Millenialsi – główne paliwo rynku e-commerce

Badanie “Generacja #sfintechowani – millenialsi i fintech” przeprowadzone przez portal Fintek.pl jasno wskazuje na dużą popularność zakupów online wśród przedstawicieli pokolenia Y. Miażdżąca większość badanych, bo aż 98,5 proc. deklaruje kupowanie w sieci. Dane wskazują również na ogromną rolę, jaką odgrywają w procesie zakupowym smartfony.  

Uczestnicy badania w zdecydowanej większości wskazują na dokonywanie zakupów poprzez różnego rodzaju serwisy online. Odpowiedzi wskazujące na tego typu nawyki konsumenckie wybrało łącznie ponad 71 proc. respondentów. Co dwudziesty ankietowany twierdzi zaś, że kupuje wyłącznie online, zaledwie 1,5 proc deklaruje zakupy wyłącznie w formule offline.

O popularności zakupów w sieci świadczy udział e-commerce w polskim handlu detalicznym, który kształtuje się obecnie na poziomie 7 proc.[1] Przewidywania odnośnie wartości rynku mówią zaś o przekroczeniu granicy 70 mld zł do końca bieżącego roku.

Milenialsi to bardzo aktywna grupa zakupowa w sieci. Potwierdza to raport Fintek.pl, z którego wynika, że aż 7 na 10 ankietowanych Milenialsów deklaruje robienie zakupów online. Do podobnych wniosków prowadzi badanie Tpay przeprowadzone z agencją badawczą SW Research. Milenialsów z powodzeniem można określić także pokoleniem mobile. Dla wielu z nich, chwycenie smartfona jest pierwszą rzeczą, którą wykonują po przebudzeniu. Oczywistym wydaje się więc fakt, że także zakupy mobilne (a co za tym idzie płatności) są dla nich najbardziej intuicyjne. Badania wskazują, że to właśnie oni najczęściej sięgają po 6-cyfrowy kod BLIK, aby sfinalizować transakcję. Wniosek jest więc prosty – jeśli chcesz zatrzymać Milenialsa w swoim sklepie, płatności mobilne i BLIK to absolutny must have! – komentuje Marta Kwiatkowska, Senior Video Marketing and Communication Specialist w Tpay.

Większość przedstawicieli pokolenia Y do zakupów w internecie wykorzystuje smartfon. Ponad 3/4 ankietowanych potwierdziło, że kupuje online przy wykorzystaniu telefonu.

Duży odsetek millenialsów dokonujących zakupów w sieci za pomocą telefonu w ogóle nie dziwi. Pokolenie Y to w przytłaczającej większości ogromni entuzjaści smartfonów – co zresztą znajduje potwierdzenie w danych z naszego badania – komentuje Krzysztof Jędrzejczyk, Communications Manager w Fintek.pl i KLANG! Media. – Zakupy mobilne cieszą się dużą popularnością nie tylko ze względu na sprzężenie ze zjawiskiem podboju rynku przez smartfony. Nabywanie dóbr z poziomu telefonu jest oprócz tego, po prostu szybsze i bardziej wygodne – dodaje.

Odpowiedzi na pytanie mające na celu zbadać stosunek częstotliwości zakupów w mobilu do tych dokonywanych poprzez desktop wskazują na to, że millenialsi preferują model hybrydowy. Zarówno za pośrednictwem telefonu, jak i komputera kupuje ponad 82 proc. ankietowanych. Opcje wskazujące na silną preferencję jednej z metod wskazało niecałe 18 proc respondentów.

[1] https://www.forbes.pl/handel/wplyw-koronawirusa-i-kryzysu-na-polski-handel-i-e-commerce-mateusz-lukianiuk/cg8jf38

Rosyjski rubel traci, dolar znów w odwrocie

Waluta naszego wschodniego sąsiada po wyraźnym odbiciu z marca ponownie powróciła w okolice 5 groszy, gdzie znajdowała się ostatnimi miesiącami. Optymizm związany z rynkiem surowców osłabł i pociągnął notowania za sobą.

Odwrót rubla

Waluta Rosji znajduje się po szczytach z marca w wyraźnym odwrocie. Jeszcze w marcu za rubla płacono 5,3 grosza, dzisiaj kurs spadł poniżej 5 groszy. Głównym powodem jest sytuacja na rynku surowców energetycznych. Jeszcze w marcu ropa naftowa była w wyraźnym trendzie wzrostowym i analitycy zastanawiali się, gdzie jest granica tego szaleństwa. Teraz po spadku cen i stabilizacji na zbliżonym poziomie optymizm analityków spadł. W rezultacie patrzą oni również mniej przychylnie na rubla rosyjskiego, co powoduje spadki tej waluty.

Dolar znów w odwrocie

Po pewnej anomalii rynkowej w marcu, kiedy dolar niespodziewanie mocno umocnił się względem euro, szybko wróciliśmy powyżej poziomu dolara i dwudziestu centów za jedno euro. W ostatnich dniach nie widać za bardzo wpływu danych makroekonomicznych. Widać natomiast lepszą dyspozycję europejskich parkietów względem amerykańskich odpowiedników. W sytuacji rekordowo niskich stóp procentowych kapitał szuka rynków, gdzie jeszcze da się w cokolwiek inwestować z zyskiem. Proces ten może się jednak dla wielu z nas odbić czkawką.

Pensje na Wyspach wciąż rosną

Wynagrodzenia w Wielkiej Brytanii wciąż rosną. Dzieje się to pomimo brexitu i panującej pandemii. Wzrost płac o 4,5% jest, co prawda, o 0,3% niższy od oczekiwań analityków, ale to bardzo solidny wynik pokazujący, że gospodarka jest w dobrym stanie. Potwierdzają to dane o bezrobociu, które spadło do 4,9% przy oczekiwanym wzroście do 5,1%. W takiej sytuacji wzrost płac jest tym ważniejszy, bo spadek bezrobocia często wiąże się z zatrudnianiem pracowników o najniższych kwalifikacjach. Spada też liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. W rezultacie między innymi tych dobrych danych funt był dzisiaj w nocy i nad ranem najdroższy od dwóch tygodni odbijając się tuż poniżej poziomu 5,30 zł za jednego funta.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dott otrzymał 85 milionów dolarów w drugiej rundzie finansowania prowadzonej przez firmę Sofina

Dott, europejski operator mikromobilności, zakończył drugą rundę finansowania, w której otrzymał 85 milionów dolarów. Proces ten prowadziła spółka Sofina, belgijska firma inwestycyjna notowana na giełdzie Euronext Brussels, a udział w niej wzięli ponadto zarówno nowi, jak i istniejący inwestorzy, w tym Estari (jako agent współwiodący), Prosus Ventures, EQT Ventures, McRock Capital, Aberdeen Standard Investments, Invest-NL, Felix Capital, Expon, FJ Labs. 

Inwestycja obejmuje połączenie finansowania kapitałowego oraz finansowania dłużnego zabezpieczonego aktywami i zostanie wykorzystana do realizacji celów w kilku kluczowych obszarach działania. Istotnym tego aspektem jest szeroko rozumiane ulepszanie usługi, precyzyjne dopasowanie do rosnących potrzeb użytkowników elektrycznych hulajnóg na minuty poprzez wdrażanie niezawodnych i niedrogich rozwiązań na szeroką skalę. Kolejnym elementem jest rozwój multimodalności, czyli wprowadzanie nowych pojazdów. Będą nimi nowoczesne, innowacyjne rowery elektryczne, które już w tym roku pojawią się w kilku europejskich miastach. Finansowanie przede wszystkim pozwoli na rozszerzenie oferty Dott na nowe miasta i kraje, począwszy od Hiszpanii i Wielkiej Brytanii oraz w Polsce – w całym Trójmieście. Cel ten ma być osiągnięty przy zachowaniu tej samej zdyscyplinowanej i wydajnej pod względem kapitałowym strategii.

Dott nieustannie podnosi standardy w branży mikromobilności również w zakresie zrównoważonego rozwoju. W tym celu firma powołała Radę, która będzie wspierać realizację konkretnych działań przekładających się na oferowanie najbardziej zrównoważonej usługi zmieniającej oblicze mobilności europejskich miast. Dofinansowanie drugiej rundy w znacznym stopniu wesprze wdrażanie również i tych założeń.

 

Firma Dott od czasu jej utworzenia w październiku 2018 roku stała się jednym z głównych graczy w Europie z flotą ponad 30 000 elektrycznych hulajnóg w 5 krajach. Kolejna runda finansowania jest potwierdzeniem realizacji zróżnicowanej strategii.

Operator swoją wydajność kapitałową i rentowny wzrost realizuje m.in. poprzez skupianie uwagi na poszczególnych miastach, dopasowując usługi do konkretnych uwarunkowań i potrzeb oraz zarządzając wszystkimi operacjami w 100% we własnym zakresie. W efekcie Dott osiąga pozytywny wynik EBIT we wszystkich miastach, nawet podczas zamknięcia gospodarki w wyniku epidemii COVID-19. Spółka współpracuje z miastami, co czyni ją godnym zaufania usługodawcą. Potwierdzeniem tego jest fakt, że Dott został wybrany w przetargach licencyjnych w Paryżu i Lyonie, czyli w dwóch zaliczanych do najbardziej złożonych miast pod względem działania w Europie.

W ciągu pierwszych dwóch lat udowodniliśmy, że możemy zaoferować użytkownikom doskonałą usługę, korzystną dla naszej planety i miast europejskich. Uważamy, że posiadamy formułę, łączącą operacyjną doskonałość, sprzęt i specjalistyczną wiedzę w zakresie oprogramowania ze współpracą z interesariuszami miast i wydajność kapitałową. Dzięki obecnym i nowym inwestorom naszym celem jest teraz przyspieszenie i obsługa możliwie większej liczby użytkowników i miast, w niezawodny i przystępny sposób – mówi Henri Moissinac, CEO i współzałożyciel spółki Dott.

Jesteśmy dumni z nawiązania współpracy z firmą Dott. Byliśmy pod wrażeniem zarządzania i osiągnięć spółki w ciągu ostatnich miesięcy i pragniemy pomóc jej w tworzeniu transportu miejskiego przyszłości, w kontekście, w którym oczywiste stało się, że nie da się zachować konwencjonalnego podejścia do mobilności miejskiej – powiedział Harald Boël, Dyrektor generalny firmy Sofina.

Gdy po raz pierwszy nawiązaliśmy współpracę ze spółką Dott w 2018 r., uznaliśmy, że ten zespół buduje trwałe, długoterminowe przedsięwzięcie, które wyróżniało się spośród innych w Europie i cieszymy się, że możemy towarzyszyć im w ich podróży. Dzięki zastosowaniu najwyższej klasy funkcji bezpieczeństwa i użyteczności w hulajnogach oraz rowerach elektrycznych, współpracując z lokalnymi władzami, aby zapewnić bezproblemową realizację swoich rozwiązań w społecznościach, w których działa, spółka Dott stała się prawdziwym liderem w branży mikromobilności w Europie – dodaje Martin Tschopp, Dyrektor generalny Prosus Ventures.

Jak wspierać psychicznie pracowników? Ogólnopolskie badanie HR

Wiele firm wspiera pracowników w czasie pandemii stosując dwa rozwiązania: wsparcie psychologiczne lub „odwrócenie uwagi” od sytuacji. „Najwyższy czas nauczyć ludzi brania odpowiedzialności za budowanie własnej siły psychicznej
i zamiast oferować nowe „atrakcje” wyposażyć ich w konkretne umiejętności” – podsumowuje Elżbieta Krokosz, dyrektor zarządzająca Talent Development Institute oraz autorka raportu „Jak wspierać psychicznie pracowników? Ogólnopolskie badanie HR”.

„Wciąż dajemy rybę a nie wędkę – rozwiązujemy problemy za ludzi, zamiast uczyć ich samodzielnego rozwiązywania problemów. Nie pokazujemy, że każdy kryzys niesie niesamowite możliwości  rozwojowe np. do budowania własnej odporności psychicznej. My wolimy jednak „usuwać” przeszkody z drogi naszych pracowników, zamiast zaangażować ich we wzięcie odpowiedzialności za ich własny stan emocjonalny. Dajemy ciągle rybę, a nie wędkę, dzięki której po okresie pandemii wiele osób może dojść do wniosku – „To był trudny okres, ale niesamowicie mnie rozwinął”. Dużo bardziej nam zależy na tym, aby pracownicy mówili – „To był trudny okres, ale firma mnie niesamowicie wspierała”. A gdyby oba te podejścia połączyć?” – zastanawia się Elżbieta Krokosz, master coach z 20-letnim doświadczeniem.

3 główne wyzwania związane z kondycją psychiczną pracowników

Z raportu widać wyraźnie, że są wyzwania, które są spójne dla wszystkich firm, bez względu na wielkość czy branżę. Przede wszystkim firmy zwróciły uwagę na brak integracji pomiędzy ludźmi (74,8%), przemęczenie i utratę work-life balance (72,9%) oraz ogólny marazm i brak pozytywnej energii (64,7%).

Zaburzenie work-life balance wynika z nadmiaru pracy, np. z powodu braków kadrowych lub z braku umiejętności ludzi do osiągnięcia równowagi. Czasem wynika to z konieczności łączenia obu ról – prywatnej i zawodowej np. matki opiekującej się dziećmi na nauczaniu zdalnym. Czasem z braku innych aktywności, bo siłownie i inne atrakcje są zamknięte i jedyne co  pozostaje to praca.

„Zdecydowanie obszar work-life balance wymaga mocnego zaangażowania się samego pracownika w monitorowanie własnych przyzwyczajeń i dbanie o to, aby ta równowaga mogła być lepiej zarządzana. Powiedzmy szczerze – w obecnych warunkach funkcjonowania może się okazać, że nie mamy żadnego rozwiązania organizacyjnego na to, aby lepiej te obszary funkcjonowały i potrzebna jest bardziej umiejętność psychicznego radzenia sobie przez pracownika we własnym zakresie” – podsumowuje Elżbieta Krokosz.

2 wyraźne trendy we wdrażanych rozwiązaniach

Z perspektywy stosowanych  i planowanych rozwiązań widać, że są dwa główne trendy, których celem jest nie tylko pomoc doraźna. Firmy już dziś myślą o tym, jak będzie wyglądać rzeczywistość po pandemii. Wdrażane są następujące działania:

  1. Wsparcie psychologiczne/ coachingowe/ rozwojowe dla pracowników i menedżerów w radzeniu sobie z sytuacją, np. webinary z radzenia sobie ze stresem (53,1%) czy z zarządzania zespołem zdalnym (46,9%).
  2. Podejmowanie inicjatyw, których celem jest „odwrócenie uwagi” od sytuacji pandemii, np. organizowanie wydarzeń integracyjnych online (42%) czy wyzwań sportowych (30,1%).

„Trudno jest ocenić efektywność podejmowanych działań. Rodzi się dylemat – czy najlepsze rozwiązania to te, w których bierze udział 100% pracowników? Czy może chodzi o to, aby sprawdzać czy potrzeby wszystkich pracowników są zaopiekowane?” – podsumowuje Elżbieta Krokosz.

Jak firmy zamierzają wspierać pracowników?

Firmy zdają sobie sprawę, że to co zrobimy teraz przełoży się na to, jak będzie wyglądać sytuacja po pandemii. Podkreślane są zdania, że pracownicy zdecydują się zostać z firmami, które w czasie pandemii stanęły na wysokości zadania.

„Jedno jest pewne – jak tylko skończy się ta sytuacja, to ludzie będą uciekać od firm, od menedżerów, którzy nie sprawdzili się w czasie kryzysu” – podkreśla Elżbieta Krokosz.

Wśród najczęściej pojawiających się działań, które warto tutaj wymienić pojawia się:

  1. Wsparcie psychologiczne – nadal jest bardzo wiele głosów za tym, że potrzebne jest wsparcie psychologiczne. Firmy zastanawiają się jednak, jak korzystać z tego efektywniej. Obecnie średnio 4% ludzi korzysta z tego rodzaju wsparcia, mimo, że na pewno potrzebuje go o wiele więcej osób.
  2. Wsparcie coachingowe dla kierowników, ale i pracowników – coaching brzmi mniej drastycznie niż „psychologiczna pomoc” i dlatego wiele firm dostrzega, że ta forma pomocy może być bardziej efektywna.
  3. Możliwość wolontariatu – pojawiły się pomysły, żeby angażować ludzi w inicjatywy, które mają wyższy cel niż cele biznesowe.
  4. Model pracy hybrydowej, w której pracownicy będą mieli możliwość bezpośredniego kontaktu choćby z częścią organizacji.
  5. Dalsze szkolenia/webinary/fora dyskusyjne

Dajmy wędkę a nie rybę! Jak rozwijać odporność psychiczną?

„Koncepcja budowania odporności psychicznej ludzi – model Mental Toughness 4C (Kontrola, Zaangażowanie, Podejście do wyzwań, Pewność siebie) pokazuje wyraźnie, że odporność psychiczna to kompetencja, którą można rozwijać. Gdybyśmy budowali w ludziach poczucie odpowiedzialności za swój dobrostan psychiczny, a potem dostarczyli narzędzi z self coachingu do pracy nad swoją siłą psychiczną, jestem przekonana, że mielibyśmy mniej marazmu, zmęczenia i zaburzonego work-life balance. Jeżeli ja umiem powiedzieć sobie: teraz gotuję obiad, a potem pracuje do 18 i nie powtarzam „ja ciągle pracuję” tylko uświadamiam sobie, że teraz 2 godziny byłam z dziećmi, a później pracuję. Jeżeli nauczymy się prowadzić taki dialog wewnętrzny, to zaczynamy zupełnie inaczej funkcjonować” – twierdzi Elżbieta Krokosz, master coach i prekursorka self coachingu.

Self coaching jest fundamentem inteligencji emocjonalnej. Daniel Goleman, twórca koncepcji inteligencji emocjonalnej, twierdził, że dobre relacje z innymi i bycie efektywnym jest efektem samoświadomości i samokontroli, czyli rozumienia, co się z nami dzieje i umiejętności zarządzania tym.

„Self coaching jest narzędziem do dawania ludziom wędki, a nie ryby. Po pierwsze, budujemy odpowiedzialność w ludziach za swój stan psychiczny i nie oczekują kolejnych atrakcji, które tylko chwilowo poprawią samopoczucie. Po drugie, budujemy odporność psychiczną poprzez self coaching i uczciwie pokazujemy, że w życiu są lepsze i grosze momenty i musimy zdobyć umiejętność radzenia sobie z nimi” – podsumowuje Elżbieta Krokosz i na koniec pyta – „Może okres pandemii to doskonały czas, aby zbudować nas od środka uniezależniając nasze samopoczucie, emocje od tego, co dzieje się na zewnątrz?”

Informacje o badaniu:

Badania i prace grup roboczych miały miejsce w kwietniu 2021. W grupach roboczych wzięło udział prawie 50 osób z pozycji zarządczych w rolach HR (Dyrektor HR, HR Manager, HR Business Partner), a ankietę wypełniło 150 osób w rolach HR, większość z dużych i średnich organizacji reprezentujących szeroki zakres branż. W ramach badań i prac roboczych dzieliliśmy się doświadczeniem w zakresie 3 kluczowych pytań dotyczących efektywności wsparcia psychicznego: Jakie wsparcie psychiczne zaoferowaliśmy pracownikom od początku pandemii i jaka była jego skuteczność? Jakie obecnie stoją przed nami największe wyzwania w zakresie wsparcia psychicznego dla pracowników? Kogo powinniśmy najmocniej wesprzeć i dlaczego? Jakie działania/inicjatywy są potrzebne, aby odpowiedzieć na powyższe wyzwania związane ze wsparciem psychicznym.

PZF: faktoring powrócił na drogę dwucyfrowego wzrostu

Pierwszy kwartał 2021 r. przyniósł zdecydowany wzrost obrotów branży faktoringowej w Polsce. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów nabyły w tym okresie wierzytelności o łącznej wartości 79,6 mld zł. To o prawie 12 proc. więcej niż rok wcześniej, kiedy wynik ten sięgał 71,2 mld zł. Z usług faktoringowych korzysta obecnie 17,6 tys. krajowych przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 4,7 mln faktur.Faktoring powrócił na drogę

Polski Związek Faktorów (PZF) zrzesza większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe. Skupia obecnie 5 banków komercyjnych i 20 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania. Należy do niego także 6 podmiotów o statusie partnera.

– Branża faktoringowa weszła w rok 2021 bardzo dynamicznie. Mimo trwającej pandemii i szeregu jej ekonomicznych skutków, objęliśmy finansowaniem większą liczbę przedsiębiorców oraz przyjęliśmy znacznie większą liczbę faktur. To potwierdza, że nasza usługa sprawdza się nie tylko okresie prosperity, ale także w czasie recesji. Dobre wyniki branży na początku tego roku, a zwłaszcza blisko 12 – procentowy wzrost obrotów, traktujemy też jako zapowiedź zbliżającego się powrotu do normalności, czyli do dynamicznego, konsekwentnego i systematycznego rozwoju branży w kolejnych kwartałach, tak jak miało to miejsce przed wybuchem pandemii mówi Jarosław Jaworski, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.obroty faktorów

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 17,6 tys. przedsiębiorstw. Wystawiły one blisko 4,7 mln faktur, na podstawie których krajowi faktorzy udzielili finansowania.liczba klientów faktorów

– Za nami bardzo trudny czas. Spodziewamy się jednak, że to co najgorsze już minęło. Widzimy to choćby po wskaźnikach sprzedaży poszczególnych kategorii usług faktoringowych. W czasie pandemii widoczne były anomalie, takie jak spadek zainteresowania faktoringiem pełnym oraz faktoringiem międzynarodowym. Sytuacja zmuszała bowiem jednych przedsiębiorców do większej ekspozycji na ryzyko, a innym, jak choćby eksporterom, utrudniała prowadzenie normalnego biznesu. Dziś widzimy, że faktoring pełny ponownie zyskał znaczącą przewagę nad niepełnym (54 proc. wobec 46 proc.), co jest charakterystyczną cechą rynków rozwiniętych. Ponadto wzrosło zainteresowanie faktoringiem międzynarodowym. Obecnie stanowi on ponownie blisko 20 proc. obrotów branży, zaś faktoring krajowy – 80 proc. W czasie pandemii finansowanie eksporterów oraz importerów spadło do poziomu poniżej 17 proc. ogólnych obrotów naszej branży. Powrót do poziomu ok. jednej piątej świadczy o tym, że przedsiębiorcy uczestniczący w światowej wymianie handlowej ponownie zwiększyli swoją aktywność biznesową dodaje Jarosław Jaworski.

Z usług firm faktoringowych w ujęciu sektorowym, najczęściej korzystają przedsiębiorstwa produkcyjne. Stanowią blisko połowę klientów sięgających po tę formę finansowania. Natomiast jedna trzecia to dystrybutorzy dóbr i produktów. Utrzymanie płynności finansowej w przypadku  tych dwóch sektorów decyduje o ich dalszym rozwoju. Faktoring umożliwia im zachowanie dobrej kondycji ekonomicznej, a przez to – stabilnej pozycji rynkowej i przewagi konkurencyjnej.obroty faktorów – struktura

Polacy uważają, że żyją ekologicznie, ale miesięcznie wyrzucają żywność o wartości blisko 3,3 mld zł

63 proc. Polaków uważa się za osoby żyjące ekologicznie wynika z badania zrealizowanego przez IQS na zlecenie Gumtree Polska na temat postaw ekologicznych Polaków. Pandemia oraz okres samoizolacji spowodowały, że 66 proc. respondentów ma więcej czasu na zachowania pro-ekologiczne i troskę o środowisko. Mimo to, wiedza o ekologii i realne działania Polaków wskazują, że przed nami długa droga do przebycia. A zmiany powinniśmy zainicjować jak najszybciej my, konsumenci.

Polacy nie znają dobrze filozofii zero waste

Zaledwie co trzeci Polak spotkał się do tej pory z pojęciem „zero-waste” i deklaruje, że wie co ono oznacza. To zaskakująco niski wynik, zważając na fakt, że w ostatnich latach popularne firmy i koncerny głośno zobowiązują się do funkcjonowania w zgodzie z filozofią „zero odpadów”. Co ciekawe, mężczyźni znacznie częściej wskazują na brak znajomości tematu – co czwarty z nich wskazał, że spotkał się z tym pojęciem, ale nie jest pewny, czy wie co oznacza. Wśród osób, które deklarowały znajomość „zero-waste”, prawie co druga z nich (46 proc.) wskazała, że zasady tej filozofii wdrożyła w swoim domu w ostatnim roku.

Miliardy złotych do śmieci

Mimo że w ostatnim czasie ceny wywozu śmieci były podwyższane kilkukrotnie – w Polsce drugi rok z rzędu usługa ta drożeje najszybciej w Europie, wciąż generujemy odpady na potęgę. Gumtree Polska poprosiło o oszacowanie, jakiej wartości produkty trafiają z domów Polaków do kosza. Okazało się, że przeciętny Kowalski miesięcznie wyrzuca do śmieci artykuły spożywcze o wartości 104,10zł. W perspektywie całego kraju daje to zatrważającą liczbę – dorośli Polacy[1] marnują 3,279 mld zł co miesiąc.

