Globalna awaria AWS sparaliżowała internet. Problemy m.in. ze Snapchatem, Fortnite i Pocztą Polską

W poniedziałek rano świat cyfrowy na chwilę wstrzymał oddech. Amazon Web Services (AWS), jeden z największych dostawców usług chmurowych na świecie, odnotował poważną awarię infrastruktury, która sparaliżowała dostęp do wielu popularnych serwisów internetowych i aplikacji. Problemy miały zasięg globalny i dotknęły miliony użytkowników — również w Polsce.

Z niedostępnością serwisów mierzyli się użytkownicy tak znanych platform jak Snapchat, Fortnite, Canva, Zoom, Roblox, Duolingo, Shutterstock czy McDonald’s. W Polsce zgłaszano problemy m.in. z serwisem Poczty Polskiej.

Jak poinformowała firma Amazon na swojej stronie, przyczyną był wzrost liczby błędów i opóźnień w krytycznym węźle infrastruktury AWS w regionie US-EAST-1, zlokalizowanym w stanie Wirginia (USA). Inżynierowie firmy natychmiast przystąpili do działań naprawczych, a po kilku godzinach funkcjonowanie większości usług zostało przywrócone.

Eksperci zwracają uwagę, że to kolejny dowód na kruchość globalnej infrastruktury cyfrowej i zależność od kilku dużych graczy technologicznych. – Dzisiejsza awaria to kolejny dowód na to, że świat cyfrowy nie zna granic — lokalna usterka może rozprzestrzenić się na cały świat w ciągu kilku minut  – komentuje Wojciech Głażewski, dyrektor firmy zajmującej się cyberbezpieczeństwem.

Jak podkreśla Głażewski, zbudowaliśmy świat, w którym wygoda korzystania z internetu opiera się na wspólnych systemach i scentralizowanej infrastrukturze, jednak odporność — czyli zdolność do przetrwania awarii — wciąż zależy głównie od ludzi i procesów.

Co to oznacza dla użytkowników?

Tego typu incydenty to nie tylko irytacja związana z niedostępnością ulubionej aplikacji. To również okazja dla cyberprzestępców, którzy w momentach chaosu próbują wykorzystać dezorientację użytkowników. – Zachowaj czujność wobec oszustw i prób wyłudzeń — zwłaszcza gdy serwisy bankowe nie działają — i nigdy nie klikaj w linki ani nie podawaj danych, których nie rozpoznajesz – przestrzega Głażewski.

Ekspert radzi, by użytkownicy tworzyli kopie zapasowe, przechowywali ważne informacje offline i znali alternatywne sposoby płatności czy komunikacji, jeśli systemy cyfrowe zawiodą.

Z punktu widzenia organizacji, awaria AWS powinna być silnym sygnałem ostrzegawczym. – Dla organizacji nadszedł czas na dywersyfikację. Nie przechowuj wszystkiego w jednej chmurze. Testuj mechanizmy awaryjne, szkol zespoły i zaplanuj czas przestoju zanim do niego dojdzie.  – podkreśla Głażewski.

Kiedy firmy w panice przywracają dostęp do usług, ich systemy są przeciążone, a pracownicy przemęczeni. Wtedy najłatwiej o błędy — i właśnie wtedy atakują hakerzy. Ekspert przewiduje, że po takiej awarii można spodziewać się fali fałszywych e-maili z ofertami „rabatów”, „zwrotów” i linków podszywających się pod pomoc techniczną.

Dzieci — cichy punkt ryzyka

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że skutki takiej awarii mogą dotknąć także najmłodszych. – Wiele z dotkniętych awarią platform to gry i aplikacje używane przez dzieci — idealny moment dla oszustów, by wykorzystać ich zaufanie.  – ostrzega Głażewski.

Rodzice powinni szczególnie uważnie przyglądać się, w co i z kim ich dzieci mają kontakt online — zwłaszcza w czasie awarii, gdy dzieci mogą próbować logować się ponownie, ściągać aplikacje z nieoficjalnych źródeł lub odpowiadać na fałszywe komunikaty.

Co dalej?

Chociaż Amazon przywrócił już większość usług do działania, to pytania o bezpieczeństwo i odporność infrastruktury cyfrowej pozostają otwarte. Współczesny internet — mimo swojej globalności — wciąż ma wiele punktów krytycznych. Jak mówi ekspert: Bo choć internet jest globalny, odporność zaczyna się lokalnie — od tego, co każdy z nas zrobi teraz.

Awaria AWS to nie tylko techniczna usterka, ale ważna lekcja — dla firm, użytkowników i decydentów. Świat cyfrowy może się zatrzymać szybciej niż nam się wydaje. Pytanie brzmi: czy jesteśmy na to gotowi?

Złoto bije 49. rekord w tym roku. Historyczne 4379 USD za uncję

0

Królewski metal nie zwalnia tempa. W połowie października notowania złota osiągnęły historyczny poziom 4379 USD za uncję, bijąc 49. rekord cenowy w tym roku. Tak dynamicznych wzrostów nie notowano od ponad czterech dekad.

To, co dziś obserwujemy, to nie tylko kolejny cykl wzrostowy, ale moment przesterowania światowych finansów. Złoto znów pełni rolę bezpiecznej przystani, a jego cena odzwierciedla rosnący niepokój inwestorów wobec przyszłości globalnej gospodarki.

Chciałoby się powiedzieć: taniej już było. I rzeczywiście, biorąc pod uwagę dynamikę rynku, nie ma dziś żadnych przesłanek, które wskazywałyby na szybkie odwrócenie trendu. Każdy kolejny tydzień przynosi nowy rekord. To sytuacja bez precedensu.

Wojna handlowa rozgrzewa rynek

Za tym rajdem stoją zarówno napięcia geopolityczne i wojna handlowa USA-Chiny, jak i rosnący popyt inwestycyjny ze strony banków centralnych oraz instytucji finansowych.

Najważniejszym impulsem dla ostatnich wzrostów stało się zaostrzenie napięć między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Prezydent Donald Trump zapowiedział nałożenie 100-procentowych ceł na chińskie towary od 1 listopada, w odpowiedzi na decyzję Pekinu o wprowadzeniu restrykcji eksportowych na metale ziem rzadkich, kluczowe dla przemysłu zbrojeniowego i technologicznego.

To bardzo silny cios w światowy przemysł – nie tylko zbrojeniowy, ale też elektroniczny czy motoryzacyjny. Chiny rafinują blisko 90 procent światowych metali ziem rzadkich i mogą z dnia na dzień ograniczyć ich eksport. Dla Zachodu to sygnał ostrzegawczy, a dla inwestorów – bodziec do ucieczki w bezpieczne aktywa, w tym złoto.

Sytuacja jest tym bardziej napięta, że Sąd Najwyższy USA ma wkrótce rozstrzygnąć, czy cła wprowadzone przez administrację Trumpa są w ogóle zgodne z prawem, a spotkanie prezydentów USA i Chin zostało wstrzymane do odwołania. W efekcie rynek zareagował gwałtownym wzrostem popytu na metale szlachetne – zarówno w handlu kontraktami, jak i w zakupach fizycznego kruszcu.

Banki inwestycyjne widzą 5000 USD za uncję

Wzrost notowań złota wspierają także prognozy największych instytucji finansowych. Bank of America, a także Société Générale przewidują, że do połowy 2026 roku cena kruszcu osiągnie 5000 USD/oz, a srebra – 65 USD/oz.

Do takiego wywindowania ceny złota może przyczynić się spodziewany przez analityków 14-procentowy wzrost popytu inwestycyjnego. W scenariuszu bardziej agresywnym, przy silniejszym napływie kapitału do metali szlachetnych, Bank of America nie wyklucza nawet 6000 USD za uncję.

Podobnie Goldman Sachs prognozuje poziom 4900 USD, a ANZ Bank – 4600 USD w 2026 roku. Analitycy coraz częściej podnoszą swoje prognozy, bo widzą, że nie mamy do czynienia z chwilową euforią, lecz z trwałą zmianą strukturalną. Złoto odzyskuje rolę kluczowego aktywa rezerwowego.

Polska “ewenementem na skalę światową”

Równolegle na rynkach finansowych szerokim echem odbijają się działania Narodowego Banku Polskiego, który od 2024 roku zintensyfikował zakupy złota. Polska w ubiegłym roku kupiła 89,5 tony kruszcu, a w obecnym ponad 67 ton, wyprzedzając pod tym względem nawet Chiny. W rezultacie NBP posiada już ponad 515 ton złota, co stanowi blisko 22 procent rezerw banku centralnego.

NBP nie tylko zwiększał rezerwy, ale zrobił to w najlepszym możliwym momencie. Dziś, przy cenie oscylującej wokół 4300 USD za uncję, te zakupy okazały się strzałem w dziesiątkę. A planowane zwiększenie udziału złota w rezerwach do 30 procent może w nadchodzących latach przełożyć się na kolejne setki ton zakupionego kruszcu i wzmocnić pozycję Polski w światowym systemie finansowym.

 

Narodowy Bank Polski jest dziś chwalony przez zagraniczne media – od „The Economist”, przez „Bloomberg” i „Financial Times”, po niemiecki „Handelsblatt”. Włoskie portale ekonomiczne określają działania polskiego banku centralnego mianem „ewenementu na skalę światową”.

Świat wchodzi w nową, złotą erę

Mamy do czynienia z bezprecedensowym połączeniem czynników: wojną handlową, spadkiem zaufania do dolara, rekordowymi zakupami banków centralnych i wzrostem napięć geopolitycznych. To wszystko sprawia, że złoto wraca do centrum globalnego systemu finansowego.

Widać też, że inwestorzy instytucjonalni zaczynają realokować swoje portfele, zwiększając udział metali szlachetnych – to fundamentalna zmiana. Co prawda krótkoterminowe korekty są możliwe, ale nie zmieniają długofalowego obrazu rynku. Złoto stało się strategicznym aktywem, które daje ochronę w świecie niepewnych walut i niestabilnej polityki.

Złoty umacnia się wobec euro i dolara. Kurs EUR/PLN najniżej od lipca

Rosnące ryzyko związane z coraz bardziej napiętymi relacjami handlowymi między USA i Chinami oraz trwające zawieszenie prac instytucji federalnych wytworzyły w ubiegłym tygodniu nietypowe korelacje na rynkach finansowych. Równolegle ponownie rośnie zainteresowanie inwestorów walutami europejskimi, a na tej fali korzysta złoty. Polska waluta w parze z euro jest najmocniejsza od lipca.

Kluczowe punkty:

  • PLN najmocniejszy od miesięcy.
  • Bezpieczne aktywa zyskują na napięciach handlowych między USA i Chinami.
  • Zapowiada się najdłuższe w historii zamknięcie rządu USA.
  • Optymizm względem francuskiego budżetu wspiera EUR.
  • Brytyjski rynek pracy dalej się ochładza przed ogłoszeniem budżetu.

Inwestorzy kupowali bezpieczne aktywa, w tym złoto, franka szwajcarskiego i jena japońskiego, lecz jednocześnie akcje utrzymywały się na rekordowo wysokich poziomach, a obligacje poruszały się w dużej mierze w trendzie bocznym. Ostatnia fala wrogości między Waszyngtonem a Pekinem osłabła w ubiegłym tygodniu po tym, jak obie strony przyjęły bardziej pojednawczą postawę. Inwestorzy będą liczyli na kompromis, niemniej wielką niewiadomą pozostaje to, czy straszak w postaci chińskiego monopolu na metale ziem rzadkich jest rzeczywiście zmianą w polityce handlowej, czy też tylko zagraniem negocjacyjnym. Podejrzewamy to drugie, rynki pozostają jednak niepewne.

Brak danych z USA spowodowany zamknięciem rządu nie będzie w tym tygodniu tak dotkliwy, w piątek (24.10) poznamy bowiem odczyt wrześniowej inflacji w USA. Ekonomiści spodziewają się kolejnego odczytu w zakresie 3–4%, znacznie powyżej celu Rezerwy Federalnej, który stałby w wyraźnej sprzeczności z coraz bardziej gołębią postawą banku. W środę (22.10) poznamy zaś dane o wrześniowej inflacji w Wielkiej Brytanii. Zapowiada się, że piątek (24.10) przyniesie dużą zmienność – poza raportem inflacyjnym z USA publikowane będą na całym świecie wstępne wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w październiku.

PLN

Para EUR/PLN sięgnęła na początku tego tygodnia najniższego poziomu od pierwszych dni lipca. Oznacza to, że złoty radził sobie w ostatnich dniach lepiej niż zdecydowana większość walut rynków wschodzących. W obliczu rosnącego znużenia politycznymi przepychankami w Waszyngtonie inwestorzy ponownie preferują waluty europejskie.

Krajowe informacje były w ostatnim czasie mieszane. Nie jest to duża zmiana, niemniej deficyt na rachunku obrotów bieżących stał się nieco wyraźniejszy, a zmniejszenie się nadwyżki w usługach wymaga uwagi. Perspektywy inflacyjne uległy niewielkiej poprawie – ceny producenckie spadły silniej, niż oczekiwano, dynamika płac ponownie była niższa od szacunków (7,5% we wrześniu). Zwiększa to prawdopodobieństwo, że NBP w listopadzie ponownie obniży stopy procentowe.

Wydaje się, że publikowane w ostatnich miesiącach rozczarowujące dane z rynku pracy nie wpływają na nastroje konsumentów, niemniej temu również należy się przyglądać. Z dobrych wieści, produkcja przemysłowa była we wrześniu bardzo mocna – niemniej raczej nie powinniśmy czerpać nadmiernego optymizmu z tego odczytu, biorąc pod uwagę liczne przeciwności losu, które mogą rzutować na dane w kolejnych miesiącach. W najbliższych dniach będziemy poznawać nowe dane makroekonomiczne z Polski, spośród których najważniejsze będą sprzedaż detaliczna (środa 22.10) i stopa bezrobocia (czwartek 23.10). Oczekuje się, że ta druga pokaże kolejny wzrost, do 5,6%.

EUR

Wydaje się, że francuski rząd może tymczasowo odetchnąć z ulgą. Premier Sebastien Lecornu przetrwał nie jedno, a dwa głosowania nad wotum nieufności, jego budżet po poprawkach ma zaś teraz raczej większe szanse na przyjęcie niż odrzucenie. Poprawę nastroju na rynku ogranicza to, że ceną jest porzucenie planów reformy emerytalnej, co oznacza niekorzystne odroczenie niezbędnego naszym zdaniem podniesienia wieku emerytalnego. Podczas weekendu agencja S&P niespodziewanie obniżyła rating Francji, niemniej wczesny handel w Azji sugeruje, że rynki w dużej mierze ignorują ten fakt.

Po niedawnym zakończeniu cyklu rozluźniania polityki monetarnej zadanie Europejskiego Banku Centralnego wydaje się od teraz łatwiejsze niż w przypadku Banku Anglii czy Rezerwy Federalnej. Ubiegłotygodniowa rewizja w górę inflacji bazowej w strefie euro przypomina, że poprzeczka dla dalszych cięć stóp procentowych jest wysoko zawieszona. Powinno to naszym zdaniem w dalszym ciągu dawać pewne wsparcie wspólnej walucie, szczególnie względem dolara.

USD

Możliwe, że niedobór danych makro przez zamknięcie rządu w USA zmusza rynki do nadinterpretacji w innych obszarach – po kilku głośnych bankructwach mówi się mianowicie o obawach dotyczących oceny jakości kredytowej w USA. Jak na razie nie widzimy systemowych konsekwencji tych wydarzeń, a spready kredytowe pozostają na bardzo niskich poziomach w ujęciu bezwzględnym. Tło makroekonomiczne (rozluźnianie polityki monetarnej mimo wysokiej inflacji) powinno być korzystne dla kredytów, przyglądamy się jednak temu uważnie.

Spodziewamy się, że opóźnione dane o inflacji (piątek 24.10) nie pokażą, że zbliża się ona do celu Fedu – zarówno główna, jak i bazowa miara powinny uplasować się w przedziale 3–4% w ujęciu zanualizowanym. Nie powstrzyma to raczej Fedu przed obniżkami stóp procentowych na dwóch kolejnych posiedzeniach, szczególnie biorąc pod uwagę niepewność spowodowaną brakiem najnowszych raportów z rynku pracy. Być może przyjdzie nam trochę poczekać na kolejny odczyt stanu zatrudnienia – rynki obstawiają obecnie, że trwające zamknięcie rządu USA będzie najdłuższe w historii.

GBP

Dane z brytyjskiego rynku pracy w dalszym ciągu wyraźnie wskazują na ochłodzenie warunków. Wydaje się, że niemal stały spadek miejsc pracy zatrzymał się latem, niemniej we wrześniu ich liczba spadła o kolejne 10 tys. netto, w wyniku czego łączny spadek miejsc pracy od ubiegłorocznego budżetu sięgnął zatrważających 127 tys. Spowolnienie to jest spójne z miesięcznymi odczytami PKB, zgodnie z którymi gospodarka rośnie w ślamazarnym tempie zaledwie ok. 1% w skali roku. Nie jest to w żadnym razie wystarczające ani pokrzepiające, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w Wielkiej Brytanii trwa jeden z największych boomów demograficznych od dekad. Oznacza to bowiem, że w ujęciu per capita przeciętna osoba jest w gorszej sytuacji.

Bank Anglii mierzy się z podobnym wyzwaniem co Rezerwa Federalna, słabość rynku pracy występuje bowiem równolegle do wciąż znacznie przekraczającej cel inflacji. Publikowane w środę (22.10) dane dotyczące presji cenowej będą kluczowe dla kolejnych decyzji dotyczących stóp procentowych. Wydaje się, że Bank Anglii nie chce przeprowadzać pełnego cyklu rozluźniania polityki monetarnej, póki inflacja utrzymuje się bliżej 4% niż 2%.

Najgorszy początek kwartału na giełdach od 2008 roku, ale AI odwraca nastroje. Złoto bije historyczne rekordy

Rynek akcji ma za sobą najgorsze otwarcie kwartału od czasu wielkiego kryzysu z 2008 r. Nastrój wydawał się bliski paniki, ale wrócił entuzjazm związany z oczekiwaniami dotyczącymi sztucznej inteligencji. Nadal zaskakują jednak kolejne rekordy na zlocie.

Początek trzeciego tygodnia października na rynkach finansowych był bardzo gwałtowny. Kontrakty terminowe oparte o indeksy amerykańskie traciły nawet 6%, podczas gdy indeks zmienności VIX (nazywany też indeksem strachu) wzrósł o 19%.

To odpowiedź Chin, zwiastująca nałożenie na USA ceł odwetowych w wysokości 34% umocniła scenariusz potencjalnego pogorszenia się relacji w handlu międzynarodowym, podwyższając tym samym materializację ryzyka recesyjnego w USA.

W Europie sytuacja nie wyglądała lepiej. Pomimo tego, że na rynku forex to właśnie euro było głównym beneficjentem porannej paniki (w długim terminie na Stary Kontynent, który może zyskać na spadku zaufania do USA), to poszczególne indeksy radziły sobie i tutaj bardzo słabo. Europejskie indeksy wymazały z nawiązką wzrosty zbudowane od początku 2025 roku.

Wytchnienia nie dał Jerome Powell, który podkreślił, że Fed wciąż nie musi się spieszyć ze zmianą stóp procentowych, nawet w obliczu ceł, które znacznie wpłyną na wzrost i inflację.

Czy można zaryzykować użycie stwierdzenia panika, jako opis obecnej sytuacji na rynkach.

– Rynek stracił grunt pod nogami i widzieliśmy duże tąpnięcie na akcjach światowych indeksów, głównie na S&P500 i na Nasdaq – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Sobierajski, analityk rynku akcji w XTB. – Obawiano się powrotu do sytuacji, gdy wojny celne rozgrzały rynki do czerwoności i powrócą problemy z zarabianiem pieniędzy, a trwałe zmiany celne doprowadzą do wzrostu kosztów dla wielu firm oraz konsumentów, co dodatkowo napędzi inflację i spowolnienie gospodarcze. W rezultacie rosły obawy przed recesją do blisko 65%.

Skala spadków była na tyle duża, że mało brakowało do sięgnięcia technicznych barier spadków o 7%, kiedy to CME może zastosować czasowe wstrzymanie handlu na poszczególnych kontraktach terminowych.

Reakcja Chin uderzała szczególnie w amerykańskie Big Techy, które w dużej mierze funkcjonują na łańcuchach dostaw, produkcji oraz popycie w krajach azjatyckich. Wyprzedaż pogłębiła się również na największych amerykańskich bankach, odzwierciedlając tym samym obawy o światową koniunkturę i aktywność w obliczu ryzyka recesji.

– Wyprzedaż była dość gwałtowna, zgodnie z maksymą: panikuj pierwszy albo wcale – komentuje ekspert XTB. – Szybko przekonaliśmy się, że reakcja była przesadna. Możliwe jednak, że trzeba będzie poczekać 2-3 miesiące na nowe rekordy na najważniejszych indeksach. Bardzo ważne okażą się raporty kwartalne, sezon ogłaszania wyników właśnie się rozpoczął, a wielkie spółki zaangażowane w wykorzystanie sztucznej inteligencji wysyłają sygnały bardzo cieszące inwestorów.

Wystarczyło zaledwie kilka dni, aby Wall Street znalazła się znów w pozytywnych nastrojach. Rynek napędzany jest przede wszystkim rosnącymi oczekiwaniami wobec sztucznej inteligencji oraz solidnymi wynikami kwartalnymi. Indeks sektorów technologicznych Nasdaq 100 przeważał nad resztą rynku dzięki umocnieniu spółek półprzewodnikowych po mocnych prognozach TSMC, które wywindowały ceny akcji Nvidii, AMD i Broadcom.

Ten sektorowy entuzjazm towarzyszy jednak dalszemu wzrostowemu trendowi na rynku kruszców. Złoto nie zatrzymuje się i kreuje z dnia na dzień nowe historyczne maksima, przebiło barierę 4250 USD za uncję, co oznacza wzrost przekraczający 62% od początku roku – to najwyższy ruch jeśli chodzi o dynamikę od 1979 r. Dla zobrazowania skali tych astronomicznych wzrostów należy dodać, że zwrot od początku roku dla indeksu Nasdaq100 oraz bitcoina to odpowiednio „tylko”: 17% oraz 18%. Poziom 4 000 USD jeszcze niedawno wydawał się trudno osiągalny, tymczasem rosnące zakupy funduszy ETF oraz wzmożony popyt ze strony banków centralnych budują fundamenty dla dalszych rekordów. Rekordy cenowe ustanowiło srebro, a największe stopy zwrotu z kapitału od początku roku daje platyna.

– Złoto przebiło dużo szybciej niż się spodziewano granicę 4 tys. USD, a trend będzie nadal rósł, co najmniej tak długo jak długo banki centralne będą zwiększać swoje rezerwy w złocie – ocenia Mikołaj Sobierajski z XTB.

Pożar na lotnisku w Dhace (Bangladesz) paraliżuje transport lotniczy. Możliwe wzrosty stawek frachtu

Lotnisko w Dhace (DAC), stolicy Bangladeszu, jest kluczowym hubem logistycznym w regionie, dlatego pożar w terminalu importowym cargo znacząco utrudnia obsługę łańcuchów dostaw na tym kierunku. Zdarzenie to powoduje opóźnienia w przewozach lotniczych z i do Bangladeszu z uwagi na ograniczenie siatki połączeń – zarówno frachtowych, jak i pasażerskich. W konsekwencji można spodziewać się wzrostu stawek frachtowych zarówno w relacjach importowych, jak i eksportowych, które są niezwykle istotne dla rynku europejskiego. Azja Południowa, w tym Bangladesz, to kluczowy globalny producent m.in w sektorach fashion i elektroniki, dlatego obecna sytuacja może wiązać się z zakłóceniami. Warto także dodać, że w związku z ograniczeniami operacyjnymi możemy spodziewać się zjawiska backlogu, czyli nagromadzenia się gotowych i oczekujących na wysyłkę przesyłek.

Alternatywą w łańcuchach dostaw na tym kierunku jest serwis morsko-lotniczy z przeładunkiem m.in. w terminalach lotniczych w Kolombo (Sri Lanka), Singapurze (Singapur), Dubaju (Zjednoczone Emiraty Arabskie) oraz Malé (Malediwy), a następnie dostawą statkiem do Bangladeszu. Opcją są również bezpośrednie przewozy morskie z i do portów europejskich, jednak należy pamiętać, że ze względu na trwający od ok. dwóch lat kryzys na Morzu Czerwonym czas transportu morskiego jest obecnie znacząco wydłużony. W przypadku Bangladeszu nie istnieje połączenie kolejowe z Europą, tak jak ma to miejsce w przewozach z Chin, dlatego utrudnienia operacyjne na lotnisku DAC są szczególnie dotkliwe dla globalnych łańcuchów dostaw.

Autor: Mariusz Filec, Airfreight Product Director- CEE, Rohlig SUUS Logistics

10 sytuacji, w których monitor interaktywny usprawni Twój biznes!

Nowoczesne monitory interaktywne przestały być gadżetem zarezerwowanym dla szkół czy sal konferencyjnych. Dziś to narzędzia, które realnie zwiększają efektywność pracy, wspierają komunikację i pozwalają firmom szybciej podejmować decyzje. Bez względu na to, czy prowadzisz małe biuro, czy zarządzasz korporacją, ekran interaktywny może stać się centrum Twojej organizacji. Zobacz 10 sytuacji, w których wykorzystanie tablicy interaktywnej przynosi wymierne korzyści.

1. Burze mózgów i sesje kreatywne

Tradycyjne spotkania kreatywne często kończą się stertą karteczek i zdjęć tablicy. Monitor interaktywny pozwala każdemu członkowi zespołu dodawać pomysły w czasie rzeczywistym – rysować, zapisywać notatki i układać schematy. Dzięki temu wszystkie idee pozostają w jednym miejscu i można je później łatwo udostępnić.

Dodatkową przewagę daje praca na nieograniczonej kanwie, jaką oferuje aplikacja Newline Whiteboard – można na niej swobodnie rozbudowywać koncepcje, wracać do wcześniejszych notatek i porządkować pomysły bez ograniczeń przestrzeni.

2. Spotkania hybrydowe

W erze pracy zdalnej i hybrydowej liczy się możliwość połączenia wszystkich osób w jeden zespół. Monitory interaktywne umożliwiają błyskawiczne uruchamianie wideokonferencji – wystarczy jedno kliknięcie, aby nawiązać kontakt i wspólnie pracować nad dokumentami czy prezentacjami.

3. Prezentacje dla klientów

Prezentacja na dużym ekranie 65 czy 75 cali robi zupełnie inne wrażenie niż slajdy oglądane na laptopie. Ekran interaktywny pozwala nie tylko pokazać dane i wykresy, ale też je modyfikować na bieżąco – podkreślić fragment, dodać komentarz, zmienić liczby w arkuszu. 

Co ważne, podczas takiej prezentacji można korzystać z wielu źródeł jednocześnie – wideo, arkuszy kalkulacyjnych czy interaktywnych aplikacji. Klient widzi pełen obraz i ma poczucie, że oferta jest dopracowana na jego oczach. To podnosi poziom profesjonalizmu i zwiększa szansę na sukces spotkania.

4. Warsztaty i szkolenia wewnętrzne

Tablica interaktywna świetnie sprawdza się podczas szkoleń pracowników. Trener może korzystać z materiałów wideo, rysować schematy czy prowadzić quizy. Uczestnicy nie są tylko słuchaczami – mogą sami dodawać notatki i aktywnie brać udział w procesie zdobywania wiedzy.

5. Zarządzanie projektami

Metodyki zwinne, takie jak Agile czy Scrum, wymagają wizualizacji postępów prac. Monitor interaktywny pozwala wyświetlić harmonogram, nanosić poprawki na tablicy Kanban i wspólnie planować kolejne sprinty. 

Dzięki interaktywnym narzędziom można oznaczać status zadań, przypisywać odpowiedzialności i tworzyć notatki w czasie rzeczywistym. Zespół widzi pełny obraz projektu i ma możliwość reagowania na zmiany od razu, co skraca czas spotkań i minimalizuje ryzyko przeoczeń.

6. Analiza danych i raportów

Dyskusja o wynikach firmy bywa trudna, jeśli wszyscy patrzą w mały ekran. Monitory interaktywne 86 cali pozwalają przedstawić dane w przejrzysty sposób, a interaktywne narzędzia ułatwiają ich analizę. Wnioski można zapisywać bezpośrednio na wykresach, a gotowy materiał udostępnić uczestnikom od razu po spotkaniu.

Dzięki obsłudze technologii Windows Ink użytkownicy mogą pisać bezpośrednio po arkuszach Excel, prezentacjach PowerPoint czy dokumentach Word. Notatki tworzone w czasie rzeczywistym są automatycznie zapisywane i mogą być później przesłane razem z plikami do uczestników spotkania. To rozwiązanie, które znacząco usprawnia analizę danych i dokumentowanie ustaleń.

