ZPP o handlu w niedziele w Europie: polskie regulacje wyjątkowo restrykcyjne

W Europie standardem jest raczej swobodny handel w niedziele, niż jakiekolwiek ograniczenia, a polskie regulacje w tym zakresie, są w docelowym kształcie wyjątkowo restrykcyjne – to podstawowe wnioski z raportu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców dotyczącego handlu w niedziele w Europie.

Postulaty ograniczania handlu w niedziele nie są w Polsce żadną nowością. Temat ten wracał do debaty publicznej przez kilkanaście ostatnich lat, jednak nie materializował się w formie konkretnych przepisów – aż do listopada 2017 roku, gdy uchwalono ustawę o ograniczeniu handlu w niedziele.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców był od samego początku krytycznie nastawiony do projektu ustawy ograniczającej handel w niedziele – twierdzi Marcin Nowacki, wiceprezes ZPP. – Wskazywaliśmy na to, że taka sektorowa forma regulacji w żaden sposób nie przysłuży się większości pracowników. Podkreślaliśmy też, że z pewnością nie pomoże ona małym sklepom, a raczej wręcz przeciwnie – doprowadzi do fali bankructw. Dzisiaj widzimy, że mieliśmy rację.

Niezależnie od oceny regulacji obowiązujących od marca 2018 roku, należy zauważyć, że w argumentacji stosowanej przez zwolenników ograniczeń, często znaleźć można powoływanie się na przykłady innych państw Unii Europejskiej, w których – rzekomo – obowiązują analogiczne przepisy. Tymczasem, polski ustawodawca, ograniczając handel w niedziele, zdecydował się obrać kierunek wprost przeciwny do tendencji w Europie.

Musimy podkreślić, że większość państw Unii Europejskiej nie ogranicza handlu w niedziele w żaden sposób. – powiedziała Katarzyna Włodarczyk-Niemyjska, dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji ZPP. – Te zaś, które zdecydowały się na wprowadzenie tego rodzaju ograniczeń, zrobiły to dawno temu, w całkowicie innych warunkach społeczno-gospodarczych i generalnie coraz bardziej się z nich wycofują, liberalizując przepisy. Z kolei Węgry, które zdecydowały się na taki eksperyment stosunkowo niedawno, błyskawicznie – bo po zaledwie roku obowiązywania nowych regulacji – wróciły do wolnego handlu w niedziele.

Jednocześnie, eksperci Związku zwracają uwagę na fakt, że w mniejszości państw, które zdecydowały się na ograniczenie handlu w niedziele, istnieje różnorodność stosowanych rozwiązań. Niemal całkowity zakaz, taki jak ma obowiązywać w Polsce od roku 2020, stanowi negatywny fenomen na skalę europejską. Okazuje się, że prawny krajobraz w zakresie ograniczania handlu w niedziele jest dużo bardziej złożony, niż prosta alternatywa „całkowity zakaz” albo „całkowita swoboda”.

W przypadku państw, które ograniczają handel w niedzielę, standardem z którego wyłamuje się w zasadzie tylko Polska, jest stosowanie różnego rodzaju mechanizmów ograniczających negatywne skutki takich regulacji – twierdzi Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji ZPP. – Wśród takich rozwiązań wyróżnić można choćby wyodrębnianie szczególnych stref, w których handel w niedziele jest dozwolony, przekazywanie części kompetencji w tym zakresie na władze samorządowe, czy też szerokie wyłączenia podmiotowe odnoszące się np. do powierzchni sklepu.

Ciekawym przykładem są rozwiązania hiszpańskie, kumulujące w sobie w zasadzie wszystkie z wymienionych wyżej mechanizmów łagodzenia ograniczenia handlu w niedziele. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców konsekwentnie postuluje wycofanie się z zakazu handlu w niedziele i zastąpienie go kodeksową gwarancją dwóch wolnych niedziel w miesiącu dla wszystkich pracowników etatowych – tak, by wszystkie sektory gospodarki mogły w tym dniu normalnie funkcjonować, przy jednoczesnym osiągnięciu podstawowych celów ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele.

Finansowe plany przyszłych emerytów

Jak wynika z badania zrealizowanego na zlecenie Izby Zarządzania Funduszami i Aktywami przez ARC Rynek i Opinia, około 40% Polaków deklaruje, że źródłami ich dochodów będą emerytura  oraz oszczędności, a 27% chce pracować tak długo jak to możliwe. Co ciekawe Polacy zabezpieczają swoją przyszłość na emeryturze najczęściej przez opłacanie składek ZUS/KRUS oraz odkładanie środków w banku. Składanie pieniędzy na koncie, jest zdaniem respondentów najlepszą formą zabezpieczenia przyszłości.

Dla ponad połowy Polaków (60%) kwota, która pozwoliłaby utrzymać się na emeryturze mieści się w przedziale pomiędzy 1 000 PLN a 2 999 PLN. Najwięcej osób deklarowało takie dochody w wieku 25-34 lat – w większości kobiety (66%). Tylko dla 2% Polaków 1000 PLN jest minimalną kwotą potrzebną do utrzymania na emeryturze, takie wynagrodzenie byłoby wystarczające dla osób w wieku 18-24 lat. Tylko 3% Polaków będzie potrzebowało więcej środków na emeryturze niż zarabia obecnie, częściej taką odpowiedź wskazywały kobiety (4% do 3%) oraz osoby w wieku 35-44 lat. Tyle samo procent wskazało, że kwota powyżej 7 000 PLN, jest minimalną kwotą potrzebną do utrzymania na emeryturze, częściej mężczyźni zaznaczali taki przedział (4% do 2%) i osoby w wieku 18-24 lat. Takie dane płyną z badania “Życie na emeryturze – wyobrażenia i postawy Polaków”, zrealizowanego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Izby Zarządzania Funduszami i Aktywami.

Ponad 3/4 Polaków twierdzi, że ich dochody po przejściu na emeryturę ulegną obniżeniu. Taką sytuacje prognozują częściej mężczyźni, jednak z niewielka przewagą nad kobietami (79% do 77%) i osoby w wieku 45-64 lat (82%). Tylko 13% Polaków przewiduje, że ich dochody będą takie same jak obecne zarobki, przeważają nieznacznie kobiety, a tylko 9%, że będą wyższe – tutaj nieznaczną przewagę stanowią mężczyźni. Nieco bardziej optymistyczne podejście do emerytury mają młodsi. 60% osób w wieku 18-24 lat uważa, że ich emerytura będzie niższa niż obecne zarobki, tylko 15%, że będzie taka sama, natomiast 25% że otrzymają wyższe wynagrodzenie.

Emerytura i oszczędności będą źródłem finansowania 35% Polaków, w większości taką formę deklarują mężczyźni i młode osoby w wieku 18-24 lat. 27% zamierza pracować zawodowo tak długo, jak to będzie możliwe, bez względu na osiągnięty wiek emerytalny. Co ciekawe takie plany mają osoby starsze w wieku 45-64 lat. Tyle samo osób deklaruje utrzymywać się tylko z emerytury, tylko 6% osób z oszczędności, 3% będzie wspomagać rodzina.

25% Polaków nie planuje na emeryturze wspierać bliskich, nie oczekują też wsparcia z ich strony, 17% zamierza wspierać finansowo swoich bliskich.

prof. Marcin Dyl z Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami
prof. Marcin Dyl z Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami

Sposoby oszczędzania pieniędzy na emeryturę są bardzo różne. Polacy najczęściej opłacają składki ZUS i KRUS, taką metodę zabezpieczenia swojej przyszłości na emeryturze zadeklarowało 41% Polaków. 26% zaczęło odkładać pieniądze w banku, 19% opłaca składki OFE. Tylko 10% odkłada pieniądze w ramach polisy ubezpieczeniowej, tyle samo inwestuje w przyszłość swoich dzieci. Tylko 6% założyło Indywidualne Konto Emerytalne lub inwestuje w nieruchomości. Należy mieć nadzieję, że odsetek Polaków zarabiających na instrumentach finansowych wzrośnie wkrótce dzięki uczestnictwu w Pracowniczych Programach Kapitałowych – komentuje prof. Marcin Dyl z Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami

Według Polaków najlepszymi sposobami oszczędzania pieniędzy na emeryturę jest odkładanie pieniędzy w banku, które wybiera 33% osób, inwestowanie w nieruchomości (26%) i opłacanie składek ZUS (18%). 20% z nas uważa, że nie ma dobrego sposobu na zaoszczędzenie pieniędzy na emeryturę. Ponad 20% Polaków nie oszczędza ani nie gromadzi środków na zabezpieczenie swojej przyszłości na emeryturze.

PIT 2019 r. – warto wiedzieć: ulgi, świadczenia, dochody, dodatki i podatki

Pierwsze zeznania roczne za 2018 r. zostały już złożone. Do 31 stycznia powinni zrobić to podatnicy, którzy rozliczają się według ryczałtu i karty podatkowej. Pozostali mają na to czas do końca kwietnia. Warto mieć na uwadze, że w 2019 roku czekają nas pewne nowości w rozliczaniu podatku dochodowego.

Twój e-PIT zamiast PFR

e-pit administracjaZarówno Twój e-PIT, jak i wcześniejszy PFR to nazwy wstępnie przygotowanego zeznania podatkowego. Nazwy te nie funkcjonują równolegle, bo PFR obowiązywało w rozliczeniu za 2017 rok, a Twój e-PIT – za 2018.

Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt
Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt

W rozliczeniu za 2018 r. na portalu podatkowym[1] w terminie 15.02 – 30.04 będą dostępne formularze PIT-37 i PIT-38. Podatnik może (ale nie musi) z nich skorzystać. Jeśli w terminie do 30.04.2019 podatnik nie złoży PIT-a samodzielnie lub nie zaakceptuje przygotowanego przez Ministerstwo Finansów, to urząd skarbowy automatycznie zatwierdzi wstępnie przygotowane zeznanie z uwzględnieniem ulg, o których wie – np. ulgi na dzieci. Jeśli podatnik zdecyduje się na skorzystanie z formularza e-PIT, może samodzielnie wskazać organizację pożytku publicznego, której chce przekazać 1% podatku.

Świadczenia dla rodziców a ulga prorodzinna

Świadczenia dla rodziców takie jak 500+, 300+, „becikowe”, „kosiniakowe” czy dopłaty do żłobków są zwolnione z opodatkowania i nie wykazuje się ich w zeznaniu rocznym. Warto przypomnieć, że od wielu lat rodzice mogą korzystać z ulgi na dzieci. Otrzymywanie wyżej wymienionych świadczeń w żaden sposób z nią nie koliduje.

Gdy ulga przysługuje na jedno dziecko, to limit przychodów wynosi:

  • 112 000 zł w przypadku podatnika pozostającego przez cały rok podatkowy w związku małżeńskim (dochody podatnika i jego małżonka);
  • 112 000 zł w przypadku podatnika będącego osobą samotnie wychowującą dziecko;
  • 56 000 zł w przypadku podatnika niepozostającego w związku małżeńskim, w tym również przez część roku.

Natomiast rodzice wychowujący dwoje i więcej dzieci skorzystają z ulgi bez względu na wysokość uzyskanego dochodu. Kwota podlegająca odliczeniu za każdy miesiąc kalendarzowy roku podatkowego wynosi:

  • w stosunku do jednego dziecka – 92,67 zł (rocznie 1112,04 zł);
  • drugiego dziecka – 92,67 zł (rocznie 1112,04 zł);
  • trzeciego dziecka – 166,67 zł (rocznie 2000,04 zł);
  • czwartego i każdego kolejnego dziecka – 225 zł (rocznie 2700 zł).

Do liczby dzieci wliczane są tylko te, na które przysługuje ulga – nie są brane pod uwagę dzieci pełnoletnie, takie, które się nie uczą lub których dochód roczny przekroczył 3089 złotych. Jeśli dziecko urodzi się w trakcie roku podatkowego, to wówczas ulga przysługuje począwszy od miesiąca, w którym się urodziło.

Ulga prorodzinna to odliczenie od podatku. Jeśli podatnikowi nie wyliczono takiej kwoty podatku, aby wykorzystać całą kwotę ulgi, to wówczas może on skorzystać ze zwrotu z tytułu ulgi na dzieci. Zwrot jest limitowany składkami na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne, podlegającymi odliczeniu (w przypadku składki zdrowotnej jest to 7,75% podstawy wymiaru). W przypadku rozliczania zwrotu należy być ostrożnym. Nie jest obowiązkowy, a można przez niego stracić 500+ na pierwsze dziecko, ponieważ jest wliczany do przychodu.

Karta Dużej Rodziny

Karta Dużej Rodziny wydawana jest na wniosek rodziny 3+. Podatnik, który w zeznaniu rocznym złożonym elektronicznie zaznaczy, że taką kartę posiada, otrzyma zwrot nadpłaconego podatku w terminie do 30 dni od dnia złożenia zeznania. Jak podaje Ministerstwo Finansów, system automatycznie wskaże tych podatników i będą oni obsługiwani preferencyjnie.

Działalność bez rejestracji

Od 30 kwietnia 2018 r. istnieje w Polsce możliwość prowadzenia działalności nierejestrowanej. Podatnicy rozliczający się w ten sposób mogą osiągać miesięczne maksymalne przychody w wysokości 50% minimalnego wynagrodzenia za pracę. W 2018 r. kwota graniczna wynosiła 1050 zł, a w 2019 r. jest to 1125 zł. Warto pamiętać, że zwolnienie z obowiązku rejestracji tych działań nie oznacza zwolnienia z podatku. W trakcie roku można nie wpłacać zaliczek na podatek dochodowy, ale po zakończeniu roku z tych przychodów trzeba się już rozliczyć. Jeśli dana osoba ponosi koszty działalności nierejestrowanej, to może je ująć w zeznaniu rocznym.

Rozliczenia dochodów z działalności bez rejestracji należy dokonać na formularzu PIT-36. W zeznaniu został dodany dedykowany, osobny wiersz do wpisania przychodów i kosztów z działalności nierejestrowanej.

[1] https://www.podatki.gov.pl/pit/twoj-e-pit/

Dlaczego wygrali zwolennicy brexitu? Ocena psychologa

Zdaniem ekspertów Mindsonar, Brexit można analizować pod kątem stylów myślenia polityków. Według nich Brexit okazał się niebezpieczną walką pomiędzy skrajnie oddalonymi od siebie napędami motywacyjnymi: „czerwonym oraz pomarańczowym” – w przypadku zwolenników Brexitu i „niebieskim/zielonym” – w przypadku jego przeciwników.

Według holenderskiego psychologa Yapa Hollandera, biorąc pod uwagę napędy motywacyjne twórcy teorii Spiral Dynamics Clare W. Graves’a, po stronie zwolenników wyjścia z UE widzimy takie wartości jak sukces, elastyczność i zysk. To brzmi bardzo „pomarańczowo”. „Nie potrzebujemy was panowie, sami możemy wygrywać. Jesteśmy wystarczająco kompetentni i śmiało stawiamy czoło konkurencji”. Jest tu też trochę napędu „czerwonego”: „Kim do cholery jesteście, żeby nam mówić co mamy robić? To my tu jesteśmy szefami!”. W rozumieniu napędów motywacyjnych Gravesa w debacie publicznej strona będąca za opuszczeniem Unii Europejskiej brzmiała bardzo „pomarańczowo” i „czerwono”.

W przypadku zwolenników pozostania w Unii Europejskiej, kryteria oscylowały w sferach: bezpieczeństwa, wspólnotowości oraz moralności.dlaczego brexit

Zdaniem Yapa Hollandera z Mindsonar: „Nie jest dużą niespodzianką, że obóz zwolenników wyjścia z UE rozpadł się po zwycięstwie. Nie stawiali oni przecież na pierwszym miejscu wartości bycia razem. A wiele z odpowiedzi zwycięskich polityków było charakterystycznych dla „czerwonego” napędu: „Nie sądzę, żeby on potrafił przewodzić państwu, ja o wiele lepiej nadaję się do tej roli!”.

Sposób myślenia za wyjściem a sposób myślenia za pozostaniem

Jakie wartości oraz style myślenia wyróżniają sposób myślenia: „Zostajemy”, a jakie są charakterystyczne dla sposobu myślenia: „Wychodzimy”? Ci, którzy byli za wyjściem z UE mówili: „Anglia odzyska poprzednią militarną siłę jako jedna z największych potęg, znowu stanie się imperium”. Ci, którzy byli za pozostaniem w UE tłumaczyli: „Zostańmy w większym systemie, zwiększy to nasze bezpieczeństwo”.

Zwolennicy wyjścia odpierali: „Anglia nie będzie musiała manewrować w gąszczu przepisów UE. Zacznie lepiej prosperować, negocjując nowe traktaty, które będą korzystne dla Anglii, nie UE”. Natomiast w kontrze zabrzmiało: „Anglia posiada eksport do UE o wartości 400 mld EUR! Jego zahamowanie będzie nas kosztować dużo więcej niż jakiekolwiek odzyskanie elastyczności działania”.

Jedną z bardziej istotnych kwestii, był stosunek do przyjmowania imigrantów. Popierający wyjście argumentowali: „Wyjście z Unii zwróci nam kontrolę nad naszymi granicami. Nie będzie już więcej Polaków zabierających nam pracę. Nie będzie już Syryjskich uchodźców zabierających nam miejsca w czynszówkach”. Zwolennicy komentowali: „Pomijając etyczne plusy wynikające z pomocy uchodźcom, Brytyjczycy mogą stracić swobodę podróżowania, nauki, życia i pracy w ramach 27 krajów Unii Europejskiej”.

Konkretne kontra ogólne unikanie

Możemy powiedzieć, że Brexiterzy mają wiele konkretnych argumentów nastawionych na unikanie (np. absurdalne przepisy UE lub konkretne zawody utracone na rzecz imigrantów). Zwolennicy UE mają bardziej ogólne argumenty (np. niewykonanie międzynarodowych przepisów dotyczących uchodźców lub utraty praw obywatelskich w UE). W debacie publicznej działa to na niekorzyść zwolenników UE.

Konkretne kontra ogólne osiąganie

Argumenty zwolenników wyjścia koncentrują się wokół haseł: „Sprawmy, żeby Imperium znów było wspaniałe”. „Bez Unii Europejskiej Wielka Brytania będzie bogatsza, silniejsza i ważniejsza”. Nieważne, jak niejasne i wątpliwe są spodziewane efekty – brzmi to dobrze. Odwołuje się do mitu przywracania utraconej siły, tak atrakcyjnej dla Anglików.

Argumenty zwolenników pozostania w UE nastawione na osiąganie są bardziej konkretne. Chcą zasadniczo zachować rzeczy takimi, jakie są. Zwolennicy pozostania w UE nie oferują żadnych nowych korzyści w związku z pozostaniem Wielkiej Brytanii w UE.

Proaktywnie czy reaktywnie

W obozie zwolenników wyjścia z UE mówi się: „Opuśćmy UE, znów bądźmy wielcy”. Obóz zwolenników pozostania w UE tłumaczy: „Zaczekajcie chwilę, przyjrzyjmy się najpierw wszystkim konsekwencjom, jakie mogą nastąpić”. Argumenty za opuszczeniem UE nakreślają pewne ramy. To sprawia, że Brexiterzy są proaktywni, a zwolennicy UE reaktywni, ponieważ zastanawiają się, co mówi druga strona.

Umiejscowienie kontroli

Obóz “za wyjściem” o wiele częściej manifestuje wewnętrzne źródło kontroli. „To my decydujemy o naszym losie ekonomicznie i militarnie.”, „Mamy siłę, by kształtować nasze przeznaczenie.”, „W naszych rękach leży działanie w naszym własnym interesie, ekonomicznie, w kategoriach militarnych, itd.”.

Zwolennicy UE przyjmują bardziej zewnętrzne umiejscowienie kontroli. Mówią: „Jesteśmy częścią większych systemów, od których jesteśmy uzależnieni. Wiele globalnych zmian jest poza naszą kontrolą. A jeśli opuścimy UE, stracimy jakiekolwiek środki kontroli nad tymi zmianami”.

Uczucia kontra wizje

Jak podkreśla Yap Hollander – „Obóz „za wyjściem” wydaje się mieć bardziej kinestetyczne argumenty, bazujące na konkretnych uczuciach: dumie, strachu, irytacji. Obóz „za pozostaniem” posiada argumenty bardziej wizualne: „Jeśli spojrzymy na aktualne dane, jeśli spojrzymy na sytuację globalną…”brexit w metaprogramach

Dlaczego zatem obóz “za wyjściem” wygrał? Według psychologa Yapa Hollandera:

  • Dla wielu ludzi proaktywne argumenty brzmią lepiej.
  • Ludzie w większości motywują się pozytywnymi ogólnymi celami nastawionymi na osiąganie (Będziemy wielcy!) niż szczegółowymi (utrzymamy dotacje dla naszych rolników). Pozytywne cele wywołują przyjemny stan emocjonalny, tym silniejszy im ten cel jest bardziej ogólny.
  • Proaktywna postawa „Zróbmy to!” jest dla ludzi bardziej inspirująca niż reaktywna „Przemyślmy to jeszcze”.
  • Polityka ma wiele wspólnego z umiejscowieniem kontroli. Kto ma władzę? Politycy demonstrujący wewnętrzne umiejscowienie kontroli („Yes, we can!”) są bardziej popularni niż politycy wykazujący zewnętrzne umiejscowienie kontroli („Jesteśmy częścią większej całości”).
  • Opinia publiczna reaguje na argumenty kinestetyczne (duma, honor, dobrobyt), niż na skomplikowane, wizualne, opisujące powiązania i relacje („Jeśli spojrzymy pod kątem prawa międzynarodowego oraz naszej pozycji geopolitycznej…”).
  • Dla wielu ludzi wewnętrzne źródło kontroli brzmi lepiej niż zewnętrzne źródło kontroli. „Poczujmy naszą siłę, kiedy mamy wpływ na przyszłość!”. Szczególnie kiedy to obietnica przyszłego Wewnętrznego Źródła Kontroli.
  • Istnieje pewien rodzaj emocjonalnych korzyści, wynikający z poczucia brzemienia odpowiedzialności. To polityczna wersja sloganu: „kup teraz, zapłać później”. Poczuj się mocny teraz, odpowiedzialność przyjdzie później.

Patrząc na to wszystko, dziwi, że głosy za opuszczeniem UE nie miały większej przewagi.

Popyt na obligacje skarbowe nie słabnie

W styczniu oszczędzający wydali na zakup obligacji skarbowych nieco ponad 1,13 mld zł. Utrzymuje się więc duże zainteresowanie tymi papierami, wyraźnie widoczne już od kilkunastu miesięcy.

Przełom roku zwykle charakteryzuje się nieco mniejszą skłonnością do oszczędzania, ale styczniowe wyniki sprzedaży obligacji skarbowych pokazują, że nie jest z tym tak źle i sugerują, że i w tym roku możemy mieć do czynienia z kolejnym rekordem zainteresowania tymi papierami. W styczniu zanotowano wyraźne przesunięcie się preferencji nabywców w kierunku obligacji o dłuższych terminach wykupu. Udział najbardziej dotąd popularnych obligacji 3-miesięcznych obniżył się z 33,7 do 28,6 proc., co może wskazywać na to, że oszczędzający postanowili wybrać papiery o wyższym oprocentowaniu. Spadek inflacji, notowany w ostatnich miesiącach, skłonił do zwiększonych zakupów obligacji 2-letnich, w przypadku których stałe oprocentowanie wynosi 2,1 proc. Ich udział w sprzedaży ogółem zwiększył się z około 24 proc. w listopadzie i grudniu do 27,3 proc. Niższe oczekiwania inflacyjne przełożyły się także na zmniejszenie się zainteresowania obligacjami czteroletnimi, których oprocentowanie jest uzależnione od wskaźnika wzrostu cen. Ich udział w sprzedaży zmniejszył się z ponad 30 do 28,9 proc. Jednocześnie zwraca uwagę bardzo wyraźny wzrost udziału w sprzedaży obligacji dziesięcioletnich, sięgający aż 13,9 proc. Wyższy poziom notowano w ich przypadku jedynie w pierwszych trzech miesiącach 2015 r.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Gartner docenił innowacje krakowskiego oddziału Capgemini

Instytut badawczy Gartnera, specjalizujący się m.in. w zagadnieniach związanych z wykorzystaniem technologii w biznesie, umieścił Capgemini w gronie liderów w obszarze tworzenia i wdrażania innowacyjnych rozwiązań w zarządzaniu miejscem pracy. Firma zyskała międzynarodowe uznanie dzięki projektom rozwijanym przez polski zespół Capgemini w Krakowie.

„Magiczny kwadrat” Gartnera to prestiżowe zestawienie firm oferujących najnowsze rozwiązania technologiczne w badanym obszarze. W roku 2019 Instytut umieścił Capgemini w gronie liderów, awansując grupę z poprzedniej pozycji tzw. Challengera. Portfolio Connected Employee Experience, które było oceniane, powstało w znaczącej części w krakowskim Centrum Capgemini Cloud Infrasturcture Services.

83% liderów HR w 12 krajach świata wskazało doświadczenie pracownika jako kluczowe dla przyszłego sukcesu organizacji. W tym świetle to, co robimy w Krakowie, doskonale wpisuje się w obecne trendy i odpowiada na potrzeby naszych klientów. Kiedyś odkryciem było Activity Based Workplace. Dzisiaj tworzymy i testujemy unikatowe na skalę globalną rozwiązania w obszarze technologii środowisk pracy, biur przyszłości, a także wsparcia użytkowników. Wykorzystują one m.in. sztuczną inteligencję oraz rozszerzoną rzeczywistość, pozwalając na budowanie doświadczenia pracownika na wielu poziomach.
-Maciej Kafel, Starszy Architekt i globalny lider oferty Connected Office w Capgemini

W Krakowie znajduje się również Connected Employee Experience Living Lab – eksperymentalna powierzchnia pracy, na której testowane są rozwiązania z zakresu Connected Employee, Connected Office i Connected Workspace.

