RPP nie reaguje na silniejszego złotego. Euro wyraźnie poniżej 4,50

Jeszcze w środę rynek akcji wyhamował odbicie przy braku silnego motywu przewodniego. Na FX USD pozostaje umiarkowanie silniejszy, ale bez widocznego przekonania, aby ruch miał nabierać na sile. Nagromadzony w ostatnich dniach szum informacyjny jeszcze nie przycichł i utrudnia powrót do trendu. W efekcie EUR/USD dokleja się do 1,20, GBP/USD spad pod 1,36, ale EUR/PLN pozostaje wyraźnie poniżej 4,50.

W tym ostatnim pomaga wczorajszy komunikat Rady Polityki Pieniężnej, który w zasadzie od stycznia nie zmienił się. RPP utrzymała stopy procentowe bez zmian (referencyjna 0,1 proc.), a także dalej będzie prowadzić operacje zakupu aktywów dłużnych. Rada zwróciła uwagę na negatywny wpływ zaostrzonych restrykcji w Europie i Polsce, co doprowadziło do spadku PKB w IV kw., ale dalej oczekuje odbicia ożywienia 2021 r., w czym ma pomóc poluzowanie polityki pieniężnej. Ponownie zaznaczono, że przeszkodą może być silny złoty, dlatego bank centralny może także stosować interwencje na rynku walutowym. Interesujące jest, że komunikat RPP nie zmienił się, mimo że w ostatnich dniach obserwowaliśmy dynamiczne umocnienie złotego i złamanie psychologicznego poziomu 4,50 za euro. Jakkolwiek interwencje walutowe nie są w gestii RPP, ale zarządu banku, to jednak jeśli kurs walutowy stał się tak ważnym elementem polityki, zmiana warunków rynkowych wymagałaby nasilenia chociażby werbalnej interwencji. Fakt, że nic w komunikacie się nie zmieniło, wzmacnia tezę, że NBP nie będzie silnie walczył o obronę słabego złotego na konkretnym pułapie. Sądzę, że to słuszne podejście, gdyż próby walki z siłami rynkowymi nigdy nie kończą się dla banku centralnego dobrze. Złoty nie realizuje wyraźnego rajdu ulgi po decyzji RPP (wskutek braku ostrzejszego języka w stosunku do waluty), ale zachowawczość inwestorów można tłumaczyć tym, że w tym tygodniu NBP jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. To będzie należeć do prezesa Glapińskiego w piątek o 16:00, kiedy zaprezentuje nagranie z odpowiedziami na pytania przesłane przez dziennikarzy. Czy komentarze krytykujące aprecjację złotego zostaną synchronizowane z interwencją walutową? Miejmy nadzieję, że na takie rzeczy miejsce jest tylko w filmach.

Dziś decyzję przedstawi Bank Anglii, ale nie oczekujemy zmian w poziomie stóp procentowych i warunkach program skupu aktywów. Ważnym punktem konferencji prezesa Baileya będzie za to opinia o ujemnych stopach procentowych po przeprowadzonej w sektorze bankowym analizie wykonalności takiej operacji. Zakładamy, że konkluzja z analizy wskaże na dostępność takiego rozwiązania, co automatycznie otworzy drogę do pytań o to, czy 1) czy BoE aktualnie myśli o cięciu stóp procentowych oraz 2) gdzie wypada limit dla obniżek? Jeśli BoE chce utrzymać optymistyczne oczekiwania co do perspektyw ożywienia, implikuje to brak pośpiechu z wprowadzeniem ujemnych stóp procentowych. Jednocześnie dla uniknięcia rewaluacji w górę rynkowych oczekiwań w stosunku do ścieżki stóp procentowych, bank powinien podtrzymać ryzyko obniżki. Każda sugestia, że „efektywne dolne ograniczenie” (effective lower bound) jest gdzieś poniżej zera, będzie odebrane za gołębie. Wycena funta w ostatnim czasie podążała za redukcją prawdopodobieństwa ujemnych stóp procentowych Banku Anglii oraz pozytywnych informacji o tempie wyszczepienia w Wielkiej Brytanii, kontrastując z problemami z dostawami szczepionki w Europie. Rynek całkowicie ignoruje inne czynniki ryzyka po stronie funta – silniejsze na Wyspach niż w Eurolandzie załamanie sektora usługowego oraz trudności biurokratyczne w wymianie handlowej po brexicie. Premiowanie GBP przez uczestników rynku ustawia względnie nisko poprzeczkę dla gołębich zaskoczeń w czwartkowym przekazie Banku Anglii.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

UPS publikuje wyniki finansowe za Q4 2020. Wzrost o 21% r/r

  • Wzrost przychodów w ujęciu skonsolidowanym o 21,0%, do poziomu 24,9 mld USD, dzięki lepszym wynikom odnotowanym we wszystkich segmentach działalności
  • Wzrost skonsolidowanego zysku z działalności operacyjnej o 1,6%, do poziomu 2,2 mld USD (o 26,0% według wartości skorygowanych*)
  • Rozwodniona strata na akcję na poziomie (3,75 USD); skorygowany rozwodniony zysk na akcję na poziomie 2,66 USD, wzrost o 26,1%
  • Roczne przychody i skorygowany rozwodniony zysk na akcję najwyższe w historii firmy

Spółka UPS (NYSE: UPS) opublikowała dane dotyczące skonsolidowanych przychodów za czwarty kwartał 2020 r., które wyniosły 24,9 mld USD i były o 21,0% wyższe w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Skonsolidowany średni wolumen dzienny zwiększył się o 10,6% w ujęciu rok do roku. Zysk operacyjny ukształtował się na poziomie 2,2 mld USD, co oznacza wzrost o 1,6% w porównaniu z czwartym kwartałem ubiegłego roku (w ujęciu skorygowanym wzrost o 26,0%). Strata netto za kwartał wyniosła 3,3 mld USD, natomiast skorygowany zysk netto wyniósł 2,3 mld USD – o 26,4% więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku.

W czwartym kwartale rozwodniona strata na akcję wyniosła 3,75 USD, w porównaniu z rozwodnioną stratą na akcję w wysokości 0,12 USD w czwartym kwartale 2019 roku. Skorygowany rozwodniony zysk na akcję wzrósł o 26,1% do 2,66 USD, w porównaniu z 2,11 USD w tym samym okresie ubiegłego roku.

Wyniki czwartego kwartału 2020 r. ustalone zgodnie ze standardami rachunkowości GAAP obejmują koszty w łącznej wysokości 5,6 mld USD, tj. 6,38 USD w przeliczeniu na jedną akcję rozwodnioną, na które złożyły się: niepieniężny odpis z tytułu aktualizacji wyceny programów świadczeń emerytalnych do wartości rynkowej po opodatkowaniu w wysokości 4,9 mld USD, koszty procesów transformacyjnych po opodatkowaniu w wysokości 114 mln USD oraz odpisy z tytułu utraty wartości po opodatkowaniu w wysokości 545 mln USD, związane z decyzją Spółki o sprzedaży UPS Freight. Wyniki czwartego kwartału 2019 r. ustalone zgodnie ze standardami rachunkowości GAAP obejmowały koszty w łącznej wysokości 1,9 mld USD, tj. 2,23 USD w przeliczeniu na jedną akcję rozwodnioną, na które złożyły się: niepieniężny odpis z tytułu aktualizacji wyceny programów świadczeń emerytalnych do wartości rynkowej po opodatkowaniu w wysokości 1,8 mld USD, koszty procesów transformacyjnych po opodatkowaniu w wysokości 39 mln USD oraz koszt rezerwy ustawowej po opodatkowaniu w wysokości 91 mln USD, rozpoznany w segmencie przesyłek krajowych w Stanach Zjednoczonych.

– Wyniki finansowe czwartego kwartały przewyższyły nasze oczekiwania, dlatego dziękuję wszystkim pracownikom UPS za ich niezwykły wysiłek włożony w świadczenie najwyższej jakości usług w okresie świątecznym – powiedziała Carol Tomé, dyrektor generalna UPS. – Chcę również podziękować naszym klientom za ich współpracę w tym trudnym roku. Z optymizmem patrzymy na nadchodzący rok. W czwartym kwartale uruchomiliśmy dostawy szczepionek COVID-19 i jesteśmy gotowi, aby nieść nadzieję i chronić zdrowie ludzi na całym świecie.

Segment przesyłek krajowych w Stanach Zjednoczonych

   

IV kw. 2020 r.

Dane skorygowane

IV kw. 2020 r.

 

IV kw. 2019 r.

Dane skorygowane

IV kw. 2019 r.

Przychody ze sprzedaży 15 744 mln USD   13 408 mln USD  
Zysk z działalności operacyjnej 1 247 mln USD 1 379 mln USD 1 074 mln USD 1 207 mln USD

 

  • Przychody wzrosły o 17,4% dzięki rosnącym przychodom w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw.
  • W przeliczeniu na przesyłkę przychody wzrosły o 7,8%, do czego przyczynił się segment przesyłek drogowych dla klientów indywidualnych.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 7,9%, a skorygowana marża operacyjna wyniosła 8,8%.

* “Kwoty „skorygowane” stanowią wskaźniki finansowe, które nie są obliczane zgodnie ze standardami rachunkowości GAAP. Więcej informacji na temat wskaźników finansowych obliczanych zgodnie ze standardami rachunkowości innymi niż GAAP, w tym uzgodnienie do najbliżej skorelowanego wskaźnika GAAP, przedstawiono w załączniku do niniejszego komunikatu.

Segment przesyłek międzynarodowych

   

IV kw. 2020 r.

Dane skorygowane

IV kw. 2020 r.

 

IV kw. 2019 r.

Dane skorygowane

IV kw. 2019 r.

Przychody ze sprzedaży 4 770 mln USD   3 762 mln USD  
Zysk z działalności operacyjnej 1 148 mln USD 1 160 mln USD 799 mln USD 809 mln USD

 

  • Średni dzienny wolumen przesyłek zwiększył się o 21,9% za sprawą wzrostu wolumenu przesyłek eksportowych we wszystkich regionach.
  • Przychody zwiększyły się o 26,8%, głównie dzięki wzrostom odnotowanym w Azji i Europie.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 24,1%, a skorygowana marża operacyjna wyniosła 24,3%.

Segment łańcucha dostaw i spedycji towarów

   

IV kw. 2020 r.

Dane skorygowane

IV kw. 2020 r.

 

IV kw. 2019 r.

Dane skorygowane

IV kw. 2019 r.

Przychody ze sprzedaży 4 382 mln USD   3 398 mln USD  
Zysk/(strata) z działalności operacyjnej -228 mln USD 331 mln USD 260 mln USD 262 mln USD

 

  • Przychody wzrosły o 29,0% dzięki silnemu popytowi w niemal wszystkich obszarach działalności, w tym w segmencie usług spedycji z Azji oraz UPS Healthcare.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie -5,2%, a skorygowana marża operacyjna wyniosła 7,6%.

Wyniki skonsolidowane za 2020 r.

  • Przychody wzrosły o 14,2%, do poziomu 84,6 mld USD.
  • Zysk operacyjny osiągnął poziom 7,8 mld USD, a skorygowany zysk operacyjny 8,7 mld USD, co oznacza wzrost o 7,0%.
  • Rozwodniony zysk na akcję wyniósł 1,64 USD, a skorygowany rozwodniony zysk na akcję – 8,23 USD.
  • Nakłady inwestycyjne sięgnęły 5,4 mld USD (5,6 mld USD w ujęciu skorygowanym).
  • Roczne wolne przepływy pieniężne ukształtowały się na poziomie 5,1 mld USD, w tym 3,1 mld USD z tytułu składek emerytalnych.
  • Kwota wypłaconej dywidendy wyniosła 3,6 mld USD, co oznacza wzrost o 5,2% w przeliczeniu na akcję w porównaniu z rokiem poprzednim.

Perspektywy

Ze względu na utrzymującą się niepewność gospodarczą spowodowaną globalną pandemią koronawirusa, Spółka nie publikuje prognoz przychodów i rozwodnionego zysku na akcję. Spółka publikuje natomiast całoroczną prognozę alokacji kapitału.

Alokacja kapitału w 2021 roku

  • Zakładana wysokość nakładów inwestycyjnych to ok. 4,0 mld USD.
  • Oczekuje się wzrostu poziomu dywidendy pod warunkiem uzyskania zgody Rady Dyrektorów.
  • Długoterminowe dłużne papiery wartościowe o wartości 2,5 mld USD zostaną spłacone w terminie ich zapadalności.
  • Prognozowana efektywna stopa podatkowa wyniesie około 23,5%.
  • W 2021 roku Spółka nie planuje wykupu akcji własnych ani nie zamierza pozyskiwać finansowania na rynku dłużnym.

TenderHut SA złożyła dokument informacyjny na GPW

Spółka TenderHut SA złożyła dokument informacyjny na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Rozpoczyna w ten sposób formalną procedurę wprowadzenia akcji do Alternatywnego Systemu Obrotu. TenderHut planuje wejść na rynek NewConnect w I kw. tego roku.

TenderHut SA już formalnie rozpoczęła swoją długo zapowiadaną drogę do stania się spółką publiczną. Spółka złożyła dokument informacyjny w celu wejścia na NewConnect. Przygotowanie dokumentu informacyjnego wspierał Dom Maklerski INC SA.

– Do wejścia spółka przygotowuje się już od wielu lat, a droga ta była poprzedzona wieloma analizami. Jesteśmy wdzięczni naszym doradcom z PwC oraz L2 Partners za cenne rady w całym procesie analizy europejskich parkietów, DM INC za profesjonalne wsparcie, oraz GPW za przekonanie nas do ostatecznego wyboru warszawskiego parkietu. Mam nadzieję, że weryfikacja dokumentu informacyjnego przez GPW przebiegnie sprawnie i wejdziemy na NewConnect jeszcze w pierwszym kwartale tego roku – mówi Robert Strzelecki, prezes zarządu TenderHut SA.

Grupa TenderHut obecnie rozwija trzy linie biznesowe: outsourcing usług IT (SoftwareHut, ExtraHut, ProtectHut, LegalHut), transformacja cyfrowa procesów laboratoryjnych (Solution4Labs, Holo4Labs) oraz venture building (polski VenturesHut, szwedzki Nordic Tech House) nadzorujący rozwój spółek produktowych takich jak: Zonifero – tworzące rozwiązania Work-Tech, Holo4Med – zajmujące się wykorzystaniem Mixed Reality w medycynie, Grow Uperion – platforma grywalizacyjna motywująca pracowników.

Plany grupy są ambitne i niezależnie od założeń związanych z organicznym wzrostem chce ona rozwijać się również przez połączenia na rynku polskim oraz akwizycje na rynkach Europy Zachodniej czy Ameryk Północnej i Południowej. – Chcemy rozwijać się globalnie. Naszym celem strategicznym jest stworzenie grupy informatycznej zdolnej świadczyć usługi w trybie “follow-the-sun”. Kluczowym elementem tego planu jest dostępność zespołów developerskich we wszystkich strefach czasowych. Pandemia COVID-19 spowodowała, że nasze zagraniczne procesy M&A zostały zamrożone, ale nie zaniechane. Mamy nadzieję, że obecność na rynkach kapitałowych wzmocni naszą transparentność, wiarygodność i rozpoznawalność, co pozwoli nam z przytupem wrócić na rynek transakcyjny. Liczymy także na aktywną współpracę z instytucjami oferującymi wsparcie takich inicjatyw, m.in. z Funduszem Ekspansji Zagranicznej PFR, z którego strategią nasze plany wydają się być idealnie zbieżne.  

Jednak celem spółki jeszcze na ten rok kalendarzowy jest wejście na główny parkiet warszawskiej GPW.  – Wejście na NewConnect to dla nas okres przejściowy. Będziemy się starać, aby jeszcze w tym roku wprowadzić akcje TenderHut na główny parkiet. Debiut na głównym parkiecie GPW prawdopodobnie połączymy wówczas z ofertą publiczną  – podsumowuje Robert Strzelecki.

Pakiet Mobilności czy rzeczywiście wpływa na branżę transportową?

54 procent klientów PKO Leasing[1], prowadzących działalność transportową, obawia się że wprowadzony w sierpniu Pakiet Mobilności obniży konkurencyjność polskich firm na rynku przewozów międzynarodowych. Jednak 62 proc. ankietowanych deklaruje, że nie odczuwa jeszcze wejścia nowych przepisów w życie.

Polska jest liderem europejskiego rynku przewozów towarowych, dlatego tyle emocji wzbudzało wprowadzenie do prawodawstwa Unii Europejski aktów prawnych regulujących zasady przewozu towarów. Polskie firmy transportowe do samego końca walczyły o zmianę niektórych przepisów twierdząc, że Pakiet w przyjętej obecnie formie znacznie obniży ich konkurencyjność na rynku międzynarodowym. Jak ocenią one nowe regulacje pięć miesięcy po wprowadzeniu nowego prawodawstwa?

Delegowanie kierowców, wypoczynek i czas pracy

Nowe zasady są wdrażane stopniowo. Pierwsze z nich, dotyczące czasu pracy i odbioru wypoczynku, weszły w życie w sierpniu 2020 roku. Co piąty badany uznał je za trudne do wdrożenia. Znacznie więcej obaw wzbudzają zmiany dotyczące delegowania kierowców, które wchodzą w życie dopiero w lutym 2022 roku. Wprowadzania tych przepisów już teraz obawia się 29 proc. właścicieli firm transportowych. Dodatkowo nowe przepisy będą obejmować takie obszary jak wymóg posiadania siedziby, poszerzenie Krajowego Rejestru Przedsiębiorców Transportu Drogowego oraz wprowadzenie nowych wymogów finansowych wobec firm transportowych.

Polska jest krajem o dużym rynku wewnętrznym, położonym relatywnie blisko obszaru, w którym wykonuje się najwięcej operacji transportowych w Unii Europejskiej. Co więcej, branża wykazała się dużą odpornością na negatywny wpływ pandemii koronawirusa i notuje bardzo dobre wyniki finansowe. Pakiet Mobilności może przyczynić się do lekkiego spadku efektywności sieci transportowej oraz wzrostu kosztów prowadzonej działalności. Jego regulacje mogą być bardziej dotkliwe dla małych firm. Perspektywy rozwoju dla firm średnich i dużych pozostają jednak korzystne, a Pakiet nie powinien istotnie wpłynąć na pogorszenie ich sytuacji finansowej czy konkurencyjności – mówi Wojciech Matysiak, ekonomista PKO Banku Polskiego.

Europa Wschodnia kabotażem stoi

Pakiet uderza głównie w operacje kabotażowe i cross trade, w których specjalizuje się Europa Środkowo-Wschodnia. W Polsce udział cross trade oraz kabotażu w pracy przewozowej ogółem wynosi odpowiednio ok. 20 i 6 proc. Na ocenę wpływu Pakietu na działalność firm jest jeszcze za wcześnie. Jednak ankietowani już teraz zakładają, że nowe przepisy przełożą się na wyższe koszty prowadzenia działalności. Aż 95 proc. firm wskazuje na taką możliwość. Przekłada się to na nastroje inwestycyjne w branży. Tylko co piąty ankietowany zamierza dalej inwestować w sprzęt i nowe rozwiązania.

Sytuacja w branży nie jest jednoznaczna. Widać coraz większy optymizm, ponieważ wstępne dane finansowe za trzeci kwartał 2020 dla średnich i dużych firm transportowych wskazują na poprawę zysku netto o 85,6% r/r. Firmy notują wprawdzie spadek przychodów, ale w znacznym stopniu udało im się obniżyć koszty. Pozytywnym symptomem jest również to, że rośnie liczba rejestracji w transporcie ciężkim. Z drugiej strony aktywność inwestycyjna firm w okresie wiosennego lockdownu praktycznie zamarła. Przedsiębiorcy wskazują na dużą niepewność co do przyszłości w kontekście recesji gospodarczej oraz wchodzącego w życie Pakietu Mobilności – podkreśla Piotr Gąska, dyrektor Rynku Transportu Ciężkiego w PKO Leasing

Praca i liczba firm

Bardzo dużym problemem dla branży transportowej jest deficyt pracy kierowców. Jedną z kluczowych przewag konkurencyjnych polskiego sektora transportu drogowego towarów na rynku UE są niższe koszty pracy. Z roku na rok firmy raportują coraz poważniejsze problemy ze znalezieniem pracowników. Potwierdzają to również wyniki ankiety przeprowadzonej na klientach PKO Leasing. Spółka zapytała przedsiębiorców, czy Pakiet Mobilności wpłynie na rynek pracy w branży transportowej. 69 proc. przedsiębiorców uważa, że wprowadzone zmiany pogłębią tylko problem deficytu kierowców na rynku. Pandemia może jednak zmienić optykę, ponieważ branże dotknięte Covid-19 uwolniły część zasobu pracowników.

Kolejną kwestią, co do której branża ma podzielone zdanie jest proces konsolidacji firm. Branża transportu drogowego towarów jest silnie rozdrobniona. Niemniej już od kilku lat widoczny jest coraz wyraźniejszy trend konsolidacyjny na rynku. Wzrost rynku transportowego jest udziałem głównie firm średnich i dużych. Nie ulega wątpliwości, że wzrost kosztów oraz biurokracja związana z Pakietem Mobilności uderzy przede wszystkim w firmy małe, co może przyczynić się do przyspieszenia konsolidacji sektora. Ankietowani przedsiębiorcy są w tej kwestii podzielni – 56 proc. uważa, że nowe przepisy nie wpłyną na łączenie się firm. Natomiast 44 proc. uważa że Pakiet Mobilności przyspieszy konsolidację rynku.

[1] Badanie przeprowadzone na grupie 100 klientów PKO Leasing reprezentujących branżę transportową z aktywną umowę leasingową w segmencie transportu ciężkiego.

PZF: pandemia nie zatrzymała faktoringu

Pogorszenie sytuacji gospodarczej w Polsce nie osłabiło kondycji sektora faktoringowego. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów zanotowały w 2020 r. wzrost obrotów. Nabyły wierzytelności wynikające z faktur wystawionych przez krajowych przedsiębiorców o łącznej wartości ponad 290 mld zł. Rok temu kwota ta sięgała 281,7 mld zł. Oznacza to, że obroty sektora faktoringowego zanotowały wzrost o 3 proc. Z jego usług korzysta obecnie 18,4 tys. firm. Przekazały one do sfinansowania 18,4 mln faktur.faktoring podsumowanie 2020

Polski Związek Faktorów (PZF) zrzesza większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe. Skupia obecnie 5 banków komercyjnych, 20 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania oraz 5 podmiotów o statusie partnera.

– Rok 2020 był dla polskich przedsiębiorców zdecydowanie najtrudniejszym okresem odkąd nasza gospodarka działa w warunkach wolnego rynku. Znaleźliśmy się w warunkach pandemii, która ma bardzo duży wpływ na to co dzieje się na rynkach, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Zostały dotknięte skutkami pandemii i w znaczny sposób ucierpiały. Kryzys nie ominął klientów usług faktoringowych. Jednak mimo niekorzystnych warunków gospodarczych, zainteresowanie faktoringiem udało się utrzymać. Przybyło przedsiębiorców, decydujących się na finansowanie działalności w oparciu o faktury – mówi Jarosław Jaworski, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.faktoring podsumowanie 2020 – obroty

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 18,4 tys. firm. Wystawili oni blisko 18,4 mln faktur, na podstawie których krajowi faktorzy udzielili finansowania.

– Nasza oferta jest dla przedsiębiorców istotnym wsparciem. Zapewniamy płynność finansową zamieniając ich należności na gotówkę. To pozwala im zachować zdolność do regulowania zobowiązań na bieżąco. Dzięki temu łatwiej im przetrwać trudne czasy. Stale też udoskonalamy technologie i upraszczamy procesu obsługowe. Współpracujemy też ze Skarbem Państwa. Wspólnie z Bankiem Gospodarstwa Krajowego uruchomiliśmy pierwsze w Europie rozwiązanie ułatwiające dostęp do finansowania biznesu w warunkach pandemii o wartości 11 mld zł – powiedział Jarosław Jaworski. faktoring podsumowanie 2020 – liczba faktorów

Po faktoring sięgają najczęściej firmy z sektorów: produkcyjnego i dystrybucyjnego. W ich przypadku utrzymanie płynności finansowej decyduje o przetrwaniu lub rozwoju. Faktoring umożliwia im zachowanie dobrej kondycji ekonomicznej, a przez to także – stabilnej pozycji rynkowej i przewagi konkurencyjnej.faktoring podsumowanie 2020 – struktura

Zmiany w kierownictwie Avis Budget Group

Avis Budget Group mianował Martina Grubera na stanowisko wiceprezesa ds. handlowych, a Laurenta Sculiera na dyrektora zarządzającego w regionie Europy Środkowej i Zachodniej, który obejmuje również Polskę. To część szerszych zmian w międzynarodowym kierownictwie firmy.

Martin Gruber
Martin Gruber – wiceprezes ds. handlowych w Avis Budget Group

Martin Gruber kontynuuje wieloletnią karierę w Avis Budget Group. Z globalnym dostawcą usług mobilności osób jest związany od 1999 roku. Przez ostatnich dziewięć lat zarządzał firmą w Europie Środkowej oraz nadzorował przejęcie kilku spółek z branży mobilność osób w regionie.

Jestem dumny z możliwości zarządzania pracą nowego, międzynarodowego zespołu handlowego Avis Budget Group, złożonego z wysoko wykwalifikowanych i doświadczonych ekspertów. Stworzyliśmy zespół, który kompleksowo odpowiada za obsługę klienta i dla którego priorytetem jest dobro wynajmujących. Koncentracja na naszych klientach, a także fakt, że jesteśmy wiarygodnym i elastycznym partnerem, oferującym bezpieczną usługę mobilności osób w czasach obecnych ograniczeń sprawią, że wyjdziemy z pandemii jeszcze silniejsi – mówi Martin Gruber, który nową funkcję sprawuje od stycznia 2021 roku.

Dotychczasowe stanowisko Martina Grubera obejmuje Laurent Sculier, który przed awansem odpowiadał za marki Avis i Budget we Francji, Belgii, Holandii oraz w Luksemburgu. Od teraz będzie zarządzał również biznesem w Polsce, Niemczech, Austrii, Szwajcarii oraz w Czechach.

