Kariera w finansach: jakie wymagania, jakie stawki? Wynagrodzenia od 10 do 25 tys. zł miesięcznie

Rynek pracy obejmujący specjalistów finansowych w Polsce przestaje być kojarzony z prostym outsourcingiem, a staje się miejscem zaawansowanych struktur eksperckich. Dlatego, od specjalistów oczekuje się obecnie przekrojowego doświadczenia i umiejętności. W takich niszowych rolach kandydaci mogą dyktować warunki, podczas gdy w pozostałych segmentach rynku to pracodawcy mają większy wybór spośród dużej liczby aplikacji.

Rynek pracy związany ze stanowiskami finansowymi uległ zmianie i dojrzał. Obecnie, Polska nie jest już wybierana jako lokalizacja prostych procesów, w celu redukcji kosztów. Coraz więcej międzynarodowych instytucji – w tym banków i centrów usług wspólnych – lokuje tu swoje zaawansowane struktury właśnie ze względu na dostęp do specjalistów wysokiej klasy. Największą wartość mają eksperci potrafiący poruszać się w złożonym środowisku regulacyjnym, efektywnie zarządzać ryzykiem i tworzyć przewagi dzięki analityce danych.

Na stanowiskach związanych z finansami, znajomość Excela to dziś tylko podstawa. Od specjalistów oczekuje się znacznie szerszych kompetencji, obejmujących biegłość w narzędziach BI, systemach ERP i automatyzacji procesów. To właśnie te umiejętności decydują zarówno o efektywności działań, jak i przewadze konkurencyjnej na rynku pracy. Dlatego, trudno dziś mówić o jednolitym rynku pracownika czy pracodawcy. Doświadczeni kontrolerzy finansowi czy menedżerowie z obszaru księgowości, tacy jak główna księgowa, mogą wybierać w ofertach. Z drugiej strony, na stanowiskach specjalistycznych czy dyrektorskich to pracodawcy mają swobodę decyzji, ponieważ otrzymują setki aplikacji – wyjaśnia Michał Kłak, director w Michael Page.

Od 2026 roku w Polsce zacznie obowiązywać unijna Dyrektywa o Jawności Wynagrodzeń, która znacząco wpłynie na rynek pracy na stanowiskach finansowych. Obowiązek raportowania różnic płacowych i większa przejrzystość wynagrodzeń zmuszą firmy do weryfikacji polityki płacowej i ujednolicenia widełek. Jak zauważa ekspert Michael Page – w obszarze finansów wiele stanowisk otrzymało obecnie ujednoliconą nazwę, aby zwiększyć atrakcyjność stanowiska. Ten brak gradacji sprawił, że Młodszy Analityk Finansowy, Analityk Finansowy, Starszy Analityk Finansowy, Młodszy Kontroler Finansowy czy Kontroler Finansowy są dziś określani po prostu jako kontrolerzy finansowi, choć nie zawsze oddaje istotę funkcji, co prowadzi do rozwarstwienia stawek. Te różnice mogą oznaczać pensje od 10 do nawet 25 tysięcy złotych.

Najbardziej poszukiwane kompetencje i stanowiska finansowe

Na rynku pracy w obszarze stanowisk związanych z finansami widoczna jest kontynuacja trendów z ostatnich 2–3 lat, choć pojawiają się też nowe zjawiska. Z jednej strony utrzymuje się systematyczny wzrost liczby aplikacji, z drugiej, odsetek kandydatów w pełni spełniających wymagania wynosi jedynie 5-10%. Odnotowujemy też, wzrost liczby zgłoszeń na stanowiska dyrektorskie, co może wynikać z ambicji zawodowych lub potrzeby zmiany. Jednocześnie coraz trudniej pozyskać doświadczonych specjalistów i menedżerów średniego szczebla, co wydłuża proces rekrutacji i zaostrza konkurencję o doświadczonych ekspertów finansowych.

Choć automatyzacja eliminuje część zadań, to na rynku pojawiają się nowe role wymagające kompetencji, o których jeszcze niedawno nikt nie mówił. Jednocześnie, na stanowiskach z wynagrodzeniem w wysokości 15 tys. zł brutto lub więcej, kandydaci coraz częściej pytają o możliwość współpracy w modelu B2B. Zmienia się także kultura pracy w finansach. Nadgodziny, które kiedyś były codziennością, są dziś znacznie rzadziej akceptowane przez potencjalnych pracowników. Kandydaci oczekują realnego work-life balance. O atrakcyjności ofert coraz częściej decyduje elastyczność i możliwość pracy hybrydowej – tłumaczy Michał Kłak

Wśród stanowisk, na które obecnie notuje się największe zapotrzebowanie, dominują Chief Accountant ze średnim wynagrodzeniem sięgającym około 25 000 zł brutto oraz Finance Manager, który przeciętnie może liczyć na 28 000 zł. Poszukiwani są również Financial Controllerzy, otrzymujący zazwyczaj około 17 000 zł miesięcznie. Niesłabnącym zainteresowaniem cieszą się także Samodzielni Księgowi, dla których przeciętne wynagrodzenie wynosi około 14 000 zł brutto.

Przemysł strefy euro znów się kurczy. PMI spada poniżej 50 pkt pierwszy raz od pół roku

Aktywność gospodarcza w przemyśle strefy euro skurczyła się w listopadzie po raz pierwszy od sześciu miesięcy. Firmy ograniczały zatrudnienie w najszybszym tempie od kwietnia, ponieważ słaby popyt wymuszał cięcia produkcji w fabrykach dwóch największych gospodarek bloku.

Wskaźnik HCOB Eurozone Manufacturing Purchasing Managers’ Index (PMI), opracowywany przez S&P Global, spadł w listopadzie do 49,6 pkt z 50,0 pkt w październiku, osiągając pięciomiesięczne minimum. Odczyty poniżej 50 pkt oznaczają spadek aktywności. Nowe zamówienia obniżyły się po okresie stagnacji miesiąc wcześniej, a zamówienia eksportowe malały już piąty miesiąc z rzędu, co podkreśla utrzymujące się trudności na rynkach zagranicznych.

W odpowiedzi na słabnący popyt producenci redukowali zatrudnienie w najszybszym tempie od siedmiu miesięcy, a zapasy wyrobów gotowych spadły najmocniej od lipca 2021 r. Produkcja przemysłowa wciąż rosła, ale zdecydowanie wolniej – wskaźnik produkcji obniżył się do 50,4 pkt z 51,0 pkt w październiku, co oznacza najsłabszy wynik od dziewięciu miesięcy.

Problemy strefy euro koncentrują się przede wszystkim w dwóch największych gospodarkach. Zarówno Niemcy, jak i Francja odnotowały spadek indeksów PMI do dziewięciomiesięcznych minimów – odpowiednio 48,2 i 47,8 pkt. W Niemczech nowe zamówienia spadały w najszybszym tempie od 10 miesięcy.

Na tym tle sześć pozostałych monitorowanych krajów odnotowało wzrost aktywności. Najlepiej wypadła Irlandia z wynikiem 52,8 pkt, tuż za nią znalazła się Grecja z 52,7 pkt. Sektor przemysłowy Hiszpanii utrzymał ekspansję przy odczycie 51,5 pkt, natomiast Włochy zanotowały PMI na poziomie 50,6 pkt, co oznacza pierwsze odbicie po trzech miesiącach spadku.

Pomimo ogólnego osłabienia aktywności, zaufanie biznesu wzrosło do najwyższego poziomu od czerwca. Koszty nakładów rosły w najszybszym tempie od marca, po okresie względnie stabilnych cen, choć przedsiębiorstwa w dużej mierze absorbowały tę presję kosztową.

Złoto błyszczy, srebro bije historyczne rekordy. Rynek gra pod grudniową obniżkę stóp Fed

Ceny złota wzrosły w poniedziałek do sześciotygodniowego maksimum, wspierane przez słabszego dolara oraz rosnące oczekiwania na obniżkę stóp procentowych przez Rezerwę Federalną jeszcze w tym miesiącu. Jednocześnie srebro przebiło historyczne rekordy.

Cena złota w transakcjach natychmiastowych podniosła się o 0,2 proc., do 4 240,54 USD za uncję o godz. 04:01 GMT, osiągając najwyższy poziom od 21 października – wynika z danych cytowanych przez agencję Reuters. Kontrakty terminowe na złoto w USA z dostawą w grudniu zdrożały o 0,5 proc., do 4 276,00 USD za uncję. Srebro zyskało 2 proc., do 57,48 USD za uncję, po tym jak wcześniej ustanowiło rekord na poziomie 57,86 USD.

Słaby dolar i zakłady na obniżkę stóp napędzają wzrost cen

Indeks dolara amerykańskiego spadł do najniższego poziomu od dwóch tygodni, co czyni wyceniane w dolarze złoto tańszym dla posiadaczy innych walut. Rynki wyceniają obecnie ok. 87-proc. prawdopodobieństwo obniżki stopy funduszy federalnych o 25 punktów bazowych na posiedzeniu Fed zaplanowanym na 9–10 grudnia, wynika z narzędzia CME FedWatch.

Zmiana oczekiwań to efekt coraz bardziej gołębich wypowiedzi przedstawicieli Rezerwy Federalnej. Prezes oddziału Fed w Nowym Jorku John Williams stwierdził 21 listopada, że widzi „przestrzeń do dalszej korekty w najbliższym czasie” poziomu stóp. Podobne stanowisko zajął członek Zarządu Fed Christopher Waller, zapowiadając, że będzie opowiadał się za obniżką na grudniowym posiedzeniu.

Kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy były w poniedziałek niżej w handlu azjatyckim, podczas gdy bitcoin tracił 3,6 proc., spadając do 87 881,82 USD, a ethereum zniżkowało o 5 proc., do 2 871,59 USD.

Niepewność polityczna zwiększa czujność inwestorów

Prezydent Donald Trump oświadczył w niedzielę, że podjął już decyzję w sprawie kandydata na stanowisko kolejnego przewodniczącego Fed, ale nie ujawnił nazwiska. Doradca ekonomiczny Białego Domu Kevin Hassett, wskazywany jako jeden z faworytów, zadeklarował, że „z przyjemnością” obejmie funkcję, jeśli zostanie nominowany. Podobnie jak Trump, opowiada się on za niższymi stopami procentowymi.

Inwestorzy czekają teraz na piątkowe dane o bazowych wydatkach konsumpcyjnych w USA, które mają dać dodatkowe wskazówki co do dalszych kroków Fed. Niższe koszty kredytu zwykle sprzyjają cenom metali szlachetnych, takich jak złoto, które nie przynosi odsetek.

W gronie innych metali szlachetnych platyna podrożała o 1,3 proc., do 1 694,70 USD za uncję, natomiast pallad zyskał 2,1 proc., do 1 482,45 USD. Wong zwrócił uwagę, że wzrost cen srebra został wzmocniony przez niską płynność po ubiegłotygodniowych problemach technicznych na CME, a nie wyłącznie przez czynniki fundamentalne.

Od 180 do 18 mld m³. Eksport rosyjskiego gazu do Europy skurczył się niemal dziesięciokrotnie

Gazprom utrzymał w listopadzie stabilne dostawy gazu ziemnego do Europy gazociągiem TurkStream, przesyłając średnio 54,3 mln m³ dziennie – tyle samo co w październiku. Wynika to z faktu, że po decyzji Ukrainy o nieprzedłużaniu umowy tranzytowej, która wygasła 1 stycznia 2025 r., TurkStream stał się jedyną pozostałą trasą przesyłu rosyjskiego gazu do Europy.

Miesięczna stabilność przepływów nie zmienia jednak szerszego obrazu – ogólny eksport rosyjskiego gazu do Europy skurczył się dramatycznie. Łączne dostawy przez TurkStream sięgnęły 16,3 mld m³ w pierwszych 11 miesiącach 2025 r., co oznacza wzrost o 7,8 proc. wobec 15,2 mld m³ w analogicznym okresie 2024 r. Jeżeli obecne tempo się utrzyma, eksport rosyjskiego gazu rurociągowego do Europy wyniesie ok. 18 mld m³ w całym 2025 r. – o 44 proc. mniej niż 32 mld m³ w 2024 r. To drastyczny spadek w porównaniu z latami 2018–2019, kiedy Rosja wysyłała do Europy łącznie 175–180 mld m³ rocznie.

Kluczowym czynnikiem tej redukcji jest utrata szlaku tranzytowego przez Ukrainę, który wcześniej odpowiadał za ok. 15 mld m³ rocznie. Kijów całkowicie wstrzymał tranzyt rosyjskiego gazu przez swoje terytorium 1 stycznia. Minister energetyki Herman Hałuszczenko nazwał ten moment „historycznym”, podkreślając, że „Rosja traci rynki i poniesie straty finansowe”.

TurkStream zasila obecnie przede wszystkim Węgry, Serbię, Bułgarię oraz inne kraje Bałkanów. Węgry stały się największym europejskim odbiorcą rosyjskiego gazu, importując 7,6 mld m³ przez TurkStream w 2024 r. i zwiększając zakupy w 2025 r. Szczególnie trudną sytuację odczuwają Słowacja i Mołdawia; ta ostatnia ogłosiła stan wyjątkowy w związku z obawami o bezpieczeństwo dostaw.

W ostatnich dniach europejskie ceny gazu spadły. Holenderski benchmark TTF obniżył się 1 grudnia do ok. 28 euro za MWh – prawie o 10 proc. w ujęciu miesięcznym – ponieważ prognozy wyższych temperatur i silna podaż LNG złagodziły napięcia na rynku. Unia Europejska podtrzymuje plan stopniowego wycofania całego importu rosyjskiego gazu do końca 2027 r., a Stany Zjednoczone i Katar szykują się do wypełnienia powstającej luki podażowej.

Carrefour wycofuje się z Włoch i rozważa ruch w Rumunii. W Polsce rząd kusi wizją państwowej sieci spożywczej

0

Carrefour przyspiesza porządkowanie swojej działalności w Europie. Komisja Europejska zatwierdziła sprzedaż włoskich aktywów francuskiego detalisty grupie NewPrinces w transakcji wartej ok. miliard euro. Pakiet obejmuje 1 188 sklepów – od hipermarketów, przez supermarkety, po sklepy osiedlowe oraz placówki typu cash & carry. Finalizacja transakcji, ogłoszonej pierwotnie w lipcu 2025 r., spodziewana jest do końca roku i doprowadzi do powstania drugiego co do wielkości gracza na włoskim rynku spożywczym pod względem przychodów.

Bruksela uznała, że przejęcie tak rozbudowanej sieci przez NewPrinces nie zaburzy konkurencji na rynku. Dla Carrefoura sprzedaż włoskiego biznesu, który w ostatnich latach generował straty operacyjne, jest elementem szerszej strategii porządkowania portfela. Francuska grupa wycofuje się z rynków o słabszych wynikach i silnej konkurencji cenowej, by skoncentrować zasoby na kluczowych krajach. Włochy należały do najbardziej wymagających rynków, co potwierdzają straty sięgające kilkudziesięciu milionów euro w 2024 r.

Znacznie bardziej niejednoznaczna jest sytuacja w Rumunii. Choć liczne doniesienia medialne – zarówno rumuńskie, jak i francuskie – wskazują, że Carrefour rozważa sprzedaż swoich aktywów w tym kraju, lokalna spółka oficjalnie temu zaprzecza. Zarząd Carrefour Rumunia podkreśla, że kraj pozostaje „rynkiem strategicznym”, wskazując na sprzedaż rzędu 2,29 mld euro w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. Tempo wzrostu było jednak tylko umiarkowane – niespełna 2 proc. rok do roku – co na tle regionalnej konkurencji wypada przeciętnie.

Mimo oficjalnych zapewnień rynek już wycenia potencjalną transakcję. Wśród zainteresowanych przejęciem rumuńskich aktywów wymienia się braci Dragoșa i Adriana Pavăla, właścicieli sieci budowlanej Dedeman, którzy mogliby wejść w handel spożywczy poprzez swoją spółkę inwestycyjną Paval Holding. Konkurentami są m.in. francuski Auchan oraz polska Żabka Group, obecna już w Rumunii pod marką Froo, gdzie prowadzi 122 sklepy convenience. Taki zestaw potencjalnych oferentów pokazuje, że rumuński rynek postrzegany jest jako perspektywiczny, szczególnie w segmencie mniejszych formatów handlowych.

Rumuński urząd ochrony konkurencji informuje, że jak dotąd nie wpłynęło żadne oficjalne zgłoszenie zamiaru koncentracji, ale regulator uważnie monitoruje sytuację. Ewentualna sprzedaż objęłaby 458 sklepów w 113 miastach, obejmujących zarówno większe formaty, jak i sklepy osiedlowe. Według szacunków rynkowych wartość przedsiębiorstwa Carrefour Rumunia mogłaby sięgnąć 1,2–1,5 mld euro, w zależności od struktury transakcji, poziomu zobowiązań oraz skali nakładów inwestycyjnych niezbędnych po stronie nabywcy. Dla każdego z potencjalnych kupujących byłby to ruch istotnie zmieniający układ sił na rumuńskim rynku detalicznym.

Jeszcze ciekawsza sytuacja rysuje się w Polsce, gdzie Carrefour ma blisko 850 sklepów w różnych formatach. Ministerstwo Rolnictwa zarekomendowało w ubiegłym tygodniu, aby państwo odkupiło polskie aktywa francuskiej sieci i włączyło je do Krajowej Grupy Spożywczej (KGS). Celem byłoby stworzenie pierwszej dużej, państwowej sieci handlu detalicznego żywnością, która miałaby równoważyć „dominację zagranicznych sieci dyskontowych” oraz wzmocnić pozycję polskich rolników i przetwórców. To jedna z najdalej idących propozycji ingerencji państwa w sektor handlowy od lat.

Plan resortu rolnictwa ma jednak przed sobą długą drogę do ewentualnej realizacji. Ostateczna decyzja należy do Ministerstwa Aktywów Państwowych, które sygnalizuje poważne wątpliwości co do sposobu finansowania oraz opłacalności takiej operacji. Szacowany koszt przejęcia – obejmujący cenę zakupu, spłatę zobowiązań i konieczne inwestycje – mógłby wynieść od kilku do kilkunastu miliardów złotych. Dodatkowym problemem jest fakt, że zarówno Carrefour, jak i KGS w ostatnich latach nie należały do najbardziej rentownych graczy w swoich segmentach.

Wycofywanie się Carrefoura z wybranych krajów oraz perspektywa częściowej „nacjonalizacji” jego sieci w Polsce wpisują się w strategię prezesa Alexandre’a Bomparda. Przewiduje ona koncentrację na trzech kluczowych rynkach: Francji, Hiszpanii i Brazylii, gdzie grupa ma silną pozycję i lepsze perspektywy wzrostu. W innych państwach – takich jak Włochy, Rumunia czy potencjalnie Polska – słabsze wyniki sprzedaży oraz silna presja konkurencyjna skłaniają do rozważenia wyjścia lub głębokiej restrukturyzacji. W Polsce sprzedaż Carrefoura spadła w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. o 1,2 proc., co kontrastuje z dynamicznym rozwojem sieci dyskontowych i sklepów convenience.

Dla europejskiego handlu detalicznego obecne ruchy Carrefoura oznaczają przyspieszenie procesów konsolidacji. We Włoszech pojawi się nowy silny gracz, w Rumunii może dojść do przetasowań z udziałem lokalnego kapitału i regionalnych gigantów, a w Polsce rząd otwarcie rozważa model „narodowego czempiona” w handlu spożywczym. Niezależnie od ostatecznego scenariusza kierunek jest jasny: francuska grupa tnie peryferyjne rynki, by bronić pozycji tam, gdzie wciąż może konkurować skalą i rentownością. Dla konsumentów i dostawców w regionie oznacza to okres przejściowy pełen zmian właścicielskich, nowych strategii cenowych oraz przetasowań w układzie sił między sieciami.

Srebro bije historyczne rekordy. Cena przekroczyła 57 dolarów za uncję

Notowania srebra wystrzeliły w poniedziałek na nowe historyczne maksima, przekraczając poziom 57 dolarów za uncję trojańską. Od początku roku biały metal podrożał już o blisko 100 procent, wyraźnie dystansując złoto, które w tym samym czasie zyskało około 60 procent. W trakcie sesji kontrakty futures na srebro sięgnęły chwilowo nawet 58,61 dolarów za uncję. Na rynku narasta przekonanie, że mamy do czynienia z jedną z najbardziej dynamicznych hoss na metalach szlachetnych w ostatnich dekadach.

Za rekordowymi wycenami stoi kombinacja czynników makroekonomicznych i strukturalnych. Dolar amerykański pozostaje wyraźnie słabszy, a inwestorzy coraz śmielej obstawiają dalsze luzowanie polityki pieniężnej w USA. Dodatkowy impuls przyniosły spekulacje dotyczące możliwej nominacji Kevina Hassetta na stanowisko szefa Fed – ekonomisty postrzeganego jako zwolennik głębszych obniżek stóp procentowych. Tego typu scenariusz tradycyjnie sprzyja metalom szlachetnym, które nie wypłacają odsetek, ale zyskują na atrakcyjności przy spadających realnych stopach procentowych.

Rynek kontraktów terminowych wycenia obecnie bardzo wysokie, sięgające blisko 90 procent, prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych przez Fed w grudniu. Inwestorzy obawiają się jednocześnie większej nieprzewidywalności amerykańskiej polityki monetarnej w kontekście zmian personalnych i politycznych w Waszyngtonie. – Słabość dolara oraz rosnące wątpliwości co do dalszego kursu Fed to dziś kluczowe paliwo dla wzrostów na srebrze – komentuje Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ. Na rynku widać wyraźny napływ kapitału zarówno ze strony inwestorów instytucjonalnych, jak i detalicznych.