– Nasze badanie wykazało, że mężczyźni wyrzucają do śmieci żywność o średniej wartości o 25,51zł wyższej niż kobiety. Jednak największym marnotrawstwem wykazują się młodzi ludzie w przedziałach wiekowych 18-29 lat oraz 30-39 lat, do ich koszy trafia odpowiednio 128,42zł i 134,11zł w postaci produktów spożywczych – mówi Katarzyna Merska, Koordynator ds. Komunikacji Gumtree.pl.Najmniej odpadów generują osoby starsze po 50. roku życia, wyrzucają do kosza żywność o wartości 56,05zł. Młode pokolenia mają więc dobry wzorzec do naśladowania – dodaje Merska.

W badaniu Gumtree zbadano również, jaką wartość przedstawiają odzież, obuwie oraz akcesoria, które trafiają do kosza. Średnio Polacy wyrzucają produkty wyceniane na 159,02zł. Najwięcej śmieci z kategorii mody generują osoby o co najmniej dobrej sytuacji materialnej, wyrzucają artykuły warte 209,53zł rocznie. Dużą różnicę ze względu na płeć odnotowano w wycenie sprzętu elektronicznego trafiającego do śmieci. Kobiety zadeklarowały, że wyrzucają urządzenia o średniej wartości 105,22zł rocznie, z kolei mężczyźni aż o 50,03zł więcej.

Pandemia przyspieszyła wdrożenie dobrych nawyków

Z badania zrealizowanego dla Gumtree wynika, że miniony rok w pandemii pozytywnie wpłynął na zmiany postaw ekologicznych Polaków. 66 proc. badanych uważa, że lockdown spowodował, iż mają więcej czasu na zachowania pro-ekologiczne i troskę o środowisko. Wśród czynności, które częściej lub w ogóle zaczęli wykonywać w związku z pandemią wymieniano głównie: częstsze samodzielne gotowanie, dzięki czemu zamawiają mniej jedzenia na mieście (59 proc.) , kupowanie mniejszej liczby ubrań, butów czy akcesoriów (59 proc.), a także większa dbałość o segregację śmieci (48 proc.).

Najczęściej wymienianym powodem wprowadzania nowych nawyków była większa ilość czasu spędzanego głównie w domu oraz ograniczenie spotkań ze znajomymi (54 proc.). Niewiele mniej badanych po prostu dostosowało się do sytuacji (47 proc.). Jednocześnie Polacy odczuwają kilka barier we wdrożeniu zasad ekologicznego życia. Największą z przeszkód jest ograniczona zasobność ich portfela i zbyt wysokie ceny produktów eko – taką odpowiedź wybrało 55 proc. badanych. Wartość ta jednak spadła w porównaniu z podobnym badaniem Gumtree z 2019 roku – wtedy ograniczenia finansowe wskazało 61 proc. respondentów.[2] W dalszej kolejności badani jako barierę we wprowadzeniu pro-ekologicznych zmian wymieniali: 24 proc. trudność w przekonaniu do zmian najbliższych w moim gospodarstwie domowym (częściej kobiety – 29 proc., mają większy problem niż mężczyźni – 19 proc.), oraz 23 proc. brak wiedzy na temat tego, co mogliby zmienić.

Społeczeństwo i rząd powinni podjąć działania naprawcze

Oprócz podejmowanych działań w polskich domach, Gumtree sprawdziło, gdzie zdaniem Polaków tkwi globalny problem kryzysu klimatycznego. Najwięcej, ponieważ 56 proc. badanych wskazało, że to firmy i koncerny produkcyjne oraz usługowe znacząco wpływają negatywnie na obecną sytuację ekologiczną na świecie. Kolejnymi popularnymi wskazaniami były:  rząd i instytucje państwowe (50 proc. wskazań), a także społeczeństwo i konsumenci (49 proc.).

– Zapytaliśmy badanych o to, kto powinien podjąć działania naprawcze, zmierzające do poprawy sytuacji klimatycznej. Respondenci wskazali, że inicjatywa powinna rozpocząć się od społeczeństwa (69 proc.) oraz rządu i instytucji państwowych (69 proc.). Na podium znajdują się także szefowie firm i koncernów (55 proc.). – dodaje Katarzyna Merska, Koordynator ds. Komunikacji Gumtree.pl.

Badanie Gumtree.pl zostało zrealizowane przez IQS na początku kwietnia 2021 metodą wywiadów on-line (CAWI) na reprezentatywnej próbie 800 Polaków w wieku 18-65 lat.

[1] Na podstawie obliczeń własnych: Polacy w wieku produkcyjnym i poprodukcyjnym (18+): 31,497mln

[2] Badanie Gumtree.pl zrealizowane przez SW Research, luty 2019

Osłabienie dolara

Poniedziałkowa wyprzedaż dolara utrzymała się w nocy i choć nie widać bezpośredniego czynnika, nie ma zdziwienia kierunkiem zmian. W nocy rosnące ceny surowców, jak ruda żelaza i ropa naftowa, pomagają walutom surowcowym, ale też sugerują, że rynki finansowe dyskontują lepsze perspektywy dla globalnego ożywienia.

Napływające dane są dobre (jak choćby dzisiejsze odczyty z brytyjskiego rynku pracy), podczas gdy nic strasznego nie dzieje się w temacie walki z pandemią. Chociaż doniesienia z ubiegłego tygodnia o problemach ze szczepionką Johnson&Johnson mogły być niepokojące, nie wpłynęły silniej na nastroje, a inne firmy, takie jak Pfizer, szybko zareagowały, by uzupełnić lukę w dostawach, także w Europie. Od wczoraj wszyscy dorośli Amerykanie mogą zgłosić się na szczepienie. Szczepienia są kontynuowane w szybkim tempie poza USA; w Europie już ponad 20% mieszkańców zostało zaszczepionych. Dzięki temu ożywienie gospodarki światowej powinno z czasem stać się bardziej zsynchronizowane i tą drogą wspierać aktywa ryzykowne. Nawet jeśli po wczorajszych zachowaniu rynku akcji nie widać optymizmu, trzeba pamiętać, że w ubiegłym tygodniu rekordy indeksów były poprawiane, kiedyś musi przyjść na chwilę oddechu, podczas gdy waluty ryzykowne tylko mają czas na nadganianie.

W tym schemacie osłabienie dolara postępuje szybciej niż pierwotnie zakładałem. W ostatnich dniach zwracałem uwagę na utratę wsparcia przez USD ze strony rentowności obligacji USA, ale spodziewałem się więcej zawahania w odbudowie apetytu na ryzyko m.in. w związku z ryzykami trzeciej fali zachorowań w Europie. Globalnie rozwój wypadków wygląda na tyle dobrze, że można szeroko realizować strategię reflacyjną. Wzrost cen surowców sprzyja najmocniej walutom powiązanym, stąd mocna postawa AUD, NZD i NOK. CAD jest w tyle ze względu na bliskość geograficzną z USD oraz wyczekiwanie jutrzejszej decyzji Banku Kanady. Wreszcie wraca popyt na funta z inwestorami podłapującymi dołki po marcowej korekcie z oczekiwaniami przyspieszenia ożywienia gospodarczego. Najbardziej zaskakujący jest wzrost EUR/USD, w czym jednak bardziej widzę odzwierciedlenie negatywnego nastawienia do dolara niż silnego przekonania do siły euro. Ale jeśli w koszyku dolarowym DXY euro stanowi prawie 58 proc., nie można sprzedawać dolara bez kupowania unijnej waluty.

Tymczasem po złotym nie do końca widać wzrost apetytu na ryzyko. USD/PLN obniża się do 3,77 i jest najniżej do początku marca, ale EUR/PLN wrócił ponad 4,55. Do znudzenia można w tym miejscu przypominać, że złoty jest obciążony niepewnością o orzeczenia TSUE i SN w sprawie kredytów frankowych i ich wpływ na potrzeby banków do zamknięcia pozycji walutowych, co oznacza kupno walut obcych za złote. Nie pomagają jastrzębie komentarze z RPP. Dziś rano E. Gatnar w wywiadzie dla PAP stwierdził, że z powodu rosnącej inflacji (Gatnar spodziewa się 4 proc. w przyszłym miesiącu) Rada powinna zmienić retorykę i stopniowo podnosić stopę referencyjną o 0,10-0,15 pkt. proc. Członek RPP opowiada się za pierwszą podwyżką już w drugiej połowie 2021 r. Moim zdaniem jest bardzo mało prawdopodobne, aby wniosek o podwyżkę znalazł większość przed trzecim kwartałem 2022 r. Jakkolwiek rynek stopy procentowej (kontrakty FRA) wycenia 13 pb podwyżki do końca tego roku, w obecnym położeniu nie sądzę, aby złoty mógł skorzystać na wzroście oczekiwań dotyczących stóp procentowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dane GIP: Mniej kontroli u pracodawców. Ale problemów nie brakuje, zwłaszcza z BHP i wynagrodzeniami

W I kwartale br. Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła o około 60% mniej kontroli pracodawców niż w analogicznym okresie 2020 r. Natomiast liczba decyzji, wydanych przez inspektorów, spadła o dwie trzecie. Ze statystyk wynika też, że głównym problemem wciąż pozostają kwestie dotyczące przestrzegania przepisów BHP. Ale widać także nieprawidłowości związane z wypłacaniem wynagrodzeń. Komentujący to eksperci mówią, że obecne regulacje są często nieudolnie skonstruowane i dość trudne do przestrzegania. A dziś pracodawcy walczą przede wszystkim o utrzymanie miejsc pracy i płynności finansowej. 

Jak wynika ze wstępnych danych, od początku stycznia do końca marca br. PIP przeprowadziła prawie 6,4 tys. kontroli. W analogicznym okresie 2020 roku było ich ponad 15 tys. Spadek ten to w głównej mierze wynik ogłoszonego stanu pandemii, co zaznaczają eksperci z Departamentu Nadzoru i Kontroli oraz Departamentu Planowania, Analiz i Statystyki GIP. I dodają, że PIP musiała wypracować nowe formy działań. One zaowocowały uregulowaniami pozwalającymi na prowadzenie kontroli zdalnych i hybrydowych.

– PIP planuje kontrole, ale też reaguje na skargi napływające od pojedynczych pracowników. Sytuacja gospodarcza ewidentnie pogorszyła się wskutek pandemii. Są firmy i sektory, które odczuwają poważne problemy. Pracodawcy szukają oszczędności, a to w większym stopniu skłania do naruszania przepisów prawa pracy. Oczywiście, to w żaden sposób ich nie usprawiedliwia – komentuje dr hab. Grażyna Spytek-Bandurska z Uniwersytetu Warszawskiego, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Jak podkreślają eksperci GIP, wyniki kontroli wskazują, że stan przestrzegania przepisów prawa pracy nadal odbiega od oczekiwań. Przyczyny tego stanu są różnorodne i mają związek z warunkami zewnętrznymi (makroekonomicznymi) i wewnętrznymi (mikroekonomicznymi) funkcjonowania przedsiębiorstw w Polsce. W pierwszym kwartale br. inspektorzy PIP wydali przeszło 18,8 tys. decyzji, a rok wcześniej – niemal 3 razy więcej, bo ponad 54,6 tys. W tym roku 18,2 tys. z nich dotyczyło przestrzegania przepisów BHP, a przeszło 600 – kwestii płacowych. W ub.r. było to odpowiednio powyżej 53,4 tys. i ponad 1,2 tys.

– Jak zawsze PIP skupia się na BHP. Główną przyczyną tego jest rozległość oraz niska jakość polskich regulacji prawnych z tego zakresu. Przepisy są często niejasne, konstruowane nieudolnie. To sprawia, że są trudne do przestrzegania. Pracodawcy działając w najlepszej wierze i tak narażają się na zarzuty, gdyż przepisy mogą być różnie interpretowane – mówi adwokat Bartłomiej Raczkowski.

Natomiast dr hab. Spytek-Bandurska zaznacza, że do podstawowych obowiązków pracodawców należy wypłacanie wynagrodzenia w pełnej wysokości i w ustalonym terminie. Tego nie zmienia siła wyższa, np. ograniczenie funkcjonowania poszczególnych branż. Ekspert FPP dodaje, że w ostatnim czasie nie zostały wdrożone żadne nowe przepisy, które mogłyby spowodować jakieś wątpliwości interpretacyjne czy niewiedzę pracodawców. To dotyczy zarówno wspomnianych kwestii płacowych, jak i BHP.

– Problemy pandemiczne ewidentnie przekładają się na kwestie płacowe. Pracodawcy sięgają częściej do różnych rozwiązań, dzięki którym mają nadzieję ratować miejsca pracy. Korzystają z instrumentów pozwalających zawieszać uprawnienia płacowe czy zmieniają zasady wynagradzania. I tu również otwiera się pole do błędów – dodaje mec. Raczkowski.

Z kolei eksperci z GIP zaznaczają, że prawie 93% wszystkich firm w Polsce to zakłady zatrudniające do 9 osób. Stąd też najwięcej nieprawidłowości jest stwierdzanych w sektorze mikroprzedsiębiorstw. Pracodawcy najmniejszych zakładów nie nadążają za zmianami prawa. Są skupieni na przetrwaniu firmy, szczególnie w czasie epidemii. Tym można tłumaczyć trudności w spełnianiu niektórych wymogów prawa pracy. Nie zawsze stać ich też na fachową pomoc prawną.

– Pracodawcy powinni znać przepisy i podstawowe zasady BHP, bo od lat są stosowane takie same. Jednak musimy pamiętać o tym, że w wielu firmach zmieniła się organizacja pracy, zostały wprowadzone mniej korzystne warunki zatrudnienia. Niekiedy szybko trzeba było przejść na zdalne wykonywanie obowiązków zawodowych. Teoretycznie mogły więc pojawić się problemy, wynikające z niewiedzy w tym zakresie – stwierdza ekspert z Uniwersytetu Warszawskiego.

W związku ze stwierdzonymi naruszeniami w ww. kontrolach, w pierwszym kwartale 2021 roku skierowano ponad 22 tys. wniosków w wystąpieniach. Natomiast w analogicznym okresie ub.r. było ich przeszło 57 tys. Ostatnio wydano prawie 1,3 tys. poleceń, a wcześniej – ponad 3 tys. Na początku tego roku inspektorzy pracy najczęściej stwierdzali naruszenie przepisów i zasad BHP. Taki był efekt ponad 2,2 tys. kontroli. Ponadto w przeszło 600 przypadkach ustalono nieprawidłowości w zakresie wypłacania wynagrodzenia. Natomiast w 2020 roku najczęściej nakazywano usunięcie stwierdzonych uchybień dotyczących przepisów i zasad BHP (przeszło 6,6 tys. kontroli).

– Przede wszystkim stwierdzano naruszenie podstawowych obowiązków pracodawcy. Mowa tu m.in. o niezapewnieniu bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, również poprzez niewłaściwą organizację pracy. Do tego dochodzi niepoinformowanie pracownika na piśmie, nie później niż w ciągu 7 dni od dnia zawarcia umowy o pracę, o warunkach wykonywania pracy. Tak było w ponad 2,4 tys. kontroli – wyliczają eksperci z GIP-u.

Natomiast mec. Raczkowski jest zaskoczony tym, że wielu pracodawców nie wywiązuje się z obowiązku zawarcia pisemnej umowy lub przynajmniej potwierdzenia warunków zatrudnienia na piśmie. Ekspert obawia się, że to nie wynika z nieznajomości przepisów, ale z lęków przed zaciąganiem zobowiązań związanych z zatrudnieniem. Decydują się oni więc na przyjmowanie personelu na czarno i są na tym przyłapywani. Dla inspektora osoba pracująca na czarno jest pracownikiem, z którym nie zawarto pisemnej umowy lub nie potwierdzono na piśmie warunków zatrudnienia.

– Problemy organizacyjne i ekonomiczne nie mogą tłumaczyć braku poszanowania prawa, w tym przepisów określających właściwy poziom BHP. W szczególności nie niwelują obowiązków pracodawców wobec osób świadczących pracę, bez względu na podstawę prawną tego świadczenia – podsumowują eksperci z Głównego Inspektoratu Pracy.

Aż 70% ankietowanych Ukraińców wróciło z pracy do kraju przez pandemię

W marcu ubiegłego roku, gdy w Polsce odnotowano pierwsze przypadki zakażenia koronawirusem, a potem wprowadzano obostrzenia, część pracodawców kreśliła czarny scenariusz. Obawiano się, że w efekcie zabraknie rąk do pracy zza wschodniej granicy. A jak pokazuje badanie OLX Praca „Zatrudnianie pracowników z Ukrainy”, 60 proc. stwierdziło, że restrykcje związane z pandemią nie utrudniły poszukiwań chętnych do pracy.

Marzec i kwiecień to miesiące, podczas których wielu pracodawców szuka osób do np. pracy sezonowej. Właściciele sadów i szklarni w ubiegłym roku obawiali się, że zamknięcie granic i kolejne obostrzenia spowodują problemy z zapełnieniem kadry pracowniczej. Część z nich to obcokrajowcy, głównie obywatele Ukrainy. Okres wakacyjny był jednak czasem luzowania obostrzeń oraz restrykcji i poprawieniem sytuacji na rynku pracy – to właśnie w tym okresie część cudzoziemców, która ze względów pandemicznych opuściła Polskę kilka miesięcy wcześniej, wróciła nad Wisłę i ponownie rozpoczęła pracę.

Zestawienie roczne również nie wypada najgorzej. Jak wynika z oficjalnych danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców z grudnia 2020 r. – mimo trudnego roku – utrzymała się tendencja wzrostowa odnośnie do liczby wniosków dotyczących legalizacji pobytu w Polsce. Przez 12 miesięcy złożono o 12 proc. więcej wniosków niż w roku 2019. Łącznie było ich ponad 280 tysięcy. Najliczniejszą grupą ubiegającą się o udzielenie zezwolenia na pobyt byli obywatele Ukrainy (74 proc. wniosków – ponad 200 tys. osób). Większość osób (76 proc.) swój wniosek motywowała aktywnością zawodową.

Ukraińcy na polskim rynku pracy

Aby przeanalizować skutki pandemii z ostatniego roku, OLX Praca przeprowadził w marcu tego roku badanie „Zatrudnianie pracowników z Ukrainy”, podczas którego zapytano grupę, w większości składającą się z właścicieli firm oraz kierowników działu HR, o zatrudnianie w ich firmach obywateli Ukrainy. Ankietowani pochodzili głównie z branż: budowlanej, usług i gastronomii oraz logistyki i transportu. Ponad połowa z nich potwierdziła, że w swojej firmie zatrudnia obywateli innych państw.

Większość ankietowanych (60 proc.) stwierdziło, że restrykcje związane z pandemią nie utrudniły poszukiwań pracowników z Ukrainy. Duża część pracodawców szuka pracowników ze wschodu przez osobiste polecenia (54,3 proc.) oraz bezpośrednio przez wyszukiwarki ofert pracy (53,2 proc.). Wśród tych, którzy uznali, że utrudnienia jednak były, ponad 63 proc. za przyczynę wskazało biurokrację. Kolejnymi odpowiedziami były: potrzeba zachowania warunków kwarantanny (42,4 proc.) oraz uwarunkowania prawne (24,2 proc.). Z kolei 62,1 proc. uznało, że ich zdaniem mniej Ukraińców szuka pracy za granicą.

W firmach wprowadzano wiele nowych rozwiązań, aby spełnić wymagania wynikające z obostrzeń. W ponad 87 proc. przypadków pracowników wyposażono w środki ochrony osobistej (maseczki i środki antyseptyczne), niespełna 60 proc. respondentów wskazało na obowiązkowy wymóg zachowania 1,5-metrowego odstępu społecznego, a 21,8 proc. ankietowanych pracodawców zapewniło załodze możliwość pracy w systemie zmianowym.

Niemal 80 proc. pracodawców odpowiedziało, że osoby zza wschodniej granicy są zatrudniane na taki sam okres jak wcześniej. Ponad 89 proc. respondentów nie obniżyło wynagrodzenia zatrudnionym Ukraińcom, a w 87,3 proc. przypadków warunki pracy nie uległy zmianie.

Ukraińcy o pracy za granicą podczas pandemii

OLX zapytał nie tylko polskich pracodawców, ale również osoby z Ukrainy o kwestie związane z poszukiwaniem pracy za granicą. Niemal połowa z nich potwierdziła, że pracowała lub pracuje na terenie Polski, a głównym czynnikiem determinującym wyjazd za granicę jest wynagrodzenie, które ich zdaniem na Ukrainie jest dużo niższe (59,4 proc.).

Część ocen polskich pracodawców nie pokrywa się z wypowiedziami osób z Ukrainy. Mimo że większość pracodawców uznała, że pandemia koronawirusa nie utrudniła poszukiwań pracowników z Ukrainy, to inne zdanie mają cudzoziemcy. Aż 55 proc. respondentów podkreśliło, że COVID-19 wpłynął na ich pracę za granicą. Ponad 70 proc. z nich wróciło przez pandemię do swojego kraju, część z nich ma możliwość kontynuowania pracy w formie zdalnej. Zdecydowana większość chce nadal pracować poza ojczyzną. Niemal połowa ankietowanych ukraińskich pracowników, którzy wzięli udział w badaniu OLX, zapewniła, że ich wynagrodzenie nie zostało obniżone.

Co pracodawcy oferują Ukraińcom?

Na co mogą liczyć pracownicy z Ukrainy? Najpopularniejszą formą zatrudnienia ukraińskich obywateli jest zdaniem ankietowanych pracodawców z Polski umowa o pracę (65,8 proc.) oraz umowa zlecenie (28,8 proc.). Zdaniem ankietowanych najczęściej Ukraińcy zatrudniani są na stałe z możliwością stałego pobytu (42,3 proc.).

Większość ankietowanych przedstawicieli firm zapewnia stałe godziny pracy (66,3 proc.), ponad połowa respondentów wypłaca premie za dobre wyniki, a 27 proc. badanych zapewnia i opłaca zakwaterowanie. Ponad 88 proc. pracodawców podkreśliło, że w ich organizacjach nie ma żadnych różnic w warunkach pracy dla obywateli Polski i Ukrainy.

U ponad 41 proc. firm respondentów – oprócz wynagrodzeń – są dodatkowe środki motywacyjne dla pracowników – 68,1 proc. wskazało na premię i nagrody za dobre wyniki, a prawie 35 proc. wspomniało o możliwości podnoszenia kwalifikacji oraz o szkoleniach.

A jak wynika z danych płynących zza wschodniej granicy, cały czas pojawia się sporo ogłoszeń kierujących na rynek polski. W okresie od 1 marca 2021 do 15 kwietnia 2021 r. w serwisie OLX.ua pojawiło się 4050 ofert pracy dla Ukraińców chcących podjąć pracę za granicą, z czego 1700 dotyczyło pracy w Polsce. Na oferty w naszym kraju odpowiedziano blisko 7 tys. razy. Średnia pensja oferowana pracownikom z Ukrainy wynosi 4077 zł netto.

Zarówno badania zrealizowane w Polsce, jak i na Ukrainie pokazują, że mimo trudnej sytuacji pandemicznej ukraińscy pracownicy chcą nadal w większości pracować za granicą. Głównym czynnikiem jest wyższe wynagrodzenie. Jak rodzimy rynek pracy będzie oddziaływał na pracowników zza wschodniej granicy po zniesieniu wszystkich obostrzeń? O tym przekonamy się w niedalekiej przyszłości. Skoro jednak zdaniem większości pracodawców obostrzenia nie wpłynęły na zmniejszenie liczby pracowników z Ukrainy w ich firmach, to może oznaczać, że po uspokojeniu sytuacji polski rynek pracy zasili liczna grupa chętnych do pracy ze Wschodu.

Gazy używane w przemyśle i medycynie będą wytwarzane ekologicznie. Producenci rezygnują z paliw kopalnych i sięgają po OZE

Gazy przemysłowe wykorzystywane są w przemyśle chemicznym, rafineryjnym, metalurgicznym i spożywczym, a także w ochronie środowiska czy medycynie. Tlen medyczny podawany jest chociażby w szpitalach pacjentom chorym na COVID-19. Wodór z kolei jest postrzegany jako przyszłość ekologicznego transportu. Proces produkcji gazów przemysłowych jest jednak energochłonny, a przez to i wysoce emisyjny. Dlatego producenci stopniowo przestawiają się na bardziej ekologiczne metody i zamieniają energię z paliw kopalnych na źródła odnawialne. Jednym z przykładów takich inwestycji jest zakład produkcyjny Linde Gaz Polska pod Wrocławiem, który w 100 proc. do produkcji gazów wykorzystuje energię z OZE.

Gazy są wykorzystywane np. do saturacji napojów gazowanych, kriogenicznego zamrażania żywności, pakowania w atmosferach ochronnych, natleniania stawów hodowlanych, uzdatniania wody, chłodzenia reaktorów, w produkcji półprzewodników dla sprzętów elektronicznych czy paneli słonecznych oraz w produkcji tworzyw sztucznych. Tlen podawany jest chociażby w szpitalach pacjentom, azot i dwutlenek węgla są wykorzystywane w przemyśle wydobywczym, zaś wodór, stosowany w technologii czystych paliw, jest postrzegany jako przyszłość ekologicznego transportu.