Laurent Sculier
Laurent Sculier – Avis Budget Group

Cieszę się z możliwości pracy z zespołem Avis oraz z naszymi klientami w Europie Środkowej, co będzie sprzyjać jeszcze lepszej wymianie informacji między regionami. Będziemy dalej pracować nad nowymi, elastycznymi i innowacyjnymi rozwiązaniami – produktami, które zapewnią naszym klientom jeszcze więcej satysfakcji z wynajmu. Jestem przekonany, że Avis Budget Group wyjdzie z kryzysu mocniejszy i będzie w jeszcze większym stopniu gwarantować bezpieczeństwo klientów podczas podróży – podkreśla Laurent Sculier.

Zespół Laurenta Sculiera będą tworzyć dyrektorzy generalni poszczególnych krajów: Sascha Hümmerich (Polska i Czechy), Alexander Schuricht (Niemcy), Pierre-Olivier Bard (Francja), oraz Wolfgang Huber (Austria i Szwajcaria).

Boom na e-commerce to czas na naukę

Wzrost popularności zakupów w internecie wymusił rozwój sieci logistycznych, ale także innowacje w dostarczaniu produktów. To jednak nie jedyny wymiar fenomenu e-commerce. Sprzedawcy i producenci powinni nie tylko korzystać na boomie na zakupy w internecie i „ratować przychody”, ale wyciągnąć wnioski, nauczyć się efektywniej dopasowywać do potrzeb konsumenta i jeszcze lepiej zrozumieć ogromny potencjał danych na temat swoich klientów.

Źródła danych – aplikacje, reklamy czy … wearables

Każda firma, która zajmuje się sprzedażą swoich produktów w sieci, ma dostęp do bardzo wielu informacji na temat zachowań klientów. Jest to możliwe dzięki śladowi, który zostawiamy w internecie, korzystając ze stron lub aplikacji mobilnych sklepów internetowych. To już nie tylko informacje na temat tego, w jaki sposób przeglądamy stronę i jak kupujemy, ale także na jakich kategoriach produktowych spędzamy najwięcej czasu, czy „odkładamy” koszyk zakupowy na później. Jednocześnie sprzedawcy walczą o naszą uwagę: tworzą i emitują reklamy internetowe, a nasz odbiór tych reklam i to, na ile efektywnie na nie reagujemy, też jest dla nich źródłem cennej informacji.

Danych jest jednak zdecydowanie więcej. Źródłem cennej wiedzy jest także to, w jaki sposób korzystamy z urządzeń, na których przeglądamy strony internetowe czy robimy zakupy: telefonów, komputerów czy nawet urządzeń wearables, czyli zegarków czy inteligentnych opasek, a nawet samochodów, wyposażonych w cały szereg czujników. Wiele mówią o nas interakcje z innymi ludźmi – jakich influencerów śledzimy czy to, na jakich stronach najchętniej komentujemy.

Umiejętne przetwarzanie takiej wiedzy to w dzisiejszych czasach nadal rzadkość. Podobnie zresztą, jak świadomość, że one w ogóle istnieją! Wielu przedsiębiorców, sprzedawców i marketerów nawet nie wie, jaki ogrom informacji o kliencie można uzyskać właśnie na bazie wymienionych wyżej surowych danych. Ci, którzy mają tego świadomość, nie wiedzą, że są u nich zgromadzone, ale nie wiedzą, jak je wykorzystać.

Szansa dla menedżerów produktu

Coraz częściej w organizacjach, które dysponują szerokim asortymentem, tworzy się role menedżerów produktu, którzy są odpowiedzialni za zaprojektowanie danego produktu, kontakt z klientem, prognozy, planowanie nowych wersji produktu czy jego promocji. Wymienione wcześniej informacje, dotyczące nie tylko samego procesu zakupowego i wsparte przez sztuczną inteligencję, mogą być istotnym źródłem danych o potencjalnych klientach.

Wszystkie informacje koncentrują się wokół trzech obszarów – klienta, produktu i wsparcia procesu. Na poziomie klienta można wykorzystać je do m.in. pogłębienia zrozumienia zachowań konsumenckich i prognozowania, co, gdzie i kiedy kupi dany klient, a tym samym – spersonalizowania przekazu marketingowego, dostosowanego do potrzeb, ale i stylu komunikowania się czy nawet kultury określonego użytkownika. Na poziomie produktu można prognozować zapotrzebowanie na zaopatrzenie czy automatycznie optymalizować ceny produktu w oparciu o ich dostępność. Na ostatnim z poziomów – procesowym – znajdują się sprzedaż, obsługa sklepu, tworzenie planogramów, logistyka czy marketing, które również można zautomatyzować.

Kluczowe dla menedżera produktu jest nie tylko uświadomienie sobie ogromu danych i możliwości, jakie one oferują, ale także znalezienie przestrzeni w organizacji, która pozwoliłaby na stworzenie cyfrowego produktu, wykorzystującego potencjał dostępnych danych i generującego wartość biznesową dla organizacji. Taki menedżer w ogóle nie musi być programistą, ale powinien potrafić wytłumaczyć swoje założenia choćby architektom tak, by przełożyli je na praktykę.

To nie czas na ratowanie przychodów, a na wnioski

W dobie pandemii, lockdownu i kryzysu gospodarczego wśród sprzedawców internetowych zapanowała silna pokusa, by skupić się przede wszystkim na działalności operacyjnej i „ratowaniu” przychodów. Zadali sobie pytanie: a co, jeśli taki boom na zakupy w internecie nie potrwa długo i już nigdy się nie powtórzy? Oderwanie się od tej pokusy nie jest łatwe, ale to najlepszy możliwy czas, by rozwijać kompetencje w obszarze wykorzystania danych w zarządzaniu produktem – tak, by jeszcze mocniej wykorzystać potencjał e-commerce.

Dr hab. Andrzej Wodecki, opiekun programów MBA Digital Transformation oraz Sztuczna Inteligencja w Biznesie w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej

Wstępne wyniki finansowe Grupy XTB za 2020 rok

Rekordowy rok XTB: 402,4 mln zł zysku, 797,7 mln zł przychodów i ponad 112 tys. nowych klientów. Wstępne wyniki finansowe XTB za 2020 rok.Kluczowe wskaźniki efektywności XTB w 2020 roku

W 2020 roku, XTB wypracowało najwyższe w historii firmy przychody operacyjne – 797,7 mln zł (wzrost o 233,4 % w porównaniu z 2019 rokiem), skonsolidowany zysk netto – 402,4 mln zł (wzrost o 597,4% r/r) oraz EBIT – 516,3 mln zł (wzrost o 689,3% r/r). XTB pozyskało także rekordową liczbę 112 tys. nowych klientów (wzrost o 206,5% w porównaniu z liczbą klientów pozyskanych w 2019 roku). Grupa przełamała także barierę ćwierć miliona pozyskanych klientów.

Rekordowe wyniki finansowe XTB w 2020 roku

XTB zanotowało dynamiczne wzrosty we wszystkich kluczowych wskaźnikach efektywności finansowej. Dzięki korzystnym uwarunkowaniom rynkowym, XTB wypracowało najwyższe w historii firmy przychody operacyjne – 797,7 mln zł (wzrost o 233,4 % w porównaniu z 2019 rokiem), zysk netto – 402,4 mln zł (wzrost o 597,4% r/r) oraz EBIT – 516,3 mln zł (wzrost o 689,3% r/r). Do osiągnięcia bardzo dobrych rocznych wyników finansowych, oprócz obecnej na rynkach przez cały 2020 rok wysokiej zmienności na rynkach finansowych i towarowych, przyczyniły się także cięcia stóp procentowych, które sprawiły, że handel na instrumentach finansowych stał się mocno atrakcyjny dla wielu inwestorów. W czwartym kwartale ub. roku Grupa XTB odnotowała 140,1 mln zł przychodów z działalności operacyjnej (w czwartym kwartale 2019 było to 89,6 mln zł) oraz 40,5 mln zł zysku netto (wobec 37 mln zł w analogicznym okresie 2019 roku).

– 2020 rok był bardzo dobrym rokiem dla XTB. Osiągnięcie trzycyfrowych wzrostów przychodów i zysków nie byłoby jednak możliwe bez kilku wcześniejszych lat wytężonej pracy nad naszym produktem, technologią i doskonaleniem obsługi. Dzięki nim, wykorzystaliśmy szansę na rozwój i wzrost którą dostarczyła ponadprzeciętna zmienność na rynkach. Ten rok udowodnił stabilność fundamentów, na których oparty jest nasz biznes. – powiedział Prezes Zarządu XTB Omar Arnaout. Chcemy być firmą inwestycyjną pierwszego wyboru, nie tylko dla klientów w Polsce czy Europie, ale na całym świecie. – dodał Omar Arnaout.

Równolegle do działalności detalicznej stanowiącej większość przychodów Grupy, XTB rozwija działalność instytucjonalną pod marką X Open Hub (XOH), w ramach której dostarcza płynność i technologię innym instytucjom finansowym, w tym domom maklerskim. W tym obszarze w 2020 roku spółka odnotowała również pięciokrotny wzrost przychodów do 104,9 mln zł, wobec 20,8 mln w 2019 roku.

Koszty działalności operacyjnej w 2020 r. ukształtowały się na poziomie 281,7 mln zł i były o 107,8 mln zł wyższe od tych rok wcześniej (2019: 173,9 mln zł). Wzrost ten był związany przede wszystkim ze zwiększonymi kosztami marketingowymi związanymi z wyższymi nakładami na kampanie online oraz rosnącymi kosztami wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych, a także wzrostem zatrudnienia.

Ponad ćwierć miliona klientów XTB

Jednym fundamentów solidnego i długofalowego wzrostu XTB jest stale rosnąca baza klientów i liczby aktywnych klientów. W 2020 r. Grupa odnotowała kolejny rekord w tym obszarze pozyskując 112 025 nowych klientów, który oznacza nie tylko wzrost o 206,5%
w ujęciu rocznym (w 2019 roku XTB pozyskała 36 555 klientów), ale wartość ta odpowiada sumarycznej liczbie klientów pozyskanych w ciągu sześciu ostatnich lat (w latach 2014-2019 Grupa XTB pozyskała 112 825 klientów). Łącznie z usług polskiego brokera skorzystało ponad 261 tys. klientów. Wraz ze wzrostem ogólnej bazy klienckiej, rośnie także liczba klientów, którzy aktywnie korzystają z możliwości inwestycyjnych oferowanych przez XTB. Liczba aktywnych klientów (takich, którzy przeprowadzili co najmniej jedną transakcję ciągu 12 miesięcy) sięgnęła w 2020 roku 107 287, wobec 45 837 klientów w 2019 roku. Podwoiła się także średnia liczba aktywnych klientów (obejmuje klientów, którzy przeprowadzili co najmniej jedną transakcję w okresie 3 miesięcy) – z 26 582 w 2019 do 58 069 w 2020 roku.

– Wzrost liczby aktywnych klientów jest i nadal będzie dla nas jednym z największych priorytetów. Pomimo że wzrosty, które osiągnęliśmy w 2020 roku były bardzo solidne, to celujemy w dalsze zwiększenie naszej bazy zarówno pozyskanych, jak i aktywnych klientów. Zamierzamy jak najlepiej wykorzystać fakt, że coraz większa liczba osób interesuje się inwestowaniem. Myślę tu nie tylko o doświadczonych inwestorach, którzy często już nas znają i inwestują w XTB, ale również o osobach, które dzięki sytuacji, którą obserwujemy na rynkach, dopiero zaczęły się tym tematem interesować. – powiedział Prezes Zarządu XTB Omar Arnaout.

Dynamiczny wzrost bazy klientów współgrał z dużą aktywnością transakcyjną wyrażoną w liczbie zawartych kontraktów w lotach. W konsekwencji obrót instrumentami pochodnymi wyniósł 3 175,2 tys. lotów (2019: 1 597,2 tys. lotów) a rentowność na lota w ujęciu rocznym wzrosła do 251 zł (2019: 150 zł).

Polityka dywidendowa

Zarząd XTB podtrzymuje zamiar rekomendowania Walnemu Zgromadzeniu wypłaty dywidendy zgodnie z polityką dywidendową Spółki. Rekomendacja w tym zakresie zostanie przedstawiona w marcu br. po publikacji raportu rocznego.

Wykorzystanie szans i dalszy rozwój globalny Nadrzędnym celem XTB jest zostanie wyborem i kompleksowym rozwiązaniem dla każdego inwestora. Priorytetem Zarządu jest dalszy przyrost bazy klienckiej prowadzący do umocnienia pozycji rynkowej XTB na świecie bazując zarówno na efektywnym zagospodarowaniu korzystnych czynników zewnętrznych jak i doskonaleniu w obszarze oferty, technologii i obsługi.

Działania te wspierane będą przez szereg inicjatyw m.in. wprowadzoną 5 października 2020 r. nową i stałą ofertą na akcje i ETF-y (ang. Exchange-Traded Funds) „0% prowizji” dla miesięcznych wolumenów o wartości do 100 000 EUR. Oferta „0% prowizji” wspierana jest przez kampanię marketingową i reklamową z udziałem nowego ambasadora marki XTB – jednego z najlepszych menadżerów piłkarskich na świecie, José Mourinho, który będzie ambasadorem XTB przez dwa lata. Oferta ta została przyjęta z dużym entuzjazmem zarówno przez obecnych, jak i nowych klientów. Klienci XTB mają dostęp łącznie do 4500 instrumentów finansowych obejmujących m.in. ponad 2000 prawdziwych akcji z 16 największych światowych giełd oraz fundusze ETF, w tym na towary, nieruchomości i obligacje, a także dostęp do rynku Forex i kryptowalut.

XTB kontynuuje także ekspansję na nowe rynki skupiając się na rozpoczęciu działalności operacyjnej Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz w RPA. 9 stycznia 2021 r. została założona spółka XTB MENA Limited w DIFC (ang. Dubai International Financial Centre), Obecnie trwają prace nad spełnieniem warunków określonych przez lokalnego regulatora DFSA i wymaganych do rozpoczęcia działalności w ZEA, co zarząd firmy planuje uczynić jeszcze w I półroczu 2021 r. W zakresie RPA, ze względu na złożone lokalne uwarunkowania formalno-prawne przewidywana data rozpoczęcia działalności nie jest możliwa do określenia.

– Mamy jasną wizję rozwoju w 2021 roku. Chcemy pozyskać przynajmniej 120 tysięcy nowych klientów, otwieramy nowe biuro w Dubaju i intensyfikujemy działania na rynkach, na których już jesteśmy obecni. Mocno postawimy również na najwyższą jakość obsługi naszych klientów oraz na technologię i to nie tylko w kontekście naszej platformy xStation oraz xStation Mobile, ale także w zakresie bezpieczeństwa, wydajności i stabilności. Nawet ostatnie dni udowodniły nam, jak ważna dla klientów jest możliwość inwestowania w interesujące ich instrumenty wtedy, kiedy zechcą. Zrobimy wszystko, by XTB było miejscem, które takie możliwości zapewni; dzisiaj i w przyszłości. – powiedział Omar Arnaout.

Dalsze szczegółowe informacje podsumowujące podsumowujące działalność Grupy XTB 2020 roku są zawarte w Raporcie bieżącym numer 2/2021 – „Wstępne wyniki finansowe i operacyjne za 2020 rok”.

„Kontrakty CFD są złożonymi instrumentami i wiążą się z dużym ryzykiem szybkiej utraty środków pieniężnych z powodu dźwigni finansowej.

77% rachunków inwestorów detalicznych odnotowuje straty pieniężne w wyniku handlu kontraktami CFD u niniejszego dostawcy CFD.

Zastanów się, czy rozumiesz, jak działają kontrakty CFD, i czy możesz pozwolić sobie na wysokie ryzyko utraty pieniędzy.”

Technologia 5G – jakie korzyści przyniesie dla branży logistycznej?

5G wprowadzi prawdziwą rewolucję w komunikacji mobilnej i transmisji danych. Sieć piątej generacji umożliwi znaczny postęp technologiczny, na którym niewątpliwie skorzysta również branża logistyczna. Wspólnie z ekspertami GEFCO wskazujemy główne korzyści z wprowadzenia nowego standardu łączności bezprzewodowej – poprawę widoczności w łańcuchach dostaw, lepsze zarządzanie flotą i wsparcie przy podejmowaniu decyzji. 5G umożliwi również szybki rozwój Internetu Rzeczy.

Na czym polega przewaga technologii 5G?

Sieci 5G i urządzenia obsługujące 5G pozwolą uzyskać skokowy wzrost wydajności. Potencjał nowej technologii jest na tyle wysoki, aby zmienić sposób, w jaki projektujemy i korzystamy z usług informacyjnych. Jedną z najmocniejszych stron technologii 5G jest brak opóźnień w transmisji danych, czyli skrócenie do skrajnego minimum czasu jaki jest potrzebny na przesłanie żądania danych z urządzenia podłączonego do sieci, a następnie uzyskanie odpowiedzi w postaci danych.

Sieci 5G charakteryzują bardzo małe opóźnienia, co oznacza, że nowa technologia umożliwi komunikację między urządzeniami w czasie rzeczywistym. Sieci 5G są również w stanie obsłużyć jednocześnie większą liczbę urządzeń. Dla porównania, w sieci 4G może działać około 4000 urządzeń na kilometr kwadratowy, podczas gdy sieci 5G mogą obsługiwać do miliona urządzeń na tej samej powierzchni.

„5G otwiera przed nami nowe możliwości rozwoju Internetu Rzeczy (IoT), który w uproszczeniu jest systemem urządzeń elektronicznych, komunikujących się ze sobą i wymieniających dane. W przypadku branży logistycznej może przybrać on formę na przykład tysięcy czujników, działających w sieci 5G, umieszczonych w transportach i używanych do monitorowania w czasie rzeczywistym wielu zmiennych, od lokalizacji towaru przez jego temperaturę i wilgotność po kontrolę zapasów” – wyjaśnia Rafał WILK, Dyrektor IT, GEFCO Polska.

Konsekwencje z uruchomienia sieci 5G dla sektora logistycznego

Systemy danych i informacyjne są siłą napędową w łańcuchu dostaw, ponieważ umożliwiają dokładniejsze i szybsze podejmowanie decyzji, dzięki czemu rośnie wydajność pracy i zadowolenie klientów. Gdy łańcuchy dostaw są wyposażone w dużą liczbą urządzeń IoT, można na bieżąco śledzić to, co dzieje się w środowisku operacyjnym. W konsekwencji wiele łańcuchów dostaw stanie się bardziej responsywnych i elastycznych. Na przykład, urządzenia pracujące w sieciach 5G w magazynach i centrach dystrybucyjnych mogą samodzielnie powiadamiać o niskim poziomie zapasów. Sprzęt może również samodzielnie informować nas o problemach lub automatycznie planować prace serwisowe. Pozwoli to zaoszczędzić koszty, ale także czas, co przełoży się na wyższy poziom wydajności w branży logistycznej.

Urządzenia wyposażone w funkcję rzeczywistości rozszerzonej mogą wzbogacać lub uzupełniać informacje ponad to, co widzimy. Wyobraźmy sobie sytuację, w której pracownik magazynu musi szybko zlokalizować towar wśród tysięcy podobnych produktów. Korzystając ze smartfona lub okularów do rzeczywistości rozszerzonej, poszukiwany przedmiot może poinformować o swoim położeniu, zmieniając kolor lub generując wirtualną animację. Sieci 5G będą w stanie przesłać duże ilości danych, niezbędnych do bezproblemowego renderowania takich obrazów w czasie rzeczywistym.

Główne korzyści jakie oferuje technologia 5G dla branży logistycznej:

  1. Lepsza widoczność przepływów. Widoczność w łańcuchu dostaw to znacznie więcej niż śledzenie przesyłek. Największą zaletą technologii 5G jest natychmiastowy i dokładny wgląd w operacje w łańcuchach dostaw – tj. widoczność zakupów, zapasów, zamówień, produkcji i wysyłek w całym środowisku operacyjnym, wspierana przez aktywne zarządzanie zdarzeniami w czasie rzeczywistym. Firmy logistyczne będą mogły monitorować i zarządzać przepływem procesów i usług, podejmując decyzje w czasie rzeczywistym, co będzie szczególnie pożądane w przypadku reagowania na zakłócenia w łańcuchu dostaw.
  1. Nowe możliwości w zarządzaniu flotami pojazdów. Każdy pojazd użytkowy jest wyposażony w czujniki, które monitorują jego pracę, pomagając zachować dostępność floty i unikać wystąpienia awarii. Ponieważ sieci 5G będą działać również poza obszarami miejskimi, floty pojazdów użytkowych staną się częścią stale dostępnej sieci transportowej. Systemy zarządzania transportem (TMS) umożliwią kontrolę wykorzystania pojazdów w czasie rzeczywistym z korzyścią dla całego łańcucha dostaw.
  1. Wsparcie decyzji predykcyjnych. Przy podejmowaniu decyzji zawsze warto posiadać jak najwięcej informacji, aby mieć pewność dokonania najlepszego wyboru. Ze względu na prawdopodobny wzrost ilości danych generowanych przez czujniki i urządzenia IoT w sieciach 5G, systemy wspomagania decyzji powinny pracować z jeszcze większą precyzją.

„Tylko komunikacja w czasie rzeczywistym, jaką oferuje technologia 5G, pozwoli w pełni wykorzystać potencjał Internetu Rzeczy w branży logistycznej. Ilość generowanych danych znacznie się zwiększy, co spowoduje, że zarządzanie łańcuchem dostaw będzie jeszcze bardziej płynne, szybsze i efektywne kosztowo. Równocześnie wzrośnie znaczenie bezpieczeństwa danych, ponieważ wraz z popularyzacją internetu rzeczy coraz więcej decyzji będzie podejmowanych w oparciu o informacje pozyskiwane z sieci” – podsumowuje specjalista GEFCO, globalnego eksperta w zakresie multimodalnych łańcuchów dostaw.

Pożyczka pozabankowa a kwestie bezpieczeństwa

Pożyczanie pieniędzy przez Internet staje się coraz popularniejsze. Za skorzystaniem z pożyczek pozabankowych przemawiają proste i przystępne procedury, szybki proces rozpatrywania wniosku oraz niemal natychmiastowy dostęp do pieniędzy, które mogą zostać wydane na dowolny cel. Pożyczka pozabankowa, czyli popularna chwilówka, posiada liczne zalety, jednak nie każda oferta dostępna w Internecie będzie warta naszej uwagi. Na co powinniśmy zwrócić uwagę, aby wybrać korzystną, a przede wszystkim bezpieczną szybką pożyczkę?

Czym pożyczka pozabankowa różni się od kredytu bankowego?

Pożyczka pozabankowa, jak sama jej nazwa wskazuje, jest udzielana przez firmy spoza sektora bankowego. Jako że nie obowiązują ich przepisy prawa bankowego, tego typu podmioty mogą oferować korzystniejsze i szybsze procedury przyznawania pieniędzy obarczone w dodatku zredukowanymi do niezbędnego minimum formalnościami. Do otrzymania chwilówki potrzebny jest jedynie dowód osobisty, wypełniony online wniosek oraz posiadanie konta bankowego na własne nazwisko. Do wniosku nie musimy dołączać dokumentów potwierdzających wysokość dochodu, stabilność zatrudnienia ani wskazywać osób, które wystąpią w roli poręczycieli.

Możliwość ubiegania się o pożyczkę bez wychodzenia z domu, siedząc wygodnie przez komputerem lub ze smartfonem w dłoni sprawia, że cały proces jest łatwy, szybki i przyjemny. Co więcej, pożyczka pozabankowa jest udzielana 24h, 7 dni w tygodniu, w tym także w weekendy, święta oraz dni wolne od pracy. Pozwala to na uzyskanie wsparcia finansowego w każdej sytuacji, co zyska uznanie osób ceniących sobie elastyczność oraz pragnących mieć dostęp do dodatkowych pieniędzy w dowolnej chwili. Pieniądze wpływają na konto w przeciągu kilkunastu minut i od razu mogą zostać spożytkowane na dowolny cel, wedle preferencji klienta.Pożyczka pozabankowa a kwestie bezpieczeństwa

Jak bezpiecznie pożyczać pieniądze przez Internet?

Ogromna popularność szybkich pożyczek gotówkowych sprawiła, że na polskim rynku działa obecnie wiele firm oferujących chwilówki. Kluczem do bezpiecznego korzystania z ich oferty jest dokładne sprawdzenie kilku kwestii, zanim zdecydujemy się na wypełnienie i przesłanie wniosku o pożyczkę. Po pierwsze, należy zweryfikować, czy wybrana firma pożyczkowa jest legalnie działającym w naszym kraju podmiotem oraz sprawdzić, czy nie znajduje się na tzw. czarnej liście Komisji Nadzoru Finansowego lub Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Jeśli firma wydaje się w porządku, należy dokładnie zapoznać się z zasadami udzielania pożyczek. Wszystkie najważniejsze informacje oraz koszty powinny być dostępne na stronie www firmy oraz być jasno i zrozumiale wyjaśnione. Jeśli dana oferta budzi wątpliwości, warto poszukać innej. Istotną kwestią są rzeczywiste koszty pożyczki pozabankowej – powinniśmy móc je sprawdzić za pomocą specjalnego symulatora dostępnego na stronie firmy, który pokaże kwotę do spłaty oraz termin jej uiszczenia. Najlepszym rozwiązaniem jest wybór firmy, w której pierwsza pożyczka pozabankowa zostanie udzielona za darmo, a na kolejne, już jako stali klienci, uzyskamy atrakcyjne zniżki i rabaty.

Ustawa wolnościowa może zwiększyć ilość szkodliwych treści w sieci. Przed usuwaniem wpisów administratorów odstraszy groźba 50 mln zł kary

Ustawa wolnościowa została 22 stycznia przesłana do KPRM i czeka na wpis do wykazu prac Rady Ministrów. Nowy akt prawny ma chronić prawo do wolności słowa w sieci, nad czym czuwać będzie pięcioosobowa Rada Wolności Słowa. Będzie ona rozstrzygać kwestię zasadności usunięcia przez administratorów danego wpisu czy zablokowania konta użytkownika. W razie niekorzystnych rozstrzygnięć serwis społecznościowy musi liczyć się z karą do nawet 50 mln zł. Adwokat Xawery Konarski ocenia jednak, że ustawa może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego i nie przysłuży się ani mediom internetowym, ani samym internautom.

