terminu jest konieczne dla ochrony akcjonariuszy. Jak wynika z danych zgromadzonych przez projektodawcę, znaczna część spółek niepublicznych nie wykonała obowiązku zawarcia umowy o prowadzenie rejestru akcjonariuszy. Zdarzały się także przypadki zawarcia umowy o prowadzenie rejestru akcjonariuszy bez przekazania niezbędnych dokumentów umożliwiających założenie tego rejestru.

W uzasadnieniu projektu czytamy: „Akcjonariusze zostali pozbawieni możliwości rejestracji posiadanych akcji, dlatego nie powinni ponosić negatywnych konsekwencji działań niezgodnych z przepisami prawa dokonanych przez zarządy spółek.

Ministerstwo wskazuje również na zgłaszane problemy związane z utratą lub zniszczeniem dokumentów akcji. Wobec uchylenia art. 357 k.s.h. nie jest obecnie możliwe wydanie duplikatu dokumentu akcji. Jak wskazuje uzasadnienie projektu: „Jeżeli akcjonariusz nie może skorzystać z uproszczonej formy wykazania swoich praw udziałowych, np. z powodu zniszczenia dokumentu akcji, a nie wystąpił o wydanie duplikatu akcji na podstawie postanowień statutu lub art. 357 § 3 k.s.h. (przed uchyleniem tego przepisu), może jedynie dowodzić swoich praw na drodze sądowej, co wymaga odpowiedniego czasu na przeprowadzenie postępowania”. Argumentacja ta jest zrozumiała i sytuacja akcjonariuszy rzeczywiście pokrzywdzonych przez zaniechania zarządów spółek wymaga zabezpieczenia.

Pytanie jednak brzmi: jaka jest proporcja między akcjonariuszami pokrzywdzonymi a tymi, którzy świadomie pozostają poza rejestrem? I czy właściwą odpowiedzią na problem niewykonania obowiązków przez spółki jest przedłużanie okresu, w którym papierowe dokumenty zachowują jakąkolwiek moc prawną?

Niezdematerializowane akcje jako globalny problem AML

Problem papierowych dokumentów akcji, które nie podlegają rejestracji umożliwiającej identyfikację beneficjenta rzeczywistego, stanowi jedno z najpoważniejszych wyzwań dla globalnego systemu przeciwdziałania praniu pieniędzy. Dlatego międzynarodowy konsensus regulacyjny przesunął się od „regulacji” do „eliminacji” takich instrumentów.

Stanowisko FATF

Financial Action Task Force, międzyrządowa organizacja wyznaczająca globalne standardy przeciwdziałania praniu pieniędzy, od lat identyfikuje akcje na okaziciela jako istotne zagrożenie dla przejrzystości beneficjentów rzeczywistych. Znowelizowana w marcu 2022 roku Rekomendacja FATF nr 24 wymaga od państw podjęcia zdecydowanych działań wobec takich instrumentów. Państwa powinny zakazać emisji nowych akcji na okaziciela oraz wymagać konwersji lub immobilizacji istniejących akcji „w rozsądnym terminie”, który FATF ocenia jako okres około dwóch lat.

Wytyczne FATF z marca 2023 roku precyzują, że kluczowymi cechami akcji na okaziciela są: fizyczna forma dokumentu oraz niemożność ustalenia tożsamości właściciela. Definicja obejmuje również „inne podobne instrumenty bez możliwości identyfikacji właściciela”. FATF wyraźnie podkreśla, że akcje na okaziciela stwarzają zwiększone ryzyko prania pieniędzy i finansowania terroryzmu ze względu na ukrycie tożsamości posiadaczy certyfikatów.

Wymogi Unii Europejskiej

Rozporządzenie UE 2024/1624 w sprawie przeciwdziałania praniu pieniędzy, które wejdzie w życie 10 lipca 2027 roku, zawiera w art. 79 jednoznaczne i surowe wymogi dotyczące akcji na okaziciela, stanowiące część szerszego pakietu środków ograniczania ryzyka wynikającego z instrumentów anonimowych.

Zgodnie z art. 79 ust. 3 rozporządzenia, spółki mają zakaz emitowania akcji na okaziciela. Istniejące akcje na okaziciela muszą zostać przekształcone w akcje imienne, poddane immobilizacji w rozumieniu rozporządzenia (UE) nr 909/2014 lub zdeponowane w instytucji finansowej do dnia 10 lipca 2029 roku.

Kluczowe znaczenie ma mechanizm sankcji przewidziany w rozporządzeniu. W przypadku istniejących akcji na okaziciela, które nie zostały przekształcone, poddane immobilizacji lub zdeponowane do dnia 10 lipca 2029 roku, wszystkie prawa głosu i prawa do podziału zysków związane z tymi akcjami zostają automatycznie zawieszone do czasu ich przekształcenia, immobilizacji lub zdeponowania.

Co więcej, rozporządzenie przewiduje ostateczny termin: wszystkie akcje na okaziciela, które nie zostały przekształcone, poddane immobilizacji lub zdeponowane do dnia 10 lipca 2030 roku, zostają anulowane, co prowadzi do obniżenia kapitału zakładowego o odpowiednią kwotę.

Globalna tendencja do eliminacji

Zdecydowana większość jurysdykcji całkowicie zniosła akcje na okaziciela. Co więcej, nawet tam gdzie akcje na okaziciela pozostają technicznie legalne, napotykają poważne praktyczne ograniczenia. Banki odmawiają otwierania rachunków dla spółek z akcjami na okaziciela ze względu na niemożność prowadzenia ciągłej weryfikacji KYC. Globalny system finansowy jest zbudowany na zasadzie znajomości ostatecznego beneficjenta rzeczywistego każdego rachunku.

Polska reforma z 2019 roku

Na tym tle polska reforma dematerializacyjna z 2019 roku jawiła się jako wzorcowy przykład implementacji międzynarodowych standardów AML — i to w wersji rozszerzonej. Ustawa z dnia 30 sierpnia 2019 roku wprowadziła w Polsce powszechną i obligatoryjną dematerializację wszystkich akcji spółek niepublicznych — zarówno akcji na okaziciela, jak i akcji imiennych. Od 1 marca 2021 roku dokumenty akcji w formie papierowej utraciły moc prawną, a wszystkie akcje muszą istnieć wyłącznie jako zapisy elektroniczne w rejestrach akcjonariuszy prowadzonych przez uprawnione podmioty.

Warto podkreślić, że polska reforma poszła znacznie dalej niż wymogi międzynarodowe, które koncentrują się przede wszystkim na akcjach na okaziciela. Ustawodawca słusznie uznał, że pełna dematerializacja wszystkich akcji — niezależnie od ich rodzaju — najlepiej służy przejrzystości obrotu i identyfikacji beneficjentów rzeczywistych.

Zgodnie z pierwotnym brzmieniem art. 15 ustawy nowelizującej: „1. Moc obowiązująca dokumentów akcji wydanych przez spółkę wygasa z mocy prawa z dniem 1 marca 2021 r. (…) 2. Dokument akcji zachowuje moc dowodową wyłącznie w zakresie wykazywania przez akcjonariusza wobec spółki, że przysługują mu prawa udziałowe, przez okres pięciu lat od dnia wejścia w życie niniejszej ustawy”.

Co istotne, już sama konstrukcja art. 15 ustawy nowelizującej zawierała mechanizm de facto zawieszenia praw korporacyjnych akcjonariuszy niewpisanych do rejestru. Skoro od 1 marca 2021 r. moc obowiązująca dokumentów akcji wygasła, a dokument zachowuje jedynie moc dowodową „wyłącznie w zakresie wykazywania przez akcjonariusza wobec spółki, że przysługują mu prawa udziałowe”, to akcjonariusz nieposiadający wpisu w rejestrze nie może wykonywać praw głosu ani uczestniczyć w zgromadzeniach. Dokument akcji służy więc tylko do legitymowania się w celu uzyskania wpisu do rejestru — nie zaś do bezpośredniego wykonywania praw korporacyjnych.

Polski ustawodawca już w 2019 roku wprowadził zatem rozwiązanie zbliżone do mechanizmu zawieszenia praw rekomendowanego przez FATF i przyjętego następnie w rozporządzeniu UE 2024/1624. Reforma ta realizowała postulaty FATF dotyczące zapewnienia adekwatnych, dokładnych i aktualnych informacji o beneficjentach rzeczywistych.

Jak słusznie wskazuje uzasadnienie projektu nowelizacji: „Reforma pozwoliła na stworzenie jednolitych ram prawnych autonomicznego reżimu obrotu akcjami spółek poza obrotem na rynku zorganizowanym, a także ograniczyła zakres ryzyk związanych z rozporządzaniem papierami wartościowymi. Cele, jakie zakładał prawodawca, niewątpliwie zostały osiągnięte”.

Istota zmiany: wydłużenie mocy dowodowej

Ustawodawca przewidział okres przejściowy: papierowe dokumenty akcji miały zachować ograniczoną moc dowodową przez pięć lat, czyli do 1 marca 2026 roku. W tym czasie akcjonariusze mogli posługiwać się starymi dokumentami wyłącznie w celu wykazania wobec spółki, że przysługują im prawa udziałowe — po to, by ostatecznie zarejestrować swoje akcje w formie elektronicznej.

Projekt nowelizacji wydłuża ten termin do siedmiu lat, przesuwając datę graniczną na 1 marca 2028 roku

W tym kontekście wydłużenie mocy dowodowej papierowych dokumentów akcji o kolejne dwa lata stanowi ruch w kierunku przeciwnym do międzynarodowych standardów — nie dlatego, że wprowadza nową możliwość wykonywania praw z niezarejestrowanych akcji (takiej możliwości i tak nie ma od 1 marca 2021 r.), lecz dlatego, że odsuwa w czasie konieczność ostatecznego rozwiązania problemu akcji pozostających trwale poza rejestrem.

Problem ten jest szczególnie poważny w przypadku niezarejestrowanych akcji na okaziciela. Jak przyznaje sam projektodawca w uzasadnieniu art. 32 projektu: „w przypadku akcji na okaziciela, które nie zostały zarejestrowane, brak jest możliwości identyfikacji uprawnionego akcjonariusza”. Oznacza to, że przez kolejne dwa lata w obrocie mogą funkcjonować instrumenty całkowicie anonimowe — wprawdzie bez możliwości wykonywania z nich praw korporacyjnych, ale wciąż z możliwością legitymowania się nimi wobec spółki i potencjalnego uzyskania wpisu do rejestru.

