Glapiński tonuje oczekiwania. Cykl cięć spowolni, ale łagodzenie polityki w 2026 r. pewne

W dzisiejszej konferencji prasowej prezesa Glapińskiego dało się wyczuć świąteczny nastrój i wyraźne poczucie zwycięstwa nad inflacją. Glapiński zasugerował to, co od dawna było jasne dla obserwatorów rynku – 2026 r. przyniesie dalsze łagodzenie polityki pieniężnej. Ton prezesa był jednak zrównoważony i sądząc po wzroście stawek FRA i lekkim umocnieniu złotego, rynki przygotowywały się na nieco bardziej gołębie sygnały.

Jego uwaga, że Rada może wejść w tryb wait-and-see, zanim dalej będzie obniżać stopy, mogła zaskoczyć część inwestorów. Trudno to jednak uznać za większy szok. Większość tego „procesu dostosowania” mamy już za sobą i wydaje się, że wchodzimy w fazę dostrajania, w której RPP postępuje ze zwiększoną ostrożnością, a dane stają się jeszcze bardziej istotne.

Uważamy, że w przyszłym roku stopa referencyjna obniży się do ok. 3,5%, a kolejną obniżkę widzimy w lutym lub marcu, o ile dane nie staną na przeszkodzie.

Słaby raport ADP pogrąża dolara, NBP zaskakuje jastrzębim tonem. Złoty gubi wczorajsze zyski

Czwartkowy handel odbywa się w rytm wczorajszych doniesień. W Polsce rozgrywana jest środowa decyzja w sprawie stóp procentowych. A na szerokim rynku echem odbił się raport ADP, który pokazał, że amerykański rynek pracy przechodzi poważne turbulencje. 

Wzięli i ścieli

Teoretycznie wczorajsza decyzja o ścięciu stóp procentowych o 25 punktów bazowych do 4% (stopa depozytowa) była zgodna z oczekiwaniami rynku. Te oczekiwania jednak pomału się rozjeżdżają. Analitycy największego banku w Polsce są przekonani, że kolejne dwa cięcia będą miały miejsce jeszcze w pierwszym kwartale przyszłego roku, a ekonomiści Fitcha zakładają, że na taki ruch przyjdzie nam poczekać łącznie dwa lata. Tych wątpliwości nie wyjaśnia komunikat po posiedzeniu, choć ten wydaje się delikatnie jastrzębi, zwłaszcza w zestawieniu z samą decyzją. Standardowo wymieniono w nim szereg ryzyk grożących podwyższeniem inflacji w nadchodzących miesiącach. Mowa tu przede wszystkim o polityce fiskalnej, która potencjalnie może być jeszcze bardziej rozrzutna. Zagrożeniem dla dynamiki cen jest także rozpędzająca się gospodarka, napędzana wewnętrznym popytem. No i otoczenie cenowe także może ciągnąć inflację ku górze, zarówno w strefie euro, jak i w USA dynamika cen przekracza założone cele.

Ile powie prezes?

Zakładając, że są to całkiem rozsądne obawy, jeszcze ciekawiej zapowiada się dzisiejsza konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego. Ten jeszcze nie tak dawno uważał, że na grudniowym posiedzeniu nie będzie potrzeby zmiany stóp, dlatego warto wsłuchać się w jego dzisiejsze wyjaśnienia. Szef Narodowego Banku Polskiego rzadko daje jasne wskazówki co do przyszłych decyzji i trudno zakładać, by dziś było inaczej. Jednak analitycy i tak będą starali się wychwycić jakiekolwiek sugestie. Ich uwaga na pewno skupi się na ewentualnej zmianie podejścia do ostatniej serii obniżek. Prezes NBP do tej pory mocno bronił się przed słowem „cykl”, nazywając te posunięcia tylko „dostosowaniem” do obecnej sytuacji makroekonomicznej. Warto pamiętać, że było to już piąte „dostosowanie” z rzędu i istnieje ryzyko, że „skończą” nam się stopy, zanim rozpocznie się właściwy cykl.

Rocket eurodolar

Na szerokim rynku ciekawe rzeczy dzieją się na głównej parze walutowej globu. Euro względem amerykańskiej waluty nieprzerwanie drożeje od 24 listopada, tworząc jeden z najdłuższych takich cykli (a tfu, paskudne słowo) ostatnich lat. Dolarowi ewidentnie nie pomógł wczorajszy raport ADP, który wypadł skrajnie słabo i jeszcze bardziej uwiarygodnił kolejną obniżkę stóp jeszcze w tym roku. Amerykańskiej walucie ciążą również spekulacje odnośnie nowego szefa FED-u, który zastąpi Powella po wygasającej w przyszłym roku kadencji. Zarówno Waller, jak i Hassett, którzy są medialnymi faworytami do objęcia tego stanowiska, prawdopodobnie zadbają o to, by FOMC pod ich rządami był jeszcze bardziej gołębi. EURUSD wybija dzisiaj opór przy 1,167 $, kontynuując rajd w górę. Słaby dolar powinien pomagać złotemu, ten jednak odreagowuje wczorajsze umocnienie, przez co główne waluty dziś drożeją. Euro kosztuje 4,23 zł, a dolar – 3,62 zł.

„Chiny nam uciekają”. Szef Nvidii i doradca ds. bezpieczeństwa alarmują w Waszyngtonie

Prezes Nvidii Jensen Huang oraz ekspert ds. bezpieczeństwa narodowego Gregory Allen ostrzegli w tym tygodniu, że przewaga technologiczna USA w dziedzinie sztucznej inteligencji szybko się kurczy. Podczas dwóch wystąpień w Waszyngtonie podkreślili, że Chiny rozwijają AI znacznie szybciej, niż przewidywano, a amerykańskie narzędzia kontroli eksportu nie przynoszą oczekiwanych efektów.

„Dziewięć z dziesięciu najlepszych szkół technicznych jest w Chinach”

Huang, przemawiając 3 grudnia w Center for Strategic and International Studies (CSIS), zakwestionował powszechne założenia o trwałej dominacji USA w AI. W rozmowie z prezesem CSIS Johnem Hamre ujawnił, że:

  • 9 z 10 najlepszych szkół naukowych i technicznych świata znajduje się w Chinach,
  • 50% globalnych badaczy AI to Chińczycy,
  • 70% patentów związanych ze sztuczną inteligencją opublikowano w 2024 r. w Chinach.

To — jak podkreślił — fundamentalnie zmienia układ sił. „Oddaliśmy, w zasadzie, drugi co do wielkości rynek AI — drugi co do wielkości rynek technologiczny na świecie” — powiedział Huang, ostrzegając, że Pekin wciąż dynamicznie rozwija własne możliwości.

Chiński ekosystem AI rośnie mimo kontroli eksportowych

Huang przyznał, że strategiczne ograniczenia USA w dostępie do chipów nie spowolniły rozwoju technologicznego Chin. Wręcz przeciwnie — według niego chiński sektor półprzewodników „podwoił się, podwoił, podwoił”, podczas gdy zachodnie firmy rosną w tempie 20–30% rocznie.

Te słowa wpisują się w szerszą debatę o skuteczności sankcji, w ramach której Waszyngton próbuje ograniczyć chiński dostęp do zaawansowanych procesorów, licząc na zahamowanie rozwoju AI klasy militarnej.

Eksperci: sprzęt to wąskie gardło Pekinu

Podobny ton wybrzmiał dzień wcześniej w Senacie USA. Gregory Allen, starszy doradca w Wadhwani AI Center przy CSIS, zeznając 2 grudnia przed Komisją Spraw Zagranicznych, podkreślił, że kluczowa walka toczy się o dostęp do zaawansowanych narzędzi produkcyjnych.

Największym wyzwaniem jest sprzęt, ponieważ Chiny są w stanie projektować przyzwoite chipy. Czego nie potrafią, to produkować przyzwoitych chipów, a to całkowicie zależy od naszej zdolności do niedopuszczenia sprzętu” — mówił Allen, odnosząc się do gorącej w Kongresie dyskusji nad ustawą kodyfikującą kontrole eksportowe.

Chińska odpowiedź: modele DeepSeek rywalizują z OpenAI i Google

Ostrzeżenia Huanga i Allena zyskały dodatkowy ciężar po wydarzeniach z 1 grudnia. Chiński startup DeepSeek ogłosił premierę dwóch nowych modeli — V3.2 i V3.2-Speciale — które, jak twierdzi firma, osiągają wydajność porównywalną z GPT-5 od OpenAI, wymagając przy tym mniejszej mocy obliczeniowej.

Najbardziej imponujące było dokonanie wariantu Speciale, który zdobył złoty medal w benchmarku opartym na Międzynarodowej Olimpiadzie Matematycznej — poziom dotąd osiągany jedynie przez nieopublikowane modele OpenAI i Google DeepMind.

Dochody Rosji z ropy i gazu spadły o 34% w listopadzie. Sankcje USA i silny rubel pogłębiają presję na budżet Kremla

Dochody Rosji z sektora naftowo-gazowego gwałtownie skurczyły się w listopadzie, spadając o 34% rok do roku — poinformowało rosyjskie Ministerstwo Finansów. Moskwa zebrała w zeszłym miesiącu 530,9 mld rubli (ok. 6,8 mld dolarów) z podatków od zasobów naturalnych, co oznacza jeden z najgłębszych miesięcznych spadków w czasie trwającej już czwarty rok wojny przeciwko Ukrainie.

Sankcje USA uderzają w Rosnieft i Łukoil

Tąpnięcie dochodów nastąpiło zaledwie kilka dni po wejściu w życie amerykańskich sankcji na dwóch największych rosyjskich eksporterów ropy — Rosnieft i Łukoil. Restrykcje nałożone w październiku zaczęły obowiązywać 21 listopada, znacząco ograniczając możliwości sprzedaży rosyjskiej ropy na globalnym rynku.

Według Departamentu Skarbu USA środki te — w połączeniu ze spadającymi światowymi cenami ropy i umacniającym się rublem — osiągają zamierzony efekt: odcinają kluczowe źródła finansowania rosyjskiej machiny wojennej.

Trend spadkowy przyspiesza

W ciągu pierwszych 11 miesięcy 2025 r. rosyjskie dochody z ropy i gazu wyniosły 8 bln rubli (103 mld dolarów), co oznacza spadek o 21,4% r/r. Dynamika pogorszenia rośnie z każdym kwartałem:

  • do końca maja: spadek o 14%,
  • do sierpnia: spadek o 20%,
  • na początku grudnia: spadek o 22%.

Rosja dodatkowo traci na rosnącym dyskoncie cenowym. Kluczowy gatunek eksportowy Urals kosztował średnio 44,87 USD za baryłkę — najmniej od marca 2023 r. Po objęciu Rosnieftu i Łukoila sankcjami różnica między ceną Urals a Brentem rozszerzyła się do 20 USD.

Dochody budżetowe ogranicza również kurs walutowy. Cena baryłki w rublach spadła do poziomu ok. 3250 rubli, najniższego od 2,5 roku.

Budżet pęka w szwach

Malejące wpływy z eksportu energii uderzają w finanse państwa. Deficyt budżetowy w okresie styczeń–październik wyniósł 4,2 bln rubli, czyli 1,9% PKB — wielokrotnie więcej niż 0,2 bln rubli rok wcześniej.

Niezależni analitycy prognozują, że deficyt za cały 2025 r. może sięgnąć 3,5% PKB, znacznie przekraczając oficjalny cel rządu (2,6%).

Rosja pod rosnącą presją

Spadek dochodów z ropy i gazu — fundamentu rosyjskich finansów publicznych — stawia Kreml w trudnym położeniu, zwłaszcza w obliczu kosztów przedłużającej się wojny, konieczności zwiększania wydatków socjalnych i rosnącej zależności od rynku azjatyckiego.

Jensen Huang porównuje wyścig AI do Projektu Manhattan i chwali podejście Trumpa do technologii

Dyrektor generalny Nvidii Jensen Huang ocenił, że globalny wyścig o dominację w sztucznej inteligencji przypomina historyczne programy zbrojeniowe, takie jak Projekt Manhattan czy zimną wojnę. W rozmowie z Joe Roganem podkreślił, że technologia staje się dziś źródłem „supermocy” – informacyjnych, energetycznych i militarnych – co znacząco podnosi stawkę rywalizacji między Stanami Zjednoczonymi a Chinami.

Huang zaznaczył, że rosnąca rola AI w bezpieczeństwie narodowym powinna skłaniać decydentów do większej czujności. „Technologia obdarza cię supermocami, czy to informacyjnymi, energetycznymi, czy militarnymi” – mówił, wskazując, że przewaga w AI może zdefiniować globalną równowagę sił na dekady.

Pochwała dla polityki technologicznej Donalda Trumpa

W wywiadzie Huang nie krył uznania dla podejścia prezydenta Donalda Trumpa do rozwoju kluczowych technologii. Jak stwierdził, w działaniach prezydenta dostrzega „pasję do Ameryki oraz praktyczne, zdroworozsądkowe procesy myślowe”.

Według szefa Nvidii, Trump konsekwentnie stara się, by przełomowe technologie – w tym AI i zaawansowane chipy – były rozwijane w USA, a kraj odzyskał swoje zdolności produkcyjne. To właśnie te założenia, zdaniem Huanga, mają wspierać bezpieczeństwo i konkurencyjność Stanów Zjednoczonych.

Nvidia jako unikalna firma na tle Big Tech

Wywiad ukazał się w szczególnym momencie – podcast Rogana został ogłoszony najpopularniejszym na świecie już szósty rok z rzędu. Huang wykorzystał tę platformę, by podkreślić wyjątkową pozycję Nvidii w globalnym sektorze technologicznym.

Zwrócił uwagę, że większość największych firm technologicznych opiera swoje biznesy na reklamie, mediach społecznościowych lub dystrybucji treści. Nvidia – jego zdaniem – jest jedyną dużą korporacją, której działalność koncentruje się wyłącznie na tworzeniu zaawansowanych technologii.

„Nvidia jest jedyną znaczącą firmą na świecie, której jedynym celem jest technologia. Wyłącznie tworzymy; nie reklamujemy” – podkreślił.

Podczas gdy giganci tacy jak Meta czy Google generują ogromne zyski z reklam (Meta w trzecim kwartale 2025 r. osiągnęła z tego tytułu 50 mld dolarów), Nvidia opiera swój rekordowy wynik finansowy wyłącznie na sprzedaży chipów i technologii komputerowej. W roku fiskalnym 2025 przychody firmy wyniosły 130 mld dolarów, a jej kapitalizacja w październiku sięgnęła historycznych 5 bln dolarów – około 1% całego globalnego rynku i aż 8% rynku amerykańskiego.

Wyścig o AI przyspiesza

Komentarze Huanga wpisują się w coraz bardziej napiętą dyskusję o globalnej dominacji w obszarze sztucznej inteligencji. Rozwój AI staje się nie tylko kwestią gospodarczą, lecz również elementem strategicznym – porównywalnym do największych projektów technologiczno-militarnych XX wieku.

Jeżeli chcesz, mogę dopisać lead, tytuł alternatywny, skróconą wersję do social media albo podlinkować do wcześniejszych wypowiedzi Huanga – daj znać.

Powtórka „Big Short”? Michael Burry ostrzega przed „bańką AI większą niż dotcomy”. Inwestor ujawnia pozycje przeciwko Nvidii i Palantirowi

Michael Burry – inwestor, który zdobył światową sławę dzięki trafnemu przewidzeniu krachu na amerykańskim rynku nieruchomości w 2008 roku – ponownie ostrzega przed narastającym zagrożeniem. W najnowszym odcinku podcastu Michaela Lewisa „Against the Rules: Big Short Companion”, opublikowanym we wtorek, Burry stwierdził, że Nvidia i Palantir znajdują się w centrum „najbardziej niebezpiecznej bańki inwestycyjnej XXI wieku”. Według niego nadchodzące załamanie w sektorze sztucznej inteligencji może być bardziej dotkliwe niż pęknięcie bańki internetowej z 2000 roku, które pogrążyło takie spółki jak Nortel czy Cisco.

Zakład Burry’ego: niewielki kapitał, ogromna ekspozycja

Burry ujawnił, że zajął długoterminowe pozycje poprzez bardzo odległe opcje sprzedaży na Nvidię i Palantira, z dwuletnim terminem zapadalności. Podkreślił, że wbrew medialnym nagłówkom o nominalnej ekspozycji przekraczającej miliard dolarów, jego realne zaangażowanie wyniosło około 10 mln dolarów na każdą pozycję. „To niewiele w porównaniu z wartością kontraktów, ale wystarczająco, by oddać skalę mojego sceptycyzmu wobec tej hossy” – wyjaśnił.

„Refleksyjny rynek, który nie może trwać”

Inwestor ostro skrytykował obecną dynamikę inwestycji w AI, twierdząc, że rynek wpadł w sprzężenie zwrotne, które samonapędza wyceny spółek. „Jeśli ogłosisz dolara nakładów inwestycyjnych na AI, twoja kapitalizacja rynkowa wzrośnie o trzy dolary” – powiedział. Jego zdaniem to klasyczny sygnał przesadnej spekulacji i irracjonalnych oczekiwań.

Burry porównał obecny boom AI do telekomunikacyjnej gorączki z końca lat 90., która zakończyła się masową nadpodażą infrastruktury i bolesną korektą. W jego ocenie „zachłanność podażowa” w branży AI jest jeszcze bardziej ekstremalna. „Nakłady inwestycyjne osiągają szczyt przed tym, jak rynek w ogóle będzie w stanie je uzasadnić” – ocenił.

Manipulacja księgowa? Burry krytykuje amortyzację GPU

Centralną częścią tezy Burry’ego jest przekonanie, że prawdziwa ekonomika projektów AI jest maskowana poprzez „agresywne manipulacje księgowe”. Najmocniej uderzył w hyperscalerów – globalnych operatorów infrastruktury chmurowej – którym zarzucił wydłużanie okresu amortyzacji procesorów graficznych do pięciu lub sześciu lat.

Jak argumentował, tempo rozwoju technologii sprawia, że GPU stają się przestarzałe po dwóch–trzech latach. Wydłużanie okresów amortyzacji, zdaniem Burry’ego, sztucznie zawyża raportowane zyski i ukrywa realne koszty. „Zaniżanie amortyzacji poprzez wydłużanie okresu użytkowania aktywów sztucznie podnosi zyski — jeden z bardziej powszechnych trików współczesnej epoki” – pisał w swoim newsletterze na Substacku.

Palantir „bez realnych zysków” po uwzględnieniu wynagrodzenia akcjami

Palantir znalazł się w centrum drugiej części krytyki inwestora. Burry stwierdził, że rentowność spółki jest „iluzoryczna”, jeżeli w kalkulacji uwzględnić wynagrodzenia w formie akcji (stock-based compensation).

Według jego analizy:

  • około 4,6% wszystkich akcji Palantira jest rozwadnianych rocznie, mimo prowadzonego skupu akcji własnych,
  • z przychodów na poziomie ok. 4 mld dolarów „wyszło pięciu miliarderów” – co określił jako „proporcję, której nigdy wcześniej nie widział”,
  • po uwzględnieniu wynagrodzeń akcjami „firma nie generuje żadnych realnych zysków”.

„Kupujący te akcje patrzą na zyski, które w praktyce nie istnieją. To czysta księgowość, a nie fundamenty” – powiedział.

Ostrzeżenie, którego inwestorzy nie powinni ignorować

Choć Burry wielokrotnie ostrzegał przed bańkami, nie wszystkie jego prognozy się spełniały. Jednak to właśnie on jako jeden z niewielu precyzyjnie przewidział załamanie rynku hipotecznego przed 2008 rokiem. Jego obecne tezy – wymierzone w najbardziej rozgrzane segmenty rynku AI – mogą więc zyskać szczególne znaczenie.

Ekonomiści wskazują, że choć rynek AI rośnie w zawrotnym tempie, a inwestycje w infrastrukturę obliczeniową osiągają rekordowe poziomy, fundamenty finansowe wielu projektów pozostają nieprzejrzyste. Dlatego ostrzeżenia Burry’ego mogą stać się kolejnym sygnałem, że hossa w sektorze sztucznej inteligencji może być bardziej krucha, niż się wydaje.

Były właściciel Pornhub, zgłasza zainteresowanie aktywami Łukoilu. W grze Exxon, Chevron i fundusze private equity

Austriacki inwestor Bernd Bergmair, który wcześniej kontrolował globalny konglomerat branży rozrywki dla dorosłych stojący m.in. za Pornhubem, zwrócił się do Departamentu Skarbu USA w sprawie potencjalnego przejęcia części międzynarodowych aktywów rosyjskiego giganta naftowego – Łukoilu. Informacje o jego działaniach przekazały agencji Reuters dwa niezależne źródła zaznajomione z przebiegiem rozmów.

Ruch Bergmaira, określany przez analityków jako „niecodzienny”, stawia go w jednym szeregu z największymi graczami branży energetycznej oraz funduszami inwestycyjnymi, które od miesięcy sondują możliwość przejęcia aktywów Łukoilu. Według źródeł agencji chodzi o pakiet zagranicznych operacji o łącznej wartości szacowanej na około 22 miliardy dolarów.

Wśród zainteresowanych mają znajdować się amerykańskie koncerny Exxon Mobil i Chevron, globalna firma private equity Carlyle Group oraz miliarder Todd Boehly, znany z inwestycji w sport i media. Konkurencja jest więc wyjątkowo silna, a proces – ze względu na sankcje – wymaga zgody władz USA.

W rozmowie z Reutersem, przekazanej przez swojego prawnika, Bergmair potwierdził, że postrzega międzynarodowe aktywa Łukoilu jako potencjalnie atrakcyjną okazję inwestycyjną. „Lukoil International GmbH byłby świetną inwestycją i każdy miałby szczęście mieć przywilej posiadania tych aktywów” – stwierdził. Jednocześnie odmówił ujawnienia, które konkretnie aktywa go interesują oraz czy nawiązał już kontakt z przedstawicielami rosyjskiej spółki. Podkreślił jedynie, że „z zasady nie komentuje potencjalnych inwestycji”.

Źródła zaznaczają, że proces ewentualnej sprzedaży aktywów objętych sankcjami będzie wymagał szczegółowej weryfikacji oraz zatwierdzenia przez władze USA, a potencjalni nabywcy muszą wykazać się pełną zgodnością z amerykańskimi przepisami dotyczącymi ograniczeń wobec rosyjskich firm energetycznych.

Jeśli transakcja doszłaby do skutku, byłaby jedną z największych operacji przejęć aktywów rosyjskich firm energetycznych od czasu rozpoczęcia sankcji po inwazji Rosji na Ukrainę.

Polska wśród światowych gospodarczych liderów G20

Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że polski produkt krajowy brutto osiągnie w 2025 roku poziom 1,04 biliona dolarów. Taki wynik umieści Polskę na 20. miejscu wśród największych gospodarek globu, co – zdaniem analityków Funduszu – jest symbolicznym wejściem kraju do światowej elity ekonomicznej. Mimo tych danych, obraz zamożności Polski w oczach obywateli pozostaje zdecydowanie mniej optymistyczny.

Z najnowszego badania ARC Rynek i Opinia wynika, że jedynie 16 procent Polaków uważa kraj za na tyle zamożny, by mieścił się w gronie najbogatszych państw świata. Aż 43 procent respondentów umieszcza Polskę dopiero w przedziale od 51. do 100. miejsca pod względem zamożności, a 11 procent postrzega ją wręcz jako kraj biedny. Eksperci podkreślają, że rozbieżność między realnymi wskaźnikami gospodarczymi a społeczną percepcją wynika m.in. z presji inflacyjnej ostatnich lat, różnic dochodowych oraz niskiego zaufania do danych makroekonomicznych.

Zaproszenie do G20: historyczny krok

Do pozytywnych ocen polskiej gospodarki dołączyły także Stany Zjednoczone. W środę sekretarz stanu USA Marco Rubio poinformował, że Polska zostanie formalnie zaproszona na szczyt G20, który odbędzie się w Miami w grudniu 2026 roku. Jak zaznaczył, „Polska, kraj, który dawniej tkwił w pułapce za Żelazną Kurtyną, a dziś znajduje się w gronie 20 największych gospodarek świata, dołączy do nas, aby zająć należne jej miejsce w G20”.

To pierwsze w historii zaproszenie Polski na obrady grupy zrzeszającej najważniejsze gospodarki świata i jeden z najbardziej rozpoznawalnych formatów współpracy ekonomiczno-finansowej na świecie.

Od transformacji po globalny awans

Obecna pozycja Polski jest szczególnie znacząca w kontekście jej ekonomicznej historii. W 1989 roku PKB kraju wynosił zaledwie 67 miliardów dolarów, a Polska zajmowała 35. miejsce na świecie. Według danych MFW dzisiejszy awans oznacza wyprzedzenie Szwajcarii i zbliżenie się do takich gospodarek jak Arabia Saudyjska czy Holandia.