– Gazy przemysłowe są wykorzystywane w bardzo wielu procesach, aby zwiększyć ich produktywność i oszczędzać energię – mówi agencji Newseria Biznes Eric Schulze, prezes zarządu Linde Gaz Polska. – Ale to prawda, że ich produkcja sama w sobie jest bardzo energochłonna. Są jednak dwa obszary, w których możliwa jest redukcja zużycia energii. Pierwszym jest zielony wodór. Megatrendem na rynku jest jego produkcja z odnawialnych źródeł energii, dzięki czemu możliwy jest bezemisyjny transport. Drugi trend polega na pozyskiwaniu tlenu, azotu i innych gazów powietrznych w sposób ekologiczny, wykorzystując OZE. Takie podejście wdrożyliśmy w zeszłym roku w naszym zakładzie pilotażowym w Niemczech.

Pierwszym w Polsce zakładem produkującym gazy przemysłowe w 100 proc. z energii odnawialnej została z kolei fabryka Linde w podwrocławskich Biskupicach Podgórnych, w tzw. Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Wytwarza się tam tlen, azot i argon o obniżonym śladzie węglowym.

– W Biskupicach Podgórnych zdecydowaliśmy się przejść na odnawialne źródła energii ze względu na duży popyt ze strony naszych klientów w Polsce. Kiedy otworzyliśmy pierwszy taki zakład pilotażowy w Niemczech, byliśmy zaskoczeni, że największe zapotrzebowanie na gazy ze źródeł ekologicznych wykazywała właśnie Polska, a nie – jak można się było spodziewać – Niemcy czy Austria. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się na pierwszy zielony zakład produkcyjny w Polsce – wyjaśnia Eric Schulze.

Proces separacji powietrza, który jest częścią produkcji gazów przemysłowych, jest bardzo energochłonny. Wykorzystanie w nim energii pochodzącej z OZE w zastępstwie paliw kopalnych pozwala uniknąć emisji CO2 o wielkości 60 tys. ton rocznie. To równowartość, jaką w ciągu roku pochłania 3 tys. ha lasu. Taka wartość odpowiada też rocznej emisji  generowanej przez ok. 7 tys. gospodarstw domowych.

– Znaczenie tej decyzji o wykorzystaniu energii odnawialnej do produkcji gazów powietrznych jest ogromne. Mówimy tutaj o redukcji emisji dwutlenku węgla rzędu 60 tys. ton rocznie. Ta wartość odpowiada emisji małego miasta, w którym mieszka 8–10 tys. mieszkańców. Osiągniemy taką redukcję wyłącznie dzięki przejściu zakładu w całości na zieloną energię. W ten sposób zmniejszymy redukcję emisji o około 300 kg CO2 na każdą tonę tlenu lub azotu. To z kolei przekłada się na korzyści dla klientów, którzy mają pewność, że wraz z każdą dostarczaną przez nas cysterną gazów przemysłowych oszczędzają ok. 6 ton CO2. To jest emisja, za którą odpowiada jeden człowiek przez cały rok – precyzuje prezes zarządu Linde Gaz Polska.

Firmy, które zaopatrują się w podwrocławskim zakładzie Linde, dostają certyfikaty o księgowej redukcji dwutlenku węgla na podstawie miesięcznego zużycia zielonego tlenu, azotu i argonu. Cały proces produkcji w Biskupicach Podgórnych jest akredytowany i certyfikowany przez TÜV SÜD, znanego na całym świecie dostawcę usług audytorskich i certyfikacyjnych.

– Dajemy klientom wybór, czy chcą korzystać z konwencjonalnych, czy z ekologicznych gazów. Nie da się ich jednak w żaden sposób odróżnić, więc jest to kwestia zaufania do producenta. Dlatego współpracujemy z TÜV SÜD, który jest wiodącą organizacją certyfikującą w dziedzinie energii, również rozliczania energii odnawialnej. Certyfikacji podlegają nasze procesy, rozliczenia i cały zakład produkcyjny, tak aby klienci mieli pewność, że rzeczywiście trafiają do nich produkty ekologiczne – podkreśla Eric Schulze.

Linde jest jednym z największych na świecie producentów gazów przemysłowych i medycznych na świecie. W ubiegłym roku sprzedaż firmy sięgnęła 27 mld dol., co daje jej znaczący udział w całym globalnym rynku. Wdrożenie ekologicznych metod produkcji to odpowiedź firmy na zmiany klimatyczne, pozwalająca ograniczyć ślad węglowy, wpływ na środowisko i spełnić oczekiwania ze strony organów regulacyjnych. Strategia Linde zakłada redukcję własnej emisji gazów cieplarnianych o 35 proc. do 2028 roku. Z drugiej strony, inwestując w ekologiczną produkcję, firma pomaga też w ograniczeniu śladu węglowego i wpływu na środowisko swoich klientów.

– Wartość i znaczenie tych zobowiązań podkreśla fakt, że 18. rok z rzędu znaleźliśmy się w notowaniach indeksu zrównoważonego rozwoju Dow Jones. To dla nas dodatkowa motywacja, żeby kontynuować ekologiczną rewolucję i transformację branży – mówi prezes Linde Gaz Polska.

Firmie już udało się zrobić duży krok w kierunku realizacji swojej proekologicznej strategii. Pod koniec ubiegłego roku ogłosiła zmniejszenie intensywności emisji gazów cieplarnianych (GHG) o 16 proc. w porównaniu z 2018 rokiem.

– Wykorzystanie źródeł odnawialnych nie kończy się na naszym pierwszym zakładzie produkcyjnym. Z wieloma naszymi klientami z sektora prywatnego – choć zapraszamy do współpracy również sektor publiczny – mamy wspólną wizję produkcji opartej w przyszłości w 100 proc. na energii odnawialnej – podkreśla Eric Schulze.

Raport firmy analitycznej Grand View Research pokazuje, że globalny rynek gazów przemysłowych w 2020 roku był wart ok. 92 mld dol. i według prognoz będzie rósł w średniorocznym tempie 6 proc., przekraczając 147 mld dol. w 2028 roku. Analitycy spodziewają się, że do tego wzrostu będzie przyczyniać się wciąż postępująca industrializacja i urbanizacja, a silny wzrost odnotują zwłaszcza elektroniczne zastosowania gazów przemysłowych ze względu na rosnące zapotrzebowanie na elektronikę, płaskie wyświetlacze panelowe i półprzewodniki.

Wartość kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom jest najniższa od pięciu lat

Wartość kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w 2020 r. jest najniższa od pięciu lat. Ich wartość spadła w stosunku do 2019 r. aż o 26,5%. A w konsekwencji spadła wartość portfela kredytowego mikroprzedsiębiorców, który wyniósł na koniec 2020 r. 73,03 mld zł. Z danych BIK na koniec 2020 r. wynika, że portfel wszystkich spłacanych kredytów przez właścicieli mikrofirm spadł o 1,8 mld zł r/r. Czyżby w dobie pandemii i lockdownu mały biznes nie potrzebował zastrzyku finansowego na rzecz rozwoju swojej działalności gospodarczej? A może banki obawiają się podwyższonego ryzyka?

Płynność finansowa jest ważna dla prowadzonej działalności gospodarczej w każdej sytuacji. To niczym tlen, który dla firmy oznacza utrzymanie ciągłości działania, zapewnienie wypłat dla pracowników oraz możliwość kontynuowania spłaty wszelkich zobowiązań.

W obliczu pandemii, która z powodu zamrożenia wielu obszarów gospodarki zagroziła utrzymaniu płynności finansowej firm, z pomocą ruszyły tarcze osłonowe (Tarcze Finansowe PFR 1.0 i 2.0). Pomoc dla firm dotkniętych pandemią zaoferowały także banki, umożliwiając skorzystanie z możliwości zawieszenia spłaty rat kredytu – moratoria kredytowe, powszechnie zwane „wakacjami kredytowymi”.

Z danych BIK wynika, że na 534 tys. mikrofirm w Polsce posiadających kredyty, 68 tys. skorzystało z moratoriów bankowych na kwotę 29,7 mld zł. Według stanu na 19.04.br. do bazy BIK zaraportowano umowne wakacje kredytowe dla przedsiębiorstw w liczbie 7,1 tys. kredytów na kwotę 5,8 mld zł. W porównaniu t/t, czyli do stanu na 12.04.br. liczba rachunków objętych wakacjami kredytowymi spadła o 219 szt., a kwota o 68 mln zł.

Skorzystanie z instrumentów pomocowych z pewnością pozwoliło złapać oddech niejednemu przedsiębiorcy oraz przetrwać trudny czas dla swojego biznesu. Tymczasem kredytów na finansowanie swojej działalności gospodarczej przedsiębiorcy zaciągają znacząco mniej.

Wartość udzielonych kredytów bankowych w całym 2020 r. wyniosła 17,33 mld zł, co oznacza spadek o 26,5% w relacji do roku 2019. Co więcej, wynik ten jest najniższy od pięciu lat, odkąd akcja kredytowa tylko pięła się w górę.

kredyty sla msp 2

kredyty sla msp

Od 2015 r. regularnie przyrastał też portfel kredytów udzielanych mikrofirmom. Na początku 2016 r. wynosił on 46,7 mld zł i rósł stopniowo, osiągając na koniec 2019 r. rekordową wartość 74,8 mld zł. Teraz portfel wart jest 73 mld, co oznacza koncentrację kredytobiorców firmowych na spłacaniu swoich rat niż zaciąganiu nowych zobowiązań.

– Z perspektywy banków, niską akcję kredytową można tłumaczyć ostrożnym podejściem do rozpatrywania nowych wniosków o kredyt. Dla bankowców kluczowe znaczenie ma dbałość o ograniczanie ryzyka w procesie kredytowym. Warto zaznaczyć, że poziom szkodowości kredytów, mikroprzedsiębiorców, w porównaniu z kredytami mieszkaniowymi czy ratalnymi osób prywatnych jest dużo wyższy – wynosi on ponad 16% – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

– Mówiąc o sytuacji małego biznesu trzeba dodać, że lockdown właściwie wyłączył z działalności część branż, jak chociażby gastronomię, hotelarstwo czy turystykę. Co więcej, w momencie korzystania z moratorium umownego, mikroprzedsiębiorca nie mógł zwiększać zadłużenia. Dlatego, z pewnością również obecnie, w trzeciej fali pandemii, bankowcy dokładnie przyglądają się jakości zobowiązań spłacanych zwłaszcza przez tych kredytobiorców, którzy powrócili do regularnej spłaty po zakończeniu moratoriów oraz w branżach najbardziej dotkniętych przez pandemię – uzupełnia główny analityk BIK.

Co się zmieniło w kodeksie pracy?

Ubiegły rok pandemiczny przyniósł nam wiele zmian w Kodeksie pracy. Kryzys spowodowany przez koronawirusa wymógł na ustawodawcy wprowadzenie rozwiązań, które pomogły w utrzymaniu pracowników i umożliwieniu im pracy z domów. W bieżącym roku resort nie osiada na laurach. Wprowadził już w życie kilka nowelizacji, które obowiązują od stycznia – a kolejne są w przygotowaniach. Najważniejszą zmianą, która oddziałuje na wiele elementów prawa pracy, jest podwyższenie płacy minimalnej. Od 1 stycznia 2021 roku najmniejszą wypłatą za pełen etat pracy jest 2800 złotych brutto, a stawka godzinowa przy umowach cywilnoprawnych zwiększyła się do 18,30 złotych brutto. Jakie konsekwencje pociąga za sobą ta zmiana?

– Zmiana minimalnego wynagrodzenia zmienia wysokość innych świadczeń, ustalonych na podstawie płacy minimalnej. Między innymi stawkę godzinową dla umów cywilnoprawnych, ale także inne świadczenia. Wzrośnie na przykład dodatek za pracę w porze nocnej, jest bowiem kalkulowany w oparciu o stawkę godzinową, wynikającą z minimalnego wynagrodzenia za pracę – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Bocianowski, adwokat, mediator i specjalista z zakresu prawa pracy. – Wyższe będzie odszkodowanie za naruszenie zasady równego traktowania w zatrudnieniu oraz za mobbing. Osoba, która doświadczyła dyskryminowania lub mobbingu, ma prawo do odszkodowania w wysokości nie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę. Wzrośnie także pułap odprawy z tytułu zwolnień grupowych, które nie mogą przekraczać kwoty 10-krotnego minimalnego wynagrodzenia za pracę. Pokłosiem tych zmian będzie również wzrost odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, który jest ustalany na podstawie przeciętnego wynagrodzenia. Kolejną równie ważną zmianą jest obowiązek zgłaszania do ZUS-u umów o dzieło. Budzi on sporo kontrowersji. W przypadku zawarcia umowy o dzieło z osobą, która nie pozostaje z firmą w stosunku pracy, pracodawca jest zobowiązany do zgłoszenia treści takiej umowy przez formularz RUD. Widzimy więc, że resort pracy nie próżnuje. Musimy przyzwyczaić się do zmian i spodziewać się kolejnych – wylicza Bocianowski.

Rekordowe wyniki w Grupie Plast-Box

Notowany na GPW producent opakowań z tworzyw sztucznych Plast-Box, osiągnął w 2020 roku historycznie najlepsze rezultaty zarówno na poziomie zysku EBITDA, jak i zysku netto. Grupa Kapitałowa  zamknęła ubiegły rok niemal z dwukrotnie wyższym zyskiem w porównaniu z odnotowanym w 2019 roku. W całym 2020 roku  zarobiła „na czysto” 15,3 mln zł czyli o 6,5 mln więcej niż rok wcześniej. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży sięgnęły 205,8 mln zł, a zysk EBITDA po wzroście o 59,2% r/r wyniósł 37,4 mln zł. W tym czasie Grupa kontynuowała kluczowe inwestycje rozwojowe, na które przeznaczyła łącznie 16 mln zł.

Mimo nadzwyczajnych okoliczności, w jakich przyszło nam funkcjonować w obliczu globalnej pandemii, roczna sprzedaż w Grupie uplasowała się na poziomie tylko nieznacznie niższym od poziomu wypracowanego w 2019 roku, co oceniam niezwykle pozytywnie – komentuje  Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A. – Wypracowany w ostatnich latach model biznesowy, oparty na geograficznym, branżowym i asortymentowym zróżnicowaniu portfela, zdecydowanie się sprawdził. Pandemia pokazuje bardzo wyraźnie, jak istotna w takich sytuacjach jest dywersyfikacja biznesu. To szczególnie ważne mając na względzie, że pomimo wyjątkowo wymagającego czasu, udało nam się zrealizować wszystkie zaplanowane inwestycje i to w nakładzie znacznie większym niż w latach ubiegłych – podkreśla.

Na rezultaty roku 2020 w dużym stopniu miały wpływ korzystne ceny surowców na światowym rynku. Nie bez znaczenia była też utrzymana dyscyplina kosztowa, konsekwentnie realizowane założenia biznesowe, jak również działania optymalizacyjne podejmowane w spółkach Grupy w ciągu roku.

W ujęciu jednostkowym wyniki wypadają również imponująco. W ciągu 12 miesięcy 2020 roku spółka matka przy przychodach na poziomie 147,2 mln zł wygenerowała 23,5 mln zł wartości EBITDA i 16% marży EBITDA, co oznacza wzrost tych wartości względem ubiegłego roku o 6,4 mln zł (EBITDA) i 4,8 p.p. (marża EBITDA).

Plast-Box większość sprzedaży generuje za granicą. Na rynkach europejskich Grupa wypracowała 55% przychodów. W 2020 roku największymi zagranicznymi rynkami zbytu były Francja, Austria i Wielka Brytania.

Wydłuża się kolejka potrzebujących rehabilitacji postcovidowej. Czas rozpoczęcia zabiegów gra istotną rolę

Na początku kwietnia ruszył w Polsce szeroki program rehabilitacji postcovidowej. Mogą z niego skorzystać wszyscy pacjenci, który przechorowali COVID-19 i borykają się z problemami wydolnościowymi dłużej niż cztery–sześć tygodni. Usługi mogą świadczyć wszystkie placówki, które mają podpisane umowy z NFZ i odpowiednie zasoby kadrowe. – Rehabilitacja jest prowadzona przez trzy tygodnie, a po tym czasie badamy efekty. W większości przypadków następuje poprawa możliwości wysiłkowych, jakości życia pacjenta, zmniejszenie duszności i powrót do codziennej sprawności – mówi prof. Jan Szczegielniak ze Szpitala MSWiA w Głuchołazach, który rozpoczął pierwszy pilotażowy program takiej rehabilitacji.

Pomogliśmy do tej pory około 600 osobom, ale na rehabilitację w naszym szpitalu czeka trzy–cztery razy więcej pacjentów. Jej program jest związany z odpowiednią kwalifikacją chorego, ponieważ modele rehabilitacji różnią się intensywnością wysiłku fizycznego. Rehabilitacja jest ukierunkowana głównie na zwiększenie możliwości wysiłkowych chorego, w związku z tym kwalifikacja obejmuje ocenę tolerancji wysiłkowej, ocenę sprawności, duszności, czynności wentylacyjnej, pulsoksymetrię czy ocenę postawy ciała, ale zwracamy również uwagę na inne objawy – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr hab. Jan Szczegielniak, profesor Politechniki Opolskiej, krajowy konsultant w dziedzinie fizjoterapii, współautor pilotażu rehabilitacji po przebytym COVID-19, który jest realizowany w Szpitalu MSWiA w Głuchołazach.

Na podstawie tej kwalifikacji pacjent jest przydzielany do określonego modelu rehabilitacji. Codziennie otrzymuje od pięciu do ośmiu procedur medycznych, w zależności od potrzeb i możliwości – są one ukierunkowane na zwiększanie możliwości wysiłkowych, ale też zawierają elementy np. treningu relaksacyjnego. Program trwa trzy tygodnie, po których wykonywane są wstępne badania określające jego efekty.

– W większości stwierdzamy poprawę możliwości wysiłkowych, poprawę jakości życia pacjenta, zmniejszenie występującej duszności umożliwiające wykonywanie tych podstawowych czynności dnia codziennego – wyjaśnia profesor Politechniki Opolskiej.

W Polsce jest prawie 2,7 mln osób, które przechorowały COVID-19. Część z nich odczuwa znaczne pogorszenie funkcji płuc, obniżoną tolerancję na wysiłek fizyczny, zmniejszenie siły mięśniowej, przewlekłe zmęczenie lub powikłania neurologiczne i kardiologiczne. Dotyczy to zarówno pacjentów, którzy byli hospitalizowani, jak i osób, które przeszły koronawriusa skąpoobjawowo lub bezobjawowo.

Pomocy w powrocie do normalnego funkcjonowania wymagają zarówno osoby starsze, jak i młodzi pacjenci, a skala potrzeb jest coraz większa. W szpitalu w Głuchołazach wolne terminy na rehabilitację pulmonologiczną po COVID-19 są dopiero na sierpień 2022 roku. Dlatego 2 kwietnia Ministerstwo Zdrowia uruchomiło program rehabilitacji postcovidowej w całym kraju. W programie może uczestniczyć każdy podmiot medyczny, który świadczy usługi rehabilitacyjne i ma podpisaną umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia. Świadczenia mogą być udzielane zarówno na oddziałach rehabilitacyjnych, jak i w warunkach ambulatoryjnych oraz w domu pacjenta.

– Są osoby, którym wystarczy rehabilitacja ambulatoryjna, są takie, które będą wymagały rehabilitacji stacjonarnej z opieką lekarską, pielęgniarską, konieczną szczególnie przy chorobach współistniejących, i specjalistyczną rehabilitacją zarówno neurologiczną, jak i psychologiczno-psychiatryczną – mówi krajowy konsultant w dziedzinie fizjoterapii. – Wyobrażam sobie także formy telerehabilitacji, które zostały już sprawdzone chociażby u pacjentów kardiologicznych.

Zgodnie z założeniami rządowego programu okres rehabilitacji po COVID-19 może trwać od dwóch do sześciu tygodni, przy czym powinien się rozpocząć nie później niż 12 miesięcy od zakończenia leczenia. Pacjenci mogą liczyć na co najmniej 96 zabiegów, w tym m.in. kinezyterapię ze szczególnym uwzględnieniem treningu wytrzymałościowego, ćwiczenia oddechowe, ogólnousprawniające, inhalacje indywidualne, treningi marszowe, balneoterapię, masaże, hydroterapię, fizykoterapię czy leczenie dietetyczne.

Konieczny jest także monitoring pacjentów po zakończeniu rehabilitacji. Niestety czasami trzytygodniowa rehabilitacja nie powoduje całkowitego ustąpienia dolegliwości. Dlatego informujemy naszych podopiecznych, gdzie mogą się zgłaszać i co mogą zrobić dalej, by kontynuować zabiegi – zaznacza prof. Jan Szczegielniak. – Bardzo ważny jest aspekt monitorowania pacjentów i nad tym myślimy. Zdajemy sobie sprawę z tego, że niektóre objawy mogą utrzymywać się powyżej pół roku.

Zaznacza również, że należy uruchomić takie zasoby ludzkie, aby z jednej strony umożliwić pacjentom covidowym wczesne usprawnianie, a z drugiej strony nie przesłonić potrzeb tych pacjentów, którzy cierpią na inne schorzenia i również potrzebują wsparcia rehabilitantów.

Przesyłki kurierskie już w tym roku staną się bardziej ekologiczne. DHL powiększy flotę elektryków do blisko 150 aut, a w najbliższych latach do ponad 500

Sektor transportu ma znaczący udział w emisji dwutlenku węgla w Europie. Bez zdecydowanych proekologicznych działań może ona wzrosnąć w branży o 60 proc. do 2050 roku – wynika z szacunków Międzynarodowego Forum Transportu. Dlatego coraz więcej firm logistycznych i kurierskich decyduje się na zielone inwestycje w elektryczne auta dostawcze. Poza aspektem ekologicznym mają one także inne korzyści – są niemal bezgłośne, mogą korzystać z buspasów i pozwalają uniezależnić się od wahań cen na rynku paliw. Na samochody elektryczne stopniowo przesiadają się m.in. kurierzy DHL Parcel. Firma będzie sukcesywnie w kolejnych latach inwestować w zieloną flotę.DHL Parcel_odpowiedzialni z natury Eko-flota DHL Parcel Ładowanie samochodu elektrycznego

– Do końca roku planujemy mieć blisko 150 takich pojazdów, a w kolejnych trzech latach około 500 – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Bartłomiej Wnęk, wiceprezes ds. operacyjnych DHL Parcel Polska. – Zgodnie z naszą korporacyjną strategią „Zero Emissions 2050” chcemy zredukować naszą emisję CO2 do atmosfery do zera, w związku z czym będziemy stale inwestować w takie samochody. Każdego roku będzie przybywać od kilkudziesięciu do 100 pojazdów w naszej flocie.

Jak wynika z „Barometru Flotowego 2020” Arval Mobility Observatory, już w tej chwili 30 proc. polskich firm wykorzystuje alternatywne technologie napędu (elektryki, hybrydy, LPG). Jednak jak na razie samochody elektryczne wprowadziło do swojej floty tylko 3 proc. przedsiębiorstw. Branża kurierska w coraz większym stopniu jest jednak świadoma, że inwestycja w elektryki powoli staje się koniecznością, która przynosi wiele korzyści.

– Pojazdy kurierskie realizują średnio od 100 do 200 km dziennie, jeżdżąc przez cały czas w zamkniętym terytorium aglomeracji danego miasta. Dojeżdżają do domów i realizują bardzo dużo dostaw, które rzeczywiście powinny być zeroemisyjne. Dlatego bardzo ważne, żeby krok po kroku elektryfikować tę flotę – mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Elektryki, które w tym roku zasilą ekoflotę DHL Parcel, to eVAN-y produkcji MAN Truck & Bus Polska. W ramach wynajmu długoterminowego z pełną obsługą dostarczyła je firma Arval. Pojazdy cechują się nie tylko zerową emisją, lecz także bardzo niskim poziomem hałasu, co pomoże zwiększyć komfort pracy kurierów w trakcie długich tras.

– Jedną z cech modeli eTGE jest to, że są one wyposażone w silnik elektryczny z akumulatorem litowym, którego ładowanie odbywa się za pośrednictwem sieci zewnętrznej, ale także dzięki rekuperacji energii podczas hamowania. Zasięg pojazdu wynosi około 170 km. Możemy się również pochwalić imponującą ładownością 10,7 metrów sześciennych. Kolejnym aspektem jest to, że eVAN pomoże DHL znacznie ograniczyć koszty działalności, zmniejszyć koszty utrzymania, a także ograniczyć hałas i emisję dwutlenku węgla ze względu na zerową emisję. Warto też wspomnieć o niższych kosztach ubezpieczenia i ulgach podatkowych – wymienia Marc Martinez, dyrektor zarządzający MAN Truck & Bus Polska.

