Polski przemysł się nie poddaje

Wbrew pesymistycznym oczekiwaniom, w styczniu produkcja przemysłowa zwiększyła się o 6,1 proc., co pokazuje, że nasz przemysł wciąż radzi sobie bardzo dobrze, na tle spowolnienia w gospodarkach europejskich.

Po grudniowym osłabieniu dynamiki produkcji przemysłowej do 2,8 proc., ekonomiści spodziewali się w styczniu lekkiego wzrostu do około 3,9 proc. Tymczasem według danych GUS produkcja poszła w górę aż o 6,1 proc., czyli najmocniej od października ubiegłego roku. Na razie pogorszenie koniunktury z ostatnich miesięcy 2018 r. okazało się przejściowe, choć jeśli warunki panujące w otoczeniu będą niesprzyjające, trudno o nadmierny optymizm na kolejne miesiące. Warto dodać, że także po wyeliminowaniu czynników sezonowych, wzrost produkcji sięgnął 6,1 proc. Spory udział w tym wzroście miał sektor wytwarzania i zaopatrywania w energię, gaz i parę wodną, gdzie produkcja poszła w górę o 15,1 proc. oraz usługi komunalne (dostawa wody, gospodarka ściekami i odpadami), notujące wzrost o 7,2 proc. Ale sięgający 5,3 proc. wzrost produkcji w przetwórstwie przemysłowym to także całkiem dobry rezultat, a poprawę zanotowano we wszystkich głównych grupach wyrobów przemysłowych. Produkcja konsumpcyjnych dóbr nietrwałych zwiększyła się o 7,8 proc., a w przypadku dóbr trwałego użytku poszła w górę o 6,1 proc., co wskazuje na wciąż duży potencjał popytu ze strony konsumentów. Ale o 6,2 proc. zwiększyła się produkcja dóbr inwestycyjnych, co pozwala na umiarkowany optymizm w kwestii utrzymania się nakładów inwestycyjnych.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Od 2019 r. bony i vouchery z nowym opodatkowaniem VAT

Z dniem 1 stycznia 2019 r. weszły w życie nowe zasady opodatkowania podatkiem VAT bonów na towary lub usługi. Nowe regulacje zostały wprowadzone w wyniku implementacji postanowień dyrektywy Rady (UE) 2016/1065 do polskiego systemu podatkowego.

Magdalena Partyniewicz, Senior Konsultant w Dziale Doradztwa Podatkowego Mazars
Magdalena Partyniewicz, Senior Konsultant w Dziale Doradztwa Podatkowego Mazars

Znowelizowana ustawa o VAT definiuje takie pojęcia jak: bon, bon jednego przeznaczenia (SPV), bon różnego przeznaczenia (MPV), emisja bonu, transfer bonu, a także określa zasady opodatkowania transakcji z użyciem bonu oraz ustala podstawy opodatkowania w przypadku bonu różnego przeznaczenia.

Ustawodawca zwraca szczególną uwagę na odmienny charakter bonów, który ma bardzo istotne znaczenie w praktyce, ponieważ determinuje sposób opodatkowania i rozliczania podatku VAT od transakcji.

Bony jednego przeznaczenia

Jak wynika z nowych przepisów, pod pojęciem bonu jednego przeznaczenia należy rozumieć bon, w przypadku którego miejsce dostawy towarów lub świadczenia usług, których bon dotyczy, oraz kwota należnego podatku, podatku od wartości dodanej lub podatku o podobnym charakterze z tytułu dostawy tych towarów lub świadczenia tych usług są znane w chwili emisji tego bonu.

Do opodatkowania podatkiem VAT dochodzi w chwili przekazania tego bonu. A zatem w przypadku bonu jednego przeznaczenia fikcyjnie przyjmuje się, że dostawa towarów lub świadczenie usług, które są nim objęte faktycznie zostały zrealizowane. Podstawę opodatkowania przy sprzedaży tego rodzaju bonu określa się przy zastosowaniu ogólnych zasad ustalania podstawy opodatkowania VAT. W praktyce oznacza to, że podstawą opodatkowania jest wszystko co stanowi zapłatę, którą dokonujący dostawy towarów lub usługodawca otrzymał lub ma otrzymać z tytułu sprzedaży. W związku z tym, będzie to kwota zapłacona przez konsumenta, pomniejszona o ujęty w tej kwocie VAT.

Przykładem takiego bonu będzie bon o wartości 500 zł na usługę kosmetyczną, który można zrealizować w określonym gabinecie kosmetycznym w Warszawie. We wskazanym przykładzie, już w chwili emisji bonu znane jest państwo członkowskie, w którym należy odprowadzić należny podatek VAT, jak również jego kwota, która jest kalkulowana wg stawki 23% i wynosi 115 zł.

Bony różnego przeznaczenia

Inaczej jest w przypadku bonu różnego przeznaczenia, tj. bonu, który nie spełnia chociaż jednego warunku charakteryzującego bon jednego przeznaczenia. Przekazanie takiego bonu nie będzie rodziło skutków w VAT, ponieważ w chwili emisji lub sprzedaży bonu różnego przeznaczenia nie wiadomo jeszcze, w którym państwie członkowskim UE zostanie zrealizowany i w rezultacie, jakie będzie opodatkowanie podatkiem VAT dostawy towarów lub świadczenia usługi, na które bon zostanie wykorzystany.

Przykładowym bonem różnego przeznaczenia będzie bon wyemitowany przez międzynarodową sieć gabinetów kosmetycznych, który można zrealizować w dowolnym gabinecie należącym do sieci, znajdującym się w jednym z kilku państw członkowskich. W takim przypadku opodatkowanie podatkiem VAT następuje w chwili jego realizacji, czyli w momencie wyświadczenia usługi. Dopiero kiedy wiemy w którym państwie członkowskim UE zrealizowano usługę możemy określić wysokość podatku VAT.

Przy dostawie towarów lub świadczeniu usług, za które konsument płaci w całości za pomocą bonu różnego przeznaczenia, jako podstawę opodatkowania w odniesieniu do tego bonu przyjmuje się:

  • wynagrodzenie zapłacone za ten bon pomniejszone o kwotę podatku VAT związaną z dostarczonymi towarami lub świadczonymi usługami,

lub

  • wartość pieniężną wskazaną na tym bonie lub w powiązanej dokumentacji, pomniejszoną o kwotę podatku VAT związaną z dostarczonymi towarami lub świadczonymi usługami – w przypadku gdy informacje dotyczące tego wynagrodzenia są niedostępne.

Częściowe wykorzystanie bonu

Na analogicznych zasadach jest ustalana podstawa opodatkowania w przypadku częściowej realizacji bonu. Wówczas podstawą opodatkowania będzie tylko część wykorzystana, pomniejszona o wartość podatku VAT. Natomiast, gdy wartość dostarczonych towarów lub świadczonych usług przewyższa wartość zrealizowanego bonu różnego przeznaczenia i pozostała różnica będzie regulowana w inny sposób (przykładowo w formie pieniężnej), do kwoty przewyższającej wartość bonu stosuje się ogólne zasady ustalania podstawy opodatkowania w VAT.

Nowe zasady opodatkowania podatkiem VAT mają zastosowanie wyłącznie do bonów wyemitowanych po dniu 31 grudnia 2018 r.

Bez wątpienia uregulowanie zasad dotyczących opodatkowania bonów należy uznać za pozytywne rozwiązanie. Niemniej jednak zmiany w ich opodatkowaniu mogą sprawiać podatnikom trudności z prawidłowym określeniem ich rodzajów i w efekcie sposobem opodatkowania oraz rozliczenia podatku VAT od tych transakcji.

Artykuł autorstwa Magdaleny Partyniewicz, Senior Konsultant w Dziale Doradztwa Podatkowego Mazars.

Polacy chętnie oglądają wideo online – wyniki badania

Chociaż prawie połowa z nas preferuje tekst jako formę przekazu treści, to aż 88% przyznaje, że ogląda także materiały wideo w Internecie. W swoim najnowszym badaniu PAYBACK postanowił sprawdzić, kiedy Polacy sięgają po takie filmy i jakie tematy najbardziej ich interesują.

Materiałów wideo szukamy sami…

Jak się okazuje, najczęściej to my sami poszukujemy materiałów wideo w Internecie – tak deklaruje 40% uczestników badania PAYBACK Opinion Poll. Najpopularniejszym kanałem jest YouTube, który wybiera ponad połowa respondentów. Na drugim miejscu są media społecznościowe, takie jak Facebook czy Instagram, gdzie użytkownicy regularnie udostępniają nowe filmy. Prawie 30% ankietowanych przyznaje, że ogląda materiały wideo, na które trafia przeglądając social media.

…żeby połączyć przyjemne z pożytecznym

Najwięcej badanych (28%) najchętniej ogląda materiały rozrywkowe, natomiast co czwarta osoba szuka poradników. Mniejszą popularnością cieszą się relacje z różnego rodzaju wydarzeń – tego rodzaju filmów szuka jedynie 13% ankietowanych.

Chociaż wideo najczęściej oglądamy na smartfonie (tak deklaruje ponad połowa respondentów), który z reguły mamy przy sobie przez cały dzień, najchętniej robimy to w domowym zaciszu (aż 78%). Co dziesiąty respondent przegląda filmy podczas przerwy w pracy lub w podróży do biura, domu czy na uczelnię.

Content musi odpowiadać na moje potrzeby

Polacy nie są skłonni poświęcać zbyt wiele czasu materiałom wideo w Internecie – ponad ¾ badanych przeznacza na to maksymalnie godzinę, z czego 47% do 15 minut dziennie. Co nas najbardziej zniechęca i powoduje, że przerywamy oglądanie? Ponad połowa uczestników badania PAYBACK Opinion Poll wskazuje na niedopasowanie treści do ich potrzeb i oczekiwań. 18% rezygnuje z oglądania całego filmu, gdy widzi, że jest za długi.

Irytujące reklamy

Dodatkowo, dla co piątego Polaka przyczyną przerywania filmów jest obecność treści reklamowych. Ponad połowa ankietowanych pomija reklamy zawsze, gdy ma taką możliwość, a ¼ uważa je za irytujące. Jeszcze więcej osób, bo aż 64%, je blokuje. Respondenci deklarują jednak, że są skłonni oglądać reklamy pod warunkiem, że prezentują one atrakcyjne oferty cenowe (27%) lub odpowiadają na ich potrzeby (18%). Zdecydowana większość (79%) nie poświęci im jednak więcej niż minutę.

Wideo pomocne w zakupach

Prawie połowa uczestników badania PAYBACK Opinion Poll przyznaje, że materiały wideo pomagają im w podejmowaniu decyzji zakupowych. Kiedy tak się dzieje? Kiedy konsumenci mogą dowiedzieć się z nich o aktualnych promocjach (51%) lub są one dopasowane do ich zainteresowań (35%).

Nie od dziś wiadomo, że dostosowanie treści do potrzeb konsumentów stanowi klucz do sukcesu, ale równie ważna jest wiedza, jak dotrzeć do nich z naszym przekazem w natłoku informacji, którymi jesteśmy codziennie bombardowani. Z myślą zarówno o naszych partnerach biznesowych, jak i konsumentach, stworzyliśmy kanał Videomania. Jest to unikalna platforma marketingowa działająca w modelu VOD, którą wyróżnia bardzo precyzyjne targetowanie treści w oparciu o rzeczywiste dane transakcyjne około 10 milionów uczestników Programu PAYBACK. Dzięki temu jest ona bardzo skuteczna dla naszych partnerów, a jednocześnie przyjazna dla użytkowników – komentuje Monika Zawilska, Business Development Manager w PAYBACK Polska.

Na kanale Videomania każdy otrzymuje tylko materiały prezentujące ofertę, jaka może go potencjalnie zainteresować. Nie jest przy tym atakowany reklamami – sam decyduje, czy chce skorzystać z oferty oraz kiedy, gdzie i jak długo będzie oglądał przygotowane dla niego filmy. Ponadto, za obejrzenie każdego materiału wideo otrzymuje punkty PAYBACK, co buduje pozytywne nastawienie. Skuteczność Videomanii potwierdzają bardzo wysokie wskaźniki: oglądalności (VTR) – średnia wartość dla wszystkich kampanii zrealizowanych w 2018 roku wyniosła 83%, a najlepszy film uzyskał wynik na poziomie 98,7% – oraz dopasowania rzeczywistych odbiorców reklamy do zakładanej wcześniej grupy docelowej (Affinity Index) – od 78% wzwyż.

Współpracują z nami przede wszystkim marki, którym zależy na dotarciu do osób w oparciu o ich zachowania zakupowe, a nie intencje. Co więcej, wprowadzamy elementy grywalizacji dla zwiększenia zaangażowania odbiorców – motywujemy ich, aby obejrzeli reklamę do samego końca i pozwalamy, aby nic nie zakłócało odbioru treści. W czasie emisji wideo w obrębie playera nie wyświetlają się żadne inne reklamy. To nasz wyróżnik. Od 15 lutego br. użytkownicy mogą obejrzeć na Videomanii najnowsze kreacje BP oraz marki Toyota – dodaje Monika Zawilska.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 12-19 grudnia 2018 r. metodą ankiety online na grupie 512 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Badanie SAS: Tylko jedna na pięć firm dba o jakość danych

Jeżeli dane porównamy do paliwa napędzającego biznes, systemy analityczne będą pełniły rolę silnika, dzięki któremu przedsiębiorstwa mogą się rozwijać i podążać w wyznaczonym kierunku, podejmując świadome decyzje. Dla powodzenia projektów analitycznych niezwykle ważna jest pewność, że organizacja posiada właściwe dane. Tymczasem, jak wynika z badania SAS, tylko 20% firm monitoruje, zarządza i dba o poprawę jakości informacji.

Odsetek firm, które w 2018 poprawiły dostęp do swoich kluczowych danych wynosi 76%. Trend polegający na demokratyzacji analityki jest z jednej strony wynikiem ewolucji systemów analitycznych, które generują przejrzyste i zrozumiałe dla wszystkich osób w organizacji raporty, a z drugiej coraz łatwiejszego dostępu do narzędzi klasy Business Intelligence dla mniejszych organizacji i startupów. Nie oznacza to jednak, że przedsiębiorstwa są przekonane o wysokiej jakości posiadanych informacji. Tylko 12% respondentów badania SAS przyznało, że dysponuje aktualnymi danymi, 9% badanych jest przekonana, że są one właściwe, a już tylko 6% badanych twierdzi, że dane, które posiada są kompletne. Zdaniem ekspertów SAS brak zaufania do posiadanych informacji i wiary w to, że decyzje podjęte na ich podstawie będą dobre może istotnie wpłynąć na spowolnienie rozwoju biznesu.

Jakim danym ufa biznes?

Z badania SAS wynika, że stopień zaufania względem danych jest zależny od źródła ich pochodzenia. Najbardziej cenione są informacje wewnętrzne (63% odpowiedzi). Na kolejnych pozycjach znalazły się dane pochodzące z sensorów / urządzeń Internetu rzeczy (57%), dane regulatorów (55%), informacje dostarczone przez klientów (37%), dane pochodzące od sprzedawców / partnerów (29%), powszechnie dostępne informacje (23%) oraz dane dotyczące konkurencji (12%).

Coraz bardziej powszechne wykorzystywanie potencjału analityki w biznesie napędza chęć włączenia nowych źródeł danych do systemów. Tymczasem w przypadku projektów analitycznych więcej nie zawsze znaczy lepiej. Niezależnie od tego, skąd pochodzą analizowane informacje, należy zadbać o ich jakość i podejść do wyników z pewną dozą ostrożności. Trzeba pogodzić się z tym, że nie ma danych idealnych, które nie wymagają wyczyszczenia, niezależnie czy są to informacje wewnętrzne, czy pochodzące ze źródeł zewnętrznych. Jeżeli członkowie organizacji nie będą ufali posiadanym informacjom, nie będą również skłonni, aby w oparciu o nie podejmować decyzje biznesowe mówi Łukasz Leszewski, Lider praktyki Data Management w SAS Polska.

Dane klientów najbardziej wartościowe

Zanim organizacja stanie przed wyzwaniem polegającym na skutecznym zarządzeniu danymi, musi najpierw je pozyskać. Niezwykle ważne informacje pochodzą od klientów, gdyż to one pozwalają m.in. na wybór optymalnej formy kontaktu, skonstruowanie właściwej oferty lub – w dłuższej perspektywie – zbudowanie lojalności do marki. Mimo że wejście w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych wymusiło na organizacjach działających na terenie Unii Europejskiej większą dbałość o dane, jedynie 41% respondentów badania SAS informuje klientów o tym, w jaki sposób przetwarza informacje na ich temat oraz kontroluje, jak pracownicy wykorzystują te dane.

Najbardziej dojrzałe analitycznie firmy deklarują konkretne działania na rzecz bezpieczeństwa danych, obejmujące:

  • wdrożenie procedur bezpieczeństwa – 39%
  • zatrudnienie specjalisty na stanowisku chief information security officer (CISO) – 37%
  • wykorzystanie analityki do przewidywania zagrożeń – 22%

Eksperci SAS wskazują trzy dobre praktyki, które wpływają na poprawę jakości danych:

  1. Procedury zarządzania danymi – jedynie 33% organizacji biorących udział w badaniu SAS ma specjalistów na stanowisku chief data officer (CDO) lub chief analytics oficer (CAO). Tymczasem pracownicy w firmach zatrudniających takie osoby w większym stopniu ufają danym i są przekonani, że dysponują właściwymi i kompletnymi informacjami potrzebnymi do podjęcia decyzji. Dodatkowo tylko 21% respondentów ankietowych zgłasza formalne podejście do jakości danych, które określane jest jako rutynowe monitorowanie, zarządzanie i poprawianie jakości danych w ramach formalnych wysiłków związanych z zarządzaniem danymi. Procesy monitorowania i poprawy jakości danych jest jednym z kluczowych elementów budujących zaufanie do danych.
  2. Inwestycja w analitykę – poprawa jakości danych wymaga inwestycji w narzędzia analityczne. Decydenci po stronie biznesu rozumieją tą zależność, o czym świadczy fakt, że w ciągu ostatniego roku 55% uczestników badania SAS nadała wydatkom na analitykę znacząco lub nieco wyższy priorytet.
  3. Kształtowanie liderów analityki – największą wartością każdej organizacji są pracownicy, którzy sami wyszukują dane i wykorzystują systemy analityczne w procesie podejmowania decyzji (59% uczestników badania SAS deklaruje, że takie osoby są częścią ich organizacji). Zanim będą oni stanowili o sile firmy, niezbędne jest przeprowadzenie szkoleń dotyczących analityki (jedynie 17% respondentów prowadzi obecnie tego rodzaju inicjatywy).

Źródło: MIT Sloan Management Review Annual Data and Analytics Global Executive Study

InBook S.A. – podsumowanie wyników za 4 kw. 2018 r.

InBook S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2008 r., działająca w branży e-commerce, osiągnęła ponad 90 tys. zł zysku netto w 2018 r., a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły 4.969 tys. zł. Emitent koncentruje się na rozbudowie oferty o produkty, które pozwalają generować wyższe marże.

Spółka wypracowała w 4 kw. 2018 r. zysk netto w wysokości 151 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 1.924 tys. zł. W analogicznym okresie 2017 r. InBook S.A. zanotowała 108 tys. zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 1.995 tys. zł, co świadczy o wyraźnej poprawie rentowności w ostatnim kwartale ub. roku. W całym 2018 r. Emitent osiągnął ponad 90 tys. zł zysku netto wobec 34 tys. zł rok wcześniej. Spółka bardzo dobrze wykorzystała ostatni kwartał roku, który należy do najważniejszych okresów sprzedażowych w jej branży zwiększając zapasy towarowe oraz prowadząc wzmożoną ilość akcji marketingowych. Zarząd InBook S.A. jest bardzo zadowolony z efektów prowadzonych działań rozwojowych, które przełożyły się na wyraźny wzrost wypracowanego zysku.

„Wynik wypracowany w ostatnim kwartale jest najlepszym w ciągu ostatnich lat. Jest to efekt zmiany sposobu działania firmy i położenia nacisku na wzrost rentowności. Samo zwiększenie rentowności to zasługa analizy oraz większej selektywności sprzedawanych produktów. Zarząd przedstawił bieżącą sytuację Radzie Nadzorczej i wspólnie podjęta została decyzja, że Spółka będzie ograniczać sprzedaż produktów, na których zysk jest stosunkowo niski. Ograniczy to koszty obsługi i reklamy, a środki pieniężne oraz praca pracowników zostaną przekierowane na produkty generujące większe marże. Produktami z wyższymi marżami niż te występujące przy książkach są bez wątpienia zegarki, których sprzedaż jest dla Spółki ważną gałęzią. W kolejnych miesiącach Spółka zamierza zwiększać swoją ofertę zegarkową podejmując współpracę z nowymi kontrahentami w celu sprzedaży nowych marek.”wyjaśnia Jakub Dębski, Prezes Zarządu Spółki InBook S.A.

Spółka prowadzi stały monitoring sprzedawanych produktów pod kątem osiąganych marży, aby móc cały czas zwiększać liczbę produktów z wyższymi marżami i równocześnie zmniejszać sprzedaż produktów niskomarżowych. Obecnie priorytetem Emitenta nie jest liczba zamówień i konkurowanie na rynku za wszelką cenę, ale ich finansowe przełożenie na rentowność. W ten sposób InBook S.A. zamierza efektywniej wykorzystać posiadane zasoby kapitałowe oraz ludzkie. Spółka stale rozbudowuje ofertę sprzedawanych zegarków i w 4 kw. 2018 r. trafiły do niej zegarki marki Sekonda, będące aktualnie najlepiej sprzedającą się marką w Wielkiej Brytanii. Emitent prowadzi rozmowy z kolejnym dystrybutorem zegarków i liczy, że wkrótce w jego ofercie pojawią się nowe marki.

„Tak jak wspomniałem wcześniej zegarki bez wątpienia wpisują się w te działania. Są to produkty sprzedawane w naszych sklepach już dość długo, jednak w ostatnich dwóch-trzech latach podjęliśmy wiele działań by zwiększyć sprzedaż w tym segmencie. Obecnie widać tego pierwsze efekty, które nas cieszą, ale wiemy że przed nami jeszcze daleka droga i można zrobić w tej dziedzinie znacznie więcej. Dlatego m.in. na tym asortymencie będziemy się mocniej skupiać, jednocześnie rozglądając się za innymi produktami, które mogłyby w przyszłości wejść do sprzedaży. Spółka prowadzi działalność w bardzo bezpiecznym modelu – nie finansuje swojej działalności długiem oprocentowanym. Z własnych środków sukcesywnie zwiększana jest oferta handlowa. Trwa też proces pozyskiwania nowych klientów w oparciu o nowoczesne narzędzia informatyczne oraz współpracę z renomowanymi agencjami wspomagającymi działania marketingowe.” – dodaje Dębski.

