Kurs euro z szansą na spadek poniżej 4,32

W ostatnich dniach złoty nadal pozostawał pod wyraźnym wpływem nastrojów na rynku globalnym. Obawa o dalsze spowalnianie strefy euro (w tym wyraźne w jądrze Wspólnoty) ciążąc wspólnej walucie, w piątek sprowadziła kurs EUR/USD do wsparcia na poziomie 1,1235. Konsekwencją pogorszenia sentymentu względem euro był silny wzrost notowań kursu EUR/PLN, w ciągu tygodnia chwilowo powyżej 4,34.

Jak na razie w IV kwartale 2018r. Niemcy zanotowały minimalnie dodatnie tempo wzrostu PKB w porównaniu do poprzedniego kwartału, co oznacza, że nasz największy partner handlowy o włos uniknął technicznej recesji. Niepokojący jest jednak fakt, że wzrost ciągnięty był przede wszystkim przez popyt wewnętrzny, a nie handel zagraniczny, od lat uważany za silnik napędzający gospodarkę. Polska, jak na razie „trzyma się” relatywnie mocno, w 4Q 2018 tempo wzrostu PKB choć wyhamowało do 4,9% z 5,1% w 3Q, to jednak okazało się silniejsze niż 4,8% oczekiwane przez rynek.

Słabnąca aktywność gospodarcza strefy euro będzie nasilać presję na EBC, aby stopy procentowe pozostały na obecnym poziomie jeszcze przez długi czas, szczególnie że nie jest wykluczone, że po rozstrzygnięciu konfliktu z Chinami, uwaga D.Trumpa skieruje się na import z Europy, co mogłoby skończyć się nałożeniem taryf na europejskich producentów samochodów i negatywnie odbić się w szczególności na eksporcie aut z Niemczech.

To wszystko powoduje, że dolar pozostaje silny względem euro i to pomimo wyraźnego złagodzenia tonu przekazu Fedu. W zeszłym tygodniu L.Mester (jastrząb z Fed-u) stwierdziła, że w ciągu kilku posiedzeń zostanie podjęta decyzja o dalszych losach redukcji bilansu Fed-u. Pośrednio sugeruje to, że w ciągu kilku najbliższych posiedzeń stopy Fed-u raczej nie powinny rosnąć.

W piątek, w Pekinie zakończyły się kolejne amerykańsko-chińskie negocjacje handlowe. Na razie nie ma konkretnych informacji o poczynionych postępach, ale rozmowy mają być kontynuowane w najbliższych dniach w Waszyngtonie, co zapowiedział Xi Jinping. Pośrednio może to sugerować, że D.Trump nie chce już eskalować napięcia w celu wzmocnienia swojej pozycji negocjacyjnej i zaczyna szukać kompromisu z Chinami. Sygnały możliwego porozumienia dałyby impuls do silniejszego odreagowania ostatniego osłabienia złotego, co byłoby zapewne odzwierciedleniem zmian na rynku głównej pary walutowej w kierunku umocnienia wspólnej waluty. Dopóki jednak na rynek nie trafiają rzeczowe i potwierdzone informacje, nie można spodziewać się istotnej zmiany sentymentu z ostatnich dni.

W kraju w tym tygodniu poznamy m.in. dane produkcyjne za styczeń oraz wydźwięk protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC. Oczekujemy, że dane potwierdzą względną odporność krajowej gospodarki na spowalnianie Europy i chociaż częściowo pomogą odbudować zaufanie do złotego. Dodatkowo do zwiększenia apetytu na waluty EMFX, w tym na PLN, powinno przyczynić się też gołębie minutes Fed-u. Złoty stanie więc przed szansą na umocnienie, ze spadkiem EUR/PLN poniżej 4,32.

Wykres dnia: Złoty pozostaje pod wyraźnym wpływem nastrojów na rynku globalnym. Poniżej kurs EUR/PLN na tle indeksu dolarowego DXY oscylującego obecnie w okolicach poziomu najwyższego od połowy grudnia ub. roku.

kurs euro na tle indeksu dolarowego DXY
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Rewolucja 5G czyli historyczny dylemat Polski – między polityką a rozwojem cywilizacyjnym

Sieć 5G, czyli kolejna piąta już generacja, łączy zalety wielu technologii, które w tej chwili dynamicznie się rozwijają m.in. sztuczną inteligencję, internet rzeczy, bezzałogowy transport itp. Jeżeli nie podejmie się szybkich działań, przepaść między nami a Zachodem będzie się powiększać zamiast maleć. Polska nie może dłużej zwlekać z jasnym określeniem swojej strategii, w tym jak wyważyć swoje interesy w sporze między Chinami a Ameryką. To najważniejsze wnioski płynące z debaty Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, która odbyła się 13 lutego w warszawskiej Świetlicy Wolności.

Pierwotnie technologia 5G była postrzegana przez Polskę jako szansę na szybki rozwój i nadrobienie dystansu do krajów zachodnich. Jednak w przypadku braku dynamiki działań wdrożeniowych w zakresie samej technologii jak i infrastruktury może okazać się, że efekt będzie dokładnie odwrotny. Nasz dystans do Zachodu będzie się zwiększał i stanie się coraz trudniejszy do nadrobienia.

Zarówno w zakresie 5G jak i w zakresie cyberbezpieczeństwa nie mamy spójnej strategii państwa. Rozwiązania mają charakter punktowy, a nie horyzontalny. Natomiast cyberbezpieczeństwo to kwestia wszystkich obszarów gospodarki, która wymaga spójnej strategii oraz przemyślanych działań taktycznych. Cyberbezpieczeństwo to też precyzyjne zasady postępowania w przestrzeni międzynarodowej, gdzie polski rząd musi nauczyć się umiejętnie łączyć relacje ze swoimi strategicznymi partnerami jak USA i koniecznością przemian technologicznych. Żaden z naszych partnerów, ani USA ani UE nie ma tu gotowego manualu. Polska musi wypracować swój własny, unikalny system postępowania, tak jak unikalne jest nasze geopolityczne położenie.

Wprowadzenie 5G to przede wszystkim gigantyczne wyzwanie inwestycyjne (nawet dla krajów wysoko rozwiniętych i znacznie bogatszych od Polski). Wprowadzenie tej technologii wymaga znaczącej rozbudowy infrastruktury (wybudowania tysięcy stacji bazowych, które trzeba połączyć światłowodami). Państwo nie ma na to środków budżetowych. Inwestycje te muszą być poniesione przez sektor prywatny, co oznacza w praktyce przeniesienie tych kosztów na klienta. Urządzenia sieciowe i przyłączeniowe budowane dzisiaj m.in. przez Huawei są już przygotowane na wejście technologii 5G. Powoduje to brak konieczności wymiany urządzeń, a wyłącznie zmiany oprogramowania. Zmiana przyjętego modelu i wyeliminowanie Huawei’a będzie więc dla Polski wiązało się z dużymi, trudnymi do oszacowania kosztami.

Huawei jako jedna z firm chińskich z dostępem do tańszego kapitału, mogła sobie pozwolić na poniesienie dużych nakładów na prace R&D i zbudowanie w ten sposób przewagi technologicznej. 5G to nie tylko wyzwanie finansowe, ale również legislacyjne. Niesie za sobą dziesiątki zmian, choćby takich jak kwestie bezpieczeństwa danych. Konieczne są jasne decyzje, które należałoby podjąć w najbliższym czasie, aby zaprojektować cały proces od strony technologicznej, finansowej, formalno-prawnej oraz instytucjonalnej.

W ostatnich miesiącach obserwujemy nasilenie się konfliktu chińsko-amerykańskiego, co przekłada się na naciski ze strony USA na swoich sojuszników. Z góry możemy założyć, że to dopiero początek tego co niektórzy nazywają „Technologiczną Zimna Wojną”. A eksperci zwracają uwagę, że ramifikacje tej konfrontacji będą dużo poważniejsze dla świata z uwagi na charakter globalnej gospodarki i większe wzajemne zależności. Nie da się dziś po prostu oddzielić żelazną kurtyną.

Szukając wzorców postępowania, należy dokładnie przestudiować zachowanie Niemiec. Berlin nie wyklucza chińskich firm z 5G, ale potrafi postawić im warunki. Jednym z nich jest zapewnienie braku transferu danych do rządu chińskiego. To oczywiście wymaga własnej technologii nadzoru i monitorowania prac, a i przy najlepszej wiedzy warunki umowy mogą być trudne do egzekwowania. Innym rozwiązaniem mogą być wzorce, o ironio, praktykowane przez chiński rząd. Czyli powołanie odrębnej spółki technologicznej rewolucji, gdzie we władzach zasiadają zarówno Polacy jak i Chińczycy i spółka ma być tu głównym wykonawcą.

Polska jest dla Chin istotna, jako swoiste laboratorium przed szerszym otwarciem innych rynków. Pytanie czy jesteśmy tak samo ważni dla USA w aspekcie ekonomiczno-technologicznym? Kwestia cyberbezpieczeństwa dla USA jest bowiem tylko pretekstem w rywalizacji o to kto zdominuje gospodarczo i technologicznie 5G. USA co najmniej od kilkunastu lat bardzo konsekwentnie starają się utrudniać wchodzenie na swój rynek wszystkim firmom nieamerykańskim. Chiny nie są tu jedynym, choć pewnie najpoważniejszym rywalem.

W sporze o podsłuchy czy dywersje technologiczną, musimy pamiętać, że to właśnie Stany Zjednoczone narzuciły algorytm bezpieczeństwa żeby łatwiej monitorować, podsłuchiwać i kontrolować inne państwa. Dziś Polska nie ma dylematu, po której stronie sporu się opowiadamy, nawet gdyby to była kwestia świadomego wyboru, kto ma kontrole nad naszymi sieciami przesyłowymi. Problem w tym, że nie mamy dziś wyboru między finansowaniem naszego rozwoju technologicznego przez USA czy Chiny, ale czy przyspieszyć rozwój, czy zostać w tyle spełniając oczekiwania Waszyngtonu.

Rywalizacja w dzisiejszym świecie między mocarstwami USA – Chiny systematycznie narasta i będzie narastać. Niewątpliwie to Chiny rzuciły USA wyzwanie na polu gospodarczym, w tym rozwoju nowej technologii. W Europie w wielu państwach kryzys z 2008 roku zaowocował wejściem chińskiego kapitału (np. infrastruktura elektroenergetyczna). USA próbują teraz bezwzględnie nadrobić zaległości. Z ich punktu widzenia na „miękkie” działania jest już za późno, to też nieuniknione jest zaognienie konfliktu.

Wskazane jest, aby zarówno w Polsce, jak i na całym świecie, zacząć rozsądnie rozmawiać o tym jak zapewnić cyberbezpieczeństwo w istniejących warunkach. Dziś działamy w warunkach pełnego chaosu. Polski rząd nie ma wewnętrznie wypracowanej własnej strategii w zakresie rozwoju technologii 5G. Nie ma też klarownej strategii działań międzynarodowych.

Pytania na jakie natychmiast potrzebujemy odpowiedzi:

1. Gdzie mamy się plasować w sporze między Chinami a Ameryką, mając w tyle głowy nasze interesy gospodarcze?
2. Jakie realne polityczne ryzyko Polska podejmuje współpracując dalej z Chinami?
3. Jakie są pośrednie rozwiązania i możliwości współpracy z Chinami, bez narażania naszych sojuszy?
4. Jakie są koszty całkowitej rezygnacji ze współpracy z Chinami i jak je zminimalizować?
5. W jakim stopniu i czy jesteśmy w stanie ograniczyć ryzyko wynikające z ewentualnej dominacji polskiej sieci przez chińskie podmioty?

Eksperci Warsaw Enterprise Institute w najbliższym czasie zaprezentują pełen raport z możliwymi rozwiązaniami i rekomendacjami dla rządu.

Sztuczna inteligencja może zająć się zdrowiem naszych bliskich, ale już nie naszymi pieniędzmi

Nowe technologie niebawem będą miały nie lada wpływ na nasze codzienne życie. Europejscy konsumenci są coraz bardziej świadomi tego stanu rzeczy, ale ostrożnie wybierają obszary, gdzie dopuszczają ich użycie. Ponad 70 proc. konsumentów chętnie oddałoby sztucznej inteligencji pieczę nad zdrowiem swoich bliskich, ale już tylko 7 proc. powierzyłoby jej zarządzanie swoimi finansami, nawet jeśli miałoby to przynieść konkretne korzyści – wynika z badań przeprowadzonych przez VMware.

Seniorzy motorem cyfryzacji służby zdrowia

Badanie VMware przeprowadzone zostało na grupie ponad 5000 konsumentów z Wlk. Brytanii (2000), Francji (1000) i Niemiec (2000). Firma sprawdziła stosunek Europejczyków do Internetu Rzeczy, sztucznej inteligencji i technologii blockchain. Wyniki pokazały, że większość z ankietowanych postrzega nowe technologie jako szansę na poprawę jakości opieki medycznej.

Joe Baguley, VP & CTO EMEA, VMware
Joe Baguley, VP & CTO EMEA, VMware

I tego też konsumenci oczekują. 71 proc. osób przyznało, że czułoby się pewniej, gdyby monitoring stanu zdrowia ich bliskich przekazany został w ręce inteligentnych technologii. Najbardziej entuzjastycznie do nowych technologii podchodzą jednak seniorzy. 74 proc. ankietowanych w wieku 55+ jest przekonanych, że o zdrowie ich bliskich oraz ich samych nie mogę już dbać tylko i wyłącznie ludzie. Szczególnie gdy istnieje szansa, że diagnoza medyczna postawiona przez SI będzie dokładniejsza – komentuje wyniki badań Joe Baguley, wiceprezes i dyrektor generalny ds. technologii w VMware.

Badania VMware pokazały ponadto, że niemal połowa ankietowanych (47 proc.) jest gotowa poświęcić swoje prywatne dane w imię lepszej diagnozy lekarskiej. Konsumenci czuliby się dobrze, gdyby lekarz miał nieograniczony dostęp do informacji na temat naszych codziennych nawyków związanych z piciem alkoholu, aktywnością fizyczną czy dietą. Oczywiście pod warunkiem, że dzięki temu mógłby lepiej określić stan zdrowia pacjenta. Co interesujące, w trosce o swoje zdrowie tylko 18 proc. konsumentów dałoby SI dostęp do informacji na temat swoich zakupów żywnościowych w celu analizy, czy dana dieta jest prawidłowa, czy nie.

SI nie zagrozi doradcy finansowemu

Nowe technologie niosą za sobą wiele korzyści, ale jak widać w niektórych obszarach, budzą pewien niepokój i nad pewnymi sprawami chcemy zachować pełną kontrolę. Szczególnie jeśli chodzi o finanse osobiste.

Choć na świecie coraz więcej instytucji finansowych korzysta z różnych form sztucznej inteligencji, tylko 7 proc. z nas powierzyłoby świadomie jej pieczę nad swoimi pieniędzmi. Nawet gdyby wiązało się to z szybszą spłatą kredytu czy sprawniejszym pozyskaniem funduszy na wymarzony dom – twierdzi Joe Baguley. Co więcej, o ile nie mamy obaw przed przekazaniem lekarzowi swoich prywatnych danych, o tyle już dostęp banków do tych informacji budzi powszechne obawy wśród 65 proc. europejskich konsumentów.  Nawet wtedy, gdy wiadomo, że dostęp do tych danych to szansa na poprawę jakości usług – dodaje.

Mimo licznych korzyści, jakie nowe technologie mogą przynieść pod kątem analizy danych, wielu konsumentów w ich kontekście nieustannie obawia się o swoje bezpieczeństwo i prywatność. Około 58 proc. europejskich konsumentów uważa wręcz, że firmy śledzą i podsłuchują swoich klientów za pomocą urządzeń mobilnych. Co ciekawe, tylko 12 proc. Europejczyków udostępniłoby barmanom informacje o swoich ulubionych drinkach i napojach, by podnieść poziom i szybkość obsługi.

Edukacja to klucz do cyfryzacji

Badania VMare pokazały, że za ten technologiczny niepokój odpowiada przede wszystkim brak edukacji. Co drugi konsument w Europie przyznaje, że nie rozumie do końca, jak działają i co dla niego oznaczają nowe technologie. Jednocześnie 53 proc. ankietowanych w badaniu VMware konsumentów chce zrozumieć, co tak naprawdę nowe technologie oznaczają dla ich normalnej, codziennej aktywności w pracy czy w życiu prywatnym. Ich zdaniem, obowiązek edukacji spoczywa na instytucjach państwowych oraz przedsiębiorstwach.

Obie strony muszą jednocześnie ze sobą współpracować i tworzyć dobre warunki do rozwoju innowacyjności. Można to jednak osiągnąć jedynie dzięki edukacji i budowanie odpowiednich cyfrowych kompetencji i fundamentów, które tworzą współczesne środowiska technologiczne. Tylko wtedy Polska stworzy swoją własną Dolinę Krzemową, a wiele przełomowych technologii wyjdzie z laboratoriów – przekonuje Joe Baguley z VMware.

Auxilia S.A. podsumowuje 2018 r.

Auxilia S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od stycznia 2016 r., działająca na rynku odszkodowawczym, zakończyła 2018 r. skonsolidowanym zyskiem netto w wysokości 1,38 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży w kwocie ponad 10,98 mln zł. Spółka odnotowała wyraźną poprawę wyników finansowych dzięki wzrostowi kontraktacji portfela roszczeń oraz optymalizacji kosztów działalności.

W samym 4 kw. 2018 r. Auxilia S.A. wypracowała skonsolidowany zysk netto wynoszący ponad 672 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 3.303 tys. zł. W analogicznym okresie 2017 r. Spółka miała stratę netto, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 1.938 tys. zł. W całym 2018 r. Emitent zanotował 1.380 tys. zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym przy przychodach netto w wysokości 10.989 tys. zł wobec 8.711 tys. zł rok wcześniej. Istotna poprawa wyników finansowych to efekt skutecznego skalowania działań sprzedażowych, które przekładają się na wzrost kontraktacji portfela roszczeń oraz redukcji kosztów funkcjonowania. Zarząd Auxilia S.A. jest przekonany o słuszności podejmowanych działań rozwojowych i oczekuje podtrzymania pozytywnego trendu w nadchodzących kwartałach.

Kamila Barszczewska – Wiceprezes Zarządu AUXILIA S.A.
Kamila Barszczewska – Wiceprezes Zarządu AUXILIA S.A.

„Na wyniki 4 kwartału niewątpliwy wpływ miało z jednej strony zwiększenie efektywności istniejącej sieci sprzedaży rozumianej jako efektywność operacyjna oraz efektywność finansowa tj. rentowność podejmowanych przez Spółkę działań w obszarze sprzedaży, a z drugiej strony zawarcie kolejnej transakcji w modelu quasi-sekurytyzacyjnym.” – komentuje osiągnięcia IV kwartału 2018 r. Kamila Barszczewska, V-ce Prezes Zarządu Spółki AUXILIA S.A.

Spółka mocno obniżyła w minionym roku faktycznie poniesione koszty usług obcych oraz koszty wynagrodzeń w porównaniu z 2017 rokiem. Auxilia S.A. zrealizowała również w 4 kw. 2018 r. transakcje zbycia wierzytelności w oparciu o quasi-sekurytyzacyjny model monetyzacji portfela wierzytelności z segmentu odszkodowań dla biznesu służący skróceniu cyklu konwersji gotówki w sprawach, w których nie występuje element wypłaty odszkodowania na etapie polubownym. Emitent rozszerzył też swoją ofertę produktową o usługę abonamentu i audytu prawnego dla klientów biznesowych oraz usługę dochodzenia roszczeń z umów kredytów hipotecznych denominowanych albo indeksowanych kursem franka szwajcarskiego. Zarząd Spółki liczy na dalszą wzrostową dynamikę kontraktacji portfela roszczeń odszkodowawczych m.in. poprzez skalowanie działań sprzedażowych w zakresie nowych linii biznesowych oraz zwiększenie aktywności doradców w pionie sprzedaży.

„W 2019 r. Spółka zamierza podejmować działania w kierunku identyfikacji, testowania i wdrażania do sprzedaży nowych produktów, tak aby dywersyfikować ryzyko biznesowe prowadzonej działalności i w pełni wykorzystać potencjał Spółki.” – mówi o planach na najbliższy rok Kamila Barszczewska.

Auxilia S.A. w grudniu 2018 r. podpisała z PHI Wierzytelności S.A. umowę ramową o współpracy, która określa ogólne zasady i warunki zawierania transakcji pomiędzy podmiotami w zakresie nabywania wierzytelności Spółki przez kontrahenta. Emitent przewiduje, że planowane przychody z tytułu realizacji postanowień tej umowy wyniosą ok. 9,24 mln zł w ujęciu rocznym i będą miały pozytywny wpływ na jego przychody ze sprzedaży oraz wynik netto. Auxilia S.A. realizując powyższą umowę ramową zawarła z PHI Wierzytelności S.A. umowy, zgodnie z którymi nastąpiła transakcja zbycia wierzytelności o łącznej szacunkowej wartości wynoszącej ok. 1,04 mln zł. Aktywa będące przedmiotem tych umów są wierzytelnościami przyszłymi stanowiącymi wynagrodzenie Spółki ze spraw odszkodowawczych pozyskanych w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. Jest to zarazem kolejna umowa zawarta pomiędzy spółkami, bowiem w grudniu ub. roku Auxilia S.A. dokonała transakcji zbycia wierzytelności, których całkowita wartość sięgała ok. 1,03 mln zł.

Spółka przeprowadziła pod koniec 2018 r. emisję obligacji serii B, z której pozyskała 1,32 mln zł. Inwestorzy objęli łącznie 1.320 szt. papierów dłużnych o wartości nominalnej 1.000 zł każdy. Termin wykupu zabezpieczonych obligacji serii B został wyznaczony na dzień 18.06.2020 r. Z kolei na początku stycznia 2019 r. Auxilia S.A. dokonała terminowego wykupu obligacji serii A o łącznej wartości nominalnej wynoszącej 2.773 tys. zł. Celem tej emisji było pozyskanie środków na finansowanie bieżącej działalności Spółki przede wszystkim na stworzenie nowych oddziałów, zwiększanie zespołów sprzedażowych w istniejących oddziałach oraz na finansowanie obsługi spraw klientów pozyskanych w wyniku rozbudowy działu sprzedaży.

Czy kolejny światowy kryzys gospodarczy zacznie się w sektorze budowlanym?

  • Po dziesięciu latach wzrostu (2008-2018) osiągnęliśmy szczyt w światowym cyklu budowlanym: rok 2018 był punktem zwrotnym.
  • Budownictwo jest obecnie gorzej przygotowane na pogorszenie koniunktury niż w 2008 roku, co jest kluczowe, ponieważ budownictwo odpowiada za około 10% całej aktywności gospodarczej w skali globalnej.

Z analiz Euler Hermes, wiodącego globalnego ubezpieczyciela należności handlowych wynika, że po dziesięciu latach wzrostu (2008-2018) osiągnęliśmy szczyt w globalnym cyklu wzrostu koniunktury budowlanej. Rok 2018 był punktem zwrotnym na podstawie unikalnych, własnych danych Euler Hermes dotyczących milionów firm działających w 70 krajach. Wzrost w tej branży powinien stopniowo wyhamowywać do +3,0% w 2019 roku z +3,5% r/r w 2018 roku.

W ciągu ostatniej dekady za największą częścią wzrostu w skali globalnej stały rynki wschodzące (+57% od 2008 r.), podczas gdy rynki rozwinięte nie odzyskały nawet w pełni wartości charakteryzujących je przed kryzysem (lata 2007-2008). Idąc dalej – spowolnienie tempa wzrostu PKB oraz bardziej rygorystyczne warunki finansowe i monetarne wpłyną na spowolnienie w sektorze mieszkaniowym (+3% r/r w 2019 r., po +3,5% r/r w 2018 r. i +4% r/r w 2017 r.). Niezbędna dyscyplina fiskalna i impet rozwoju handlu elektronicznego mogą zaś tłumaczyć ograniczenie wzrostu, jakiego spodziewamy się w segmentach infrastruktury i komercyjnym.

Zgodnie z opiniami ekspertów Euler Hermes działających na poszczególnych lokalnych rynkach, opracowujących ich analizy w zakresie popytu, rentowności, płynności i otoczenia biznesowego, sektor budowlany nie był w stanie zbudować buforów (finansowych) i w pełni zregenerować się po kryzysie z 2008 roku, pomimo zdrowego, ekspansywnego cyklu koniunkturalnego dla tego sektora na świecie:

  • Płynność historycznie była i pozostaje obecnie największą bolączką dla branży w skali światowej – średni wskaźnik DSO (Days Sales Outstanding – okres obiegu należności) w sektorze budowlanym utrzymuje się na poziomie 85 dni, co wskazuje, że budownictwo pozostaje w pierwszej trójce sektorów o najgorszych wynikach w zakresie opóźnień płatności.
  • Na niektórych z największych rynków budowlanych popyt ledwo drgnął. Wolumen wzrostu w budownictwie gospodarek rozwiniętych był ujemny (-0,4% CAGR) podczas obecnego światowego cyklu budowlanego (od 2008 do chwili obecnej). Na niektórych z największych rynków budowlanych, takich jak Francja, Niemcy, Włochy i USA, popyt wciąż nie powrócił do poziomu sprzed kryzysu.
  • Rentowność również była pod coraz większą presją rosnących kosztów składowych, w szczególności kosztów pracy.

Pierwszą oznaką zmiany sytuacji jest fakt, że w najnowszych statystykach widoczne jest pogorszenie w odniesieniu do liczby niewypłacalności występujące równocześnie na szerokim obszarze geograficznym: w ciągu pierwszych III kwartałów 2018 r. odnotowaliśmy na całym świecie 41 przypadków niewypłacalności znacznych graczy w tym sektorze (+7 r/r), więcej niż w tym samym czasie w sektorze handlowym (39).

Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Euler Hermes
Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Euler Hermes

Rosnąca w ostatnim dziesięcioleciu branża budowlana nie „naprawiła dachu, gdy świeciło słońce”, by zacytować J.F. Kennedy’ego. Według naszych własnych danych średnie oceny ryzyka sektorowego uwzględniające popyt, rentowność i płynność nie poprawiły się w odniesieniu do kilkunastu milionów firm budowlanych z 70 krajów. W efekcie sektor budowlany jest mniej przygotowany niż był na zbliżający się spadek koniunktury – powiedział Ludovic Subran, szef globalnego działu badań makroekonomicznych w Allianz i główny ekonomista Euler Hermes.

