Inflacja w USA powoli oddala się od celu 2 proc.

Inflacja CPI w USA w październiku wyniosła 2,6 proc. r/r. Wskaźnik inflacji w stosunku rocznym wzrósł po raz pierwszy od marca. W poprzednim miesiącu wynosił 2,4 proc. r/r. Odczyt okazał się zgodny z konsensusem rynkowym.

FED kontynuuje obniżki stóp procentowych. W tym miesiącu dokonał drugiego ruchu, tym razem o 25pb. Rynek dyskontuje, że podobny ruch dokona się również w grudniu. Wskaźnik inflacji jednak powoli oddala się od celu 2 proc., dodatkowo zwycięstwo D. Trumpa może oznaczać powrót polityki gospodarczej, bazującej na proinflacyjnym wzroście deficytu.

Ze względu na powyższe uczestnicy rynku dostosowują oczekiwania co do tempa obniżek stóp procentowych w 2025 r. – zmniejszając ich oczekiwaną liczbę.

Autor: Bartosz Wałecki, Analityk, Trader Michael / Ström Dom Maklerski

Polacy mniej zestresowani w pracy niż średnia światowa, ale tylko 6 na 10 jest zadowolonych z obecnej pracy

49% pracowników na świecie każdego dnia doświadcza stresu związanego z pracą, a 59% talentów twierdzi, że w ostatnim czasie nie wzięło udziału w żadnym szkoleniu zawodowym. W Polsce aż 88% przedstawicieli branży finansów & nieruchomości podziela wartości swojego pracodawcy, 9 na 10 wszystkich przedstawicieli generacji X uważa, że ich praca ma sen i cel, a talenty sektora IT czują się najpewniej szukając nowego miejsca zawodowego – takie dane płyną z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup „Global Talent Barometer 2024”. Badanie pokazuje również, że w naszym kraju więcej kobiet niż mężczyzn z pokolenia baby boomers twierdzi, że posiada wystarczające możliwości, aby zdobyć nowe umiejętności, natomiast osoby pracujące w obsłudze deklarują najmniejszy dostęp do technologii i narzędzi niezbędnych w pracy.

Najnowszy raport ManpowerGroup wskazuje, że pracownicy w Polsce deklarują lepsze poczucie wellbeingu, satysfakcji zawodowej oraz stabilności w organizacji, niż talenty na świecie ogółem. Wskaźnik Talent Barometer dla naszego kraju, będący nowym narzędziem służącym do pomiaru dobrostanu, satysfakcji z pracy, ale też poczucia pewności siebie pracowników na całym świecie, badający dwanaście unikalnych punktów odnoszących się do samopoczucia talentów, wyniósł bowiem 69%. Jest to wynik o 2 punkty procentowe wyższy, od wyniku globalnego plasującego się na poziomie 67%.

– Nieustannie ewoluujący rynek stawia wiele wyzwań zarówno przed pracownikami, managerami, jak i organizacjami. Jesteśmy w bardzo ciekawym momencie, bowiem z jednej strony mieszają się w zespołach przedstawiciele różnych pokoleń, wiele firm wraca w większym niż dotychczas wymiarze do biur, a sporo branż przechodzi pewne perturbacje. Z drugiej jednak strony coraz więcej mówi się o zdrowiu psychicznym, potrzebie elastyczności jaką zyskały talenty w miejscach pracy, wellbeingu, potrzebach rozwojowych czy upskillingowych, reskillingu, wykorzystywaniu AI – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce i dodaje, że właśnie dlatego tak ważne jest to, by stale monitorować nastroje zespołów, ich potrzeby, to jak czują się nie tylko w zespole, ale także „sami ze sobą” w miejscu, w którym aktualnie się znajdują.

9 na 10 osób w Polsce czuje, że praca, którą wykonuje ma cel

Według analizy, jedynie 38% zatrudnionych osób w Polsce każdego dnia odczuwa niewielki stres związany z pracą lub nie odczuwa go wcale – najwyższy poziom codziennego niepokoju (49%) deklarują przedstawiciele nauk przyrodniczych & opieki zdrowotnej, podobnie jak pracownicy fizyczni (66%) oraz biurowi (65%). Natomiast najniższy wskaźnik stresu zanotowali przedstawiciele branży IT (28%), jak również mężczyźni z generacji X (30%). 87% polskich talentów z nich twierdzi, że praca, którą wykonuje jest znacząca i ma cel, z czego aż 94% talentów działających w sektorze energetyki & usług komunalnych zgadza się z tym twierdzeniem. Do podobnych wniosków doszli również specjaliści (95%) oraz średnia kadra managerska (89%). W najmniejszym stopniu sens i cel zawodowy odnajdują pracownicy dóbr & usług konsumenckich.

Jak podkreśla dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce, poczucie, że wykonywana przez nas codzienna praca ma sens, czy wspólne dla talentów i firmy wartości to ważne aspekty. – Dane pokazują, że wskaźnik wellbeingu dla polskich organizacji jest wyższy o 4 punkty procentowe od średniej globalnej. To świadczy o dobrym samopoczuciu pracowników w organizacjach. Patrząc natomiast na wskaźniki dotyczące zadowolenia z wykonywanej pracy można stwierdzić, że tutaj mamy nieco więcej do zrobienia. Wiele zmian zachodzących na rynku, nieustanne ekonomiczno-gospodarcze wichry mające niebagatelny wpływ na niemal każdą branżę nie wzmacniają niestety poczucia stabilności, co jest oczywiście zrozumiałe – mówi ekspert.

78% zatrudnionych w organizacjach nad Wisłą osób uważa, że wyznaje podobne wartości do organizacji, w której jest zatrudniona. Patrząc na dane dotyczące pokoleń na rynku pracy, to aż 93% kobiet generacji baby boomers zgadza się z tym twierdzeniem, podobnie jak 99% przedstawicieli branży finansów & nieruchomości.

6 na 10 polskich pracowników jest zadowolonych z obecnej pracy

Jak wskazuje ManpowerGroup, tylko nieco ponad połowa (55%) talentów nad Wisłą czuje satysfakcję z wykonywanej pracy i nie planuje zmian zawodowych w ciągu najbliższych 6 miesięcy. Wskaźnik ten jest niższy wśród przedstawicieli transportu, logistyki & motoryzacji (45%) oraz pracowników fizycznych (46%). Najwyższą satysfakcję z codziennych zadań odczuwają natomiast mężczyźni pokolenia baby boomers (88%), jak również talenty sektora energetyki & usług komunalnych (75%).

Jakie zaufanie mają Polacy do swojego managera w kwestii obranej ścieżki rozwoju kariery? 6 na 10 respondentów odpowiedziało twierdząco, ufa swojemu przełożonemu w tym obszarze, podobnie jak 69% przedstawicieli średniej kadry managerskiej.

– Managerowie powinni zawsze myśleć o tym, że wypełniając zespół daną osobą zyskują talent, który mogą ukierunkować, uwolnić jego potencjał i zyskać nie tylko świetnego pracownika, ale także kogoś, kto rozwijając swoje skrzydła będzie jej integralną częścią, co jest kluczowe również dla organizacji. Pracodawcy dbający o dobrostan zatrudnionych osób, stawiający ich zawsze w centrum zyskują najwięcej. Warto zwrócić uwagę managerów na to, czego potrzebuje dana osoba w teamie, co jest dla niej ważne, co komunikuje, czy jakie wyzwania sygnalizuje. Dzięki takiej otwartości na informację zwrotną, świeżemu spojrzeniu można wyciągnąć wiele trafnych wniosków usprawniających działanie zespołu oraz całej organizacji – dodaje Tomasz Walenczak.

ManpowerGroup sprawdziło też jak pewnie czują się pracownicy w kwestii tego, czy znajdą nową pracę w ciągu najbliższych 6 miesięcy. Okazuje się, że 61% respondentów jest tego pewnych lub umiarkowanie pewnych. Najśmielej czują się w tym obszarze talenty IT (71%), specjaliści (69%), a także 63% kobiet generacji X.

Polskie firmy przodują w działaniach na rzecz likwidacji luki płacowej w Europie

Trzech na dziesięciu polskich pracodawców uważa równość i przejrzystość wynagrodzeń za wyzwanie dla swojej firmy. Ale w Europie i tak to polskie firmy przodują w działaniach na rzecz likwidacji luki płacowej.

Ponad jedna trzecia (36 proc.) polskich pracodawców postrzega jawność i równość wynagrodzeń wewnątrz organizacji za największe wyzwanie w obszarze swoje polityki płacowej. Jednocześnie więcej niż 40 proc. (przy europejskiej średniej wynoszącej 29 proc.) polskich pracodawców aktywnie pracuje nad poprawą równości wynagrodzeń. Z drugiej strony tylko 18 proc. z nich nie planuje obecnie walki z nierównościami w wynagrodzeniach. To dużo, ale europejska średnia firm obojętnych na kwestię równość i jawność płac wynosi prawie 40 proc. Powyższe wyniki są rezultatem międzynarodowego badania przeprowadzonego przez SD Worx, europejskiego dostawcę usług HR, wśród ponad 5000 firm i 18 000 pracowników w 18 krajach.

Więcej niż 25 proc polskich (i 21 proc. europejskich) pracodawców uważa strategiczną politykę wynagrodzeń i dobrobyt finansowy pracowników za jedno z najważniejszych wyzwań HR w najbliższym czasie. Stanowi to znaczny spadek w porównaniu do sytuacji sprzed trzech lat – wówczas aż 38 proc. polskich firm wskazywało na ten problem. To imponujący wynik – w tym samym czasie średnia europejska wynosiła 24 proc.

3/10 polskich i europejskich pracodawców nie spełnia wymogów prawnych dotyczących przejrzystości wynagrodzeń

Przejrzystość wynagrodzeń jest największym wyzwaniem dla polskich pracodawców (37 proc.). To niewiele więcej niż wynosi europejska średnia. Wyższe wyniki, a więc też większe problemy, wykazały przebadane firmy z Hiszpanii (45 proc.), Irlandii (43 proc.), Wielkiej Brytanii (42 proc.) i Austrii (38 proc.).Obecnie 41 proc. ogółu przebadanych pracodawców nie planuje jeszcze żadnych konkretnych usprawnień w tym zakresie. Ponad jedna czwarta (28 proc.) europejskich pracodawców aktywnie zwiększa przejrzystość wynagrodzeń, a jedna trzecia (32 proc.) planuje to zrobić.

Pomimo tego wyzwania, 48,5 procent polskich (i 42 proc. europejskich) pracowników uważa, że ich organizacja dąży do pełnej przejrzystości wynagrodzeń w ramach firmy. Zatrudnieni z Wielkiej Brytanii (58 proc.), Hiszpanii (57 proc.) i Rumunii (53 proc.) mają największą wiarę w intencje i zaangażowanie swoich pracodawców. Jednak trzech na dziesięciu polskich i europejskich pracodawców (32,6 proc. i 29 proc.) nie jest w pełni świadomych przepisów prawnych dotyczących przejrzystości wynagrodzeń, takich jak unijna dyrektywa w sprawie przejrzystości wynagrodzeń z 10 maja 2023 r, a zatem nie spełniają jej wymagań.

Ponad połowa polskich i europejskich firm odnotowuje wzrost całkowitych kosztów wynagrodzeń

Koszty wynagrodzeń w minionym roku wzrosły w ponad 56 proc. polskich firm. To nieco więcej niż w Europie, ale najwyższe wyniki notują organizacje działające w Austrii (61 proc.), Finlandii i Szwecji (60 proc.) i Niemczech (59 proc.)

Jednocześnie jedna trzecia pracodawców dostrzega wyzwania związane z promowaniem dobrobytu finansowego swoich pracowników i zmniejszaniem stresu finansowego. Polscy pracownicy wskazują, że stałe podwyżki wynagrodzeń (49 proc.), premie, nagrody i bonusy (44 proc.)  oraz dodatkowe świadczenia, takie jak ubezpieczenie zdrowotne, programy emerytalne lub płatna opieka nad dziećmi w ciągu dnia (31 proc.), jako najczęstsze w ich firmach inicjatywy mające na celu rozwiązanie tego problemu.

— W kwestii wynagrodzeń i relacji z pracownikami komunikacja jest kluczowym elementem. Ma wpływ zarówno na samopoczucie i komfort pracowników, jak też ocenę pracodawcy. Dlatego bardzo ważne jest, by otwarcie i klarownie informować zatrudniane osoby o naszych działaniach na rzecz jawności i równości płac – zarówno tych wymaganych prawnie, jak i będących naszą własną inicjatywą. Nasze badania pokazują, że połowa europejskich organizacji już pracuje nad tą kwestią, przy czym przoduje Wielka Brytania, Rumunia i właśnie Polska. Na dzisiejszym konkurencyjnym rynku kluczowe znaczenie ma dostosowanie wynagrodzenia do tego, co pracownicy uważają za ważne. Pomaga to nie tylko przyciągnąć talenty, ale także je zatrzymać. Sześciu na dziesięciu pracowników uważa wynagrodzenie za najważniejsze kryterium przy wyborze organizacji. Dlatego tak ważne jest by, pracownicy wiedzieli o polityce wynagrodzeń firmy, prowadzonej przez nią działaniach i wszystkich składowych ich wynagrodzenia – mówi Paulina Zasempa, People Contry Lead w SD Worx Poland.

Informacje o badaniu

SD Worx, wiodący europejski dostawca usług HR, pomaga organizacjom w zakresie kadr i płac. SD Worx regularnie przeprowadza ankiety, aby dowiedzieć się, co naprawdę ma znaczenie dla pracodawców i pracowników. Analiza najnowszej ankiety „Navigator Series” zapewnia organizacjom kompas do poruszania się po wyzwaniach związanych z kadrami i płacami. Badanie zostało przeprowadzone w lutym 2024 r. w 18 krajach europejskich: Austrii, Belgii, Chorwacji, Danii, Finlandii, Francji, Niemczech, Włoszech, Irlandii, Holandii, Norwegii, Polsce, Rumunii, Serbii, Słowenii, Hiszpanii, Szwecji i Wielkiej Brytanii. Łącznie przebadano 5 118 firm i 18 000 pracowników. Wyniki są ważone i gwarantują wiarygodną reprezentację rynku pracy w każdym kraju.

Polska wśród najczęściej atakowanych przez hakerów państw w Europie Środkowej

  • W ujęciu tygodniowym liczba ataków na instytucje rządowe i wojskowe w Polsce wynosi około 2 100 – to poziom porównywalny z sąsiednimi Czechami i Węgrami (2 200), znacznie wyższy niż na Słowacji (1 400) czy w Niemczech (1300).
  • Polska – według raportu Banku Centralnego Cypru – odnotowała jeden z najwyższych wskaźników pod względem liczby cyberataków wpływających na działalność biznesową – 29,7%, zaraz za Holandią (30,1%) i Finlandią (43,8%). *
  • Drastyczny wzrost liczby ataków to wyzwanie nie tylko dla firm, ale również dla całego sektora bezpieczeństwa narodowego. Cyberprzestępcy nie tylko stają się coraz bardziej wyspecjalizowani i zuchwali, ale również coraz lepiej finansowani i zorganizowani, co sprawia, że zagrożenie jest bardziej realne i nieprzewidywalne niż kiedykolwiek wcześniej.

Polska znajduje się w ścisłej czołówce 5 najbardziej atakowanych krajów przez cyberprzestępców w Europie Środkowej. Jeśli pod uwagę weźmiemy najbardziej wrażliwy sektor gospodarki, który stał się celem hakerów – wojskowo-rządowy, to zaliczamy się do grona 3 najbardziej nękanych państw, zaraz po Czechach i Węgrach. Polskie instytucje atakowane są niemal 2100 razy tygodniowo – wynika z najnowszych analiz firmy Check Point.

Dane te potwierdza najnowszy raport Bank Centralnego Cypru, badający – w ramach unijnego rozporządzenia o cyfrowej odporności operacyjnej (DORA) – poziom stabilności finansowej w UE. Dokument zwraca uwagę na rosnące ryzyko cyberbezpieczeństwa instytucji finansowych w całej Europie, informując, że 22,2% przedsiębiorstw w UE zgłosiło incydenty cybernetyczne, które zakłóciły usługi lub naraziły na szwank dane. Polska – według raportu – odnotowała jeden z najwyższych wskaźników pod względem liczby cyberataków wpływających na działalność biznesową – 29,7%, zaraz za Holandią (30,1%) i Finlandią (43,8%). *

Wśród ujawnionych przypadków można wymienić m.in. BS w Zambrowie, który na początku w 2024 r. padł ofiarą ataku ransomware (dane klientów zostały zaszyfrowane a bankowość elektroniczna przestała działać). Z kolei w 2023 r. BOŚ był atakowany przez różnego rodzaju ataki hakerskie na usługi bankowości elektronicznej, co spowodowało dla klientów czasowe problemy z dostępem do niektórych usług. W 2024 r. cyberprzestępcy kierowali swoje ataki m.in. na klientów mBank, Alior Bank, PKO BP.

Skokowy wzrost cyberataków na polskie firmy: sektor wojskowy i rządowy na celowniku

W 2024 roku Polska odnotowuje dalszy wzrost liczby cyberataków, co nie tylko budzi poważne obawy wśród właścicieli firm, ale również przyciąga uwagę międzynarodowych ekspertów ds. bezpieczeństwa.

Najczęściej atakowane państwa w Europie Środkowej:

1. Słowenia, 2. Czechy, 3. Węgry, 4. Austria, 5. Polska

Choć do niedawna na czołowej pozycji wśród celów cyberataków znajdowały się firmy z branży telekomunikacyjnej i finansowej, w 2024 roku cyberprzestępcy zwrócili swoją uwagę na sektor rządowy i wojskowy. Obecnie to właśnie te instytucje stały się głównym celem działań hakerów. W ujęciu tygodniowym liczba ataków na instytucje rządowe i wojskowe w Polsce wynosi około 2 100 – to poziom porównywalny z sąsiednimi Czechami i Węgrami (2 200), znacznie wyższy niż na Słowacji (1 400) czy w Niemczech (1 300). Dane te plasują Polskę w ścisłej czołówce państw Europy Środkowej pod względem liczby ataków na sektor rządowo-wojskowy.

NASK od wielu miesięcy ostrzega przed atakami hakerów kierowanych przez Główny Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej (GRU) na polskie instytucje rządowe. Hakerzy atakują za pomocą „rozsyłania szkodliwego oprogramowania”. – Wiemy, że delegowane są dwie grupy, które stworzyła rosyjska GRU [wywiad wojskowy], aby przeprowadzać cyberataki na Polskę. Infrastruktura wodno-kanalizacyjna, energetyka, administracja rządowa i samorządowa to główne kierunki cyberataków – poinformował na portalu X wicepremier i minister cyfryzacji, Krzysztof Gawkowski.

Przemiana priorytetów w cyberatakach: finanse schodzą na dalszy plan

Zmiany na liście najczęściej atakowanych sektorów widoczne są również w prywatnej gospodarce. Jeszcze w styczniu 2024 roku cyberataki najczęściej dotyczyły sektora telekomunikacyjnego i finansowego, lecz obecnie głównymi celami stały się sektory wojskowy oraz użyteczności publicznej. Sektor finansowy, pomimo że pozostaje podatny na zagrożenia, spadł na trzecie miejsce pod względem częstotliwości cyberataków. Taka zmiana priorytetów może sugerować, że przestępcy dostosowują swoje metody i cele do aktualnej sytuacji politycznej i technologicznej.

Polska w obliczu globalnego zagrożenia

Drastyczny wzrost liczby ataków to wyzwanie nie tylko dla firm, ale również dla całego sektora bezpieczeństwa narodowego. Cyberprzestępcy nie tylko stają się coraz bardziej wyspecjalizowani i zuchwali, ale również coraz lepiej finansowani i zorganizowani, co sprawia, że zagrożenie jest bardziej realne i nieprzewidywalne niż kiedykolwiek wcześniej.

– Wraz z coraz większą liczbą cyberataków, rośnie potrzeba silnej strategii obronnej opartej na współpracy międzynarodowej, wymianie informacji oraz wprowadzaniu innowacyjnych technologii ochronnych. Czas pokaże, czy Polska wraz z sąsiednimi krajami zdoła skutecznie stawić czoła cyberzagrożeniom i wzmocni swoje systemy obrony w obliczu kolejnych ataków – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Branża TSL przed nowymi wyzwaniami, a w tle miliardowe długi

Zgodnie z danymi Krajowego Rejestru Długów, sektor transportowo-spedycyjno-logistyczny (TSL) zadłużony jest na ponad 1,4 mld zł, a do odzyskania od swoich dłużników ma ponad pół miliarda zł. Niestety, barier ograniczających branżę transportową jest znacznie więcej. Oprócz wzrastającej liczby niewypłacalności, sen z powiek przewoźnikom spędzają również nowe regulacje i niepokojące dane.

Według danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego i przeprowadzonej symulacji, do 2035 r. polski rynek pracy może zmniejszyć się o 2,1 mln pracowników, a więc o ponad 12 proc. Branżą, która w największym stopniu odczuje ten ubytek będzie m.in. transport – sektor ten w latach w latach 2024-2035 opuści blisko 250 tys. osób, natomiast nowe zatrudnienie wyniesie niecałe 100 tys. Dodatkowym bieżącym obciążeniem dla branży TSL w Polsce jest zwiększona od 1 listopada 2024 r. liczba odcinków płatnych dróg. Niepokojące sygnały płyną również od przedstawicieli Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, którzy zwrócili uwagę na szybki i gwałtowny spadek zamówień przewozowych oraz rosnące koszty, w tym dotyczące finansowych zobowiązań kredytowych i leasingowych, które mogą skutecznie zagrozić działalności wielu firm przewozowych.

Miliardowe zadłużenie

Jak pokazują najnowsze dane Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, łączne zadłużenie sektora TSL wynosi obecnie 1,4 mld zł i dotyczy 30,8 tys. firm. Ponad 21 tys. z nich to jednoosobowe działalności gospodarcze. Dwie trzecie (1,3 mld zł) długów, generują firmy świadczące usługi transportu lądowego oraz rurociągowego, a 114,2 mln zł – podmioty zajmujące się magazynowaniem i działalnością usługową wspomagającą transport. Firmy pocztowe i kurierskie są winne wierzycielom nieco ponad 41 mln zł. Średnio jeden dłużnik z branży TSL ma do oddania 46,8 tys. zł.

Patrząc przez pryzmat mapy Polski, blisko połowę (44,9 proc) ogólnego zadłużenia branży TSL generują trzy województwa: mazowieckie – ok. 300 mln zł, śląskie – 178,6 mln zł oraz wielkopolskie – 172,4 mln zł. Najmniej przeterminowanych zobowiązań notują przedsiębiorcy z woj. opolskiego, świętokrzyskiego i warmińsko-mazurskiego (poniżej 30 mln zł każde).

Przewoźnicy zalegają przede wszystkim branży finansowej i ubezpieczeniowej – to niemal 950 mln zł. Z tego ponad 390 mln zł należy do wtórnych wierzycieli (firm windykacyjnych i funduszy sekurytyzacyjnych), 290,5 mln – do firm leasingowych, a 156 mln zł – ubezpieczeniowych. Kolejne 229,5 mln zł firmy transportowe są winne branży paliwowej, a 130 mln zł – branży handlowej.

Jest jednak i druga strona medalu, czyli ponad 551,7 mln zł, które przedstawiciele sektora TSL muszą odzyskać od swoich dłużników. Z tego 36 mln zł to wzajemne zobowiązania branży transportowej.

Dużym wyzwaniem dla przewoźników są: zielona transformacja, czyli Fit for 55, Zielony Ład i unijne dyrektywy. Do tego dochodzą wysokie koszty prowadzenia działalności czy cen paliw. Co więcej, ogromna część przewoźników znajduje się na granicy wypłacalności, a blisko 31 tysięcy firm już dziś nie jest w stanie terminowo regulować swoich zobowiązań. Przewoźnicy mają też spory problem z odzyskaniem zapłaty za zrealizowane usługi. Nierzetelni klienci są im winni ponad pół miliarda złotych. To jedna trzecia łącznego długu firm transportowych i wyraźny hamulec rozwoju w postaci zatorów płatniczych. Pamiętajmy, że w ubiegłym roku 527 firm z tego sektora ogłosiło upadłość lub restrukturyzację. To jedna z branż, w której najdłużej czeka się na płatnośćAdam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Wielotysięczne koszty

Choć obecna sytuacja sektora już jest bardzo trudna, to na horyzoncie pojawiają się kolejne kłopoty. Mowa o obowiązku, który muszą spełnić właściciele firm działających w transporcie międzynarodowym, posiadający w swojej flocie pojazdy wyprodukowane przed czerwcem 2019 roku. Takie pojazdy wyposażone są w tachografy cyfrowe i analogowe starego typu. Zgodnie z przepisami, urządzenia te muszą zostać wymienione najpóźniej do 31 grudnia 2024 r. na inteligentne tachografy drugiej generacji (tzw. retrofit). Co ważne, przewoźnicy muszą to zrobić we własnym zakresie.

Koszt wymiany takiego tachografu wynosi kilka tysięcy złotych. To niewiele, jeśli mówimy o jednej ciężarówce. Ale firmy działające w transporcie międzynarodowym mają w swojej flocie z reguły kilka, kilkanaście takich pojazdów. Wówczas koszty wymiany mogą wynieść nawet od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych. Bez spełnienia tego obowiązku nie będzie można jednak świadczyć międzynarodowych przewozów drogowych. Dodatkowo trzeba się też liczyć z karą finansową w wysokości 10 tysięcy złotych dla firmy transportowej oraz 2 tysięcy złotych dla osoby zarządzającej transportem – wyjaśnia Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Mimo licznych apelów przedstawicieli branży o dofinansowanie do wymiany tachografów cyfrowych, we wrześniu br. Ministerstwo Infrastruktury poinformowało, że nie planuje wprowadzić takich dotacji. Mniejsi przewoźnicy wzięli więc sprawy w swoje ręce.

Liczba mikrofirm z branży transportowej wnioskujących o finansowanie wzrosła nam rok do roku o 97 procent, a wysokość finansowań o ponad 57 procent. W porównaniu do innych branż firmy te w większym stopniu korzystały ze wszystkich dostępnych form finansowania, czyli eFaktoringu, eGotówki i Fakturatki. W ramach rat dla biznesu najczęściej finansowali: części zamienne, usługi warsztatowe, ubezpieczenia, opony i właśnie wspomniane tachografy – komentuje Emanuel Nowak.

Zalety korzystania z wypożyczalni aut w Warszawie podczas podróży służbowej

Podróże służbowe są nieodłącznym elementem życia zawodowego wielu osób, wymagające mobilności i sprawnej logistyki. W Warszawie, dynamicznie rozwijającym się centrum biznesowym, wypożyczalnie samochodów stanowią idealne rozwiązanie dla tych, którzy cenią sobie kontrolę nad czasem i elastyczność. Wybór odpowiedniego pojazdu w trakcie podróży służbowej pozwala na efektywne realizowanie planów, uczestnictwo w spotkaniach biznesowych oraz nawiązywanie nowych kontaktów. Wybór usług wynajmu samochodów to nie tylko wygoda, ale także sposób na zarządzanie kosztami oraz podniesienie prestiżu firmy. Jakie korzyści niesie ze sobą wynajem aut podczas podróży służbowej? Oto kilka kluczowych aspektów.

Oszczędność czasu i wygoda podczas podróży służbowych

Jedną z głównych zalet korzystania z wynajmu samochodów jest oszczędność czasu. Wypożyczając auto, unikasz długiego oczekiwania na transport publiczny lub na taksówki, co przekłada się na lepsze zarządzanie harmonogramem. Mobilność, jaką oferują wynajęte samochody, jest szczególnie cenna w dużych miastach, takich jak Warszawa, gdzie szybkość przemieszczania się jest kluczowa. Dodatkowo, wynajęte pojazdy są w doskonałym stanie technicznym i regularnie serwisowane, co zwiększa wygodę i bezpieczeństwo podróży służbowych. Ponadto, firmy wynajmujące często oferują floty, które są dostępne na żądanie w strategicznych lokalizacjach, takich jak lotniska.