Wstępne założenia tzw. ustawy wolnościowej zostały przedstawione przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę 15 stycznia br., krótko po tym, jak Twitter, a później także Facebook, Instagram i Snapchat zdecydowały o bezterminowym zablokowaniu kont byłego już prezydenta USA Donalda Trumpa, oskarżanego o podżeganie w mediach społecznościowych do styczniowego ataku na Kapitol.

 Wszyscy zaczęli się wtedy zastanawiać, czy prawidłowe jest rozwiązanie, w którym prywatne firmy mogą dość swobodnie blokować rozpowszechnianie różnego rodzaju wypowiedzi w internecie. To jest coś, nad czym zastanawiamy się w Polsce, nad czym zastanawiają się w Unii Europejskiej, ale i w Stanach Zjednoczonych. Nasze Ministerstwo Sprawiedliwości chciało zagwarantować użytkownikom wolność wypowiedzi w internecie i postanowiło to zrobić w formie odrębnej ustawy, powszechnie nazywanej ustawą wolnościową – mówi agencji Newseria Biznes Xawery Konarski, partner w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

W założeniu resortu sprawiedliwości ustawa wolnościowa ma przede wszystkim chronić konstytucyjne prawo do wolności słowa w internecie. W tej chwili serwisy społecznościowe – w przypadku uznania pewnych treści za bezprawne i naruszających czyjeś dobra osobiste – mogą zadecydować o usunięciu takiego wpisu albo zablokowaniu konta użytkownika, który to opublikował. Od takiej decyzji de facto nie ma realnej szybkiej możliwości odwołania. Według Ministerstwa Sprawiedliwości łamie to wolność wypowiedzi i pozwala na cenzurę w internecie, gdzie obecnie toczy się najwięcej politycznych dyskusji i sporów światopoglądowych.

Dlatego w projekcie ustawy zaproponowano powołanie pięcioosobowej Rady Wolności Słowa, która ma stać na straży wolności wyrażania poglądów w serwisach społecznościowych. W jej skład będą wchodzić eksperci z dziedziny prawa i nowych mediów, wybierani przez Sejm na sześcioletnią kadencję (większością kwalifikowaną 3/5 głosów, co ma zagwarantować ponadpartyjny skład rady).

– Zgodnie z założeniami projektu w Polsce ma zostać powołany regulator internetu, którego dotąd nie mieliśmy. Rada ma być powoływana i wybierana przez parlament. Moim zdaniem to rozwiązanie niedobre, które spowodowałoby upolitycznienie polskiego internetu. Po drugie, ponad 20 lat zajmuję się prawem internetu, uczestnicząc w wielu przedsięwzięciach legislacyjnych i regulacyjnych, i nie przypominam sobie debaty dotyczącej tego, w jakim kształcie, z jakimi kompetencjami i czy w ogóle takiego regulatora powinniśmy powoływać. Wydaje się, że Ministerstwo Sprawiedliwości nie jest właściwym podmiotem do decydowania o tym. Tymczasem ten projekt tylnymi schodami wprowadza regulatora polskiego internetu, bez jakiejkolwiek debaty publicznej w tym zakresie – mówi Xawery Konarski.

Jeżeli administrator serwisu internetowego zablokuje konto albo usunie wpis, którego treść nie narusza polskiego prawa, wtedy użytkownik będzie mógł złożyć skargę do serwisu, który powinien ją rozpatrzyć w ciągu 48 godzin. Jeśli nie przywróci wpisu albo utrzyma blokadę konta, użytkownikowi będzie przysługiwać odwołanie do Rady Wolności Słowa, która rozpatrzy je w ciągu siedmiu dni.

Jeżeli rada uzna skargę za zasadną, może nakazać niezwłoczne przywrócenie zablokowanej treści lub konta (jej decyzję będzie można jeszcze zaskarżyć w sądzie). Za niezastosowanie się do rozstrzygnięć serwisowi społecznościowemu będzie grozić kara administracyjna w wysokości od 50 tys. zł do nawet 50 mln zł.

Adwokat ocenia, że tak wysoka kara finansowa może spowodować, że administratorzy serwisów społecznościowych nie będą usuwać treści, nawet tych ewidentnie szkodliwych, bojąc się wchodzić w spory dotyczące tego, czy dana treść jest bezprawna.

– To też niedobrze, bo o ile wolność wypowiedzi jest ogromną wartością, o tyle źle jest, jeżeli w internecie znajdują się wypowiedzi szkodliwe i potencjalnie bezprawne. Przykładem są chociażby fake newsy polityczne czy mowa nienawiści. Nie w każdym przypadku takie wpisy są łatwe do ocenienia jako bezprawne. Natomiast wielokrotnie są one bardzo szkodliwe. Trudno byłoby podejmować swobodne decyzje dotyczące takich treści, mając z tyłu głowy myśl o tej 50-milionowej karze. Tak więc spodziewam się, że gdyby ta ustawa weszła w życie, w polskim internecie mielibyśmy znacznie więcej szkodliwych treści, co na pewno nie było założeniem projektodawców – ocenia partner w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

Jego zdaniem ustawa wolnościowa będzie miała wręcz istotny wpływ na funkcjonowanie mediów internetowych w Polsce. Jak podkreśla, nie jest to rozwiązanie konieczne legislacyjnie, bo kwestie swobody wypowiedzi wkrótce ureguluje prawo europejskie. W grudniu ub.r., po pięciu latach prac UE zaprezentowała bowiem projekt Digital Services Act, czyli kodeks europejskiego internetu, który rangą i znaczeniem można porównać do RODO.

– W tym kodeksie są zawarte bliźniacze do ustawy wolnościowej próby zabezpieczenia swobody wypowiedzi w internecie. Przykładowo nie będzie można zablokować konta użytkownika bez powiadomienia go o tej decyzji wraz z uzasadnieniem i daniem mu szansy na zakwestionowanie jej w ramach różnych procedur online – wyjaśnia Xawery Konarski. – To oznacza, że projekt ustawy wolnościowej dubluje coś, co i tak będzie w Polsce prawem. Digital Services Act jest rozporządzeniem UE, które po uchwaleniu będzie stosowane bezpośrednio również w naszym kraju. Dlatego – przy całym poparciu dla idei, która przyświeca temu projektowi – kontynuowanie prac nad ustawą wolnościową uważam za bezprzedmiotowe. 

22 stycznia br. projekt ustawy został ogłoszony do KPRM z wnioskiem o wpis do wykazu prac legislacyjnych. Wniosek wciąż czeka na realizację, po której będą możliwe dalsze konsultacje, a następnie – przyjęcie projektu przez rząd.

Ruszają pierwsze inwestycje magazynowe w parku logistyczno-przemysłowym przy planowanym Centralnym Porcie Komunikacyjnym

90 proc. deweloperów magazynowych ocenia perspektywy na ten rok jako pozytywne lub zdecydowanie pozytywne – wynika z badania Cushman & Wakefield. Wielu z nich – choć z niepokojem śledzi wpływ pandemii na gospodarkę – planuje nowe inwestycje, które napędza przede wszystkim zwiększony popyt ze strony e-commerce. Takie jest też przeznaczenie magazynów budowanych na terenie nowego parku przemysłowo-logistycznego oddalonego o 10 km od przyszłego Centralnego Portu Komunikacyjnego. Przy węźle komunikacyjnym w Wiskitkach operator logistyczny FM Logistic stawia platformę magazynową o docelowej powierzchni przekraczającej 100 tys. mkw. 

Jak pokazuje styczniowa analiza firmy doradczej Cushman & Wakefield, większość działających w Polsce deweloperów magazynowych dobrze ocenia ubiegły rok pod względem popytu i podaży. Zdaniem 33 proc. najemcy magazynowi byli równie aktywni jak w ciągu dwóch ostatnich, rekordowych lat. W ocenie 45 proc. potrzeby najemców nawet wzrosły. Zgodnie z wcześniejszymi prognozami największą aktywność na rynku magazynowym wykazali najemcy związani ze sprzedażą internetową.

W tym samym badaniu ponad 90 proc. deweloperów magazynowych uważa, że sytuacja rynkowa w tym roku będzie pozytywna lub zdecydowanie pozytywna. Zdaniem 88 proc. wzrost popytu na magazyny generowany przez sprzedaż internetową będzie jednym z dominujących trendów, m.in. dlatego deweloperzy nie przewidują spowolnienia i planują nowe inwestycje. W tym gronie jest również FM Logistic, którego obroty przekraczają miliard euro rocznie. Operator logistyczny stawia właśnie pierwszą inwestycję na terenie planowanego parku przemysłowo-logistycznego, który będzie w przyszłości sąsiadować z Centralnym Portem Komunikacyjnym.

– Od planowanego CPK dzieli nas zaledwie 10 km. Z tego względu miasto Wiskitki zaplanowało na tym obszarze utworzenie parku przemysłowo-logistycznego. Nasza platforma jest pierwszą inwestycją realizowaną na tym terenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Jóźwik, regional director FM Logistic Central Europe.

Lokalizacja między Warszawą a Łodzią ma być jednym z głównych atutów nowej inwestycji – magazyny budowane są przy samym węźle komunikacyjnym Wiskitki łączącym autostradę A2 z drogą krajową 50, która w perspektywie zostanie jeszcze rozbudowana o kolejną nitkę, pełniącą dziś rolę dużej obwodnicy Warszawy.

Firma tym samym chce wzmacniać swoją obecność w centralnej Polsce, a bliskość aglomeracji warszawskiej i położenie przy ważnym węźle komunikacyjnym umożliwi realizację jej strategii dla logistyki miejskiej, którą od kilku lat rozwija w ramach projektu CityLogin. Zakłada on zastąpienie obecnie używanych pojazdów samochodami napędzanymi alternatywnymi źródłami energii. Pierwsza duża realizacja w tym zakresie zaplanowana jest już na ten rok.

Nowa platforma logistyczna w Wiskitkach będzie mieć całkowitą powierzchnię przekraczającą 100 tys. mkw. W pierwszym etapie, który ma być oddany do użytku na początku 2022 roku, powstaną trzy hale magazynowe, które pomieszczą prawie 30 tys. miejsc paletowych oraz powierzchnię biurową (1,5 tys. mkw.) z salami konferencyjnymi. Operator logistyczny szacuje, że już w przyszłym roku zatrudnienie znajdzie tu ok. 100 osób.

– Inwestowanie we własne magazyny to istotna część modelu biznesowego naszej grupy, która daje nam realną przewagę konkurencyjną. Wynika ona z pełnej kontroli nad całym obiektem, którą doceniają zwłaszcza klienci o rosnących i zmiennych potrzebach biznesowych – wskazuje Daniel Franke, managing director FM Logistic Central Europe– Dodatkowo długoterminowa i dedykowana forma inwestycji umożliwia nam razem z klientami zupełnie inne spojrzenie dotyczące wysokonakładowych inwestycji związanych z automatyzacją, a także zrównoważonym rozwojem.

Magazyn w Wiskitkach będzie dostosowany do obsługi wszystkich kanałów sprzedaży, zgodnie ze strategią omnichannel. Ponadto jedna z hal będzie też przystosowana do składowania towarów w temperaturze kontrolowanej.

– Dziś nie wystarczy już zwykła usługa magazynowania. Firmy oczekują od operatorów logistycznych dodatkowych kompetencji – mówi Mariusz Jóźwik. – Dlatego w Wiskitkach chcemy być gotowi na najbardziej wymagające wyzwania naszych klientów. Proponujemy tu kompleksowy zakres usług logistycznych, w tym magazynowanie, dystrybucję, co-packing, co-manufacturing, a także tak bardzo w ostatnim czasie zyskującą na popularności obsługę kanału e-commerce. W naszej ocenie żaden inny operator do tej pory nie zapewnił tak kompleksowej oferty we własnym obiekcie, pod jednym dachem.

Cushman & Wakefield prognozuje, że bieżący rok na rynku magazynów przyniesie dalszy rozwój rozwiązań proekologicznych. Ten trend był zauważalny już w ubiegłym, ale w kolejnym mogą się pojawić nowe, ciekawe rozwiązania w tym zakresie. Wpisuje się w niego również nowa inwestycja FM Logistic.

– Zastosowane w niej zostaną innowacyjne rozwiązania wykorzystujące dobre praktyki oszczędzania wody pitnej i osiągania efektywności energetycznej obiektu. Zadbano też o zielone otoczenie inwestycji oraz infrastrukturę pozwalającą pracownikom na m.in. dojazd współdzielonymi środkami transportu bądź pojazdami elektrycznymi, które będą mogli naładować na parkingu. Wysoka dbałość o surowce budowlane oraz dobre praktyki wynikające z certyfikacji LEED zapewniają maksymalne obniżenie wpływu procesu budowlanego na środowisko naturalne – precyzuje regional director FM Logistic Central Europe.

Liczba chętnych na kredyty mieszkaniowe powróciła do poziomów sprzed pandemii. Polacy wnioskują o wyższe kwoty

Banki notują coraz wyższe zainteresowanie kredytami hipotecznymi. O odbudowie popytu informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe, który w styczniu wyniósł 18,1 proc. Z informacji BIK wynika także, że w porównaniu do stycznia ub.r. wzrosła zarówno liczba chętnych na kredyt, jak i średnie kwoty, o jakie wnioskują Polacy. – Prognozy na ten rok zależą między innymi od polityki kredytowej banków, ale spodziewamy się wzrostów – mówi Waldemar Rogowski, profesor SGH, główny analityk Biura Informacji Kredytowej. BIK prognozuje wartość akcji kredytowej na poziomie 72 mld zł, czyli o 14 proc. wyższą niż w 2020 roku.

Pierwszy w tym roku dodatni odczyt BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe oznacza, że w styczniu 2021 roku w przeliczeniu na dni robocze banki i SKOK-i przesłały do Biura Informacji Kredytowej zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 18,1 proc. w porównaniu ze styczniem ub.r. Wartość tego indeksu w porównaniu do odczytu z grudnia 2020 roku wzrosła o 11,7 pkt proc. – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Waldemar Rogowski.

Ujemne odczyty BIK Indeks notował w okresie od marca do sierpnia 2020 roku. Od września tendencja się odwróciła, nie licząc przerwy w listopadzie, kiedy ponownie wskaźnik spadł. Ostatnie dane wskazują na to, że popyt na kredyty – w ujęciu liczby wnioskujących – praktycznie odbudował się do poziomu sprzed pandemii.

W styczniu do banków i SKOK-ów wnioskowało 37 460 potencjalnych kredytobiorców. To o 0,3 proc. więcej niż przed rokiem, i to pomimo mniejszej liczby dni roboczych, oraz o 11,5 proc. więcej niż w grudniu ub.r. W stosunku do kwietnia 2020 roku, kiedy dołek był największy, liczba wnioskujących wzrosła o ponad jedną trzecią. Styczniowy wzrost zainteresowania kredytobiorców będzie widoczny w sprzedaży kredytów za jeden–dwa miesiące, bo tyle trwa procesowanie wniosków w bankach.

Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w styczniu br. wyniosła 306,46 tys. zł i była o 6,6 proc. wyższa niż w styczniu 2020 roku – mówi główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Jak podkreśla, odzwierciedla to obecną sytuację na rynku mieszkaniowym – wzrost średniej ceny powierzchni użytkowo-mieszkalnej oraz zakupy coraz większych nieruchomości.

– Trzeba również pamiętać, że banki poluzowały wymagania odnośnie do wkładu własnego przy kredycie mieszkaniowym, co bezpośrednio przekłada się na poziom akceptowania wyższej wartości wskaźnika LtV – mówi dr hab. Waldemar Rogowski. – Pozytywny wpływ będzie miał również wzrost liczby osób zaszczepionych.

Pierwsze miesiące pandemii przyniosły znaczące zaostrzenie warunków przyznawania kredytów mieszkaniowych, ale w drugim półroczu banki zaczęły je łagodzić. To spowodowało, że w całym roku liczba wniosków kredytowych była tylko minimalnie niższa niż w 2019 roku (o 0,6 proc.). Ten segment produktów – na tle całego rynku – poradził sobie z kryzysem wyjątkowo dobrze.

Prognozy BIK zakładają, że akcja kredytowa w segmencie mieszkaniowym w tym roku wyniesie 72 mld zł i będzie o 14 proc. wyższa niż w całym 2020 roku. Wysokiemu popytowi na kredyty będą sprzyjać wciąż niskie stopy procentowe oraz względnie dobra sytuacja na rynku pracy.

Zmiany w uldze abolicyjnej wprowadzają limit odliczenia do 1360 zł. Część osób pracujących za granicą zapłaci w efekcie podwójny podatek

Od stycznia 2021 roku osoby, które rozliczają dochody z zagranicy zgodnie z metodą proporcjonalnego odliczenia, skorzystają z ulgi podatkowej tylko do kwoty 1360 zł. Ministerstwo Finansów tłumaczy, że ma to zapobiec nieprawidłowościom i unikaniu opodatkowania. – Wydaje się jednak, że zmiany te służą jedynie zwiększeniu przychodów z tytułu podatków do budżetu państwa – ocenia Agnieszka Telakowska-Harasiewicz z SSW Pragmatic Solutions. Nowe zasady dotkną ponad 26 tys. osób.

– Sam mechanizm działania ulgi abolicyjnej nie został bardzo zmieniony, wprowadzono natomiast limit odliczenia do kwoty 1360 zł. Ulga abolicyjna została wprowadzona, aby wyrównać opodatkowanie między dwiema metodami unikania opodatkowania, czyli metodą proporcjonalnego odliczania oraz metody wyłączenia z progresją. Dotyczy zatem polskich podatników, którzy uzyskują dochody za granicą, w stosunku do których umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania przewiduje metodę proporcjonalnego odliczenia – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Telakowska-Harasiewicz, doradca podatkowy SSW Pragmatic Solutions.

Z ulgi abolicyjnej korzystają podatnicy, którzy osiągają za granicą dochody z tytułu umowy o pracę, z działalności wykonywanej osobiście, np. z zasiadania w radach nadzorczych spółek, w radach dyrektorów, zarządach, a także osoby uzyskujące dochody na podstawie kontraktów menedżerskich czy z tytułu działalności gospodarczej. Przysługuje ona podatnikom pracującym w krajach, z którymi Polska umówiła się na metodę proporcjonalnego odliczenia. To m.in. Australia, Holandia, Irlandia, Norwegia, USA czy Wielka Brytania.

– Od 2021 roku taka metoda jest również przewidziana w umowach z Danią i Portugalią, a to za sprawą zmian na podstawie konwencji MLI – wskazuje doradca podatkowy. – Ulga abolicyjna nie będzie miała zastosowania do dochodów uzyskiwanych na terytorium np. Francji czy Niemiec, albowiem umowy zawarte pomiędzy Polską a tymi krajami przewidują metodę wyłączenia z progresją.

Co do zasady w przypadku metody proporcjonalnego odliczenia zagraniczny dochód jest opodatkowany w naszym kraju, ale podatku nie trzeba płacić w tej części, w jakiej został uregulowany za granicą. Ulga abolicyjna pozwalała uniknąć tej zapłaty. W efekcie osoba, która musi stosować metodę proporcjonalnego odliczenia, rozlicza się tak jak ten, komu wolno stosować wyłączenie z progresją.

– Ulga abolicyjna w dotychczasowym brzmieniu pozwalała na zredukowanie podatku od dochodów uzyskanych za granicą praktycznie do zera. Innymi słowy, jeżeli polski podatnik uzyskiwał dochody np. z umowy o pracę za granicą, to rozliczając się w Polsce przy wykorzystaniu ulgi abolicyjnej, nie musiał już dopłacić podatku – tłumaczy Agnieszka Telakowska-Harasiewicz.

Zmiana wprowadza od przyszłego roku maksymalne odliczenie w ramach ulgi abolicyjnej do poziomu 1360 zł. To oznacza, że będzie można skorzystać z ulgi w przypadku zagranicznego dochodu nieprzekraczającego kwoty 8 tys. zł. Od nadwyżki trzeba będzie dopłacić w Polsce różnicę między podatkiem płaconym w kraju wykonania pracy a tym naliczonym przez polskiego fiskusa.

W uzasadnieniu projektu ustawy Ministerstwo Finansów podaje, że zmiana ma ograniczyć nieprawidłowości i unikanie opodatkowania dochodów. Twierdzi też, że likwidacja ulgi abolicyjnej dotknie relatywnie niewielką liczbę osób. W 2018 roku z ulgi abolicyjnej skorzystało 67 tys. osób, z tej grupy 26 tys. osób będzie miało podatek wykraczający poza limit. Ponad 60 proc. podatników będzie mogło skorzystać z ulgi tak jak dotychczas.

– Wydaje się, że wbrew temu, co twierdzi Ministerstwo Finansów, zmiany do ulgi abolicyjnej służą jedynie zwiększeniu przychodów z tytułu podatków do budżetu państwa – zauważa doradca podatkowy z SSW Pragmatic Solutions. – Wprowadzenie limitu odliczenia spowoduje, że w wielu przypadkach polscy podatnicy uzyskujący dochody za granicą będą musieli dopłacić podatek.

Poseł Stanisław Tyszka w interpelacji poselskiej wylicza, że np. nauczycielka pracująca w Londynie, osiągająca przychód 30 tys. funtów rocznie brutto, będzie płaciła oprócz 3,5 tys. funtów podatku brytyjskiego i 2,5 tys. funtów na składki społeczne ponad 2,1 tys. funtów podatku do polskiego fiskusa. Zdaniem ekspertów ograniczenie ulgi abolicyjnej może też naruszać równość podatkową. Osoby pracujące np. w Niemczech, Francji czy Hiszpanii nie będą musiały ponosić dodatkowych obciążeń podatkowych, bo stosują metodę wyłączenia z progresją.

Nowe przepisy zaczną mieć zastosowanie w przypadku rozliczania dochodów za 2021 rok, czyli w deklaracjach składanych w 2022 roku.

Narzędzie polskiej firmy pozwala naprawić błędy w oprogramowaniu w kilka minut. Wkrótce sztuczna inteligencja zacznie poprawiać programistów

W typowym oprogramowaniu występuje średnio 25 błędów na 1000 linii kodu – podaje National Institute of Standards and Technology. Niewykryty błąd oprogramowania może spowodować krytyczne przerwy w działaniu systemu, a naprawianie usterek zajmuje programistom nawet 60 proc. czasu. Polski start-up znalazł rozwiązanie problemu – RevDeBug umożliwia programistom łatwą identyfikację i naprawę błędów w oprogramowaniu. Rejestruje wykonywany kod i pozwala odtworzyć w ciągu kilku minut zdarzenia, które doprowadziły do wystąpienia błędu.

– RevDeBug to narzędzie, które usprawnia proces naprawy błędów w oprogramowaniu. Usuwamy przyczyny frustracji związane z tym procesem, dzięki cztemu pozwalamy zespołom odpowiedzialnym za rozwój oprogramowania na skupienie się na tworzeniu i rozwijaniu nowego. Przetwarzamy więcej danych, korzystamy z nowych technologii, przyczyny i symptomy związane z błędami nie są cały czas w tym samym miejscu. To powoduje, że osoby odpowiedzialne za naprawę oprogramowania muszą szukać, co jest prawdziwą przyczyną – mówi agencji Newseria Innowacje Piotr Biegun, członek zarządu w RevDeBug.

Według National Institute of Standards and Technology w typowym oprogramowaniu występuje średnio 25 błędów na 1000 linii kodu. Oznacza to ogromną liczbę luk w zabezpieczeniach, a większość z nich jest wynikiem prostych błędów w kodowaniu. Niewykryty błąd może spowodować krytyczne przerwy w działaniu systemu. Błędna konfiguracja platform chmurowych doprowadziła np. do naruszenia bezpieczeństwa danych w instytucji finansowej Capital One w 2019 roku, w wyniku którego ucierpiało ok. 106 mln osób.

– Wykrywanie błędów jest problematyczne. Weźmy np. zwykłą stronę internetową, z której korzysta przeciętny Polak – z jego perspektywy coś nie działa, jest to frustrujące. Natomiast z perspektywy działu IT przyczyny, dlaczego to nie działa, są pochowane w różnych miejscach. Zaczęliśmy korzystać z bardziej skomplikowanych systemów, rozwiązań chmurowych, nowych technologii, które powodują, że błędy, przyczyny i symptomy tych błędów są w różnych miejscach. Jesteśmy w stanie szybciej tworzyć oprogramowanie i je skalować, natomiast znajdowanie i naprawianie błędów stało się trudniejsze – wskazuje Piotr Biegun.

Polski start-up opracował system, który wykrywa i naprawia różnego rodzaju nieprawidłowości w systemach i aplikacjach. Narzędzie rejestruje wykonywany kod, w ten sposób umożliwiając odtworzenie zdarzenia, które doprowadziło do wystąpienia błędu. Dzięki temu nie trzeba zgadywać przyczyn awarii, a sam proces naprawy skraca się czasem z miesięcy do kilku minut.

– Wykorzystujemy do tego naszą opatentowaną technologię pozwalającą nagrać film z wykonania kodu, który doprowadził do danej awarii. Dzięki temu programista patrząc na ten kod, nie musi poszukiwać przyczyny tych błędów i potem odtwarzać sytuacji, które nie wiadomo, dlaczego się wydarzyły – wskazuje ekspert.

Opracowane przez Polaków narzędzie bazuje na sztucznej inteligencji. Dostarcza gotowe rozwiązania programistom i informatykom.

– RevDeBug pozwala stwierdzić, dlaczego dana rzecz się wydarzyła, czyli nie trzeba pytać sztucznej inteligencji, dlaczego zadziałała w ten sposób. Z drugiej strony pracujemy nad tym, żeby z wykorzystaniem nie tylko sztucznej inteligencji, ale również metod statystycznych i matematycznych dostarczać programistom informacje, które ułatwiają i skracają proces związany z analizowaniem, naprawianiem błędów, żeby dostawali od nas gotowe wiadomości i sugestie, które elementy wymagają poprawy – mówi Piotr Biegun.