Na podstawie badań pracowników klientów tworzymy m.in. specjalne aplikacje mobilne wspomagane przez sztuczną inteligencję, które towarzyszą im na co dzień integrując wiele funkcjonalności przydatnych w czasie pracy. Dzięki nim można m.in. wejść do biura, łatwo połączyć się z zespołem, rozwiązać problem z wykorzystaniem chatbota, zlokalizować szefa i zalogować się do własnego smart biurka i cyfrowego środowiska pracy z wykorzystaniem kodu QR. Dajemy też możliwość zarządzania otoczeniem, które jest „smart” i łatwe w obsłudze. Mamy na przykład inteligentne sale konferencyjne oraz jedyny w tej części Europy system umożliwiający redukcję hałasu na open space, pomagający pracownikom pozostać skupionymi i pozytywnie wpływający na poziom relaksacji i kreatywne myślenie. W warunkach zaostrzonej konkurencji o talenty, takie trendy będą musiały wkrótce zawitać również do polskich firm. -Maciej Kafel, Starszy Architekt i globalny lider oferty Connected Office w Capgemini

Wynagrodzenia nadal mocno rosną

Choć w styczniu średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w porównaniu do stycznia 2018 r. o 7,5 proc., to jego poziom wyniósł 4931,8 zł, a więc był niższy o 6,5 proc. niż grudniowe 5274,95 zł. Nieznacznie wyższa niż w grudniu była za to sięgająca 2,9 proc. dynamika zatrudnienia.

Początek roku przynosi kontynuację umiarkowanie wysokiej presji płacowej w firmach. Po grudniowej zwyżce o 6,1 proc., ekonomiści spodziewali się wzrostu o 6,8 proc., tymczasem wzrost wynagrodzenia powrócił do wysokiego tempa, notowanego w poprzednich miesiącach ubiegłego roku. Nie sprawdziły się także pesymistyczne prognozy obniżenia się dynamiki wzrostu zatrudnienia do 1,9 proc. Poszło ono w styczniu w górę o 2,9 proc., a więc nieco mocniej niż w grudniu. Nie oznacza to jednak raczej odwrócenia niekorzystnej tendencji, bowiem pierwszy miesiąc roku jest pod tym względem dość specyficzny. Liczba zatrudnionych osiągnęła 6 mln 368,4 tys. osób

Dynamika wzrostu zatrudnienia w firmach maleje od dwunastu miesięcy, od czasu gdy w grudniu 2017 r. wyniosła 4,6 proc. i była najwyższa w obecnym cyklu koniunktury (wcześniej tak dużą zwyżkę zanotowano w połowie 2008 r.). W pierwszej połowie ubiegłego roku stabilizowała się na poziomie 3,7 proc., jednak w kolejnych miesiącach zmniejszała się do 2,8 proc. w grudniu. Styczniowy wynik jest najsłabszy od maja 2016 r. Tendencja ta wiąże się z narastającymi od dłuższego czasu trudnościami z pozyskaniem pracowników, a ostatnio doszło do tego mniejsze zapotrzebowanie ze strony firm, związane z osłabieniem koniunktury. Choć nie było ono jeszcze widoczne w skali makro, a więc w takich agregatach jak PKB, to jednak na poziomie firm zaczęło być już odczuwalne kilka miesięcy wcześniej w postaci zmniejszenia się zamówień i niższego wzrostu produkcji.

Presja płacowa zaczęła być mocniej odczuwalna pod koniec 2017 r., gdy dynamika wzrostu wynagrodzeń przekroczyła 7 proc. i utrzymuje się przy niewielkich wahaniach do dziś. Najwyższy, sięgający 7,8 proc. wzrost zanotowano w kwietniu ubiegłego roku. Po osłabieniu do 6,7-6,8 proc. w sierpniu i we wrześniu, koniec 2018 r. przyniósł ponowne przyspieszenie do 7,6-7,7 proc., za wyjątkiem grudnia, gdy zwyżka sięgnęła jedynie 6,1 proc. Jednocześnie nagłośnione medialnie przekroczenie w grudniu przez średnią płacę w firmach poziomu 5 tys. zł, okazało się wydarzeniem jednorazowym, charakterystycznym dla ostatniego miesiąca roku, wynikającym z kumulacji wypłat premii i nagród. Utrzymanie się wysokiej dynamiki płac już wkrótce powinno jednak doprowadzić do trwałego przekroczenia wspomnianej bariery 5 tys. zł miesięcznie brutto. Spowolnienie gospodarcze z pewnym opóźnieniem negatywnie przekłada się na poziom płac, a więc powinny one rosnąć mocno jeszcze przez jakiś czas.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Coraz bezpieczniejszy transport publiczny dzięki dozorowi wizyjnemu

Dzięki postępującej cyfryzacji transport publiczny staje się coraz bardziej inteligentny, a w konsekwencji bezpieczniejszy niż kiedykolwiek przedtem. To jeden z wielu wniosków, jakie przyniosły wspólne badania przeprowadzone przez Międzynarodową Unię Transportu Publicznego (UITP) i Axis Communications w zakresie wykorzystania dozoru wizyjnego w sektorze transportu publicznego.

W ciągu ostatnich kilku lat gwałtownie wzrosło zainteresowanie aplikacją rozwiązań dozoru wizyjnego w transporcie publicznym. W rezultacie poziom bezpieczeństwa w miastach wzrósł, co przełożyło się na satysfakcję pasażerów, a także na funkcjonowanie i wyniki finansowe operatorów. Korelacji tej przyjrzała się bliżej Międzynarodowa Unia Transportu Publicznego (Union Internationale des Transports Publics/UITP) wraz z ekspertami Axis Communications, badając trendy związane z modernizacją transportu publicznego z wykorzystaniem inteligentnego monitoringu. UITP to ogólnoświatowa organizacja zrzeszająca ponad 3,8 tys. podmiotów (firmy przewozowe, instytucje i ośrodki naukowe) z 96 krajów, działających w sektorze transportu zbiorowego. Z przeprowadzonych wśród organizacji transportowych badań (obejmujących lata 2015-2018) wynikają m.in. następujące wnioski:

  • Postępuje widoczny proces przechodzenia na sieciowe systemy dozoru wizyjnego (82% firm posiada już sieciowy element w swoich systemach);
  • Wzrasta współczynnik udostępnień. W 2015 r. uśredniona liczba adresatów udostępnianych filmów wideo ogółem wyniosła 3,04 podczas gdy w 2018 r. już 3,4. Wzrost liczby uczestników wymian wykazano w szczególności w następujących działach: Centra dozoru miejskiego (10% do 22%), Straże pożarne (4% do 28%) i Regionalne/krajowe centra bezpieczeństwa (5% do 12%);
  • Akceptacja opinii publicznej wobec zastosowania dozoru wizyjnego w transporcie publicznym zwiększyła się z 65% do 73%. Konsumenci dostrzegają korzyści związane
    z monitoringiem, ceniąc wyżej względy bezpieczeństwa niż zagrożenia dla prywatności.

Cyfryzacja przede wszystkim

Cyfryzacja zmienia różne aspekty funkcjonowania naszych gospodarek i społeczeństw, także w zakresie podróżowania, logistyki i transportu publicznego. Przyniosła chociażby większą wydajność pracy, poprawę jakości produktów i usług, czy lepszą jakość obsługi klienta. Raport UITP i Axis Communications wskazuje, że w porównaniu z 2015 r. odsetek sieci transportu publicznego wyposażonych wyłącznie w kamery analogowe uległ wyraźnemu zmniejszeniu (z 25% do 18%).

W ramach procesów modernizacji inwestuje się już głównie w instalacje cyfrowe. Przejście na sieciowe systemy dozoru wizyjnego staje się oczywistym wyborem. Ponadto, digitalizacja przyczyniła się również do zmiany w społecznym postrzeganiu dozoru wizyjnego i mierzeniu jego efektywności. Początkowo, ocenę monitoringu mierzono poprzez „postrzeganie” pozytywnego wpływu na bezpieczeństwo pasażerów i kierujących pojazdami. Obecnie ewaluacja polega na mierzeniu wpływu na faktyczny poziom bezpieczeństwa zapewnianego pasażerom i personelowi na poziomie 80%.

Zwiększone inwestycje w technologię i analitykę w czasie rzeczywistym

Inwestycje w zakresie sieciowego dozoru wideo umożliwiają operatorom usprawnienie procesu decyzyjnego poprzez korzystanie z funkcji analityki w czasie rzeczywistym. Postęp w tym zakresie oznacza m.in. większą gotowość platform do wychwycenia zmian w przypadku scenariuszy krytycznych (wymagających reakcji na konkretne zagrożenia bezpieczeństwa lub awarie). Na przykład technologia uczenia maszynowego pozwala określać, co jest “normalną” czynnością w obrębie sceny, automatycznie generując ostrzeżenie, gdy zostanie wykryta aktywność wykraczająca poza przyjętą normę. Mimo że kamery analogowe wciąż są wykorzystywane w niektórych zastosowaniach transportu publicznego, władze miast szukają bardziej inteligentnych, zautomatyzowanych rozwiązań, jednocześnie podnoszących bezpieczeństwo. W raporcie z badania wykazano na przykład, że w 2015 r. rzadko wykorzystywano w analizie opcję np. „wykrywanie graffiti”, która otrzymała mniej niż 10% wskazań przez respondentów. Natomiast w 2018 r. wykorzystano wszystkie 17 z dostępnych opcji, przy czym niektóre z najpopularniejszych scenariuszy zbliżały się do 50% lub więcej wskazań, a wśród nich m.in.: nielegalne wejście, naruszenie obszaru, wkroczenie na tory kolejowe. Wzrost w tym obszarze jest niewątpliwie spowodowany rozwojem narzędzi analitycznych, dzięki którym kamery sieciowe są jeszcze bardziej użyteczne i niezawodne. Rynek programów analitycznych szybko rośnie i wkrótce należy spodziewać się dalszego wsparcia inwestycji w inteligentne systemy zarządzania monitoringiem.

Rosnące wsparcie od przedsiębiorstw dla pasażerów

Akceptacja dozoru wizyjnego przez pasażerów w kontekście budowania bezpieczeństwa zawsze była dość wysoka. Raport ujawnił, że poparcie społeczne dla monitoringu wizyjnego wzrosło od 2015 r. z 65% do 73%, podczas gdy wsparcie ze strony personelu kierującego pojazdami utrzymuje się na tym samym poziomie (tj. 78%). Trend ten może wynikać z faktu, że w przypadku poważnych incydentów z udziałem pojazdów transportu publicznego działania dochodzeniowe nierzadko wspomagane były właśnie przez materiały pochodzące z systemów dozoru wizyjnego. Na przykład, po ataku terrorystycznym w brukselskim metrze z 22 marca 2016 r., zamachowiec, jak również jego wspólnik, którzy opuścili miejsce zdarzenia przed wybuchem, zostali szybko zidentyfikowani za pomocą monitoringu sieciowego ze streamingiem wideo na żywo, a także oprogramowaniem do rozpoznawania twarzy, które przekazało cenne, aktualne informacje policji. W porównaniu z konwencjonalnymi systemami CCTV moduły rozpoznawania twarzy były w stanie uchwycić i przesłać obrazy podejrzanych o wysokiej jakości, co pozwoliło z kolei na szybszy  i skuteczniejszy proces identyfikacji i ścigania. Chociaż kwestie związane z ochroną danych osobowych i prywatności są często źródłem gorącej debaty na całym świecie, wydaje się, że w opinii publicznej korzyści płynące z wykorzystania monitoringu na rzecz poprawy bezpieczeństwa przewyższają niedogodności z tytułu częściowej utraty prywatności, zwłaszcza w przypadku rosnącej większości podróżnych. Ta rosnąca akceptacja została również zaobserwowana dzięki ogromnemu wzrostowi procesów udostępniania wideo zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Rzeczony raport ujawnił, że wzrasta współczynnik udostępnień: w 2015 r. uśredniona liczba adresatów udostępnianych filmów wideo ogółem wyniosła 3,04, podczas gdy w 2018 r. średnia ta wyniosła 3,4. Wzrost liczby uczestników wymian wykazano w szczególności w następujących działach: Centra dozoru miejskiego (10% do 22%), Straże pożarne (4% do 28%) i Regionalne/krajowe centra bezpieczeństwa (5% do 12%).

Liczby te sugerują również głębszy poziom współpracy interesariuszy systemów bezpieczeństwa, w ramach której przedsiębiorstwa łączą się, by zapewnić bezpieczeństwo obywatelom. Wraz z zaangażowaniem się większej liczby stron, poprzez zaufanie, akceptację i współpracę, dozór wizyjny w transporcie publicznym będzie nadal służyć celowi, dla którego został wdrożony – bezpieczeństwu publicznemu.

Wnioski

Jak wykazało badanie UITP i Axis Communications, zarówno personel zatrudniony w sektorze, jak i pasażerowie coraz bardziej doceniają wartość i użyteczność technologii dozoru wizyjnego w transporcie publicznym nie tylko pod kątem wpływu na poczucie bezpieczeństwa, ale przede wszystkim pod względem wkładu w umacnianie realnych jego elementów. W rezultacie inwestycji w innowacje sektorowe, oferta dozoru wideo szybko się rozwija. Idee wspierania organizacji transportu publicznego w czasie rzeczywistym z wykorzystaniem inteligentnego monitoringu, w porównaniu z rokiem 2015, szybko stały się rzeczywistością roku 2018. Rozwiązania te, oparte na sztucznej inteligencji, pozostaną niebawem podstawą każdego publicznego transportu.

Baltisse przejmuje Polflam od założycieli i Syntaxis Capital

Baltisse zakończył proces przejęcia spółki Polflam, polskiego producenta szkła ogniochronnego, dynamicznie rozwijającego sprzedaż swoich produktów na rynku europejskim. Stronami sprzedającymi byli dwaj założyciele, Maciej Szamborski i Wojciech Wilczak oraz Syntaxis Capital – fundusz inwestycyjny oferujący długoterminowe finansowanie dłużne dla dynamicznie rosnących spółek.

Polflam jest liderem na polskim rynku szkła ogniochronnego. Od kilku lat Spółka z sukcesem rozwija się na rynku europejskim, osiągając bardzo wysoką dynamikę wzrostu sprzedaży eksportowej. Unikalna technologia oraz proces produkcji, pozwalają Spółce na utrzymywanie przewagi cenowej oraz technologicznej nad konkurentami. O profesjonalizmie i doświadczeniu świadczą tysiące instalacji produktów Spółki w całej Europie. Polflam współpracuje z producentami ram z aluminium, stali, drewna oraz z dostawcami systemów, jak również z architektami, konstruktorami i deweloperami. W sierpniu 2014 roku założyciele przeprowadzili transakcję lewarowanej rekapitalizacji Spółki, która została sfinansowana przez Syntaxis Capital. Obecna transakcja oznacza dla Syntaxis Capital wyjście z inwestycji.

Wojciech Wilczak: “Jesteśmy bardzo zadowoleni z transakcji z Baltisse, dzięki której Polflam znalazł się w rękach nowego właściciela. Sukces jaki osiągnęła Spółka, działając w segmencie rynku postrzeganym jako tradycyjny, jest wyjątkowy, dzięki unikalnej technologii, wysokim parametrom produktu oraz filozofii zorientowanej na potrzeby klientów. Chciałbym również podziękować Syntaxis Capital za wyjątkowo dobrą współpracę oraz ich silne i wartościowe wsparcie przez ostatnie cztery lata, które były kluczowe dla rozwoju Polflam.”

Maciej Szamborski: “W ciągu ostatnich 10 lat, Polflam osiągnął pozycję niekwestionowanego lidera w Polsce oraz dynamicznie rozwijał swoją obecność na rynku europejskim. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że Polflam jest moim najbardziej ekscytującym przedsięwzięciem biznesowym. Życzę Baltisse równie udanej przygody.”

Przemek Szczepański, Partner i współzałożyciel Syntaxis Capital: “Od momentu naszej inwestycji, Polflam potroił swoje moce produkcyjne oraz zbudował obecność na wielu nowych rynkach, jednocześnie dalej rozwijając swój portfel produktów. Oferując produkty o wiodących właściwościach oraz dzięki wysokiemu zaawansowaniu technologicznemu, Spółka jest idealnie spozycjonowana do przyspieszonego rozwoju na rynkach europejskich.”

Paweł Łakomy, Partner odpowiedzialny za inwestycję z ramienia Syntaxis Capital: „Chcielibyśmy podziękować założycielom, panom Wilczakowi i Szamborskiemu oraz zarządowi i kierownictwu Polflam za wkład w niezwykle udany rozwój Spółki w czasie trwania naszej inwestycji. Cieszymy się, że nowym większościowym udziałowcem w Spółce został Baltisse i jesteśmy pewni, że będzie mógł cieszyć się wspólnie z pracownikami oraz partnerami biznesowymi Polflam z kolejnych sukcesów pod swoim przewodnictwem.”

Filip Balcaen, założyciel Baltisse: “Historia sukcesu Polflam w segmencie szkła ogniochronnego mocno do nas przemawia, jako że jest oparta na bardzo mocnych fundamentach technologicznych i zdolnościach produkcyjnych, dzięki którym Polflam jest w stanie oferować doskonały produkt w atrakcyjnej cenie. Czerpiąc z naszych doświadczeń w branży produkcyjnej, gdzie stworzyliśmy liderów europejskiego rynku producentów podłóg, jesteśmy przekonani, że będziemy w stanie pomóc Polflam w umocnieniu pozycji na rynkach, na których jest obecny, jak również wspomóc w ekspansji na nowe rynki eksportowe w krajach Unii Europejskiej. Ze strony Baltisse Polflam zostanie wzmocniony osobą Davida Ulensa, jako nowego Prezesa Zarządu, który posiada doświadczenie w spółkach przemysłowych oraz w regionie CEE. Będzie on wspierał zarząd w dalszym rozwoju firmy na rynki zagraniczne.”

Sander Boekema, Dyrektor odpowiedzialny za inwestycje private equity w Baltisse: “Mamy zamiar dalej inwestować w rozwój i pomagać Spółce w rozbudowie relacji biznesowych z nowymi partnerami w segmentach producentów drzwi i okien. Wierzymy, że dzięki naszemu operacyjnemu podejściu, naszej sieci kontaktów oraz doświadczeniu, będziemy w stanie wspierać zarząd Polflam w ich ambitnych planach. Nasze wejście do Spółki zapewni również pracownikom możliwość rozwoju, razem z dalszym wzrostem firmy. Bardzo się cieszymy, że sprzedający udziałowcy będą nadal zaangażowani, jako nasi partnerzy biznesowi, w pisanie kolejnego rozdziału historii Polflam, co pokazuje ich wiarę w zdolności Baltisse.”

Przyszłość polskich technologii ma kobiecą twarz

Kobieta inżynier, naukowiec czy wynalazczyni – brzmi dumnie. Ale jeśli połączyć te tytuły z ich osiągnięciami w biznesie, można mówić o prawdziwym sukcesie kobiet w branży zdominowanej dotąd przez mężczyzn. Przykładem są finalistki konkursu Bizneswoman Roku. To one tworzą naukowe algorytmy, projektują zaawansowane urządzenia, opracowują nowe biopreparaty i nowe technologie. 

Najnowsze dane Eurostatu opublikowane 11 lutego z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet w Nauce potwierdzają, że Polki znalazły się wysoko ponad średnią unijną jeśli chodzi o udział w liczbie naukowców i inżynierów w naszym kraju.

W całej Unii Europejskiej w 2017 r. z prawie 18 milionów naukowców i inżynierów 59 proc. stanowili mężczyźni, a 41 proc. kobiety. W Polsce ten odsetek wyniósł aż 48 proc. dla kobiet i 52 proc. dla mężczyzn, co daje nam 8. miejsce w zestawieniu.  Tylko w pięciu państwach członkowskich większość naukowców i inżynierów stanowiły kobiety: Litwa (57 proc. kobiet), Bułgaria i Łotwa (po 53 proc.), Portugalia (51 proc.) i Dania (nieco ponad 50 proc.). Na drugim końcu znalazły się kobiety z Węgier i Luksemburga (po 25 proc.) i co zaskakuje z  Finlandii (29 proc.) i Niemiec (33 proc.).

Polki mogą być więc naprawdę dumne, bo nie tylko są inżynierami, profesorami czy naukowcami, ale dodatkowo osiągają coraz większe sukcesy w biznesie związanym nowymi technologiami. Nie boją się zakładać działalności, inwestować we własne firmy, tworzyć start-upy. Laureatki wyłonione w 10 edycji konkursu Bizneswoman Roku organizowanym przez Fundację Sukces Pisany Szminką i ich kariery tę tezę potwierdzają.

Czy można wykorzystać bakterie do ochrony środowiska i jeszcze na tym zarobić? Można. To właśnie robi liderka konkursu w Nowych Technologiach, Magdalena Popowska, prezes i założycielka spółki biotechnologicznej BACTrem. Swoje naukowe doświadczenie – jest profesorem UW i Dyrektor Instytutu Mikrobiologii na Wydziale Biologii – połączyła z pasją. W ten sposób w jej firmie powstają np. biopreparaty złożone z  pożytecznych bakterii, które są m.in. wykorzystywane do rozkładu substancji niebezpiecznych i odpadów,  a więc służą wspomaganiu upraw rolnych.

A jak pomóc osobom uczulonym na nikiel, których na świecie jest aż 7 proc., a w samej Unii aż 15 proc.? Stworzyć firmę produkującą specjalistyczne kosmeceutyki chroniące przed objawami alergii kontaktowej. To właśnie udało się Izabeli Zawiszy, prezes zarządu KF Niccolum z Warszawy. Oczywiście i tu nie byłoby sukcesu bez jej entuzjazmu do rozwiązywania problemów zdrowotnych oraz szerokiej wiedzy naukowej – druga laureatka konkursu Bizneswoman Roku w Nowych Technologiach  jest bowiem doktorem nauk biologicznych w dyscyplinie biofizyka, wynalazcą i autorką czterech zgłoszeń patentowych. Stworzona przez nią marka Nuev to kosmetyki chroniące skórę przed smogiem i wpływem metali ciężkich.

Typowo męskie branże nie są też już wcale zarezerwowane dla płci męskiej. Światowy przemysł części samochodowych i technologie wykorzystywane w odlewniach wspiera z powodzeniem firma prowadzona przez kobietę-Polkę, także finalistkę konkursu Biznesowoman Roku. Evotec z Lublina, założona Paulę Kurant wspólnie z partnerem z Hiszpanii, skupia się na produkcji profesjonalnych pokrowców przeznaczonych dla robotów przemysłowych. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie innowacyjna technologia, z której korzystają światowe koncerny. Firma jako jedyna na świecie uzyskała materiał o powłoce posiadającej właściwości antyadhezyjne i całkowicie niepalne.

Inną kategorią, w której Polki są coraz mocniejsze są start-upy. Choć wiele takich biznesów ma krótki żywot, kobiety nie boją się wejść na głęboką wodę i wykorzystać swoje talenty w rywalizacji z mężczyznami.

Świat nauki i biznesu połączyła z sukcesem finalistka Bizneswoman w kategorii start-up, Olga Grudniak, biotechnolog, od 2017 roku prezes firmy Biolumo z Gdyni. Jej firma tworzy urządzenie medyczne do szybkiego doboru celowanej terapii antybiotykowej dla lekarzy pierwszego kontaktu. Rozwiązanie to jest szybkie w diagnozie (6h), zautomatyzowane i  niedrogie.

– To zaszczyt znaleźć się w gronie tak niesamowitych kobiet osiągających ogromny sukces w biznesie. Daje mi to pewność, że jestem na dobrej ścieżce, by również osiągnąć podobne wyniki z Biolumo – mówi. I dodaje, że prócz tego od 5 lat pracuje w laboratorium nad szeregiem badań mających na celu rozwiązanie problemu lekooporności bakterii. 

Ale nauka i biznes mogą połączyć się także na płaszczyźnie tworzenia innowacyjnych rozwiązań dla firm. Jeśli przedsiębiorstwo chce zredukować czas opracowania strategii z 6 miesięcy do 1 dnia, a koszty projektu o 70 proc. powinno zwrócić się do Barbary Zych, właścicielki Employer Branding Institute. Jej start-up to platforma EBnavi.com, która opracowała algorytm automatycznie analizujący ponad 500 wskaźników z procesów HR, marketingu, zarządzania i komunikacji. Efekt? Wynik algorytmu daje rekomendacje strategiczne dla marki, materiały edukacyjne oraz narzędzia wdrożeniowe gotowe do wykorzystania przez specjalistów.

Kiedy zaczynałem swoją karierę zawodową blisko 30 lat temu, kobiety stanowiły znaczną mniejszość w branży nowych technologii. Dzisiaj na szczęście ten trend wyraźnie się zmienia i proporcje się wyrównują. Ma na to wpływ niewątpliwie coraz większa świadomość społeczeństwa, że szeroko pojęty obszar IT nie jest zarezerwowany tylko dla jednej z płci i kobiety radzą sobie w nim tak samo dobrze jak mężczyźni. Panie z którymi spotykam się na co dzień w pracy, to dzisiaj pewne siebie osoby, zdeterminowane, skoncentrowane na celu i przede wszystkim wierzące w swoje możliwości. I ta zmiana, którą obserwuję na przestrzeni lat, cieszy najbardziej. – mówi Jarosław Dąbrowski, Członek Zarządu IGT Poland.

Polskie kobiety na co dzień związane ze światem nauki i nowych technologii nie mają się więc czego wstydzić. Opracowywane przez nie rozwiązania już podbijają świat. Jak wynika z wypowiedzi laureatek konkursu, wystarczy odpowiednia motywacja, wiedza i zaangażowanie.

Z ostatniej ankiety Fundacji Sukces Pisany Szminką wynika, że Polki są coraz bardziej przedsiębiorcze. Ponad 56 proc. z nich chce inwestować pieniądze, 23 proc. myśli o założeniu firmy. Jak pokazują historie opisanych biznesów, wiele z nich ma szanse osiągnąć sukces. Sukces pisany szminką.

Nowe zasady pobierania podatku u źródła, czyli nowe problemy podatników

Z początkiem 2019 r. weszły w życie istotne zmiany w podatkach dochodowych w tym, m.in. nowe regulacje w zakresie poboru podatku u źródła. W ich konsekwencji zwolnienie od podatku oraz stosowanie obniżonych stawek w momencie wypłaty należności w wielu przypadkach będzie niemożliwe, co doprowadzi do realnego wzrostu opodatkowania. I choć istnieje prawna możliwość późniejszego odzyskania nadwyżki, przedsiębiorców czeka cały szereg problemów.

Podatek u źródła

Podatek u źródła nie jest nową konstrukcją w prawie podatkowym, a mimo to wciąż sprawia wiele problemów. Od 2019 r. będzie ich znacznie więcej. Wynika to z wprowadzenia istotnych zmian w zakresie zasad poboru tego podatku.

Dotychczas polscy podatnicy, dokonując wypłaty określonych należności na rzecz podmiotów zagranicznych i występując w roli płatnika podatku u źródła, byli zobligowani do określania odpowiedniej wysokości tego podatku. Dokonywali tego w oparciu o regulacje ustawowe oraz przepisy umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, które często przewidują stawki niższe, niż przepisy polskich ustaw o podatkach dochodowych (PIT i CIT). Dodatkowo podatku tego w ogóle nie pobierali, gdy przepisy przewidywały zwolnienie od opodatkowania określonych należności.

