Synerise na podium Booking.com AI Challenge

Zespół ekspertów Synerise zajmujący się sztuczną inteligencją, pod przewodnictwem Jacka Dąbrowskiego (Chief AI Officer), zajął drugie miejsce w konkursie WebTour 2021 Challenge organizowanym przez Booking.com.

Tematyka konkursu koncentrowała się na problemie planowania podróży do wielu destynacji, co jest popularnym scenariuszem branży turystycznej. Celem tego wyzwania było wykorzystanie zbioru danych, opartego na milionach prawdziwych, anonimowych rezerwacji miejsc noclegowych i stworzenie strategii przedstawiającej najlepsze rekomendacje dla kolejnego miejsca docelowego w czasie rzeczywistym. Konkurencja liderów była bardzo wyrównana, a Synerise przegrało nieznacznie z zespołem Nvidia – firmy wycenianej na około 350 miliardów dolarów.

Planowanie podróży zwykle wiąże się z koniecznością synchronizacji różnych elementów – środków transportu, zakwaterowania, atrakcji turystycznych itp. Oprócz uwzględnienia czynników takich jak czas i dostępność, proces decyzyjny nie opiera się wyłącznie na racjonalnych i obiektywnych kryteriach. W rezultacie trudno jest szybko przedstawić odpowiednie rekomendacje odwiedzającym witrynę turystyczną. Uczestnicy musieli zaproponować konkretne metody i techniki wyszukiwania informacji i rekomendacji, biorąc pod uwagę mobilność, pojawiające się preferencje, emocje, a także specyfikę podróży i turystyki w erze COVID-19 i czasie po ustaniu pandemii.

Rozwiązanie przygotowane przez zespół Synerise, w składzie: Jacek Dąbrowski (Chief AI Officer), Konrad Gołuchowski (AI Lead Scientist), Barbara Rychalska (AI/NLP Researcher) i Michał Daniluk (Research Scientist), zostało wyróżnione jako jedno z najlepszych. Model został oparty na Cleora i EMDE – dwóch algorytmach w całości opracowanych przez nasz zespół, które są używane na co dzień w systemach produkcyjnych Synerise.

Cleora to algorytm osadzania wykresów, który jest znacznie szybszy niż konkurenci (~200x szybszy niż DeepWalk i 4x-8x szybszy niż PyTorch-BigGraph) i jest metodą wejściową dla EMDE (tworzy wektory osadzające, które są podawane do EMDE). EMDE to metoda kompresji dla zbiorów wektorów obejmujących bardzo duże przestrzenie wymiarowe. Tworzy małe i wydajne reprezentacje zestawów pozycji multimodalnych (na przykład sesje użytkowników w rekomendacjach) i umożliwia przewidywanie odpowiednich pozycji z tych skompresowanych struktur. EMDE jest zasadniczo systemem rekomendującym. W tym projekcie eksperci Synerise zastosowali go do przestrzeni wektorów miast, aby przedstawić historię podróży użytkownika z przeszłości. W konkursie udowodniono, że EMDE świetnie prezentuje dane sekwencyjne (sekwencje miast, które odwiedza użytkownik).

„W Synerise AI zdecydowaliśmy się porzucić utartą ścieżkę małych, stopniowych ulepszeń i przetestować nowe i nieoczekiwane kierunki badań. Akceptujemy wysokie szanse niepowodzenia, które wiążą się z eksploracją, wiedząc, że ryzyko określa wartość ostatecznego celu. Nasze podejście doprowadziło nas do sformułowania nowego kierunku badań łączącego geometrię różniczkową, statystykę i głębokie uczenie (deep learning). Na tej podstawie stworzyliśmy zestaw unikalnych narzędzi, które składają się na szybki i efektywny system rekomendacji, którego dokładność należy do światowej czołówki. Jednocześnie bardzo zależy nam na praktycznej wartości naszych algorytmów. Staramy się, aby były wykorzystywane przez rzeczywistych ludzi i firmy na rzeczywistych danych do rozwiązywania rzeczywistych problemów. Konkurs Booking Challenge był szczególnie interesujący, ponieważ natura problemu pod wieloma względami różniła się od zadań rekomendacyjnych, w których nasz pakiet osiąga najlepsze wyniki. Jesteśmy wdzięczni za wyróżnienie i możliwość potwierdzenia przydatności naszego podejścia w tej zupełnie nowej dla nas dziedzinie sekwencyjnego planowania tras” – powiedziała Barbara Rychalska, AI/NLP Researcher w Synerise.

Synerise to obecnie jedna z najbardziej znanych i innowacyjnych polskich firm działających w kluczowych dla gospodarki sektorach zaawansowanych technologii, takich jak big data czy sztuczna inteligencja. Firma odważnie inwestuje we własne produkty do przetwarzania danych i rozwiązania z zakresu AI, aby całkowicie zmienić nowoczesne podejście do zarządzania danymi.

W lipcu 2020 roku zespół Synerise AI wygrał prestiżowy konkurs organizowany przez Rakuten Institute of Technology i przedstawił dwa referaty podczas Międzynarodowej Konferencji ACM SIGIR na temat badań i rozwoju w zakresie wyszukiwania informacji, która odbyła się w Xi’an w Chinach.

Arkadiusz Bebel (Quercus TFI): co dalej z akcjami CD Projekt?

CD Projekt, warszawski producent gier video, ma za sobą ciężki miesiąc. Po fenomenalnych działaniach marketingowych, które w 5 lat doprowadziły do kilkunastokrotnego wzrostu wartości jej akcji, spółka spadła nieco na giełdzie po premierze nowej gry. Oczekiwany od lat “Cyberpunk 2077” nie spełnił oczekiwań odbiorców. Szczególnie wersja na konsole – takie jak Playstation i Xbox – pozostawia wiele do życzenia. Jak wpłynie to na dalsze losy CD Projektu?

– Nowa gra CD Projektu nie spełniła oczekiwań graczy, co nie spodobało się inwestorom. Warto jednak spojrzeć na karierę spółki z dłuższej perspektywy. Parę lat temu wizja tego, że wartość akcji CD Projekt spadnie do 250 złotych, brzmiała nierealnie. Wtedy kosztowały niewiele ponad 20 złotych. Zarząd spółki dokonał przez te kilka lat fenomenalnych działań marketingowych – powiedział serwisowi eNewsroom Arkadiusz Bebel, zarządzający funduszami Quercus TFI. – Pamiętać trzeba także, że jest to spółka z Polski – o drobniejszym budżecie i mniejszych możliwościach, niż zachodni giganci. Szkoda, że “Cyberpunk” zawiódł oczekiwania graczy. Ale spółka podjęła już działania naprawcze – pojawiają się kolejne patche, poprawiające jakość gry. Jeżeli uda się odbudować zaufanie graczy, CD Projekt odzyska również zaufanie inwestorów. “Cyberpunk 2077” powinien się całkiem nieźle sprzedawać w dłuższej perspektywie. Jeżeli CD Projekt naprawi kluczowe błędy i odzyska zaufanie graczy, może wspiąć się wyżej na giełdowej drabinie. Myślę, że spadek kursu z ponad 400 na około 250 złotych może być okazją inwestycyjną – ocenia Bebel.

Spadek aktywności najemców niższy niż prognozowany – Cushman & Wakefield podsumowuje rok 2020 na warszawskim rynku biurowym

  • W 2020 roku oddano do użytku ponad 300 000 mkw. powierzchni biurowej w Warszawie.
  • Wskaźnik pustostanów na koniec IV kwartału 2020 r. wyniósł 9,9% i był o 2,1 p.p. wyższy niż rok wcześniej.
  • W IV kw. 2020 roku całkowita powierzchnia oferowanych podnajmów wyniosła ponad 108 000 mkw., co jest wielkością o 16 800 mkw. wyższą niż w III kwartale.
  • Spadek aktywności najemców w 2020 roku wyniósł 31% w stosunku do rekordowego, pod względem popytu, roku 2019 i był niższy niż prognozowany.
  • Udział nowych umów wśród wszystkich zawieranych na rynku transakcji spadł w minionym roku z 61% do 54%, podczas gdy udział umów renegocjacji wzrósł z 29% do 37%.
  • Ograniczona aktywność najemców oraz wzrost dostępnej powierzchni spowodował korektę stawek za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie.

W 2020 roku pandemia koronawirusa doprowadziła do pierwszej od 30 lat recesji w Polsce, a PKB naszego kraju skurczyło się o ok. 2,8%. Według prognoz Moody’s niekorzystne skutki drugiej fali pandemii wywrą negatywny wpływ na gospodarkę również w I kwartale 2021 roku. Niemniej jednak już w II kwartale 2021 spodziewane jest ożywienie, a według wstępnych szacunków wzrost gospodarczy w tym roku wyniesie około 4%.

Podaż: ponad 300 000 mkw. powierzchni biurowej oddano do użytku w 2020 roku

Całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie w 2020 roku powiększyły się o 314 000 mkw. i wyniosły 5,91 mln mkw. Do największych projektów oddanych do użytku w ubiegłym roku można zaliczyć: wielofunkcyjny kompleks The Warsaw Hub (Ghelamco – B – 43 400 mkw. i C – 45 600 mkw.), wieżowiec Mennica Legacy Tower (Golub Get House – 47 900 mkw.) oraz biurowiec Varso II (HB Reavis – 39 900 mkw.). Obecnie w budowie znajduje się blisko 550 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej planowanej do oddania w latach 2021-2022. Według szacunków Cushman & Wakefield w 2021 roku ukończonych zostanie blisko 320 000 mkw., natomiast w 2022 roku – ok. 230 000 mkw.

Biorąc pod uwagę obecną sytuację pandemiczną i mniejszą aktywność najemców spodziewamy się ograniczenia liczby nowych projektów wprowadzonych na rynek z terminem oddania do użytku w latach 2023-2024, co może doprowadzić do wystąpienia efektu luki podażowej w tym okresie – mówi Jan Szulborski, Starszy Konsultant w Dziale Doradztwa i Analiz Rynkowych.

Wskaźnik pustostanów: kontynuacja wzrostu, ale w wolniejszym tempie

Niepewna sytuacja gospodarcza i ostrożność najemców doprowadziły do odwrócenia trendu kompresji wskaźnika powierzchni niewynajętej obserwowanego w latach 2016-2019. W okresie ostatnich dwunastu miesięcy poziom pustostanów w Warszawie wzrósł o około 148 500 mkw. i na koniec 2020 roku wyniósł 583 500 mkw. Nowo realizowane budynki cieszyły się dużym zainteresowaniem najemców, a średni wskaźnik dostępnej powierzchni w momencie oddawania biurowców do użytkowania w 2020 roku wynosił 15%. Wynika to w dużej mierze z rekordowego wolumenu transakcji przednajmu zawartych bądź rozpoczętych jeszcze przed pandemią.

Zwiększenie dostępności powierzchni biurowej przełożyło się na wzrost wskaźnika pustostanów, który na koniec IV kwartału 2020 r. wyniósł 9,9% i był o 2,1 p.p. wyższy niż rok wcześniej. Ponadto, od początku pandemii mogliśmy zaobserwować zwiększoną liczbę ofert podnajmów na warszawskim rynku biurowym. Według szacunków na koniec IV kw. 2020 roku całkowita powierzchnia oferowanych podnajmów wyniosła ponad 108 000 mkw., co jest wielkością o 16 800 mkw. wyższą niż w III kwartale.

Popyt: spadek aktywności najemców niższy niż prognozowany

Okres kwarantanny oraz niepewność związana z wpływem pandemii koronawirusa na gospodarkę spowodowały, że część najemców zdecydowała się na tymczasowe wstrzymanie decyzji dotyczących negocjacji umów najmu. Popyt brutto w całym 2020 roku wyniósł 602 000 mkw. i był o 31% niższy niż w 2019 roku.

Mimo że procentowy spadek wolumenu transakcji w ujęciu rocznym wydaje się wysoki, to należy zauważyć, że w 2019 roku mieliśmy do czynienia z rekordowym popytem na poziomie blisko 880 000 mkw., a wstępne prognozy mówiły o nawet 40-50% zmniejszeniu aktywności najemców w tym roku. W samym IV kw. 2020 r. łączny wolumen transakcji wyniósł 160 400 mkw. i był niższy jedynie o 16% niż rok wcześniej – podkreśla Katarzyna Lipka, Dyrektor Działu Doradztwa i Analiz Rynkowych.

W 2020 roku zmianie uległa dotychczasowa struktura transakcji. Podczas gdy w ostatnich pięciu latach nowe umowy odpowiadały średnio za 61% wszystkich zawieranych na rynku transakcji, w ubiegłym roku ich udział spadł do 54%. Jednocześnie z 29% do 37% wzrósł udział umów renegocjacji.

Spodziewamy się utrzymania tego trendu w ciągu kilku kolejnych kwartałów, ponieważ część najemców może zdecydować się na krótkoterminowe przedłużenie dotychczasowych umów najmu, żeby odłożyć w czasie podjęcie długoterminowych decyzji – dodaje Katarzyna Lipka.

Stawki czynszów: ograniczona aktywność najemców oraz wzrost dostępnej powierzchni spowodował korektę stawek za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie

Wraz z pogarszającym się sentymentem wśród uczestników rynku, stawki bazowe za najlepsze powierzchnie biurowe dla stref Centrum i Poza Centrum w ujęciu rocznym spadły odpowiednio o 0,50 i 0,25 EUR/mkw./miesiąc i znalazły się na poziomie 23,50 EUR/mkw./miesiąc w Centrum i 14,75 EUR/mkw./miesiąc poza Centrum.

W kolejnych kwartałach możemy spodziewać się stabilizacji czynszów bazowych wraz ze wzrostem pakietu zachęt, w postaci zwiększonego okresu zwolnienia z czynszu lub powiększonych dopłat do wykończenia biura, które zwiększą presję na czynsze efektywne – mówi Jan Szulborski.

Magazynowy boom w 2020 r. Jaki będzie 2021?

Pomimo pandemii rynek magazynowy w Polsce pozostaje w bardzo dobrej kondycji. W 2020 roku zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej zwiększyły się o ponad 2 mln mkw. Tym samym całkowita podaż osiągnęła w Polsce 20,6 mln mkw. W porównaniu z 2019 r. to wzrost o ponad 10%. Eksperci Colliers prognozują, że wysoki poziom podaży utrzyma się również w roku 2021.

Warszawa z największym wzrostem podaży

98% całkowitej podaży nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce zlokalizowane jest na 11 głównych rynkach. W ubiegłym roku największy przyrost nowej powierzchni w porównaniu do 2019 odnotowała Warszawa (566 tys. mkw. w ramach trzech stref), Górny Śląsk (438 tys. mkw.) oraz Wrocław (360 tys. mkw.).

— Intensywny rozwój rynku magazynowego aglomeracji warszawskiej pokazuje, że obecnie na znaczeniu zyskuje logistyka tzw. ostatniej mili oraz małe magazyny miejskie (SBU) obsługujące klientów z sektora e-commerce. W celu zminimalizowania potencjalnego ryzyka utraty płynności w przepływie towarów firmy widzą konieczność reorganizacji i skrócenia dotychczasowego łańcucha dostaw, stąd ich zainteresowanie magazynami zlokalizowanymi w miastach. To na te produkty stawiają dziś deweloperzy działającący na rynku. Przewidujemy, że w 2021 r. trend na wynajem mniejszych modułów na terenach miejskich się utrzyma — prognozuje Jan Barbasiewicz, partner, Dział Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.

Pomimo nietypowej sytuacji wywołanej pandemią, większość inwestycji w fazie budowy była realizowana zgodnie z harmonogramem. Do największych projektów oddanych w 2020 r. zaliczyć należy: A2 Warsaw Park firmy Panattoni w Grodzisku (103,7 tys. mkw.), Hillwood Wrocław Wschód II (63,9 tys. mkw.), kolejny etap Elite Mszczonów Logistic Park/d. P3 Mszczonów/ (58,5 tys. mkw.), Panattoni Park Ruda Śląska II (56 tys. mkw.), Hillwood Oleśnica (53 tys. mkw.), oraz 7R Park Gdańsk II (51,8 tys. mkw.). Uruchomiono również centra logistyczne dwóch gigantów branży e-commerce – Amazon otworzył w Gliwicach swoje największe, ósme już centrum w Polsce, natomiast Zalando swoją trzecią lokalizację w kraju (w Głuchowie pod Łodzią).

— Od początku 2020 r. obserwowaliśmy trend wzrostowy w ilości nowej powierzchni dostarczanej na polski rynek magazynowy. Podczas gdy w I kw. oddano 455 tys. mkw., w II kw. było to już 622 tys. mkw., a w III kw. 671 tys. mkw. W IV kw. nastąpiło zwolnienie tempa i nowa podaż osiągnęła poziom 301 tys. mkw. Pod koniec roku w budowie znajdowało się kolejne 2 mln mkw. Także deweloperzy z innych sektorów zauważają potencjał rynku magazynowego, który dzięki intensywnemu rozwojowi e-commerce i branży kurierskiej staje się atrakcyjną formą lokaty kapitału — mówi Maciej Chmielewski, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.

— Tak jak w przypadku nieruchomości biurowych, tak i na rynku magazynowym deweloperzy coraz większą wagę przywiązują do stosowania rozwiązań ekologicznych, zgodnych z koncepcją zrównoważonego rozwoju. Rynek kieruje się także w stronę automatyzacji magazynów oraz zapewnieniu w ofercie niestandardowych, elastycznych rozwiązań, które dają możliwość wyróżnienia się i podniesienia atrakcyjności powierzchni. Spodziewamy się, że powierzchnia magazynowa, która trafi na rynek w najbliższych latach będzie w coraz wyższym standardzie — dodaje Jan Barabsiewicz.

Rekordowy popyt

W 2020 roku najemcy wykazali się rekordową aktywnością – roczny popyt osiągnął poziom 5,4 mln mkw. Dla porównania w 2019 r. całkowity wolumen wynajętej powierzchni wyniósł 4,3 mln mkw., a zatem jest to wzrost o blisko 26% r/r.

Najchętniej wybieraną przez najemców lokalizacją była Warszawa (1,2 mln mkw. wynajęte w ramach trzech stref magazynowych) oraz Górny Śląsk (1,07 mln mkw.), który odnotował wzrost poziomu popytu w stosunku do 2019 r. o 79%. Tylko na tych dwóch rynkach umowami najmu objęto blisko połowę (42%) całej wynajętej w Polsce w 2020 r. powierzchni magazynowej. Na popularności zyskały również lokalizacje położone w Polsce Zachodniej, gdzie wynajęto 265 tys. mkw. (40 tys. mkw. w 2019 r.), Bydgoszcz/Toruń (139 tys. mkw. vs. 55 tys. mkw.) oraz Kraków (150 tys. mkw. vs. 77 tys. mkw.).

— Tak wysoki wskaźnik popytu na magazyny pokazuje nam, w jaką stronę zmierza rynek – firmy rozwijają internetowe kanały sprzedaży i w tym celu zwiększają swoje zaplecze magazynowe. Stanowi to dodatkową motywację dla inwestorow albo funduszy inwestycyjnych, by powiększać swój portfel inwestycyjny o ten rodzaj powierzchni. Przy wyjątkowo intensywnym rozwoju sektora e-commerce wyzwaniem w najbliższym czasie może być zapewnienie wystarczającej liczby obiektów udostępniających duże powierzchnie rzędu 20-40 tys. mkw. W efekcie najemcy, którzy będą potrzebowali szybko wynająć dodatkową przestrzeń, będą musieli na nią poczekać. Ta sytuacja zapewni przewagę firmom, które zdążyły się na to przygotować — prognozuje Maciej Chmielewski.

2020 r. obfitował w znaczące transakcje. W pierwszej piątce tych największych są m.in. dwie transakcje firmy Amazon, która rozpoczęła budowę centrum logistycznego w Świebodzinie (200,4 tys. mkw.) w ramach umowy BTS oraz w Hillwood Łódź Górna (67,5 tys. mkw.) w ramach nowej umowy. Na szczególną uwagę zasługuje również wynajem przez Euro-net 73,4 tys. mkw. powierzchni w Prologis Park Janki (nowa umowa), wynajęcie przez Żabkę obiektu BTS Radzymin (67,5 tys. mkw.) oraz transakcja typu BTS zawarta przez 4F na magazyn w Czeladzi (67 tys. mkw.). Wśród najemców dominowali przedstawiciele sektora 3PL (32% wolumenu transakcji) oraz branży handlowej (24%).

Dużo nowych umów, czynsze bez zmian

Najwyższe bazowe stawki czynszu odnotowano w warszawskiej strefie I – średnio wynosiły między 4 a 5 euro za mkw. na miesiąc. Natomiast w pozostałych strefach oraz pozostałych rynkach regionalnych, stawki bazowe wahały się pomiędzy 2,7-3,8 euro za mkw. na miesiąc.

— Pomimo wysokiego wskaźnika popytu, stawki czynszu na głównych rynkach magazynowych w Polsce utrzymały się na stabilnym poziomie. Odnotowaliśmy duży udział nowych umów w strukturze najmu – stanowiły ponad połowę całkowitego wolumenu (54%). W szczególności w pierwszych miesiącach po ogłoszeniu pandemii najemcy wykazali znaczny wzrost zainteresowania zawieraniem krótkoterminowych umów najmu – udział powierzchni objętej tego typu transakcjami wzrósł w porównaniu z rokiem 2019 aż o blisko 85% – mówi Agnieszka Bogucka, analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Liczba pustostanów zmalała

— Choć często wysoka podaż nowej powierzchni idzie w parze ze wzrostem wskaźnika pustostanów, w tym roku na rynku magazynowym nie mamy do czynienia z tego rodzaju zależnością. Wręcz przeciwnie – duże zainteresowanie najemców przełożyło się na spadek wskaźnika powierzchni niewynajętej, który na koniec roku wyniósł  6,6%, czyli o 0,4% mniej niż w analogicznym okresie 2019 r. — podaje Agnieszka Bogucka.

Najniższym wskaźnikiem pustostanów ponownie, jak w roku 2019, może pochwalić się Szczecin (0,2%) oraz wschodnie regiony Polski (0,3%). Natomiast najwięcej dostępnej powierzchni znajdowało się na Śląsku (8,9%) oraz w Polsce Centralnej (8,3%), na co wpływ mogło mieć oddanie dużej liczby nowych magazynów na tych obszarach.

— 2020 r. był bardzo dobrym rokiem dla magazynów. Biorąc pod uwagę ilość powierzchni znajdującej się obecnie w budowie oraz zapotrzebowanie na nią wśród najemców, możemy przewidywać, że 2021 nie pozostanie w tyle. Zarówno pod względem podaży, popytu, jak i wskaźnika pustostanów czeka nas kolejny obiecujący rok – podsumowuje Jan Barbasiewicz.

Deloitte: Prawie 60 proc. pracowników w Polsce oczekuje, że po pandemii nadal częściej będzie pracować zdalnie

Bezprecedensowe środki zastosowane w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się COVID-19 zmusiły firmy do intensyfikacji działań na rzecz szerszego zastosowania rozwiązań cyfrowych. Jak wskazują autorzy raportu „Voice of the European workforce” firmy doradczej Deloitte, ponad 80 proc. ich respondentów w Europie deklaruje, że przestawienie się na pracę zdalną w związku z pandemią, było dla nich łatwe lub bardzo łatwe. Nad Wisłą dużą rolę w dostosowaniu się do nowych realiów odegrało zaufanie współpracowników.

Aż 80 proc. europejskich respondentów badania Deloitte przyznaje, że w ostatnich miesiącach doświadczyło co najmniej jednej zmiany warunków pracy, przy czym najczęstszą, wskazywaną aż przez 57 proc. respondentów, jest przejście na pracę zdalną. Około 60 proc. osób, które musiały pracować zdalnie, ale też co piąty pracownik, który wykonywał pracę z biura, przyznał, że stała się ona bardziej elastyczna w swojej formie.

– Jak wynika z naszego raportu, możliwości częstszej pracy zdalnej po powrocie sytuacji do normalności, spodziewa się 62 proc. pracowników w Europie i 57 proc. nad Wisłą. Co ciekawe, w przypadku ankietowanych z Europy odsetek ten jest nawet wyższy wśród osób, którym przed pandemią nie zdarzało się pracować zdalnie i wynosi 70 proc. – mówi John Guziak, partner, lider zespołu ds. kapitału ludzkiego w Europie Środkowej.

Ponad 80 proc. respondentów deklaruje, że przestawienie się na pracę zdalną i inne związane z pandemią zmiany, jak elastyczne godziny pracy czy większa autonomia, było dla nich łatwe bądź bardzo łatwe. Większość europejskich pracowników (86 proc.) odpowiadała, że najłatwiej przyszło im dostosowanie się do wzrostu ich autonomii w miejscu pracy. Polscy pracownicy najczęściej wskazywali zmianę godzin pracy i bardziej elastyczny jej harmonogram (85 proc.).