Raport Consortium for Information & Software Quality (CISQ) „The Cost of Poor Software Quality in the US” szacuje, że koszty związane z oprogramowaniem słabej jakości sięgają 2,08 tryliona dol. i nie obejmuje to nawet „długu technicznego”, czyli nagromadzonych luk w oprogramowaniu w aplikacjach, sieciach i systemach, które nigdy nie zostały naprawione. Raport CISQ szacuje to zadłużenie na kolejne 1,3 tryliona dol. Zdecydowana większość (75 proc.) to awaria oprogramowania spowodowana brakiem łatania znanych luk w zabezpieczeniach, problemy ze starszym sprzętem i nieudane projekty rozwojowe.

Błędy związane z oprogramowaniem hamują działalność firm, często mogą powodować wielomilionowe straty związane z przestojem. Dzięki rozwiązaniu polskiej firmy takie sytuacje praktycznie nie mają miejsca, dlatego z systemu korzystają m.in. sektor finansowy, e-commerce czy e-usługi.

– To, nad czym pracujemy przyszłościowo, to proces „self-healing”, czyli będziemy w stanie dostarczać programistom nie tylko przyczyny, ale od razu kod, który dane problemy rozwiązuje w sposób automatyczny – zapowiada członek zarządu w RevDeBug. – Skupiamy się na tym, żeby nasze narzędzie było dostępne nie tylko dla dużych korporacji, z którymi obecnie pracujemy, ale również było dostosowane do pracy mniejszych zespołów. Dzięki temu, że będziemy dystrybuować je za pomocą chmur publicznych, takich jak Microsoft Azure, każdy będzie mógł skorzystać z naszego rozwiązania w prosty sposób i rozliczyć się w takim modelu, który jest dla niego wygodny, tzn. w zależności od tego, jakiej wielkości przetwarza dane i jakiej wielkości ma biznes.

Polka opracowała mobilną aplikację dla chorych na hashimoto. Może pomóc setkom tysięcy osób w Polsce

Hashiona to aplikacja mobilna skierowana do osób zmagających się z chorobą Hashimoto i niedoczynnością tarczycy. Ma na celu ułatwienie życia chorym i zarządzanie chorobą, a także udzielenie pomocy w wejściu w tzw. remisję. – Pacjent ma do wyboru kilka funkcjonalności w aplikacji, m.in. jest w stanie sam śledzić swoje objawy oraz szukać tzw. wyzwalaczy, czyli czynników, które powodują dany objaw, np. alergie pokarmowe – tłumaczy Ewa Galant, autorka aplikacji i założycielka firmy Hashiona.

Przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) problemy z tarczycą uznawane są już za chorobę cywilizacyjną, na którą cierpi według różnych szacunków endokrynologów nawet 4,5 procent populacji. Z kolei według danych GUS z 2018 roku w Polsce aż milion osób chorowało z powodu tarczycy. Eksperci szacują, że nawet 800 tys. przypadków to efekt choroby Hashimoto. To schorzenie autoimmunologiczne wynikające z wady układu odpornościowego. Organizm sam atakuje białka tarczycowe, powodując degradację tarczycy i zaburzenia w produkcji hormonów. Choć jest to choroba nieuleczalna, można z nią żyć, a przy wykorzystywaniu dodatkowej wiedzy i zmianie stylu życia całkiem sprawnie radzić sobie z jej objawami. Dzięki opracowanej przez Polkę aplikacji Hashiona będzie to o wiele łatwiejsze, a pacjenci otrzymają dodatkowe wsparcie.

– Pacjent ma do wyboru kilka funkcjonalności w aplikacji, m.in. jest w stanie samodzielnie śledzić swoje objawy choroby i szukać tzw. wyzwalaczy, czyli czynników, które powodują dany objaw choroby. Mogą to być np. alergie pokarmowe, ale nie tylko. Dodatkowo pracujemy właśnie nad funkcjonalnością specjalnego programu, który będzie trwał 24 tygodnie i będzie przeprowadzał użytkowników przez wszystkie etapy wejścia w remisję choroby przez zmianę nawyków żywieniowych i zmianę stylu życia. Podobnie jak np. przy cukrzycy styl życia przy hashimoto jest kluczowy – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Ewa Galant, autorka aplikacji i założycielka firmy Hashiona.

W celu dokładnych pomiarów stylu życia pacjenci będą logować się do aplikacji każdego dnia i oznaczać najpierw swoje symptomy, zarówno psychiczne, jak również fizyczne, a także opisywać swój styl życia, czyli m.in. częstotliwość i jakość snu oraz odżywiania, a także występowanie sytuacji stresogennych. Na podstawie tych informacji aplikacja będzie wspierać pacjenta w szukaniu tzw. indywidualnych wzorców zdrowotnych, aby wcielać je w życie, a jednocześnie wykluczać lub ograniczać negatywne wzorce.

– Nasz program „Step by step to remission” jest dosyć unikatowy w skali światowej, dlatego że za pomocą aplikacji prowadzimy naszego pacjenta za rękę poprzez poszczególne zmiany stylu życia do momentu, aż wejdzie on do etapu remisji choroby. Remisję rozumiemy przez stan, w którym pacjent nie odczuwa objawów, czyli czuje się dobrze, jest w stanie normalnie funkcjonować, oraz w momencie, w którym jego przeciwciała w krwi spadają do poziomu najbliższego zeru – wskazuje założycielka firmy Hashiona.

Choć aplikacja nie jest produktem medycznym i nigdy nie zastąpi kontaktu z lekarzem, oferuje wsparcie standardowej terapii osobom chorym na hashimoto lub chorobę niedoczynności tarczycy. Oznacza to, że pacjenci zawsze już będą musieli przyjmować lek na niedoczynność tarczycy, natomiast aplikacja ma na celu wsparcie stylu życia. Co ważne, Hashiona jest jednym z niewielu tego typu rozwiązań na rynku.

– Na dzisiaj, szczególnie na rynku polskim, nie istnieją rozwiązania technologiczne skierowane do tej grupy pacjentów, jesteśmy pierwsi w Polsce. Budujemy społeczność wśród pacjentów, lekarzy, ale również naukowców, którzy będą rozwijać wiedzę na temat choroby Hashimoto za pomocą danych zbieranych anonimowo z aplikacji – wskazuje Ewa Galant.

Hashiona jest już dostępna dla polskich użytkowników w sklepie Google Play na urządzenia z systemem operacyjnym Android, na razie w ograniczonej formie. Dodatkowe funkcjonalności, w tym program „Step by step to remission”, pojawią się na przełomie marca i kwietnia 2021 roku.

Spadek PKB i wzrost bezrobocia, czyli co nas czeka w szponach kryzysu?

Porównując poziom kryzysu w Polsce z innymi krajami – głównie Zachodniej Europy – można pomyśleć, że pandemia koronawirusa za bardzo nas nie dotknęła. Przewidywany spadek PKB na poziomie 5% wygląda dobrze, w porównaniu z kilkunastoprocentowymi spadkami w Hiszpanii i Francji. To prawda – pandemia dotknęła Europę Wschodnią znacznie mniej, niż inne państwa. Widać to na przykładzie Niemiec – gdzie granica między liczbą zachorowań dzieli kraj na wschodnią i zachodnią część. Czemu tak jest, nie wie nikt. Nie należy jednak zachwycać się sytuacją naszej gospodarki. Spadek PKB o 5% to wciąż ogromny kryzys, niewidziany w Polsce od 30 lat.

– Mówienie o zielonej wyspie to przesada. To nie jest normalny kryzys, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Sytuacja jest bardzo ciężka. Obniżenie wartości PKB o 5% to gigantyczny spadek, któremu towarzyszy w dodatku ogromny wzrost zadłużenia państwa – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Dzisiaj możemy powiedzieć, że radzimy sobie nie najgorzej. Ale sytuacja jest bardzo ciężka. Możemy jeszcze oczekiwać załamania się wielu wskaźników, na przykład bezrobocia. Dzięki interwencji państwa bezrobocie nie wzrosło – co obserwujemy także na rynku europejskim. Jednak kosztem tego jest ogromny wzrost długu publicznego. Cenę za to zapłacimy w przyszłości, a bezrobocie wkrótce zacznie rosnąć – przewiduje Orłowski.

Na telefon z banku lub na Sanepid, czyli nowe sposoby oszustów na kradzież naszych danych

Pandemia Covid-19 sprawiła, że funkcjonujemy głównie w kanale online. Nie chodzi tylko o możliwość pracy zdalnej. Przez Internet możemy załatwić już prawie wszystko, nawet takie sprawy, jak np. „wizytę” u lekarza specjalisty czy zaciągnięcie kredytu hipotecznego, co kiedyś było niemożliwe. Za tę wygodę płacimy czasem wysoką cenę. W sieci umieszczamy coraz więcej informacji na swój temat, co jest na rękę osobom czyhającym na nasze dane, będące w dzisiejszym świecie walutą ważniejszą niż złoto… Tylko od kwietnia do lipca w naszym kraju odnotowano aż o 42% więcej ataków przy użyciu szkodliwego oprogramowania niż w poprzednio analizowanym okresie[1]. Cyberprzestępcy w swoich działaniach są coraz bardziej przebiegli. Skutki mogą być zauważalne od razu, np. w postaci „uszczuplenia” naszego konta bankowego lub niestety bardziej długofalowe. Jeżeli nie zorientujemy się w porę, złodziej może się posługiwać się skradzionymi danymi przez dłuższy czas i np. zaciągać na nazwisko ich właściciela kolejne pożyczki czy kredyty. Jak się przed tym chronić i unikać niechcianych długów? Podpowiada ekspert Intrum!

Korona-kryzys, czyli czas „żniw” dla cyberprzestępców

Polacy są świadomi tego, że ciągłe przebywanie w kanale online przynajmniej w teorii zwiększa szanse na naruszenie prywatności, a nawet kradzież tożsamości. Obawiamy się tego zjawiska. Z badania przeprowadzonego przez KRD i serwis ChronPESEL.pl wynika, że 60 proc. respondentów obawia się utraty danych osobowych, a 54 proc. za największe zagrożenie uznaje wycieki z baz danych urzędów i firm.

– Przestępcy nie zawsze stosują wyrafinowane metody, nie zawsze chodzi o zaplanowane ataki hakerów. Niestety takie osoby częściej bazują na naszym braku wiedzy, nieostrożności, roztargnieniu, o co przecież w korona-kryzysie nietrudno. Wystarczy np. nie doczytać wszystkich zapisów umowy, którą dokonujemy na odległość (online), albo nie sprawdzić wiarygodności konsultanta jakiejś firmy, który chce nam sprzedać jakiś towar lub usługę po podejrzanie niskiej cenie. Możemy odczuć skutek takiej nieuwagi od razu w postaci zapłaty za transakcję, która nie dojdzie do skutku, ale konsekwencji może być więcej. Gdy nasze dane raz dostaną się w niepowołane ręce, oszust może posługiwać się nimi wielokrotnie. Zawieranie różnych umów w naszym imieniu, zaciąganie pożyczek i kredytów – to najpopularniejsze sposoby wykorzystania naszej tożsamości przez cyberprzestępców. W taki nieświadomy sposób stajemy się dłużnikami. Dowiadujemy się o tym najczęściej w momencie, kiedy staramy się „oficjalnie”, we własnym imieniu o kredyt czy chcemy dokonać zakupu na raty. Wtedy otrzymujemy informację, że widniejemy na jednej z tzw. czarnych list dłużników, bo oczywiste jest, że zobowiązanie zaciągnięte na nasze nazwisko, nie jest spłacane przez oszusta – komentuje ekspert Intrum, Magdalena Krakowczyk.

Nowa rzeczywistość, w której żyjemy prawie od roku, to również nowe sposoby oszustów na wyłudzanie naszych danych i pieniędzy. Te ostatnio często spotykane, to podawanie się w fałszywych wiadomościach sms czy telefonach za pracowników Sanepidu, ministerstw, Policji czy innych służb zaangażowanych w walkę z pandemią.

Czy zagrożenie i obawy Polaków są zasadne?

Dane pokazują, że niestety odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. Boimy się nie tylko działania cyberprzestępców, ale nie mamy również zaufania do instytucji, które gromadzą nasze dane osobowe. Jak podaje KRD, w kwietniu do sieci trafiły poufne informacje na temat kilkuset pacjentów przebywających na kwarantannie w powiecie gnieźnieńskim. W tym samym miesiącu do podobnego incydentu doszło w sklepie internetowym Cyfrowe.pl, który gromadził dane klientów od 2007 r. Na początku jesieni cyberprzestępcy weszli w posiadanie danych klientów dwóch aptek internetowych. W listopadzie doszło z kolei do wycieku, m.in. numerów PESEL z bazy jednego z portali medycznego gromadzącego informacje o zdrowiu ponad 15 tys. pacjentów. Podobne przykłady można mnożyć.

O czym każdy internauta wiedzieć powinien, czyli zasady bezpieczeństwa w sieci

Czy w starciu z internetowym oszustem jesteśmy na straconej pozycji? – Na szczęście nie! Rozsądek, szczególna uwaga na pewne podejrzane działania, znajomość podstawowych zasad bezpiecznego korzystania z sieci, powinny skutecznie utrudnić cyberprzestępcom kradzież naszych danych, czyli w konsekwencji także naszych pieniędzy. To ważne, ponieważ jak wynika z danych Intrum, w korona-kryzie dochody aż 45 proc. konsumentów w Polsce uległy zmniejszeniu[2]. Pojawienie się niechcianych długów w takiej sytuacji oznaczałoby również powstanie poważnych problemów finansowych. Zawsze warto starać się ich unikać, a w czasach kryzysu powinien być to imperatyw – podpowiada Magdalena Krakowczyk, ekspert Intrum.

W dbaniu o bezpieczeństwo danych z pewnością pomoże Dekalog Bezpiecznego Użytkowania Internetu od Intrum:

  1. Wybieraj tylko bezpieczne i sprawdzone sklepy internetowe, czyli takie, o których wiadomo, że przestrzegają zasad bezpieczeństwa i stosują odpowiednie zabezpieczenia, dzięki którym dane osobowe ich klientów nie staną się łatwym łupem dla oszustów. Ta zasad dotyczy wszelkich instytucji, którym powierzamy swoje dane.
  2. Dokonuj płatności internetowych tylko przy udziale certyfikowanych pośredników.
  3. Nie otwieraj wiadomości e-mail i sms nieznanego pochodzenia oraz zawierających podejrzaną treść. Zwróć szczególną uwagę na wiadomości nakazujące zapłatę zaległych (w tym przypadku fikcyjnych) faktur lub podanie dostępu do konta bankowego albo danych z karty płatniczej.
  4. Zadbaj o bezpieczeństwo haseł dostępu. Hasła powinny składać się z różnych znaków (wielkie i małe litery, znaki specjalne i cyfry) oraz być odpowiednio długie (min. 8 znaków), wtedy będą trudniejsze do złamania. Co nie mniej ważne – nie posługuj się tym samym hasłem dostępu do wielu kont i pamiętaj, aby zmieniać je co jakiś czas.
  5. Nigdy nie podawaj haseł i loginów osobom trzecim. Nawet takie podmioty jak ZUS czy Policja tego nie wymagają!
  6. Sprawdzaj, czy bank lub sklep internetowy, z którego korzystasz, wykorzystuje szyfrowaną wersję protokołu http. Innymi słowy, sprawdź, czy adres strony poprzedza fraza „https” (np. https://www.abcdefghijkl.pl). Jeżeli nie, to takie połączenie nie jest szyfrowane, co znacząco obniża poziom zaufania do takiej witryny i warto rozważyć, czy istnieje potrzeba przekazywać tam swoje dane.
  7. Wykonując przelew bankowy on-line, nigdy nie kopiuj numeru rachunku bankowego z zewnętrznych źródeł, tylko za każdym razem wpisuj go ręcznie.
  8. Nie korzystaj z otwartych, niezabezpieczonych sieci Wi-Fi, czyli tzw. hotspotów, dostępnych w miejscach publicznych, takich jak restauracje, galerie handlowe czy lotniska, nawet jeżeli musisz skorzystać z aplikacji bankowej, aby wykonać szybki przelew. W celu zwiększenia ochrony naszych urządzeń, zasadne wydaje się rozważenie nabycia usługi VPN (z ang. Virtual Private Network), dzięki której przeglądanie Internetu, w tym także korzystanie z usług bankowych czy robienie zakupów, będzie odpowiednio zabezpieczone i niedostępne dla osób trzecich.
  9. Używaj sprawdzonych programów antywirusowych. Dzięki temu dodatkowemu zabezpieczeniu możesz mieć pewność, że zarówno Twoje dane, które udostępniasz w Internecie, jak i informacje, które przechowujesz lokalnie na komputerze lub w smartfonie, będą bezpieczne. Korzystaj tylko z oprogramowania pochodzącego z autoryzowanych, legalnych źródeł.
  10. Dokonuj regularnych aktualizacji oprogramowania na Twoim komputerze, smartfonie i tablecie.

[1] Dane: CERT Polska, 2020.

[2] Intrum, European Consumer Payment Report 2020, grudzień 2020.

Nowość na wrocławskim lotnisku – bramki do automatycznej kontroli granicznej

W Porcie Lotniczym Wrocław oficjalnie zaprezentowano dziś bramki do automatycznej kontroli dokumentów podróżnych w strefie Non Schengen. Wrocławskie lotnisko jako drugie regionalne lotnisko w Polsce zainstalowało je zarówno w hali odlotów, jak i przylotów. Dzięki tej inwestycji pasażerowie szybciej przejdą kontrolę na granicy.Port Lotniczy Wrocław fot. Maciej Lulko 04 Port Lotniczy Wrocław fot. Maciej Lulko 05

Nowe bramki do automatycznej kontroli granicznej znajdują się w halach odlotów i przylotów

– po 4 w każdej hali. – Bardzo się cieszę, że dzięki rządowym funduszom bramki biometryczne do automatycznej kontroli granicznej zostały zamontowane na wrocławskim lotnisku. Jest to ważna inwestycja, która zwiększy komfort podróżujących, unowocześni i ulepszy proces odprawy granicznej, a także wesprze Straż Graniczną w realizacji jednego z jej podstawowych zadań – mówi obecny na prezentacji wojewoda dolnośląski Jarosław Obremski.

Z kolei płk Tomasz Michalski, komendant Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej, dodaje:

– Cieszymy się bardzo, że funkcjonariusze Straży Granicznej na wrocławskim lotnisku mogą nadzorować i obserwować proces kontroli granicznej przy wykorzystaniu bramek do automatycznej kontroli dokumentów podróżnych. Jestem przekonany, że nowe wyposażenie wpłynie na usprawnienie i przyśpieszenie procesu kontroli granicznej. Bramki automatycznie weryfikują dane zawarte w chipie biometrycznym paszportu z wizerunkiem twarzy podróżnego. Dzięki temu wykluczona jest możliwość posłużenia się podrobionym, przerobionym lub cudzym dokumentem. Ponadto bramki są połączone z bazami danych, które obsługuje Straż Graniczna, a to z kolei pozwala m.in. wykryć, czy podróżny nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa wewnętrznego i porządku publicznego.

– Dzięki bramkom przejście graniczne ma teraz większą przepustowość. To kolejna inwestycja, która zwiększa atrakcyjność naszego terminala. Z roku na rok staje się on coraz bardziej przyjazny i nowoczesny. Możemy śmiało powiedzieć, że jesteśmy w pełni gotowi na powrót ruchu do normalności – mówi Dariusz Kuś, prezes Portu Lotniczego Wrocław.

Kto i jak może korzystać z bramek?

Kontrola graniczna w Porcie Lotniczym Wrocław obowiązuje podróżnych wylatujących lub przylatujących z krajów spoza strefy Schengen. Bramki do automatycznej kontroli są ustawione przy wejściu i wyjściu ze strefy Non Schengen. Z bramek mogą korzystać pełnoletni obywatele UE, EOG i Szwajcarii posiadający dokument biometryczny: paszport lub dowód osobisty. – Tylko z takiego dokumentu mogą być odczytane dane przez urządzenie skanujące – wyjaśnia Przemysław Marcinkowski, dyrektor ds. infrastruktury w Porcie Lotniczym Wrocław. Bramka obsługuje osoby o wzroście pomiędzy 120 a 220 cm.

Automatyczna kontrola graniczna przebiega w następujący sposób: należy podejść do bramki, otworzyć dokument na stronie ze zdjęciem, przyłożyć go do czytnika i chwilę przytrzymać. Po automatycznej weryfikacji danych otwiera się bramka, przez którą trzeba wejść do środka, gdzie następuje skanowanie twarzy w celu potwierdzenia tożsamości. Aby zeskanować twarz, należy stanąć w wyznaczonym miejscu (oznaczonym na podłodze symbolem stóp), zdjąć nakrycie głowy, okulary i maseczkę. Jeżeli wszystko się zgadza, można wyjść ze strefy automatycznej kontroli.

Bramki do automatycznej kontroli granicznej działają na kilku lotniskach w Polsce, ale tylko na Chopina w Warszawie, we Wrocławiu i w Poznaniu są w obu halach. – Na innych lotniskach bramki są albo w hali przylotów, albo w hali odlotów. Port Lotniczy Wrocław zainstalował je w obu halach, podobnie jak zrobiono to w Warszawie na lotnisku Chopina oraz na lotnisku w Poznaniu – zauważa Przemysław Marcinkowski.

Testy i bezpieczeństwo na lotnisku

Bramki to nie jedyna nowość, jaką Port Lotniczy Wrocław wprowadził w ostatnich miesiącach. Od 30 stycznia pasażerowie przylatujący do Wrocławia ze strefy Non Schengen mogą wykonać na wrocławskim lotnisku szybki test antygenowy tuż po przylocie. Punkt diagnostyczny badań na obecność COVID-19 znajduje się przed stanowiskami kontroli granicznej, a więc przed przekroczeniem granicy Państwa Polskiego. Koszt wykonania testu to 200 zł, czas oczekiwania na wynik – około 15 minut. Negatywny wynik testu umożliwia zwolnienie z 10-dniowej kwarantanny. Punkt działa po każdym przylocie samolotu ze strefy Non Schengen, także w godzinach nocnych. To ogromne ułatwienie dla pasażerów wracających do Wrocławia z Wielkiej Brytanii czy Ukrainy, a także dla osób podróżujących lotami czarterowymi np. wracających z Zanzibaru.

Dodatkowo od listopada na parkingu przed terminalem działa punkt do wykonywania testów na obecność wirusa SARS-CoV-2. Znacznie wcześniej wprowadzono specjalne zasady korzystania z terminala w ramach bezpiecznej obsługi pasażerów. Przed wejściem do terminala przeprowadzany jest pomiar temperatury, a po wejściu obowiązuje nakaz zasłaniania ust i nosa, a także zasada zachowania dystansu. W terminalu rozmieszczone są dozowniki z płynem do dezynfekcji. Zalecana jest regularna dezynfekcja rąk. Pasażerowie są na bieżąco informowani, jak bezpiecznie korzystać z terminala. Informacje są m.in. wyświetlane na ekranach, a ponadto udzielają ich pracownicy Portu Lotniczego Wrocław.

To będzie przełomowy rok dla wielu hoteli. Sektor hotelowy czeka duża transformacja

Hotele z niecierpliwością oczekują na odmrożenie gospodarki. 2021 rok powinien okazać się już lepszy dla branży niż rok ubiegły. W Polsce mamy bardzo silny popyt krajowy, zarówno od strony biznesu, jak i turystyki, co dla sektora hotelowego jest o tyle korzystne, że nie jest wyłącznie uzależniony od przyjazdów turystów z zagranicy. Dzięki temu, polskie hotele mają dużą szansę poradzić sobie po odmrożeniu gospodarki, nawet jeśli jeszcze przez dłuższy czas ruch turystyki na świecie będzie zablokowany albo w jakimś stopniu ograniczany. Pokazały to dobre wyniki, jakie odnotował sektor w miejscowościach turystycznych w minionym sezonie letnim.

Hotelarze, szczególnie w dużych miastach, będą musieli wykazać się dużą dozą kreatywności, by przyciągnąć w najbliższych miesiącach polskich gości biznesowych, którzy będą mieli bardzo szeroką ofertę do wyboru. W ostatnich latach popyt na usługi hotelowe w największych ośrodkach biznesowych w kraju był bardzo duży, hotele nie musiały intensywnie zabiegać o gości. Teraz będą zmuszone wykazać się dużą elastyczność i zawalczyć o klientów. Tym bardziej, że na rynku jest spora ilość mieszkań przeznaczonych na wynajem krótkoterminowy, stanowiących dla nich po części konkurencję. Poza tym, wiodące sieci hotelowe wchodzą i rozszerzają ofertę mieszkań i domów na wynajem krótkoterminowy w dużych miastach i miejscowościach wakacyjnych, ponieważ klienci oczekują teraz większej przestrzeni podczas wypoczynku.

Hotele są jedną z branż, której pandemia przyniosła największe straty. W najgorszej sytuacji są właściciele obiektów, którzy nie mieli zgromadzonego rezerwowego „tłuszczyku finansowego”. Teraz zmuszeni są do sprzedaży hoteli i wycofania się z rynku, na który prawdopodobnie już nie wrócą. W tej chwili w Polsce na sprzedaż wystawionych jest już kilkaset obiektów hotelowych. Są to głównie nieduże hotele i pensjonaty zlokalizowane w mniejszych miejscowościach.

W wyniku dużego spadku zaufania do sektora ze strony instytucji finansowych obiekty w słabej kondycji nie mogą liczyć na wsparcie kredytowe. Część mniejszych hoteli położonych w niedużych ośrodkach oraz niezbyt dobrze zlokalizowanych upadnie. W tym roku będziemy świadkami przejęć na rynku hotelowym i konsolidacji branży na dużą skalę.

Znaczna część międzynarodowych inwestorów wstrzymała się z akwizycją assetów z segmentu hotelowego, koncentrując uwagę aktualnie głównie na sektorze magazynowym. Operatorzy na umowach dzierżawy bardzo ostrożnie wybierają oferty i skupiają się wyłącznie na największych aglomeracjach w kraju albo całkowicie wstrzymują się z podejmowaniem decyzji.

Autor: Katarzyna Tencza, Associate Director Investment&Hospitality w Walter Herz

Wpływ koronawirusa na medycynę nie skończy się razem z pandemią

Do 2025 roku w medycynie dokona się zmiana priorytetów i przewartościowanie w podejściu do leczenia.