Najgłębsze źródła wzrostu cen leżą jednak po stronie podaży. Według danych Silver Institute, globalny rynek srebra zanotuje w 2025 r. piąty z rzędu rok deficytu, szacowanego na około 95 mln uncji. Skumulowany niedobór od 2021 r. sięga już blisko 820 mln uncji, co odpowiada mniej więcej rocznemu wydobyciu metalu na świecie. W październiku londyński rynek hurtowy był bliski wyczerpania zapasów fizycznego srebra, a koszt pożyczania kruszcu (tzw. lease rates) wspiął się na rekordowe poziomy.

Srebro pozostaje jednak przede wszystkim metalem przemysłowym. Około 60 procent globalnego popytu generują zastosowania w przemyśle, z czego ponad jedną piątą odpowiada sektor fotowoltaiczny. Od 2020 r. zapotrzebowanie branży paneli słonecznych na srebro wzrosło o 158 procent, co jest bezpośrednim efektem boomu na instalacje OZE i rosnących wymogów efektywności. Dla producentów oznacza to, że nawet przy spowolnieniu inwestycji finansowych popyt przemysłowy pozostanie silnym, długoterminowym wsparciem dla cen.

Dodatkowo, w 2025 r. srebro zostało w USA oficjalnie wpisane na listę surowców krytycznych. Decyzja ta uruchomiła falę wyprzedzających zakupów do strategicznych magazynów i skarbców. Od października do amerykańskich magazynów miało trafić około 75 mln uncji srebra, co jeszcze bardziej zaostrzyło globalny deficyt. W efekcie rynek zaczął wyceniać premię za bezpieczeństwo dostaw, podobnie jak wcześniej w przypadku innych surowców o strategicznym znaczeniu.

Zmiany widać także w relacji cenowej między złotem a srebrem. Na początku roku współczynnik gold/silver ratio przekraczał poziom 100, co oznaczało, że za jedną uncję złota trzeba było zapłacić ponad sto uncji srebra. Obecnie wskaźnik ten spadł w okolice 74–76, co analitycy odczytują jako sygnał nadrabiania zaległości przez srebro. Zdaniem wielu ekspertów proces normalizacji tej relacji może jeszcze potrwać, co pozostawia przestrzeń do dalszych wzrostów cen białego metalu względem złota.

Na wyjątkowo korzystnym otoczeniu dla srebra może skorzystać polska gospodarka. KGHM, należący do grona największych producentów srebra na świecie, do końca października 2025 r. wyprodukował 1106,7 tony tego metalu. Przy obecnych cenach każda dodatkowa tona sprzedanego kruszcu oznacza wyraźną poprawę przychodów i marż koncernu. Inwestorzy na warszawskiej giełdzie uważnie śledzą więc zarówno notowania srebra, jak i informacje dotyczące wolumenów produkcji miedziowo-srebrnego giganta z Lubina.

Perspektywy na kolejne lata pozostają optymistyczne, choć nie brakuje ostrzeżeń przed możliwymi korektami. W październikowej ankiecie Reutersa średnia prognozowana cena srebra na 2026 r. została podniesiona do 50,2 dolara za uncję, wobec 37,7 dolara oczekiwanych zaledwie trzy miesiące wcześniej. Najbardziej bycze scenariusze przewidują, że ceny mogą sięgnąć nawet 76,2 dolara za uncję. Analitycy podkreślają jednak, że przy tak dynamicznych wzrostach rynek pozostaje podatny na krótkoterminowe wahania, a każde zaskoczenie ze strony Fed może wywołać gwałtowne ruchy korekcyjne.

Rozmowy o pokoju, ale nie za wszelką cenę. Zełenski i Macron o przyszłej architekturze bezpieczeństwa Ukrainy

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski spotkał się w poniedziałek w Paryżu z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, aby wzmocnić europejskie wsparcie dla Kijowa w kluczowym momencie rozmów pokojowych prowadzonych z udziałem USA. Rozmowy w Pałacu Elizejskim odbyły się dzień po „produktywnych”, choć trudnych, konsultacjach ukraińsko-amerykańskich na Florydzie. Ich celem było doprecyzowanie ram porozumienia, które miałoby zakończyć trwającą blisko cztery lata wojnę z Rosją. Paryż stał się tym samym kolejnym przystankiem w intensywnej ofensywie dyplomatycznej Zełenskiego.

Według komunikatu Pałacu Elizejskiego, paryskie rozmowy koncentrowały się na „warunkach sprawiedliwego i trwałego pokoju” oraz na gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy w ramach tzw. Koalicji Chętnych. Macron podkreślił w mediach społecznościowych, że „praca na rzecz pokoju trwa”, wysyłając sygnał o determinacji Paryża, by nie dopuścić do narzucenia Kijowowi niekorzystnych warunków. Po rozmowach zaplanowano wspólną konferencję prasową oraz wizytę w zakładach Dassault Aviation, co ma dodatkowo podkreślić wojskowo-przemysłowy wymiar francusko-ukraińskiej współpracy. Dla Zełenskiego jest to dziesiąta wizyta we Francji od początku pełnoskalowej inwazji.

Obecne dyplomatyczne poruszenie jest bezpośrednio związane z głęboką rewizją pierwotnego, 28-punktowego planu pokojowego przedstawionego przez prezydenta Donalda Trumpa. Propozycja ta była ostro krytykowana przez Kijów i europejskich partnerów jako zbyt mocno uwzględniająca postulaty Moskwy. 23 listopada w Genewie amerykański sekretarz stanu Marco Rubio oraz ukraińscy przedstawiciele okroili dokument do 19 punktów, starając się lepiej zrównoważyć interesy stron. Niedzielne rozmowy na Florydzie miały pogłębić te ustalenia i przygotować grunt pod kolejne etapy negocjacji.

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, Rustem Umerow, określił rozmowy w USA jako „trudne, ale produktywne”. Jak zaznaczył, „osiągnięto wymierny postęp na drodze do trwałego pokoju”, jednak wiele kluczowych kwestii pozostaje otwartych. Sporne punkty dotyczą przede wszystkim ewentualnych ustępstw terytorialnych ze strony Ukrainy, docelowej wielkości jej sił zbrojnych oraz ograniczeń związanych z członkostwem w NATO. To właśnie te zagadnienia budzą największe obawy w Kijowie i w europejskich stolicach.

Liderzy europejscy podkreślają, że jakiekolwiek porozumienie musi być wsparte „solidnymi i wiarygodnymi gwarancjami bezpieczeństwa” dla Ukrainy. Macron opowiedział się za rozmieszczeniem „sił zapewniających bezpieczeństwo” na lądzie, morzu i w powietrzu po zawarciu pokoju. W grę wchodziłaby możliwość stacjonowania wojsk francuskich, brytyjskich i tureckich w tzw. tylnych lokalizacjach, takich jak Kijów czy Odessa. Rozwiązanie to ma zniechęcić Rosję do przyszłej agresji i wzmocnić poczucie bezpieczeństwa ukraińskiego społeczeństwa.

Paryskie spotkanie wpisuje się w szerszy format Koalicji Chętnych, tworzonej przez część państw europejskich jako odpowiedź na amerykańską inicjatywę mediacyjną. Celem tej koalicji jest budowa realnych, a nie tylko deklaratywnych gwarancji dla Ukrainy, m.in. poprzez wspólne planowanie wojskowe, długoterminowe dostawy uzbrojenia oraz ewentualną obecność wojsk sojuszniczych. Dla Kijowa oznacza to próbę zrównoważenia wpływu Waszyngtonu i Moskwy poprzez silniejsze osadzenie procesu pokojowego w ramach europejskiego bezpieczeństwa. Dla Paryża i innych stolic – test zdolności do autonomicznego działania w sprawach wojny i pokoju na kontynencie.

W tle trwających rozmów pozostaje kwestia długofalowego zbrojenia i modernizacji ukraińskiej armii. 17 listopada Zełenski i Macron podpisali list intencyjny zakładający zakup 100 myśliwców Rafale w ciągu kolejnej dekady. Porozumienie to jest częścią szerszego pakietu dotyczącego sprzętu wojskowego, który ma stopniowo uniezależniać Ukrainę od postsowieckich systemów i włączać ją w zachodnie łańcuchy dostaw. To z kolei ma znaczenie nie tylko militarne, ale także polityczne i przemysłowe.

Kolejnym ważnym elementem układanki jest zapowiadana na wtorek wizyta specjalnego wysłannika USA, Steve’a Witkoffa, u prezydenta Rosji Władimira Putina w Moskwie. Amerykański emisariusz ma przedstawić zaktualizowane ramy porozumienia pokojowego, wypracowane w ostatnich tygodniach z udziałem Ukrainy i europejskich partnerów. Putin miał wyrazić gotowość do rozważenia części propozycji, choć wciąż podkreśla, że rosyjskie wojska będą kontynuować ofensywę w Donbasie, jeśli Kijów nie zaakceptuje jego warunków. Stawia to Ukrainę w trudnej pozycji, balansującą między chęcią zakończenia wojny a obroną swojej suwerenności.

Zarówno w Paryżu, jak i w innych europejskich stolicach narasta obawa, że Kijów mógłby zostać postawiony pod presją przyjęcia rozwiązań zagrażających jego integralności terytorialnej. Dlatego Zełenski stara się budować jak najszersze poparcie dla zasady, że „nic o Ukrainie bez Ukrainy”. Europejscy przywódcy, w tym Macron, deklarują, że będą dążyć do pokoju, który będzie „sprawiedliwy i trwały”, a nie jedynie krótkotrwałym zawieszeniem broni. Nadchodzące tygodnie pokażą, czy uda się pogodzić te założenia z realiami negocjacji prowadzonych z udziałem Waszyngtonu i Moskwy.

Airbus kończy aktualizację oprogramowania A320 po uziemieniu tysięcy samolotów

Airbus poinformował, że zdecydowana większość z ok. 6000 samolotów z rodziny A320 objętych krytyczną wadą oprogramowania została już zmodyfikowana i wróciła do służby. Do aktualizacji pozostaje mniej niż 100 maszyn, które wciąż wymagają prac przed pełnym przywróceniem do operacji pasażerskich. To jedno z największych jednorazowych wycofań samolotów z eksploatacji w 55-letniej historii europejskiego producenta.

Kryzys wywołał incydent z 30 października, kiedy lot JetBlue Airways 1230 na trasie Cancún–Newark doświadczył nagłego, niezamierzonego pochylenia nosa w dół na wysokości 35 tys. stóp. Maszyna straciła wysokość bez reakcji pilota, a co najmniej 15 pasażerów zostało rannych przed awaryjnym lądowaniem w Tampie na Florydzie. Śledczy powiązali zdarzenie z usterką komputera ELAC 2, odpowiedzialnego za sterowanie wysokością i przechyleniem samolotu. Analizy wykazały, że intensywne promieniowanie słoneczne mogło uszkadzać dane w wersji oprogramowania ELAC L104.

W odpowiedzi Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego i Airbus wydały w trybie pilnym ośmiostronicową dyrektywę, która w praktyce doprowadziła do czasowego uziemienia niemal połowy globalnej floty A320. Producent zalecił cofnięcie oprogramowania do wcześniejszej wersji lub – w przypadku starszych samolotów – wymianę części sprzętu. Według Airbusa pojedyncza operacja miała trwać około trzech godzin, jednak wielu przewoźników zdołało przeprowadzić zmiany szybciej. Umożliwiło to stopniowe łagodzenie zakłóceń w rozkładach lotów.

Linie lotnicze na całym świecie pracowały nad wdrożeniem poprawek praktycznie non stop. easyJet poinformował o zakończeniu aktualizacji we własnej flocie bez konieczności odwoływania lotów. American Airlines zmodernizował wszystkie 209 objętych problemem samolotów już do soboty po wprowadzeniu dyrektywy. Przewoźnicy tacy jak IndiGo i Air India również zakończyli proces z jedynie niewielkimi opóźnieniami, podczas gdy kolumbijska Avianca – której ponad 70 proc. floty było dotknięte problemem – przedłużyła wstrzymanie sprzedaży biletów do 8 grudnia.

Prezes Airbusa Guillaume Faury publicznie przeprosił za zakłócenia, podkreślając, że priorytetem firmy pozostaje bezpieczeństwo pasażerów. Komentatorzy zwracają uwagę, że otwarta komunikacja i szybkie działanie producenta wyraźnie kontrastują z wcześniejszym podejściem Boeinga w kryzysie 737 MAX. Eksperci ocenili, że gotowość Airbusa do przyznania, że „pewne rzeczy można było zrobić lepiej”, pomaga utrzymać zaufanie regulatorów i opinii publicznej. Jednocześnie przypadek ten pokazuje, jak duże znaczenie w nowoczesnym lotnictwie mają kwestie cyberbezpieczeństwa i odporności oprogramowania na czynniki zewnętrzne.

Sundar Pichai: Google zacznie budować centra danych w kosmosie już w 2027 roku

Dyrektor generalny Google , Sundar Pichai, zapowiedział w programie Fox News Sunday, że już w 2027 roku koncern rozpocznie budowę centrów danych w kosmosie, zasilanych wyłącznie energią słoneczną. Mają one być odpowiedzią na narastający kryzys energetyczny wywołany eksplozją zastosowań sztucznej inteligencji. Pichai określił ten krok jako początek procesu, który w ciągu dekady może całkowicie zmienić sposób projektowania infrastruktury obliczeniowej.

W pierwszej fazie Google nie wystrzeli od razu pełnowymiarowego „kosmicznego data center”. Pichai zapowiedział wysłanie „malutkich, malutkich stojaków maszyn”, które zostaną umieszczone na satelitach i posłużą jako poligon doświadczalny. Testy mają sprawdzić zarówno działanie sprzętu w warunkach orbitalnych, jak i niezawodność komunikacji z Ziemią. Dopiero po tej fazie pilotażowej projekt ma zostać stopniowo skalowany.

Zapowiedź wpisuje się w ogłoszony wcześniej Projekt Suncatcher – badawczą inicjatywę Google, której celem jest „pewnego dnia skalowanie uczenia maszynowego w kosmosie”. Firma współpracuje tu z Planet, operatorem satelitów obrazujących Ziemię. Do początku 2027 roku mają zostać wystrzelone dwa satelity pilotażowe, wyposażone w dedykowany sprzęt obliczeniowy i systemy łączności optycznej. W perspektywie kolejnych lat Google rozważa budowę całych konstelacji satelitów z procesorami TPU, tworzących rozproszone, orbitalne klastry obliczeniowe.

Tłem dla projektu jest gwałtowny wzrost zapotrzebowania na energię ze strony centrów danych, zwłaszcza tych obsługujących generatywną AI. Według przywoływanego w debacie raportu Departamentu Energii USA, centra danych odpowiadały w 2023 roku za kilka procent zużycia energii elektrycznej w USA, a do końca dekady ich udział może wzrosnąć do kilkunastu procent. Sam Google w ciągu zaledwie pięciu lat ponad dwukrotnie zwiększył zużycie energii przez swoje serwerownie. Eksperci ONZ ds. środowiska ostrzegają, że bez przełomowych rozwiązań efekty netto rozwoju AI dla klimatu mogą być negatywne.

Pichai argumentuje, że przestrzeń kosmiczna daje dostęp do „stu bilionów razy więcej energii niż produkujemy dziś na Ziemi”. Satelity na orbitach heliosynchronicznych mogą być niemal nieprzerwanie oświetlone, co – według wyliczeń – pozwala nawet ośmiokrotnie efektywniej wykorzystywać energię słoneczną niż w przypadku instalacji naziemnych. W połączeniu z technologiami łączności optycznej ma to umożliwić przesyłanie ogromnych wolumenów danych między orbitą a ziemskimi punktami dostępowymi. W teorii część najbardziej energochłonnych zadań AI można byłoby „wynieść” w kosmos, odciążając sieci energetyczne państw.

Google nie jest jednak jedynym graczem, który patrzy w kosmos jak w przyszłe centrum danych. Startup Starcloud, wspierany przez Y Combinator i Nvidię, wystrzelił na początku listopada pierwszego satelitę z układem GPU H100, deklarując stukrotnie wyższą moc obliczeniową niż wcześniejsze systemy orbitalne. Szef firmy, Philip Johnston, szacuje, że centra danych w kosmosie mogą mieć nawet dziesięciokrotnie niższy ślad węglowy niż tradycyjne serwerownie. To pokazuje, że segment „space compute” staje się nowym polem wyścigu pomiędzy gigantami i młodymi firmami technologicznymi.

Dynamika tego wyścigu jest tym ciekawsza, że Google równolegle agresywnie inwestuje w klasyczną infrastrukturę na Ziemi. Na początku listopada koncern zapowiedział wydanie 40 mld dolarów do 2027 roku na nowe centra danych w Teksasie, co jest największą inwestycją firmy w jednym stanie USA. Jednocześnie debiut modelu Gemini 3 i rosnąca konkurencja ze strony OpenAI, Microsoftu czy Metty podbijają zapotrzebowanie na moc obliczeniową. Według prognoz McKinsey, globalne nakłady na naziemne centra danych mogą przekroczyć 5 bilionów dolarów do 2030 roku, jeśli tempo rozwoju AI się utrzyma.

Projekt Suncatcher pozostaje na razie w fazie eksperymentu badawczego – przed Google stoją potężne wyzwania inżynieryjne. Chodzi m.in. o zarządzanie ciepłem w warunkach próżni, zapewnienie wysokiej niezawodności systemów na orbicie oraz utrzymanie stabilnych, szerokopasmowych łączy z Ziemią. Otwarte pozostają także pytania o koszty wynoszenia sprzętu, regulacje dotyczące zaśmiecania orbity i ryzyka geopolityczne. Jeśli jednak Pichai ma rację i za dekadę „kosmiczne” centra danych staną się nową normalnością, dzisiejsze deklaracje Google mogą się okazać początkiem zupełnie nowej epoki infrastruktury dla sztucznej inteligencji.

Chińczycy stawiają na Open Source AI. DeepSeek-V3.2 i V3.2-Speciale mają konkurować z GPT-5 od OpenAI i Gemini 3 Pro Google

Chiński startup DeepSeek ogłosił w poniedziałek, 1 grudnia, premierę dwóch nowych modeli sztucznej inteligencji nastawionych na rozumowanie: DeepSeek-V3.2 oraz DeepSeek-V3.2-Speciale. Firma z Hangzhou twierdzi, że oba systemy open source osiągają wyniki porównywalne z GPT-5 OpenAI i Gemini 3 Pro Google w zadaniach matematycznych i programistycznych. To kolejny sygnał, że chińskie modele otwartoźródłowe coraz śmielej konkurują z zamkniętymi rozwiązaniami z Doliny Krzemowej.

Według danych przedstawionych przez DeepSeek, wariant V3.2-Speciale zdobył tzw. „złoty poziom” w czterech prestiżowych konkursach: Międzynarodowej Olimpiadzie Matematycznej, Chińskiej Olimpiadzie Matematycznej, światowych finałach ICPC oraz Międzynarodowej Olimpiadzie Informatycznej 2025. W teście American Invitational Mathematics Examination 2025 model osiągnął wynik 96 proc., minimalnie wyższy od GPT-5 High (94,6 proc.) i Gemini 3 Pro (95 proc.). W benchmarku SWE Verified, który mierzy umiejętności programistyczne AI, uzyskał 73,1 proc. – trochę mniej niż Gemini 3 Pro, który zdobył 76,2 proc.

DeepSeek-V3.2 zastępuje wcześniejszy, eksperymentalny model V3.2-Exp i od teraz zasila aplikację, serwis internetowy oraz API firmy. Spółka pozycjonuje V3.2 jako „codziennego asystenta na poziomie GPT-5”, który ma łączyć wysokie zdolności rozumowania z efektywnością obliczeniową. Wariant V3.2-Speciale jest z kolei projektowany jako model maksymalizujący możliwości rozwiązywania złożonych zadań i jest tymczasowo udostępniony poprzez API do 15 grudnia. Wiąże się to z większym zużyciem mocy obliczeniowej, ale w zamian ma oferować najwyższy poziom jakości w zadaniach wymagających głębokiej analizy.

Nowe modele wpisują się w szerszą strategię Chin, które coraz mocniej stawiają na otwartoźródłowe systemy AI jako sposób na ograniczenie przewagi USA mimo ograniczeń eksportowych na zaawansowane chipy. DeepSeek, założony w 2023 r. przez Liang Wenfenga i finansowany m.in. przez quantitative hedge fund High-Flyer, buduje swoją markę wokół „opłacalnych”, wydajnych modeli, które mogą działać na mniej wydajnym sprzęcie. Z najnowszych analiz MIT i Hugging Face wynika, że chińskie modele open source odpowiadają już za 17 proc. wszystkich pobrań na świecie, podczas gdy amerykańskie – za 15,8 proc., co pokazuje, jak szybko rośnie znaczenie otwartej chińskiej AI.

Krajobraz konkurencji na chińskim rynku sztucznej inteligencji staje się coraz bardziej zacięty. Oprócz DeepSeek własne modele rozwijają tacy giganci jak Alibaba czy Baidu. Qwen 3 od Alibaby miał osiągnąć idealne wyniki w AIME 2025 i innych konkursach matematycznych, a według raportu Stanford AI Index chińskie instytucje odpowiadają już za około 70 proc. wszystkich patentów związanych ze sztuczną inteligencją na świecie. Premiery DeepSeek-V3.2 i V3.2-Speciale są więc elementem szerszego wyścigu o prymat w segmencie modeli nastawionych na rozumowanie.