Kontrola i zarządzanie kosztami delegacji

Wynajem samochodu podczas podróży służbowej pozwala na efektywne zarządzanie kosztami delegacji. Dzięki temu firmy ponoszą koszty jedynie za faktyczne użytkowanie pojazdu, unikając konieczności zakupu i utrzymania własnej floty. Możliwość wcześniejszej rezerwacji online zapewnia dostępność pojazdów oraz konkurencyjne ceny. Ponadto, wypożyczalnie oferują często specjalne pakiety oraz programy lojalnościowe, co dodatkowo redukuje koszty związane z wynajmem. Przedsiębiorstwa podkreślają, że wypożyczalnia aut w Warszawie umożliwia szybkie i elastyczne reagowanie na zmieniające się potrzeby rynku, co jest kluczowe w kontekście zarządzania kosztami podróży służbowych.

Elastyczność wyboru pojazdu oraz dostosowanie do indywidualnych potrzeb

Współczesne wypożyczalnie samochodów oferują szeroką gamę pojazdów, co umożliwia dostosowanie wyboru do indywidualnych potrzeb klienta. Niezależnie od tego, czy potrzebujesz ekonomicznego auta miejskiego, eleganckiego modelu reprezentacyjnego, czy przestronnego minivana na zespół, wynajem samochodu zapewnia pełną elastyczność. Pracownicy firm mogą wybrać samochód, który najlepiej odpowiada ich preferencjom i charakterowi podróży, co zwiększa komfort i efektywność podróży służbowych. Jest to istotne również z punktu widzenia reprezentacyjnego, gdzie luksusowy samochód może wpływać na postrzeganie firmy przez klientów i partnerów biznesowych.

Podsumowanie

Korzystanie z usług wypożyczalni aut w Warszawie w kontekście podróży służbowych to przede wszystkim komfort i oszczędność czasu dzięki niezależności od transportu publicznego. Wynajem pojazdów pozwala na precyzyjne zarządzanie kosztami oraz oferuje pełną elastyczność wyboru auta, co jest nieocenione w dynamicznie zmieniających się sytuacjach biznesowych. Obsługa klientów biznesowych przez wypożyczalnie samochodów dostarcza dodatkowych korzyści, takich jak dostępność floty w dowolnym czasie oraz profesjonalna pomoc, co czyni wynajem jednym z najefektywniejszych rozwiązań dla firm.

Koszty działalności i ZUS na czele listy obaw mikroprzedsiębiorców w Polsce

Z najnowszego raportu rynkowego wynika, że wśród mikrofirm oraz małych przedsiębiorstw obecnie największe obawy budzą ogólnie rosnące koszty prowadzenia działalności gospodarczej – 36,7%. W drugiej kolejności niepokój wywołuje podnoszenie składek na ZUS – 29,5%. Trzecim zagrożeniem w rankingu są nierzetelni kontrahenci – 27,2%. W TOP5 widać też obawy zarówno przed utratą płynności finansowej – 20,5%, jak i podnoszeniem podatków oraz nakładaniem dodatkowych danin – 18,1%. Z kolei najmniej zagrażająca wydaje się niestabilność polityczna – 1,2%. Do tego z raportu wychodzi, że tylko 2,5% badanych niczego się nie boi. 4,1% przedsiębiorców obawia się kwestii spoza przygotowanej listy. Z kolei 2,3% ankietowanych nie potrafi się określić w tej materii.

Mikroprzedsiębiorcy i właściciele małych firm obecnie najbardziej obawiają się ogólnie rosnących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej – 36,7%. Tak wynika z raportu pt. „Bieżące obawy i lęki mikrofirm oraz małych przedsiębiorstw w Polsce”, przygotowanego przez platformę UCE RESEARCH i kancelarię ProPrawni. Ankietowani wskazali pięć rzeczy, których obecnie najbardziej się boją, prowadząc własną działalność gospodarczą.

– Zwiększenie kosztów prowadzenia działalności budzi najczęstsze obawy, bo bezpośrednio wpływa na rentowność i stabilność finansową firm, zwłaszcza tych najmniejszych, które dysponują ograniczonymi zasobami. Każdy, kto prowadzi biznes, zdaje sobie sprawę z tego, że koszty energii, surowców i wynagrodzeń mogą gwałtownie wzrosnąć. Są trudne do przewidzenia i kontrolowania, zwłaszcza w czasach inflacji i zmian gospodarczych oraz preferencji pracowniczych. Dlatego też ww. obawa jeszcze długo będzie najczęściej występować wśród tego typu przedsiębiorców – mówi Grzegorz Kostrzewa, prezes zarządu kancelarii restrukturyzacyjnej ProPrawni i jeden ze współautorów raportu.

Drugie miejsce w rankingu obaw ma podnoszenie składek na ZUS – 29,5%. – Dla wielu firm tego typu obciążenia są bardziej zauważalne, ponieważ nie można ich odliczyć ani zmniejszyć na podstawie obrotów. Należy je płacić, nawet w przypadku ponoszenia strat w wyniku bieżącej działalności, podczas gdy podatki są często uzależnione od dochodów – zwraca uwagę ekspert.

W TOP3 zagrożeń budzących najwięcej lęków są też nierzetelni kontrahenci – 27,2%. – Obawa przed nimi jest uzasadniona, bo mniejsze podmioty często mają niewielką liczbę klientów. Problemy z jednym kontrahentem mogą szybko zachwiać stabilnością finansową mikrofirmy czy małego przedsiębiorstwa. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że większość osób prowadzących działalność nie przykłada odpowiedniej wagi do utrzymania należytej płynności finansowej – zauważa Grzegorz Kostrzewa.

Kolejna w zestawieniu jest obawa przed utratą płynności finansowej – 20,5%. – Utrzymywanie jej jest jednym z najbardziej istotnych czynników decydujących o powodzeniu przedsięwzięcia. Pozostaje w ścisłej korelacji z kosztami prowadzonej działalności. Utrata płynności dla wielu firm wiąże się z niewypłacalnością lub jej zagrożeniem. A to z kolei może wprost prowadzić do upadłości – wyjaśnia współautor raportu.

Zestawianie TOP5 zamyka lęk przed podnoszeniem podatków i nakładaniem dodatkowych danin – 18,1%. – Nikt nie lubi płacić podatków, bo one bezpośrednio wpływają na dochody i mogą zmniejszyć zyski netto firm. To ogranicza możliwości inwestycji lub rozwoju. W obliczu zmian legislacyjnych i rosnących kosztów życia podnoszenie podatków wydaje się możliwe. Dlatego przedsiębiorcy uznają to za realne ryzyko – komentuje Grzegorz Kostrzewa.

Przedsiębiorcy boją się też kontroli zarówno urzędu skarbowego – 12,9%, jak i ZUS-u – 10,3%. – To wynika głównie z potencjalnych konsekwencji finansowych i czasowych. Kontrole mogą ujawnić nieprawidłowości w dokumentacji finansowej lub składkach, co może prowadzić do grzywien, konieczności zapłaty zaległości z odsetkami oraz dodatkowych opłat administracyjnych. A najmniejsze na rynku podmioty zwykle nie dysponują mocno rozbudowanym działem księgowym czy prawnym – tłumaczy ekspert z kancelarii restrukturyzacyjnej ProPrawni.

Po środku zestawienia widać też obawy związane z brakiem odpowiednich pracowników – 12,8%, zmianami w przepisach – 12,7%, a także działaniami konkurencji – 11,9%. Dalsze lęki dotyczą podjęcia złych decyzji biznesowych – 11,2%, braku zamówień i klientów – 10,5%, jak również biurokracji sprawozdawczej – 9,3%. – Są to zagadnienia istotne, ale nie tak palące, jak kwestie finansowe czy bezpośrednie koszty działalności. To czyni je obszarami wymagającymi dużej czujności, lecz bez konieczności intensywnych działań zaradczych w krótkim okresie – uważa współautor raportu.

Z kolei najmniej lęków budzą takie kwestie, jak niestabilność polityczna – 1,2%, kontakty z bankami lub firmami leasingowymi – 3,9%, ryzyko wybuchu wojny na terytorium RP – 4,9%, a także biurokracja sprawozdawcza – 9,3%. – Mikroprzedsiębiorcy i właściciele małych firm traktują te sprawy drugorzędnie w porównaniu do bardziej bezpośrednich wyzwań operacyjnych. Dla mniejszych podmiotów gospodarczych kluczowe pozostają codzienne, namacalne trudności – stwierdza Grzegorz Kostrzewa.

Do tego z raportu wynika, że tylko 2,5% przedsiębiorców niczego się nie obawia. 4,1% osób boi się innej kwestii, niż założyli to autorzy badania. Z kolei 2,3% ankietowanych nie potrafi się określić. – Te wyniki odzwierciedlają wysoki poziom niepewności, z którymi aktualnie mierzy się cały sektor. Część z nich wykracza nawet poza przewidziane kategorie. Ponadto widać, że małe podmioty mierzą się z wyzwaniami wieloaspektowymi, nierzadko trudnymi do zidentyfikowania w klasycznych badaniach ankietowych – podsumowuje ekspert z kancelarii restrukturyzacyjnej ProPrawni.

***
Opis metody badawczej

Raport pt. „Bieżące obawy i lęki mikrofirm oraz małych przedsiębiorstw w Polsce” został przygotowany na podstawie specjalnego badania, które zostało wykonane przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH przy udziale merytorycznym kancelarii restrukturyzacyjnej ProPrawni. Czynności badawcze były prowadzone od 7 października do 4 listopada br. Analizą objęto wyłącznie mikrofirmy i małe przedsiębiorstwa, które w dniu badania nie zatrudniały więcej niż 50 osób. Do tego ich zeszłoroczny obrót lub całkowity bilans roczny nie przekroczył 10 milionów EUR. W ankiecie wzięło udział 617 menagerów z ww. podmiotów. Odpowiedzi uzyskano za pomocą wywiadów telefonicznych, wspomaganych komputerowo. Dane firm pozyskano z ogólnodostępnych źródeł rejestrowych.

Ankietowani mieli wskazać pięć rzeczy, których obecnie najbardziej obawiają się, prowadząc własną działalność gospodarczą. Dodatkowo zadano im kilka pytań tzw. rozbiegowych, w tym dot. dokładnego profilu działalności, miejsca jej prowadzenia, liczby pracowników i bilansu rocznych obrotów.

Pożyczka dla firm czy kredyt w rachunku bieżącym – jak sfinansować bieżącą działalność?

Przedsiębiorcy muszą regularnie opłacać faktury, wypłacać wynagrodzenia czy też inwestować w bieżące potrzeby operacyjne. Na szczęście istnieje wiele narzędzi finansowych, które mogą wesprzeć ich w codziennych wyzwaniach związanych z zarządzaniem finansami. Wśród nich szczególnie popularne są pożyczka dla firm oraz kredyt w rachunku bieżącym. Wybór odpowiedniego rozwiązania zależy od specyfiki działalności i potrzeb finansowych firmy. Dowiedz się na ten temat więcej.

Pożyczka dla firm – elastyczne wsparcie finansowe

Jednym z popularniejszych sposobów finansowania bieżącej działalności jest pożyczka dla firm. Pozwala ona na szybkie uzyskanie dodatkowych środków, które można przeznaczyć na dowolny cel związany z prowadzeniem przedsiębiorstwa. Może to być zakup towarów, opłacenie faktur czy nawet pokrycie kosztów zatrudnienia pracowników.

Dla kogo będzie to dobre rozwiązanie? Przede wszystkim dla przedsiębiorców, którzy potrzebują jednorazowego zastrzyku gotówki na konkretny cel. Niezależnie od tego, czy prowadzisz firmę produkcyjną, usługową, czy handlową, pożyczka dla firmy daje możliwość elastycznego zarządzania swoimi finansami, bez konieczności ograniczania się do określonych kategorii wydatków.

Warto również wspomnieć o pożyczkach dla firm jednoosobowych, które zyskują na popularności. Mikroprzedsiębiorcy, którzy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą, często spotykają się z wyzwaniami w uzyskaniu finansowania na preferencyjnych warunkach. W takich sytuacjach warto skorzystać np. z pomocy ekspertów kredytowych.

Kredyt w rachunku bieżącym – idealny na krótkoterminowe potrzeby

Kolejnym rozwiązaniem, które można rozważyć, jest kredyt w rachunku bieżącym. Jest to forma kredytu odnawialnego, pozwalającego firmie na korzystanie z dodatkowych środków w ramach limitu ustalonego przez bank. Jak to działa? Przedsiębiorca może przekroczyć stan swojego rachunku o określoną kwotę, a spłata kredytu następuje automatycznie po wpływie środków na konto.

Dla firm, które mają cykliczne wpływy i wypływy finansowe, kredyt w rachunku bieżącym stanowi wygodne i elastyczne rozwiązanie. W momencie gdy pojawia się potrzeba zapłaty za towary czy usługi, a środki na koncie są niewystarczające, przedsiębiorca może skorzystać z dodatkowego finansowania. Kredyt ten jest dobrym narzędziem dla firm, które potrzebują krótkoterminowego wsparcia, aby utrzymać płynność finansową.

W przeciwieństwie do pożyczek, które wymagają określenia celu finansowania, kredyt w rachunku bieżącym jest bardziej uniwersalny i może być wykorzystywany w dowolnym momencie, w miarę potrzeb. Spłata zobowiązania następuje automatycznie, co czyni go szczególnie korzystnym dla firm, które cenią sobie wygodę i prostotę w zarządzaniu swoimi finansami.

Pożyczka dla firm czy kredyt w rachunku bieżącym – co wybrać?

Decyzja o wyborze odpowiedniego narzędzia finansowego zależy od indywidualnych potrzeb przedsiębiorstwa. Pożyczka dla firmy jednoosobowej będzie odpowiednia dla mikroprzedsiębiorców, którzy potrzebują jednorazowego wsparcia finansowego na rozwój swojej działalności. Z kolei kredyt w rachunku bieżącym sprawdzi się w firmach, które regularnie muszą pokrywać krótkoterminowe zobowiązania i cenią sobie elastyczność oraz szybki dostęp do środków.

Jeżeli nie jesteś pewien, które z tych rozwiązań lepiej odpowiada potrzebom Twojej firmy, możesz skonsultować się z ekspertem kredytowym, na przykład korzystając z oferty ze strony: https://mfinanse.pl/oferta-dla-firm/finansowanie-biezacej-dzialalnosci/. Specjalista pomoże ocenić sytuację finansową Twojej firmy i dobrać rozwiązanie, które będzie dla niej optymalne.

Zarządzanie finansami firmy nie musi być skomplikowane!

Wybór odpowiedniego narzędzia finansowego to istotny element skutecznego zarządzania firmą, zwłaszcza gdy chodzi o zapewnienie bieżącej płynności. Zarówno pożyczka dla firm, jak i kredyt w rachunku bieżącym zapewniają przedsiębiorcom elastyczne wsparcie, które można dostosować do indywidualnych potrzeb działalności. Każde z tych rozwiązań ma swoje zalety i zastosowanie, w zależności od tego, czy potrzeba jednorazowego zastrzyku gotówki, czy raczej stałego dostępu do środków. Warto dobrze przeanalizować swoje potrzeby finansowe i wybrać opcję, która najlepiej wspiera rozwój biznesu.

[Artykuł sponsorowany]

Baker McKenzie: W branży technologicznej może pojawić się więcej sporów dotyczących rozliczenia transakcji M&A

Wraz ze spadkiem wycen spółek z branży technologicznej pojawiać się może coraz więcej sporów związanych z ostatecznym rozliczeniem transakcji sprzedaży przedsiębiorstw z tego sektora, twierdzą eksperci kancelarii Baker McKenzie. Dotyczyć one mogą zwłaszcza wypłaty dodatkowego wynagrodzenia, należnego pod warunkiem realizacji zakładanych planów biznesowych.

Dynamiczny rozwój nowych technologii w ostatnich latach rozbudził optymizm inwestorów co do perspektyw wzrostu sektora i spowodował gwałtowny wzrost wycen przejmowanych spółek na świecie. W wielu przypadkach wyceny spółek technologicznych uwzględniały nie tylko produkty oraz usługi, które spółka już oferowała, ale również projekty biznesowe, nad którymi pracowała lub wprowadzała do obrotu.

Po czasie prosperity na rynku nastąpiło spowolnienie i zaczęły pojawiać się spory co do wypłaty dodatkowej premii z tytułu zawartej w umowie sprzedaży klauzuli „earn-out”. Określa ona dodatkowe wynagrodzenie wypłacane sprzedającym pod warunkiem, że spółka zrealizuje zdefiniowane umownie parametry finansowe, zakończy pracę nad prowadzonym ważnym projektem lub sprzeda określony wolumen produktów i usług.

– W okresie koniunktury na pewno znacznie łatwiej o sukces i wypłatę pełnej kwoty ostatniej transzy ceny za udziały. Jednak bez precyzyjnego opisania warunków wypłaty earn-outu między stronami transakcji może pojawić się spór – mówi Radzym Wójcik, counsel w zespole transakcyjnym Baker McKenzie. – Ryzyko sporu o earn-out rośnie w okresach dekoniunktury, kiedy cała branża radzi sobie gorzej, a realizacja zakładanych celów, na przykład określonego poziomu sprzedaży, staje się trudniejsza.

Jak podkreślają prawnicy Baker McKenzie problem dotyczy w szczególności spółek technologicznych, których wyceny w ubiegłych latach gwałtownie wzrosły w związku między innymi z rozpowszechnianiem technologii opartej o sztuczną inteligencję i przyspieszeniem digitalizacji wielu sektorów gospodarki.

– Sektor technologiczny to jedna z najszybciej rozwijających się branż. W przypadku wielu spółek, zwłaszcza na wczesnym etapie rozwoju bądź wdrażających przełomowe rozwiązanie, nieraz trudno jest przewidzieć ich wyniki w założonym terminie – mówi Alicja Szczęśniak, counsel w zespole rozwiązywania sporów Baker McKenzie. – Jeśli wynik finansowy znacznie odbiega od oczekiwań, łatwo wówczas o konflikt i na jaw wychodzi słabość postanowień umownych zawieranych na fali optymizmu i przekonania obu stron transakcji o perspektywach rozwoju dla spółki i branży.

Źródłem sporu może być rozbieżność wizji rozwoju spółki po zawarciu transakcji czy podział odpowiedzialności za realizację zakładanych celów, od których uzależniony jest earn-out. Jeśli po otrzymaniu pierwszej transzy zapłaty sprzedający nie mają już wpływu na działania spółki, mogą obawiać się, że nowy właściciel nie będzie zainteresowany rozwijaniem jej w taki sposób, aby wypełniła warunki do wypłaty earn-outu. Między stronami mogą pojawić się też konflikty związane z planowanymi inwestycjami, które obniżą wynik spółki w okresie objętym earn-outem, a których pozytywne skutki będą widoczne dopiero w późniejszym czasie.

– Istotne jest odpowiednie zaprojektowanie transakcji, aby strony jasno określiły, kto odpowiada za realizację earn-outu i w jaki sposób ponoszą ryzyko działalności spółki po transakcji sprzedaży, a jednocześnie były jednakowo zmotywowane do maksymalizacji potencjału spółki i jej integracji z nabywcą – dodaje Alicja Szczęśniak. – Warto też pamiętać o ustaleniu odpowiednich zasad prowadzenia sporu dopasowanych kosztem do wysokości zakładanego earn-outu, aby koszty te nie przewyższyły kwoty dodatkowego wynagrodzenia.

Jak twierdzą eksperci kancelarii, wśród inwestorów coraz popularniejsze staje się ubezpieczanie transakcji na wypadek nieprawdziwości oświadczeń i zapewnień ze strony sprzedającego (W&I – warranty and indemnity insurance). Z badań przeprowadzonych przez Baker McKenzie dotyczących postępowań post-transakcyjnych wynika, że spory dotyczące oświadczeń i zapewnień stanowią nawet 75% wszystkich sporów wynikłych z transakcji.

PIGMiUR: październik z lekkim odbiciem w sprzedaży nowych maszyn rolniczych – po gorszym wrześniu

O 77 więcej nowych ciągników niż we wrześniu i o 24 – nowych przyczep – zarejestrowano, a więc de facto kupiono, w październiku tego roku – wynika ze sporządzonego na podstawie danych CEPiK zestawienia Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR). Mimo to, w obu tych podstawowych kategoriach maszyn rolniczych 10 pierwszych miesięcy tego roku okazało się gorszych od tego samego okresu 2023. Stały już wzrost widoczny jest natomiast w segmencie maszyn używanych. W przypadku ciągników, w stosunku do pierwszych 10 miesięcy zeszłego roku, wynosi on 7 proc, a w przypadku przyczep – prawie 7 i pół procent.

Lekkie odbicia w dwóch podstawowych kategoriach nowych maszyn rolniczych, czyli w ciągnikach i przyczepach, w październiku wpisują się jednak w stałą już w zasadzie tendencję spadkową w ich rejestracji, czyli de facto sprzedaży.

– Jest pod tym względem gorzej niż rok temu. Potencjalnym nabywcom brakuje najwyraźniej pewności, że w nowy sprzęt warto dziś zainwestować, i to pomimo, że np. w minionych miesiącach, dzięki szybkiej nowelizacji, zniknął problem z pozyskiwaniem wkładu własnego na zakup nowych maszyn rolniczych. A przecież jest on konieczny, by móc skorzystać z unijnego dofinansowania na taką inwestycję – uważa Hubert Seliwiak z PIGMiUR.

W październiku tego roku zarejestrowano 762 nowych ciągników rolniczych, a więc o 77 więcej niż we miesiąc wcześniej, ale jednak o 198 mniej niż w październiku 2023 roku. Od początku całego roku zarejestrowano 6626 nowych ciągników, czyli o 1500 mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Spadek wynosi więc tu 18,5 proc.

Najpopularniejsze marki nowych ciągników i główne regiony zakupowe

Pozycję lidera w rejestracji nowych ciągników utrzymuje John Deere z udziałami rynkowymi 15,3 proc. Od stycznia do końca października br. zarejestrowano 1011 nowych maszyn tej marki. To o 417 szt. mniej niż przed rokiem. Na drugim miejscu jest New Holland z 827 ciągnikami i udziałami wynoszącymi 12,5 proc. Podium zamyka Kubota z 806 maszynami i udziałami 12,2 proc.  Dalej są Deutz Fahr i Case IH.

Jeżeli chodzi o ilość rejestracji nowych ciągników, liderem pozostaje Mazowsze. W regionie tym w okresie styczeń-październik 2024 roku zarejestrowano 1120 nowych maszyn, a więc o 286 mniej niż przed rokiem. Na drugim miejscu znajduje się województwo wielkopolskie z ilością 750. Trzecia pozycja przypada województwu łódzkiemu, gdzie zarejestrowano 582 nowych ciągników.

Topowe modele nowych ciągników

W okresie styczeń-październik 2024 roku najpopularniejszym modelem ciągnika był John Deere 6155M, którego zarejestrowano 159 sztuk. Drugą pozycję w tym okresie utrzymuje New Holland T5.90S. Zarejestrowano 125 sztuk tego modelu. Trzecie miejsce zajmuje Farmtrac Tractors Europe 26 4WD z ilością 115 sztuk. Tylko dwie sztuki mniej (113) zarejestrowano modelu John Deere 6195M. Case IH Puma 150 zamyka piątkę – zarejestrowano bowiem 91 sztuk tego modelu ciągnika.

Nowe przyczepy: tu też lekkie odbicie w tendencji spadkowej

W październiku 2024 r. zarejestrowano 380 nowych przyczep rolniczych, co stanowi 24 sztuk więcej niż przed miesiącem. W sumie, przez dziesięć miesięcy tego roku, zarejestrowanych zostało 4580 nowych tego typu maszyn, a więc mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku o 886 sztuk. Spadek wynosi tu zatem 16,2 proc.

Pronar z ilością 1144 zarejestrowanych nowych przyczep to lider po dziesięciu miesiącach 2024 roku. Udziały tej marki wynoszą 25 proc. Dalej plasują się: Metal-Fach z 665 rejestracjami i Metaltech z ilością 402 zarejestrowanych przyczep, a za nimi – Wielton i Joskin.

– Inna, stała już, tendencja zauważalna jest w segmencie maszyn rolniczych „z drugiej ręki”, co świadczyć może o bezpieczniejszych z punktu widzenia nabywców zakupach, gdyż przy nich w grę wchodzą najczęściej środki własne czyli oszczędności – stwierdza Hubert Seliwiak.

Na rynku wtórnym, po dziesięciu miesiącach br., PIGMiUR notuje zaś 20111 rejestracji ciągników.

Segment maszyn używanych z wyraźnymi wzrostami rejestracji

To o 1317 szt. więcej niż w po dziesięciu miesiącach 2023 roku. Wzrost wynosi tu 7,0 proc.

Liderem tego rynku w okresie styczeń – październik 2024 jest John Deere. Zarejestrowano bowiem 3234 ciągników używanych tej marki. Notuje ona 16,1 proc. udziałów w tym rynku i jest najlepsza w trzech kategoriach wiekowych: 3-5, 6-10 i 11-20 lat. W najstarszej kategorii, powyżej 20 lat, liderem pozostaje Ursus.

W tym samym okresie zarejestrowano 5828 przyczep używanych. To o 401 sztuk więcej niż przed rokiem. – Oznacza to, że w tym segmencie notujemy obecnie wzrost na rynku wtórnym o 7,4 proc. – zaznacza w swoim zestawieniu PIGMiUR.

Skuteczność psychoterapii: Co warto wiedzieć przed wyborem terapeuty?

Kiedy zgłaszamy się do psychoterapeutki lub psychoterapeuty, chcielibyśmy jako pacjenci mieć pewność, że techniki, które nam zaproponują, są oparte na wcześniejszych badaniach, a ich skuteczność w terapii konkretnego zaburzenia lub problemu psychologicznego została potwierdzona. I dlatego istotne jest, aby sięgać po psychoterapię, która opiera się na podstawach naukowych – przekonują psycholożki z Uniwersytetu SWPS dr Monika Kornacka i dr Marta Szastok.

O psychoterapii bazującej na dowodach naukowych rozmawiamy w cyklu spotkań “Psychoterapia oparta na nauce”.

Nasza psychika wystawiana jest codziennie na różne próby. Może się okazać, że w pewnym momencie naszego życia przestaniemy sobie radzić sami i będziemy potrzebować pomocy z zewnątrz. Wtedy można skorzystać z usług wykwalifikowanego psychoterapeuty.

Czym właściwie jest psychoterapia?

Psychoterapię można określić jako użycie oddziaływań psychologicznych dla polepszenia funkcjonowania osoby, która boryka się z trudnościami w zakresie zdrowia psychicznego, np. w regulacji emocji lub funkcjonowania społecznego.

W zależności od nurtu psychoterapeuci stosują różne techniki pracy, gdyż w różnych nurtach odmienne postrzega się funkcjonowanie psychiczne człowieka i mechanizmy zaburzeń. Jednym z nurtów jest psychoterapia poznawczo-behawioralna (ang. cognitive behavioral therapy – CBT).

Terapia poznawczo-behawioralna zakłada, że osoby, które zmagają się z zaburzeniami psychicznymi, posiadają niekorzystne dla siebie przekonania. Te przekonania są powiązane z ich emocjami i zachowaniem. W terapii podejmowana jest próba podważenia i uelastycznienia dysfunkcjonalnych przekonań oraz zbudowanie nowych, bardziej adaptacyjnych. Możemy też pracować bezpośrednio nad zachowaniami czy emocjami. Myśli, emocje i zachowania są wzajemnie powiązane. Oddziałując więc na jeden z tych elementów, zmieniamy pozostałe. W terapii możemy też uczyć się nowych umiejętności i rozwijać zasoby.