Sektor budowlany jest z całą pewnością poważnym kandydatem do stania się największą ofiarą kolejnego kryzysu. Trzeba to powiedzieć wprost, ponieważ budownictwo jest ważną częścią wszystkich gospodarek (zarówno rozwiniętych jak i wschodzących), wyraźnie tym samym wpływając na powiększanie lub zmniejszanie cyklicznej recesji.

PROGNOZY NA 2019 DLA PIĘCIU NAJWIĘKSZYCH RYNKÓW BUDOWLANYCH:

  1. Stany Zjednoczone: Budownictwo wzrosło o +3% r/r w 2018 roku i wzrośnie o +2,1% r/r w 2019 roku. Na rynku mieszkaniowym pojawiają się sygnały ostrzegawcze. Zapotrzebowanie i marże operacyjne pozostają poniżej poziomu sprzed kryzysu.
  2. Chiny: Budownictwo wzrosło o +4,2% r/r w 2018 roku i jak spodziewamy się o +4% r/r w 2019 roku. Rosnąca dźwignia finansowa i wysokie ryzyko płynności.
  3. Francja: Budownictwo wzrosło o +1,6% r/r w 2018 roku i jak prognozujemy o +1,5% w 2019 roku. Słabnący popyt i marże operacyjne. Płynność, po długim okresie poprawy, zaczyna wykazywać pierwsze oznaki pogorszenia.
  4. Wielka Brytania: Budownictwo wzrosło o +0,5% r/r w 2018 roku i wzrośnie o kolejne +1,5% w 2019 roku. Ożywienie popytu, ale zahamowanie rentowności i pogorszenie płynności. Niepewność w kwestii Brexitu wpływa na ufność (i chęć do zwiększania wydatków) firm jak i konsumentów.
  5. Niemcy: Budownictwo wzrosło o +2,9% r/r w 2018 roku i zapewne wzrośnie o +2,8% r/r w 2019 roku. Solidny popyt i rentowność. Jednak płynność przestała się już poprawiać i wykazuje pierwsze oznaki pogorszenia.

Wyniki funduszy obligacji korporacyjnych

W grudniu 2018 r fundusze obligacji korporacyjnych po raz kolejny zanotowały wyjątkowo wysokie odpływy sięgające 1,1 mld zł (źródło: analizy.pl). Fundusze te cierpią tak samo jak cały rynek obligacji Catalyst, co jest oczywiście pokłosiem afery GetBack, która w znaczący sposób popsuła nastroje wokół tego rynku.

Z kolei, zgodnie z danymi analizy.pl, w 2018 roku najlepiej sprzedawały się fundusze dłużne polskie papierów skarbowych i dłużne polskie uniwersalne – w pierwszej dziesiątce było ich po cztery.

Postanowiliśmy przyjrzeć się, czy fala odpływów z funduszy dłużnych korporacyjnych jest uzasadniona ich gorszymi wynikami, czy jest bardziej spowodowana atmosferą na rynku obligacji. Dlatego też przeprowadziliśmy analizę stóp zwrotu poszczególnych klas funduszy.

W naszej analizie porównujemy wyniki funduszy obligacji korporacyjnych polskich do innych wybranych popularnych klas funduszy tj.: dłużnych polskich papierów skarbowych, dłużnych polskich uniwersalnych, absolutnej stopy zwrotu, akcji polskich, mieszanych polskich stabilnego wzrostu, dłużnych globalnych korporacyjnych, oraz do ETFWIG20, ETFDAX i ETFSP500 (ETF – Exchange Traded Fund – publicznie notowane fundusze pasywnie inwestujące w indeksy – w tym wypadku WIG20, DAX i SP 500) – w perspektywie roku, 3 lat i 5 lat.

Na pewno na początku analizy warto wspomnieć, że 2018 r. był trudny nie tylko dla rynku obligacji, ale ogólnie dla rynku finansowego na całym świecie. Związane to było głównie z zawirowaniami gospodarczo-politycznymi na świecie (wojny handlowe, brexit, problemy w Turcji czy w krajach Ameryki Południowej), podwyżkami stóp procentowych w USA, które „wysysały” pieniądze z giełdy, oraz faktem iż na zachodnich giełdach mieliśmy do czynienia z 10 letnią hossą, która w naturalny sposób musiała kiedyś wyhamować.

Analizując dane retrospektywnie należy również pamiętać, że dostępne dane dotyczą funduszy, które obecnie istnieją, więc prezentowane poniżej średnie wyniki mogą być zawyżone (lub z mniejszym prawdopodobieństwem zaniżone), ponieważ nie obejmują funduszy, które radziły sobie gorzej i przestały istnieć. Dodatkowo należy pamiętać, że fundusze inwestycyjne pobierają różnego typu opłaty za zarządzanie i prowizje od osiąganego zysku, różne dla każdego funduszu, więc prezentowane poniżej stropy zwrotu nie odzwierciedlają rzeczywistych zysków netto osoby kupującej jednostki uczestnictwa funduszu inwestycyjnego.

Tabela: Stopy zwrotu wybranych klas funduszy

  średnia  max     min    
  12m 36m 60m 12m 36m 60m 12m 36m 60m
dłużne polskie korporacyjne 1.25% 6.04% 12.62% 6.50% 8.90% 18.20% -2.50% -0.70% 6.40%
absolutnej stopy zwrotu -14.10% -17.95% 13.84% 2.30% 8.80% 16.60% -29.80% -47.90% -34.90%
dłużne globalne korporacyjne -1.93% 9.55% 7.10% -0.40% 12.20% 7.10% -4.20% 6.90% 7.10%
akcji polskich -16.57% 17.23% -4.27% -6.60% 41.80% 26.80% 32.90% -15.50% -33.20%
dłużne polskie uniwersalne 0.96% 4.96% 9.65% 3.00% 8.80% 16.40% -3.90% -1.00% 0.30%
mieszane polskie stabilnego wzrostu -4.59% 7.33% 5.00% 1.30% 28.70% 34.30% -11.90% -8.40% -15.10%
dłużne polskie papiery skarbowe 1.04% 3.89% 7.52% 2.60% 9.00% 11.80% -2.40% -8.70% 1.00%
ETF WIG 20 -6.77% 27.72% 4.79% -6.77% 27.72% 4.79% -6.77% 27.72% 4.79%
ETF DAX -16.12% -1.52% 12.23% -16.12% -1.52% 12.23% -16.12% -1.52% 12.23%
ETF SP500 2.59% 23.42% 84.65% 2.59% 23.42% 84.65% 2.59% 23.42% 84.65%

Źródło: Analizy.pl; Stooq.pl; obliczenia własne

Z przeprowadzonej analizy wynika, że najbardziej zyskowną inwestycją zarówno w perspektywie ostatniego roku jak i ostatnich 5 lat był zakup ETF SP500 gwarantujący kolejno stopy zwrotu na poziomie 2,6 proc. i 84,7 proc. Nie jest to szczególnie zaskakujące biorąc pod uwagę trwającą od 10 lat hossę na amerykańskiej giełdzie, gdzie jednak widzimy symptomy wskazujące na wyczerpywanie się dobrej koniunktury, więc można się zastanawiać, czy tak dobre wyniki będą osiągane w nadchodzących miesiącach.

Na drugim miejscu w perspektywie 12 miesięcy, pomimo nieciekawej sytuacji na rynku Catalyst, znalazły się fundusze dłużne polskie korporacyjne. Średnia stopa zwrotu wyniosła 1,25 proc., a najlepszy z funduszy pozwolił zarobić 6,5 proc. (czyli więcej niż ETF SP500), a najgorszy odnotował stratę -2,5 proc. W perspektywie 36 miesięcy fundusze obligacji korporacyjnych pozwoliły średnio zarobić 6,5 proc., a w ciągu 5 lat – 12,6 proc.

W powyższej tabeli widać, że fundusze dłużne (zarówno korporacyjne, skarbowe, jak i uniwersalne) charakteryzują się bardziej stabilnymi wynikami – widać to zarówno po stopach zwrotu osiąganych w poszczególnych tenorach, jak i porównując wyniki najlepszych i najgorszych funduszy w danych kategoriach. Dodatkowo warto mieć na uwadze, że na wyniki funduszy dłużnych negatywne wynik mogły mieć duże odpływy – w celu zaspokojenia odpływów zarządzający mogli być zmuszeni do odsprzedaży najbardziej płynnych aktywów, co często oznaczało sprzedaż najlepszych instrumentów. Można spekulować, że gdyby nie afera GetBack, która była głównym powodem odpływów, fundusze polskich obligacji korporacyjnych radziłyby sobie lepiej.

W przyszłości stopy zwrotów tych funduszy mogą być wyższe, ponieważ niższe wyceny instrumentów na rynku Catalyst spowodowane ostatnimi perturbacjami mogą pozwolić zarządzającym zakupić papiery po niższych cenach i dzięki temu osiągnąć wyższe stopy zwrotu. Pamiętajmy jednak, że te niższe wyceny często nie są przypadkowe – o ile sama sytuacja operacyjna w danej spółce mogła się nie pogorszyć to brak dostępu do finansowania spowodowany trudną sytuacją na rynku obligacji może przełożyć się na problemy z płynnością i zwiększone ryzyko kredytowe takiej spółki.

Potwierdza się również teza, że w dłuższym terminie bardziej ryzykowne inwestycje pozwalają na większe zyski (ale też grożą większymi stratami), ponieważ w perspektywie 3 czy 5 lat najlepsze fundusze akcji polskich czy ETFy inwestujące w indeksy przebijają wynikami fundusze dłużne (aczkolwiek najgorsze fundusze odnotowywały straty). W naszej analizie nie uwzględnialiśmy funduszy akcji rynków wschodzących – tureckich czy azjatyckich – które jeszcze niedawno były bardzo popularne Przed załamaniem w 2018 r. (szalejąca inflacja i drastycznie rosnące stopy procentowe w Turcji i krajach Ameryki Południowej) przynosiły bardzo znaczące zyski, ale – co jak czas pokazał – powiązane były ze znaczącym ryzykiem.

Podsumowując, każdy inwestor powinien zastanowić się nad swoim „apetytem” na ryzyko oraz zdolnością do ponoszenia ryzyka i pod tym kątem odpowiednio dobierać inwestycje. Dywersyfikacja jest bardzo wyświechtanym terminem, ale nie bez przyczyny – skonstruowanie portfela składającego się z zarówno mniej jak i bardziej ryzykownych inwestycji pozwoli na osiągnięcie zysków przy zmitygowanym ryzyku poniesienia straty. Od naszego podejścia do ryzyka zależeć będzie, czy nasz portfel będziemy przeważać w kierunku mniej czy bardziej ryzykownych aktywów.

Wojciech Bartosik, analityk, Michael/Ström Dom Maklerki

Szczyt bliskowschodni – jakie korzyści dla Polski?

Czy warszawski szczyt dotyczący Bliskiego Wschodu może przynieść korzyści polskiej gospodarce i dyplomacji? Z jednej strony Polska bierze aktywny udział w polityce globalnej. Nasze służby międzynarodowe i politycy są zauważalni i brani pod uwagę w istotnych kwestiach dotyczących poszczególnych regionów. Kraj sam z siebie nie odgrywa jednak roli na Bliskim Wschodzie. Od wielu lat w tej przestrzeni zmagają się jedynie duzi gracze – Stany Zjednoczone i lokalne siły, ale także interweniująca w Syrii – Rosja.

– W naturalny sposób pojawiają się pewne zagrożenia związane z przyjęciem roli organizatora szczytu. Z drugiej strony to szansa pokazania, jak polska dyplomacja oddziałuje na sprawy zewnętrzne – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego – Taka sytuacja może stworzyć przestrzeń do połączeń gospodarczych. Należy pamiętać, że rynek ten jest bardzo trudny. Do tej pory polskie spółki na ogół kupowały i sprzedawały, a nie produkowały w kooperacji z tamtejszymi partnerami w danym regionie. Z punktu widzenia Polski oraz siły, jaką nasz kraj może wywierać wspierając nasz własny biznes, są to tereny nadal obarczone bardzo dużym ryzykiem – dodał Roszkowski.

Nasilający się egoizm gospodarczy może mieć negatywne skutki dla Polski. Ucierpią m.in. handel i przetwórstwo przemysłowe

Nasilający się egoizm gospodarczy może mieć negatywne skutki dla Polski. Ucierpią m.in. handel i przetwórstwo przemysłowe 1

Egoizm gospodarczy, którego przejawem jest m.in. brexit czy wojna handlowa między USA a Chinami, to poważne zagrożenie dla polskiej gospodarki – oceniają eksperci DNB Bank Polska i PwC. Wprawdzie 65 proc. firm nie dostrzega jeszcze wśród swoich zagranicznych kontrahentów oznak zniechęcenia wobec wzajemnej współpracy, jednak zjawisko to może uderzyć w branżę motoryzacyjną, przetwórstwo przemysłowe i handel. Ponad połowa firm w Polsce obawia się pogłębiających się podziałów w Europie. Z drugiej strony pozytywnie postrzegają globalizację jako zjawisko prowadzące do wzrostu światowego bogactwa i wzajemnego wzbogacania kultur.

Przez wiele lat powszechnie uważano, że integracja gospodarcza, umożliwienie wymiany handlowej i swobodnego przepływu kapitału to kierunek rozwoju, który w naturalny sposób zwiększa bezpieczeństwo i dobrobyt. Jednak po kryzysie z lat 2008–2009 widać, że ten paradygmat się zmienia, przynajmniej od strony politycznej. Idziemy w kierunku egoizmu gospodarczego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Tomaszewski, prezes DNB Bank Polska.

Jak podkreśla, w krótkoterminowej perspektywie egoizm gospodarczy może mieć pozytywne efekty dla danego państwa: prowadzić do pogłębionej, silniejszej integracji społeczno-kulturowej, a nawet generować wyższy wzrost PKB. Może być również sposobem na ochronę lokalnego rynku pracy przed napływem cudzoziemców. Długoterminowe skutki egoizmu gospodarczego mogą być jednak katastrofalne. W globalnej skali taka postawa może chociażby doprowadzić do załamania systemu emerytalnego i problemów w radzeniu sobie z globalnymi wyzwaniami, jak na przykład ochrona klimatu, które wymagają międzynarodowej otwartości i współpracy.

– Wszystko to w konsekwencji prowadzi do jeszcze silniejszego zróżnicowania w rozwoju gospodarczym poszczególnych państw i powstania głębszych różnic – mówi Artur Tomaszewski.

Jak wynika z raportu DNB Bank Polska i PwC „Kierunki 2019. Nowe nadzieje, nowe zagrożenia w dobie rosnącego egoizmu gospodarczego. Skutki dla polskiej gospodarki i przedsiębiorstw”, jak na razie polscy przedsiębiorcy nie odczuwają jeszcze faktycznych zmian w wymianie towarowej, dostępie do rynków czy kapitału zagranicznego. Mimo że nastawienie polityków do kwestii globalizacji i międzynarodowych relacji wyraźnie zmieniło się w ostatnich latach, 2/3 polskich firm nie dostrzega wśród swoich zagranicznych kontrahentów oznak zniechęcenia wobec współpracy z nimi.

Polska jest krajem bardzo dynamicznie rozwijającym eksport, przede wszystkim do Unii Europejskiej. W obecnym układzie, patrząc na sytuację globalnie, chociażby wojnę handlową między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, Polska nie będzie mieć dużych ograniczeń w wielkości produkcji i wzrostu PKB. Gdyby jednak w tej wojnie dochodziło do kolejnych eskalacji, a dotknięty konfliktem zostałby również sektor motoryzacyjny, wówczas mogłoby to istotnie wpłynąć na polską gospodarkę, ponieważ w Polsce ulokowana jest duża część produkcji motoryzacyjnej – wskazuje Jacek Socha, wiceprezes zarządu PwC Polska.

W Polsce wpływ egoizmu gospodarczego na poszczególne branże będzie zależny od ich otwartości na zagranicę. Wydaje się, że najbardziej może dotknąć szeroko rozumiane przetwórstwo przemysłowe, sektor usług, a jeśli chodzi o pracowników – firmy związane z ochroną, sprzątaniem, budownictwem i transportem – wymienia Artur Tomaszewski.

Negatywnych konsekwencji konfliktu na linii Chiny – USA obawia się 1/4 polskich firm. Z kolei 13 proc. uważa, że duże lub bardzo duże skutki dla ich działalności będzie miał tzw. twardy brexit. 60 proc. ankietowanych przedsiębiorstw spodziewa się, że będzie on niewielki. Jednak eksperci DNB i PwC podkreślają, że dziś trudno jeszcze wyrokować, jakie będą skutki „rozwodu” Wielkiej Brytanii z UE. Według szacunków PwC PKB Wielkiej Brytanii w 2020 roku powinien być o 3–5,5 proc. niższy niż gdyby brexit nie miał miejsca. Z kolei, w zależności od scenariusza, Unia Europejska do 2030 roku straci na wyjściu Wielkiej Brytanii od 13,3 mld do 63 mld euro, co oznacza spadek PKB o 0,11–0,52 proc.

Skutki dla Polski szacowane są na około 0,4–0,55 proc. PKB. Ponadto analitycy spodziewają się deprecjacji złotego i podniesienia stóp procentowych przez NBP, co spowolni wzrost gospodarczy.

Sytuacja będzie wyglądać dużo gorzej, gdyby doszło do twardego brexitu. W Niemczech taki scenariusz może oznaczać utratę około 100 tys. miejsc pracy. Jesteśmy gospodarką, która w dużym stopniu zależy od sąsiadów, i to, co wydarzy się na tamtejszym rynku, będzie miało przełożenie również na nas – mówi Jacek Socha.

Blisko 2/3 całego polskiego eksportu do Wielkiej Brytanii stanowią maszyny, urządzenia, sprzęt elektryczny i elektrotechniczny (m.in. komputery), sprzęt transportowy (m.in. samochody i części do nich), a także przetwory spożywcze oraz artykuły przemysłowe. Te branże będą najbardziej narażone na negatywne konsekwencje twardego brexitu.

Eksperci DNB i PwC podkreślają, że pomysły takie jak brexit czy Unia Europejska dwóch prędkości stanowią zwrot w kierunku izolacji i pociągną za sobą spadek średniego wskaźnika globalnej otwartości (stosunek obrotów handlowych, czyli sumy eksportu i importu do wielkości PKB danego państwa). Ponad połowa (56,5 proc.) polskich firm obawia się pogłębiających się podziałów i realizacji scenariusza Europy dwóch prędkości.

Z drugiej strony przedsiębiorstwa pozytywnie postrzegają globalizację. 2/3 firm ocenia ją jako zjawisko prowadzące do wzrostu światowego bogactwa i wzajemnego wzbogacania kultur. Zdaniem 50 proc. rządy nie powinny stosować polityki gospodarczej, która chroni rodzimych przedsiębiorców, nawet kosztem ograniczenia swobody przepływu towarów, kapitału i przedsiębiorczości. Aż 91,3 proc. badanych nie zgadza się też ze stwierdzeniem, że cudzoziemcy mają negatywny wpływ na rynek pracy.

Przedsiębiorcy uważają, że cudzoziemcy mają pozytywne przełożenie na lokalny rynek pracy. Tymczasem Polska jako jedyny kraj badany w naszym raporcie ma deficyt migracyjny. Więcej osób z Polski wyjeżdża, niż przyjeżdża – i tę lukę musimy zapełnić. Pojawienie się cudzoziemców w Polsce jest istotne dla utrzymania poziomu produkcji i wzrostu PKB – podkreśla Jacek Socha, wiceprezes zarządu PwC Polska.

Z usług e-administracji samodzielnie korzysta ponad 70 proc. firm. Liczba udogodnień dla nich szybko rośnie

Z usług e-administracji samodzielnie korzysta ponad 70 proc. firm. Liczba udogodnień dla nich szybko rośnie 2

Ponad 70 proc. przedsiębiorstw samodzielnie korzysta z e-administracji. Jeszcze więcej, bo prawie 90 proc., przynajmniej raz uzyskało informacje za pośrednictwem strony internetowej danej instytucji. Odpowiedzią na potrzeby przedsiębiorców jest portal biznes.gov.pl, gdzie mogą oni uzyskać dostęp do 350 e-procedur. Średnio co miesiąc z portalu korzysta 1,5 mln osób, rocznie – już ponad 15 mln. Będziemy uruchamiać kolejne udogodnienia, już niedługo planujemy wprowadzić usługę e-doręczeń – zapowiada Dominik Wójcicki z Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii.

Oczekiwania firm wobec administracji w zakresie usług online są takie same jak oczekiwania wobec rynku komercyjnego. Chodzi o to, żeby można było załatwić sprawę szybciej, łatwiej, bez czytania wielu stron. Świat w tę stronę zmierza. Informacja ma być podana tu i teraz, w sposób przystępny, a my chcemy być częścią tego świata – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dominik Wójcicki z Departamentu Gospodarki Elektronicznej w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii.

Raport międzynarodowej firmy doradczej McKinsey „Polska jako cyfrowy challenger 2018” wskazuje, że pod względem cyfryzacji nasz kraj jest w czołówce Europy. Już w 2016 roku wartość usług cyfrowych wynosiła ok. 112 mld zł, czyli 6,2 proc. naszego PKB. W 2025 roku ma to być już 275 mld zł. Pod względem cyfryzacji rozwijamy się nawet dwukrotnie szybciej niż największe europejskie kraje. Szybko rośnie też liczba spraw urzędowych, które można załatwić bez wychodzenia z domu. Polacy już teraz mogą korzystać z kilkudziesięciu e-usług publicznych na platformach i portalach rządowych.

– Portal biznes.gov.pl jest stworzony dla przedsiębiorców po to, żeby mogli znaleźć tam potrzebne informacje i załatwić sprawy administracyjne. Jest to odpowiedź na potrzeby przedsiębiorców, którzy chcą załatwiać sprawy w sposób cyfrowy, czyli w tym wypadku online – wskazuje Dominik Wójcicki.

Z raportu McKinsey wynika, że już ponad 71 proc. przedsiębiorstw samodzielnie korzysta z e-administracji, a w ogóle z usług administracji publicznej za pomocą internetu – 35 proc. dorosłych Polaków. Niektórzy tylko częściowo korzystaj z e-usług, ale drukują dokumenty i idą z nimi do placówki, ale coraz więcej chce korzystać już tylko z internetu.

– Coraz więcej jest klientów tylko cyfrowych lub w połowie cyfrowych. Reakcja przedsiębiorców na nowe usługi cyfrowe jest pozytywna. Tego właśnie oczekują – zaznacza przedstawiciel MPiT.

Z portalu biznes.gov.pl w 2018 roku skorzystało 7 mln użytkowników (wzrost o blisko 64 proc. rdr.). Tylko w grudniu 2018 roku portal zanotował 1,5 mln wyświetleń, jeszcze na początku 2017 roku było to trzykrotnie mniej. Łącznie w 2018 roku strona miała 15 mln wyświetleń przy 8,7 mln rok wcześniej.

– Te wszystkie dane pokazują, że apetyt na to, żeby załatwiać sprawy cyfrowo i żeby szukać odpowiedzi w sposób cyfrowy, jest coraz większy. My widzimy to od drugiej strony. Administracja musi nadrobić te niewielkie opóźnienie, które ma do poziomu bankowości czy strefy finansów, tak by przedsiębiorca – tak samo jak załatwia sprawę w banku – mógł załatwiać sprawy administracyjne – przekonuje Wójcicki.

Portal biznes.gov.pl to 1,3 tys. poradników dotyczących zakładania i prowadzenia biznesu i 500 artykułów, z których w 2018 roku skorzystało 600 tys. przedsiębiorców. Można też skorzystać z 350 e-procedur, np. uzyskać zaświadczenia i zezwolenia czy złożyć wnioski.

Z nowych funkcjonalności warty docenienia jest Głos Przedsiębiorcy. To miejsce, w którym przedsiębiorcy mogą zgłaszać pomysły na zmiany legislacyjne, prawne czy na kwestie, na które administracja rządowa powinna zwrócić uwagę. Mamy już opublikowanych ponad 250 takich pomysłów, wiele z nich jest zrealizowanych albo w trakcie realizacji – wskazuje Dominik Wójcicki.

Funkcjonalności i rozwiązań w ramach e-administracji będzie coraz więcej. Jak zapowiada Dominik Wójcicki, już niedługo portal biznes.gov.pl  i CEIDG mają zostać zintegrowane tak, aby sprawy można było załatwiać, logując się jednym loginem i hasłem.

Wraz z Ministerstwem Cyfryzacji planujemy realizację projektu e-doręczeń, żeby pisma urzędowe były dostarczane tak jak e-mail, czyli do skrzynki odbiorczej. Myślę, że wielu przedsiębiorców to doceni – mówi Dominik Wójcicki.

Prawo nie nadąża za technologią. Konieczne przepisy regulujące prace nad sztuczną inteligencją

Prawo nie nadąża za technologią. Konieczne przepisy regulujące prace nad sztuczną inteligencją 3

Na rozwój sztucznej inteligencji Europa będzie przeznaczać 20 mld euro rocznie. Wszystko po to, by dogonić potentatów w tym obszarze, czyli Stany Zjednoczone i Chiny. SI w przyszłości może stanowić o przewadze gospodarczej poszczególnych krajów, zwłaszcza w kontekście rewolucji 4.0. Za technologią nie nadąża jednak prawo. Brakuje opracowanych zasad etycznych korzystania ze sztucznej inteligencji oraz odpowiedzialności za jej działanie – ocenia dr Agnieszka Besiekierska z Kancelarii Noerr.

Wyzwania prawne związane z przemysłem 4.0 są wszędzie właściwie takie same i w Polsce nie różnią się one od innych krajów. Są to nowe tematy, na które prawo nie znajduje odpowiedzi. Można powiedzieć, że prawo nie nadąża za technologią. Bardzo dużo inicjatyw w tym zakresie pojawia się na poziomie UE i jest realizowanych w ramach jednolitego rynku cyfrowego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Agnieszka Besiekierska, adwokat, szefowa Praktyki Digitalizacji Biznesu w Kancelarii Noerr.