7. Praca w małych salach

Nie wszystkie firmy dysponują dużymi salami konferencyjnymi. Dlatego producenci monitorów interaktywnych oferują także mniejsze modele, np. monitor interaktywny 55 cali. To rozwiązanie dla przestrzeni typu huddle room, gdzie kilka osób może szybko spotkać się i przeanalizować projekt bez dodatkowych narzędzi.

8. Burze mózgów z partnerami zewnętrznymi

Często w procesie tworzenia strategii biorą udział doradcy czy dostawcy. Dzięki opcji zdalnego udostępniania ekranu możliwe jest wspólne rysowanie schematów i omawianie dokumentów, nawet jeśli uczestnicy znajdują się w różnych miastach czy krajach. Tablica interaktywna sprawia, że praca z partnerami przebiega równie płynnie, jak wewnętrzne spotkania zespołu.

9. Sytuacje kryzysowe i szybkie decyzje

Nagła awaria, problem w projekcie czy konieczność szybkiej reakcji – w takich momentach liczy się czas. Ekran interaktywny umożliwia zebranie zespołu, wyświetlenie wszystkich danych na jednym ekranie i wspólne wypracowanie rozwiązania. To sposób na uniknięcie chaosu i skrócenie procesu decyzyjnego.

10. Wizerunek i kultura organizacyjna

Nowoczesne technologie to nie tylko narzędzie pracy, ale też element budowania kultury firmy. Monitor interaktywny 65 czy 75 cali w sali konferencyjnej podkreśla profesjonalizm i innowacyjność organizacji. Tego typu rozwiązania stają się również symbolem otwartości na nowe pomysły i wspierają kulturę współpracy. Pracownicy widzą, że firma inwestuje w narzędzia ułatwiające im codzienną pracę, a klienci i partnerzy zewnętrzni odbierają ją jako nowoczesną, dynamiczną i nastawioną na rozwój.

Monitory interaktywne marki Newline Interactive stają się nieodłącznym elementem współczesnego biznesu. Od burz mózgów, przez spotkania hybrydowe, po prezentacje dla klientów – w każdej z tych sytuacji tablica interaktywna zwiększa efektywność i ułatwia podejmowanie decyzji. Odpowiednio dobrany monitor interaktywny 55, 65, 75 czy 86 cali pozwala dopasować rozwiązanie do wielkości firmy i charakteru pracy. To inwestycja, która szybko się zwraca – nie tylko w postaci lepszej komunikacji, ale także wizerunku nowoczesnej organizacji.

Badania psychologiczne dla kierowców i pracowników – jak przebiegają, kto musi je wykonać i jak przygotować się do wizyty

W wielu zawodach stabilność emocjonalna, refleks i zdolność koncentracji są równie ważne jak doświadczenie czy umiejętności techniczne. Badania psychologiczne, potocznie zwane psychotestami, pozwalają ocenić, czy dana osoba jest w stanie wykonywać swoje obowiązki w sposób bezpieczny – dla siebie i otoczenia. To nie tylko formalność, lecz element profilaktyki, który realnie wpływa na poziom bezpieczeństwa w pracy i w ruchu drogowym.

Czym dokładnie są badania psychologiczne dla kierowców i operatorów?

Wbrew obiegowym opiniom psychotesty nie polegają na „zaliczeniu” czy „oblaniu” egzaminu. To proces oceny sprawności psychicznej i funkcji poznawczych z perspektywy wymagań konkretnego zawodu. Psycholog, posiadający stosowne uprawnienia, analizuje m.in. szybkość reakcji, refleks, koordynację wzrokowo-ruchową, zdolność koncentracji i odporność na stres.

Badanie odbywa się w certyfikowanej pracowni i obejmuje zarówno testy aparaturowe, jak i kwestionariusze psychologiczne. Celem jest określenie, czy dana osoba potrafi utrzymać uwagę, prawidłowo reagować na bodźce i podejmować decyzje w sytuacjach presji. Wyniki stanowią podstawę do wydania orzeczenia, które potwierdza (lub wyklucza) zdolność do pracy na określonym stanowisku.

Według danych Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w Polsce przeprowadza się rocznie kilkaset tysięcy tego typu badań – głównie wśród kierowców zawodowych, operatorów maszyn i osób pracujących w służbach mundurowych.

Kto ma obowiązek wykonać badania psychologiczne?

Obowiązek wykonania badań psychologicznych dotyczy przede wszystkim osób, których praca wymaga zachowania pełnej sprawności psychicznej w sytuacjach stresowych lub wymagających natychmiastowych decyzji.

Na badania kierowani są m.in.:

  • kierowcy zawodowi kategorii C, C+E, D, D+E,
  • instruktorzy i egzaminatorzy nauki jazdy,
  • operatorzy wózków widłowych, suwnic, dźwigów i koparek,
  • osoby ubiegające się o pozwolenie na broń,
  • kierowcy pojazdów uprzywilejowanych – karetek, radiowozów, wozów strażackich,
  • konwojenci i pracownicy ochrony transportujący wartości pieniężne.

Na skierowanie mogą trafić również kierowcy, którzy stracili prawo jazdy z powodu jazdy po alkoholu, narkotykach lub przekroczenia 24 punktów karnych. W takich przypadkach badania są warunkiem odzyskania uprawnień.

Warto dodać, że obowiązek ten wynika wprost z przepisów prawa – m.in. z Rozporządzenia Ministra Zdrowia z 8 lipca 2014 r. w sprawie badań psychologicznych osób kierujących pojazdami.

Kto pokrywa koszt psychotestów – pracownik czy pracodawca?

Wszystko zależy od powodu wykonania badania. Jeśli wynika ono z obowiązków służbowych, koszty ponosi pracodawca. Dotyczy to np. badań wstępnych, okresowych lub kontrolnych wykonywanych na podstawie skierowania z zakładu pracy.

Inaczej wygląda sytuacja, gdy badanie przeprowadzane jest na wniosek osoby prywatnej – np. kierowcy, który odnawia uprawnienia lub musi dostarczyć orzeczenie po utracie prawa jazdy. Wówczas za procedurę płaci sam zainteresowany.

W przypadkach, gdy skierowanie wystawia sąd, policja lub inspekcja transportu drogowego, koszty zazwyczaj pokrywa instytucja kierująca.

Jak wygląda przebieg badania psychologicznego krok po kroku?

Wizyta w pracowni psychologicznej składa się z kilku etapów. Po wypełnieniu dokumentacji i rozmowie wstępnej psycholog wyjaśnia zasady badania oraz sposób obsługi urządzeń pomiarowych.

Najczęściej proces obejmuje:

  1. Testy sprawności psychomotorycznej – np. reakcja na bodźce świetlne i dźwiękowe, koordynacja ręka–oko, szybkość reagowania.
  2. Testy uwagi i koncentracji – badanie zdolności do utrzymania skupienia i pracy pod presją czasu.
  3. Kwestionariusze osobowościowe – ocena stabilności emocjonalnej, poziomu impulsywności, radzenia sobie w stresie.
  4. Rozmowę indywidualną z psychologiem, który interpretuje wyniki i zadaje pytania dotyczące doświadczenia zawodowego, stylu pracy czy samopoczucia.

Całość trwa zwykle od 60 do 90 minut, a orzeczenie wydawane jest tego samego dnia.

Co obejmuje zakres badania psychologicznego?

Zakres badania jest każdorazowo dopasowany do charakteru stanowiska i celu skierowania.

  • Kierowcy zawodowi badani są pod kątem refleksu, odporności na monotonię i podzielności uwagi.
  • Operatorzy maszyn – w zakresie szybkości przetwarzania informacji, zdolności przewidywania i koordynacji wzrokowo-ruchowej.
  • Pracownicy ochrony z bronią – w obszarze kontroli emocji, stabilności poznawczej i umiejętności oceny ryzyka.

Psycholog może poszerzyć badanie o dodatkowe testy, jeśli istnieje potrzeba pogłębionej diagnozy – np. w przypadku podejrzenia zaburzeń koncentracji, problemów emocjonalnych lub przeciwwskazań zdrowotnych.

Zakres badań jest zgodny z przepisami rozporządzenia oraz wytycznymi Ministerstwa Zdrowia i służby medycyny pracy.

Jak przygotować się do badania psychologicznego?

Choć badania nie wymagają nauki ani znajomości przepisów, istotne jest, aby przystąpić do nich w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej.

Przed wizytą warto:

  • dobrze się wyspać i unikać stresu,
  • nie spożywać alkoholu ani środków psychoaktywnych,
  • ograniczyć kawę i napoje energetyczne,
  • nie przyjmować (bez konsultacji z lekarzem) leków uspokajających lub nasennych.

Na badanie należy zabrać dowód osobisty, skierowanie oraz – w razie potrzeby – okulary lub inne pomoce optyczne. W przypadku badań po utracie prawa jazdy warto dołączyć dokumenty potwierdzające leczenie lub terapię.

Badanie psychologiczne o którym można przeczytać na stronie https://medycynapracy.pl/uslugi/badania-psychotechniczne/ nie jest formą egzaminu – nie można go „oblać” w tradycyjnym rozumieniu. Jego celem jest rzetelna ocena predyspozycji i bezpieczeństwa pracy.

Gdzie się podzieją zleceniobiorcy? Nadchodzi rewolucja prawna dla 1,4 mln Polaków

W Polsce niemal 1,4 mln osób utrzymuje się wyłącznie z pracy na zleceniu lub w zbliżonych formach zatrudnienia (GUS). Już wkrótce czekają ich istotne zmiany. Od 1 stycznia 2026 r. okres wykonywania takich obowiązków będzie można wliczać do stażu pracy, co przełoży się m.in. na wymiar urlopu. Tego samego dnia Państwowa Inspekcja Pracy ma zyskać prawo do natychmiastowego przekształcania tego typu kontraktów w etaty, jeśli stwierdzi ku temu podstawy. W efekcie może to stanowić spory problem dla firm, które w dużej mierze opierają się na współpracy ze zleceniobiorcami. Liczba osób pracujących wyłącznie w oparciu o zlecenia prawdopodobnie zacznie maleć, a rynek pracy przesunie się jeszcze bardziej w stronę stałego zatrudnienia. Już dziś to właśnie etat pozostaje dominującą formą pracy – według analiz Grupy Progres, aż 61% aktualnych ofert publikowanych w portalach ogłoszeniowych dotyczy właśnie tego rodzaju kontraktów.

  • Na umowach cywilnoprawnych pracuje dziś 1,39 mln osób, czyli o 5,5% więcej niż rok wcześniej.
  • 61% ofert pracy dotyczy etatów, a 39% – umów cywilnoprawnych lub B2B.
  • Dostęp do etatu nie jest równy dla wszystkich. Najrzadziej oferowany jest praktykantom i stażystom – tylko 23% ogłoszeń daje możliwość podpisania umowy o pracę. Najczęściej etat oferowany jest specjalistom i kierownikom – 44,2% i 45,5% ogłoszeń oraz prezesom – 48,7%.
  • Nadużycia maleją – w 2024 r. PIP zakwestionował tylko 3,6% z 38,8 tys. skontrolowanych umów (w 2023 r. – 4,5%).
  • Największą grupę spośród wszystkich zleceniobiorców stanowią ludzie zatrudnieni w administracji i usługach wspierających (21,8%), następnie w przetwórstwie, handlu i opiece zdrowotnej.
  • W sektorach HoReCa i rolnictwa ponad połowa osób pracuje na zleceniu, najmniej w energetyce i górnictwie.
  • Mediana wieku zleceniobiorców to 42 lata – dominują Millenialsi i Pokolenie X (łącznie ponad 850 tys. osób). Kobiety pracujące na zleceniu są średnio starsze (44 lata) niż mężczyźni (40 lat).
  • Nowe przepisy – pracodawcy obawiają się biurokracji, wyższych kosztów i nowych uprawnień PIP, który będzie mógł przekształcać zlecenia w umowy o pracę.
  • Eksperci podkreślają, że zmiany prawa to krok w stronę większej sprawiedliwości dla pracowników, ale też ryzyko chaosu i przeciążenia firm.

Umowy cywilnoprawne wciąż odgrywają istotną rolę na rynku pracy. W marcu br. liczba zleceniobiorców i wykonujących obowiązki na podstawie podobnych form zatrudnienia wyniosła 1 394,9 tys. osób i była wyższa niż w analogicznym okresie 2024 r. o 5,5%. Wkrótce sytuacja może się zmienić. Zgodnie z nowelizacją przepisów, od 1 stycznia 2026 r. okres pracy na umowie zlecenia ma być wliczany do stażu pracy, od którego zależą m.in. prawo do urlopu wypoczynkowego, wysokość odprawy czy długość okresu wypowiedzenia. Ustawa stażowa w sektorze publicznym ma wejść w życie wraz z początkiem roku, natomiast w sektorze prywatnym – po 6 miesiącach od jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Dla wielu zatrudnionych to długo wyczekiwany krok w stronę większej stabilności i uznania ich zaangażowania zawodowego.

Pracownicy zyskają, firmy się boją

Z punktu widzenia pracodawców planowane zmiany wiążą się m.in. z aktualizacją danych kadrowych oraz bieżącym śledzeniem uprawnień urlopowych, które – po wejściu w życie nowych przepisów – mogą ulec znacznemu wydłużeniu. Jeszcze większym wyzwaniem może okazać się jednak zapowiadane uprawnienie przyznane Państwowej Inspekcji Pracy (PIP), zakładające możliwość natychmiastowego przekształcania umów zlecenia w umowy o pracę, jeśli kontrolerzy uznają, że istnieją ku temu podstawy.

Z jednej strony to ważny krok w kierunku większej sprawiedliwości i wyrównania szans osób zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych. Wreszcie ich praca zostanie w pełni uznana i wliczona do stażu pracy. Z drugiej strony PIP zyska bardzo szerokie kompetencje do ingerowania w relacje między zleceniodawcą a zleceniobiorcą, co może rodzić niepewność i napięcia na rynku komentuje Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres. I zwraca uwagę, że wielu pracodawców może mieć trudność z dostosowaniem się do nowych zasad. Zwłaszcza mniejsze firmy, które nie dysponują rozbudowanymi działami HR ani zapleczem prawnym, mogą odczuć te zmiany szczególnie mocno. Wprowadzenie nowych procedur i kontrolowanie zgodności zatrudnienia z przepisami będzie dla nich nie tylko organizacyjnym, ale też finansowym wyzwaniemdodaje Magda Dąbrowska.

Gdzie najwięcej zleceń, a gdzie prawie ich nie ma

Choć rynek pracy staje się coraz bardziej zróżnicowany, umowa o pracę wciąż pozostaje jego filarem. Z analiz Grupy Progres wynika, że aż 61% ofert publikowanych w portalach ogłoszeniowych dotyczy właśnie etatów, podczas gdy 39% obejmuje umowy cywilnoprawne lub kontrakty B2B.

Dostęp do stabilnego zatrudnienia nie jest równy dla wszystkich. Umowy o pracę najrzadziej oferowane są praktykantom i stażystom – mogą je znaleźć w zaledwie 23% ogłoszeń, dyrektorzy w 36,1%, a menedżerowie w 41,1%. Młodsi specjaliści i asystenci mają większy wybór ofert z etatem – odpowiednio 42,8% i 42,6%, podobnie eksperci – 42,6%. W przypadku pracowników fizycznych 43,3% ogłoszeń dotyczy zatrudnienia na umowę o pracę, a starsi specjaliści mogą liczyć na 43,7%. Najbardziej stabilną strukturę ofert mają specjaliści i kierownicy – 44,2% i 45,5%, a najwyższy udział umów o pracę w ogłoszeniach występuje w przypadku prezesów – 48,7%.

Umowa o pracę daje większe prawa i zapewnia silniejszą ochronę, ale wybór innych form współpracy wcale nie oznacza, że pracodawca chce kogokolwiek oszukać. Często wynika to po prostu ze specyfiki branży, rodzaju zadań lub potrzeby większej elastyczności po obu stronach. Dane PIP pokazują, że liczba nadużyć związanych z nieprawidłowym stosowaniem umów cywilnoprawnych systematycznie spada. W 2024 r. inspektorzy skontrolowali 38 881 umów, z czego jedynie 3,6% zakwestionowano jako takie, które w praktyce powinny być umowami o pracę. Dla porównania – w 2023 r. odsetek ten wynosił 4,5%, a w 2022 r. 4,8%.

Najwięcej osób pracujących na zleceniu zatrudnionych jest w sektorze administrowania i działalności wspierającej, który obejmuje m.in. usługi pośrednictwa pracy — to aż 21,8% wszystkich wykonujących pracę na zlecenie, czyli 304 649 osób. Kolejne miejsca zajmują przetwórstwo przemysłowe (10,8% i 150 265 osób), handel i naprawa pojazdów (10,7% – 149 139 osób), opieka zdrowotna i pomoc społeczna (10,2% i 141 981 osób), budownictwo (8,3% – 115 623 osób) oraz transport i gospodarka magazynowa (7,6% i 106 189 osób). Wysoki udział zleceń odnotowano także w gastronomii i hotelarstwie (6,1% tj. 85 028 osób), pozostałej działalności usługowej (5,25% ­– 73 202 osoby) i działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej (4,9% – 68 099 osób).

Sektory o najmniejszym udziale wśród wszystkich osób na zleceniu (poniżej 3%) to edukacja (39 278 osób), obsługa rynku nieruchomości (34 932), kultura, rozrywka i rekreacja (30 993), informacja i komunikacja (26 938), działalność finansowa i ubezpieczeniowa (20 512), rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo (18 638), administracja publiczna i obrona narodowa (14 187), gospodarka wodno-ściekowa (10 364). Na końcu listy znalazły się energetyka (2 720) i górnictwo (2 161 osób).

Zlecenia popularne wśród czterdziestolatków

Mediana wieku osób pracujących na umowach cywilnoprawnych wynosi 42 lata. Kobiety na zleceniu są przeciętnie nieco starsze od mężczyzn – mają 44 lata, a panowie 40 lat.  Najczęściej zlecenia podpasują Millenialsi (Pokolenie Y, 29–44 lata) oraz Pokolenie X (45–60 lat). W tych grupach wiekowych znajduje się łącznie ponad 850 tysięcy osób wykonujących pracę na zleceniu — dokładnie 467 672 Millenialsów i 389 299 iksów. Nieco mniej Polaków zatrudnionych na umowie cywilnoprawnej to reprezentanci Pokolenia Z (13–28 lat)313 040 osób oraz Baby Boomers (61–79 lat) — 300 159 zatrudnionych. Najrzadziej w tej formie zatrudnienia występują osoby powyżej 80 r.ż., czyli przedstawiciele Silent Generation i starszych, których liczba wynosi 5 389 osób.

HoReCa zleca, energetyka daje etat

Z danych branżowych wynika, że w niektórych sektorach udział osób pracujących na zleceniu przekracza połowę wszystkich zatrudnionych. W zakwaterowaniu i gastronomii aż 61,6% osób pracuje na zleceniu, w administracji i działalności wspierającej – 80%, a w rolnictwie, leśnictwie, łowiectwie i rybactwie – 59%. Tego typu umów nie brakuje też w obsłudze nieruchomości – 37% aktywnych zawodowo, w kulturze, rozrywce i rekreacji jest ich 32%, w budownictwie – 28%, w firmach z obszaru działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej – 24%, a w transporcie i gospodarce magazynowej – 16%. W handlu i naprawie pojazdów na zleceniu lub umowie pokrewnej jest co dziesiąty pracownik (11,5%).

Nieco mniejszy udział tego rodzaju współpracy występuje w przetwórstwie przemysłowym – 6,5%, w dostawie wody, gospodarowaniu ściekami i odpadami oraz rekultywacji – 7,5%, a także w branży informacji i komunikacji – 8,6%. Dla porównania, w górnictwie skala takich umów jest minimalna – zaledwie 1,78%, a w energetyce wynosi 2,5%.

Dobre intencje, ryzykowne wykonanie

Według Magdy Dąbrowskiej, nadchodzące zmiany prawa mogą mieć niejednoznaczny wpływ na rynek. Pracodawcy muszą przygotować się na większe obciążenie formalne. Jeżeli przedsiębiorca otrzyma kilkadziesiąt decyzji o przekwalifikowaniu umów i ma siedem dni na odpowiedź, to w praktyce staje się to poważnym wyzwaniem organizacyjnym i finansowym, zwłaszcza że w tym czasie musi traktować te osoby jak pracowników.

Nowe regulacje budzą też wątpliwości co do ich konstrukcji prawnej. Projekt zakłada m.in., że stroną postępowania sądowego będzie pracodawca, osoba współpracująca oraz Główny Inspektor Pracy, a właściwość sądu ustalana ma być według siedziby okręgowego inspektora, który sam nie jest stroną postępowania. Przepisy przewidują zakaz zawierania ugody w sprawach odwołań od decyzji stwierdzających istnienie stosunku pracy — nawet jeśli wszystkie strony, w tym sąd, uznają to za zasadne. Tylko sąd drugiej instancji będzie mógł uchylić decyzję PIP, co – podobnie jak w sprawach z ZUS – może prowadzić do przewlekłości postępowań. Dodatkowo, czas na odwołanie od decyzji wynosi zaledwie siedem dni, niezależnie od liczby osób objętych decyzją, a przepisy nie przewidują zwrotu kosztów dla przedsiębiorcy, zleceniobiorcy ani osoby prowadzącej działalność gospodarczą w przypadku wygranej w sądzie – podkreśla Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres. – Po latach, gdy strona pracownicza i pracodawcy zwykle stali po przeciwnych stronach, tym razem obie zgadzają się co do jednego — nowe przepisy wymagają dopracowania. Ich intencja jest dobra, ale wykonanie może wprowadzić chaospodsumowuje.

***

W artykule wykorzystano dane GUS opublikowane 15 września 2025 r. opisujące liczbę osób wykonujący pracę na podstawie umów zlecenia i pokrewnych (stan na 31 marca 2025 r.) oraz analizy Grupy Progres przeprowadzane w pierwszych dwóch tygodniach października 2025 r. i obejmujące zbiór ponad 83 tys. ofert o pracę opublikowanych w portalach ogłoszeniowych. Analizie poddano ogłoszenia oferowane przez przedsiębiorców, organizacje i instytucje z całej Polski.

Tarczyński uruchamia book-building na akcje serii G

0

Grupa Tarczyński 20 października rozpoczęła budowę księgi popytu (book-building) na nie więcej niż 2 mln nowo emitowanych akcji zwykłych serii G. Zakończenie procesu planowane jest 22 października. Cena emisyjna zostanie ustalona w wyniku procesu budowy księgi popytu. Środki z emisji będą przeznaczone na rozbudowę przestrzeni i mocy produkcyjnych kluczowych produktów celem sprostania rosnącemu popytowi na produkty spółki oraz projekty innowacyjne w obszarze zwiększenia efektywności gospodarki surowcowej. Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie pełni rolę wyłącznego globalnego koordynatora oferty oraz wyłącznego prowadzącego księgę popytu.

Kierunki inwestycji i oczekiwane efekty

Środki z emisji akcji przeznaczymy przede wszystkim na rozbudowę mocy naszych linii kabanosowych – od przygotowania surowca, przez obróbkę i nadziewanie, po obróbkę termiczną i pakowanie. Odpowiadamy w ten sposób na rosnący popyt na nasz flagowy produkt, szczególnie na rynkach zagranicznych, co zgodnie ze strategią powinno zwiększać udział eksportu w przychodach i wzmacniać rentowność Grupy Tarczyński. Równolegle sfinansujemy innowacyjne projekty pozyskiwania białka i tłuszczu z surowców wieprzowych i drobiowych, co podniesie efektywność ich zagospodarowania. W dłuższej perspektywie pozwoli to ograniczyć koszty zakupu surowców, zwiększyć precyzję ich pozyskiwania oraz lepiej wykorzystać przetwarzane przez Grupę surowce pochodzenia zwierzęcego – komentuje Jacek Tarczyński, Prezes Zarządu Tarczyński S.A.

Grupa Tarczyński planuje w latach 2025–2026 łączne nakłady inwestycyjne (CAPEX) ok. 720 mln zł, finansowane z wpływów z emisji akcji serii G (przy założeniu ich maksymalnej wysokości) oraz innych dostępnych źródeł, z przeznaczeniem na:

  • 420 mln zł (58%) – rozbudowę mocy produkcyjnych kabanosów wraz z infrastrukturą towarzyszącą,
  • 200 mln zł (28%) – rozbudowę mocy produkcyjnych parówek wraz z infrastrukturą towarzyszącą,
  • 100 mln zł (14%) – projekty innowacyjne zwiększające efektywność gospodarki surowcowej.

Emisja akcji jest prowadzona w trybie subskrypcji prywatnej, bez obowiązku sporządzania, zatwierdzania ani udostępniania prospektu lub innego dokumentu informacyjnego. Zgodnie z uchwałą, w book-building mogą uczestniczyć: inwestorzy kwalifikowani oraz pozostali, którzy obejmą nowe akcje o wartości co najmniej 100 tys. euro na danego inwestora.

Spółka oraz istotni akcjonariusze (Elżbieta i Jacek Tarczyński, EJT Investment oraz EJT) zostali objęci zobowiązaniami lock-up, od publikacji raportu bieżącego spółki w sprawie rozpoczęcia oferty publicznej akcji serii G w ramach book-building, do upływu 180 dni od dnia pierwszego notowania akcji lub PDA (w zależności od tego, które zdarzenie nastąpi wcześniej).

Lider rynku kabanosów i parówek

Tarczyński jest dziś dominującym podmiotem na krajowym rynku kabanosów z udziałem na poziomie 70 proc. (dane Nielsena). Firma dynamicznie zdobywa rynek parówek, przekraczając dziś 25 proc. ogólnego udziału w tym rynku, co czyni ją liderem również w tej kategorii (dane Nielsena).

Produkty Grupy są dystrybuowane na trzech kontynentach, do ponad 30 krajów, we współpracy z kluczowymi sieciami handlowymi na rynkach docelowych, m.in.: Aldi, Asda, Auchan, Biedronka, Billa, Carrefour, Coop, Costco, Edeka, IKI, Kaufland, Lidl, Maxima, Morrisons, Netto, Penny, Plus, Rewe, Sainsbury’s, Tesco. Największe rynki eksportowe to Niemcy, Wielka Brytania, Holandia, Rumunia, Litwa, Czechy i Łotwa. Firma sprzedaje produkty głównie pod własnymi markami, a także w modelu private label.

Grupa Tarczyński po I półroczu 2025 r. wypracowała 1,063 mld zł przychodów ze sprzedaży, o ponad 8,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Zysk EBITDA wyniósł 133,5 mln zł wobec 151,9 mln zł rok wcześniej. Zysk netto sięgnął 67,4 mln zł w porównaniu z 75,3 mln zł rok wcześniej. Sprzedaż zagraniczna w analizowanym okresie wyniosła 350,2 mln zł, co oznacza niemal 20-proc. wzrost r/r. Eksport w I półroczu br. stanowił 33 proc. całej sprzedaży.

Strategiczne partnerstwo JRH ASI i CBRTP w ramach ORBITEO

JRH ASI S.A. podpisała list intencyjny z Centrum Badań i Rozwoju Technologii dla Przemysłu S.A. (CBRTP) w sprawie dołączenia CBRTP do projektu technologicznego ORBITEO, tworzonego przez JRH. Dzięki tej współpracy, JRH poszerza zakres kompetencji zgromadzonych już w ORBITEO o zaawansowane badania i rozwój technologii aplikacyjnych w obszarach inżynierii materiałowej, fizyki ciała stałego, chemii, informatyki, AI, elektroniki, automatyki i robotyki – co otwiera szerokie perspektywy rozwoju projektów cywilno-obronnych oraz wzmocnienia krajowej suwerenności technologicznej.

Notowana w GPW w Warszawie JRH ASI S.A., która jest inicjatorem i podmiotem organizującym ORBITEO – klastra integrującego podmioty z sektorów space, AI, defence, deeptech, telekomunikacji, energetyki i systemów autonomicznych, w tym dronów – zawarła list intencyjny z CBRTP. Oznacza to rozpoczęcie negocjacji dotyczących formalnego włączenia do struktury ORBITEO CBRTP unikalnej w polskiej skali prywatnej jednostki naukowej posiadającej kategorię naukową B+ w dyscyplinie automatyka, elektronika, elektrotechnika i technologie kosmiczne oraz określenia zasad współpracy w zakresie badań i wdrożeń technologicznych podwójnego zastosowania.

