Warszawa magnesem dla centrów danych

Technologie chmur obliczeniowych, sztucznej inteligencji i 5G przyśpieszają rozwój sektora centrów danych na całym świecie. Zwiększony popyt na usługi informatyczne oraz dynamiczny rozwój e-commerce to główne czynniki mające bezpośredni wpływ na wzrost zainteresowania globalnych firm technologicznych regionem Europy Środkowo-Wschodniej (CEE). Z raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield wynika, że jedną z najbardziej atrakcyjnych lokalizacji dla obiektów typu data center jest Warszawa.

Według danych zawartych w raporcie. „Data Centre European Secondary Markets”, Warszawa cieszy się dużym zainteresowaniem ze strony hiperskalerów, deweloperów i całego, większego ekosystemu, ponieważ każdy z tych podmiotów zastanawia się, jak najlepiej obsłużyć Europę Środkowo-Wschodnią. Jako największe miasto w Polsce (i jedno z największych w regionie), Warszawa przyciągnęła niemałe inwestycje globalnych firm, na czele z niedawną decyzją Microsoftu o zainwestowaniu ponad 1 miliarda dolarów w lokalną infrastrukturę, szkolenia i usługi w chmurze dla przedsiębiorstw i rządu. Nie pozostając w tyle, Google ogłosił swoją inwestycję o wartości 2 miliardów dolarów, prognozując, że ich własny region chmurowy i związana z nim infrastruktura zostaną uruchomione w 2021 roku. Globalne centrum danych REIT Equinix posiada w Warszawie trzy lokalizacje, a stosunkowo młody międzynarodowy gracz EdgeConneX, ogłosił współpracę z Megaport i Ori Industries w celu poprawy lokalnej łączności. Do tych organizacji dołącza włoska firma chmurowa Aruba, lokalny Atman z dwoma dużymi obiektami oraz wielu mniejszych operatorów. Na uwagę zasługuje amerykański operator hiperskalowy Vantage, który planuje wejść na rynek w 2021 roku z pierwszą fazą kampusu. Przy pełnej rozbudowie będzie on miał 64 MW, czyli dwa razy więcej niż obecny rynek.

Jesteśmy świadkami rewolucji pod hasłem „data center”. Duże firmy i administracje rządowe kontynuują transformację technologiczną na coraz szerszą skalę. Widać to również wyraźnie w liczbach – wydatki na hiperskalową infrastrukturę chmurową wynosiły w 2019 r. około 8,7 mld EUR, natomiast zgodnie z szacunkami do 2024 roku wzrosną nawet do 50 mld EUR. Paradoksalnie, kryzysowa sytuacja związana z pandemią koronawirusa może wspomnianą zmianę jeszcze przyspieszyć. Tym samym, na mapie Europy i świata pojawiają się nowe lokalizacje dla centrów danych. Zainteresowanie firm technologicznych koncentruje się dziś głównie na europejskich stolicach, przykładowo, Warszawie, Wiedniu, Madrycie, Berlinie czy Pradze – mówi Joanna Sinkiewicz, Partner, Head of Industrial & Logistics Agency, Cushman & Wakefield.

Centra danych, dawniej uznawane za aktywa uzupełniające dla globalnych firm, obecnie stanowią fundament gospodarki informacyjnej, a wartość inwestycji w tę klasę aktywów w minionej dekadzie przekroczyła 100 mld dolarów, wynika z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield pt. Global Data Center Market Comparison. Pandemia w roku 2020 przyspieszyła tylko zmiany w strategiach informatycznych firm, które zaczęły szybko korzystać z usług w chmurze. W najbliższych latach można się spodziewać kontynuacji i optymalizacji tego procesu, co spowoduje dalszy wzrost znaczenia dostępności usług w chmurze i rozwoju centrów danych.

Pamiętajmy, że najemcy centrów danych nie wpisują się w standardy rynkowe pod kątem oczekiwań – obiekty tego typu muszą spełniać konkretne wymagania techniczne w zakresie bezpieczeństwa, dostępności mediów i odległości od centrów dużych miast – dodaje Joanna Sinkiewicz.

Liczba realizowanych nowych inwestycji wzrosła w zawrotnym tempie – obecnie powstają obiekty o mocy 2,9 GW w porównaniu z 1,6 GW w ubiegłym roku. Nadal rośnie znaczenie rynków wschodzących, a zwłaszcza zainteresowanie regionami w Europie i Azji ze względu na przenoszenie niektórych procesów do centrów danych typu edge. Rynki alternatywne często zapewniają operatorom centrów danych wyższe marże, a niektóre z nich mają szansę dołączyć w przyszłości do grona rynków głównych. Więcej na ten temat można przeczytać w raporcie firmy Cushman & Wakefield pt. „Data Centre European Secondary Markets”.

Patrząc w przyszłość, można pokusić się o stwierdzenie, że potencjał inwestycji w centra danych w Polsce będzie wzrastał. Poza takimi atutami jak lokalizacja Polski na mapie Europy i konkurencyjne stawki sprzedaży gruntów na tle innych państw, dochodzą również takie kwestie jak rosnące doświadczenie wśród podmiotów realizujących tego typu inwestycje, ale także doświadczenie organów administracji i gestorów mediów, których rola jest kluczowa do realizacji tego typu przedsięwzięć – podsumowuje Kamil Żach, Senior Negotiator, Industrial & Logistics Agency, Cushman & Wakefield.

Global Data Center Market Comparison to pierwszy raport dotyczący centrów danych, który zawiera omówienie i ranking najbardziej atrakcyjnych rynków pod względem możliwości wyboru lokalizacji i inwestycji w tego typu obiekty. Prezentuje proces analizy leżący u podstaw całości działań podejmowanych przez Cushman & Wakefield w imieniu klientów w odniesieniu do centrów danych, który umożliwia wnikliwe i analityczne podejście pozwalające na maksymalizację zysków.

Raport przedstawia analizę 1189 centrów danych na całym świecie, opracowaną z wykorzystaniem unikalnej metodologii kryteriów ważonych, która umożliwiła stworzenie rankingu 48 globalnych rynków i zestawienia Pierwszej Dziesiątki Rynków. Informacje o najważniejszych, wschodzących rynkach centrów danych można znaleźć w części „10 Rynków Wschodzących”.

Pandemia zmieniła rynek pracy. W 2021 r. firmy postawią na fachowców i optymalizację kosztów

W działach finansowych firm wzrośnie znaczenie menedżerów, którzy przeprowadzą transformację organizacyjną. Z kolei wychodzenie z pandemii może spowodować większe zainteresowanie obszarem restrukturyzacji. Firmy z sektora finansowego już zgłaszają potrzeby rekrutacyjne związane z zarządzeniem ryzykiem w organizacjach. Z kolei w branży usług wspólnych dla biznesu trwa walka o kandydatów, szczególnie znających język niemiecki. W gronie najbardziej poszukiwanych pracowników pozostaną specjaliści ds. e-commerce. Tak prognozują eksperci z firmy rekrutacyjnej Antal.

W przestrzeni publicznej pojawiają się pytania, co czeka polski rynek pracy w 2021 roku. Pandemia nieodwołalnie zmieniła jego rzeczywistość. Ostatnio na znaczeniu zyskały zawody umożliwiające firmom skuteczniejsze działania w świecie pełnym ograniczeń.

– W finansach zyskają menedżerowie, którzy będą w stanie przeprowadzić transformację organizacyjną, tzn. od początku ustawią lub udoskonalą procesy, opracują model biznesowego zarządzania i wdrożenia planów nowej strategii. Kluczowe w organizacjach będą osoby odpowiedzialne za wspieranie płynności finansowej, z doświadczeniem oszczędności z tytułu podatków, zabezpieczania takiego ryzyka czy optymalizacji kosztów – prognozuje Małgorzata Tryc, Senior Consultant w firmie Antal.

Mówi się, że obszar, który skorzysta na zmianach w obecnej sytuacji to corporate finance, ponieważ umożliwia poprawę efektywności finansowej i operacyjnej firmy oraz pozwala na ocenę opłacalności planowanych inwestycji. W ubiegłym roku działy finansowo-księgowe dość często korzystały z możliwości pracy zdalnej ze względu na pandemię. Wiele wskazuje na to, że będą też jednymi z ostatnich, które wrócą do pracy w biurze. Natomiast wychodzenie z pandemii może zwiększyć zainteresowanie obszarem restrukturyzacji. Dotychczasowe działania, które podejmowała zdecydowana większość firm, to próby ograniczania strat.

– COVID-19 wymusił poprawę infrastruktury IT wśród całej branży bankowości. Już wcześniej obserwowany był duży ruch na rynku rekrutacyjnym w tym sektorze. Aktualnie jest on najszybciej rozwijającym się działem, o ogromnym potencjale. Niemniej ważne są kwestie związane z zarządzeniem ryzykiem w organizacjach. Już teraz obserwujemy w tym obszarze spore potrzeby rekrutacyjne wśród firm z sektora finansowego – analizuje Fabian Pietras, Business Unit Director w Antal.

Z kolei głównie na działy HR spłynęły oczekiwania dotyczące skutecznej transformacji organizacji i optymalizacji działań w związku z pandemią. Pojawiło się wiele nowych, niestandardowych zadań. Trzeba było zmienić podejście do rekrutacji i onboardingu.

– Największe zmiany odczuły jednak działy szkoleniowe. Specjaliści ds. szkoleń i trenerzy musieli przejść do sfery online, a to poza obsługą platform stawiało wyzwania w postaci długości sesji, przerw, interaktywności czy odpowiedniej dynamiki. Zaczęto poszukiwać u kandydatów nowych kompetencji i większej elastyczności. W 2021 roku najbardziej pożądanymi u HR-owców będą umiejętności związane ze światem cyfrowym, a także analityczne, kreatywne i nieszablonowe myślenie – podkreśla Agnieszka Tymoszyk, Senior Client Manager w Antal.

Natomiast Sebastian Sala, Business Unit Director w Antal, zwraca uwagę na sytuację w sektorze usług wspólnych dla biznesu. Tam przeważnie pracuje się całościowo zdalnie. Wynagrodzenia nie rosną, ale też nie maleją. Ekspert dodaje, że o pracowników nadal trzeba walczyć. Jest dość duży popyt, szczególnie na osoby ze znajomością języka niemieckiego. Z kolei według badań, specjaliści ds. e-commerce byli w 2020 roku jednymi z najbardziej poszukiwanych pracowników na rynku. Taki sam trend będzie istniał też w obecnym roku.

– Są branże, które w tym trudnym czasie zanotowały duże wzrosty. Mowa tutaj o internetowych sprzedawcach towarów pierwszej potrzeby, np. artykułów spożywczych, lekarstw i produktów medycznych czy zoologicznych itd. Przedsiębiorstwa, które w dobie pandemii weszły do kanałów online, muszą pracować nad tym, by teraz się w nich utrzymać. Wyzwaniem, które może na nie czekać w 2021 roku, jest rosnąca prowizja w marketplace’ach. Spodziewane są też większe koszty kampanii marketingowych oraz reklam w social mediach – komentuje Roman Zabłocki, Business Unit Director w Antal.

Na rynku obserwuje się wiele trendów technologicznych, takich jak robotyzacja i automatyzacja procesów, blockchain, wykorzystanie chmury internetowej czy wykorzystywanie doradztwa systemowego BigData. Niemniej jednak mówi się, że w 2021 roku aktywność produkcyjna będzie ograniczona ze względu na podwyższoną niepewność, związaną z dalszym rozwojem epidemii.

– Rok 2021 to nowa era platform, e-rozmów, digitalowych wizytówek i listów motywacyjnych w formie MP4. Mocny trend upatruje się szczególnie w crowdstaffingu. Badania przeprowadzone w środowisku HR wskazują, że świadomość dostępności, jak i specyfiki usługi, jest niższa niż 30%, ale to się zmieni. Zatrudnianie freelancerów do projektów pozwala na oszczędność czasu i pieniędzy. Rynek pracy, który zdążył już poznać siłę digitalizacji, jest chętny na alternatywne rozwiązania dla tradycyjnych procedur – podsumowuje Karolina Korzeniewska, ReX Project Manager w Antal.

Stres czy życiowy balans? Polacy o zawodowych wyzwaniach

Stres wynikający z pracy to jedno z najważniejszych wyzwań zawodowych we współczesnym świecie. Ponad połowa respondentów Pracuj.pl uważa, że praca generuje dziś więcej napięć, niż jeszcze dekadę temu. Co więcej, tylko co piąty deklaruje, że nie odczuwa żadnych problemów zawodowych. W zarządzaniu stresem i zawodowymi wyzwaniami Polacy najchętniej sięgają po szkolenia i materiały dotyczące organizacji pracy, ale tylko co czwarty gotów byłby skorzystać z pomocy psychologa. Wraz z ekspertami przyglądamy się staraniom Polaków o zawodowy work-life balance.

W drodze po zawodowy balans

Znalezienie balansu między pracą i codziennym życiem to wyzwanie, z którym mierzy się większość pracowników. Zmieniające się modele pracy czy zacierająca się granica między obowiązkami i czasem wolnym sprawiają, że musimy sobie radzić z dużym stresem. Zdolność do zdobycia tzw. work-life balance rodzi trudności, zwłaszcza w obliczu obciążeń związanych z COVID-19. Jak sobie z tym radzą pracownicy i z jakimi napięciami się mierzą?

To kolejne pytania, na które postanowiliśmy odpowiedzieć w badaniu „Polacy w środowisku pracy”, przeprowadzonym na reprezentatywnej grupie ponad tysiąca osób. Towarzyszy ono kampanii „W środowisku Pracuj.pl”, zachęcającej do szukania satysfakcjonującej pracy i opowiadającej o różnorodnych doświadczeniach pracowników.
W drodze po zawodowy balans

Obawy nie tylko o utratę pracy

Ponad połowa pracujących Polaków ocenia pozytywnie stabilność i bezpieczeństwo posiadanej pracy (53%). Co piąty ocenia ją nisko (20%), a więcej niż co czwarty – średnio (28%). Jednocześnie jednak tylko co piąty deklaruje, że w minionych 12 miesiącach nie mierzył się z żadnymi problemami w pracy. Już pierwsze wyniki badań pokazują, że napięcia i stres generowane przez różne czynniki zawodowe stanowią wyzwanie dla dominującej grupy Polaków, nawet jeśli nie są związane bezpośrednio ze stabilizacją.
Obawy nie tylko o utratę pracy

Wśród najczęściej wymienianych problemów Polaków w pracy znalazły się obawy o utratę miejsca pracy i pogarszającą się sytuację w firmach, w których są zatrudnieni badani (po 36%). Co czwarty respondent mierzył się z kolei z odmową podwyżki lub awansu, tyle samo osób wskazywało bezpośrednio na trudności z pogodzeniem pracy i życia osobistego.
problemy zawodowe polaków

Miniony rok był trudnym czasem, który powodował więcej nerwów i stresu u pracowników niż wcześniejsze lata. Pandemia COVID-19 wzmocniła wiele kwestii generujących stres, mogących rodzić niepewność. Badania wskazują, że obawy o utratę pracy czy rozwój zawodowy dotykały wielu pracujących osób. Część konsekwencji tych napięć ujawniać się będzie dopiero w tym roku. Dlatego tak ważne jest, by pracodawcy i specjaliści HR pracowali nad programami wsparcia dla zespołu, dbali o wsparcie psychologiczne i narzędziowe oraz jasno je komunikowali. Brak takich działań może skutkować w dalszej perspektywie spadkiem zaangażowania, wypaleniem zawodowym, a nawet odejściami z pracy części specjalistów – komentuje Agata Grzejda, ekspertka ds. komunikacji wewnętrznej w Grupie Pracuj.

Rzadziej podkreślanym, ale również występującym źródłem napięć są konflikty personalne pracowników. Dotyczą one zarówno relacji z przełożonymi i pracodawcami – mierzyło się z nimi 15% badanych – oraz ze współpracownikami (14%).

Wsparcie to nie standard

Warto zauważyć, że na rynku nie brak przykładów pracodawców, którzy starają się dostarczać pracownikom odpowiednie narzędzia wspierające radzenie sobie ze stresem – zwłaszcza w obliczu COVID-19. Dotyczy to m.in. szkoleń uczących zarządzania czasem przy pracy zdalnej, wsparcia ze strony psychologów, wewnętrznych grup dyskusyjnych i konkursów utrzymujących pozytywne relacje w zespole. Podobne inicjatywy wdrożyły w tym czasie m.in. Shell Business Operations, ING Bank Śląski, BNP Paribas, Pfizer, Citi, Capgemini, Grupa Pracuj czy mBank.

Wsparcie to nie standard

Tego typu działania nie są jednak rynkowym standardem – tylko co piąty badany Polak przyznaje, że w jego miejscu zatrudnienia istnieje możliwość skorzystania z pomocy psychologa lub szkoleń wspierających radzenie sobie z problemami (21%). Co więcej, tylko 1 na 3 uważa, że w jego pracy przykłada się uwagę do równowagi między życiem prywatnym i zawodowym. Jak podkreśla Justyna Mazur, autorka podcastów – od niedawna na pełny etat – staranie o work-life balance to często wieloletni, skomplikowany proces.

Rozwój zawodowy w moim życiu pełnił ważną rolę właściwie od samego początku studiów dziennikarskich. Nim się obejrzałam, miałam już na koncie kilkuletnie doświadczenie w pracy redakcyjnej, co dawało poczucie dumy i niezależności. Cena jednak była bardzo wysoka. Po kilku latach zaobserwowałam u siebie wypalenie zawodowe. Wiele lat później, jeśli tylko odkrywałam, że w jakiejś pracy work-life balance jest zaburzony odchodziłam, nie chcąc wpadać w spiralę nieprzespanych nocy. Całą swoją energię włożyłam w to, by moje zainteresowania i pasja stały się ostatecznie moją pracą. Teraz jestem w stanie zauważyć możliwości, opcje i szanse na kolejne wyzwania zawodowe – komentuje Justyna Mazur, czołowa polska podcasterka i blogerka.

A z jakich form wsparcia od pracodawcy chętnie skorzystaliby sami pracownicy, gdyby mieli taką możliwość? Najczęściej, bo w ponad 4 na 10 przypadków wskazują oni na trzy typy narzędzi. Są to materiały i źródła dotyczące dobrej organizacji pracy, szkolenia z efektywnego zarządzania czasem, a także warsztaty radzenia sobie ze stresem. Warto zauważyć, że na ostatnią z tych form wsparcia wyraźnie częściej wskazywały kobiety, niż mężczyźni. Wybierała ją blisko co druga z pań (46%) i nieco ponad co trzeci pan (36%). Kolejnym interesującym aspektem jest fakt, że tylko co czwarty Polak zadeklarował chęć korzystania w pracy ze wsparcia psychologa.

form wsparcia od pracodawcy

Jak na dłoni możemy obserwować dzisiaj zmieniający się rynek pracy. Z jednej strony mnóstwo wyzwań dostarcza nam panująca pandemia. Z drugiej strony sami pracownicy, bogatsi o wiele nowych doświadczeń, mogą częściej zastanawiać się nad tym, jak zadbać o równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. Dziś mamy przed sobą pracownika, który dostrzega wpływ stresu zawodowego na różne aspekty swojego życia. Ten sam pracownik szuka wsparcia nie tylko w swoim prywatnym świecie, oczekuje go teraz również w miejscu pracy. Te firmy, które będą skłonne zadbać o odporność psychiczną swoich pracowników, mają szansę zbudować niezwykle silne zespoły złożone z ludzi bardziej produktywnych, lepiej radzących sobie z wyzwaniami oraz gotowych do budowania zdrowych relacji ze swoimi współpracownikami – mówi Edyta Zając – psycholożka, trenerka zawodowa i blogerka.

Trudniej niż dekadę temu

W opinii Polaków rosnące tempo życia i napięcia zawodowe odbijają się szczególnie w porównaniu do okresu sprzed dekady. Ponad połowa respondentów uważa, że obecnie praca jest bardziej stresująca niż jeszcze 10 lat temu, a tylko co trzeci jest zdania, że pracodawcy obecnie lepiej dbają o samopoczucie pracownika niż dekadę temu.

Pewną formą wsparcia w radzeniu sobie ze stresem jest dzielenie się obawami ze współpracownikami. Jednak wyzwaniem w tym obszarze pozostaje poziom zaufania do kolegów i koleżanek z zespołu. Według badań Pracuj.pl gotowych do otwartej rozmowy o zmartwieniach ze współpracownikami jest tylko 4 na 10 badanych. Jeszcze rzadziej rozmówcą w takim wypadku może być przełożony – możliwość takiej rozmowy wskazuje 1/3 respondentów.
stres w pracy

Recepty na nowe czasy

Jak zauważają eksperci, pandemia koronawirusa pod wieloma względami stanowi największy zbiorowy sprawdzian dla pracowników i pracodawców w XXI wieku. Jak podkreślaliśmy w raporcie Pracuj.pl „Pół roku nowej normalności”, Polacy nieźle radzą sobie z wieloma wyzwaniami generowanymi przez COVID-19. Jednocześnie jednak, jak wykazują najnowsze badania, minione 12 miesięcy mocno podkreśliło wiele napięć i trudności, obecnych na rynku pracy od lat. Wszystkie z tych problemów będą jedną z kluczowych kwestii, jakim będą musieli stawiać pracodawcy w 2021 roku – i nie tylko.

3xzdrowie Centrum Medyczne

Rekordowe wyniki MedApp’u w 2020 r. Ponad 6 mln zł przychodów oraz ponad 2 mln zł zysku netto

MedApp, notowana na NewConnect firma technologiczna rozwijająca innowacyjne rozwiązania do diagnostyki obrazowej i medycyny cyfrowej, opublikowała szacunkowe wyniki za miniony rok. W 2020 r. przychody spółki osiągnęły poziom 6 036 tys. złotych i wzrosły o 187 procent w porównaniu do 2019 r. (3 226 tys. złotych). Ponadto w 2020 r. MedApp wygenerował zysk netto w wysokości 2 070 tys. złotych, co stanowiło wzrost o 308 procent w porównaniu do 2019 r. (673 tys. złotych). Natomiast EBITDA, w 2020 r., wyniosła 2 592 tys. złotych i była większa niż w 2019 r. (958 tys. złotych ) o 271 procent. Firma utrzymała tym samym bardzo dużą dynamikę wzrostu wyników finansowych.

W 2021 r. Spółka planuje m.in. przenieść notowania na rynek podstawowy GPW, dalej zwiększać skalę swojej działalności i osiąganych wyników finansowych rozszerzając jednocześnie dystrybucję swych produktów na terenie Europy oraz przygotowując się do uzyskania certyfikacji FDA w USA.

– Miniony rok był niezwykle wymagającym okresem. Pandemia zmusiła cały sektor medyczny do przyspieszenia transformacji cyfrowej. Odpowiadając na zapotrzebowanie rynku główny nacisk położyliśmy na szybkie wyposażenie lekarzy w zaawansowane narzędzia wspierające ich w codziennej pracy. Coraz większym zainteresowaniem cieszyły się usługi naszej cyfrowej medycyny, pozwalające na zdalne monitorowanie stanu zdrowia pacjentów, ale także rozwiązania wspomagające diagnostykę obrazową, które pomagają w planowaniu i przeprowadzaniu zabiegów medycznych w obszarach kardiologii, onkologii czy ortopedii – powiedział Krzysztof Mędrala, Prezes Zarządu. – Był to jednak najlepszy okres w dotychczasowej historii spółki i z jeszcze większą energią wchodzimy w Nowy Rok, tak aby w 2021 r. i latach następnych wyniki te móc jeszcze stale poprawiać, a także dokonywać dalszego rozwoju naszych innowacyjnych produktów. Chciałbym przy tej okazji wyrazić uznanie dla całego zespołu MedApp za dotychczasowe zaangażowanie w rozwój naszej Spółki – dodaje.

W 2020 r. Spółka w sposób znaczący rozwinęła sprzedaż w kraju, a w tym roku planuje rozszerzyć ją dalej na inne rynki europejskie. W styczniu b.r. MedApp podpisał umowę z Insight Direct (UK) Ltd wchodzącą w skład grupy Insight Enterprises, Inc., światowym liderem oferującym nowoczesne rozwiązania technologiczne dla sektora medycznego. W ramach umowy Insight Direct Ltd będzie dystrybuował na Wyspach Brytyjskich technologie obrazowania holograficznego 3D CarnaLife Holo, stosowane przy zabiegach kardiologicznych, onkologicznych i ortopedycznych. Dodatkowo przedmiotem umowy jest również rozwiązanie SurgeonEye mające zastosowanie w szkoleniu personelu medycznego w oparciu o podobną technologię obrazowania 3D. Rozwiązanie to będzie oferowane przez Insight Direct Ltd podmiotom publicznym m.in. uniwersytetom medycznym oraz ośrodkom farmaceutycznym na terenie Wielkiej Brytanii.

– Widzimy coraz większe zainteresowanie technologią autorstwa MedAppu poza granicami Polski. Już dziś nasze innowacje wykorzystywane są w trakcie zabiegów realizowanych w najbardziej renomowanych klinikach w Europie, a współpraca z Insight Direct (UK) Ltd jest odpowiedzią na rosnący popyt związany z wykorzystaniem zaawansowanych technologii obrazowania 3D w medycynie – powiedział Krzysztof Mędrala. – Cieszymy się na bliską współpracę i wierzymy, że będzie ona jednym z elementów, który pozwoli nam jeszcze szybciej się rozwijać. Insight Enterprises, Inc. obecny jest już na 21 rynkach na świecie, w tym także w Stanach Zjednoczonych. Nasza Spółka obecnie przygotowuje się do certyfikacji FDA z myślą o wejściu na rynek amerykański. W związku z przygotowaniami do złożenia wniosku o certyfikację FDA, firma rozważa także utworzenie spółki zależnej na terenie Stanów Zjednoczonych.

W 2021 r. MedApp planuje także uruchomienie spółki dedykowanej do rozwoju działalności w regionie DACH – tj. w Niemczech, Austrii i Szwajcarii.

Kolejnym ważnym wydarzeniem, które czeka MedApp w 2021 r. będzie przeniesienie notowań na rynek regulowany GPW. – Wierzymy w sukces oferty, a pozyskane z emisji środki planujemy przeznaczyć na przyspieszenie naszego rozwoju. Jednocześnie sukcesywnie poszerzamy funkcjonalności naszych produktów odpowiadających na wyzwania związane przede wszystkim z chorobami cywilizacyjnymi – dodaje Krzysztof Mędrala. – Poszukujemy także nowych obszarów, czego przykładem jest oferowana od grudnia interaktywna aplikacja SurgeonEye. Wykorzystuje ona trójwymiarowe modele holograficzne do nauki czy prowadzenia zajęć dydaktycznych. Tym samym stawiamy pierwsze kroki w obszarze EduTechu, który ze względu na zmianę modeli nauczania, tak jak branża MedTech, rozwijał się w ostatnich miesiącach bardzo intensywnie. – dodaje.

MedApp sukcesywnie rozszerza także współpracę z międzynarodowymi liderami technologii i medycyny takimi jak Microsoft, GE Healthcare czy Johnson & Johnson, zapewniając tym samym swoim klientom bezpieczne gromadzenie, analizowanie i wizualizację dużej ilości danych. W styczniu 2021 r. Spółka otrzymała od Microsoft status Mixed Reality Partner (DMP), dzięki któremu stała się oficjalnym dystrybutorem urządzenia do wizualizacji holograficznej w mieszanej rzeczywistości – HoloLens 2. MedApp posiada także status Silver Partner w programie Mixed Reality Partner Program (MRPP), a także oferuje swoim klientom rozwiązanie chmurowe Microsoft Azure.

Uczestnictwo w kolejnym programie partnerskim firmy Microsoft jest dla nas dużym wyróżnieniem. To dowód na to, że MedApp świadczy usługi najwyższej jakości. Poszerzanie współpracy ma dla nas istotne znaczenie z perspektywy rozwinięcia kanałów sprzedaży, a takie programy jak MRPP, pozwalają nam na intensyfikację działań marketingowo-sprzedażowych. Cieszymy się, że Microsoft otwiera przed nami kolejne możliwości. Wychodzimy na rynki zagraniczne w obszarze MedTech gdzie istotne jest korzystanie z bezpiecznych, skalowalnych rozwiązań w oparciu o partnerstwo z tak dużym graczem jakim jest Microsoft. W 2021 r. równolegle podejmujemy rozmowy z dystrybutorami i kolejnymi partnerami, którzy wykorzystują nasze aplikacje w coraz szybciej digitalizującym się otoczeniu usług medycznych, zarówno tych związanych z cyfrową medycyną jak i wizualizacją holograficzną 3D. Stawiamy sobie ambitne cele i wierzymy, że będziemy w czołówce spółek zmieniających świat w obszarze ochrony zdrowia – informuje Krzysztof Mędrala.

SPIE przejmuje Energotest

– Frima SPIE ogłosiła dzisiaj przejęcie w Polsce firmy Energotest Sp. z o.o. („Energotest”) od spółki-matki Elektrobudowa.

Energotest świadczy usługi automatyki dla zakładów energetycznych i przemysłowych, obejmujące projektowanie, montaż oraz uruchamianie systemów automatyki i układów automatyki elektroenergetycznej dla nowych i modernizowanych obiektów. Główna siedziba firmy znajduje się na południu Polski, w Gliwicach, ale Energotest działa na terenie całego kraju. W 2019 roku firma zatrudniała ponad 150 wykwalifikowanych pracowników, a jej przychody wyniosły 11,5 mln euro.

Markus Holzke, dyrektor zarządzający SPIE Deutschland & Zentraleuropa mówi: „Cieszymy się, że wiedza wysoko wykwalifikowanych pracowników Energotest umożliwi nam rozbudowę portfolio usług automatyzacji. Firma ta ma szeroką bazę klientów i doskonałą reputację na rynku, a jej zakup to kolejny krok w rozwoju naszych możliwości w Europie Środkowej”.