Deloitte wskazuje, że przemysł 4.0 należy do sześciu megatrendów, które będą kształtowały globalną gospodarkę. Blisko połowa firm już zaczęła wdrażać automatyzację procesów przy wykorzystaniu robotów.

Zmiany w prawie nie nadążają za cyfrową rewolucją, choć pierwsze przepisy weszły już w życie, przede wszystkim RODO czy ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa.

Zdecydowano się na przygotowanie przepisów w zakresie najbardziej istotnych obszarów związanych z nowymi technologiami – zaznacza dr Agnieszka Besiekierska. – Istotną kwestią są dane osobowe, nieosobowe i przepływ tych danych. To bardzo istotne w związku z internetem rzeczy, analityką big data i oczywiście sztuczną inteligencją.

RODO wprowadziło jednolity standard dla wszystkich podmiotów przetwarzających dane osobowe w związku z działalnością w UE. Ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa obejmuje zasięgiem operatorów usług kluczowych, którzy muszą zapewnić zgodność swojego działania nie tylko z przepisami w zakresie cyberbezpieczeństwa, lecz także z RODO i przepisami krajowymi w obszarze danych osobowych.

Brakuje jednak rozwiązań, które dotyczyłyby szerokiego wykorzystywania sztucznej inteligencji. Tymczasem, jak wynika z badania SAS, Accenture Applied Intelligence, Intel i Forbes Insights, już ponad 70 proc. organizacji na świecie prowadzi projekty związane z SI.

Rezolucja Parlamentu Europejskiego i komunikat Komisji Europejskiej „Sztuczna inteligencja dla Europy” kładą bardzo duży nacisk na rozwój sztucznej inteligencji w Europie. Podkreśla się, że Europa nie może zostać w tyle za Stanami Zjednoczonymi i Chinami, w związku z tym uruchamia się dodatkowe środki finansowe, mające służyć rozwojowi sztucznej inteligencji. Te tematy prawne są bardzo istotne, w szczególności w zakresie zasad etycznych korzystania ze sztucznej inteligencji oraz odpowiedzialności, ponieważ sztuczna inteligencja może stanowić bardzo niebezpieczne narzędzie – podkreśla dr Agnieszka Besiekierska.

Raport Digital Poland „Przegląd strategii rozwoju sztucznej inteligencji na świecie” podaje, że Chiny na rozwój AI w 2017 roku wydały 28 mld dol. W USA tylko na jawne badania nad SI rząd wydał w 2016 roku 1,2 mld dol., a dodatkowe 30 mld dol. stanowiły inwestycje sektora prywatnego. Pod względem sztucznej inteligencji Europa dopiero goni światowe potęgi. Unia Europejska zapowiada, że co roku na ten cel będzie trafiać 20 mld euro. Zdaniem ekspertki większe wydatki na SI nie zastąpią jednak ram prawnych.

Proponuje się różne rozwiązania, m.in. kwestię odpowiedzialności za działania sztucznej inteligencji na zasadzie winy w nadzorze. Należy pamiętać, że rozwiązania oparte o sztuczną inteligencję są bardzo specyficzne, nie można ich porównać do niczego, co do tej pory istniało. Użytkownik sam nie do końca ma wpływ na to, w jaki sposób ta sztuczna inteligencja zadziała, ale nawet sam twórca, producent nie może ich do końca przewidzieć – przekonuje adwokat z Kancelarii Noerr.

Na możliwe zagrożenia wskazuje też raport „Złowrogie wykorzystanie sztucznej inteligencji” przygotowany przez przedstawicieli czternaście organizacji, m.in. Uniwersytet w Oksfordzie, Cambridge, czy organizacji OpenAI. Ryzykiem w rozwoju SI jest możliwość jej użycia w złej wierze – w sferze cyfrowej to np. kradzież danych i cyberataki, a w sferze politycznej np. do identyfikacji wrogów i ich eliminacji.

– Bot Microsoft w ciągu kilkunastu godzin obecności w mediach społecznościowych stał się rasistą i zwolennikiem Hitlera. Widać więc, jakie szkody może poczynić sztuczna inteligencja i jak trudno jest przypisać odpowiedzialność za jej działanie. Z jednej strony jest producent, twórca kodu, ale z drugiej strony użytkownik, który karmi to rozwiązanie oparte o sztuczną inteligencję pewnymi danymi i też może spowodować taki, a nie inny rozwój – ocenia dr Agnieszka Besiekierska.

Komercyjne wykorzystanie dronów może przynieść gospodarce nawet 913 mld zł. Najwięcej mogą skorzystać m.in. budownictwo i energetyka

Komercyjne wykorzystanie dronów może przynieść gospodarce nawet 913 mld zł. Najwięcej mogą skorzystać m.in. budownictwo i energetyka 4

Budownictwo, rolnictwo, energetyka czy ubezpieczenia – to tylko niektóre z branż, w których wykorzystanie dronów może przynieść duże korzyści. Urządzenia te mogą się sprawdzić także przy zabezpieczaniu imprez masowych, dostarczaniu listów lub kontrolowaniu zanieczyszczeń powietrza. W zależności od tempa rozwoju rynku korzyść dla gospodarki może wynieść od 310 mld zł (w scenariuszu pesymistycznym) do 913 mld (w scenariuszu optymistycznym). Żeby zwiększać potencjał dronów, potrzebne są korzystne i sprzyjające rozwojowi regulacje – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Dziś to rynek konsumencki jest dominujący. Wartość tego segmentu jest szacowana na 90,8 mln zł (przy 140 mln zł całego rynku). W kolejnych latach punkt ciężkości będzie się jednak przesuwać w kierunku wykorzystania komercyjnego.

Budownictwo to największy komercyjny rynek, w którym wykorzystanie dronów może przynieść korzyści. Przede wszystkim na etapie przygotowania – oceny warunków, wyceny i zaprogramowania harmonogramu prac. Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego wartość tego rynku wzrośnie w 2019 roku do 22 mln zł – z 11 mln zł w 2018 roku. Do 2026 roku ma wynieść niemal 628 mln zł. W rolnictwie wartość ta szacowana jest na ponad 612 mln zł, a w energetyce – na prawie 173 mln zł.

– Drony są kluczowe dla sektora energetycznego, jeżeli chodzi np. o zmierzenie, ile mamy węgla na hałdach węglowych. To jest taki najbardziej obrazowy przykład. Dzięki temu jesteśmy w stanie stwierdzić, czy mamy go więcej, czy mniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Jesteśmy w stanie oferować także szereg usług publicznych na terenach oddalonych. Polska jest relatywnie dużym krajem, mamy problemy komunikacyjne na poziomie lokalnym. I np. Poczta Polska może w przyszłości korzystać z tego, co dają bezzałogowe pojazdy, bo mogą docierać tam, gdzie listonosz nie dociera, i dostarczać listy. To zmniejszy koszt istnienia placówki pocztowej.

Poza budownictwem, rolnictwem czy energetyką lub rynkiem dostaw drony mogą być wykorzystane np. w branży ubezpieczeń, fotografii, telekomunikacji lub administracji publicznej, np. do zabezpieczania imprez masowych lub kontrolowania smogu.

Jeśli chodzi o rolnictwo, to możemy siać poszczególne zboża, oblatywać przestrzeń, która wymaga spryskiwania przez te urządzenia, nie korzystając z wynajmowanych samolotów czy helikopterów, które do tej pory to robiły – podaje przykład Piotr Arak. – Mówimy też o jakości powietrza. Jeżeli mamy takie urządzenia, które nam mierzą stopień zanieczyszczeń, sprawdzają, co wydobywa się z poszczególnych kominów w miastach, to mamy dodatkowy system kontroli, który daje nam możliwość zmniejszenia emisji pochodzących z gospodarstw domowych.

Wartość całego rynku szacowana jest na ok. 140 mln zł, a w ciągu najbliższych 7 lat ma rosnąć w tempie 47 proc. rocznie. Jak wskazuje raport PIE, wartość w ciągu dekady (2017–2026) to ponad 3 mld zł.

Żeby zwiększyć potencjał dronów, musimy przede wszystkim przyjąć korzystne i sprzyjające rozwojowi regulacje. To jest sektor, który wymaga doregulowania. Mamy oczywiście różne sektory, które mogą się rozwijać bez dodatkowych regulacji, natomiast standardy, które daje sektor publiczny, umożliwiają później bezpieczne świadczenie usług dla poszczególnych subsektorów gospodarki – tłumaczy Piotr Arak. – Mamy zastosowanie górnicze, które jest legalne, certyfikowane, mamy osoby, które są ubezpieczone i dopuszczone do tego, żeby korzystać z danego urządzenia. Przede wszystkim mamy też normy co do tego, w jaki sposób i gdzie loguje się dane urządzenie. W ten sposób zwiększamy bezpieczeństwo publiczne, żeby ludzie się nie obawiali tego, co lata nad naszymi głowami.

Niedawno wydane rozporządzenie Ministerstwa Infrastruktury ułatwia zdobycie pozwoleń na sterowanie dronami ważącymi do pięciu kilogramów, skraca również czas zdobycia pozwoleń na korzystanie z dronów profesjonalnych z trzech miesięcy do tygodnia. Resort powołał również pełnomocnika ds. bezzałogowych statków powietrznych i opracował białą księgę, na podstawie której po konsultacjach powstaną odpowiednie regulacje w tym zakresie.

Polacy konsumują ok. 30 kg drobiu rocznie. Branża drobiarska walczy ze szkodliwymi mitami

Polacy konsumują ok. 30 kg drobiu rocznie. Branża drobiarska walczy ze szkodliwymi mitami 5

Branża drobiarska w Polsce – która jest największym w UE producentem mięsa drobiowego i czwartym największym na świecie eksporterem – od lat zmaga się ze szkodliwymi, nieprawdziwymi stereotypami. Konsumenci jednym tchem wymieniają antybiotyki i hormony jako obecne w drobiu. Tymczasem stosowanie hormonów jest zakazane od ponad 20 lat, a antybiotyki mogą być stosowane w hodowli tylko w ściśle określonym reżimie – mówi Łukasz Dominiak, dyrektor Krajowej Rady Drobiarstwa. Zgodnie z danymi Inspekcji Weterynaryjnej przypadki nieprawidłowości na tym rynku są marginalne i oscylują wokół 1 proc.

Spożycie drobiu w Polsce rośnie już kilkunastu lat, chociaż ostatnie prognozy i szacunki Instytutu Ekonomiki Rolnictwa wskazują na wyhamowanie, a nawet lekki spadek. Mówimy o około 30 kg rocznie w przeliczeniu na osobę, przy czym średnia unijna jest niższa i wynosi ok. 24 kg – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Dominiak, dyrektor Krajowej Rady Drobiarstwa.

Jak podkreśla, średni poziom spożycia drobiu w Polsce jest nadal dużo niższy niż w krajach takich jak Stany Zjednoczone czy Izrael, gdzie sięga ono około 60 kg rocznie w przeliczeniu na osobę. Dlatego polski rynek wciąż ma duży potencjał do rozwoju. Sprzyja mu m.in. zmiana nawyków żywieniowych konsumentów i upowszechnienie trendu na zdrowe odżywianie.

Możemy namawiać konsumentów, żeby jedli jeszcze więcej drobiu, a warto, bo drób jest tym mięsem, które wpisuje się w obecne trendy dietetyczne – mówi Łukasz Dominiak.

Dominującym gatunkiem na polskim rynku jest mięso z kurczaka pochodzące z brojlera, czyli kurczaka hodowanego na mięso, które odpowiada za około 80 proc. spożycia. Na drugim miejscu jest mięso indycze z około 16–17-proc. udziałem, a dalej pozostałe gatunki drobiu, przede wszystkim gęś i kaczka. W marginalnym stopniu na polskim rynku obecne jest również mięso ze strusia.

– W okresie ostatnich kilku lat obserwujemy wzrost spożycia i zainteresowania gęsiną, natomiast ona jest spożywana w tak niewielkiej ilości w stosunku do pozostałych gatunków mięsa, że nie wpływa to na statystyki. Cieszy nas to, że mamy do zaoferowania całą paletę różnych rodzajów drobiu. Na co dzień mówimy o kurczaku, o mięsie indyczym, natomiast ten drób wodny – pochodzący z gęsi czy kaczki – jest konsumowany rzadziej, ale też jest z pewnością wartościowy – mówi Łukasz Dominiak.

Jak podkreśla, branża drobiarska musi się zmagać z wieloma mitami, które narosły wokół mięsa drobiowego, dotyczącymi m.in. obecności antybiotyków i hormonów.

– Bardzo często jest to pokłosie pewnych zapożyczeń tego, co się dzieje poza Polską, albo pewnych stereotypów, które są powtarzane przez dziesiątki lat i funkcjonują w dalszym ciągu. Konsumenci jednym tchem wymieniają antybiotyki i hormony jako obecne w drobiu. Tymczasem stosowanie hormonów jest zakazane od ponad 20 lat – podkreśla Łukasz Dominiak.

Zgodnie z prawem również antybiotyki mogą być stosowane w hodowli tylko w ściśle określonym reżimie. Stosuje się je tylko w ramach kuracji, z przepisu lekarza weterynarii. Co więcej, obowiązuje okres karencji po zastosowaniu terapii antybiotykami – właśnie po to, aby drób, który trafia do ubojni, był od nich całkowicie wolny.

– Każdy drób znajdujący się w sprzedaży zgodnie z prawem nie zawiera antybiotyków. Są producenci, którzy wykorzystują strach konsumentów i te stereotypy, komunikując: „Mój produkt jest bez antybiotyków”. Zwalczamy takie postępowanie. Prowadzimy też dyskusję z jedną z sieci handlowych, której pokazujemy, że jej komunikacja jest prowadzona w sposób niewłaściwy, wzbudzający strach i obawy wśród konsumentów dotyczące stosowania antybiotyków – mówi Łukasz Dominiak.

Dyrektor Krajowej Rady Drobiarstwa podkreśla, że – zgodnie z danymi Inspekcji Weterynaryjnej – przypadki nieprawidłowości na tym rynku są marginalne i oscylują wokół 1 proc.

– Martwi nas, że stereotypy są często powielane również przez liderów opinii, czyli osoby, które mają duże zaufanie w społeczeństwie. Często nawet przez lekarzy, którzy są być może nie do końca dobrze doinformowani, zasięgają wiedzy prawdopodobnie z prasy popularnej i lifestyle’owej. My, jako branża, reagujemy na takie przypadki – mówi Łukasz Dominiak.

Polscy konsumenci na sklepowych półkach mają do wyboru standardowe mięso drobiowe i kurczaka z chowu ekologicznego, jednak ten odpowiada za mniej niż 1 proc. polskiej produkcji (w przypadku jaj ekologicznych chętniej wybieranych przez konsumentów ten udział jest wyższy).

Produkcja tego kurczaka, który jest specjalnie certyfikowany, jest całkowicie inna od produkcji kurczaka standardowego w sensie okresu odchowu, dostępu do przestrzeni zewnętrznej, żywienia – tak więc różnice są. Kwestia smaku to indywidualny wybór konsumenta. Natomiast jeżeli chodzi o bezpieczeństwo w sensie weterynaryjnym, zdecydowanie polecam produkty, które pochodzą z ferm w produkcji standardowej, pod stałym nadzorem lekarza weterynarii, bez kontaktu ze środowiskiem zewnętrznym. Z pewnością drób, który bytuje na zewnątrz, jest zdecydowanie bardziej narażony na choroby, chociażby takie jak ptasia grypa – mówi Łukasz Dominiak.

W ciągu ostatnich 10 lat wielkość produkcji drobiowej w Polsce się podwoiła. Produkcja żywca drobiowego wzrosła z 1,1 mln ton w 2007 roku do 2,3 mln ton w 2017 roku, co oznacza wzrost o 108 proc. Polska jest największym w UE producentem mięsa drobiowego i czwartym największym na świecie eksporterem, po Brazylii, USA i Holandii. Na przestrzeni ostatnich 10 lat nastąpił ponadczterokrotny wzrost wartości eksportu: z 2 mld zł w 2007 roku do 8,8 mld zł w 2017 roku. Głównymi odbiorcami polskiego drobiu na unijnym rynku są Niemcy, Czechy, Wielka Brytania i Francja. Jednak coraz więcej eksportu – w tej chwili już około 20 proc. – trafia na rynki państw trzecich, takich jak Chiny, Bliski Wschód, kraje ASEAN (państwa Azji) i Zatoki Perskiej.

Dźwięk 3D przesyłany za pomocą wiązek zwiększy wrażenie przestrzenności. Dzięki technologii śledzenia głowy zawsze trafi bezpośrednio do uszu

Dźwięk 3D przesyłany za pomocą wiązek zwiększy wrażenie przestrzenności. Dzięki technologii śledzenia głowy zawsze trafi bezpośrednio do uszu 6

Postęp technologiczny sprawił, że dziś nie trzeba się wyposażać w wieloelementowe systemy audio, aby doświadczyć przestrzennego brzmienia. Wykorzystując odpowiednie algorytmy do modelowania dźwięku, można sprawić, że trójwymiarowy efekt w muzyce, filmach czy grach można uzyskać nawet z jednego urządzenia emitującego dźwięk. Dźwięk przestrzenny trafia więc do laptopów, soundbarów, a nawet smartfonów. Kolejnym poziomem będzie dźwięk przesyłany za pomocą wiązek, a technologia śledzenia ruchów głowy sprawi, że trafi on zawsze bezpośrednio do uszu.

 Nasz soundbar w technologii 3D audio pozwala całkowicie zanurzyć się w otaczającym nas dźwięku. Technologia ta opiera się na szeregu głośników oraz zastosowaniu inteligentnego rozwiązania pozwalającego na tworzenie czegoś w rodzaju wiązek dźwięku, które trafiają wprost do naszych uszu. Zestaw wyposażony jest również w kamerę, która śledzi ruchy naszej głowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Reuben Wilcock z Audioscenic.

Start-up Audioscenic zaprojektował system dźwięku 3D umożliwiający śledzenie położenia odbiorcy w czasie rzeczywistym. Takie rozwiązanie umożliwia jeszcze dokładniej symulować głębię ścieżki audio, precyzyjnie dopasowując ją do tego, w jaki sposób jest rejestrowana przez odbiorcę. System dopasowuje swoje brzmienie do tego, w którym miejscu siedzimy i w którą stronę zwrócona jest nasza głowa.

– Nawet jeśli przesuniemy się w lewo czy w prawo, dźwięk będzie podążał za nami. Firma wykorzystuje technikę obuusznego systemu dźwiękowego, który sprawia, że możemy się całkowicie zanurzyć w dźwięku – przekonuje ekspert.

Coraz więcej firm, nie tylko tych z branży audio, zwraca się w stronę dźwięku przestrzennego. Potrzebę upowszechnienia tej technologii dostrzegł m.in. Microsoft, który na początku roku wdrożył do Windowsa 10 oraz konsol Xbox obsługę standardu DTS:X. Dzięki niemu zarówno gracze, jak i posiadacze pecetów będą mogli konsumować treści wykorzystujące brzmienie przestrzenne.

Dynamiczny rozwój systemów dźwięku 3D to także zasługa rosnącej popularności systemów wirtualnej rzeczywistości, w których wrażenie głębi potęguje się zarówno za pośrednictwem bodźców wizualnych, jak i dźwiękowych. W odpowiedzi na rosnące wymagania graczy powstają kolejne urządzenia, które mają wiernie odwzorować rozchodzenie się dźwięków w wirtualnej przestrzeni.

Technologia firmy AKG (Harman) ma w czasie rzeczywistym przetwarzać ścieżkę audio w taki sposób, aby dźwięki rozchodziły się tak, jak w prawdziwej, fizycznej przestrzeni. Z kolei Sennheiser stworzył słuchawki dokanałowe AMBEO AR One, które pozwolą cieszyć się brzmieniem 3D podczas korzystania z technologii rzeczywistości rozszerzonej.

Audioscenic swoje rozwiązanie dźwięku 3D chce udostępniać innym firmom. Technologia ma być gotowa w przyszłym roku.

– Nie będziemy sprzedawać żadnych produktów fizycznych, tylko licencję na wykorzystanie technologii przez inne firmy, np. zajmujące się produkcją laptopów, zestawów soundbar lub nawet te z branży samochodowej. Technologia może być wykorzystywana też do kina domowego – mówi dr Reuben Wilcock.

Według analiz firmy Coherent Market Insights wartość rynku technologii dźwięku przestrzennego w 2017 roku wynosiła 3,75 mld dol. Szacuje się, że w najbliższych latach branża będzie rozwijała się w tempie 16,5 proc., a w 2026 osiągnie wartość 14,81 mld dol.

Badanie wirusów żyjących w ekstremalnych środowiskach przyspieszy diagnostykę chorób. Większe możliwości zyskają też laboratoria kryminalistyczne

Badanie wirusów żyjących w ekstremalnych środowiskach przyspieszy diagnostykę chorób. Większe możliwości zyskają też laboratoria kryminalistyczne 7

Zasoby genetyczne naturalnych ekosystemów na Ziemi mają olbrzymi potencjał jako źródło cennych produktów. Możliwości wykorzystania nieznanych do tej pory enzymów pochodzących z nowych wirusów bakteryjnych z ekstremalnych środowisk są praktycznie nieograniczone. Pozwalają sprawdzić, jak mogą się rozwijać organizmy w skrajnie nieprzyjaznym środowisku. Mogą też pomóc w odpowiedzi na pytania, jak dostosować się do ekstremalnych warunków, będą niezastąpione w rozszerzonej diagnostyce czy laboratoriach kryminalistycznych.

– W programie Virus-X mamy odkryć nowe białka o ciekawych nowych własnościach, pochodzących z termofilnych wirusów, których świat jest nie do końca jeszcze poznany. Bardzo wiele tych białek ma bardzo ciekawe własności, nowe, unikalne, do tej pory nieznane. Pracujemy nad końcowym etapem, w którym uzyskujemy te białka w dużych ilościach i testujemy je w konkretnych aplikacjach, w konkretnych rozwiązaniach biologii molekularnej. Ale również w diagnostyce, w sekwencjonowaniu genomu ludzkiego – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr inż. Sławomir Dąbrowski, kierownik ds. badań i rozwoju w A&A Biotechnology.

Projekt Virus-X to wielonarodowy projekt badawczy finansowany przez Unię Europejską w ramach programu Horyzont 2020. Jego celem jest wykorzystanie zasobów genetycznych wirusów w ekosystemach mikrobiologicznych, w tym w ekstremalnych środowiskach, takich jak np. gorące źródła. Biologiczna różnorodność sekwencji nigdzie nie jest tak widoczna, jak w sekwencji wirusowych genomów. Projekt Virus-X eksploruje zewnętrzne obszary tej różnorodności i bada zakodowaną funkcjonalną różnorodność wirusowych produktów genowych.

– Wirusy termofilne są izolowane ze specjalnych ekstremalnych środowisk, jak wulkany podwodne, gejzery na Islandii, bardzo gorące źródła, gdzie temperatura sięga niekiedy około 98 stopni. Również jeśli chodzi o wirusy pochodzące z głębin morskich, te środowiska oczywiście wiążą się z tym, że mamy tutaj bardzo duże ciśnienia. Jest to specyficzny krajobraz dla tego typu drobnoustrojów. Przez to, że jest to unikalne środowisko, to organizmy, które tam żyją, również są w pewnym sensie unikalne i do tej pory nieznane – mówi ekspert.

Gorące źródła są przykładem jednych z najbardziej ekstremalnych środowisk, w których życie może nadal istnieć w temperaturach aż do temperatury wrzenia wody. Aby móc wytrzymać takie warunki, składniki bakterii i wirusów (np. białka) ewoluowały tak, aby były wewnętrznie odporne na ciepło, co może uczynić je szczególnie użytecznymi w pewnych zastosowaniach. Ponieważ parametry takie jak temperatura, pH, obecność gazu i minerałów są bardzo różne, sprawiają, że w każdym z ekstremalnych środowisk można znaleźć unikalną konfigurację szczepów drobnoustrojów. Ewolucja, która napędza adaptację do określonych warunków, odzwierciedla się właśnie we właściwościach produktów genowych.

– Gdybyśmy zaczęli życie na Marsie na nowo i te losy rozwojowe by się potoczyły innymi ścieżkami, to można sobie wyobrazić również to środowisko. Często te ścieżki rozwojowe czy ewolucyjne związane z tymi wirusami rozwinęły się całkiem inaczej niż w takim umiarkowanym klimacie, w jakim żyją ludzie, zwierzęta czy bakterie, które są dobrze nam znane w codziennym życiu – wskazuje dr inż. Sławomir Dąbrowski.

Do analizy sekwencji i analizy struktury i funkcji rodzin białek stosuje się nowe narzędzia bioinformatyczne. Odnalezione zasoby genetyczne można łatwiej przebadać dzięki polimerazie i powielaniu fragmentów DNA. To zaś oznacza więcej materiału badawczego, a tym samym coraz większe możliwości badań.

– Im bardziej poznajemy to białko, charakteryzujemy je i wiemy, w jaki sposób się zachowuje, poznajemy coraz większe możliwości aplikacji tego białka. Tam, gdzie mamy do czynienia z jakąkolwiek cząsteczką kwasu nukleinowego, czyli DNA, RNA, czyli podstawową jednostką informacyjną, możemy tę informację powielić w dowolny sposób, i co bardzo ważne, możemy ją powielić bardzo wiernie. Czyli to, co było w małej ilości, w jednej kopii, uzyskujemy w miliardach kopii, które są identyczne. To duża zaleta tego enzymu – przekonuje naukowiec.

W program Virus-X zaangażowani są badacze z całego świata. Każda grupa ma inny cel, bada inne właściwości i zastosowania wirusów.

– Projekt kończymy za rok i myślę, że wkrótce pojawią się pierwsze prototypy naszych rozwiązań. Na razie są one oczywiście testowane w specjalistycznych laboratoriach. Są to np. laboratoria kryminalistyczne, laboratoria diagnostyczne, tam, gdzie aktualnie istnieje największa potrzeba powielania materiału DNA do badań, które pozwolą nam na zintensyfikowanie i przyspieszenie procedur diagnostycznych – zapowiada dr inż. Sławomir Dąbrowski.

Jakich zabezpieczeń po stronie faktoranta wymaga faktoring?