W oparciu o zaufanie

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że dla 40 proc. ankietowanych z Europy w dostosowaniu się do zmian, jakie przyniósł COVID-19 pomocne było zaufanie ze strony liderów, a niewiele mniej, bo 38 proc. wskazywało zaufanie współpracowników. W przypadku Polski najczęściej padała odpowiedź – zaufanie kolegów i członków zespołu oraz mijający czas. 47 proc. zapytanych odpowiadało, że w miarę upływu dni przyzwyczajali się do nowej rzeczywistości w pracy. Zaufanie liderów było dopiero na czwartym miejscu, odpowiedziało tak 33 proc. respondentów. Jak zauważają autorzy raportu, tworzenie atmosfery zaufania w pracy wymaga świadomego wysiłku ze strony przełożonych zwłaszcza, gdy zespoły pracują zdalnie.

Poza zaufaniem, także europejscy pracownicy przyznają, że wraz z mijającymi dniami coraz bardziej przyzwyczajali się do zmian (39 proc.). Wsparciem były także sieci kontaktów zawodowych (37 proc.) i narzędzia IT (30 proc.). Czynnik ludzki okazał się więc bardziej pomocny niż technologia.

– Polacy liczą, że wzrost zaufania zarówno liderów do swoich zespołów, jak i między współpracownikami jest zmianą, która zostanie z nimi także po pandemii. Odpowiedziało tak 38 proc. polskich pracowników. Jedna trzecia naszych ankietowanych w Europie oczekuje, że także w czasach postpandemicznych będą mieli większą elastyczność w decydowaniu o tym, kiedy i w jaki sposób będą pracować – mówi John Guziak.

Wyzwanie dla pracowników i pracodawców

Jak zauważają eksperci Deloitte, przy większym rozproszeniu kadry, przedsiębiorstwa muszą nauczyć się sposobu zarządzania bardziej autonomicznymi pracownikami i zespołami. To wyzwanie będzie wymagało odejścia od starych modeli wynagradzania i oceny. 32 proc. pracowników w Europie i 31 proc. w Polsce wyraża obawę przed koniecznością pracy w większym wymiarze za to samo wynagrodzenie. Ustępuje jej tylko wzrost niepewności zatrudnienia. Taką obawę wyraża 46 proc. polskich pracowników i 36 proc. w Europie.

60 proc. respondentów z Europy i aż 65 proc. w Polsce uważa, że najbardziej przydatna w rzeczywistości popandemicznej będzie umiejętność dostosowania się do nowych warunków.

Warto tu odnotować, że pozytywnie lub bardzo pozytywnie swoją zawodową przyszłość ocenia 55 proc. ankietowanych z Polski i niespełna połowa pracowników w Europie. – Firmy powinny wykorzystać pozytywne nastawienie wśród pracowników i z większą determinacją budować jeszcze silniejsze zespoły. Nie oznacza to wyłącznie szkolenia pracowników w zakresie kompetencji technicznych. Słuszną decyzją będzie tworzenie kultury organizacyjnej oraz kreowanie postaw sprzyjających umiejętności uczenia się oraz stosowania i wykorzystywania nowych umiejętności – podsumowuje John Guziak.

O badaniu

Badanie „Voice of the European workforce” zostało przeprowadzone w czerwcu 2020 r. i objęło 10 tys. pracowników z siedmiu krajów w Europie (Francji, Niemiec, Włoch, Portugalii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Polski). Połowę respondentów stanowili pracownicy w wieku 50 lat lub starsi, drugą połowę — pracownicy powyżej 18, lecz poniżej 50 roku życia. Respondenci zostali dobrani pod względem wieku i płci w taki sposób, aby odzwierciedlić strukturę siły roboczej w każdym kraju.

Nowe badanie rynku pracy: Nokaut w hotelarstwie i gastronomii, nieprzerwany rozwój branży IT

Przedłużająca się pandemia wciąż wywiera duży wpływ na rynek pracy. Wyniki 42. edycji badania Monitor Rynku Pracy, przeprowadzonego przez Randstad we współpracy z Instytutem Badań Pollster, pokazują, że pracownicy boją się utraty pracy i nie najlepiej oceniają szanse na znalezienie nowej posady. Chyba, że mowa o sektorze IT – komentuje Magdalena Rogóż z Kodilla.com.

Jeśli miałbym wybrać dwie branże, które najlepiej pokazują, jak różne efekty dla sytuacji pracowników przyniósł pandemiczny kryzys, to wskazałbym z jednej strony hotelarstwo i gastronomię, a z drugiej ITC” – analizuje w raporcie Monitor Rynku Pracy Łukasz Komuda, ekspert ds. rynku pracy z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych. Jego zdaniem pierwszy wspomniany sektor został właściwie znokautowany przez lockdowny, podczas gdy telekomunikacja i IT nie tylko przeszły przez turbulencje suchą stopą, ale wręcz zyskały ze względu na zwiększone zapotrzebowanie biznesu na usługi telekomunikacyjne, głównie ze względu na konieczność pracy zdalnej.

Przepaść w zarobkach

wynagrodzenia
Monitor Rynku Pracy 42. edycja/Randstad

Przepaść pomiędzy skrajnościami widać niemal w każdym aspekcie badania Randstad, ale najbardziej jest to widoczne, gdy przyjrzymy się wynagrodzeniom. Pracownicy sektora IT najrzadziej sygnalizowali bowiem obniżki pensji, najczęściej – podwyżki. Byli też najbardziej zadowoleni z poziomu zarobków. „Podczas gdy ludzie z hotelarstwa i gastronomii zamykali stawkę w zestawieniach branżowych. Już przed kryzysem między tymi branżami występowała różnica w pracowniczej ocenie sytuacji, ale pandemia pomnożyła ten dystans wielokrotnie” – pisze Komuda.

Tę zależność widać także obserwując losy osób, które w 2020 roku podjęły decyzję o przebranżowieniu – komentuje Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania online Kodilla.com.

Mimo trudnej sytuacji, liczba osób, które rozpoczęły szkolenia z programowania nie tylko nie zmalała, ale nawet wzrosła w stosunku do lat ubiegłych. Do osób, które zdecydowały się przebranżowić – ze względu na chęć zmiany kariery – dołączyły bowiem także te, które ze względu na lockdown straciły możliwość zarobku. Wśród nich bywali np. piloci wycieczek, zawodowi muzycy czy aktorzy – mówi ekspertka z Kodilla.com.

Dodajmy jednak, że u większości ankietowanych (53 proc.) wynagrodzenie u obecnego pracodawcy nie uległo zmianie w 2020 roku. 30 proc. respondentów przyznało, że otrzymało podwyżkę, natomiast u 17 proc. badanych pensja zmniejszyła się. Warto zauważyć, że do zmian nie doszło przede wszystkim w centralnej Polsce (województwa: łódzkie, mazowieckie, świętokrzyskie) oraz na wschodzie kraju.

Wraz z wiekiem uczestników malał odsetek tych, którzy otrzymali w minionym roku podwyżkę. Różnice dotyczą także płci. Podczas gdy 28 proc. kobiet odpowiedziało, że ich zarobki zwiększyły się, mężczyzn było więcej o 4 p.p. W porównaniu między grupami zawodowymi w tej kwestii najlepiej wypadają: kadra kierownicza średniego szczebla (43 proc.) oraz inżynierowie (38 proc.). W większości stałe wzrosty wynagrodzenia w wyniosły od 5 do 10% (42% przypadków). Mniej niż 5% otrzymało 24 proc. badanych, a więcej między 10 a 20% – 20 proc. ankietowanych.

Mniejsza szansa na nową pracę?

Z badania Randstad wynika ponadto, że w ostatnim kwartale 2020 r. spadł optymizm w kwestii szans na znalezienie nowej posady (w ciągu kolejnych 6 miesięcy). Jakiejkolwiek szanse widzi obecnie 79% badanych (spadek o 5 p.p. w porównaniu do trzeciego kwartału), a na znalezienie pracy – tak samo dobrej lub lepszej – już tylko 55% (spadek z 62 proc.) Jednocześnie, swoje szanse na zatrudnienie lepiej oceniają mężczyźni. Podczas gdy 84 proc. panów jest przekonanych, że znalazłoby bez trudu w ciągu 6 miesięcy jakąkolwiek nową pracę, w ten sam sposób wypowiedziało się jedynie 71 proc. pań. Jak podkreśla w badaniu Monika Fedorczuk z Konfederacji Lewiatan, wpływ na to może mieć ograniczenie oferty usług opiekuńczych i zamknięcie szkół.

„W wielu wypadkach to na kobiety spadają obowiązki związane ze wsparciem dzieci w nauce czy opieka nad dziećmi przedszkolnymi, co powoduje nie tylko znacząco zwiększenie obciążenia, ale też gorszą ocenę swoich możliwości jako pracownika” – tłumaczy ekspertka.

Z takiego trendu wymyka się jednak wspomniany już sektor IT, w którym obowiązki pracownika są realizowana głównie w systemie home office, a godziny pracy są bardziej elastyczne niż w wielu innych branżach. – Tylko w pierwszym okresie pandemii aż 67 proc. firm działających w Polsce, które dotąd nie oferowały możliwości pracy zdalnej, zdecydowało się na taki krok. Potem dołączały do nich kolejne przedsiębiorstwa, takie jak nieruchomości, usługi dla biznesu czy SSC/BPO. Bardzo widoczny trend nastąpił jednak w branży IT, w której model pracy zdalnej był możliwy od dawna, jednak bardziej jako alternatywa niż reguła. Obecnie większość programistów pracuje zdalnie, co w dużym stopniu pozwala pogodzić obowiązki służbowe z życiem rodzinnym. Podobnie jest, jeśli spojrzymy na rynek edukacyjny, bowiem nie tylko uczniowie kształcą się w domach, ale coraz więcej osób zapisuje się na różnego rodzaju kursy prowadzone właśnie w formie online – mówi Magdalena Rogóż.

Wśród innych grup zawodowych najlepiej swoje szanse na nową pracę oceniają: brygadziści (91 proc.), a wśród poszczególnych branż – pracownicy sektora ochrony (88 proc.), transportu i logistyki (85 proc.), budownictwa (83 proc.) oraz edukacji (82 proc.). Poza tym, jak wynika z badania, pracę w sześciu miesiącach poprzedzających sondaż zmieniło 23% respondentów. To o 3 punkty procentowe więcej w porównaniu do trzeciego kwartału 2020 roku. Mniej badanych osób, bo 18 proc., zmieniło stanowisko u swojego aktualnego pracodawcy. Jednym z decydujących czynników było wyższe wynagrodzenie w nowej firmie. Widać jednak znaczny spadek tego wskaźnika w stosunku do ubiegłego kwartału – z 42% do 34% W drugiej połowie 2020 roku równie duża część badanych (34%) zmieniła pracę, ponieważ została dotknięta redukcją etatów. Tu z kolei nastąpił wzrost o 8 p.p. w porównaniu do poprzedniego kwartału (34 proc. vs. 26 proc.).

„Redukcje widoczne są przede wszystkim w sektorze usług, branży gastronomicznej i hotelarskiej, a także częściowo w handlu. Z drugiej strony są sektory, które cały czas prowadzą rekrutacje, m.in. branża produkcyjna i logistyczna. Dla wielu pracowników, którzy stracili pracę, podjęcie zatrudnienia w tych branżach może być dobrym rozwiązaniem, choćby tymczasowo wspierającym ich sytuację finansową do czasu pojawienia się możliwości zawodowych w ich specjalizacjach” – mówi Monika Hryniszyn, Dyrektor Personalna i HR Consultancy w Randstad Polska.

zmiana_pracodawcy
Monitor Rynku Pracy 42. edycja/Randstad

Kolejnymi istotnymi powodami zmiany miejsca pracy, choć tracącymi na znaczeniu w stosunku do poprzedniego kwartału, są: potrzeba rozwoju zawodowego – spadek z 39% do 33% oraz korzystniejsza forma zatrudnienia u nowego pracodawcy – spadek z 39% do 33%.

Najdłużej nowego stanowiska szukali mieszkańcy regionu północnego (3,4 miesiąca w województwie pomorskim i zachodniopomorskim) oraz południa (3 miesiące w województwach: dolnośląskim, opolskim, śląskim i małopolskim). Dłuższy okres poszukiwania nowego zatrudnienia dotyczy też osób zamieszkałych w miastach od 20 do 50 tys. mieszkańców (3,8 miesiąca) oraz do 20 tys. mieszkańców (3 miesiące).

Najkrócej znalezienie nowej pracy zajęło osobom z zachodnich regionów Polski (2 miesiące w województwach: lubuskim, wielkopolskim i kujawsko-pomorskim), a także pracownicy ze wsi w obrębie dużej aglomeracji miejskiej oraz z miast od 50 do 200 tys. mieszkańców – średnio 2,3 miesiąca.

Nadal są branże, w których pracownicy są szczęśliwi!

Na pytanie „Na ile jesteś zadowolony z pracy w swojej firmie?” 76% respondentów odpowiedziało, że jest raczej lub bardzo zadowolonych z pracy. Osoby bardzo niezadowolone stanowią zaledwie 1% ankietowanych. Największa satysfakcja z wykonywanego zawodu dotyczy mieszkańców północnej (83%) oraz wschodniej (81% w województwach: warmińsko-mazurskim, podlaskim, lubelskim i podkarpackim) części Polski.

Z badania wynika, że na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat zadowolenie Polaków z pracy nie zmieniło się. Najwyższy notowany do tej pory wynik (79 proc.) dotyczył pierwszego kwartału roku 2019. Najbardziej usatysfakcjonowane pozostają osoby samozatrudnione – aż 88% badanych prowadzących własną działalność podkreśla swoje zadowolenie z wykonywanego zawodu.

zadowolenie_z_pracy
Monitor Rynku Pracy 42. edycja/Randstad

Tuż przed pandemią, na początku 2020 roku analizowaliśmy ówczesny rynek pracy pod kątem tzw. pracoszczęścia. Idealną firmę, zdaniem połowy Polaków, cechowała stabilność finansowa, umożliwienie pracownikom swobodnego działania i rozwoju czy otwartość na nowe inicjatywy. Takie warunki spełniali najczęściej pracodawcy z branży IT, marketingu i reklamy oraz inżynierii. Kilka tygodni później rozpoczęła się pandemia, której skutki wszyscy znamy, ale mimo że mija rok od tamtych badań, takie sektory jak IT nadal określane są jako szczęśliwe branże, tzn. pracownicy odczuwają satysfakcję, a poziom ich usług jest dzięki temu na wysokim poziomie – podsumowuje Magdalena Rogóż.

Jak podaje nowy raport Randstad, poza wysoką satysfakcją wśród programistów nienajgorsze nastroje są także w edukacji i w przemyśle, branży finansowej i ubezpieczeniowej, a także w opiece zdrowotnej.

Oprac. Kodilla.com

Walka o zachowanie optymizmu

Tło dla klimatu na rynkach finansowych pozostaje w miarę pozytywne, co pcha indeksy na nowe szczyty, ale na FX jeszcze trwa dyskusja o kierunku dla USD, a w rezultacie dla całego trendu reflacyjnego. Jednocześnie postępy w pracach nad pakietem fiskalnym w USA i przyspieszające (choć nie wszędzie) tempo szczepień oferuje punkt zaczepienia dla globalnego apetytu na ryzyko.

Nie jest łatwo wrócić na postpandemiczną hossę, kiedy pandemia jeszcze się nie zakończyła. Mimo to inwestorzy chcą dyskontować przyszłość, pod warunkiem, że rysuje się ona w nieskazitelnie optymistycznych barwach. Z tym od początku roku jest trudno wraz z wykryciem wysoce zaraźliwych mutacji wirusa i przedłużaniem lockdownów. Szybkie tempo szczepień jest ważnym wyróżnikiem walut, co widać po sile amerykańskiego dolara, brytyjskiego funta czy izraelskiego szekla. Ale w globalnym ujęciu liczy się wsparcie dla odbicia ożywienia, kiedy obciążenie systemu zdrowotnego będzie mniejsze, a aktywność gospodarcza zacznie wracać do normy. Rynek akcji dalej wierzy w poprawę zysków spółek, w czym ma też pomóc dodatkowe 1,9 bln USD pakietu fiskalnego USA. W piątek Senat przegłosował rezolucję budżetową (choć przy remisie 50-50 potrzebny był decydujący głos wiceprezydent Harris), dzięki której będzie możliwe szybkie zatwierdzenie części wydatków bez pójścia na ugodę z Republikanami. Jak ważne są to środki przypomniała w weekend sekretarz skarbu Yellen, zdaniem której zatwierdzenie pakietu pozwoli USA wrócić do pełnego zatrudnienia w 2022 r. Odważna deklaracja, która jednak pokazuje, o jaką stawkę toczy się gra.

Szczególnie, że styczniowy raport z rynku pracy pokazał, że nadal są problemy z odbudową zatrudnienia – w sektorze pozarolniczym przybyło tylko 49 tys. miejsc, mniej niż prognozowane 105 tys. i przy rewizji w dół o 159 tys. odczytów za poprzednie dwa miesiące. Rynek odczytał słabe dane jako silniejszy argument za forsowaniem pakietu fiskalnego, czyli będzie więcej pieniędzy na wsparcie ożywienia. I z takim pozytywnym przekonaniem wchodzimy w nowy tydzień. Kolejne dni nie oferują wiele ważnych wydarzeń, więc interesującym będzie, jak długo uda się pociągnąć bez dostarczania świeżego paliwa. Optymizm reflacyjny przywraca dyskusję o wcześniejszym temperowaniu QE przez Fed i to chroni USD przed czystą wyprzedażą w zamian za kupno ryzykownych aktywów. Ale Fed pozostaje ultra-gołębi w swoim przekazie i oczekiwałbym, że w najbliższych przemówieniach przedstawicieli Fed usłyszymy więcej o podtrzymaniu luzowania. Dziś przemawia Mester, a w środę uwaga skupi się na prezesie Powellu.

W Polsce jesteśmy już po przemówieniu prezesa banku centralnego, które należy ocenić jako pozytywne dla złotego. W piątek prezes NBP A. Glapiński odpowiadał na przesłane wcześniej pytania dziennikarzy, ale nie dowiedzieliśmy się nic nowego. Prezes powtórzył, że w kolejnych kwartałach najbardziej prawdopodobne będzie utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Interwencje walutowe nadal są możliwe i będą uzależnione od warunków rynkowych. Brak bardziej gołębich sygnałów pomimo umocnienia złotego w ostatnich dniach skutkował powrotem EUR/PLN do tegorocznych minimów przy 4,48. Pomimo nerwowego klimatu inwestycyjnego ze spadającym EUR/USD i silniejszym dolarem, co zwykle negatywnie odbija się na zachowaniu walut regionu, EUR/PLN mimo wszystko utrzymał się poniżej 4,50. Sugeruje to przekonanie inwestorów do utrzymywania pozycji w złotym i dobrze rokuje dla dalszych spadków EUR/PLN w kierunku 4,47 w kolejnych dniach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Amazon rozpoczyna współpracę z Cyfrową Polską

Amazon dołączył do grona firm technologicznych zrzeszonych w Związku Cyfrowa Polska. Amazon to lider cyfrowy, m.in. w dziedzinie e-commerce.

Jak podkreśla prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik, e-commerce w Polsce to ogromny rynek, który wymaga szczególnej uwagi. – E-commerce cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. Zarówno konsumenci, jak i firmy widzą w sprzedaży internetowej duży potencjał, który w naszym kraju jest jeszcze niewykorzystany – mówi Michał Kanownik. I dodaje: – Amazon to lider w cyfryzacji, dlatego liczę na wiele wspólnych projektów, np. w szerzeniu świadomości na temat rozwiązań cyfrowych w biznesie, administracji czy też cyberbezpieczeństwa.

Z kolei przedstawiciel Amazon, Mariusz Mielczarek, Dyrektor ds. Regulacji i Sektora Publicznego w Europie Środkowo- Wschodniej zaznacza: Rynek cyfrowy w Polsce bardzo szybko się rozwija, co dostrzegamy w Amazon. Widzimy też jednak, że polskie firmy napotykają różnego rodzaju przeszkody rozwijając cyfrowy kanał sprzedaży. Pokazują to też badania, np.  Indeks Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego (DESI), zgodnie z którym polskie firmy zajmują dopiero 25. miejsce na 28 państw Unii Europejskiej w zakresie integracji technologii cyfrowych przez przedsiębiorstwa. Amazon oferuje narzędzia, które umożliwiają przedsiębiorcom rozwijanie działalności na rynku e-commerce i na tym się skupiamy w Polsce. Nie tylko dajemy dostęp do nowych rynków, ale również pomagamy chronić własność intelektualną czy znaki towarowe, dając szansę na uczciwą konkurencję w skali globalnej. Mamy nadzieję, że współpraca ze Związkiem Cyfrowa Polska sprawi, że razem dotrzemy do jeszcze większej liczby polskich przedsiębiorców.

Naczelny Sąd Administracyjny wstawił się za podatnikami. Po wyroku wzrośnie rola dowodów

W przestrzeni publicznej od już dłuższego czasu pojawiają się zapowiedzi wzmożonych kontroli podatkowych w firmach. I z tego też względu niezwykle istotny jest niedawny wyrok NSA. Fiskus kwestionował realność faktur pochodzących od podzleceniodawców, a przede wszystkim marginalizował inicjatywę dowodową przedsiębiorcy. Natomiast podatnik w toku tego typu postępowań musi mieć zapewnione prawo udowodnienia swoich racji. Eksperci uważają, że orzeczenie może stworzyć bufor ochronny przed zbyt dużą uznaniowością fiskusa. Ale też przestrzegają przed zbyt dużym optymizmem i zarzucaniem organów wnioskami dowodowymi.

W Centralnej Bazie Orzeczeń Sądów Administracyjnych ukazał się kolejny ważny wyrok NSA w sprawie tzw. pustych faktur. Uchylono orzeczenie sądu niższej instancji oraz obu instancji organów podatkowych. Jak wynika z wyroku Sądu I Instancji, sprawa dotyczyła przedsiębiorcy, który realizował kontrakt budowlany w ramach zamówień publicznych na obiekt użyteczności publicznej. Fiskus zakwestionował realność faktur pochodzących od podzleceniodawców.

– Z wyroku WSA w Gliwicach wynika, że organy konsekwentnie twierdziły, iż przedsiębiorca nie może odliczyć podatku VAT od faktur pochodzących od jego podzleceniodawców. I to pomimo tego, że budynki zostały w całości postawione i oddane do użytkowania. Jeśli zasadniczą podstawą uchylenia wyroku było zaakceptowanie przez Sąd oddalenia przez organy wniosków dowodowych skarżącego, to może to mieć znaczenie dla innych podatników uwikłanych w spory podatkowe – komentuje dr Remigiusz Stanek, Partner w STANEK Legal, ekspert BCC ds. postępowań podatkowych.

Eksperci przewidują, że w najbliższym czasie należy się spodziewać wzmożonych kontroli dotyczących prawidłowości rozliczeń podatkowych. Jak podkreśla Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI, wyrok NSA jest istotny również z tego powodu. Poziom skomplikowania przepisów prawa podatkowego oraz zakres nakładanych nowych obowiązków pozostaje wciąż wysoki. Organy skarbowe raczej nie będą mieć problemów ze znalezieniem pola sporu z podatnikami. A jeśli pojawią się zarzuty niezachowania zasad należytej staranności w kontaktach z kontrahentami, wówczas koniecznością będzie składanie wniosków dowodowych, aby wykazać swoją rację.

– Kwestia naruszeń proceduralnych dotyczących oddalenia wniosków dowodowych obejmuje nie tylko obszar tzw. pustych faktur. To orzeczenie NSA może mieć wpływ także na wszystkie inne postępowania, które toczą się w stosunku do podatników. A tych, jak wiemy, jest coraz więcej. To dotyczy np. obszaru pozbawienia podatników możliwości odliczenia kosztów uzyskania przychodów od również nierzetelnych faktur czy innych transakcji, które są kwestionowane przez organy podatkowe  – dodaje dr Stanek.

Jak wychodzi z orzeczenia WSA w Gliwicach, śląski przedsiębiorca starał się udowodnić, iż usługi podzlecone zostały faktycznie wykonane. Jednak konsekwentnie oddalano zgłaszane przez niego wnioski dowodowe dotyczące przesłuchania świadków, którzy uczestniczyli w procesie budowlanym. A oni przecież mieli wiedzę na temat realizacji kwestionowanych przez organy oraz Sąd I instancji transakcji skarżącego. W tym przypadku były to wnioski dowodowe kluczowe dla obrony stanowiska przedsiębiorcy.

– Żądanie strony dotyczące przeprowadzenia dowodu należy uwzględnić, jeżeli przedmiotem dowodu są okoliczności mające znaczenie dla sprawy, chyba że okoliczności te stwierdzone są wystarczająco już innym dowodem. Inaczej naruszenia doznaje zasada wynikająca z art. 188 ordynacji podatkowej – podkreśla ekspert BCC ds. postępowań podatkowych.

Zdaniem Marka Niczyporuka, organ rozstrzygający postępowanie podatkowe stoi przede wszystkim na straży wpływów budżetowych. W związku z tym nie powinno dziwić, że zwalczane są przejawy inicjatywy dowodowej podatników, które mogłyby zaburzyć wyniki zbierania dowodów mających świadczyć o nieprawidłowościach po stronie kontrolowanego. Niestety dzieje się tak z ogromną szkodą dla podatników. To wzmaga w nich przekonanie, że w ramach tego typu postępowań nie chodzi o poznanie prawdy. Zdaniem eksperta, wyrok porusza w dużej mierze problemy sygnalizowane od lat przez środowisko przedsiębiorców oraz prawników.