Paweł Skowroński, dyrektor generalny Dywizji Operacyjnej Central Europe, odpowiedzialny za działalność SPIE Deutschland & Zentraleuropa w Polsce, na Węgrzech, Słowacji i w Czechach komentuje: „Cieszymy się z możliwości rozwoju naszej działalności w Polsce w zakresie automatyki przemysłowej. Znakomita opinia i kompetencje Energotest-u pozwolą nam rozszerzyć zakres usług świadczonych przez SPIE w elektrowniach i elektrociepłowniach konwencjonalnych, a także tam, gdzie jesteśmy już obecni – w sektorze energetyki odnawialnej i w stacjach elektroenergetycznych wysokich napięć. Z nadzieją patrzymy na możliwości współpracy”.

Arkadiusz Klimowicz, Prezes Zarządu Energotest dodaje: „Jesteśmy zainteresowani wspólną przyszłością w SPIE, ponieważ umożliwi nam ona efektywny rozwój działalności. Jesteśmy również przekonani, że nasza wiedza w zakresie automatyki będzie stanowiła istotny wkład w rozwój całej spółki”.

Rekordowa liczba pochówków, problem z dostępnością trumien i skromniejsze wydatki na pogrzeby. Branża funeralna podsumowuje dotychczasowy czas pandemii

W 2020 roku zmarło najwięcej osób od II wojny światowej – około 480 tys., urodziło się natomiast niespełna 360 tys. To najgorszy bilans demograficzny w powojennej historii Polski. Dla branży pogrzebowej był to ciężki rok. Z jednej strony wymagał od firm większych nakładów pracy, z drugiej strony przyniósł też wzrost kosztów związanych z restrykcyjnymi wymogami sanitarnymi oraz mniejsze przychody z powodu cięć w wydatkach na pogrzeby i konsolacje. Dodatkową trudnością były problemy z dostępnością trumien. Teraz firmy obawiają się wzrostu zachorowań i zgonów na wiosnę.

W niektórych regionach Polski mieliśmy nawet 50–60 proc. więcej pracy niż w analogicznym roku 2019 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. – Wiązało się to z ogromnymi nakładami, ale często również z brakiem dostępu do trumien. W czasie pandemii w części zakładów produkcyjnych były ograniczenia kadrowe w związku z kwarantanną czy problemami finansowymi, co uniemożliwiało prowadzenie działalności. Nie wszyscy przedsiębiorcy wytwarzający trumny pozyskali ochronę tarczową. Nie posiadaliśmy także dostatecznie dużego wyboru wszystkich materiałów zabezpieczenia bezpośredniego i pośredniego naszych pracowników. Czasowo ograniczony był dostęp do zakupu materiałów takich jak maski ochronne, rękawice, fartuchy, gogle i kombinezony.

Ministerstwo Cyfryzacji i Główny Urząd Statystyczny potwierdziły alarmistyczne dane pojawiające się cząstkowo przez cały 2020 rok. W tym czasie populacja Polski skurczyła się o przeszło 100 tys. osób i jest to najgorszy wynik od zakończenia II wojny światowej, czyli odkąd takie badania są prowadzone. To wypadkowa bezpośrednich i pośrednich skutków pandemii oraz wieloletnich trendów demograficznych. Wzrosła liczba zgonów spowodowanych nie tylko zachorowaniem na COVID-19, także u pacjentów z chorobami współistniejącymi, ale także utrudnionym dostępem do lekarzy, lękiem przed wizytą w placówce służby zdrowia, brakiem miejsc w szpitalach czy przerwaniem leczenia.

Większa liczba zgonów i pogrzebów nie przełożyła się jednak na okres prosperity w branży funeralnej. Tym bardziej że pandemia postawiła przed nią nowe, rygorystyczne wymogi sanitarne.

Pogrzeby COVID-owe wyglądają zupełnie inaczej. Zwłoki osób, które umierają na COVID-19, nie mogą być przygotowane w sposób właściwy, czyli nie mogą być umyte, ubrane, są składane do worków bez możliwości ubrania. Worek jest dezynfekowany, później zwłoki są składane w kolejny worek, znowu dezynfekcja i do trumny, która jest zamykana i dezynfekowana. Nie ma możliwości otwierania trumny przed pochówkiem – opisuje Robert Czyżak.

Te obostrzenia, jak również ograniczenia w liczbie osób uczestniczących w pogrzebie mogły wpłynąć na to, że wydatki na pogrzeby spadły.

Najczęściej rodziny wybierają znacznie tańsze trumny, oprawa kwiatowa jest dużo uboższa, nie ma również możliwości organizacji styp – wymienia prezes PIBP. – Wydatki związane z pochówkiem spadły częstokroć nawet o kilkadziesiąt procent.

Jak wylicza, sumarycznie zarobki były porównywalne z tymi z 2019 roku przy zdecydowanie wyższej liczbie pogrzebów – o ok. 70 tys., czyli ok. 15 proc., i większej liczbie czynności wykonywanych przy przygotowywaniu pochówków.

W najbardziej intensywnym okresie jesiennym (apogeum przypadło na 45. tydzień roku) w dużych aglomeracjach na pogrzeb trzeba było czekać nawet kilkanaście dni, podobnie jak na kremację. W przypadku zgonów COVID-owych na spopielenie zwłok rodziny decydowały się w 60 proc., natomiast wśród pozostałych proporcja jest zwykle odwrotna – w ok. 40 proc. przypadków następuje kremacja, w 60 proc. – tradycyjny pochówek.

Z powodu wysokiego ryzyka epidemiologicznego dla pracowników firm pogrzebowych Polska Izba Branży Pogrzebowej wnioskowała do Ministerstwa Zdrowia o możliwość ich wcześniejszego zaszczepienia. 1 lutego od dyrektora Departamentu Innowacji w Ministerstwie Zdrowia Jarosława Kieszka nadeszła jednak odpowiedź odmowna „[…] o ile pracownicy zakładów pogrzebowych i cmentarzy nie podlegają ustawie z dnia 26 kwietnia 2007 r. o zarządzaniu kryzysowym (Dz.U. z 2020 r., poz. 1856), podlegają szczepieniom na etapie szczepień populacyjnych” – można przeczytać w liście opublikowanym na stronie PIBP.

Jesteśmy na pierwszej linii frontu, dosyć mocno narażeni na zakażenie się koronawirusem. Wiąże się to nie tyle z odbiorami osób zmarłych ze szpitali, bo tam mamy określoną przyczynę zgonu, więc nasze służby są odpowiednio przygotowane w zależności od tego, czy było zakażenie, czy też nie – tłumaczy Robert Czyżak. – Natomiast chodzi raczej o odbiór osób, które umierają poza szpitalami, w domach czy ośrodkach pomocy społecznej.

Konfederacja Lewiatan: Nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa niezgodna z prawem międzynarodowym. Może oznaczać olbrzymie straty dla Skarbu Państwa

Zgodnie z projektowaną nowelizacją ustawy o KSC, nad którą rząd pracuje od ponad pół roku, to kryteria narodowościowe i polityczne będą w dużej mierze decydować o tym, czy dana firma technologiczna zostanie wykluczona z polskiego rynku. Prawnicy podkreślają, że stoi to w sprzeczności z międzynarodowymi przepisami dotyczącymi wolnego handlu i swobody prowadzenia działalności gospodarczej. – Dyskryminowanie dostawców oparte na trudnym do udowodnienia poziomie niebezpieczeństwa ich sprzętu, tylko z uwagi na kraj ich pochodzenia, trudno będzie obronić na gruncie prawa międzynarodowego. Wygrane przez wykluczonych dostawców spory międzynarodowe to olbrzymie straty dla Skarbu Państwa – uważa Aleksandra Musielak z Konfederacji Lewiatan. 

Nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa będzie mieć duże przełożenie na wdrażanie w Polsce technologii 5G oraz wybór dostawców sprzętu i oprogramowania dla nowego standardu. Bez jej uchwalenia nie ruszy też aukcja UKE na częstotliwości niezbędne dla budowy polskiej sieci 5G. Prace nad nowelizacją trwają od co najmniej pół roku, a w międzyczasie zgłoszono do niej kilkaset uwag. Druga propozycja zmian w tym akcie prawnym z 20 stycznia br. wywołała kolejne kontrowersje.

Zastrzeżenia ekspertów, prawników i podmiotów z branży telekomunikacyjnej budzą m.in. zapisy, które pozwalają wykluczyć z polskiego rynku niektórych dostawców infrastruktury na podstawie kryteriów politycznych i narodowościowych.

– Projektodawca zrezygnował z rzeczowych, obiektywnych technicznych kryteriów oceny sprzętu i oprogramowania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aleksandra Musielak z Departamentu Prawa Gospodarczego Konfederacji Lewiatan. – W trakcie oceny dostawców Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa będzie kierować się w dużej mierze kryteriami politycznymi, w tym m.in. prawdopodobieństwem, z jakim dostawca sprzętu lub oprogramowania znajduje się pod kontrolą państwa spoza Unii Europejskiej lub NATO czy stopniem i rodzajem powiązań pomiędzy dostawcą sprzętu lub oprogramowania i tym państwem.

Pierwsza propozycja nowelizacji zawierała nawet zapisy pozwalające wykluczyć z rynku firmę pochodzącą z kraju, w którym nie są przestrzegane prawa człowieka. Po licznych uwagach z rynku rząd wycofał się z tego zapisu, jednak w projekcie pozostawił szereg innych, uznaniowych kryteriów, które – jak wskazują eksperci – są wymierzone przede wszystkim w firmy technologiczne z Chin.

Firmy, które na ich podstawie zostaną uznane za poważne zagrożenie dla krajowego cyberbezpieczeństwa, czyli za tzw. dostawców wysokiego ryzyka, zostaną odcięte od kontraktów na budowę sieci 5G. Nie będą się też mogły odwołać od decyzji, ponieważ projektowane przepisy nie zawierają odpowiednich, zgodnych z Kodeksem postępowania administracyjnego, narzędzi prawnych w tym zakresie. Ponadto operatorzy telekomunikacyjni korzystający z usług bądź sprzętu tzw. dostawców wysokiego ryzyka będą zobowiązani pozbyć się ich w ciągu pięciu–siedmiu lat. Między innymi z tego powodu rynek telekomunikacyjny wielokrotnie apelował już o wprowadzenie bardziej mierzalnych, merytorycznych kryteriów oceny dostawców, opartych m.in. na technicznych parametrach czy certyfikacji bezpieczeństwa.

Zdaniem ekspertki nowy projekt zmian w ustawie o KSC jest wątpliwy z punktu widzenia jego zgodności z międzynarodowymi i unijnymi przepisami dotyczącymi m.in. wolnego handlu i swobody prowadzenia działalności gospodarczej. Chodzi m.in. o art. 49 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który zakazuje m.in. ograniczania swobody przedsiębiorczości.

– W uzasadnieniu projektu oraz ocenie skutków regulacji nie podjęto analizy skutków w stosunku do zobowiązań Polski wynikających z przepisów prawa międzynarodowego, w szczególności porozumienia o wolnym handlu GATT, a także bilateralnych porozumień inwestycyjnych, na co zwracano uwagę już na etapie konsultacji publicznych. Projekt budzi też wątpliwości co do zgodności z przepisami UE, w szczególności w zakresie tzw. stanowiska 5G Toolbox – wymienia Aleksandra Musielak.

Projektowane przepisy budzą też wątpliwości z punktu widzenia Europejskiej konwencji praw człowieka czy Karty praw podstawowych Unii Europejskiej, która stanowi, że „każdy jest równy wobec prawa” (art. 20) oraz zabrania się „wszelkiej dyskryminacji ze względu na narodowość” (art. 21 ust. 2).

Projekt nowelizacji prawdopodobnie będzie wymagać też notyfikacji Komisji Europejskiej. Ten obowiązek wynika z rozporządzenia Rady Ministrów z 23 grudnia 2002 roku w sprawie sposobu funkcjonowania krajowego systemu notyfikacji norm i aktów prawnych. To oznacza, że – ze względu na wskazywane wątpliwości legislacyjne – projekt może utknąć na poziomie KE.

Ekspertka z Konfederacji Lewiatan wskazuje także, że wdrożenie noweli w obecnym kształcie – z mechanizmem zaprojektowanym w celu wykluczenia konkretnych dostawców – może budzić obawy inwestorów, czy np. nie zostaną nagle wykluczeni z polskiego rynku ze względu na kraj pochodzenia.

– To także obniżenie prestiżu Polski na arenie międzynarodowej. Samo wszczęcie sporu może być sygnałem dla inwestorów zagranicznych, że w Polsce mogą mieć do czynienia z niestabilnym ekosystemem prawnym i ekonomicznym – podkreśla.

Przedsiębiorcy coraz częściej kontaktują się z urzędami przez internet. Rząd pracuje nad kolejnymi usługami online

Pandemia zwiększyła zainteresowanie usługami online wśród przedsiębiorców. Liczba spraw załatwianych przez internet za pomocą serwisu Biznes.gov.pl wzrosła o ponad 300 proc. W ten sposób znacznie częściej składane są wnioski o założenie działalności gospodarczej czy o zmianę danych firmy. Trwają prace nad wdrożeniem kolejnych e-usług, które ułatwią życie przedsiębiorcom. Dalsza cyfryzacja jest jedną z kluczowych osi białej księgi rozwoju polityki przemysłowej, nad którą pracuje Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii.

 Niewątpliwie pandemia COVID-19 i ubiegły rok pokazały ogromne znaczenie i rolę internetu, zarówno w kontaktach bezpośrednich z administracją publiczną, jak również w kontaktach między klientem a przedsiębiorstwami. Myślę, że te narzędzia będą nam towarzyszyły przez kolejne lata. Automatyzacja i cyfryzacja następuje we wszystkich przedsiębiorstwach, zarówno tych dużych, jak i z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, ale również mikrofirmach, na które zazwyczaj składają się jednoosobowe działalności – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Olga Semeniuk, wiceminister rozwoju, pracy i technologii.

Pandemia przyspieszyła cyfryzację i wdrażanie nowych rozwiązań technologicznych. Raport Banku Światowego przygotowany we współpracy z PARP „COVID-19 Business Pulse Survey – Polska” wskazuje, że co trzecia firma zwiększyła wykorzystanie internetu, aplikacji czy platform cyfrowych. Przyspieszenie procesu cyfryzacji w ostatnich miesiącach nastąpiło także w administracji publicznej. Z e-usług korzysta coraz więcej Polaków. Jeszcze w połowie lutego 2020 roku Profil Zaufany miało 5 mln obywateli. Pod koniec września było to 8 mln, obecnie już niemal 9 mln. Także przedsiębiorcy coraz chętniej korzystają z e-usług przy prowadzeniu działalności. Portal Biznes.gov.pl zanotował w ciągu roku zwiększenie liczby odsłon o 61,4 proc. – z 30,5 mln w 2019 roku do 49,2 mln w ubiegłym.

 Z portalu Biznes.gov.pl w 2020 roku skorzystało ponad 355 tys. przedsiębiorców. Mówimy tutaj o wszelakich dokumentach związanych z podatkami, jak również ze zmianą kryteriów czy obszarów działalności danego przedsiębiorstwa – wskazuje Olga Semeniuk.

Liczba wniosków wzrosła w ciągu roku o 317 proc. (w 2019 roku firmy załatwiły online tylko 85 tys. spraw). Największą popularnością cieszą się zaświadczenia z urzędu skarbowego o niezaleganiu z podatkami oraz zmiana danych w CEIDG. W tym ostatnim przypadku wpłynęło blisko 600 tys. wniosków, o ponad 50 proc. więcej niż rok wcześniej. Ich udział w ogólnej liczbie wniosków wzrósł skokowo – z 28 proc. w 2019 roku do 48 proc. w ubiegłym roku.

W 2020 roku do elektronicznego rejestru CEIDG wpłynęło 109,5 tys. wniosków dotyczących założenia działalności gospodarczej, czyli 71 proc. więcej niż w 2019 roku (64,1 tys.). Tylko w grudniu stanowiły one 53,5 proc. wszystkich wniosków dotyczących rejestracji. W całym roku udział wniosków online w stosunku do tradycyjnej formy kontaktu z urzędami podwoił się – z 21 proc. do 42 proc.

– Przedsiębiorcy chętnie korzystają przede wszystkim z pakietów podatkowych. Dodatkowo wykorzystują informacje, przewodniki, jak wykorzystywać tarcze finansową i antykryzysową – wymienia wiceminister.

Automatyzacja i cyfryzacja jest jedną z osi opracowywanej właśnie białej księgi rozwoju polityki przemysłowej. Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii z końcem stycznia zakończyło pierwszy etap jej konsultacji.

 Chodzi o stworzenie przyjaznego świata w internecie do tego, aby zarówno przedsiębiorcy, jak i klienci mogli z tych usług korzystać – zapowiada Olga Semeniuk. – Jesteśmy również na etapie procesu e-paragonu. To są istotne instrumenty, które pozwolą nam nie w sposób bezpośredni, ale za pośrednictwem internetu załatwiać najważniejsze i najpilniejsze potrzeby.

Pandemia szansą dla mikromobilności. Hulajnogi elektryczne stały się sposobem na bezpieczne przemieszczanie się, również na obrzeżach miast

W czasie wiosennego i jesiennego lockdownu mobilność Polaków zmalała odpowiednio o 55 proc. i 34 proc. – wynika z danych naukowców z uniwersytetu w Waszyngtonie przytaczanych w raporcie stowarzyszenia Mobilne Miasto. Był to trudny rok m.in. dla operatorów rowerów współdzielonych i skuterów na minuty. Mimo początkowych trudności i niepewności elektryczne hulajnogi nie odnotowały jednak spadku zainteresowania. Wręcz przeciwnie, rynek w 2020 roku mocno się rozbudował.

– Miniony rok był bardzo specyficzny dla wszystkich operatorów szeroko rozumianej mikromobilności, zarówno hulajnóg elektrycznych, jak i rowerów współdzielonych. Szczególnie na początku roku nie było do końca wiadomo, czy można korzystać z takich pojazdów. Podczas pierwszej fali pandemii koronawirusa wprowadzono sporo restrykcji, w wyniku których zarówno w Europie, jak i w Polsce liczba przejazdów mocno spadła. Bardzo szybko zauważyliśmy jednak odwracanie się tego trendu – mówi agencji Newseria Biznes Borys Pawliczak, dyrektor generalny firmy Dott.

Jak wskazują dane z Institute for Health Metrics and Evaluation na Uniwersytecie Waszyngtońskim (na podstawie informacji o przemieszczaniu się telefonów komórkowych), mobilność Polaków w połowie kwietnia była o 55 proc. mniejsza niż zwykle w tym okresie. Do normalnych poziomów powróciła na chwilę w połowie września, by ponownie spaść o 34 proc. w połowie listopada. Podobne spadki odnotowano także na początku stycznia. Jak podkreślają eksperci stowarzyszenia Mobilne Miasto, to miało przełożenie na korzystanie ze współdzielonych pojazdów („Stress test zaliczony. Mikromobilność w Polsce 2020”).

W czasie pierwszego lockdownu rząd na sześć tygodni zakazał korzystania z rowerów współdzielonych, co przyczyniło się do spadków wszystkich wskaźników dotyczących tego rynku – zarówno liczby operatorów, systemów wypożyczeń, jak i samych rowerów. W drugim kwartale, kiedy sezon rowerowy startuje, zwykle w użyciu jest ok. 30 tys. pojazdów. Do końca ubiegłorocznego sezonu udało się odbudować 2/3 szczytowego potencjału (niecałe 20 tys. rowerów).

Z e-hulajnogami sytuacja na początku wyglądała podobnie, bo w drugim kwartale część firm zawiesiła swoją działalność, ale wraz z luzowaniem obostrzeń rynek zanotował znaczące odbicie. Użytkownicy chętniej korzystali z hulajnóg, unikając przejazdów transportem publicznym.

– Podczas gdy liczba wypożyczeń rowerów spada, to w przypadku hulajnóg elektrycznych rośnie z miesiąca na miesiąc. Czy hulajnogi zastąpią kiedyś rowery? Nie wydaje mi się, bo to są zupełnie inne sposoby przemieszczania się po mieście, pełniące inną funkcję. Dużo osób korzysta z hulajnóg elektrycznych, by szybko załatwić jakąś sprawę w pobliżu domu czy pracy, a na co dzień na dłuższych trasach korzysta z rowerów – mówi Borys Pawliczak.

Stowarzyszenie Mobilne Miasto szacuje, że liczba dostępnych pojazdów wzrosła o 100 proc. w ciągu roku, do prawie 20 tys. w szczycie sezonu. Są one już dostępne w 39 miastach i miejscowościach (na koniec 2019 roku było ich dziewięć). Potwierdzają to również dobre wyniki działalności operatora Dott, który wszedł na polski rynek w środku pandemii, czyli w maju 2020 roku.

– Zauważaliśmy we Francji oraz Włoszech, że ludzie w czasie pandemii zaczynają trochę zmieniać swoje przyzwyczajenia i sposób poruszania się po mieście. Już nie były to centra miast, ale bardziej dzielnice, w których mieszkają. Nie korzystają z hulajnóg po to, żeby dostać się do innego środka komunikacji, ale raczej do sklepu bądź też załatwić najpotrzebniejsze rzeczy w okolicy. Dlatego też trochę wbrew pierwszym założeniom postanowiliśmy uruchomić nasze hulajnogi elektryczne, skupiając się na dzielnicach mieszkalnych – mówi dyrektor generalny Dotta.

Hulajnogi firmy stanęły m.in. na warszawskiej Białołęce, czyli w dzielnicy uważanej za sypialnię stolicy.

– Od razu zauważyliśmy ogromne zainteresowanie mieszkańców. Spośród dzielnic, gdzie działamy, jest to obszar, którego mieszkańcy wykonują najwięcej przejazdów. Na początku trochę nas to zdziwiło, natomiast potem tylko potwierdziło ten trend, że ludzie potrzebują bezpiecznego środka transportu koło miejsca zamieszkania, by móc wykonać podstawowe potrzeby transportowe w obrębie swojego najbliższego środowiska – mówi Borys Pawliczak.

Jak podkreśla, hulajnogi pojawiają się także w coraz mniejszych miastach, nawet ok. 10–15 tys. mieszkańców, bo zapotrzebowanie na takie usługi również tam rośnie.

– Pandemia koronawirusa okazała się szansą dla mikromobilności. Usługi te rozwijają się w szalonym tempie, z roku na rok przybywa pojazdów, ale również ich typów. Wszystko wskazuje na to, że ten sposób przemieszczania się po mieście zostanie z nami na dłużej – mówi ekspert. – Tym bardziej że mikromobilność pozytywnie wpływa na nasze środowisko naturalne i jest bardzo dobrą alternatywą, szczególnie na krótkich trasach, dla samochodów osobowych.

Polacy opracowali technologię mogącą oczyścić nawet 40 tys. m3 powietrza w ciągu godziny. Wkrótce w polskich miastach stanie kilka takich urządzeń

Według Europejskiej Agencji Środowiska kraje bałkańskie pod względem niektórych wskaźników powietrza wypadają gorzej niż Polska. Mimo to na 100 europejskich miast o największym zanieczyszczeniu powietrza co trzecie z nich leży w naszym kraju. To efekt wykorzystania na ogromną skalę węgla do ogrzewania domów i emisji związanej z transportem. Rozwiązaniem może być Miejski Filtr Powietrza, który jest w stanie oczyścić nawet 40 tys. m3 powietrza w ciągu godziny.

– Swoim działaniem doprowadziliśmy do momentu, w którym rozmawiamy nie o tym, czy mamy zanieczyszczone powietrze, tylko jak dużym problemem to zanieczyszczenie powietrza jest. Niech statystyką potwierdzającą ogrom problemu będzie to, że w Polsce 45 tys. ludzi rocznie umiera z powodu smogu. 1 lutego 2021 roku 29 miast Polski znalazło się wśród 100 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie. Jest to ogromny problem, nie stać nas już na czekanie, musimy przejść do działania – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jakub Muzyka, dyrektor operacyjny Oxygen City.

W połowie stycznia dwa polskie miasta (Warszawa i Wrocław) znalazły się w pierwszej dziesiątce metropolii z najgorszą jakością powietrza na świecie. Stolica zajęła ósme miejsce i w rankingu wyprzedziła m.in. indyjski Mumbaj. Teoretycznie, według Europejskiej Agencji Środowiska, pod względem części wskaźników jakości powietrza gorzej od Polski wypadają w Europie kraje bałkańskie, jednak co trzecie najbardziej zanieczyszczone miasto znajduje się właśnie w naszym kraju.

– Obecny poziom technologii i nasze codzienne działania nie pozwalają na wyeliminowanie wszystkich źródeł zanieczyszczeń powietrza. To, co możemy zrobić na pewno, to w pierwszej kolejności ograniczyć palenie węglem, wymienić kopciuchy, używać komunikacji publicznej, używać samochodów niskoemisyjnych, edukować, ale też rozliczać instytucje, które są odpowiedzialne za to, jakim powietrzem w miastach oddychamy – zaznacza Jakub Muzyka.

Polska jest jedynym krajem w Europie, który obecnie zużywa do ogrzewania więcej węgla niż jeszcze w 1990 roku. W miastach takich jak Warszawa nawet 60–80 proc. zanieczyszczeń jest emitowanych przez transport samochodowy. Pomóc w tym mogą opracowane przez Oxygen City Miejskie Filtry Powietrza.

– Miejskie Filtry Powietrza to urządzenia, które oczyszczają powietrze 24 godziny na dobę. W ciągu godziny taki filtr jest w stanie oczyścić 40 tys. m3 powietrza z pyłów zawieszonych takich jak PM1, PM2.5, PM10. Dla zobrazowania w ciągu doby to urządzenie oczyszcza kubaturę wielkości Stadionu Narodowego. Naszą ideą jest oczyścić jak najwięcej powietrza w Warszawie i mamy dzięki naszym filtrom powietrza narzędzie, które realnie działa tu i teraz i walczy ze smogiem – mówi dyrektor operacyjny Oxygen City.

Choć Miejski Filtr Powietrza przypomina zwykły domowy oczyszczacz powietrza, skala jego działania jest znacznie większa. Jedno urządzenie jest w stanie oczyścić nawet 30 mln m3 powietrza w ciągu miesiąca.

– Maszyna działa poprzez wymuszony obieg powietrza, powietrze wpada z jednej strony maszyny i wylatuje drugą stroną. Sercem całego urządzenia są filtry elektrostatyczne. W teorii powinniśmy je wymieniać raz na pół roku, ale biorąc pod uwagę, że stawiamy je w newralgicznych punktach Warszawy, gdzie smog jest bardzo duży, czyścimy je mechanicznie raz na trzy miesiące – tłumaczy Jakub Muzyka.

Większość miast na świecie walczy ze smogiem, jednak część innowacyjnych rozwiązań, które mają za zadanie oczyścić powietrze, ma słabą skuteczność. Przykładem może być Smog Free Tower, czyli oczyszczacz powietrza w kształcie kilkumetrowej wieży. Wysokie na 7 m urządzenie stanęło w parku w centrum Krakowa. Według naukowców z Zespołu Fizyki Środowiska Akademii Górniczo-Hutniczej wieża oczyszczała jednak powietrze w promieniu 50 m, a stężenie  pyłów PM10 najbliżej niej spadło o 12 proc. W przypadku urządzenia polskiej firmy badania potwierdzają, że faktycznie poprawia jakość powietrza.

– Skuteczność naszych urządzeń potwierdziliśmy we współpracy z Politechniką Warszawską. W warunkach laboratoryjnych jest ona na poziomie ponad 90 proc. My w naszym modelu przyjęliśmy skuteczność na poziomie 80 proc. Zresztą na bieżąco ją mierzymy – zaznacza dyrektor operacyjny Oxygen City.

Aby jednak Miejski Filtr Powietrza spełnił swoją rolę, tylko w samej Warszawie powinno stanąć kilkadziesiąt takich urządzeń.

– Dla zobrazowania, może trochę na mniejszą skalę, w Wilanowie jest zarejestrowanych ok. 7 tys. aut. Aby zbilansować zanieczyszczenia przez nie emitowane, powinniśmy postawić tutaj około 10 naszych urządzeń – wylicza Jakub Muzyka.

Spółka prowadzi już rozmowy z klientami. W drugim kwartale 2021 roku planuje postawić co najmniej cztery nowe urządzenia w Warszawie i jedno w Krakowie.

Roboty rehabilitacyjne coraz bardziej zaawansowane. Oferują nowe techniki leczenia pomagające w tworzeniu nowych połączeń nerwowych u pacjentów

Polski robot neurorehabilitacyjny skutecznie wspomaga leczenie pacjentów po udarach w 20 krajach na świecie. Rozwiązanie opiera się na wykorzystaniu elektromiografii w treningu kory czuciowo-ruchowej, co ułatwia tworzenie nowych połączeń nerwowych. Inne dostępne na rynku rozwiązania pozwalają w terapii wykorzystać m.in. elementy gamifikacji. Rynek robotyki rehabilitacyjnej będzie rósł w najbliższych latach w średnim tempie 20 proc. rocznie.

– Zautomatyzowana neurorehabilitacja polega na wykorzystaniu nowoczesnych technologii w procesie rehabilitacji. To głównie wykorzystanie robotów rehabilitacyjnych. Musimy pamiętać o tym, że to terapeuta jest zawsze mózgiem operacji, a urządzenia wspomagania procesu rehabilitacji są tylko doskonałym narzędziem, które wspomaga proces terapeutyczny w rękach mądrego i świadomego terapeuty – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr n. med. Dominika Kozak, specjalista ds. klinicznych w firmie  EGZOTech.

Według analityków Market Expertz światowy rynek robotyki rehabilitacyjnej osiągnie do 2026 roku wartość 7,6 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie niemal 20 proc. Rynek ten rozwija się także w Polsce. Skonstruowany przez Polaków robot neurorehabilitacyjny Luna EMG przeprowadza trening kory czuciowo-ruchowej, wykorzystując reaktywną elektromiografię.