Rezygnacja z podziału na akcje imienne i na okaziciela

Projekt nowelizacji wprowadza również istotną zmianę systemową — rezygnację z dotychczasowej klasyfikacji akcji na akcje imienne i na okaziciela. Jak wskazuje uzasadnienie: „Obligatoryjna dematerializacja akcji spowodowała, że każda akcja – bez względu na to, czy jest akcją na okaziciela czy akcją imienną – ma status akcji rejestrowej, umożliwiającej identyfikację także akcjonariusza uprawnionego do praw z akcji na okaziciela. Wobec tego utrzymanie obecnej klasyfikacji akcji na akcje imienne i na okaziciela nie ma uzasadnienia”.

Ta zmiana jest logiczną konsekwencją dematerializacji i zasługuje na aprobatę z perspektywy standardów AML. Jednakże projektowany art. 32 przewiduje utrzymanie podziału akcji na imienne i na okaziciela w odniesieniu do akcji, które nie zostały jeszcze zarejestrowane. Uzasadnienie wyjaśnia: „Wynika to z faktu, że w przypadku akcji na okaziciela, które nie zostały zarejestrowane, brak jest możliwości identyfikacji uprawnionego akcjonariusza”.

Należy przy tym zwrócić uwagę na zróżnicowane terminy wejścia w życie tych zmian. O ile wydłużenie mocy dowodowej dokumentów akcji zacznie obowiązywać już 28 lutego 2026 roku, o tyle zniesienie podziału na akcje imienne i na okaziciela nastąpi dopiero po upływie 12 miesięcy od ogłoszenia ustawy. Ta asymetria oznacza, że przez pewien okres będą równolegle funkcjonować dwa reżimy: nowy termin mocy dowodowej papierowych dokumentów oraz dotychczasowa klasyfikacja akcji.

Orzecznictwo: wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie

Warto odnotować, że w orzecznictwie pojawia się już interpretacja przepisów przejściowych korzystna dla akcjonariuszy niewpisanych do rejestru. Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z dnia 20 czerwca 2024 r. (sygn. akt I AGa 91/23), wydanym w sprawie dotyczącej wieloletniego sporu korporacyjnego, w którym powódce bezprawnie odmówiono wpisu do rejestru akcjonariuszy, sformułował istotne tezy dotyczące ochrony praw materialnie uprawnionych akcjonariuszy.

Sąd stwierdził, że dematerializacja dokumentów akcji nie powoduje utraty przez akcjonariusza praw wynikających z akcji: „Regulacja ta jednak nie prowadzi do utraty statusu akcjonariusza i nie pozbawia praw korporacyjnych jak i praw majątkowych (legitymacji materialnej) osoby, której te prawa przysługiwały”. Sąd uznał również, że wpis do rejestru akcjonariuszy ma charakter deklaratoryjny (domniemanie wzruszalne), a akcjonariusz może dowodzić skuteczności nabycia praw akcyjnych także w procesie sądowym.

Jednocześnie sąd apelacyjny podkreślił, że brak wpisu do rejestru akcjonariuszy ma konsekwencje dla legitymacji formalnej. W rozpatrywanej sprawie sąd oddalił apelację w części dotyczącej żądania stwierdzenia nieważności uchwał, uznając, że „nie było więc żadnych formalnych podstaw do zawiadomienia powódki o zwołaniu walnego zgromadzenia akcjonariuszy”. Sąd wskazał jednak, że akcjonariusz materialnie uprawniony, lecz niewpisany do rejestru, może być uznany za „akcjonariusza bezzasadnie niedopuszczonego” w rozumieniu art. 422 § 2 pkt 3 KSH, co otwiera drogę do żądania uchylenia uchwał.

Orzeczenie to pozostaje w złożonej relacji z projektem nowelizacji. Z jednej strony potwierdza, że akcjonariusze materialnie uprawnieni nie tracą swoich praw wskutek braku wpisu do rejestru i mogą dochodzić ochrony na drodze sądowej. Z drugiej strony pokazuje, że droga sądowa jest skomplikowana i czasochłonna — sprawa, której dotyczy wyrok, toczyła się latami i nadal nie została ostatecznie rozstrzygnięta.

Z perspektywy standardów AML ścieżka sądowa może być jednak preferowana, gdyż nie wymaga przedłużania okresu funkcjonowania w obrocie papierowych dokumentów akcji, w tym potencjalnie anonimowych akcji na okaziciela — choć należy mieć świadomość, że stawia ona przed pokrzywdzonymi akcjonariuszami znacznie wyższe wymagania dowodowe i proceduralne.

Polska regulacja a model unijny

Porównanie polskiej regulacji z 2019 roku z rozporządzeniem UE 2024/1624 ujawnia istotne podobieństwo konstrukcyjne. W obu przypadkach zastosowano dwuetapowy mechanizm: najpierw zawieszenie możliwości wykonywania praw korporacyjnych z niezarejestrowanych akcji, a następnie — w modelu unijnym — ich anulowanie po upływie ostatecznego terminu.

Polska regulacja art. 15 ustawy nowelizującej już od 1 marca 2021 r. realizuje pierwszy etap tego mechanizmu. Wygaśnięcie mocy obowiązującej dokumentów akcji przy jednoczesnym zachowaniu jedynie ograniczonej mocy dowodowej oznacza, że akcjonariusz niewpisany do rejestru nie może wykonywać praw głosu ani praw majątkowych — może jedynie wykazywać wobec spółki, że przysługują mu prawa udziałowe, w celu uzyskania wpisu. Jest to funkcjonalny odpowiednik zawieszenia praw przewidzianego w art. 79 ust. 3 rozporządzenia UE.

Kluczowa różnica polega na tym, że rozporządzenie UE przewiduje drugi etap — automatyczne anulowanie niezarejestrowanych akcji po 10 lipca 2030 roku. Polska regulacja takiego mechanizmu nie zawiera. Zamiast przejść do kolejnego etapu i wprowadzić ostateczny termin z sankcją anulowania, projekt nowelizacji wydłuża okres przejściowy, odsuwając w czasie moment, w którym trzeba będzie zmierzyć się z problemem akcji trwale pozostających poza rejestrem.

Ryzyko dla ratingu AML Polski

W kontekście cyklicznych ewaluacji Polski przez MONEYVAL (Komitet Ekspertów Rady Europy ds. Oceny Środków Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy) wydłużenie mocy dowodowej papierowych akcji może zostać odczytane jako osłabienie reżimu przejrzystości beneficjentów rzeczywistych.

Ewaluatorzy MONEYVAL oceniają nie tylko literę prawa, ale również jego skuteczność w praktyce. Fakt, że znaczna część spółek nie wykonała obowiązku dematerializacji, a odpowiedzią państwa jest przedłużenie okresu przejściowego zamiast wprowadzenia ostatecznego terminu z sankcją anulowania, może być interpretowany jako słabość systemu.

Wytyczne FATF podkreślają, że ewaluacje wzajemne wykazują generalnie niewystarczający poziom skuteczności w zwalczaniu nadużyć osób prawnych dla celów prania pieniędzy i finansowania terroryzmu na poziomie globalnym. Zgodność z Natychmiastowym Rezultatem 5 (dotyczącym przejrzystości beneficjentów rzeczywistych) jest najniższa spośród wszystkich rezultatów, a jedynie 9% państw spełnia wymogi skuteczności w tym zakresie. Polska, przedłużając okres funkcjonowania papierowych dokumentów akcji, ryzykuje pogorszenie swojej pozycji w tej statystyce.

Alternatywne rozwiązania

Ministerstwo Sprawiedliwości w odpowiedzi na uwagi zgłoszone w procesie legislacyjnym wskazało, że wprowadzenie bardziej radykalnych rozwiązań — takich jak przymusowy wykup lub umorzenie niezarejestrowanych akcji — byłoby przedwczesne bez dokładnej analizy skali problemu.

Resort argumentuje: „Bez takich ustaleń wprowadzanie rozwiązań dążących do pozbawienia akcjonariuszy ich praw wynikających z akcji byłoby przedwczesne, a przede wszystkim obarczone dużym ryzykiem przyjęcia błędnych założeń, które skutkować mogłyby pokrzywdzeniem akcjonariuszy oraz spółek”.

Ministerstwo powołuje się również na konstytucyjne gwarancje prawa własności, wskazując że pozbawienie praw udziałowych powinno nastąpić jedynie za wynagrodzeniem, zgodnie z art. 21, 64 ust. 3 oraz art. 31 ust. 3 Konstytucji RP.

Argumentacja ta jest zrozumiała, jednak nie zmienia faktu, że wydłużanie okresów przejściowych nie rozwiązuje problemu, a jedynie odsuwa go w czasie.

Wprowadzenie ostatecznego terminu z sankcją anulowania

Zamiast przedłużać moc dowodową dokumentów, racjonalniejsze byłoby wprowadzenie mechanizmu przewidzianego w rozporządzeniu UE 2024/1624 — ostatecznego terminu, po którego upływie niezarejestrowane akcje ulegają anulowaniu z mocy prawa.

Rozporządzenie UE 2024/1624 w art. 79 ust. 3 przewiduje, że wszystkie akcje na okaziciela, które nie zostały przekształcone, poddane immobilizacji lub zdeponowane do dnia 10 lipca 2030 roku, zostają anulowane. Jak wskazują wytyczne FATF, we Francji posiadacze fizycznych akcji na okaziciela, którzy nie zarejestrowali akcji w wyznaczonym 18-miesięcznym terminie, zostali pozbawieni prawa głosu, ale nie samych akcji. Dopiero po pięciu latach niezarejestrowane akcje podlegały przymusowej sprzedaży przez emitenta. Taki stopniowany mechanizm sankcji mógłby stanowić wzór dla polskiego ustawodawcy.

Polska i tak będzie musiała dostosować swoje przepisy do wymogów rozporządzenia UE 2024/1624 przed 10 lipca 2029 roku. Zamiast przedłużać okres przejściowy do 2028 roku, racjonalniejsze byłoby wykorzystanie obecnej nowelizacji do wprowadzenia mechanizmu zgodnego z przyszłymi wymogami unijnymi — co zapewniłoby spójność legislacyjną i uniknęłoby konieczności kolejnej nowelizacji w krótkim czasie.

Wnioski

Wydłużenie mocy dowodowej papierowych dokumentów akcji z pięciu do siedmiu lat stanowi rozwiązanie, które można zrozumieć z perspektywy ochrony akcjonariuszy pokrzywdzonych bezczynnością zarządów spółek. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to krok wstecz z perspektywy międzynarodowych standardów przeciwdziałania praniu pieniędzy.