Pierwszym etapem koniecznym w terapii poznawczo-behawioralnej i podstawą tej terapii jest konceptualizacja problemów pacjenta, czyli próba zrozumienia, jak pacjent funkcjonuje w danym momencie, ale też zastanowienie się, skąd to funkcjonowanie się wzięło, skąd te trudności. Czy były jakieś sytuacje wcześniej, które nauczyły go takiego myślenia czy zachowania? Może to zachowanie albo myślenie było w którymś momencie jego/jej życia przydatne, ale teraz przeszkadzają w ważnych obszarach? Po tym pierwszym etapie terapeuta zastanawia się, jakie techniki zastosować i omawia to z pacjentem. W terapii CBT “gramy w otwarte karty”, czyli tłumaczymy pacjentowi, jak postrzegamy jego problemy i jak będziemy później nad tym pracować – podkreśla dr Monika Kornacka, zastępczyni dyrektora Instytutu Psychologii Uniwersytetu SWPS.

Dr Marta Szastok z Wydziału Psychologii w Katowicach USWPS dodaje, że w dalszej kolejności ustala się wspólnie cele terapeutyczne. – Jeżeli cele w terapii są wyznaczone wspólnie, to pacjenci lepiej oceniają relację terapeutyczną i tym samym skuteczność całego procesu terapeutycznego jest większa, bo jakość relacji ma znaczenie. Terapeuta stawia w konceptualizacji hipotezy, ale to pacjent jako ekspert od swoich doświadczeń powinien je potwierdzić – podkreśla psycholożka.

Kiedy psychoterapia może być pomocna? Gdy zmagamy się z zaburzeniami psychicznymi, ale też we wszelkich sytuacjach, w których w naszym życiu coś się zmieniło i musimy się zaadaptować do nowych okoliczności, a mamy z tym trudność. Wsparcie psychoterapeuty może nam pomóc w zrozumieniu, co dzieje się w danej chwili i w jaki sposób moglibyśmy się w tej sytuacji odnaleźć. To może być zmiana pracy, koniec czy początek związku, narodziny dziecka. To nie zawsze są sytuacje, które od razu kojarzą nam się negatywnie. Coś zmienia nasze życie, a co za tym idzie, wpływa też na nasze codzienne funkcjonowanie.

Nie oznacza to jednak, że każda zmiana w naszym życiu – nawet z początku bardzo trudna – będzie wymagała psychoterapii. To, że w takich momentach czujemy stres, silne, często negatywne emocje, smutek, lęk, niepokój, jest całkiem naturalne. To jest sposób regulowania naszych emocji i często też te emocje nas motywują, żeby przejść do działania, poprosić o pomoc lub pokazują innym osobom, że jesteśmy w sytuacji wymagającej wsparcia. W takich trudnych sytuacjach uczymy się też nowych, ważnych umiejętności.

 

Jeśli zatem po jakiejś sytuacji kryzysowej mamy w sobie dużo negatywnych emocji, to jeszcze nie znaczy, że potrzebujemy psychoterapii. Ale jeśli w dłuższej perspektywie mamy poczucie, że sobie nie radzimy i już nie znajdujemy innych rozwiązań i czujemy się bezradni – wtedy to może być ten moment. Kiedy zaczyna nam to w istotny sposób przeszkadzać w codziennym funkcjonowaniu, zaburza nasze relacje z bliskimi, nasze funkcjonowanie w pracy, ważne aktywności związane np. z naszą pasją. To są takie sygnały ostrzegawcze – zaznacza Monika Kornacka.

Pacjenci często przychodzą i mówią, że nie poznają siebie, nie wiedzą, co się z nimi dzieje. Czyli zauważają, że w pewnych obszarach życia zaczynają inaczej funkcjonować – precyzuje Marta Szastok.

Oparta na dowodach naukowych – to jak z lekami

Kiedy już decydujemy się na psychoterapię, niezmiernie ważne jest, aby była ona przeprowadzona metodą opartą na dowodach naukowych.

Zgłaszając się do psychoterapeuty, chcielibyśmy jako pacjenci mieć przekonanie, że zaproponowane nam techniki są skuteczne w przypadku naszego problemu czy zaburzenia. Co więcej, że te techniki zostały nie tylko oparte na konkretnych modelach teoretycznych, ale też sprawdzone w rzetelnych badaniach naukowych. Znamy mechanizm działania tych metod, a wyniki badań świadczą o tym, że są skuteczne przy występowaniu danego problemu.

Często używam porównania do farmakoterapii. Jak idziemy do lekarza i dostajemy jakieś lekarstwo, to zazwyczaj chcielibyśmy mieć przekonanie, że to lekarstwo, które lekarz nam proponuje, będzie działało albo są na to duże szanse, ponieważ było sprawdzone w serii badań. I one pokazały, że przynajmniej u dużej części pacjentów borykających się z podobnym problemem to konkretne lekarstwo powinno pomóc. Ponadto wiemy, poprzez jaki mechanizm (na przykład substancję aktywną) takie lekarstwo zadziała i co może zmienić w naszym organizmie (a nawet jeśli tego nie wiemy, dobry lekarz wytłumaczy nam to w przystępny sposób, proponując dany lek). Podobnie jest w psychoterapii – mówi Monika Kornacka.

Terapia poznawczo-behawioralna nie jest jedyną metodą opartą na dowodach naukowych. Można wśród nich wymienić również m.in. terapię systemową, podejście psychodynamiczne, terapię skoncentrowaną na rozwiązaniach.

Może też być tak, że dla konkretnego zaburzenia bardzo skuteczna jest jedna terapia, a dla drugiego – inna. Nie ma jednego nurtu, który jest najlepszy na wszystko. Istotne jest, żeby dobrze dobierać oddziaływania terapeutyczne, w zależności od tego, z czym zmaga się pacjent – wyjaśnia Marta Szastok.

Dobry psychoterapeuta – czyli jaki?

W Polsce nie mamy jeszcze odpowiednich regulacji w zakresie psychoterapii (prace nad nimi trwają), nie ma też żadnego oficjalnego rejestru, więc sprawdzenie kwalifikacji psychoterapeuty spoczywa na barkach pacjenta.

Przy wyborze terapeuty na pewno warto kierować się aspektami formalnymi: czy ma on certyfikat, jakie ma wykształcenie i doświadczenie, czy podlega superwizji. Terapeuta o odpowiednich kwalifikacjach jest w stanie ocenić, czy będzie mógł pomóc osobie, która zwraca się do niego z problemem. – Szkolenie to nie tylko nauka technik, konceptualizacji, ale też świadomość własnych ograniczeń i tego, jakie ograniczenia mają te techniki, które stosujemy – podkreśla Monika Kornacka.

Oprócz tych kryteriów formalnych, możemy też kierować się tym, czy czujemy się w towarzystwie terapeuty komfortowo i nie mamy zahamowań, żeby powiedzieć o ważnych dla nas rzeczach. Jeżeli np. wolę, żeby moją terapeutką była kobietą, niech to będzie kobieta, bo będę się czuła lepiej w jej towarzystwie niż w towarzystwie mężczyzny. Wybierajmy tak, żeby czuć się przy tej osobie po prostu dobrze – mówi Marta Szastok. – Relacja terapeutyczna z psychoterapeutą jest bardzo istotna, bo często podczas terapii będziemy pracować nad rzeczami, które są dla nas trudne i powodują silne emocje – uzupełnia Monika Kornacka

Psychoterapia – i co dalej?

Z perspektywy pacjenta, dobrze o psychoterapii będzie świadczyć to, czy w jego życiu zaszła zmiana na lepsze. Np. jeżeli miał problem z tworzeniem relacji, to pozytywnym wynikiem będzie to, że zacznie wychodzić i spotykać się z ludźmi. – Tworząc z klientem listę problemów i celów, zadajemy pytanie: po czym poznasz, że już nie musisz korzystać z psychoterapii? Wtedy klienci mogą powiedzieć: wstaję wcześnie, zbieram się, idę do pracy, zamiast leżeć w łóżku i rozmyślać. Już w tym momencie możemy sobie wyobrazić te długofalowe korzyści – opowiada Marta Szastok.

W trakcie terapii istotna jest nie tylko praca nad samym problemem pacjenta, ale też rozwinięcie pewnych umiejętności, które pozwolą mu radzić sobie lepiej w przyszłości. Jak zauważają psycholożki, często cel, z którym przychodzi dana osoba, nie jest tym, nad którym będzie z terapeutą pracować. Bo może się okazać, że problem leży zupełnie gdzie indziej.

Dlatego też trudno z góry określić długość trwania takiego procesu terapeutycznego, choć w założeniu terapia poznawczo-behawioralna trwa krócej niż np. psychodynamiczna. Oczywiście, protokoły terapeutyczne precyzują, ile spotkań powinno nastąpić w odniesieniu do konkretnych zaburzeń, ale jest to kwestia indywidualna i zależy od wielu czynników. Na pewno po wspólnym z pacjentem ustaleniu celów terapeutycznych, terapeuta w nurcie CBT powinien być w stanie określić długość terapii. – Tutaj polegamy na doświadczeniu terapeuty i na jego wiedzy o tym, co pokazują badania. I tu znowu wracamy do tego, że wybór terapeuty jest istotny – kończą psycholożki.

Polski rynek pracy pod presją: rosnące oczekiwania płacowe, brak talentów i wyzwania rekrutacyjne

Rynek pracy w Polsce staje się coraz bardziej wymagający. Badania przeprowadzone przez portal okpraca24.pl wśród specjalistów ds. HR pokazują, że firmy muszą mierzyć się z szeregiem wyzwań, takimi jak oczekiwania płacowe, konkurencja o talenty i rotacja pracowników. Jak polskie przedsiębiorstwa dostosowują się do tych wymagających warunków rynkowych?

Rosnące oczekiwania płacowe i walka o pracowników

Jednym z najczęściej wskazywanych problemów przez specjalistów HR są rosnące wymagania finansowe pracowników. Aż 89% respondentów uważa to za poważne wyzwanie, które może wpływać na stabilność funkcjonowania wielu przedsiębiorstw. Zaledwie 3% badanych stwierdziło, że nie dostrzega takiego problemu w swojej organizacji.

Obecnie wiele firm mierzy się również z problemami kadrowymi. Aż 70% specjalistów ds. HR wskazuje, że konkurencja na rynku pracy staje się coraz bardziej zacięta, co powoduje, że zatrzymanie i przyciągnięcie pracowników staje się wyzwaniem. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że 49% HR-owców odczuwa dotkliwy brak talentów w swoich organizacjach. Co więcej, wielu respondentów zauważa trudności związane z niedostatecznymi kwalifikacjami kandydatów – aż 63% badanych przyznaje, że rekrutacja odpowiednich osób jest poważnym problemem. Ten brak doświadczenia i kwalifikacji, w połączeniu z rotacją, którą za wyzwanie uznało 47% respondentów, sprawia, że sytuacja na rynku pracy staje się coraz bardziej skomplikowana. Do tego dochodzi niskie zaangażowanie pracowników (45% wskazań), co jeszcze bardziej utrudnia utrzymanie wysokiej produktywności. Pracodawcy muszą więc szukać nowych sposobów na skuteczne zarządzanie zasobami ludzkimi, aby stawić czoła tym trudnościom.wykres 1

– Mamy niełatwą sytuację na rynku. Jak wynika z przeprowadzonych badań, firmom trudno obecnie zatrudnić pracowników, którzy spełnialiby ich oczekiwania. Wielu kandydatów nie posiada odpowiednich kwalifikacji, a sytuację dodatkowo utrudniają wysokie wymagania finansowe nawet wśród nowozatrudnianych osób. Nie oznacza to jednak, że mamy rynek pracownika, ponieważ osobom bez doświadczenia i umiejętności może być trudno znaleźć pracę – mówi Przemysław Rączka, prezes portalu okpraca24.pl. – Należy zdawać sobie sprawę z tego, że z powodu rosnących kosztów życia najmniej zarabiający pracownicy mogą nie być zadowoleni ze swoich płac, z drugiej strony firmy nie mogą stale skokowo podnosić wynagrodzeń. To rodzi napięcia. Stąd rotacja oraz rosnące zjawisko quiet quitting. Mawia się, że u sąsiada trawa zawsze wydaje się bardziej zielona, ale prawda jest taka, że obecnie wiele przedsiębiorstw mierzy się z wyzwaniami wynikającymi z sytuacji gospodarczej. Dlatego nie jest to najlepszy moment na zmianę pracy, zarówno z perspektywy pracodawcy, jak i pracownika.

Jak ponadto wynika z raportu, takie kwestie jak praca zdalna i elastyczne godziny pracy (30% wskazań) oraz zarządzanie międzynarodowym zespołem (21% wskazań) są relatywnie mniejszym problemem w stosunku do presji płacowej oraz problemów kadrowych. Pokazuje to, że obecnie przedsiębiorstwa mierzą się przede wszystkim z trudnościami wynikającymi z obecnych warunków rynkowych, a nie w związku z wewnętrznymi procedurami czy strukturą zatrudnienia.

Działania podejmowane przez firmy

Aby sprostać wyzwaniom, przedsiębiorstwa w ostatnim roku podjęły szereg działań. Z raportu wynika, że aż 86,8% firm zdecydowało się podnieść wynagrodzenia i świadczenia dla swoich pracowników, chcąc w ten sposób nie tylko przyciągnąć, ale i zatrzymać talenty. Drugim krokiem jest inwestowanie w nowe technologie (61,3% wskazań) – modernizacja systemów oraz wdrożenie nowych rozwiązań może zwiększyć efektywność operacyjną przedsiębiorstw.

Ponadto 57,5% HR-owców zadeklarowało, że w firmach, w których pracują, wdrożono elastyczne formy pracy, w tym pracę zdalną i elastyczne godziny pracy, co ma na celu podniesienie satysfakcji pracowników i poprawę ich wydajności. W związku z trudnościami w rekrutacji, 51,9% firm zwiększyło nakłady na działania rekrutacyjne, a 56,6% zainwestowało w rozwój i szkolenia pracowników.Działania podejmowane przez firmy

Mniej niż połowa firm (47,2%) zdecydowała się natomiast na poszerzenie wachlarza benefitów pracowniczych, co pokazuje, że dla wielu organizacji wynagrodzenia i elastyczność pracy były bardziej priorytetowe. Dodatkowo, tylko 4,7% respondentów wskazało inne działania jako znaczące w ciągu ostatniego roku.

Najczęściej brakujące kompetencje kandydatów

Odnosząc się do umiejętności, których najczęściej brakuje kandydatom aplikującym do pracy w firmach, analiza wskazuje, że największy odsetek odpowiedzi dotyczył doświadczenia branżowego – 50% respondentów przyznało, że jest to kluczowa luka w kompetencjach kandydatów. Równie istotnym problemem jest brak umiejętności technicznych, co podkreśliło 49,1% badanych.

47,2% HR-owców wskazało ponadto, że aplikantom brakuje umiejętności analitycznych, takich jak analiza problemów, podejmowanie decyzji czy planowanie strategiczne. Umiejętności miękkie, takie jak komunikacja, zarządzanie zespołem i inne interpersonalne kompetencje, są również często niedostateczne – wskazało na to 45,3% respondentów.Najczęściej brakujące kompetencje kandydatów

Tylko 21,7% HR-owców wskazało natomiast, że problemem kandydatów jest brak specjalistycznych certyfikatów. Pokazuje to, że chociaż kompetencje są ważne, to przede wszystkim powinny być poparte praktycznym doświadczeniem, a nie wynikać wyłącznie z odbytych szkoleń. Pozostałe 12,3% ankietowanych wskazało inne, mniej typowe braki w umiejętnościach kandydatów.

– Polski rynek pracy najbardziej ceni doświadczenie oraz twarde kompetencje. To szczególnie cenna wskazówka dla młodych ludzi, którzy powinni wiedzieć, że nie warto zwlekać z podjęciem pierwszej pracy, nawet jeśli nie jest to od razu etat, ale praktyki, staże, a nawet wolontariat. Warto także świadomie wybierać kierunki studiów, które zapewnią praktyczne umiejętności – podkreśla Przemysław Rączka, prezes portalu okpraca24.pl. – Należy pamiętać, że, zwłaszcza w niestabilnej sytuacji rynkowej, największym atutem pracownika są jego wysokie kwalifikacje. To one, w połączeniu z doświadczeniem, dają pracodawcom pewność, że zatrudniona osoba będzie w stanie sprostać czekającym na nią wyzwaniom zawodowym.

Badanie przeprowadzone przez okpraca24.pl zostało zrealizowane w czerwcu 2024 roku. Objęło specjalistów pracujących na stanowiskach związanych z HR w największych przedsiębiorstwach w Polsce. Badanie zostało zrealizowane pod nadzorem merytorycznym prof. dr. hab. Dariusza Tworzydło z Uniwersytetu Warszawskiego.

Hologramy kolekcjonerskie – co warto wiedzieć?

Kolekcjonowanie hologramów, w tym tych stylizowanych na naklejki ELS (Elektroniczna Legitymacja Studencka), staje się coraz popularniejszym hobby. Wielu entuzjastów ceni te małe, ale precyzyjnie wykonane przedmioty za ich unikalny wygląd, technologię produkcji oraz niepowtarzalność. Jednak zanim zdecydujesz się na zakup, warto poznać kilka istotnych faktów o hologramach kolekcjonerskich. W tym artykule przybliżymy, co powinieneś wiedzieć o tych wyjątkowych naklejkach.

Czy hologramy kolekcjonerskie są legalne?

To pytanie zadaje sobie wielu początkujących kolekcjonerów. Odpowiedź brzmi: tak, hologramy kolekcjonerskie są legalne, pod warunkiem, że są używane wyłącznie w celach kolekcjonerskich. Nie można ich jednak wykorzystywać jako elementów autentycznych dokumentów, takich jak legitymacje studenckie, ponieważ takie działanie wiązałoby się z naruszeniem prawa. Samo zbieranie naklejek nie jest nielegalne, a kolekcjonerzy często traktują je jako akcesoria do swoich zbiorów, podobnie jak znaczki pocztowe czy monety.

Na rynku można znaleźć różne hologramy, stylizowane na te, które pierwotnie były umieszczane na legitymacjach ELS. Są one dostępne na specjalistycznych stronach internetowych, gdzie można nabyć oryginalne hologramy do celów kolekcjonerskich. Ważne jest, aby zawsze kupować produkty tylko z zaufanych źródeł i upewnić się, że są one przeznaczone wyłącznie do celów zbierackich.

Jakie cechy wyróżniają hologramy kolekcjonerskie?

Hologramy kolekcjonerskie, które są właściwie naklejką na legitymację studencką, są niezwykle precyzyjne. Ich wymiary wynoszą 9×10 mm, a holograficzna powierzchnia zmienia obraz w zależności od kąta patrzenia. Wytwarzane są przy użyciu technologii 2D/3D, co sprawia, że są one nie tylko estetyczne, ale również trudne do podrobienia.

Każda naklejka zawiera kilka unikalnych elementów, takich jak data ważności w formacie dzień-miesiąc-rok, laserowo naniesione napisy oraz znak widoczny tylko pod odpowiednim kątem. Te cechy zwiększają ich wartość kolekcjonerską, ponieważ każdy hologram jest niepowtarzalny. Warto zwrócić uwagę, że na rynku dostępne są również hologramy doktoranckie stylizowane na te, które pojawiają się na legitymacjach doktoranckich.

Jakie są zalety kolekcjonowania hologramów?

Zbieranie hologramów ma wiele zalet. Po pierwsze, są one estetyczne i kompaktowe, co sprawia, że można z łatwością przechowywać je w specjalnych albumach. Po drugie, każdy hologram jest unikalny, co czyni je atrakcyjnymi dla osób, które lubią kolekcjonować oryginalne przedmioty.

Dodatkowo, hologramy kolekcjonerskie często mają wartość sentymentalną, zwłaszcza dla osób, które zakończyły studia i chcą zachować pamiątkę z tego okresu. Warto również wspomnieć, że kolekcjonerzy hologramów często tworzą społeczności, w których wymieniają się doświadczeniami i poradami dotyczącymi najnowszych trendów na rynku. Takie hobby to także doskonała okazja do nawiązania nowych znajomości.

Oto lista zalet kolekcjonowania hologramów:

  • Estetyczny wygląd,
  • Kompaktowy rozmiar,
  • Unikalność każdego egzemplarza,
  • Wartość sentymentalna,
  • Społeczność kolekcjonerów,
  • Możliwość wymiany doświadczeń,
  • Tworzenie unikalnych zbiorów.

Jak dbać o swoją kolekcję hologramów?

Odpowiednia konserwacja i przechowywanie hologramów to klucz do ich długowieczności. Aby zachować ich walory estetyczne na dłużej, należy unikać dotykania powierzchni holograficznej palcami, ponieważ tłuszcz i brud mogą wpłynąć na ich wygląd. Najlepiej trzymać je w specjalnych albumach lub etui, które chronią przed kurzem i wilgocią.

Warto także pamiętać, aby przechowywać hologramy w suchym miejscu, z dala od bezpośredniego światła słonecznego, które może powodować blaknięcie kolorów. Kolekcjonerzy często inwestują w specjalne akcesoria do przechowywania, takie jak przezroczyste koszulki lub karty, które zabezpieczają naklejki przed uszkodzeniami mechanicznymi. Odpowiednia troska o kolekcję nie tylko przedłuży życie hologramów, ale również zwiększy ich wartość na rynku kolekcjonerskim.

Dlaczego hologramy kolekcjonerskie zyskują na popularności?

Popularność hologramów kolekcjonerskich rośnie z kilku powodów. Przede wszystkim są one estetycznie wykonane, co przyciąga uwagę zarówno miłośników kolekcjonerstwa, jak i osób, które cenią unikalne przedmioty. Dodatkowo, coraz więcej osób interesuje się pamiątkami związanymi z okresem studiów, co sprawia, że hologramy stają się idealnym dodatkiem do takich kolekcji.

Kolekcjonerstwo hologramów staje się również popularne dzięki łatwości, z jaką można je zdobyć. Wystarczy odwiedzić odpowiednią stronę internetową, aby zamówić naklejki stylizowane na te z legitymacji studenckich lub doktoranckich. Dodatkowo, rozwój społeczności kolekcjonerskich sprawia, że wymiana hologramów staje się coraz bardziej powszechna i umożliwia poszerzanie swojej kolekcji o unikatowe egzemplarze.

Warto także zauważyć, że hologramy kolekcjonerskie to świetny sposób na zachowanie wspomnień z okresu studiów. Dla wielu osób są one pamiątką po latach spędzonych na uczelni, co dodaje im dodatkowej wartości sentymentalnej.

Donald Trump 47. Prezydentem USA: Rekordy na Wall Street i pytania o przyszłość gospodarki

Donald Trump wyraźnie wygrał wybory prezydenckie w USA. Tym samym za nieco ponad 2 miesiące obejmie urząd 47 prezydenta Stanów Zjednoczonych. Rynki zareagowały optymistycznie, wiążąc nadzieje, że polityka gospodarcza Republikanina da kolejny bodziec do wzrostu. Trochę inwestorzy zapomnieli o zagrożeniach. Wall Street wyznaczyła nowy rekord, co stanowi symboliczne wydarzenie na rynkach. Jak długo ten optymizm się utrzyma?

Trump wraca w wielkim stylu. To dopiero drugi przykład w historii USA „przerwanej” prezydentury. Republikanie mogą też cieszyć się z przewagi w Senacie co z pewnością ułatwi im mianowanie wyższych urzędników państwowych. Dominacja w Izbie Reprezentantów jest również możliwa. Trump ma zatem silny mandat od swoich wyborców do realizowania programu gospodarczego.

To co głosił prezydent elekt na wiecach wyborczych należy oczywiście w pewien sposób traktować jako coś przesadnego, co w 100 proc. raczej się nie zrealizuje. Jednak kluczowe kwestie będą prawdopodobnie wdrażane dość szybko. Przede wszystkim mowa tu o cłach, które Trump uważa za swego rodzaju panaceum. Ogólna stawka ma wynieść 10 proc a dla towarów chińskich aż 60 proc. Jeśli to zostanie zrealizowane, stawka celna w USA wzrośnie do poziomu nienotowanego od lat 30-tych ubiegłego wieku. Tak naprawdę realne są wdrożenia stawek dla azjatyckiego giganta, reszta zapowiedzi mogła być pewnego rodzaju elementem gry i narzędziem w przyszłych negocjacjach z partnerami handlowymi. Drugą kwestią są podatki. Te wdrożone podczas jego pierwszej kadencji wygasną razem z końcem 2025 roku. Republikanin zapowiedział ich naturalne przedłużenie oraz obniżkę daniny od osób prawnych do poziomu 15 proc. z obecnych 21 proc.

Ciężko sobie wyobrazić, aby cła mogły zrekompensować niższe wpływy do budżetu związane z podatkami. Trudno również zakładać, żeby podatki stały się samofinansujące dzięki efektowi stymulującemu wzrost gospodarczy. Istnieje realne ryzyko, że deficyt budżetowy w USA pogłębi się w kolejnych latach. Cła prawdopodobnie pobudzą popyt wewnętrzny, ale amerykańskie firmy będą w stanie zwiększyć swoją podaż w ograniczonym zakresie. Ogólna wojna handlowa będzie wpływać na ograniczenie inwestycji, co będzie tłumiło ogólny wzrost gospodarczy.

Szybszego i znaczącego efektu można spodziewać się w zakresie inflacji, z którą przez ostatnie lata walczył Fed. Naturalną koleją rzeczy będzie wzrost cen konsumpcyjnych w USA, co będzie spowodowane przez zwyżkę cen importu i przesunięcia popytu w kierunku produktów krajowych. Przedsiębiorcy naturalnie wykorzystają moment, żeby zwiększyć swoje marże zysku, za co w dużej mierze zapłaci finalny odbiorca. Efekty tego procesu będą jednak widoczne dopiero w połowie przyszłego roku.

Powell podkreślił na swojej ostatniej konferencji po posiedzeniu FOMC o niezależności Fed-u i braku wpływu na politykę monetarną nowego rozdania politycznego. Rezerwa Federalna będzie musiała zareagować w odpowiedni sposób, żeby to prawdopodobne podbicie inflacji nie wymknęło się spod kontroli. Podwyżek raczej nie zakładam, ale po jeszcze około trzech cięciach możliwe, że na wiosnę zobaczymy pauzę w dalszych działaniach.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Obniżka stóp przez FED pozytywnym sygnałem dla inwestorów w Polsce i na świecie

Zgodnie z oczekiwaniami, FED obniżył stopy procentowe o 0,25 punktu procentowego, do poziomu 4,50 proc.- 4,75 proc. Przewodniczący FED, Jerome Powell, podkreślił, że wyniki wyborów nie wpłyną w najbliższym czasie na politykę monetarną USA. Rynek oczekuje kolejnej obniżki stóp w grudniu, choć dalsze decyzje FED będą zależeć od działań nowej administracji. Decyzja FED przyczyniła się do wzrostów na światowych giełdach. WIG20 również odnotował znaczący wzrost.

Obecny tydzień jest obfity w istotne wydarzenia dla rynku inwestycyjnego. Po wyborach prezydenckich w USA, kluczowym punktem była decyzja FED. Odbyło się także posiedzenie RPP oraz publikacja wyników części spółek za trzeci kwartał. Decyzja FED nie wprowadziła dodatkowej niepewności na rynku. Wręcz przeciwnie, Jerome Powell przypomniał inwestorom o solidnych fundamentach gospodarki USA, podkreślając znaczący spadek amerykańskiej inflacji oraz rosnącą pewność w kwestii jej powrotu do celu na poziomie 2 proc. Dodał również, że rynek pracy nie jest już źródłem inflacji. Powell unikał tematów politycznych, akcentując niezależność FED od wpływów politycznych, co zostało pozytywnie odebrane przez inwestorów. Obecne działania FED są oceniane jako skuteczne w walce z inflacją i nie szkodzą przy tym gospodarce USA.