Wybuch pandemii spowodował dynamiczne przyspieszenie cyfrowej transformacji sektora medycznego, która w ciągu dziewięciu miesięcy osiągnęła poziomy spodziewane w perspektywie wielu lat. Zmienił też nastawienie naukowców, pacjentów i przedsiębiorstw do tego kto, gdzie i jak powinien się zajmować ochroną zdrowia w przyszłości – wynika z raportu “The Future unmasked: life sciences and healthcare predictions 2025” firmy doradczej Deloitte.

Na początku 2020 r. branża ochrony zdrowia i sektora life science, obejmującego segmenty: farmaceutyczny, biotechnologiczny oraz technologii medycznych, znajdowała się na ścieżce stałego, ale relatywnie powolnego rozwoju.

Wybuch pandemii koronawirusa spowodował, że obserwowane w ostatnich latach trendy w sektorze ochrony zdrowia gwałtownie przybrały na sile. Według przewidywań ONZ do 2025 r. 11 proc. światowej populacji (21 proc. w przypadku Europy) będą stanowiły osoby powyżej 65 roku życia. Z kolei zdaniem Międzynarodowej Federacji Diabetologicznej liczba osób cierpiących np. na cukrzycę ma do 2030 r. wzrosnąć do 578 mln i do 700 mln do roku 2045. Zdaniem ekspertów Deloitte w najbliższych latach branża medyczna koncentrować się więc będzie na takich trendach jak: starzenie się społeczeństw, wzrost wydatków budżetowych na służbę zdrowia, popularność aplikacji zdrowotnych i fitnessowych, wykorzystanie telemedycyny i wirtualnej diagnostyki, rozprzestrzeniania się chorób cywilizacyjnych i antybiotykoodporności.

Najnowszy raport firmy doradczej Deloitte poświęcony przyszłości branży medycznej w znacznej mierze opiera się na analizie i przewidywaniach długofalowego wpływu koronawirusa na nasze życie. Społeczeństwa na całym świecie zaczęły bowiem doceniać wysiłki podejmowane przez firmy medyczne, a także dostrzegać nowe sposoby współpracy różnych podmiotów dążących do znalezienia i wdrożenia najlepszych możliwych rozwiązań pro-zdrowotnych.

Osobną kwestią, która będzie miała długofalowe konsekwencje, jest kontynuowanie w pandemii wielu terapii pacjentów przewlekle chorych. Wymuszona izolacja, poczucie zagrożenia ekonomicznego, czy praca zdalna nie pozostały bez wpływu na kondycję psychofizyczną społeczeństw.

Od ochrony zdrowia do zdrowej starości

Zdaniem ekspertów Deloitte, doświadczenia ostatnich miesięcy skłonią ludzi do częstszego i bardziej świadomego brania odpowiedzialności za własne wybory zdrowotne i styl życia. Pandemia wymusiła na nas pogłębienie wiedzy na temat zagrożeń, które wynikają z osłabienia ludzkiego systemu odpornościowego, spowodowanego niekontrolowanym rozwojem cywilizacyjnym.

Jednocześnie na to wszystko nałożyło się powstanie nowych i przyspieszenie rozwoju dotychczasowych rozwiązań technologicznych, dzięki którym możliwa jest stała kontrola własnej kondycji, tak fizycznej, jak i psychicznej, ale też śledzenie potencjalnych zagrożeń dla zdrowia.

Wiele wskazuje na to, że przyszłość przyniesie bardziej świadome podejście człowieka do kwestii jego własnego zdrowia, jak i ogólnego dobrostanu. Zamiast podejmować doraźne aktywności dotyczące zwalczania pojawiających się chorób czy zakażeń, ludzie coraz częściej będą swoją kondycję monitorować w trybie ciągłym. W ten sposób łatwiej im będzie podejmować najlepsze dla siebie decyzje dotyczące diety, stylu życia i aktywności. Miejmy więc nadzieję, że odejdziemy od modelu chwilowego leczenia na rzecz przemyślanej, długofalowej i sprawnie kontrolowanej prewencji, która ma nam zapewnić witalność i zdrowie na starość, mówi Krzysztof Wilk, Partner Associate w dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

„4P” medycyny

Do roku 2025 w medycynie dokona się zasadnicza zmiana priorytetów i sposobów podejmowania decyzji w zakresie rekomendowanego leczenia oraz przewartościowanie podejścia do diagnostyki. Zgodnie z ideą „4P” (z ang. predictive, preventative, personalised, participatory) medycyna ma być przewidująca, prewencyjna, spersonalizowana i partycypacyjna. Dzięki wykorzystaniu najnowszych zdobyczy technologicznych w zakresie analityki zbiorów danych, genomiki, sztucznej inteligencji, nanotechnologii, komputerów kwantowych czy komunikacji 5G możliwe będzie szybsze diagnozowanie i lepsze jego dopasowanie do indywidualnych potrzeb pacjentów, a także sprawniejsze prowadzenie procedur badawczych i rozwojowych.

Konieczność jak najszybszego znalezienia szczepionki na Covid-19 spowodowała współpracę wielu przedsiębiorstw sektora medycznego oraz instytucji państwowych i naukowych na niespotykaną wcześniej skalę. Takie podejście z pewnością znacząco ułatwiły też dostępne narzędzia komunikacyjne i analityczne. Wykorzystanie zaawansowanych technologii może nie tylko bezpośrednio poprawić rezultaty leczenia, ale mieć wpływ na obniżenie kosztów związanych z opieką zdrowotną, ułatwić dostęp do usług medycznych, poprawić dokładność diagnostyki, umożliwić lepsze dopasowanie produktów oraz efektywniejszą kontrolę bezpieczeństwa danych pacjentów, mówi Maciej Dalecki, Dyrektor w dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Pandemia podkreśliła znaczenie szerokiego zakresu współpracy w mobilizowaniu i koordynowaniu publicznych i prywatnych wysiłków, zmierzających do opanowania światowych zagrożeń zdrowotnych.

SI i analityka danych

Według przewidywań ekspertów Deloitte, do roku 2025 firmy medyczne uzyskają dostęp do wielkich zbiorów danych medycznych oraz możliwości ich złożonej analizy. Tam, gdzie do tej pory biznes skupiał się na rozwoju aspektów sprzętowych, w przyszłości będzie koncentrować się na efektywnym wykorzystaniu skomplikowanych rozwiązań programistycznych. W efekcie sektor zdrowotny w znacznie większym stopniu niż obecnie będzie funkcjonował w modelu dostawcy oprogramowania jako usługi (Software as a Service – SaaS).

Technologie wykorzystujące sztuczną inteligencję pozwolą też przyspieszyć procesy opracowywania nowych leków oraz ograniczyć czas trwania testów klinicznych, co przyczyni się do odwrócenia trendu spadających zysków z działalności badawczo-rozwojowej.

Bazując na doświadczeniach uzyskanych w czasie pandemii, w 2025 r. instytucje ochrony zdrowia oraz sektora life sciences aktywnie będą wymieniać się danymi, tworząc silniejsze połączenia między sektorami publicznym i prywatnym a systemem ochrony zdrowia.. Pozwolą aktywnie dostarczać prewencyjną i spersonalizowaną ochronę, zmieniać modele obsługi pacjentów, zrewolucjonizują proces dochodzenia do innowacyjnych medycznych rozwiązań – czy to w obszarze leków, urządzeń, czy usług, mówi Wiesław Kotecki, Partner w Deloitte Digital.

3xzdrowie Centrum Medyczne

Zgodnie z Polityką Energetyczną, w 2030 r. udział OZE w końcowym zużyciu energii brutto wyniesie co najmniej 23 proc.

Wczoraj rząd przyjął Politykę Energetyczną Polski do 2040 r., bardzo ważny i długo wyczekiwany dokument.

Dokument opiera się na trzech głównych filarach – sprawiedliwej transformacji, budowie zeroemisyjnego systemu energetycznego oraz dobrej jakości powietrza. Wyznacza ramy transformacji energetycznej w Polsce, która zgodnie z Europejskim Zielonym Ładem ma prowadzić do dekarbonizacji sektora energetycznego oraz być sprawiedliwa i niewykluczająca.

– Cieszymy się, że po tak długim okresie, czyli po 12 latach od ustanowienia poprzedniej Polityki Energetycznej, przyjęto nowy dokument, wyznaczający kierunki rozwoju sektora. Powinien on odpowiadać na wyzwania związane z Europejskim Zielonym Ładem, ale również porozumieniem paryskim. Czekamy obecnie na opublikowanie pełnej treści nowej polityki energetycznej w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski” – mówi Dorota Zawadzka – Stępniak, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Niskoemisyjna transformacja energetyczna ma sprzyjać zmianom modernizacyjnym całej polskiej gospodarki, gwarantując bezpieczeństwo energetyczne, dbając o sprawiedliwy podział kosztów i ochronę najbardziej wrażliwych grup społecznych. Ale sprawiedliwa transformacja oznacza także zapewnienie nowych możliwości rozwoju regionom i społecznościom, które zostały najbardziej dotknięte negatywnymi skutkami przekształceń w związku z niskoemisyjną transformacją energetyczną. Dlatego tak kluczowe jest przygotowanie przez te regiony (województwa: śląskie, dolnośląskie, wielkopolskie oraz małopolskie, łódzkie i lubelskie) terytorialnych planów sprawiedliwej transformacji, które określą skalę wyzwań i ścieżkę transformacji.

Zgodnie z Polityką Energetyczną, w 2030 r. udział OZE w końcowym zużyciu energii brutto wyniesie co najmniej 23 proc., moc zainstalowana farm wiatrowych na morzu osiągnie ok. 5,9 GW w 2030 r. i do ok. 11 GW w 2040 r. – To krok w dobrym kierunku, gdyż dekarbonizacja naszego sektora energetycznego powinna opierać się przede wszystkim o źródła OZE – dodaje Dorota Zawadzka – Stępniak.

Ogrzewanie wszystkich gospodarstw ma odbywać się poprzez ciepło systemowe oraz zero- lub niskoemisyjne źródła indywidualne. Taki cel przełoży się na ograniczenie wykorzystania paliw stałych, często paliw o niskiej jakości w źródłach indywidualnych.

W 2033 r. uruchomiony zostanie pierwszy blok elektrowni jądrowej o mocy ok. 1-1,6 GW. Kolejne bloki będą wdrażane co 2-3 lata, a cały program jądrowy zakłada budowę 6 bloków.

Transformacja energetyczna będzie wymagała zaangażowania wielu podmiotów i poniesienia ogromnych nakładów inwestycyjnych, których skala może osiągnąć w latach 2021-2040 ok. 1,6 bln zł.

Marta Wrochna-Łastowska nową członkinią zarządu spółki Żabka Polska

Marta Wrochna-Łastowska, Dyrektorka Finansowa firmy Żabka Polska, decyzją Rady Nadzorczej została powołana do Zarządu i objęła funkcję Członkini Zarządu ds. Finansowych. Żabka udowadnia jak duże znaczenie w dalszym rozwoju firmy ma obszar kontroli i nawigacji finansowej spółki. Osiągnięcie identycznej reprezentacji kobiet i mężczyzn w zarządzie Żabka Polska stawia  firmę wśród niewielu sieci handlowych i przedsiębiorstw na polskim rynku posiadających parytet.

Jesteśmy firmą, w której wszyscy traktowani są równo i mają takie same szanse rozwoju, bez względu na płeć. Kobiety mają wysokie kompetencje, są zaangażowane, świetnie radzą sobie na kierowniczych stanowiskach. Potwierdza to nie tylko parytet, który mamy obecnie w Zarządzie naszej firmy, ale również fakt, że to właśnie kobiety kierują w naszej organizacji tak istotnymi obszarami jak: dział prawny, logistyka, dział personalny, dział analiz cenowych, sprzedaż czy adaptacja – mówi Tomasz Suchański, Prezes Zarządu Żabka Polska.

Marta Wrochna-Łastowska w spółce Żabka Polska pracuje od 2018 roku. Jako Dyrektorka Finansowa odpowiadała za utrzymanie płynności finansowej organizacji oraz efektywne i skuteczne zarządzanie finansami przedsiębiorstwa. Dotychczasowe doświadczenie zawodowe Marta Wrochna-Łastowska zdobyła m.in. podczas wieloletniej pracy w Ernst & Young Corporate Finance w Polsce i za granicą. Jest absolwentką Finansów i Rachunkowości oraz Zarządzania w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Posiada tytuł ACCA (Association of Chartered Certified Accountants).

Dołączenie Marty Wrochny-Łastowskiej do Zarządu firmy sprawia, że Żabka staje się pierwszą siecią handlową w Polsce, w której zarządzie obowiązuje parytet. Dodatkowo w spółce to właśnie kobiety zarządzają na stanowiskach dyrektorskich wieloma istotnymi obszarami. Warto również dodać, że wśród pracowników biurowych spółki, to właśnie kobiety przeważają na stanowiskach specjalistycznych. Obecnie aż 62% spośród ponad 5000 franczyzobiorców sieci to panie. Franczyzobiorczynie doskonale radzą sobie na lokalnych rynkach, zatrudniają pracowników oraz aktywnie włączają się w działania prospołeczne. Żabka Polska podejmuje wiele działań w zakresie równego traktowania wszystkich pracowników, które dotyczą m.in. takich obszarów jak wynagrodzenia czy możliwość awansu prowadząc np. badania wśród pracowników czy webinary.

Zarząd spółki Żabka Polska tworzą obecnie: Tomasz Suchański (Prezes Zarządu), Tomasz Blicharski, Anna Grabowska, Adam Manikowski, Jolanta Bańczerowska i Marta Wrochna-Łastowska.

Barometr nastrojów kadry zarządzającej 2020 – raport Mazars

Odporność pomimo Covid-19: Nowy coroczny barometr opinii Mazars pokazuje, że szefowie firm są zaskakująco optymistyczni co do przyszłości.

  • 58% spodziewało się wyższych przychodów w 2020 niż w 2019 i prawie trzy czwarte (71%) spodziewa się wzrostu w 2021 roku
  • Trendy gospodarcze i technologiczne najprawdopodobniej będą wpływały na firmy w ciągu następnych 3-5 lat; firmy przekonane o umiejętności odpowiedniego reagowania
  • Rozważanie długoterminowych inwestycji sugeruje, że firmy szykują się na nowy start

Mazars, międzynarodowa firma audytorsko-doradcza opublikowała dziś „Barometr C-suite Mazars 2020”, czyli kompleksowy raport na temat opinii członków zarządów i kierownictwa oraz ich prognoz na 2021, sporządzony na podstawie wypowiedzi ponad 500 menadżerów najwyższego szczebla na całym świecie.

Hervé Hélias, Dyrektor Generalny i Prezes Grupy Mazars mówi: – Nasz inauguracyjny barometr gromadzący opinie członków zarządów z całego świata w drugiej połowie roku 2020, ma na celu prezentację spostrzeżeń, które pomogą firmom i innym interesariuszom zrozumieć ten moment w historii. Przeanalizowaliśmy, czym zajmowały się firmy, jak pandemia wpłynęła na ich ogląd krótko- i długoterminowych priorytetów, co zamierzają robić, jakich spodziewają się przemian i wiele więcej. Kryzys wpłynął na nas wszystkich, ale pocieszającym jest fakt, że więcej spółek było pozytywnie nastawionych co do ich przychodów w 2020 roku niż tych nastawionych negatywnie i że większość spodziewa się wzrostu w 2021 roku.

Zaskakująco optymistyczne prognozy

Ankieta przeprowadzona w trzecim kwartale 2020 roku pokazała, że firmy są zasadniczo optymistyczne co do przyszłości. Pomimo ciężkich warunków, większość (58%) spodziewało się zakończyć rok 2020 z przychodami wyższymi niż w 2019. Przy przewidywaniach na rok 2021 menedżerowie byli nawet bardziej optymistyczni: ponad 70% spodziewało się wyższych przychodów niż w 2020 roku.

Nie można jednak pominąć minusów: wpływ kryzysu Covid-19 jest oczywisty dla 35%, którzy stwierdzili, że ich przychody będą niższe niż w 2019 roku. Odnotowaliśmy również bardziej negatywne nastawienie wśród 40 dodatkowych respondentów w badaniu nastrojów za 4 kwartał, w którym więcej menedżerów niż wcześniej obawiało się, że ich przychody spadną w 2021 roku.

Respondenci z Ameryki Łacińskiej mają najbardziej optymistyczne prognozy: 91% mówi, że ma dobre perspektywy wzrostu w 2021 roku, czyli znacznie powyżej światowej średniej, kształtującej się na poziomie 71%.

Patrząc w przyszłość, zarządzający firmami przewidują, że największy wpływ na ich działalność będą miały trendy gospodarcze i technologiczne. Dobrą nowiną jest to, że mają pewność co do swoich zdolności zarządzania tymi trendami: 90% firm czuje się przygotowana, żeby zareagować na trendy w technologii.

Co z ryzykiem klimatycznym?

Pomimo, że zmiany klimatyczne coraz bardziej przyciągają uwagę mediów, organów regulacyjnych i opinii publicznej, tylko 20% respondentów globalnie spodziewa się, że ten trend będzie miał największy wpływ na ich biznes: jest najniżej na liście. Ta liczba jest nieco wyższa wśród przedsiębiorstw w Europie Zachodniej (25%), co sugeruje, że ten temat jest tam poważniej traktowany, ale kształtuje się na poziomie niższym niż 20% w Ameryce Łacińskiej, Afryce, Europie Wschodniej/ WNP i USA.

Ryzyko klimatyczne jest również trendem, z którym szefowie firm czują się najmniej pewnie: około 28% powiedziało, że nie są przekonani o swojej zdolności do zareagowania na ten trend (wobec 10% dla trendów w technologii/innowacji).

Komentując te wnioski, Rudi Lang, Partner Mazars mówi: – Oczekiwania w zakresie ładu

korporacyjnego, etyki i odpowiedzialności społecznej lub zmian klimatycznych są odzwierciedleniem tego, co zwykle zawiera się w trzech literach ESG (ang. environmental, social and governance). Sądzę, że panuje powszechne przekonanie, że cele ESG będą miały wpływ na przedsiębiorstwa że wszystkich branż, choć w różnym stopniu. Przewiduję, że znaczenie ESG będzie z biegiem czasu rosło.

Istotne przemiany biznesowe spodziewane w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat

Przez najbliższe trzy do pięciu lat, szefowie firm planują dokonać przemian biznesowych, w tym transformacji technologicznych, transformacji związanych z poprawą wydajności (47%) oraz rozwijać nowe usługi, działalność na nowych rynkach i nowe modele biznesowe (46%). Przemiana kulturowa w obrębie organizacji była uznawana za najmniej prawdopodobną, na poziomie 40%.

Szykowanie się na nowy start: zmierzanie w kierunku długoterminowych inwestycji

W raporcie analizuje się również, czy dane działanie będzie miało skutek w krótszej perspektywie (do roku) czy w dłuższej (rok lub dłużej). Działanie obejmujące możliwości wzrostu zewnętrznego, strategię korporacyjną oraz badania i rozwój/innowacje były uznawane za długoterminowe, natomiast działania takie jak zmniejszanie zatrudnienia, rozwiązywanie bezpośrednich problemów finansowych i zarządzanie dostawcami zaklasyfikowano jako krótkoterminowe. Opinie różniły się znacząco w zależności od wielkości spółki, lokalizacji, branży i stanowiska. Na przykład, w opinii prezesów z branży motoryzacyjnej i produkcyjnej oraz z branży usług finansowych, zrównoważony rozwój należy do działań najbardziej długoterminowych, natomiast prezesi z sektora technologicznego i telekomunikacyjnego uznają go za działanie stosunkowo krótkoterminowe.

Generalnie, zarządzający planują realizację bardziej długoterminowych strategii inwestycyjnych (powyżej roku), szczególnie w firmach zarządzanych przez kobiety1. Dotyczy to wszystkich regionów poza Afryką, szczególnie RPA, gdzie szefowie spodziewają się większej koncentracji na krótkoterminowych działaniach, w tym na bezpośrednich problemach finansowych oraz wydajności/redukcji kosztów i stosunkowo mniejszej koncentracji na niektórych bardziej długoterminowych projektach, takich jak szukanie nowych pracowników i strategii korporacyjnej.

Mark Kennedy, Partner Mazars podsumowuje: – Przeprowadziliśmy to badanie, ponieważ dla nas jako firmy świadczącej usługi profesjonalne jest bardzo istotne, żeby wiedzieć, co się dzieje na rynku i z naszymi klientami. Uderzyły mnie pozytywne prognozy na nadchodzący rok. Pokazuje to, że inwestowanie w odporność zawsze się opłaca i powinno znajdować się wysoko na liście celów biznesowych.

Raport z badania „Barometr C-suite Mazars 2020” jest dostępny na stronie www.pol.mazars.pl

Złoty w oczekiwaniu na decyzję RPP

Wczoraj cena euro spadła przez chwilę poniżej 4,48 zł. Dzisiaj złoty traci, w oczekiwaniu na decyzję RPP i komunikat po tej decyzji.

Lepsze dane z Europy

Poznaliśmy wczoraj dane na temat wzrostu PKB w strefie euro. Technicznie rzecz biorąc spadku, bo w ciągu roku PKB strefy euro skurczyło się o 5,1%. Niby dużo, ale należy zwrócić uwagę, że analitycy spodziewali się spadku nawet o 5,4%. Co ciekawe, pomimo tej rozbieżności z oczekiwaniami korzystnej dla Europy inwestorzy bardziej patrzyli na realny spadek i wczoraj do końca dnia euro było w odwrocie względem dolara.

Decyzja w sprawie stóp procentowych

Dzisiaj posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Analitycy są zgodni, że dzisiaj nie powinniśmy spodziewać się przełomu w samym komunikacie. Warto będzie jednak skupić się na konferencji prasowej o godzinie 16:00, gdzie być może ponownie usłyszymy wiele interesujących informacji. Obserwatorzy zwracają uwagę na kwestię potencjalnych interwencji walutowych NBP, która była poruszana na poprzednim posiedzeniu RPP, jednak do żadnych nie doszło. Jest to tym dziwniejsze, że w ciągu 4 dni euro staniało przeszło 7 groszy z 4,55 zł na 4,48 zł.

Indeksy PMI dla usług

Po wczorajszych indeksach PMI przemysłu przyszedł dzisiaj czas na indeksy dla usług. Rynki uważają indeksy dla przemysłu za bardzo ważne, jednakże w trakcie pandemii to w branży usługowej są znacznie większe zawirowania. Dla całej Unii Europejskiej wynik był bardzo bliski oczekiwań. Bez niespodzianek obyło się również w Wielkiej Brytanii, gdzie indeks przy okazji wyjścia z Unii spadł o imponujące 9,9 pkt. Nie można się w sumie dziwić, że menedżerowie boją się negatywnych konsekwencji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,

16:00 – Polska – konferencja po decyzji RPP.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Cztery dziedziny cyfrowych innowacji, które szczególnie zyskają na wdrożeniu 5G

W dyskusji na temat cyfrowych innowacji wiele uwagi poświęca się internetowi rzeczy, przetwarzaniu na brzegu sieci, uczeniu maszynowemu czy sztucznej inteligencji. Społeczeństwo jednak nie zdaje sobie sprawy z rzeczywistego postępu zachodzącego w tych dziedzinach. Duży wpływ na zapoczątkowanie cyfrowej transformacji w tych obszarach miały standardy 4G i LTE 4G, ale dopiero sieć 5G przeniesie ją na wyższy poziom. Eksperci Vertiv przeprowadzili analizę dziedzin, w których nowy standard transmisji danych umożliwi szybki rozwój. Poniżej prezentujemy wybrane z nich.

Początek ery 5G stawia przed branżą IT wyzwanie polegające na zidentyfikowaniu rozwiązań, które będą najefektywniej korzystać z tej techniki i przyniosą wysokie dochody umożliwiające finansowanie kolejnych innowacji.

Rozszerzona rzeczywistość (AR – Augmented Reality) oraz haptic computing

Obszary zastosowania rozszerzonej rzeczywistości rozciągają się od zaawansowanych gier, przez wizualizację wyników badań obrazowych w medycynie, po serwis sprzętu i szkolenia dla wojska. Natomiast haptic computing to metoda, która pozwala na dotykowe sterowanie aplikacjami komputerowymi i może być używana w połączeniu z AR. Przykładem zastosowania jest np. interakcja z wirtualnymi obiektami 3D podczas projektowania przestrzeni.

Ponadto, dzięki tym narzędziom studenci medycyny mogą wirtualnie ćwiczyć delikatne techniki chirurgiczne, jednocześnie odczuwając, jak to jest np. zszywać naczynia krwionośne lub wykonywać inne zabiegi wymagające precyzji. Serwisanci sprzętu mogą z kolei uzyskać szybki dostęp do trójwymiarowych modeli lub innych wizualizacji, które ułatwiają diagnozowanie i naprawę urządzeń, także zdalnie. W dziedzinie obronności rzeczywistość rozszerzona i haptic computing pomogą w przygotowaniu do niebezpiecznych zadań, takich jak rozbrajanie ładunków wybuchowych.

Fundamentalne znaczenie dla ciągłego doskonalenia tych zastosowań ma możliwość przejścia od działania głównie w stałych lokalizacjach do obsługi użytkowników mobilnych, bez wpływu na jakość doświadczeń – mówi Piotr Wójcik, Dyrektor Działu Sprzedaży ds. Kluczowych Klientów w Polsce i krajach bałtyckich w firmie Vertiv. – Wyższa przepustowość i niższe opóźnienia, jakie zapewnia standard 5G, są kluczowe dla tego procesu.

Wirtualna rzeczywistość

Wirtualna rzeczywistość (VR – Virtual Reality) znacznie zwiększa zakres wyzwań związanych z dostarczaniem treści. Przesyłanie obrazu wideo VR o jakości zbliżonej do telewizyjnej (Full HD) wymaga przepustowości rzędu 80-100 megabitów na sekundę w porównaniu z 5 Mb/s w przypadku strumieniowania zwykłego wideo w wysokiej rozdzielczości. W tej sytuacji w uzyskaniu wirtualnej rzeczywistości o wysokiej jakości w sieci może pomóc standard 5G.