Polska regulacja z 2019 roku była pionierska — już wówczas wprowadzono mechanizm de facto zawieszenia praw korporacyjnych akcjonariuszy niewpisanych do rejestru, wyprzedzając rozwiązania przyjęte później w rozporządzeniu UE 2024/1624. Logicznym następnym krokiem byłoby wprowadzenie ostatecznego terminu z sankcją anulowania niezarejestrowanych akcji — tak jak przewiduje to rozporządzenie unijne. Zamiast tego projekt nowelizacji wydłuża okres przejściowy, odsuwając w czasie konieczność zmierzenia się z problemem akcji pozostających trwale poza rejestrem.

Szczególne wątpliwości budzi fakt, że wydłużenie dotyczy także niezarejestrowanych akcji na okaziciela, w przypadku których — jak przyznaje sam projektodawca — „brak jest możliwości identyfikacji uprawnionego akcjonariusza”. Przez kolejne dwa lata w obrocie mogą więc funkcjonować instrumenty całkowicie anonimowe, co stoi w sprzeczności z fundamentalnymi założeniami międzynarodowych standardów AML.

FATF i Unia Europejska jednoznacznie zmierzają ku całkowitej eliminacji akcji na okaziciela w formie dokumentowej lub ich ścisłej immobilizacji z pełną identyfikacją beneficjentów. Rozporządzenie UE 2024/1624 przewiduje przy tym precyzyjny harmonogram: zakaz emisji nowych akcji na okaziciela, obowiązek konwersji lub immobilizacji do 10 lipca 2029 roku, automatyczne zawieszenie praw z niezarejestrowanych akcji, a ostatecznie ich anulowanie po 10 lipca 2030 roku.

Ministerstwo Sprawiedliwości stoi przed trudnym dylematem: chronić akcjonariuszy, którzy nie ponoszą winy za zaniechania zarządów, czy konsekwentnie realizować międzynarodowe standardy przejrzystości. Wybrano rozwiązanie kompromisowe, które jednak może osłabić pozycję Polski w międzynarodowych ocenach reżimu AML.

Warto, by ustawodawca rozważył, czy doraźna ochrona akcjonariuszy jest warta długoterminowych kosztów reputacyjnych. Być może skuteczniejsze byłoby wprowadzenie mechanizmów zgodnych z rozporządzeniem UE 2024/1624 — ostatecznego terminu z sankcją anulowania niezarejestrowanych akcji — zamiast przedłużania okresu funkcjonowania papierowych dokumentów w obrocie. Doświadczenia Francji i Szwajcarii, przywołane w wytycznych FATF, a teraz usankcjonowane w prawie unijnym, pokazują, że możliwe jest pogodzenie ochrony praw akcjonariuszy z konsekwentną realizacją celów przejrzystości — poprzez stopniowane sankcje i wyznaczenie jasnych, ostatecznych terminów.

Trendy i wyzwania dla działów HR w 2026 roku

Rok 2026 przynosi nowe wyzwania dla działów HR. Pracodawcy muszą dostosować się do nowych przepisów dotyczących jawności wynagrodzeń, przy jednoczesnym zwiększeniu efektywności pakietów benefitów pracowniczych oraz opracowaniu skutecznej strategii zatrzymania talentów. Globalne raporty (Aon, Deloitte, WEF) oraz polskie badania (m.in. Hays, Randstad) pokazują, że HR stoi u progu istotnej transformacji – od kultury organizacyjnej, przez narzędzia, po regulacje prawne. W Aon Polska przeanalizowaliśmy kluczowe trendy na podstawie danych z najnowszych raportów rynkowych.

TREND 1.       Transparentność wynagrodzeń

Pod koniec 2025 roku opublikowano wyczekiwany przez wszystkich projekt ustawy implementującej postanowienie dyrektywny unijnej dotyczącej transparentności wynagrodzeń do polskiego porządku prawnego. „Tajemnica wynagrodzenia” odchodzi do lamusa. Dla naszego rynku jest to nie tylko zmiana porządku prawnego, ale również rewolucja kulturowa. W kraju nad Wisłą zarobki to ciągle temat tabu. Nie lubimy i nie umiemy rozmawiać o pieniądzach. Poza oczywistymi kwestiami, którymi muszą zająć się pracodawcy, żeby spełnić nałożone wymagania, jak jasna architektura stanowisk pracy, kryteria wynagradzania czy kontrolowanie luki płacowej, warto zwrócić uwagę na często niedocenianą kwestię – komunikację. Zadbanie o odpowiedni przepływ informacji i formę ich podania będzie kluczowym elementem całej zmiany i na pewno będzie to jeden z głównych elementów, na których działy HR będą koncentrowały się w 2026 roku. 

TREND 2.       Mądrzejsze benefity pracownicze

Już od kilku lat pracodawcy borykają się z szybko rosnącymi kosztami benefitów pracowniczych, szczególnie w zakresie prywatnej opieki medycznej. Dwucyfrowy wskaźnik inflacji medycznej, który towarzyszy nam od czasów pandemii, daje się już wszystkim mocno we znaki. Dodatkowo benefity pracownicze przechodzą ewolucję od pakietu “must-have” do strategicznego narzędzia HR. Jeszcze niedawno prywatna opieka medyczna czy grupowe ubezpieczenie na życie były przewagą konkurencyjną – dziś to podstawowy standard rynkowy. Potwierdzają to dane: 93% polskich pracodawców oferuje sponsorowaną opiekę medyczną, a 84% zapewnia ubezpieczenie na życie/NNW. Podobnie jest globalnie – np. ubezpieczenie na życie oraz program EAP należą do najczęściej wdrażanych minimalnych świadczeń w międzynarodowych korporacjach (w obu przypadkach 73% firm globalnie je gwarantuje)[1]. To pokazuje, że firmy na całym świecie zapewniają pracownikom pewien “pakiet bezpieczeństwa”: zdrowie, życie, podstawowe zabezpieczenie finansowe.

W Polsce byliśmy w ostatnich latach świadkami rozszerzania katalogu benefitów, często ponad standard. Rosnące koszty spowodowały jednak, że pracodawcy zaczęli się bacznie przyglądać efektywności tych rozwiązań. Wiadomym jest, że zaopiekowany pracownik jest efektywny i lojalny. Pracodawcy zaczynają to coraz dokładniej mierzyć i przeliczać na oszczędności. Dlatego tak ważne jest, aby rozwiązania benefitowe nie były zlepkiem przypadkowych pomysłów różnych grup interesów, ale stanowiły spójną strategię, a ich wpływ na pracowników powinien być cyklicznie mierzony i analizowany.

TREND 3.       Dobrostan psychiczny pracowników

Dobrostan psychiczny stał się kluczowym elementem oferty pracodawcy. Jeszcze kilka lat temu mało kto traktował wsparcie psychologiczne jako benefit – dziś programy Employee Assistance Program (EAP) (anonimowe konsultacje z psychologiem, infolinie wsparcia) są wprowadzane masowo. Na świecie EAP to jeden z najczęstszych elementów globalnych pakietów (wspomniane 73% firm ma EAP w pakiecie minimalnym)[1], a i w Polsce 41% firm już udostępnia formalne programy wsparcia pracownikom. Równocześnie rośnie popularność szkoleń i warsztatów z radzenia sobie ze stresem, programów mindfulness, inicjatyw promujących work-life balance. Pandemia i praca zdalna przyspieszyły te zmiany – pracodawcy widzą, że przeciążenie i wypalenie zawodowe realnie uderza w produktywność. Wg. danych ZUS zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania stanowią jedną z pięciu najczęstszych przyczyn absencji chorobowych pracowników, a ich udział ciągle rośnie (2023 – 11%, 2024 – 12,6%)[9]. W efekcie budżety na wellbeing już nie są postrzegane jako fanaberia, lecz inwestycja z konkretnym zwrotem (mniejsza absencja, większe zaangażowanie). 

TREND 4.       Profilaktyka zdrowotna

Rosnące koszty prywatnej opieki medycznej, jak również liczba dni absencji chorobowej na jednego ubezpieczonego powodują coraz większy fokus działów na prewencji. Trend ten łączy się płynnie z dbaniem o dobrostan pracowników oraz polityką ściągania pracowników do biur. Coraz większa liczba pracodawców decyduje się na organizację akcji badań profilaktycznych i edukacyjnych dla pracowników. Widać tutaj zwrot w kierunku zaplanowanego kalendarza takich inicjatyw na cały rok z góry, zamiast organizowania akcji adhoc. Zaplanowane akcje profilaktyczne wpisują się idealnie w całość strategii benefitowej i przemyślanego planu utrzymania talentów. A możliwości jest tutaj naprawdę wiele, od webinarów o zdrowym odżywianiu czy ergonomii stanowiska pracy, bo warsztaty kulinarne, badania krwi, masaże, a nawet mobilną tężnię solankową.

TREND 5.       Technologia i AI w HR

Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednym trendzie: automatyzacja procesów HR i wykorzystanie sztucznej inteligencji. W 2025 r. tylko 10% firm w Europie deklarowało pełną gotowość do wykorzystania AI w HR, a AIHR podkreśla, że wiele działów HR ma trudność z wdrażaniem nowych technologii[7]. Jednak nie da się uciec od narzędzi – od rekrutacji (ATS z AI selekcjonującymi CV), przez chatboty kadrowe odpowiadające pracownikom na pytania, po analitykę predykcyjną (np. modele wskazujące, którzy pracownicy są obarczenie wysokim ryzykiem odejścia). W 2026 HR-owcy będą musieli łączyć “człowieczeństwo” (empatię, etykę) z “danymi” (data-driven HR). Technologia może pomóc w retencji – np. algorytmy identyfikujące spadek zaangażowania i sugerujące interwencje – ale niewłaściwie używana może też zaszkodzić (obawy o inwigilację, uprzedzenia algorytmów). Dlatego pojawia się rola HR-u jako strażnika etyki AI. Organizacje, które odpowiednio przeszkolą działy HR w korzystaniu z nowych narzędzi, zyskają przewagę (efektywniejsze procesy, lepsze decyzje personalne). Ale równie ważne będzie budowanie zaufania pracowników do tych narzędzi (transparentność algorytmów, zapewnienie, że AI wspiera, a nie ocenia potajemnie).