Równocześnie utrzymuje się korzystne tempo wzrostu gospodarczego. Minister finansów Andrzej Domański przypomniał w październiku, że według projekcji MFW do 2030 roku dynamika polskiego PKB ma być dwukrotnie wyższa od średniej w Unii Europejskiej. Jego zdaniem świadczy to o solidnych fundamentach krajowej gospodarki oraz o rosnącej odporności na globalne wstrząsy.

Ekonomiści zauważają, że osiągnięcie przez Polskę statusu gospodarki z pierwszej dwudziestki świata nie oznacza końca wyzwań. Wskazują na konieczność dalszego zwiększania produktywności, inwestycji w innowacje i modernizacji infrastruktury. Podkreślają też znaczenie poprawy jakości usług publicznych i wzrostu wynagrodzeń realnych, aby sukces gospodarczy był także odczuwalny społecznie.

Jedno jest pewne: Polska stoi dziś w miejscu, o którym trzy dekady temu nie śnił nawet najbardziej optymistyczny ekonomista. Jednak aby „globalny sukces” stał się także sukcesem odczuwanym w portfelach Polaków, konieczne będzie równie dynamiczne tempo rozwoju społecznego, co gospodarczego.

Internet przejmuje święta. Ponad połowa Polaków kupuje prezenty głównie online

0

Z najnowszego badania PayPo wynika, że większość Polaków zamierza utrzymać lub nawet zmniejszyć swój budżet na prezenty świąteczne. Aż 42% wyda tyle samo co rok temu, 18% – mniej, a tylko 18% planuje przeznaczyć na upominki większą kwotę. Niewiele ponad co piąty badany jeszcze nie wie, ile ostatecznie wyniosą te wydatki. Wśród tych, którzy zwiększają budżet, dominują osoby deklarujące wzrost od 10 do 500 zł. Jednocześnie Polacy kupują prezenty coraz wcześniej i coraz częściej online, kierując się przede wszystkim preferencjami bliskich oraz opłacalnością zakupów.Internet przejmuje święta. Ponad połowa Polaków kupuje prezenty głównie online 1 Internet przejmuje święta. Ponad połowa Polaków kupuje prezenty głównie online 2 Internet przejmuje święta. Ponad połowa Polaków kupuje prezenty głównie online 3 Internet przejmuje święta. Ponad połowa Polaków kupuje prezenty głównie online 4

Dane PayPo pokazują, że Polacy nie odkładają kupowania prezentów na ostatnią chwilę. Największa grupa (37% badanych) zaczyna kompletować upominki w pierwszej połowie grudnia, traktując ten okres jako naturalny początek świątecznej gorączki. Niewiele mniej, bo 35%, robi zakupy już w listopadzie, korzystając z promocji i rozkładając wydatki na dłuższy czas. Co ciekawe, 11% deklaruje, że o prezentach myśli nawet kilka miesięcy wcześniej, co potwierdza rosnącą potrzebę kontrolowania budżetu i unikania kosztów „na ostatnią chwilę”. 14% przyznaje, że zostawia kupowanie prezentów na sam koniec i wybiera je dosłownie na chwilę przed świętami, a 3% badanych wskazało, że robi zakupy w jeszcze innym okresie.

Internet przejmuje święta. Zakupy online stają się pierwszym wyborem Polaków

Świąteczne zakupy wywołują w Polakach przede wszystkim pozytywne emocje. Aż 63% ankietowanych deklaruje, że lubi wybierać upominki i sprawia im to przyjemność. Jedynie 20% przyznaje, że co roku odczuwa zmęczenie związane z poszukiwaniem prezentów, 15% traktuje ten zwyczaj jako coś zupełnie naturalnego, nad czym nawet się nie zastanawia, a 2% nie ma zdania na ten temat.

Polacy podchodzą do wyboru prezentów bardzo pragmatycznie. Najważniejszym kryterium okazują się preferencje bliskich – wskazuje na nie aż 58%. Na drugim miejscu znajduje się cena produktów (54%). Dużą rolę odgrywają także promocje i okazje zakupowe, które śledzi 47% respondentów, oraz jakość i marka prezentu, istotna dla 44% kupujących. Dodatkowo 7% wskazuje na możliwość zapłacenia później, a 4% zwraca uwagę na jeszcze inne kwestie.

Choć klimat dekorowanych galerii handlowych wciąż ma swoich zwolenników, w praktyce to właśnie internet stał się głównym miejscem kupowania prezentów. Aż 53% Polaków wybiera zakupy online, doceniając ich wygodę, szybkość i możliwość łatwego porównania cen. Kupowanie w sieci oznacza także większy dostęp do różnorodnych marek, promocji i opcji dostawy. 43% badanych pozostaje wiernych zakupom stacjonarnym, a 4% wskazuje jeszcze inne miejsce.

Kosmetyki, ubrania i słodycze najpopularniejsze wśród dorosłych

Badanie PayPo pokazuje, że świąteczne prezenty dla dorosłych pozostają przede wszystkim praktyczne i dobrze znane. Zdecydowanym liderem zestawienia są kosmetyki i perfumy, które wybiera aż 62% Polaków. Na drugim miejscu znajdują się zestawy prezentowe, które cieszą się rosnącą popularnością wśród osób poszukujących „pewniaka” pod choinkę (38%), a także słodycze (również 38%). Bardzo popularne są upominki z kategorii kultury i rozrywki – książki, gry, filmy lub płyty wskazało 33% badanych. Na liście nie brakuje także bonów i kart prezentowych (30%). Polacy chętnie kupują też akcesoria domowe takie jak kubki czy filiżanki (33%) oraz akcesoria dekoracyjne – na przykład koce i świece, po które sięga 28%.

Wśród prezentów modowych najczęściej wybierane są ubrania (27%), a także biżuteria i zegarki (26%) oraz dodatki, takie jak torebki czy akcesoria (19%). Sprzęt elektroniczny znajduje się w koszykach 23% kupujących, a bilety na wydarzenia planuje kupić 16% Polaków.

Co kupujemy dzieciom? Zabawki, gry i słodycze niezmiennie królują pod choinką

W przypadku prezentów dla dzieci Polacy stawiają przede wszystkim na klasyczne i sprawdzone upominki, które łączą zabawę, rozwój i radość. Zdecydowanie najpopularniejszą kategorią są klocki, zestawy konstrukcyjne oraz LEGO, wskazywane przez 54% badanych. Niewiele mniej osób (51%) wybiera gry i puzzle. Wysoką pozycję utrzymują również słodycze (50%), natomiast lalki, maskotki i figurki wybiera 36% kupujących. Popularnością cieszą się także książki i kolorowanki (34%) oraz zestawy edukacyjne (34%). Samochody, pojazdy i kolejki kupuje 27% Polaków, a sprzęt elektroniczny, taki jak konsole czy telefony, trafia do 14% dzieci. W koszykach świątecznych pojawia się również sprzęt sportowy – rowery, hulajnogi czy inne akcesoria, które wybiera 13% ankietowanych, a kolejne 13% pozostawi pod choinką inne niż w/w prezenty.

Budżety na prezenty rosną

Tegoroczne budżety świąteczne Polaków są mocno zróżnicowane. Największa grupa (28%) planuje przeznaczyć na prezenty od 251 do 500 zł. Kolejne 15% zamierza zmieścić się w granicach do 250 zł, a 13% przeznaczy na upominki między 501 a 750 zł. Wyższe kwoty również pojawiają się w planach zakupowych. 12% Polaków chce wydać od 751 do 1000 zł, natomiast 8% przewiduje budżet rzędu 1001–1500 zł. Najbardziej kosztowne prezenty planuje 4% osób, które deklarują wydatki między 1501 a 2000 zł. 16% badanych jeszcze nie wie, jak duże będą ich świąteczne wydatki.

Polacy ostrożnie podchodzą do zwiększania świątecznych wydatków. 18% ankietowanych deklaruje, że w tym roku wyda na prezenty więcej niż w poprzednich latach, jednak zdecydowana większość (42%) planuje utrzymać budżet na tym samym poziomie co ostatnio. Warto też podkreślić, że 18% badanych zamierza wydać mniej niż rok temu, co może wynikać z bardziej świadomego podejścia do zakupów. 21% kupujących prezenty świąteczne jeszcze nie wie, czy tegoroczne wydatki będą inne niż te ubiegłoroczne.

O ile więcej?

Wśród osób, które deklarują wzrost wydatków na świąteczne prezenty, największa część (30%) planuje wydać od 10 do 250 zł więcej niż w poprzednim roku. Bardzo duża grupa (28%) przewiduje zwiększenie budżetu o 251 do 500 zł.  16% planuje przeznaczyć na ten cel o 501 do 750 zł więcej. Niewiele ponad co dziesiąty zamierza podnieść wydatki o 751 do 1000 zł. Wyższe kwoty pojawiają się zdecydowanie rzadziej: 6% badanych deklaruje wzrost wydatków o 1001–1500 zł, a tylko 2% przewiduje zwiększenie budżetu o 1501–2000 zł. 4% jeszcze nie wie, jak duży będzie to wzrost.

Wśród osób, które deklarują wyższe wydatki na świąteczne prezenty, najczęściej wskazywanym powodem są wyższe ceny niż w poprzednich latach (56%). Na drugim miejscu znajduje się grupa osób, które po prostu mogą sobie pozwolić na więcej, bo mają większy budżet (32%). 27% deklaruje, że ma więcej wydatków niż w ubiegłych latach, a dla 16% badanych wzrost wynika z większej niż w roku ubiegłym liczby osób do obdarowania. Tylko 1% nie wie i nie ma zdania na ten temat.

Self-gifting. Lubimy też kupić prezent…sobie

W okresie świątecznych zakupów Polacy coraz częściej myślą także o sobie, choć w różnym stopniu i z różną regularnością. Dane z badania PayPo pokazują, że 31% respondentów deklaruje, że zdarza im się kupić prezent dla siebie, jeśli trafią na dobrą okazję. Tyle samo osób (31%) przyznaje jednak, że nigdy nie praktykuje self-giftingu. Blisko co czwarty badany (26%) twierdzi, że kupuje sobie świąteczne upominki rzadko, najczęściej w wyjątkowych sytuacjach. Z kolei 12% Polaków otwarcie przyznaje, że co roku obdarowuje również siebie.

Badanie DIY na platformie Omnisurv by IQS przeprowadzono w dniach 24–27 listopada 2025 r. Próba ogólnopolska, N = 500.

Już 54% organizacji wykorzystuje dziś systemy monitoringu IT oparte na sztucznej inteligencji

Stale rosnąca złożoność ekosystemów cyfrowych w organizacjach przekłada się na ryzyko wystąpienia problemów związanych z wydajnością i jakością oprogramowania. Odpowiedzią na te wyzwania jest zwiększenie zakresu wykorzystania obserwowalności i monitoringu IT. Badania z 2025 roku pokazują, że dla 45 proc. liderów wyższego szczebla główną siłą napędową do zmian w tym zakresie jest właśnie rozwój narzędzi AI[1]. Czynnik ten okazuje się bardziej znaczący nawet od takich opcji jak większy nacisk na bezpieczeństwo (34 proc. odpowiedzi) czy zarządzanie kosztami (26 proc.). W jakim zakresie sztuczna inteligencja przyczynia się do wzrostu zainteresowania rozwiązaniami z zakresu obserwowalności i monitoringu IT?

Liderzy: AI usprawni reakcję na incydenty

W 2025 roku 54 proc. organizacji wykorzystywało monitoring IT oparty na AI – to wzrost o 12 punktów procentowych względem roku poprzedniego[2]. Liderzy wyższego szczebla są zdania, że sztuczna inteligencja poprawia reagowanie na incydenty i wzmacnia praktyki obserwacyjne w ich organizacji. Najwięcej osób widzi potencjał w rozwiązywaniu problemów i awarii przy pomocy AI – taką odpowiedź wskazało 38 proc. badanych. Wielu liderów zwraca również uwagę na możliwości w zakresie automatycznej analizy przyczyn źródłowych (33 proc. odpowiedzi) oraz wspomagania działań naprawczych (31 proc.)[3]. Sztuczna inteligencja może ponadto okazać się pomocna w przypadku generowania przeglądów po incydentach czy instrukcji działania.

Jak wyjaśnia Piotr Piętka, Solution Architect w Linux Polska, wszystkie te działania zwiększają odporność organizacji i przyczyniają się do obniżenia kosztów związanych z wystąpieniem incydentów.

Złożoność współczesnych systemów IT w zasadzie uniemożliwia człowiekowi sprawne wykrycie usterek i ich szybką naprawę. Tymczasem nawet drobny, trudny do wychwycenia błąd w oprogramowaniu może doprowadzić do degradacji usługi, a w konsekwencji do strat finansowych i wizerunkowych. Właśnie dlatego organizacje powinny wdrożyć narzędzia do obserwacji i monitoringu. Wykorzystanie AI w tym obszarze może skrócić czas potrzebny do analizy dużej ilości danych w czasie rzeczywistym, a w razie wystąpienia awarii – przyspieszyć jej identyfikację i naprawę. I faktycznie to się dzieje – według szacunków, rozwiązania obserwowalności wspierane AI mogą przetwarzać i analizować ponad 100 tys. zdarzeń na sekundę, czyli 10 razy więcej niż standardowe narzędzia monitoringu[4]. To ułatwia powrót do sprawnego funkcjonowania systemów, minimalizując ryzyko przestojów – mówi Piotr Piętka, Linux Polska.

Przewidzieć obciążenia systemu

Usprawnienie dotychczasowych możliwości obserwowalności i monitoringu nie jest jedyną zmianą, którą przyniosły rozwiązania AI. Firmy mogą bowiem ponadto prognozować potencjalne problemy w systemach IT. Z analityki predykcyjnej korzysta już 32 proc. organizacji[5], a dokładność wykonywanych przez nie prognoz anomalii systemowych do 30 minut przed wystąpieniem sięga nawet 85 proc.[6]

Rozwiązania AI umożliwiają modelowanie wykorzystania zasobów i prognozowanie obciążenia systemu, dzięki czemu zespoły mogą przygotować się do związanych z tym wyzwań. Identyfikacja błędów z wyprzedzeniem jest możliwa dzięki analizie danych historycznych przy pomocy zaawansowanych algorytmów uczenia maszynowego. Badania pokazują, że w efekcie tych działań organizacjom udało się zredukować nieplanowane przestoje o 60 proc., co oczywiście przekłada się na spore oszczędności i wzrost zadowolenia klientów[7]dodaje Piotr Piętka, Linux Polska.

Organizacje planują dalej inwestować w AI

Korzyści wynikające z zastosowania sztucznej inteligencji w obserwacji i monitoringu IT nie umykają uwadze liderów na całym świecie. Aż 96 proc. organizacji wskazuje, że albo już wdrożyła takie rozwiązania, albo wdroży je w najbliższej przyszłości[8]. Zainteresowanie to nie jest efektem wyłącznie mody na sztuczną inteligencję – specjaliści widzą w niej realną szansę na usprawnienie działań i budowanie przewagi konkurencyjnej. Świadczy o tym fakt, że funkcje AI/ML do analizy danych i automatyzacji są jednym z głównych kryteriów wyboru dostawców rozwiązań do monitoringu IT. Bierze je pod uwagę aż 55 proc. firm[9]. Jak zauważa Tomasz Dziedzic, CTO Linux Polska, wynika to z chęci osiągnięcia większych korzyści biznesowych i organizacyjnych.

Przyspieszenie wykrywania anomalii, natychmiastowa naprawa błędów, możliwość przewidywania przyszłych obciążeń systemu – wszystkie aspekty, które dzięki AI zwiększają skuteczność obserwowalności i monitoringu, oznaczają w praktyce ograniczenie kosztów ponoszonych przez organizację. Dużą zaletą jest także zmniejszenie obciążenia zespołów, które zaoszczędzony czas mogą efektywnie wykorzystać w innych obszarach. Choć korzyści są znaczące, badania wskazują, że organizacje z różnych sektorów wdrażają rozwiązania observability oparte na AI w różnym tempie. Jeszcze w 2024 roku na krok ten zdecydowało się zaledwie 22 proc. jednostek z sektora publicznego i 38 proc. z finansowego[10], podczas gdy w usługach IT, handlu detalicznym i opiece zdrowotnej odsetek ten wynosił już co najmniej 50 proc. – wyjaśnia Tomasz Dziedzic, Linux Polska.

Intensywny rozwój sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego wprowadził obserwowalność i monitoring IT w nową erę. Tempo wdrożeń rozwiązań wspieranych AI i ML pokazuje, jak bardzo była ona potrzebna – zwłaszcza organizacjom z bardzo złożonymi, rozproszonymi systemami IT

[1] New Relic, 2025, Observability Forecast

[2] Jw.

[3] Jw.

[4] Sharma A., 2025, The Evolution of Observability: From Monitoring to AI-Driven Insights

[5] New Relic, 2025, Observability Forecast

[6] Sharma A., 2025, The Evolution of Observability: From Monitoring to AI-Driven Insights

[7] Jw.

[8] New Relic, 2025, Observability Forecast

[9] Jw.

[10] New Relic, 2024, AI and observability

3,5 mld zł poza budżetem, a efektów prawie brak. NIK: RFRM budował struktury, nie mieszkania

W latach 2021–2024 z Rządowego Funduszu Rozwoju Mieszkalnictwa (RFRM) poza ustawą budżetową wydano blisko 3,5 mld zł. Najwyższa Izba Kontroli oceniła, że sposób dystrybucji tych środków był nieprzejrzysty, ograniczał kontrolę parlamentu i opinii publicznej, a w praktyce sprzyjał budowaniu struktur spółek zamiast mieszkań. Zamiast tysięcy lokali na wynajem powstały głównie nowe Społeczne Inicjatywy Mieszkaniowe (SIM), w których stanowiska obsadzano w nietransparentny sposób, a realne efekty inwestycyjne pozostają znikome.

Fundusz miał budować mieszkania, a nie spółki

RFRM powstał w styczniu 2021 r. jako instrument wsparcia inwestycji mieszkaniowych realizowanych przez SIM-y i Towarzystwa Budownictwa Społecznego (TBS). Fundusz zasilany był środkami z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 oraz emisji skarbowych papierów wartościowych, a pieniądze trafiały do gmin w formie bezzwrotnego wsparcia na objęcie udziałów w SIM i TBS.

Założenie było ambitne: do 2031 r. dzięki Funduszowi miało powstać ok. 48,5 tys. mieszkań na wynajem z umiarkowanym czynszem, dostępnych dla osób, które nie stać na kredyt hipoteczny, ale są w stanie regularnie płacić czynsz. Tymczasem – jak ustaliła NIK – do końca lipca 2024 r. wybudowano zaledwie 2143 mieszkania, czyli 4,4% planu.

Szczególnie słabo wypadły nowe SIM-y. Przy wsparciu z Funduszu sięgającym łącznie ok. 2,31 mld zł zdołały oddać do użytku… 23 mieszkania (0,07% planu). Zdecydowaną większość lokali (2120 mieszkań, 12,8% planu) zbudowały funkcjonujące wcześniej TBS, przy wsparciu na poziomie ok. 0,65 mld zł.

Zmiana ministra „po cichu” i marginalizacja ustawowych kompetencji

NIK zwraca uwagę, że przepisy regulujące funkcjonowanie RFRM były kilkukrotnie zmieniane i od początku nie spełniały standardów dobrej legislacji. Szczególnie krytycznie oceniono zmianę z sierpnia 2022 r., gdy zarządzanie Funduszem przeniesiono z ministra właściwego ds. budownictwa i mieszkalnictwa do ministra ds. rozwoju regionalnego.

Zmiana ta została wprowadzona w trakcie drugiego czytania ustawy o zmianie Kodeksu spółek handlowych i – zdaniem NIK – nie miała merytorycznego uzasadnienia ani nie korespondowała z podziałem zadań między ministrami. Była przede wszystkim konsekwencją objęcia nadzoru nad Krajowym Zasobem Nieruchomości (KZN) przez ministra odpowiedzialnego za rozwój regionalny.

Choć ustawa przyznaje ministrowi zarządzającemu Funduszem wyłączne kompetencje do udzielania gminom wsparcia, w praktyce cały proces – od przyjmowania i oceny wniosków po dyspozycję wypłaty – został scedowany na Prezesa KZN. NIK uznaje, że wsparcie w wysokości 2,9 mld zł przyznano gminom z naruszeniem przepisów, bo minister faktycznie nie brał w tym udziału i nie sprawował bieżącej kontroli nad wydatkowaniem środków.

Dowolność, opóźnienia i brak egzekwowania roszczeń

Kontrola pokazała, że Prezes KZN rozpatrywał wnioski gmin w sposób naruszający prawo (co dziesiąty wniosek) oraz stosował praktyki świadczące o daleko idącej dowolności – dotyczyło to aż 41% spraw. Chodziło m.in. o rozpatrywanie wniosków poza kolejnością i przekazywanie dyspozycji wypłaty do BGK z nieuzasadnioną zwłoką, sięgającą nawet 209 dni.

Jednocześnie minister zarządzający Funduszem nie dochodził od gmin roszczeń za niezrealizowane zadania czy naruszenie warunków udzielonego wsparcia, choć – według szacunków NIK – kwota potencjalnych roszczeń mogła sięgać nawet 203,4 mln zł.

Pieniądze na wynagrodzenia i marketing, nie na budowy

Analiza 14 skontrolowanych SIM pokazuje, że pieniądze z Funduszu w niewielkim stopniu trafiały na realne inwestycje. Do 31 marca 2024 r. na przedsięwzięcia inwestycyjno-budowlane wydano łącznie 58,3 mln zł, czyli zaledwie 6,5% z przekazanych tym spółkom 891,3 mln zł.

Znacznie więcej energii pochłaniała obsługa samych spółek. Ponad 51% kosztów działalności SIM stanowiły wynagrodzenia pracowników (26,1 mln zł), z czego połowę – płace członków zarządów i rad nadzorczych. Mimo niskiego stopnia zaawansowania inwestycji w 10 z 14 spółek podwyższano stałe wynagrodzenie prezesów, a uzasadnienia tych decyzji opublikowały tylko dwie z zobowiązanych do tego gmin.

Spółki zatrudniały od 2 do 15 pracowników, ale jednocześnie zlecały na zewnątrz obsługę księgową, prawną, techniczną i marketingową. Skala wydatków na promocję znacząco się różniła – od 8 tys. zł w SIM Łódzkie po aż 3 mln zł w SIM Opolskie, z czego co najmniej 2 mln zł wydano na informację, promocję i reklamę.

NIK zakwestionowała m.in. finansowanie z Funduszu usług marketingowych w formie współorganizacji zajęć sportowych dla dzieci, wypraw górskich, turniejów siatkówki plażowej, wsparcia lokalnego klubu sportowego czy zakupu 3 tys. biletów do lunaparku. Kontrolerzy uznali, że wydatki te nie miały związku z realizacją celu spółek, jakim jest budowa mieszkań.

Łącznie w niemal połowie SIM stwierdzono niegospodarne i sprzeczne z prawem wydatkowanie 8,1 mln zł – m.in. na dokumentacje projektowe z naruszeniem przepisów o zamówieniach publicznych, nadmierne wynagrodzenia władz spółek, usługi doradcze i marketingowe oraz samochody osobowe.

Niewykorzystana szansa i zarabianie na odsetkach

Z 48,5 tys. mieszkań planowanych w latach 2024–2031 aż 31 983 (65,8%) miały powstać w inwestycjach SIM, a 16 602 (34,2%) w projektach TBS. Tymczasem w praktyce efekt był odwrotny do zamierzonego – to istniejące TBS-y budowały, a nowo powołane SIM-y głównie kumulowały środki.

Do końca 2023 r. skontrolowane SIM uzyskały z lokowania środków z Funduszu w bankach przychody finansowe w wysokości 59,7 mln zł – więcej niż wydały w tym czasie na realizację inwestycji (58,3 mln zł). NIK wskazuje, że wysokie kwoty wsparcia przekazywano spółkom przed realnym startem budów, co pozwalało czerpać korzyści finansowe przy braku gwarancji, że środki zostaną wykorzystane na cele mieszkaniowe.

Jednocześnie w pięciu spółkach skala opóźnień w realizacji inwestycji spełniała przesłanki do umorzenia udziałów gmin w SIM i zwrotu do Funduszu nawet 120,7 mln zł. Żadna z gmin nie podjęła jednak działań w tym kierunku.

Nadmierne uprawnienia KZN i nietransparentne nominacje

Krajowy Zasób Nieruchomości brał udział w tworzeniu 47 nowych SIM. W 19 przypadkach NIK uznała ich powołanie za przedwczesne i niecelowe, bo do spółek nie wniesiono nieruchomości Skarbu Państwa.