CBRTP to niezależna i kategoryzowana jednostka naukowa z siedzibą w Warszawie, realizująca złożone projekty B+R+I, pełniąca także rolę inkubatora i centrum transferu technologii, wspomaga przedsiębiorców w tworzeniu nowych technologii oraz ich implementacji do własnej działalności. Wielobranżowość CBRTP stwarza nowe możliwości aktywnego wzmacniania inicjatywy ORBITEO tak w obszarze B+R jak i komercjalizacji innowacji. Od 2013 roku prowadzi działalność naukowo-badawczą jako komercyjne centrum badawczo-rozwojowe specjalizujące się w inżynierii materiałowej, fizyce, chemii aplikacyjnej, robotyce i automatyce oraz elektronice – ze szczególnym uwzględnieniem transferu technologii do przemysłu. Portfolio spółki obejmuje kilkadziesiąt projektów badawczo-rozwojowych o łącznej wartości przekraczającej kilkaset milionów złotych, liczne zgłoszenia patentowe i znaki towarowe.

Wejście do ORBITEO oznacza dla nas dodatkową możliwość efektywnego transferu naszych technologii w ramach projektu, dostęp do szerszego rynku, a także współpracę z partnerami z wielu branż również operujących na rynku technologii obronnych. Jest to niewątpliwie dla CBRTP kolejna okazja do zwiększenia skali działania i komercjalizacji własnych technologii – podkreśla Grzegorz Putynkowski, Prezes CBRTP.

Współpraca pomiędzy JRH a CBRTP w ramach ORBITEO ma szczególną wagę w kontekście budowy klastra technologicznego, który łączy spółki inwestycyjne, przemysłowe, R+D i edukacyjne w jednym ekosystemie. CBRTP wnosi do ORBITEO unikalne kompetencje w obszarach m.in. automatyki i robotyki, zaawansowanych materiałów w tym także wykorzystywanych w systemach STEALTH czy elektronice klasy kosmicznej, rozwiązań mechatronicznych, co umożliwia opracowywanie kompleksowych rozwiązań podwójnego zastosowania (cywilno-obronnych) – od prototypu po wdrożenie i produkcję seryjną. Dzięki temu ORBITEO uzyskuje dodatkowe kompetencje w łańcuchu jego wartości stając się samowystarczalnym środowiskiem integrującym obszary R+D, produkcji i skalowania rynkowego, oferujące partnerom i inwestorom rozwiązania end-to-end.

CBRTP w unikalny sposób może zwiększyć potencjał ORBITEO – wspierając opracowywane w nim technologie swoim doświadczeniem aplikacyjnym jak również oferując rozwój i standaryzację procesów R+D koniecznych do utrzymania stabilnego wzrostu partnerów w nim zrzeszonych. Do projektu dołączyły już firmy mające doświadczenie w branżach kosmicznej, produkcji statków bezzałogowych, telekomunikacyjnej, deeptech i druku 3D, a także edukacyjnej. Dzięki takiej różnorodności podmiotów budujemy synergię i uzyskujemy w ORBITEO wartość dodaną dla wszystkich spółek oraz naszych inwestorów – powiedział January Ciszewski, główny akcjonariusz i prezes JRH ASI S.A.

Do tej pory dołączenie do projektu ORBITEO, organizowanego przez JRH, zadeklarowały już: SatRev – producent nanosatelitów i systemów obserwacji Ziemi, Farada Group – europejski lider w obszarze bezzałogowych systemów powietrznych, Thorium Space– twórca zaawansowanych systemów komunikacji satelitarnej, CampusAI – platforma edukacyjna rozwijająca kompetencje w zakresie sztucznej inteligencji, Miloo-Electronics producent elektroniki i systemów automatyki, Sygnis S.A. – spółka deep-tech specjalizująca się w druku 3D i technologiach addytywnych. Razem z CBRTP tworzą one unikalny ekosystem integrujący kompetencje przemysłowe, badawcze, edukacyjne i technologiczne. Dzięki temu ORBITEO niewątpliwie staje się unikalnym projektem w skali Europy i stwarza nowe możliwości tak w wymiarze technologicznym jak i finansowym. Wzmocnienie inicjatywy autorytetem i doświadczeniem oraz wiedzą Pana gen. bryg. pilota Sławomira Żakowskiego, doradcy strategicznego JRH dodatkowo nadaje powagi inicjatywie i rokuje skuteczność wdrażania technologii do zastosowań obronnych także w strukturach NATO.

Partnerstwo z CBRTP stanowi kolejny krok w budowie ORBITEO – ekosystemu technologii przyszłości, który wzmocni zdolności w zakresie bezpieczeństwa oraz suwerenności Polski i Europy.

DOGE a przyszłość administracji USA – cyfryzacja, AI i ryzyko chaosu

Kluczową lekcją z reform wprowadzanych przez DOGE w USA jest potrzeba utrzymania równowagi między ich szybkością ich trwałością.

DOGE, czyli Department of Government Efficiency, to tymczasowy departament, który realizuje program poprawy efektywności rządu USA. Powołany został przez prezydenta Trumpa w pierwszym dniu jego kadencji 20 stycznia 2025 r. na podstawie rozporządzeń wykonawczych i ma działać bez wsparcia Kongresu do 4 lipca 2026 r. Celem jest fundamentalna przebudowa struktury wydatków, zatrudnienia i technologii w administracji federalnej USA.

Główne cele DOGE obejmują: redukcję biurokracji poprzez eliminację nadmiernych regulacji i uproszczenie procesów administracyjnych, cięcie wydatków (z założeniem oszczędności 1 bln dol.) oraz zwiększenie efektywności przez modernizację agencji rządowych za pomocą technologii IT i AI. Program zakłada także deregulację gospodarki przez usunięcie zbędnych przepisów, stworzenie nowego „systemu operacyjnego” państwa federalnego opartego na kompleksowej cyfryzacji oraz wykorzystanie AI i blockchainu do automatyzacji procesów i zwiększenia transparentności wydatków federalnych.

Krytyka DOGE płynie z różnych stron politycznego spektrum: od konserwatystów obawiających się destabilizacji, poprzez demokratów wskazujących na brak demokratycznego nadzoru, po ekspertów z Brookings i Harvardu ostrzegających przed chaotycznymi cięciami w kluczowych instytucjach.

Jak powstał DOGE

DOGE powstał poprzez przekształcenie US Digital Service w US DOGE Service w Executive Office of the President przy Białym Domu. Prawną jego podstawę stanowi zestaw rozporządzeń prezydenta (executive orders): “Establishing and Implementing the President’s DOGE” z 20 stycznia, “Cost Efficiency Initiative” z 26 lutego oraz “Workforce Optimization Initiative” z 11 lutego 2025 r. Co może zaskakiwać, podstawy DOGE zostały stworzone jeszcze przez administrację Obamy w ramach Digital Services Act, ale – jak przyznają w 2025 r. byli współpracownicy Obamy – brakowało im odwagi do faktycznych cięć i odchudzenia państwa.

DOGE ma działać do 4 lipca 2026 r., koncentrując się na trwałej modernizacji systemów IT i zastosowaniu AI. Kluczowe kierunki obejmują kompleksową modernizację IT oraz automatyzację regulacji poprzez systemy AI, wdrożenie blockchainu dla zapewnienia transparentności w śledzeniu wydatków i kontraktów. Program zakłada również wprowadzenie efektywnych reform strukturalnych we współpracy z Kongresem. Setki pozwów sądowych kwestionują jednak działania DOGE, a konflikty polityczne – jak zawsze – osłabiają momentum reform. Długoterminowy sukces DOGE zależy od zdolności do wprowadzenia  trwałych zmian systemowych i przezwyciężenia wielu wyzwań prawnych.

Kto i jak przeprowadza zmiany w ramach DOGE

Kierownictwo DOGE początkowo objął Elon Musk, który wycofał się z tej funkcji w maju 2025 r. Po Musku szefową departamentu została Amy Gleason.

Budżet programu do lutego 2025 r. sięgnął niemal 40 mln dol., finansowany jest z transferów między agencjami. Setki osób są zaangażowane w program, w większości bez wynagrodzenia, aby obejść przepisy prawa pracy dla urzędników (klasyfikować inaczej i chronić pracowników DOGE, aby mogli być efektywni w swojej pracy). Pracownicy DOGE pracują po 80 do 120 godzin tygodniowo, co ma służyć pokonaniu „przeciwnika” – aparatu administracyjnego – poprzez wysiłek, zdecydowanie, i tempo zmian, jakiego Waszyngton DC nigdy nie widział.

Każda agencja musiała powołać DOGE „SWAT” Team, składający się z lidera, inżyniera, specjalisty HR i prawnika, a koordynowany przez centralę US Digital Services (USDS). DOGE charakteryzuje się unikalną strukturą zatrudnienia, łącząc talenty z sektora prywatnego z rządowymi ekspertami oraz dużą dyskrecjonalną władzą do wdrażania zmian zespołów. Zespoły te były zatrudniane w poszczególnych agencjach i miały za zadanie przeprowadzenie szybkich reform, według modelu konsultingowego znanego głównie z firmy Palantir, ale z natychmiastową siłą sprawczą we wdrażaniu zmian. Program zatrudnia ekspertów technologicznych – głównie inżynierów AI i analityków big data. Część zespołu stanowią konsultanci z firm McKinsey i BCG, rozmieszczani w agencjach federalnych. Oto niektórzy członkowie DOGE:

  • Joe Gebbia – designer i współzałożyciel AirBnB, jednej z największych konsumenckich firm technologicznych świata, skupił się na modernizacji federalnego systemu emerytalnego.
  • Mike Gonzalez – założyciel firmy HR TraceHQ, którą sprzedał korporacji Paylocity.
  • Vinay Hiremath – współzałożyciel firmy software’owej Loom, którą sprzedał za 1 mld dol.
  • Marc Andreessen – współzałożyciel Andreessen Horowitz, wiodącego globalnego funduszu VC, i członek rady nadzorczej Meta Inc., zaangażowany w rekrutację do DOGE.
  • Antonio Gracias – założyciel Valor Equity Partners, długoletni współpracownik Elona Muska (Tesla, SpaceX, Neuralink i inne).
  • Baris Akis – prezes funduszu Human Capital, pracuje nad systemami płatności Departamentu Skarbu.
  • Akash Bobba – student UC Berkeley, były stażysta w firmach Meta i Palantir, specjalista ds. inżynierii danych.

Osiągnięcia DOGE

Na podstawie danych za okres styczeń-sierpień 2025 r. można powiedzieć, że DOGE osiągnął znaczące oszczędności, choć niezależne analizy kwestionują ich skalę. W dobie politycznej polaryzacji i walki mediów trudno oszacować, czy rzeczywiste cięcia są takie jak deklarowane. Konkretne efekty dotyczą jednak modernizacji IT i anulowania kontraktów z dostawcami usług dla agencji federalnych. DOGE raczej nie uda się osiągnąć celu 1 bln dol. cięć w budżecie federalnym do lipca 2026 r.
Kluczowe osiągnięcia po pół roku pracy DOGE:

  • Oszczędności w wydatkach na administrację za kadencji Muska wyniosły ok. 205 mld dol., czyli ok. 3 proc. rocznego budżetu federalnego.
  • W ramach cięć kadrowych zwolniono ok. 222 tys. pracowników federalnych.
  • Anulowanie kontraktów: tysiące kontraktów o wartości dziesiątek miliardów dolarów (np. IRS zaoszczędził 12,3 mln dol., anulując 11 tys. nieużywanych licencji Power Apps).
  • Digitalizacja państwa, gdzie np. Office of Personnel Management (OPM) wprowadziło cyfrowy system emerytalny (po 35+ latach nieudanych prób).
  • Wykrywanie oszustw: identyfikacja miliardów dolarów w nieprawidłowych płatnościach.
  • Swoim „duchem” DOGE pośrednio wpłynął na przyspieszenie reform fiskalnych w USA, tzw. ustawy „Big Beautiful Bill”, która nie była projektem Muska, ale sekretarza skarbu Scotta Bessenta i prezydenta Donalda Trumpa.

Kontrowersyjne zmiany i krytyka: 

  • Najbardziej kontrowersyjnym skutkiem działań DOGE była praktyczna marginalizacja i niemal całkowita likwidacja agencji pomocowej USAID. Zamrażając pomoc zagraniczną rząd USA w ciągu kilku tygodni doprowadził do anulowania około 83 proc. globalnych programów USAID. Z ponad 6200 projektów USAID pozostało około 1200, głównie w obszarze zdrowia i sytuacji kryzysowych, a część kompetencji przejął Departament Stanu. Budżet agencji został drastycznie ograniczony – Kongres cofnął około 8 mld dol. wcześniej przeznaczonych na pomoc rozwojową i wsparcie demokracji. W efekcie setki pracowników straciły zatrudnienie, a programy w dziedzinie zdrowia publicznego, walki z ubóstwem i wsparcia demokracji w krajach rozwijających się zostały w dużej mierze zamknięte.
  • Poza USAID DOGE wziął na celownik również wiele innych instytucji. Millennium Challenge Corporation (MCC) zostało w praktyce zlikwidowane. W Departamencie Edukacji anulowano kontrakty na kwotę około 900 mln dol. Ograniczono granty w National Endowment for the Humanities, Environmental Protection Agency, a Consumer Financial Protection Bureau zmaga się z próbą likwidacji.
  • Zbyt radykalne tempo zwolnień urzędników.
  • Kultura pracy i zmian: agresywne marginalizowanie urzędników, co nie powinno dziwić – celem DOGE jest przeciwstawienie siłom inercji aparatu urzędniczego i politycznego, w szybki sposób, zanim „usadowią się” nowi sekretarze (czytaj: ministrowie) i ich zastępcy z władzą nad nowymi „księstwami”, którą będą chcieli wykorzystać.
  • DOGE krytykowany jest z drugiej strony za mały wpływ na wydatki państwa i brak ustawowych cięć, które by definitywnie likwidowały całe ministerstwa (departamenty federalne) i agencje rządowe.
  • Największym krytykiem cięć podatków i braku cięć wydatków jest sam Elon Musk, który odszedł z DOGE.

Podpisana 4 lipca 2025 r. ustawa „Big Beautiful Bill” dokonała głębokich cięć w wydatkach państwa dobrobytu. Reforma dotknęła świadczenia medyczne Medicaid: aby je uzyskać wprowadzono wymóg wykonywania pracy. Usunęła z systemu nielegalnych imigrantów, co łącznie (według Congressional Budget Office, CBO) dotknie około 15 mln osób. Departament Zdrowia (HHS) stracił w ramach projektu 20 tys. stanowisk (25 proc. pracowników agencji). Supplemental Nutrition Assistance Program (SNAP, federalny program, który zapewnia pomoc w zakupie żywności osobom o niskich i zerowych dochodach) stracił 4,7 mln beneficjentów. System Medicare wprowadził ograniczenia wydatków i przeróżne zasady dotyczące współpłacenia za usługi zdrowotne. Jednocześnie Ustawa zwiększa wydatki na bezpieczeństwo granic i jest trzecim co do wartości pakietem cięć podatkowych w USA od 1980 r.

Zmiany podatkowe sięgną 5 bln dol. w ciągu dekady, jednak – co zaskakuje – nie zmieniają stawek podatku dochodowego od osób fizycznych (10 proc., 12 proc., 22 proc., 24 proc., 32 proc., 35 proc., 37 proc.), podatku od przedsiębiorstw (21 proc.) i podatku od zysków kapitałowych (0 proc., 15 proc., 20 proc.). Ustawa utrwala natomiast tymczasowe przepisy Tax Cuts and Jobs Act z 2017 r., wprowadza trzy nowe odliczenia „no tax on” do 25 tys. dol. – od napiwków, do 12,5 tys. dol. – nadgodzin i 10 tys. dol. – od odsetek od kredytów na amerykańskie samochody. Zwiększa też ulgi podatkowe na dzieci do 2,2 tys. dol.

W wyniku zmian 80 proc. gospodarstw domowych doświadczy spadku dochodów netto, po uwzględnieniu cięć w programach socjalnych o wartości 1,1 bln dol. Reformy doprowadzą jednocześnie do wzrostu deficytu federalnego o 3 bln dol. netto w ciągu 10 lat.

Połączenie 1,1 bln dol. cięć socjalnych ze wzrostem o 350 mld dol. wydatków na bezpieczeństwo odzwierciedla zmianę priorytetów administracji federalnej – od państwa opiekuńczego ku państwu spełniającemu swoje podstawowe funkcje. Jednocześnie formuła reform podatkowych jest – niestety – ukierunkowana głównie na wyższą klasę średnią i najbogatszych, co zdecydowanie pogłębi nierówności dochodowe i społeczne w już i tak niezwykle spolaryzowanym społeczeństwie USA. Wobec nadchodzącej rewolucji AI i automatyzacji bardzo obawiać się można o długoterminową stabilność klasy średniej, która jest jedną z podstaw demokracji w USA. Z drugiej strony, zmiany w tej konkretnej ustawie powinny zwiększyć dynamikę gospodarki USA i akumulację kapitału. Z kolejnej jednak, pogarszają one długoterminową stabilność fiskalną USA i mogą jeszcze bardziej podważyć status dolara jako rezerwy walutowej świata.

Czego brakuje w DOGE

DOGE skupia się przede wszystkim na zmianach w procesach i systemach danych, na modernizacji IT, reorganizacji struktur wewnętrznych oraz procesów. Ze względu na polityczne i legislacyjne bariery, DOGE omija strukturalne, największe obszary wydatków federalnych. Brak głębszych strukturalnych reform fiskalnych, w szczególności ograniczających wydatki na emerytury i świadczenia zdrowotne, znacząco osłabia długoterminowy wpływ programu na finanse publiczne.

Mimo ambitnych celów DOGE nie przeprowadził jeszcze np. kompleksowego audytu Departamentu Obrony, na który przypada największa część wydatków dyskrecjonalnych, ani głębokiej analizy Departamentu Health & Human Services, obejmującego kluczowe programy Medicare i Medicaid o fundamentalnym znaczeniu dla budżetu federalnego. Największy program wydatków obowiązkowych – Social Security – pozostał niemal nietknięty przez reformy.

Wnioski dla cyfryzacji i sanacji finansów publicznych

DOGE dostarcza istotnych lekcji dla modernizacji administracji publicznej, pokazując zarówno potencjał cyfryzacji dla redukcji kosztów i uproszczenia procesów, jak i pułapki radykalnych reform podejmowanych bez odpowiedniego przygotowania. Eksperymenty z AI i blockchainem mogą stać się wzorcem dla innych krajów rozważających podobne reformy. Zdecydowanie interesującym modelem jest wprowadzanie zespołów niezwykle utalentowanych i doświadczonych praktyków (przedsiębiorca/lider plus inżynier plus prawnik), dobrze umocowanych przez władze państwowe, posiadających dyskrecjonalną władzą decyzyjną i mających „przeorać” resorty i agencje rządowe w celu szybkiego wdrożenia reform. Czynnik ludzki jest kluczowy w realizacji jakichkolwiek ambitnych reform nie tylko pod kątem jakościowym, ale też wprowadzania szybkich zmian wbrew oporowi aparatu urzędniczego.

Pozytywne wnioski obejmują wykorzystanie cyfryzacji jako katalizatora zmian, gdyż automatyzacja procesów może dramatycznie redukować koszty administracyjne, obniżać marnowanie zasobów podatników i poprawiać jakość usług. Program pokazał ogromny potencjał w przypadku audytu systemów IT oraz optymalizacji licencji i infrastruktury technologicznej.

DOGE ma jeszcze przed sobą niespełna rok pracy i dopiero wtedy będzie można ocenić efektywność zmian w aparacie federalnym USA. Ale już dziś można ocenić, że negatywnym doświadczeniem DOGE jest chaos we wprowadzaniu zmian. Masowe zwolnienia bez uprzedniej analizy skutków prowadzą do degradacji usług publicznych. Ignorowanie procedur prawnych i omijanie Kongresu prowadzi do niestabilności reform, a zwalnianie ekspertów niszczy cenną wiedzę instytucjonalną. Kluczową lekcją reform DOGE wydaje się być potrzeba równowagi między ich szybkością a trwałością.
Robert Kowalski
————————-

Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich i współzałożycielem Gyfted. Przedsiębiorca z doświadczeniem w branży bitcoin w Dolinie Krzemowej i na Stanford University.

Postawy Polaków wobec cyberbezpieczeństwa – wyniki badania WIB i ZBP

Październik to już tradycyjnie Europejski Miesiąc Cyberbezpieczeństwa. Blisko dwie trzecie Polaków deklaruje, że czuje się bezpiecznie w cyfrowym świecie, to o 7 p.p. więcej w porównaniu z ubiegłym rokiem. Jednak nie lekceważymy zagrożeń – phishing, kradzież tożsamości, fake newsy i dezinformacja to najczęściej wskazywane niebezpieczeństwa w sieci. Takie dane płyną z 6. edycji badania „Postawy Polaków wobec cyberbezpieczeństwa” przygotowanego przez Warszawski Instytut Bankowości we współpracy ze Związkiem Banków Polskich. Raport z badania zaprezentowano podczas briefingu prasowego z udziałem Wicepremiera, Ministra Cyfryzacji w siedzibie Krajowego Centrum Edukacji Ekonomicznej.

Mimo deklarowanego rosnącego poczucia bezpieczeństwa Polacy dostrzegają zagrożenia, z którymi mogą mieć do czynienia w cyfrowym świecie. Dotyczy to zarówno korzystania z e-usług (administracji czy finansowych), jak też codziennego korzystania z internetu czy social mediów. Aż 88 proc. badanych obawia się phishingu (wyłudzenia danych osobowych czy pieniędzy), 38 proc. boi się, że ukradziona zostanie im tożsamość, a co trzeci (32 proc.) obawia się fake newsów i dezinformacji.

–  Cyfrowe bezpieczeństwo zaczyna się od nas samych. Phishing, kradzież tożsamości czy dezinformacja nie są abstrakcją – to realne zagrożenia, które każdego dnia dotykają Polaków. Dlatego musimy działać szybciej niż ci, którzy chcą nas oszukać. Państwo buduje systemy ochrony i inwestuje w edukację, ale żadne rozwiązanie nie zastąpi zdrowego rozsądku i czujności każdego użytkownika internetu – to nasza wspólna odpowiedzialność powiedział wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.

Większe poczucie bezpieczeństwa w internecie, ale dużo wyzwań związanych z dezinformacją

Dezinformacja i ochrona przed fake newsami to jedno ze współczesnych, istotnych wyzwań z jakimi muszą się mierzyć zarówno administracja i społeczeństwo, jak i biznes. Ciągle zbyt mało osób wie, co i jak robić, by nie paść ich ofiarą. 38 proc. badanych deklaruje, że informacje z jakimi mają kontakt w social mediach nie są głównym źródłem ich wiedzy, 32 proc. czyta całą informację a nie tylko nagłówek, a 31 proc. weryfikuje informacje w kilku źródłach. Jednak tylko co czwarty badany przyznaje, że nie udostępnia treści, których pochodzenia nie sprawdził. Zbyt mało Polaków wykazuje także aktywną postawę wobec dezinformacji – tylko 17 proc. deklaruje, że zgłasza fałszywe treści.

Ciągle niedostateczną wagę przywiązujemy do sprawdzania źródeł informacji i sprawdzania faktów. Tylko 43 proc. badanych twierdzi, że sprawdza wiarygodność informacji, które przeczytali w internecie, jednak aż 45 proc. robi to nieregularnie i uzależnia to działanie od źródła, z którego podchodzi. Niebezpieczeństwo mogą stanowić też materiały graficzne (zdjęcia, obrazy), które ilustrują publikacje. Tylko 16 proc. badanych zwraca uwagę na ich pochodzenie.

Rozwój sztucznej inteligencji w ostatnim czasie i coraz większa dostępność narzędzi na niej opartych sprawił, że Polacy coraz przychylniej na nią spoglądają. Już 28 proc. badanych (2 razy więcej niż w 2024 r.)  widzi w AI szansę dla ludzi. Połowa społeczeństwa nadal jednak podchodzi z dystansem do tej technologii, dostrzegając zarówno jej zalety jak i wady.

Wśród wad warto na pewno wymienić oszustwa wygenerowane za jej pomocą – tzw. deep fake, które są jednym z narzędzi dezinformacji. Co drugiemu badanemu wydaje się, że potrafi rozpoznać deep fake’a. Sprawność w tym zakresie deklaruje 17 proc. respondentów.

Polacy zaczynają dostrzegać własną rolę w systemie bezpieczeństwa swoich finansów

Jak wynika z badania WIB i ZBP, najwięcej, bo 40 proc. badanych postrzega banki jako czołową branżę w obszarze cyberbezpieczeństwa. Na kolejnych miejscach znalazły się policja (25 proc.), firmy technologiczne (24 proc.) i wojsko (21 proc.). Blisko czterech na dziesięciu badanych uważa, że za bezpieczeństwo elektronicznych usług finansowych odpowiadają przede wszystkim banki. 29 proc. dostrzega, że odpowiedzialność jest rozproszona i powinna opierać się równolegle m.in. na państwie, bankach, instytucjach bezpieczeństwa finansowego, czy klientach. Badani coraz bardziej zauważają swój wpływ na cyberbezpieczeństwo i w hierarchii odpowiedzialności za bezpieczeństwo usług finansowych stawiają siebie już na trzecim miejscu (w poprzedniej edycji miejsce piąte).

Cyberbezpieczeństwo to dziś wspólna odpowiedzialność – banków, instytucji publicznych i każdego użytkownika sieci. Dlatego tak ważne jest, byśmy nieustannie podnosili swoją świadomość w zakresie zagrożeń oraz reagowali na każdą próbę wyłudzenia danych. W Związku Banków Polskich konsekwentnie edukujemy klientów, jak rozpoznawać próby phishingu, spoofingu czy vishingu, bo to właśnie wiedza i czujność są naszą pierwszą linią obrony przed cyberprzestępcami. Tegoroczne badanie „Postawy Polaków wobec cyberbezpieczeństwa” pokazuje, że coraz więcej osób dostrzega swoją rolę w budowaniu bezpiecznego środowiska cyfrowego. To pozytywny sygnał, ale też zobowiązanie do dalszych działań edukacyjnych – tak, by dobre nawyki i świadomość ryzyka stały się powszechnym standardem w codziennym korzystaniu z technologii zaznaczył prezes Związku Banków Polskich dr Tadeusz Białek.

Wciąż zbyt mało z nas weryfikuje osoby, które dzwonią podając się za pracowników banku, narażając się w ten sposób na oszustwa typu vishing czy spoofing. Taką praktykę stosuje tylko 31 proc. badanych. Połowa chroni dostępu do swojej bankowości elektronicznej i zwraca uwagę na autentyczność strony banku, do której chce się zalogować.

A czy wiemy co zrobić, gdy haker lub oszust zdobył nasze dane i może próbować wyłudzić nasze pieniądze? 57 proc. badanych w takiej sytuacji od razu zablokowałaby swoją kartę płatniczą a 55 proc. zadzwoniłoby do swojego banku, by poinformować o sprawie. 46 proc. badanych zgłosiłoby sprawę na policję. Policja jest pierwszym miejscem, do którego udaliby się badani, gdyby padli ofiarą phishingu – tak wskazało 68 proc. CERT Polska, który odpowiada za przyjmowanie zgłoszeń tego typu oszustw wskazał tylko niespełna co trzeci badany (29 proc.).

Cyberbezpieczeństwo w praktyce

Coraz więcej Polaków stosuje biometrię do zabezpieczenia swoich telefonów – 56 proc. stosuje odcisk palca lub skan twarzy. Z technologii biometrycznych korzysta dziewięciu na dziesięciu badanych w wieku 18-24 lat. Mimo że tak chętnie korzystamy z technologii do zabezpieczenia urządzeń, to w przypadku tworzenia i zabezpieczenia haseł nadal stawiamy na własną pomysłowość. Tylko co dziesiąty badany korzysta z generatorów haseł, a aż dwie trzecie badanych stawia na samodzielne tworzenie haseł – opartych o elementy swoich danych lub kombinacje uwzględniające litery, skróty, liczby i znaki specjalne.

Polacy deklarują, że znają najważniejsze zasady cyberbezpieczeństwa. 63 proc. nie podaje nikomu swoich haseł, danych kart ani PESEL-u, a 62 proc. nie otwiera załączników i nie klika w linki od nieznanych nadawców. Jednak mniej niż połowa dba o swoją prywatność w social mediach (47 proc.) czy stosuje dwuskładnikowe uwierzytelnianie (45 proc.), które pomaga chronić dostęp do naszych profili. Jeszcze słabiej wypadamy, jeśli chodzi o korzystanie z publicznych sieci wi-fi. Tylko 29 proc. respondentów nie loguje się na strony, które wymagają podania loginu i hasła korzystając z takich sieci np. na lotnisku czy w kawiarni.