W grudniu 2018 r. Zarząd InBook S.A. przyjął 3 możliwe kierunki rozwoju. Pierwszym z nich jest dokapitalizowanie Spółki w celu zwiększenia stanów magazynowych i tym samym wolumenu obrotu oraz realizacji większości dostaw w terminie 24h w dziale książkowym, przy jednoczesnym organicznym rozwoju innych grup towarowych. Drugim możliwym kierunkiem rozwoju jest konsolidacja rynku książki, polegająca na poszukiwaniu rentownych przedsiębiorstw celem przejęcia. Ostatni z kierunków rozwoju zakłada skoncentrowanie działalności na sprzedaży realizowanej w dziale zegarków przy jednoczesnym wydzieleniu zorganizowanej części przedsiębiorstwa w postaci działu książkowego do spółki zależnej bądź jego sprzedaży podmiotowi zewnętrznemu.

„Nie chciałbym w tym momencie mówić o konkretnym rozwiązaniu, gdyż takiego jeszcze nie wypracowaliśmy. Trwają obecnie prace, które mam nadzieję w niedalekiej przyszłości przyniosą efekty i będziemy mogli wybrać dalszą drogę, którą pójdziemy w następnych miesiącach i latach.” – zakończył Prezes Dębski.

Raport – Rynek magazynowy w 2018 r.

Rynek magazynowy na stabilnej ścieżce wzrostu. Magazyny hitem rynku inwestycyjnego.

Rok 2018 w sektorze magazynowym w Polsce stał pod znakiem dobrej koniunktury z wysokim popytem i podażą. Zapotrzebowanie ze strony najemców wyniosło 4,01 mln mkw., z czego 72% stanowiły nowe umowy najmu i ekspansje. Deweloperzy zrealizowali ponad 2,2 mln mkw. nowej powierzchni magazynowo-produkcyjnej, tylko o 8% mniej niż w 2017 r.  W budowie na koniec roku była imponująca liczba 1,9 mln mkw., o 37% więcej w porównaniu z analogicznym okresem w roku 2017. Pomimo wysokiej liczby nowych inwestycji współczynnik pustostanów przez cały rok utrzymywał się na niskim poziomie, a na koniec grudnia 2018 wyniósł zaledwie 4,5% – wynika z raport AXI IMMO podsumowującego rok 2018 na rynku magazynowym.

Rynek inwestycyjny: Rekordowy rok dla sektora magazynowego

Rok 2018 był rekordowy dla całego sektora nieruchomości komercyjnych. Całkowity wolumen transakcji wyniósł 7,2 mld euro i był o 42% wyższy w porównaniu z 2017 r. W segmencie magazynowym łączna wartość transakcji wyniosła 1,8 mld euro, co było rezultatem niemal dwukrotnie wyższym w porównaniu z poprzednim rokiem. Warto dodać, że ponad 1,3 mld euro stanowiły aktywizacje portfelowe, co związane jest z profilem platform inwestycyjnych, które są zainteresowane zakupem o wartości od min. 70 – 100 mln euro. Największe tegoroczne zmiany właścicieli dotyczyły nabycia nieruchomości Hines przez Blackstone, sprzedaży portfolio Prologis do Mapletree oraz przejęcia części portfela Panattoni przez European Logistic Investment BV.

Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO
Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO

Podobnie, jak w innych segmentach rynku, widoczna jest zwiększona aktywność inwestorów z Azji, którzy oceniają rynek Europy Środkowo-Wschodniej jako bezpieczny, a jednocześnie zapewniający wyższe stopy zwrotu z inwestycji. Aktualnie kapitał azjatycki ma ponad 20% udziału w segmencie magazynowym w Polsce – komentuje Renata Osiecka, Manging Director w AXI IMMO.

2018 to kolejny rok kompresji stóp procentowych, najlepsze produkty magazynowe zabezpieczone długoterminowymi umowami najmu osiągnęły wartość od 5,25% do 5,50%. Natomiast, stopy zwrotu przy zakupie mniejszych, pojedynczych projektów lub inwestycji oportunistycznych wymagających dodatkowych nakładów nadal osiągają wartości w przedziale 6-7%.

Popyt: Warszawa, Polska Centralna i Górny Śląska odpowiedzialne za ponad 60% popytu

W ubiegłym roku wynajętych zostało 4,01 mln mkw. powierzchni magazynowo-produkcyjnej, co było rezultatem zbliżonym do tego z 2017 r. W całości popytu nowe umowy najmu i ekspansje stanowiły 72%. W ubiegłym roku liczba dużych transakcji powyżej 100 tys. mkw. była skromna, dotyczyła projektów Leroy Merlin w Strykowie i Zalando pod Olsztynkiem. Niezależnie wysoki rezultat popytu jest efektem dużego zapotrzebowania na powierzchnie powyżej 20 tys. mkw. ze strony operatorów logistycznych, sieci handlowych i dystrybutorów z różnych branż. Średnia wielkość wynajmowanego modułu wyniosła 6 150 mkw.

Anna Głowacz – dyrektor zarządzająca działem Industrial AXI IMMO
Anna Głowacz – dyrektor zarządzająca działem Industrial AXI IMMO

W zestawieniu regionów drugi rok z rządu ponad 60% całości popytu wygenerowały trzy lokalizacje: Warszawa, Polska Centralna i Górny Śląsk. W regionie Warszawy wynajętych zostało blisko 1 mln mkw., z czego 80% to umowy podpisane poza granicami miasta. Odpowiednio w Polsce Centralnej najemcy podpisali umowy na ponad 690 tys. mkw., na Górnym Śląsku na 680 tys. mkw. Trzy wymienione lokalizacje charakteryzuje duże zróżnicowanie oferty wewnątrz rynku, względnie wysoka dostępność pracowników, doskonałe zaplecze infrastrukturalne oraz dobre warunki do pozyskiwania gruntów inwestycyjnych – komentuje Anna Głowacz, Dyrektor Działu Industrial w AXI IMMO.

W strukturze popytu możemy wyróżnić cztery branże odpowiedzialne trzy czwarte transakcji najmu, są to operatorzy logistyczni (35%), sieci handlowe (15%), dystrybutorzy (13%) oraz e-commerce (12%).

Podaż:  Stabilna, wysoka aktywność deweloperów nie tylko na głównych rynkach

W 2018 r. deweloperzy dostarczyli na rynek 2,2 mln mkw., co było wynikiem o 8% niższym niż w roku 2017. Nowa podaż pozostała na stabilnym poziomie biorąc pod uwagę, że liczba dużych transakcji powyżej 50 tys. mkw. była mniejsza niż w roku poprzednim.

Podobnie jak w przypadku wyników po stronie popytu Warszawa, Polska Centralna i Górny Śląsk zdominowały wyniki po stronie podaży. Udział tych trzech regionów w nowej podaży wyniósł blisko 60%. Najwięcej powierzchni, bo 720 tys. mkw. oddanych zostało do użytku w Polsce Centralnej, następnie w regionie Górnego Śląska (282 tys. mkw.) i Warszawy (253 tys. mkw.). Na rynkach rozwijających się deweloperzy dostarczyli 415 tys. mkw., co odpowiada blisko 20% całości nowej podaży.

Na koniec grudnia 2018 r. w budowie pozostawało ponad 1,9 mln mkw., z czego 29% stanowiły inwestycje spekulacyjne. Dobre podstawy rynkowe i stabilny popyt powodują, że deweloperzy zarówno na głównych rynkach, jak też w nowych lokalizacjach nie boją się projektów z komponentem spekulacyjnym.  Najwięcej buduje się w Polsce Centralnej (465 tys. mkw.), na Górnym Śląsku (406 tys. mkw.) oraz we Wrocławiu (260 tys. mkw.)

Poza dobrze znanymi formatami magazynowymi w ubiegłym roku obserwowaliśmy dynamiczny rozwój inwestycji związanych z tzw. „logistyką ostatniej mili”. Oddane do użytku w 2018  r. i w realizacji jest łącznie 268 tys. mkw. tego typu projektów w Polsce, głównie w Warszawie, Wrocławiu, Łodzi oraz na Górnym Śląsku – dodaje Anna Głowacz, Dyrektor Działu Industrial w AXI IMMO.

Wśród deweloperów największy udział w nowej podaży, podobnie jak w roku poprzednim, miała firma Panattoni Europe (55%), następnie deweloperzy Hillwood (17%), Goodman i 7R (6-5%).

Wskaźnik pustostanów: Niska dostępność powierzchni w ciągu całego 2018 r.

Pomimo dużej liczby nowych inwestycji dostępność powierzchni od zaraz w ciągu całego roku była ograniczona, ze względu na dużą liczbę umów pre-let i BTS oraz ekspansje firm w już zajmowanych obiektach. Na koniec grudnia 2018 r. współczynnik powierzchni niewynajętej wyniósł 4,5%, podobnie jak na koniec 2017.  Najwyższa dostępność miała miejsce w Poznaniu (9,1%) i w obrębie miasta Warszawy (7,1%). Ograniczone możliwości wynajmu powierzchni od zaraz występują na nowych rynkach tj. w Bydgoszczy, Szczecinie i Opolu.

Stawki czynszów: Utrzymany trend wzrostowy

W ciągu całego ubiegłego roku widoczna była tendencja zwyżkowa w poziomie czynszów w niemal wszystkich lokalizacjach. Efekt wyższych kosztów związanych z budową inwestycji i zakupem działki ma swoje odzwierciedlenie zwłaszcza w stawkach czynszów w nowo budowanych parkach. W zależności od lokalizacji odnotowano średni wzrost o 0,2 – 0,3 euro na metrze kwadratowym. Najbardziej atrakcyjne oferty nadal możliwe były do uzyskania w okolicach Warszawy i Poznania (2,1 – 2,5 euro/mkw.). W nowych lokalizacjach takich jak Szczecin, Zielona Góra czy Kielce stawki efektywne utrzymywały się w granicach średnich rynkowych tj. 2,6 -2,9 euro/mkw. Średnie stawki bazowe w lokalizacjach logistycznych wynosiły od 3,3 do 3,5 euro/mkw., w przypadku inwestycji miejskich było odpowiednio wyższe o 0,5 -1 euro/mkw.

Prognozy: E-commerce gwarantem dalszego, stabilnego rozwoju sektora

Rynek magazynowy w Polsce ma silne podstawy do utrzymania stabilnej pozycji i dobrego tempa rozwoju w 2019 roku ze względu na  globalny wzrost sprzedaży w kanale e-commerce i zmiany, jakie wymusza ta branża na operatorach logistycznych, sieciach handlowych i dystrybutorach. Ponadto, pomimo nieco słabszych prognoz dla gospodarek Niemiec i innych krajów Europy Zachodniej zainteresowanie inwestycjami w Polsce nie słabnie a oferta sektora magazynowego w Polsce jest nadal konkurencyjna względem Europy Zachodniej i krajów sąsiednich w regionie.

Rynek magazynowy staje się coraz bardziej dojrzały, ale też bardziej różnorodny. W tym roku będziemy obserwować dalszy dynamiczny rozwój projektów miejskich zarówno SBU, jak też nieco większych związanych z logistyką „ostatniej mili” oraz wzrost wolumenu transakcji BTS i BTO, ze względu na coraz większą indywidualizację potrzeb najemców.

Pod względem lokalizacji 2019 będzie należał do nowych rynków, zarówno na zachodzie, jak też na wschodzie kraju. Szanse na nowoczesne centra dystrybucyjne mają takie miasta jak: Gorzów Wielkopolski, Świebodzin czy Legnica, ale też Olsztyn, Elbląg. Główne rynki nie pozostaną w tyle, zwłaszcza Polska Centralna, Górny Śląsk, Warszawa oraz Wrocław.

Trend wzrostu stawek czynszów zostanie utrzymany. W tym roku trudniej też będzie uzyskać atrakcyjne warunki w przypadku kontraktów krótszych niż 5 lat. Ponadto nowa struktura właścicielska na rynku i polityka funduszy nie sprzyja obniżkom stawek na rynku.

Wyzwania jakie stoją przed sektorem to wydłużające się terminy realizacji inwestycji, ze względu na ograniczaną dostępność firm budowalnych oraz rosnące koszty pracy i deficyt kadr w całej branży logistyczno-produkcyjnej oraz dodatkowe obciążenia dla najemców i pośrednio całej branży związane z wzrostem cen energii elektrycznej w Polsce.

Wydatki klubów Premier League w styczniowym okienku transferowym

Polityka transferowa największych klubów piłkarskich na świecie budzi wiele emocji, głównie ze względu na wartość „zakupu” lub „sprzedaży” poszczególnych zawodników. Jednymi z najbardziej aktywnych graczy pod tym względem są drużyny angielskie. Z danych firmy doradczej Deloitte wynika, że w styczniu tego roku kluby Premier League wydały na transfery 180 mln funtów, a w całym sezonie 2018/2019 wydatki netto na ten cel osiągnęły rekordową kwotę 905 mln funtów. Kolejne pod tym względem była włoska Serie A oraz francuska Ligue 1.

Łączne wydatki brutto klubów Premier League w sezonie 2018/19 szacuje się na 1,4 mld funtów, co stanowi drugą co do wielkości kwotę po rekordowych 1,9 mld funtów w sezonie 2017/18. Jest to jednak pierwszy sezon od roku 2011/12, w którym odnotowano spadek wydatków na transfery rok do roku. Co ciekawe, łączne wydatki na ten cel w pierwszym miesiącu tego roku spadły o 250 mln funtów w porównaniu do stycznia 2018 roku. Udział klubów tzw. „wielkiej szóstki” Premier League (Chelsea, Liverpool, Tottenham, Manchester City, Arsenal, Manchester United) wyniósł w tej kwocie 43 proc., w porównaniu do 62 proc. w 2018 roku.

Styczniowe wydatki na transfery klubów Premier League były stosunkowo niewielkie w porównaniu z wynikami z poprzednich lat. To rezultat kilku czynników, m.in. ograniczonej aktywności największych angielskich drużyn oraz dobrej kondycji finansowej pozostałych klubów co siłą rzeczy zmniejsza potrzebę sprzedaży najlepszych zawodników wewnątrz ligi. – mówi Przemysław Zawadzki, Partner Associate, Lider Grupy Sportowej w Deloitte.

Nie bez znaczenia jest również to, że kluby mają długofalowe plany dotyczące transferów, sięgające końca sezonu 2021/22. Największym pod względem wartości transferem w ciągu ostatnich miesięcy było przejście Christiana Pulisica do Chelsea. Ten amerykański piłkarz w barwach angielskiego klubu zagra dopiero latem. Za jego transfer Chelsea zapłaciło aż 64 mln euro.

W tegorocznym styczniowym oknie transferowym po raz kolejny kluby Premier League wydały najwięcej spośród europejskich klubów piłkarskich (180 mln funtów/205 mln euro). Zaraz po nich najwyższe wydatki odnotowała włoska Serie A (140 mln funtów/160 mln euro). Kluby francuskiej Ligue 1 wydały około 65 mln funtów/75 mln euro, a kluby Bundesligi około 65 mln funtów/75 mln euro. Z kolei kluby La Liga przeznaczyły na transfery około 65 mln funtów/70 mln euro.

Według najnowszej edycji Football Money League nie sposób przecenić wpływu, jaki pojedyncze transfery zawodników mogą wywrzeć na wyniki finansowe klubów. – Kluby coraz częściej koncentrują się na zwiększaniu przychodów z działalności własnej, czyli również z działalności transferowej. A co za tym idzie, nie jest zaskoczeniem, że kluby Premier League próbują podpisywać umowy z młodymi i najbardziej wartościowymi piłkarzami na świecie. – mówi Przemysław Zawadzki.

Mimo że wydatki brutto na transfery spadły po raz pierwszy od zimy 2011/12, to w sezonie 2018/19 odnotowano rekordowy poziom wydatków netto na transfery w wysokości 905 mln funtów brytyjskich.

– Ten utrzymujący się trend wynika z faktu, że Premier League jest największym importerem utalentowanych zawodników na świecie, a kluby przedkładają wyniki na boisku nad zwiększanie zysków z transferu zawodników, co stanowi kluczowy element modelu biznesowego klubów w większości innych lig – podkreśla Przemysław Zawadzki. Aż 72 proc. całkowitej kwoty wydatków Premier League w 2018/19 przeznaczono na zakup zawodników od klubów zagranicznych. Poza tym, kluby coraz częściej poszukują możliwości wypożyczania zawodników z opcją zakupu, próbując uniknąć wysokich opłat transferowych za zakup niesprawdzonych talentów.

Od czasu wprowadzenia systemu okien transferu zawodników w styczniu 2003 roku łączne wydatki brutto na ten cel w klubach Premier League przekroczyły 12 mld funtów, co stanowi około 28 proc. łącznych przychodów. Około 19 proc. (2,3 mld funtów) łącznych wydatków brutto na transfery zawodników przypada na styczniowe okna transferowe.

Szacunkowe wydatki klubów Premier League w styczniowym okienku transferowym w latach 2003-2019 [mln GBP].

Szacunkowe wydatki klubów Premier League w styczniowym okienku transferowym w latach 2003-2019
Uwaga: Liczby te odzwierciedlają sumę zgłoszonych opłat transferowych w związku z rejestracją zawodników w styczniowym okienku transfery przez kluby Premier League. Zagraniczne transfery obejmują opłaty do klubów spoza Wielkiej Brytanii oraz wypłacane innym stronom.

Wola – dzielnica do mieszkania i prowadzenia biznesu

Poszukując lokalu użytkowego w Warszawie, zacznij od Woli – aktualnie najdynamiczniej rozwijającej się dzielnicy Warszawy. Nowo powstające inwestycje mieszkaniowe i biurowe sprawiają, że Wola tętni życiem o każdej porze roku. Inwestując w tej lokalizacji nie musisz martwić się o zbyt małą ilość klientów.

Zamieszkaj w centrum Warszawy

To, co przyciąga osoby szukające mieszkania właśnie ku Woli, to przede wszystkim jej świetna lokalizacja. Bliskość metra oraz węzłów komunikacyjnych przy Rondzie Daszyńskiego i Placu Zawiszy sprawia, że codzienne funkcjonowanie jest dużo łatwiejsze i przyjemniejsze. To lokalizacja chętnie wybierana także przez rodziny z dziećmi – dojazdy do pracy, a także szkół i przedszkoli nie stanowią dużego kłopotu. Latem natomiast można skorzystać z kilku parków znajdujących się w okolicy, które zapewnią wytchnienie od wielkomiejskiego zgiełku. Nie brakuje tu także ośrodków kultury, kin, teatrów. Również baza restauracyjna na Woli powiększa się w niezwykle szybkim tempie – co chwila przybywa nowych restauracji, kawiarni i barów.

lokale-uslugowe-wola-19dzielnica-warszawa

Prowadź interes w samym sercu Woli

Nowe osiedla budowane są także z myślą o przedsiębiorcach, którzy poszukują nowoczesnego lokalu na prowadzenie swojego biznesu. Jedną z inwestycji, w których deweloper przewidział tego typu powierzchnie usługowe jest 19. Dzielnica. To osiedle, które powstaje przy ul. Kolejowej, tuż obok Ronda Daszyńskiego i jest jednym z pierwszych i największych otwartych osiedli w okolicy. Zamierzeniem dewelopera Pro Urba było otwarcie 19. Dzielnicy na miasto – zaprojektowanie przyjaznej i funkcjonalnej przestrzeni miejskiej, która będzie chętnie odwiedzana przez mieszkańców Warszawy. Położenie 19. Dzielnicy w nowym centrum biznesowym stolicy – tuż obok stacji metra „Rondo Daszyńskiego”, w sąsiedztwie nowych kompleksów biurowych sprawia, że lokale użytkowe będą codziennie mijane przez mnóstwo nowych osób. Dzięki otwartej formie osiedla właściciele biznesów mogą liczyć na stały dopływ potencjalnym klientów.

Giełdowy Indeks Produkcji urósł w styczniu o 3.28%. Czy to zapowiedź zmian?

Giełdowy Indeks Produkcji urósł w styczniu o 3.28% do poziomu 892.16 punktów, odrabiając tym samym część strat z poprzedniego roku.

Analitycy z firmy DSR S.A. prognozują pozytywne zmiany. Pierwszy miesiąc 2019 roku to był dobry okres dla większości spółek notowanych na GPW, czego potwierdzeniem jest wzrost wartości większości indeksów WIG. W tych sprzyjających warunkach dobrze radzili sobie również polscy producenci, notowani na warszawskim parkiecie.

W styczniu na rynkach wschodzących zanotowano znaczne ocieplenie nastrojów. Również na polskiej giełdzie dominował kolor zielony, a fala wzrostów przybrała niemalże po równo, niezależnie od wielkości spółek. Największe spółki notowane w ramach WIG20 wzrosły o 4.55%, MWIG40 wzrósł o 4.28%, a najwięcej na styczniowym odbiciu zyskały najmniejsze spółki z SWIG80, bo aż 4.83%.  Przypływ nie ominął także 60 spółek z Giełdowego Indeksu Produkcji. Wartość aż 36 spośród nich wzrosła, przy jedynie 19 spadkach,  co pozwoliło całemu indeksowi GIP60 zyskać w tym czasie 3.28%.

Jak podaje dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP z DSR S.A., jedynym indeksem branżowym z całej palety indeksów WIG, który zanotował w styczniu spadek wartości był indeks WIG-LEKI (-5.03% m/m). Również na wyniku GIP60 najbardziej ciążyły spółki z branży farmaceutycznej, które w  styczniu straciły średnio -4.66%. Ale to nie jedyna branża z GIP60, dla której średnia stopa zwrotu zatrzymała się poniżej zera. Traciła również branża motoryzacyjna (-2.55% m/m), głównie przez nieprzemijające problemy spółki URSUS (-24% m/m) – wyjaśnia Zaręba . Z kolei korekta na akcjach CCC (-7.50% m/m) i Vistuli (-4.95%) odbiła się negatywnie na średniej stopie zwrotu projektantów i dystrybutorów odzieży (-1.94% m/m).

Pozostałe indeksy WIG na solidnych plusach z wyraźnymi liderami w postaci indeksów WIG-CHEMIA i WIG-ENERGIA, które w styczniu zyskały odpowiednio 16.23% i 13.69%. Również w grupie polskich producentów spółki z branży chemicznej stanowiły największą, zajmując odpowiednio 1, 4, 5 i 6 miejsce w styczniowym rankingu GIP60, ze średnią stopą zwrotu dla branży na poziomie 16.68%. Bardzo dobre średnie stopy zwrotu osiągnęli też producenci z przemysłu lekkiego (+8.25% m/m), drzewnego (+5,04% m/m) i elektromaszynowego (+4.44% m/m).

MERCATOR MEDICAL zwycięzcą styczniowego rankingu GIP60

Styczniowy ranking GIP60 wygrała krakowska spółka MERCATOR MEDICAL za wzrost wartości o 24.07% m/m, dzięki czemu po raz pierwszy znalazła się na podium tej klasyfikacji. Spółka ta zajmuje się produkcją odzieży ochronnej jednorazowego użytku i obłożeń pola operacyjnego, czyli rękawic medycznych, opatrunków oraz produktów ochronnych z włókniny. Siedziba spółki znajduje się w Polsce, jednak ze względu na bliskość podstawowego surowca (lateks kauczuku naturalnego), część produkcyjna ulokowana jest w Tajlandii. Poza tym spółka posiada liczne podmioty zależne m.in. na Ukrainie, w Rosji, w Czechach oraz na Węgrzech. Cena akcji spółki wzrosła znacznie po ogłoszeniu przez właściciela zmiany w strukturze akcjonariatu na początku miesiąca.