Podsumowanie

HR w 2026 roku stanie się obszarem licznych zmian oraz strategicznych działań dla firm. Z jednej strony, twarde regulacje prawne (jawność płac) wymuszą konkretne działania. Z drugiej strony, miękkie czynniki (oczekiwania pracowników co do rozwoju, kultury, wartości) będą decydować o sukcesie w przyciąganiu i utrzymaniu talentów. Jedno jest pewne: działy HR nigdy dotąd nie były tak blisko centrum decyzyjnego biznesu jak teraz. Od skuteczności HR zależy, czy organizacja zbuduje zdolność adaptacji na przyszłość.

Co to oznacza w praktyce dla polskich pracodawców? Przede wszystkim, potrzebna jest proaktywna postawa. Firmy, które już dziś inwestują w analizy danych (np. audyty płacowe, benchmarki benefitów) i dialog z pracownikami, jutro będą kilka kroków przed konkurencją. Ekspercka wiedza poparta danymi – np. z raportów Aon – pozwoli podejmować lepsze decyzje: jakie działania podjąć w celu zniwelowania luki płacowej, jakie benefity realnie podniosą satysfakcję pracowników, jak zaplanować rozwój kompetencji.

Rok 2026 może być czasem wzmocnienia tej przewagi – o ile potraktujemy wyzwania HR nie jak przeszkodę, lecz jak szansę na ulepszenie organizacji. Bo ostatecznie, jak mówi jedna z podstawowych zasad zarządzania: “Dbaj o pracowników, a oni zadbają o twój biznes”.

Źródła

[1] Global minimum benefits standards are becoming the new normal, Aon reports

[2] Aon Employee Benefit Survey 2024

[4] Jawne wynagrodzenia w ofertach pracy – nowelizacja Kodeksu pracy …

[5] 2025_Global_Pay_Transparency_Study – Aon

[6] Gi-Group-Holding-Barometr-rynku-pracy_edycja-19

[7] Wyzwania HR w dobie transformacji rynku pracy

[8] Raport. Absencja chorobowa w 2024 r. – ZUS

Transport i logistyka najbardziej obawiają się cyberzagrożeń, turbulencji gospodarczych i wzrostu konkurencji

  • Ataki cybernetyczne i naruszenia danych to obecnie najważniejsze ryzyko dla branży TSL – wynika z 10. edycji „Globalnego badania zarządzania ryzykiem 2025” przygotowanego przez Aon. Aż 17,7% firm z sektora poniosło straty z tego tytułu w ciągu ostatnich 12 miesięcy.
  • W kolejnych trzech latach na znaczeniu zyskają także ryzyka związane ze wzrostem konkurencji oraz spowolnieniem gospodarczym.
  • Wypadki w pracy pozostają największym źródłem faktycznych strat – dotknęły aż 64,7% ankietowanych organizacji, przewyższając wszystkie inne kategorie ryzyka.

Branża transportu i logistyki stoi w obliczu bezprecedensowego splotu zagrożeń, w którym tradycyjne ryzyka operacyjne spotykają się z nowymi wyzwaniami technologicznymi i geopolitycznymi – wynika z 10. edycji „Globalnego badania zarządzania ryzykiem 2025” przygotowanego przez Aon (Global Risk Management Survey). Badanie objęło niemal 3000 respondentów z 63 krajów, w tym przedstawicieli branży TSL z całego świata.

Cyberbezpieczeństwo na szczycie listy obaw

Na pierwszym miejscu listy najbardziej krytycznych ryzyk dla branży transportu i logistyki znalazły się ataki cybernetyczne i naruszenia danych. To zagrożenie wyprzedziło tradycyjne obawy o spowolnienie gospodarcze (2. miejsce) i przerwy w prowadzeniu działalności (3. miejsce). Na kolejnych pozycjach znalazły się: wzrost konkurencji, zmiany regulacji prawnych oraz zakłócenia w procesie dystrybucji lub łańcuchu dostaw.

Co niepokojące, 17,7% firm z branży TSL już poniosło straty związane z cyberatakami w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Dlatego też świadomość zagrożenia rośnie – aż 85,3% organizacji wdrożyło plany lub formalne przeglądy dotyczące ryzyka cybernetycznego, co jest najwyższym wskaźnikiem spośród wszystkich kategorii ryzyka.

– Branża transportu i logistyki znajduje się dziś na pierwszej linii frontu cyfrowych zagrożeń. Ataki ransomware mogą sparaliżować całe łańcuchy dostaw w ciągu godzin, dlatego cyberbezpieczeństwo nie jest już tylko kwestią IT, ale fundamentem ciągłości biznesowej – wyjaśnia Piotr Rudzki, Cyber Practice Leader, Aon Polska.

Na znaczeniu w ciągu najbliższych trzech lat zyskają natomiast najbardziej zagrożenia związane ze wzrostem konkurencji oraz spowolnieniem gospodarczym, które zajęły w zestawieniu ryzyk przyszłości odpowiednio 1. oraz 3. miejsce.

Wypadki w pracy – największe źródło faktycznych strat

Chociaż wypadki w pracy zajęły dopiero 8. miejsce na liście najważniejszych ryzyk, w praktyce okazały się najbardziej kosztowne dla branży. Aż 64,7% organizacji poniosło straty związane z wypadkami pracowników w ciągu ostatnich 12 miesięcy – to najwyższy wskaźnik spośród wszystkich kategorii ryzyka w badaniu.

Wysoki poziom wypadkowości w branży TSL wynika z charakteru pracy – kierowcy, magazynierzy i operatorzy maszyn narażeni są na liczne zagrożenia fizyczne. Problem ten wymaga systematycznego podejścia do zarządzania bezpieczeństwem i higieną pracy, które wdrożyło 71,4% firm z sektora.

Czynnik geopolityczny i klimatyczny

Zmienność geopolityczna zajęła 9. miejsce na liście najważniejszych ryzyk, a jej wpływ na działalność firm logistycznych w perspektywie trzech lat oceniany jest jako znaczący. Aż 38,9% respondentów z branży przewiduje umiarkowany wpływ wydarzeń geopolitycznych na łańcuchy dostaw, a kolejne 32,5% – wpływ znaczny.

Podobnie kształtują się obawy dotyczące ryzyka klimatycznego. Pogoda i katastrofy naturalne znalazły się na 10. miejscu listy bieżących zagrożeń, przy czym 38,8% firm już poniosło z tego tytułu straty. W perspektywie trzech lat 38,9% organizacji wskazuje na umiarkowany wpływ zmian klimatycznych na działalność, a 14,3% na wpływ znaczny.

Rosnące koszty ryzyka i struktura zarządzania

Branża TSL mierzy się z rosnącymi kosztami ryzyka ubezpieczalnego. Blisko połowa respondentów (48,2%) potwierdza wzrost łącznego kosztu ryzyka, podczas gdy tylko 10,8% obserwuje jego spadek. 66,1% firm z branży TSL posiada formalny departament zarządzania ryzykiem lub ubezpieczeń, co jest nieco poniżej średniej globalnej (68,4%). W odpowiedzi na narastające wyzwania, firmy zwiększają jednak inwestycje w zarządzanie ryzykiem – zarówno poprzez wewnętrzną rekrutację, jak i korzystanie z usług zewnętrznych konsultantów.

– Widzimy wyraźnie, że tradycyjne ryzyka operacyjne – wypadki, uszkodzenia mienia – łączą się dziś z nowymi wyzwaniami: niestabilnością geopolityczną, zmianami klimatycznymi i presją konkurencyjną. Firmy TSL muszą myśleć holistycznie o zarządzaniu ryzykiem. Pojedyncze zdarzenie może uruchomić efekt domina w całym łańcuchu wartości – dodaje Mariusz Guz, Członek Zarządu Aon Polska.

O badaniu

Globalne badanie zarządzania ryzykiem Aon 2025 zostało przeprowadzone w formie internetowej ankiety od kwietnia do czerwca 2025 roku. Wzięło w nim udział 2941 decydentów z 63 krajów i 16 sektorów branżowych, w tym przedstawiciele branży transportu i logistyki z całego świata.

Mniej mandatów i wykroczeń, ale skala naruszeń wciąż duża. Dane PIP za trzy kwartały 2025 r.

W pierwszych trzech kwartałach ub.r. inspektorzy pracy przeprowadzili o ok. 3,5 tys. mniej kontroli niż w analogicznym okresie 2024 roku. Z danych udostępnionych przez GIP PIP wynika, że spadła rdr. liczba wydanych decyzji ogółem, w tym w związku z naruszeniami w zakresie BHP. Mniej rok do roku było też decyzji płacowych, ale w tym przypadku wzrosła ich łączna kwota. Reakcją na stwierdzone wykroczenia przeciwko prawom pracownika były m.in. mandaty karne i wnioski do sądu. Natomiast w związku z podejrzeniem przestępstwa złożono zawiadomienia do prokuratury.

Według danych udostępnionych przez GIP PIP, w pierwszych trzech kwartałach ub.r. inspektorzy pracy przeprowadzili ponad 43 tys. kontroli. To mniej niż w analogicznym okresie 2024 roku, kiedy takich działań było 46,5 tys. Podejmowane czynności kontrolne dotyczyły prawnej ochrony pracy, legalności zatrudnienia czy zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy.

– To umiarkowana liczba kontroli, ani wyjątkowo wysoka, ani zaskakująco niska. W Polsce mamy ponad 2,5 mln aktywnych podmiotów gospodarczych, a więc 43 tys. ww. czynności to ok. 1,7% firm. Mniejsza o ok. 3,5 tys. liczba kontroli względem roku poprzedniego może świadczyć o stabilizacji działań PIP lub o ograniczeniach kadrowych w PIP. Ostatni aspekt należy uznać za istotny dla efektywności działań tej instytucji w świetle szerokiego i poszerzającego się zakresu jej ustawowych zadań, a tym samych potencjalnych tematów kontroli – komentuje dr hab. Jacek Borowicz z Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego.

Jak stwierdza Katarzyna Lorenc, ekspertka BCC ds. rynku pracy oraz zarządzania i efektywności pracy, liczba zgłoszeń naruszeń może być niższa. Od wielu lat przedsiębiorcy poprawiają bowiem warunki pracy. Weszła też ustawa o sygnalistach, wzmocnione są działania compliance w firmach. W efekcie wiele nieprawidłowości może być zgłaszanych najpierw wewnętrznie. A jeśli one nie zadziałają, to o sprawach mogą być zawiadamiane urzędy, sądy itd.