– Wnioski dowodowe na ogół są oddalane. Organy wskazują, że np. przesłuchanie świadków nie jest konieczne, ponieważ zgromadzony materiał pozwala już na ustalenie stanu faktycznego, który nie budzi wątpliwości. To takie dosyć ogólnikowe stwierdzenie. Często też nie jest w ogóle uzasadniany powód oddalenia tego rodzaju wniosku. To wszystko nie tylko ogranicza inicjatywę dowodową podatnika, ale też powoduje, że materiał zebrany przez organ właśnie jest niedostatecznie obiektywny – twierdzi prawnik z Kancelarii STANEK Legal.

Natomiast radca prawny Niczyporuk podkreśla, że postępowania dowodowe inaczej odbywają się przed organami podatkowymi niż w sprawach cywilnych czy karnych. W tych ostatnich oczywistym jest, że bezpodstawne zignorowanie inicjatywy dowodowej strony jest poważnym uchybieniem. To prowadzi w sposób oczywisty do wzruszenia orzeczenia sądowego. Wynika to jednak w dużej mierze z samej konstrukcji procedur podatkowych.

– Często widzimy nierówną walkę pomiędzy podatnikiem a fiskusem. Ostatecznie sam organ decyduje o tym, w jaki sposób będzie toczyło się postępowanie. I można powiedzieć, że jest to taki rodzaj uznania administracyjnego. Należy mieć jednak nadzieję, że to orzeczenie stworzy bufor ochronny przed zbyt dużą uznaniowością organu w toku prowadzonych postępowań podatkowych – dodaje dr Remigiusz Stanek.

Jak zaznacza ekspert z Kancelarii Ars AEQUI, poruszona przez NSA kwestia dotyczy spraw proceduralnych odnoszących się do przebiegu konkretnej sprawy. Zatem trudno się spodziewać tzw. ugruntowanej linii orzeczniczej czy też stosowania powołanej wykładni w sposób automatyczny w znacznej liczbie postępowań. Jednak z zadowoleniem należy przyjąć to, że podatnik w toku postępowań podatkowych musi mieć zapewnione prawo udowodnienia swoich racji. Ekspert przestrzega jednak przed nadmiernym optymizmem czy też przyjmowaniem taktyki polegającej na zarzucaniu organów wnioskami dowodowymi, tylko w celu uzyskania efektu w postaci ich oddalenia. Takie działania nie będą chronione i mogą być traktowane jako swoiste nadużycia prawa procesowego.

1 na 10 polskich MŚP posiada prawa własności intelektualnej – nowy raport EUIPO i EPO

  • Wspólne sprawozdanie EUIPO i EPO pokazuje, że przedsiębiorstwa europejskie będące właścicielami praw własności intelektualnej mają średnio o 20% wyższe przychody na pracownika niż firmy, które nie posiadają takich praw.
  • Przedsiębiorstwa będące właścicielami praw własności intelektualnej również wypłacają swoim pracownikom wysokie wynagrodzenie (o 19% wyższe niż przedsiębiorstwa, które nie posiadają praw własności intelektualnej).
  • Prawie sześć na dziesięć dużych przedsiębiorstw w Europie posiada prawa własności intelektualnej, jednak tylko 9% MŚP w regionie posiada patent, zarejestrowany wzór lub znak towarowy.
  • W Polsce 10,1% MŚP posiada jedno z trzech praw własności intelektualnej.

Z nowego badania opublikowanego dziś przez Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) i Europejski Urząd Patentowy (EPO) wynika, że przedsiębiorstwa będące właścicielami co najmniej jednego patentu, zarejestrowanego wzoru lub znaku towarowego generują średnio o 20% wyższe przychody na pracownika niż przedsiębiorstwa, które nie są właścicielami żadnego z tych praw własności intelektualnej. Ponadto stwierdzono, że przedsiębiorstwa będące właścicielami praw własności intelektualnej wypłacają średnio o 19% wyższe wynagrodzenia niż inne przedsiębiorstwa.

Badanie to, zatytułowane „Prawa własności intelektualnej a wyniki przedsiębiorstw w UE”, potwierdza silny, pozytywny związek między posiadaniem przez przedsiębiorstwo różnych rodzajów praw własności intelektualnej a jego wynikami gospodarczymi. Jeżeli chodzi o indywidualne prawa własności intelektualnej, własność patentów, przy o 36% wyższych przychodach na pracownika i o 53% wyższych płacach, wykazuje najsilniejszy związek z wynikami przedsiębiorstwa w porównaniu z przedsiębiorstwami, które nie są właścicielami żadnych praw własności intelektualnej, wyprzedzając własność zarejestrowanych wzorów (o 32% wyższe przychody i o 30% wyższe płace) oraz znaków towarowych (o 21% wyższe przychody i o 17% wyższe płace).

Christian Archambeau, dyrektor wykonawczy EUIPO, powiedział:

„Badanie to, będące wynikiem współpracy między EUIPO a EPO, jest kolejnym dowodem łączącym prawa własności intelektualnej z wynikami gospodarczymi. Dotyczy to zwłaszcza MŚP, które stanowią podstawę europejskiej gospodarki. W krytycznym kontekście dla większości europejskich przedsiębiorstw wyniki te podkreślają znaczenie ułatwienia małym przedsiębiorstwom ochrony ich innowacji i kreatywności za pomocą praw własności intelektualnej, co jest jednym z głównych celów naszego strategicznego planu na 2025 r.”

António Campinos, dyrektor Europejskiego Urzędu Patentowego, powiedział:

„Im silniejszy portfel praw własności intelektualnej, tym lepsze wyniki przedsiębiorstwa. Przedsiębiorstwa będące właścicielami praw własności intelektualnej nie tylko generują więcej przychodów, ale i ich pracownicy zarabiają więcej. Są to ważne sygnały dla naszej gospodarki i naszego społeczeństwa. Badanie pokazuje ponadto, że MŚP w Europie mają znaczny niewykorzystany potencjał, ponieważ widoczne jest, że mogą one w największym stopniu skorzystać na własności intelektualnej. Ponadto przedsiębiorstwa intensywnie korzystające z praw własności intelektualnej pomogły nam wyjść z kryzysu finansowego z 2008 r., dlatego też jestem głęboko przekonany, że innowacje przyczynią się do przezwyciężenia skutków COVID-19 w Europie”.

Nowe badanie dostarcza dalszych informacji na temat znaczenia praw własności intelektualnej dla gospodarki europejskiej. Wspólne badanie EUIPO i EPO dotyczące sektorów intensywnie korzystających z praw własności intelektualnej, opublikowane w 2019 r., wykazało, że te sektory generują znaczny i rosnący odsetek działalności gospodarczej i zatrudnienia w Europie. W poprzednim badaniu przeprowadzonym przez EPO i EUIPO, opublikowanym również w 2019 r., stwierdzono, że MŚP posiadające patenty, zarejestrowane wzory lub znaki towarowe częściej niż inne przedsiębiorstwa osiągają znaczny wzrost obrotów w kolejnych latach. W ujęciu łącznym badania te przedstawiają silne indykacje na pozytywny związek między prawami własności intelektualnej a wynikami gospodarczymi zarówno na poziomie makroekonomicznym, jak i na poziomie poszczególnych przedsiębiorstw.

W badaniu wyizolowano także skutki posiadania praw własności intelektualnej po wyłączeniu innych czynników, n.p. wielkość przedsiębiorstwa lub państwa czy sektory prowadzenia działalności. Wyniki potwierdzają pozytywny związek między posiadaniem praw własności intelektualnej a wynikami gospodarczymi, z przychodem na pracownika wyższym o 55% w przypadku podmiotów będących właścicielami praw własności intelektualnej niż w przypadku podmiotów niebędących właścicielami takich praw. Ponadto analiza pokazuje, że zależność ta jest jeszcze wyraźniejsza w przypadku MŚP – te, które są właścicielami praw własności intelektualnej, uzyskują o 68% wyższe przychody na pracownika niż te, które w ogóle nie mają praw własności intelektualnej. W przypadku dużych przedsiębiorstw premia z przychodów wynosi 18%. Biorąc pod uwagę, że w badaniu stwierdzono również, że mniej niż 9% MŚP w Europie posiada jakiekolwiek z trzech rodzajów praw własności intelektualnej, w porównaniu z niemal sześcioma na 10 dużych przedsiębiorstw, zwraca się uwagę na znaczny potencjał mniejszych przedsiębiorstw w zakresie dalszego wykorzystywania praw własności intelektualnej.

Ponadto MŚP, które łączą różne prawa własności intelektualnej, uzyskują jeszcze wyższe przychody na pracownika. Małe przedsiębiorstwa, które są właścicielami zarówno patentów, jak i znaków towarowych, generują o 75% więcej dochodów, natomiast te, które mają zarejestrowane wzory i znaki towarowe, otrzymują szacunkową premię z przychodów w wysokości 84%. MŚP posiadające kombinację patentów, znaków towarowych i zarejestrowanych wzorów generują prawie dwukrotnie (o 98%) wyższe przychody na pracownika w porównaniu z przedsiębiorstwami, które nie mają żadnego z tych trzech praw własności intelektualnej.

W sprawozdaniu wykazano również, że przedsiębiorstwa będące właścicielami praw własności intelektualnej są bardziej reprezentowane w sektorach informacji i komunikacji (18% przedsiębiorstw w tym sektorze jest właścicielami praw własności intelektualnej), produkcji (14%) i innej działalności usługowej (14%), a także działalności naukowej i technicznej (13%).

Debiut polskiego funduszu typu ETF na indeks Nasdaq-100

  • Na GPW zadebiutował nowy ETF na indeks Nasdaq-100 – pierwszy polski fundusz inwestycyjny typu ETF na zagraniczny indeks
  • Indeks Nasdaq-100 jest indeksem grupującym 100 największych amerykańskich spółek technologicznych notowanych na giełdzie Nasdaq w USA
  • To piąty fundusz ETF wprowadzony przez Agiofunds, we współpracy z Beta Securities Poland na GPW i pierwszy ETF debiutujący w 2021 r.

Na Głównym Rynku GPW zadebiutował dziś fundusz Beta ETF na indeks Nasdaq-100 – Beta ETF Nasdaq-100 PLN-Hedged. Emisję funduszu przeprowadził AgioFunds TFI, oferującym i animatorem jest Dom Maklerski BOŚ, a koordynatorem inicjatywy Beta Securities Poland.

– Ostatni rok na globalnych rynkach kapitałowych pokazał, ze znaczenie segmentu ETF i funduszy pasywnych dynamicznie rośnie. W 2020 roku aktywa funduszy zarządzanych pasywnie osiągnęły poziom 8 bln USD, co oznacza wzrost o 34% rdr. Dostrzegamy ogromny potencjał segmentu ETF również na polskim rynku. Cieszymy się, że oferta GPW poszerza się o ETF na indeks Nasdaq-100, który jest jednym z najczęściej replikowanych indeksów na świecie. Nowy fundusz na indeks grupujący akcje największych amerykańskich spółek technologicznych to ciekawa alternatywa dla inwestorów szczególnie, że jest zabezpieczony w PLN, co oznacza że w jego mechanizm wbudowane jest zabezpieczenie przed ryzykiem walutowym (USD/PLN) – mówi Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW.

Nasdaq-100 to indeks amerykańskiej giełdy Nasdaq, w skład którego wchodzi 100 spółek głównie z branży nowych technologii. ETF Nasdaq-100 będzie pierwszym ETF-em z zabezpieczeniem ryzyka walutowego, co oznacza, że wahania kursu złotego do waluty kraju pochodzenia indeksu (w tym przypadku USD) nie mają wpływu na wartość inwestycji.

– Beta ETF Nasdaq-100 jest pierwszym funduszem na GPW, który daje inwestorom ekspozycję na amerykański „indeks technologiczny” Nasdaq. Jest to kolejny krok umożliwiający zwiększenie dywersyfikacji portfela polskich inwestorów. Co ważne, fundusz zabezpiecza ryzyko walutowe, które jest nieodłącznym elementem inwestycji na rynkach zagranicznych. Dzięki Beta ETF Nasdaq-100 inwestorzy mogą korzystać z koniunktury amerykańskiego rynku, bez ponoszenia ryzyka niekorzystnych zmian kursu USD/PLN. Zapraszamy inwestorów przyglądających się rynkowi amerykańskiemu, szczególnie jeśli do tej pory zniechęcało Was ryzyko walutowe i skomplikowane procedury jego rozliczania. Myślę, że istotne jest również to, że dzięki replikacji indeksu za pomocą kontraktów Futures, fundusz nie płaci podatków od dywidend – podkreśla Robert Sochacki, Członek Zarządu Beta Securities Poland.

Dużą szansę na zainteresowanie inwestorów nowym produktem widzi także Radosław Olszewski, Prezes DM BOŚ.

– Dzisiejszy debiut Beta ETF na Nasdaq-100 jest potwierdzeniem rosnącego zainteresowania klientów inwestycjami w instrumenty typu ETF. Cieszę się, że do dyspozycji inwestorów przekazywane są nowe, coraz ciekawsze instrumenty do inwestowania pasywnego. Beta ETF Nasdaq-100 z pewnością do tej grupy należy, gdyż pozwoli inwestorom otwierać ekspozycje na cieszący się zainteresowaniem rynek amerykański w ramach rachunków maklerskich z dostępem do GPW – mówi Radosław Olszewski, Prezes DM BOŚ. – Mając wieloletnie doświadczenie w pełnieniu funkcji zarówno oferującego jak i animatora zadbamy o jak najlepszą płynność nowego instrumentu – dodaje. 

ETF, czyli Exchange Traded Fund, to fundusz inwestycyjny notowany na giełdzie, którego zadaniem jest odzwierciedlanie (replikacja) zachowania się danego indeksu giełdowego. Charakteryzuje się możliwością stałej (codziennej) kreacji i umarzania certyfikatów inwestycyjnych. Certyfikaty portfelowego funduszu inwestycyjnego zamkniętego, czyli w rozumieniu Regulaminu Giełdy tytuły uczestnictwa funduszu typu ETF, notowane są na warszawskiej giełdzie na zasadach analogicznych jak akcje, w szczególności można je swobodnie kupować i sprzedawać, a ich płynność wspierana jest przez animatora rynku (dom maklerski).

Przyszłość pracy tymczasowej w rękach osób po 50-tce

90 proc. pracowników tymczasowych nie przekroczyło 50 r. ż. – jedynie, co 10 osoba wybierająca tę formę zatrudnienia ma więcej niż 50 lat i najczęściej jest kobietą – wynika z raportu Grupy Progres. Bez względu na płeć, osoby po 50-tce w przyszłości mogą zdominować rynek pracy tymczasowej. Wszystko za sprawą zmian demograficznych wymuszających na pracodawcach modyfikację struktury zatrudnienia i dostosowanie jej do grupy, która obecnie jest mniejszością.

Zmiany na polskim rynku pracy związane z demografią są konieczne i nie da się ich uniknąć. W 2050 r. liczba osób w wieku 60+ wzrośnie do 13,7 mln (prognozy GUS), a te powyżej 55 r.ż. będą stanowiły połowę populacji (raport Golden Age Index 2018 PwC). Tym samym stworzą one sporą grupę ludzi aktywnych zawodowo, o których rywalizować będą firmy oferujące pracę tymczasową. Obecnie ta forma zatrudnienia – przez osoby powyżej 50 r. ż. – traktowana jest jako szansa na załatanie dziury w domowym budżecie. Szczególnie widoczne jest to w przypadku emerytów, którym pobierane świadczenia nie wystarczają na codzienne wydatki i chcąc podreperować swoją kondycję finansową decydują się na podjęcie pracy tymczasowej. Dane ZUS wykazują, że w 2020 r. średnia emerytura w Polsce wynosiła w niespełna 2500 zł brutto. Najniższa – 1200 zł brutto. Po odliczeniu kosztów związanych z opłatami mieszkaniowymi i lekami seniorom zostaje „na życie” kilkaset złotych. Tym bardziej, dodatkowe środki w budżecie stanowią mocną motywację do podjęcia pracy tymczasowej.

Proste prace, dwa razy więcej kobiet

Jak wynika z badania Grupy Progres, pracę tymczasową po 50-tce częściej wykonują kobiety. Stanowią one 69 proc. wszystkich zatrudnionych z grupy wiekowej 50+, mężczyzn jest o 38 proc. mniej (31 proc.). Dominacja pań jest widoczna nie tylko w przypadku Polaków pracjących tymczasowo w naszym kraju, ale też wśród Ukraińców czy Białorusinów. W przypadku wymienionych narodowości – średnio 7 na 10 osób wybierających tę formę zatrudnienia stanowią kobiety. Dominacja jednej płci może wynikać z liczby ofert pracy tymczasowej, które częściej skierowane są do kobiet niż do mężczyzn. Co więcej, w przypadku emerytek chęć tego typu zarobku może być spowodowana niskim świadczeniem, które otrzymują z ZUS. Według danych Eurostatu – w 2020 r. typowa wypłata emerytalna kobiety jest o prawie 19 proc. niższa niż mężczyzny.

Osoby po 50 r.ż. pracujące tymczasowo najczęściej zarabiają w szeroko pojętej branży HoReCa oraz przy prostych pracach produkcyjnych. W przypadku mężczyzn oferowane są także stanowiska tj. pracownik ochrony czy stróż, a w przypadku kobiet – opieka nad dzieckiem, osobą z niepełnosprawnością czy będącą w podeszłym wieku. Wysokość wynagrodzenia jest uzależniona od branży, formy umowy i rodzaju wykonywanej pracy, a nie wieku pracownika. Osoba starsza otrzyma tyle samo, co jej młodszy kolega wykonujący podobne czynności.

Podstawowe stawki godzinowe – w przypadku umowy zlecenia  – najczęściej oscylują pomiędzy 18,30 pln brutto (najniższa krajowa) a 19,50 pln brutto. Więcej mogą zarobić wykwalifikowani i doświadczeni zleceniobiorcy, którym oferuje się nawet 25 – 30 pln brutto za godzinę. Minimalne wynagrodzenie wypłacane na podstawie umowy o pracę tymczasową wynosi 2 800 pln brutto. Osoby wybierające tę formę zatrudnienia najczęściej zarabiają od         2 800 – 3 200 pln brutto (za miesiąc), a wykwalifikowani pracownicy nawet 4 500 – 5 000 pln brutto (za miesiąc). Wymienione kwoty stanowią podstawę wynagrodzenia. Często – w przypadku pracy tymczasowej – przełożeni przyznają dodatki do wypłaty ( m.in. premie wydajnościowe, absencyjne, uznaniowe), które stanowią od kilku do kilkunastu procent podstawowego wynagrodzenia.

Rozbieżności w zarobkach mogą wynikać z dodatków np. z premii wydajnościowych oraz rozliczeń akordowych indywidualnych lub grupowych. Ten system rozliczeń przyjmuje jednakowe kryteria dla osób w różnym wieku i zależy od indywidualnego podejścia, umiejętności, zaangażowania pracownika, a w przypadku osób starszych – również od ich możliwości fizycznych – mówi Paweł Dąbrowski, Dyrektor Zarządzający w Grupie Progres. – Jeśli chodzi o oferowane stanowiska, pracodawcy często informują, że szukają osób silnych, wytrzymałych fizycznie i z dobrymi zdolnościami manualnymi. Tego typu wymagania – z punktu widzenia pracodawcy – spełniają głównie osoby młodsze. Dla kandydatów zbliżających się do emerytury czy będących już emerytami szukamy innych zajęć, dopasowanych do nich indywidualnie i pozwalających im ustabilizować swoją sytuację finansową – podkreśla.

Potrzebna chęć 3 stron

Polacy starzeją się w szybkim tempie. Przybywa nie tylko osób z grupy 50-64 lata, ale też tych po 65 r.ż. W 1990 r. 65 lat i więcej miał co dziesiąty Polak. Teraz już co siódmy, a za 40 lat w tym wieku będzie już co trzeci z nas (prognozy GUS). Te zmiany wymuszą na pracodawcach działania związane nie tylko z dopasowaniem powierzonych zadań do możliwości danego pracownika, ale też z dostosowywaniem miejsc pracy do potrzeb osób starszych czy dopasowanie godzin pełnienia obowiązków zawodowych i przerwy do ich naturalnego rytmu pracy.

Wydaje się, że osoby z grupy 25-50 – dominujące obecnie na rynku pracy tymczasowej – mają świadomość zachodzącej ewolucji i wiedzą, że pracodawcy coraz częściej oczekują od nich otwartości na zmiany. Dlatego też ich gotowość do pracy z osobami starszymi jest naturalnym zjawiskiem na zmieniającym się rynku – 52 proc. pracowników tymczasowych wskazuje, że jest gotowa współpracować z osobami starszymi od nich, również z seniorami (raport Grupy Progres „Rynek Pracy 360 st.”). Współpraca osób w różnym wieku na ogół nie stanowi problemu. Szczególnie, jeśli zadania, które wykonują wspólnie są realizowane płynnie i w żaden sposób nie „zaburzają” całości procesu, jaki jest do wykonania na danym stanowisku. Do konfliktów dochodzi, gdy jakaś czynność liczona jest akordowo, a osoba starsza taki proces spowalnia. W takich przypadkach przełożeni starają się tak dostosować obowiązki do danej osoby, żeby w przyszłości wykonywane zadanie nie prowadziły do nieporozumień w wielopokoleniowych zespołach. Obecnie – w dużym stopniu – są one złożone z ludzi młodszych, dla których praca tymczasowa jest bardzo dobrym początkiem zawodowego startu. Osoby 50+ aktywne zawodowo w zdecydowanej większości posiadają stałe zatrudnienie. Co więcej, starsi ludzie dużo bardziej szanują pracę i traktują ją zdecydowanie poważniej niż osoby młodsze. W związku z tym, oczekują stabilności zatrudnienia i wydaje im się, że praca tymczasowa może im tej stabilności nie dać. Gdy ją podejmują, przekonują się, że jest inaczej niż myśleli.

Pracodawcy powinni przygotować się do nadchodzącej zmiany pokoleniowej. Planowanie przyszłości w dynamicznych czasach COVID-19 wydaje się ryzykowne, jest jednak konieczne, jeśli chcemy utrzymać swoją firmę na rynku. Podstawą działań powinna być długoletnia i elastyczna strategia rozwoju organizacji, którą można skrupulatnie dostosować do zmieniającej się rzeczywistości, bacznie obserwując trendy w światowej gospodarce oraz czekające nas zmiany demograficzne – zaznacza Paweł Dąbrowski. – Na szczęście rynek pracy jest dość elastyczny i dostosuje się do starzejącego się społeczeństwa. Podobnie jak ma to miejsce w przypadku wielu zawodów – kiedyś bardzo popularnych – obecnie już nieistniejących lub bardzo rzadko spotykanych. W ich miejsce pojawiają się nowe, o których wcześniej nawet nie myśleliśmy, że będą potrzebne. Dlatego też jestem pewien, że polskie firmy – z tą zmianą – również bardzo dobrze sobie poradzą – podsumowuje.

Wielki apel o wsparcie zachodniopomorskiej turystyki. „Plan wsparcia jest warunkiem przetrwania”

24 organizacje pozarządowe działające w sektorze gospodarczym oraz 20 samorządowców podpisało się pod listem Północnej Izby Gospodarczej do Premiera Mateusza Morawieckiego. Pismo dotyczy konieczności pilnego wsparcia gmin nadmorskich oraz przedsiębiorców działających w branży turystycznej. Trwająca od marca 2020 pandemia koronawirusa w znaczącym stopniu odcisnęła negatywne piętno na całym sektorze turystyki, a trwający od kilku miesięcy lockdown pogłębia dramatyczną sytuację przedsiębiorców i gmin. – Północna Izba Gospodarcza przez wiele tygodni prowadziła rozmowy zarówno z organizacjami otoczenia biznesu jak i samorządami. Postanowiliśmy, że nasz głos musi być widoczny i słyszalny. Za nami lata budowania silnego pasa nadmorskiego i turystyki, która może konkurować z najlepszymi kurortami w Europie. Nie możemy zmarnować tego, co przez lata było budowane siłą przedsiębiorców i samorządów – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

APEL SYGNOWANY PRZEZ 24 INSTYTUCJI OTOCZENIA BIZNESU ORAZ 20 SAMORZĄDÓW

W imieniu Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie przy poparciu organizacji środowiska gospodarczego Pomorza i Pomorza Zachodniego oraz samorządów naszych województw, wskazanych poniżej, pragniemy zwrócić się ze wspólnym  ogromnym  apelem
o wsparcie turystyki w naszym regionie. Jako środowisko gospodarcze i samorządowe bardzo aktywnie włączamy się w walkę o branżę turystyczną. Wszyscy sygnatariusze  łącznie  przygotowali co najmniej kilkadziesiąt apeli i pism o wsparcie do przedstawicieli rządu i organów rządowych. Opracowane  wspólnie projekty konkretnych rozwiązań prawnych, administracyjnych i finansowych dedykowanych branży turystycznej i okołoturystycznej zostały  również przedłożone łącznie z apelami.