Drugie miejsce dla spółki CDRL, która w styczniu wypracowała dla swoich akcjonariuszy 21.46% wzrostu wartości rynkowej. Producent odzieży dziecięcej z Pianowa, który posiada setki sklepów na terenie całej Polski i licznych partnerów w różnych częściach świata, nie po raz pierwszy znalazł się na podium GIP60. Spółka w ostatnim czasie zaktywizowała swoje działania akwizycyjne, porządkując strukturę całej grupy. Działania te zostały bardzo dobrze odebrane przez inwestorów, co przełożyło się na ponadprzeciętny wynik w pierwszym miesiącu 2019 roku.

Miejsce trzecie w styczniowym rankingu GIP60 zajęła spółka SONEL, której wartość rynkowa wzrosła o 21.29%. Na wzrost kursu akcji spółki SONEL największy wpływ miała umowa na dostawę liczników energii pomiędzy FOXYTECH (spółka zależna Sonela), a Tauron Dystrybucja, która opiewa na 12.7 mln zł netto.

Nastroje w przemyśle

Ochłodzenie nastrojów, które można było zaobserwować pod koniec zeszłego roku w wielu krajach, utrzymało się na początku bieżącego roku kontynuując serię korekty odczytów takich wskaźników jak PMI czy ISM. Spośród wszystkich krajów, w których przeprowadzane są badania nastrojów w przemyśle, tylko w niektórych zaobserwowano wzrost wartości PMI®. Takim przykładem jest gospodarka USA, dla której PMI wyniósł 54.9 (dwumiesięczny szczyt), ale też Polska, której wzrost nastrojów nie pozwolił niestety przekroczyć granicznej wartości 50 punktów, oznaczającej rozwój, ponieważ udało się osiągnąć jedynie 48.2 punkty. Równie niepokojący jest pierwszy od 27 miesięcy spadek poniżej 50 punktów u naszego największego partnera zza Odry (49.7). Inwestorzy z dużymi obawami zerkają również w stronę Chin, gdzie PMI spadł do najniższego poziomu od lutego 2016 roku (48.3).

Powiało optymizmem

„Polska gospodarka na razie radzi sobie lepiej niż oczekiwano. Wzrost PKB w IV kwartale na poziomie 4.9% r/r to ciągle wynik wyższy od oczekiwań analityków (średnia prognoz oscylowała wokół  4.7% r/r). Pogorszenie nastrojów w rozwiniętych gospodarkach w styczniu przełożyło się na odpływ kapitału w kierunku rynków rozwijających się. Polski rynek akcji również znalazł się wśród beneficjentów takiego stanu rzeczy i możliwe, że ta sytuacja utrzyma się przynajmniej w pierwszej połowie tego roku. Optymistyczne są też prognozy dla małych spółek z indeksu sWIG80, który w ostatnich latach nie rozpieszczał swoich inwestorów, a który posiada w swoim portfelu najwięcej spółek z Giełdowego  Indeksu Produkcji. Pozwala to wierzyć tezie, że w najbliższych miesiącach polskie spółki produkcyjne wrócą na drogę wzrostu wartości” – podsumowuje Maciej Zaręba.

Rajd juana i funta. Oczekiwanie na gołębi FED

W ciągu ostatniej doby dwie informacje dotyczące Chin i brexitu wyrwały rynki ze stanu zawieszenia, aczkolwiek zasadność reakcji jest dyskusyjna, w efekcie czego rajdu juana i funta mogą się nie utrzymać. Widać jednak, że inwestorzy czekają na świeże informacje i są gotowi wszystko przyjąć za dobrą monetę. Nie zapominajmy jednak, że ta wrażliwość działa w obie strony.

Najwidoczniej najdziwniejsze żądania USA w negocjacjach handlowych z Chinami potrafią być interpretowane jako oznaka, że jesteśmy bliżej porozumienia. Juan i aktywa ryzykowne podskoczyły we wtorek po informacji, że USA żądają od Chin utrzymywania stabilnego kursu. Według Bloomberga, obie strony tymczasowo uzgodniły, że stabilny juan będzie częścią porozumienia i jakakolwiek próba osłabienia waluty spotka się z wyższymi cłami z USA. Wydaje mi się absurdalne, że USA widzą tylko jedną stronę medalu. Nakłaniając do stabilizacji kursu juana, USA może i chce powstrzymać przed sztuczną jego deprecjacją (która miałaby neutralizować wpływ polityki celnej), ale jednocześnie daje argument Pekinowi, by hamował umocnienie juana. Zjawisko, które niosłoby dużo większe (i korzystniejsze dla wszystkich poza Chinami) skutki. USA chce zaprzepaścić wieloletnie działania G20 zmierzające do poluzowania politycznego uścisku Chin na mechanizmach rynkowych. Wprawdzie Chiny już skomentowały plotki i zaprzeczają, że są za upolitycznieniem kursu walutowego, to jednak kuszące jest przystanie na warunki dyktowane przez USA. Jeśli doniesienia się potwierdzą, będzie to dowód krótkowzroczności administracji USA dla zbicia politycznego kapitału teraz, nie zważając na konsekwencje w przyszłości. Dobrze jednak, że inwestorzy nie zawracają sobie głowy makroekonomią w długim horyzoncie (sarkazm!), ale są zadowoleni, że pojawiają się konkrety, które zbliżają strony do porozumienia. I może i dobrze, że USA, które same rozpętały temat wojen handlowych, teraz strzelają sobie w stopę.

Wczoraj kurs funta wystrzelił ponad 1,30 USD, ale trudno mi znaleźć mocne uzasadnienie dla takiego zachowania rynku. Wśród wytłumaczeń dominuje teoria, że siła funta jest wyrazem nadziei, że premier Wielkiej Brytanii Theresa May jest blisko wynegocjowania w Brukseli lepszych warunków brexitu. Prasa brytyjska cytuje anonimowe źródła, według których wizyta May Brukseli przebiega „nadzwyczajnie dobrze”, a rzecznik rządu stwierdził, że dzisiejsze spotkanie May z szefem Komisji Europejskiej Junckerem jest „znaczące”. Szkoda, że to tylko opinia jednej strony, gdyż sam Juncker wyraził jedynie swoją frustrację, iż on sam nie widzi postępów, które pozwalałyby na oczekiwania, że rozmowa z May przyniesie konkretny rezultat. Bezpośredni Juncker nie omieszkał powiedzieć, że „traci czas z tym brexitem”. A mimo tego GBP pozostał mocny. Nie wiem, jak daleko ślepa nadzieja jest w stanie posłać funta. Jeśli rzeczywiście zbliżamy się do porozumienia mającego szanse na ratyfikację w brytyjskim parlamencie, będziemy mieli cały rok na zaczepienie się pod rajd furta. Ale teraz, przy sprzecznych sygnałach z Brukseli, handel opiera się na pobożnych życzeniach.

Spotkanie May-Juncker ma się rozpocząć o 18:30, więc w ciągu dnia będzie dużo czasu na spekulacje, domysły i niespodziewane wahnięcia kursu funta. Z innych wydarzeń dnia uwagę zwraca publikacja minutek FOMC (20:00). W ostatnich wypowiedziach członkowie Komitetu często sugerowali wcześniejsze zakończenie programu redukcji sumy bilansowej – pomocniczego procesu zacieśniania polityki pieniężnej. Minutki powinny rzucić więcej światła na kierunek dyskusji i dać sugestie, jak szybko Fed chce zrezygnować z tego narzędzia. Im szybciej, tym bardziej gołębi będzie wydźwięk. Ostatnia słabość USD sugeruje, że rynek spodziewa się gołębich akcentów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Tańsze polisy OC

W ostatnim czasie były widoczne obniżki składek OC. Postanowiliśmy sprawdzić, czy te zmiany odczuje również doświadczony kierowca.

Stabilizacja średnich składek stanowi pewne zaskoczenie

Eksperci Ubea.pl wzięli pod uwagę sytuację przykładowego właściciela Opla Corsy D 1.2 16V Cosmo (2011 r.). Ten kierowca ma 41 lat i wykorzystuje swój samochód wyłącznie do celów prywatnych. Co ważne, przykładowy klient zakładu ubezpieczeń może się pochwalić posiadaniem prawa jazdy od 1996 r. i bezszkodową jazdą przez siedem ostatnich lat. Modelowy kierowca nie spowodował wypadku również przez trzy wcześniejsze lata (tzn. w ciągu dziesięciu ostatnich lat). Trzeba jednak pamiętać, że ubezpieczyciele zwykle nie biorą pod uwagę przebiegu ubezpieczenia OC z okresu dłuższego niż siedem ostatnich lat. „Dokładniejsze założenia na temat przykładowego kierowcy oraz jego samochodu znajdują się w poniższym zestawieniu. Z całą pewnością, taki właściciel Opla nie generuje dużego ryzyka dla ubezpieczyciela” – mówi Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Analitycy Ubea.pl sprawdzili najniższy oraz średni koszt polisy OC dla przykładowego właściciela Opla Corsy zakładając, że taka osoba mieszka w jednym z jedenastu dużych miast. „Mowa o następujących ośrodkach miejskich: Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Szczecin, Katowice, Lublin, Białystok oraz Rzeszów. Poniższa tabela prezentuje zmiany średniej oraz najniższej składki OC w analizowanych miastach od maja 2018 r. do lutego 2019 r.” – dodaje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki Ubea.pl.

Po przeanalizowaniu wyników z kalkulatora OC firmy Ubea, zmiany średniej składki okazują się dość zaskakujące. Względem maja 2018 r. nie odnotowano bowiem sporych obniżek kosztu OC. Symboliczne spadki średnich składek OC (o 0,3%) były widoczne tylko w dwóch największych polskich miastach (Warszawie oraz Krakowie). „O wiele bardziej wyraźne okazały się wzrosty przeciętnego kosztu OC pomiędzy majem 2018 r. i lutym 2019 r. W przypadku Gdańska oraz Rzeszowa, takie podwyżki były najbardziej odczuwalne, ponieważ przekroczyły poziom 4,0% (patrz poniższa tabela)” – komentuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Najniższy koszt polis OC zmniejszył się nawet o jedną piątą

Informacje dotyczące średnich składek OC mogą wydawać się dość niepokojące dla doświadczonych kierowców. Na szczęście, analitycy Ubea.pl mają też lepsze informacje. Mowa o wyraźnych spadkach cen najtańszych polis OC. Przykład może stanowić Warszawa, gdzie najbardziej opłacalne OC dla przykładowego posiadacza Opla Corsy staniało z 605 zł do 474 zł. To oznacza ujemną zmianę o 22% od maja 2018 r. do lutego 2019 r. W przypadku pozostałych analizowanych miast, porównywalne zmiany cen najtańszego OC były następujące:

  • Kraków – spadek o 19%
  • Łódź – obniżka o 8%
  • Wrocław – spadek o 16%
  • Poznań – obniżka o 18%
  • Gdańsk – spadek o 19%
  • Szczecin – obniżka o 18%
  • Katowice – spadek o 18%
  • Lublin – obniżka o 19%
  • Białystok – spadek o 20%
  • Rzeszów – obniżka o 18%

Jeżeli chodzi o spadek kosztu najtańszego ubezpieczenia OC, to w grupie uwzględnionych miast nieco gorzej prezentuje się tylko Łódź. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że nawet ośmioprocentowa obniżka minimalnego kosztu ubezpieczenia OC jest dobrą wiadomością dla doświadczonych kierowców z tego miasta. „Oczywiście warto podkreślić, że spadek cen OC na terenie analizowanych miast dotyczy tylko i wyłącznie internetowej oferty Ubea.pl. Nasza porównywarka od pewnego czasu oferuje dodatkowe promocje cenowe (nie tylko dla doświadczonych kierowców)” – zaznacza Paweł Kuczyński, prezes Ubea.pl.

Zmiany średniego i najniższego kosztu ubezpieczenia OC dla doświadczonego kierowcy (maj 2018 r. – luty 2019 r./11 dużych miast)
Nazwa miasta/

kod pocztowy przykładowego kierowcy

Najniższa

składka OC w maju 2018 r.

Średnia

składka OC w maju 2018 r.

Najniższa

składka OC w lutym 2019 r.

Średnia

składka OC w lutym 2019 r.

Zmiana średniej składki OC

od maja 2018 r.

do lutego 2019 r.

Warszawa / 02 – 798 605 zł 1 255 zł 474 zł 1 252 zł -0,3%
Kraków / 30 – 394 514 zł 1 042 zł 414 zł 1 038 zł -0,3%
Łódź / 93 – 345 524 zł 1 148 zł 481 zł 1 159 zł +0,9%
Wrocław / 52 – 443 675 zł 1 442 zł 568 zł 1 477 zł +2,4%
Poznań / 61 – 302 552 zł 1 215 zł 451 zł 1 223 zł +0,7%
Gdańsk / 80 – 058 607 zł 1 360 zł 490 zł 1 421 zł +4,5%
Szczecin / 70 – 784 568 zł 1 124 zł 464 zł 1 141 zł +1,5%
Katowice / 40 – 001 499 zł 1 089 zł 409 zł 1 089 zł  0,0%
Lublin / 20 – 447 481 zł 1 026 zł 388 zł 1 060 zł +3,3%
Białystok / 15 – 001 508 zł 1 045 zł 405 zł 1 075 zł +2,9%
Rzeszów / 35 – 601 442 zł 956 zł 361 zł 995 zł +4,1%
Założenia przyjęte podczas obliczania składki: Właściciel parkuje czerwonego Opla Corsę D 1.2 16V Cosmo (2011 r.) w garażu indywidualnym i używa go regularnie. Samochód nie jest wykorzystywany do działalności gospodarczej, a właściciel regularnie użytkuje go tylko w kraju. Przebieg Opla Corsy to 60 000 km (spodziewany roczny przebieg wynosi 8 000 km). Auto zostało zakupione jako nowe w salonie Opla, jest wyposażone w fabryczny immobilizer i nie posiada uszkodzeń. Data pierwszej rejestracji samochodu to 10 maj 2011 r. Właścicielem Opla Corsy jest czterdziestojednoletni pracownik biurowy, który wraz z żoną wychowuje dwoje dzieci (7 lat, 11 lat). Kierowca posiada prawo jazdy od 14 czerwca 1996 roku, a Opel Corsa to jego trzeci samochód. Ubezpieczany Opel Corsa to jedyny samochód w gospodarstwie domowym. Ubezpieczający jest głównym użytkownikiem auta. Posiadacz Opla przez minione pięć lat ubezpieczał się w Allianz Direct. Zniżka dotycząca ostatniej umowy to 50% (zero szkód w minionych 7 latach). Polisa OC ma obowiązywać od 20 maja 2018 r./12 lutego 2019 r. Ubezpieczenie zostanie zamówione przez Internet i opłacone jednym przelewem. Klient akceptuje domyślne pakiety ochrony, które proponują mu ubezpieczyciele.

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Ubea.pl

Polska wiodącym rynkiem w globalnej grupie Trei Real Estate pod względem rozmiaru portfela nieruchomości

Grupa Trei Real Estate podsumowuje wyniki za 2018 r. na wszystkich swoich sześciu międzynarodowych rynkach. Pod koniec ubiegłego roku grupa zarządzała portfelem 384 nieruchomości na całym świecie, przy czym większość aktywów – 34,4% – znajduje się w Polsce. Trei koncentruje się na dalszym rozwoju i wzmacnianiu portfela nieruchomości handlowych i mieszkaniowych na wszystkich swoich rynkach.

Trei Real Estate GmbH (grupa Trei Real Estate) jest międzynarodowym inwestorem, deweloperem i zarządcą nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych z Niemiec, który działa na sześciu rynkach globalnych, takich jak: Niemcy, Polska, Czechy, Słowacja, Portugalia i USA. Firma zwiększyła w 2018 r. swój wolumen projektów w budowie o 185 mln euro w porównaniu z rokiem poprzednim, obecnie jego wartość wynosi 685 mln euro. W ramach tej kwoty 105 mln euro przypada na budowane aktualnie projekty handlowe, a na nieruchomości mieszkaniowe aż 580 mln euro. W sumie Trei dostarczy na rynek około 2,400 mieszkań w Niemczech, Czechach, Polsce i USA. Około dwóch trzecich całego wolumenu projektów w budowie ma pozostać w portfelu firmy jako własność długoterminowa, a pozostała część zostanie sprzedana po ukończeniu.

Silny portfel aktywów, szczególnie w Polsce

Na koniec 2018 r. portfolio aktywów grupy Trei opiewało na kwotę 1.1 mld euro (w 2017 r .: 1.0 mld euro). Poziom najmu wyniósł 99.4%, pozostając na tym samym, wysokim poziomie co rok wcześniej. Spółka zarządza łącznie 384 nieruchomościami, z czego prawie 70% znajduje się w Polsce (132 nieruchomości – 34,4%) i Niemczech (128 nieruchomości – 33,3%).
Pepijn Morshuis, prezes grupy Trei Real Estate
Pepijn Morshuis, prezes grupy Trei Real Estate

W zeszłym roku znacznie rozszerzyliśmy naszą działalność deweloperską. Mając silną pozycję w sektorze nieruchomości handlowych, zrobiliśmy strategiczny krok na rynku mieszkaniowym, wchodząc na amerykański rynek w Charlotte w Północnej Karolinie. Aktualnie przygotowujemy drugi projekt w Stanach. Równolegle kontynuowaliśmy nasze cztery inwestycje mieszkaniowe w Berlinie. Oddaliśmy również do użytku trzy parki handlowe w Polsce. – Pepijn Morshuis, prezes grupy Trei Real Estate

Nieruchomości komercyjne i parki handlowe rosną w siłę

W segmencie nieruchomości komercyjnych grupa Trei w zeszłym roku skupiła się na budowie parków handlowych w Polsce. Firma otworzyła trzy nowe obiekty pod marką Vendo Park (Dąbrowa Górnicza, Chodzież i Łódź). Kolejne parki handlowe są obecnie w budowie.
Jacek Wesołowski, Prezes Trei Real Estate Poland
Jacek Wesołowski, prezes Trei Real Estate Poland

W Polsce zarządzamy już 119 obiektami handlowymi. W portfelu mamy 10 Vendo Parków, 109 sklepów sieci Biedronka, supermarket Aldi, 2 markety Tesco, 2 sklepy Media Expert oraz 13 gruntów pod zabudowę. W 2018 roku kupiliśmy 11 działek i w tym roku planujemy otworzyć kolejnych 6 Vendo Parków, co podwoi liczbę nowych projektów rok do roku. Obserwujemy, że ze względu na rosnące nasycenie powierzchni w centrach handlowych zlokalizowanych w dużych miastach, najemcy poszukują alternatywnych kierunków rozwoju, takich jak parki handlowe, szczególnie w tych mniejszych miejscowościach. A wysoki poziom najmu w naszych dziesięciu Vendo Parkach w Polsce, który wynosi niemal 100%, tylko potwierdza ten trend. – Jacek Wesołowski, prezes Trei Real Estate Poland

Poważne plany mieszkaniowe na horyzoncie

Podsumowując plany na rok 2019, Morshuis dodaje:

Naszym celem jest dalsze zwiększanie wolumenu projektów w budowie. W USA, obok prowadzonego już projektu w Charlotte, zamierzamy rozpocząć kolejne inwestycje mieszkaniowe. Jednocześnie planujemy realizację mieszkań w Polsce i Czechach. Wkrótce mamy nadzieję otrzymać pierwsze pozwolenia na budowę w Polsce. W Niemczech nowe projekty w kilku dużych miastach są na etapie planowania. – Pepijn Morshuis, prezes grupy Trei Real Estate

Portfel Trei jest nadal zdominowany przez projekty komercyjne, a liczba nieruchomości mieszkaniowych stanowi 13% wszystkich realizacji.

W ciągu najbliższych trzech do pięciu lat chcemy zwiększyć udział nieruchomości mieszkaniowych w naszym portfelu do 40%. – Pepijn Morshuis, prezes grupy Trei Real Estate

W 2018 r. wartość portfela ING Lease osiągnęła poziom 8,65 mld zł

Na koniec 2018 roku, całkowita wartość portfela ING Lease osiągnęła poziom 8,65 mld zł, odnotowując tym samym blisko 20% przyrost w porównaniu z analogicznym okresem w 2017 roku. Taki wynik przełożył się na szósty co do wielkości portfel należności spośród firm leasingowych w Polsce.

W ciągu całego 2018 roku spółka odnotowała dynamiczny wzrost wartości zawartych umów leasingu i wydanych aktywów – o 24,9% w stosunku do stanu na koniec 2017 roku. Według ZPL, ING Lease zajmuje pod tym względem 7 miejsce wśród firm leasingowych w Polsce z udziałem w rynku na poziomie ok. 5,61%.

Ewa Łuniewska, prezes ING Lease
Ewa Łuniewska, prezes ING Lease

– Chcemy wspierać naszych klientów w prowadzeniu biznesu, dopasowując ofertę do potrzeb przedsiębiorców, którzy mają różne oczekiwania i potrzeby. Rozwój oferty, stały wzrost liczby klientów, a co za tym idzie wzrost wartości zawartych umów i wydanych aktywów, pozwoliły nam zakończyć 2018 rok na mocnej pozycji rynkowej – powiedziała Ewa Łuniewska, prezes ING Lease.

W 2018 roku ING Lease skoncentrował się na wprowadzeniu prostego i wygodnego leasingu standardowych aktywów, obejmującego m.in.:

– Program ING EKO – pozwalający klientom uzyskać finansowanie elektrycznych i hybrydowych samochodów osobowych, dostawczych do 3,5 t, a nawet elektrycznych motocykli i skuterów. Maksymalny limit finansowania w Programie ING EKO wynosi aż 700 tysięcy złotych netto. Oferta jest dostępna dla wszystkich klientów, również dopiero rozpoczynających swoją działalność;

– Program ING Maszyny – pozwalający klientom skorzystać z uproszczonej procedury – bez dokumentów finansowych firmy – na leasing standardowych maszyn produkcyjnych, budowlanych, poligraficznych i spożywczych oraz wózków widłowych, od określonych producentów;

– Oferta specjalna ING Fleet Edition – oferta na finansowanie wybranych modeli samochodów osobowych i dostawczych do 3,5 t, przygotowanej dla klientów ING Banku Śląskiego.

W ubiegłym roku spółka również podjęła szereg inicjatyw ekologicznych, które wspierały klientów w odpowiedzialnym korzystaniu z zasobów środowiska naturalnego, m.in.:

– Sfinansowanie 61 hybrydowych warszawskich autobusów miejskich marki MAN Lion’s City Hybrid. Pojazdy te zużywają nawet 30% mniej paliwa i obciążają atmosferę znacznie mniejszą ilością wydzielanego CO2w porównaniu do autobusów z napędem konwencjonalnym

– We współpracy z innogy Polska oraz ING Bankiem Śląskim ING Lease sfinansował 5 podwójnych stacji ładowania samochodów elektrycznych na terenie centrum handlowego w podwarszawskich Jankach.

Hejt w biznesie – jak sobie z nim radzić?

