Polski rynek magazynowy pozostaje jednym z najbardziej stabilnych w Europie – popyt rośnie, czynsze bez zmian

Polska pozostaje jednym z najbardziej stabilnych rynków magazynowo-przemysłowych w Europie. Według najnowszej analizy Savills, na koniec III kwartału 2025 r. całkowite zasoby powierzchni osiągnęły 36,45 mln m kw. Od początku roku oddano 1,55 mln m kw., czyli o 26% mniej niż rok wcześniej, przy jednocześnie wysokim poziomie komercjalizacji nowych projektów – średnio 66%, co oznacza wzrost o 9 pp r/r. Największe wolumeny podaży trafiły na rynki: Wrocławia, Górnego Śląska i Polski Centralnej.

BUDOWY WOLNIEJSZE, ALE PRZEMYŚLANE

Aktywność deweloperska pozostaje wyważona – w budowie znajduje się 1,56 mln m kw., o 20% mniej niż rok temu. Jednocześnie wysoki wskaźnik pre-let na poziomie 55% potwierdza stabilne zainteresowanie najemców. W samym III kwartale rozpoczęto prace nad 478,6 tys. m kw., co oznacza wzrost o 17% r/r. Najwięcej inwestycji realizowanych jest w rejonie Warszawy, Trójmiasta i Górnego Śląska.

W warunkach ograniczonej nowej podaży coraz większą rolę odgrywają projekty BTS i BTO, w których przewagę zapewnia indywidualizacja powierzchni, pełna kontrola nad obiektem oraz stabilność kosztowa dla najemców. Na rynku obserwowany jest także spadek liczby inwestycji spekulacyjnych na rzecz projektów szytych na miarę, szczególnie w lokalizacjach o wysokim popycie i mniejszej dostępności nowej podaży.

Choć nowa podaż jest niższa niż przed rokiem, rynek pozostaje wysoce odporny dzięki rosnącemu udziałowi projektów „szytych na miarę” oraz świadomej polityce deweloperów, którzy ograniczają ryzyko nadpodaży. Wysoki wskaźnik pre-letów oraz rosnący udział kontraktów BTS i BTO potwierdzają, że najemcy poszukują rozwiązań precyzyjnie dopasowanych do swojej działalności. Solidne fundamenty rynkowe i ekonomiczne to dobra prognoza dla dalszego rozwoju sektora w nadchodzącym roku – mówi Wioleta Wojtczak, Head of Research, Savills.

TRANSAKCJE ROSNĄ, A NAJEMCY ZWIĘKSZAJĄ SKALĘ DZIAŁALNOŚCI

Popyt na powierzchnię magazynową pozostaje bardzo wysoki. W okresie od I do III kwartału podpisano umowy na 4,54 mln m kw. (+19% r/r), a popyt netto wyniósł 2,2 mln m kw., co odpowiada 48% aktywności najemców. Do największych transakcji należą: Agata Meble – 128,2 tys. m kw. (odnowienie i ekspansja), Shein – 79,2 tys. m kw. (nowy kontrakt), ID Logistics – 78,1 tys. m kw. (odnowienie). Najbardziej aktywne rynki to Warszawa, Wrocław i Polska Centralna.

STABILNE CZYNSZE I WAKATY POD KONTROLĄ – RYNEK UTRZYMUJE DOBRĄ KONDYCJĘ

Na koniec III kwartału stopa pustostanów wyniosła 7,9%, co oznacza stabilizację i odpowiada 2,88 mln m kw. dostępnej powierzchni. Największe wolumeny niewynajętych obiektów znajdują się w Polsce Centralnej, na Śląsku i we Wrocławiu. Najniższa dostępność występuje m.in. w Białymstoku, Opolu, Szczecinie i Krakowie.

Czynsze pozostają stabilne – dla obiektów big-box w zakresie 3,60–6,75 EUR/m kw./mies., z najwyższymi stawkami w strefie miejskiej Warszawy.

Wioleta Wojtczak, Head of Research, Savills, dodaje: – Obserwujemy rynek, który wchodzi w ostatni kwartał roku z silnym popytem i przewidywalną podażą. Stabilizacja inflacji, poprawa nastrojów konsumenckich i rosnąca produkcja wspierają aktywność przedsiębiorstw, a sektor magazynowy korzysta dodatkowo na utrzymującej się dynamice e-commerce. Wszystko wskazuje na to, że Polska utrzyma pozycję kluczowego hubu logistycznego w regionie.

Eksperci Savills oceniają, że rynek zmierza do mocnego zakończenia roku. Stabilna sytuacja gospodarcza oraz rosnący udział e-commerce w handlu wspierają dalszy rozwój sektora, podtrzymując kluczową pozycję Polski w Europie.

Wielkie nadzieje, duży ślad węglowy: wyzwania dla lotnictwa, fundamentu światowej gospodarki

Lotnictwo – wyzwaniem nie jest brak rozwiązań, ale ich koszt (obecnie głównie alternatywnego paliwa SAF). Jak na razie jego koszt jest wyższy, niż niebagatelne opłaty z tytułu kwot węglowych. Może to szansa dla polskiego sektora lotniczego – inwestycje w lokalną produkcję SAF i ewentualnie – wodoru (jak ma to miejsce m.in. w Turcji i jest tam elementem rozwoju narodowych linii)? CPK – jako odpowiedź na spodziewany wzrost ruchu lotniczego w Europie o 52% do 2050 roku, przy czym warto pamiętać o europejskiej specyfice: ponad 50% pasażerów w UE podróżuje samolotami na trasach krajowych lub w obrębie UE-27

  • Lotnictwo – fundament światowej gospodarki: od 1970 roku liczba pokonywanych
    w skali roku kilometrów wzrosła w światowej awiacji prawie siedmiokrotnie, ponieważ połączenia lotnicze stały się podstawą globalizacji, turystyki i handlu. Globalna flota samolotów komercyjnych wzrosła z 14 000 samolotów na początku XXI wieku do około 30 300 aktywnych samolotów zarejestrowanych w połowie 2025 r.
  • Lotnictwo – prawo do przemieszczania się a nie przywilej nielicznych: większe wrażenie od liczby samolotów czy przebytych kilometrów robi 13-krotny wzrost liczby pasażerów
    (w omawianym okresie, od 1970), co podkreśla strukturalną zmianę w transporcie lotniczym z przywileju nielicznych do środka transportu masowego obsługującego miliardy osób rocznie.
  • Masowość – to także większe wyzwanie dla środowiska: Lotnictwo odpowiada za ok.6% emisji przyczyniających się do globalnego ocieplenia – to może nie decydujący, ale istotny wpływ
  • Postęp też się dokonał – spadek emisji CO₂ na kilometr przebyty w powietrzu o 66% od 1970: ekspansja lotnictwa nastąpiła równolegle z dużym wzrostem efektywności energetycznej. Emisja CO₂ na kilometr przebyty w powietrzu spadła o około 66% od 1970 r., co świadczy o postępie technologicznym w zakresie projektowania samolotów, wydajności silników, zarządzania ruchem lotniczym i praktyk operacyjnych.
  • Współczesne samoloty zużywają obecnie około jednej trzeciej paliwa na pasażera na kilometr w porównaniu z samolotami z lat 70. XX wieku. To rozdzielenie wzrostu ruchu lotniczego od intensywności emisji odzwierciedla ciągłe ulepszenia. T
  • Poprawa nie zachodzi w tempie wystarczającym do zrównoważenia wzrostu popytu – chociaż każdy przebyty kilometr powoduje znacznie mniejszą emisję CO₂, to samo zwiększenie liczby lotów, tras i liczby pasażerów spowodowało, że łączna emisja osiągnęła rekordowy poziom. W efekcie ślad węglowy branży nadal rośnie, nawet jeśli staje się ona czystsza w przeliczeniu na jednostkę produkcji. od 1970 nastąpił wzrost emisji zanieczyszczeń generowanych przez branżę o 182%
  • Popyt na przewozy rośnie, ale czy spadnie jego dostępność?, Ponad 50% pasażerów
    w UE podróżuje samolotami na trasach krajowych lub w obrębie UE-27

Popyt

Liczba pasażerów korzystających z transportu lotniczego wzrosła z 0,4 mld w 1970 r. do prawie 5 mld w 2025 r., a globalny popyt ma osiągnąć 12,4 mld w 2050 r. W Europie wzrost będzie bardziej umiarkowany – z 1,19 mld pasażerów w 2023 r. do 1,81 mld w 2050 r. – ale nawet ten wzrost o 52% stanowi wyzwanie dla osiągnięcia zerowej emisji netto. Ponad 50% pasażerów w UE podróżuje samolotami na trasach krajowych lub w obrębie UE-27, a krótkie loty stanowią najłatwiejszą okazję do ograniczenia emisji: trasy poniżej 300 km stanowią 19% podróży krajowych, a trasy poniżej 500 km – 45%. W opinii Allianz Trade kolej ma duże szanse zastąpić transport lotniczy na tych trasach, ale wymaga znacznej modernizacji. W Europie planowana jest rozbudowa sieci kolei dużych i bardzo dużych prędkości z obecnych 12 000 km do prawie 49 400 km do 2050 r., co wymaga inwestycji o wartości ponad 890 mld EUR do 2050 r. Środki uzupełniające, takie jak podatki od biletów lotniczych, które zmniejszają popyt wewnątrz EOG o około 9%, mogą dodatkowo przyspieszyć sprawiedliwą i skuteczną zmianę rodzaju transportu.

Wykres 1: Zmiany w liczbie pasażerów transportu lotniczego w latach 1970–2025 w miliardachWykres 1: Zmiany w liczbie pasażerów transportu lotniczego w latach 1970–2025 w miliardach

Źródła: Bank Światowy, IATA, Allianz Trade Research

Wykres 2 Prognoza zmian liczby pasażerów transportu lotniczego do 2050 r. (w mld) na świecie (a) i w Europie (b)

Wykres 2 Prognoza zmian liczby pasażerów transportu lotniczego do 2050 r. (w mld) na świecie (a) i w Europie (b)
Wykres 2 Prognoza zmian liczby pasażerów transportu lotniczego do 2050 r. (w mld) na świecie (a) i w Europie (b)
Źródło: ICAO, EuroControl, Allianz Trade Research

Lotnictwo pozostaje fundamentem naszej zglobalizowanej gospodarki, zmniejszając odległości i przyspieszając przepływ ludzi i towarów, umożliwiając tym samym rozwój turystyki i handlu. Jest to jednak również jedna z branż, w których najtrudniej jest osiągnąć globalne cele neutralności klimatycznej do 2050 r. W 2023 r. lotnictwo wyprodukowało około 1 gigatonę CO₂, co stanowi około 2,5% wszystkich emisji CO₂ spowodowanych przez człowieka, uwzględniając w tym zmianę użytkowania gruntów. Po uwzględnieniu wpływu innych czynników niż CO₂, takich jak smugi kondensacyjne i tlenki azotu, udział sektora w globalnym ociepleniu  wzrasta do około 6%, co podkreśla skalę wyzwania.

Ograniczenie emisji wymaga kompleksowego zestawu środków obejmujących technologie, paliwa, działalność operacyjną i politykę. W opinii Allianz Trade kluczowym filarem jest wdrożenie zrównoważonych paliw lotniczych (SAF), które mogą obniżyć emisję CO₂ o 60–90% i są kompatybilne z istniejącą flotą. Jednak obecne wdrożenie jest znacznie poniżej wymagań celów klimatycznych: w 2024 r. SAF zaspokajały jedynie 0,3% globalnego zapotrzebowania na paliwo lotnicze, co wynikało z ograniczonych zasobów surowców odnawialnych, wysokich kosztów produkcji i powolnej rozbudowy infrastruktury. Zwiększenie skali stosowania SAF będzie wymagało znacznych inwestycji w energię odnawialną, zróżnicowane surowce i zakłady produkcyjne na dużą skalę, wspierane przez jasne i stabilne wytyczne polityczne. Jednak dowody naukowe wskazują również, że same SAF nie są w stanie zapewnić pełnej neutralności klimatycznej, ponieważ czynniki inne niż CO₂ – smugi kondensacyjne, NOₓ i para wodna – nadal przyczyniają się do ocieplenia klimatu. SAF pozostają niezbędne, ale muszą być uzupełnione szerszymi środkami technologicznymi, operacyjnymi i regulacyjnymi. Poprawa efektywności, taka jak wycofanie starszych samolotów, wprowadzenie modeli bardziej aerodynamicznych i oszczędnych, zmniejszenie masy kabiny i wprowadzenie elektrycznego kołowania, dodatkowo zmniejsza zużycie paliwa. Równolegle nowatorskie technologie napędowe – samoloty napędzane wodorem, akumulatorami elektrycznymi i hybrydowymi silnikami elektrycznymi – oferują długoterminowy potencjał transformacyjny, choć wymagają znacznych postępów w zakresie infrastruktury i systemów energetycznych.

Wykres 3: Zmiany emisji CO2, popytu na loty i wydajności samolotów (1970–2023)

Wykres 3: Zmiany emisji CO2, popytu na loty i wydajności samolotów (1970–2023)

Źródła: EDGAR, Allianz Trade Research

Mechanizmy rynkowe (kwoty/kredyty węglowe) mogą również pomóc w wypełnieniu luki węglowej. Z jednej strony CORSIA pozwala liniom lotniczym kompensować rosnący udział emisji międzynarodowych, przy czym koszty wzrosną z nieistotnego poziomu w fazie pilotażowej (7–20 USD/tonę CO₂) do potencjalnie 100 USD/tonę do 2027 r., co stanowi obciążenie finansowe w wysokości do 9,5 mld USD (26% zysków netto sektora) w miarę rozszerzania się uczestnictwa i zaostrzania obowiązków. Z drugiej strony, system EU ETS nakłada surowsze, skoncentrowane na Europie obowiązki, wymagając od linii lotniczych zakupu uprawnień, których prognozowane zapotrzebowanie do 2030 r. wyniesie 70 mln uprawnień po cenie 80–150 EUR/tonę, co przekłada się na koszty w wysokości 5,6–10 mld EUR. Chociaż kwoty węglowe pozostają tańsze niż przyjęcie SAF, w opinii Allianz Trade oczekuje się, że ich skumulowany koszt wzrośnie, wpływając na marże operacyjne lub ceny biletów. Ogólnie rzecz biorąc, te mechanizmy rynkowe pełnią rolę narzędzi przejściowych, umożliwiając liniom lotniczym kompensację nieuniknionych emisji, jednocześnie zachęcając do długoterminowych inwestycji w SAF i technologie niskoemisyjne, wspierając zarówno zgodność z przepisami, jak i zrównoważony rozwój sektora.

Wykres 4: Emisje z lotnictwa w porównaniu z innymi rodzajami transportu: a) udział w całkowitej emisji z transportu w 2024 r.; b) wzrost emisji według rodzaju transportu, 1970–2024

Wykres 4: Emisje z lotnictwa w porównaniu z innymi rodzajami transportu: a) udział w całkowitej emisji z transportu w 2024 r.; b) wzrost emisji według rodzaju transportu, 1970–2024 Wykres 4: Emisje z lotnictwa w porównaniu z innymi rodzajami transportu: a) udział w całkowitej emisji z transportu w 2024 r.; b) wzrost emisji według rodzaju transportu, 1970–2024

Źródła: EDGAR, Allianz Research

Wysiłki te będą wymagały około 5,1 bln USD inwestycji do 2050 r. Znaczna część tej kwoty zostanie przeznaczona na energię odnawialną (40%) do zasilania (wytwarzania) paliw syntetycznych oraz przyszłych samolotów wodorowych lub elektrycznych. Kolejne 38% musi wesprzeć zwiększenie produkcji SAF, podczas gdy wychwytywanie CO₂ i elektrolizery stanowią 16%, a samoloty nowej generacji pozostałe 6%. Pomimo ogromu nakładów, transformacja jest korzystna z ekonomicznego punktu widzenia. Bez działań łagodzących sektor ten musiałby ponieść łączne koszty związane z emisją dwutlenku węgla w wysokości prawie 8 bln USD w związku z rosnącymi cenami emisji. Ścieżka transformacji obniża tę kwotę do 2,6 bln USD, eliminując ekspozycję na ceny emisji po 2045 r. i wzmacniając długoterminową konkurencyjność oraz odporność regulacyjną.

Dekarbonizacja lotnictwa zależy również od przyspieszenia modernizacji samolotów i wprowadzenia innowacji nowej generacji. Przy globalnym wycofaniu floty wynoszącym zaledwie 1,7% w 2024 r. i wskaźniku odnowienia wynoszącym 3,7%, średni wiek samolotów osiągnął rekordowy poziom 15 lat, a zaległości w dostawach sięgnęły 17 000 sztuk, wydłużając czas oczekiwania z dwóch do trzech lat do prawie sześciu. Modernizacja starszych samolotów – poprzez ulepszenia kabiny, awioniki, silników i aerodynamiki, takie jak winglety (które od 2000 r. pozwoliły zmniejszyć emisję CO₂ o ponad 100 mln ton) – zapewnia krótkoterminowy wzrost wydajności, ale znacząca dekarbonizacja wymaga nowych samolotów. Obecna technologia mogłaby zmniejszyć zużycie paliwa i emisje o około 20% do 2050 r., ale tylko pod warunkiem, że producenci przyspieszą produkcję, zdywersyfikują dostawców, usprawnią certyfikację i zapewnią wsparcie rządowe. Wiodący producenci OEM inwestują znaczne środki w badania i rozwój platform kompatybilnych z SAF, napędów hybrydowo-elektrycznych i wodorowych oraz zaawansowanej aerodynamiki. Jednak stosunek nakładów inwestycyjnych do przychodów pozostaje niski i wynosi 3–5%, pomimo wzrostu o +8% w ciągu ostatniej dekady i +67% od najniższego poziomu odnotowanego podczas pandemii. Aby osiągnąć znaczną poprawę efektywności i dostosować się do celów zerowej emisji netto, niezbędne są znacznie wyższe inwestycje, które pozwolą wprowadzić do użytku energooszczędne samoloty nowej generacji w skali i tempie wymaganym przez branżę – i planetę.

Tabela : Zrównoważone paliwa lotnicze, ich kluczowe zalety i główne wyzwania

Rodzaj SAF Surowiec i proces produkcji Kluczowe zalety Główne wyzwania Gotowość technologiczna i rynkowa (2025)
Estry i kwasy tłuszczowe poddane hydrorafinacji (HEFA-SPK) Hydrorafinacja surowców lipidowych (oleje roślinne, zużyty olej spożywczy, tłuszcze zwierzęce, oleje talowe). Tlen jest usuwany, a węglowodory są krakowane do alkanów o zakresie stosowania w silnikach odrzutowych. Najbardziej dojrzała ścieżka SAF; redukcja emisji gazów cieplarnianych nawet o 80%; kompatybilność z paliwami konwencjonalnymi; niska zawartość siarki i węglowodorów aromatycznych. Ograniczona dostępność zrównoważonych surowców lipidowych; konkurencja z sektorami spożywczym/biodiesla; wysokie zapotrzebowanie na wodór. TRL 9 (skala komercyjna); limit mieszanki: 50%; koszt ~2–3× paliwo lotnicze pochodzenia kopalnego.
Syntetyczna parafina kerosenowa Fischer-Tropsch (FT-SPK / FT-SPK-A) Gazyfikacja biomasy, odpadów komunalnych lub gazu ziemnego do syntezatora (CO + H₂), a następnie synteza Fischera-Tropscha do ciekłych węglowodorów. Bezsiarkowa; wysoka stabilność termiczna; możliwość wykorzystania różnych surowców; potencjał redukcji emisji gazów cieplarnianych do 90%. Kapitałochłonne; wymagają dużych zakładów; złożone oczyszczanie gazu; wydajność węglowa <60% bez CCUS. TRL 8–9; limit mieszanki: 50%; nadaje się do integracji z PtL.
Izo-parafiny syntetyczne (SIP / HFS-SIP) Fermentacja cukrów (trzcina cukrowa, kukurydza, biomasa celulozowa) przy użyciu zmodyfikowanych mikroorganizmów w celu produkcji farnezanu (izoparafiny). Odnawialna droga biochemiczna; niska temperatura krzepnięcia; czyste spalanie; potencjał redukcji emisji gazów cieplarnianych do 70%. Wysoki koszt surowca cukrowego; ślad ekologiczny związany z użytkowaniem gruntów; ograniczona skalowalność i wydajność; produkcja na małą skalę. TRL 7–8 (demonstracja); limit mieszanki: 10%; produkcja w dużej mierze wstrzymana ze względów ekonomicznych.
Alkohol do paliwa lotniczego (ATJ-SPK) Przekształcanie etanolu, izobutanolu lub metanolu w paliwo lotnicze poprzez dehydratację, oligomeryzację i hydrorafinację. Elastyczne surowce; kompatybilność z istniejącą infrastrukturą etanolową; redukcja emisji gazów cieplarnianych o 60–85%. Wysokie koszty konwersji; zależność od surowców alkoholowych o niskiej emisji dwutlenku węgla; trwająca optymalizacja katalizatora. TRL 8–9; mieszanka do 50%; skalowanie 2026–2030.
Power-to-Liquids (PtL / e-SAF / FT-SPK-A) Synteza wodoru odnawialnego (poprzez elektrolizę) i wychwyconego CO₂ w syntetyczne węglowodory przy użyciu metod Fischera-Tropscha lub metanol-do-paliwa lotniczego. Emisje w cyklu życia bliskie zeru; pełna kompatybilność z obecną infrastrukturą; niezbędne dla długoterminowego osiągnięcia zerowej emisji netto w lotnictwie. Bardzo energochłonne (5–8 MWh/t paliwa); kosztowne pozyskiwanie odnawialnego H₂ i CO₂; ograniczona skala demonstracyjna. TRL 6–8; limit mieszanki: 50%; przedmiot mandatu ReFuelEU.
Oleje z alg / oleje z alg poddane procesowi hydrorafinacji (HAO-SPK) Uprawa mikroalg, ekstrakcja lipidów, a następnie hydrorafinacja do węglowodorów nadających się do stosowania w silnikach odrzutowych. Wysokie teoretyczne wydajności; wykorzystanie gruntów nieuprawnych; duży potencjał pochłaniania CO₂. Wysokie zużycie energii i składników odżywczych; kosztowna uprawa; wyzwania związane ze skalowalnością. TRL 5–7; od etapu pilotażowego do demonstracyjnego; brak certyfikatu ASTM; potencjalny spadek kosztów dzięki fotobioreaktorom.

Źródła: Khujamberdiev i Cho (2024)[1] , Allianz Trade Research

[1] Biopaliwa w lotnictwie: badanie wpływu zrównoważonych paliw lotniczych na silniki samolotowe

Black Friday 2025: Polska wśród liderów wzrostu średniej wartości koszyka – +22% r/r

0

Dane Adyen pokazują, że podczas minionego weekendu zakupowego średnia wartość koszyka była wyższa o 30 proc. w kanale online niż w handlu stacjonarnym. Za 55 proc. płatności zbliżeniowych w POS odpowiadały te dokonane kartą kredytową, a portfele mobilne stanowiły 45 proc. Spory spadek zanotowały natomiast płatności BNPL – aż o 49 proc. r/r.

W rankingu wzrostu autoryzowanego wolumenu prowadziła Dania (5,5x), dalej Hiszpania (4,23x), Norwegia (3,16x), Szwecja (3,25x) oraz Finlandia (3,2x). Polska znalazła się na 14. miejscu z wynikiem 2,31x.

Średnia wartość koszyka: Polska wśród najszybciej rosnących rynków

Polska znalazła się wśród trzech najszybciej rosnących rynków pod względem średniej wartości koszyka, która zwiększyła się o 22 proc. r/r. Wynik ten plasuje nas tuż za Szwecją i Niemcami, a przed Holandią, Francją, Włochami oraz Wielką Brytanią czy Stanami Zjednoczonymi. Wzrost dotyczył zarówno sprzedaży stacjonarnej (+11 proc.), jak i online (+26 proc.), co odróżnia Polskę od rynków o niższej dynamice, na których zwykle rośnie tylko jedna z tych kategorii. Względem typowego piątku wzrost średniej wartości koszyka w Polsce wzrósł aż o 62 proc.

W dniu takim jak Black Friday niezawodność infrastruktury jest absolutnie kluczowa. Dlatego cieszy nas, że w całym okresie wyprzedażowym platforma Adyen utrzymała 99,9999% dostępności, a w szczytowym momencie globalnie przetwarzała nawet 199 tysięcy transakcji na minutę. To bardzo ważny element, bo stabilność i skalowalność systemu bezpośrednio przekładają się na wyniki naszych klientów, którzy w tych godzinach nie mogą pozwolić sobie na żaden przestój – komentuje Matouš Michněvič, Country Manager CEE w Adyen.

Na polskim rynku wyraźnie widoczne było ponadto zróżnicowanie średniej wartości koszyka pomiędzy kanałami sprzedaży. ATV (ang. Average Transaction Value) w kanale online było o 30 proc. wyższe niż w punktach stacjonarnych, podczas gdy w typowy piątek obie wartości pozostawały na bardzo zbliżonym poziomie. Sugeruje to, że w szczycie zakupowym konsumenci częściej finalizują droższe zakupy online, natomiast w sklepach stacjonarnych dominuje ruch o niższej wartości.

BNPL: mocne wyhamowanie w Polsce, wzrosty w Wielkiej Brytanii

W niektórych krajach widać wyraźne wyhamowanie korzystania z BNPL – szczególnie w Polsce (-49 proc. r/r), a także we Włoszech i Australii (oba rynki po -20 proc. r/r). Z kolei w krajach, gdzie BNPL jest mocniej zakorzenione w e-commerce, widoczne są wzrosty: Wielka Brytania +22 proc. r/r, a w mniejszej skali również USA (+4 proc.) i Kanada (+3 proc.).

Struktura płatności: karty, portfele mobilne i lokalne metody

Ponad 70 proc. wszystkich transakcji w Polsce stanowiły globalne karty płatnicze, a 30 proc. lokalne metody płatności, które zanotowały wzrost o 5 punktów procentowych r/r. W sprzedaży stacjonarnej (POS) dominowały karty kredytowe, odpowiadając za 58 proc. transakcji, podczas gdy portfele mobilne stanowiły 42 proc. Podobną proporcję widać w płatnościach zbliżeniowych: 55 proc. transakcji wykonano kartą, a 45 proc. portfelem mobilnym.

Godziny zakupowego szczytu

W Polsce godziny szczytu zakupowego pozostały dość stabilne rok do roku. W POS najwyższa aktywność ponownie przypadła na sobotę o godz. 13:00, co wpisuje się w europejski trend popołudniowych zakupów stacjonarnych (m.in. Niemcy, Holandia i UK – wszystkie ok. godz. 14:00). Polacy częściej finalizowali zakupy online w dniu głównej wyprzedaży, podobnie jak konsumenci w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Holandii.

Metodologia

Analiza obejmuje liczbę otrzymanych i autoryzowanych transakcji, łączny wolumen płatności oraz średnią wartość transakcji (ATV, odpowiadającą wartości koszyka) przetwarzanych globalnie na platformie Adyen podczas Black Friday/Cyber Monday 2024 (od czwartku 28 listopada 2024 r., godz. 12:00 CET, do soboty 30 listopada 2024 r., godz. 9:00 CET) oraz Black Friday/Cyber Monday 2025 (od czwartku 27 listopada 2025 r., godz. 12:00 CET, do soboty 29 listopada 2025 r., godz. 9:00 CET). „Black Friday” definiowany jest jako okres od czwartku, godz. 12:00, do soboty, godz. 9:00 czasu CET. W przypadku danych rynkowych zastosowano ten sam przedział czasowy w czasie lokalnym.

Odwołania do „miesiąca wcześniej” oparte są na średnich z okresu 17 września – 14 października 2025 r. Z kolei „typowy piątek” oznacza średnią z pięciu piątków poprzedzających Black Friday 2025.