W przypadku umowy faktoringowej – w odróżnieniu od kredytowej – nie jest konieczne przedstawienie przez faktoranta twardych zabezpieczeń, takich jak hipoteka, zastaw majątku przedsiębiorcy czy przewłaszczenie. Zabezpieczenie umowy stanowi natomiast weksel in blanco oraz cesja wierzytelności. Mimo że faktoring jest umową szablonową, jego warunki podlegają negocjacjom.

Przedsiębiorca, który chce rozpocząć współpracę z faktorem, musi spełnić odpowiednie warunki. Na pozytywną decyzję faktora o udzieleniu finansowania wpływ ma m.in. to, z jakiego rodzaju faktoringu klient chce skorzystać oraz to, czy umowa będzie miała charakter ciągły. Instytucji faktoringowej zależy na tym, by usługa trwała dłużej niż zapłata za jedną transakcję. Zanim umowa zostanie podpisana, faktor sprawdza sytuację przyszłego faktoranta oraz jego dłużnika, ale także wielkość jego obrotów i stabilność kontaktów handlowych. Analiza dokonywana przez faktora różni się w przypadku konkretnych rodzajów faktoringu. Przykładowo, w sytuacji ubiegania się przez faktoranta o faktoring z regresem (czyli faktoring niepełny, nieobejmujący przejęcia przez faktora ryzyka niewypłacalności), sytuacja finansowa dłużnika będzie drugorzędna.

Warunki faktoringu można negocjować

Zanim przedsiębiorca podpisze umowę z faktorem, ma prawo do negocjowania jej warunków. Pomimo bowiem że umowa faktoringu jest umową adhezyjną, wysokość opłat, wynagrodzenia faktora za dyskonto, terminy płatności, wysokość limitów finansowania czy ustanowienie dodatkowych zabezpieczeń wymagają indywidualnego doprecyzowania. Kwestie te zależą zarówno od faktora – jego ogólnej oferty, jak i faktoranta – branży, w której funkcjonuje, wielkości prowadzonych przez niego transakcji czy potencjału, jaki posiada.

Zabezpieczeniem jest wierzytelność

Podstawowym zabezpieczeniem wypłacanych z faktoringu środków jest finansowana wierzytelność (możliwa do przeniesienia poprzez cesję). W umowach faktoringowych ważną rolę odgrywają więc również tzw. zabezpieczenia „miękkie”, czyli pełnomocnictwo oraz weksel in blanco. Czasem stosuje się również weksle, pełnomocnictwo do rachunku bankowego czy poręczenie. Innym zabezpieczeniem może być notarialne poświadczenie przedsiębiorcy o poddaniu się egzekucji.

Najważniejsza jest cesja wierzytelności

Umowa faktoringowa oznacza długookresową współpracę między firmą a wyspecjalizowaną instytucją faktoringową, czyli tzw. faktorem. Jest umową nienazwaną i w związku z tym łączy elementy różnych umów: cesji wierzytelności, sprzedaży, pożyczki, zlecenia, świadczenia usług, dyskonta, umowy o dzieło. To właśnie cesja wierzytelności jest jednym z podstawowych czynników umożliwiających korzystanie z faktoringu. Zgodnie z prawem cywilnym istnieje możliwość zmiany wierzyciela bez zgody dłużnika. Taka zmiana odbywa się na podstawie właśnie cesji.

Cesja wierzytelności to zatem przeniesienie uprawnień przysługujących cedentowi, czyli dotychczasowemu wierzycielowi, na cesjonariusza, czyli nabywcę wierzytelności. Przedmiotem cesji może być każda wierzytelność. Ważne, by była ona zbywalna i nie przysługiwała osobie trzeciej przed zawarciem umowy. Cesja regulowana jest artykułami 509-516 Kodeksu cywilnego.

Jeśli w umowach pomiędzy potencjalnym faktorantem a jego kontrahentami zawarty jest zakaz cesji, podpisanie umowy z faktorem dotyczącej tego konkretnego kontrahenta jest niemożliwe. Zakaz cesji dotyczy przede wszystkim dużych graczy na rynku, w tym m.in. sieci handlowych wykorzystujących swoją pozycję. Zakaz cesji w umowie z jednym z odbiorców nie dyskwalifikuje jednak firmy całkowicie. Dalej może podpisać on umowę faktoringu, pod warunkiem, że wyłączone zostaną wierzytelności objęte zakazem cesji.

W ramach zobowiązania jedna ze stron ma prawo żądać spełnienia jakiegoś świadczenia, a druga – obowiązek to żądanie spełnić. Na mocy porozumienia wierzytelność przysługującą wierzycielowi względem dłużnika przenosi się na osobę trzecią. W przypadku faktoringu cesjonariuszem jest faktor, cedentem natomiast jego klient, czyli firma, która sprzedała swoje produkty lub usługi z odroczonym terminem płatności innemu podmiotowi. W praktyce oznacza to, że po pieniądze, należne z tytułu nieopłaconej faktury, może zgłosić się faktor. Przedsiębiorca natomiast uzyskuje finansowanie od faktora zaraz po przesłaniu faktury.

Elastyczność oferty

Faktoring to rozwiązanie nie tylko dla dużych firm. Dla faktora od wielkości ważniejsza jest wiarygodność przedsiębiorstwa. Najważniejszym kryterium, które decyduje o możliwości korzystania przez firmę z faktoringu, jest faktorowalność jej transakcji. Jest to szereg czynników utrudniających skuteczne ściąganie należności. Przykładowo – na faktorowalność wpływa stabilność finansowa kontrahentów faktoranta. Z faktoringu będzie mógł skorzystać przedsiębiorca posiadający rozproszony portfel stałych odbiorców B2B, z którymi umowy nie zawierają zakazu cesji wierzytelności. Faktorant musi też prowadzić sprzedaż z odroczonym terminem płatności.

Z faktoringu korzystać powinny firmy produkcyjne lub handlowe, które mają wysoki poziom należności i z tego tytułu mogą mieć problem z kapitałem obrotowym na bieżącą działalność. Trzeba jednak pamiętać, że w ramach faktoringu nie ma możliwości uzyskania finansowania pod kontrakty czy pod produkcję w toku.

Dla kogo jest kierowany faktoring?

Faktoring kierowany jest do przedsiębiorstw, którym zależy na zwiększeniu płynności finansowej. Pozwala on na bieżące finansowanie działalności i spłatę należności, a co za tym idzie – także na rozwój. Taką usługę świadczy m.in. ostatnio popularny Bibby Financial Services. Faktorant może skorzystać również z szeregu dodatkowych świadczeń, takich jak np. weryfikacja potencjalnych kontrahentów, monitoring i administrowanie płatności czy możliwość przejęcia ryzyka niewypłacalności kontrahenta.

Firmy wyłączone z faktoringu

Trudno uzyskać finansowanie z faktoringu będzie firmom, które mają złe doświadczenia płatnicze z odbiorcami, współpracują z nierzetelnymi firmami, u których występuje duże ryzyko niewypłacalności. Przeszkodą mogą też okazać się faktury z krótkim terminem płatności. Niełatwo zostać faktorantem będzie również tym przedsiębiorstwom, które nie przekazują towarów lub usług w formie umowy sprzedaży lub rejestrują ich częste zwroty, nie mają stałych odbiorców, a także tym, które otrzymują zapłatę w gotówce. Warto przypomnieć, że warunkiem jest rozproszony portfel kontrahentów, z zasady zatem odpadają też firmy, które posiadają tylko jednego odbiorcę. Faktorzy zazwyczaj nie zawierają umów z przedsiębiorcami z grupy kapitałowej.

Dlaczego warto korzystać z usług drukarni internetowych?

Twoja firma nie istnieje, dopóki nie pokażesz jej światu, czyli potencjalnym klientom. Jak to zrobić? Cennym partnerem może okazać się drukarnia internetowa.

Co może drukarnia internetowa może zrobić dla twojej firmy?

W przedstawianiu oferty przedsiębiorstwa niezwykle skutecznym narzędziem jest internet. Jednak co wtedy, kiedy masz już za sobą pierwszą rozmowę z potencjalnym kontrahentem, który znalazł twoją firmę właśnie w ten sposób? Potrzebujesz przynajmniej wizytówki. W niektórych rodzajach działalności przydają się również foldery reklamowe, czy katalogi. Wcześniej czy później każdy przedsiębiorca staje w obliczu konieczności znalezienia drukarni materiałów reklamowych, która wykona dla niego wszelkie przydatne materiały.

Czego jeszcze możesz potrzebować?

Jeśli wybierasz się na targi branżowe, mogą Cię zainteresować wizytówki lub rollUp’y. Jest to jeden z powszechnie stosowanych rodzajów reklamy wystawienniczej, dzięki któremu możesz w czytelny i widoczny z daleka sposób oznaczyć stanowisko.

Sprawdź więcej tutaj – https://www.openprint.pl/wizytowki

Jaką drukarnię wybrać?

Wygodnym i korzystnym rozwiązaniem jest zamawianie wszelkiego rodzaju materiałów reklamowych w drukarni internetowej. Dlaczego to się opłaca? Przede wszystkim – oszczędzasz czas. Wszystko załatwiasz on-line, od zamówienia, stworzenia projektu, po wygodną dostawę pod wskazany adres. Wiele drukarni, aby zachęcić klientów do korzystania z ich usług, oferuje darmowe opracowanie projektu, pod warunkiem, że będzie wykonywany w ich firmie. Istnieją ponadto systemy rabatów i zniżek dla stałych klientów, opłaca się więc być lojalnym wobec drukarni internetowej, która już raz wykonała dla Ciebie udany projekt.

Bogata oferta dla firm

Drukarnie internetowe mają w swojej ofercie praktycznie wszystko, czego możesz potrzebować dla promocji Twojej marki. Warto zaznaczyć, że materiały reklamowe wykonywane są na najwyższej jakości nośnikach, przy użyciu nowoczesnych technologii. Ich jakości z pewnością nie powstydzisz się, wręczając wizytówkę, czy teczkę z materiałami ofertowymi kontrahentowi.

W drukarni internetowej masz też możliwość wygodnego zamówienia bez wychodzenia z domu wszelkiego rodzaju gadżetów reklamowych takich jak podkładki na biurko, kalendarzyki i inne drobiazgi, które przypominają obdarowanym o istnieniu Twojej firmy i jej ofercie. Gadżety te i inne materiały, możesz zamówić już w niewielu ilościach, kiedy na przykład chcesz sprawdzić, czy ten sposób reklamy zdaje egzamin. Kiedy przekonasz się do drukarni internetowej, watro zamawiać większe ilości – możesz wtedy liczyć na naprawdę korzystną cenę jednostkową.

BANKING TECH & SECURITY już 27 marca 2019 w Warszawie!

Zarządzanie bezpieczeństwem w sektorze bankowym jest złożonym wyzwaniem, wymagającym dogłębnej analizy wielu elementów. M.in. sposobu zabezpieczeń czynności bankowych, identyfikacji wektora zagrożeń, przeglądu podejmowanych inicjatyw bezpieczeństwa, jak również koncepcji, trendów i technologii, które zostały wprowadzone w celu rozwiązania konkretnych problemów. Te aspekty będą głównym przedmiotem dyskusji podczas wydarzenia. Ponadto  zostaną omówione najnowsze trendy rozwiązań oraz technologii dla sektora bankowego, jak również aspekty prawne oraz ich nowelizacje w standardach europejskich.BANKING TECH & SECURITY

BEZPŁATNA REJESTRACJA

„Banking Tech & Security!” już 27 MARCA 2019 w Warszawie!

W programie wydarzenia wystąpienia m.in.:

  • INCYDENT NARUSZENIA DANYCH NA GRUNCIE GDPR

Jacek Błachut, Kancelaria SPCG

  • MALWARE- JAK OCHRONIĆ INFRASTRUKTURĘ WEWNĘTRZNĄ BANKU. CASE-STUDY NA PRZYKŁADZIE INFRASTRUKTURY BANKU BNP PARIBAS

Grzegorz Sowa, BGŻ BNP Paribas

  • ANALIZA POWIĄZAŃ W DZIAŁANIACH ANTYFRAUDOWYCH

Tomasz Kierski, Santander

  • WDROŻENIE AGILE W HURTOWNI DANYCH Z PERSPEKTYWY MANAGERA
    Tomasz Dutkowski, mBank

Strona internetowa wydarzenia: http://bankingtech.pl/

Udział w konferencji jest bezpłatny, wystarczy wypełnić formularz rejestracyjny!

Uprzejmie informujemy, że ilość miejsc jest ograniczona.

Uczestnikom konferencji zapewniamy przerwy kawowe oraz komplet materiałów konferencyjnych.

Kontakt z organizatorem:

tel.: 22-39-09-109
Strona internetowa: http://pureconferences.pl

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Rynki finansowe dalej pozostaną pod wpływem niepewności o trajektorię globalnego wzrostu, a w kolejnych dniach dane makro raczej nie pomogą rozwiać obaw. Wskaźniki aktywności i sentymentu z Europy i USA będą najlepszymi miarami aktualnej sytuacji. Protokoły z posiedzeń banków centralnych pozwolą ocenić szanse powrotu do luzowania polityki monetarnej.

Przyszły tydzień: minutki FOMC/RPP/RBA, PMI z Eurolandu, Ifo z Niemiec, rynek pracy z Wlk. Brytanii/Australii, sprzedaż detaliczna z Kanady

USA

W USA tydzień startuje z opóźnieniem przez obchody Dnia Prezydenta w poniedziałek, co z resztą będzie rzutować na aktywność rynku finansowego przez całą dobę. W kolejnych dniach najciekawiej zapowiada się protokół z posiedzenia FOMC (śr). W ostatnich wypowiedziach członkowie Komitetu często sugerowali wcześniejsze zakończenie programu redukcji sumy bilansowej – pomocniczego procesu zacieśniania polityki pieniężnej. Minutki powinny rzucić więcej światła na kierunek dyskusji i dać sugestie, jak szybko Fed chce zrezygnować z tego narzędzia. Im szybciej, tym bardziej gołębi będzie wydźwięk. Poza tym indeks Fed z Filadelfii i indeks zaufania konsumentów Conference Board (oba w czwartek) powiedzą więcej o aktualnym stanie gospodarki od strony produkcji i konsumpcji. Sceptycznie podchodzimy do potencjału aprecjacji dolara poza premią wynikającą ze wzrostu awersji do ryzyka.

Strefa euro

W strefie euro najważniejsze będą najnowsze odczyty indeksów PMI dla przemysłu i usług (czw). Styczniowe odczyty przyniosły lekką poprawę, ale tak, jak nie widać wyraźnej poprawy w ujęciu globalnym, tak i za wcześnie na wzmocnienie w Eurolandzie. Niepewność o perspektywy wymiany handlowej z Chinami i brexit wstrzymują decyzje inwestycje firm. Niemiecki indeks Ifo (pt) prawdopodobnie potwierdzi problemy gospodarki na początku roku. W przyszłym tygodniu mamy też przemówienie prezesa EBC Draghiego (pt) – jego ocena sytuacji gospodarczej może być wskazówką dla przyszłych decyzji banku. Ogólnie na horyzoncie nie widać pozytywnych punktów zaczepienia dla EUR.

Wielka Brytania

Ucieka czas na ewentualne zmiany w porozumieniu brexitu przy powracającym sporze między rządem premier Theresy May a posłami jej własnej partii. Ustępstwa UE w kwestii backstopu byłyby niespodzianką, która dałaby zastrzyk optymizmu w funta, choć bardziej realna jest materializacja pomysłu odroczenia Artykułu 50. o 3-6 miesięcy. Od strony danych uwaga będzie na raporcie z rynku pracy (wt). Ostatnio dane były mocne, choć spowolnienie gospodarcze może w końcu zacząć ciążyć na odczytach. Utrzymanie silnej dynamiki płac będzie argumentem za podwyżką stóp procentowych, ale tylko kiedy brexit nie będzie stanowił przeszkody (uzgodnione łagodne rozstanie z UE lub jego dalekie odroczenie). Nie zakładamy, aby klimat polityczny uległ wyraźnej poprawie, by prędko wesprzeć GBP.

Polska

W przyszłym tygodniu otrzymamy sporo danych z polskiej gospodarki, które rzucą więcej światła na siłę ożywienia na początku roku w obliczu niesprzyjających wiatrów z rynków zewnętrznych. Główna uwaga dotyczyć będzie produkcji przemysłowej (śr) i sprzedaży detalicznej (czw), choć nie spodziewamy się istotnego wpływu na złotego. Protokół z posiedzenia RPP (czw) będzie interesujący, czy pokaże zaostrzanie stanowiska członków życzących sobie zmiany neutralnego nastawienia. Traktujemy ostatnią falę osłabienia złotego jako anomalię niepodyktowaną czynnikami fundamentalnymi, a bardziej korelacją z deprecjacją EUR na rynkach globalnych. Jakkolwiek nie warto walczyć z rynkiem, który aktualnie nie darzy złotego sympatią, ale gdy kurz opadnie, opadać zacznie też EUR/PLN.
Dane z Japonii (zamówienia na maszyny – pon, bilans handlowy – śr) prawdopodobnie będą obarczone wpływem globalnego spowolnienia gospodarczego. Spadek zamówień i obniżenie dynamiki eksportu będą przemawiać w stronę złagodzenia stanowiska BoJ w ślad za innymi bankami centralnymi. Jednak polityka BoJ jest już na tyle luźna, że pole do manewru jest dość wąskie, więc trudno oczekiwań, aby znalazło to istotne dyskonto w wycenie JPY.

Australia

W Australii toczy się debata o kondycję gospodarki i w rezultacie szanse na złagodzenie polityki RBA. Sądzimy, że oczekiwania są przesadzone, jednak rynek wykorzystuję każde odbicie Aussie do sprzedaży. W tym kontekście po raporcie z rynku pracy (czw) większa reakcja będzie w przypadku pozytywnego zaskoczenia. Dane o zatrudnieniu trzymają się solidnych poziomów, więc szanse na ruch kursu są spore. Wcześniej protokół z posiedzenia RBA (wt) stanowi ryzyko po negatywnej stronie, jednak biorąc pod uwagę, że w tym miesiącu mieliśmy okazję poznać Raport Polityki Monetarnej, miejsca do niespodzianek nie pozostało wiele. W Nowej Zelandii nie ma pierwszorzędnych publikacji i NZD powinien podążać w ślad rynkowego sentymentu.

Kanada

Sprzedaż detaliczna za grudzień będzie najważniejszym odczytem z Kanady (pt). Konsensus zakłada zerową dynamikę, ale po fatalnych wskazaniach z USA w minionym tygodniu ryzyka przeważają po stronie rozczarowania (regionalna korelacja). Wcześniej (w czwartek) mamy przemówienie prezesa Banku Kanady Poloza. Interesujące będzie, jak BoC ocenia ostatnią serię dobrych danych i czy wzrosły szanse na powrót banku do zacieśniania polityki. Sądzimy, że kwiecień jest realnym terminem na kolejną podwyżkę, czego rynek obecnie nie wycenia, a co wkrótce może być ważną siłą napędzającą aprecjację CAD. Póki co pomagają wzrosty cen ropy naftowej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prawo administracyjne – Adwokat Kraków

Jedną z licznych i rozbudowanych gałęzi prawa jest prawo administracyjne, które dotyczy procesów administracyjnych administracji rządowej i samorządowej, określania sposobów powołania, kompetencji, działalności i odpowiedzialności organów administracji rządowej i samorządowej oraz regulacją stosunków między organami administracji, a obywatelem. W trakcie udzielania porad prawnych wszystkim naszym klientom, bez względu na rodzaj tych porad, stosujemy się i odwołujemy do Kodeksu postępowania administracyjnego z 1960 roku oraz aktów wydawanych przez różne organy administracji rządowej i samorządowej. Udzielamy bezwzględnej pomocy wszystkim osobom zgłaszającym się do nas. Dla nas nieistotna jest kwestia czego konkretnie problem dotyczy, ponieważ jesteśmy w stanie rozwikłać każdego rodzaju sprawę administracyjną oraz dotyczącą prawa z innego zakresu. Nasze wieloletnie doświadczenie jest tutaj niewątpliwym i dużym atutem. Prawo administracyjne w Polsce obejmuje różne podrodzaje, w tym: prawo administracyjne ustrojowe, które określa strukturę oraz zasady funkcjonowania administracji publicznej; prawo administracyjne materialne, regulujące prawa i obowiązki organów administracji publicznej i obywateli oraz prawo administracyjne procesowe, które określa postępowanie administracyjne. W teorii wszystko to wydaje się skomplikowane, dlatego naprawdę nie warto zajmować tym samodzielnie i na własną rękę, kiedy są osoby wykwalifikowane i pracujące, aby pomóc innym. Zgłoś się do naszego biura porad prawnych w Krakowie, a my pomożemy Ci w każdej sprawie. Biorąc pod uwagę prawo administracyjne mówi się o postępowaniu lub procesie administracyjnym w urzędzie bądź sądzie. Obywatel, który uczestniczy w postępowaniu administracyjnym może otrzymać decyzję administracyjną lub postanowienie. Decyzja administracyjna to nic innego jak akt prawny, wydawany przez odpowiedni organ z zakresu jego kompetencji. A naszym biurze porad prawnych poinformujemy czego może dotyczyć: przyznania lub cofnięcia obywatelowi określonych uprawnień typu licencja, zakaz, nakaz; nałożenia lub cofnięcia obywatelowi określonych uprawnień. Jeżeli taka decyzja nie zmienia sytuacji prawnej obywatela, mówimy o decyzji deklaratoryjnej, natomiast jeżeli decyzja organu administracyjnego zmienia sytuację prawną obywatela mówimy o decyzji konstytutywnej. W jaki sposób może zmienić i jak to może wyglądać w praktyce powiemy Ci osobiście. Wystarczy, że skontaktujesz się z nami e-mailowo lub telefonicznie i umówisz na spotkanie z jednym z radców prawnych. Jeżeli uczestniczyłeś już w postępowaniu administracyjnym i nie jesteś zadowolony z wydanej decyzji, zgłoś się do nas! Możesz wówczas uciekać się do środków odwoławczych, jakimi są: odwołanie, które można złożyć do 14 dni od daty otrzymania decyzji; zażalenie – 7 dni od daty doręczenia do organu odwoławczego. Odwołanie i zażalenie stosuje się w przypadku wydania aktów nieostatecznych, natomiast w wypadku aktów ostatecznych możemy zastosować: żądanie wznowienia postanowienia bądź żądanie stwierdzenia nieważności decyzji. Żądanie wznowienia postanowienia polega na konieczności ponownego rozpatrzenia sprawy. Istnieje bezwzględny warunek – musi istnieć pewność, iż w trakcie postępowania wystąpiły poważne nieprawidłowości. Żądanie stwierdzenia nieważności decyzji może być brane pod uwagę, jeżeli wydał ją organ nieuprawniony do tego, jej wydanie nie miało podstaw prawnych bądź decyzja obciążona jest wieloma wadami. O tym i o wiele innych przedmiotach, związanych z prawem administracyjnym, dowiesz się poprzez kontakt z nami. Na stronie podaliśmy zarówno numery telefonów, jak i adres e-mailowy, pod którym czekamy na Państwa zgłoszenia. Podejmujemy się każdej sprawy sądowej oraz doradztwa prawnego w każdej kwestii. Zapraszamy.

Jeżeli potrzebujesz przetłumaczyć tekst z zakresu prawa. Odwiedź stronę tłumaczenia dokumentów sądowych i prawnych.

Adwokat i prawnik prawo rodzinne Kraków

Jedną z naszych specjalizacji jest prawo rodzinne. Zajmujemy się nim od wielu lat, co sprawia, iż mamy ogromne doświadczenie. Jesteśmy w stanie pomóc Ci w każdej sprawie, powiązanej w jakikolwiek sposób z prawem rodzinnym. Nasze biuro porad prawnych mieści się w Krakowie. Możesz umówić się na spotkanie i poinformować nas o charakterze Twojego problemu lub skontaktować się z nami telefonicznie. Powierzając nam możliwość rozwiązania Twojej sprawy, dajemy Ci gwarancję odpowiedniego wykonania usługi. Opierając się na Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, Kodeksie cywilnym i ustawach szczegółowych, nie spoczniemy dopóki Twoja satysfakcja nie będzie pełna. Możesz się do nas zwrócić o poradę w każdej sprawie, dotyczącej prawa rodzinnego. Nie ma dla nas znaczenia jaki charakter będzie ona miała.

Czy będzie to kwestia alimentów, ich rozporządzania, podwyższania lub obalania czy kwestia ustalenia ojcostwa. Każda sprawa jest przez nas traktowana niezmiernie poważnie, więc będziesz mógł otrzymać poradę prawną z pierwszej i najlepszej ręki. Nie zajmujemy się jednak tylko i wyłącznie doradztwem prawnym, ale także pisaniem wniosków i pozwów. Nie rób tego sam, nie popełniaj błędów, skoro może to zrobić za Ciebie specjalista.

Rozwody

Zajmujemy się wszelkimi kwestiami, związanymi z prawem rodzinnym. Podejmujemy się spraw małżeńskich, problematyki rozwodów cywilnych oraz unieważnienia małżeństwa. Kwestią z nią nierozerwalną jest równouprawnienie współmałżonków. Podejmujemy się wszystkich spraw, powiązanych z tematyką małżeństwa – rozwodów, separacji. U nas dowiesz się w jaki sposób dochodzić orzeczenia winy rozkładu pożycia małżeńskiego. Zajmujemy się tym profesjonalnie od wielu lat i posiadamy niezbędną wiedzę oraz doświadczenie. Wszystkie sprawy, dotyczące rozdzielności majątkowej przy rozwodzie są bardzo problematyczne. Naszym zadaniem, które staramy się w pełni wypełniać jest przeprowadzenie rozdziału majątku z jak największą korzyścią dla Ciebie. Twoje wskazówki zawsze wiodą prym w naszym postępowaniu sądowym. Nie zrobimy nic bez Twojej zgody. Podczas rozwodów często cierpią dzieci. My zwracamy uwagę na ich dobro i kierujemy się przede wszystkim tą zasadą. Podejmujemy się także spraw pokrewnych, związanych z ustalaniem ojcostwa czy adopcją dziecka.