– Robot przechwytuje sygnał napięcia mięśniowego przez elektrody EMG i na tej podstawie asystuje w aktywnym procesie rehabilitacji. Jest udowodnione naukowo, że pacjenci, którzy aktywnie partycypują w ruchu i wykonują setki, dziesiątki powtórzeń aktywnych, dużo bardziej i intensywniej współuczestniczą w procesie tworzenia nowych połączeń nerwowych. Aktywny udział pacjenta w treningu kory czuciowo-ruchowej wpływa na tworzenie nowych połączeń synaptycznych w mózgu. Przez zastosowanie nowych technologii wpływamy pozytywnie na neuroplastyczność mózgu – wyjaśnia dr n. med. Dominika Kozak.

Robot Luna EMG stosowany jest przy niedowładach neurologicznych, ale i rehabilitacji kończyn po leczeniu ortopedycznym. Jest to terapia skierowana również do pacjentów, którzy przeszli udar mózgu, uraz rdzenia kręgowego, a także ze schorzeniami neurodegeneracyjnymi czy chorobami nerwowo-mięśniowymi, takimi jak stwardnienie rozsiane czy dystrofia Duchenne’a.

– Zautomatyzowana neurorehabilitacja jest ukierunkowana na poprawę funkcjonalną. Stosuje się ją wszędzie tam, gdzie chcemy uzyskać poprawę zakresu ruchomości, poprawę siły mięśniowej, poprawę koordynacji ruchowej. Nie możemy mówić o jednej konkretnej grupie schorzeń, do których ten proces terapeutyczny czy to narzędzie jest dedykowane – zaznacza specjalista ds. klinicznych w EGZOTechu.

Robot wychwytuje sygnał z mięśni pacjenta za pomocą elektrod, a następnie asystuje przy wykonywaniu ruchu. Jak zapewniają dostawcy, może on wspierać diagnostykę i rehabilitację na każdym etapie prowadzenia pacjenta.

– Możemy prowadzić terapię już u pacjentów leżących, w pierwszym etapie rehabilitacji stosując ćwiczenia bierne i przechodząc powoli do ćwiczeń wspomaganych głównie przez elektromiografię. W miarę postępu pacjenta możemy stopniowo wprowadzić ćwiczenia oporowe i trening propriocepcji. Luna EMG jest wyposażona w najczulsze na świecie EMG, w związku z czym jesteśmy w stanie dokonać dość precyzyjnej diagnostyki aktywności mięśniowej. Pozwala nam to ocenić, czy dany pacjent generuje jakąś aktywność mięśniową, nawet jeśli jest ona niezauważalna i niewyczuwalna palpacyjnie – dodaje dr Dominika Kozak.

Na rynku dostępne są również inne rozwiązania wykorzystujące zautomatyzowaną neurorehabilitację. ICone, opracowany przez włoską firmę Heaxel, to pierwszy przenośny robot rehabilitacyjny. Łączy w sobie terapeutyczne zastosowanie gier z możliwością zaawansowanej rehabilitacji ruchowej. System wydaje polecenia, w ramach których wymaga od pacjentów poruszania dźwignią zgodnie z instrukcjami pojawiającymi się na ekranie. Fizjoterapeuta dobiera ustawienia dźwigni robota pod potrzeby pacjenta, dzięki czemu terapia może być spersonalizowana.

Elementy gamifikacji wykorzystuje też szwajcarska platforma MindMotion GO. To mobilny system neurorehabilitacji oparty na angażujących pacjenta ćwiczeniach, obejmujących między innymi funkcje ruchowe. Robot w czasie ćwiczeń podaje pacjentowi dźwiękowe i wizualne informacje zwrotne w czasie rzeczywistym. Dzięki temu łatwiej można ocenić postępy i dostosować terapię do wydajności pacjenta. Rozwiązanie jest przeznaczone do użytku w warunkach szpitalnych lub ambulatoryjnych. Rozwiązanie zostało zatwierdzone przez amerykańską agencję FDA.

– Mamy wielu pacjentów, którzy są chorzy przewlekle. Wykorzystanie zautomatyzowanych technik rehabilitacyjnych stanowi świetne wsparcie w pracy terapeutycznej fizjoterapeutów, dlatego że roboty się nie męczą, nie chorują, potrafią wykonać setki powtórzeń, których fizjoterapeuta jednoczasowo nie byłby w stanie wykonać. Musimy jednak pamiętać o tym, że zautomatyzowana neurorehabilitacja jest narzędziem wspomagającym proces terapeutyczny, a mózgiem operacji zawsze pozostanie fizjoterapeuta przypomina ekspertka.

Robot Luna EMG został wprowadzony do użycia w 2015 roku. Od tego czasu jest stale udoskonalany i trafił do szpitali w 20 krajach na całym świecie.

Andrzej Arendarski (KIG): czy na prawdę branża fitness jest szczególnie narażona na działanie koronawirusa?

Za kilka tygodni minie rok, odkąd borykamy się z pandemią koronawirusa. Nastroje przedsiębiorców są coraz gorsze a w przypadku niektórych branż wręcz buntownicze. Trudno się dziwić frustracji biznesu. Szczególnie wtedy, gdy okazuje się, że decyzje o zamykaniu całych branż podejmowane są przez rząd w oparciu o jeden artykuł w amerykańskim czasopiśmie.

Autorzy opublikowanego w listopadzie ubiegłego roku w amerykańskim magazynie „Nature” artykułu na temat rozprzestrzeniania się koronawirusa byliby zapewne mocno zaskoczeni, gdyby dowiedzieli się jak bardzo poważnie ich analizy potraktował polski rząd. Przypomnijmy, że powołując się na przedstawione tam symulacje, zdecydowano o zamknięciu branży fitness. Opublikowane w „Nature” badania opierały się na modelu matematycznym, zrealizowanym na podstawie logowań użytkowników sieci komórkowych. Według tego modelu, miejscami, gdzie pojawia się największe ryzyko zarażenia są restauracje, kluby fitness oraz siłownie, kawiarnie, bary i hotele. Rząd zaprezentował grafikę z wykresem, gdzie na czele są wyżej wymieniane miejsca, natomiast, jako najbezpieczniejsze pokazywane są m.in. centra handlowe i sklepy spożywcze. Eksperci, komentując badania opisane w amerykańskim czasopiśmie, wskazują na wiele jego braków, m.in. to, że nie bierze pod uwagę stosowanych zabezpieczeń i nie różnicuje np. ryzyka w sklepie i przychodni lekarskiej. Badanie nie odnosi się również do faktycznej częstości zakażeń w danych miejscach użyteczności publicznej, bo jej nie badano. Modeluje jedynie zagęszczenie ludzi i na tej podstawie szacuje prawdopodobieństwo zakażeń.

Błędy i niedoskonałości badania to rozważania dla naukowców, które w normalnej sytuacji ograniczyłby się do akademickich dyskusji. Kłopot w tym, że nasz rząd przyjął wyniki badań za pewnik i co gorsza zdecydował na ich podstawie o zamrożeniu działalności wielu firm. Czego rząd nie mówi, jeśli chodzi o wspomniane badanie? Przede wszystkim tego, że nie jest to jedyne badanie, na podstawie, którego można było decydować o lockdownie np. dla siłowni i klubów fitness. Istnieją również inne analizy ryzyka zakażenia, w dodatku oparte o empiryczne dane a tylko nie matematyczne modele. Przykłady? Raport Think Active z 13 państw Europy i Wielkiej Brytanii, oparty na realnych danych pokazuje, że przy ponad 100 milionach wizyt w siłowniach i klubach fitness, zarażeń było 311.  W Norwegii na portalu medrixiv.com 17 listopada 2020 r. opublikowano wyniki badania przeprowadzonego w Oslo 22 maja, przy zachowaniu zaostrzonego reżimu sanitarnego. Badaniem wtedy objęto próbkę 3764 osób, z czego 1896 przypisano do grupy trenujących. Po 14 dniach przeprowadzono testy na obecność wirusa. Zaledwie jedna osoba z grupy ćwiczących okazała się zakażona Covidem, ale – jak się okazało w wyniku wywiadu sanitarnego – do zakażenia doszło w miejscu pracy, a nie na siłowni.  Idźmy dalej. Brytyjska aplikacja NHS Test&Trace pokazała, że spośród 128 808 osób z pozytywnym wynikiem testu między 9 a 15 listopada 2020r., tylko 1,1% odwiedziło obiekt sportowy przed diagnozą, w supermarkecie w tym samym czasie było 18% osób.

Uczciwie byłoby gdyby rząd zamykając całe branże brał pod uwagę wyniki wielu badań a nie tylko jednego i do tego mocno dyskusyjnego. A najlepiej, gdyby zawczasu zlecił wykonanie takich badań w Polsce zamiast zasłaniać się ustaleniami „amerykańskich naukowców”.

Jakie nowe trasy dla warszawskich kierowców w 2021 roku?

W nowym roku służby drogowe oddadzą do użytku kilka kluczowych odcinków dróg ekspresowych w Warszawie i pod Warszawą. Chociaż nowych inwestycji pojawi się w stolicy mało, będziemy mogli cieszyć się zakończeniem kilku, które ciągną się już od ładnych paru lat. Najważniejszą jest oczywiście obwodnica Warszawy – której południowy odcinek powinien zostać domknięty jeszcze w pierwszej połowie roku. Pod koniec pierwszego kwartału zakończą się prace nad ponad pięciokilometrowym odcinkiem, w skład którego wchodzi tunel pod Ursynowem. Możliwe, że kierowcy pojadą nim jeszcze przed wakacjami. Na przyszłość zaplanowana jest budowa nowej autostrady A50 i drogi ekspresowej S50, które mają stworzyć duży ring wokół Warszawy. Wycenione na kolosalną kwotę 25 miliardów złotych autostrada i ekspresówka miałyby być oddane razem z Centralnym Portem Komunikacyjnym – czyli w 2027 roku.

– Nic nie wskazuje na to, żeby miało dojść do kolejnego opóźnienia: odcinek obwodnicy Warszawy ma zostać oddany do odbiorów na koniec pierwszego kwartału. Mam nadzieję, że służby budowlane staną na wysokości zadania i szybko te odbiory przeprowadzą – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Gorzej przedstawia się sytuacja ze wschodnim odcinkiem obwodnicy. Największym problemem jest fragment przez Wesołą, który został zaskarżony decyzją środowiskową. Optymistyczne prognozy podają, że odcinek powinien być gotowy dopiero w 2025 roku. Trudności pojawiły się także na budowie trasy S7 w kierunku Grójca – gdzie z ekspresówką ma się połączyć nowy wylot Warszawy. W grudniu został oddany niewielki fragment tego odcinka – ale na pełną trasę poczekamy niestety kolejne 2 lata. Największym problemem jest jednak przejście trasy przez dzielnicę Bemowo. Mimo, że mają być tam budowane tunele, projekt prowokuje dużo protestów społecznych. Oprócz tego wciąż trwają prace przy węźle Lubelska – gdzie wpada południowa obwodnica Warszawy i autostrada A2, uruchomiona w roku ubiegłym. Więc w Warszawie sporo się dzieje. Mimo opóźnień wydaje się, że wszędzie tam, gdzie pojawiały się problemy, wyszliśmy na prostą – uważa Furgalski.

Głosowanie we wspólnocie: kiedy wszyscy są równi?

Głosowanie we wspólnocie mieszkaniowej zwykle uwzględnia wielkość lokali należących do członków. Tę zasadę można jednak łatwo zmienić.

Sprawiedliwość głosowania we wspólnocie mieszkaniowej można definiować rozmaicie. Niektóre osoby uważają, że najbardziej sprawiedliwe jest rozwiązanie, zgodnie z którym siła głosu zależy od wielkości lokalu. Argumentem popierającym ten pogląd jest między innymi fakt, że właściciele większych „M” płacą proporcjonalnie wyższe składki na fundusz remontowy. Inne osoby mogą jednak uważać, że głosowanie we wspólnocie powinno się odbywać wedle zasady „jeden właściciel – jeden głos”. Warto wiedzieć, że obowiązujące przepisy przewidują możliwość zastosowania takiego wariantu. Postanowiliśmy wyjaśnić, w jakich sytuacjach członkowie wspólnoty mieszkaniowej mogą stać się zupełnie równi podczas głosowania.

Poniżej prezentujemy wszystkie najważniejsze informacje powiązane z głosowaniem niezależnym od wielkości lokalu i wyjaśniamy, kiedy taki wariant może być dobry.

Równościowe głosowanie zwykle jest dobrowolne

Wszystkie najważniejsze kwestie związane z działalnością wspólnoty mieszkaniowej prezentuje ustawa z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali (Dz.U. 1994 nr 85 poz. 388). Wspomniany akt prawny wskazuje, że w przypadku wspólnoty mieszkaniowej zasadą jest głosowanie uwzględniające wielkość udziału każdego z członków w nieruchomości wspólnej. Warto w tym kontekście przypomnieć, że udział danego członka wspólnoty zależy od stosunku wielkości jego lokalu oraz pomieszczeń przynależnych do powierzchni użytkowej wszystkich lokali i pomieszczeń przynależnych. „Jeżeli dana osoba posiada ułamkową współwłasność, to jej udział w nieruchomości wspólnej zostaje proporcjonalnie pomniejszony” – przypomina Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wspomniana wcześniej ustawa o własności lokali przewiduje trzy wyjątki od ogólnego sposobu głosowania i obliczania większości. Głosowanie we wspólnocie wedle zasady „jeden właściciel – jeden głos” jest dopuszczalne jeśli właściciele mieszkań oraz lokali użytkowych wybrali taki wariant w uchwale lub umowie. „Odpowiednia uchwała musi zostać przyjęta większością głosów liczoną w tradycyjny sposób (tzn. z uwzględnieniem wielkości udziału w części wspólnej)”- podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ustawa o własności lokali potwierdza, że wprowadzenie równościowego głosowania jako stałej zasady poprzez umowę określającą sposób zarządzania nieruchomością wspólną jest jak najbardziej możliwe. Taki wariant wzbudza jednak pewne wątpliwości, gdyż jest nieelastyczny. „Lepszym rozwiązaniem może być zastosowanie zasady „jeden właściciel – jeden głos” wtedy, gdy dane głosowanie we wspólnocie nie dotyczy kwestii bezpośrednio związanym z różnym wkładem finansowym członków w remonty i konserwację budynku” – uważa Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Czasem ustawa wymusza równościowe głosowanie

Ustawodawca zdecydował się także na wprowadzenie obowiązku równościowego głosowania w dwóch przypadkach. Głosowanie we wspólnocie bez uwzględnienia różnic wielkości lokali będzie konieczne, jeżeli odpowiednie żądanie zgłosili właściciele lokali posiadający łącznie co najmniej 20% udziałów w nieruchomości wspólnej, a wszystkie udziały członków wspólnoty nie sumują się do 1,00/100%. „Taka sytuacja czasem występuje, gdy doszło do błędów w obliczaniu udziałów lub zostały one ustalone na podstawie różnych przepisów (tzn. starszych i nowszych)” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Osoby posiadające łącznie przynajmniej dwudziestoprocentowe udziały mogą wymusić głosowanie we wspólnocie wedle zasady „jeden właściciel – jeden głos” również wtedy, gdy inny właściciel lokalu ma większościowy udział. Takie rozwiązanie uniemożliwia dyktat osoby, która jest właścicielem odpowiednio dużego lokalu. „Brak opisywanych przepisów umożliwiałby takiemu większościowemu udziałowcowi samodzielne przyjmowanie każdej uchwały” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Sądy przez lata wyjaśniły kilka wątpliwych kwestii …

Praktyka pokazuje, że w wielu sprawach związanych z działalnością wspólnot mieszkaniowych sądy musiały udzielić odpowiedzi na powstałe pytania. Taka sądowa interpretacja przepisów była konieczna również w przypadku równościowego głosowania. Najważniejsze wydają się następujące wyroki, jakie krajowe sądy wydały w związku z głosowaniem w trybie „jeden właściciel – jeden głos”:

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 22 września 2005 roku (sygn. akt I ACa, 195/05) mówiący, że po zgłoszeniu żądania dotyczącego równościowego głosowania przez osoby posiadające co najmniej 1/5 udziałów, nie jest konieczne podejmowanie dodatkowej uchwały (tzn. od razu można przejść do głosowania nieuwzględniającego różnic w wielkości lokali).

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 26 kwietnia 2006 roku (sygn. akt II CSK 47/06) potwierdzający, że w przypadku wyboru opisywanego trybu głosowania osoba posiadająca więcej niż jeden lokal w budynku będzie miała tylko jeden głos.

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 20 lipca 2017 roku (sygn. akt IV CSK 586/16), który informuje, że równościowe głosowanie we wspólnocie można wprowadzić na stałe dla pewnego zakresu uchwał.

Trzeba podkreślić, że najnowsze spośród analizowanych orzeczeń jest dość kontrowersyjne. „Sądy powszechne w przeciwieństwie do Sądu Najwyższego często przyjmowały bowiem, że głosowanie we wspólnocie bez uwzględnienia wielkości lokali powinno być wybierane każdorazowo (z uwzględnieniem indywidualnego charakteru uchwały) o ile członkowie nie zawarli odpowiedniej umowy” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Ponad 65% pracowników wykorzystuje sprzęt służbowy w celach prywatnych

Niedługo minie już rok, odkąd biznes funkcjonuje w cieniu pandemii koronawirusa. Wiele firm przeszło niespodziewanie na tryb pracy zdalnej i nie wszystkie były do tego odpowiednio przygotowane. Jak jednak wygląda sytuacja teraz? Czy przejście na home office zmieniło nasze nawyki jako pracowników? Czy może to mieć wpływ na bezpieczeństwo firmy? To niektóre pytania, które zadał Kingston Technology w swojej ankiecie dotyczącej bezpieczeństwa danych.[1]

Wyzwanie: zapewnienie odpowiednich warunków do pracy

Jedynym z problemów, z którymi musiały zmierzyć się firmy, było zapewnienie odpowiednich narzędzi i warunków do pracy. Na pytanie o to, co pod kątem sprzętu i technologii stanowi problem dla pracowników, zbyt wolny internet oraz problemy z połączeniem VPN wskazała prawie połowa (49% ankietowanych). Dla 13% problematyczne są również ograniczenia związane z zabezpieczeniami (blokada linków, blokada stron www, blokada załączników w poczcie e-mail) oraz zbyt mało miejsca na poczcie e-mail. Bezpieczne połączenia VPN czy podstawowe zabezpieczenia wykorzystywanego do pracy sprzętu – jak choćby uniemożliwienie instalowania bez udziału administratora programów pobranych z internetu, to „must-have” w kontekście zapewnienia bezpieczeństwa firmy. Należy jednak pamiętać, że stosowana polityka bezpieczeństwa nie powinna wpływać na komfort pracy. Takie podejście umożliwia budowanie partnerstwa między pracownikami a pracodawcą w tym zakresie i może wpływać na ich nastawienie do przestrzegania tych zasad – mówi Robert Sepeta, Business Development Manager w Kingston Technology w Polsce. Odpowiednie zabezpieczenie danych ma duże znaczenie także ze względu na to, że ponad 65% ankietowanych pracowników przyznało, że wykorzystuje sprzęt służbowy w celach prywatnych, w tym prawie 45% robiło to również podczas pracy w biurze. Ponad 49% biorących udział w badaniu zapisuje również prywatne pliki na służbowym sprzęcie – prawie 15% robi to odkąd przeszło na tryb home office, najczęściej są to dokumenty i zdjęcia.

Zabezpieczenia sprzętowe

Ponad 50% uczestników badania wskazało, że ich sprzęt służbowy jest wyposażony w urządzenia szyfrujące, w dodatku większość, bo 47,5% została o tym fakcie poinformowana przez pracodawcę. Jednak ponad 34% ankietowanych nie ma wiedzy w tym temacie. 34% badanych wykorzystuje w pracy również nośniki zewnętrzne i ponad połowa z nich (52,6%) to urządzenia szyfrowane. Używanie szyfrowanego sprzętu ma istotne znaczenie nie tylko w kontekście przechowywania ważnych danych biznesowych, ale także danych wrażliwych i spełniania wymogów RODO. Warto pamiętać, że część pracowników korzysta z możliwości, jakie daje praca zdalna i wykonuje swoje obowiązki z różnych miejsc. Wiąże się to więc z koniecznością transportu sprzętu, a tym samym danych. Szyfrowanie sprzętowe jest skutecznym sposobem zabezpieczenia w przypadku kradzieży lub zgubienia urządzeń. – wyjaśnia Robert Sepeta.

Świadome bezpieczeństwo

Nawet w przypadku najlepszych technicznych zabezpieczeń, ważną kwestią w kontekście cyberbezpieczeństwa stanowi czynnik ludzki. Brak świadomości związanej zarówno z dobrymi praktykami w tym zakresie, jak i potencjalnymi konsekwencjami wycieku danych (które mogą dla firmy oznaczać nawet wielomilionowe straty), może powodować, że zabezpieczenia te nie będą wystarczające. I choć aż dla 73,8% respondentów bezpieczeństwo danych w ich firmie wydaje się sprawą o dużym znaczeniu, to jedynie 44,3% odpowiedziało, że zna politykę bezpieczeństwa firmy, wie, do kogo zwrócić się z ewentualnymi pytaniami lub ma regularne szkolenia na ten temat, a 24,6%, że zna procedury cyberbezpieczeństwa wprowadzone w organizacji. Jednocześnie jednak aż 23% wybrało odpowiedź: „wydaje mi się, że znam, ale nie dostaję regularnie informacji na ten temat”, a 8,2% wskazało, że nie ma poczucia, że posiada wszystkie potrzebne informacje o bezpieczeństwie. Co więcej, mimo że aż ponad 60% ankietowanych ma tyle samo szkoleń, co do tej pory, 19,7% wskazało, że nie mieli i nadal nie mają w firmie regularnych szkoleń w zakresie obowiązujących przepisów o ochronie danych osobowych oraz bezpieczeństwa teleinformatycznego. Regularne szkolenia i edukowanie pracowników w zakresie cyberbezpieczeństwa powinno być traktowane przez biznes priorytetowo. Nawet najlepsze zabezpieczenia nie uchronią przed wyciekiem danych, jeśli pracownicy nie będą przekonani, że to, co robią i jak budują swoje nawyki w pracy (gdzie zapisują dane, w jaki sposób zabezpieczają je podczas transportu, czy korzystają z pewnych źródeł w przypadku plików pobieranych z internetu itd.) ma kluczowe znaczenie. Konieczna jest oczywiście inwestycja finansowa i czasowa w odpowiednie szkolenia i regularne przekazywanie wiedzy, jednak w kontekście potencjalnych kar wynikających z nieprzestrzegania przepisów RODO czy konsekwencji dla biznesu w przypadku wycieku danych – nie powinno być żadnych wątpliwości, co do słuszności ich podjęcia. – dodaje Robert Sepeta.

[1] Badanie zostało przeprowadzone za pomocą ankiety online na grupie badawczej w wielkości 65 respondentów, w okresie 28 grudnia 2020-25 stycznia 2021. 29,2% badanych pracuje w firmie poniżej 50 pracowników, 30,8% między 51-100 pracowników, 6,2% 101-250 pracowników, 10,8% – 251-1000 pracowników i pozostałe 23,1% w organizacjach powyżej 1000 pracowników. Badanie skierowane było do osób, które przynajmniej częściowo lub w modelu hybrydowym pracuje obecnie w trybie home office.

Program dla prawników Amberlo ma nowych inwestorów

Amberlo, litewski startup oferujący oparte o chmurę oprogramowania dla prawników, pozyskał inwestycję w wysokości 1 miliona euro na rozwój działalności w Polsce i UE. Wiodącym inwestorem jest fundusz Iron Wolf Capital z Litwy, wspierany przez Next Road Ventures i Corvus Ventures z Polski, 70 Ventures z Litwy, a także kilku prywatnych inwestorów. Pozyskane środki mają zostać wykorzystane na przyśpieszenie ekspansji w Polsce, wejście na kolejne rynki unijne, a także rozwój oprogramowania.

Rozwiązanie Amberlo zostało wprowadzone na rynek w 2017 roku, a głównym powodem jego stworzenia był brak bezpiecznych, niedrogich i łatwych w użyciu rozwiązań IT dla małych i średnich firm prawniczych w Unii Europejskiej.

„W 2015 roku większość małych i średnich kancelarii prawnych korzystała z programów Outlook i Excel w zarządzaniu sprawami prawnymi. W wielu kancelariach prawnych nic się nie zmieniło od tego czasu. Stwarza to olbrzymią przestrzeń do usprawnień i cyfryzacji branży prawnej. Programy Microsoft są świetne, ale jeśli idzie o zarządzenie kancelarią prawną, to brakuje im wielu ważnych funkcji, które wynikają ze specyfiki tej branży” – mówi Aidas Kavaliauskas, założyciel  i dyrektor generalny Amberlo.

Jak tłumaczy Kavaliauskas, Amberlo został zbudowany w taki sposób, aby maksymalnie ułatwić firmom prawniczym zarządzanie prowadzonymi przez nie sprawami. Obejmuje to łatwy wgląd w dane kontaktowe wszystkich stron, dokumenty sprawy, terminy w kalendarzu, zadania dla zespołu, korespondencję e-mail i informacje rozliczeniowe. W ten sposób program usprawnia współpracę, zwiększa bezpieczeństwo, a także efektywność działań kancelarii.

„Amberlo umożliwia kompleksowe zarządzanie firmą prawniczą, w tym zapewnia funkcje systemu CRM, ułatwia planowanie, zarządzanie zespołem i pracą grupową, zarządzanie obsługiwanymi sprawami, dokumentami, a także rejestrowanie i rozliczanie godzin pracy. Oszczędności wynikające z informatyzacji tych zadań, umożliwiają każdej kancelarii zwiększenie liczby rozliczanych godzin o 20–30% na miesiąc, co przekłada się na ponad 1000% zwrotu z inwestycji w ciągu zaledwie jednego roku” – mówi Aidas Kavaliauskas.

Z rozwiązania Amberlo korzysta aktualnie około 1000 kancelarii prawnych z ponad 20 krajów na świecie, w tym 5 międzynarodowych sieci kancelarii. Co miesiąc dołączają dziesiątki nowych firm.

„Głównym powodem tak dużej popularności naszego rozwiązania jest intuicyjny i przyjazny interfejs użytkownika, który jednocześnie oferuje dostęp do zaawansowanych funkcji. Nasz system wyróżnia także bardzo dobra wydajność, pełne bezpieczeństwo danych, a także szybkie wsparcie. Wszystkie dane są przechowywane w chmurze, a z Amberlo można także korzystać na aplikacjach na Androida i iOS. System jest też w pełni zintegrowany z platformą Microsoft 365, ma otwarty interfejs API oraz konkurencyjne ceny. Wszystko to sprawia, że Amberlo to dobry wybór zarówno dla małych, jak i dużych firm prawniczych” – przekonuje  przedstawiciel Amberlo.

Najbliższe plany Amberlo obejmują powiększenie zespołu w Polsce, który obecnie liczy 3 osoby, a także otwarcie biura w Warszawie w lutym. W ramach prac rozwojowych Amberlo ma zostać zintegrowany z kolejnymi popularnymi rozwiązaniami biurowymi. Planowane jest również rozbudowanie funkcji zapewniających współpracę i automatyzację przepływu pracy z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Zmiany te powinny jeszcze bardziej usprawnić wydajność działania firm prawniczych korzystających z Amberlo.

„Cieszymy się, że możemy dołączyć do zespołu założycieli Amberlo, którzy mają ponad 20-letnie doświadczenie w tworzeniu oprogramowania w chmurze. Główne zalety Amberlo to znakomite customer experience, otwarta architektura API i wysokie standardy bezpieczeństwa. Dzięki naszej inwestycji Amberlo będzie mógł jeszcze szybciej rozwijać się na głównych rynkach europejskich – w Polsce, Hiszpanii i Niemczech. Oczekuje się, że światowy rynek oprogramowania legal tech eksploduje w nadchodzących latach – od 1 miliarda euro dziś do 12 mld euro w 2026 roku” – powiedział Žygimantas Susnys, Partner w Iron Wolf Capital.

„Zdecydowaliśmy się zainwestować w Amberlo po rozmowie z kilkunastoma polskimi prawnikami i uświadomieniu sobie, że branża prawna jest daleko w tyle za innymi w zakresie wdrażania nowych technologii. Nadal bowiem korzysta ona z takich narzędzi, jak mieszanka Excel’a, Outlook’a i Dropbox’a, albo też z dedykowanych rozwiązań, które jednak wyglądają, jakby zostały stworzone na początku 2000 roku. Amberlo ma prosty interfejs, kompleksowe funkcje oraz zapewnia świetny UX. W połączeniu z doskonałymi funkcjami w obszarze cyberbezpieczeństwa i doświadczonym zespołem, rozwiązanie to ma potencjał, aby długofalowo wspierać prawników w cyfrowej transformacji i po prostu pomóc im w zarabianiu większych pieniędzy” – powiedział Maciej Kowalczyk, Partner Zarządzający w Corvus Ventures.

„Widzimy duży potencjał w przestrzeni technologii prawnych, ponieważ potrzeba cyfryzacji tej branży jest ogromna. Według dostępnych danych, ponad połowa kancelarii prawnych nie korzysta z żadnego dedykowanego oprogramowania. Termin naszej inwestycji nie mógł być lepszy, ponieważ oczekuje się, że światowy rynek oprogramowania do zarządzania firmami prawniczymi wzrośnie 12-krotnie w ciągu najbliższych kilku lat. Dlatego też widząc, gdzie obecnie jest rynek i gdzie powinien być w nadchodzących latach, zdecydowaliśmy się zainwestować w Amberlo i jego wyjątkowy zespół z silną wiarą, że zostanie europejskim liderem” – powiedziała Ewa Chronowska, Partner w Next Road Ventures.