– PIP to służba wyspecjalizowana, która z pewnością koncentruje się na jakości i skuteczności kontroli, a nie tylko na ich liczbie. Nie można też utożsamiać mniejszej liczby kontroli z mniejszą liczbą nieprawidłowości. Z przedstawionych danych taki wniosek nie wynika. Ponadto w wielu regionach kraju zmniejsza się rynek pracy. Sporo pracowników może więc nie zgłaszać nieprawidłowości w obawie o utratę zatrudnienia – wyjaśnia Aldona Międlar-Adamska, radca prawny z kancelarii Ars Aequi.

W związku ze stwierdzonymi w czasie kontroli naruszeniami inspektorzy pracy wydali od stycznia do września br. 170,6 tys. decyzji ogółem, w tym w wyniku naruszeń w zakresie BHP – 165,8 tys. decyzji. W analogicznym okresie ubiegłego roku było to odpowiednio 186,8 tys. i 182,4 tys. W sytuacji stwierdzenia zagrożenia zdrowia lub życia ludzkiego inspektorzy pracy wydali w trzech kwartałach br. m.in. 52,3 tys. decyzji (dot. 285,5 tys. osób) z rygorem natychmiastowej wykonalności (art. 108 Kpa, rok wcześniej odpowiednio – ponad 57,1 tys. i dot. 266,9 tys. osób), 3,6 tys. decyzji (dot. 10 tys. osób) o wstrzymaniu prac (rok wcześniej – 5,5 tys. decyzji dot. 14,1 tys. osób) czy 6,1 tys. decyzji (dot. 21,7 tys. osób) o wstrzymaniu eksploatacji maszyn (rok wcześniej – 7,1 tys. decyzji dot. 23,8 tys. osób).

– Inspektorzy pracy nadal w pierwszym rzędzie często identyfikują poważne zagrożenia dla zdrowia i życia pracowników. Wynika to z naruszeń przepisów BHP, które – jak można zasadnie domniemywać – niejednokrotnie wynikają z tego, że pracodawcy poszukują oszczędności lub ułatwień organizacyjnych ze szkodą dla zdrowia i życia swoich pracowników. Choć prezentowane liczby są nieco niższe niż rok wcześniej, należy ocenić, że skala interwencji pozostaje wysoka – dotyczy setek tysięcy osób – analizuje dr hab. Jacek Borowicz.

Z kolei Katarzyna Lorenc podkreśla, że w wielu firmach działania BHP stają się elementem działań zabiegania o markę pracodawcy i doświadczeń pracownika. Należy zauważyć tendencję spadkową, ale każde naruszenie, które może mieć wpływ na życie i zdrowie, powinno być traktowane poważnie. Według ekspertki BCC, niepokoją cyfry w tysiącach. – One świadczą o tym, że wewnętrzne zespoły BHP, funkcje nieformalnych ambasadorów BHP mają wiele do zrobienia. Dwustronna komunikacja na temat bezpieczeństwa i warunków pracy nadal jest wyzwaniem – wskazuje Katarzyna Lorenc.

W wyniku stwierdzonych nieprawidłowości inspektorzy wydawali także decyzje płacowe. W trzech kwartałach br. było ich 4,8 tys. na łączną kwotę ponad 169,3 mln zł (dotyczyły one 28,6 tys. osób). Natomiast w danych za analogiczny okres ubiegłego roku widzimy 4,4 tys. decyzji na kwotę 92,3 mln zł (dot. 24,1 tys. osób).

– W moim odczuciu, wyłania się wniosek, że pracodawcy odczuwają problemy z płynnością. Przedsiębiorcy wiedzą bowiem, że płacenie wynagrodzeń pracowniczych jest dla nich kwestią kluczową dla prowadzenia działalności. Większość zdaje sobie sprawę z tego, że bez pracowników ich biznes nie będzie funkcjonował i jeśli mają opóźnienia płatnicze to nie w obszarze wynagrodzeń. To bardzo niepokojący trend – przekonuje Aldona Międlar-Adamska.

Podczas kontroli inspektorzy pracy stwierdzili w trzech kwartałach ub.r. ponad 35,8 tys. wykroczeń przeciwko prawom pracownika (w analogicznym okresie ub.r. – 41,2 tys.). W związku z wykroczeniami wystawili w tym roku 12 tys. mandatów karnych na łączną kwotę 16,5 mln zł (rok wcześniej – 13,9 tys. mandatów na kwotę 18,1 mln zł). Ponadto zastosowali środki wychowawcze – 6,1 tys. (rok wcześniej – 6,4 tys.), do sądu skierowali 512 wniosków (562 wnioski). W przypadku podejrzenia przestępstwa przeciwko prawom pracownika złożyli zawiadomienia do prokuratury, w ubiegłym roku – 215, a w 2024 roku – 219.

– Powyższe dane wskazują na większą surowość kar, ich kwota spada wolniej niż liczba wykroczeń. Wnioski do sądów czy prokuratorów to jeszcze nie wyroki, a liczba zgłoszeń w relacji do stwierdzonych wykroczeń stanowi promil. To oznacza, że poważne tematy trafiają się rzadko. Potwierdza to pozytywną tendencję w działaniach pracodawców względem personelu – mówi Katarzyna Lorenc.

Według dr. hab. Jacka Borowicza, choć ww. sytuacji było mniej niż rok wcześniej, to nadal jednak mamy do czynienia z dużą liczbą przypadków wymagających reakcji – od mandatów po zawiadomienia do prokuratury. Dane te można więc ocenić jako umiarkowanie niepokojące. Tysiące naruszeń rocznie oznaczają, że wielu pracodawców nadal nie przestrzega podstawowych przepisów prawa pracy. Zdaniem eksperta z Uniwersytetu Wrocławskiego, warto zwrócić uwagę na kategorię „zawiadomienia do prokuratury”. Ponad 200 przypadków podejrzenia przestępstwa to sygnał, że niektóre naruszenia mają charakter poważny i systemowy.

Promocje pod lupą UOKiK: Zalando z karą 30,9 mln zł, Temu – 5,9 mln zł

0

Nie każda obniżka oznacza realną oszczędność – a nie każda promocja jest tak atrakcyjna, jak sugerują komunikaty sprzedażowe. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał dwie decyzje, w których uznał, że klienci platform Zalando oraz Temu nie byli prawidłowo informowani o obniżkach cen. Łączna wysokość nałożonych kar wyniosła blisko 37 mln zł.

Najniższa cena z 30 dni – obowiązek, nie opcja

Kluczowym elementem sprawy jest obowiązek informowania o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką, wprowadzony do polskiego prawa w 2023 r. w wyniku implementacji tzw. dyrektywy Omnibus. Informacja ta ma stanowić podstawowy punkt odniesienia przy ocenie rzeczywistej skali rabatu.

Jak podkreśla Tomasz Chróstny, przedsiębiorcy są zobowiązani do rzetelnego prezentowania promocji – niezależnie od kanału sprzedaży czy formy reklamy. Manipulowanie cenami referencyjnymi lub selektywne ich prezentowanie narusza zbiorowe interesy konsumentów i będzie skutkować sankcjami.

Zalando: brak informacji i manipulowanie punktem odniesienia

W przypadku Zalando UOKiK ustalił, że przez długi czas klienci polskiej wersji serwisu nie mieli dostępu do informacji o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką – ani na stronie produktu, ani w reklamach zewnętrznych. Nawet po rozpoczęciu jej prezentowania spółka robiła to w sposób nierzetelny.

Urząd wskazał na powtarzające się przypadki modyfikowania „najniższej ceny” bez faktycznej zmiany ceny sprzedaży, co powodowało sztuczne zawyżanie wysokości rabatu. Dodatkowo Zalando obliczało procentowe obniżki w odniesieniu do cen „początkowych” lub „regularnych”, a nie do wymaganej ustawowo ceny z ostatnich 30 dni, przez co promocje wydawały się bardziej atrakcyjne, niż były w rzeczywistości.

Za dwie praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów Prezes UOKiK nałożył na Zalando SE z siedzibą w Berlinie karę 30 945 000 zł. Decyzja jest nieprawomocna – spółce przysługuje odwołanie do sądu. Równolegle UOKiK prowadzi wobec Zalando odrębne postępowanie dotyczące nieudzielenia żądanych informacji.

Temu: niespójne i błędne dane o promocjach

Nieprawidłowości stwierdzono również na platformie Temu, obsługiwanej w UE przez spółkę Whaleco Technology Limited z siedzibą w Dublinie. Analiza strony internetowej i aplikacji mobilnej wykazała, że informacje o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką nie zawsze były podawane, a jeśli się pojawiały – bywały nieprawdziwe lub niespójne.

UOKiK zidentyfikował m.in. sytuacje, w których:

  • zmieniała się cena sprzedaży, ale „najniższa cena z 30 dni” była błędna,
  • zmieniały się obie ceny, jednak nadal prezentowano nieprawidłowe dane,
  • cena sprzedaży pozostawała bez zmian, lecz dzień po dniu zmieniała się rzekoma najniższa cena z 30 dni.

W toku postępowania Temu zaniechało kwestionowanych praktyk i ujednoliciło sposób prezentowania promocji. Mimo to Prezes UOKiK nałożył na spółkę karę 5 910 900 zł. Decyzja również ma charakter nieprawomocny.

Dlaczego to ważne dla konsumentów

Jak pokazują badania UOKiK i Komisji Europejskiej, konsumenci w dużej mierze ufają prezentowanym rabatom procentowym, często nie weryfikując ich podstawy. Efekt tzw. zakotwiczenia sprawia, że wysoka wartość procentowa obniżki jest automatycznie odbierana jako realna korzyść – nawet jeśli została obliczona na podstawie zawyżonej lub fikcyjnej ceny referencyjnej.

Dlatego informacja o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką ma kluczowe znaczenie dla podejmowania świadomych decyzji zakupowych.

Kontrole trwają

Prezes UOKiK zapowiada dalsze działania kontrolne zarówno w e-commerce, jak i w handlu stacjonarnym. Obecnie prowadzone są postępowania m.in. wobec spółek Media Markt, Sephora, Glovo, Shell Polska, AzaGroup (Renee i Born2Be) oraz Jeronimo Martins Polska. Urząd wystosował także ponad 70 tzw. wystąpień miękkich, wskazujących przedsiębiorcom, jak prawidłowo oznaczać promocje.

Jak podkreśla UOKiK, promocja to element strategii sprzedażowej, ale wiąże się z konkretnymi obowiązkami prawnymi. Ich lekceważenie może okazać się kosztowne.

Stanowisko Zalando

Po publikacji artykułu dotyczącego zarzutów UOKiK wobec Zalando redakcja otrzymała stanowisko spółki. Publikujemy je w całości poniżej.