Z technicznego punktu widzenia DeepSeek określa swoje nowe modele jako „przede wszystkim ukierunkowane na rozumowanie i zbudowane z myślą o agentach”. Firma opisuje nową metodę szkolenia, w której syntetyzuje ponad 85 tys. złożonych zadań w 1,8 tys. różnych środowiskach. V3.2 ma być pierwszym modelem, który natywnie integruje tok rozumowania z użyciem narzędzi – wspierając zarówno tryb „myślący”, jak i „bez rozumowania” przy korzystaniu z wyszukiwarek czy środowisk wykonujących kod.

Oba modele wykorzystują mechanizm DeepSeek Sparse Attention, który – według producenta – zmniejsza koszty obliczeniowe przetwarzania długich sekwencji tekstu o 50–70 proc. w porównaniu z klasycznym podejściem. Ma to kluczowe znaczenie dla zastosowań komercyjnych, w których klienci oczekują jednocześnie wysokiej jakości odpowiedzi, wsparcia dla długich kontekstów i relatywnie niskich kosztów API. Udostępnienie V3.2 i V3.2-Speciale na licencjach open source ma dodatkowo przyspieszyć adaptację tych rozwiązań przez firmy i społeczność deweloperską na całym świecie.

Premiera DeepSeek-V3.2 i V3.2-Speciale podnosi poprzeczkę w globalnym wyścigu na najbardziej zaawansowane modele AI do rozumowania. Dla amerykańskich gigantów, takich jak OpenAI i Google, chińskie otwartoźródłowe modele stają się nie tylko ciekawostką, ale realną konkurencją w kluczowych benchmarkach matematycznych i programistycznych. W praktyce oznacza to, że rynek zaawansowanych modeli AI coraz wyraźniej przestaje być domeną wyłącznie zamkniętych, drogich rozwiązań i otwiera się na graczy stawiających na transparentność i dostępność kodu.

Asseco rośnie dwucyfrowo po trzech kwartałach 2025 r. 12,3 mld zł przychodów i wyższa rentowność

0

W trakcie trzech kwartałów 2025 roku Grupa Asseco wypracowała 12,3 mld zł przychodów ze sprzedaży, z czego ponad 9,3 mld zł stanowiła sprzedaż własnych produktów i usług informatycznych. Zysk operacyjny był o 16% wyższy niż w porównywalnym okresie 2024 roku i przekroczył 1,2 mld zł, a zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej, po wzroście o 23%, wyniósł 453 mln zł. Koncertując się na własnych produktach i silnej dywersyfikacji Grupa umacniała swoją pozycję w obszarach: finansów, administracji publicznej oraz ERP.

W raportowanym okresie Grupa rozwijała działalność zarówno w Polsce, jak i za granicą. Przychody ze sprzedaży w segmencie Asseco Poland wzrosły o 14% i wyniosły 1,7 mld zł. Największy wpływ na wyniki tego segmentu miało zaangażowanie Asseco w rozwój ekosystemu cyfrowego państwa, liczne projekty transformacyjne w energetyce oraz opiece zdrowotnej, a także stabilny strumień przychodów w obszarze finansów.

Wyniki Grupy są silnie zdywersyfikowane geograficznie – 86% sprzedaży pochodzi z rynków zagranicznych reprezentowanych przez segmenty Formula Systems i Asseco International. Sprzedaż w segmencie Asseco International ukształtowała się na poziomie 3,3 mld zł, co oznacza wzrost o 12% w stosunku do analogicznego okresu 2024 roku. W tym segmencie odnotowano wzrost przychodów z rozwiązań dla bankowości oraz płatniczych w Grupie Asseco South Eastern Europe, a także rosnące zainteresowanie nowoczesnymi rozwiązaniami ERP.  Sprzedaż wzrosła również w spółkach Asseco Central Europe w Czechach i na Słowacji, a także w Asseco CE Cloud. W segmencie Formula Systems zanotowano 7,3 mld zł przychodów, czyli o 11% więcej niż w tym samym okresie przed rokiem*. Na wynik przełożyły się m.in. rekordowe przychody spółki Matrix IT oraz rosnąca sprzedaż w Magic Software i Grupie Michpal.

„Za nami trzy udane kwartały w działalności Asseco. Nasza silna pozycja w strategicznych obszarach gospodarki oraz konsekwentna realizacja strategii opartej o własne oprogramowanie, pozwalają nam skutecznie rozwijać biznes i notować wzrosty wyników finansowych. Nasze przychody, zysk operacyjny i zysk netto przypisany akcjonariuszom Asseco Poland rosły w dwucyfrowym tempie zarówno w ujęciu narastającym, jak i w samym III kwartale 2025 roku. Systematycznie budujemy backlog, co pozwala nam z optymizmem patrzeć w przyszłość. Ponadto cały czas zwiększamy skalę biznesu, wspierając wzrost organiczny działalnością M&A – powiedziała Karolina Rzońca-Bajorek, Wiceprezes Zarządu, CFO Asseco Poland.

Skonsolidowany portfel zamówień Asseco na rok 2025, w obszarze oprogramowania i usług własnych, ma obecnie wartość 12,3 mld zł i jest o 12% wyższy niż w tym samym okresie przed rokiem. W dwucyfrowym tempie rosną wszystkie segmenty operacyjne: Asseco Poland – o 14%, Asseco International – o 12% a Formula Systems – o 11%.

W związku z podpisaną 13 sierpnia 2025 roku warunkową umową sprzedaży większościowego pakietu akcji spółki Sapiens International przez Formula Systems (1985) Ltd na rzecz funduszu Advent, działalność Grupy Sapiens została zaklasyfikowana jako działalność zaniechana. Szczegółowe informacje zaprezentowane zostały w punkcie 2.11 dodatkowych objaśnień do śródrocznego skróconego skonsolidowanego sprawozdania finansowego Grupy Asseco za okres 9 miesięcy zakończony 30 września 2025 roku.

Humanoidalne roboty Xiaomi mają trafić do fabryk w ciągu 5 lat

Xiaomi zapowiada przyspieszenie automatyzacji swoich zakładów produkcyjnych. Założyciel i CEO firmy, Lei Jun, w rozmowie z „Beijing Daily” zapowiedział, że w ciągu najbliższych pięciu lat humanoidalne roboty zostaną wdrożone na dużą skalę w liniach produkcyjnych koncernu. To element szerszej strategii Chin, które chcą odejść od modelu opartego na taniej sile roboczej i zbudować przewagę na zaawansowanej robotyce oraz sztucznej inteligencji. Według szefa Xiaomi zmiana będzie raczej skokowa niż stopniowa.

Przykładem tego „technologicznego skoku” jest fabryka pojazdów elektrycznych Xiaomi w Pekinie. Firma wdrożyła tam system inspekcji odlewanych części samochodowych oparty na prześwietleniu rentgenowskim i modelu AI Vision. Cały proces kontroli jakości trwa zaledwie dwie sekundy, czyli dziesięciokrotnie szybciej niż w przypadku tradycyjnej, ręcznej inspekcji. Co więcej, system ma być ponad pięć razy dokładniejszy od ludzkich inspektorów, co pokazuje, jak szybko algorytmy i automatyzacja mogą wypierać klasyczną pracę fizyczną.

Lei Jun podkreśla, że obecne wdrożenia to dopiero początek znacznie większej transformacji przemysłu. Jego zdaniem inteligentne systemy produkcyjne mogą odblokować nowy rynek przemysłowy o wartości biliona juanów, czyli około 140 mld dolarów. Co istotne, szef Xiaomi nie ogranicza ambicji firmy wyłącznie do sektora fabrycznego. Przewiduje, że w dłuższej perspektywie rynek robotów domowych będzie jeszcze większy, bo wymaga bardziej zaawansowanych funkcji i radzenia sobie z dużo bardziej złożonymi zadaniami.

Deklaracje Xiaomi wpisują się w szerszą strategię Państwa Środka dotyczącą rozwoju robotyki humanoidalnej. W Chinach działa już ponad 150 firm skupionych na projektowaniu i produkcji humanoidów, a rząd w Pekinie uznał tzw. „inteligencję wcieloną” za jeden z sześciu kluczowych motorów wzrostu gospodarczego do 2030 roku. W marcu 2025 roku utworzono gigantyczny fundusz venture capital o wartości biliona juanów, który ma finansować projekty z zakresu robotyki, sztucznej inteligencji i innych zaawansowanych technologii. Xiaomi jest jednym z beneficjentów tego trendu, budując własny ekosystem rozwiązań.

Firma ma już konkretne doświadczenia w robotyce. W 2022 roku zaprezentowała swojego pierwszego humanoidalnego robota CyberOne, który był demonstracją technologicznych możliwości koncernu. W listopadzie 2025 r. Xiaomi ujawniło MiMo-Embodied – otwartoźródłowy model AI łączący technologie autonomicznej jazdy z tzw. inteligencją wcieloną. Ten projekt ma przyspieszyć rozwój robotów zdolnych do samodzielnego działania w świecie fizycznym, zarówno w fabrykach, jak i w środowisku domowym. Dla branży to sygnał, że Xiaomi nie zamierza pozostać jedynie producentem elektroniki użytkowej.

Najbardziej kontrowersyjny element planów Xiaomi dotyczy przyszłości pracowników fabryk. Lei Jun przekonuje, że automatyzacja nie musi oznaczać masowego bezrobocia, lecz przesunięcie ludzi do bardziej zaawansowanych ról. W jego wizji humanoidalne roboty przejmą przede wszystkim powtarzalne, fizycznie obciążające i precyzyjne zadania, podczas gdy ludzie skoncentrują się na pracach wymagających kreatywności, myślenia strategicznego i podejmowania decyzji. W praktyce oznacza to jednak konieczność dużych inwestycji w przekwalifikowanie załóg.

Eksperci zwracają uwagę, że w wielu fabrykach pracują osoby bez wyższego wykształcenia, dla których praca fizyczna jest podstawową ścieżką zawodową. Przyspieszone wdrażanie robotów humanoidalnych może więc zwiększyć ryzyko wykluczenia części pracowników z rynku pracy. Globalne prognozy pokazują jednocześnie, że skala zjawiska będzie rosnąć – Goldman Sachs szacuje, że do 2035 roku rynek humanoidalnych robotów osiągnie wartość około 38 mld dolarów, a roczna sprzedaż sięgnie 1,4 mln jednostek. Fabryka Xiaomi w Pekinie, która niedawno wyprodukowała swój 500-tysięczny samochód elektryczny, może być zapowiedzią tego, jak będzie wyglądać produkcja jutra.

Plan Xiaomi, by w ciągu pięciu lat na dużą skalę zastąpić pracę ludzi humanoidalnymi robotami, jest jednym z najodważniejszych tego typu projektów w globalnym przemyśle. Z jednej strony obiecuje skok efektywności, jakości i przewidywalności procesów produkcyjnych. Z drugiej – wymusza poważną debatę o przyszłości rynku pracy, roli państwa w łagodzeniu społecznych kosztów automatyzacji oraz potrzebie systemowego wsparcia dla osób zagrożonych utratą zatrudnienia. Jedno jest pewne: jeśli Xiaomi zrealizuje swoje plany, granica między science fiction a rzeczywistością w chińskich fabrykach jeszcze szybciej się zatarze.

Deficyt Bułgarii niebezpiecznie blisko unijnego limitu. Stawką jest wejście do strefy euro

Deficyt budżetowy Bułgarii sięgnął na koniec października 2,98 proc. prognozowanego PKB, niemal dotykając unijnego limitu 3 proc. To szczególnie wrażliwy poziom, ponieważ kraj przygotowuje się do przyjęcia euro w przyszłym roku. Minister finansów Temenużka Petkowa poinformowała, że w ramach Skonsolidowanego Programu Fiskalnego odnotowano deficyt w wysokości 6,59 mld lewów, czyli ok. 3,7 mld dolarów. W jego strukturze 4,47 mld lewów przypada na budżet krajowy, a 2,12 mld lewów na fundusze unijne.

W porównaniu z wrześniem, gdy deficyt wynosił 2,7 proc. PKB, pogorszenie wyniosło ok. 500 mln lewów. Pokazuje to narastającą presję na finanse publiczne w momencie, gdy Bułgaria próbuje udowodnić Brukseli, że spełnia kryteria konwergencji. Rząd musi więc balansować między utrzymaniem wydatków socjalnych a koniecznością zachowania wiarygodności fiskalnej. Każde kolejne zwiększenie deficytu może komplikować ścieżkę do strefy euro.

Po stronie dochodowej sytuacja wygląda pozornie solidnie. Dochody, dotacje i darowizny osiągnęły 66,78 mld lewów do końca października, co oznacza wzrost o 14,9 proc. rok do roku. Wpływy z podatków i składek na ubezpieczenia społeczne wzrosły o 15,5 proc., co minister finansów tłumaczy skuteczniejszą walką z szarą strefą. Problemem jest jednak tempo wydatków, które rośnie jeszcze szybciej niż przychody.

Wydatki budżetowe zwiększyły się o 15,9 proc., do poziomu 73,37 mld lewów. Wzrost napędzają przede wszystkim wyższe wydatki socjalne, w tym na emerytury, a także większe nakłady inwestycyjne i koszty wynagrodzeń w sektorze publicznym. Taka struktura wydatków utrudnia szybkie cięcia, ponieważ dotyka politycznie wrażliwych obszarów. Międzynarodowy Fundusz Walutowy już we wrześniu ostrzegał, że do 2028 r. deficyt Bułgarii może trwale przekroczyć poziom 3 proc. PKB i zalecał zaostrzenie polityki fiskalnej.

Istotnym elementem równania są fundusze unijne. W listopadzie Bułgaria otrzymała 438,6 mln euro w ramach drugiej wypłaty z Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności. Do końca roku Sofia oczekuje kolejnej transzy sięgającej prawie 3,2 mld lewów. Ministerstwo Finansów podkreśla, że te środki pomogą zbilansować obecny deficyt na rachunku funduszy UE i poprawią ogólny obraz finansów publicznych.

Bruksela zachowuje jednak ostrożność. Komisja Europejska ostrzegła w listopadzie, że planowane wydatki Bułgarii na 2026 r. mogą nie spełniać unijnych wymogów fiskalnych. Kraj znalazł się w gronie zaledwie trzech państw UE, wobec których zgłoszono zastrzeżenia co do zgodności ścieżki wydatkowej z rekomendacjami. Mimo tych sygnałów, rząd w Sofii utrzymuje cel przyjęcia euro 1 stycznia 2026 r., co oznacza konieczność utrzymania deficytu pod ścisłą kontrolą w najbliższych kwartałach.

Dla Bułgarii gra toczy się więc na dwóch frontach. Z jednej strony presja społeczna i polityczna wymusza utrzymanie wysokich wydatków socjalnych i inwestycyjnych. Z drugiej – spełnienie kryteriów z Maastricht i zbudowanie zaufania partnerów w UE jest warunkiem wejścia do strefy euro. Deficyt na poziomie 2,98 proc. PKB pokazuje, jak cienka jest granica między akceptowalną ekspansją fiskalną a ryzykiem utraty wiarygodności w oczach Brukseli i rynków.

6,2 mld euro z KPO dla Polski. Wykorzystano już 45 proc. dostępnej puli

Komisja Europejska przelała do Polski 6,2 mld euro w ramach trzeciej transzy Krajowego Planu Odbudowy. To równowartość około 26 mld zł, które mają zasilić kluczowe inwestycje rozwojowe. Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz poinformowała, że łącznie w ciągu ostatnich dwóch lat do kraju trafiło już blisko 100 mld zł z KPO. Rząd traktuje te środki jako jeden z głównych motorów modernizacji gospodarki po pandemii.

Wniosek o wypłatę trzeciej transzy Polska złożyła w grudniu 2024 roku. Po analizie dokumentów Komisja Europejska uznała, że w sposób zadowalający zrealizowano 30 kamieni milowych i 14 celów związanych z częścią inwestycyjną programu. Pozytywna, wstępna ocena została wydana pod koniec października, a ostateczna decyzja zapadła po opinii Komitetu Ekonomiczno-Finansowego Rady UE. Mechanizm wypłat pozostaje warunkowy – każda kolejna transza wymaga udokumentowania postępów w reformach i inwestycjach.

Po uruchomieniu trzeciej transzy Polska wykorzystała już 45 procent dostępnych środków z Funduszu Odbudowy. Łączna wartość polskiego KPO to 59,8 mld euro, z czego 25,3 mld euro stanowią bezzwrotne dotacje, a 34,5 mld euro – pożyczki na preferencyjnych warunkach. Oznacza to, że w kolejnych kwartałach konieczne będzie przyspieszenie tempa kontraktowania i rozliczania projektów. Czas na pełne wykorzystanie środków jest ograniczony, co stawia wyzwania przed administracją centralną i samorządami.

Pieniądze z trzeciej transzy zostaną skierowane przede wszystkim na inwestycje w energetykę, cyfryzację i transport. Chodzi m.in. o poprawę efektywności energetycznej budynków mieszkalnych, rozwój odnawialnych źródeł energii – w tym morskiej – oraz modernizację sieci elektroenergetycznych. Środki trafią także na rozbudowę sieci 5G, wzmocnienie cyberbezpieczeństwa i poprawę bezpieczeństwa transportu. Wsparcie obejmie ponadto kształcenie zawodowe, gospodarkę o obiegu zamkniętym oraz podnoszenie standardów opieki nad dziećmi i opieki długoterminowej.

Fundusz Odbudowy, z którego finansowany jest KPO, ma wartość ponad 800 mld euro dla wszystkich krajów Unii Europejskiej. Został uruchomiony jako odpowiedź na gospodarcze skutki pandemii, ale jego celem jest również przyspieszenie zielonej i cyfrowej transformacji. W przypadku Polski napływ środków z KPO może istotnie podnosić tempo wzrostu PKB, szczególnie poprzez wzrost inwestycji publicznych i prywatnych. Trzecia transza jest więc nie tylko zastrzykiem gotówki, lecz także testem, czy państwo potrafi sprawnie przekuć unijne miliardy w realną modernizację gospodarki.

Mocny odczyt PKB z Polski, słabe PMI z Europy. Rynek czeka na ISM z USA i decyzję RPP

PKB nam rośnie i to szybciej niż zakładano – 3,8% r/r w III kwartale wzmacnia obraz odbicia popytu. Po szerokiej stronie rynku PMI Eurolandu i dzisiejszy ISM z USA – różnica dynamik może dodać paliwa dolarowi. Przed nami ciekawy tydzień, choć kursy walut startowały ostrożnie, to w ciągu sesji ruchy nabrały tempa.

PKB nam się rozpędza

Dzisiejszy odczyt PKB domyka obraz trzeciego kwartału, który okazał się nad wyraz optymistyczny. Według poniedziałkowej publikacji dynamika PKB przyspieszyła w III kw. do ok. 3,8% r/r, co potwierdza odbudowę popytu krajowego po słabszym 2024 r. W tle widać typowy miks: wyraźnie odbudowała się konsumpcja prywatna (efekt realnych dochodów i niższej inflacji), inwestycje publiczne trzymają tempo dzięki projektom infrastrukturalnym, a eksport netto pozytywnie zaskakuje, mimo słabszej koniunktury przemysłowej w strefie euro. Dzisiejszy odczyt okazał się lepszy od tzw. szybkiego szacunku (3,7%). Optymizm wzmacniają też szeregi historyczne: to najlepszy wynik od trzech lat i czwarty z rzędu kwartał ze wzrostem powyżej 3%. Reakcja złotego była stonowana, choć na wykresach widać lekkie umocnienie.

PMI znów rozczarował

Poranny pakiet wskaźników PMI potwierdza, że przemysł Eurolandu ponownie osuwa się poniżej neutralnych 50 pkt. Finałowy PMI spadł w listopadzie do 49,6 (z 50,0 w październiku), a Niemcy i Francja wypadły jeszcze słabiej (48,2 i 47,8). Firmy raportują spadek nowych zamówień i dalszą redukcję zapasów; presja kosztowa rośnie, ale część przedsiębiorstw wciąż amortyzuje ją w cenach wyrobów. Uwaga przechodzi teraz na USA: po południu poznamy PMI dla przemysłu, a kwadrans później kluczowy ISM Manufacturing. Zderzenie słabszych odczytów z Europy z potencjalnie mocniejszymi z USA powinno wspierać dolara. Mimo to na głównej parze walutowej dziś obserwujemy przewagę euro – przynajmniej do czasu publikacji danych zza oceanu.

Tydzień przed nami

Start grudnia zapowiada się intensywnie: po dzisiejszym ISM Manufacturing, w środę otrzymamy ISM dla usług. Tego samego dnia poznamy też decyzję w sprawie stóp procentowych w Polsce. W Europie w kalendarzu m.in. wtorkowa inflacja HICP, kolejne odczyty PMI oraz czwartkowa sprzedaż detaliczna, a do tego seria wystąpień bankierów centralnych, które powinny doprecyzować oczekiwania wobec EBC i BoE. Na starcie tygodnia złoty pozostaje stabilny: EUR/PLN 4,227-4,235 zł, USD/PLN 3,63-3,65 zł, a EUR/USD ~1,163$. Jeśli amerykańskie wskaźniki zaskoczą in plus, presja na EM może krótkoterminowo wzrosnąć i zanegować dzisiejsze ruchy.

Rynek wycenia gołębi Fed i nowego prezesa. Dolar słabnie, a złoty i funt wykorzystują okazję

Dolar stracił w ubiegłym tygodniu grunt względem niemal wszystkich innych głównych walut, pojawiły się bowiem pogłoski, że następcą Jeroma Powella na stanowisku prezesa Rezerwy Federalnej może zostać ultragołębi lojalista Trumpa – Kevin Hassett.