Bezrobocie w styczniu trochę wzrosło. Firmy ostrożnie będą zatrudniać na etat

Resort rozwoju, pracy i technologii szacuje, że stopa bezrobocia na koniec stycznia br. wyniosła 6,5%, a to oznacza wzrost tego wskaźnika, w stosunku do grudnia ubiegłego roku, o 0,3 pkt proc.

Od lat obserwujemy na rynku pracy zjawisko sezonowego wzrostu bezrobocia, będącego wynikiem zakończenia w ostatnim miesiącu ubiegłego roku umów terminowych oraz udziału osób bezrobotnych w działaniach aktywizacyjnych. Wzrost tego wskaźnika nie powinien dziwić. Na tle danych z wcześniejszych miesięcy raczej pewną niespodzianką było utrzymywanie stopy bezrobocia na poziomie 6,1% przez kolejne sześć miesięcy 2020 roku. Jednym z czynników, które powstrzymywały wzrost bezrobocia było wprowadzenie zasiłku solidarnościowego wypłacanego przez ZUS dla osób, które utraciły pracę z powodu COVID-19 oraz przyjęcie innych rozwiązań finansowanych ze środków publicznych, których głównym celem było utrzymanie zatrudnienia.

Wydaje się, że – inaczej niż w latach ubiegłych – część pracowników, szczególnie z branż takich jak gastronomia, hotelarstwo, turystyka, nie znajdzie w kolejnych miesiącach stałego zatrudnienia. Pytanie, jak będzie wyglądała sytuacja w budownictwie, gdzie coraz ostrożniej zapadają decyzje o rozpoczęciu nowych inwestycji. Wielu pracodawców wyraża obawy o przyszłość firm, a dalsze zamrożenie części działalności gospodarczej i brak jasnego planu luzowania restrykcji w zależności od liczby zachorowań powodują dużą ostrożność w zatrudnieniu na stałe nowych pracowników. Należy się spodziewać wzrostu liczby umów cywilno-prawnych, które nie wiążą pracodawców i pracowników na stałe.

Oczywiście, na polskim rynku pracy nadal są firmy, które poszukują intensywnie rąk do pracy. To chociażby branża informatyczna i telekomunikacyjna. Jednak możliwości przepływu pracowników z branż w istotny sposób dotkniętych obecną sytuacją pandemiczną do tych, które mają możliwość rozwoju jest bardzo ograniczona z uwagi na fakt, iż firmy poszukują osób o konkretnych, często technicznych kwalifikacjach. Jedną z cech polskich pracowników od lat wskazywaną w różnego typu opracowaniach jest niska mobilność, co przekłada się na szanse podjęcia pracy w miejscu innym niż miejsce zamieszkania.

Kolejne miesiące będą weryfikacją skuteczności tarcz w utrzymaniu zatrudnienia. To, co do tej pory działało, na dłużą metę może być nieskuteczne, co pokazują aktualne protesty przedsiębiorców. Niezależnie od planu rządu dotyczącego wprowadzania i luzowania obostrzeń, osoby tracące prace potrzebują skutecznego programu podnoszenia i uzupełniania kwalifikacji, aby móc się zatrudnić w innych niż dotychczas branżach. Rola urzędów pracy w tym zadaniu wydaje się być dominująca. Pozostaje pytanie czy posiadają one odpowiednie środki i możliwości.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Finansowanie dłużne nieruchomości – co nas czeka w 2021 roku?

W ubiegłym roku, z powodu niepewności wywołanej przez pandemię i lockdown, banki zmieniły swoją politykę w zakresie udzielania kredytów deweloperom oraz inwestorom. Mogliśmy zauważyć wzmożoną ostrożność w podejściu do finansowania prawie wszystkich rodzajów nieruchomości – zwiększyły się oczekiwania odnośnie zabezpieczeń, wydłużyły procesy decyzyjne, a czasami pojawiały się nawet wymogi analizy wrażliwości wartości poszczególnych obiektów. Wzrosły też marże banków, zwłaszcza w stosunku do trudniejszych projektów. Wyjątkiem były centra logistyczne, ponieważ zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe wzrosło dzięki przyśpieszonemu rozwojowi e‑commerce. Najtrudniej było pozyskać finansowanie na hotele i centra handlowe. Jak polityka kredytowa banków może się kształtować w 2021 roku?

Boom na magazyny trwa w najlepsze

Według danych Savills, w 2020 roku w Polsce oddano do użytku ok. 2,2 mln m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej. We wrześniu odnotowano rekord pod względem wolumenu transakcji kupna/sprzedaży obiektów logistycznych, a po trzech pierwszych kwartałach pod względem najmu (3,7 mln m2). Prognozy pokazują, że polski rynek magazynowy będzie się dalej rozwijał. Sprzyja temu trend nearshoringu, w który Polska świetnie się wpisuje dzięki centralnemu położeniu na mapie Europy, a także rozwój logistyki ostatniej mili, napędzanej przez sprzedaż internetową i coraz ważniejszej w budowaniu przewagi konkurencyjnej dla wielu firm. W związku z tym banki są i nadal będą zainteresowane finansowaniem centrów logistycznych. Z racji trwającego boomu na magazyny nie muszą jednak walczyć o każdy projekt, dlatego na najlepsze warunki kredytowe mogą liczyć obiekty najbardziej atrakcyjne – położone w strategicznych lokalizacjach na mapie kraju, a także magazyny miejskie, zwłaszcza typu mulit-let.

Mieszkania i biurowce z perspektywą

Polski rynek mieszkaniowy okazał się bardziej odporny na recesję, niż się spodziewaliśmy na początku pandemii. Najlepszym dowodem jest wzrost sprzedaży mieszkań w sześciu największych lokalizacjach w kraju w ostatnim kwartale 2020 roku, w porównaniu do kwartału trzeciego. Deweloperzy szybko dopasowali się do nowych warunków, a dodatkowo utrzymuje się zainteresowanie mieszkaniami ze strony inwestorów instytucjonalnych. To wszystko pozwala patrzeć w przyszłość optymistycznie, dlatego banki są stale skłonne finansować inwestycje mieszkaniowe.

Na kredyty mogą też liczyć firmy, które planują inwestować w biurowce. Jednak dopóki sytuacja epidemiczna nie ulegnie znaczącej poprawie, banki będą nadal preferowały projekty z dużym potencjałem – zlokalizowane w dogodnych, dobrze skomunikowanych miejscach, oferujące wysoki standard techniczny oraz nowoczesne i elastyczne rozwiązania, a ponadto realizowane przez renomowane firmy. Obecnie wymagany jest większy niż przed pandemią poziomu przednajmu. Banki bardziej wnikliwe przyglądają się przy tym profilowi najemców kredytowanych nieruchomości – biorą pod uwagę, jakiego rodzaju działalność prowadzi dana firma, w jakim stopniu jej branża jest odporna na kryzys i jakie są długoterminowe perspektywy dla tego rodzaju biznesu. Mile widziane są także dodatkowe gwarancje ze strony inwestora czy projekty w strukturach umożliwiających krzyżowe zabezpieczenie oraz zapewniających zwiększony margines bezpieczeństwa (np. finansowanie zdywersyfikowanych portfeli, wysokie zaangażowanie środków własnych kredytobiorcy, niskie LTV).

W handlu liczy się format

Ciągle trudno uzyskać finansowanie dla inwestycji w obiekty handlowe. Pandemia wzmocniła i przyśpieszyła zmiany, które mogliśmy obserwować na rynku tego typu nieruchomości już od kilku lat. Zainteresowanie deweloperów oraz inwestorów tradycyjnymi galeriami handlowymi spadło jeszcze bardziej na korzyść parków handlowych i centrów convenience, zwłaszcza tych z wiodącym udziałem sklepów spożywczych. Formaty te nie zostały objęte dużymi restrykcjami, dlatego były relatywnie najbardziej odporne na lockdown. Dodatkowo, w okresie spowolnienia gospodarczego rośnie popyt na ofertę dyskontów, które często są najemcami takich obiektów. Z tego względu to właśnie parki handlowe i centra convenience mogą najbardziej liczyć na finansowanie. Należy jednak zaznaczyć, że banki prawdopodobnie jeszcze przez długi czas będą prowadzić restrykcyjną politykę kredytową w odniesieniu do nieruchomości handlowych. Wszystko zależy od tego, jak szybko uporamy się z epidemią i w jakim tempie gospodarka będzie powracała na właściwe tory.

Hotele niezupełnie bez szans

W ubiegłym roku praktycznie niemożliwe było pozyskanie finansowania na hotele. W 2021 roku sytuacja ma szansę ulec zmianie. Banki powinny zacząć kredytować tego typu obiekty, jak tylko przywrócona zostanie ich działalność, zwłaszcza że w Polsce wciąż jeszcze brakuje hoteli w odpowiednim standardzie. Dodatkowo, po całym roku siedzenia w domach, Polacy mają duży apetyt na podróżowanie, a ze względów bezpieczeństwa wiele osób postawi zapewne na turystykę krajową. Ponadto przejście na pracę zdalną w wielu firmach będzie się przyczyniało do rozwoju stylu podróżowania zwanego b-leisure (business & leisure). To z kolei stanowi szansę dla hoteli wypoczynkowych, które będą mogły efektywniej funkcjonować poza sezonem. Na popularność nie powinny też w przyszłości narzekać obiekty z zapleczem medycznym i rehabilitacyjnym, pomagające powrócić do zdrowia i równowagi psychicznej osobom dotkniętym skutkami pandemii.

Inwestycje alternatywne coraz bardziej popularne

Na koniec warto zwrócić uwagę także na obiekty typu mixed-use oraz inwestycje alternatywne, np. z segmentu PRS czy akademików. Wielofunkcyjne kompleksy o charakterze miastotwórczym, łączące np. budynek mieszkalny z biurowcem lub aparthotelem, postrzegane są jako przyszłość polskiego rynku nieruchomości. Deweloperzy nie powinni mieć zatem problemu z pozyskiwaniem kredytów na takie projekty. Banki są także skłonne rozmawiać o finansowaniu inwestycji alternatywnych. W tym przypadku kluczowe jest doświadczenie inwestora oraz wyniki osiągane na przestrzeni wielu lat. Dodatkowo, preferowane są całe portfele, a nie pojedyncze obiekty.

Miejsce na nowych graczy

Podsumowując, mogę powiedzieć, że 2021 rok powinien przynieść lepsze warunki finansowania dłużnego, choć banki będą nadal wykazywać się ostrożnością, wnikliwie analizując poszczególne projekty. Biorąc pod uwagę niski poziom stóp procentowych, który prawdopodobnie utrzyma się jeszcze przez dłuższy czas, na rynku może powstać miejsce dla nowych graczy konkurujących z bankami jako dostawcy długu. Przykładem mogą być fundusze dłużne czy firmy ubezpieczeniowe. Takie podmioty są obecne na bardziej dojrzałych rynkach i mogą coraz śmielej pojawiać się w Polsce, oferując finansowanie projektów znajdujących się na granicy zainteresowania banków lub bezpośrednio z nimi konkurując w wybranych lokalizacjach, sektorach lub strukturach. Co prawda finansowanie pozabankowe jest z reguły droższe, ale za to bardziej elastyczne. Można je też szybciej uzyskać. Większa dywersyfikacja źródeł finansowania jest obecnie bardzo pożądana.

Marcin Wielgus, Director – Debt Financing, Hines Polska Sp. z o.o.

Czym jest social commerce, f-commerce i social selling?

Media społecznościowe już od kilku lat zmieniają zasady gry w sektorze e-commerce. Trend utrzymuje się wraz z kolejnymi aktualizacjami największych serwisów, a rynek na bieżąco reaguje na zmieniającą się rzeczywistość. Co kryje się pod enigmatycznymi hasłami social selling i social commerce?

Sprzedaż na wallu

Oba hasła są na tyle zbliżone, że często traktuje się je synonimicznie, jednak social commerce jest niezaprzeczalnie pojęciem szerszym. W publikacji Should Firms Invest in Social Commerce? An Integrative Perspective autorstwa m.in. Hugo K.S. Lama i Andy’ego C.L.Yeunga, badacze zaznaczają, iż esencją takiego podejścia jest wykorzystanie kanałów społecznościowych do transakcji internetowych. Social selling z kolei ma wyłącznie pomóc usprawnić cały proces poprzez budowanie wiarygodnej marki.

Kariera social commerce rozpoczęła się w 2005 roku, kiedy to na łamach Yahoo! pojawiło się wówczas jeszcze enigmatyczne pojęcie sprzedaży z wykorzystaniem mediów społecznościowych. Wtedy nie mówiło się o dedykowanych marketplace’ach, które już teraz zyskują popularność porównywalną do dużych koncernów takich jak Amazon, czy eBay. O cechach social sellingu, który miałby wspierać social commerce, pisał w tamtym okresie m.in. Steve Rubel, amerykański specjalista ds. PR. Jego zdaniem kluczem do skutecznego handlu internetowego jest wykorzystanie wiedzy i autorytetu badaczy, analityków, czy samych producentów danego produktu.

Bezosobowy e-commerce?

Pomimo sporego stażu myśli Rubela (swoje prognozy opublikował w 2006 roku), budowę zaufania wśród klientów, opartą o wykorzystanie autorytetów, z sukcesami wykorzystują również współcześni gracze na rynku social commerce i e-commerce. Niektórzy w swoich wnioskach idą nawet o krok dalej — przyszłością nie jest sklep internetowy, jako dobro samo w sobie. Witryna nie wnosi większej wartości bez narzędzi social sellingowych, czyli ciągłej pracy na rzecz kontaktu z potencjalnym klientem właśnie poprzez media społecznościowe, ale i dedykowane platformy.

Czy sam sklep internetowy to za mało? Też nie. Działania onsite social commerce, czyli procesów w ramach witryny rozwijał zespół amerykańskiego Zazzle (zachęcając klientów do publikacji swoich zakupów na łamach platformy), dom towarowy Macy’s (dając możliwość publikacji ankiet, które miałyby pomóc w poszukiwaniu pożądanego produktu w gąszczu fizycznych alejek), czy Fab.com (wprowadzając baner przedstawiający zakupy innych klientów w czasie rzeczywistym). To wszystko — przed nastaniem ery social mediów. W tej kategorii sporo namieszał przede wszystkim koncern Facebooka.

Nowy wymiar handlu, czyli f-commerce

Przełomem dla niszy social commerce było wprowadzenie protokołu Facebook Open Graph. Niepozorny kod, który pierwotnie należało wpisać w head strony internetowej, umożliwiał szybką integrację treści z social mediami. Słowem — wpis, czy oferta na sklepie mogła być udostępniona z poziomu witryny (teraz ikonka “Lubię to!” jest standardem nie tylko w przypadku Facebooka). Ten ruch rozszerzył funkcjonalności Facebooka i był podstawą kolejnego kamienia milowego — Facebook Marketplace.

Specjalna przestrzeń w ramach medium do sprzedaży lub wymiany produktów zadebiutowała w USA, Wielkiej Brytanii, Australii i Nowej Zelandii, aby chwilę później — w roku 2017 — pojawić się również na rynku polskim. Facebook nie obsługuje dostaw, ale “wypożycza” miejsce do wystawienia własnej oferty. Myślano, że rozwiązanie amerykańskiego koncernu będzie początkiem końca polskich marketplace’ów, jednak jak na razie wszyscy gracze idą łeb w łeb. Jeśli nie f-commerce, co może być social commercowym game-changerem?

Social commerce na raty?

Znaczącą wadą m.in. f-commerce jest brak jednoznacznego systemu płatności. Gdyby Facebook wyszedł z inicjatywą pośredniczenia również na poziomie rozliczenia transakcji, spora część klientów przyklasnęłaby takiej inicjatywie. Czy social commerce to z jednej strony filozofia atrakcyjna, ale z drugiej — co najmniej wybrakowana? Niekoniecznie. Zwłaszcza użytkownikom, którzy decydują się na zakup droższych towarów, zależy na bezpiecznych i prostych wymianach z poziomu społecznościowych marketplace’ów, dlatego też z pewnym rozwiązaniem wychodzi krajowy rynek fintechowy.

Zakup samochodu, sprzętu z wyższej półki, czy nawet mieszkania (tak, istnieje taka możliwość w ramach f-commerce) to często wydatek, który uzupełniamy systemem ratalnym. Czy uproszczony jeszcze schemat działania social commerce jest w stanie udźwignąć takie transakcje? Bez pomocy odpowiednich narzędzi — nie. Jednym z najbardziej sprawdzonych instrumentów do tego typu procesów jest m.in. LoanByLink zespołu spółki Provema. Jak działa płatność ratalna z poziomu f-commerce? Wystarczy specjalnie wygenerowany link, który przeniesie klienta do zewnętrznej platformy transakcyjnej. Właśnie takie rozwiązania mogą być skutecznym odbiciem dla mediów platform społecznościowych z ambicjami do wejścia na rynek sprzedaży internetowej.

W dobie tak intensywnego rozwoju handlu internetowego zwłaszcza rynek komercyjny powinien wychodzić z inicjatywą rozszerzania funkcjonalności zarówno social selling, jak i social commerce. Jeśli inne firmy pójdą śladami m.in. spółki Provema, już wkrótce klienci będą w stanie jeszcze sprawniej finalizować transakcje nie tylko z poziomu witryn, ale i platform społecznościowych. Kiedy możemy spodziewać się znaczących zmian? W świetle tak sprawnego wykorzystywania algorytmów przez krajowe fintechy era social commerce może nadejść szybciej, niż zakładano.

Autor: Bartosz Tomczyk, przewodniczący Rady Nadzorczej w polskim fintech’u Provema.

Zmiana na stanowisku Prezesa innogy Polska

Na podstawie decyzji Zarządu Grupy E.ON z dniem 1 kwietnia 2021 roku dr Filip Thon obejmie stanowisko Prezesa spółki E.ON Energie Deutschland. Na stanowisku Prezesa innogy Polska zastąpi go dr Andrzej Modzelewski.

Z dniem 1 kwietnia 2021 r. dr Filip Thon przejmie od Victorii Ossadnik stanowisko Prezesa spółki E.ON Energie Deutschland. Dr Filip Thon zajmuje obecnie stanowisko SVP Customer Solutions Central Europe oraz Prezesa Zarządu innogy Polska S.A. Swoją karierę rozpoczął w 1995 r. w firmie konsultingowej Accenture, a w 2003 r. podjął pracę w Grupie RWE. Od tego momentu był odpowiedzialny za zadania związane z sieciami energetycznymi oraz gazowymi i sprzedażą na różnych międzynarodowych stanowiskach kierowniczych, najpierw w RWE, a następnie w innogy oraz E.ON. Posiada bogate doświadczenie w zakresie obsługi klienta i sprzedaży.

– Powołanie mnie na tak odpowiedzialne stanowisko w strukturach Grupy E.ON jest niewątpliwym wyróżnieniem. Wierzę, że doświadczenie, które zdobyłem kierując innogy Polska przez 13 lat na dynamicznym i wymagającym polskim rynku będzie pomocne w mojej nowej roli. Andrzejowi życzę wielu sukcesów w kierowaniu firmą. Jestem przekonany, że pod jego przywództwem będzie ona dalej umacniać swoją rynkową pozycję i cieszyć się rosnącym zaufaniem klientów – powiedział dr Filip Thon, Prezes innogy Polska.

Jako następcę dr. Filipa Thona na stanowisku Prezesa Zarządu powołano dr. Andrzeja Modzelewskiego, który od 2018 r. pełni funkcję Członka Zarządu innogy Polska. Andrzej Modzelewski zdobył bogate doświadczenie na stanowiskach kierowniczych w Grupie RWE i innogy. Był odpowiedzialny za strategię i rozwój spółki, wdrażanie nowych produktów, a także za koordynację obszarów związanych z infrastrukturą sieciową oraz sprzedażą energii i gazu w Europie Środkowo-Wschodniej. Przez kilka ostatnich lat zasiadał w zarządach EDF Polska, a następnie PGE Energia Ciepła, gdzie odpowiadał m.in. za inwestycje w sektorze elektrociepłowniczym oraz rozwój usług okołoenergetycznych. Pracował także jako konsultant w firmie doradczej ConEnergy.

– Decyzja Zarządu E.ON dotycząca powołania mnie na stanowisko Prezesa Zarządu innogy Polska jest dla mnie wielkim zaszczytem – powiedział dr Andrzej Modzelewski, Członek Zarządu innogy Polska. Przychodzi ona w wyjątkowym momencie, gdy jesteśmy coraz bliżej pełnej integracji ze strukturami Grupy E.ON, ale także w istotnym czasie fundamentalnych zmian na rynku energii. innogy Polska jako część międzynarodowej Grupy E.ON przyczyni się do szybkiej transformacji i modernizacji polskiego rynku energii. Dołożę wszelkich starań, abyśmy nadal w pełni realizowali swój potencjał, oferując naszym obecnym i przyszłym klientom stabilną, atrakcyjną i kompleksową ofertę energetyczną – dodał dr Andrzej Modzelewski.

Ile kosztuje działka pod dom? Raport 2021 r.

Cena gruntu jest bardzo ważnym składnikiem łącznych kosztów zakupu lub wzniesienia budynku mieszkalnego. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, ile przeciętnie kosztuje działka pod dom lub blok.

Koszt zakupu gruntu to czynnik, który bardzo znacząco wpływa na zróżnicowanie cen zakupu nowych domów i lokali w poszczególnych częściach Polski. Ma on duże znaczenie również w kontekście kosztów budowy nowego domu. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili zatem sprawdzić, jak wyglądają koszty zakupu działki na cele mieszkaniowe. Taka analiza jest możliwa dzięki transakcyjnym danym, które zebrał GUS.

Główny Urząd Statystyczny dopiero niedawno przedstawił bardzo ciekawe informacje na temat średnich cen działek pod zabudowę mieszkaniową w 2019 r. Pomimo opóźnienia czasowego, wspomniane informacje są interesujące ze względu na swój transakcyjny charakter. Mówią one, że przeciętny koszt zakupienia 1 mkw. działki pod dom lub blok wynosił:

  • cała Polska – 72,6 zł
  • dolnośląskie – 86,4 zł
  • kujawsko-pomorskie – 55,9 zł
  • lubelskie – 53,4 zł
  • lubuskie – 64,6 zł
  • łódzkie – 33,3 zł
  • małopolskie – 71,3 zł
  • mazowieckie – 92,5 zł
  • opolskie – 51,5 zł
  • podkarpackie – 67,3 zł
  • podlaskie – 87,8 zł
  • pomorskie – 109,7 zł
  • śląskie – 74,1 zł
  • świętokrzyskie – 36,1 zł
  • warmińsko–mazurskie – 30,5 zł
  • wielkopolskie – 121,3 zł
  • zachodniopomorskie – 55,0 zł

Ile kosztuje działka pod dom

Jak widać, we wszystkich województwach jest widoczne duże zróżnicowanie pomiędzy cenami mieszkaniowych gruntów z miast oraz wsi. Jeżeli chodzi o cały kraj, to w 2019 r. przeciętna cena zakupu działki pod zabudowę mieszkaniową na terenie miasta wynosiła 120,3 zł/mkw. Jeszcze droższe były grunty z miast na prawach powiatu (164,2 zł/mkw.). Średni wynik dla całej Polski obniżały natomiast ceny wiejskich działek na cele mieszkaniowe (przeciętnie: 59,1 zł/mkw. w 2019 r.).

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Kto najwięcej zyskał na spekulacjach na akcjach GameStop?

Po jednym tygodniu walki małych inwestorów z „grubymi rybami” obserwujemy powrót do normalności. Obecnie silnie tracą spółki w USA, które stały się celem grupy inwestorów detalicznych z portalu Reddit. Jak będzie teraz wyglądał rynek akcji?

Akcje spółki GameStop, która stała się głównym celem grupy inwestorów o nazwie Wall Street Bets z portalu Reddit, w ciągu tylko jednego dnia traciły ponad 60%, notując spadek poniżej poziomu 100 USD za akcję. Tydzień wcześniej akcje w pewnym momencie były warte ponad 500 USD, teoretycznie zapewniając olbrzymie zyski, tym którzy rozpoczęli kupowanie, gdy te kosztowały po 20 dolarów.

Jak widać ten krótki przerywnik na przełomie stycznia oraz lutego będzie pewną przestrogą zarówno dla jednej, jak i drugiej strony. Fundusze muszą liczyć się z tym, że nie mogą pozwalać sobie zupełnie na wszystko, a z drugiej strony inwestorzy detaliczni muszą pamiętać, że nie da się wygrać z dużymi rybami, informując o tym każdego dookoła.

– GameStop jest przeciwieństwem spółek gamingowych i technologicznych, które obecnie są na topie, a ponieważ prowadzi sieć klasycznych sklepów, to jeszcze bardziej straciła z powodu pandemii, notując rekordowe straty i groziło jej bankructwo, tym bardziej ciekawe stało się dlaczego jej akcje zaczęły rosnąć w astronomiczny sposób – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Stało się tak, bo ktoś zauważył, że ogromna część jej akcji jest wystawiona na krótką sprzedaż, a jest to sytuacja, w której inwestor pożycza akcje, aby później odkupić je po niższej cenie.

Taki inwestor zakładał, a był to jeden fundusz, że zła sytuacja finansowa spółki przełoży się na dalszy spadek kursu jej akcji. Pomysł grających przeciw funduszowi był taki, że jeżeli uda się zgromadzić wielu kupujących (którzy zwołali się poprzez portal Reddit), to wywołany zostanie duży popyt na mało płynnych akcjach spółki. Przy dużym popycie i bardzo słabej podaży, bez jakiegokolwiek fundamentalnego (racjonalnego) powodu cena akcji bardzo rośnie. I doprowadziło to do tego, że sytuacja funduszu inwestycyjnego gwałtownie pogarszała się. Chodziło więc o to, aby zmusić fundusz do kapitulacji.

Mamy do czynienia w tym przypadku z czystą teorią gier i tabelą wypłat korzyści (teoria noblisty J.Nasha). W celu wygranej nikt nie mógłby wyłamać się z kupowania i trzymania akcji. W momencie nawet jednego małego oszustwa lub problemów w postaci braku możliwości kupowania akcji, wszystko zaczyna się sypać. Duże instytucje finansowe wykorzystały swoją pozycję do zatrzymania własnych strat, poprzez naciski na brokerów oraz regulatorów.

– Ta sytuacja wywołała duże zainteresowanie inwestorów, także w Polsce, bo do planu zarobienia na spekulacji dopisano teorię, że chodzi o walkę z Wall Street. To nie była jednak walka z „grubymi rybami” z Wall Street i nie chodziło o ratowanie spółki, która w przyszłości zacznie dobrze zarabiać, co przełoży się na wartość jej akcji – komentuje ekspert XTB. – Jeśli szukać wygranych, to są nimi wcześni inwestorzy czyli niewielka grupa tych, którzy wymyślili ten proceder. Jednak są też takie opinie, że wygrała na tym Wall Street.

Dlaczego właśnie amerykańska giełda? Bo GameStop przyciągnął na giełdowy rynek bardzo wielu nowych, młodych inwestorów, którzy będą kopiować strategie, których nie rozumieją i dość łatwo będą dawali się ograć.

– Dla mnie paradoksem jest, że Janet Yellen, nowa Sekretarz Skarbu USA zwołała spotkanie amerykańskich regulatorów, aby dyskutować na ten temat, a dla mnie nie ma o czym dyskutować, bo ta sytuacja jest konsekwencją polityki banków centralnych, wprowadzających zerowe stopy procentowe i drukujących pieniądze, co skłania inwestorów do kupowania bardzo ryzykownych aktywów.

22% wzrost cen ubezpieczeń na świecie w IV kw. 2020 r. – raport Marsh

Ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły średnio o 22% w czwartym kwartale 2020 r. – wynika z najnowszego raportu Marsh Global Insurance Market Index, cyklicznego zestawienia stawek odnowieniowych oferowanych przez ubezpieczycieli. Jest to największy od 2012 r. wzrost, który nastąpił po 20% wzroście cen w trzecim kwartale i 19% – w drugim kwartale 2020 r.

Chociaż globalne stawki ubezpieczeniowe osiągnęły 22% wzrost, pojawiają się pierwsze oznaki stabilizacji cen niektórych linii w poszczególnych regionach na świecie. Na przykład, na rynku ubezpieczeń majątkowych i D&O (ang. Directors and Officers) w Stanach Zjednoczonych nastąpiło powolne wyhamowanie tempa wzrostu cen. Podobne tendencje można zaobserwować w przypadku wybranych linii majątkowych i ubezpieczeniach odpowiedzialności cywilnej w Europie Kontynentalnej oraz w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach (LAC). W ujęciu regionalnym, Europa Kontynentalna, Azja oraz Ameryka Łacińska i Karaiby odnotowują umiarkowane wzrosty cen ubezpieczeń od ostatnich trzech kwartałów.

Do średniego wzrostu cen ubezpieczeń w czwartym kwartale przyczyniły się przede wszystkim wyższe stawki linii majątkowych, finansowych i profesjonalnych. Przedstawiamy kluczowe wnioski z raportu:

  • W skali globalnej ceny ubezpieczeń majątkowych osiągnęły 20% wzrost (lekki spadek
    z 21% w trzecim kwartale), podczas gdy ubezpieczenia finansowe i profesjonalne wzrosły do 47% (zmiana z 40% w poprzednim kwartale). Stawki ubezpieczeń OC odnotowały średnio 7% wzrost (6% w 2020 Q3).
  • Czwarty kwartał 2020 r. jest dziewiątym z rzędu kwartałem, który zakończył się wzrostem cen ubezpieczeń we wszystkich regionach na świecie.
  • Wszystkie regiony, z wyjątkiem Ameryki Łacińskiej i Karaibów (9%), odnotowały dwucyfrowy wzrost cen ubezpieczeń, na czele z Wielką Brytanią (44%), Pacyfikiem (35%) i Stanami Zjednoczonymi (17%). Tempo wzrostu stawek spadło lub utrzymało się na podobnym poziomie we wszystkich regionach, poza Wielką Brytanią i Pacyfikiem.
  • Ceny ubezpieczeń D&O dla sektora publicznego kontynuują dynamiczny wzrost, zwłaszcza na największych rynkach, takich jak Wielka Brytania i Australia. Mimo, że
    w pozostałych regionach obserwujemy umiarkowany wzrost stawek, w wielu krajach ceny ubezpieczeń D&O wciąż odnotowują wzrost na poziomie od 25 do 50%.