Nowe zasady poboru podatku

Najistotniejszą zmianą dotyczącą podatku u źródła jest wprowadzenie zróżnicowanych zasad jego rozliczania w zależności od wysokości dokonywanych wypłat na rzecz danego podmiotu. Zgodnie z nowymi regulacjami podatnicy będący płatnikami podatku u źródła dokonujący na rzecz zagranicznych podmiotów wypłat należności z tytułu określonych usług (m.in. praw autorskich lub praw pokrewnych, odsetek, znaków towarowych, know-how, dochody z działalności widowiskowej oraz dochody z transportu międzynarodowego) oraz dywidend i innych dochodów z udziału w zyskach o wartości przekraczającej 2 mln złotych, będą musieli, co do zasady pobrać i wpłacić podatek w podstawowej stawce wynikającej z przepisów krajowych. Nastąpi to nawet wtedy, gdy zaistnieją przesłanki zwolnienia od opodatkowania lub umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania będą przewidywały stawki niższe. Dopiero później pojawi się możliwość dochodzenia zwrotu nadwyżki.

Możliwość stosowania dotychczasowych zasad

W przypadku wypłat należności na rzecz danego podmiotu o wartości nieprzekraczającej 2 mln zł zmiany będą znacznie mniej istotne. Tym samym na nowych przepisach ucierpią przede wszystkim najwięksi podatnicy. W praktyce zmiany dotkną przede wszystkim podmioty posiadające zagranicznych udziałowców, zobowiązane do wypłaty na ich rzecz dywidend oraz często innych należności objętych zakresem regulacji, np. opłaty związane z korzystaniem ze znaków towarowych.

Przepisy przewidują wprawdzie możliwość stosowania zasad bardzo zbliżonych do dotychczasowych także w przypadku przekroczenia limitu, jednak zostało to ograniczone. Wymaga bowiem złożenia przez płatnika specjalnego oświadczenia o zasadności zastosowania zwolnienia lub niższej stawki, co musi być poprzedzone weryfikacją kontrahenta, a dodatkowo przewiduje konieczność posiadania opinii organu podatkowego o możliwości zastosowania zwolnienia. Na jej uzyskanie trzeba jednak czekać nawet 6 miesięcy. Dodatkowo jej ważność wynosi jedynie 3 lata.

Zwrot nadwyżki

Podatek u źródła pobrany i wpłacony w podstawowej stawce, mimo zwolnienia lub obowiązywania stawki niższej, podlega zwrotowi na rzecz podatnika lub płatnika – w zależności od tego, kto poniósł ekonomiczny ciężar podatku. Nie oznacza to jednak, że nowe regulacje pozostaną bez wpływu na ich działalność.

O dokonanie zwrotu trzeba będzie wystąpić do organu podatkowego ze specjalnym wnioskiem. Dopiero to rozpocznie procedurę weryfikacji zasadności zwrotu, która potrwa nawet 6 miesięcy. Termin ten wydaje się bardzo długi, a podatnicy i tak nie mają gwarancji, że będzie on dotrzymany, zwłaszcza że organy podatkowe dysponują możliwością jego wydłużenia. Tym sposobem podatnicy będą przez wiele miesięcy kredytowali budżet państwa, nie otrzymując za to żadnego wynagrodzenia. Zwrot podatku, o ile w ogóle nastąpi, będzie odpowiadał wartości nadwyżki – bez żadnych odsetek.

Na nowych przepisach ucierpią podatnicy

Ustawodawca, wprowadzając nowe regulacje, wskazuje niezmiennie na konieczność uszczelnienia systemu. Zdaje się jednak zupełnie pomijać koszty ponoszone z tego tytułu przez przedsiębiorców. Te zaś mogą być ogromne.

Limit 2 mln zł przewidziany przez przepisy w przypadku dużych spółek, zwłaszcza spółek zależnych od zagranicznych podmiotów, jest bardzo niski. Wysokość dokonywanych wypłat w ciągu roku, od których podatek u źródła musi zostać pobrany, jest często wielokrotnie wyższa. Tym samym podmioty te przez wiele miesięcy nie będą mogły dysponować często olbrzymimi środkami przetrzymywanymi przez organy podatkowe, co wpłynie nie tylko na możliwość rozwoju i prowadzenia inwestycji, ale nierzadko też na ich normalne funkcjonowanie.

Nowe przepisy budzą też liczne wątpliwości prawne – przede wszystkim co do ich zgodności z Konstytucją oraz przepisami prawa międzynarodowego. Z jednej strony naruszają one w istotny sposób prawo własności, ograniczając możliwość dysponowania majątkiem, z drugiej zaś zdają się prowadzić do nierównego traktowania podmiotów ze względu na strukturę właścicielską oraz dobór kontrahentów, jako że nie ma podobnych regulacji przy dokonywaniu wypłat na rzecz podmiotów krajowych. To daje silne podstawy do kwestionowania przyjętych rozwiązań. Niezależnie jednak od tego, nowe regulacje obowiązują, a podatnicy są obowiązani do ich stosowania. To zaś może prowadzić do licznych problemów, których uniknięcie, zwłaszcza bez profesjonalnego wsparcia, często może okazać się niemożliwe.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Eksperci o usłudze Twój e-PIT: Jest wygodniej, ale nie zawsze korzystniej

To najważniejsza od lat zmiana dotycząca rocznych zeznań podatkowych dla osób fizycznych. Rozliczenia za 2018 rok zostały już zamieszczone w Internecie przez Krajową Administrację Skarbową. Do 30 kwietnia br. warto je przeanalizować i wprowadzić ewentualne zmiany. Można też własnoręcznie sporządzić zeznanie podatkowe. Według ekspertów jest to zasadne, ponieważ w wielu przypadkach pojawiają się wyliczenia niekorzystne dla podatnika. Ma to związek z „ograniczoną” wiedzą skarbówki na temat ulg i odliczeń przysługujących danej osobie za miniony okres. Ponadto e-zeznania sporządzono domyślnie jako rozliczenia indywidualne. A przecież nie brakuje osób, które składają dokumenty wspólnie, dzięki czemu mają do zapłacenia mniejszą daninę.

Wybór podatnika

e-pit administracjaOd 15 lutego br. pod adresem www.podatki.gov.pl/pit/twoj-e-pit dostępne są zeznania podatkowe PIT-37 i/lub PIT-38 za 2018 rok. Zostały one automatycznie wypełnione oraz zamieszczone przez Krajową Administrację Skarbową. Wcześniej nie trzeba było składać żadnego wniosku w tej sprawie. Usługa Twój e-PIT dla podatników oznacza wygodę, ale nie musi być dostępna bądź korzystna dla każdego.

– Z nowego rozwiązania nie skorzystają osoby prowadzące działalność gospodarczą, mające dochody z najmu, których nie opodatkowali w sposób zryczałtowany. Dotyczy to również nielicznej grupy prowadzących tzw. działy specjalne produkcji rolnej. Ci wszyscy podatnicy musieliby złożyć zeznanie PIT-36. To są sytuacje, w których trzeba dochody wykazywać na podstawie własnych ewidencji, np. podatkowej księgi przychodów i rozchodów w przypadku prowadzenia drobnej działalności – mówi Jerzy Bielawny, specjalista w dziedzinie podatku dochodowego od osób fizycznych z Instytutu Studiów Podatkowych.

Z kolei jak zaznacza Marek Niczyporuk, radca prawny i doradca podatkowy z Kancelarii Ars AEQUI, dostęp do e-zeznania jest możliwy wyłącznie po uwierzytelnieniu tożsamości podatnika. Odbywa się to za pomocą profilu zaufanego lub po podaniu odpowiednich danych. Należą do nich PESEL lub NIP, kwota przychodu z deklaracji za 2017 rok oraz kwoty przychodów za 2018 rok, pochodzących z formularzy PIT-11 otrzymanego od płatnika.

– Dostrzegam pewnego rodzaju dezinformację w części zamieszczanych publikacji w mediach. Sugerują one, że w ogóle nie składamy zeznań, bo zrobi to za nas urząd skarbowy. To brzmi tak, jakby podatnik nie miał prawa niczego skorygować, zmodyfikować czy np. skorzystać ze wspólnego rozliczenia. Oczywiście, nie jest to prawdą. Każdy może złożyć własne zeznanie w formie elektronicznej czy papierowej – podkreśla Jerzy Bielawny.

Decyzję trzeba podjąć do 30 kwietnia br. Jeśli do tego dnia podatnik nic nie zrobi, to zeznanie przygotowane przez KAS zostanie uznane za złożone. Dana osoba ma prawo zaakceptować przygotowany dokument i wysłać go, pobierając Urzędowe Poświadczenie Odbioru (UPO). Można też zmienić część danych czy sposób rozliczenia na wspólne z małżonkiem lub jako osoba samotnie wychowująca dzieci.

Pułapki z ulgami?

Prof. Modzelewski
Prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów

– Istotą zeznania jest to, że składa je sam zainteresowany, a nie organ. Podatnik nie będzie szczęśliwszy, gdy ktoś przygotuje mu tak wypełniony projekt rozliczenia. Chcemy skłonić obywatela, żeby zrobił to w sposób dobrowolny, kierując się również własnym interesem. I to jest wartością nadrzędną, której podporządkowane są podatki dochodowe – stwierdza prof. Witold Modzelewski, doradca podatkowy i były wiceminister finansów.

Jeśli podatnik nie skorzystał w poprzednim roku z ulgi na dzieci, to e-PIT jej nie zawiera, nawet jeśli ona przysługuje. Automatycznie pojawiły się ulgi tylko na dzieci do ukończenia przez nie 18. roku życia. Te nieuwzględnione, czyli dotyczące potomstwa np. starszego czy urodzonego w 2018 roku, można dopisać w zeznaniu przygotowanym przez KAS.

– Do najpopularniejszych ulg i odliczeń należą darowizny na cele krwiodawstwa czy kultu religijnego, wydatki na cele rehabilitacyjne czy Internet, a także wpłaty na Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego. W celu skorzystania z tych możliwości konieczna będzie samodzielna modyfikacja e-rozliczenia. Tego rodzaju ulgi i odliczenia zależą często od spełnienia dodatkowych przesłanek czy konieczności dokonania drobnych obliczeń w oparciu o dane, których KAS nie posiada. Poprawienie zeznania powinno być jednak zdecydowanie mniej czasochłonne niż przygotowywanie go samodzielnie od nowa – informuje Marek Niczyporuk.

Jak podkreśla wiceprezes Instytutu Studiów Podatkowych, Twój e-PIT zawiera kwotę ulgi i odliczeń z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne, co pozwala na obniżenie podatku dochodowego. System przygotował indywidualne zeznania, a sporo podatników dokonuje kumulacyjnego rozliczenia. Z tego prawa korzystają nie tylko małżonkowie, ale również osoby wychowujące dzieci, które to zazwyczaj nie mają żadnych dochodów. W konsekwencji ww. podatnicy mogą liczyć na większy zwrot podatku. W ocenie eksperta, większość podatników złoży  własnoręcznie sporządzone zeznanie podatkowe, ponieważ rozliczenie przygotowane przez aparat skarbowy nie będzie dla nich wystarczające.

– Automatycznie wypełniony Twój e-PIT jest domyślnie rozliczeniem indywidualnym, nawet gdy dana osoba złożyła w poprzednim roku zeznanie z żoną czy mężem. Stąd w celu zapłacenia podatku wspólnie z małżonkiem, trzeba wprowadzić zmianę w tym zakresie. Usługa Twój e-PIT umożliwia dokonanie takiej modyfikacji – dodaje ekspert z Kancelarii Ars AEQUI.

Forma zwrotu podatku wskazana w poprzednim rozliczeniu została ustawiona w nowej usłudze. Jeśli przysłowiowy Kowalski zdecydował się na przelew na konto czy przekaz pieniężny, to właśnie w taki sposób otrzyma ewentualną nadpłatę. System zapamiętał też wskazaną poprzednio organizację pożytku publicznego, której podatnik przekazał 1% swojego podatku.

– Należy jednak sprawdzić aktualność tych danych. Gdy zostaną wskazane błędnie, będzie możliwość ich modyfikacji w terminie późniejszym, ale wyłącznie w trybie korekty zeznania. To znacznie wydłuży czas oczekiwania na zwrot nadpłaty lub doprowadzi do tego, że wspierana przez podatnika organizacja pożytku publicznego nie uzyska środków z jednego procenta – doradza Marek Niczyporuk.

Jak podsumowuje prof. Witold Modzelewski, proste i niezachęcające do skorzystania z jakiegoś przywileju rozliczenia podatkowe są ignorowane przez obywateli. Nikt nie jest w stanie zmusić większości podatników do stosowania takich rozwiązań. W związku z tym, wprowadzane są dość skomplikowane, a zarazem możliwie agresywne i powszechne odliczenia, żeby zachęcić do samodzielnego rozliczania. Ekspert jednak ma nadzieję, że pseudoułatwienia nie spowodują lekceważenia obowiązków publiczno-prawnych przez obywateli.

Kurs złotego powyżej zeszłotygodniowych minimów

Negatywne zaskoczenia w danych globalnych ograniczają presję na wzrost rentowności. Rosnąca obawa o kondycję gospodarki Niemiec ogranicza wzrosty euro i złotego. Przy EUR/USD w okolicach 1,13 kurs EUR/PLN stabilizuje się przy 4,33 z dala od zeszłotygodniowych minimów.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Poniedziałek przyniósł stabilizację notowań złotego w okolicach 4,33. Podczas kolejnych sesji nie można jednak wykluczyć prób umocnienia naszej waluty po tym jak w ubiegłym tygodniu para EUR/PLN testowała opór na 4,34. W trakcie wczorajszej sesji brak było istotniejszych publikacji makroekonomicznych z rynku krajowego. Również szeroki kalendarz makro świecił pustkami, a dzień wolny od handlu w USA dodatkowo ograniczał aktywność inwestorów.

Podczas sesji europejskiej, na rynku głównej pary walutowej euro pogłębiało wzrosty względem dolara licząc na pozytywne doniesienia z zaplanowanego na ten tydzień amerykańsko-chińskiego spotkania.  Po tym jak Trump przesunął do maja graniczną datę dla negocjacji handlowych, po której zostaną nałożone wyższe cła na towary z Chin, rynek zakłada, że Waszyngton nie chce eskalować napięcia w celu wzmocnienia swojej pozycji negocjacyjnej i zaczyna szukać kompromisu z Chinami.

Rośnie zaś obawa o możliwy konflikt handlowy USA-UE po tym jak w weekend Departament Handlu przekazał D.Trumpowi raport dotyczący wpływu przemysłu samochodowego na bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych, który może stanowić wstęp do nałożenia ceł na europejskie samochody. KE deklarowała, że zareaguje szybko, jeśli USA podejmą decyzję o podniesieniu ceł, na co mają 90 dni.

Wzrosty euro do dolara ogranicza jednak spowalniająca gospodarka strefy euro. W Q4 2018 Niemcy ledwo uniknęły technicznej recesji, a z raportu Bundesbanku wynika, że w całej pierwszej połowie 2019 roku gospodarka Niemiec pozostanie pod presją. Co więcej, rośnie obawa, że osłabienie największej gospodarki Europy może być silniejsze i dłuższe, niż wcześniej oczekiwano, co stanowiłoby problem dla całej EZ. Z comiesięcznego raportu Bundesbanku wynikało bowiem, że spadek zamówień w przemyśle, spadek wskaźników nastrojów i spowolnienie w inwestycjach wskazują, iż jest mało prawdopodobne, że wzrost gospodarki Niemiec przyspieszy „w ciągu miesięcy zimowych”. Wspólnej walucie ciążą też doniesienia o możliwej kolejnej rundzie TLTRO ze strony EBC, co może zostać zasygnalizowane w czwartkowych minutes z ostatniego posiedzenia banku centralnego strefy euro.

Wnioski z raportu Bundesbanku potwierdzają indeksy agregujące odczyty ekonomiczne, gdzie w ostatnim czasie w strefie euro publikacje danych okazywały się raczej niższe od oczekiwań. Podobnie poniżej konsensusu rynkowego wypadają w ostatnim czasie dane z USA, gdzie po okresie government shutdown z opóźnieniem była publikowana seria danych z poszczególnych sektorów gospodarki. Spowolnienie momentum w globalnej gospodarce pozwala na pozostanie rentowności obligacji skarbowych na niższych poziomach od tegorocznych szczytów.

Brak presji na wzrost rentowności na rynkach bazowych wspiera również stabilizację w Polsce, gdzie oczekujemy, że notowania papierów 2-letnich pozostaną zbliżone do 1,50%, a 10-letnich – do 2,70%. Wtorkowa publikacja danych z rynku pracy powinna wspierać ten scenariusz, gdzie możliwe jest spowolnienie dynamiki zatrudnienia (PKO: 1,9% r/r) oraz pozostanie dynamiki płac poniżej 7% (PKO: 6,8% r/r). Presja w stronę stromienia krzywej dochodowości może pojawić się dopiero w związku z czwartkową aukcją zamiany obligacji (we wtorek Ministerstwo Finansów opublikuje szczegóły tego przetargu).

Wykres dnia: Negatywne zaskoczenia w danych z głównych gospodarek przyczyniają się do utrzymania rentowności obligacji na obniżonych poziomach.

utrzymanie rentowności obligacji na obniżonych poziomach
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Stan zawieszenia

Banki centralne prześcigają się w łagodzeniu swojego przekazu, a inwestorzy starają się tłumić obawy o stan globalnej gospodarki, po cichu też licząc, że porozumienie handlowe między USA i Chinami da nowe otwarcie i wleje więcej optymizmu w rynki finansowe. Dużo tu jednak warunków koniecznych do spełnienia, co skutkuje tym, że waluty wpadły w stan zawieszenia.

Wczoraj święto w USA zamaskowało nudny dryf, w jaki wpadł rynek walutowy, a który by wystąpił nawet przy pełnej obecności inwestorów z Nowego Jorku. Obecnie bezpieczniej jest grać wąskie przedziały wahań niż ustawiać pod silniejszy rajd w którąkolwiek stronę. Nie można już rozkręcać spirali strachu o globalną recesję, gdyż czołowe banki centralne otworzyły się na ewentualność powrotu do luzowania polityki pieniężnej. Fed był pierwszy w styczniu, ostatnio gołębie komentarze z EBC zaczęły sugerować zapowiedź nowego programu pożyczkę dla banków komercyjnych, a dziś w nocy swoje trzy grosze dorzucił prezes Banku Japonii. Kuroda powiedział, że bank rozważy dodatkowe luzowanie polityki, jeśli będzie tego wymagać osiągniecie celu inflacyjnego lub ruchy jena wpłyną na gospodarkę. Czy to dobry ruch? Z pewnością, ale tylko jeśli sytuacja będzie tego wymagać, a aż tak źle z gospodarką nie jest. Dodatkowym pytaniem jest, czy banki w ogóle mogą cokolwiek jeszcze więcej zrobić po wieloletniej ekspansji monetarnej? W przypadku BoJ i EBC – wątpię, stąd komentarze ich członków są bardziej nastawione na zbudowanie zaufania i zapobieganie zalążkom paniki. Wreszcie, czy banki faktycznie są zainteresowane rezygnacją z normalizacji i powrotem do luzowania? Moim zdaniem byłby to bardzo niebezpieczny rezultat, gdyż banki centralne jeszcze nie odbudowały swoich arsenałów, by móc przeciwstawić się następnej recesji. Ale rynki wyraźnie sprzeciwiają się dążeniom do normalizacji polityki monetarnej i bankom centralnym (przynajmniej na razie) pozostaje tylko ulegnąć.

Jednak o rajd ulgi także nie jest łatwo, gdyż jego trwałość stała się silnie uwarunkowana czynnikami politycznymi. A są to najgorsze czynniki, z którymi trzeba się mierzyć, gdyż są najtrudniejsze do właściwego wycenienia przeważne z powodu nagłej zmiany zdania osób zaangażowanych. Na razie głównym „kłopotem” rynków jest przyszłość relacji handlowych USA-Chiny. Rozmowy trwają, a ich kolejna runda startuje dziś w Waszyngtonie i potrwa do piątku. Politycy wysokiego szczebla (wicepremier Chin, przedstawiciel ds. handlu USA) będą zaangażowani w negocjacje, co daje nadzieje na rozstrzygnięcia i podpisanie porozumienia. A mimo to inwestorzy są ostrożni i nie dają się ponieść emocjom na wypadek, gdyby nagle coś poszło źle. Ponadto nie ma gwarancji, że gdy prezydent Trump zakończy batalię z Chinami, nie będzie szukał sukcesów na innych frontach. Według dyskusji toczonych na rynku następny w kolejności może być sektor motoryzacyjny strefy euro. Zatem pokój w wojnie handlowej USA-Chiny nie zamyka tematu zagrożeń dla globalnej wymiany handlowej. A to blokuje rajd ryzyka.

Mamy stan zawieszenia, który inwestorzy spekulacyjni wykorzystują do sprzedaży górek i kupowania dołków. Zamknięcie EUR/USD w przedziale 1,1250-1,1350 jest tego najlepszym dowodem. Zyskuje funt, ale tylko na tym, że GBP/USD stracił wsparcie w postaci wcześniej utrzymującej się siły dolara. Nadzieje na porozumienie handlowe USA-Chiny pomagają AUD i NZD, ale w ograniczonym stopniu przez ostrożne podejście inwestorów. Wreszcie uspokojenie zagościło na złotym i 4,34 za EUR staje się lokalnym sufitem. Ale spokój wynika po części z zamarcia handlu, co bardziej przemawia za przejściem w dryf na wyższej półce ok. 4,32 niż szybki powrót do starego punktu równowagi pod 4,30.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Niesatysfakcjonujące zarobki największą frustracją Polaków

Zarabiamy coraz więcej, ale dla wielu to jednak wciąż za mało. Niesatysfakcjonujące zarobki otwierają listę największych codziennych frustracji Polaków – wynika z badania „Nastawienie do finansów”, zleconego przez Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor. Na kolejnych pozycjach znalazły się stan zdrowia, wydatki na leczenie oraz wygląd. Na szczęście, nie wszyscy Polacy są sfrustrowani, co piąty z nas nie widzi powodów do narzekań.

Ponad 3261 zł na rękę czyli 4585 zł brutto zarobił średnio każdy Polak pracujący na etacie w 2018 r. – wynika z danych GUS o wynagrodzeniach w gospodarce narodowej. W porównaniu z 2017 r. płaca wzrosła realnie (po odliczeniu inflacji/wzrostu cen) o 5,3 proc., znacznie więcej niż rok wcześniej gdy było to 3,4 proc. Dziś GUS poda dane o styczniowej zmianie płac w sektorze przedsiębiorstw i zapewne znów pokaże wzrost. Mimo to niskie płace są najczęstszą przyczyną frustracji rodaków. Wskazuje na nie przeciętnie 40 proc. osób, wynika z  badania „Nastawienie do finansów”, wykonane dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Zbyt niskie wynagrodzenie, które tak powszechnie doskwiera Polakom, to dla wielu nie tylko problem szerszego gestu, ale po prostu utrzymania się. Z danych BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że niemal połowa osób z opóźnionymi płatnościami rat kredytów (na min. 200 zł, przeterminowanymi o 30 dni) i bieżących rachunków ma zaległości nieprzekraczające 5 tys. zł. W grupie 2,78 mln niesolidnych dłużników jest to 1,24 mln. Co ważne z tego prawie 0,75 mln osób ma długi nieprzekraczające 2 tys. zł, co pokazuje, że do ostateczności jaką jest niepłacenie zobowiązań, wiele osób doprowadzają stosunkowo nieduże sumy. Z badania* dotyczącego spłaty rachunków wykonanego na zlecenie BIG InfoMonitor wynika, że 4 proc. osób nie stać na zaspokojenie podstawowych potrzeb, a 11 proc. musi odmawiać sobie wielu rzeczy, aby wystarczyło im na życie. Trudno w takiej sytuacji nie narzekać na wynagrodzenie. Jak wynika z badania GfK Purchasing Power Europe 2018 średnia siła nabywcza Polaka w 2018 r. wyniosła mniej więcej połowę średniej europejskiej, co daje nam 29. lokatę w Europie.

Najbardziej sfrustrowane osoby żyją na Lubelszczyźnie

Finanse Polaków Nic tak w życiu nie frustruje jak niskie zarobki
Źródło: BIG InfoMonitor

Wynagrodzenia najczęściej frustrują 18-24 latków oraz osoby w wieku 25-34 i 45-54 lat. Jest to powód do zmartwień dla niemal połowy z nich. Nieznacznie rzadziej nieusatysfakcjonowani są 35-44 latkowie (39 proc.). Rola finansów na liście zmartwień maleje po 54 roku życia. Z wiekiem rośnie bowiem niezadowolenie z powodu słabego zdrowia i wydatków na leki. Nierówność płac pomiędzy pracownikami różnych płci powoduje również, że niska pensja częściej przygnębia kobiety – 43 proc. niż mężczyzn – 37 proc.

Nic tak w życiu nie frustruje jak niskie zarobkiNajmniej powodów do narzekań na płace mają osoby żyjące w woj. zachodniopomorskim i mazowieckim. Przekłada się to w ich przypadku na większy od przeciętnego udział osób, które nie widzą powodów do frustracji. Województwa te nie są to jednak liderami zestawienia regionów, w których mieszka najwięcej zadowolonych Polaków. Są to woj. kujawsko-pomorskie, opolskie, łódzkie i śląskie.Finanse Polaków

Na liście frustracji, za niskimi zarobkami (40 proc.) wymieniane jest zbyt słabe zdrowie (23 proc.) wydatki na leki i leczenie (22 proc.) i wygląd (11 proc.). Spojrzenie w lustro psuje humor nieco bardziej niż miejsce zamieszkania, partner, wielkość mieszkania, a także nieciekawa praca, które znalazły się na dalszych miejscach. Na ostatniej pozycji listy frustracji znalazło się wykształcenie, które jakby nie było też ma wpływ na zarobki, ale dla badanych nie jest ono przyczyną życiowych frustracji.  W zależności od etapu drogi życiowej i płci, odpowiedzi sporo się jednak różnią.