Choć Powell nie zadeklarował jasno, czy w grudniu nastąpi kolejna obniżka stóp, jego ostrożne podejście nie zaskoczyło inwestorów. FED uzależnia decyzje grudniowe od bieżących danych, ale wydaje się bardziej pewny sytuacji na rynku pracy oraz ogólnej kondycji gospodarki niż kilka miesięcy temu. Powell zaznaczył, że dalsze ochłodzenie rynku pracy nie jest konieczne do osiągnięcia celu inflacyjnego.

Po decyzji FED, giełdy zareagowały znacznymi wzrostami. Indeks S&P 500 zbliżył się do poziomu 6000 punktów, osiągając 49. rekord w tym roku, a Nasdaq wzrósł o 1,5 proc. Optymistyczna ocena gospodarki przez Powella została odebrana pozytywnie, mimo że brak jednoznacznych zapowiedzi dalszych obniżek stóp rynek zinterpretował jako ostrożny sygnał. W rezultacie, spadły rentowności obligacji skarbowych USA (do 4,33 proc.), a dolar osłabił się, co wzmocniło wzrosty na rynku akcji, zwłaszcza w sektorze technologicznym. Jednak w najbliższym czasie, rentowności nadal mogą zaskakiwać, co niektórzy przypisują wzrostowi gospodarczemu i większemu zaufaniu w zakresie przyszłości gospodarki. Inni wskazują tutaj na rosnące wydatki fiskalne.

Dla Polaków obniżka stóp w USA może wywołać dodatkową presję na przyszłe obniżki stóp przez RPP, szczególnie w kontekście działań Europejskiego Banku Centralnego. Decyzja FED pozytywnie wpłynęła też na nastroje inwestorów na warszawskiej giełdzie. W czwartek WIG20 zyskał 3,09 proc., a WIG 2,49 proc., co stanowi największy jednodniowy wzrost indeksów od kilku miesięcy. Po wzrostach wywołanych wyborami, kurs dolara ustabilizował się w okolicy 4,01 zł.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Kredyt na rozwój firmy w branży e-commerce – co warto wiedzieć?

W dzisiejszych czasach branża e-commerce rozwija się w zawrotnym tempie. Coraz więcej przedsiębiorców decyduje się na przeniesienie swojej działalności do internetu lub rozpoczęcie nowego biznesu online. Jednak, aby osiągnąć sukces w tej dynamicznej branży, niezbędne są odpowiednie środki finansowe. Kredyt na rozwój firmy może być kluczowym elementem dla rozwoju w branży e-commerce.

Kredyt na rozwój firmy. Dlaczego warto zainwestować w rozwój biznesu e-commerce?

Rozwój firmy w branży e-commerce wiąże się z wieloma korzyściami. Przede wszystkim, internet daje możliwość dotarcia do szerokiego grona klientów na całym świecie. Dzięki temu nawet małe przedsiębiorstwa mogą konkurować z dużymi graczami na rynku. Inwestycje w nowoczesne technologie, marketing online oraz logistykę mogą znacząco zwiększyć konkurencyjność firmy.

Dowiedz się, jakie są możliwości finansowania dla firm: https://www.santander.pl/firmy/kredyty

Kredyt na rozwój firmy to nie tylko środki finansowe, ale także szereg dodatkowych korzyści. Przede wszystkim, elastyczne warunki spłaty pozwalają na dostosowanie rat do możliwości finansowych przedsiębiorstwa. Dodatkowo możesz skorzystać ze wsparcia ekspertów, którzy pomogą w wyborze najlepszego rozwiązania oraz doradzą w kwestiach związanych z zarządzaniem finansami firmy.

Strategie rozwoju firmy w e-commerce

Rozwój w branży e-commerce wymaga zastosowania różnych strategii, które pomogą w zwiększeniu sprzedaży i poprawie doświadczeń klientów. Oto kilka kluczowych strategii:

  • Omnichannel: Integracja różnych kanałów sprzedaży, takich jak sklep internetowy, aplikacja mobilna i fizyczne punkty sprzedaży, aby zapewnić spójne doświadczenie zakupowe.
  • Personalizacja: Dostosowanie oferty do indywidualnych potrzeb i preferencji klientów poprzez analizę danych i wykorzystanie SI.
  • Marketing w mediach społecznościowych: Wykorzystanie platform takich jak Facebook, Instagram czy TikTok do promowania produktów i angażowania klientów.
  • SEO i content marketing: Optymalizacja strony internetowej pod kątem wyszukiwarek oraz tworzenie wartościowych treści, które zwiększą ruch organiczny.
  • Subskrypcje i programy lojalnościowe: Oferowanie subskrypcji na produkty oraz programów lojalnościowych, które zachęcają klientów do regularnych zakupów.
  • Szybka i darmowa dostawa: Inwestowanie w logistykę, aby zapewnić szybkie i bezpłatne dostawy, co jest kluczowe dla zadowolenia klientów.

Na co przeznaczyć kredyt na rozwój firmy w branży e-commerce?

Kredyt na rozwój firmy to jedna z najpopularniejszych form finansowania, która pozwala na sfinansowanie różnorodnych potrzeb przedsiębiorstwa. Może to być zakup nowego sprzętu, inwestycje w marketing, rozwój infrastruktury IT czy też zwiększenie zapasów magazynowych. Aby skutecznie prowadzić sklep internetowy, przedsiębiorcy e-commerce potrzebują odpowiednich narzędzi i oprogramowania:

  • Platformy e-commerce do sprzedaży online, takie jak PrestaShop, czyli open-source’owa platforma; Shopify – platforma SaaS, która oferuje łatwość obsługi i szeroką gamę funkcji, czy WooCommerce – rozszerzenie do WordPressa, które zapewnia większą kontrolę nad sklepem online.
  • Systemy ERP (Enterprise Resource Planning), które wspierają zarządzanie księgowością, magazynem, sprzedażą i analizami
  • Narzędzia do marketingu, np. Mailchimp, który umożliwia tworzenie i zarządzanie kampaniami mailingowymi. Do wsparcia działań content marketingowych przydadzą się narzędzia typu Hootsuite, które ułatwiają zarządzanie treściami na mediach społecznościowych, pozwalając na planowanie i monitorowanie postów na różnych platformach.
  • Narzędzia analityczne, tj. Google Analytics są niezbędne do śledzenia ruchu na stronie i analizowania zachowań użytkowników.

Inwestowanie w odpowiednie strategie i narzędzia może znacząco przyczynić się do sukcesu w branży e-commerce.

Kredyt na rozwój firmy w e-commerce – jakie są możliwości?

Kredyt na rozwój firmy w branży e-commerce to doskonałe rozwiązanie dla przedsiębiorców, którzy chcą dynamicznie rozwijać swoją działalność. Dzięki wsparciu finansowemu możliwe jest sfinansowanie różnorodnych potrzeb firmy oraz realizacja ambitnych planów. Banki oferują szeroką gamę produktów finansowych, które mogą pomóc w rozwoju firmy e-commerce.

Chcesz postarać się o kredyt na rozwój swojej firmy? Wystarczy skontaktować się z doradcą bankowym, który pomoże w przygotowaniu niezbędnych dokumentów oraz przeprowadzi przez cały proces aplikacyjny. Warto również przygotować plan rozwoju firmy, który będzie podstawą do oceny zdolności kredytowej.

[Artykuł sponsorowany]

Spada ruch i ubywa klientów w galeriach handlowych. Branża zalicza dwucyfrowy spadek

W trzecim kwartale 2024 roku ruch w centrach i galeriach handlowych spadł o 12,4% w porównaniu z analogicznym okresem 2023 roku. Tak wynika z najnowszego raportu firmy technologicznej Proxi.cloud. Spadki można zaobserwować we wszystkich województwach. Zmniejszyła się również liczba unikalnych klientów – o 9,9% rdr. Komentujący te dane eksperci uważają, że z powodu zmiany zachowań zakupowych konsumentów i spowolnienia gospodarczego trudno oczekiwać wielkich zmian w końcówce roku.

Galerie i centra handlowe wciąż odczuwają odpływ klientów. Jak wynika z najnowszego raportu firmy technologicznej Proxi.cloud, w trzecim kwartale br. ruch w ww. obiektach spadł o 12,4% w porównaniu z analogicznym okresem 2023 roku. Dane pochodzą z analizy zachowań przeszło 1,5 mln użytkowników. Zbadano ruch w ponad 710 placówkach.

– Jedną z przyczyn spadku ruchu była na pewno ogólna sytuacja gospodarcza wpływająca na kondycję finansową gospodarstw domowych. Inflacja z ostatnich kilkunastu miesięcy znacząco zmniejszyła ich siłę nabywczą. Wydajemy mniej, kupujemy bardziej rozsądnie i mocniej zwracamy uwagę na ceny. Zmienił się też przeciętny polski koszyk zakupowy. Niższe wydatki są ponoszone na rozrywkę i hobby, a w centrach handlowych dawniej przeznaczane były na nie spore kwoty – komentuje Tomasz Przewoźnik z Uniwersytetu WSB Merito.

Jak stwierdza dr Maria Knecht-Tarczewska z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, pozycja centrów handlowych jako miejsc, w których klienci spędzają czas wolny, wydaje się niezachwiana. – Niewielkie spadki poziomu footfall można tłumaczyć m.in. wyższymi cenami towarów i usług dostępnych w centrach handlowych, rosnącą popularnością e-commerce oraz wzrostem konkurencji na rynku nowoczesnej powierzchni handlowej – wyjaśnia ekspertka.

Patrząc na bardziej szczegółowe dane, widać, że w trzecim kwartale br. frekwencja w centrach i galeriach handlowych spadła rdr. we wszystkich województwach, najmniej w świętokrzyskim – o 4,7%, mazowieckim – o 5,5%, a także opolskim – o 8,4%. Na drugim biegunie, z najwyższymi wynikami, mamy zaś podkarpackie – 21,3%, warmińsko-mazurskie – 20,5%, jak również podlaskie – 18,1%.

– Spodziewać się można, że na taki obraz rzeczy oddziałuje zróżnicowana sytuacja społeczno-ekonomiczna w poszczególnych częściach kraju. Znaczenie mogą mieć też czynniki losowe, tj. możliwe remonty części galerii handlowych. Na różnicowanie dynamiki ruchu w galeriach handlowych może mieć wpływ również różne tempo ekspansji sieci dyskontów w poszczególnych regionach – ocenia Sylwia Kaska z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Dr Andrzej Szymkowiak, prof. UEP z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, uważa, że województwa z mniejszym spadkiem frekwencji, takie jak świętokrzyskie czy mazowieckie, mogą oferować bardziej atrakcyjne centra handlowe z szerszą ofertą, co przyciąga klientów. Natomiast większe spadki w podkarpackim czy warmińsko-mazurskim mogą być spowodowane mniejszą liczbą nowoczesnych placówek lub niższą siłą nabywczą mieszkańców.

– Oferta poszczególnych centrów ma tu kluczowe znaczenie. Im bardziej zróżnicowana i dostosowana do potrzeb lokalnej społeczności, tym większa szansa na utrzymanie ruchu. Patrząc na te zestawienia, można być częściowo zaskoczonym, ale bez dogłębnej analizy lokalnych rynków trudno o jednoznaczną ocenę – zastrzega dr Andrzej Szymkowiak.

W mediach w ostatnich miesiącach pojawiały się informacje, że piłkarskie Mistrzostwa Europy (14.06-14.07), a w mniejszym stopniu również Letnie Igrzyska Olimpijskie (26.07-11.08) mogły przyciągnąć sporo konsumentów do tego typu obiektów handlowych. Ostatecznie widać, że wpływ tych imprez na footfall był mniejszy od oczekiwań.

– Mistrzostwa Europy w piłce nożnej mogły się przyczynić do wzrostu ruchu w galeriach handlowych, ale taki efekt mógł mieć miejsce jeszcze przed rozpoczęciem trzeciego kwartału. Czerwiec to okres, kiedy odbywały się jeszcze mecze reprezentacji Polski na turnieju. W tym miesiącu obserwowaliśmy wzrost liczby klientów w galeriach i centrach handlowych 5,9 w porównaniu do analogicznego okresu 2023 roku. Wizyty te mogły być spowodowane eventami o zabarwieniu sportowym, organizowanymi przez galerie, chęcią nabycia atrybutów do kibicowania czy zakupami okołospożywczymi na spotkania towarzyskie w hipermarketach, zlokalizowanych w galeriach. Z kolei jeśli chodzi o Igrzyska Olimpijskie, nie widać przesłanek, żeby potwierdzić pozytywne przełożenie tej imprezy na ruch w tego typu obiektach – twierdzi Sylwia Kaska.

Z raportu wynika również, że w trzecim kwartale br. liczba unikalnych klientów w centrach i galeriach handlowych spadła o 9,9% w porównaniu z analogicznym okresem 2023 r. i to we wszystkich województwach, najmniej w mazowieckim – o 6,1%, opolskim – o 7,1%, a także wielkopolskim – o 7,4%. Największe spadki nastąpiły w podkarpackim i warmińsko-mazurskim – po 14,4%, a także świętokrzyskim – o 13,5%.

– Wynika to prawdopodobnie z faktu, że mówimy o relatywnie ubogich regionach Polski i takich, gdzie nasycenie dużych centrów handlowych nie jest duże. Skoro konsumenci odczuli boleśnie szalejącą od miesięcy inflację i drożyznę, to najbardziej dotknęło to w praktyce najuboższych Polaków. A to w konsekwencji powodowało w ich zachowaniach zakupowych tendencję do zmniejszenia wydatków i ograniczania ich do tych niezbędnych – analizuje Tomasz Przewoźnik.

Z kolei w trzecim kwartale częstotliwość zakupów, mierzona średnią liczbą wizyt, wzrosła rdr. w dwóch województwach – świętokrzyskim (III kw. br. – 2,89, wcześniej – 2,63) i mazowieckim (III kw. br. – 3,35, wcześniej –3,33). W pozostałych widoczne są nieznaczne spadki. Z kolei skróceniu uległ średni czas trwania wizyty – o 18 sekund (III kw. br. – 46:48, III kw. ub.r. – 47:06) oraz średni łączny czas trwania wizyt – nieco ponad 5 minut (III kw. br. – 2:26:52, wcześniej – 2:31:58).

– Roczne zmiany dot. średniego trwania pojedynczej wizyty i łącznego czasu są znikome i nie powinny być odczuwalne dla galerii oraz centrów handlowych. Pokazuje to, że nawyki klientów, którzy dalej uczęszczają do tego typu obiektów pozostają niezmienne – przewiduje Mateusz Nowak z Proxi.cloud.

Ekspert z Uniwersytetu WSB Merito zauważa też, że największe spadki ruchu dotyczą największych galerii i centrów handlowych. Dla porównania, np. parki handlowe o relatywnie mniejszych powierzchniach (ok. 5 tys. mkw.) nie odczuły utraty odwiedzających. Co więcej, ogólne zmniejszenie odwiedzalności tego typu obiektów handlowych niekoniecznie spowodowało spadek obrotów, na co wskazują choćby dane Polskiej Rady Centrów Handlowych za lipiec tego roku.

– Wyniki raportu PRCH „Rynek obiektów handlowych w Polsce” pokazują, że w pierwszym półroczu 2024 roku obroty najemców wzrosły o 4,2% w porównaniu do analogicznego okresu 2023 roku. Warto zwrócić uwagę, że największe wzrosty odnotowano w sektorach rozrywki – o 11,4%, zdrowia i urody – o 10,9%, a także gastronomii – o 5,9% – informuje dr Knecht-Tarczewska.

Do tego ekspertka z UE we Wrocławiu dodaje, że ww. kategorie zyskują na popularności w centrach handlowych o charakterze multifunkcjonalnym. Zaspokajają one nie tylko potrzebę realizacji zakupów, ale również oczekiwania klientów w zakresie socjalizacji i dlatego są chętnie odwiedzane przez klientów.

– Głównym czynnikiem, który zadecyduje o dalszych wzrostach czy też spadkach, będzie sytuacja ekonomiczna polskiego społeczeństwa. Jeżeli ulegnie poprawie, to również można spodziewać się mniejszych spadków ruchu czy zasięgu rdr. w IV kw. br. Niemniej należy podkreślić, że przewidywanie tych wskaźników na obecnym etapie jest bardzo trudne – zaznacza Sylwia Kaska.

Zdaniem Tomasza Przewoźnika, ogólna koniunktura nie ulegnie jakiejś diametralnej poprawie w tym okresie. Do tego dochodzi jeszcze aspekt skutków powodzi, jaka nawiedziła znaczącą część regionów południowo-zachodniej Polski. To też może mieć nieznaczny wpływ na zachowania zakupowe konsumentów dotkniętych jej skutkami.

– Handel w IV kw. br. napędzają w dużej mierze święta, a na nich z reguły staramy się nie oszczędzać. Ale czy zakupy spożywcze nie przeniosą się jeszcze bardziej do sklepów dyskontowych. I czy prezenty jeszcze częściej i chętniej będziemy kupowali w Internecie? Jeżeli tak, to spadki odwiedzających w centrach handlowych będą widoczne również w czwartym kwartale tego roku – podsumowuje ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Chiny refinansują dług samorządowy na 6 bilionów juanów w obliczu spowolnienia i ryzyk handlowych

Chiny zatwierdziły program refinansowania długu samorządowego o wartości 6 bilionów juanów (około 839 miliardów dolarów) jako część działań wspierających gospodarkę, która zmaga się ze spowolnieniem i nowymi zagrożeniami związanymi z ponownym wyborem Donalda Trumpa na prezydenta USA.

W trzecim kwartale chińska gospodarka wzrosła o 4,6%, co stanowi najsłabszy wynik od marca zeszłego roku, rodząc pytania o możliwość osiągnięcia przez Pekin założonego na ten rok celu wzrostu na poziomie około 5%. Obawy te skłoniły decydentów do przyjęcia bardziej stymulującej polityki, obejmującej m.in. obniżki stóp procentowych oraz wsparcie dla rynków akcji i nieruchomości.

Zapowiedź działań chińskich władz wywołała we wrześniu historyczny wzrost na chińskiej giełdzie, a globalne banki, w tym Goldman Sachs, podniosły prognozy wzrostu gospodarczego dla Chin. Jednak ponowny wybór Trumpa i zapowiedzi nowych ceł spowodowały apele o dalsze wzmacnianie popytu wewnętrznego, aby zrównoważyć potencjalne spadki eksportu.

Program refinansowania długu ma na celu zmniejszenie obciążeń finansowych lokalnych rządów, obniżenie kosztów obsługi zadłużenia i ograniczenie ryzyka niewypłacalności. Takie działania mogą przyczynić się do odzyskania stabilności finansowej przez samorządy, co umożliwi im wsparcie lokalnych projektów gospodarczych oraz inwestycji infrastrukturalnych, szczególnie istotnych w okresie spowolnienia wzrostu PKB. W obliczu ryzyka spadku eksportu wynikającego m.in. z polityki celnej USA, Chiny koncentrują się także na wzmacnianiu popytu krajowego. Środki stymulacyjne, takie jak wsparcie rynku nieruchomości oraz obniżki stóp procentowych, mają na celu zwiększenie konsumpcji i inwestycji, co może złagodzić skutki potencjalnych spadków eksportu.

W zakresie reform strukturalnych przekształcenie „ukrytego długu” w oficjalne obligacje jest krokiem w stronę większej przejrzystości finansowej i ograniczenia ryzyka. Ma to ułatwić inwestorom analizę rynku, co może zwiększyć ich zaufanie, zwłaszcza jeśli reformy przyniosą konkretne, pozytywne efekty.

Z kolei w Stanach Zjednoczonych przewodniczący Rezerwy Federalnej jasno zadeklarował, że nie ustąpi ze stanowiska, nawet w obliczu ewentualnej presji politycznej po ponownym wyborze Trumpa na prezydenta USA. Podkreślił, że Trump nie ma prawnej możliwości zwolnienia go ani degradacji innych wysokich urzędników Fed. Zaznaczył, że niezależność Fed jest kluczowa, a on zamierza służyć pełną kadencję do 2026 roku.

Utrzymanie niezależności Fed pod kierownictwem Powella pozostaje kluczowe dla stabilności gospodarki USA. Dzięki temu Fed może prowadzić politykę monetarną niezależną od nacisków politycznych, co zwiększa jego elastyczność w reagowaniu na zmieniające się warunki gospodarcze. Długoterminowo sprzyja to stabilności finansowej i kontroli inflacji. Fed zapowiedział kolejną obniżkę stóp procentowych, z możliwością dalszych, o ile pozwoli na to kondycja gospodarki. Obniżki mogą pobudzać konsumpcję i inwestycje, choć ich zakres zostanie ograniczony w przypadku utrzymującej się wysokiej inflacji.

Możliwe napięcia między administracją Trumpa a Fed mogą wpływać na rynki finansowe. Dążenie Trumpa do większej kontroli nad polityką Fed może wywołać konflikt, który zwiększy niepewność wśród inwestorów. Fed, pozostając niezależnym pod kierownictwem Powella, stara się unikać politycznych nacisków, umacniając tym samym swoją rolę jako strażnika stabilności makroekonomicznej.

Polityka handlowa USA może także znacząco wpłynąć na Chiny. Ewentualne nowe taryfy celne nałożone przez USA mogą osłabić chiński eksport, co mogłoby wpłynąć na wzrost gospodarczy Chin. W odpowiedzi na te działania Chiny mogą dążyć do dalszego wzmacniania popytu wewnętrznego, aby zrekompensować potencjalne straty na rynkach zagranicznych. Dodatkowo polityka Fed w zakresie stóp procentowych ma wpływ globalny, w tym na gospodarkę Chin – obniżki stóp w USA mogą osłabić dolara i przyczynić się do umocnienia juana, co z kolei mogłoby obniżyć konkurencyjność chińskiego eksportu.

Obie gospodarki, amerykańska i chińska, wywierają istotny wpływ na stabilność światowych rynków finansowych. Zawirowania polityczne wokół Fed oraz zmiany strukturalne w chińskim systemie finansowym są uważnie obserwowane przez globalnych inwestorów. To, jak te procesy zostaną odebrane, może wpłynąć na nastroje inwestycyjne na całym świecie, mając znaczenie dla globalnej płynności kapitałowej i decyzji inwestycyjnych. Zarówno USA, jak i Chiny wdrażają różnorodne środki, by zabezpieczyć swoje gospodarki przed spowolnieniem oraz ograniczyć wpływ polityki wewnętrznej i zagranicznej. Wszystko to sprawia, że rok 2025 może okazać się czasem istotnej zmienności rynkowej.

OANDA TMS Brokers S.A.

Zetki kontra reszta świata – wojna światów na rynku pracy

Zetki kontra reszta świata. Czy mamy do czynienia z wojną pokoleniową na rynku pracy?

„Tacy sami, a ściana między nami” – tak można opisać konflikt, jaki na naszych oczach rozgrywa się dziś na rynku pracy. Pokolenie Zet mierzy się starszymi pracownikami, którzy szufladkują młodych jako roszczeniowych i nieodpowiedzialnych. Paradoksalnie, mimo że, jedni i drudzy mają skrajnie różne poglądy na pracę, zależy im w gruncie rzeczy na tym samym. Chcą robić to co lubią, z ludźmi, którzy będą dla nich inspiracją, w miejscu, do którego będą co rano przychodzić z uśmiechem na twarzy. Dlaczego więc walczą ze sobą? O wojnie światów na rynku pracy i o pokoleniu Zet opowiada Magda Pietkiewicz, ekspert rynku pracy i twórczyni platformy Enpulse, służącej do badania zaangażowania pracowników.

Nie od dziś wiadomo, że między kolejnymi pokoleniami panuje konflikt. Starsi próbują narzucić swoje zasady młodszym, nie godząc się na negocjacje. Młodzi z kolei są przekonani o własnej nieomylności. Różnica zdań jest uwarunkowana nie tylko doświadczeniem życiowym, lecz także tym, w jakich czasach się wychowujemy i wydarzeniami, w jakich uczestniczymy. Taki „podział” istniał od zawsze. Wystarczy wspomnieć o hipisach, bikiniarzach, gitowcach czy punkach – każde z tych pokoleń było tym gorszym, które nie znało życia i miało przynieść metaforyczną zagładę naszej cywilizacji. Każde z tych pokoleń jest dzisiaj tym starszym, które twierdzi, że wie i umie więcej od przeciętnej Zetki.

Inny pomysł na życie i pracę

Pokolenie Z obejmuje osoby urodzone po między 1995 a 2010 rokiem. Według danych GUS, odsetek Zetek wśród osób w wieku produkcyjnym, czyli między 18 a 59 lub w przypadku panów 65 rokiem życia, wynosi w naszym kraju ponad 20 proc.[1] Oznacza to, że statystycznie rzecz ujmując, co piąty polski pracownik to przedstawiciel pokolenia Zet. Wpływ tej grupy na kształtowanie rynku pracy jest zatem ogromny, a pracodawcy nie powinni jej lekceważyć.

Zetki dorastały w zupełnie innej rzeczywistości niż ich rodzice. Dla tej generacji Internet, media społecznościowe czy smartfony są czymś oczywistym i naturalnym – urodzili się jako „digital natives”. To rzeczy, które kształtowały ich doświadczenia i tożsamość od najmłodszych lat – mówi Magda Pietkiewicz.Co więcej, młodzi wkraczający dziś na rynek pracy są w zupełnie innym miejscu niż wcześniejsze pokolenia. Zetki nie mają takiego „przymusu ekonomicznego” jak my kiedyś – tego wewnętrznego głosu, który mówi „mam mieszkanie i rodzinę w związku z tym muszę na to wszystko zarobić i trzymać się pracy póki ją mam”. Z danych GUS wynika, że większość osób do 30 roku życia „gniazduje”, czyli mieszka ze swoimi rodzicami[2]. Później też zakładają rodzinę. To sprawia, że mają kompletnie inny pomysł na życie i pracę niż przedstawiciele starszych pokoleń – zaznacza.

Inna perspektywa

Wiele dotychczasowych badań wskazuje, że Zetki cenią sobie elastyczność, równowagę między pracą a życiem prywatnym, a także możliwość rozwoju osobistego i zawodowego. Jednocześnie są świadome globalnych wyzwań, takich jak zrównoważony rozwój czy odpowiedzialność społeczna, i oczekują, że ich pracodawcy będą zaangażowani w te kwestie. Najbardziej charakterystyczną cechą Zetek jest jednak ich asertywność. Mają własne poglądy i przekonania, w które silnie wierzą, i nie boją się ich bronić. Uważają, że praca ma się dopasować do nich, nie oni do niej. Takie podejście zdecydowanie różni się od podejścia przedstawicieli innych pokoleń, wychowanych w silnym poczuciu, że pracę należy szanować. To sprawia, że Zetki są postrzegane jako roszczeniowe i leniwe.

Kto z nas nie słyszał opowieści o tym jaka to dzisiejsza młodzież jest nieodpowiedzialna. Jak to jasno mówią swoim przełożonym, że muszą wyjść z pracy wcześniej, bo mają inne zobowiązania, albo, że danego dnia nie przyjdą do biura, ponieważ będą na koncercie w Budapeszcie. Trzeba jednak pamiętać, że stereotypy powstałe na bazie takich „urban legends” są dla większości Zetek krzywdzące. Co więcej, sprawiają, że wielu pracodawców boi się pokolenia Zet i, gdy tylko jest to możliwe, omija je szerokim łukiem. Pytanie tylko czy słusznie. – zastanawia się Magda Pietkiewicz. – Może warto zrewidować własne podejście do pracy – może to my patrzymy na pewne sprawy ze złej perspektywy? Przecież tak naprawdę Zetki mówią dziś głośno o tym, czego większości pracowników brakuje – jasne reguły, komunikacja, adekwatne wynagrodzenie, docenianie. Gdyby wypisać ich oczekiwania względem pracodawców, byłaby to tak naprawdę gotowa checklista na to, jak stworzyć wartościowe środowisko pracy, sprzyjające budowaniu zaangażowania – dodaje ekspertka.