„Globalny rynek ubezpieczeń zmagał się z wieloma wyzwaniami w 2020 r. Przewidujemy, że aktualne, trudne warunki utrzymają się do pierwszej połowy 2021 r. Chociaż obserwujemy pierwsze przejawy stabilizacji cen niektórych linii, nasi Klienci w dalszym ciągu doświadczają trudności. Dlatego staramy się zapewnić kompleksowe wsparcie w zakresie ograniczania ryzyka i plasowania programów ubezpieczeniowych, dostosowanych do ich potrzeb” – komentuje Lucy Clarke, President, Marsh JLT Specialty and Marsh Global Placement.

Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego w Marsh Polska dodaje: „Analizując wskaźniki raportu i odnosząc je do rynku polskiego, możemy potwierdzić ogólnoświatową tendencję wzrostu stawek w ubezpieczeniach majątkowych na poziomie ok 20%. Oczywiście mówimy o średnim wzroście – należy pamiętać, że są tzw. branże trudne (drzewna, chemiczna), które ze względu na brak zainteresowania ryzykiem ze strony zakładów ubezpieczeń, czy też trudności w uzyskaniu pojemności, odnotowują znacznie wyższe wzrosty, co podyktowane jest m.in. brakiem realnej konkurencji.

Stawki na naszym rynku w dalszym ciągu odbiegają od średnich stawek w Europie czy na świecie, co jest kolejnym czynnikiem wpływającym na wzrosty stawek w Polsce i raczej trudno zakładać, że tempo wzrostu stawek spadnie w najbliższym okresie. Pytanie jak w obliczu tych wzrostów zachowają się polscy przedsiębiorcy, borykający się z trudnościami związanymi z pandemią Covid-19. Na pewno będą bardziej analizować koszty ponoszone na ubezpieczenia”.

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO i PEMA w Marsh Polska podkreśla: „Zgodnie z raportem podsumowującym 4. kwartał 2020 roku, ubezpieczenia linii finansowych odnotowały znaczącą zwyżkę w przypadku rynków londyńskich (90% vs. 67% w poprzednim kwartale) i delikatnie niższą zwyżkę w przypadku rynków Europy kontynentalnej (22% vs. 24% w poprzednim kwartale).

Należy pamiętać, że są to dane uśrednione dla klientów z różnych branż i o różnej kompleksowości oraz, że nie dotyczą jedynie zmian kosztu ubezpieczenia OC członków władz spółki (D&O), ale również innych ubezpieczeń linii finansowych – np. polis od sprzeniewierzeń, OC zawodowej, od cyber ryzyk. Powoduje to, że wskazane w raporcie zwyżki są zdecydowanie niższe, niż te, które obserwujemy lokalnie, odnawiając polisy D&O naszych Klientów.

W przypadku większości odnowień polis D&O spotykamy się z redukcją limitu sumy ubezpieczenia, co wynika z zaostrzonych zasad oceny ryzyka przez ubezpieczycieli. Średnio ubezpieczyciele limitują swoje aktualne zaangażowanie o 30% (dane Marsh). Dla nas i naszych Klientów oznacza to konieczność zmiany struktury programu, czyli np. obniżenie limitu polisy podstawowej oznacza, że aranżujemy nowe polisy nadwyżkowe z innymi punktami zaczepienia. Zmiana struktury może wpływać na ciągłość programu – ubezpieczyciele coraz częściej ustanawiają nowe daty ciągłości i wymagają podpisania oświadczenia gwarancyjnego, co stanowi jednak ryzyko powstania luki w pokryciu wstecznym.

Ostatnio kilkakrotnie spotkaliśmy się z sytuacją, że ubezpieczyciele D&O nie wyrazili zgody na przedłużanie aktualnych programów o np. 1 miesiąc. Opóźnienia w procesach plasowania polis, spowodowane słabnącym apetytem ubezpieczycieli i bardzo surową oceną ryzyka często wymuszają konieczność przedłużenia wygasającego programu – do tej pory było to pewnym standardem na rynku, jednak dziś nie jest już pewne.

Najtrudniejsze odnowienia, czy plasowania polis D&O dotyczą organizacji, których programy D&O były przez wiele lat bardzo konkurencyjne cenowo – w takich przypadkach spotykamy się nawet z trzykrotną zwyżką ceny oferty (w porównaniu do kosztu polisy wygasającej). Jeżeli dodatkowo wyniki finansowe ubezpieczonej spółki nie są najlepsze, negocjacje składki, czy utrzymania dotychczasowego limitu, stają się dużym wyzwaniem.

Poza ubezpieczeniem D&O, ze zdecydowanym zaostrzeniem oceny ryzyka i rosnącymi stawkami mamy do czynienia w polisach cyber. W tym obszarze do zmiany warunków przyczyniła się pandemia i odnotowane przez ubezpieczycieli szkody.”

Raport można pobrać na stronie: https://www.marsh.com/pl/pl/insights/research-briefings/global-insurance-market-index-q4-2020.html

Speedmail zwiększa zasięg i otwiera kolejne oddziały

Największy w Polsce niezależny operator pocztowy Speedmail sp. z o.o. zapowiada ekspansję w małych i średnich miastach oraz dalsze zwiększanie zasięgu. Spółka planuje regularne otwarcia nowych punktów dystrybucyjnych, rozwój oferty adresowanej dla e-commerce oraz pozyskiwanie kolejnych odbiorców. W 2021 roku Speedmail wprowadzi również system Elektronicznego Potwierdzenia Odbioru.

Speedmail

Będziemy kontynuować działania rozpoczęte w minionym roku, ale też wprowadzać nowe usługi. Przede wszystkim chcemy nadal rozwijać sieć dystrybucyjną. W roku 2020 zwiększyliśmy zasięg populacyjny o ponad 3 proc., co oznacza, że docieramy z naszą usługą pocztową do kolejnego miliona mieszkańców kraju. Otworzyliśmy także kolejne punkty dystrybucyjne, które pojawiły się w mniejszych i średniej wielkości miastach, takich jak Sokołów Podlaski, Żory czy Augustów – mówi Janusz Konopka, prezes zarządu Speedmail.

Spółka planuje dalszy rozwój terytorialny i uruchamianie kolejnych punktów obsługi, koncentrując się na wybranych miejscowościach w przedziale 20-50 tys. mieszkańców. Aktualnie firma dysponuje siatką ponad 100 placówek zlokalizowanych w większości dużych i średnich miast Polski. Obok terytorialnego, operator chce powiększyć także swój zasięg rynkowy i docierać do nowych odbiorów szeregu branż.

Speedmail skanowanieW roku 2020 zwiększyliśmy nasz udział w segmencie obsługi administracji samorządowej, spółek komunalnych, służby zdrowia. Mimo często niesprzyjających przepisów przetargowych udało nam się wygrać wiele postępowań ofertowych. Wśród naszych klientów znalazły się kolejne urzędy miast, spółki wodociągowe, szpitale, zarządy dróg, urzędy pracy – dodaje prezes Speedmail.

Obecnie wśród odbiorów usług operatora największą część (28 proc.) stanowią firmy branży finansowej (banki, ubezpieczyciele, firmy windykacyjne) oraz firmy telekomunikacyjne (16 proc.). Ponad 7 proc. udziału w sprzedaży to nadania administracji publicznej, a 5 proc. e-commerce. Z myślą szczególnie o tym ostatnim segmencie, Speedmail planuje rozwijać usługę listopaczki. Wprowadzone pod koniec ubiegłego roku rozwiązanie powstało pod kątem doręczeń przesyłek małogabarytowych, które stanowią znaczny udział w sprzedaży sklepów internetowych.

Nowością w ofercie niezależnego operatora pocztowego stanie się, wprowadzany od początku 2021 roku, system Elektronicznego Potwierdzenia Odbioru. Usługa ta daje możliwość składania podpisu biometrycznego na urządzeniu mobilnym. Dzięki temu informacja potwierdzająca odbiór listu trafia do nadawcy znacznie szybciej, a przede wszystkim znacznie łatwiej ją ewidencjonować i weryfikować. EPO jest stosowane zwykle dla pism urzędowych, podatków, decyzji, zawiadomień, ale także innego rodzaju korespondencji.

Coraz więcej urzędów i instytucji, ale także nadawców komercyjnych jest zainteresowanych taką usługą, dlatego postanowiliśmy ją uruchomić również w naszej sieci. W minionym roku dokonaliśmy wyboru dostawcy tabletów i oprogramowania do podpisu elektronicznego oraz rozpoczęliśmy proces wdrożenia. Usługę uruchamiamy w pierwszej kolejności u klientów lokalnych, stopniowo obejmując kolejne placówki naszej firmy – tłumaczy Janusz Konopka, prezes zarządu Speedmail.

Czy istnieją naprawdę ekologiczne opakowania?

W dobie postępujących zmian klimatycznych i nowych dyrektyw unijnych ekologiczne opakowania to temat, który bywa problematyczny dla przedsiębiorców, ale i producentów opakowań. Które rozwiązania są naprawdę ekologiczne? I jak nie paść ofiarą greenwashingu?

Z danych Eurostatu za 2018 rok wynika, że na jednego mieszkańca Unii Europejskiej przypadają 174 kilogramy odpadów opakowaniowych. Z tego niespełna 114 kilogramów podlega recyklingowi. Wyniki za zeszły rok jeszcze nie zostały udostępnione, jednak można się spodziewać, że w związku z pandemią i wzrostami w sprzedaży online liczba ta wzrośnie. Nic zatem dziwnego, że zarówno ze strony UE, jak i zwykłych konsumentów rośnie oczekiwanie, że firmy będą korzystać z możliwie najbardziej ekologicznych rozwiązań podczas pakowania produktów.ekologiczne opakowania Packhelp

To znacząca zmiana w stosunku do sytuacji, którą mieliśmy dobre kilka lat temu, kiedy jeszcze tematy eko były zarezerwowane raczej dla wąskiej grupy świadomych konsumentów. Obecnie klienci wręcz oczekują, że firma, która produkuje ich ulubione produkty działa w sposób zrównoważony i odpowiedzialny – także w kwestii opakowań.

W pierwszej kolejności należy jednak obalić dwa pokutujące mity. Po pierwsze – chwilowo nie ma na rynku rozwiązania idealnego. Jeden typ opakowania może okazać się bardziej przyjazny środowisku w pewnym obszarze, ale w innym już taki nie będzie. Wybierając opakowania ekologiczne należy zatem rozważyć wady i zalety konkretnych rozwiązań i wybrać takie, które minimalizuje pozostawiany ślad węglowy. Strategia wdrażania ekologicznych opakowań powinna zatem opierać się nie na poszukiwania „złotego Graala”, a wybrać rozwiązanie, które maksymalnie redukuje wpływ na środowisko.

Po drugie, ekologiczne opakowania wcale nie wiążą się z wyższymi kosztami.

Rezygnacja z plastiku

Pierwszym krokiem w kierunku ekologicznych opakowań jest często rezygnacja z plastików. I słusznie. Powstaje na rynku coraz więcej bardziej ekologicznych odpowiedników tradycyjnych rozwiązań. Przykład? Tradycyjne foliopaki. To bardzo wygodne rozwiązanie chroniące paczkę przed uszkodzeniami w wysyłce. O ile są bardzo praktyczne i wytrzymałe, o tyle nie jest to zbyt ekologiczny wybór – właśnie z powodu zawartości plastików. Na rynku jednak dostępna jest alternatywa, czyli biodegradowalne foliopaki wykonywane z przetworzonej skrobi. Warto wspomnieć również o papieropakach – zastępnikach wykorzystujących zamiast plastiku wytrzymały papier o większej gramaturze.

Materiały wtórne i recykling

Kolejną istotną kwestią jest przetwarzalność materiałów, z których produkowane są opakowania. Najpopularniejszymi materiałami są papier i karton, które wedle badań Eurostatu stanowią około 40% odpadów opakowaniowych. Mają one jednak niezaprzeczalną przewagę nad innymi dostępnymi surowcami – są ekonomiczne, wytrzymałe i… najbardziej ekologiczne. To właśnie papier i tektura są materiałami, które najczęściej są odzyskiwane i poddawane recyklingowi. Jednak i tutaj należy być rozważnym. Dlaczego? Każdy producent oferuje inny procent zawartości pozyskanego z recyklingu papieru. Czasami jest to 20%, czasami 40%, a nierzadko nawet 80-90%! Te ostatnie są niezwykle korzystne dla zrównoważonego biznesu. Obieg takiego surowca jest bowiem zamknięty – opakowania powstają z odzyskanych materiałów, a po ich zużyciu mogą zostać ponownie wykorzystane do produkcji pudełek.

Niezwykle ważną częścią dotyczącą materiałów jest także samo projektowanie opakowania. Warto zadbać o to, by pudełko było jak najlepiej dopasowane do rozmiarów produktu. Oszczędność materiałów to nie tylko względy środowiskowe. To także oszczędność pieniędzy przedsiębiorców.

Ceryfikaty i źródła pozyskiwania materiałów

Istotnym zabezpieczeniem potwierdzającym ekologiczny i zrównoważony sposób produkcji jest certyfikacja. Jednym z najpopularniejszych certyfikatów na rynku opakowań jest FSC. To potwierdzenie, że papier i tektura są pozyskiwane z lasów zarządzanych w odpowiedzialny sposób. Certyfikacja wiąże się z poniesieniem dodatkowych kosztów, ale jest ona gwarantem ekologicznego waloru opakowań rozpoznawalnym na całym świecie. Taka inwestycja może okazać się bezcenna w kontekście sprzedaży zagranicznej.

Co ciekawe, jeden z polskich producentów opakowań – zapakuj.to, umożliwia za drobną opłatą wzięcie udziału w akcji sadzenia drzew organizowanej z fundacją One Tree Planted. Po uiszczeniu niewielkiej kwoty zyskujemy pewność, że w ramach rekompensaty zostaną na świecie zasadzone drzewa – dokładnie w tej ilości, która została wykorzystana podczas produkcji.

Nie można także zapomnieć o kwestiach związanych z transportem. Mniej śladu węglowego pozostawimy korzystając z usług lokalnych producentów na terenie kraju bądź nawet województwa.

Ekologiczne opakowania nie muszą być droższe

Jednak ekologiczne opakowania to nie tylko te z certyfikatem. W praktyce okazuje się, że ekologiczne i zrównoważone podejście do materiałów wykorzystywanych przy produkcji opakowań pozwala na pewne oszczędności. Podobnie rzecz ma się z transportem. Nierzadko, dobre zoptymalizowanie opakowań i ekologiczne podejście już na poziomie ich projektowania pozwala na oszczędności rzędu 10-12%.

W jaką stronę zmierza rynek nowych mieszkań? Jak pandemia wpływa na sprzedaż?

W jaką stronę zmierza rynek nowych mieszkań? Jak pandemia wpływa na sprzedaż? Jakie założenia sprzedażowe przyjęli deweloperzy na ten rok? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Andrzej Oślizło, prezes Develii

Spowolnienie gospodarcze na pewno nie pozostanie bez wpływu na rynek mieszkaniowy. Prawdopodobnie część osób, szczególnie tych pracujących w najbardziej dotkniętych sektorach gospodarki, będzie musiało wstrzymać się z zakupem mieszkania. Jednak spodziewam się, że w 2021 roku popyt nadal będzie wspierany przez klientów inwestycyjnych i nabywców, którzy w obliczu spadających stóp procentowych będą chcieli ochronić swój kapitał przed inflacją. Dodatkowo należy wziąć pod uwagę fakt, że potrzeby mieszkaniowe Polaków wciąż są bardzo duże, co potwierdzają wyniki sprzedaży za drugie półrocze 2020 roku. Zakładamy, że w tym roku sprzedaż utrzyma się na podobnym poziomie jak w ubiegłym roku. Jednocześnie wierzymy w długoterminowy wzrost segmentu mieszkaniowego.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Rynek nieruchomości, podobnie jak preferencje nabywców stale się zmienia. W 2021 roku możemy liczyć na kontynuację trendu zakupu nieruchomości w celach inwestycyjnych, jako ochrona kapitału przed inflacją. Natomiast wśród klientów zainteresowanych zakupem nieruchomości pod własne cele mieszkaniowe coraz większą popularnością cieszą się przestronne mieszkania o większym metrażu.

W ostatnim czasie budujemy także coraz więcej wysokich budynków mieszkalnych, co nie jest jeszcze popularne w Polsce. Swoją działalnością staramy się także wspierać zrównoważony rozwój miast m.in. dzięki adaptacji do nowych funkcji obiektów poprzemysłowych oraz zagospodarowaniu terenów poprodukcyjnych i nieużytków.

Pomimo niepewnego otoczenia popyt na mieszkania jest nadal na bardzo wysokim poziomie. Utrzymujemy dotychczasowe cele, skupiając się na najwyższej jakości realizowanych inwestycji. Jesteśmy skoncentrowani także na utrzymaniu ciągłości realizacji wszystkich prowadzonych projektów deweloperskich. Jeśli chodzi o sprzedaż, nasze plany na ten rok zakładają utrzymanie kontraktacji na poziomie z 2020 roku.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

W 2021 roku nadal będą widoczne trendy, które ujawniły się w drugiej połowie 2020 roku. Klienci nieco zmodyfikowali swoje preferencje zakupowe. Na znaczeniu zyskały dodatkowe powierzchnie np. balkon czy ogródek. Część klientów zmieniła założenia, co do wielkości poszukiwanego mieszkania, bowiem ważniejsze stało się posiadanie miejsca do pracy zdalnej. Z tego samego powodu zmieniły się też preferencje lokalizacyjne. Okazało się, że dojazd do biura nie jest już tak istotny. Pojawiło się też wielu klientów którzy poszukiwali sposobu na uratowanie wartości swoich środków. W porównaniu do innych, alternatywnych możliwości zarabiania czy oszczędzania, nieruchomości są nadal bezpieczną i pewną lokatą kapitału. Tym bardziej, że obecny poziom inflacji oraz oprocentowanie lokat powoduje, że trzymanie środków w banku oznacza realną stratę ich wartości. To samo dotyczy zakupu obligacji natomiast inwestowanie w akcje czy fundusze jest obarczone większym niż zwykle ryzykiem.

Wszystko to pozwala zakładać dalszy kilku procentowy wzrost cen mieszkań w 2021 roku, tym bardziej że nic nie wskazuje na znaczące zmiany w podaży nowych inwestycji.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

Przewidujemy, że poziom sprzedaży utrzyma się na wysokim poziomie. Popyt będzie duży, zarówno zgłaszany przez osoby poszukujące mieszkań do życia, jak i przez inwestorów, którzy traktują mieszkania jako bezpieczną i rentowną metodę ulokowania kapitału. Decyzje ułatwiają zdalne metody wyboru i zakupu mieszkania, a w przypadku inwestorów m.in. niskooprocentowane lokaty bankowe oraz poczucie bezpieczeństwa i dużej szansy na zysk, które daje stabilny rynek nieruchomości. W 2021 roku będziemy kontynuować sprzedaż mieszkań w Warszawie, Poznaniu i Wrocławiu, a ponadto planujemy uruchomić sprzedaż w Trójmieście.

Przewidujemy, że wciąż będzie rosło zainteresowanie mieszkaniami z balkonami, tarasami i ogródkami. Zauważamy nową tendencję, klienci potrzebują coraz większych mieszkań w danym typie. Stąd w osiedlu Pespective – Wille Miejskie we Wrocławiu przygotowujemy dwupokojowe mieszania większe niż 40 mkw. oraz trzypokojowe o metrażu większym niż 60 mkw.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg SA.

W branży nieruchomości mieszkaniowych na 2021 rok zakładamy wzrost popytu inwestycyjnego, szczególnie że WIBOR jest rekordowo niski, co może zachęcać do inwestowania w nieruchomości. Lokowanie kapitału w nieruchomości daje obecnie znacznie wyższe stopy zwrotu niż lokaty bankowe czy rynek kapitałowy. Pewna nadpłynność gotówki na rynku będzie przekierowana właśnie na inwestycje w mieszkania, także przez cudzoziemców. Jako dobrą lokatę klienci będą coraz częściej postrzegać mikroapartamenty. Nieduże metraże i promocyjne ceny lokali pozwalają na szeroki wybór. Do zakupu przekonuje także zaawansowany pakiet usług dodatkowych, jak recepcja, concierge, ochrona, elektroniczne zamki, strefa biurowa, pralnia, suszarnia, czy fitness. Taka inwestycja jest jeszcze bardziej opłacalna w przypadku skorzystania z opcji odliczenia podatku VAT.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Niewątpliwie nowe, restrykcyjne normy, dotyczące efektywności energetycznej wprowadzanych inwestycji, zmuszą inwestorów do zadbania o wyższą efektywność energetyczną budynków. Wielu ekspertów przewiduje, że to może spowodować wzrost kosztów budowy nawet o kilkanaście procent.

Jeśli stopy procentowe pozostaną na niskim poziomie, będzie utrzymywał się trend kupowania mieszkań z myślą o wynajmowaniu. Nie tylko przez osoby prywatne. Co najmniej od roku widać na rynku dużą aktywność zagranicznych funduszy, zainteresowanych zakupem większej puli mieszkań w powstających nieruchomościach projektowanych pod najem instytucjonalny. Te nieruchomości będą musiały wyróżniać się dobrą lokalizacją, standardem wykonania, estetyką i przemyślaną strukturą mieszkań. Części wspólne będą musiały być atrakcyjnie zaplanowane, z restauracjami i małymi lokalami usługowymi, jak np. siłownia, spa itp. Będą musiały być objęte profesjonalnym zarządzaniem, co dla wielu inwestorów będzie zupełnie nowym obowiązkiem.

Dla nas, zarówno aspekt energooszczędności, jak też realizacji projektów klasy premium, nie jest wyzwaniem. Mamy w tych obszarach bogate doświadczenie. Także w zarządzaniu lokalami na wynajem. Muszę podkreślić, że, mając na uwadze, jak ważną sprawą dla każdego z nas jest posiadanie własnego lokum oraz chęć inwestowania w mieszkanie indywidualnych nadwyżek finansowych, to chociaż nie wykluczamy współpracy z funduszami, indywidualni klienci pozostają dla nas najważniejszymi partnerami. Przykładem może być aparthotel Varsovia Apartamenty czy Apartamenty Jerozolimskie Invest. W 2021 roku zakładamy uruchomienie nowych inwestycji w Warszawie, Gdańsku, Szczecinie, Chorzowie i Łodzi.

Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper S.A.

W 2021 roku nadal trudny do przewidzenia jest rozwój sytuacji związanej z pandemią. Reakcją na negatywne skutki epidemii, może być zarówno większa oszczędność konsumentów oraz wydłużenie czasu podejmowania decyzji zakupowych albo wręcz ich przyspieszenie dla ochrony wartości posiadanych środków.

Klienci coraz większą uwagę zwracają na jakość otaczającej ich przestrzeni, przemyślane rozwiązania projektowe, atrakcyjnie zaaranżowane części wspólne i tereny wokół inwestycji. Są zainteresowani lokalami o większych metrażach, z ogródkami lub większymi balkonami, a także z pomieszczeniami umożliwiającymi zorganizowanie miejsca do pracy i nauki z domu, czy też strefy relaksu i aktywności fizycznej.

W odpowiedzi na obniżenie stóp procentowych zauważamy wzrost zakupów nieruchomości w celach inwestycyjnych. Lokale o podwyższonym standardzie, znajdujące się w prestiżowych lokalizacjach nie tracą na wartości i są postrzegane jako bezpieczna forma lokaty środków.

Na koniec 2020 roku posiadaliśmy blisko 1000 lokali w ofercie we wrocławskich i krakowskich inwestycjach. Sukcesywnie wprowadzamy do sprzedaży kolejne projekty, aby utrzymać atrakcyjną ofertę mieszkań. W bieżącym roku planujemy sprzedać 1000 lokali.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Spodziewamy się stabilnej sytuacji na rynku mieszkaniowym, nie przewidujemy drastycznego osłabienia koniunktury. Przewidujemy spadek liczby mieszkań wprowadzanych do sprzedaży głownie ze względu na utrudnienia w uzyskiwaniu pozwoleń na budowę. Zakładamy jednak, że rynek będzie sprzyjał deweloperom dostarczającym dobry produkt i zróżnicowane, przemyślane projekty zlokalizowane w dużych miastach.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Bardzo liczymy na to, że sytuacja związana z pandemią szybko się zakończy. Prognozujemy, że pomimo spowolnienia gospodarczego, rynek mieszkaniowy w tym roku nadal będzie się rozwijał. Popyt na mieszkania będzie utrzymywał się na wysokim poziomie, gdyż klienci nadal będą poszukiwać bezpiecznych form lokowania i ochrony kapitału. W 2021 roku planujemy wprowadzić do oferty kilka nowych inwestycji na terenie Warszawy. W związku z tym, mamy nadzieję, że uda się zwiększyć wynik sprzedażowy w porównaniu z 2020 rokiem.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Deweloperzy starannie weryfikują projekty, które planują wdrożyć do sprzedaży w 2021 roku i w kolejnych latach. Z uwagi na zmiany preferencji klientów, wiele firm rozpoczęło analizę gruntów pod budownictwo domów jednorodzinnych, segmentów, które są przeznaczone dla kilkuosobowych rodzin. Na bieżący rok założyliśmy optymistyczne plany sprzedażowe, które wynikają m.in. z wprowadzanych nowych projektów do sprzedaży o przemyślanej strukturze, architekturze oraz udogodnieniach dla mieszkańców.

Tomasz Czubak, dyrektor Przygotowania Projektów Deweloperskich w Jakon

Myślę, iż rynek mieszkaniowy nadal pozostanie w dobrej kondycji. Popularnością będą cieszyły się projekty w dobrych lokalizacjach, co widzimy na przykładzie naszej topowej inwestycji w Poznaniu przy ul. Lwowskiej. Obserwujemy trendy wśród naszych klientów i pod nie dostosowujemy ofertę. W inwestycji Kórnicka w Poznaniu oddaliśmy naszym klientom Klub Mieszkańca, który okazał się strzałem w dziesiątkę.

Myślę, iż spowolnienie gospodarcze tylko częściowo wpłynie na decyzje zakupowe. Na pewno trudniej obecnie uzyskać kredyt na zakup mieszkania, a z drugiej strony stale rozwija się segment mieszkań na wynajem.

Na rok 2021 nasza spółka założyła wzrost sprzedaży w porównaniu do roku 2020. Planujemy wykonać podobny wolumen sprzedażowy jak w 2019 roku. Do sprzedaży wprowadzamy kilka nowych inwestycji, m.in. w Poznaniu, Świnoujściu, Warszawie, Wrocławiu, Bydgoszczy.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu Nickel Development

Od wielu lat obserwujemy, że w Poznaniu jest coraz mniej działek na sprzedaż i dlatego deweloperzy chętnie budują na przedmieściach. W najbliższych latach prognozujemy dalsze rozlewanie się miasta poza jego granice. Trend ten jest także zbieżny z oczekiwaniami dużej grupy klientów, dla których dystans i pewnego rodzaju izolacja mają znaczenie. Dom, czy szeregowiec pod Poznaniem daje im więcej swobody i niezależności, a bliskość przyrody zapewnia rodzaj relaksu, który dla mieszkańców miasta jest trudniej dostępny.

Od początku pandemii obserwujemy więcej zapytań o lokale 3-4 pokojowe i zapewne w tym roku będzie podobnie. Część osób bowiem zakłada, że system pracy zdalnej pozostanie z nami na dłużej i chcą mieć odpowiednio dużo przestrzeni do jej realizacji. Nadal obserwujemy duże zainteresowanie rynkiem second home. Posiadanie nawet niedużego mieszkania w atrakcyjnej turystycznie lokalizacji jest gwarantem odpoczynku i niezależności.

Agata Zambrzycka, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Aria Development

Przede wszystkim mamy nadzieję, że uda nam się uniknąć kolejnych lockdownów. W styczniu br. obserwowaliśmy lekkie spowolnienie. Wydaje się, że kolejna, niewielka obniżka referencyjnej stopy procentowej może podtrzymać popyt na rynku pierwotnym. W 2021 roku chcielibyśmy osiągnąć sprzedaż na poziomie podobnym, jak w ubiegłym roku. Zakładamy, że do grudnia sfinalizujemy sprzedaż Osiedla Łomianki. Planujemy też zakończenie sprzedaży mieszkań w pierwszym etapie Nowego Osiedla Natura i rozpoczęcie kolejnej fazy inwestycji. Pracujemy również nad kilkoma dużymi projektami, które prawdopodobnie wystartują pod koniec tego roku.

Sylwester Śniadecki, prezes zarządu Śniadecki Development i Śniadecki Investment Group

2021 rok będzie czasem, w którym klienci coraz częściej będą poszukiwać mieszkań czy domów mających większy metraż lub komfortowo rozplanowaną przestrzeń. Wydarzenia z poprzedniego roku sprawiły, że nasze M stały się nie tylko azylem, w którym odpoczywamy i spędzamy czas w gronie najbliższych. Obecnie są również miejscami pracy i szkołami. Możliwość wygospodarowania stref dedykowanych różnorodnym potrzebom domowników okazała się nieoceniona, dlatego obserwujemy już od ponad pół roku większe zainteresowanie projektami o powierzchni powyżej 60 mkw.
Naszym celem na 2021 jest oddanie do użytku 60 lokali, czyli o połowę więcej, aniżeli w 2020 roku. To dowód na to, że zakładamy pozytywny scenariusz i nie przewidujemy, aby spowolnienie gospodarcze wpłynęło negatywnie na wskaźniki sprzedaży, także w ujęciu całego rynku.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu Aurec Home

Ostatnie miesiące pokazały, że pomimo niepewnego otoczenia, popyt na mieszkania wciąż jest relatywnie wysoki. Dodatkowo, niskie stopy procentowe zachęcają do inwestowania w nieruchomości, które obecnie są postrzegane, nie tylko jako dodatkowe źródło dochodu, ale także jako doskonały sposób ochrony kapitału przed rosnącą inflacją.