Więcej zmartwionych kobiet

Młodych poza wynagrodzeniami częściej martwi też, że innym powodzi się lepiej. Drażni to 22 proc. 18-24 latków, czyli prawie trzy razy więcej niż pokazują ogólne statystyki (8 proc). Sporo, bo ponad jedna piąta z nich jest niezadowolona ze swojego wyglądu. Zarówno z zazdrości jak i kompleksów dotyczących aparycji, z wiekiem się jednak wyrasta. Coraz mniej chętnie wyprowadzający się od rodziców 20-latkowie, dzięki temu, nie irytują się jeszcze brakiem mieszkania. Brak lokum, a także mały metraż, na tle innych grup wiekowych najbardziej dokucza pokoleniu między 25 a 34 rokiem życia. Stosunkowo rzadko i to bez względu na wiek przyczyną rozczarowania są wykształcenie oraz dzieci (jest to odpowiednio jedynie 5 i 7 proc.).Nic tak w życiu nie frustruje jak niskie zarobki 2

Panie bardziej niż panowie martwią się zbyt niskimi zarobkami i w ogóle częściej się frustrują (83 proc. wobec 75 proc.), choć z trochę innych powodów. Tuż po zarobkach, podobnie jak u mężczyzn wśród czynników wzbudzających frustrację znalazły się zdrowie i wydatki na leczenie, ale też wygląd, który jest niezadowalający dla 15 proc. kobiet i dwukrotnie mniejszej liczby mężczyzn (7 proc.). Na czwartej pozycji na męskiej liście uplasowało się miejsce zamieszkania. Panowie częściej niż panie narzekają też na stan zdrowia, wysokość wydatków na leki i leczenie, nieciekawą pracę oraz brak partnerki. Panie poza wyglądem, częściej od mężczyzn frustrują się partnerem i dziećmi.

Z wiekiem najważniejsze staje się zdrowie

W zależności od tego czy patrzymy optymistycznie czy też pesymistycznie aż co piaty, albo tylko co piąty z badanych nie ma powodów do frustracji. Najbardziej sfrustrowane są najmłodsze pokolenia 18-24 latków oraz 25 -34 latków, będące na dorobku, ok. 85 proc. ankietowanych. Niewykluczone, że frustracja jako reakcja na niemożliwość osiągnięcia celu maleje z upływem czasu, bo z wiekiem zmieniają się priorytety, rośnie samoakceptacja, udaje się zrealizować założone plany lub po prostu obniża się wcześniej zawieszoną zbyt wysoko poprzeczkę. Wśród 65-74 latków frustruje się 72 proc. badanych, czyli o 13 proc. mniej niż wśród młodych. Ogólnie w społeczeństwie 21 proc. osób odpowiada, że nie ma powodów do rozgoryczenia. Niewykluczone, że po tym jak płace wzrosną jeszcze bardziej, przybędzie też zadowolonych rodaków.

*Badanie zrealizowane na zlecenie BIG InfoMonitor przez Quality Watch, techniką wywiadów internetowych (CAWI) wspomaganych komputerowo na reprezentatywnej próbie 1296 dorosłych mieszkańców Polski, październik 2018

SYNERGA.fund S.A. będzie inwestować w branżę gier komputerowych

SYNERGA.fund S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2011 r., opublikowała zarys przyjętych założeń do kierunków rozwoju. Spółka zamierza zmienić przedmiot działalności, rezygnując z segmentu technologii blockchain i rozpoczynając działalność inwestycyjną w obszarze produkcji gier komputerowych.

W dniu 19.02.2019 r. Zarząd SYNERGA.fund S.A. przyjął nowe kierunki rozwoju Spółki i podjął decyzję o rezygnacji z dotychczasowego przedmiotu działalności w segmencie technologii blockchain i rozpoczęciu działalności w obszarze inwestowania w podmioty z branży gier komputerowych. Emitent dostrzega bardzo wysoki potencjał rozwoju tego sektora oraz będzie mógł wykorzystać kompetencje i know-how głównych Akcjonariuszy, którzy posiadają duże doświadczenie w tej branży. Przeprowadzili oni z sukcesem połączenie notowanej na rynku akcji GPW NewConnect Spółki Laser-Med S.A. (obecnie ONE MORE LEVEL S.A.) ze spółką ONE MORE LEVEL S.A., która zajmuje się produkcją gier komputerowych na PS4, Xbox One oraz na PC.

„Decyzja o zmianie przedmiotu działalności ma uzasadnienie biznesowe, finansowe oraz organizacyjne. Segment technologii blockchain nie spełnił pokładanych w nim nadziei i obecnie nie widzimy możliwości dalszego rozwoju tej działalności, ponieważ jest ona niezwykle kapitałochłonna. Chcemy rozwijać się w obszarze inwestycji w produkcję gier komputerowych, bowiem ten sektor notuje bardzo dynamiczny wzrost. Posiadamy niezbędne zasoby, które powinny pozwolić nam odnieść sukces w tej branży. Mamy nadzieję, że po wielu zmianach profilu działalności Spółka obierze finalnie właściwy kierunek i będzie mogła budować wartość z korzyścią dla wszystkich Akcjonariuszy, co stawiamy sobie za fundamentalny cel.” – podkreśla Tomasz Wykurz, Prezes Zarządu Spółki SYNERGA.fund S.A.

Emitent planuje poszukiwać podmiotów działających w branży gier komputerowych i posiadających w swoim portfolio rozpoznawalne produkcje z dużym potencjałem sprzedażowym. SYNERGA.fund S.A. chce oferować swoim Partnerom biznesowym kooperację w wielu obszarach działalności, przede wszystkim w zakresie wsparcia spółek w pozyskiwaniu przez nie środków finansowych na dalszy rozwój i realizowanie kolejnych produkcji. Spółka będzie też świadczyć usługi doradcze w obszarze budowania modelu biznesowego i finansowego oraz prowadzenia relacji inwestorskich.

Podczas NWZA SYNERGA.fund S.A., które odbyło się w dniu 12.02.2019 r., Akcjonariusze Spółki podjęli Uchwałę o przeprowadzeniu scalenia akcji w stosunku 100:1, co ma przełożyć się na lepszą płynność obrotu akcjami. Aktualnie kapitał zakładowy Spółki wynosi 27.310.000,00 zł i dzieli się na 273.100.000 akcji o wartości nominalnej 0,10 zł każda. Po resplicie wartość nominalna akcji wyniesie 10,00 zł każda, a ich łączna liczba będzie wynosiła 2.731.000.

„Rozpoczęty proces restrukturyzacji Spółki powinien przynieść oczekiwane rezultaty. W naszym akcjonariacie nastąpiły w ostatnim czasie istotne zmiany, co pozwoliło otworzyć nowy rozdział w historii SYNERGA.fund S.A. Ważny element restrukturyzacji stanowi scalenie akcji, gdyż chcemy zwiększyć w ten sposób płynność obrotu nimi. Dzięki nowemu przedmiotowi działalności, jakim jest inwestowanie w spółki zajmujące się produkcją gier komputerowych, będziemy w stanie efektywnie wykorzystać nasz potencjał.” – dodaje Prezes Wykurz.

Jednym z głównych akcjonariuszy SYNERGA.fund S.A. jest notowana na rynku akcji GPW NewConnect JR HOLDING S.A., która wraz z Januarym Ciszewskim posiada łącznie akcje stanowiące ponad 16,94% udziału w kapitale zakładowym Spółki oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA. W styczniu 2019 r. w akcjonariacie Spółki pojawiło się dwóch nowych inwestorów. Pierwszym z nich jest Tomasz Majewski posiadający akcje stanowiące 19,67% udziału w kapitale zakładowym Emitenta oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA. Z kolei drugim nowym inwestorem jest Artur Górski, który posiada akcje stanowiące 7,03% udziału w kapitale zakładowym SYNERGA.fund S.A. oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA.

Pracownik IT (nie) do zdobycia

Ponury chłopak w koszuli w kratę, spędzający dnie przed ekranem komputera czy ekstrawertyk lobbujący za luźną i swobodną atmosferą w pracy? Kim jest dzisiejszy pracownik IT? Czego oczekuje i jak go przekonać do zmiany zawodowej?

Rynek usług IT to dynamicznie rozwijający się sektor, coraz częściej bez sztywnych struktur i hierarchii. Nowa rzeczywistość biznesowa wpływa na ewolucje miejsc pracy, oczekiwań kandydatów względem pracodawców oraz przyszłości zawodowej najlepszych specjalistów. Potwierdzeniem jest raport “Cztery osobowości, jeden rynek pracy” zrealizowany we współpracy Antal i Sodexo, który odkrywa przed nami nowe oblicze IT.

Instrukcja obsługi “Informatyka”

Wizerunek ludzi z branży IT, jako skrytych, zaabsorbowanych wyłącznie technologią, stroniących od integracji czy też nie posiadających doświadczenia w kontakcie z klientem – już dawno nie istnieje. Korytarze firm przemierzają pewni siebie i błyskotliwi eksperci działów IT. Wyróżnia ich przede wszystkim duża samodyscyplina, wręcz doskonałe zarządzanie czasem, wysoki poziom wiedzy, doświadczenie w różnorodnych projektach i obycie w środowisku międzynarodowym. Cenią sobie work – life balance, jasną i przejrzystą komunikację oraz pracę, na którą mają wpływ.

Jak “zaprogramować” miejsce pracy, aby przyciągnąć najlepszych specjalistów?

Atmosfera na 100 %

Wszyscy specjaliści ds. IT wskazali w raporcie, że bezpośrednia i swobodna atmosfera w pracy ma dla nich kluczowe znaczenie. Formalizm, bezduszna biurokracja, sztywne zasady w większości firm już nie istnieją.

Wpływ na działania HR

Dla 97% badanych ważna jest możliwość wypowiadania się na temat preferowanych benefitów pozapłacowych czy też samodzielny wybór szkoleń w jakich chcieliby wziąć udział.

Bezpośredni i swobodny język

Aż 89% ankietowanych preferuje luźną komunikację w biurze.

Oferty pracy zawierające jasno określone obowiązki i wymagania

89% specjalistów z branży IT oczekuje dokładnego opisu stanowiska uwzględniającego widełki finansowe oraz przejrzystego systemu wynagradzania. W związku z dużą liczbą ofert jakie otrzymują nie chcą tracić czasu na te, które z góry nie spełniają ich oczekiwań finansowych. Te twarde dane w dużym stopniu decydują o podejmowaniu nowych wyzwań zawodowych.

Elastyczne godziny pracy

Aż dla 84% specjalistów bardzo ważna jest możliwość samodzielnego decydowania o godzinie rozpoczęcia oraz kończenia pracy. Aktywni sportowo przedstawiciele sektora technologii informatycznych chcą łączyć swoje pasje i zainteresowania z pracą zawodową. Dlatego też, cenią sobie work-life balance.

Wybór świadczeń pozapłacowych

79% specjalistów i menedżerów z obszaru IT stawia na firmy, które oferują zróżnicowane benefity dopasowane do ich indywidualnych potrzeb.

Czy pracownik IT jest do zdobycia?

O tym, że droga do pozyskania specjalisty IT jest pełna wyzwań, wiedzą wszyscy headhunterzy. Eksperci w swoich specjalizacjach znakomicie orientują się w realiach rynku pracy. Są konkretni i nastawieni na wysoki poziom szczegółowości ofert pracy. Znają swoją wartość i bardzo często dyktują warunki współpracy oraz przejrzyście opowiadają o swoich oczekiwaniach względem nowego pracodawcy. Do dwóch czynników najczęściej decydujących o zmianie ścieżki zawodowej należą: wynagrodzenie oraz wyzwania intelektualne, rozumiane jako możliwości rozwoju. Chęć pracy w ciekawym otoczeniu, stawiającym ciągłe wyzwania, udział w innowacyjnych projektach, przy wykorzystaniu najnowszych technologii – to najsilniejsze motywatory.

Środowisko technologii informatycznych skupia dziś silne osobowości, angażujące się w działania HR, chętnie się integrujące oraz wybierające miejsca, gdzie mogą jasno określać swoje oczekiwania względem środowiska pracy, rozwijać siebie i mieć duży wpływ na projekty, które chcą realizować. Znajomość oczekiwań i konsekwentna ich realizacja, to gwarant współpracy i droga do zdobycia najlepszych specjalistów IT.

Nierówna pozycja kobiet i mężczyzn na rynku pracy zaczyna się już na etapie rekrutacji

Jak można wyczytać z raportu McKinseya[1], firmy, które stawiają na budowanie zrównoważonego zespołu, składającego się zarówno z kobiet, jak i mężczyzn, osiągają przychody wyższe nawet o 15 proc. Czyli wykorzystanie talentów obu płci jest opłacalne. Mimo że w zestawieniu Women in Work Index 2018, badającym m.in. otwartość rynku pracy na kobiety, awansowaliśmy aż o 10 miejsc w stosunku do 2000 r., to jednak w Polsce jeszcze nie wszyscy pracodawcy radzą sobie z zarządzaniem różnorodnością. Tylko co 4 firma wie, jak to robić[2]. A ci, którzy stawiają na mieszane zespoły, nie potrafią czerpać w pełni z zalet kobiet jako pracowników, podtrzymując krzywdzące stereotypy na ich temat. Luka płacowa między kobietami i mężczyznami w naszym kraju nadal wynosi kilkanaście proc. Jak przyznaje Agnieszka Surowiec, Dyrektor ds. HR i Komunikacji w Intrum – nierówna pozycja kobiet i mężczyzn na rynku pracy zaczyna się już na etapie rekrutacji, a potem problemy tylko narastają. Dlatego, pracodawcy powinni zwrócić szczególną uwagę na to, jakie podejście do zatrudniania kobiet posiada firma, którą zarządzają i już na wstępnie wyeliminować wszelkie „szkodliwe” zachowania, które są barierą w zbudowaniu „zdrowego” środowiska pracy.

Gdyby poziom zatrudnienia kobiet w Polsce był tak wysoki jak np. w Szwecji, to PKB naszego kraju mógłby wzrosnąć nawet o 10 proc[3]Stawianie na diversity management opłaca się jednak nie tylko biznesowo, takiego działania od pracodawcy oczekują również pracownicy. Jak wynika z raportu PwC[4], ponad 60 proc. kobiet zastanawiających się nad złożeniem CV w danej firmie, bierze pod uwagę różnorodność płciową w organizacji, a 67 proc. zastanawia się, czy znalazłaby w danym przedsiębiorstwie tzw. role models, czyli osoby – najchętniej kobiety – które mógłby stać się dla nich zawodowym wzorem do naśladowania. – Należy doceniać tych pracodawców, którzy wdrożyli w swoich firmach politykę różnorodności płciowej.  Jednak to nie odniesie sukcesu, jeżeli nie pójdzie za tym praktyka i równe traktowanie kobiet i mężczyzn na co dzień w miejscu pracy, a niestety, wiele przedsiębiorstw ma jeszcze z tym problemy. Co więcej, nierówności między kobietami i mężczyznami na rynku pracy zaczynają się jeszcze na etapie starania się o etat w danej firmie. Jeżeli nie wdroży się rozwiązań, które mogłyby zmienić tę sytuację, trudno na dalszym etapie budować różnorodny zespół, który chętnie ze sobą współpracuje. Co więcej, jeżeli pracodawca nie będzie traktował równo kobiet i mężczyzn w procesie rekrutacji, może mieć w ogóle trudność z przyciągnięciem do swojej firmy tych pierwszych – stwierdza Agnieszka Surowiec.

Młode matki i mężatki mają gorzej…

Wiele stereotypów na temat kobiet w miejscu pracy jest głęboko zakorzenionych w naszej kulturze, więc nie wszyscy pracodawcy nawet są świadomi tego, jakie błędy popełniają. Firma Hays[5] przeanalizowała, z jakimi trudnościami najczęściej mogą spotkać się kobiety biorące udział w procesie rekrutacji. Okazuje się, że na wstępie „problemem” jest sytuacja rodzinna kandydatki. „Podejrzane” są młode kobiety, szczególnie mężatki. Zakłada się, że te wkrótce po przyjęciu do pracy, będą chciały założyć rodzinę, mieć dzieci, co na jakiś czas potencjalnie wyłączy je z wykonywania obowiązków. W konsekwencji pieniądze oraz czas, które zainwestuje pracodawca w naukę takiego pracownika, nie będą na siebie zarabiać. Mniej przychylnym okiem patrzy się również na te kobiety, które już posiadają dzieci, bo błędnie uważa się, że nie są w pełni dyspozycyjne i nie będą w stanie pogodzić obowiązków służbowych z życiem prywatnym. – Wydaje się, że w ten sposób może myśleć wyłącznie ten pracodawca, który nigdy nie odważył się zatrudnić pracownicy, która już była mamą. Dlaczego? Nie tylko ze swojego doświadczenia jako matki, ale także jako osoby, która od wielu lat jest zaangażowana w proces rekrutowania nowych pracowników w Intrum, mogę stwierdzić, że „mama na etacie” to bardzo efektywny pracownik. Wraz z pojawieniem się w jej w życiu dziecka, codziennie zdaje egzamin z multitaskingu i udowadnia, że może być efektywna na wielu polach i świetnie radzi sobie ze stresem. Te umiejętności bez dwóch zdań wykorzystuje w pracy. Opinie mówiące o tym, że pracujące matki są złymi pracownikami wynikają po prostu z faktu, że bardzo często nie podaje im się pomocnej dłoni, nie daje szansy na próbę pogodzenia tych dwóch światów, a to błąd – komentuje Agnieszka Surowiec.

Według badania przeprowadzonego przez Hays, osoby, które łączą rolę zawodową i rodzica, stanowią ponad połowę zatrudnionych w rodzimych firmach. Chodzi tu zarówno o kobiety, jak i o mężczyzn, ale to te pierwsze spotykają większe trudności w łączeniu pracy i życia prywatnego. Aż 62 proc. kobiet i 40 proc. mężczyzn deklaruje, że na ich drodze zawodowej pojawiły się przeszkody związane z pogodzeniem pracy z wychowaniem dzieci. – Być może te wyniki dodatkowo tłumaczy fakt, że tradycyjnie w naszym społeczeństwie, to kobiety są odpowiedzialne za wychowywanie dzieci i poświęcają więcej czasu rodzinie. Wobec tego, tym bardziej powinno im się ułatwiać godzenie dwóch ról. Coraz więcej kobiet nie chce bowiem wybierać: praca czy rodzina i ograniczać się tylko jednej roli. Tu w grę wchodzą nie tylko osobiste ambicje – prawda jest też taka, że wiele kobiet musi po prostu pracować zawodowo, by dokładać się do domowego budżetu lub staje przed koniecznością samodzielnego utrzymania rodziny. W Intrum chętnie zatrudniamy mamy. Dostosowujemy grafik ich pracy do harmonogramu życia rodzinnego czy do godzin pracy przedszkoli. Na niektórych stanowiskach możliwa jest też praca zdalna. Dodatkowo, oferujemy możliwość korzystania z karty benefitowej dla dzieci i z zasiłku socjalnego dla osób w trudnej sytuacji finansowej lub wychowujących niepełnosprawne dziecko – dodaje Agnieszka Surowiec, Dyrektor ds. HR i Komunikacji w Intrum.

Kobietę do pracy przyjmę,… ale nie dyrektora

Jeżeli kobieta i mężczyzna w rekrutacji starają się o to samo, wysoko eksponowane stanowisko, mają podobne wykształcenie, doświadczenie i wymagane kompetencje, to z dużym prawdopodobieństwem zatrudniony zostaje mężczyzna. Jak wskazują analizy agencji Hays, niechęć zarządów i przełożonych, a nawet lekceważenie kobiet na stanowiskach kierowniczych w wielu firmach niestety jest jeszcze na porządku dziennym, dlatego w niektórych z nich nie znajdziemy dyrektorek czy menedżerek wysokiego szczebla. Winne są stereotypy i postrzeganie kobiet jako emocjonalnych, nadwrażliwych pracowników – przez to również niezdolnych do zarządzania zespołem ludzi i mało odpornych na stres – a także pozbawionych umiejętności analitycznego i abstrakcyjnego myślenia. Nie ufa się kwalifikacjom zawodowym kobiet. Aż 64 proc. kobiet spotyka się z takimi „mikroagresjami”[6]. Kobiety muszą dostarczyć więcej dowodów swoich kompetencji niż mężczyźni, a ich decyzje częściej są kwestionowane. Takie myślenie stosuje się wobec tych, które są dyrektorkami czy menedżerkami. To tłumaczy, dlaczego 84 proc. respondentów badania Hays wskazało, że najwyższe stanowiska w firmie, w której pracują, zajmuje mężczyzna. Podobną tendencję widać na stanowiskach menedżerskich: dla 60 proc. ankietowanych, bezpośrednim przełożonym jest mężczyzna. Kobiety dominują na niższych stanowiskach, specjalistek pracujących w ramach zespołów podległych menedżerom, co potwierdza niemal połowa respondentów. – Jesteśmy dumni z tego, że w Intrum daje się zauważyć zupełnie inną tendencję: ponad 66 proc. naszych pracowników stanowią kobiety, a jeżeli chodzi o kadrę menedżerską, to jest to aż ok. 60 proc. – wylicza Agnieszka Surowiec, Intrum.

Co zrobić, by było lepiej? Wytyczne dla pracodawców

– Nierówne traktowanie kobiet i mężczyzn w procesie rekrutacji, to skutek pewnych nieprawidłowości, fałszywych przekonań, itp., które już mają miejsce w danym przedsiębiorstwie, a w szerszej perspektywie – stereotypów na temat kobiet funkcjonujących na rynku pracy w naszym społeczeństwie. Pracodawca, który nie stworzy przyjaznego miejsca pracy dla kobiet, a jednak ma ambicję posiadać różnorodny, efektywny zespół, nie przekona ich, by zatrudniły się w jego firmie. By zrealizować ten cel, wystarczy zadbać o klika elementów i wprowadzić kilka obowiązkowych „zwyczajów” – radzi Agnieszka Surowiec.

Po pierwsze – należy wspierać kobiety już obecne na rynku pracy (szczególnie te na kierowniczych stanowiskach), by były przykładem dla innych kobiet. Co to oznacza w praktyce i co w tym przypadku może zrobić pracodawca? Dobrym rozwiązaniem jest inwestowanie w szkolenia dla pracownic, aby mogły rozwijać swoje kompetencje zawodowe, a zdobytą wiedzą dzielić z koleżankami w firmie. Doskonale sprawdzają się również programy mentoringowe, aby kobiety mogły uczyć się od najlepszych, (ale niekoniecznie mężczyzn). – Kobiety, które w danej firmie przeszły kilka szczebli kariery i zajmują obecnie jedno z kierowniczych stanowisk, są najlepszą reklamą swojej firmy i sygnałem, że ta daje szanse na rozwój i poważnie myśli o roli kobiet w biznesie. Takie podejście ma również ogromne znaczenie w działaniach employer brandingowych. Promowanie ambasadorek firmy na zewnątrz i pokazywanie pozytywnych przykładów działa na korzyść przedsiębiorcy: przyciąga ambitne kobiety – przyszłych pracowników i buduje jego markę pracodawcy – uważa Agnieszka Surowiec.

Przyjazne kobietom miejsce pracy to nie tylko firma, w której nie dyskryminuje się pracowników ze względu na płeć i docenia kompetencje kobiet, ale również umożliwia się kobietom pracę według elastycznego grafika i wprowadza szereg rozwiązań, by ułatwiać pracującym matkom łączenie życia rodzinnego i wykonywanie obowiązków zawodowych. Nie chodzi jednak przy tym o faworyzowanie kobiet na tle innych pracowników. Natomiast, jeżeli z wszelkich analiz wynika, że to w większości przypadków kobiety muszą godzić te dwa „etaty”, to warto stworzyć im takie warunki pracy, aby było to możliwe i bez straty dla żadnej ze stron.

[1] McKinsey, Diversity Matters Report.

[2] Dane: Konfederacja Lewiatan, Barometr różnorodności.

[3] PwC, Women in Work Index 2018 – Polska.

[4] PwC, Winning the fight for female talent. How to gain the diversity edge through inclusive recruitment.

[5] Hays, Raport Kobiety na rynku pracy 2018.

[6] J.w.

Jak wprowadzić zasady rynkowe w polskim sektorze energetycznym?

Rozwój energetyki rozproszonej, w tym odnawialnej, wymaga odpowiedniej legislacji ze strony państwa. Konieczne jest zmiana podejścia do pozyskiwania energii w oparciu o siłę wiatru, która do tej pory była blokowana. Obecnie trwają prace nad nowelizacją ustawy o OZE. Rząd popiera rozwój energetyki wiatrowej oraz fotowoltaiki. Należy mieć nadzieję, że w najbliższym czasie uwarunkowania legislacyjne pozwolą na ich rozwój. Poprzednie działania mają jednak swoje konsekwencje dla całego rynku energetyki rozproszonej. Konieczne jest odzyskanie zaufania inwestorów branżowych – polskich i zagranicznych, także prywatnych. Przemysł państwowy powinien skoncentrować się na tym, co już posiada. Niedawno odkupiono udziały francuskiego EDF-u, Engy, czy Vattenfalla.

– Dzisiaj energetyka niepaństwowa stanowi jedynie ok. 20 proc. Jednocześnie wpływa na ceny prądu przez działanie mechanizmów rynkowych – powiedział serwisowi eNewsroom Włodzimierz Ehrenhalt, wiceprezes zarządu Stowarzyszenia Energetyki Odnawialnej (SEO) – Czeski CES jest państwową firmą, ale w Polsce działa na zasadach rynkowych. Takie funkcjonowanie niekrajowej energetyki bardzo dobrze wpływa na monopolistę. Państwo musi zostać nim w zakresie pracy w podstawie dużych bloków, przesyłu wysokonapięciowego. Być może linie średniego i niskiego napięcia powinny być w pewien sposób sprywatyzowane i uczestniczyć w podziale rynku, np. w partnerstwie publiczno-państwowym. Gminy z prywatnymi odbiorcami mogłyby zająć się podziałem energii w swoim, węższym zakresie. To jeden ze sposobów wprowadzania zasad rynkowych do sektora energetyki. Jednak jej zasadnicza część jeszcze przez wiele lat pozostanie w rękach państwa – ocenił Ehrenhalt.

Nowa strategia banku Citi Handlowy oparta na innowacyjnych technologiach. Do 2021 roku cyfryzacja obejmie klientów, pracowników i usługi banku

Nowa strategia banku Citi Handlowy oparta na innowacyjnych technologiach. Do 2021 roku cyfryzacja obejmie klientów, pracowników i usługi banku 1

Sztuczna inteligencja, wykorzystanie danych oraz technologie chmurowe – te obszary zamierza rozwijać Citi Handlowy w ramach cyfrowej transformacji, która jest głównym filarem nowej strategii do 2021 roku. Jeszcze w tym półroczu bank wdroży system, który pozwoli udzielać finansowania klientom w oparciu o biometrię twarzy. W obszarze detalicznym Citi postawi na bankowość kontekstową – bank dostępny zawsze wtedy, gdy klient go potrzebuje. Cyfrowa transformacja ma objąć również pracowników banku. 