„Po uchwaleniu dyrektywy Omnibus na poziomie europejskim podjęliśmy niezbędne kroki, by spełniać jej wymogi w jednolity sposób dla konsumentów w całej UE. Przepisy polskiego prawa, które zostały uchwalone w późniejszym okresie, różniły się od europejskich. UOKiK zdecydował się wszcząć postępowanie w sprawie naszych postępów związanych z ich wdrożeniem. Od samego początku i przez cały czas trwania sprawy byliśmy w stałym dialogu z UOKiK, odpowiadając na wszystkie pytania i informując o naszych działaniach związanych z implementacją lokalnych regulacji. Niezwłocznie wdrożyliśmy wszystkie wymagania przedstawione nam przez UOKiK, zgodnie z wytycznymi organu, na podstawie obowiązujących w Polsce przepisów. 

Aktualnie analizujemy decyzję Prezesa UOKiK i zamierzamy bronić naszego stanowiska, odwołując się od decyzji do sądu”.

Stanowisko Temu

Po publikacji tekstu otrzymaliśmy również oficjalne stanowisko Temu. Marka deklaruje pełną współpracę z UOKiK.

„W pełni współpracowaliśmy z UOKiK, uwzględniliśmy przekazane uwagi i wprowadziliśmy niezbędne zmiany. Będziemy nadal konstruktywnie współpracować z UOKiK, aby zapewniać jak najlepszą jakość usług naszym użytkownikom w Polsce.”

W oświadczeniu UOKiK zasygnalizował, że w trakcie prowadzonego postępowania Temu zmieniło kwestionowane praktyki i obecnie prezentuje jednolite informacje o promocjach w serwisie Temu:

Przedsiębiorca w trakcie prowadzonego postępowania zaniechał kwestionowanych praktyk i obecnie prezentuje jednolite informacje o promocjach w serwisie Temu.” (Źródło: https://uokik.gov.pl/obnizka-jaka-jest-kazdy-widzi-niekoniecznie-najnizsza-cena-z-30-dni-przed-obnizka-kary-dla-zalando-i-temu).

Bruksela stawia na środowisko, rolnicy na przetrwanie. Mercosur zaostrza konflikt

Kolejne modyfikacje systemu wsparcia rolnictwa w UE, bez zwiększenia skali pomocy, budzą obawy rolników, że otwarcie europejskiego rynku dla żywności z państw Ameryki Południowej spowoduje dalszy spadek opłacalności produkcji rolnej.

Kwestia umowy handlowej między Unią Europejską i Mercosurem od dłuższego czasu rodzi wiele dyskusji i wywołuje protesty rolników w Polsce oraz innych państwach UE. W związku z tym warto przyjrzeć się sytuacji sektora rolnego w Unii.

W tym miejscu należy przypomnieć protesty rolników, które przetoczyły się przez państwa UE na przełomie lat 2023-2024 i były prowadzone pod hasłem sprzeciwu wobec Europejskiego Zielonego Ładu. Efektem tych protestów było ogłoszenie przez przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen dialogu strategicznego z rolnikami. Owocem tych prac był raport z rekomendacjami dla polityki UE wobec sektora rolnego. Stał się on podstawą wizji dla sektora rolno-żywnościowego w Europie, przedstawionej przez obecną KE w lutym 2025 r.

Kroki te wydawały się wskazywać, że w Brukseli dostrzeżono problemy i wyzwania, przed którymi stoi sektor rolny w UE, co skutkować powinno podjęciem działań mających usprawnić unijną politykę wobec rolnictwa. Ten kierunek został jednak potem porzucony w dalszych działaniach KE. Chodzi przede wszystkim o propozycje dotyczące wieloletnich ram finansowych na lata 2028-2034 i reformy systemu wsparcia rolnictwa w ramach Wspólnej Polityki Rolnej (WPR).

Propozycje te są na tyle niejasne, że trudno jednoznacznie stwierdzić, jak w kolejnych latach będzie wyglądała polityka wobec sektora rolnego. Trudno nawet wskazać kwotę, która ma zostać przeznaczona na WPR.

W obliczu rosnących kosztów produkcji oraz konkurencji ze strony innych części świata, gdzie w ostatnich latach bardzo silnie rozwija się rolnictwo, trudno się więc dziwić, że rolnicy w UE obawiają się o swoją przyszłość. W związku z tym umowa handlowa UE-Mercosur dla wielu z nich stała się kroplą, która przelała czarę goryczy. To skutki braku stabilności polityki wobec tego sektora.

W ostatniej dekadzie Wspólna Polityka Rolna coraz silniej była ukierunkowana na kwestie środowiskowe. Najpierw wprowadzono tzw. zazielenienie płatności bezpośrednich, czyli najważniejszego instrumentu wsparcia rolników. W ramach planów strategicznych WPR 2023-2027 wdrażane są tzw. ekoschematy.

Propozycje dotyczące WPR, przedstawione przez KE w lipcu 2025 r., wskazują na kolejne modyfikacje systemu wsparcia bez zwiększenia skali pomocy dla sektora. Budzi to obawy rolników i w konsekwencji sprawia, że szersze otwarcie rynku UE na produkty rolne z państw Mercosuru wywołuje strach przed dalszym spadkiem opłacalności produkcji rolnej.

Można odnieść wrażenie, że KE uznała dialog z rolnikami za zakończony i mimo takich gestów, jak strategia odnowy pokoleniowej w rolnictwie, nie podejmuje działań, które będą skuteczniej odpowiadały na wyzwania stojące przed tym sektorem. Oddaje tym samym pole wszystkim zainteresowanym narastaniem niechęci wobec Unii Europejskiej.

Grok pod presją na wielu frontach: UE, Wielka Brytania, Francja, Indie – rośnie ryzyko sankcji dla X

Chatbot AI Grok, rozwijany przez firmę xAI Elona Muska, po tym jak udostępnił usługę generowania seksualnych deepfak’ów (roznegliżowanych zdjęć osób) na platformie X, znalazł się w centrum międzynarodowego skandalu. Eksperci Check Point alarmują – należy zamknąć lukę na poziomie modelu, aby polecenia i edycje prowadzące do sztucznego „rozbierania” użytkowników były blokowane.

W opinii ekspertów firmy Check Point, platformy powinny traktować ten problem jak incydent bezpieczeństwa i usuwać lukę na poziomie samego modelu, aby wykluczyć możliwość zniekształcania rzeczywistości jako treści seksualnych. Zwracają jednocześnie uwagę na fakt, iż brak międzynarodowych traktatów i wspólnych regulacji dotyczących AI sprawia, że platformy takie jak X starają się unikać odpowiedzialności. – Częściowe ograniczenia nie uchronią ofiar, których wizerunki zostały już stworzone, udostępnione i zapisane – podkreśla Charlotte Wilson z firmy Check Point.

Podobne stanowisko prezentuje rząd RP. – Niekontrolowana AI szaleje i wyrządza coraz większe szkody. Grok znów, z inspiracji Elona Muska testuje, jakie granice może przekroczyć…. Nie ma zgody na bezkarne łamanie prawa i tworzenie przez AI treści nielegalnych, niszczących ludzi i psychikę — zauważył Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski we wpisie na platformie X.

Powiedzmy to jasno, to że system, który obraża, promuje treści seksualne i narusza godność to wina zarządzania oraz braku zasad etycznych platformy — dodaje minister.

Skala problemu wywołała zdecydowaną reakcję władz na całym świecie. Unia Europejska określiła zachowanie Groka jako „nielegalne” i „odpychające”. O dochodzeniach mówili również urzędnicy we Francji, Indiach i Malezji.

Grok został uruchomiony w 2023 roku jako „ostrzejsza” alternatywa dla konkurencyjnych chatbotów, które posiadają więcej zabezpieczeń. Latem ubiegłego roku dodano funkcję generatora obrazów – Grok Imagine – wyposażono w tzw. „spicy mode”, umożliwiający tworzenie treści dla dorosłych. To właśnie ten element, w połączeniu z publiczną widocznością generowanych obrazów, sprawił, że kontrowersyjne treści mogły szybko rozprzestrzeniać się w internecie. W odpowiedzi na falę oburzenia i krytyki, Grok zaczął ograniczać możliwość generowania i edytowania obrazów dla większości użytkowników (dostępne obecnie dla do płacących subskrybentów).

Eksperci jednak zauważyli, że Grok przez ostatnie tygodnie spełniał liczne, potencjalnie złośliwe prośby użytkowników – od „ubierania” kobiet w bikini po umieszczanie ich w jednoznacznie seksualnych pozach. W kilku przypadkach pojawiły się poważne obawy, że wygenerowane obrazy mogą dotyczyć dzieci.

Przyszłość Groka pod znakiem zapytania

Skandal wokół Groka pokazuje, jak cienka jest granica między innowacją a odpowiedzialnością. Publiczna widoczność treści, „odważne” podejście do ‘’niezależności treści’’ i niewystarczające zabezpieczenia sprawiły, że chatbot Muska stał się symbolem problemów, z jakimi mierzy się dziś branża AI. Pytanie nie brzmi już, czy potrzebne są regulacje – ale jak szybko i jak skutecznie zostaną wdrożone, zanim technologia wyrządzi kolejne szkody.

Develia sprzedała rekordowe 3345 lokali w 2025 r., przekraczając roczny cel

0

W 2025 r. Develia na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych sprzedała 3345 lokali, o 5% więcej niż w 2024 r. i tym samym przekroczyła swój roczny cel, który wynosił 3100-3300 mieszkań. W minionym roku deweloper przekazał 2959 lokali – o 3% więcej niż w 2024 r. W samym IV kwartale 2025 r. spółka sprzedała 845 mieszkań i przekazała 996.

W 2025 r. Develia sprzedała na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych 3345 lokali (w tym 173 mieszkania w inwestycjach pozyskanych dzięki przejęciu Bouygues Immobilier Polska oraz 28 lokali w projektach realizowanych w ramach joint venture). Największą roczną sprzedaż Develia odnotowała w inwestycjach: Aleje Praskie i Bemowo Vita w Warszawie, Orawska Vita we Wrocławiu, Centralna Vita i City Vibe w Krakowie, Południe Vita w Gdańsku oraz Unii Lubelskiej w Poznaniu. W minionym roku deweloper przekazał 2959 lokali wobec 2865 w 2024 r.

Na koniec 2025 r. Develia miała zawarte 48 umów rezerwacyjnych, które po podjęciu decyzji przez klientów mogą w najbliższym okresie przekształcić się w umowy deweloperskie.