We wszystkich SIM z udziałem KZN zabezpieczył sobie on osobiste uprawnienia do powoływania od jednego do trzech członków rad nadzorczych, wskazywania przewodniczących tych rad oraz kandydatów na prezesów zarządów. W 19 spółkach, do których KZN wniósł jedynie znikome wkłady pieniężne (od 100 do 1000 zł – łącznie 9,2 tys. zł, udział od 0,0002% do 0,004% kapitału), NIK uznała te uprawnienia za rażąco nieproporcjonalne.

Prezes KZN wskazał łącznie 58 kandydatów na prezesów i powołał 147 przedstawicieli do rad nadzorczych 36 SIM i dwóch TBS. Proces doboru kandydatów nie był oparty na żadnych formalnych procedurach ani otwartych naborach – nie publikowano ogłoszeń, nie opracowano kryteriów wyboru. Kandydatury zgłaszano „z polecenia” – z KZN, gmin, lokalnych środowisk czy resortów.

KZN wydał na wynagrodzenia swoich przedstawicieli w radach nadzorczych 3,7 mln zł, z czego blisko 0,5 mln zł dotyczyło spółek, w których jego zaangażowanie kapitałowe było marginalne. NIK ocenia te wydatki jako niecelowe i niegospodarne. Dodatkowo zatrudniono 18 ekspertów, doradców i koordynatorów ds. SIM, którym wypłacono łącznie 2,7 mln zł – często bez pisemnego określenia zadań i bez dowodów ich rzeczywistej pracy, poza rozliczeniami delegacji.

Braki w prawie i luka finansowa

NIK podkreśla, że sama konstrukcja prawna Funduszu była wadliwa. Ustawa o społecznych formach rozwoju mieszkalnictwa nie określała jasno celu działania RFRM ani oczekiwanych efektów, nie nakładała też na ministra zarządzającego obowiązku monitorowania rezultatów. Przepisy nie zapewniały równego dostępu gmin do środków, adekwatnego do rzeczywistego zapotrzebowania na mieszkania społeczne.

Co więcej, nikt – ani w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, ani w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, ani w BGK – nie policzył, jakich dodatkowych środków będą potrzebować SIM-y poza pieniędzmi z Funduszu. Szacunki NIK pokazują, że luka finansowa może sięgać prawie 8 mld zł w ciągu najbliższych pięciu lat, a dostępne instrumenty – Fundusz Dopłat i preferencyjne kredyty BGK – nie wystarczą do jej pokrycia.

Wnioski NIK: potrzebne nowe prawo i realny nadzór

Najwyższa Izba Kontroli konkluduje, że środki z RFRM zostały w przeważającej mierze wykorzystane do tworzenia i utrzymywania struktur 47 nowych SIM, z silnym i nieadekwatnym wpływem KZN na ich władze, przy jednoczesnym braku proporcjonalnych efektów inwestycyjnych.

NIK skierowała wnioski do Prezesa Rady Ministrów m.in. o:

  • przygotowanie spójnych, kompleksowych przepisów dotyczących polityki mieszkaniowej i finansowania budownictwa społecznego w ramach budżetu państwa;
  • doprecyzowanie zasad funkcjonowania Funduszu tak, by umożliwić SIM kontynuowanie inwestycji bez automatycznej utraty wsparcia w razie błędów w umowach powierzenia lub opóźnień;
  • wyposażenie ministra zarządzającego Funduszem w narzędzia do pozyskiwania informacji o wykorzystaniu środków oraz nałożenie na niego obowiązku monitorowania i okresowej oceny efektów.

Do ministra zarządzającego RFRM skierowano wnioski o ograniczenie osobistych uprawnień KZN w spółkach do poziomu adekwatnego do zaangażowania kapitałowego, zapewnienie transparentnych zasad obsady władz SIM oraz przegląd realizowanych inwestycji pod kątem ich realności i zasadności dalszego wsparcia.

Łączne finansowe skutki stwierdzonych nieprawidłowości NIK szacuje na ponad 2,1 mld zł, z czego ponad 1,27 mld zł to kwoty wydane z naruszeniem prawa, a kolejne setki milionów to środki uszczuplone, nienależnie uzyskane lub zagrożone utratą.

Wyhamowanie obniżek OC. Ekspert: „Wysokie koszty szkód blokują dalsze spadki cen”

Po kilku miesiącach wyraźnych spadków tempo obniżek cen OC wyhamowuje. W listopadzie średnia cena obowiązkowego ubezpieczenia spadła zaledwie o 4 zł – do poziomu 656 zł. To niewielka zmiana, która nie rekompensuje wcześniejszych podwyżek. W efekcie, mimo letnich promocji, średnia roczna jest wciąż wyższa niż w 2024 roku. Tylko w 3 miastach wojewódzkich polisy są tańsze od średniej krajowej – w Rzeszowie (644 zł), Kielcach (643 zł) i Opolu (628 zł).

Według danych UFG, w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2025 roku ubezpieczyciele odnotowali 767,2 tys. szkód z OC – o 1,7% więcej niż rok wcześniej. Wartość wypłaconych odszkodowań wzrosła aż o 8,7% i wyniosła 8,79 mld zł. Pomimo walki o zmianę układu sił na rynku ubezpieczeniowym, która od maja wpływa na niższe ceny OC, taka sytuacja blokuje ubezpieczycieli przed mocniejszymi obniżkami. W efekcie, w skali roku, kierowcy za OC płacą 30 zł więcej niż w roku ubiegłym. – komentuje Stefania Stuglik, ekspertka ds. ubezpieczeń komunikacyjnych rankomat.pl.

Miesięczne zmiany: niewielki spadek w listopadzie

Listopadowa cena OC (656 zł) była o 4 zł niższa niż miesiąc wcześniej. Od maja średni koszt polisy spadł o 55 zł, co oznacza 7,7% obniżki. Takie spadki były ostatni raz notowane w 2021 roku. Jednak wcześniejsze podwyżki, szczególnie na początku 2023 roku, sprawiły, że obecna średnia roczna wynosi już 680 zł – to o 30 zł więcej niż rok temu.Cena OC listopad 25

W województwach średnia poniżej krajowej

Tylko cztery województwa przekraczają średnią krajową cenę OC: pomorskie (725 zł), dolnośląskie (707 zł), mazowieckie (697 zł) i zachodniopomorskie (681 zł). W tych regionach polisy są od 3,8% do nawet 10,5% droższe niż średnia.

Z kolei najtaniej jest w woj. opolskim (572 zł), świętokrzyskim (560 zł) i podkarpackim (557 zł), gdzie różnice względem średniej sięgają nawet -15,1%.Ceny OC województwa

W miastach najdrożej

W dużych miastach ceny polis tradycyjnie są wyższe. Najwięcej za OC płacą kierowcy w Gdańsku (846 zł), Wrocławiu (845 zł) i Szczecinie (823 zł). To od 24,5% do 28,8% więcej niż wynosi średnia krajowa. Niższe ceny zanotowano jedynie w Rzeszowie (644 zł), Kielcach (642 zł) i Opolu (628 zł), gdzie OC jest od 1,8% do 4,3% tańsze niż średnio w Polsce.OC w miastach listopad 25

Dopłaty do „NaszEauto” mogą skończyć się już w lutym 2026. Eksperci: z decyzją nie ma na co czekać

  • Dane programu dopłat do samochodów elektrycznych „NaszEauto” pokazują stabilizację liczby składanych wniosków. Listopad zakończył się na zbliżonym poziomie do października, osiągając poziom niemal 3900 złożonych wniosków do NFOŚiGW.
  • Eksperci przewidują, że grudzień może przynieść rekordowe wyniki rejestracji pojazdów elektrycznych, a styczeń 2026 r. – rekordową liczbę wniosków o dotacje.
  • Obserwujemy naturalną bezwładność systemu – między rejestracją pojazdu a złożeniem wniosku o dotację mija zazwyczaj od 3 do nawet 6 tygodni” – wyjaśnia Łukasz Lewandowski, Prezes Fundacji EV Klub Polska.

Liczba złożonych wniosków w listopadzie utrzymała się praktycznie na tym samym poziomie co w październiku. Jest to głównie wynik wyczerpania dostępnych stocków pojazdów u dealerów oraz wydłużających się terminów dostaw pod koniec roku. Ten pozorny zastój jest jednak mylący – październikowe dane pokazują znaczący wzrost liczby zarejestrowanych pojazdów elektrycznych, z ponad 5100 nowymi rejestracjami samochodów osobowych i dostawczych BEV.

Obserwujemy naturalną bezwładność systemu – między rejestracją pojazdu a złożeniem wniosku o dotację mija zazwyczaj od 3 do nawet 6 tygodni” – wyjaśnia Łukasz Lewandowski, CEO EV Klub Polska. „Nabywcy muszą skompletować wszystkie wymagane dokumenty, m.in. otrzymać tzw. twardy dowód, zrobić cesję ubezpieczenia i dopełnić formalności z instytucją finansującą.„.

Grudzień zapowiada rekord

Przedstawiciele EV Klub Polska przewidują, że grudzień 2025 r. przyniesie rekordowe wyniki sprzedaży samochodów elektrycznych. Ostatni miesiąc kwartału tradycyjnie charakteryzuje się największymi dostawami, wyprzedażami rocznika oraz atrakcyjnymi rabatami oferowanymi przez dealerów realizujących cele sprzedażowe. Dodatkowo, importerzy intensyfikują działania sprzedażowe, aby w obecnie obowiązującym okresie trzyletnim, uniknąć kar za przekroczenie limitów emisji dwutlenku węgla (CO2). W rezultacie, część importerów w ostatnim miesiącu roku np. nawiązuje współpracę z firmami CFM oferując świetne promocje, co właśnie obserwujemy na polskim rynku.

Grudzień to idealny miesiąc dla rynku elektromobilności – łączą się w nim czynniki biznesowe, regulacyjne i promocyjne” – komentuje Maciej Gis, dyrektor komunikacji i PR PSNM. „Dealerzy chcą zamknąć rok z dobrymi wynikami, klienci szukają okazji cenowych, a producenci muszą spełnić normy emisji. To wszystko sprawia, że spodziewamy się znaczącego wzrostu zainteresowania zakupowego, którego efekty w postaci wniosków o dotacje zobaczymy w styczniu 2026 roku„.

Prognoza: program wyczerpie się prawdopodobnie w lutym 2026

Biorąc pod uwagę obecne tempo składania wniosków oraz prognozowany wzrost w nadchodzących miesiącach, a także wzrost średniej kwoty wypłacanej per wniosek, eksperci szacują, że budżet programu „NaszEauto” wyczerpie się prawdopodobnie w lutym 2026 r. Dokładny termin – czy będzie to połowa czy koniec miesiąca – zależeć będzie od liczby rejestracji pojazdów BEV w grudniu i styczniu oraz tempa składania wniosków.

„Jedynym czynnikiem, który ewentualnie może wydłużyć program jest obecny bardzo niski stan samochodów dostępnych od ręki, a na nowy trzeba czekać minimum kilka miesięcy. W przypadku niewielkiej liczby pojazdów do kupienia na początku roku 2026 roku, będziemy mieli mniej rejestracji, co może wydłużyć czas trwania programu maksymalnie o miesiąc, tj. do marca 2026 r.”  – dodaje Łukasz Lewandowski.

Z dostępnego budżetu 1,18 mld zł, ponad 730 mln zł zostało już zaalokowane. Przy obecnej średniej wartości dopłaty wynoszącej ponad 31 tys. zł oraz rozszerzonej grupie beneficjentów obejmującej m.in. organizacje pozarządowe, instytucje edukacyjne i medyczne, pozostałe środki mogą zostać wykorzystane szybciej niż pierwotnie zakładano. Dodatkowo od 20 października 2025 r. program został rozszerzony o samochody dostawcze i małe busy, których maksymalna wartość dopłat wynosi odpowiednio 70 tys. zł i 600 tys. zł.

Kiedy Fundusz wypłaci środki?

Aktualnie NFOŚiGW rozpatruje wnioski złożone na początku czerwca br. Spośród ponad 23 000 wniosków, zatwierdzonych zostało 3180, a wypłaty na swoich kontakt odnotowały 1674 osoby. Fundusz musi zamknąć i rozliczyć program do końca sierpnia 2026 roku, w związku z czym wszystkie osoby, które będą posiadały zatwierdzony wniosek, do tej daty otrzymają środki na konto.

Rekomendacje dla zainteresowanych

Osoby rozważające zakup samochodu elektrycznego z wykorzystaniem dopłaty powinny podjąć decyzję jak najszybciej. Czas oczekiwania na dostawę pojazdu oraz konieczność dopełnienia formalności sprawiają, że odkładanie decyzji zakupowej może oznaczać utratę szansy na otrzymanie dofinansowania.

Zgodnie z harmonogramem programu „NaszEauto” przyjmowanie wniosków odbywa się do 30 kwietnia 2026 r., jednak wszystko wskazuje na to, że budżet wyczerpie się znacznie wcześniej. NFOŚiGW zwiększa zasoby przeznaczone na obsługę wniosków, aby nadążyć za rosnącym zainteresowaniem programem.

Firmy wdrażają GenAI na dużą skalę, ale nie mierzą kosztu ekologicznego

Rosnące tempo wdrażania generatywnej sztucznej inteligencji otwiera przed firmami nowe możliwości, ale także wyzwania związane z monitorowaniem wpływu tej technologii na środowisko. Jak wynika z raportu Capgemini Developing Sustainable Gen AI, aż 80% organizacji zwiększyło swoje inwestycje w Gen AI w ciągu ostatniego roku, jednak jedynie 12% mierzy jej ślad środowiskowy. Brak odpowiedniego monitoringu może w efekcie zagrozić realizacji celów ESG.

Raport jednoznacznie wskazuje, że Gen AI szybko staje się elementem codziennego funkcjonowania firm. Wśród ankietowanych aż 62% osób zarządzających deklaruje, że ich organizacje prowadzą już pilotaże rozwiązań opartych na Gen AI. Kolejne 32% przedsiębiorstw udostępniło jej możliwości wybranym zespołom, a 6% wdrożyło GenAI w większości obszarów swojej działalności. Mimo rosnącej skali wykorzystania, ślad środowiskowy nie jest jeszcze powszechnie uwzględniany przy wyborze technologii – jedynie 27% liderów i liderek porównuje zużycie energii poszczególnych modeli, a tylko 20% zalicza ten czynnik do pięciu kluczowych kryteriów przy wyborze lub budowie rozwiązań Gen AI.

– Organizacje dopiero zaczynają włączać aspekty zrównoważonego rozwoju do pełnego cyklu życia Gen AI: dziś 31% firm deklaruje, że podjęło pierwsze kroki w tym kierunku. W miarę jak modele stają się coraz bardziej złożone i powszechnie stosowane, umiejętne zarządzanie zarówno kosztami finansowymi, jak i środowiskowymi będzie kluczowe dla ich skalowania – podkreśla Maciej Małecki, Programmer Architect w Capgemini Polska.

Nie możesz zarządzać czymś, czego nie mierzysz

Choć świadomość rosnącego wpływu Gen AI na środowisko jest wysoka, jedynie 12% organizacji monitoruje go w sposób aktywny.

– Pozytywny jest fakt, że większość organizacji, które nie prowadzą w tej chwili pomiarów, planuje rozpocząć je w ciągu najbliższych 12–24 miesięcy. Warto jednak pamiętać, że taki monitoring to dopiero pierwszy krok. Powinien on prowadzić do transparentnego ujawniania danych i wyznaczania realnych celów redukcji emisji. Tymczasem spośród firm, które już mierzą ślad Gen AI, tylko 28% publikuje dane dotyczące zużycia energii i emisji, a zaledwie 24% wyznaczyło konkretne cele redukcyjne – zauważa Maciej Małecki z Capgemini Polska.

Zdaniem badanych największą przeszkodą w dokładnym pomiarze i raportowaniu wpływu Gen AI pozostaje niewystarczający dostęp do danych – aż 74% liderów uważa, że brak informacji ze strony dostawców modeli Gen AI utrudnia dokładny pomiar emisji i zużycia energii. Firmy oczekują, że sektor technologiczny zaangażuje się w stworzenie standardów i narzędzi ułatwiających rzetelne raportowanie środowiskowego wpływu Gen AI.

Co można zrobić już dziś

Ograniczenie rosnącego śladu ekologicznego generatywnej sztucznej inteligencji wymaga kompleksowego podejścia i konkretnych działań. Według raportu skuteczne strategie opierają się na kompleksowych działaniach – od racjonalnego wyboru technologii po wykorzystanie odnawialnych źródeł energii w infrastrukturze IT. Ważnym elementem jest stosowanie tzw. hybrydowej inteligencji – połączenia różnych technologii, takich jak tradycyjna AI, Gen AI, automatyzacja czy robotyka. Dzięki temu możliwe jest ograniczenie zużycia mocy obliczeniowej i zastosowanie Gen AI tylko tam, gdzie naprawdę przynosi przewagę.

Firmy coraz częściej też optymalizują swoje działania, wybierając mniejsze modele językowe (tzw. SLMs), które są tańsze, szybsze i bardziej zasobooszczędne. Popularność zyskują również techniki takie jak prompt caching, która, dzięki optymalizacji zapytań, pozwala zredukować zużycie energii i koszty operacyjne. Nie mniej istotne jest korzystanie z zielonej infrastruktury – centrów danych zasilanych energią odnawialną i zoptymalizowanych pod kątem efektywności energetycznej.

Raport Developing Sustainable Gen AI jasno wskazuje, że choć generatywna sztuczna inteligencja rewolucjonizuje sposób działania firm, jej ślad środowiskowy rośnie szybciej, niż większość organizacji jest w stanie go monitorować. Odpowiedzialne wykorzystanie tej technologii oznacza świadome decyzje – od wyboru energooszczędnych modeli po transparentne raportowanie ich wpływu, dzięki czemu rozwój sztucznej inteligencji może stać się bardziej zrównoważony.

Fala pozwów o WIBOR coraz bliżej? Adwokat: „Skala może przewyższyć sprawy frankowe”

Setki tysięcy kredytobiorców mogą dziś pozwać banki z powodu nieprecyzyjnych zapisów dotyczących wskaźnika WIBOR. Skala problemu jest jeszcze większa niż w przypadku kredytów frankowych, w których Polacy masowo odzyskiwali swoje pieniądze. Jak sprawdzić, czy Twoja umowa zawiera klauzule niedozwolone i czy możesz wygrać z bankiem? Sprawdź poniżej.

Obecnie w Polsce ponad 3,3 mln osób posiada ok. 2 mln czynnych kredytów hipotecznych. Konsumenci, którzy zaciągnęli zobowiązania wiedzę, w jaki sposób zmieniała się rata ich kredytu wraz ze wzrostem wskaźnika WIBOR. We wrześniu rzecznik TSUE wydał opinię, z której wynika, że banki mają obowiązek należycie i przejrzyście informować klientów o jego mechanizmie, ryzyku i wpływie na koszt kredytu. Teraz miliony osób czekają na wyrok, który może spowodować falę pozwów przeciwko bankom. Co to oznacza dla posiadaczy kredytów hipotecznych? Odzyskanie nadpłaconych pieniędzy i tym samym odciążenie domowego budżetu.

Czym jest wskaźnik WIBOR?

WIBOR (Warsaw Interbank Offered Rate) to wskaźnik określający wysokość oprocentowania pożyczek udzielanych sobie nawzajem przez banki komercyjne.

W praktyce jest on podstawą do wyliczania oprocentowania kredytów hipotecznych
i gotówkowych w Polsce. Składa się na niego marża banku oraz właśnie wskaźnik WIBOR – który zmienia się w zależności od sytuacji rynkowej i decyzji Rady Polityki Pieniężnej.

Problem w tym, że większość klientów nie była w pełni świadoma, w jaki sposób WIBOR wpływa na ich raty kredytowe, ani jak jest ustalany. Zastrzeżenia budzi brak transparentności – wielu ekspertów wskazuje, że wskaźnik ten nie odzwierciedla realnych transakcji między bankami, lecz jest ustalany na podstawie deklaracji.

Obserwujemy znaczące zainteresowanie tego typu pozwami. Już teraz, gdy nie ma jeszcze wyroku, liczba zapytań wzrosła o ok. 30 procent. Oznacza to, że Polacy są coraz bardziej świadomi swoich praw, a rosnące raty kredytów stanowią istotne obciążenie dla ich budżetów domowych – wyjaśnia Robert Piskor z Kancelarii Adwokackiej Hantke&Piskor.

Jakie zapisy w umowie kredytowej mogą budzić niepokój?

Zdaniem prawników, największe wątpliwości pojawiają się w sytuacjach, gdy umowa kredytowa nie precyzuje sposobu ustalania wysokości oprocentowania opartego
o WIBOR lub gdy bank nie przekazał kredytobiorcy pełnej informacji o ryzyku zmiennego oprocentowania.

W wielu analizowanych przez nas przypadkach kredytobiorcy podpisywali umowy, nie mając świadomości, że WIBOR nie jest stawką wynikającą z faktycznych transakcji międzybankowych, lecz z deklaracji banków o tym, po jakim procencie mogłyby pożyczyć sobie środki. To zasadnicza różnica – mówi adwokat Robert Piskor z kancelarii Hantke & Piskor. – Jeżeli bank nie wyjaśnił tego w sposób zrozumiały i nie przedstawił symulacji pokazującej, jak zmiana wskaźnika wpłynie na ratę, istnieje duże prawdopodobieństwo, że umowa zawiera klauzule niedozwolone – dodaje.

Do nieprawidłowości może dojść również wtedy, gdy:

  • w umowie nie wskazano, w jaki sposób i przez kogo ustalana jest wartość WIBOR-u,
  • bank nie poinformował o możliwości znaczących wahań wskaźnika w czasie trwania umowy,
  • klient nie otrzymał rzetelnych informacji o alternatywnych produktach kredytowych (np. ze stałym oprocentowaniem),
  • w umowie znalazły się niejasne sformułowania dotyczące kosztów całkowitych kredytu.

O jakiej skali pozwów mówimy?

Jak podaje mecenas Piskor możemy mówić o trzech scenariuszach:

  • ostrożny (5%) – ok. 100 tys. pozwów, wartość roszczeń: dziesiątki miliardów zł,
  • realistyczny (10–15%) – 200–300 tys. pozwów, roszczenia rzędu setek miliardów,
  • agresywny (20–25%) – 400–500 tys. spraw, lawina większa niż w przypadku spraw frankowych.

Co teraz mogą zrobić osoby, które w swoich umowach znalazły niedozwolone zapisy? Kluczowy będzie wyrok TSUE. Ten może zapaść na początku 2026 roku. Jeśli będzie zgodny z opinią rzecznika TUSE – przez Polskę przetoczy się nowa fala pozwów wobec banków i to na szeroką skalę – ponad dwa razy większą niż w przypadku spraw frankowych.

Zaangażowanie pracowników spada. 45% specjalistów i 35% firm widzi pogorszenie nastrojów

Sytuacja na rynku pracy stwarza wyzwania zarówno dla pracowników, jak i pracodawców. Niepewność środowiska biznesowego, zmiany strukturalne w firmach oraz presja na osiąganie często wyśrubowanych wyników przekładają się na gorsze samopoczucie i niższe zaangażowanie specjalistów. W pierwszym półroczu 2025 r. trend spadkowy dostrzegło 35 proc. pracodawców i aż 45 proc. profesjonalistów.

  • Firmy i pracownicy są zgodni – obecne zaangażowanie pracowników jest umiarkowane. Taki poziom nie jest jednak satysfakcjonujący w kontekście aktualnych potrzeb firm.
  • Niskie zaangażowanie to nie tylko zagrożenie dla efektywności i retencji pracowników, ale też osłabienie kultury organizacyjnej i realne koszty dla przedsiębiorstw.
  • Pracownicy jako najbardziej skuteczny sposób na zwiększenie ich zaangażowania wskazują podwyżkę wynagrodzenia (40 proc.). Jednak jak zauważają eksperci, to często nie wystarczy, aby realnie rozwiązać problem.

Poziom zaangażowania kadr pozostaje jednym z kluczowych wyzwań dla pracodawców, ponieważ stanowi podstawę stabilności i konkurencyjności firm. Wysokie zaangażowanie przekłada się na wysoką efektywność, a ta – na wyniki organizacji i perspektywy jej rozwoju. Niskie zaangażowanie to z kolei spadek wydajności i satysfakcji pracowników, które może prowadzić do pogorszenia wyników finansowych i zwiększonej rotacji. Ponadto jest to potencjalna blokada dla skutecznego przeprowadzenia transformacji czy wdrożenia innowacji w firmie.

Zaangażowanie częściej maleje niż rośnie

Tymczasem obecne nastroje się napawają optymizmem. Jak wynika z raportu Hays Poland „Rynek pracy 2025. Półroczny przegląd trendów”, co trzeci pracodawca dostrzega spadek zaangażowania zatrudnionych. Z tym twierdzeniem zgadza się prawie połowa pracowników.

