Dyrektor generalny Google , Sundar Pichai, zapowiedział w programie Fox News Sunday, że już w 2027 roku koncern rozpocznie budowę centrów danych w kosmosie, zasilanych wyłącznie energią słoneczną. Mają one być odpowiedzią na narastający kryzys energetyczny wywołany eksplozją zastosowań sztucznej inteligencji. Pichai określił ten krok jako początek procesu, który w ciągu dekady może całkowicie zmienić sposób projektowania infrastruktury obliczeniowej.
W pierwszej fazie Google nie wystrzeli od razu pełnowymiarowego „kosmicznego data center”. Pichai zapowiedział wysłanie „malutkich, malutkich stojaków maszyn”, które zostaną umieszczone na satelitach i posłużą jako poligon doświadczalny. Testy mają sprawdzić zarówno działanie sprzętu w warunkach orbitalnych, jak i niezawodność komunikacji z Ziemią. Dopiero po tej fazie pilotażowej projekt ma zostać stopniowo skalowany.
Zapowiedź wpisuje się w ogłoszony wcześniej Projekt Suncatcher – badawczą inicjatywę Google, której celem jest „pewnego dnia skalowanie uczenia maszynowego w kosmosie”. Firma współpracuje tu z Planet, operatorem satelitów obrazujących Ziemię. Do początku 2027 roku mają zostać wystrzelone dwa satelity pilotażowe, wyposażone w dedykowany sprzęt obliczeniowy i systemy łączności optycznej. W perspektywie kolejnych lat Google rozważa budowę całych konstelacji satelitów z procesorami TPU, tworzących rozproszone, orbitalne klastry obliczeniowe.
Tłem dla projektu jest gwałtowny wzrost zapotrzebowania na energię ze strony centrów danych, zwłaszcza tych obsługujących generatywną AI. Według przywoływanego w debacie raportu Departamentu Energii USA, centra danych odpowiadały w 2023 roku za kilka procent zużycia energii elektrycznej w USA, a do końca dekady ich udział może wzrosnąć do kilkunastu procent. Sam Google w ciągu zaledwie pięciu lat ponad dwukrotnie zwiększył zużycie energii przez swoje serwerownie. Eksperci ONZ ds. środowiska ostrzegają, że bez przełomowych rozwiązań efekty netto rozwoju AI dla klimatu mogą być negatywne.
Pichai argumentuje, że przestrzeń kosmiczna daje dostęp do „stu bilionów razy więcej energii niż produkujemy dziś na Ziemi”. Satelity na orbitach heliosynchronicznych mogą być niemal nieprzerwanie oświetlone, co – według wyliczeń – pozwala nawet ośmiokrotnie efektywniej wykorzystywać energię słoneczną niż w przypadku instalacji naziemnych. W połączeniu z technologiami łączności optycznej ma to umożliwić przesyłanie ogromnych wolumenów danych między orbitą a ziemskimi punktami dostępowymi. W teorii część najbardziej energochłonnych zadań AI można byłoby „wynieść” w kosmos, odciążając sieci energetyczne państw.
Google nie jest jednak jedynym graczem, który patrzy w kosmos jak w przyszłe centrum danych. Startup Starcloud, wspierany przez Y Combinator i Nvidię, wystrzelił na początku listopada pierwszego satelitę z układem GPU H100, deklarując stukrotnie wyższą moc obliczeniową niż wcześniejsze systemy orbitalne. Szef firmy, Philip Johnston, szacuje, że centra danych w kosmosie mogą mieć nawet dziesięciokrotnie niższy ślad węglowy niż tradycyjne serwerownie. To pokazuje, że segment „space compute” staje się nowym polem wyścigu pomiędzy gigantami i młodymi firmami technologicznymi.
Dynamika tego wyścigu jest tym ciekawsza, że Google równolegle agresywnie inwestuje w klasyczną infrastrukturę na Ziemi. Na początku listopada koncern zapowiedział wydanie 40 mld dolarów do 2027 roku na nowe centra danych w Teksasie, co jest największą inwestycją firmy w jednym stanie USA. Jednocześnie debiut modelu Gemini 3 i rosnąca konkurencja ze strony OpenAI, Microsoftu czy Metty podbijają zapotrzebowanie na moc obliczeniową. Według prognoz McKinsey, globalne nakłady na naziemne centra danych mogą przekroczyć 5 bilionów dolarów do 2030 roku, jeśli tempo rozwoju AI się utrzyma.
Projekt Suncatcher pozostaje na razie w fazie eksperymentu badawczego – przed Google stoją potężne wyzwania inżynieryjne. Chodzi m.in. o zarządzanie ciepłem w warunkach próżni, zapewnienie wysokiej niezawodności systemów na orbicie oraz utrzymanie stabilnych, szerokopasmowych łączy z Ziemią. Otwarte pozostają także pytania o koszty wynoszenia sprzętu, regulacje dotyczące zaśmiecania orbity i ryzyka geopolityczne. Jeśli jednak Pichai ma rację i za dekadę „kosmiczne” centra danych staną się nową normalnością, dzisiejsze deklaracje Google mogą się okazać początkiem zupełnie nowej epoki infrastruktury dla sztucznej inteligencji.