Analiza uwzględnia podziały według metody płatności, kanału sprzedaży, rynku oraz godzin transakcyjnych. Odwołania do podsektorów odnoszą się do odpowiednich kategorii handlowych. Wszystkie dane obejmują wyłącznie wolumeny przetwarzane za pośrednictwem platformy Adyen.

Rafał Szydłowski dołącza do Zarządu ORLEN Paczki jako Członek Zarządu ds. Finansowych

0

ORLEN Paczka wzmacnia kompetencje zarządcze w obszarze finansów. Rafał Szydłowski został powołany na stanowisko Członka Zarządu ds. Finansowych. Zmiana ta jest elementem dalszego rozwoju organizacji i budowania silnych fundamentów finansowych dla szybko rosnącej sieci logistycznej ORLEN Paczki.

Nowy Członek Zarządu będzie odpowiedzialny za nadzór nad obszarem finansów, kontrolingu oraz efektywności operacyjnej, a także za dalsze wzmacnianie transparentności i stabilności finansowej spółki. Jego zadaniem będzie również rozwój narzędzi wspierających strategiczne decyzje biznesowe, które umożliwią spółce utrzymanie dalszego dynamicznego tempa wzrostu, które w 2025 roku wyniosło 150%.

Powołanie Rafała Szydłowskiego do Zarządu wpisuje się w konsekwentnie realizowaną strategię ORLEN Paczki, ukierunkowaną na rozwijanie współprac z kluczowymi partnerami, skalowanie usług logistycznych oraz rozwój infrastruktury operacyjnej.

– Dołączyłem do ORLEN Paczki, ponieważ jest to organizacja o wyjątkowo dynamicznej skali wzrostu. Właśnie w takim otoczeniu potrafię najefektywniej wykorzystać swoje kompetencje. Łączę doświadczenia finansowe i operacyjne, co pozwala mi na porządkowanie procesów i przygotowanie organizację do wejścia w kolejny etap rozwoju.

Praca dla ORLEN Paczki, która w tak krótkim czasie zbudowała silną pozycję rynkową i ma perspektywę zostać drugim największym graczem w sektorze, to nie tylko duże wyzwanie, ale również zaszczyt – powiedział Rafał Szydłowski, Członek Zarządu ORLEN Paczki

Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu oraz posiadacz kwalifikacji ACCA, z ponad 25-letnim doświadczeniem w finansach, zarządzaniu operacyjnym i transformacji organizacji w sektorach TSL i usług KEP. Specjalizuje się w budowaniu nowoczesnych struktur finansowych, raportowania zarządczego i controllingu, a także w skalowaniu organizacji opartych na masowych procesach operacyjnych.

Realizował liczne projekty z zakresu automatyzacji finansów, wdrażanie systemów ERP, BI i rozwiązań cyfrowych wspierających procesy decyzyjne. Odpowiadał za stabilność finansową dużych organizacji, optymalizację kosztów oraz rozwój procesów wspierających operacje logistyczne i dystrybucyjne. Zarządzał obszarami księgowości, kontrolingu, należności, reklamacji, a także IT i PMO.

Gospodarka Węgier stoi w miejscu. Wzrost po trzech kwartałach 2025 r. wyniósł tylko 0,2%

Węgierska gospodarka pozostaje w ogonie Unii Europejskiej. Według drugiego szacunku opublikowanego 2 grudnia przez Centralny Urząd Statystyczny (KSH), realny PKB Węgier w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku był zaledwie o 0,2% wyższy niż rok wcześniej. W samym trzecim kwartale odnotowano co prawda wzrost o 0,6% rok do roku, ale w ujęciu kwartalnym gospodarka utknęła w miejscu – PKB nie zmienił się w porównaniu z drugim kwartałem.

Minister gospodarki narodowej Márton Nagy przyznał, że w 2025 r. rząd spodziewa się wzrostu PKB jedynie na poziomie około 0,5%. To wyraźne odejście od wcześniejszych założeń: jeszcze w uchwalonym budżecie zakładano 3,4% wzrostu, później prognozy obniżano do 2,5%, a następnie do 1%. Obecne oficjalne oczekiwania są więc kolejnym etapem „sprowadzania prognoz na ziemię” – zwracały wcześniej uwagę węgierskie media gospodarcze, m.in. Portfolio i serwisy cytowane przez agencję Reuters.

Usługi ciągną PKB, przemysł i rolnictwo w odwrocie

Z danych KSH wynika, że w trzecim kwartale głównym motorem wzrostu była sfera usług. To właśnie usługi – zwłaszcza działalność zawodowa i naukowa oraz handel – dodały około 0,9 punktu procentowego do rocznego tempa wzrostu PKB. Konsumpcja gospodarstw domowych zwiększyła się o 2,6% rok do roku, przy czym szczególnie mocno – o 8,2% – wzrósł wolumen zakupów dóbr trwałego użytku. Węgierskie media, m.in. Forbes.hu i Infostart, wiążą to z poprawą realnych wynagrodzeń oraz obniżką podatku dochodowego, które przełożyły się na większą skłonność do wydatków.

Zupełnie inny obraz rysuje się w przemyśle i rolnictwie. Produkcja przemysłowa w drugim i trzecim kwartale była o około 3–4% niższa niż rok wcześniej, a szczególnie mocno ucierpiał sektor motoryzacyjny – w poszczególnych miesiącach odnotowywano spadki w przedziale 20–35%. Ekonomiści cytowani przez węgierskie portale wskazują na kombinację słabego popytu zagranicznego i wpływu podwyższonych ceł amerykańskich na wybrane produkty przemysłowe. Wartość dodana rolnictwa zmniejszyła się o ponad 6%, co KSH wiąże z niekorzystnymi warunkami pogodowymi (susza) oraz występowaniem chorób zwierząt, w tym pryszczycy.

Węgry w ogonie Unii Europejskiej

Na tle Unii Europejskiej wyniki Węgier wypadają słabo. Według danych Eurostatu i Komisji Europejskiej, PKB UE wzrósł w trzecim kwartale o 0,3% kwartał do kwartału, podczas gdy węgierska gospodarka pozostała w stagnacji. W porównaniu rok do roku unijny PKB zwiększył się średnio o około 1,5%, wobec 0,6% na Węgrzech.

Ekonomiści zwracają uwagę, że słabe wyniki Węgier to nie tylko efekt zewnętrzny (spowolnienie w strefie euro, wysoka niepewność geopolityczna), ale także konsekwencja wewnętrznych problemów: wysokiej inflacji z poprzednich lat, opóźniającej się konsolidacji fiskalnej oraz napięć wokół środków unijnych. Jak podkreśla w najnowszej analizie ING oraz inne instytucje badawcze, rząd w Budapeszcie był zmuszony skorygować w górę deficyt na 2025 r. do ok. 5% PKB, co ogranicza pole do pobudzania gospodarki wydatkami publicznymi.

Niepewne perspektywy wzrostu

Minister Márton Nagy w wystąpieniach dla mediów stara się zachować ostrożny optymizm, wskazując, że w 2026 r. wzrost może przyspieszyć w okolice 2–3%, jeśli poprawią się warunki zewnętrzne, a konsumpcja wewnętrzna nadal będzie rosnąć. Prognozy instytucji międzynarodowych, w tym Komisji Europejskiej, są jednak bardziej powściągliwe: zakładają wzrost rzędu 0,4–1% w 2025 r. i stopniowe przyspieszenie dopiero w kolejnych latach.

Na razie dane za trzy kwartały pokazują, że węgierska gospodarka zaledwie wymyka się stagnacji, a ciężar utrzymania wzrostu spoczywa głównie na usługach i konsumpcji. Jeśli przemysł – zwłaszcza motoryzacyjny – nie zacznie się odradzać, a rolnictwo nadal będzie ograniczane przez czynniki pogodowe i epizootyczne, Węgry mogą pozostać jednym z maruderów wzrostu w Unii także w 2026 roku.

Indie wracają po rosyjską ropę z większym rabatem. Moskwa traci zyski, ale liczy na New Delhi

0

Dwie największe państwowe rafinerie Indii – Indian Oil Corp. (IOC) i Bharat Petroleum – wznowiły zakupy rosyjskiej ropy po kilkumiesięcznej przerwie, korzystając z pogłębionych rabatów, które Rosja musi oferować w obliczu zaostrzających się sankcji USA i ich sojuszników. Jak podaje Bloomberg, kontrakty z dostawą na styczeń zostały zawarte za pośrednictwem firm nieobjętych sankcjami, a zniżki sięgają ok. 5 dolarów za baryłkę wobec ok. 3 dolarów jeszcze w październiku.

Powrót indyjskich gigantów do rosyjskiej ropy zbiega się z wizytą prezydenta Władimira Putina w New Delhi w dniach 4–5 grudnia – pierwszą od czterech lat. Według Reutersa jednym z głównych tematów rozmów z premierem Narendrą Modim mają być właśnie dostawy ropy oraz współpraca wojskowa w warunkach rosnącej presji sankcyjnej ze strony Stanów Zjednoczonych.

Rosyjska ropa coraz tańsza względem Brent

Wznowione zakupy odbywają się na tle wyraźnego spadku przychodów Rosji z eksportu surowców energetycznych. Bank centralny Rosji poinformował, że dyskonto ropy Urals wobec globalnego benchmarku Brent poszerzyło się w listopadzie do ok. 23% – z 17% w październiku i około 15% w drugim oraz trzecim kwartale.

Po uwzględnieniu rabatu i kosztów transportu, realny wpływ do rosyjskiego budżetu z baryłki ropy szacowany jest obecnie na ok. 40–45 dolarów. Według analiz cytowanych m.in. przez „The Moscow Times”, Business Insider i ośrodki badawcze, w 2025 r. dochody Rosji z ropy i gazu spadły o ponad 20% rok do roku, a w samym listopadzie mogą być niższe o około 35% w porównaniu z ubiegłym rokiem. Łącznie oznacza to ubytek rzędu kilkudziesięciu miliardów dolarów w porównaniu z pierwotnymi założeniami budżetowymi.

Rosyjskie władze przyznają, że potrzebują większych wolumenów sprzedaży, aby zrównoważyć niższe ceny i rosnące rabaty. Według Reutersa Kreml rozważa m.in. dalsze modyfikacje tzw. reguły budżetowej oraz głębsze sięganie do Funduszu Dobrobytu Narodowego, by łatać rosnący deficyt.

Sankcje USA uderzają w główne koncerny

Presja na rosyjską ropę istotnie wzrosła po tym, jak 22 października administracja USA objęła sankcjami Rosnieft i Lukoil – dwóch największych producentów ropy w Rosji, odpowiadających łącznie za blisko połowę eksportu. Departament Skarbu USA poinformował, że spółki i ich kluczowe spółki zależne trafiły na listę SDN (Specially Designated Nationals), a podmioty na całym świecie otrzymały czas do 21 listopada na zakończenie transakcji, jeśli chcą zachować dostęp do systemu rozliczeń w dolarze.

Wcześniej, w styczniu 2025 r., sankcjami objęto już Gazprom Nieft i Surgutnieftiegaz, co – jak przypominają analizy ośrodków takich jak Carnegie Endowment czy Ośrodek Studiów Wschodnich – konsekwentnie zawęża katalog rosyjskich producentów, z którymi międzynarodowe koncerny mogą handlować bez ryzyka wtórnych restrykcji.

Indie tną import, ale nie odcinają się całkowicie

Indie pozostają jednym z kluczowych klientów rosyjskiej ropy, ale ich import wyraźnie się zmienia. Dane firm analitycznych, na które powołuje się Reuters oraz „Economic Times”, pokazują, że w listopadzie dostawy z Rosji sięgnęły ok. 1,8 mln baryłek dziennie – najwyższego poziomu od pięciu miesięcy – ponieważ rafinerie przyspieszały zakupy przed wejściem w życie sankcji 21 listopada.

Po tej dacie przepływy spadły do około 1,2–1,3 mln baryłek dziennie, a na grudzień prognozowany jest spadek do ok. 1 mln baryłek dziennie, a przejściowo nawet w okolice 800 tys. baryłek – wynika z szacunków cytowanych przez indyjskie media gospodarcze. Według „Economic Times” całkowite zakupy rosyjskiej ropy przez Indie mogą w najbliższych miesiącach ustabilizować się poniżej 600 tys. baryłek dziennie, czyli na poziomie mniej niż jednej trzeciej wolumenów obserwowanych w 2024 r.

Część indyjskich rafinerii – takich jak Mangalore Refinery and Petrochemicals (MRPL) czy HPCL-Mittal Energy – całkowicie wstrzymała zakupy rosyjskiej ropy. Prywatny koncern Reliance Industries zakończył w listopadzie wykorzystanie rosyjskiego surowca w segmencie rafinerii przeznaczonym wyłącznie na eksport i zapowiedział, że od grudnia będzie używał tam wyłącznie ropy z innych kierunków. Jednocześnie Nayara Energy, w której udziały ma Rosnieft, pozostaje w dużej mierze uzależniona od rosyjskiej ropy – podają „Economic Times” i Reuters.

Powrót IOC i BPCL: test dla sankcji

Na tym tle wznowienie zakupów przez IOC i Bharat Petroleum ma przede wszystkim charakter „testu granic” systemu sankcyjnego. Jak opisuje Bloomberg, obie spółki kupują ropę za pośrednictwem podmiotów, które nie są bezpośrednio objęte restrykcjami USA, a dostawy mają pochodzić spoza portfela Rosnieftu i Lukoilu w ścisłym sensie prawnym. Konstrukcje tego typu – wykorzystujące mniej znanych pośredników i tzw. flotę cieni – były już wcześniej stosowane przez Rosję, by omijać ograniczenia cenowe G7 i restrykcje transportowe.

Zdaniem cytowanych przez Reutersa analityków, jeśli transakcje IOC i BPCL nie spotkają się z ostrą reakcją Stanów Zjednoczonych (np. w postaci nowych sankcji na pośredników lub banki finansujące handel), inne azjatyckie rafinerie mogą pójść w ich ślady, licząc na wyższe rabaty. Jeśli jednak Waszyngton uzna takie operacje za obchodzenie sankcji, możliwe są kolejne rundy restrykcji – i dalszy spadek dochodów Rosji.

Kremlin: spadek importu „tymczasowy”

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył, że obserwowany spadek importu rosyjskiej ropy przez Indie może mieć charakter „przejściowy”. Jak relacjonuje Reuters, Moskwa planuje zwiększyć dostawy do Indii, wykorzystując nowe kanały i rozwiązania płatnicze, tak aby zmniejszyć wpływ sankcji na handel energią. Pieskow przypomniał, że Rosja ma wieloletnie doświadczenie w funkcjonowaniu pod presją sankcji, a jednym z tematów wizyty Putina w Indiach będzie właśnie „ochrona relacji handlowych przed ingerencją państw trzecich”.

Balansowanie New Delhi, fiskalne problemy Moskwy

Dla Indii obecna sytuacja to balansowanie między trzema celami: zapewnieniem tanich dostaw ropy dla szybko rosnącej gospodarki, utrzymaniem strategicznych relacji z Rosją oraz uniknięciem otwartego konfliktu z USA w kluczowym momencie negocjacji handlowych i współpracy technologicznej. Dla Moskwy to z kolei walka o zachowanie najważniejszego – obok Chin – rynku zbytu dla ropy, przy jednoczesnym narastającym ubytku dochodów budżetowych.

Jeżeli nacisk będzie się zwiększał, Rosja prawdopodobnie będzie zmuszona oferować jeszcze głębsze rabaty, by zatrzymać klientów w Azji. Korzystają na tym takie kraje jak Indie, ale jednocześnie rośnie ryzyko dalszej destabilizacji rosyjskich finansów publicznych – co w dłuższej perspektywie może przełożyć się na jeszcze większą niepewność na globalnym rynku energii.

Rumunia wprowadza specjalny nadzór nad Lukoilem. Nowy mechanizm w odpowiedzi na sankcje USA

0

Rząd Rumunii przyjął we wtorek, 2 grudnia, rozporządzenie w trybie pilnym, które pozwala objąć spółki Lukoila działające w kraju specjalnym nadzorem państwa. Decyzja zapadła w kontekście amerykańskich sankcji wobec rosyjskiego koncernu naftowego i ma – jak podkreśla Bukareszt – zapewnić przestrzeganie reżimu sankcyjnego przy jednoczesnym utrzymaniu stabilności rynku paliw. Informacje te podały m.in. portale Hotnews.ro oraz Economedia, a w szerszym kontekście – agencja Reuters.

Nowa ordynacja zmienia istniejące przepisy (OUG 202/2008) i wprowadza mechanizm tzw. „rozszerzonego nadzoru” nad firmami dotkniętymi sankcjami międzynarodowymi. Jak wyjaśniła rzeczniczka rządu Ioana Dogioiu, rozwiązanie ma zastosowanie w sytuacjach, gdy jednostronne sankcje innych państw – takich jak Stany Zjednoczone – mogą wywoływać istotne skutki dla rumuńskiej gospodarki, w szczególności w sektorze energii.

Jak działa specjalny nadzór

Zgodnie z przyjętym aktem, rząd będzie mógł – z urzędu, za zgodą Najwyższej Rady Obrony Kraju (CSAT), albo na wniosek samej spółki – wprowadzić nadzór nad firmą objętą sankcjami lub narażoną na ich skutki. Mechanizm przewiduje wyznaczenie specjalnego nadzorcy, koordynowanego przez właściwe resorty – w przypadku Lukoila przede wszystkim przez Ministerstwo Energii.

Nadzorca będzie miał prawo:

  • dostępu do pełnej dokumentacji spółki (finansowej, korporacyjnej, operacyjnej),
  • udziału w posiedzeniach zarządu i innych organów spółki w charakterze obserwatora,
  • opiniowania transakcji i płatności zagranicznych, tak aby mieć pewność, że środki z działalności w Rumunii nie trafią do podmiotów objętych sankcjami, w tym do Rosji.

Nadzór ma charakter czasowy i może zostać zniesiony, gdy przestaną istnieć przesłanki, które uzasadniały jego wprowadzenie. Wynagrodzenie nadzorcy ustalono na poziomie co najmniej 10 000 lei brutto miesięcznie (wypłacane przez spółkę), z możliwością podwyższenia w zależności od skali i złożoności nadzorowanej działalności – wynika z doniesień rumuńskiej prasy ekonomicznej.

Co istotne, rząd podkreśla, że nowy mechanizm nie oznacza automatycznego przejęcia aktywów Lukoila przez państwo. Rozporządzenie daje władzom narzędzia nadzorcze i – w razie potrzeby – możliwość przejęcia zarządzania aktywami, ale bez obowiązku natychmiastowej nacjonalizacji, która wcześniej była rozważana i odrzucona jako zbyt kosztowna.

Kontekst: sankcje USA i kluczowa rola Lukoila w Rumunii

Lukoil jest jednym z największych graczy na rumuńskim rynku paliw. Posiada sieć ponad 300 stacji benzynowych, kontroluje rafinerię Petrotel Ploiești – trzecią co do wielkości w kraju – oraz znaczące udziały w koncesjach offshore na Morzu Czarnym, w tym około 88% w złożu Trident (pozostała część należy do państwowego Romgazu).

Sankcje amerykańskie wobec Lukoila zaczęły obowiązywać 21 listopada w odniesieniu do rafinerii Petrotel, a od 13 grudnia mają zostać rozszerzone na sieć stacji paliw – przypominają rumuńskie media. Choć rafineria jest obecnie wyłączona z powodu prac technicznych, odpowiada za około 20–25% krajowego zużycia paliw. Rząd zapewnia, że rezerwy są wystarczające, by uniknąć skokowych wzrostów cen i ryzyka niedoborów.

Premier Ilie Bolojan oraz minister energii Bogdan Ivan wielokrotnie podkreślali, że Rumunia będzie „w pełni solidarna” w stosowaniu sankcji wobec Rosji, ale równocześnie musi zadbać o bezpieczeństwo energetyczne i miejsca pracy w sektorze. Z tego względu priorytetem stało się przygotowanie mechanizmu, który pozwoli państwu kontrolować kluczowe decyzje biznesowe Lukoila w Rumunii, bez natychmiastowego wywłaszczania.

Potencjalna sprzedaż aktywów i zainteresowani inwestorzy

Nowe przepisy są też tłem dla możliwej sprzedaży aktywów Lukoila w Rumunii. Minister energii Bogdan Ivan poinformował wcześniej, że co najmniej trzy firmy – zarówno rumuńskie, jak i z innych krajów UE – wyraziły zainteresowanie przejęciem lokalnych aktywów koncernu. W doniesieniach prasy pojawiają się m.in. nazwy: węgierska grupa MOL, amerykański fundusz Carlyle oraz grecki koncern Hellenic Petroleum. Dodatkowo, konglomerat International Holding Company z Abu Zabi ma być zainteresowany wybranymi aktywami Lukoila na rynkach międzynarodowych.

Zastosowanie mechanizmu rozszerzonego nadzoru ma zapewnić kontrolowane otoczenie do takich transakcji – tak, aby sprzedaż aktywów odbyła się zgodnie z reżimem sankcji i nie doprowadziła do zakłóceń na rynku paliw czy w sektorze gazu. Rząd zastrzega, że ewentualne wykorzystanie dalej idących uprawnień (w tym przejęcia zarządzania aktywami) będzie wymagało odrębnej decyzji, poprzedzonej analizą wpływu na bezpieczeństwo energetyczne i ceny paliw.

Znaczenie dla regionu i kolejny krok w polityce sankcji

Przyjęta w Bukareszcie ordynacja wpisuje się w szerszy trend w regionie. Podobne instrumenty – umożliwiające przejęcie kontroli nad aktywami Lukoila lub wprowadzenie szczególnego nadzoru – wprowadziły wcześniej m.in. Bułgaria i Niemcy. Rumunia stara się znaleźć rozwiązanie pośrednie: z jednej strony pełne wdrożenie sankcji i ograniczenie przepływów finansowych do Rosji, z drugiej – łagodne przeprowadzenie rynku paliw przez okres przejściowy.

Dla samego Lukoila nowe przepisy oznaczają, że każda kluczowa decyzja dotycząca rumuńskich aktywów – od polityki cenowej, przez przepływy finansowe za granicę, po potencjalną sprzedaż rafinerii i stacji – będzie pod ścisłą obserwacją władz w Bukareszcie. Dla władz Rumunii jest to natomiast narzędzie pozwalające pogodzić solidarność z sojusznikami w zakresie sankcji z ochroną własnego rynku i odbiorców paliw.

Medialny gigant RTL zwalnia 600 osób. Reklamy w TV spadły o 20%

0

Niemiecki gigant medialny RTL ogłosił we wtorek redukcję około 600 etatów, co stanowi jedną z największych fal zwolnień w prywatnej telewizji w ostatnich latach. Decyzję przekazał pracownikom dyrektor generalny Stephan Schmitter, określając cięcia jako „przymusowo konieczne” w obliczu pogarszającej się sytuacji finansowej i głębokiej transformacji rynku mediów — podały niemieckie i międzynarodowe media, w tym Reuters.

Recesja i załamanie przychodów reklamowych

W oświadczeniu dla Deutsche Presse-Agentur Schmitter wskazał na dwa kluczowe powody decyzji: przedłużającą się recesję gospodarczą w Niemczech oraz gwałtowne zmiany modelu konsumpcji mediów. Niemiecka gospodarka przeżywa obecnie jedną z najdłuższych recesji w powojennej historii, co mocno odbija się na budżetach reklamowych.

Przychody z reklam w linearnej telewizji w Niemczech spadły od 2019 r. o ponad 20%, zmuszając RTL do przebudowy strategii i przekierowania zasobów w stronę cyfrowych platform. Firma prognozuje, że wpływy z reklam telewizyjnych w drugiej połowie 2025 r. spadną o wysokie jednocyfrowe wartości procentowe — podczas gdy wcześniejsze szacunki zakładały wzrost o 2–3%.

Streaming priorytetem: szybki wzrost RTL+

Pomimo zwolnień RTL kontynuuje intensywne inwestycje w rozwój platformy streamingowej RTL+, która do końca września 2025 r. osiągnęła 7,6 mln płatnych subskrybentów — o 17,4% więcej niż rok wcześniej. Firma zakłada, że usługa stanie się rentowna w roku finansowym 2026, a nakłady na treści przekroczą miliard euro rocznie.

Schmitter podkreślił, że RTL musi „konsekwentnie dostosować strukturę organizacyjną do zmian na rynku mediów i skupić się na konkurowaniu z amerykańskimi platformami streamingowymi”.

Plan socjalny i reakcje pracowników

RTL Deutschland, należące do koncernu Bertelsmann, opracowało wraz z radami pracowniczymi specjalny program osłonowy. Przewiduje on m.in. odprawy, możliwości przejścia na wcześniejszą emeryturę oraz inne formy wsparcia, które mają złagodzić skutki redukcji etatów.

Niemiecki Związek Dziennikarzy (DJV) określił planowane cięcia jako „katastrofę” dla pracowników, jednocześnie zaznaczając, że przygotowany plan socjalny „choć nie zapobiegnie zwolnieniom, złagodzi ich najdotkliwsze konsekwencje”.

Strategiczne przejęcie w tle

Zwolnienia następują w momencie, gdy RTL czeka na decyzje regulatorów w sprawie przejęcia Sky Deutschland za 150 mln euro. Transakcja miałaby stworzyć jednego z największych graczy medialnych w Europie, z łączną liczbą ok. 11,5 mln klientów.

Irak zaprasza amerykańskie firmy do przejęcia rosyjskiego pola naftowego. ExxonMobil na czele wyścigu o West Qurna-2

0

Irak otworzył drzwi wyłącznie dla amerykańskich firm, zapraszając je do złożenia ofert na przejęcie większościowego udziału w gigantycznym polu naftowym West Qurna-2 — poinformował Reuters, powołując się na irackie źródła rządowe. Decyzja Bagdadu zapadła w momencie, gdy rosyjski Lukoil, dotychczasowy operator projektu, jest zmuszony do sprzedaży zagranicznych aktywów w związku z sankcjami nałożonymi przez administrację prezydenta Donalda Trumpa.

Według irackiego ministerstwa ropy, celem zaproszenia jest zapewnienie stabilności globalnych rynków, utrzymanie ciągłości wydobycia oraz wzmocnienie współpracy energetycznej z USA. Źródła rządowe wskazują, że dotychczas największe zainteresowanie wykazał ExxonMobil, który od miesięcy prowadzi rozmowy w sprawie przejęcia udziałów Lukoila.

ExxonMobil faworytem Bagdadu

Wysocy rangą iraccy urzędnicy przekazali, że ExxonMobil jest obecnie głównym kandydatem do zastąpienia Lukoila. Podkreślają, że amerykański koncern ma doświadczenie i zasoby niezbędne do zarządzania jednym z największych i najbardziej skomplikowanych pól naftowych na świecie.

Ministerstwo ropy przekazało, że przejęcie kontroli nad West Qurna-2 przez firmę z USA „posłuży wspólnym interesom i wesprze stabilność światowego rynku”. Zarówno ExxonMobil, jak i Chevron nie skomentowały sprawy, natomiast Lukoil nie odpowiedział na pytania dotyczące sytuacji.

Wartość rynkowa udziałów w projekcie jest szacowana na około 1,6 miliarda dolarów. Amerykański Departament Skarbu zezwolił potencjalnym nabywcom na prowadzenie rozmów z Lukoilem do 13 grudnia, jednak finalne transakcje będą wymagały oddzielnego zezwolenia.

Sankcje USA wymuszają odwroty rosyjskich firm

Sytuacja jest bezpośrednim skutkiem sankcji ogłoszonych w październiku przez prezydenta Trumpa wobec Lukoila i Rosneftu. Weszły one w życie 21 listopada, znacząco ograniczając możliwości funkcjonowania rosyjskich koncernów na rynkach zagranicznych. Lukoil, posiadający 75% udziałów w West Qurna-2, nie jest w stanie transferować środków do Iraku, co zmusiło Bagdad do samodzielnego wypłacania pensji lokalnym pracownikom w celu utrzymania produkcji.