Jak podaje Komisja Europejska, sektor transportu wnosi około 5 proc. unijnego PKB i zatrudnia w Europie ponad 10 mln pracowników. Między innymi dlatego ma kluczowe znaczenie dla europejskich przedsiębiorstw, a także globalnych łańcuchów dostaw.

W Polsce – m.in. ze względu na szybki wzrost gospodarczy – emisje z sektora transportu rosną nawet szybciej niż w skali europejskiej. W latach 2005–2017 zwiększyły się w sumie aż o 76 proc., podczas gdy w UE w tym samym czasie nastąpił 3-proc. spadek – wynika z danych przytaczanych w raporcie przygotowanym w ramach projektu LIFE Climate CAKE PL.

– Emisje sektora transportowego są jednymi z najistotniejszych w łącznej liczbie emisji generowanych zarówno w całej UE, jak i w Polsce. Ten sektor odpowiada za ok. 15 proc. i cały czas jego udział rośnie, co wynika z faktu, że z roku na rok pojazdów przybywa w szybkim tempie. Przez ostatnich 10 lat liczba pojazdów w Polsce zwiększyła się nawet o 10 mln. Dlatego ważne jest, aby szybciej obniżać te emisje, zahamować ich wzrost – podkreśla Maciej Mazur.

Międzynarodowe Forum Transportu (ITF) wskazuje, że obecne działania na rzecz dekarbonizacji tego sektora są zdecydowanie niewystarczające, aby powstrzymać wzrost emisji, nie mówiąc już o odwróceniu trendu. Według ITF emisja CO2 z działalności transportowej wzrośnie o ok. 60 proc. do 2050 roku (w scenariuszu, który zakłada dalsze niewystarczające działania), co będzie wynikać głównie z silnego wzrostu popytu na transport.

Swój udział będzie mieć w tym również branża e-commerce. Dalszy szybki rozwój internetowego handlu może zwiększyć globalne wolumeny przewozów o 2–11 proc. do 2050 roku (w zależności od zastosowanego środka transportu). Emisje CO2 związane z przewozami paczek wzrosłyby zaś o ok. 4 proc. („ITF Transport Outlook 2019”).

– Każdy z nas, jeśli dotychczas nie korzystał w dużym stopniu z usług kurierskich, to w trakcie pandemii miał z nimi do czynienia dużo częściej. Te dziesiątki tysięcy przejazdów realizowanych w ramach miast mogą i powinny odbywać się przy użyciu pojazdów zeroemisyjnych. Dlatego branża kurierska ma istotną rolę w ograniczaniu emisji, a ostatni rok był tego potwierdzeniem – mówi dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. – Liczymy, że firmy działające w tych branżach będą przykładami pozytywnej zmiany.

DHL Parcel realizuje globalny program ochrony środowiska GoGreen i strategię „Misja 2050: Zero Emisji”, która przewiduje, że do 2050 roku firma ograniczy emisję CO2 w swoich procesach logistycznych do zera. Wiceprezes ds. operacyjnych firmy Bartłomiej Wnęk wskazuje, że inwestycje w ekoflotę to niejedyny sposób, w jaki branża kurierska może przyczynić się do redukowania emisji i poprawy stanu środowiska.

– To również m.in. poprawianie infrastruktury operacyjnej sortowni i terminali, inwestowanie w instalacje fotowoltaiczne oraz inne systemy przyjazne środowisku, jak np. odzyskiwanie wody deszczowej – wymienia Bartłomiej Wnęk.

Jak wynika z uruchomionego przez PSPA i PZPM Licznika Elektromobilności, na koniec grudnia w Polsce było zarejestrowanych łącznie 18 875 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. W ubiegłym roku przybyło ich 9879 sztuk (czyli o 140 proc. więcej niż w 2019 roku). Z kolei park elektrycznych pojazdów dostawczych i ciężarowych wynosił na koniec grudnia 839 egzemplarzy, a liczba rejestracji wzrosła o 13 proc.

Eksperci prognozują, że w najbliższych latach rejestracje elektryków osiągną poziom kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy sztuk rocznie. Już w 2021 roku do wzrostu ich popularności powinny przyczynić się m.in. nowelizacja ustawy o elektromobilności, wprowadzenie e-taryfy czy uruchomienie systemu wsparcia dla pojazdów elektrycznych ze środków NFOŚiGW.

UE nie radzi sobie z przywracaniem ruchu lotniczego. Paszport szczepionkowy może się okazać ratunkiem dla europejskich przewoźników

Trwające w wielu europejskich krajach lockdowny nie sprzyjają zwiększaniu liczby połączeń lotniczych w ruchu regularnym i czarterowym. – Unia Europejska niestety najgorzej sobie radzi w lotnictwie ze względu na to, że jest tak duża niepewność – mówi Artur Tomasik, prezes zarządu Katowice Airport i Związku Regionalnych Portów Lotniczych. W konsekwencji europejskie linie lotnicze przeżywają głęboki kryzys. Ratunkiem może się okazać Cyfrowy Zielony Certyfikat, czyli tzw. paszport szczepionkowy, który umożliwi bezpieczne podróżowanie w sezonie wakacyjnym.

Każdy kraj wprowadza swoje obostrzenia, restrykcje, w związku z tym linie lotnicze, aby nie generować kosztów, po prostu uziemiają samoloty. Skutek jest taki, że mamy dzisiaj spadek w ruchu regularnym w Polsce sięgający ponad 90 proc. Nie jest to wina tylko Polski i naszych ograniczeń, ale całej Unii Europejskiej. Mamy kwiecień i w zasadzie wszyscy przesunęli swoje loty na maj, a nawet na czerwiec i lipiec – mówi agencji Newseria Biznes Artur Tomasik. – Musimy doprowadzić do takiego stanu procedury, aby one były jasne, obliczalne i czytelne dla wszystkich uczestników rynku.

Według prognoz Eurocontrol w zależności od rozwoju sytuacji epidemicznej i utrzymywanych restrykcji w Europie w maju br. ruch lotniczy będzie mniejszy o 55–70 proc. w porównaniu do maja 2019 roku. Rok temu spadki sięgały prawie 90 proc. Szansą na ożywienie ruchu w trzecim kwartale mają być paszporty szczepionkowe. Projekt wprowadzenia Cyfrowego Zielonego Certyfikatu Komisja Europejska przedstawiła w marcu br., a obecne plany zakładają, że będzie on funkcjonował już w czerwcu, czyli przed sezonem letnim. Kilka dni temu kraje członkowskie formalnie przyjęły mandat do negocjacji z Parlamentem Europejskim, który jeszcze w kwietniu ma uzgodnić swoje stanowisko w tej sprawie. Rozmowy pomiędzy instytucjami unijnymi a krajami członkowskimi mają rozpocząć się w maju.

Niestety Unia Europejska, co stwierdzam z przykrością, najgorzej radzi sobie z problemem latania po Europie i kryzysem w branży lotniczej – stwierdza Artur Tomasik. – Dlatego paszporty są bardzo dobrą inicjatywą Komisji Europejskiej.

Certyfikat ma ułatwić bezpieczne i swobodne przemieszczanie się między krajami Unii Europejskiej podczas pandemii. Paszport szczepionkowy będzie bowiem stanowił potwierdzenie, że dana osoba została zaszczepiona przeciwko COVID-19, uzyskała negatywny wynik testu na obecność koronawirusa lub przechorowała COVID-19 i jest ozdrowieńcem. Według projektu paszport będzie dostępny bezpłatnie w formie cyfrowej lub papierowej. Będzie zawierał ograniczony zestaw informacji, np. imię i nazwisko, datę urodzenia, datę wydania, informacje na temat szczepionki, wyniku testu oraz identyfikator. Poza tym Komisja Europejska planuje stworzenie specjalnego systemu, który zapewni weryfikację wszystkich certyfikatów.

Specjalny kod QR będzie identyfikował każdego pasażera od strony danych osobowych, a jednocześnie zabezpieczał te dane. Będzie także umożliwiał wprowadzenie do systemu informacji, które zwalniają z kwarantanny i dają możliwość swobodnego poruszania się po Unii Europejskiej. To wszystko spowoduje, że będziemy mieli jednolitą procedurę dotycząca bezpiecznego przemieszczania się w całej UE i na pewno to pozwoli na szybkie wznowienie ruchu lotniczego – zakłada prezes Katowice Airport.

Naszym głównym celem jest zapewnienie łatwego w użyciu, niedyskryminacyjnego i bezpiecznego narzędzia, gwarantującego pełne poszanowanie zasad ochrony danych. Nadal pracujemy też nad wypracowaniem z innymi partnerami spójnego podejścia w skali międzynarodowej – podkreślała w marcu br. Věra Jourová, wiceprzewodnicząca KE do spraw wartości i przejrzystości.

Jak podkreśla prezes ZRPL, podróżowanie samolotem jest bezpieczne pod względem epidemiologicznym. Tym bardziej że branża lotnicza jako pierwsza wdrożyła wszystkie niezbędne procedury, m.in. pomiar temperatury przy wejściu do terminala lotniczego, zachowanie dystansu społecznego, dostęp do środków ochrony osobistej oraz płynów do dezynfekcji.

Jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do obsługi znacznej liczby pasażerów i liczę, że już od czerwca będzie to możliwe. Zapewne jeszcze w tym i następnym roku maseczki ochronne będą obowiązkowe i wejdą do powszechnego użytku, podobnie jak do tej pory było w Azji. Po pandemii będziemy pewnie nosić je profilaktycznie, według własnego uznania. Myślę, że to właśnie dzięki powszechnemu noszeniu maseczek i dezynfekcji rąk nie mamy problemu z innymi chorobami, np. z grypą – podsumowuje Artur Tomasik.

Paszporty szczepionkowe także mają być środkiem tymczasowym. Zostaną zawieszone, kiedy Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosi koniec pandemii.

Nad wprowadzeniem paszportu cyfrowego pracuje także IATA, czyli Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych. Testy nowej aplikacji mobilnej IATA Travel Pass rozpoczęła właśnie linia Emirates, na razie na trasach między Dubajem a Barceloną oraz Londynem.

Polska ma szansę na wdrożenie czystych technologii węglowych obniżających emisyjność kopalni. Niezbędne jest jednak ich wsparcie finansowe

Węgiel można spalać tak, by praca elektrowni spełniała założenia niskoemisyjności – twierdzą eksperci z Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej. Technologie węglowe mogą też posłużyć do produkcji czystego paliwa czy odczynników chemicznych. Polityka Unii Europejskiej uniemożliwia jednak w dalszej perspektywie działanie energetyki węglowej w krajach wspólnoty. Szansą dla branży okołogórniczej może być jednak zapowiadane wsparcie dla Funduszu Badawczego Węgla i Stali na realizację projektów w zakresie czystej technologii węglowej.

– Węgiel może być innowacyjny. Producenci maszyn i górnictwo są wyposażeni w najnowocześniejszy sprzęt, wdrażana jest cyfryzacja, robotyzacja, internet rzeczy, to już działa od szeregu lat i mamy technologie na poziomie światowym. Szkoda by było tego know-how. Powinniśmy robić wszystko, żeby wspierać eksport do tych krajów, w których jest zapotrzebowanie na tego rodzaju maszyny, urządzenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Transformacji górnictwa na Przemysł 4.0 pomagają rozwiązania takie jak opracowany przez polską firmę system e-kopalnia. Służy on do sterowania i monitorowania pracy maszyn. Pozwala na zdalne i lokalne sterowanie, agregację i transmisję danych, wizualizację procesów przemysłowych, a także archiwizację i analizę danych oraz generowanie raportów z pracy kopalni.

Cele klimatyczne obligują jednak Polskę do stopniowego wygaszania górnictwa węglowego. Tymczasem na przykład Chiny czy Japonia swoje bezpieczeństwo energetyczne opierają właśnie na węglu. Niechętnie do dekarbonizacji podchodzą też m.in. Stany Zjednoczone.

– W Polsce będziemy produkować węgiel jeszcze przez dwie dekady. Rynek zbytu jeszcze nie będzie całkowicie zamknięty. Ale żeby konkurować skutecznie z zagranicznymi producentami tego typu urządzeń, musimy być ekonomicznie konkurencyjni i innowacyjni – wskazuje Janusz Olszowski.

Założenia dotyczące dekarbonizacji wynikają przede wszystkim z promowania niskoemisyjnych lub zeroemisyjnych źródeł energii. Tymczasem do produkcji paliw uznawanych za niskoemisyjne, takich jak gaz, zbliżony pod względem właściwości do gazu ziemnego, również może posłużyć węgiel. Jest to także źródło, z którego można pozyskać inne ważne dla przemysłu surowce.

– Możemy produkować z węgla bardzo poszukiwane na świecie chemikalia czy benzynę. Do tej pory były to jednak technologie dość drogie. Opłacalność zależała oczywiście od cen na rynkach światowych, szczególnie gazu i ropy, ale istnieją takie możliwości. Co więcej, są też technologie do produkcji energii elektrycznej, dzięki którym możemy bardzo poważnie ograniczyć emisję dwutlenku węgla, nawet do takiego poziomu, jaki jest przy spalaniu gazu – podkreśla prezes GIPH. 

Komisja Przemysłu, Badań Naukowych i Energii Parlamentu Europejskiego zdecydowała niedawno o utrzymaniu przez Fundusz Badawczy Węgla i Stali corocznego budżetu w wysokości 60 mln euro. Będzie z niego można finansować m.in. badania nad czystymi technologiami węglowymi, a także zagospodarowanie pogórniczych odpadów czy rekultywację hałd.

– Mamy szansę wdrożyć część tych czystych technologii do Polski. Może uda się trochę tego węgla zgazować czy wytworzyć z niego produkty chemiczne. Jest to pewnego rodzaju wyzwanie i szansa. Trzeba jednak znaleźć środki, inwestorów, kogoś takiego, kto by chciał w to zainwestować, bo to są drogie technologie – mówi Janusz Olszowski.

Z danych Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej wynika, że na koniec 2020 roku w polskim górnictwie zatrudnionych było ponad 80 tys. osób., z czego tylko w województwie śląskim ponad 71 tys. W ujęciu rok do roku zatrudnienie w tym sektorze spadło o ponad 3,2 tys. osób. Jednocześnie przemysł okołogórniczy zatrudnia około 400 tys. pracowników. Według Centrum Badań i Rozwoju Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach 88 proc. przedsiębiorstw dostarczających usługi i narzędzia dla górnictwa zanotowało w okresie trwającej transformacji energetycznej spadki przychodów, z czego u 26 proc. były to liczby zagrażające kontynuacji działalności.

Historyczny lot drona na Marsie zakończony sukcesem. Maszyna pomoże w poszukiwaniu życia na powierzchni planety

Dron NASA Ingenuity stał się pierwszym urządzeniem w historii, które wykonało napędzany, kontrolowany lot na innej planecie. To historyczne wydarzenie i dowód na to, że kontrolowany lot na innej planecie jest możliwy, chociaż powietrze na Marsie nie sprzyja lotom. Dzięki możliwości patrzenia z góry misja może przynieść rewolucyjne rezultaty. – Łazik marsjański jest w stanie pokonać stosunkowo małą odległość. Kiedy towarzyszy mu helikopter, który może bardzo szybko pokonać duże odległości, możemy zbadać dużo większą powierzchnię i zidentyfikować interesujące cele – tłumaczy Paweł Kicman, inżynier systemów AOCS w Centrum Badań Kosmicznych.

W poniedziałek śmigłowiec NASA Ingenuity Mars stał się pierwszym w historii, który wykonał kontrolowany lot na innej planecie. Zespół Ingenuity potwierdził, że lot się powiódł, po otrzymaniu danych z helikoptera za pośrednictwem łazika Perseverance. Dron uniósł się na wysokość 3 m i przez 30 s utrzymywał się w powietrzu. Łącznie lot trwał 39,1 s. Był całkowicie autonomiczny – pilotowany przez pokładowe algorytmy nawigacyjne i sterujące.

Ingenuity to pierwsza tego typu maszyna, która lata na obcej planecie. Pomoże w pracy łazika Perseverance, który ma za zadanie szukać dowodów na istnienie życia oraz badać klimat i geologię Marsa.

– To pierwsze tego typu urządzenie uruchomione poza Ziemią. Łazik marsjański jest w stanie pokonać stosunkowo małą odległość, rzędu kilkudziesięciu kilometrów w trakcie kilku lat trwania misji. Kiedy towarzyszy mu helikopter, który jest w stanie podlecieć i bardzo szybko pokonać duże odległości, jesteśmy w stanie zbadać dużo większą powierzchnię, zidentyfikować interesujące cele, których sam robot nie byłby w stanie znaleźć – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Paweł Kicman, inżynier systemów AOCS w Centrum Badań Kosmicznych.

Helikopter ma 49 cm i nie zawiera żadnych instrumentów naukowych. Dron ma zademonstrować, czy przyszła eksploracja Czerwonej Planety może obejmować perspektywę lotniczą. Pierwszy lot był pełen niewiadomych. Czerwona Planeta ma znacznie niższą grawitację i bardzo cienką atmosferę z zaledwie 1 proc. ciśnienia na powierzchni w porównaniu z Ziemią. Oznacza to, że istnieje stosunkowo niewiele cząsteczek powietrza, z którymi mogą oddziaływać łopaty Ingenuity.

Podczas historycznego kontrolowanego lotu łazik Perseverance działał jako przekaźnik komunikacyjny między helikopterem a Ziemią i rejestrował całą operację za pomocą kamer. Łazik szuka śladów mikroskopijnego życia za pomocą PIXL, kamery zamontowanej na ramieniu robota, która widzi przedmioty wielkości ziarnka soli. Na Ziemi udało się w ten sposób znaleźć mikroskopijne skamieniałości bakterii w skałach mających ponad 3,5 mld lat. Narzędziami Perseverance do skanowania życia są spektrometry Ramana, które odczytują odbitą sygnaturę świetlną, a radar RIMFAX jest w stanie wykryć kieszenie wodne do 10 m pod powierzchnią.

– Sam łazik Perseverance ma swoją misję, jednym z jego celów jest dalsze poszukiwanie śladów życia na Marsie. To pierwszy etap długiej, wieloletniej misji, której celem jest zwrócenie próbek ziemi marsjańskiej na Ziemię. Łazik Perseverance ma za zadanie zebranie kilku takich próbek, pozostawienie ich na powierzchni Marsa, za kilka lat przyleci po nie drugi łazik, który je zbierze i przygotuje je do wysłania na orbitę. Trzecia misja zabierze z kolei te próbki z orbity Marsa i przywiezie je na Ziemię – tłumaczy Paweł Kicman.

Waluty emerging markets zwyżkują

Dość zaskakujący spadek rentowności amerykańskich obligacji w zeszłym tygodniu w połączeniu z bardzo dobrymi danymi ekonomicznymi to korzystny układ dla walut rynków wschodzących. Polepszyła się sytuacja również innych aktywów ryzykownych, m.in. akcji, surowców i instrumentów kredytowych.

W świetle powyższych nie dziwi, że dolar nie radził sobie dobrze i osłabił się w stosunku do pozostałych walut G10 i głównych walut emerging markets. Wysokie ceny ropy i miedzi są szczególnie korzystne dla walut Ameryki Łacińskiej i rubla, który zakończył tydzień na plusie mimo ogłoszenia nowych sankcji USA wobec Rosji.

W tym tygodniu uwagę skupi na sobie euro. W czwartek poznamy wieści z posiedzenia decyzyjnego EBC. Nasze przewidywania są zgodne z konsensusem – nie oczekujemy zmian w polityce monetarnej. Ponownie najważniejszy będzie sposób komunikacji, szczególnie w odniesieniu do programu skupu obligacji skarbowych PEPP (pandemic emergency purchase programme). W piątek opublikowane zostaną kwietniowe wstępne odczyty wskaźników PMI. Będzie to pierwszy poważny test raczkującego wzrostu wspólnej waluty, są to bowiem najważniejsze wskaźniki wyprzedzające aktywności ekonomicznej w strefie euro.

PLN

Polski złoty zakończył miniony tydzień osłabieniem w parze z euro – co wygląda na odreagowanie po wcześniejszej silnej aprecjacji – jego skala była jednak niewielka. Sytuacja epidemiczna w kraju ulega poprawie – liczba nowych zakażeń i hospitalizacji maleje, a szczepienia przyspieszają, choć ich tempo obecnie odbiega od średniej dla UE. Wszystko to daje nadzieję na stopniowe otwieranie gospodarki w perspektywie najbliższych tygodni, co wspiera nasze oczekiwania względem mocniejszego złotego.

Z krajowych publikacji makroekonomicznych najważniejszy w tym tygodniu będzie marcowy odczyt sprzedaży detalicznej, który poznamy w czwartek. Mało prawdopodobne jednak, że dane w istotny sposób wpłyną na złotego, który powinien nadal reagować przede wszystkim na zmiany sentymentu do ryzyka, nastawienia do aktywów europejskich oraz poprawiającą się sytuację z krajowego frontu walki z COVID-19.

EUR

Niższa presja na wzrost rentowności jest pozytywna dla Europejskiego Banku Centralnego, który stara się utrzymać warunki finansowe na bardzo korzystnym poziomie. W związku z tym nie spodziewamy się dużej zmiany w komunikacji EBC w najbliższy czwartek. Oczekujemy, że ton Lagarde w kontekście ewentualnego dalszego rozszerzenia programu skupu obligacji skarbowych PEPP będzie wymijający.

Wydarzeniem tygodnia będzie piątkowa publikacja danych PMI. Większość analityków spodziewa się spadku indeksów po zeszłomiesięcznych nadspodziewanie dobrych wynikach. Możliwe jednak, że firmy już czekają na stopniowe luzowanie restrykcji i odczyty ponownie pozytywnie zaskoczą, co wspomogłoby niedawne odbicie euro.

USD

Seria najświeższych danych z USA nie wywarła oczekiwanego wpływu na rentowności obligacji skarbowych, które zamiast wzrosnąć, spadły – w przypadku obligacji 10-letnich do 1,6%. Było wiele pozytywnych niespodzianek, w tym dane o inflacji, deklaracjach bezrobotnych, rozpoczętych budowach domów i duży wzrost sprzedaży detalicznej, co jest kolejną oznaką rosnącego popytu.

Dolar doświadczył wyprzedaży w wyniku rosnącego apetytu na ryzyko i niższych rentowności. Oczekujemy, że dane z tego tygodnia, głównie drugorzędne, będą dalej potwierdzać siłę ożywienia amerykańskiej gospodarki. Odgadnięcie zachowania rentowności obligacji w USA w kolejnych dniach jest obecnie nie lada wyzwaniem. Spodziewamy się jednak, że dalsze dobre dane makroekonomiczne będą paliwem dla kolejnego ich wzrostu do górnej granicy niedawnego zakresu.

GBP

Miesięczne dane o PKB Wielkiej Brytanii wpisują się w oczekiwania spadku w pierwszym kwartale, chociaż szczegółowe dane były lepsze, niż się obawiano. Rynki ignorują wsteczne odczyty, a szterling zachowuje się podobnie jak euro, wzrastając nieznacznie w stosunku do dolara ze względu na niższe rentowności amerykańskich obligacji.

Dane z rynku pracy nie powinny w tym tygodniu wpływać na rynki, ponieważ te odczyty nie pokażą jeszcze wpływu rozpoczętego niedawno procesu otwierania brytyjskiej gospodarki. Istotniejsze będą dane o inflacji, publikowane w środę, i wskaźniki PMI, które poznamy w piątek. Szczególnie te ostatnie powinny pokazać zdrowe odbicie, związane ze znoszeniem restrykcji w kwietniu.

CHF

Frank w zeszłym tygodniu doświadczył wyprzedaży względem euro i radził sobie gorzej od większości walut G10, ale skala tej słabości była ograniczona. Byłaby prawdopodobnie większa, gdyby nie spadek rentowności amerykańskich obligacji, który jest pozytywny dla aktywów o niskich (i ujemnych) rentownościach, takich jak frank. Niemniej sentyment wobec waluty staje się coraz mniej korzystny. Jednymi z danych to obrazujących są te publikowane przez CFTC (Commodity Futures Trading Commission) dotyczące zmiany w pozycjonowaniu spekulujących kontraktami futures. Długie pozycje netto spadły do najniższego poziomu od marca zeszłego roku, a wraz z poprawą sentymentu do ryzyka bardzo prawdopodobne, że w najbliższych tygodniach staną się one ujemne.

Danych makroekonomicznych ze Szwajcarii było w zeszłym tygodniu niewiele, dlatego prawdopodobnie najbardziej interesującą informacją było usunięcie kraju przez Departament Skarbu Stanów Zjednoczonych z listy manipulatorów walutowych, na którą trafił w grudniu. Potencjalny powrót na listę wydaje się na razie mało prawdopodobny, szczególnie że Szwajcarski Bank Narodowy ostatnio jest coraz mniej aktywny na rynku walutowym.