W odpowiedzi uzyskanej z Departamentu Turystyki Ministerstwa Rozwoju, Pracy
i Technologii z dnia 19 stycznia 2021, znak: ID – 1463183 na pismo  organizacji , występującej w imieniu szerokiego grona  podmiotów – Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie z dnia 4 stycznia 2021 o wsparcie branży turystycznej w pasie nadmorskim
w kontekście uruchomienia tzw. tarczy branżowej dla gmin z południa Polski, otrzymaliśmy informację, iż „Wsparcie przewidziane uchwałą oparto o analizę ruchu turystycznego za

I kwartał z lat 2018-2020 ”. Na jej podstawie można stwierdzić, że w okresie zimowym krajowy ruch turystyczny koncertuje się w województwach, na terenie których znajdują się gminy górskie (województwo Dolnośląskie, Małopolskie, Podkarpackie i Śląskie). Średnie dane z I kwartału w ostatnich 3 latach pozwalają oszacować wielkość krajowego ruchu turystycznego na terenie tych czterech województw w sumie na poziomie około 3,8 mln, co stanowi około 40% ruchu na terenie całego kraju w tym okresie każdego roku. W tym samym okresie na terenie dwóch województw nadmorskich, tj. Pomorskiego
i Zachodniopomorskiego, odnotowywano około 1,4 mln krajowych podróży turystycznych, co stanowiło około 15% ruchu krajowego mieszkańców Polski”. Powyższa eksplanacja zawiera jednak pewne nieścisłości w przyjętej metodologii i strukturze danych analitycznych, które wpływają na ogólną różnicę w ujęciu holistycznym, zawartym w piśmie. Statystyki bowiem wyraźnie pokazują, że dysproporcje między turystyką górską i morską wynoszą 36% (województwa Dolnośląskie, Małopolskie, Podkarpackie i Śląskie) do 20% ruchu turystycznego w regionach nadmorskich.  A mianowicie zestawiono cztery województwa naprzeciwko dwóm województwom. Po drugie nie uwzględniono turystów zagranicznych, a przecież turyści z Niemiec czy Skandynawii tłumnie odwiedzają nasze kurorty bez względu na porę roku.

Skala strat, o których informują na co dzień samorządowcy i przedsiębiorcy jest ogromna i nie mogła pozostawić nas obojętnymi. Ponadto warto zwrócić uwagę, że w załączniku do Uchwały Rady Ministrów z wykazem gmin, które mogą ubiegać się o pomoc z tzw. Tarczy samorządowej wymienia się także część gmin województwa opolskiego i świętokrzyskiego, a zatem beneficjentami programu jest sześć województw.

W związku z powyższym apelujemy pierwszy raz tak solidarnie  wspólnie z samorządowcami, parlamentarzystami, przedsiębiorcami i organizacjami przedsiębiorców
o uruchomienie podobnego programu wsparcia w proporcjonalnym udziale finansowym do kompleksowych danych o ruchu turystycznym. Przedsiębiorcy znad morza to nie tylko

hotelarze, ale i gastronomia, rybacy, osoby zajmujące się sprzedażą pamiątek. To również małe firmy, które nie mają biznesowych alternatyw, a są regularnymi płatnikami do budżetu. Zdarzają się sytuacje, że po prostu muszą ogłosić upadłość i zwolnić  pracowników. Branża hotelarska, turystyczna, a z nią usługowo – gastronomiczna bardzo silnie odczuwa skutki drugiej fali epidemii koronawirusa. Turystyka jest mocno dotknięta gospodarczymi konsekwencjami pandemii. Warunkiem  przetrwania  jest  szybkie  przedstawienie planu otwarcia gospodarki, który uzdrowi tragiczną sytuację między innymi w branży hotelarskiej, gdzie branża hotelowa traci ok. 1 mld zł miesięcznie wtedy, kiedy nie pracuje.   Pas nadmorski w sezonie zimowym zapełniał się turystami z Niemiec oraz zwolennikami weekendowego wypoczynku. Obecnie największe kurorty są opustoszałe, a przedsiębiorców martwi brak rezerwacji nawet na miesiące wiosenne.  Niemiecki lockdown również nie ułatwia sytuacji. Wszyscy zgodnie twierdzą, że ludzie obawiają się planować wypoczynku wielkanocnego czy majówkowego, bo nie wiadomo czy pandemia do tego czasu odpuści. Przy okazji należy wskazać, iż obecna turystyka nadmorska to nie tylko sezon letni, a tętniący życiem cały rok organizm. Obecnie w tej branży nie możemy stwierdzić, że latem ruch turystyczny ukierunkowany jest na wypoczynek nad  morzem, a zimą w górach i tak sezonowo rozdzielane będzie wsparcie. Przecież latem turystów w górach również nie brakuje. Jesteśmy przeciwni różnicowaniu przedsiębiorców i regionów.  Po pierwsze silna turystyka to dla nas wszystkich racja stanu. Po drugie zarówno  gminy górskie jak i nadmorskie  stanowią jedną Polskę .

Występując w imieniu sygnatariuszy niniejszego pisma, wspólnie jako organizacje gospodarcze, przedsiębiorcy, samorządy i obywatele, którym zależy na dobru naszej gospodarki, ochronie miejsc pracy i losie wielu rodzin,  gorąco apelujemy do Pana Premiera o uwzględnienie pasa nadmorskiego w uruchamianym dla Południa Polski specjalnym programie pomocowym dla samorządów, które utraciły dochody związane z zamrożeniem turystyki. Mamy pełną świadomość jak takie wsparcie mogłoby pomóc lokalnym gminom

i przedsiębiorcom przetrwać ten trudny czas dzięki pomocy ze strony rządu. Wszyscy obecnie stanowimy jeden głos, bo turystyka to  wielki i istotny sektor polskiej gospodarki, który dostarcza do polskiego budżetu znaczne środki. To sektor działający w całym kraju, w górach, nad morzem oraz na pojezierzach i niezależnie od miejsca przeżywający obecnie ogromne problemy. W naszej opinii rządowe wsparcie powinno zatem docierać do wszystkich, którzy są gospodarczymi ofiarami koronawirusa.

Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

Hanna Mojsiuk

Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

Jarosław Tarczyński

PKO BP: technologia blockchain przyszłością sektora finansowego w Polsce

System raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych to kolejny efekt współpracy PKO Banku Polskiego, Krajowej Izby Rozliczeniowej i Ministerstwa Finansów w zakresie rozwoju projektów bazujących na technologii blockchain.

„Wdrożenie przeprowadzone z Ministerstwem Finansów i KIR jest precedensem w obszarze jednostek sektora publicznego w Polsce. Jako lider sektora bankowego dostrzegamy potrzebę ciągłego eksplorowania możliwości stwarzanych przez nowe technologie, co udowodniliśmy już wielokrotnie” – mówi Adam Marciniak, wiceprezes zarządu PKO BP.

Jak podkreślił, „dzięki rozwiązaniom takim jak system raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych, mamy możliwość zwiększania świadomości naszych partnerów z zakresu zalet, realiów implementacji oraz praktycznych zastosowań technologii blockchain”.

Technologia blockchain służy do przechowywania oraz przesyłania informacji o transakcjach zawartych w internecie. Jest ona oparta na sieci peer-to-peer (osoba do osoby) bez komputerów centralnych, systemów zarządzających oraz weryfikujących transakcje.

Według ekspertów szacowana wartość globalnego rynku rozwiązań blockchain do końca 2025 roku wyniesie 39,7 miliardów dolarów. Sektor finansowy jest jednym z największych beneficjentów praktycznego zastosowania tej technologii.

Również w Polsce pojawia się coraz więcej projektów wykorzystujących zalety blockchain. Szerszemu wykorzystaniu tej technologii w naszym kraju służy zacieśnianie współpracy między PKO BP, uznawanym za lidera innowacyjności w polskim sektorze finansowym oraz Krajowej Izby Rozliczeniowej, działającej jako hub technologiczny dla tego sektora.

Oba podmioty mają już na koncie wspólnie zrealizowane projekty w zakresie rozwoju usług na bazie blockchain Hyperledger Fabric (HLF). Dzięki tej współpracy zostały uruchomione takie narzędzia jak trwały nośnik oraz trwały nośnik 2.0, umożliwiające bezpieczne dostarczanie i przechowywanie dokumentów w sposób całkowicie cyfrowy. W listopadzie 2020 r. za sprawą: KIR, PKO Banku Polskiego, IBM, Chmury Krajowej, UKNF, Fundacji Fintech Poland oraz Fundacji Cyberium uruchomiono też pierwszą w Polsce Piaskownicę Blockchain, gdzie innowatorzy mogą w bezpiecznym środowisku nieodpłatnie testować swoje rozwiązania przed wprowadzeniem ich na rynek.

Kolejnym etapem współdziałania jest uruchomiony w grudniu 2020 r. system raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych. „Wierzymy, że blockchain to technologia, której rozwój warto wspierać. Widzimy korzyści, jakie daje praktyczne zastosowanie blockchain, niezależnie od branży. Współpraca z PKO Bankiem Polskim pozwala wspólnie wyznaczać nowe standardy nie tylko dla sektora finansowego, ale dla całej gospodarki” – podkreśla Piotr Alicki, prezes zarządu KIR.

System, opracowany w ramach współpracy KIR, PKO Banku Polskiego, partnerów technologicznych IBM i Coinfirm oraz w porozumieniu z Ministerstwem Finansów, zapewnia bezpieczeństwo danych dotyczących transakcji na obligacjach oszczędnościowych. Sieć utworzona na bazie technologii blockchain HLF ze względu na swoje zdecentralizowanie, gwarantuje nienaruszalność i niezmienność procesowanych danych. W oparciu o tak zbudowaną i zabezpieczoną bazę będzie możliwe generowanie raportów, opartych na aktualnych danych, przy użyciu stworzonej w tym celu aplikacji,.

„Lepsze poznanie i zastosowanie technologii blockchain otwiera drogę do szerszego jej wykorzystania w procesie sprzedaży i dystrybucji obligacji skarbowych, ale nie tylko. Uruchomienie w Ministerstwie Finansów innowacyjnego rozwiązania w zakresie pozyskiwania i raportowania danych pozwoli skutecznie wesprzeć proces zarządzania segmentem detalicznych instrumentów skarbowych. To funkcjonalne, a zarazem perspektywiczne narzędzie” – zaznacza Karol Czarnecki, dyrektor Departamentu Długu Publicznego w Ministerstwie Finansów.

Pratia z Grupy NEUCA inwestuje w największą sieć ośrodków badawczych w Bułgarii

Pratia kontynuuje europejską ekspansję, tym razem inwestując w Bułgarii, która jest jednym z kluczowych rynków dla obszaru badań klinicznych w Europie. Obecnie oferta Pratii wchodzącej w skład Grupy NEUCA obejmuje ponad 90 dedykowanych i szpitalnych ośrodków badawczych w sześciu krajach. To czyni ją największą niezależną siecią ośrodków badawczych w Europie, która prowadzi ponad 500 badań klinicznych rocznie.

Po udanych inwestycjach w Polsce, Ukrainie, Niemczech, Hiszpanii i Czechach, Bułgaria to kolejny krok na ścieżce międzynarodowej ekspansji Pratii oraz kamień milowy w realizacji strategii ułatwiania dostępu do nowoczesnych terapii pacjentom na całym świecie. Najnowsza inwestycja w Bułgarską sieć Clinical Research Union obejmuje 18 doświadczonych ośrodków badawczych, z których 13 to ośrodki znajdujące się w szpitalach.

„Wierzymy, że doświadczone zespoły, komplementarny zakres geograficzny i szeroka gama obszarów terapeutycznych wzmacniają wartość, którą możemy zaoferować naszym pacjentom oraz klientom, zarówno z branży farmaceutycznej, jak i CRO. Jako jedna organizacja połączona technologiami cyfrowymi będziemy kontynuować nasze założenia, aby poszerzać dostęp do badań klinicznych” – mówi Łukasz Bęczkowski, Dyrektor Operacyjny Pratia.

„Jestem przekonany, że połączenie Bułgarskiej sieci Clinical Research Union
z największą w Europie niezależną siecią ośrodków badań klinicznych pozwoli wykorzystać potencjał tkwiący w bułgarskiej wiedzy rynkowej połączonej z unikalnymi modelem działania i ofertą. Nasze podejście, stawiające pacjenta w centrum działań okazało się bardzo skuteczne i pomogło nam osiągnąć pozycję lidera w Bułgarii. Chcemy kontynuować tą sprawdzoną strategię i ulepszać ją, dzięki doświadczeniu Pratii i jej rozwiązaniom cyfrowym” – komentuje Martin Kosturski, CEO Clinical Research Union JSCo.

Pratia działa w unikalnym modelu prowadzenia badań w różnorodnych typach ośrodków – od dedykowanych własnych ośrodków ambulatoryjnych poprzez ośrodki hybrydowe współpracujące ze szpitalami, po wyspecjalizowane ośrodki badań onkologicznych, będące flagowym elementem sieci. Pratia prowadzi badania w szerokim zakresie dziedzin terapeutycznych, w tym onkologii, hematoonkologii, szczepionek, chorób zakaźnych i autoimmunologicznych. Natomiast podstawowym elementem integracji procesów działania ośrodków w Pratia jest cyfrowa platforma do zarządzania i prowadzenia badań klinicznych – system hyggio.

„Jesteśmy świadomi cyfrowej rewolucji, jaka dokonuje się na rynku badań klinicznych. Pratia ma ambicję zmienić paradygmat organizacji badań klinicznych zarówno
z perspektywy sponsorów, jak i pacjentów. Uruchomienie wspólnego CTMS, eSource
(z pełnym zakresem elektronicznej dokumentacji medycznej) oraz funkcje zdalnego monitorowania są już wdrażane w naszych europejskich ośrodkach. Będziemy nadal rozwijać telemedycynę, dającą możliwość prowadzenia wirtualnych badań, urządzenia zdalnego monitoringu pacjenta (tzw. werables) i wiele innych rozwiązań, które zmienią nasz dzisiejszy sposób myślenia o badaniach klinicznych.” – mówi Tomasz Dąbrowski, Prezes Zarządu Pratia. „Inwestycja Pratii w ośrodki bułgarskie rozszerza nasz międzynarodowy hybrydowy model i jest zgodna z naszym rozumieniem transformacji branży. Jeśli chcemy zbudować „nieskończoną” organizację, ważne jest, aby tworzyć ją z odpowiednimi i wszechstronnymi ludźmi. Jestem przekonany, że razem z Martinem Kosturskym i jego wyjątkowym, pełnym pasji Zespołem możemy zadbać o lepszą przyszłość naszych Pacjentów.”

Międzynarodowy Fundusz Walutowy pozytywnie ocenia stan polskiej gospodarki

  • 3 lutego 2021 r. lutego Rada Wykonawcza Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) przyjęła coroczny raport z przeglądu gospodarki Polski w ramach artykułu IV Statutu MFW.
  • MFW pozytywnie ocenia stan polskiej gospodarki oraz reakcję rządu na pandemię COVID-19.
  • Fundusz podkreśla, że zmniejszenie długu publicznego w relacji do PKB w ostatnich latach, umożliwiło polskiemu rządowi przygotowanie skutecznej odpowiedzi na kryzys.

– Cieszy mnie pozytywna ocena dotycząca stanu polskiej gospodarki, a w szczególności ta dotycząca stanu finansów publicznych i wysiłku związanego z redukcją długu publicznego w ostatnich latach. Co ważne, Fundusz dobrze ocenia rządowe działania antykryzysowe oraz potwierdza naszą zdolność fiskalną do dalszego wspierania firm i gospodarstw domowych oraz wzrostu wydatków na cele zdrowotne – powiedział minister finansów, funduszy i polityki regionalnej Tadeusz Kościński.

Fundusz przewiduje spadek Produktu Krajowego Brutto (PKB) o 3,4 proc. w 2020 r. oraz odbicie gospodarki od II kw. 2021 r. wraz z poprawą dostępności szczepionki przeciwko COVID-19. Wolniejsze tempo wzrostu w I kw. 2021 r. ograniczy wzrost PKB w tym roku do 2,7 proc. Wzrost PKB w 2022 r. szacowany jest na 5,1 proc.

W ocenie MFW dotychczasowe działania władz w związku z pandemią uchroniły gospodarkę i wiele firm przed masowymi bankructwami i wzrostem bezrobocia. Polska dysponuje przestrzenią fiskalną, aby zapewnić wsparcie firmom i gospodarstwom domowym oraz finansować ochronę zdrowia.

Według Funduszu, po opanowaniu pandemii polityka władz powinna być bardziej ukierunkowana na realokację i wzmacnianie zasobów (w tym siły roboczej) potrzebnych do powrotu do silnego wzrostu sprzed pandemii. Pod tym względem środki z budżetu UE dostępne w ramach nowej perspektywy finansowej będą odgrywały istotną rolę w pobudzaniu aktywności gospodarczej, oraz transformacji cyfrowej i energetycznej w kierunku zielonej gospodarki.

Zdaniem MFW Polska jest dobrze przygotowana do okresu ożywienia. Realizacja programów wsparcia przebiegała zasadniczo szybko i skutecznie, co powinno pomóc w ograniczeniu długoterminowych skutków pandemii dla gospodarki.

Raport Funduszu zwraca uwagę na to, że zmniejszenie długu publicznego w relacji do PKB w ostatnich latach umożliwiło rządowi skuteczną odpowiedź na kryzys. MFW przewiduje, że dług publiczny pozostanie stabilny w średnim okresie, a wydatki związane z kryzysem zwiększyły deficyt budżetowy do 8,4 proc. PKB w 2020 r. W perspektywie średniookresowej Fundusz przewiduje jego spadek do ok. 3,2 proc. PKB.

Identyfikacja wizualna, czyli jak zbudować kompletną markę od podstaw?

Popularne powiedzenie mówi, że „jak nas widzą, tak nas piszą”. Nabiera ono szczególnego znaczenia w przypadku działalności biznesowej – od wizerunku firmy i marki w dużej mierze zależy jej „być albo nie być” na rynku. Nie może być to byle jaki wizerunek – każda świadoma firma powinna dążyć do posiadania spójnego, perfekcyjnie dopasowanego do swojego charakteru i oczekiwań odbiorców wizerunku. Realizację tego celu zapewni prawidłowo stworzona identyfikacja wizualna.

Czym jest identyfikacja wizualna i jakie elementy obejmuje?

Wprowadzenie na rynek nowej marki stanowi nie lada wyzwanie. Coraz większa konkurencja panująca w niemal każdej branży sprawia, że nawet oferowanie najlepszego produktu lub usługi nie jest wystarczające, aby od razu mówić o sukcesie. Kluczem w dążeniu do niego jest umiejętne wyróżnienie się na tle konkurencji, które zapewni nic innego, jak prawidłowo skomponowana identyfikacja wizualna. Jej tworzeniem w profesjonalnym wydaniu zajmują się agencje brandingowe, do których należy specjalista w tym zakresie BRANDGLOW. Bazowa identyfikacja wizualna obejmuje takie elementy, jak m. in.: nazwa firmy, logo, kolory firmowe oraz typografia.

Identyfikacja wizualna, określana także mianem tożsamości wizualnej, to zbiór elementów, najczęściej graficznych, za pomocą których marka lub firma wysyła określone komunikaty odbiorcom jej usług. Niezwykle istotne jest, aby cała identyfikacja wizualna była spójna, a poszczególne składające się na nią elementy prawidłowo współgrały między sobą oraz wzajemnie się wzmacniały. Spójny przekaz wizualny wzbudza bowiem w odbiorcach zaufanie, gdyż klienci mają wrażenie, że dana oferta jest wiarygodna, bezpieczna i wysokiej jakości, warto więc z niej skorzystać. Identyfikacja wizualna skutecznie wspiera budowanie świadomości marki, gdyż odwołuje się do emocji oraz skojarzeń odbiorców, a te są jednymi z najsilniejszych czynników decydujących o sukcesie działań promocyjnych.

Jak stworzyć kompletną i spójną identyfikację wizualną?

Tworzenie od podstaw systemu identyfikacji wizualnej nie jest łatwym i szybkim zadaniem. Wymaga nie tylko sporej dozy zaangażowania, czasu i energii, ale także posiadania profesjonalnej wiedzy, znajomości rynku oraz specjalistycznych umiejętności. Najlepszym rozwiązaniem jest więc zlecenie jej wykonania profesjonalnemu studiu brandingowemu, które specjalizuje się głównie w tym zakresie. Takim podmiotem jest Brandglow, który zadba o nadanie marce odpowiedniej oprawy wizualnej, pozwalającej jej skutecznie odkryć przed odbiorcami swój wyjątkowy charakter.

Rozpoczęcie prac nad identyfikacją wizualną poprzedza dokładne badanie firmy – agencja brandingowa uważnie zapoznaje się z jej historią i misją, wartościami do zakomunikowania klientom, grupą docelową oraz aspektami, którymi firma wyróżnia się na tle konkurencji. Następnie opracowywana jest zgodna z wszystkimi tymi czynnikami identyfikacja wizualna, która pozwoli na skuteczne budowanie rozpoznawalności wśród odbiorców oraz umożliwi firmie wyróżnienie swojej działalności na tle konkurencji.

InventionMed objęło akcje SoftBlue w ramach prawa poboru

InventionMed, technologiczna spółka z branży medycznej, skorzystała z prawa poboru i objęła wszystkie akcje przypadające spółce w wyniku realizacji prawa poboru w ramach publicznej emisji SoftBlue. Udział jest potwierdzeniem strategicznej współpracy obu podmiotów – ze względu na pokrewny profil działalności, firmy planują wspólną realizację projektów.

InventionMed objęło całość przysługujących jej akcji serii F, tj. na 19 mln akcji serii F po cenie emisyjnej 0,22 zł za jedną akcję, tj. za łączną kwotę 4,18 mln zł. Środki na ten cel pochodzą z pożyczki udzielonej przez prezesa zarządu spółki.

– Zrealizowana transakcja to kolejny krok do zacieśnienia współpracy pomiędzy InventionMed i SoftBlue i formalne potwierdzenie naszych wspólnych planów biznesowych. Wierzymy, że połączenie sił dwóch firm o komplementarnych profilach działalności wpłynie na szybszy rozwój obu podmiotów – mówi Tomasz Kierul, prezes InventionMed.

SoftBlue jest głównym akcjonariuszem InventionMed. Spółka posiada łącznie ponad 25 mln akcji, co stanowi ponad 50 proc. wszystkich akcji InventionMed. Decyzję o skupie akcji podjęto z uwagi na pokrewny profil działalności obu firm oraz wspólnie prowadzone projekty.

InventionMed planuje budowę „Wirtualnego szpitala”, czyli Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy będzie to miejsce wyposażone najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne i prototypowe symulatory medyczne w oparciu o VR (virtual reality) i AR (augmented reality) oraz autorską technologię InventionMed – podwójną immersję. Spółka opracuje i wdroży rozwiązania produktowe umożliwiające kompleksowe szkolenie adeptów medycyny – nie tylko w zakresie dermatologii i medycyny estetycznej, ale również kardiologii, kardiochirurgii a także neochirurgii, chirurgii, geriatrii, anatomii oraz rehabilitacji neurologicznej.

MŚP nieśmiałe w windykowaniu kontrahentów

Średnio miesiąc może czekać na zapłatę firma z sektora MŚP, zanim zacznie tracić płynność finansową. Ale aż 17 proc. z nich traci grunt pod nogami już po upływie 10 dni wynika z badania „Jak MŚP korzysta z windykacji” na zlecenie firmy Kaczmarski Inkasso. W pandemii zatory płatnicze przybrały na sile, a przedsiębiorcy nie radzą sobie z samodzielnym odzyskiwaniem należności. Jednak tylko część z nich decyduje się na skorzystanie z windykacji polubownej.

Płynność finansowa to duże wyzwanie dla małych i średnich przedsiębiorstw, które zwłaszcza w dobie COVID-19 mocno odczuwają kolejne lockdowny i ograniczenia w gospodarce. Mniejsza sprzedaż i kurcząca się liczba zleceń powodują, że na firmowych kontach liczy się każda złotówka. Według najnowszej edycji badania „KoronaBilans MŚP”, prowadzonego cyklicznie od początku pandemii przez Krajowy Rejestr Długów, już tylko 37 proc. firm pozytywne ocenia swoją aktualną sytuację finansową. To o 12 pp. mniej niż w poprzedniej edycji sondażu. O 14 pp. – do 30  proc. – zwiększyła się natomiast grupa przedsiębiorców niezadowolonych ze swojego położenia, a 40 proc. spodziewa się pogorszenia sytuacji ekonomicznej w najbliższych trzech miesiącach.

Jedna czwarta faktur przeterminowana

Badanie zrealizowane przez Instytut Mands dla firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso daje kompleksowy obraz tego, jak małe i średnie firmy radzą sobie z odzyskiwaniem należności od kontrahentów nie tylko w czasie pandemii.