Edukacja kluczem do cyberbezpieczeństwa

Trzech na dziesięciu dorosłych Polaków deklaruje, że bardzo dobrze zna się na cyberbezpieczeństwie. Widoczny jest niewielki wzrost w tej kategorii – o 4 p.p. w stosunku do badania z 2024 r. Jednak nadal prawie połowa (49 proc.) deklaruje tylko orientacyjną wiedzę w tym zakresie. To pokazuje, że konieczne są systemowe rozwiązania oraz działania informacyjne i edukacyjne, skierowane do różnych grup odbiorców, które nie tylko będą podnosić wiedzę, ale także kształtować umiejętności i właściwe postawy w zakresie cyberbezpieczeństwa.

 Właściwe postawy i bezpieczne zachowania w cyberświecie to przy korzystaniu z mediów, internetu kluczowe kompetencje XXI wieku. Naszym zdaniem powinniśmy rozważyć włączenie tych zagadnień w proces edukacji formalnej od najmłodszych lat i jako Fundacja jesteśmy gotowi wspierać w tym zakresie administrację i szkoły. Warto korzystać z rozwiązań innych krajów np. w Finlandii od dawna uczniowie uczą się w szkołach m.in. tego jak rozpoznawać dezinformację podkreślił Michał Polak, wiceprezes WIB.

Badani wypowiedzieli się także na temat bezpiecznego i zdrowego korzystania z sieci przez najmłodszych. Co trzeci badany uważa, że konieczne są obowiązkowe zajęcia z edukacji cyfrowej w trakcie nauki w szkole. 29 proc. przyznało, że dzieci i młodzież należy chronić zakładając im blokady niewłaściwych treści na urządzeniach a 28 proc., że przykłady zachowania balansu między obecnością w świecie online i offline powinny być przekazywane w domach rodzinnych. Co czwarty badany jest też za zakazem używania smartfonów w szkołach.

Badanie „Postawy Polaków wobec cyberbezpieczeństwa 2025” zrealizował SW Research na zlecenie Warszawskiego Instytutu Bankowości we wrześniu 2025 roku metodą CAWI na próbie 1008 dorosłych internautów (18–65+ lat). Badanie jest częścią projektu „Bezpieczeństwo w Cyberprzestrzeni”, który od 2017 roku wspiera edukację cyfrową Polaków i promuje bezpieczne korzystanie z technologii.

Warszawski rynek biurowy – podsumowanie III kwartału 2025 r.

Na koniec trzeciego kwartału 2025 r. wskaźnik pustostanów na warszawskim rynku biurowym spadł do ok. 9,7%. Popyt w dalszym ciągu skupiał się na centralnych lokalizacjach i zmodernizowanych budynkach. Nowa podaż jest ograniczona i silnie skoncentrowana w centrum. Czynsze w topowych adresach utrzymują stabilny, lekko rosnący poziom. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO prezentuje najnowszy raport pt. „Rynek biurowy w Warszawie w okresie I-III kw. 2025 roku ”.

Po trzech kwartałach 2025 r. całkowite zasoby biurowej Warszawy nieznacznie skurczyły się do poziomu ok. 6,25 mln mkw. (–0,3% r/r), przy czym ogólna jakość biurowej powierzchni w mieście rośnie. To efekt dwóch równoległych zjawisk. Po pierwsze, część starszych, niekonkurencyjnych biurowców jest wyłączana z komercjalizacji i sprzedawana z myślą o zmianie funkcji (najczęściej na mieszkaniową). Po drugie właściciele, którzy widzą potencjał nieruchomości, decydują się na modernizacje i ponowne „ustawienie” produktu pod współczesne potrzeby najemców.

W trzech pierwszych kwartałach 2025 r. aktywność deweloperów w postaci nowo ukończonych obiektów biurowych wyniosła 90 tys. mkw. co było wartością o 18% wyższą niż rok wcześniej. Analitycy AXI IMMO wskazują, że w referowanym okresie, wśród kluczowych oddanych inwestycji znalazły się m.in. biurowiec The Bridge wraz z odrestaurowaną Nową Belloną (51,8 tys. mkw.) oraz Office House (27,8 tys. mkw.) w strefie Centrum–Zachód. Na Pradze-Północ powstała nowa siedziba CD Projekt (5,6 tys. mkw.), a na Mokotowie Stoen Operator gruntownie odnowił i wprowadził się do własnego budynku (3,5 tys. mkw.). W budowie pozostaje ok. 140 tys. mkw., z czego blisko 90% przypada na centralne strefy.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Badań i Analiz Rynkowych, AXI IMMO, komentuje: „Zmniejszenie zasobów poprzez wyłączenia niekonkurencyjnych budynków z użytkowania i konwersje na inne funkcje nie jest słabością, lecz naturalną ewolucją dojrzałego rynku. Warszawa kurczy się ilościowo w starszym segmencie, ale zyskuje jakościowo. Rynek biurowy ewoluuje również przestrzennie – aktywnie rozwija się dzielnica biznesowa w centrum miasta, gdzie obecnie ulokowano blisko 90% powierzchni
w budowie. Trend jest ściśle skorelowany z potrzebami najemców, którzy oprócz standardu biura cenią sobie centralną lokalizację w mieście – wygodną pod względem dojazdu dla swoich pracowników oraz prestiżową z punktu widzenia spotkań z klientami”.

Do końca 2025 r. na stołeczny rynek biurowy mają zostać oddane jeszcze dwa projekty w strefie Centrum–Zachód, tj. Studio A (26,6 tys. mkw.) oraz V Tower po modernizacji (32,7 tys. mkw.). W budowie na kolejne kwartały pozostają m.in. Upper One, Skyliner II, Vena. W planach deweloperskich natomiast są kolejne projekty takie jak Afi Tower (w ramach kompleksu Towarowa22), Chopin Tower, Vibe B, FORT 7, LightOn czy Nowe Intraco.

Poziom pustostanów na stołecznym rynku biurowym spadł do 9,7% (–1,0 p.p. r/r oraz –1,1 p.p. kw./kw.) na koniec września 2025 r. W centrum wskaźnik jest istotnie niższy (6,9%) niż poza nim (12,1%). Najwyższe poziomy niewynajętej powierzchni utrzymują się w strefach Służewiec oraz Żwirki i Wigury.

W analizowanym okresie aktywność najemców pozostaje stabilna, firmy wynajęły od stycznia do końca września 2025 r. ok. 490 tys. mkw. (–2% r/r). W strukturze transakcji nowe umowy (w tym pre-let i powierzchnie na użytek własny) odpowiadają za 51%, renegocjacje i przedłużenia za 42%, a ekspansje za 7%. Średni metraż pojedynczej umowy to niespełna 1 000 mkw. Czynsze ofertowe w najlepszych centralnych lokalizacjach mieszczą się w przedziale 19,0–27,5 EUR/mkw./mies. Poza centrum z kolei stawki startują z poziomu ok. 9,50 EUR/mkw./mies. Wzrost czynszów r/r jest widoczny głównie tam, gdzie wchodzi nowa lub świeżo zmodernizowana powierzchnia.

Filip Kowalski, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, wskazuje: „Z punktu widzenia najemcy mamy dziś rynek dobrze przemyślanych decyzji, a nie impulsywnych. Najbardziej poszukiwane są biura blisko centrum i z dobrym dostępem do komunikacji miejskiej, z układem biura, który wspiera pracę zespołów hybrydowych. Spodziewamy się, że na koniec roku wysokość popytu powinna zamknąć się wynikiem podobnym do ubiegłorocznego, czyli w okolicach 750 tys. mkw. Biorąc pod uwagę ograniczoną dostępność najlepszych powierzchni, pustostany powinny dalej powoli maleć, a czynsze w najlepszych lokalizacjach pozostaną stabilne z lekką presją wzrostową”.

Rewolucja w reklamie online: Justtag Group i In-Pulse tworzą nowe możliwości dzięki danym z Żabki

Rynek reklamy online w Europie Środkowo-Wschodniej wkracza w nową erę. Justtag Group, lider w obszarze data-driven marketingu i technologii reklamowej ogłasza przełomowe partnerstwo z firmą In-Pulse (powered by Żabka & Stagwell), które ma szansę zrewolucjonizować sposób prowadzenia kampanii digitalowych. Kluczowym elementem tej współpracy jest możliwość zagregowania danych transakcyjnych i wykorzystania ich do precyzyjnego targetowania reklam.

Dzięki współpracy Justtag Group i In-Pulse, marki na polskim rynku wyposażone zostaną w strategie oparte na precyzyjnych danych i zyskają możliwość kierowania reklam do konsumentów w oparciu o ich rzeczywiste zachowania zakupowe, co w świecie reklamy – szczególnie w segmencie retail media – stanowi wartość nie do przecenienia.

’To przełomowy moment dla całego rynku reklamy online. Po raz pierwszy łączymy skalę, jaką oferuje In-Pulse, z technologicznym zapleczem Justtag Group, dostarczając markom dostęp do rzeczywistych danych zakupowych. To nowy standard targetowania i pomiaru efektywności kampanii digitalowych” – podkreśla Tomasz Machała, CEO Justtag Group ‘

Skala, precyzja i skuteczność

Spółka In-Pulse to joint venture, powołane przez sieć Żabka Polska i amerykańskiego potentata technologii marketingowych Stagwell, które opracowało i wdrożyło holistyczne rozwiązanie badawczo-analityczno-mediowe. Partnerstwo z In-Pulse (joint venture Żabka i Stagwell), daje projektowi unikalną skalę, pozwalając na dostęp do informacji i analiz z aplikacji Żappka, która posiada 10,9 miliona użytkowników, dokonujących zakupów w niemal 12 tysiącach sklepów w całej Polsce. Co więcej, aż 18 milionów konsumentów mieszka w promieniu 500 metrów od najbliższej Żabki, a średnia dzienna liczba transakcji sięga 4,2 miliona.

‘’Partnerstwo Justtag Group z In-Pulse stawia Polskę na mapie innowatorów reklamy digitalowej w Europie. Integracja danych transakcyjnych z kampaniami online może stać się wzorem dla innych rynków – nie tylko w CEE, ale i globalnie’’ – podkreśla Anna Pańczyk, CEO w firmie In-Pulse oraz Strategic Partnership & Global Solutions Stagwell Global.

To pierwszy tego typu projekt w regionie CEE, który integruje tak szeroko zakrojone dane transakcyjne z precyzyjnym targetowaniem online. Efektem będzie możliwość prowadzenia kampanii reklamowych o bezprecedensowej skuteczności.

‘’Możliwość targetowania reklam na podstawie realnych zachowań zakupowych to game changer, który wyniesie skuteczność kampanii na zupełnie nowy poziom. Dzięki współpracy z In-Pulse wprowadzamy produkt łączący skalę, precyzję i innowacyjność – i to w kategorii FMCG, jednej z najważniejszych w świecie reklamy’’ – dodaje Anna Babiel, Chief Growth Officer w Justtag,

Technologia wsparta danymi

Rozwiązanie będzie dostępne dla marek już od 1 października 2025 roku. Justtag Group zapewnia pełne wsparcie – od planowania kampanii, przez zakup mediów, aż po analizę efektów. Cały proces, w tym integracja danych z zewnętrznymi platformami reklamowymi, będzie realizowany w oparciu o sprawdzone technologie i metodologie.

‘’Rozwój technologii i zaawansowane wykorzystanie danych otwierają dziś zupełnie nowe możliwości w precyzyjnej komunikacji marketingowej, która stanie się jutro nowym standardem’’ – dodaje Kinga Barczewska-Pflanz, Head of Tech & Data, Członek Zarządu In-Pulse.

Dla branży reklamowej oznacza to wejście w nową fazę, gdzie efektywność kampanii będzie mierzona nie deklaracjami, a rzeczywistymi zakupami konsumentów. To zmiana, której potencjał może wykraczać daleko poza sektor FMCG.

Sukces oferty akcji Bioceltix. Spółka pozyska 53 mln zł na nową wytwórnię

  • Bioceltix pozyska blisko 53 mln zł brutto między innymi na budowę wytwórni weterynaryjnych produktów leczniczych zawierających komórki macierzyste, która ma być największym tego typu zakładem na świecie. Nowa, wielkoskalowa wytwórnia zapewni Bioceltiksowi przemysłową skalę produkcji leków biologicznych zwalczających najczęściej występujące choroby u zwierząt towarzyszących.
  • Po analizie wyników procesu przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB), cenę sprzedawanych akcji ustalono na 87 zł. W związku z dużym zainteresowaniem inwestorów podjęto decyzję o zwiększeniu liczby sprzedawanych akcji z ok. 577 tys. do ok. 727 tys.
  • Wartość transakcji wyniosła w sumie 63 mln zł, z czego do spółki docelowo trafi blisko 53 mln zł brutto.

Przedmiotem transakcji, której wartość wyniosła łącznie 63 mln zł, były akcje Bioceltix dopuszczone do obrotu na GPW, posiadane przez dwóch dużych akcjonariuszy: Alternative Solution ASI oraz Kvarko Group ASI. Zobowiązali się oni do przeznaczenia uzyskanych wpływów na objęcie nowo emitowanych akcji Bioceltix, po takiej samej cenie jak akcje sprzedawane. Na mocy umowy inwestycyjnej zawartej we wrześniu, Alternative Solution ASI dodatkowo dokonał sprzedaży 120 tys. akcji bez zobowiązania do przekazania uzyskanych środków na podwyższenie kapitału w spółce, dokonując tym samym częściowego wyjścia z inwestycji po około ośmiu latach od jej rozpoczęcia. W ten sposób ok. 10,5 mln zł trafi do Alternative Solution ASI, zaś pozostałe środki w kwocie blisko 53 mln zł – do Bioceltix. Kolejnym elementem transakcji będzie uchwalona przez październikowe NWZ emisja nowych akcji zwykłych na okaziciela serii N z wyłączeniem w całości prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy. Akcje te zostaną zaoferowane do objęcia w trybie subskrypcji prywatnej, bez prospektu, skierowanej wyłącznie do Alternative Solution ASI i Kvarko Group ASI. Popyt na akcje spółki, kilkukrotnie przewyższający pierwotnie oferowaną liczbę akcji, skłonił Kvarko Group ASI do podjęcia decyzji o zwiększeniu oferowanej puli akcji o dodatkowe 150 tys. akcji, dzięki czemu łączna liczba akcji sprzedawanych w ofercie wyniosła ok. 727 tys. Dzięki tej operacji Bioceltix pozyska dodatkowe 13 mln zł. Ze względu na sprzedaż większej liczby akcji, niż pierwotnie planowano, Spółka musi wyemitować dodatkowe 150 tys. akcji, które zostaną zaoferowane Kvarko Group ASI. Uchwała emisyjna będzie przedmiotem głosowania na kolejnym NWZ, które zostanie zwołane w najbliższym czasie.

– Cieszymy się, że inwestorzy docenili nasze plany i potencjał, dzięki czemu bez problemu uplasowaliśmy całą ofertę. Bardzo dziękujemy za zaufanie. Sukces tej transakcji był możliwy dzięki wsparciu ze strony dwóch akcjonariuszy, którzy zaoferowali do sprzedaży swoje akcje: Alternative Solution ASI i Kvarko Group ASI. Obaj inwestorzy są z nami od samego początku. Oczywiście w przypadku Kvarko Group ASI sprawa jest prosta, gdyż podmiot ten jest ze mną powiązany, natomiast Alternative Solution ASI prowadzi swoją inwestycję od ponad 8 lat. Każdemu zarządowi życzę tak stabilnego akcjonariatu, który w swoich planach inwestycyjnych stawia interes spółki ponad własny. Bardzo mnie też cieszy, że w emisji widzieliśmy nie tylko duży popyt na nasze akcje, ale również dużą liczbę podmiotów zainteresowanych udziałem. W ten sposób grono wspierających nas instytucji finansowych stale się powiększa, co jest dobrą wiadomością. Dzięki temu możemy kontynuować realizację długofalowej, ambitnej strategii – komentuje Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.Jesteśmy w najlepszym możliwym momencie rynkowym, jeżeli chodzi o rozwój biotechnologii weterynaryjnej, ale to też jeden z najważniejszych etapów rozwoju naszej spółki. Pozyskany kapitał umożliwi nam realizację budowy wielkoskalowej wytwórni komórek macierzystych w dobrym tempie i bez przestojów, a także zapewni pokrycie wydatków operacyjnych w okresie do uruchomienia i walidacji produkcji. Na horyzoncie jest rejestracja naszego pierwszego produktu BCX-CM-J, który może dać nam status pierwszej firmy na świecie z dopuszczonym do obrotu lekiem zawierającym psie komórki macierzyste. Nowy zakład farmaceutyczny zapewni nam produkcję docelowych wolumenów wszystkich leków, które będą przeznaczone do międzynarodowej sprzedaży mówi Paweł Wielgus.

Przełomowa technologia na ostatniej prostej

Bioceltix adresuje obecnie najbardziej rozwojowe obszary terapeutyczne w weterynarii małych zwierząt. Spółka zakończyła z sukcesem trzy badania kliniczne dla swoich flagowych produktów: osteoartrozy u psów (BCX-CM-J), zapalenia stawów u koni (BCX-EM) oraz atopowego zapalenia skóry u psów (BCX-CM-AD). W przypadku dwóch pierwszych produktów, Bioceltix złożył już wnioski o ich rejestrację w Europejskiej Agencji Leków i obecnie prowadzi dialog z regulatorem rynku, odpowiadając na pytania w ramach procedury oceny. Spółka jest tym samym na ostatniej prostej do zarejestrowania swojego pierwszego produktu – BCX-CM-J. Z kolei produkt BCX-CM-AD na psie AZS, dla którego Bioceltix zakończył badania kliniczne w tym roku, będzie trzecim lekiem zgłoszonym do EMA. Wyniki badania potwierdziły jego bezpieczeństwo i skuteczność w krótkim, średnim i długim terminie. Jednorazowe podanie produktu istotnie łagodziło zmiany skórne po niecałym miesiącu, a efekt terapeutyczny utrzymywał się nawet trzy miesiące po podaniu leku.

Do czasu uzyskania nowych, zwiększonych mocy produkcyjnych w budowanym zakładzie, spółka planuje wytwarzanie pilotażowych serii pierwszego produktu w obecnej, niskoskalowej wytwórni.

Złoto bije rekordy. Inflacja w UE stabilna, a problemy banków w USA osłabiają dolara

W piątek jedyną istotną publikacją w kalendarzu makro była inflacja konsumencka ze strefy euro. Dane były zgodne z rynkowymi oczekiwaniami, dlatego nie wpłynęły istotnie na notowania walut. Sytuację na rynku forex silniej determinuje obecnie geopolityka, która tym razem wspiera unijną walutę. Osłabienie dolara i problemy amerykańskich banków regionalnych pchają złoto na nowe, historyczne poziomy!

Inflacja w UE

Dziś dane publikował Eurostat. Ceny w Unii Europejskiej rosną o 2,6% r/r. Najwyższe tempo wzrostu odnotowano w Rumunii (8,6% r/r), a równe zero, czyli brak inflacji, mamy obecnie na Cyprze. Polska znajduje się pośrodku zestawienia, z rezultatem 2,9% r/r. Jest to dokładnie tyle samo, ile wynika z obliczeń Głównego Urzędu Statystycznego. Jeżeli spojrzymy na samą strefę euro, dynamika jest niższa niż w całej Wspólnocie. W ujęciu rocznym ceny rosną o 2.2% r/r, a w miesięcznym o 0,1%. Obydwie wartości były zgodne z rynkowymi oczekiwaniami, dlatego nie miały istotnego wpływu na piątkowe notowania głównej pary walutowej świata. Kurs EUR/USD o poranku dotarł do poziomu 1,173 USD, po czym nastąpiło odreagowanie.

Wzrosty eurodolara

Wskazany poziom 1,173 USD to o prawie dwa centy wyżej niż wtorkowe 1,155 USD. Zwyżka oznacza umocnienie EUR względem USD. W tym przypadku przyczyn wzrostów kursu jest minimum kilka. Unijnej walucie przestały ciążyć złe dane makroekonomiczne, których mnogość w ubiegłym tygodniu przytłoczyła euro. Dodatkowo mamy przełom we francuskiej polityce. Wczoraj Premier Sebastien Lecornu w Zgromadzeniu Narodowym przetrwał dwa wnioski o wotum nieufności, które zgłosiły skrajna prawica i lewica. Oznacza to, że we Francji nie trzeba będzie rozpisywać przedterminowych wyborów oraz otwiera się droga do uchwalenia budżetu na kolejny rok. Ustabilizowanie się sytuacji daje chwilę wytchnienia unijnej walucie. Dodatkowym aspektem jest odchodzenie inwestorów od dolara uważanego za bezpieczną przystań. Powodów redukcji ryzyk geopolitycznych jest kilka, z czego najnowsze to ogłoszone spotkanie przywódców USA i Rosji w Budapeszcie, którego celem będzie pokój w Ukrainie.

Złoto wykorzysta każdą niepewność

Niepewność to doskonałe warunki dla wzrostów królewskiego kruszcu. I nie chodzi tym razem o geopolitykę. Wczoraj ciarki na plecach poczuli inwestorzy giełdowi, czego powodem jest wątpliwa kondycja kredytowa banków regionalnych w Stanach Zjednoczonych. Informacja ta wystarczyła, aby zasiać ziarenko strachu i doprowadzić do wyprzedaży na amerykańskim rynku akcji. Spadki przelały się dziś na inne rynki, rozpoczynając od sesji azjatyckich, a na europejskich kończąc. W piątkowe popołudnie niemiecki indeks DAX traci 2,19%, a polski WIG20 1,68%. Okazuje się więc, że mimo spadku napięć geopolitycznych złoto rośnie. Dlaczego? Po pierwsze, redukcja ryzyk nie oznacza, że one całkowicie zniknęły. Po drugie, strach na giełdzie odwraca kapitał od aktywów ryzykownych (patrz spadki kryptowalut) i kieruje go w stronę bezpiecznego złota. Po trzecie, odreagowanie dolara także wspiera zwyżki złota, gdyż te dwa aktywa są ze sobą ujemnie skorelowane (gdy dolar spada, złoto rośnie i odwrotnie). Efekt to nowe historyczne szczyty królewskiego kruszcu sięgające okolic 4380 USD za jedną uncję.

Polskie sieci handlowe wchodzą w erę retail media – nowy model przychodów i lojalności

Sieci retail media stają się kluczowym narzędziem budowania lojalności klientów, zwiększania marż oraz konkurowania z gigantami cyfrowymi. Dzięki wykorzystaniu przestrzeni sklepowych, danych konsumenckich i technologii personalizacji, polscy detaliści mogą nie tylko monetyzować własne zasoby, lecz także podnosić jakość doświadczenia zakupowego. Retail Media Networks (RMN) to strategiczna szansa na rozwój i bezpieczeństwo biznesu w epoce wyzwań kosztowych i transformacji handlu.

Na globalnych rynkach retail media stało się jednym z najgorętszych tematów branżowych. Według prognozy Bain & Company, do 2030 roku sieci retail media (RMN) przejmą aż 50% wszystkich wydatków na digital marketing. W Stanach Zjednoczonych, Ameryce Łacińskiej czy Europie Zachodniej RMN stają się kluczowym źródłem przychodów, sposobem na podniesienie efektywności promocji oraz budowania nowych, trwałych przewag konkurencyjnych. Czy to szansa również dla polskich detalistów?

Retail Media Networks – co to jest i dlaczego warto działać już dziś?

RMN to zintegrowane platformy umożliwiające wykorzystanie przestrzeni i danych własnych detalistów (sklepów, sieci, e-commerce) do emisji reklam, treści partnerskich i cross-promocji. Polskie sieci handlowe mają do dyspozycji unikatowe zasoby: miliony wizyt tygodniowo, precyzyjne dane konsumenckie oraz dynamiczne systemy digital signage i audiomarketingu.

W największych zachodnich sieciach handlowych RMN stały się nie tylko narzędziem budowania lojalności, ale też istotną częścią przychodów. Walmart zanotował blisko 30% wzrost kwartalnych wpływów z RMN, Target i Kroger generują z retail media setki milionów dolarów dodatkowych marż, a francuski Carrefour już teraz uzyskuje ok. 20% budżetu reklamowego od partnerów właśnie w ten sposób.

Retail Media Networks to narzędzie, które może odmienić także polski handel stacjonarny – nie tylko zwiększając przychody, ale też poprawiając doświadczenie klienta. Najlepsze efekty osiągają ci detaliści, którzy stawiają na komunikację kontekstową i personalizację, a nie ilość wyświetleń czy odtworzeń. RMN to nie chaos reklamowy, lecz szansa na budowę realnej wartości dla odbiorcy – z korzyścią dla wszystkich stron. Nasze wdrożenia w wielu krajach pokazują, że inwestycja w data-driven retail media pozwala szybciej monetyzować przestrzeń sklepową i zdobyć lojalność konsumentów – mówi Aleksandra Potrykus, Vice President Mood Media CEE.

Polski kontekst – nowe szanse i wyzwania

Branża handlowa w Polsce, w obliczu wzrostu kosztów, wyzwań omnichannel i presji marżowej, szuka nowych źródeł przychodów. Retail media pozwalają wykorzystać cyfrowe ekrany, strefy audio, systemy zapachowe i unikalne dane do prowadzenia kampanii precyzyjnie tam, gdzie klient podejmuje decyzję zakupową. Według wyliczeń IAB Polska, segment RMN nad Wisłą może w ciągu najbliższych 3 lat wzrosnąć o 200%, a polskie sieci, które ruszą z projektem już dziś, zyskają przewagę nad konkurencją.

Polski przykład – pionierzy retail media nad Wisłą

Choć segment Retail Media Networks w Polsce jest jeszcze na wczesnym etapie rozwoju, już dziś widać pierwsze ciekawe inicjatywy największych sieci. Przykładem może być Żabka, która intensywnie rozwija sieć cyfrowych ekranów Digital Signage oraz własną platformę komunikacji skierowaną do partnerów i dostawców marek FMCG. Dzięki wykorzystaniu danych o ruchu konsumenckim, lokalizacji oraz analizie ścieżek zakupowych, Żabka realizuje kampanie reklamowe w setkach lokalizacji – zarówno dla globalnych partnerów (Coca-Cola, PepsiCo, Danone), jak i lokalnych producentów.

Podobne działania podejmuje Carrefour Polska, który wdraża sieć ekranów multimedialnych w strategicznych miejscach hipermarketów i supermarketów. Sieć ta pozwala na prowadzenie kampanii partnerskich, testowanie treści dynamicznych oraz monetyzację powierzchni reklamowej w czasie rzeczywistym – np. w okresie promocji sezonowych czy premier nowych produktów.

Fundraising II Funduszu Private Equity Invalda INVL Group zamknął się powyżej poziomu hard-cap z rekordowym wynikiem 410 mln EUR

W zaledwie 8 miesięcy od pierwszego zamknięcia, INVL Private Equity Fund II ostatecznie pozyskał 410 mln EUR, przekraczając zarówno początkowy cel na poziomie 250 mln EUR, jak i górny limit w wysokości 400 mln EUR. Jest to najbardziej udany fundraising funduszu private equity w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w ostatnich latach, zakończony pomimo trudnych warunków rynkowych i panującej globalnej niepewności.

INVL Private Equity Fund II przekroczył wielkość swojego poprzednika ok. 2.5 razy.

Darius Šulnis, CEO Invalda INVL, skomentował następująco: „Inwestowaliśmy i nadal będziemy inwestowali w nasz region. Sukces w pozyskiwaniu kapitału to świetna wiadomość dla dojrzałych firm z krajów bałtyckich, Polski i całego regionu, które poszukują nowego kapitału lub płynności. Obecne otoczenie sprzyja tym, którzy są przygotowani do przejęcia silnych, rozwijających się biznesów i zamierzamy to wykorzystać jak najlepiej z korzyścią dla naszych inwestorów.“

Deimantė Korsakaitė, partner zarządzająca INVL Private Equity Fund II i INVL Baltic Sea Growth Fund, skomentowała: „Jesteśmy niezmiernie wdzięczni naszym długoletnim i nowym inwestorom za ich zaufanie. Zapewnienie takiego poziomu zaangażowania ze strony zdywersyfikowanej bazy inwestorów w obecnym burzliwym globalnym środowisku jest mocnym potwierdzeniem naszej pracy i zaufania do naszej strategii, a my będziemy nieustannie pracować, aby zapewnić zwroty, których oczekują inwestorzy.

Od czasu pierwszego zamknięcia ogłosiliśmy podpisanie umów dotyczących inwestycji w Eesti Keskkonnateenused, największą estońską grupę zajmującą się gospodarką odpadami oraz POLMED, jednego z wiodących prywatnych, wieloprofilowych świadczeniodawców na rynku usług medycznych w Polsce. Spodziewamy się, że obie transakcje zostaną sfinalizowane w tym roku.”