Również w tym tygodniu będzie niewiele nowych danych, więc skupimy się informacjach z frontu walki z pandemią w kraju – większa liczba przypadków zachorowań nie przełożyła się na razie na znaczący wzrost liczby zgonów, a szczepienia nabierają tempa.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

ESG priorytetem w 2021 roku – tak twierdzi 3/4 dużych firm

Z badania przeprowadzonego przez firmę Grayling wśród 550 liderów biznesu wynika, że kwestie ESG będą w tym roku zyskiwały na znaczeniu. 2021 r. będzie też przełomowy ze względu na następstwa COVID-19 oraz zbliżający się szczyt COP26.

Blisko połowa (45 proc.) menedżerów wyższego szczebla w dużych firmach przyznaje, że kwestie ESG będą ważniejsze niż w poprzednich latach. Po wybuchu globalnej pandemii COVID-19 i w obliczu zbliżającego COP26, 82 proc. badanych uważa, że decyzje, które podejmą w najbliższym czasie, będą miały szczególne znaczenie dla biznesu.

To wnioski płynące z ostatniego badania zleconego przez międzynarodową agencję PR i PA Grayling, opisane w raporcie The New Collectivism: Building Better Business. Opracowanie przedstawia zmieniające się postawy liderów biznesu, którzy przeszli drogę od popularnego w latach 70-tych i 80-tych podejścia liczy się tylko zysk do dzisiaj, kiedy firmy i korporacje są coraz bardziej świadome roli, jaką odgrywają w społeczeństwie.

W związku ze zmianą podejścia, prawie dwie trzecie (63 proc.) liderów zgodziło się ze stwierdzeniem, że firmy wspólnie ponoszą odpowiedzialność za społeczeństwo i środowisko, w którym działają. Spośród badanych, którzy zgodzili się z koncepcją zbiorowej odpowiedzialności, 94 proc. stwierdziło, że jest ona ważna dla zapewnienia rozwoju gospodarczego kraju, a 85 proc. uważa, że jest istotna dla przyszłego rozwoju ich firmy.

Tom Nutt, Head of Corporate, UK & Europe w Grayling, powiedział: Wyniki naszego badania potwierdzają to, co obserwujemy już od jakiegoś czasu – firmy na nowo poddają ocenie swój wpływ na otoczenie. Jest to spowodowane trzema czynnikami: obawami dotyczącymi zmian klimatycznych i środowiska, napięciami społecznymi na całym świecie oraz przekonaniem, że zrównoważony biznes to dobry biznes. Ostatni rok był przełomowy dla biznesu, jednak jego efektem było przyspieszenie i nadanie większego tempa istniejącym trendom, a nie pojawienie się nowych. Spodziewam się, że poczucie pilnej potrzeby zmian będzie silnie wybrzmiewać w tym roku na COP26 – bez wątpienia najważniejszej w historii konferencji ONZ w zakresie zmiany klimatu.

Badanie pokazało również, jak ważne w tych przełomowych latach są działania komunikacyjne wokół tematu zrównoważonego rozwoju. Dla prawie połowy (43 proc.) wszystkich zarządzających w dużych organizacjach będzie to główny cel działań komunikacyjnych, a kolejne 33 proc. twierdzi, że będzie to jeden z ich trzech priorytetów.

Jednak wielu liderów biznesu spodziewa się, że komunikowanie kwestii związanych ze zrównoważonym rozwojem będzie stanowiło wyzwanie, między innymi ze względu na: ciągły nacisk na temat COVID-19, który ogranicza możliwości skupienia się na zrównoważonym rozwoju (26 proc.), upolitycznienie tego obszaru (14 proc.) oraz presję ze strony klientów, konsumentów lub rządów, aby dokonywać zmian szybciej, niż jest to możliwe (14 proc.).

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone przez Opinium Research w dniach 3-8 lutego 2021 roku. Opinium przepytało 550 osób na stanowiskach kierowniczych w firmach z całego świata.

BioMaxima prezentuje raport roczny za 2020 r.

Ponad dwukrotny wzrost sprzedaży wyrobów własnych w stosunku do 2019 roku, wzrost sprzedaży towarów o ponad 50% procent, wzrost sprzedaży eksportowej o 246% oraz 65,5 mln złotych przychodów netto i zrównanych z nimi – to kluczowe liczby z opublikowanego przez BioMaxima SA raportu rocznego za rok 2020. Dzięki inwestycjom w infrastrukturę w latach 2018 i 2019 możliwe było skuteczne podjęcie wyzwań związanych z walką z pandemią COVID-19. Spółka zanotowała też duży wzrost rozpoznawalności międzynarodowej, a w 2021 roku planuje konsekwentny rozwój, m.in. inwestując w infrastrukturę produkcyjną.

W roku 2020 sprzedaż wyrobów własnych BioMaxima przekroczyła 40 mln złotych i wyniosła 40.442 tys. złotych. Jest to związane ze skuteczną realizacją przyjętej wcześniej strategii zarządu, zmierzającej do zastępowania sprzedaży towarów własnymi wyrobami. Sprzedaż samych towarów wzrosła z kolei w roku 2020 z kwoty 13.007 tys. złotych do kwoty 19.672 tys. złotych. Zysk z działalności operacyjnej wyniósł 9.660 tys. złotych, a zysk netto zamknął się w kwocie 7.644 tys. złotych. Niewielkie korekty zeszłorocznego zysku netto były związane z dokonaniem aktualizacji wartości aktywa finansowego związanego z zaangażowaniem w spółce BioAvlee SA, oraz zwiększeniem rezerw na odprawy emerytalno-rentowe i niewykorzystane urlopy wypoczynkowe.

Walka z COVID-19: szybko, skutecznie, międzynarodowo

– Rok 2020 rozpoczynaliśmy z dużym optymizmem, przygotowani do kontynuowania rozwoju m.in. dzięki poczynionym w 2018 i 2019 roku inwestycjom – budowie nowej powierzchni produkcyjnej oraz Centrum Badawczo-Rozwojowego. Dzięki temu, gdy nieoczekiwanie wybuchła pandemia COVID-19, mogliśmy szybko i skutecznie włączyć się w walkę z zagrożeniem. W marcu 2020 roku bardzo sprawnie przeprowadziliśmy podwyższenie kapitału zakładowego o 2.000.000,00 złotych, uzyskując konieczny do spodziewanych działań kapitał obrotowy. To wszystko, w połączeniu z naszymi istniejącymi już więziami kooperacyjnymi i handlowymi, pozwoliło sprostać potrzebom mobilizującego się do walki z pandemią rynku – mówi Łukasz Urban, prezes zarządu w BioMaxima SA.

Spółka szybko wprowadziła do oferty – początkowo jako dystrybutor, a później jako wytwórca – testy zarówno immunochromatograficzne, jak i genetyczne PCR w kierunku COVID-19. Wraz z szybkimi testami serologicznymi oraz dostępnymi od jesieni 2020 roku szybkimi testami antygenowymi były one kluczowym czynnikiem wzrostu sprzedaży zarówno krajowej, jak i zagranicznej. Co istotne, wyroby BioMaxima uzyskały bardzo dobre wyniki w testach prowadzonych przez wiodące na świecie ośrodki naukowe, m.in. Instytut Pasteura czy Uniwersytet Karola w Sztokholmie. Spowodowało to zwiększenie międzynarodowej rozpoznawalności marki BioMaxima i zainteresowanie nowych podmiotów współpracą ze spółką. W 2020 roku sprzedaż eksportowa wyniosła 19.480 tys. złotych, a blisko 35% eksportu przypadło na obszar Unii Europejskiej. Spółka pozyskała nowych odbiorców również na rynkach pozaeuropejskich, z których głównymi są kraje byłego Związku Radzieckiego oraz Bliski Wschód. Sprzedaż zwiększyła się również w Afryce oraz na Dalekim Wschodzie.

Więcej mocy, nowe projekty

Mimo poczynionych w 2018 i 2019 roku inwestycji, zwiększenie skali działalności spółki spowodowało całkowite zagospodarowanie istniejących w firmowych budynkach rezerw powierzchni. Dlatego w 2020 roku została zawarta umowa przedwstępna zakupu kolejnej nieruchomości, sąsiadującej z istniejącym zakładem produkcyjnym i ośrodkiem badawczo-rozwojowym spółki. Jej finalizacja planowana jest na II kw. 2021 roku. Pozwoli to m.in. zwiększyć zdolności produkcyjne w zakresie podłoży mikrobiologicznych.

Nowy zakład produkcyjny wykorzystamy do produkcji systemów AST, czyli pasków MIC służących do oznaczania lekowrażliwości. Wspólnie z lubelskimi uczelniami realizujemy w tym zakresie projekt rozwojowy, polegający na przygotowaniu własnej technologii produkcji testów MIC dla minimum 30 podstawowych antybiotyków. Dzięki nowej przestrzeni zyskamy także możliwość rozbudowy mocy wytwórczych szybkich testów immunochromatograficznch. W budynku umieszczona zostanie linia produkcyjna systemów diagnostyki molekularnej, w tym testów PCR, w przypadku których planujemy rozszerzyć zakres wytwarzanego asortymentu poza zastosowania kliniczne, przygotowując rozwiązania dla przemysłu spożywczego oraz kosmetycznego – mówi Łukasz Urban, prezes zarządu w BioMaxima SA.

Na stabilnym kursie

Raport roczny BioMaxima S.A. za rok 2020 jest ostatnim raportem sporządzanym przez spółkę zgodnie z ustawą o rachunkowości. Od roku 2021 spółka raportować będzie zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej. BioMaxima S.A. na bieżąco rozlicza pozyskane fundusze unijne, które zmniejszają poziom zaangażowania kredytowego spółki. Korzysta ona także z ulgi w podatku dochodowym od dochodu osiągniętego z tytuł sprzedaży produktów wytworzonych w Specjalnej Strefie Ekonmicznej EURO – PARK MIELEC Podstrefa Lublin, co miało istotne znaczenie w roku 2020, gdzie dynamika wzrostu zysku spółki była bardzo duża. Przejrzysta, stabilna sytuacja pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Rok 2020, mimo olbrzymich wyzwań związanych z pandemią COVID-19, uznajemy za bardzo udany. Szczególnym optymizmem napawa nas fakt, że uzyskaliśmy wzrost sprzedaży prawie we wszystkich segmentach naszej aktywności – i to mimo faktu, że w 2020 roku nastąpiło ograniczenie diagnostyki w obszarze produktów niezwiązanych z walką z pandemią COVID-19. Traktujemy to jako dobry prognostyk na przyszłość – podsumowuje Łukasz Urban.

Globalne przychody z e-commerce wzrosły w I kw. 2021 o 58% r/r

Jak wynika z Indeksu Zakupów (Shopping Index) opartego na danych dotyczących ponad miliarda konsumentów z całego świata, obroty handlu elektronicznego nadal rosły. Globalne przychody z handlu elektronicznego wzrosły w I kwartale o 58% rok do roku. Co ciekawe, jedną z najbardziej zyskujących kategorii są luksusowe torebki, tuż obok sprzętu AGD oraz sprzętu sportowego. Wyraźnie rośnie także poziom zakupów dokonywanych przez urządzenia mobilne. Raport pokazuje, że sprzedawcy powinni posiadać na swoich witrynach dobrze działające wyszukiwarki produktów.

Śledzenie wywołanego pandemią gwałtownego wzrostu w obszarze handlu elektronicznego Salesforce zapoczątkował w ramach 2020 Q1 Shopping Index, kiedy to w marcu ubiegłego roku konsumenci przenieśli swoje zakupy do internetu. Wraz z opublikowaniem indeksu za pierwszy kwartał 2021 roku widzimy, jak pandemia przyniosła ze sobą nową falę kupujących online, którzy pozostaną z nami na dobre.

Główny wniosek, który pokazał Shopping Index za pierwszy kwartał 2021 to fakt, że globalne przychody z handlu elektronicznego wzrosły w I kwartale o 58% rok do roku. Złożyły się na to dwa czynniki: ogólny wzrost ruchu w sieci (27%) i zwiększenie kwoty pieniędzy wydawanej przez kupujących w przeliczeniu na wizytę w witrynie (31%).

W samych tylko Stanach Zjednoczonych przychody z handlu elektronicznego w wzrosły w I kwartale o 45% rok do roku, co nadal znacznie przewyższa poziom sprzed pandemii i stanowi nieznaczny wzrost w porównaniu z IV kwartałem (43%).

Jakie kategorie najbardziej zyskiwały w Q1 2021, a jakie najbardziej traciły? Wnioski wcale nie są takie oczywiste.

Kategorie produktów o największej dynamice wzrostu w I kwartale r/r:

    • Sprzęt sportowy (101%)
    • Urządzenia gospodarstwa domowego (96%)
    • Luksusowe torebki (95%)
  • Kategorie produktów o najsłabszej dynamice wzrostu w I kwartale r/r:
    • Odzież dla aktywnych (42%)
    • Dom, kuchnia, sztuka i dekoracje (40%)
    • Torebki i bagaż ogólnego użytku (8%)

Dane za I kwartał wskazują, że nawyki ukształtowane w ciągu roku i w sezonie świątecznym 2020 są trwałe, a sprzedawcy i konsumenci w odpowiedzi na pandemię przenoszą się do Internetu. W miarę jak kraje takie jak Stany Zjednoczone zaczynają się ponownie otwierać, sprzedawcy detaliczni i firmy będą musieli ponownie przemyśleć rolę sklepu (i pracowników sklepu) oraz to, w jaki sposób może on służyć jako kluczowy element obsługi klienta cyfrowego w 2021 roku.

Perspektywy na przyszłość

„W ubiegłym roku sprzedawcy detaliczni musieli wykazać się nie lada odwagą, reagując na napływ nowych, cyfrowych klientów i stosując nowe rozwiązania, takie jak odbiór towarów w sklepach przy zapewnieniu konsumentom bezpieczeństwa” — powiedział Rob Garf, wiceprezes i dyrektor generalny ds. handlu detalicznego w firmie Salesforce. „Wzrost obrotów w handlu elektronicznym w pierwszym kwartale jest sygnałem, że sprzedawcy detaliczni będą musieli kontynuować inwestycje w handel cyfrowy, jednocześnie koncentrując się na obsłudze w sklepie. W ostatecznym rozrachunku sklepy muszą zapewniać równowagę między obsługą bezkontaktową, a kompleksową. Wszystko to po to, aby zaspokoić zróżnicowane potrzeby konsumentów”.

Wydatki stymulowane przez państwo – przykład USA

9 marca w handlu elektronicznym na terenie USA zaobserwowano zauważalny skok, a miało to miejsce zaledwie jeden dzień przed uchwaleniem przez Izbę Reprezentantów ustawy o amerykańskim planie ratunkowym (American Rescue Plan Act). Wydatki rosły natychmiast po podpisaniu ustawy 10 marca i osiągnęły szczyt 17 marca (117% r/r), kiedy konsumenci zaczęli otrzymywać czeki stymulacyjne. Kolejny skok nastąpił 24 marca (56% r/r), kiedy to pojawiła się druga fala czeków stymulacyjnych.

Analiza wydatków w okresie od 15 do 19 marca, porównująca rok 2021 z 2020, wykazała, że najlepiej rozwijającymi się kategoriami były luksusowe torebki, odzież dla aktywnych oraz elektronika i akcesoria.

NAJWAŻNIEJSZE DANE PŁYNĄCE Z RAPORTU SALESFORCE SHOPPING INDEX Q1 2021

Rozwój handlu elektronicznego:

  • Światowy ruch w cyfrowych kanałach w I kwartale 2021 r. wzrósł o 27% w porównaniu od I kwartału 2020 r.
  • Światowe wydatki kupujących w I kwartale 2021 r. wzrosły o 31% w porównaniu od I kwartału 2020 r.
  • Globalny handel cyfrowy wzrósł o 58% licząc od I kwartału 2020 r. do I kwartału 2021 r.

W niektórych krajach nastąpił gwałtowny wzrost:

      • W Kanadzie handel cyfrowy wzrósł o 111%.
      • W Holandii handel cyfrowy wzrósł o 108%.
      • W Wielkiej Brytanii handel cyfrowy wzrósł o 91%.

W niektórych krajach i regionach wzrost był większy niż w poprzednich kwartałach.

      • Niemcy wykazały największy roczny wzrost w czasie trwania pandemii, wynoszący 61%. Poprzedni wysoki wzrost wyniósł 40% w IV kw. 2020 r.
      • Kraje skandynawskie wykazały największy roczny wzrost w czasie trwania pandemii, wynoszący 70%. Poprzedni wysoki wzrost wyniósł 51% w IV kw. 2020 r.

W niektórych krajach i regionach odnotowano spadek w stosunku do poprzednich kwartałów.

      • Australia i Nowa Zelandia (ANZ) wykazały najniższy roczny wzrost przez cały okres pandemii na poziomie zaledwie 58%, w porównaniu do 97% w III kwartale 2020 r.
      • Region APAC-EANZJ (Azja-Pacyfik, Azja Wschodnia, Nowa Zelandia i Japonia) wykazał jeden z najniższych wzrostów w czasie pandemii, wynoszący zaledwie 39%, w porównaniu z 90% w III kwartale 2020 r.

Wzrost ruchu i zamówień:

  • W I kwartale 2021 r. wzrost ruchu na całym świecie wyniósł 27% w porównaniu z I kwartałem 2020 r.: 28% na komputerach i 29% na urządzeniach mobilnych.
  • Przyrost zamówień (zmiana liczby zamówień złożonych z każdego urządzenia) wyniósł 46% w I kw. 2021 w stosunku do I kw. 2020 ogółem: 34% na komputerach i 59% na urządzeniach mobilnych. Jest to jednak najniższy ogólny wzrost procentowy od I kwartału 2020 r.
    • Ogólny wzrost ruchu w Kanadzie wyniósł 41%, co stanowi najwyższy wynik od początku pandemii. Ogólny wzrost zamówień w Kanadzie wyniósł 106%: 97% na komputerach i 124% na urządzeniach mobilnych.
    • W Holandii odnotowano największy wzrost ruchu od początku pandemii, wynoszący 40%. Odnotowano również ogólny wzrost zamówień o 84%, najwyższy od początku pandemii.
    • W Hiszpanii w I kwartale 2021 r. ruch wzrósł o 50%, co jest najwyższym wynikiem od początku pandemii. Jednak odnotowano również spadek zamówień o 13%, jedyny spadek od początku pandemii.
    • Wzrost zamówień na urządzeniach mobilnych w Niemczech wyniósł 58% w porównaniu do zaledwie 24% na komputerach.
    • Ogólny wzrost zamówień w regionie APAC-EANZJ był ogółem niższy o 12%, a w przypadku komputerów o 22%. Wciąż jednak był wyższy o 6% na urządzeniach mobilnych.

Udział w ruchu i zamówieniach według typów urządzeń:

  • Udział urządzeń mobilnych w globalnym ruchu wzrósł z 64% w I kw. 2019 r. do 69% w I kw. 2021 r.
  • Udział komputerów w globalnym ruchu zmniejszył się z 30% w I kw. 2019 r. do 27% w I kw. 2021 r.
  • W tym czasie udział urządzeń mobilnych w składanych zamówieniach wzrósł z 47% do 57%.
  • W tym czasie udział komputerów w składanych zamówieniach zmalał z 46% do 40%.

Stosowanie funkcji wyszukiwania:

  • Na całym świecie 8% sesji zakupowych korzysta z pasków narzędzi wyszukiwania na stronach internetowych, generując 24% wszystkich przychodów.
    • W regionie APAC-EANZJ tylko 4% użytkowników korzysta z paska wyszukiwania na stronie, jednak ta część kupujących generuje 16% przychodów.

Współczynnik konwersji w I kw.:

  • Najwyższy współczynnik konwersji w I kwartale odnotowano w Wielkiej Brytanii – 3,5%.
    • Holandia jest tuż za nią z wynikiem 3,3%.
    • Japonia, Włochy i Hiszpania mają najniższe współczynniki konwersji, wynoszące odpowiednio 1,2%, 1,1% i 1%.

Średnia wartość zamówienia:

  • Globalna średnia wartość zamówienia (kwota wydana przez kupującego) była najwyższa w ciągu ostatnich 8 kwartałów i wyniosła 94,72 USD (w porównaniu do 81,60 USD w II kwartale 2020 r.).
    • Średnia wartość zamówienia we Francji, Niemczech, krajach skandynawskich i Wielkiej Brytanii osiągnęła najwyższy poziom od 8 kwartałów.

Wskaźnik porzuconych koszyków:

  • Wskaźnik porzuconych koszyków (procent utworzonych koszyków, które nie zakończyły się złożeniem zamówienia) na urządzeniach mobilnych pozostaje najwyższy i wynosi 93%, podczas gdy wskaźnik dla komputerów jest porównywalnie wysoki i wynosi 87%. Oba wskaźniki pozostały jednak porównywalne z I kwartałem 2019 r.

Ruch generowany przez media społecznościowe:

  • Ogólny udział ruchu generowanego przez media społecznościowe (udział wizyt, w których źródłem odsyłającym są media społecznościowe) wzrósł z 7% do 9% od I kwartału 2019 r.
    • Udział tabletów wzrósł w tym czasie z 5% do 13,9%.
    • Udział urządzeń mobilnych wzrósł w tym czasie z 9% do 11,8%.
    • Udział komputerów spadł w tym czasie prawie o połowę, z 3% do 1,6%.

Bitcoin odbija się po gwałtownym załamaniu wartości

„Cena bitcoina w weekend spadła, osiągając w niedzielę najniższy poziom 50 000 dolarów, tuż przed odbiciem. Powodem tego jest gwałtowny krach, który wpłynął na główne kryptowaluty”.

„Bitcoin, ethereum i XRP, a także większość innych głównych altcoinów, zostały dotknięte nagłym załamaniem wczesnym rankiem w niedzielę, co spowodowało gwałtowny spadek cen”.

„Przerwy w dostawie prądu w Chinach, które w konsekwencji spowodowały ogromny spadek wartości hashrate bitcoinów, są wymieniane jako potencjalna przyczyna tego spadku ”.

„Ceny spadły do najniższych poziomów z dnia na dzień, ale bitcoin powrócił dziś rano do poziomu 56 000 dolarów, a pozostałe kryptowaluty, takie jak Cardano, również powoli odzyskują na wartości, chociaż w obu przypadkach są one około o 10 proc. tańsze od szczytowych wartości ”.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Wystarczyła chwila, by bitcoin potaniał o 15 tys. dolarów! Co się stało?

Cena bitcoina nagle spadła z rekordowego poziomu blisko 65 tys. do poniżej 50 tys. USD. W weekend dość stabilny ostatnio rynek kryptowalut okazał swoje dynamiczne i ryzykowne oblicze. Czy za potężnym tąpnięciem może stać przerwa w dopływie prądu w jednej z chińskich prowincji?

Ceny bitcoina, lecz także pozostałych kryptowalut, runęły w weekend w skali, której nie widzieliśmy od blisko dwóch miesięcy. Wtedy, według danych CryptoQuant, w niedzielę 21 lutego na giełdy kryptowalut miało wpłynąć łącznie netto 37 tys. bitcoinów o rynkowej wartości (wg tamtejszych notowań) ponad 2 mld USD. Nadzwyczajna podaż doprowadziła wówczas do 20-procentowej obniżki cen.

Tropy wiodą do Sinciang

W tej chwili, szukając przyczyn ogromnych zmian cen kryptowalut, mówi się o napływie 9 tys. bitcoinów przed weekendem oraz potężnej awarii zasilania i blackoucie w chińskiej prowincji Sinciang – informuje Daniel Kostecki, główny analityk spółki Conotoxia Ltd., która świadczy usługi Forex dla użytkowników portalu Cinkciarz.pl.

Raporty wskazujące na przerwy w dostawie prądu zostały opublikowane pod koniec zeszłego tygodnia, przy czym przerwy w dostawie prądu miały na celu ułatwienie inspekcji bezpieczeństwa w odpowiedzi na niedawny wypadek powodziowy w lokalnej kopalni węgla, w której 21 górników zostało tymczasowo uwięzionych pod ziemią, gdy padło zasilanie i komunikacja.

Region Sinciang, zajmujący blisko jedną szóstą powierzchni Chin, sąsiaduje z Tybetem, cechuje się niewielkim zaludnieniem, a słynie nie tylko z tradycyjnych kopalni, lecz także komputerowego „górnictwa” kryptowalut. Według Cambridge Bitcoin Energy Consumption Index region ten generuje niemal jedną czwartą globalnego wskaźnika hash rate, który pokazuje moc obliczeniową sieci bitcoin, co odpowiada za szybkość przetwarzania danych i bezpieczeństwo sieci blockchain.

Rekordowa likwidacja

W weekend, w którym doszło do przerw w dostawie energii elektrycznej, odnotowano natomiast największy dzienny spadek całkowitego hash rate sieci bitcoin od listopada 2017 r. Z dużym prawdopodobieństwem mogło to wpłynąć na obniżkę cen kryptowalut. Na dodatek, niemal jednocześnie inwestorzy bardzo szybko upłynniali lewarowane pozycje długie, czyli zakładające wzrost ceny, w kryptowalutach. Pozycja lewarowana to forma inwestycji na giełdzie, w której inwestując niewielką ilość środków, można obracać środkami o wiele większymi dzięki dźwigni finansowej. Wymaga to jednak utrzymywania zabezpieczenia w środkach na koncie. W przypadku, gdy zabezpieczenie się kończy, pozycje są automatycznie zamykane – dodaje Daniel Kostecki z Conotoxia Ltd.