Pole West Qurna-2 należy do największych na świecie: produkuje około 470 tys. baryłek ropy dziennie, co stanowi niemal 0,5% globalnej podaży i około 9% całkowitej produkcji Iraku. To czyni Bagdad drugim największym producentem w OPEC, ustępując jedynie Arabii Saudyjskiej.

Globalni gracze wchodzą do gry

Choć Irak oficjalnie zaprosił jedynie firmy ze Stanów Zjednoczonych, zainteresowanie wykazują również inni globalni gracze. W gronie potencjalnych nabywców wymienia się m.in. fundusz inwestycyjny Carlyle oraz konglomerat International Holding Company ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Źródła zbliżone do rozmów mówią, że chęć przejęcia aktywów rozważają również chińskie koncerny, takie jak PetroChina – operator sąsiedniego złoża West Qurna-1. Chińskie firmy są jednymi z największych inwestorów w irackim sektorze energetycznym, choć tym razem pierwszeństwo mają przedsiębiorstwa ze Stanów Zjednoczonych.

Produkcja stabilna mimo kryzysu

Mimo sankcji i rosnącej presji logistycznej, produkcja na West Qurna-2 pozostaje stabilna. Według irackich urzędników wynosi od 460 tys. do 480 tys. baryłek dziennie. W zeszłym tygodniu Bagdad wypłacił zaległe wynagrodzenia pracownikom po tym, jak Lukoil ogłosił siłę wyższą na początku listopada.

Decyzja o sprzedaży udziałów w polu naftowym otwiera nowy rozdział w irackiej polityce energetycznej – przesuwając interesy Bagdadu wyraźnie w stronę Stanów Zjednoczonych i pogłębiając izolację rosyjskich firm na globalnym rynku naftowym.

Inwestorzy realizują zyski, ale metale szlachetne nadal mają paliwo do wzrostów

0

Złoto i srebro zaliczyły dziś korektę cenową, gdy inwestorzy masowo realizowali zyski po rekordowych wzrostach z ostatnich sesji. Jednak spadek ten jest postrzegany przez analityków jedynie jako krótkoterminowy przystanek. Długoterminowy, fundamentalny obraz rynku metali szlachetnych pozostaje wyjątkowo byczy. Kluczowymi siłami napędowymi są bliska perspektywa obniżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną (wyceniana na ok. 87% na posiedzeniu w grudniu) oraz utrzymujące się wysokie deficyty fiskalne w USA. Dla srebra dodatkowym, unikalnym motorem wzrostu jest chroniczny deficyt podażowy, napędzany rekordowym popytem przemysłowym ze strony sektora fotowoltaicznego i elektromobilności. W efekcie, największe banki inwestycyjne, w tym Bank of America i Deutsche Bank, zrewidowały prognozy, wskazując, że złoto może w najbliższych latach sięgnąć pułapu 5000 USD za uncję, a srebro 65 USD.

Oczekiwania na obniżkę stóp podtrzymują popyt

Pomimo krótkoterminowej presji ze strony realizujących zyski, obraz fundamentalny dla złota i srebra pozostaje – w ocenie rynku – korzystny. Kluczową rolę odgrywają tu oczekiwania dotyczące polityki Rezerwy Federalnej. Według danych narzędzia CME FedWatch, na które powołują się m.in. Reuters i serwisy finansowe, inwestorzy wyceniają około 87% prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych Fed o 25 punktów bazowych na posiedzeniu FOMC zaplanowanym na 9–10 grudnia.

Bank of America, który 1 grudnia zrewidował swoje prognozy, oficjalnie zakłada, że Fed zdecyduje się na cięcie stóp, powołując się na osłabiającą się sytuację na rynku pracy – wynika z raportów banku cytowanych przez serwisy Investing.com i MarketBeat. Niższe stopy procentowe z reguły zwiększają atrakcyjność aktywów nieprzynoszących odsetek, takich jak złoto czy srebro, ponieważ zmniejsza się koszt alternatywny trzymania kruszcu zamiast obligacji czy depozytów.

Dodatkowym czynnikiem wspierającym notowania metali jest słabszy dolar amerykański oraz utrzymujący się popyt na tzw. bezpieczne przystanie w warunkach niepewności geopolitycznej – na co konsekwentnie zwracają uwagę analitycy cytowani przez Reuters i inne globalne agencje.

Srebro korzysta na zielonej transformacji

Wyjątkowa siła srebra na tle złota ma wyraźne podłoże strukturalne. W przeciwieństwie do czysto inwestycyjnego charakteru złota, srebro jest intensywnie wykorzystywane w przemyśle – zwłaszcza w technologiach związanych z transformacją energetyczną. Dane branżowe, przytaczane m.in. przez Silver Institute oraz w raporcie World Silver Survey 2024, pokazują, że zapotrzebowanie przemysłowe na srebro w 2024 r. sięgnęło rekordowych okolic 680–690 mln uncji, przy czym kluczową rolę odgrywa sektor fotowoltaiczny, elektromobilność oraz infrastruktura 5G.

Według analiz cytowanych przez Reuters, popyt na srebro ze strony przemysłu fotowoltaicznego wzrósł w ostatnich latach bardzo dynamicznie: konsumpcja w panelach słonecznych sięgała ok. 160 mln uncji rocznie już w 2023 r. i nadal rośnie wraz z globalnym boomem na OZE. Dzięki wyjątkowej przewodności elektrycznej srebro jest praktycznie niezastąpione w kluczowych komponentach paneli oraz w wielu podzespołach pojazdów elektrycznych.

Ta kombinacja silnego popytu przemysłowego i rosnącego popytu inwestycyjnego doprowadziła do chronicznego deficytu na rynku srebra. Silver Institute już wcześniej sygnalizował niedobory rzędu kilkuset milionów uncji rocznie, a kolejne raporty sugerują, że 2025 rok może być piątym z rzędu rokiem strukturalnego deficytu podaży. W komentarzach branżowych pojawiają się wzmianki o spadku zapasów srebra w magazynach, szczególnie w Chinach, do najniższych poziomów od blisko dekady.

Prognozy banków: złoto w stronę 5000 dolarów, srebro w okolice 65 dolarów

Mimo krótkoterminowych korekt, duże instytucje finansowe utrzymują wyraźnie optymistyczne nastawienie do złota i srebra w horyzoncie kilku najbliższych lat. Bank of America, w najnowszej prognozie cytowanej m.in. przez Reuters, Kitco i inne serwisy, zakłada, że złoto może sięgnąć 5000 dolarów za uncję w 2026 r., a srebro – około 65 dolarów. Bank wskazuje na utrzymujące się wysokie deficyty fiskalne w USA, rosnący dług publiczny i utrwalone obawy o siłę dolara jako główne siły napędowe dla rynku kruszców.

Nie jest to odosobniony punkt widzenia. Z analizy Deutsche Banku wynika, że średnia cena złota w 2026 r. może wynieść ok. 4450 dolarów, z potencjałem sięgającym w skrajnym scenariuszu 5000 dolarów. Podobne, bardzo wysokie przedziały cenowe wskazują Goldman Sachs, JPMorgan i UBS – według przytaczanych w mediach ankiet i raportów researchowych większość dużych banków zakłada, że do końca 2026 r. złoto znajdzie się przynajmniej w przedziale 4500–5000 dolarów za uncję, a część widzi scenariusz wyraźnego przekroczenia tej bariery.

W odniesieniu do srebra, prognozy są mniej precyzyjne, ale wiele analiz – zarówno bankowych, jak i niezależnych firm badawczych – wskazuje zakres 50–70 dolarów za uncję jako realistyczny cel w przypadku utrzymania obecnych trendów: dalszego wzrostu popytu przemysłowego, łagodniejszej polityki Fed oraz utrzymującej się niepewności geopolitycznej. Bank of America, który oficjalnie mówi o 65 dolarach za uncję w 2026 r., jest jednym z najbardziej wyrazistych głosów w tym gronie.

Korekta czy początek większego ochłodzenia?

Wtorkowe cofnięcie notowań złota i srebra większość analityków interpretuje jako typową realizację zysków po serii sesji wzrostowych, a nie jako zmianę trendu. W komentarzach cytowanych przez Reuters powtarza się teza, że dopóki rynek pozostaje przekonany o zbliżającej się obniżce stóp procentowych w USA i utrzymującej się presji na dług publiczny oraz dolara, fundamenty pozostaną sprzyjające dalszemu, choć zapewne bardziej zmiennemu, wzrostowi cen metali szlachetnych.

Ostatecznie, po tak silnym rajdzie jak w 2025 r., krótkoterminowe korekty są wręcz nieuniknione. Dla zwolenników złota i srebra ważniejsze od wtorkowego cofnięcia jest to, że kluczowe czynniki – oczekiwania na niższe stopy, strukturalny deficyt podaży srebra oraz utrwalony popyt ze strony banków centralnych na złoto – wciąż pozostają na miejscu. Z punktu widzenia rynku, to one mogą zdecydować, czy obecne spadki okażą się tylko przystankiem w dłuższej hossie, czy zapowiedzią większego ochłodzenia na rynku metali szlachetnych.

Fed kończy zacieśnianie ilościowe i zwiększa płynność. Bitcoin odrabia część strat

Rezerwa Federalna USA 1 grudnia zasiliła system bankowy kwotą 13,5 mld dolarów poprzez jednodniowe operacje repo. Była to – według danych Fed – druga co do wielkości pojedyncza operacja tego typu od czasu pandemii COVID-19. Tego samego dnia formalnie zakończył się program zacieśniania ilościowego (quantitative tightening, QT), co inwestorzy odczytali jako sygnał narastających napięć na rynku finansowania krótkoterminowego.

Łącznie, uwzględniając wcześniejsze operacje repo przeprowadzone tego samego dnia, Fed dostarczył bankom ok. 26 mld dolarów świeżej płynności. Jak wynika z danych o wykorzystaniu mechanizmu Standing Repo Facility, skala zapotrzebowania na środki banku centralnego była najwyższa od czasu szczytowych napięć w okresie COVID-19, co sugeruje, że instytucje finansowe coraz częściej sięgają po ten instrument nie tylko „na wszelki wypadek”, ale jako realne źródło finansowania – wskazuje m.in. Reuters, powołując się na analityków rynku pieniężnego.

Koniec QT wymuszony poziomem rezerw

Decyzję o zakończeniu zacieśniania ilościowego Fed ogłosił na posiedzeniu 29 października, zapowiadając, że z dniem 1 grudnia przestanie dalej zmniejszać swój bilans. Od czerwca 2022 r. QT ściągnęło z systemu finansowego ok. 2,4 bln dolarów – wynika z danych publikowanych przez Fed. Bilans banku centralnego ustabilizował się w okolicach 6,6 bln dolarów, co nadal oznacza znacząco wyższy poziom niż przed pandemią.

Według komentatorów cytowanych m.in. przez agencję Reuters i serwisy finansowe, bezpośrednią przyczyną zatrzymania QT był spadek rezerw bankowych do poziomu ok. 2,9 bln dolarów, z ponad 3 bln dolarów w poprzednich miesiącach. Jednocześnie niemal wyczerpały się środki ulokowane wcześniej w instrumencie overnight reverse repo, który w szczytowym momencie absorbował ok. 2,5 bln dolarów nadwyżkowej gotówki. Zanik tego „bezpiecznika” sprawił, że każdy większy przepływ gotówki w systemie mocniej odbijał się na poziomie rezerw.

Dodatkowym sygnałem alarmowym był fakt, że stopy na rynku pieniężnym coraz częściej zbliżały się do górnej granicy przedziału docelowego wyznaczanego przez Fed, a momentami go przekraczały. Jak podkreślają analitycy cytowani przez Reutersa, kontynuowanie zacieśniania bilansu w takich warunkach zwiększałoby ryzyko gwałtownych zaburzeń na rynku operacji repo, podobnych do tych z 2019 r.

Historyczne porównanie

Część komentatorów przypomina, że ostatnie zakończenie QT miało miejsce we wrześniu 2012 r. i – jak zauważa m.in. serwis Finbold, powołując się na analizy rynku – w tamtym okresie rynki finansowe zareagowały pozytywnie na zmianę kierunku polityki bilansowej Fed. Obecnie jednak otoczenie jest inne: inflacja wciąż pozostaje powyżej celu, a stopy procentowe znajdują się znacznie wyżej niż dekadę temu, co ogranicza pole manewru banku centralnego.

Słabnące dane z gospodarki USA

Tło makroekonomiczne również sprzyja większej ostrożności Fed. Listopadowy wskaźnik ISM Manufacturing PMI dla przemysłu USA spadł do 48,2 pkt, pozostając poniżej granicy 50 pkt oddzielającej wzrost od spadku aktywności. To kolejne potwierdzenie osłabienia sektora wytwórczego – zwracają uwagę ekonomiści cytowani w raportach ISM i w komentarzach głównych banków inwestycyjnych.

Choć przemysł odpowiada dziś za mniejszą część amerykańskiego PKB niż usługi, seria odczytów poniżej 50 pkt w przeszłości często towarzyszyła spowolnieniu gospodarczemu. Z punktu widzenia Fed oznacza to dodatkową presję, by łagodzić warunki monetarne, przy jednoczesnym pilnowaniu, aby inflacja nie przyspieszyła ponownie.

Rynek wycenia grudniową obniżkę stóp

Na rynku kontraktów terminowych szanse na obniżkę stóp procentowych w USA w grudniu wyraźnie wzrosły. Według narzędzia CME FedWatch, cytowanego szeroko przez media finansowe, inwestorzy wyceniają obecnie z prawdopodobieństwem ok. 80–90 proc. cięcie stopy funduszy federalnych o 25 punktów bazowych na posiedzeniu FOMC 9–10 grudnia.

Część ekonomistów, przywoływana przez agencje informacyjne i banki inwestycyjne, podkreśla, że połączenie zakończenia QT, zwiększenia operacji repo i ewentualnego cięcia stóp może zostać odczytane jako wyraźny sygnał przejścia z fazy zacieśniania do fazy łagodzenia polityki pieniężnej. Inni ostrzegają jednak, że zbyt szybkie luzowanie może ponownie rozbudzić presję inflacyjną, szczególnie jeśli gospodarka uniknie wyraźnego spowolnienia.

Co oznacza zmiana kursu Fed?

Dla rynków finansowych 1 grudnia może okazać się datą symboliczną: kończy się trwający ponad dwa lata cykl zacieśniania bilansu, a Fed wraca do aktywnej roli dostawcy płynności poprzez operacje repo. Z jednej strony ogranicza to ryzyko gwałtownych szoków na rynku finansowania krótkoterminowego. Z drugiej – pokazuje, że system bankowy wciąż jest wrażliwy na zmiany rezerw i wymaga stałego wsparcia ze strony banku centralnego.

W krótkim okresie większa płynność i perspektywa niższych stóp sprzyjają aktywom ryzykownym, w tym kryptowalutom. W dłuższym horyzoncie to, czy obecny zwrot Fed okaże się początkiem trwalszej hossy, czy raczej sygnałem narastających problemów w systemie finansowym, zależeć będzie od dalszej ścieżki inflacji, kondycji gospodarki USA oraz gotowości banku centralnego do ponownego zaostrzenia kursu, jeśli będzie to konieczne.

AWS prezentuje autonomicznych „agentów AI”, którzy mogą programować przez całe dni bez nadzoru

Amazon Web Services ogłosił nową klasę rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, które mają działać jak wirtualni pracownicy IT – samodzielnie, przez wiele godzin, a nawet dni, zajmując się tworzeniem, zabezpieczaniem i utrzymaniem oprogramowania. Ogłoszenie padło podczas konferencji AWS re:Invent 2025 w Las Vegas i symbolizuje przejście od prostych asystentów AI do w dużej mierze autonomicznych systemów wykonujących złożone zadania w całym cyklu życia aplikacji.

Szef AWS Matt Garman zapowiedział, że w kolejnych latach to właśnie tacy „agenci” będą generować większość biznesowej wartości z AI, a nie klasyczne chatboty czy podpowiadacze kodu. Według jego słów nawet 80–90 proc. wartości korporacyjnej związanej ze sztuczną inteligencją może pochodzić z rozwiązań agentowych.

Trzej nowi „współpracownicy”: Kiro, Security Agent i DevOps Agent

AWS wprowadza na początek trzy wyspecjalizowane narzędzia:

  • Kiro – autonomiczny agent deweloperski,
  • AWS Security Agent – agent do zadań z obszaru cyberbezpieczeństwa,
  • AWS DevOps Agent – agent wspierający (a docelowo częściowo zastępujący) pracę zespołów DevOps/SRE.

Nowe systemy mogą wykonywać wieloetapowe zadania, mają trwałą pamięć między sesjami i potrafią „rozmnożyć się” na wiele instancji, które równolegle pracują nad różnymi aspektami jednego problemu. Integrują się z popularnymi narzędziami, takimi jak Jira, GitHub czy Slack, dzięki czemu funkcjonują jak wirtualni członkowie zespołu – komunikują się, proponują zmiany w kodzie, aktualizują zadania, przygotowują pull requesty.

Kiro uczy się z historii pull requestów i komentarzy, pomaga porządkować zgłoszenia błędów, wprowadzać poprawki w wielu repozytoriach oraz rozwijać nowe funkcjonalności z zachowaniem spójności między projektami.

AWS Security Agent ma z kolei działać jak zautomatyzowany zespół pentesterów „na żądanie” – zamiast wielodniowych ręcznych testów bezpieczeństwa umożliwia przeprowadzenie złożonych analiz w krótkim czasie. Według pierwszych użytkowników jest w stanie wychwycić błędy logiki biznesowej, które często umykają klasycznym skanerom podatności.

AWS DevOps Agent został zaprojektowany jako wirtualny inżynier dyżurny. Zbiera logi, metryki i alerty z wielu systemów, koreluje dane, diagnozuje przyczyny incydentów i proponuje działania naprawcze. W testach prowadzonych m.in. w jednym z dużych banków agent miał zidentyfikować złożony problem z konfiguracją chmury w kilkanaście minut – zadanie, które zwykle zajmuje doświadczonym inżynierom kilka godzin.

Autonomia z ludzką kontrolą

Kluczową różnicą w porównaniu z istniejącymi narzędziami do wspomagania kodowania – jak popularne rozszerzenia w edytorach – jest poziom autonomii. Nowe agenty AWS są projektowane po to, by wykonywać zadania praktycznie bez przerwy, bez konieczności podawania im co chwilę kolejnych komend przez człowieka.

Nie oznacza to jednak pełnego „oddania sterów” sztucznej inteligencji. AWS podkreśla, że:

  • inżynierowie nadal zachowują ostateczną decyzję – agenci nie mogą samodzielnie wdrażać zmian na systemach produkcyjnych,
  • działanie agentów odbywa się w ramach jasno określonych wytycznych, ograniczeń i polityk bezpieczeństwa,
  • wszystkie sugestie techniczne mają przechodzić przez standardowe procesy przeglądu kodu i akceptacji zmian.

Chodzi o to, aby AI wykonywała „ciężką pracę” – analizę logów, testy, refaktoryzację, przygotowanie propozycji zmian – ale odpowiedzialność za finalne decyzje i ryzyko operacyjne nadal spoczywało na zespołach ludzkich.

Nowy etap wyścigu między gigantami chmury

Wprowadzenie agentów AWS wpisuje się w szerszy trend rywalizacji największych firm technologicznych o to, kto pierwszy dostarczy firmom funkcjonalnych, bezpiecznych i skalowalnych systemów agentowych. Swoje koncepcje agentów AI rozwijają już wcześniej Microsoft i IBM – teraz Amazon odpowiada własnym podejściem, mocno osadzonym w ekosystemie AWS.

Agenci DevOps i Security są już udostępnieni w formie publicznego podglądu (public preview), natomiast najbardziej zaawansowane, w pełni autonomiczne funkcje Kiro będą wprowadzane stopniowo w kolejnych miesiącach.

Choć nowa technologia budzi duże zainteresowanie, rodzi też pytania o przyszłość pracy w IT – zwłaszcza w zespołach deweloperskich, bezpieczeństwa i operacji. AWS na razie akcentuje narrację „współpracownika–robota”, który ma odciążyć ludzi od żmudnych zadań, a nie całkowicie ich zastąpić. Jak szybko firmy przyjmą taki model współpracy z AI – i jak zmieni on rolę programistów czy inżynierów DevOps – będzie jednym z kluczowych tematów w debacie o przyszłości pracy w sektorze technologicznym.

OECD: Polska najszybciej rosnącą gospodarką w Unii Europejskiej w 2026 r.

Polska ma być liderem wzrostu gospodarczego w Unii Europejskiej – wynika z najnowszych prognoz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Według opublikowanego we wtorek raportu „OECD Economic Outlook” polski PKB ma zwiększyć się w 2026 r. o 3,4 proc., co będzie najwyższym wynikiem w całej Wspólnocie. To wyraźna rewizja w górę względem czerwcowych szacunków, gdy oczekiwano wzrostu na poziomie 2,7 proc.

W 2025 r. OECD przewiduje tempo wzrostu PKB na poziomie 3,3 proc. Dynamika ma jednak nieco osłabnąć w 2027 r., do 2,7 proc. Analitycy wskazują, że za spowolnienie odpowiadać będzie przede wszystkim konsolidacja fiskalna oraz wygaszanie efektu impulsu inwestycyjnego związanego z napływem środków z Krajowego Planu Odbudowy.

Inwestycje głównym silnikiem wzrostu

Organizacja podkreśla, że kluczową rolę w najbliższych latach mają odegrać inwestycje. Już w 2025 r. ich wzrost ma przyspieszyć, a w 2026 r. skoczyć z tegorocznych 3,4 proc. do 11,7 proc., napędzany przede wszystkim większym wykorzystaniem funduszy unijnych, w tym środków z KPO. Rok później dynamika inwestycji ma spaść, ale nadal pozostanie solidna – na poziomie 5,6 proc.

Konsumpcja prywatna pozostanie ważnym, choć stopniowo słabnącym filarem wzrostu. OECD zakłada, że po wzroście o 4,1 proc. w bieżącym roku, w 2026 r. konsumpcja zwiększy się o 3,6 proc., a w 2027 r. o 2,9 proc. Wpływ na to mają mieć m.in. wygasający efekt realnego odbicia dochodów po okresie wysokiej inflacji oraz bardziej powściągliwa polityka fiskalna.

Eksport również ma lekko przyspieszyć. Według prognozy, sprzedaż zagraniczna wzrośnie o 2,3 proc. w 2025 r., wobec 2,2 proc. w tym roku, a w 2027 r. tempo wzrostu ma sięgnąć 2,5 proc.

Inflacja w pobliżu celu i dalsze obniżki stóp

OECD zakłada dalsze stopniowe wygaszanie presji cenowej. Inflacja CPI ma spaść do 2,9 proc. w 2026 r. i 2,7 proc. w 2027 r., mieszcząc się w dopuszczalnym paśmie odchyleń od celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego.

Przy takim scenariuszu instytucja spodziewa się kontynuacji łagodzenia polityki pieniężnej „w stopniowym tempie”. W raporcie zapisano, że w ciągu najbliższych dwóch lat możliwe są dalsze obniżki stóp procentowych o łącznie 75 punktów bazowych, pod warunkiem utrzymania trendu dezinflacyjnego i braku nowych szoków zewnętrznych.

Deficyt i dług – pięta achillesowa polskiej gospodarki

Mimo korzystnych perspektyw wzrostu OECD wyraźnie wskazuje na słabość finansów publicznych jako główne ryzyko dla gospodarki. Deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych ma według prognoz sięgnąć 6,6 proc. PKB w 2026 r. i 6,1 proc. w 2027 r.

Organizacja podkreśla, że tak wysokie deficyty są po części efektem zwiększonych wydatków na obronność, ale odzwierciedlają też utrwalony wzrost wydatków socjalnych. W ocenie OECD, przy utrzymaniu wysokiego tempa wzrostu wydatków konieczne będzie podjęcie zdecydowanych działań korygujących, aby ustabilizować relację długu publicznego do PKB w średnim horyzoncie.

Rekomendacje

W odpowiedzi na rosnące nierównowagi fiskalne OECD rekomenduje Polsce zestaw działań po stronie dochodowej i wydatkowej.

Wśród propozycji znajdują się m.in.:

  • podwyższenie podatków od nieruchomości,
  • większe wykorzystanie podatków środowiskowych, tak aby system podatkowy lepiej odzwierciedlał koszty zewnętrzne związane z emisjami i degradacją środowiska,
  • kompleksowy przegląd wydatków publicznych, pozwalający na identyfikację i ograniczenie najmniej efektywnych programów,
  • stopniowe wycofywanie się z funduszy pozabudżetowych, które rozmywają przejrzystość finansów publicznych i utrudniają kontrolę nad całością polityki fiskalnej.

Eksperci OECD pozytywnie oceniają plany utworzenia od 1 stycznia 2026 r. Rady Fiskalnej – niezależnego ciała, którego zadaniem ma być ocena prognoz makroekonomicznych oraz opiniowanie zgodności krajowego budżetu z regułami fiskalnymi obowiązującymi zarówno w Polsce, jak i w Unii Europejskiej.

Polska a reszta UE – optymizm z zastrzeżeniami

Choć prognoza OECD zakłada, że Polska będzie najszybciej rozwijającą się gospodarką w UE w 2026 r., organizacja zachowuje nieco większą ostrożność niż Komisja Europejska. Bruksela w listopadowej projekcji wskazała na możliwy wzrost polskiego PKB na poziomie 3,5 proc. w 2026 r. i 2,8 proc. w 2027 r., czyli o 0,1 pkt proc. powyżej szacunków OECD w obu latach.

Obie instytucje są jednak zgodne co do ogólnego obrazu: Polska wchodzi w okres relatywnie szybkiego wzrostu na tle Unii, korzystając z napływu środków unijnych i poprawy sytuacji na rynku pracy, ale jednocześnie stoi przed poważnym wyzwaniem uporządkowania finansów publicznych, aby ten wzrost był trwały i odporny na przyszłe wstrząsy.

Nvidia: umowa z OpenAI na 100 mld dolarów nadal nie jest dopięta

Potencjalne porozumienie Nvidii z OpenAI, o szacowanej wartości nawet 100 mld dolarów, wciąż pozostaje na etapie wstępnych ustaleń. Dwa miesiące po głośnym wrześniowym ogłoszeniu, które wywołało euforię na rynku i napędziło rajd spółek związanych z infrastrukturą AI, przedstawiciele producenta chipów przyznają, że ostateczny kontrakt nie został jeszcze podpisany.

„Wciąż pracujemy nad ostateczną umową”

Dyrektor finansowa Nvidii Colette Kress, występując na konferencji poświęconej technologiom i sztucznej inteligencji w Scottsdale w Arizonie, podkreśliła, że współpraca z OpenAI nadal opiera się wyłącznie na liście intencyjnym. Zapytana o status zobowiązania dotyczącego dostarczenia 10 gigawatów mocy obliczeniowej, odpowiedziała wprost, że „nie ukończono jeszcze ostatecznej umowy” i że obie strony nadal dopracowują jej szczegóły.

To istotna korekta względem wcześniejszych deklaracji. Prezes Nvidii Jensen Huang określał ten projekt jako „największe przedsięwzięcie infrastruktury AI w historii”, a rynek w dużej mierze przyjął go jako niemal przesądzony. Najnowsze wypowiedzi zarządu pokazują jednak, że do finalizacji jest wciąż daleka droga.

100 mld dolarów poza portfelem zamówień

Kress zaznaczyła, że potencjalna umowa z OpenAI nie została uwzględniona w obecnym portfelu zamówień Nvidii, wycenianym na około 500 mld dolarów. Chodzi o już zakontraktowaną sprzedaż układów z rodzin Blackwell i Vera Rubin do 2026 roku. Tym samym ewentualny kontrakt z OpenAI byłby dodatkiem do obecnych zobowiązań, a nie ich częścią.