Żeby minusy, nie przysłoniły nam plusów

O pokoleniu Zet na rynku pracy mówi się przede wszystkim w kontekście oczekiwań jakie jego przedstawiciele mają względem rynku pracy. Pracodawcy powinni jednak uważać, by rzekome minusy Zetek nie przysłoniły im plusów. Jest bowiem wiele korzyści płynących z zatrudnienia osób z młodszych pokoleń. Wielopokoleniowe zespoły pozwalają przede wszystkim na zwiększenie kompetencji pracowników oraz wymianę doświadczeń. Starsi mogą dzielić się  umiejętnościami i specjalistyczną wiedzą, zdobytymi w trakcie kariery zawodowej. Z kolei młodsi, często bardziej obeznani z nowymi technologiami, mogą wprowadzać świeże spojrzenie i innowacyjne podejścia do wyzwań. Ponad 80 proc. pracodawców z blisko 6 tysięcy przebadanych przez OECD i Światowe Forum Ekonomiczne przyznało, że wielopokoleniowe zespoły są kluczem do rozwoju i sukcesu firmy[3].

Nie da się ukryć, że pokolenie Zet wywołuje niemałe zamieszanie na rynku pracy. Z jednej strony pracodawcy boją się młodych pracowników, z drugiej dostrzegają korzyści, jakie niesie ze sobą wielopokoleniowy zespół. Pracodawcy nie mogą sobie pozwolić jednak na ignorowanie Zetek, które z roku na rok będą stanowić coraz większy odsetek pracowników. Z tego powodu warto już dziś zacząć dopasowywać organizację do ich potrzeb i oczekiwań. Szczególnie, że realizacja tych „wymagań” może wpłynąć na zaangażowanie pozostałych pracowników i przynieść wymierne korzyści całej organizacji. Pokolenie Zet nie oczekuje bowiem przysłowiowych gruszek na wierzbie. Chcą się rozwijać, zachować balans między życiem prywatnym a zawodowym, być wynagradzani adekwatnie do swojej pracy i co rano z uśmiechem wchodzić do biura. Zależy im tak naprawdę by robić coś, co ma sens i  w miejscu, które lubią i z ludźmi, którzy ich rozumieją. Tylko tyle i aż tyle – podsumowuje Magda Pietkiewicz.

[1] Stan i struktura ludności oraz ruch naturalny w przekroju terytorialnym w 2024 r. (stan w dniu 30.06)

[2] GUS – Europejskie badanie warunków życia ludności (EU-SILC)

[3] World Economic Forum – How a multi-generational workforce is key to economic growth

Bank Pekao z rekordowym zyskiem netto: 3 kwartał 2024 najlepszy w historii

Trzeci kwartał był dla Banku Pekao najlepszy w historii pod względem zysku netto, który wyniósł 1,828 mld zł. To głównie zasługa wzrostu wyniku odsetkowego, ożywienia akcji kredytowej i wzrostu portfela kredytów. Bank utrzymał dobre tempo rozwoju w kanałach cyfrowych. Nowa sprzedaż pożyczek gotówkowych była w III kw. wyższa o ponad jedną piątą rok do roku. Wolumen finansowań MŚP wzrósł w tym czasie o 10 proc. Bank zachowuje silną pozycję kapitałową i zgodną ze strategią zdolność do wypłaty dywidendy.

Powtarzalny skonsolidowany zysk netto, skorygowany o wpływ wakacji kredytowych oraz rezerw na ryzyko związane z kredytami denominowanymi we frankach szwajcarskich, urósł
w trzecim kwartale rok do roku o 4 proc. do 1,884 mld zł. Również o 4 proc. wzrósł powtarzalny wynik netto narastająco za 9 miesięcy 2024 roku zamykając się kwotą 5,253 mld zł.

Za nami bardzo udany, rekordowy kwartał. To zasługa dobrej sprzedaży kont i kredytów, skutecznej akwizycji klientów, ale też efektywnego wykorzystania warunków makroekonomicznych. Mamy wszelkie zasoby żeby w kolejnych kwartałach zbierać owoce spodziewanego ożywienia w inwestycjach i skutecznie przygotować się na okres luzowania polityki pieniężnej – mówi Cezary Stypułkowski, wiceprezes Banku Pekao, kierujący pracami zarządu.

Trzeci kwartał był przedostatnim w horyzoncie obecnie realizowanej strategii Banku Pekao na lata 2021-2024, a bank znajduje się na najlepszej drodze do realizacji założonych w niej celów.

Cel strategiczny 3,2 miliona aktywnych klientów bankowości mobilnej został już wyraźnie przekroczony. Na koniec września liczba osób aktywnie korzystających z bankowości przez telefon komórkowy sięgnęła 3,4 mln.

Wskaźnik koszty/dochody znalazł się na poziomie 34,7 proc., a więc znacząco lepszym od założonego na koniec 2024 roku celu zejścia poniżej 42 proc. Natomiast ROE wyniosło 21,4 proc. wobec 10 proc. planowanych na koniec 2024 r. w strategii (jednak przy założeniu stopy referencyjnej NBP na poziomie 0,1 proc.).

Blisko założonego celu Bank Pekao jest również w zakresie wskaźnika digitalizacji, czyli odsetka procesów, jakie klient detaliczny może realizować w kanałach cyfrowych. To jedna z kluczowych aspiracji strategicznych banku z żubrem. Na koniec roku ten parametr ma wynieść około 100 proc., tak by umożliwić klientom detalicznym załatwienie prawie każdej sprawy online. Na koniec września miara ta wyniosła 93 proc, ale bank wprowadza właśnie (na razie dla części klientów) możliwość wnioskowania o kredyt hipoteczny w aplikacji mobilnej PeoPay i w serwisie internetowym Pekao24.

W samym trzecim kwartale utrzymane zostały również pozytywne tendencje w sprzedaży pożyczek gotówkowych, która urosła o 22 proc. rok do roku. Konsekwentnie zwiększa się odsetek cyfrowej sprzedaży tego produktu. W okresie lipiec-wrzesień było to 86 proc.

Trzeci kwartał to również wzrost wolumenu kredytów korporacyjnych o 1 proc. r/r, dzięki wzrostowi kredytów przedsiębiorstw (MID + SME) o 6 proc. r/r. Ogółem wzrost portfela kredytów wyniósł 5 proc. r/r, co może być zwiastunem trwalszego ożywienia akcji kredytowej.

Koszty ryzyka pozostały na niskim poziomie 43 pb (w III kw. 2024). Cel strategiczny na koniec okresu strategii w 2024 roku to przedział 50-60 pb.

Bank Pekao ma bardzo dobrą pozycję kapitałową. Na koniec września łączny współczynnik kapitałowy grupy (TCR) wyniósł 16,9 proc., a Tier1 15,6 proc. W obydwu przypadkach znajdowały się one bardzo wyraźnie powyżej regulacyjnych minimów.

Polska branża meblarska w kryzysie: Rosnące zadłużenie i spadek produkcji

Spadek wyników finansowych, znacząca redukcja zatrudnienia oraz rosnące koszty energii i surowca, to tylko jedne z wielu wyzwań, z jakimi od kilku lat mierzy się branża meblarska w Polsce. W obliczu trudnych warunków gospodarczych sektor produkcji mebli boryka się z narastającym zadłużeniem, co negatywnie wpływa na stabilność finansową wielu firm. Z danych z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy BIK wynika, że zaległe zobowiązania w tej branży wyniosły na koniec sierpnia 325 mln zł. Średnie przeciętne zadłużenie na firmę wynosi 115 tys. zł. Sytuacja nie wygląda optymistycznie również w przypadku sprzedawców hurtowych mebli.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego wartość produkcji sprzedanej mebli w pierwszej połowie 2024 roku wyniosła 28,4 mld zł, co oznacza spadek o 5 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w 2023 roku (29,9 mld zł)[1]. Natomiast z danych Departamentu Analiz Ekonomicznych PKO Banku Polskiego opublikowanych w raporcie „Branża meblarska. Pozycja międzynarodowa polskich producentów i prognozy rozwoju rynku do 2027” wynika, że w 2022 Polska była 3. największym eksporterem mebli na świecie z udziałem na poziomie 5,4 procent[2].

Lepszemu zrozumieniu sytuacji producentów mebli mogą posłużyć również dane firmy Dun& Bradstreet, które wykazują, że w poprzednim roku w branży zawieszono działalność blisko 1,9 tys. firm, co stanowi wzrost o 4,4 proc. r/r. Z kolei w pierwszej połowie 2024 roku zawieszono działalność kolejny 1 tys. firm. Jeśli tendencja się utrzyma, to na koniec grudnia można spodziewać się ponad 2 tys. zawieszonych działalności w sektorze meblarskim.

– Po okresie dużych wzrostów sprzedaży w czasie pandemii, branża mierzy się obecnie ze znaczącymi trudnościami. Przede wszystkim Polacy odbudowują oszczędności osłabione przez inflację, a z drugiej strony słaba kondycja gospodarki Niemiec, głównego rynku zbytu, dodatkowo obniża popyt. Wzrost kosztów produkcji, w tym drogie surowce drzewne oraz płyty MDF oraz wysokie ceny energii i paliw, pogłębiają problemy firm, dotykając nawet te, które dotychczas były solidnymi płatnikami. Ponadto dochodzi rosnąca obecność wyrobów z Chin na unijnym rynku. Czynnik ten we wcześniejszych latach w dużym stopniu neutralizowała zazwyczaj niska jakość chińskich produktów, ustępująca polskim meblom pozwalała konkurować z tańszymi chińskimi produktami. Jednak obecnie konsumenci na zachodzie Europy – podobnie jak w Polsce – ulegają coraz silniejszej pokusie obniżenia kosztów zakupu za cenę jakości, co wynika z gorszej koniunktury gospodarczej w części krajów UE w II kw. 2024, w tym w Niemczech (-0,1 proc. kdk) – podkreśla dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Branża meblarska pod kreską

W ciągu ostatniego roku kwota zaległego zadłużenia producentów mebli wzrosła o ponad 52 mln zł do 325 mln zł, co stanowi przyrost o 19 proc. r/r. Dla przedsiębiorców z branży jest to niepokojący sygnał, wskazujący na coraz większe trudności w utrzymaniu płynności finansowej. Co więcej, największy wzrost przeterminowanego zadłużenia odnotowali producenci wyposażenia biur i sklepów. W tym przypadku w porównaniu do ubiegłego roku zadłużenie wzrosło o 40 proc., osiągając na koniec sierpnia 116,5 mln zł. Z kolei dwa lata temu dług wynosił 66,5 mln zł, co oznacza wyraźną tendencję wzrostową w ostatnich dwóch latach.

Sytuacja ta może być związana m.in. z rosnącymi kosztami energii, które znacząco wpływają na bieżącą działalność. Co istotne, wielu producentów mebli, którzy dotychczas notowali stabilne przychody, staje przed poważnymi wyzwaniami, jakimi są redukcja zatrudnienia oraz cięcie kosztów operacyjnych. Warto zaznaczyć, że tylko w okresie od kwietnia 2022 do grudnia 2023 w branży meblarskiej zniknęło aż 18 tys. etatów[1]. Jest to niemal tyle samo, ile wakatów na stanowiska nauczycielskie w polskich szkołach państwowych w sierpniu 2024 roku[2].

Hurtowi sprzedawcy na minusie

Kondycja finansowa nie wygląda optymistycznie również w przypadku sprzedawców mebli. Według danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG i bazie BIK łączne nieuregulowane zaległości w obszarze sprzedaży hurtowej mebli, dywanów i sprzętu oświetleniowego wyniosły na koniec sierpnia 2024 roku 23,6 mln zł (+ 12 proc. r/r). Rok wcześniej było to o 2,5 mln zł mniej. Liczba niesolidnych płatników firm to 176 przedsiębiorstw, a średni dług na jedną wynosi 134 tys. zł.

Co ciekawe, w ostatnich latach wyraźnym trendem jest świadome gospodarowanie odpadami, który jest bardzo popularny również w przypadku zakupów mebli z drugiej ręki. Odrestaurowywanie używanych lub starych mebli wpisuje się z kolei w założenia gospodarki o obiegu zamkniętym, co jest istotne w kontekście zrównoważonego rozwoju i troski o środowisko naturalne. Dla branży meblarskiej może to być szansa na poprawę sytuacji sektora naprawy i konserwacji mebli oraz wyposażenia domowego, którego zadłużenie wzrosło o 182 proc. r/r. do 37,1 mln zł

– Sytuacja branży staje się coraz bardziej wymagająca, głównie z powodu spadku popytu zarówno na rynkach krajowych, jak i zagranicznych. Wiele firm zmaga się z rosnącymi kosztami magazynowania, co wpływa na marże i konkurencyjność cenową. Z kolei wyższe ceny mebli, odstraszają klientów, którzy nadal odbudowują swoje oszczędności po tym jak inflacja obniżyła ich realną wartość o kilkadziesiąt procent. Pozytywnym sygnałem jest natomiast popularność zakupu mebli z drugiej ręki. Trend ten może stanowić szansę dla sektora napraw i konserwacji, który zanotował ogromny wzrost zaległego zadłużenia. Kluczowym wyzwaniem na przyszłość będzie zatem przystosowanie się do zmieniających się preferencji konsumentów, efektywne wykorzystywanie szans oraz zarządzanie długiem – komentuje dr hab. Waldemar Rogowski.

[1]https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/inne-opracowania/informacje-o-sytuacji-spoleczno-gospodarczej/sytuacja-spoleczno-gospodarcza-kraju-w-pierwszym-polroczu-2024-roku,1,146.html

[1]https://centrumanaliz.pkobp.pl/rynki-zagraniczne/branza-meblarska-pozycja-miedzynarodowa-polskich-producentow-i-prognozy-rozwoju-rynku-do-2027

[3] Raport „Polskie Meble Outlook 2024” przeprowadzony przez B+R Studio.

[4] https://www.pap.pl/aktualnosci/nie-ma-kto-uczyc-w-polskich-szkolach-czeka-ponad-20-tys-wakatow

[1]https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/inne-opracowania/informacje-o-sytuacji-spoleczno-gospodarczej/sytuacja-spoleczno-gospodarcza-kraju-w-pierwszym-polroczu-2024-roku,1,146.html

[2]https://centrumanaliz.pkobp.pl/rynki-zagraniczne/branza-meblarska-pozycja-miedzynarodowa-polskich-producentow-i-prognozy-rozwoju-rynku-do-2027

Gospodarcze znaki zapytania po wygranej Trumpa

Analitycy przeżywają swoiste déjà vu, choć tym razem to, co nieoczekiwane, jest przynajmniej w pewnej części znane. Doświadczenia z pierwszej prezydentury Trumpa mogą okazać się bezcenne dla każdego zainteresowanego sytuacją polityczno-ekonomiczną Stanów Zjednoczonych. Z przedwyborczych zapowiedzi wynika, że możemy oczekiwać wielu zmian mających na celu poprawę konkurencyjności amerykańskiej gospodarki, co może stanowić wyzwanie dla gospodarek UE.

Powszechnie panuje zgoda co do podstawowych parametrów makroekonomicznych, z którymi najprawdopodobniej będziemy mieli do czynienia po zwycięstwie Trumpa. Należą do nich: umocnienie dolara, wzrost rentowności amerykańskich obligacji skarbowych, a także wzrost inflacji w USA – będący głównie efektem protekcjonistycznej polityki handlowej (wyższe cła) oraz restrykcyjnej polityki migracyjnej.

W takiej sytuacji podejście Fed do planowej ścieżki obniżek stóp procentowych może ulec zmianie. Łagodniejsza polityka pieniężna mogłaby okazać się dużym błędem w obliczu ryzyk związanych ze wzrostem cen.

Nie zapominajmy również, że Trump, podobnie jak jego polityczna konkurentka, nie zwraca uwagi na rosnące ryzyko związane z zadłużeniem. Wiara w utrzymanie dominacji dolara na światowych rynkach jest bardzo silna, choć w dłuższym okresie chińska konkurencja może stać się bardziej znacząca. Amerykańskie wojny handlowe mogą mieć silne reperkusje dla globalnego handlu.

Zapowiedzi z kampanii wyborczej Trumpa wskazują, że stawia on na wzmocnienie amerykańskiej gospodarki i bezpieczeństwa wewnętrznego. Obniżki podatków oraz cofnięcie części regulacji wprowadzonych za kadencji Bidena wydają się kwestią czasu. Z optymizmem na prezydenturę Trumpa mogą patrzeć inwestorzy giełdowi oraz zwolennicy kryptowalut, gdyż pojawiają się oczekiwania na zmiany prawne, które ułatwią ich wydobycie i obrót. Z uwagą będziemy śledzić również decyzje dotyczące regulacji AI – jeśli będą zmierzały do obniżenia standardów bezpieczeństwa, mogą pojawić się problemy.

Trump z pewnością będzie realizował plan deregulacji i wzmacniania amerykańskiej gospodarki, co mają wspierać m.in. działania na rzecz zwiększenia wydobycia ropy naftowej i gazu ziemnego, a także pozyskiwania energii jądrowej na większą skalę. Agenda gospodarczo-polityczna Trumpa może oznaczać znaczne problemy dla Europy. Dysproporcja w konkurencyjności gospodarek Starego Kontynentu wobec gospodarki amerykańskiej może się pogłębić, a działania administracji Trumpa mogą przyczynić się do napływu kapitału do Stanów Zjednoczonych. Osłabienie euro wobec dolara, wzrost cen oraz rentowności obligacji skarbowych to scenariusz bardzo prawdopodobny dla krajów UE.

Największe obawy budzi oczywiście polityka międzynarodowa, szczególnie w odniesieniu do Ukrainy. Jej konsekwencje mogą odbić się niekorzystnie na naszym rynku finansowym: mniejszy napływ inwestycji zagranicznych, zmienność na rynku walutowym, wpływ na wzrost kosztów finansowania deficytu.

Dla polskiej gospodarki wygrana Trumpa oznacza przynajmniej w krótkim okresie osłabienie złotego (szczególnie wobec dolara) oraz większe prawdopodobieństwo wzrostu rentowności obligacji skarbowych. Zwiększona zmienność na rynkach finansowych tuż po wyborach nie powinna trwać długo, gdyż inwestorzy zazwyczaj szybko dostosowują swoje strategie. Niewiadomą pozostaje to, czy nadal będą nerwowo reagować na wypowiedzi Trumpa w mediach społecznościowych – to wciąż duży znak zapytania. Bądźmy przygotowani na nieoczekiwane.

Jarosław Janecki, Przewodniczący Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Nawet 30 tys. zł netto miesięcznie dla specjalistów i specjalistek od AI

Mediany wynagrodzeń dla specjalistów i specjalistek IT zajmujących się sztuczną inteligencją rosną z kwartału na kwartał, sięgając już 30 tys. zł netto (+VAT) w przypadku kontraktu B2B i 29 tys. zł brutto na umowie o pracę. Z narzędzi wykorzystujących AI na co dzień korzysta już 94 proc. osób pracujących w branży informatycznej. W większości branż spoza IT wymóg znajomości narzędzi sztucznej inteligencji, według danych No Fluff Jobs, jest jak na razie dość niski, z wyjątkiem marketingu, gdzie znajdziemy go w ponad ⅒ ofert.

Pomimo widocznego już od miesięcy załamania na rynku pracy IT, firmy szukające specjalistów i specjalistek od sztucznej inteligencji są gotowe zaproponować im naprawdę wysokie wynagrodzenia. Według najnowszych danych No Fluff Jobs, polskiego portalu z ogłoszeniami, który od 10 lat ułatwia kandydatom i kandydatkom znalezienie pracy dopasowanej do ich oczekiwań finansowych, zarobki w specjalizacjach związanych ze sztuczną inteligencją rosną z kwartału na kwartał.

W pierwszych trzech miesiącach tego roku mediany dolnych i górnych widełek wynagrodzeń w tej kategorii wynosiły 18-28 tys. zł (+VAT) na kontrakcie B2B i 16-25 tys. zł brutto na umowie o pracę. W trzecim kwartale sięgnęły już 21-30 tys. zł netto (+VAT) na B2B oraz 17-29 tys. zł brutto w przypadku umowy o pracę. Oznacza to więc wzrosty od 6,2 proc. do nawet 16,6 proc.

Ponad 30 kandydatów na jedno ogłoszenie w specjalizacji AI

Oferty pracy w specjalizacjach związanych ze sztuczną inteligencją cieszą się również dużym zainteresowaniem kandydatów i kandydatek – od początku roku na jedno ogłoszenie aplikuje średnio ponad 30 osób. Osoby pracujące w IT nie tylko chętnie aplikują na stanowiska związane z tą technologią, ale też, jak wynika z raportu No Fluff Jobs „AI na rynku pracy IT”, 94 proc. specjalistów i specjalistek korzysta codziennie z tego typu narzędzi. Tylko 29 proc. obawia się utraty pracy na rzecz rozwiązań sztucznej inteligencji.

– Mimo licznych głosów wyrażających obawy, że sztuczna inteligencja odbierze ludziom pracę – szczególnie głośno mówiło się o tym niedawno w związku z „zatrudnieniem” przez OFF Radio Kraków trojga prowadzących w całości wygenerowanych przez AI – osoby pracujące w sektorze IT nie obawiają się jej – mówi Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs.Jednak postępy w rozwoju tej technologii pokazują, że należy liczyć się z możliwością zwalniania przez niektóre firmy pracowników i zastępowania ich sztuczną inteligencją. Na dziś takim obrotem spraw są zagrożone przede wszystkim zawody, w których można wykonywać dużo powtarzalnych czynności. Jak się przed tym chronić? Na pewno warto oswajać się ze sztuczną inteligencją, uczyć się efektywnego korzystania z niej w codziennej pracy, zdobywać nowe kompetencje. Warto pamiętać, że AI może również tworzyć nowe możliwości zatrudnienia, związane z jej rozwijaniem, nauczaniem czy testowaniem.

Znajomość AI oczekiwana już w 12 proc. ofert pracy w marketingu

Oczekiwanie posługiwania się narzędziami wykorzystującymi sztuczną inteligencję od kandydatów i kandydatek do pracy zaczyna powoli być widoczne również w branżach spoza IT. Najczęściej w marketingu – w tej kategorii znajomość narzędzi AI jest wymieniana jako wymagana lub mile widziana w niemal 12 proc. ogłoszeń. Kolejne miejsca, jednak ze znacznie niższym odsetkiem, zajmują: zawody prawnicze (5,6 proc. ofert pracy), telekomunikacja (4,5 proc.), consulting (3 proc.) oraz logistyka (2,7 proc.). W pozostałych badanych branżach odsetek ogłoszeń z wymogiem znajomości sztucznej inteligencji nie przekracza jak na razie 2,5 proc. Najniższy jest w kategorii elektroniki (0,3 proc.) oraz w obsłudze klienta (0,9 proc.).

Technologia i koszty w centrum uwagi CFO: Wyniki badania EY – Tax and Finance Operations 2024

Wyniki szóstej edycji badania EY – Tax and Finance Operations – wskazują że liderzy obszarów podatkowych w firmach z entuzjazmem podchodzą do zmian technologicznych. W przeciągu roku odsetek ankietowanych uważających, że narzędzia bazujące na generatywnej sztucznej inteligencji sprawią że ich praca stanie się bardziej efektywna urósł aż o 72 punkty procentowe (z 15 do 87%). Ten optymizm jest jednak niwelowany przy czynniki takie jak presja kosztowa, która po raz pierwszy w historii badania zajęła czołowe miejsce na liście obaw. Aż 55% badanych CFO wskazuje ten czynnik jako główną przeszkodę w osiągnięciu sukcesu. Jeszcze wyższy odsetek (82%) ankietowanych spodziewa się konieczności dokonania umiarkowanych i znaczących zmian w procesie raportowania w związku z wprowadzeniem BEPS 2.0.

Wyniki najnowszej edycji badania EY – Tax and Finance Operations – jasno wskazują, że od rozwoju technologicznego nie ma ucieczki, również w branży podatkowej. Jednakże CFO oraz dyrektorzy podatkowi do tego procesu podchodzą z dużym optymizmem. Aż 87% ankietowanych wskazuje, że narzędzia bazujące na generatywnej sztucznej inteligencji przyczynią się do poprawy efektywności ich pracy. O dynamice zmian najlepiej świadczy fakt, że rok temu ten odsetek wynosił jedynie 15% – różnica wynosi więc aż 72 punkty procentowe.

Niemniej sam techniczny proces implementacji GenAI w większości przypadków pozostaje wciąż na bardzo wstępnym etapie. W ponad połowie firm (52%) ma on charakter testowy, pozbawiony jasnych deklaracji co do konkretnych terminów we wprowadzaniu nowych rozwiązań. Jedynie w 7% organizacji sztuczna inteligencji jest zintegrowana z większością procesów, a w 2% to zjawisko ma charakter powszechny. Nie ma jednak wątpliwości, że kolejne lata przyniosą znaczącą zmianę w cyfrowej transformacji obszarów podatkowych w firmach. Co jednak szczególnie warte podkreślenia, nie będzie miała ona wpływu na ludzi. Ponad połowa (55%) badanych jest przekonanych, że rozwój GenAI nie spowoduje redukcji etatów w ramach zespołów podatkowych. Zamiast tego spodziewane są przesunięcia w zakresie obowiązków – zmniejszenie czasu poświęconego na rutynowe działania na rzecz aktywności o charakterze strategicznym.

Nie ma wątpliwości, że proces cyfryzacji systemów podatkowych ma charakter międzynarodowy. Polska znajduje się na czele tego peletonu, a zbierane dane są poddawane coraz bardziej zaawansowanej analityce. Stąd wiele firm z dużym entuzjazmem patrzy w kierunku sztucznej inteligencji. Na pewno pozwoli ona firmom zwiększyć efektywność wielu procesów. Wiele organizacji wciąż jednak dopiero analizuje wprowadzanie konkretnych narzędzi. Wiedza, jak przeprowadzić całą procedurę implementacji, a następnie efektywnie wykorzystywać GenAI umożliwi budowanie przewagi konkurencyjnej również w branży podatkowej. W szczególności w momencie, gdy CFO znajdują się pod  coraz większą – i co jeszcze ważniejsze – równoczesną presją nie tylko technologiczną, lecz także budżetową, legislacyjną i pracowniczą – mówi Radosław Krupa, Partner EY Polska, Dział Doradztwa Podatkowego.

Rosną obawy o presję kosztową i pracowniczą, maleją o technologiczną

Zjawisko redukcji kosztów połączone z wysoką inflacją sprawiło, że po raz pierwszy w sześcioletniej historii badania EY – Tax and Finance Operations – to kwestie związane z brakami budżetowymi zajęły pierwsze miejsce wśród obaw CFO i dyrektorów podatkowych. Pomiędzy 2020 a 2024 rokiem ten czynnik wzrósł aż o 42 punkty procentowe (z 11% do 53%). Nie może więc dziwić, że dla 49% ankietowanych liderów efektywne zarządzanie budżetem stanowi najwyższy priorytet, a 86% będzie poszukiwać rozwiązań redukujących koszty.

Aspekty finansowe oraz zmiany technologiczne nie będą się jednak odbywały kosztem ludzi. Presja związana z zatrudnieniem i utrzymaniem w strukturach eksperta podatkowego stanowi kluczowe wyzwanie dla 34% CFO. W porównaniu z 2020 rokiem oznacza to wzrost o 11 pkt. procentowych. Taka sytuacja nie może dziwić, gdyż aż 70% ankietowanych dostrzega wpływ mniejszego zainteresowania zawodem młodych osób połączonego z odchodzeniem na emeryturę doświadczonych ekspertów.