Jak podaje serwis Bybt, w niedzielę padł nowy rekord w likwidacji takich pozycji. Ponad milion zostało wyczyszczonych z arkuszy zleceń na giełdach, a łączna suma upłynnionych pozycji wyniosła 10 miliardów dolarów. Pojedyncza największa pozycja straciła 68,73 mln USD.

Zdumiewająca obniżka cen bitcoina, ale także ethereum i innych kryptowalut, mogła skłonić inwestorów do zakupów w korzystniejszych cenach. W poniedziałek przed południem kurs BTC/USD szybko odrabiał straty, przekraczając już poziom 57 tys.

W Europie ruszają konsultacje na temat GOVSATCOM

19 kwietnia br. w całej Unii Europejskiej rozpoczynają się badania ankietowe, które pozwolą określić potrzeby użytkowników oraz przypadki zastosowania dla rządowej łączności satelitarnej (GOVSATCOM), w ramach projektu ENTRUSTED. Ankieta jest skierowana do podmiotów rządowych i  instytucji odpowiedzialnych za realizację, bądź nadzór nad misjami, operacjami lub infrastrukturą o  kluczowym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa i regionu. W Polsce za przeprowadzenie ankiety odpowiada Polska Agencja Kosmiczna.

Badania będą prowadzone w okresie od kwietnia do czerwca br., a ich wyniki dostarczą informacji na temat wymogów operacyjnych, jakim powinny odpowiadać usługi GOVSATCOM. Badania ankietowe, koordynowane przez Centrum Satelitarne UE (SatCen), pozwolą przeanalizować aktualne i zmieniające się potrzeby potencjalnych użytkowników GOVSATCOM oraz wykorzystywane obecnie technologie użytkownika. Wymogi użytkowników będą stanowiły podstawę tworzonych przepisów wykonawczych GOVSATCOM. Tym samym będą one kształtować dalsze działania rozwojowe w obszarze rządowej łączności satelitarnej w Europie.

– Zaprojektowanie wspólnej łączności satelitarnej dla państw członkowskich UE to ambitne przedsięwzięcie. Cieszę się, że POLSA może być jego częścią. Jednakże, aby zaprojektować coś dobrze należy najpierw zrozumieć wymagania. I temu ma służyć ta ankieta – powiedział prezes POLSA prof. Grzegorz Wrochna. Dlatego jednym z celów POLSA w konsorcjum jest zabieranie głosu w imieniu polskich podmiotów, w tym także użytkowników końcowych. – ENTRUSTED to projekt, który będzie również edukował o potencjale łączności satelitarnej i sposobie działania. Przed nami bardzo intensywne dwa lata i do zaangażowania w te prace zapraszam wszystkich użytkowników komunikacji satelitarnej – zarówno tych doświadczonych, jak i potencjalnych – dodał prezes Wrochna.

Konsorcjum projektu ENTRUSTED zidentyfikowało już ok. 350 potencjalnych respondentów na terenie Europy, a liczba ta powinna wzrosnąć w okresie prowadzonych badań. W ankiecie mogą wziąć udział zarówno użytkownicy korzystający z usług łączności satelitarnej, jak i potencjalni użytkownicy bez wcześniejszego doświadczenia w tym obszarze.

Nowe rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady ustanawiające program kosmiczny Unii Europejskiej na lata 2021-2027 wprowadza GOVSATCOM jako nowy komponent programu kosmicznego. Jego celem będzie stworzenie niezależnego, autonomicznego i bezpiecznego systemu łączności satelitarnej dla administracji państw członkowskich i agencji Unii Europejskiej. W ramach projektu ENTRUSTED koordynowanego przez European Global Navigation Satellite Systems Agency (GSA), przeprowadzone zostaną ogólnoeuropejskie badania, które będą koncentrować się wyłącznie na perspektywie użytkownika.

W GSA łączymy przestrzeń kosmiczną z potrzebami użytkowników. Zarządzamy i wspieramy konsorcjum projektu ENTRUSTED, ponieważ wiemy, jak ważne jest, aby dotrzeć do użytkowników i zrozumieć ich wymagania dotyczące usług GOVSATCOM. Będzie to kluczowe dla realizacji naszej misji stworzenia GOVSATCOM, istotnego elementu programu kosmicznego Unii Europejskiej – powiedział Rodrigo da Costa, dyrektor wykonawczy GSA.

Amerykanie coraz więcej budują

Piątkowe dane z rynku nieruchomości w USA pokazują, że obecne problemy gospodarcze mają znacznie większe oparcie na rynku pracy niż w branży nieruchomości, co mocno odróżnia obecny kryzys od tego z 2008 roku.

Silny rynek budowlany za oceanem

Ostatnie dane z rynku nieruchomości w USA zaskakują obserwatorów. Zarówno liczba wniosków o budowę, jak i liczba rozpoczętych budów są najwyższe od ponad 15 lat. Dane te są uważnie śledzone, gdyż to właśnie kryzys w branży nieruchomości jest uważany za źródło kryzysu gospodarczego z roku 2008. Dzisiaj jednak mamy dość specyficzną sytuację, pomimo problemów gospodarczych, ludzie jednak więcej czasu spędzają w domach. W rezultacie są skłonni większą część swoich wydatków przeznaczyć na wydatki mieszkaniowe. Nie można zatem od razu zakładać, że pozytywne odbicie na tym rynku świadczy o pozytywnych perspektywach dla gospodarki. Potwierdza tę teorię chociażby słabszy od oczekiwań raport Uniwersytetu Michigan.

Otwarcie rynków w Europie

W nocy poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane makroekonomiczne o handlu zagranicznym z Japonii. Spowodowało to wyraźne umocnienie się jena względem dolara. Ta sama słabość dolara przeniosła się jednak tuż po otwarciu rynków na europejskie parkiety. Dolar znajduje się wyraźnie w odwrocie względem euro. Doszło nawet do przebicia ważnego psychologicznego pułapu dolara i dwudziestu centów za jedno euro. W tle tych wydarzeń inwestorzy również ostrożniej spojrzeli na Polskę i naszą walutę. Złoty jest od rana w odwrocie względem euro.

Niespodzianka na rynku kryptowalut

Weekendy na rynkach to przeważnie bardzo spokojny czas, gdyż mało który walor jest wtedy kwotowany. Z reguły tej wybijają się kryptowaluty, na których obrót możliwy jest 24h na dobę 7 dni w tygodniu. Dobitnie dało to o sobie znać w tą niedzielę. Tego dnia byliśmy świadkami imponującego przez chwilę ponad 15% spadku wartości bitcoina. Analitycy wskazują na kolejny gwałtowny spadek udziału bitcoina w ogóle kryptowalut. Stanowi on już ledwo połowę całego rynku, a jeszcze na początku roku było to 70%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Saule Technologies przyspiesza wejście na GPW, a Columbus Elite poczeka na giełdowy debiut

January Ciszewski, największy inwestor Blumerang Investors S.A., wesprze Saule Technologies w szybkim wejściu na giełdę. Równolegle przesunie się w czasie debiut giełdowy innej spółki z Grupy Kapitałowej – Columbus Elite.

Zarządy Columbus Elite S.A. i Columbus Energy SA podjęły decyzję o przesunięciu w czasie debiutu giełdowego Spółki. W związku z tym January Ciszewski, reprezentujący spółkę Blumerang Investors S.A., aktualizuje koncepcję na Spółke i zaprasza do niej Saule Technologies SA wraz z Olgą Malinkiewicz, która komercjalizuje ogniwa perowskitowe.

– Columbus Elite to bardzo ważne ogniwo w Grupie Kapitałowej Columbus Energy – komentuje Dawid Zieliński, Prezes Columbus Elite S.A. – Dzięki technologii sprzedaży Pawła Bednarka i Rafała Kołłątaja, reprezentujących Zarząd Spółki, skalujemy się wszyscy równolegle. „Zielona Franczyza”, czyli nowa oferta, jaką teraz wspólnie wdrażamy, jest unikatowym systemem współpracy dla sieci sprzedaży i agentów. Rozumiem podejście naszych wspólników, że lepiej chwilę poczekać z debiutem na giełdzie i skupić się na rozwoju biznesu. Sam wiem jak wieloma informacjami musimy się dzielić z rynkiem, a gdybyśmy nie byli publiczni, wolelibyśmy zachować to jako informacje wewnętrzne.

– Wspólnie zdecydowaliśmy się dojść do porozumienia w sprawie rozwiązania umów z Blumerang – wyjaśnia Paweł Bednarek, Prezes Zarządu Columbus Elite S.A. – Tempo naszego rozwoju, wprowadzenie oferty “Zielonej Franczyzy” oraz ambicja konsolidacji rynku sprzedaży agencyjnej wymaga skupienia się przede wszystkim na działalności operacyjnej, aby cała Grupa mogła skalować się w takim tempie. Nie mamy dziś wystarczająco czasu, żeby go poświęcać na prace związane z budowaniem wartości Spółki z punktu widzenia rynku kapitałowego. Chcemy się skupić na pracy, która dzisiaj daje nam wszystkim efekty. W najbliższym czasie podpiszemy nową umowę inwestycyjną z Columbus Energy, jednak główne założenia naszej współpracy się nie zmienią.

– Istotne, abyśmy reinwestowali zysk, jaki generujemy – dodaje Rafał Kołłątaj, Wiceprezes Columbus Elite S.A. – Dlatego inwestycje kapitału w farmy fotowoltaiczne, długoterminowe aktywa, mogą dać w przyszłości świetną wartość również dla inwestorów z rynku kapitałowego. Teraz chcemy skupić się na rozwoju Spółki i agregowaniu sieci sprzedaży w ramach naszej oferty, ale nie wykluczamy – i jest to naszą ambicją – że w niedalekiej przyszłości zawitamy na warszawskim parkiecie. Czujemy, że nasze know-how i jego efekty, ktróre dajemy całej Grupie Kapitałowej Columbus, powinno jeszcze pozostać w sferze niepublicznej.

– Całkowicie rozumiem decyzję Columbus Elite, jest to rozsądna strategia rozwoju biznesu – komentuje January Ciszewski, Prezes JR Holding S.A., reprezentujący też Blumerang Investors S.A. – Grupa Columbus chce skonsolidować rynek nowoczesnej energetyki, a wejście na giełdę Columbus Elite może poczekać. A ponieważ JR Holding S.A. posiada umowę z Saule Technologies i wspólnie poszukiwaliśmy opcji wejścia na giełdę, zaproponowałem wejście przez Blumerang Investors S.A., zwłaszcza że Spółka była przygotowana do takiej transakcji. Liczę, że szybko będziemy finalizować pozostałe dokumenty.

– Saule Technologies zdecydowało się podpisać umowy z Columbus Energy i JR Holding widząc, jak wiele korzyści nasza firma może zyskać dzięki obecności na giełdzie – twierdzi Olga Malinkiewicz, Co-Founder&CTO Saule Technologies S.A. – Jestesmy w historycznym momencie, nie tylko dla nas, ale możliwe że również dla całego świata odnawialnej energetyki użytkowej. Ogniwa perowskitowe przenieśliśmy z laboratorium na linie produkcyjną. To światowy przełom, a możliwości zastosowania tej technologii są praktycznie nieskończone. Podchodzimy jednak z pokorą do procesu komercjalizacji, aby zrobić to w sposób właściwy. Wejście na giełdę da nam kolejny element, czyli transparentność i wiarygodność.

– Czekaliśmy z niecierpliwością na informację, którą spółkę zaproponuje nam JR Holding – dodaje Piotr Krych, Co-Founder&CEO Saule Technologies S.A. – Rozpoczynamy proces połączeniowy od termsheetu, który jest dla nas początkiem szeregu działań, o jakich na bieżąco będziemy informować rynek kapitalowy.

Polska w zasięgu 5G w ciągu trzech lat

W Polsce w 2023 roku już 90% populacji i 58% terytorium kraju znajdzie się w zasięgu 5G. Według raportu Analysys Mason, zrealizowanego
we współpracy z Ericsson i Qualcomm Technologies wynika również,
że inwestycja w 5G przyniesie Polsce w ciągu dekady korzyści rzędu
4,2 mld EUR, a do 2040 krajowa gospodarka zyska na wdrożeniu sieci piątej generacji blisko 17 mld EUR.

Raport podkreśla, że średnia częstotliwość 5G (3,5 GHz), która jest niezbędna do zapewnienia znaczących zmian gospodarczych, szczególnie w cyfryzacji przemysłu, obejmie 31% populacji kraju do 2025 roku. W ciągu kolejnych 5 lat w zasięgu sieci 3,5 GHz znajdzie się już ¾ Polaków i blisko połowa terytorium naszego kraju.

Dzięki temu, największe wpływy do krajowej gospodarki wygenerują inteligentne fabryki i górnictwo, odpowiednio 3,4 mld euro i 3,6 mld euro. Natomiast pokrycie siecią 5G obszarów wiejskich przyniesie zyski rzędu 8,6 mld euro, głównie w wyniku rozwoju rolnictwa oraz zapewnieniu szerokopasmowego internetu w miejscach do tej pory trudnodostępnych dla tradycyjnej infrastruktury sieciowej. Będzie to wymagało dodatkowych inwestycji w wysokości około 1 mld euro, z czego 0,3 mld euro pochodzić powinno z dotacji publicznych.

Polska i Europa stoją u progu nowej ery. Dzięki sieciom 5G, które mają napędzać falę cyfrowych innowacji, łączność ta ma kluczowe znaczenie dla ożywienia gospodarczego po pandemii. Aby w pełni wykorzystać te możliwości, konieczne jest wdrożenie sieci na szeroką skalę, szczególnie w częstotliwości 3,5 GHz” – mówi Gabriel Solomon, szef działu Government Industry Relations w firmie Ericsson w regionie Europy i Ameryki Łacińskiej. „Dlatego też, decydenci powinni przyspieszyć przydziały częstotliwości dla pasma 5G oraz zmniejszyć utrudnienia związane z wdrażaniem infrastruktury 5G. Dodatkowym motorem inwestycyjnym może być wprowadzenie określonych ulg podatkowych, czy też wsparcie sektora prywatnego przez ukierunkowane dotacje publiczne, szczególnie na obszarach wiejskich” – dodaje.

Gospodarki 27 badanych w raporcie krajów UE oraz Norwegii, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii, dzięki cyfrowej transformacji opartej na technologii 5G mogą zyskać w sumie 250 mld euro.

Polska u progu 5G

Polska wnosi duży wkład w budowę sieci piątej generacji dzięki inżynierom R&D firmy Ericsson w Krakowie i Łodzi oraz produkcji urządzeń 5G w Tczewie. 5G w Europie może być budowana na bazie komponentów i rozwiązań „Made in Poland”. Raport Analysys Mason podkreśla korzyści płynąc z 5G dla polskich przedsiębiorców. Ericsson Polska razem z Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną i Politechniką Łódzką współpracuje z działami badawczo-rozwojowymi, środowiskiem akademickim, start-upami, przedsiębiorstwami i operatorami telekomunikacyjnymi, aby umożliwić pierwszym branżom w Polsce wdrożenie nowych produktów i usług opartych na technologii 5G.

Polska jest już na drodze do upowszechnienia komunikacji w sieciach 5G, które dzięki dużej przepustowości łącza i praktycznie zerowym opóźnieniom otworzą nowe możliwości dla gospodarki. Sprzęt firmy Ericsson jest gotowy do pracy w sieci 5G już od 2015 roku. Jest to możliwe dzięki aktualizacji do 5G za pomocą zdalnej instalacji oprogramowania. Do tej pory do operatorów na całym świecie wysłanych zostało ponad 5 milionów anten 5G. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G.

Ericsson posiada obecnie ponad 135 komercyjnych umów 5G, z których
83 to aktywne sieci działające w ponad 40 krajach. Ericsson jest również liderem w standaryzacji 5G, z większością udziałów dla 4G i 5G. Biorąc pod uwagę deklaracje zgłoszone do Europejskiego Instytutu Norm Telekomunikacyjnych (ETSI), stosując filtr niezbędności, Ericsson jest na szczycie wyścigu patentowego 5G. Według analizy firmy prawnej Bird & Bird, Ericsson posiada największą liczbę znaczących patentów SEP (standard-essential patent) związanych z 5G na świecie (15,8%).

Fundusze inwestycyjne wybierają fintechy

W regionie EMEA inwestycje w fuzje i przejęcia spadły z 61,5 mld USD w 2019 r. do 14,4 mld USD w 2020 r., w opozycji do wyników stały finansowania dokonywane przez VC, które cieszyły się dużym zainteresowaniem. Osiągnęły rekordowy wynik 9,3 mld USD. Większość transakcji w Europie, z całej puli 4,8 miliardów USD, zostało ulokowanych w fintechy.

Raport “KPMG Pulse of Fintech 2020” przedstawia rosnące zainteresowanie fintechami i challenger bankami na Starym Kontynencie. Tym bardziej podczas pandemii, która przyspieszyła cyfryzację społeczeństwa. W raporcie eksperci wyjaśniają, że ekosystemy fintechów odgrywają coraz większą rolę w naszym regionie, ponieważ rządy i organy regulacyjne intensyfikują działania nad rozwojem rozwiązań technologicznych i ich wdrażaniem.

Brytyjski sektor technologiczny, który od lat dominuje europejską scenę technologiczną, również wykazał się odpornością na wydarzenia 2020 roku. Według raportu Tech Nation, fundusze VC zainwestowały w sumie 4,5 miliarda USD w fintechy pomimo pandemii. To znacznie więcej niż łączna inwestycja VC we Francji i Niemczech, która wyniosła około 1,77 miliarda USD. W Szwecji w tym obszarze zebrano 2,9 miliarda USD.

Kluczowe trendy napędzające fintech w regionie EMEA w 2021 roku

Podczas gdy w regionie EMEA występował znaczny niedobór aktywności w zakresie fuzji i przejęć, we Francji zaobserwowano duże inwestycje w fintechy. Nawiązano współprace pomiędzy uznanymi graczami i fintechami oraz nastąpiło szybsze przyjęcie tych rozwiązań przez rynek. KPMG zauważa, że Paryż był jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się ekosystemów fintech i preferowanym miejscem docelowym dla inwestorów VC, szczególnie na późniejszych etapach wzrostu.

Według Stephane Dehaies, partnera KPMG w Wielkiej Brytanii, we Francji można zaobserwować duże zainteresowanie płatnościami mobilnymi, w tym rynkiem „ kup teraz, zapłać później ”, platformami pożyczkowymi, regtech i cyberbezpieczeństwem ze względu na zwiększone zapotrzebowanie na kanały cyfrowe i ich wykorzystanie w nowej rzeczywistości.

Tradycyjni gracze wdrażają teraz technologię w ramach nowej współpracy z fintechami, ponieważ muszą być bardziej wydajni i oferować lepszy UX klientom, ale muszą również wzmocnić swoje cyberbezpieczeństwo, ponieważ jest to kluczowy aspekt zapewniający przyjęcie się usług cyfrowych.

Kooperacje dużych graczy z fintechami są coraz popularniejsze, również na polskim rynku, gdzie w ostatnich tygodniach Bank Pekao nawiązał strategiczne partnerstwo na rynku e-commerce, finalizując transakcję zakupu 38,33% akcji Tpay, integratora płatności. Według Pawła Działaka, prezesa i współzałożyciela Tpay, ta nawiązana bezprecedensowa na polskim rynku współpraca, to połączenie doświadczenia i wiedzy banku, który jest częścią największej grupy finansowej w Europie Środkowo-Wschodniej, z doświadczeniem w obszarze e-commerce jednego z wiodących fintechów w Polsce. Współpraca zaowocuje wprowadzeniem kolejnych zaawansowanych i kompleksowych rozwiązań płatniczych.

Nasi zachodni sąsiedzi, Niemcy, również odnotowali zastój w fuzjach i przejęciach, ale osiągnęli nawet lepsze wyniki niż Francja w obszarze inwestycji VC aż 1,2 miliarda USD zainwestowano w bawarskie fintechy. Dodatkowo, Niemcy spodziewają się pojawienia większej liczby platform e-commerce, które będą potrzebować usług płatniczych.

Polskie inwestycje VC

Polska odnotowała prawie 70% wzrost finansowania VC w 2020 r., osiągając łączną wartość 567 mln USD (477 mln[1] EUR), które napłynęły do polskich start-upów. Jest to nowy rekord dla naszego kraju, który zaczyna być ważnym ośrodkiem start-upów w Europie. Podwoiła się również liczba rund finansowania serii A, było ich 26, a rundy serii B potroiły się, choć nadal są na niskim poziomie – sześciu transakcji.[2]

Jakub Sitarz, Prezes Venture INC, uważa, że polski rynek inwestycji różni się od europejskich trendów. Fundusze VC od zeszłego roku koncentrują się na szeroko pojętej branży healthtech oraz IT, w obszarze software. Pandemia i rozwój technologii wpłynął na zainteresowanie efektywnymi rozwiązaniami telemedycyny, genomiki ale również zwiększonym popytem na dopasowaną suplementację i podmioty oferujące takie rozwiązania online.

Według danych jedna czwarta polskich startupów, które otrzymały finansowanie VC w 2020 r., była z szeroko pojętego obszaru healthcare. Oprogramowanie dla przedsiębiorstw stanowiło (15%) a fintech (9%), co również podkreśla obecną koncentrację inwestorów. [3]

[1]  raport PFR Ventures i Inovo Venture Partners

[2] ibd

[3] ibd

Johnson&Johnson – dobre wyniki pomimo problemów ze szczepionką

„W minionym tygodniu uwaga rynku była skupiona na firmie Johnson and Johnson. Po wtorkowej wspólnej informacji Centrum ds. Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) i Federalnej Agencja ds. Leków (FDA), że badają występujące po użyciu jej szczepionki na COVID-19 rzadkie przypadki incydentów zakrzepowo-zatorowych i rekomendują tymczasowe wstrzymanie jej używania, akcje firmy na otwarciu giełdy spadły o 3,2 proc. W kolejnych dniach ceny powoli odrabiały straty, by skończyć tydzień na poziomie 162,24 dolarów”.

„We wtorek 20 kwietnia J&J przedstawi swoje wyniki za 1 kwartał 2021 roku. Rynek spodziewa się, że kwartalny zysk na jedną akcję (EPS) wyniesie 2,31 dolara i będzie zbliżony do osiągniętego rok wcześniej w tym samym okresie (2,3 dolara). Będzie jednak wyższy od wyniku za IV kwartał 2021 roku, kiedy spółka uzyskała EPS wynoszący 1,86 dolara. Zysk na akcję w całym 2021 roku ma wynieść według prognoz od 9,4 do 9,55 dolara (w 2020 r. było to 8,03 dolara, a w 2019 r. 8,68 dolara). Do końca tygodnia, jak twierdzi dr Anthony Fauci, mamy poznać natomiast decyzje dotyczącą ewentualnego wznowienia dalszych szczepień przy użyciu produktu J&J”.

„Przychody J&J pochodzą z trzech działów: farmaceutycznego (55% przychodów w 2020 roku, produkcja leków na receptę), urządzeń medycznych (28%) oraz Consumer Health (17% – leki OTC i produkty do pielęgnacji). Wpływ pandemii i jej skutków na poszczególne działy w dużym stopniu wzajemnie się znoszą – spadek przychodów (2020 vs. 2019) o 11,6 proc. z działu urządzeń medycznych, związany z mniejszą liczbą planowych operacji, został skompensowany 8 proc. wzrostem sprzedaży leków działu farmaceutycznego. Wyniki działu Consumer Health pozostały na podobnym poziomie – wzrosły o 1,1 proc”.

„Przychody spółki w 2020 roku wyniosły 82,6 mld dolarów. W tym kontekście szczepionki nie mają bardzo dużego wpływ na wyniki spółki. Przy cenie wynoszącej 10 dolarów za jedną dawkę szczepionki, każde 100 mln sprzedanych dawek przekłada się na przychód wynoszący 1 mld dolarów. Stany Zjednoczone zamówiły w 2020 roku 100 mln dawek, a planowały wkrótce zamówić kolejne 100 mln. Unia Europejska zamówiła 200 mln dawek (cena dla UE była niższa i wyniosła prawdopodobnie 8,5 dolara). Unia Afrykańska zamówiła 220 mln dawek, z opcją na kolejne 180 mln. Te zamówienia stoją teraz jednak pod znakiem zapytania, zależnie od oceny bezpieczeństwa szczepionki. Szczepionka J&J jako jedyna jest podawana w formie pojedynczej dawki”.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Cudzoziemcy z obowiązkiem udziału w spisie powszechnym

Obowiązek udziału w spisie powszechnym nałożony został na wszystkie osoby, które w dniu 31 marca 2021 roku mieszkały – na stałe lub czasowo – na terytorium Polski, niezależnie od posiadanego meldunku. Pracodawcy zatrudniający cudzoziemców powinni zatem przypomnieć im o konieczności przekazania wymaganych informacji do Głównego Urzędu Statystycznego. Co więcej, osoby obcojęzyczne muszą dokonać samospisu internetowego, gdyż kontakt z rachmistrzem będzie możliwy wyłącznie po polsku.