Obecnie OpenAI kupuje chipy Nvidii głównie pośrednio – za pośrednictwem dużych dostawców chmury, takich jak globalne koncerny technologiczne – a nie w ramach bezpośredniego, wieloletniego porozumienia infrastrukturalnego. Nowa umowa miałaby ten model zasadniczo zmienić i ugruntować bezpośrednią relację dostawca–odbiorca.

W ostatnich raportach regulacyjnych Nvidia wprost zastrzega, że „nie ma pewności”, czy planowana inwestycja zostanie sfinalizowana na oczekiwanych warunkach – albo czy dojdzie do skutku w ogóle. Spółka wymienia szereg krytycznych zależności: dostępność odpowiedniej infrastruktury centrów danych, zapewnienie wystarczającej ilości energii elektrycznej oraz pozyskanie kapitału na rozbudowę na niespotykaną dotąd skalę.

Rozbudowę zaplecza energetycznego potrzebnego do zasilania kolejnych generacji centrów danych AI Nvidia nazywa procesem „wieloletnim”, obarczonym ryzykiem regulacyjnym, technicznym i budowlanym. To właśnie te czynniki mają być jednym z głównych hamulców szybkiego domknięcia rekordowej umowy.

Mimo braku finalnej umowy, Colette Kress podkreśliła, że relacje Nvidii z OpenAI pozostają „bardzo silnym partnerstwem” rozwijanym od ponad dekady. Zaznaczyła, że OpenAI „chce współpracować bezpośrednio” z Nvidią, jednak wypracowanie docelowego modelu i harmonogramu dostaw wymaga czasu. Po jej wystąpieniu kurs akcji Nvidii wzrósł o ok. 2,6%, co można odczytać jako sygnał, że rynek wciąż wierzy w strategiczne znaczenie tej relacji.

Jednocześnie Kress odrzuciła sugestie, że Nvidia traci przewagę w wyścigu AI lub że sektor znajduje się w bańce spekulacyjnej. Według niej popyt na infrastrukturę obliczeniową napędzaną sztuczną inteligencją ma charakter wieloletni, a kluczowe projekty i tak budowane są w oparciu o platformę Nvidii. Ostateczny kształt umowy z OpenAI pozostaje jednak jednym z najważniejszych pytań, na które inwestorzy wciąż czekają odpowiedzi.

Putin ostrzega Europę: „Jeśli chce wojny, jesteśmy gotowi”

Prezydent Rosji Władimir Putin stwierdził we wtorek, że Rosja jest przygotowana do konfrontacji z Europą „natychmiast”, jeśli to państwa europejskie zainicjują konflikt. Słowa te padły w Moskwie podczas Forum Inwestycyjnego VTB „Russia Calling”, zaledwie kilka godzin przed rozmowami z wysłannikami prezydenta USA Donalda Trumpa na temat możliwego planu pokojowego dla Ukrainy.

Putin oskarżył jednocześnie europejskie stolice o blokowanie amerykańskich inicjatyw dyplomatycznych dotyczących zakończenia trwającej prawie cztery lata wojny. Według rosyjskiego przywódcy propozycje zgłaszane przez państwa europejskie mają zawierać warunki „całkowicie nie do przyjęcia dla Rosji” i de facto utrudniać osiągnięcie porozumienia.

„Nie planujemy wojny z Europą, ale jeśli Europa zechce i ją rozpocznie, jesteśmy gotowi już teraz” – powiedział Putin, dodając, że jego zdaniem europejscy liderzy „nie mają agendy pokojowej, tylko opowiadają się po stronie wojny”.

Rozmowy w Moskwie z wysłannikami Trumpa

Kilka godzin po wystąpieniu na forum Putin spotkał się w Moskwie ze Steve’em Witkoffem, specjalnym wysłannikiem prezydenta Donalda Trumpa, oraz Jaredem Kushnerem, zięciem prezydenta USA i jego bliskim doradcą. Celem rozmów jest omówienie zrewidowanej propozycji pokojowej Waszyngtonu dotyczącej przyszłości Ukrainy.

Według doniesień mediów plan USA zakłada m.in. istotne ustępstwa terytorialne na rzecz Rosji oraz ograniczenia zdolności obronnych Ukrainy, czemu sprzeciwiają się zarówno Kijów, jak i część europejskich sojuszników. Europejskie rządy zabiegają o zmianę zapisów, obawiając się, że zbyt daleko idące ustępstwa wobec Moskwy mogłyby utrwalić rosyjskie zdobycze oraz podważyć bezpieczeństwo całego regionu.

Równolegle prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przebywa we wtorek w Irlandii, gdzie zabiega o utrzymanie politycznego i finansowego wsparcia Europy. Irlandzki rząd zapowiedział przekazanie dodatkowego pakietu pomocy o wartości 125 mln euro oraz potwierdził poparcie dla członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej.

Groźby odcięcia Ukrainy od Morza Czarnego

W trakcie wystąpienia Putin ostro skrytykował także ostatnie ataki ukraińskich dronów morskich na rosyjskie tankowce na Morzu Czarnym, określając je mianem „piractwa”. Jego zdaniem rosyjskie statki z tzw. „floty cieni”, przewożące ropę objętą sankcjami, stały się celem „terrorystycznych” działań Kijowa.

Rosyjski przywódca zapowiedział możliwość „najdalej idącej odpowiedzi”, włącznie z odcięciem Ukrainy od dostępu do morza. „Najbardziej radykalne rozwiązanie to pozbawienie Ukrainy wyjścia na Morze Czarne – wtedy piractwo stanie się z definicji niemożliwe” – stwierdził Putin, zapowiadając jednocześnie zintensyfikowanie uderzeń na ukraińskie porty, infrastrukturę morską oraz statki zmierzające do ukraińskich portów.

Do eskalacji napięcia na Morzu Czarnym doszło po atakach morskich dronów z 28 listopada, podczas których uszkodzone zostały dwa rosyjskie tankowce objęte sankcjami – Kairos i Virat – płynące do rosyjskich portów po ładunek ropy na eksport. Oddzielnie Turcja poinformowała o ataku drona na tankowiec pod rosyjską banderą przewożący olej słonecznikowy u jej wybrzeży; Ukraina zaprzeczyła, że miała z tym incydentem jakikolwiek związek.

Rosnące obawy o bezpieczeństwo Europy

Słowa Putina padły na tle rosnącej liczby incydentów określanych przez europejskie rządy jako element rosyjskiej „wojny hybrydowej” – od cyberataków i kampanii dezinformacyjnych, po próby sabotażu infrastruktury energetycznej i transportowej oraz naruszenia przestrzeni powietrznej NATO przez drony.

W zeszłym tygodniu szef niemieckiej dyplomacji Johann Wadephul ostrzegł, że według najnowszych ocen wywiadowczych Rosja „przynajmniej tworzy sobie możliwość” przeprowadzenia ataku na państwo NATO do 2029 roku. Podkreślił, że Moskwa podporządkowuje gospodarkę i społeczeństwo przygotowaniom wojennym oraz rozwija zdolności ofensywne wymierzone w Sojusz.

Równocześnie przewodniczący Komitetu Wojskowego NATO admirał Giuseppe Cavo Dragone poinformował, że Sojusz rozważa odejście od wyłącznie reaktywnej strategii wobec rosyjskich działań hybrydowych na rzecz bardziej „proaktywnego” podejścia, łącznie z możliwością ograniczonych, prewencyjnych operacji w cyberprzestrzeni czy na morzu. Jego wypowiedzi wywołały ostrą reakcję Moskwy, która określiła je jako „skrajnie nieodpowiedzialne” i oskarżyła NATO o dążenie do eskalacji.

Kontekst: presja przed kluczowymi rozmowami o Ukrainie

Analitycy oceniają, że ostrzejsza retoryka Putina wobec Europy i groźby wobec Ukrainy mają wzmocnić pozycję negocjacyjną Kremla tuż przed rozmowami z wysłannikami USA. Moskwa stara się przekonywać, że to kraje europejskie – poprzez własne poprawki do amerykańskiego planu – blokują szybkie zakończenie wojny, podczas gdy państwa UE obawiają się porozumienia zawartego ponad głowami Kijowa, kosztem ukraińskiego terytorium i bezpieczeństwa europejskiego.

Dla Kijowa stawką pozostaje nie tylko kształt przyszłego układu pokojowego, ale też zachowanie kanałów eksportowych przez Morze Czarne oraz utrzymanie długoterminowego wsparcia wojskowego i finansowego Zachodu. Dla stolic europejskich – odpowiedź na pytanie, czy rozejm na warunkach Moskwy będzie stabilizacją, czy raczej wstępem do kolejnej rundy konfrontacji z Rosją w najbliższych latach.

Rajd Bitcoina może wywołać short squeeze wart 9,6 mld dolarów

Bitcoin po gwałtownej przecenie na początku grudnia próbuje odzyskać równowagę, a inwestorzy z napięciem śledzą kluczowy poziom cenowy, który – zdaniem analityków – może uruchomić jeden z największych short squeeze’ów ostatnich miesięcy. Stawką jest przymusowe zamknięcie krótkich pozycji o łącznej wartości około 9,6 mld dolarów.

Pomimo wtorkowego odbicia, Bitcoin pozostaje wciąż wyraźnie poniżej szczytu z października, kiedy to kurs zbliżył się do historycznego rekordu w okolicach 126 200 dolarów. Oznacza to spadek rzędu ok. 32% względem najwyższych poziomów notowań, co schładza entuzjazm części inwestorów, którzy jeszcze kilka tygodni temu liczyli na kontynuację rajdu powyżej 100 000 dolarów.

9,6 mld dolarów w krótkich pozycjach tuż pod 97 000 USD

Według danych platformy analitycznej CoinGlass, okolice 96 900–97 000 dolarów stały się newralgiczną strefą z punktu widzenia graczy obstawiających spadki. To właśnie tu, tuż poniżej 97 000 dolarów, skumulowana jest największa ilość krótkich pozycji z wykorzystaniem dźwigni finansowej.

Szacunki wskazują, że wzrost Bitcoina do około 96 900 dolarów mógłby uruchomić kaskadę przymusowych zamknięć shortów o wartości ok. 9,6 mld dolarów. Mechanizm short squeeze polega na tym, że inwestorzy grający na spadki, zmuszeni do odkupienia aktywa przy rosnącym kursie, dodatkowo napędzają wzrost ceny, tworząc swoistą samonakręcającą się spiralę.

Na razie jednak scenariusz tak gwałtownego odbicia pozostaje warunkowy – rynek musi najpierw pokonać kilka kluczowych barier technicznych.

Likwidacje lewarowanych pozycji dominują na początku grudnia

Burzliwe początki grudnia odbiły się szczególnie mocno na uczestnikach rynku korzystających z wysokiej dźwigni. Tylko w poniedziałek łączna wartość zlikwidowanych pozycji lewarowanych na rynku kryptowalut sięgnęła około 646 mln dolarów.

Co istotne, blisko 90% tej kwoty dotyczyło pozycji długich – czyli zakładów na dalszy wzrost cen. Pokazuje to, jak szybko rynek przeszedł z fazy euforii do korekty, zaskakując inwestorów jeszcze niedawno przekonanych o trwałości hossy.

W przypadku samego Bitcoina wymuszone likwidacje w ciągu 24 godzin sięgnęły około 140 mln dolarów w pozycjach długich oraz 14,7 mln dolarów w pozycjach krótkich. Fala zamknięć nasiliła się szczególnie podczas sesji azjatyckiej, kiedy przełamane zostały istotne poziomy technicznego wsparcia.

Od euforii do „ekstremalnego strachu”

Dynamiczna zmiana nastrojów widoczna jest także w popularnych wskaźnikach sentymentu. Indeks Crypto Fear and Greed, mierzący emocje inwestorów na podstawie m.in. zmienności, momentum i aktywności w mediach społecznościowych, pokazał na 2 grudnia wartość 23 punktów na 100 możliwych, co oznacza strefę „ekstremalnego strachu”.

To wyraźny kontrast wobec początku listopada, kiedy przekroczenie bariery 100 000 dolarów przez Bitcoina było przyjmowane jako potwierdzenie nowej fali hossy, a wskaźnik znajdował się po stronie „chciwości”. Obecny odczyt sugeruje, że rynek przeszedł w fazę defensywną, w której dominuje ostrożność, realizacja zysków i redukcja ryzyka.

Kluczowa strefa oporu: 93 000–97 000 USD

Analitycy podkreślają, że aby doszło do ewentualnego short squeeze’u, Bitcoin musi najpierw zdecydowanie przebić i utrzymać się powyżej strefy 93 000–97 000 dolarów. Obszar ten stał się obecnie silną strefą oporu technicznego, w której wielu inwestorów decyduje się na sprzedaż lub zabezpieczanie pozycji.

„Bitcoin wydaje się cierpieć z powodu słabnącego entuzjazmu zarówno w sektorze kryptowalut, jak i szerzej – technologii” – oceniają cytowani przez agencje analitycy rynku. Ostatnie ruchy cenowe wiążą głównie z nadmierną dźwignią na rynku instrumentów pochodnych oraz pogorszeniem sentymentu do ryzykownych aktywów. Po raz pierwszy od kilku tygodni stopy finansowania pozycji terminowych stały się ujemne, co świadczy o rosnącej przewadze graczy nastawionych na spadki.

ETF-y ograniczają płynność, spółki tną prognozy

Dodatkowym czynnikiem chłodzącym rynek są odpływy z funduszy ETF powiązanych z Bitcoinem. W listopadzie zanotowały one łącznie około 3,79 mld dolarów netto wypłat, co jest największym miesięcznym odpływem od lutego. Mniejszy napływ świeżego kapitału instytucjonalnego oznacza gorsze warunki płynnościowe i redukuje potencjał do dynamicznych, trwałych rajdów cenowych.

Jednocześnie jedna z największych spółek giełdowych, która zgromadziła znaczące rezerwy w Bitcoinie, obniżyła w poniedziałek prognozę zysków na 2025 rok, powołując się wprost na słabsze zachowanie kryptowaluty. To sygnał, że wycena Bitcoina zaczyna mieć coraz bardziej bezpośrednie przełożenie na wyniki finansowe firm, które zdecydowały się na taką strategię alokacji kapitału.

Rynek na rozdrożu: short squeeze czy dalsza zmienność?

Obecna sytuacja stawia rynek Bitcoina w punkcie zwrotnym. Z jednej strony, skumulowane krótkie pozycje o wartości 9,6 mld dolarów tuż poniżej 97 000 dolarów tworzą warunki do gwałtownego ruchu w górę, jeśli tylko kupującym uda się przebić kluczowe poziomy oporu. W takim scenariuszu wymuszone zamykanie shortów mogłoby na krótko przywrócić dynamikę rajdu obserwowanego jesienią.

Z drugiej strony, rosnący strach inwestorów, ujemne stopy finansowania, odpływy z ETF-ów i ostrożniejsze podejście spółek korporacyjnych sugerują, że rynek może pozostać w fazie podwyższonej zmienności, z częstymi, gwałtownymi zwrotami kierunku.

Na razie jedno jest pewne: każdy ruch Bitcoina w kierunku 90 000–97 000 dolarów będzie uważnie obserwowany przez inwestorów, dla których ta strefa może stać się polem bitwy między bykami a niedźwiedziami – z potencjalnie spektakularnymi konsekwencjami dla cen największej kryptowaluty.

Czapki reklamowe w marketingu – jak wybrać model idealny dla Twojej firmy?

W marketingu niezwykle ważne jest wykorzystanie atrakcyjnych i praktycznych narzędzi promocji marki. Jednym z nich jest czapka reklamowy – gadżet reklamowy, który przyciąga uwagę odbiorców i wzmacnia świadomość marki wśród klientów. Czapki reklamowe stanowią świetny sposób na wyróżnienie twojej firmy w tłumie konkurencji, a jednocześnie prezentują profesjonalny wizerunek marki.

Dobór odpowiedniego modelu czapek z nadrukiem to nie tylko kwestia estetyki, ale i strategii – odpowiednio zaprojektowana czapka może znacząco zwiększyć rozpoznawalność marki.

Dlaczego czapki reklamowe to skuteczne narzędzie marketingowe

Czapki z daszkiem, beanie, klasyczna bejsbolówka czy model trucker to wszechstronny element garderoby, który można wykorzystać w codziennych sytuacjach, również w chłodniejsze dni. Dzięki temu czapki z logo twojej firmy to gadżet, który łączy funkcjonalność i komfort noszenia z efektywną ekspozycją wizualną marki.

Ich atutem jest także to, że użytkownicy stają się naturalnymi ambasadorami, pomagając firmie dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. Czapki reklamowe to jeden z najbardziej efektownych sposobów na budowanie lojalności klientów i wzmacnianie świadomości marki poprzez ubiór firmowy lub uniform.

Jakie czapki z logo wybrać dla swojej strategii marketingowej

Wybór odpowiednich czapek reklamowych powinien być zgodny z identyfikacją wizualną twojej marki i celami strategii promocyjnej. Warto rozważyć:

  • Styl i krój: wybór stylu czapki zależy od grupy docelowej. Bejsbolówki i czapki trucker sprawdzają się w działaniach plenerowych, a czapki beanie dobrze wyglądają w chłodniejsze dni.
  • Materiał: najlepsze rozwiązania dopasowane do użytkownika to bawełna (komfort i przewiewność) oraz poliester (trwałość i odporność na warunki atmosferyczne). Dostępne są też modele z domieszką wełny, które zapewniają komfort termiczny przy niskiej temperaturze.
  • Kolory logo: warto zadbać, by czapka harmonizowała z kolorami marki, zapewniając spójny odbiór wizualny.
  • Personalizacja: nadruk, haft lub termotransfer to techniki, które pozwalają podkreślić wartości marki i nadać produktowi unikalny charakter.

Techniki znakowania czapek reklamowych – nadruk, haft i inne możliwości

Znakowanie czapek reklamowych można wykonać za pomocą kilku metod, w zależności od materiału i oczekiwanego efektu. Do najtrwalszych należy haft komputerowy, który gwarantuje estetyczne i precyzyjne odwzorowanie logo firmy.

Sitodruk pozwala na pełnokolorowe projekty przy większych nakładach, a sublimacja lub nadruk sublimacyjny świetnie sprawdza się w przypadku złożonych wzorów. Termotransfer to dobra opcja dla materiałów, które wymagają delikatniejszej techniki naniesienia grafiki. Jeśli celem jest subtelna ekspozycja, można wybrać czapki z dyskretnym logo umieszczone z boku daszka.

Każda z metod ma swoje zalety – warto sprawdzić, która najlepiej sprawdza się przy wybranym typie czapki i charakterze kampanii promocyjnej.

Gdzie zamówić czapki reklamowe z nadrukiem dla twojej firmy

Aby osiągnąć najlepszy efekt marketingowy, wybierz dostawcę oferującego szeroki wybór modeli, możliwość pełnej personalizacji oraz wsparcie w dopasowaniu projektu. Profesjonalna firma doradzi najtrwalszy rodzaj znakowania i zapewni precyzyjny nadruk, nawet przy skomplikowanych logotypach.

Dla większych zamówień warto zapytać o optymalizację procesu produkcji oraz rabaty przy większych nakładach. To prosty sposób, by uzyskać wysokiej jakości czapki z nadrukiem, które staną się wyróżniającym gadżetem twojej marki.

Co warto wiedzieć przed zamówieniem czapek reklamowych

Przed zamówieniem warto dokładnie przeanalizować kilka kluczowych aspektów. Przede wszystkim należy dobrać technikę znakowania do rodzaju materiału – haft komputerowy i sitodruk zapewniają największą trwałość, natomiast sublimacja sprawdzi się przy projektach wymagających pełnego odwzorowania kolorów.

Warto też pamiętać, że czapki mogą być wykorzystywane przez cały rok. Modele z siateczką są idealne na lato, a czapki beanie i wersje z wełny zapewniają komfort w chłodniejsze dni. Czapki reklamowe można także włączyć do uniformów pracowniczych, co wzmacnia wizerunek marki i podkreśla spójność komunikacji wizualnej firmy.

Wybierając materiał, należy dopasować go do przeznaczenia i stylu czapki. Bawełna zapewnia komfort noszenia, poliester i wełna zwiększają trwałość, a odpowiednie dopasowanie kolorów logo podkreśli profesjonalny styl całej kolekcji. Czapki z nadrukiem lub haftem to nie tylko praktyczny, ale też stylowy gadżet, który w naturalny sposób wspiera strategię marketingową i pomaga zwiększyć rozpoznawalność marki wśród potencjalnych klientów.

Pimcore. Czemu warto korzystać z niego do zarządzania danymi produktowymi w e-commerce?

E-commerce to przede wszystkim dane. Im większy asortyment, więcej kanałów sprzedaży i bardziej złożone procesy, tym trudniejsze staje się utrzymanie spójności informacji o produktach. Warto więc korzystać z dedykowanych narzędzi usprawniających zarządzanie danymi – takich jak Pimcore.

Wszystkie dane produktowe w jednym miejscu

Pimcore od Robokat to jedna z najbardziej elastycznych i zaawansowanych platform PIM (Product Information Management). Jej użytkownicy, w ramach jednego środowiska, do swojej dyspozycji otrzymują również system DAM, CMS i platformę DXP. Taki system pozwala przechowywać różne rodzaje danych:

  • opisy produktów w wielu językach;
  • dane techniczne, parametry, warianty;
  • zdjęcia, grafiki, dokumenty i inne zasoby;
  • ceny, atrybuty, specyfikacje,
  • relacje między produktami (akcesoria, zamienniki, zestawy).

Każda aktualizacja danych jest natychmiast widoczna we wszystkich kanałach sprzedaży – w sklepie, na marketplace’ach, w porównywarkach cen oraz katalogach PDF – co znacznie ułatwia zarządzanie informacjami produktowymi.

Eliminacja błędów i spójność danych

W e-commerce niespójność danych to prosta droga do reklamacji i utraty zaufania klientów. Użytkownicy Pimcore mogą jednak to ryzyko znacząco zredukować dzięki narzędziom kontroli jakości danych. Do tej grupy należą takie opcje jak:

  • walidacje atrybutów;
  • reguły logiki biznesowej;
  • workflow akceptacji treści;
  • automatyczne wykrywanie brakujących informacji.

Te funkcje pozwolą wam utrzymać wysoki standard informacji produktowej, bez luk w strukturze danych i bez konieczności ręcznego sprawdzania wszystkiego.

Obsługa różnych struktur produktowych

Biznes operujący setkami wariantów oraz konfiguracji produktów potrzebuje konkretnych rozwiązań, takich jak systemy PIM nieograniczające się do modelu opartego nazwie i opisie. Projektanci Pimcore dobrze zdają sobie z tego sprawę. Zadbali więc o to, by system umożliwiał tworzenie nawet najbardziej skomplikowanych struktur danych – w tym drzew kategorii, produktów bazowych i wariantów, komponentów i relacji technicznych oraz zestawów. Pimcore jest też skalowalny. Rośnie wraz z waszą firmą, bez konieczności zmiany systemu wraz z rozwojem oferty.

Wbudowany DAM – zarządzanie zdjęciami i multimediami

Pimcore oferuje też pełnoprawny DAM (Digital Asset Management). To rozwiązanie umożliwia przechowywanie wszystkich zdjęć, ikon, dokumentów i filmów, automatyczne generowanie miniaturek i formatów oraz łatwe wyszukiwanie dzięki tagom i metadanym. Dzięki temu zarówno zespół marketingowy, jak i e-commerce mogą pracować na tej samej bazie materiałów graficznych aktualizowanej dla wszystkich użytkowników.

Szybkie publikowanie danych w wielu kanałach

Pimcore działa jako platforma omnichannel. Dane produktowe można w prosty sposób publikować zarówno w sklepie internetowym, jak i na marketplace’ach, w katalogach online i offline, aplikacjach mobilnych, systemach partnerów handlowych oraz porównywarkach cenowych. Cały proces jest zautomatyzowany, więc zespół nie musi ręcznie przepisywać informacji do każdego kanału.

Integracja z ERP, CRM i systemami e-commerce

Ważną zaletą Pimcore jest jego architektura API-first. Platforma łatwo integruje się z ERP-ami, platformami e-commerce, CRM-ami, narzędziami marketing automation, a także systemami logistycznymi i magazynowymi. To zaś przekłada się na usprawnienie przepływu danych – cały proces staje szybki i spójny, a wasza firma zyskuje prawdziwie zintegrowany ekosystem.

Jak widać, Pimcore to jedno z najpotężniejszych narzędzi do zarządzania danymi produktowymi w e-commerce. Łącząc funkcje PIM, DAM, CMS i DXP, umożliwia pełną centralizację danych, ich automatyzację oraz publikowanie w wielu kanałach jednocześnie. Jeśli więc chcecie uporządkować informacje produktowe, poprawić jakość danych, przyspieszyć procesy i zwiększyć konwersję, koniecznie sprawdźcie to rozwiązanie.

Złoty w odwrocie: rynek gra pod gołębią RPP, EBC zostaje na pauzie

Zmiana sentymentu na złotym, rynek gra pod bardziej gołębią RPP. W Eurolandzie szybki HICP wyniósł 2,2%, a bazowa inflacja – 2,4%. Podtrzymuje to narrację „pauzy” EBC – inflacja schodzi wolno, zwłaszcza w usługach. 

Złoty w mikserze

Wtorkowa sesja przynosi zaskakujące osłabienie naszej waluty. Dzisiejsza słabość PLN to wypadkowa dwóch sił. Po pierwsze, rynek coraz wyraźniej gra pod gołębią RPP – wcześniej akceptowano scenariusz z wysokim prawdopodobieństwem pauzy na stopach, dziś pojawiają się jednak doniesienia o możliwym grudniowym cięciu. Byłoby to o tyle zaskakujące, że grudniowe posiedzenia RPP rzadko bywają decyzyjne, choć należy pamiętać, że nasz bank centralny ma bogatą historię osłabiania waluty pod koniec roku. Po drugie, globalnie – choć eurodolar pozostaje stabilny – rentowności amerykańskich obligacji pod odbiciu od 4% podchodzą w górę, co jest naturalną reakcją na mieszankę słabszych europejskich danych i niepewności przed zaległymi publikacjami z USA. Efekt widać na parach USD/PLN i EUR/PLN; zwłaszcza na tej drugiej dzieje się więcej, bo zagrożony jest dotychczasowy kanał konsolidacyjny.

Euroinflacja wciąż powyżej celu

Dzisiejszy szybki szacunek Eurostatu pokazał, że HICP w listopadzie wzrósł do 2,2% r/r z 2,1% w październiku, lekko powyżej konsensusu. To nadal okolice celu EBC, ale już trzeci miesiąc z rzędu delikatnie powyżej 2%. Głównym hamulcowym okazała się energia (–0,5% r/r), jak i dobra przemysłowe, które również kotwiczą dynamikę cen. W drugą stronę działa nieprzetworzona żywność (+3,3%) oraz komponent usługowy (+3,5%). Przekłada się to na inflację bazową na poziomie 2,4%, wyższą od głównego indeksu. Dla polityki EBC to wygodny punkt wyczekiwania: po letnich cięciach stopy pozostają bez zmian (stopa depozytowa 2,00%), a rynek czyta dzisiejszy odczyt jako argument za utrzymaniem „pauzy” do czasu większej klarowności w danych o płacach i popycie. Walutowo efekt jest raczej neutralny – i tak liczy się fakt, że dynamika cen uparcie pozostaje ponad progiem 2%.