Problem hejtu w sieci dotyczy nie tylko osób prywatnych, ale bardzo często także firm. Nie wszystkie z nich potrafią podejść do niego właściwie. Tymczasem zła reakcja może skutkować tym, że „zwykły” komentarz internetowy doprowadzi do poważnej sytuacji kryzysowej przedsiębiorstwa. Jak zatem firmy powinny radzić sobie z hejtem?

Kiedy osoba odpowiadająca za prowadzenie profilu firmy na jakimś forum czy obsługę jej mediów społecznościowych natknie się na negatywny komentarz pod adresem tejże firmy, musi powstrzymać się od reakcji impulsywnej. „Po pierwsze zastanówmy się, czy to jest faktycznie komentarz hejterski, komentarz trolla, czy raczej uwaga od klienta, osoby być może niezadowolonej z jakiegoś etapu obsługi lub produktu, i czy nie potraktować tego jako po prostu możliwości udzielenia pomocy, dobrej rady” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Joanna Ceplin, trenerka komunikacji online.

Jeśli jednak widać, że ewidentnie ma się do czynienia z hejterem, nie warto reagować na jego zaczepki, wchodzić w dyskusję, ponieważ to jedynie go nakręci. W przypadku gdy nie podaje on żadnych merytorycznych argumentów, nie ma sensu się do niego odnosić. Osobę taką najlepiej zablokować, ewentualnie zignorować.

Co ważne, firma obecna w internecie powinna mieć świadomość, że hejterskie komentarze mogą się prędzej czy później pojawić. Dobrze być na to przygotowanym i zawczasu opracować sposób postępowania na wypadek ataku hejtera. Dzięki temu nie będzie trzeba podejmować – często niepewnych – działań na gorąco, tylko będzie można wdrożyć już opracowane rozwiązanie (albo przynajmniej się na nim oprzeć).

ORLEN osiągnął porozumienie z przedstawicielami Związków Zawodowych

PKN ORLEN osiągnął porozumienie z przedstawicielami Związków Zawodowych dotyczące wzrostu wynagrodzeń i wypłaty nagród dla pracowników spółki w 2019 r. Nie dotyczą one kadry zarządzającej. Po raz pierwszy w historii negocjacje ze stroną związkową w tym zakresie udało się zakończyć przed ustalonym w układzie zbiorowym pracy terminem 28 lutego. Zakończenie negocjacji w PKN ORLEN otwiera drogę do rozpoczęcia rozmów na temat wzrostu płac w spółkach z Grupy ORLEN.

Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN
Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN

Wielokrotnie potwierdziliśmy, że poważnie podchodzimy do naszych deklaracji i przyjęcie zaproponowanych przez nas warunków przez stronę związkową jest na to najlepszym dowodem. Zawarcie porozumienia było możliwe dzięki zaangażowaniu stron w dialog zmierzający do osiągnięcia wspólnego, satysfakcjonującego stanowiska. Stawiamy na rozwój pracowników, wdrażamy kolejne programy ukierunkowane na wzmacnianie ich kompetencji i poszerzanie wiedzy. Wzrost wynagrodzeń stanowi jeden z elementów działań motywacyjnych stosowanych w PKN ORLEN – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Zgodnie z przyjętymi ustaleniami, w okresie Świąt Wielkanocnych i Bożego Narodzenia br. pracownikom wypłacone zostaną nagrody jednorazowe na poziomie zbliżonym do ubiegłego roku. PKN ORLEN przewidział także dodatkową specjalną nagrodę z okazji jubileuszu istnienia spółki, której wysokość będzie uzależniona od stażu pracy.

Strony negocjacji potwierdziły również realizację obligatoryjnego wzrostu wynagrodzeń zasadniczych od dnia 1 marca 2019 r. w wysokości 250 zł brutto dla pracowników zatrudnionych w kategoriach od 1 do 6. Dodatkowo zadecydowano o wypłacie jednorazowego świadczenia dla zatrudnionych w kategoriach 7 oraz 8, nie obejmującym kadry zarządzającej, w wysokości 2100 zł brutto w marcu 2019 r.
W ramach spotkań negocjacyjnych ustalono również, że w 2019 r. każdy uprawniony pracownik otrzyma kartę zakupową o wartości 500 zł, umożliwiającą dokonywanie zakupów na wszystkich stacjach PKN ORLEN w Polsce. W drodze indywidualnej decyzji pracownika, przewidziano możliwość zamiany tego świadczenia na doładowanie konta na platformie kafeteryjnej taką samą kwotą.

Coworking – praca przyszłości?

Jeszcze kilka lat temu praca zdalna i elastyczne formy zatrudnienia były w Polsce dostępne jedynie dla nielicznych. W ostatnich latach wyraźnie się to zmieniło, głównie za sprawą rozwoju nowych technologii, uelastycznieniu formatu pracy i jej projektowego charakteru w wielu branżach. Nie bez znaczenia jest również wejście na rynek tzw. milenialsów. Odpowiedzią na ten trend jest rosnąca podaż niewielkich biur oraz inicjatyw coworkingowych. Na koniec 2017 roku liczba pracowników w coworkach wynosiła 1,2 miliona. Przewiduje się, że w 2020 roku będzie to już 3,8 miliona, a w 2022 r. nawet 5 milionów osób.

Coworking jest ideą umożliwiającą spotkania freelancerów i przedsiębiorców w tym samym biurze oraz współpracę obydwu grup nad różnymi projektami. Pierwsze centra tego typu zostały utworzone w 2005 roku w San Francisco. Od 2006 roku do 2015 liczba miejsc coworkingowych na świecie rosła co roku ponad dwukrotnie. W 2006 roku istniało 30 miejsc do wspólnej pracy, zaś sześć lat później już 2150. Ponadto, w ostatnich pięciu latach tendencja znaczącego wzrostu utrzymała się – obecnie na świecie zarejestrowanych jest około 14,5 tysiąca przestrzeni coworkingowych. Tempo rozwoju branży nieustannie rośnie i dziś przekracza 25% w skali roku.

W Polsce trend coworkingowy został zaadaptowany z kilkuletnim opóźnieniem. Pierwsze takie biura powstały w 2009 roku. Po pięciu latach działalności sieć coworkingowa obejmowała około 50 miejsc. Obecnie Polska posiada ponad 300 przestrzeni coworkingowych, a według przewidywań Coworkingpoland.pl ich liczba w naszym kraju będzie rosnąć o 20% rocznie.

Elastycznie dla wszystkich

Największy odsetek osób pracujących w coworkach, bo aż 60%, stanowią freelancerzy (ludzie niepracujący na etacie lub realizujący projekty na zlecenie) oraz firmy zatrudniające do czterech pracowników. Natomiast 15-20% stanowią większe, rozwijające się przedsiębiorstwa. Z miejsc coworkingowych korzystają głównie osoby pracujące z komputerem, najczęściej w tzw. zawodach kreatywnych lub sektorze IT.

– Zmiany zachodzące na rynku pracy wymuszają od pracodawców, a w konsekwencji od podmiotów oferujących biura, zapewnienie przestrzeni adekwatnych do nowych warunków – mówi Adam Galewski, dyrektor generalny firm Devco i BFF Investments Polska, zarządzających Wrocławskimi Parkami Biznesu. – Od kilku lat sukcesywnie rośnie liczba małych i średnich firm oraz osób samozatrudnionych, wzrasta też odsetek osób pracujących zdalnie. Generuje to popyt na niewielkie biura oraz – w przypadku tych najmniejszych – przestrzenie coworkingowe. Każda działalność gospodarcza, niezależnie od skali działania, potrzebuje dostępu do miejsca o profesjonalnym charakterze. Dlatego do oferty Wrocławskich Parków Biznesu sukcesywnie wprowadzamy nowe formaty biurowe, przede wszystkim strefy small business z dostępem do sali konferencyjnej, parkingu czy komplementarnych usług zlokalizowanych zazwyczaj w tym samym budynku.

Badania „Global Coworking Survey” pokazują, że dla młodych coworkerów najważniejszymi korzyściami współdzielenia miejsca pracy są między innymi: szansa na zróżnicowany feedback w kontekście realizowanych projektów, możliwość dzielenia się wiedzą oraz niezobowiązujące rozmowy o charakterze towarzyskim. Ważny jest również dostęp do szybkiego Internetu oraz szansa na pozyskanie zawodowych kontaktów służących rozwojowi własnego biznesu.

Coraz większą grupę klientów coworków stanowią osoby po 40. roku życia, niezadowolone z pracy w korporacjach, szukające innego rodzaju aktywności zawodowej. Od miejsc coworkingowych oczekują głównie możliwości wynajęcie dedykowanego, dopasowanego do potrzeb biura, miejsca parkingowego oraz dogodnej lokalizacji. Poza tym poszukują innych udogodnień, takich jak na przykład dostępu do siłowni. Na terenach należących do przestrzeni coworkingowych nierzadko do dyspozycji najemców są żłobki, przedszkola, restauracje czy przychodnie.

– Modernizując zarządzane przez nas Parki Biznesu, pamiętamy o tworzeniu przestrzeni dla przedsiębiorców nowego typu – mówi Tomasz Suchak, architekt firm Devco i BFF Investment Polska. – Bardzo dużą popularnością cieszą się niedawno utworzone strefy small business, które stanowią początkowe ogniwo do tworzenia jeszcze bardziej zdywersyfikowanych modeli – coworków. Nie tylko zapewniają nowoczesną i dobrze zaprojektowaną przestrzeń, ale i integrują najemców, którzy nierzadko wchodzą ze sobą we współpracę. Istotny jest również dostęp do kawiarni i pomieszczeń umożliwiających prowadzenie rozmów biznesowych, a także usług dodatkowych: żłobków, przychodni czy klubów fitness.

Wszyscy wygrywają

Ankiety Global Coworking Survey wykazały również, że 71% osób pracujących w coworkach, nawiązało udaną współpracę z innymi członkami swojej branży na przestrzeni ostatniego roku. Co więcej, 60% pracowników czuje się bardziej zrelaksowanych po dniu pracy, a połowa badanych uzyskuje wyższe dochody. Warto również wspomnieć, że 70% coworkerów pracuje krócej niż osiem godzin dziennie.

Dla freelancerów i jednoosobowych działalności gospodarczych, dodatkową korzyścią może być usługa wirtualnego biura. To element coraz częściej oferowany przez centra coworkingowe. W ten sposób przedsiębiorca uzyskuje wiarygodny adres dla swojej działalności gospodarczej oraz miejsce na mapach Google. Wynajmujący przestrzenie coworkingowe zazwyczaj mają również dostęp do sal szkoleniowych i konferencyjnych, co stwarza wystarczające warunki dla efektywnego funkcjonowania najmniejszych biznesów.
Postęp technologiczny i usprawnienia systemowe, które pozwalają na założenie działalności gospodarczej w kilka godzin sprawiają, że popyt na przestrzenie coworkingowe będzie rósł. Według badań Global Surwing Survey, 89% osób pracujących w coworkach twierdzi, że czyni ich to szczęśliwszymi. Dodatkowo 92% pracowników uważa nowe środowisko za bardziej przyjazne, pozwalające na zbudowanie głębszych relacji. Wszystko to nastraja optymistycznie, warto jednak pamiętać, że przestrzenie coworkingowe zdają egzamin w przypadku mikro i małych przedsiębiorstw. We wszystkich pozostałych przypadkach tradycyjne biuro jest niezbędne. Co ważne, również w takich powierzchniach można zaadaptować rozwiązania znane z coworkingu. Wszystko w rękach pracodawców.

Monetia z 3 nowymi kontraktami w sektorze publicznym

Monetia przejmuje obsługę kasową trzech urzędów skarbowych – w Hrubieszowie, Krasnymstawie i III US w Lublinie. Kontrakty są efektem wygranych postępowań przetargowych. Spółka obsługuje transakcje gotówkowe ponad 40% US w Polsce.

Agencje Monetii od 15 lutego obsługują wpłaty podatników na konta urzędów skarbowych w Hrubieszowie, Lublinie i Krasnymstawie. Każda osoba odwiedzająca urząd będzie mogła przy okazji opłacić domowe rachunki, spłacić ratę kredytu czy pożyczki, albo doładować telefon. Kasy obsługują zarówno transakcje bezgotówkowe – kartą lub BLIK, jak również  realizowane gotówką. Opłacenie gotówką podatku, czy wniesienie opłaty skarbowej jest zwolnione są z prowizji. W skali miesiąca trzy nowe oddziały Monetii będą wykonywać średnio ponad 3 tys. transakcji.

Piotr Zięba, członek zarządu Monetia
Piotr Zięba, członek zarządu Monetia

– Po przejęciu punktów kasowych wzrosła ich funkcjonalność, a tym samym komfort klientów. To nie jest już obsługa jednego rodzaju płatności. W placówkach Monetii poza opłaceniem podatków i opłat skarbowych, będzie można uregulować inne domowe rachunki. To oszczędność czasu dla klientów – podkreśla Piotr Zięba, wiceprezes zarządu Monetii. – Urzędom nasze rozwiązanie pozwala zaoszczędzić kwotę odpowiadającą nawet 60% kosztów utrzymania własnego punktu kasowego. Z tą grupą klientów współpracujemy już od lat, obecnie obsługujemy ponad 40% US w kraju i planujemy systematycznie powiększać ten odsetek.

Dzięki nowym umowom Monetia zwiększyła sieć placówek do 830 oddziałów. Blisko co czwarty jest prowadzony w oparciu o umowę z instytucją sektora publicznego, tj. US czy sąd. W ciągu roku spółka obsługuje 4,5 mld zł, z przychodami na poziomie 50 mln zł.

(R)ewolucja 5G to też realne zagrożenie

Cyfryzacja rozszerzająca się na wszystkie sfery życia powoduje coraz większą wrażliwość na cyberprzestępczość. Ta może pochodzić od aktorów niepaństwowych – chcących zarobić pieniądze, zaszkodzić komuś albo zrobić żart. Pojawiły się także ataki na instytucje państwowe. Przykładami celów są instalacje jądrowe w Iranie, czy placówki w Stanach Zjednoczonych. To także napiętnowane już, choć obecnie trudne do zbadania, działania dotyczące firmy Huawei – pracownicy w Polsce zostali zatrzymani za podejrzenie szpiegostwa. Cyfryzacja obejmuje coraz więcej obszarów naszego życia. Rewolucja 5G ma polegać na scyfryzowaniu praktycznie wszystkiego – etykiet na produktach, reklam, informacji w otoczeniu publicznym. Tym samym ataki hakerskie będą mogły znacznie wpłynąć na życie dowolnego człowieka. Dotyczy to zarówno danych, jak i urządzeń. Możliwa stanie się zmiana etykiet leków, ale także włamanie do systemu autonomicznych samochodów. Takie scenariusze będzie można mnożyć. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ogłosiło niedawno powołanie polskich sił do obrony w cyberprzestrzeni. Nigdy nie będą one miały jednak takiego potencjału, jak wojska amerykańskie, rosyjskie czy chińskie w tym zakresie. Jednostki te powstały dawno temu i dysponują nieporównywalnie większymi środkami.

– Sieć 5G wejdzie w życie prawdopodobnie nawet za 10 lat. W tym zakresie pole manewru jest jednak ograniczone – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny Biznes Alert – Na rynku jest kilku operatorów, którzy mogą w przyszłości świadczyć taką usługę. Wśród nich dominują Skandynawowie oraz Chińczycy. Być może do tego czasu na rynku pojawi się ktoś jeszcze. Polskie firmy nie mają takich kompetencji. Będą raczej zewnętrznym biorcą usługi. Warto więc zastanowić się już teraz, w jaki sposób najlepiej ją otrzymywać. Z czysto rynkowego punktu widzenia powinna decydować cena. Pod tym względem oferty azjatyckie są korzystniejsze niż europejskie. Należy jednak brać pod uwagę bezpieczeństwo. Polacy prawdopodobnie będą chcieli wybierać spośród państw członkowskich NATO. Dlatego szansą stają się propozycje skandynawskie. Od służb zachodnich pojawia się coraz więcej informacji dotyczących zagrożenia z tytułu współpracy z niektórym producentami. Wśród nich są firm chińskie. Często pojawiają się ostrzeżenia o wykorzystywaniu urządzeń do szpiegowania, kradzieży własności technologicznej oraz innych, nieznanych jeszcze celów. Z tego powodu państwa zachodnie będą wolały wprowadzać i używać nowych technologii w swoim gronie. Nie będą ufać innym podmiotom chcącym sprzedać własne rozwiązania, nawet jeśli są one wysokiej jakości i atrakcyjne cenowo – zaznaczył Jakóbik.

J.P. Morgan Chase z własną kryptowalutą

W połowie lutego jeden z największych banków – amerykański J.P. Morgan Chase ujawnił światu, że stworzył własną kryptowalutę JPM Coin. To może przynieść przełom w systemie bankowości – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

W najbliższych miesiącach JPM Coin wejdzie w fazę prób i będzie wykorzystywany tylko do niewielkiej części transakcji amerykańskiego banku. Potencjał jednak jest ogromny. Według danych J.P. Morgan Chase pod koniec czwartego kwartału ub.r. zarządzał on aktywami (AuM) o wartości ok. 2 bilionów dolarów. Z kolei CNBC podaje, że codziennie transferuje on dla największych korporacji więcej niż 6 bln dol. Dla porównania kapitalizacja całego rynku kryptowalut wynosi obecnie ok. 134 mld dol., czyli tylko niewielką frakcję tego, czym zarządza bank.

Zgodnie z informacjami podanymi przez Umara Farooqa, szefa projektów blockchain w J.P. Morgan, cytowanego przez CNBC, kryptowaluta banku zyska trzy zastosowania. Będą to płatności dla dużych, korporacyjnych klientów, a także transakcje na papierach wartościowych oraz usługi skarbowe dla największych klientów banku. Klienci indywidualni prawdopodobnie nigdy nie będą mieli z nią do czynienia.

JPM Coin nie jest zresztą typową kryptowalutą. Zarówno pośrednikiem, jak i nadzorcą transakcji pozostaje tu bank, a to m.in. brak tych cech wyróżnia zdecydowaną większość kryptowalut. Produkt amerykańskiego banku jest w założeniu podobny do tzw. stablecoina – jednostka JPM Coina ma wartość jednego dolara.

Czy wprowadzenie przez J.P. Morgan Chase własnej wewnętrznej kryptowaluty jest pozytywne dla rynku zdecentralizowanych kryptowalut? Z jednej strony taki ruch dużej instytucji finansowej, której klientami są największe firmy w USA, jest pozytywny dla kryptowalut. Najprawdopodobniej bowiem cementuje on miejsce kryptowalut w globalnym systemie bankowym. Z drugiej strony kryptowaluty wykorzystywane w systemie bankowym będą najprawdopodobniej stosunkowo hermetyczne i odizolowane od rynku innych kryptowalut.

Może to z czasem wysysać dużą część potencjału JPM Coina, a największe instytucje finansowe mogą przejąć większość przepływów, również tych detalicznych. W efekcie „tradycyjne” kryptowaluty mogłyby stać się relatywnie niszowe, a ich liczba zacznie drastycznie spaść – dzisiaj jest ich ponad dwa tysiące. To oczywiście bardzo skrajny scenariusz i niekoniecznie musi się sprawdzić. Z dużym prawdopodobieństwem można jednak powiedzieć, że fundamentalne zmiany dla kryptowalut są już tuż za rogiem. W krótkim okresie informacja o bankowej kryptowalucie może pozytywnie oddziaływać na ceny, gdyż rynek długo czekał na jakikolwiek bodziec, który mógłby wyrwać go z letargu. W perspektywie jednak roku czy kilku lat kryptowaluty, jakie znamy dzisiaj, mogą czekać znaczne zmiany.

Transition Technologies zwiększy zatrudnienie do 2000 osób w 2019 r.

Grupa Transition Technologies GK, zapowiada zwiększenie zatrudnienia do dwóch tysięcy osób w 2019 roku. Zatrudniająca obecnie 1500 pracowników Grupa tylko na terenie Polski ma trzynaście biur, także w średniej wielkości ośrodkach miejskich i nie wyklucza utworzenia kolejnych.

Rozwój biznesu w obszarach inteligentnych technologii oraz znaczący wzrost segmentu usług managed services dopomina się w grupie Transition o kolejnych pracowników. Organizacja, z 1500 ludźmi w 2018 roku, ma plan rozrosnąć się do 2000 zatrudnionych w tym roku.Biura Transition TEchnologies w Polsce

Dzięki trzynastu lokalizacjom na terenie całej Polski i trwającej od kilkunastu lat deglomeracji biznesu, grupa ma dostęp do regionalnych talentów, które kształtuje wspierając w ofercie dydaktycznej lokalne uczelnie i szkoły średnie, jednocześnie łowiąc talenty.

Konrad Świrski,
Prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies S.A.

Łączymy biznes z nauką, ponieważ technologie IT tego po prostu wymagają. Wspieramy ofertę dydaktyczną IT w regionach od lat. Dajemy się lokalnie poznać, polubić i nie oczekujemy wyjazdu do innego miasta do pracy, rozłąki z rodziną  – mówi prof. Konrad Świrski, prezes zarządu Transition Technologies S.A. Więcej przestrzeni życiowej, niższe koszty utrzymania, często lepszej jakości powietrze stanowią dla naszych pracowników w lokalnych biurach wartości, których nie da się kupić gdzie indziej – dodaje Konrad Świrski.

– Zaawansowana technologia, którą dostarczamy jest w regionalnej Polsce bardzo potrzebna. Tak, można ją dostarczać online, niemniej bezpośredni kontakt ze znajomym dostawcą ułatwia  jej aplikację, budowanie gotowości technologicznej i tym wygrywamy. Jesteśmy gotowi na wsparcie serwisem IT administracji centralnej także lokalnie: gdyby instytucje miały się przenosić. Z biznesem nam się to już sprawdza: konkurujemy ceną i dostępnością, zwiększamy zatrudnienie – dodaje.

– Dzięki wdrażanej własnej platformie wymiany prac i zadań, mamy też kontrolę nad wykorzystaniem zasobów z wszystkich 13 lokalnych ośrodków i nie wykluczamy otwierania kolejnych biur – podsumowuje prof. Świrski

Grupa Novaturas podsumowuje wyniki finansowe za 2018 rok

Przychody Grupy Novaturas w 2018 r. sięgnęły prawie 182 mln euro i były o 29% wyższe niż w 2017 r. Ubiegłoroczna EBITDA wyniosła 8 mln euro w porównaniu do 10,6 mln rok wcześniej, a skonsolidowany zysk netto wyniósł 5,4 mln euro wobec 8,2 mln euro w 2017 r. Rentowność Grupy była pod wpływem wyjątkowo upalnego lata we wszystkich krajach bałtyckich oraz dodatkowych kosztów poniesionych w IV kwartale ub.r. związanych z zastąpieniem borykającego się z problemami przewoźnika lotniczego – Small Planet Airlines, z którym Grupa współpracowała na Litwie.

W 2018 r. Grupa Novaturas, największy operator turystyczny w krajach bałtyckich, którego akcje notowane są na GPW w Warszawie i Nasdaq w Wilnie, obsłużył 305 660 klientów, tj. o 31% więcej niż w 2017 r. Przełożyło się to na 29-proc. wzrost przychodów r/r do 181,8 mln euro.