Kolejny rok z rzędu odnotowaliśmy rekordową sprzedaż i zrealizowaliśmy roczny plan z nadwyżką. Jednocześnie przekazaliśmy klientom najwyższą w historii spółki liczbę mieszkań, osiągając przyjęty na początku roku cel. Rezultaty wypracowane w 2025 r. potwierdziły i umocniły naszą pozycję w ścisłej czołówce rynku mieszkaniowego – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Bardzo dobry wynik sprzedaży za ostatni kwartał minionego roku – o 70% wyższy wobec analogicznego okresu 2024 r.  – potwierdza widoczne na rynku od kilku miesięcy ożywienie. W tym roku spodziewamy się dalszego, stopniowego wzrostu sprzedaży, czemu sprzyjać będą niższe stopy procentowe, rosnące wynagrodzenia oraz pozytywne perspektywy gospodarcze. W najbliższych tygodniach opublikujemy konkretne cele na ten rok – dodaje Andrzej Oślizło.

W IV kwartale 2025 r. Develia sprzedała 845 lokali w porównaniu do 497 w analogicznym okresie 2024 r. Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w inwestycjach: Centralna Vita w Krakowie, Południe Vita w Gdańsku, Unii Lubelskiej w Poznaniu oraz Oliwska Vita i M Bemowo w Warszawie. Przekazania wyniosły 996 lokali wobec 1068 przed rokiem.

Pogoń za przyspieszającymi zagrożeniami. Cyberbezpieczeństwo w czasach sztucznej inteligencji

Sztuczna inteligencja w ostatnich latach wywróciła cyfrowy świat do góry nogami. Jej rozwój przyspieszył automatyzację, zrewolucjonizował analizę danych i otworzył drogę do nowych modeli działania. Jednocześnie wprowadził jednak ogromne turbulencje w obszarze cyberbezpieczeństwa, — uwypuklając problemy, o których branża mówi od lat: chroniczne braki kadrowe, niski poziom kompetencji użytkowników oraz narastający dług technologiczny w organizacjach.

W rzeczywistości, w której odmieniamy sztuczną inteligencję przez wszystkie przypadki, nawarstwiają się pytania o nasze bezpieczeństwo: jak przygotowani jesteśmy na różne scenariusze?

AI zmienia reguły gry

W debacie o cyberbezpieczeństwie łatwo ulec wrażeniu, że największym zagrożeniem są wyrafinowane techniki ataków. Tymczasem paradoks współczesności polega na czymś zupełnie innym. Mimo niebywałego postępu technologii, wciąż najpopularniejszymi narzędziami wykorzystywanymi do przeprowadzania skutecznych cyberataków okazują się te podstawowe – phishing, ransomware, czy socjotechnika.

Sztuczna inteligencja tylko wzmacnia tę asymetrię. Specjalnie trenowane modele językowe stały się narzędziem, które potrafi zwielokrotnić skuteczność działania zarówno obrońców, jak i atakujących. Przestępcy wykorzystują AI, przykładowo, do tworzenia bardziej przekonujących komunikatów, ale także do dynamicznego modyfikowania ataków typu rozproszonej odmowy usługi (DDoS). Komputer reaguje o wiele szybciej niż człowiek, dzięki czemu taki atak staje się trudniejszy do zatrzymania.

Ale ta sama mechanika działa po stronie obrony: algorytmy analizują anomalie, wykrywają nietypowe czy podejrzane zachowania użytkowników oraz automatycznie wprowadzają zmiany w konfiguracji. Te prace kiedyś wymagały interwencji specjalisty, a dziś mogą być wykonywane przez odpowiednio wytrenowany  model językowy.

Brakuje tylko jednego — ludzi, którzy te mechanizmy rozumieją i potrafią je wdrożyć. Zwłaszcza, że – jak pokazuje analiza Profesora MIT Institute, Darona Acemoglu – największe korzyści z AI wciąż pozostaną nieosiągnięte, dopóki nie pojawią się specjaliści zdolni zastosować tę technologię tam, gdzie jej potencjał jest największy — w „trudnych” zadaniach wymagających kontekstowej wiedzy i niezawodnych informacji, a nie tylko w prostych, łatwo mierzalnych procesach.

Branża rośnie, a specjalistów ubywa

Globalnie mówi się dziś o milionach wakatów w cyberbezpieczeństwie. Raport BCG / Global Cybersecurity Forum podaje, że aktualnie zatrudnionych jest ok. 7,1 mln cyberspecjalistów, a 2,8 mln miejsc pracy pozostaje nieobsadzonych. W tej alarmującej statystyce, Polska nie jest wyjątkiem. Firmy zmagają się z brakami w kadrze. Nie tylko ekspertów od AI, ale nawet podstawowych administratorów, analityków SOC, czy architektów bezpieczeństwa. Jeśli organizacje z trudem bronią się  przed codziennymi incydentami, trudno oczekiwać od nich wdrażania zaawansowanych technologii zabezpieczających. Tymczasem cyberprzestępcy nie zważają na takie ograniczenia. Inwestują w narzędzia i automatyzację, bo widzą potencjał dla  zwrotu z takiej inwestycji. Z ich punktu widzenia im bardziej efektywne narzędzie, tym szybciej przyniesie oczekiwany zysk.

Ta logika powoduje, że przestępczy ekosystem rozwija się szybciej niż korporacyjna zdolność obrony. Podczas gdy firmy walczą z ograniczeniami kadrowymi, budżetowymi i proceduralnymi, cyberprzestępcy działają bez takich barier, eksperymentując, skalując swoje operacje i błyskawicznie adaptując nowe technologie. To sprawia, że każda luka staje się dla nich realną przewagą, a różnica między dwiema stronami zmagań tylko się pogłębia.

Nowoczesność to inwestycje w odporność

Tam, gdzie brakuje motywacji do podjęcia działań zapobiegawczych, realną siłę oddziaływania ma regulator. W Polsce szczególnie widać to w sektorze finansowym, który dzięki obowiązkowym standardom stał się jedną z najlepiej zabezpieczonych branż w kraju. Formalne wymogi dotyczące procesów, odporności operacyjnej i testowania zabezpieczeń wymuszają inwestycje, które dla wielu firm byłyby trudne do uzasadnienia w logice zysku.

Regulacje pełnią więc rolę katalizatora — podnoszą poziom bezpieczeństwa, standaryzują praktyki i zmniejszają rozbieżności między organizacjami różniących się wielkością, czy dojrzałością organizacyjną. Co więcej, tworzą środowisko, w którym bezpieczeństwo przestaje być postrzegane jako duży koszt operacyjny, a staje się elementem odpowiedzialności instytucji wobec klientów i obsługiwanego rynku.

Polska jest jednym z najbardziej innowacyjnych rynków finansowych w Europie. Nie ograniczał nas dług technologiczny w postaci starej infrastruktury, dzięki czemu rozwój nowoczesnych form płatności, systemów autoryzacji czy rozwiązań mobilnych przebiegał u nas często szybciej niż na Zachodzie.

Im bardziej jednak powszechna jest technologia, tym chętniej jej możliwości testują cyberprzestępcy. Niedawny atak DDoS na Blika był tego dobrym przykładem — przy czym nie uderzał w bezpieczeństwo finansowe, lecz w dostępność systemu. Pokazał jednak, że nawet duże, wręcz powszechne w odbiorze społecznym  usługi mogą zostać zakłócone. W świecie cyberbezpieczeństwa nie istnieje bowiem „system nie do ruszenia”. Istnieje tylko określony poziom odporności — zdolności szybkiej reakcji, powrotu do funkcjonowania i wyciągania wniosków.

Gdzie rośnie ryzyko?

Choć w opinii publicznej największe emocje budzą wizje ataków aktorów sponsorowanych przez państwa, zdecydowana większość realnych incydentów ma dużo bardziej przyziemny charakter. Ataki na przedsiębiorstwa wodociągowe, oczyszczalnie ścieków czy lokalne systemy komunalne mogą nie być spektakularne, ale mają ogromny potencjał paraliżu i destabilizacji społeczeństwa — tym bardziej że, mimo ich pozornie „niskiego” poziomu technicznego, to właśnie state-sponsored actors często inicjują takie operacje, wykorzystując słabo zabezpieczoną infrastrukturę jako łatwy, a jednocześnie strategicznie skuteczny cel.

Dług technologiczny i zaniedbania w obszarze systemów bezpieczeństwa właśnie tych sektorów sprawiają, że stają się one jednymi z bardziej podatnych w kraju. W wielu przypadkach infrastruktura ta opiera się na przestarzałych systemach OT i IT, które nie były projektowane z myślą o współczesnych zagrożeniach cybernetycznych. Brakuje także wyspecjalizowanych kadr, a świadomość ryzyka wśród zarządzających często pozostaje na niskim poziomie. To sprawia, że nawet proste, niskokosztowe ataki mogą doprowadzić do realnych zakłóceń dostaw wody, przerw w usługach komunalnych czy zagrożeń dla zdrowia publicznego. W efekcie bezpieczeństwo cybernetyczne tych sektorów staje się kluczowym elementem ochrony funkcjonowania państwa i codziennego życia obywateli.

Największa luka? Człowiek.

Niezależnie od tego, jak zaawansowane narzędzia wdrożymy, podstawowy problem pozostaje niezmienny: człowiek jest najsłabszym ogniwem. Statystyki pokazują[i], że większość skutecznych ataków informatycznych wymaga choćby minimalnego udziału użytkownika zaatakowanego systemu — jego kliknięcia, otwarcia pliku, podania danych.

Czasem jest to błąd wynikający z nieuwagi, czasem z pośpiechu, a czasem z przeświadczenia, że „mnie to nie dotyczy”. Dopóki nie będziemy konsekwentnie pracować nad budowaniem i wzmacnianiem kultury bezpieczeństwa, a – najprościej rzecz ujmując – nie nauczymy pracowników, że cyberbezpieczeństwo jest częścią ich pracy, nawet najlepsze technologie nie wystarczą.

Rynek potrzebuje specjalistów i choć system edukacji działa z pełną siłą, by sprostać tym wymaganiom, to tworzenie klasycznych programów nauczania zajmuje oświacie lata. Cyberprzestępczość tymczasem zmienia się i rozwija coraz nowsze metody ataku w skali miesięcy. W efekcie formalne kształcenie często pozostaje krok za rynkiem.

Dlatego coraz większe znaczenie mają bardziej elastyczne formy nauki: laboratoria, kursy (techniczne lub podyplomowe) prowadzone przez praktyków, platformy i wydarzenia o charakterze CTF. Oczywiście nic nie zastąpi doświadczenia zdobywanego w trakcie zwalczania incydentów czy projektach wdrożeniowych. To tam powstają kompetencje, których rynek naprawdę potrzebuje.