Adopcja dziecka

Jest ona bardzo zawikłana, dlatego jeżeli chcesz się podjąć opieki nad dzieckiem, koniecznie powinieneś skonsultować to z radcą prawnym, który ma w tym sporo doświadczenia. Dowiesz się wówczas kto w Polsce może ubiegać się o adopcję, dlaczego i na jakich zasadach. Zasady te są bardzo skomplikowane i ich ilość jest trudna do ogarnięcia, stąd konieczność konsultacji ze specjalistą. Między przysposabiającym, a przysposobionym musi istnieć odpowiednia różnica wieku. Osoby, ubiegające się o adopcje muszą być pewne swoich zamiarów, ponieważ wniosek o rozwiązanie adopcji może być kierowany tylko z ważnych powodów, na przykład kiedy więź między przysposabiającym, a przysposobionym jest słaba i wątpliwa. Istnieje szereg zasad, dotyczących przysposobienia. Nie można przysposobić osoby pełnoletniej. Głównym i szczytnym celem przysposobienia jest dobro dziecka. Wspomniana wcześniej odpowiednia różnica wieku łączy się także z zasadą, iż przysposabiający musi pełnić pełną zdolność do czynności prawnych. Jeżeli potrzebna Ci jest pomoc związana z przysposobieniem, zwróć się do nas. Wspólnie skierujemy wniosek do sądu opiekuńczego, który orzeka o przysposobieniu.

Alimenty

Oprócz powyższych spraw podejmujemy się także spraw o obowiązki alimentacyjne. Jeżeli nie jesteś pewien czy Twój przypadek podlega pod ustalenie alimentów, przedstaw go nam. Nasze wieloletnie doświadczenie będzie dużym ułatwieniem. Każda inna sprawa, także z zakresu opieki oraz kurateli będzie dla nas sprawą najważniejszą. Korzystając z naszych usług oraz porad prawnych masz pewność, że postaramy się uzyskać taki efekt na jaki liczysz. Czekamy na Ciebie w biurze w Krakowie lub na kontakt telefoniczny czy e-mailowy.

Jeżeli potrzebujesz tłumaczenia dokumentów z zakresu prawa odwiedź stronę Biura Tłumaczeń Kraków.

Zmiany w odpowiedzialności podmiotów zbiorowych

Przygotowywana ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych dotyczy osób prawnych oraz jednostek organizacyjnych niemających osobowości prawnej. Kary za przestępstwa lub przestępstwa skarbowe to nawet 30 mln zł. Są jednak sankcje, które mogą się okazać jeszcze bardziej dolegliwe.

– Warunkiem poniesienia odpowiedzialności nie jest już – jak to jest obecnie – skazanie sprawcy przestępstwa – mówi w rozmowie z MarketNews24 Joanna Stolarek, doradca podatkowy, Lider Praktyki Compliance w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – To oznacza, że postępowania przeciwko podmiotowi zbiorowemu oraz sprawcy mogą się toczyć równolegle.

W projekcie ustawy przewidziano surowe sankcje, w szczególności zaś:

*karę pieniężną od 30.000 do 30.000.000 zł,

* zakaz prowadzenia określonego rodzaju działalności gospodarczej, zakaz promocji
i reklamy, zakaz korzystania z dotacji czy subwencji, zakaz ubiegania się o zamówienia publiczne,

* likwidację podmiotu zbiorowego.

Projekt ustawy jest bardzo istotny z perspektywy zarządzania zgodnością, gdyż nie tylko definiuje „winę organizacyjną” czyli takie nieprawidłowości w organizacji, które ułatwiają popełnienie czynów zabronionych, ale także odnosi się do kwestii sygnalistów.

W odniesieniu do pierwszego z powyższych zagadnień, projekt ustawy wskazuje, że podmiot zbiorowy powinien:

  • określić zasady postępowania na wypadek zagrożenia popełnienia czynu zabronionego,
  • określić zakres odpowiedzialności organów podmiotu zbiorowego, innych jego komórek organizacyjnych, jego pracowników lub osób uprawnionych do działania w jego imieniu lub interesie,
  • wyznaczyć osobę lub komórkę organizacyjną, nadzorującą przestrzeganie przepisów i zasad regulujących działalność podmiotu,
  • organ podmiotu zbiorowego lub osoba fizyczna uprawniona do jego reprezentowania powinien reagować na nieprawidłowości w organizacji.

Jeżeli chodzi o sygnalistów to, zgodnie z projektem, na podmioty zbiorowe nałożony jest obowiązek prowadzenia postępowania wyjaśniającego w odniesieniu do zgłaszanych przez sygnalistów (będących jego pracownikami) informacji o:

  • podejrzeniu popełnienia czynu zabronionego,
  • niedopełnieniu obowiązków lub nadużyciu uprawnień,
  • niezachowaniu należytej staranności lub
  • nieprawidłowościach w organizacji, które mogłyby prowadzić do popełnienia czyny zabronionego.

Jeżeli tego typu informacje będą zignorowane lub nie będą podejmowane działania zmierzające do usuwania stwierdzonych w trakcie postępowania nieprawidłowości, to sąd uznając podmiot zbiorowy za odpowiedzialny, może wymierzyć karę pieniężną w podwójnej wysokości.

Dodatkowo, jeżeli w odniesieniu do sygnalistów prowadzono działania polegające na naruszeniu uprawnień pracowniczych, sąd może orzec na wniosek takiej osoby przywrócenie do pracy jak również odszkodowanie. Projekt ustawy i uzasadnienia nie mówią nic o tym, że te dwie sankcje są alternatywne, a z literalnego brzmienia przepisu wynika, że mogą być przez sąd zastosowane łącznie. Wydaje się to racjonalne jeżeli sygnalista pozostawał bez pracy przez okres trwania postępowania sądowego, a jego wolą jest przywrócenie do pracy to sąd może orzec także odszkodowanie.

– Powyższe regulacje oznaczają, że kwestia zarządzania zgodnością powinna przestać być traktowana jako „fanaberia” ale wpisać się na stałe do codziennego funkcjonowania każdego przedsiębiorstwa – wyjaśnia Joanna Stolarek z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Regulacje w zakresie zarządzania zgodnością nie są bowiem – wbrew obiegowej opinii – tematyką zarezerwowaną dla międzynarodowych korporacji, ale powinny stać się codziennością dla wszystkich. Rozwiązania w tym zakresie nie tylko pozwalają na szybkie wykrywanie i eliminowanie niepożądanych działań ale także coraz częściej odpowiadają na wymagania kontrahentów czy inwestorów, którzy coraz większą wagę przywiązują do danych pozafinansowych, takich jak czynniki związane z odpowiedzialnością społeczną czy wreszcie czynniki ładu korporacyjnego.

Łabędzi śpiew dynamiki wzrostu PKB?

4,9 proc. – tyle wg. komunikatu GUS wynosił wzrost PKB w ostatnim kwartale 2018 roku. Ten dobry wynik traci jednak na znaczeniu wobec nieuchronnego spowolnienia gospodarczego oraz braku inwestycji, które mogłyby osłabić jego konsekwencje.

Komunikat GUS to dopiero wstępny szacunek PKB, tzw. flash . Regularny komunikat ma być opublikowany 28 lutego, ale zmiany nie powinny być zasadnicze. 4,9 proc. wzrostu PKB liczonego rok do roku oznacza wysoką dynamikę.

Jednak z wypowiedzi Minister Finansów Teresy Czerwińskiej wynika, że w I-szym kwartale 2019 roku resort spodziewa się obniżenia tempa wzrostu PKB, wskazującego na „miękkie spowolnienie”. Zdaniem minister Czerwińskiej złożą się na nie m.in. uwarunkowania zewnętrze, przede wszystkim tzw. twardy brexit i spory handlowe z USA. Według resortu Przedsiębiorczości i Technologii wzrost PKB będzie na poziomie powyżej 4 proc. chociaż można się domyślać, iż będzie to raczej tempo nie powyżej, a bliżej 4proc.

Niepokoi nie tyle zapowiedź spowolnienia gospodarczego, co brak zapowiedzi jakiegokolwiek na nie remedium. O to także od dawna upominali się Pracodawcy RP – uważa dr Leszek Juchniewicz, Główny Ekonomista Pracodawców RP. Jego zdaniem miniony rok był okresem dobrej światowej koniunktury i w ślad za tym okresem dobrych wskaźników charakteryzujących polską gospodarkę takich jak wysokie tempo wzrostu PKB, niska stopa bezrobocia, pełzająca inflacja, stabilny kurs walutowy, niskie stopy procentowe, zasobny budżet państwa. – Ale był to także kolejny rok swoistej pasywności w wykorzystaniu tych sprzyjających uwarunkowań do rzeczywistej a nie deklaratywnej restrukturyzacji polskiej gospodarki – twierdzi Juchniewicz. – Nadal napędzamy wzrost gospodarczy rosnącą konsumpcją i nie udaje się uruchomić innej, bardziej istotnej, siły motorycznej rozwoju czyli inwestycji i innowacji – dodaje.

Pracodawcy RP dostrzegają przy tym nawet symptomy podważania i kontestowania przez rządzących konsumpcji jako filaru wzrostu PKB. Nie można inaczej traktować np. brnięcia w kolejne ograniczenia handlu w niedziele. Skoro konsumpcja napędza wzrost gospodarczy, to trzeba o nią dbać, poszerzając dedykowaną dla niej infrastrukturę i dni sprzedaży, a nie ustawowo je ograniczać. – Jest to o tyle ważne i pilne, iż na dziś praktycznie nie dysponujemy żadnymi możliwościami w zakresie podstawowych narzędzi antycyklicznych. Ani po stronie polityki fiskalnej (którą i tak już prowadzimy w ekspansywnym wymiarze), ani po stronie polityki pieniężnej i ewentualnego obniżenia stóp procentowych. Oznacza to być może, iż musimy liczyć się nie tyle z „miękkim”, co raczej „narastającym” spowolnieniem – podsumowuje Juchniewicz.

Jeszcze nie tak dawno, bo w połowie stycznia bieżącego roku, po uchwaleniu przez Sejm budżetu na 2019 rok, można było usłyszeć optymistyczne słowa Minister Finansów, „iż jest to budżet, który zapewnia niezbędną stabilność finansów publicznych, budżet, który jest budżetem inkluzywnym i też zawierającym impulsy prorozwojowe”. Czy te impulsy dadzą o sobie znać w okresie nieuniknionego „miękkiego spowolnienia”? Dość powiedzieć, iż w budżecie na 2019 rok przyjęto założenie o 3,8 proc. wzroście PKB, niewielkiej, bo 2,3proc. inflacji i wzroście konsumpcji prywatnej w tempie prawie 6 proc. Interesujący nas PKB już za ostatni kwartał minionego roku odnotował spowolnienie, na I-szy kwartał ma mieć dynamikę o blisko 1 punkt procentowy niższą niż kwartał wcześniej, zaś przewidywania analityków Komisji Europejskiej mówią o jeszcze niższym tempie wzrostu, zaledwie na poziomie 3,2 proc. w skali roku. Ta ostatnia prognoza brzmi złowieszczo, bowiem mogłoby to oznaczać spadek niemal o 2 punkty procentowe w porównaniu do szacunków za cały 2018 rok, kiedy wzrost PKB wyniósł 5,1 proc. A to już jest wielkość i tym samym sygnał, którego lekceważyć nie można.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Cena medycznej marihuany w aptekach

Nawet ponad 200 zł może wynieść różnica w cenie za 10 gramów suszu w aptekach. To niewątpliwie sporo przy stawkach rozpoczynających się od 600 zł. Jedyny dystrybutor na naszym rynku zapewnia, że każdemu odbiorcy proponuje takie same warunki sprzedaży. Jednak placówki same mogą ustalać marżę, bo nic ich nie ogranicza. Jednak eksperci nie są zgodni co do tego, czy surowiec farmaceutyczny jest zbyt drogi dla pacjentów żyjących w polskich realiach. Ponadto mają różne zdania na temat możliwości obniżenia stawki podatku VAT z 23% do 8%, co ostatecznie określa poziom cenowy.

Od 600 do 819 zł wynoszą ceny podane przez badane apteki za 10 gramów suszu konopi medycznych. W przypadku mniejszych dawek farmaceuci informują o stawkach od ok. 60 do 81,9 zł za gram oraz 300 zł za 5 gramów. Tak wynika z badania przeprowadzonego przez Instytut Badawczy ABR SESTA w 140 punktach sprzedaży na terenie całego kraju.

– Mamy stałą cenę dla wszystkich klientów. Każda apteka, która kupi od nas produkt, zapłaci dokładnie tyle samo. Dana placówka może sobie natomiast regulować marżę na tym produkcie, ponieważ lek nie jest objęty refundacją – mówi Błażej Ajzert z Pharmapoint SA, jedynego dystrybutora na rynku.

Z kolei dr n. med. Paweł Chrzan, prezes Gdańskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej, jest zaskoczony różnicami w cenach. Jak podkreśla, sprawa dotyczy przecież jednego producenta i jednej hurtowni. W przypadku leków refundowanych sytuacja wygląda inaczej. Jest identyczna marża, więc nie ma mowy o takiej dysproporcji.

– To nie jest lek refundowany, więc może ktoś będzie chciał uzyskać większy narzut. Teoretycznie apteka nie powinna wziąć więcej niż 25% marży. Z własnej praktyki mogę powiedzieć, że program, którego używam, narzuca właśnie taką maksymalną wartość. Takie są ustawienia i moim zdaniem to jest odpowiednie. Kwota 70 zł za gram jest realna, związana z posiadaniem przez aptekę tego surowca – informuje dr n. farm. Stefan Piechocki, Wojewódzki Konsultant w Dziedzinie Farmacji Aptecznej w Wielkopolsce.

W branży nie brakuje głosów, że obecna cena medycznych konopi oczywiście powinna być niższa. Jednak trzeba pamiętać, że duża część pacjentów do tej pory sprowadzała lek nielegalnie z zagranicy bądź była skazana na istniejące na rynku polskim terapie warte kilka tysięcy złotych.

– Cena 60 zł za gram jest wysoka. Z pewnością wpłynie na ograniczenie dostępności dla pacjentów, zwłaszcza że mówimy o preparacie stosowanym w chorobach przewlekłych. Trzeba z niego korzystać przez dłuższy okres, co oznacza spore wydatki. Lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie niektórych preparatów do recepturowych leków refundowanych – dodaje Jarosław Mateuszuk, prezes Okręgowej Rady Aptekarskiej w Białymstoku.

Z danych Instytutu Badawczego ABR SESTA wynika, że w aptekach sieciowych ceny wynoszą 60-70 zł za gram, a także 600-723 zł za 10 gramów. W przypadku placówek niesieciowych są to odpowiednio kwoty 60 zł oraz 700-819 zł. Najwyższa z tych cen została zanotowana w miejscowości poniżej 10 tys. mieszkańców. Z kolei w miastach od 10 tys. do 99 tys. mieszkańców farmaceuci wskazywali 60-70 zł za gram oraz 600-700 za 10 gramów. W ośrodkach większych (100-499 tys.) padły odpowiedzi – 60 zł za gram i 720 zł za 10 gramów. Z kolei w największych miastach (powyżej 500 tys.) należy się przygotować na 60 zł za gram i 723 zł za 10 gramów.

– Typ apteki czy wielkość miejscowości nie decydują o cenie produktu dostępnego dla pacjentów. W tym przypadku kluczowe znaczenie ma podejście farmaceuty do prowadzonego biznesu. Niektórym wystarczy kilka złotych zarobku, innym już kilkanaście – podkreśla ekspert z branży farmaceutycznej.

Z kolei prezes Mateuszuk zaznacza, że sprawa dotyczy surowca importowanego. Cena ostateczna wynika również z tej ustalonej przez producenta. Firma Spectrum Cannabis, która produkuje lek, zabiega o obniżenie stawki podatku VAT z 23% do 8%. Jak wskazuje dr n. farm. Stefan Piechocki, ta zmiana powinna nastąpić. I dodaje, że jeżeli mówimy o środku leczniczym, to powinien on być objęty preferencyjnym podatkiem VAT. Ale nie wszyscy się z tym zgadzają.

– Raczej nie ma podstawy do obniżenia VAT-u. Jednak może być problem z przypisaniem do odpowiedniej grupy preparatów. Do wyboru mamy przeciwbólowe nienarkotyczne, narkotyczne czy przeciwpadaczkowe. W składzie zarejestrowanego produktu najwyższy procent stanowi THC, a najmniejszy CBD. On działa głównie przeciwdepresyjnie. Ma być też niższa zawartość THC, a wyższa CBD, czyli rozwiązanie typowo przeciwpadaczkowe. Teoretycznie będzie więc ten sam surowiec z różnymi stawkami VAT-u, bo obniżenie wszystkiego do 8% kłóciłoby się z przepisami – analizuje dr Chrzan.

Zdaniem Błażeja Ajzerta, ewentualna zmiana podatkowa spowoduje znaczące obniżenie ceny dla pacjenta. W branży mówi się, że kupujący otrzymają produkt tańszy o różnię stawek VAT-u.

– Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy obniżenie podatku spowoduje zmianę cen w aptekach. Na tym rynku nie ma konkurencji. Może gdyby pojawiła się nowa firma, to sytuacja byłaby korzystniejsza dla pacjentów. W tej chwili widzimy monopol na sprowadzanie surowca do Polski. Bardzo trudno zresztą było zdobyć firmę, która by się tym kompleksowo zajęła. I myślę, że to jest podstawową przyczyną generowania takich cen – podsumowuje prezes Okręgowej Rady Aptekarskiej w Białymstoku.

Kurs dolara i inflacja w Polsce w dół

Słabsze dane z USA pociągnęły dolara w dół. Inflacja w Polsce znów spada, obecnie wynosi już mniej niż 1%. Dobre dane z Wysp i kolejne porażki w głosowaniach premier.

Walentynki słabsze dla dolara

Wczoraj o godzinie 14:30 poznaliśmy dane o nowozarejstrowanych bezrobotnych. Ich liczba ostatnimi miesiącami powoli rośnie. 239 tysięcy wniosków to wyraźnie więcej niż 225 tysięcy oczekiwane przez analityków. Wciąż jest jednak na relatywnie niskim poziomie. Warto przypomnieć, że po szokowym wzroście tego wskaźnika  z 2008 roku do obecnego poziomu udało się zejść amerykańskiemu rynku pracy dopiero w drugiej połowie 2016 roku. Dodatkowo opublikowano wyniki sprzedaży detalicznej. Zamiast wzrostu o 0,2% pokazano 1,2% spadku. O ile dane z rynku pracy nie były aż tak złe, to w połączeniu ze sprzedażą detaliczną spowodowały, że dolar zaczął być wyprzedawany. W rezultacie nie było kolejnej próby złamania poziomu 1,1250 na EURUSD. Również względem złotego dolar potaniał o ponad grosz.

Spadek inflacji w Polsce

Główny Urząd Statystyczny opublikował dane na temat inflacji w Polski. Rośnie ona o zaledwie 0,9%. Jak widać cel inflacyjny NBP jest niezagrożony. Jednym z powodów spadku inflacji jest zniżka na ropie naftowej, która spowodowała ustabilizowanie cen paliw. Jaki ma to wpływ na złotego? Brak ryzyka przekroczenia celu inflacyjnego właściwie zamyka temat podwyżek stóp procentowych. Patrząc na spowolnienie w wielu krajach Unii Europejskiej ten temat jest i tak mocno wątpliwy. W rezultacie dane te lekko osłabiły złotego.

Lepsze dane z Wysp

Po serii słabszych danych Wielka Brytania niespodziewanie pokazała wyraźny wzrost sprzedaży detalicznej. Rośnie ona o 4,2%, czyli 0,8% powyżej oczekiwań analityków. Inwestorzy po tych danych przychylniej spojrzeli na funta. Ważniejsze jednak są informacje płynące z negocjacji Brexitowych. Rząd Theresy May ponownie przegrał wcale nie tak istotne głosowanie. Izba Gmin nie wyraziła poparcia dla podejścia premier do wyjścia z Unii Europejskiej. Problemem jest perspektywa kontroli granicznych z  Irlandią Północną jeżeli nie dojdzie do porozumienia. Alternatywą jest pozostanie Wlk. Brytanii we wspólnym rynku, czego ta nie chce.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

5 powodów, dla których warto w tym roku założyć firmę

Panujący w polskiej gospodarce optymizm może zachęcać kolejne osoby do rozpoczynania działalności gospodarczej. Z obserwacji Tax Care, największego biura księgowego w Polsce wynika, że powodów, dla których warto właśnie w 2019 r. założyć własną firmę, jest co najmniej pięć.

Wyższe dochody

To jeden z najważniejszych powodów przechodzenia na swoje. Osiągnięcie tego celu zależy od tego, jak w praktyce przedsiębiorca radzi sobie z pozyskiwaniem klientów i prowadzeniem biznesu. Szansę na wzrost dochodów dają niższe obciążenia podatkowe. Pracownik etatowy nie może wybrać, jaki podatek dochodowy zapłaci, a jednoosobowa firma ma aż cztery opcje do wyboru. Poza podatkiem na skali 18-proc. i 32-proc., niektórzy przedsiębiorcy mogą płacić PIT w ramach karty podatkowej, czyli w ustalonych z góry, niskich ratach. Każdemu, kto osiąga dochód powyżej 100 tys. zł rocznie, opłaca się rozliczanie w formule 19-proc. liniowego PIT. W ten sposób nie wchodzi się w drugi próg podatkowy (32-proc. PIT). Czwarta opcja to ryczałt, gdzie przykładowe stawki to 3%, 5,5% czy 8,5%. – Ze stawki 3-proc. na ryczałcie korzysta wielu przedsiębiorców, m.in. właściciele e-sklepów. Jeśli chodzi o podatek liniowy i ryczałt, przedsiębiorcy zyskali więcej czasu na zmianę formy opodatkowania na 2019 rok. Mają czas do 20. dnia następnego miesiąca po miesiącu, w którym osiągną pierwszy przychód. Wielu nowych przedsiębiorców może też przez 2,5 roku odprowadzać niższe składki ZUS z racji założenia nowej działalności. W tym roku w kieszeni przedsiębiorcy, który skorzysta z tzw. ulgi na start oraz preferencyjnych składek zostanie ok. 10 tys. zł – komentuje Aneta Górska, ekspert Tax Care, od kilkunastu lat szkoląca przedsiębiorców i doradców. Ten, kto zostaje przedsiębiorcą i nie wybiera ryczałtu lub karty podatkowej, może wnieść do majątku firmy część swoich kosztów związanych z pracą, co spowoduje, że zapłaci jeszcze niższy podatek dochodowy. – Chodzi np. o koszty abonamentu za telefon, internet czy wydatki na paliwo albo wynajem samochodu. Od tego roku korzystna podatkowo jest też możliwość zaliczenia do kosztów uzyskania przychodu firmy kosztów pracy współmałżonka zatrudnionego na podstawie umowy o pracę, umowy zlecenie czy umowy o dzieło. Więcej pieniędzy ma szansę pozostać w rodzinie – dodaje ekspertka.

Okazje biznesowe – giggersi i sukcesorzy

Prowadząc działalność, można przyjmować każdą propozycję współpracy, na etacie pracujemy tylko dla jednego szefa. Na rynku umów krótkoterminowych prym wiodą giggersi, którzy wybierają freelance, niezależne doradztwo lub pracę tymczasową zamiast etatowy „stały związek”. Wolą prowadzić własną działalność jako pracownicy „do wynajęcia”. Zleceń, kontraktów, zadań dla „wolnych strzelców” jest na rynku coraz więcej. Jak zauważa Aneta Górska, najlepiej podejmować je i rozliczać, prowadząc działalność gospodarczą. – Dla pewnej grupy szczęśliwców okazją do przejścia na swoje może być też wprowadzona jeszcze na jesieni sukcesja jednoosobowej firmy. Przed zmianą wraz ze śmiercią mikroprzedsiębiorcy umierała też jego firma – wygasały koncesje, licencje, pozwolenia, nikt z rodziny nie miał dostępu do firmowego konta. To stanowiło poważny problem, który w tym momencie zniknął. Możliwość wpisania do CEIDG tzw. zarządcy sukcesyjnego przez właścicieli mikrofirm, którzy stanowią ponad 90% wszystkich polskich firm, to duża zmiana dająca gwarancję ciągłości biznesu – mówi. Właściciele coraz większej liczby firm rodzinnych w Polsce zaczynają rozglądać się za następcami. Przykładowo w samym handlu aż 35% przedsiębiorców prowadzi sklep ponad 20 lat, a niemal 40% przekroczyło 50-ty rok życia, jak wynika z badań Akademii Umiejętności Eurocash i Polskiej Izby Handlu. Przejście na swoje to najlepsza szkoła przedsiębiorczości.

Prostsza rejestracja działalności gospodarczej

W tym roku pojawiły się kolejne ułatwienia w procedurze rejestracji działalności gospodarczej. Przedsiębiorcy zyskali możliwość zgłaszania siebie oraz członków rodziny (np. dzieci czy niepracującego małżonka) do ubezpieczeń społecznych czy ubezpieczenia zdrowotnego, dokonywania zmian lub ich wyrejestrowania za pośrednictwem CEIDG, przy pomocy elektronicznych formularzy. W ostatnim czasie z kolei pojawiła się zaktualizowana wersja wniosku CEIDG-1, w której nie trzeba już podawać adresu prowadzenia firmy. – Od tego roku faktycznie lepiej funkcjonuje tzw. jedno okienko, a brak wymaganego adresu jest sporym ułatwieniem, bo nie musimy martwić się o koszty wynajmu lokalu, stawiając pierwsze przedsiębiorcze kroki. Wiele osób nadal nie jest świadomych takiej możliwości – dodaje ekspert Tax Care.