Audrone Keinyte – Novaturas CEO
Audronė Keinytė, prezes zarządu i dyrektor generalna Grupy Novaturas

W 2018 r. liczba klientów Grupy Novaturas wzrosła o ponad 30% na wszystkich naszych głównych rynkach, tj. na Litwie, Łotwie i w Estonii, a w Białorusi, gdzie sprzedajemy nasze produkty poprzez lokalne biura podróży, wzrost przekroczył 100%. W pełni zorganizowane wczasy lotnicze niezmiennie są głównym produktem Grupy i stanowią ponad 85% łącznej sprzedaży. Najpopularniejszymi kierunkami podróży wśród mieszkańców krajów bałtyckich w sezonie letnim są Turcja, Grecja, Hiszpania i Bułgaria, a zimą – Egipt. Każdego roku wprowadzamy do oferty nowe kierunki. W ramach oferty Lato 2018 dodaliśmy wczasy w Tunezji, a w sezonie Zima 2018/2019 – Jordanię i Kubę. Dzięki dużej różnorodności oferowanych produktów jesteśmy w stanie odpowiadać na zróżnicowane potrzeby naszych klientów – powiedziała Audronė Keinytė, prezes zarządu i dyrektor generalna Grupy Novaturas.

Grupa Novaturas wykorzystuje różne, uzupełniające się kanały dystrybucji, czyniąc sprzedaż bardziej efektywną. Największa cześć oferty Novaturas jest sprzedawana za pośrednictwem biur podróży. W 2018 r. ten kanał dystrybucji odpowiadał za 72,7% łącznej sprzedaży Grupy. Zamiast skupiać się na rozwoju własnych biur, Novaturas inwestuje w rozwój kanału e-commerce.

Zgodnie z planem, w ubiegłym roku uruchomiliśmy nową wersję naszej strony internetowej w kilku wersjach językowych we wszystkich krajach, w których działamy. Responsywny układ nowej strony jest znacznie lepiej dopasowany do urządzeń mobilnych, które użytkownicy coraz częściej wykorzystują nie tylko do wyszukiwania informacji, ale także do zakupów online. W 2018 r. nasza sprzedaż w kanale e-commerce wzrosła o ponad 26% do 26,7 mln euro – podkreśliła Audronė Keinytė.

Po bardzo dobrych rezultatach i wysokiej rentowności zanotowanej w pierwszej połowie 2018 r., w sezonie letnim wyniki Grupy Novaturas znalazły się pod wpływem wyjątkowo upalnego i suchego lata we wszystkich krajach bałtyckich, co przełożyło się na mniejsze zainteresowanie wyjazdami zagranicznymi. – Aby pobudzić popyt, musieliśmy skorygować nasze ceny, godząc się na obniżenie rentowności, szczególnie w III kwartale, a także – w mniejszym zakresie – w IV kwartale ub.r. Ponadto, w ostatnim kwartale 2018 r. z powodu problemów finansowych Small Planet Airlines musieliśmy zmienić przewoźnika lotniczego na Litwie. Wiązało się to z odpisami w wysokości 0,4 mln euro i wyższymi kosztami usług lotniczych, co dodatkowo obciążyło wynik EBITDA i zysk netto za IV kwartał oraz cały ubiegły rok – wyjaśnił Tomas Staškūnas, dyrektor finansowy Grupy Novaturas.

– Z pozytywów warto natomiast wskazać utrzymanie pod kontrolą kosztów operacyjnych. Wzrosły one znacznie wolniej niż przychody, co oznacza poprawę efektywności Grupy. Wyłączając prowizje, które zależą od wielkości przychodów ze sprzedaży, oraz jednorazowe wydatki związane z IPO i zmianą przewoźnika lotniczego, koszty operacyjne w 2018 r. wzrosły tylko o 1% w porównaniu do 2017 r., podczas gdy w samym IV kwartale nawet zmalały o 11% r/r – powiedział Tomas Staškūnas.

Ostatecznie EBITDA Grupy Novaturas w 2018 r. wyniosła 8 mln euro w porównaniu do 10,6 mln rok wcześniej, a skonsolidowany zysk netto wyniósł 5,4 mln euro wobec 8,2 mln euro w 2017 r.

Grupa Novaturas – wybrane wyniki finansowe

(tys. EUR) 2018 2017 Zmiana r/r
Przychody 181 782 141 147 +28,8%
Zysk brutto 26 239 26 802 -2,1%
EBITDA 7 973 10 611 -24,9%
Zysk netto 5 421 8 151 -33,5%

Dobre nastroje na rynkach rozwiniętych

Pozytywne informacje dotyczące negocjacji handlowych Stanów Zjednoczonych z Chinami poprawiają sentyment na giełdach. Słowa Donalda Trumpa o możliwości przesunięcia terminu wprowadzenia kolejnych ceł na chińskie towary spowodowane dobrze idącymi rozmowami napawają rynki optymizmem. Wydaje się, że gorsze dane z gospodarki schodzą tymczasowo na drugi plan. W skali całego tygodnia amerykańskie indeksy zanotowały solidne wzrosty. Indeks S&P 500 zyskał 2,50%, DJIA 3,09%, a Nasdaq Composite 2,39%. W Europie również dominował kolor zielony. Niemiecki DAX wzrósł o 3,60%, francuski CAC40 0 3,86%, a brytyjski FTSE 100 o 2,34%.

W przeciwieństwie do rynków rozwiniętych to nie był dobry tydzień dla warszawskiej giełdy. Indeks szerokiego rynku WIG zakończył tydzień z wynikiem -0,77%. Największe spółki straciły -0,68%, indeks średnich spółek mWIG40 również znalazł się pod kreską notując -1,73%, jedynie indeks mniejszych spółek sWIG80 zanotował wzrosty na poziomie 1,02%.

W tym tygodniu czeka nas bogaty kalendarz makroekonomiczny z krajowej gospodarki. We wtorek poznamy dane z rynku pracy (zatrudnienie i przeciętne wynagrodzenie), w środę opublikowane zostaną dane dotyczące produkcji przemysłowej oraz inflacji PPI, a w czwartek sprzedaż detaliczna oraz protokół z posiedzenia RPP. Na globalnych rynkach w środę opublikowany zostanie protokół z ostatniego posiedzenia FOMC, a w czwartek poznamy indeksy PMI dla sektora usług i przemysłu z Europy i USA.

Departament Zarządzania i Analiz SUPERFUND TFI S.A.

Studia dualne coraz popularniejsze wśród studentów i przedsiębiorców. To szansa dla firm na pozyskanie pracowników z praktyczną wiedzą

Studia dualne coraz popularniejsze wśród studentów i przedsiębiorców. To szansa dla firm na pozyskanie pracowników z praktyczną wiedzą 1

Studia dualne, czyli nowoczesny model kształcenia łączący tradycyjne zajęcia akademickie z pracą zawodową, cieszą się rosnącą popularnością wśród studentów i przedsiębiorców. Są najlepszą odpowiedzią na potrzeby rynku pracy – jako alternatywna forma pozyskania pracowników przez pracodawców, którzy podczas zajęć praktycznych mają możliwość zaproponowania studentom stażu i zatrudnienia w swojej firmie. Dla studentów staż w firmie współpracującej z uczelnią to szansa na zdobycie doświadczenia w kierunku, w którym się kształcą, oraz kompetencji miękkich. Na wprowadzenie modelu studiów dualnych decyduje się coraz więcej polskich uczelni, i to już nie tylko na kierunkach technicznych.

– Od absolwentów uczelni wyższych pracodawcy oczekują dziś kompetencji w dwóch obszarach: wiedzy z kierunku, który studiują, i kompetencji miękkich w obszarze pracy zespołowej czy komunikacji. To komunikacja jest aktualnie jednym z kluczowych czynników rozwoju przedsiębiorstw – mówi agencji Newseria Biznes Dominika Czechowska, menadżer kierunku turystyka i rekreacja w Wyższej Szkole Bankowej w Gdańsku.

Jak podkreśla, aby sprostać wymogom dzisiejszego rynku pracy, uczelnie wyższe muszą konstruować praktyczne siatki programowe. Te siatki, czyli cały zestaw przedmiotów, które będą realizowane w trakcie studiów, powinny powstawać w porozumieniu z pracodawcami i odpowiadać na ich potrzeby.

– Ważnym czynnikiem jest organizacja rad programowych. W trakcie rad programowych konsultacje są realizowane wraz z przedsiębiorstwami z danej branży. Na kierunku turystyka i rekreacji taką radę programową tworzą najczęściej menadżerowie hoteli, restauracji czy biur podróży, czyli te przedsiębiorstwa, które są ujęte w programie studiów – mówi Dominika Czechowska.

Studia dualne łączą tradycyjne studia akademickie i praktyki zawodowe w przedsiębiorstwie, które współpracuje z uczelnią. Program studiów jest ustalany wspólnie przez obie strony. Często praktykowanym systemem są trzy dni praktyk zawodowych u pracodawcy i dwa dni zajęć dydaktycznych i wykładów na uczelni. Staż jest płatny, studenci mogą także liczyć na stypendium przyznawane przez uczelnię.

– Kształcenie dualne zakłada realizowanie przedmiotów specjalnych przy bezpośrednim udziale przedsiębiorstwa z danej branży, z którym jest podpisana umowa. W praktyce te zajęcia odbywają się na terenie przedsiębiorstwa i są prowadzone przez jego pracowników – wyjaśnia Dominika Czechowska.

Jak podkreśla, daje to bardzo wiele wartości.

 Przede wszystkim student zdobywa wiedzę praktyczną bezpośrednio od mendżera, specjalisty zatrudnionego w firmie. Dla przedsiębiorcy realizacja wspólnego kształcenia to minimalizacja problemów z zatrudnieniem, gdyż podczas zajęć jest możliwość bezpośredniego pozyskania stażystów tudzież przyszłych pracowników. Pracodawca wraz z uczelnią współtworzy własną, przyszłą kadrę. Dyrektor HR firmy, z którą od 7 lat prowadzimy kształcenie dualne, podkreśla znacznie mniejsze potrzeby zewnętrznej rekrutacji, gdyż wielu studentów zostaje zatrudnionych już w trakcie trwania edukacji – mówi Dominika Czechowska.

Studia dualne to model kształcenia bardzo popularny w krajach zachodnioeuropejskich, m.in. w Niemczech. Dzięki nim studenci już na etapie nauki mogą zdobywać kwalifikacje i doświadczenie zawodowe, a od razu po zakończeniu studiów są gotowi do wejścia na rynek pracy.

–To jest optymalne połączenie teorii i praktyki w studiowaniu. Daje ogromne korzyści dla obu stron. Student poznaje przedsiębiorstwo, panujące w nim relacje i od razu widzi, czy dany kierunek jest tym, o czym marzy, czy jest to wyzwanie zawodowe, które chciałby realizować – mówi Dominika Czechowska.

Studenci po zakończeniu nauki otrzymują nie tylko dyplom, lecz także konkretny wpis w CV, a często mają już zapewnioną atrakcyjną pracę.

– Ukończenie studiów w programie kształcenia dualnego pozwala studentowi poznawać wiedzę praktyczną, zakres przyszłych obowiązków w danym przedsiębiorstwie, charakter branży. Sam widzi, co jest dla niego istotne w przyszłym wyzwaniu zawodowym – mówi menadżer kierunku turystyka i rekreacja w Wyższej Szkole Bankowej w Gdańsku.

Polacy pracują nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji. NASK chce w ten sposób m.in. zapewnić cyberbezpieczeństwo w szkołach

Polacy pracują nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji. NASK chce w ten sposób m.in. zapewnić cyberbezpieczeństwo w szkołach 2

Sztuczna inteligencja ma potencjał, żeby przeobrazić nie tylko przemysł czy rynek pracy, lecz także całą administrację publiczną. Jednym z krytycznych obszarów jej zastosowania jest też cyberbezpieczeństwo. Instytut Badawczy NASK prowadzi obecnie badania nad analizą obrazów w oparciu o techniki sztucznej inteligencji i wykorzystaniem tego rozwiązania w celu wykrywania niechcianych treści czy ataków hakerskich. Instytut wykorzysta AI także w celu zapewnienia bezpieczeństwa Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej, która połączy szybkim internetem 26 tys. szkół w całej Polsce.

– Sztuczna inteligencja to temat krytyczny z punktu widzenia rozwoju całej Polski. Widzimy olbrzymie pole do zastosowania jej w zagadnieniach cyberbezpieczeństwa, ale również funkcjonowania administracji. Przykładem jest sieć edukacyjna OSE, którą właśnie konstruujemy. Jednym z największych zagrożeń dla dzieci i młodzieży szkolnej w sieci jest pornografia. Można sobie wyobrazić klasyfikator, który automatycznie będzie ostrzegać przed niebezpieczną zawartością. To tylko jeden prosty przykład – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Jacek Leśkow, dyrektor NASK.

Jak podkreśla, zagadnieniem sztucznej inteligencji i jej potencjalnymi zastosowaniami z korzyścią dla polskiej gospodarki zajmują się w tej chwili duże agencje rządowe i co najmniej trzy ministerstwa – Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Przedsiębiorczości i Technologii oraz Cyfryzacji.

– Zastosowanie tej technologii znacznie zaważy w przyszłości na tempie wzrostu gospodarczego wielu państw. Rolą administracji jest właśnie wsparcie tych procesów, zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym. Chcemy, aby ten potencjał otworzyć również dla Polski – wskazał w niedawno ogłoszonych „Założeniach do Strategii AI w Polsce” minister cyfryzacji Marek Zagórski.

Z rekomendacji Ministerstwa Cyfryzacji wynika, że rozwój sztucznej inteligencji to dla Polski szansa na przyspieszenie wzrostu gospodarczego. Szerokie wykorzystanie technologii związanych z uczeniem maszynowym, wykorzystaniem danych i AI pozwoliłoby osiągnąć poziom PKB zaplanowany na lata 2035–2036 już pięć lat wcześniej i stworzyć nowe, wysoko wykwalifikowane miejsca pracy.

– Pracujemy teraz nad standardem, który od 2021 roku będzie już standardem cyfryzacji państwa. Skończą się papiery, a wszystkie urzędy będą działały w oparciu o dokument elektroniczny. Dziś gdy pismo wpływa do urzędu, ktoś musi je otworzyć i zaklasyfikować do jednej z kilkunastu komórek. To z powodzeniem i znacznie szybciej może zrobić maszyna, klasyfikator oparty właśnie na sztucznej inteligencji. W skali Polski, gdzie około miliona osób pracuje w urzędach administracji państwowej, samorządowej czy w spółkach zależnych samorządów, to będą olbrzymie oszczędności czasu – podkreśla prof. Jacek Leśkow.

Jednym z krytycznych obszarów, w których można wykorzystać sztuczną inteligencję, jest cyberbezpieczeństwo. NASK prowadzi obecnie badania nad analizą obrazów w oparciu o techniki sztucznej inteligencji i wykorzystaniem tego rozwiązania w celu wykrywania niechcianych treści czy ataków hakerskich.

– Wszyscy mówimy teraz o pojazdach autonomicznych, a jedną z cech dobrego kierowcy – w tym przypadku elektronicznego – jest umiejętność czytania znaków. Istnieją już jednak złośliwe programy, które zakłócają tę umiejętność. Wystarczy lekkie zakłócenie obrazu i maszyna odczytuje zamiast znaku STOP znak ograniczenia do 30 km/h. Konsekwencje pomyłki mogą być tragiczne. Chodzi o to, aby mieć zabezpieczenia przed takimi złośliwymi atakami, czyli programy, które czynią sztuczną inteligencję bardziej odporną na różnego rodzaju złośliwe ataki – podkreśla prof. Jacek Leśkow.

– Sztuczna inteligencja ma zasadniczy wpływ na cyberbezpieczeństwo, ponieważ mamy w niej techniki służące wykrywaniu zagrożeń dla bezpieczeństwa systemu komunikacyjnego. Kiedy pojawia się strumień danych pochodzących z sensorów, do tej pory takie dane były przetwarzane z użyciem klasycznych algorytmów przetwarzania sygnału. Jednak kiedy już zidentyfikujemy wszystkie cechy, to możemy zastosować techniki sztucznej inteligencji, aby zrobić użytek z tych końcowych informacji – dodaje prof. Antonio Napolitano z Uniwersytetu Parthenope w Neapolu, ekspert ds. telekomunikacji i przetwarzania sygnałów.

Christiana Drake, profesor statystyki na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis, podkreśla, że mimo szerokiego potencjału zastosowań sztucznej inteligencji wciąż istnieje wiele wyzwań dla jej rozwoju. Takim podstawowym ogranicznikiem jest dostępność danych. Żeby rozwijać AI, potrzebne są ogromne liczby danych, które następnie komputer musi posegregować na informacje istotne i nieistotne. Obecnie możliwości komputerów w zakresie szybkiego przetwarzania danych wciąż są ograniczone.

Kolejnym wyzwaniem jest zdolność AI do rozumienia języka naturalnego.

– Chcielibyśmy nauczyć programy komputerowe inteligentnego rejestrowania danych w taki sposób, żeby zamiast zapisywać cały proces i wszystkie dane można było wykorzystać algorytmy adaptacyjne i odnotowywać tylko kluczowe cechy każdego obserwowanego procesu. Zapewne w tym zakresie sztuczna inteligencja mogłaby być niezwykle przydatna, zmniejszając liczbę danych, które muszą być przetworzone, co pozwoliłoby na znacznie szybsze wykonywanie obliczeń – mówi prof. Christiana Drake z Uniwersytetu Kalifornijskiego.

Sztuczna inteligencja – w tym zagadnienia takie jak rozpoznawanie wzorców, aplikacje narzędzi uczenia maszynowego, głębokie sieci neuronowe i metody przetwarzania języka naturalnego – była kluczowym tematem międzynarodowej konferencji „Between cyclostationarity and artificial intelligence. Methods and applications” odbywającej się w Warszawie 13–15 lutego. To już dwunasta edycja konferencji poświęcona tej tematyce. W tym roku jej głównym organizatorem był Państwowy Instytut Badawczy NASK oraz spółka NASK for Innovations. W spotkaniu tradycyjnie wzięli udział polscy i zagraniczni badacze (m.in. z USA, Francji, Włoch, Węgier, Ukrainy i Rosji) z różnych dziedzin: wdrożeń analizy sygnałów, statystycznego przetwarzania sygnałów czy teorii prawdopodobieństwa.

Polska daleko w tyle w leczeniu raka prostaty. Pacjenci apelują o zmianę w programie lekowym

Polska daleko w tyle w leczeniu raka prostaty. Pacjenci apelują o zmianę w programie lekowym 3

Diagnozę rak gruczołu krokowego słyszy co roku około 10 tys. mężczyzn. W leczeniu tego nowotworu Polska znacznie odbiega od standardów. W Europie już od kilku lat stosuje się nowoczesne leki hormonalne przed chemioterapią, co pozwala wydłużyć życie pacjentów i poprawić jego jakość. To również szansa dla tych, którzy do chemioterapii się nie kwalifikują. W Polsce – mimo wielokrotnych apeli środowisk pacjenckich i lekarzy – nadal nie są refundowane. Program lekowy powinien być nośnikiem postępu, a nie konserwą historyczną, dlatego powinien zostać rozszerzony – podkreśla dr Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny ze Szpitala Wolskiego. 

– Nowotwór gruczołu krokowego staje się niezwykle częsty, co jest związane ze starzeniem się społeczeństwa, bo jest to głównie choroba mężczyzn w starszym wieku. Coraz lepiej rozpoznajemy ten nowotwór, ale wszelkie trendy wskazują na to, że w perspektywie nadchodzących lat będzie on już wiodącym typem wśród nowotworów złośliwych. Teraz ustępuje częstotliwością tylko rakowi płuc. Stąd bardzo ważne jest to, abyśmy prawidłowo leczyli naszych pacjentów, bo choroba dotyka bardzo dużej populacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Paweł Wiechno z Kliniki Nowotworów Układu Moczowego Centrum Onkologii Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Rak płuc i prostaty to dwa najczęściej występujące wśród mężczyzn nowotwory złośliwe. Każdego roku diagnozuje się około 10–11 tys. nowych przypadków i ok. 5 tys. zgonów, których przyczyną jest właśnie rak prostaty. Choroba najczęściej dotyka mężczyzn po 50. roku życia, ale w grupie ryzyka znajdują się też dużo młodsi.

Pod względem dostępności i skuteczności leczenia tego nowotworu Polska znacząco odbiega od państw Europy Zachodniej i krajów rozwiniętych. Odsetek pięcioletnich przeżyć chorych z rakiem prostaty sięga niewiele ponad 50 proc. przypadków, podczas gdy na Zachodzie wynosi 70 proc.

– Leczenie pacjentów z nowotworem prostaty jest niezwykle dynamiczne, ponieważ ciągle mamy postęp i wiemy coraz więcej o tym, jak i czym leczyć. W Polsce sytuacja zatrzymała się jednak na ubiegłych latach z niewiadomych przyczyn. Nie wykorzystujemy tego, co przychodzi w komunikatach naukowych z innych krajów europejskich – podkreśla dr n. farm. Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny w Szpitalu Wolskim.

– Przełomem w leczeniu raka gruczołu krokowego było wprowadzenie nowoczesnych leków hormonalnych, które hamują postęp nowotworu opornego na kastrację. Pojawiły się dwa nowe leki, które są już zarejestrowane w Europie, jest to enzalutamid i octan abirateronu. Niestety w refundowaniu kosztów leczenia mamy narzucone pewne ograniczenia – dodaje prof. Paweł Wiechno.

Jak podkreśla, te ograniczenia dotyczą przede wszystkim zastosowania tych dwóch leków przed chemioterapią (w procedurze prechemo), czyli na wczesnym etapie choroby, kiedy nie daje ona jeszcze uciążliwych objawów.

– Wówczas chciałoby się sięgnąć po łagodniejsze leczenie niż chemioterapia. Niestety nie mamy takiej możliwości w przypadku enzalutamidu. Z kolei w przypadku octanu abirateronu te możliwości finansowania są ograniczone zapisami refundacyjnymi. Mam nadzieję, że te ograniczenia zostaną wkrótce zniesione i będziemy mogli dysponować tymi lekami w sposób swobodny i kwalifikować pacjentów do leczenia zgodnie z naszą najlepszą wiedzą –podkreśla prof. Paweł Wiechno.

Nowotwór prostaty potrzebuje do rozwoju androgenów, np. testosteronu. Leczenie opiera się w dużej mierze na blokowaniu syntezy tych androgenów w organizmie pacjenta. Nowoczesne leki hormonalne spełniają tę funkcję, stąd ich wysoka skuteczność.

Dr Leszek Borkowski zaznacza, że enzalutamid w Europie został zarejestrowany już kilka lat temu. Podany na wczesnym etapie choroby daje większą efektywność terapeutyczną, nie osłabia organizmu pacjenta i nie wywołuje długiej listy skutków ubocznych.