Fundusz pozyskał zróżnicowaną bazę inwestorów, która obejmuje inwestorów instytucjonalnych, grono odnoszących największe sukcesy przedsiębiorców i family office z krajów bałtyckich. Otrzymał silne wsparcie ze strony inwestorów instytucjonalnych, w tym Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego, funduszy emerytalnych zarządzanych przez grupy SEB, Luminor, Artea, a także IPAS INVL Asset Management na Łotwie jak również towarzystwo ubezpieczeń na życie UAB Artea Life Insurance. Inwestorzy z kwotą zaangażowania poniżej 10 mln EUR mieli możliwość inwestowania za pośrednictwem funduszu zasilającego INVL Private Equity Capital Fund II. Jego ostateczna wielkość osiągnęła 166 mln EUR.

Asta Jovaišienė, szefowa INVL Family Office, powiedziała: „INVL Family Office zapewnia swoim klientom dostęp do ekskluzywnych projektów inwestycyjnych, oferując ekspozycję na alternatywne klasy aktywów. Jednym z najbardziej znaczących przykładów w ostatnich latach jest INVL Private Equity Fund II. W INVL Family Office jesteśmy przekonani, że ten fundusz ma na celu nie tylko zapewnienie ponadprzeciętnych zwrotów finansowych, ale także misję – oferuje szansę na przyczynienie się do rzeczywistego wzrostu gospodarczego poprzez pośrednie inwestycje w ambitne przedsiębiorstwa. Jest to zgodne z wartościami naszych klientów i spełnia ich potrzeby, ponieważ szukają oni odpowiedzialnych inwestycji popartych rzetelną wiedzą i jasną, długoterminową wizją. “

Deimantė Korsakaitė dodała: „Od czasu uruchomienia naszego pierwszego funduszu w 2019 r. nie tylko ponad dwukrotnie zwiększyliśmy jego wartość, ale także znacznie rozbudowaliśmy nasz zespół. Obecnie zespół zarządzający funduszami działa nie tylko na Litwie i Łotwie, ale także wkroczył do Polski wraz z powołaniem szefa biura w Warszawie. Z pełną parą, koncentracją oraz niecierpliwością czekamy na zainteresowanie firm głównie w krajach bałtyckich, Polsce, Rumunii i całej UE, które dążą do wykorzystania możliwości rozwoju. Jesteśmy zainteresowani nabyciem większościowych lub znaczących udziałów mniejszościowych, inwestując kapitał o wartości od 10 do 60 milionów euro, mierząc w optymalne pakiety rzędu 35 milionów euro.”

Zespół zarządzający INVL Private Equity Fund II liczy prawie 20 profesjonalistów. W celu wzmocnienia obecności w Polsce do zespołu w charakterze szefa polskiego biura dołączył Sylwester Urbanek, posiadający ponad 25-letnie doświadczenie w branży private equity
i inwestycjach. Będzie kierował ekspansją w Polsce, która jest jednym z głównych rynków inwestycyjnych funduszu.

Informacje o INVL Private Equity Fund II

Ze środkami w wysokości 410 mln EUR jest to największy prywatny fundusz kapitałowy w krajach bałtyckich i jeden z największych w Europie Środkowo-Wschodniej. Fundusz inwestuje niezależnie od sektora i ma na celu zbudowanie zdywersyfikowanego portfelu poprzez inwestycje w spółki, które mają potencjał, aby stać się regionalnymi liderami w swoich branżach. Wielkość inwestycji waha się od 10 do 60 milionów euro ze środków własnych funduszu, a w przypadku większych projektów fundusz inwestuje wraz ze współinwestorami. Fundusz poszukuje większościowych lub znaczących mniejszościowych udziałów w spółkach, w których mógłby przyczynić się do długoterminowego tworzenia wartości. Fundusz koncentruje się na przedsiębiorstwach o dużym potencjale wzrostu i silnej pozycji konkurencyjnej w coraz bardziej globalnym otoczeniu, poszukujących możliwości inwestycyjnych w krajach bałtyckich, Polsce i innych krajach Unii Europejskiej.

Fundusz jest zarządzany przez INVL Asset Management, wiodącą bałtycką spółkę zarządzającą aktywami alternatywnymi, która jest częścią działającej od ponad 30-lat Invalda INVL Group. Spółki należące do grupy zarządzają aktywami o wartości 2 mld EUR w ramach różnych strategii inwestycyjnych, w tym private equity, inwestycji w lasy i grunty rolne, energię odnawialną, nieruchomości i dług prywatny. Ponadto grupa świadczy usługi family office na Litwie, Łotwie i w Estonii, zarządza funduszami emerytalnymi na Łotwie i inwestuje w globalne fundusze zarządzane przez zewnętrzne podmioty.

Somfy wzmacnia kierownictwo. Nowa rola Małgorzaty Jasińskiej i awans Yanna Barou

Francuska grupa Somfy ogłosiła zmiany w strukturze zarządzania. Funkcję Dyrektor Zarządzającej w Europie Wschodniej objęła Małgorzata Jasińska, a Yann Barou – dotychczas odpowiedzialny za transformację działalności w regionie – został awansowany do Zarządu Grupy Somfy, obejmując kierownictwo nad rynkami o najwyższym potencjale wzrostu: Europą Wschodnią, Bliskim Wschodem i Afryką, Ameryką Łacińską oraz Azją i Pacyfikiem.

Decyzje te wpisują się w nowy etap rozwoju globalnej organizacji, której celem jest silniejsze powiązanie strategii międzynarodowej z lokalnymi potrzebami poszczególnych rynków.

Powołanie Małgorzaty Jasińskiej na stanowisko Dyrektor Zarządzającej w Europie Wschodniej potwierdza strategiczne znaczenie regionu dla Somfy. Firma postrzega tę część kontynentu jako centrum europejskiej produkcji okiennej oraz obszar dynamicznej transformacji energetycznej, w którym inteligentne technologie budynkowe odgrywają coraz większą rolę.

Nowa Dyrektor Zarządzająca ma ponad 20-letnie doświadczenie w zarządzaniu i marketingu B2B, zdobyte w Polsce i USA, m.in. w branżach przemysłowych, technologicznych i bezpieczeństwa. Przez ponad dekadę była związana z firmą MSA Safety, gdzie odpowiadała za marketing w regionie EMEA i kierowała centrum usług wspólnych w Warszawie.

W Somfy Jasińska rozpoczęła pracę w 2023 roku jako Dyrektor Marketingu. W ciągu kilkunastu miesięcy przeprowadziła reorganizację działu marketingu, dostosowując jego strukturę do globalnej strategii i wzmacniając współpracę między rynkami.

Europa Wschodnia przechodzi dziś fascynującą transformację – z regionu postrzeganego jako zaplecze produkcyjne staje się rynkiem lokalnym wymagającym rozwiązań o realnej wartości – podkreśla Małgorzata Jasińska. Jej zdaniem rozwój branży stolarki otworowej i osłon przeciwsłonecznych tworzy solidną bazę pod wdrażanie zintegrowanych rozwiązań smart home, które w najbliższych latach mogą stać się regionalnym standardem.

Yann Barou, Somfy
Yann Barou, Somfy

Równolegle z powołaniem nowej dyrektor w Europie Wschodniej, Somfy wzmocniła swoje przywództwo globalne. Yann Barou, dotychczas zarządzający działalnością firmy w regionie, został członkiem Zarządu Grupy Somfy i objął nadzór nad wszystkimi rynkami o najwyższym potencjale rozwoju.

Nowa struktura organizacyjna łączy odpowiedzialność za regiony o zróżnicowanej dynamice, umożliwiając szybsze reagowanie na zmiany globalnych trendów oraz efektywniejsze dostosowanie strategii do lokalnych uwarunkowań.

Barou posiada szerokie doświadczenie w międzynarodowych koncernach – pracował m.in. w Orange, Procter & Gamble i Michelin. W Somfy odpowiadał za transformację operacyjną w Europie Wschodniej, w tym za rozwój współpracy z deweloperami i architektami oraz za inicjatywy edukacyjne dotyczące wpływu osłon przeciwsłonecznych na efektywność energetyczną budynków.

Jego awans jest sygnałem, że region Europy Wschodniej staje się dla Grupy wzorcem wdrażania rozwiązań i standardów, które mogą być skalowane na inne rynki świata.

Zarówno Małgorzata Jasińska, jak i Yann Barou, reprezentują styl zarządzania oparty na współpracy i zaufaniu. Stawiają na rozwój zespołów, wymianę doświadczeń i budowanie kultury organizacyjnej, w której technologia wspiera człowieka, a nie odwrotnie.

Nie da się wdrożyć technologii bez ludzi. I nie da się rozwijać ludzi bez zaufania. Lider musi być uważny na swój zespół, ale stanowczy w działaniu. Przyszłość należy do tych, którzy czują sens tego, co robią – podkreśla Yann Barou.

Realizacja CPK pod znakiem zapytania? Termin 2032 może być trudny do dotrzymania

Trudno wyobrazić sobie, że cała realizacja CPK będzie wolna od wyzwań związanych z terminowością wydawania decyzji, koordynacją prac i spełnianiem formalności. W przypadku PKP PLK opóźnienia są naturalne i wynikają z konieczności modernizacji istniejącej infrastruktury. Z kolei dla inwestycji realizowanych przez CPK sytuacja wygląda odmiennie – bo projekt opiera się na budowie zupełnie nowej infrastruktury, co teoretycznie powinno przełożyć się na większą efektywność. Jednak nadal konieczne jest włączenie do systemu nowych elementów, takich jak wyjście w tunelu z okolic Warszawy-Zachód czy dalsza rozbudowa sieci – co wiąże się z formalnościami i ryzykiem opóźnień w uzyskaniu decyzji.

– Data 2032, podawana oficjalnie, jest obecnie głównym celem realizacji dla projektu CPK, ale trudno dziś jednoznacznie ocenić, czy ten termin zostanie dotrzymany – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Wielokrotnie podkreślałem, że na tym etapie to za wcześnie, aby prognozować z dużą pewnością. Patrząc jednak na sposób prowadzenia inwestycji, zwłaszcza w sektorze kolejowym i lotniskowym, widać, że opóźnienia są niestety częścią procesu. Dlatego na razie zakładam, że realny czas realizacji znajduje się w przedziale między 2032 a 2035 rokiem. Kiedy jednak zostaną wybrane główne firmy odpowiedzialne za budowę tegorocznych etapów i kluczowych elementów inwestycji, dopiero wtedy można ocenić ich potencjał i zdolność do radzenia sobie z opóźnieniami. Dopiero wtedy wyłoni się pełny obraz, jak duże i jak częste mogą być przesunięcia czasowe w realizacji tego strategicznego projektu. Jedno jest pewne – dla Polski, przy tak dużych wyzwaniach, realizacja CPK musi się rzetelnie i terminowo rozpocząć – aby zagwarantować nie tylko modernizację, ale też bezpieczeństwo i konkurencyjność kraju na arenie międzynarodowej – podsumowuje Adrian Furgalski.

Koniunktura w rolnictwie poprawia się, ale nastroje rolników pozostają pesymistyczne

W pierwszym półroczu 2025 r. sytuacja w polskich gospodarstwach rolnych nieco się poprawiła, choć dominującym odczuciem wśród rolników nadal jest ostrożny pesymizm. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że wskaźnik zmiany ogólnej sytuacji w gospodarstwach rolnych (WZOS) wzrósł o 11,9 pkt r/r, osiągając wartość –23,6. To wyraźna poprawa względem 2024 r. (–35,5), ale wciąż poniżej poziomu neutralnego.

Największy wzrost optymizmu odnotowano w województwach świętokrzyskim (+22,4 pkt), dolnośląskim (+20,6 pkt) i śląskim (+16,8 pkt). Najbardziej pesymistyczni pozostają rolnicy z regionów kujawsko-pomorskiego (–30,6), zachodniopomorskiego (–30,2) i podkarpackiego (–27,3).

Opłacalność produkcji – poprawa, ale wciąż pod kreską

Oceny opłacalności produkcji rolniczej poprawiły się we wszystkich województwach. Średnie saldo odpowiedzi wyniosło –42,9 (wobec –60,2 rok wcześniej), co oznacza, że nadal więcej rolników zauważa spadek rentowności niż jej wzrost. Największą poprawę ocen odnotowano w województwie podlaskim (+30,2 pkt), najmniejszą – w pomorskim (+8,8 pkt).

Najniższe wartości wskaźnika wystąpiły w województwach: kujawsko-pomorskim (–54,3), zachodniopomorskim (–51,2) i opolskim (–49,3). Najlepiej koniunkturę oceniają rolnicy z Lubelszczyzny, gdzie część gospodarstw prowadzących produkcję zwierzęcą wskazała na dodatnie saldo opłacalności.

Według GUS, w gospodarstwach roślinnych nastroje są słabsze niż w zwierzęcych. Wskaźnik dla tej grupy wyniósł –48,0, przy czym w województwach kujawsko-pomorskim i zachodniopomorskim przekroczył –55 pkt.

Popyt na produkty rolnicze nieco wyższy, lecz nadal słaby

Również w ocenach popytu na produkty rolne widać ostrożną poprawę – saldo wzrosło o 14 pkt r/r, osiągając –11,4. W większości województw rolnicy nadal obserwują spadek zapotrzebowania na swoje produkty, choć skala negatywnych ocen maleje.

Największą poprawę odnotowano w województwach podlaskim i świętokrzyskim (wzrost salda o ponad 20 pkt). Najsłabsze wyniki popytu zarejestrowano w małopolskim (–20,7) i zachodniopomorskim (–19,2).

Jedyną grupą, która ocenia zmiany popytu pozytywnie, są gospodarstwa specjalizujące się w produkcji zwierzęcej. Ich wskaźnik przyjął wartość dodatnią (+2,6), a najbardziej optymistyczne nastroje panują w województwach lubuskim i lubelskim.

Prognozy na drugie półrocze: mniej pesymizmu, ale bez przełomu

Rolnicy przewidują, że w drugiej połowie 2025 r. warunki ekonomiczne w rolnictwie mogą się nieznacznie poprawić, choć saldo prognoz dotyczących opłacalności produkcji pozostaje ujemne (–26,6 wobec –36,5 rok wcześniej).

Najbardziej optymistyczne prognozy dotyczą województw podlaskiego (+19,2 pkt) i dolnośląskiego (+13,3 pkt). Mimo poprawy, nawet w najlepszych regionach wskaźniki nie przekroczyły poziomu zera – najbardziej pesymistyczne prognozy formułują rolnicy z zachodniopomorskiego (–34,5) i kujawsko-pomorskiego (–33,5).

W skali kraju również przewidywania dotyczące popytu na produkty rolne pozostają umiarkowanie negatywne (saldo –10,9), choć lepsze niż przed rokiem (–17,2). Poprawy oczekują głównie gospodarstwa z województw warmińsko-mazurskiego i świętokrzyskiego.

Czynniki wpływające na kondycję rolnictwa

Za najważniejszy czynnik wspierający rozwój gospodarstw w pierwszym półroczu 2025 r. rolnicy uznali dostęp do środków unijnych – wskazało na nie 64,2 proc. respondentów. Na kolejnych miejscach znalazły się korzystne ceny sprzedaży produktów oraz preferencyjne kredyty.

Najpoważniejszym ograniczeniem rozwoju pozostają wysokie koszty produkcji – problem ten wskazało ponad 60 proc. rolników w 14 województwach. Rolnicy wymieniają także niskie ceny skupu i niekorzystne warunki pogodowe.

Źródłem finansowania działalności pozostają przede wszystkim środki własne (95,6 proc. gospodarstw), natomiast wsparcie unijne wykorzystuje od 45 proc. do 79 proc. gospodarstw w zależności od regionu.


Wpływ wojny w Ukrainie słabnie

Z badania GUS wynika, że negatywne skutki wojny w Ukrainie były w pierwszym półroczu 2025 r. mniej odczuwalne niż wcześniej. W większości województw spadł odsetek gospodarstw deklarujących poważne lub zagrażające stabilności skutki konfliktu. Więcej rolników wskazuje, że wojna nie miała na ich działalność istotnego wpływu.

Podsumowanie

Dane GUS pokazują, że choć w pierwszej połowie 2025 r. sytuacja ekonomiczna w rolnictwie poprawiła się, polscy rolnicy pozostają ostrożni. Wskaźniki koniunktury wzrosły, ale wciąż pozostają na poziomach ujemnych. Kluczowe bariery – koszty produkcji, niskie ceny skupu i warunki pogodowe – nadal ograniczają rozwój sektora. Mimo to stabilizacja popytu, poprawa opłacalności i mniejszy wpływ czynników zewnętrznych pozwalają z ostrożnym optymizmem patrzeć na drugie półrocze 2025 r.


Źródło: Główny Urząd Statystyczny, „Koniunktura w gospodarstwach rolnych w 1 półroczu 2025 r. – raport wojewódzki”

Geopolityka wzmacnia euro, osłabia dolara – nerwowość wraca na giełdy

W tym tygodniu uwagę inwestorów przyciąga geopolityka – redukcja ryzyk sprawia, że na forex kapitał odpływa z bezpiecznej przystani, jaką jest dolar. Dodatkowo dziś zyskuje euro, które reaguje na względne ustabilizowanie się sytuacji politycznej we Francji. Skutkiem są zwyżki kursu EUR/USD (osłabienie dolara). W piątek spokoju nie można jednak zaobserwować na giełdach, gdzie wczoraj zrobiło się nerwowo z powodu problemów amerykańskich banków regionalnych.

Deeskalacja?

Po zawarciu pokoju w Strefie Gazy, kolejną redukcją ryzyka była wyraźna próba porozumienia się USA z Chinami w sprawie ostatnich tarć handlowych. Spór nadal nie jest rozstrzygnięty. Wiemy jednak, że Scott Bessent zasugerował możliwość przedłużenia 90-dniowego zawieszenia taryf, które wygasa na początku listopada. Warunkiem jest rezygnacja Państwa Środka z wdrożenia surowych kontroli eksportu metali ziem rzadkich. Innym aspektem jest nieustanna chęć Donalda Trumpa, aby zakończyć konflikt za naszą wschodnią granicą. Prezydent Stanów Zjednoczonych zapowiedział spotkanie ze swoim rosyjskim odpowiednikiem. Ma się ono odbyć w Budapeszcie. Część analityków uważa nawet, że po porozumieniu w Gazie Trump całą swoją uwagę będzie skupiał na pokoju w Ukrainie. Narracja redukcji napięć powoduje na rynku walutowym odchodzenie od dolara, który wśród inwestorów uznawany jest za bezpieczną przystań.

Umocnienie euro

Notowania głównej pary walutowej świata pną się coraz wyżej. Jeszcze na początku tygodnia kurs EUR/USD próbował przełamać wsparcie 1,155 USD. W piątek o poranku wykres dotarł do 1,173 USD. Tak silna zwyżka to nie tylko efekt spadku ryzyka geopolitycznego, co zachęca inwestorów na forex do większego ryzyka, wysysając kapitał z „zielonego”. Ruch w kierunku północnym, czyli umocnienie euro, to także konsekwencja wydarzeń politycznych we Francji. Premier Francji Sebastien Lecornu przetrwał dwa wnioski o wotum nieufności. To otwiera drogę do trudnej debaty nad budżetem. Jednocześnie daje pewną ulgę po kryzysie politycznym w drugiej co do wielkości gospodarce Wspólnoty, co ociepla wizerunek unijnej waluty i powoduje jej umocnienie na forex.

Zniżki na giełdach

Mimo spadku ryzyk geopolitycznych, nerwowość pojawiła się wczoraj na rynkach akcyjnych. Powodem jest kwestia problemów w segmencie banków regionalnych w Stanach Zjednoczonych. Dodatkowo część inwestorów giełdowych coraz bardziej sceptycznie podchodzi do wizji kontynuowania hossy do końca roku. Uważają oni, że narracja dalszego rozwoju sztucznej inteligencji jest rozdmuchana. Powodem są ogromne koszta. Nakłady pieniężne często są niewspółmierne do osiąganych przez przedsiębiorstwa zysków. Z tego też powodu każde ryzyko spadków jest dokładnie analizowane. Wczorajszy wątek banków regionalnych był wystarczający, aby ostudzić optymizm na rynkach kapitałowych. Zniżkowały amerykańskie indeksy S&P500 (-0,63%) czy NASDAQ (-0,47%). Niepewność rozlała się na rynki azjatyckie, które zniżkują podczas dzisiejszego otwarcia. W momencie pisania tekstu, japoński Nikkei spada o 1,44%, Shanghai Composite o 1,95% a Hang Seng o 2,54%. Obrywa się także polskiej giełdzie. WIG20 świeci się na czerwono, wskazując ponad 2% spadek. W tym otoczeniu względnie dobrze radzi sobie krajowa waluta. Dziś o poranku złoty nieznacznie traci, jednak straty są ograniczane umacniającym się EUR, z którym PLN jest dodatnio skorelowany. Kurs EUR/PLN o godzinie 10:00 to 4,26 PLN, a kurs USD/PLN to 3,64 PLN.

W dzisiejszym kalendarzu makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na:

11:00 – strefa euro – inflacja konsumencka.

Polska przeregulowuje rynek krypto. Branża prosi o interwencję prezydenta

Przedstawiciele polskiego sektora kryptoaktywów wystosowali apel do Prezydenta RP Karola Nawrockiego o zawetowanie ustawy o rynku kryptoaktywów, przyjętej przez Sejm 26 września. W ocenie branży, obecny kształt ustawy grozi zahamowaniem rozwoju krajowych firm, wypchnięciem polskiego kapitału z rynku oraz oddaniem przewagi konkurencyjnej w ręce zagranicznych – w tym pozaunijnych – podmiotów.

Ustawa, która formalnie implementuje unijne rozporządzenie MiCA, znacząco wykracza poza jego ramy. Polska przygotowała najbardziej rozbudowaną implementację w całej Unii Europejskiej – liczącą ponad 100 stron przepisów, sankcji i obowiązków administracyjnych. Eksperci ostrzegają, że to przykład tzw. goldplatingu, czyli nadmiernego wdrażania regulacji unijnych w sposób nieproporcjonalny i niekorzystny dla krajowych firm.

To nie jest spór o kryptowaluty, tylko o konkurencyjność polskiej gospodarki – podkreśla Sławek Zawadzki, Co-CEO Kanga Exchange. – W obecnym kształcie ustawa oznacza, że polskie firmy, finansowane z krajowego kapitału i płacące podatki w Polsce, nie będą w stanie sprostać nowym wymogom. W ich miejsce pojawią się zagraniczne podmioty, które zarejestrują się w innych państwach UE, a w Polsce będą jedynie „spijać śmietankę”. To realne ryzyko utraty tysięcy miejsc pracy, innowacji i wpływów podatkowych.

Z danych opublikowanych przez „Forbes Polska” (wrzesień 2025) wynika, że Polska jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków krypto w Europie Środkowej. Już 30,9% Polaków inwestuje w kryptowaluty, czyli więcej niż w akcje (21,5%) czy obligacje (19%). Aż 71% respondentów dokonuje transakcji kilka razy w miesiącu, co dowodzi, że rynek krypto nie jest niszowy – to realny sektor gospodarki cyfrowej.

Polska miała realny potencjał, by stać się regionalnym liderem technologii blockchain. Jeszcze kilka lat temu w kraju działały jedne z pierwszych giełd i projektów krypto w Europie Środkowo-Wschodniej. Jak jednak przypomina Zawadzki, liderstwo to zostało utracone wskutek nadmiernie restrykcyjnej polityki Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) – m.in. blokowania rachunków bankowych oraz opóźnień w wydawaniu zezwoleń.

Obecny projekt ustawy utrwala błędy przeszłości. Oddaje rynek w ręce zagranicznych graczy, a krajowym firmom odbiera możliwość konkurowania. Jeśli chcemy, by Polska miała własny kapitał technologiczny, musimy tworzyć prawo, które daje równe szanse i zachęca do inwestycji, a nie karze przedsiębiorców za to, że działają w Polsce – dodaje Sławek Zawadzki.

Branża zgodnie podkreśla, że nie sprzeciwia się regulacjom – przeciwnie, popiera wdrożenie MiCA w duchu równych zasad obowiązujących w całej Unii Europejskiej. Jednak ustawa w obecnym kształcie:

  • nie chroni inwestorów, lecz blokuje rozwój przedsiębiorstw
  • nie wspiera innowacyjności, lecz tworzy bariery
  • nie wzmacnia polskiej konkurencyjności, lecz oddaje rynek zagranicznym podmiotom
  • nie zwiększa bezpieczeństwa użytkowników, lecz spycha część działalności do szarej strefy.

Dlatego przedstawiciele sektora – w tym Kanga, Next Block Expo, Izba Gospodarcza Blockchain i Nowych Technologii oraz inni liderzy branży – podpisali wspólny apel o weto prezydenckie i ponowne opracowanie ustawy.

To moment, w którym musimy mówić jednym głosem. Wierzę, że Prezydent Nawrocki dostrzeże, że ta decyzja nie dotyczy tylko rynku kryptowalut, ale przyszłości polskiej gospodarki cyfrowej – podsumowuje Sławek Zawadzki.

500 tys. zł to nowy próg na rynku mieszkaniowym

Cel? 500 tysięcy złotych. To psychologiczna bariera kredytu na mieszkanie o który stara się większość Polaków.

– Gdy analizujemy transakcje na rynku nieruchomości ewidentnie to nie cena, nie lokalizacja, nie jakość wykończenia, a właśnie zdolność kredytowa staje się czynnikiem numer jeden od którego zależy czy ktoś zdecyduje się na zakup mieszkania. Widzimy zmiany na rynku, które pokazują, że wiele osób czeka w blokach startowych z decyzją o zakupie nieruchomości. Zwiastunów zmian jest kilka – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Znacząco poprawia się zdolność kredytowa Polaków

Rynek nieruchomości wypatruje zmian, a ostatnie tendencje pokazują, że przed decyzją o kupnie mieszkania czy domu klientów powstrzymują już nie tyle ceny – co brak możliwości sfinansowania zakupu z kredytu. Zdolność kredytowa Polaków poprawia się, a wiele osób mających w planach zakup mieszkania ostatni rok czy dwa lata spędziły na skrupulatnym oszczędzaniu na wkład własny.

Jesień 2025 jest czasem, gdy pytań o mieszkania i potencjalnych transakcji jest ponad 30% więcej niż przed rokiem.

– Nareszcie możemy mówić o efekcie obniżania stóp procentowych. Taka sytuacja miała miejsce już cztery razy. Za pierwszym razem niemal natychmiastowo w biurach nieruchomości rozdzwoniły się telefony z pytaniami o mieszkania, ale gdy okazało się, że oczekiwana zmiana nie generuje przesadnej różnicy w opłatach kredytowych i zdolności kredytowej to klienci znów wstrzymywali się z decyzjami. Czwarta obniżka stóp procentowych zaczyna realnie wpływać na to, co banki oferują klientom. To wpływa na ożywienie na rynku nieruchomości i podpisywane umowy – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Wnioskowane kwoty zwykle wahają się od 250 do 600 tysięcy złotych. Dostępność kredytowa w tym przypadku mocno się zmieniła i tak jeszcze kilka miesięcy temu para musiała zarabiać przynajmniej 9 tysięcy złotych, by starać się o kredyt na poziomie 500 tysięcy złotych, obecnie to około 7700 złotych. W przypadku rodzin z dzieckiem lub dwójką wspólny przychód na poziomie 10 tysięcy złotych wystarczy, by starać się o kredyt. To znacząca korekta – dodaje Mirosław Król.

Eksperci zaznaczają, że sytuacja każdego klienta jest analizowana indywidualnie i zdarzają się sytuacje na tyle korzystne, że kredyty przyznawane są osobom z dochodami, które jeszcze kilka miesięcy temu kategorycznie dyskwalifikowałyby potencjalnego kredytobiorcę.

– Trzeba pytać i rozmawiać – dodaje Król.

Największym zainteresowaniem cieszą się dwupokojowe mieszkania na rynku wtórnym

Jak wygląda sytuacja obecnie na rynku nieruchomości? Pytań o mieszkania na rynku wtórnym jest więcej niż pytań o mieszkania od deweloperów. Sytuacja jednak poprawia się, co oznacza, że barierą zakupu mieszkania nie były chęci konsumentów, a ich możliwości finansowe i kredytowe.

– Klienci poszukują zwykle albo kawalerek albo mieszkań rodzinnych. Zauważamy, że poprawa zdolności kredytowych najmocniej odznacza się decyzją o zakupie mieszkania przez młode małżeństwa lub młode rodziny zwykle w modelu 2+1. Decyzje dotyczą zwykle dwupokojowych mieszkań, najczęściej z nowego budownictwa, ale jednocześnie z rynku wtórnego – mówi Mirosław Król.

Ekspert dodaje, że w przypadku zakupów nieruchomości na rynku wtórnym u klientów pewna kwota jest barierą psychologiczną.