Dofinansowanie ze środków unijnych: ostatni dzwonek

Do wykorzystania są jeszcze środki na wsparcie dla firm z unijnych Programów Operacyjnych, przewidzianych w perspektywie budżetowej na lata 2014-2020. Chodzi m.in. o dotacje na założenie własnej firmy, pożyczki lub gwarancje bankowe. W założeniu mają pobudzać wzrost gospodarczy poprzez wspieranie przedsiębiorczości i innowacji. Priorytetem jest tworzenie nowych miejsc pracy, zwłaszcza dla młodych ludzi (m.in. Europejski Fundusz na rzecz Inwestycji Strategicznych i COSME – program na rzecz konkurencyjności). Jest to najprawdopodobniej ostatni budżet, do którego dokładała się Wielka Brytania. Kolejny bez niej będzie na pewno niższy. Świeżo upieczeni przedsiębiorcy mogą też szukać wsparcia na rodzimym podwórku. Aneta Górska z Tax Care przypomina, że urzędy pracy zwykle na początku roku dostają nowe środki na dotacje dla bezrobotnych, którzy chcą założyć firmę: – Aktywizacja osób bezrobotnych faktycznie działa. Wielu przedsiębiorców wystartowało właśnie w ten sposób, skorzystało z dotacji, by realizować biznesowy pomysł i osiągnęło sukces.

Satysfakcja i wolność

Emocjonalny argument, którego nie można pominąć. Z Indeksu Przedsiębiorczości Tax Care wynika, że boom na przedsiębiorczość to m.in. efekt rozczarowania Polaków pracą na etatach. Zaledwie co czwarty zatrudniony w oparciu o umowę o pracę był w ubiegłym roku zadowolony ze swojej sytuacji zawodowej. Tymczasem satysfakcję ze swojej pracy czerpał wtedy co drugi właściciel firmy. – Zdecydowana większość przedsiębiorców nie chce wracać na etat. Chudsze miesiące nie wzbudzają w nich rezygnacji, tylko jeszcze większą determinację. Podejmują wyzwania, podwajają wysiłek i przezwyciężają słabszy okres. Okazuje się, że chwilowe trudności nie wpływają na zmniejszenie satysfakcji z bycia swoim własnym szefem – podsumowuje Aneta Górska.

Dobry styczeń, ale nie dla marek premium i elektroaut

W styczniu zarejestrowano w Polsce prawie 46 tys. nowych aut osobowych, czyli zaledwie o 0,3% mniej r/r. Pod względem wolumenu jest to drugi najlepszy wynik w XXI wieku – wynika z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA. Nieco gorszy początek roku miał miejsce w Unii Europejskiej, gdzie zarejestrowano o 4,6% nowych osobówek mniej niż w styczniu 2018 r. Eksperci Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, zwracają uwagę na spadek sprzedaży marek premium oraz załamanie popytu na elektroauta w naszym kraju.

Paweł Gos, prezes Exact Systems
Paweł Gos, prezes Exact Systems

Nowy rok zaczynamy od bardzo dobrego wyniku pod względem liczby sprzedanych aut. Co prawda, dynamika sprzedaży rok do roku nieznacznie zmalała, ale jest to efekt bardzo wysokiej bazy ze stycznia ubiegłego roku oraz zmniejszenia popytu na najdroższe auta. Marki premium zanotowały spadek o 1,9% r/r i aż o 34,1% w porównaniu do grudnia. Nabywcy tylko do końca roku mieli możliwość skorzystania z pełnej amortyzacji kosztów nowych pojazdów leasingowych, więc nie zwlekali z zakupami. Natomiast niepokoić może nagłe załamanie popytu na auta elektryczne, których w styczniu sprzedały się tylko 73 sztuki, czyli o 38,7% mniej r/r. Najwyraźniej zwolnienie z akcyzy wynoszącej około 3% to zbyt mały bodziec, w stosunku do całości kosztów, aby przekonać Polaków do kupowania elektryków – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.

Polacy nadal chętnie kupują

W pierwszym miesiącu br. w Centralnej Ewidencji Pojazdów pojawiło się 45 927 sztuk nowych samochodów osobowych, czyli zaledwie o 154 auta mniej (-0,3% r/r) niż w rekordowym, w XXI wieku, styczniu 2018 roku[1]. Biorąc pod uwagę strukturę kupujących, widać, że 62% stanowią firmy, a ponad 37% nabywców to klienci indywidualni. W TOP3 marek doszło do zamiany miejsc w porównaniu do sytuacji sprzed roku: najchętniej kupowane nadal są modele Skody, ale na drugą lokatę, dzięki dynamice rzędu +24,4% r/r, wskoczył Volkswagen, a na trzecie miejsce spadła Toyota. Najpopularniejszym modelem w styczniu była Skoda Octavia która wyprzedziła Toyotę Yaris i Skodę Fabię. W zestawieniu rejestracji obserwujemy spadek zainteresowania autami klasy premium, których sprzedało się mniej o 1,9% r/r. Było to spowodowane głównie 45% zmniejszeniem popytu na markę Audi.

Europejski rynek spowalnia

Z danych ACEA[2] wynika, że w styczniu br. Europejczycy kupili prawie 1,2 mln nowych osobówek, czyli o 4,6% mniej niż w analogicznym okresie 2018 roku. Jest to i tak drugi najlepszy styczniowy wynik od 2009 r. W pierwszym miesiącu tego roku popyt na auta spadł w prawie całej Unii Europejskiej, łącznie z 5 głównymi rynkami. Największe spadki odnotowano w Holandii -18,8% r/r oraz w Czechach -17% r/r, a najwyższy wzrost na Litwie, aż +49% r/r. Wśród marek pozycję nr 1 w całej Unii Europejskiej, pomimo spadku na poziomie -3,8% r/r, utrzymał Volkswagen, wyprzedzając Peugeot (-2,1% r/r) i Forda (-6,5 r/r).

2019 rokiem stabilizacji

Sytuacja na rynku motoryzacyjnym jest odbiciem stanu całej gospodarki. Rekordowe wzrosty sprzedaży aut w ostatnich latach wiązały się z rosnącym PKB, coraz wyższymi pensjami i wprowadzeniem programu 500+, co napędzało konsumpcję w naszym kraju. W 2019 roku szczyt koniunktury mamy już prawdopodobnie za sobą, więc teraz czeka nas okres stabilizacji rynku. Liczba rejestracji powinna utrzymywać się na poziomie podobnym do ubiegłorocznego, ale liczymy na jednocyfrowy wzrost dynamiki sprzedaży, w granicach 5-9% – podsumowuje Paweł Gos.

[1] http://www.pzpm.org.pl/pl/Rynek-motoryzacyjny/Rejestracje-samochody-osobowe-i-dostawcze/Styczen-2019r

[2] https://www.acea.be/uploads/press_releases_files/20190215_PRPC_1901_FINAL.pdf

Spłata udziału byłego małżonka w lokalu mieszkalnym jako wydatek na własne cele mieszkaniowe

Czy możliwość skorzystania z ulgi mieszkaniowej zależy od momentu nabycia nieruchomości na własne cele mieszkaniowe (np. lokalu mieszkalnego)? Czy spłata udziału byłego małżonka w lokalu mieszkalnym może stanowić wydatek na cele mieszkaniowe? Obecne stanowisko organów podatkowych w tej kwestii jest niestety niekorzystne dla podatnika. Czy słusznie?

Ulga mieszkaniowa – na czym polega?

Ulga mieszkaniowa to zwolnienie z opodatkowania dochodów, m.in. ze sprzedaży nieruchomości (sprzedanej przed upływem 5 lat od momentu nabycia tej nieruchomości), w przypadku wydatkowania środków na własne cele mieszkaniowe. Do końca 2018 r. warunkiem koniecznym było wydatkowanie środków w ciągu 2 lat od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiła sprzedaż. Od 1 stycznia 2019 r. termin ten wynosi 3 lata.

Innymi słowy, jeśli podatnik sprzeda w 2019 r. mieszkanie nabyte w 2017 r. i wydatkuje środki (lub ich część) na własne cele mieszkaniowe w terminie od dnia odpłatnego zbycia do 3 lat od końca roku, w którym nabycie to nastąpiło, będzie zwolniony od opodatkowania tej sprzedaży (lub jej części).

Moment nabycia nieruchomości – korzystna uchwała NSA i płynące z niej negatywne wnioski dla podatników

Uchwałą z dnia 15 maja 2017 r., sygn. Akt II FPS 2/17, Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że „Do celów opodatkowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych, odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych (…) nabytych przez współmałżonka w wyniku dziedziczenia, datą ich nabycia lub wybudowania w rozumieniu tego przepisu jest dzień nabycia (wybudowania) tych nieruchomości i praw majątkowych do majątku wspólnego małżonków”. Należy jednak podkreślić, że sprawa dotyczyła momentu, od którego liczony jest 5-letni okres, po którym możliwa jest sprzedaż nieruchomości (prawa majątkowego) bez opodatkowania. W tej sprawie rzeczywiście istotny był „moment nabycia” nieruchomości. Uchwała ta przedstawiła zatem korzystne dla podatników stanowisko, według którego momentem nabycia jest nabycie praw do wspólnego majątku małżonków, a nie moment dziedziczenia po zmarłym małżonku „części” jego nieruchomości.

Z tej uchwały oraz kilku orzeczeń wydanych następnie na jej podstawie Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wysnuł negatywne dla podatnika konsekwencje w przypadku tzw. ulgi mieszkaniowej m.in. w jednej z ostatnio wydanych interpretacji indywidualnych. Sprawa dotyczyła możliwości zwolnienia z opodatkowania środków otrzymanych ze sprzedaży odziedziczonego lokalu mieszkalnego, przeznaczonych na spłatę udziału byłego małżonka w innym lokalu mieszkalnym, w celu nabycia wyłącznego prawa własności do tego lokalu. Organ stwierdził, że „przeznaczenie środków ze sprzedaży mieszkania odziedziczonego po zmarłej matce Wnioskodawcy na spłatę na rzecz byłej żony ½ udziału w lokalu mieszkalnym, który znajdował się uprzednio we wspólności majątkowej małżeńskiej i została przyznana w wyniku rozwodu po ½ dla Wnioskodawcy i jego byłej małżonki, nie może być uznane za wydatek na własne cele mieszkaniowe umożliwiający skorzystanie ze zwolnienia, o którym mowa w art. 21 ust. 1 pkt 131 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych”. Dyrektor KIS oparł swoje stanowisko właśnie na uprzednio przytoczonej uchwale NSA.

Takie stanowisko wskazuje jednoznacznie, że możliwe jest wyciągnięcie negatywnych konsekwencji dla podatników w jednej sytuacji z korzystnej dla nich uchwały dotyczącej zupełnie odmiennej sytuacji, a fiskus zawsze będzie szukał rozwiązań jak najbardziej rentownych z własnego punktu widzenia.

Czy „moment nabycia” jest równie istotny dla ulgi mieszkaniowej? Niekorzystne interpretacje podatkowe

Organ nie zauważył jednak (albo nie chciał zauważyć), że przecież żaden z przepisów dotyczących ulgi mieszkaniowej nie uzależnia jej zastosowania od „momentu nabycia” np. lokalu mieszkalnego, tylko od momentu wydatkowania środków na ten cel. Tym samym nieistotny jest moment nabycia lokalu, ale to, w jakim czasie podatnik wydatkował środki. W ten sposób nie można uznać za prawidłowe stanowisko, że spłata udziału byłego małżonka w lokalu mieszkalnym przy podziale majątku nie może zostać uznana za wydatek na własne cele mieszkaniowe. Jak wskazał NSA w wyroku II FSK 1475/15: „Ustawa wymaga wyłącznie celowości działania podatnika, nie wymaga natomiast, by podatnik nabył określone prawo we wskazanym w tym przepisie terminie”.

Zatem nieistotny jest moment nabycia, lecz celowość działania. Przy dokonywaniu spłaty z uwagi na podział majątku działanie to jest zdecydowanie nastawione na cel, tj. „wykupienie” od byłego małżonka jego prawa do udziału w lokalu mieszkalnym, by móc stać się wyłącznym jego właścicielem. Absurdalny zatem staje się pogląd, by odmówić skorzystania w takim przypadku z ulgi mieszkaniowej.

Podkreślenia wymaga, że w każdym przypadku, gdy nie zgadzamy się z interpretacją indywidualną, warto walczyć, np. zaskarżając ją do wojewódzkiego sądu administracyjnego, a nawet do NSA, jeśli zajdzie taka konieczność. Wykładnia przepisów nie należy do najłatwiejszych i organy popełniają błędy w tym zakresie. Jak jednak wynika z ostatniego raportu NIK, w pierwszym kwartale 2018 r. doszło do uchylenia przez wojewódzkie sądy administracyjne aż 55% wydanych interpretacji indywidualnych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Łódzki rynek mieszkaniowy w rozkwicie

W ostatnich kilku latach Łódź przeżywa swoisty boom na rynku mieszkaniowym. Najnowszy raport REAS JLL Rasidential Advisory  pokazuje, że w 2018 roku sprzedaż na łódzkim rynku nieruchomości mieszkaniowych wzrosła o 30 proc. r/r. W porównaniu do roku 2016 była ona wyższa aż o 78 proc.

Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem
Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem

Jednym z czynników, które wpłynęły na tak dobry wynik, była wysoka nowa podaż, o 9,8 proc. wyższa niż w 2017 roku i o 65,2 proc. wyższa niż w roku 2016: – Łódź to trzecie pod względem zaludnienia miasto w Polsce. W ciągu ostatnich sześciu lat łódzki rynek nieruchomości mieszkaniowych powiększył się aż trzykrotnie. Na ten imponujący wzrost wpływ mieli nie tylko mieszkańcy dokonujący zakupów indywidualnych. Ważną grupę stanowili napływowi nabywcy inwestycyjni z innych rynków. Rozwijające się w tak rekordowym tempie budownictwo mieszkaniowe może realnie pobudzić rynek najmu w tym regionie – komentuje Rafał Malik z Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Jak wynika z raportu, w ujęciu rocznym w Łodzi odnotowano wzrost cen metra kwadratowego o 8,1 proc. Równolegle do cen mieszkań rosły płace, ale ich wzrost nie była w stanie nadążyć za coraz wyższymi wartościami lokali. Mimo że ceny osiągnęły najwyższy pułap w historii, łódzkie nieruchomości są nadal tańsze niż w innych dużych miastach takich jak Warszawa, Wrocław, Gdańsk czy Kraków. Łódź to także ważny ośrodek akademicki, w którym znajduje się przeszło 20 uczelni wyższych. – Łódź staje się coraz bardziej atrakcyjnym miastem do życia. Z opcji najmu w tym regionie korzystają głównie ludzie młodzi oraz studenci. Pojawia się także coraz więcej lokali na wynajem o podwyższonym standardzie. To miasto jest atrakcyjnym miejscem do lokowania swojego kapitału przez inwestorów. Z roku na rok wzrasta  ich zainteresowanie całymi pakietami mieszkań, a nie pojedynczymi lokalami, przeznaczonymi na wynajem – zauważa Rafał Malik.

Z roku na rok coraz więcej Polaków wynajmuje mieszkania. Wzrastające zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych rynkiem mieszkaniowym obserwowane w Polsce nie jest tylko lokalnym zjawiskiem, ale przejawem szerszego, globalnego trendu. – Fundusz Mieszkań na Wynajem dostrzega potencjał dla inwestorów nie tylko w stolicy czy Trójmieście, ale w takich miastach jak Łódź. Aktualnie otwierają tam swoje oddziały wielkie korporacje, co ma bezpośrednie przełożenie na rozwój rynku najmu – podkreśla ekspert.

Komentarz ekspercki Rafała Malika, Dyrektora Biura Zarządzania Najmem Funduszu Mieszkań na Wynajem.

SSK S.A. notuje coraz lepsze wyniki i chce rosnąć dzięki segmentowi security

Surfland Systemy Komputerowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r., działająca w branży IT, zakończyła 2018 r. zyskiem EBITDA w wysokości 66 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 3.322 tys. zł. Głównym katalizatorem rozwoju SSK S.A. ma być segment security i oferowanie rozwiązań do ochrony danych na każdym etapie ich przetwarzania w systemach informatycznych.

Emitent zanotował w 4 kw. 2018 r. przychody netto ze sprzedaży w kwocie 772 tys. zł oraz zysk EBITDA na poziomie 32 tys. zł. W analogicznym okresie ub. roku przychody netto ze sprzedaży Spółki sięgnęły 895 tys. zł. SSK S.A. zrealizowała w znaczącym stopniu zaktualizowane prognozy finansowe na 2018 r., które zakładały osiągnięcie przychodów netto ze sprzedaży w przedziale od 3.300 tys. zł do 3.400 tys. zł oraz zysku EBITDA w przedziale od 60 tys. zł do 85 tys. zł. W minionym roku Spółka oprócz dwóch głównych segmentów biznesowych, a mianowicie usług serwisowych oraz integracji systemów IT, świadczyła także usługi w obszarze audytów zgodności z RODO. Emitent notuje stałą poprawę wyników finansowych dzięki bieżącej analizie rentowności projektów oraz racjonalnemu wykorzystaniu posiadanych zasobów ludzkich i finansowych. Zarząd SSK S.A. jest przekonany, że utrzymanie przyjętych kierunków rozwoju oraz podejmowanych działań restrukturyzacyjnych i optymalizacyjnych pozwoli osiągnąć Spółce trwałą rentowność.

Pomimo trudnego roku dla dużych integratorów rozwiązań IT, co widać po ich wynikach finansowych i problemach w bieżącym funkcjonowaniu, dzięki optymalizacji posiadanych zasobów i dyscyplinie finansowej byliśmy w stanie przeciwstawiać się niekorzystnym trendom w branży i wypracować w kolejnym roku zysk EBITDA. Na podkreślenie zasługuje również przeprowadzona z sukcesem migracja naszych zasobów do itQ Data Center we Wrocławiu, będącego jednym z największych centrów przetwarzania danych w Europie Środkowej. Zmiana ta w mojej ocenie ma pozytywny wpływ na niezawodność i jakość świadczonych przez nasz zespół usług oraz w pełni zaspokaja aktualne i przyszłe potrzeby biznesowe naszej organizacji.” – podkreśla Bogusław Bartoń, Prezes Zarządu Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A.

Spółka po wielu badaniach rynkowych oraz dogłębnych analizach określiła, że jej dalszy rozwój będzie oparty o nowy segment security, należący do najszybciej rosnących obszarów w branży IT. Emitent zbudował bardzo mocne kompetencje w zakresie ochrony danych na każdym etapie ich przetwarzania w systemach informatycznych i nawiązał współpracę biznesową z wieloma Partnerami. Do najważniejszych kompetencji SSK S.A. można zaliczyć przede wszystkim wdrażanie systemów kontroli dostępu do danych, przygotowywanie rozwiązań i procedur archiwizacji, tworzenie kopii zapasowych oraz dostarczanie wiedzy i usługi na temat trwałego kasowania i bezpiecznej utylizacji nośników. Spółka wykonuje również audyty bezpieczeństwa przetwarzania danych w systemach informatycznych oraz świadczy usługi doradcze w procesie wdrażania polityk bezpieczeństwa i szkoleniowe w zakresie ochrony firmowych danych. Zarząd SSK S.A. bardzo dobrze ocenia potencjał wzrostu segmentu security oraz jego wpływu na budowanie wartości Spółki i dalszą poprawę wyników finansowych.

„Wiedza i doświadczenie wyniesione z realizacji licznych audytów bezpieczeństwa przetwarzania danych oraz wieloletniej realizacji usług opieki serwisowej dla grona kilkudziesięciu klientów Spółki stworzyły silny fundament pod przygotowanie kompleksowej oferty w obszarze bezpieczeństwa przetwarzania danych dedykowanej firmom z sektora MŚP. Oferta obejmuje zarówno rozwiązania sprzętowo-systemowe, jak i aplikacyjne. Dotarliśmy już z naszą propozycją do dotychczasowych klientów, a za moment ruszamy z kampanią marketingową ukierunkowaną na pozyskanie nowych.” – dodaje Prezes Bartoń.

SSK S.A. w obszarze security posiada własny produkt o nazwie ODO Backup Cloud będący zaawansowanym rozwiązaniem do backupu online, które pozwala na nielimitowane zabezpieczenie komputerów, baz danych, serwerów fizycznych i wirtualnych oraz urządzeń mobilnych. Narzędzie to oferuje maksymalne zabezpieczenie danych, bowiem jeszcze przed wysyłką do data center są one szyfrowane za pomocą algorytmu AES256. Wszystkie dane są przechowywane w bezpiecznym centrum danych, a ODO Backup jest elastycznym i prostym do zabudżetowania modelem subskrypcji.

Branża pośrednictwa finansowego w IV kwartale 2018 r.

Branża pośrednictwa finansowego w Polsce zakończyła 2018 r. z bardzo dobrymi wynikami sprzedaży. Wartość nowych umów zawartych przy udziale ekspertów ZFPF w IV kwartale wyniosła ponad 6,4 mld zł, co oznacza wzrost aż o 45 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Eksperci ZFPF pośredniczyli także w udzieleniu kredytów gotówkowych na 775 mln zł, co r/r daje wzrost na poziomie 51 proc. Po bardzo dobrych trzech kwartałach, niespodzianką jest natomiast mocny spadek (o 31 proc.) wartości udzielonych kredytów dla firm w IV kwartale. Jest to wynik nagłego, drastycznego pogorszenia się dostępność tego rodzaju finansowania.

Bardzo dobre zamknięcie roku dla pośredników

Firmy zrzeszone w ZFPF w 2018 r. zanotowały rekordowo wysoką sprzedaż. Największy wzrost wolumenów dotyczy kredytów hipotecznych. Od stycznia do grudnia 2018 r. firmy zrzeszone w ZFPF pośredniczyły w udzieleniu kredytów mieszkaniowych o łącznej wartości 24,5 mld zł, co oznacza, że wartościowo prawie co druga umowa kredytowa była zawarta przy udziale ekspertów ZFPF. Tylko w samym IV kw. wolumen sprzedaży hipotek wyniósł ponad 6,4 mld zł, co daje wzrost o 45 proc. w porównaniu do analogicznego okresu z zeszłego roku. Duże zainteresowanie usługami pośredników utrzymywało się od początku roku i nie zostało wyhamowane przez zmiany, które wpływały na kondycję całego sektora, takie jak: wygaszenie rządowego programu dopłat do kredytów hipotecznych – Mieszkanie dla Młodych, ograniczenie dostępności finansowania przez banki, czy rosnące ceny nieruchomości, które osiągnęły poziom z lat 2007-2008. Rynek pozytywnie stymulowały za to stopy procentowe, który utrzymywały się na niskim poziomie, dobra koniunktura i rosnące płace.

Wyniki sprzedaży firm zrzeszonych w ZFPF za IV kw. 2018 r. potwierdzają, że Polacy nieustająco darzą pośredników finansowych zaufaniem. Pośrednicy finansowi nie tylko posiadają wiedzę na temat kosztów kredytów dostępnych w większości banków obecnych na polskim rynku, ale również są w stanie podpowiedzieć, w którym z nich klient ma największą szansę uzyskać finansowanie. Są też osoby, które odwiedzają biuro eksperta finansowego, szukając porad, np. jak zwiększyć zdolność kredytową, a tym samym, poprawić swoje szanse na otrzymanie środków. Zadowoleni klienci doceniają takie wsparcie i polecają usługi pośredników swoim znajomym i rodzinie.

Adrian Jarosz, prezes Expander Advisors
Adrian Jarosz, prezes Expander Advisors

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors: Rok 2018 r. był niezwykły. Wartość wypłaconych kredytów na całym rynku po raz pierwszy od 2008 r. przekroczyła 50 mld zł. Jednocześnie usługi firm zrzeszonych w ZFPF cieszyły się ogromną popularnością. W IV kw. ponad połowa (51% wartościowo) kredytów została udzielona przy wsparciu ekspertów finansowych. Dla porównania jeszcze dwa lata temu było to 38%. Polacy coraz bardziej cenią wygodę, jaką daje możliwość porównania ofert wielu banków w jednym miejscu. Ponadto, coraz większego znaczenia nabiera fakt, że eksperci wiedzą, gdzie w danym momencie najłatwiej uzyskać finansowanie, biorąc pod uwagę sytuację danego kredytobiorcy. To ważne, ponieważ banki zaostrzają kryteria udzielania kredytów w związku z nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym.

Branża pośrednictwa finansowego w IV kwartale 2018 r.

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Wiceprezes Zarządu mFinanse: W IV kw. 2018 r., nadal obserwowaliśmy duże zainteresowanie klientów indywidualnych, którzy chcieli zakupić nieruchomości na kredyt. Sprzyjały temu liczne promocje kredytów hipotecznych w większości banków obecnych na polskim rynku. Wartość ich sprzedaży na poziomie ponad 6,4 mld zł jest dobrym prognostykiem dla rozwoju rynku w 2019 r.

Duże ograniczenie dostępności kredytów firmowych

W IV kwartale 2018 r. eksperci ZFPF pośredniczyli w udzieleniu kredytów firmowych o łącznej wartości 517,35 mln zł. W całym 2018 r. było to natomiast 2,4 mld zł, a więc o 2% mniej niż przed rokiem.

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors: Czwarty kwartał ubiegłego roku był bardzo trudny dla firm, chcących skorzystać z kredytu. Nagle drastycznie pogorszyła się dostępność tego rodzaju finansowania, zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw. Podczas gdy w pierwszych trzech kwartałach wartość finansowania udzielonego z pomocą firm ZFPF rosła o 17%, to IV kwartał przyniósł spadek aż o 31%. Problemy w tym segmencie rynku potwierdza również niedawny raport NBP („Sytuacja na rynku kredytowym”). Przyczyn tego drastycznego spadku dostępności kredytów dla firm było kilka. Po pierwsze kłopoty związane z płynnością przeżywał jeden z banków, kierujący swoją ofertę głównie do firm. W kilku instytucjach pojawiły się też różnego rodzaju przejściowe problemy, które obecnie zostały już rozwiązane. Niestety jednocześnie pojawiły się też zmiany, które będą oddziaływały na rynek również w tym roku. Obawiając się nadchodzącego spowolnienia gospodarczego, część banków istotnie zaostrzyła kryteria przyznawania kredytów dla firm. W tym roku uzyskanie takiego finansowania również będzie utrudnione. Zachęcamy, więc do korzystania z pomocy ekspertów finansowych, którzy bardzo szybko podpowiedzą, czy w obecnej sytuacji dana firma ma szansę na kredyt, a jeśli tak to, który bank warto brać pod uwagę.