Kluczowe punkty:

  • PLN pozostaje mocny mimo perspektywy redukcji stóp.
  • USD traci przez gołębią zmianę wyceny działań Fedu.
  • Sojusznik Trumpa, Hassett, jest faworytem na stanowisko nowego prezesa Fedu.
  • GBP zyskuje mimo podwyżek podatków w budżecie.

Oczekiwania dotyczące obniżenia stóp procentowych na grudniowym posiedzeniu FOMC wciąż rosną, a docelową stopę Fedu rynek szacuje już na tuż poniżej 3%. Choć uważamy, że nieco w tym kontekście przesadza, dolar spadł mniej więcej do połowy przedziału, w którym utrzymuje się względem pozostałych głównych walut od wczesnego lata. Najlepiej w ubiegłym tygodniu radził sobie dolar nowozelandzki dzięki sugestii Banku Rezerwy Nowej Zelandii, że zakończył on cykl rozluźniania polityki monetarnej.

Amerykański kalendarz ekonomiczny wciąż nie jest dla rynków szczególnie istotny, ponieważ większość danych jest publikowana z dużym opóźnieniem spowodowanym długim zamknięciem rządku. Niemniej odczyt inflacji PCE we wrześniu (piątek 05.12) może potencjalnie wpłynąć na rynki. Poza tym kluczowe będą potwierdzenie, kogo Trump wybiera na kolejnego prezesa Rezerwy Federalnej, i poniedziałkowe (01.12) przemówienie obecnego prezesa Jerome’a Powella – szczególnie że perspektywy polityki Fedu coraz silniej wpływają na rynek walutowy. Uwagę inwestorów przyciągnie również wstępny odczyt listopadowej inflacji w strefie euro (wtorek 02.12).

PLN

Złoty pozostaje dość mocny, a kurs EUR/PLN jest blisko ostatnich minimów. Słabość dolara z pewnością go wspiera. Nadzieje dotyczące zawieszenia broni w Ukrainie również mogą się do pewnego stopnia do tego przyczyniać. Jednocześnie ostatnie dane są negatywne dla waluty w krótkim terminie, ponieważ oznaki, że inflacja raczej nie będzie problemem, wspierają zakłady za obniżkami stóp procentowych. Wzrost płac kontynuuje trend zaskakiwania w dół, hamując w październiku znacznie silniej niż oczekiwano, co dobrze wróży bazowej presji cenowej. Ta również w znacznej mierze uległa już normalizacji – inflacja bazowa wróciła do poziomów obserwowanych ostatnio w 2019 r. Wstępny odczyt dynamiki cen w listopadzie również jest pozytywny. Główna miara niespodziewanie spadła tuż poniżej połowy docelowego przedziału, bazowa również musi się do tego zbliżać.

Dane wyraźnie wskazują na dalsze obniżki stóp procentowych. Uważamy, że wystarczą one, by przekonać decydentów do nieodkładania takiej decyzji na przyszły rok. Po cięciu w grudniu na początku 2026 r. powinno dojść do dalszego rozluźniania polityki monetarnej, a stopy spadną prawdopodobnie do ok. 3,5%.

EUR

Wydaje się, że w ostatnim czasie ruchy euro zależą przede wszystkim od funkcji różnicy w oczekiwaniach dotyczących stóp procentowych po obu stronach Atlantyku. Wstępny raport inflacyjny (wtorek 02.12) będzie istotny, ponieważ ubiegłotygodniowe odczyty z konkretnych krajów wskazują na potencjalne zaskoczenie w górę kluczową miarą bazową. Jeśli tak będzie, prawdopodobnie doprowadzi to rynki do wyceny możliwości, że kolejną decyzją Europejskiego Banku Centralnego będzie podwyżka stóp procentowych zamiast obniżki, jak już stało się w przypadku szwedzkiego Riksbanku. Takie wydarzenie może stać się katalizatorem dla stopniowej aprecjacji euro względem dolara, której spodziewamy się w 2026 r.

W najbliższych dniach odbędzie się kilka przemówień oficjeli EBC, w tym prezeski Christine Lagarde. Tydzień dopełnią odczyt sprzedaży detalicznej w październiku (czwartek 04.12) i rewizja PKB w III kwartale (piątek 05.12).

USD

W większości opóźnione dane z USA po zamknięciu rządu jak dotąd nie zmieniły istotnie obrazu, nawet jeśli opublikowany w zeszłym tygodniu raport dotyczący sprzedaży detalicznej nie był szczególnie korzystny. Wzrost gospodarczy wydaje się stabilny, przyrost miejsc pracy jest ograniczony, nie widać jednak na razie oznak znaczących zwolnień. Choć rynek wycenia już silnie gołębią postawę Fedu na posiedzeniu w tym miesiącu i w przyszłym roku, dostrzegamy przestrzeń na zawiedzenie tych oczekiwań.

Bez względu na to, którego lojalistę Trump ostatecznie wybierze na następcę Powella, normalna rotacja w składzie doda od stycznia kilka jastrzębich głosów w FOMC. Spodziewamy się, że każde potencjalne cięcie stóp procentowych po najbliższym posiedzeniu będzie przedmiotem zaciętej dyskusji wśród członków Komitetu. Inflacja pozostaje uporczywie wysoka na poziomie 3% i nie wykazuje oznak trendu spadkowego – a wręcz przeciwnie – apetyt na agresywne tempo rozluźniania polityki monetarnej powinien być więc znacznie ograniczony.

GBP

Uczestnicy rynku ze spokojem przyjęli ogłoszenie jesiennego budżetu, być może dlatego, że duża część jego treści była ostrożnie dawkowana w ostatnich tygodniach. Inwestorów uspokoiła również wielkość rządowej rezerwy fiskalnej (22 mld GBP względem wcześniejszych 9,9 mld GBP), która powinna ograniczyć prawdopodobieństwo podwyżek podatków w dalszej perspektywie. Mamy jednak trzy poważne zastrzeżenia: 1) opóźnione wpływy, szczególnie z tytułu zamrożenia progów podatku dochodowego, 2) brak wzrostu w budżecie, 3) niezbyt prawdziwe przedstawienie przez Partię Pracy wielkości luki w finansach publicznych.

Obecnie wydaje się, że zagrożenie dla rynku obligacji skarbowych minęło, a koniec niepewności budżetowej może zapewnić przestrzeń na niewielką aprecjację funta pod koniec roku. Niemniej presja na pozycję kanclerz Rachel Reeves oznacza, że raczej nie będzie to łatwa przeprawa, a sugestie dotyczące rządowych matactw i manipulacji rynkowych nie odejdą szybko w zapomnienie. Ten tydzień jest dość ubogi pod względem publikacji, uwaga zwróci się więc ku decyzji Banku Anglii (18.12) – rynki swap niemal w pełni wyceniają kolejną obniżkę stóp procentowych.

Digital Network S.A. i Braughman Group Media Outdoor łączą się i ostrzegają przed dezinformacją

Na początku listopada br. giełdowy Digital Network SA ogłosił przejęcie spółki medialnej Braughman Group Media Outdoor – ocenione przez branżę jako największa transakcja w historii polskiego rynku reklamy zewnętrznej. Transakcja, będąca częścią obecnego kierunku digitalizaji, ma zwiększyć skalę działalności grupy Digital Network SA, przełożyć się na wyższą rentowność oraz potencjał dalszego wzrostu wartości dla akcjonariuszy.

Rynek pozytywnie ocenia połączenie aktywów obu firm – powstaje bowiem firma z największą siecią cyfrowych ekranów, największą siecią wielkoformatowych nośników premium, pełnym pokryciem kraju i możliwość realizacji spójnych, multiformatowych kampanii. Eksperci branży reklamowej oceniają, że to „bezprecedensowy zasięg, elastyczność i skuteczność komunikacji w przestrzeni publicznej”. Analitycy finansowi również pozytywnie oceniają transakcję. W raporcie BOŚ z dnia 30.11.2025 czytamy, że ‘’w 2026 roku oczekujemy znaczącej poprawy wyników Digital Network, przede wszystkim dzięki akwizycji BGMO oraz sprzyjającemu otoczeniu rynkowemu w DOOH. Przejęcie istotnie zwiększa skalę działalności, co – mimo niższych marż BGMO oraz wzrostu kosztów odsetkowych i umiarkowanego rozwodnienia – powinno przełożyć się na skokowy wzrost przychodów, EBIT i zysku na akcję”.

Ale jak się okazuje, od 25 listopada br na rynku pojawiają się sygnały dezinformacji i chęci podważenia wiarygodności uczestników transakcji – obu podmiotów oraz osób zarządzających Braughman Group Media Outdoor. Dziś, Digital Network SA wydał Oświadczenie w sprawiepojawiających się sygnałów dezinformacji i chęci podważenia wiarygodności uczestników transakcji’’ oraz kwestionowanie przejrzystości procesu połączenia obu firm. Z dokumentu wynika, że zarząd Digital Network S.A. stanowczo sprzeciwia się takim działaniom, które noszą cechy nieuczciwej konkurencji, szkalowania wizerunku Spółki oraz destabilizowania rynku.

Jak czytamy w stanowisku, zarząd Digital Network SA podkreśla, że proces due diligence obejmował kompleksową ocenę nie tylko danych finansowych Braughman Group Media Outdoor, lecz przede wszystkim potencjału sieci nośników reklamowych BGMO do generowania stabilnych przychodów i wysokich marż. Analizowaliśmy także synergie wynikające z integracji zasobów oraz wszelkie istotne czynniki ryzyka. Wyniki tych analiz potwierdziły zasadność decyzji inwestycyjnej. Digital Network S.A. z pełną odpowiedzialnością i determinacją będzie bronić dobrego imienia Spółki, jej interesów oraz interesów akcjonariuszy. Wszelkie działania dezinformacyjne, które mogą zakłócać funkcjonowanie rynku lub naruszać przepisy MAR, będą przez nas kierowane do odpowiednich instytucji nadzorczych oraz organów ścigania.

Podobne oświadczenie wydał Sławomir Pawluk, były właściciel Braughman Group Media Outdoor, informując, że firma stała się celem nagłych, nieuzasadnionych roszczeń finansowych. – Możemy jedynie potwierdzić, iż w ostatnich dniach otrzymaliśmy pismo od osób wcześniej (2 lata temu) zaangażowanych w działalność naszej firmy, które zgłaszają nieuzasadnione i niepoparte faktami roszczenia finansowe wobec naszej firmy.

Braughman Group Media Outdoor jednocześnie informuje, że jest w posiadaniu analizy prawnej, zamówionej w renomowanej kancelarii zewnętrznej – Sołtysiński Kawecki & Szlęzak, z której jasno wynika, że kierowane pod adresem spółki roszczenia nie mają uzasadnienia w faktach, a kwestionowane przez Pana Łukasza Fabisiaka prawa do rzekomego posiadania udziałów w podmiocie nie mają podstaw, co wynika również z faktu oddalenia wniosku Łukasza Fabisiaka przez Sąd RP.

Czterodniowy tydzień pracy. Czy AI pomoże go zrealizować bez spadku produktywności?

Od lat słyszymy, że sztuczna inteligencja odbierze ludziom pracę. A co jeśli, zamiast tego, da nam więcej wolnego czasu? Czasu na pasje, bliskich i regenerację? Coraz więcej firm i pracowników przekonuje się, że automatyzacja nie musi być zagrożeniem, lecz szansą na nowy model życia zawodowego. W wielu krajach trwają eksperymenty z czterodniowym tygodniem pracy. Czy AI może pomóc go wdrożyć bez strat w produktywności?

Społeczne oczekiwania kontra stare modele pracy

Polska należy do grona krajów z najwyższym obciążeniem godzinowym w Unii Europejskiej. Według danych Eurostatu z 2024 roku, przeciętnie pracujemy 38,9 godziny tygodniowo, co plasuje nas w czołówce najbardziej zapracowanych narodów Unii. Dla porównania, Niemcy i Austriacy pracują średnio 33,9 godziny, a mieszkańcy Holandii jeszcze mniej. Dłużej od nas pracują tylko Grecy i Bułgarzy. Nic dziwnego, że w takiej rzeczywistości coraz głośniej wybrzmiewa pytanie o możliwość skrócenia czasu pracy. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez prof. Katarzynę Januszkiewicz z Wydziału Nauk Społecznych SWPS, aż 74 proc. respondentów uważa, że wprowadzenie czterodniowego tygodnia  pracy wpłynęłoby pozytywnie na jakość życia.

Debata na temat skrócenia czasu pracy w ostatnich latach zdecydowanie nabiera tempa. To już nie tylko idea z kręgu progresywnych startupów czy wizja przyszłości pracy w branży technologicznej, ale  coraz częściej realny postulat, który przebija się do dyskusji publicznej i politycznej. Jednocześnie temat pozostaje bardzo złożony. Skrócenie tygodnia pracy to nie tylko kwestia regulacji prawnych, ale także głęboko zakorzenionych norm kulturowych oraz praktycznych wyzwań organizacyjnych po stronie pracodawców. Dla wielu firm oznaczałoby to konieczność zmiany całego modelu operacyjnego, a dla pracowników przedefiniowanie dotychczasowego rytmu życia zawodowego. – komentuje Katarzyna Szudy, CEO HR Contact.

Podzielone opinie i realne obawy pracowników

Badania przeprowadzone w 2024 roku pokazują, jak zróżnicowane są oczekiwania pracowników wobec czterodniowego tygodnia pracy – zarówno w kwestii sposobu jego wdrożenia, jak i potencjalnych skutków. 55% respondentów opowiada się za wprowadzeniem zmian na poziomie ustawowym, poprzez modyfikację Kodeksu pracy. 33% uważa, że decyzja powinna pozostać w gestii pracodawców, tak aby można było dostosować ją do specyfiki danej organizacji[1].

Z tego samego badania wynika również, że ponad 20% uczestników nie dostrzega żadnych zagrożeń związanych ze skróceniem tygodnia pracy. Wśród pozostałych pojawiają się jednak konkretne obawy – ponad połowa badanych wskazuje na ryzyko obniżenia wynagrodzenia, 41% boi się pracy w nadgodzinach, a 35% zauważa możliwość wzrostu presji i stresu wynikających z konieczności wykonania tych samych obowiązków w krótszym czasie.

Rosnąca presja społeczna i zmieniające się podejście pracowników do pracy skłoniły także państwo do działania. W odpowiedzi na te potrzeby, w sierpniu 2025 roku uruchomiono w Polsce pilotażowy program testujący różne warianty skróconego czasu pracy – od 30-godzinnego tygodnia po dodatkowe dni wolne przy zachowaniu pełnego wynagrodzenia. Nabór wniosków trwał od 14 sierpnia do 15 września 2025 roku, a w jego trakcie złożono 1 994 aplikacje od pracodawców.

Mniej znaczy więcej dzięki AI

Często mówi się, że kluczem do sukcesu we wdrażaniu krótszego tygodnia pracy jest połączenie kilku czynników – inteligentnej automatyzacji, audytu procesów wewnętrznych oraz zmiany kultury organizacyjnej. Skrócenie czasu pracy bez utraty wydajności wymaga zupełnie nowego podejścia do zarządzania i właśnie tutaj sztuczna inteligencja może odegrać kluczową rolę. Pomaga nie tylko organizować codzienne obowiązki, ale też optymalizować zasoby i wspierać podejmowanie trafniejszych decyzji w czasie rzeczywistym.

Jednym z najczęstszych argumentów przeciwko czterodniowemu tygodniowi pracy jest obawa o spadek efektywności i pogorszenie wyników finansowych firm. Dane jednak konsekwentnie przeczą tym przewidywaniom. W największym brytyjskim teście skróconego tygodnia pracy aż 92% firm zdecydowało się na stałe utrzymanie nowego modelu. Co więcej, przychody uczestników wzrosły o 1,4% już w trakcie pilotażu, a rok później były średnio o 35% wyższe niż przed jego rozpoczęciem[2].

W Polsce podobne podejście przyjął Herbapol Poznań. Od 2023 roku firma stopniowo skracała tydzień pracy, by w 2024 roku osiągnąć najlepsze wyniki finansowe od kilkunastu lat, przy jednoczesnym spadku rotacji i absencji pracowników[3]. Przykłady największych firm pokazują, że technologia, a szczególnie AI, staje się nie tylko wsparciem, ale wręcz katalizatorem nowoczesnych modeli działania. Co ważne, sztuczna inteligencja nie ogranicza się dziś tylko do działów technologicznych czy operacyjnych. Coraz częściej wspiera kluczowe obszary funkcjonowania firm, w tym te, które tradycyjnie opierały się na ludzkim doświadczeniu, intuicji i relacjach – takie jak marketing, sprzedaż, obsługa klienta czy finanse.

W marketingu sztuczna inteligencja wspiera personalizację kampanii, analizuje zachowania konsumentów i automatyzuje komunikację – pozwalając firmom trafniej docierać z przekazem do właściwych odbiorców, w odpowiednim momencie i kanale. Z kolei działy sprzedaży coraz częściej korzystają z predykcyjnych modeli AI, które pomagają zidentyfikować moment gotowości klienta do zakupu, dobrać skuteczne formy zaangażowania i wskazać produkty o największym potencjale konwersji. Równie istotne są zastosowania sztucznej inteligencji w obszarze obsługi klienta – np. poprzez zaawansowane chatboty czy voiceboty, które umożliwiają natychmiastową reakcję na zapytania, skracają czas oczekiwania i jednocześnie podnoszą poziom satysfakcji, oferując spójne i szybkie wsparcie 24/7.

Co istotne, sztuczna inteligencja nie zastępuje ludzi w tych obszarach – uzupełnia ich kompetencje, automatyzuje powtarzalne zadania i uwalnia zasoby do bardziej kreatywnych, strategicznych działań. Dzięki temu możliwe staje się nie tylko zwiększenie efektywności, ale też poprawa jakości decyzji, skrócenie czasu reakcji i budowanie bardziej elastycznych modeli pracy, co w kontekście np. czterodniowego tygodnia pracy ma kluczowe znaczenie.

Sztuczna inteligencja nie zdziała nic bez odpowiedniego nastawiania ludzi
Jednak eksperci zwracają uwagę, że nie każda próba wdrożenia AI kończy się sukcesem. Najczęściej powtarzające się błędy to brak spójnej strategii, niewystarczające przygotowanie pracowników do korzystania z nowych rozwiązań oraz brak jasno zdefiniowanych wskaźników pozwalających mierzyć efekty[4]. Mówiąc wprost – sztuczna inteligencja działa tylko wtedy, gdy wprowadza się ją z konkretnym celem i w kulturze organizacyjnej, która sprzyja współpracy, innowacyjności i odpowiedzialności.

AI i automatyzacja mogą odegrać kluczową rolę w transformacji trybu i modelu pracy jako narzędzie wspierające ludzi. Warunkiem powodzenia jest jednak coś więcej niż technologia. Potrzebna jest kultura organizacyjna, która buduje zaangażowanie, daje realne poczucie sprawczości i odpowiedzialności, a także zapewnia godne warunki finansowe. Pracownicy, którzy czują się częścią zespołu i są dobrze wynagradzani, nie będą nadużywać nowych rozwiązań, przeciwnie, będą ich naturalnymi ambasadorami – wyjaśnia Katarzyna Szudy.

Wszystko wskazuje na to, że trend czterodniowego tygodnia pracy będzie się tylko nasilał. Coraz więcej firm na świecie traktuje go już nie jako chwilowy eksperyment, lecz pełnoprawny element swojej strategii zatrudnienia. Świadczy o tym choćby fakt, że powstały dedykowane platformy, takie jak 4dayweek.io[5], gdzie można znaleźć oferty pracy wyłącznie w tym systemie. Jeszcze kilka lat temu brzmiało to jak futurystyczna wizja, dziś odpowiada na realną i coraz silniejszą społeczną potrzebę – potrzebę równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.  Dlatego przyszłość pracy nie zależy tylko od liczby przepracowanych godzin, ale  od inteligentnego połączenia technologii, strategii zarządzania i zdrowych relacji w miejscu pracy.

[1] https://bit.ly/3J7g02U

[2] https://bit.ly/47xbaFp

[3] https://bit.ly/47xbaFp

[4] https://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=5179226

[5]http://4dayweek.io

Oferta Bumech przyjęta – spółka obejmuje akcje Capital Partners

Bumech S.A. objął 9.000.000 akcji nowej emisji serii D spółki Capital Partners S.A. w likwidacji i formalnie stał się największym akcjonariuszem spółki notowanej na GPW. Przyjęcie oferty otwiera drogę do odwrócenia procesu likwidacji Capital Partners oraz jej planowanego połączenia z należącą do Grupy Kapitałowej Bumech spółką Modern Solutions for Environment (MSE). Celem jest stworzenie regionalnego hubu multi-utility, którego działalność będzie koncentrować się na produkcji i dostarczaniu mediów – energii elektrycznej, cieplnej i wody w oparciu o zasoby terenów poprzemysłowych na Śląsku i zrównoważone źródła energii.

Oferta złożona przez Bumech S.A. na objęcie 9.000.000 akcji serii D Capital Partners S.A. w likwidacji została przyjęta. Dzięki inwestycji o łącznej wartości 1,8 mln zł (po cenie emisyjnej 0,20 zł za akcję) Bumech obejmuje 50% akcji spółki i przejmuje nad nią kontrolę korporacyjną.