Jak na przestrzeni ostatnich 6 miesięcy zmieniło się zaangażowanie pracowników?

  Perspektywa firm Perspektywa pracowników
Zdecydowanie wzrosło 4% 8%
Raczej wzrosło 20% 15%
Pozostało bez zmian 41% 32%
Raczej zmalało 30% 27%
Zdecydowanie zmalało 5% 18%

Źródło: raport Hays Poland „Rynek pracy 2025. Półroczny przegląd trendów”

Choć pracodawcy najczęściej są zdania, że poziom zaangażowania w pracę nie uległ zmianie w tym roku, to odsetek tych dostrzegających spadek (35 proc.) jest więcej niż tych deklarujących wzrost (24 proc.). Podobny trend występuje w odpowiedziach udzielanych przez pracowników. Jednocześnie obie grupy oceniają zaangażowanie na nie do końca satysfakcjonującym, umiarkowanym poziomie. W skali od 1 do 10 firmy przypisały mu notę 6,07, a pracownicy nieznacznie więcej – 6,70.

Pracodawcy, zapytani o powody spadku zaangażowania, najczęściej wskazywali na brak podwyżek oraz poczucia stabilności i bezpieczeństwa. Jest to uzasadnione w kontekście obowiązującej w wielu firmach, większej dyscypliny budżetowej oraz zmian strukturalnych, które niejednokrotnie prowadzą do ewolucji struktury zatrudnienia i zamrożenia awansów. Duże znaczenie mają też niedobory kadrowe, które zamiast do utworzenia wakatów, prowadzą do zwiększenia nakładu pracy obecnych pracowników.

Pracownicy dostrzegają, że ich motywacja i satysfakcja z pracy są mniejsze, niż jeszcze parę lat temu. Czują się przepracowani i niedocenieni, często nie mając też pewności, jak będzie wyglądać ich zawodowa przyszłość. Dodatkowo liczne zmiany, które zachodzą wokół nich – w pracy, w branży czy ogólnie na świecie – negatywnie wpływają na ich poczucie stabilności. Zmianę pracy częściej traktują jako pewne ryzyko i w pierwszej kolejności liczą na poprawę sytuacji w obecnej firmie – nie zawsze tylko pod kątem finansowym – zauważa Agnieszka Czarnecka, Head of HR Consultancy na Europę Środkowo-Wschodnią w Hays.

Podwyżki nie rozwiążą problemu niskiego zaangażowania pracowników

Choć poziom wynagrodzenia ma ogromny wpływ na satysfakcję i motywację pracowników, to sam wzrost płac bardzo często nie jest w stanie skutecznie rozwiązać problemu niskiego zaangażowania. Jak wynika z najnowszego badania Hays Poland, przeprowadzonego na przełomie listopada i grudnia 2025 roku wśród prawie 700 specjalistów i menedżerów, remedium na niewystarczające zaangażowanie byłoby zwiększenie poczucia sensu w pracy – ciekawsze projekty i wyzwania oraz wsparcie i docenienie ze strony szefa lub zespołu (po 31 proc. wskazań).

Co byłoby w stanie zwiększyć obecnie Twoje zaangażowanie w pracę?

Perspektywa pracowników

40% Podwyżka wynagrodzenia
31% Ciekawsze projekty i wyzwania
31% Wsparcie i docenienie
29% Więcej możliwości awansu
26% Poczucie większej stabilności zatrudnienia
25% Większy work-life balance
23% Lepsza komunikacja
18% Poprawa atmosfery w zespole
16% Większa autonomia
16% Benefity dopasowane do moich potrzeb
14% Zmiana modelu pracy
7% Zmiana bezpośredniego przełożonego
4% Inne

Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi. Wśród innych najczęściej wymieniano więcej szkoleń, zmianę kultury organizacyjnej, poczucie większego wpływu, poprawienie jakości procesów

Źródło: badanie Hays Poland, listopad-grudzień 2025

Zdaniem blisko co trzeciego profesjonalisty, najskuteczniejsze w zwiększaniu zaangażowania są też lepsze możliwości uzyskania awansu, poczucie większej stabilności zatrudnienia i równowaga pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym. Jako najmniej skuteczne rozwiązanie respondenci wskazali zmianę modelu pracy lub bezpośredniego przełożonego.

Chociaż wysokość wynagrodzenia jest i zawsze będzie niekwestionowanym liderem na liście priorytetów pracowników, to znaczenie pozafinansowych czynników pracy cały czas rośnie. W obliczu presji i większej niepewności, pracownicy są bardziej skłonni dopasować swoje oczekiwania do obecnych możliwości firm. Dzisiaj, wielu z nich wiele uwagi poświęca możliwościom rozwoju lub przetestowania swojej wiedzy i umiejętności w bardziej angażujących projektach.

– Pracownicy chcą działać w sposób spójny z wyznawanymi wartościami, mieć poczucie, że ich praca ma znaczenie, a oni są szanowani i doceniani za swój wkład w rozwój firmy. Tylko tyle i aż tyle. Podwyżka wynagrodzenia będzie miała krótkotrwały efekt, jeśli źródłem niskiego zaangażowania danego pracownika jest konflikt w zespole lub brak poczucia celowości wykonywanych zadań. Rozwiązanie problemu niskiego zaangażowania nigdy nie jest proste i zawsze wymaga indywidualnego podejścia – tłumaczy Agnieszka Czarnecka z Hays.

Szansa czy zagrożenie?

Niskie zaangażowanie pracowników to wyzwanie, na które należy reagować szybko – nie tylko z uwagi na priorytety biznesowe, ale przede wszystkim z myślą o satysfakcji zatrudnionych, od której zależy ich przyszłość w organizacji. W rzeczywistości to dobra okazja do otwartego dialogu o wzajemnych potrzebach i oczekiwaniach, a także ustaleniu strategii rozwojowej, która będzie wspierać pracowników teraz i w przyszłości. W rezultacie wzmocni to nie tylko efektywność zatrudnionych, ale też dobre, partnerskie relacje i kulturę organizacyjną firm.

Bio Planet z 5-proc. wzrostem sprzedaży w listopadzie. 2025 rok już o 11% lepszy niż poprzedni

0

Firma Bio Planet S.A. zakończyła listopad 2025 roku kolejnym wzrostem sprzedaży. Przychody Spółki wyniosły 27,3 mln zł, co oznacza 5% wzrostu w porównaniu z listopadem ubiegłego roku, kiedy sprzedaż sięgnęła 26,0 mln zł.

Po 11 miesiącach 2025 roku Bio Planet osiągnęło sprzedaż na poziomie 283,9 mln zł – o 11% więcej niż w analogicznym okresie w 2024 roku (255,9 mln zł). Utrzymująca się, stabilna dynamika wzrostu podkreśla systematyczne umacnianie pozycji Spółki na rynku oraz skuteczność działań prowadzonych w obszarze oferty produktowej, sprzedaży i logistyki.

„Listopadowy wynik dobrze wpisuje się w tegoroczne tempo wzrostu Bio Planet. Obserwujemy konsekwentnie rosnące zainteresowanie produktami ekologicznymi, zarówno ze strony klientów detalicznych, jak i partnerów handlowych. Wciąż intensywnie rozwijamy naszą obecność poza Polską, szczególnie na rynkach azjatyckich, które otwierają przed nami nowe perspektywy. Stabilny poziom sprzedaży daje nam środki na kontynuację kluczowych inwestycji, w tym przygotowań do budowy nowoczesnych zakładów konfekcjonowania” – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Spółka kontynuuje działania umacniające jej pozycję w segmencie żywności ekologicznej, m.in. poprzez poszerzenie oferty świeżych produktów, inwestycje w automatyzację procesów oraz udoskonalanie procesów logistycznych. Jednym z priorytetów na kolejne miesiące pozostaje wznowienie budowy nowoczesnych zakładów konfekcjonowania. Kolejny etap inwestycji planowany jest na wrzesień 2026 roku, a pełne uruchomienie na trzeci kwartał 2027 roku. Nowe zakłady pozwolą znacząco zwiększyć moce przerobowe Spółki i obniżyć jednostkowe koszty paczkowania.

Jedno stanowisko, różne pensje. Kontroler finansowy może zarabiać od 10 do 25 tys. zł

Rynek pracy obejmujący specjalistów finansowych w Polsce przestaje być kojarzony z prostym outsourcingiem, a staje się miejscem zaawansowanych struktur eksperckich. Dlatego, od specjalistów oczekuje się obecnie przekrojowego doświadczenia i umiejętności. W takich niszowych rolach kandydaci mogą dyktować warunki, podczas gdy w pozostałych segmentach rynku to pracodawcy mają większy wybór spośród dużej liczby aplikacji.

Rynek pracy związany ze stanowiskami finansowymi uległ zmianie i dojrzał. Obecnie, Polska nie jest już wybierana jako lokalizacja prostych procesów, w celu redukcji kosztów. Coraz więcej międzynarodowych instytucji – w tym banków i centrów usług wspólnych – lokuje tu swoje zaawansowane struktury właśnie ze względu na dostęp do specjalistów wysokiej klasy. Największą wartość mają eksperci potrafiący poruszać się w złożonym środowisku regulacyjnym, efektywnie zarządzać ryzykiem i tworzyć przewagi dzięki analityce danych.

Na stanowiskach związanych z finansami, znajomość Excela to dziś tylko podstawa. Od specjalistów oczekuje się znacznie szerszych kompetencji, obejmujących biegłość w narzędziach BI, systemach ERP i automatyzacji procesów. To właśnie te umiejętności decydują zarówno o efektywności działań, jak i przewadze konkurencyjnej na rynku pracy. Dlatego, trudno dziś mówić o jednolitym rynku pracownika czy pracodawcy. Doświadczeni kontrolerzy finansowi czy menedżerowie z obszaru księgowości, tacy jak główna księgowa, mogą wybierać w ofertach. Z drugiej strony, na stanowiskach specjalistycznych czy dyrektorskich to pracodawcy mają swobodę decyzji, ponieważ otrzymują setki aplikacji – wyjaśnia Michał Kłak, director w Michael Page.

Od 2026 roku w Polsce zacznie obowiązywać unijna Dyrektywa o Jawności Wynagrodzeń, która znacząco wpłynie na rynek pracy na stanowiskach finansowych. Obowiązek raportowania różnic płacowych i większa przejrzystość wynagrodzeń zmuszą firmy do weryfikacji polityki płacowej i ujednolicenia widełek. Jak zauważa ekspert Michael Page – w obszarze finansów wiele stanowisk otrzymało obecnie ujednoliconą nazwę, aby zwiększyć atrakcyjność stanowiska. Ten brak gradacji sprawił, że Młodszy Analityk Finansowy, Analityk Finansowy, Starszy Analityk Finansowy, Młodszy Kontroler Finansowy czy Kontroler Finansowy są dziś określani po prostu jako kontrolerzy finansowi, choć nie zawsze oddaje istotę funkcji, co prowadzi do rozwarstwienia stawek. Te różnice mogą oznaczać pensje od 10 do nawet 25 tysięcy złotych.

Najbardziej poszukiwane kompetencje i stanowiska finansowe

Na rynku pracy w obszarze stanowisk związanych z finansami widoczna jest kontynuacja trendów z ostatnich 2–3 lat, choć pojawiają się też nowe zjawiska. Z jednej strony utrzymuje się systematyczny wzrost liczby aplikacji, z drugiej, odsetek kandydatów w pełni spełniających wymagania wynosi jedynie 5-10%. Odnotowujemy też, wzrost liczby zgłoszeń na stanowiska dyrektorskie, co może wynikać z ambicji zawodowych lub potrzeby zmiany. Jednocześnie coraz trudniej pozyskać doświadczonych specjalistów i menedżerów średniego szczebla, co wydłuża proces rekrutacji i zaostrza konkurencję o doświadczonych ekspertów finansowych.

Choć automatyzacja eliminuje część zadań, to na rynku pojawiają się nowe role wymagające kompetencji, o których jeszcze niedawno nikt nie mówił. Jednocześnie, na stanowiskach z wynagrodzeniem w wysokości 15 tys. zł brutto lub więcej, kandydaci coraz częściej pytają o możliwość współpracy w modelu B2B. Zmienia się także kultura pracy w finansach. Nadgodziny, które kiedyś były codziennością, są dziś znacznie rzadziej akceptowane przez potencjalnych pracowników. Kandydaci oczekują realnego work-life balance. O atrakcyjności ofert coraz częściej decyduje elastyczność i możliwość pracy hybrydowej – tłumaczy Michał Kłak

Wśród stanowisk, na które obecnie notuje się największe zapotrzebowanie, dominują Chief Accountant ze średnim wynagrodzeniem sięgającym około 25 000 zł brutto oraz Finance Manager, który przeciętnie może liczyć na 28 000 zł. Poszukiwani są również Financial Controllerzy, otrzymujący zazwyczaj około 17 000 zł miesięcznie. Niesłabnącym zainteresowaniem cieszą się także Samodzielni Księgowi, dla których przeciętne wynagrodzenie wynosi około 14 000 zł brutto.

TSL patrzy z niepokojem na grudzień. Kontrole na granicy z Niemcami mogą dać się we znaki

Kontrole po polskiej stronie na granicy polsko-niemieckiej potrwają przynajmniej do 6 kwietnia. Choć nie są na ten moment bardzo uciążliwe to eksperci sektora TSL i przewoźnicy drogowi nie mają wątpliwości, że testem będzie grudzień. – Podczas spotkania premiera Tuska i kanclerza Merza w Berlinie relatywnie mało czasu poświęcono sytuacji na granicy. Podkreślono priorytet bezpieczeństwa, ale pod kątem gospodarczym nie zwrócono uwagi na to, że kontrole graniczne są trudnością, która może być z czasem trudna do zignorowania. Jako samorząd gospodarczy zwracamy uwagę, że choć bezpieczeństwo zawsze jest priorytetem to o przedsiębiorcach także nie należy zapominać – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Kontrole na granicy pozostaną. Czy będą problematyczne w grudniu? Są obawy przedsiębiorców

W opinii przedsiębiorców zrzeszonych w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie, sytuacja na granicy jest stabilna, ale grudzień, czyli czas wzmożonego ruchu handlowego na granicy polsko-niemieckiej może przynieść weryfikację tez o tym, że kontrole graniczne nie mają wpływu na gospodarkę.

– Spodziewaliśmy się, że podczas spotkania premiera Tuska z kanclerzem Niemiec temat kontroli na granicy polsko-niemieckiej będzie mocniej wyartykułowany i naznaczone zostaną chociaż ramowe terminy potencjalnego zniesienia kontroli. Należy zaznaczyć, że polska strona naprawdę stara się, by ich uciążliwość była dla kierowców i przewoźników drogowych jak najmniejsza, ale nie zawsze się to udaje. Nie należy zapominać, że fakt kontroli może mieć również negatywne, długofalowe konsekwencje dla przedsiębiorców z regionów przygranicznych. Mowa zarówno o spadku inwestycji transgranicznych, jak i o ograniczeniu ruchu transportowego – mówi prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych Dariusz Matulewicz.

– Testem sprawności kontroli granicznych będzie na pewno grudzień. Od ponad dwóch tygodni obserwujemy rozpoczęcie szczytu przedświątecznego, wzrost ilości transportów międzynarodowych i wzrost obsługi podmiotów handlowych. Należy spodziewać się, że ruch również na pograniczu będzie większy – dodaje Matulewicz.

– Długofalowe konsekwencje kontroli na granicach są jeszcze trudne do oceny dla sektora TSL. Drugie półrocze roku 2025 oceniane jest przez transport korzystniej ze względu na większą ilość przewozów, mimo nadal trudnej sytuacji geopolitycznej. Kontrole nie są uciążliwe, ale nie znaczy to, że niebawem nie będą. Na pewno należy ten temat traktować jako element dyskusji na pograniczu polsko-niemieckim również z gospodarczego punktu widzenia – dodaje dyrektor ds. rozwoju biznesu Grupy CSL Przemysław Hołowacz.

Spotkanie na szczycie z akcentem społecznym, a nie gospodarczym

Czy spotkanie premiera Tuska i kanclerza Merza, które miało miejsce w poniedziałek w Berlinie przyniosło znaczące zmiany w relacjach polsko-niemieckich pod kątem gospodarczym? Eksperci nie mają wątpliwości, że akcenty położone były w innych miejscach.

– Jak na tak wysokopoziomowe spotkanie, wiele miejsca poświęcono sprawom bardzo przyziemnym, aczkolwiek bardzo istotnym z perspektywy społeczno – gospodarczej, tj. rozbudowie transgranicznych linii kolejowych czy dróg. W tym kontekście, cieszy to, iż w dziedzinie „sieci i infrastruktury” kanclerz federalny Merz wymienił modernizację transgranicznych linii kolejowych, takich jak Angermünde-Szczecin jako istotnych elementów. Dla Szczecina będzie to oznaczało dużo szybsze i pewniejsze połączenia z Berlinem. Wprost politycy nie odnieśli się do kontroli granicznych, jednak można podejrzewać, że i tutaj w kontekście powyższe panuje swoiste porozumienie – ze względu na to, że jest to temat wrażliwy społecznie, to kontrole graniczne pozostaną, jednak świadomość istotności połączeń drogowych i kolejowych powoduje, że kontrole te nie będą nadal uciążliwe – mówi mecenas Rafał Malujda, radca prawny i ekspert ds. polsko-niemieckich.

Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk dodaje, że oczekiwania przedsiębiorców względem niemieckiego spotkania były duże.

– Pod kątem społecznym to było na pewno bardzo głośne i ważne spotkanie. Pod kątem gospodarczym na pewno oczekujemy, że tematy związane z granicą polsko-niemiecką będą jeszcze obiektem dyskusji – mówi prezes Mojsiuk.

Polacy w Black Friday stawiają na elektronikę i motoryzację, w Cyber Monday na książki i edukację

Elektronika, artykuły motoryzacyjne i biżuteria – te kategorie produktów dominowały w koszykach zakupowych Polaków podczas Black Friday. Jak wynika z analizy PolCard from Fiserv liczba transakcji w tych kategoriach w ostatni piątek listopada wzrosła odpowiednio o ponad 64 proc. w artykułach motoryzacyjnych, o blisko 41 proc. w biżuterii oraz o prawie 36 proc. w elektronice w porównaniu do zwykłego piątku tydzień wcześniej.

W szczycie sezonu zakupowego więcej było nie tylko transakcji, ale znacznie urosły też ich wartości. Największy wzrost odnotowano w kategorii „elektronika” – 88 proc. Na drugim miejscu są artykuły motoryzacyjne ze wzrostem 72 proc., a na trzecim sportowe – tutaj wzrost jest na poziomie 57 proc. w porównaniu do zwykłego piątku w poprzednim tygodniu.

Black Friday – czas dużych i przemyślanych zakupów

– Nasze dane dotyczące płatności w Black Friday pokazują pewien obraz preferencji konsumentów. Traktują oni ten dzień jako okazję do realizacji większych, bardziej przemyślanych zakupów. Wzrost liczby i wartości transakcji w kategoriach elektroniki czy artykułów motoryzacyjnych wskazuje, że Polacy wykorzystują promocje do nabywania produktów, których zakup często odkładali w czasie – komentuje Krzysztof Polończyk, prezes zarządu Fiserv Polska, właściciela marki PolCard. – Cyber Monday z kolei ma zupełnie inny charakter – to czas mniejszych zakupów. Widzimy wyraźny zwrot ku kategoriom takim jak książki, artykuły papiernicze czy produkty związane z edukacją i rozwojem osobistym – dodaje.

Największy wzrost liczby transakcji w porównaniu do zwykłego poniedziałku tydzień wcześniej, według danych Fiserv Polska odnotowano w kategorii książek i artykułów papierniczych (39,5 proc.). Podobnie jak w Black Friday, Polacy też chętnie kupowali biżuterię, ale wzrost liczby transakcji w tej kategorii w Cyber Monday jest mniejszy – 34,5 proc.

– Co ciekawe, pierwszy poniedziałek grudnia to nie tylko zakupy materialne i zaspokojenie drobniejszych potrzeb. To także okazja do zainwestowania we własne kompetencje i rozwój. Analiza naszych danych wskazuje, że na trzecim miejscu pod kątem wzrostu liczby transakcji były zakupy właśnie w kategorii edukacja – zauważa Krzysztof Polończyk, prezes zarządu Fiserv Polska, właściciela marki PolCard.

W Cyber Monday Polacy angażują się charytatywnie

Jeśli chodzi o to, na jakie produkty Polacy wydali najwięcej pieniędzy podczas cyfrowego poniedziałku, to tutaj dane Fiserv Polska pokazują ciekawą zależność. Choć powszechnie Black Friday i Cyber Monday są uznawane za święto konsumpcjonizmu, to okazuje się, że Polacy są bardziej skłonni przeznaczyć w tym okresie większe kwoty na wsparcie charytatywne.

W porównaniu do zwykłego poniedziałku wartość transakcji w kategorii organizacje i stowarzyszenia wzrosła o 81 proc. i jest to największa różnica spośród wszystkich analizowanych kategorii.

Różnice w podejściu do zakupów pokazują, jak różne dni wyprzedażowe napędzają odmienne style zakupowe i zaspokajają różne potrzeby. Black Friday staje się dla Polaków momentem na realizację większych, długo odkładanych zakupów – widać tu racjonalne podejście i koncentrację na produktach o wysokiej wartości. Cyber Monday natomiast odsłania inną motywację – zaspokojenie mniejszych potrzeb, ale też inwestycję w siebie i w wartości społeczne. Wzrost wydatków na edukację czy wsparcie organizacji charytatywnych sugeruje, że coraz częściej traktujemy ten dzień nie tylko jako polowanie na okazje, lecz jako moment podejmowania bardziej świadomych decyzji. W rezultacie oba dni wyprzedażowe nie tyle konkurują, ile uzupełniają się, odzwierciedlając dojrzalsze i bardziej zróżnicowane podejście Polaków do konsumpcji.

Łukasz Nowiński mianowany dyrektorem zarządzającym SPIE Central Europe

0

SPIE dokonuje roszady w zarządzie regionu Europy Środkowej. Nowym liderem zostaje Łukasz Nowiński, który zastąpi Pawła Skowrońskiego.

Z dniem 31 grudnia 2025 r. dr Paweł Skowroński ustąpi ze stanowiska dyrektora zarządzającego SPIE Central Europe i członka Komitetu Wykonawczego Grupy SPIE. Od 2018 r. kierował pomyślnym rozwojem jednostek biznesowych SPIE w Polsce, Słowacji, Czechach i na Węgrzech.

Z dniem 1 stycznia 2026 r. Łukasz Nowiński, obecnie kierujący działalnością SPIE w Polsce, zostanie mianowany dyrektorem zarządzającym SPIE Central Europe i dołączy do Komitetu Wykonawczego Grupy SPIE. Łukasz Nowiński ma 49 lat i jest absolwentem WSB-National Louis University w Polsce, gdzie uzyskał tytuł magistra zarządzania i stosunków międzynarodowych. Przez ponad 5 lat pełnił funkcję dyrektora generalnego Assa Abloy w Polsce, a następnie w 2017 r. dołączył do SPIE w wyniku przejęcia Agis Group, w której od 2012 r. pełnił funkcję dyrektora generalnego. Następnie kierował zespołem ds. akwizycji w Europie Środkowej, realizując 5 transakcji, a w 2024 r. został dyrektorem zarządzającym na Polskę.

Serdecznie dziękuję dr Pawłowi Skowrońskiemu za jego niezachwiane zaangażowanie i cenny wkład w działalność Grupy oraz życzę mu wszystkiego najlepszego na przyszłość. Jednocześnie życzę Łukaszowi Nowińskiemu wielu sukcesów w kierowaniu i dalszym rozwoju SPIE Central Europe – powiedział Gauthier Louette, prezes i dyrektor generalny SPIE.

Chaos wokół kaucji przy sprzedaży na wynos. Rzecznik MŚP prosi resort o jasne stanowisko

Obowiązujący od 1 października 2025 r. system kaucyjny budzi wiele wątpliwości przedsiębiorców w praktyce. W oparciu o wniosek interwencyjne jednego z przedsiębiorców Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców zwraca uwagę na potrzebę właściwej interpretacji nowych przepisów w odniesieniu do popularnej usługi, jaką jest sprzedaż i dostawa potraw wraz z napojami – na wynos, gdy zamówienie składane jest telefonicznie lub przez aplikację, także gdy realizacja odbywa się z udziałem podmiotów trzecich. Jak zauważa w swoim wystąpieniu do Minister Klimatu i Środowiska Pauliny Hennig-Kloski Rzecznik MŚP Agnieszka Majewska, brak jest jasnych wytycznych w zakresie poboru kaucji.