– Pół miliona złotych. Od tej kwoty mieszkania już oceniane są jako drogie – przyznaje Król. – Oczywiście mieszkanie w takiej kwocie w Warszawie, a mieszkanie w takiej kwocie w Bydgoszczy czy w Szczecinie to zupełnie inna rozmowa, ale zauważamy, że ta kwota staje się dla klientów odniesieniem. Ważny jest także stan mieszkania. Klienci unikają remontów, ale zdarzają się sytuacje, że mieszkanie do gruntownego remontu, ale w dobrej cenie czy w bardzo dobrej lokalizacji znajduje szybko nabywcę – dodaje Mirosław Król.

Koniec 2025 roku nie przyniesie zmian w cenach mieszkań. Eksperci mówią o symbolicznych korektach.

Zmiany klimatu kosztują polskie rolnictwo miliardy – potrzebna adaptacja lokalna

Zmiany klimatu w coraz większym stopniu wpływają na rolnictwo – sektor, który z jednej strony odpowiada za bezpieczeństwo żywnościowe, a z drugiej jest szczególnie narażony na skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych. W Polsce susze, przymrozki i podtopienia generują już ponad połowę wszystkich strat gospodarczych związanych z klimatem. Jak wynika z analiz dr inż. Eweliny Siwiec i dr inż. Anny Dubel z Instytutu Ochrony Środowiska- Państwowego Instytutu Badawczego (IOŚ-PIB), przedstawionych w opracowaniu „Bezpieczne rolnictwo w dobie zmian klimatu – wyzwania i kierunki adaptacji”, ważną rolę w budowaniu odporności rolnictwa na zmiany klimatu mogą odegrać samorządy gmin wiejskich.

Przywołana analiza zostanie opublikowana w formie materiału pokonferencyjnego wydarzenia „Bezpieczna pszczoła, bezpieczny pszczelarz, bezpieczne pszczelarstwo”, podczas którego szczególną uwagę poświęcono wyzwaniom klimatycznym, przed którymi stoi rolnictwo.

– Z analiz Instytutu wynika, że na skutek zjawisk ekstremalnych takich jak m.in. powodzie, podtopienia, susze czy przymrozki wiosenne, Polska traci rocznie średnio około 6 miliardów złotych, a ponad połowa wszystkich strat gospodarczych w latach 2001–2019 dotyczyła rolnictwa – zaznaczył dr hab. Marcin Stoczkiewicz, Dyrektor IOŚ-PIB podczas otwarcia konferencji  „Bezpieczna pszczoła, bezpieczny pszczelarz, bezpieczne pszczelarstwo” na SGGW.

Scenariusze klimatyczne opracowane w projekcie Klimada wskazują, że średnia temperatura w Polsce w kolejnych dekadach będzie  rosła, co zwiększy ryzyko fal upałów, nawalnych opadów, i tym samym może wpłynąć na pogłębiający się problem strat w produkcji rolnej. Oznacza to, że adaptacja do zmian klimatu powinna stać się jednym z priorytetów polityki rolnej na szczeblu krajowym i lokalnym.

– Adaptacja w rolnictwie to nie tylko inwestycje, ale przede wszystkim proces uczenia się, współpracy i wymiany doświadczeń. Samorządy gmin wiejskich mają ogromny potencjał, by wspierać tworzenie opartych na wiedzy, praktycznych rozwiązań – podkreśla dr inż. Ewelina Siwiec z IOŚ-PIB.

Strategie adaptacyjne od poziomu unijnego po lokalny

Adaptacja do zmian klimatu od wielu lat jest przedmiotem polityki Unii Europejskiej. Już Biała Księga z 2009 roku wskazywała rolnictwo jako jeden z najbardziej wrażliwych sektorów gospodarki, a kolejne dokumenty strategiczne – w tym Nowa Strategia UE w zakresie przystosowania do zmiany klimatu (2021) – akcentują potrzebę wymiany wiedzy w celu wzmocnienia w zakresie wdrażania  działań adaptacyjnych na poziomie różnych sektorów gospodarki.

Na poziomie krajowym kluczowym dokumentem pozostaje Strategiczny Plan Adaptacji (SPA 2020), który określa kierunki działań dla sektorów wrażliwych na zmiany klimatu. Wskazuje on m.in. na potrzebę rozwoju systemów monitoringu i wczesnego ostrzegania o możliwych skutkach oddziaływania zmian klimatu, wsparcie inwestycyjne gospodarstw poprzez szkolenia i doradztwo technologiczne uwzględniające aspekty dostosowania produkcji rolnej do zwiększonego ryzyka klimatycznego.

– Dostosowanie rolnictwa do zmian klimatu wymaga spójnych działań na wszystkich poziomach zarządzania – od unijnych strategii po lokalne plany adaptacji. To właśnie lokalne samorządy mogą najskuteczniej reagować na konkretne zagrożenia, bo najlepiej znają specyfikę swoich obszarów – zwraca uwagę dr inż. Anna Dubel z IOŚ-PIB.

Jak widzą adaptację gminy wiejskie?

Ekspertki przeanalizowały plany adaptacji trzech gmin wiejskich: Ryk, Wyry i Modliborzyc, w nastawieniu na ujęcie w nich kwestii związanych z adaptacją rolnictwa. W gminie Ryki postawiono na szkolenia dla rolników i ochronę owadów zapylających. Wyry z kolei kładą nacisk na poprawę jakości przestrzeni rolniczej i inwestycje w błękitno-zieloną infrastrukturę. W Modliborzycach główny nacisk położono na gospodarkę wodną, ograniczenie erozji gleb i wdrażanie zrównoważonych praktyk rolniczo-leśnych.

Choć każda z nich przyjęła inne rozwiązania, wspólnym mianownikiem okazała się koncentracja na gospodarce wodnej, różnorodności biologicznej oraz działaniach edukacyjnych.

Edukacja, współpraca i świadomość

Autorki podkreślają, że jednym z kluczowych elementów skutecznej adaptacji jest zaangażowanie rolników, którzy bezpośrednio doświadczają skutków postępujący zmian klimatu. Dlatego niezwykle istotne jest tworzenie warunków, które umożliwią im zdobywanie wiedzy i nawiązywanie współpracy z instytucjami naukowymi. Wsparciem dla nich będą działania edukacyjne i szkoleniowe.

– Edukacja i współpraca są dziś równie ważne jak inwestycje infrastrukturalne. To one pozwalają rolnikom zrozumieć, jak zmieniający się klimat wpływa na ich gospodarstwa i jak się na to przygotować – dodaje dr inż. Ewelina Siwiec z IOŚ-PIB.

Działania edukacyjne i doradcze, takie jak szkolenia, punkty wsparcia czy programy promujące rolnictwo regeneracyjne, mogą znacząco zwiększyć skuteczność adaptacji. Gminy wiejskie również decydują się na tworzenie własnych planów adaptacyjnych – mimo że nie mają jeszcze takiego obowiązku prawnego.

– Adaptacja w rolnictwie nie jest jedynie odpowiedzią na zagrożenia klimatyczne – to inwestycja w przyszłość i bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Wdrażanie działań adaptacyjnych może przynieść wymierne korzyści: zwiększyć efektywność produkcji, wzmocnić odporność ekosystemów oraz ograniczyć ryzyko gospodarcze – podsumowała dr inż. Anna Dubel z IOŚ-PIB.

Ostateczny sukces zależy jednak od współpracy między samorządami, naukowcami i rolnikami. Wszyscy Ci interesariusze muszą wspólnie budować odporność sektora na nowe warunki klimatyczne. Inicjatywy gmin wiejskich pokazują, że potrzeba przystosowania się do nowych warunków klimatycznych staje się coraz bardziej zauważalna i rośnie ich gotowość do działań na rzecz adaptacji rolnictwa.

SIGNIUS S.A. planuje debiut na rynku NewConnect w listopadzie 2025 roku

SIGNIUS S.A. finalizuje przygotowania do debiutu na rynku NewConnect, który planowany jest na listopad br. Technologiczna spółka oferuje zaawansowane rozwiązania do zdalnego podpisywania, pieczętowania dokumentów oraz weryfikacji tożsamości. Na giełdę trafi pakiet akcji obecnych udziałowców, bez emisji nowych walorów. Spółka zapowiada dalszą ekspansję zagraniczną i rozwój swojej platformy o nowe funkcjonalności.

Wejście na NewConnect traktujemy jako naturalny krok w rozwoju organizacji i element budowania długoterminowej wartości dla akcjonariuszy. Status spółki publicznej zwiększa przejrzystość działania, ułatwia współpracę z dużymi kontrahentami i instytucjami finansowymi oraz wzmacnia naszą wiarygodność na rynku usług zaufania – mówi Bartosz Witkowski, prezes zarządu SIGNIUS S.A.

SIGNIUS systematycznie poprawia wyniki finansowe. W 2024 roku spółka osiągnęła 3,7 mln zł przychodów, inwestując jednocześnie w rozwój technologiczny. W I połowie 2025 r. zanotowała ponad 2,2 mln zł przychodów, 132 tys. zł EBITDA oraz dodatni wynik netto. Kapitał własny przekroczył 2,4 mln zł, a wartość aktywów do 2,8 mln zł. Spółka przeznacza 5–10% przychodów rocznie na rozwój platformy, w tym cyfrowe archiwa i elektroniczne atrybuty zgodne z nadchodzącymi regulacjami eIDAS 2.

SIGNIUS obsługuje klientów korporacyjnych, dostarczając zarówno podpis kwalifikowany zgodny z eIDAS, jak i unikalne rozwiązania IT do automatyzacji procesów dokumentowych. Z usług spółki korzystają firmy z branży ubezpieczeniowej, energetycznej, kancelarie prawne oraz sektor HR. Ponad połowa przychodów pochodzi z rynków zagranicznych, przede wszystkim z Niemiec, gdzie klientami są m.in. DoktorABC, Deutsches Institut für Bautechnik oraz ORLEN Deutschland. Współpraca z AOK, największym niemieckim ubezpieczycielem zdrowotnym, umożliwiła cyfrowe pieczętowanie dokumentów dla ponad 27 mln ubezpieczonych. W Polsce z rozwiązań SIGNIUS korzystają m.n. Orange Polska, Vienna Life, sieć gastronomiczna Pasibus, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego czy startup HRobots.

Rynek usług zaufania rośnie w tempie dwucyfrowym, a transformacja cyfrowa przyspiesza we wszystkich branżach. Jesteśmy w dobrym momencie, ponieważ dostarczamy rozwiązania, które łączą bezpieczeństwo, zgodność regulacyjną i wygodę użytkownika. Naszą ambicją jest stać się jedną z kluczowych europejskich platform do podpisywania i pieczętowania dokumentów. Liczymy, że debiut giełdowy przyczyni się do dalszego skalowania biznesu i zwiększania konkurencyjności – podkreśla Bartosz Witkowski.

W kolejnych latach SIGNIUS planuje rozszerzanie działalności na rynki Francji, Skandynawii i Europy Środkowo-Wschodniej oraz rozwój oferty o nowe moduły związane z identyfikacją użytkowników i długoterminowym przechowywaniem dokumentów.

UOKiK: hulajnogi elektryczne bezpieczne, ale źle oznakowane

0

Od kwietnia do lipca 2025 roku Inspekcja Handlowa przeprowadziła kontrolę dziesięciu modeli hulajnóg elektrycznych dostępnych na polskim rynku. Akcję zorganizowano z polecenia Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), a jej celem było sprawdzenie zgodności produktów z wymaganiami bezpieczeństwa, oznakowania i dokumentacji technicznej. Wyniki pokazują, że choć konstrukcja wszystkich pojazdów okazała się bezpieczna, aż połowa z nich miała uchybienia formalne – głównie dotyczące instrukcji i oznakowania.

Zakres kontroli i metodologia

Kontrole przeprowadziły cztery wojewódzkie inspektoraty Inspekcji Handlowej – w Bydgoszczy, Rzeszowie, Szczecinie i Wrocławiu. Inspektorzy odwiedzili sklepy detaliczne, w tym wielkopowierzchniowe, i wzięli pod lupę dziesięć modeli hulajnóg elektrycznych pochodzących z Chin.

Weryfikacja obejmowała zarówno analizę dokumentacji i oznakowania (zgodność z przepisami Rozporządzenia Ministra Gospodarki z 21 października 2008 r. w sprawie zasadniczych wymagań dla maszyn), jak i badania laboratoryjne konstrukcji, prowadzone zgodnie z normą PN-EN 17128:2020-03 dotyczącą lekkich pojazdów elektrycznych (PLEV).

Wyniki kontroli – połowa produktów z nieprawidłowościami

Z dziesięciu sprawdzonych modeli hulajnóg elektrycznych pięć nie spełniało wymagań formalnych. W większości przypadków uchybienia dotyczyły braków lub błędów w dokumentacji i oznaczeniach, a nie samej jakości czy bezpieczeństwa konstrukcji.

Najczęstsze nieprawidłowości:

  • nieprawidłowa lub niekompletna instrukcja obsługi (brak deklaracji zgodności, brak klauzuli „instrukcja oryginalna” lub „tłumaczenie instrukcji oryginalnej”, pominięte informacje o konserwacji i częściach zamiennych, brak danych o wzroście użytkownika i trybach jazdy),
  • brak wymaganych oznaczeń na wyrobie (np. roku budowy, ładowności, tłumaczenia ostrzeżeń na język polski),
  • brak deklaracji zgodności lub jej błędne sporządzenie.

Nieprawidłowości te – choć nie zagrażają bezpośrednio bezpieczeństwu – utrudniają prawidłowe użytkowanie hulajnogi, mogą prowadzić do niewłaściwej eksploatacji, a w konsekwencji do awarii lub wypadków.

Modele z niezgodnościami

Według wykazu UOKiK, uchybienia formalne stwierdzono w pięciu modelach:

  • Motus Scooty 10″ Gen 5 – Barel Poland Sp. z o.o.
  • Motus Scooty 10″ Lite Gen 5 – Barel Poland Sp. z o.o.
  • Retoo E270 (LA-001) – RETO MB Sp. z o.o.
  • Scoopers UrbanEvo (MK083) – Malis B. Machoński Sp.k.
  • Sencor Scooter One S20 – Fast ČR, a.s.

W każdym z powyższych przypadków błędy dotyczyły głównie dokumentacji, oznakowania CE lub instrukcji w języku polskim. Postępowania w sprawie tych produktów są w toku w wojewódzkich inspektoratach Inspekcji Handlowej.

Modele zgodne z przepisami

Pozostałe pięć modeli uznano za w pełni zgodne z przepisami:

  • Ducati Pro-II Evo,
  • Frugal Impulse Z9,
  • Jeep Urban Camou Advanced Safety,
  • Navee Electric Scooter V25i-D (V25i Pro),
  • Xiaomi 4 Lite (2nd Gen).

Wszystkie uzyskały pozytywne wyniki zarówno w zakresie oznakowania, jak i badań technicznych.

Badania laboratoryjne – pozytywne dla wszystkich

Każdy z dziesięciu modeli przeszedł testy wytrzymałości statycznej uchwytów i kolumny kierownicy. Żaden z produktów nie został zakwestionowany pod względem bezpieczeństwa mechanicznego. To oznacza, że mimo braków formalnych, hulajnogi nie stanowiły bezpośredniego zagrożenia dla użytkowników.

Reakcja i zalecenia UOKiK

W przypadku stwierdzenia uchybień formalnych przedsiębiorcy otrzymali możliwość podjęcia działań naprawczych. Produkty, które zostaną uznane za potencjalnie niebezpieczne, mogą zostać zgłoszone do unijnego systemu Safety Gate, aby zapobiec ich wprowadzeniu do obrotu na rynku UE.

UOKiK przypomina, że wprowadzenie do obrotu niezgodnych z wymogami maszyn może skutkować karą grzywny, a konsumenci mają prawo zgłaszać zauważone nieprawidłowości do właściwego inspektoratu Inspekcji Handlowej.

Rekomendacje dla konsumentów

UOKiK zaleca kupującym, aby przed zakupem hulajnogi:

  • sprawdzili oznakowanie CE, nazwę i adres producenta,
  • upewnili się, że instrukcja obsługi jest w języku polskim i zawiera informacje o ładowaniu, konserwacji i ograniczeniach użytkowania,
  • zweryfikowali parametry techniczne, takie jak dopuszczalne obciążenie, pojemność akumulatora i rozmiar kół,
  • stosowali środki ochrony osobistej (kask, ochraniacze) i przestrzegali przepisów ruchu drogowego.

Źródło:
Raport z kontroli Inspekcji Handlowej – Hulajnogi elektryczne, UOKiK 2025 oraz Wykaz skontrolowanych produktów – hulajnogi elektryczne, UOKiK 2025.

Rynek nieruchomości spowalnia mimo tanich kredytów – winny słabszy rynek pracy

Coraz częściej słychać o zwolnieniach grupowych. Wzrosło bezrobocie, a płacę minimalną rząd podniesie tylko o 3%. Mimo, że kredyty hipoteczne staniały, to koniunkturę w nieruchomościach hamuje rynek pracy.

Eksperci BIG DATA RynekPierwotny.pl uważają, że to pogarszająca się sytuacja na rynku pracy jest powodem ograniczenia popytu na rynku nieruchomości.

Twarde dane ekonomiczne monitorowane przez BIG DATA RynekPierwotny.pl na pierwszy rzut oka mają pozytywny wydźwięk dla rynku nieruchomości. Od ponad roku dynamika realnego PKB Polski przekracza 3%, stawiając nasz kraj w czołówce UE. Inflacja wróciła do celu NBP, a stopy procentowe od początku maja spadły o jeden punkt procentowy, obniżając koszty kredytów – dostępność kredytowa mieszkań jest o prawie 20% wyższa niż przed rokiem. Ceny mieszkań pozostają jednak od roku w stagnacji, a nawet ulegają korekcie na rynku wtórnym. Przy kilkuprocentowym wzroście nominalnych płac w skali roku realnie nieruchomości tanieją. Przy takim otoczeniu makroekonomicznym wydawałoby się, że sprzedaż mieszkań będzie zauważalnie rosła – zwłaszcza, że rząd porzucił pomysły dopłat do kredytów, które wielu potencjalnych beneficjentów wstrzymywało od decyzji zakupowych. Wstrzymany popyt powinien wrócić z większą siłą. Nie wrócił, jest zaledwie stabilny.

Wielu uczestników rynku nieruchomości spodziewało się dużo wyższego wzrostu popytu w 2025 roku. Jednak mimo pozornie dobrego otoczenia makroekonomicznego sprzedaż mieszkań pozostaje na minimalnym plusie. Patrząc na dane BIG DATA RynekPierwotny.pl dla 7 największych rynków była ona w 2025 roku o ok. 13% wyższa niż w drugiej połowie 2024 roku. Jednak sprzedaż pozostaje istotnie poniżej wyników z tak dobrych lat jak 2019 czy 2021, a od początku roku nie odnotowała wyraźnego trendu wzrostu. Dodając do tego wyraźny napływ nowej oferty, tzw. czas wyprzedaży oferty uległ wydłużeniu do 6,5 kwartału na koniec sierpnia 2025 w porównaniu do sierpnia rok wcześniej.

Koniunktura na rynku pracy stoi na przeszkodzie dla nowego cyklu wzrostu sprzedaży mieszkań

Jedną z niewielu rys na poprawiających się na obiektywnych wskaźnikach makroekonomicznych jest kondycja rynku pracy, zarówno ta obiektywna, jak i subiektywna.

Subiektywne odczucia konsumentów mają często większe znaczenie dla ich decyzji ekonomicznych niż twarde statystyki, co bada ekonomia behawioralna. Dość naturalnie różne obawy – o sytuację osobistą, o pracę, otoczenie gospodarcze czy geopolityczne – mogą wstrzymywać tak ważne życiowo zakupy, jak nabycie nieruchomości, zwłaszcza na kredyt. – tłumaczy Jan Dziekoński, Head of Market Insights, RynekPierwotny.pl

Od początku 2024 roku badania GUS w zakresie nastrojów i oczekiwań Polaków pokazują pogorszające się odczyty poziomu bezrobocia. Rok 2025 zatrzymał ten trend, ale utrzymuje się przewaga pesymizmu. Nie przypadkiem w tym samym okresie popyt na rynku nieruchomości osłabł, co zresztą pokazuje inny wskaźnik GUS – dokonywania ważnych zakupów w przyszłości – który nie poprawia się od początku 2025 roku.

To jeden z powodów anemicznego tempa sprzedaży na rynku deweloperskim. Nie ma jednak tego złego, co nie mogłoby wyjść na dobre. Ostrożność i obawy Polaków zderzają się obecnie z niską inflacją i dodatnim wzrostem płacy realnej. W efekcie nasi rodacy do ponad roku pozytywnie i coraz lepiej oceniają swoje możliwości oszczędzania. Środki te w pewnej mierze stanowią odłożony popyt, także dla rynku nieruchomości. Jeśli obawy o rynek pracy znikną, to oszczędności te mogą zasilić między innymi rynek nieruchomości – dodaje ekspert portalu RynekPierwotny.plWybrane wskaźniki koniunktury konsumenckiej (styczeń 2021 - wrzesień 2025)

Obiektywne bezrobocie pozostaje niskie, ale jednak rośnie, mogąc zasilać wstrzemięźliwość kupujących

Czy obawy o miejsca pracy są uzasadnione? Częściowo niestety tak. Oficjalne odczyty poziomu bezrobocia w Polsce pozostają rekordowo niskie na tle historii III RP, jak i innych krajów UE. Jednak porównując dane z ostatnimi 3 latami mamy zauważalne pogorszenie. Bezrobocie rejestrowe od kilku miesięcy rośnie i we wrześniu 2025 osiągnęło poziom 5,6%. Bardziej wiarygodna stopa bezrobocia wg Badań Aktywności Ekonomicznej Ludności (tzw. BAEL) prowadzonych przez GUS w drugim kwartale 2025 osiągnęła poziom 2,8%. To nie jedyny miernik, jaki monitoruje BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Zdaniem Jana Dziekońskiego, Head of Market Insights w RynekPierwotny.pl to nadal bardzo niski poziom bezrobocia, ale jest zauważalnie wyższy od poprzednich lat. Nie wziął się on z niczego. Inne wskaźniki rynku pracy pokazują przede wszystkim mniejszy popyt na pracę. Spada liczba nowych ogłoszeń o pracę, spada liczba zatrudnionych osób, utrzymuje się za to ciągła aktywność sektora prywatnego i publicznego w zakresie zwolnień grupowych, rośnie liczba długotrwale bezrobotnych, a także bezrobotnych poniżej 25 roku życia. Choć ekonomiści powiedzieliby, że obiektywnie jest nadal dobrze na tle historii, to nagłówki prasowe, media społecznościowe i prywatne rozmowy mogą wywoływać inne odczucia. A to często wystarczy do odwlekania decyzji zakupowych.Kwartalny poziom bezrobocia w Polsce (I kw. 2019 - III kw. 2025)

Czy bezrobocie może dalej narastać? To zależy od wielu czynników, jednak obecnie ścierają się ze sobą dwie główne siły. Z jednej strony mimo dobrej sytuacji ogólnogospodarczej są sektory gospodarki, które borykają się trudnościami – w szczególności budownictwo. Bardziej fundamentalne zmiany dotykają także sektora IT, czy usług profesjonalnych. To zmniejsza popyt na pracę. Z drugiej strony struktura demograficzna Polski jest niekorzystna. Co roku co najmniej sto tysięcy osób więcej odchodzi na emeryturę, niż zasila rynek pracy. Zmiana trendów w zakresie migracji (in-plus czy in-minus) też może zmienić sytuację na rynku pracy.

Spowolnienie rynku pracy skutkuje niższą dynamiką płac – to problem, ale też potencjalna ulga dla nieruchomości

Wspomniane wcześniej obiektywne trendy powodują nie tylko zmiany w liczbie pracujących oraz ich nastrojach, ale przekładają się też na cenę pracy – czyli wynagrodzenia. W okresie malejącego popytu na pracę eksperci BIG DATA RynekPierwotny.pl wskazują też na spowalniającą dynamikę nominalnych wynagrodzeń. Od 2022 roku przeciętna płaca w Polsce rosła w dwucyfrowym tempie. Rok 2025 będzie pierwszym od dłuższego czasu rokiem, w którym dynamika płac spadnie do poziomu jednocyfrowego – od początku roku utrzymuje się on poniżej 10%, a w sierpniu wyniósł już „jedyne” 7%.

Jednym z ważnych czynników napędzających przeciętną płacę – obok kondycji rynku pracy i inflacji, która wpływa na oczekiwania płacowe – jest płaca minimalna. I tu mamy zapowiedź ważnej zmiany w 2026 roku. We wrześniu rząd podjął decyzję, że płaca minimalna w następnym roku wzrośnie o 140 złotych, do poziomu 4 806 złotych. To symboliczny wzrost, bo wyniesie jedyne 3%. Na tle ostatnich dwudziestu lat tak niska podwyżka miała miejsce ostatnio w 2005 roku. W ślad za tym oczekuje się niższej dynamiki przeciętnej płacy w Polsce w najbliższych latach – według lipcowych prognoz Narodowego Banku Polskiego, na poziomie 5-6%.Wzrost płacy minimalnej i średniej w Polsce (2003 -2026)

Niska dynamika nominalnych płac pewnie nie ucieszy pracowników, a tym bardziej potencjalnych kredytobiorców. Z perspektywy zdolności kredytowej wzrost płacy nominalnej należał do najważniejszych – obok kosztów kredytów – czynników zwiększających siłę nabywczą osób zaciągających hipoteki. Moim zdaniem jest jednak więcej pozytywów tej sytuacji. Niższy wzrost płac to niższa inflacja, zwłaszcza usług, a to może sprzyjać obniżaniu stóp procentowych i kosztów kredytów. Październikowa obniżka stóp procentowych przez RPP – trochę zaskakująca – mogła być częściowo motywowana słabością rynku pracy. To także niższa presja na koszty robocizny i materiałów budowlanych. GUSowski wskaźnik „inflacji” kosztu budowy budynków spadł już do niecałych 3%. Przy trwającej deflacji cen materiałów koszty budowy w najbliższym roku pozostaną niezmienione, a może nawet spadną. To wreszcie niższa presja popytowa, co możemy odczuć zwłaszcza na rynku najmu w postaci niskiej dynamiki czynszów. – podkreśla Jan Dziekoński, Head of Market Insights w RynekPierwotny.pl.

GPW podjęła uchwałę o wprowadzeniu akcji BASEIG S.A. do obrotu na rynku NewConnect

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) podjęła uchwałę o wprowadzeniu do obrotu na rynku NewConnect akcji zwykłych na okaziciela serii B spółki BASEIG S.A. – podmiotu rozwijającego innowacyjne rozwiązania w obszarze AI-commerce i wspierającego influencerów w budowaniu własnych marek.

– Decyzja GPW to dla nas symboliczny moment – kolejny krok przybliżający BASEIG do debiutu giełdowego, który planujemy w najbliższym czasie. Cieszymy się, że możemy wejść na rynek publiczny, co wzmocni naszą transparentność i otworzy nowy rozdział w rozwoju spółki – mówi Kamil Stanek, prezes zarządu BASEIG S.A.

BASEIG działa w modelu AI-commerce, oferując twórcom narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, które wspierają ich w całym procesie tworzenia marek – od projektowania i analizy trendów po sprzedaż i logistykę. Spółka współpracuje już z ponad setką influencerów z różnych rynków, w tym m.in. z duetem tanecznym Loczniki i iluzjonistą Y.

W czerwcu br. spółka z sukcesem zakończyła ofertę publiczną akcji przeprowadzoną na Platformie Ofert Publicznych Domu Maklerskiego INC S.A., pozyskując od inwestorów ponad 2 mln zł. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na rozwój autorskiej technologii BASEIG AI, ekspansję zagraniczną (BASEIG działa już na ponad 20 rynkach, m.in. w USA, Niemczech, Skandynawii, Australii i Nowej Zelandii)  oraz dalsze wspieranie twórców w budowaniu i skalowaniu ich marek.

Wprowadzenie akcji do obrotu na NewConnect otwiera przed spółką nowe możliwości rozwoju i współpracy z inwestorami, a także stanowi potwierdzenie dojrzałości biznesowej BASEIG. Spółka planuje kontynuować dynamiczny wzrost w obszarze AI-commerce, rozwijać portfolio współpracujących twórców oraz w pierwszej połowie 2026 roku zaprezentować flagowy produkt – BASEIG AI, autorskie rozwiązanie oparte na sztucznej inteligencji, które ma zrewolucjonizować sposób, w jaki influencerzy tworzą i skalują swoje marki.