Przyjęcie naszej oferty i objęcie akcji Capital Partners to kluczowy krok w kierunku budowy regionalnego hubu multi-utility. Przejmujemy odpowiedzialność za proces wyprowadzenia spółki z likwidacji i przygotowujemy jej połączenie z należącą do naszej Grupy spółką Modern Solutions for Environment. Dzięki temu tworzymy solidne fundament dla silnego podmiotu, który będzie mógł efektywnie pozyskać zewnętrzne, tańsze i stabilne finansowanie dla projektów energetycznych, wodnych i infrastrukturalnych – podkreśla Andrzej Bukowczyk, wiceprezes zarządu Bumech S.A. i dodaje – Wykorzystanie potencjału terenów poprzemysłowych regionu i infrastruktury KWK „Silesia” pozwala nam znacząco przyspieszyć budowę nowoczesnego systemu multi-utility opartego na zrównoważonych źródłach energii. To bardzo ważny krok w kierunku budowania przyszłości Grupy Bumech.

Planowany model biznesowy zakłada wykorzystanie istniejącej infrastruktury spółki MSE działającej w otoczeniu funkcjonującej Kopalni „Silesia”. Rozwiązanie te znacząco skraca czas niezbędny do uruchomienia operacyjnego i ogranicza koszty inwestycyjne.

Po połączeniu spółek działalność operacyjna obejmie m.in. produkcję ciepła w ciepłowni o mocy 17 MWt, rozbudowę posiadanej stacji uzdatniania wody do przepustowości 2,4 mln m³ rocznie. W kolejnych  etapach planowana jest budowa geotermalnej ciepłowni o mocy 100 MWt oraz kolejne instalacje PV i wiatrowe o łącznej mocy ponad 70 MWe. Intencją Grupy jest też skonsolidowanie – w nadchodzącej przyszłości – biznesu, w związku z tym nowa spółka miałaby się zająć zarządzaniem elektrociepłownią kogeneracyjną 9 MWe/ 9 MWt należącą do PG Silesia oraz pozostałymi elementami infrastruktury z obszaru energetycznych.

Grupa Bumech kontynuuje również rozpoczęte już przedsięwzięcia spółki MSE, m.in. projekt MSE-ME1, w ramach którego powstaje magazyn energii o mocy 50 MW i pojemności 100 MWh, a także przygotowania do budowy elektrowni fotowoltaicznej o mocy do 50 MWp na należących do MSE terenach pokopalnianych. W planach jest dalsze zwiększanie mocy wytwórczych z OZE oraz rozwój wielkoskalowych magazynów energii do pojemności 300 MWh.

Realizacja projektu multi-utility ma stworzyć około 100 nowych miejsc pracy w sektorach energetycznym, wodnym i inżynieryjnym, wzmacniając lokalny rynek pracy i zwiększając bezpieczeństwo energetyczne regionu.

Globalne wydatki na IT przekroczą 6 bln USD. Sztuczna inteligencja napędza boom. Chmura i centra danych głównymi beneficjentami

0

Gartner ogłosił najnowsze prognozy dla rynku IT. Według analityków, w 2026 roku globalne wydatki na technologie teleinformatyczne po raz pierwszy w historii przekroczą 6 bln USD. To blisko 10 proc. wzrost rok do roku, napędzany ekspansją sztucznej inteligencji, która – jak podkreślają eksperci – przestaje być narzędziem, ale staje się fundamentem cyfrowej rzeczywistości firm.

AI nie jest już opcją – staje się standardem

Gartner podkreśla, że w cyklu oczekiwań wobec GenAI, rynek wszedł w etap, w którym funkcje oparte na sztucznej inteligencji stają się standardem praktycznie w każdym oprogramowaniu biznesowym. „Wszechobecność AI w aplikacjach to największa transformacja od czasów pojawienia się smartfonów” – wskazują analitycy, dodając, że organizacje przechodzą od eksperymentów do pełnoskalowych wdrożeń. Eksperci Polcom oceniają, że przełomowy moment nie polega już na samej mocy obliczeniowej, lecz na szybkości integracji AI z istniejącymi procesami.

Dziś każda firma zrozumiała znaczenie danych i automatyzacji oraz rolę jaką w tym procesie może pełnić AI. To już nie jest dodatkowy moduł czy pojedyncza funkcjonalność, ale fundament całej architektury biznesowej.  Firmy są gotowe wdrażać gotowe otwarte modele, dostosowywać je do swoich potrzeb, ale także integrować je z krytycznymi procesami: od obsługi klienta, przez produkcję, po zarządzanie ryzykiem – mówi Jakub Gwóźdź, Dyrektor Działu Rozwoju Produktów w Polcom.

Globalny wzrost jest imponujący, jednak nie wszystkie segmenty rozwijają się w takim samym tempie

Choć Gartner prognozuje 9,8 proc. wzrost globalnych wydatków, poszczególne sektory IT odczują go w różnym stopniu. Dane za 2025 rok pokazują, że najsilniej odbiły się inwestycje w urządzenia – firmy nadrabiają cykle wymiany sprzętu po pandemicznej przerwie. Równocześnie rosną nakłady na systemy centrów danych, co wynika z gwałtownie rosnącego zapotrzebowania na infrastrukturę dla algorytmów sztucznej inteligencji. Z kolei oprogramowanie branżowe rozwija się wolniej, m.in. ze względu na rosnące wymogi regulacyjne, presję compliance i niepewność makroekonomiczną w poszczególnych sektorach.

Obserwujemy, że firmy inwestują w technologie, które są niezbędne do budowy odporności operacyjnej: AI, chmurę, automatyzację oraz cyberbezpieczeństwo. Natomiast projekty stricte branżowe częściej przechodzą dodatkowe analizy ROI. – komentuje Jakub Gwóźdź.

AI napędza chmurę i centra danych

Gartner szacuje, że w latach 2025-2026 największym beneficjentem rozwiązań AI będą dostawcy infrastruktury chmurowej, usług bezpieczeństwa oraz centrów danych. Motorem wzrostu jest nie tylko sama GenAI, ale także konieczność szybkiej modernizacji architektury IT, aby sprostać jej wymaganiom.

Projekty AI nie mogą funkcjonować w przestarzałych środowiskach. Wymagają one nowoczesnej infrasruktury, która ma też znacząco większe zapotrzebowanie energetycznę i generuje dużo więcej ciepła. Widzimy, jak przedsiębiorstwa migrują całe procesy do chmury, aby uruchamiać modele AI na większą skalę, bezpiecznie,   i bezprzerwowo . W praktyce oznacza to gwałtowny wzrost zapotrzebowania na usługi data center, co już obserwujemy także w Polsce – dodaje Jakub Gwóźdź.

Co czeka rynek?

Zdaniem Gartnera, w 2026 roku wejdziemy w etap „AI-first Enterprise”, w którym oprogramowanie pozbawione funkcji AI będzie wyjątkiem, a inwestycje w chmurę staną się kluczową pozycją w budżetach firm. Różnice konkurencyjne będą się pogłębiać głównie dzięki ilości oraz jakości danych oraz zdolności ich ochrony, a rola cyberbezpieczeństwa jeszcze wzrośnie – szczególnie w sektorach regulowanych. Eksperci Polcom potwierdzają, że przedsiębiorstwa w Polsce znajdują się w podobnym momencie transformacji.

– Wydatki rosną, bo rośnie presja, żeby działać szybciej, bezpieczniej i bardziej przewidywalnie. Firmy widzą, że sztuczna inteligencja nie jest już rozwiązaniem eksperymentalnym, tylko realnym mechanizmem przyspieszania procesów i budowania odporności organizacji. AI sprawia, że okno przewagi konkurencyjnej dramatycznie się skraca – cykl innowacji liczymy już nie w latach, ale miesiącach. To zupełnie zmienia logikę inwestycji. Jeśli ktoś zwleka z modernizacją infrastruktury lub migracją do chmury, to za dwa lata będzie w tyle nie o krok, ale o całą generację technologii – podkreśla Jakub Gwóźdź z Polcom.

Od „kup teraz” do „kup mądrzej”. E-commerce wchodzi w fazę świadomego rozwoju

Rok 2025 przyniósł e-commerce nie tyle rewolucję, co konsekwentne dojrzewanie. Rynek, który jeszcze kilka lat temu rozwijał się głównie dzięki szybko rosnącej popularności zakupów online, dziś coraz wyraźniej koncentruje się na jakości doświadczenia i optymalizacji procesów. Sprzedawcy stanęli przed wyzwaniem sprostania coraz bardziej precyzyjnym oczekiwaniom klientów, a konsumenci nauczyli się formułować swoje potrzeby z dużo większą świadomością i pewnością.

Szybkość dostaw stała się jednym z najważniejszych kryteriów wyboru sklepu. Coraz większa część zamówień trafia do klienta w ciągu jednego lub dwóch dni, a to przesuwa akcent z tradycyjnego doręczenia kurierskiego w stronę bardziej elastycznych rozwiązań. Użytkownicy chętniej sięgają po metody odbioru pozwalające im samodzielnie decydować o czasie i miejscu, co sprzyja rozwojowi infrastruktury punktów odbioru i automatów paczkowych. Zjawisko to, choć nie zawsze szczególnie eksponowane w analizach branżowych, w praktyce stało się jednym z fundamentów logistycznych e-commerce. Cichym, ale stabilnym wsparciem całego procesu zakupowego.

Efektywność łańcucha dostaw

Równolegle rośnie znaczenie ekologii. Konsumenci postrzegają zakupy online przez pryzmat ich wpływu na środowisko. Sprzedawcy zwracają większą uwagę na rodzaj opakowań, efektywność łańcucha dostaw i minimalizowanie zwrotów. Ekologiczna świadomość nie jest już niszowym hasłem, ale elementem realnie wpływającym na decyzje zakupowe, co wymusza kolejne inwestycje w bardziej zrównoważone praktyki.

Silnie rozwija się także personalizacja. Dzięki technologiom opartym na analizie danych sklepy potrafią dziś trafniej przewidywać potrzeby klientów, oferować im lepiej dopasowane rekomendacje i usprawniać ścieżkę zakupową. To przesuwa e-commerce w kierunku doświadczenia tworzonego „tu i teraz”, w oparciu o bieżące zachowania użytkownika, a nie jedynie o ogólne modele statystyczne. Wraz z personalizacją rośnie znaczenie automatyzacji obsługi. Czatboty i inteligentne narzędzia wsparcia funkcjonują płynniej, częściej rozumiejąc kontekst i potrzebę klienta, a nie tylko reagując na pojedyncze słowa kluczowe.

Model omnichannel stał się natomiast standardem. Klienci chcą swobodnie przechodzić między kanałami. Zamawiać online, odbierać w punktach, zwracać w sklepach stacjonarnych lub odwrotnie. Rok 2025 był momentem, w którym integracja offline i online stała się oczywistością, wymaganą, a nie wyróżniającą. Sklepy, które nie potrafią zapewnić spójnej komunikacji i jasnych procesów, odczuwają to w wynikach sprzedażowych i liczbie porzuconych koszyków.

Nacisk na transparentność

Jednocześnie wyzwaniem, które mocno zarysowało się w ostatnich miesiącach, były rosnące koszty operacyjne i wysokie zadłużenie części e-sklepów. Intensywne działania marketingowe, inwestycje w logistykę i presja konkurencyjna sprawiły, że wiele firm musiało uważniej przyglądać się finansom. Do tego doszły zmiany regulacyjne, w tym większy nacisk na transparentność działań platform, ochronę danych czy uczciwość rekomendacji produktowych. Rynek musiał dostosować się do bardziej dojrzałego, uporządkowanego otoczenia legislacyjnego.

W tle tych zmian logistyka przeszła cichą transformację. Sieci automatów paczkowych dynamicznie rosły nie tylko w największych miastach, ale również w mniejszych miejscowościach, stając się naturalnym elementem codziennej infrastruktury. To właśnie ta dyskretna dostępność, możliwość odbioru przesyłki w dogodnym momencie, bez konieczności dopasowania się do pracy kuriera, wpłynęła na to, jak klienci definiują dziś wygodę w e-commerce. W efekcie automatyzacja ostatniej mili stała się jednym z najważniejszych, choć często niedopowiedzianych, czynników wzmacniających cały ekosystem handlu internetowego.

W mijającym roku e-commerce wszedł w etap świadomego rozwoju. Technologia nie tyle przyspieszała zmiany, co je stabilizowała. Klienci oczekiwali przejrzystości, ekologii, szybkości i swobody, a sprzedawcy coraz lepiej te potrzeby rozumieli. W efekcie powstał rynek dojrzalszy, bardziej zrównoważony, nastawiony na realne doświadczenie, a nie jedynie na skalowanie sprzedaży. To fundament, na którym branża będzie budować swoją przyszłość.

Deepfake, małoletnia i brak reakcji służb. Prezes UODO domaga się jasnego sygnału dla szkół i rodziców

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski zwrócił się do Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka o ponowne rozważenie wszczęcia postępowania karnego w głośnej sprawie dotyczącej uczennicy, której wizerunek został wykorzystany w aplikacji opartej na sztucznej inteligencji. Z przerobionego zdjęcia dziewczynki wygenerowano nagi wizerunek, a następnie opublikowano go w mediach społecznościowych.

Policja odmówiła śledztwa, UODO protestuje

Sprawa trafiła do organów ścigania już na początku czerwca 2025 r., gdy Prezes UODO zawiadomił policję o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Jednak 12 czerwca 2025 r. zapadło postanowienie o odmowie wszczęcia postępowania, a 23 czerwca decyzję tę zatwierdziła prokuratura.

Policja i prokuratura uznały, że zachowanie uczniów nie wyczerpuje znamion czynów zabronionych z art. 190a § 2 k.k. (uporczywe nękanie), art. 202 § 3 k.k. (pornografia z udziałem małoletnich) oraz art. 107 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych. Uznano m.in., że:

  • pokrzywdzona nie poniosła szkody majątkowej ani osobistej,
  • wygenerowany obraz nie ma charakteru pornograficznego, bo nie przedstawia narządów płciowych dziecka ani czynności seksualnej,
  • zdjęcie małoletniej pochodziło z ogólnodostępnych materiałów w internecie, a więc nie z „chronionego zbioru danych”,
  • przerobienie fotografii nie stanowi przetwarzania danych osobowych.

Z takim podejściem nie zgadza się Prezes UODO.

„To jest przetwarzanie danych osobowych, a wizerunek jest daną osobową”

W piśmie do Prokuratora Generalnego Mirosław Wróblewski stanowczo podkreśla, że dla stosowania przepisów o ochronie danych osobowych nie ma znaczenia, skąd pochodzi pierwotna fotografia – czy z prywatnego archiwum, czy z otwartej przestrzeni internetu. Kluczowe jest to, że mamy do czynienia z informacją o osobie zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania.

Prezes UODO odpiera także twierdzenie, że przerobienie zdjęcia nie stanowi przetwarzania danych osobowych:

„Przerobienie wizerunku osoby małoletniej stanowi operację przetwarzania danych osobowych, zaś wizerunek do tych danych niewątpliwie należy. Sprawcy nie byli uprawnieni do wykorzystania wizerunku małoletniej w żaden sposób, tym bardziej do zmodyfikowania go i dalszego udostępniania, powodując jednocześnie naruszenie dóbr osobistych małoletniej w postaci jej godności i prawa do prywatności” – wskazuje Wróblewski.

W jego ocenie organy ścigania „nie pochyliły się merytorycznie” nad całością zagadnień związanych z ochroną danych i wizerunku, a pogłębiona analiza powinna prowadzić do odmiennej decyzji procesowej.

Nie tylko prawo, ale też sygnał dla społeczeństwa

Prezes UODO przekonuje Prokuratora Generalnego, że wszczęcie postępowania karnego w tej sprawie jest konieczne nie tylko ze względu na sam charakter czynu, ale też wiek pokrzywdzonej oraz skalę społecznej szkodliwości zachowania sprawców. Chodzi o jasny sygnał dla młodzieży, rodziców i szkół, że tworzenie i rozpowszechnianie sfabrykowanych „nagich zdjęć” z wykorzystaniem AI nie jest niewinnym żartem, lecz poważnym naruszeniem prawa i dóbr osobistych.

Wróblewski podkreśla, że postępowanie karne powinno pokazać, iż takie praktyki nie są akceptowalne społecznie i nie mogą pozostać bez konsekwencji.

Wizerunek to nie „tylko obrazek”

W piśmie do Prokuratora Generalnego szef UODO przedstawia także szerszą analizę traktowania wizerunku jako danych osobowych. Zwraca uwagę, że w erze narzędzi generatywnej sztucznej inteligencji łatwość modyfikowania i multiplikowania wizerunku stwarza zupełnie nowe ryzyka – szczególnie dla dzieci i nastolatków.

W tym kontekście odnosi się do zjawiska CSAM („child sexual abuse material”), czyli materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci. Przypomina, że tego typu treści – także generowane, przerabiane czy „udoskonalane” cyfrowo – są przez wymiar sprawiedliwości coraz częściej traktowane jako szczególnie groźne przestępstwa, o długofalowych skutkach dla ofiar.

Test dla wymiaru sprawiedliwości w epoce AI

Sprawa uczennicy, której wizerunek został zniekształcony przy użyciu aplikacji opartej na sztucznej inteligencji, staje się więc czymś więcej niż incydentem szkolnym. To test dla systemu ochrony danych osobowych, prawa karnego i organów ścigania – na ile są gotowe mierzyć się z nowymi formami przemocy i naruszeń prywatności w świecie cyfrowym.

UODO oczekuje, że Prokurator Generalny ponownie przeanalizuje sprawę i zdecyduje o podjęciu śledztwa. Od tej decyzji może zależeć nie tylko los konkretnej sprawy, ale też standard ochrony dzieci przed cyfrową przemocą w Polsce.

Listopad na rynku pierwotnym: ceny mieszkań bez zmian, Warszawa minimalnie taniej, reszta metropolii stabilna

W listopadzie deweloperzy zamrozili swoje cenniki. Jak wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, w Warszawie średnia cena metra kwadratowego oferowanych przez nich mieszkań nieznacznie spadła, a w pozostałych metropoliach – praktycznie się nie zmieniła.

Wprawdzie w statystykach nie zobaczyliśmy spadków cen, ale to nie oznacza, że przecen nie było. Deweloperzy najczęściej kamuflują je za pomocą promocji. A szczególnie w listopadzie i grudniu wykorzystują oni do tego każdą okazję, a jedną z nich był Black Friday, żeby skusić nabywców – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Tymczasem – jak wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl – Warszawa była w listopadzie jedyną metropolią, w której średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów spadła o 1% (do ok. 18,2 tys. zł/m kw.). Wynika to jednak najpewniej z faktu, że na rynku pojawiła się dość duża pula mieszkań z ceną poniżej 15 tys. zł za metr.

Także w pozostałych metropoliach w tzw. wprowadzeniach dominował popularny segment rynku. Jedynie we Wrocławiu średnia cena metra kwadratowego mieszkań wprowadzonych do sprzedaży była wyższa od średniej (niespełna 15,3 tys. zł/m kw.). Mimo to utrzymała ona poziom z października. Podobnie jak w Krakowie (ok. 16,7 tys. zł/m kw.), Trójmieście (ok. 17 tys. zł/m kw.), Łodzi (ok. 11,3 tys. zł/m kw.), Poznaniu (ok. 13,7 tys. zł/m kw.) i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ok. 11,2 tys. zł/m kw.).Ceny mieszkań-listopad 2025-wstępne dane-cena m kw

Natomiast porównując średnie ceny metra kwadratowego nowych mieszkań z listopada tego roku i analogicznego okresu roku ubiegłego, warto odnotować, że był to kolejny miesiąc, w którym w Trójmieście wyraźnie stopniała różnica. Jeszcze we wrześniu tego roku wynosiła ona 11%, natomiast w listopadzie – 5%.Ceny mieszkań-listopad 2025-wstępne dane-cena m kw-R

Zdaniem Marka Wielgo, eksperta portalu RynekPierwotny.pl, po 11 miesiącach największe szanse na tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r. zachowuje Łódź, gdzie średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań była w listopadzie o 1% niższa niż rok temu. Na drugą pozycję awansowała Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (0%), która zepchnęła Kraków (+1%) na trzecią. We Wrocławiu zmiana średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań w okresie 12 miesięcy wynosiła w listopadzie 4%, a w Warszawie i Poznaniu – 3%.

Dane z Polski wspierają złotego. Kurs euro znów poniżej 4,23 zł. Bitcoin zaczyna grudzień spadkami

PKB w Polsce rośnie niemal najszybciej w UE – przekłada się to na umocnienie złotego. W Niemczech ceny nie przyspieszają, co ponownie zamyka dyskusję o zmianach stóp przez EBC. Na rynku kryptowalut znów spadki.

Dobre dane z Polski

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane makroekonomiczne z Polski. PKB rośnie o 3,8%. Oznacza to, że trzeci kwartał okazał się o 0,1% lepszy od oczekiwań, a także o 0,4% lepszy od drugiego kwartału. Wzrost ten odbywa się oczywiście przy istotnym deficycie budżetowym. W Unii Europejskiej wyższy rezultat mają obecnie Dania i Irlandia. Przewaga Danii to zaledwie 0,1%, natomiast przypadek Irlandii jest specyficzny. Co jest nie tak z Zieloną Wyspą? Statystyki gospodarcze z tego kraju są realnie bzdurą. Jest to raj podatkowy, gdzie największe korporacje rozliczają swoje biznesy. Statystyki gospodarcze są tam zaburzone przez ogromne zyski tych firm, opodatkowywane przy bardzo niskich stawkach. Z tego powodu Irlandia jest regularnie pomijana w analizach. Jaki wpływ na złotego miały dobre dane z Polski? Od rana obserwujemy umacnianie się polskiej waluty. Kurs euro ponownie spadł poniżej 4,23 zł.