Spis dla cudzoziemców – w jakiej formie?

Rysunek1
Rysunek 1 Źródło: https://nsp2021.spis.gov.pl/#/login?redirect=%2Fobligations

W związku z sytuacją pandemiczną główną formą tegorocznego spisu powszechnego jest samospis internetowy. Aplikacja Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań 2021 dostępna pod adresem nsp2021.spis.gov.pl umożliwia zalogowanie się także cudzoziemcom bez nadanego numeru PESEL. Aby przejść do spisu należy wówczas zaznaczyć odpowiednią opcję (rys. 1), która pozwoli zdefiniować hasło dostępu. Konieczne będzie podanie danych osobowych, takich jak nazwisko, imię, drugie imię (jeśli zostało nadane), płeć i data urodzenia. Następnie aplikacja poprowadzi do kolejnych kroków.

Rachmistrze spisowi rozpoczną swoją pracę 4 maja, lecz ze względu na aktualne obostrzenia epidemiczne będą kontaktowali się z wybranymi osobami wyłącznie telefonicznie. Osoby, które preferują właśnie taką formę spisu lub wykluczeni cyfrowo mogą sami skontaktować się z rachmistrzem za pośrednictwem specjalnej infolinii, uruchomionej pod numerem 22 279 99 99. Spis bezpośredni nie jest jednak dostępny dla osób nieposługujących się językiem polskim w sposób komunikatywny. W związku z tym cudzoziemcy bez znajomości języka polskiego powinni przystąpić do samospisu internetowego. Formularz dostępny jest opcjonalnie w języku angielskim, rosyjskim i ukraińskim.

Rola pracodawcy zatrudniającego cudzoziemców

Żaden akt prawny nie nakłada na pracodawców obowiązku informowania zatrudnionych cudzoziemców o konieczności dokonania spisu w Narodowym Spisie Powszechnym Ludności i Mieszkań 2021. Mimo to, zakład pracy czy agencja pośrednicząca w zatrudnieniu często jest miejscem, z którego pracownicy – obcokrajowcy czerpią istotne informacje o zmianach prawnych czy ważnych wydarzeniach w kraju.

Warto apelować do pracodawców zatrudniających obcokrajowców, a także agencji pracy tymczasowej, by przypomnieli swoim pracownikom o spoczywającym na nich obowiązku oraz wyjaśnili wszelkie wątpliwości zaznacza mec. Piotr Pałucki, wspólnik Kancelarii Adwokackiej Pałucki & Szkutnik, specjalista z obszaru prawa pacy W interesie pracodawcy jest dbanie o bezpieczeństwo swoich pracowników, a jak wiadomo nieznajomość prawa szkodzi, zatem niewiedza o konieczności udziału w spisie nie uchroni od możliwych konsekwencji w postaci grzywny dodaje mec. Piotr Pałucki.

Odmowa udziału w spisie powszechnym nie jest jedyną sytuacją zagrożoną karą grzywny. Osoby, które podadzą dane, lecz niezgodne ze stanem faktycznym również mogą zostać ukarane w podobny sposób. Jeśli jednak waga oszustwa będzie większa, ustawa przewiduje również sankcje w postaci ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat 2.

Spis powszechny a RODO

Główną wątpliwość w przypadku podjęcia się obowiązkowi spisowemu stanowi kwestia ochrony danych, których podania wymaga aplikacja internetowa bądź rachmistrz. Zgodnie z art. 25 ust. 1 pkt 4 ustawy z dnia 29 czerwca 1995 roku o statystyce publicznej (Dz. U z 2020 r. poz.) dane, które uzyskuje Główny Urząd Statystyczny podczas narodowego spisu przetwarzane są wyłącznie w celach statystycznych. Następnie mogą być one użyte do opracowania analiz, o czym mowa w art. 7 tzw. „ustawy o NSP 2021” (Dz. U. z 2019 r. poz. 1775 z późn. zm.). Dane osobowe zebrane podczas spisu mogą być przetwarzane przez okres 100 lat.

Ustawa o Narodowym Spisie Powszechnym Ludności i Mieszkań 2021 mówi również o tym, że w przypadku przetwarzania danych osobowych w ramach narodowego spisu nie mają mocy zapisy wynikające z rozporządzenia RODO, mówiące o dostępie do danych, możliwości ich sprostowania, ograniczenia przetwarzania czy sprzeciwu wobec przetwarzania informuje mec. Piotr Pałucki Nie należy jednak się obawiać, gdyż Główny Urząd Statystyczny jest jedynym podmiotem, który ma wgląd do zebranych informacji – dodaje mec. Piotr Pałucki.

Podstawy prawne, jakimi są ustawa o statystyce publicznej oraz ustawa o ochronie danych osobowych zapewniają poufność wszystkich zebranych danych osobowych. Podane informacje podczas spisu stają się anonimowymi danymi statystycznymi i obejmuje je tajemnica statystyczna. Nie ma podstaw, by ochrona ta została uchylona w drodze jakiegokolwiek wyjątku.

Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021 rozpoczął się 1 kwietnia 2021 r. i potrwa do 30 września 2021 r. Jest to obowiązkowe badanie statystyczne realizowane przez Główny Urząd Statystyczny raz na 10 lat.

European Energy i Eesti Energia podpisują największy kontrakt PPA w krajach bałtyckich

Estońska firma energetyczna Eesti Energia podpisała z duńskim dostawcą energii European Energy umowę na dostawę 3,8 TWh energii elektrycznej przez okres 10 lat począwszy od 2023 roku. Kontrakt zabezpiecza energię odnawialną odpowiadającą połowie rocznego zużycia energii w Estonii.

Eesti Energia jest wiodącym dostawcą energii odnawialnej w regionie działającym za pośrednictwem spółki zależnej – Enefit Green, a dzięki współpracy i długoterminowym umowom na zakup energii z innymi wytwórcami firma może dostarczać swoim klientom coraz większe ilości zielonej energii. W ubiegłym roku Eesti Energia wybudowała dla swoich klientów prawie 300 elektrowni słonecznych o łącznej mocy 8 MW. Obecnie około 2500 odbiorców, będących niezależnymi producentami sprzedaje do Eesti Energia prąd wyprodukowany we własnych domach lub firmach.

Naszą misją jest dążenie do wdrażania jeszcze bardziej inteligentnych rozwiązań dla klientów oraz czystszej produkcji energii. Nieustannie poszukujemy nowych sposobów na rozbudowę naszej oferty zielonej energii. Umowa PPA to kolejna ważna transakcja, która umożliwi naszym klientom w krajach bałtyckich szybsze wdrażanie ekologicznej transformacji oraz ustalenie kosztów energii elektrycznej na bardzo korzystnych warunkachmówi Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit w Polsce i dodaje W tej chwili możliwe jest trwałe utrzymanie ceny do 2031 roku. Kurs giełdowy w ostatnich trzech miesiącach był bardzo wysoki i przewidujemy, że w najbliższych latach utrzyma się na podobnym poziomie lub wzrośnie. W porównaniu z obecną ceną giełdową, długoterminowy kontrakt na energię elektryczną pozwala firmie zaoszczędzić nawet do 30% na kosztach energii elektrycznej.

Umowy typu PPA pozwalają odbiorcy na długoterminowe ustalenie ceny energii elektrycznej na korzystnych warunkach, dostarczając kompletną wiedzę w zakresie jej źródła pochodzenia. Zainteresowanie takim rozwiązaniem przerosło oczekiwania Eesti Energia. W 2021 roku podpisano ponad sto umów z dużymi przedsiębiorstwami w całym regionie bałtyckim. Łączny wolumen energii sprzedanej przez Eesti Energia swoim klientom przekracza 2 TWh.

Energia będzie pochodzić z trzech farm wiatrowych, które European Energy buduje obecnie na Litwie. – Cieszymy się, że dzięki naszym farmom wiatrowym jeszcze więcej energii odnawialnej będzie mogło trafiać do krajów bałtyckich. Jest to jak dotąd największa umowa PPA podpisana w tym regionie i wierzymy, że rynek bałtycki jest pozytywnie nastawiony do zielonej transformacji swojego sektora energetycznego mówi Jonas Lau Forsberg Nihøj, dyrektor ds. handlu energią i PPA w European Energy.

European Energy jest producentem energii odnawialnej, który buduje i konstruuje farmy wiatrowe i słoneczne na całym świecie. Firma została założona w 2004 roku w Danii. Dziś jest obecna w ponad 11 krajach europejskich, a swoją działalność rozwija także w USA i Brazylii.

W sumie, w 2020 roku Eesti Energia wyprodukowała 1,5 TWh energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Stanowiło to 40% całkowitej produkcji energii elektrycznej tej grupy. Emisja CO2 spółki spadła od 2018 roku trzykrotnie. Strategicznym celem Eesti Energia jest oferowanie klientom wysokiej jakości usług z wykorzystaniem najnowszych dostępnych narzędzi cyfrowych oraz dotarcie do 1 miliona klientów w regionie Morza Bałtyckiego do 2024 roku.

Eesti Energia jest obecna poza granicami Estonii za pośrednictwem spółki zależnej Enefit, działającej na polskim rynku od 2017 roku. Oferta Enefit w Polsce jest skierowana do klientów biznesowych i obejmuje zakup energii, a także rozwiązania oraz usługi energetyczne. Spółka operuje także na Łotwie, Litwie i w Finlandii.

Granice handlu zatarte. Dane zwiastują początek nowej ery?

Cyfrowy handel przekracza granice, zarówno wyobraźni – biorąc pod uwagę dynamikę wzrostu w 2020 r. – jak i terytorialne. Jednym z powodów dobrych wyników na rynku e-commerce był gwałtowny wzrost sprzedaży w segmencie Cross-Border Commerce. Zdaniem ekspertów to właśnie ten element internetowego handlu w najbliższych latach rozwijać się będzie najprężniej. 

Cross-Border Commerce to nic innego jak sprzedaż produktów klientom, znajdującym się poza granicami kraju. Nie jest ona niczym nowym – kupcy od zarania dziejów podróżują, sprzedając produkty z odległych krain, takie jak: jedwab, bursztyn, orientalne przyprawy czy wełna. Różnica jest taka, że dziś handel dobrami z najdalszych zakątków świata jest prostszy niż kiedykolwiek wcześniej. Wszystko dzięki globalizacji, internetowi oraz popularyzacji międzynarodowych platform marketplace, do jakich zalicza się np. Amazon.

Rozwój tych ostatnich doprowadził do renesansu handlu transgranicznego. Sprzedaż do odbiorców zlokalizowanych w różnych krajach stała się prostsza niż kiedykolwiek wcześniej. Prosta do tego stopnia, że zajmować się nią może zwykły Kowalski i to bez wychodzenia z domu.

Internet skrócił dystans, jaki dzieli konsumenta od sprzedawcy, mało tego, dzięki sieci klienci mogą przebierać w ofertach. Drobni handlowcy mogą konkurować z dużymi i bogatymi, bo rozwój logistyki sprawił, że opłaca się wysyłać artykuły nie tylko do innego miasta, ale także kraju. Jest jeszcze trzecia składowa: wzrost znaczenia platform marketplace. To dzięki nim próg wejścia do świata międzynarodowego handlu jest akceptowalny dla przeciętnego człowieka, a konsumenci nie boją się dokonywać takich transakcji – podkreśla Aleksandra Szarmach, Chief Marketing & Sales Officer z Nethansy, sopockiej spółki wspierającej producentów i resellerów w realizacji skutecznej sprzedaży za pośrednictwem Amazona.

Europa bez granic

Z wyliczeń ekspertów z CBCommerce dowiadujemy się, że w roku poprzedzającym pandemię obroty w ramach handlu transgranicznego w sieci wyniosły na Starym Kontynencie 143 mld euro. Czy to dużo? Dla porównania wartość polskiego e-commerce w 2020 roku wyniosła 100 mld, ale złotych – poinformowała firma PwC w lutym tego roku. A przypomnijmy, minione 12 miesięcy było znakomite dla zakupów online. Wszystko wskazuje na to, że w r. 2021 obroty nie będą mniejsze.

Paliwa, do rozwoju handlu transgranicznego, dostarczają platformy typu marketplace. Gdyby nie Amazon i spółka, które odpowiadają za 60% globalnych obrotów, czyli aż 84 mld euro, z Cross-Border Commerce mogłoby być krucho. Platforma założona przez Bezosa jest niepodważalnym liderem w tym segmencie, odpowiedzialnym za jedną czwartą (32 mld euro) transgranicznej sprzedaży online.

A to dopiero początek, bo eksperci przewidują, że w 2025 roku marketplace’y zwiększą swój udział w całym wolumenie sprzedaży transgranicznej do 65%. Co sprawia, że za ich pośrednictwem konsumenci ochoczo sięgają po towary wystawione przez zagranicznych sprzedawców?

Aleksandra Szarmach z Nethansy tłumaczy ten trend szerokim asortymentem międzynarodowych platform handlowych. – Marketplace’y pozwalają kupującym znaleźć i porównać produkty. Nie trzeba w tym celu odwiedzać setek sklepów internetowych. To właśnie ta wygoda jest jednym z głównych argumentów, który przekonuje internautów do zakupów na Amazonie. Jeśli produkt z zagranicy lepiej odpowiada oczekiwaniom klienta, a cena dostawy nie zwala z nóg, to błyskawicznie ląduje on w koszyku. To jedna strona medalu, bo korzyści z obecności na największym marketplace świata mają także sprzedawcy. Platforma daje im efekt skali, którego sami nie są w stanie wypracować – wyjaśnia ekspertka.

Reakcja łańcuchowa

W pierwszych miesiącach 2020 roku transgraniczne zakupy w sieci cieszyły się w Europie umiarkowaną popularnością. Zdecydowana większość Europejczyków (90%) pozostawała wierna krajowym sprzedawcom, podaje Eurostat. Jednak gdy pandemia przybierała na sile, wśród mieszkańców Europy rosło zainteresowanie e-handlem. W kolejnych trzech kwartałach odsetek zamówień transgranicznych zwiększył się aż trzykrotnie. – Wygląda na to, że spowodowana pandemicznym restrykcjami popularyzacja zakupów w internecie sprawiła, że klienci przesunęli swoje granice tolerancji na nowinki, oswajając się z handlem międzynarodowym – mówi Aleksandra Szarmach z Nethansy i dodaje, że jeśli sklep nie wykorzystuje w pełni możliwości dotarcia na zagraniczne rynki, jakie dają międzynarodowe marketplace, to dużo traci. – Konkurenci zapewne już to robią – ostrzega Szarmach.

Wiatr odnowy

Analizując dane, jak kupowali Europejczycy z podziałem na wiek, trudno nie zgodzić się z ekspertką Nethansy. Okazuje się, że im młodszy klient, tym chętniej kupuje w sklepie zagranicznym. Nabywcy w wieku 16-24 najchętniej zamawiali produkty u sprzedawców z innych krajów UE (34%), a także spoza Wspólnoty (24%). W przypadku grupy w wieku 25-54 wynik był niższy, ale proporcje zachowane – starsi konsumenci częściej kupują w Europie (31%) niż poza nią (21%). Z największą rezerwą do handlu transgranicznego podchodzą ludzie w sile wieku i seniorzy. W grupie wiekowej 55-74 lata tylko co piąte (21%) zamówienie pochodziło ze sklepu zlokalizowanego w innym kraju UE, a 15% z innych części świata. – Widać tu jak na dłoni, że e-commerce nie zna granic, przynajmniej tych na mapie – kwituje Chief Marketing & Sales Officer Nethansy.

Eksperci o zachodniopomorskim rynku pracy po I kwartale roku 2021. Przemysł i magazyny w górę, usługi i turystyka ostro w dół

Zachodniopomorski rynek pracy 2021. Jakie są efekty pandemii? Eksperci: „Przemysł ciągnie naszą gospodarkę do góry”

W minionym tygodniu miało miejsce posiedzenie Zachodniopomorskiej Rady Rynku Pracy. Ponadto eksperci Północnej Izby Gospodarczej podsumowywali I kwartał roku 2021 na rynku pracy. Statystyki pokazują, że sytuacja nie jest tak zła, jak mogłaby być gdyby nie dobra kondycja przemysłu, logistyki i gospodarki morskiej. – Polscy przedsiębiorcy są mistrzami w odnajdywaniu się w trudnych sytuacjach. Improwizują, szukają rynków zbytu, dynamicznie dywersyfikują swoją działalność. Moim zdaniem dobre wyniki rynku pracy są efektem właśnie tej zaradności. Nie bez znaczenia jest również wsparcie finansowe ze strony Rządu, choć ono – jak wiemy – nie dociera ono do wszystkich – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

8,5% bezrobocia w regionie. Więcej niż przed pandemią, ale nie spełniły się czarne scenariusze

Statystyki dotyczące bezrobocia w naszym regionie pokazują, że od trzech miesięcy bez zatrudnienia pozostaje ok. 8,5% mieszkańców. To wynik wyższy niż przed pandemią, ale eksperci nie mają wątpliwości, że spodziewano się, że będzie zdecydowanie gorzej. Przypomnijmy, że pandemia trwa od ponad 13 miesięcy, a cały rok 2021 to dotychczas łagodniejsza lub silniejsza formuła lockdownu.

– Sytuacja takich branż jak turystyka, gastronomia, hotelarstwo czy usługi jest bardzo zła. Wyobrażam sobie, że w tych sektorach wiele osób straciło pracę. Jednocześnie branża e-commerce, TSL, magazyny czy centra usług wspólnych nadal zatrudniają u poszukują dla siebie pracowników. Oczywiście tutaj fluktuacja pracowników nie następuje w sposób naturalny, ale powinniśmy się cieszyć, że są rynku, które rekompensują zwolnienia, które następują w branżach objętych lockdownem – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Miejsca pracy pomaga uratować rządowe wsparcie: – Tarcze finansowe, pożyczki płynnościowe czy rosnąca ilość kodów PKD kwalifikujących do pomocy oczywiście cieszy i jest wsparciem. Priorytet to jednak zaradność przedsiębiorców. Oceniam ją bardzo wysoko – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

Dobra kondycja zachodniopomorskiego rynku pracy to efekt dużej ilości magazynów i firm przemysłowych?

Eksperci rynku pracy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie nie mają wątpliwości, że póki co sytuacja nie jest tak zła jak można byłoby się spodziewać. Bezrobocie nie rośnie falowo, choć są oczywiście branże, które są narażone na poważne konsekwencje koronawirusa i lockdownów. Jak wyjaśnia Marcin Borowski z firmy LSJ HR Group na rynku można zaobserwować dynamiczne przebranżawianie się. – Kwitnie branża e-commerce, która wciąż ma ogromne potrzeby personalne i na pewno jest w stanie przyjąć mnóstwo nowych pracowników. Obserwujemy też szerokie zmiany w kompetencjach: widać, że zyskują na znaczeniu kompetencje związane z optymalizacjami procesywnymi czy pracą zdalną, zachodzą również zmiany związane z cyfryzacją przedsiębiorstw – mówi Marcin Borowski.  – Moment, gdy na rynku pracy było więcej osób do zagospodarowania to było pierwsze półrocze 2020 roku. Nie było to jednak tsunami ofert pracy, po prostu było więcej osób, które straciło prace lub część swoich etatów – dodaje Borowski.

Jak dodaje Anna Sudolska z Idea HR Group wysokość wynagrodzenia Polaków i ilość ofert pracy jest odzwierciedleniem bieżącej sytuacji gospodarczej: – Zdecydowanie nasz zachodniopomorski rynek pracy ciągnie do góry przemysł oraz sektor magazynowy, który rekrutuje, dobrze płaci i wciąż czeka na pracowników. Sytuacja w Polsce jeżeli chodzi o rynek pracy jest niewątpliwie jedną z najlepszych w Europie. Jest to fenoment, który pewnie przez lata będzie badany. Pozostaje nam się cieszyć i mieć nadzieję, że to się nie zmieni – mówi ekspertka Idea HR.

Ile osób w regionie „dobrze zarabia”?

Ostatni raport KPMG pokazuje, że w naszym regionie „dobrze zarabia” 58.5 tysiąca mieszkańców. W statystyce przyjęto wykładnik, że dobre zarobki to takie, które przekraczają 7 tysięcy złotych brutto.  – Uważam, że to dobra statystyka, która znajduje odzwierciedlenie w statystykach i ofertach dla kandydatów. Propozycje dla specjalistów zaczynają się zwykle od 7 tysięcy złotych brutto w górę. Mowa np. o specjalistach z branż: logistyka, transport, budownictwo, e-commerce czy ICT. Dobry specjalista na start zarabia takie pieniądze i one rosną wraz z doświadczeniem i umiejętnościami. Spodziewam się, że ilość osób dobrze zarabiających będzie rosła. Demografia jest bezlitosna i osób przybywających na rynku pracy jest mniej niż chętnych do zatrudniania. Oczywiście mowa ptrzede wszystkim o branżach na których ilość pracowników jest deficytowa – wyjaśnia Anna Sudolska, ekspert IDEA HR.

Według wspominanych statystyk „dobrze zarabia” 1,7 miliona Polaków. Patrząc z tego punktu widzenia to zarobki Polaków wciąż wyglądają gorzej niż np. naszych europejskich sąsiadów.

Na złotym cisza przed burzą

Tydzień otwiera się pustym kalendarzem, co daje możliwość do kontynuowania umiarkowanego optymizmu i przywracania strategii reflacyjnej. Nie przeszkadza rynek długu w USA, gdzie rentowności spadają, odbierając siłę dolarowi. W międzyczasie rynek walutowy najprawdopodobniej będzie odliczał dni do posiedzenia EBC w czwartek i odczytów PMI w piątek. Na złotym cisza przed burzą.

Na rynku akcji rozkręcać się sezon wyników kwartalnych, co może dostarczyć paliwa do poprawy rekordów na Wall Street. Dla FX to średnio istotny czynnik, choć pozwala ciepło myśleć o perspektywach globalnego ożywienia i nie przeszkadza we wzrostach ryzykownych walut. Większe znaczenie ma „znormalnienie” rynku długu USA i przerwanie rajdu rentowności, który w poprzednim kwartale wprawiał w zawrót głowy niejednego uczestnika rynku. Znika strach przed ucieczką inflacji poza kontrolę banków centralnych, co mogłoby prowadzić do wcześniejszego zacieśniania polityki i uderzałoby w rajd ryzyka czy spółki wzrostowe. Inwestorzy wyprzedający wcześniej obligacje zapędzili się z oczekiwaniami na zwrot w polityce Fed, a niskie wyceny długu przyciągają nowych kupujących. Spadek rentowności ma krótkoterminowo większe znaczenie dla USD niż lepsze dane z gospodarki USA, o czym w ubiegłym tygodniu przekonaliśmy się nie raz. W następnych dniach pozostaniemy przy nudnym wpatrywaniu się w ścieżkę rentowności, gdyż kalendarz makro z USA nie oferuje niż ciekawego. Cicho będzie też po stronie przedstawicieli Fed, którzy rozpoczynają okres zamknięty przed przyszłotygodniowym posiedzeniem FOMC.

Na słabości dolara EUR/USD ma szanse złamać 1,20, nawet jeśli nie mam przekonania do trwałości tego ruchu. Obecnie do strony fundamentalnej nic mocno nie stoi za euro i tylko dodatnia korelacja EUR/USD z hossą na rynku akcji przemawia za ciągnięciem kursu wyżej. Chciałbym zobaczyć w danych potwierdzenie pozostawienia w tyle lockdownowych klimatów i przyspieszenie ożywienia w strefie euro. Na to przyjdzie czas w drugiej połowie roku, ale w międzyczasie uważałbym na korekty w dół. W tym tygodniu nie spodziewam się nic przełomowego po posiedzeniu EBC, a odczyty PMI powinny wskazać, że kolejne lockdowny mają malejący wpływ na aktywność gospodarczą.

Chyba nareszcie odżywa budowanie długich pozycji w funcie. Coś, co istniało przez sporą część lutego, pod koniec marca wyparowało wraz z globalnym prądem do redukcji ryzyka. Od początku kwietnia funt się męczył blokowany wypłukiwaniem krótkich pozycji na EUR/GBP, ale fala może się odwracać. Jeśli rynek uwierzy, że jest miejsce na rozkręcanie strategii reflacyjnej, GBP/USD będzie ciągnięty wyżej nie tylko na słabości dolara, a popyty na funta rozleje się po innych crossach. W tym tygodniu wspierające powinny być dane odzwierciedlające otwieranie gospodarki po lockdownie – rynek pracy (wt), sprzedaż detaliczna (pt) i PMI (pt).