Strategia banku na następne trzy lata składa się z trzech głównych komponentów: przede wszystkim ludzi oraz technologii do utrzymania wysokiej jakości obsługi klientów. W technologii stawiamy na kilka obszarów. Pierwszy to wykorzystanie danych. Dzisiaj banki posiadają bardzo dużo danych o klientach, ale jeszcze nie umieją ich prawidłowo wykorzystać. Chcemy, żeby te dane posłużyły nam do poprawy jakości obsługi i jednocześnie przyczyniły się do zwiększenia naszego biznesu. Drugi obszar to sfera technologii zwana sztuczną inteligencją i machine learning. Zamierzamy wykorzystywać roboty software’owe, które będą wyręczać pracowników przy prostych operacjach – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir S. Sikora, prezes banku Citi Handlowy.

Citi Handlowy rozwija sztuczną inteligencję między innymi w obszarze zapobiegania oszustwom i praniu pieniędzy. Dzięki temu czas identyfikacji podejrzanych transakcji został zredukowany o 80 proc.

Jeszcze w tym półroczu bank wdroży także technologię, która umożliwi udzielanie kredytów nowym klientom w oparciu o biometrię twarzy. Cały proces – od momentu weryfikacji dokumentów i poziomu zarobków po identyfikację klienta – będzie odbywał się automatycznie, online, bez udziału pracownika banku. Stworzony przez Citi system rozpoznawania twarzy jest w stanie określić, czy ma do czynienia z żywym człowiekiem tylko na podstawie zdjęcia.

Trzecim, ważnym elementem naszej strategii jest cloud, czyli technologia, która pozwoli klientom korzystać z usług finansowych o każdej porze i z każdego miejsca. Chmura będzie równie ważna dla środowiska pracy naszych pracowników. Oni oczekują, że będą mogli pracować nie tylko zza biurka, lecz także z domu bądź każdego miejsca, w którym się znajdą – mówi Sławomir S. Sikora.

Jak podkreśla, pracownicy są kolejnym, ważnym filarem uwzględnionym w strategii Citi Handlowy do 2021 roku. Ich także szeroko obejmie cyfrowa transformacja.

– Nasi pracownicy, którzy są w bardzo zróżnicowanym wieku, wyruszają razem z bankiem w podróż do ery cyfrowej. Chcielibyśmy, żeby 80 proc. z nich skorzystało z wiedzy tych 20 proc., którzy są tzw. digital natives, czyli urodzili się „ze smartfonem z ręku”.W strategii banku do 2021 roku innowacje będą absolutne. Chcemy przygotować pracowników do tego, aby nie tylko znali dynamicznie zmieniające się technologie, lecz także rozumieli nowoczesne modele biznesowe naszych klientów, na które wpływają zmiany technologiczne – mówi prezes Citi Handlowy. – Bank to technologia, produkty, ale przede wszystkim ludzie, którzy za trzy lata będą w swojej pracy korzystać z tych najnowszych rozwiązań na co dzień.

Prezes zaznacza też, że nowa strategia banku odpowiada na pytanie, jak będzie wyglądać bankowość jutra. Mimo zmian technologicznych w 2021 roku klienci nadal będą potrzebować usług świadczonych przez tradycyjne banki. Znaczenia nabierze bankowość kontekstowa, czyli usługi finansowe błyskawicznie i od ręki dostępne wtedy, kiedy klienta faktycznie ich potrzebuje.

Słowem-kluczem jest też wygoda, która dla klientów jest już jednym z podstawowych wyznaczników zadowolenia z usług. Obecnie technologia chmurowa pozwala np. zaciągnąć kredyt albo skorzystać z dowolnych usług finansowych z dowolnego miejsca. Kolejnym krokiem może być wirtualna rzeczywistość.

– Wyobraźmy sobie bankowość w technologii VR, która nie operuje poprzez fizyczny oddział. Klient, siedząc naprzeciwko urządzenia z dostępem do internetu, może porozmawiać ze specjalistami z różnych dziedzin bankowości i wyobrazić sobie, że jest w banku. Będziemy tworzyć struktury – być może oparte również o hologramy, które nie będą musiały już działać w tradycyjnych budynkach – mówi Sławomir S. Sikora.

Dziś Citi Handlowy ma w Polsce prawie 700 tys. klientów korzystających z kart płatniczych i kredytowych, a na koniec ubiegłego roku portfel kredytów udzielonych klientom indywidualnym był wart 7,2 mld zł. Zgodnie z nową strategią rozwoju do 2021 roku bank zamierza zwiększyć do tego czasu liczbę klientów detalicznych o 50 proc. i udzielić im 2 mld zł nowych kredytów.

Widzimy, że klienci detaliczni i instytucjonalni zmieniają się wraz z postępem technologii. W Polsce klienci indywidualni lubią podróżować. Jako bank globalny jesteśmy gotowi świadczyć usługi finansowe w ponad 200 krajach i uważamy, że te 1,5 mln gospodarstw domowych, które według badań do 2025 roku zdecydują się odbyć przynajmniej jedną podróż zagraniczną, będzie naszymi klientami – mówi Sławomir S.Sikora. – Wśród klientów instytucjonalnych zidentyfikowaliśmy tysiąc firm, które należą do nowej gospodarki. Chcemy wesprzeć te, dla których nie ma granic ani barier, nie potrzebują dużo kapitału, mają świetne pomysły i chcą z tymi pomysłami dotrzeć do klientów na całym świecie.

W całym 2018 roku Citi Handlowy wypracował 638,85 mln zł skonsolidowanego zysku netto wobec 535,57 mln zł rok wcześniej. Przychody wzrosły o 91,5 mln zł do poziomu 2 160 mln zł.

Wyniki były lepsze niż rok wcześniej. Mamy blisko 20-proc. wzrostu zysku, obrotów na rynkach walutowych, dwucyfrowy wzrost kredytów udzielonych klientom korporacyjnym oraz kilkuprocentowy wzrost pożyczek w bankowości detalicznej. Jesteśmy zadowoleni, choć pamiętamy, że w szczególności IV kwartał na rynkach finansowych był trudniejszy. Pokazał, że inwestorzy zaniepokoili się perspektywami gospodarki – nie tylko polskiej, lecz także światowej – ocenia Sławomir S. Sikora.

Prezes Citi Handlowy prognozuje, że również w nadchodzącym roku na sytuację sektora bankowego wpływ będzie mieć spodziewane spowolnienie gospodarcze, a także ryzyka geopolityczne, chociażby brexit.

Polska gospodarka będzie rosła w tempie blisko 4 proc., co jest wciąż bardzo dobrym wynikiem. Pomimo wzrostu niepewności politycznej i społecznej na całym świecie sądzimy, że optymizm klientów się utrzyma, a my będziemy w stanie dopasować się do ich potrzeb, które pojawią się wraz ze zmianami w gospodarce – mówi Sławomir S. Sikora.

Duże zmiany na rynku nieruchomości komercyjnych. Przez 10 lat przybyło dwa razy więcej powierzchni handlowej, trzy razy więcej biur i magazynów

Duże zmiany na rynku nieruchomości komercyjnych. Przez 10 lat przybyło dwa razy więcej powierzchni handlowej, trzy razy więcej biur i magazynów 2

Od 2009 roku niemal dziesięciokrotnie wzrosła wartość inwestycji w magazyny na polskim rynku. Liczba biur jest trzykrotnie większa, a powierzchni handlowej jest dwa razy więcej niż 10 lat temu – wynika z analizy CBRE, będącej odpowiedzią na HASH10yearschallenge. Ostatnia dekada na rynku nieruchomości komercyjnych to przede wszystkim diametralne zmiany. Nie tylko znacznie przybyło nowych budynków w każdym segmencie, lecz także zmieniła się ich jakość. W kolejnych latach na rynek największy wpływ będą miały rosnące oczekiwania użytkowników oraz rozwój nowych technologii.

 Ostatnie 10 lat na rynku nieruchomości komercyjnych to okres przede wszystkim dynamicznych zmian. Ten rynek bardzo się rozwinął, zarówno pod kątem przyrostu nowej powierzchni w każdym z sektorów: biurowym, handlowym czy magazynowym, jak i na nowych obszarach, które jeszcze 10 lat temu nie istniały – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agata Czarnecka, dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa firmy CBRE.

Powierzchnia biurowa w miastach regionalnych zajmuje już niemal 4,9 mln mkw. Dekadę temu było jej zaledwie 1,4 mln mkw. Większość biur znajduje się jednak w Warszawie, która notuje rekordowe zainteresowanie ze strony deweloperów i najemców. Dziś stolica może się pochwalić ponad 5,4 mln mkw. powierzchni biurowej.

 Powierzchnie biurowe są też teraz zupełnie inaczej wyposażone niż jeszcze 10 lat temu. Wtedy były to powierzchnie stricte biurowe, które nie zapewniały szeregu dodatkowych udogodnień oraz usług dla najemców. Natomiast teraz najemca i ludzie, którzy pracują we wszystkich firmach, są priorytetem dla właścicieli i zarządców budynków biurowych – tłumaczy Agata Czarnecka.

Zmienia się przestrzeń dookoła budynków i same wnętrza. Według badań ICAN Research dbanie o dobrostan pracowników to jeden z najważniejszych trendów w zarządzaniu personelem. Dlatego równie istotne co przygotowanie miejsc pracy, jest stworzenie przestrzeni do odpoczynku, a coraz silniejszym trendem jest ekologiczne budownictwo.

– Coraz częściej firmy wdrażają elastyczny sposób pracy. W biurach bardzo często są wprowadzane powierzchnie do relaksu czy do pracy koncepcyjnej. Bardzo istotna jest lokalizacja budynków biurowych i dostęp do komunikacji publicznej czy dogodny dostęp komunikacją prywatną. Chodzi o to, by ludzie mogli bardzo szybko i sprawnie dojechać do biura i nie spędzać codziennie kilku godzin na dojazdach – mówi ekspertka CBRE.

Rośnie zainteresowanie przestrzeniami mixed-use, które łączą w jednym miejscu biura, apartamentowce i sklepy. Ze względu na dbałość o pracowników i osoby wynajmujące powierzchnię przy biurach powstają kluby fitness, centra kosmetyczne czy miejsca opieki nad dziećmi. Biurowce wyposażone są w najnowsze technologie mające za zadanie jeszcze bardziej zwiększyć komfort użytkowników budynków i ułatwić korzystanie z nich.

Całkowicie zmienił się też krajobraz powierzchni handlowej, przede wszystkim ze względu na zmieniające się preferencje konsumentów.

– W ciągu ostatnich 10 lat powierzchnia handlowa niemalże się podwoiła. W 2009 roku było to niecałe 7 mln mkw., teraz mamy już ponad 12 mln mkw. Zmieniła się także jakość tej powierzchni. Coraz częściej do standardowych najemców, jak było to obserwowane 10 lat temu, czyli supermarket i galeria handlowa z szeregiem sklepów i usług, teraz doszła też część rozrywkowa oraz gastronomiczna – wskazuje Agata Czarnecka.

Jak wynika z danych CBRE, na rynku działają 524 obiekty handlowe, podczas gdy 10 lat temu było ich mniej niż 300. W ostatniej dekadzie każde z większych polskich miast miało otwarcie przynajmniej jednego nowoczesnego centrum handlowego.

 Zauważyliśmy też zainteresowanie mniejszymi ośrodkami miejskimi, poniżej 50 tys. mieszkańców. Z reguły w każdym z takich miast istnieje już nowoczesne centrum handlowe czy też park handlowy i są to zarówno nowe obiekty, jak i przebudowywane istniejące domy towarowe, z reguły położone w centrach miast – wyjaśnia Czarnecka.

Z raportu CBRE „Market View: Polski rynek logistyczny po IV kw. 2018” wynika, że magazyny zajmują w Polsce już 15,7 mln mkw., czyli trzy razy więcej niż dekadę temu. W 2018 roku przybyło niemal 2,2 mln mkw., a w budowie jest kolejne 2 mln mkw., najwięcej na Górnym Śląsku – 488 tys. mkw., 295 tys. mkw. w Polsce Centralnej i 258 tys. mkw. na wschodzie kraju. Wartość inwestycji dziesięć lat temu wynosiła 173 mld euro, obecnie – ponad 1,8 tys. mld euro.

 Zauważyliśmy, że pojawiły się nowe regiony zainteresowania deweloperów. Nie są to już tylko główne ośrodki takie jak Dolny Śląsk czy Warszawa albo skrzyżowanie głównych autostrad. Coraz częściej deweloperzy są zainteresowani mniejszymi ośrodkami, np. przy zachodniej granicy lub też na wschodzie kraju – mówi ekspertka CBRE.

Biorąc po uwagę skalę dotychczasowych zmian, za kolejne 10 lat rynek może wyglądać zupełnie inaczej niż dziś. W opinii ekspertów CBRE na znaczeniu zyskają najmniejsze ośrodki, rynek będzie się też zmieniał wraz z rozwojem nowych technologii.

– W logistyce bardzo duży wpływ może mieć automatyzacja procesów czy też sposoby dystrybucji towarów, np. przez drony. Jeżeli chodzi o centra handlowe, tutaj kluczem są nawyki konsumentów – ocenia Agata Czarnecka. – Także wkomponowanie elementu handlu elektronicznego w tradycyjne centra handlowe będzie dużym wyzwaniem. Z kolei budynki biurowe będą powstawały tam, gdzie będzie najbardziej dogodny dojazd czy dogodna lokalizacja dla pracowników.

Klienci Volvo stopniowo odchodzą od diesla, za to rośnie popularność hybryd. W krótkim czasie koncern chce kilkukrotnie zwiększyć ich sprzedaż

Klienci Volvo stopniowo odchodzą od diesla, za to rośnie popularność hybryd. W krótkim czasie koncern chce kilkukrotnie zwiększyć ich sprzedaż 3

Ubiegły rok był najlepszym w dotychczasowej historii Volvo na polskim rynku. Marka po raz szósty z rzędu pobiła swój rekord sprzedaży i zanotowała 15-proc. wzrost. Wyraźnym trendem jest stopniowe odchodzenie od silników diesla – w ubiegłym roku wybrało je 60 proc. kierowców, ale rok wcześniej było to 76 proc. Hybrydy wciąż stanowią niecałe 2 proc., ale ich popularność rośnie skokowo. W ciągu kilkunastu miesięcy koncern chce zwielokrotnić ich sprzedaż. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się też SUV-y, które w Polsce stanowią 70 proc. sprzedaży Volvo.

 Volvo intensywnie wędruje w kierunku zmniejszania udziału silników diesla, których ostatnim bastionem pozostała Europa. Widać, że coraz więcej kierowców z roku na rok wybiera samochody z silnikami benzynowymi. W Polsce nie jest to jeszcze przesądzone, dlatego że tutaj silniki diesla cały czas mają mocną pozycję. Cały czas przybywa jednak kierowców, którzy decydują się na silniki benzynowe. W 2017 roku aż 76 proc. kierowców w Polsce wybrało Volvo z silnikiem diesla, w 2018 roku było to już 60 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Stanisław Dojs, PR manager w Volvo Car Poland.

Drugim trendem jest wybór samochodów w coraz większym stopniu zelektryfikowanych i hybrydowych. W ubiegłym roku Volvo sprzedało w Polsce 168 hybrydy typu plug-in, które są najbardziej zaawansowane pod względem technicznym i najdroższymi samochodami w portfolio marki. Dla porównania, rok wcześniej sprzedaż wyniosła około 100 sztuk.

– Wzrost nie jest może imponujący, gdy chodzi o liczby, natomiast procentowo jest duży. W 2019 roku to już będzie istny przeskok, dlatego że wszystkie samochody, które Volvo ma w swojej ofercie, docelowo zaoferuje jako samochody hybrydowe. W tym roku będzie to m.in. XC90, które dostanie komponent hybrydowy do silnika diesla. W krótkim czasie – na przestrzeni kilkunastu miesięcy – liczba sprzedanych hybryd Volvo z poziomów trzycyfrowych wskoczy już na czterocyfrowe – zapowiada Stanisław Dojs.

Jak podkreśla, ważnym dla Volvo obszarem jest rozwijanie funkcji elektronicznych w samochodach, które z jednej strony sprzyjają bezpieczeństwu, a z drugiej – mają za zadanie ułatwić życie kierowcom.

 Każdego roku samochody uczą się reagować na coraz to nowe sytuacje drogowe. Omijają inne pojazdy, hamują przed pieszymi i dużymi zwierzętami, utrzymują właściwy pas ruchu, zapobiegają zderzeniom czołowym. Te funkcje autentycznie sprzyjają podniesieniu bezpieczeństwa. Numerem dwa są funkcje connectivity – czyli wszystko to, co sprawia, że życie kierowcy jest prostsze, ma on większą interakcję ze światem. Przykładowo, poprzez funkcję Volvo On Call może sprawdzać, gdzie jest samochód, domykać szyby, rozgrzewać silnik, sprawdzać status serwisowy, a w niektórych krajach – także zamawiać zakupy doręczane bezpośrednio do bagażnika samochodu – wylicza Stanisław Dojs.

Marka podąża też za globalnym trendem, którym są samochody autonomiczne. Po szwedzkim Göteborgu krąży już od kilku lat flota całkowicie autonomicznych pojazdów Volvo, które przechodzą testy przed zaoferowaniem tej funkcji klientom. Ma to nastąpić w ciągu kilku najbliższych lat.

 Coś, co jeszcze niedawno wydawało się być udziałem wyłącznie filmów science fiction, teraz nabiera realnych kształtów – mówi Stanisław Dojs.

W ubiegłym roku Volvo sprzedało na całym świecie 640 tys. samochodów, notując 12-proc. wzrost. Na przestrzeni kilku ostatnich lat miał miejsce ogromny procentowy wzrost.

– Co za tym idzie, przychody też wzrosły znacząco, o ponad 20 proc., EBIT wzrósł bardzo niewiele – tutaj wyniki są na piątkę, a nie na szóstkę, ponieważ na świecie rozpoczęła się wojna cenowa i konkurencja w segmencie premium jest ogromna. Istnieje presja, żeby marże były nieco mniejsze, żeby udzielać klientom rabatów, w ten sposób walcząc o rynek. Z drugiej strony wojna handlowa między Chinami a Stanami Zjednoczonymi to też był czynnik, który zaniżył ten wzrost. Niemniej jednak Volvo kończy 2018 rok bardzo wysoko nad kreską, zarówno w Polsce, jak i globalnie – mówi Stanisław Dojs.

W Polsce ubiegłoroczna sprzedaż przekroczyła 10,4 tys. egzemplarzy. Plan koncernu zakładał osiągnięcie takiego wyniku w 2020 roku.

 Dostrzegamy coraz większe zainteresowanie SUV-ami. Począwszy od najmniejszego SUV-a, który w zeszłym roku zdobył tytuł samochodu roku, Volvo XC40, po średniej wielkości XC60 i wreszcie największy, nasz flagowy SUV – Volvo XC90. Stanowią one w Polsce ponad 70 proc. wszystkich sprzedawanych samochodów – mówi Mariusz Nycz, dyrektor marketingu Volvo Car Poland.

Pod względem wyników sprzedaży ubiegły rok był najlepszym w dotychczasowej historii Volvo na polskim rynku. Najchętniej wybieranym modelem pozostał SUV – XC60 (4346 rejestracji, co stanowi 42 proc. sprzedaży Volvo w Polsce).

– W tym roku wprowadzamy Volvo S60 – średniej wielkości sedan i tutaj dostrzegamy dla siebie sporą szansę. Będziemy też wprowadzać na rynek nową technologię i dwa nowe samochody – Volvo V60 Cross Country, czyli uterenowiową wersję modelu combi, oraz średniej wielkości sedan Volvo S60, produkowany w Stanach Zjednoczonych, który pokażemy w Polsce w kwietniu br. Rozwijamy też technologię hybryd, tzn. połączenie silnika diesla spalinowego z elektrycznym. Volvo XC90 już za parę tygodni będzie miał w dieslu silnik elektryczny, który będzie oferowany w standardzie – mówi Mariusz Nycz.

– W prognozie na bieżący rok Volvo Car Corporation już zapowiedziało, że – mimo niepewnego otoczenia biznesowego i faktu, że nie w każdym kraju sytuacja jest w tej chwili stabilna – i tak spodziewamy się wzrostu i kolejnego pobicia rekordu sprzedaży – dodaje Stanisław Dojs.

Rynek pracy przechodzi transformację. Wymuszają ją nowe technologie, starzejące się społeczeństwo i brak pracowników

Rynek pracy przechodzi transformację. Wymuszają ją nowe technologie, starzejące się społeczeństwo i brak pracowników 4

Niedobory siły roboczej, zmiany demograficzne i rosnący udział technologii to dziś główne czynniki, które przeobrażają rynek pracy w Europie. Wpływają na niego również zmieniające się oczekiwania młodych pracowników, którzy szukają nowych sposobów zatrudnienia. Wszystko to wymaga zmian w edukacji i legislacji, tak by zapewnić rynkowi pracy większą elastyczność i dopasować go do potrzeb przedsiębiorstw. Polska może czerpać dobre wzorce z takich państw jak Niemcy, Szwajcaria czy Wielka Brytania.

– Światowy rynek pracy przechodzi całkowitą transformację. Można wyróżnić kilka największych trendów, które mają na niego ogromny wpływ. Są to m.in. niedobory siły roboczej wynikające z sytuacji geopolitycznej i gospodarczej. To oznacza, że dzisiaj elastyczność jest koniecznością. Obserwujemy również rozwój nowej gospodarki, w której dominują osoby młode, poszukujące nowych sposobów zatrudnienia, lepiej dopasowanych do wyzwań współczesności i ich własnego sposobu życia. Chodzi o większą elastyczność zatrudnienia, a nawet pracę w roli freelancera – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Enrique Sánchez, regional head of Iberia, Italy, Eastern Europe & MENA, Adecco.

Kolejnym trendem są zmiany demograficzne. W Europie społeczeństwo starzeje się, a w krajach takich jak Indie czy Chiny liczba osób poniżej 30. roku życia wkrótce będzie dwukrotnie wyższa niż łączna liczba mieszkańców Europy. Czynnikiem transformującym rynek pracy jest również technologia, która w znacznej mierze przyczynia się do automatyzacji, wykorzystania sztucznej inteligencji.

– W naszym świecie dane odgrywają coraz większą rolę. Z tej perspektywy bardzo ważne jest zrozumienie wpływu technologii na rynek pracy. Jednym z kluczowych elementów staje się podnoszenie i zmiana kwalifikacji zawodowych. Z tych czterech największych kierunków zmian wynika piąty, który dotyczy wyboru odpowiedniego momentu na zmianę pracy lub zdobycie nowych kompetencji. Według mnie jest to główne wyzwanie, jakiemu musimy sprostać. Potrzebna jest stała edukacja dostosowana do odpowiedniego kontekstu, aby zdobyć umiejętności, jakich dana firma potrzebuje – mówi Enrique Sánchez.

Podnoszenie i zmiana kwalifikacji dotychczasowych pracowników są istotne o tyle, że według szacunków 30 proc. aktywnej zawodowo populacji w ciągu kolejnych pięciu lat zmieni pracę, a 80 proc. będzie potrzebować szkoleń dokształcających.

– Myślę, że Polska powinna wziąć przykład z krajów skandynawskich i Niemiec, które dążą do współpracy sektora publicznego i prywatnego w celu sprostania wyzwaniom rynku pracy. Polski rząd musi określać pewne zasady, ale należy przede wszystkim kierować się prawem popytu i podaży. Trzeba umożliwić bardziej swobodne relacje między pracownikami a przedsiębiorstwami – tylko w ten sposób można osiągnąć nową jakość zatrudnienia – mówi Enrique Sánchez.

Jak podkreśla, bezrobocie w Polsce jest bardzo niskie, na poziomie 5 proc., jednak w przypadku ludzi młodych jest ono około dwukrotnie wyższe. Polska musi wprowadzić zmiany w systemie edukacji, aby zapewnić większą elastyczność, dostosować wiedzę i metody nauczania do potrzeb przedsiębiorstw.

– Ważna jest świadomość, że te pięć głównych trendów, w tym głównie technologia, zmieni zasady gry. Mając to na uwadze, tworzymy w Adecco coś w rodzaju ekosystemu z kompleksowymi rozwiązaniami, starając się zachować pozycję głównego usługodawcy w branży HR, ale również dla osób ubiegających się o pracę. W nowej erze cyfrowej niektóre inicjatywy podejmowane przez Adecco zyskają na znaczeniu. Dokonaliśmy przejęcia różnych spółek z branży technologii cyfrowych i zajmujących się kompleksową rekrutacją pracowników, w tym również pracowników linii produkcyjnych, a także podnoszeniem i zmianą kwalifikacji – mówi Enrique Sánchez.

Ekspert Adecco podkreśla, że w całej Europie istnieją przykłady dobrych praktyk, które mogłyby zostać z korzyścią powielone na polskim rynku. Przykładowo, Niemcy i Szwajcaria prowadzą szkolenia zawodowe, które gwarantują osobom o określonym wykształceniu pracę w firmach, w których odbyli praktyki.

– Wielka Brytania ma bardzo elastyczny rynek pracy, przy bezrobociu bliskim zeru, a ludzie chcą tam pracować. Jeśli chodzi o naszą firmę i nasz sektor, w Wielkiej Brytanii występuje największy udział pracowników w porównaniu do reszty Europy, wynoszący ponad 4 proc. populacji aktywnej zawodowo. Sektor ten nie tylko pomaga firmom w zachowaniu elastyczności, lecz także zapewnia bezpieczeństwo pracownikom. Pod względem odpowiednich kwalifikacji i najwyższych zarobków oraz pozycji klasy średniej przodują kraje skandynawskie. Trzeba też wspomnieć o Włoszech, które w tej trudnej sytuacji wykazują się dużą elastycznością w tych bardziej specjalistycznych zawodach, dostosowując się w ten sposób do zmieniającej się rzeczywistości. Można więc znaleźć wiele przykładów dobrych praktyk, które warto powielać – mówi Enrique Sánchez, regional head of Iberia, Italy, Eastern Europe & MENA, Adecco.