Różne modele współpracy i sposobu realizacji zamówień w branży gastronomicznej uwidaczniają kolejny sygnalizowany przez przedsiębiorców problem, tym razem związany z prawidłową interpretacją pojęcia „miejsca sprzedaży”. Wątpliwości w tym przypadku budzi jednoznaczne ustalenie tego w przypadku sprzedaży na wynos lub w dostawie realizowanej przez podmiot trzeci z wykorzystaniem aplikacji.

W kontekście omawianych zagadnień należy pamiętać, że nawet niezamierzona nieprawidłowa interpretacja regulacji w zakresie poboru kaucji może grozić nałożeniem na przedsiębiorcę administracyjnych kar pieniężnych. Z tego powodu Minister Majewska wystąpiła do MKiŚ o jednoznaczne stanowisko, które usunie wątpliwości przedsiębiorców w zakresie wykładni obowiązującego prawa, a jednocześnie przyczyni się do sprawniejszego wdrożenia i funkcjonowania systemu kaucyjnego.

Cyberprzestępcy tworzą własne modele AI

Sztuczna inteligencja miała usprawniać pracę firm i automatyzować procesy. Tymczasem, jak wynika z najnowszej analizy Unit 42, jednostki badawczej Palo Alto Networks, staje się także narzędziem dla cyberprzestępców, którzy nie korzystają już wyłącznie z ogólnodostępnych modeli AI[1]. Coraz częściej trenują własne, w pełni złośliwe LLM-y, zaprojektowane wyłącznie do prowadzenia ataków.

To zjawisko, które jeszcze rok temu wydawało się czysto teoretyczne, dziś jest jednym z najszybciej rozwijających się obszarów podziemnej gospodarki technologicznej. Badacze Palo Alto Networks odkryli, że przestępcy tworzą całe środowiska przypominające… legalne startupy AI, z własnymi „marketplace’ami”, usługami abonamentowymi i modelami aktualizowanymi tak samo, jak produkty znanych firm technologicznych. Różnica polega na tym, że te modele nie mają żadnych barier – można nimi generować złośliwy kod, budować kampanie phishingowe dopasowane do konkretnego odbiorcy czy analizować luki w zabezpieczeniach firm.

Szczególnie zaskakuje skala profesjonalizacji tego ekosystemu. Niektóre modele oferują nawet „wersje językowe” dopasowane do regionów. Przykładowo przestępcy wykorzystują AI do przygotowywania treści, które wyglądają jak naturalne komunikaty banków, firm kurierskich czy instytucji publicznych – i to nie w jednym, ale w kilkunastu językach naraz. W praktyce oznacza to, że cyberataki stają się bardziej wiarygodne niż kiedykolwiek wcześniej – podkreśla Wojciech Gołębiowski, wiceprezes i dyrektor zarządzający Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Skala globalnego rozwoju AI dodatkowo sprzyja temu zjawisku. Według raportu Stanford University w samym 2023 roku wydano 149 foundation models – ponad dwukrotnie więcej niż rok wcześniej, z czego aż 66% w formie open source[2]. To oznacza, że coraz więcej zaawansowanych modeli – w tym takich, które mogą zostać wykorzystane do nadużyć – jest publicznie dostępnych i łatwych do modyfikacji. Jednocześnie koszt uzyskania wydajności na poziomie GPT-3.5 spadł 280-krotnie między listopadem 2022 a październikiem 2024[3]. W praktyce obniża to próg wejścia dla wszystkich – także dla grup przestępczych, które mogą trenować lub dostosowywać własne modele znacznie taniej niż jeszcze dwa lata temu.

Złośliwe LLM-y działają inaczej niż znane, komercyjne modele. Są trenowane na danych pozyskiwanych z forów przestępczych, wycieków baz danych, kodów malware’u i instrukcji służących do obchodzenia zabezpieczeń. W praktyce oznacza to, że model „uczy się” tego, co w legalnych systemach AI jest celowo blokowane – sposobów na pisanie niebezpiecznego kodu, tworzenie socjotechnicznych scenariuszy czy identyfikowanie podatnych punktów w infrastrukturze. Co więcej, modele te działają w zamkniętych środowiskach uruchamianych na prywatnych serwerach, dzięki czemu trudno je monitorować i jeszcze trudniej blokować ich aktywność.

Mechanizm działania złośliwych LLM-ów polega również na ciągłej adaptacji. Jeśli wygenerowany przez model atak zostanie zablokowany, przestępcy mogą natychmiast poprosić AI o przygotowanie nowej wersji – zmienionego phishingu, innej formy malware’u czy kodu, który wygląda jak niewinna biblioteka open source. Model analizuje, co zostało odrzucone, i automatycznie modyfikuje swoje działania, aż do osiągnięcia skutecznej wersji ataku. To podejście niemal identyczne jak w procesie trenowania legalnych modeli AI – z tą różnicą, że tutaj pętlę uczenia zamknięto wokół działań przestępczych, co daje grupom cyberprzestępczym przewagę szybkości i skali, jakiej wcześniej nie miały.

Z perspektywy biznesu nowe zagrożenie polega na tym, że modele przestępców działają w prywatnych środowiskach, niewidocznych z zewnątrz. Nie podlegają moderacji, nie mają limitów bezpieczeństwa i nie zostawiają typowych śladów, które można byłoby wykryć tradycyjnymi narzędziami. To sprawia, że ataki są trudniejsze do wychwycenia, a ich wykrycie wymaga systemów, które również wykorzystują sztuczną inteligencję.

Przestępcze modele AI nie tylko obniżają próg wejścia dla nowych cyberprzestępców, ale umożliwiają doświadczonym grupom działanie z niespotykaną dotąd szybkością i skalą. Wiele ataków, które kiedyś wymagały ręcznej pracy, dziś można wygenerować jednym poleceniem. Firmy muszą przestawić sposób myślenia o zagrożeniach. Pojawia się nowa generacja ataków – automatyczna, adaptacyjna i zdolna do nauki. To wymaga zastosowania narzędzi opartych na AI, bo tylko one są w stanie działać z podobną szybkością – dodaje Wojciech Gołębiowski.

[1] https://unit42.paloaltonetworks.com/dilemma-of-ai-malicious-llms/

[2] https://hai.stanford.edu/ai-index/2024-ai-index-report/research-and-development

[3] https://hai.stanford.edu/ai-index/2025-ai-index-report

Banki centralne rynków wschodzących stoją na rozdrożu. Polska jednym z nielicznych wyjątków

Rynki wschodzące są w kleszczach słabego dolara i twardych krajowych ograniczeń. Polska jako jeden z niewielu krajów prowadzi konsekwentną politykę – zgodną z prognozami, w czym pomaga stabilizacja czynników wewnętrznych i stosunkowo mniejsza zależność od tych zewnętrznych (dolara).

  • Zwalnia globalny cykl łagodzenia polityki pieniężnej na rynkach wschodzących, który rozpoczął się w połowie 2023 r. : wygasa tempo wprowadzania szeroko zakrojonych obniżkach stóp procentowych, jakie miało miejsce od początku 2024 r. do połowy 2025 r.
  • Tylko cztery banki centralne gospodarek wschodzących dokonały obniżek w listopadzie (w tym Polska), podczas gdy 11 z nich utrzymywało stopy na niezmienionym poziomie od sześciu miesięcy lub dłużej. Polska jest jednym z nielicznych krajów, w których łagodzenie polityki pieniężnej postępuje zgodnie z oczekiwaniami – nie wpływają na nie zarówno czynniki zewnętrzne (przyspieszające z reguły cykl łagodzenia), jak i odwrotnie – nie miały wpływu hamujące łagodzenie czynniki wewnętrzne (m.in. inflacja).
  • Jedna trzecia banków dokonała złagodzenia polityki pieniężnej w stopniu większym, niż wynikało to z prognoz – dzięki sprzyjającym czynnikom zewnętrznym, takim jak 10-procentowa deprecjacja dolara w tym roku i luzowanie polityki pieniężnej przez Fed – głównie w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej, a także w Meksyku
  • Jednocześnie prawie połowa banków z krajów wschodzących złagodziła politykę pieniężną w stopniu mniejszym, niż prognozy – głównie w Europie Środkowej i Wschodniej oraz Ameryce Łacińskiej. Ich  ostrożne stanowisko wynika z czynników lokalnych (utrzymująca się inflacja, ograniczenia fiskalne i niepewność polityczna): Węgry utrzymały stopy procentowe na niezmienionym poziomie przez 14 miesięcy pomimo obniżek o 650 punktów bazowych, a Brazylia zmieniła kurs, podnosząc stopy o 450 punktów bazowych.
  • Tempo łagodzenia polityki pieniężnej w krajach rozwijających się będzie nadal spadać do 2026 r. – w perspektywie długoterminowej coraz więcej krajów osiąga lub zbliża się do swoich stóp końcowych

Cykl łagodzenia polityki pieniężnej na światowych rynkach wschodzących (EM), który rozpoczął się w połowie 2023 r., w opinii Allianz Trade wszedł w fazę dojrzałości i coraz większego zróżnicowania. Po szerokiej fali obniżek stóp procentowych trwającej od początku 2024 r. do połowy 2025 r., tempo tego procesu znacznie spadło w IV kwartale 2025 r.: tylko cztery banki centralne dokonały obniżek w listopadzie, a 11 utrzymuje stopy na niezmienionym poziomie od sześciu miesięcy lub dłużej. Spośród 27 głównych banków centralnych rynków wschodzących, które śledzimy, 25 pozostaje technicznie w cyklu obniżek stóp procentowych, ale pojawił się wyraźny podział między tymi, które nadal aktywnie łagodzą politykę pieniężną — takimi jak Meksyk, Polska, RPA, Filipiny i Egipt — a tymi, które w dużej mierze przeprowadziły już swoje dostosowania lub wyczerpały możliwości polityki pieniężnej w obliczu utrzymującej się inflacji i ograniczeń krajowych. Na przykład Węgry utrzymują stopy procentowe na niezmienionym poziomie od 14 miesięcy, pomimo 650 punktów bazowych skumulowanych obniżek, co odzwierciedla obawy fiskalne i niestabilność waluty. Czynniki krajowe mają obecnie pierwszeństwo, a utrzymująca się inflacja i nierównowaga fiskalna ograniczają pole manewru dla dodatkowych działań, nawet pomimo dalszego łagodzenia polityki pieniężnej przez Fed. Tymczasem Brazylia obrała odmienną trajektorię, odwracając wcześniejsze obniżki i podnosząc od września 2024 r. stopy o 450 punktów bazowych, głównie ze względu na obawy fiskalne i inflację w kraju. Wydarzenia na arenie krajowej zmusiły do powrotu do bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej również turecki bank centralny – po wydarzeniach z marca, po których tempo łagodzenia polityki pieniężnej uległo spowolnieniu, przy czym docelowa inflacja na koniec roku wynosi 32% — co stanowi korektę o około 8 punktów procentowych w stosunku do pierwotnego celu. W perspektywie długoterminowej oczekiwać można, że ogólne tempo łagodzenia polityki pieniężnej w krajach rozwijających się będzie nadal spadać do 2026 r., ponieważ coraz więcej krajów osiąga lub zbliża się do swoich stóp końcowych (wykres 1).

Wykres 1: Liczba netto krajów podnoszących/obniżających stopy procentowe w 40 gospodarkach wschodzących

Wykres 1: Liczba netto krajów podnoszących/obniżających stopy procentowe w 40 gospodarkach wschodzących

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research

W roku, w którym dolar amerykański był stosunkowo słaby, a oczekiwania dotyczące polityki Fed uległy znacznym zmianom, niektóre banki centralne rynków wschodzących zyskały większą swobodę w zakresie przyspieszenia i złagodzenia swojej polityki pieniężnej. Od końca 2024 r. do końca III kwartału 2025 r. indeks dolara amerykańskiego spadł o prawie 10% (przy czym większość tego spadku miała miejsce do końca kwietnia 2025 r.). Jednak patrząc na skumulowaną zmianę stóp procentowych między końcem 2024 r. a końcem III kwartału 2025 r. oraz nasze prognozy z grudnia 2024 r., stwierdzamy, że prawie połowa głównych banków centralnych rynków wschodzących, które śledzimy, faktycznie złagodziła politykę pieniężną w mniejszym stopniu niż oczekiwano — głównie w Europie Środkowej i Wschodniej oraz Ameryce Łacińskiej. Z analiz Allianz Trade wynika, że tylko jedna trzecia złagodziła politykę bardziej niż oczekiwano – głównie w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej, a także w Meksyku – a pozostałe banki centralne zrealizowały prognozy.

Wykres 2: Łączna zmiana stóp procentowych między IV kwartałem 2024 r. a III kwartałem 2025 r., nasze prognozy z grudnia 2024 r. w porównaniu z rzeczywistymi zmianami (punkty bazowe)

Wykres 2: Łączna zmiana stóp procentowych między IV kwartałem 2024 r. a III kwartałem 2025 r., nasze prognozy z grudnia 2024 r. w porównaniu z rzeczywistymi zmianami (punkty bazowe)

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Niektóre banki centralne w azjatyckich gospodarkach wschodzących i Meksyku złagodziły politykę pieniężną bardziej niż wcześniej oczekiwano ze względu na połączenie czynników zewnętrznych, w tym bardziej agresywną politykę handlową Stanów Zjednoczonych wobec regionu, ściślejszą synchronizację z cyklem Fed oraz dynamikę dolara amerykańskiego. Kraje ASEAN wraz z Indiami znalazły się wśród najbardziej dotkniętych amerykańskimi cłami, których początkowo ogłoszone stawki wynosiły ponad 30%, a następnie zostały obniżone do poziomu od 19% do 25% dla Indonezji, Malezji i Wietnamu. Tajlandia i Indie nie osiągnęły jeszcze porozumienia z Białym Domem. Agresywna polityka handlowa Stanów Zjednoczonych wpłynęła negatywnie na perspektywy wzrostu gospodarczego regionu, stanowiąc dodatkowy powód dla banków centralnych do złagodzenia polityki pieniężnej w związku z ograniczonym ryzykiem inflacyjnym. Polityka w regionie jest nadal skorelowana z działaniami Fed, co wynika z historycznie wysokiej na nią wrażliwości: jak widać na wykresie 2, prawie wszystkie kraje azjatyckie pozostały bliżej poziomu -50 pb Fed w pierwszych trzech kwartałach 2025 r. Łagodniejsze perspektywy gospodarcze i bardziej agresywna wojna handlowa spowodowały deprecjację wielu walut azjatyckich rynków wschodzących w stosunku do USD, co wiązało się z mniejszym napływem twardej waluty — zjawisko to może utrzymać się w krajach, w których pogarsza się deficyt na rachunku bieżącym, takich jak Filipiny i Indonezja. Meksyk, choć nadal działał w synchronizacji z Fed, również złagodził politykę pieniężną bardziej niż oczekiwano (-250 pb), biorąc pod uwagę niższą aktywność gospodarczą i ograniczoną presję cenową.

W perspektywie potencjalnego odwrócenia trendu dolara amerykańskiego, może ono przyczynić się do zakończenia cyklu łagodzenia polityki pieniężnej niektórych banków centralnych. W ostatnich tygodniach aprecjacja dolara amerykańskiego sygnalizowała potencjalny powrót do silniejszego dolara, co osłabiło korzyści dla pozycji zewnętrznej i fiskalnej rynków wschodzących, zwiększając zarówno koszty obsługi zadłużenia, jak i koszty importu. Ryzyko to jest szczególnie widoczne w przypadku krajów o dużych potrzebach w zakresie finansowania zewnętrznego, takich jak Etiopia, Egipt i Argentyna, oraz krajów silnie narażonych na zadłużenie denominowane w dolarach amerykańskich, takich jak Kolumbia.

Wykres 3: Okres złagodzenia polityki pieniężnej i aprecjacji walut lokalnych w gospodarkach wschodzących w 2025 r.

Wykres 3: Okres złagodzenia polityki pieniężnej i aprecjacji walut lokalnych w gospodarkach wschodzących w 2025 r.

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Tymczasem czynniki krajowe zmusiły banki centralne, zwłaszcza w Europie Środkowej i Wschodniej oraz Ameryce Łacińskiej (Brazylia i Kolumbia), do przyjęcia bardziej jastrzębiego stanowiska niż oczekiwano. Lokalna presja inflacyjna, zwłaszcza uporczywa inflacja bazowa i inflacja usług związana z silnym wzrostem płac, napiętą sytuacją na rynku pracy i importowaną inflacją, pozostawała na wysokim poziomie, mimo utrzymującej się globalnej dezinflacji. Najbardziej oczywistym przykładem dla Europy Środkowo-Wschodniej jest Rumunia, gdzie nieoczekiwany wzrost inflacji do poziomu bliskiego dwucyfrowemu był spowodowany zacieśnieniem polityki fiskalnej i zmianami w polityce energetycznej, co spowodowało utrzymanie się inflacji bazowej na wysokim poziomie pomimo słabszych presji zewnętrznych. W Ameryce Łacińskiej banki centralne zachowały ostrożne stanowisko, ponieważ zmienność cen żywności, odporny popyt krajowy i niepewność fiskalna (w tym niepewność przedwyborcza, ryzyko związane z wydatkami lub obawy dotyczące zadłużenia) powodowały wzrost ryzyka inflacyjnego. W perspektywie długoterminowej znaczące złagodzenie polityki pieniężnej zależy od wyraźnego spowolnienia wzrostu cen bazowych i płac oraz wiarygodnej dyscypliny fiskalnej, podczas gdy ponowne osłabienie dyscypliny fiskalnej, deprecjacja kursu walutowego, szoki żywnościowe lub podażowe oraz silniejszy od oczekiwanego popyt krajowy pozostają kluczowymi czynnikami, które mogą przedłużyć lub nawet zintensyfikować jastrzębie nastawienie w krajach takich jak Brazylia i Kolumbia.

Obecny cykl łagodzenia polityki pieniężnej miał konstruktywny wpływ na rynki długu. Lokalne obligacje przyniosły wysokie zyski, ponieważ rentowności spadły z wieloletnich maksimów, a spready walut twardej waluty skurczyły się do historycznych minimów. Czynniki techniczne — ponowny napływ kapitału i poprawa płynności — wzmocniły wyniki. Jednak obecnie wyceny wydają się zawyżone, co pozostawia ograniczoną przestrzeń dla dalszego zmniejszenia spreadów. Wzrost gospodarczy ustabilizował się dzięki niższym kosztom finansowania i odpornym popytom krajowym, ale ryzyko geopolityczne i odchylenia fiskalne nadal stanowią przeszkodę. W miarę dojrzewania trwającego cyklu łagodzenia polityki pieniężnej w krajach wschodzących, początkowe czynniki sprzyjające długowi z rynków wschodzących zaczynają zanikać. Na tym etapie wyniki są w większym stopniu uzależnione od carry trade niż od cen, a inwestorzy skupiają się na wartości względnej i wyborze kredytów. Ponadto pogarsza się profil ryzyka i zysku: niższe stopy procentowe wspierają wzrost gospodarczy i płynność, ale mogą również sprzyjać fiskalnemu samozadowoleniu zwiększając podatność na zewnętrzne wstrząsy. Krótko mówiąc, dynamika późnego cyklu wymaga bardziej taktycznego podejścia, kładącego nacisk na selektywną ekspozycję i aktywne zarządzanie ryzykiem.

Na początku cyklu łagodzenia polityki pieniężnej waluty rynków wschodzących zazwyczaj korzystają z poprawy nastrojów związanych z ryzykiem i napływu kapitału, zwłaszcza gdy globalne warunki płynności są sprzyjające, a dolar amerykański słabnie. Jednak wraz z dojrzewaniem cyklu korzyści te maleją. Wysokie realne rentowności w porównaniu z rynkami rozwiniętymi przyciągają transakcje carry trade, wzmacniając pozycję waluty. Średnia różnica między realnymi stopami procentowymi na rynkach wschodzących a stopami procentowymi w Stanach Zjednoczonych (tj. po uwzględnieniu inflacji) wynosi obecnie 2 punkty procentowe, co pomaga przyciągać przepływy kapitałowe, gromadzić rezerwy i zachować pole manewru w przypadku zmienności walutowej. Kiedy Fed rozpoczął cykl łagodzenia polityki pieniężnej, różnica ta była bliska zeru (patrz wykres 4). Jednak wraz z dojrzewaniem cyklu łagodzenia polityki pieniężnej korzyści te maleją. Różnice w stopach procentowych zmniejszają się, co ogranicza atrakcyjność carry trade, a pozycjonowanie staje się coraz bardziej zatłoczone, zwiększając podatność na realizację zysków i gwałtowne wahania. Ponadto, jeśli luzowanie polityki pieniężnej zbiega się z pogorszeniem sytuacji fiskalnej lub niepewnością polityczną, waluty mogą osiągać słabsze wyniki pomimo niższych stóp procentowych. W obecnym cyklu, podczas gdy BRL, MXN i ZAR pozostają preferowane pod względem carry trade, ryzyko gwałtownych odwróceń tendencji rośnie, ponieważ wyceny są zawyżone, a globalne czynniki ryzyka (geopolitycznego) stają się coraz bardziej widoczne.

Wykres 4: Różnica realnych stóp procentowych w stosunku do USA (pps)

Wykres 4: Różnica realnych stóp procentowych w stosunku do USA (pps)

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Ogólnie rzecz biorąc, poważna korekta na rynkach światowych (wykraczająca poza sektor sztucznej inteligencji i technologii) doprowadziłaby do dalszego złagodzenia polityki pieniężnej. Potencjalna korekta rynkowa dotknęłaby w szczególności centra produkcji chipów i elektroniki, takie jak Tajwan, Malezja czy Wietnam, które mogłyby odnotować spadek popytu, a także kraje Bliskiego Wschodu znajdujące się na wyższym szczeblu łańcucha dostaw, takie jak Izrael, wiodące centrum badań i rozwoju w dziedzinie sztucznej inteligencji. Kraje Zatoki Perskiej również byłyby narażone, biorąc pod uwagę duże kwoty zainwestowane w tę branżę. Spadek popytu na towary związane ze sztuczną inteligencją byłby również odczuwalny zwłaszcza w Chile, Indonezji lub Demokratycznej Republice Konga, głównych eksporterach litu, niklu i kobaltu. Wszystkie te czynniki sprawiłyby, że wiele banków centralnych rynków wschodzących powróciłoby do polityki łagodzenia polityki pieniężnej. Poza sztuczną inteligencją, poważna globalna korekta mogłaby mieć wpływ na obniżenie globalnego poziomu płynności, co dodatkowo przyczyniłoby się do cyklu łagodzenia polityki pieniężnej.

Bank Rozwoju Rady Europy wypłacił 125 mln euro kredytu Pekao Leasing na rozwój MŚP

Pekao Leasing 125 mln euro drugiej transzy kredytu na finansowanie inwestycji
i rozwoju mikro, małych oraz średnich przedsiębiorstw w Polsce. Kredyt zabezpieczony jest gwarancją Banku Pekao S.A.

Polskie przedsiębiorstwa wytwarzają ponad połowę polskiego PKB. Aby podejmować nowe inwestycje, zwiększać skalę działalności i utrzymywać konkurencyjność firmy potrzebują dostępu do długo- i średnioterminowego finansowania na preferencyjnych warunkach. Grupa Pekao dzięki wieloletniemu partnerstwu z CEB zapewnia takie wsparcie.

125 mln euro kredytu pozwoli Pekao Leasing współfinansować kwalifikujące się inwestycje polskich mikro, małych i średnich firm, takie jak zakup środków trwałych, pojazdów, sprzętów i maszyn, a także sprzętu IT i oprogramowania.

– Nasza wieloletnia współpraca z Council of Europe Development Bank przynosi po raz kolejny konkretne owoce. Środki pozwolą Grupie Banku Pekao jeszcze skuteczniej finansować i to na korzystnych warunkach, mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa. A są one przecież kluczowym filarem polskiej gospodarki, napędzającym innowacje, lokalny rozwój i tworzenie miejsc pracy – powiedział Cezary Stypułkowski, prezes Banku Pekao S.A.

CEB i Pekao Leasing w dużej mierze skupiają się na polskich przedsiębiorcach z regionów najbardziej zagrożonych bezrobociem i najbardziej wrażliwych na negatywne społeczno-gospodarcze skutki transformacji – na ten cel trafi 35 proc. kwoty kredytu. Promują także przedsiębiorczość kobiet, przeznaczając 20 proc. kwoty kredytu na firmy prowadzone przez kobiety.