– Komórki nowotworowe nie są jeszcze tak silne, a organizm pacjenta nie jest wykończony dotychczasowym leczeniem. Dlatego podanie enzalutamidu w procedurze prechemo jest dobrym rozwiązaniem, sprawdzonym od 5–7 lat w innych krajach Europy. Nie ma sensu wyważać otwartych drzwi i zastanawiać się nad innymi rozwiązaniami, tylko trzeba uwzględnić go w programie lekowym. Program powstał dość dawno, kiedy liczba dostępnych cząsteczek i wiedza o nich były mniejsze. Powinien być nośnikiem postępu, a nie konserwą historyczną. Dlatego w przypadku nowotworu raka prostaty ten program powinien zostać zmieniony z uwzględnieniem enzalutamidu w procedurze prechemo – podkreśla dr n. farm. Leszek Borkowski.

Co istotne, w leczeniu nowotworów ważne jest stosowanie różnych sekwencji leków (jeden po drugim lub wymiennie), ponieważ nowotwór po pewnym czasie uodparnia się na stosowane leczenie. Sekwencyjność pozwala sobie z tym poradzić i wydłużyć życie chorego.

– Nowotwory mają to do siebie, że uodporniają się na wiele leków i następuje rozwój choroby. Jeżeli mamy do dyspozycji leki o różnych mechanizmach działania, zwalczania nowotworu, to należy je stosować sekwencyjnie, w różnych układach. Przykładem takiego nowatorskiego zastosowania jest właśnie stosowanie enzalutamidu w prechemo, czyli w pierwszej linii leczenia. Ta metoda wydłuża życie pacjentów. Pozwoliłaby nam zwiększyć odsetek pięcioletnich przeżyć, który jest miarą efektywności leczenia onkologicznego, i zrównać się z sąsiednimi krajami – podkreśla prof. Paweł Wiechno.

Jak podkreśla, włączenie enzalutamidu do programu lekowego to szansa także dla pacjentów, którzy nie kwalifikują się do terapii, ponieważ jest to dla nich leczenie zbyt obciążające. Jednak w Polsce – mimo wielokrotnych apeli środowisk pacjenckich i lekarzy – nadal nie jest on refundowany.

Nie wiem, co odpowiadać pacjentom z zaawansowanym rakiem prostaty, którzy dzwonią i piszą do mnie w akcie skrajnej desperacji. To już szósty miesiąc i czwarta lista refundacyjna od czasu, gdy w sierpniu ubiegłego roku enzalutamid uzyskał pozytywną rekomendację prezesa AOTMiT dotyczącą leczenia przed chemioterapią. Mija pół roku, a ministerstwo nawet nie rozpoczęło negocjacji. Dla ministerstwa pól roku to prawie nic. Ale dla chorego na nowotwór liczy się każdy dzień. Jak to możliwe, że w grudniu ubiegłego roku – jak przedstawiały media – wystarczyło jedno spotkanie w hotelu za miastem, żeby dwanaście leków z dnia na dzień trafiło na listę? My czekamy kolejne miesiące! Parę dni temu, podczas obchodów Światowego Dnia Chorego, minister Szumowski powiedział, że żaden system – nawet najlepiej dofinansowany – nie będzie funkcjonował bez elementarnej ludzkiej życzliwości. Ludziom zdrowym brak życzliwości dla osób chorych. Nie ma zrozumienia dla specyfiki choroby nowotworowej, zwłaszcza w sytuacji, kiedy rozszerzenie programu o kolejne leki nie spowoduje znacznego wzrostu kosztów. O co więc chodzi? Dlaczego jest utrzymywany monopol jednej firmy? – mówi Bogusław Olawski, przewodniczący sekcji prostaty Stowarzyszenia UroConti.

Mała aktywność fizyczna dzieci to zagrożenie dla ich zdrowia. Co piąty uczeń opuszcza lekcje WF-u

Mała aktywność fizyczna dzieci to zagrożenie dla ich zdrowia. Co piąty uczeń opuszcza lekcje WF-u 4

Co trzeci ośmiolatek w Polsce ma nadmierną masę ciała. Problem z otyłością ma 12,7 proc. z nich. Co dziesiąty drugoklasista ma nieprawidłowe ciśnienie właśnie ze względu na zbyt dużą wagę. Jednocześnie tylko 24 proc. dzieci ćwiczy przynajmniej godzinę dziennie, co zaleca Światowa Organizacja Zdrowia. Program Aktywne Szkoły MultiSport pomaga to zmienić. Dzięki niemu dzieci odzyskały 43 proc. sprawności fizycznej, którą ich rówieśnicy stracili między 1999 a 2009 rokiem. Niedawno ruszyła druga edycja programu, tym razem dla uczniów z województwa mazowieckiego.

 Aktywność fizyczna u dzieci zdecydowanie się zmniejsza. Coraz częściej na oddział trafiają do nas dzieci otyłe do diagnostyki w kierunku zespołu metabolicznego, czyli zespołu chorobowego związanego z otyłością. Badamy, czy dzieci nie są zagrożone nadciśnieniem, zaburzeniami gospodarki lipidowej, węglowodanowej, ewentualną cukrzycą. Takich dzieci jest coraz więcej – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Aneta Górska-Kot, specjalista pediatrii, ordynator oddziału pediatrycznego w Szpitalu Dziecięcym przy ul. Niekłańskiej w Warszawie.

Wszystkie badania zgodnie pokazują, że coraz więcej dzieci w Polsce ma problemy z wagą. Zgodnie z raportem UNICEF w ciągu ostatnich dziesięciu lat w Polsce podwoił się odsetek najmłodszych z nadwagą. Instytut Żywności i Żywienia wskazuje, że już 23 proc. uczniów szkół podstawowych i gimnazjów ma nadwagę lub jest otyłych. Nawet co trzeci ośmiolatek ma nadmierną masę ciała, a 10 proc. ze względu na zbyt dużą wagę ma problemy z ciśnieniem tętniczym.

Głównym winowajcą jest przede wszystkim brak ruchu. Światowa Organizacja Zdrowia traktuje to jako jedno z największych zagrożeń dla zdrowia obok palenia tytoniu. WHO rekomenduje, żeby każde dziecko było aktywne przez 60 minut dziennie, w Polsce tylko ok. 20 proc. dzieci spełnia te zalecenia.

 Jeszcze 30–40 lat temu aktywność fizyczna była jedną z podstawowych form spędzania wolnego czasu przez dzieci i młodzież. Natomiast współcześnie jest to coś, co lokuje się na którymś miejscu z kolei. Dzieci mają zbyt dużo form aktywności, które nie są związane z ruchem. Oglądanie telewizji, gra na komputerze, na konsoli – to najczęściej zabiera czas na aktywność fizyczną – ocenia dr Janusz Dobosz z Narodowego Centrum Badania Kondycji Fizycznej.

 Widzimy, że od 1979 roku aktywność fizyczna dzieci drastycznie spada. Są takie elementy sprawności fizycznej dzieci, w których dzieci są 3–4 razy słabsze niż były te 20–30 lat temu – ocenia Adam Radzki, członek zarządu Benefit Systems.

Siedzący tryb życia jest przyczyną chorób układu krążenia czy cukrzycy. Tymczasem dzieci na aktywność fizyczną przeznaczają coraz mniej czasu. Z badania COSI Instytutu Matki i Dziecka wynika, że ponad 30 proc. ośmiolatków w Polsce spędza przed ekranem dwie godziny dziennie w tygodniu, w weekendy połowa z nich spędza na tym przynajmniej trzy godziny. Ćwiczeń unikają nawet w szkole. Nawet 20 proc. uczniów szkół podstawowych nie bierze udziału w lekcjach WF, z czego 22 proc. nie ćwiczy tylko dlatego, że nie chce.

 Kiedyś się mówiło, że w zdrowym ciele zdrowy duch. Dziś już wiemy, że ruch nie tylko wpływa na rozwój układów fizycznych, lecz także na rozwój psychiczny naszych dzieci. Zapobiega epizodom depresji, poprawia ich sen, funkcje poznawcze. Dzieci, które wykonują przynajmniej umiarkowany wysiłek, lepiej się uczą, mają lepsze zdolności czytania, pisania, matematyczne – wymienia dr Aneta Górska-Kot.

Zachęcaniu polskich dzieci do uprawiania aktywności fizycznej mają służyć takie programy jak Aktywne Szkoły MultiSport, którego fundatorem jest firma Benefit Systems. W pierwszej edycji programu udział wzięło 35 szkół i blisko 10 tys. dzieci z województwa dolnośląskiego.

– Zmierzyliśmy sprawność fizyczną dzieci przy naszej pierwszej i drugiej wizycie w szkole. Okazało się, że ponad 80 proc. poprawiło aktywność fizyczną i w ramach tej poprawy odzyskały około 40 proc. sprawności fizycznej, którą ich rówieśnicy stracili na przestrzeni ostatnich 30 lat. To fenomenalne wyniki – przekonuje Adam Radzki.

Sprawność fizyczna była mierzona w dziewięciu różnych ćwiczeniach. We wszystkich dzieci miały znacznie lepsze rezultaty niż przed rozpoczęciem programu.

– Jednym z nich był zwis na drążku. W ciągu 152 dni programu chłopcy w wieku 10 lat poprawili swój wynik o 1 sekundę w porównaniu do pierwszego badania. Musimy sobie jednak uświadomić, że współcześnie osiągany wynik jest niewspółmiernie słaby w stosunku do tego, co mierzono w 1979 roku. Wtedy 13-letni chłopiec potrafił zawisnąć na drążku ponad 24 sekundy, obecnie jego rówieśnik w naszych badaniach wisiał niespełna 8 sekund – zaznacza dr Janusz Dobosz.

Zakończyła się już rekrutacja do drugiej edycji programu Aktywne Szkoły MultiSport, tym razem dla uczniów z województwa mazowieckiego. W ramach programu dzieci zmierzą się potworami, które rosną tym bardziej, im mniejsza jest ich aktywność fizyczna. Połączenie zabawy z rywalizacją sprawiło, że pierwsza edycja zakończyła się sukcesem.

– Zaangażowanie nauczycieli, rodziców, gra i zabawa powodują, że dzieci zdecydowanie chcą ćwiczyć. Wydaje mi się, że wystarczy w atrakcyjny sposób zaproponować dzieciom ruch, a one będą z niego korzystały – ocenia Adam Radzki.

Rośnie liczba ataków wymierzonych w instytucje państwa i sektory kluczowe dla bezpieczeństwa kraju. Powstająca w Polsce cyberarmia może je skutecznie powstrzymać

Rośnie liczba ataków wymierzonych w instytucje państwa i sektory kluczowe dla bezpieczeństwa kraju. Powstająca w Polsce cyberarmia może je skutecznie powstrzymać 5

Specjaliści ABW oceniają, że tylko w 2018 roku zostało zgłoszonych ponad 31,8 tys. incydentów bezpieczeństwa komputerowego. Ponad 6 tys. z nich uznano za ataki na sieć teleinformatyczną. Odpowiedzią na wyzwania i zagrożenia związane z rozwojem nowych technologii mają być Wojska Obrony Cyberprzestrzeni. Zapewnią bezpieczeństwo sieci, monitoring zagrożeń oraz cyberrozpoznanie, a w ciągu trzech lat powinny osiągnąć zdolność operacyjną. Pierwszy zespół obrony cyberprzestrzennej ma być powołany jeszcze w tym roku i będzie liczyć stu ekspertów.

– Wojska Obrony Cyberprzestrzeni będą tym nowym komponentem w całym zestawie naszych różnych oddziałów wojskowych, które mają funkcje obronne, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo państwa. Już w 2016 roku na szczycie NATO cyberprzestrzeń uznano jako kolejną domenę prowadzenia potencjalnych działań militarnych po wodzie, powietrzu czy lądzie. Dlatego istnieje potrzeba stworzenia wojsk właśnie dla tego obszaru działań – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Mirosław Maj, prezes Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

Jednostki powołane do działania w cyberprzestrzeni powstają na całym świecie, m.in. w USA, gdzie działa w ramach nie tylko tamtejszego departamentu obrony, lecz także służb specjalnych, takich jak agencja wywiadowczych National Security Agency (NSA) czy Central Intelligence Agency (CIA). Cyberarmią dysponują też Rosja czy Niemcy. Teraz do grona tych państw dołączy także Polska. To konieczność, zwłaszcza że w 2018 roku według obliczeń ABW zgłoszono ok. 31,8 tys. incydentów bezpieczeństwa, przy czym 6 tys. rozpoznano jako atak na sieć teleinformatyczną.

Cyberarmia jest niezbędna do tego, aby zapewnić bezpieczeństwo państwa na każdej linii.

– Sami z siebie nie tworzymy oddziałów do działania przeciwko komuś, szykujemy się do obrony przeciwko każdemu, kto chciałby naruszyć nasz system bezpieczeństwa, choć znani są najbardziej prawdopodobni agresorzy, w tym oczywiście Federacja Rosyjska. Problemem może być atrybucja – możemy walczyć z kimś w cyberprzestrzeni, ale będzie nam trudno udowodnić, kogo naprawdę reprezentuje, a w szczególności, czy formalnie reprezentuje jakieś inne państwo – twierdzi Mirosław Maj.

Niedawno resort obrony narodowej w ramach programu CYBER.MIL.pl, którego celem jest zwiększenie bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni, przedstawił koncepcję budowy wojsk obrony cyberprzestrzeni oraz działania związane z rozwojem zdolności resortu obrony narodowej w zakresie cyberbezpieczeństwa. Jeszcze w tym roku ma zostać utworzony, na wzór amerykańskiej Gwardii Narodowej, komponent cyber w Wojskach Obrony Terytorialnej. Oferta będzie skierowana do tych osób, które chcą kontynuować karierę zawodową na rynku cywilnym, a jednocześnie służyć na rzecz bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni.

– W tej pracy trzeba mieć specjalne umiejętności informatyczne. Te można zdobyć na uczelniach wojskowych, ale nie jest żadną tajemnicą, że szczególne osiągnięcia w dziedzinie cyberbezpieczeństwa osiągane są w świecie cywilnym. Z pewnością więc przy tworzeniu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni będzie trzeba się otworzyć na ten sektor cywilny – ocenia ekspert.

Resort obrony narodowej wzbogaca ofertę edukacyjną. Przy Wojskowej Akademii Technicznej powstanie wojskowe informatyczne liceum ogólnokształcące, na WAT ruszą też podyplomowe studia typu MBA w zakresie cyberbezpieczeństwa.

– W działaniach w cyberprzestrzeni niewielka grupa osób jest w stanie wykonać pracę, której efekt w działaniach konwencjonalnych jest właściwie nie do osiągnięcia. W sieci przy potencjalnie proporcjonalnie niewielkich siłach możemy osiągnąć duży efekt. Dlatego jeżeli mówimy o liczebności wyrażonej w setkach specjalistów, to to już jest bardzo dużo – zaznacza prezes Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

Pierwszy zespół obrony cyberprzestrzennej w strukturach wojsk obrony terytorialnej ma być powołany jeszcze w tym roku i będzie liczył stu ekspertów. Docelowo specjalistów ma być ok. tysiąca. W skali świata to niewiele. Dla porównania USA mają dziewięciotysięczną cyberarmię i roczne wydatki na poziomie 7 mld dol., Chiny na dwudziestotysięczne wojsko wydają 1,5 mld dol., a Wielka Brytania – na 2 tys. osób wydaje blisko 0,5 mld dol.

– Lepiej późno niż wcale. Sądzę, że szansa na to realna była co najmniej 1–1,5 roku temu, ale z drugiej strony, jeżeli rzeczywiście wszelkie założenia, które się ogłasza, będą wypełnione, w szczególności powstanie dobry plan, będzie zagwarantowany poważny budżet, to mamy szansę próbować nadgonić resztę – przekonuje Mirosław Maj.

Jak pokazują doświadczenia, nie tylko innych krajów, lecz także Polski, cyberarmia powinna powstać już kilka lat temu. Ataki na polskie instytucje rządowe i strategiczne sektory przemysłu można zaobserwować już od dłuższego czasu. Ostatnio głośno było o ataku z 2017 roku na KNF, do tej pory nie udało się jednoznacznie wskazać źródła ataku. Nie tak dawno zaś, ktoś podobno podszywał się pod polskich generałów i rozsiewał w sieci fake newsy. To stawia przed budowaną cyberarmią ogromne wyzwania, także w kontekście wielkości zespołu.

– To nie jest konieczne, żebyśmy szybko osiągnęli liczbę tysiąca żołnierzy. Znajdźmy 200–300 osób, które naprawdę będą dobrymi specjalistami. Powinni oni mieć przede wszystkim zdolności w zakresie umiejętności obrony. Natomiast trzeba pamiętać również o tym, że doktryna obronna nie pozbawia nas szansy do działań ofensywnych, oczywiście w celach obronnych, żeby powstrzymać atak przeciwnika, dlatego zdolności ofensywne w cyberprzestrzeni też powinny być wypracowywane w tej grupie – ocenia Mirosław Maj.

Nowo powołany pełnomocnik ds. Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni, płk Karol Molenda ma ogłosić plan prac w czerwcu tego roku. Planowany budżet MON na obronę w 2019 r. to blisko 45 mld zł. Budżet samego WOC nie został jeszcze określony, ale może wynieść nawet ok. 1,5 mld zł.

Rekordowy rok krajowych lotnisk. Transport lotniczy rośnie, ale wyzwaniem dla branży jest brak kadr

Rekordowy rok krajowych lotnisk. Transport lotniczy rośnie, ale wyzwaniem dla branży jest brak kadr 6

Łączna liczba pasażerów polskich lotnisk w 2019 roku powinna już przekroczyć 50 mln – wynika z prognoz Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Polskie porty lotnicze notują dwukrotnie wyższą dynamikę wzrostu niż europejska średnia. – Nie widzimy na horyzoncie żadnych zmian ani zjawisk, które mogłyby je spowolnić – mówi prezes ULC Piotr Samson. Jednocześnie podkreśla, że wyzwaniem dla całej branży pozostaje brak pracowników, który obejmuje zarówno pilotów, jak i mechaników czy obsługę naziemną. 

ULC szacuje, że w ubiegłym roku łączna liczba obsłużonych pasażerów wzrosła prawie 46 mln.

– Na dużych lotniskach w Polsce wzrosty wyniosły około 15 proc. rok do roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Samson, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

Jak wynika z danych ACI Europe, europejskie lotniska obsłużyły w ubiegłym roku 2,34 mld pasażerów, notując wzrost o 6,1 proc. Podobna dynamika spodziewana jest także w tym roku. Dane zebrane przez Związek Regionalnych Portów Lotniczych z trzynastu polskich lotnisk regionalnych wskazują, że w minionym roku obsłużyły one w sumie 28,1 mln podróżnych, notując dwukrotnie wyższy wzrost w ujęciu rocznym – 15,3 proc. (o 3,7 mln pasażerów więcej rok do roku). To najlepszy jak dotychczas wynik lotnisk regionalnych.

– Uważamy, że wzrost przewozów pasażerskich i cargo w przyszłym roku wyniesie prawdopodobnie około 10 proc., może nieco powyżej. Na poziomie globalnym spodziewane są wzrosty w granicach 5–6 proc. i uważamy, że polski rynek będzie cały czas powyżej tego poziomu – mówi Piotr Samson.

Z prognoz ULC wynika, że w 2019 roku łączna liczba pasażerów polskich lotnisk powinna już przekroczyć 50 mln. Z kolei do 2035 roku – przy utrzymaniu dotychczasowej dynamiki wzrostu – ta liczba się podwoi i sięgnie już 100 mln pasażerów.

– Nie widzimy na horyzoncie żadnych zmian ani zjawisk, które mogłyby spowolnić te wzrosty. Spodziewamy się, że one będą kontynuowane, aczkolwiek już widzimy, zwłaszcza jeśli chodzi o centralną Polskę i Lotnisko Chopina w Warszawie, że zbliżamy się do granic przepustowości. W związku z tym Okęcie w naturalny sposób nie będzie mogło rosnąć już tak szybko jak w latach poprzednich. Natomiast dla portów regionalnych nie ma żadnych barier, one cały czas mają potencjał wzrostu – mówi Piotr Samson.

Warszawskie Lotnisko Chopina jest największym w Polsce i w ubiegłym roku tradycyjnie obsłużyło najwięcej pasażerów. Z danych opublikowanych przez port wynika, że było to ponad 17,7 mln podróżnych, czyli o 12,7 proc. więcej rok do roku. Na drugim miejscu znalazły się krakowskie Balice, które obsłużyły ponad 6,7 mln podróżnych.

Prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego podkreśla potencjał wzrostowy polskiego rynku, ale z drugiej strony zwraca uwagę na brak pracowników, który jest jednym z kluczowych wyzwań dla całej branży lotniczej. Szybki rozwój transportu lotniczego pociąga za sobą popyt na nowe kadry dla całego sektora, a tych brakuje. Niedobory dotyczą zarówno pilotów, jak i inżynierów, mechaników czy obsługi naziemnej.

– Zawód pilota nie jest już przez wiele osób postrzegany jako ten wymarzony, jak to było 10 czy 20 lat temu. Wymaga on jednak ściśle określonych kwalifikacji, wysokich predyspozycji zdrowotnych. W związku z tym nie zawsze mamy odpowiednią liczbę kandydatów, a sam proces szkolenia jest długotrwały. Szkolenie do licencji pilota zawodowej to minimum 2 lata, szkolenie na inżyniera lotniczego trwa około 5 lat. Nawet jeżeli mamy kandydatów, młodych ludzi, to przy obecnym przyroście ruchu lotniczego i tak musimy czekać, aż zostaną wyszkoleni – podkreśla Piotr Samson.

Wirtualna rzeczywistość ułatwi podbój kosmosu. Nowoczesne kombinezony dadzą astronautom możliwość czucia przedmiotów znajdujących się na zewnątrz

Wirtualna rzeczywistość ułatwi podbój kosmosu. Nowoczesne kombinezony dadzą astronautom możliwość czucia przedmiotów znajdujących się na zewnątrz 7

Po technologię rzeczywistości wirtualnej sięgają największe agencje kosmiczne na świecie. Dzięki goglom VR oraz innowacyjnym akcesoriom są w stanie usprawnić procedury pracy w zerowej grawitacji i przygotować astronautów na to, czego doświadczą w przestrzeni kosmicznej. Wykorzystuje się w tym celu zarówno konsumenckie gogle VR i AR, jak i znacznie bardziej zaawansowane rozwiązania, np. kombinezony haptyczne, precyzyjnie przechwytujące ruchy całego ciała.

– Teslasuit pozwala poszerzyć ludzkie zdolności. Zainstalowaliśmy w nim różnego rodzaju czujniki, więc możemy stymulować mięśnie i neurony. Wykorzystujemy rzeczywistość wirtualną oraz techniki przechwytywania ruchu, by śledzić ruchy użytkownika. Elektrostymulacja nerwów pozwala na pośrednie stymulowanie mózgu poprzez zwiększenie przepływu krwi i natleniania tego organu, co sprawia, że jesteśmy bardziej skupieni na tym, co się dzieje – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Dimitri Mikhalchuk, współzałożyciel Teslasuit.