Badani przedsiębiorcy deklarowali, że w ciągu ostatnich 2 lat skierowali do profesjonalnej windykacji od 1 do 500 faktur. Najwięcej z nich (85 proc.) przekazało do 50 spraw, a 42 proc. – od 1 do 10. Więcej niż 51 oddało 15 proc. firm. Każdą przeterminowaną fakturę przekazuje do odzyskania zaledwie 15 proc. MŚP.Jedna czwarta faktur przeterminowana

Polskie MŚP wystawiają w ciągu miesiąca od 3 do 2500 faktur, średnio jest ich 90. Zdecydowana większość (74%) wysyła kontrahentom co najmniej 21 takich dokumentów. Niestety ci często nie płacą za towary i usługi w ustalonym czasie, co jest bolączką wielu MŚP. W 64 proc. firm faktury opłacane po terminie stanowią 1/4 spośród wszystkich wystawianych średnio w ciągu miesiąca. W przypadku ponad 1/3 przedsiębiorstw odsetek ten jest wyższy i sięga 50 proc. Z problemem spóźnionej zapłaty za towary i usługi za połowę faktur borykają się tylko pojedyncze firmy.

Dla wielu przedsiębiorstw już kilkudniowy poślizg w płatnościach oznacza zachwianie płynności finansowej. Małe i średnie firmy nie tworzą rezerw pieniężnych, bo w przeciwieństwie do korporacji, nie mają na to środków. To, co zarobią, przeznaczają na bieżącą działalność lub inwestują w rozwój. Dlatego każde wahanie stanu konta odczuwają bardzo mocno. Jaskrawo widać to też w naszym badaniu – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Próg bólu finansowego

Przedsiębiorcy wskazują bowiem, że negatywny wpływ na ich działalność ma płatność opóźniona już o 21-30 dni. Ocenia tak 43 proc. z nich. Dla 1/3 z nich poziom wrażliwości finansowej jest niższy i wynosi maksymalnie 20 dni. Co 4. zaczyna odczuwać brak zapłaty dopiero po miesiącu. Żadna z badanych firm nie przekazuje do windykacji faktur przeterminowanych o kilka dni.

52 proc. respondentów decyduje się na przekazanie spraw firmie windykacyjnej dopiero w momencie, kiedy samodzielne próby odzyskania należności nie przynoszą efektu. Połowa wykonuje ten krok, jeśli nieopłacona faktura opiewa na wysoką kwotę. Natomiast 47 proc. MŚP zwraca się do profesjonalistów, gdy opóźnienie w spłacie jest dłuższe niż kilkadziesiąt dni.

Prawie 40 proc. MŚP szuka wsparcia w firmach windykacyjnych, gdy próby skontaktowania się z dłużnikiem spaliły na panewce. 29 proc. kieruje sprawy do windykacji, kiedy relacje z kontrahentami stają się napięte. Co 5. przedsiębiorcę skłania do tego chęć jak najszybszego odzyskania pieniędzy, a 17 proc. opóźnienie w spłacie dłuższe niż kilkanaście dni. Co ciekawe, tylko 1 proc. zleca odzyskanie należności profesjonalistom, aby odciążyć własnych pracowników.

Jak trwoga to do negocjatora

Dla niewielkich firm nawet dwie, trzy niezapłacone faktury to już próg bólu. Zaczynają tracić płynność finansową i za chwilę same mogą stać się dłużnikiem. Dlatego nie można czekać, trzeba działać od razu. Gdy kontrahent nie reaguje na ponaglenia, należy skierować należności do profesjonalnej windykacji. Samodzielne dochodzenie zapłaty jest niekomfortowe i wymaga znajomości prawa oraz technik negocjacyjnych. Firma windykacyjna ma te kompetencje i wie, jak polubownie doprowadzić do spłaty zadłużenia, a przy tym nie zepsuć kontaktów pomiędzy partnerami biznesowymi – wyjaśnia Jakub Kostecki.Jak trwoga to do negocjatora

Jednak zanim przedsiębiorcy zdecydują się na współpracę z firmą windykacyjną, podejmują działania na własną rękę. 3/4 wysyła wezwania do zapłaty lub samodzielnie negocjuje spłatę (60 proc.). Tylko 13 proc. mówi, że nie wykonuje żadnych kroków, tylko oddaje przeterminowaną należność do firmy windykacyjnej.

Badanie „Jak MŚP korzysta z windykacji” zostało przeprowadzone przez Instytut Badawczy Mands na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso w grudniu 2020 r. na reprezentatywnej grupie 300 małych i średnich przedsiębiorstw, które w ostatnich dwóch latach korzystały z usług firm windykacyjnych. Ankietę zrealizowano metodą CAWI/CATI.

W Polsce mamy o 1/5 więcej sklepów internetowych niż rok temu, ich liczba wynosi już ponad 44 tys.

W 2020 r. w Polsce zarejestrowano prawie 12 tys. nowych sklepów internetowych, a ich liczba na początku stycznia 2021 wynosiła w sumie blisko 44,5 tys. – o 21,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednak obecność w Internecie nie jest automatyczną gwarancją sukcesu. W ciągu 2020 r. 5,6 tys. sklepów internetowych zawiesiło działalność, z czego na rynek wróciło tylko 1,2 tys.

Miniony rok dla wielu firm upłynął pod znakiem znacznego ograniczenia lub nawet całkowitej utraty dochodów i groźby bankructwa, ale również gwałtownego rozwoju technologicznego oraz przenoszenia działalności do Internetu. Zresztą dla części firm zintensyfikowanie lub uruchomienie działań online było kwestią być albo nie być.rozwoj-e-handlu-pl-2020

Coraz mniej sklepów stacjonarnych

Naturalnym wynikiem ograniczeń wprowadzonych w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się pandemii COVID-19 było ogromne wzmożenie ruchu w sklepach internetowych. Według raportu ExpertSender „Zakupy online w Polsce 2020” 80 proc. Polaków z dostępem do Internetu robi tą drogą zakupy, z czego 50 proc. wydaje na nie ponad 300 zł miesięcznie.

Jednocześnie od kilku lat systematycznie spada liczba sklepów stacjonarnych. Jak wynika z danych agencji badawczej Bisnode A Dun & Bradstreet Company w 2020 rok polscy przedsiębiorcy zawiesili blisko 19 tys. działalności związanych z detaliczną sprzedażą prowadzoną w sklepach, co stanowi ponad 7 proc. wszystkich sklepów stacjonarnych na rynku. Tylko w pierwszych dwóch tygodniach 2021 roku Polacy zamrozili działalność kolejnych 1,3 tys. sklepów stacjonarnych. Największy odsetek zawieszonych działalności dotyczy sprzedawców owoców i warzyw – aż 14 proc. ze wszystkich działających na rynku sklepów. W obecnej niepewnej sytuacji e-handel pozostaje szansą na stabilność i zachowanie ciągłości funkcjonowania.

I coraz więcej sklepów internetowych

W 2020 r. liczba sklepów internetowych w Polsce wzrosła w sumie o 7,8 proc. – zarejestrowano 11,8 tys. nowych sklepów, ale ponad 5,6 tys. zawiesiło działalność, z czego 1,2 tys. wróciło na rynek, a ponad 4 tys. zostało wykreślonych z rejestru. Na początku stycznia w Polsce było zarejestrowanych prawie 44,5 tys. sklepów internetowych – o 21,5 proc. więcej niż rok wcześniej.

Niektórzy pewnie myślą, że sprzedawanie przez Internet to bardzo prosta sprawa – mówi Krzysztof Jarecki, CEO ExpertSender – Wystarczy założyć sklep z użyciem któregoś z darmowych narzędzi, ewentualnie dodać jeszcze konto w mediach społecznościowych i gotowe. Ale to nieprawda. Konkurencja w Internecie jest ogromna i szybko rośnie, a potencjalni i obecni klienci są dosłownie bombardowani ofertami różnych marek we wszystkich kanałach komunikacji. Gracze, którzy nie zadbają o dobrą i odpowiednio ukierunkowaną reklamę ani o lojalność swoich odbiorców, nie utrzymają się na rynku. Najważniejszą rzeczą jest trafienie z przekazem do odpowiedniej grupy docelowej – niezbędne jest ustalenie, do kogo chcemy trafić, gdzie tego kogoś znaleźć i jak skutecznie przyciągnąć jego uwagę. Kluczem do tego jest rzetelna analiza informacji o naszych odbiorcach.

Do sukcesu niezbędne jest zrozumienie potrzeb klientów

Już 15 proc. ankietowanych przez ExpertSender chciałoby móc odebrać zakupy w sklepie stacjonarnym, ale nie mają potrzeby oglądania towaru na miejscu. Jednak nadal dla 64 proc. respondentów istotna jest możliwość obejrzenia wybranych towarów „na żywo” przed podjęciem decyzji o zakupie online.

Rozwijanie sklepów internetowych i przerzucanie do nich budżetów ze sklepów stacjonarnych – szczególnie w czasach pandemii koronawirusa – jest rozwiązaniem, które ma przyszłość, a rynek e-handlu nadal będzie rósł – dodaje Krzysztof Jarecki, CEO z ExpertSender – Jednak nie ma wątpliwości, że po zniesieniu obostrzeń i końcu pandemii tempo jego rozwoju spadnie, a część osób wróci do robienia zakupów stacjonarnie. Firmy, które wiążą swoją przyszłość z e-commerce, muszą postawić na budowanie bazy lojalnych klientów i na nowoczesne rozwiązania, takie jak automatyzacja i wielokanałowość marketingu.

Dane cytowane w tekście pochodzą z badania Bisnode a Dun & Bradstreet Company. Celem analizy była odpowiedź na pytania o aktywność biznesową kobiet względem zajmowanego stanowiska, działalności w branży, wielkości firmy i geolokalizacji. Analizie poddano dane z blisko 550 tysięcy firm. Przywołane dane obejmują okres trzech ostatnich lat: 2020 / 2019 / 2018.

Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. ma list intencyjny w sprawie połączenia z EKIPA S.A.

Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., podpisała list intencyjny z EKIPA S.A. w sprawie połączenia spółek. Liderem i pomysłodawcą EKIPY jest Youtuber Karol Friz Wiśniewski.

Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. oraz EKIPA S.A. (w trakcie zmiany na EKIPA HOLDING S.A.) podpisały list intencyjny, zgodnie z którym postanowiły podjąć negocjacje w sprawie połączenia obu spółek. Planowanym sposobem połączenia jest połączenie poprzez przejęcie, tj. przez przeniesienie całego majątku EKIPA S.A. jako spółki przejmowanej na Emitenta jako spółki przejmującej w zamian za wydanie dotychczasowym akcjonariuszom EKIPA S.A. akcji Emitenta. Głównym celem połączenia jest wykorzystanie wzajemnie uzupełniających się kompetencji, posiadanego doświadczenia oraz efektów synergii, co ma umożliwić stworzenie silnego podmiotu działającego w branży nowoczesnych mediów, który posiada status spółki publicznej. Zarząd Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. jest przekonany, że potencjalna fuzja obu podmiotów wpłynie pozytywnie na rozwój spółek oraz na wzrost ich wartości.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z podpisania listu intencyjnego w sprawie połączenia z EKIPA S.A. Podmiot ten działa w branży nowoczesnych mediów i realizuje bardzo wiele interesujących i perspektywicznych projektów. EKIPA S.A. budzi ogromne zainteresowanie wśród inwestorów giełdowych, więc cieszymy się, że to właśnie z naszą spółką zdecydowali się dokonać połączenia i w ten sposób stać się spółką publiczną. Wierzymy, że fuzja spółek przyniesie istotne korzyści zarówno samym spółkom, jak również i ich akcjonariuszom.” – komentuje Łukasz Górski, Prezes Zarządu Spółki Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A.

Spółki ustaliły zgodnie, że określą warunki współpracy, które zostaną spisane w Term Sheet (porozumienie w sprawie podstawowych warunków współpracy) do dnia 19 marca 2021 roku.

EKIPA S.A. posiada kompetencje i doświadczenie w zakresie e-commerce głównie w zakresie projektowania, budowy, wdrożenia, rozwoju i marketingu platform e-commerce. Intensywny rozwój struktury spółki o partnerów z dużym doświadczeniem w realizacji i dystrybucji gier oraz produkcji muzycznej, filmowej i animacji, rozszerzył horyzont działań w branżach rozrywkowych. W oparciu o innowacyjną własność intelektualną, spółka rozpoczęła pracę nad kilkoma wysokobudżetowymi projektami skierowanymi do różnorodnych grup docelowych, także na rynek globalny. Dzięki synergii doświadczenia realizacyjnego i świadomości trendów rozpoczęto pracę nad grami, serialami oraz innymi projektami audiowizualnymi, które pod względem skali już na wczesnym etapie rozwoju produkcji znacząco wykraczają ponad krajowe standardy.

Liderem i pomysłodawcą EKIPY jest Youtuber Karol Friz Wiśniewski, który dysponuje bogatą wiedzę o rynku influencerskim. Materiały wideo wszystkich twórców EKIPY w serwisie YouTube wygenerowały za okres ok. 1 roku ponad 1,5 mld wyświetleń.

Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. jest Spółką notowaną na rynku NewConnect od listopada 2012 r. Jej głównym akcjonariuszem jest notowana na rynku NewConnect Spółka JR HOLDING ASI S.A., która posiada akcje stanowiące 68,79% udziału w jej kapitale zakładowym oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA.

Leasing napędza elektromobilność – kiedy zobaczymy milion „elektryków” na polskich drogach?

  • Pod koniec grudnia 2020 r. po polskich drogach jeździło 18 875 elektrycznych samochodów osobowych (ECV = BEV + PHEV)[1].
  • Tylko w ubiegłym roku przybyło 8 099 takich nowych samochodów.
  • Nabywcy instytucjonalni odpowiadają za 85,4% rejestracji nowych samochodów elektrycznych w kraju. W tej grupie prym wiodą leasingodawcy, którzy zarejestrowali ponad połowę wszystkich nowych aut elektrycznych, nabytych przez firmy w 2020r.

Głównym odbiorcą nowych samochodów na polskim rynku są przedsiębiorcy – w 2020  roku zarejestrowali oni 72,6% nowych samochodów osobowych (311 tys. sztuk)[2]. Nabywcy instytucjonalni w największym stopniu odpowiadają także za rejestracje samochodów z napędem elektrycznym (samochody elektryczne ECV = BEV + PHEV). W 2020 roku zarejestrowali oni 6 914 nowych elektrycznych samochodów osobowych, z czego 51,6% pojazdów zarejestrowały firmy leasingowe, firmy CFM i rent a car, 35,1% dealerzy  lub inni sprzedawcy, 6,9% importerzy, natomiast za 6,4% rejestracji odpowiadają pozostałe firmy.ZPL_Rejestracje nowych ECV przez nabywców instytucjonalnych w 2020r.

„Leasing jest obecnie najpopularniejszą formą finansowania zakupów samochodów elektrycznych. Aby zwiększyć udział takich pojazdów na naszych drogach, przedstawiciele Związku Polskiego Leasingu uczestniczą w konsultacjach prowadzonych przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) w zakresie wypracowania nowego systemu dystrybucji dopłat do samochodów elektrycznych. Atrakcyjny system zachęt pozwoli zwiększyć liczbę aut elektrycznych, a tym samym pozytywnie wpłynie na środowisko naturalne” – powiedział Paweł Pach, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu.

Firmy rejestrują nowe pojazdy, a konsumenci samochody używane

Analizując rejestracje samochodów elektrycznych pod względem rodzaju nabywcy, w 2020r. nabywcy instytucjonalni odpowiadali za rejestracje 85,4% nowych pojazdów tego typu i 18,6% rejestracji pojazdów używanych sprowadzonych w tym czasie do Polski. Odmienna proporcja jest widoczna w przypadku wyborów klientów indywidualnych – w ubiegłym roku zarejestrowali oni 81,4% używanych samochodów elektrycznych zza granicy i zaledwie 14,6% nowych pojazdów z napędem elektrycznym.

Wykres nr 2: Rejestracje nowych elektrycznych samochodów osobowych w 2020r. Struktura według rodzaju nabywcy. Dane PZPM na podstawie CEP.ZPL_Rejestracje nowych ECV_struktura według rodzaju nabywcy 2020r.

„Napędy niskoemisyjne z miesiąca na miesiąc zyskują coraz większą popularność. Bardzo cieszy fakt, że rosnącą grupę nabywców właśnie takich pojazdów stanowią klienci instytucjonalni. Oznacza to, że firmy aktywnie włączyły się w proces poprawy klimatu. Należy jedna zauważyć, że choć w Polsce liczba stacji ładowania przypadająca na jeden samochód jest duża – i wciąż rośnie – jednak ich ilość nie pozwala na komfortowe przemieszczanie się samochodem elektrycznym po polskich drogach. A jest to istotne z punktu widzenia użytkownika samochodu firmowego, który podróżując służbowo jeździ dużo po całym kraju i powinien mieć możliwość szybkiego naładowania samochodu. Mamy nadzieję, że wraz z wprowadzaniem nowych zachęt do zakupu samochodów niskoemisyjnych – zwłaszcza przez firmy –  sukcesywnie będzie rosła ich flota ale także liczymy na to, że znacząco wzrośnie liczba stacji ładowania” – powiedział Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Jak wygląda park samochodów elektrycznych?

Według stanu na koniec 2020 r. po polskich drogach jeździło 18 875 elektrycznych samochodów osobowych, z których 53% stanowiły pojazdy w pełni elektryczne (BEV)– 10 041 szt., a pozostałą część hybrydy typu plug-in (PHEV) – 8 834 szt. (46,8%).

Wykres nr 3: Stan parku elektrycznych samochodów osobowych (ECV=BEV+PHEV). Wstępny szacunek PZPM na podstawie CEP na koniec 2020r.ZPL_ECV_Stan parku 2020r.

[1] Samochody elektryczne ECV = BEV + PHEV, gdzie BEV (ang. battery electric vehicles) (w tym EREV) to samochody  w pełni elektryczne, a PHEV (ang. plug-in hybrid electric vehicles) to hybrydy plug-in-.

[2] Dane PZPM na podstawie CEP.

Hejt w komentarzach internetowych – sztuczna inteligencja od Google analizuje 500 mln zgłoszeń dziennie

Jigsaw, podmiot należący do Google, który odpowiada za prognozowanie pojawiających się zagrożeń w sferze cyfrowej i przeciwdziałanie takim zagrożeniom, ogłosił, że Perspective, darmowy interfejs API na licencji Open Source, który stosuje uczenie maszynowe do wykrywania toksycznych komentarzy, obecnie przetwarza 500 milionów zgłoszeń dziennie i w wymierny sposób ogranicza toksyczność treści w celu ulepszenia komunikacji w sieci na szeroką skalę. W trzecim wydaniu czasopisma online „The Current”, opublikowanym dzisiaj, szczegółowo omówiono kwestię nieustannej i wyniszczającej toksyczności w Internecie oraz rolę, jaką narzędzia uczenia maszynowego, takie jak Perspective, mogą odegrać w jej zredukowaniu.

Uruchomiony w 2017 roku w celu zwalczania toksycznych treści w Internecie i nękania, Perspective ocenia komentarze w oparciu o ich przewidywany wpływ na rozmowę i pomaga platformom internetowym w utrzymywaniu sekcji komentarzy, jako przestrzeni do ciekawych i produktywnych rozmów.

„Toksyczność w internecie jest wszechobecnym problemem, który niewspółmiernie wpływa na marginalizowane grupy, zagraża niezależnemu dziennikarstwu i wypiera wolność wyrazu i zdrową komunikację – powiedział Jared Cohen, dyrektor generalny Jigsaw. – Nasi partnerzy zauważyli wymierne obniżenie toksyczności na swoich platformach, co pozwala im na stworzenie bezpieczniejszej przestrzeni wymiany poglądów przez użytkowników. Angażujemy się we współpracę z partnerami i instytucjami naukowymi w celu nieustannego trenowania naszych modeli, co pozwala na jeszcze lepszą identyfikację toksyczności i równoczesne minimalizowanie stronniczości oraz wspieranie zdrowej komunikacji”.

Jigsaw zbudował Perspective z wykorzystaniem modeli opracowanych przy współpracy z zespołem Counter Abuse Technology w Google i obecnie umożliwia różnorodnym platformom tworzenie bezpiecznej przestrzeni dialogu, przy zastosowaniu wielu funkcji:

Informacja dla komentujących: Perspective może przekazywać komentującym informacje zwrotne dotyczące potencjalnej toksyczności ich treści w czasie rzeczywistym, co wywołuje znaczące rezultaty:

Coral by Vox Media, wiodące forum dyskusyjne wykorzystywane przez przedstawicieli świata mediów na całym świecie, stosuje tę funkcję w celu umożliwienia komentującym zmianę sformułowania ich treści przed publikacją. Kontrolowane badanie przeprowadzone przez McClatchy wykazało, że 40 procent użytkowników zmieniło swoje komentarze w odpowiedzi na informację zwrotną;

OpenWeb, wiodąca platforma społecznościowa skierowana do odbiorców publikowanych treści, którą odwiedza ponad 100 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie, zastosowała tę funkcję po przeprowadzeniu badania OpenWeb, w ramach większego badania Jigsaw, które wykazało, ze spośród wszystkich komentujących, którzy zmienili formę językową komentarza, 44,7 % komentujących zastąpiło lub usunęło obraźliwe zwroty, a 7,6 % zdecydowało się na całkowite przeredagowanie swoich komentarzy.
Wsparcie moderatorów: Perspective również służy jako wsparcie dla moderatorów w wydajniejszej pracy i obniżeniu toksyczności na ich platformach:

„The New York Times” opracował narzędzie Moderator wykorzystujące Perspective do priorytetowego traktowania komentarzy przesłanych do moderacji przez człowieka i zatwierdzania tych, które najprawdopodobniej pomyślnie przejdą weryfikację przeprowadzoną przez człowieka. Stosując Perspective, The Times zwiększył liczbę artykułów, które mogły być otwarte dla komentujących, co pozwala na dostarczenie czytelnikom szerszego i bardziej zróżnicowanego wyboru artykułów z otwartą sekcją komentarzy;

FACEIT, jedna z największych platform gamingowych w Europie, stosuję ocenę toksyczności Perspective do udzielania ostrzeżeń i blokowania dostępu użytkownikom, którzy mogą zwrócić się do moderatora o ostateczną weryfikację decyzji. Na skutek tej moderacji w czasie rzeczywistym, FACEIT odnotował obniżenie liczby nieodpowiednich komentarzy o 20 procent;

Cofina, portugalska spółka medialna, była w stanie ograniczyć moderację przez człowieka o 60 %, oszczędzając swojemu zespołowi co najmniej 2 godziny dziennie pracy po zintegrowaniu Perspective z ich systemem CMS w celu moderacji komentarzy w ich dziennikach sportowych i finansowych.

„API Perspective ogromnie poprawił nasze możliwości wykrywania toksycznych treści w komentarzach. Sprawiło to, że działania naszych moderatorów są bardziej skuteczne i wydajne, a od wdrożenia tego narzędzia, mogliśmy zwiększyć liczbę artykułów z możliwością komentowania o około jedną trzecią” – Marcia Loughran, Community Editor, „The New York Times”.

„Praca z Perspective umożliwiła nam promowanie pozytywnych interakcji pomiędzy setkami dynamicznych i zaangażowanych społeczności i dziesiątkami milionów użytkowników. Rozwiązania są eleganckie i bezproblemowe oraz wspierają naszą wizję wyższej jakości zaangażowania i ograniczenia toksyczności” – Nadav Shoval, dyrektor generalny i współzałożyciel OpenWeb.

„W Coral skupiamy się na ułatwieniu i przyspieszeniu podstawowych działań moderatorów. Perspective pomaga nam poprzez identyfikację komentarzy w kilku językach, które wymagają podjęcia bezzwłocznych działań. Współpraca z zespołem Perspective w realizacji tej misji układa się świetnie” – Andrew Losowsky, dyrektor Coral by VoxMedia.

„Zintegrowaliśmy Perspective z naszym systemem CMS w celu moderowania komentarzy w naszych dziennikach sportowych i finansowych. Obniżyliśmy moderację przez człowieka o 60 %. Oszczędzamy co najmniej dwie godziny dziennie i jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników. Poprawiło to również jakość komentarzy na naszych stronach internetowych i zaangażowanie użytkowników” – Nuno Alves, dyrektor ds. technicznych online, Cofina Media.

„W FACEIT realizujemy misję bezpośredniego rozwiązywania problemu toksyczności i nękania w świecie gier. Z naszą rozrastającą i zmieniającą się społecznością graczy, musieliśmy zbudować skuteczne rozwiązania, stosowane na szeroką skalę. Perspective dostarczył nam doskonałego modelu toksyczności, który zastosowaliśmy jako podstawę do stworzenia naszego silnika przeznaczonego do przeciwdziałania toksyczności” – Maria Laura Scuri, dyrektor ds. analityki biznesowej, FACEIT.

Poprzez partnerstwa, Jigsaw wytrenował Perspective w nowych językach, stawiając ten model uczenia maszynowego na lepszej pozycji do poprawy komunikacji online na skalę światową – jest obecnie dostępny w języku angielskim, francuskim, hiszpańskim, niemieckim, włoskim i portugalskim. Partnerzy Perspective to, m.in, El Pais, Le Monde, Cofina i wielu innych wydawców, którzy rozumieją znaczenie dobrej jakości komunikacji na swoich platformach, w różnych językach.