Inflacja w Niemczech

Wbrew oczekiwaniom inflacja w Niemczech nie wzrosła do 2,4%, tylko utrzymała się na poziomie 2,3%. Są to co prawda dopiero wstępne dane, więc nie można wykluczyć, że w finalnych danych pojawi się negatywna niespodzianka. Co taki wynik oznacza w praktyce? Główna gospodarka strefy euro znajduje się bardzo blisko docelowego poziomu 2%. W rezultacie nie należy oczekiwać zmian stóp procentowych. W dłuższym horyzoncie powinien to być sygnał sprzyjający europejskiej walucie, zwłaszcza że w najbliższych kwartałach większość państw będzie stopy procentowe obniżać. Dotyczy to zarówno Polski, jak i chociażby USA.

Nowy miesiąc – nowe spadki

Grudzień zaczął się poważnym spadkiem na rynku kryptowalut. W szczytowym momencie Bitcoin tracił dzisiaj w nowy ponad 5 000 dolarów. Co ważne, zbliżonej reakcji nie widać na innych inwestycjach alternatywnych. Przykładowo złoto, które bywa wskazywane jako alternatywa dla Bitcoina, w tym samym czasie zyskuje na wartości. Co szkodzi zatem kryptowalotom? Między innymi zwątpienie na rynku, wywołane udanym atakiem na jeden z funduszy. Udało się w nim wyprowadzić, relatywnie niewielką ilość środków w kryptowalucie ETH. Z jednej strony 3 miliony dolarów to nie jest kwota, która powinna potrząsnąć rynkiem. Z drugiej – głównym problemem jest kolejny kryzys zaufania, który takie włamanie wywołuje. W tle brakuje zgody, jak rynek zareaguje na grudniową obniżkę stóp procentowych. Część analityków wskazuje, że jest ona już w cenach, inni z kolei spodziewają się odbicia w górę o około 10%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Cena milczenia. Dlaczego 7 na 10 liderów nadal popełnia błąd, który kosztuje firmy miliardy

W biznesie coraz częściej to nie technologia, lecz milczenie liderów kosztuje firmy najwięcej. Badania pokazują, że brak odwagi w komunikacji i delegowaniu generuje miliardowe straty. Dlatego rośnie znaczenie szkoleń menedżerskich. Od feedbacku i trudnych rozmów po przywództwo transformacyjne, które uczą zachowań decydujących o tym, czy organizacja poradzi sobie w świecie ciągłej zmienności.

W Polsce średnio co roku ogłasza upadłość około 400 firm. Kryzysy nie przychodzą w poniedziałki. Nie pytają, czy jesteś gotowy. Nie czekają, aż skończysz implementację nowego CRM-u czy zamkniesz rundę finansowania.

Przychodzą wtedy, gdy jeden z inżynierów boi się przyznać, że widział krytyczny błąd w kodzie dwa tygodnie temu. Wtedy, gdy menedżer sprzedaży wstydzi się powiedzieć, że największy klient sygnalizował niezadowolenie od miesięcy. Wtedy, gdy członek zarządu nie chce wyglądać na jedynego, który nie rozumie nowej strategii AI.

Cena tego milczenia? 24 miliardy dolarów rocznie tylko w Stanach Zjednoczonych. To nie spekulacja. To zimne wyliczenie naukowców z Uniwersytetu w Lipsku i HSVN w Dolnej Saksonii, którzy przeanalizowali 57 badań dotyczących destrukcyjnego przywództwa. Koszt obejmuje opiekę zdrowotną dla wypalonych pracowników, absencje, spadek zaangażowania i utratę talentów. A najgorsze? Badacze szacują, że ten rodzaj toksycznego zarządzania dotyka 10 do 16 procent pracowników w USA.

Paradoks lepszych zespołów

Amy Edmondson, profesorka Harvard Business School, odkryła coś, co podważało całą logikę corporate governance. W latach 90. badała błędy medyczne w szpitalach. Spodziewała się prostej korelacji: lepsze zespoły popełniają mniej błędów. Znalazła coś przeciwnego.

Najlepsze zespoły raportowały więcej błędów niż te najgorsze. Nie dlatego, że je popełniały częściej. Dlatego, że mogły o nich mówić bez strachu przed konsekwencjami. Edmondson nazwała to bezpieczeństwem psychologicznym, przekonaniem, że można się wypowiedzieć bez ryzyka upokorzenia czy kary.

Brzmi abstrakcyjnie? Google postanowił to sprawdzić. Projekt Aristotle przeanalizował setki zespołów w całej korporacji, szukając wspólnego mianownika sukcesu. Nie były to inteligencja, doświadczenie, czy indywidualne talenty. Najważniejszym czynnikiem okazało się właśnie bezpieczeństwo psychologiczne.

– To może wyjaśniać, dlaczego tak wiele projektów w firmach nie dochodzi do skutku, albo kończy się porażką. Nie dlatego, że były złe. Dlatego, że pracownicy, którzy widzieli problemy w ich implementacji, bali się podnieść rękę. Nie zabrali głosu. Milczeli – mówi Piotr Juszczak, partner w firmie szkoleniowej Delta Training.

Silni delegują, słabi kontrolują

Trzeba mieć odwagę menedżerską, by komunikować w firmie niepopularne decyzje albo wsadzać przysłowiowy kij w mrowisko. Podobnie jest z podstawową kompetencją menedżerska: delegowaniem zadań. Badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside i George Washington University – profesorowie Michael Haselhuhn, Elaine M. Wong i Margaret Ormiston – przeprowadzili fascynujący eksperyment. Zmierzyli, jak poczucie władzy wpływa na gotowość do delegowania zadań.

Odkryli prostą, ale brutalną zależność. Liderzy, którzy czują się silni, chętnie powierzają decyzje innym. Ci, którzy czują się niepewni swojej pozycji, kurczowo trzymają się każdej, nawet najmniejszej decyzji.

– Niezależnie od faktycznego statusu menedżera w firmie, jego skłonność do delegowania zależy od tego, jak silny się czuje – mówi Juszczak z Delta Training. Kadra wyższego szczebla może czuć się bezsilna wobec zmian kulturowych. Młodszy pracownik może czuć siłę dzięki zdolności wpływania na kolegów. To poczucie władzy a nie tytuł na wizytówce, decyduje o tym, czy lider dzieli się autorytetem czy go gromadzi.

Konsekwencje są druzgocące. Profesor Jan Schilling z HSVN w Niemczech, współautor metaanalizy o destrukcyjnym przywództwie, tłumaczył to Delta Training: „Menedżerowie niepewni w swojej roli lidera są znacznie mniej skłonni, aby pozwolić podwładnym podejmować samodzielne decyzje.” Efekt? Decyzje czekają całymi dniami, tygodniami. Rynek ucieka. Konkurencja wyprzedza.

Mindset: różnica między stagnacją a transformacją

Pewność menedżerską buduje choćby nastawienie na rozwój w tym niepewnym, szybkim i bardzo zmiennym świecie biznesu. Professor Carol Dweck ze Stanford University spędziła dekady badając, dlaczego niektórzy ludzie rozwijają się pod presją, a inni się załamują. Odkryła fundamentalną różnicę w sposobie myślenia.

Fixed mindset to sposób myślenia nastawiony na stałość. Traktuje inteligencję i talent jako coś niezmiennego. Porażka jest dowodem na brak kompetencji. Growth mindset wręcz przeciwnie. Ten sposób myślenia jest otwarty na rozwój. Każdą porażkę widzi jako okazję do nauki. To nie teoria z podręcznika psychologii. To różnica między Microsoftem za czasów Steve’a Ballmera a Microsoftem Satyi Nadelli.

Nadella, gdy obejmował stery w 2014 roku, zastał korporację pogrążoną w kulturze „know-it-all”. Każdy musiał być najmądrzejszy w pokoju. Pytanie o pomoc było oznaką słabości. Nadella zainicjował transformację w kierunku „learn-it-all”. Efekt? Wartość rynkowa wzrosła z 300 miliardów do ponad 3 bilionów dolarów w dziesięć lat.

Polscy liderzy stoją przed identycznymi wyzwaniami.  -Widzimy menedżerów, którzy przychodzą na szkolenia z przekonaniem, że muszą mieć odpowiedzi na wszystkie pytania. A prawda jest dokładnie odwrotna. W świecie szybkich zmian i dużej niepewności najlepsi liderzy to ci, którzy potrafią powiedzieć: nie wiem, ale razem znajdziemy odpowiedź – podsumowuje Piotr Juszczak z Delta Training.

To jest wybór, przed którym stoją dzisiejsi liderzy. Możesz zarządzać przez kontrolę, strach i mikrozarządzanie. Lub możesz zbudować organizację, w której ludzie nie boją się mówić prawdy, gdzie błędy są okazją do nauki, gdzie talent jest rozwijany a nie tłumiony.

Akademia kompetencji przyszłości

Może dlatego pytanie, które pada często w zarządach: czy można się tego wszystkiego nauczyć? Odpowiedź, poparta dziesiątkami badań: tak. Ale nie na jednorazowym warsztacie motywacyjnym.

Akademia Menedżera stworzona przez Delta Training powstała jako odpowiedź na tę potrzebę. Modularny, długoterminowy program rozwoju kompetencji menedżerskich  od delegowania, motywowania przez feedback po coaching i przywództwo transformacyjne. Nie lista dobrych rad, ale systematyczny trening zachowań, które zmieniają sposób funkcjonowania lidera w organizacji.

– Menedżerów nie przygotowuje się prezentacją slajdów. Przygotowuje się ich przez doświadczenie, konfrontację i bezpieczne ćwiczenie realnych sytuacji, które jutro wydarzą się na korytarzu ich firmy – mówi Piotr Juszczak z Delta Training.

Szkolenia biznesowe dla firm to nie koszt. To inwestycja. Według Association for Talent Development, firmy z kompleksowymi programami rozwoju przywództwa osiągają o 218 procent wyższy przychód na pracownika. Training Industry Magazine wyliczył, że programy dla początkujących menedżerów przynoszą 415 procent rocznego ROI.

Nowa mapa kompetencji menedżera

Z badań McKinsey Global Institute wynika, że do 2030 roku 40 proc. obecnych kompetencji menedżera przestanie być potrzebne, a pojawi się 30 nowych. Dzisiejszy menedżer potrzebuje odporności psychicznej, odwagi decyzyjnej, zdolności uczenia się szybciej niż konkurencja, umiejętności prowadzenia zespołów w chaosie, kompetencji w pracy z emocjami, świadomego delegowania, zdolności integrowania ludzi wokół sensu.

To dlatego Akademia Menedżera Delta Training cieszy się tak dużym zainteresowaniem, bo nie skupia się na modnych hasłach, tylko realnych narzędziach i rozwijaniu kluczowych kompetencji. – Firmy nie potrzebują teorii. Potrzebują zmiany zachowań u menedżerów – podkreśla Piotr Juszczak, partner w Delta Training.

Szkolenia dla menedżerów

W tym pejzażu zmienności rośnie znaczenie szkoleń menedżerskich rozwijających najbardziej deficytowe kompetencje: udzielanie i przyjmowanie feedbacku, delegowanie odpowiedzialności, prowadzenie trudnych rozmów, motywowanie i docenianie ludzi, a także budowanie zespołów opartych na Growth Mindset. Firmy, które wykorzystują te narzędzia, szybciej adaptują się do presji rynku, rzadziej tracą kluczowych pracowników i potrafią „oddychać” w warunkach permanentnej zmiany. Piotr Juszczak, partner w Delta Training, często podkreśla, że „szkolenie to nie jest wykład – to zmiana zachowania, którą uczestnik ma umieć wdrożyć jutro, a nie w idealnym świecie z podręcznika”. I dodaje: „Menedżerów nie przygotowuje się prezentacją slajdów. Przygotowuje się ich przez doświadczenie, konfrontację i bezpieczne ćwiczenie realnych sytuacji, które jutro wydarzą się na korytarzu ich firmy”.

Właśnie dlatego programy Delta Training, od Akademii Menedżera po szkolenia dedykowane przywództwu, motywowaniu, delegowaniu, docenianiu czy prowadzeniu trudnych rozmów z pracownikami – są projektowane w oparciu o psychologię społeczną, ekonomię behawioralną i analizę tysięcy godzin pracy z zespołami. Podobnie zresztą jak wszystkie inne programy szkoleniowe, choćby szkolenia sprzedażowe, szkolenie z rozwoju osobistego, wellbeingu, pracy zespołowej, kreatywności i sztucznej inteligencji.

To nie świat przyspieszył. To my musimy nauczyć się szybciej reagować

Świat biznesu nigdy nie będzie wolniejszy. Przyszłość przyniesie jeszcze więcej zmiennych, jeszcze więcej kryzysów i jeszcze więcej punktów zwrotnych. Ale prawdziwym pytaniem nie jest „co przyniesie kolejny kwartał” lecz „czy nasi menedżerowie są na to przygotowani?”.

Bo w czasach, w których wszystkie firmy mają dostęp do tej samej technologii, tej samej wiedzy i tych samych narzędzi, przewaga konkurencyjna nie rodzi się z tego, co mamy. Ale z tego, kim potrafimy być.

I dlatego kompetencje menedżerskie stały się najważniejszą walutą XXI wieku. Walutą, której kurs będzie rósł.

Ceny ropy rosną po decyzji OPEC+. Rynek reaguje na zamrożenie wydobycia i nowe ryzyka geopolityczne

0

Ceny ropy naftowej rosną w poniedziałek, po tym jak OPEC+ potwierdził utrzymanie obecnych poziomów wydobycia w pierwszym kwartale 2026 roku. Dodatkową presję na wzrost notowań wywarły nowe zakłócenia w dostawach oraz eskalacja napięć geopolitycznych.

OPEC+ zamraża produkcję na początek 2026 roku

Podczas wirtualnego spotkania w niedzielę koalicja OPEC+ potwierdziła, że wstrzyma planowane wcześniej zwiększenie produkcji przynajmniej do końca pierwszego kwartału 2026 roku. To utrzymanie decyzji, którą producenci przyjęli na początku listopada.

Grupa, na czele której stoją Arabia Saudyjska i Rosja, nadal utrzymuje znaczące cięcia wydobycia, odpowiadające zauważalnemu udziałowi w światowej produkcji. Od wiosny stopniowo przywracała część mocy wydobywczych na rynek, jednak obecnie wstrzymuje dalsze zwiększanie podaży, obawiając się ponownej nadpodaży i nadmiernej presji na spadek cen.

Analitycy oceniają, że potwierdzenie tej strategii wniosło na rynek potrzebną jasność i ustabilizowało oczekiwania dotyczące podaży w najbliższych miesiącach.

Rosnące napięcia wokół Wenezueli

Rynek z niepokojem obserwuje także sytuację wokół Wenezueli – jednego z ważniejszych producentów ropy w Ameryce Łacińskiej. Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że przestrzeń powietrzna „nad Wenezuelą i wokół niej” powinna być traktowana jako zamknięta. Następnego dnia poinformował o rozmowie z prezydentem Nicolásem Maduro, nie precyzując jednak ewentualnych dalszych kroków.

Inwestorzy obawiają się, że tak ostra retoryka może poprzedzać zaostrzenie sankcji lub inne działania, które zagrożą stabilności wenezuelskiego sektora naftowego. Każdy sygnał potencjalnego ograniczenia eksportu z tego kraju natychmiast wzmacnia nerwowość na rynku.

Ukraińskie ataki na rosyjską infrastrukturę energetyczną

Na wzrost notowań wpływ mają także kolejne ataki Ukrainy na rosyjską infrastrukturę energetyczną. W ostatnich dniach celem uderzeń stały się m.in. rafineria ropy oraz zakład przemysłu lotniczego w rosyjskim obwodzie rostowskim.

Tego typu działania mają osłabiać zdolność Rosji do prowadzenia wojny, ale równocześnie zwiększają niepewność wokół eksportu surowców energetycznych z regionu. Analitycy zwracają uwagę, że każde zakłócenie transportu czy przetwórstwa ropy w Rosji natychmiast znajduje odzwierciedlenie w nastrojach na rynkach surowcowych.

W efekcie ceny ropy zdołały odbić po długim okresie osłabienia. To, czy bieżące zwyżki przerodzą się w trwalszy trend, zależeć będzie od tego, czy geopolityczne napięcia przełożą się na realne, długotrwałe zakłócenia w dostawach – oraz na ile spowolnienie globalnej gospodarki ograniczy popyt na surowiec w kolejnych kwartałach.

NATO rozważa działania wyprzedzające wobec rosyjnych ataków hybrydowych

NATO sygnalizuje możliwą zmianę podejścia do rosyjskich działań hybrydowych – od dotychczasowej, głównie reaktywnej obrony w kierunku bardziej zdecydowanych, a nawet wyprzedzających działań. Admirał Giuseppe Cavo Dragone, przewodniczący Komitetu Wojskowego NATO, w wywiadzie dla Financial Times przyznał, że sojusz na nowo analizuje, jak reagować na narastające cyberataki, sabotaż infrastruktury oraz naruszenia przestrzeni powietrznej ze strony Rosji. (Financial Times)

Od reakcji po fakcie do działań wyprzedzających?

Dragone podkreślił, że w domenie cyber NATO wciąż działa głównie „po fakcie”, odpowiadając na ataki dopiero po ich wystąpieniu. Teraz, jak zaznaczył, trwają prace koncepcyjne nad przejściem do bardziej ofensywnego myślenia – tak, by sojusz mógł działać proaktywnie, zanim rosyjskie operacje wyrządzą realne szkody.

Włoski admirał przyznał, że w określonych okolicznościach rozważane są nawet uderzenia wyprzedzające, które – z punktu widzenia prawa i logiki odstraszania – mogłyby zostać uznane za formę obrony. Zastrzegł jednak, że taki sposób myślenia „jest odległy od dotychczasowej kultury działania” NATO i wymaga bardzo ostrożnej analizy.

Rosyjska wojna hybrydowa na wielu frontach

Od kilku lat państwa członkowskie NATO – szczególnie na wschodniej flance – mierzą się z serią incydentów, które przypisywane są Rosji lub podmiotom z nią powiązanym. Chodzi m.in. o:

  • cyberataki na administrację publiczną, media i sektor energetyczny,
  • sabotaż podmorskiej infrastruktury – kabli telekomunikacyjnych i energetycznych na Bałtyku,
  • prowokacyjne loty samolotów i dronów w pobliżu lub nad przestrzenią państw NATO.

Odpowiedzią na część tych zagrożeń była m.in. operacja Baltic Sentry – misja patrolowa na Morzu Bałtyckim z udziałem okrętów, samolotów i bezzałogowców morskich, której celem jest odstraszanie i wykrywanie prób sabotażu infrastruktury krytycznej. Dragone wskazał, że od startu tej misji nie odnotowano kolejnych przypadków przecinania kabli, co jest dowodem skuteczności takiej formy odstraszania.

Bariery prawne i dylematy sojuszu

Choć presja – zwłaszcza ze strony państw bałtyckich i innych sojuszników z regionu – rośnie, NATO musi działać w ramach ściśle określonych norm prawnych i etycznych. Dragone zwrócił uwagę, że to właśnie ograniczenia prawne i jurysdykcyjne są jednym z głównych powodów ostrożności sojuszu, szczególnie w sytuacjach dziejących się na wodach międzynarodowych czy w tzw. „szarej strefie” między pokojem a konfliktem zbrojnym.

Przykładem jest głośna sprawa statku Eagle S, podejrzewanego o uszkodzenie kabli energetycznych i telekomunikacyjnych, którą fiński sąd umorzył ze względu na fakt, że do incydentu doszło poza wodami terytorialnymi. Dla wielu sojuszników to sygnał, że obecne regulacje mogą de facto zostawiać Rosji „pole manewru” w międzynarodowej przestrzeni morskiej.

Dragone podkreślił, że nacisk będzie kładziony na powstrzymanie przyszłych aktów agresji przy zachowaniu zgodności z prawem międzynarodowym i wartościami, na których opiera się sojusz. Jednocześnie przyznał, że presja ze strony rosyjskich działań hybrydowych prawdopodobnie będzie rosła – co oznacza, że NATO musi przygotować odpowiedź, która będzie jednocześnie skuteczna, wiarygodna i nie doprowadzi do niekontrolowanej eskalacji.

Teresa Olszewska dołącza do zarządu SAP Polska

0

1 grudnia 2025 r. Teresa Olszewska dołączyła do zarządu SAP Polska, obejmując stanowisko Dyrektorki Sprzedaży oraz Wiceprezeski Zarządu. To uznana ekspertka w obszarze cyfrowych rozwiązań SAP dla HR, z ponad 25-letnim doświadczeniem w branży i ekosystemie SAP.

Teresa Olszewska wraca do macierzy. W przeszłości, przez siedem lat była związana z SAP Polska jako konsultantka oraz Product Manager lokalnej wersji SAP HCM (Human Capital Management). Jako Prezes Zarządu Gavdi Polska – partnera SAP – wprowadziła firmę na rynek polski i konsekwentnie budowała jej pozycję w naszym kraju. Po przejęciu Gavdi Polska przez SD Worx pełniła funkcję Dyrektorki Zarządzającej ds. SAP Solutions. Od 2024 roku odpowiadała za cały europejski biznes SAP w Grupie SD Worx

„Z SAP i jego podejściem do transformacji cyfrowej jestem związana od wielu lat. Powrót do organizacji w roli Dyrektorki Sprzedaży oraz Wiceprezeski Zarządu to dla mnie wyjątkowa okazja, by kontynuować misję wspierania polskich przedsiębiorstw w budowaniu przewagi konkurencyjnej. Dynamiczne zmiany rynkowe wymagają od firm elastyczności i innowacyjności, a SAP dostarcza rozwiązania, które realnie wspierają je w tym procesie. Z ogromną satysfakcją podejmuję się tego wyzwania i cieszę się, że będę współtworzyć dalszy rozwój SAP Polska, koncentrując się na tym, aby nasi klienci mogli skutecznie realizować swoje strategie, wprowadzać innowacje i osiągać trwały sukces.