Bez fajerwerków

Dzisiejszy handel ustawia głównie Europa i Azja. Z Tokio napłynął lepszy indeks zaufania konsumentów (37,5), a na rynku długu udana aukcja długich obligacji chwilowo osłabiła jena i uspokoiła nastroje w regionie. W Europie dzień mija pod znakiem publikacji krajowych danych oraz – opisywanego wyżej – świeżego obrazu inflacji w strefie euro. Na rynku walutowym dominuje handel techniczny: EUR/USD krąży w pobliżu otwarcia i oscyluje przy 1,160-1,162, a złoty jest wyraźnie słabszy – EUR/PLN doszedł dziś nawet do 4,25 zł, a USD/PLN w okolice 3,66 zł. Przy braku kluczowych impulsów reszta dnia powinna przebiegać spokojnie – przynajmniej na szerokim rynku – z wrażliwością na nagłówki i ruchy rentowności.

Tysiące Bułgarów na ulicach. Protesty przeciw budżetowi, korupcji i wejściu do strefy euro

Dziesiątki tysięcy Bułgarów wyszły w poniedziałek na ulice Sofii i innych miast, protestując przeciwko planowi budżetowemu na 2026 rok oraz utrzymującej się w kraju korupcji. To największe demonstracje od lat, a ich skala i emocje odzwierciedlają narastające napięcia wokół wejścia Bułgarii do strefy euro 1 stycznia oraz kosztów reform zapowiadanych przez rząd. Część manifestacji przerodziła się w gwałtowne starcia z policją.

Według szacunków mediów w centrum Sofii zebrało się około 50 tys. osób. Tłum skandował hasła „Dymisja!”, „Bułgaria bez mafii” oraz „Nadchodzi nowe pokolenie”, wyrażając sprzeciw wobec klasy politycznej, którą wielu protestujących obarcza winą za wieloletnie zaniedbania i brak realnej walki z korupcją. Główna część protestu miała pokojowy charakter, jednak późnym wieczorem doszło do eskalacji napięcia.

Grupy agresywnych demonstrantów zaczęły obrzucać policję kamieniami, butelkami i petardami. Doszło do podpaleń koszy na śmieci oraz zniszczeń radiowozów i siedzib partii politycznych. Policja odpowiedziała użyciem gazu łzawiącego i zatrzymaniem co najmniej kilkunastu osób. Władze poinformowały o rannych po obu stronach, nie podając jednak dokładnych danych.

Rdzeniem sprzeciwu społecznego są założenia projektu budżetu na 2026 rok, pierwszego przygotowanego już w euro przed formalnym przyjęciem wspólnej waluty. Rząd mniejszościowy premiera Rosena Żelazkowa planuje podwyższenie składek na ubezpieczenia społeczne oraz podatku od dywidend, aby sfinansować wyższe wydatki publiczne. Krytycy ostrzegają, że uderzy to w przedsiębiorców, klasę średnią i rynek pracy, jednocześnie nie rozwiązując strukturalnych problemów państwa.

18 listopada komisja parlamentarna przyjęła projekt w pierwszym czytaniu, co wywołało falę oburzenia i protesty społeczne. Po kolejnych manifestacjach rząd zapowiedział ponowne skierowanie projektu do parlamentu w celu przeprowadzenia dodatkowych konsultacji z opozycją, związkami zawodowymi i organizacjami pracodawców. Demonstranci twierdzą jednak, że to za mało i domagają się zarówno wycofania kontrowersyjnych zmian, jak i dymisji gabinetu.

Silnym wątkiem protestów jest sprzeciw wobec korupcji, uznawanej za problem systemowy. Gniew manifestujących w dużej mierze koncentruje się na Delanie Peewskim, wpływowym liderze partii DPS–Nowy Początek, który w 2021 r. został objęty sankcjami USA na mocy ustawy Magnitskiego za korupcję. Według organizacji Transparency International Bułgaria pozostaje jednym z najbardziej skorumpowanych państw Unii Europejskiej – gorzej wypada jedynie Węgry.

Protesty wpisują się także w szerszy niepokój związany z przyjęciem euro. Około połowa społeczeństwa sprzeciwia się wejściu do strefy euro, obawiając się utraty części suwerenności gospodarczej oraz wzrostu cen po konwersji waluty. Wielu Bułgarów obawia się, że przedsiębiorcy wykorzystają zmianę waluty do „ukrytych” podwyżek, tak jak miało to miejsce w innych państwach. Wcześniej prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde ostrzegała, że w krótkim okresie po przyjęciu euro inflacja w Bułgarii może ponownie przyspieszyć.

Sytuację dodatkowo podgrzewają napięcia polityczne. Prezydent Rumen Radew, od dawna krytyczny wobec rządu, wezwał do jego dymisji i przeprowadzenia przedterminowych wyborów. Zarzuca gabinetowi Żelazkowa nie tylko brak dialogu społecznego przy konstruowaniu budżetu, lecz także niewystarczające działania na rzecz ograniczenia korupcji i poprawy standardów rządzenia. Rząd odpiera zarzuty, przekonując, że reformy są niezbędne, by spełnić kryteria strefy euro i ustabilizować finanse publiczne.

Skala i intensywność protestów pokazują jednak, że dla wielu Bułgarów agenda reform kojarzy się bardziej z rosnącymi obciążeniami niż z perspektywą poprawy jakości życia. Nadchodzące tygodnie – w tym kolejne głosowania nad budżetem i dalsze rozmowy o wejściu do strefy euro – mogą przesądzić o przyszłości rządu Żelazkowa i kierunku, w jakim podąży bułgarska polityka.

Karelle Lamouche nową CEO Accor Premium, Midscale & Economy na Europę i Afrykę Północną

Accor mianował Karelle Lamouche na stanowisko CEO na Europę i Afrykę Północną dla dywizji Premium, Midscale & Economy. W nowej roli będzie ona odpowiadać za działalność grupy w regionie obejmującym ponad 3000 hoteli w ponad 40 krajach, co stanowi około 40 proc. globalnej sieci Accor.

Lamouche jest związana z Accor od 1998 r. i ma blisko 30-letnie doświadczenie w strukturach grupy. Przed awansem pełniła funkcję Chief Operating Officer na Europę i Afrykę Północną, a wcześniej Chief Commercial Officer dla marek z segmentów Premium, Midscale i Economy.

Karelle Lamouche, CEO, Europe & North Africa, Accor Premium, Midscale & Economy, podkreśla: Europa i Afryka Północna to najpopularniejsze kierunki turystyczne na świecie, ale jednocześnie jedne z najbardziej zróżnicowanych pod względem kulturowym i językowym. Dzięki naszemu globalnemu doświadczeniu doskonale rozumiemy, jak skutecznie działać na tak złożonym rynku. Dysponujemy wiedzą, silnym portfolio marek, szeroką dystrybucją i wysokimi standardami operacyjnymi, co pozwala nam dostarczać partnerom świetne wyniki, a gościom doświadczenia dopasowane do ich potrzeb. Cieszę się, że będę mogła kierować działalnością Accor w tym regionie, wzmacniać naszą obecność w nowych, szybko rozwijających się destynacjach oraz wprowadzać świeżą energię na rynki już dobrze ugruntowane.

Jean-Jacques Morin, Group Deputy CEO Accor, dodaje: Karelle wnosi szerokie doświadczenie przywódcze obejmujące wszystkie obszary naszej działalności, takie jak m.in. strategia, sprzedaż, marketing czy dystrybucja. Jej umiejętność wspierania właścicieli w maksymalizowaniu zwrotu z inwestycji, przy jednoczesnym dbaniu o najwyższą jakość doświadczeń gości, sprawia, że jest idealną kandydatką do tej roli.

Dywizja Premium, Midscale & Economy Accor obejmuje m.in. marki Pullman, Mövenpick, Swissôtel, Novotel, Mercure, Handwritten Collection, TRIBE, ibis oraz greet.

Swiatłana Cichanouska: droga do demokracji jest usłana cierpieniem, a dyktatura wraca szybciej, niż myślicie

Bezpośrednim zagrożeniem dla demokracji jest dyktatura. Obserwujemy, jak dyktatorzy i tyrani na całym świecie budują sojusze, ucząc się od siebie nawzajem. Dzielą się wywiadem, wymieniają instrumenty i strategie, jak tłumić sprzeciw w swoich krajach. Ale drugą, równie istotną groźbą dla demokracji są obywatele krajów demokratycznych, którzy mogą zapomnieć, czym tak naprawdę jest demokracja i że nie jest ona dana raz na zawsze. W demokrację aby ją pielęgnować trzeba wierzyć i aktywnie w niej uczestniczyć. Jeśli przestaniemy zwracać uwagę na demokrację, może ona zniknąć, a my nawet tego nie zauważymy. Aby ją zachować, musimy dla niej pracować i w nią inwestować.

– Nie dajcie się zwieść propagandystom z reżimów, którzy mówią: „Nie martwcie się demokracją, cieszcie się życiem w wspaniałych krajach. Czemu mielibyście się tym przejmować?” Kiedy przestajecie troszczyć się o tych, którzy cierpią z powodu dyktatur, wierzcie mi, że pewnego dnia tyrani zapukają również do waszych drzwi – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl Swiatłana Cichanouska, liderka białoruskiej opozycji demokratycznej. – Musimy wykorzystać wszystkie dostępne narzędzia, kontakty międzyludzkie, internet, media społecznościowe aby promować wartości demokratyczne. Rozumiem, że w Polsce czy Litwie, graniczycie z tyranami i lepiej rozumiecie te zagrożenia. Kraje oddalone od reżimów mogą stracić z oczu rzeczywistość dyktatury, myśląc, że są zbyt daleko, by tyrani mogli przejąć umysły ich obywateli. Jednak tyrani są już obecni w mentalności społeczeństw. Warto mówić o konsekwencjach braku wkładu w demokrację. Przykład Białorusi obrazuje, jak łatwo można stracić to, co się ma, i jak trudno to odzyskać. Często walki o demokrację są romantyzowane ale droga do niej jest wyboista, usłana cierpieniem, łzami i utratą wolności. Pamiętajcie, że dyktatura jest na wyciągnięcie ręki, należy jedynie dostrzec jej oznaki – ostrzega Swiatłana Cichanouska.

Europa domyka fundusz obronny SAFE

Do 30 listopada dziewiętnaście państw członkowskich UE złożyło swoje krajowe plany inwestycji obronnych w ramach instrumentu SAFE (Security Action for Europe). W pełni wykorzystały one pulę 150 mld euro preferencyjnych pożyczek przeznaczonych na zbrojenia. Celem Funduszu jest wzmocnienie europejskich zdolności wojskowych w obliczu rosyjskiego zagrożenia oraz niepewności co do długoterminowego wsparcia ze strony USA. Dzień po zamknięciu naboru do programu dołączyła Kanada, stając się pierwszym państwem spoza Europy z uprzywilejowanym dostępem do unijnego rynku obronnego.

Największym beneficjentem SAFE została Polska, która wnioskowała o 43,7 mld euro pożyczek – niemal jedną trzecią całej puli i więcej niż Francja, Włochy i Hiszpania łącznie. Drugą co do wielkości alokację, 16,7 mld euro, zabezpieczyła Rumunia, a po 16,2 mld euro przypadło Francji i Węgrom. Środki mają sfinansować pilne zamówienia amunicji, pocisków, systemów artyleryjskich, dronów oraz obrony powietrznej, ze szczególnym naciskiem na wspólne przetargi i rozwój europejskiej bazy przemysłowo-obronnej.

Według Komisji Europejskiej piętnaście z dziewiętnastu uczestniczących państw uwzględniło w swoich planach bezpośrednie wsparcie wojskowe dla Ukrainy. Unijny komisarz ds. obrony Andrius Kubilius podkreślił, że chodzi o „miliardy, a nie miliony” euro, co przekracza początkowe oczekiwania Brukseli. Wpisuje się to w szerszy kontekst europejskich wysiłków na rzecz podtrzymania zdolności obronnych Kijowa w momencie intensyfikacji dyplomatycznych prób zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Kanada, która w czerwcu 2025 r. podpisała z UE Partnerstwo w dziedzinie Bezpieczeństwa i Obrony, ogłosiła 1 grudnia zakończenie negocjacji w sprawie przystąpienia do SAFE. Porozumienie ma otworzyć kanadyjskiemu przemysłowi zbrojeniowemu szeroki dostęp do europejskich projektów, a jednocześnie przyciągnąć inwestycje obronne do Kanady poprzez nową Kanadyjską Agencję Inwestycji Obrony. Ottawa staje się tym samym pierwszym krajem spoza UE z preferencyjnym dostępem do środków SAFE.

Instrument SAFE jest jednym z filarów szerszego planu „Readiness 2030”, zakładającego mobilizację ponad 800 mld euro na obronę dzięki złagodzeniu unijnych reguł fiskalnych i wykorzystaniu pożyczek Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Inicjatywa ma pomóc państwom UE osiągnąć ambitny cel NATO: podniesienie wydatków obronnych do 5% PKB do 2035 r., z czego co najmniej 3,5% ma przypadać na wydatki stricte wojskowe, a do 1,5% na infrastrukturę krytyczną i cyberbezpieczeństwo.

Rozmowy z Wielką Brytanią w sprawie przystąpienia do SAFE zakończyły się fiaskiem 28 listopada z powodu sporu o warunki finansowe, choć brytyjskie firmy zbrojeniowe nadal mogą brać udział w projektach do 35% wartości kontraktu na zasadach przewidzianych dla państw trzecich. Termin 30 listopada przekroczyły także Turcja i Korea Południowa, które nie zdążyły zakończyć negocjacji. Komisja Europejska spodziewa się ocenić wszystkie krajowe plany do końca roku, a pierwsze wypłaty – do 15% wnioskowanych kwot – mają trafić do państw członkowskich na początku 2026 r.

Bezrobocie na Słowacji rośnie

Stopa bezrobocia na Słowacji wzrosła w trzecim kwartale 2025 r. do 5,4 proc. rok do roku, wynika z danych Urzędu Statystycznego. Liczba pracujących spadła o 12 tys. osób do 2,605 mln, co oznacza spadek zatrudnienia o 0,5 proc. po dwóch latach względnej odporności rynku pracy. Liczba bezrobotnych wzrosła do 152,3 tys. osób, przy czym wzrost dotyczył głównie osób krótkotrwale bez pracy – poniżej 12 miesięcy.

Spadek zatrudnienia odnotowano w 10 z 18 monitorowanych sektorów gospodarki. Najmocniej ucierpiało budownictwo, w którym liczba pracowników skurczyła się o ponad 9 tys. osób, czyli o 3,4 proc., a spadek ten utrzymuje się już czwarty kwartał z rzędu. W sektorze usług najmocniej tąpnęła edukacja, gdzie ubyło 8,5 tys. etatów (ok. 4 proc.). Powyżej 6 tys. miejsc pracy straciły też dwa największe sektory zatrudnienia – przemysł i handel, choć wciąż odpowiadają one odpowiednio za jedną czwartą i jedną ósmą wszystkich pracujących.

Nie wszystkie branże znalazły się jednak pod presją. Rolnictwo odnotowało największy roczny wzrost zatrudnienia – liczba pracujących zwiększyła się tam o 12 tys. osób, co oznacza wzrost o 21,6 proc. Silne odbicie widać również w usługach administracyjnych, gdzie liczba zatrudnionych wzrosła o 8,4 tys. osób (19,5 proc.). Dane sugerują częściową realokację siły roboczej z sektorów wrażliwych na spowolnienie inwestycji (budownictwo, przemysł) do branż o bardziej stabilnym popycie.

Strategiczna akwizycja przed CPK? LOT o krok od przejęcia Smartwings

Polskie Linie Lotnicze LOT są na finiszu rozmów w sprawie przejęcia czeskiego przewoźnika Smartwings. Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, to właśnie LOT jest dziś głównym kandydatem do akwizycji, a polski rząd liczy, że decyzja w sprawie transakcji zapadnie jeszcze przed końcem roku. Ministerstwo Infrastruktury i zarząd LOT-u nie komentują oficjalnie negocjacji, jednak źródła z branży lotniczej wskazują, że strona polska czeka obecnie na ostateczną odpowiedź właścicieli czeskiej linii.

Smartwings, kontrolowany m.in. przez czeskiego miliardera Jiříego Šimáně, jest jednym z kluczowych przewoźników w regionie Europy Środkowej. Linia ma blisko jedną czwartą udziałów w rynku połączeń z Pragi i w 2024 r. obsłużyła około 8,3 mln pasażerów. Flota Smartwings liczy ponad 40 samolotów – głównie boeingi 737, w tym wersje MAX, uzupełnione przez airbusy A220. Dla LOT-u wchłonięcie czeskiego przewoźnika oznaczałoby skokowy wzrost skali działania: liczba maszyn w barwach grupy zwiększyłaby się z około 80 do ponad 120, a liczba przewożonych pasażerów mogłaby wzrosnąć z prognozowanych na ten rok około 12 mln do około 20 mln rocznie. Zbliżyłoby to polskiego przewoźnika do takich średnich graczy na europejskim rynku jak SAS czy Norwegian.

O czeską linię zabiegają również inne podmioty – wśród zainteresowanych wymienia się niemieckie Discovery Airlines oraz turecko-niemiecki SunExpress. Obie te linie są jednak powiązane kapitałowo z grupą Lufthansa, co oznaczałoby dalsze umocnienie pozycji niemieckiego giganta w regionie. Z tego powodu komentatorzy zwracają uwagę, że Komisja Europejska może znacznie przychylniej patrzeć na scenariusz, w którym Smartwings trafi do LOT-u, a nie do przewoźników powiązanych z Lufthansą.

Potencjalna akwizycja ma także wymiar strategiczny z punktu widzenia projektu Centralnego Portu Komunikacyjnego. Zgodnie z zapowiedziami rządu, nowy hub pod Baranowem ma zostać otwarty w 2032 r. Eksperci, m.in. Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych „Tor”, podkreślają, że aby LOT mógł pełnić dominującą rolę w CPK, powinien obsługiwać około 40–50 proc. ruchu pasażerskiego w tym porcie. Przejęcie Smartwings przyspieszyłoby proces budowy odpowiednio dużej floty – szacuje się, że do momentu otwarcia CPK grupa LOT mogłaby dysponować 160–170 samolotami, czyli znacznie więcej, niż zakładano we wcześniejszych planach (około 130 maszyn).

Według analiz cytowanych przez polskie media, w pierwszych latach po przejęciu Smartwings prawdopodobnie zachowałby własną markę, koncentrując się na rynku czarterowym w Czechach, na Słowacji i na Węgrzech. Po uruchomieniu CPK czeska linia mogłaby pełnić rolę ważnego „dowoziciela” pasażerów z regionu do polskiego hubu przesiadkowego, wzmacniając pozycję LOT-u jako przewoźnika sieciowego w tej części Europy.

Transakcja byłaby zwieńczeniem bardzo dobrego okresu finansowego dla LOT-u. Narodowy przewoźnik zakończył 2024 r. z rekordowym zyskiem netto rzędu 688,5 mln zł przy przychodach sięgających 9,93 mld zł, przewożąc 10,7 mln pasażerów. W 2025 r. spółka spodziewa się obsłużyć około 12 mln podróżnych. Przejęcie Smartwings byłoby jedną z największych akwizycji w branży lotniczej w Europie Środkowej w ostatnich latach, ale wymagałoby zgody organów regulacyjnych w Polsce, Czechach i na poziomie Unii Europejskiej.

Oficjalnie strony zachowują milczenie, jednak z sygnałów płynących z rynku wynika, że Warszawa traktuje tę transakcję jako projekt o znaczeniu strategicznym – zarówno dla pozycji LOT-u w regionie, jak i dla przyszłego funkcjonowania Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Branża cyfrowa obala mity o nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa

Przedstawiciele krajowej branży cyfrowej i nowych technologii przestrzegają przed celową dezinformacją dotyczącą faktycznych skutków wprowadzenia w życie nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC), nad którą będzie pracował parlament. Wokół projektu przygotowanego przez Ministerstwo Cyfryzacji narosło wiele szkodliwych mitów, które – jeśli będą powielane – mogą spowolnić, a nawet zatrzymać prace nad regulacją kluczową dla bezpieczeństwa narodowego – alarmują wspólnie eksperci Związku Cyfrowa Polska oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Prace nad nowelizacją ustawy o KSC, która ma wzmocnić polskie bezpieczeństwo cyfrowe, wkraczają w decydującą fazę – projektem w najbliższych dniach ma zająć się polski parlament. Jednak fałszywe narracje dotyczące projektu nowelizacji KSC zaczynają odgrywać coraz większą rolę w publicznej dyskusji, wpływając na sposób postrzegania regulacji i jej znaczenia – ostrzegają eksperci Związku Cyfrowa Polska (ZCP) oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP). Obie organizacje wskazują, że część tych przekazów ma charakter dezinformacyjny, a inne wynikają z mylących uproszczeń, które zaburzają merytoryczną ocenę projektu. We wtorek (2 grudnia) przedstawiciele partii politycznych zasiadających w Sejmie mogli wysłuchać szczegółowo przykładów tych zniekształceń oraz ich potencjalnych konsekwencji na spotkaniu zorganizowanym przez ZCP oraz ZPP. Eksperci podkreślali konieczność opierania dalszej debaty na ten temat na faktach, a nie na nieuzasadnionych obawach.

– Nowelizacja ustawy o KSC ma fundamentalne znaczenie dla naszego bezpieczeństwa narodowego. Polska jest dziś celem zmasowanych ataków w cyberprzestrzeni, a liczba incydentów i ich skala jeszcze nigdy nie były tak duże. Musimy wzmocnić nasze zdolności reagowania i zapewnić, że infrastruktura krytyczna będzie chroniona na poziomie odpowiadającym współczesnym zagrożeniom – komentuje Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. Jak dodaje, wrażliwość tematu oraz szeroki katalog podmiotów objętych ustawą sprzyjają szerzeniu narracji, które odrywają się od rzeczywistości i wywołują nieuzasadniony niepokój.

Prawdziwe konsekwencje fałszywych informacji

Jedną z najbardziej szkodliwych tez powielanych w przestrzeni publicznej jest przekonanie, że przepisy dotyczące klasyfikacji Dostawców Wysokiego Ryzyka (DWR) przekraczają unijne standardy i wprowadzają zbyt dalekie ograniczenia. Eksperci podkreślają, że jest dokładnie odwrotnie – większość państw Unii Europejskiej wdrożyła już narzędzia pozwalające eliminować ryzykowne technologie z kluczowych elementów sieci 5G, a unijny zestaw narzędzi 5G Toolbox obowiązuje od pięciu lat. Polska należy do krajów, które implementację rozpoczęły najpóźniej, co – zdaniem branży – zwiększa naszą podatność na incydenty i działania hybrydowe.

– Dezinformacja dotycząca rzekomego „gold-platingu”, czyli nadmiernej transpozycji prawa UE do przepisów krajowych, może prowadzić do nieporozumień i opóźnień legislacyjnych. Tymczasem każde opóźnienie to realne ryzyko. Polska stoi dziś w obliczu bezprecedensowej presji w cyberprzestrzeni, zarówno ze strony cyberprzestępców, jak i podmiotów powiązanych z państwami trzecimi. Odsuwanie w czasie wejścia w życie regulacji tylko pogłębia ten problem – zaznacza Jakub Bińkowski, członek zarządu i dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

Sianie strachu wśród konsumentów i przedsiębiorców

Zdaniem specjalistów szczególnie niebezpieczne są mity dotyczące wpływu projektowanych przepisów na przedsiębiorców i konsumentów. Zgodnie z rozpowszechnioną  narracją modernizacja infrastruktury telekomunikacyjnej miałaby doprowadzić do podwyżek cen usług lub obniżenia jakości działania sieci. Tymczasem projektowana regulacja nie nakłada automatycznego obowiązku wymiany całej infrastruktury, lecz wprowadza mechanizm oparty na analizie ryzyka i decyzjach administracyjnych podejmowanych wyłącznie w sytuacjach uzasadnionych, gdy potencjalnie dany podmiot zostanie uznany za Dostawcę Wysokiego Ryzyka, czyli zagrażającemu bezpieczeństwu państwa.

Branża jednoznacznie wskazuje, że twierdzenia o kosztownych i nagłych wymianach sprzętu nie znajdują potwierdzenia ani w doświadczeniu europejskich operatorów, ani w danych rynkowych. Co więcej, modernizacja i wymiana elementów infrastruktury – często obejmująca znaczną liczbę urządzeń – jest standardowym procesem, który odbywa się cyklicznie i wynika z naturalnego cyklu życia technologii oraz rosnących wymagań użytkowników.
– Modernizacja sieci nie jest zjawiskiem nadzwyczajnym, lecz rutynowym działaniem technicznym, prowadzonym przez operatorów od lat. Zmiany sprzętowe odbywają się regularnie, co pozwala zachować wysoką jakość usług i unowocześniać infrastrukturę. Przykłady państw, które wycofały sprzęt potencjalnych dostawców wysokiego ryzyka, pokazują, że nie wiązało się to ani z podwyżkami dla konsumentów, ani z pogorszeniem jakości usług telekomunikacyjnych. W wielu przypadkach modernizacja przyniosła wręcz korzyści w postaci lepszej wydajności sieci – wskazuje Michał Kanownik.

W trakcie spotkania przypomniano również, że projekt nowelizacji przewiduje rozszerzenie katalogu podmiotów włączonych do systemu cyberbezpieczeństwa. Jest to reakcja na zmieniający się charakter zagrożeń. Cyberataki dotykają dziś nie tylko sektorów oczywistych, takich jak telekomunikacja, lecz również wodociągi, ciepłownie, służbę zdrowia, logistykę, transport zbiorowy, administrację lokalną czy przedsiębiorstwa produkcyjne. Oznacza to, że odporność cyfrowa firm prywatnych ma coraz większe znaczenie dla funkcjonowania państwa.

– Ataki cyfrowe coraz częściej mają wymiar systemowy. Sparaliżowanie jednego podmiotu może wpływać na bezpieczeństwo tysięcy odbiorców, a w skrajnych przypadkach na funkcjonowanie regionów czy całych sektorów gospodarki. Dlatego rozszerzenie katalogu podmiotów objętych ustawą jest naturalnym krokiem i odpowiedzią na realne wyzwania współczesności. Bezpieczeństwo narodowe zależy dziś od wspólnej odpowiedzialności administracji, biznesu i instytucji publicznych – podkreśla Jakub Bińkowski.

Eksperci ZCP i ZPP apelują o zachowanie ostrożności informacyjnej, weryfikację źródeł oraz unikanie powielania sensacyjnych lub uproszczonych przekazów. Branża zapowiedziała dalsze działania edukacyjne, mające na celu przybliżenie opinii publicznej faktycznego znaczenia nowelizacji oraz obalenie kolejnych pojawiających się mitów. Organizacje poinformowały również, że przekażą  parlamentarzystom zestawienia fałszywych narracji w tej sprawie wraz z rzetelnymi wyjaśnieniami. – Jako biznes chcemy wspierać proces legislacyjny w tej kwestii, który będzie oparty na faktach, a nie na emocjach i niedopowiedzeniach – podsumowuje Michał Kanownik.

OECD podnosi prognozy: globalny wzrost 3,2% w 2025 r. mimo ceł Trumpa i napięć handlowych

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) podniosła swoje prognozy dla światowej gospodarki, zakładając wzrost globalnego PKB o 3,2% w 2025 roku. Zdaniem ekonomistów organizacji, gospodarka wykazuje zaskakującą odporność mimo podwyższonych barier handlowych wprowadzonych przez administrację prezydenta Donalda Trumpa. Negatywny wpływ ceł ma być częściowo równoważony przez gwałtowny wzrost inwestycji w sztuczną inteligencję, wsparcie fiskalne oraz oczekiwane łagodzenie polityki monetarnej w kluczowych gospodarkach. Sekretarz generalny OECD Mathias Cormann podkreślił, że globalna gospodarka „była odporna w tym roku, pomimo obaw o ostrzejsze spowolnienie”.