Zmienia się polski rynek lotniczej turystyki wyjazdowej. Czartery ustępują miejsca tanim liniom lotniczym

Zmienia się polski rynek lotniczej turystyki wyjazdowej. Czartery ustępują miejsca tanim liniom lotniczym 5

Polacy coraz chętniej samodzielnie planują urlop, rezerwując osobno hotel, loty, transfery oraz ubezpieczenie. W efekcie liczba miejsc w tanich liniach lotniczych obecnie rośnie szybciej niż w czarterach. Polski rynek lotniczej turystyki wyjazdowej zmienia się i za 10 lat może wyglądać podobnie jak w Skandynawii czy Wielkiej Brytanii, gdzie niewielu klientów korzysta już z usług tradycyjnych biur podróży. Co więcej, eksperci uważają, że w ciągu kolejnych sześciu lat przybędzie na nim co najmniej 3 mln nowych klientów. 

– Polski rynek jest w tej chwili najbardziej perspektywicznym w Europie. Według szacunków Instytutu Badań Rynku Turystycznego TravelDATA oraz ostrożnych prognoz w ciągu najbliższych 6 lat przybędzie na nim aż 3 mln klientów, a według optymistycznych – dwa razy tyle – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Głowa, country manager Click&Go.

Jak ocenia, trudno jeszcze prognozować, w jakim kierunku rozwinie się rynek turystyki wyjazdowej w Polsce. W Europie dominują dwa modele: niemiecki, gdzie istnieją silne grupy agentów turystycznych, i model istniejący w Skandynawii, Irlandii czy Wielkiej Brytanii, gdzie klienci przenieśli się do internetu i większość z nich rezerwuje wyjazdy online samodzielnie lub poprzez platformy pozwalające łączyć wiele usług turystycznych w jednym miejscu, tzw. „dynamiczne pakietowanie”, a tylko niewielka część korzysta już z usług tradycyjnych biur podróży.

Biorąc pod uwagę szybki wzrost podaży miejsc w tanich liniach lotniczych na kierunki turystyczne względem podaży miejsc w czarterach za 10 lat rynek zorganizowanych wyjazdów lotniczych również w Polsce może się kształtować zupełnie inaczej niż obecnie.

Dla przykładu podam liczby z Irlandii, która ma 4-milionową populację. W 2007 roku w czarterach z tego kraju było około 1 mln miejsc. Obecnie w czarterach jest już tylko 200 tys. Nie znaczy to, że mniej osób podróżuje za granicę. Wręcz przeciwnie. Nie twierdzę też, że w Polsce za 5 czy 10 lat miejsc w czarterach będzie pięciokrotnie mniej niż obecnie, dlatego że jesteśmy jeszcze w fazie dynamicznego wzrostu. Ale o ile w tej chwili udział miejsc lotniczych w tanich liniach wobec czarterów to około 25 proc., o tyle według szacunków za 6 lat będzie to już prawdopodobnie pół na pół – mówi Michał Głowa.

Według danych TravelDATA jeszcze w 2013 roku udział tanich linii w rynku lotniczej turystyki wyjazdowej wynosił 8,3 proc., podczas gdy w 2017 roku było to już 21,8 proc.

Click&Go to innowacyjne biuro podróży, które dostosowuje ofertę wakacyjną do potrzeb swoich klientów, korzystając przy tym z nowych technologii. Latem ubiegłego roku firma weszła na polski rynek. Polska jest pierwszym zagranicznym projektem Click&Go poza Irlandią, gdzie firma istnieje od 2010 roku i dynamicznie rośnie, niemal podwajając obroty z roku na rok. W ubiegłym roku miała na tamtejszym rynku 55 tys. klientów, osiągając przychody przekraczające 30 mln euro.

 Polska – jako jeden z najbardziej perspektywicznych rynków w Europie – oferuje znacznie większe możliwości niż Irlandia. Zamierzamy przyzwyczaić Polaków, że dzięki technologiom można łatwo zorganizować sobie wakacje. Przykładowo, jeżeli ktoś chce polecieć do Barcelony, w tradycyjnym biurze podróży będzie miał do wyboru wycieczki na 7, 10 bądź 14 dni. U nas taką wycieczkę może kupić zarówno na jeden dzień, jak i na 90 dni. To jest tylko jedna z wielu korzyści, nie ograniczamy klienta jeżeli chodzi o długość jego pobytu, a dodatkowo dajemy mu dużą swobodę w doborze pozostałych usług do całego pakietu – mówi Michał Głowa.

Plany spółki na 2019 rok zakładają pozyskanie ok. 5 tys. klientów i podwojenie tej liczby rok później.

Służby zbierają dane o internautach, a sposób ich wykorzystania utajniają. Obawy o utratę danych rosną wraz z kolejnymi aferami szpiegowskimi

Służby zbierają dane o internautach, a sposób ich wykorzystania utajniają. Obawy o utratę danych rosną wraz z kolejnymi aferami szpiegowskimi 6

Analiza zainteresowań, potrzeb i słabości użytkowników internetu wykorzystywana jest do ich kategoryzowania. To skarbnica wiedzy dla firm reklamowych, ale i bezcenne źródło dla służb państwowych. Skalę problemu pokazały choćby wybory prezydenckie w USA i brytyjska kampania Leave.EU, gdzie miało dojść do precyzyjnie wyreżyserowanej manipulacji na wielką skalę. Informacje o gromadzeniu danych przez służby specjalne USA, które ujawnił Edward Snowden niewiele zmieniły. Wraz z rozwojem technologii, nasza prywatność jest zaś coraz bardziej zagrożona.

– Warto pamiętać, że informacje, które zbierają firmy komercyjne nie kończą się na obiegu komercyjnym, ale również trafiają często w ręce państwa. Polskie prawo przewiduje dostęp dla służb, również skarbowych, nie tylko tych kryminalnych i tajnych, do naszych danych internetowych, do meta danych o naszej komunikacji, ale też do treści komunikatów. To podlega kontroli sądu, ale tylko częściowo. Nie wiemy tak naprawdę, jaka jest skala zainteresowania, ponieważ te informacje służby również uważają za tajne – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Katarzyna Szymielewicz, prezeska Fundacji Panoptykon.

Wbrew pozorom, na co wskazuje choćby raport Fundacji Panoptykon „Raport o śledzeniu”, w sieci prawie nigdy nie jesteśmy anonimowi. Informacje połączone ze sobą pozwalają nas zidentyfikować, a przynajmniej stworzyć niemal dokładny obraz. Dla firm marketingowych takie informacje to prawdziwy skarb, ale i olbrzymia wiedza, z której mogą niemal dowolnie czerpać różne publicznej instytucje. To źródło informacji dla policji i służb, których zadaniem jest stać na straży bezpieczeństwa i porządku.

Dane o tym jakie informacje i w jakim stopniu gromadzą służby są najczęściej utajniane. Nie wiadomo więc, jakie informacje na nasz temat gromadzą państwowe służby i w jaki sposób taką wiedzą dysponują. Warto też pamiętać, że coraz częściej to na bazie danych gromadzonych w internecie, firmy pożyczkowe i banki określają naszą zdolność kredytową.

– Takie myślenie, że nie mam nic do ukrycia, ponieważ ufam firmie, która ma mój komunikator, moją pocztę, mój portal społecznościowy, może być dla nas samych problemem, kiedy okaże się, że te same informacje trafiły do urzędu skarbowego, albo w ręce policji, albo w ręce organu, który interesuje się opozycją polityczną czy aktywistami politycznymi. Warto mieć ten przepływ na uwadze – wskazuje Katarzyna Szymielewicz.

W 2013 roku Edward Snowden, były pracownik amerykańskiego wywiadu ujawnił, że od 2007 roku działał tajny program wywiadowczy PRISM. Jego celem było umożliwienie amerykańskim służbom specjalnym dostępu do danych znajdujących się na serwerach dostawców usług internetowych i ich gromadzenie – np. nagrań audio i wideo, zdjęć, rozmów, czy poczty elektronicznej. Teoretycznie takie działania miały na celu bezpieczeństwo, ale kolejne ujawnione informacje wskazywały, że granica została przekroczona.

Amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego miała też podsłuchiwać rozmowy telefoniczne przedstawicieli Unii Europejskiej, infiltrować sieci komputerowe w tych placówkach i zyskać dostęp do wewnętrznych dokumentów.

– Jeszcze innym problemem jest to, kto kontroluje infrastrukturę. Niedawno mieliśmy aferę z rządem chińskim w roli głównej, kiedy okazało się, że Chińczycy korzystają z tego, że dostarczają krytyczne urządzenia do infrastruktury komunikacyjnej i potrafią z nich korzystać, żeby tworzyć swojego rodzaju podsłuchy, czy tylne wejścia do komunikacji. To problem głównie firm i rządów, które chciałyby ustrzec swoje tajemnice, ale i dla nas świadomość, że tak naprawdę nigdy nie wiemy, kto kontroluje urządzenie do komunikacji. To trzeźwiąca obserwacja – mówi Katarzyna Szymielewicz.

Chiny już od lat pracują nad tym, aby przejąć pełną kontrolę nad internetem. Olbrzymią część zasobów sieci mogą obsługiwać chińskie aplikacje pracujące na chińskim sprzęcie. W połączeniu z informacjami, że chińscy cenzorzy mają możliwość kontrolowania rozmów w mediach społecznościowych, może to oznaczać globalny problem. Największe światowe mocarstwa dostrzegają ryzyko. Wystarczy wspomnieć, że Australia chce zakazać firmie Huawei dostarczania sprzętu dla australijskich sieci komórkowych 5G.

Kolejna edycja spotkań dla przedsiębiorczych kobiet „Kobieta w biznesie”

Spotkania „Kobieta w biznesie”

kobieta w biznesie logoKobieta w biznesie to elitarne spotkania networkingowe dla przedsiębiorczych kobiet.

Uczestniczki przychodzą by:

  • Poznać nowe, ambitne znajomości
  • Otrzymać wiedzę i motywację do działania
  • Zwiększyć rozpoznawalność swojej firmy
  • Zainspirować się i spędzić miło czas

Jak ogłosiły media, te spotkania pokochały przedsiębiorcze Polki!

Dlaczego warto dołączyć?

  • Zbudujesz autorytet i rozpoznawalność swojego biznesu
  • Oderwiesz się od codzienności i miło spędzisz czas
  • Zdobędziesz nowy sposób patrzenia na biznes
  • Zainspirujesz się – po wystąpieniach pomyślisz, że jeszcze możesz tyle zrobić, zyskasz więcej energii do działania
  • Będziesz długo i miło wspominać ten czas, poprzez niezapomnianą fotorelację i długotrwałe relacje nawiązane podczas wydarzenia
  • To kulturalne wyjście, na poziomie, fajna okazja do tego, aby dobrze wyglądać i poznać wartościowe kobiety

Czego się tam nauczysz?

  • Poznasz typowe błędy popełniane w kobiecych biznesach oraz sposoby ich eliminacji
  • Dowiesz się, czego unikać w biznesie
  • Dostaniesz dźwignie marketingową dla swojego biznesu – poznasz ludzi, z którymi możesz zrobić więcej, dostaniesz wiedzę, możliwości i narzędzia, które wzniosą Cię o poziom wyżej
  • Dowiesz się jak być skutecznym liderem, jak budować autorytet wśród pracowników oraz klientów – jak budować markę osobistą, która wzbudza autorytet

kobieta w biznesie 2019Link do wydarzeń:

  1. Wrocław: https://kwb2019wro.evenea.pl  
  2. Kraków: https://kwb2019.evenea.pl  
  3. Warszawa: https://kwb2019WAW.evenea.pl  
  4. Katowice: https://kwb2019katowice.evenea.pl  

Technologie coraz skuteczniej wspierają hobbystów. Inteligentny czujnik wskaże wędkarzom najlepsze miejsce połowu, a luneta pomoże obrać cel myśliwym

Technologie coraz skuteczniej wspierają hobbystów. Inteligentny czujnik wskaże wędkarzom najlepsze miejsce połowu, a luneta pomoże obrać cel myśliwym 7

Na rynku urządzeń wspierających hobbystów pojawia się coraz więcej rozwiązań inteligentnych, zwłaszcza w dziedzinie optyki. Luneta z wyświetlaczem head-up, strzelba z technologią namierzania celu znaną z nowoczesnych myśliwców czy domowy teleskop, który obraz obserwowanego nieba wyświetli na tablecie. Nowinki technologiczne pomogą m.in. myśliwym i astronomom, a także wędkarzom. Inteligentny czujnik montowany na wędce zapisze datę i godzinę udanego połowu, a także zapamięta jego lokalizację.

– Cyberfishing to nowa technologia dla wędkarzy – inteligentny czujnik, który pasuje do każdej wędki. Urządzenie komunikuje się za pomocą Bluetootha z aplikacją w telefonie, która pomaga obliczyć liczbę wykonanych rzutów w trakcie łowienia. Gdy uda się nam coś złowić, wystarczy nacisnąć przycisk, a aplikacja odnotuje ten fakt oraz oznaczy miejsce udanego połowu, wykorzystując lokalizację GPS – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Rob Carter z Cyberfishing.

Zapisana informacja zostaje rozszerzona o dane dotyczące warunków pogodowych oraz godziny i daty połowu. Dzięki temu wędkarzom łatwiej będzie powrócić do miejsc, w których w przeszłości odnotowali najbardziej udane połowy. Potencjalny rynek odbiorców według szacunków producenta liczy około pół miliarda osób, które w większości mają po kilka wędek.

– Jako wędkarze stajemy obecnie przed dużym problemem – nie ma już tak wiele ryb, a dostęp do dobrych łowisk jest znacznie ograniczony. Dlatego idealnie byłoby, gdyby ci, którzy mają mało czasu, mogli się udać od razu do miejsca, w którym będzie dużo ryb, i dzięki temu łowić częściej – przekonuje Ron Carter.

Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń inteligentnych, które wspierają osoby uprawiające różnego rodzaju hobby. Przykładem mogą być inteligentne strzelby, wyposażone w technologię lock-on, podobną do tej, która znana jest z myśliwców. Dzięki niej strzelba nie odda strzału, dopóki nie będzie pewne, że kula trafi w cel, nawet pomimo naciśnięcia spustu. Inteligentne strzelby zapewniają celność mierzenia nawet z odległości kilometra. Tego typu innowacje budzą jednak kontrowersje nawet wśród samych hobbystów.

Twórcy Cyberfishing wyszli z założenia, że chcą jedynie wspomagać, a nie wyręczać wędkarzy.

– Zazwyczaj wędkarze nie są zainteresowani nowymi technologiami, ponieważ zwyczajnie lubią przy łowieniu ryb polegać na własnych umiejętnościach i doświadczeniu. Cyberfishing jednak nie jest zaprojektowany, by pomagać nam łowić, nie zdecyduje za nas o wyborze wabika czy haczyka ani nie wyręczy nas w wielogodzinnym cierpliwym oczekiwaniu na zdobycz. Urządzenie ma za zadanie przybliżyć nas do miejsc, o których wiemy, że są zasobne w ryby –twierdzi ekspert.

Urządzenie Cyberfishing jest już dostępne w przedsprzedaży. Tymczasem innowacje technologiczne wspierają także myśliwych i obserwatorów przyrody. Inteligentna luneta dS od Svarowski Optik pokazuje nie tylko prawidłowy punkt celowania, lecz także najważniejsze dane balistyczne na wyświetlaczu head-up bez żadnych zakłóceń i w czasie rzeczywistym. Połączenie smartfona z lunetą pozwala natomiast na płynne wprowadzanie podstawowych ustawień w aplikacji obsługującej lunetę.

W czerwcu tego roku do użytkowników powinny już trafić natomiast pierwsze lustrzane teleskopy astronomiczne Hiuni Smart Telescope. Ich innowacyjność polega na tym, że zamiast okularu umożliwiającego bezpośrednią obserwację nieba użytkownik dostaje kamerę przechwytującą obraz i wyświetlającą go na ekranie tabletu. Urządzenie samoczynnie się kalibruje i autonomicznie podąża za obserwowanym obiektem.

Najlepsza inwestycja – wyjazd językowy

 

Nauka języka w dzisiejszym otwartym świecie jest bardzo ważna, a wiele osób decyduje się na edukację poprzez atrakcyjne i oryginalne formy. Z pewnością takie są wyjazdy językowe, które łączą urlop i zwiedzanie zagranicznych lokalizacji z jednoczesną nauką języka. Rozwiązanie to ma wiele plusów z efektywnym przyswajaniem wiedzy czy poznaniem praktycznego zastosowania języka na czele. Czym zatem są wyjazdy językowe? Dlaczego warto uczyć się języka? Pod jakim kątem wybrać szkołę oferującą takie wyjazdy? Odpowiedzi na wszystkie pytania wraz z przydatnymi poradami poniżej.wyjazd językowy

Dlaczego języki są ważne? Gdzie możemy wykorzystać nasze umiejętności?

We współczesnym świecie, w którym bardzo łatwo jest podróżować, języki obce są bardzo ważnym elementem inwestycji w nas samych. Dzięki nim możemy nawiązywać znajomości, poznawać nowych ludzi oraz bez problemu zwiedzać odległe państwa. Dzięki temu  poznawanie innych kultur staje się bardzo proste. Ważnym aspektem porozumiewania się w obcych językach są wymierne korzyści finansowe. Osoby znające języki zarabiają znacznie więcej, a na rynku pracy są bardzo pożądane. Z kolei bardzo dobra znajomość angielskiego jest obecnie na rynku pracy wymogiem podstawowym. Umożliwia nam to także rozpoczęcie kariery zawodowej w innych państwach. Wiele zagranicznych firm szuka osób dwujęzycznych, a zagraniczne stawki za prace są dużo wyższe niż te krajowe.

Urlop z nauką. Czym są wyjazdy językowe?

Wyjazdy językowe to bardzo popularna forma nauki języka, którą łatwo połączyć można z wypoczynkiem. Warto skupić się na wybraniu dobrej szkoły, która nie tylko oferuje kursy na wysokim poziomie, ale pomoże również z organizacją zakwaterowania i transferu lotniskowego, a także przygotuje dla nas ofertę wycieczek na miejscu. Jeżeli mówimy już po angielsku, ale potrzebujemy języka w celach zawodowych, warto rozejrzeć się za ofertą kursów biznesowych. Kursy prowadzone w mniejszych grupach i skupione na tematyce i słownictwie związanych z prowadzeniem firmy pomogą, w zależności od indywidualnych celów, z rozwojem własnej działalności lub awansem. Nauka może trwać kilka dni lub kilka tygodni.

W ostatnich latach coraz popularniejszym celem wyjazdów językowych stała się Malta. Ta niewielka śródziemnomorska wyspa jest nie tylko bardzo ciekawą opcją wypoczynku, ale przede wszystkim byłą brytyjską kolonią, w której do dziś język angielski jest językiem urzędowym. Dla uczących się Malta ma również jeszcze jedną ważną zaletę, a mianowicie jest ona sporo tańsza niż na przykład Wielka Brytania. Za granicą bardzo intensywnie wykorzystywana jest przede wszystkim nauka poprzez praktykę. Przebywanie w środowisku mówiącym po angielsku czy samodzielne rozmowy bardzo dobrze wpływają na cały proces nauki.

Tym, co odróżnia wyjazdy językowe od stacjonarnych kursów, jest przede wszystkim poziom. Kadra nauczycielska powinna składać się z wykwalifikowanych rodzimych użytkowników języka. Na Malcie nauczycielami są w większości przypadków rodzimi Brytyjczycy, których na wyspie nie brakuje.wakacje

Jaką szkołę wybrać?

Gdy zdecydujemy się na wyjazd językowy, jako komfortowy i efektywny sposób nauki warto również zastanowić się nad wyborem odpowiedniej szkoły, która powinna nie tylko oferować odpowiednie kursy, ale również posiadać właściwe akredytacje. Wiadomo, że w przypadku wyjazdu za granicę nie możemy wcześniej odwiedzić danego miejsca i samemu przekonać się jak dana instytucja wygląda. W tym przypadku kluczowe są opinie byłych kursantów. W tej chwili, jeżeli chodzi o jakość i satysfakcję z nauki języka angielskiego na Malcie, na pierwsze miejsce wysuwa się brytyjska szkoła języka angielskiego Maltalingua –  www.maltalingua.pl.

Maltalingua jeżeli chodzi o jakość jest w tej chwili jedną z najwyżej akredytowanych szkół języka angielskiego na świecie. W roku 2018 otrzymała 11 z 12 punktów doskonałości. Jakość potwierdzają również opinie byłych studentów, którzy wybrali Maltalingua najlepszą szkołą językową na Malcie. W swojej ofercie szkoła ma dwa podstawowe typy kursów – standardowe i intensywne ogólne oraz właśnie biznesowe. Ponadto szkoła oferuje zróżnicowane możliwości zakwaterowania oraz program wycieczek i aktywności dla zainteresowanych zwiedzaniem wyspy po godzinach kursu.

Wyjazdy językowe są z pewnością idealnym połączeniem wypoczynku i inwestycji w siebie ze sposobem przyjemnej, komfortowej i efektywnej nauki języka. W dzisiejszym globalnym świecie warto korzystać z możliwości jakie daje swobodne podróżowanie i dostęp do wartościowych kursów za granicą.szef szkoła nauczyciel

Kolejne spotkanie z cyklu DIMAQ Voice za nami

spotkanie z cyklu DIMAQ Voice

12 lutego w Domu Innowacji Społecznych Marzyciele i Rzemieślnicy odbyło się czwarte już spotkanie z cyklu DIMAQ Voice. Tym razem podjęliśmy temat turkusowej organizacji i przydatnych narzędzi do pracy w marketingu oraz rozmawialiśmy o reklamie Google.

Turkusowa, czyli jaka?

Pierwszym prelegentem był Jakub Dzięcielski, Marketing Manager  w Codecool Poland, który opowiedział o systemie zarządzana w turkusowej organizacji.  Funkcjonowanie firmy zgodnie z koncepcją turkusowej organizacji zakłada brak systemu hierarchicznego, jak również formalnego systemu motywacyjnego. W turkusowej organizacji wszyscy pracownicy są odpowiedzialni za funkcjonowanie firmy.

Jest również szereg działań w organizacji turkusowej, które mają na celu uczyć otwartości współpracowników i dbać o dobrą komunikację w zespołach.

Przykładem jest CHECK-IN, czyli krótka forma przedstawienia się każdego uczestnika spotkania. Nakreślenie w skrócie, czym się zajmuje, jaka jest jego rola w projekcie. Inną metodą jest tzw. „pozytywne obgadywanie”, którą uczestnicy spotkania mieli okazję doświadczyć bezpośrednio.

Przydatne narzędzia do pracy

Jakub zaprezentował również narzędzia, które usprawniają pracę, a przy okazji sprawiają, że jest się bardziej produktywnym i zorganizowanym. Wśród narzędzi do projektowania grafik wyróżnił Crello, bardzo intuicyjne, do tworzenia niestandardowych kreacji. Z kolei Yandex został uznany za jeden z lepszych do analityki, służący do poprawy konwersji a także optymalizacji procesów zachodzących w witrynie internetowej.

Natomiast Trello to przydatne narzędzie dla osób, które zarządzają kilkoma wieloetapowymi projektami jednocześnie.

Ok Google!

Kolejny prelegent, Łukasz Chwiszczuk, Head of Digital Performance w Media Group zaprezentował narzędzia  służące do przeprowadzenia kampanii na voice search. Wskazał, w jaki sposób przygotować reklamy w asystencie Google oraz w jaki sposób optymalizować kampanie, aby przynosiły największe dochody.

Wyszukiwanie głosowe jest coraz popularniejsze, dlatego też temu zagadnieniu została poświecona prezentacja.

DSA

Z kolei dynamiczne reklamy w wyszukiwarce pozwalają docierać do osób, które wyszukują produkty lub usługi danej firmy,  a przy tym nie ma konieczności aktywnego zarządzania słowami kluczowymi ani reklamami.

Reklamy te nie wymagają tworzenia skomplikowanej i rozbudowanej struktury kampanii, a w prosty sposób kierują użytkowników do interesujących ich treści.

I Ty możesz wystąpić  na scenie Dimaq Voice. Scena spotkań otwiera się na osoby, które chcą się podzielić swoją marketingową wiedzą. Nie musisz posiadać certyfikatu Dimaq, żeby zabrać głos na scenie DIMAQ Voice. Zapraszamy!

Kolejne spotkanie już 18 marca. Rejestracja obowiązkowa -> link

Próba wrogiego przejęcia firmy Drutex

drutexOświadczenie Drutex S.A. w sprawie próby wrogiego przejęcia firmy:
Drutex S.A. oświadcza, że mogło dojść do próby wrogiego przejęcia spółki. Pod nieobecność Pana Leszka Gierszewskiego – założyciela i głównego akcjonariusza spółki, który od prawie 35 lat buduje od zera firmę Drutex oraz samodzielnie decyduje o wszystkich istotnych sprawach dotyczących jej rozwoju, podjęto podstępne działania, których celem było usunięcie Pana Prezesa i przejęcie władzy w firmie. Szczególnie bulwersujący jest fakt, iż działania te podjęły osoby z najbliższej rodziny tzn. córka oraz jej mąż (radca prawny). Na skutek wsparcia lojalnych osób z załogi spółki oraz dzięki pomocy profesjonalnych podmiotów, takich jak BIURA RUTKOWSKI – RUTKOWSKI GROUP, udało się zapobiec tragedii i zachować wiarygodność firmy, która jest największym pracodawcą w Bytowie i w regionie. W sprawie zostało również złożone zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

Wszelkie dalsze próby podejmowania czynności pseudoprawnych przez przeciwników prezesa Drutexu będą surowo kwestionowane i uznawane za nielegalne.

Drutex S.A.

Oświadczenie Grażyny Gierszewskiej, przewodnicząca Rady Nadzorczej Drutex S.A.:

„Oświadczam, że zaprzeczam, aby przez kogokolwiek innego poza samym Leszkiem Gierszewskim, zostały podjęte działania mające na celu „wrogie przejęcie” Drutex Spółki Akcyjnej w Bytowie. Jednocześnie wyjaśniam, że Leszek Gierszewski zapomniał kto jest akcjonariuszem – właścicielem większościowego pakietu akcji Drutex S.A. w Bytowie.

Akcje te jako objęte wspólnotą majątkową małżeńską stanowią majątek wspólny małżonków Leszka i Grażyny Gierszewskich, a stosowny zapis odzwierciedlający tę okoliczność na mój wniosek został ujawniony w Księdze Wieczystej Drutex S.A. w Bytowie. Założycielem spółki – wbrew twierdzeniom Leszka Gierszewskiego – byli Grażyna Gierszewska, Leszek Gierszewski oraz nasze dzieci Karolina Dobranowska i Jakub Gierszewski.