Dołączam do zarządu SAP po 19 latach działań po stronie firmy partnerskiej. SAP strategicznie stawia na współpracę z partnerami, dlatego cieszę się, że mogę wnieść moją długoletnią perspektywę tej ‘drugiej strony’. Jestem przekonana, że przyniesie to korzyści dla rozwoju biznesu wszystkich uczestników naszego ekosystemu – Klientów, Partnerów i SAP.” – komentuje Teresa Olszewska.

W nowej funkcji Teresa Olszewska będzie odpowiadać za rozwój sprzedaży w segmencie corporate, obejmującym przedsiębiorstwa w fazie wzrostu, które potrzebują elastycznych, skalowalnych rozwiązań IT wspierających ich cyfrową transformację.

„W SAP Polska konsekwentnie realizujemy strategię wspierania polskich przedsiębiorstw w rozwijaniu biznesu poprzez cyfrową transformację. Dołączenie Teresy do zarządu jest naturalnym i silnym wzmocnieniem tego kierunku – wraca do nas liderka, która od wielu lat współtworzy ekosystem SAP i doskonale rozumie potrzeby naszych klientów. Jej wiedza, wizja i głębokie doświadczenie będą istotnym impulsem dla dalszego rozwoju SAP Polska” – podkreśla Piotr Ferszka, Prezes Zarządu i Dyrektor Zarządzający SAP Polska.

Dolar traci, giełdy rosną. Rynki grają pod grudniową obniżkę stóp Fed

Amerykański dolar słabnie wobec głównych walut, a indeksy giełdowe wyraźnie idą w górę. Inwestorzy coraz śmielej zakładają, że Fed zdecyduje się na obniżkę stóp procentowych, a te oczekiwania stały się jednym z głównych motorów ruchów na globalnych rynkach finansowych.

Według wskaźnika CME FedWatch inwestorzy szacują obecnie około 85–87% szans na obniżkę stóp o 0,25 pkt proc. w grudniu. Jeszcze tydzień wcześniej prawdopodobieństwo takiego ruchu oceniano zaledwie na około 40%. Tak gwałtowna zmiana wynika z serii wypowiedzi czołowych przedstawicieli Rezerwy Federalnej. Rynek odczytuje je jako zapowiedź szybszego niż wcześniej sądzono przejścia do łagodniejszej polityki.

Prezes oddziału Fed w Nowym Jorku John Williams stwierdził, że obecna polityka pieniężna jest „umiarkowanie restrykcyjna”. Dodał jednocześnie, że w docelowym przedziale dla stopy funduszy federalnych „jest przestrzeń” do dalszych dostosowań. Najnowsze dane z gospodarki USA – słabnące tempo wzrostu i wyhamowująca inflacja – wzmacniają wrażenie, że Fed ma większy margines manewru. Coraz częściej pojawia się opinia, że ryzyko osłabienia rynku pracy przeważa dziś nad obawą przed ponownym skokiem inflacji.

Inwestorzy liczą, że słabszy dolar i niższe stopy w USA poprawią perspektywy eksportowe azjatyckich gospodarek. Tańsza waluta amerykańska zwykle sprzyja rynkom wschodzącym, ułatwiając obsługę długu denominowanego w dolarze. Może to zachęcać globalny kapitał do większej ekspozycji na akcje i obligacje z Azji. W efekcie region staje się jednym z głównych beneficjentów zmiany narracji wokół Fed.

Wzrosty widać też wyraźnie na Wall Street. W minionym tygodniu Dow Jones zyskał 3,2%, kończąc tydzień na poziomie 47 716 pkt. S&P 500 wzrósł o 3,7%, do 6 849 pkt, a technologiczny Nasdaq odbił aż o 4,9%, docierając do 23 365 pkt. Odbicie napędza przede wszystkim sektor technologiczny, który wcześniej najmocniej ucierpiał na obawach o utrzymująco się wysokie stopy.

Perspektywa tańszego pieniądza natychmiast przełożyła się na poprawę wycen spółek wzrostowych. Firmy technologiczne są szczególnie wrażliwe na koszt kapitału i wysokość stóp procentowych. Niższe stopy zwiększają bieżącą wartość ich przyszłych przepływów pieniężnych, co sprzyja zwyżkom kursów. Dlatego zmiana oczekiwań wobec Fed tak szybko odbiła się na notowaniach Nasdaq.

Najnowsze dane ekonomiczne z USA wskazują na wyraźne schłodzenie dynamiki gospodarczej. Tempo wzrostu PKB spowalnia, inflacja zbliża się w kierunku celu, a część wskaźników rynku pracy pokazuje stopniowe słabnięcie presji płacowej. Liczba nowych miejsc pracy rośnie wolniej niż wcześniej, a wynagrodzenia przestają zaskakiwać w górę. Taki zestaw danych naturalnie sprzyja bardziej gołębiemu podejściu banku centralnego.

W tej sytuacji coraz więcej członków Fed ostrzega przed zbyt długim utrzymywaniem restrykcyjnej polityki. W ich ocenie koszt nadmiernego zacieśnienia – w postaci osłabienia rynku pracy i ryzyka recesji – staje się realnym zagrożeniem. Jednocześnie ryzyko ponownego wybuchu inflacji wydaje się mniejsze niż jeszcze rok temu. Rynki obligacji i akcji szybko uwzględniły tę zmianę w wycenach.

Jeśli grudniowa decyzja Fed potwierdzi obecne oczekiwania inwestorów, słabszy dolar i mocniejsze giełdy mogą pozostać głównym motywem początku 2026 roku. Można spodziewać się dalszego umocnienia euro i innych kluczowych walut wobec dolara. Wzrostowy trend na rynkach akcji może się utrzymać, zwłaszcza w sektorach najbardziej wrażliwych na poziom stóp. Dodatkowym beneficjentem mogą być rynki wschodzące, którym sprzyja łatwiejszy dostęp do finansowania w USD.

Ryzykiem dla tego scenariusza pozostaje możliwość, że kolejne dane makroekonomiczne zaskoczą w górę, szczególnie w zakresie inflacji lub płac. W takim wariancie Fed mógłby przyjąć bardziej jastrzębi ton, co szybko wzmocniłoby dolara i zatrzymało hossę na giełdach. Na razie jednak rynki wyraźnie grają pod „gołębi” grudzień w Rezerwie Federalnej – i widać to coraz mocniej w wycenach aktywów.

Dane o PKB w Polsce pozytywnie zaskoczyły

Poznaliśmy odczyt wzrostu PKB w Polsce w 3Q i znowu mamy pozytywne zaskoczenia. Odczyt w ujęciu rocznym wyniósł 3,8 proc. i jest to więcej od oczekiwań (3,7 proc.) oraz poprzedniego odczytu (3,3 proc.). Odczyt w ujęciu miesięcznym wyniósł 0,9 proc. i to również więcej niż oczekiwano (0,8 proc.) i niż wynosił poprzedni odczyt (0,8 proc.).

To kolejny odczyt z serii pozytywnych zaskoczeń. Czy lepsze od oczekiwanych odczyty dotyczące gospodarki i niższe niż oczekiwano odczyty inflacji CPI (przypomnijmy, że najnowsza prognoza inflacji CPI w ujęciu rocznym jest minimalnie poniżej celu inflacyjnego, pierwszy raz od kwietnia 2024) mogą skłonić RPP do skrócenia cyklu obniżek stóp procentowych z oczekiwanych dwóch lub trzech cięć na przestrzeni kolejnych miesięcy? W końcu obniżki stóp procentowych powinny mieć opóźniony wpływ na gospodarkę i odczyty inflacyjne, więc może rozsądnym byłoby rozpoczęcie hamowania. Zdanie RPP na ten temat poznamy już w najbliższych dniach.

Stowarzyszenia apelują do MRPiPS o wpisanie zawodu opiekuna do wykazu zawodów deficytowych

Polskie Stowarzyszenie Opieki Domowej oraz Krajowa Izba Domów Opieki zwróciły się do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o uznanie zawodu opiekuna osoby starszej i niepełnosprawnej za zawód deficytowy. We wniosku skierowanym do MRPiPS apelują o wpisanie opiekunów do wykazu zawodów, w których występują niedobory kadrowe, o którym mowa w ustawie o warunkach dopuszczalności powierzania pracy cudzoziemcom na terytorium RP. Wskazują, że uzupełnienie narastających braków kadrowych poprzez legalne zatrudnianie wykwalifikowanych opiekunów spoza Unii Europejskiej jest niezbędne do utrzymania minimalnego poziomu dostępności usług opiekuńczych i zapobieżenia dalszej destabilizacji systemu opieki długoterminowej. Podkreślają jednocześnie konieczność wsparcia edukacji i profesjonalizacji krajowych kadr opiekuńczych.

Deficyt pracowników w branży opieki długoterminowej narasta od lat. Barometr Zawodów niezmiennie od 2012 roku klasyfikuje zawód opiekuna jako deficytowy. W opublikowanej niedawno prognozie na 2026 rok sytuacja ta ponownie została potwierdzona. Z analiz przygotowanych na potrzeby projektu bonu senioralnego wynika, że do 2035 roku potrzebnych będzie nawet 100 tysięcy dodatkowych opiekunów. Już dziś co najmniej pół miliona osób w Polsce wymaga opieki długoterminowej, a liczba ta będzie rosnąć w związku z szybkim starzeniem się populacji. Konsekwencje braków kadrowych w największym stopniu ponoszą Polki, które przejmują obowiązki opiekuńcze, tracąc możliwość pełnego uczestnictwa w rynku pracy, rozwoju zawodowego, co skutkuje niższymi wynagrodzeniami i emeryturami.

“Potrzebujemy więcej opiekunów, którzy zajmą się osobami starszymi i niepełnosprawnymi, niż obecnie jest dostępnych na polskim rynku pracy. W tej profesji technologia nie zastąpi człowieka. Musimy więc pozyskiwać pracowników z zagranicy – innego rozwiązania po prostu nie ma. A żeby to móc skutecznie robić, należy wpisać zawód opiekuna osoby starszej i niepełnosprawnej do wykazu w ramach nowej (obowiązującej od czerwca br. roku) ustawy o warunkach dopuszczalności powierzania pracy cudzoziemcom na terytorium RP” – komentuje Ada Zaorska, przewodnicząca Polskiego Stowarzyszenia Opieki Domowej (PSOD).

Polskie organizacje podkreślają, że opiekunowie spoza UE nie stanowią żadnego zagrożenia dla społeczeństwa. To głównie kobiety w dojrzałym wieku, często z wykształceniem medycznym i wieloletnim doświadczeniem w instytucjach opiekuńczych. Zawód opiekuna jest w Polsce kluczowy w kontekście postępującego procesu starzenia się naszego społeczeństwa i rosnących obciążeń systemu opieki społecznej oraz zdrowotnej z tym związanych. W wielu krajach Unii Europejskiej, w USA czy Wielkiej Brytanii opiekunowie są uznawani za pracowników krytycznych dla funkcjonowania państwa (critical workers), a opiekunowie są zaliczani do pracowników krytycznych (essential), a opieka długoterminowa za element infrastruktury krytycznej w systemach opieki społecznej i zdrowotnej w czasie kryzysu (np. pandemii).

Według PSOD w Polsce konieczna jest całościowa reforma systemu opieki, ale liczą się również konkretne działania tu i teraz. Ada Zaorska wskazuje:

„Odciążenie rodzin poprzez angażowanie wykwalifikowanych opiekunów powinno stać się jednym z filarów polityki wobec starzejącego się społeczeństwa. Większość polskich opiekunów pracuje dziś za granicą, ponieważ tam zarobki są znacznie wyższe. Nie jesteśmy w stanie szybko poprawić warunków płacowych w Polsce, a opiekunów potrzebujemy natychmiast. Dlatego powinniśmy umożliwić pracę w Polsce specjalistom z zagranicy”.

Stowarzyszenia apelują o podjęcie działań legislacyjnych, które pozwolą korzystać z międzynarodowego rynku pracy i zapewnią odpowiednią jakość usług opiekuńczych w przyszłości. Według Komisji Europejskiej sektor opieki długoterminowej ma znaczący potencjał rozwoju zatrudnienia – w ciągu najbliższej dekady może powstać nawet 8 milionów nowych miejsc pracy[1]. Rozwój tego sektora jest koniecznością wynikającą z globalnych trendów demograficznych.

[1] Zielona księga w sprawie starzenia się: „Wspieranie solidarności i odpowiedzialności między pokoleniami”.

Bitcoin nurkuje, ETF-y notują rekordowe odpływy. Likwidacje pozycji na dźwigni idą w setki milionów

Bitcoin rozpoczął grudzień mocnym tąpnięciem. W poniedziałek kurs największej kryptowaluty świata spadł poniżej 87 000 USD, kontynuując listopadową wyprzedaż i uruchamiając lawinę likwidacji lewarowanych pozycji wartych setki milionów dolarów.

Gwałtowny ruch, który część traderów określiła mianem „niedzielnego ciosu”, wymazał cały tydzień wcześniejszych wzrostów i doprowadził do przymusowego zamknięcia pozycji o wartości około 400 mln USD w ciągu jednej godziny – z czego blisko 90% stanowiły długie zakłady na dalszy wzrost ceny.

Najgorszy listopad od 2018 roku

Niedzielny krach domknął wyjątkowo słaby miesiąc dla Bitcoina. Listopad okazał się najgorszym listopadem dla tej kryptowaluty od 2018 roku – BTC zakończył miesiąc spadkiem o 17,5%. Był to jednocześnie drugi najsłabszy miesiąc 2025 roku, po lutym, kiedy notowania obniżyły się o 17,39%.

Negatywne nastroje widać wyraźnie także w przepływach kapitału do amerykańskich spotowych ETF-ów na Bitcoina. W listopadzie fundusze te odnotowały łączne odpływy netto szacowane na 3,48–3,79 mld USD, co jest najsłabszym wynikiem od czasu ich debiutu na początku 2024 roku. Największy fundusz – iShares Bitcoin Trust od BlackRock – odpowiadał za około 2,47 mld USD umorzeń, czyli ok. 63% całkowitych odpływów z tego segmentu.

Mimo skali spadków część obserwatorów rynku studzi nastroje paniki. W komentarzu Kobeissi Letter oceniono, że obecna „bessa” na rynku kryptowalut ma przede wszystkim charakter strukturalny, a nie fundamentalny. Analitycy wiążą gwałtowną przecenę przede wszystkim z nagłym wzrostem podaży oraz efektem domina wywołanym przez rekordowe ilości lewarowanych pozycji, które zaczęły być masowo likwidowane po przekroczeniu kluczowych poziomów cenowych.

Czerwono na całym rynku krypto

Wyprzedaż nie ogranicza się wyłącznie do Bitcoina. Ethereum spadło o ok. 6%, schodząc poniżej 2 900 USD. Silne przeceny dotknęły też inne duże projekty: Solana, Dogecoin oraz XRP traciły po ponad 4% w ujęciu dobowym.

W efekcie łączna kapitalizacja rynku kryptowalut stopniała do ok. 3 bln USD – wyraźnie poniżej ponad 4,3 bln USD notowanych na początku listopada. Oznacza to, że w ciągu niespełna miesiąca z rynku wyparował ponad 1 bln USD wartości księgowej, co dla części inwestorów stanowi bolesne przypomnienie o typowej dla kryptowalut wysokiej zmienności.

Co dalej dla Bitcoina?

Analitycy podkreślają jednak, że tak silne ruchy w krótkim czasie są normą w świecie kryptowalut. Z technicznego punktu widzenia obecny spadek kasujący tydzień wzrostów i zamykający słaby listopad może oznaczać próbę przetestowania niższych poziomów wsparcia, choć wiele zależeć będzie od dalszych przepływów do i z funduszy ETF, a także od nastrojów na globalnych rynkach obligacji i akcji.

Na razie jedno jest pewne: grudzień rozpoczął się dla posiadaczy Bitcoina nerwowo, a „niedzielny cios” przypomniał, że nawet po wielomiesięcznych wzrostach rynek kryptowalut potrafi w ciągu jednej godziny brutalnie zweryfikować zbyt optymistycznie zlewarowane pozycje.

Grupa Mosty z 47 mln zł EBITDA po trzech kwartałach 2025 r. przy 107,1 mln zł przychodów

Grupa Mosty miała blisko 47 mln zł skonsolidowanego zysku EBITDA przy ponad 107,1 mln zł przychodów po trzech kwartałach 2025 r.

„Działamy w branżach OZE oraz budownictwa infrastrukturalnego. Segment związany z energetyką od kilku lat generuje istotną część naszych przychodów (61 proc. po trzech kwartałach 2025 r.). Działalność energetyczna – zgodnie z założonym budżetem – wypracowała w analizowanym okresie 65,3 mln zł przychodów wobec 66,6 mln zł w roku ubiegłym. Skonsolidowana EBITDA wyniosła blisko 47 mln zł. Cieszy mnie utrzymywanie   wysokiej efektywności prowadzonego biznesu. Kontynuujemy rozwój Grupy w sektorze OZE — zarówno w kraju, jak i na rynkach zagranicznych, gdzie obserwujemy rosnące zapotrzebowanie na tego typu źródła energii” – mówi Andrzej Michał Kowalik, prezes Grupy Mosty.

Wartość wskaźnika skonsolidowanego długu netto do EBITDA wyniosła na koniec września br. 1,58 w porównaniu z 1,77 rok wcześniej.

„Wskaźnik zadłużenia Grupy Mosty utrzymujemy na bezpiecznym poziomie. Zgodnie z harmonogramem realizujemy rozwój infrastruktury magazynów energii. Liczymy, że wyniki czwartego kwartału będą wspierane dobrą produktywnością instalacji OZE, rozliczeniem kontraktów budowlanych przed końcem roku oraz spadkiem stóp procentowych” – mówi Jacek Skrabacz, wiceprezes Grupy Mosty. 

„Zielony Ład” a realia gospodarki – polityka klimatyczna musi zejść na ziemię

„Zielony Ład” to niefortunne tłumaczenie angielskiego Green Deal. Lepsze byłoby „zielone porozumienie” lub „zielona umowa” – bo to projekt wypracowany przez Komisję Europejską wraz z państwami członkowskimi. To one ostatecznie zaakceptowały kształt regulacji tego szerokiego pakietu dekarbonizacyjnego, który realizuje ambicje klimatyczne wpisane także w Porozumienie Paryskie. Polska ratyfikowała Porozumienie Paryskie – więc jest zobowiązana zarówno do regulacji ONZ, jak i UE. Zielony Ład ma jednak dodatkowy wymiar – poza redukcją emisji wymusza modernizację gospodarki i zmniejszenie zależności od zewnętrznych dostaw surowców energetycznych, które bywają niestabilne i kosztowne. Polska startowała z największym w UE udziałem węgla w produkcji energii elektrycznej, ponad 95% w 2009 r. Dziś to około 50–55%. Postęp jest znaczący – ale wciąż duża część drogi jest do pokonania. Dlatego harmonogram wdrażania kolejnych narzędzi – jak ETS‑2 obejmujący ogrzewanie gospodarstw domowych i paliwa transportowe – wymaga ostrożnej oceny: czy państwa i obywatele są gotowi na społeczne i ekonomiczne skutki takich obciążeń.

– Rosnący udział odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym z czasem obniży koszty energii elektrycznej. To ekonomiczna korzyść transformacji. Niemniej tempo i kształt regulacji muszą uwzględniać realia poszczególnych państw – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Jakub Safjański, dyrektor departamentu energii i gospodarki obiegu zamkniętego Konfederacji Lewiatan. – Transformacja powinna iść w parze z dialogiem z gospodarką. Przedsiębiorcy, którzy realizują te zmiany, widzą ryzyka np. w transporcie – gdzie osiągnięcie wysokiego udziału OZE (elektryfikacja pojazdów) zależy od dostępności kluczowych komponentów i surowców, często importowanych spoza UE. Problemy z dostawami pierwiastków ziem rzadkich czy komponentów do ogniw mogą opóźnić lub uniemożliwić szybką elektryfikację. Dlatego Unia powinna być elastyczna i responsywna – musi rozważać alternatywne ścieżki dekarbonizacji dostosowane do lokalnych uwarunkowań. Ciepłownictwo może być dekarbonizowane przez biomasę, a transport przez biometan – produkowany z odpadów organicznych i pozostałości rolniczych. Pozwala to budować krajowe łańcuchy wartości i ograniczać zależność od importu. Takie rozwiązania warto promować obok elektryfikacji tam, gdzie są realnie wykonalne. Zmiany regulacyjne inicjuje Komisja Europejska – by zmodyfikować przyjęte ścieżki potrzebna jest silna koalicja państw członkowskich, które przekonają Komisję Europejską do rewizji. W tej kwestii kluczowa jest rola rządów, umiejętność budowania koalicji i przedstawiania realistycznych, gospodarczo wykonalnych propozycji. Najlepsza strategia UE to wspieranie celów dekarbonizacyjnych przy równoczesnym dialogu – trzeba wspierać transformację, ale elastycznie dostosowywać harmonogramy i instrumenty do różnych punktów wyjścia państw członkowskich – zaznacza Jakub Safjański.

Bogda Korolczuk nową dyrektorką zarządzającą Polskiej Rady Centrów Handlowych

Z dniem 1 grudnia 2025 r. stanowisko dyrektor zarządzającej Polskiej Rady Centrów Handlowych objęła Bogda Korolczuk. To menedżerka z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem na rynku nieruchomości komercyjnych – handlowych, biurowych oraz mixed-use.