Finansowanie z CEB pozwoli nam jeszcze skuteczniej odpowiadać na potrzeby polskich przedsiębiorców, którzy planują inwestycje i rozwój. Zależy nam, aby środki trafiały tam, gdzie mogą realnie wzmacniać lokalny biznes i wspierać jego dynamikę. To ważny krok w umacnianiu roli Pekao Leasing jako partnera rozwoju firm w całej Polsce – podkreślił Andrzej Krzemiński, prezes Pekao Leasing.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat współpraca Grupy Pekao i CEB zapewniła kluczowe wsparcie dla polskich mikro, małych oraz średnich przedsiębiorstw. Następne 125 mln euro
z CEB stanowi kolejny etap naszej udanej współpracy i pomoże tysiącom polskich MMŚP przyspieszyć rozwój i tworzyć miejsca pracy
– powiedział Carlo Monticelli, Gubernator CEB.

Inteligentne sieci, inteligentne decyzje: AI i chmura budują energetykę przyszłości

Transformacja cyfrowa przestaje być w energetyce przedsięwzięciem pilotażowym — staje się strategicznym fundamentem działalności operacyjnej. Sztuczna inteligencja, automatyzacja i chmura obliczeniowa radykalnie zmieniają sposób zarządzania infrastrukturą, zwiększają efektywność i pozwalają budować bardziej elastyczne systemy energetyczne, zdolne sprostać szybkiemu wzrostowi zapotrzebowania na moc. Według analiz Grand View Research globalny rynek AI w energetyce był wart 11,3 mld USD w 2024 roku, a do 2030 r. ma osiągnąć 54,8 mld USD, rosnąc w tempie CAGR na poziomie 30,2%

AI i automatyzacja redefiniują funkcjonowanie energetyki

W całym sektorze energetycznym AI i automatyzacja wprowadzają poziom precyzji i przewidywalności, który jeszcze kilka lat temu wydawał się nieosiągalny. Predykcyjne, zdarzeniowe utrzymanie ruchu ogranicza przestoje w sieciach energetycznych, rurociągach i elektrowniach, a cyfrowe narzędzia zwiększają widoczność łańcucha dostaw i usprawniają zarządzanie aktywami. Firmy równolegle pracują nad wspólnymi standardami i praktykami nadzoru, aby przyspieszyć procesy modernizacyjne i zwiększyć bezpieczeństwo operacyjne.

Energetyka staje się dziś branżą w pełni opartą na danych. To, co jeszcze niedawno było domeną analityków i zespołów technicznych, dziś jest fundamentem całego ekosystemu energetycznego. Bez zaawansowanych modeli analitycznych, automatyzacji i zdolności do przetwarzania ogromnych wolumenów informacji w czasie rzeczywistym nie da się utrzymać stabilności sieci ani planować jej rozwoju w dłuższym horyzoncie. AI pozwala nam przewidywać zdarzenia z wyprzedzeniem, reagować szybciej, a przede wszystkim budować bardziej odporne i elastyczne systemy. To nie jest już dodatek do działalności — to jej centralny elementkomentuje Mateusz Borkowski, Z-ca Dyrektora Technicznego DC w Polcom.

Infrastruktura nowoczesnej energetyki

Kluczową rolę w tej transformacji pełni chmura obliczeniowa, która staje się podstawową warstwą infrastruktury dla AI, IoT i zaawansowanej analityki. Należy wskazać na dane rynkowe – Precedence Research – według których globalny rynek cloud computing w sektorze energetycznym wyniósł około 1,32 mld USD w 2024 r. z kolei do 2034 r. ma osiągnąć około 3,42 mld USD i rozwijać się z CAGR na poziomie ok. 10% w latach 2024-2034. Wynika to z faktu, że chmura umożliwia szybką analizę danych i uruchamianie modeli AI w skalowalnym środowisku, wspiera zarządzanie infrastrukturą w czasie rzeczywistym — także na poziomie całych systemów energetycznych – i redukuje koszty operacyjne, eliminując konieczność budowania własnych centrów danych. Pozwala obsługiwać złożone symulacje, takie jak scenariusze obciążenia, praca sieci czy predykcje awarii, a integracja danych z wielu źródeł staje się fundamentem dla generatywnej AI i zaawansowanych modeli decyzyjnych. Dzięki elastyczności i skalowalności chmura pozwala firmom szybciej wdrażać innowacje oraz sprawniej reagować na zmieniające się potrzeby rynku.

Chmura to nie tylko przestrzeń na dane — to akcelerator innowacji i fundament zupełnie nowego modelu funkcjonowania energetyki. Umożliwia firmom przetwarzanie i analizowanie informacji w skali, która jeszcze niedawno była nieosiągalna. Dzięki niej możemy w czasie rzeczywistym zarządzać infrastrukturą, przewidywać awarie, optymalizować produkcję energii i lepiej wykorzystywać dostępne zasoby. Chmura daje energetyce szybkość działania, stabilność operacyjną i elastyczność, które są kluczowe wobec rosnącego zapotrzebowania na energię i gwałtownego rozwoju technologii. To rozwiązanie, które nie tylko wspiera transformację, ale realnie ją przyspiesza — podkreśla Mateusz Borkowski.

AI kształtuje zapotrzebowanie na moc i pomaga je stabilizować

Elektryfikacja gospodarki powodują, że szczytowe zapotrzebowanie na moc może wzrosnąć aż o 26% do 2035 roku. To najszybszy wzrost notowany w sektorze energetycznym od trzech dekad, który stanowi duże wyzwanie dla przeciążonych już systemów. Niemniej technologie AI stają się kluczem do utrzymania stabilności sieci. Przedsiębiorstwa wykorzystują algorytmy do prognozowania obciążenia, bilansowania mocy i wzmacniania infrastruktury w czasie rzeczywistym. Operatorzy wdrażają systemy oparte na AI, aby optymalizować produkcję, ograniczać awarie i monitorować stan urządzeń 24/7.

Bez inteligentnych systemów zarządzania energią, bazujących na AI i chmurze, sieć nie byłaby w stanie udźwignąć rosnącego obciążenia. Dzisiejsza energetyka wymaga zdolności przewidywania, reagowania i bilansowania mocy w ułamkach sekund, a to możliwe jest tylko dzięki zaawansowanym technologiom. AI pozwala operatorom widzieć więcej, szybciej i dokładniej – od prognozowania szczytów zapotrzebowania, przez analizę zachowania odbiorców, po natychmiastowe wykrywanie anomalii w infrastrukturze. To technologia staje się dziś gwarantem stabilności, bo daje systemowi energetycznemu inteligencję, która kompensuje jego fizyczne ograniczenia. Bez niej modernizacja i dalsza elektryfikacja gospodarki byłyby po prostu niemożliwe — ocenia Mateusz Borkowski, Z-ca Dyrektora Technicznego DC w Polcom.

W realiach rosnącego zapotrzebowania na energię i nasilających się napięć geopolitycznych efektywność operacyjna staje się dla firm energetycznych kwestią egzystencjalną. Organizacje, które nie zintegrują cyfrowego tempa działania — opartego na AI, chmurze i automatyzacji — z fizycznymi procesami, ryzykują, że zostaną w tyle ze względu na zbyt wolno modernizowane systemy. Energetyka wkracza w dekadę, w której technologia i energia stają się nierozerwalne, a AI i chmura obliczeniowa przestają być narzędziami — stają się podstawą dla nowej architektury rynku mocy.

Współdzielenie treści staje się normą. Co piąty tytuł dostępny już na co najmniej trzech serwisach VOD

Widać rosnący trend nakładania się treści między serwisami streamingowymi. Liczba tytułów dostępnych na co najmniej trzech platformach VOD wzrosła z 9 proc. w 2020 r. do 21 proc. w 2025 r. – wynika z ostatnich danych firmy analitycznej Ampere Analysis[1], działającej w sektorze mediów. Oznacza to, że statystycznie co piąty tytuł jest dostępny w minimum trzech różnych, niezależnych serwisach. Inne badania wskazują ponadto na rosnące znużenie użytkowników dostępną liczbą subskrypcji. Firmy dostarczające treści wiedzą jednak, jak sobie z tym radzić.

Kierunek zmian w zakresie nakładania się treści między serwisami wyznaczają amerykańskie firmy. To właśnie w USA odsetek odchodzenia od ekskluzywności na rzecz dzielenia kontentu na wiele platform jest najwyższy. W lipcu br. w Stanach Zjednoczonych 39 proc. tytułów (67 tysięcy ze wszystkich 172 tys.) było dostępnych przynajmniej na dwóch lub na większej liczbie serwisów. Dla porównania, w tym samym czasie w Wielkiej Brytanii procent ten wynosił 13, a we Francji – 8 proc.

Zdaniem analityków Ampere Analysis, wysoki wskaźnik braku wyłączności na amerykańskim rynku VOD wynika z kilku czynników. To m.in. dążenie platform AVOD[2] (ang. Advertised Video on Demand – filmy na żądanie z reklamami) do budowania skali treści, chęci serwisów premium do monetyzacji zasobów bibliotecznych w celu uzyskania dodatkowych przychodów oraz większej skłonności do dzielenia się treściami na konkurencyjnym rynku.

Treści AVOD przenikają się z SVOD

Z danych Ampere Analysis płynie jeszcze jeden istotny wniosek. Serwisy SVOD (subskrybowanie filmów na żądanie) są bardziej ekskluzywne niż AVOD. Konsolidacja rynku powoduje jednak zbieżność i przenikanie się katalogów. Spośród współdzielonych, analizowanych przez firmę Ampere tytułów:

  • 43 proc. (29 tys. pozycji) występuje jednocześnie w modelu SVOD i AVOD
  • 12 proc. (8,3 tys. tytułów) dostępnych jest w wielu serwisach SVOD.

Im starsza produkcja, tym większa tendencja do dzielenia treści między serwisami

Starsze produkcje – nadal atrakcyjne, ale rozumiane jako wydane w latach 2010-2019, stanowią 43 proc. współdzielonych treści. Natomiast tytuły z lat 2020-2025 są współdzielone w 28 proc.

Zdaniem Rahula Patela, głównego analityka w Ampere Analysis, wysoki poziom nieekskluzywności na rynku VOD w USA wynika nie tylko z dużej liczby starszych treści. Umowy współekskluzywne dotyczą również tytułów premium. Przykładami mogą być ostatnie porozumienia między Netflixem a HBO oraz Disneyem a AMC. Europa nie osiągnęła jeszcze takiego poziomu. Jednak według Patela, ostatnie partnerstwa między nadawcami a platformami streamingowymi, np. ZDF i Atresmedia z Disney+, Netflixa z TF1 czy Amazona z France Télévisions wskazują, że tego typu tendencje mogą stawać się coraz popularniejsze.

Narrację Ampere Analysis potwierdzają też przedstawiciele globalnej firmy badawczej i konsultingowej Omdia. Zamiast haseł takich jak „wojna streamingowa” zaczynają dominować zwroty „Streaming Love”, rozumiane jako ekosystem streamingowy oparty na współpracy. Mówiła o tym we wrześniu br. na targach IBC2025 Maria Rua Aguete, dyrektor ds. M&E w Omdia[3]. Firma ta przewiduje, że jednocyfrowy przyrost SVOD stanie się normą do 2028 roku. Według danych, na które powoływała się w trakcie swojego wystąpienia Maria Rua Aguete, do 2030 roku pakiety telekomunikacyjne będą stanowić na całym świecie 23 proc. wszystkich subskrypcji SVOD. Natomiast pakiety niezwiązane z operatorami telekomunikacyjnymi będą odpowiadać za kolejne 10 proc. subskrypcji.

Polsce bliżej obecnie do Zachodu niż USA

Zgodnie z najnowszymi raportami Nielsen „The Gauge” z 2025 roku widać wzrost oglądalności treści w streamingu – zarówno w Polsce (między 9,1 proc. – 10,1 proc.), jak również w USA (rekordowy udział 47,3 proc.). Mimo to rynki te znajdują się na innym etapie rozwoju, co bezpośrednio wpływa na strategie konkurencyjne platform. Z tego względu Polsce bliżej do Europy Zachodniej, aniżeli do Stanów Zjednoczonych.

Analizy rynków CEE (Polska, Czechy, Rumunia czy Węgry) wskazują na dynamiczny wzrost liczby subskrybentów i silną rywalizację globalnych graczy. W tej fazie kluczowym narzędziem walki o klienta jest oferowanie treści na wyłączność. W Europie Środkowej od około 23 do 25 proc. wszystkich subskrypcji SVOD jest pośrednich, pochodzących od operatorów płatnej telewizji lub telekomunikacyjnych – wynika z szacunków Deloitte czy Omdia – komentuje Artur Pacuła, CEO MEGOGO w Polsce.

Polska reprezentuje najbardziej zaawansowany rynek VOD w regionie, zdominowany przez globalnych gigantów, którzy muszą konkurować z silnymi, lokalnymi graczami i dostosowywać się do unijnych oraz krajowych regulacji.

Sport napędza streaming – w Polsce główne rozgrywki rozproszone

Już w 2023 roku, co wynika z raportu Publicis Groupe Polska „Sports Online 2023/2024”, ok. 70 proc. polskich internautów oglądało sport online (zarówno darmowo, jak i płatnie). Co najważniejsze, dziedzina ta była jednym z głównych powodów, dla których Polacy decydowali się na dostęp do płatnych subskrypcji.

Polski rynek streamingu sportowego jest bardzo popularny, ale jednocześnie mocno rozproszony. Prawa do transmisji najważniejszych lig i wydarzeń posiada kilku dużych graczy, co często zmusza kibiców do konieczności wykupienia kilku subskrypcji. Świadczy to w większości przypadków o wyłączności. Są jednak wyjątki takie jak np. Eleven Sports, do którego dostęp oferowany jest przez kilka różnych podmiotów – dodaje Artur Pacuła z MEGOGO.

Rodzi to więc pewnego rodzaju wyzwania dla użytkowników, którzy muszą wykupić wiele usług. Wiąże się to z wyższymi kosztami oraz rosnącą liczbą subskrypcji.

Liczba subskrypcji może nużyć, ale firmy mają na to sposoby

Zdaniem Nicka Maynarda, wiceprezesa ds. badań rynku fintech w Juniper Research, znużenie niekończącą się liczbą nowych subskrypcji wśród użytkowników jest największym zagrożeniem dla rozwoju całej gospodarki subskrypcyjnej. Jak spółki z branży mogą sobie z tym radzić?

W badaniu Juniper Research[4] wskazano, że kluczowymi czynnikami dla zmniejszenia liczby rezygnacji z usług jest łączenie subskrypcji i elastyczne nimi zarządzanie. Przykładem tego typu może być np. ostatnie partnerstwo Google, polegające na łączeniu planów indywidualnych usług YouTube Premium i YouTube Music Premium z MEGOGO, czyli platformą streamingową. Dzięki temu użytkownicy otrzymują w jednym miejscu korzystniejszą propozycję w porównaniu z płatnością za obie usługi oddzielnie, zyskując jednocześnie dostęp do telewizji, filmów, seriali, materiałów edukacyjnych, sportu, treści audio oraz programów dla dzieci.

***

[1] Ampereanalysis.com, US streamers increasingly double up on content, 30 września 2025 r.

[2] AVoD odnosi się do treści dostępnych na żądanie i nie obejmuje kanałów typu FAST.

[3] Broadbandtvnews.com, New era of Streaming Partnerships, 15 września 2025 r.

[4] JuniperResearch.com, Subscription Economy to Reach $1.2 Trillion by 2030 Globally, Despite Increasing Subscription Fatigue, październik 2025 r.

Silny popyt, stabilne czynsze, rosnące inwestycje – magazyny w Polsce znów na fali wzrostowej

Popyt na powierzchnie magazynowe w Polsce pozostaje bardzo dynamiczny. W trzech pierwszych kwartałach 2025 roku wynajęto 4,5 mln m kw., co jest wynikiem o 20% większym niż rok wcześniej. Jednocześnie rynek inwestycyjny utrzymuje wysoką aktywność, a wartość transakcji magazynowych wzrosła o 18%, osiągając 873 mln euro. Silna obecność globalnych inwestorów potwierdza stabilność i atrakcyjność Polski jako kluczowego rynku logistycznego w regionie.

„Polski rynek magazynowy ponownie udowadnia swoją odporność. Popyt najemców rośnie drugi rok z rzędu, a inwestorzy wyraźnie wzmacniają swoją obecność. To sygnał zaufania do długoterminowych fundamentów rynku,” – komentuje Szymon Sobiecki, Analyst, Research w Knight Frank.

Podaż – umiarkowany wzrost i ostrożny optymizm deweloperów

Zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyły 36,4 mln m kw.. Mimo że tempo wzrostu osłabło względem rekordowych lat 2021–2023, deweloperzy stopniowo zwiększają aktywność. W okresie I–III kw. 2025 roku na rynek trafiło 1,55 mln m kw. nowej powierzchni, czyli o 26% mniej niż rok temu.

Od drugiego kwartału widoczne jest jednak lekkie ożywienie. Wolumen powierzchni w budowie wzrósł o 6% kwartał do kwartału i wynosi obecnie 1,5 mln m kw. (wartość ta jest wciąż o 20% mniejsza niż rok wcześniej). Najwięcej nowych projektów realizowanych jest w regionie Warszawy (527 000 m kw.), Trójmiasta (221 000 m kw.) i Górnego Śląska (190 000 m kw.).

Deweloperzy coraz chętniej rozpoczynają budowy spekulacyjne, choć udział takich projektów nadal pozostaje niższy niż w latach boomu 2021–2023. Na koniec III kwartału 55% powierzchni w budowie było zabezpieczone umowami przednajmu, w porównaniu do 59% na początku roku (po I kwartale). Na najbardziej dojrzałych rynkach, takich jak Warszawa i Górny Śląsk, odsetek ten wynosi ok. 30%.

Popyt – kolejny rok wzrostów, dominacja renegocjacji

W trzech pierwszych kwartałach 2025 r. całkowita aktywność najemców osiągnęła 4,5 mln m kw., co oznacza 20% wzrost r/r. Sam III kwartał przyniósł 1,6 mln m kw. wynajętej powierzchni, o 42% więcej niż rok temu.

Renegocjacje dominowały w strukturze rynku, odpowiadając za 47% całkowitego wolumenu, podczas gdy nowe umowy stanowiły 44%. Największy popyt generują regiony Warszawy, Polski Centralnej  i Wrocławia – łącznie ponad 60% wolumenu najmu.

Strukturę popytu tradycyjnie kształtują branża logistyczna i handel, których aktywność rośnie wraz z umacniającą się sprzedażą detaliczną. Jednocześnie rośnie udział najemców z sektora lekkiej produkcji. W trzech kwartałach 2025 roku odpowiadali oni za 16% całkowitego wolumenu, głównie w zachodniej i południowo-zachodniej Polsce.

„Przedsiębiorstwa coraz śmielej wracają do strategii rozwoju i zabezpieczania łańcuchów dostaw. Oczekiwane ożywienie produkcji przemysłowej oraz silna konsumpcja będą w kolejnych kwartałach dodatkowo stymulować popyt na powierzchnie magazynowe,” – podkreśla Przemysław Piętak, Head of Industrial and Logistics Agency w Knight Frank.

Pustostany – stabilizacja z perspektywą dalszych spadków

Wskaźnik pustostanów na koniec III kwartału wyniósł 8,21%, pozostając praktycznie bez zmian wobec poprzedniego kwartału (8,19%). Wzrost popytu w kolejnych miesiącach powinien przełożyć się na dalsze ograniczenie dostępności wolnej powierzchni.

Czynsze – stabilny poziom w kluczowych lokalizacjach

Stawki czynszów wywoławczych pozostają stabilne i kształtują się w zależności od formatu dla obiektów big box: 3,8–5 EUR/m kw., a dla magazynów miejskich w przedziale 5–7,5 EUR/m kw.

Najwyższe stawki utrzymują się w granicach administracyjnych Warszawy i Krakowa.

Rynek inwestycyjny – przewaga globalnych graczy

Wolumen inwestycji w nieruchomości magazynowe w I–III kw. 2025 wyniósł 873 mln euro (wzrost o 18% r/r). Sektor magazynowy odpowiada za 34% całkowitego wolumenu inwestycyjnego w Polsce.

Transakcje zdominowali globalni inwestorzy o długoterminowej strategii i preferencjach wobec stabilnych aktywów o niskim profilu ryzyka.

Obniżki stóp w Polsce, słabsze dane z USA i spadek inflacji w Czechach

Wczoraj – zgodnie z oczekiwaniami większości analityków – doszło do obniżek stóp procentowych w Polsce. Amerykanie pokazali słabsze dane z rynku pracy. Inflacja w Czechach spada, a dyskusja o obniżkach w Pradze znów wraca.

Stopy w dół

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami doszło do obniżek stóp procentowych. Główny wskaźnik wynosi obecnie 4% po spadku o 0,25%. Było to zgodne z prognozami, stąd niewielkie reakcje rynków. Co ciekawe, te niewielkie reakcje oznaczały umocnienie waluty. Jedna z hipotez zakłada, że część inwestorów grała już pod podwójne obniżki stóp i po samej decyzji odwracała pozycje inwestycyjne. Waluta umacnia się bowiem wtedy, gdy po decyzji stopy są wyższe od oczekiwań. Druga hipoteza łączy ten ruch z osłabiającym się dolarem i napływem kapitału do Europy. Ciekawie zapowiada się dzisiejsza konferencja prasowa. Z jednej strony mamy rozbudzone oczekiwania rynków, które liczą na dalsze cięcia w kolejnych miesiącach. Z drugiej – prezesa NBP, który po przydługawym wstępie o własnych sukcesach będzie ponownie opowiadał historię, że to nie cykl obniżek, a reakcja na dane. Problem w tym, że na ostatnich 7 posiedzeniach decyzyjnych stopy procentowe spadły w sumie o 1,75%.

Słabsze dane zza oceanu

Na rynki trafił wczoraj raport ADP na temat zatrudnienia w USA. Spodziewano się niskiego wyniku – zaledwie 5 tysięcy nowych miejsc pracy w listopadzie. Problem w tym, że w raporcie mieliśmy spadek o 32 tysiące. Oprócz tego widać, że dużo poniżej oczekiwań wypadło wykorzystanie mocy produkcyjnych. Publikowano również indeksy koniunktury, jednak wypadły one niejednoznacznie – jeden rósł, a drugi spadał. W przypadku tych wskaźników, z racji tego, że powstają na podstawie badań ankietowych, takie sytuacje wcale nie należą do rzadkości. W tym zestawieniu dane z rynku pracy są jednak najważniejsze i to one powodowały, że dolar wczoraj znów wyznaczał swoje najsłabsze poziomy od października.

Sukces walki z cenami w Czechach

Nie tylko Polska pokazała nagły spadek inflacji w listopadzie. Generalnie nasz region Europy pokazuje dobre dane. Dzisiaj nad ranem poznaliśmy tempo wzrostu cen w Czechach. Analitycy oczekiwali wzrostu na poziomie 2,6%, a otrzymali zaledwie 2,1%. W rezultacie ponownie otwiera to dyskusję o potencjalnych obniżkach stóp procentowych u naszego południowego sąsiada. Widać to wyraźnie na rynku walutowym. Od momentu publikacji korona czeska traci na wartości około 0,4%, co pokazuje, że inwestorzy zaczęli wierzyć w ten scenariusz.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 15:00 – Polska – konferencja prezesa NBP.

Promocje deweloperów przyciągnęły kupujących. Rynek wtórny notuje wyraźny spadek sprzedaży

W listopadzie kupujących mieszkania przyciągnęły deweloperskie promocje, więc sprzedaż używanych lokali wyraźnie spadła. Zdaniem ekspertów portalu GetHome.pl prawdopodobnie nie dotyczyło to jednak metropolii, gdzie oferta kurczy się od miesięcy, co w kilku przypadkach skutkowało wzrostem cen.

Rynki pierwotny i wtórny ostro rywalizują o kupujących. Wygląda na to, że w listopadzie znów górą byli deweloperzy. Zwykle w końcówce roku wykorzystują oni każdą okazję, a jedną z nich jest Black Friday, żeby skusić nabywców jakąś promocją – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Według niego, z tego powodu chętnych na mieszkania z drugiej ręki było w całym kraju wyraźnie mniej niż miesiąc wcześniej. Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że w listopadzie z rynku wtórnego zniknęło 31 tys. unikalnych ofert sprzedaży mieszkań – to aż o 11% mniej niż w październiku. W tym roku gorszy wynik sprzedażowy był jedynie w styczniu. Równocześnie na rynku pojawiło się w listopadzie stosunkowo mało, bo tylko 29 tys. nowych ofert. W efekcie na koniec miesiąca dostępnych było 147 tys. mieszkań, czyli o 1% mniej niż miesiąc wcześniej i o 7% mniej niż rok temu.Rynek wtórny-listopad 2025-sprzedaż-kraj

Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl, przyznaje, że problem spadku popytu na mieszkania z drugiej ręki prawdopodobnie nie dotyczy największych metropolii. Według Adradar, np. w Poznaniu listopad był drugim z rzędu miesiącem, w którym oferta zmniejszyła się bardzo gwałtownie – w październiku o 3%, a w listopadzie o kolejne 8% (do 3,6 tys. lokali).