Podwaliną majątkową przyszłej potęgi Drutex S.A. był majątek odziedziczony przeze mnie po moim ojcu. Aktywny udział w tworzeniu rozwoju Drutex S.A. obok Leszka Gierszewskiego brałam ja oraz nasze dzieci w szczególności wieloletni wiceprezes zarządu Karolina Dobranowska. Zdziwienie budzi siłowe niedopuszczenie do odbycia walnego zgromadzenia akcjonariuszy zwołanego przez samego Leszka Gierszewskiego z porządkiem obrad ustalonym przez niego, bez którego zgody nie było możliwości zmiany porządku obrad. Podstawowym celem pozostałych akcjonariuszy było niedopuszczenie do bezpodstawnego i niekorzystnego dla spółki odwołania z członka zarządu Bogdana Gierszewskiego a także wiceprezes Karoliny Dobranowskiej.

Leszek Gierszewski doprowadził także do sprzecznego z przepisami Kodeksu spółek handlowych oraz Statutu Spółki zwołania posiedzenia Rady Nadzorczej (posiedzenie takie może zwołać wyłącznie przewodnicząca Rady Nadzorczej), na których podjęto nieskuteczną uchwałę o odwołaniu mnie z funkcji przewodniczącej, jednocześnie uniemożliwiając mi udział w posiedzeniu Rady Nadzorczej. O posiedzeniu zostałam poinformowana bezpośrednio przed nim, będąc w Słupsku. Gdy dojechałam do Bytowa, nie wpuszczono mnie na posiedzenie Rady.

W mojej ocenie Leszek Gierszewski, pod wysoce negatywnym wpływem obecnej, rzeczywistej partnerki życiowej, rozpoczął prowadzenie polityki sprzecznej z żywotnym interesem Drutex S.A. jak i najbliższych członków rodziny, polegającej na usuwaniu ze spółki osób należących do rodziny, profesjonalnie i oddanie dbających o dobro i rozwój spółki. Tego typu postępowanie Leszka Gierszewskiego budzi mój stanowczy sprzeciw i spotyka się ze stosowną reakcją prawną. Jednocześnie wyrażając zażenowanie zaistniałą sytuacją, uprzejmie proszę wszystkich klientów, pracowników i współpracowników Drutex S.A. o zachowanie spokoju.”

Grażyna Gierszewska, przewodnicząca Rady Nadzorczej

OSHEE przejmie SONKO

Spółka Oshee Polska sp. z o.o. złożyła wniosek do Prezesa UOKiK o zamiarze przejęcia wyłącznej kontroli nad spółka Sonko sp. z o.o. z siedzibą w Bielanach Wrocławskich oraz pośrednią wyłączną kontrolę nad jej spółką zależną – Sonko GmbH z siedzibą w Berlinie, Niemcy.

Firma Sonko sprzedaje swoje produkty pod markami SONKO i RISANA, jej marki są liderami na rynku polskim w kategorii Ryżu, Kaszy, Pieczywa chrupkiego i Wafli ryżowych. Spółka zależna Sonko – Sonko GmbH, prowadzi działalność w zakresie dystrybucji żywności na rynku niemieckim. Firma SONKO jest niekwestionowanym liderem w tych kategoriach kreującym nowe, zdrowe wzorce dietetyczne dla konsumentów w Polsce, obecna na wielu wymagających rynkach eksportowych, gdzie znaczenie ma jakość i indywidualne podejście.

Marka OSHEE jest niekwestionowanym liderem w kategorii napojów sportowych i witaminowych na rynku polskim oraz prowadzi sprzedaż produktów w 46 krajach świata a na 5 z nich zajmuje pierwszą lub druga pozycję.

Powyższa transakcja jest kolejnym etapem rozwoju Spółki OSHEE, której celem jest budowa pozycji lidera w kategorii produktów funkcjonalnych, witaminowych oraz naturalnych i jest konsekwencją rozwoju Firmy OSHEE, w którą pod koniec roku zainwestowały Fundusze Innova Capital i UNO Capital.

Jestem przekonany, że połączonymi siłami zespołów SONKO i OSHEE będziemy w stanie tą strategię zrealizować. Naszym celem jest kontynuacja strategii zapoczątkowanej przez twórców spółki SONKO i dalszy rozwój marek należących do SONKO w kategoriach produktów naturalnych już istniejących i nowowykreowanych, inwestycje w rozbudowę zakładu produkcyjnego w Bielanach Wrocławskich w tym, w podwojenie mocy produkcyjnych oraz inwestycję w świadomość marek SONKO i RISANA – Dariusz Gałęzewski, prezes zarządu Oshee.

Z mojej perspektywy, Prezesa spółki SONKO, chciałbym zauważyć, że połączenie obu komplementarnych wobec siebie firm, da niezwykły efekt rozwojowy. Patrząc na to z tej perspektywy czekam na możliwości jakie ta decyzja uruchomi, na wielu polach dotyczących chociażby zdrowego żywienia, żywności funkcjonalnej w Polsce i na rynkach, gdzie obie firmy są obecne korzystając z zasobów i możliwości zarówno OSHEE, jak i SONKO – powiedział Jarosław Pieniak, Prezes Sonko

Cel 15 proc. OZE jest nieosiągalny. Polsce grożą wielomiliardowe kary

Nie osiągniemy celów w energetyce dotyczących energii odnawialnej. Grożą nam za to wielomiliardowe kary finansowe i wstrzymanie transferów z funduszy europejskich.

Polski rząd przyznaje, że w 2020 r. nie osiągniemy celów dotyczących energetyki odnawialnej. Jej udział w końcowym zużyciu energii w elektroenergetyce, ciepłownictwie i transporcie powinien wynieść 15 proc.

– Ministerstwo Energii przewiduje, że udział zielonej energii wyniesie 13,8 proc., ale w mojej ocenie może być nawet niższy niż 13 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Polski rząd może się zdecydować na kupno zielonej energii z innych państw, albo na konflikt z Komisją Europejską, który może prowadzić do nałożenia kar bądź zablokowania transferów z funduszy europejskich.

Czy KE zdecyduje się na radykalne rozwiązania, o tym więcej w rozmowie MarketNews24.

Ceny mieszkań w Polsce a zarobki

Dla 10 proc. gospodarstw domowych marzenie o kupnie własnego mieszkania o powierzchni 50 m kw. jest nierealne do zrealizowania. Musiałyby odkładać na własne „M” każdą zarobioną złotówkę przez 19 lat, a najbogatsi zarabiają na własne „cztery kąty” w dwa i pół roku.

Przeciętne 50-metrowe mieszkanie w dużym mieście kosztowało pod koniec 2018 r. około 313 tys. Zł, jak wynika z szacunków Open Finance. Pod uwagę wzięto informacje na temat faktycznie płaconych kwot za mieszkania w Gdańsku, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu. Najtańsza w tym gronie jest Łódź, gdzie przeciętne „M” kosztuje trochę ponad 214 tys. zł. Najdrożej jest w Warszawie, gdzie za 50 m kw. z drugiej ręki trzeba zapłacić średnio ponad 390 tys.

Jak długo trzeba pracować, aby zarobić na zakup takiego mieszkania? Z szacunków Open Finance wynika, że w firmach, które zatrudniają ponad 9 osób, średnie wynagrodzenie w ubiegłym roku przekroczyło poziom 4,8 tys. zł brutto miesięcznie. To sugeruje zarobki netto w kwocie ponad 3,4 tys. zł miesięcznie. Jeśli ktoś takie pieniądze faktycznie dostaje co miesiąc na konto, to musiałby pracować na przeciętne 50-metrowe „M” w dużym mieście dokładnie 7 lat, 7 miesięcy i 2 dni. Jest to oczywiście tylko teoretyczne rozważanie, bo zakłada stałość cen i wynagrodzeń oraz odkładanie w tym czasie każdej zarobionej złotówki. Gdyby tego było mało, to większość Polaków zarabia mniej, niż sugeruje urzędowa średnia.

– Gdyby uszeregować wszystkie polskie rodziny pod względem dochodów rozporządzalnych, to w 2018 roku 10% najgorzej zarabiających gospodarstw domowych dysponowało budżetem na poziomie 1,4 tys. zł miesięcznie, a co warto podkreślić, mówimy tu o przeciętnej kwocie, za którą całe gospodarstwo domowe musi utrzymać się przez miesiąc – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartosz Turek, analityk Open Finance. – Wartość 50-metrowego lokum odpowiada w tym wypadku prawie 19-letnim dochodom. To po prostu znaczy, że zakup własnego „M” jest kompletnie poza zasięgiem tych gospodarstw domowych.

Okres zbierania na mieszkanie wyraźnie się skraca jeśli weźmiemy pod uwagę przeciętne zarobki kolejnych 10% rodzin. Te trochę lepiej zarabiające miały w 2018 roku do wydania przeciętnie po 2,4 tys. zł miesięcznie. To oznacza, że wartość modelowego „M” odpowiada bez mała 11 rocznym zarobkom. Wciąż wynik za wysoki, aby mówić o realnej możliwości zakupu mieszkania.

– Dopiero czwarta grupa decylowa (30% społeczeństwa zarabia mniej i 60% zarabia więcej) miała w 2018 r. do dyspozycji kwotę 3,2 tys. zł miesięcznie, czyli zbliżoną do pojedynczej średniej krajowej. Takie zarobki pozwoliłyby sfinansować zakup 50-metrowego lokum w hipotetycznym założeniu odkładania każdej złotówki przez 8 lat, a mówimy tu o dochodach rozporządzalnych gospodarstw domowych, a nie kwotach przypadających na osobę – komentuje analityk Open Finance.

Jedynie 10% najbogatszych gospodarstw domowych dysponuje dochodami na poziomie prawie 10,5 tys. zł miesięcznie. Takie zarobki już po 2,5 latach sumują się do kwoty, jaką trzeba dziś zapłacić za 50-metrowe mieszkanie w dużym mieście.

Problemy niemieckiego przemysłu to nasz problem

27 proc. polskiego eksportu trafia do Niemiec, a właśnie z tego kraju napływają fatalne dane o produkcji przemysłowej.

Wartość polskiego eksportu do Niemiec to 55 mld euro rocznie. I ta wymiana handlowa jest coraz bardziej zagrożona.

– Po listopadowej wpadce poznaliśmy jeszcze gorsze dane za grudzień, które są wręcz koszmarne, bo produkcja przemysłowa spadła w Niemczech o 7 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Aż 6 z 22 sektorów przemysłowych odnotowało dwucyfrowy spadek.

Cały niemiecki przemysł ma problemy, czyli polskim firmom coraz trudniej będzie zawierać nowe kontrakty. A przecież wiadomo, że brexit też negatywnie wpłynie na możliwości eksportowe.

Oświadczenie rzecznika Huawei CEE & Nordic Region względem komentarzy wystosowanych przez amerykańskich urzędników

W odniesieniu do ostatnich komentarzy wystosowanych przez amerykańskich urzędników, Austin Zhang, rzecznik Huawei CEE & Nordic Region wystosował poniższe oświadczenie:

  • Huawei zadebiutował na europejskim rynku 20 lat temu. Zarówno w Europie, jak i na całym świecie, utrzymujemy wysokie standardy w dziedzinie bezpieczeństwa. Poświadczają to nasi klienci, którzy od wielu lat znają nas o wiele lepiej niż ktokolwiek inny. Niedawno mała grupa amerykańskich urzędników próbowała wywrzeć presję na kraje europejskie, aby z uwagi na kwestie bezpieczeństwa wykluczyły Huawei z ich rynków. Ich oskarżenia są całkowicie bezpodstawne, a zachowanie szokujące. Wierzymy, że nasi klienci podejmą właściwą decyzję w oparciu o własną, świadomą ocenę.
  • Potęga nie rodzi się z zastraszania, nieuzasadnionych żądań i władczych zachowań, a my mocno kwestionujemy motywacje stojące za takimi działaniami. Wierzymy, że rządy i obywatele Europy samodzielnie wyciągną wnioski.
  • Otwarta i uczciwa konkurencja przyczyniła się do rozwoju Europy i jej dobrobytu. Cyberbezpieczeństwo samo w sobie jest problemem technicznym i nie należy go upolityczniać. Wykluczenie Huawei nie pomoże skutecznie rozwiązać problemów bezpieczeństwa cybernetycznego. Ograniczenie otwartej i uczciwej konkurencji również nie zmniejszy ryzyka z tym związanego. Wręcz przeciwnie, znacząco podniesie koszty komunikacji w krajach europejskich i znacznie opóźni proces ich cyfryzacji. Ponadto tego typu działanie poważnie zahamuje innowacje technologiczne i sprawi, że kraje europejskie staną się mniej konkurencyjne, co ostatecznie zaszkodzi interesom poszczególnych rządów, przedsiębiorstw i obywateli.
  • Cyberbezpieczeństwo buduje się poprzez innowacje oraz współpracę wszystkich interesariuszy. Nie musimy wybierać między bezpieczeństwem a rozwojem. W ciągu ostatnich 20 lat Huawei wniósł znaczący wkład w europejską technologię cyfrową i rozwój społeczny oraz wykorzystując liczne innowacje pomógł zapewniać cyberbezpieczeństwo. Nie powodujemy problemów związanych z bezpieczeństwem cybernetycznym, a wręcz przeciwnie – aktywnie przyczyniamy się do jego wzmacniania. Wierzymy, że kraje europejskie podejmą świadome decyzje w oparciu o własne długoterminowe interesy i zapewnią równe szanse dla wszystkich przedsiębiorstw.

Euro, funt i złoty pozostają słabymi walutami

Ubiegły tydzień przyniósł umocnienie najważniejszych walut w relacji do złotego. Nie oznacza to jednak, że główne waluty były silne: euro, czy funt brytyjski cały czas radzą sobie źle. W pierwszym przypadku winne są słabe dane, w drugim – Brexit.

W zeszłym tygodniu słabe dane makroekonomiczne pochodzące ze Stanów Zjednoczonych, w szczególności zdecydowanie niższa od założeń konsensusu sprzedaż detaliczna, nie przyczyniły się do pogorszenia sentymentu inwestorów – tym samym indeksy giełdowe na świecie najczęściej kończyły tydzień na plusie. W obecnych warunkach rynkowych dobrze radził sobie dolar amerykański, czemu towarzyszyło osłabienie walut gospodarek wschodzących. W kontekście informacji o ogłoszeniu przez Donalda Trumpa stanu wyjątkowego rynki postanowiły skupić się na optymistycznej kwestii: tym, iż decyzja prezydenta USA stanowi przynajmniej gwarancję tego, że w najbliższym czasie nie dojdzie do kolejnego zamknięcia rządu federalnego, czyli tzw. shutdownu.

W kontekście minionego tygodnia warto wspomnieć również o sygnałach płynących ze strefy euro. Członek zarządu EBC, Benoit Coeuré podczas wystąpienia w Nowym Jorku stwierdził, że bank centralny strefy euro coraz bardziej martwi się spowolnieniem gospodarczym, jak i brakiem presji inflacyjnej w bloku walutowym. Zasugerował również, że w EBC rozważane jest wprowadzenie kolejnej tury długoterminowych kredytów dla banków komercyjnych.

W tym tygodniu najważniejszymi publikacjami makroekonomicznymi będą wstępne odczyty indeksów aktywności biznesowej PMI w strefie euro. Oczekujemy, że nowe dane pokażą umiarkowany wzrost z ostatnich niskich poziomów. Należy jednak zaznaczyć, że jeżeli wspomniane dane pokażą kolejny spadek, będziemy musieli rozważyć dotychczasowy pogląd o tym, że spowolnienie w strefie euro jest tymczasowym zjawiskiem. Zmiana tego założenia wpłynęłaby z kolei na naszą prognozę kursu pary EUR/USD.

Polski złoty / PLN

Polski złoty zakończył tydzień osłabieniem w relacji do głównych walut. Złoty kontynuował wyprzedaż z poprzednich dni, aczkolwiek jej skala wyraźnie wyhamowała.

Ubiegły tydzień przyniósł dane o dynamice PKB w IV kwartale, która rozczarowała. Ekspansja roczna wprawdzie okazała się nieznacznie wyższa od oczekiwanej, jednak w ujęciu kwartalnym drastycznie spadła sugerując, że zgodnie z innymi odczytami spowolnienie gospodarcze nie ominie również Polski. Oprócz informacji o wzroście, w minionym tygodniu opublikowane zostały również szacunki dynamiki cen. Inflacja CPI w styczniu spadła poniżej poziomu 1%, znajdując się w sporej odległości od celu inflacyjnego RPP. Może to nieco odsuwać w czasie szanse na podwyżki stóp procentowych w Polsce, jednak nie oznacza, że wewnętrznej presji na wzrost cen w Polsce zupełnie nie ma – silny spadek inflacji był związany z czynnikami na które bank centralny nie ma wpływu m.in. z wprowadzeniem rządowych rekompensat cen energii i niższymi cenami ropy naftowej.

Funt / GBP

Brak nowych wieści na przestrzeni ostatnich kilku tygodni dla funta brytyjskiego oznaczał złe wieści. Na gorszy sentyment do funta wpłynął przede wszystkim brak postępu w negocjacjach dotyczących Brexitu, jak i poczucie, że w obecnej sytuacji Unia Europejska ma obecnie zdecydowanie silniejszą pozycję w negocjacjach. Tym samym GBP okazał się w zeszłym tygodniu najgorzej radzącą sobie walutą wśród walut G10.

Wraz z upływem czasu, zbliżając się do ostatecznego terminu wyjścia z Unii Europejskiej (29 marca) liczymy, że w tym tygodniu otrzymamy potwierdzenie dotyczące terminu drugiego głosowania nad umową regulującą relacje między Wielką Brytanią a UE.

Euro / EUR

Ostatni tydzień przyniósł kolejne sygnały o osłabieniu gospodarek strefy euro. Produkcja przemysłowa w grudniu okazała się niższa od oczekiwań konsensusu, a wzrost PKB w czwartym kwartale ubiegłego roku wyniósł zaledwie 0,8% w ujęciu zanualizowanym. W tym tygodniu wypatrujemy danych o indeksach aktywności biznesowej dla sektora przemysłu w lutym, które powinny rzucić nieco światła na dalsze losy gospodarek bloku walutowego. Wspomniany wskaźnik jest bowiem chyba najbardziej odpowiednią miarą bieżącej sytuacji gospodarczej w strefie euro. Inwestorzy rozczarują się, jeśli czwartkowe indeksy PMI okażą się słabsze od styczniowych.

Dolar / USD

W zeszłym tygodniu publikacje makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych były dość mieszane. Optymistyczny odczyt inflacji bazowej towarzyszył istotnemu zaskoczeniu w danych o sprzedaży detalicznej, która w grudniu spadła o 1,2% w ujęciu miesięcznym. Biorąc jednak pod uwagę obserwowaną już wcześniej zmienność tego wskaźnika, jak i wpływ, jaki na dane mogło mieć zamknięcie rządu federalnego, będziemy musieli poczekać na publikację dla lutego, przed wyciąganiem zdecydowanych wniosków.

Pozostałe wskaźniki makroekonomiczne w Stanach Zjednoczonych wskazują na stabilną, chociaż umiarkowaną ekspansję. Luźniejsze warunki finansowe na rynku spowodowane przez zmianę retoryki Rezerwy Federalnej i umiarkowany wzrost gospodarczy przy niskich stopach procentowych, powinien wspierać waluty gospodarek wschodzących.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Andrzej Bułka prezesem zarządu Fracht FWO Polska

Grupa Fracht AG, globalny operator logistyczny specjalizujący się w obsłudze przemysłu, stawia na rozszerzenie usług i dalszą, dynamiczną ekspansję na polskim rynku project cargo i usług spedycyjnych. Jego oddział, Fracht FWO Polska, do tej pory zarządzany z poziomu regionu Europy Środkowo-Wschodniej, znacząco wzmocnił pozycję w strukturach Grupy. Zarząd Grupy awansował Andrzeja Bułkę, dotychczas pełniącego funkcję dyrektora zarządzającego, na prezesa zarządu polskiej spółki Fracht.                  

Andrzej Bułka - prezes zarządu Fracht FWO Polska
Andrzej Bułka – Prezes Zarządu Fracht FWO Polska

Andrzej Bułka jest absolwentem Wydziału Nawigacyjny Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie. Ukończył też podyplomowe studia w zakresie psychologii przywództwa w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej, a obecnie jest słuchaczem prestiżowego programu dla wyższej kadry menedżerskiej Advanced Management Program (AMP) w IESE Business School. Karierę zawodową rozpoczynał jako oficer marynarki handlowej. Z branżą TSL Andrzej Bułka związany jest od kilkunastu lat, gdzie doświadczenie menedżerskie zdobywał w międzynarodowych firmach logistycznych. W 2010 roku stanął na czele Fracht FWO Polska jako dyrektor zarządzający. Od stycznia tego roku Andrzej Bułka pełni funkcję prezesa zarządu firmy.

Fracht FWO Polska jest częścią globalnej Grupy Fracht AG, z siedzibą główną w Szwajcarii, która posiada swoje spółki w kilkudziesięciu krajach na świecie. W ciągu 13 lat działalności na polskim rynku usług TSL, Fracht FWO Polska zdobył sobie pozycję wiodącego operatora logistycznego dla przemysłu. Firma specjalizuje się w usługach frachtu drogowego, lotniczego, morskiego i kolejowego oraz projektach z obszaru project cargo, także relokacjach urządzeń przemysłowych i całych linii produkcyjnych. Zasięg tych dostaw obejmuje cały świat, z ukierunkowaniem na Wschód, kraje położone wzdłuż Nowego Jedwabnego Szlaku i USA. Wśród klientów Fracht FWO Polska są polskie i międzynarodowe koncerny z branży energetycznej, przemysłu ciężkiego, chemicznego, spożywczego, automotive, FMCG oraz farmaceutycznej. W Polsce firma posiada 5 oddziałów – w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Katowicach oraz we Wrocławiu.

RODO obowiązuje, ale czy faktycznie działa?

Choć Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO) weszło w życie w maju 2018 roku, wiele firm i instytucji nadal w niewystarczającym stopniu dostosowało swoje zasady do nowych przepisów. Paradoksalnie, świadczą o tym także absurdalne sytuacje, w których brak znajomości prawa zasłaniany bywa przezorną nadgorliwością, czasem sprzeczną ze zdrowym rozsądkiem.

Zgodnie z analizami firmy doradczej PwC, nawet 50% przedsiębiorców w Polsce nie poradziło sobie z wdrożeniem przepisów wynikających z RODO. Nie wiadomo także, jaka część przedsiębiorców spośród tych, którzy deklarują, że dostosowali swoje firmy do nowych przepisów, faktycznie dokonała tego prawidłowo. Firmy audytorskie w wielu publikacjach wyrażały swoje wątpliwości co do jakości przeprowadzonych wdrożeń. Problemem może być także niedobór odpowiednio przygotowanych inspektorów ochrony danych osobowych w Polsce – specjalistów w tym zakresie jest obecnie za mało.

Z drugiej strony, media co i raz donoszą o kolejnych absurdach wynikających z nadgorliwości tych, którzy jak sądzą, usiłują przestrzegać zasad RODO. Jak np. w Poznaniu, gdzie rodzina nie mogła dowiedzieć się, czy zmarłym jest członek rodziny, ponieważ szpital nie udzielał informacji, zasłaniając się właśnie ochroną danych osobowych.

– Absurdalne sytuacje można by mnożyć w nieskończoność, zaczynając od zamkniętych cmentarzy, poprzez pseudonimy zamiast imion i nazwisk w dzienniku nauczycielskim, a kończąc na zdjętych z drzwi plakietkach z imieniem i nazwiskiem lekarza w przychodni – mówi Gabriela Rychły-Stucke, trenerka w firmie szkoleniowej Effect Group wyspecjalizowana w tematyce ochrony danych osobowych. – Moim zdaniem takie sytuacje to nie wynik RODO, ale niewiedzy a może przede wszystkim strachu przed ogromnymi karami. Można mieć wątpliwości, czy osoby doprowadzające do wyżej wymienionych sytuacji faktycznie zapoznały się z przepisami – podkreśla ekspertka.

Więcej praw – więcej obowiązków

Przepisy RODO oraz ustaw dostosowujących polskie prawo do europejskiego powinien znać właściwie każdy przedsiębiorca i prawie każdy pracownik. Dlaczego? Ponieważ do przetwarzania danych osobowych dochodzi praktycznie wszędzie, a konsumenci wraz z RODO otrzymali dodatkowe prawa, o które należy odpowiednio zadbać.

Każdy konsument, którego dane są przetwarzane, musi mieć zapewnione m.in.: prawo do informacji,  prawo dostępu do danych osobowych, prawo do sprostowania danych osobowych, prawo do usunięcia danych osobowych, prawo do ograniczenia przetwarzania danych, prawo do przenoszenia danych, czy też prawo do sprzeciwu. Przestrzeganie tych obowiązków dotyczy nie tylko banków czy operatorów telekomunikacyjnych, ale choćby i niewielkich sklepów internetowych.

– Poza dostępem, prawem do sprostowania, usunięcia czy ograniczenia celu przetwarzania warto zwrócić uwagę na prawo do przenoszenia danych. O ile jest to technicznie możliwe, osoba której dane dotyczą, powinna mieć prawo do spowodowania, by dane osobowe zostały przesłane przez jednego administratora bezpośrednio innemu administratorowi. Ma to zastosowanie np. w bankowości czy ubezpieczeniach – mówi Gabriela Rychły-Stucke.

Poza tym niektóre podmioty mają obowiązek  wyznaczenia inspektora ochrony danych osobowych. Będzie tak m.in. wówczas, gdy główna działalność firmy lub innej organizacji polega na regularnym przetwarzaniu danych osobowych na dużą skalę.

Unijna Grupa Robocza art. 29, jako przykład przetwarzania danych na dużą skalę wymieniła:

  • przetwarzanie w czasie rzeczywistym danych o lokalizacji klientów sieci fast foodów przez dostawcę takiej usługi;
  • przetwarzanie danych osobowych osób korzystających ze środków transportu publicznego;
  • przetwarzanie danych osobowych dla reklamy behawioralnej przez wyszukiwarki internetowe;
  • przetwarzanie danych osobowych (takich jako treść, ruch, lokalizacja) przez dostawcę usług internetowych i operatora usług telefonicznych;
  • przetwarzanie danych osobowych pacjenta przez szpital;
  • przetwarzanie danych osobowych przez banki i ubezpieczycieli.

– W wielu przypadkach wyznaczenie inspektora jest fakultatywne. Jednak nawet w sytuacji, gdy z przepisów nie wynika obowiązek wyznaczenia inspektora, Grupa Robocza art. 29 zaleca udokumentowanie wewnętrznej procedury, która została przeprowadzona w celu ustalenia i uwzględnienia poszczególnych przesłanek istnienia lub braku tego obowiązku – mówi ekspertka Effect Group.