Rozpoczynamy budowę II etapu osiedla Miasteczko Jutrzenki w warszawskich Włochach, w którym oferujemy łącznie 140 mieszkań. Osiedle cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem i większość lokali z pierwszego etapu jest już wyprzedana. Wkrótce rozpoczniemy bardzo ciekawy projekt w Ursusie. Na 2,5 ha działce przy ulicy Dyrekcyjnej w Warszawie planujemy wybudować około 800 mieszkań, a także lokale handlowe, gastronomiczne i usługowe.

Autor: dompress.pl

Dolar rośnie względem euro. Dobre dane z amerykańskiego rynku pracy

Po pozytywnych danych z amerykańskiego rynku pracy trwa dobra passa amerykańskiej waluty. Nie zmienia to faktu, że nawet w tym tempie powrót do przedpandemicznej normy potrwa wiele kwartałów.

Dobre dane zza Oceanu

W USA szczególną wagę przykłada się do danych z rynku pracy. Nie może zatem dziwić, że wczorajszy odczyt nowo utworzonych miejsc pracy, który wyniósł +174 tysiące wywołał entuzjazm na rynkach. Analitycy spodziewali się poprawy po słabym grudniu, ale zaledwie o 45 tysięcy. Żeby lepiej oddać skalę tego zjawiska, w USA jest 10,7 mln bezrobotnych, oznacza to, że powstały miejsca pracy dla 1,5%. Aby wrócić do poziomów sprzed pandemii, potrzebowalibyśmy utrzymać to tempo jeszcze ponad dwa lata. Pomimo tego, rynki uznały te dane za korzystne i dolar dalej się umacnia – dzisiaj nad ranem przekraczając pierwszy raz od przełomu listopada i grudnia poziom 1,20 na parze względem euro.

RPP nie tnie stóp

Zgodnie z oczekiwaniami analityków Rada Polityki Pieniężnej nie obniżyła stóp procentowych na wczorajszym posiedzeniu. Nie pojawiły się też w komentarzach żadne istotne fakty dotyczące kolejnych działań. W dalszym ciągu jednak inwestorzy obawiają się straszaka w postaci możliwych interwencji walutowych gdyby cena euro wyrażona w złotych była zbyt niska. Słaba waluta oprócz niskich stóp procentowych jest jednym z pomysłów na pobudzenie gospodarki. W rezultacie wczoraj doszło do stabilizacji euro w okolicach 4,49 zł. Ostatnio tak tanie euro mieliśmy w połowie grudnia.

Ropa naftowa w górę

Dobre dane z kolejnych gospodarek powodują, że inwestorzy coraz przychylniej patrzą również na ropę naftową. Rosnący popyt spowodowany widmem odmrażania gospodarki spowodował, że od początku roku cena baryłki notowanej w Londynie wzrosła z 51 dolarów do 59 dolarów dzisiaj rano. W rezultacie tych danych byliśmy świadkami wzrostów na walutach krajów wydobywających ten surowiec, jako istotny procent gospodarki. Widać to szczególnie na koronie norweskiej, w przypadku rosyjskiego inne problemy tłumiły ten efekt.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Wielka Brytania – decyzja Banku Anglii w sprawie stóp procentowych,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Różna stawka VAT dla dań na miejscu i na wynos – ważny wyrok TSUE

Franczyzobiorca sieci McDonald’s prowadzi sprzedaż gotowych posiłków i dań oferowanych do spożycia w lokalu lub na wynos, np. w okienku zewnętrznym do zakupu typu „drive-thru”. W 2016 r. organ skarbowy uznał, że cała działalność przedsiębiorcy powinna zostać zakwalifikowana jako usługi związane z wyżywieniem, a więc podlegać opodatkowaniu 8% stawką VAT, a nie jako dostawy dań gotowych ze stawką VAT 5%, jak to kwalifikował przedsiębiorca. W sprawie tej z wnioskiem do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym wystąpił Naczelny Sąd Administracyjny. TSUE 12 listopada 2020 r. wydał bardzo ważne dla przedsiębiorców orzeczenie, bo – jak sam zaznaczył – okoliczności sprawy skłoniły go do dokonania po raz pierwszy wykładni wiążących w prawie unijnym pojęć „usług restauracyjnych i cateringowych” (Sprawa C‑703/19, J.K. przeciwko Dyrektorowi Izby Administracji Skarbowej w Katowicach).

Różna stawka VAT dla dań na miejscu i na wynos

Przygotowywane we franczyzowych lokalach dania z półproduktów oferowane są klientom na ciepło i na zimno jako gotowe do spożycia na miejscu wewnątrz lokalu lub na wynos. Urząd kontroli skarbowej we wrześniu 2016 r. przeprowadził u franczyzobiorcy kontrolę rozliczeń VAT za okres od 1 stycznia do 30 czerwca 2016 r. W jej wyniku uznał, że przedsiębiorca stosował niewłaściwą, zaniżoną 5% stawkę VAT do posiłków oferowanych na wynos, kwalifikując je jako opodatkowane w ramach dostawy gotowych dań. Zdaniem organu powinien je traktować jako usługi związane z wyżywieniem i opodatkowywać 8% stawką VAT, bowiem decyduje o tym już sam fakt sporządzania tych dań na miejscu, jak i oferowanie ich do natychmiastowego spożycia w lokalu. To zdaniem urzędu elementy przesądzające o zakwalifikowaniu działań przedsiębiorcy jako świadczenie usług gastronomicznych.

Wątpliwości Naczelnego Sądu Administracyjnego

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach w marcu 2018 r. oddalił skargę przedsiębiorcy wniesioną na decyzję organu, wymierzającą mu zobowiązanie w VAT. Jednak wątpliwości co do słuszności oceny urzędu kontroli skarbowej wyraził rozpoznający wniesioną przez franczyzobiorcę skargę kasacyjną NSA. Składając do Trybunału Sprawiedliwości UE pytanie prejudycjalne, zauważył, że zgodnie z art. 98 unijnej dyrektywy VAT obniżone stawki VAT mają zastosowanie wyłącznie do dostaw towarów i świadczenia usług, których kategorie są określone w jej załączniku III. A załącznik ten, zatytułowany: „Wykaz dostaw towarów i świadczenia usług, do których można zastosować stawki obniżone, o których mowa w art. 98” w pkt 1 stwierdza, że zaliczają się do nich m.in. środki spożywcze przeznaczone do spożycia przez ludzi, natomiast w pkt 12a wskazane są również usługi restauracyjne i cateringowe.

NSA powziął wątpliwość, czy w zakresie pojęcia „usługi restauracyjnej”, do której zastosowanie ma obniżona stawka VAT w oparciu o ww. unijne przepisy, mieści się sprzedaż dań gotowych, w warunkach takich jak w tej sprawie w sytuacji, w której sprzedawca:

  • udostępnia klientom odpowiednią infrastrukturę umożliwiającą spożycie dania na miejscu, a więc wydzieloną przestrzeń konsumpcyjną oraz dostęp do toalet;
  • nie oferuje przy tej sprzedaży wyspecjalizowanej obsługi kelnerskiej oraz serwisu w ścisłym znaczeniu;
  • sprzedaje dania w uproszczonym procesie zamówień, częściowo zautomatyzowanym;
  • oferuje klientowi ograniczone możliwości personalizacji zamówienia.

NSA zadał również pytanie, czy dla udzielenia odpowiedzi twierdzącej wystarczające jest ustalenie, że klient miał potencjalną możliwość skorzystania z oferowanej infrastruktury, czy też niezbędne jest stwierdzenie, że z punktu widzenia przeciętnego klienta element ten stanowi istotną część świadczenia? Zapytał też, czy dla rozstrzygnięcia powyższej kwestii ma znaczenie sposób przygotowania dań, w szczególności polegający na obróbce termicznej niektórych z półproduktów oraz skomponowaniu z półproduktów gotowych dań?

Wątpliwości klasyfikacyjne PKWiU

Polski sąd odsyłający zauważył, że zgodnie z art. 5a krajowej ustawy o VAT towary i usługi wymienione w klasyfikacjach wydanych na podstawie przepisów o statystyce publicznej są identyfikowane za pomocą tych klasyfikacji, jeżeli dla tych towarów lub usług przepisy ustawy lub przepisy wykonawcze wydane na jej podstawie powołują symbole statystyczne. Zaś zgodnie z art. 41 ust. 2a ustawy o VAT, w związku z jej załącznikiem nr 10, dla gotowych posiłków i dań z wyłączeniem produktów o zawartości alkoholu powyżej 1,2% stawka podatku VAT wynosi 5%. Natomiast grupowanie statystyczne 56.1 PKWiU zatytułowane „Usługi restauracji i pozostałych placówek gastronomicznych” obejmuje w szczególności kategorie 56.10.11 („Usługi przygotowywania i podawania posiłków w restauracjach”), 56.10.13 („Usługi przygotowywania i podawania posiłków w lokalach samoobsługowych”) i 56.10.19 („Pozostałe usługi podawania posiłków”).

Zdaniem NSA sposób uregulowania usług restauracyjnych w PKWiU wpłynął na zakres uregulowania kategorii „Gotowe posiłki i dania, z wyłączeniem produktów o zawartości alkoholu powyżej 1,2%”. Odwołanie się do PKD zawęża bowiem tę kategorię do podklasy PKD 10.85.Z – odnoszącej się do wytwarzania gotowych posiłków i dań, a podklasa ta nie obejmuje przygotowywania posiłków do bezpośredniego spożycia, sklasyfikowanego w odpowiednich podklasach działu 56 PKWiU. Tak więc pojęcie „działalność usługowa związana z wyżywieniem” użyte dla określenia pozycji w 56 PKWiU jest szersze od pojęcia „usługi restauracyjne” zawartego w dyrektywie VAT, co oznacza, że ma wpływ na zakres stosowania do kategorii „Gotowe posiłki i dania”.

Usługi restauracyjne i cateringowe, czy dostawa środków spożywczych?

TSUE postanowił odpowiedzieć na pytania odsyłające polskiego sądu bez przeprowadzania rozprawy. Zdecydował je połączyć w jedno: czy do celów opodatkowania według obniżonej stawki VAT art. 98 ust. 2 dyrektywy VAT i pkt 1 i 12a załącznika III do tej dyrektywy w związku z art. 6 rozporządzenia wykonawczego nr 282/2011 należy interpretować w ten sposób, że różne rodzaje działalności polegającej na dostarczaniu dań gotowych do natychmiastowego spożycia w lokalach gastronomicznych szybkiej obsługi objęte są pojęciem „usług restauracyjnych i cateringowych”, czy też pojęciem „środków spożywczych”. Pierwsze podlegały w Polsce opodatkowaniu 8% stawką VAT, drugie z kolei 5%.

Zgodnie z art. 6 ust. 1 i 2 rozporządzenia wykonawczego nr 282/2011 usługi restauracyjne i cateringowe oznaczają usługi polegające na dostarczaniu gotowej lub niegotowej żywności lub/i napojów przeznaczonych do spożycia przez ludzi wraz z odpowiednimi usługami wspomagającymi, pozwalającymi na ich natychmiastowe spożycie. Dostarczanie żywności i/lub napojów stanowi jedynie element większej całości, w której muszą przeważać usługi. Usługi restauracyjne polegają na świadczeniu takich usług w lokalu należącym do usługodawcy, podczas gdy usługi cateringowe polegają na świadczeniu takich usług poza lokalem usługodawcy. Za usługi cateringowe i restauracyjne nie uznaje się dostawy gotowej lub niegotowej żywności i/lub napojów wraz z ich transportem lub bez niego, jeśli nie towarzyszą im żadne inne usługi wspomagające.

Decydująca jest realizacja usług wspomagających towarzyszących dostarczeniu żywności

W opinii rzecznika generalnego TSUE Jeana Richarda De La Toura brzmienie dwóch pierwszych zdań oraz zdania ostatniego ww. przepisu prowadzi do uznania, że usług restauracyjnych i cateringowych nie charakteryzuje sposób przygotowania żywności, lecz realizacja usług wspomagających, towarzyszących dostarczaniu tej żywności. A te wspomagające usługi muszą mieć dodatkowo charakter wystarczający i przeważający w celu zapewnienia natychmiastowego spożycia gotowej żywności. W przeciwnym razie dostarczanie żywności należy traktować jako dostawę towarów, a konkretnie „środków spożywczych”. Zdanie trzecie powyższej regulacji stanowi natomiast, że jedynie miejsce świadczenia usług towarzyszących dostarczaniu żywności pozwala odróżnić usługi restauracyjne od usług cateringowych.

W oparciu o wyrok TSUE Faaborg‑Gelting Linien z 2 maja 1996 r. oraz doprecyzowujący jego zakres wyrok Bog i in. z 10 marca 2011 r. rzecznik TSUE stwierdził, że o kwalifikacji, czy w danym przypadku mamy do czynienia ze świadczeniem usług restauracyjnych i/lub cateringowych, decyduje ustalenie dominującej roli ww. usług wspomagających, oferowanych przez pracowników odpowiedzialnych za zapewnianie usług organizujących bezpośrednie spożycie podawanej żywności.

„…jestem zdania, że w większości przypadków fakt, iż żywność jest podawana w miejscu znajdującym się pod kontrolą podatnika, w którym zasoby rzeczowe i ludzkie są zgromadzone i wykorzystywane w celu zapewnienia konsumentowi komfortu (np. za pomocą stołów i krzeseł) i bezpieczeństwa (w szczególności higieny wyposażenia), pozwala rozróżnić świadczenie usług od dostawy towarów” (opinia z 12 listopada 2020 r. w sprawie C 703/19).

Ostatecznie to klient decyduje, czy skorzysta z usługi restauracyjnej, czy nie

Rzecznik dodał, że powyższe należy jednak połączyć z decyzją konsumenta o skorzystaniu lub nie z usług wspomagających. A więc, czy zdecyduje on o natychmiastowym spożyciu podanych mu posiłków wewnątrz, czy spożyciu ich na zewnątrz obiektów usługodawcy. Bo jeśli zdecyduje o wyborze drugiej opcji, wówczas samo udostępnianie materiałowej i osobowej infrastruktury nie jest wystarczające do uznania dokonanej przez przedsiębiorcę czynności za świadczenie usług restauracyjnych czy cateringowych.

W odpowiedzi na zadane przez NSA pytanie rzecznik TSUE stwierdził, że unijne przepisy w zakresie możliwości stosowania obniżonych stawek VAT 8% lub 5% należy interpretować tak, że:

„…pojęcie „usług restauracyjnych i cateringowych” obejmuje dostarczanie żywności w miejscu znajdującym się pod kontrolą podatnika, w którym zasoby rzeczowe i ludzkie są zgromadzone i wykorzystywane w celu zapewnienia jakości obsługi konsumenta, która jest wystarczająca do zagwarantowania komfortu i bezpieczeństwa natychmiastowego spożycia tej żywności na miejscu. (…) pojęcie „środków spożywczych” obejmuje dostarczanie żywności celem jej natychmiastowego spożycia poza udostępnionym przez podatnika miejscem zapewniającym usługi wspomagające umożliwiające spożycie tej żywności na miejscu” (opinia z 12 listopada 2020 r. w sprawie C 703/19).

Zatem, jeśli klient weźmie zakupione w lokalu danie na wynos i nie spożyje go przy wykorzystaniu infrastruktury udostępnionej przez ten lokal, to nie będzie to stanowić usługi restauracyjnej, a dostawę środków spożywczych.

Aby nie było niejasności, polski fiskus po prostu podciągnął wszystko pod jedną, wyższą stawkę VAT

Powyższe rozstrzygnięcie TSUE może pomóc przedsiębiorcom z branży gastronomicznej, których dostawy towarów, gotowych dań na wynos, rozumianych przez regulacje unijne jako dostawy środków spożywczych, fiskus opodatkowywał wyższą, 8% stawką VAT przeznaczoną dla usług restauracyjnych lub cateringowych. Audyt prawny dokonanych w tym zakresie rozliczeń opłaca się im jednak przeprowadzić tylko wstecz od 30 czerwca 2020 r. Z dniem 1 lipca 2020 r. zaczął bowiem obowiązywać wprowadzony Ustawą z dnia 9 sierpnia 2019 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2019 r. poz. 1751) przepis art. 41 ust. 12f ustawy o VAT, zgodnie z którym 8% stawkę VAT stosuje się, poza kilkoma wyjątkami, do dostawy towarów i świadczenia usług klasyfikowanych według Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług w grupowaniu „usługi związane z wyżywieniem” (PKWiU 56). Ale wydana opinia TSUE może również okazać się istotną wskazówką dla firm w celu właściwej interpretacji obecnych, zmienionych przepisów dotyczących opodatkowania VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Co napędzi branżę logistyczną w 2021?

Za nami wyjątkowy dla e-commerce pod wieloma względami rok 2020, a przed nami kolejne miesiące, kiedy znajdujemy się w pandemicznej rzeczywistości. Czy obserwować będziemy zmiany w globalnym biznesie, mające wpływ także na branże logistyczną? Czy też kontynuowane będą trendy widoczne już w 2020 roku?

  1. E-commerce? Dekada w trzy miesiące

Rok 2020 był pod względem wzrostów w e-commerce szalony. Przykładowo w Stanach Zjednoczonych pierwszy kwartał 2020 roku wygenerował tak duże zyski, jak cała dekada! Pod względem wzrostów handlu internetowym, Europa Środkowo-Wschodnia była najszybciej rosnącym obszarem ze skalą wzrostu 21,5% (Środkowy Wschód i Afryka – 19,9%, Ameryka Płd. – 19,4%). Przedłużająca się pandemia spowodowała zmianę nawyków zakupowych. Po doświadczeniach roku 2020 część biznesów opierających się na sprzedaży nie wróci już do trybu stacjonarnego – dotyczy to np. branży odzieżowej. Przed nami kolejny rok ze wzrostami w e-commerce, tym bardziej, że wg danych Według ostatniego badania GEMIUS i Izby Gospodarki Elektronicznej już 73% internautów robi zakupy online. Wynik ten jest lepszy od poprzedniej fali badania aż o 11 punktów procentowych.

  1. Wzmacnianie pozytywnego doświadczenia

Każda poprawa w obszarze customer experience zwiększa zaangażowanie klienta, dlatego firmy z branży e-commerce muszą dopracowywać swoje procesy do perfekcji. Jednym z kluczowych aspektów jest terminowość dostawy. W najbardziej zaawansowanych systemach automatycznego magazynowania zdjęcie towaru z lokalizacji może zająć zaledwie 49 sekund od kliknięcia. Jak to wpływa ma szybkość realizacji, nie trzeba wspominać.

  1. Czas na Business 5.0

Cyfrowa transformacja dzieje się na naszych oczach, a przyspieszył ją kryzys COVID-19. Biznes 5.0 wykorzystuje możliwości, które niosą za sobą technologie i era cyfryzacji, w tym takie narzędzia jak sztuczna inteligencja, Big Data, automatyzacja procesów biznesowych.

– Niewątpliwie do tego obszaru zalicza się automatyzacja procesów magazynowych, od której zależy rentowność wielu biznesów i zadowolenie milinów klientów różnych branż. Przykładem może być oparty o najnowsze rozwiązania robotyzacji i oprogramowania system AutoStore, który dzięki kilku tysiącom realizowanych zamówieniach dziennie pozwala zwiększyć wydajność o kilkadziesiąt procent w skali rok do roku – mówi Anna Wiśniewska, managing director w Element Logic Polska.

  1. Doskonalenie łańcucha dostaw

Głównym założeniem efektywnego łańcucha dostaw jest obniżenie kosztów lub wzrost przychodów w wyniku doskonalenia jakości obsługi. To z kolei pozwala zmaksymalizować korzyści ekonomiczne Według danych EY przedsiębiorcy są świadomi, jak duże rezerwy tkwią w ich niedoskonałych łańcuchach dostaw. Aż 52% z nich – aktywnie podejmuje kroki w celu zmiany obecnego łańcucha dostaw, natomiast 40% ma w planach ich zainicjowanie, ale jeszcze zastanawia się nad ich charakterem.

  1. Redukcja kosztów i… śladu węglowego

Użytkownicy oraz opinia publiczna coraz częściej zwracają uwagę na to, jak pod względem ekologii wygląda proces produkcji i dostawy towaru – eko trend wciąż będzie jednym z wiodących, również w branży logistycznej – ze względu na oszczędności, ale nie tylko. – Magazyny pochłaniają ogromne ilości zasobów, ale zarządzanie nimi w sposób zrównoważony jest możliwe. Przykładowo roboty wdrożone w systemie AutoStore regenerują energię za każdym razem, gdy opuszczają pojemnik lub zmniejszają prędkość – podobnie jak samochód elektryczny – dzięki czemu energia cyrkuluje i jest stała. Dziesięć robotów AutoStore zużywa tyle samo energii co jeden odkurzacz. Mogą one z łatwością korzystać także z energii słonecznej, dzięki czemu idealnie nadają się do zastosowania w nowoczesnych energooszczędnych magazynach – dodaje Anna Wiśniewska.

Źródło:

  • https://www.mckinsey.com/business-functions/strategy-and-corporate-finance/our-insights/five-fifty-the-quickening#
  • https://www.ey.com/pl_pl/business-5-0/odpornosc-lancucha-dostaw-znane-wyzwanie-w-nowym-wydaniu
  • https://eizba.pl/e-commerce-co-nas-czeka-w-2021/
  • https://www.businessinsider.com/global-ecommerce-2020-report?IR=T
  • https://www.businessinsider.com/global-ecommerce-2020-report?IR=T

Wyniki finansowe PKN ORLEN za 4 kwartał 2020 roku

PKN ORLEN w 2020 roku osiągnął wynik EBITDA LIFO na wysokim poziomie 12,1 mld zł oraz zysk netto w wysokości 3,4 mld zł, uwzględniając zysk na nabyciu akcji spółki Energa. W tym czasie kontynuowano kluczowe inwestycje rozwojowe, na które zgodnie z planem przeznaczono łącznie 9 mld zł. W 2020 roku rekordowy wynik 3,3 mld zł osiągnął segment detaliczny oraz obszar energetyki z zyskiem EBITDA LIFO w wysokości 3,4 mld zł. Pomimo negatywnego wpływu otoczenia makroekonomicznego, związanego z pandemią COVID-19, przychody ze sprzedaży uplasowały się na poziomie 86,2 mld zł. Pod koniec listopada ubiegłego roku przyjęta została długoterminowa strategia PKN ORLEN do roku 2030 roku, a we wrześniu polityka klimatyczna Grupy ORLEN, która zakłada osiągnięcie neutralności emisyjnej przez Koncern w 2050 roku.

– W 2020 roku osiągnęliśmy bardzo solidne wyniki, mimo niesprzyjającego otoczenia makroekonomicznego spowodowanego pandemią. Kluczem do sukcesu w branży paliwowo-energetycznej jest dywersyfikacja  obszarów działalności. Dlatego wnikliwie obserwujemy panujące trendy i skutecznie na nie odpowiadamy, co przekłada się bezpośrednio na osiągane wyniki finansowe. Jesteśmy firmą globalną, więc podejmowane decyzje i działania muszą być ukierunkowane na wzmacnianie naszej pozycji w stosunku do konkurentów, bo w długiej perspektywie, w grze zostaną tylko najsilniejsze koncerny. Rekordowe wyniki segmentu detalicznego i energetycznego oraz wysokie wyniki w segmencie petrochemii pokazują, że podejmując trzy lata temu decyzje uwzględniające akwizycje oraz inwestycje w tych obszarach, właściwie określiliśmy strategiczne kierunki rozwoju – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W 2020 roku konsekwentnie realizowano działania nakierowane na tworzenie multienergetycznego koncernu. PKN ORLEN kontynuował i zainicjował szereg działań inwestycyjnych, ukierunkowanych na wzrost zysków i poszerzenie oferty produktowej. Kontynuowane były prace nad inwestycjami w segment petrochemiczny oraz rozbudowa mocy nawozowych w ANWIL czy przekształcanie spółki ORLEN Południe w nowoczesną biorafinerię, m.in. poprzez budowę instalacji do produkcji ekologicznego glikolu. Rozpoczęła się również inwestycja w instalację Visbreakingu w Płocku. PKN ORLEN sfinalizował nabycie akcji spółki Energa, zakończył przejęcie spółki RUCH, uzyskał warunkową zgodę Komisji Europejskiej na akwizycję Grupy LOTOS oraz zainicjował proces przejęcia PGNiG.  Na początku grudnia ubiegłego roku zainicjowany został proces przejęcia Grupy Polska Press, na bazie, której PKN ORLEN zbuduje nowoczesną platformę do komunikacji z klientami. W 2020 roku wzmacniano kompetencje w obszarze odnawialnych źródeł energii, m.in. poprzez przejęcie Grupy Energa oraz zaawansowane przygotowania do budowy morskiej farmy wiatrowej, co umożliwiło wybór partnera branżowego do realizacji tego projektu na początku 2021 roku.

W 2020 roku PKN ORLEN osiągnął:

  • EBITDA LIFO na poziomie 12,1 mld zł (przed odpisami aktualizującymi wartość aktywów trwałych i uwzględniając zysk na nabyciu akcji spółki Energa)
    • zysk netto w wysokości 3,4 mld zł
    • przychody na poziomie 86,2 mld zł

PKN ORLEN w 4 kwartale 2020 roku utrzymał stabilną pozycję i wskaźniki finansowe na bezpiecznym poziomie. W tym czasie spółka wyemitowała obligacje korporacyjne  o łącznej wartości 1 mld zł, gdzie poziom marży uzależniony będzie od ratingu ESG, nadawanego przez agencję MSCI ESG Research Limited. Emisja spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów – łączna wartość zapisów w procesie budowy księgi popytu wyniosła 2,2 mld zł, ponad 2 razy więcej niż łączna wartość nominalna obligacji. PKN ORLEN uzyskał bardzo korzystne warunki finansowania – najniższe oprocentowanie w historii spółki i jednocześnie najniższą marżę od czasu kryzysu finansowego w 2008 roku.

Na wynik segmentu rafineryjnego w 4 kwartale 2020 roku znaczący wpływ miały niekorzystne warunki makroekonomiczne. Spowodowane były głównie spadkiem marż na lekkich i średnich destylatach, niższym dyferencjałem Brent/Ural o (-) 1,4 USD/bbl (r/r) i umocnieniem złotówki względem dolara. Duże znaczenie miał także ujemny wpływ transakcji zabezpieczających przepływy pieniężne, realizowanych na zakupach ropy naftowej i sprzedaży produktów. Czynniki te spowodowały, że segment rafineryjny osiągnął EBITDA LIFO na poziomie (-) 145 mln zł. Niekorzystne efekty zostały częściowo ograniczone wpływem wyższych marż na ciężkich frakcjach rafineryjnych oraz niższych kosztów zużyć własnych w wyniku spadku cen ropy o (-) 19 USD/bbl. Przerób ropy wyniósł 7,4 mt, natomiast sprzedaż 6,2 mt.

Segment petrochemiczny w ostatnim kwartale 2020 roku osiągnął 508 mln zł EBITDA LIFO, co oznacza wzrost o 187% (r/r). Jest to efekt poprawy wyników przez wszystkie spółki segmentu m.in. dzięki wyższym (r/r) marżom petrochemicznym oraz osłabieniu złotówki względem euro. Sprzedaż produktów petrochemicznych wyniosła 1,4 mt i była wyższa o 17% (r/r), w tym: poliolefin o 47%, nawozów o 12%, PCW o 115% i PTA o 15%, przy porównywalnej sprzedaży olefin. W Polsce wzrost wyniósł 13% (r/r) w efekcie wyższej sprzedaży etylenu, PTA, nawozów i PCW, w Czechach 22% (r/r) w związku z wyższą sprzedażą polietylenu, spowodowaną uruchomieniem PE3, polipropylenu oraz PCW, natomiast w ORLEN Lietuva aż 200% (r/r) w efekcie wyższej sprzedaży zewnętrznej propylenu.

W 4 kwartale ub.r. Koncern odnotował rekordowy wynik segmentu energetycznego, który wyniósł 1,1 mld zł EBITDA LIFO. To wzrost o 192% (r/r). Rezultat ten został osiągnięty głównie w efekcie konsolidacji wyników Grupy ENERGA przy korzystnym wpływie makro (r/r) spowodowanym szybszym wzrostem cen energii elektrycznej w porównaniu do cen gazu. W tym czasie Koncern dysponował 3,2 GWe zainstalowanej mocy elektrycznej i 6 GWt mocy cieplnej. Produkcja energii elektrycznej, która w ponad 70% pochodziła ze źródeł zero i niskoemisyjnych, wyniosła 3,3 TWh, co oznacza wzrost o 10% (r/r). Na zwiększenie produkcji energii elektrycznej wpływ miało głównie korzystne makro dla bloków gazowych, elektrowni wodnych (lepsze warunki hydrometeorologiczne), elektrowni wiatrowych (wzrost wietrzności i oddana do użytku nowa farma wiatrowa Energi o mocy ok. 31 MW) oraz mniejszy wolumen ze spalania biomasy (rezygnacja ze współspalania w Ostrołęce). Sprzedaż energii elektrycznej utrzymała się na poziomie porównywalnym do analogicznego okresu ubiegłego roku, natomiast w wyniku zwiększenia pracy zdalnej w Polsce wzrosła jej dystrybucja. W ramach budowy nowych obszarów biznesowych w segmencie energetyki, PKN ORLEN koncentruje się na rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Inwestycja w pierwszą farmę wiatrową na Bałtyku będzie realizowana wspólnie z wybranym partnerem – kanadyjską spółką Northland Power.