Istnieją też powody, aby wierzyć, że użytkownicy będą skłonni zapłacić za tego rodzaju doświadczenie. Przykładowo, najpopularniejsza koszykarska liga świata – National Basketball Association (NBA) – po raz pierwszy wprowadziła wirtualną rzeczywistość do transmisji meczów w sezonie 2016-2017 i znacznie rozszerzyła swoją ofertę w kolejnych latach. Zwiększono liczbę obsługiwanych zestawów słuchawkowych VR oraz umożliwiono fanom oglądanie meczów na żywo, wraz z przyjaciółmi, na wirtualnych miejscach przy boisku. Władze ligi postrzegały to jako sposób na powiększenie liczby fanów na całym świecie dzięki odtworzeniu doświadczeń na żywo dla tych, którzy nie mogą uczestniczyć w meczach.

Inteligentne miasta

Innym obszarem, który może wiele zyskać na wdrożeniu 5G, są inteligentne miasta. Stosowane w nich aplikacje wymagają natychmiastowego przetwarzania wielkich ilości danych z wykorzystaniem mechanizmu bazującego na stale doskonalonych algorytmach uczenia maszynowego. Jednak związane z tym działania nie odbywają się w czasie rzeczywistym, ale w ciągu dni, tygodni lub miesięcy. Problemem w tym przypadku są nie tyle opóźnienia, ale ilość danych.

5G ma kluczowe znaczenie dla efektywności zarządzania czujnikami i pochodzącymi z nich informacjami. Agregacja setek lub tysięcy takich urządzeń, które z kolei muszą mieć dostęp do danych z wielu źródeł zewnętrznych, takich jak pogoda, wydarzenia, planowane prace drogowe i wypadki, sprawia, że 5G jest elementem o znaczeniu krytycznym dla przyszłości inteligentnych miast.

Aby uzyskać wyobrażenie o ilości danych generowanych w inteligentnym mieście, warto przywołać przykład miasta Santander w Hiszpanii. Rozmieszczono tam ponad 12 tys. czujników (m.in. do monitorowania natężenia ruchu, nawadniania, a także raportowania zdarzeń), które odnotowują ponad 300 tys. obserwacji dziennie. Przejście od monitorowania do proaktywnego zarządzania będzie więc wymagało szybszego przesyłania jeszcze większej ilości danych.

Inteligentny handel detaliczny

Transmisja danych w standardzie 5G może też przyspieszyć cyfrową transformację w handlu detalicznym. Jej zastosowanie w istniejącej architekturze sieciowej pomoże sprzedawcom w dostosowaniu się do wymogów gospodarki cyfrowej dzięki np. większemu stopniowi personalizacji ofert, szerszemu wykorzystaniu analityki do identyfikacji trendów i przewidywania popytu oraz efektywnemu wykorzystaniu wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości, aby zwiększyć komfort robienia zakupów przez klientów.

W ten sposób sprzedawcy uzyskają też dostęp do wielu demograficznych, spersonalizowanych historii wyszukiwania, poprzednich zakupów i innych zbiorów danych, które wpływają na decyzje zakupowe w czasie zbliżonym do rzeczywistego. Dzięki temu będą mogli dostosowywać oferty do kupujących w sklepie lub w jego pobliżu. Przy obecnie wykorzystywanych narzędziach dostęp do takiej ilości danych nie jest możliwy.

Jaka będzie przyszłość 5G?

Powyższe przykłady pochodzą z dokumentu „Turning on 5G: using edge archetypes to identify the most mature use cases”. Eksperci z Vertiv wskazują w nim 24 najbardziej znaczące przykłady zastosowania standardu 5G w przetwarzaniu brzegowym, pogrupowane na cztery obszary, dla których krytyczne znaczenie mają przepustowość i brak opóźnień w przesyłaniu danych: transmisja między urządzeniami, komfort użytkownika, nadmiar danych oraz dziedziny niosące ryzyko dla zdrowia i życia (jak np. cyfrowa ochrona zdrowia, ale i autonomiczne pojazdy).

Warto przy tym pamiętać, że 5G to wciąż stosunkowo nowy standard, a powyższe przykłady dotyczą wczesnego etapu wdrożeń. Jednak, biorąc pod uwagę w jakim tempie się on rozwija oraz jakie są zapotrzebowania na rynku na szybką transmisję dużej ilości danych, z pewnością w najbliższych latach czeka nas dynamiczny rozwój usług korzystających z możliwości zapewnianych przez 5G.

Rynek nieruchomości handlowych w 2020, prognozy na 2021

Sektor handlowy to segment nieruchomości, który najdotkliwiej ucierpiał podczas pandemii, głównie z powodu trzech lockdownów oraz wciąż przedłużanych ograniczeń. Pomimo to w 2020 r. do użytku oddano blisko 260 tys. mkw. GLA powierzchni w centrach handlowych, co stanowi wynik zbliżony do roku 2019. W 2021 możemy spodziewać się, że na rynek trafi kolejne 200-250 tys. mkw. GLA – prognozuje firma doradcza Colliers.

Dominacja małych

Wymuszony przez pandemię lokalny styl życia obserwowany w ubiegłym roku, a w efekcie częstsze korzystanie z punktów usługowo-handlowo-gastronomicznych w sąsiedztwie miejsca zamieszkania miały i będą mieć znaczący wpływ na decyzje inwestorów. Na popularności zyskują parki handlowe i mniejsze centra o profilu zakupów codziennych o powierzchni nieprzekraczającej 25 tys. mkw. GLA. Udział tych pierwszych w ubiegłorocznej podaży na rynku handlowym wyniósł 63,5%, obecnie zaś stanowią 52% projektów w budowie. W 2020 r. otworzyły się m.in. parki Vendo w Jaworze, Częstochowie, Łukowie i Władysławowie, Karuzela w Lublińcu i Ełku, Saller w Chojnicach czy Stop Shop w Siedlcach. Najwięcej nowej powierzchni handlowej, bo aż 54% pojawiło się w małych miastach.

W 2020 r. powstało 21 nowych obiektów, a 4 już istniejące zostały rozbudowane. Tym samym podaż całkowita powierzchni w polskich centrach handlowych wzrosła do 12,2 mln mkw. GLA, z czego najwięcej znajduje się w aglomeracji warszawskiej (1,7 mln mkw. GLA) i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (1,2 mln mkw. GLA). Do największych ukończonych w ubiegłym roku inwestycji należą: Park Handlowy Kujawia we Włocławku, Galeria Wiślanka w Żorach i Dekada Nysa.

Ubiegły rok przyniósł niewielki wzrost współczynnika pustostanów w centrach handlowych. Pod koniec sierpnia w ośmiu największych aglomeracjach wyniósł on 4,8%, w porównaniu z 4,1% w grudniu 2019 r. Na wynajęcie czeka łącznie ok. 317 tys. mkw. GLA.

Pożądany mix

Jednym z trendów, które będą zyskiwać na znaczeniu przez najbliższe lata, są inwestycje w obiekty „mixed-use”. W 2020 r. oddano do użytku m.in. Elektrownię Powiśle, kolejny etap Browarów Warszawskich i Monopolis w Łodzi. W budowie znajdują się następne tego rodzaju inwestycje m.in. Fabryka Norblina w Warszawie, Fuzja w Łodzi czy Młode Miasto w Gdańsku.

— Deweloperzy komercyjni dotychczas skupiający się na sektorze handlowym coraz chętniej będą dywersyfikować swój portfel, tworząc projekty wielofunkcyjne obejmujące przede wszystkim różnego rodzaju inwestycje mieszkaniowe. Tworzenie takich miejsc w połączeniu z rozwojem dzielnic mieszkaniowych kreuje nowe możliwości rozwoju marek handlowych, które obecne były dotychczas w centrach handlowych. Możemy więc spodziewać się wzrostu zainteresowania dobrze zlokalizowanymi lokalami ulicznymi w osiedlach mieszkaniowych i śródmiejskich projektach wielofunkcyjnych — mówi Marta Machus-Burek, senior partner i dyrektor Działu Powierzchni Handlowych w Colliers.

Boom na e-commerce

Ubiegły rok upłynął pod znakiem dynamicznego rozwoju e-commerce, który będzie kontynuowany także w roku 2021. Sieci handlowe wykazały się dużą elastycznością, opracowywały nowe modele sprzedaży i komunikacji wielokanałowej oraz zwiększały inwestycje w nowe technologie i rozwój różnych form dostaw. Działania te poskutkowały obserwowaną wzmożoną aktywnością na platformach sprzedażowych – szacuje się, że wydatki Polaków na zakupy internetowe wzrosły w 2020 r. o 31,4% i przekroczyły 15,3 mld EUR.

— Możemy prognozować, że firmy z branży handlowej w najbliższych latach coraz częściej będą podejmować decyzje o optymalizacji kanałów dotarcia do klientów, koncentrując się na powierzchni magazynowej i rozwijaniu usług z zakresu e-commerce. Taką strategię przyjęli już m.in. grupa CCC, LPP, Inditex i H&M, a także Empik, który w ubiegłym roku zamknął swój flagowy sklep w Domach Towarowych Wars Sawa Junior w Warszawie — mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

— Pewne jest, że w dalszym ciągu sieci handlowe rozwijać będą modele sprzedaży i komunikacji wielokanałowej (omnichannel) oraz zwiększać inwestycje  w nowe technologie i rozwój sprzedaży online. Dla sieci handlowej nadrzędne staje się efektywne dotarcie do klienta z przekazem, produktem i budowanie doświadczeń. Dlatego też sklepy stacjonarne stanowić będę nadal ważny element  strategii omnichannel. Możemy spodziewać się, że rozwiązania technologiczne zapewnią jeszcze lepszą integrację pomiędzy lokalami stacjonarnymi a e-commerce, zaś strategie opracowane na bazie Big Data pozwolą na zaoferowanie klientom jeszcze bardziej spersonalizowanych usług. Dodatkowo technologia coraz bardziej wspierać będzie działania operacyjne i logistyczne, optymalizując procesy i koszty  — dodaje Marta Machus-Burek.

Blisko 15 debiutów

Pomimo pandemii na wejście na polski rynek zdecydowały się w ubiegłym roku sieci takie, jak: Urban Outfitters w Warszawie czy Ulla Popken w Gdańsku. Największym wydarzeniem był jednak debiut marki Primark, która otworzyła swój pierwszy sklep w Galerii Młociny w Warszawie. Kolejny uruchomiony zostanie w poznańskiej galerii Posnania. Do marek debiutujących w ubiegłym roku w Warszawie zaliczają się również te z sektora  premium tj. Patek Philipe, Giorgio Armani Beauty oraz Carl Hansen & Son (branża meblarska).

W 2020 r. odnotowano również wprowadzenie na rynek nowych konceptów przez sieci obecne już w Polsce, np. Falconerii (Calzedonia), Modivo (CCC) i Fitanu.com (Martes Sport).

— Wiele firm kontynuuje ekspansję na polskim rynku, są to przede wszystkim dyskonty – KiK, Action, Pepco i Dealz. Na uwagę zasługuje dynamiczny rozwój sieci modowej Sinsay (LPP) oraz platformy obuwniczej e-obuwie, która w naszym kraju może pochwalić się już 25 sklepami stacjonarnymi. Wyjście z Polski zapowiedziały natomiast sieci takie, jak: Salamander, Promod, Camaieu i Sportisimo — wymienia Katarzyna Michnikowska.

W 2021 roku możemy spodziewać się dalszego rozwój firm z ofertą o profilu „ekonomicznym”, dyskontów (m.in. rosyjskiej sieci Mere), sklepów outletowych (np. marki Half Price, należącej do sieci CCC), sieci spożywczych oraz sieci z sektora „wszystko dla domu”. Nowych modeli funkcjonowania poszukiwać będą najbardziej dotknięte pandemią sektory – gastronomiczny i rozrywkowo-rekreacyjny.

1 lutego ponownie otwarto galerie handlowe, co daje ich obiektów oraz najemcom szansę na generowanie obrotów, sprzedaż kolekcji zimowych, jeszcze w ramach wyprzedaży i szanse na odrabianie strat. Długo jeszcze nie będzie można jednak mówić o powrocie branży do stanu sprzed pandemii.

Rzecznik MŚP wskazał próbę nałożenia nowych obowiązków na przedsiębiorców

Rzecznik MŚP wskazał próbę nałożenia nowych obowiązków na przedsiębiorców – wstrzymanie biegu przedawnienia karalności czynu oraz przedawnienia wykonania kary m.in. w sprawach o przestępstwa skarbowe w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19 oraz w terminie 6 miesięcy po dniu ich odwołania

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców zaopiniował poselski projekt tzw. „ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw”, gdzie zauważył, że po raz kolejny próbuje się nałożyć nowe obowiązki na przedsiębiorców, tym razem proponując regulację, aby w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19 oraz pół roku po ich odwołaniu nie biegł termin przedawnienia karalności czynu oraz przedawnienia wykonania kary w sprawach o przestępstwa i przestępstwa skarbowe.

Rzecznik MŚP przedstawił uwagi do opublikowanego na stronie Sejmu poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 867 dalej: „Projekt”) oraz opublikowanej autopoprawki do poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 867A, dalej: Autopoprawka).

Projekt wraz z Autopoprawką przewidują m.in., że w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19 oraz w terminie 6 miesięcy po dniu ich odwołania nastąpi wstrzymanie biegu przedawnienia karalności czynu oraz przedawnienia wykonania kary m.in. w sprawach o przestępstwa skarbowe.

Pismem z dnia 29 stycznia 2021 r. Rzecznik MŚP przekazał do Kancelarii Sejmu RP, że skutkiem wdrożenia powyższych regulacji będzie nałożenie na mikro-, małych i średnich przedsiębiorców nowych obowiązków administracyjnych, chociażby w kwestii gromadzenia i przechowywania dokumentacji skarbowej w dłuższym, nie określonym, czasie.

Ponadto Rzecznik MŚP zwrócił uwagę, że uzasadnienie Projektu i Autopoprawki w kontekście wpływu uregulowania na działalność mikro-, małych i średnich przedsiębiorców jest lakoniczne, a w konsekwencji nie spełnia wymogów określonych w przepisach Prawo przedsiębiorców. W związku z powyższym, zdaniem Rzecznika MŚP, zarówno treść Projektu (Autopoprawki), jak i uzasadnienie Projektu (Autopoprawki) powinny zostać uzupełnione o możliwie najbardziej precyzyjne wskazanie wpływu proponowanej regulacji na mikroprzedsiębiorców, małych oraz średnich przedsiębiorców.

Podwyżki 2021 – jak nowe podatki i opłaty wpłynęły na ceny

Nowy rok będzie jeszcze bardziej wymagający dla budżetów polskich gospodarstw domowych. Potencjalnemu wyjściu z pandemii towarzyszyć będzie wzrost cen, opłati podatków. Przeciętna rodzina każdego miesiąca zapłaci za prąd o ponad 10 zł więcej.

Dalszy wzrost cen towarów i usług w 2021 roku jest nieunikniony. Pytanie tylko, jaki będzie jego zasięg. Motorem inflacji, oprócz nowych podatków i opłat, będą drożejące paliwa, a także wzmożona konsumpcja, która została odroczona na skutek wprowadzonych obostrzeń. Analitycy Banku Pekao w raporcie „Czas na postpandemiczną odbudowę. Perspektywy na 2021 rok i dalej” prognozują, że w całym 2021 inflacja wyniesie średnio 2,6%.

Większość zapowiedzi dotyczących głębszego drenowania kieszeni konsumenta właśnie weszła w życie. Zapłacimy wyższe rachunki za prąd, podrożeją napoje słodzone, opłaty za wywóz odpadów, abonament RTV i za posiadanie psa. Głębiej sięgną do portfela również właściciele nieruchomości mieszkalnych oraz przeznaczonych na prowadzenie działalności gospodarczej. Dlatego eksperci rankomat.pl sprawdzili jakie podwyżki czekają Polaków w 2021 roku.

Ceny energii elektrycznej w górę – wyższe taryfy, opłata OZE i opłata mocowa

Zgodnie z decyzją Urzędu Regulacji Energetyki (URE) od stycznia 2021 roku obowiązywać będą nowe taryfy dla gospodarstw domowych. Opłaty za energię elektryczną wzrosną średnio o 3,5%. Zatwierdzone przez URE zmiany w najpopularniejszej grupie taryfowej G11 prezentuje poniższa tabela:zmiany ceny pradu (2)

Wyższe taryfy to jednak nie jedyny czynnik wpływający na wysokość tegorocznych rachunków za prąd. Kolejnym elementem jest opłata OZE. Co ciekawe obciążenie to w 2017 r. wynosiło 3,70 zł/MWh netto, w trzech kolejnych latach opłata nie była pobierana (choć była wymieniana na rachunku za energię elektryczną), a w 2021 r. opłata została ustalona na poziomie 2,20 zł/MWh netto, czyli 2,71 zł/MWh brutto.

Pozostając przy trzyosobowym gospodarstwie domowym zużywającym 1.777 kWh rocznie, wprowadzenie opłaty OZE spowoduje wzrost rachunku za prąd o około 4,80 zł w skali roku.

Opłata mocowa – im więcej zużyjesz tym więcej zapłacisz

Kolejnym elementem wpływającym na wysokość rachunku jest tzw. opłata mocowa, która ma być przeznaczona na wzmocnienie infrastruktury energetycznej i zapewnienie stałych i bezproblemowych dostaw prądu. Wysokość opłaty mocowej ustalana jest według rocznego zużycia prądu przez gospodarstwo domowe. Obowiązujące stawki w cenach brutto prezentują się następująco:

  • 2,30 zł przy zużyciu mniejszym niż 500 kWh rocznie,
  • 5,51 zł przy zużyciu od 500 kWh do 1200 kWh rocznie,
  • 9,19 zł przy zużyciu powyżej 1200 kWh do 2800 kWh,
  • 12,87 zł przy zużyciu powyżej 2800 kWh.

Opłata mocowa mieści się w przedziale od 2,30 do 12,87 zł brutto miesięcznie. Najwyższą stawkę zapłacą podmioty zużywające powyżej 2800 kWh rocznie. Nasze modelowe gospodarstwo domowe zostanie obciążone zatem opłatą mocową w wysokości 9,19 zł miesięcznie, co daje łącznie 110,28 zł w skali roku.

Podsumowując wprowadzone podwyżki rodzina zużywająca 1.777 kWh rocznie korzystająca z usług Tauron Sprzedaż w 2021 roku zapłaci za prąd około 138 zł brutto więcej. Na podwyżkę złoży się:

  • wzrost cen dla odbiorców w taryfie G11 o 1,89 zł brutto miesięcznie (około 22,68 zł rocznie),
  • opłata mocowa 9,19 miesięcznie (około 110,28 zł rocznie)
  • opłata OZE 2,20 zł/MWh (około 4,80 zł rocznie)

Podatek cukrowy – więcej zapłacimy za napoje słodzone

W 2021 roku naturalnie nie ominą nas podwyżki w sklepach spożywczych. Jednym z elementów wpływających na wzrost cen napojów słodzonych jest podatek cukrowy. Danina ta ma mieć charakter prozdrowotny i wpływać na ograniczenie spożycia cukru przez Polaków. Na podatek cukrowy składają się dwa elementy przeliczane na 1 litr napoju:

  • Opłaty stałej w wysokości 0,50 zł, kiedy w 100 ml napoju zawartość cukru jest niższa lub równa 5 g lub kiedy napój zawiera dowolną ilość substancji słodzącej innej niż cukier.
  • Opłaty zmiennej w wysokości 0,05 zł z każdy gram cukrów powyżej 5 g w 100 ml napoju.

Napoje zawierające substancje aktywne jak tauryna czy kofeina będą dodatkowo objęte opłatą w wysokości 0,10 zł na litr napoju. Zgodnie z przepisami maksymalny podatek na 1 litr napoju nie może przekroczyć 1,20 zł. To jedna z wyższych stawek w Europie. Wyprzedza nas Norwegia, Irlandia, Estonia i Wielka Brytania. Należy przy tym pamiętać, że podatek od napojów słodzonych nie występuje we wszystkich krajach. Daniny nie wprowadzili np. Niemcy, Czesi czy Słowacy.podatek cukrowy na litr (3)

Jak wprowadzenie podatku cukrowego wpłynie na ceny na sklepowych półkach?

Wiele zależy od tego czy producenci będą gotowi ponieść część kosztów związanych z podatkiem cukrowym i podzielić się nimi z dostawcami i sieciami handlowymi, zmniejszając tym samym obciążenie samego konsumenta. Analitycy z Credit Agricole w „Kwartalniku agrobiznesu | Zima 2020” postawili hipotezę, że w przypadku całkowitego przerzucenia podatku cukrowego na klienta wzrost cen będzie bardzo zróżnicowany:

  • około 35% wzrosłyby ceny słodzonych napojów gazowanych o wysokiej zawartości cukru o niskiej cenie za 1 litr zawierające dodatkowo substancje aktywne np. kofeinę,
  • około 10% wzrosłyby ceny soków, nektarów i innych napojów o zawartości soku wynoszącej min. 20% (naliczany jest wtedy tylko zmienny element podatku),
  • nieznacznie mniejszy względny wzrost cen miałby miejsce w przypadku napojów energetycznych, które charakteryzują się relatywnie wysoką ceną za 1 litr.

Hipotetyczny wzrost cen poszczególnych napojów słodzonych przy założeniu całkowitego przeniesienia podatku cukrowego na konsumenta oraz przy niezmienionym składzie napojów prezentuje poniższy wykres:Wzrost cen wybranych napojów (3)

Najwyższy, około 45% wzrost ceny, dotknąłby wielbicieli Hoop Coli w dwulitrowej butelce. Na kolejnych miejscach znalazłby się Fanta Pomarańczowa (ok. 40% wzrost) oraz Coca-Cola i Pepsi (ok. 36% wzrost). Mając jednak na uwadze potencjalny spadek popytu producenci prawdopodobnie będą zmniejszać swoje marże i szukać innych sposobów na ograniczenie skali podwyżek.

Opłata od „małpek” czyli wyższa cena za alkohol w małych butelkach

Od 1 stycznia 2021 roku zacznie obowiązywać opłata od małpek, czyli alkoholi w butelkach mniejszych niż 300 ml. Danina ta obciąży hurtowników zaopatrujących sklepy w napoje alkoholowe tego typu. Ostatecznie dodatkowy koszt zostanie prawdopodobnie przeniesiony na konsumenta. Co ważne, opłata nie będzie dotyczyć sprzedaży alkoholu przeznaczonego do spożycia na miejscu.

Wysokość opłaty ustalono na poziomie 25 zł od litra stuprocentowego alkoholu, który sprzedawany będzie w opakowaniach nieprzekraczających 300 ml. Przykładowo oznacza to wzrost ceny o:

  • 0,75 zł w przypadku 250 ml wina 12%,
  • 1 zł w przypadku 100 ml wódki 40%
  • 2 zł w przypadku 200 ml wódki 40%,
  • 3,5 zł w przypadku 200 ml śliwowicy 70%.

Jak wynika z badania firmy Synergion „Dokąd płynie mała wódka” liczbę osób spożywających każdego dnia alkohol w małych butelkach można szacować łącznie na 3 mln. Nowa danina dotknie zatem istotną grupę konsumentów, a wzrost ceny 100 ml „małpki” o 1 zł generować może 3 mln zł dodatkowych wpływów podatkowych dziennie.

Podatek od nieruchomości – maksymalne stawki w górę

Zgodnie z obwieszczeniem Ministerstwa Finansów w 2021 roku obowiązywać będą nowe stawki maksymalne podatku od nieruchomości. Właścicieli lokali może czekać około 4% podwyżka. To jednak stawka maksymalna i nie wszystkie gminy muszą zdecydować się na wykorzystanie jej w pełnym wymiarze.

Właściciele nieruchomości mieszkalnych mogą zostać obciążeni maksymalnym podatkiem wynoszącym 85 gr za metr kwadratowy. Przedsiębiorcy mogą zapłacić nawet 24,84 za metr kwadratowy, co stanowi wzrost o 94 gr w stosunku do 2020 roku. Skalę podwyżek w 2021 r. dla wybranych rodzajów nieruchomości prezentuje poniższa tabela.Maksymalne stawki podatku od nieruchomości (1)

Warto w analizowanym kontekście także sprawdzić, jak będą kształtować się stawki podatku od nieruchomości mieszkalnych i gruntów w miastach wojewódzkich, ponieważ stosowne uchwały w tym zakresie zostały już podjęte.Podatek od nieruchomosci 2021

Aż 10 miast wojewódzkich (Warszawa, Gdańsk, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź, Białystok, Olsztyn, Bydgoszcz, Szczecin) zdecydowało się na wprowadzenie maksymalnych stawek proponowanych przez Ministerstwo Finansów. Najniższe podatki od nieruchomości mieszkalnych i gruntów obowiązują w Zielonej Górze i są one niemal o połowę niższe od stawek maksymalnych (0,44 zł za dom lub mieszkanie i 0,28 zł za grunt pod budynkiem mieszkalnym).

 

Podatek od handlu detalicznego – bez decyzji TSUE

Ostateczna decyzja TSUE w sprawie podatku od sprzedaży detalicznej jeszcze nie zapadła, ale Ministerstwo Finansów przewiduje, że pozytywne rozstrzygnięcie będzie zgodne z polską argumentacją. Oznacza to, że podatek handlowy wszedł w życie z początkiem 2021 roku. Daniną obłożeni będą wszyscy sprzedawcy detaliczni prowadzący działalność w Polsce. Kwotą wolną od podatku jest przychód ze sprzedaży detalicznej w wysokości 17 mln zł miesięcznie. Nadwyżki obciążone zostaną w następujący sposób:

  • 0,8% od miesięcznego przychodu przekraczającego 17 mln zł, ale nie wyższego niż 170 mln zł,
  • 1,4% od nadwyżki ponad 170 mln miesięcznego przychodu.

Wprowadzenie podatku obciążającego handel w obecnej sytuacji gospodarczej może mieć szereg negatywnych skutków. Zwracają na to uwagę specjaliści z Głównej Szkoły Handlowej w raporcie „Społeczno-gospodarcze skutki wdrożenia podatku od sprzedaży detalicznej”. Poza wyraźnym wzrostem średniej ceny sprzedaży i zwiększenia inflacji kosztów podstawowych artykułów spożywczych wymienia się m.in.:

  • osłabienie sektora żywnościowego w Polsce,
  • likwidacje miejsc pracy (estymowana wysokość nawet na poziomie 25 tysięcy),
  • ograniczenie inwestycji i innowacji,
  • wzmocnienie spowolnienia gospodarczego,
  • ograniczenie działalności charytatywnej i społecznej.