Branża pośrednictwa finansowego w IV kwartale 2018 r. 2Wzrosła sprzedaż kredytów gotówkowych

Wyraźnie wzrosła natomiast sprzedaż kredytów gotówkowych, udzielonych przy pomocy ekspertów ZFPF. Wolumen sprzedaży w tej kategorii produktowej wyniósł 775,17 mln zł i był wyższy aż o 51 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Sprzyjała temu dobra koniunktura, a także coraz lepsza kondycja finansowa gospodarstw domowych.

Wartość kredytów gotówkowych udzielonych przez firmy członkowskie ZFPF z kwartału na kwartał rosła. Rok zamknął się z wynikiem 775,17 mln zł. W III kw. odnotowano sprzedaż tych produktów na poziomie 755,97 mln zł, czyli aż o 47 proc. więcej niż przed rokiem w analogicznym okresie. Na koniec czerwca wolumen sprzedaży wynosił już 752 mln zł, a należy pamiętać, że na początku 2018 r. pośrednicy zrzeszeni w ZFPF udzielili kredytów gotówkowych na łączną kwotę ponad 610 mln zł, więc wzrost jest zauważalny.

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors: Rosnące płace i niskie bezrobocie sprawiły, że w 2018 r. Polacy nie obawiali się sięgać po kredyty konsumpcyjne na wysokie kwoty. Według BIK w ubiegłym roku tych o wartości 10 000 – 30 000 zł było aż o 19% więcej niż w 2017 r., a na kwoty wyższe niż 30 000 zł o 15% więcej. Zaciągając taki kredyt, szczególnie warto porównywać oferty wielu banków, gdyż różnice w kosztach skorzystania z finansowania są ogromne. Dlatego, Polacy coraz bardziej doceniają tu wsparcie ekspertów finansowych. W IV kw. wartość kredytów konsumpcyjnych, jakie pomogli uzyskać, była
o ponad połowę wyższa niż przed rokiem.

Branża pośrednictwa finansowego w IV kwartale 2018 r. 3Dominik Skrzycki, Wiceprezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Wiceprezes Zarządu mFinanse: Ostatni kwartał minionego roku przebiegał pod znakiem zwiększonego popytu na kredyty gotówkowe. Taki stan rzeczy miał związek z poprawiającą się sytuacją finansową gospodarstw domowych, które to zjawisko obserwujemy od dłuższego czasu oraz okresem świątecznym, który oznacza często zwiększone wydatki, a co wiąże się – z sięganiem po dodatkowy zastrzyk gotówki. Powyższe czynniki przełożyły się bezpośrednio na wzrost sprzedaży kredytów gotówkowych przez członków ZFPF o 2,5% (kwartał do kwartału) do poziomu 775 mln.

Kredyty gotówkowe obok kredytów hipotecznych są zdecydowanie ważną kategorią produktów dla całego sektora pośrednictwa finansowego, a wyniki sprzedażowe ZFPF pozwalają przypuszczać, że rola ekspertów finansowych w tym segmencie w 2019 r. będzie wzrastać.

Prywatne akademiki – inwestorzy mają oko na studentów

Sektor nieruchomości alternatywnych, do których zaliczane są prywatne akademiki, potwierdził już swój ogromny potencjał generowania stabilnego i solidnego zwrotu z inwestycji m.in. w Holandii i Niemczech, a także na dynamicznie rozwijającym się rynku brytyjskim. W Polsce domy studenckie wciąż uznawane są za niezagospodarowaną niszę. Jednak ten stan nie utrzyma się długo. W nadchodzących latach zainteresowanie inwestorów zostanie spotęgowane rosnącym poziomem dojrzałości rynku w Europie i astronomicznym wzrostem populacji międzynarodowych studentów w Polsce – przekonują eksperci CBRE, autorzy publikacji „Insights to Student Housing”.

Biorąc pod uwagę globalne statystyki, wolumen inwestycji w sektorze budownictwa mieszkaniowego dedykowanego studentom przekroczył już 13,5 mld euro, przy czym większość transakcji miała miejsce w Wielkiej Brytanii i Ameryce Północnej. Jednak od 2010 r. wysokość inwestycji w domy studenckie w Europie Zachodniej wzrosła aż o 859%, co pozycjonuje je jako jedną z najszybciej rozwijających się klas aktywów na kontynencie.

Studenci zagraniczni przyciągną inwestorów

Studenci zagraniczni w Polsce stanowią obecnie jedynie 5,10% ogółu uczniów szkół wyższych. Niemniej jednak oczekuje się, że w nadchodzących latach Polska przyciągnie coraz więcej młodych ludzi ze względu na niskie koszty utrzymania i dostępność kursów prowadzonych w języku angielskim. Ponadto w kraju zatrzyma ich rosnąca liczba nowych firm, takich jak centra BPO i SSC, które zapewniają zatrudnienie osobom wchodzącym na rynek pracy, co czyni Polskę atrakcyjnym miejscem do rozpoczęcia kariery zawodowej. Szacuje się, że jeśli utrzyma się obecna tendencja wzrostowa, przez kolejne 3 lata liczba studentów z zagranicy wzrośnie o 74,6%. Innymi słowy do 2022 r. w Polsce będzie gościć 120 000 obcojęzycznych adeptów szkół wyższych.

Studenci, zarówno lokalni, jak i zagraniczni, stanowią grupę społeczną, która szybko zyskuje na znaczeniu w zakresie rozwoju miast. Ich obecność i rosnąca siła nabywcza mają duży wpływ nie tylko budownictwo mieszkaniowe, ale także na inwestycje w handel i rekreację, różnorodność urbanistyczną, zmiany na rynku pracy oraz pozycjonowanie międzynarodowe. Istotne jest, aby miasto współpracowało z uniwersytetami w celu tworzenia programów przyciągających tę konkretną grupę długoterminowych gości – mówi Paweł Rudiak, ekspert CBRE.

Łóżko dla studenta potrzebne od zaraz

Zgodnie z prognozą ekspertów CBRE największy popyt na obiekty dedykowane studentom odnotujemy w Warszawie, gdzie po ukończeniu obecnie rozpoczętych projektów w 2020 r. wciąż będzie długoterminowe zapotrzebowanie na ponad 43 000 miejsc noclegowych. W Krakowie liczba łóżek potrzebnych dla uczniów szkół wyższych wzrośnie do około 33 500, a w Gdańsku do 18 000. Co ciekawe, przy założeniu, że w kraju każdego roku będą budowane po 3 budynki tego typu, Poznań, Śląsk i Wrocław będą musiały rozwijać się w takim tempie przez około 20 lat, by osiągnąć równowagę.

Banki trzymają rękę na pulsie

Banki w Polsce nie mają dużego lokalnego doświadczenia w finansowaniu mieszkań dla studentów, jednak postrzegają sektor jako charakteryzujący się duża odpornością na wahania w popycie podczas spowolnień gospodarki. Przy obecnej fazie cyklu koniunkturalnego inwestycje w domy studenckie powinny być rozpatrywane jako defensywna alokacji kapitału dywersyfikująca kompozycje portfeli inwestycyjnych. Dlatego coraz częściej również banki, opierając się o wiedze i doświadczenie grup aktywnych na rynkach europejskich, deklarują zainteresowanie finansowaniem mieszkań studenckich zarówno na etapie budowy, jak i inwestycji również w Polsce – podsumowuje Paweł Rudiak.

Fatalne dane o sprzedaży detalicznej z USA wywołały popłoch na rynkach finansowych

Fatalne dane o sprzedaży detalicznej z USA wywołały popłoch na rynkach finansowych, gdyż poddają w wątpliwość odporność gospodarki USA na globalne spowolnienie. Był to większy szok dla aktywów ryzykownych niż dolara, a przy braku wyraźnych postępów w negocjacjach USA-Chiny, na koniec tygodnia inwestorzy są zostawieni z bagażem niepewności.

Opóźniona publikacja grudniowych danych o sprzedaży detalicznej pokazała wartości dużo słabsze od oczekiwań. Sprzedaż tąpnęła o 1,2 proc. m/m przy prognozowanym wzroście o 0,1 proc. Sprzedaż bazowa (wchodząca w wyliczenia PKB) skurczyła się o 1,7 proc., najmocniej od 2001 r. Dużą niespodzianką był spadek sprzedaży online – o 3,9 proc. Biuro statystyczne poinformowało, że government shutdown nie wpłynął na proces zbierania danych i zaważył na ich jakości, więc to wytłumaczenie możemy dorzucić.

Mimo to wczorajszy odczyt jest tak odstający od prognoz rynkowych, że musi budzić wątpliwości. Po pierwsze, tak silne pogorszenie konsumpcji kłóci się z innymi dowodami solidnego ożywienia w USA. Po drugie, w bankach inwestycyjnych zwykle najtęższe głowy są odpowiedzialne za prognozowanie danych z USA i nie sądzę, aby nagle wszyscy mieli ten sam błąd w modelach ekonometrycznych. Po trzecie, grudzień 2018 r. był na swój sposób specjalny przy ponurych nastrojach na rynkach finansowych i rosnących obawach o hamowanie światowej gospodarki. Tąpnięcia indeksów na Wall Street mogły rzutować na skłonność Amerykanów do wydatkowania. Ponadto wizja government shutdown na pewno mobilizowała pracowników administracji (i ich rodziny) do przygotowania planów oszczędnościowych na czas, kiedy nie będą otrzymywać wynagrodzenia. To są czynniki, które mogą zafałszowywać odczyty wyciągane na podstawie konkretnej próby statystycznej i kolejne raporty mogą dostarczyć rewizje, kiedy podliczy się dane z szerszego zbioru. Wreszcie słabość sprzedaży online należy zestawić z silną sprzedażą w poprzednich dwóch miesiącach. Innymi słowy promocje przed i w trakcie Black Friday mogły być tak kuszące, że świąteczne prezenty były zakupione z dużym wyprzedzeniem.

Podsumowując, nie chce wyciągać pochopnych wniosków na podstawie jednego raportu, szczególnie gdy tak bardzo odbiega on od pozostałych sygnałów z gospodarki. Jednocześnie muszę szanować interpretację szerokiego rynku, gdzie wzmocni się przekonanie, że czeka nas długi okres pauzowania Fed, a przedstawiciele banku częściej będą podkreślać słowo „cierpliwość”. Przynajmniej na razie USD nie ma co liczyć na wsparcie z tytułu rewaluacji oczekiwań dotyczących ścieżki stóp procentowych i rynek nie zrezygnuje z dyskonta obniżki przed końcem roku (obecnie 16 proc.). Jednak obawy o kondycję gospodarki USA to także zła wiadomość globalnie, więc przynajmniej od strony nasilającej się nerwowości dolar może bronić się w relacji do walut ryzykownych.

Osobiście sądzę, że element awersji do ryzyka może być wstępnie silniejszy, ale w dłuższym horyzoncie implikacje płynące ze słabych danych dla polityki Fed będą miały trwalsze konsekwencje. Innymi słowy w najbliższych godzinach o słabość USD może być łatwiej np. względem JPY, ale większe problemy czeka EUR, AUD, czy NZD (szczególnie, że nie dostaliśmy pozytywnego impulsu po zakończonych negocjacjach handlowych USA-Chiny). Jednocześnie jeśli rynki znajdą punkt zaczepienia dla poprawy sentymentu, nie będzie mocnych argumentów, by trzymać się USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prognoza walutowa dla chińskiego juana (CNY)

Co dalej z chińską walutą? Obawy o wpływ juana na największą gospodarkę Azji.

Ubiegły rok był dość trudny dla juana chińskiego (CNY). Na losach waluty zaważyła siła dolara amerykańskiego i konflikt handlowy z USA, a dokładniej obawy o to, jak wpłynie on na największą gospodarkę Azji.

W 2018 roku juan w relacji do dolara amerykańskiego osłabił się o ponad 5% – w październiku kurs waluty Chin w parze z USD otarł się o najniższą wartość od ponad dekady (Wykres 1). Jednak nawet w obliczu konfliktu handlowego i napływu względnie słabych danych ekonomicznych juan chiński nie zasługuje na miano najgorzej radzącej sobie waluty Azji w ostatnim roku. CNY okazał się silniejszy od wielu innych walut regionu, kończąc ubiegły rok lekkim umocnieniem w relacji do polskiego złotego.

Wykres 1: Kurs USD/CNY i PLN/CNY (luty ’18 – luty ’19)

kurs juanaŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 14/02/2019

Najważniejszym czynnikiem wpływającym na juana chińskiego w ostatnich miesiącach był niepokój związany z możliwością wystąpienia pełnej otwartej wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Ciężar ryzyka konfliktu między obiema gospodarkami leżał głównie po stronie Chin – około 20% przychodów z eksportu kraju pochodzi bowiem ze Stanów Zjednoczonych. Od kiedy Donald Trump został prezydentem USA kilkakrotnie nałożył na Chiny cła, grożąc kolejnymi.

Poniżej wymieniamy najważniejsze działania Trumpa:

  • marzec 2018: nałożenie 25-procentowego i 10-procentowego cła, odpowiednio na import wyrobów ze stali i aluminium
  • czerwiec 2018: nałożenie 25-procentowego cła na równowartość chińskich towarów o wartości ok. 50 mld USD, głównie dóbr przemysłowych
  • lipiec 2018: Trump grozi ocleniem całości chińskiego importu
  • wrzesień 2018: nałożenie 10-procentowego cła na kolejne 6000 towarów importowanych z Chin, o wartości ok. 200 mld USD

Chiny odpowiedziały na amerykańskie cła nałożeniem własnych opłat, aczkolwiek ich „siła rażenia” była ograniczona. Niepokój związany z rozwojem konfliktu handlowego osłabł jednak po względnie owocnym spotkaniu Trumpa z przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej, Xi Jinpingiem pod koniec listopada. Po rozmowie głów państw ogłoszony został 3-miesięczny okres „zawieszenia broni”, podczas którego państwa zobowiązały się nie nakładać dodatkowych ceł. O ile ta decyzja nie jest równoznaczna z zawarciem porozumienia handlowego między obiema potęgami gospodarczymi, postęp w negocjacjach sygnalizuje, że takie porozumienie może być na horyzoncie. Nadal uważamy, że niepokój rynku związany z wojną handlową jest przesadzony, a administracja Trumpa nie ma zamiaru w istotny sposób zaburzać handlu międzynarodowego.

Nie można jednak nie brać pod uwagę niepewności, zwłaszcza, że zdążyła ona już wstępnie wpłynąć na odczyty makroekonomiczne napływające z Chin. Niedawne odczyty indeksów aktywności biznesowej PMI były dość słabe, a zważywszy na niekoniecznie w pełni wiarygodne dane o chińskim PKB, to właśnie indeksy PMI są obecnie prawdopodobnie najbardziej rzetelnymi wskaźnikami aktywności gospodarczej w Chinach. Indeks Caixin PMI dla sektora przemysłu w styczniu znalazł się na poziomie 48,3, a każda wartość poniżej 50, sugeruje, że sektor się skurczył. Wspomniany, ostatni odczyt był również najniższym odczytem wskaźnika od lutego 2016 roku. Również odpowiadający indeks opracowywany przez Markit sugeruje osłabienie w sektorze przemysłu, co źle wróży dla ogólnego wzrostu gospodarczego w kraju (Wykres 2).

Wykres 2: Indeksy Markit i Caixin PMI dla przemysłu Chin (2015 – 2018)

Indeksy Markit i Caixin PMI dla przemysłu ChinŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 14/02/2019

Podawane tempo wzrostu chińskiego PKB jest niższe niż to, które rejestrowano jeszcze w poprzedniej dekadzie. W czwartym kwartale ubiegłego roku wzrost gospodarczy Chin wyniósł zaledwie 6,4% w ujęciu rocznym (Wykres 3). Gwałtowny wzrost zadłużenia oraz niepewność związana z cenami na rynku nieruchomości zaważyła na perspektywach chińskiej gospodarki. Obecnie najgorszym scenariuszem dla perspektyw wzrostu gospodarczego Chin byłaby dalsza eskalacja wojny handlowej, która zakończyłaby się nałożeniem przez USA ceł na całość importu z Chin. Dynamika eksportu Chin mierzona w CNY w ujęciu rocznym była jednak „na plusie” z wyjątkiem jednego miesiąca od listopada 2016 roku. W styczniu eksport w CNY wzrósł o 14,3% w ujęciu rocznym, co można uznać za optymistyczny sygnał.

Na początku ubiegłego roku wyprzedaż CNY względem USD, sprawiła, że kurs juana chińskiego spadł również w relacji do koszyka walut ważonego udziałem poszczególnych walut w wymianie handlowej kraju, czyli indeksu CFETS. Od lipca Ludowy Bank Chin (PBoC) zdołał jednak utrzymać kurs juana chińskiego względem wspomnianego koszyka na względnie stabilnym poziomie (Wykres 4). Decydenci PBoC zobowiązali się do utrzymywania względnie stałego kursu CNY względem koszyka, który składa się w 22% z dolara amerykańskiego, 16% z euro, 12% z jena japońskiego, 11% z południowokoreańskiego wona oraz z 20 walut pozostałych państw, z którymi Chiny utrzymują kontakty handlowe.

Wykres 3: Wzrost chińskiego PKB w ujęciu rocznym (2010 – 2018)

Wzrost chińskiego PKB w ujęciu rocznym

Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 14/02/2019

Jesteśmy zdania, że spadek indeksu CFETS w połowie 2018 roku wynikał raczej z siły dolara amerykańskiego niż ze słabości juana chińskiego. W ciągu ostatnich 12 miesięcy efektywny kurs CNY w ujęciu realnym tracił jedynie nieznacznie (-2,8%) w porównaniu z indeksem JP Morgan dla walut gospodarek wschodzących (-10,0%).

Wykres 4: Indeks CFETS Ludowego Banku Chin (2016 – 2019)

Indeks CFETS Ludowego Banku ChinŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 14/02/2019

Ludowy Bank Chin utrzymuje również spore rezerwy walut obcych, co oznacza, że w razie potrzeby bank centralny jest w stanie interweniować na rynku walutowym. W ciągu ostatnich kilku lat rezerwy walutowe banku centralnego pozostawały na względnie stabilnym poziomie – obecnie wynoszą one około 3 bln USD. Wspomniana względna stabilność rezerw sugeruje, że bank centralny w ostatnim czasie był mniej skłonny do interwencji, a tym samym raczej pozwalał na kształtowanie zachowania juana siłom rynkowym. W razie potrzeby bank dysponuje jednak środkami do obrony waluty.

Sądzimy, że czynniki pozytywne i negatywne dla perspektyw juana chińskiego równoważą się. Jak już wspominaliśmy, w naszej opinii niepokój związany z wojną handlową na linii USA-Chiny jest raczej przesadzony. Ostatnia sugestia ze strony Trumpa, czyli możliwość wydłużenia negocjacji potrzebnych do osiągnięcia umowy handlowej z Chinami powyżej daty 1 marca, jest zdecydowanie optymistycznym sygnałem. Z drugiej strony, gospodarka Chin radzi sobie gorzej, a niższe odczyty indeksów aktywności biznesowej mogą negatywnie wpłynąć na sentyment, równoważąc pozytywny wpływ poprawy nastrojów w kwestii negocjacji USA i Chin.

Na przestrzeni 2019 roku spodziewamy się stabilnego kursu USD/CNY w okolicy obecnych poziomów, które powinny gwarantować również relatywnie stabilny kurs juana względem koszyka CFETS. Jednocześnie będziemy uważnie śledzić kolejne dane makroekonomiczne napływające z Chin – głębsze pogorszenie sytuacji gospodarczej stanowi największe ryzyko dla naszej obecnej prognozy. W parze ze złotym spodziewamy się jedynie łagodnej deprecjacji CNY w 2019 r. i osłabienia chińskiej waluty w 2020 r. co ma mieć związek z siłą polskiego złotego, jak i (w 2020 r.) oczekiwanym przez nas umocnieniem euro w relacji do dolara amerykańskiego i juana chińskiego.

USD/CNY EUR/CNY CNY/PLN
Q1-2019 6,75 7,75 0,55
Q2-2019 6,75 7,75 0,55
Q3-2019 6,75 7,75 0,55
E-2019 6,75 7,75 0,55
E-2020 6,75 7,95 0,52

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Ebury

Grupa AFORTI pomyślnie zamyka cztery kwartały 2018 roku

Grupa AFORTI – holding finansowy świadczący usługi pożyczkowe, windykacyjne i faktoringowe dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw oraz zarządzający platformą wymiany walut online dla firm – osiągnęła narastająco po czterech kwartałach 2018 roku 571,88 mln zł skonsolidowanych przychodów netto ze sprzedaży. To o nieco ponad 200 proc. więcej względem analogicznego okresu roku ubiegłego. Jednocześnie, skonsolidowany zysk netto Grupy AFORTI w tym czasie zwiększył się do 1,64 mln zł z 1,21 mln zł w 2017. W tym czasie EBIT Grupy wyniósł ponad 10,60 mln zł względem 7,02 mln zł po czterech kwartałach 2017 roku, co daje wzrost o 50,95 proc.

Dobrym wynikom finansowym Grupy towarzyszy wysoka wycena stojącej na jej czele i notowanej na rynku NewConnect spółki Aforti Holding. Na koniec 2018 roku średnia kapitalizacja spółki była szacowana na 48,92 mln zł czyli o 65 proc. więcej w stosunku do połowy 2018 roku, kiedy wynosiła zaledwie 29,65 mln zł. Jednocześnie, na koniec stycznia 2019 kapitalizacja Aforti Holding szacowana była na 62,26 mln zł, co wskazuje, że wycena spółki w ciągu miesiąca wzrosła o blisko 30 proc.Przychody skonsolidowane Aforti

Z kolei w samym IV kwartale 2018 roku spółki z Grupy AFORTI wypracowały ponad 206,15 mln zł przychodów netto ze sprzedaży względem 68,88 mln zł osiągniętych w okresie październik-grudzień 2017, notując wzrost na poziomie niemal 200 proc. Co więcej – jest to wartość nawet nieco wyższa względem przychodów osiągniętych przez Grupę łącznie w czterech kwartałach 2017 roku, kiedy to spółki zarządzane przez Klaudiusza Sytka osiągnęły wynik 190,58 mln zł.

Rosnąca popularność usług pożyczkowych, windykacyjnych, faktoringowych i z zakresu wymiany walut online z pewnością przyczyniła się do tak dobrych wyników na koniec ostatniego kwartału 2018.

W IV kwartale 2018 roku wartość mikropożyczek sprzedanych przez Aforti Finance wyniosła 14,03 mln zł. W tym czasie spółka Aforti Exchange wypracowała na krajowej platformie wymiany walut online dla firm 96,78 mln EUR obrotu względem 34,46 mln EUR w IVQ 2017, co daje wzrost o 180 proc., zaś Aforti Exchange Romania zanotowała prawie 33,32 mln EUR obrotu w porównaniu do: 14,64 mln EUR w IIIQ 2018. Z kolei wartość nominalna zleceń windykacyjnych pozyskanych łącznie przez Aforti Collections oraz spółkę LifeBelt, które oficjalnie od stycznia 2019 r. funkcjonują już jako jeden podmiot pod nazwą Aforti Collections S.A., wyniosła w IVQ 2018 roku 98,07 mln zł. Z kolei wartość wierzytelności sfinansowanych przez Aforti Factor szacowana była w okresie od października do grudnia 2018 na 10,20 mln zł.

Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Aforti Holding
Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Aforti Holding

– Nasza aktywność na rynku pożyczek pozabankowych, usług windykacyjnych i faktoringowych oraz w zakresie wymiany walut online dla firm przynosi wymierne korzyści finansowe, co potwierdzają wyniki za IV kwartał 2018 roku. Zgodnie ze strategią rozwoju, przyjętą na lata 2018-2020, postawiliśmy przed sobą bardzo ambitne wyzwania i plany, jak chociażby – rozpoczęcie działalności leasingowej, ekspansja zagraniczna platformy wymiany walut online dla firm do co najmniej 7 nowych krajów, wśród których możemy wymienić: Czechy, Węgry, Chorwację, Serbię, Bośnię i Hercegowinę, Albanię oraz Macedonię, jak też przejście spółki Aforti Holding na GPW. Skuteczna realizacja strategii biznesowej powinna w przełożyć się na wzmocnienie potencjału wzrostu Grupy AFORTI oraz jej wartość w kolejnych latach. Z kwartału na kwartał poprawiamy nasze przychody i zyski, które – co do zasady – również rosną, o ile w danym okresie nie inwestujemy znaczących kwot w rozwój Grupy. Prężnie rozwijamy nasze działalności poza granicami kraju– w minionym roku na rynku rumuńskim pojawiła się kolejna z naszych spółek – Aforti Finance. W IV kwartale sfinalizowaliśmy także proces połączenia spółek LifeBelt i Aforti Collections, które obecnie działają już pod marką Aforti.– podsumowuje Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Aforti Holding.

Jak dodaje Paweł Opoka, wiceprezes zarządu Aforti Holding – Osiągnięcie bardzo dobrych wyników finansowych przez Grupę AFORTI narastająco po czterech kwartałach 2018 roku było możliwe dzięki wielu inicjatywom, zarówno tych na poziomie inwestorskim, jak i biznesowym. Niezmiennie dążymy do doskonalenia naszych usług, zwiększania ich dostępności i podnoszenia jakości, co przynosi wymierne efekty w postaci zadowalających nas liczb. Wierzę, że dobre perspektywy dla branż, w których działają nasze spółki, a także stałe zapotrzebowanie ze strony przedsiębiorców na usługi Grupy AFORTI, pozwalają sądzić, że rok 2019 powinien również być dla nas pomyślny.

Znaczącemu rozszerzeniu portfolio produktów i usług oferowanych mikro, małym i średnim przedsiębiorcom przez spółki z Grupy AFORTI będzie towarzyszyć rozwój nowych obszarów działalności, oparty m.in. na poszerzeniu portfela produktowego dla bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej w zakresie leasingu. W tym celu AFORTI planuje powołać w ciągu najbliższych 3 lat nową spółkę, ale niewykluczona jest także akwizycja istniejącego już podmiotu.