Kombinezon haptyczny Teslasuit zaprojektowano z myślą o graczach, którzy chcieliby wykorzystać większą liczbę zmysłów w trakcie przebywania w wirtualnej rzeczywistości. Urządzenie znalazło jednak zastosowanie również w branży kosmicznej. Jest to jeden z najbardziej zaawansowanych kostiumów VR, który dzięki systemowi czujników biometrycznych monitoruje parametry życiowe użytkownika i potrafi oddziaływać na jego ciało za pomocą silników haptycznych oraz bodźców cieplnych.

Tak zaawansowany kombinezon może być wykorzystany przez astronautów do symulowania pracy w warunkach zerowej grawitacji. Umożliwia przeprowadzenie spacerów kosmicznych w kontrolowanym środowisku, ćwiczenie pamięci mięśniowej czy przetestowanie procedur naprawczych, które będą wykonywali na stacji kosmicznej.

– Za pomocą technik VR stworzyliśmy dokładną kopię międzynarodowej stacji kosmicznej. Trenujemy astronautów, by ci przyzwyczaili się do stanu nieważkości, do korzystania z różnych narzędzi unoszących się dookoła nich, do kierowania statkiem itd. Przygotowujemy ich także do innej grawitacji, np. na Marsie, który ma odmienną od Ziemi grawitację. Przy wychodzeniu ze statku astronauta może stracić równowagę i upaść, rozbijając szybę kombinezonu, co może go kosztować życie – tłumaczy Dimitri Mikhalchuk.

Warto zauważyć, że NASA wykorzystuje wirtualną rzeczywistość do szkolenia astronautów od przeszło dwudziestu pięciu lat. W 1992 agencja uruchomiła Virtual Reality Laboratory, które pozwala symulować zachowanie ciała w kosmosie. Wraz z rozwojem nowoczesnych rozwiązań z pogranicza wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości laboratorium zyskało nowe narzędzia usprawniające proces szkolenia.

Jednym z najnowszych nabytków NASA są gogle AR MagicLeap One. Agencja wykorzystuje je m.in. w szkoleniach EVA, w których astronautów ubiera się w pełne kombinezony kosmiczne, aby możliwie jak najwierniej odwzorować ograniczenia ruchowe, z jakimi będą zmagali się podczas prawdziwej misji. Podczas szkolenia astronauci mogą wchodzić w interakcję z fizycznymi obiektami, dzięki temu, że technologia AR łączy świat rzeczywisty i cyfrowy.

NASA rozważa także wdrożenie gogli VR do powszechnego użytku podczas samych misji kosmicznych. W trakcie szkolenia HI-SEAS na Hawajach przetestowano aplikacje relaksujące prezentujące widoki Alp oraz australijskich plaż, które miały za zadanie odstresować członków załogi. Agencja planuje wykorzystać oprogramowanie podczas wielotygodniowych misji na Międzynarodową Stację Kosmiczną czy w trakcie pionierskiej misji na Marsa. Wirtualna rzeczywistość ma ułatwić astronautom przeżycie w klaustrofobicznej przestrzeni pojazdów kosmicznych.

– Zapoznajemy astronautów z technologiami wykorzystywanymi w kosmosie oraz przyrządami, które mogą być niezbędne podczas lotu np. na Marsa. Pomagamy trenować utrzymanie równowagi czy zdolność orientacji w przestrzeni bez konieczności polegania na bodźcach wizualnych, np. w sytuacji, gdy spotyka nas burza piaskowa i widoczność jest ograniczona. Nawet wówczas powinniśmy dokładnie wiedzieć, co robimy – twierdzi ekspert.

Wirtualna rzeczywistość może pomóc nie tylko członkom załogi. Naukowcy z Canadian Space Agency pracują także nad doświadczeniem, które pozwoli zrozumieć, jak człowiek postrzega obiekty oraz odległości w przestrzeni kosmicznej. W ramach projektu Vection astronauci wykonują proste ćwiczenia na orientację w przestrzeni, zarówno na Ziemi, jak i podczas samej misji. Następnie zebrane dane są przetwarzane i na ich podstawie dopracowuje się procedury postępowania w warunkach zerowej grawitacji. Dzięki tym ćwiczeniom obsługa naziemna będzie w stanie lepiej przewidywać i planować przebieg spacerów kosmicznych.

Elon Musk chce wysłać pierwszą załogową misję kosmiczną na Marsa już w 2024 roku. Analitycy Research and Markets szacują, że wartość branży wirtualnej rzeczywistości wzrośnie z 8 mld dol. w 2018 roku do 45 mld dol. w 2024 roku przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 33,5 proc.

Dlaczego inflacja w Polsce znów jest zaskoczeniem?

Zgodnie z danymi GUS inflacja zmniejszyła się w styczniu do 0,9 proc. wobec 1,1 proc. w grudniu, licząc rok do roku. Od wielu miesięcy jest niższa, niż kolejne prognozy ekspertów. Jak to zwykle w takiej sytuacji, pojawiły się nawet wątpliwości co do obliczeń GUS.

Co jest specyficzne dla polskiej inflacji? – Udział żywności w koszyku inflacyjnym wynosi prawie 25 proc., a jej udział w konsumpcji powinien być coraz niższy wraz ze wzrostem zamożności, a jednak tak się nie dzieje – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Prognoz i Analiz, były prezes GUS.

Niska inflacja zaskakuje, ale nie można mieć zastrzeżeń, że została źle policzona, uważa ekspert. Jest jeszcze kilka innych powodów, które są specyficzne dla polskiego rynku. Do nich należą spadające ceny odzieży.

– Istotne jest też, że dzięki wysokiej konkurencji rynkowej pomiędzy operatorami spadają ceny połączeń telefonicznych – wyjaśnia B.Wyżnikiewicz.

Jerzy Dąbrowski: Jak Brexit wpłynie na polskie firmy

Brytyjskie firmy zaczynają odczuwać skutki nadciągającego Brexitu: sprzedaż spada, a koszty rosną. Tak wynika z badań SME Confidence Tracker prowadzonych przez niezależnego brytyjskiego faktora Bibby Financial Services. Polskie firmy narzekają głównie na trudności związane z pozyskaniem pracowników, długimi terminami płatności i przeterminowanymi fakturami, ale Brexit nie wydaje się mieć wpływu na ich działalność.

Decyzja o opuszczeniu Unii Europejskiej zaczyna mieć wymierne skutki dla małych i średnich przedsiębiorstw w Wielkiej Brytanii. Z ostatniego badania SME Confidence Tracker przeprowadzonego na zlecenie Bibby Financial Services wynika, że 32 proc. firm uważa, że wzrost kosztów prowadzenia działalności jest bezpośrednio powiązany ze spadkiem wartości funta w związku z Brexitem. Tylko 36 proc. przewiduje, że w 2019 r. sprzedaż wzrośnie (rok temu wzrost sprzedaży prognozowało 50 proc.). 27 proc. twierdzi, że brexitowa niepewność sprawia, że wstrzymywane są inwestycje.

Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services
Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services

Jako część Bibby Group mamy dostęp do badań dotyczących sytuacji małych i średnich firm w różnych krajach. Ostatni SME Confidence Tracker przeprowadzony na zlecenie naszej firmy matki w Wielkiej Brytanii pokazał, że niepewność związana z ostatecznym kształtem Brexitu ma istotny, negatywny wpływ na prowadzenie biznesu – mówi Jerzy Dąbrowski, dyrektor generalny Bibby Financial Services.

Tymczasem polskie firmy wydają się nie przejmować Brexitem. Z październikowej edycji badania Bibby MSP Index wynika, że zdecydowana większość przedsiębiorców nie odnotowała pogorszenia kondycji ekonomicznej swoich firm, 27 proc. odnotowało poprawę a 30 proc. spodziewa się poprawy w najbliższej przyszłości. Tylko 9 proc. respondentów uważa, że Brexit będzie miał negatywny wpływ na ich działalność biznesową.

Głównym problemem dla polskich firm nie jest Brexit, a trudność w pozyskaniu wykwalifikowanych pracowników – tak twierdzi 28 proc. respondentów Bibby MSP Index. Z kolei badanie Polskiego Związku Faktorów pokazuje, że prowadzenie biznesu utrudniają głównie opóźnienia płatności oraz trudności ze ściąganiem należności. Na liście kłopotów polskich przedsiębiorców wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zajmuje jedno z ostatnich miejsc – dodaje Jerzy Dąbrowski.

Brexit nastąpi 29 marca.

Rynek obligacji korporacyjnych na największym zakręcie od 10 lat

Rynek obligacji jest na największym zakręcie od jego powstania, odkąd istnieje Catalyst, czyli od 10 lat. Zmiany prawne nie ułatwią pozyskiwania finansowania dla firm, nadzieją jest ożywienie na głównym parkiecie GPW.

– Po aferze GetBack i KNF trudniej pozyskać finansowanie niż rok temu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mateusz Mucha, menedżer w Domu Maklerskim Navigator. – Zaufanie do rynku kapitałowego zostało mocno nadszarpnięte.

Przygotowywane są zmiany prawne. Jedna z nich: raz w roku będzie można przeprowadzić emisję prywatną, czyli taką, dla której KNF nie zatwierdza dokumentów emisyjnych.

Firmy częściej będą szukać innego finansowania niż obligacje. Nadzieją na ożywienie na rynku akcji jest uruchomienie Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK).

– Można mieć nadzieję, że dzięki PPK więcej firm będzie wchodzić na GPW niż ją opuszczać, jak to było w 2018 r. – komentuje M.Mucha.

Czy wynagrodzenia będą rosły jeszcze szybciej?

Już w lutym przeciętne wynagrodzenie przekroczy 5 tys. zł. Czy wynagrodzenia będą rosły jeszcze szybciej, bo styczeń okazał się dużym zaskoczeniem?

Przeciętne wynagrodzenie miesięczne w gospodarce, pomniejszone o potrącone od ubezpieczonych składki na ubezpieczenia emerytalne, rentowe oraz chorobowe, w 2018 r. wyniosło 4003,88 zł. Tylko w drugim półroczu 2018 r. było wyższe, wzrosło do 4134,02 zł.

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w styczniu 2019 r. to 4931,80 zł. Wzrosło w ciągu roku o 7,5 proc.

Nominalna dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób w styczniu wyniosła 7,5 proc. r/r wobec 6,1 proc. w grudniu 2018 r. Była wyższa niż przewidywała większość ekspertów. W ujęciu realnym, a więc po skorygowaniu o zmiany cen, wynagrodzenia wzrosły w styczniu o 6,5 proc. r/r wobec 4,9 proc. w grudniu.

– Sytuacja na rynku pracy jest bardzo korzystna z punktu widzenia pracowników – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Taka sytuacja powinna się utrzymać przez większą część roku, a więc przez kilka miesięcy.

Polacy nie ufają systemowi emerytalnemu, ale dadzą szansę PPK

W tym roku rząd planuje wprowadzić nowy filar systemu emerytalnego – Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK). Z badania „Finansowy Barometr ING” wynika, że mają one szansę zyskać akceptację Polaków.

Polskie społeczeństwo starzeje się, emerytów jest (i będzie) coraz więcej, a ludzi pracujących coraz mniej. Ponieważ składki na ZUS są równie niepopularne jak podatki, politycy preferują tworzenie alternatywnych rozwiązań – łatwiejszych do zaakceptowania dla wyborców dzięki dobrowolności i różnego rodzaju zachętom. W ten sposób, w polskim systemie emerytalnym pojawiły się OFE, IKE, IKZE i PPE. Najnowszą propozycją są Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK).

Autorzy programu przewidują, że pracownicy będą na PPK wpłacać minimum 2% pensji na rękę, pracodawcy dodatkowe 1,5% pensji. Środki na PPK będą w pełni prywatną własnością pracowników, ale wypłata zgromadzonych środków będzie możliwa dopiero po przekroczeniu przez nich 60 roku. Udział w PPK ma być dobrowolny, jednak każdy zatrudniony zostanie zapisany do programu automatycznie, z możliwością wycofania się.

Twórcy PPK  założyli, że nawet jeśli Polakom nie w pełni się nowy program spodoba, to nie będą mieli dość determinacji, żeby z niego zrezygnować. Wykorzystali znaną z ekonomii behawioralnej koncepcję „szturchnięcia” (nudge), która zakłada, że  jeśli mamy wybór, najczęściej pozostajemy przy opcji domyślnej. Zmiana wymaga pewnego wysiłku, ludzie zaś idą często po linii najmniejszego oporu. Jeśli nie widzą ważnego powodu do zmiany, to akceptują domyślne rozwiązanie – mówi Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Z badania „Finansowy Barometr ING” wynika, że 37% respondentów byłoby gotowe zapisać się do PPK dobrowolnie. Wyraźnie mniej, bo tylko 25% by tego nie zrobiło. Zbliżone proporcje pojawiły się w przypadku pytania o chęć wypisania się z PPK.Polacy nie ufają systemowi emerytalnemu, ale dadzą szansę PPK

Głównym czynnikiem zniechęcającym Polaków do uczestnictwa w PPK jest brak zaufania do systemu emerytalnego w ogóle. Spośród nieprzekonanych do programu, aż 48% deklaruje, że nie wierzy, że będzie mógł wypłacić środki z PPK na korzystnych zasadach.

Trudno nie powiązać tego faktu z pamięcią o losach OFE. Przypomnijmy, że w 2014 połowa środków zgromadzonych od 1999 na indywidualnych kontach w tych instytucjach została zamieniona w zapis na subkontach ZUS. Nasze badanie pokazuje, że pamięć o tym fakcie jest wciąż żywa i stanowi czynnik zniechęcający do PPK. Dlatego twórcy tego programu podkreślają, że środki na nim zgromadzone stanowią od początku własność prywatną, inaczej niż w OFE – mówi Karol Pogorzelski.Polacy nie ufają systemowi emerytalnemu, ale dadzą szansę PPK 2

Badanie wskazuje, że Polacy dostrzegają potrzebę oszczędzania na emeryturę. Dużo większy odsetek osób nieprzekonanych do PPK stwierdziło, że woli oszczędzać na emeryturę we własnym zakresie (34%), niż że w ogóle ich to nie interesuje (7%). Może to być dobry prognostyk dla PPK, gdyż osoby wobec niego krytyczne nie kwestionują jego głównego celu, a więc potrzeby zwiększenia oszczędności emerytalnych – kontrowersje wzbudza jedynie jego status, jako jeden z filarów publicznego systemu emerytalnego.

Potwierdzeniem tezy, że Polacy odczuwają potrzebę zwiększenia oszczędności emerytalnych jest fakt, że aż 40% zadeklarowało, że byłoby gotowych zwiększyć dobrowolnie swoją składkę na PPK, o ile pracodawca zwiększyłby swój wkład o taką samą kwotę.  Zasady PPK umożliwiają bowiem dobrowolne zwiększenie składki, zarówno przez pracowników (do 2% wynagrodzenia brutto), jak i pracodawców (do 2,5% płacy brutto). Takie składki dodatkowe nie muszą być wprawdzie wzajemnie uwarunkowane, ale pracodawcy mogą zdecydować się na podwajanie składki dobrowolnej PPK pracowników, jako formę dodatkowego benefitu. Jest to często praktykowane zagranicą (na przykład w USA). Polacy nie ufają systemowi emerytalnemu, ale dadzą szansę PPK 3

Badanie „Finansowy Barometr ING” zostało zrealizowane w listopadzie 2018 r. przez IPSOS na próbie 1003 dorosłych Polaków, reprezentatywnych ze względu na wiek, płeć i region zamieszkania.

Miliardowy broker na rynku ubezpieczeń. Grupa MAK i STBU łączą siły

Zarządy Grupy MAK i STBU poinformowały o połączeniu w drodze wymiany udziałów. Dzięki temu na rynku pojawia się gracz, który już w 2018 r. uplasował łącznie ponad miliard złotych składki, jako pierwszy polski pośrednik w historii.

Grupa MAK-STBU. Od lewej – Bartosz Grześkowiak, Andrzej Wasilewski, Adam Lewandowski
Grupa MAK-STBU. Od lewej – Bartosz Grześkowiak, Andrzej Wasilewski, Adam Lewandowski

– Podjęliśmy wspólnie decyzję o utworzeniu Grupy MAK-STBU i jestem dumny, że będziemy mogli działać jako jedna grupa z firmą o tak wielkiej tradycji i doświadczeniu. Jest to pierwsza od 25 lat tak znacząca fuzja polskich firm brokerskich. Nie ulega wątpliwości, że dzięki połączeniu sił, kompetencji i ambicji będziemy jeszcze dynamiczniej rozwijać usługi na najwyższym poziomie. Szczególną siłę naszej Grupy stanowią: profesjonalny zespół brokerów, budowane przez lata know-how i najnowocześniejsze na polskim rynku, autorskie rozwiązania IT –  mówi Andrzej Wasilewski, główny akcjonariusz i przewodniczący rady nadzorczej MAK Investments oraz prezes zarządu MAK Ubezpieczenia.

Jak podkreślają zarządzający obiema spółkami, decyzja o połączeniu jest odpowiedzią na potrzeby rynku, poszukującego szerokiego zakresu usług oraz jakości serwisu. Można to osiągnąć wyłącznie przy odpowiednio dużej skali działalności, gwarantującej stabilność i zdolność do inwestycji w technologie.

Naszym celem jest pozycja lidera pod względem jakości obsługi klientów. Dysponując wspólnie 100-osobowym zespołem brokerów, będziemy mogli zaoferować najwyższy poziom ekspertyzy ubezpieczeniowej, adresując potrzeby wszystkich klientów bez względu na skalę prowadzonego przez nich biznesu. Jesteśmy pierwszym polskim brokerem prowadzącym ekspansję na rynkach międzynarodowych, a połączenie sił pozwoli nam na jeszcze szybszy rozwój naszych międzynarodowych biznesów, które już dziś funkcjonują z powodzeniem w Czechach, na Węgrzech, Litwie, Łotwie, w Estonii, Bułgarii, Słowacji, Rumunii i Słowenii – tłumaczy Bartosz Grześkowiak, wiceprezes zarządu MAK Ubezpieczenia.

Wspólna oferta łączących siły brokerów trafi na rynek już teraz. W synergii zespołów eksperckich zarządzający upatrują jednego z podstawowych źródeł rynkowej przewagi Grupy.

Nasze spółki funkcjonują na rynku ponad 20 lat. Przez ten czas STBU zapracowało na opinię specjalisty w obszarze ubezpieczeń korporacyjnych, z kolei MAK Ubezpieczenia to uznani profesjonaliści w ryzykach komunikacyjnych. Z perspektywy rynku ta komplementarność jest bezdyskusyjną i poszukiwaną korzyścią. Dodatkowym walorem konsolidacji jest potencjalna optymalizacja procesów obsługi klientów, których doskonalenie od wielu lat jest w obu organizacjach traktowane priorytetowo – komentuje Adam Lewandowski, prezes STBU.

Hipoteka odwrócona – 3 filary bezpieczeństwa

Hipoteka odwrócona jest tematem publicznej debaty od ponad 10 lat. Coraz więcej mówi się nie tylko o samej usłudze i jej zaletach (chociażby z punktu widzenia długofalowej polityki senioralnej Państwa), ale również o wyłudzeniach i nadużyciach, które dotykają seniorów przekazujących prawo do własności nieruchomości w zamian za świadczenia pieniężne. Profesjonalna branża wyodrębniła trzy filary bezpieczeństwa, na których powinna opierać się bezpieczna usługa. Po pierwsze – warto zweryfikować podmiot, z którym senior zamierzają podpisać umowę. Po drugie – zadbać o odpowiednie zapisy gwarantujące bezpieczeństwo. Po trzecie – wiedzieć w jaki sposób postępować w przypadku, gdy jedna ze stron przestanie wywiązywać się z postanowień umowy. 

Robert Majkowski, prezes zarządu Funduszu Hipotecznego DOM
Robert Majkowski, prezes zarządu Funduszu Hipotecznego DOM
fot. Adam Cisowski

Mimo starań profesjonalnej branży renta dożywotnia po dziś dzień nie doczekała się stosownej ustawy zabezpieczającej interesy seniorów. – Na rynku hipoteki odwróconej można wyodrębnić wiele podmiotów, które podpisują z seniorami umowy dotyczące przekazania własności nieruchomości w zamian za świadczenia pieniężne. Z pełną świadomością używam sformułowania „podmiotów” a nie firm, ponieważ 99 proc. umów o dożywocie to umowy „prywatne” zawierane z rodziną, opiekunami, sąsiadami lub znajomymi. W ciągu ostatnich 10 lat podpisano w Polsce ponad 75 tys. tego rodzaju umów, podczas gdy profesjonalne fundusze hipoteczne zawarły ich w tym czasie blisko 1 tys. – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Poza umowami „prywatnymi” seniorzy podpisują również umowy z firmami, które oferują usługę renty dożywotniej. Problem z tym, że na rynku działają zarówno firmy profesjonalne, które od lat dbają o bezpieczeństwo seniorów, przestrzegają Zasad Dobrych Praktyk i postulują o uregulowanie rynku, jak i nieprofesjonalne, które stosują niedozwolone praktyki, działają nieetycznie, a często również niezgodnie z prawem – dodaje Robert Majkowski. Rynek od lat boryka się z brakiem ustawy dotyczącej renty dożywotniej, która zapewniłaby seniorom bezpieczeństwo i ukróciła nieuczciwe praktyki. Profesjonalna branża uczula seniorów, by nie podejmowali decyzji pochopnie, by nie kierowali się jedynie nieracjonalnie wysokimi obietnicami, a przed podpisaniem dokumentów zweryfikowali zarówno osobę (lub firmę) z którą zamierzają zawrzeć umowę, jak również skonsultowali jej zapisy z prawnikiem. Stawką jest nieruchomość. Warto podkreślić, że dom lub mieszkanie to często jedyny majątek, który znajduje się w rękach seniorów.