To sygnał, że popyt w metropoliach pozostaje silny mimo ogólnego spadku – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.

Podobnie wygląda sytuacja w innych metropoliach. Jak podaje Adradar, w listopadzie ubyło:

  • 4% mieszkań w Łodzi (do 5,3 tys.) i Katowicach (do 2,3 tys.),
  • 3% – we Wrocławiu (do 8,9 tys.) i Krakowie (do 8,6 tys.),
  • 1% – w Warszawie (do 17,5 tys.).

Ekspert zwraca uwagę, że oferta używanych mieszkań w metropoliach maleje już od kwietnia. Zbiegło się to z cyklem obniżek stóp procentowych, co poprawiło dostępność kredytów mieszkaniowych. Od tego czasu rynek wtórny skurczył się:

  • w Krakowie – o 28%,
  • w Warszawie – o 27%,
  • w Poznaniu – o 25%,
    • Trójmieście – do ok. 16,4 tys. zł/m kw.,
    • Wrocławiu – do 14,2 tys. zł/m kw.,

Poznaniu – do ok. 11,8 tys. zł/m kw..a we Wrocławiu – o 24%.Rynek wtórny-listopad 2025-oferta-miasta

Równocześnie rosła podaż mieszkań na rynku pierwotnym. W największych miastach oferta urosła do rekordowych rozmiarów. W tej sytuacji sprzedający na rynku wtórnym nie mogli sobie pozwolić na podwyższanie cen. Wręcz przeciwnie – wielu zaczęło je obniżać już na etapie ofertowym – mówi Marek Wielgo.

Z danych portalu GetHome.pl wynika, że w listopadzie w czterech metropoliach średnia cena metra kwadratowego mieszkań z rynku wtórnego była niższa niż przed rokiem:

  • w Krakowie – o 4%,
  • w Warszawie – o 3%,
  • we Wrocławiu – o 2%,
  • w Poznaniu – o 1%.

Liderem wzrostów jest Trójmiasto, gdzie średnia cena metra kwadratowego była w listopadzie o 4% wyższa niż rok temu. Wzrosty odnotowano także w Łodzi (+3%), która wciąż jest najtańszą metropolią oraz w Katowicach (+1%).Rynek wtórny-listopad 2025-ceny m kw-R

Listopad był kolejnym miesiącem stabilizacji cen w Krakowie (ok. 16,9 tys. zł/m kw.) i Łodzi (ok. 8,8 tys. zł/m kw.). Spadek rzędu 1% miał miejsce w Warszawie (do ok. 17,8 tys. zł/m kw.) i Katowicach (do ok. 11,6 tys. zł/m kw.). Jednak w trzech metropoliach średnia cena metra kwadratowego wzrosła o 1%:

Rynek wtórny-listopad 2025-ceny m kw-M

Firmom brakuje 1,5 mln pracowników, a milion osób z niepełnosprawnościami jest poza rynkiem. Jak zamknąć tę lukę?

0

Tylko w tym roku polskim firmom mogło zabraknąć nawet 1,5 miliona pracowników. Jednocześnie około miliona osób z niepełnosprawnościami w wieku produkcyjnym wciąż pozostaje poza rynkiem pracy. Ta dysproporcja ogranicza rozwój przedsiębiorstw i obciąża budżet państwa. Eksperci Sodexo podkreślają, że lukę kadrową można zmniejszyć, angażując osoby, które dziś są poza systemem, a chcą pracować. Jak wykorzystać ten potencjał?

Problem niedoboru pracowników dotyka coraz szerszego spektrum polskiej gospodarki. Trudności w rekrutacji odczuwalne są już nie tylko w branżach high-tech i sektorach wysoko wyspecjalizowanych, ale także w usługach. Przykładem jest gastronomia, gdzie deficyt wykwalifikowanych kucharzy występuje już w blisko 200 lokalizacjach. Nie lepiej prezentuje się sytuacja w facility management – sektorze zatrudniającym około 630 tysięcy osób, w którym firmy coraz częściej wskazują na rosnące trudności w pozyskiwaniu pracowników.

To absurd ekonomiczny i społeczny. Firmy szukają pracowników praktycznie wszędzie, a jednocześnie ogromna część osób z niepełnosprawnościami nadal nie pracuje. Paradoks polega na tym, że to nie jest bariera kompetencyjna, ale systemowa – od dostępności architektonicznej i organizacji stanowisk pracy, po nieuświadomione stereotypy w myśleniu o zatrudnieniu. Ale to również przestrzeń na zmianę – mówi wprost Anna Stopel, People Development Manager w Sodexo Polska.

Ponad 50 organizacji pracuje nad wspólną zmianą

Jedną z najdynamiczniejszych inicjatyw jest powstałe w 2023 roku Partnerstwo Inclu(vi)sion – platforma, która połączyła ponad 50 podmiotów: globalne korporacje (m.in. BNP Paribas, Microsoft, Sodexo, IKEA, Castorama), instytucje publiczne, organizacje pozarządowe i media. Cel jest ambitny, ale policzalny: zwiększyć poziom zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami do 40 proc. w 2030 roku.

60 proc. osób z niepełnosprawnościami ma lekki lub umiarkowany stopień orzeczenia, co oznacza wiele możliwości pracy. Wyzwanie polega na tym, by usunąć bariery blokujące ich aktywność zawodową – podkreśla Przemysław Żydok, Prezes Fundacji Aktywizacja i inicjator Partnerstwa.

Identyfikacji i promocji dobrych praktyk w tym obszarze ma służyć m.in. III Kongres Inclu(vi)sion, który w tym roku odbędzie się pod hasłem „Tworzymy rynek współ(pracy)”. Wydarzenie składa się z paneli dyskusyjnych, debat z udziałem zarządów i HR, warsztatów oraz sesji Q&A, które odbywać się będą już 3 grudnia, w Międzynarodowy Dzień Osób z Niepełnosprawnościami. Równolegle organizowane są II Wirtualne Targi Pracy, które pozwolą pracodawcom spotkać kandydatów gotowych podjąć zatrudnienie. Formuła online umożliwia udział uczestnikom z całej Polski i zagranicy.

Potrzebujemy kompleksowej zmiany: inwestycji w dostępność i ergonomię stanowisk, odświeżenia procesów rekrutacyjnych i odwagi w testowaniu nowych rozwiązań. Firmy, które już dziś to robią, nie tylko rozwiązują własne wyzwania kadrowe, ale również budują efektywny rynek pracy. W biznesie to wyraz społecznej odpowiedzialności, strategiczna przewaga konkurencyjna i właściwy kierunek rozwoju – mówi wprost Anna Stopel, People Development Manager w Sodexo Polska.

Jak zamienić potencjał w etat?

Sodexo Polska to przykład firmy, która aktywizację zawodową traktuje jako proces, a nie pojedynczy projekt. Od blisko 20 lat aktywnie rekrutuje osoby z różnymi niepełnosprawnościami – dziś stanowią one prawie 8 proc. wszystkich pracowników. Firma zatrudnia w różnych branżach, w kilkudziesięciu lokalizacjach w całym kraju, m.in. na stanowiskach pracownika restauracji, w obsłudze biurowej, ale również w roli koordynatorów czy menedżerów.

– Pierwszy krok? Przekonać zarządy, że zatrudnianie osób z niepełnosprawnościami musi być integralną częścią strategii biznesowej, a nie tylko jednorazową inicjatywą. Gdy włączanie traktuje się jak każdy inny proces – z planem, miernikami i wsparciem – efekty są widoczne bardzo szybko – opowiada Anna Stopel, People Development Manager w Sodexo Polska.

W Sodexo sprawdził się model zatrudnienia wspomaganego realizowany we współpracy z organizacjami społecznymi. Pracownicy mogą liczyć na wsparcie trenera pracy – od badań lekarskich, przez pierwsze dyżury, po adaptację do nowych obowiązków. Jest to rozwiązanie szczególnie skuteczne w przypadku osób z niepełnosprawnością intelektualną, ale nie tylko.

Uczestnicy Partnerstwa podkreślają, że bez zmian systemowych – np. likwidacji pułapki rentowej i wprowadzenia nowych narzędzi aktywizacji, takich jak bon motywacyjny – trudno będzie przełamać obecny impas.

Potrzebujemy połączenia rozwiązań legislacyjnych, edukacji i praktycznego wsparcia. Ale bez decyzji pracodawców, bez ich gotowości na procesy włączające, nie osiągniemy skali, której polska gospodarka po prostu dziś potrzebuje. Dostępny rynek pracy to szansa na godne, niezależne i samodzielne życie, a przy tym pozytywny wpływ na rozwój gospodarczy Polski – podsumowuje Przemysław Żydok, Prezes Fundacji Aktywizacja.

Jak wybrać praktyczne prezenty dla pracowników? Technologiczne upominki wspierające employer branding

Nie ma znaczenia, z jakiego powodu szykujesz dla swoich pracowników upominki – warto zadbać o to, by były one praktyczne. Sprawdź inspiracje i dowiedz się, jak w doborze prezentu może Ci pomóc technologia!

Czym jest employer branding i jak wpływają na niego okolicznościowe prezenty?

Troska o swoją firmę to coś więcej niż pilnowanie jakości usług czy wyrobów, a także sprawdzanie statystyk lub wyników sprzedaży. To również dbanie o dobre samopoczucie Twoich pracowników, które wpływa nie tylko na atmosferę wewnątrz firmy, chęci do działania i wydajność, ale również i na jej wizerunek zewnętrzny. Wszelkie działania, które mają na celu szeroko pojęte budowanie marki jako przyjaznej pracownikom, łączy się pod hasłem employer brandingu.

Istnieje wiele sposobów, by troszczyć się o ten segment, lecz jedną z najlepszych dróg bez wątpienia jest docenianie swoich pracowników oraz wręczanie im prezentów – czy to uznaniowych, czy to okolicznościowych. Zbliżające się święta, koniec roku kalendarzowego, zamknięcie dużego projektu, który był owocem wielomiesięcznej pracy – nietrudno znaleźć pretekst, by wręczyć choćby drobny upominek!

Taki gest jest bardzo doceniany przez pracowników, szczególnie jeśli się do niego przykładasz. Nie chodzi tu nawet o cenę – nawet prezent do 50 zł może w zupełności spełnić swoją funkcję, jeśli postawisz na jakość, ładne opakowanie lub personalizację!

Przykłady technologicznych prezentów dla pracowników – poznaj ciekawe inspiracje

Upominki tworzone z myślą o pracownikach mogą przybierać naprawdę różne formy. Pożądane i mile widziane prezenty często pochodzą z segmentu technologicznego. Możesz w nim przebierać i znaleźć propozycje w każdym budżecie. Poniżej sprawdzisz kilka z nich, które z pewnością sprawdzą się jako okolicznościowy podarek!

Powerbank

Wysokiej jakości powerbank może stanowić świetny prezent do 100 zł, choć oczywiście możesz również spotkać się z droższymi modelami. Z pomocą takiego urządzenia można zawsze pozostać w kontakcie ze światem. Nie ma znaczenia, dlaczego nie ma gdzie się podpiąć do ładowania. Dynamiczny dzień w pracy, wyjazd poza miasto, zwykła nieuwaga co do stanu baterii – dzięki powerbankowi problem wyczerpującej się baterii po prostu znika!

Słuchawki

To bardzo wszechstronny sprzęt, który świetnie sprawdzi się w formie technologicznego upominku. Do wyboru masz słuchawki przewodowe i bezprzewodowe, nauszne i douszne – każde mają swoje plusy i minusy. Warto dowiedzieć się, jakie preferencje ma osoba, którą chcesz obdarować, by na pewno trafić w jej muzyczne gusta!

Smartwatch

Inteligentne zegarki mogą wydawać się drogim upominkiem. W rzeczywistości może to być naprawdę ciekawy prezent do 200 zł, który pomimo niższej ceny będzie świetnie spełniał swoje zadanie i zapewni wiele interesujących funkcji.

Współczesne smartwatche to oczywiście coś więcej niż tylko pokazywanie obecnej godziny. To również monitoring pulsu, poziomu stresu czy jakości snu, partner w treningu, a także asystent, z którego pomocą możesz zarządzać telefonem, odbierać połączenia, odczytywać powiadomienia, a nawet płacić za zakupy! Nic więc dziwnego, że gadżet ten staje się coraz popularniejszym prezentem okolicznościowym.

Karty podarunkowe

Karta podarunkowa wcale nie musi być wyrazem braku pomysłu. Dzięki takiemu upominkowi pracownik może czuć się wyróżniony, a przy okazji samemu wybrać, na co spożytkuje otrzymany voucher. Dzięki temu nie dochodzi do sytuacji, w której podczas wręczania prezentu popełnisz faux-pas – każdy bowiem musi czasem kupić sobie coś z segmentu RTV czy AGD!

Świąteczne cięcie stóp: RPP obniża je do 4 proc., a raty kredytów spadają

Nie było niespodzianki i po silnym spadku inflacji w listopadzie do 2,4 proc. r/r RPP zdecydowała się na kolejną obniżkę stóp procentowych. Podstawowa stopa spadła zatem do poziomu 4 proc. Polskie stopy zbliżyły się zatem, po wielu miesiącach wyższego poziomu, do stóp w USA, które obecnie wynoszą 3,75–4 proc. Podstawowa stopa procentowa EBC jest znacząco niższa i wynosi 2 proc. Obniżka to świąteczny prezent dla kredytobiorców hipotecznych, bo posiadacz kredytu na 500 tys. zł dzięki decyzjom RPP w tym roku, zaoszczędził już 500–600 zł na każdej miesięcznej racie.

Rada Polityki Pieniężnej nie zaskoczyła, dokonując piątej z rzędu obniżki stóp procentowych o 25 pkt bazowych. Obecna seria obniżek trwa od lipca (z przerwą w sierpniu), a wcześniej w maju Rada dokonała większej obniżki o 50 pkt bazowych. W całym 2025 roku stopy w Polsce spadły więc już o 175 pkt bazowych, czyli w sposób bardzo dynamiczny. W tym roku nie będzie już posiedzeń RPP, szansa na kolejne obniżki będzie zatem dopiero w 2026 roku.

Silnym argumentem za obniżkami jest mocno spadająca inflacja, która w listopadzie znalazła się w ramach celu NBP, który wynosi 2,5 proc. z odchyleniem o 1 pkt proc. Spadła bowiem do poziomu 2,4 proc. (z 2,8 proc. w październiku). Ten spadek mocno zaskoczył ekonomistów, którzy spodziewali się mniejszego spadku. W związku z niespodzianką inflacyjną, w przypadku stóp procentowych niespodzianki już nie było i stopy zostały obniżone.

Dane o inflacji w listopadzie pokazują wyraźne wyhamowanie wzrostu cen. Ceny żywności rosną już tylko o 2,7 proc. rok do roku, co jest najniższym wynikiem od czerwca 2024 roku, a w ujęciu miesięcznym wzrost wyniósł zaledwie 0,1 proc. Spadek dynamiki dotyczy także nośników energii, które podrożały jedynie o 0,1 proc. w ujęciu miesięcznym i 2,7 proc. w skali roku. Z drugiej strony, w listopadzie zauważalny był wzrost cen paliw, które poszły w górę o 2,2 proc. miesiąc do miesiąca, jednak ze względu na wyższą bazę z ubiegłego roku, efekt ten finalnie obniżył roczny wskaźnik inflacji. Kluczowym sygnałem dla Rady Polityki Pieniężnej pozostaje jednak spadek inflacji bazowej do poziomu około 2,7 proc., najniższego od 2019 roku. To właśnie ten wskaźnik, eliminujący wpływ najbardziej zmiennych cen, najlepiej pokazuje, że presja inflacyjna w gospodarce zaczyna wyraźnie słabnąć.

Spadek inflacji mocno wsparł spadek stóp. Jednak RPP musiała rozważyć także argumenty przeciwne obniżaniu stóp. Najważniejszym pozostaje luźna polityka fiskalna polskiego rządu. W projekcie budżetu na 2026 rok zaplanowano wysoki deficyt wynoszący aż 6,5 proc. PKB, co oznacza jedynie niewielki spadek z poziomu około 7 proc. w 2025 roku. To sygnał, że impuls fiskalny nadal będzie wspierał wzrost gospodarczy, a tym samym może utrudniać dalsze obniżanie inflacji. Ten argument zyskuje na znaczeniu wraz ze spadkiem poziomu stóp po kolejnych obniżkach.

RPP wydaje się działać w zgodzie z nastrojami polskich inwestorów, którzy również oceniają, że ryzyko inflacyjne wyraźnie się zmniejsza. Z badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego wynika, że inflacja, po wielu kwartałach dominacji, spadła na drugie miejsce wśród największych obaw inwestorów. Na pierwszym miejscu znalazło się ryzyko konfliktu międzynarodowego, które wskazało 25 proc. ankietowanych. Inflacji cały czas obawia się 22 proc. respondentów.

Obniżka stóp procentowych to świąteczny prezent, który cieszy posiadaczy kredytów hipotecznych. Rata przeciętnego 30-letniego kredytu hipotecznego (opartego o WIBOR 3M, marża 2 proc., prowizja 2 proc.) spadnie dzięki niej o 15–18 zł na każde 100 tys. zł kredytu. A gdy uwzględnić całkowity spadek stóp o 175 pb w tym roku, to spadek wynosi 105–126 zł na każde 100 tys. kredytu. Czyli posiadacz kredytu na 500 tys. zł dzięki decyzjom RPP w tym roku zaoszczędził już 500–600 zł na każdej miesięcznej racie. Spadek oprocentowania może także objąć inne produkty kredytowe o zmiennej stopie, na przykład kredyty gotówkowe czy karty kredytowe. Z drugiej strony oznacza to również, że posiadacze lokat i depozytów bankowych będą musieli liczyć się z niższymi odsetkami.

RPP znów tnie stopy. Szósta obniżka nie rusza złotego

Zgodnie z oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej dokonała dziś po południu szóstego cięcia stóp procentowych w tym roku. Stopa referencyjna została obniżona o 25 pb., do 4%.

Dane opublikowane w zeszłym tygodniu wskazywały na dalszą dezinflację i redukcję ryzyk wzrostowych dla inflacji, co skłoniło większość analityków, w tym nas, do prognozowania obniżki przed końcem roku. Ponieważ rynkowe wyceny stóp również uległy zmianie w okresie przed decyzją, złoty na obniżkę zareagował spokojnie. Kurs EUR/PLN w dalszym ciągu oscyluje wokół 4,23 – blisko ostatnich minimów.

Oczekujemy dalszego łagodzenia polityki pieniężnej przez NBP w 2026 r. Na razie uwaga skupia się na komunikatach NBP, w szczególności na jutrzejszej konferencji prasowej prezesa Glapińskiego, która może tchnąć nieco życia w spokojne notowania złotego.

Firmy coraz bardziej otwarte, ale przełomu brak. Osoby z niepełnosprawnościami wciąż mają ograniczony dostęp do rynku pracy

Choć temat różnorodności, włączania i równości szans (DEI) stał się w ostatnich latach jednym z najczęściej poruszanych w biznesie, realny wpływ tych działań na sytuację zawodową osób z niepełnosprawnościami pozostaje ograniczony. Jak wynika z doświadczeń Manpower na rynku pracy widać delikatne ożywienie, ale na zmianę klimatu, który odwróci niekorzystny trend trzeba jeszcze poczekać.

– Otrzymujemy coraz więcej zapytań ze strony największych firm, które są zainteresowanie tematem. To krok naprzód, a za korporacjami powoli idą także mniejsze przedsiębiorstwa. Ale to nie przekłada się jeszcze na wyraźną zmianę sytuacji osób z niepełnosprawnościami. Nawet jeśli widzimy lekką odwilż na rynku, trudno mówić o rzeczywistym przełomie. Wciąż ogromna grupa osób z niepełnosprawnościami pozostaje zawodowo niewykorzystana. Ich szans na rynku pracy nie zwiększa też mała stopa bezrobocia, która powinna zmusić pracodawców do otwarcia się na nowe grupy pracowników – wskazuje Łukasz Kubiak z Manpower, szef zespołu aktywizującego osoby z niepełnosprawnościami.

Od dekady niemal bez zmian, zatrudnienie stoi w miejscu

Liczba osób z niepełnosprawnościami pracujących zawodowo w Polsce od 10 lat utrzymuje się na poziomie 450–490 tysięcy. Zmiany w tym okresie to jedynie przesunięcia o około 20 tysięcy osób. Firma wskazuje również, że rośnie udział osób z niepełnosprawnościami zatrudnianych na stanowiskach administracyjnych i biurowych. – Trzy lata temu były to zaledwie pojedyncze przypadki, dziś już co dziesiąty kandydat znajduje zatrudnienie na średnim szczeblu. To trzykrotny wzrost w ciągu zaledwie kilku lat – mówi Kubiak.

Najwięcej osób z niepełnosprawnościami nadal pracuje w produkcji, logistyce, magazynowaniu jednak struktura zatrudnienia stopniowo się zmienia.

Kluczowa bariera: wykształcenie i języki obce

Ekspert zwraca uwagę na istotną przeszkodę, która utrudnia dostęp do lepiej płatnych i bardziej rozwojowych stanowisk. – Zaledwie około 8% osób z niepełnosprawnościami posiada wyższe wykształcenie, a jeszcze mniej deklaruje znajomość języków obcych, co zamyka drogę do stanowisk wymagających kompetencji specjalistycznych. Pracodawcy są coraz bardziej otwarci na zatrudnianie pracowników z niepełnosprawnościami w obszarach administracji, finansów czy obsługi klienta, ale warunkiem wejścia do tych branż jest choćby podstawowa znajomość języka obcego – podkreśla ekspert.

Mimo rosnącej gotowości firm, zwłaszcza korporacji, do otwierania się na kandydatów z niepełnosprawnościami, realna poprawa sytuacji tej grupy wymaga działań większej skali. Potrzebne są inwestycje w edukację, kompetencje językowe oraz programy aktywizacyjne, które pozwolą osobom z niepełnosprawnościami przejść z zawodów niskowykwalifikowanych do tych bardziej stabilnych i perspektywicznych.

– W ubiegłym roku odnotowaliśmy rekord, zatrudniliśmy tysięcznego pracownika z niepełnosprawnością. W tym roku liczba ta rośnie i zbliża się do 1 150 zatrudnionych. Co istotne, nasz program aktywizacyjny pokazuje, że 60% kandydatów, którzy otrzymują szansę zatrudnienia, utrzymuje pracę po trzech miesiącach. To wynik znacząco przewyższający obawy części pracodawców – podsumowuje przedstawiciel Manpower.

Polacy zapłacą za święta gotówką, nie kredytem. Wydatki najwyższe od lat, ale finansowane z własnych środków

Zdecydowana większość Polaków świąteczne wydatki pokryje z bieżących dochodów lub oszczędności, a tylko nieliczni sięgną po dodatkowe formy finansowania, takie jak karty kredytowe, odroczone płatności czy pożyczki – wynika z badania „Świąteczne wydatki Polaków” na zlecenie Banku Millennium. Na święta wydamy średnio 1589 zł, z czego około połowę – na prezenty. To niemal tyle samo, co w ubiegłym roku, jednak w porównaniu z 2019 rokiem, gdy planowaliśmy wydać 1182 zł, widać wyraźny wzrost kosztów.

Łowcy świątecznych promocji Polacy o świątecznych wydatkach Prezenty świąteczne Świąteczne plany Polacy zapłacą za święta gotówką, nie kredytem. Wydatki najwyższe od lat, ale finansowane z własnych środków 5

Badanie opinii publicznej „Świąteczne wydatki Polaków”, które powstało na zlecenie Banku Millennium, dostarcza informacji na temat przygotowań do Bożego Narodzenia – podejścia do wydatków, prezentów, stylu świątecznych zakupów oraz sposobu spędzania świąt.

Na kilka tygodni przed Wigilią aż 38 proc. badanych nie potrafi określić swojego budżetu. Ci, którzy go zaplanowali, deklarują wydatki na poziomie 1589 zł. Najwięcej wydadzą osoby w wieku 40-49 lat (1730 zł) oraz seniorzy (1647 zł), a najmniej osoby młode (18-29 lat) – średnio 1367 zł. Zakupy spożywcze najczęściej zrobią w dyskontach (58 proc.), rzadziej w hipermarketach i supermarketach (42 proc.), lokalnych sklepach (25 proc.) czy na bazarkach (19 proc.).

Badani deklarują ostrożne podejście do grudniowych wydatków – nie będą to święta na kredyt. Aż 76 proc. respondentów planuje pokryć koszty zakupów spożywczych z bieżących dochodów (pensja, zarobki) lub z oszczędności (34 proc.). Tylko nieliczni sięgną po inne formy finansowania, jak karty kredytowe (8 proc.), odroczone płatności (4 proc.), pożyczki bankowe albo od bliskich (po 2 proc.).