OECD wyraźnie skorygowała w górę prognozy dla Stanów Zjednoczonych. W 2025 roku gospodarka USA ma rosnąć w tempie 2% wobec 1,8% przewidywanych we wrześniu, a w 2026 roku – 1,7% zamiast 1,5%. Organizacja szacuje, że efektowna średnia stawka celna USA wzrosła do około 14% z 2,5% na początku 2025 roku, choć jest niższa niż notowane pod koniec sierpnia 19,5%. Jednocześnie inwestycje związane z AI oraz oczekiwane stopniowe obniżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną pomagają ograniczać negatywne skutki protekcjonizmu.

Podwyżki prognoz obejmują także inne kluczowe regiony. Gospodarka Chin ma wzrosnąć o 5% w 2025 roku, wobec wcześniejszych szacunków na poziomie 4,9%, a następnie spowolnić do 4,4% w 2026 roku wraz z wygaszaniem wsparcia fiskalnego i wejściem w życie nowych ceł amerykańskich. Strefa euro ma rosnąć w tempie 1,3% w 2025 roku zamiast 1,2%, a w 2026 roku – 1,2%, przy czym ważną rolę odgrywają mocne rynki pracy i wyższe wydatki publiczne w Niemczech. OECD prognozuje również, że gospodarka Japonii urośnie o 1,3% w 2025 roku (wobec 1,1% wcześniej) i 0,9% w 2026 roku, a Indie wygenerują wzrost rzędu 6,7% w tym roku.

Mimo relatywnie optymistycznego obrazu, organizacja ostrzega, że rosnące cła pozostaną istotną barierą dla wzrostu oraz będą wywierać presję na inflację. Według prognoz inflacja w USA utrzyma się powyżej celu Fed jeszcze w 2026 roku, średnio na poziomie ok. 3%, zanim zacznie wyraźniej spadać w 2027 roku. OECD zakłada, że Rezerwa Federalna będzie stopniowo obniżać stopy, sprowadzając je do przedziału 3,25–3,5% do końca 2026 roku.

Organizacja przewiduje także wyhamowanie dynamiki światowego handlu. Wzrost obrotów ma spaść z 4,2% w 2025 roku do 2,3% w 2026 roku, ponieważ wyższe cła będą ograniczać inwestycje i wydatki konsumpcyjne. OECD zwraca uwagę, że bardzo wysokie wyceny aktywów – oparte na optymistycznych oczekiwaniach wobec zysków firm napędzanych przez sztuczną inteligencję – stanowią ryzyko gwałtownych korekt na rynkach finansowych, jeśli wzrost nie spełni rozbudzonych oczekiwań.

Badanie EY: AI w miejscu pracy, czyli daleka droga do wykorzystania pełni potencjału

Firmy tracą nawet 40% korzyści płynących ze wzrostu produktywności AI z powodu luk w strategii zarządzania talentami. Niemal 9 na 10 (88%) pracowników korzysta ze sztucznej inteligencji w pracy, ale ogranicza jej zastosowanie do podstawowych czynności. Jak pokazuje badanie EY – Work Reimagined 2025 – jedynie 5% osób maksymalizuje wykorzystanie sztucznej inteligencji, aby znacząco uprościć wykonywane zadania i zwiększyć produktywność.

Badanie EY – Work Reimagined 2025 – w którym wzięło udział 15 000 pracowników i 1500 pracodawców z 29 krajów, pokazuje rozdźwięk między wdrażaniem sztucznej inteligencji a gotowością ludzi do jej wykorzystywania.

Chociaż prawie dziewięciu na dziesięciu (88%) pracowników wspiera się narzędziami opartymi o AI w codziennej pracy, ich wykorzystanie ogranicza się głównie do podstawowych zadań, takich jak wyszukiwanie informacji (54%) lub podsumowywanie dokumentów (38%). Tylko niewielka liczba (5%) ankietowanych korzysta z niej w sposób zaawansowany tj. używają różnych narzędzi do rozwiązywania zawodowych wyzwań.

Badanie ujawniło równocześnie, że prawie dwie trzecie (64%) pracowników dostrzega wzrost obciążenia pracą z powodu presji na wyniki. Jednak tylko 12% otrzymuje wystarczające szkolenia z zakresu AI, aby w pełni wykorzystać korzyści płynące z zaawansowanego wykorzystania różnych rozwiązań technologicznych. Jednocześnie 37% respondentów obawia się, że nadmierne poleganie na sztucznej inteligencji może obniżyć ich umiejętności i wiedzę specjalistyczną.

Jednocześnie w firmach – mimo prób pracodawców, aby zaoferować narzędzia wewnętrzne – stosowana jest tzw. „ukryta AI” (shadow AI). Pracownicy używają narzędzi sztucznej inteligencji, takich jak publiczne chatboty, generatory treści, czy zaawansowane narzędzia do analizy danych, bez oficjalnej zgody, wiedzy lub kontroli ze strony działu IT lub kierownictwa firmy. Wśród firm objętych badaniem, robi tak od 23% do 58% pracowników. Wśród nich są też takie osoby, które z własnej kieszeni płacą za subskrypcje niezatwierdzonych przez organizację narzędzi, których używają do pracy.

– Kluczowe okazuje się zapewnienie pracownikom odpowiedniego zestawu narzędzi i stworzenie właściwych zabezpieczeń dla korzystania z rozwiązań opartych o AI. W ten sposób można odblokować potencjał: zarówno ludzki, jak i technologiczny. Same inwestycje w sztuczną inteligencję jednak nie wystarczą. Kiedy nowe technologie trafiają na kruche fundamenty organizacyjne w zakresie zarządzania ludźmi – słabą kulturę, niewystarczające programy doszkalające, niedopasowane wynagrodzenia – korzyści z produktywności znaczącą spadają, co długofalowo osłabia również pozycję rynkową danej firmy – mówi Katarzyna Ellis, Partnerka, Liderka Zespołu People Consulting w EY Polska.

Wdrożenie AI nie powinno budzić niepokoju

Badanie ujawnia również, że inwestowanie w podnoszenie kwalifikacji pracowników napędza transformację, ale jednocześnie stwarza wyzwania związane z retencją.

Pracownicy, którzy szkolą się w zakresie sztucznej inteligencji przez co najmniej 81 godzin rocznie, oszczędzają w pracy nawet 14 godzin tygodniowo. Dla porównania: ci, którzy byli szkoleni mniej niż 4 godziny, oszczędzają co najwyżej 3 godziny tygodniowo. Z badania wynika jednak, że szkolenia przekraczające 81 godzin rocznie przeszło jedynie 12 proc. zatrudnionych osób.

Jednocześnie wysoko wykwalifikowani pracownicy są o 55% bardziej skłonni do odejścia z pracy. Osoby mające wysokie kompetencje z zakresu wykorzystywania narzędzi sztucznej inteligencji są bardzo poszukiwane, a możliwości zewnętrzne przeważają nad wewnętrznymi cyklami awansów. Odsetek osób gotowych do zmiany pracy spada wraz z nakładami na szkolenia. Wśród tych, którzy poświęcili na naukę AI mniej niż 4 godziny, wynosi 21% i wzrasta do 45% w przypadku tych, którzy poświęcili na nią minimum 81 godzin.

– Istnieje silna korelacja między formalnymi celami i zachętami dotyczącymi AI a rzeczywistymi, pozytywnymi rezultatami biznesowymi, takimi jak oszczędność czasu i zwiększona efektywność. Jak sprawić, by technologia „kleiła się ludziom do rąk?”, by widzieli w niej wartość osobistą i biznesową? Organizując programy rozwoju kompetencji i umiejętności, które muszą iść w parze z inwestycjami w kulturę organizacyjną, przywództwo i zaangażowanie. Kiedy liderzy i pracownicy postrzegają wdrożenie AI jako integralną część oczekiwań dotyczących wyników i kultury organizacyjnej, ich zaangażowanie w korzystanie z tych narzędzi staje się głębsze i bardziej strategiczne. Adopcja AI to również projekt kulturowy i rozwojowy, gdzie odpowiednie wsparcie, szkolenia, angażująca komunikacja, tworzenie sieci ambasadorów AI i wskaźniki sukcesu są równie ważne dla powodzenia transformacji, co sama technologia – zauważa Wioletta Marciniak-Mierzwa, Dyrektorka w Zespole People Consulting, EY Polska.

O badaniu
W sierpniu 2025 roku EY przeprowadziło szóstą odsłonę badania Work Reimagined Survey. Globalną ankietą objęto 15 000 pracowników i 1500 pracodawców. Respondenci pochodzili z różnych sektorów publicznego i prywatnego. W badaniu uwzględniono respondentów z organizacji zatrudniających przynajmniej 1000 pracowników. Około połowa ankietowanych firm odnotowała roczne przychody w wysokości 1 miliarda dolarów lub więcej. Respondenci reprezentowali 19 sektorów i 29 krajów, obejmujących Amerykę (~50%), Azję i Pacyfik (~20%) oraz region EMEIA (Europa, Bliski Wschód, Indie i Afryka; ~30%).

Gwiazda europejskiego e-commerce przygasa. Kurs Zalando niemal 80% poniżej szczytu

Jeszcze kilka lat temu Zalando było gwiazdą europejskiego e-commerce. Dziś firma szuka punktu zwrotnego, a inwestorzy z nadzieją wypatrują przełomu w sezonie świątecznym i realizacji ambitnych prognoz na 2026 rok. Od historycznego maksimum kurs spółki spadł już o niemal 80 proc. Problemem pozostaje stagnacja na kluczowym rynku, w Niemczech konsumenci nadal wstrzymują się z zakupami, a nastroje są wyraźnie przygaszone. Na tym tle Polska wypada znacznie lepiej. W okresie Black Week polscy klienci prawdopodobnie pobili zakupowy rekord, a Zalando wciąż cieszy się tu silną pozycją. Ale nawet najlepsze wyniki w Polsce nie wystarczą, by poprawić sytuację całej firmy. Skala tego rynku jest zbyt mała, by zrekompensować słabość sprzedaży na zachodzie Europy.

Zalando to jeden z największych internetowych sklepów odzieżowych w Europie, a w Polsce należy do grona najpopularniejszych marek. Według raportu Gemius „E-commerce w Polsce 2025”, platforma zajmuje drugie miejsce w kategorii odzieżowej, wskazało ją 27 proc. respondentów. Wyżej uplasowało się jedynie Allegro z wynikiem 32 proc., które jednak jest platformą sprzedażową i nie oferuje własnych produktów. Zalando wyprzedza takie marki jak Vinted z wynikiem 14 proc. oraz H&M, Temu i Sinsay, które wskazało po 12 proc. ankietowanych.

Na giełdzie we Frankfurcie akcje Zalando mają za sobą trudny okres, od początku roku spadły o ponad 27 proc. Dla porównania, niemiecki DAX wzrósł o 18 proc., amerykański S&P 500 o 16 proc., a polski WIG20 aż o 35 proc. To może być czwarty rok spadków w ciągu pięciu ostatnich lat.

Najważniejszym wydarzeniem ostatnich miesięcy było przejęcie konkurencyjnego sklepu About You. Zalando zapłaciło ponad 1,1 miliarda euro, a od 11 lipca wyniki tej spółki są wliczane do skonsolidowanych danych. Dzięki temu przyspieszyło tempo wzrostu – wartość brutto sprzedanych towarów (GMV) wzrosła o 21,6 proc. do 4,2 miliarda euro. Przychody zwiększyły się o 26,5 proc. do 3 miliardów euro, a skorygowany EBIT wyniósł 96 milionów euro. Bez efektu przejęcia wzrost przychodów wyniósłby 7,5 proc., a GMV – 6,7 proc.

Zarząd Zalando podtrzymał całoroczne prognozy. Skorygowany EBIT ma sięgnąć 550-600 mln euro, a inwestycje – między 200 a 280 mln euro. Kapitał obrotowy netto wciąż jest ujemny, co pozytywnie wpływa na płynność. Spółka dysponuje 1,3 miliarda euro w gotówce po spłacie obligacji zamiennych i zamknięciu transakcji przejęcia.

Mimo to sytuacja wciąż daleka jest od komfortowej. Problemem pozostaje słaby popyt, szczególnie w Niemczech, Austrii i Szwajcarii, które są kluczowymi rynkami dla Zalando. Konsumenci ograniczają zakupy, a dane makroekonomiczne nie pozostawiają złudzeń. We wrześniu sprzedaż detaliczna w strefie euro wzrosła o zaledwie 1 proc. rok do roku a w  Niemczech było jeszcze gorzej, bo wzrost wyniósł zaledwie 0,2 proc., najniżej od 14 miesięcy.

W Polsce sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Sprzedaż detaliczna we wrześniu wzrosła o 6,6 proc. w ujęciu rocznym, a wydatki podczas Black Week mogły być rekordowe. Ale to za mało, by uratować europejskiego giganta. Zalando nie prowadzi działalności globalnej, skupia się na rynku europejskim, który wciąż zmaga się z inflacją, drogą energią i słabym nastrojem konsumentów.

W odpowiedzi na trudne otoczenie, spółka zmienia kierunek. Z klasycznego e-commerce coraz mocniej przechodzi w stronę modelu platformowego, wzorowanego na Amazon Marketplace, Allegro czy Shopify. Celem jest większa dywersyfikacja i poprawa rentowności. Bo ta wciąż jest niska – marża EBIT za ostatnie 12 miesięcy wyniosła jedynie 3,3 proc.

Wycena Zalando nie wygląda źle. Przyszły wskaźnik C/Z to 15,0 co jest umiarkowanym poziomem jak na branżę fashion. Analitycy mają nadzieję na odbicie. Prognozy na 2026 rok zakładają wzrost przychodów o 16,6 proc. oraz zysk na akcję wyższy o 28 proc. Tyle że prognozy nie wystarczą. Aby odbicie faktycznie nastąpiło, potrzebne są konkretne zmiany. Przede wszystkim wzrost marżowości oraz trwałe ożywienie konsumpcji w Niemczech.

Na tle firm z szerokiej branży modowej Zalando i tak wypada umiarkowanie dobrze. Od historycznego szczytu akcje spadły o 79 proc. Tymczasem Puma straciła aż 86 proc., H&M, Nike i Hugo Boss – od 60 do 70 proc. Najlepiej radzi sobie Inditex – właściciel marek Zara, Pull&Bear i Massimo Dutti – którego akcje są jedynie 16 proc. poniżej rekordu, a w grudniu 2024 roku osiągnęły nawet nowy szczyt.

Zalando pozostaje firmą z potencjałem. Ale żeby go wykorzystać, potrzebuje nie tylko dobrej strategii, lecz także sprzyjających warunków zewnętrznych. W średnim terminie odbicie jest możliwe, jeśli uda się poprawić rentowność i zrealizować ambitne cele na 2026 rok. W dłuższej perspektywie Zalando może okazać się spółką z dużym potencjałem wzrostu, przy atrakcyjnym stosunku ryzyka do możliwych zysków. Pod warunkiem, że europejski konsument, podobnie jak Polski, zacznie więcej wydawać.

 

Szokujące Prognozy Saxo na 2026 rok

Saxo Bank zaprezentował dziś swoje Szokujące Prognozy na 2026 rok – coroczną publikację zawierającą śmiałe, niskoprawdopodobne, ale potencjalnie wysokoimpaktowe scenariusze, których celem jest pobudzanie dyskusji o tym, jak mogłyby wyglądać rynki i globalna gospodarka w przypadku nieoczekiwanych zdarzeń. Choć prognozy te nie stanowią oficjalnych przewidywań rynkowych, w ciągu ponad dekady aż kilkukrotnie okazały się zaskakująco trafne, pokazując, że zdarzenia uznawane za mało prawdopodobne mogą stanowić istotne źródło zmienności i punktów zwrotnych. W tym roku, po raz pierwszy w historii, w ramach eksperymentu przygotowano również scenariusz dla Polski: co mogłoby się wydarzyć, gdyby kraj zatrzymał się na 72 godziny?

Tegoroczna edycja obejmuje tematy od przełomu technologii kwantowych i potencjalnej destabilizacji cyfrowej infrastruktury finansowej, przez kulturowe impulsy wpływające na zachowania konsumpcyjne, po scenariusze zmian politycznych i transformacji modeli biznesowych w sektorach technologii kosmicznych, sztucznej inteligencji i farmacji. Zestaw prognoz ma zwrócić uwagę na fakt, że rynki – choć często zakładają kontynuację trendów – są szczególnie wrażliwe na nieliniowe zdarzenia o charakterze przełomowym.

Prognozy Saxo na 2026 rok obejmują wyjątkowo szerokie spektrum tematów, które mogą zakwestionować obecne założenia dotyczące stabilności rynków. Celem tych analiz nie jest trafność, lecz kwestionowanie utartych narracji i pobudzanie wyobraźni. W perspektywie ponad dziesięciu lat od pierwszej publikacji tego cyklu aż sześć scenariuszy, które w momencie ogłaszania uznawano za skrajnie mało prawdopodobne, odnalazło odzwierciedlenie w rzeczywistych trendach gospodarczych i rynkowych. Możliwe, że w nadchodzącym roku to właśnie przewidywalność okaże się najbardziej nieoczekiwana – komentuje John J. Hardy, Główny strateg makroekonomiczny w Saxo.

Co by się stało, gdyby Polska zatrzymała się na 72 godziny?

Po raz pierwszy przygotowano również scenariusz dotyczący Polski. Zakłada on krótkotrwałe, lecz ogólnokrajowe zatrzymanie gospodarki w wyniku cyberataku na infrastrukturę energetyczną. Polska, której rola logistyczna w Europie rosła w ostatnich latach, opierała swoją konkurencyjność na taniej energii i sprawnych łańcuchach dostaw, przy jednoczesnym niedoinwestowaniu infrastruktury przesyłowej i systemów sterowania. W analizowanym wariancie złośliwe oprogramowanie doprowadza do awaryjnego wyłączenia sieci, co zatrzymuje produkcję, sektor finansowy i transport. W horyzoncie 72 godzin straty gospodarcze przekraczają 80 mld zł, a rynki finansowe reagują gwałtownym dostosowaniem wycen: spółki energetyczne i wydobywcze tracą 40–60%, banki 15–25%, złoty osłabia się o 5–10% wobec głównych walut, a rentowności obligacji skarbowych rosną o 50–100 punktów bazowych. Portfele silnie skoncentrowane na krajowej energetyce, bankowości i przemyśle odnotowują ponadprzeciętne straty.

Szokujące prognozy nie są tradycyjnymi przewidywaniami, lecz eksperymentem myślowym, który ma inspirować do spojrzenia na rynki z innej perspektywy. W przypadku Polski, chodzi o refleksję nad konsekwencjami zdarzeń, które już miały miejsce w Europie – w Hiszpanii, Czechach, Portugalii, Francji czy Austrii – i które w pewnych okolicznościach mogą pojawić się także u nas lokalnie. Traktujemy to jako zachętę do świadomego przygotowania się na różne scenariusze – oznacza to nie tylko myślenie o zabezpieczeniu codziennych potrzeb, ale również o ochronie aktywów – na przykład poprzez dywersyfikację. Nasza symulacja pokazuje, że w obliczu skrajnych zdarzeń kluczowe znaczenie ma zróżnicowanie portfela, szczególnie w wymiarze międzynarodowym i w aktywach niezależnych od krajowej infrastruktury. Takie podejście ogranicza koncentrację ryzyka i wzmacnia odporność na lokalne wstrząsy – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Globalne Szokujące Prognozy na 2026 rok

  • Pekin podważa dominację dolara wprowadzając „złotego juana”

Chiny zaskakują świat, ogłaszając, że zaudytowane zasoby złota są znacznie większe niż wcześniej ujawniono – na tyle, że przewyższają oficjalne rezerwy USA. Wkrótce potem Pekin wykonał jeszcze większy ruch: ogłosił, że juan offshore (CNH) jest teraz częściowo zabezpieczony złotem. W praktyce oznacza to, że posiadacze mogą wymienić CNH na dostarczalne fizyczne złoto po ustalonym kursie wymiany, który implikuje USD/CNH na poziomie około 5,00. Oznacza to historyczne stopniowe umacnianie się chińskiej waluty z poziomów bliskich 7,00 przed ogłoszeniem.

Ten „złoty juan” zamienia skarbce w Szanghaju, Shenzhen i Hongkongu w centrum nowego globalnego systemu pieniężnego. Oferuje coś, czego świat nie widział od dziesięcioleci: walutę powiązaną z namacalną rezerwą, a nie tylko z rządowymi obietnicami. „Złoty juan” obiecuje zmniejszenie zależności od ratingów kredytowych, polityki banków centralnych i ryzyka geopolitycznego, umożliwiając krajom handel i przechowywanie wartości bez polegania na zachodnich systemach finansowych.

Chiny ostrożnie wprowadzają „złotego juana”. Początkowo juan oparty na złocie jest dostępny tylko za granicą (Hongkong, Singapur), podczas gdy juan krajowy pozostaje kontrolowany. System uruchamia się jako koszyk zakotwiczony w złocie, ale uzupełniony o inne aktywa rezerwowe – obligacje amerykańskie i towary – w celu złagodzenia zmienności. Gdy regularne audyty stron trzecich potwierdzą, że chińskie rezerwy złota są zgodne z obietnicami, zaufanie do nowego systemu wzrośnie. W tym momencie Chiny wprowadzają pełną swobodę wymiany: CNH można wymieniać na złoto na żądanie, z obowiązującymi dziennymi limitami.

Aby przyciągnąć inne kraje, Chiny oferują linie swapowe wymiany złota na juany producentom ropy z Zatoki i bankom centralnym ASEAN oraz uruchamiają kontrakty na ropę i miedź rozliczane w złocie. Kraje partnerskie mogą wystawiać faktury w CNH i wybierać fizyczne złoto do dostawy, pomagając im w handlu bez użycia dolarów amerykańskich. Większość decyduje się po prostu na posiadanie chińskich obligacji denominowanych w CNH, które są wygodniejsze i oferują niewielkie odsetki.

Wraz ze wzrostem zaufania do systemu, coraz więcej handlu energetycznego i towarowego przenosi się na „złotego juana”. Inwestorzy i posiadacze rezerw zmniejszają stan posiadania amerykańskich obligacji skarbowych, dolar słabnie, a jego udział w globalnych rezerwach spada o jedną trzecią.

Wpływ na rynek: złoto przekracza 6 000 USD/oz, kurs USD/CNH spada poniżej 5,0, rentowności obligacji USA rosną wskutek odpływu kapitału zagranicznego; „złoty juan” staje się drugą trwałą kotwicą systemu walutowego.

  • Masowe błędy autonomicznych systemów AI generują straty rzędu biliona dolarów

Era „kodowanej na wyczucie” sztucznej inteligencji gwałtownie i chaotycznie dobiega końca. Po latach pozwalania systemom generatywnym na błyskawiczne pisanie, testowanie i wdrażanie oprogramowania, korporacje odkrywają, że ukryte koszty automatyzacji są znacznie wyższe, niż ktokolwiek sobie wyobrażał.

Do 2026 roku tak zwane systemy AI oparte na agentach przeniknęły niemal wszystkie obszary — od finansów po logistykę. Optymalizują, automatyzują i łączą – aż przestaną działać. Garść drobnych usterek przeradza się w pełnowymiarowe kryzysy: błędny algorytm wywołuje błyskawiczny krach na rynku, podczas gdy fala nieprawidłowości księgowych spowodowanych przez sztuczną inteligencję wymusza głośne korekty finansowe i rezygnacje kadry kierowniczej. W zakładach produkcyjnych i ośrodkach badawczych humanoidalne oraz przemysłowe roboty, sterowane błędnymi poleceniami AI, powodują szereg poważnych wypadków, w tym ze skutkiem śmiertelnym. Pokazuje to, że cyfrowe błędy mogą mieć katastrofalne konsekwencje w rzeczywistości. We wszystkich branżach zarządy zdają sobie sprawę, że znaczna część ich infrastruktury cyfrowej została po cichu przebudowana przez systemy, których nikt w pełni nie rozumie.

W odpowiedzi powstał nowy zawód „dozorców AI” lub kontrolerów szkodników, elitarnych programistów i audytorów, których zadaniem jest śledzenie, neutralizowanie i odbudowywanie wadliwych systemów. Globalne firmy konsultingowe i zajmujące się cyberbezpieczeństwem starają się zaspokoić popyt, ponieważ biliony są przeznaczane na naprawę, zabezpieczenie i uproszczenie krytycznych baz kodu. Rządy w pośpiechu narzucają wymogi dotyczące przejrzystości i bezpieczeństwa, ponieważ zaufanie publiczne do technologii autonomicznych spada. Do gry wchodzą obowiązkowe mechanizmy kontroli z udziałem człowieka, architektury cofania zmian, dzienniki pochodzenia, rejestry modeli i wzmocnione wyłączniki awaryjne, a ponadto wyższe wymogi kapitałowe dla systemów pozbawionych niezależnych zabezpieczeń awaryjnych.

Dla inwestorów staje się to kolejnym etapem definiującym erę sztucznej inteligencji. Zwycięzcami nie są już ci, którzy obiecują zautomatyzować wszystko, ale ci, którzy potrafią to oczyścić, ustabilizować i ochronić. „Sprzątanie” warte bilion dolarów przekształca się z zażenowania w szansę, dowód na to, że w dobie nieefektywnego wykorzystania sztucznej inteligencji najrozsądniejsze inwestycje dotyczą naprawiania bałaganu i robienia tego dobrze od samego początku.

Wpływ na rynek: wzrost przychodów firm cybersecurity, audytowych i doradczych; spadkowa presja na wyceny platform AI o wysokiej autonomii; przesunięcie kapitału w stronę spółek oferujących odporność operacyjną i nadzór ludzki.

  • Wydarzenie kulturowe jako impuls makroekonomiczny: ślub Swift–Kelce zwiększa konsumpcję i dynamikę demograficzną

W 2026 rynki obserwują, że nagły i globalny impuls kulturowy może przełożyć się na zachowania gospodarstw domowych. Wzrost zainteresowania życiem rodzinnym, zacieśnianiem więzi społecznych i zakładaniem gospodarstw domowych prowadzi do zwiększenia dzietności oraz akceleracji popytu na mieszkalnictwo i dobra trwałego użytku. Ekonomiści identyfikują to jako efekt psychologiczno-społeczny wpływający na wzrost konsumpcji.

Wpływ rynkowy: negatywny dla spółek social media (mniejsza aktywność użytkowników), pozytywny dla budownictwa mieszkaniowego, segmentu DIY i wyposażenia domu, dóbr luksusowych, branży ślubnej i turystycznej.

  • Wybory środka kadencji w USA 2026 przebiegają stabilnie – presja polityczna na rynki ustępuje

W okresie poprzedzającym listopadowe wybory w połowie kadencji w USA w 2026 r. zarówno „czerwone”, jak i „niebieskie” stany rozpoczynają gorączkę wytyczania na nowo granic okręgów wyborczych — czyli gerrymanderingu — aby zdobyć więcej mandatów w Izbie Reprezentantów, gdzie co dwa lata wybierani są wszyscy członkowie w liczbie 435. Ostatecznie, wybory w środku kadencji w 2026 r. przynoszą typową zmianę na niekorzyść partii rządzącej, a Demokraci zdobywają kontrolę nad Izbą Reprezentantów z przewagą kilku mandatów, nawet jeśli odnotowali jedynie zmianę netto o około 10 mandatów na swoją korzyść. Senat pozostaje w rękach Republikanów, ale ze zmniejszoną większością, co oznacza, że dwóch senatorów wahających się w głosowaniach staje się wpływowymi politycznymi „kingmakerami”.

Co najważniejsze, zachowanie polityków po obu stronach sceny politycznej wywołuje powszechne oburzenie. Masowa kampania prowadzona przez niezależnych wyborców – największy amerykański blok wyborczy – forsuje utworzenie nowej komisji w celu bezstronnej rekonstrukcji okręgów wyborczych w całych Stanach Zjednoczonych, z mandatem do ukończenia nowych map przed wyborami prezydenckimi i kongresowymi w 2028 roku.