Podsumowanie

Zaobserwowana tendencja nie napawa optymizmem, szczególnie że wzrostowi kosztów życia towarzyszy nie najlepsza sytuacja gospodarcza w kraju. Co prawda bezrobocie utrzymuje się nadal na relatywnie niskim poziomie, ale trudno przewidzieć, jak zachowa się rynek pracy, kiedy wygasną wszystkie programy pomocowe. Dokładając do tego niepewność związaną z zakończeniem pandemii i powrotem gospodarki do „normalności” perspektywy na udany 2021 rok w dalszym ciągu są mgliste – komentuje Bartłomiej Borucki, ekspert rankomat.pl.

Ustawodawstwo krajowe, które ogranicza prawo do prowadzenia gier losowych i pieniężnych do określonych miejsc, może stanowić przeszkodę w swobodnym świadczeniu usług

Działająca w Czechach na rynku gier hazardowych spółka toczyła przez lata bezskutecznie spór z organami podatkowymi wszystkich szczebli w kraju, przegrała też w sądzie I instancji. Tamtejsze ministerstwo finansów cofnęło jej zezwolenie w zakresie prowadzenia gier losowych w zakładzie znajdującym się na terenie jednego z miast ze względu na to, że miejsce prowadzenia działalności nie figurowało wśród wymienionych w specjalnym załączniku. Jednak Trybunał Sprawiedliwości UE stanął po stronie firmy, wskazując na wspólnotowe przepisy, zgodnie z którymi ograniczenia w swobodnym świadczeniu usług wewnątrz Unii są zakazane w odniesieniu do obywateli państw członkowskich, mających swe przedsiębiorstwo w innym państwie UE niż państwo odbiorcy usługi.

Zakaz prowadzenia gier losowych wprowadzony przez gminę

Czeska ustawa nr 202/1990 o loteriach i innych podobnych grach w art. 50 ust. 4 stanowi, że w drodze powszechnie obowiązującego zarządzenia gmina może ograniczyć prowadzenie gier losowych, loterii i innych podobnych gier wyłącznie do okresów i miejsc wymienionych w tym zarządzeniu, określać okresy i miejsca, w których prowadzenie loterii i innych podobnych gier jest zakazane lub też w całości zakazać ich prowadzenia na całym obszarze gminy. Rada miasta Děčín podjęła w 2013 r. takie zarządzenie, którym zakazała prowadzenia ww. gier na swoim terenie. Zakaz nie obejmował kasyn znajdujących się w miejscach wskazanych w załączniku nr 1 do tego zarządzenia.

Zakaz ograniczania swobody świadczenia usług na podstawie art. 56 TFUE

W październiku 2013 r. ministerstwo finansów cofnęło spółce zezwolenie na prowadzenie gier losowych w zakładzie znajdującym się na terytorium miasta Děčín, bo miejsce prowadzenia przez nią działalności nie figurowało wśród miejsc wymienionych we wspomnianym załączniku. Firma wniosła odwołanie, które minister finansów oddalił. Spółka przegrała również w praskim sądzie rejonowym. Wyrok ten zaskarżyła do najwyższego sądu administracyjnego w Czechach, podnosząc, że sąd I instancji naruszył prawo, odmawiając zastosowania w tej sprawie prawa wspólnotowego. Przedsiębiorca powołał się na przepis art. 56 zd. 1 Traktatu o Unii Europejskiej i Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (traktat TFUE), który brzmi: „…ograniczenia w swobodnym świadczeniu usług wewnątrz Unii są zakazane w odniesieniu do obywateli Państw Członkowskich mających swe przedsiębiorstwo w Państwie Członkowskim innym niż państwo odbiorcy świadczenia” (Dziennik Urzędowy C 326, 26/10/2012).

Przywołując zeznania świadka, spółka podniosła, że część klientów jej zakładu w Děčínie, mieście położonym w odległości około 25 km od granicy niemieckiej, składała się z obywateli innych państw członkowskich, a zatem w sprawie powinien znaleźć zastosowanie art. 56 TFUE.

Usługi świadczone obywatelom innego państwa UE

Najwyższy sąd administracyjny skierował do Trybunału Sprawiedliwości UE pytanie prejudycjalne, czy aby przypadkiem spółka nie ma racji i ww. czeskie przepisy nie naruszają unijnej swobody usługobiorców. Sąd zwrócił uwagę, że w orzecznictwie TSUE podnoszono już, że usługi świadczone bez konieczności przemieszczania się przez usługodawcę mającego siedzibę w jednym państwie członkowskim na rzecz usługobiorcy mającego siedzibę lub miejsce zamieszkania w innym państwie członkowskim stanowią transgraniczne świadczenie usług, i że do takich usługobiorców zaliczają się również turyści lub osoby przemieszczające się w celach naukowych. Sąd wyraził również obawę, czy takie uregulowania nie naruszają zagwarantowanych w traktacie TFUE swobód podstawowych.

Jednakże czeski sąd stwierdził, że TSUE w swym orzecznictwie, wyjaśniając, iż art. 56 TFUE ma zastosowanie do spraw z udziałem usługodawców oferujących usługi za pośrednictwem telefonu lub internetu, a także turystom, nie rozstrzyga wyraźnie, czy przepis ten znajdzie również zastosowanie tylko dlatego, że grupa obywateli jednego państwa UE może uzyskać usługę w innym państwie UE, która to usługa jest świadczona zasadniczo obywatelom tego innego państwa UE.

Swoboda gwarantowana usługodawcom i usługobiorcom

Na wstępie TSUE wskazał, że postanowienia traktatu TFUE chroniące prawa i swobody podstawowe mogą mieć zastosowanie do przepisów prawa krajowego wyłącznie odnośnie do spraw mających związek z wymianą handlową między państwami członkowskimi. Nie znajdują bowiem zastosowania do spraw o naruszenie swobody świadczenia usług, w których wszystkie elementy zamykają się w kręgu jednego państwa.

Przepis art. 56 TFUE nakłada na państwa UE obowiązek zniesienia ograniczeń w swobodzie świadczenia usług, jeśli mogą one uniemożliwić, utrudnić lub uczynić mniej atrakcyjną działalność usługodawcy z siedzibą w innym państwie UE, w którym zgodnie z prawem świadczy on takie same usługi. Ze swobody tej mają prawo korzystać, jak i na naruszenie jej powoływać się, zarówno usługodawcy, jak i usługobiorcy. Oznacza ona również swobodę udania się usługobiorcy do innego państwa członkowskiego celem skorzystania z oferowanej tam usługi.

Uregulowania krajowe nie mogą ograniczać swobody świadczenia usług

TSUE podkreślił, że z samej okoliczności podnoszenia przez przedsiębiorcę wystąpienia sporu co do ograniczenia świadczenia usługi transgranicznej nie można wysnuwać ponad wszelką wątpliwość stwierdzenia, że z taką transgraniczną usługą ma się do czynienia, a obywatele innych państw UE mogą z tych usług skorzystać. Musi to zostać wykazane. Z drugiej strony wpływu na możliwość zastosowania art. 56 TFUE nie ma ani liczba klientów zagranicznych, którzy skorzystali z usługi, ilość wyświadczonych usług, ani też zasięg geograficzny podnoszonego ograniczenia w swobodzie świadczenia usług. Można się na niego powoływać zarówno, gdy ograniczenie to może dotyczyć nieokreślonej liczby odbiorców usług, jak i jednego tylko usługobiorcy.

W wydanym 3 grudnia 2020 r. wyroku Trybunał orzekł:

„…ustawodawstwo krajowe, które ogranicza prawo do prowadzenia gier losowych i pieniężnych do określonych miejsc, może stanowić przeszkodę w swobodnym świadczeniu usług, która wpisuje się w zakres art. 56 TFUE (…) Artykuł 56 TFUE należy interpretować w ten sposób, że znajduje on zastosowanie do sytuacji spółki mającej siedzibę w danym państwie członkowskim, która utraciła zezwolenie na prowadzenie gier losowych w następstwie wejścia w życie w tym państwie członkowskim uregulowania określającego miejsca, w których dozwolone jest organizowanie takich gier, mającego zastosowanie bez rozróżnienia do wszystkich usługodawców prowadzących działalność na terytorium tego państwa członkowskiego, bez względu na to, czy ci usługodawcy świadczą usługi obywatelom danego państwa członkowskiego czy obywatelom innych państw członkowskich, w sytuacji, gdy część jej klienteli pochodzi z państwa członkowskiego innego niż państwo jej siedziby” (wyrok w sprawie C-311/19, BONVER WIN, a.s. przeciwko Ministerstwo Finansów Republiki Czeskiej, ECLI:EU:C:2020:981).

Podsumowanie

To bardzo ciekawe rozstrzygnięcie europejskiego Trybunału może stanowić furtkę do prowadzenia działalności usługowej, w tym także gier losowych, pieniężnych i nie tylko przez przedsiębiorców, którym krajowe regulacje na taką działalność nie zezwoliły. Warunkiem jest wykazanie, że naruszają one unijną swobodę świadczenia usług w odniesieniu do usługi transgranicznej.

Autor: Kinga Hanna StachowiakWspólnik Zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym i zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi. Prezes Zarządu spółek z branży nieruchomości i consultingu biznesowego.

Leonardo i Solvay uruchamiają wspólne laboratorium ds. badań nad kompozytami termoplastycznymi

  • Szersze zastosowanie kompozytów termoplastycznych w przemyśle lotniczym i kosmicznym, a dokładnie w konstrukcjach struktur podstawowych, wymaga opracowania nowych materiałów oraz nowych procesów produkcji, aby móc uzyskać lepsze parametry oraz lepszą wydajność produkcyjną
  • Tworząc “Wspólne Wirtualne Laboratorium Badawcze”, Leonardo i Solvay postanowiły podjąć to wyzwanie łącząc wysiłki i wnosząc uzupełniające się umiejętności oraz wiedzę ekspercką
  • Większa część działalności będzie prowadzona w zakładach spółki Leonardo w Grottaglie (we włoskim Taranto), oraz w Ośrodku Nauki i Zastosowań Materiałowych firmy Solvay (MSAC) w Brukseli
  • Według Roberto Cingolaniego, Dyrektora ds. Technologii i Innowacji w Leonardo: “Współpraca z Solvay to poważny krok naprzód w zakresie badań nad zaawansowanymi materiałami, które stanowią część programów badawczo-rozwojowych prowadzonych przez Leonardo Labs. Badania nad materiałami zaawansowanymi umożliwiają lepsze parametry i bezpieczeństwo produktów przyczyniając się do wydajniejszego systemu produkcji w obiegu zamkniętym”
  • Nicolas Cudré-Mauroux, Dyrektor ds. Technologii i Innowacji w Solvay podkreślił znaczenie całościowego podejścia do opracowywania materiałów oraz technologii ich obróbki ponieważ “zwiększenie szybkości produkcji jest równie ważne, jak uzyskanie wymaganych parametrów”. Firma Solvay jest zaangażowana w sprawę opracowania lekkich materiałów o znakomitych parametrach dla bardziej zrównoważonego przemysłu lotniczego

Firmy Leonardo i Solvay ogłosiły uruchomienie wspólnego laboratorium badawczego przeznaczonego do opracowywania nowych materiałów kompozytowych oraz procesów produkcji o krytycznym znaczeniu dla przyszłości przemysłu lotniczego i kosmicznego. Ta współpraca stanowi ważny kamień milowy umożliwiając znaczącą zmianę w produkcji części kompozytowych i zmniejszeniu wpływu na środowisko.

Wspólne przedsięwzięcie – Leonardo Solvay Joint Lab będzie się skupiać na termoplastycznych “materiałach inżynieryjnych”, a w szczególności na zgrzewaniu i automatycznym laminowaniu (łączeniu na  miejscu) złożonych i dużych struktur lotniczych w celu maksymalizacji cech produktu, poprawy wydajności produkcji oraz wydłużenia cyklu życiowego produktów. Badania koncentrują się na kompozytach termoplastycznych ponieważ oferują one użytkownikom wyjątkowe korzyści, takie jak obniżona masa dla uzyskania oszczędności zużycia paliwa przez samolot, ponieważ nie wymagają autoklawów przy łączeniu części, tym samym umożliwiając opracowanie znacznie bardziej zrównoważonych linii produkcyjnych. Leonardo i Solvay uważają, że ta umowa stworzy podstawy dla dalszej współpracy platform nad krótko- i średnioterminowymi zastosowaniami w przemyśle lotniczym i poza nim.

“Współpraca z Solvay to poważny krok naprzód w zakresie badań nad zaawansowanymi materiałami, które stanowią część programów badawczo-rozwojowych prowadzonych przez Leonardo Labs.” podkreśla Roberto Cingolani, Dyrektor ds. Technologii i Innowacji w Leonardo. Obszar badań, tak istotny dla Leonardo, stanowi kluczowy czynnik konkurencyjności i umożliwi lepsze parametry i bezpieczeństwo naszych produktów, zwiększając ich potencjał, i zwracając się bezpośrednio w postaci mniejszego wpływu na środowisko i zużycia zasobów oraz przyczyniając się do wydajniejszego systemu produkcji w obiegu zamkniętym”.

Ta współpraca jest zgodna ze strategią firmy Solvay mającą na celu umocnienie naszej pozycji jako dostawcy nowatorskich materiałów kompozytowych dla rynku lotniczego i innych rynków” dodał Nicolas Cudre-Mauroux, Dyrektor ds. Technologii i Innowacji w Solvay. “Uważamy, że partnerstwo z koncernem Leonardo zwiększy naszą zdolność do opracowywania przełomowych termoplastycznych rozwiązań kompozytowych i znacznie zwiększy zakres i zastosowania w przemyśle lotniczym, przyczyniając się do zmniejszenia zużycia paliwa oraz emisji CO2”, podsumował.

Leonardo Solvay Joint Lab będzie działać poprzez Leonardo Lab w Grottaglie (Taranto) oraz w Ośrodku Nauki i Zastosowań Materiałowych firmy Solvay (MSAC) w Brukseli. Ponadto wspólne laboratorium będzie miało dostęp do wewnętrznych infrastruktur obydwu firm i współpracy z instytucjami, ośrodkami badawczymi oraz uczelniami wyższymi we Włoszech i zagranicą, w celu tworzenia otwartych innowacji.

Sroga zima dla HoReCa. Aż 81 proc. hotelarzy i restauratorów obawia się jeszcze trudniejszego pierwszego półrocza

Subindeks Barometru EFL dla sektora HoReCa na I kwartał br. wyniósł 47,7 pkt. Choć wzrósł o 5,1 pkt. w porównaniu do pomiaru z ostatniego kwartału ubiegłego roku, to pozostaje wskaźnikiem z najniższą wartością wśród wszystkich 6 badanych sektorów. Restauratorzy i hotelarze wciąż najdotkliwiej odczuwają wpływ pandemii COVID-19. Niemal wszyscy zapytani (99 proc.) uważają, że pandemia spowoduje upadki firm. Ponadto, HoReCa jest jedynym sektorem, w którym większość przedstawicieli (81 proc.) spodziewa się pogorszenia sytuacji w I półroczu 2021.

Barometr EFL dla HoReCa na I kwartał 2021:

  • Subindeks: 47,7 pkt. (+5,1 pkt. kw./kw.- największy wzrost wśród 6 badanych sektorów); najniższy wskaźnik wśród 6 badanych sektorów
  • Inwestycje: 100 proc. przedsiębiorców prognozuje podobny poziom inwestycji co miesiąc wcześniej
  • Sprzedaż: 60 proc. przedsiębiorców prognozuje spadek sprzedaży; najwięcej wśród 6 badanych sektorów
  • Płynność finansowa: 56 proc. przedsiębiorców prognozuje pogorszenie płynności finansowej; najwięcej wśród 6 badanych sektorów
  • Finansowanie zewnętrzne: 72,5 proc. przedsiębiorców prognozuje większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne;
  • Wpływ koronawirusa na sytuację firmy: 100 proc. przedsiębiorców uważa, że koronawirus będzie mieć niekorzystny wpływ na przyszłą sytuację firmy

– Choć wartość pierwszego odczytu Barometru EFL dla HoReCa jest wyższa niż kwartał wcześniej, to ten wzrost jest pozorny. Zawdzięczamy go przede wszystkim temu, że większość zapytanych zgłosiła wyższe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne, które najpewniej jest konieczne do utrzymania działalności, a nie na zaplanowane inwestycje. Na bardzo trudną sytuację sektora wskazuje fakt, że aż 6 na 10 hotelarzy i restauratorów spodziewa się spadku sprzedaży, a co drugi pogorszenia płynności finansowej. Bez wątpienia HoReCa odczuje najboleśniej ekonomiczne powikłania pocovidowe. A nastroje i sytuacje przedsiębiorców pogarszają się z każdą informacją o poluźnieniu restrykcji, które niestety nie dotyczą ich obszaru. Choć wsparciem jest tzw. tarcza gastronomiczna, to niestety 99 proc. ankietowanych ma rację. Wiele restauracji, kawiarni, barów może nie przetrwać tej zimy – mówi Radosław Woźniak, prezes EFL.

Druga fala nie odpuszcza

Na wyższą w porównaniu do poprzedniego pomiaru (IV kwartał 2020 – 42,6 pkt.) wartość subindeksu Barometru EFL dla HoReCa na I kwartał br. (47,5 pkt., +5,1 pkt. kwartał do kwartału) największy wpływ miały prognozy w obszarze finansowania zewnętrznego. Aż 3 na 4 przedsiębiorców (72,5 proc.) uważa, że w od stycznia do marca br. będzie mieć wyższe zapotrzebowanie na dodatkowe finansowanie. Te z pewnością będzie potrzebne na dokapitalizowanie bieżącej działalności, a nie (jak to bywało najczęściej) na planowane inwestycje i rozwój przedsiębiorstwa.

W pozostałych obszarach widać znaczącą przewagę pesymistów lub przedsiębiorców, którzy nie spodziewają się znaczących zmian. Po raz pierwszy w historii badania wszyscy respondenci zaznaczyli taką samą odpowiedź dotyczącą oceny przyszłych inwestycji. Wszyscy bowiem uznali, że ich poziom będzie taki sam jak w poprzednich trzech miesiącach. W przypadku przewidywanego poziomu sprzedaży aż 60 proc. firm z branży ocenia, że nastąpi jego spadek. Jest to najgorszy wynik wśród wszystkich 6 badanych sektorów, co jest związane z kontynuacją restrykcji dotyczących pandemii COVID-19 w najbliższych miesiącach. Pesymistyczne prognozy sprzedażowe nie pozostają bez wpływu na płynność finansową. Jej pogorszenia spodziewa się aż 56 proc. przedsiębiorców, także najwięcej wśród 6 badanych sektorów.

HoReCa szykuje się na najgorsze

Analizując kwestię wpływu pandemii COVID-19 na HoReCa należy znowu zauważyć ogromny pesymizm panujący wśród jej przedstawicieli. Niemal wszyscy (99 proc.) wskazali, że pandemia spowoduje upadki firm i zamykanie działalności gospodarczych. Ponownie, to najwyższy odsetek wśród 6 badanych sektorów i co więcej najwyższy wskaźnik od początku realizacji covidowego badania.

O utrzymujących się bardzo złych nastrojach w HoReCa może świadczyć także fakt, że jest jedyną branżą (spośród 6 badanych), w której większość zapytanych przedstawicieli uważa, że w I półroczu 2021 roku sytuacja w ich branży pogorszy się. Tak uważa aż 81 proc. firm. W przypadku budownictwa, transportu czy produkcji największy odsetek stanowią przedsiębiorcy oceniający, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy sytuacja w branży się poprawi.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL na IV kwartał 2020 roku wyniosła 49,3 pkt. Osiągnięty poziom jest o 0,8 pkt. wyższy niż w IV kwartale 2020 roku.

Pierwsza aplikacja ubezpieczeniowa z automatyczną wypłatą po szkodzie

Ubezpieczeniowe aplikacje do samodzielnej likwidacji szkód działają na polskim rynku od kilku lat. Od teraz klienci mogą zlecić wypłatę odszkodowania równolegle ze zgłoszeniem szkody – informuje towarzystwo ubezpieczeń Compensa.

Ubezpieczyciele od lat starają się usprawnić proces likwidacji szkód. Wiedzą, że czas reakcji na zgłoszenie i związana z tym jak najszybsza wypłata odszkodowania są z punktu widzenia klientów kluczowe. Jednym z branżowych pomysłów na uproszczenie i przyspieszenie tych czynności jest aplikacja do samodzielnej likwidacji szkód. Program pozwala poszkodowanym przekazać ubezpieczycielowi – bez osobistego, mailowego lub telefonicznego kontaktu z obsługą klienta – najważniejsze informacje o zdarzeniu i wnioskować o odszkodowanie.

Na przełomie 2020 i 2021 roku na rynku pojawiło się usprawnienie tego rozwiązania. Towarzystwo ubezpieczeń Compensa jako pierwszy ubezpieczyciel w Polsce uruchomił automatyczne zlecenie wypłaty odszkodowania. Oznacza to, że cały proces likwidacji można przeprowadzić nawet w kilkanaście minut, a pieniądze otrzymać po zaledwie kilku godzinach od nieszczęśliwego zdarzenia, np. kolizji czy zalania.

– Można powiedzieć, że wypłata odszkodowania następuje w czasie rzeczywistym, tzn. równolegle ze zgłoszeniem szkody. Dotychczas czas realizacji wynosił do 3 dni i jest to wciąż rynkowy standard. Nasze nowe rozwiązanie sprawia, że klient nie czeka na weryfikację sprawy przez naszego konsultanta, bo dzięki technologii proces likwidacji przebiega w pełni automatycznie. Akceptacja odszkodowania i zlecenie wypłaty w aplikacji odbywają się podczas pierwszego kontaktu z nami – tłumaczy Rafał Mosionek, Zastępca Prezesa Zarządu Compensa TU SA Vienna Insurance Group, odpowiedzialny w firmie m.in. za obszar likwidacji szkód.

Jeżeli klient nie zgadza się z proponowaną wyceną, zostaje skierowany do przedstawiciela zakładu ubezpieczeń. Również na tym etapie obsługa zgłoszenia jest zautomatyzowana i po pierwszym kontakcie może zakończyć się natychmiastowym zleceniem wypłaty.

Jak działa samodzielna likwidacja szkód?

Przykład Compensy pokazuje, jak to rozwiązanie działa w praktyce. Obsługa zgłoszenia szkody z ubezpieczeń OC, AC, NNW i majątkowych odbywa się w całości online. Proces można streścić w kilku poniższych krokach:

  1. Klient kontaktuje się z ubezpieczycielem i odbiera SMS-a z linkiem do aplikacji.
  2. Następnie w aplikacji uzupełnia wymagane informacje i dokumenty: dane polisy, numer konta do wypłaty, opis i zdjęcia szkody itp.
  3. System automatycznie weryfikuje zgłoszenie i na tej podstawie proponuje odszkodowanie.
  4. Jeśli klient akceptuje wycenę, system od razu zleca wypłatę.

W przypadku niektórych zdarzeń konieczne mogą okazać się oględziny zniszczonego samochodu lub innego mienia. „Wizyta” rzeczoznawcy może być w takiej sytuacji również przeprowadzona zdalnie.

Źródło: Compensa TU S.A. Vienna Insurance Group

Izraelski dystrybutor wypromuje gry Mousetrap Games

Studio Mousetrap Games, należące do notowanej na NewConnect spółki Oxygen SA, podpisało  umowę dystrybucyjną z izraelskim wydawcą, firmą App Central Ltd. Umowa obejmuje współpracę firm, między innymi w zakresie promocji, dystrybucji i wsparcia gier mobilnych MTG.

Mousetrap Games to specjalizująca się w grach mobilnych spółka-córka notowanej na NewConnect Oxygen SA. W 2020 roku firma wydała 15 tytułów kierowanych do różnych typów graczy, między innymi gry premium, casual oraz 5 gier z gatunku hyper casual. Uwagę App Central przykuł szczególnie ostatni gatunek – dystrybutor planuje włączyć niektóre gry hyper casualowe Mousetrap Games w tzw. bundle, czyli pakiety gier.

Bundle oferują możliwość pobrania lub zakupu kilku aplikacji w ramach jednego pakietu, który może zostać stworzony zarówno dla płatnych, jak i bezpłatnych aplikacji. Użytkownicy korzystają dzięki temu z odnawialnych subskrypcji lub jednorazowej płatności, dającej dostęp do wszystkich gier z bundle’a. Dzięki współpracy z App Central Ltd., wybrane produkcje mobilne Mousetrap Games będą dystrybuowane w takich pakietach wraz z grami innych producentów.

  • Podpisanie umowy z App Central to dla nas szansa na dotarcie z grami Mousetrap Games do innego segmentu użytkowników. Współpraca zakłada inwestycję ze strony dystrybutora w marketing, ale też podział zysków osiągniętych ze sprzedaży gier i reklam. Cieszymy się, że pozyskaliśmy partnera rynkowego, dzięki któremu firma może się szybko rozwijać – mówi Edward Mężyk, Prezes Oxygen SA.

App Central Ltd. to wydawnictwo korzystające z najnowocześniejszych algorytmów monetyzacji i optymalizacji, które oferuje twórcom gier i aplikacji mobilnych rozwiązania wykraczające poza tradycyjne działania marketingowe. Firma korzysta z pakietu SDK, opartego na sztucznej inteligencji, który, działając według wielu parametrów, optymalizuje zakupy i subskrypcje aplikacji mobilnych.

Oxygen SA to polska spółka działająca w sektorze gamingowym, do której należą zarówno wrocławska spółka Mousetrap Games, jak i HyperCat (dawniej Glass Cannon Games). Spółka notowana jest na giełdzie NewConnect. Grupa kapitałowa Oxygen skupia się na produkcji i działalności wydawniczej na rynku gier mobilnych ze szczególnym uwzględnieniem gier z kategorii hyper casual, casual i mid-core. Spółka wspierana jest przez znaczące  podmioty z branży gamedev, jakie jak The Knights of Unity czy C-Shark.