Polacy podchodzą do wydatków ostrożnie, chętnie szukając okazji – trzy czwarte badanych deklaruje, że przed świętami poluje na promocje. Najczęściej szukają ich na stronach internetowych sklepów (56 proc.), w aplikacjach mobilnych zbierających aktualne promocje (50 proc.) czy w drukowanych gazetkach promocyjnych (37 proc.).

Z badania „Świąteczne wydatki Polaków” wynika, że cztery na dziesięć osób jeszcze nie wie, jaką kwotę przeznaczy na prezenty. Pozostali deklarują, że na podarunki dla bliskich wydadzą średnio 819 zł. Hojniejsi planują być mężczyźni (905 zł) niż kobiety (744 zł). Wśród grup wiekowych największe wydatki na prezenty – zgodnie z deklaracjami – poniosą seniorzy. Będzie to blisko 900 zł.

Prezenty Polacy kupią głównie online – na komputerze (38 proc.) lub na smartfonie (30 proc.), a jeśli w tradycyjny sposób, to w konkretnych sklepach (21 proc.) lub supermarketach (19 proc.). Aż 61 proc. respondentów planuje zakup prezentów z wyprzedzeniem, spontanicznie wybiera je mniej niż jedna trzecia respondentów (30 proc.), a 10 proc. – jeszcze nie zdecydowało, gdzie je kupi.

Najpopularniejszymi prezentami, które znajdziemy w tym roku pod choinką, będą kosmetyki lub perfumy (zamierza sprezentować je połowa badanych). Na dalszych miejscach znalazły się: słodycze (39 proc.), zabawki (35 proc.), książki (31 proc.) i ubrania lub bielizna (28 proc.). We wskazaniach dość często pojawiają się karty podarunkowe (22 proc.) i gotówka (21 proc.), co może świadczyć o chęci uniknięcia nietrafionych upominków. Prezenty technologiczne i kosztowne, takie jak elektronika, gry czy konsole będą w tym roku mniej popularne – bliskich zamierza obdarować nimi odpowiednio 12 proc., 9 proc. i 4 proc. respondentów.

Badanie pokazuje, że z roku na rok święta kosztują coraz więcej. W 2019 roku respondenci planowali na nie wydać 1182 zł, dwa lata później – 1277 zł, w 2023 roku już niemal 1500 zł, a obecnie wydatki sięgną 1600 zł. W związku z tym Bank Millennium zapytał o związane z wydatkami decyzje zakupowe. Polacy są mocno podzieleni w ocenie wpływu cen na świąteczne zakupu i nastroje. Połowa z nich (51 proc.) przyznaje, że rosnące ceny odbierają radość ze świąt, jednak aż 41 proc. jest przeciwnego zdania. Czterech na dziesięciu respondentów (44 proc.) zamierza ograniczyć wydatki w tym roku, tyle samo (42 proc.) nie planuje takich działań. 42 proc. badanych zamierza poszukać tańszych odpowiedników świątecznych przysmaków, a 47 proc. nie planuje takich działań. Większość (61 proc.) twierdzi, że nie odczuwa presji, by wydawać na święta więcej niż pozwala im budżet.

Badanie „Świąteczne wydatki Polaków” wskazuje, że Boże Narodzenie to wciąż przede wszystkim czas domowego spokoju i bliskości. Aż 71 proc. badanych spędzi święta w tej samej miejscowości, w której mieszka na co dzień. Większość badanych (62 proc.) pozostanie w swoich domach lub wybierze się do rodziny (29 proc.), a tylko nieliczni zdecydują się na świąteczny wyjazd w Polskę lub za granicę (po 2 proc. wskazań).

Badanie „Świąteczne wydatki Polaków” zrealizowała w dniach 8-18 listopada 2025 roku agencja badawcza IBRiS na zlecenie Banku Millennium na reprezentatywnej próbie 1000 osób metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) oraz internetowych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CAWI).

Konsolidacja w RRH Group S.A. sfinalizowana. Prezes zapowiada nowy etap rozwoju i nową strategię

RRH Group S.A., spółka z segmentu budownictwa wielkopowierzchniowego, zakończyła proces połączenia z dwoma podmiotami zależnymi: Roof Renovation sp. z o.o. oraz RRH Solution sp. z o.o. Dzięki konsolidacji Spółka zwiększy skalę działalności i zdolności wykonawcze. Zarząd Spółki zapowiada też nową strategię rozwoju.

W dniu 1 grudnia br. Zarząd RRH Group S.A. poinformował o rejestracji połączenia Roof Renovation sp. z o.o. i RRH Solution sp. z o.o., i tym samym o zakończeniu procesu konsolidacji Grupy, zapowiedzianego 24 lutego br. Połączenie zostało przeprowadzone w trybie uproszczonym, bez konieczności podwyższania kapitału zakładowego, poprzez przeniesienie całych majątków spółek przejmowanych na RRH Group S.A. jako spółkę przejmującą.

Połączenie odbyło się z tzw. sukcesją uniwersalną, w ramach której RRH Group S.A. automatycznie kontynuuje wszystkie umowy, zezwolenia, kontrakty i zobowiązania spółek przejętych, bez konieczności zawierania dodatkowych aneksów.

Zakończona dziś konsolidacja Grupy wpisuje się w długoterminową strategię uporządkowania naszej struktury organizacyjnej – twierdzi Rafał Wójcik, prezes Zarządu RRH Group S.A. – W wyniku tego połączenia przejęliśmy niezbędne know-how, zaplecze sprzętowe i techniczne, zasoby ludzkie oraz realizowane kontrakty budowlane. Dzięki temu poszerzymy zakres działalności o dodatkowe segmenty, co znacznie zwiększy naszą konkurencyjność na rynku budowlanym. Dodatkową korzyścią całego procesu jest też centralizacja zarządzania, lepsze wykorzystanie zasobów, co z kolei przekłada się na wzmocnienie potencjału operacyjnego i znaczną optymalizację kosztów całej Grupy.  

Jak podkreśla Zarząd Spółki, konsolidacja jest nie tylko formalnym domknięciem procesu, ale przede wszystkim zapoczątkowaniem nowego etapu rozwoju RRH Group S.A. Połączenie nastąpiło też w momencie bardzo dobrej kondycji operacyjnej i finansowej Grupy, z zapewnionym szerokim portfelem kontraktów.

Warto przypomnieć, że na koniec III kwartału br. Grupa Kapitałowa wygenerowała przychody na poziomie 32 mln zł (o 38,8% wyższe niż w analogicznym okresie 2024 r.) oraz osiągnęła blisko 2 mln zł zysku netto. Jednocześnie, w bieżącym roku Grupa mocno zwiększyła portfel nowych kontraktów (o wartości blisko 70 mln zł), co zapewnia jej stabilność działań w kolejnych kwartałach.

Wchodzimy w kolejny etap planowanej ekspansji w segmencie budownictwa wielkopowierzchniowego, rozwijania projektów renowacyjnych i realizacji inwestycji mieszkaniowych, wykonywanych dla deweloperów. O szczegółach tych planów poinformujemy niebawem, w naszej nowej strategii rozwojudodaje Prezes Wójcik.

UOKiK: 80 mln zł kary dla Vectry za nieuczciwe praktyki wobec klientów

0

Prezes UOKiK nałożył na Vectrę ponad 80 mln zł kary za wieloletnie stosowanie nieuczciwych praktyk rynkowych. Chodzi przede wszystkim o jednostronne zmiany w obowiązujących umowach oraz podwyżki abonamentów bez podstawy prawnej.

Urząd wskazuje, że mimo wcześniejszych działań i kary z 2022 roku spółka nie zaprzestała kontrowersyjnych praktyk. Zamiast tego kontynuowała wprowadzanie klauzul modyfikacyjnych pozwalających jej na samodzielne podnoszenie opłat.

Zastrzeżenia budziły sytuacje, w których konsumenci otrzymywali informację o podwyżkach zaledwie miesiąc po podpisaniu umowy. Klienci nie mieli możliwości jej wypowiedzenia, co w praktyce zmuszało ich do akceptowania nowych, wyższych cen.

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreślił, że działania Vectry były umyślne i powtarzające się. Jak zaznaczył, urząd nie zgadza się na jednostronne zmiany umów, które naruszają prawa konsumentów i podważają zaufanie do rynku usług telekomunikacyjnych.

Według ustaleń urzędu, klienci musieli płacić nawet 144 zł rocznie więcej za korzystanie z usług telewizyjnych i internetowych. Podwyżki te pojawiały się często bez wcześniejszego uzasadnienia i w terminach, które mogły wprowadzać konsumentów w błąd.

Decyzja UOKiK nakłada na Vectrę nie tylko karę finansową, ale także obowiązek zwrotu nienależnie pobranych opłat. Obecni klienci mogą liczyć na rabaty lub zwrot pieniędzy, natomiast byli klienci otrzymają środki bezpośrednio.

Po uprawomocnieniu decyzji Vectra będzie musiała poinformować o niej wszystkich klientów. Jednocześnie konsumenci zachowują prawo do dochodzenia roszczeń indywidualnie poprzez reklamację lub drogę sądową.

Decyzja nie jest prawomocna, a spółce przysługuje możliwość odwołania się do sądu. Do czasu rozstrzygnięcia postępowania kara oraz obowiązek rekompensat nie zostaną wykonane.

Polacy znów chętnie sięgają po kredyt. Historyczny rekord sprzedaży hipotek i silny wzrost kredytów gotówkowych

W październiku 2025 r., w porównaniu do października 2024 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej wszystkich rodzajów kredytów: mieszkaniowych (+36,5%), ratalnych (17,4%), gotówkowych (+8,6%) oraz kart kredytowych (6,0%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość również wszystkich rodzajów produktów kredytowych: kredytów mieszkaniowych (45,0%), kart kredytowych (+28,9%), kredytów gotówkowych (+15,9%) oraz ratalnych (+4,6%).

W okresie dziesięciu miesięcy 2025 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2024 r. banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów gotówkowych (+19,8%) oraz mieszkaniowych (+10,5%). Pozostałe dwa produkty kredytowe odnotowały ujemne dynamiki, odpowiednio: kredyty ratalne (-16,8%) oraz karty kredytowe (-1,8%). W ujęciu wartościowym większa wartość akcji kredytowej dotyczyła kredytów gotówkowych (+28,2%), mieszkaniowych (+16,9%) oraz przyznanych limitów w kartach kredytowych (+9,3%). Spadki odnotowały jedynie kredyty ratalne (-5,8%).

Sezonowy wzrost aktywności w kredytach ratalnych

W październiku 2025 r. udzielono o 17,4% więcej kredytów ratalnych w porównaniu do października 2024 r. Ich wartość w październiku również odnotowała dodatnią dynamikę r/r (+4,6%). W ciągu pierwszych 10 miesięcy br. wartość udzielonych kredytów ratalnych jednak spadła o 5,8% r/r, i jest to jedyny z czterech produktów kredytowych, który odnotował w tym okresie ujemną dynamikę w ujęciu wartościowym.

– Analiza najnowszych danych dotyczących kredytów ratalnych wskazuje na wzrost zainteresowania tym produktem bankowym. W październiku br. przerwał się spadkowy trend, który utrzymywał się od początku roku widoczny zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Warto podkreślić, że wzrost dotyczy nie tylko ujęcia r/r, ale również m/m. Październikowy wzrost ma więc nie tylko charakter sezonowy, ale może być zwiastunem długofalowym na rynku kredytów ratalnych, czemu będzie sprzyjał dalszy wzrost wynagrodzeń (choć nie będzie on już tak duży) oraz spadek stóp procentowych, który zrobi miejsce na kolejny kredyt w budżetach domowych osób spłacających inne rodzaje kredytów, w tym mieszkaniowych.

Na poprawę sprzedaży kredytów ratalnych w kolejnych miesiącach może wpłynąć również wysoka dynamika sprzedaży detalicznej, aby jednak do tego doszło, niezbędne byłoby zmniejszenie poziomu niepewności geopolitycznej, co skłoniłoby Polaków do zwiększenia konsumpcji – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Średnia kwota kredytu ratalnego udzielonego w październiku 2025 r. wyniosła 2 155 zł, co stanowi spadek o 11,0% w porównaniu do października 2024 r.

Hossa w segmencie kredytów gotówkowych

W październiku br. akcja kredytowa w kredytach gotówkowych nadal rośnie. W ujęciu liczbowym wzrost r/r wyniósł 8,6%, a w wartościowym 15,9%.

– Od początku roku kredytobiorcy zaciągają kredyty gotówkowe na coraz wyższe kwoty. Za wzrosty odpowiadają głównie kredyty wysokokwotowe na kwoty powyżej 50 tys. zł. Zjawisko to nie jest nowe, występowało ono również w poprzednich latach.

W październiku br. średnia wartość zaciągniętego kredytu gotówkowego wyniosła ponad 26,8 tys. zł (+6,7% r/r). Wysoka kwota zaciąganego kredytu jest możliwa dzięki dwóm czynnikom: jest to wydłużanie okresu kredytowania oraz coraz niższe oprocentowanie nowego kredytu w efekcie obniżek stóp procentowych, co zwiększa zdolność kredytową i robi „dodatkowe miejsce” na zwiększenie finansowania. Ponadto, wraz ze realnym wzrostem wynagrodzeń, rośnie też zdolność kredytowa.
Dobrą koniunkturę w okresie pierwszych dziesięciu miesięcy tego roku na rynku kredytów gotówkowych potwierdza wysoki poziom wartości udzielonego finansowania na kwotę już ponad 100 mld zł. Przy tym tempie wzrostu, uzyskanie rekordowej w historii wartości akcji kredytowej w całym roku wydaje się już bardzo prawdopodobne 
– podsumowuje główny analityk BIK.

Średnia kwota udzielonego w październiku br. kredytu gotówkowego wyniosła 26 812 zł, co oznacza wzrost o 6,7% w relacji do października 2024 r.

Kredyty mieszkaniowe – idziemy na historyczny rekord

W październiku 2025 r. banki udzieliły o 36,5% więcej kredytów mieszkaniowych w porównaniu do października 2024 r. i również więcej o 2,1% w porównaniu do września br. Wzrost przyznanej wartości kredytów mieszkaniowych wyniósł 45,0% r/r, a w porównaniu do poprzedniego miesiąca nastąpił wzrost o 2,4%.

– O bardzo dobrych nastrojach na rynku kredytów mieszkaniowych świadczy poziom październikowej sprzedaży na kwotę 10,86 mld zł. Jest to historyczny rekord miesięcznej kwoty udzielonego finasowania. Jest on wyższy o 191 mln zł od dotychczasowego rekordu z września br. Średnia kwota udzielonego kredytu mieszkaniowego przekroczyła już 450 tys. zł. Głównym powodem tak wysokiej aktywności w tym segmencie jest zarówno rosnąca zdolność kredytowa, powodowana obniżkami stóp procentowych, jak i nadal realnie rosnące dochody. Dodatkowo mobilizuje dobra dla kupujących sytuacja na rynku mieszkaniowym – tłumaczy prof. Rogowski.

W październiku br. średnia kwota kredytu mieszkaniowego wyniosła 450,81 tys. zł i była o 6,2% wyższa niż przed rokiem.

Jakość spłat kredytów bankowych na bezpiecznym poziomie

Polepszenie się październikowych odczytów trzech głównych Indeksów jakości kredytów bankowych zarówno w ujęciu miesiąc do miesiąca jak i rok do roku świadczy o stabilnym, niskim poziomie ryzyka kredytowego.

– BIK Indeksy Jakości trzech głównych produktów kredytowych polepszyły się i nadal są na bezpiecznym poziomie, oznaczającym niskie ryzyko kredytowe. Pozytywne jest również to, że w przypadku kredytów gotówkowych i mieszkaniowych, czyli dwóch głównych segmentów rynkowych, ulegają one systematycznej poprawie w również w ujęciu rocznym. To co może zacząć niepokoić, to wzrost szkodowości kart kredytowych, która jest już wyższa o 0,09 pp. od szkodowości kredytów gotówkowych, co oznacza, że produktem o najwyższym poziomie ryzyka nie są już kredyty gotówkowe, tak jak to miało miejsce w ostatnich latach. Jeżeli skala tego zjawiska będzie się nasilać w kolejnych miesiącach, to może być już poważnym ostrzeżeniem, tym bardziej, że historycznie to właśnie wzrost szkodowości kart kredytowych był pierwszym sygnałem pogorszenia się sytuacji finansowej gospodarstw domowych. Nadal niezbędna jest więc stała obserwacja wartości poszczególnych Indeksów Jakości, aby w miarę wcześnie zidentyfikować sygnały o potencjalnym pogorszeniu jakości portfela kredytowego – wyjaśnia Waldemar Rogowski.

Rola dyrektora finansowego wchodzi w nową erę. 74% CFO współtworzy strategię, a AI zmienia sposób pracy działów finansowych

0

Rola dyrektora finansowego wyraźnie się zmienia i coraz częściej wykracza poza tradycyjne raportowanie czy kontrolę budżetu, obejmując coraz szerszy obszar odpowiedzialności. Z raportu „Global Finance Trends Survey 2025” firmy doradczej Deloitte wynika, że już 74 proc. CFO ma wpływ na kształtowanie strategii swoich organizacji. Oprócz uczestnictwa w decyzjach strategicznych do nowych obowiązków zalicza się także budowanie odporności organizacji na zmiany czy wdrażanie nowoczesnych technologii. Rosnące znaczenie odgrywa tu sztuczna inteligencja – rozwiązania AI wykorzystuje już 63 proc. działów finansowych, co wyraźnie wpływa na tempo i jakość podejmowanych decyzji.

Badanie „Global Finance Trends” zostało przeprowadzone przez Deloitte wiosną 2025 roku wśród 1326 liderów finansowych z 23 krajów. Respondentami byli dyrektorzy finansowi i osoby zajmujące stanowiska bezpośrednio podległe CFO z różnych sektorów, którzy reprezentowali przedsiębiorstwa o rocznych przychodach przekraczających 1 mld dolarów. Celem ankiety i wywiadów było lepsze zrozumienie kierunków, w jakich rozwijają się działy finansowe, a także wyłonienie najważniejszych trendów, które będą je kształtować w nadchodzących latach.

Wśród priorytetów wyznaczanych przez CFO na najbliższy rok wyraźnie rysuje się kilka obszarów o największym znaczeniu. Eksperci najczęściej wymieniają działania związane z przygotowaniem na zewnętrzne wyzwania, takie jak na przykład inflacja czy zmiany w otoczeniu prawnym (48 proc.). Na bardzo podobnym poziomie oceniane są wyzwania związane z wdrażaniem nowych technologii, w tym narzędzi AI (ten sam odsetek). Niewiele rzadziej wskazywane są zadania dotyczące tworzenia nowych produktów lub usług w celu różnicowania źródeł przychodów (46 proc.), optymalizacji zarządzania finansami (45 proc.) i kontroli kosztów (44 proc.). Różnice między tymi odpowiedziami wynoszą zaledwie 4 p. p., co pokazuje, że dla wielu działów finansowych wszystkie te kwestie (choć zasadniczo różne) są dziś równie istotne i trudno je traktować jako odrębne, konkurujące priorytety.

Wyrównany rozkład priorytetów pokazuje, że działy finansowe funkcjonują dziś w rzeczywistości, w której trudno oddzielić wyzwania operacyjne od strategicznych. Inflacja, regulacje, nowe technologie czy kontrola kosztów wpływają na siebie nawzajem, dlatego CFO muszą patrzeć na te obszary łącznie, a nie jako na niezależne zadania. W praktyce oznacza to konieczność stałej czujności i gotowości do podejmowania decyzji, które jednocześnie zabezpieczają bieżące funkcjonowanie firmy i budują jej długoterminową odporność. Taka perspektywa dobrze oddaje kierunek, w jakim ewoluuje funkcja finansowa – od roli wspierającej do roli współodpowiedzialnej za rozwój organizacji mówi Monika Warmbier, partnerka w Deloitte.

CFO strategicznymi partnerami biznesu

Dyrektorzy finansowi biorą udział w projektowaniu długoterminowych celów rozwoju firm. Już niemal trzy czwarte liderów finansowych deklaruje, że ma wpływ na strategię biznesową, z czego 57 proc. pełni w tym obszarze rolę wiodącą, a kolejne 17 proc. uczestniczy w procesie, choć go nie prowadzi. W praktyce to przesunięcie zakresu obowiązków jest możliwe dzięki innowacjom. Technologie chmurowe, automatyzacja i systemy AI stają się narzędziami, które odciążają zespoły finansowe i umożliwiają im koncentrację na zadaniach o większym znaczeniu dla organizacji. W grupie liderów nadających kierunek strategii prawie połowa (48 proc.) wykorzystuje rozwiązania chmurowe do optymalizacji kosztów, a 43 proc. używa sztucznej inteligencji do zarządzania produktywnością.

Skoro działy finansowe coraz częściej współtworzą kierunek rozwoju biznesu, potrzebują narzędzi, które pozwolą im działać szybciej i w bardziej uporządkowany sposób. Technologie chmurowe, automatyzacja i AI odciążają zespoły, ale jednocześnie podnoszą oczekiwania wobec liderów finansowych w zakresie analityki i podejmowania decyzji. Dlatego już trzy na dziesięć firm rozwija zaawansowane planowanie scenariuszowe, a 28 proc. pracuje nad bardziej zwinnymi modelami zarządczymi, które pomagają sprawniej podejmować decyzje. W efekcie finansiści mają adekwatne kompetencje by pełnić rolę partnera, który wspiera organizację w świadomym i przemyślanym kształtowaniu jej strategii – komentuje Dorota Cudna-Sławińska, partnerka, liderka portfolio Strategy w Polsce i w Europie Środkowej, Deloitte.

Sztuczna inteligencja i agentowe AI

Wykorzystanie wsparcia sztucznej inteligencji staje się jednym z najważniejszych kierunków rozwoju funkcji finansowej. Już 63 proc. liderów deklaruje, że aktywnie korzysta z rozwiązań AI w swoich zespołach, choć droga od wdrożenia do pełnego wykorzystania potencjału technologii wciąż jest długa. Wiele zespołów znajduje się dopiero na wczesnym etapie budowania bardziej zaawansowanych modeli pracy opartych na automatyzacji i uczeniu maszynowym. Aktualnie tylko nieco ponad jedna piąta firm ocenia, że ich inwestycje w sztuczną inteligencję przyniosły już wyraźną i mierzalną wartość, a 14 proc. wskazuje, że zintegrowało agentów AI z konkretnymi procesami finansowymi. Wiele zespołów znajduje się dopiero na wczesnym etapie budowania bardziej zaawansowanych modeli pracy opartych na automatyzacji i uczeniu maszynowym.

Wraz z postępami we wdrożeniach pojawiają się związane z nimi wyzwania. Najczęściej wskazywanym przez CFO problemem jest bezpieczeństwo i prywatność danych. Wśród tzw. liderów AI na to wyzwanie wskazuje 57 proc. respondentów, zwracają oni również uwagę na ograniczenia wynikające ze starszej infrastruktury technologicznej (31 proc.), kwestie regulacyjne oraz potrzebę rozwijania kompetencji w zespołach.

W obliczu rosnącej presji operacyjnej i potrzeby szybkiego podejmowania decyzji CFO coraz częściej zwracają uwagę na agentic AI jako narzędzie, które może realnie odciążyć zespoły finansowe i przyspieszyć procesy. Specjaliści z dziedziny finansów widzą w nich potencjał zwłaszcza tam, gdzie skala operacji i tempo zmian są największe. 52 proc. liderów wskazuje, że agenci AI mogą zauważalnie usprawnić planowanie i analizy finansowe, 48 proc. widzi ich zastosowanie w zarządzaniu sprzedażą i rentownością, a 46 proc. w optymalizacji kapitału obrotowego.

Liczą się nie tylko kompetencje finansowe

Wraz z rosnącym zakresem zastosowań innowacyjnych rozwiązań zmienia się także profil umiejętności, których potrzebują zespoły finansowe. Aby w pełni wykorzystać możliwości narzędzi takich jak sztuczna inteligencja i agenci AI, niezbędna staje się umiejętność pracy z danymi, automatyzacją i bardziej zaawansowanymi platformami analitycznymi.

Dlatego 64 proc. firm planuje rozwijać w działach finansowych kompetencje technologiczne – przede wszystkim właśnie w obszarach AI i automatyzacji (28 proc.), analizy danych i integracji technologii (27 proc.) oraz zaawansowanego planowania scenariuszowego (21 proc.). Równolegle zyskują na znaczeniu umiejętności ułatwiające prowadzenie transformacji, takie jak zarządzanie zmianą czy praca w interdyscyplinarnych zespołach. Takie właśnie zdolności decydują o tym, czy technologie będą realnym wsparciem strategicznych decyzji, czy pozostaną niewykorzystanym potencjałem.