Cyberbezpieczeństwo jutra

Świat cyfrowy nie zwalnia — a zagrożenia rosną szybciej niż większość organizacji potrafi na nie reagować. Sztuczna inteligencja wzmocniła narzędzia zarówno po stronie ochrony bezpieczeństwa, jak i tych działających przestępczo. Ale to jedynie ułatwienie a nie rozwiązanie kluczowych problemów: kwestii braku specjalistów, niewystarczającej świadomości społecznej na temat obecnych zagrożeń oraz zaniedbań technologicznych, które mogą umożliwiać nawet proste  cyberataki.

W takiej rzeczywistości najważniejsze staje się stworzenie systemu, w ramach którego możliwe jest szybsze wykrywanie incydentów, reagowanie i adaptowanie się do zmian. „Odporność na wszystko” pozostaje fikcją.

Cyberbezpieczeństwo nie jest już obszarem technologicznym, a fundamentem funkcjonowania państw, biznesów i społeczeństwa cyfrowego. Ważna jest świadomość, że decyzje, które podejmiemy dziś — kadrowe, inwestycyjne, edukacyjne — określą poziom naszej odporności na kolejną dekadę.

[i] https://www.upguard.com/blog/human-factors-in-cybersecurity

MLP Group z rekordem najmu: 363,2 tys. mkw. w 12 miesięcy, pustostany spadają do 4,5%

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy MLP Group wynajęła łącznie 363,2 tys. mkw. powierzchni, co oznacza wzrost o około 20% rok do roku oraz obniżyła wskaźnik pustostanów na koniec roku do poziomu 4,5%.

MLP Group dynamicznie zwiększa skalę działalności, osiągając rekordowe poziomy w obszarze leasingu. Na najlepszy w historii wynik złożyło się podpisanie 56 umów najmu. Struktura popytu jednoznacznie wskazuje na rosnącą atrakcyjność portfela Grupy. W 2025 roku Grupa pozyskała 39 nowych najemców, niemal dwukrotnie więcej niż w roku poprzednim, co potwierdza zdolność Grupy do skutecznego przyciągania firm poszukujących nowoczesnych, elastycznych i dobrze zlokalizowanych powierzchni logistycznych. Pozostała część transakcji dotyczyła przedłużeń umów z dotychczasowymi najemcami.

Doskonałe wyniki leasingowe przełożyły się bezpośrednio na istotną poprawę parametrów operacyjnych portfela. Efektem wysokiej aktywności leasingowej był spadek wskaźnika pustostanów do 4,5%*, z poziomu 8% na koniec września 2025 r. Średni ważony okres najmu wydłużył się natomiast do około 7,8 roku*, co dodatkowo wzmacnia stabilność i przewidywalność przepływów pieniężnych Grupy.

Pozostajemy optymistycznie nastawieni do warunków rynkowych, szczególnie w świetle bardzo dobrych wyników osiągniętych w drugiej połowie 2025 roku.  W 2025 roku zanotowaliśmy rekordowy rezultat leasingowy na poziomie 363,2 tys. mkw. oraz obniżyliśmy wskaźnik pustostanów do 4,5%. Potwierdza to skuteczność naszej strategii rozwoju na kluczowych rynkach europejskich oraz odzwierciedla antycykliczny, długoterminowy model wzrostu biznesu MLP Group. W 2026 roku będziemy dalej przyspieszać rozwój na rynkach core w Europie, w szczególności w Monachium, Hamburgu, Wiedniu, Warszawie i Wrocławiu – mówi Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

W 2026 roku MLP Group planuje uruchomienie kolejnych projektów w Polsce, m.in. we Wrocławiu, Rzeszowie, Warszawie i Poznaniu, przy jednoczesnej kontynuacji ekspansji na rynkach zagranicznych, w szczególności w Niemczech i Austrii. Grupa przygotowuje się do rozpoczęcia inwestycji w Monachium, Hamburgu oraz w rejonie Düsseldorfu, a także zabezpiecza kolejne grunty w Hamburgu i Monachium z myślą o realizacji projektów w drugiej połowie 2026 roku.

MLP Group prowadzi działalność w Polsce, Niemczech, Austrii i Rumunii, koncentrując się na rozwoju parków logistycznych klasy A, zarówno w segmencie city logistics, jak i dużych obiektów magazynowo-przemysłowych. Wszystkie projekty realizowane są zgodnie z najwyższymi standardami ESG, ze szczególnym naciskiem na efektywność energetyczną, niskoemisyjność oraz długoterminową wartość dla najemców i inwestorów.

*dane wstępne

Balnord i Tesi inwestują w fińską Avenue Biosciences – 5,7 mln USD na przełom w produkcji leków biologicznych

Fińska firma biotechnologiczna Avenue Biosciences zamknęła rundę seed extension o wartości 5,7 mln USD. Inwestycję prowadzą gdański fundusz Balnord oraz fiński Tesi. Technologia spółki, która znajduje zastosowanie w produkcji terapii onkologicznych, szczepionek czy leków na choroby rzadkie, osiąga wyniki 4-6 razy lepsze niż obecne standardy przemysłowe.

Firma rozwija platformę inżynierii białek, która umożliwia pomiar i optymalizację efektywności szlaku sekrecyjnego – kluczowego elementu produkcji białek terapeutycznych, który do tej pory pozostawał jednym z najmniej zrozumianych aspektów biotechnologii. Technologia Avenue Biosciences generuje tysiące wariantów białek terapeutycznych, osiągając lepszą wydajność i jakość niż dotychczasowe standardy przemysłowe. Pozwala to na szybsze wprowadzanie na rynek nowych terapii, często wcześniej niewykonalnych: od przeciwciał monoklonalnych, przez szczepionki i białka projektowane przez sztuczną inteligencję, po terapie genowe.

„Szlak sekrecyjny jest jedną z ostatnich niewiadomych w produkcji białek terapeutycznych. Mimo jego znaczenia, standardy branżowe opierają się od dekad na niewydajnych rozwiązaniach, testując jedynie niewielki zestaw bezpiecznych peptydów sygnałowych zamiast eksplorować tysiące wariantów sekwencji. Nasza technologia sprawia, że coraz bardziej złożone białka, takie jak te projektowane przez AI czy przeciwciała wielospecyficzne, stają się łatwiejsze w produkcji, co poprawia dostęp do ratujących życie terapii” – mówi Tero-Pekka Alastalo, CEO i współzałożyciel Avenue Biosciences.

Peptydy sygnałowe to nieodłączne komponenty białek, które mają ogromny, niewykorzystany potencjał w biotechnologii i bezpośrednio wpływają na produkcję i jakość białek na poziomie komórkowym.

„Nowe leki biologiczne, szczególnie w onkologii i immunologii, stają się coraz bardziej złożone. Jedną cząsteczką muszą wykonać kilka zadań naraz: znaleźć cel, aktywować odpowiedź immunologiczną, rozpoznać chore komórki. To poprawia skuteczność terapii, ale dramatycznie komplikuje produkcję, a często wręcz ją uniemożliwia” – dodaje Katja Rosti, COO, współzałożycielka i szefowa laboratorium w Helsinkach.

Co istotne, peptydy sygnałowe są usuwane z dojrzałego białka, dzięki czemu docelowa cząsteczka pozostaje zasadniczo taka sama jak oryginalna. To czyni podejście Avenue niezwykle użytecznym również w produkcji biosimilarów, tańszych odpowiedników istniejących terapii. Rynek leków biologicznych rośnie dynamicznie i szacuje się, że z dzisiejszego poziomu 450 mld USD do 2033 roku osiągnie wartość 600 mld USD. Obecnie w rozwoju jest ponad 12 tysięcy nowych terapii.

„Technologia Avenue odpowiada na największe wyzwania w biotechnologii: znacząco obniża koszty leków biologicznych i transformuje produkcję białek terapeutycznych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Połączenie pracy laboratoryjnej z uczeniem maszynowym umożliwia tworzenie zaawansowanych narzędzi predykcyjnych, celując w największe wąskie gardła branży. Zespół ma za sobą skalowanie i wyjście z poprzedniego biotechowego startupu na rynki globalne, a firma już współpracuje z renomowanymi partnerami z sektora. To rzadkość na tak wczesnym etapie rozwoju spółki biotechnologicznej” – komentuje Gabrielė Poteliunaitė, inwestorka w funduszu Balnord.

„Wiele przełomowych innowacji terapeutycznych pozostaje poza zasięgiem większości globalnej populacji. Widzimy znaczący potencjał wzrostu dla technologii Avenue, która ma głębokie korzenie w fińskich odkryciach naukowych i może stać się złotym standardem w swojej dziedzinie” – dodaje Miia Kaye, Investment Director w Tesi.

Obecna runda podnosi całkowitą kwotę pozyskanego przez Avenue Biosciences finansowania do 8,7 mln USD. W rundzie uczestniczyli również dotychczasowi inwestorzy: Voima Ventures, Inventure, University of Helsinki oraz Dimerent. Technologia firmy wywodzi się z wieloletnich badań prowadzonych na Uniwersytecie Helsińskim w Finlandii, w laboratorium prof. Ville Paavilainena.

* * *

Słownik pojęć:

Leki biologiczne to preparaty wytwarzane z wykorzystaniem żywych komórek, zaprojektowane do leczenia chorób poprzez celowanie w specyficzne szlaki metaboliczne w organizmie w sposób bardziej złożony niż tradycyjne leki. Nowoczesne leki biologiczne są dostępne od kilku dekad – typowe przykłady to ludzka insulina czy przeciwciała do leczenia raka piersi lub reumatoidalnego zapalenia stawów.

Peptydy sygnałowe regulują sekrecję białek. Działają jak etykiety adresowe, które wskazują komórce, dokąd wysłać nowe białko, a następnie są usuwane z dojrzałego białka.

Szlak sekrecyjny to komórkowa maszyneria przemieszczająca białka z miejsca ich syntezy do miejsca przeznaczenia (najczęściej na zewnątrz komórki, do błony komórkowej lub innych organelli). Jest to kluczowy etap w produkcji białek terapeutycznych, które muszą wydostać się z komórki.

Retikulum endoplazmatyczne (ER) to krytyczna część szlaku sekrecyjnego – miejsce produkcji i kontroli jakości białek w komórkach, gdzie białka są fałdowane i modyfikowane, aby mogły prawidłowo wykonywać swoje funkcje.