Zanim podejmiesz decyzję – sprawdź z kim podpisujesz umowę

Umowę renty dożywotniej może dziś podpisać każdy, ale nie każdy jest w stanie wywiązać się z jej postanowień. To chyba najważniejsze motto, które powinno przyświecać seniorom decydującym się na rentę dożywotnią. Zwłaszcza, że największym kosztem, który może ponieść osoba starsza jest nieruchomość. Tymczasem z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że przez ostatnie 10 lat seniorzy podpisali łącznie ponad 75 tys. umów „prywatnych”. Innymi słowy zawarli je z rodziną, opiekunami, znajomymi, sąsiadami, słowem z ludźmi, którzy zaproponowali im pomoc finansową i opiekę w zamian za prawo do własności nieruchomości. Nic dziwnego zatem, że co czwarta tego typu umowa jest unieważniana przez sąd. Powód? – Umowa z profesjonalną instytucją to wieloetapowy proces. Zaczynamy od złożenia przez klienta wniosku, w którym szczegółowo analizujmy nieruchomość, następnie przygotowywana jest prognoza renty dożywotniej oraz wstępna wycena nieruchomości Kolejnym krokiem jest przedstawienie propozycji umowy, którą senior może skonsultować, spokojnie przeanalizować. Równocześnie senior otrzymuje Przewodnik po Rencie Dożywotniej, który zawiera szczegółowy opis produktu i odpowiedzi na najczęstsze pytania. Jeżeli senior zaakceptuje projekt umowy, podpisujemy umowę przedwstępną. Aby oszacować finalną wysokość renty dożywotniej umawiamy wizytę rzeczoznawcy majątkowego, który dokonuje ostatecznej wyceny nieruchomości i sporządza operat szacunkowy. Dopiero na podstawie tej wyceny przygotowywany jest raport zawierający ostateczną wysokość świadczenia wyliczanego w oparciu o złożony model aktuarialno-finansowy. Ostatnim etapem jest umowa przyrzeczona zawierana w formie aktu notarialnego, przy czym warto podkreślić, że senior na każdym etapie może się wycofać z negocjacji lub konsultować zapisy umowy, zarówno z rodziną, osobą zaufaną jak i prawnikami. Czasem cały proces trwa kilka tygodni, a nawet miesięcy czy wręcz lat. W przypadku umów „prywatnych” trudno mówić o jakimkolwiek procesie, rzetelnej i kompetentnej kalkulacji świadczenia i ryzyk – tłumaczy Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Osoby prywatne nie mają ani wiedzy ani narzędzi koniecznych do właściwej wyceny nieruchomości, czy oszacowania wysokości renty dożywotniej. Strony nie dysponują też dostateczną wiedzą na temat tego, co powinno znaleźć się w umowie renty dożywotniej. To stwarza pole do nadużyć i wyłudzeń. Jakich? Najczęściej mówi się o utracie mieszkania, otrzymywaniu niepełnych świadczeń (lub nieotrzymywaniu ich wcale) zaprzestaniu obowiązków opiekuńczych, które były wymienione w umowie. – Zazwyczaj, gdy decydujemy się na jakąś usługę, kierujemy się zaufaniem i wierzymy w dobre intencje rozmówcy. W przypadku renty dożywotniej warto jednak zachować ostrożność. Nawet jeżeli nasz sąsiad ma dobre intencje i chciałby wypłacać nam rentę dożywotnią aż do śmierci, to nigdy nie będzie w stanie zapewnić seniorowi takiej stabilizacji jak profesjonalny fundusz hipoteczny czy bank. Dlaczego? Ponieważ w życiu różnie bywa. Sąsiad też może stracić pracę, zmienić miejsce zamieszkania, rozchorować się i zwyczajnie nie mieć środków na to, by przez 5, 10, czy 20 lat wypłacać świadczenia w uzgodnionej kwocie – podsumowuje Robert Majkowski.

Jak zweryfikować podmiot, z którym podpisujemy umowę?

Osobę prywatną ciężko zweryfikować, zwłaszcza, gdy zamiast suchych faktów mamy jedynie… jej zapewnienia i obietnice. Z weryfikacją firmy jest prościej. Warto zacząć od podstaw i sprawdzić, czy dana instytucja jest faktycznie wpisana do KRS lub innego rejestru, jak długo działa, jakie są jej wyniki finansowe, czy jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych (co zwiększa jej wiarygodność), czy przynależy do stowarzyszeń branżowych np. Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF), czy przestrzega zasad dobrych praktyk rynkowych lub innych kodeksów etycznych. Dobrze przewertować również Internet i sprawdzić opinie innych klientów. Najlepiej jednak dotrzeć do klientów, których już obsługuje dana firma i porozmawiać z nimi.

Zanim podpiszesz umowę – skonsultuj ją i zadbaj o odpowiednie zapisy

Mówi się, że umowa jest podpisywana na wypadek „złych czasów”, a nie wtedy, gdy wszystko przebiega sprawnie. To właśnie dlatego wiele osób nie przywiązuje uwagi do zapisów, które znajdują się w kontrakcie. Seniorzy często nie dysponują wiedzą ekspercką, by zweryfikować wszystkie paragrafy, a dodatkowo – nie konsultują tych zapisów z osobami trzecimi, zwłaszcza prawnikami. Takie działania mogą jednak przysporzyć kłopotów w przyszłości. – Pamiętajmy, że umowa jest dokumentem, który zabezpiecza interesy seniora. Powinna być zawarta w formie aktu notarialnego i gwarantować seniorowi bezpieczeństwo, prawo do bezpłatnego korzystania z nieruchomości aż do śmierci oraz dożywotnią wypłatę świadczeń. Wypłata ta powinna być dodatkowo obwarowana art. 777 Kodeksu Postępowania Cywilnego, który zapewnia seniorowi uproszczoną procedurę dochodzenia należnych świadczeń – podkreśla Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. Zanim podpiszemy umowę warto zapoznać się z przepisami Kodeksu Cywilnego. Instytucja Dożywocia opiera się bowiem na art. 908-916 tegoż kodeksu, a umowa Renty na art. 903-907. Senior, w zamian za przekazanie prawa własności do nieruchomości (np. domu lub mieszkania) otrzymuje comiesięczne i dożywotnie świadczenie pieniężne. Co najważniejsze – zachowuje jednak dożywotnie prawo do mieszkania w dotychczasowym lokum. – To niezmiernie ważne, by w każdej umowie renty dożywotniej znalazł się zapis o tzw. służebności osobistej mieszkania lub prawie do korzystania. Dzięki niej senior jest uprawniony do dożywotniego korzystania z lokalu. Służebność osobista mieszkania jest zapisywana w akcie notarialnym i może zostać ujawniona w księdze wieczystej nieruchomości. Nie jest natomiast prawem zbywalnym. Oznacza to, że służebności osobistej nie można zbyć, sprzedać ani przenieść na inną osobę – dodaje Robert Majkowski.

Pamiętaj, że możesz walczyć o swoje

– Nie życzymy żadnemu seniorowi, by musiał walczyć o swój dach nad głową, zwłaszcza na stare lata. Dlatego przestrzegamy przed podejmowaniem pochopnych decyzji i zachęcamy, by każdą umowę konsultować z prawnikiem. Dobrze sformułowana umowa daje gwarancję jej przestrzegania. W naszym przypadku, po podpisaniu umowy, senior otrzymuje wypłatę środków pieniężnych, zgodnie z jej postanowieniami. W kontrakcie określamy bowiem nie tylko wysokość świadczeń, ale również terminy płatności oraz jej waloryzację. Od dnia zawarcia umowy fundusz reguluje określone w umowie opłaty czynszowe do spółdzielni lub wspólnoty mieszkaniowej, płaci podatki od nieruchomości lub opłaty z tytułu użytkowania wieczystego. W akcie notarialnym fundusz zapewnia seniorowi dożywotnie i nieodpłatne korzystanie z mieszkania lub domu, aż do śmierci seniora – mówi Robert Majkowski. Jeżeli jedna ze stron łamie postanowienia umowy lub działa w sposób nieetyczny możemy zgłosić sprawę do Federacji Konsumentów, Miejskiego Rzecznika Konsumentów lub wprost udać się do Sądu. Jeżeli czujemy, że ktoś nas nęka warto zgłosić sprawę na policję, a jeżeli mamy podstawy do rozwiązania umowy należy dochodzić zwrotu nieruchomości na drodze sądowej. Przykładowo: jeżeli świadczeniodawca nie wypłaca seniorowi świadczeń pieniężnych (a więc nie wywiązuje się z postanowień umowy) to senior ma prawo wytoczyć powództwo o zasądzenie tychże świadczeń, a nawet może wystąpić o odszkodowanie za nienależyte wykonanie umowy. Takie działania można podjąć jednak wtedy, gdy wcześniej zadbaliśmy o to, by w dokumentach znalazły się odpowiednie zapisy. Jeżeli świadomie (lub nieświadomie) podpisaliśmy dokument, w którym zgodziliśmy się na zaniżone świadczenia lub pominęliśmy zapisy dotyczące służebności osobistej mieszkania – sąd może nie pomóc w tej sprawie.

Rośnie włoski eksport wina do Polski. Włosi na Borsa Vini Italiani

Prawie 65 mln euro – wina o takiej właśnie wartości sprzedali w 2018 roku polskim odbiorcom producenci z Włoch. To o ponad 20 procent więcej niż w 2017. Eksport tego trunku z Italii do naszego kraju systematycznie rośnie. Coraz większa jest też konsumpcja wina w Polsce. Po raz kolejny wykorzystać chcą to wytwarzające je włoskie firmy, które potencjalnym kontrahentom znad Wisły prezentują swoje oferty podczas tegorocznej edycji Borsa Vini Italiani czyli Targów Włoskiego Wina w Warszawie.

Włoskie wino sukcesywnie umacnia swą popularność wśród konsumentów w Polsce. W 2018 roku wartość jego eksportu do Polski wyniosła 64,9 mln euro. Tym samym Włochy utrzymały pozycję zdecydowanego lidera wśród dostawców wina na polskie stoły.

– To wynik nie tylko długoletniej pracy nad promocją tego trunku, ale także wyjątkowego uwielbienia, jakim cieszą się w Polsce kuchnia i oryginalne produkty kulinarne z Włoch – mówi Antonino Mafodda – dyrektor ICE Agencji Promocji i Internacjonalizacji Przedsiębiorstw Włoskich – Sekcji Promocji Handlu Ambasady Włoskiej, która zorganizowała Borsa Vini 2019.

2018 to kolejny rok dynamicznego wzrostu eksportu win z Włoch do Polski. W 2017 jego wartość wyniosła  54 mln euro. Choć Polacy dobrze znali i cenili już wcześniej jego walory smakowe, o czym świadczyć może popularność np. pochodzącego z Apulii Primitivo czy sycylijskiego Nero D’ Avola, to w ostatnich latach zawrotną wręcz popularność odnotowuje musujące Prosecco. To także za jego sprawą konsumpcja win z Italii skokowo rośnie, a tamtejsi producenci zajmują wśród eksporterów tego trunku do Polski pierwsze miejsce. Nie wszystkie jednak wina z tego kraju są jednakowo znane. Na „swój czas” czekają cenione np. wśród koneserów na całym świecie czerwone Aglianico z Kampanii czy białe Grecanico z Sycylii, jak również tamtejsze wina musujące.

– Tak jak przed dwoma laty, tegoroczna edycja Borsa Vini prezentuje zróżnicowaną ofertę producentów z 4 południowych regionów Włoch. W ten sposób wykorzystujemy także stosunkowo dobrą znajomość niektórych rodzajów wina z tego obszaru i przy tej okazji chcemy wypromować kolejne – o wysokim potencjale dla polskich konsumentów – dodaje Antonino Mafodda.

Import wina nad Wisłę systematycznie rośnie. Jego całkowita wartość w 2018 wyniosła ponad 295 mln euro. Rok wcześniej zaś – niecałe 280 mln.

Pod względem wartości dostarczonego do Polski wina Włochy plasują się na pierwszym miejscu. Drugie – zajmują Stany Zjednoczone (36,1 mln euro), trzecie – Niemcy (35,6 mln euro), czwarte – Francja (31,6 mln euro), Hiszpania (29,1 mln euro) i Portugalia (20,2 mln euro).

Wśród importowanych z Włoch win aż 35 procent to musujące – głównie Prosecco, choć większość stanowią nadal wina czerwone, butelkowane. Italia plasuje się też na pierwszym miejscu w Polsce wśród eksporterów win musujących, posiadając tu prawie 64 procent udziałów w rynku.

Jak podaje firma Ambra, polscy konsumenci najbardziej preferują wina czerwone (60%), następnie białe (30%), w tym musujące, a na końcu różowe (10%).

Alior Bank otrzymał zgodę KNF na stosowanie metody AMA

14 lutego br. Komisja Nadzoru Finansowego wydała zgodę na rozszerzenie, od 1 lutego br., stosowania w Alior Banku metody AMA przy obliczaniu wymogów w zakresie funduszy własnych z tytułu ryzyka operacyjnego. Zgoda na wykorzystanie owej metody odnosi się do całej działalności banku, łącznie z przejętą w 2016 r. częścią Banku BPH z wyłączeniem oddziału w Rumunii, dla którego dotychczas stosowano tzw. metodę standardową. Możliwość stosowania metody AMA pozwoli Alior Bankowi na zwiększenie współczynnika na kapitale Tier 1 o 0,37 pkt proc. oraz zwiększenie łącznego współczynnika kapitałowego o 0,45 pkt proc.

AMA (Advanced Measurement Approach) to jedna z trzech metod pomiaru ryzyka operacyjnego instytucji finansowej opracowana w ramach Nowej Umowy Kapitałowej (tzw. Bazylea II) przez Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego. Alior Bank stosuje zaawansowaną metodę zarządzania ryzykiem operacyjnym AMA od stycznia 2018 r., ale do tej pory w zakresie nieobejmującym przejętej części BPH.

– Decyzja wydana przez KNF umożliwia naszemu bankowi nie tylko stosowanie metody AMA dla przejętej części Banku BPH, ujednolicając sposób oceny ryzyka operacyjnego, ale także potwierdza wysoką jakość dotychczasowego zarządzania nim. Teraz mamy szeroką możliwość wykorzystania metody AMA do realizacji naszych wewnętrznych celów. Efektem decyzji jest uspójnienie kalkulacji wymogu kapitałowego bazującej na zaawansowanym modelu statystycznym opartym na poziomie strat operacyjnych dla całego banku – wyjaśnia Izabela Firlej, Dyrektor Departamentu Zarządzania Ryzykiem Operacyjnym Alior Banku.

Decyzja na łączne stosowanie metody zaawansowanej i standardowej zawiera 60% floor – oznacza to, że wymóg w zakresie funduszy własnych z tytułu ryzyka operacyjnego nie może być niższy niż 60% wymogu wyliczonego metodą standardową. Floor nałożony na Alior Bank jest zbliżony lub korzystniejszy niż w przypadku podobnych decyzji KNF w stosunku do innych instytucji finansowych. Bank otrzymał listę warunków, których realizacja pozwoli na zdjęcie ograniczenia kwotowego (floora). Realizacja wszystkich zaleceń KNF planowana jest na koniec bieżącego roku.

Alior Bank był trzecim bankiem w Polsce, który wdrożył metodę AMA, a pierwszym, który samodzielnie zbudował model pomiaru ryzyka operacyjnego.

Wynagrodzenia dalej rosną. Donald Trump szokuje

Dane GUS potwierdzają, że polski rynek pracy nadal ma się bardzo dobrze. Prezydent USA znów prowadzi rozważania na temat Wenezueli oraz straszy przedstawicieli rządu. Kwestia frankowa pod znakiem zapytania.

Rynek pracy w Polsce dalej gorący

Główny Urząd Statystyczny opublikował dane na temat wzrostu wynagrodzeń i zatrudnienia. Wynagrodzenia niespodziewanie przyspieszyły do 7,5% w górę. Zatrudnienie rośnie z kolei o 2,9%. W rezultacie średnie wynagrodzenia brutto osiągnęło wartość 4931 złotych. Jeżeli to tempo zostanie utrzymane pozostało nam już kilka miesięcy zanim średnie wynagrodzenie na stałe przebije 5000 złotych. Przebiło je co prawda już w grudniu, ale miesiąc ten ze względu na premie roczne zawsze charakteryzował się wyższymi zarobkami.

Donald Trump znów zaskakuje

Po tym jak prezydent USA wykorzystał furtkę prawną ze stanem wyjątkowym przyszedł czas na rozważanie interwencji zbrojnej w Wenezueli. Zrobił to w typowy dla siebie sposób, dodając informacje o tym, że “wszystkie opcje są brane pod uwagę”. Bazowym postulatem jest oczywiście rozwiązanie pokojowe i oddanie władzy opozycji przez prezydenta Maduro. Jaki jest powód stanu wyjątkowego? Dzięki temu prezydent jest w stanie pozyskać więcej funduszy na budowę muru bez konieczności konsultacji z senatem. Rynki przyjmują to zamieszanie bardzo spokojnie pomimo pozwania prezydenta przez kilkanaście stanów.

Pomoc dla frankowców znów zagrożona

Pomimo tego, że prezydencki projekt nie realizuje postulatów środowisk frankowych i tak nie spotyka się on z dobrym odbiorem społecznym. Badania zlecone, przez Instytut Jagielloński pokazują, że jedyną grupą popierającą ten projekt są sami zainteresowani. Nie bez znaczenia są też naciski ze strony banków, które będą te interwencje finansować. W rezultacie patrząc na arytmetykę wyborczą może się okazać, że projekt ten zostanie przesunięty na “po wyborach”. Usłyszymy za to kilka frazesów o tym, że frank nie jest aż taki drogi.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Sektor nieruchomości z największą liczbą przejęć i fuzji

W 2018 roku najwięcej przejęć i fuzji w Polsce było w sektorze nieruchomości, przemysłowym, telekomunikacyjnym i IT, usługowym, handlowym oraz finansowo – ubezpieczeniowym

Utrzymujący się w naszym kraju wzrost gospodarczy sprzyja rozwojowi rynku przejęć i fuzji. W ubiegłym roku, jak wynika z raportu Emerging Europe M&A 2018/2019, zrealizowanych zostało w Polsce 323 tego typu transakcji o łącznej wartości 6,5 mld euro.

Jedną z najciekawszych akwizycji było przejęcie przez Grupę Orlen za około 4,2 mld zł 37 proc. udziałów w czeskiej spółce Unipetrol, dzięki czemu Orlen stał się jej wyłącznym właścicielem. Kluczową transakcję Grupa przygotowuje jednak na ten rok. Po uzyskaniu zgody Komisji Europejskiej, PKN Orlen planuje wdrożyć procedurę związaną z przejmowaniem Lotosu, co pozwoli naszemu, strategicznemu przedsiębiorstwu zostać liczącym się graczem na arenie europejskiej.

Poza tym, w ramach repolonizacji, która wyszła już poza sektor bankowy, państwowy fundusz PFR nabył w ubiegłym roku udziały w krajowych spółkach, przejmując m.in. Pesę, PKL i mniejszościowy pakiet w Solarisie.

Konsolidacja banków

We wspomnianym już sektorze bankowym można obserwować zaś postępujący proces konsolidacji. W minionym roku BNP Paribas sfinalizował przejęcie Raiffeisen Bank Polska, bank Santander wchłonął część Deutsche Bank Polska, a Bank Millennium przejął Euro Bank.

W 2018 roku byliśmy też świadkami wielu transakcji na rynku spożywczym. Przykładem może być przejęcie podmiotów działających w ramach grupy Konspol, specjalizujących się w produkcji i przetwórstwie drobiu przez amerykańską firmę Cargill.

Na rodzimym rynku M&A notowanych jest też coraz więcej transakcji zawieranych pomiędzy podmiotami zajmującymi się handlem on-line. W listopadzie ubiegłego roku polski dystrybutor sprzętu elektronicznego Morele.net połączył się z Pigu, swoim litewskim odpowiednikiem, tworząc Grupę Morele. A Allegro zainwestowało w eBilet, dystrybutora biletów na imprezy rozrywkowe i kulturalne. Na początku stycznia br. nordycka firma Nets z branży płatności on-line sfinalizowała również transakcję zakupu dostawcy usług płatniczych  Dotpay/eCard od funduszu MCI za 315 mln zł.

Przejęcia mniejszych sieci spożywczych

Wśród większych transakcji zrealizowanych w 2018 roku wymienić można też wezwanie zainicjowane przez szwajcarskiego dystrybutora IT Also Holding i fundusz MCI do sprzedaży przez ABC Data 46,5 mln akcji. Przejecie przez włoską grupę Nice polskiej Fibar Group, dostarczającej rozwiązania z obszaru smart home i internetu rzeczy. A także przejęcie firmy Aludesign, producenta komponentów aluminiowych dla branży meblarskiej przez fundusz należący do Tar Heel Capital.

Ponadto, lokalne sieci handlowe przejmowane były w minionym roku przez większych graczy, czego przykładem może być przejęcie Emperii Holding przez Maxima Grupe, sieci Kefirek przez Spar Polska, czy sieci Aligator i Rabat Detal przez Grupę Specjał.

– Zmiany własnościowe, które możemy obserwować na naszym rynku generują dodatkowy popyt w sektorze nieruchomości biurowych, który cieszył się w 2018 roku rekordowym zainteresowaniem, zarówno ze strony inwestorów, jak i najemców. Przejęcia i fuzje realizowane w minionych miesiącach przyniosły nowe transakcje związane z relokacjami biur. Nowi właściciele firm decydują się zwykle na zmianę lokalizacji i podniesienie standardu zajmowanej powierzchni, by poprawić jakości pracy zespołu i przyciągnąć do niego najzdolniejszych ludzi – komentuje Bartłomiej Zagrodnik, Partner Zarządzający w Walter Herz.

Bartłomiej Zagrodnik - Walter Herz.
Bartłomiej Zagrodnik – Walter Herz

– Konsolidujące się firmy, które mają biura w kilku lokalizacjach, zgłaszają natomiast potrzebę optymalizacji zajmowanej powierzchni, a tym samym kosztów związanych z jej wynajmem. Odpowiednio przeprowadzone i dopracowane procesy zmian mogą w takich przypadkach w krótkim czasie przynieść podmiotom znaczące oszczędności, nawet do kilkunastu procent, co przekłada się bezpośrednio na wyniki firm. Znaczące korzyści dają m.in. pakiety zachęt stosowane przez właścicieli budynków biurowców. Należy przy tym zaznaczyć, że swój udział w wolumenie najmu powierzchni biurowych na rynku komercyjnym zwiększają również instytucje i podmioty administracji państwowej – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

Polska drugim rynkiem M&A w regionie CEE

Rok 2018 przyniósł naszemu rynkowi jednak prawie 40 proc. spadek wartości transakcji w sektorze M&A w porównaniu z rokiem poprzednim. W latach 2016-2017 notowaliśmy bowiem w Polsce duże przejęcia, które pozwalały osiągać roczne wartości powyżej 10 mld euro. Pomimo zeszłorocznej korekty, utrzymaliśmy jednak stałą pozycję w regionie, plasując się na drugim miejscu po Rosji. Rynek M&A w Europie Środkowo – Wschodniej odnotował z natomiast w zeszłym roku ponad 12 proc. wzrost wartości zawieranych transakcji, uzyskując jeden z najlepszych rezultatów w ciągu ostatnich pięciu lat – 80,5 mld euro.

Wzrosty wartości transakcji były udziałem Rumunii, Czech i Węgier, a najgorzej wypadła Rosja, dla której 2018 rok był najsłabszy od sześciu lat.

Aktywność inwestorów z Bliskiego Wschodu

Pod względem wartości transakcji na rynku przejęć i fuzji na pierwszym miejscu w regionie CEE z wynikiem 18,18 mld euro uplasował się sektor telekomunikacyjny i IT, źródłem czego było rosnące zapotrzebowanie rynkowe w zakresie telefonii komórkowej, sieci szerokopasmowej i usług kablowych. Pod względem liczby transakcji po raz kolejny najaktywniejszy okazał się sektor nieruchomości i budownictwa, na który przypadło ponad 20 proc. odnotowanych transakcji.

W ubiegłym roku najwięcej kapitału na terenie Europy Środkowo – Wschodniej zainwestowały firmy i fundusze z Wielkiej Brytanii, USA, Kataru i Niemiec. W porównaniu z poprzednimi latami obniżyła się natomiast wartość transakcji z udziałem inwestorów z Chin. Wzrost zainteresowania naszym regionem widoczny był z kolei ze strony inwestorów z Bliskiego Wschodu, przede wszystkim z Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W Polsce także mogliśmy zauważyć aktywność graczy z tego rejonu, szczególnie z Arabii Saudyjskiej.

Autor: Walter Herz