Jigsaw również nieustannie współpracuje z partnerami w celu opracowania sposobów na niwelowanie stronniczości w uczeniu maszynowym. Dodatkowe informacje na temat ostatnich badań Jigsaw znajdują się tutaj.

Dodatkowe informacje na temat Perspective i możliwości wypróbowania tego narzędzia znajdują się w trzecim wydaniu The Current.

Jigsaw

Jigsaw jest podmiotem należącym do Google, który prognozuje pojawiające się zagrożenia i im przeciwdziała, tworząc definiujące naszą przyszłość badania i technologie, ukierunkowane na poprawę bezpieczeństwa naszego świata.

Automatyzacja etykietowania jako element podnoszący efektywność logistyki wewnętrznej każdej branży

Zmiany w obszarze sektora handlowego wymuszają rosnącą profesjonalizację aktorów uczestniczących w wymianie handlowej. Profesjonalizacja ta zakłada między innymi konieczność wprowadzenia kodowania towarów zgodnie ze standardami, w celu automatyzacji procesu identyfikacji w całym łańcuchu dostaw. Standaryzacja opiera się przede wszystkim na zastosowaniu kodów kreskowych, które powinny być umieszczane na produktach, czy opakowaniach w zgodzie z normami GS1. Kody kreskowe są nanoszone (w przeważającej liczbie przypadków) na etykietę samoprzylepną, która z kolei jest aplikowana bezpośrednio na produkt. Oczywiście istnieją również sposoby nanoszenia kodów bezpośrednio na produkt (głównie przy pomocy laserów do znakowania), jednak takie techniki sprawdzają się głównie w przemyśle metalowym, motoryzacyjnym, obronnym, czy lotniczym.Automatyzacja etykietowania 2

Metody drukowania kodów kreskowych

Kody kreskowe drukuje się z wykorzystaniem specjalistycznych urządzeń- drukarek kodów kreskowych, zwanych również drukarkami etykiet. Te maszyny pozwalają na zadruk rolek z etykietami samoprzylepnymi. Pracują one z bardzo dużą szybkością, zadrukowują materiał (etykiety) zarówno papierowy, jak i foliowy. Istnieją dwie główne metody samego druku- druk termiczny oraz druk termotransferowy. Metoda termiczna jest metodą tańszą ze względu na brak konieczności stosowania taśm do druku. Mankamentem tej metody jest stosunkowa niska trwałość wydruku, co determinuje ograniczone zastosowanie takiego procesu(głównie do obszaru logistyki). Druk termotransferowy (TTR) to druk o większej trwałości, co daje możliwość do zastosowania tak wydrukowanych etykiet nawet w środowisku przemysłowym. Do uzyskania dobrego wyniku takiego druku konieczne jest zastosowanie odpowiedniej taśmy transferowej.

Aplikacja zadrukowanych etykiet- duży potencjał do automatyzacji

Sam wydruk etykiety samoprzylepnej, choć bardzo ważny, nie stanowi końca procesu etykietowania. Niezmiernie ważną czynnością jest również samo naniesienie etykiety na produkt, który ma być nią oznaczony. W przypadku etykietowania w środowisku logistycznym, czy produkcyjnym niezmiernie ważnym staje się czas samej aplikacji etykiet. Ręczne nanoszenie etykiety sprawdza się w przypadku małych ilości dziennych, czy godzinowych. W przypadku tysięcy, czy nawet setek tysięcy etykiet na godzinę konieczne staje się zautomatyzowanie tego procesu poprzez użycie automatycznych aplikatorów etykiet.  W przypadku zastosowania aplikatorów wraz z drukarką, mówimy o systemach print and apply (wydrukuj i zaaplikuj). W przypadku automatyzacji procesu etykietowania możliwym staje się nie tylko osiągnięcie dużej szybkości druku i aplikacji, ale również podniesienie precyzji tego procesu, co bywa kluczowe w procesie nanoszenia mikro etykiet na wyroby elektroniczne, czy części samochodowe.

HKK- Twój ekspert w obszarze etykiet i etykietowania

Poznańskie integrator systemów automatycznej identyfikacji już od ponad 25 lat wspiera Klientów w optymalizacji procesów logistycznych i produkcyjnych, oferując kompleksowe rozwiązania do profesjonalnego znakowania towarów.

Etykieta samoprzylepna – definicja, rodzaje, zastosowanie

Etykieta samoprzylepna to pomocne narzędzie, wykorzystywane do znakowania towarów czy usprawniania procesów logistycznych. Jakie jest jej inne zastosowanie? Jakie rodzaje etykiet samoprzylepnych wyróżniamy?

Etykieta samoprzylepna — co to takiego?

Etykieta samoprzylepna to nalepka, która składa się z kilku warstw. Pierwsza z nich to materiał zewnętrzny, użytkowy. Wykonany jest z wysokiej jakości tworzywa, aby nie uległ zniszczeniu w procesie jej nanoszenia, a także wraz z upływem czasu. Druga warstwa to klej. Ostatnia stanowi nośnik etykiety i jest wykonana z silikonu.

Etykiety samoprzylepne dostępne są w formie arkuszy lub zwoju. Wybór postaci nośnika zależy od naszych preferencji oraz zasobów czasowych do jego zainstalowania. Etykieta dostępna w zwoju wymaga przycięcia. Pojedyncze arkusze mogą zostać od razu naniesione np. na produkt.

Rodzaje etykiet samoprzylepnych

Etykiety samoprzylepne mogą być jedno lub kilkuwarstwowe. Jeśli zdecydujemy się na zakup wielowarstwowych nośników, należy pamiętać, że one również mają swój podział. Wyróżnia się:

  • etykiety booklet — to książeczka zalaminowana od góry,
  • etykiety sandwich — silikonowe nalepki składające się z dwóch warstw,
  • etykiety typu peel off — nalepki wykonane na grubszym papierze, które można otworzyć.

Wierzchnią warstwę etykiety samoprzylepnej wielowarstwowej stanowi zwykle papier o zróżnicowanym kolorze (zwykle neutralnym, aby informacje wydrukowane na etykiecie były widoczne). Do tworzenia zewnętrznej warstwy nośników używa się też innych materiałów, np. aluminium, laminatu czy innych tworzyw sztucznych.

Podczas wyboru materiału na etykietę, ważna jest jego trwałość, a także drukowność, czyli łatwość umieszczenia na nim informacji przy użyciu drukarki.

Etykieta samoprzylepna — zastosowanie

Zastosowanie etykiet samoprzylepnych jest wszechstronne. Używa się ich najczęściej w takich branżach jak logistyka, transport czy spedycja. Ponadto mają one zastosowanie w handlu. W branży spożywczej korzysta się z etykiet, które powstały przy pomocy druku fleksograficznego. Jest to ekonomiczna metoda druku cechująca się średnią jakością. Bazuje na ciekłych farbach, które szybko zasychają. Metodę offsetową druku, czyli druk wysokiej jakości oparty na utrwaleniu farby za pomocą polimeryzacji, stosuje się w kosmetyce i kosmetologii. W obu tych dziedzinach ważna jest jakość i precyzja druku.

Etykiety samoprzylepne wykorzystuje również branża chemiczna, a także farmaceutyczna. Dziedzin, które doceniają zastosowanie etykiet samoprzylepnych, jest znacznie więcej.

Jak dobrać etykietę do naszych potrzeb?

Dobór etykiety samoprzylepnej wymaga określenia jej przeznaczenia. Gdy już wiemy, gdzie etykieta będzie stosowana, możemy wybrać jej rozmiar, materiał, a także odpowiedni klej. Dopiero na tym etapie zyskamy pewność, że wydrukowana etykieta spełni swoje zadanie. Na szczęście możliwość łączenia różnych materiałów i wzorów jest duża, dlatego łatwo jest wybrać właściwe tworzywo do naszych potrzeb.

Rozwój technologii blockchain przyspiesza. Firmy mogą już testować swoje rozwiązania w pierwszej w Polsce piaskownicy technologiczno-biznesowej

Blockchain jest kojarzony głównie z kryptowalutami, znajduje jednak coraz więcej zastosowań, m.in. w finansach i bankowości. Do 2025 roku wartość rynku produktów i usług bazujących na tej technologii ma sięgnąć prawie 40 mld dol. W Polsce blockchain wchodzi właśnie w etap rozwoju i implementacji nowych rozwiązań. W połowie listopada 2020 roku KIR wraz z partnerami uruchomił cyfrową piaskownicę dla start-upów i firm, które mogą w bezpiecznych warunkach przetestować swoje rozwiązania. To pierwszy tego typu projekt w Polsce, który ma przyspieszyć wdrażanie innowacji opartych na tej technologii. 

– Blockchain jest nieodłącznym elementem cyfryzacji. W dobie pandemii wszystkie przedsiębiorstwa musiały się przestawić na procesy cyfrowe. W Polsce technologia blockchain wyszła z fazy  raczkowania i obecnie intensywnie się rozwija. Pandemia tylko przyczyniła się do przyspieszenia tempa tego rozwoju – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Wetoszka, dyrektor Biura Inicjatyw i Projektów w KIR.

Blockchain jest uważany za najbezpieczniejszą obecnie technologię zapisu i przechowywania danych. To rozproszona, zdecentralizowana baza danych oparta na algorytmach i kryptografii. Jej podstawowym elementem jest blok danych, który zawiera pakiet zaszyfrowanych informacji o przeprowadzanych operacjach. Poszczególne bloki danych są ze sobą chronologicznie połączone i tworzą nierozerwalny łańcuch (stąd nazwa: łańcuch bloków). Informacji zapisanych w tej technologii nie da się zmodyfikować ani sfałszować – wszystkie wprowadzane zmiany są widoczne dla pozostałych użytkowników. Cały system jest też odporny na cyberataki – szacuje się, że aby złamać zabezpieczenia blockchainu, potrzebna byłaby moc obliczeniowa równa połowie całego internetu.

Blockchain po raz pierwszy został wykorzystany w kryptowalutach, ale obecnie technologia ta znajduje coraz więcej zastosowań w sektorze finansów i poza nim. Według portalu Statista do 2025 roku wartość globalnego rynku rozwiązań blockchain może sięgnąć 39,7 mld dol.

– Rok 2020 pokazał nam, że większość obszarów naszego biznesu przenosi się do świata wirtualnego. Dlatego szukamy rozwiązań, które z jednej strony są nowoczesne technologicznie, a z drugiej – bezpieczne także w obszarach mocno regulowanych. Blockchain jest taką technologią – mówi Dorota Dublanka, prezes Fundacji KIR na Rzecz Rozwoju Cyfryzacji CYBERIUM. – Dlatego podjęliśmy decyzję o zaangażowaniu w jej propagowanie i prezentowanie możliwości, jakie stwarza start-upom, korporacjom, organizacjom pozarządowym, małym i średnim firmom. Chcemy przekonać je, że jest to technologia bezpieczna, gwarantująca rozwój i umożliwiająca budowanie nowatorskich, bezpiecznych projektów przyszłości.

Obecnie blockchain jest komercyjnie wykorzystywany głównie przez banki do wdrażania tzw. trwałego nośnika. Według ekspertów z KIR wypracowanie kolejnych, użytecznych zastosowań tej technologii to tylko kwestia czasu. Na drodze stoi jednak szereg barier, dotyczących np. świadomości, niezbędnej mocy obliczeniowej czy bezpiecznego środowiska do testowania nowych rozwiązań. Dlatego w połowie listopada KIR wraz z grupą firm i instytucji, które działają na rzecz rozwoju polskiego sektora technologicznego, uruchomił Sandbox Blockchain, czyli tzw. cyfrową piaskownicę technologiczną, gdzie każda firma może przetestować swoje pomysły bazujące na tej technologii.

– Platforma Sandbox Blockchain to rozwiązanie technologiczno-biznesowe. Pozwala start-upom, jak również dużym firmom rozwijać swoje produkty oparte na technologii blockchain. Wspólnie z naszymi partnerami pomagamy im nie tylko pokonywać bariery technologiczne, lecz także wspieramy kompetencyjnie w obszarach biznesowych czy prawnych – wskazuje Michał Wetoszka.

Piaskownica blockchain to darmowe i bezpieczne środowisko testowania innowacji, które ma przyspieszyć ich wdrażanie. Jest to pierwszy w Polsce projekt tego typu.

– Głównym celem jest popularyzacja technologii blockchain w Polsce, wsparcie procesu innowacyjności w tym obszarze i budowanie kompetencji. Polska ma bardzo duży potencjał, jeśli chodzi o inżynierów, ale ta technologia wciąż jeszcze nie rozwinęła się tak, jak by mogła – mówi dyrektor Biura Inicjatyw i Projektów w KIR.

Do projektu Sandbox Blockchain mogą się zgłaszać zarówno start-upy, jak i duże podmioty komercyjne czy organizacje, które chcą rozwijać nowe produkty lub usługi oparte na technologii blockchain, ale nie dysponują odpowiednim środowiskiem testowym.

– Nie ograniczamy się do branży finansowej. Chcemy zbudować jak największą liczbę usług opartych na blockchainie. Już w 2017 roku zaczęliśmy tworzyć takie rozwiązania i największą barierą, jaką zidentyfikowaliśmy, było właśnie postawienie niezbędnej infrastruktury. Mamy nadzieję, że Sandbox Blockchain przyczyni się do rozwoju tej technologii w Polsce – mówi Michał Wetoszka.

– Mamy partnerów biznesowych, którzy z jednej strony gwarantują nam dotarcie do różnych grup odbiorców w ramach tego projektu, a z drugiej mają niesamowitą wiedzę technologiczną i zasoby – mówi Dorota Dublanka. – KIR i Fundacja CYBERIUM pełnią rolę koordynatora inicjatywy. To właśnie KIR zapewnia środowisko testowe oraz wsparcie technologiczne. PKO Bank Polski odpowiada za proces akceleracji, tzn. naboru i selekcji start-upów do projektu. IBM jest naszym partnerem technologicznym odpowiadającym za udostępnienie rozwiązań technologicznych opartych na technologii Hyperledger Fabric. Chmura Krajowa zapewnia w pełni zautomatyzowaną platformę udostępnioną w modelu platform as a service. Komisja Nadzoru Finansowego i Fundacja FinTech Poland zapewniają z kolei wsparcie regulacyjne i prawne.

Piaskownica technologiczna umożliwia uczestnikom testowanie rozwiązań blockchainowych opartych na technologii Hyperledger Fabric (HLF), rozwijaną przez Linux Foundation. Dlatego wśród głównych partnerów projektu jest koncern IBM. Technologia HLF spełnia rygorystyczne wymogi dotyczące m.in. terytorialności danych, co pozwala na zaprojektowanie nowych produktów i usług w takim standardzie, który będzie akceptowalny dla podmiotów z silnie regulowanych branż, np. bankowości.

Choć projekt jest w początkowej fazie naboru, już teraz do uczestniczenia w nim zgłosiły się firmy z różnych branż i sektorów. To m.in. spółki zajmujące się energetyką, logistyką, sprzedażą czy obsługą finansową, dostawca rozwiązań z zakresu bezpiecznego obiegu dokumentów i poufnej komunikacji, firma obsługująca sektor bankowy czy start-up oferujący usługi i systemy IT dla firm.

Do piaskownicy zgłosiły się także zagraniczne podmioty, w tym amerykańska spółka obsługująca systemy płatności, brytyjski start-up działający w obszarze telemedycyny oraz międzynarodowa firma oferująca usługi związane z zarządzaniem m.in nieruchomościami, opieką zdrowotną, handlem detalicznym i turystyką.

– Do udziału w projekcie zapraszamy wszystkie podmioty funkcjonujące na rynku: małe, średnie i duże firmy, organizacje pozarządowe, firmy z długoletnią tradycją i firmy, które dopiero powstały, firmy z różnych sektorów naszej gospodarki. Jest to projekt bezpłatny i dostępny dla każdego – podkreśla Dorota Dublanka. – Firmy zainteresowane testowaniem technologii HLF zapraszamy na kolejny webinar – tym razem w języku angielskim – który odbędzie się 3 marca o godz. 11.00. Więcej informacji o planowanym wydarzeniu i Sandbox Blockchain znajdzie się na naszej stronie: https://www.sandboxblockchain.pl/wydarzenia.

Projekt nowelizacji ustawy o krajowym cyberbezpieczeństwie niezgodny z unijnym prawem. Może wywołać spór z Komisją Europejską

Przygotowywana nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa może być niezgodna z unijnym prawem – ocenia prof. Maciej Rogalski z Uczelni Łazarskiego. Chodzi m.in. o ograniczanie dostawcom sprzętu, którzy decyzją ministra zostaną wykluczeni z rynku, możliwości jej zaskarżenia. Prawnicy wskazują, że przyjęcie ustawy w obecnym kształcie wywoła spór z instytucjami i organami UE, który najprawdopodobniej znajdzie finał w Trybunale Sprawiedliwości. Ewentualna przegrana może powodować konieczność odwrócenia tych przepisów, co pociągnie za sobą ogromne straty finansowe w polskim budżecie. Z kolei na niezgodność projektowanych regulacji z polskimi przepisami prawnymi wskazuje Rządowe Centrum Legislacyjne.

 W noweli ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa z 20 stycznia br. występuje co najmniej kilkanaście postanowień, które mogą być uznane za niezgodne z prawem unijnym. Nie jest to tylko pogląd mój czy innych prawników analizujących przepisy tego projektu, ale także Rządowego Centrum Legislacji, które z kolei wskazuje na niezgodność niektórych przepisów z regulacjami krajowymi. Chodzi w dużej części o te same zapisy, które zostały już krytycznie ocenione podczas konsultacji społecznych poprzedniej wersji noweli – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. Maciej Rogalski, rektor Uczelni Łazarskiego, wspólnik w Kancelarii Rogalski i Wspólnicy.

Ustawa o KSC to obowiązujący od 2018 roku, pierwszy w Polsce akt prawny dotyczący obszaru cyberbezpieczeństwa. Rząd od przeszło pół roku szykuje jej nowelizację, która będzie mieć duże przełożenie na wdrażanie w Polsce sieci 5G oraz kształt całego rynku telekomunikacyjnego. Dlatego prawnicy, eksperci i stowarzyszenia oraz wszystkie podmioty z branży telekomunikacyjnej uważnie śledzą te plany.

Pierwszy projekt nowelizacji pojawił się już we wrześniu ub.r., ale wywołał duże kontrowersje, m.in. ze względu na szereg niezgodności z międzynarodowymi i unijnymi przepisami. W toku konsultacji publicznych ponad setka podmiotów zgłosiła do niego wówczas łącznie ok. 750 uwag. Nowy projekt, który pojawił się 20 stycznia br. i trafił już do Komitetu Rady Ministrów ds. Cyfryzacji oraz ds. Europejskich, uwzględnił je tylko w bardzo ograniczonym stopniu.

– Zmieniono wprawdzie niektóre regulacje, ale w taki sposób, że nadal budzą one wątpliwości. Przykładem może być konstrukcja prawna oceny dostawców sprzętu. Decyzja w tej sprawie – wydawana przez ministra właściwego do spraw informatyzacji – nie musi zostać uzasadniona pod względem faktycznym, jeżeli tak uzna wspomniany minister, kierując się ogólnymi przesłankami. Podlega ona jednak natychmiastowej wykonalności, której nie może wstrzymać nawet sąd. Jeżeli podmiot niezgadzający się z jej treścią zaskarży taką decyzję, to jego sprawa jest rozpatrywana na posiedzeniu niejawnym. To znaczy, że nie uczestniczy on w sądzie w rozpoznawaniu swojej sprawy. Natomiast wyrok wraz z uzasadnieniem jest doręczany wyłącznie ministrowi. Skarżącemu doręcza się tylko niepełnie uzasadnienie – tłumaczy rektor Uczelni Łazarskiego.

Jak podkreśla, taka konstrukcja prawna jest sprzeczna z całym szeregiem regulacji UE i aktów międzynarodowych. Dotyczy to m.in. art. 41 ust. 1-2 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej, zgodnie z którą każdy ma prawo do bezstronnego i sprawiedliwego rozpatrzenia swojej sprawy, prawo każdego do bycia wysłuchanym i prawo do dostępu do akt jego sprawy. Na administrację z kolei narzuca ona obowiązek uzasadniania swoich decyzji. Zapisy projektu noweli ustawy o KSC w obecnym kształcie są też wątpliwe z punktu widzenia Europejskiej konwencji praw człowieka.

– Zgodnie z tą konwencją, aby proces został uznany za sprawiedliwy, strona musi zostać poinformowana o powodach, na których władze i sądy krajowe opierają swoje decyzje. Europejski Trybunał Sprawiedliwości w swoim orzecznictwie wskazuje, że państwa członkowskie UE są zobowiązane do „zapewnienia, aby ich władze wyjaśniały decyzje wpływające na korzystanie z praw podstawowych, które zostały zagwarantowane jednostkom w traktatach”. Prawo do zaskarżenia niekorzystnej decyzji wynika także z przepisów regulujących dostęp do wymiaru sprawiedliwości zawartych w art. 6 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności – wymienia prof. Maciej Rogalski.

Rektor Uczelni Łazarskiego wskazuje, że przyjęcie noweli w obecnym kształcie może wywołać spór z instytucjami i organami Unii Europejskiej, który najprawdopodobniej znalazłby finał w unijnych sądach.

– To może mieć poważne konsekwencje. Komisja Europejska może skierować sprawę do Trybunału Sprawiedliwości. Jeżeli jego wyrok będzie niekorzystny dla Polski, wówczas decyzje wydane na podstawie wadliwych przepisów będą musiały być uchylone i przywrócone do stanu poprzedniego. W praktyce może to oznaczać, że po kilku latach decyzje będą uchylane ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami prawnymi i finansowymi, np. roszczeniami przeciwko Skarbowi Państwa ze strony podmiotów, w stosunku do których decyzje były wydawane wadliwie – przestrzega wspólnik w Kancelarii Rogalski i Wspólnicy.

Na wady prawne noweli uwagę zwróciło również Rządowe Centrum Legislacji. W swojej opinii wysłanej premierowi wskazuje m.in. niezgodność jej zapisów z ustawą Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi oraz ustawą o ochronie informacji niejawnych. W ocenie RCL projektowane przepisy wymagają ponownej analizy i korekty.

– Sposób „naprawy” tych przepisów jest banalnie łatwy. Po prostu należy zastosować tu przepisy, które obowiązują już od wielu lat, tj. przepisy przewidujące doręczenie uzasadnienia wyroku, jawność postępowania czy możliwość wstrzymania wykonalności wyroku przez sąd. Dokładnie o tym samym pisze zresztą w swoich uwagach do noweli Rządowe Centrum Legislacji – mówi prof. Maciej Rogalski.

Utrzymanie czystości w reżimie sanitarnym to ogromne wyzwanie dla firm i instytucji. Pomagają w tym nowe technologie, automatyzacja i roboty

Pandemia COVID-19 sprawiła, że galerie handlowe, supermarkety czy zakłady produkcyjne muszą pracować w ścisłym reżimie sanitarnym i zachowywać rygorystyczne standardy higieny. Pociągnęło to za sobą duży wzrost zapotrzebowania na profesjonalne usługi sprzątania i dezynfekcji. W czasie recesji firmy przywiązują jednak coraz większą wagę do zwiększania wydajności, zatem takie usługi muszą być skuteczniejsze od tradycyjnych metod utrzymania czystości. Dlatego w branży czystości coraz większą rolę zaczynają odgrywać automatyzacja i nowe technologie, czyli tzw. koncepcja Cleaning 4.0.

– W czasie COVID-19 widzimy intensywny wzrost zapotrzebowania na usługi czystości, przy jednoczesnym nacisku na aspekty ekologiczne i zapewnienie zgodności z rygorami sanitarnymi. Klienci oczekują, że firmy świadczące usługi czystości będą zwracać zdecydowanie większą uwagę na bezpieczeństwo osobiste pracowników i osób przebywających na terenie użytkowanych obiektów. Znacząco wzrosło też zainteresowanie m.in. usługami profesjonalnej dezynfekcji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Chodacz, prezes Seris Konsalnet Cleaning.

Jak wskazuje, duży wzrost zapotrzebowania na nowoczesne usługi utrzymania czystości jest widoczny zwłaszcza w branży przemysłowej, logistycznej i handlu. W związku z pandemią pojawiło się też nowe zapotrzebowanie na usługi dezynfekcji dużych powierzchni i obiektów takich jak galerie handlowe, supermarkety, zakłady produkcyjne czy magazyny. W związku z reżimem sanitarnym muszą one bowiem spełnić restrykcyjne standardy bezpieczeństwa i higieny pracy, aby zapobiec zakażeniom i rozprzestrzenianiu się pandemii.

– Nakładają się na to także czynniki związane z osłabieniem gospodarczym. Firmy muszą dziś intensywniej badać ponoszone koszty stałe, m.in. w obszarze zarządzania obiektami. Dlatego potrzebują zwiększenia wydajności i efektywności kosztowej usług wspierających utrzymanie budynków, nieruchomości, powierzchni przemysłowych, magazynowych czy sklepowych. To stanowi duże wyzwanie m.in. dla facility managerów czy zespołów administrujących stałym nadzorem nad utrzymaniem tych obiektów – wyjaśnia Andrzej Chodacz.