Pilotaż niekompletny. Przedsiębiorcy krytycznie o inicjatywie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

Od 1 stycznia 2026 r. 90 firm i instytucji będzie działało według skróconego czasu pracy. Zatwierdzona została lista beneficjentów. Do pilotażu zakwalifikowało się wiele jednostek samorządowych, spółek miejskich, jednostek publicznych oraz urzędów. A teraz zadajmy sobie pytane: czy taka miała być idea tego programu? Czy do czterodniowego tygodnia pracy Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej chciało zapraszać urzędników czy może przekonywać przedsiębiorców, że dla prywatnego sektora ograniczenie czasu pracy nie jest problematyczne i nie będzie zmniejszało efektywności funkcjonowania firm. Na ten moment pilotaż zapowiada się jako próba sprawdzania czy da się skondensować pracę urzędów i jednostek publicznych o jedną piątą bez straty dla petentów? Obserwacja efektów nie będzie mieć więc gigantycznego znaczenia dla gospodarki, bo wśród uczestników pilotażu firm działających komercyjnie jest za mało.

Dlaczego przyjęto takie proporcje? Czy pilotaż tego typu ma sens? Czy aby na pewno to uzasadnione finansowo, by Ministerstwo dopłacało pieniądze samorządom do tego, by skracać czas pracy urzędników? Więcej jest pytań niż odpowiedzi i należy przyznać uczciwie, że wizja czterodniowego tygodnia pracy z punktu widzenia przedsiębiorców bardziej się oddala niż przybliża.

Wprowadzenie skróconego czasu pracy w Polsce na ten moment nie jest możliwe. Choć jesteśmy w TOP20 gospodarek świata, mamy niską inflację i relatywnie niskie bezrobocie, to mówienie o tym, że mamy komfortową sytuację gospodarczą i możemy pozwolić sobie na takie innowacje jak krótsza praca, jest brawurową tezą. Od miesięcy widzimy, że sytuacja np. w przemyśle czy w budownictwie nie ma się dobrze, a sektor handlowy, usługowy i jednoosobowe działalności gospodarcze zwracają uwagę na podatkowe obciążenia i trudy prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Skracanie czasu pracy czy praca zdalna w firmach to więc benefity, które powinny być promowane, ale tylko w sytuacji, gdy firmę stać na to, by takie propozycje składać swoim pracownikom. Wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy w sektorze prywatnym oznacza realny wzrost kosztów zatrudnienia lub wzrost kosztu pracy przypadającego na godzinę — w zależności od modelu przyjętego przez pracodawcę. Jeżeli przedsiębiorca nie zdecyduje się na dotrudnienie nowych osób, to skrócenie czasu pracy przy zachowaniu dotychczasowego poziomu wynagrodzenia oznacza de facto podwyżkę stawki godzinowej o 25% (pracownik otrzymuje tę samą pensję za 80% dotychczasowego czasu pracy). To przekłada się na wzrost kosztów pracy per wyprodukowana jednostka i zwiększenie presji na marże. Jeżeli z kolei firma będzie chciała utrzymać tę samą liczbę godzin przepracowanych jako całość (np. ciągłość obsługi klientów), będzie zmuszona do zatrudnienia dodatkowych pracowników — w praktyce oznacza to konieczność zwiększenia etatów o około 25%. Dodatkowe problemy kadrowe wystąpią szczególnie w sektorach pracujących w systemie ciągłym np. handel, logistyka, transport, medycyna, energetyka, hotelarstwo, gastronomia. Już teraz firmy te często zgłaszają trudności w znalezieniu pracowników; wymaganie dodatkowych 15–25% etatów może doprowadzić do: dalszego wzrostu presji płacowej i kosztów (konkurencja o pracowników), większych wydatków na rekrutację i wdrożenie nowych pracowników, podwyższenia kosztów operacyjnych (nadgodziny, koordynacja zmian), ryzyka obniżenia jakości usług lub zwiększenia rotacji.

Złoto najdroższe w historii, srebro z największym wzrostem od dekad

Złoto i srebro osiągnęły w ostatnich dniach nowe historyczne rekordy, znajdując się w centrum uwagi inwestorów szukających bezpiecznych aktywów w obliczu rosnącej niepewności gospodarczej i geopolitycznej. Cena spot złota wzrosła do rekordowego poziomu 4380 USD za uncję, by następnie wykonać korektę do 4279 USD, co oznacza dzienny wzrost o 0,23%. W skali tygodnia złoto zyskało ponad 8%, notując tym samym największy tygodniowy wzrost od 2020 roku. Od początku roku jego wartość wzrosła już o około 65%.

Na tak silne wzrosty cen złota wpływ miało kilka kluczowych czynników: obawy o jakość kredytową w USA po ujawnieniu problemów finansowych dwóch banków regionalnych (Zions Bancorporation i Western Alliance), nasilające się napięcia handlowe między Stanami Zjednoczonymi a Chinami – w tym ostrzeżenia o możliwym „rozłączeniu” gospodarczym – oraz oczekiwania na znaczną obniżkę stóp procentowych przez Rezerwę Federalną jeszcze w tym roku. Metale szlachetne, które nie generują odsetek, zyskują na atrakcyjności w środowisku niskich stóp procentowych. Dodatkowo, z powodu trwającego paraliżu administracyjnego w USA, brakuje nowych danych makroekonomicznych, co potęguje niepewność i wspiera popyt na aktywa alternatywne. Złoto jest wspierane także przez zakupy realizowane przez banki centralne, napływ kapitału do funduszy ETF oraz eskalujące napięcia polityczne i geopolityczne.

Srebro również notuje spektakularne wzrosty – jego cena przebiła historyczny rekord z 1980 roku, osiągając nowy szczyt na poziomie 54.48 USD za uncję. Choć w piątek na początku europejskiej sesji traci ok. 0,9%, to w ujęciu tygodniowym srebro wciąż utrzymuje się ponad 7% na plusie. Od początku roku jego cena wzrosła aż o 87%. Podobnie jak w przypadku złota, wzrosty srebra napędzane są przez czynniki makroekonomiczne, w tym rosnącą niepewność na rynkach oraz oczekiwania co do łagodzenia polityki monetarnej. Dodatkowym impulsem jest historyczny deficyt podaży w Londynie, który znacząco zwiększył popyt. Z magazynów Comex w Nowym Jorku wycofano ponad 15 mln uncji srebra – najpewniej z przeznaczeniem do transportu do Londynu. Różnica cen między rynkiem londyńskim a nowojorskim wciąż pozostaje wysoka i wynosi 1,10 USD za uncję, choć wcześniej sięgała nawet 3 USD.

Tymczasem indeks dolara pozostaje bez większych zmian, co również wspiera notowania metali szlachetnych. Przewodniczący Rezerwy Federalnej Jerome Powell zasugerował, że Fed może zdecydować się na kolejną obniżkę stóp procentowych o 0,25 pkt proc. jeszcze w tym miesiącu, co tylko wzmacnia oczekiwania rynków wobec dalszego łagodzenia polityki pieniężnej w USA.

Sektor usług pozostaje filarem PKB

Lipiec 2025 r. potwierdził, że polski sektor usług pozostaje jednym z głównych motorów wzrostu gospodarczego. Jak wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, produkcja usług wzrosła o 7,5% rok do roku oraz o 0,3% miesiąc do miesiąca. Po wyeliminowaniu czynników sezonowych wzrost wyniósł 6,5%, co wskazuje na utrzymującą się dobrą koniunkturę mimo oznak selektywnego spowolnienia w niektórych branżach.

Usługi utrzymują dobrą formę, ale widać oznaki selektywnego spowolnienia. Wzrost w branżach opartych na wiedzy to sygnał, że transformacja strukturalna gospodarki postępuje. Słabsze wyniki nieruchomości i reklamy są naturalną reakcją na ostrożność przedsiębiorstw w drugiej połowie roku. Rynek usług wciąż jednak pozostaje kluczowym źródłem wzrostu PKB – komentuje Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG).

Stabilny wzrost mimo sezonowego spowolnienia

Lipiec był dla sektora usług kolejnym miesiącem na plusie. Choć miesięczna dynamika wzrostu (0,3%) była niższa niż w czerwcu (5,6%), należy pamiętać, że to pierwszy miesiąc wakacji, w którym tradycyjnie obserwuje się sezonową korektę aktywności w części branż. Mimo to roczna dynamika (7,5%) utrzymuje się na poziomie zbliżonym do czerwcowego (6,7%), co świadczy o stabilnym trendzie wzrostowym.

Największe wzrosty aktywności odnotowano w kategoriach transportu i gospodarki magazynowej, informacji i komunikacji oraz działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej.

Transport i logistyka pozostają lokomotywą usług

Sektor transportu i gospodarki magazynowej zwiększył produkcję aż o 7,6% miesiąc do miesiąca i 6,9% rok do roku. To efekt utrzymującego się wysokiego popytu zarówno na przewozy krajowe, jak i w handlu międzynarodowym, a także dalszej rozbudowy infrastruktury logistycznej.

Szczególnie silny wzrost w lipcu zanotowały usługi pocztowe i kurierskie – aż +25,1% m/m, co odzwierciedla rosnący wolumen obsługiwanych przesyłek w handlu internetowym.

Branże oparte na wiedzy z dwucyfrowymi wzrostami

Dynamiczny rozwój widać także w branżach opartych na wiedzy i technologiach. Produkcja w sekcji działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej wzrosła o 12,6% r/r, a w kategorii informacja i komunikacja – o 12,5% r/r.

Wyraźnie zwiększyła się aktywność w usługach architektoniczno-inżynieryjnych oraz badaniach technicznych, które odnotowały wzrost aż o 31,6% m/m. Ożywienie w tym obszarze wiąże się m.in. z inwestycjami infrastrukturalnymi oraz zwiększonym popytem na usługi projektowe i audytowe.

Na szczególną uwagę zasługują też dane o wzrostach w nadawaniu programów telewizyjnych (+54,9% r/r), działalności informacyjnej (+27,7% r/r) oraz usługach prawniczych, rachunkowo-księgowych i doradztwie podatkowym (+19,0% r/r). To sygnał, że rozwój technologiczny i potrzeba obsługi złożonych procesów biznesowych napędzają popyt na usługi specjalistyczne.

Nieruchomości i reklama – słabsze ogniwa sektora

W odróżnieniu od dynamicznych branż technologicznych, usługi związane z obsługą rynku nieruchomości znalazły się na minusie – ich produkcja spadła o 9,0% rok do roku i 3,1% miesiąc do miesiąca. Pogorszenie wyników tego sektora eksperci tłumaczą ostrożnością inwestorów i spowolnieniem w segmencie komercyjnym.

Silne spadki notuje też działalność reklamowa i badania rynku – aż -19,1% m/m, co wskazuje, że firmy ograniczają wydatki marketingowe w obliczu niepewności gospodarczej.

Słabsze wyniki branży reklamowej to typowy objaw fazy ostrożności w cyklu koniunkturalnym. Firmy ograniczają budżety promocyjne i inwestycje wizerunkowe, czekając na sygnały poprawy popytu w IV kwartale – komentują analitycy KIG.

Hotelarstwo i gastronomia w stabilnej formie

W lipcu utrzymał się pozytywny trend w sektorze zakwaterowania i gastronomii (+1,7% r/r, +1,3% m/m). Sezon wakacyjny sprzyjał wzrostowi popytu turystycznego, jednak jego dynamikę ograniczały rosnące koszty pracy i energii oraz spowolnienie ruchu zagranicznego.

Usługi administracyjne i wspierające – niewielki wzrost

Sektor usług administrowania i działalności wspierającej (m.in. sprzątanie, wynajem, rekrutacja, outsourcing biurowy) wzrósł o 0,6% m/m i 2,8% r/r. To stabilny, choć umiarkowany wynik, który potwierdza, że firmy wciąż utrzymują popyt na usługi pomocnicze, choć z większą ostrożnością w planowaniu kosztów.

Sygnały transformacji strukturalnej

Z lipcowych danych GUS wynika, że struktura wzrostu w usługach ulega stopniowej zmianie – coraz większe znaczenie mają branże wysokiej wartości dodanej, związane z technologiami, wiedzą i analizą danych. Jednocześnie tradycyjne segmenty – jak reklama czy nieruchomości – reagują spadkiem aktywności na wyhamowanie inwestycji.

Wzrost sektora usług opartych na wiedzy to dobry znak dla polskiej gospodarki. Pokazuje, że przedsiębiorstwa inwestują w kompetencje i technologie, co sprzyja wzrostowi produktywności i innowacyjności w dłuższej perspektywie – podkreśla Piotr Soroczyński z KIG.

Lipiec 2025 r. potwierdził, że sektor usług pozostaje kluczowym filarem wzrostu PKB, mimo sezonowego spowolnienia i niejednorodnej dynamiki w poszczególnych branżach. Wzrosty w transporcie, logistyce, technologiach i usługach profesjonalnych rekompensują spadki w nieruchomościach i reklamie.

Jeśli w drugiej połowie roku utrzyma się wysoki poziom popytu na usługi technologiczne i logistyczne, polska gospodarka może zakończyć 2025 rok z solidnym wynikiem wzrostu w sektorze usług – wskazującym, że strukturalna transformacja w kierunku gospodarki wiedzy i usług premium już trwa.

Kukuryki zyskają drugi skaner RTG. Przepustowość granicy z Białorusią wzrośnie dwukrotnie

0

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, we współpracy z Ministerstwem Finansów, zapowiada znaczącą poprawę przepustowości na jednym z kluczowych przejść granicznych z Białorusią – w Kukurykach. Jeszcze w październiku uruchomiony zostanie tam drugi skaner RTG, który pozwoli na podwojenie liczby odprawianych ciężarówek. W efekcie przepustowość ma wzrosnąć z około 420 do 800 pojazdów na dobę, co przełoży się na skrócenie kolejek po stronie białoruskiej w ciągu zaledwie kilku dni.

Reakcja na rosnące natężenie ruchu i potrzebę usprawnienia odpraw

Kukuryki to strategiczne przejście graniczne dla transportu towarowego między Unią Europejską a Białorusią. W ostatnich miesiącach obserwowano tam zwiększone natężenie ruchu, co doprowadziło do powstawania wielokilometrowych kolejek po stronie białoruskiej. Zwiększenie przepustowości stało się więc jednym z priorytetów administracji państwowej, a decyzja o uruchomieniu drugiego skanera RTG jest odpowiedzią na te wyzwania.

Jak poinformowało MSWiA, decyzję podjęto w oparciu o bieżące analizy i w ścisłej współpracy z Krajową Administracją Skarbową. Służby obu resortów stale monitorują sytuację na granicy, reagując na pojawiające się utrudnienia. Po polskiej stronie odprawy przebiegają płynnie, a funkcjonariusze Straży Granicznej i KAS pracują w pełnej obsadzie, zapewniając zarówno sprawność kontroli, jak i bezpieczeństwo.

Drugi skaner RTG jest już zainstalowany i oczekuje na odbiór techniczny. Po jego uruchomieniu możliwe będzie jednoczesne prowadzenie kontroli większej liczby pojazdów, bez uszczerbku dla bezpieczeństwa granicznego. Nowa infrastruktura pozwoli skrócić czas pojedynczej odprawy oraz zmniejszyć ryzyko zatorów, które dotychczas stanowiły problem nie tylko logistyczny, ale i ekonomiczny – wpływając na opóźnienia w łańcuchach dostaw.

Według zapowiedzi resortu, podwojenie liczby odprawianych ciężarówek powinno przełożyć się na znaczące rozładowanie kolejki po stronie białoruskiej w ciągu kilku dni od uruchomienia urządzenia.

MSWiA, we współpracy z wojewodą podlaskim, podjęło także działania mające na celu poprawę komfortu kierowców oczekujących w kolejce. Na drodze celnej zostaną ustawione dwa bezpłatne sanitariaty z dostępem do bieżącej wody, a po wjeździe na terminal dostępne będą kolejne udogodnienia sanitarne. Jak podkreśla resort, to część szerszego programu działań, które mają nie tylko usprawnić odprawy, ale również poprawić warunki pracy i oczekiwania kierowców zawodowych.

Stały monitoring i współpraca resortów

Sytuacja na granicy z Białorusią jest stale monitorowana przez służby podległe MSWiA oraz Krajową Administrację Skarbową. Zgodnie z deklaracją resortu, w przypadku pojawienia się nowych utrudnień możliwe będzie szybkie wdrożenie kolejnych rozwiązań organizacyjnych.

Zwiększenie przepustowości przejścia w Kukurykach to nie tylko krótsze kolejki i oszczędność czasu dla przewoźników. To także sygnał, że administracja państwowa stara się równoważyć potrzeby bezpieczeństwa granicznego z koniecznością zapewnienia sprawnego przepływu towarów – szczególnie w kontekście napiętej sytuacji geopolitycznej i rosnącego znaczenia korytarzy transportowych Wschód–Zachód.

Capgemini: zrównoważony rozwój wciąż priorytetem biznesu, ale firmy mylą strategię z działaniem

0

Czwarta edycja raportu Capgemini Research Institute „A world in balance 2025: Unlocking resilience and long-term value through environmental action” potwierdza zaangażowanie biznesu w zrównoważony rozwój. Trzy czwarte ankietowanych twierdzi, że jest to podstawowa strategia zapewniająca przyszłość ich organizacji, mająca na celu zwiększenie długoterminowej konkurencyjności, innowacyjności i odporności. Raport ujawnia jednak rozbieżność między postrzeganą gotowością a rzeczywistą odpornością, co sugeruje, że organizacje mylą planowanie z konkretnymi działaniami wychodzącymi naprzeciw zmianom klimatu.

Zrównoważony rozwój wciąż priorytetem mimo globalnej niepewności

Ponad 4 na 5 organizacji (82%) planuje zwiększyć inwestycje w zrównoważony rozwój, co stanowi wzrost o 8 punktów procentowych w porównaniu z ubiegłym rokiem. Elementem, który napędza te działania, pozostaje zgodność z przepisami. Czynniki biznesowe, takie jak utrzymanie rentowności, redukcja kosztów i zwiększenie wydajności operacyjnej, zajmują dopiero kolejne miejsca na liście celów. Dwie trzecie menedżerów i menedżerek przyznaje, że choć rozumieją biznesową potrzebę działań prośrodowiskowych, coraz częściej czują presję, by pokazywać realne i potwierdzone naukowo efekty. Mimo to jedynie 21% firm ma opracowany szczegółowy plan transformacji w kierunku neutralności klimatycznej – z jasno określonymi celami pośrednimi i podziałem kapitału. Wśród barier wewnętrznych najczęściej wskazywane są ograniczone budżety, brak odpowiednich narzędzi do gromadzenia i analizy danych oraz funkcjonowanie firm w silosach, które utrudniają współpracę. Z kolei spośród czynników zewnętrznych prawie dwie trzecie kadry zarządzającej wskazuje na niestabilną sytuację geopolityczną.

– Niepewność sytuacji geopolitycznej to obecnie jedno z czołowych ryzyk, z którymi mierzą się firmy. Fakt, że mimo to organizacje nie porzucają swoich priorytetów długofalowych w obszarze zrównoważonego rozwoju, jest pozytywnym trendem. Nie można jednak zapominać o celach krótkoterminowych, które mogą okazać się kluczowe w realizacji bardziej odległych założeń strategicznych. Ryzyka klimatyczne nie znikną. Co więcej, wyhamowanie, nawet chwilowe, obecnych inwestycji w tym obszarze, może utrudnić skuteczną realizację celów w przyszłości – zauważa Ewa Krupka, Junior CSR Manager.

Strategie wyłącznie na papierze

W obliczu globalnej zmiany klimatu i coraz częstszych katastrof naturalnych, firmy coraz wyraźniej odczuwają ich skutki. Ponad 7 na 10 osób na stanowiskach menadżerskich wskazuje na zakłócenia w łańcuchach dostaw, problemy w produkcji oraz niedobór surowców. Dwie trzecie obawia się również rosnących trudności w zarządzaniu ryzykiem ubezpieczeniowym i finansowym.

Choć większość liderów i liderek deklaruje, że adaptacja do zmian klimatycznych jest dla nich priorytetem, ponad połowa uważa, że ich organizacje nie są na nie wystarczająco przygotowane. Różnica między deklarowaną gotowością a faktyczną odpornością pokazuje, że tylko część firm podejmuje realne działania – 38% modernizuje infrastrukturę, 31% przenosi produkcję do bezpieczniejszych regionów, a 26% wprowadza zmiany w projektowaniu produktów.

– Widać wyraźny rozdźwięk między rolą, jaką zrównoważony rozwój zajmuje w strategiach organizacji, a faktycznymi działaniami. Tym bardziej, że osoby zarządzające w firmach są świadome biznesowych korzyści – potwierdza to 67% z nich, a z kolei niemal połowa firm (49%) już dostrzega zwrot z takich inwestycji. Dlatego właściwe ulokowanie środków i wyznaczanie celów, zwłaszcza krótkoterminowych, powinno stać się jednym z kluczowych priorytetów na drodze do dalszego rozwoju w duchu sustainability – komentuje Ewa Krupka, Junior CSR Manager.

Ślad środowiskowy sztucznej inteligencji pod lupą

Sztuczna inteligencja coraz częściej wspiera działania firm na rzecz zrównoważonego rozwoju – już prawie dwie trzecie menedżerów i menedżerek przyznaje, że ich organizacje wykorzystują AI w tym celu. Choć AI przynosi wiele korzyści – od szybszego przetwarzania danych po ograniczanie zużycia energii i surowców – jej rozwój również wiąże się z emisją dwutlenku węgla.

57% liderów_ek potwierdza, że wpływ generatywnej AI (Gen AI) na środowisko jest omawiany na poziomie zarządów, jednak mniej niż jedna trzecia firm podejmuje realne działania, by go ograniczyć. Jak wynika z raportu Capgemini Research Institute, rośnie ostrożność wobec środowiskowych skutków tej technologii – odsetek osób przekonanych, że korzyści z Gen AI przewyższają jej koszt dla planety, spadł z 67% w 2024 roku do 57% w 2025.

Kryzys wiarygodności marek?

Coraz więcej konsumentów i konsumentek patrzy na zaangażowanie klimatyczne przedsiębiorstw i korporacji z dużą dozą sceptycyzmu – ponad sześć na dziesięć ankietowanych osób (62%) uważa, że firmy stosują greenwashing. Dla porównania: w 2023 r. taką opinię miała tylko jedna trzecia, a w 2024 już ponad połowa z nich. Ponadto, więcej niż trzy czwarte konsumentów i konsumentek uważa, że przedsiębiorstwa powinny robić więcej, by ograniczyć emisję gazów cieplarnianych. Widać więc jasno, że marki powinny pomyśleć o zmianie sposobu komunikacji na temat swoich działań w zakresie zrównoważonego rozwoju, tak by była ona bardziej transparentna i poparta dowodami. Jeśli chodzi o tzw. zrównoważone produkty, tylko co czwarty konsument uważa je za przystępne cenowo, a jedynie 16% twierdzi, że ma wystarczającą wiedzę o działaniach firm w tym zakresie.

ASML – cichy lider rewolucji AI. Europejski gigant notuje rekordowe wyniki

Choć wyścig w dziedzinie sztucznej inteligencji wydaje się dziś zdominowany przez amerykańskie giganty, Europa również ma swoich czempionów, bez których rozwój tej technologii byłby niemożliwy. Jednym z nich jest holenderska spółka ASML, producent maszyn litograficznych, dzięki którym powstają najnowocześniejsze chipy. To właśnie te układy stanowią podstawę działania algorytmów AI i centrów danych na całym świecie. W czasie, gdy firmy z Doliny Krzemowej inwestują miliardy w rozwój zaawansowanych systemów sztucznej inteligencji, ASML dostarcza im narzędzia niezbędne do budowy infrastruktury tej nowej, cyfrowej gospodarki. Spółka jest dziś najbardziej wartościową firmą giełdową w Europie, z kapitalizacją rynkową na poziomie 390 mld dolarów, wyprzedzając niemiecki SAP, francuski LVMH i duński Novo Nordisk. W trzecim kwartale 2025 roku osiągnęła przychody w wysokości 7,5 mld euro, a jej prognozy na kolejne miesiące pozostają równie obiecujące.

ASML osiągnęła w trzecim kwartale tego roku przychody w wysokości 7,5 mld euro, a w czwartym spodziewa się 9,5 mld euro, co oznacza, że za cały 2025 rok przychody wyniosą około 32,5 mld euro – o 15 proc. więcej niż w 2024. To kolejny bardzo dobry rok dla jednego z europejskich liderów sztucznej inteligencji, którego pozycję wzmacnia rosnący popyt na technologie wspierające rozwój AI. Wartość nowych zamówień w trzecim kwartale wzrosła o 5,4 mld euro, z czego aż 3,6 mld dotyczyło maszyn do litografii w ekstremalnym ultrafiolecie (EUV) – kluczowej technologii, w którą ASML zainwestowała miliardy euro. Większe zamówienia w tym segmencie odnotowano jedynie w czwartym kwartale 2023 roku, gdy wyniosły 5,6 mld euro. Spółka odgrywa dziś centralną rolę w globalnej gospodarce opartej na sztucznej inteligencji, produkując najbardziej zaawansowane na świecie maszyny litograficzne wykorzystywane do tworzenia nowoczesnych chipów, które stanowią podstawowy element wszystkich systemów obliczeniowych. Jej technologia EUV pozwala na wytwarzanie coraz mniejszych i bardziej wydajnych procesorów, które napędzają algorytmy AI, centra danych, i smartfony. W efekcie ASML stała się jednym z głównych beneficjentów globalnej „gorączki” inwestycji w sztuczną inteligencję, dostarczając nie same rozwiązania AI, lecz sprzęt, bez którego ich rozwój byłby niemożliwy. Jako europejski lider w branży zdominowanej przez amerykańskie koncerny technologiczne, ASML udowadnia, że kluczowe innowacje mogą rodzić się także po tej stronie Atlantyku.

Prezes ASML Christophe Fouquet zachował ostrożność w prognozach na 2026 rok, unikając nawet słowa „wzrost”, by nie powtórzyć reakcji rynku z wcześniejszego kwartału. Zapowiedział jedynie, że przychody nie będą niższe niż w 2025 roku. Ostrożność ta wynika z możliwych nowych ograniczeń eksportowych, szczególnie wobec Chin, które odpowiadają już za 42 proc. przychodów spółki i dążą do uniezależnienia się w produkcji chipów. Rynek wciąż zakłada, że ostatnia eskalacja w wojnie handlowej między USA a Chinami ma charakter przejściowy, bo obie gospodarki nadal są od siebie wzajemnie uzależnione. ASML podtrzymało długoterminowe prognozy przychodów na poziomie 44–60 mld euro rocznie do 2030 roku. Oznacza to średnioroczny wzrost na poziomie 7-13 proc, czyli średnio około 10 proc. rocznie.

Według danych firmy konsultingowej McKinsey globalne inwestycje w centra danych mogą do 2030 roku sięgnąć niemal 7 bln dolarów. Ponad 4 bln dolarów z tej kwoty przypada na sprzęt obliczeniowy, z czego ponad 40 proc. wydatków będzie realizowanych w Stanach Zjednoczonych. Analizy wskazują, że światowe zapotrzebowanie na moc obliczeniową centrów danych może do końca dekady wzrosnąć ponad trzykrotnie – przy średniorocznym tempie wzrostu (CAGR) około 22 proc. W USA wzrost ten może sięgać nawet 20–25 proc. rocznie. Choć obecnie większość uwagi skupia się na sztucznej inteligencji, a zapotrzebowanie napędzane przez generatywne modele AI szacuje się na około 40 proc. całego wzrostu, nie jest to jedyny czynnik. Dalszy rozwój usług chmurowych i oprogramowania w modelu subskrypcyjnym, cyfryzacja usług publicznych, a także przyspieszająca popularyzacja 5G i internetu rzeczy dodatkowo zwiększają popyt na nowoczesne technologie.

Jeśli wszystkie zapowiedziane inwestycje w centra danych, sztuczną inteligencję i chipy zostaną zrealizowane, technologia EUV opracowana przez ASML odegra kluczową rolę. Osiągnięcie górnego pułapu obecnych prognoz wymagałoby złagodzenia ograniczeń eksportowych lub wprowadzenia przez ASML kolejnych innowacyjnych rozwiązań.

Short attack na CCC? Ekspert XTB: reakcja rynku może być przesadzona

Dzisiaj polska giełda żyje zamieszaniem wokół CCC i rzekomych oszustw finansowych, które miały zostać zdemaskowane przez Ningi Research. W związku z tymi oskarżeniami kurs CCC runął. Co to oznacza? Jakie są dalsze perspektywy? Czy te oskarżenia są zasadne? W poniższym komentarzu tłumaczy Kamil Szczepański, analityk XTB:

Spółka CCC znalazła się dziś w centrum uwagi inwestorów po tym, jak Ningi Research opublikowało raport oskarżający ją o poważne nieprawidłowości finansowe. Kurs akcji w trakcie czwartkowej sesji spadł o ponad 10%. 