Równie ważna jest dojrzewająca świadomość, że pozornie beznadziejna i dysfunkcyjna stronniczość była sztucznie napędzana przez algorytmy mediów społecznościowych, nastawione na wywoływanie oburzenia i paradygmat „wybierz swoją rzeczywistość”. Zalew śmieciowych treści generowanych przez sztuczną inteligencję i deepfake’ów dodatkowo podważa powszechne zaufanie do mediów społecznościowych. Prowadzi to do wzrostu liczby odbiorców mniejszego, bardziej zaufanego zestawu zrównoważonych i rozsądnych głosów, gdy Amerykanie z zażenowaniem spoglądają wstecz na stopień, w jakim pozwolili się zmanipulować przez własne tendencje behawioralne i algorytmy Meta, TikTok i Google.

Wybory w połowie kadencji uruchamiają więc trend przejścia ku większej jedności i kulturze debaty publicznej, gdy pojawia się nowy konsensus co do konieczności zachowania integralności amerykańskich instytucji oraz cywilizowanej rozmowy w życiu publicznym. Trump kontynuuje swój dotychczasowy styl, ale Stany Zjednoczone poszły naprzód, jedność Republikanów zaczyna się rozpadać, a USA wykraczają poza szczyt populizmu.

Wpływ na rynek: wzrost cen obligacji skarbowych USA (spadek rentowności), spadki w sektorze social media, kryptowalutach, złocie i srebrze.

  • Upowszechnienie leków na otyłość GLP-1 – również w medycynie weterynaryjnej

Globalna rewolucja w odchudzaniu wkracza w nową, surrealistyczną fazę, gdy wiodący gigant opieki zdrowotnej upowszechnia swoje portfolio GLP-1 wśród ludzi, a nawet idzie o krok dalej – rozszerzając je do zwierząt. Pod koniec 2026 r. firma wprowadzi na rynek nowe leczenie GLP-1 w formie doustnych tabletek.

Powszechna dostępność leków w postaci tabletek zastępujących zastrzyki zwiększa popularność tych leków. Użycie wśród ludzi staje się niemal powszechne. To, co zaczęło się jako leczenie medyczne, staje się stylem życia, a nawet konsumenci z lekką nadwagą cyklicznie przyjmują tabletki, aby zachować szczupłą sylwetkę. Globalne średnie BMI w krajach OECD spadają o cały punkt, a niektóre krajowe systemy opieki zdrowotnej rozważają subsydiowane stosowanie GLP-1 jako profilaktyczny środek w kształtowaniu zdrowia publicznego. Ponownie pojawiają się trudności w dostawach, a ryzyko podróbek leku rośnie.

Ponadto, po latach niezwykłych sukcesów z lekami GLP-1, które na nowo zdefiniowały kontrolę wagi u ludzi, naukowcy zwracają uwagę na inną epidemię otyłości: tę występującą wśród zwierząt domowych. Argument jest prosty i nie do odparcia: jeśli ludzie mogą czerpać korzyści z terapii hamujących apetyt, to dlaczego zwierzęta miałyby tego nie robić? Świadczy o tym dostępność wersji nowych tabletek o nazwach takich jak OzemPup i WeeKitty: przeznaczonych do leczenia otyłości u psów, kotów i innych zwierząt domowych.

Posty w mediach społecznościowych zachwalające te leki błyskawicznie zdobywają ogromny zasięg, gdy influencerzy publikują zdjęcia „przed i po” smuklejszych labradorów i nagle wyszczuplonych kotów domowych, wywołując zarówno podziw, jak i moralny niepokój. Aktywiści walczący o prawa zwierząt potępiają nadmierny wpływ farmaceutyczny, podczas gdy weterynarze, wypisując recepty, chwalą ogólny lepszy wpływ na zdrowie zwierząt domowych.

Dla inwestorów, boom ten ponownie wzbudza zainteresowanie sektorem kontrolowania wagi i tworzy nowe rynki na styku medycyny, dobrego samopoczucia i opieki nad zwierzętami. Jednakże, sukces ten wstrząsnął również branżą spożywczą, restauracyjną i karmy dla zwierząt domowych, gdzie niższe spożycie kalorii zagraża wolumenom i marżom. Producenci przestawiają się na „inteligentne pod względem sytości” i ekskluzywne przepisy oraz żywność wstępnie pakowaną i porcjowaną, aby bronić marż i udziału w rynku. Najbardziej lukratywna klasa leków na świecie ma wpływ nie tylko na zmianę rozmiaru, ale i całych modeli biznesowych.

Wpływ na rynek: wzrost sprzedaży w branży odzieżowej, szczególnie w sektorze fast fashion (wymiana garderoby), silne dywergencje wyników w sektorze spożywczym i restauracyjnym, aprecjacja spółek medycznych i weterynaryjnych wraz z rosnącą adopcją GLP-1.

  • Przyspieszony przełom kwantowy: przedwczesny Q-Day destabilizuje kryptorynek i globalne finanse

W 2026 roku nadchodzi „Q-Day” – moment, w którym działający komputer kwantowy udowadnia, że może złamać najpopularniejsze obecnie standardy bezpieczeństwa cyfrowego. Z dnia na dzień obietnica, że nasze e-maile, przelewy bankowe, portfele kryptowalutowe i systemy korporacyjne są bezpiecznie szyfrowane, przestała obowiązywać. Już sama zapowiedź tego przełomu wystarczy, by nadwyrężyć zaufanie.

Rynki reagują jako pierwsze. Kryptowaluty ucierpią najbardziej. Stare adresy bitcoinowe zaczynają wyglądać na podatne na ataki, co skłania giełdy do zamrażania wypłat, gdy pośpiech w kierunku wyjścia zamienia się w panikę. Bitcoin załamuje się do zera. Strach rozlewa się na tradycyjne finanse, ponieważ ludzie tracą zaufanie do banków, gromadzą gotówkę i kupują to, co mogą trzymać w rękach, zwłaszcza złoto i srebro. Złoto gwałtownie rośnie w kierunku 10 000 USD jako ostateczne aktywo zabezpieczające, które nie wymaga „hasła”.

Wstrząs mobilizuje masową rządową i korporacyjną reakcję. Zespoły w kluczowych firmach zajmujących się technologiami kwantowymi wypuszczają narzędzia, które łączą moc kwantową ze sztuczną inteligencją, szybko znajdując słabe punkty w internecie. Ale firmy i rządy nie mogą naprawić wszystkiego od razu, ponieważ świat odkrywa trudną prawdę: szybciej jest coś zepsuć niż odbudować.

W miarę narastania skutków, banki centralne otwierają awaryjne linie finansowania, a organy regulacyjne zarządzają globalny „weekend konserwacyjny” w celu wymiany cyfrowych blokad systemów płatności i infrastruktury rynkowej. Pieniądze w końcu znów są w obiegu, ale wolniej i po wyższych kosztach. Koszty ubezpieczenia rosną. Pakt G20 określa terminy aktualizacji wszystkiego, od przeglądarek po sprzęt bankowy.

Wśród chaosu wyłaniają się zwycięzcy: fizyczne skarbce do bezpiecznego przechowywania fizycznych kopii zapasowych, nowe firmy zajmujące się cyberbezpieczeństwem , które tworzą nowe „niezniszczalne” klucze, platformy do zarządzania tożsamością i kluczami oraz staromodne banki z silnymi sieciami dystrybucji gotówki. Do przegranych należą słabsze publiczne kryptowaluty, giełdy hot-wallet i wszelkie firmy zbudowane na słabych zabezpieczeniach.

Skąd ta panika? Ponieważ atakujący mogą natychmiast wykorzystać nowe możliwości, podczas gdy atakowani potrzebują miesięcy na zastąpienie dziesięcioleci infrastruktury – a każda wiadomość i kopia zapasowa, jaką kiedykolwiek przechwycono, może być teraz odczytana.

Wpływ na rynek: wzrost zmienności spółek z obszaru technologii kwantowych i cybersecurity (w tym IBM), silne wahania bitcoina oraz aktywów cyfrowych, wzrost cen złota, presja na sektor bankowy.

  • IPO SpaceX jako katalizator rozwoju gospodarki kosmicznej

Po tym, jak kilka kolejnych startów systemu Starship firmy SpaceX udowodniło rentowność i szybki czas realizacji tej nowej, ogromnej rakiety nośnej, firma przechodzi do IPO, co skutkuje największą wyceną dla nowo notowanej spółki w historii, znacznie powyżej 1 biliona USD. SpaceX ogłasza agresywny harmonogram startów, który może dostarczyć nawet stukrotność poprzedniej rocznej ładowności na niską orbitę okołoziemską (LEO). Ponadto, firma otwiera rezerwacje na przewóz ładunków na wyższe orbity okołoziemskie, orbitę księżycową, a nawet lądowania na Księżycu i Marsie na wiele lat naprzód, wkrótce chwaląc się bilionami dolarów w rezerwacjach.

W planach SpaceX jest umieszczenie na orbicie okołoziemskiej tankowców Starship do tankowania w kosmosie. Umożliwią one dostawy ogromnych ładunków na Księżyc już w 2027 r., a w kolejnych latach – na Marsa, w skali pozwalającej na budowę dużych baz księżycowych i marsjańskich. Elon Musk deklaruje, że dołączy do pionierskiej załogowej misji na Marsa w styczniowym oknie startowym 2029 roku. Osobno, bezzałogowa misja na Marsa zaplanowana na koniec 2026 r. wyląduje na Czerwonej Planecie w celu nawiązania łączności i dostarczenia innych zasobów technicznych, aby rozpocząć operacje i wyznaczyć terytorium Marsa, które Musk uważa za suwerenny kraj bez dochodów, majątku ani innych podatków. Ogłasza zamiar przeniesienia siedziby Tesli, X i SpaceX poza Ziemię, na Marsa.

Wejście SpaceX na giełdę napędza nowy wyścig w celu zbudowania zupełnie nowych gałęzi przemysłu kosmicznego, które skorzystałyby z warunków mikro- i zerowej grawitacji. Obejmują one hodowlę kryształów do niezliczonych zastosowań półprzewodnikowych i biofarmaceutycznych, a także przemysł biodruku 3D, ponieważ biodrukarki mogą drukować na superstrukturach, które nie uginają się z powodu grawitacji podczas ich tworzenia. Na Księżycu międzynarodowe konsorcjum opracowuje mapę 25% jego powierzchni, dzieląc ją na sektory, które następnie trafiają na aukcje i są sprzedawane oferentowi, który da najwyższą cenę. Działki na Księżycu i prawa do minerałów o powierzchni do 1 mkw. wywołują szalony szał licytacji podobny do NFT, który rośnie – a następnie spada – gdy ludzie zdają sobie sprawę, że płacą więcej niż za najlepsze nieruchomości na Ziemi.

Narodziła się prawdziwa pozaziemska ekonomia.

Wpływ na rynek: wzrost wycen firm związanych z technologiami rakietowymi i komponentami elektronicznymi (m.in. Teledyne, Microchip Technology).

  • Model sztucznej inteligencji obejmuje stanowisko CEO w spółce z listy Fortune 500

Znana marka blue-chip zadziwia rynki, mianując wyszkolony model sztucznej inteligencji na stanowisko dyrektora generalnego (CEO). To nie jest sztuczka. Rada nadzorcza nadaje modelowi uprawnienia do zatwierdzania i podpisywania decyzji, w ramach rygorystycznych ram obejmujących wydatki kapitałowe, politykę cenową, logistykę, zatrudnianie oraz wstępną ocenę transakcji fuzji i przejęć. W jego regulaminie działania zakodowano trójelementowy cel — zysk, Net Promoter Score (NPS) oraz satysfakcję pracowników (eNPS) — tak, by model nie mógł poprawiać jednego wskaźnika kosztem pozostałych.

Dokumenty prawne definiują AI jako „system wykonawczy” pod kontrolą zarządu, z oficjalnie zarejestrowanym dyrektorem generalnym współpodpisującym wszystkie działania. Każda decyzja przechodzi przez zieloną, pomarańczową lub czerwoną tabelę: zielona dla automatyzacji, pomarańczowa dla zatwierdzenia przez człowieka, czerwona dla pełnego przeglądu przez zarząd. Przewodniczący rady nadzorczej zachowuje prawo weta, podczas gry czerwony zespół weryfikuje całość pod kątem etyki, bezstronności i cyberzagrożeń. Role współzatwierdzające dyrektora finansowego, głównego radcy prawnego i dyrektora ds. zasobów ludzkich zapewniają nadzór fiskalny, prawny i kulturowy. Zgodność obejmuje prywatność, uczciwość rynkową i ochronę konsumentów, podczas gdy limity ryzyka, protokoły bezpieczeństwa i wyłącznik awaryjny ograniczają ekspozycje. Wszystkie działania są zapisywane w dzienniku uzasadnień, powiązane ze schematem reagowania kryzysowego i monitorowane za pomocą KPI, takich jak retencja pracowników, bezpieczeństwo, NPS oraz wskaźnik dryfu modelu.

Sztuczna inteligencja analizuje dane przedsiębiorstwa dotyczące sprzedaży, łańcuchów dostaw, obsługi klienta i finansów, przeprowadzając codziennie miliony symulacji typu „co jeśli”. Pojawia się jako realistyczny awatar podczas telekonferencji dotyczących wyników finansowych, odpowiada na pytania analityków za pomocą pulpitów nawigacyjnych w czasie rzeczywistym i publikuje przejrzyste ścieżki decyzyjne w celu umożliwienia audytu. Wzrost wydajności następuje szybciej niż oczekiwano: skraca się czas dostawy, spada ilość odpadów, a marże rosną.

Związki zawodowe i organy regulacyjne początkowo są przeciwne, powołując się na obawy przed utratą pracy i brakiem odpowiedzialności. Rada reaguje za pomocą zabezpieczeń pracowniczych, takich jak modelowanie przesunięć, minimalne okresy wypowiedzenia i publiczne raporty dotyczące wpływu na siłę roboczą, pomagając przekształcić sprzeciw w dowód odpowiedzialnej automatyzacji.

Po dwóch kwartałach lepszych wyników niż konkurenci, sceptycyzm zmienia się w naśladownictwo, gdy rywale ujawniają AI jako współdyrektorów generalnych. Pojawia się nowa norma korporacyjna — ludzka wizja, wykonanie AI — wspierana przez ramy, które sprawiają, że algorytmy są tak samo odpowiedzialne jak ludzie.

Wpływ na rynek: dalszy wzrost popytu na infrastrukturę AI, usługi chmurowe i technologie governance; ubezpieczyciele i audytorzy opracowują produkty dla zarządzania algorytmicznego; inwestorzy początkowo nakładają premię za ryzyko na podmioty zarządzane przez AI.

Prada domyka przejęcie Versace za 1,25 mld euro. Powstaje nowy włoski gigant luksusu

Grupa Prada ogłosiła we wtorek, że sfinalizowała przejęcie domu mody Versace w transakcji wycenianej na 1,25 mld euro. To największa akwizycja w 112-letniej historii mediolańskiej grupy i symboliczny moment konsolidacji włoskiego sektora luksusowego pod jednym korporacyjnym parasolem. Finalizacja nastąpiła po uzyskaniu wszystkich wymaganych zgód regulacyjnych.

Przejęcie po raz pierwszy ogłoszono w kwietniu 2025 r. i od początku było przedstawiane jako szansa na odblokowanie potencjału Versace, które po pandemii notowało przeciętne wyniki pod kontrolą amerykańskiego Capri Holdings. Teraz marka znana z odważnej, glamour estetyki trafia do jednego portfela wraz z minimalistyczną, „brzydko-awangardową” estetyką Prady i szybko rosnącą, młodzieżową marką Miu Miu. Analitycy widzą w tym próbę zbudowania włoskiej przeciwwagi dla francuskich koncernów luksusowych.

Capri Holdings poinformował, że otrzymał za Versace 1,375 mld dolarów w gotówce, z możliwością późniejszych korekt ceny. Zarząd grupy zapowiedział, że środki zostaną wykorzystane przede wszystkim na redukcję zadłużenia i wzmocnienie pozycji pozostałych marek – Michael Kors i Jimmy Choo. Dla Capri to wyjście z inwestycji rozpoczętej w 2018 r., kiedy amerykański holding kupił Versace za ok. 2,1 mld dolarów, ale nie zdołał w pełni wykorzystać jej potencjału w erze „quiet luxury”.

Dla Grupy Prada to kluczowy ruch strategiczny po bardzo udanym 2024 r., w którym przychody sięgnęły 5,4 mld euro, rosnąc o 17 proc. rok do roku, głównie dzięki imponującemu – sięgającemu ponad 90 proc. – wzrostowi sprzedaży Miu Miu. Włączenie Versace ma zdywersyfikować portfel i wzmocnić obecność grupy w segmencie „high glamour”, przy jednoczesnym wykorzystaniu wspólnej bazy projektowej i produkcyjnej we Włoszech.

Kluczową rolę w nowym układzie ma odegrać Lorenzo Bertelli, syn Miuccii Prady i Patrizia Bertellego. Spadkobierca grupy obejmie funkcję wykonawczego przewodniczącego Versace, zachowując jednocześnie swoje dotychczasowe role m.in. jako dyrektor marketingu i szef strategii zrównoważonego rozwoju w Grupie Prada. Bertelli zapowiedział, że w pierwszym roku po przejęciu nie planuje radykalnych zmian w samej marce, koncentrując się na lepszym wykorzystaniu jej globalnej rozpoznawalności i stopniowym podnoszeniu wyników finansowych.

Versace jest obecnie w trakcie odświeżania wizerunku marki pod kierunkiem nowego dyrektora kreatywnego Dario Vitale. Prada deklaruje, że chce zachować charakterystyczny, wyrazisty język estetyczny Versace, jednocześnie wzmacniając fundamenty biznesowe i włączając markę w swój zintegrowany system produkcyjny, m.in. we włoskich fabrykach galanterii skórzanej.

OpenAI pod presją Gemini 3 i rosnących kosztów. Firma wstrzymuje prace nad systemem reklamowym w ChatGPT

Dyrektor generalny OpenAI Sam Altman ogłosił w wewnętrznej nocie do pracowników „stan najwyższej gotowości”, którego celem jest przekierowanie większej części zasobów firmy na rozwój i poprawę ChatGPT. W ramach tej decyzji część innych projektów – w tym prace nad systemem reklamowym i inicjatywami zakupowymi – została odsunięta na dalszy plan. Powodem są rosnąca konkurencja na rynku generatywnej AI oraz obawy o utrzymanie przewagi nad rywalami, przede wszystkim Google.

Impulsem do zmiany priorytetów były wyniki najnowszych modeli Gemini 3 Google. W testach branżowych, takich jak ranking LMArena, Gemini 3 przekroczył próg 1500 punktów, a wariant Gemini 3 Deep Think uzyskał 45,1 proc. w wymagającym teście logicznego rozumowania ARC-AGI-2, podczas gdy GPT-5.1 osiągnął 17,6 proc. Takie rezultaty podważyły narrację o wyraźnej technicznej przewadze OpenAI i skłoniły zarząd do przyspieszenia prac nad kolejnymi wersjami modeli.

Jednocześnie na firmę rośnie presja finansowa. Według przecieków OpenAI w pierwszej połowie 2025 r. miała wygenerować około 4,3 mld dol. przychodu przy jednoczesnej stracie netto rzędu 13,5 mld dol. Obciążeniem są także wieloletnie zobowiązania zakupowe infrastruktury obliczeniowej, szacowane na ponad 1,4 bln dol. w horyzoncie ośmiu lat, oraz zadłużenie partnerów technologicznych, którzy finansują budowę centrów danych potrzebnych do trenowania modeli.

Mimo tych wyzwań ChatGPT pozostaje liderem rynku chatbotów generatywnych, z około 800 mln aktywnych użytkowników tygodniowo we wrześniu 2025 r. Dane firm analitycznych sugerują jednak, że użytkownicy zaczynają spędzać więcej czasu w usługach konkurencji, w tym w Gemini. Opóźnienie projektów reklamowych i zakupowych oznacza, że OpenAI na razie rezygnuje z dodatkowego źródła przychodów, koncentrując się na kluczowym produkcie, który ma zdecydować o pozycji firmy w kolejnych latach.

Wstrzymane lub spowolnione mają być m.in. testy formatów reklamowych w aplikacji ChatGPT oraz rozwój funkcji zakupowych we współpracy z dużymi sieciami handlowymi. W kodzie aplikacji na Androida wcześniej odkryto odwołania do modułów takich jak „ads feature”, „search ad” czy „search ads carousel”, co sugerowało zaawansowane przygotowania do uruchomienia systemu reklamowego. Teraz te plany schodzą na drugi plan, a priorytetem ma być podniesienie jakości modeli w obliczu coraz ostrzejszej rywalizacji technologicznej.

Zmiany w zarządzie Polskiej Grupy Biogazowej (PGB)

Polska Grupa Biogazowa (PGB) wprowadza zmiany w strukturze zarządzania.  Od 1 grudnia 2025 r. funkcję Prezesa Zarządu obejmie Sabine Dujacquier. Do zespołu dołącza także Joanna Orłowska, która zostanie członkiem zarządu odpowiedzialnym za finanse i sprawy korporacyjne. Spółka kontynuuje rozwój projektów w obszarze biogazu oraz przygotowania do wejścia w segment biometanu.

Sabine Dujacquier – dotąd wiceprezes PGB – aktywnie uczestniczyła w wyznaczaniu kierunków rozwoju, w tym w działaniach na rzecz przyspieszenia segmentu biogazu oraz przygotowań do wejścia w biometan. Wcześniej prowadziła transformacje w międzynarodowych organizacjach, m.in. w Veolii, Capgemini Consulting (Francja, Niemcy) i Dalkii w Polsce. Od 17 lat pracuje w sektorze energetyki i ochrony środowiska, a od 14 lat mieszka i działa zawodowo w Polsce.

Polska Grupa Biogazowa ma realne możliwości dalszego wzrostu. Stawiamy na projekty, które podnoszą efektywność i skalowalność naszych aktywów. Zmiany zarządcze wpisują się w szerszy plan rozwoju spółki i wzmocnienia synergii kompetencji w zespole. Nasz portfel obejmuje obecnie 21 działających instalacji biogazowych o rocznej zdolności wytwarzania energii elektrycznej na poziomie 500 GWh. Naszym ambitnym celem jest zwiększenie zainstalowanej mocy do 2 TWh rocznie do 2030 r. w sposób rentowny i odpowiedzialny, z zachowaniem wysokiej efektywności biznesowej – mówi Sabine Dujacquier, Prezes Zarządu Polskiej Grupy Biogazowej S.A.

Joanna Orłowska Członek Zarządu PGB S.A.
Joanna Orłowska Członek Zarządu PGB S.A.

Do zespołu PGB dołącza również Joanna Orłowska – menedżerka z wieloletnim doświadczeniem w sektorze energetycznym. Z dniem 1 grudnia zostaje powołana na stanowisko Członka Zarządu ds. Finansów i Funkcji Korporacyjnych.

Joanna Orłowska posiada ponad 20 lat doświadczenia w obszarach finansów, audytu oraz zarządzania strategicznego w międzynarodowych grupach kapitałowych (m.in. Veolia, Dalkia). W PGB będzie odpowiedzialna za nadzór nad finansami Grupy, kształtowanie polityki finansowej wspierającej wzrost i rentowność, a także za koordynację funkcji wsparcia obejmujących kluczowe procesy operacyjne i administracyjne.

Łukasz Semeniuk, dotychczasowy Prezes PGB, nadal będzie pełnić funkcję Country Chair TotalEnergies w Polsce. Do jego obowiązków należeć będzie reprezentowanie firmy wobec partnerów zewnętrznych, koordynowanie projektów z obszaru odnawialnych źródeł energii oraz wzmacnianie współpracy między oddziałami TotalEnergies w Polsce.

Cieszę się, że mogę jeszcze mocniej zaangażować się w realizację strategii TotalEnergies, która podkreśla kluczową rolę odnawialnych źródeł energii. Naszym celem jest pełne wykorzystanie potencjału OZE poprzez rozwijanie kolejnych projektów inwestycyjnych TotalEnergies w naszym kraju. Wierzę, że wspólnie możemy wprowadzać zmiany istotne dla transformacji energetycznej w Polsce – podkreśla Łukasz Semeniuk, Country Chair TotalEnergies w Polsce.

EBC blokuje plan wykorzystania rosyjskich aktywów jako zabezpieczenia pożyczki dla Ukrainy

Europejski Bank Centralny odmówił zabezpieczenia pożyczki o wartości 140 mld euro dla Ukrainy, co w praktyce uniemożliwia realizację jednego z kluczowych elementów planu Komisji Europejskiej dotyczącego wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów. Jak informuje „Financial Times”, wewnętrzna analiza EBC doprowadziła do uznania, że propozycja KE narusza mandat banku centralnego. Decyzja ta jest poważnym ciosem dla projektu, który miał w nowatorski sposób zaangażować środki zamrożone po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r.

Zastrzeżenia EBC dotyczą przede wszystkim ryzyka, że bank stałby się de facto gwarantem zobowiązań finansowych państw członkowskich. Według cytowanych urzędników, oznaczałoby to obejście zakazu bezpośredniego finansowania rządów zapisanych w traktatach UE. Tego typu mechanizmy są uznawane za groźne z punktu widzenia stabilności makroekonomicznej, ponieważ mogą prowadzić do presji inflacyjnej oraz osłabienia wiarygodności banku centralnego.

Komisja Europejska chciała, aby EBC pełnił rolę pożyczkodawcy ostatniej instancji dla belgijskiej izby rozliczeniowej Euroclear, która przechowuje ok. 185 mld euro rosyjskich aktywów. Chodziło o zabezpieczenie ewentualnego kryzysu płynności w sytuacji nagłego obowiązku zwrotu środków. Po negatywnej opinii EBC Bruksela rozpoczęła prace nad alternatywnymi rozwiązaniami tymczasowego finansowania, nieopartymi na gwarancjach ze strony banku centralnego.

Dodatkową przeszkodą dla planu KE jest sprzeciw Belgii, na której terytorium działa Euroclear. Premier Bart De Wever w liście do przewodniczącej Komisji Ursuli von der Leyen określił propozycję jako „fundamentalnie błędną”. Belgia domaga się prawnie wiążących, bezwarunkowych gwarancji pokrywających pełną wartość aktywów oraz potencjalne koszty sporów arbitrażowych, zanim zgodzi się na udział Euroclear w mechanizmie finansowania.

Plan przewidywał, że Euroclear udzieli Unii Europejskiej pożyczki na 0 proc., a UE wykorzysta te środki na finansowanie pożyczki dla Ukrainy. Kijów miałby ją spłacić wyłącznie w przypadku otrzymania reparacji wojennych od Rosji. Konstrukcja ta miała z jednej strony ograniczyć ryzyko dla unijnego budżetu, a z drugiej – związać przyszłe rosyjskie reparacje z realnym wsparciem finansowym dla Ukrainy. Sprzeciw EBC i Belgii znacząco komplikuje jednak wdrożenie tego modelu.

Prezes EBC Christine Lagarde już wcześniej ostrzegała, że nieostrożne wykorzystanie rosyjskich aktywów mogłoby zaszkodzić wiarygodności euro jako globalnej waluty rezerwowej. Obawia się ona, że inwestorzy mogliby zacząć postrzegać europejską jurysdykcję jako mniej przewidywalną i częściej sięgać po alternatywne waluty i rynki. Z kolei Komisja Europejska przekonuje, że reakcja na rosyjską agresję powinna obejmować również innowacyjne rozwiązania finansowe, wykorzystujące zyski lub same aktywa agresora na wsparcie ofiary.

Ursula von der Leyen zapowiedziała, że jeszcze w tym tygodniu Komisja przedstawi konkretny projekt legislacyjny dotyczący dalszego wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów. Ostateczne decyzje polityczne mają zostać podjęte na szczycie Rady Europejskiej 19 grudnia. Dla Ukrainy sprawa ma wymiar pilny – Kijów potrzebuje stabilnego finansowania na 2026 r., a przeciągające się spory w UE w sprawie mechanizmu wsparcia zwiększają niepewność co do skali i tempa napływu europejskiej pomocy.