Jednocześnie firmy unowocześniają swój sposób działania, automatyzują coraz więcej procesów i szukają partnerów biznesowych, którzy będą w stanie ich w tym realnie wesprzeć. Ważny jest też fakt, że coraz więcej podmiotów tworzy strategie zrównoważonego rozwoju, w których definiują m.in. sposoby na ochronę środowiska, zmniejszenie ilości odpadów i ścieków, co wzmacnia także efektywność kosztową. Dlatego rośnie zainteresowanie automatyzacją usług sprzątania, które są bezpieczniejsze i bardziej wydajne od tradycyjnych metod utrzymania czystości. Co ważne, rozwiązują wiele dotychczasowych problemów – w tym zgodności z wymogami certyfikatów ochrony środowiska i bezpieczeństwa pracy ludzi. Wykorzystanie robotyzacji redukuje ryzyka i obniża zapotrzebowanie na środki czystości, co daje realne oszczędności.

– Od wielu lat posiadamy w Grupie Seris Konsalnet spółki świadczące usługi utrzymania czystości – mówi Tomasz Wojak, prezes zarządu Seris Konsalnet Holding SA. – W dyskusjach na temat przyszłości jesteśmy zgodni w zarządzie firmy, że rynek tych usług się zmienia i będzie się zmieniał dynamicznie w najbliższych latach, nie tylko z powodu rozwoju technologii, ale też rosnących kosztów pracy oraz zmieniających się oczekiwań klientów. Sądzimy, że tak jak zmienia się sposób sprzedaży towarów, tak samo ewoluować będzie biznes usługowy. Zbudowaliśmy więc silny, profesjonalny zespół, z którym stworzyliśmy strategię na kolejne lata. Zakłada ona postępującą digitalizację procesów sprzedaży i obsługi klienta. Dalszy rozwój oparty na technologiach przyjaznych środowisku i człowiekowi to obowiązkowy element strategii każdej nowoczesnej firmy i zgodnie z takimi wartościami zamierzamy działać w kolejnych latach.

– Wyznaczamy trend, który zmieni oblicze branży czystości poprzez robotyzację, automatyzację z wykorzystaniem digitalnych narzędzi nadzoru, komunikacji w bliskiej współpracy z klientami. Uważamy przy tym, że jest to najlepszy kierunek rozwoju branży usług czystości – dodaje Andrzej Chodacz.

Grupa Seris Konsalnet jest liderem polskiego rynku usług ochrony, a do jej klientów należą m.in. największe sieci handlowe, banki, przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, obiekty strategiczne, firmy przemysłowe oraz jednostki wojskowe. W procesie konsolidacji – przeprowadzonej w ramach grupy kilka miesięcy temu – powstała też spółka Seris Konsalnet Cleaning, która świadczy profesjonalne usługi utrzymania czystości w branży B2B. Nowy podmiot chce zaznaczyć swoją obecność na rynku, oferując usługi zautomatyzowane i oparte na nowych technologiach, czyli odpowiadające koncepcji Cleaning 4.0.

– To połączenie nowoczesnych, zaawansowanych technologii, monitoringu, mapowania pomieszczeń, programowania robotów sprzątających, szkolenia ekip nadzorujących oraz monitorowanie wykonanej pracy. Wszystko to w celu podniesienia wydajności, konkurencyjności i wygody klienta w trudnym dla wszystkich okresie COVID-19 i wykorzystania tego, czego nas nauczyła pandemia, również po jej zakończeniu – mówi prezes Seris Konsalnet Cleaning.

Pozwy przedsiębiorców przeciw Skarbowi Państwa mogą trafiać do sądowych zamrażarek. Sądy będą wolały zaczekać na rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego

Od 12 lutego rząd warunkowo poluzuje kolejne obostrzenia. Działalność będą mogły wznowić m.in. hotele, kina, teatry czy stoki. Wciąż jednak zamknięte pozostają m.in. restauracje i branża fitness. To zła wiadomość dla przedsiębiorców, którzy już od miesięcy nie czerpią przychodów z działalności. Coraz więcej branż przygotowuje się więc do pozwania Skarbu Państwa za wprowadzone restrykcje. Zdaniem prawników przedsiębiorcy w sądach mają duże szanse na wygraną, choć – z uwagi na postępowanie prowadzone w Trybunale Konstytucyjnym – takie sprawy najprawdopodobniej będą ciągnąć się miesiącami do czasu jego zakończenia. 

 Przedsiębiorcy mogą kierować roszczenia w stosunku do Skarbu Państwa, jeżeli zostali dotknięci wprowadzonymi zakazami. Kluczowy jest tu przepis art. 417 z indeksem 1 Kodeksu cywilnego, który stanowi, że jeżeli szkoda została wyrządzona przez wydanie aktu normatywnego, jej naprawienia można żądać po stwierdzeniu we właściwym postępowaniu niezgodności tego aktu m.in. z Konstytucją – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Kopij, adwokat z Kancelarii Kopij Zubrzycki.

Na początku stycznia jedna z kancelarii prawnych w imieniu firm z branży turystycznej, skupionych w Turystycznej Organizacji Otwartej, skierowała pierwszy zbiorowy pozew przeciw Skarbowi Państwa za straty poniesione w wyniku ograniczeń wprowadzonych w ramach walki z koronawirusem, domagając się 141 mln zł odszkodowania.

Podobne działania podejmują lub zapowiadają m.in. hotelarze, restauratorzy, branża fitness, właściciele klubów i dyskotek czy obiektów rozrywkowych, którzy organizują się w mediach społecznościowych i zgłaszają do kancelarii prawnych. W sądzie chcą dowieść, że lockdown i ograniczenia w działalności gospodarczej – wprowadzone w drodze rządowych rozporządzeń zamiast przewidzianego w Konstytucji stanu klęski żywiołowej – były bezprawne.

 Uważam, że z uwagi na skalę naruszeń konstytucyjnych są podstawy zarówno do pozwów zbiorowych, jak i do pozwów indywidualnych, a przy tym spore szanse na powodzenie. Naturalnie przy założeniu, że zostaną wykazane pozostałe przesłanki odpowiedzialności odszkodowawczej – zastrzega Paweł Kopij.

Na przestrzeni ostatnich kilku tygodni co najmniej dwa Wojewódzkie Sądy Administracyjne – w Opolu i Warszawie – orzekły już, że tak daleko idące ograniczenia praw i wolności konstytucyjnych mogą nastąpić jedynie w drodze ustawy i wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, a nie w drodze rozporządzenia Rady Ministrów. W efekcie sądy cofnęły kary nałożone przez sanepid za nieprzestrzeganie obostrzeń.

Problematyczny dla przedsiębiorców i reprezentujących ich kancelarii może być jednak fakt, że premier Mateusz Morawiecki we wrześniu skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności art. 417 Kodeksu cywilnego w zakresie, w którym uprawnia on sądy do decydowania, czy akt prawny był zgodny z Konstytucją.

– Ta kwestia do tej pory nie budziła większych wątpliwości, a nawet była przedmiotem rozważań trybunału, który w 1998 roku w wydanym przez siebie postanowieniu ocenił, że z uwagi na podstawową rangę przepisu rozporządzenia ocena jego konstytucyjności i legalności może być dokonywana przez sądy powszechne w ramach spraw indywidualnych, które te sądy będą rozpoznawały. Natomiast odmienne stanowisko w tej sprawie mają premier i pani marszałek Sejmu, którzy złożyli do Trybunału Konstytucyjnego wnioski o stwierdzenie niekonstytucyjności tego przepisu. Zdaniem wnioskodawców monopol na tego typu orzeczenie miałby mieć tylko trybunał – tłumaczy adwokat.

Jak podkreśla, może to opóźnić roszczenia kierowane przez przedsiębiorców przeciwko Skarbowi Państwa.

– Nie wnikając w to, jakie rozstrzygnięcie może zapaść przed trybunałem, dla przedsiębiorców jest to o tyle zła wiadomość, że ich roszczenia w sądach trafią do zamrażarki. Sądy najpewniej będą zawieszały te postępowania do czasu wydania wyroku dotyczącego wniosków premiera i pani marszałek, które zostały połączone do wspólnego rozpoznania. Nie wiadomo, kiedy to nastąpi – mówi Paweł Kopij.

Adwokat ocenia, że postępowanie przed Trybunałem nie powinno odstraszyć przedsiębiorców od kierowania roszczeń wobec Skarbu Państwa, choć reprezentujące ich kancelarie powinny poinformować ich o możliwości przeciągnięcia się takich postępowań.

– Jeżeli Trybunał Konstytucyjny orzekłby o niezgodności tego przepisu Kodeksu cywilnego z Konstytucją w zakresie, w jakim sąd powszechny mógłby ocenić tę niekonstytucyjność rozporządzenia, to będzie to oznaczało ryzyko wznawiania postępowania przez Skarb Państwa, gdyby przegrał on taki proces. Dlatego w takich sytuacjach – kiedy rozstrzygnięcie jest uzależnione od wyroku trybunału – sądy najczęściej zawieszają postępowania i czekają na jego decyzję – dodaje ekspert Kancelarii Kopij Zubrzycki.

Sztuczna inteligencja pomoże znaleźć idealnego pracownika. Przyspiesza też proces rekrutacji z kilku tygodni do 24 godzin

Sztuczna inteligencja i algorytm oparty na uczeniu maszynowym dopasuje pracowników do zleceń nie tylko na podstawie kompetencji i doświadczenia, lecz także zmiennych psychometrycznych. Polski start-up opracował innowacyjną technologię, która pozwoli znaleźć idealnego pracownika, a cały proces rekrutacji skraca z kilku tygodni do 24 godzin. – Analiza danych przez sztuczną inteligencję pozwoli na zbudowanie algorytmu rekomendacji pracowników i docelowo dopasowania pracowników do zleceń – tłumaczy Filip Sobel, założyciel Staffly.

– Budujemy algorytm we współpracy z zespołem psychologów, którzy przygotowują kilka różnego rodzaju testów, udostępnionych na platformie dla pracownika. Będą one tworzyć algorytm napędzany sztuczną inteligencją i machine learningiem. Analiza tych wszystkich danych pozwoli na zbudowanie algorytmu rekomendacji pracowników i docelowo matchmakingu pracowników do zleceń – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Filip Sobel, założyciel Staffly.

Personel HR musi wybierać odpowiednie osoby z dużej puli kandydatów. Dzięki sztucznej inteligencji cały proces można podzielić automatycznie na kilka etapów. Rekruterzy mogą gromadzić więcej danych o każdym kandydacie, a tym samym skuteczniej ich oceniać. Technologie sztucznej inteligencji umożliwiają stworzenie ujednoliconych profili z ogromnych, nieustrukturyzowanych zestawów danych, dopasowując zestawy umiejętności wymagane na danym stanowisku do profili zawodowych kandydatów. Rozwiązanie polskiego start-upu idzie jednak o krok dalej.

Na rynku nie brakuje firm rekrutacyjnych, które stosują SI. Część z nich wykorzystuje np. czat w języku naturalnym, aby anonimowo łączyć osoby poszukujące pracy z nowymi możliwościami. Platforma porównuje historię kariery, umiejętności i preferencje użytkownika z odpowiednimi ofertami pracy. Inne stawiają na chatbot czy wirtualnych asystentów do rekrutacji. Chociaż pomaga to skrócić czas potrzebny do znalezienia pracownika, nie zagwarantuje, że będzie on faktycznie pasował do danej firmy.

– Nasza przewaga konkurencyjna polega na tym, że pracownik będzie dopasowany nie tylko pod kątem deklarowanych umiejętności czy doświadczenia. Na naszej platformie będzie miał do wypełnienia kilka różnych rodzajów testów, które pozwolą ocenić jego czynniki psychometryczne, takie jak np. deklaratywna sumienność, dokładność, ale także czynniki behawioralne, czyli np. czas spędzony na stronie, dokładność czy czas wypełniania pytań. To wszystko pozwoli na zbudowanie profilu pracownika, który będzie jak najlepiej dopasowany do pracy, którą nasz system będzie mu proponował – wskazuje założyciel Staffly.

Badanie InterviewMe w 2019 roku pokazało, że ok. 35 proc. rekruterów przeprowadza ponad 100 rekrutacji rocznie. Każda z nich trwa nawet kilka tygodni. Jeszcze trudniej znaleźć odpowiedniego kandydata do pracy tymczasowej. McKinsey podaje, że nawet 20–30 proc. populacji w wieku produkcyjnym wykonuje pracę niezależną. Raport EY Global Contingent Workforce Study określa takich pracowników mianem ,,giggersów” – to zazwyczaj młode osoby, znające kilka języków, bardzo mobilne, których dochody bazują na kilku źródłach.

Założyciel Staffly wskazuje, że research rynku pokazał, że w segmencie pracy tymczasowej istnieje olbrzymi problem z pojawianiem się pracowników w wyznaczonym miejscu na ustalone rozpoczęcie pracy. Często także pracownik po jednym dniu rezygnuje z pracy. Algorytm opracowany przez Staffly pozwala przewidzieć, który pracownik ma szanse na dłużej zostać w firmie.

– W standardowych agencjach pracy proces rekrutacji od momentu zgłoszenia zapotrzebowania do momentu postawienia pracownika pod drzwi firmy trwa nawet dwa do trzech tygodni. My umożliwiamy znalezienie idealnego kandydata lub zlecenia nawet tego samego dnia. Dzięki Staffly nawet w 24 godziny będzie możliwe znalezienie idealnego pracownika – zapewnia Filip Sobel. – Automatyzujemy i przyspieszamy tego rodzaju działania w takich segmentach jak np. produkcja, administracja, gastronomia, różnego rodzaju retail, sprzedaż, sieci handlowe.

Pandemia przyspieszyła zmiany na rynku reklamy. Coraz mocniej w przekazach reklamowych będą wykorzystywane sztuczna inteligencja i wirtualna rzeczywistość

Jeszcze niedawno sztuczna inteligencja, marketing oparty na danych i optymalizacja wyszukiwarek głosowych były ambitnymi koncepcjami. Dziś te innowacyjne trendy w marketingu cyfrowym należą do najważniejszych priorytetów większości właścicieli firm w 2021 roku. Reklama przeniosła się do internetu, a przyspieszyła to pandemia. Raport Global Data Market Size Online Advertising Network wskazuje, że reklamodawcy przeznaczą rekordowe kwoty na cyfrowy marketing oparty na danych. – Futurologia staje się dzisiaj rzeczywistością – ocenia Adam Wojdyło, partner w firmie Questpass.

– Rynek reklamy online w 2020 roku zmienił się gigantycznie. Wszystko, co było wcześniej, nagle przyspieszyło – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Adam Wojdyło. – Wszystkie innowacje, które były pochowane w szufladach, dopiero przygotowywane, przyspieszyły, mamy podcasty, webinary, biblioteki pootwierane zewsząd, w związku z tym nagle nastąpił wielki wysyp technologii w każdej branży.

Pandemia sprawiła, że rzeczywistością stało się to, co jeszcze niedawno wydawało się daleką przyszłością branży reklamowej. Przyspieszyło wdrażanie nowych technologii, przede wszystkim opartych na sztucznej inteligencji i wirtualnej rzeczywistości. Jak wskazano w raporcie IAB, ma to duży związek z erą „post-cookie” – zgodnie z zapowiedzią firmy Google, która przed 2022 rokiem ma zaprzestać używania plików cookie innych firm w przeglądarce Chrome. Pojawiają się inne rozwiązania, które mają zastąpić „ciasteczka”, jak IndexedDB czy Web SQL. To jednak dopiero początek.

– Rok 2020 to też potwierdzenie, że sztuczna inteligencja i wszystkie działania, o których tylko wspominaliśmy kiedyś i uznawaliśmy za futurystyczne, nagle nabrały rozmachu. Dzisiaj targetujemy na bazie zachowań internautów, mamy wirtualnych sprzedawców i badamy, jak się te zachowania będą miały w stosunku do nowych technologii, które zaczynają być wdrażane w życie – zaznacza partner w firmie Questpass.

W skutecznej reklamie pomaga też sztuczna inteligencja, która przewiduje zachowania konsumenta i jego nastrój i w zależności od tego proponuje mu konkretne produkty. Z personalizacji korzysta coraz więcej firm. EasyJet uruchomiło kampanię e-mailową opartą na danych, która wykorzystuje historię podróży klientów z liniami lotniczymi do tworzenia spersonalizowanych historii, sugerujących następnie, dokąd chcieliby tym razem podróżować. Wysłano 12,5 mln unikalnych wiadomości, które miały o 25 proc. wyższy współczynnik klikalności niż niespersonalizowane maile.

Cadbury&HASH39;s stworzyło spersonalizowaną kampanię wideo, która dopasowuje smak mleka do użytkowników na podstawie danych z ich profilu na Facebooku (wiek, zainteresowania i lokalizacja). Kampania wygenerowała 65-proc. współczynnik klikalności.

– Dobór reklamy będzie związany nie tylko z potrzebą zaangażowania, lecz także z ogromnymi możliwościami, które daje szybkość przekazu, w tym technologia 5G i możliwość interakcji z użytkownikiem. Dzisiaj marka chcąc zaistnieć w świecie klienta, musi z nim rozmawiać. I nie będzie rozmawiać tylko na papierze, poprzez tekst, ale też poprzez wirtualnych asystentów. Już dzisiaj rozmawia np. poprzez wirtualne okulary, ale rozmowa to także sprawdzanie informacji o użytkowniku i podawanie na ich podstawie indywidualnych ofert – wskazuje Adam Wojdyło. – Jestem przekonany, że w 2021 roku będziemy widzieć elementy wirtualnej rzeczywistości czy sztucznej inteligencji wpasowanej w odbiór i w przekaz 1:1.

Raport Hootsuite „Social Trends 2021” wskazuje z kolei, jak wydarzenia z 2020 roku zmieniły priorytety marek w marketingu w mediach społecznościowych na 2021 rok. Z ankiety wśród marketerów wynika, że tylko od lipca do września 2020 roku zasięg reklamowy na Instagramie wzrósł o 7,1 proc., chociaż cały czas to Facebook jest postrzegany przez 78 proc. marek jako najefektywniejszy sposób osiągania celów biznesowych. Ponad 60 proc. planuje zwiększyć swoje budżety na Instagram w nadchodzącym roku, a na kanale YouTube – 45 proc.

– Nowe technologie to też wiele nowych możliwości przesyłania danych, wszelkie możliwe dostępy do szybkich transferów umożliwiają kompletnie nowe podejście do wielu dziedzin, również reklamowych. W 2020 roku z YouTube’a korzystało już 24 mln Polaków, co oznacza, że wszystko, co oparte kiedyś na linearnej telewizji, wymaga kompletnie nowego podejścia – przekonuje ekspert. – Około 8 mln osób w Polsce to liteviewerzy, korzystający poniżej 40 minut dziennie z telewizji linearnej, której średnia oglądalność to 4 godziny. Tym samym, żeby do nich dotrzeć, musimy wymyśleć nowe insighty, nowe technologie, żeby skupić na sobie ich uwagę. Internet otwiera tu całe pasmo możliwości.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 8.02 – 12.02.2021

Tempo realizacji programów szczepień stało się ważnym czynnikiem dla oceny gospodarek i wpływającym na interpretację danych makro. Poprawa w danych w USA i imponujące tempo szczepień w Wielkiej Brytanii dają wsparcie dla dolara i funta, podczas gdy problemy z dostawami w Eurolandzie szkodzą euro. Nierówne postępy ożywienia generują wątpliwości oraz zmienność i potrzeba czasu, zanim wróci zaufanie do globalnego trendu relacyjnego.

Przyszły tydzień: CPI z USA, Powell z Fed, produkcja z Eurolandu, Sentix, PKB z Wlk. Brytanii/Polski

USA

Przy dobijającym dolarze i powracającej dyskusji o wcześniejszym temperowaniu programu skupu aktywów Fed, dale o styczniowej inflacji CPI z USA (śr) będą przyciągać uwagę. Pandemiczne warunki wpływają na duże wahania cen (używanych samochodów, wynajmu i pokoi hotelowych), co będzie ważyć na odczycie i utrudnia analizę trendu. Indeks nastrojów małych firm (wt) prawdopodobniej pokaże skromny wzrost na fali optymizmu biznesu przy spadku niepewności politycznej. Przyszły tydzień przynosi przemówienie prezesa Fed Powella w Economic Club of New York (śr). Nie oczekujemy zmiany retoryki i oddalenie spekulacji odnośnie wcześniejszego zakończenia QE może osłabiać USD.

Strefa euro

W Europie dane będą skrupulatnie oceniane pod kątem wpływu restrykcji i konsekwencji dla tempa ożywienia w pierwszym półroczu. Po grudniowej produkcji przemysłowej (pt) oczekuje się spadku o ok. 1 proc., choć odczyty PMI dla sektora powyżej 50 pkt. pozwalają zachować optymizm na przyszłość. Indeks nastrojów inwestorów Sentix (pon) może spadać przez obawy o słabe tempo szczepień. Wzrost oznaczałby, że inwestorzy uważają, że najgorsze już minęło. Gorsze dane będą miały większy wpływ na wycenę euro. Rynek będzie też śledził postępy w przywróceniu stabilności we włoskiej polityce.

Wielka Brytania

Z Wielkiej Brytanii otrzymamy wstępne szacunki PKB za IV kw. Czasowe zniesienie lockdownu w grudniu przed świętami pomogło w odbiciu sprzedaży detalicznej i pozwoliło na uwolnienie odroczonego popytu za listopad. To powinno wpłynąć na wzrost PKB w ostatnim miesiącu 2020 r. i netto przynieść skromny wzrost gospodarczy względem III kw. GBP pozostaje wsparty mniej gołębim przekazem BoE i postęp szczepień na Wyspach, ale efekt ten wkrótce powinien wygasać i być neutralizowany słabością danych makro.
Szwedzki Riksbank powinien utrzymać stopę repo bez zmian (decyzja w środę), ale bank pozostawi otwartą furtkę dla obniżki. Dystrybucja szczepionki pozwala na zachowanie oczekiwań na odbicie gospodarcze w drugiej części roku, choć przełom grudnia i stycznia przyniósł pogorszenie w danych. Taki mix może wpłynąć na utrzymanie gołębiego wydźwięku.

Polska

Po tym, jak GUS podał szacunki PKB dla całego 2020 r. (-2,8 proc. r/r) można szacować, że w IV kw. dynamika wyniosła -2,8 proc. (pt.). Dane nie powinny być istotnym czynnikiem dla rynku złotego. Pomimo nerwowego klimatu inwestycyjnego ze spadającym EUR/USD i silniejszym dolarem, co zwykle negatywnie odbija się na zachowaniu walut regionu, EUR/PLN mimo wszystko walczy o utrzymanie poniżej 4,50. Sugeruje to przekonanie inwestorów do pozytywnego nastawienia względem złotego i dobrze rokuje dla dalszych spadków EUR/PLN w kierunku 4,47-4,48 w kolejnych dniach. Na zahamowanie osłabienia złotego dobrze wpływa też deklaracja prezesa NBP Adama Glapińskiego, że stabilizacja stóp procentowych jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jak UE odchodzi od modelu „kup, zużyj i wyrzuć” na rzecz gospodarki o obiegu zamkniętym

Obecny kryzys uwidocznił słabości łańcuchów dostaw, zasobów i wartości, uderzając w małe i średnie firmy oraz całe gałęzie przemysłu. W tym kontekście na znaczeniu zyskuje model tzw. gospodarki o obiegu zamkniętym, którego wdrożenie może ograniczyć emisję CO2, a jednocześnie umożliwić dalszy rozwój gospodarczy i tworzenie nowych miejsc pracy.
Z analiz UE wynika, że jeśli nadal będziemy eksploatować zasoby, tak jak teraz, to do 2050 r. będziemy potrzebować zasobów trzech Ziem. Skończone zasoby i kwestie klimatyczne wymagają przejścia od społeczeństwa typu „weź, zużyj i wyrzuć” do neutralnej pod względem emisji dwutlenku węgla, zrównoważonej środowiskowo, wolnej od toksyn i całkowicie „cyrkularnej” gospodarki do 2050 r.

Co to jest gospodarka o obiegu zamkniętym (GOZ)?

Gospodarka o obiegu zamkniętym to model produkcji i konsumpcji, który obejmuje dzielenie się, pożyczanie (leasing), ponowne wykorzystanie, naprawę, odnawianie i recykling istniejących materiałów i produktów tak długo, jak to możliwe. W ten sposób wydłuża się cykl życia produktów.

W praktyce oznacza to ograniczenie ilości odpadów do minimum. Kiedy produkt osiąga koniec swojego życia, jego materiały są przechowywane aby można było je potem produktywnie wykorzystywać wielokrotnie, tworząc w ten sposób dodatkową wartość.