Wyniki finansowe Grupy Aforti – informacje szczegółowe:

  • Wartość mikropożyczek sprzedanych przez Aforti Finance w IVQ 2018 wyniosła 14,03 mln. zł.
      • Łączna wartość pożyczek udzielonych w roku 2018 wyniosła 59,19 mln zł co daje wzrost o 63,4 proc. względem 2017 roku.WYNIKI FINANSOWE GRUPY AFORTI
      • Na platformie wymiany walut online dla firm, spółka Aforti Exchange wypracowała w IVQ 2018 96,78 mln EUR obrotu względem 34,46 mln EUR w IVQ 2017
        • Jednocześnie, w okresie od stycznia do grudnia 2018 roku wartość obrotu na krajowej platformie Aforti Exchange osiągnęła poziom 269,95 mln EUR, notując wzrost o 198,53 proc. rok do roku

    WYNIKI FINANSOWE GRUPY AFORTI 2

    • Na rumuńskiej platformie spółka Aforti Exchange Romania zanotowała
      w IVQ 2018 roku 33,32 mln EUR obrotu względem: 14,64 mln EUR obrotu w IIIQ 2018; 12,51 mln EUR w IIQ 2018 oraz 7,21 mln EUR w IQ 2018

      • Jednocześnie, w okresie od stycznia do końca grudnia 2018 roku Aforti Exchange Romania zanotowała 67,81 mln EUR łącznej wartości obrotu

    Wartość wierzytelności sfinansowanych przez Aforti Factor – spółkę, która rozpoczęła działalność operacyjną dopiero w IQ 2018 roku – wyniosła w IVQ 2018 10,20 mln zł względem 8,3 mln zł w IIIQ 2018, 5,82 mln zł w IIQ 2018 i 2,93 mln zł w IQ 2018, co daje narastająco, na koniec grudnia 2018, wartość 27,26 mln zł.

WYNIKI FINANSOWE GRUPY AFORTI 3

  • W wyniku nabycia w 2018 roku 76,9 proc. udziałów w lubelskiej spółce LifeBelt, specjalizującej się m.in. w masowej windykacji na zlecenie banków, firm pożyczkowych, telekomów oraz innych windykatorów, w perspektywie 2-3 lat, Aforti Collections zakłada wzmocnienie swojego udziału w rynku windykacji. W grudniu 2018 roku nastąpiło oficjalne połączenie spółek, które obecnie funkcjonują jako jeden podmiot pod nazwą Aforti Collections S.A.
    • Wartość nominalna zleceń windykacyjnych pozyskanych łącznie przez Aforti Collections oraz spółkę LifeBelt wyniosła w IVQ 2018 98,07 mln zł.WYNIKI FINANSOWE GRUPY AFORTI 4

PZPO podsumował sprzedaż opon w 2018 roku

Według danych Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO) w 2018 roku producenci i importerzy opon w Polsce odnotowali wzrost sprzedaży w segmencie samochodów ciężarowych o 22%. Wzrósł także wolumen sprzedanych opon do samochodów SUV (+12%) i rolniczych (+3%). Utrzymuje się trend wzrostowy dla opon całorocznych, których dynamika sprzedaży wyniosła aż 49%.

Giansimone Bertoli
Giansimone Bertoli, prezes Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (Pirelli Polska)

– Dane za 2018 roku pokazują jak dynamicznie rozwija się rynek oponiarski w Polsce. Wysoki wolumen sprzedaży opon całorocznych w 2018 roku jest dowodem na to, że producenci wykorzystują potencjał rynku. Kolejny rok notujemy także wzrost sprzedażymarkowych opon klasy premium. Jest to bardzo dobra wiadomość, która świadczy o rosnącej świadomości kierowców dotyczącej wpływu jakości opon – jako jedynego punktu styku auta z drogą – na bezpieczeństwo jazdy i długość drogi hamowania – wskazuje Giansimone Bertoli, prezes Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego.

Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego
Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego

– Samochody typu SUV nadal cieszą się ogromną popularnością wśród polskich kierowców, czego dowodem jest 12% dynamika sprzedaży w tym segmencie. Szczególnie cieszy wzrost w segmentach opon rolniczych i ciężarowych. Sprzedaż tych ostatnich wzrosła aż o 22% w porównaniu do roku 2017. Właściwy dobór opon do ciężarówek i aut rolniczych jest inwestycją, która zawsze się zwraca – w ciągu kilku lat pozwala obniżyć wydatki na paliwo oraz naprawy pojazdu i ogumienia. Opony rolnicze oraz ciężarowe są intensywnie eksploatowane, a wszelkie przestoje i opóźnienia w zbiorach, żniwach czy dostawach spowodowane uszkodzeniami opon mogą nieść duże dodatkowe koszty, ale także potencjalne zagrożenie dla kierowcy – dodaje Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.

– Dane z 2018 potwierdzają stabilność rynku, który ewoluuje zgodnie z oczekiwanymi trendami. Notujemy ciągły wzrost sprzedaży opon zimowych i całorocznych, które zwiększają bezpieczeństwo na naszych drogach. Cieszą nas wyjątkowo duże wzrosty sprzedaży opon na rynku samochodów ciężarowych w Polsce oraz Niemczech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Włoszech i Holandii – powiedziała Fazilet Cinaralp, sekretarz generalna ETRMA.

Nowe wyzwania systemu emerytalnego, czyli jak będzie działać PPK?

W 2019 roku przedsiębiorców czekają nowe wyzwania związane z systemem emerytalnym. W trzecim kwartale najwięksi pracodawcy zostaną zobowiązani do utworzenia dla pracowników Pracowniczych Planów Kapitałowych. Ustawa o PPK uchwalona 7 października 2018 roku oznacza, że każdy przedsiębiorca będzie zobligowany do utworzenia dla swoich zatrudnionych specjalnych produktów inwestycyjnych z myślą o ich przyszłej emeryturze.

– Pracodawca będzie zobowiązany do wyboru instytucji finansowej w porozumieniu z reprezentacją osób zatrudnionych lub związkami zawodowymi, następnie do zawarcia umów związanych z PPK oraz do zapisania pracowników do programu – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Prusik, radca prawny, wspólnik w Kancelarii Wojewódka i Wspólnicy – Ustawodawca przewiduje automatyczne przyłączanie pracujących do PPK bez zapytania ich o zgodę. Na pracodawcy spoczywać będą nowe, nieznane dotąd obowiązki administracyjne. Każdy przedsiębiorca powinien solidnie przygotować się do wdrożenia takiego programu. W tym przypadku, podczas zapisywania zatrudnionego do PPK, będzie miał obowiązek finansowania wpłat ze swoich środków w wysokości 1,5 proc. wynagrodzenia pracownika. Będą one inwestowane przez powołane specjalnie w tym celu instytucje finansowe. Ich zadaniem będzie prowadzenie wyznaczonej przez ustawodawcę polityki inwestycyjnej, zmierzającej przede wszystkim do ochrony zainwestowanego kapitału, ale i pomnażania środków z myślą o przyszłych emeryturach – wyjaśnił Prusik.

FPP: Krytyka nowelizacji Kodeksu karnego skarbowego. Czy na pewno słuszna?

Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało projekt nowelizacji Kodeksu karnego skarbowego, mający na celu umożliwienie skuteczniejszej walki z szarą strefą. W tym celu zaproponowano m. in. zaostrzenie sankcji za wykroczenia i przestępstwa skarbowe, ograniczenie możliwości korzystania z instytucji czynnego żalu oraz wydłużenie okresów przedawnień przestępstw i wykroczeń skarbowych. Projekt spotkał się z krytyką. Czy jest ona jednak słuszna? Federacja Przedsiębiorców Polskich wskazuje, że państwo musi mieć przecież instrumenty do walki z nadużyciami.

Ministerstwo Sprawiedliwości w Ocenie Skutków Regulacji do swojego projektu nowelizacji Kodeksu karnego skarbowego wskazało, iż szacunki dotyczące szarej strefy w Polsce w latach 2010-2015 określają jej rozmiar na około 12-14% PKB – z czego działalności nielegalnej odpowiada około 1 % PKB. Według danych NIK w latach 2013-2015 relacja dochodów podatkowych do PKB była niższa niż w latach 2005-2012. Wskazuje to na pogorszenie się skuteczności poboru podatków i małą skuteczność organów państwa w eliminowaniu szarej strefy.

Mariusz Korzeb wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich
Mariusz Korzeb – wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich

„Choć projekt nie spotkał się z entuzjazmem opinii publicznej – to trzeba zaznaczyć, iż biorąc pod uwagę dobro państwa i ideę sprawiedliwości społecznej zmiany dot. nadużyć gospodarczych skarbowych są niezbędne. Państwo musi mieć bowiem odpowiednie instrumenty, które pozwolą z jednej strony na skuteczne egzekwowanie przepisów, a z drugiej będą odstraszały od świadomego nadużywania lub łamania prawa. Oczywiście, mając na względzie dotychczasowy sposób funkcjonowania administracji skarbowej, głosy krytyki są w części uzasadnione. Należy jednak mieć nadzieję, że kierownictwo Krajowej Administracji Skarbowej zadba o to, aby nowe regulacje nie były w żaden sposób nadużywane przez urzędników i żeby żaden uczciwy podatnik nie ucierpiał z powodu ich wprowadzenia. Trzeba podkreślić, że niezwykle istotne jest, by państwo miało możliwość skutecznego eliminowania nadużyć z przestrzeni życia gospodarczego i dbało o wspólne dobro – jakim jest budżet Skarbu Państwa. Niezbędne jest również zapewnienie przedsiębiorcom warunków uczciwej konkurencji, co obecnie nie jest odpowiednio realizowane. Przykładem niech będzie sprawa zagranicznych operatorów bukmacherskich, którzy przez lata nielegalnie organizowali zakłady online kierując swoją ofertę do polskich graczy. Pomimo wieloletniego uchylania się od opodatkowania i łamania zasad uczciwej konkurencji, nie ponieśli oni z tego tytułu żadnych konsekwencji. Ministerstwo Sprawiedliwości podczas dalszych prac nad projektem powinno przeanalizować tę sprawę, w celu stworzenia regulacji, która będzie kompleksowo i skutecznie realizować swoje założenia” – mówi Mariusz Korzeb, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

W projekcie proponuje się wprowadzenie szeregu zmian zarówno w części materialnej, jak i procesowej. Zgodnie z twierdzeniami Ministerstwa Sprawiedliwości mają one na celu usprawnienie i poprawę efektywności prowadzonych postępowań, ale też wykonywania orzeczonych kar – wyrażając idee pierwszeństwa zasady egzekucji nad represją. Ponadto w celu wzmocnienia funkcji zapobiegawczej zaproponowano również podwyższenie górnych granic zagrożenia sankcjami w postaci kary pozbawienia wolności lub kary grzywny za wybrane przestępstwa skarbowe. W projekcie zaproponowano także rozwiązania, które nastawione są na odzyskanie należności publicznoprawnych.

Wzrost rynku budowlanego w Polsce obnaża słabość finansową wielu jego uczestników

  • W 2018 r. liczba niewypłacalności firm budowlanych wzrosła o 14% r/r, w styczniu 2019 r. mieliśmy do czynienia z kontynuacją tego zjawiska
  • Jedna z przyczyn – chronicznie niska rentowność firm budowlanych
  • Profil firm mających z reguły problemy: wyspecjalizowani podwykonawcy, mniejsze i średnie firmy realizujące prace towarzyszące inwestycjom infrastrukturalnym, głównie drogowym i kolejowym.
  • Nic nie zapowiada radykalnych zmian na rynku – im większa skala inwestycji, tym większe z reguły problemy z rentownością prowadzących je wykonawców, a więc i skala potencjalnych strat.

Duża skala trwających inwestycji wymaga adekwatnie dużej skali zaangażowania kapitałowego samych firm budowlanych jak i firm współpracujących. Aby skorzystać na zwiększonej fali zamówień, trzeba najpierw zaangażować – przynajmniej częściowo – środki własne. I z tym wiele firm ma problem. Niska rentowność w budownictwie nie jest zjawiskiem nowym, a raczej występującym obecnie ze szczególnym natężeniem. Z analizy Euler Hermes, wiodącego globalnego ubezpieczyciela należności handlowych wynika, że wiele firm już w latach ubiegłych zarabiało stosunkowo mało w stosunku do skali prowadzonych prac, i aby finansować swoje zobowiązania podejmowało się coraz to nowych zleceń. Firmy nie zwiększały więc rentowności – i w ślad za tym nie gromadziły środków własnych, ale zamiast tego zwiększały swoją ekspozycję na ryzyko i zadłużenie. Ta chroniczna słabość finansowa polskich firm budowlanych, a przynajmniej dużej części z nich (może poza spółkami publicznymi), jest jedną z przyczyn obecnej fali niewypłacalności w budownictwie, współwystępującą obok wskazywanych zdecydowanie częściej: wzrostu kosztów materiałów oraz zatrudnienia i problemów ze znalezieniem pracowników.

Niewypłacalności polskich firm budowlanych

Niewypłacalności polskich firm budowlanychŹródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Branża doświadcza stałego wzrostu liczby niewypłacalności – 14% wskaźnik dla całego sektora w skali 2018 roku nie świadczy może o powszechnym załamaniu, ale nadal jest to widoczny problem w sektorze infrastrukturalnym, gdyż firmy wyspecjalizowane w tych pracach stanowią obecnie 70% przypadków niewypłacalności. Pociągają za sobą na dno wiele zaopatrujących firm produkujących materiały budowlane (łącznie wiec budownictwo odpowiada za minimum 40% liczby niewypłacalności polskich przedsiębiorstw).

Profil firm mających problemy: małe i średnie firmy wykonujące prace specjalistyczne

Profil niewypłacalnych firm wskazuje na to, że największe problemy mają obecnie firmy mniejsze i średnie, wyspecjalizowane w pracach towarzyszących inwestycjom infrastrukturalnym, głównie drogowym i kolejowym. Nie najmniejsze oraz nie te największe – pierwsze są najbardziej elastyczne, najszybciej mogą zarówno opuścić plac nierentownej budowy, jak i znaleźć nową, natomiast te większe – mimo że to w tej kategorii zanotowano największy spadek osiąganych marż, mają z reguły na tyle zdywersyfikowane portfolio oraz własne zaplecze finansowe (spółka matka dająca, lub gwarantująca finansowanie), że z reguły nie słyszy się o problemach tej grupy wykonawców. Z reguły – ponieważ co jakiś czas uaktualniane są wyniki lub ich zapowiedzi ze strony spółek publicznych i pojawiają się w tym gronie zaskakujące in minus wyjątki.

Rosną ceny prac budowlanych – ale koszty jeszcze szybciej…

Rosną ceny prac budowlanych – ale koszty jeszcze szybciejŹródło: Główny Urząd Statystyczny

Jaka jest prognoza dla budownictwa na ten rok, kiedy nastąpi kumulacja problemów, a kiedy sytuacja może ulec poprawie?

Nic nie zapowiada radykalnych zmian na rynku – im większa skala inwestycji, tym większe z reguły problemy z rentownością prowadzących je wykonawców, a więc i skala potencjalnych strat. Dodatkowo – wspomniana słabość finansowa widoczna jest nie tylko w trakcie czy na finiszu tychże prac, gdy kontrakt „nie spina się” z poniesionymi kosztami, ale już często na początku, gdy szerszy front prac wymaga adekwatnie większych nakładów, na które brak środków. Zbyt rzadko stosowane są już np. formalnie dostępne rozwiązania w tym zakresie (finansowanie zakupu materiałów budowlanych do 90% ich wartości jeszcze przed realizacją prac do których są niezbędne, na plac – jak jest np. na kolei).

Tomasz Starus Dyrektor Biura Oceny Ryzyka Towarzystwo Ubezpieczeń Euler Hermes SA.
Tomasz Starus – Euler Hermes SA.

Nie widzimy obecnie warunków, aby sytuacja miała się odwrócić czyli między innymi: kontrakty byłyby na większą skalę renegocjowane za zgodą zamawiających, ceny materiałów i koszty pracy miałyby spaść, a dostępność pracowników i możliwości przewozowe materiałów zaopatrzeniowych miałyby się szybko zwiększyć – ocenia Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka.

Zapowiedzi indeksacji kosztów – większej elastyczności zamawiających dotyczą nowych kontraktów, więc niezależnie od uwag i wątpliwości związanych z przedstawionymi propozycjami, dotyczyć one będą dopiero planowanych i rozstrzyganych kontraktów. Wydaje się więc, ze realny wpływ na rynek – o ile jak wspominaliśmy on nastąpi – będzie miał miejsce w odroczonej perspektywie kilku kwartałów, może nawet dwóch lat. Czyli zapewne w końcówce obecnego boomu budowlanego. Do tego czasu nie spodziewamy się poprawy sytuacji – nie tylko z powodu braku takiego mechanizmu indeksacji cen, ale także m.in. z powodu braku w tak krótkim okresie realnych możliwości zmiany budżetów po stronie zamawiających instytucji publicznych – uważa Tomasz Starus.

Jedyne, co może zmniejszyć tempo przybywania nowych niewypłacalności w branży to efekt statystyczny dużej już bazy w minionym roku. Ponadto, kolejna już (po 2012 roku) fala inwestycji pociągająca za sobą falę niewypłacalności wpływa na oczyszczenie się rynku, eliminuje z niego firmy najgorzej sobie radzące w tym niełatwym przecież modelu polskiego budownictwa. To czynniki ograniczające niewypłacalności w sposób naturalny, w dłuższej perspektywie, nic nie zapowiada bowiem innych, bieżących determinantów spadku niewypłacalności.

Dziś startuje usługa Twój e-PIT. Urząd skarbowy wypełni deklaracje za podatników

Dziś startuje usługa Twój e-PIT. Urząd skarbowy wypełni deklaracje za podatników 8

15 lutego startuje usługa Twój e-PIT, w ramach której urząd skarbowy wypełni deklaracje PIT-37 i PIT-38 zamiast podatników. Może skorzystać z niej nawet 20 mln osób. W tym celu należy się zalogować w systemie i sprawdzić, czy dane w automatycznie wygenerowanym formularzu są poprawne. Jeśli nie, można je uaktualnić, uzupełniając deklarację m.in. o ulgi i odliczenia. Jeśli podatnik nie wprowadzi zmian, zeznanie roczne w zaproponowanej formie zostanie złożone do 30 kwietnia. W przyszłym roku podobna intuicyjna usługa zostanie uruchomiona również dla przedsiębiorców – zapowiada minister finansów Teresa Czerwińska.

Od 15 lutego na portalu podatki.gov.pl podatnikom zostanie udostępnione zeznanie roczne w dwóch najbardziej popularnych formularzach PIT-37 i PIT-38. Deklarację z automatu wypełni urząd skarbowy i nie trzeba w tym celu składać specjalnego wniosku.

– Prosty, przyjazny Twój e-PIT to całkowicie wypełnione zeznanie roczne, które zawiera wszystkie informacje dotyczące dochodów z tytułu umowy o pracę, umowy o dzieło bądź zlecenie z różnych miejsc – mówi agencji Newseria Biznes Teresa Czerwińska, minister finansów. – Dzięki temu do końca kwietnia podatnicy, którzy rozliczają się samodzielnie i nie korzystają z ulg i odliczeń, mogą mieć rozliczone zeznanie roczne i nie muszą w tym celu podejmować żadnej aktywności.

Krajowa Administracja Skarbowa przygotowała 23 mln PIT-37 i 250 tys. PIT-38. Powstały one na podstawie 35 mln dokumentów przesłanych przez płatników. Formularz e-PIT zawiera nie tylko informacje od pracodawcy, lecz także dane z ubiegłorocznych zeznań podatkowych czy numer konta bankowego podatnika. W zeznaniu automatycznie jest również uwzględniona ulga na dzieci. Jeżeli dane okażą się nieaktualne, można je samodzielnie zmienić. Darmowa usługa umożliwia także przekazanie 1 proc. podatku dochodowego na organizację pożytku publicznego.

 Prawie 4 mln podatników, którzy rozliczają się wspólnie z małżonkiem, musi się zalogować w usłudze, potwierdzić wspólne rozliczenie i ono zostanie przygotowane. Jeśli podatnik korzysta z dodatkowych ulg i odliczeń, to taką informację należy po prostu w formularzu dodać – precyzuje Teresa Czerwińska.

Jeżeli podatnik nie podejmie żadnej aktywności, to wypełnione przez urząd skarbowy zeznanie zostanie wysłane automatycznie do 30 kwietnia. Za ewentualne błędy w wygenerowanym przez system formularzu odpowiedzialność będzie ponosić administracja skarbowa. Jeżeli natomiast podatnik zaloguje się i poprawi dane w formularzu, administracja skarbowa uwzględni je jako informacje finalne, za które odpowiedzialność ponosi podatnik.

 Jest to rozwiązanie całkowicie bezpieczne, testowane zarówno pod względem bezpieczeństwa systemu informatycznego, jak i pod kątem użyteczności oraz dostępności dla osób niepełnosprawnych – mówi minister finansów.

Zeznanie będzie dostępne w systemie od 15 lutego do 30 kwietnia. Podatnik może wybrać, czy chce skorzystać z e-PIT-a sporządzonego przez administrację skarbową czy woli samodzielnie wypełnić formularz. Ci, którzy skorzystają z elektronicznej formy rozliczenia, szybciej otrzymają zwrot nadpłaconego podatku. Termin został skrócony z 3 miesięcy do 45 dni.

Jak podkreśla Teresa Czerwińska, na przyszły rok planowane są kolejne udogodnienia dla podatników.

 Twój e-PIT to pierwszy krok w projekcie, którego celem jest przejrzysty system podatkowy i przyjazna administracja. W przyszłym roku będziemy również udostępniać zeznanie dla podatników prowadzących działalność gospodarczą, czyli PIT-36, PIT-36L i PIT-28, opierając się na danych z rejestru PESEL i baz ZUS-u – mówi Teresa Czerwińska.

Procedowane w UE zmiany mogą oznaczać koniec dominacji polskiej branży transportowej. Zagrożonych jest wiele miejsc pracy

Procedowane w UE zmiany mogą oznaczać koniec dominacji polskiej branży transportowej. Zagrożonych jest wiele miejsc pracy 9

Proponowane przez Unię Europejską nowe przepisy o zabezpieczeniu społecznym, w połączeniu z Pakietem mobilności czy zmianami w zakresie dostępu do zawodu i rynku mogą oznaczać katastrofę dla polskich firm przewozowych. Ich sytuację może pogorszyć także twardy brexit. W konsekwencji kilkadziesiąt tysięcy firm ograniczy swoją działalność lub upadnie, a to oznacza likwidację wielu miejsc pracy – ostrzega Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska”.

W tej chwili w Parlamencie Europejskim trwa debata nad Pakietem mobilności i przepisami socjalnymi. W zeszłym roku zakończyły się nad rewizją dyrektywy o pracownikach delegowanych. Jeżeli te wszystkie zmiany wejdą w życie i się skumulują, a wszystko na to wskazuje, zapomnijmy o pierwszym miejscu polskich firm transportowych w europejskich przewozach drogowych. Myślę, że kilkadziesiąt tysięcy firm transportowych będzie w sposób bardzo poważny musiało zredukować prowadzoną działalność gospodarczą albo po prostu upadną – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska”.

Obecnie nasze firmy mają w przewozach europejskich około 25-proc. udział. Dla większości firm logistycznych Polska jest krajem pierwszego wyboru. Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, sytuacja może się całkowicie zmienić. Według Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska” nowe przepisy zabiorą polskim firmom przynajmniej połowę rynku usług transportu międzynarodowego. Tym samym upadnie duża część niewielkich firm, ale i te większe mogą mieć spore problemy z rentownością. Konsekwencje odczuje cała gospodarka. Szacuje się, że branża wypracowuje 6 proc. polskiego PKB.

Konsekwencją tych wszystkich zmian, które nam grożą, będzie także utrata wielu miejsc pracy. W samych tylko międzynarodowych przewozach zatrudnionych jest ponad 300 tys. kierowców. Oceniamy, że inne branże, spedycje, logistyka, jeżeli byśmy wszystko razem policzyli, jest to nawet do miliona osób – ocenia Maciej Wroński.

Jednym z poważnych zagrożeń dla branży jest proponowana harmonizacja systemów zabezpieczenia społecznego w UE. W tej sprawie trwają rozmowy między Radą UE, Parlamentem Europejskim i Komisją Europejską.

– W skrócie chodzi o to, gdzie pracownik powinien płacić składki ubezpieczeniowe i z jakiego państwa powinien otrzymywać świadczenia. W naszym środowisku te propozycje, aby pracownicy wysokomobilni, a do takich zalicza się kierowców, ubezpieczani byli w tym państwie, w którym wykonują największą część pracy, wzbudziły olbrzymie kontrowersje – mówi prezes Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska”.

Unijne przepisy o zabezpieczeniu społecznym, które zostały już przyjęte przez Parlament Europejski, mogą oznaczać rewolucję dla wszystkich firm transportowych. Zakładają, że składki na ubezpieczenia społeczne za kierowców trzeba będzie płacić w tym kraju, do którego kierowca najczęściej podróżuje. Dotychczas firmy płaciły składki w polskim systemie zabezpieczenia społecznego. Zmiany, jeśli wejdą w życie w takim kształcie, oznaczają dla całej branży transportowej w Polsce olbrzymie problemy. Przede wszystkim w kontekście wyboru samej instytucji ubezpieczeniowej.

– Może się zdarzyć tak, że przez trzy miesiące nasz kierowca będzie miał głównie wyjazdy do Niemiec, przez kolejne dwa będzie to Francja, a przez kolejne cztery – Hiszpania i miesiąc znowu Niemcy. Jak mamy wybrać, aby nie popełnić błędu, aby nie narazić się na karę, a ta wynosi nawet do pół miliona euro za niedopełnienie tych wszystkich przepisów i obowiązków – mówi Maciej Wroński.

Dodatkowo obowiązek wypełniania dokumentów może przerastać możliwości nie tylko małych, lecz także największych przedsiębiorców. Ryzyko dotyczy także samego kierowcy i jego rodziny – w przypadku źle wypełnionych dokumentów czy nieprawidłowego wyboru instytucji ubezpieczeniowej zostanie bez prawa do emerytury, a jeśli dojdzie do wypadku – bez prawa do renty.

Żaden z polityków nam na te pytanie nie odpowiada, mimo że je zadajemy. Stwierdzają, że w przepisach wykonawczych to się w jakiś sposób rozwiąże. Tylko tak jak w przypadku brexitu mamy pomysł na wyjście, natomiast nie mamy pomysłu na to, co dalej z tym fantem zrobić. I w jednym, i w drugim przypadku czeka nas piekło – ocenia prezes TLP.