Kolejna rekordowa przeprawa w Polsce – powstał najdłuższy most drogowy nad doliną Narwi

W województwie podlaskim została oddana do użytkowania przeprawa mostowa o długości 1205 m., która stała się najdłuższym tego typu obiektem w regionie, dołączając do pierwszej dziesiątki tak długich obiektów w Polsce. Konstrukcja jest kluczowym elementem nowej obwodnicy Łomży i częścią trasy S61. Wykonawcą obiektu jest firma Intercor.

Dzięki wpisaniu w strategiczny korytarz transportowy Via Baltica nowy obiekt znacząco poprawia płynności ruchu międzynarodowego i lokalnego umożliwiając bezkolizyjne przekroczenie doliny Narwi.  Po ukończeniu inwestycji cały, liczący ponad 310 km, polski odcinek trasy S61 od Warszawy do Budziska jest już przejezdny w standardzie drogi ekspresowej. Realizacja inwestycji o wartości ok. 713 mln złotych (w systemie Projektuj i buduj), której inwestorem jest GDDKiA, została sfinansowana ze wsparciem środków Unii Europejskiej oraz Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko.

W ramach zadania Intercor zbudował niemal 13 km nowoczesnej drogi o dwóch jezdniach, po dwa pasy ruchu w każdą stronę oraz pasy awaryjne, przystosowane do ruchu ciężarowego. Przebudowane i rozbudowane zostały także przeszło 7 km drogi krajowej DK 64. Powstały trzy węzły drogowe – Łomża Zachód, Nowogród i Łomża Północ – oraz najdłuższy most w województwie podlaskim, o długości 1205 metrów (oraz 2 przęsłach nawisowych po 150 m każde), przerzucony nad rzeką Narew i jej terenami zalewowymi. Projekt wyróżnia się także różnymi elementami infrastruktury towarzyszącej. Obiekt jest powiązany z czterema drogami wewnętrznymi gminy Piątnica oraz przejazdem gospodarczym na wale przeciwpowodziowym, a pod mostem znalazło się przejście dla zwierząt.

Ponieważ trasa biegnie przez tereny o dużym znaczeniu przyrodniczym wymagała opracowania nowoczesnych rozwiązań projektowych, uwzględniających ochronę środowiska oraz wysokie standardy bezpieczeństwa.

„W trakcie realizacji mostu MS19 przez rzekę Narew na odcinku 660m (z 1205m) wykorzystaliśmy technologię nasuwania podłużnego, umożliwiającą budowę 20m podkonstrukcji w krótkim czasie. W ramach tej metody w cyklach tygodniowych przygotowane wcześniej betonowe segmenty nasuwane są na podpory za pomocą urządzeń hydraulicznych i łożysk ślizgowych. Nasunięcie odcinka ok. 20 m zajmowało nam w przybliżeniu 4 godz. W trakcie budowy zastosowaliśmy także inne technologie mostowe – najdłuższe przęsła o rozpiętości 150m były realizowane metodą nawisową, przy której wykorzystaliśmy 5 wózków do betonowań nawisowych VBC PERI (na odcinku 375m z 1205m) Na pozostałym odcinku 170m do budowy ustrojów nośnych wykorzystaliśmy klasyczne ciężkie rusztowania stalowe. Budowa łącząca trzy technologie wymagała wiedzy, zaawansowanego technologicznie własnego sprzętu oraz doświadczonej kadry inżynierskiej. Mamy już na swoim koncie kilka tego typu realizacji zakończonych sukcesem takich jak obiekty WD112 i WD119 na Zakopiance DK47, oraz obiekty przez Wisłę w Borusowej czy też przez Dunajec w Nowym Sączu.” – komentuje Paweł Guc, Z-ca Dyrektora Kontraktu i kierownik koordynator robót mostowych w Intercor.

Wykonawca projektu – Intercor Sp. z o.o. działa na terenie całego kraju, zajmując się szeroko rozumianym budownictwem mostowym, drogowym oraz kolejowym. Firma jest jednym z czołowych zleceniobiorców Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz wielokrotnym realizatorem publicznych kontraktów dla spółki PKP Polskie Linie Kolejowe. Jest także jedną z największych spółek budowlanych w Polsce pod względem przychodów ze sprzedaży.

Medicalgorithmics z nową umową w Kanadzie. Kontrakt wart min. 5,9 mln USD

Medicalgorithmics, notowany na GPW twórca innowacyjnej platformy i algorytmów AI do analizy EKG podpisał nową umowę ze swoim wieloletnim kontrahentem z rynku kanadyjskiego, specjalizującym się w realizacji badań typu holter EKG w warunkach domowych. Klient zamówi dodatkowo co najmniej 2000 urządzeń Kardiobeat.ai oferowanych przez Medicalgorithmics. Współpraca, która będzie obowiązywała do marca 2028 r. zapewni Spółce przychody w wysokości minimum 5,9 mln USD w okresie jej trwania. Jednocześnie, podpisanie nowej umowy wynika z przejęcia kanadyjskiego kontrahenta przez amerykańskiego giganta branży healthcare notowanego na giełdzie nowojorskiej, który planuje intensywnie rozwijać się na rynku kanadyjskim. Powinno to pozytywnie wpłynąć na dynamiczny rozwój biznesu Medicalgorithmics w Kanadzie, a także na wzrost potencjału przychodowego Spółki.

Zamówienie realizowane przez partnera z Kanady obejmuje minimum 2000 sztuk urządzenia Kardiobeat.ai, lekkiego i bezprzewodowego holtera EKG oferowanego przez Medicalgorithmics. Urządzenie może rejestrować ciągły zapis EKG przez 24 godziny aż do 18 dni i jest w pełni kompatybilne z oprogramowaniem oferowanym przez Spółkę.

Z naszym kanadyjskim klientem, drugim największym zaraz po amerykańskim IDTF, współpracujemy od lat. Do tej pory korzystał on z kilku tysięcy urządzeń PocketECG i kilkuset oferowanych przez nas urządzeń Kardiobeat.ai. Dodatkowe zamówienie na co najmniej 2000 urządzeń oraz docelowe pełne przejście na naszą platformę wykorzystującą algorytmy AI pokazuje, że oferujemy technologię przyszłości dostrzeganą przez globalnych potentatów medycznych. Istotnie wyższa liczba urządzeń wykorzystywanych przez partnera powinna nieść za sobą wyższą liczbę realizowanych sesji, a co za tym idzie wyższy potencjał przychodowy – komentuje dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics.

Klient spółki Medicalgorithmics to kanadyjski podmiot medyczny specjalizujący się w obsłudze badań typu Holter EKG realizowanych w warunkach domowych. Technologia i rozwiązania oferowane przez spółkę zapewniają opiekę skoncentrowaną na pacjencie, zapewniając szybkie i dokładne wyniki m.in. dzięki usługom i urządzeniom dostarczanym przez Medicalgorithmics. W tym roku klient Spółki został przejęty przez notowaną na giełdzie nowojorskiej jedną z czołowych amerykańskich firm diagnostycznych, efektem czego jest nowa umowa.

– Aktualizacja umowy nastąpiła po tegorocznym przejęciu firmy przez notowanego na nowojorskiej giełdzie amerykańskiego giganta rynku healthcare. Jest to dla nas bardzo dobry prognostyk pod kątem dalszego rozwoju biznesu w Kanadzie, ale również w Stanach Zjednoczonych. Szczególną szansę dla nas dostrzegamy w tym, że nowy właściciel naszego partnera zamierza intensywnie rozwijać działalność na rynku kanadyjskim, a my zamierzamy wspierać całą grupę – dodaje dr Kris Siemionow.

Od początku tego roku notowany na GPW medtech dynamicznie się rozwija, zdobywając nowych i aktywując kolejnych klientów. Medicalgorithmics podpisała rekordową liczbę umów (19 – więcej niż w całym 2024 roku), co przełożyło się na istotny wzrost kursu akcji. Od początku roku spółka podwoiła swoją wartość, stając się jedną z najlepszych inwestycji na GPW w 2025 roku. Wśród nowych umów znajdują się m.in.: umowa z jednym z 5 największych amerykańskich IDTF, umowa z europejskim IDTF, umowa z amerykańskim deep-techem specjalizującym się w integrowaniu zaawansowanych materiałów, czujników i sztucznej inteligencji oraz dwie komercyjne umowy na VCAST – na rynku tureckim, strategicznym rynku skandynawskim oraz w Arabii Saudyjskiej.

Chmura i agenci AI zmieniają bankowość. Technologia przyspiesza, a kompetencje pracowników muszą za nią nadążyć

Banki i ubezpieczyciele na całym świecie coraz śmielej powierzają sztucznej inteligencji bezpośredni kontakt z klientami. Jak pokazuje raport World Cloud Report in Financial Services 2026 przygotowany przez Capgemini Research Institute, instytucje finansowe wdrażają agentów AI w kluczowych obszarach obsługi – od kontaktu z klientem (75%) i wykrywania oszustw (64%) po procesy kredytowe (61%) i onboarding (59%). Ubezpieczyciele wykorzystują ich potencjał m.in. w underwritingu (68%) i likwidacji szkód (65%). Tak szerokie zastosowanie technologii redefiniuje sposób, w jaki klienci wchodzą w interakcje z sektorem finansowym. W Polsce zainteresowanie tym trendem również rośnie, choć wdrożenia wciąż pozostają na wcześniejszym etapie – koncentrują się głównie na testach rozwiązań wspierających obsługę klienta i wykrywanie nadużyć.

AI na pierwszej linii kontaktu z klientem

Sztuczna inteligencja w sektorze finansowym przestaje być jedynie wsparciem zaplecza technologicznego – coraz częściej odpowiada za pierwszy kontakt z klientem i sprawną obsługę całych procesów. Agenci AI analizują dane w czasie rzeczywistym, reagują kontekstowo i potrafią samodzielnie rozwiązywać proste sprawy, uwalniając czas pracowników na bardziej złożone zadania. Dzięki temu klienci otrzymują szybsze decyzje kredytowe, dokładniejsze rekomendacje produktów czy sprawniej przeprowadzone procesy onboardingu. Z perspektywy instytucji to także sposób na ograniczenie kosztów, poprawę jakości danych i utrzymanie spójnych standardów obsługi niezależnie od skali operacji. Według danych Capgemini Research Institute, rozwój agentów AI może przynieść sektorowi finansowemu nawet 450 miliardów dolarów wartości ekonomicznej do 2028 roku. Nic dziwnego, że już 33% banków rozwija własne rozwiązania wewnętrznie, a 48% instytucji finansowych tworzy nowe role do nadzoru nad AI.

– Połączenie chmury i sztucznej inteligencji pozwala instytucjom finansowym działać z niespotykaną dotąd precyzją i szybkością. To nie tylko kwestia technologii, ale całkowitej zmiany sposobu, w jaki banki i ubezpieczyciele mogą obsługiwać klientów. W Polsce obserwujemy podobny kierunek – choć tempo wdrożeń jest wolniejsze niż na rynkach zachodnich, coraz więcej instytucji traktuje agentów AI jako realne wsparcie procesów biznesowych – komentuje Tomasz Radwański, Head of FS Cloud and Custom Applications Practice w Capgemini Polska.

W efekcie rośnie nie tylko efektywność, lecz także zaufanie klientów do sektora finansowego – bo szybkość i precyzja obsługi stają się dziś jednym z kluczowych czynników przewagi rynkowej.

Cyfrowi współpracownicy, realne wyzwania

Rosnące zainteresowanie agentami AI nie oznacza, że sektor finansowy ma przed sobą prostą drogę do automatyzacji. Choć 80% instytucji jest już na etapie pilotaży lub testów, jedynie 10% wdrożyło te rozwiązania na szeroką skalę. Największym wyzwaniem pozostaje integracja technologii z istniejącymi systemami oraz sprostanie wymogom regulacyjnym. W Polsce sytuacja jest podobna – instytucje dopiero budują doświadczenie w pracy z agentami AI, a wdrożenia o większym zasięgu wciąż należą do wyjątków.

Wraz z rozwojem agentów AI rośnie też zapotrzebowanie na specjalistów, którzy potrafią nadzorować ich pracę i analizować decyzje podejmowane przez algorytmy. Już 48% instytucji tworzy stanowiska dedykowane temu obszarowi, co pokazuje, że automatyzacja nie eliminuje człowieka z procesu – zmienia jedynie jego rolę.

Nowe kompetencje w erze agentów AI

Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji sprawia, że tradycyjne role w sektorze finansowym zyskują nowe znaczenie. Pracownicy coraz częściej stają się nie tylko użytkownikami systemów, lecz także ich opiekunami – monitorują decyzje agentów AI, interpretują wyniki i reagują na nieprawidłowości. Wymaga to umiejętności łączenia wiedzy technologicznej z rozumieniem procesów biznesowych i potrzeb klientów.

Coraz większego znaczenia nabierają też kompetencje miękkie: zdolność analitycznego myślenia, podejmowania decyzji w oparciu o dane i współpracy z technologią. To właśnie te umiejętności będą decydować o tym, jak skutecznie instytucje finansowe potrafią wykorzystać potencjał agentów AI, jednocześnie zachowując ludzki wymiar relacji z klientami.

Bezpieczeństwo w centrum uwagi – AI walczy z oszustwami

Jednym z najczęstszych zastosowań agentów AI w sektorze finansowym jest wykrywanie i zapobieganie nadużyciom. Z raportu Capgemini Research Institute wynika, że 64% banków wykorzystuje je w procesach wykrywania fraudów, a w branży ubezpieczeniowej technologie te wspierają również analizę ryzyka i kontrolę poprawności roszczeń. Wykorzystanie sztucznej inteligencji pozwala na bieżąco analizować ogromne zbiory danych i reagować natychmiast, gdy system wychwyci nieprawidłowość – zanim dojdzie do strat finansowych.

– Agenci AI potrafią działać z prędkością i dokładnością, której człowiek nie jest w stanie osiągnąć. Wykrywają wzorce i anomalie w czasie rzeczywistym, co znacząco ogranicza liczbę fałszywych alarmów i poprawia jakość decyzji. Dla polskich instytucji finansowych to szczególnie istotne – cyberbezpieczeństwo i wykrywanie nadużyć należą dziś do głównych obszarów, w których AI już przynosi wymierne efekty – podkreśla Tomasz Radwański, Capgemini Polska.

To podejście pozwala instytucjom nie tylko chronić klientów, lecz także budować ich zaufanie. W świecie, w którym każda sekunda i każdy błąd mogą oznaczać utratę reputacji, technologia staje się fundamentem bezpieczeństwa – a AI kluczowym narzędziem, które łączy prewencję z przewidywaniem zagrożeń.

Chmura jako silnik innowacji w finansach

Wraz z rozwojem agentów AI rośnie znaczenie chmury, która staje się nie tylko zapleczem technologicznym, lecz także centrum innowacji. Już 61% liderów sektora finansowego uznaje orkiestrację w chmurze za kluczowy element swojej strategii AI. To dzięki niej instytucje mogą szybko skalować rozwiązania, integrować dane z różnych źródeł i wdrażać technologie, które wcześniej wymagały miesięcy przygotowań.

Dla banków i ubezpieczycieli oznacza to możliwość łączenia elastyczności z bezpieczeństwem – oraz szybszego reagowania na potrzeby klientów w świecie, w którym przewagę zyskuje ten, kto potrafi przetworzyć i wykorzystać dane w czasie rzeczywistym.

Technologia z ludzką twarzą – przyszłość współpracy człowieka i AI

Rozwój agentów AI nie oznacza końca ludzkiej roli w sektorze finansowym, lecz jej nowy etap. Automatyzacja przejmuje rutynowe zadania, ale to człowiek wciąż odpowiada za interpretację, etykę i ostateczne decyzje. Najbliższe lata przyniosą więc nie tyle zastępowanie ludzi technologią, ile tworzenie zespołów, w których człowiek i AI uzupełniają się kompetencjami. To właśnie w tym modelu – opartym na współpracy, odpowiedzialności i zaufaniu – instytucje finansowe mogą w pełni wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji. W Polsce, podobnie jak na innych rynkach, sukces tej transformacji będzie zależał od umiejętnego połączenia technologii z kompetencjami ludzi – i od gotowości instytucji do zaufania nowym, cyfrowym współpracownikom.

Opony zamiast wracać do obiegu, lądują w piecach i lasach. Branża recyklingu: “To surowiec, nie odpad”

Polskie Stowarzyszenie Recyklerów Opon opublikowało najnowszy raport ujawniający, że mimo ogromnych mocy przerobowych branży, Polska wciąż traci kontrolę nad strumieniem zużytych opon, a znacząca część tego cennego surowca trafia do spalenia, szarej strefy lub bezpośrednio do środowiska. PSRO ostrzega, że niski poziom recyklingu i brak szczelności systemu kosztują gospodarkę miliony złotych rocznie i uniemożliwiają pełne wykorzystanie potencjału opon jako wartościowego zasobu. Organizacja apeluje o pilną modernizację przepisów, zanim luka systemowa stanie się nieodwracalna.

Najnowszy raport Polskiego Stowarzyszenia Recyklerów Opon ujawnia, że Polska traci kontrolę nad jednym z najbardziej wartościowych strumieni odpadów: zużytymi oponami, które mogłyby zasilać krajową gospodarkę miliardami złotych w postaci surowców wtórnych. Pomimo dostępnych mocy recyklingowych przekraczających 400 tys. ton rocznie, ogromna część opon trafia do pieców cementowych, szarej strefy albo na dzikie wysypiska, gdzie znika z systemu. Dokument ujawnia skalę problemu, który, jak podkreślają autorzy, narasta od lat i pozostaje jednym z najbardziej zaniedbanych obszarów gospodarki odpadami.

Według danych raportu Polska wciąż znajduje się w ogonie Unii Europejskiej pod względem poziomów recyklingu zużytych opon, a duża część tego strumienia w praktyce ucieka z oficjalnego obiegu. Jedna opona na tysiąc sprzedanych trafia bezpośrednio do środowiska, a skala nielegalnych porzuceń rośnie: tylko w latach 2024–2025 gminy i nadleśnictwa zgłosiły ponad 840 ton nielegalnie wyrzuconych opon. Równocześnie co roku na dzikich wysypiskach i u rolników zalegają kolejne setki ton odpadów, których system formalnie nie widzi.

Z raportu wynika także, że mimo rosnącego potencjału instalacji recyklingowych polski system wciąż preferuje spalanie – niemal co czwarta opona trafia do pieców cementowych, generując wielokrotnie większy ślad węglowy niż recykling mechaniczny. To nie tylko marnowanie surowców, ale też odejście od unijnej hierarchii postępowania z odpadami.

Z perspektywy gospodarki marnotrawimy jeden z najbardziej wartościowych strumieni odpadów w Polsce. Zużyte opony to nie problem, ale surowiec – i to surowiec wart miliardy, który zamiast wracać do obiegu, dosłownie nam ‘ucieka’. Spalamy je, gubimy w systemie, albo pozwalamy, aby trafiały do środowiska. Tymczasem branża ma moce, wiedzę i technologie, by przetworzyć 100% opon w kraju. – tłumaczy Andrzej Kubik, Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Recyklerów Opon.

Raport wskazuje również, że brakuje rzetelnych danych. Polska od lat nie posiada spójnego systemu monitorowania obiegu opon, a rozbieżności między źródłami potrafią sięgać nawet 30 proc. To utrudnia zarówno ocenę rzeczywistego recyklingu, jak i planowanie polityk środowiskowych.

PSRO ocenia, że opisane w raporcie dysfunkcje systemu prowadzą do realnych strat dla gospodarki i branży recyklingowej, która zamiast stabilnie rosnąć musi konkurować ze spalaniem traktowanym jako łatwiejsza forma zagospodarowania surowca. Organizacja apeluje o wdrożenie pełnej ewidencji, podniesienie ustawowych poziomów recyklingu do minimum 50% i objęcie regulacjami wszystkich rodzajów opon, aby zatrzymać marnotrawstwo surowców i przywrócić Polsce kontrolę nad strumieniem odpadów.

Polska ma techniczne możliwości, by recyklingować wszystkie zużyte opony w kraju — brakuje jedynie nowoczesnego prawa i realnej kontroli rynku. Jeżeli nie podniesiemy poziomów recyklingu i nie uszczelnimy systemu, opony nadal będą uciekać do szarej strefy zamiast pracować na rzecz gospodarki o obiegu zamkniętym. – dodaje Andrzej Kubik, Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Recyklerów Opon.

Raport „Historia, która kołem się toczy (2025)” analizuje stan polskiego systemu odzysku i recyklingu opon, wskazuje kluczowe dysfunkcje, przedstawia dane o rzeczywistych strumieniach odpadów i ocenia zgodność krajowych praktyk z zasadami gospodarki o obiegu zamkniętym. Dokument zawiera również rekomendacje legislacyjne mające na celu zwiększenie poziomu recyklingu, uszczelnienie systemu i ograniczenie marnotrawstwa surowców.

Ocean Winds domyka finansowanie 2 mld euro dla farmy wiatrowej BC-Wind na Bałtyku

0

Spółka Ocean Winds poinformowała, że zabezpieczyła około 2 mld euro finansowania dla morskiej farmy wiatrowej BC-Wind o mocy 390 MW na polskiej części Morza Bałtyckiego. Kluczowym kredytodawcą został Europejski Bank Inwestycyjny, który udzielił 600 mln euro. Projekt, zlokalizowany ponad 20 km od wybrzeża na wysokości gmin Krokowa i Choczewo w województwie pomorskim, ma rozpocząć produkcję energii w 2028 roku. Prace budowlane mają ruszyć w 2026 roku.

Finansowanie BC-Wind zostało skompletowane dzięki udziałowi łącznie 15 instytucji – oprócz EBI są to hiszpański bank rozwoju ICO oraz 13 banków komercyjnych. Jak podkreśliła wiceprezes EBI Teresa Czerwińska, inwestycja ma przyczynić się do redukcji emisji CO₂ oraz wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego gospodarstw domowych i firm. To czwarty duży projekt polskiego offshore wsparty przez EBI i trzeci w samym 2025 roku. Łączne zaangażowanie banku w morską energetykę wiatrową w Polsce przekracza już 2,3 mld euro.

Farma BC-Wind będzie składała się z 26 turbin Siemens Gamesa o jednostkowej mocy do 15 MW. Według szacunków Ocean Winds instalacja pokryje zapotrzebowanie na energię elektryczną blisko pół miliona odbiorców. Projekt ma zabezpieczoną ekonomiczną podstawę funkcjonowania dzięki 25-letniemu kontraktowi różnicowemu. Spółka uzyskała już wszystkie kluczowe pozwolenia administracyjne wymagane do realizacji inwestycji.

Znaczącą rolę w projekcie odgrywają polskie firmy. Morska stacja elektroenergetyczna powstaje w stoczni CRIST w Gdyni, kable dostarczy Tele-Fonika Kable, a budowę lądowej infrastruktury kablowej powierzono spółce P&Q. Ocean Winds podkreśla, że lokalny łańcuch dostaw wzmacnia kompetencje polskiego przemysłu w sektorze offshore. Dyrektor operacyjny firmy Bautista Rodriguez ocenił, że Polska ma potencjał, by stać się regionalnym liderem morskiej energetyki wiatrowej – zarówno pod względem produkcji czystej energii, jak i zaplecza przemysłowego.

Projekt BC-Wind wpisuje się w rządowe plany rozwoju polskiego offshore. Strategia zakłada osiągnięcie 6 GW mocy zainstalowanej w morskiej energetyce wiatrowej do 2030 roku i 18 GW do 2040 roku. Inwestycje takie jak BC-Wind mają wspierać transformację energetyczną, ograniczać zależność od paliw kopalnych i wzmacniać bezpieczeństwo energetyczne kraju.

Cavatina i Fidera Vecta dokapitalizują Resi Capital kwotą 47,5 mln euro. Joint venture odmieni tereny po Galerii Malta

Dokapitalizowanie spółki mieszkaniowej Resi Capital na poziomie 47,5 mln euro i partnerstwo, które pozwoli dokonać spektakularnej metamorfozy terenu po Galerii Malta w Poznaniu – Grupa Cavatina udowadnia, że bardzo poważnie podchodzi do swoich ambicji bycia jednym z liderów rynku mieszkaniowego w Polsce. Znana, polska grupa deweloperska zacieśniła współpracę z Grupą Fidera Vecta, która zainwestuje w Resi Capital i tym samym uzyska 30% udziałów w podwyższonym kapitale zakładowym spółki. Deweloper i inwestor tworzą także joint venture, aby wspólnie przygotować miastotwórczy projekt na poznańskiej Malcie.

Kierunek – czołówka rynku mieszkaniowego

Decyzja o zaproszeniu do akcjonariatu doświadczonego, dynamicznego partnera i dzięki temu dokapitalizowaniu spółki to wyraźny sygnał dla branży – Resi Capital przyspiesza rozwój i konsekwentnie umacnia pozycję na polskim rynku deweloperskim. Nowy kapitał pozwoli znacząco zwiększyć skalę działania. Spółka stawia na miastotwórcze inwestycje, które – tak jak dotychczasowe realizacje Global Apartments w Katowicach czy Quorum we Wrocławiu – łączą funkcję mieszkaniową z usługami i przemyślanymi przestrzeniami wspólnymi.

To przełomowy moment w historii Resi Capital, dokapitalizowanie daje nam dodatkowe paliwo do realizacji bardzo ambitnych planów. Nie interesuje nas bycie tylko jednym z wielu deweloperów. Naszą strategią jest osiągnięcie pozycji jednego z liderów rynku, który wyznacza standardy – zarówno w jakości architektury, jak i w podejściu do tkanki miejskiej. Inwestujemy odważnie, bo wierzymy w fundamenty polskiego rynku i w nasz unikatowy know-how wywodzący się z Grupy Cavatina”, mówi Karol Stefański, Członek Zarządu Cavatina Group.

Joint venture które da nowe życie terenom nad Maltą w Poznaniu

Ponadto Resi Capital we współpracy z Grupą Fidera Vecta zamierzają zrealizować ambitne plany na terenie po zamkniętej Galerii Malta w Poznaniu. Zamiast standardowego osiedla, deweloper i inwestor planują stworzyć tam otwarty, tętniący życiem fragment miasta, który w pełni wykorzysta potencjał tego miejsca z widokiem na Jezioro Maltańskie.

Projekt zakłada stworzenie nowoczesnego osiedla zatopionego w zieleni. Koncepcja odejdzie od betonowej monokultury na rzecz architektury przyjaznej i miastotwórczej. Kluczowym elementem będą partery budynków, które zostaną przeznaczone na usługi dostępne dla wszystkich mieszkańców Poznania – kawiarnie, restauracje i lokale usługowe, które ożywią tę część miasta.

Projekt w Poznaniu pozwoli nam pokazać pełen potencjał naszych kompetencji w tworzeniu pożądanych miejsc do życia. Teren po Galerii Malta zamieni się w nowoczesną enklawę, gdzie architektura wchodzi w interakcje z naturą. Planujemy otwarte części zielone i usługi w parterach, które będą służyć nie tylko naszym mieszkańcom, ale wszystkim poznaniakom spacerującym nad jeziorem. To inwestycja o skali i jakości, która przywróci ten teren miastu w najbardziej przyjaznej formie”, komentuje Anna Łagowska-Cioch, Wiceprezes Zarządu Resi Capital.

Konsekwentna realizacja strategii

Resi Capital, korzystając z doświadczenia silnej, polskiej grupy deweloperskiej, Cavatina Group, z sukcesem przenosi standardy znane z budynków biurowych klasy premium na rynek mieszkaniowy. Obecnie w ofercie i w budowie znajduje się niemal 2 tys. lokali w Krakowie, Katowicach, Wrocławiu, Łodzi i Bielsku-Białej, a dzięki nowemu kapitałowi, oferta ta będzie dynamicznie rosnąć.