Jest to odejście od tradycyjnego, liniowego modelu ekonomicznego, który opiera się na schemacie „weź-wyprodukuj-zużyj-wyrzuć”. Model ten opiera się na dużych ilościach tanich, łatwo dostępnych materiałów i energii. Częścią tego modelu jest również tzw. planowane postarzanie. Chodzi o praktykę projektowania produktów w taki sposób, aby miały ograniczoną żywotność, po to by zachęcić konsumentów do ponownego zakupu. Parlament Europejski wezwał do podjęcia środków w celu ograniczenia tego typu praktyk.

gospodarka o obiegu zamkniętym
Źródło: Parlament Europejski, „Circular economy: definition, importance and benefits”

Plan działania UE dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym

W marcu 2020 r. Komisja Europejska zaproponowała nowy plan działania dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym (Circular Economy Action Plan). Koncentruje się on na zapobieganiu powstawaniu odpadów oraz gospodarowaniu nimi przy jednoczesnym pobudzaniu wzrostu, konkurencyjności i globalnego przywództwa UE w tej dziedzinie.

Pod koniec stycznia 2021 r. komisja ds. środowiska PE poparła go wzywając jednocześnie Komisję do określenia wiążących celów na 2030 r. w zakresie wykorzystania i zużycia materiałów. Posłowie będą głosować nad raportem podczas lutowej sesji plenarnej.

Przejście na zrównoważone produkty

W celu stworzenia unijnego rynku zrównoważonych, neutralnych dla klimatu i zasobooszczędnych produktów, Komisja zaproponowała rozszerzenie dyrektywy w sprawie ekoprojektu na produkty niezwiązane z energią. Posłowie chcą, aby nowe przepisy zaczęły obowiązywać w 2021 roku.

Z kolei europosłowie poparli inicjatywy mające na celu zwalczanie praktyk planowanego postarzania produktów oraz poprawy ich trwałości, a także wzmocnienia praw konsumentów w ramach tzw. prawa do naprawy.

Zdaniem eurodeputowanych konsumenci mają prawo do odpowiednich informacji o wpływie produktów i usług, które kupują na środowisko. W tym celu zwrócili się do Komisji o przedstawienie propozycji walki z tzw. greenwashingiem, czyli praktyką przedstawiania się przez firmy jako bardziej przyjazne dla środowiska niż w rzeczywistości.

GOZ w najważniejszych sektorach

Zamknięty obieg i zrównoważony rozwój muszą być uwzględniane na wszystkich etapach łańcucha wartości, aby osiągnąć gospodarkę w pełni cyrkularną: od projektowania i produkcję aż do konsumenta. Plan działania Komisji określa siedem kluczowych obszarów niezbędnych do osiągnięcia gospodarki o obiegu zamkniętym: tworzywa sztuczne, tekstylia, e-odpady, żywność, woda i składniki odżywcze; opakowania; baterie i pojazdy, budynki i budownictwo.

Tworzywa sztuczne

Posłowie do PE popierają europejską strategię na rzecz tworzyw sztucznych w gospodarce o obiegu zamkniętym, której celem jest doprowadzenie do zaprzestania stosowania mikrodrobin plastiku.

Więcej na temat strategii UE dotyczącej redukcji wykorzystania tworzyw sztucznych

Tekstylia

Do produkcji wyrobów tekstylnych potrzeba dużo surowców i wody. Tymczasem mniej niż 1% tego typu produktów pochodzi z recyklingu. Posłowie chcą nowych środków przeciwko utracie mikrofibry i surowszych norm dotyczących zużycia wody.

Elektronika i ICT

Odpady elektroniczne i elektryczne, czyli e-odpady, to najszybciej rosnący strumień odpadów w UE. Jednocześnie mniej niż 40% z nich jest poddawanych recyklingowi. Posłowie chcą, aby UE promowała dłuższą żywotność produktów dzięki możliwości ponownego użycia i naprawy.

Jedzenie, woda i składniki odżywcze

Szacuje się, że w UE ginie lub marnuje się 20% żywności. Posłowie wezwali do zmniejszenia o połowę ilości marnowanej żywności do 2030 r. w ramach strategii „od pola do stołu”.

Opakowania

Odpady opakowaniowe w Europie osiągnęły rekordowy poziom w 2017 r. Nowe przepisy mają na celu zapewnienie, że do 2030 r. wszystkie opakowania na rynku UE będą ekonomicznie nadawać się do ponownego wykorzystania lub recyklingu.

Baterie i pojazdy

Eurodeputowani przyglądają się propozycjom wymagającym, aby materiały wszystkich akumulatorów na rynku UE miały niski ślad węglowy a ich produkcja była zgodna z prawami człowieka oraz normami społecznymi i ekologicznymi.

Budowa i budynki

Budownictwo odpowiada za ponad 35% wszystkich odpadów w UE. Posłowie chcą wydłużyć żywotność budynków, wyznaczyć cele w zakresie redukcji śladu węglowego materiałów oraz ustanowić minimalne wymagania dotyczące efektywności wykorzystania zasobów i energii.

Gospodarka odpadami i transport

UE wytwarza ponad 2,5 miliarda ton odpadów rocznie, głównie z gospodarstw domowych. Posłowie wezwali kraje UE do zwiększenia wysokiej jakości recyklingu oraz odejścia od składowania i zminimalizowania spalania odpadów.

mp/

Źródło informacji: EuroPAP News

Komentarz ZPP w sprawie zapowiedzi rządu na temat otwarcia kolejnych sektorów gospodarki

W trakcie dzisiejszej konferencji prasowej, premier Mateusz Morawiecki; minister kultury i dziedzictwa narodowego i sportu Piotr Gliński; minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin oraz minister zdrowia Adam Niedzielski zakomunikowali, że od 12 lutego ponownie otwarte zostaną hotele i miejsca noclegowe, kina, teatry, filharmonie i opery, a także stoki narciarskie i baseny – z zastrzeżeniem określonych reżimów sanitarnych.

Powyższa decyzja na temat luzowań ma obowiązywać do 26. lutego. Ponadto, premier podkreślił, że w dalszym ciągu przedmiotowe decyzje rządu będą podejmowane w formie dwutygodniowych planów tymczasowych. Jednocześnie, post factum, po każdym takim okresie rząd będzie ustalał, czy luzowanie było prawidłową decyzją – dlatego też premier i minister zdrowia zastrzegają możliwość ponownego przywrócenia obostrzeń dla poszczególnych sektorów.

Zasadniczo, podjętą przez rząd decyzję ZPP uznaje za krok w dobrą stronę. Od kilku tygodni postulujemy szybkie otwarcie gospodarki. Zainicjowane luzowanie umożliwi branży noclegowej, kulturalnej oraz sportowo-rekreacyjnej choćby częściowe działanie, co wpłynie na poprawę ich sytuacji, choć oczywiście rygory, jak i obniżony popyt, będą stanowić istotną dokuczliwość niezależnie od możliwości powrotu do działania.

Jednocześnie rozczarowuje brak analogicznych decyzji w odniesieniu do gastronomii i branży fitness. Wciąż nie wiemy również, jakie obiektywne cele i warunki muszą zostać spełnione, aby przedsiębiorcy tychże branż mogli powrócić do prowadzenia bieżącej działalności.

Dodatkowe trudności wynikają z przyjętego przez rząd dwutygodniowego cyklu zmian w obostrzeniach. Rozumiejąc potrzebę zachowania elastyczności i dostosowania środków do sytuacji epidemicznej, musimy zwrócić uwagę na negatywne konsekwencje przyjętego trybu podejmowania decyzji. Model ten wprowadza chaos w otoczeniu biznesowym, gdyż przedsiębiorcy w obawie o plany rządu nie są w stanie podejmować zdecydowanych działań, mających na celu odbudowanie ich sytuacji finansowej do stanu sprzed pandemii.

Nie mając świadomości, jakie decyzje rządu czekają nas za dwa tygodnie, firmy nie będą zawierać nowych kontaktów, dokonywać bieżących zakupów, czy też podejmować długofalowych inwestycji. Ponadto, nieskrępowana obiektywnymi miernikami i przesłankami dyskrecjonalność rządu w podejmowaniu decyzji, doprowadza do niedorzeczności, w ramach której np. mimo ponownego otwarcia basenów, utrzymuje się w mocy zamknięcie m.in. aquaparków – w sytuacji, gdy przy zachowaniu określonych rygorów – również i te obiekty mogłyby zostać otwarte.

W związku z powyższym, ZPP apeluje do Rady Ministrów o natychmiastowe otwarcie pozostałych sektorów gospodarki z zastosowaniem odpowiednich reżimów sanitarnych. Rekomendujemy także wprowadzenie obiektywnych algorytmów podejmowania przez rząd decyzji, które będą spójne i zrozumiałe dla wszystkich przedsiębiorców. Naszym zdaniem, stworzona w listopadzie ub. r. mapa drogowa w dalszym ciągu pozostaje odpowiednim instrumentem kształtowania polityki antyepidemicznej państwa.

Podtrzymujemy również swoje stanowisko, że należy wprowadzić czasową obniżkę VAT-u dla branż najbardziej dotkniętych przez pandemię. ZPP konsekwentnie apeluje o wprowadzenie stawki 5% VAT na wszystkie usługi gastronomiczne. Z żalem uznajemy, że rola przedsiębiorców w odbudowie gospodarki po pandemii jest przez rząd istotnie niedoceniana. Dlatego zachęcamy do szybkiego podjęcia wyżej wymienionych kroków, które zapewnią wszystkim branżom odpowiednią stymulację do działania i dalszego rozwoju.

PHN i PHH nabyły warszawski hotel Regent

PHN Property Management – spółka Polskiego Holdingu Nieruchomości (PHN) i Polskiego Holdingu Hotelowego (PHH) – podpisała umowę zakupu zorganizowanej części przedsiębiorstwa „Cosmar Polska” Sp. z o.o. w upadłości, funkcjonującej pod nazwą handlową „Regent Warsaw Hotel”.

Podpisanie umowy było skutkiem wygranej licytacji, która odbyła się pod koniec grudnia ubiegłego roku, w której to spółka PHN Property Management zaoferowała najwyższą cenę zakupu. Większościowym udziałowcem w tym przedsięwzięciu jest PHN. Z kolei głównym zadaniem PHH jako mniejszościowego wspólnika jest profesjonalne zarządzanie obiektem.

Regent Warsaw Hotel (dawniej Hyatt) położony jest w centrum Warszawy, w sąsiedztwie Parku Łazienki Królewskie i w bliskiej odległości od głównych atrakcji turystycznych miasta oraz ważnych lokalizacji biznesowych. W 5-gwiazdkowym hotelu do dyspozycji gości jest 246 pokoi. Każdy z nich został zaprojektowany tak, by zaoferować pobyt w komfortowych warunkach w spokojnym, a jednocześnie doskonale położonym miejscu w samym centrum Warszawy.

Spadek PKB w strefie euro z mniejszy niż oczekiwano

W tym tygodniu zostały opublikowane wyniki PKB w strefie euro za IV kwartał 2020 r., który zanotował spadek w zestawieniu kwartalnym o 0,7%, a w ujęciu rocznym o 5,1%. Jest to jednak mniejszy spadek, niż oczekiwano. Biorąc pod uwagę cały 2020 r., spadek PKB strefy euro wyniósł 6,8%.

Trudno przewidzieć, jak będzie rozwijać się sytuacja PKB w 2021 r. Póki co nie widać perspektywy znacznego złagodzenia obostrzeń sanitarnych. Dodatkowo, należy spodziewać się negatywnych skutków związanych z wyjściem Wielkiej Brytanii z UE. Co ciekawe, wzajemna wymiana handlowa między UE i Wielką Brytanią wzrosła w drugiej połowie 2020 r. Firmy chciały wykorzystać ostatni moment, by móc handlować bez ograniczeń. Teraz oczekiwany jest już spadek obrotów. Dlatego też trudno oszacować, jaką wartość osiągnie PKB w strefie euro w pierwszej połowie 2021 roku. Jego wzrost możne nastąpić raczej nie wcześniej niż w drugiej połowie roku. Lato może przynieść nieco oddechu w pandemii, a jesienią być może uda się już zaszczepić znaczną część populacji.

W tym tygodniu złoty się umocnił i w piątek rano w stosunku do euro jego kurs wynosił 4,50 PLN/EUR. Na notowania złotówki nie wpłynął NBP, który na najnowszym posiedzeniu nie zmienił wprowadził zmian do polityki pieniężnej. Nadal istnieje ryzyko, że jeżeli złoty będzie się umacniał poniżej poziomu 4,50 PLN/EUR, to NBP może interweniować, aby osłabić polską walutę. Większe umocnienie jest zatem mało prawdopodobne, ale krótkoterminowy spadek poniżej tego poziomu prawdopodobnie nie spowoduje interwencji banku centralnego. Euro w tym tygodniu się osłabiło i w stosunku do dolara na koniec tygodnia kurs tej pary wynosił 1,198 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

mBank, PKO BP i Millennium wśród najbardziej zaawansowanych cyfrowo banków w Europie

W pierwszej dziesiątce najbardziej zaawansowanych cyfrowo banków w Europie znalazły się trzy instytucje finansowe z Polski – mBank, PKO Bank Polski oraz Bank Millennium, wynika z najnowszego rankingu firmy doradczej Bain & Company. Inwestycje w digitalizację usług pomogły bankom w walce ze skutkami pandemii, pozytywnie wpływając na poziom lojalności klientów, zaangażowanie pracowników oraz wzrost wartości dla akcjonariuszy.

Bain & Company przestudiował stopień cyfryzacji 50 czołowych banków z Europy. W analizowanej grupie znalazło się pięć największych pod względem wielkości aktywów banków detalicznych z Polski, a także instytucje finansowe m.in. z Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch, Półwyspu Iberyjskiego i Szwajcarii.

Bez wątpienia znaczne inwestycje w digitalizację usług poczynione w ostatnich latach przyniosły korzyści. Widzimy to zwłaszcza w czasie pandemii, gdy fizyczny kontakt z klientami jest bardzo utrudniony – powiedział Marcin Szczuka, Młodszy Partner w Bain & Company. – Na tle banków europejskich, na przykład szwajcarskich, największe polskie podmioty radzą sobie bardzo dobrze, jeśli chodzi o wizję rozwoju cyfrowego i praktyczny plan transformacji digitalowej.

Dokonując oceny sektora eksperci Bain & Company wzięli pod uwagę takie czynniki jak wizja rozwoju, oferta produktowa, nowoczesne kanały sprzedaży, doświadczenia klientów, poziom zadowolenia, model operacyjny oraz wykorzystanie technologii i danych. W skali od 0 do 100 trzy najlepsze polskie banki osiągnęły wynik pomiędzy 72 a 76 punktów. Lider tegorocznego rankingu zdobył 88 punktów.

Jednak pomimo niedawnych inwestycji w poprawę oferty produktowej, nawet wiodące polskie banki są poniżej średniej w odniesieniu do prostej i modułowej oferty, twierdzą eksperci Bain & Company. Banki powinny zatem skupić się na dalszym upraszczaniu oferty oraz wzmacnianiu pakietów produktów dopasowanych do potrzeb klientów.

Wśród polskich banków to, co w największym stopniu odróżnia liderów transformacji od tych najbardziej zapóźnionych to technologia i umiejętność wykorzystywania danych – powiedział Marcin Szczuka. – Wiele polskich banków wciąż jednak boryka się ze złożoną i sztywną architekturą aplikacji, co powoduje, że jeśli chodzi o czas na wprowadzenie nowego produktu na rynek są daleko w tyle za europejskimi liderami. Rozwiązaniem tego problemu mogłoby być zastosowanie metod agile na dużą skalę, co przyspieszyłoby proces wdrażania nowych produktów i zwiększyłoby elastyczność.

Dobrze przygotowana oferta usług cyfrowych przekłada się na wzrost zadowolenia klientów, którzy oczekują prostych i łatwo dostępnych rozwiązań. Banki, będące liderami transformacji cyfrowej, mają znacznie wyższy wskaźnik lojalności klientów NPS (Net Promoter Score) – wynosi on 21 proc., czyli o 10 punktów powyżej średniej dla pozostałych podmiotów z branży.

Jak wynika z badania, liderzy transformacji cyfrowej osiągają też zdecydowanie lepsze wyniki finansowe. Zdalne formy kontaktu i samodzielne korzystanie przez klientów z udostępnionych im narzędzi i usług w wersji online oznacza także możliwość znaczącego ograniczenie kosztów funkcjonowania placówek bankowych. Dzięki niższym kosztom średnia stopa zwrotu z kapitału własnego (ROE) dziesięciu najbardziej zaawansowanych technologicznie banków wyniosła 8,7 proc., o 2,5 punktu procentowego powyżej średniej stopy pozostałych konkurentów.

Według ekspertów Bain & Company powody do zadowolenia mają nie tylko klienci i akcjonariusze banków-liderów, ale również ich pracownicy. Wdrażanie rozwiązań cyfrowych przekłada się na ich większe zaangażowanie, jak również pozytywnie wpływa na poprawę wizerunku banku jako pracodawcy i rekomendowanie go jako dobrego miejsca pracy.

Passa dolara trwa dalej. Kolejne dobre dane zza oceanu

Przyzwoite dane zza oceanu i trochę słabsze informacje ze Starego Kontynentu powodują, że amerykańska waluta zyskuje na wartości.

Spada liczba nowych bezrobotnych

Kolejne dobre dane z amerykańskiego rynku pracy również okazały się bardzo dobre. Biorąc pod uwagę rosnącą liczbę miejsc pracy można było oczekiwać, że liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych będzie się zmniejszać. Redukcja na razie nie jest tak znaczna jak liczba nowych miejsc pracy.  Dodatkowym korzystnym bodźcem były dobre dane na temat zamówień. Nie zmienia to faktu, że optymizm na rynku powoduje, że dolar kolejny już dzień zyskuje na wartości. Przebił tym samym poziom 1,20 dolara za euro po raz pierwszy od przełomu listopada i grudnia.

Czesi nie zmieniają stóp procentowych

Wczorajsze posiedzenie Czeskiego Narodowego Banku nie przyniosło, zgodnie z oczekiwaniami, zmian stóp procentowych. Pozostały one na poziomie 0,25%. Czesi po negatywnych doświadczeniach zerowych stóp teraz obniżyli je tylko do poziomu ćwierć procenta. Jest to odwrotne podejście niż w Polsce, gdzie my w poprzednim kryzysie nie obniżyliśmy tak mocno stóp procentowych, a teraz z kolei mamy niższe stopy niż Czesi. Po wczorajszej decyzji czeska korona się umacniała.

Słabsze dane z Niemiec

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane od naszego zachodniego sąsiada na temat zamówień w przemyśle. W ujęciu miesięcznym jest to spadek o 1,9%, czyli niemal procent wyższy niż dotychczas oczekiwano. Z drugiej strony warto pamiętać, że w ujęciu rocznym jest to w dalszym ciągu istotny wzrost, ale niższy od oczekiwań. Są to zatem kolejne dane, które powodują, że dolar ma ostatnio lepszą passę względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,

16:00 – USA – indeks Ivey PMI.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polska progresywnie odmraża gospodarkę. Wielu przedsiębiorcom spadł kamień z serca

„Polska najbardziej progresywnym krajem w powracaniu do normalności. Wielu osobom spadł dzisiaj kamień z serca”

– Z punktu widzenia gospodarczego stała się dzisiaj rzecz bardzo istotna – rządzący wysłuchali głosu przedsiębiorców i możemy powiedzieć jasno i wyraźnie: dzisiejsze informacje to realne odmrożenie gospodarki, a nie działanie fasadowe, które ma pokazać, że coś się dzieje, a tak naprawdę nie dzieje się nic. Daleka jestem od przesadnego optymizmu, ale myślę, że hotelarze czy przedstawiciele świata sportu i kultury mogą być z dzisiejszych decyzji zadowoleni. Mamy nadzieje, że to będzie krok w stronę normalności – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska.

Decyzją Rady Ministrów od 12 lutego otwarte będą: hotele przy połowicznym obłożeniu, kina i teatry oraz instytucje kultury również przy możliwym obłożeniu na poziomie 50%. Czynne będą także baseny oraz możliwa będzie rekreacja na świeżym powietrzu.  – Powiem szczerze, że jestem zaskoczona skalą odmrażania gospodarki. Spekulowano o możliwości otwarcia hoteli w reżimie 25%, a tutaj mamy 50% oraz dużo innych dobrych wiadomości jak np. otwarcie instytucji kultury. Dla gospodarki to jest bardzo wyraźny sygnał, że powrót do normalności w roku 2021 jest możliwy. Wydaje mi się, że wielu osobom spadł dzisiaj kamień z serca, wiele osób zaśnie dzisiaj spokojniej. To jest powiew tak potrzebnego nam optymizmu – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy.

– Sytuacja branży hotelarskiej jest dramatyczna. Odbyliśmy w minionym tygodniu szereg spotkań z przedsiębiorcami, którzy planowali sprzedaż swoich hoteli i pensjonatów, bo przytłoczyły ich bieżące zobowiązania. Czy ta wiadomość z dzisiaj ich trochę uspokoi? Mam nadzieje, choć jesteśmy świadomi, że strat z ostatnich miesięcy nie da się nadrobić tak szybko. Hotelarze są gotowi do działania w reżimie sanitarnym. To od nas więc, będzie zależało czy obostrzenia będą dalej luzowane – mówi Filip Kiżuk, doradca gospodarczy. – Na pewno żal jest gastronomii i branży fitness. Bunt tych branż będzie dalej eskalować, ich sytuacja jest również bardzo ciężka. Nie możemy więc zachłysnąć się dobrymi wiadomościami. Nadal są branże, które stoją na skraju przepaści – dodaje Filip Kiżuk.

– Dzisiejsza wiadomość o odmrażaniu gospodarki pokazuje, że Polska jest najbardziej progresywnym krajem jeżeli chodzi o luzowanie restrykcji gospodarczych. Lockdown ściska mocno takie potęgi jak Niemcy, Francja, Hiszpania czy Czechy. Tam się zaostrza, a u nas dokonuje poluzowania gospodarki. To dobra wiadomość – mówi Katarzyna Michalska.

Hotele z miliardem złotych niespłaconych zobowiązań

Rząd ogłosił w piątek, że następnym etapem odmrażania gospodarki będzie m.in. otwarcie hoteli. Po ponad trzech miesiącach lockdownu 12 lutego będą one mogły znów przyjmować gości. W reżimie sanitarnym udostępnią do 50 proc. miejsc. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK zaległości hoteli i innych firm przyjmujących gości wyniosły na koniec 2020 r. 1,04 mld zł. Niesolidnym dłużnikiem jest niemal co dziesiąty hotel w Polsce. Wśród pozostałych obiektów noclegowych problem jest mniej rozpowszechniony, ale również znaczący. Największe kwoty do spłacenia mają podmioty z województwa łódzkiego, małopolskiego oraz mazowieckiego.

– Zakwaterowanie, obok gastronomii, turystyki, kultury i ośrodków sportowych w największym stopniu dotknęły konsekwencje pandemii. Pierwszy raz hotele musiały ograniczyć swoją działalność w kwietniu, potem ponownie w listopadzie. Skutek? Według danych GUS tylko w listopadzie 2020 r. z turystycznych obiektów noclegowych skorzystało o prawie 79 proc. mniej turystów niż w listopadzie 2019 r. To wszystko spowodowało, że liczba firm niespłacających w terminie swoich zobowiązań wzrosła – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Na koniec ubiegłego roku podmiotów nieradzących sobie z regulowaniem faktur i rat kredytów było 1 781, czyli o niemal 200 więcej niż rok wcześniej. Suma ich niespłaconego zadłużenia sięgnęła  1 039 195 687 zł. Największe problemy mają przede wszystkim obiekty hotelowe, czyli hotele, pensjonaty, motele i hostele. Wśród nich aż 9,4 proc. to przedsiębiorstwa z przeterminowanymi zobowiązaniami. Obciąża je zaległość przekraczająca  943 mln zł. Kolejne ponad 91 mln zł przeterminowanych płatności mają  ośrodki kolonijne, kwatery, domki i schroniska młodzieżowe.

Największy odsetek firm oferujących zakwaterowanie, widniejących w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor jest zlokalizowanych w województwie mazowieckim. Tu problemy ma 7,6 proc. przedsiębiorstw. W województwach kujawsko-pomorskim, łódzkim, dolnośląskim, opolskim, śląskim i wielkopolskim udział firm z kłopotami przekracza  6 proc. . Jeśli chodzi o najwyższe zaległości, to góruje  województwo łódzkie. Na koniec roku było tu ponad 243,4 mln zł przeterminowanych zobowiązań hoteli i innych firm oferujących noclegi. Na drugim miejscu znalazło się województwo małopolskie (165,7 mln zł), a na trzecim mazowieckie (147,8 mln zł). Małopolscy hotelarze byli jednymi z tych, którzy najgłośniej protestowali, że na skutek obostrzeń, tej zimy nie mogą gościć turystów. Z kolei hotele usytuowane na Mazowszu, a szczególnie w Warszawie, to ogromne obiekty nastawione na klientów biznesowych i turystów zagranicznych.

Hotele sięgały po wsparcie, które pozwalało im przetrwać trudne miesiące. Jednym z takich rozwiązań były wakacje kredytowe. Z danych BIK wynika, że jeszcze  na koniec 2020 r. hotele i inne firmy z kategorii zakwaterowanie korzystały z tych wakacji dla 387 rachunków (kredytów) na sumę 725 mln zł. A w ciągu minionego roku przełożyły spłatę  2,5 tys. kredytów o wartości 2,5 mld zł.