Na przeciwległym brzegu znajdują się obawy CFO w zakresie posiadania odpowiedniego planu wprowadzania nowoczesnych technologii. Obecnie jedynie 13% ankietowanych wskazuje ten element jako główną barierę do osiągnięcia sukcesu. W porównaniu do 2020 roku ten odsetek spadł aż o 52 punkty procentowe – z poziomu 65%.

Wykres 1. Główne obawy CFO i dyrektorów podatkowych

Wykres 1 Główne obawy CFO i dyrektorów podatkowychBEPS 2.0 budzi obawy, ale biznes spogląda w kierunku co-sourcingu

Wyniki badania EY potwierdzają, że firmy w coraz większym stopniu będą mierzyć się z analizowaniem coraz większej ilości danych związanych z obszarem podatkowym. Obejmuje to konieczność przygotowania cyfrowych dokumentów takich jak np. Jednolity Plik Kontrolny CIT czy nadchodzący Krajowy System e-Faktur. Podobne rozwiązania już są lub niedługo będą stosowane w niemal 100 krajach na całym świecie.

W najbliższym czasie szczególna uwaga CFO i dyrektorów podatkowych będzie zaś skupiona na globalnym minimalnym opodatkowaniu. Dla 42% ankietowanych BEPS 2.0 oznacza konieczność wprowadzenia zmian w zakresie przygotowania danych. Dodatkowo 82% przewiduje, że niezbędne będzie wdrożenie przynajmniej umiarkowanych modyfikacji w samym procesie raportowania.

Pomimo tak znaczących zmian, zespoły podatkowe są wciąż zobligowane do realizacji pozostałych zadań z zakresu sprawozdawczości podatkowej. Na rutynowe aktywności aktualnie zespoły mają poświęcać 45% czasu pracy. Dla wysoko specjalistycznych obszarów współczynnik wynosi około 20%. Ambicją CFO jest odwrócenie tych proporcji. Ze względu na szerokie spektrum wyzwań ponad połowa (54%) ankietowanych planuje podanie ponownej analizie ich modeli operacyjnych. Obszar co-sourcingu wskazywany jest jako jedna z kluczowych zmian jakie mogą wprowadzić. Już teraz np. w przypadku BEPS około 27% czasu niezbędnego na wypełnienie obowiązków jest realizowana przez zewnętrznych partnerów takich jak firmy doradcze. Najwyższy odsetek (37%) ma miejsce w obszarze podatków pośrednich, a najniższy (24%) – podatków bezpośrednich.

Wykres 2. Odsetek czasu poświęcany na obowiązki z zakresu sprawozdawczości podatkowej

Odsetek czasu poświęcany na obowiązki z zakresu sprawozdawczości podatkowej

– Równoczesna skala wyzwań – od konieczności adaptacji do zmian technologicznych, przez utrzymanie jakościowego zespołu, aż do dostosowania się do dynamicznych zmian regulacyjnych – sprawia, że liderzy obszarów podatkowych w firmach ze szczególną uwagą patrzą na co-sourcing. Obecnie jest to szczególnie dostrzegalne w takich obszarach jak operacje księgowe czy finansowa analiza i planowanie. Należy się jednak spodziewać, że ten zakres będzie się wyłącznie rozszerzał. Co-sourcing może znacząco wpłynąć na redukcję kosztów, gdyż stworzenie, wdrożenie oraz utrzymanie odpowiednich narzędzi technologicznych pozostaje po stronie biznesowego partnera. Niemniej możliwość uzyskania przez CFO oszczędności w żaden sposób nie jest równoznaczna z akceptacją utraty pełnej kontroli. Dlatego tak ważne jest zaufanie. Nie tylko w zakresie merytorycznym, lecz także technologicznym. Firmy muszą mieć pewność, że ich dane są nie tylko właściwie przetwarzane, ale również całkowicie bezpieczne – podsumowuje Zbigniew Deptuła, Lider Zespołu Sprawozdawczości Podatkowej, EY Polska.

O badaniu
Tegoroczna edycja badania EY – Tax and Finance Operations – została przeprowadzona w okresie czerwiec-lipiec 2024 na grupie 1600 liderów obszarów podatkowych i finansowych. Reprezentowali oni 32 regiony oraz 18 sektorów gospodarki.

Cena Bitcoina osiąga nowy rekord wszech czasów

Bitcoin osiągnął dziś historyczny rekord, przekraczając poziom 75 000 dolarów i bijąc tym samym poprzedni rekord 73 738 dolarów z marca bieżącego roku. To niezwykłe osiągnięcie odzwierciedla rosnące zaufanie do aktywów cyfrowych w kontekście zmian ekonomicznych i politycznych, szczególnie wyborów prezydenckich w USA.

Od początku 2024 roku Bitcoin wzrósł o ponad 70%, co przypisuje się kombinacji trendów makroekonomicznych i strategicznych innowacji finansowych – przy czym wybory w USA są istotnym czynnikiem napędzającym ten wzrost.

Kolejnym ważnym czynnikiem jest uruchomienie w styczniu w USA spotowych funduszy ETF na Bitcoina (ETF), co stanowi znaczący kamień milowy, który zwiększył udział instytucji w przestrzeni kryptowalutowej.

Największe fundusze inwestycyjne, w tym BlackRock i Fidelity, uruchomiły spotowe ETF-y na Bitcoina, które wywołały znaczące zainteresowanie inwestorów i wprowadziły kryptowaluty do głównego nurtu portfeli inwestycyjnych. Według jednego z najnowszych raportów Binance Research dotyczących spotowych ETF-ów na BTC, fundusze te od momentu uruchomienia zgromadziły łącznie ponad 63,3 miliarda dolarów, co stanowi około 5,2% całkowitej podaży Bitcoina. Ta obecność instytucjonalna nie tylko odzwierciedla zaufanie do długoterminowej żywotności Bitcoina, ale także podkreśla jego rosnącą rolę w globalnym ekosystemie finansowym.

„Wzrost Bitcoina do tego nowego rekordu świadczy o jego odporności i atrakcyjności jako środka przechowywania wartości. Po okresie stabilizacji, ten kamień milowy podkreśla utrzymujący się optymizm wokół Bitcoina i jego potencjał do zrównoważonego wzrostu zarówno na rynkach tradycyjnych, jak i wschodzących” – powiedział Łukasz Pierwienis, General Manager Binance Polska.

Przedstawiciel Binance dodał także, że nowy rekord wszech czasów pokazuje wpływ sprzyjających wydarzeń w krajobrazie kryptowalut i potwierdza rosnące dostosowanie aktywów cyfrowych do globalnych trendów finansowych.

„Patrząc w przyszłość, na rynku kryptowalut widzimy bardzo dużo optymizmu, ponieważ rola Bitcoina w zdywersyfikowanych portfelach nadal się rozszerza i zyskuje on szerszą akceptację” – skomentował Łukasz Pierwienis.

Zwycięstwo Trumpa i Republikanów wywołuje spadek cen surowców

Zwycięstwo Trumpa i Republikanów wywołuje spadek cen surowców w związku z obawami o taryfy celne i wzrost gospodarczy.

  • Globalne rynki finansowe zareagowały w niektórych przypadkach agresywnie w odpowiedzi na wyniki wyborów w USA, które coraz wyraźniej wskazują na zdecydowane zwycięstwo Trumpa i Partii Republikańskiej.
  • Wyniki te podniosły wartość dolara amerykańskiego do najwyższego poziomu od roku, a waluty, które odnotowały największe straty, to meksykańskie peso, japoński jen oraz euro.
  • Nocne notowania przyniosły spadki w sektorze surowców, szczególnie w przypadku metali przemysłowych i zbóż, z powodu obaw związanych z taryfami celnymi.

Reakcje globalnych rynków finansowych w części przypadków były agresywne w świetle wyników wyborów w USA coraz wyraźniej wskazujących na zdecydowane zwycięstwo Trumpa i Partii Republikańskiej. Jesteśmy blisko scenariusza „Trump 2.0” lub „Czerwonej Fali,” w którym Republikanie kontrolują zarówno Biały Dom, jak i Kongres, co dałoby im znaczącą przewagę w nadchodzących kluczowych negocjacjach dotyczących podatków i wydatków rządowych. Dotychczasowe wyniki podniosły wartość dolara amerykańskiego do najwyższego poziomu od roku, a waluty, które poniosły największe straty, to meksykańskie peso, japoński jen oraz euro. Na peso i jen szczególnie wpłynęła potencjalna różnica w polityce stóp procentowych pomiędzy FOMC a innymi głównymi bankami centralnymi.

Krzywa rentowności amerykańskich obligacji uległa tzw. bear steepening, czyli sytuacji, w której długoterminowe rentowności rosną szybciej niż krótkoterminowe. Dzieje się tak, ponieważ rosną obawy, że niezabezpieczone źródłami finansowania cięcia podatków Trumpa oraz cła na import  na nowo wzbudzą niepokój związany z inflacją, co potencjalnie spowolni tempo i głębokość przyszłych obniżek stóp procentowych w USA.spadek cen surowców

Nocne notowania przyniosły straty, odnotowane szeroko w sektorze surowców. Bloomberg Commodity Index spadł o prawie jeden procent, w momencie gdy inwestorzy zaczęli uwzględniać w cenach prawdopodobieństwo wspomnianego scenariusza „Trump 2.0”. Ma on umożliwić wprowadzenie zapowiedzianych ceł na towary importowane, szczególnie wymierzone w Chiny, co może wywołać nową falę napięć handlowych i zakłóceń gospodarczych.

Metale przemysłowe, odzwierciedlając te oczekiwania, odnotowały jedne z największych spadków, na czele z miedzią i rudą żelaza, które są szczególnie wrażliwe na zmiany w handlu i popycie przemysłowym. Spodziewane zaostrzenie relacji handlowych wzbudziło obawy o przyszły popyt, co przełożyło się na rynki metali, które zareagowały gwałtownie na wzrost niepewności.

Ucierpiały również towary rolne – spadły ceny zbóż, zwłaszcza soi. Odzwierciedla to obawy, że Chiny mogą odpowiedzieć działaniami odwetowymi, potencjalnie ograniczając eksport kluczowych upraw z USA, co wywiera presję na spadek cen. Chiny, jako jeden z największych odbiorców amerykańskiej soi, stanowią kluczowy rynek dla tamtejszych rolników, więc wszelkie zakłócenia w tym przepływie handlowym mogą mieć istotne konsekwencje dla sektora rolnego.

Cena ropy naftowej również spadła, co nastąpiło pod presją obaw, że ewentualna globalna wojna handlowa oparta na zasadzie „wet za wet” może osłabić popyt i dodatkowo obciążyć słabe już prognozy rynkowe na 2025 rok. Oczekiwany spadek popytu na ropę i produkty pokrewne wynika z przewidywań, że wzrost taryf celnych może spowolnić globalny wzrost gospodarczy, a tym samym obniżyć zapotrzebowanie na energię. W centrum uwagi znajdzie się również sytuacja geopolityczna, zwłaszcza relacje USA-Rosja, wojna Rosji z Ukrainą oraz Bliski Wschód, gdzie administracja Trumpa może zaostrzyć sankcje na eksport irańskiej ropy.

Ceny złota chwilowo spadły, po czym znalazły wsparcie tuż powyżej poziomu 2 700 USD. Wynikało to z trwającego umacniania się dolara amerykańskiego, co jest powiązane z tym, że rynki rozważają potencjalną reakcję FOMC na ryzyko inflacyjne. W związku z obawami, że taryfy celne i polityka fiskalna mogą na nowo wywołać presję inflacyjną, narasta niepokój, że FOMC może przyjąć bardziej ostrożne podejście do obniżek stóp procentowych.

Ogólnie rzecz biorąc, wyniki wyborów wzmacniają naszą pozytywną prognozę dla metali szlachetnych, ponieważ zwiększona zmienność rynku i niepewność mogą napędzać rosnący popyt na te aktywa. Niemniej jednak, krótkoterminowe ryzyka pozostają, ponieważ długie pozycje otwierane na późnym etapie mogą być narażone na presję sprzedaży w miarę umacniania się dolara i wzrostu rentowności obligacji skarbowych. Dodatkowo warto śledzić srebro, które może stać się czynnikiem napędzającym ceny złota. Metal ten doznał bowiem technicznego załamania, co odzwierciedla ogólną słabość widoczną na rynku metali przemysłowych.spadek cen surowców

Komentarz Ole Hansena, Dyrektora ds. strategii rynku surowców Saxo

Wzrost cen mieszkań luksusowych hamuje: inwestorzy oczekują impulsu od obniżek stóp procentowych

Wzrost cen mieszkań luksusowych pozostaje umiarkowany, jak wynika z badania Knight Frank Prime Global Cities Index obejmującego 44 najdroższe miasta świata. W trzecim kwartale 2024 roku roczny wzrost cen zwolnił do 2,9% z 3,4% w pierwszym kwartale roku i jest znacznie poniżej osiągniętego w ciągu 10 lat maksimum na poziomie 10,3%, odnotowanego w IV kwartale 2021 roku.

Nieruchomości luksusowe redukują bieg Knight Frank Prime Global Cities Index Q3 2024

Spowolnienie wzrostu

W trzecim kwartale 2024 roku najlepsze ceny nieruchomości mieszkaniowych rosły w tempie 2,9% rocznie, co oznacza najniższy tegoroczny wzrost i jednocześnie spadek znacznie poniżej 10-letniej średniej wynoszącej 4,6%.

Obniżki stóp procentowych kluczem do sukcesu

„Niedawne wzrosty cen mieszkań na rynku globalnym napędzane były m.in. obniżkami stóp procentowych przez banki centralne. W październiku stopy procentowe obniżył Europejski Bank Centralny, a wcześniej we wrześniu amerykański Fed. Wydaje się, że kolejne cięcia są niezbędne, żeby utrzymać wzrost cen na rynku nieruchomości luksusowych,” – komentuje Dorota Lachowska, head of research w Knight Frank. 

Rosnące rynki

Wśród 44 badanych miast, większość (29 z 44) odnotowała wzrost cen nieruchomości mieszkaniowych w porównaniu do ubiegłego roku. Ten pozytywny trend znalazł również odzwierciedlenie w porównaniach kwartalnych, gdzie większość miast (31 z 44) odnotowała wzrost cen w porównaniu z poprzednim kwartałem. Kontynuująca rozwój Manila, odnotowała wzrost o 4,6% w ciągu ostatnich trzech miesięcy i roczny wzrost o 29,2%, co wynikało z silnego wzrostu gospodarczego oraz rosnącego zaufania konsumentów. Tokio, pomimo kwartalnego spadku o 2,8%, utrzymało solidny roczny wzrost na poziomie 12,8%. Jednak wraz z umacniającym się jenem japońskim i Bankiem Japonii jako jednym z niewielu banków centralnych, które mają podnieść stopy procentowe, rynek mieszkaniowy może stanąć w obliczu wolniejszego wzrostu w nadchodzących kwartałach.

Zrównoważony wzrost

Dubaj, który od czasu pandemii był aktywnym rynkiem pod względem wzrostu cen, staje się rynkiem bardziej stabilnym. Ceny najlepszych nieruchomości mieszkalnych stopniowo rosły o 0,5% w ciągu ostatniego kwartału, co daje łączny wzrost cen o 16,9% w minionym roku. Jednak poziom wzrostu cen w ZEA jest niezwykły, bowiem rynek najlepszych nieruchomości w Dubaju wzrósł o imponujące 190% od początku 2020 roku, przewyższając wszystkie inne miasta w indeksie w tym okresie.

„Ostatnie spowolnienie wzrostu cen na świecie odzwierciedla potrzebę dodatkowych impulsów w postaci dalszych obniżek stóp procentowych, zanim ceny będą mogły się umocnić. Oczekujemy, że przewidywana fala obniżek do 2025 roku będzie wspierać wyższy wzrost cen nieruchomości w perspektywie średnioterminowej,” – wyjaśnia Liam Bailey, global head of research w Knight Frank.

„Podobnego trendu możemy się spodziewać na lokalnym polskim rynku, jednak perspektywa obniżki stóp procentowych przez NBP pozostaje odległa,” dodaje Dorota Lachowska.

Wygrana Trumpa niemal pewna: Rynek reaguje umocnieniem dolara

Wyniki wyborów w USA na ten moment oczywiście nie są przesądzone, ale dość spora różnica w exit polls powoduje, że nawet gdyby doszło do korekty wyników na korzyść Harris, przewaga Trumpa jest na tyle wysoka, że zmiana lidera jest mało prawdopodobna. Pewne jest natomiast, że Republikanie zdobędą większość w Senacie i jednocześnie rośnie szansa, że wygrają w obu izbach. Zwrot o 180 stopni jest w tym momencie tak mało realny, że graniczy z cudem. Poczekajmy jednak na oficjalne liczby.

Przed wyborami można było odnieść wrażenie, że rynek w dużym stopniu wycenił wygraną Donalda Trumpa. Wzrost indeksu dolarowego w październiku był tego najlepszym dowodem. Jednocześnie za umocnieniem USD aktywował się rajd rentowności amerykańskiego długu. Na chwilę przed datą 5 listopada aprecjacja głównej waluty świata przystopowała a nawet doszło do lekkiej korekty, którą napędzały zmiany sondaży w stanie Iowa z minionego weekendu.

Nocne exit polls wskazujące wyraźną dominację Trumpa jeszcze spowodowały, że rynek zaczął mocniej wierzyć w to, że nowa prezydentura będzie korzystna dla dolara. Może rzeczywiście tak być jeśli Trump wdroży to co zapowiadał: wysokie taryfy celne oraz zaostrzoną politykę migracyjną. W reakcji rynkowej brakuje jednak jakiegokolwiek widocznej obawy o to, że stary/nowy prezydent podważy niezależność Rezerwy Federalnej. Rynek zdaje się zakładać, że Trump będzie chciał bronić dolara i nie dopuścić, żeby plany Chin odnośnie juana, zostały zrealizowane. Mowa tu o zamiarach Chin do rozwoju bloku BRICS, który to miałby być pewnego rodzaju podłożem do realizacji zadania polegającego na złamaniu światowej dominacji dolara, który w handlu zagranicznym jest bezprecedensowym liderem.

Oczywiście rynek za jakiś czas będzie sprawdzał ile z obietnic nowego prezydenta stało się realnym działaniem a ile z nich było jedynie pustą deklaracją przedwyborczą.

Patrząc pod kątem technicznym dzisiejsze spadki eurodolara naruszają średnioterminową linię trendu wzrostowego, co jest pewnego rodzaju symboliczne i moim zdaniem nieprzypadkowe. Lokalne wsparcie to w tym momencie 1,07 – 1,0680 a kolejne 1,06, którego przełamanie każe nam spoglądać na 1,0450 – dołek z początku października ubiegłego roku. Teraz czas na Fed.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rynek kredytów mieszkaniowych w październiku: Spadek popytu o 16,5% r/r, ale wzrost wniosków m/m

O 16,5% r/r spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w październiku 2024 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w październiku 2024 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 16,5% w porównaniu do października 2023 r.

W październiku 2024 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 34,52 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 41,33 tys. rok wcześniej, co przekłada się na spadek r/r o 16,5%. Natomiast w porównaniu do września 2024 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy wzrosła o 21,1%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w październiku 2024 r. 440,18 tys. zł i była wyższa o 4,6% niż w październiku rok temu. W porównaniu do września 2024 r. jednak spadła o 1,0%.

– Już kolejny miesiąc z rzędu utrzymuje się ujemny odczyt wartości BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wygasł bowiem efekt niskiej bazy z pierwszego półrocza zeszłego roku. Bieżące dane zestawiamy już z wysoką bazą drugiego półrocza 2023 r., stymulowanego Programem „Bezpieczny Kredyt 2 proc.”. Możemy się więc spodziewać kontynuacji ujemnego odczytu Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe w kolejnych miesiącach bieżącego roku.

Warto jednak podkreślić, że październikowy poziom Indeksu Popytu należy odczytywać z pewnym optymizmem, bowiem pomimo obecnie najwyższego w krajach UE i drugiego w Europie poziomu oprocentowania kredytów mieszkaniowych w Polsce i braku programu wsparcia, popyt na kredyty mieszkaniowe kształtuje się na średnim poziomie.

Istotnym czynnikiem wpływającym na spadek poziomu bieżącego odczytu Indeksu Popytu jest mniejsza liczba wnioskujących o kredyt mieszkaniowy niż w październiku zeszłego roku. W październiku br. liczba ta była o 16,5% niższa w porównaniu do października ubiegłego roku, w którym były już składane wnioski w ramach programu. Optymistycznym prognostykiem jest natomiast fakt, że w relacji do września br. liczba wnioskujących o kredyt mieszkaniowy wzrosła o ponad 20%. Czyżby rynek pogodził się już z możliwym brakiem programu wsparcia?

Drugim ważnym aspektem, który częściowo kompensuje spadek wartości Indeksu wywołany spadkiem liczby wnioskodawców, jest wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu. W październiku br. wyniosła ona 440,18 tys. zł – to kwota o 4,6% wyższa niż przed rokiem, lecz niższa o 1% od tej z września. Może to być zwiastun stabilizacji cen na rynku nieruchomości – wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.Spadek popytu na kredyty mieszkaniowe: W październiku o 16,5% mniej wniosków niż rok wcześniej

Wygrana Trumpa wzmacnia dolara: złoty pod presją, Fed przed kluczową decyzją

Finalnego potwierdzenia jeszcze nie mamy, ale wszystko wskazuje nie tylko na wygraną Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich, ale wręcz na pełne zwycięstwo Republikanów. Co prawda na taki scenariusz rynki liczyły, ale i tak w reakcji obserwujemy silne umocnienie dolara. Złoty z kolei jest pod presją.

Formalnie na razie dopiero jeden (Północna Karolina) stan z grupy siedmiu tzw. „Swing states”, stanach decydujących de facto o wyborze prezydenta w USA, został przyznany Donaldowi Trumpowi. Natomiast były prezydent prowadzi we wszystkich sześciu (!) pozostałych, a do tego jego przewaga jest znaczna. W Georgii, która była dość długo przedmiotem spory przed 4 laty przyznanie wygranej Trumpowi wydaje się formalnością. W Pensylwanii, która miała być języczkiem u wagi, Trump prowadzi niemal 3 punktami procentowymi po przeliczeniu 94% głosów. W wyborach do Kongresu Republikanie przejęli od Demokratów na razie 3 miejsca w Izbie Reprezentantów oraz 2 w Senacie, ale prawdopodobnie skala ich wygranej będzie większa. Rysuje nam się zatem perspektywa prezydentury Donalda Trumpa wspartej Republikańskim Kongresem.

Oczywiście nie jest tak, że w tym układzie Trump będzie mógł realizować każdą swoją wizję. Nadal Demokraci zapewne będą mieć w Senacie mniejszość blokującą, a i w samej partii republikańskiej mamy różne frakcje. Natomiast mimo wszystko taki układ daje nowej administracji Białego Domu silny mandat. A to oznacza spore zmiany. Rynek wycenia przede wszystkim dwie kwestie: wzrost protekcjonizmu oraz relatywnie (względem kontynuacji rządów Demokratów) niższe podatki.

Ten pierwszy aspekt jest dla rynku ważny wielowątkowo. Po pierwsze, taka polityka jest pro-inflacyjna. Od wrześniowego posiedzenia Fed wyceny obniżek stóp procentowych spadły po części ze względu na lepsze dane, ale po części właśnie na zapowiedzi nowych stawek celnych w kampanii, które teraz będą mogły być realizowane. To podnosi rentowności obligacji i umacnia dolara. Z drugiej strony, zapowiedzi takie są odbierane nerwowo przez rynki w Azji i Europie. Dla polskiego rynku wybór Trumpa również raczej nie jest pozytywny, szczególnie w krótkim terminie bo mocny dolar oznacza odpływ kapitału z rynków wschodzących, problemy Europy mogą się pogłębić (w wyniku powiększonego protekcjonizmu USA), a do tego dochodzi większa niepewność związana z sytuacją na Ukrainie.

Naturalnie teraz bardzo ważne będą nominacje i zapowiedzi pierwszych działań. Bardzo często prawda kampanii znacznie różni się od prawdy rządów, choć w przypadku Trumpa ta różnica może być mniejsza. Jeszcze jutro czeka nas posiedzenie Fed, który zapewne uzna, że najbezpieczniej będzie obniżyć stopy o 25 bp (do 4,5-4,75%) i poczekać na rozwój sytuacji. W środę o 7:50 euro kosztuje 4,38 złotego, dolar 4,09 złotego, frank 4,67 złotego, zaś funt 5,25 złotego.

Autor: dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB

Jak zoptymalizować koszty pakowania w e-commerce w czasach spowolnienia gospodarczego? Prezentujemy 10 konkretnych rozwiązań!

Mimo spowolnienia gospodarczego i inflacji, rynek e-commerce w Polsce ma solidne podstawy do dalszego wzrostu, napędzanego głównie przez innowacje technologiczne i zmieniające się potrzeby konsumentów. W 2024 roku wartość rynku e-commerce w Polsce jest szacowana na około 92 miliardy złotych, a prognozy wskazują, że do 2028 roku wzrośnie on do 192 miliardów złotych, co oznacza roczny wzrost na poziomie około 8% (raport “E-commerce w Polsce: konkurencja i rosnące oczekiwania napędzają rozwój” opracowany przez Strategy&). Niemniej zarządzający sklepami internetowymi coraz częściej weryfikują koszty, aby utrzymać rentowność biznesu na oczekiwanym poziomie. Tutaj pojawia się pytanie – jakie koszty można ciąć, bez uszczerbku na jakości obsługi klienta, redukcji etatów oraz zmniejszania budżetów marketingowych, które napędzają sprzedaż? Jedną z możliwości jest optymalizacja kosztów pakowania produktów do wysyłki.

Optymalizacja kosztów pakowania w e-commerce

Koszty pakowania per paczka mogą wydawać się na tyle niewielkie, że łatwo uznać, iż poszukiwanie oszczędności w tym obszarze nie da nam zbyt wiele. Jednak im większy sklep i wolumen wysyłanych paczek, tym większa możliwa oszczędność. Przeanalizuj swój proces pakowania i sprawdź, jakie finansowe korzyści przyniosą Ci poniższe rozwiązania.

  1. Standaryzacja i kontrola pobieranego przez pracowników materiału

Jeśli asortyment w Twoim sklepie jest na tyle jednorodny, że pakowanie nie wymaga indywidualnego podejścia w każdej sytuacji, możesz wdrożyć w swojej organizacji standard pakowania tzn. odgórny przykaz używania konkretnych materiałów w konkretnych ilościach. Dlaczego jest to ważne? Gdy każdy pracownik samodzielnie decyduje o tym, ile materiału zużyje do zapakowania przesyłki, to może to prowadzić do pakowania nadmiarowego (overpackaging), który generuje niepotrzebne koszty i odpady.

Jak zoptymalizować koszty pakowania w e-commercePrzydatne tutaj będzie zamawianie materiałów gotowych pod konkretny wymiar – woreczków z folii bąbelkowej  lub pianki polietylenowaj, rękawów, półrękawów lub arkuszy. Możesz także wybrać rolki pianki PE czy folii pęcherzykowej z naniesionymi perforacjami. Taki wybór nie tylko ustandaryzuje ilość zużywanego materiału, ale przyspieszy również proces pakowania (nie jest wówczas konieczne każdorazowe ręczne przycinanie).

  1. Zmniejszenie liczby warstw materiałów opakowaniowych

Pakujesz produkty wielowarstwowo, ponieważ wymagają one specjalnej ochrony? Sprawdź, czy zamiast np. dwóch materiałów nie możesz zamówić jednego.

Ciekawym przypadkiem jest zamiana czterowarstwowego systemu pakowania w branży mablarskiej (folia przeciwpyłowa – narożniki – tektura falista – folia LDPE) na trzywarstwowy (laminat pianki PE i folii bąbelkowej – narożniki – folia LDPE). Tego typu zamiana to nie tylko często niższy koszt materiału i krótszy czas pakowania, ale również więcej miejsca na stocku magazynowym i mniej pracy po stronie kupca.