Segment detaliczny PKN ORLEN wypracował w 4 kwartale ub.r. 827 mln zł EBITDA LIFO, co oznacza wzrost o 41% (r/r). Na dobry wynik wpłynął głównie wzrost marż paliwowych na rynku polskim i niemieckim, przy porównywalnym poziomie marż na rynku czeskim i litewskim (r/r). W tym czasie kontynuowano rozwój oferty pozapaliwowej. O 145 wzrosła liczba punktów gastronomicznych Stop Cafe/star Connect (włączając sklepy convenience) w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Na koniec grudnia 2020 roku było ich łącznie 2290, w tym: 1725 Stop Cafe w Polsce (włączając 662 sklepy convenience), 385 Stop Cafe w Czechach, 139 star Connect w Niemczech, 28 Stop Cafe na Litwie oraz 13 Stop Cafe na Słowacji. Zgodnie z przyjętą strategią, Koncern konsekwentnie przystosowywał sieć stacji do sprzedaży paliw alternatywnych. W rezultacie liczba punktów alternatywnego tankowania wzrosła o 104 (r/r) i obecnie wynosi 212, w tym: 167 punktów ładowania samochodów elektrycznych, 2 stacje wodorowe oraz 43 stacje CNG. Najwięcej jest ich zlokalizowanych w Polsce – 137, w Czechach 66, a w Niemczech 9.

Segment wydobycia wypracował rezultat EBITDA LIFO na poziomie 50 mln zł, co oznacza wzrost o 52% (r/r). Wynik ten Koncern osiągnął pomimo spadku cen ropy i kondensatu gazowego głównie dzięki wyższym cenom gazu (r/r) oraz transakcjom zabezpieczającym przepływy pieniężne. W Polsce średnie wydobycie wyniosło 1 tys. boe/d, przy czym 100% stanowił gaz, a w Kanadzie 15,2 tys. boe/d, w tym 42% stanowiły węglowodory ciekłe. W grudniu 2020 roku, w ramach testu produkcyjnego, spółka ORLEN Upstream uruchomiła wydobycie gazu ziemnego ze złoża Bystrowice. Zrealizowano również wiercenie otworu Grodzewo-1 i przeprowadzono testy wydobywcze. Z kolei w Kanadzie wznowiono prace inwestycyjne związane z zagospodarowaniem posiadanych aktywów, w tym m.in. rozpoczęto wiercenie trzech otworów na obszarze Ferrier oraz jednego otworu na obszarze Kakwa. Ponadto Koncern prowadzi działania proekologiczne, które pozwolą zredukować emisję gazów cieplarnianych i spełnić wszystkie wymagania środowiskowe wprowadzone przez rząd federalny i prowincjonalny Kanady.

Przełom w zdalnej diagnostyce płuc: polski AioCare podpisał umowę z amerykańskim Vyaire Medical Inc.

HealthUp, twórca AioCare ™ – cyfrowego systemu do zdalnej diagnostyki pacjentów z chorobami płuc – podpisał kluczową umowę z amerykańskim partnerem na wyłączną dystrybucję AioCare.

  • Umowa z Vyaire Medical jest rynkowym potwierdzeniem jakości polskiej technologii i zabezpiecza wdrożenie rozwiązania na 3 kontynentach i 15 rynkach, w tym w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Australii, Zjednoczonych Emiratach Arabskich.[1]
  • Vyaire to globalna firma skupiająca się wyłącznie technologiach i urządzeniach związanych z oddychaniem. Ma z 65-letnie doświadczenie we wsparciu terapii oraz diagnostyki chorób układu oddechowego poprzez portfolio wielu zintegrowanych rozwiązań.

Komercjalizacja AioCare, cyfrowego systemu do diagnostyki i wsparcia pacjentów z chorobami płuc, złożonego z wielofunkcyjnego urządzenia (spirometru i pulsoksymetru), aplikacji mobilnej oraz panelu online, nabiera nowej dynamiki. Twórca AioCare – spółka HealthUp z portfela Joint Polish Investment Fund – podpisała właśnie umowę partnerską z Vyaire Medical. To globalny lider w dystrybucji urządzeń związanych z zaawansowaną diagnostyką układu oddechowego. W ramach partnerstwa, amerykański koncern zagwarantował sprzedaż systemu AioCare na ponad 15 rynkach w 3 regionach (Europa, Bliski Wschód, Australia).

Partnerstwo z Vyaire, w tak kluczowym okresie, otwiera nam szeroko dostęp do czołowych specjalistów i do ich pacjentów w krajach liczących kilkaset milionów mieszkańców. Nasze rozwiązanie jest szczególnie potrzebne właśnie w czasie pandemii, pozwalając pacjentom kontynuować terapie i diagnozować się na bieżąco, z domu, w sposób 100 proc. bezpieczny i skuteczny – podkreśla dr Łukasz Kołtowski, prezes i współzałożyciel HealthUp.

Tylko w Polsce, okresowej spirometrii wymaga ponad 6 mln pacjentów, co wobec obecnej sytuacji w służbie zdrowia nie jest wykonalne tradycyjną metodą, poprzez wizytę u specjalisty. Po to właśnie powstał AioCare, by wydajnie i łatwo diagnozować, monitorować i w efekcie leczyć niebezpieczne choroby płuc i tym samym ratować ludzkie życia.

Warto uświadomić sobie, że przewlekła obturacyjna chorba płuc (POChP) jest trzecią wiodącą przyczyną zgonów na świecie, cierpi na nią 10 proc. osób powyżej 40. roku życia[2], a jej rozpoznanie nie jest możliwe bez wykonania badania spirometrycznegododaje Piotr Bajtala, współzałożyciel HealthUp.

Wedle ostatnich szacunków, na świecie jest ponad 600 mln pacjentów z[3] astmą lub przewlekłą obturacyjną chorobą płuc, którzy dzięki AioCare będą mogli się lepiej monitorować i skuteczniej się leczyć.

[1] Sprzedaż w kolejnych krajach będzie postępować wraz z uzyskaniem odpowiednich zgód na danych rynkach

[2] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7273182/

[3] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7096989/

Toyota liderem rynku w styczniu 2021. Corolla i Yaris najczęściej rejestrowanymi modelami w Polsce

Toyota zarejestrowała w styczniu 2021 roku 5 857 samochodów osobowych, zajmując niekwestionowane pierwsze miejsce z przewagą ponad 1700 egzemplarzy nad kolejną marką. Najpopularniejszymi modelami w minionym miesiącu były Corolla i Yaris, a w pierwszej dziesiątce znalazły się także RAV4 i Toyota C-HR. Toyota zarejestrowała najwięcej samochodów na rynku flotowym i całkowicie zdominowała rynek klientów indywidualnych. Najpopularniejszym samochodem flotowym jest Corolla, a faworytem nabywców prywatnych jest model Yaris.

Toyota potwierdziła w styczniu 2021 roku swoją pozycję lidera na polskim rynku samochodów osobowych po tym, jak w 2020 roku zajęła pierwsze miejsce w kraju. W pierwszym miesiącu roku marka zarejestrowała 5 857 nowych samochodów osobowych, co stanowi 18% rynku.

Dominująca pozycja Toyoty na polskim rynku znajduje odzwierciedlenie w rankingu rejestracji modeli. Corolla zajęła w minionym miesiącu pierwsze miejsce, po zarejestrowaniu 1 628 samochodów, zaś tuż za nią znalazł się Yaris z wynikiem 1 543 aut. Piąte miejsce w kraju zajął SUV Toyota RAV4 (929 rejestracji), zaś dziewiąte – Toyota C-HR (685 rejestracji).

Co piąty nabywca prywatny wybiera Toyotę

Siłę Toyoty na polskim rynku szczególnie wyraźnie widać w wyborach klientów indywidualnych. Samochody marki wybrało w styczniu 21,8% nabywców prywatnych, rejestrując 2 270 egzemplarzy. To o ponad 90% więcej niż marka zajmująca drugie miejsce.

Zdecydowanym faworytem prywatnych klientów był Yaris, którego wybrały 803 osoby. Corolla znalazła się na trzecim miejscu z wynikiem 475 aut, RAV4 na szóstym (319 aut), Toyota C-HR na ósmym (297 aut), zaś AYGO na dziewiątym (277 aut).

Toyota najpopularniejszą marką flotową

Klienci firmowi zarejestrowali w styczniu 3 587 samochodów Toyoty, co dało marce pierwsze miejsce i 16,4-procentowy udział w rynku. Najczęściej wybieranym samochodem w Polsce była Corolla (1153 rejestracje), zaś Yaris zajął trzecie miejsce (741 rejestracji). Tuż za Yarisem znalazła się Toyota RAV4 (610 rejestracji), zaś Toyota C-HR zajęła dziewiąte miejsce (388 rejestracji).

Toyota na pierwszym miejscu w polskim rankingu niezawodności

Bardzo dobre wyniki Toyoty w 2020 oraz 2021 roku to efekt kilku czynników. Marka oferuje szeroką gamę nowych modeli opracowanych w architekturze TNGA, zapewnia pełną dostępność swoich modeli oraz duży wybór niskoemisyjnych hybryd. Toyota szybko dostosowała się do zmiany warunków na rynku w związku z pandemią i już w marcu 2020 roku uruchomiła nowy kanał sprzedaży przez salony internetowe. Duży wpływ na popularność Toyoty mają także takie czynniki jak niezawodność oraz wysoka wartość rezydualna jej samochodów.

Potwierdzeniem tych atutów jest badanie „Marka nr 1” portalu Wybór Kierowców, oparte na 100 tys. opinii polskich użytkowników samochodów. Toyota po raz piąty z rzędu zwyciężyła w kategorii najbardziej niezawodnych marek z oceną 90,9%. Marka zajęła pierwsze miejsce także w kategorii „Serwisy ASO”.

Cyfryzacja biznesu zwiększa popyt na kompetencje IT – raport płacowy 2021

Pandemia nie pozostała bez wpływu na rynek kontraktingu usług IT, lecz skala negatywnych konsekwencji była zdecydowanie mniejsza niż w innych sektorach. Cyfryzacja biznesu oraz liczne inwestycje w nowe technologie utrzymały wysoki popyt na kompetencje IT, co przełożyło się na atrakcyjne warunki dla specjalistów współpracujących z firmami w modelu B2B. Jak wynika z Raportu płacowego Hays dla rynku IT Contracting, w 2021 będzie dominował trend stopniowej stabilizacji płac. Nie wyklucza to jednak podwyżek w wybranych obszarach specjalizacyjnych.

Pandemia wpłynęła na ogólnoświatową gospodarkę, niosąc za sobą negatywne konsekwencje dla wielu branż. W wyjątkowo dobrej sytuacji znalazł się sektor IT oraz firmy, których głównym źródłem dochodu jest działalność prowadzona w sieci. Inwestycje w IT – rozwój systemów informatycznych i cyfryzację procesów biznesowych – w minionym roku stały się codziennością dla wielu organizacji, które dotychczas miały niewiele wspólnego z nowoczesnymi technologiami. W konsekwencji rynek pracy IT bardzo szybko wrócił do stanu sprzed pandemii i wiele wskazuje na to, że tempo jego rozwoju w najbliższym czasie nie wyhamuje.

Jak zauważa Arkadiusz Wargin, dyrektor dywizji IT Contracting w Hays Poland, na naszych oczach zmienia się tak wiele, że trudno przewidzieć jak dużą metamorfozę przejdzie biznes w ciągu następnej dekady. Pewne jest jednak utrzymanie wysokiego zapotrzebowania na ekspertów w dziedzinie IT. – Nie każda branża i nie każdy obszar usług reaguje tak samo na zmiany otoczenia biznesowego. Wyzwania, z jakimi mierzą się jedne firmy mogą jednak tworzyć szansę rozwoju dla innych. Technologie informacyjne i powiązane z nimi obszary inżynieryjne, od kilku dekad stają się coraz bardziej znaczącą siłą napędową dla rozwoju gospodarek światowych. Kompetencje IT nie tracą na wartości, a specjaliści branży informatycznej, jak byli poszukiwani, tak nadal są i będą firmom potrzebni wyjaśnia ekspert Hays.

Trendy na rynku

Jak wynika z badania Hays przeprowadzonego na koniec 2020 roku, kompetencje IT i cyfrowe pozostają na szczycie listy potrzeb kompetencyjnych firm, przy czym 30 proc. organizacji uznaje je również za najtrudniejsze do pozyskania. W branży IT i telekomunikacji – pozostającej jednym z sektorów generujących największy popyt na kompetencje IT – takiej odpowiedzi udzieliło aż 72 proc. firm objętych badaniem.

Większość organizacji działających w branży deklaruje plany rekrutacyjne na rok 2021. Zatrudniać chce 91 proc. firm IT i telekomunikacyjnych, a 55 proc. z nich spodziewa się trudności w pozyskiwaniu nowych pracowników. Chociaż większość przewidzianych działań rekrutacyjnych będzie dotyczyć pracy etatowej, to 36 proc. firm z branży uwzględnia rekrutację pracowników zewnętrznych, tymczasowych i kontraktorów. Odsetek organizacji zainteresowanych nowoczesnymi formami zatrudnienia rośnie z roku na rok.

raport płacowy 2021 IT contracting
Raport płacowy 2021 – IT Contracting, Hays Poland

Najczęstszą motywacją do podjęcia współpracy z konktraktorami usług IT jest chęć pozyskania kompetencji niezbędnych wyłącznie do ukończenia danego projektu. Bardzo często unikalne, a przez to drogie i trudne do pozyskania zdolności nie są na stałe przydatne w organizacji. Tworzenie w strukturze firmy nowego stanowiska nie znajduje w tej sytuacji uzasadnienia biznesowego. Model kontraktingu IT oferuje organizacjom dostęp do niezbędnych kompetencji, a także jasne warunki współpracy, polegające na wykonaniu konkretnego zadania bądź projektu w określonym czasie. Co więcej, im bardziej doświadczeni specjaliści IT, tym większe prawdopodobieństwo, że B2B będzie dla nich jedynym akceptowalnym modelem współpracy.

Optymizm kandydatów

W 2020 wśród ofert dla kandydatów z sektora IT przeważały te kierowane do ekspertów posiadających konkretne umiejętności i doświadczenie. Firmy mierzące się z niecodziennymi warunkami biznesowymi, częściej poszukiwały kontraktorów z poziomem doświadczenia standardowym dla stanowisk specjalistycznych lub eksperckich. Samodzielność i dojrzałość biznesowa były szczególnie cenne w sytuacji, gdy wdrożenie do firmy odbywało się całkowicie zdalnie.

Specjaliści w obszarze technologii informacyjnych są pewni swojej pozycji na rynku pracy. Jak wynika z badania Hays, aż 72 proc. specjalistów IT pozytywnie ocenia swoje perspektywy zawodowe na rok 2021. Szeroki dostęp do atrakcyjnych ofert przekłada się również na większą otwartość wobec zmiany miejsca pracy. Taką ewentualność jeszcze w tym roku bierze pod uwagę 38 proc. specjalistów IT. Perspektywy uzyskania korzystnych warunków współpracy wciąż są obiecujące, zarówno dla pracowników etatowych, jak i kontraktorów.

 

W minionym roku, w kontekście modelu współpracy B2B, największe podwyżki zanotowaliśmy w obszarze programowania w języku C# i .NET, a także bezpieczeństwa i zarządzania projektami. W nadchodzącym czasie stawki na polskim rynku kontraktingu usług IT będą się stabilizować, co nie oznacza, że ich wzrost całkowicie wyhamuje. Wysoki popyt na kompetencje w obszarze software developmentu, technologii chmurowych i Big Data, w 2021 może poskutkować wzrostem stawek oferowanych kontraktorom specjalizującym się w tych dziedzinach – komentuje Elwira Policht, IT Contracting Recruitment Manager w Hays Poland.

IT bez granic

Z badania Hays wynika, że 96 proc. specjalistów w dziedzinie IT obecnie pracuje zdalnie. Wielu z nich docelowo będzie chciało kontynuować taką formę pracy również po zakończeniu pandemii. Co to oznacza dla kandydatów i rekrutujących firm?

Możemy zaobserwować nowe trendy w obszarze rekrutacji, które nasiliły się po ostatnich miesiącach walki z pandemią. Usługi świadczone przez specjalistów IT, jak w żadnym innym sektorze gospodarki, mogą być realizowane zdalnie, bez uszczerbku dla ich jakości. Ofert pracy zdalnej w IT przybywa lawinowo, co również spełnia jedno z od dawna artykułowanych oczekiwań kandydatów. Geografia w wielu przypadkach przestaje mieć znaczenie. Dla pracodawców oznacza to poszerzenie obszaru rekrutacji i zwiększenie możliwości pozyskania najlepszych specjalistów – zaznacza Arkadiusz Wargin z Hays Poland.

Jednak trend globalizacji rynku IT niesie za sobą również potencjalne zagrożenia. W obliczu popularyzacji pracy zdalnej na całym świecie, podjęcie pracy za granicą nie musi wiązać się z relokacją. Stąd też zagranicznym firmom obecnie zdecydowanie łatwiej jest podjąć współpracę z polskim kontraktorem. Już teraz można zaobserwować sytuacje, w których developerzy nie decydują się na współpracę z organizacją obecną na polskim rynku, w zamian przyjmując propozycję z zagranicy. Istnieje zatem ryzyko, że problem luki kompetencji na polskim rynku będzie narastał.

Cenna elastyczność

Dynamika zmian zachodzących na rynku wpłynęła na podejście niektórych firm do modelu współpracy z ekspertami IT. Część z nich dąży do większej dywersyfikacji zatrudnienia i dostrzega korzyści angażowania wysoko wykwalifikowanych specjalistów wyłącznie na określony czas. Obok większej elastyczności, model kontraktingu oferuje szybki dostęp do odpowiednich kandydatów, a także jasno określone warunki współpracy. Zalety pracy w modelu B2B dostrzegają również specjaliści, którzy czerpią korzyści natury finansowej, ale też zyskują możliwość pracy przy różnorodnych projektach oraz większą swobodę w kształtowaniu swojego życia zawodowego.

Kontrakting usług IT nie jest jednak rozwiązaniem dla wszystkich. Do pracy w tym modelu niezbędne są takie predyspozycje, jak zdolność adaptacji do zmiennych warunków, umiejętność pracy pod presją, a także rozwinięte kompetencje interpersonalne. Warto również zaznaczyć, że kontrakting w wielu przypadkach wiąże się z tymczasowym charakterem pracy, a co za tym idzie – koniecznością posiadania umiejętności sprzedawania swoich usług i wyszukiwania kolejnych zleceń. 

O RAPORCIE

Raport płacowy Hays dla rynku kontraktingu usług IT jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na blisko 100 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami i komentarzami ekspertów. Raport bazuje na oczekiwaniach finansowych ponad 12,5 tysiąca kontraktorów IT. Zestawienie zostało opracowane na podstawie danych uzyskanych w ramach projektów rekrutacyjnych realizowanych przez Hays Poland w 2020 r.

Jak cyberprzestępcy próbowali nas oszukać w ostatnim sezonie wyprzedażowym?

Kończy się kolejny sezon wyprzedaży, będący czasem szczególnej aktywności cyberprzestępców. Ze względu na zamknięcie sklepów, wiele osób chętniej niż w ubiegłych latach korzystało z handlu online. Tymczasem oszuści, jak co roku, stosowali inżynierię społeczną, aby żerować na emocjach ofiary, a następnie podjąć próbę kradzieży pieniędzy i danych osobowych.

Według analizy ekspertów z Fortinetu, cyberprzestępcy podczas ostatniego okresu świątecznych wyprzedaży korzystali ze sprawdzonych i wypróbowanych metod. Warto je poznać i uświadomić sobie, że ostrożność wobec niżej wymienionych zjawisk jest potrzebna zawsze, a nie tylko od święta.

  • Fałszywe strony internetowe – Podczas zakupów online zawsze należy upewnić się, czy odwiedzamy oficjalne strony sklepów. Trzeba uważać na adresy URL, które mogą zawierać nazwy znanych marek ze zmienionymi niektórymi znakami oraz zwracać uwagę na obecność symbolu kłódki i “https” przy adresach, aby upewnić się, że strona jest chroniona.
  • Okazje w social media – Cyberprzestępcy mają sposoby na śledzenie wyników wyszukiwania ofiary i mogą reklamować w mediach społecznościowych akurat te produkty, których ona szuka, po zaskakująco niskich cenach. Reklama może wydawać się godna zaufania, ale należy pamiętać, że każdy – w tym przestępcy – może zapłacić za umieszczenie reklamy w mediach społecznościowych i skierować ją do określonej grupy docelowej.
  • Fałszywe powiadomienia o wysyłce – W razie otrzymania podejrzanego powiadomienia o dostawie paczki albo konieczności dopłaty za jej dezynfekcję, nie wolno klikać w żadne dołączone linki! Takie wiadomości zawierają łącza lub załączniki, które instalują na komputerze złośliwe oprogramowanie lub prowadzą na fałszywe strony internetowe.
  • Fałszywe organizacje charytatywne – W okresie świąt ludzie są często w życzliwym nastroju, a cyberprzestępcy chcą to wykorzystać. Tworzą fałszywe strony organizacji charytatywnych w mediach społecznościowych, wysyłają wiadomości e-mail, a nawet SMS-y. Przed przekazaniem jakiegokolwiek datku trzeba upewnić się, że dana organizacja działa legalnie, a jej dane, w szczególności numer konta, są prawidłowe.
  • Nietypowe formy płatności – Należy uważać na sklepy lub osoby, które proszą o opłacenie zakupów za pomocą kart przedpłaconych, przelewów bankowych, osób trzecich, itp. W przypadku oszustwa, takiej płatności często nie da się cofnąć. Zamiast tego należy używać kart kredytowych, gdyż mają one zabezpieczenia na wypadek oszustwa, płatności można łatwo prześledzić, a odpowiedzialność leży nie tylko po stronie konsumenta.
  • Darmowe karty podarunkowe – Wyskakujące reklamy lub wiadomości e-mail z ofertami bezpłatnych kart podarunkowych mogą być zarówno legalną ofertą, jak też próbą wyłudzenia informacji i kradzieży tożsamości. Jeśli okazja brzmi zbyt dobrze, żeby była prawdziwa, to prawdopodobnie mamy do czynienia z oszustwem.

Metody ataków w czasie świąt w większości nie zmieniają się z roku na rok, zaś inżynieria społeczna to zdecydowanie najczęściej wykorzystywany przez cyberprzestępców sposób – wyjaśnia Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce. – Wykorzystywaną przy tych oszustwach podatnością jest przede wszystkim ludzka natura, a dopiero w drugim etapie luki w oprogramowaniu czy systemach. Wiadomości pochodzą przecież ze źródeł, które ofiara często uznaje za zaufane. A druga natura człowieka sprawia, że systemy nie są aktualizowane na bieżąco i ułatwia to pracę przestępcom 

Dla cyberprzestępców czasem nawet jedna ofiara jest warta inwestycji. Dlatego warto korzystać z wygody zakupów online, ale robić to rozsądnie i mieć się na baczności. Cyberprzestępcy wykorzystają bowiem każdą nadarzającą się okazję, zwłaszcza w czasie zwiększonego ruchu w e-commerce.

Suh Kyung Wook nowym prezesem Samsung Electronics Polska

Suh Kyung Wook objął funkcję nowego prezesa Samsung Electronics Polska.

Suh Kyung Wook jest związany z firmą Samsung od lat. Ostatnie dwa lata spędził na stanowisku prezesa w Wietnamie, gdzie z powodzeniem rozwijał oddział technologicznego giganta na jednym z największych rynków w Azji Południowo-Wschodniej. Wcześniej, w latach 2015-2017 dowodził filią w Singapurze, a następnie na rok objął stanowisko szefa sprzedaży Samsung w południowo-wschodnim regionie Azji. W połowie grudnia wzmocnił oddział Samsung Electronics Polska.

„Jestem niezwykle dumny z możliwości dołączenia do polskiego oddziału firmy. Polska jest wspaniałym krajem z ogromnym potencjałem, przed którym stoją także spore wyzwania. Ostatnia dekada pokazała, jak istotny wpływ na rozwój gospodarki ma transformacja cyfrowa. Dziś sięgamy po kolejne zdobycze technologii – rozwijamy IoT i sztuczną inteligencję, oferujemy technologie, które ułatwiają życie, jednocześnie zapewniając użytkownikom maksimum bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że moja rola jako nowego prezesa firmy, przyczyni się nie tylko do wzmocnienia pozycji Samsung w Polsce. Wierzę w rozwój i umacnianie gospodarki cyfrowej w kraju, dzięki inwestowaniu w innowacje służące wspólnemu dobru ” – powiedział Suh Kyung Wook.

Samsung obecny jest na polskim rynku od ponad 20 lat. Firma należy do grona największych inwestorów zagranicznych prowadzących działalność w Polsce, wpisując się w krajobraz cyfrowej transformacji w kraju. Samsung aktywnie kreuje i definiuje nowe standardy w świecie telewizorów, smartfonów, urządzeń ubieralnych, tabletów, rozwiązań cyfrowych, systemów sieciowych, pamięci, technologii LSI, półprzewodników oraz rozwiązań LED.

Develia podsumowuje rok 2020 na rynku nieruchomości komercyjnych

Rok 2020 Develia SA rozpoczęła mocnym akcentem, finalizując rekordową sprzedaż biurowca Wola Center za 101,9 mln euro. W ostatnim kwartale spółce udało się uzyskać pozwolenie na budowę dla nowej inwestycji biurowej we Wrocławiu. Pomimo zawirowań na rynku związanych z pandemią koronawirusa obiekty spółki – stołeczna Wola Retro, Sky Tower oraz Arkady Wrocławskie – utrzymały stabilne portfolio najemców. W minionym roku firma wynajęła ponad  10 000 m kw. powierzchni komercyjnej.

Sprzedaż Wola Center to kolejny dowód na atrakcyjność obiektów Develia SA na rynku nieruchomości komercyjnych. Spektakularna transakcja o wartości 101,9 mln euro, zawarta w styczniu 2020 roku z Hines European Value Fund, potwierdziła słuszność strategii obranej dla segmentu biurowego. Spółka dostarcza na rynek obiekty, by następnie przeprowadzić proces ich komercjalizacji i odsprzedaży.

Najnowsza inwestycja dewelopera otrzymała w grudniu pozwolenie na budowę. Na działce wielkości 5 428 m kw. przy ulicy Kolejowej we Wrocławiu, zakupionej w 2019 roku za blisko 32 mln zł, ma powstać nowoczesny biurowiec.

Stabilny portfel najemców

W 2020 roku Develia SA podpisała 19 nowych umów na wynajem powierzchni handlowej i biurowej oraz prolongowała 11 dotychczas obowiązujących. Część firm przedłużających kontrakty  w związku z organicznym wzrostem zdecydowała się na powiększenie lokali.

Komercjalizacja biurowa naszych wrocławskich obiektów jest stabilna i wynosi około 90%. Pozytywną informacją jest również utrzymanie wynajęcia części handlowej Arkad Wrocławskich na poziomie sprzed pierwszego lockdownu. 96% zajętej powierzchni na koniec 2020 roku to dobry wynik w tym niezwykle trudnym dla całej branży retail okresie. Pandemia zastała nas również w trakcie remodelingu struktury najemców i innych spektakularnych zmian w Sky Tower. Coraz większe znaczenie zyskuje tutaj przestrzeń biurowa oraz rozbudowywana strefa rozrywki i gastronomii, których uzupełnieniem jest oferta convinience. Sky Tower, jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków stolicy Dolnego Śląska, jest wyjątkowo atrakcyjnym miejscem pracy dla polskich i międzynarodowych koncernów – mówi Piotr Pirogowicz, Dyrektor Zarządzający Obiektami Komercyjnymi Develia SA. W 2020 w warszawskiej Woli Retro wynajęliśmy łącznie 1 800 m kw. przestrzeni. Coraz więcej firm w tym obiekcie pracuje już w trybie stacjonarnym. Najemcy potrzebują jednak czasu, aby móc dostosować fit-outy i zapewnić pracownikom maksymalny komfort i bezpieczeństwo. Pomagamy im, stosując m.in. ponadstandardowe działania antywirusowe w częściach wspólnych budynku dodaje Piotr Pirogowicz.

Bezpieczeństwo w obiektach

Wrocławski deweloper od początku pandemii wdrożył w swoich obiektach szereg procedur związanych z nowymi wymogami sanitarnymi. Wśród innowacyjnych rozwiązań zainstalowanych w przestrzeniach wspólnych Wola Retro znalazły się przepływowe lampy wirusobójcze i bakteriobójcze oraz specjalistyczne wentylatory oczyszczające, które w sposób ciągły zapewniają czystsze i zdrowsze powietrze. Warszawski obiekt jest jednym z pierwszych na rynku, który zastosował takie rozwiązanie. Dzięki wysokiej skuteczności tego typu urządzenia mogłyby być również z powodzeniem stosowane np. w branży fitness czy gastronomii. W efektywny sposób pozwalają bowiem podnieść poziom bezpieczeństwa epidemiologicznego. Spółka pracuje obecnie nad możliwością ich  zainstalowania w częściach wynajętych przez najemców. Powierzchnie w nieruchomości odkażane są także za pomocą zamgławiania ULV w dwu- lub czterotygodniowych odstępach. Dzięki cyklicznej wymianie filtrów firmie udało się również uzyskać certyfikat potwierdzający bardzo dobrą jakość powietrza w Sky Tower. Ponadto w obu wrocławskich inwestycjach zastosowano całą gamę środków mających zapewnić bezpieczeństwo, m.in. zwiększono częstotliwość dezynfekcji powierzchni z użyciem środków wirusobójczych.