Karierę zawodową rozpoczynała w Kanadzie, gdzie przez 13 lat pracowała dla sieci modowych działających w centrach handlowych. Z polskim rynkiem jest związana od 2000 roku. Pełniła funkcje menadżerskie w międzynarodowych firmach, takich jak CBRE Property Management, Invesco Real Estate, Liebrecht & WooD, AEW CE, JLL. Odpowiadała m.in. za zarządzanie aktywami, wynajem, budowę i przebudowę obiektów, rekomercjalizacje, opracowywanie strategii rozwoju oraz nadzór nad ESG i marketingiem. Zarządzała tak dużymi i znanymi obiektami jak Dom Mody Klif, Galeria Klif, Wola Park, Plac Unii, Centrum Praskie Koneser, Galeria Kazimierz.

– Bogda łączy wieloletnią praktykę oraz wszechstronną znajomość rynku centrów handlowych z nowoczesnym podejściem do rozwoju organizacji i dialogu branżowego. Jestem przekonany, że wniesie do PRCH świeżą perspektywę i bogate doświadczenie operacyjne – podkreśla Jan Dębski, prezes zarządu PRCH.

– Objęcie funkcji dyrektor zarządzającej to dla mnie zaszczyt i duża odpowiedzialność. Chcę, by Polska Rada Centrów Handlowych była platformą efektywnej współpracy i katalizatorem rozwoju sektora, a głos branży – oparty na rzetelnych danych i analizach – był wyraźnie słyszany – mówi Bogda Korolczuk, dyrektor zarządzająca PRCH.

Bogda Korolczuk przychodzi w miejsce Marcina Klammera, który podjął decyzję o ustąpieniu ze stanowiska dyrektora zarządzającego PRCH, by realizować inne plany zawodowe.

– Jestem niezwykle wdzięczny Marcinowi za jego profesjonalizm i zaangażowanie. Dzięki jego wysiłkom sfinalizowaliśmy wiele kluczowych projektów, zwiększyliśmy liczbę członków i wzmocniliśmy pozycję Rady jako jednego z najważniejszych głosów branży retail w Polsce – dodaje Jan Dębski.

Medicalgorithmics z kolejnym kontraktem od klienta w USA

Jeden z największych amerykańskich IDTF (pod względem sesji) rozszerzył od grudnia br. zakres współpracy z Medicalgorithmics. Ze względu na duży popyt na usługi EKG amerykański partner zlecił polskiemu medtechowi realizację dodatkowych usług. Zamówienie zacznie być realizowane w grudniu 2025 roku i obejmuje zwiększony zakres usług analiz w stosunku do dotychczas realizowanej współpracy. W związku z rozszerzeniem usługi Spółka oszacowała łączne przychody od kontrahenta w grudniu z tytułu współpracy w wysokości około 1,6-1,8 miliona PLN, które zostaną odnotowane w IV kwartale br.

Amerykański IDTF, jeden z największych tego typy podmiotów w USA korzysta z rozwiązań autorstwa Medicalgorithmics od lipca br., kiedy to została zakończona integracja tego klienta. Współpraca obejmuje świadczenie określonych usług oraz licencjonowanie wiodącego oprogramowania DeepRhythmPlatform (DRP) z algorytmami sztucznej inteligencji DeepRhythmAI (DRAI) do analizy sygnałów EKG z urządzeń amerykańskiego IDTF.

Dodatkowe zlecenie od naszego największego klienta wynika bezpośrednio ze wzrostu popytu na usługi EKG w IV kwartale. Jest to bez wątpienia następstwo zwiększenia wolumenu realizowanych sesji, o czym informowaliśmy we wrześniu tego roku oraz kolejny etap zacieśniania współpracy z naszym największym partnerem – komentuje dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics.

Od początku tego roku notowany na GPW medtech dynamicznie się rozwija, zdobywając nowych i aktywując kolejnych klientów. Medicalgorithmics podpisała rekordową liczbę umów (19 – więcej niż w całym 2024 roku), co przełożyło się na istotny wzrost kursu akcji. Od początku roku spółka podwoiła swoją wartość, stając się jedną z najlepszych inwestycji na GPW w 2025 roku. Wśród nowych umów, poza wspomnianym amerykańskimi użytkownikami technologii Medicalgorithmics, znajdują się także: umowa z europejskim IDTF, umowa z amerykańskim deep-techem specjalizującym się w integrowaniu zaawansowanych materiałów, czujników i sztucznej inteligencji oraz trzy pierwsze komercyjne umowy na VCAST – na rynku tureckim, w Arabii Saudyjskiej oraz strategicznym rynku skandynawskim.

Biedronka ukarana przez UOKiK. Blisko 105 mln zł kary za wprowadzanie klientów w błąd

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka, karę w wysokości 104 722 016 zł. Powodem jest sposób prowadzenia jednodniowych akcji promocyjnych „Specjalna Środa” i „Walentynkowa Środa”, podczas których sieć reklamowała hasło „Zwrot 100% na voucher”. W ocenie UOKiK przekaz marketingowy był niepełny i wprowadzał konsumentów w błąd co do rzeczywistych warunków skorzystania z promocji.

Jak działała promocja „Zwrot 100% na voucher”

Na początku 2024 roku w sklepach Biedronka odbyły się dwie jednodniowe akcje: „Specjalna Środa” i „Walentynkowa Środa”. Klienci byli zachęcani, m.in. w reklamach radiowych, aplikacji, mediach społecznościowych i materiałach w sklepach, do zakupu określonych produktów z obietnicą „zwrotu 100% na voucher”. Przekaz reklamowy sugerował, że wartość zakupów zostanie w całości oddana klientowi w formie bonu, który będzie można wykorzystać przy kolejnych zakupach na dowolny asortyment.

W praktyce mechanizm okazał się znacznie bardziej skomplikowany. Voucher można było przeznaczyć wyłącznie na produkty z wybranej przez sieć kategorii, często innej niż ta, z której pochodził produkt kupowany w promocji. Dodatkowo obowiązywał wymóg dokonania kolejnych zakupów za kwotę wyższą niż wartość vouchera, a także limity liczby voucherów oraz ograniczenia przy produktach na wagę.

Obietnica kontra rzeczywistość – skargi konsumentów

Zastrzeżenia konsumentów dotyczyły przede wszystkim braku jasnych, zrozumiałych informacji o ograniczeniach promocji w momencie podejmowania decyzji o zakupie. Klienci sygnalizowali, że o faktycznych zasadach dowiadywali się dopiero po otrzymaniu vouchera przy kasie.

Przykładowe skargi dotyczyły sytuacji, w których:

  • zakup konkretnego produktu (np. słodyczy) dawał voucher do wykorzystania wyłącznie na inną kategorię (np. kosmetyki),
  • przy zakupie mięsa voucher obejmował np. napoje czy słodycze,
  • kupon pozwalał na zniżkę np. tylko na środki piorące czy określony segment artykułów.

W komentarzach cytowanych przez UOKiK konsumenci pytali m.in. „co mają wspólnego tulipany z mrożonkami” oraz zwracali uwagę na rosnącą złożoność promocji i brak podawania istotnych informacji „wprost przy reklamie vouchera”.

Kluczowe informacje „schowane” w regulaminie

Jak ustalił UOKiK, istotne warunki akcji – takie jak:

  • kategorie produktów, na które można było wykorzystać voucher,
  • wymóg dokonania zakupów za minimalną kwotę przewyższającą wartość vouchera,
  • limit jednego vouchera na osobę,
  • limity zwrotu przy produktach na wagę,
  • były dostępne głównie w regulaminach na stronie internetowej sieci, na tablicach ogłoszeń w sklepie (często za linią kas) lub dopiero na wydrukowanym voucherze. Nie pojawiały się natomiast w centralnym przekazie reklamowym, który przyciągał uwagę hasłem „Zwrot 100% na voucher” i określeniem „gratis”.

Prezes UOKiK podkreślił, że informacje o ograniczeniach powinny być przekazywane w sposób jasny, czytelny i we właściwym momencie – czyli przed podjęciem decyzji o zakupie, a nie dopiero po dokonaniu transakcji.

UOKiK: umyślne naruszenie zbiorowych interesów konsumentów

W decyzji UOKiK stwierdzono, że selektywny sposób prezentowania treści reklamowych – eksponowanie prostego hasła „zwrot 100%”, przy jednoczesnym pomijaniu istotnych ograniczeń – mógł skłonić konsumentów do zakupów w przekonaniu, że zaoszczędzą na dowolnie wybranych później produktach. Według urzędu taka praktyka stanowi naruszenie zbiorowych interesów konsumentów.

Zgromadzony materiał dowodowy, w tym skargi klientów oraz analiza materiałów reklamowych i regulaminów, doprowadził UOKiK do wniosku, że naruszenie miało charakter umyślny.

Za stosowanie praktyk wprowadzających w błąd podczas akcji „Specjalna Środa” i „Walentynkowa Środa” Prezes UOKiK nałożył na Jeronimo Martins Polska karę w wysokości 104 722 016 zł. Decyzja nie jest prawomocna – spółka ma prawo odwołać się do sądu ochrony konkurencji i konsumentów.

Stanowisko Biedronki

Do decyzji odniósł się właściciel sieci Biedronka, Jeronimo Martins Polska. W przesłanym redakcji oświadczeniu spółka zapowiada zaskarżenie rozstrzygnięcia Prezesa UOKiK.

„Opierając się na faktach, będziemy bronić naszego stanowiska i zaskarżymy decyzję Prezesa UOKiK do sądu. Ubolewamy, że w trakcie badania tej sprawy Urząd nie zgodził się z siecią, która nieustannie stwarza polskim klientom możliwości oszczędzania. Jednocześnie zapewniamy, że Biedronka będzie nadal oferować swoim klientom najbardziej konkurencyjną ofertę na polskim rynku” – czytamy w stanowisku Biura Prasowego sieci Biedronka.

Sieć podkreśla zatem, że nie zgadza się z oceną UOKiK i zamierza bronić swoich działań przed sądem, jednocześnie kontynuując politykę intensywnych promocji dla klientów.

mcr S.A. (dawniej Mercor) z 28,8 mln zł zysku netto w 1H 2025/26 – przed Grupą etap transformacji po sprzedaży części biznesu Kingspanowi

Grupa mcr S.A. (wcześniej MERCOR S.A.), oferująca innowacyjne rozwiązania w obszarze bezpieczeństwa, w pierwszym półroczu roku obrotowego 2025/2026 (1.04.2025 r. – 30.09.2025 r.) przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 271 mln zł, wypracowała zysk netto w wysokości 28,8 mln zł. EBIT w pierwszym półroczu wyniósł blisko 11 mln zł, a EBITDA była na poziomie 20,7 mln zł.

1 października 2025 r. Spółka sfinalizowała transakcję sprzedaży działalności w zakresie oddymiania grawitacyjnego oraz wentylacji pożarowej na rzecz Grupy Kingspan, wiodącego światowego dostawcy technologii izolacyjnych i systemowych rozwiązań dla budynków. Cena za udziały w spółkach objętych transakcją ustalona została na do 420 mln zł, przy czym do 90 mln zł stanowi płatność odroczoną, uzależnioną od realizacji progów skonsolidowanej EBITDA za okres do 31 marca 2026 r.

Wyrazem transformacji związanej z transakcją i nowymi kierunkami rozwoju jest nowa nazwa firmy – mcr – oraz towarzyszące jej hasło „TECHNOLOGIE BEZPIECZNEGO JUTRA”. W listopadzie br. Sąd Rejonowy Gdańsk-Północ zarejestrował zmiany Statutu oraz nową firmę mcr Spółka Akcyjna.

Tuż po zakończeniu okresu sprawozdawczego sfinalizowaliśmy strategiczną dla Grupy umowę sprzedaży części biznesu Grupie Kingspan, co oznacza, że przed nami wymagający etap przejściowy. Warto podkreślić, że prezentowane wyniki finansowe obejmują jeszcze także działalność spółek objętych transakcją. Nasz zysk netto za pierwsze półrocze wyniósł 28,8 mln zł (wobec 11,5 mln zł rok wcześniej) i wpływ na niego miało jednorazowe zdarzenie w drugim kwartale, w postaci rozpoznania aktywa na podatek odroczony od odpisów aktualizujących wartość udziałów przeznaczonych do sprzedaży. Obecnie intensywnie realizujemy procesy reorganizacyjne, w tym wdrażanie nowej struktury operacyjnej. Otwieramy nowy rozdział naszej historii. Jestem przekonany, że działania podjęte w ostatnich miesiącach stworzą solidne fundamenty pod dalszy wzrost Grupy mcr – podkreśla Krzysztof Krempeć, Prezes Zarządu mcr S.A.

Grupa mcr oferuje innowacyjne rozwiązania w obszarze bezpieczeństwa. Należą do nich m.in. zabezpieczenia przeciwpożarowe konstrukcji budowlanych oraz oddzielenia przeciwpożarowe spełniające rygorystyczne normy. Grupa oferuje także aktywne systemy gaśnicze, w tym stałe urządzenia gaśnicze wodne, które chronią ludzi i mienie oraz minimalizują ryzyko zniszczeń, innowacyjne rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa pożarowego, oparte o technologie Internetu Rzeczy (IoT) i transmisję bezprzewodową, a także nowoczesne systemy zarządzania obiektami. W portfolio Grupy znajdują się ponadto przemysłowe magazyny energii dla zakładów produkcyjnych i infrastruktury krytycznej, wspierające transformację energetyczną. Zespół doświadczonych inżynierów i techników wspiera klientów na każdym etapie realizacji projektów, od koncepcji po serwis.

Spółka wypłaciła dywidendę za rok obrotowy 2024/2025 w wysokości 1,78 zł na akcję, przeznaczając na ten cel 27,23 mln zł, z wyłączeniem akcji własnych objętych programem skupu.

W I półroczu roku obrotowego 2025/26 Grupa wygenerowała przychody z rynku polskiego na poziomie 59,2% przychodów, czyli 160,5 mln zł. Z kolei 40,8% sprzedaży, czyli 110,5 mln zł, pochodziła z rynków zagranicznych.

WYNIKI GRUPY MCR PO 1H ROKU OBROTOWEGO 2025/26

w tys. zł 1H 2025/26 1H 2024/25 Zmiana 2Q 2025/26 2Q 2024/25 Zmiana  
Przychody ze sprzedaży 270 980 250 311 8,3% 146 723 125 333 17,1%
Sprzedaż zagraniczna 110 516 115 987 -4,7% 56 058 55 372 1,2%
Sprzedaż w Polsce 160 464 134 324 19,5% 90 665 69 961 29,6%
Zysk brutto ze sprzedaży 65 585 63 449 3,4% 34 806 29 961 16,2%
Marża brutto na sprzedaży 24,2% 25,3% -1,1 p.p. 23,7% 23,9% -0,2 p.p
EBITDA 20 722 25 314 -18,1% 13 000 11 603 12,0%
Marża EBITDA 7,6% 10,1% -2,5 p.p. 8,9% 9,3% -0,4 p.p.
EBIT 10 957 16 038 -31,7% 7 998 6 932 15,4%
Marża EBIT 4,0% 6,4% -2,4 p.p. 5,5% 5,5%
Zysk netto 28 840 11 450 151,9% 28 098* 5 374 422,9%
Zysk netto oczyszczony z czynników jednorazowych* 8 310 11 450 -27,4% 7 568 5 374 40,8%
Zysk netto przypadający akcjonariuszom podmiotu dominującego 29 003 11 503 152,1% 28 172 5 434 418,4%
Marża netto            10,6% 4,6% 6,0 p.p 19,1% 4,3% 14,8 p.p.

* Na zysk netto wypracowany przez Grupę w drugim kwartale 2025/2026 wpływ miało jednorazowe zdarzenie w wysokości 20,5 mln zł  w postaci rozpoznania aktywa na podatek odroczony od odpisów aktualizujących wartość udziałów przeznaczonych do sprzedaży.

W związku ze zbyciem w dniu 1 października 2025 roku działalności Spółki i jej spółek zależnych w zakresie oddymiania grawitacyjnego oraz wentylacji pożarowej, działalność ta traktowana jest zaniechana. Działalność zaniechana wygenerowała w okresie 1.04-30.09.2025 r. przychody ze sprzedaży na poziomie 184,6 mln zł oraz zysk netto w wysokości 18 mln zł.

Simpact Ventures inwestuje w Rankfor.ai – platformę AI, która pomaga markom zobaczyć, jak widzi je sztuczna inteligencja

Simpact Ventures, pierwszy polski fundusz impact venture, inwestuje w Rankfor.ai – platformę AI, która pomaga markom zobaczyć, jak widzi je sztuczna inteligencja, i wpływać na to, jak są rekomendowane. Inwestycja wspiera rozwój nowej dziedziny marketingu – AI Engine Optimization (AIEO).

„W Rankfor.ai inwestujemy nie w kolejne narzędzie SEO, ale w twórców widoczności przyszłości” – mówi Krzysztof Grochowski, Partner w Simpact Ventures. – „Gdy sztuczna inteligencja staje się miejscem, gdzie zaczyna się odkrywanie marek, firmy muszą wiedzieć, jak są postrzegane i jak mogą to kształtować. Rankfor.ai daje im tę możliwość – pokazuje, gdzie i jak pojawiają się w odpowiedziach AI, i oferuje narzędzia, by realnie wpływać na ten obraz.”

Rankfor.ai wykorzysta inwestycję na globalną ekspansję, rozwój sieci partnerów i dalsze doskonalenie swojej oferty produktowej.

AI na nowo definiuje zasady widoczności

Sztuczna inteligencja zmienia sposób, w jaki ludzie szukają informacji i podejmują decyzje. Zamiast korzystać z Google i klikać w linki, coraz więcej osób pyta ChatGPT, Gemini lub Copilot. Marki nie rywalizują już o miejsce w wynikach wyszukiwania, teraz walczą o to, by stać się odpowiedzią, którą wybiera AI. Małe i średnie firmy, będące filarem europejskiej gospodarki, ryzykują, że zostaną pominięte, co pogłębia lukę widoczności sprzyjającą największym amerykańskim graczom.

„AI stała się nową warstwą odkrywania marek” – mówi Dmitrij Zatuchin, współzałożyciel i CEO Rankfor.ai. – „Pomagamy firmom zobaczyć, co sztuczna inteligencja już „myśli” o ich marce — i co zrobić, by częściej pojawiały się w rekomendacjach.”

Rankfor.ai pokazuje, jak AI opisuje marki i ich produkty, pomaga uporządkować dane, by były lepiej rozumiane przez algorytmy, oraz mierzy, jak często i jak trafnie marka pojawia się w odpowiedziach AI. Dzięki temu firmy mogą realnie wpływać na to, jak są widziane w świecie sztucznej inteligencji — i konkurować z największymi.

„Rankfor.ai to najlepszy sposób, by być widocznym w erze AI. Tworzymy treści zrozumiałe dla maszyn i wiarygodne dla ludzi” – dodaje Marzena Ferguson, współzałożycielka Rankfor.ai.

Ukrywał się od 2023 roku, wpadł w Kopenhadze. CBŚP i Europol zatrzymują obywatela Danii polskiego pochodzenia

Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji, we współpracy z Europolem oraz służbami Danii i Hiszpanii, zatrzymali 37-letniego obywatela Danii polskiego pochodzenia. Mężczyzna był poszukiwany za kierowanie międzynarodową zorganizowaną grupą przestępczą oraz za udział w zabójstwie obywatela RP. Od 2023 roku ukrywał się przed organami ścigania, korzystając z rozbudowanej siatki kontaktów za granicą. Był ścigany m.in. na podstawie Czerwonej Noty Interpolu, zarezerwowanej dla najgroźniejszych przestępców.

Jak informuje CBŚP, zatrzymany miał kierować gangiem o globalnym zasięgu co najmniej od 2010 roku. Struktura przestępcza działała na terenie Unii Europejskiej, Maroka, Kolumbii oraz Stanów Zjednoczonych. Grupa zajmowała się przemytem ogromnych ilości narkotyków – śledczy mówią o co najmniej 3 tonach haszyszu, 6,5 tony kokainy oraz 350 kilogramach marihuany. Według ustaleń, 37-latek miał również brać udział w zabójstwie Polaka w 2010 roku na terenie Hiszpanii.

Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego polskie organy ścigania wydały listy gończe oraz Europejskie Nakazy Aresztowania. Gdy pojawiło się podejrzenie, że mężczyzna ukrywa się w Stanach Zjednoczonych, wystąpiono także o jego ściganie z wykorzystaniem Czerwonej Noty Interpolu. Ten międzynarodowy instrument stosowany jest w sprawach najpoważniejszych przestępstw, takich jak terroryzm, handel narkotykami czy zabójstwa. Dzięki temu służby w wielu krajach zostały zaangażowane w poszukiwania.

Przełom nastąpił w październiku 2025 roku, gdy władze amerykańskie podjęły decyzję o wydaleniu poszukiwanego z terytorium USA. Wtedy uruchomiono skoordynowaną operację z udziałem CBŚP, duńskiej policji, Europolu oraz hiszpańskiej Guardia Civil. 37-latek został zatrzymany na lotnisku w Kopenhadze, zanim zdołał ponownie zniknąć. Cała akcja była efektem wielomiesięcznej wymiany informacji i wspólnych działań kilku służb.

Obecnie mężczyzna przebywa w duńskim areszcie, gdzie oczekuje na procedurę ekstradycyjną. Jeżeli tamtejszy sąd zgodzi się na przekazanie go Polsce, trafi przed oblicze polskiego wymiaru sprawiedliwości. Ma usłyszeć zarzuty udziału w międzynarodowym obrocie narkotykami na ogromną skalę oraz współudziału w zabójstwie obywatela RP. Śledczy nie wykluczają, że wraz z postępem postępowania lista zarzutów może zostać rozszerzona.