Przepisy najwięcej obowiązków nakładają na firmy i instytucje, które przetwarzają dane wrażliwe. Według polskich przepisów do tego typu danych zalicza się informacje, które ujawniają poglądy polityczne, przynależność wyznaniową czy partyjną. Dane wrażliwe dotyczą także stanu zdrowia, życia seksualnego, przekonań religijnych, nałogów, karalności czy mandatów.  Zapisy RODO poszerzyły katalog danych wrażliwych o dane biometryczne i genetyczne. W przypadku danych biometrycznych mowa m.in. o odręcznym podpisie, liniach papilarnych, czy sposobie chodzenia. Wyjątkowa ochrona tych danych polega m.in. na zakazie ich zbierania i przetwarzania bez pisemnej zgody osoby zainteresowanej.

RODO wprowadziło także pojęcie „pseudonimizacji”, podczas gdy we wcześniejszych przepisach o ochronie danych występowało jedynie określenie „anonimizacja”. Anonimizacja danych polega na przekształceniu danych osobowych w sposób uniemożliwiający przyporządkowanie poszczególnych informacji do określonej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej. Inaczej mówiąc, anonimizacja oznacza, że w efekcie naszych działań nie jest możliwe ustalenie, jakiej osoby fizycznej dotyczy dana informacja. Sposobem anonimizacji danych występujących w wersji papierowej może być np. zakreślanie danych czarnym markerem. Należy pamiętać o tym, że anonimizacja jest procesem nieodwracalnym. Czym jest natomiast pseudonimizacja?

– Pojęcie to oznacza przetworzenie danych osobowych w taki sposób, by nie można ich było przypisać konkretnej osobie bez użycia dodatkowego „klucza”. Obrazowo – zamiast imienia i nazwiska używamy np. liczb. Ważne jest, aby klucz do odszyfrowania był przekazany innym kanałem niż zaszyfrowana wiadomość. Czyli, jeśli wysyłamy jakieś zaszyfrowane zestawienie w formie załącznika poczta elektroniczną, to klucz do otwarcia tego załącznika przesyłamy innym kanałem np. sms-em. Pseudonimizacja w odróżnieniu od anonimizacji jest procesem odwracalnym – wyjaśnia Gabriela Rychły-Stucke.

Przedsiębiorcom i pracownikom brakuje wiedzy

Największym problemem związanym z RODO wydaje się brak wiedzy. Zanim przepisy weszły w życie, w mediach pojawiło się wiele materiałów na temat zakresu zmian, a także wysokich kar grożących za niewłaściwą ochronę danych osobowych. Jednak wielu przedsiębiorców poprzestało na zapoznaniu się z doniesieniami medialnymi – bez lektury samego Rozporządzenia, a tym bardziej, bez przeprowadzenia odpowiedniego audytu, czy wprowadzenia nowych procedur, co pozwoliłoby na działanie w zgodzie z nowymi przepisami.

Przedsiębiorcy często nie mają świadomości, że organem nadzorczym jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych i to wytyczne właśnie tego organu powinni stosować w swoich firmach. Nie wiedzą, jak przeprowadzić analizę ryzyka, jak dostosować działy IT, a często nie wiedzą również jak prawidłowo przygotować klauzulę informacyjną, czy też jak powinny być sformułowane upoważnienia do przetwarzania danych i kto powinien je otrzymać.

– Podnośmy świadomość ludzi – apeluje Gabriela Rychły-Stucke. – Bardzo ważne są szkolenia dla pracowników, aby zauważyli, że istnieje ścisły związek pomiędzy ich zachowaniem, a naruszeniami prywatności. Ważne, żeby mieli świadomość zagrożeń, jakie mogą wystąpić przy udostępnianiu danych i żeby potrafili te zagrożenia minimalizować – dodaje.

Bardzo ważne jest, aby zrozumieć założenia RODO i to, w jak istotny sposób zmienia  ono podejście do ochrony danych osobowych. Podstawowe zasady powinien znać praktycznie każdy pracownik, tym bardziej, że Rozporządzenie jest jednakowe dla każdej branży.

W pracy biurowej stosowanie właściwej ochrony danych osobowych może wymagać choćby stosowania polityki czystego biurka. W większości firm nie da się uniknąć sytuacji, w której do danego pokoju wchodzi personel sprzątający, a często także inne osoby. Pracownik, który ma świadomość, jak wrażliwą kwestią są dane osobowe, powinien zawsze blokować komputer, gdy się od niego oddala, a także nie może pozostawiać na biurku dokumentów, które mogą zawierać dane osobowe.

– Nie ma innego rozporządzenia dla działu kadr, innego dla księgowych a jeszcze innego dla brygadzistów na hali produkcyjnej. Każda osoba, która pracuje z danymi osobowymi powinna zainteresować się szkoleniami z zakresu RODO – podkreśla ekspertka Effect Group.

Ważne przy tym, aby szkolenia były prowadzone przez osoby kompetentne, które przekażą uczestnikom wiedzę w sposób przystępny i dostosowany do określonego stanowiska. Celem takiego szkolenia nie powinno być straszenie karami, ale przekazanie jak najbardziej praktycznych informacji, przydatnych podczas codziennej pracy.

Nowa ordynacja podatkowa a przepisy dotyczące czynności sprawdzających

Projekt nowej Ordynacji podatkowej, który znajduje się obecnie na etapie opiniowania, określany jest jako innowacyjne podejście do podatków w Polsce. Jednak nie wszystkie zapisy dokumentu są rewolucyjne. Część z nich jest zaledwie drobną korektą obowiązujących już przepisów. Jako przykład przytaczane są przepisy dotyczące czynności sprawdzających. Czy projekt zmieni cokolwiek w tej kwestii?

Weryfikacja poprawności podatków

W pierwszej kolejności warto przypomnieć, czym są właściwie czynności sprawdzające. Według obowiązującej Ordynacji podatkowej zgodnie z art. 272 są to czynności podjęte przez organy podatkowe pierwszej instancji, których celem jest:

  • sprawdzenie terminowości składania deklaracji oraz wpłacania podatków, w tym również pobieranych przez płatników oraz inkasentów;
  • sprawdzenie formalnej poprawności ww. dokumentów;
  • ustalenie stanu faktycznego w zakresie niezbędnym do stwierdzenia zgodności z przedstawionymi dokumentami;
  • weryfikacja poniesionych przez podatnika wydatków i uzyskanych przychodów (dochodów) opodatkowanych lub przychodów (dochodów) nieopodatkowanych – w zakresie niezbędnym do ujawnienia podstawy opodatkowania z tytułu przychodów nieznajdujących pokrycia w ujawnionych źródłach lub pochodzących ze źródeł nieujawnionych;
  • weryfikacja danych i dokumentów przedstawionych przez podatników dokonujących rejestracji podatkowej.

Duże wątpliwości budzą uprawnienia, jakie daje organowi podatkowemu punkt 3 ww. artykułu. Czynności, których zadaniem jest ustalenie stanu faktycznego w zakresie niezbędnym do stwierdzenia zgodności z przedstawionymi dokumentami, stanowią tak naprawdę niemal próbę kontroli działań podatnika.

Ponadto, jeżeli w ramach prowadzonych czynności sprawdzających stwierdzono, że deklaracja zawiera błędy rachunkowe, inne oczywiste omyłki bądź została wypełniona niezgodnie z ustalonymi wymaganiami, organ albo samodzielnie koryguje deklarację (jeśli kwota w wyniku korekty nie przekracza 5000 zł), albo też wzywa podatnika do dokonania jej korekty i złożenia wyjaśnień dotyczących popełnionych błędów (art. 274 § 1). Jeśli w grę wchodzi pierwszy przypadek, organ podatkowy dostarcza podatnikowi uwierzytelnioną kopię skorygowanej deklaracji. Podatnik ma prawo w ciągu 14 dni od jej otrzymania wnieść sprzeciw na dokonaną przez organ korektę.

Organ podatkowy zgodnie z art. 274a może zażądać złożenia wyjaśnień również w przypadku niezłożenia deklaracji lub sprawozdania finansowego lub wezwać do złożenia tych dokumentów, jeżeli nie zostały one złożone mimo istniejącego obowiązku. Jeśli pojawią się wątpliwości dotyczące poprawności złożonej deklaracji, organ ma prawo wezwać do udzielenia niezbędnych wyjaśnień lub uzupełnienia deklaracji przy jednoczesnym wskazaniu przyczyn poddania w wątpliwość rzetelności przedstawionych w deklaracji danych.

Ważną kwestią w kontekście czynności sprawdzających są uprawnienia organu podatkowego do wezwania również kontrahentów podatnika, którzy prowadzą działalność gospodarczą, do przedstawienia dokumentów, w zakresie objętym postępowaniem lub kontrolą, aby ocenić ich prawidłowość i rzetelność, jak też do przekazania w wersji elektronicznej wyciągu z ksiąg podatkowych i dowodów księgowych. Wymienione uprawnienia organu dotyczą również podmiotów prowadzących działalność gospodarczą, które uczestniczyły w dostawie tego samego towaru bądź świadczyły tę samą usługę, będąc zarówno dostawcami, jak i nabywcami biorącymi udział pośrednio lub bezpośrednio w dostawie towaru lub świadczeniu usługi. Tym samym organ podatkowy zyskuje prawo swoistej kontroli całego łańcucha dostaw kontrolowanego podatnika, bez oficjalnego jej wszczynania.

Szerszy katalog celów

Projekt nowej Ordynacji podatkowej poszerza nieco katalog celów czynności sprawdzających prowadzonych przez organ podatkowy. Zgodnie z art. 594 § 1 pkt 6 i 7 organy podatkowe dokonujące czynności sprawdzających mogą mieć na celu „weryfikację wartości rzeczy lub praw majątkowych” oraz „weryfikację prawidłowości sporządzenia remanentu zarządzonego przez naczelnika urzędu skarbowego w trakcie roku podatkowego”. Poza tym pkt 3 ww. paragrafu pozwala organowi podatkowemu podjąć czynności sprawdzające, których celem będzie weryfikacja podstawy opodatkowania. Powyższe zapisy są tak naprawdę uzupełnieniem obowiązującego już art. 272 Ordynacji podatkowej i dają organowi podatkowemu prawo do prowadzenia de facto ukrytej kontroli podatnika.

Wyjaśnienia w razie potrzeby

Projekt nowej Ordynacji podatkowej nadaje nieco inne brzmienie obecnie obowiązującemu art. 274 § 1 pkt 2 Ordynacji podatkowej. Zgodnie z zaproponowanym art. 595 § 1 pkt 2 w razie stwierdzenia błędów rachunkowych bądź innych omyłek organ podatkowy „zwraca się do składającego deklarację o jej skorygowanie, a w razie potrzeby również o złożenie niezbędnych wyjaśnień, wskazując przyczyny, z powodu których informacje zawarte w deklaracji podaje się w wątpliwość”. Obecnie podatnik jest zobowiązany do składania niezbędnych wyjaśnień dotyczących powstałych błędów. Wprowadzenie zasady składania wyjaśnień jedynie w sytuacjach koniecznych sprawi, że prowadzone przez organ czynności sprawdzające nie będą wymagały od podatników tłumaczenia się z błahych błędów w deklaracjach podatkowych, jak ma to miejsce obecnie. Tym samym prowadzone czynności będą mniej uciążliwe dla zobowiązanych.

Podatnik jedynie informowany

Projekt nowej Ordynacji podatkowej został uzupełniony również o zapis dotyczący spraw, których kwota nie przekracza 50 zł. Według art. 595 § 3 „(…) gdy zmiana dokonana w wyniku korekty deklaracji, o której mowa w § 1 pkt 1, nie przekracza kwoty 50 zł (…) organ podatkowy koryguje deklarację i informuje podatnika o zmianie wysokości zobowiązania podatkowego, kwoty nadpłaty lub zwrotu podatku albo kwoty nadwyżki podatku naliczonego nad należnym do odliczenia w następnych okresach rozliczeniowych lub wysokości straty”. Zapis ten wynika pośrednio z próby wprowadzenia przez autorów projektu zasady niewszczynania postępowań podatkowych w przypadku, kiedy wysokość daniny nie przekroczy 50 zł. Trzeba przyznać, że to rozwiązanie zaoszczędziłoby podatnikom wiele czasu, który muszą obecnie poświęcać na korekty deklaracji, w których błędy dotyczą niewielkich kwot.

Szybciej obowiązujące poprawki

Autorzy projektu, których celem jest również usprawnienie współpracy na linii organ podatkowy – podatnik, proponują możliwość przyspieszenia terminu zaakceptowania skorygowanej przez organ podatkowy deklaracji. Zgodnie z art. 595 § 6 podatnik może poinformować organ podatkowy o prawidłowości skorygowanej deklaracji przed upływem 14-dniowego terminu na wniesienie ewentualnego sprzeciwu. Obecnie dopiero po upływie ww. terminu uważa się skorygowaną deklarację za obowiązującą. Możliwość skrócenia tego okresu przez akceptację podatnika pozwala na przyspieszenie naprawienia powstałych omyłek.

Dowody = ukryta kontrola

W zapisach projektu nowej Ordynacji podatkowej pojawia się również uprawnienie organu podatkowego do wezwania do przedłożenia przez podatnika dowodów w razie wątpliwości co do poprawności złożonej deklaracji (art. 596 § 2). Wezwanie do przedstawienia dowodów może dotyczyć również przypadków weryfikacji poniesionych przez podatnika wydatków i uzyskanych przychodów (dochodów) opodatkowanych lub przychodów (dochodów) nieopodatkowanych w zakresie niezbędnym do ujawnienia podstawy opodatkowania z tytułu przychodów nieznajdujących pokrycia w ujawnionych źródłach lub pochodzących ze źródeł nieujawnionych. Przytoczone przepisy sprawią, że organ podatkowy zyska możliwość przeprowadzania tak naprawdę quasi kontroli, skoro wezwania będą mogły dotyczyć konieczności przedstawienia przez podatnika dowodów.

Nieokreślony termin

Istotna zmiana w zakresie czynności sprawdzających w proponowanym projekcie nowej Ordynacji podatkowej dotyczy również możliwości przedłużenia przez organ podatkowy terminu zwrotu podatku. Wprawdzie w aktualnie obowiązującej ustawie – zgodnie z art. 274b. § 1 – teoretycznie został określony czas, do jakiego może być przedłużony zwrot podatku: „jeżeli przeprowadzenie czynności sprawdzających zasadność zwrotu podatku wymaga przedłużenia terminu zwrotu podatku wynikającego z odrębnych przepisów, organ podatkowy może postanowić o przedłużeniu tego terminu do czasu zakończenia czynności sprawdzających”. Śledząc jednak wyroki WSA i NSA w sprawie przedłużania terminu zwrotu podatku, pojawiają się poważne wątpliwości dotyczące wyznaczania przez organ podatkowy nowego terminu zwrotu. Nagminne jest informowanie podatników o jego przedłużeniu ze znacznym opóźnieniem, tj. już po wyznaczeniu nowego terminu zwrotu. Poza tym organ podatkowy wychodzi często z założenia, że przepisy regulujące możliwość przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego umożliwiają zastosowanie zasady nieograniczonego terminu zwrotu podatku. Istotny w tym przypadku jest wyrok WSA w Łodzi z 21 marca 2018 r. (sygn. akt I FSK 83/14), w którym jasno stwierdzono, że „przedłużenie terminu zwrotu podatku wykazanego w deklaracji podatkowej może nastąpić najpóźniej do czasu zakończenia czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej lub postępowania podatkowego. Zatem data określająca (wyznaczająca) nowy termin zwrotu podatku VAT nie może być późniejsza niż data zakończenia prowadzonych postępowań (w tym kontroli podatkowej)”. Skoro już teraz, kiedy Ordynacja podatkowa wskazuje termin, o jaki może zostać przesunięty zwrot podatku, organy podatkowe dowolnie interpretują zapisy ustawy, to sytuacja może ulec znacznemu pogorszeniu, jeśli zacznie obowiązywać projekt nowej Ordynacji podatkowej. W art. 597 § 1. projektu zapisano bowiem, że „jeżeli ocena zasadności zwrotu podatku wymaga przeprowadzenia czynności sprawdzających, a termin zwrotu podatku wynikający z odrębnych przepisów nie może zostać zachowany, organ podatkowy wskazuje nowy termin załatwienia sprawy”. Obecnie podatnicy muszą często występować na drogę sądową i udowadniać, że organ podatkowy bezprawnie przedłuża termin zwrotu podatku. Wprowadzenie „nowego terminu załatwienia sprawy” sprawi, że organ podatkowy już w pełni będzie uzurpował sobie prawo do dowolnego przesuwania terminu zwrotu nadpłaty podatku. Takie działanie jest poważnym zagrożeniem dla działalności wielu podatników. Warto pamiętać, że w przypadku części firm brak możliwości uzyskania zwrotu podatku w terminie jest tożsamy z utratą płynności finansowej. Oczywiście, podatnicy zawsze mają prawo wystąpić na drogę sądową. Jednak – jak często podkreślają autorzy projektu – jego założeniem jest przecież stworzenie prawa przyjaznego podatnikom, a nie na odwrót.

Rozwiązania korzystne dla podatnika jedynie z pozoru

Teoretycznie projekt nowej Ordynacji podatkowej nie wprowadza rewolucyjnych zmian w zakresie czynności sprawdzających. Według opinii Rady Legislacyjnej proponowane modyfikacje ograniczają się jedynie do udoskonalenia obecnie obowiązującego modelu. I chociaż mogłoby się wydawać, że jedyną zmianą jest uproszczenie niektórych czynności (np. brak konieczności wysyłania korekt w przypadku kwot poniżej 50 zł), to, wczytując się w szczegóły projektu, pojawiają się liczne wątpliwości co do tego, czy zaproponowana formuła przepisów jest rzeczywiście korzystna dla podatników. Szczególnie w kontekście wezwań dotyczących przedstawienia dowodów czy możliwości pozyskiwania informacji od podmiotów nieprowadzących działalności gospodarczej. Wbrew pozorom nowe przepisy pozwalają organowi podatkowemu na wiele nowych działań, wobec których podatnik nie będzie mógł wyrazić sprzeciwu. Należy także pamiętać, że obecny przepis art. 280 O.P. oraz jego opracowanie, tj. art. 603, wskazują, które przepisy dotyczące prowadzenia postępowania podatkowego należy stosować odpowiednio do czynności sprawdzających. Ordynacja podatkowa nie zalicza do nich przepisów o postępowaniu dowodowym, co powoduje, że nie można oprzeć się wrażeniu, jakoby ustawodawca zaplanował w projekcie rozszerzenie po cichu uprawnień urzędników do dokonywania w praktyce ukrytego postępowania dowodowego oraz postępowania podatkowego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kluczowe trendy i perspektywy branży motoryzacyjnej do 2030 r.

Kluczowym trendem w branży motoryzacyjnej do 2030 r. będzie zdolność łączenia się pojazdów z otoczeniem i digitalizacja – wynika z badania KPMG przeprowadzonego wśród ponad 3 tys. przedstawicieli kadry menedżerskiej z firm motoryzacyjnych. Blisko 70% respondentów uważa, że do 2030 r. mniej niż 5% samochodów będzie produkowanych w Europie Zachodniej. Jednocześnie aż 3 na 4 menedżerów z branży jest zdania, że rodzime surowce są faktycznym motorem napędowym preferowanej w danym kraju technologii układu napędowego.

Zdolność łączenia się pojazdów z otoczeniem i digitalizacja powróciły jako kluczowy trend w branży

W tegorocznej edycji globalnego badania KPMG, 59% przedstawicieli kadry zarządzającej wskazało zdolność łączenia się pojazdów z otoczeniem i digitalizację jako kluczowy trend do 2030 r. Po dwóch latach trend ten powrócił na czołową pozycję w corocznym zestawieniu, opracowywanym na podstawie opinii respondentów. Na drugim miejscu znalazł się rozwój pojazdów elektrycznych o napędzie akumulatorowym i pojazdów elektrycznych napędzanych ogniwami paliwowymi (56%). Zdaniem ankietowanych, najmniej istotnymi trendami są zmniejszenie pojemności i optymalizacja silników spalinowych (35%), a także racjonalizacja produkcji w Europie Zachodniej (31%).

Rozwój technologiczny i zdolność łączenia się pojazdów z otoczeniem będą nadal najważniejszymi trendami w przemyśle motoryzacyjnym. Stopniowo ewoluujemy w kierunku nowego ekosystemu, w którym tradycyjny przemysł motoryzacyjny współpracuje z głównymi graczami z sektora technologii. Istotną rolę w tym ekosystemie odgrywa również gospodarka oparta na współdzieleniu, a rosnąca popularność współdzielenia samochodów jest tylko jednym z przykładów – mówi Mirosław Michna, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.
Kluczowe trendy w branży motoryzacyjnej do 2030 r.

Perspektywy produkcji pojazdów w Europie Zachodniej

Według tegorocznych wyników badania KPMG, dwie trzecie menedżerów (67%) uważa, że udział Europy Zachodniej na poziomie globalnym spadnie z 15% do 5% do 2030 r. Ich zdaniem kraje Europy Zachodniej będą musiały stawić czoła silnej konkurencji ze strony Chin, które w coraz większym stopniu stają się wiodącym krajem pod względem e-mobilności i rozwoju akumulatorów. Przemysł motoryzacyjny w Europie Zachodniej musi zatem dokonać ogromnych inwestycji w rozwój technologii polegającej na łączeniu się pojazdów z otoczeniem. Ponadto, problematyczne jest również to, że tylko połowa respondentów w zachodnioeuropejskim przemyśle motoryzacyjnym twierdzi, że istnieje spójna polityka wzmacniania własnego przemysłu, w porównaniu z ponad 80% w USA i Chinach.

Udział Chin w światowej produkcji pojazdów będzie zwiększać się między innymi dzięki wiodącej roli tego kraju w zakresie e-mobilności i technologii akumulatorów. Przedstawiciele kadry menedżerskiej z Chin od 2016 r. konsekwentnie wskazują na zdolność łączenia się pojazdów z otoczeniem i digitalizację jako trend kluczowy dla branży. Rozwój w tym zakresie powinien być jednak istotny także dla producentów z Europy Zachodniej, wykracza on bowiem poza zmiany w zakresie tradycyjnie rozumianego łańcucha dostaw i oznacza miedzy innymi konieczność ścisłej współpracy z firmami z sektora nowych technologii. Respondenci badania zwracają uwagę, że restrukturyzacja branży o tak istotnym znaczeniu dla gospodarek i społeczeństw europejskich powinna uzyskać wsparcie zarówno rządów lokalnych, jak i na poziomie europejskim – mówi Przemysław Szywacz, dyrektor w dziale doradztwa podatkowego w zespole doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Niedoceniane siły napędowe prowadzą do zmian w programie technologicznym

Od wielu lat przemysł motoryzacyjny stawia sobie za cel dostarczanie na rynek coraz większej liczby innowacyjnych i technologicznych produktów. Większość kadry kierowniczej zgadza się, że ta swoboda projektowania nie będzie już dostępna dla producentów OEM w przyszłości. Dla 77% zarządzających z branży oczywiste jest, że na przyszły program technologiczny będą miały znacznie większy wpływ organy regulacyjne.

Mirosław Michna, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce
Mirosław Michna, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce

Organy regulacyjne podejmują decyzje w oparciu o obowiązującą krajową politykę przemysłową w branży motoryzacyjnej, która jest napędzana czynnikami zewnętrznymi, wynikającymi z kwestii środowiskowych, dostępnych surowców, infrastruktury lub zmieniających się zachowań klientów. Jak wynika z badania, 77% kadry kierowniczej i 69% konsumentów zgadza się, że kraje bogate w surowce, takie jak ropa naftowa i gaz, będą dążyć do stosowania silników spalinowych i technologii ogniw paliwowych (np. Stany Zjednoczone), podczas gdy kraje o dużej zdolności wytwórczej energii elektrycznej będą miały tendencję do koncentrowania się na produkcji pojazdów o napędzie elektrycznym (np. Chiny) – mówi Mirosław Michna, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Rosną oczekiwania dotyczące mobilności i ekosystemu logistycznego

Oczekiwania dotyczące mobilności i ekosystemu logistyki rosną. Aż 60% przedstawicieli kadry zarządzającej firm motoryzacyjnych jest zgodna, że mobilność i logistyka nie mogą być już w przyszłości rozpatrywane oddzielnie.

Tegoroczne wyniki badania pokazują, że kadra kierownicza ma dużo bardziej klarowną opinię na temat przyszłych modeli biznesowych transportu. Podczas gdy w poprzednim roku 21% kadry kierowniczej nie było jeszcze zdecydowanych w tej kwestii, w tym roku liczba ta wynosi zaledwie 9%.

Aż 84% menedżerów jest przekonanych, że w przyszłości nie tylko modele biznesowe dotyczące transportu ludzi i towarów nie będą rozróżniane, ale że wszystkie potrzeby transportowe klientów będą obsługiwane przez jeden interfejs lub platformę.

Zaskakująco duża liczba kadry zarządzającej w branży (73%) jest przekonana, że za 10 lat tradycyjne rozwiązania transportu publicznego zostaną zastąpione autonomicznymi pojazdami na żądanie.

Większość ankietowanych menedżerów z branży motoryzacyjnej uważa, że w przyszłości odejdziemy od korzystania z prywatnych środków transportu na rzecz wspólnych rozwiązań dla transportu ludzi i towarów. Decyzje konsumentów o wyborze nowych rozwiązań w zakresie mobilności mają charakter racjonalny – przykładowo, w gęsto zaludnionym mieście koszty utrzymywania własnego samochodu (warto zwrócić uwagę, że średnio 95% czasu prywatny samochód pozostaje zaparkowany) mogą przewyższyć korzyści z jego posiadania, dlatego w takich rejonach dynamicznie rozwijają się modele współdzielenia jak np. carsharing. Jednocześnie konsumenci są coraz bardziej zainteresowani, aby pojazdy współdzielone odpowiadały ich indywidualnym potrzebom np. w zakresie elementów wyposażenia oraz ich spersonalizowanych ustawień. Rozwój technologii zmierza w kierunku przedstawienia konsumentom tej oferty na etapie korzystania z pojazdu, a nie jak dotychczas, na etapie produkcji. Kolejną fazą rozwoju powinny być pojazdy autonomiczne pojawiające się w przestrzeni miejskiej na żądanie. Otwarta pozostaje kwestia, czy możliwe będzie ich bezpieczne funkcjonowanie równolegle z pojazdami prowadzonymi przez ludzi – mówi Przemysław Szywacz, dyrektor w dziale doradztwa podatkowego w zespole doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.