Pierwsza akwizycja w Grupie Kapitałowej Transition Technologies w 2021 roku

Transition Technologies PSC, największa spółka Grupy Kapitałowej Transition Technologies, podpisała umowę inwestycyjną o przejęciu pakietu kontrolnego polskiej firmy Algomine, specjalizującej się w dostarczaniu innowacyjnych rozwiązań informatycznych do monetyzacji potencjału danych.

Algomine, to Data Science House, który wykorzystuje Big Data, uczenie maszynowe, sztuczną inteligencję i rozwiązania chmurowe do realizacji indywidualnych rozwiązań dla firm, przynoszących im oszczędności i zwiększających przychody.

– W ciągu 5 lat działalności naszej firmy zbudowaliśmy unikalne kompetencje w zakresie monetyzacji danych oraz bardzo szerokie portfolio klientów z różnych branż. Integracja z Transition Technologies PSC to dla nas realna możliwość rozwoju na skalę globalną. Kluczowa jest tu komplementarność naszych usług, dzięki czemu razem będziemy w stanie kompleksowo odpowiadać na potrzeby naszych klientów – mówi Marcin Górzyński, Członek Zarządu Algomine.

Ambitne plany GK TT związane z dalszym rozwojem

Działająca od 30 lat na rynku Grupa Kapitałowa Transition Technologies w 2020 roku odnotowała rekordowy poziom przychodów, większy o ok 20% od wyniku z roku poprzedniego

– Kontynuujemy proces rozbudowy Grupy Kapitałowej nie tylko  poprzez organiczny wzrost wszystkich spółek, ale również poprzez akwizycję komplementarnych firm, które uzupełnią portfolio Grupy. Takie działania w strategii niewątpliwie będą znaczące przed planowanymi debiutami giełdowymi spółek z Grupy. Liczymy też na szybki wzrost gospodarczy w 2021 r. i oceniamy, że nasze tegoroczne przychody ukształtują się na poziomie 550-600 mln zł, przy backlogu zamówień na poziomie 65% – mówi prof. Konrad Świrski, Prezes Grupy Kapitałowej Transition Technologies.

Płatne webinary w 2020 – raport ClickMeeting

W 2020 roku na popularności bardzo zyskały platformy do spotkań online i webinarów – częstotliwość wyszukiwania przez polskich Internautów hasła „webinar”* wyniosła 3294 proc. w porównaniu do 2019 roku. W zeszłym roku wzrosło również zainteresowanie płatnymi spotkaniami online – rekordzista w Polsce za pośrednictwem platformy webinarowej ClickMeeting zarobił jednorazowo 57 tys. zł, a łącznie wszystkie wydarzenia uzyskały przychód w wysokości 2,5 mln zł.

Miniony rok 2020 dla wielu przedsiębiorców był czasem destabilizacji, ograniczenia lub nawet całkowitej utraty przychodów. Jednak problemy ekonomiczne często okazywały się jednocześnie impulsem pobudzającym przedsiębiorczość i skłaniającym do szukania nowych rozwiązań technologicznych. Na popularności zyskały narzędzia umożliwiające zarabianie w Internecie. W porównaniu do 2019 roku w 2020, według danych ClickMeeting, znacząco wzrosła liczba płatnych webinarów, średnie zarobki na webinarach oraz łączne przychody całej branży.

Wydarzeniem płatnym może być każdy kurs, lekcja, szkolenie, konferencja, które są oferowane komercyjnie przez Internet. Jest to narzędzie często wykorzystywane podczas konsultacji online czy e-learningu. Z kolei eventy czy na przykład debaty mogą być organizowane zarówno całkowicie w trybie online jak w trybie hybrydowym. Wtedy dają chętnym możliwość wyboru – udział w nich możliwy jest zarówno w formie stacjonarnej, jak i przez Internet. Obie metody w czasie pandemii stały się niezwykle popularne i mogą stać się źródłem przychodu- tylko od organizatora wydarzenia zależy, czy udział będzie darmowy, czy płatny.

Rekordowe zarobki webinarowe w 2020 rokuCM_Najwyzszy_przychod_z_platnego_webinaru2020 CM_Sredni_przychod_z_platnego_webinaru_2020

Jak wynika z raportu ClickMeeting „Webinary i wideokonferencje w czasach pandemii”, dla 44 proc. organizatorów webinarów stanowią one źródło dochodów. Korzystają z nich obecnie zarówno freelancerzy, jak i korporacje zatrudniające kilkanaście tysięcy osób. W Polsce rekordowy webinar zorganizowany na platformie ClickMeeting zarobił w 2020 roku 57 tys. zł. Z kolei patrząc na dane z całego świata, rekordzista w Wielkiej Brytanii zebrał w trakcie jednego spotkania prawie 90 tys. zł (18,3 tys. funtów), w Stanach Zjednoczonych wynik był bardzo podobny – 89,5 tys. zł (24 tys. dolarów), natomiast w Niemczech najwyższa uzyskana kwota wyniosła 37,8 tys. zł (8,4 tys. euro).

 

Średni przychód z webinaru

Średni przychód z płatnych webinarów ClickMeeting w Polsce w 2020 roku wyniósł 995 zł, w Kanadzie 5568 zł (1920 dolarów kanadyjskich), w Wielkiej Brytanii 1395 zł (272 funty), w USA 1335 zł (355 dolarów) i w Niemczech 1089 zł (238 euro).

Łączne zarobki webinarowe

W 2020 roku na platformie ClickMeeting w Polsce odbyło się 4721 płatnych wydarzeń do końca  listopada, czyli o 162 proc. więcej niż w 2019 roku. Łącznie zarobiły aż 2,5 miliona zł, z kolei w Niemczech 2,45 mln zł (540 tys. euro), w Stanach Zjednoczonych 1,68 mln zł (452 tys. dolary), w Wielkiej Brytanii 707,5 tys zł (139 tys. funtów) oraz w Kanadzie 411,6 tys. zł (140 tys. dolarów kanadyjskich). W Europie, nie licząc Polski, liczba płatnych sesji online wzrosła o 470 proc. i zarobiły one w sumie 2,47 mln zł (543 687 euro). W zeszłym roku na polskiej platformie ClickMeeting wydarzenia online zarobiły łącznie 7 633 776 zł (1 677 753 euro).

Eventy online

Wiele sektorów gospodarki musiało diametralnie zmienić swój sposób działania, by dostosować się do nowej sytuacji. Przykładem takiej adaptacji może być część firm z branży eventowej. Według danych firmy ClickMeeting na dostarczanej przez nią platformie w tym roku odbyło się o 787 proc. w Polsce i 186 proc. na całym świecie więcej wydarzeń online niż jeszcze rok temu. Wzrosła też frekwencja podczas wydarzeń organizowanych w sieci. W spotkaniach z liczbą uczestników powyżej 1000 w 2020 roku brało udział o 55 proc więcej osób niż w całym 2019 roku.

Szkoleniowcy, trenerzy biznesu, marketingowcy i sprzedawcy nie mieli wyboru – jeśli chcieli przetrwać, musieli przenieść swoją działalność do Internetu i tam na niej zarabiać. Dla nich właśnie możliwość prowadzenia płatnych webinarów i eventów ma kluczowe znaczenie.

Organizacja spotkań online daje ogromne możliwości – mówi Dominika Paciorkowska, Dyrektor Zarządzająca ClickMeetingPozwala dotrzeć do znacznie większej liczby osób, niż byłoby to możliwe w formie stacjonarnej, niezależnie od lokalizacji – przede wszystkim w małych miejscowościach. W przypadku ClickMeeting w wydarzeniu tego typu może brać udział nawet 10 tys. osób jednocześnie. Zgromadzenie takiej liczby odbiorców „na żywo” jest bardzo trudne i kosztowne. Wymaga wynajęcia ogromnej powierzchni i sprzętu scenicznego, uzyskania masy pozwoleń i zatrudnienia dużej liczby odpowiednio przeszkolonych osób. W przypadku wydarzenia online zazwyczaj wystarczy tylko zadbać o stabilne narzędzie i łącze internetowe.

Korzystne zmiany w programach gwarancyjnych dla firm

Mniejsze firmy i większe przedsiębiorstwa, zainteresowane gwarancjami BGK, mogą z nich skorzystać na specjalnych warunkach również w 2021 r. Pakiet pomocowy został przedłużony do 30 czerwca br., a dodatkowo część gwarancji dostępna jest na jeszcze korzystniejszych warunkach. Bank Millennium oferuje finansowanie zabezpieczone gwarancjami BGK. Proces wnioskowania odbywa się z wykorzystaniem kanałów cyfrowych i podpisu kwalifikowanego, z kwalifikowanym znacznikiem czasu.

W przypadku programu gwarancji de minimis (program dla mikro-, małych i średnich firm), do 30 czerwca br. utrzymano brak prowizji za pierwszy rok korzystania z gwarancji oraz 80% poziom ochrony. Wydłużono też okres gwarancji do 75 miesięcy dla kredytu obrotowego i do 120 miesięcy dla kredytu inwestycyjnego oraz zwiększono kwotę gwarancji de minimis z 3,5 mln PLN do równowartości 1,5 mln EUR.

W ramach gwarancji płynnościowych dot. kredytów (program dla średnich i dużych firm) utrzymano wysoki poziom ochrony do 80%, wyższą kwotę kredytu objętego gwarancją – do 200 mln zł oraz podwyższoną łączna kwotę gwarancji – do 250 mln zł. Wprowadzono też możliwość skorzystania z gwarancji również w przypadku kredytów w walucie obcej.

W zakresie faktoringowych gwarancji płynnościowych do 30 czerwca br. wprowadzono wydłużony okres limitu faktoringowego – do 24 miesięcy oraz wydłużony termin ważności gwarancji – do 72 miesięcy.

Dzięki Planowi Odbudowy Dla Europy polskie PKB wzrośnie o 66,7 mld zł w 2022 roku

Globalny kryzys ekonomiczny związany z pandemią koronawirusa ma zdecydowanie unikalny charakter. Rządy wielu państw, a także przedstawiciele biznesu dostrzegają, że proces wychodzenia z recesji musi zachodzić w sposób zrównoważony. W tym celu Unia Europejska zdecydowała się na instrument Next Generation UE (NGEU). To 380 mld euro dotacji dla państw członkowskich UE i możliwość uzupełnienia ich pożyczkami do kolejnych 360 mld euro. O tym, w jak dużym stopniu polska gospodarka ucierpiała w wyniku kryzysu i jak może pomóc jej Unia Europejska, opowiedzą eksperci DNB Bank Polska i firmy doradczej Deloitte w czasie konferencji prezentującej raport „Kierunki 2021. Nowy Plan Marshalla. Odbudowa polskiej gospodarki po COVID-19”. Gościem honorowym wydarzenia będzie Herman Van Rompuy, były Przewodniczący Rady Europejskiej.

Celem na lata 2021-2022 powinno być jak najszybsze wprowadzenie gospodarki na ścieżkę ożywienia gospodarczego. Pierwszy krok w tym kierunku to pokonanie wirusa poprzez efektywne systemy szczepień. Po drugie, ekonomiczne ożywienie ułatwi również Plan Odbudowy dla Europy uzupełniony o krajowe środki wspierające rozwój. Skuteczne działanie w tych dwóch obszarach jest obecnie niezbędne. Europejska strategia sprawi, że wszystkie państwa staną się silniejsze w tej samej perspektywie czasowej. Wzmocni to skalę poprawy gospodarczej również w Polsce – mówi Herman Van Rompuy, były Przewodniczący Rady Europejskiej.

Program NGEU to uzupełnienie tradycyjnego, 7-letniego budżetu Unii Europejskiej. Dla Polski rozszerzenie o antykryzysowy dodatek oznacza podobną kwotę wsparcia w relacji do PKB jak w poprzednim budżecie na lata 2014-2020, rozwiewając obawy o znaczący spadek napływu funduszy unijnych po 2020 roku. Nowy Plan Marshalla zakłada trzy kluczowe zadania, które muszą zrealizować jego beneficjenci: odbudowa gospodarki po pandemii oraz przyspieszenie transformacji cyfrowej i ekologicznej.

Wyznaczanie kierunków na 2021 r. jest trudnym zadaniem. W raporcie przeanalizowaliśmy to, co będzie szczególnie istotne w polskiej gospodarce w najbliższych miesiącach. Punktem wyjścia stała się oczywiście pandemia COVID-19 i działania Unii Europejskiej, które mają powstrzymać negatywne skutki kryzysu. Skupiliśmy się na programie Next Generetion EU, który zakłada 100 mld euro dotacji dla Polski. Chcemy odpowiedzieć na pytanie, jak możemy z tych funduszy skorzystać i czy środki pozwolą na ograniczenie luki rozwojowej między rodzimą a zachodnią gospodarką – mówi Artur Tomaszewski, Prezes Zarządu DNB Bank Polska S.A.

Jak wynika z raportu przygotowanego przez DNB Bank Polska i firmę Deloitte, największy efekt NGEU mierzony przyrostem PKB w Polsce wystąpi w latach 2022-2023 i wyniesie odpowiednio: 66,7 mld zł oraz 61 mld zł. W tym czasie wpływ funduszy NGEU odpowiadać będzie za ponad połowę całkowitego wzrostu PKB w tym okresie.

Na potrzeby raportu „Kierunki 2021. Nowy Plan Marshalla. Odbudowa polskiej gospodarki po COVID-19” przeprowadzono badanie, w którym wzięli udział klienci DNB Bank Polska, czyli duże firmy z różnych sektorów gospodarki. Wynika z niego, że nie wszyscy podchodzą optymistycznie do planów Unii Europejskiej.  Jedynie w przypadku inicjatywy „Zwiększenie mocy“ więcej niż połowa ankietowanych przedsiębiorstw wskazała, że może się ona przyczynić do rozwoju firmy.

Optymizm na rynkach. Bałagan na Wall Street

Koniec pandemii jest jeszcze daleko przed nami. Mimo, że ciężko w tym momencie podać jakąś konkretną datę całkowitego odejścia od ograniczeń a ryzyko mutacji wirusa wciąż jest duże, to na rynku walutowym oraz akcyjnym ponownie zagościł optymizm. Nie widać presji na waluty emerging markets (silny PLN, HUF oraz TRY), technologiczny indeks zza oceanu w dwa dni wrócił w okolice historycznych szczytów a ropa naftowa jest najdroższa od lutego 2020 roku.

Trzeba przyznać, że perspektywy gospodarcze na całym świecie poprawiły się wraz ze wzrostem rozpoczęcia kampanii szczepień. Świat czeka teraz na szczepionkę od J&J, która będzie kolejną cegiełką do przyspieszenia całego procesu. Obserwowane ożywienie jest niestety nierównomierne. Chiny przodują, zaraz z nimi są Stany Zjednoczone, natomiast strefa euro pozostaje mocno w tyle. Taką ostatnio ocenę wydał Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Rynki w tym momencie żyją pakietem stymulacyjnym w USA (1,9 bln USD), który z dużą determinacją chce wprowadzić w życie Joe Biden. W Senacie trwają prace. Strona republikańska jest gotowa do rozmów ale jakiekolwiek trudności w głosowaniu mogą wprowadzić zamęt na rynkach.

Ostatnie wydarzenia na Wall Street (ponadprzeciętne wzrosty GameStop i innych mniejszych spółek) Financial Times nazwał bałaganem. Zamieszanie wokół portalu Reddit spowodowało, że szeroki rynek spadał (ubiegły tydzień) a firmy o wątłych fundamentach ponadprzeciętnie zyskiwały. Ten tydzień pokazuje powrót do starych zasad. GameStop stracił już 60 proc. podczas gdy NASDAQ testuje ponownie ATH (all-time high). Porządek na giełdzie w USA będzie teraz kontrolował Gary Gensler, który został nominowany w poniedziałek przez prezydenta USA na szefa komisji papierów wartościowych (SEC). Wg Bloomberga zatwierdzenie jego kandydatury przez Senat jest już niemal pewne. Gensler może być jednym z bardziej agresywnych regulatorów na Wall Street od 20 lat. Wcześniej pracował w Goldamn Sachs i był szefem komisji regulującej rynek futures. Oczekuje się od niego, że będzie sprawnie prowadził sprawy przeciwko dużym korporacjom i bankom.

Na uwagę zasługuje również ropa naftowa, która podobnie jak rynek akcyjny od poniedziałku rozpoczęła kolejny rajd na północ. WTI oraz brent są najdroższe od lutego ubiegłego roku a wzrosty dodatkowo są wspierane przez wczorajszy duży spadek zapasów w USA, który podała firma API. Dziś oczy inwestorów będą skierowane na publikacje Departamentu Energii o 16:30. Tak duży optymizm jest związany z tym, że rynek oczekuje silnego odbicia popytu w 2021 roku oraz dalszych ograniczeń wydobycia strony krajów OPEC+. W lutym poznamy kolejne decyzje.

Swój rajd zakończył inny surowiec, czyli srebro. Ceny w ostatnim czasie zostały mocno wywindowane przez inwestorów z grupy WallStreetBets. Rajd nie był aż tak spektakularny jak na spółce GameStop, co pokazuje, że rynek srebra jest dużo większy i ciężko go w podobny sposób zmanipulować. Od poniedziałkowego szczytu (ok 30 USD/oz) ceny spadły już ponad 10 proc. Dodatkowo silniejszy dolar nie pomaga cenom wszystkich metali szlachetnych.

Dziś poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej na temat stóp procentowych. Lutowe posiedzenie RPP nie wniesie prawdopodobnie niczego nowego. W komunikacie liczymy na powtórzenie, że bank zamierza dalej wspierać gospodarkę niskimi stopami procentowymi i poprzez program skupu aktywów, a także przypomni, że może interweniować na rynku walutowym. Nie sądzimy, aby NBP miał się w najbliższym czasie zdecydować na coś więcej, niż tylko werbalne ostrzeżenia, choć ostatnie zejście EUR/PLN pod 4,50 testuje determinację banku centralnego do kontroli kursu. Od strony sytuacji gospodarczej Rada nie ma powodu istotnie zmieniać tonu komunikatu. Pozytywne sygnały z gospodarki – lepsze wyniki grudniowej sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej oraz zaskakujący wzrost produkcji budowlano-montażowej – będą równoważone obawami o rozwój pandemii w Europie i przedłużaniem restrykcji, które negatywnie wpływają na aktywność gospodarcza w kraju i na kontynencie.

Łukasz Zembik
Kierownik Departamentu Analiz TMS

BADANIE: Blisko 70% Polaków rozumie przedsiębiorców, którzy wznawiają biznesy mimo obostrzeń

Prawie sześciu na dziesięciu badanych uważa, że kolejne przedłużenie rządowych obostrzeń jest złą decyzją. Blisko 85% rodaków twierdzi, że w czasie lockdownu nie korzystało z usług objętych zakazem. Do tego ponad połowa Polaków nie zamierza w najbliższym czasie odwiedzać miejsc, które zostaną otwarte mimo restrykcji. Jednak niemal siedem na dziesięć osób popiera przedsiębiorców działających wbrew narzuconym ograniczeniom. Co więcej, przeszło 70% jest zdania, że służby nie powinny ich za to karać. Takie wnioski płyną z ogólnopolskiego badania UCE RESEARCH i SYNO Poland.Ponad połowa Polaków nie zamierza korzystać z usług firm, które otwierają się mimo rządowych obostrzeń

Aż 55,8% badanych Polaków uważa, że rząd podjął złą decyzję w sprawie przedłużenia lockdownu do 14 lutego br. Natomiast 32% jest przeciwnego zdania, a 12,2% nie ma jeszcze wyrobionej opinii. Według Krzysztofa Zycha, głównego analityka UCE RESEARCH, rodacy są mocno zmęczeni obostrzeniami. Ekspert nie jest jednak przekonany, czy przeszło połowa ww. ankietowanych bierze pod uwagę dramatyczną sytuację przedsiębiorców. Być może większe znaczenie ma własna wygoda i utrata pewnego rodzaju swobody.

– Ci, którzy uznali decyzję za błędną, zapewne kierują się informacjami o bardzo negatywnych konsekwencjach lockdownu dla gospodarki. Z jednej strony przedsiębiorcy zaznaczają, że straty wynikające z restrykcji są duże i już wyczerpują możliwości finansowe firm. Z drugiej strony ludzie też nie są zbyt przekonani do argumentów rządu. Uważają bowiem, że otwarcie małych biznesów, np. restauracji czy siłowni, nie wpłynie znacząco na zagrożenie epidemiczne – komentuje prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów.

Natomiast, jak zaznacza Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, Polacy coraz częściej słyszą o zwolnieniach. Zapowiada się, że ruszą one dużą falą od kwietnia. Zdaniem eksperta, ludzie zaczynają się obawiać tego scenariusza, co jest uzasadnione w obecnej sytuacji gospodarczej. A przedłużenie obostrzeń zwiększa wydatnie ryzyko znalezienia się w gronie bezrobotnych.

– Społeczeństwo w pewien sposób nauczyło się już żyć w wirusem i jego konsekwencjami. Z tego też wynika luźniejsze podejście do restrykcji, tym bardziej że od dłuższego czasu liczba zakażeń utrzymuje się na dość stabilnym poziomie. To oczywiście w pewien sposób też wpływa na myślenie o stosowanych obostrzeniach – dodaje Zych.

Badanie pokazuje, że 84,8% osób nie skorzystało w trakcie lockdownu z zakazanych form działalności. Mowa tu o np. wizytach w barze, restauracji, hotelu, klubie fitness czy na siłowni bądź na stoku narciarskim. Tylko 13,3% przyznało się do tego, a 1,9% nie pamiętało. Według mec. Parola, te wyniki świadczą nie tyle o tym, że Polacy boją się wirusa. Widać przede wszystkim brak realnych możliwości korzystania z obiektów użyteczności publicznej. Dopiero teraz zaczynają być otwierane lokale gastronomiczne czy kluby fitness. Wszystko to wynika z braku odpowiedniej pomocy ze strony państwa.

– Taka postawa może być spowodowana strachem przez ewentualnymi karami. Natomiast wśród osób, które przyznały się do tego, że korzystały z zabronionych usług, częściej mamy mężczyzn niż kobiety. Z kolei patrząc na wielkość miast, widać, że najbardziej aktywni pod tym względem byli badani z miejscowości liczących od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców, od 200 tys. do 499 tys. zamieszkałych osób oraz od 100 tys. do 199 tys. – wskazuje analityk z UCE RESEARCH.

Z raportu wynika też, że 52,3% Polaków nie zamierza w najbliższym czasie korzystać z miejsc, które zostały otwarte mimo lockdownu. Z kolei 35,6% twierdzi, że zrobi to, a 12,1% nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii. Jak zaznacza prof. Gomułka, większość osób nie zdecyduje się na ten krok, ponieważ wcześniej nie korzystały one z tego typu ofert. Dla nich nie jest problemem rezygnacja z takiej wizyty, choć przedsiębiorcy zapewniają o swojej determinacji w zakresie zachowania rygorów zdrowotnych.

– Część badanych nie będzie korzystała z tego typu usług z powodu obaw przed zakażeniem. Ale moim zdaniem, decydujące znaczenie ma sytuacja ekonomiczna. Polacy zdecydowanie boją się o swoją przyszłość. Do tego dochodzi wzrost cen i towarzysząca temu inflacja, która jest mocno zauważalna dla zwykłego Kowalskiego. Ludzie nie mają pieniędzy i widoków na szybką poprawę sytuacji – podkreśla Adrian Parol.

Natomiast Andrzej Głowacki, prezes DGA, jest przekonany, że stopniowo, w reżimie sanitarnym, Polacy zaczną odwiedzać bary, kluby fitness itd. I bez wątpienia prym będą wieść młodzi ludzie. Z kolei osoby po 60. roku życia zapewne zdecydują się na to dopiero po zaszczepieniu się.

– Konsekwencją otwierania tych biznesów będzie to, że służby będą wyjątkowo notorycznie je kontrolowały i konsekwentnie nakładły mandaty, żeby pokazać społeczeństwu, że należy przestrzegać obostrzeń. Co jakiś czas będziemy też słyszeć o wyjątkowo dynamicznych akcjach. One będą miały skłonić ludzi do tego, żeby jednak nie korzystali z tego typu usług – przewiduje Krzysztof Zych.

Zdaniem 67,5% respondentów, przedsiębiorcy mają rację, że mimo zakazu otwierają swoje firmy. Z kolei 18,8% jest przeciwnego zdania, a 13,7% nie ma wyrobionego stanowiska w tej sprawie. Jak przekonuje prezes Głowacki, los mikrofirm i małych przedsiębiorstw jest tragiczny. Świadomi tego są także Polacy, którzy mają zapewnione stałe miesięczne wypłaty. Wynik badania jest wyrazem solidarności.

– Widać duże wsparcie dla przedsiębiorców, ale dobre słowo nie przełoży się na ich dochody. Skoro ponad połowa Polaków nie zamierza ich odwiedzać w tym czasie, to dalej będą stać w miejscu. Do tego służby będą nakładać na nich kary, a to z kolei wiąże się z dalszą walką o swoje prawa w sądach – podkreśla ekspert z UCE RESEARCH.

Polacy nie są za karaniem przedsiębiorców. Aż 70,7% ankietowanych uważa, że policja, sanepid itp. instytucje nie powinny bezwzględnie nakładać mandatów na osoby, które mimo zakazu wznowią swoją działalność. Przeciwnego zdania jest 18% badanych, a 11,3% nie ma wyrobionej opinii. Według Andrzeja Głowackiego, każdy Polak jest świadomy zagrożenia zakażeniem COVID-19, zatem karanie przedsiębiorców za otwarcie obiektów nie jest zbyt uzasadnione.

– To sygnał dla służb do rewizji swojego podejścia wobec przedsiębiorców odmrażających w desperacji swoje biznesy. Państwo w dobrze pojętym własnym interesie powinno raczej udzielić wsparcia przedsiębiorcom. Stosowanie kar i restrykcji może osiągnąć zupełnie odwrotne skutki i to zupełnie nieprzewidywalne oraz długotrwałe dla sporej części gospodarki – podsumowuje mec. Parol.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 29-31.01.2021 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Gazety Wyborczej na reprezentatywnej próbie 1009 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.