– Błyskawiczne dostosowanie się do nowej sytuacji, ale przede wszystkim zagwarantowanie w pełni bezpiecznego środowiska zakupowego spowodowały, że po pierwszym odmrożeniu gospodarki Arkady Wrocławskie stosunkowo szybko zaczęły odbudowywać traffic. Rosły też obroty najemców – w lipcu osiągnęły poziom 97% w stosunku do analogicznego miesiąca 2019 roku. W trzecim kwartale 2020 roku wskaźniki footfall wynosiły 76,3% w porównaniu z tym samym okresem 2019 roku, natomiast średnie obroty najemców – 95,3% – mówi Piotr Pirogowicz. I dodaje: Wyniki te pokazują, że klienci czekają na powrót do galerii handlowych. Jednak czynnikiem decydującym o wyborze danej destynacji zakupowej będzie teraz zapewnienie przez zarządcę poczucia bezpieczeństwa i komfortu przebywania w budynku.

Develia silna w regionie

Arkady Wrocławskie od kilku lat skutecznie pozycjonują się jako centrum otwarte na rodziny, dzięki dopasowanemu do potrzeb tenant-mix oraz aktywnym działaniom wspierającym obroty najemców. Panująca od marca pandemia i narzucone przez nią ograniczenia mocno przemodelowały harmonogram aktywności zarówno Arkad, jak i Sky Tower. Oba obiekty, podobnie jak zdecydowana większość spółek z branż pokrewnych, z dnia na dzień musiały przystosować się do nowej rzeczywistości i zmienić strategię działania. Skoncentrowano się na relacjach z najemcami i promowaniu ich oferty handlowej, a także wspieraniu wrocławskich instytucji oraz wartościowych społecznie inicjatyw.

Rok 2020 był okresem kolejnych modyfikacji w segmencie rozrywki w Sky Tower. Adaptowanie lokalu do swoich potrzeb rozpoczęło Kolejkowo, największa w Polsce makieta kolejowa, jedna z najpopularniejszych atrakcji turystycznych regionu. Ekspozycja zajmie powierzchnię około 1 650 m kw. Wachlarz segmentu entertainment poszerzy również pierwsze w Polsce centrum SimRacingu oraz e-sportu, które zostanie uruchomione w 2Q 2021. Rozpoczęły się także prace projektowe i remont przestrzeni pod wejście do Punktu Widokowego oraz przebudowa nowej kasy biletowej.

Rok 2020 miał być czasem spektakularnych zmian związanych z repozycjonowaniem Sky Tower, kolejnych prognozowanych wzrostów w Arkadach Wrocławskich oraz dynamicznym poszerzaniem portfolio Wola Retro. Niestety, pandemia skorygowała nasze plany – musieliśmy zmodyfikować założenia, wesprzeć naszych najemców, a mnóstwo sił i nakładów skierować na przystosowanie obiektów do funkcjonowania w ścisłym reżimie sanitarnym. Jesteśmy dobrze przygotowani na nadchodzący czas – klienci oraz pracownicy czują się u nas komfortowo i bezpiecznie podkreśla Tomasz Wróbel, Członek Zarządu Develia SA. I dodaje: – Mam nadzieję, że wkrótce uwolnimy się od ograniczeń nałożonych przez sytuację epidemiczną i całą energię będziemy mogli skoncentrować na realizacji przyjętej wcześniej strategii dla naszych budynków.

Gotówka cały czas w użyciu. Prawie 69% Polaków uważa, że jest ona potrzeba

Gotówka w czasach pandemii jest istotnym elementem stabilizacji infrastruktury finansowej państwa. Większość (81%) Polaków deklaruje, że na co dzień nosi ją w swoich portfelach. Co więcej, ponad dwie trzecie z nas uważa, że jest ona potrzebna gospodarce – wynika z badania Tavex zrealizowanego przez firmę SW Research. Przeciwnego zdania jest jedynie 13% ankietowanych. Pozostali nie mają na ten temat wiedzy. Czy na co dzień preferujemy korzystanie z gotówki?

Obrót gotówką w oczach Polaków

Opinie na temat potrzeby obrotu gotówką w gospodarce znajdują swoje potwierdzenie w stosunku Polaków do pomysłu likwidacji gotówki. Ponad połowa badanych uważa, że jest to rozwiązanie niekorzystne (59%), natomiast przeciwnego zdania jest 17% respondentów, według których gospodarka powinna postawić na obrót bezgotówkowy.

Warto pamiętać, że postawa Narodowego Banku Polskiego, jako promotora gotówki, jest bardzo optymistycznym znakiem dla polskiej gospodarki. Pojawienie się NBP w roli promotora gotówki na pewno zrównoważy debatę i trendy rynkowe. Do tej pory były one zdominowane przez organizacje kartowe i finansowane przez nie fundacje, które intensywnie promowały płatności za pomocą kart płatniczych na terenie naszego kraju – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Czym płacimy za zakupy?

Co ciekawe, niemal 80% Polaków preferuje posługiwanie się kartą płatniczą dokonując płatności w sklepie stacjonarnym – wynika z badania firmy Tavex.

Przy wyborze metody płatności, Polacy najczęściej kierują się wygodą i szybką dostępnością środków (71%). W dalszej kolejności wskazują na bezpieczeństwo transakcji i swoich finansów (49%) oraz kontrolę nad swoimi finansami, wybierając rozwiązanie, które pozwala im lepiej zarządzać budżetem (37%).

Z gotówki korzystają wszystkie grupy wiekowe. Najchętniej fizycznymi środkami pieniężnymi posługują się osoby w przedziale 24-30 lat (23%). Respondenci w wieku 35-49 lat (22,5%), powyżej 50 lat (18,5%) oraz do 24 lat (17,2%) również wykorzystują gotówkę do dokonywania płatności.

Gotówka potrzebna od zaraz

Płatności gotówkowe są krytycznym elementem infrastruktury płatniczej kraju. Chronią nie tylko przed cyberzagrożeniami, ale również przed gwałtownymi ruchami np. organizacji kartowych, które mogliśmy ostatnio obserwować na przykładzie podwyżki prowizji o 400% w Wielkiej Brytanii. Gotówka gwarantuje pełną suwerenność, a także ochronę przed coraz powszechniejszymi ujemnymi stopami procentowymi – podkreśla Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Płatności gotówkowe należy również rozpatrywać w kontekście patriotyzmu gospodarczego. Polega on na tym, że koszty płatności gotówkowych przekładają się na przychód w Polsce, podczas gdy płatności elektroniczne (np. kartowe) zasilają zagraniczne budżety głównie Visy i Mastercarda.

Warto zwrócić uwagę, że gotówka również daje poczucie bezpieczeństwa. Zdaniem niemal jednej trzeciej Polaków, płatność gotówką jest zawsze bezpieczna. 46% badanych uważa, że taka forma płatności jest bezpieczna tylko przy małych kwotach, a 15% respondentów nie uznaje płacenia gotówką za bezpieczne, przy czym uważa, że inne metody wiążą się z większym zagrożeniem.

Szymon Piduch dołączył do Rady Nadzorczej Anwim S.A.

Rada Nadzorcza Anwim S.A., właściciela sieci stacji paliw MOYA, zyskała nowego członka. Został nim Szymon Piduch, doświadczony menedżer w branży FMCG, wieloletni prezes zarządu i członek rady nadzorczej sieci sklepów detalicznych Dino Polska. Rozszerzenie składu Rady Nadzorczej Anwim S.A. jest podyktowane nową strategią rozwoju spółki. Według założeń do końca 2024 r. sieć MOYA będzie liczyć minimum 500 stacji paliw.

Szymon Piduch z siecią Dino Polska związany był od 2002 r. Do 2010 r. odpowiedzialny był za finanse spółki, zajmując stanowisko m.in. dyrektora finansowego. Następnie do 2020 r. pełnił funkcję prezesa zarządu. Za prezesury Szymona Piducha sieć Dino odnotowała gwałtowne wzrosty – ze 111 placówek w 2011 r. powiększyła się do 1496 sklepów na koniec ubiegłego roku. W tym czasie kapitał grupy Dino zwiększył się do ponad 2 mld zł.

 Cieszę się, że mogę dołączyć do Anwim S.A. właśnie w momencie, kiedy nowa strategia spółki zakłada tak dynamiczny przyrost liczby stacji benzynowych. Do tej pory moje doświadczenie zawodowe było związane z bardzo intensywnym rozwojem placówek sklepów spożywczych. Tak więc wykorzystanie mojego doświadczenia właśnie w branży paliwowej będzie dla mnie bardzo interesującym wyzwaniem – mówi Szymon Piduch, członek Rady Nadzorczej Anwim S.A.

Szymon Piduch jest absolwentem Wydziału Zarządzania i Marketingu Akademii Ekonomicznej w Poznaniu na kierunku zarządzanie przedsiębiorstwami. Jego aktywność zawodowa rozpoczęła się w 1995 roku. W latach 1995-2002 odpowiadał za takie obszary jak marketing, kontroling i finanse w firmach z sektora spożywczego.

Raport IDC i Oracle – organizacje z Europy Środkowo-Wschodniej muszą wprowadzać innowacje

By zapewnić sobie bezpieczną przyszłość, organizacje w Europie Środkowo-Wschodniej powinny wypracować nowe możliwości rozwoju. Raport z najnowszego badania przeprowadzonego przez IDC i Oracle wskazuje firmom na co powinny zwrócić szczególną uwagę, a czego unikać. Prezentuje też najważniejsze kroki, które należy podjąć, by zmaksymalizować szanse odniesienia sukcesu.

Europa Środkowo-Wschodnia stoi dziś przed wyzwaniami mogącymi stanowić zagrożenie dla konkurencyjności regionu. Przyspieszenie transformacji i szybka adopcja rozwiązań cyfrowych, zwłaszcza opartych o chmurę obliczeniową, może być kluczowa dla przetrwania i rozwoju firm i instytucji z tego obszaru. Takie wnioski płyną z najnowszego badania IDC przeprowadzonego na zlecenie Oracle wśród respondentów z ośmiu krajów: Polski, Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii, Grecji, Chorwacji i Serbii, reprezentujących sektor publiczny i komercyjny.

Priorytety biznesowe w Europie Środkowo-Wschodniej

W dobie pandemii organizacje musiały na nowo określić swoje priorytety. Kwestia ta wyjątkowo często dotyczyła, i wciąż dotyczy, inwestycji IT. Poddawane zwiększonej kontroli, powinny stanowić wartościowe wsparcie dla strategicznych i biznesowych celów organizacji. Osoby decyzyjne z regionu CEE, biorące udział w badaniu IDC, wskazały najważniejsze ich zdaniem priorytety biznesowe. Są nimi:

  • poprawa wyników biznesowych (72%)
  • redukcja kosztów (71%)
  • lepsze zaspokojenie potrzeb klientów (71%)
  • zabezpieczenie biznesu/cyberbezpieczeństwo (69%)
  • zwiększenie możliwości pracowników (62%)

W podziale na poszczególne kraje, najważniejsze priorytety prezentują się następująco:najważniejsze priorytety

Trzy najwyżej notowane priorytety biznesowe mają niemal równe znaczenie dla respondentów. Pokazuje to wyraźnie, jak ważny dla organizacji w regionie CEE jest proces podejmowania decyzji. Przedsiębiorstwa bardzo często muszą bowiem wybierać pomiędzy celami krótkoterminowymi, zorientowanymi na ochronę firmy, a inwestycjami wspierającymi długoterminowy dobrobyt organizacji – mówi Razvan Savu, Senior Consultant IDC w regionie CEE – Pytanie, jak w tej sytuacji dokonać optymalnego wyboru? IT, a w szczególności chmura, zarządzanie danymi i rozwiązania do ich analizy będą odgrywać coraz większą rolę w równoważeniu kompromisów, na które muszą obecnie iść firmy oraz w osiąganiu przez nie celów biznesowych – dodaje ekspert IDC.

Szybsza droga do chmury

Obserwowane ostatnio przyspieszenie wdrażania rozwiązań chmurowych przez firmy i instytucje w regionie CEE to nie przypadek. Jest ono związane, m.in., z pandemią Covid-19. W okresie wiosennego lockdownu i po nim, dla wielu organizacji usługi w chmurze okazały się być optymalnym rozwiązaniem. – Przykłady projektów cyfrowych zrealizowanych w ostatnim czasie przez naszych klientów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej mógłbym długo wyliczać. Wśród nich są zarówno instytucje rządowe, jak też organizacje publiczne czy prywatne przedsiębiorstwa reprezentujące różne branże – komentuje Tomasz Bochenek, Dyrektor Generalny Oracle Polska – Niezależnie od obszaru działalności, historie naszych klientów mają wspólny mianownik. Nowe technologie, jak usługi w modelu cloud, miały stanowić dla nich narzędzie do poradzenia sobie z bieżącymi wyzwaniami. Tymczasem ich wdrożenie otworzyło drogę do realizacji znacznie ważniejszego celu, jakim była trwała zmiana procesów technologicznych i biznesowych – dodaje.

Te przykłady są dość charakterystyczne dla wielu firm w regionie CEE. Po kilku miesiącach korzystania z rozwiązań chmurowych przekonały się one do licznych korzyści, jakie oferuje cloud computing. W efekcie coraz śmielej eksplorują ten obszar technologiczny. Jest to o tyle istotne, że usługi chmurowe stanowią obecnie klucz do szybkiej i skutecznej transformacji cyfrowej.

Różne branże, różne priorytety

W dzisiejszej rzeczywistości, gdy wiele firm boryka się ze skutkami pandemii Covid-19, decydenci biznesowi znajdują się pod coraz większą presją, aby udowodnić, że inwestycje w transformację cyfrową przynoszą organizacji realną wartość. Zapytani o plany dotyczące trwającej lub przyszłej transformacji cyfrowej, respondenci wskazali najważniejsze inicjatywy dla swoich branż:Różne branże, różne priorytety

Wszechobecne dane i ich analiza

W badaniu prawie trzy czwarte (72%) respondentów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej wskazało rozwiązania do zarządzania danymi jako najważniejszy czynnik ułatwiający realizację priorytetów danej organizacji. Wysokiej jakości dane, profesjonalnie zbierane, zarządzane i analizowane za pomocą narzędzi opartych o sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe mogą pomóc firmom w szybszym podejmowaniu optymalnych decyzji biznesowych. W rezultacie przedsiębiorstwa są lepiej zorganizowane i dostosowane do wymagań rynku. Jednocześnie wiele organizacji w regionie Europy Środkowo-Wschodniej wciąż zmaga się z wykorzystaniem siły danych, które gromadzą. Firmy czują się też przytłoczone ilością informacji, którymi muszą zarządzać.Wszechobecne dane i ich analiza

Siedem kroków do bezpieczniejszej przyszłości

Pomiędzy celami i priorytetami organizacji w regionie CEE a rolą, jaką IT odgrywa we wspieraniu tych celów, nadal istnieje pewien rozdźwięk. Nadszarpnięta zębem czasu infrastruktura IT, silosy informacyjne, nieefektywne lub realizowane ręcznie procesy mogą hamować innowacje. Aby dobrze przygotować się na przyszłość, organizacje powinny sprostać tym wyzwaniom. Jak to zrobić? IDC radzi, aby decydenci biznesowi rozważyli podjęcie następujących kroków:

  • zobrazowanie sobie roli firmy w gospodarce zdominowanej przez platformy internetowe
  • umieszczenie redukcji długu technologicznego na czele listy priorytetów
  • stworzenie inteligentnego rdzenia technologicznego
  • uproszczenie i modernizacja procesów w celu kontroli ich złożoności
  • wdrożenie infrastruktury spełniającej wymagania dynamiki biznesowej
  • podkreślenie znaczenia zaufania i bezpieczeństwa
  • uczynienie analizy istotną częścią procesu podejmowania decyzji na wszystkich poziomach

Szczegółowe wyjaśnienia dotyczące poszczególnych kroków i ich znaczenia dla firm z regionu CEE można znaleźć w raporcie przygotowanym przez IDC i Oracle.

Nie ma wątpliwości, że technologia pomaga organizacjom w szybkim dostosowaniu do wymagań „nowej rzeczywistości”. Od sukcesu transformacji cyfrowej często bowiem zależy ich los. Z tego powodu powinna być ona traktowana przez każdą organizację jako priorytet biznesowy. Znaczna część tego procesu zależy od sposobu, w który firmy wykorzystają swoje zasoby IT oraz tego, jakie nowe technologie i aplikacje będą wdrażać. Podstawowym narzędziem w tym zakresie staje się przetwarzanie w chmurze, zapewniające organizacjom elastyczność i skalowalność, których obecnie potrzebują.

Wybrani klienci z regionu CEE realizujący innowacyjne projekty z wykorzystaniem Oracle Cloud:

Polska: Miasto Katowice uruchomiło serwis internetowy zawierający zdjęcia miasta w modelu 3D, precyzyjną ortofotomapę, zdjęcia archiwalne oraz potencjalne instalacje fotowoltaiczne. To pierwsze tego typu rozwiązanie w Polsce i Europie w pełni wdrożone w Oracle Cloud. Usługa umożliwia prezentację zmian w poszczególnych latach, pomiar odległości, wysokości i powierzchni.

Polska: Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej odpowiada za zarządzanie i rozwój Systemu Funduszy Europejskich w Polsce. Klient zdecydował się na migrację rozwiązania do Oracle Cloud z bazą danych Autonomous Transaction Processing Database i użycie narzędzi programistycznych natywnych dla chmury. Ministerstwo posiada pierwszą w UE platformę do zarządzania funduszami opartą o rozwiązania chmury publicznej i usługi IaaS i PaaS od Oracle.

Polska: Stobrawskie Centrum Medyczne (SCM) uruchomiło nowoczesne centrum danych w chmurze oparte na Oracle Cloud Infrastructure (OCI). Centrum medyczne korzysta z systemu do obsługi pacjentów i szpitali opracowanego przez partnera Oracle, firmę Asseco. W ramach projektu SCM wdrożyło usługi OCI wraz z migracją istniejącej serwerowni oraz wszystkich danych korporacyjnych. To pierwsze tego typu rozwiązanie w polskiej służbie zdrowia.

Polska: Oracle wspiera 29. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, dostarczając środowisko Oracle Cloud Infrastructure dla aplikacji „eSkarbonka”. „eSkarbonka” to „wirtualne puszki” dzięki którym można zbierać darowizny na rzecz Orkiestry za pośrednictwem skalowalnego, elastycznego i bezpiecznego środowiska chmurowego.

Czechy: Firma DCIT w oparciu o Oracle Cloud Infrastructure zbudowała rozwiązanie do kompleksowej obsługi audycji i programów dla jednego z nadawców radiowo-telewizyjnych i przeniosła dotychczasowych klientów z rozwiązań on-premise do Oracle Cloud.

Słowacja: IS-COVID to aplikacja, która odpowiada za proces testowania obywateli Słowacji pod kątem Covid19 – od rejestracji i wniosku o badanie, poprzez komunikację z laboratoriami oceniającymi próbki, po raportowanie wyników testów. Aplikacja została stworzona przez Asseco CE i jest obsługiwana przez Słowacki Urząd Zdrowia Publicznego w Oracle Cloud. Obecnie prowadzi rejestr milionów obywateli i wyników ich testów. Projekt zdobył brązowy medal dla „TOP Innowacyjny projekt IT na Słowacji 2020”.

Węgry: Dostawca energii E.on w swojej codziennej pracy zarządza flotą ponad 2300 pojazdów. E.on korzysta z rozwiązania do zarządzania flotą firmy Seacon, partnera Oracle, działającego w oparciu o Oracle Autonomous Database. Narzędzie to spełnia bardzo wysokie wymogi firmy E.on w zakresie bezpieczeństwa i dostępności. Oferuje rozwiązanie dostępne dla personelu z dowolnego miejsca i w dowolnym czasie na wielu urządzeniach.

Węgry: Uniwersytet Technologiczno-Ekonomiczny w Budapeszcie (BME) jest jedną z wiodących węgierskich uczelni wyższych w dziedzinie badań i rozwoju. Instytucja ta od 2017 roku korzysta z usług Oracle Cloud, takich jak High Performance Computing, dynamiczne wykorzystanie maszyn wirtualnych i zasobów GPU, chatboty oraz rozwiązań opartych na technologii Oracle Autonomous.

Grecja: Narodowy System Świadczeń Zdrowotnych (EOPYY) przeprowadził migrację swojego środowiska IT do Oracle Exadata Cloud@Customer. EOPYY odpowiada za negocjacje, zawieranie umów i opłacanie publicznych i prywatnych usługodawców opieki zdrowotnej. EOPYY będzie korzystać z nowoczesnej platformy Oracle do zarządzania danymi, przy jednoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa informacji i zgodności z RODO.

Grecja: ΑEGEAN jest największym przewoźnikiem lotniczym w Grecji. Firma prowadzi analitykę danych dotyczących sprzedaży lotów z wykorzystaniem połączonych usług Oracle Analytics Cloud (OAC) i Oracle Sales Cloud. Zintegrowane rozwiązanie AEGEAN w Oracle Cloud Infrastructure (OCI) w pełni zaspokaja potrzeby analityczne firmy w tym wyjątkowo wymagającym dla branży lotniczej okresie.

Cypr: XM Trading jest jednym z wiodących detalicznych brokerów Forex na świecie. W celu obsługi wolumenu i tempa przyrostu danych generowanych z transakcji handlowych, klient zbudował system z dwiema instancjami Oracle Exadata Cloud Service zsynchronizowanymi przez narzędzia Oracle Data Guard i wykorzystujących usługi Object Storage Classic and Backup, replikowane poprzez łącze FastConnect pomiędzy centrami danych w Slough i Amsterdamie.

Serbia: Elektroprivreda Srbije. Oracle Cloud@Customer zapewnia środowisko chmurowe w centrum danych klienta i pomaga obniżyć koszty oraz usprawnić zarządzanie konsolidacją baz danych.

Serbia: Oktacron – wykorzystując platformę Oracle Cloud Infrastructure do hostowania rozwiązania SIEM, Oktacron zdołał obniżyć koszty, skrócić czas wprowadzania produktu na rynek i wdrażania nowych funkcjonalności.

Chorwacja: Plodine d.d. – jeden z wiodących sprzedawców detalicznych w Chorwacji wdrożył swój system disaster recovery w Oracle Cloud. Jest on kluczowy dla strategii odporności firmy, która obejmuje zasoby lokalne oraz w chmurze. Celem jest szybkie wznowienie normalnych operacji i uniknięcie niekorzystnego wpływu ewentualnych długotrwałych przestojów w przypadku nieplanowanych zakłóceń w świadczeniu usług.

Deloitte: technologia wyznaczy strategiczny kierunek zmian w firmach

Coraz więcej firm przyspiesza działania związane z transformacją cyfrową, nie tylko po to, aby uczynić swoje operacje szybszymi i bardziej wydajnymi, ale także aby reagować na gwałtowne w ostatnich miesiącach wahania popytu i oczekiwań klientów. Z tegorocznego, dwunastego już, raportu firmy doradczej Deloitte „Tech Trends 2021” wyłania się 9 trendów, które będą napędzać rozwój przedsiębiorstw w ciągu najbliższych 2 lat. Przewidują one m.in. połączenie strategii biznesowej i technologicznej, sprawną modernizację systemów głównych i cyfrową transformację łańcuchów dostaw.

– Miniony rok pokazał nam, jak ważna dla firm jest technologiczna dojrzałość. Dziś możemy z całą pewnością powiedzieć, że ci, którzy stosują nowoczesne rozwiązania dużo lepiej poradzili sobie z wyzwaniami, jakie postawiła przed wszystkimi pandemia. Przewidujemy, że w tym roku firmy będą kontynuować swój rozwój oparty przede wszystkim o pracę zdalną. Nasz najnowszy raport o trendach technologicznych pokazuje rozwiązania, które mogą wesprzeć kolejne etapy transformacji – mówi Daniel Martyniuk, Partner, lider zespołu strategii i transformacji IT w Deloitte.

Strategia oparta na technologii

Rozwój technologiczny może stanowić dla przedsiębiorstw szansę na zdobycie przewagi konkurencyjnej i jednocześnie być dużym zagrożeniem dla firm, które zbyt wolno implementują takie rozwiązania. Dlatego w najnowszym raporcie „Tech Trends 2021” strategia została wymieniona, jako jeden z głównych trendów technologicznych. Osiągnięcie przewagi konkurencyjnej zdaniem ekspertów Deloitte wymaga zintegrowania strategii biznesowej i technologicznej, co da organizacji większą zwinność, skalowalność i stabilność. Tradycyjny proces opracowywania strategii biznesowej jest zbyt pracochłonny, oraz utrudnia szybką reakcję na zmieniające się otoczenie i pojawiające się możliwości rynkowe.

– Dlatego też przedsiębiorstwa, które odnoszą największe sukcesy monitorują technologię, wykorzystują zaawansowane narzędzia analityczne i sztuczną inteligencję nie tylko po to, by zwiększać możliwości operacyjne firmy. Robią to też po to, aby w czasie rzeczywistym monitorować sytuację na rynku i śledzić zmiany, które mogą wpłynąć na strategiczne decyzje podejmowane przez zarządy spółek – mówi Anita Bielańska, Dyrektor w zespole strategii i M&A, Deloitte.

Mimo, że większość uczestników badania twierdzi, że dąży do przełomowego wzrostu, 71 proc. z nich przyznaje, że odświeża strategię rzadziej niż co trzy miesiące. Prawie połowa robi to raz do roku, a prawie jedna czwarta co dwa lata. Tymczasem, skuteczna realizacja strategii korporacji wymaga ciągłego monitorowania i dostosowywania założeń, które leżą u jej podstaw. Aby było to możliwe, liderzy ds. strategii powinni współpracować z liderami technologicznymi. To da im pewność, że zespoły IT rozumieją strategię organizacji i w oparciu o jej założenia podejmują decyzje dotyczące technologii.

Warto przy tym zauważyć, że 70 proc. szefów strategii (Chief Strategy Officer) w badaniu Deloitte „2020 CSO Survey” uznała, że przełomowy wzrost jest kluczowy dla sukcesu organizacji, ale tylko 13 proc. jest przekonanych, że ich firma jest w stanie zrealizować ten strategiczny priorytet.

Wielka odnowa starego systemu

W wielu organizacjach system główny wdrażany był 15-20 lat temu i od tamtej pory podlegał ciągłej rozbudowie. Jedocześnie informatyka diametralnie się zmieniała, powstały nowe możliwości, których system główny nie potrafi wykorzystać – jak na przykład chmura. Jak zauważają eksperci Deloitte, w obecnym klimacie gospodarczym strategicznie ważniejsze niż kiedykolwiek jest, aby systemy główne w przedsiębiorstwie wspierały sprawność, innowacyjność i nowe sposoby pracy, które napędzają potencjał cyfrowy.

– 80 proc. organizacji przyznaje, że albo planuje, albo przechodzi właśnie transformację cyfrową. Wprowadza nowe kanały sprzedaży, obsługi klienta, narzędzia do analityki danych czy do automatyzacji procesów. Stary system główny utrudnia efektywne przeprowadzenie takiej transformacji i wymusza bardzo często, albo trudne kompromisy, albo kosztowne obejścia. Dlatego jednym z podstawowych trendów, na które wskazujemy w raporcie jest odnowa systemu głównego – mówi Anna Wiącek-Kocot, Dyrektor w zespole strategii i transformacji IT, Deloitte.

W obliczu niepewności związanej z pandemią i napiętymi budżetami, wielu liderów IT szuka nowych sposobów finansowania inicjatyw modernizacyjnych, bardziej neutralnych pod względem kosztów i łatwiejszych w zarządzaniu operacyjnym. Przy tym, oczekują od tych inwestycji nie tylko usprawnień w pracy zespołów IT, ale też stworzenia trwałej podstawy dla innowacji, a co za tym idzie przewagi konkurencyjnej.

Zauważalny staje się trend związany z wykorzystaniem mądrze skonstruowanych umów outsourcingowych, których specyfika będzie się różnić w zależności od potrzeb i branży. Jednym z typów umów testowanych przez organizacje są operate-to-transform z partnerami wdrożeniowymi, które nakładają na nich odpowiedzialność za ciągłą modernizację systemów. Niektóre organizacje są w stanie zabezpieczyć umowy, na mocy których ich systemy zostaną zmodernizowane do platform cloud-native w ciągu kilku lat, podczas gdy koszty operacyjne organizacji pozostaną neutralne.

Od łańcucha do sieci

Wywołane pandemią zakłócenia procesów realizacji dostaw dowiodły, że łańcuchy dostaw wymagają niezwłocznej transformacji cyfrowej. Najbliższe dwa lata przyniosą znaczną zmianę w ich postrzeganiu oraz poziomie transformacji. – Producenci, sprzedawcy i inni uczestnicy rynku zaczną przekształcać swoje łańcuchy dostaw w centra generowania wartości ukierunkowanej na klienta. Część z nich już stosuje cały szereg narzędzi cyfrowych do hipersegmentacji klientów i przechwytywania sygnałów popytu z różnych części ich łańcuchów dostaw. Zdobyte informacje pomagają lepiej reagować na wahania popytuSzymon Braciszewski, ekspert w zespole SAP Supply Chain Management Area, Deloitte.

Innym sposobem na optymalizację całego ekosystemu dostaw jest wirtualizacja dużych zbiorów danych, dzięki czemu są one łatwiej dostępne i można je wykorzystać w każdym punkcie stale rosnących sieci dostaw. Z kolei wykorzystanie robotów, dronów i innych technologii, zwiększa skuteczność, wydajność, produktywność, ale też bezpieczeństwo osób obsługujących cały ten proces.

Przekształcenie tradycyjnych łańcuchów dostaw w klientocentryczne sieci wymaga czasu, a w większości przypadków nigdy się nie skończy. Tego rodzaju przełomowa zmiana, spowodowana pandemią, może stać się nowym standardem działania. Jeżeli więc w przyszłości wystąpi zdarzenie o porównywalnej skali i znaczeniu, członkowie zarządu odpowiedzialni za łańcuch dostaw i technologię nie będą mogli usprawiedliwiać się, że nie byli w stanie go przewidzieć.