Takie możliwości można znaleźć w każdej branży. Najłatwiej będzie Ci zidentyfikować szanse na optymalizacje, gdy porozmawiasz z kierownikiem magazynu, kupcem oraz doświadczonym dostawcą materiałów opakowaniowych jak Mac-Graf. Zespoły firm obsługujących wiele podmiotów na rynku, mają ogląd na różne systemy pakowania i są w stanie wiele podpowiedzieć – a czasem drobna zmiana może przynieść spore oszczędności.

  1. Optymalizacja szerokości wykorzystywanych materiałów (taśm pakowych, bandujących)

Szerokość taśm pakowych czy bandujących wydaje się szczegółem, ale warto zweryfikować, ile taśm zużywają pracownicy magazynowi w ujęciu miesięcznym czy rocznym i sprawdzić, jaką oszczędność wygenerujesz, gdy wdrożysz taśmy węższe. Oczywiście wcześniej należy przeprowadzić testy na wybranej partii paczek, aby wybrać materiał, który w wystarczający sposób zabezpieczy przesyłkę w transporcie.

Porozmawiaj z dostawcą także o tym, czy w miejsce taśmy solvent czy hot-melt nie możesz zastosować akrylowej, która jest tańsza. Uwaga – dobór taśm zależy od tego, co pakujesz oraz w jakich warunkach (temperatura, wilgotność, środek transportu), dlatego nie podejmuj tej decyzji zbyt pochopnie.

  1. Zamiana obecnie stosowanych materiałów na inne

pakowanie e-commerceGdy analizujesz proces pakowania, wypisz wszystkie jego etapy wraz z materiałami, jakie są wówczas stosowane. W ten sposób łatwiej Ci będzie rozmawiać z doradcą po stronie dostawcy. Możliwe, że jesteś w stanie zamienić obecnie stosowane materiały na inne, bardziej ekonomiczne.

Przykłady?

  • Jeżeli do owijania produktów i wypełniania pustych przestrzeni wykorzystujesz klasyczną folię bąbelkową, w wielu sytuacjach możesz zamienić ją na folię z dużym bąblem (FILL&WRAP), która dzięki większym pęcherzykom powietrza skuteczniej wypełni wolne przestrzenie w kartonie i pozwoli Ci na zamawianie mniejszej liczby rolek.
  • Gdy wysyłasz produkty lekkie, odporne na uszkodzenia, możesz pakować je w koperty wyściełane (rozwiązanie ekologiczne) lub foliopaki (rozwiązanie ekonomiczne).
  1. Możliwie najlepsze dopasowanie kartonów do sprzedawanych SKU

W sklepach oferujących szeroki i zróżnicowany asortyment trudno jest zawsze posiadać odpowiednie kartony dla każdej wysyłki. Jednak wciąż wielu docelowych odbiorców paczek nie rozumie, dlaczego otrzymują pojedyncze produkty w dużych kartonach. To naturalne, nie muszą być ekspertami od logistyki magazynowej.

Warto jednak przeanalizować, które produkty rotują w Twoim magazynie najczęściej (oraz jakie są ich najczęstsze kombinacje w koszykach zakupowych), aby dobrać kartony najlepiej pasujące do tych konfiguracji. Dzięki temu możesz zmniejszyć ilość wolnej przestrzeni wymagającej wypełnienia i zredukować koszty przesyłek. Istotne jest również, aby taką analizę przeprowadzać regularnie przy wprowadzaniu nowych SKU do oferty, ponieważ jednorazowe dopasowanie rozmiarów kartonów może nie być wystarczające na dłuższą metę. Często wystarcza mniej niż 20 różnych rozmiarów kartonów, aby skutecznie rozwiązać ten problem.

  1. Usprawnienie pracy magazynierów

Jednym ze sposobów na zwiększenie efektywności procesu pakowania jest przyjrzenie się samej pracy pracowników magazynowych. Dzięki temu możesz zidentyfikować momenty, w których ich praca niepotrzebnie się wydłuża, co wpływa na liczbę wysłanych paczek. Czasem dużą zmianą są proste elementy jak folia bąbelkowa z perforacją zawieszona na odwijaku, dyspenser do folii stretch, kartony z automatycznym dnem, tektura z folią stabilizującą, półautomatyczna owijarka do stretchowania palet etc. Sprawdź także, co jest najczęstszym powodem reklamacji wynikających z uszkodzeń towaru w transporcie. To cenna wskazówka do weryfikacji zarówno wykorzystywanych materiałów, jak i sposobu pakowania.

  1. Składanie zamówień hurtowych

Materiały opakowaniowe to nie tylko konieczność przewidzenia popytu na towar, który trzeba zapakować oraz zamrożenie pewnego kapitału, ale i przestrzeń magazynowa, która jest zablokowana pod ich składowanie. Wielu przedsiębiorców w takiej sytuacji zamawia materiały częściej, ale mniejszą ich ilość. Część szuka dobrej ceny u wielu różnych dostawców. Warto wówczas przeanalizować rynek i zweryfikować, czy zakup hurtowy (rzadziej, ale więcej) oraz kompleksowy u jednego dostawcy nie sprawi, że finalnie uzyskasz lepsze ceny. Minima logistyczne u poszczególnych dostawców wpływają na koszt transportu, który doliczany jest do zamówienia. Jeśli zamówisz więcej w jednym miejscu – koszt ten nierzadko będzie niższy.

  1. Wysyłka w oryginalnych opakowaniach

Sprzedajesz produkty, które opakowane są w oryginalne kartony? Sprawdź, czy części z nich nie możesz wysyłać właśnie w opakowaniach fabrycznych (ewentualnie zabezpieczonych przed wilgocią folią stretch). W ten sposób niemal do zera eliminujesz konieczność dodatkowego pakowania, a to jest nie tylko koszt materiałów, ale i czas pracy magazynierów.

  1. Materiały opakowaniowe z większym nawojem

Kolejnym ze sposobów na optymalizację jest wybór produktów z większym nawojem np. zamiast taśm pakowych o nawoju 66 m możesz wybrać te o długości 100 czy 150 m. Tak samo w przypadku folii bąbelkowej czy pianki polietylenowej w rolkach. Dlaczego to istotne? Dłuższy nawój oznacza:

  • mniej odpadów w magazynie, które trzeba utylizować (to dla przedsiębiorcy koszt);
  • rzadsza zmiana rolek na stanowisku pracy pakowacza (szybsze tempo pracy) – czasem poszukiwania materiału, który właśnie się skończył potrafi trwać naprawdę długo;
  • niższy koszt jednostkowy materiału.

Ważne jest jednak, aby nawój dostosować do warunków pracy w magazynie. Jeśli masz zamontowane odwijaki – sprawdź, jaki nawój maksymalnie na nich zmieścisz. Z kolei gdy w Twoim magazynie pracuje wiele kobiet, bądź ostrożny przy wyborze taśm pakowych czy bandujących o większym nawoju – sprawia on bowiem, że produkt jest cięższy, a to może utrudniać pracę i ją spowalniać lub nawet prowadzić do nadwyrężeń i kontuzji.

  1. Dokładna weryfikacja przyczyn reklamacji

Reklamacje bardzo często wynikają z uszkodzenia towaru w transporcie, a to dla firmy dodatkowy koszt jej obsługi, ponownej wysyłki produktu i utylizacji/naprawy pierwotnie wysłanego towaru. Weryfikuj cyklicznie, co zostało uszkodzone i jak dana paczka została zapakowana. W ten sposób możesz znaleźć punkty wspólne w systemie pakowania, które można usprawnić, obniżając wolumen i co za tym idzie koszt reklamacji. Przykłady?

  • Przemoczone kartony – w sezonie jesienno-zimowym możesz owijać kartony warstwą folii stretch, eliminując ryzyko rozmoczenia materiału i dostania się wilgoci do środka paczki. Jeśli obawiasz się o nieestetyczny wygląd paczki, zamiast czarnej folii możesz sięgnąć po transparentną. Możesz również na spód palety, zanim ustawisz na niej kartony, położyć arkusz pianki polietylenowej, która ochroni spody paczek przed dostaniem się do nich wody (deszcz/śnieg).
  • Produkty potłuczone z uwagi na obijanie się o siebie wewnątrz paczki – wysyłając elementy ceramiczne czy szklane, wypełniacze takie jak skropak czy wiórki drzewne mogą nie być wystarczające. Warto wypróbować separowanie produktów od siebie przekładkami z tektury.
  • Uszkodzenia wynikające z przemieszczania się drobnych elementów wewnątrz paczki – jeśli pakujesz różne produkty do jednego kartonu, to istnieje ryzyko, że te mniejsze porysują pozostałe produkty. Wówczas warto drobne elementy zabezpieczyć osobno. Możesz owinąć je w papier nacinany bądź folię bąbelkową. Skutecznym rozwiązaniem np. w branży home decor jest zamawianie gotowych woreczków z folii bąbelkowej lub pianki polietylenowej, które na końcu wystarczy zabezpieczyć taśmą. Nie tylko skutecznie chronią one produkty przed uszkodzeniami z uwagi na świetną amortyzację, ale i przyspieszają proces pakowania (wystarczy produkt włożyć do woreczka i go zakleić – nie trzeba go owijać).

możliwości jest optymalizacja kosztów pakowania produktów do wysyłkiJak widzisz sposobów na obniżenie kosztów procesu pakowania jest wiele. Możesz zrobić zdecydowanie więcej, niż poszukiwać firmy, która sprzedaje opakowania najtaniej na rynku. Podstawą do właściwego wdrożenia optymalizacji jest spisanie i przeanalizowanie obecnego systemu pakowania w Twoim sklepie internetowym, a następnie dyskusja z dostawcą materiałów opakowaniowych. Im szerszy asortyment i większe doświadczenie posiada dostawca, tym większa szansa na to, że przedstawi Ci wiele możliwych rozwiązań z Twojej branży.

Oto reakcja GPW na wynik Trumpa

09:00 kontrakt zyskuje ponad 1%. Kontrakt na WIG20 początkowo ograniczał wzrosty, ale z minuty na minutę reaguje na sytuację na globalnych indeksach oraz na niewielkim wycofaniu się dolara. Co ciekawe, wcześniej wobec rosnącego prawdopodobieństwa wygranej wyborów w USA przez Trumpa obserwowaliśmy wyraźne cofnięcie na kontraktach terminowych na niemieckiego DAXa. Obecnie jednak mamy odwrócenie trendu i DAX zyskuje wraz z rekordowymi poziomami na kontraktach terminowych na amerykański indeks S&P 500.

Teoretycznie polityka Donalda Trumpa może mieć negatywny wpływ na europejskie przedsiębiorstwa, w związku z polityką protekcjonistyczną w postaci nakładania ceł i jednocześnie niepewności dotyczącej dalszego wsparcia Ukrainy. Podczas poprzedniej prezydentury cła wprowadzone przez Trumpa miały bardzo negatywny wpływ na cały sektor samochodowy w Europie. Niemniej globalne pozytywne nastroje wpływają obecnie dobrze na europejskie indeksy, choć może to być jedynie początkowa reakcja w oczekiwaniu na pełne wyniki wyborów oraz pierwsze zapowiedzi nowego prezydenta.

Patrząc na konkretne spółki w WIG20 trudno znaleźć powiązanie między prawdopodobnym zwycięstwem Trumpa, a zachowaniem się podmiotów. Najmocniej zyskuje Pepco Group oraz banki. Z drugiej strony mamy straty w przypadku KGHM, choć ta spółka powinna korzystać na fali mocniejszego dolara. Wybór Trumpa może być jednak mieszany dla Chin, co wpływa negatywnie na ceny miedzi w średnim terminie.

Branża ubezpieczeniowa w obliczu wyzwań: adaptacja do nowych technologii, rosnące ryzyka klimatyczne i zmieniające się oczekiwania klientów

Branża ubezpieczeniowa staje przed koniecznością szybkiej adaptacji do zmian technologicznych, rosnących kosztów związanych z ryzykami klimatycznymi oraz zmieniających się oczekiwań klientów. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „2025 Global Insurance Outlook” – częstotliwość katastrof naturalnych i związane z nimi straty wciąż rosną, co pogłębia lukę w ochronie ubezpieczeniowej i wywiera presję na rentowność firm. W tych warunkach konieczne są dalsze inwestycje w technologie, takie jak sztuczna inteligencja, oraz modernizacja operacyjna, aby lepiej zarządzać rosnącymi ryzykami i zapewnić długoterminowy wzrost.

Ryzyka stają się bardziej złożone i nieprzewidywalne, a ubezpieczyciele, dbając o swoją rentowność, są zmuszeni do podnoszenia składek i ograniczania zakresu ochrony, co częściowo wpływa na tempo innowacji w branży. W warunkach inflacji i rosnących kosztów związanych z katastrofami naturalnymi takie działania pomagają poprawić wyniki finansowe w krótkim okresie, ale nie rozwiązują długoterminowych wyzwań. W miarę jak ubezpieczyciele rozwijają swoje modele biznesowe, istotne będzie przywrócenie zaufania konsumentów i rynku, szczególnie po podwyżkach składek i ograniczeniach w ofercie. Eksperci Deloitte podkreślają, że w nadchodzących latach kluczowe staną się więc inwestycje w nowe technologie oraz działania na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatycznym, które pozwolą lepiej zarządzać ryzykami oraz wspierać zrównoważony rozwój branży.

 Według wyliczeń firmy Gallagher Re w 2023 r. katastrofy naturalne spowodowały globalne straty na poziomie 357 mld dolarów, przy czym jedynie 35 proc. było objęte ubezpieczeniem, co tworzy ogromną lukę ochronną. To wyraźny sygnał, że konieczne są pilne inwestycje w infrastrukturę chroniącą przed stratami oraz rozwój nowych produktów ubezpieczeniowych. Ważna będzie współpraca branży ubezpieczeniowej z rządami i instytucjami międzynarodowymi, aby skutecznie chronić społeczności najbardziej narażone na skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych – mówi Marcin Warszewski, lider usług dla sektora ubezpieczeniowego, partner, Deloitte.

Aby dostosować się do tych dynamicznych warunków, ubezpieczyciele wprowadzają korekty w swoich ofertach. Globalnie, wzrost składek w sektorze non-life osiągnął 3,9 proc. w 2023 roku, a w niektórych regionach, jak Wielka Brytania czy Australia, ceny ubezpieczeń majątkowych rosły szybciej niż inflacja. Niemcy i Japonia także odnotowały wyższy wzrost stawek ubezpieczeń majątkowych, podczas gdy wzrost w segmencie komunikacyjnym był bardziej umiarkowany. Autorzy opracowania zwracają uwagę, że choć te zmiany poprawiły wyniki finansowe firm, to jednocześnie rosnące koszty mogą ograniczać dostępność ochrony dla konsumentów, zwłaszcza w obliczu coraz częstszych katastrof naturalnych. Prognozy na 2025 rok są jednak obiecujące – oczekuje się, że zwrot z kapitału własnego (ROE) wzrośnie z szacowanych 10 proc. w 2024 roku do 10,7 proc. w 2025 roku.

 W obliczu rosnących wyzwań systemu ochrony zdrowia oraz zmieniających się oczekiwań konsumentów, sektor stoi przed koniecznością zaoferowania produktów odpowiadających na te potrzeby. Kluczowym będzie wdrożenie nowoczesnych rozwiązań technologicznych, które z jednej strony pozwolą na kontrolę kosztów, z drugiej na dostarczenie właściwego doświadczenia dla klientów. Ubezpieczyciele, którzy zainwestują w automatyzację procesów oraz nowoczesne systemy, będą mogli skuteczniej konkurować i zaspokajać rosnące zapotrzebowanie na ubezpieczenia zdrowotne – mówi Marcin Warszewski.

Nowe technologie napędzają sektor

Jednocześnie raport Deloitte wskazuje, że rozwój technologii, takich jak sztuczna inteligencja, otwiera przed ubezpieczycielami nowe perspektywy wzrostu. W miarę jak coraz więcej przedsiębiorstw wdraża rozwiązania AI, pojawiają się nowe ryzyka, które wymagają specjalistycznego zabezpieczenia i mogą stać się istotnym źródłem przychodów dla branży ubezpieczeniowej. Eksperci Deloitte prognozują, że do 2032 roku składki z tego typu polis mogą przynieść branży ubezpieczeniowej około 4,7 mld dolarów rocznie, przy skumulowanym rocznym wskaźniku wzrostu wynoszącym około 80 proc.

Także w Polsce transformacja technologiczna stwarza istotne możliwości rozwojowe, pozwalając na optymalizację procesów, redukcję kosztów działalności oraz lepszą selekcję ryzyk i klientów. Eksperci oceniają, że w perspektywie najbliższych trzech lat prawdopodobieństwo realizacji tych działań wynosi 56 proc.

Dostępność narzędzi takich jak generatywna sztuczna inteligencja, platformy low-code, no-code czy też rozwiązania chmurowe umożliwiają szybką i relatywnie tanią automatyzację procesów szkodowych czy obsługowych. Rola technologii w sektorze wzrasta bardzo szybko. O przewadze konkurencyjnej w coraz większym stopniu decyduje szybkość wprowadzania tych rozwiązań. Widoczne to już było na polskim rynku przy okazji wdrażania elastycznych modeli ustalania cen i modeli analitycznych. Nie ulega wątpliwości, że dalsza implementacja cyfrowych rozwiązań może nie tylko pozytywnie wpłynąć na doświadczenie klienta i ulepszenie procesów ubezpieczeniowych, ale również na zwiększenie atrakcyjności sektora jako pracodawcy w czasach wyścigu technologicznego – podkreśla Marcin Warszewski, lider usług dla sektora ubezpieczeniowego, partner, Deloitte.

Warto dodać, że w skali globalnej rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji zyskują coraz większą popularność w obszarach takich jak zarządzanie roszczeniami, ocena ryzyka oraz wsparcie procesów sprzedażowych. Badanie Deloitte przeprowadzone w USA pokazuje, że 76 proc. firm ubezpieczeniowych wdrożyło już narzędzia AI w przynajmniej jednej z funkcji operacyjnych. Poprawa wydajności procesów oraz polepszenie doświadczeń klientów stają się najważniejszymi miernikami sukcesu tych technologii. Jednocześnie wyzwanie stanowi właściwe zarządzanie danymi, które odgrywa znaczącą rolę w skalowalnym wdrażaniu AI i zapewnieniu zgodności z przepisami. Wdrożenie tych technologii wymaga również odpowiedniego przygotowania zespołów – firmy muszą inwestować w rozwój pracowników i pozyskiwać nowe talenty, aby efektywnie wykorzystać potencjał, jaki niesie za sobą cyfrowa transformacja.

Wybory prezydenckie w USA: głosowanie decydujące o przyszłości Ameryki i dolara

Dziś mamy pierwszy wtorek po pierwszym poniedziałku listopada, co oznacza, że tego dnia raz na cztery lata odbędą się wybory prezydenckie w USA. Data ta została ustanowiona 1845 roku przez Kongres Stanów Zjednoczonych. Wyznaczenie takiego terminu nie było przypadkiem, bowiem zostało to tak zaplanowane, żeby Amerykanie mogli zagłosować po jesiennych zbiorach ale jeszcze przed nadejściem zimy, która mogłaby utrudnić podróżowanie. Dlaczego wtorek? Po to aby ludzie mogli wykorzystać poniedziałek na dotarcie do miejsc głosowania. Od niespełna 170 lat obowiązuje ta sama zasada, mimo, że czasy diametralnie się zmieniły.

Wydaje się, że rynek w dość prosty sposób interpretuje możliwe scenariusze. Wygrana Harris może osłabić dolara, zwycięstwo Trumpa przeciwnie. Weźmy jednak pod uwagę fakt, że rosnące szanse republikańskiego kandydata w ostatnim czasie spowodowały, że na rynku walutowym doszło do zdyskontowania tego rezultatu, co zostało odzwierciedlone umocnieniem USD. Indeks dolarowy w październiku z poziomu 100 pkt. urósł do 104 pkt.. Część ruchu była tez spowodowana zmianą nastawienia rynku do dalszych działań Fed-u, ale gro aprecjacji amerykańskiej waluty pochodziło z politycznego źródła. Widać to było po poniedziałkowym osłabieniu USD, które wynikało z weekendowych sondaży, pokazujących, że Harris odrabia dystans dzielący ją do Trumpa.

Magiczną liczbą jest 270. Oznacza to tyle co wymagana liczba głosów elektorskich, która jest potrzebna do tego aby móc objąć najwyższy urząd w USA. Pamiętajmy, że Stany Zjednoczone mają aż cztery strefy czasowe, dlatego wstępne sondaże z poszczególnych obszarów będą napływać z opóźnieniem. Na ustach wszystkich obserwatorów amerykańskich wyborów znajdują się te stany, w których wynik jest niejednoznaczny. Jest ich siedem a wśród nich najważniejszymi są Pensylwania, Georgia, Północna Karolina oraz Michigan, bo to wygrana w nich daje największą liczbę głosów elektorskich, tak niezbędnych i upragnionych w całym tym wyścigu po władzę.

Przyjęty system elektorski ma oczywiście swoje wady. Jest zero-jedynkowy, co oznacza, że jeśli kandydat wygrywa w danym okręgu zaledwie o jeden głos, wówczas „zgarnia” całą pulę – czyli wszystkie głosy elektorskie. Tak jest prawie wszędzie poza kilkoma wyjątkami. Oznacza to, że w skali całego kraju można zdobyć więcej głosów ale mimo to przegrać ostateczną batalię. Było tak w historii kilka razy, a ostatnio osiem lat temu, kiedy Hillary Clinton zdobyła o blisko 2,9 mln głosów więcej niż Trump, który to ostatecznie rozgościł się w Białym Domu, bo jego wynik elektorski dał mu przewagę (304 do 227). Były prezydent ma duże szanse na dominację w „pasie słońca” a Harris w „pasie rdzy” i wszystko będzie zależeć od Pensylwanii – czyli miejsca głównej amerykańskiej rewolucji a także uchwalenia Deklaracji niepodległości USA oraz Konstytucji.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Technologiczna transformacja firm przyspiesza: MŚP inwestują w chmurę, AI i cyberbezpieczeństwo, ale obawiają się tempa zmian

Już 87% firm odnotowało wzrost zysków dzięki wykorzystaniu technologii w ciągu ostatnich dwóch lat, jednak aż 78% liderów biznesu wyraża obawy, że ich organizacje mogą nie sprostać szybkości zachodzących zmian – wynika z raportu „KPMG global tech report 2024”. W obliczu rosnącej cyfryzacji priorytet inwestycyjny dla przedsiębiorstw stanowi rozwój infrastruktury chmurowej (XaaS), a także wzrost nakładów na cyberbezpieczeństwo i sztuczną inteligencję. 74% organizacji już osiąga korzyści biznesowe z inwestycji w AI, natomiast tylko jedna na trzy uzyskuje je na dużą skalę.

Z badania KPMG, w którym udział wzięło 2 450 specjalistów odpowiedzialnych za obszar technologiczny w firmach wynika, że 7 na 10 respondentów jest zadowolonych z wartości, jaką generują wdrożone technologie. Ponadto zdecydowana większość firm deklaruje, że inwestycje związane z transformacją cyfrową przynoszą im wymierne korzyści, niezależnie od kategorii technologii. Odsetek firm, które wskazały, że inwestycje te są dla nich opłacalne już teraz wyniósł niemal 90%, co oznacza wzrost o około 25 punktów procentowych w porównaniu do ubiegłego roku. Raport wskazuje także, że 89% organizacji korzysta z doradztwa zewnętrznego przed podjęciem decyzji o inwestycjach technologicznych.

Transformacja cyfrowa, choć przynosi liczne korzyści, stawia przed firmami wyzwania związane z zarządzaniem ryzykiem technologicznym. Kluczem do sukcesu jest racjonalne podejście oparte na danych oraz inwestowanie w innowacje, które przynoszą długoterminową wartość. Największym zagrożeniem pozostaje dług technologiczny, który, jeśli nie jest skutecznie zarządzany, może hamować rozwój organizacji. Stąd tak duży nacisk na regularne audyty i ciągłe doskonalenie. Co więcej, obserwujemy, że coraz więcej firm podejmuje decyzje inwestycyjne na podstawie twardych danych, a nie presji rynkowej. Organizacje szukają rzetelnych, eksperckich analiz, zanim podejmą ostateczne kroki i korzystają w tym celu coraz częściej z doradztwa firm zewnętrznych. Taka ostrożność jest kluczowa, zwłaszcza w obliczu szybko zmieniającego się krajobrazu technologicznego, gdzie niewłaściwe decyzje mogą kosztować więcej niż zaniechanie inwestycji – mówi Rafał Szafraniec, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider doradztwa dla sektora TMT w KPMG w Polsce.

Dojrzałość technologiczna oraz nowe wyzwania w zakresie bezpieczeństwa

Rozwój technologiczny wymaga odpowiedniego zabezpieczenia infrastruktury IT, szczególnie w kontekście rosnącego zagrożenia cyberatakami. Raport KPMG podkreśla, że 35% firm wskazuje bezpieczeństwo danych jako kluczowy priorytet. Na kolejnych miejscach uplasowały się dostępność danych (33%) i zarządzanie danymi (32% odpowiedzi).

Cyberbezpieczeństwo stało się nieodzownym elementem każdej strategii technologicznej, a priorytetem na najbliższe lata będzie dla firm zabezpieczenie swoich systemów przed zagrożeniami cyfrowymi. Organizacje, które już na wczesnym etapie implementacji nowych technologii przyjmują podejście „secure-by-design”, zyskują nie tylko przewagę w zakresie bezpieczeństwa, ale także minimalizują koszty przyszłych modernizacji. Automatyzacja procesów bezpieczeństwa, regularne audyty oraz zaangażowanie ekspertów od początku projektów pozwalają firmom skutecznie reagować na zagrożenia w środowisku cyfrowym – podkreśla Michał Kurek, Partner i Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Technologie chmurowe jako priorytet inwestycyjny

XaaS jest priorytetem inwestycyjnym dla 86% badanych firm, co daje rozwiązaniom chmurowym pierwszeństwo przed cyberbezpieczeństwem (68%), sztuczną inteligencją (65%) oraz przetwarzaniem brzegowym (61%). W porównaniu do 2023 roku odnotowano wzrost wdrożeń technologii we wszystkich kluczowych obszarach, a największe zmiany zaobserwowano w analityce danych i XaaS. Większość firm już implementuje te strategie.

AI i zarządzanie danymi kluczem do strategii rozwoju

Zarządzanie danymi staje się fundamentem strategii biznesowej i kluczowym elementem innowacji, co potwierdza 52% firm. Wzrost odsetka tych, które w szerokim stopniu wdrożyły zarządzanie danymi w swoją strategię, wyniósł 12% w stosunku do ubiegłego roku. Prawie trzy czwarte firm osiąga korzyści z inwestycji w sztuczną inteligencję, choć na dużą skalę wdraża je tylko jedna trzecia. Ponad 80% respondentów oczekuje, że automatyzacja umożliwi pracownikom skupienie się na kreatywnych zadaniach.

AI nie jest już tylko technologią przyszłości – staje się fundamentem działalności operacyjnej coraz większej liczby organizacji. Aby w pełni wykorzystać jej potencjał, firmy muszą patrzeć na AI nie tylko jako narzędzie automatyzacji, lecz także jako strategiczny element rozwoju, który umożliwia innowacje i przewagę konkurencyjną. Klucz do sukcesu leży w dostosowaniu strategii AI do dynamicznych zmian rynkowych oraz w efektywnym zarządzaniu i integracji tych rozwiązań na szeroką skalę. W tym procesie niezbędna jest kultura organizacyjna, która wspiera adaptację AI i kładzie nacisk na długofalowy rozwój technologiczny – komentuje Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Nowe podejście do inwestycji i rola dyrektorów technologicznych

Co ciekawe, około 70% firm deklaruje, że ich inwestycje technologiczne mają na celu zarówno zysk, jak i cele społeczne. Ponadto 74% respondentów planuje w ciągu kolejnego roku inwestycje w zupełnie nowe technologie (a nie wymianę dotychczasowych).