Raport Ningi zarzuca CCC między innymi stosowanie agresywnych technik księgowych, „upiększanie” wyników poprzez m.in. tzw. channel stuffing (czyli sztuczne zawyżanie sprzedaży poprzez przepychanie towaru do dystrybutorów), a także brak pełnej przejrzystości w transakcjach z podmiotami powiązanymi. Według autorów raportu poprawa wyników finansowych CCC to w dużej mierze manipulacja księgowa, nie zaś efekt faktycznego sukcesu operacyjnego.

Czy tak ostra reakcja rynku jest rzeczywiście uzasadniona, czy może mamy do czynienia z dobrze zaplanowaną, skoordynowaną akcją spekulacyjną?

Warszawska giełda, z racji swojej wielkości i struktury uczestników, pozostaje szczególnie wrażliwa na działania dużych graczy zagranicznych. Stosunkowo niewielka kapitalizacja spółek, ograniczona płynność i niedostateczny powodują, że nawet pojedynczy raport funduszu shortującego może doprowadzić do gwałtownej i nieproporcjonalnej reakcji kursu.

Gdyby byłoby tak i w tym wypadku, nie byłby to ani pierwszy ani ostatni raz. 

Choć Ningi Research przedstawia się jako „niezależny podmiot badawczy”, jego wiarygodność jest szeroko kwestionowana. Organizacja ta nie podlega żadnemu formalnemu nadzorowi, nie ujawnia metodologii swoich analiz, a w przeszłości była uwikłana w liczne kontrowersje. Raporty Ningi wielokrotnie były określane przez spółki jako nierzetelne, tendencyjne, pełne błędów lub motywowane interesem finansowym. Tak było między innymi w przypadku Marex Group, SMA Solar czy Oddity Tech, które zarzucały Ningi manipulowanie danymi i konstruowanie narracji pod własne pozycje krótkie.

W praktyce Ningi nie odpowiada prawnie za skutki swoich publikacji, mimo że każda z nich wywołuje realne konsekwencje rynkowe.

Już na pierwszy rzut oka widać w raporcie Ningi kilka wątpliwości logicznych.

  • Po pierwsze. Zarzuty dotyczące „nieujawnionych transakcji z podmiotami powiązanymi” są formułowane bardzo ogólnie, bez wskazania konkretnych przykładów ani danych liczbowych.
  • Po drugie. Teza o „channel stuffingu” wymagałaby twardych dowodów w postaci danych magazynowych, zwrotów, poziomów zapasów– żadnych takich informacji Ningi nie publikuje.
  • Po trzecie. Zarzut agresywnej księgowości to sformułowanie pojemne, którym można obarczyć dowolną spółkęw okresie poprawy wyników, jeśli stosuje dopuszczalne metody rozpoznawania przychodów.

Raport przypomina bardziej opinię, wspartą rozproszonymi dowodami anegdotycznymi niż rzeczową analizę. 

Sytuacja CCC przypomina głośny atak sprzed roku na LPP, gdy Hindenburg Research oskarżył spółkę o pozorowanie wyjścia z rynku rosyjskiego. Wówczas kurs LPP w ciągu jednego dnia spadł o ponad 30%, tylko po to, by w kolejnych dniach znaczną część strat odrobić.

Tamta historia pokazała, że mechanizm „short attacku” na polskich spółkach jest prosty i skuteczny. Gdy emocje opadają, zwykle okazuje się, że zarzuty są przesadzone lub po prostu nieudowodnione.

Zgodnie z rejestrem KNF, na CCC ujawniono siedem dużych krótkich pozycji – łącznie około 6% kapitału spółki. Jednak rejestr ten pokazuje wyłącznie pozycje przekraczające próg 0,5% udziałów, więc rzeczywista wartość wszystkich shortów może być nawet 2-3 razy większa. W praktyce oznacza to, że duża część wolnego obrotu akcjami CCC znajduje się obecnie w rękach pożyczkobiorców grających na spadek. 

Ningi Research w swoich komunikatach powtarza, że jego działalność służy „ochronie inwestorów i przejrzystości rynku”. Tego typu deklaracje to jednak jak groteskowy cynizm. Rynki finansowe to w pierwszej kolejności mechanizm zarabiania pieniędzy, a dopiero w drugiej,  system alokacji kapitału w gospodarce. Fundusz shortujący działa z myślą o zysku, nie o etyce. Dlatego trudno uwierzyć, że zagraniczny podmiot o wątpliwej reputacji nagle postanowił „bronić polskiego rynku przed manipulacją”. 

Dzisiejszy spadek CCC to bez wątpienia silna reakcja, ale niekoniecznie racjonalna. Dopóki spółka nie odniesie się oficjalnie do zarzutów, jakiekolwiek wnioski są przedwczesne.

Historia LPP pokazuje, że rynkowe emocje potrafią odwrócić się równie gwałtownie, jak się pojawiły. Warto więc, by inwestorzy zachowali dystans, a regulator – większą czujność.

Polski rynek inwestycyjny nieruchomości komercyjnych utrzymuje stabilność – 2,6 mld euro do końca III kwartału

Wyniki rynku inwestycyjnego nieruchomości komercyjnych w Polsce w pierwszych trzech kwartałach 2025 r. (2,6 miliarda euro) odzwierciedlają stabilną sytuację rynkową, z wolumenem zbliżonym do ubiegłorocznego wyniku w tym samym okresie (2,8 miliarda euro). Zrealizowano 105 transakcji, co wskazuje na wzrost płynności w stosunku do roku ubiegłego (87 transakcji w tym samym okresie). Polski kapitał coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność, korzystając z atrakcyjnych cen nieruchomości. Natomiast kapitał typu „core” pozostaje ostrożny – tylko dwie transakcje przekroczyły próg 100 mln euro.

Pod względem wolumenu dominowały sektory biurowy i magazynowy. Transakcje biurowe charakteryzowały się ponad 50-procentowym udziałem polskich inwestorów, co wskazuje na rosnący udział krajowego kapitału w tym segmencie. Chociaż sektor magazynowy odnotował niższą płynność, zrealizowano w nim kilka istotnych transakcji, co podkreśla jego strategiczne znaczenie. Inwestycje w nieruchomości handlowe pozostały na stabilnym kursie, koncentrując się na parkach handlowych i kilku projektach do przebudowy. W segmentach nieruchomości mieszkaniowych i akademików zawarto już kilka transakcji na rynku wtórnym, a rynek oczekuje rekordowego przejęcia 18 aktywów Resi4Rent przez Vantage Development.

Wspierany silnymi fundamentami gospodarczymi i ogólną stabilnością, polski rynek inwestycyjny utrzymuje równomierne tempo rozwoju. Sektor oczekuje obecnie powrotu kapitału typu „core” i dużych transakcji portfelowych, które powinny dodatkowo pobudzić aktywność inwestycyjną w nadchodzących kwartałach.

Rynek w liczbach:

  • 6 miliarda euro (828 milionów euro w samym Q3) – całkowity wolumen inwestycyjny w okresie I-III kw. 2025
  • 105 transakcji w okresie I-III kw. 2025 vs 87 transakcji w okresie I-III kw. 2024
  • Wolumen inwestycyjny porównywalny do wyników ubiegłorocznych
  • 23% udział polskiego kapitału w całkowitym wolumenie inwestycyjnym w okresie I-III kw. 2025 vs 10% w okresie I-III kw. 2024

Sektor biurowy – zwiększona aktywność polskich inwestorów

Sektor biurowy okazał się liderem rynku w okresie I-III kw. 2025 r., zarówno pod względem wartości transakcji, jak i ich liczby. Największą transakcją, a zarazem jedyną przekraczającą próg 100 mln euro w sektorze biurowym, było ostateczne nabycie 50% udziałów w Mennica Legacy Tower przez Mennica Polska. Kolejne duże transakcje dotyczyły najlepszych budynków biurowych w Warszawie – Vibe, Plac Zamkowy – Business with Heritage i Wronia 31 a także High 5ive I & II w Krakowie.

Przy średniej wartości transakcji nieznacznie przekraczającej 25 mln euro sektor był zdominowany przez transakcje typu „value-add” i oportunistyczne, wciąż oczekując na powrót kapitału typu „core”. Polski kapitał jest coraz bardziej aktywny, z ponad 50-procentowym udziałem zarówno w wolumenie transakcji jak i ich liczbie. Akwizycje polskiego kapitału obejmują również kilka nieruchomości pozyskanych przez właścicieli-użytkowników, w tym podmiotów sektora publicznego.

Sektor w liczbach:

  • 899 milionów – wolumen sektora w okresie I-III kw. 2025
  • 36 transakcji w okresie I-III kw. 2025
  • 51% udział polskiego kapitału w wolumenie w okresie I-III kw. 2025

„Kapitał typu „core” pozostaje zachowawczy we wszystkich sektorach, ponieważ inwestorzy reprezentujący taką strategię nadal powstrzymują się od podejmowania ryzyka w obliczu utrzymującej się niepewności gospodarczej i geopolitycznej. W rezultacie w okresie I-III kw. 2025 r. na rynku odnotowano jedynie pięć transakcji typu „core” nieruchomościami biurowymi. W przyszłość patrzymy jednak optymistycznie, spodziewając się w ciągu najbliższych miesięcy kilku transakcji tego typu w Warszawie i miastach regionalnych.

Natomiast inwestorzy typu „value-add” i oportunistyczni wykazują większą aktywność, selektywnie poszukując okazji. To właśnie tej klasy aktywa przyciągają polski kapitał, który na koniec III kwartału 2025 r. odpowiadał za ponad 50% wolumenu biurowego, a także liczby zawartych transakcji.” – komentuje Marcin Purgal, Senior Director, Investment w Avison Young

Sektor magazynowy – umiarkowana płynność, duże wolumeny

Sytuacja na rynku nieruchomości magazynowych w I-III kw. 2025 r. pozostaje stabilna, a wyniki są porównywalne z poprzednim rokiem. Transakcje nieruchomościami magazynowymi osiągnęły wartość 873 mln euro, co stanowi jedną trzecią całkowitego wolumenu inwestycji w analizowanym okresie. Utrzymująca się umiarkowana płynność wynika z nadal ograniczonej liczby transakcji portfelowych (tylko 3 od początku roku) oraz trwającego procesu poszukiwania złotego środka między oczekiwaniami cenowymi sprzedających i kupujących.

Większość wolumenu inwestycyjnego została zrealizowana poza głównymi rynkami. 17% całkowitego wolumenu odnotowano w regionach rozwijających się, takich jak Bydgoszcz i Rzeszów, a 16% w mniejszych ośrodkach, w tym w regionach Olsztyna i Opola. Transakcje typu „sale and leaseback”, obejmujące obiekty magazynowe zlokalizowane zarówno na pięciu największych rynkach, jak i w mniejszych ośrodkach, stanowiły ponad 40% całkowitej wartości inwestycji w tym sektorze.

Sektor w liczbach:

  • 873 milionów – całkowity wolumen sektora w okresie I-III kw. 2025
  • 5 transakcji „sale and leaseback” z 18 zrealizowanych w sektorze
  • 54% wolumenu poza największymi ośrodkami („Big Five”)

„Transakcje typu „sale and leaseback” stanowiły 44% całkowitego wolumenu sektora w tym roku, głównie dzięki przełomowej transakcji sprzedaży dwóch nieruchomości Eko-Okna na rzecz Realty Income. Transakcja ta jest nie tylko największą transakcją „sale and leaseback” odnotowaną w pierwszych trzech kwartałach 2025 r. w Polsce, ale także największą tego typu jaką kiedykolwiek zrealizowano w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Z punktu widzenia inwestora struktura „sale and leaseback” zapewnia stabilny, długoterminowy dochód wspierany przez wiarygodnego najemcę. Pozwala ona dywersyfikować portfel i zapewnia korzyści wynikające z posiadania nieruchomości bez bezpośredniej ekspozycji na ryzyko operacyjne najemcy. Inwestorzy muszą jednak pamiętać o potencjalnych wyzwaniach, takich jak niewypłacalność najemcy, ryzyko ponownego wynajęcia, problemy związane ze stanem nieruchomości i zobowiązania środowiskowe. W związku z tym, dokładna analiza due diligence ma kluczowe znaczenie dla zapewnienia bezpieczeństwa i rentowności inwestycji.” – komentuje Bartłomiej Krzyżak, Senior Director, Investment w Avison Young

Sektor handlowy – ekspansja portfeli parków handlowych

W pierwszych trzech kwartałach 2025 r. sektor handlowy zrealizował wolumen inwestycji 453 mln euro. Parki handlowe, obiekty typu „convenience” oraz samodzielne sklepy spożywcze nadal cieszą się dużym zainteresowaniem inwestorów, stanowiąc 2/3 wszystkich transakcji i 56% całkowitego wolumenu transakcji. Akwizycje związane z przebudową stanowiły 20% wolumenu transakcji i dotyczyły głównie centrów handlowych oraz wolnostojących obiektów handlowych przeznaczonych do przebudowy na cele mieszkaniowe.

Regionalne centra handlowe okazały się trzecią najbardziej atrakcyjną klasą aktywów handlowych, z 6 obiektami sprzedanymi w ramach 4 transakcji. Różnorodność możliwości inwestycyjnych na polskim rynku handlowym sprzyja stabilnej płynności, jednak brak transakcji najlepszymi centrami handlowymi utrzymał całkowity wolumen na umiarkowanym poziomie. Doradcy Avison Young pośredniczyli w 4 z 10 największych transakcji sektora zrealizowanych w I-III kw. 2025, obejmujących wszystkie formaty handlowe.

Sektor w liczbach

  • 453 milionów euro – wolumen sektora w okresie I-III kw. 2025
  • 6 transakcji obiektami do przebudowy w okresie I-III kw. 2025
  • 27/39 transakcji parkami handlowymi i sklepami spożywczymi typu „convenience” w okresie I-III kw. 2025

„W ostatnich latach Polska stała się atrakcyjnym punktem wejścia dla nowych inwestorów pragnących rozszerzyć swoją działalność na Europę Środkową i Wschodnią. Najważniejszą transakcją na rynku nieruchomości handlowych w okresie I-III kw. 2025 r. było nabycie portfela 10 obiektów A Centrum przez czeskiego inwestora My Park. Segment parków handlowych niezmiennie cieszy się powodzeniem, osiągając dobre wyniki dzięki trendowi wygodnych zakupów oraz dzięki stabilnej strukturze najemców, w której dominują dyskonty i sklepy z artykułami pierwszej potrzeby.

Inwestorzy wchodzący po raz pierwszy na rynek polski często postrzegają parki handlowe jako stosunkowo bezpieczną klasę aktywów: oferują one niższe koszty wejścia w porównaniu z najlepszymi centrami handlowymi, zapewniają stały dochód z wynajmu i są zazwyczaj zlokalizowane w rozwijających się miastach regionalnych, gdzie popyt konsumencki pozostaje stabilny. Połączenie dostępności, stabilności i potencjału wzrostu sprawiło, że parki handlowe stały się celem dla debiutujących graczy, chcących zaistnieć na polskim rynku nieruchomości komercyjnych.” – komentuje Artur Czuba, Director, Investment w Avison Young

Sektor PRS – przełomowa transakcja na horyzoncie

W okresie I-III kw. 2025 r. wartość inwestycji na polskim rynku nieruchomości mieszkaniowych wyniosła łącznie 223 mln euro, z czego 150 mln euro dotyczyło 3 projektów PRS (Private Rented Sector) w Warszawie. AFI Europe zrealizowało 2 z tych transakcji, a Xior Student Housing nabył 1 nieruchomość od Syrena RE. Pozostałe transakcje zostały zrealizowane przez NREP i dotyczyły 3 aktywów typu co-living w Gdańsku, dla których zespół doradców technicznych Avison Young zapewnił kompleksowe wsparcie, w tym monitorowanie projektu i nadzór prac budowlanych. Obecnie realizowana jest bezprecedensowa transakcja w sektorze PRS – Vantage Development ogłosił nabycie 18 aktywów Resi4Rent PRS.

Duży potencjał polskiego rynku mieszkaniowego przyciąga coraz większą uwagę zarówno krajowych, jak i międzynarodowych inwestorów, w tym PHN, Ronson Development i Skanska, którzy wyrazili zainteresowanie tym szybko rozwijającym się segmentem.

„Rynek inwestycji PRS w Polsce, ze względu na swoją początkową fazę, był dotychczas zdominowany przez transakcje na rynku pierwotnym, gdzie budynki nabywane są bezpośrednio od deweloperów.

Transakcje na rynku wtórnym pojawiły się w 2022 r., rozpoczynając kolejną fazę rozwoju rynku PRS w Polsce. Wtedy to Catella sprzedała swoje 3 aktywa w Warszawie i Krakowie, wycofując się jednocześnie z polskiego rynku nieruchomości.

Obecnie finalizuje się przełomowa transakcja w tym sektorze, polegająca na nabyciu przez Vantage Development 18 aktywów Resi4Rent, co stanowi ponad 20% zasobu mieszkań PRS w kraju.” – komentuje Patryk Błach, Senior Consultant, Investment w Avison Young

AI zmienia role programistów – mniej kodowania, więcej kontroli

Według Światowego Forum Ekonomicznego do 2030 r. na świecie znikną 92 mln miejsc pracy, a równocześnie powstanie aż 170 mln nowych. Wśród zawodów o najszybszym tempie wzrostu znajdują się m.in. specjaliści od big data, sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwa oraz twórcy aplikacji i oprogramowania. Jak wskazuje ekspert firmy Progress Software, to jasny sygnał, że sztuczna inteligencja nie eliminuje roli deweloperów, lecz ją zmienia, czyniąc z nich architektów rozwiązań, koordynatorów inteligentnych narzędzi czy strażników jakości.

Dane PwC pokazują, że w branżach najbardziej narażonych na wpływ sztucznej inteligencji produktywność wzrosła czterokrotnie, a pracownicy posiadający kompetencje w tym obszarze zarabiają średnio o 56% więcej niż koledzy na tych samych stanowiskach. Również w Polsce zapotrzebowanie branży technik informacyjnych i komunikacyjnych (ICT) na umiejętności związane ze sztuczną inteligencją wzrosło niemal pięciokrotnie w latach 2018-2024, z 2% do 9,6%.

Człowiek w centrum pracy z AI

Na rynku pojawia się coraz więcej narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję, wdraża je również coraz więcej firm, aby usprawniać swoje procesy. W przypadku pracy deweloperów oprogramowania AI najczęściej wspiera pisanie kodu, przyspieszając proces rozwoju projektów. Narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji mogą w czasie rzeczywistym podpowiadać fragment kodu, identyfikować błędy czy generować rozwiązania na podstawie podanych promptów, napisanych w naturalnym języku.

To ogromna zmiana, która przyspiesza przejście od pomysłu do działania. Dzięki niej deweloperzy mogą skoncentrować się na projektowaniu architektury oprogramowania lub aplikacji i decyzjach strategicznych, zamiast tracić czas na powtarzalne czynności. Nie oznacza to jednak, że programiści stają się wyłącznie „inżynierami promptów” lub nadzorcami pracy AI. To oni nadal odpowiadają za wyznaczanie celu, rozumienie kontekstu oraz rezultat pracy. Bez tych elementów żadne narzędzie AI nie zagwarantuje jakości ani dopasowania zaprogramowanego rozwiązania do potrzeb klienta.

Trzeba pamiętać, że AI pozostaje tylko narzędziem w rękach człowieka. To od programisty zależy, czy je świadomie wykorzysta, aby osiągnąć najlepsze efekty swojej pracy. Wciąż dzieli nas wiele od wizji inżyniera oprogramowania, który zarządza całą flotą agentów-deweloperów, szczególnie w przypadku aplikacji biznesowych o krytycznym znaczeniu. Aby wykorzystać AI w wartościowy sposób, potrzeba czasu na naukę oraz jasne definiowanie intencji, kontekstu i spodziewanych rezultatów – podkreśla Ed Keisling, Chief AI Officer w firmie Progress Software.

Nowe kompetencje, te same fundamenty

Sztuczna inteligencja przejmuje najbardziej powtarzalne elementy pracy programisty, ale to nie one definiują istotę tego zawodu. Fundamentem pozostaje zdolność zrozumienia problemu, zaprojektowania rozwiązania oraz oceny jego wartości w danym kontekście. To te kwalifikacje wyróżniają doświadczonych specjalistów.

AI powinna usprawniać procesy tworzenia aplikacji, ale nie wyręczać człowieka w podejmowaniu decyzji wymagających doświadczenia i intuicji. Każdy kod – niezależnie od tego, przez kogo został stworzony – powinien przejść przez te same procesy, testy jakości, bezpieczeństwa, wydajności i regresji. Bez tego nie tylko rośnie ryzyko błędów, ale także może się to odbić na zaufaniu klientów.

Z tym aspektem wiąże się rola inspekcji kodu we współczesnej pracy programistów. Tradycyjnie jest to etap wyłapywania błędów i nauki młodszych deweloperów, obecnie nadal jest potrzebny – nawet jeśli większość kodu została napisana przez sztuczną inteligencję. Warto mieć na uwadze, że AI może popełniać błędy, halucynować czy pomijać zabezpieczenia. Dlatego przeglądy kodu nadal są kluczowe – nie tylko jako narzędzie do kontroli jakości, ale również jako przestrzeń do wymiany wiedzy i dbania o bezpieczeństwo – wskazuje Ed Keisling.

Najbliższe lata przyniosą odejście od tradycyjnego pisania każdej linijki kodu przez programistów na rzecz bardziej konwersacyjnego stylu pracy. Będą oni coraz częściej korzystać z promptów w języku naturalnym i wizualnych interfejsów, a sztuczna inteligencja przejmie role partnera w tworzeniu aplikacji. AI będzie wzmacniać ich możliwości, jednak to człowiek pozostanie strategiem i „mózgiem” całego procesu.

Źródła:

Raport Światowego Forum Ekonomicznego „Future of Jobs Report 2025”: https://reports.weforum.org/docs/WEF_Future_of_Jobs_Report_2025.pdf

Raport PwC „2025 Global AI Jobs Barometer”: https://www.pwc.com/gx/en/issues/artificial-intelligence/ai-jobs-barometer.html

Raport PwC „2025 Global AI Jobs Barometer. Poland Analysis”: https://www.pwc.com/gx/en/issues/artificial-intelligence/job-barometer/aijb-2025-poland-analysis.pdf

Słabszy wrzesień na rynku najmu – więcej ofert, mniej chętnych. Czynsze bez wzrostów mimo sezonu

Wrzesień to zwykle okres największego ruchu na rynku wynajmu mieszkań. Jednak w tym roku jest on jakiś… mało ruchliwy. Eksperci portalu GetHome.pl zwracają uwagę, że wynajęło się aż o 10% mniej mieszkań niż przed rokiem w analogicznym okresie. W tej sytuacji wynajmujący raczej mogą jedynie pomarzyć o podwyżkach czynszów.

–  Wielu właścicieli mieszkań czekało najpewniej z utęsknieniem na nadejście września, bo wówczas umowy finalizują dziesiątki tysięcy studentów. Tymczasem oferta mieszkań wzrosła, a ci nie rzucili się na nie aż tak bardzo. W efekcie czynsze utrzymały poziom z sierpnia lub nawet spadły – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że we wrześniu na rynku najmu w całym kraju pojawiło się ok. 62 tys. nowych unikalnych ofert. Co ważne, było ich o 6% więcej niż w sierpniu. O tyle samo wzrosła liczba ofert wycofanych z rynku (w domyśle – wynajętych) – ok. 57,5 tys. W efekcie oferta zwiększyła się z 76,5 tys. do 81 tys., czyli również o 6%.Rynek najmu-wrzesień 2025-oferta-kraj

Rynek najmu wyraźnie się więc ożywił. W tym roku był to zdecydowanie najlepszy miesiąc zarówno pod względem nowej podaży mieszkań na wynajem, jak i popytu na nie. Z drugiej strony, jak zauważa Marek Wielgo, tegoroczny wrzesień wygląda blado w porównaniu z poprzednimi latami pod względem liczby wycofanych z oferty lokali na wynajem. Gorszy był tylko rok 2022, ale wówczas rynek był wydrenowany przez uchodźców z Ukrainy. Na tle ostatnich lat w oczy rzuca się też stosunkowo niewielkie ożywienie popytu w porównaniu z sierpniem.Rynek najmu-wrzesień 2025-wynajęte-kraj

Zdaniem eksperta portalu GetHome.pl, można to tłumaczyć m.in. spadkiem liczby studentów zagranicznych. Do studiowania w naszym kraju zniechęca bowiem wojna hybrydowa Rosji przeciwko Polsce, czego konsekwencją jest zaostrzenie polityki wizowej czy wprowadzenie limitów przyjęć.

Rosyjska propaganda rozpowszechnia fałszywe informacje o braku bezpieczeństwa w Polsce, rzekomych mobilizacjach, czy „bliskości wojny”. W efekcie młodzi ludzie z krajów Unii Europejskiej mogą uznać, że Polska jest krajem wysokiego ryzyka – mówi Marek Wielgo.

I dodaje, że z kolei nasilająca się propaganda antyuchodźcza lub antyimigrancka przekłada się na wzrost niechęci wobec obcokrajowców, szczególnie z krajów Azji i Afryki.

Co ciekawe, w największych miastach akademickich Adradar odnotował we wrześniu nawet dwucyfrowy wzrost liczby oferowanych mieszkań na wynajem. Aż o 22% wzrosła ich oferta w Gdańsku (do 4,4 tys. lokali), o 10% – w Krakowie (do 6,8 tys.) i Łodzi (do 3,4 tys.), o 9% – w Warszawie (do 15,9 tys.) i Wrocławiu (do 5,8 tys.), o 6% – w Poznaniu (do 3,6 tys.) i o 4% – w Katowicach (do 2,4 tys. lokali). Warto zauważyć, że w tym roku fenomenem jest Gdańsk. Z danych portalu Adradar wynika, że liczba mieszkań na wynajem oferowanych w portalach ogłoszeniowych wzrosła w trzecim kwartale tego roku aż o ponad 90%! Z drugiej strony wciąż jest ich mniej niż przed rokiem. Podobnie zresztą, jak w pozostałych metropoliach z wyjątkiem Katowic.Rynek najmu-wrzesień 2025-oferta-miasta

Jak sytuacja podażowa wpłynęła na czynsze? Nie potwierdziły się obawy, że we wrześniu z rynku szybko znikną najtańsze lokale, zaś te, które zostaną, będą droższe. Ponieważ wynajmujący dostarczyli więcej mieszkań niż znaleźli na nie chętnych, wrzesień był kolejnym miesiącem stabilizacji, a nawet spadków mediany czynszów, która jest bardziej zbliżona do „typowej” stawki czynszu niż średnia.

Jak wynika z danych portalu GetHome.pl, mediana nie zmieniła się w Warszawie (ok. 4,5 tys. zł), Krakowie (ok. 3,1 tys. zł), Wrocławiu (ok. 2,9 tys. zł), Poznaniu (2,6 tys. zł) i Katowicach (ok. 2,1 tys. zł). Z kolei w Łodzi mediana czynszów spadła we wrześniu aż o 9% (do 2 tys. zł) i o 3% w Gdańsku (do 3,2 tys. zł).

W Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu dostępne na rynku mieszkania na wynajem są wciąż średnio tańsze niż przed rokiem. Zwracamy jednak uwagę, że są to stawki ofertowe. Transakcyjne mogą więc być niższe.Rynek najmu-wrzesień 2025-oferta-miasta

Z punktu widzenia studentek i studentów, którym nie udało się dostać miejsca w uczelnianym akademiku, najdroższą opcją jest wynajem kawalerki. Często szukają więc oni

większych lokali, w których mogliby dokwaterować koleżanki lub kolegów, i dzięki temu zredukować wydatki.  Np. w Gdańsku mediana czynszu za kawalerkę wynosiła we wrześniu 2,2 tys. zł, za „dwójkę” – 3 tys. zł (1,5 tys. zł na osobę), a za „trójkę – 3,7 tys. zł (1,2 tys. na osobę).Rynek najmu-wrzesień 2025-mediana czynszów-pokoje

Inflacja bazowa we wrześniu bez zmian – 3,2 proc. zgodnie z oczekiwaniami rynku

0

Wrześniowy odczyt inflacji bazowej w Polsce w ujęciu rocznym nie zaskoczył. Wyniósł 3,2 proc., czyli dokładnie tyle samo co poprzedni odczyt i tyle ile spodziewał się rynek.

Inflacja bazowa po raz kolejny znajduje się więc w zakresie dopuszczalnego odchylenia od celu inflacyjnego, który wynosi 2,5 proc., choć nadal utrzymuje się blisko jego górnej granicy.

Jeżeli inflacja będzie utrzymywać się w tym zakresie w kolejnych miesiącach, a na horyzoncie nie będzie istotnych czynników proinflacyjnych, możemy być świadkami kolejnych obniżek stóp procentowych na najbliższych posiedzeniach RPP.