Krótkie były epizody schodzenia EUR/PLN do 4,54 w piątek, mimo że wyższy EUR/USD i pozytywne nastroje są dobrym tłem do umocnienia walut wschodzących. Obawiam się, że pozostaje coraz mniej czasu na ostatnie umocnienie złotego przed nerwową grą pod posiedzenie TSUE w sprawie kredytów frankowych (29 kwietnia). Sądzę, że 4,52-4,53 będzie atrakcyjnym poziomem wejścia pod transakcje spekulacyjne na osłabienie złotego przed wyrokiem sądowym. W tym tygodniu mamy sporo danych z Polski, gdzie m.in. oczekiwania ustawione są na dwucyfrowe dynamiki miesięczne produkcji przemysłowej (śr) i sprzedaż detalicznej (czw). Jednak dla złotego dane będą miały minimalne znaczenie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sąd Najwyższy powinien poczekać na wyrok TSUE w sprawach frankowych

W kwietniu zapadną trzy wyroki, bardzo ważne dla tak zwanych frankowiczów – którzy od lat walczą w sądach o unieważnienie umów kredytowych we frankach szwajcarskich. Sąd Okręgowy w Gdańsku wystosował pytania do Sądu Najwyższego, a także do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Posiedzenia obu tych organów mają się odbyć w tym miesiącu. SN spotka się dwa razy – w pełnym składzie 13 kwietnia i w niepełnym 15 kwietnia, a TSUE swoje orzeczenie ma wydać 29 kwietnia. Do Sądu Najwyższego zostało skierowanych sześć pytań, które pokrywają się z pięcioma pytaniami zadanymi Trybunałowi Sprawiedliwości. Prawnicy uważają, że SN powinien wstrzymać się z wydaniem swojego wyroku do czasu, gdy zapadnie wyrok TSUE. Dlaczego?

– Ważne jest, aby Sąd Najwyższy z obiema swoimi uchwałami poczekał do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Sąd Najwyższy orzekał bowiem w przeszłości w sposób niezgodny z orzecznictwem TSUE. I tym razem może się okazać, że polski organ sądowniczy inaczej zinterpretuje standard obrony konsumenta na rynku wspólnotowym. W szczególności chodzi zaś o interpretację przepisów dyrektywy 93/13 – powiedziała serwisowi eNewsroom mecenas Barbara Garlacz. – Dyrektywa 93/13 wyznacza minimalny standard ochrony konsumenta, do którego zobowiązały się państwa członkowskie Unii. Natomiast jest ona jest tylko pewnym punktem wyjściowym. To znaczy, że sądy krajowe mogą przepisy prawa krajowego interpretować w sposób bardziej korzystny, niż wynikałoby to z postanowień dyrektywy. I tutaj powstaje problem – ponieważ dotychczasowe orzeczenia Sądu Najwyższego wskazują na to, że traktuje on standard ochrony wyznaczony przez dyrektywę jako pewnego rodzaju maksimum ochrony, które trzeba przyznać konsumentowi z konieczności – bo Trybunał zobowiązał do tego sądy krajowe. Nie spotkaliśmy się jeszcze po stronie Sądu Najwyższego z orzecznictwem prokonsumenckim – chociaż istnieją przepisy prawa krajowego, które by na to pozwalały. Dlatego Sąd Najwyższy – biorąc pod uwagę jego przeszłość orzeczniczą na gruncie spraw frankowych, a także fakt, że jeszcze nie tak dużo spraw frankowych do niego trafiło i argumenty stron w procesach są różne – powinien poczekać najpierw na zdanie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – przekonuje mec. Garlacz.

Grupa PGNiG zainwestowała w producenta ładowarek do e-samochodów

Spółka PGNiG Ventures, pełniąca w Grupie Kapitałowej PGNiG rolę funduszu typu corporate venture capital, objęła udziały firmy Enelion oferującej kompleksowe rozwiązania dla elektromobilności. Wartość pierwszego etapu inwestycji to 2,53 mln zł. Jej całkowita wartość może wynieść 6 mln zł.

Spółka Enelion dostarcza rozwiązania obejmujące m.in. inteligentne ładowarki dla pojazdów elektrycznych oraz system do zarządzania sieciami ładowarek, planami taryfowymi i rozliczaniem płatności oraz aplikację mobilną dla kierowców pojazdów elektrycznych umożliwiającą zdalne zarządzanie ładowaniem, kontrolę ilości zużytej energii i kosztów ładowania

– Niewątpliwie rynek elektromobilności, tak jak gazomobilności ma przed sobą perspektywę dalszego wzrostu. W transporcie rośnie zapotrzebowanie na pojazdy zasilane CNG i LNG oraz gazową infrastrukturę tankowania, ale też zwiększa się liczba samochodów elektrycznych, a co za tym idzie powstaje coraz więcej punktów ich ładowania. Enelion oferuje rozwiązania najwyższej jakości, które zostały już zweryfikowane przez rynek, w tym m.in. oprogramowanie kompatybilne z ładowarkami innych producentów. Patrzymy na tę inwestycję pod kątem zysków biznesowych, a jednocześnie jako Grupa Kapitałowa PGNiG wspieramy przedsięwzięcia, które pomogą zapewnić niskoemisyjną przyszłość. Dlatego cieszę się, że portfel PGNiG Ventures powiększył się o tę spółkę – mówi Arkadiusz Sekściński, Wiceprezes Zarządu PGNiG ds. rozwoju.

Pierwsza transza inwestycji zakłada objęcie przez PGNiG Ventures udziałów w spółce Enelion o wartości ok. 2,5 mln zł. W kolejnych krokach PGNiG Ventures ma możliwość zainwestować w Enelion 6 mln zł. Horyzont inwestycji wynosi maksymalnie 5 lat.

– Jako PGNiG Ventures wspieramy innowacyjne firmy potrzebujące środków na rozwój produktów i usług, które mogą znaleźć zastosowanie w branży energetycznej. Bez wątpienia jednym z kluczowych kierunków dla energetyki jest właśnie elektromobilność
i dążenie do niskoemisyjności.
Niezbędne jest stworzenie odpowiednich warunków dla rozwoju tego obszaru, w tym inwestycje w rozbudowę infrastruktury, czyli przede wszystkim stacje ładowania. Enelion jest polską spółką, która oferuje ekspozycje na silnie wzrostowy rynek, przy modelu biznesowym gotowym na skalowanie, a opartym o rynkowo zweryfikowane ładowarki i wdrożony w grudniu 2020 roku system do zarządzania punktami ładowania, który może być oferowany bez ograniczeń operatorom, dlatego jestem przekonana, że inwestycja w spółkę jest dobrą decyzją – mówi Małgorzata Piasecka, Prezes PGNiG Ventures.

Enelion kieruje swoją ofertę zarówno do klientów biznesowych, w tym m.in. firm z branży energetycznej, samorządów, zarządców budynków, dealerów samochodowych, jak i do klientów indywidualnych. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat firma zwiększyła ponad czterokrotnie sprzedaż swoich produktów. Spółka umacnia swoją pozycję w Polsce i na rynkach europejskich. Aż 70 proc. wyprodukowanych przez Enelion ładowarek typu AC trafia na za granicę. Spółka zamierza zwiększyć produkcję z obecnych 400 do ponad 5 tys. urządzeń AC miesięcznie w 2025 roku i rozwinąć eksport do USA, Kanady, Europy Wschodniej, Ameryki Południowej, na Bliski Wschód oraz do Afryki. Spółka zamierza też wprowadzić do oferty szybkie ładowarki DC.

Inwestycja w spółkę Enelion to druga przeprowadzona przez PGNiG Ventures transakcja w tym roku. W marcu fundusz objął akcje ICsec, polskiego producenta systemów cyberbezpieczeństwa dla przemysłu. Wartość inwestycji to 4 mln zł.

Jak sprzedają Polacy: portret przedsiębiorcy e-commerce

Choć branża e-commerce bywa postrzegana jako pole rywalizacji gigantów, jest przede wszystkim miejscem, gdzie przedsiębiorcy mogą szybko uruchomić biznes, który sprzedaje i zarabia. Badanie “Nowy świat e-commerce” przeprowadzone przez platformę sklepów internetowych Shoper pokazuje, że polski e-handel to domena mikrofirm, z których te najskuteczniejsze stają się w ciągu kilku lat sklepami z prawdziwego zdarzenia.

Piotr mieszka pod Warszawą. Prowadzi sklep stacjonarny, ale z każdym rokiem coraz więcej czasu inwestuje w sprzedaż w sieci. Zamówienia kiedyś pakował sam i wysyłał wieczorami, teraz pomaga mu partnerka. Sprzedają akcesoria dla domu i ogrodu, głównie w swoim e-sklepie, a niekiedy też na Allegro i w serwisach ogłoszeniowych.

Krzysztof z Krakowa ma niezwiązaną z handlem pracę na cały etat, więc sklep internetowy założył wspólnie z kolegą – kto ma akurat więcej czasu obsługuje bieżące zamówienia. W pandemii wpadli na pomysł, że ludzi będą potrzebowali więcej odzieży sportowej oraz akcesoriów do ćwiczeń w domu i okazało się do strzałem w dziesiątkę. Dziś połowa ich dochodów to zyski ze wspólnego e-biznesu.

Anna ze Śląska działa w branży już 5 lat. Zatrudnia 8 osób. Sprzedaż naturalnych kosmetyków miała tylko być tylko przedłużeniem jej hobby, a sklep tak się rozwijał, że 2 lata temu musiała się przenieść z pokoju na poddaszu do osobnego biura i magazynu. Z czasem przestała też polegać na poczcie pantoflowej. Korzysta z zaawansowanych narzędzi promocji jak kampanie Google Ads i Facebook Ads.

Sprzedawców takich jak Piotr i Krzysztof jest najwięcej. Sprzedawców podobnych do Anny – kilkanaście procent.

Zaczynają od drobnych kroków

Jak wskazuje opublikowany w marcu raport “Nowy świat e-commerce” dla 66 proc. sprzedawców sklep internetowy stanowi dodatkowe źródło dochodu. 13 proc. właścicieli ocenia, że sprzedaż online odpowiada za połowę ich zarobków, a co piąty uznaje swój e-sklep za główne źródło utrzymania.

Sklep internetowy jako główne źródło dochodu

Jak sprzedają Polacy portret przedsiębiorcy e-commercePołowa sprzedawców internetowych (53 proc.) prowadzi swój biznes samodzielnie, a 28 proc. działa wspólnie z drugą osobą. Jeden na ośmiu zatrudnia do pomocy do 5 pracowników, a co czternasty zarządza zespołem liczącym więcej niż 5 osób.

Liczba osób zatrudnionych w sklepach internetowych

Jak sprzedają Polacy portret przedsiębiorcy e-commerce 2– Warto mieć na uwadze, że dane, na bazie których sporządzany jest raport, pochodzą z przełomu 2020 i 2021 r., czyli zebraliśmy je zaraz po epidemicznym boomie na sklepy internetowe. W ubiegłym roku powstało ich na naszej platformie wyjątkowo dużo. To przekłada się na wysoką reprezentację na rynku nowych i samodzielnie prowadzonych firm, wciąż bardziej inwestycji niż dobrze zarabiających biznesów. W grupie sklepów ze stażem dłuższym niż 5 lat proporcje są już nieco inne i zdecydowanie więcej jest właścicieli, dla których sprzedaż online stanowi główną aktywność zawodową – zauważa Oliwa Tomalik, Marketing Manager Shoper.

Znajdują swoją niszę

Niezmienna od kilku lat jest koncentracja sklepów internetowych w wybranych regionach Polski. Niemal połowa (48 proc.) znajduje się w województwach mazowieckim, małopolskim i śląskim. Wspólnie w woj. wielkopolskim to już 57 proc. sklepów. Najwięcej z nich znajduje się na Mazowszu – 21 proc.

Mapa polskiego e-commerce

Mapa polskiego e-commerceNiemal co czwarty polski sklep internetowy (23 proc) sprzedaje asortyment z kategorii Dom i Ogród. Do popularnych branży należą również Ubrania (17 proc.) oraz Zdrowie i uroda (13 proc.). Te trzy grupy asortymentu stanowią ponad połowę sklepów. Pozostałe kategorie notują kilkuprocentowy udział.

Udział poszczególnych branż w ogólnej liczbie sklepów

Jak sprzedają Polacy portret przedsiębiorcy e-commerce 3Co trzeci sprzedawca internetowy poza swoim sklepem nie prowadzi już innej działalności handlowej. 35 proc. z nich ma sklep stacjonarny, a 44 proc. sprzedaje też w innych kanałach online, najczęściej za pomocą Allegro czy przez Facebooka.

– Interesujący jest fakt, że zarówno w podejściu do prowadzenia sprzedaży online, jak i wyborach co do asortymentu w ofercie nie widać jednej wiodącej metody działania. Nawet najpopularniejsza kategoria Dom i ogród to w rzeczywistości bardzo pojemna grupa różnorodnych produktów. To pokazuje jak bardzo elastyczne są narzędzia e-commerce i jak łatwo dostosować je można do własnych możliwości, ambicji biznesowych czy sytuacji na rynku – zauważa Oliwia Tomalik – W ostatnich miesiącach zaobserwowaliśmy znaczny napływ nowych sklepów z branż, które w wyniku kolejnych lockdownu nie mogą normalnie pracować. Internet jest dla nich dzisiaj jedynym kanałem dotarcia do klienta – dodaje ekspertka Shoper.

Zadbaj o swój zarost na wiosnę!

Odpowiednio wypielęgnowana twarz to współcześnie nie tylko domena kobiet, ale także każdego zadbanego mężczyzny. Nieodłącznym elementem męskiego wizerunku jest zarost, który niezależnie od długości zawsze powinien wyglądać nienagannie. Na szczęście istnieje wiele sposobów, dzięki którym możliwa jest jego idealna stylizacja w domowych warunkach.

Najważniejszy pierwszy krok, czyli kilka słów na temat pielęgnacji

Przed rozpoczęciem zapuszczania zarostu warto zwrócić uwagę na kondycję skóry twarzy. Jej codzienne oczyszczanie i nawilżanie dobrej jakości kosmetykami to absolutna podstawa. Nawet najbardziej dokładnie przycięty zarost nie będzie wyglądać atrakcyjnie, kiedy jego tłem będzie zmęczona cera.

Zapuszczanie zarostu niekoniecznie musi pójść zgodnie z założonym planem. Podobnie jak w przypadku włosów na głowie, duże znaczenie mają tutaj czynniki genetyczne. Niektórzy mężczyźni bardzo szybko mogą cieszyć się bujną brodą, a inni muszą zadowolić się niewielkimi efektami na wybranych strefach twarzy. Kluczem do sukcesu (w każdej sferze życia) jest akceptacja naturalnych uwarunkowań i zaprezentowanie ich w jak najbardziej atrakcyjny sposób.

Czy historia kończy się na zapuszczeniu zarostu? Zdecydowanie nie! Broda potrzebuje pielęgnacji przy pomocy dedykowanych środków, takie jak olejki czy sera nawilżające. Dłuższy zarost wymaga także regularnego czesania przy użyciu specjalnych szczotek.

Jaką golarkę wybrać?

To pytanie zastanawia wielu mężczyzn, którzy chcieliby zadbać o stylizację swojego zarostu, ale obawiają się samodzielnego wykonywania tego typu zabiegów. Zupełnie niepotrzebnie – w sieci można znaleźć wiele poradników i filmów instruktażowych, w których ten proces omówiony jest w najmniejszych szczegółach.

Nic nie uda się jednak bez odpowiedniej golarki. Ich jednorazowe wersje to zdecydowany przeżytek – są nie-ekologiczne i mają bardzo ograniczone możliwości. Inwestycja w golarkę elektryczną szybko się zwróci, a komfort jej użytkowania jest zdecydowanie wyższy.

Sprzęt dobrej jakości posłuży wiele lat, dlatego warto wziąć pod uwagę możliwość zmiany upodobań i wybrać opcję z trymerem. Dzięki wielofunkcyjnemu urządzeniu możliwe będzie zarówno zgolenie zarostu na gładko, jak i stylizacja dłuższej brody.

Warto zdecydować się na bezprzewodową wersję golarki, dzięki której swoboda ruchów nie będzie w żaden sposób ograniczona. Istotna jest także wodoodporność urządzenia, pozwalająca na bezpieczne korzystanie z niego w łazience, a nawet pod prysznicem.

Te i wiele innych opcji golarek wpływa na ich pozycję w rankingu jakości. Przed zakupem dobrze jest się z nim zapoznać i dokonać najlepszego wyboru.

Blisko połowa uczniów spędza w internecie ponad sześć godzin dziennie. Ruszają programy wspierające edukację cyfrową dzieci

Izolacja i nauka zdalna sprawiły, że prawie 50 proc. uczniów korzysta z internetu przez ponad sześć godzin dziennie. Wymuszone przez pandemię przeniesienie wielu aktywności do online’u z jednej strony może podnieść kompetencje cyfrowe dzieci, a z drugiej – może prowadzić do złych nawyków cyfrowych. Dlatego ważne jest, żeby nie zostawiać najmłodszych w sieci samych i przekazywać im potrzebną wiedzę już na etapie podstawówki. W Polsce rusza właśnie największa akcja edukacyjna skupiona na kształtowaniu umiejętności cyfrowych u dzieci, w której od września wezmą udział setki szkół w całym kraju. 

Jak wynika z badań ‪„Zdalne nauczanie a adaptacja do warunków społecznych w czasie epidemii koronawirusa” (czerwiec 2020 roku), zorganizowanych wspólnie przez Polskie Towarzystwo Edukacji Medialnej, Fundację Dbam o Mój Zasięg i Fundację Orange, 49,5 proc. uczniów oraz 51 proc. nauczycieli obecnie deklaruje, że korzysta z internetu ponad sześć godzin dziennie. Jeszcze przed pandemią te wskaźniki były wyraźnie niższe i wynosiły odpowiednio 7,2 proc. oraz 5,7 proc.

– Trwająca od roku edukacja zdalna mocno zaburzyła balans między życiem online i offline. Najmłodsi spędzają dużo czasu online, korzystając również z portali społecznościowych, kontaktując się z rówieśnikami, co jest bardzo istotne dla ich rozwoju. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, w jaki sposób dzieci korzystają z narzędzi internetowych i czy przypadkiem nie natrafiają na treści, które mogłyby być dla nich szkodliwe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Kosiński z Fundacji Orange, koordynator programu MegaMisja.

W tej chwili coraz młodsze dzieci potrafią już obsługiwać smartfon czy tablet, instalować gry i aplikacje. Cyfrowe kompetencje nie ograniczają się jednak tylko do tego. Eksperci podkreślają, że dzieci powinny m.in. umieć krytycznie podchodzić do treści zawartych w internecie, odróżnić informację od reklamy i fake newsy od prawdy oraz znać zasady cyberbezpieczeństwa. Potrzebna jest im także wiedza na temat tego, jak chronić swoją prywatność w sieci, jakie treści mogą w niej udostępniać i na co pozwalają prawa autorskie. Równie ważne jest nauczenie dzieci, jak spędzać czas przed ekranem w sposób kreatywny i twórczy.

– Wielu osobom się wydaje, że kompetencje cyfrowe skupiają się tylko na obsłudze jakichś specjalistycznych urządzeń technicznych. W rzeczywistości to pojęcie jest bardzo szerokie. Najważniejsze kompetencje cyfrowe, których uczymy w programie HASHSuperKoderzy, to m.in. umiejętność dbania o swoją prywatność i bezpieczeństwo w sieci czy wyszukiwania i weryfikowania informacji. To są najważniejsze zagadnienia, które przekazujemy uczniom – mówi Monika Wrońska z Fundacji Orange, koordynatorka #SuperKoderów.

Dzieci i młodzież poświęcają w tej chwili czas przed ekranami nie tylko na zdalną naukę. Izolacja sprawiła, że internet stał się dla nich jedynym kanałem integracji i kontaktu z rówieśnikami, a w wielu przypadkach także głównym źródłem rozrywki. Przeniesienie tylu aktywności do sieci zwiększa ryzyko ukształtowania się niezdrowych nawyków cyfrowych. Dotyczy to zwłaszcza młodszych dzieci, uczniów podstawówek. Dlatego już od początku warto pokazywać im, jak korzystać z internetu odpowiedzialnie i mądrze.

– Dobrze jest rozmawiać z dziećmi na temat ich aktywności w sieci i proponować takie zajęcia, które mogłyby choć trochę poprawić równowagę między światem online i offline – wyjaśnia Krzysztof Kosiński. – Świat online jest dla dzieci bardzo ciekawy i wciągający, często tak bardzo, że same nie są w stanie się od niego oderwać. Dlatego warto, żeby czasami pojawił się dorosły i powiedział, że już czas zająć się jakąś inną aktywnością.

MegaMisja i #SuperKoderzy to dwa flagowe programy edukacyjne Fundacji Orange dedykowane nauczycielom i uczniom szkół podstawowych. Do tej pory wzięło w nich udział już ponad 1,7 tys. szkół i blisko 44 tys. uczniów w całej Polsce. Oba programy są skupione na kształtowaniu u dzieci kompetencji cyfrowych i pokazywaniu, jak twórczo korzystać z technologii w trakcie lekcji i w czasie wolnym.

– Zajęcia w programie MegaMisja przygotowują dzieci do świadomego i bezpiecznego korzystania ze świata internetu – wyjaśnia jego koordynator. – Najmłodsi uczą się poszukiwania informacji, dowiadują się, czym są prawa autorskie i dlaczego nie można korzystać z pracy innych bez zgody autora. Uczą się także, czym jest poczta internetowa i jak stworzyć bezpieczne hasło oraz jak wykorzystywać sprzęt do nagrywania dźwięku, robienia zdjęć czy nagrywania filmów. MegaMisja jest jednak nie tylko programem o edukacji cyfrowej. Duży nacisk położyliśmy na to, żeby dzieci mogły rozwijać swoje kompetencje społeczne, myśleć, zadawać pytania i rozwiązywać problemy. Poprzez zabawę uczą się rzeczy ważnych.

MegaMisja to 10-miesięczny cykl zajęć dla uczniów klas 1–3 oparty na fabule bajki. Jest przystosowany również do nauki zdalnej. Szkoła, która bierze w nim udział, otrzymuje zarówno pomoce naukowe w postaci tabletów, książek i audiobooków, jak i dostęp do gotowych scenariuszy zajęć, które są zgodne z podstawą programową.

– Nauczyciele w trakcie programu MegaMisja nie zostają sami. Dbamy o rozwój ich wiedzy i umiejętności. Dostarczamy im zarówno szereg webinarów i narzędzi, które umożliwiają poszerzenie warsztatu nauczyciela, jak i wszystko to, co jest niezbędne w trakcie realizacji programu – wymienia koordynator programu z Fundacji Orange.

Udział w programie jest dla szkół bezpłatny. Placówki, które chcą się do niego zgłosić, muszą do 10 maja br. wypełnić formularz online na stronie Fundacji Orange i dołączyć do niego pracę zgłoszeniową, która polega na wykonaniu – wspólnie z uczniami – prostego zadania, dostosowanego do obecnych warunków e-nauczania. Na tej podstawie zostanie wyłonionych 140 szkół, które od września zaczną cyfrowe zajęcia.

– Do programu MegaMisja może zgłosić się każdy nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej bądź nauczyciel wychowawca pracujący w świetlicy szkolnej – wskazuje Krzysztof Kosiński.

Dokładnie takie same zasady obowiązują też w przypadku #SuperKoderów, czyli drugiego z programów, który jest skierowany do nieco starszych uczniów z klas 4–8. W trakcie zajęć dzieci uczą się podstaw programowania – nie tylko na informatyce, lecz także na lekcjach matematyki, przyrody, historii, fizyki, muzyki czy języków obcych.

– Na języku polskim dzieci przygotowują reportaże, przeprowadzają wywiady, montują filmy i reportaże i poznają aplikacje do tego służące. Na biologii czy geografii budują własne stacje pogodowe, robią pomiary temperatury, ciepła i wiatru, a później tworzą wirtualne prezentacje obrazujące zebrane przez nich wyniki. Na lekcjach historii – ucząc się np. o dynastii Piastów – budują drzewa genealogiczne, tworzą gry albo umiejscawiają te wydarzenia na wirtualnych osiach czasu. W tym roku mamy też do zaoferowania nową ścieżkę edukacyjną opartą na druku 3D. Dzieci będą same projektować materiały, które później wydrukują w szkole – wymienia Monika Wrońska. – Dzieciaki uczą się pracy zespołowej i poznają nowe narzędzia cyfrowe. To bardzo kreatywny program, który pokazuje, jak w inteligentny, fajny i interesujący sposób wykorzystywać nowe technologie.

Do HASHSuperKoderów – podobnie jak do MegaMisji – placówki mogą zgłaszać się do 10 maja br. poprzez formularz na stronie fundacji. Także w tym przypadku wyłonionych zostanie 140 szkół, które od września zaczną realizować bezpłatny program. Do tej pory zrealizowało go już ponad 600 szkół w całej Polsce.

– Co ważne, nauczyciele biorący udział w programie nie muszą posiadać specjalnych umiejętności informatycznych czy programistycznych. Wystarczą dobre chęci i zgłoszenie do programu. Szkoła, która zostanie do niego zakwalifikowana, otrzyma grant na zakup zestawów robotów i innych niezbędnych materiałów – wyjaśnia koordynatorka tego programu z Fundacji Orange.