Rola dyrektorów technologicznych znacząco ewoluowała w ostatnich latach. Aż 76% badanych zauważa tę zmianę, a 80% twierdzi, że niechęć do ryzyka spowalnia reakcje kierownictwa na zmiany rynkowe.

O RAPORCIE: Global Tech Report 2024 podsumowuje odpowiedzi od prawie 2,5 tysiąca osób pełniących kluczowe funkcje w zakresie technologii w swoich organizacjach w 26 krajach na całym świecie. W skład badanej grupy weszli przedstawiciele ośmiu sektorów: usług finansowych, technologii, handlu detalicznego i dóbr konsumpcyjnych, przemysłu produkcyjnego, nauk przyrodniczych i farmacji, opieki zdrowotnej, administracji publicznej oraz sektora energetycznego. Pod względem wielkości każdej z tych firm, ich roczne przychody indywidualnie przekraczają 100 milionów USD.

AME rozpocznie badania kliniczne Diabetomatu. Autorską technologię wykorzysta w badaniu niewydolności serca z urządzeniem Cardio Breath

Polski start-up – Advanced Medical Equipment (AME), który stoi za opracowaniem Diabetomatu, rewolucyjnego urządzenia do nieinwazyjnego badania poziomu cukru, podpisał umowę na przeprowadzenie badań klinicznych na grupie 120 pacjentów z problemami choroby cukrzycy.

Badania są niezbędnym elementem certyfikacji Diabetomatu jako wyrobu medycznego, a ich zakończenie pozwoli uzyskać certyfikację IVD i rozpocząć sprzedaż. Koszt umowy to 560 tys zł i obejmie przeprowadzenie procesu i sporządzenie dokumentacji (kwota ta nie zawiera wynagrodzenia placówek medycznych realizujących badania).

Oceniamy, że procedura zajmie kilkanaście miesięcy, potwierdzając skuteczność opracowanej i zastosowanej w urządzeniu technologiiStan organizmu można ocenić na podstawie wielu parametrów oddechowych. Diabetomat ma pozwolić chorym na cukrzycę na monitoring poziomu cukru bez potrzeby nakłuwania – ocenia Prof. Artur Rydosz, prezes AME S.A.

Diabetomat ma być dostępny nie tylko w placówkach medycznych, ale także służyć do codziennego użytku w domach pacjentów. Pomysł na nowatorski sposób monitorowania cukrzycy opiera się na analizie związków chemicznych zawartych w wydychanym powietrzu. Cukrzyca, choroba dotykająca ok. 3 mln Polaków i pół miliarda osób na świecie, wciąż pozostaje jednym z największych wyzwań medycyny. Kluczowym problemem jest konieczność regularnego monitorowania poziomu cukru we krwi, co wiąże się z inwazyjnymi badaniami, jak choćby codzienne nakłuwanie palców.

Autorska technologia pomoże w badaniu niewydolności serca

Ale polska firma postanowiła wykorzystać opatentowaną technologię do opracowania innego urządzenia medycznego – tym razem do nieinwazyjnej diagnostyki niewydolności serca (NS).  Nowe urządzenie CardioBreath – pozwoli na analizę biomarkerów w oddechu (takich jak aceton czy tlenek azotu), które mogą sygnalizować zaostrzenie niewydolności serca. Produkt ten wpisuje się w globalny trend łączenia zaawansowanej diagnostyki z wygodą (zdalne monitorowanie stanu zdrowia, bez konieczności częstych wizyt w placówkach medycznych) i dostępnością dla pacjenta. W perspektywie spółka liczy na wprowadzenie CardioBreath na rynek międzynarodowy, co mogłoby otworzyć nowe źródła przychodów i umocnić jej pozycję na dynamicznie rozwijającym się rynku medtech.

CardioBreath ma pozwalać na szybkie uzyskanie wyników, a połączenie z systemami sztucznej inteligencji mogłoby umożliwić automatyczne ostrzeganie o pogorszeniu stanu zdrowia, redukując konieczność kosztownych hospitalizacji. Jak wyjaśnia dr Paweł Kacprzak, dyrektor R&D AME, „identyfikacja biomarkerów oddechu może stanowić znaczący postęp w monitorowaniu pacjentów z niewydolnością serca i umożliwić szybkie interwencje jeszcze przed wystąpieniem objawów wymagających hospitalizacji”.

Wsparcie Unii Europejskiej dla innowacji AME

Projekt CardioBreath spotkał się z zainteresowaniem instytucji rządowych i został zgłoszony do programu dotacyjnego UE SMART, co umożliwi przyspieszenie prac badawczo-rozwojowych. Realizacją zajmie się specjalnie wybrany zespół badawczy, a projektowi patronuje jeden z krajowych instytutów medycznych. Jak wskazuje AME, współpraca z ośrodkiem medycznym zapewni nie tylko nadzór naukowy, ale i testy na grupie pacjentów, umożliwiające ocenę korelacji pomiędzy biomarkerami oddechu a stężeniem NT-proBNP – peptydu, którego wysokie stężenie we krwi jest kluczowym wskaźnikiem ciężkości choroby serca.

Niewydolność serca: kosztowny problem zdrowotny

Niewydolność serca to problem, który dotyka milionów osób na całym świecie, w tym około 1,2 miliona Polaków, gdzie odsetek chorych rośnie do 10% u osób po 70. roku życia. Wysoka liczba hospitalizacji i długotrwała opieka nad pacjentami sprawiają, że koszty leczenia są ogromne – w Polsce przekraczają 1,6 miliarda złotych rocznie, a w Europie szacuje się je na około 30-40 miliardów euro. To obciążenie generuje ogromne wyzwanie dla systemów opieki zdrowotnej, a opracowanie nowoczesnych narzędzi diagnostycznych, takich jak CardioBreath, może mieć wpływ na obniżenie tych kosztów. Zdaniem Artura Rydosza, prezesa AME, urządzenie zdalnego monitorowania mogłoby pomóc pacjentom w codziennym kontrolowaniu stanu zdrowia, zmniejszając konieczność hospitalizacji, które generują aż 94% kosztów leczenia niewydolności serca.

Przyszłość urządzeń diagnostycznych AME na globalnym rynku

Zapotrzebowanie na zdalne monitorowanie zdrowia rośnie w całym rozwiniętym świecie, szczególnie w kontekście chorób przewlekłych, takich jak niewydolność serca. AME stawia na proste i wygodne urządzenia, które mają wspierać pacjentów w zarządzaniu ich zdrowiem bez konieczności skomplikowanych procedur. Jak wskazują analizy, globalny rynek urządzeń medycznych do monitorowania zdrowia może wzrosnąć do kilkudziesięciu miliardów dolarów rocznie, co stanowi ogromną szansę dla AME i jej inwestorów.

Migracja do chmury Polcom: Przygotuj swoją firmę na cyfrową transformację

W dobie cyfryzacji coraz więcej firm decyduje się na migrację do chmury. Przeniesienie infrastruktury IT do chmury to nie tylko krok ku nowoczesnym rozwiązaniom technologicznym, ale również szansa na zwiększenie efektywności biznesowej, elastyczności operacyjnej oraz poprawę bezpieczeństwa. Wybór odpowiedniego dostawcy usług chmurowych jest kluczowy dla pomyślnej migracji, a Polcom – doświadczony dostawca rozwiązań chmurowych – wspiera firmy na każdym etapie tego procesu.

Dlaczego migracja do chmury jest kluczowa?

Migracja do chmury niesie za sobą wiele korzyści. Przede wszystkim pozwala firmom znacząco zredukować koszty operacyjne, eliminując potrzebę utrzymywania rozbudowanej infrastruktury IT na miejscu. Chmura zapewnia także skalowalność, co oznacza, że przedsiębiorstwa mogą szybko dostosować zasoby IT do bieżących potrzeb – zarówno w czasie wzrostu, jak i spadku zapotrzebowania na moc obliczeniową.

Dodatkowo, bezpieczeństwo danych w chmurze staje się priorytetem w kontekście coraz bardziej rygorystycznych regulacji, takich jak NIS2 czy DORA. Dzięki migracji do chmury firmy mogą zapewnić pełną zgodność z przepisami, co jest istotne szczególnie dla przedsiębiorstw działających w sektorach objętych surowymi wymogami prawnymi.

Więcej o migracji do chmury znajdziesz we wpisie na Polcom: https://polcom.com.pl/cloud-computing/migracja-do-chmury-jak-sie-do-niej-odpowiednio-przygotowac/

Jak odpowiednio przygotować się do migracji?

Aby migracja do chmury przebiegła bezproblemowo, kluczowe jest odpowiednie przygotowanie i zaplanowanie procesu. Na początek warto przeprowadzić audyt infrastruktury IT, który pomoże zidentyfikować, które systemy i aplikacje są kluczowe i niezbędne do przeniesienia w pierwszej kolejności, a które mogą zostać zmigrowane później. To pozwoli uniknąć potencjalnych przestojów i zoptymalizować proces migracji.

Kolejnym krokiem jest ocena potrzeb biznesowych. Migracja do chmury nie polega jedynie na przeniesieniu danych, ale także na dostosowaniu rozwiązań chmurowych do dynamicznie zmieniających się wymagań firmy. Skalowalność i elastyczność chmury pozwalają na szybkie reagowanie na wzrosty zapotrzebowania na zasoby IT, co jest istotne w przypadku sezonowych wzrostów sprzedaży lub dynamicznego rozwoju.

Wybór odpowiedniej strategii migracji to kolejny kluczowy krok. W zależności od charakteru działalności, firma może wybrać chmurę publiczną, prywatną lub hybrydową. Każdy z tych modeli oferuje inne zalety: chmura publiczna zapewnia szeroką dostępność i elastyczność kosztową, chmura prywatna daje większą kontrolę nad bezpieczeństwem danych, a chmura hybrydowa łączy oba te aspekty, pozwalając firmie na większą elastyczność w zarządzaniu zasobami.

Bezpieczeństwo i zgodność w chmurze z Polcom

Bezpieczeństwo danych w chmurze to priorytet dla każdej firmy decydującej się na migrację. Polcom, jako wiodący dostawca rozwiązań chmurowych, oferuje zaawansowane narzędzia do ochrony danych. Certyfikaty bezpieczeństwa, stałe monitorowanie infrastruktury oraz wprowadzenie rygorystycznych procedur ochrony przed cyberatakami sprawiają, że migracja do chmury z Polcom jest bezpieczna i zgodna z obowiązującymi regulacjami prawnymi.

Dodatkowo, migracja do chmury wspiera spełnianie wymagań regulacji takich jak NIS2, DORA i RODO. Polcom oferuje rozwiązania, które nie tylko chronią dane, ale również umożliwiają pełne monitorowanie zasobów, co jest niezbędne dla firm operujących w sektorach o wysokim poziomie regulacji.

Rola ekspertów Polcom w procesie migracji

Migracja do chmury to proces, który wymaga odpowiedniego zarządzania i wsparcia technicznego. Eksperci Polcom oferują kompleksowe podejście do migracji, obejmujące zarówno planowanie, jak i wdrożenie oraz wsparcie po zakończeniu procesu. Dzięki temu firmy mogą skupić się na rozwoju swoich kluczowych działalności, a techniczne aspekty migracji pozostawić w rękach specjalistów.

Polcom dostarcza dedykowane rozwiązania, które są dostosowane do indywidualnych potrzeb każdej firmy. Niezależnie od tego, czy firma potrzebuje rozwiązań optymalizujących koszty, poprawiających bezpieczeństwo, czy zapewniających szybszy dostęp do danych – Polcom oferuje elastyczne podejście i pełne wsparcie na każdym etapie migracji.

Dalsze kroki po migracji

Migracja do chmury to dopiero początek. Po przeniesieniu infrastruktury IT do chmury, firmy zyskują możliwość wdrażania innowacyjnych rozwiązań, takich jak AI w chmurze, analiza dużych zbiorów danych (big data) czy machine learning. Chmura umożliwia szybsze przetwarzanie danych, co przekłada się na lepszą wydajność i efektywność procesów.

Polcom aktywnie wspiera firmy w adaptacji nowych technologii, oferując usługi dostosowane do specyficznych potrzeb i wyzwań każdego biznesu. Dzięki zaawansowanej infrastrukturze chmurowej Polcom, firmy mogą nie tylko utrzymać swoją konkurencyjność na rynku, ale także dynamicznie rozwijać się, wdrażając innowacyjne rozwiązania, które przyspieszają ich rozwój.

Migracja do chmury z Polcom – Droga do cyfrowej przyszłości

Migracja do chmury z Polcom to krok ku nowoczesnym, efektywnym i bezpiecznym rozwiązaniom IT. Proces ten nie tylko pozwala firmom na redukcję kosztów operacyjnych i zwiększenie elastyczności, ale również zapewnia zgodność z regulacjami oraz możliwość wdrożenia innowacyjnych technologii.

Jeśli chcesz przygotować swoją firmę na przyszłość i skorzystać z kompleksowego wsparcia ekspertów w procesie migracji, skontaktuj się z Polcom i dowiedz się, jak możemy pomóc Twojemu biznesowi w cyfrowej transformacji.

Stabilizacja cen i wzrost oferty mieszkań deweloperskich – co przyniósł październik na rynku nieruchomości?

Październik był dla deweloperów działających na 7 najważniejszych rynkach nieco lepszy od września – wskazuje wstępny odczyt danych z monitoringu rynku Otodom Analytics. Aktualne 3643 sprzedane mieszkania to o 6% więcej niż wynik wrześniowy, który po comiesięcznej korekcie może skończyć się wynikiem około 3,5 tys. Największy 50% spadek sprzedaży miał miejsce w Katowicach, a najmniejszy o 20-25% w Krakowie, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu. Roczny spadek sprzedaży o jedną czwartą to nie powód do wszczynania alarmu – dwanaście miesięcy temu działał program Bezpieczny Kredyt 2%, który spowodował wzrost sprzedaży.

Stabilizacja cen i wzrost oferty mieszkań deweloperskich – co przyniósł październik na rynku nieruchomości? 1 Stabilizacja cen i wzrost oferty mieszkań deweloperskich – co przyniósł październik na rynku nieruchomości? 2 Stabilizacja cen i wzrost oferty mieszkań deweloperskich – co przyniósł październik na rynku nieruchomości? 3 Stabilizacja cen i wzrost oferty mieszkań deweloperskich – co przyniósł październik na rynku nieruchomości? 4 Stabilizacja cen i wzrost oferty mieszkań deweloperskich – co przyniósł październik na rynku nieruchomości? 5 Stabilizacja cen i wzrost oferty mieszkań deweloperskich – co przyniósł październik na rynku nieruchomości? 6

W październiku 2024 r. firmy deweloperskie ponownie wprowadziły do sprzedaży więcej mieszkań niż zostało w tym samym czasie kupionych. Nie dziwi zatem, że oferta mieszkań deweloperskich na największych rynkach (Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Trójmiasto, Warszawa i Wrocław) nadal rośnie i przekroczyła 53 tys. Pomimo wzrostu liczby oferowanych mieszkań, tempo wyprzedaży oferty poprawiło się dzięki relatywnie dobrej październikowej sprzedaży.

Rekordowa liczba nowych mieszkań w Katowicach

W poszczególnych miastach sytuacja jest oczywiście zróżnicowana. Najbardziej stabilnie jest w Warszawie, a to ze względu na wielkość rynku – jedna nowa inwestycja nie wpływa tu tak na dane jak np. w Katowicach czy Poznaniu. W październiku deweloperzy sprzedali w granicach stolicy 1258 mieszkań (wstępny odczyt), co pozwala liczyć, że skorygowany wynik będzie podobny do tego z września i wyniesie 1100-1150 sprzedanych jednostek. W tym samym czasie na rynek trafiło 1148 lokali, a oferta wzrosła do 12,6 tys. (oferta rośnie gdyż do puli wraca część mieszkań wstępnie oznaczonych jako sprzedane np. we wrześniu). Na koniec października poszukujący mieszkania od dewelopera w Warszawie mieli do wyboru o 52% więcej lokali niż rok temu.

W ostatnich 12 miesiącach największy wzrost oferty zanotowaliśmy w Krakowie i Wrocławiu – odpowiednio o 110% i 90%. Mimo wyraźnej odbudowy oferty w tych dużych ośrodkach, nadal liczba mieszkań dostępnych w Łodzi jest wyższa. Na koniec października było to blisko 8,4 tys.

Przyglądając się październikowym wprowadzeniom widać bardzo wysoki wynik w Katowicach – 745 mieszkań to najwięcej w historii monitorowania tego rynku przez Otodom Analytics. To efekt wprowadzenia kilku większych inwestycji na rynek, w tym, Mikato przez Archicom i Osiedla Józefowska przez Grimbud.

Sprzedażowo październik nie przyniósł niespodzianek. Po Warszawie najwięcej mieszkań sprzedali deweloperzy w Trójmieście, Krakowie i Wrocławiu, a najmniej – w Katowicach. Obecną sprzedaż porównujemy do okresu ze wsparciem Bezpiecznego Kredytu 2%, który nakręcił popyt, we wszystkich miastach mamy rok do roku spadek sprzedaży. Największy w Katowicach o 50%, a najmniejszy o 20-25% w Krakowie, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu.

Spokojnie w cenach

Analiza przeciętnych cen mieszkań oferowanych w październiku na siedmiu największych rynkach wskazuje na dalszą stabilizację cen mieszkań budowanych przez firmy deweloperskie. Warto jednak zauważyć, że w październiku przeciętne ceny stabilizowały się nie tylko w relacji miesiąc do miesiąca, ale również w relacji w stosunku do cen sprzed roku nastąpiła symboliczna zmiana. W październiku 2024 r. ceny oferowanych przez firmy deweloperskie mieszkań były o 9% wyższe od średnich cen w październiku 2023 co oznacza, że pierwszy raz od 15 miesięcy roczny wzrost cen był niższy niż 10% (mowa o zagregowanych danych dla 7 w/w rynków).

Wypłaszczanie dynamiki wzrostu cen widać też w poszczególnych miastach. O ile jeszcze w czerwcu na wszystkich 7 rynkach wzrost roczny był dwucyfrowy, to na koniec października zostały tylko Łódź (+20%), Wrocław (+13%) i Warszawa (+12%). W ujęciu rocznym najmniej ceny urosły w Trójmieście i Poznaniu – po 5-6%. Miesiąc do miesiąca zmiany są niewielkie, lekki wzrost nastąpił w październiku w Łodzi i Wrocławiu (odpowiednio 1,4% i 1,3%). Spadki do o około 0,5% były w Katowicach, Krakowie i Trójmieście.

Czas wyprzedaży spada

Przyzwoita sprzedaż w ostatnich dwóch miesiącach powoduje spadek czasu wyprzedaży oferty rynkowej. To wartość, która pokazuje jak szybko z danego rynku zniknęłyby wszystkie mieszkania, gdyby sprzedaż utrzymała się na poziomie z ostatnich 3 miesięcy, a deweloperzy nie wprowadzaliby nowych inwestycji.

Szybki wzrost oferty w Katowicach spowodował, że w mieście tym wskaźnik czasu wyprzedaży jest najdłuższy i wynosi ponad 10 kwartałów, dla Łodzi jest to z kolei 9 kwartałów i to są dwa rynki z ryzykiem nadpodaży. Dla Trójmiasta i Warszawy wskaźnik spadł do 4 kwartałów, a w pozostałych miastach jest pomiędzy. Okres 4-6 kwartałów uznawany jest za zdrowy dla rynku. 

Spokojny koniec roku

Do końca roku został niespełna kwartał, nic nie wskazuje na to, by miało się w tym okresie wydarzyć coś, co odmieni obraz rynku mieszkaniowego w Polsce. Rządowy program wsparcia kredytobiorców nie rozgrzewa nastrojów tak jak poprzednik, stopy procentowe wciąż w miejscu, a w mieszkaniówce względna równowaga.

Przyzwoity jak na obecną sytuację wynik sprzedażowy w październiku można uznać za umiarkowanie optymistyczny początek ostatniego w tym roku kwartału. Wzmacnia on prognozy, zgodnie z którymi sprzedaż mieszkań deweloperskich w czwartym kwartale okaże się nieco lepsza niż odnotowana przez Otodom Analytics w kwartałach drugim i trzecim i przekroczy 10 tys. lokali.

Popyt na złoto rośnie – dzięki „perfect storm” w światowej gospodarce

Cena złota wyznaczyła w ubiegłym tygodniu kolejne ATH na poziomie 2790 dolarów, po czym spadła. Wahania mają związek między innymi z jutrzejszymi wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych. Światowa Rada Złota opublikowała z kolei raport podsumowujący 3. kwartał roku. W obliczu zawirowań popyt na złoto wciąż rośnie. 

Złoto z nowym ATH, niepewność przed wyborami

2790 dolarów, czyli 11200 złotych to nowy rekord wszechczasów za uncję złota. Nie jest to oczywiście żadna niespodzianka, a konsekwencja utrzymującego się trendu. Wpływ na cenę złota mają konflikty zbrojne, silny popyt na kruszec ze strony banków centralnych czy normalizacja stóp procentowych (inwestorzy spodziewają się, że Fed obniży stopy procentowe o 25 punktów bazowych na każdym kolejnym posiedzeniu w tym roku). Last but not least – wpływ na cenę złota ma przedwyborcza niepewność w Stanach Zjednoczonych. Jak wiemy, wynik wyścigu Kamali Harris z Donaldem Trumpem, będzie miał wpływ na politykę całego świata.

Na inny czynnik zwraca z kolei uwagę Ryan McIntyre z domu maklerskiego Sprott: ceny złota rosną w obliczu coraz większego zadłużenia USA. Już teraz dług rządu wynosi 35 bilionów dolarów i rośnie z dużą intensywnością.

To równoczesne połączenie wielu czynników jest nazywane przez Amerykanów „perfect storm”. Złoto nie stało się bowiem spekulacją, ani fizycznym bitcoinem. To kwestia kulminacji huraganów. Zarówno politycznych, jak i gospodarczych.

Popyt na złoto wciąż rośnie

Takie informacje podaje Światowa Rada Złota, wskazując, że całkowity popyt na żółty kruszec w 3. kwartale 2024 r. wzrósł o 5% rok do roku i wyniósł 1313 ton. Oczywiście znalazło to odzwierciedlenie w cenie, która osiągnęła serię nowych maksimów w ciągu poprzedniego kwartału. Wartość popytu wzrosła o 35% r/r, przekraczając pierwszy raz w historii 100 miliardów dolarów.

Co prawda sprzedaż złotych sztabek i monet spadła o 9%, ale pamiętajmy, że 3. kwartał 2023 roku był pod tym względem wyjątkowo silny. Pomimo wyraźnego wzrostu sprzedaży złotej biżuterii w Indiach, w ujęciu globalnym odnotowano 12-procentowy spadek. Popyt ze strony banków centralnych wyniósł 186,2 tony, co stanowi spadek o 49% względem 3. kwartału ubiegłego roku, który był bardzo silny.

Popyt na złoto wzrósł natomiast wśród producentów technologii, którzy coraz mocniej wykorzystują kruszec w produkcji rozwiązań bazujących na sztucznej inteligencji. Wzrost wyniósł 7% – o 83 tony rok do roku.

Z raportu wynika także, że napływ do ETF wyniósł 95 ton.

Analitycy zapowiadają obniżki stóp procentowych w Polsce

Analitycy EY opublikowali prognozy gospodarcze na najbliższe lata. Wynika z nich, że polska gospodarka ma się dobrze, a PKB będzie rósł. Rosnąć będzie także inflacja, która aktualnie wynosi 5%. Wspomniani analitycy wskazują, że w marcu 2025 roku, po nowej projekcji inflacyjnej NBP, rozpocznie się dyskusja o obniżkach stóp procentowych. Te spodziewane są w okolicach połowy przyszłego roku. Łącznie, w przyszłym roku możemy spodziewać się czterech cięć o 25 punktów bazowych, a w 2026 roku, gdy inflacja spadnie poniżej 3,5%, kolejnych – o 50 pb.

Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Najważniejszy tydzień w tym roku: wybory w USA, decyzja FED i rekordowa zmienność na rynkach

Wchodzimy w najważniejszy tydzień w tym roku na rynkach. Już we wtorek zakończą się wybory w USA i zacznie się gorączkowe zliczanie głosów. Do tego w czwartek o stopach procentowych zdecyduje FED. 

Harris czy Trump?

Myślę, że najlepszym podsumowaniem ostatniego szaleństwa przedwyborczego jest fakt, że w weekend wielu naprawdę poważanych analityków roztrząsało, jaki wpływ na wynik wyborów może mieć śmierć wiewiórki. To byłby prawdziwy chichot losu, gdyby o tym, kto zostanie gospodarzem Białego Domu miał zdecydować gryzoń. Głosowanie zamyka się już jutro i rynki tak naprawdę nie mają bladego pojęcia, kto je wygra. Wcześniejszy optymizm pod tytułem Trump Trade gdzieś wyparował, zwłaszcza że ostatnie sondaże znowu promują Harris. Jednak cały czas poruszamy się w obszarze błędu statystycznego, a to oznacza, że zmienność na rynkach może być rekordowo wysoka podczas liczenia głosów. Zwłaszcza w siedmiu tzw. swing states. Dużo mówi się, że kluczowa w tej układance będzie Pensylwania, która po pierwsze zapewnia najwięcej głosów elektorskich w tych niepewnych stanach, a po drugie, historycznie, ten kto tam wygrywał, przeważnie wprowadzał się do Waszyngtonu.

W kalendarzowej pułapce

Trzeba przyznać, że wyznaczenie terminu listopadowego posiedzenia FOMC było co najmniej niefortunne. Dwa dni po wyborach, gdzie istnieje ryzyko, że jeszcze nie poznamy oficjalnego zwycięzcy. A od dawna dość głośno spekuluje się, że nowy prezydent będzie miał znaczenie przy podejmowaniu decyzji o koszcie pieniądza. Obietnice Trumpa są wyraźnie bardziej proinflacycjne, więc jego wygrana powinna złagodzić gołębie zapędy Powella i spółki. Rezerwie nie pomaga jednak nie tylko szum związany z wyborami, ale również ten związany z ostatnimi huraganami. Nie do końca wiadomo, jak duży wpływ miały one na fatalne odczyty z amerykańskiego rynku pracy. Drastyczny spadek NFP powinien dawać impuls do mocniejszego cięcia stóp i początkowo w piątek rynek nawet próbował rozgrywać ten scenariusz. Ostatecznie uznał, że decydenci nie będą podejmować radykalnych decyzji w tak gorącym okresie. Z kontraktów jasno wynika, że FOMC zdecyduje się na standardowe cięcie o 25 punktów bazowych, co jest uznawane za „bezpieczny” scenariusz. W takim układzie to grudniowe posiedzenie będzie w centrum uwagi.

Dolary na wyprzedaży

W tydzień wchodzimy w całkiem antydolarowych nastrojach. Amerykańska waluta osłabia się praktycznie po całej szerokości rynku. Kurs eurodolara na początku sesji podskoczył do 1,09$, wykorzystując większość potencjalnego ruchu korekcyjnego dla fali z pierwszej połowy października. Słabość dolara rozgrywa także złoty, gdzie kurs USDPLN przebił pułap okrągłych 4 złotych. Tanieje również wspólna waluta, która kosztuje już 4,345 zł. Gdzieś w tle amerykańskich wydarzeń w tym tygodniu odbędzie się także posiedzenie RPP, jednak inwestorzy nie za bardzo zaprzątają sobie tym faktem głowy. Zresztą posiedzeń banków centralnych w tym tygodniu będzie więcej, ale chyba jedynie Anglicy mają szansę naruszyć amerykański monopol na medialność.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl